Z postępem robotyzacji znikają miejsca pracy. Tesla i Panasonic będą produkować baterie słoneczne w USA. O relacji człowiek-maszyna.


Matt Dixon – Pusty

PAP – Biznes, 27 Gru 2016, 20:47 Nowy Jork (PAP) – Rozwój sztucznej inteligencji i postęp robotyzacji prowadzi do likwidowania miejsc pracy, zwłaszcza tych, które nie wymagają dużej wiedzy. Rozwój ten jest jednak niezbędny, choć może pogłębić przepaść między różnymi grupami społecznymi – głosi raport Białego Domu.

Raport Białego Domu, który omawia „Washington Post”, sugeruje między innymi, że w celu zrównoważenia dobrodziejstw płynących z postępu technologicznego z niekorzystnymi trendami ma rynku pracy należy zwiększyć dostęp do edukacji technicznej. Niezbędna jest zarazem większa pomoc finansowa dla ludzi, którzy stracili zatrudnienie.

Są to zalecenie, których nie wcieli już w życie ustępujący rząd. Dokument, jak podkreśla „WP”, został ogłoszony na niespełna miesiąc przed zaprzysiężeniem Donalda Trumpa, które nastąpi 20 stycznia.

Nacisk na kształcenie osób z najuboższych warstw społecznych i obniżanie kosztów nauki nie należy jednak do priorytetów Republikanów, którzy wygrali wybory prezydenckie i utrzymali większość w Kongresie. Mało prawdopodobne jest też wprowadzenie w życie postulatu o potrzebie podniesienia świadczeń dla bezrobotnych, w związku ze znikaniem miejsc pracy na skutek automatyzacji i robotyzacji. Kontrolujący Izbę Reprezentantów i Senat politycy Partii Republikańskiej (GOP) zamierzają okroić tego rodzaju wydatki.

Raport Białego Domu prognozuje, że zmiany związane wykorzystaniem sztucznej inteligencji, komputeryzacją i robotyzacją będą najszybciej następowały w sektorze transportowym oraz rolnictwie. Negatywnych skutków doświadczą przede wszystkim pracownicy o zarobkach poniżej 20 dolarów za godzinę i ludzie, którzy nie skończyli szkoły średniej.

Według raportu nowoczesne technologie i rozwój sztucznej inteligencji przyczynią się do zwiększenia wydajności pracy; roboty zastępujące człowieka stają się bowiem coraz szybsze i sprawniejsze.

Nie przeoczył tego szef holdingu CKE Restaurants Andrew Puzder desygnowany przez Donalda Trumpa na ministra pracy. Traktuje on inteligentne maszyny jako sposób na obniżanie wydatków firm związanych ze wzrostem płac i kosztów opieki zdrowotnej. Jak mawia, roboty wymagają konserwacji i czasami się psują, ale łatwiej nimi zarządzać niż ludźmi, a poza tym nie stwarzają problemów natury prawnej.

„Są zawsze uprzejme, namawiają klientów do kupna dodatkowych rzeczy, nigdy nie biorą urlopu, nigdy nie pojawiają się za późno, nigdy nie ma obawy, że się poślizną czy przewrócą albo będą pozywać (do sądu) za dyskryminację ze względu na wiek, płeć czy na tle rasowym” – wyjaśnił Puzder w wywiadzie dla magazynu „Bussines Insider”. On sam wprowadził roboty do Hardee’s – sieci restauracji typu fast food.

Trump prowadził kampanię wyborczą pod hasłami pomocy w tworzeniu miejsc pracy dla Amerykanów. Podkreślał też, że automatyzacja przyśpiesza redukcję zatrudnienia w niektórych obszarach. Nie przeszkodziło mu to powołać Puzdera na kluczowe stanowisko w swym gabinecie.

Nowojorski miliarder obiecywał w kampanii wyborczej deportację nielegalnych imigrantów i powrót stanowisk przenoszonych w ramach globalizacji za granicę. Mniej koncentrował się na tym, że wielu pracowników, także w sektorze wytwórczym, zastępują nowoczesne urządzenia. Jak podkreślają teraz amerykańskie media, nowy prezydent może walczyć skutecznie z nielegalną imigracją, ale wątpliwe jest, czy powstrzyma proces udoskonalania robotów.

Zdaniem Darrella Westa, dyrektora Centrum Innowacji Technologicznej w ośrodku Brookings Institution, automatyzacja procesów produkcji czy usług będzie postępować niezależnie od tego, czy nowa administracja USA zachowa dotychczasową stawkę płacy minimalnej. Roboty będą coraz tańsze w eksploatacji.

Boston Consulting Group przewiduje, że do roku 2025 koszty operacyjne robota-spawacza spadną poniżej dwóch dolarów za godzinę. Wynagrodzenie spawacza wynosi dzisiaj w USA 25 dolarów za godzinę.

Maszyny uczą się coraz lepiej wykonywania nowych zadań. Sprzęt oparty na sztucznej inteligencji zastępuje pracowników na przykład w centrach obsługi telefonicznej, na lotniskach i w sklepach.

Na sytuację na rynku pracy wpłynie też wprowadzanie autonomicznych samochodów. Według zrzeszenia związków zawodowych transportowców American Trucking Associations w USA w 2010 roku około 3 mln osób pracowało jako kierowcy ciężarówek, a 6,8 mln pracowników zajmowało stanowiska związane z prowadzeniem działalności przewozowej, także przy produkcji ciężarówek i ich obsłudze. W sumie jeden na 15 pracowników w USA był zatrudniony w branży związanej z sektorem transportu samochodowego. Około 300 tys. osób, według danych resortu pracy, pracuje jako taksówkarze i kierowcy. Wkrótce wielu z nich może stracić zatrudnienie.

Co więcej, według badania firmy software’owej Intuit do 2020 roku około 40 proc. osób pracujących zostanie niezależnymi zleceniobiorcami, pracownikami tymczasowymi lub przedsiębiorcami działającymi na własny rachunek. Stałe etaty staną się jeszcze rzadszą formą zatrudnienia niż dzisiaj.

Dla około 60 milionów Amerykanów będzie to oznaczać na przykład brak wynagrodzenia w trakcie choroby, brak ubezpieczenia zdrowotnego oferowanego przez pracodawcę i brak innych świadczeń.

W ciągu następnej dekady – przestrzegają amerykańskie media – technologia zdziesiątkuje miejsca pracy w wielu zawodach. Ludzie najgorzej wykształceni, nawet jeśli nie staną się bezrobotni, będą mogli liczyć na pracę mniej płatną niż obecnie i okrojoną ze świadczeń. Za najbardziej bezpieczne miejsca pracy uznaje się teraz przede wszystkim stanowiska wymagające wysokiego poziomu kreatywności, myślenia analitycznego i dobrej komunikacji interpersonalnej.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP) ad/ fit/ mc/ (stooq.pl)

podobne: DAO i roboty czyli… IV rewolucja przemysłowa i przyszłość na rynku pracy. Era korporacji, freelancerów, wirtualnych firm i koniec umów o pracę. oraz: W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za brak bezpieczeństwa, rośnie przepaść między bogatymi i biednymi, Kongres chce zlikwidować Obamacare (w pakiecie reformy gospodarcze)

PAP – Biznes, 29 Gru 2016, 18:35, Warszawa (PAP) – Japoński producent sprzętu elektronicznego Panasonic i amerykański wytwórca samochodów z napędem elektrycznym Tesla chcą uruchomić produkcję baterii słonecznych w fabryce w Buffalo w stanie Nowy Jork – podała agencja AP.

Wytwarzane tam ogniwa i moduły fotowoltaiczne będą wykorzystywane w panelach solarnych montowanych w pokryciach dachowych oraz szklanych dachówkach słonecznych, których produkcję chce uruchomić Tesla. Przedsięwzięcie ma ruszyć w połowie 2017 roku.

Dzięki nowej inwestycji, jak twierdzą przedstawiciele Tesli, powstanie 1 400 miejsc pracy. Panasonic ma również we współpracy z Teslą rozpocząć prace nad technologią nowej generacji – zapowiedzieli przedstawiciele obu firm.

Władze stanu Nowy Jork mają przeznaczyć na budowę i wyposażenie zakładu w południowej części Buffalo 750 mln dolarów. Należąca do Tesli firma produkująca panele słoneczne Solar City Corp., która zajmuje się uruchomieniem fabryki, zobowiązała się m.in. do zainwestowania w ciągu dziesięciu lat 5 mld dolarów w stanie Nowy Jork oraz zatrudnienia w zakładzie w Buffalo w ciągu pięciu lat blisko 1 500 pracowników, a także stworzenia dodatkowych 2 000 miejsc pracy na terenie stanu. Wszystko w zamian za możliwość korzystania z należącej do państwa fabryki. (PAP) maja/ son/ (stooq.pl)

podobne: Tesla – brama do nowej motoryzacji? oraz: Nauka: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki

…problem tego rodzaju inwestycji to rzecz jasna subsydiowanie z pieniędzy podatników. Cóż to bowiem za postęp i interes dla podatnika, skoro bez pytania go o zgodę ładuje się jego pieniądze w czyjś prywatny sukces, za który później (by z niego skorzystać) będzie musiał jeszcze raz „prywatnie” zapłacić nabywając towar. Państwo powinno co najwyżej dbać o optymalne warunki dla rozwoju kreatywnych ludzi, nie przeszkadzać w ich przedsięwzięciach, oraz nie łupić z owoców czyjejś ciężkiej i pożytecznej pracy. Ewentualna interwencja powinna dotyczyć sytuacji która narusza własność i prawo do takiego samego rozwoju innych ludzi.

Jak historia pokazuje, wraz z rozwojem technologii pojawia się zapotrzebowanie na pracowników ją „obsługujących”, oraz na kadrę naukową która tych pracowników „dostosuje” do potrzeb rynkowych z tą technologią związanych. Jaki będzie ostateczny bilans postępu technologicznego (z którym trzeba się pogodzić jeśli ktoś ma zamiar skutecznie konkurować) czas pokaże… Póki co zarówno brak zapotrzebowania na pewne umiejętności, jak i zapotrzebowanie na coraz to nowe jest faktem. A za jakiś czas staniemy przed innym, być może dużo poważniejszym problemem… (Odys)

podobne:  Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach.

„…Chciałabym zachęcić do dyskutowania nad problemem relacji człowiek-maszyna i śledzenia rozwoju robotyki, ale nie tylko ze strachu przed zmianami na rynku pracy. W mojej ocenie nie chodzi wyłącznie o ekonomię – możliwość utraty miejsc pracy czy zniknięcia niektórych zawodów z powodu robotów, obok dyskusji o dochodzie minimalnym. Przede wszystkim o zadanie sobie pytania, ile wirtualności i robotyki jesteśmy w stanie zaakceptować w swoim życiu. Robot jest przecież intruzem (pojawił się, a wcześniej go nie było) i kwestią etyki będzie zdecydowanie, jak się z tym czujemy i co zrobimy. W tym kontekście przywoływana jest coraz częściej historia luddystów (ruchu społecznego, który zareagował na pojawienie się maszyn tkackich w XIX w.), jednak nie jestem pewna, czy jest ona kluczem do zrozumienia dzisiejszych problemów. Pojawienie się maszyn tkackich było związane z wynalazkiem i wprowadziło zmiany gwałtownie. Dlatego ludzki opór również był zdecydowany.” (wszystkoconajwazniejsze.pl, Ewa Fabian – O relacji człowiek-maszyna. Prace Brukseli, luddyści i efekt gotowanej żaby)

Matt Dixon – Zagubiony

Kryzys demograficzny w Polsce. Czy „500 zł na dziecko” to polityka prorodzinna czy też marnowanie pieniędzy rodziny?


„…Problemów demograficznych nie rozwiąże samo prowadzenie kosztownej, chociaż często nieudolnie realizowanej polityki prorodzinnej. Charakteryzuje się ona bowiem brakiem spójności i koordynacji działań oraz stosowaniem nieodpowiednich „narzędzi”. Często więc pomoc ze strony państwa nie trafia do wielodzietnych rodzin, które najbardziej potrzebują tej pomocy. Przykładem mogą być ulgi na dziecko, z których korzystało w 2013 roku w pełni 76% rodzin z jednym dzieckiem, 68% z dwojgiem dzieci i już tylko 31% tych wychowujących troje lub więcej dzieci [13]. Innym przykładem jest becikowe oraz świadczenia na wspomaganie matek samotnie wychowujących dzieci, których samotność jest często fikcyjna. Ponadto niż demograficzny powoduje, że inwestycje w żłobki i przedszkola okazują się często nietrafione. Młodzi ludzie, którzy nie mają stabilnej pracy i godziwego wynagrodzenia, po prostu nie chcą mieć dzieci. Aby rozwiązać obecne problemy demograficzne należy więc jak najszybciej doprowadzić do radykalnego zmniejszenia bardzo wysokich w naszym kraju kosztów pracy. Są one bowiem głównym czynnikiem powodującym spadek dzietności w Polsce. Gdyby bowiem pracownik otrzymywał na rękę tyle, ile ze wszystkimi obciążeniami jego pensja kosztuje pracodawcę, to z powodzeniem mógłby utrzymać żonę i dwójkę dzieci, bez konieczności wysyłania żony do pracy i bez korzystania z różnych zasiłków z tytułu posiadania dwójki i więcej dzieci.

…Do młodych, w sporej części bezrobotnych, nie bardzo przemawiają argumenty o szybko starzejącym się społeczeństwie i groźbie deficytu za 20–25 lat rąk do pracy i załamania się systemu emerytalnego. Odnoszą się oni także dosyć obojętnie do niepokojących prognoz dotyczących spadku o 7 mln liczby Polaków w 2060 roku i raczej nie przejmują się jeszcze dramatycznie pogarszającą się strukturą demograficzną ludności naszego kraju. O ile bowiem w 1960 roku żyło w naszym kraju 7 mln dzieci w wieku do 10 roku i tylko 200 tys. osób powyżej 80 roku życia, to w 2060 roku dzieci będzie zaledwie 2 mln, a osób powyżej 80 roku życia aż 4 mln. Postępującego starzenia się polskiego społeczeństwa nie da się powstrzymać nawet poprzez prowadzenie bardzo szczodrej polityki prorodzinnej. Nie ma obecnie „cudownych recept na dzieci” [14]. Obok czynników materialnych, związanych z brakiem pracy oraz przede wszystkim brakiem perspektyw na uzyskanie dobrze płatnej pracy umożliwiającej zakup na kredyt mieszkania i zapewnienia godziwych warunków bytu swojej rodzinie, dzietność hamują także czynniki socjologiczne.

Coraz większa liczba kobiet korzysta z wolności wyboru między posiadaniem i nieposiadaniem dzieci. Coraz więcej też kobiet w wieku rozrodczym podejmuje pracę i odkłada na późniejsze lata założenie rodziny. Wreszcie spora część kobiet nie chce rodzić dzieci, bo stanowi to dla nich duże obciążenie psychiczne. W takich krajach jak Polska, a także w „prorodzinnej” Francji, większość obowiązków związanych z posiadaniem dzieci nadal spoczywa na kobietach. Nie można więc mieć pretensji do wielu kobiet, że nie chcą pomagać w zwiększaniu przyrostu naturalnego kosztem swoich karier zawodowych i życia osobistego. Wielu potencjalnych rodziców przestaje się także łudzić tym, że dzieci zmienią ich życie na lepsze. Dzieci dają szczęście, ale tylko do 6. roku życia. Pomimo faktu, że dzieci są przez Polaków wymieniane na drugim miejscu jako warunek udanego i szczęśliwego życia, to w praktyce te oczekiwania nie sprawdzają się, co szczególnie jest widoczne, kiedy dziecko rośnie. Wyniki badań socjologów z Instytutu Maxa Plancka potwierdzają fakt, że krzywa szczęścia rodziców radykalnie spada po ukończeniu przez dziecko kilku lat [15].

Minęły już czasy, kiedy w rodzinie liczyła się każda para rąk do pracy. Nie mają więc obecnie większego wpływu na liczbę posiadanych dzieci tzw. względy ekonomiczno-praktyczne. Coraz mniejsze znaczenie odgrywają też w wielu rodzinach względy emocjonalne, chęć przedłużenia życia poprzez przekazywanie swoich genów, wzrost statusu społecznego poprzez posiadanie większej liczby dzieci itp. Potencjalni rodzice, z wyjątkiem rodziców w niektórych krajach azjatyckich, nie decydują się na posiadanie dzieci głównie dla zabezpieczenia swoich potrzeb na starość. Model ten od wielu już lat nie sprawdza się w krajach europejskich, gdzie to nie dzieci pomagają starszym rodzicom, lecz najczęściej to rodzice pomagają dorosłym dzieciom. Z roku na rok w Polsce, przybywa dorosłych dzieci, często grubo po trzydziestce, którzy nadal mieszkają ze swoimi rodzicami i pozostają na ich utrzymaniu. Według danych GUS od 2005 roku liczba takich „wiecznych dzieci” zwiększyła się o 700 tys. W 2012 roku ze swoimi rodzicami mieszkało 44,5% młodych ludzi w wieku 25–34 lat (2,8 mln). Było to 8% więcej niż w 2005 roku [16]. Przyczynami tego stanu rzeczy jest słaba koniunktura gospodarcza w naszym kraju i brak pracy. Młodzi ludzie nie mogą się usamodzielnić, gdyż zdobycie pracy na etacie jest obecnie w Polsce zjawiskiem graniczącym z cudem. Na jedną ofertę zatrudnienia przypada bowiem średnio w kraju ponad 60 bezrobotnych, a w niektórych województwach nawet ponad 100. Jest to oczywiście wielkość „uśredniona”. Coraz częściej bowiem o jedno wolne miejsce pracy ubiega się nawet kilkuset bezrobotnych. Dotyczy to szczególnie tzw. stabilnych miejsc pracy w sferze budżetowej (na pełnym etacie) lub w spółkach skarbu państwa. Należy zaznaczyć, że bardzo wielu młodych ludzi pracuje znacznie poniżej swoich kwalifikacji za minimalne wynagrodzenie i to często na podstawie umowy na czas określony. Szacuje się, że na takich umowach pracuje już w naszym kraju prawie jedna trzecia młodych ludzi. Nic więc dziwnego, że mają oni ogromne trudności z uzyskaniem kredytu na zakup własnego mieszkania i siłą rzeczy zmuszeni są do mieszkania u rodziców. Taka sytuacja działa odstraszająco na potencjalnych rodziców, którzy coraz częściej odkładają decyzję o posiadaniu dzieci lub w niezbyt na szczęście jeszcze licznych przypadkach całkowicie rezygnują z ich posiadania.

Dzieci zapewniają swoim rodzicom różnorakie przeżycia i emocje, często z przewagą tych negatywnych, co niezbyt dobrze wpływa na samopoczucie szczególnie starszych rodziców, którzy chcieliby spędzić jesień swojego życia w spokojniejszym otoczeniu. Tego rodzaju doświadczenia zniechęcają także potencjalnych rodziców do posiadania większej liczby dzieci. Coraz częstszym więc wyborem jest posiadanie tylko jednego dziecka. Trzeba więc liczyć się ze stopniowym zmniejszaniem się populacji, co już ma miejsce w wielu krajach gospodarczo wysoko rozwiniętych. Łatwiej wtedy będzie można zapewnić mniejszej liczbie ludności edukację i opiekę zdrowotną na najwyższym poziomie oraz stymulować rozwój nowoczesnej gospodarki zapewniającej wysoko produktywne i dobrze płatne miejsca pracy. Samo więc skłanianie potencjalnych rodziców do posiadania możliwie jak największej liczby dzieci nie zawsze i nie w każdym kraju prowadzi tylko do pozytywnych następstw i wzrostu dobrobytu zarówno rodziców jak i dzieci. Czasami więc ograniczenie tempa przyrostu naturalnego, szczególnie w krajach biednych, mających problemy z wyżywieniem swojej ludności, odziedziczą więcej po swoich rodzicach i będą żyć w mniej „zatłoczonym” świecie.” (Adam Gwiazda: Kryzys demograficzny w Polsce)

„…Pomysły sypią się jak z rękawa; ulgi podatkowe, karty rodzin wielodzietnych, dłuższe urlopy macierzyńskie, na każde dziecko tysiąc złotych wypłacane co miesiąc aż do pełnoletniości, a teraz program 500+

…słyszymy nieustannie, że dzieci są potrzebne, bo nie będzie miał kto na nas pracować. Nic, ani słowa o tym, że dziecko jest wartością samą w sobie. Dzieci to, owszem, obowiązki, kłopoty, trudności, ale dzieci to przede wszystkim radość, miłość, realizacja samego siebie. I tu chyba jest klucz do całego problemu.

Naturalną rzeczą było do niedawna, że kobieta i mężczyzna nie czuli się spełnieni bez swojego potomka. Każdym z nich kierowały inne powody, inne przesłanki, ale posiadanie dziecka dopełniało ich samych i ich jestestwo. W tej chwili ta paleta możliwości jest znacznie większa, ale też i akceptowalna. Nikogo już nie oburza związek dwóch osób, które nie posiadają dzieci. Nacechowane negatywnie pojęcia, takie jak „stara panna” czy „stary kawaler” praktycznie wyszły z użycia. By zaspokoić swoje „ja” albo jak kto woli, ID, można się realizować w pracy, działalności społecznej i na wielu innych płaszczyznach. Potomek nie determinuje już tego, czy „coś po sobie pozostawimy”, co zdaniem kulturoznawców stanowi podstawę wszelkiej działalności człowieka. Jako człowieczeństwo, jako ludzie zatracamy naturalną potrzebę posiadania dzieci, które są naturalnym przedłużeniem naszego życia. Ważniejsze stają się kwestie, które można sprowadzić do pojęć mówiących o samorozwoju, osiągnięciu określonego statusu społecznego i materialnego, zaspokojeniu potrzeb emocjonalnych, egzystencjalnych i wszelkich innych. Dzieci w tych pojęciach nijak się nie mieszczą. Pochłaniają czas, naszą uwagę, każą rezygnować z tak pojmowanego siebie…

…Jesteśmy właśnie świadkami zmiany kulturowego wymiaru naszej rzeczywistości. Takiego, który nakreśla nową epokę oraz nowe postrzeganie dzietności, związków i rodziny.

Bronisław Malinowski, opisując obowiązujący jeszcze nie tak dawno model życia społecznego, zauważał, że „dzieci muszą zawsze zwrócić w późniejszym życiu to, co otrzymały wcześniej. Sędziwi rodzice są zawsze na utrzymaniu swych dzieci, zwykle żonatych chłopców. Dziewczęta, wychodząc za mąż, często wnoszą swym rodzicom jakiś rodzaj wynagrodzenia, a potem nadal im pomagają i opiekują się nimi”. Prawda, że takie podejście wydaje się dziś archaiczne? A obowiązywało jeszcze nie tak dawno. Tyle że w wielu kwestiach, głównie tych materialnych, odpowiedzialność przerzuciliśmy na państwo. System emerytalny to, owszem, wielka zdobycz cywilizacyjna. Nikt jednak chyba nie myślał, że tak bardzo wpłynie to na status rodziny, konieczność posiadania dzieci jako polisy na życie, funduszu emerytalnego i zabezpieczenia trwałości nazwiska. Gdy pracujemy, pieniądze regularnie odkładamy na konto, prowadzimy bogate i rozległe życie towarzyskie i osiągamy sukcesy, to wizja starości bez wnuków nie jest wizją katastrofalną.

Dlatego bez zmiany myślenia, mentalności i podejścia do samych siebie żadna inicjatywa polityczna nie zmieni tego, że Polacy (zresztą nie tylko) coraz rzadziej decydują się na dziecko. Jeśli brać pod uwagę tylko względy ekonomiczne, logistyczne i techniczne, to nigdy nie ma dobrego czasu na to, by zdecydować się na dziecko. Ono w takich uwarunkowaniach zawsze jest nie w porę…” (Marek Kacprzak)

całość tu: „Dzieci rodzą się z miłości, nie z pieniędzy. I tym bardziej nie dla pieniędzy”

„Po wprowadzeniu rządowego programu Rodzina 500+ trudno znaleźć na ten temat krytyczny artykuł w katolickiej prasie. Ku mojemu zaskoczeniu tylko dwóch polityków znajdujących się po przeciwnej stronie sceny politycznej, Janusz Korwin-Mikke i Ryszard Bugaj (były przewodniczący Unii Pracy), ma odwagę mówić otwarcie o ubocznych skutkach moralnych tego projektu. Obaj obawiają się, że część wielodzietnych rodzin może przeznaczyć te pieniądze na alkohol.

Jest to bardzo realne zagrożenie, ale na myśli mam zupełnie coś innego. Program Rodzina 500+ stawia w niebezpieczeństwie ludzką wolność, a życie rodziny i dziecka zostaje uprzedmiotowione. Rządowy program jest brutalnym wejściem w najbardziej intymną sferę ludzkiego życia. Interwencjonizm państwowy w kontekście kryzysu imigracyjnego w Europie nie tylko dzisiaj nakazuje nam, kogo mamy u siebie przyjąć w własnym domu, ale za pieniądze podatników chce wpływać również na kształt naszych rodzin.

Ku mojemu zaskoczeniu w prasie katolickiej widzę zupełny brak teologiczno-moralnej oceny rządowego programu. Czy każdy człowiek nie ma prawa do tego, aby urodzić się w sposób godny, w wolnym „akcie miłości rodziców”, a nie dlatego że w dalszej perspektywie pojawia się rodzinny zasiłek?… 

Człowiek jest potraktowany jako niezdolny do wzięcia własnego życia we własne ręce i już w punkcie wyjścia pozbawiony jest ludzkiej godności. Ile jeszcze upłynie czasu, aby teologowie zrozumieli, że taki warunek spełnia tylko płaca wolnorynkowa, gdyż tylko ona ma w pełni charakter osobowy, ponieważ każdemu przysługuje prawo do rozporządzania własnymi zdolnościami i siłami.

„Świat bez wolności w żadnym przypadku nie jest światem dobrym”. To jest cytat i bynajmniej nie pochodzi on z książek Ayn Rand. Tak o wolności w swojej encyklice o nadziei Spe salvi pisał papież emeryt Benedykt XVI.” (Ks. Jacek Gniadek)

całość tu: Dziecko – najmniejsza mniejszość

więcej na ten temat w krótkim wykładzie Pana Konrada z Podziemna TV: Robią nas w konia: Pierwsze oszustwo nowego rządu PiS – 500zł na dziecko #138 i tu: Robią nas w konia: Minister rządu PiS o „Rodzina 500 plus” – uczciwy vs cyniczny rząd #143

Polecam również rzeczowa krytykę programu „500+” popartą analizą skutków podobnych programów „prorodzinnych” wprowadzanych przez POprzedników obecnej „dobrej zmiany”: Rafał Wójcikowski (Kukiz’15) zmasakrowanie programu 500 plus i to: Rafał Wójcikowski (Kukiz’15) zamiast 500 plus – przestać odbierać ludziom pieniądze!

…krótko – 500 zł na dziecko nie spadnie z nieba ale zostanie odebrane właśnie najbardziej „kreatywnym” rodzicom, bo pracującym na to żeby m.in. wychować i wykształcić swoje dzieci. To nie jest żadna polityka prorodzinna a zwykła redystrybucja zabranych wcześniej (właśnie rodzinom!) pieniędzy po to by opłacić w pierwszej kolejności urzędników którzy będą się zajmować „rozdawnictwem”, a to co zostanie przekazać tym wśród których nie zabraknie roszczeniowych dzieciorobów bez pomysłu na życie, by mogli dorzucić do rachunku podatników kolejny zasiłek i żyć na koszt m.in. tych, którzy przez kolejne obciążenie „socjalne” (będące oczywistym marnotrawstwem), być może nigdy nie założą własnej rodziny. Z tych pieniędzy nie urodzą się „nowe” dzieci. Zostaną one skonsumowane na bieżące potrzeby rodzin które sięgną po ten zasiłek wyłącznie po to, by ulżyć bieżącej trudnej dla nich finansowo sytuacji. Podstawowy cel – wzrost dzietności by zwalczyć kryzys demograficzny, z całą pewnością nie zostanie zrealizowany… (Odys)

podobne: Polityka prorodzinna okiem libertarianina, czyli „Bez retuszu” 5.07.2015. NIK „w Polsce polityka prorodzinna praktycznie nie istnieje”. oraz: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo. i to: Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) a także: „Czy się stoi czy się leży” (nowy program dla młodzieży) czyli… „Pierwsza (i ostatnia) praca” za pieniądze zabrane… pracującym. Adam Wielomski: Bezsens polskiej polityki demograficznej polecam również: Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). i jeszcze: Prawdziwy mężczyzna – gatunek na wymarciu. oraz: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców).

I kolejny materiał godny wysłuchania: Samoobrona rodzinna. Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

UE bez pomysłu na siebie pogrąża się w kryzysie. Szczyt w Chinach początkiem końca Europy jaką znamy ?


„…Przyczyny unijnych problemów tkwią w reakcji Europy na globalny kryzys finansowy z 2008 r., jakim były dwa lata pompowania ogromnych publicznych pieniędzy w gospodarkę. Minęło siedem lat i produkcja w Europie w przeliczeniu na jednego mieszkańca nie jest wcale wyższa niż na początku kryzysu, tymczasem przeciętny dług publiczny wzrósł aż do 87 proc. PKB, przez co nie ma zbyt wiele miejsca na elastyczność polityczną czy innowacje.

Z dzisiejszej perspektywy aż nadto wyraźnie widać, co trzeba było zrobić. Grecja, która wpompowała najwięcej budżetowych pieniędzy, to kraj, którego gospodarka ucierpiała najbardziej. Kryzys trwa tam nadal, tymczasem państwa takie jak Łotwa, Litwa czy Estonia, które od razu przeprowadziły radykalne oszczędności budżetowe i zliberalizowały gospodarki, dziś cieszą się mocnym wzrostem.

Kłopoty Grecji zwiększyła niedecyzyjność unijnej machiny.

Jeśli chodzi o politykę ekonomiczną, lepsze są często szybkie i błędne decyzje niż ich brak. Zamiast szybko rozwiązać grecki kryzys finansowy, unijni przywódcy pozwolili, by przez pięć długich lat wyparł on dyskusje na inne tematy. Tymczasem Grecja sobie kuśtykała, nie podejmując zdecydowanych kroków, które mogłyby przywrócić jej wiarygodność.

Skupiając się na makroekonomii, UE zaniedbała posunięcia, które mogłyby przywrócić wzrost gospodarczy: uwolnienie rynków, cięcie wydatków (zamiast podnoszenia podatków), a przede wszystkim dalszy rozwój najcenniejszego skarbu – wspólnego europejskiego rynku…

Główne powody kiepskich wyników Starego Kontynentu są dobrze znane: wysokie podatki, za wiele przepisów (i to złych), brak kluczowych rynków czy wysokie wydatki publiczne. A europejskie rządy wydają tyle pieniędzy tylko z jednego powodu: nadmiernej ochrony socjalnej. Jak zauważył Bank Światowy, „nakłady rządów Europy Zachodniej są o około 10 proc. PKB większe niż USA, Kanady i Japonii. Różnica w wydatkach na ochronę socjalną sięga 9 proc. PKB”.

Aby sfinansować te nakłady, trzeba podnosić wpływy do budżetu. A ponieważ trudno jest skutecznie opodatkować kapitał, Europa narzuca potężne daniny na pracę. Na całym kontynencie, ale szczególnie w Europie Południowej, podatki i ścisłe regulacje rynku pracy podtrzymują wysokie bezrobocie, na poziomie 11 proc., i zniechęcają Europejczyków do inwestowania we własną edukację. Naturalne konsekwencje to zbyt niskie zatrudnienie, za małe inwestycje w wyrafinowaną edukację, za mało innowacji i minimalny wzrost wydajności.

…UE straciła szansę, jaką dał jej globalny kryzys finansowy w 2008 r. i kolejny kryzys – w strefie euro. Zamiast wprowadzić trudne zmiany, które umożliwiłyby silne odbicie, europejscy politycy przydusili gospodarkę kolejnymi wydatkami i długiem.

Unia Europejska będzie nadal się słaniać, póki nie uświadomi sobie własnych błędów i nie zacznie wdrażać niezbędnych reform. Dopiero kiedy kontynent wróci na dobre na ścieżkę wzrostu, europejscy przywódcy będą w stanie zmierzyć się z zewnętrznymi zagrożeniami, przed jakimi dzisiaj stoją.” (Anders Åslund)

całość tu: Europa zgubiła drogę. Kontynent bez liderów. Kontynent bez pomysłu

podobne: Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia? oraz: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego. i to: Kryzys wraca do Europy i nad Wisłę. Recesja w strefie euro rykoszetem uderzy w Polskę. a także: Kryzys budżetowy w USA, rządowy we Włoszech i słabe dane z Chin. polecam również: To polityczna ingerencja w rynek spowodowała kryzys subprime. i jeszcze: Cynik9 i recepta EU na wychodzenie z kryzysu, czyli

„…Do tej pory głownie przez lenną postawę Tuska wobec wobec Niemiec nie udało się państwom “Wyszehradu” tworzyć wspólnej polityki. Niemcy zainstalowały “swoich ludzi” za pomocą zależnych od siebie mediów i funduszy pomocowych w zbyt wielu parlamentach tego regionu. Dzięki temu mogły pociągać za wszystkie sznurki wspólnych inicjatyw wprost z Berlina. Przez wiele lat nie tylko w Polsce interes i polityka zagraniczna była zbieżna z polityką Niemiec…

…Tymczasem przyszłość naszego regionu kształtuje się w Azji, która bardzo przychylnym okiem patrzy w kierunku naszego regionu, doskonale zdając sobie sprawę, że Europa Środkowo-Wschodnia może zakończyć okres kondominium dryfującego między UE pod niemieckim przewodnictwem i Rosją, przy biernej postawie U.S.A. , które oddały ten region w ich “władanie”, w zamian za dobre relacje z tymi powyższymi krajami.

“Jeśli nie wiadomo o co chodzi – to chodzi o pieniądze”

Tym razem to nie tylko wielkie pieniądze ale być albo nie być potęgą dla hegemonów. Ponieważ państwa Europy Środkowo-Wschodniej są głównym odbiorcą Niemieckich (unijnych) towarów i technologi oraz głównym odbiorcą Rosyjskich surowców, to także rynki rozwijające się, które będą potrzebowały co raz więcej surowców i technologi. Co się stanie jeśli te kraje ograniczą dotychczasowych dostawców i skierują swój wzrok na wschód ?

Myślę, że zarówno w Berlinie i Moskwie wiedzą, że to najbardziej czarny scenariusz jaki może spotkać te kraje.

Kraje Azjatyckie (również Japonia, Korea Płd. i inne kraje regionu) pod przywództwem Chin tworzą nowy “Jedwabny Szlak”, wodny i lądowy, na który wstępnie jest przeznaczone 40 mld dolarów. Wiemy że Chiny jak dostrzegą potencjał, to są w stanie zainwestować dużo więcej. Ta inicjatywa jest w stanie zburzyć dotychczasowy porządek świata, ponieważ wraz z infrastrukturą transportową, idzie jeszcze świat finansów i stworzenie przeciwwagi dla dominującej pozycji Banku Światowego, Chiny biorą na siebie ciężar kredytowania nowych inwestycji.

Na tę chwilę widać, że najbardziej na tym skorzystać może poza krajami azjatyckimi nasz region. Najbardziej stracić, Europa Zachodnia. Na szlaku leżą także kraje posiadające surowce, które tylko czekają by zastąpić Rosję w dostarczaniu surowców dla naszego regionu. Chętnie dostarczą nam je za pomocą szybkich kolei budowanych przez Chiny ale przede wszystkim drogą morską na czym skorzystałby podwójnie kraje mające porty na bałtyku.

Dlatego musimy się zastanowić i zrewidować swe dotychczasowe cele jako Polska, czy dalej trzymać się gorączkowo UE, U.S.A. i Rosji, które traktują nasze kraje jak terytoria zależne bądź co bądź kolonie, czy stanąć dumnie na nogi i zacząć budować coś nowego patrząc głównie na swój interes narodowy…”  (jabolek13)

źródło: Szczyt w Chinach początkiem końca Europy jaką znamy ?

podobne: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. oraz: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji. i to: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej. a także: Pociąg cargo z polską żywnością wyruszy z Łodzi do Chin. Koncepcja Nowego Jedwabnego Szlaku polecam również: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i jeszcze: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty). oraz: Trader21: Chiny vs. USA – wyższy poziom konfrontacji. cynik9: Chiny przesyłają subtelną wiadomość. Dewaluacja Yuana.

PS. Polecam materiał filmowy (analiza/prognoza) PitońTV: Wojna amerykańsko-chińska w Europie odc.11 „Rozpad Unii Europejskiej 2016-2040”

Chiny vs. USA

Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach.


„…Nowoczesne społeczeństwo postindustrialne oparte w większości na świadczeniu usług cechuje się – i nie da się temu zaprzeczyć – narastającą akumulacją kapitału w rękach wąskiej elity najbogatszych właścicieli. W przeciwieństwie do marksistów nie zamierzam krytykować tego zjawiska o tyle, o ile jest ono wynikiem uczciwej działalności gospodarczej, świadczenia usług i produkcji dóbr, które konsumenci dobrowolnie nabywali doprowadzając do wzbogacenia się ich wytwórców. Tam, gdzie akumulacja kapitału jest jednak skutkiem sojuszu kapitalisty z państwem, zabiegania o przywileje, dotacje, ochronne cła i przepisy prawne, stan taki jest moim zdaniem karygodny. Niezależnie od sposoby w jaki się wzbogaciła,  ta wąska elita z pewnością jest potencjalnie pierwszą grupą, która najłatwiej i najszybciej pozyska do swego użytku nowoczesne maszyny, mogąc dzięki nim zastąpić pracę ludzi w należących do nich zakładach i firmach. Zastąpią oni pracę ludzi pracą robotów wszędzie, począwszy od zakładów produkcyjnych, gdzie ten proces automatyzacji już się rozpoczął, poprzez prostsze, zrutynizowane procesy transportu i logistyki, aż do sektorów usług i handlu, które ulegną automatyzacji na samym końcu. Jasne jest, że osoby pozbawione kapitału nie wezmą udziału w kolejnej „rewolucji gospodarczej”. Postuluję więc znalezienie sposoby, aby zwykłych ludzi kapitałem obdarzyć. Rzecz jasna, jako libertarianin nie zamierzam wzywać kapitalistów do „podzielenia się” bogactwem z robotnikami, choć, gdyby coś takiego robili dobrowolnie, nie widziałbym w tym niczego złego. Odchodząc jednak od utopijnych koncepcji, musimy poszukać gdzieś indziej sposobu wzbogacenia rzesz dzisiejszych pracowników najemnych. Istnieje takie źródło – państwo, a ściślej mówiąc: własność państwowa. Państwa na całym świecie dysponują ogromnym majątkiem w postaci infrastruktury publicznej oraz, przede wszystkim, ziemi.

Ziemia jako pierwotny czynnik produkcji stanowi cenne dobro rzadkie, które może stać się doskonałą bazą ekonomiczna dla pozbawionej jakiegokolwiek znacznego kapitału większości społeczeństwa. W powszechnym uwłaszczeniu ludności na gruntach i innej własności „publicznej” dostrzegam jedyną szansę zażegnania widma katastrofy ekonomicznej. Przeciętny obywatel nabywając grunt ma wiele różnych możliwości jego wykorzystania. Może ziemię sprzedać, aby pozyskać pieniądze, może ją też wydzierżawić, lub samemu z niej korzystać. Niezależnie od wyboru, daje mu ona pewną niezależność od koniunktury gospodarczej i możliwość uniknięcia konsekwencji przemodelowania gospodarki w skutek jej zautomatyzowania. Zapotrzebowanie na ziemię kapitaliści zawsze będą zgłaszali. Nawet w wysoce zrobotyzowanej gospodarce maszyny te muszą zajmować jakąś przestrzeń w której będą pracowały, co oznacza konieczność posiadania ziemi. Uwłaszczenie obywateli na gruntach państwowych da im możliwość dzierżawienia ziemi lub jej odsprzedaży/wymiany na udziały w zyskach generowanych przez roboty. Mogą też wykorzystać tę ziemię jako przestrzeń do organizacji własnej produkcji – najpewniej skupując od siebie nawzajem działki lub łącząc się w dobrowolne kooperatywy/spółdzielnie produkcyjne, aby uzyskać większy potencjał produkcyjny. Wreszcie osoby nie chcące wcale uczestniczyć w nowoczesnej erze gospodarki zrobotyzowanej, mogą przeznaczyć swój grunt pod uprawę na własny użytek bądź handel z innymi kontestatorami nowej rzeczywistości. Najważniejsze jest to, że uwłaszczeni otrzymają środki do utrzymania siebie bez konieczności liczenia na łaskę rządzących lub korporacji.

Oczywiście rozwiązanie takie na dziś dzień wydaje się trudne, jeśli nie niemożliwe do wprowadzenia. Państwa dalekie są od rozdawania swojej własności obywatelom – pomimo, że oficjalnie jest to mienie „publiczne”. Znacznie chętniej dokonują prywatyzacji infrastruktury i przedsiębiorstw państwowych, która – jak wiemy na przykładzie polskich przemian ustrojowych – jest często okazją do korupcji i matactw oraz szybkiego wzbogacania się krewnych i znajomych polityków i ich samych. Jednakże uwłaszczenie obywateli jest też jedyną, rozsądną opcją, jaka pozostanie współczesnym państwom, aby rozwiązać problem niewydolnych systemów emerytalnych, które na skutek odwrócenia się piramidy pokoleniowej nie mają szansy przetrwania w dłuższym okresie. Likwidacja państwowych systemów emerytalnych nie może wiązać się z pozostawieniem samym sobie milionów emerytów i osób pracujących zbliżających się do emerytury, dlatego obdarowanie ich ziemią państwową wydaje się dobrym rozwiązaniem. Ci, którzy nie zechcą ziemi zachować i na przykład uprawiać, sprzedadzą ją czy przekażą swoim potomkom licząc, że oni lepiej ją wykorzystają i utrzymają ich na starość. W ten sposób uwłaszczenie obywateli na mieniu państwowym rozwiązuje dwa problemy jednocześnie.

Oczywiście pozostaje do rozwiązania wiele drobniejszych kwestii: jak podzielić mienie państwowe między obywateli? Wedle jakiego kryterium przydzielać działki/mienie? Czy należy dokonać jakichś wycen umożliwiających „sprawiedliwy” bądź „równy” przydział mienia poszczególnym obywatelom? Jak je wycenić w tym celu? Czy ziemię powinni dostać wszyscy obywatele, jako że płacili podatki, czy tylko ci, którzy nie posiadają znaczącego kapitału? Jak rozwiązać parcelację gruntów terytorialnie? Czy urzędnicy państwowi i politycy powinni otrzymać swoje przydziały, czy też, jako uczestnicy państwowej grabieży, powinni zostać pominięci w tym procesie? Co zrobić z drogami publicznymi? Czy zbiorniki wodne też należy rozparcelować pomiędzy obywateli? Czy od tak rozdysponowanej własności publicznej obywatele powinni uiścić jakiekolwiek podatki, a jeżeli tak, to w jakiej wysokości? Te i zapewne jeszcze inne pytania, jakie pominąłem, z pewnością muszą znaleźć odpowiedzi, zanim będzie można myśleć poważnie o wprowadzeniu proponowanego przeze mnie rozwiązania.

Szczęśliwie, póki co, nie musimy przygotowywać się na taki scenariusz. Znacznie poważniejszymi problemami jest rozrost państwa i jego szkodliwe ingerencje w gospodarkę, które spowalniają rozwój i wzrost bogactwa społeczeństwa w dwójnasób: niszcząc przedsiębiorczość oraz obciążając społeczeństwo kosztami utrzymania aparatu biurokratyczno-politycznego. Tak więc znacznie poważniejszymi problemami od wzrostu liczby robotów w gospodarce jest wzrost liczby urzędników, a także:

  • wzrost opodatkowania pomniejszający dochody robotników i przedsiębiorców i tym samym zmniejszający konsumpcję, oszczędności i inwestycje
  • wzrost liczby regulacji, co prowadzi do zamętu prawnego, zwiększa niepewność przedsiębiorców i generuje koszty obsługi doradczo-prawnej, jest też polem dla lobbingu i korupcji
  • większy wpływ rządu na gospodarkę zmienia strukturę motywacji przedsiębiorców i skłania ich do uciekania się do lobbingu i korupcji, które w silnie uregulowanym przez rząd systemie mogą przynieść szybszy i większy sukces od uczciwej konkurencji
  • inflacyjna polityka monetarna praktycznie wszystkich państw na świecie zmniejsza zaufanie do pieniądza i instytucji finansowych oraz wywołuje cykle wzrostów i kryzysów gospodarczych destabilizując światową gospodarkę
  • ingerencje w dobrowolne wymiany na rynku utrudniają bądź uniemożliwiają konsumentom i producentom dokonywanie najkorzystniejszych z ich punktu widzenia transakcji i tym samym zmniejszają ogólny dobrobyt społeczeństwa
  • rozrost aparatu biurokratycznego oznacza że coraz większa grupa ludzi pozostaje na utrzymaniu reszty społeczeństwa jednocześnie nie uczestnicząc w produkcji wartościowych dóbr i usług, które polepszają ogólny dobrobyt – zatem rozrost klasy urzędniczej zmniejsza ogólny dobrobyt
  • dotacje rządowe i programy tanich rządowych kredytów dla wybranych firm i sektorów gospodarki zaburzają procesy rynkowe i promują przedsiębiorców nieudolnych kosztem reszty społeczeństwa
  • państwa wywołują i eskalują konflikty zbrojne, które prowadza do destrukcji mienia i śmierci niewinnych ludzi i w dłuższym okresie spowalniają rozwój gospodarczy oraz niszczą zakumulowany przez społeczeństwo kapitał
  • wzrastające opodatkowanie w największym stopniu uderza w dochody najbiedniejszych warstw społecznych uniemożliwiając im wydźwignięcie się z biedy i awans społeczny oraz skazując je na egzystencje w stagnacji i frustracji co przyczynia się do wzrostu przestępczości i kosztów jej zwalczania i prewencję

Te i wiele innych sposobów w jakie rozrastające się rządy szkodzą gospodarce stanowią obecnie o wiele większy problem, jaki musimy rozwiązać. Musimy zatem promować wolność i zachęcać ludzi do popierania tylko dobrowolnych, obustronnie korzystnych relacji społecznych, zamiast tych opartych na przymusie i przemocy, na jakich opiera się państwo…”

polecam lekturę całości tu: Nowy kapitalizm uspołeczniony?

podobne: Prof. Witold Kwaśnicki: Ci wstrętni (neo)liberałowie. A przecież „kapitalizm oznacza własność” i to: “Szatanem nie jest kapitał. Szatanem jest Goldman i rząd.” polecam również: Najwyższy Czas! Libertariański kodeks Rothbarda oraz: Kobus: Czy własność może szkodzić? – Najwyższy Czas! a także: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną. i jeszcze: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Demobilizacja czyli zatrudnienie publiczne (zysk czy strata?)

cytat:

„…Teoretycznie biorąc mógłby się znaleźć silny rząd, który zgarnie władzę polityczną i zahamuje wyzysk skoncentrowanego kapitału, nie zmieniając struktury ustroju, lecz starając się łagodzić najjaskrawsze nadużycia. Można by w ten sposób stworzyć stan pewnej równowagi gospodarczej, system godziwego podziału dochodów w społeczeństwie. Ale byłby to stan niemożliwy do utrzymania na dłuższą metę. Żaden kraj nie może liczyć na to że będzie miał stale rząd silny i światły, a wszelkie osłabienie władzy wyzwoliłoby ponownie zorganizowane siły wyzysku, trzymane przejściowo na uwięzi. Polityka gospodarcza nie może się więc ograniczyć do bieżącego unieszkodliwiania zapędów szkodliwych dla ogółu, lecz musi dążyć do stworzenia takiego ustroju, w którym naturalna gra sił i przyzwyczajeń gospodarczych przeciwdziałałaby ponownemu zwyrodnieniu struktury społecznej.

I tego celu nie da się inaczej osiągnąć jak przez uwłaszczenie mas. Pozwoli ono rozłożyć na ogół ludzi dobre strony posiadania, a zneutralizuje w dużej mierze pokusy związane z własnością, odbierając im obecne możliwości rozwoju. W kraju który będzie przestrzegał zasad chrześcijańskiego współżycia, dodatnie oddziaływanie własności będzie konsolidować strukturę moralną i gospodarczą ludności. Powoli wytwarzać się będzie psychika przywiązania człowieka do jego warsztatu, odpowiedzialności za własność rodzinną i dobro zbiorowe. W takiej atmosferze dojrzewa społeczeństwo, odporne na wybujałość indywidualnych egoizmów…” (Adam Doboszyński „Gospodarka Narodowa”) całość tu: Jawny i tajny socjalizm… Zasady chrześcijańskiego współżycia kontra kolektywizm (w gospodarce).

Szanowni Państwo!

Podczas gdy cała Polska, pani Beaty Szydło nie wyłączając, zastyga w oczekiwaniu na poznanie składu przyszłego rządu, w Warszawie odbyło się seminarium zorganizowane przez Polsko-Amerykańską Fundację Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego i Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, a poświęcone nierównościom społecznym i wykluczeniu. Temat wydaje się wyjątkowo aktualny, bo oczekiwana zmiana rządu rozbudziła ogromne i przede wszystkim – bardzo różnorodne oczekiwania – między innymi – na urzeczywistnienie tak zwanej sprawiedliwości społecznej, cokolwiek by to miało znaczyć. Zabierając głos w dyskusji zwróciłem uwagę na kilka spraw. Po pierwsze – że wzrost gospodarczy obejmuje nie tylko bogatych, ale i osoby zaliczane do wykluczonych. Jeszcze za pierwszej komuny po raz pierwszy byłem w Paryżu i spacerując po Polach Elizejskich zauważyłem żebraka. Żebrak – wiadomo: człowiek wykluczony – ale był to żebrak francuski, więc oczekiwanie na jałmużnę skracał sobie słuchając ze stereofonicznego radia transmisji jakiegoś meczu. W porównaniu z żebrakiem z takiego, dajmy na to, Bangladeszu, który nie ma nawet portek, ów francuski żebrak był bogaczem – bo chociaż „wykluczony” – miał jednak swój udział w zamożności francuskiego społeczeństwa. Zatem nie tyle chodzi o to, by eliminować „nierówności”, czy „wykluczenia”, tylko o to, by wzrastał ogólny poziom bogactwa.

Po drugie – radykalne programy równościowe można streścić następująco: małych naciągać, dużych obcinać, grubych uciskać, a chudych nadymać. Problem jednakże polega na tym, że duzi nie pozwalają nikomu się obcinać, podobnie jak grubi nie pozwalają się uciskać. Na nadymanie chudych grubym szkoda pieniędzy, więc jedynym praktycznym rezultatem wdrażania programów równościowych jest naciąganie małych. Praktyczne konsekwencje realizacji takiego programu zilustrowałem wspomnieniem z dzieciństwa, kiedy to w Markuszowie koło Lublina, wraz z moim ówczesnym przyjacielem, pięcioletnim Heniem Zielskim, zetknęliśmy się z zasadniczym dla ekonomii zjawiskiem rzadkości. Chodzi o to, że dóbr jest na świecie znacznie mniej, niż zapotrzebowania na nie i właśnie dlatego istnieje gospodarka, obejmująca ich produkcję i dystrybucję. W moim i Henia Zielskiego przypadku była to skrzynka ze starymi gwoździami, która służyła nam do zabawy. Skrzynka była jedna, podczas gdy nas było dwóch i w tym właśnie manifestowała się wspomniana rzadkość. Ponieważ dochodziło między nami do sporów, kto ma się skrzynką bawić, Henio sformułował zasadę, o której wtedy nie wiedziałem, że była i nadal zresztą jest wykładana biednym studentom na uniwersytetach. „Jak to może być – powiedział Henio – żeby jeden miał całą fabrykę gwoździ, a drugi żeby nic nie miał? Jak jeden ma całą fabrykę gwoździ, to i drugi niech ma całą fabrykę gwoździ, a jak jeden nie ma nic, to i drugi niech nie ma nic!”

Zasada bardzo efektowna, ale z uwagi na wspomnianą rzadkość, sprokurowanie na poczekaniu fabryki gwoździ dla każdego jest mało prawdopodobne, prawdę mówiąc – niemożliwe. W tej sytuacji można jedynie zrealizować postulat drugi: jak jeden nie ma nic, to i drugi niech nie ma nic. Oczywiście ten rezultat jest przez cwaniaków starannie ukrywany pod równościowymi frazesami i na tym właśnie polega naciąganie małych. Jak na podstawie tego przykładu można się zorientować, nierówności społecznych nie da się wyeliminować bez powszechnej katastrofy, więc na wszelki wypadek lepiej nie próbować tym bardziej, że społeczne nierówności mają bardzo silny walor mobilizujący. Zatem – po trzecie – nie chodzi o to, by nie było nierówności, tylko o to, jaka reakcja na nierówności społeczne w społeczeństwie dominuje. Mamy dwie możliwości: albo dominuje reakcja, którą Chińczycy nazywają „chorobą czerwonych oczu” – żeby każdemu było tak źle, jak mnie – albo – będę naśladował to, co robią bogatsi; może nie uda mi się tak, jak im, ale zawsze przynajmniej trochę się podciągnę. Dominacja tej drugiej reakcji na społeczne nierówności sprawia, że takie społeczeństwo nie zagryza się nawzajem, tylko pnie się w górę i rośnie w siłę. Niestety w naszym nieszczęśliwym kraju bezpieczniacy i Umiłowani Przywódcy przyznali sobie tyle przywilejów i obwarowali je takimi zasiekami i polami minowymi, że naśladować ich niepodobna. I to jest nasz największy problem.

Mówił Stanisław Michalkiewicz (Felieton • Radio Maryja • 5 listopada 2015)

podobne: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne i to: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału? a także: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). i jeszcze: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku oraz: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy państwo powinno dotować sztukę? (o interwencjonizmie).

cytat - Leopold Tyrmand - komunizm

„Czy się stoi czy się leży” (nowy program dla młodzieży) czyli… „Pierwsza (i ostatnia) praca” za pieniądze zabrane… pracującym. Adam Wielomski: Bezsens polskiej polityki demograficznej.


Komuda: program „Pierwsza praca” jest skazany na sukces.

15.05. Warszawa (PAP/PAP Legislacja) – Uruchomienie programu „Pierwsza praca”, kiedy bezrobocie spada i są duże na niego pieniądze, jest skazane na sukces – powiedział PAP ekspert Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych Łukasz Komuda. Program przedstawił w piątek Bronisław Komorowski.

Komuda zwrócił uwagę, że prezydent w Polsce nie jest władzą wykonawczą. „To nie on kształtuje, nie on realizuje i finansuje politykę zatrudnienia. Ale ma inicjatywę” – podkreślił.

„Inicjatywa dotyczy rynku pracy, który jest najważniejszym i chyba jednym z bardziej szwankujących elementów naszej gospodarki. Dlatego doceniam tę inicjatywę, chociaż jej ogłoszenie na tydzień przed drugą turą wyborów prezydenckich oczywiście budzi pewnego rodzaju zdziwienie i refleksję. Tym bardziej, że – podczas kadencji prezydenta Bronisława Komorowskiego – najtrudniejsza sytuacja młodych do 24. roku życia na rynku pracy, kiedy bezrobocie sięgało (w tej grupie wiekowej – PAP) 30 proc. – była dwa lata temu. W ostatnim kwartale ubiegłego roku bezrobocie to wyniosło 22 proc. i bardzo gwałtownie teraz spada” – ocenił.

Rząd – jak mówił – chce uruchomić „jeden z największych programów aktywizacji zawodowej, instrument, który ma wesprzeć pewien fragment naszego rynku pracy w chwili, kiedy bezrobocie w Polsce spadło, i zamierza na to wydać blisko 1/4 tego, co wydaje z Funduszu Pracy co roku na aktywną i bierną politykę zatrudnienia, czyli na instrumenty typu zasiłki czy prace publiczno-pożyteczne”. „To jest ogromne uderzenie. Oczywiście tylko duże uderzenia mają swój efekt” – podkreślił.

Jego zdaniem uruchomienie programu, kiedy bezrobocie spada i są duże na niego pieniądze, jest skazane na sukces. „Niezależnie, czy ten program w ogóle ruszy, to na koniec 2016 r. bezrobocie wśród młodych może być na absolutnie minimalnym poziomie, spaść poniżej 16 proc.” – podkreślił. Jak mówił, sprzyja też temu m.in. demografia i koniunktura. „Sytuacja gospodarcza jest całkiem niezła. Warto pamiętać, że bezrobocie porusza się w cyklach, od stycznia ubiegłego roku zaczęliśmy cykl spadków bezrobocia. Bezrobocie będzie spadać przez co najmniej trzy najbliższe lata” – dodał.

Ekspert Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych ma jednak pewne wątpliwości. „Jeżeli zatrudnimy 100 tys. młodych ludzi tak naprawdę za darmo, bo pracodawca otrzyma pełen koszt zatrudnienia takiej osoby, czy to jednak nie będzie konkurencja w postaci praca za darmo w stosunku do tych osób, które są na rynku i takiej szansy nie otrzymają. Czy to nie spowoduje tego, że obniżone zostaną wynagrodzenia albo wręcz zwolnieni zostaną ludzie, którzy nie mogą skorzystać z tego programu z różnych powodów” – zaznaczył.

Gwarancję 2-letniego zatrudnienia dla ponad 100 tys. młodych ludzi ma dać zaprezentowany w piątek program „Pierwsza praca”. W ocenie prezydenta Bronisława Komorowskiego, pozwoli to m.in. na dalsze zmniejszanie poziomu bezrobocia młodych w naszym kraju.

Program „Pierwsza praca” jest elementem zapowiadanej przez prezydenta strategii „Dobry start dla młodych”. Zakłada m.in. gwarancję dwuletniego zatrudnienia dla ponad 100 tys. młodych osób już w 2016 r. Jest skierowany do absolwentów szkół zawodowych, ponadgimnazjalnych i wyższych, którzy nie ukończyli jeszcze 30 lat i bezskutecznie szukają zatrudnienia. Będzie finansowany z Funduszu Pracy i Środków Europejskich.

„Program +Pierwsza praca+ jest adresowany do młodych ludzi i do pracodawców. Wydaje się być atrakcyjny i pozwalający na dalsze zmniejszanie poziomu bezrobocia młodych ludzi” – powiedział prezydent przedstawiając ten program w piątek w Warszawie. Podkreślił, że Polska jest obecnie w UE wiceliderem, jeśli chodzi o obniżanie bezrobocia młodych ludzi.(PAP)

dol/ mhr/ abr/

PROM: „Pierwsza praca” pomoże młodym, ale nie odmieni ich złej sytuacji.

15.05. Warszawa (PAP) – Zmniejszenie kosztów pracy młodych to dobre rozwiązanie, które pomoże im znaleźć pracę; trzeba jednak kompleksowych zmian, a nie jednej konferencji prasowej w trakcie kampanii – ocenia prezydencki projekt rzecznik Polskiej Rady Organizacji Młodzieżowych Maciej Górski.

„Cieszymy się, że prezydent wyszedł z taką propozycją. Ogromnym plusem tej kampanii jest to, że problemy młodych ludzi są podnoszone. Dzięki temu lepiej widać, że coś jest nie tak, że młodzi emigrują, nie mogąc znaleźć pracy po studiach” – powiedział w piątek rzecznik PROM. Zaznaczył jednak, że propozycja ta wydaje mu się zgłoszoną „trochę na szybko”.

„Zaskakuje nas, że propozycja niosąca za sobą tak daleko idące konsekwencje finansowe, jest zgłaszana w taki sposób. To nie jest problem, który pojawił się nagle. Sytuacja młodych ludzi jest katastrofalna od zawsze. To jest też problem wyższej edukacji i wielu innych dziedzin, którego nie rozwiąże się jedną konferencją prasową” – zaznaczył Górski.

Rzecznik PROM zwrócił uwagę, że głównym problemem pokolenia wchodzącego na rynek pracy są wysokie koszty zatrudnienia, które skłaniają pracodawców do zatrudniania bardziej doświadczonych pracowników: „Istnieje wiele barier w prawie pracy, np. bardzo wysokie składki podnoszące koszty pracy. Dobrze, że prezydent chce obniżyć koszty pracy młodych ludzi, to faktycznie obniży pewną barierę w ich zatrudnianiu. Niemniej nie jest to coś, co można rozwiązać od tak”.

Górski zaznaczył, że liczy, iż program nie jest jedynie „zagrywką pod kampanię wyborczą” i będzie kontynuowany w przyszłości: „Potrzeba tu skoordynowanej polityki rządu. To musi być długofalowa polityka, a nie doraźne działanie w ramach kampanii wyborczej. Prezydent nie ma kompetencji, by wdrożyć takie rozwiązanie, dlatego dobrze, że ma tutaj wsparcie ministerstwa pracy”.

Ważny – zdaniem rzecznika – jest też problem szkolnictwa wyższego: „Prezydent powinien zwrócić uwagę, że pracodawcy nie chcą zatrudniać młodych ludzi, ponieważ uważają, że są niedostatecznie wykwalifikowani. Potrzeba bardziej kompleksowego spojrzenia, a nie tylko wyeliminowania jednego elementu”.

Górski zwrócił również uwagę, że państwowe interwencje na rynku pracy nie są najskuteczniejszymi narzędziami poprawy sytuacji: „Państwo może wpompować ogromne pieniądze, a efektów nie widać. Popatrzmy na program +Mieszkanie dla Młodych”, który jest programem działającym pod potrzeby deweloperów, a nie młodych ludzi. Nasze państwo nie ma za wiele pieniędzy i powinny one być wydawane w sposób przemyślany. Sposób zgłoszenia tego pomysłu rodzi obawy, że to nie będą mądrze wydane pieniądze” – podsumował rzecznik PROM.

(…)PAP rcze/ dol/ gma/ źródło: stooq.pl

Andrzej Sadowski i Cezary Kaźmierczak (15.07.2015 Polsat News)

podobne: Szara strefa w polskiej gospodarce. Ks. Jacek Gniadek: Czy praca na czarno jest grzechem? czyli… „nielegalna” praca w odpowiedzi na „legalny” rabunek. a także: ofeR-rma w urzędach bezrobocia – bez znaczenia dla rynku pracy oraz: CBOS: w co czwartej polskiej rodzinie osoby bezrobotne. i to: Konspiracja w odpowiedzi na przemoc – Stanisław Michalkiewicz polecam również: CBOS: w co czwartej polskiej rodzinie osoby bezrobotne. oraz: Skuteczniejsza walka z bezrobociem młodych potrzebna od zaraz. Tymczasem nowych miejsc pracy nie przybędzie. i jeszcze: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Demobilizacja czyli zatrudnienie publiczne (zysk czy strata?)

Adam Wielomski: Bezsens polskiej polityki demograficznej.

„…pośród ok. 3 milionów ludzi, którzy wyemigrowali z Polski do zachodnich krajów starej Unii Europejskiej, przeważają nie ludzie w średnim wieku, nie renciści i emeryci, lecz ludzie młodzi, zwykle między 25 a 35 rokiem życia. Większość z nich albo do Polski już nigdy nie wróci, albo podejmie próbę nieudaną i powrócą do swoich nowych „ojczyzn”, nie mając nad Wisłą ani pracy, ani mieszkania, ani domu. Warto by zmierzyć ten odsetek emigrujących, rekrutujących się z młodego pokolenia. Jeśli bowiem od wskaźnika dzietności na poziomie 1,5 odejmiemy te dzieci, które wszedłszy w dorosłe życie, emigrują z naszego kraju, to rzeczywisty współczynnik obniży się zapewne gdzieś do ok. 1,0. Osoby te wprawdzie nominalnie zachowują polskie obywatelstwo, ale rozwijają inne kraje, pracują na ich PKB, tam płacą podatki i składki emerytalno-rentowe.

Państwo polskie i naród polski nie mają z ich pracy żadnych korzyści. Tylko ekipa Donalda Tuska ma z tego powodu na twarzy ironiczny uśmieszek, że wyeksportowawszy nadmiar siły roboczej, „rozwiązuje” w kraju problem bezrobocia, co wycisza napięcia społeczne i pozwala rządzącym spokojnie patrzeć na następne wybory. Bo przecież tylko o wynik wyborczy tutaj toczy się gra!

Sytuacja gdy 1/3 rodzących się dziś Polaków wyemigruje za granicę powoduje, że jakakolwiek polityka pronatalistyczna pozbawiona jest sensu. Przy istniejącym bizantyjsko-socjalistycznym systemie podwojenie dzietności wcale nie spowoduje rozwiązania kryzysu demograficznego, a jedynie podwoi liczbę emigrantów do Niemiec i Wielkiej Brytanii. Innymi słowy: w istniejącej infrastrukturze prawno-ekonomicznej wszelka kampania demograficzna może przynieść korzyść nie i Polakom, lecz Wielkiej Brytanii i Niemcom. Oto z Polski przybędzie świeża fala tanich i nieźle wykształconych robotników. Anglicy i Niemcy nie będą musieli prowadzić wymyślnej polityki demograficznej, gdyż to Polacy zapłacą składki na niemieckie i angielskie emerytury. Ich dzieci zostaną zgermanizowane i zanglicyzowane i po polskości zostaną im tylko brzmiące odmiennie nazwiska.

Jest jeszcze gorzej, a mianowicie czynna polityka demograficzna ze strony Państwa Polskiego zwiększa jedynie podatki. Wyobraźmy sobie, że rząd osiągnął rzeczywisty sukces (tak, wiem, że to trudne do wyobrażenia) i dzietność podwoiła się. Ależ to by dopiero była katastrofa! Rzecz w tym, że polski podatnik zapłaciłby za becikowe, przedłużone zasiłki dla matek wychowujących dzieci. Będzie musiał zapłacić za setki tysięcy ewentualnych dzieci uczących się w żłobkach, przedszkolach, szkołach i na wyższych uczelniach.

Na zwiększoną dwukrotnie liczbę dzieci musielibyśmy wydać gigantyczne pieniądze, aby je ubrać, wykarmić, zapewnić im edukację. I co z tego, jeśli rządy PO-PiS-u nie są zdolne do stworzenia systemu gospodarczego w którym dzieci te, wszedłszy w dorosłe życie, znajdą pracę lub założą własną firmę. Przygnieciona podatkami, przepisami i biurokratami polska gospodarka nie wchłonie tych ludzi. Najpierw zwiększą armię bezrobotnych, a potem wyjadą do Berlina czy Londynu…”

całość tu: nczas.com

podobne: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). oraz: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu. i to: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Ukraina: Osiągnięto porozumienie w sprawie rosyjskiego gazu. Putin: rosną rezerwy walutowe i bezrobocie. Wojciech Jakóbik: Chiński Plan Marshalla? Rosja zamierza skorzystać. Iran (i nie tylko) członkiem AIIB.


1. Ukraina: Osiągnięto porozumienie w sprawie rosyjskiego gazu.

02.04.2015 (IAR) – 248 dolarów za tysiąc metrów sześciennych – tyle będzie płacić Ukraina za rosyjski gaz w II kwartale. Ukraińskie Ministerstwo energetyki twierdzi, że w nocy udało się osiągnąć porozumienie z Moskwą w tej sprawie.

Oznacza to, że Ukraińcom w czasie rozmów udało się osiągnąć taką cenę o jaką zabiegali.

„To zwycięstwo podejścia ekonomicznego w stosunkach Naftohazu i Gazpromu nad politycznym” – podkreślił ukraiński minister energetyki Wołodymyr Demczyszyn. Dodał przy tym, że cena jest niższa od tej, którą oferują firmy z Unii Europejskiej, od których Ukraina kupuje ostatnio większość gazu.

Można zatem oczekiwać, że Kijów wznowi w najbliższym czasie import paliwa z Rosji, który był wstrzymany wczoraj. Ukraińcy mają już teraz zamiar rozpocząć wypełnianie podziemnych zbiorników gazu tak, aby były one gotowe na następną zimę.

Zawarte w nocy umowa dotyczy tylko II kwartału. W połowie tego miesiąca w Berlinie mają odbyć się kolejne rosyjsko-ukraińskie rozmowy, tym razem, z udziałem przedstawicieli Unii Europejskiej.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski, PR Kijów/dj

podobne: Konflikt gazowy na Ukrainie reaktywacja. KE o dostawach gazu przez Rosję, Unia Energetyczna ma złamać energetyczną potęgę Moskwy. Prywatna spółka znalazła gaz w Polsce a także: Zmiana frontu na Ukrainie. Umowa stowarzyszeniowa z UE oddala się. Gazprom odroczył płatności i zredukował zadłużenie Naftohazu. i to: Producenci papryki liczą straty wywołane embargiem. Rosja może zmienić kierunek tranzytu ropy naftowej wydatnie pomaga jej w tym Ukraina (Naftohaz twierdzi że zapewni dostawy na zachód). oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu.

2. Putin: rosną rezerwy i bezrobocie

02.04.2015 (IAR) – W Rosji wzrasta bezrobocie – poinformował Władimir Putin na spotkaniu z rządem. Według gospodarza Kremla, ministrowie muszą zwrócić baczną uwagę na zwiększającą się liczbę osób pozostających bez pracy, a także na pojawiające się coraz częściej opóźnienia w wypłacie wynagrodzeń.

Według danych, które przedstawił rosyjski prezydent wzrost bezrobocia jest minimalny w porównaniu do ubiegłego roku. Jednak najbardziej niepokoi Władimira Putina to, że spora grupa Rosjan, ze względu na trudną sytuację ich firm pracuje mniej niż 5 dni w tygodniu, w tym część z nich znajduje się w okresie wypowiedzenia.

Tymczasem optymistyczne dane na temat sytuacji finansowej Rosji opublikował Bank Centralny. Z danych, które znalazły się na oficjalnych stronach internetowych tej instytucji wynika, że w ostatnich dniach marca zwiększyły się aż o 8 miliardów dolarów walutowe rezerwy Federacji Rosyjskiej. Obecnie Moskwa ma do dyspozycji prawie 361 miliardów dolarów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Mokswa/mcm/

podobne: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego). oraz: Rubel i cena ropy w dół. Rosjanie będą musieli „zacisnąć pasa”, ale na kryzys nie narzekają. W Ługańsku protesty. Rosjanie gotowi przyjąć uchodźców z Ukrainy. Sankcje Moskwy irytują Białoruś.

3. Chiński Plan Marshalla? Rosja zamierza skorzystać. Iran członkiem Azjatyckiego BankuRun na bank AIIB

fragment:

Z inicjatywy chińskiej powstaje Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB) z planowaną siedzibą w Szanghaju. Do udziału zgłosiły się Wielka Brytania, Niemcy, Korea Południowa, Izrael, Tajwan i Australia. To cios dla dyplomacji amerykańskiej, która do końca broniła przed powstaniem konkurencji Bank Światowy, na który ma wpływ. Była sekretarz stanu USA Madeleine Albright przyznała w rozmowie z The Washington Times – „Zawiedliśmy” – mówi o działaniach Baracka Obamy i jego ekipy.

AIIB ma zacząć pracę do końca roku. Chiny przeznaczyły 50 mld dolarów na jego kapitalizację. Drugie tyle mają zapewnić pozostałe kraje fundujące instytucję. Amerykanie ostrzegają, że nowy bank zepsuje sektor bankowy zaniżając standardy na korzyść swoich członków biorących pożyczki na projekty infrastrukturalne. Waszyngton nie będzie miał jednak wpływu na działanie organizacji.

Najbardziej zainteresowana będzie Rosja, która w dobie sankcji zachodnich została odcięta od zachodniego kapitału co zablokowało jej kluczowe inwestycje w sektorze energetycznym jak nowe gazociągi do Europy i Chin, projekty LNG, wydobycie węglowodorów na Zachodniej Syberii i poszukiwania w Arktyce. Zarówno Pekin jako inicjator AIIB, jak i Moskwa, jako główny potrzebujący wysyłają do siebie sygnały o woli współpracy w tym zakresie. To z pożyczek nowego banku mogą zostać sfinansowane gazociągi Ałtaj i Siła Syberii dające Rosjanom niezależność od rynku europejskiego lub Turkish Stream mający flankować go od południa. Chińczycy zaangażowali też kapitał w projekt Jamał LNG, który również boryka się z problemami związanymi z sankcjami. Rosyjskie niespenetrowane złoża stojące odłogiem po wycofaniu się Exxon Mobil i Shell także czekają na inwestora. Rosja może zatem skorzystać na inicjatywie Państwa Środka mającej podważyć bankowy wymiar Pax Americana ustalony po Zimnej Wojnie. Dlatego Moskwa już zgłosiła akces do AIIB.

Inicjatywa Pekinu to jednak dużo więcej. Chińczycy zaproponowali Rosji i Mongolii stworzenie pasa ekonomicznego Jedwabny Szlak. Miałaby to być sieć kolejowo-drogowa łącząca Azję z Europą. Byłaby to platforma dalszej ekspansji chińskiego kapitału do Afryki i Europy. Skorzystałyby na niej państwa pragnące ograniczyć wpływy USA w tych regionach…”

całość tu: konserwatywnie.wordpress.com

08.04.2015 (IAR) – Iran będzie udziałowcem Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych, który powstał z inicjatywy Chin. Na członkostwo Teheranu zgodziły się kraje, które już teraz mają status założycieli. Prócz Chin są to m.in. Wielka Brytania, Francja i Niemcy.

Termin aplikowania do Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych minął 31 marca. Do tego czasu chęć członkostwa w nowej instytucji finansowej zadeklarowało ponad 50 państw, w tym Polska. Jak podała Agencja Prasowa Xinhua, kraje założycielskie podjęły decyzję o przyjęciu do grona udziałowców Iranu. Wciąż nie ma decyzji w sprawie ponad 20 państw, w tym także i Polski. Jak informowano wcześniej, ostateczna lista krajów, którym nadany zostanie status państw założycielskich, ma być ogłoszona w Pekinie 15 kwietnia.

Azjatycki Banki Inwestycji Infrastrukturalnych uznawany jest za konkurencyjną instytucję finansową do Banku Światowego, czy też Azjatyckiego Banku Rozwoju. Pomysł utworzenia nowego międzynarodowego banku krytykują Stany Zjednoczone.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Tomasz Sajewicz / Pekin /jj

źródło: stooq.pl

„…Zanosi się na to że jak tak dalej pójdzie to jedynym sojusznikiem amerykańskiego hegemona w Europie zostanie  jego polski dywersant na Ukrainie. Reszta Europy, mimo wymuszonego pro-forma poparcia dla anty-rosyjskich „sankcji”, przesuwa się dyskretnie w kierunku rozluźnienia amerykańskiego gorsetu i decydowania samemu o własnym losie.

Okazję po temu stworzyło utworzenie pod przewodnictwem Chin Asian Infrastructure Investment Bank (AIIB) jesienią zeszłego roku w Pekinie. Konkurująca z kontrolowanym przez hegemona World Bankiem organizacja jest solą w oku amerykańskich planistów i nie bez przyczyny – neutralizuje ich wysiłki zachowania światowej hegemonii dolara i NWO. Nie bez powodu sekretarz skarbu USA Jacob Lew żalił się Kongresowi w ostatnim tygodniu, „Niepokojem napełnia nas, jak zwykle, – czy [AIIB] przestrzegał będzie wysokich standardów jakie wypracowały [inne] międzynarodowe instytucje finansowe…” .

Yep,  wysokie standardy amerykańskie w bankowości  są powszechnie znane…   Zamiast truć o nich i o niepokoju Lew powinien raczej powiedzieć jak jest naprawdę – że administracja Obamy robi po prostu w portki, widząc wczorajszych sojuszników masowo wchodzących do łóżka z Chinami.

Pierwszymi w kolejce byli niespodziewanie Brytyjczycy…”

całość tu: dwagrosze.com

podobne: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna? i to: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”. a także: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin. polecam również: Brzeziński zaleca ściślejszą współpracę USA – Chiny. Amerykanie przypomnieli sobie że Rosja naruszyła traktat rozbrojeniowy. Sankcje kontra sankcje (Polska też ucierpi). i jeszcze: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii.

Chiny-Rosja współpraca

Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Demobilizacja czyli zatrudnienie publiczne (zysk czy strata?)


DEMOBILIZACJA

„Z narodami jest jak z ludźmi. Muszą zdecydować, czy cena, jaką płacą za zaspokojenie potrzeby nie jest zbyt wysoka. Dla narodu niebezpieczeństwo jest dobrem najważniejszym. Jeżeli trzeba w tym celu utrzymywać pod bronią sto tysięcy ludzi i wydawać sto milionόw, to trudno. Nie mam nic przeciwko [temu] i nie o tym piszę. Czynię to zastrzeżenie, by nie być opacznie zrozumianym.

Pewien deputowany zaproponował zmniejszenie armii o sto tysięcy ludzi, by ulżyć podatnikom. Gdyby odpowiedź brzmiała: “Ci ludzie i wydawane miliony są niezbędne dla bezpieczeństwa narodu. To ofiara, bez ktόrej państwo byłoby rozrywane przez zwaśnione frakcje i najechane z zewnątrz” – nie miałbym nic do powiedzenia na ten temat. Stwierdzenie powyższe może być prawdziwe albo fałszywe, nie zawiera jednak ekonomicznej herezji. Herezja zaczyna się, kiedy ofiarę prόbuje przedstawić się jako korzyść, bowiem przynosi komuś zyski. O ile się nie mylę, autor propozycji nie zdążył zejść z mόwnicy, kiedy pojawił się inny deputowany. “Zwolnić sto tysięcy ludzi! O czym pan mόwi? Co się z nimi stanie? Z czego będą żyli, czy starczy dla nich pracy? Nie wie pan, że wszędzie jej brakuje i wszystkie posady są w niebezpieczeństwie? Chce pan wzmόc konkurencję i obniżyć płace? W czasie, kiedy tak trudno zarobić na życie, czyż nie jest wielkim szczęściem, że państwo daje na chleb stu tysiącom? Co więcej, niech zważy pan na ilość wina, ubrań i broni zużywanych przez armię. Daje ona pracę wielu fabrykom i niezliczonym dostawcom wokόł garnizonόw, jest ich wielkim dobroczyńcą. Czy nie wzdraga się pan na myśl o zniszczeniu całego tego ogromnego przemysłu?”Dyskusja owa zakończyła się utrzymaniem stanu armii, bez wspominania o potrzebach obronności, a jedynie ze względόw ekonomicznych. 

Argumenty te odrzucam. Sto tysięcy ludzi, kosztujących podatnika sto milionόw, żyje i pozwala żyć swym dostawcą: t o w i d a ć . Lecz pieniądze te, wychodząc z kieszeni podatnika, pozbawiają jego i jego dostawcόw wszystkich płynących z nich pożytkόw: t e g o n i e w i d a ć . Oszacujcie, policzcie i powiedzcie, gdzie tu korzyść dla ogόłu? Ja, ze swej strony, powiem wam gdzie s t r a t a .

Aby rzecz uprościć, mόwmy o jednym człowieku i tysiącu frankόw. Jesteśmy w miejscowości A. Odbył się pobόr, wojsko zabrało mężczyznę, a poborcy tysiąc frankόw. Mężczyznę i pieniądze przewieziono do Metz, by pozwolili zarabiać innym przez rok. Jeżeli patrzycie jedynie na Metz, macie po stokroć rację. Dla tego miasta sytuacja to bardzo korzystna. Lecz kiedy zwrόcicie wzrok także na miejscowość A, osądzicie rzecz inaczej. Ujrzycie bowiem, jeżeli nie jesteście ślepi, że A straciło robotnika, tysiąc frankόw jego zapłaty, całą jego pracę i aktywność. Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż wszystko się rόwnoważy. Co działo się w A, przeniosło się do Metz i to cała zmiana. Ale oto gdzie jest strata. W A człowiek narzekał i pracował – był robotnikiem. W Metz robi zwroty w przόd i w tył – jest żołnierzem. Pieniądze w obu przypadkach krążą tak samo, lecz w pierwszym mamy trzysta dni pożytecznej pracy, a w drugim trzysta dni zajęcia bezużytecznego, zakładając cały czas, że część armii nie jest już konieczna dla bezpieczeństwa publicznego. Przychodzi demobilizacja.

Pokazujecie sto tysięcy robotnikόw, konkurencję na rynku pracy i nacisk na obniżenie płac. To widzicie. Jednak nie widzicie, że odsyłając do domόw sto tysięcy żołnierzy, nie niszczymy stu milionόw, lecz zwracamy je podatnikom. Nie widzicie, że wraz ze stu tysiącami robotnikόw, pojawia się sto milionόw, aby ich opłacać, że środek zwiększający p o d a ż pracy jednocześnie zwiększa na nią p o p y t . Wynika stąd, iż przewidywana przez was obniżka 5 wynagrodzeń nie nastąpi. Nie widzicie, że zarόwno po, jak i przed demobilizacją jest w kraju sto milionόw dla stu tysięcy, lecz przed – kraj płaci im za bezczynność, po – za pracę. Nie widzicie wreszcie, że czy podatnik daje pieniądze żołnierzowi za nic, czy robotnikowi za usługę, krążą one tak samo. Jednak w drugim przypadku jest wykonana pewna praca, w pierwszym nie otrzymuje nic w zamian. Rezultatem dla narodu jest czysta strata. Sofizmat przeze mnie tutaj zwalczany, nie ostoi się, gdy sprόbujemy wyciągnąć z niego ostateczne konsekwencje. Gdyby, zważywszy wszystkie korzyści i straty, okazało się, iż z y s k i e m d l a n a r o d u jest zwiększenie armii, dlaczegόż nie zaciągnąć pod sztandary wszystkich sprawnych obywateli?„…

źródło: „Co widać i czego nie widać”

poprzednio: Fryderyk Bastiat: Rozbita szyba czyli „zysk” z destrukcji.

podobne: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni. oraz: „Za rządów Tuska przybyło całe miasto urzędników wielkości Pułtuska lub Wieliczki!” i to:  Socjalizm po POlsku: „Armia urzędników wyrosła na śmieciach” a także: „Dziel i rządź!” – nagrody urzędników.  polecam również: ofeR-rma w urzędach bezrobocia – bez znaczenia dla rynku pracy

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

polecam również:

Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa.


1. NIK: Mazowsze za dużo wydajeKomornik niesłusznie zabrał pieniądze rodzinie.

28.01.2015 (IAR) – Województwo mazowieckie wydaje więcej niż powinno – ocenili kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli. Według nich, brak wystarczających cięć w wydatkach, a nie „janosikowe” jest głównym powodem problemów finansowych województwa. Kontrola miała związek z kłopotem w regulowaniu należności za tak zwane „janosikowe”.

NIK sprawdził finanse Mazowsza i stwierdził, że zarząd województwa nie mógł przeciwdziałać zmniejszeniu wpływów, które spadły wraz z pogorszeniem koniunktury gospodarczej. Można było jednak rozsądniej wydawać pieniądze, które są.

Z raportu NIK wynika, że w 2013 roku, województwo przekroczyło dopuszczalny próg zadłużenia. W konsekwencji znalazło się na przedostatniej, piętnastej pozycji wśród województw pod względem średnich dochodów w przeliczeniu na mieszkańca.

W zaleceniach NIK proponuje dokonanie przeglądu wydatków w celu stworzenia rezerwy potrzebnej na obsługę zadłużenia oraz realizację projektów ze środków Unii Europejskiej. Zarząd województwa powinien też dostosować planowanie wydatków do realnie oszacowanych dochodów.

Przy okazji NIK zwrócił uwagę na błędną konstrukcję mechanizmu wyrównania finansowego („janosikowego”). Wpłata do budżetu państwa jest ustalana na podstawie dochodów sprzed dwóch lat, co przy spadku dochodów jest dla Mazowsza poważnym problemem.

NIK/IAR/jp/magos

28.01.2015 (IAR) – Kolejny komornik przekracza swoje uprawnienia. Zajął konto matki trójki dzieci, na które wpływa zasiłek z pomocy społecznej. Mieszkająca w Bolesławcu kobieta, wychowująca samotnie trójkę dzieci, ma 13 tysięcy długu za czynsz. Na zajętym koncie miała prawie 2,5 tysiąca złotych z pomocy społecznej. Były to pieniądze na jedzenie dla dzieci i opał. Izabela Folga straciła zasiłki i alimenty za listopad i grudzień. Jak mówi, przetrwała tylko dzięki wsparciu i pożyczkom przyjaciół.

Rzeczniczka izby komorniczej we Wrocławiu Monika Janus mówi, że komornik „nie zajął zasiłków, czy alimentów, do czego nie miał prawa, tylko konto”. 7 stycznia otrzymał od dłużniczki dokumenty, że były tam wyłącznie środki wolne od zajęcia. Dyrektor ośrodka pomocy społecznej w Bolesławcu Tadeusz Kupczak nazywa jednak działalność komornika skandaliczną. Jak mówi, powinien był on wiedzieć, że wychowująca troje dzieci kobieta ma przychody wyłącznie z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, a te nie mogą być zajęte.

Monika Janus z Izby Komorniczej zapewnia, że zgorzelecki komornik niezwłocznie odda niesłusznie zabrane pieniądze.

IAR/Piotr Słowiński / Radio Wrocław/dw/ab

podobne: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. oraz:  cynik9 o „promocji” Ryanaira na pustych lotniskach w Polsce za „unijną” kasę. i to: Efektywność zarządzania środkami publicznymi… Będzie lepiej bo gorzej już było? a także: Otworzyć ten układ polecam również:  Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”? oraz: Cezary Kaźmierczak: „Urzędnicy Tuska gorsi od mafii!”. kataryna: „Minister na baterie” czyli recykling lobbing.

2. Program dobrowolnych odejść w PKP CargoKrakowianie walczą o tanie pociągi

28.01.2015 (IAR) – Firma ogłasza sukces, a związkowcy zapowiadają protesty. PKP Cargo chwalą się programem dobrowolnych odejść. Ma z niego skorzystać 3 tysiące osób. Większość z nich ma nawet dziesięcioletnie gwarancje zatrudnienia.

Pakt gwarancji pracowniczych został wynegocjowany przed wejściem przewoźnika na giełdę. Jednak, jak mówi prezes PKP Cargo Adam Purwin, uczestnicy programu dostaną odprawy za krótszy okres.Osoby, które mają dziesięcioletnią gwarancję pracy, dostaną odprawę równą trzyletniej pensji, a ci pracownicy, którzy otrzymali w 2012 roku czteroletnią gwarancję zatrudnienia, dostaną wypłatę za 14 miesięcy.

Wysokość odpraw nie podoba się związkom zawodowym, działającym na kolei. Szef kolejarskiej Solidarności Henryk Grymel twierdzi, że pracownicy spółki byli zastraszani i zmuszani do wzięcia udziału w programie. Związkowcy twierdzą, że władze firmy groziły zwolnieniem z obowiązku świadczenia pracy i przekazywania jedynie 60 procent pensji. Grymel zaznaczył, że w świetle tych wydarzeń dobrowolność jest fikcją.

Związki zawodowe są w sporze zbiorowym z zarządem PKP Cargo. Dziś kończy się tam referendum strajkowe. Jego wyniki będą znane w przyszłym tygodniu. Związkowcy zapowiadają, że będą protestować przeciwko planom redukcji załogi.

PKP Cargo to największy w Polsce i drugi w Europie kolejowy przewoźnik towarowy. Po redukcji zatrudnienia spółka będzie zatrudniać 23 tysiące osób.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/A. Pszoniak/magos

28.01.2015 (IAR) – Najpierw zebrali sto tysięcy podpisów pod petycją o przywrócenia pociągu „Matejko”. Dziś przyjechali do Warszawy. Od początku roku mieszkańcy Krakowa walczą o przywrócenia tanich połączeń kolejowych z Warszawą. Organizatorzy akcji rozmawiali w tej sprawie z minister Infrastruktury i Rozwoju Marią Wasiak. Gabriela Łazarczyk, która uczestniczyła w negocjacjach, mówi, że padły konkretne obietnice. Maria Wasiak zapowiedziała, że będzie negocjować z PKP Intercity, by przewoźnik wydłużył czas obowiązywania promocyjnych biletów na pociąg Pendolino, które kosztują 49 złotych. Maria Wasiak nie wykluczyła też przywrócenia tanich pociągów. Mogłyby je obsługiwać PKP Intercity.

Jeden z pomysłodawców akcji, Michał Olszewski mówi, że likwidacja tanich połączeń między Krakowem a Warszawą była błędem. Przypomniał on, że kolejarze uzasadniali swoją decyzję stratami, które generuje to połączenie. Olszewski przypomina jednocześnie, że w ciągu miesiąca kursowania Pendolino, pociągi te miały 50 – procentową frekwencję. Zaznaczył też, że wielu ludzi nie będzie stać na kupno biletu za 150 złotych, w związku z tym zaczną korzystać z połączeń drogowych.

W tej chwili jedyny tani pociąg z Krakowa do Warszawy wyjeżdża o godzinie piątej rano, a wraca o godzinie 19.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/A. Pszoniak/magos

podobne: Za szybka i za droga zabawka w rękach polityków (na koszt podatników) czyli… historia Pendolino w Polsce. oraz: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. i to: cynik9: Nosił wilk razy kilka czyli… związkowa „przedsiębiorczość” w PKP, oraz „refleksja historyczna” z etyką kolejarską na tle przedwojennej PKP.

3. Kosztowne remonty i utrzymanie dróg. Afera więzienna na A2.

26.01.2015 (IAR) – Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wyda w tym roku ponad 522 miliony złotych na utrzymanie i remonty dopiero zbudowanych dróg szybkiego ruchu. To – jak wylicza ‚Puls Biznesu” – więcej niż jedna trzecia całkowitych kosztów utrzymania wszystkich dróg, jakie leżą w jej gestii.

Według specjalistów, koszty te będą rosły, bo w 2019 roku będzie to już ponad miliard złotych. To rachunki za m.in. odśnieżanie, koszenie traw i czyszczenie znaków drogowych. Wzrost będzie spowodowany tym, że sieć autostrad i dróg ekspresowych będzie rozbudowana.

„Puls Biznesu”/IAR/dyd

28.01.2015 (IAR) – Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi postępowanie sprawdzające w sprawie wykorzystywania niezgodnej z prawem pracy więźniów przez szefa Służby Więziennej.

Newsweek napisał, że generał Jacek Włodarski „załatwił” prywatnej firmie skierowanie więźniów do prac przy budowie autostrady . Miało to uratować firmę kolegi generała Włodarskiego przed wysokimi karami za niedotrzymanie terminów kontraktu.

Przemysław Nowak – rzecznik Prokuratury Okręgowej – poinformował, że postępowanie zostało wdrożone z urzędu. Wyjaśnił, że prokurator w ciągu 30 dni podejmie decyzję, czy wszcząć śledztwo w tej sprawie. Będzie chciał ustalić to, czy zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, a w szczególności, czy funkcjonariusze przekroczyli uprawnienia lub nie dopełnili obowiązków w związku z tę sprawą – podkreślił.

Generał Jacek Włodarski podał się do dymisji. Minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk tłumaczył dziś w radiowej Jedynce, że złożenie dymisji było spowodowane względami osobistymi.

Informacyjna Agencja Radiowa/ IAR / Góra./magos

…że przypomnę pewien fakt z czerwca 2012 roku odnośnie stosowania się do procedur (nie dośc że ułomnych) określających przyznawanie kontraktów na budowę „dróg i autostrad”, fragment:
GDDKiA odmawia ujawnienia nazwisk urzędników, którzy przyznali bez przetargu wart 756 mln zł kontrakt na budowę odcinka C autostrady A2…. (Polskie drogi po „Euro” i Hiszpańskie autostrady za EURo)

podobne: NIK wytyka błędy przy budowie ekranów akustycznych. oraz: NIK oceniła rozstrzyganie przetargów przez GDDKiA

4. Inwestorzy giełdowi piszą list do …górników w JSW.

28.01.2015 (IAR) – Inwestorzy giełdowi piszą list do górników w JSW. Przypominają w nim, że blisko 45% akcji koncernu jest w „prywatnych rękach”. Dodatkowo w ciągu ostatnich 3 lat liczba związków zawodowych w Jastrzębskiej Spółce Węglowej wzrosła o ponad 30 procent.

Akcje na giełdzie JSW tanieją za to o blisko 5 procent. To reakcja inwestorów na strajk w pięciu kopalniach . Związkowcy domagają się wycofania z planu oszczędnościowego. Prezes spółki Jarosław Zagórowski twierdzi, ze strajk jest nielegalny.

Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych podkreśla w liście, że nie może być obojętne na sytuację spółki JSW, a w szczególności jej akcjonariuszy. „Fakty są takie, że od momentu giełdowego debiutu Jastrzębskiej Spółki Węglowej w lipcu 2011 roku, wartość spółki bardzo znacząco się obniżyła. Ponieważ jest to spółka oparta na wydobyciu surowca, jej wycena, jak i w szczególności osiągane przez spółkę wyniki finansowe, w dużym stopniu zależą od czynników zewnętrznych, w tym światowych cen węgla. W tym czasie liczba związków zawodowych w Państwa firmie wzrosła z 34 do 50, a stopień uzwiązkowienia sięgnął 125% czyli ci sami pracownicy należą do wielu organizacji”. – czytamy w komunikacie.

Skarb Państwa ma obecnie 56% wszystkich akcji JSW. Doba strajku w JSW oznacza utratę ponad 30 milionów złotych przychodów .

Związkowcy żądają spełnienia pięciu postulatów. Chodzi o rezygnację z planu oszczędnościowego, odstąpienie od planowanego zwolnienia 9-ciu liderów związkowych, odwołanie zarządu, zagwarantowanie pracownikom kopalni Knurów – Szczygłowice takich samych warunków pracy jak pozostałym pracownikom spółki oraz zlikwidowanie spółki-córki Szkolenie i Górnictwo, przez którą na gorszych warunkach są przyjmowani obecnie nowi górnicy.

Decyzję o strajku podjęły górnicze związki zawodowe, na podstawie wyniku referendum w JSW. Dziś akcja koncernu kosztuje niespełna 19 złotych, a w 2011 roku Skarb Państwa sprzedawał jeden udział po…136 złotych.

IAR/Tomasz Majka i wcześn./magos

podobne: „List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Koszt zaniechania prywatyzacji. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm. oraz: PG Silesia vs. Kompania Węglowa czyli efektywność i wydajność vs. szaleństwo. NIK skontroluje funkcjonowanie górnictwa.

5. Lewandowski, Jest nas coraz mniej, bo ludzie nie widzą perspektyw„Puls Biznesu” – Firmy mnożą się wolniej.

28.01.2015 (IAR) – Coraz częściej młodzi ludzie nie widzą dla siebie w Polsce perspektyw. Nie mogą się rozwijać, nie mogą znaleźć pracy i rozwijać swoich pasji. To główne przyczyny emigracji – ocenia Paweł Lewandowski, socjolog z Fundacji Republikańskiej. GUS opublikował raport, z którego wynika, że systematycznie ubywa Polaków. W końcu roku 2014 było nas mniej o ponad 12 tysięcy niż w roku 2013.

Na emigrację decydują się głownie młodzi, dobrze wykształceni i przedsiębiorczy Polacy – dodał gość Polskiego Radia 24. Zdaniem Pawła Lewandowskiego, jeszcze parę lat temu były to osoby, które długotrwale nie mogły znajdować pracy licząc, że znajdą pracę na zachodzie. Dzisiaj są to młodzi, bardzo obyci i odważni ludzie, którzy szukają swoich szans rozwoju a nie tylko przetrwania.

Jak podkreśla socjolog, ta tendencja będzie się utrzymywała do chwili, kiedy gospodarka Polska nie stanie się bardziej innowacyjna i przyjazna dla prowadzenia działalności gospodarczej. Problemem jest również brak właściwej polityki prorodzinnej. Zdaniem Pawła Lewandowskiego, nie chodzi o to, żeby komuś coś dawać. Przede wszystkim chodzi o to, żeby nie odbierać. A w tej chwili mamy bardzo wysokie podatki. W dochodach przeciętnego obywatela wydatki na podstawowe dobra, jedzenie i opłaty, stanowią znaczną część. Nie ma pieniędzy na rozwój osobisty czy dziecka. To jest problem systemowy. Wiele rzeczy trzeba w kraju zmienić, żeby to zaczęło działać – dodaje socjolog.

Z prognoz GUS wynika, że jeśli nie wzrośnie przyrost naturalny i nie zmieni sytuacja na rynku pracy, w roku 2035 Polska będzie liczyła zaledwie 36 milionów, a w 2050 tylko 34 miliony obywateli.

Polskie Radio 24/JF/Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

podobne: Polska gospodarka: bankructwa firm, eksport, inwestycje zagraniczne.

28.01.2015 (IAR) – Polacy w ubiegłym roku zarejestrowali 343 tysiące biznesów, czyli mniej niż rok wcześniej, po raz pierwszy od kryzysu w 2008 roku. Tak wynika z analizy Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej. O sprawie pisze „Puls Biznesu”. Liczba nowych firm zmniejszyła się w stosunku do 2013 roku o blisko 10 tysięcy.

Eksperci jednak uspokajają, że nie należy się tym niepokoić. „Mniejsza liczba rejestracji indywidualnych działalności związana jest z poprawą na rynku pracy. Nie należy się martwić minimalnym spadkiem zakładanych firm, bo ciągle rejestruje się w naszym kraju blisko 350 tysięcy rocznie” – mówi gazecie prezes COIG Jarosław Nowrotek.

Najwięcej firm w ubiegłym roku założono w województwie mazowieckim – 34 procent, na kolejnych miejscach są: wielkopolskie – 12 procent i śląskie – 9 procent.

Więcej na ten temat – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/”Puls Biznesu”/kry/dj

podobne: Niemcy: obcokrajowcy to czysty zysk dla budżetu. Czeka nas kolejna fala emigracji. Przyczyną nie są tylko rządy PO a kapitalizm kompradorski. oraz: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). i to: W maju upadło 70 firm, a od początku roku 398 oraz: Polska gospodarka: Ubój rytualny znowu legalny. Wyrok TK sukcesem rolników (którzy wiedzą komu zawdzięczają straty). Polska krajem biznesu z przymusu.

6.Polska lepiej w indeksie wolności gospodarczej. Opinie: Dobre dane z polskiej gospodarki.  Stabilna kondycja sektora przedsiębiorstw.

27.01.2015 (IAR) – z 23 na 19 miejsce w Europie awansowała Polska w Indeksie Wolności Gospodarczej Heritage Foundation i „The Wall Street Journal”. W światowym zestawieniu, jesteśmy na 42 miejscu. Rok temu byliśmy na 50. miejscu.

Najwięcej w awansie zawdzięczamy poprawie wskaźnika poziomu korupcji. Ten, traktowany z osobna, plasuje nas na 37 miejscu w świecie. Gorzej wyglądamy jeśli chodzi o cząstkowy wskaźnik wolności działalności gospodarczej. Mierzy on między innymi, ile rodzajów procedur i czasu potrzebnych jest do założenia firmy czy uzyskania koncesji. Tu z 67 punktami jesteśmy na 81 miejscu. Poprawiliśmy się, jeśli chodzi o wydatki rządowe, ale z dużym udziałem finansów publicznych w PKB jesteśmy bliżej końca niż początku stawki – na 137 miejscu.

W rankingu regionalnym od Polski lepiej radzi sobie w indeksie 18 państw. Na ich czele jest Szwajcaria z 80,5 punktu, a zaraz za nią Estonia i Irlandia. Wyprzedza na jeszcze między innymi Wielka Brytania, Litwa, Gruzja, Czechy i Łotwa. Na końcu europejskiego rankingu jest Grecja, Rosja, Białoruś i Ukraina.

W światowym zestawieniu króluje Hong-Kong, Singapur, Nowa Zelandia i Australia. Ostatnia jest Korea Północna i Kuba. Z 42 miejscem, między Bahamami i Urugwajem jesteśmy w grupie państw z gospodarkami „umiarkowanie wolnymi”.

IAR/Łukowska/łp/mitro/

podobne: Raz w górę, raz w dół. Dwa rankingi o „wolności gospodarczej”. Komu wierzyć?

27.01.2015 (IAR) – Zgodne z oczekiwaniami, ale pozytywne – tak ekspert ocenia dane z polskiej gospodarki. Główny Urząd Statystyczny podał wstępnie, że polski PKB w 2014 roku urósł o 3,3 procent. Sprzedaż detaliczna w grudniu była o 1,8 procent wyższa niż przed rokiem.

Główny ekonomista banku Citi Handlowy, Piotr Kalisz podkreśla, że informację z GUS-u są pozytywne. W ostatnim kwartale, wbrew przewidywaniom, wzrost gospodarczy nie wyhamował poniżej 3 procent, lecz pozostał powyżej tego poziomu. Jego składowe czyli konsumpcja i inwestycje pozostają stabilne i w opinii ekonomisty trudno spodziewać się drastycznych zmian.

Według rozmówcy IAR, dane o bezrobociu świadczą o tym, że rynek pracy w Polsce jest mocny. 11,5 procent to więcej o 0,1 punktu procentowego niż w listopadzie, ale zdecydowanie mniej niż przed rokiem. Wtedy wynosiło 13,4 procent. Piotr Kalisz zwraca uwagę, że rynkowi pracy nie zaszkodził ani kryzys w Rosji, ani spowolnienie w krajach starej Unii Europejskiej.

Ekspert wskazuje też na dobre informację na temat sprzedaży. Ta w ujęciu nominalnym była w grudniu większa niż przed rokiem o 1,8 procent. Ekonomista wyjaśnia jednak, że uwzględniając deflację czyli ogólny spadek cen, produkcja była około 4 procent wyższa niż rok wcześniej.

Ekonomiści prognozowali, że sprzedaż detaliczna w grudniu wzrosła w ujęciu rocznym o 1,7 procent, a bez pracy pozostawało 11,6 procent Polaków. Według informacji Ministerstwa Pracy i Polityki społecznej bezrobocie w grudni wyniosła 11,5 procent. Jak podaje GUS bez pracy w Polsce pozostaje ponad 1 milion 820 tysięcy osób.

To już komplet informacji z polskiej gospodarki w grudniu.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze/jj

podobne: Dane makro z polskiej gospodarki: PKB i koniunktura w kwietniu oraz: Polska gospodarka: Produkcja przemysłowa w sierpniu dużo gorsza od oczekiwań, eksport będzie rósł (pomaga ruch przygraniczny). Zlikwidujmy opłaty targowe apelują kupcy.

28.01.2015 (IAR) – Względnie dobra koniunktura na rynku krajowym sprawiła, że kondycja sektora przedsiębiorstw w IV kwartale ubiegłego roku była stabilna. Potwierdza to raport opracowany przez Narodowy Bank Polski.

O dobrej kondycji przedsiębiorstw zdecydowała przede wszystkim względnie wysoka rentowność, której sprzyjały niskie ceny surowców. Niekorzystny wpływ na kondycję firm miało natomiast utrzymanie embarga na import żywności przez Rosję, chociaż był on nieco mniejszy niż prognozowano. Niekorzystny wpływ miało też osłabienie koniunktury w krajach strefy euro, zwłaszcza w Niemczech.

Z raportu NBP wynika również, że poprawiają się prognozy przedsiębiorstw dotyczące popytu, zamówień oraz produkcji. Co więcej przedsiębiorstwa oczekują trwałej poprawy koniunktury.

Na bardzo wysokim poziomie utrzymuje się także konkurencyjność cenowa oraz opłacalność eksportu. Mimo to prognozy eksporterów pozwalają spodziewać się w najbliższym czasie dość niskiej dynamiki eksportu. Tylko jednak w niewielkim stopniu może to być skutkiem konfliktu rosyjsko-ukraińskiego.

Wyraźnie poprawiły się prognozy dotyczące zatrudnienia. Już od ponad roku więcej firm planuje tworzenie miejsc pracy niż ich likwidację. Wskaźnik zatrudnienia wzrósł o 4 punkty procentowe w ujęciu kwartalnym i o 4,2 punktu procentowego w ujęciu rocznym. Nowe miejsca pracy planują tworzyć zarówno firmy usługowe, jak i przemysł oraz budownictwo. Firmy nie planują natomiast znacznych podwyżek wynagrodzeń w tym kwartale.

Raport NBP wskazuje też na wzrost udziału firm, które nie miały problemów z utrzymaniem płynności.

W sumie kondycja przedsiębiorstw jest dobra i przedsiębiorcy oczekują dalszej poprawy sytuacji.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR) Elżbieta Łukowska/magos

podobne: Wskaźnik ZEW dla polskiej gospodarki w dół. Niższy od oczekiwanego odczyt PP wskazuje na spadek PKB. Polska może pozostać zagłębiem taniej siły roboczej. oraz: Polska gospodarka: bankructwa firm, eksport, inwestycje zagraniczne.

7. Meblarstwo to jeden z największych polskich hitów ekportowych.

28.01.2015 (IAR) – Meblarstwo to jednej z największych polskich hitów eksportowych. Dyrektor Adamowicz Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli Marek Adamowicz podkreśla, żebranża rozwija się bardzo dynamicznie. W ubiegłym roku sprzedaliśmy meble za blisko 34 miliardy złotych, czyli o 14 procent więcej niż rok wcześniej. 90 procent produkcji idzie na eksport.

Jednym z głównych odbiorców naszych mebli są Niemcy, ale rosnące, rozwijające są również inne rynki – na przykład czeski, francuski, angielski.

Polska jest 7 na świecie producentem mebli, a 4 eksporterem.

IAR K.P. /magos

podobne: Tekstylia, meble, motoryzacja – siłą polskiego przemysłu (na rynkach zachodnich). Droga energia realnym zagrożeniem. oraz: „Rzeczpospolita” – Niemcy skarżą się Brukseli na meble z Polski.

źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Hiszpania: Jedną ręką kneblują drugą przekupują czyli Prawo Bezpieczeństwa Narodowego.


Hiszpania: Niepopularne „prawo knebla” przyjęte przez parlament426 euro dla bezrobotnych bez zasiłkuPrawo Bezpieczeństwa Narodowego.

11.12.2014 (IAR) – Hiszpański parlament przyjął niepopularne Prawo o Bezpieczeństwie Obywateli, zwane potocznie „prawem knebla”. Opozycja, która jednogłośnie sprzeciwiła się ustawie, oskarżyła rząd Mariano Rajoya o próbę uciszenia niezadowolonego społeczeństwa.

Od miesięcy o niewprowadzanie tej ustawy apelowały do Partii Ludowej organizacje społeczne, Kościół i Unia Europejska. Jednak dokument został przyjęty, bo poparła go mająca większość parlamentarną Partia Ludowa. Prawo określa 45 wykroczeń, za które grozi kara od 100 euro do 600 tysięcy euro. Karane będzie między innymi uczestniczenie w nielegalnych manifestacjach i niezapowiedzianych protestach pod parlamentem czy utrudnianie policji dokonywania eksmisji rodzin. Wbrew europejskiemu ustawodawstwu wolno będzie wydalać imigrantów bez umożliwienia im złożenia wniosku o azyl. „To władza absolutna, której celem jest zahamowanie protestów. Obojętne, co wymyślicie, nie wyjdziecie na swoje” – ostrzegała Uxue Barkos, deputowana baskijskiej partii NaBai.

Głosowanie poprzedziła manifestacja deputowanych w kneblach i symboliczny pogrzeb demokracji. Kiedy zaś miał przemawiać reprezentant rządzącej Partii Ludowej, zebrany na trybunie dla gości chór odśpiewał „Słuchaj, kiedy śpiewa lud” – pieśń z musicalu „Nędznicy”.

Informacyjna Agencja Radiowa/Ewa Wysocka-Barcelona/em/

19.12.2014 (IAR) – W Hiszpanii pomoc dla bezrobotnych, którzy utracili prawo do zasiłku. Tamtejszy rząd dziś przyjął dekret, na którego mocy osoby te dostaną zapomogę wynoszącą 426 euro miesięcznie. Decyzję o przyznaniu pomocy podjęli w poniedziałek premier Mariano Rajoy, przedstawiciele związków zawodowych i pracodawców – sygnatariusze patku społecznego.

Z ponad 4,5 miliona hiszpańskich bezrobotnych prawie połowa nie dostaje zasiłków ani zapomóg. Dzięki decyzji Rady Ministrów liczba ta zmniejszy się o jedną czwartą.

Na 426 euro miesięcznie mogą liczyć osoby, które straciły pracę co najmniej rok temu, mają na utrzymaniu choć jedną osobę i udowodnią, że w ciągu ostatnich miesięcy aktywnie poszukiwały zatrudnienia.

Przyznana im zapomoga będzie wypłacana przez sześć miesięcy. Żeby jej nie stracić, bezrobotni nie będą mogli w tym czasie odrzucić żadnej oferty zatrudnienia.

Rząd przeznaczy na pomoc półtora miliarda euro, a dekret wejdzie w życie 15 stycznia.

Informacyjna Agencja Radiowa/Ewa Wysocka-Barcelona/em/

16.01.2015 (IAR) – Hiszpański rząd przyjął projekt Prawa Bezpieczeństwa Narodowego. Pozwala on, by w wypadku zagrożenia państwo mogło przejąć dobra prywatne i nadzór nad administracją, który teraz leży w kompetencji regionów. Dokument pozwala też rządowi na wprowadzenie stanu wyjątkowe bez potrzeby uzyskania aprobaty opozycji i deputowanych.

Hiszpański rząd zapewnił, że przyjęty projekt nie narusza podstawowych praw obywatelskich a jedynie ułatwia akcję w sytuacji zagrożenia. Wicepremier Soraya Saenz de Santamaria podała za przykład trzęsienie ziemi. W regionie dotkniętym klęską, dzięki prawu ministerstwo obrony mogłoby wprowadzić do akcji ratunkowej sprzęt ciężki i helikoptery, nawet jeśli należałyby do prywatnych firm.

Wśród potencjalnych zagrożeń bezpieczeństwa narodowego wymieniono klęski żywiołowe, ataki terrorystyczne i po raz pierwszy zaliczono do nich cyberataki i przestępstwa finansowe.

Prace nad treścią prawa trwały półtora roku i zostały zaakceptowane przez opozycję. Domaga się ona teraz, by rząd dokładnie wyjaśnił sens prawa w parlamencie i uspokoił społeczeństwo.

Informacyjna Agencja Radiowa/Ewa Wysocka-Barcelona/mg

źródło: stooq.pl

podobne: Hiszpański rząd przyjął „Prawo Kagańca”. Jedną z najcięższych kar przewidziano za manifestowanie pod budynkiem parlamentu. oraz: Hiszpania: Plebiscyt niepodległościowy szansą na większą autonomię. Baskowie wspierają Katalończyków. UE: debata poświęcona unikaniu podatków w Luksemburgu (Szczurze P/Odchody), Draghi o bezrobociu wśród młodzieży. i to: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). a także: Eurokołchoz: w budżecie brakuje a hiszpańskie wioski na sprzedaż polecam również: Oblicza eurosocjalizmu. Hiszpański Caritas bije na alarm.

…jako komentarz fragment z Reismana Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem:

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„…Wobec kogo, logicznie rzecz biorąc, obywatele państwa socjalistycznego powinni kierować swoje oburzenie i złość, jeśli nie wobec samego państwa socjalistycznego? To samo państwo, które ogłasza odpowiedzialność za ich życie i obiecuje im żywot w szczęśliwości, w rzeczywistości ponosi odpowiedzialność za urządzenie im z tego życia piekła. Istotnie, przywódcy państwa socjalistycznego przeżywają dylemat. Każdego dnia zachęcają ludzi do wiary, że socjalizm jest systemem doskonałym, którego złego skutki mogą być jedynie efektem działania złych ludzi. Jeśli to prawda, kim więc mogą być ci źli ludzie, jeżeli nie samymi rządzącymi, którzy nie tylko czynią życie innych piekłem, lecz wypaczają rzekomo doskonały system do takiej postaci?
Skutkuje to tym, że przywódcy państwa socjalistycznego muszą żyć w obawie przed innymi ludźmi. Zgodnie z logiką ich działania i ich nauczaniem, kipiące oburzenie ludzi winno wzbierać i zdławić ich w orgii krwawej zemsty. Rządzący to przeczuwają, nawet jeśli nie przyznają się do tego otwarcie. Dlatego też ich największą troską jest trzymanie obywateli pod butem.
W rezultacie twierdzeniem prawdziwym, choć niewystarczającym, jest to, że socjalizm oznacza brak wolności prasy i wolności wypowiedzi. Z pewnością w socjalizmie brakuje tych swobód…”
„…Jednak socjalizm sięga dużo dalej niż zaledwie brak wolności prasy i wypowiedzi.
Rząd socjalistyczny całkowicie unicestwia tego rodzaju swobody. Obraca on prasę i każde forum publiczne w środek histerycznej propagandy na własny użytek. Ponadto bezwzględnie prześladuje każdego, kto przynajmniej minimalnie odchyli się od oficjalnej linii partii.
Powodem tego jest strach socjalistycznych przywódców przed ludźmi. By chronić siebie, muszą oni utrzymywać ministerstwo propagandy oraz tajną policję, pracujące non stop. Ta pierwsza instytucja niezbędna jest, by odwracać uwagę ludzi od odpowiedzialności socjalizmu i jego przywódców za ludzką nędzę. Druga potrzebna jest do uciszania tych, którzy mogą sugerować odpowiedzialność socjalizmu lub jego przywódców, oraz do unieszkodliwiania każdego, kto zacznie przejawiać oznaki samodzielnego myślenia…”

podobne: Wozinski: Niewolnictwo nie zostało zniesione ale znacjonalizowane!

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Rosyjskie embargo wciąż szkodzi polskiej żywności. Nowe otwarcie w polsko-białoruskich stosunkach gospodarczych. We Włoszech marnotrawienie kapitału ludzkiego i kryzys moralny.


1. Rosyjskie embargo wciąż szkodzi polskiej żywności.

05.12.2014 (IAR) – Nie ma realnej poprawy w eksporcie polskiego jedzenia. Przedstawiciele producentów żywności utrzymują, że rosyjskie embargo negatywnie wpływa na ich sektor. Minister rolnictwa Marek Sawicki powiedział dziś w sejmie, że mimo rosyjskiego embarga wartość eksportu powinna zostać utrzymana.

Dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności, Andrzej Gantner podkreśla, że tylko część wytwórców odnajduje się w nowej rzeczywistości. Są to głównie najwięksi producenci i przetwórcy, którzy szybko potrafili przenieść produkcje na rynki, na których są już obecni. Część mniejszych producentów poniosła straty. Próbowali oni sprzedać swoje towary na wspólnym europejskim rynku, podobnie jak przedsiębiorstwa z innych krajów. To doprowadziło do spadku cen i zmniejszyło opłacalność.

Szef Związku Sadowników Rzeczpospolitej Polskiej, Mirosław Maliszewski podkreśla, że zdobycie nowych rynków jest bardzo trudne. Zagraniczne rynki takie jak chiński, japoński, indyjski i koreański są chronione surowymi przepisami sanitarnymi. Nawet jeżeli udaje się wejść na nowy rynek, to polscy producenci muszą walczyć z zagranicznymi konkurentami niższymi, często dumpingowymi, cenami.

W ubiegłym sezonie do Rosji sadownicy sprzedali około miliona ton jabłek. Według ich szacunków, ujęciu rocznym ceny jabłek spadły ponad 40 procent. Udział Rosji w polskim eksporcie w ubiegłym roku wyniósł około 6,5 procent.

W odwecie na europejskie sankcje po agresji rosyjskiej na Ukrainę, Rosja wprowadziła embargo między innymi na polskie produkty rolne, a także na naszą wieprzowinę. Ostatnio podobne obostrzenia zastosowała wobec Białorusi i Stanów Zjednoczonych.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze/magos

podobne: Sankcje wpłyną na gospodarkę i handel. Górnicy chcą składów węgla, konsolidacji branży i embarga na rosyjski węgiel. Nowa fala emigracji zarobkowej do Wlk. Brytanii. oraz: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś.

2. Nowe otwarcie w polsko-białoruskich stosunkach gospodarczychBiałoruś i Polska aktywizują współpracę.

02.12.2014 (IAR) – Nowe otwarcie w polsko-białoruskich stosunkach gospodarczych. Wczoraj i dziś w Warszawie przebywała duża grupa biznesmenów i przedstawicieli rządu Białorusi, z wicepremierem Michaiłem Russyjem na czele. Brali oni udział między innymi w polsko-białoruskim forum inwestycyjnym, które odbyło się w resorcie gospodarki.

Obie strony zwracały uwagę, że mamy coraz większą wymianę handlową, ale wyniki mogłyby być zdecydowanie lepsze.

Wicepremier-minister gospodarki Janusz Piechociński podkreślił, że Mińsk to dla nas bardzo ważny partner gospodarczy. Przypomniał, że wspieramy ten kraj w jego drodze do WTO. Chwalił też białoruską gospodarkę, że w czasach niepewności dobrze sobie radzi.

Wicepremier Białorusi Michaił Russyj zaznaczył, że jest bardzo dużo możliwości współpracy między naszymi krajami. Jak przykłady wymienił transport i logistykę. „Chodzi na przykład o przesył towarów do Chin. Otwarcie mówimy, że jesteśmy zainteresowani dostępem do portów morskich – w tym do Gdańska, ważne są jednak warunki” – podkreślił białoruski wicepremier.

W trakcie forum podpisano porozumienie o współpracy między Polską Agencją Inwestycji i Informacji Zagranicznych oraz Narodową Agencją Inwestycji i Prywatyzacji (NAIP) Białorusi; umowę o współpracy pomiędzy Centrum Kształcenia Ustawicznego i Zawodowego w Poznaniu a Krajowym Instytutem Kształcenia Zawodowego; a także porozumienie o współpracy między Polskim Komitetem Normalizacyjnym i Państwowym Komitetem do spraw Normalizacji Republiki Białorusi.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/K.P./dabr

03.12.2014 (IAR) – W tym roku nastąpił znaczny rozwój dwustronnej współpracy między Polską i Białorusią. Poinformował o tym na konferencji prasowej w Mińsku Aleksander Hurjanau – wiceminister spraw zagranicznych Białorusi.

Hurjanau powiedział, od wiosny tego roku wznowiły współpracę wszystkie międzyrządowe i międzyresortowe organy. Ponownie zebrały się na przykład międzyrządowa komisja do spraw współpracy handlowej i gospodarczej oraz dwustronna komisja koordynacyjna do spraw współpracy transgranicznej.

Według ocen mińskich mediów, wartość tegorocznej polsko-białoruskiej wymiany gospodarczej przekroczy 3 miliardy dolarów, czyli znów może być rekordowa. W ciągu ostatnich 5 lat poziom polskich inwestycji na Białorusi zwiększył się 6-krotnie – do 178 milionów dolarów w roku ubiegłym.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Włodzimierz Pac/Mińsk/em/

podobne: Na wojnie polsko-ruskiej zarobi Białoruś. oraz: Rozmowy o tranzycie polskich towarów przez Białoruś. Rosjan nie niepokoją sankcje, ale firmy z Europy Środkowej mają się czego obawiać.

3. Włochy: cyniczne wyczekiwanie.

05.12.2014 (IAR) – Surowa ocena Włochów przez ekspertów z Instytutu Studiów Społecznych CENSIS. Określili oni postawę Włochów w dobie kryzysu gospodarczego jako „cyniczne wyczekiwanie”. Skutkiem jest marnotrawienie kapitału ludzkiego i kryzys moralny.

Instytut po raz 48 opublikował raport przedstawiający diagnozę społeczną Półwyspu Apenińskiego.

I w tym rokuj CENSIS nie obchodzi się z Włochami łagodnie. Według jego oceny są wystraszeni i cyniczni, a w związku z tym marnują to, co mają najcenniejszego: kapitał ludzki. Chodzi o osiem milionów osób, które nie pracują, nie szukają pracy i nawet się nie uczą. Konsekwencją tej postawy, nazwanej „cynicznym wyczekiwaniem”, jest brak inwestycji i konsumpcji. Każdy myśli wyłącznie o sobie. Rośnie liczba rodzin, które nie wydają na nic, pogłębiają się nierówności, zagrożona jest więź społeczna i dotychczasowa równowaga, co widać na przykładzie wrogiego stosunku do imigrantów. Włosi pokładają nadzieję w pieniądzach, trzymając je w gotówce w domu lub na kontach bankowych. 45 procent przekonanych jest bowiem, że może być jeszcze gorzej, a dalsze 36 procent postępuje tak „na wszelki wypadek”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/mcm/

podobne: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie. oraz: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego. i to: Bezrobotni z Włoch wyjeżdżają za chlebem.

źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców).


„Polityka społeczna, głupcze!”…???

A to nie macie ludzie już dość pchania łap przez tę „politykę” do rodziny? Jak ja bym chciał żeby państwo się właśnie wycofało! (niestety jest dokładnie na odwrót). A co ja tu czytam na „wolnościowym” (takie odnosiłem dotychczas wrażenie) portalu? Artykuł jakiegoś marksisty a w nim kwiatuszek jaki:

„…Bezpośredni wpływ państwa na zarobki jest ograniczony. Obniżanie składek i stawek podatków nakładanych na pracę spowodowałoby, że tylko część z tych środków trafiłaby do kieszeni pracownika, a część do pracodawcy (ponieważ pracodawca nie byłby zmotywowany do transferu korzyści ze zmniejszonych danin do zatrudnionego – wolałby zachować całość dla siebie…”

Koszty pracy

Koszty pracy

…lewicowy bełkot bez logicznego poparcia (bo takiego być rzecz jasna nie może), stawiający taką oto tezę że winny wszystkiemu jest ten kto DAJE PRACĘ (sic!) a nie ten kto nakłada na tę pracę podatki i „składki” (zarówno na przedsiębiorcę jak i na pracownika). Autor snuje w czerwonej malignie jakieś wyssane z palca „podejrzenia” względem przedsiębiorców (którzy według niego tylko czekają żeby okraść pracownika), podczas gdy każdy z nas ma przykład NAOCZNY (bądź ze słyszenia), ile nasi rodacy zarabiają u tych „krwiopijców” na zachodzie i że jest to CZTERY RAZY WIĘCEJ jak w Polsce. No popatrz Pan! Mają z czego rabować a nie rabują swoich pracowników. No durnie! Może autor powinien tam pojechać i przypomnieć tym kapitalistycznym świniom że powinni swoich pracowników bardziej rabować bo mu „teoria” nie sztymuje 🙂

Polecam zatem sprawdzić dlaczego tam można a u nas nie można (i jaki to ma związek m.in. z kwotą wolną od podatku, oraz z wielością miejsc pracy których ani państwo nie tworzy ani z nieba nie spadły) i tylko proszę bez konkluzji typu „bo płaca minimalna jest wysoka” bo na płacenie wysokiej płacy minimalnej trzeba mieć najpierw „skądś” pieniądze… Po prostu rzygać się chce, kiedy się czyta tego typu manipulacje… WSTYD!

Polecam więc na odtrutkę wykład Pana Skiby, który tłumaczy używając logiki i prawidłowego poglądu na przyczonowo-skutkową politykę „prorodzinną” jaką uprawia państwo, pewne oczywiste FAKTY! – do czego prowadzi „państwowa opieka” w rodzinie… Czy dzisiaj istnieje prawdziwa rodzina?

Otóż niebezpieczeństwa jakie przyczyniają się do jej rozkładu, to przede wszystkim fałszywie pojmowana i wpajana przez zwodnicze lewicowe ideologie „równość” jako „sprawiedliwość społeczna”. Jest też o redystrybucji dóbr przez państwo, rabunkowej polityce fiskalnej, które są zamachem na własność prywatną (Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm…), co doprowadza do zubożenia rodziny i deprecjonuje powinność (zdolność) władzy rodzicielskiej do zapewniania bytu rodzinie, oraz podważa jej autorytet, który jest zastępowany przez „państwo opiekuńcze” w ramach tzw. „pomocy społecznej” i „ubezpieczenia społecznego” („gwarantowanego” przez państwo, które w zamian za nikłą szansę „emerytury” gdzieś w przyszłości, już dziś REALNIE pozbawia rodzinę kapitału). Które to państwo rości sobie również prawo do własności nad dziećmi, poprzez coraz wcześniejszy przymus edukacji, gdzie dziecku wpajane są „wartości” deprecjonujące władzę rodzicielską, a utrwala się w nim przekonanie że tylko państwo stać na opiekę i wychowanie, oraz że tylko państwo stoi na straży praw dziecka, nie ucząc go jednak obowiązków wobec rodziców i narodu a tylko wobec państwa i jego „prawa”. Słusznie pisał swojego czasu Pan Adam Doboszyński w swojej książce: „Gospodarka Narodowa”:

„…Zdrowe społeczeństwo opiera się na pracy i na rodzinie. Lecz najbardziej zwarta rodzina rozprzęga się szybko, o ile nie ma wsparcia we własności. Dopiero własność daje rodzinie możliwość trwania, pozwala jej wykształcić się w silną komórkę społeczną i nawiązać ciągłość tradycji rodzinnej. Rodzina nie może być przejściowym zrzeszeniem kilku osób, które żyją razem póki rodzice nie wymrą, a dzieci nie dorosną. Musi ona stanowić czynnik ciągły, musi liczyć swój wiek nie na lata, lecz na generacje. Ta ciągłość tradycji rodzinnej, której podstawowym warunkiem jest własność przekazywana sobie kolejno przez pokolenia, daje człowiekowi to poczucie godności osobistej i wrośnięcia w swój naród i w swą ziemię, które upodabnia chłopa do księcia, a którego brak czyni z miejskiego proletariusza ludzki atom zawieszony w próżni, poza ludzkością i jej historią. Rodzina i własność stanowią więc pojęcia nierozdzielne. Dopiero gdy uwłaszczymy każdą rodzinę, możemy zrealizować sprawiedliwy ustrój społeczny…” (inną kwestią jak podaje dalej autor jest zapanowanie nad potencjałem władzy jaką daje własność – tu potrzebne jest wychowanie ludzi w poczuciu dostrzeżenia wartości i poszanowania innego człowieka – w skrócie, bez etyki w biznesie każda własność i każda taka rodzina może stać się potencjalnym zagrożeniem dla reszty społeczeństwa, co jednak skutecznie zahamowane być może w warunkach WOLNEJ konkurencji)…

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

Jawnych kłamstw, przeinaczeń i odwróconej logiki przyczynowo-skutkowej jest w tym artykule na który się wczoraj nadziałem wiele. W najbliższym (bądź w dłuższym) czasie punkt po punkcie przełożę te czerwone wywody na język logiki, która została w nim w sposób chytry i perfidny odwrócona (będę dopisywał akapity w miarę chcenia i natchnienia, bo przyznam się szczerze że czasem nie chce mi się kolejny raz pisać tego samego, a kto wie czego szukać i chce się dowiedzieć więcej na temat „zbawczej roli państwa” w życiu obywateli, może znaleźć setki innych i lepszych od mojego tekstów obalających ten marksistowski bełkot). Bo każdy kto wie (szkoda że większość nie zdaje sobie z tego nawet sprawy!) ile i w jakiej formie zabiera mu państwo pieniędzy, ten wie „przy okazji” doskonale jak bardzo przyczynia się ono do zubożenia obywatela w tym kraju. O ironio najwięcej właśnie zubaża tego biednego którym się rzekomo „opiekuje” (i to „za darmo” 🙂 ).

Nie jest bowiem tak jak się sugeruje w artykule że państwo „…formę „maksimum” przyjmuje tylko w sferze fiskalizmu…” – to kłamstwo. NAJGORSZY rabunek jakim się państwo wykazuje dotyczy właśnie sfery pozafiskalnej. Chodzi rzecz jasna o tzw. „ubezpieczenie społeczne”, „zdrowotne” i inne „fundusze” które nazywa się mylnie „składkami”, dzięki którym rabowane są nie tylko pieniądze (co do których państwo orzekło poprzez wyrok Sądu Najwyższego że nie są nasze!), by obiecać „coś” w przyszłości (która z każdym podniesieniem wieku emerytalnego się oddala, niektórzy jej po prostu nie dożyją a ich pieniądze znikną w państwowym brzuchu – cynik9 i „Liczenie na ZUS”), ale rabowane jest poczucie solidarności pokoleniowej w rodzinie. Bo oskładkowanie pracy uczy PRZEDE WSZYSTKIM właśnie EGOIZMU i liczenia na drapane od państwa, rugując ze świadomości potrzebę życia i myślenia o przyszłości tu i teraz.

Człowiek który ma coś obiecane od państwa „na starość” (jak dożyje 🙂 )mało przykłada wagę do tego, żeby kwitła w rodzinie prawdziwa solidarność międzypokoleniowa, bo jego „rodziną” i „wspólnikiem” jest państwo, któremu oddawał przez całe zawodowe życie swój majątek, więc to państwo jest jego opiekunem i „rodziną” na starość zamiast dzieci, które w „rewanżu” (konsekwencji!) nie muszą się martwić czy obchodzić rodziców skoro rodzic ma „emeryturę”. Co innego gdyby rodzic zamiast emerytury miał oszczędności (nieprawdaż?) wtedy nawet najgorszy prymityw będzie się rodzicem opiekował by coś po nim odziedziczyć. Niestety tak w większości przypadków NIE BĘDZIE! bo „dziedziczy” państwo, które temu człowiekowi wszystko zabrało! (dlatego m.in. „państwo opiekuńcze” postanowiło jeszcze bardziej ulżyć w życiu emeryta zezwalając na wprowadzenie kolejnej bankowej usługi zwaną „odwróconą hipoteką” by ludzie starsi nie musieli żyć z głodowych emerytur i by wyprzedali się do cna zanim umrą).

To co w większości zostało opisane w tym artykule to nie są skutki „liberalizmu” czy „kapitalizmu” w gospodarce, ale właśnie socjalizmu i etatyzmu państwowego. Już dziś realizują się (wbrew temu co autor napisał) KONSEKWENCJE tego bezhołowia i „wiary” w „misję społeczną” państwa, które ZAWSZE dba wyłącznie o siebie – aparat, i o „swoich” – czyli wybrańców którzy z nim współpracują w rabunku pozostałej reszty. Nie dlatego że nie realizuje swoich zadań (które na siebie wzięło i za które każe sobie słono płacić) jak trzeba, ale właśnie DLATEGO że je na siebie wzięło (kasując z góry stosowną opłatę) w zamian za nic nie warte „gwarancje”, które co jakiś czas zmienia. Pozbawiając tym samym rodzinę jednym ruchem długopisu pod taką czy inną ustawą JUŻ DZIŚ władztwa nad jej majątkiem, i prawa rodziców do bycia jedynym autorytetem i źródłem dobrobytu dla swoich dzieci. Konsekwencje możemy gołym okiem obserwować… Rodzina jest rabowana (i zadłużana na koszt tej „opieki”) jednym ciągiem na kilka pokoleń naprzód!

Największą głupotą w tym artykule jest stawianie sprawy z niską dzietnością w takiej oto zależności, że żeby zapewnić sobie przyszłość wystarczy urodzić dużo dzieci (niech sobie autor na Afrykę spojrzy!)… Niestety zależność jest taka, że nie wystarczy „mieć” dzieci. Trzeba jeszcze myśleć (zawczasu!) o tym za co je wychować, nakarmić, ubrać, znaleźć CZAS dla nich, żeby się nie chowały samopas. Na to wszystko trzeba mieć środki tu i teraz (a nie „na przyszłość”), żeby móc te dzieci odpowiedzialnie i po swojemu wychować. A nie oddawać je na wychowanie państwu i to coraz wcześniej. To tu i teraz potrzebne są rodzicom środki, by mogli wychowywać swoje pociechy w miłości i odpowiedzialności za przyszłość. Za przyszłość swoją i rodziców, którzy na to właśnie pracują żeby miał ich kto na starość obchodzić tak jak oni obchodzą swoje dzieci kiedy są bezbronne i niezaradne. Dzieci nie są państwową własnością, rodzice nie troszczą się o nie w celu wyhodowania parobków/podatników/dłużników i wyznawców państwowego „lewa”, ale DLA SIEBIE jako pociechę i opiekę na starość. Państwo socjalistyczne swoją pseudo „opieką” tę możliwość rodzicom odbiera a dzieci od małego uczy egoizmu!

Katastrofa demograficzna jest skutkiem socjalizmu a nie liberalizmu (chyba że ktoś ma na myśli „liberalizm” obyczajowy, ale to się nazywa wtedy libertynizm). W państwach zachodnich widać to najlepiej ale już w innym wymiarze. Bo tam biedy (jeszcze) nie ma, ale przyczyną niskiej dzietności jest z kolei „kultura” hedonizmu i chęć czerpania przyjemności z życia (czyli libertynizm właśnie) a nie stan zamożności (który jest tylko środkiem), bo gdyby było inaczej, to Polacy którzy wyjechali na zachód nie mnożyliby się w takim tempie a uprawialiby ten sam „styl życia” jak autochtoni. Część oczywiście już zasymilowała się z tym „stylem zachodnim”, ale zdecydowana większość ciągle jednak wie po co żyje i realizuje się w „konserwatywnym stylu” – rodzicielstwa. Trzeba więc pamiętać o tym, że kapitał to TYLKO środek a jak jest wykorzystywany to zależy od charakteru człowieka. Zgniły zachód wykorzystuje go do korzystania z życia nie licząc się z przyszłością, zaś Polacy jeszcze wiedzą czym jest rodzina i dzieci, więc wykorzystują ten sam kapitał po to żeby się realizować w tradycji jaką nasiąkli i zabrali ze sobą z Polski.

Polaków są na zachodzie MILIONY! Wystarczy więc (tylko!) przywrócić normalne warunki gospodarcze w Polsce by zła sytuacja demograficzna zniknęła w jednej chwili, za sprawą powrotu tych milionów naszych rodaków wraz z dziećmi pod polską strzechę… Jednak bez likwidacji „państwa opiekuńczego”, które dziś przeciętnego Polaka kosztuje około 80% jego dochodów (w postaci różnych podatków, „składek”, opłat i nie licząc innego rodzaju sposobów na wyciskanie podatników, jak np. „ratowanie” takich czy innych państwowych firm które przynoszą tylko straty, gdzie pousadzali się mężowie, żony, kochanki, córki, synowie, pociotki i przyjaciele królika) nikt do Polski nie będzie chciał wracać by tu wydawać i inwestować swoje ciężko zarobione na zachodzie pieniądze, żeby dorabiać obcych sobie ludzi… Tymczasem Polacy od 25 lat wybierają do władzy etatystów i populistów, którzy ciągle chcą się nimi „opiekować”, i są bombardowani podobnymi do gniota który pozwoliłem sobie skomentować ideami rodem z marksizmu leninizmu. Mamy więc to co mamy jako KONSEKWENCJĘ głupoty, więc nie dziwmy się że młodzi emigrują za chlebem pozostawiając swoich rodziców na pastwę „państwa opiekuńczego”.

Konkludując zatem w nawiązaniu do prowokacyjnego tytułu: „Czemuś głupi? Boś biedny! Czemuś biedny? Boś głupi!”. Jak ktoś nie lubi czytać to niech sobie posłucha tego: Dlaczego w Polsce nie ma pracy? i tego: Dlaczego niższe podatki oznaczają większe zarobki

…Odys

Polecam lekturę: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu.  oraz: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Socjalizm po polsku. Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) polecam również: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie.

rys. Gatis Sluka

rys. Gatis Sluka

Wirtualna Polonia

Liberalizm nas zabije

 +

.
+

Demografowie biją na alarm – do 2050 roku populacja naszego kraju zmniejszy się o przeszło 4,5 miliona osób. Równocześnie wśród Polaków szerzy się ideologia, która zakłada całkowite wycofanie się państwa z prowadzenia polityki społecznej. W czasie, gdy walka o naród oznacza przede wszystkim walkę o dzietność polskich matek, o niedopuszczenie do demograficznej i ekonomicznej katastrofy, jak wirus rozprzestrzenia się liberalne zaczadzenie.

Na rodziny ani złotówki!

View original post 2 537 słów więcej

Niemcy: obcokrajowcy to czysty zysk dla budżetu. Czeka nas kolejna fala emigracji. Przyczyną nie są tylko rządy PO a kapitalizm kompradorski.


„…Te przerażające dane nie robią żadnego wrażenia na rządzącej koalicji Platformy i PSL, która jest przekonana, że doskonale rządzi, a wyniki ostatnich wyborów samorządowych podobno to potwierdzają.”…

„…Utrwalanie się ujemnego przyrostu naturalnego i nasilające się procesy emigracyjne to swoiste podsumowanie ponad 7-letnich rządów Platformy Obywatelskie i PSL.”

Nie rozumiem.

Czy coś by się zmieniło gdyby te fakty wywarły jakieś wrażenie na obecnie rządzących? Przecież to o czym traktuje artykuł to nie jest istota problemu emigracji. Czemu artykuł nie podaje PRAWDZIWEJ przyczyny tego stanu rzeczy. Zamiast tego opisywany jest rezultat „czegoś” czego zabrakło w tej skądinąd prawdziwej prezentacji. Przez co sam artykuł jest kolejną papką propagandową i niczym innym poza czarnym PR wylewanym (nie powiem że nie słusznie, bo poniekąd słusznie) na koalicję rządzącą.

Koszty pracy

Koszty pracy

Nie jest jednak główną przyczyną emigracji Polaków z kraju jak się tu pisze „7-letnie rządy Platformy obywatelskiej”, bo NIEZALEŻNIE od tego KTO rządzi problemem jest sposób w jaki ta partia rządzi. Idea jaką kieruje się w rządach PO nie jest bowiem tożsama wyłącznie dla tej partii. Zarażone były nią (i dalej są) wszystkie poszczególne (nie)rządy (nie tylko PO ale WSZYSTKIE kolejne po 89r.), bo wszystkie te rządy zaszczepiły ową ideę i ugruntowały ją prawnie, w modelu gospodarczym Polski. Chodzi tu rzecz jasna o socjalistyczny model gospodarki nazwany w konstytucji „społeczną gospodarką rynkową”. Który to model polega na centralnym sterowaniu kapitałem poprzez redystrybucję środków wcześniej wyciśniętych przez państwo z podatników. Czemu artykuł zamiast traktować o PRAWDZIWEJ przyczynie kryzysu emigracyjnego wskazuje nam fałszywą flagę i wciska kit, że wystarczy pozbyć się PO a problem emigracji zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? Skąd ten wybiórczy minimalizm i prześlizgnięcie się po problemie? Czyżby dr Kuźmiuk nie wiedział że PO jest tylko emanacją głównego problemu? Zaledwie jednym z listków których kwitnie na gałęzi co najmniej kilka? PO nie ma tutaj „monopolu”, bo z tej samej gałęzi (idei socjalistycznej) wyrasta również listek figowy tzw. opozycji. Czyżby Pan dr Kuźmiuk nie wiedział że WSZYSTKIE partie „establiszmętu” są skażone owym problemem?

Skala problemu wynosi obecnie około 80% (na grafice ujęty jest „tylko” ZUS). Jest to skala RABUNKU przeciętnego Polaka w różnego rodzaju składkach i podatkach (Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu) jakiego dopuszcza się państwo polskie na swoim obywatelu – i TO (Konspiracja w odpowiedzi na przemoc – Stanisław Michalkiewicz) jest główny problem, a nie fakt że obecnie ogólny i wspólny dla wszystkich partii (anty)gospodarczy plan realizuje akurat PO. Trzeba tu sobie powiedzieć, że rządy PO ten model zawiadywania gospodarką o którym wspominałem „tylko” usprawniły, tj. zwiększyły skutecznie skalę rabunku do absurdalnych obecnie rozmiarów, łamiąc przy okazji główną zasadę na podstawie której istnieje sobie to państwo, tj. zasadę „pacta sunt servanda” (umów należy dotrzymywać), co chwile dopisując/wymyślając sobie bezprawnie („prawem” większości parlamentarnej – również przy współudziale tzw. „opozycji”! – Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz i to: Ziemkiewicz o konwencji PIS czyli… Problemy realne, rozwiązania fatalne) kolejne preteksty do zaboru NASZEJ własności. A to w postaci zagarnięcia NASZYCH składek z OFE, a to podwyższając składki na ZUS, na tzw. „ubezpieczenie zdrowotne” (czujecie się państwo przez to bezpieczni na starość czy chorując?), a to ustanawiając tzw. „płacę minimalną” oraz oZUSowując umowy cywilnoprawne – gdzie chodzi wyłącznie o to żeby przedsiębiorcy odprowadzali do państwowej kasy coraz wyższe „składki”, których pracownik nigdy nie odzyska choć są za niego płacone, a to realizując inne „nieplanowane” wydatki na zaspokojenie różnych „grup zawodowych” utrzymywanych z pieniędzy podatników jak: górnicy, LOTy, PKPy, pielęgniarki, nauczyciele, takie czy inne „służby” (cywilne, mundurowe), których „usługi” kosztują nas co raz więcej ale ich jakość jest co raz niższa!

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

To że ludzie nie mają pracy, a jak już jakąś mają to za „płacę minimalną” nie jest więc efektem tylko rządów PO – choć to za ich rządów znacznie się pogorszyło, a jest wyłącznie konsekwencją realizacji idei „państwa opiekuńczego”, które żeby się nami opiekować (czego i tak nie robi, choć zabiera co raz więcej i zadłuża nas przez to u nas samych co raz bardziej) potrzebuje na to co raz więcej pieniędzy, które na drzewach przecież nie rosną. Główna partia opozycyjna jak i wszystkie pozostałe które nie tworzą obecnie rządu opierają swoje programy gospodarcze o tę właśnie ideę. Skutki tej operacji przeprowadzonej na żywym organizmie rodzimej przedsiębiorczości można było od 25 lat obserwować, i chyba najwyższa pora wyciągnąć lekcję z kolejny raz zmutowanej „szkoły” socrealizmu gospodarczego.

Tymczasem pomimo zmieniających się rządów, które przecież w przekonaniu wyborców „różnią się” ideowo (ciekawe gdzie?) parły one i dalej prą tą samą drogą wyzysku obywatela na tzw. „cele społeczne” i inne „inwestycje” które przez 25 lat nie doprowadziły do utworzenia wystarczającej liczby TRWAŁYCH miejsc pracy – nawet w okolicznościach masowej wręcz emigracji milionów rodaków. Traktowanie wszelkiego rodzaju robót publicznych takich jak budowa dróg, stadionów, orlików, basenów, placów zabaw, domów kultury, teatrów, czy innych parków rozrywki NIE PRZYNOSZĄCYCH ZWROTU wydatków jako „inwestycje” jest oczywistą manipulacją. Tego rodzaju przedsięwzięcia nie mają nic wspólnego z ideą ekonomii która jest nauką o „efektywnych zasadach funkcjonowania gospodarstwa domowego”, ani z dobrem obywateli poza tym że to za nasze dobro (czytaj pieniądze) ktoś robi sobie dobrze i ma pracę. EFEKTYWNE zasady funkcjonowania gospodarstwa oznaczają stosowanie takich metod gospodarowania, które polepszają funkcjonowanie gospodarstwa w sposób trwały, a nie są obliczone na jednorazowy efekt jako pretekst do MARNOTRAWIENIA sił i środków, tylko po to by jakaś klika mogła się przy tym obłowić na koszt podatników. Tu polecam lekturę – Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Roboty publiczne (interwencjonizm).

Ludzi ubywa a pracy nie przybywa i tak będzie dalej dopóki będą nami rządzić socjaliści. Nie ważne spod jakiego sztandaru, bo PO, PIS, SLD, PSL, i reszta planktonu która się wokół tych partii obraca, mają ten sam „plan” na dobrobyt Polaków – ograbić ich jeszcze bardziej! (Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie.)

Dobrze by więc było, żeby ta katastrofa jaka nam się szykuje zamiast „wywierać wrażenie” na rządzących czy opozycji, wywarła je na wyborcach – czego się rzecz jasna nie spodziewam, zwłaszcza kiedy media (również nurtu „niezależnego” jak się lubią tytułować) nie będą ludziom tłumaczyć prawdziwych przyczyn problemu.

tymczasem…

Niemcy: obcokrajowcy to czysty zysk dla budżetu
IAR – Biznes
27 Lis 2014, 17:43 (IAR) – Żyjący w Niemczech obcokrajowcy to czysty zysk dla budżetu tego kraju. Jak pokazują badania, przyjezdni wpłacają do państwowej kasy o wiele więcej pieniędzy niż z niej pobierają.

W Niemczech żyje ponad 6,5 mln osób nieposiadających niemieckiego paszportu. Eksperci wyliczyli, że każdego roku wpłacają oni do budżetu 3300 euro więcej niż z niego pobierają. Chodzi o podatki czy składki na ubezpieczenie społeczne. Dla państwa niemieckiego oznacza to zysk rzędu 22 miliardów euro rocznie. Statystki pokazują, że liczba ta wzrosła prawie o połowę w ciągu minionej dekady. Z ekspertyzy przygotowanej przez Europejskie Centrum Badań nad Gospodarką (ZEW) na zlecenie fundacji Bertelsmanna wynika też, że im lepsze wykształcenie przyjezdnych, tym bardziej korzysta na tym niemiecki budżet. Wykształceni imigranci zarabiają bowiem więcej.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/em/

Problemem braku pracy wynika stąd, że rynek nie potrafi ich wytworzyć raz że na stałe a dwa konkurencyjnie do oferty jaką Polacy otrzymują za granicą. Nie mamy w Polsce prawdziwego kapitalizmu a jakąś hybrydę, która nie spadła z nieba a została zainstalowana poprzez szereg norm prawnych od konstytucji począwszy, poprzez prawo spółek handlowych, prawo podatkowe, a na rabunkowym wręcz poziomie fiskalizmu skończywszy, i WSZYSTKIE (nie)rządy miały w utrwalaniu tego prawa swój udział:

„…Michalkiewicz mówi wprost, że w Polsce nie ma żadnego normalnego kapitalizmu, a ustrój który został po 1989 r. ustanowiony po okrągłym stole przez generała Kiszczaka i jego tajnych współpracowników jest ustrojem sitwy, który on nazywa kapitalizmem kompradorskim. – Społeczeństwo nasze na kapitalizm kompradorski reaguje na trzy sposoby. Pierwsza grupa, najbardziej spostrzegawczych, najbardziej dynamicznych, rzutkich, widząc, ze jest wyrzucona poza główny nurt życia gospodarczego – emigruje, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że emigruje elita, bo mimo nieznajomości często języka, tamtejszych stosunków, a jednak wpasowuje się w tamtejszy obieg gospodarczy. Druga grupa z różnych powodów nie emigruje i prowadzi z kapitalizmem kompradorskim wojnę nieustającą. To nie są ludzie skłonni do zwierzeń, nie znamy taktyki, jaką się posługują, ale wiemy, że ta wojna trwa. A wiemy to z takich informacji, które co roku publikuje GUS, że mianowicie, około 30% PKB powstaje w szarej strefie, a więc w konspiracji przed władzami. Jedna trzecia gospodarki pracuje w szarej strefie, to więcej niż w czasie wojny. Dzięki tej konspiracji, dzięki tej szarej strefie nasza gospodarka, jako tako prosperuje. Wreszcie trzecia grupa, która ani nie emigruje, ani nie prowadzi z nikim żadnej wojny, która widząc, ze jest wyrzucona poza główny nurt życia gospodarczego coraz natarczywiej prezentuje postawy roszczeniowe, tzn. domaga się, aby rząd wziął ją na swoje utrzymanie. I rządy tym ludziom odpowiadają: proszę bardzo, ależ zapraszamy. Problem w tym jednak, że rząd na utrzymanie nikogo wziąć nie może, bo rząd nie wytwarza żadnego bogactwa, rząd może tylko trwonić bogactwo, które ludzie wytwarzają…”

tymczasem remedium na ten stan rzeczy rządzący i nierządzący widzą w ten sposób…

„…Jedna partia mówi, że jeden bilion złotych zainwestuje w gospodarkę, nie wiadomo skąd go weźmie w państwie, które ma 3 biliony długu, mówię o Jarosławie Kaczyńskim, no nie wiadomo, może gdzieś go ma, nie wiem (śmiech), pan Leszek Miller z kolei zaproponował, żeby przywrócić 49 województw, no to jest dopiero początek kampanii wyborczej, co będzie pod koniec, może 490 województw, wtedy znacznie więcej miałoby szansę zostać wojewodą lub marszałkiem (śmiech) nie mówiąc o tych miejscach pracy, które wokół tych wojewodów i marszałków można by stworzyć. A za co? No z tego biliona złotych. I wszystko się zazębia. A co pan premier Tusk na to? Pan premier Tusk nie dalej jak przedwczoraj odgrzał po kilkunastu latach pomysł 100 milionów dla każdego, który pan prezydent Wałęsa lansował w 1995 r. Teraz może nie dla każdego, ale dla młodych. Każdy młody miałby dostać taki bon na 10 tys. zł, po denominacji to jest taki odpowiednik 100 milionów sprzed kilkunastu lat. Co będzie pod koniec kampanii to aż strach pomyśleć. Także na pewno będziemy na nich głosować. (śmiech)…”

rys. Artur Żukow

rys. Artur Żukow

…nic więc dziwnego (primo) że choć wszyscy się zarzekają że mamy w Polsce „wolny rynek” i „kapitalizm” (niektórzy go nawet nazywają „złodziejskim”) to fakty są takie, że w Polsce uprawia się pod przykryciem tych pojęć ordynarny socjalizm – wydając na prawo i lewo pieniądze których państwo NIE POSIADA – kreując zadłużenie pod przyszły jeszcze większy wzrost fiskalizmu, bo w końcu trzeba będzie kiedyś ludziom oddać to co się od nich wzięło chociażby na „gwarantowane emerytury” 🙂 nie wspominając o potrzebie utrzymania tych wszystkich „miejsc pracy” jakie powstają przy okazji zapewniania obywatelom „niezbędnych do życia w demokratycznym społeczeństwie usług państwowych” i „pomocy”.

Nic więc dziwnego (secundo) że w takich warunkach „kapitalizm kompradorski” (w którym udział nie polega wyłącznie na uwłaszczeniu się na państwowym przez nomenklaturę komunistyczną, ale przede wszystkim na dojeniu podatnika poza zasadami wolnego rynku!) w jakim funkcjonują przyjaciele królika i przyjaciele tych przyjaciół którzy korzystają z publicznych pieniędzy by utrzymać swe „biznesy” na rynku przy pomocy dopłat, subwencji, pożyczek, programów pomocowych wspierających „przedsiębiorczość” (sic! – co to za przedsiębiorczość która potrzebuje wsparcia podatników!), inkubatorów, i całej masy innych pośrednich sposobów na wydatkowanie publicznych pieniędzy (programy naprawcze, restrukturyzacyjne i inne dla ratowania bankrutów), nic więc dziwnego powtarzam że kapitalizm kompradorski (który polega również na „redystrybucji” a więc socjalizmie) nie drgnął ani na moment! Nawet kiedy władzę w Polsce sprawowała opozycyjna wobec „złodziejskiej prywatyzacji” formacja pod nazwą PIS, bo ta partia ma w swoim programie zapisane jako credo podstawy ustroju gospodarczego w Polsce właśnie tego typu rozwiązania (a i jeszcze więcej! – Stan Tymiński: Nowy program PIS – populismus über alles) (Odys)

Stąd też:

„…Jeżeli partia uważa, że najlepszym sposobem podziału dochodu narodowego jest podział przymusowy za pośrednictwem państwa, to nie wiem jak byłaby pobożna i nie wiem co o sobie mówiła to jest to partia socjalistyczna, a w każdym razie na pewno etatystyczna. Natomiast jeżeli partia mówi, że najlepszym sposobem podziału dochodu narodowego jest podział dobrowolny poprzez rynek to to jest partia wolnościowa, być może nawet prawicowa, jeżeli ma konserwatywne poglądy społeczno-obyczajowe. I odpowiedział dlaczego przyjęcie takiego modelu jest ważne: – Dlatego że z niego można wyprowadzić cały model państwa i cały model systemu prawnego. Jeśli to kryterium przyłożymy do polskiej sceny politycznej to widzimy, że nie ma żadnej prawicy, przynajmniej wśród ugrupowań parlamentarnych…”

(Michalkiewicz: 1 bilion na inwestycje, 100 milionów dla młodych – aż strach pomyśleć, co będzie dalej)

polecam lekturę: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty. i to: „Wielka Ucieczka”… za darmochą. A gdyby tak zlikwidować koryto?

podobne: Polska gospodarka: Sankcje wpłyną na gospodarkę i handel. Górnicy chcą składów węgla, konsolidacji branży i embarga na rosyjski węgiel. Nowa fala emigracji zarobkowej do Wlk. Brytanii. oraz: 10 lat Polski w UE: nowa polska emigracja. „Święto Szklanych Paciorków” (Ziemkiewicza) oraz „Unijna dekada” (cynik9) i to: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni. a także: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie?

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

Wirtualna Polonia

Bocian Polokiem1. Według ostatnio opublikowanego raportu Work Service opracowanego na podstawie badań Millward Brown aż 2,8 mln dorosłych Polaków deklaruje wyjazd z kraju w przyszłym roku, a aż 0,7 mln jest przekonanych, że na pewno to zrobi.

Te przerażające dane nie robią żadnego wrażenia na rządzącej koalicji Platformy i PSL, która jest przekonana, że doskonale rządzi, a wyniki ostatnich wyborów samorządowych podobno to potwierdzają.

Głównymi przyczynami tego stanu rzeczy według respondentów jest brak pracy (albo jeżeli już udaje się ją zdobyć, to poziom wynagrodzenia nieprzekraczający najniższej płacy brutto, czyli kwoty 1680 zł) i brak jakiejkolwiek perspektywy na mieszkanie.

2. Przypomnijmy tylko, że jest to niestety kontynuacja procesów emigracyjnych z lat ubiegłych.

Według danych

View original post 438 słów więcej

Hiszpania: Plebiscyt niepodległościowy szansą na większą autonomię. Baskowie wspierają Katalończyków. UE: debata poświęcona unikaniu podatków w Luksemburgu (Szczurze P/Odchody), Draghi o bezrobociu wśród młodzieży.


1. Plebiscyt w Katalonii szansą na dialog Madrytu z BarcelonąBaskowie wspierają dążenia niepodległościowe Katalończyków.

10.11.2014 (IAR) – Plebiscyt niepodległościowy w Katalonii szansą na rozpoczęcie dialogu między Madrytem a Barceloną. Premier katalońskiego rządu, Artur Mas po zakończeniu głosowania poinformował, że liczy na negocjacje z szefem hiszpańskiego gabinetu, Mariano Rajoyem. W niewiążącym plebiscycie uczestniczyło 2 miliony 300 tysięcy osób, zdecydowana większość – 82 procent -opowiedziała się za stworzeniem przez Katalonię niepodległego państwa.

Wczorajsze głosowanie było wygodnym wyjściem dla Barcelony i Madrytu. Artur Mas dotrzymał słowa i doprowadził do otwarcia lokali oraz wystawienia urn a Mariano Rajoy – zgodnie z obietnicą -nie dopuścił, by głosowanie było wiążące.

Jednak obie strony muszą teraz wyciągnąć z tego wnioski. Wprawdzie ponad 80 procent uczestników plebiscytu opowiedziało się za niepodległością, ale jest to niespełna milion 700 tysięcy osob – czyli 30 procent uprawnionych do głosowania. Liczba, która nie gwarantuje stworzenia przez Katalonię państwa.

Dlatego – zdaniem ekspertów – najlepszym rozwiązaniem jest szukanie tzw. „trzeciej drogi”. Może nią być przekształcenie Hiszpanii w federację albo poszerzenie katalońskiej autonomii.

Po raz pierwszy od dwóch lat Rajoy i Mas nie wykluczają dialogu. Czy i kiedy dojdzie do spotkania obu polityków poinformować ma jutro, po płudniu premier katalońskiego rządu.

Informacyjna AgencjaRadiowa/EwaWysocka-Barcelona//Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

10.11.2014 (IAR) – Baskowie wspierają dążenia niepodległościowe Katalończyków. Rzecznik baskijskiego rządu, Josu Erkoreka (czyta się bez zmian) zaapelował do gabinetu premiera Mariano Rajoya o rozpoczęcie negocjacji z Katalonią. Nacjonalistyczne partie baskijskie zapowiedziały zaś, że „będą z bliska śledziły rozwój wydarzeń w Katalonii”.

Josu Ekoreka oficjalnie pogratulował katalońskiemu rządowi wyników plebiscytu, który jest szansą na ropoczęcie dialogu między Madrytem a Barceloną.

Wydarzenia w tym regionie śledzone są przez Basków z sympatią a niektóre nawet naśladowane. Przykładem jest łańcuch rąk. Ponad rok temu przeciął Katalonię, a latem połączył największe miasta Kraju Basków.

Niepodległościowe ugrupowania baskijskie zorganizowały w San Sebastian i Vitorii akty poparcia dla plebiscytu. A z inicjatywy niepodległościowego stowarzyszenia Gure EuskoDago, 10 tysięcy osób ułożyło na plaży w San Sebastian mozaikę, która przedstawiała urnę wyborczą oraz szkocką i katalońską fagę.

Informacyjna AgencjaRadiowa/EwaWysocka-Barcelona//Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

podobne: Eurokołchoz: 40 tysięcy bezdomnych w Hiszpanii. Katalonia chce niepodległości. oraz: Secesja Szkocji ciąży Wlk. Brytanii. Komu niepodległa Szkocja bardziej potrzebna: Szkotom czy może Rosji? i to: Właściciel sieci Biedronka chce uciec przed rujnującymi podatkami i niekompetencją banków do Szwajcarii. a także: Eurokołchoz: Pożyczka dla Grecji. Włochy – Bezrobocie najwyższe od 37 lat. Sardynia chce do Szwajcarii. polecam również: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny. i to: Oblicza eurosocjalizmu. Hiszpański Caritas bije na alarm. oraz: Eurokołchoz: w budżecie brakuje a hiszpańskie wioski na sprzedaż

2.  Juncker tłumaczy się za ulgi podatkowe w Luksemburgu. Korwin-Mikke o LuxleaksM. Szczurek: preferencyjne traktowanie niektórych podatników powinno być tępione. Podpisanie umowy o informacji podatkowej.

12.11.2014 (IAR) – Szef Komisji Europejskiej znalazł się dziś w ogniu krytyki ze strony europosłów. W Parlamencie Europejskim odbyła się specjalna debata poświęcona unikaniu podatków. Wszystko to w związku z aferą nazywaną „Luxleaks”.

Z dochodzenia dziennikarskiego wynika, że Wielkie Księstwo Luksemburg , w czasie gdy Juncker był premierem , podpisało tajne układy z ponad 300 międzynarodowymi korporacjami, by umożliwić im płacenie niższych podatków. „Należy pamiętać, że tego typu praktyki istnieją w 22 państwach Unii Europejskiej, więc to nie jest specyfika luksemburska. To fenomen prawie w całej Europie i także poza Unią Europejską” – powiedział Juncker.

Europosłowie byli raczej krytyczni wobec praktyk stosowanych w Luksemburgu. Szef liberałów Guy Verhofstadt domagał się od Junckera, aby Komisja Europejska przeprowadziła odpowiednie postępowanie w tej sprawie jak najszybciej. „Nie do pomyślenia jest, że Unia Europejska będzie kontynuowała prace przez następne 6 miesięcy z ciemnymi chmurami, które wiszą nad Komisją Europejską. Mamy już jednego polityka z kłopotami w Waszyngtonie , nie ma potrzeby by był taki też w Europie. Mój apel jest więc taki, aby poprosił pan komisarz Vestager (ds. konkurencji), aby ukończyła postepowanie w tej sprawie do końca roku” – powiedział Verhofstadt .

Juncker odparł na to, że nie zamierza ingerować w działania komisarz ds. konkurencji, która zajmuje się sprawami pomocy państwa oraz oszustw podatkowych. Zdaniem Junckera praktyki takie jak w Luksemburgu są możliwe gdyż wciąż brakuje harmonizacji przepisów podatkowych w Europie.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela /nyg

12.11.2014 (IAR) – Dobrze, że do budżetów rządowych trafiło mniej pieniędzy – tak aferę „Luxleaks” komentuje europoseł Janusz Korwin-Mikke. Z dochodzenia dziennikarskiego wynika, że Wielkie Księstwo Luksemburg podpisało tajne układy z ponad 300 międzynarodowymi korporacjami, by umożliwić im płacenie niższych podatków. Urzędy podatkowe odnotowały ogromne straty.

Janusz Korwin Mikke uważa jednak, że takie działania były korzystne. Jego zdaniem inaczej pieniądze zostałyby zmarnowane „Dzięki działalność Wielkiego Księstwa Luksemburg, ludzie płacili niższe podatki, w wyniku czego te firmy mogły sprzedawać taniej swoje towary, w wyniku czego mniej pieniędzy trafiało do skarbów różnych państw i to jest korzystne dla gospodarki, bo wtedy ludzie mieli więcej pieniędzy, wydawali na rzeczy pożyteczne. Gdyby te pieniądze trafiły do budżetu to by były wydane na jakieś fotoradary, aparaty podsłuchowe. Pieniądze, które idą do kasy rządowej to jest 40 procent straty” – powiedział dziennikarzom Korwin Mikke.

Dziś aferę luskemburską skomentował także sam szef Komisji Europejskiej Jean Claude-Juncker, który był premierem Luksemburga w czasie, gdy tajne porozumienia były zawierane. Na konferencji prasowej podkreślał, że żałuje jeśli działania luksemburskiej administracji doprowadziły do unikania podatków przez wielkie korporacje. Przyznał, ze ponosi polityczną odpowiedzialność za to co się stało. Oszustwom podatkowym w związku ze skandalem „Luxleaks” została poświęcona dziś także specjalna debata w Parlamencie Europejskim z udziałem Junckera.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/mcm/

podobne: JKM: Rządzą nami idioci – lewicowi intelektualiści. Odtrudką – KNP oraz: KE wypowiada wojnę oszustom podatkowym czyli… przyganiał kocioł garnkowi.

…niestety unijna pazerność pomimo jej oczywistych negatywnych skutków dla gospodarek „wspólnoty” (ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa) odbija się echem również na naszym POdwórku…

29.10.2014 (IAR) – To ma być cios w oszustów podatkowych ukrywających pieniądze za granicą. Przedstawiciele 50 krajów, w tym Polski, podpisali w Berlinie umowę o wymianie informacji finansowych. Ma ona ułatwić przekazywanie danych na temat podatników w poszczególnych krajach.

Minister finansów Polski Mateusz Szczurek mówił, że umowa pomoże zwalczać wyłudzenia, unikanie opodatkowania czy pranie pieniędzy. Jego zdaniem, nie tylko poszerzy to bazę podatkową i zwiększy dochody budżetu, ale może też doprowadzić do zmniejszenia podatków. „Drogą do niskich podatków jest powszechność obciążeń” – mówił minister.

Mateusz Szczurek dodał, że walka z unikaniem opodatkowania musi być prowadzona w jak najszerszym międzynarodowym kręgu. Podkreślał, że żyjemy w świecie wolnych przepływów kapitałów i jeden kraj nie zapewni uczciwości opodatkowania. Podpisana dziś umowa powinna wejść w życie w ciągu dwóch lat. Zdaniem ekspertów, porozumienie to kamień milowy w walce z międzynarodowymi oszustwami podatkowymi.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/em/

„Drogą do niskich podatków jest powszechność obciążeń” 😀 cóż za porażająca logika! Ja zawsze myślałem że drogą do niskich podatków jest ich „zwykłe” obniżenie. Widocznie logika w tym względzie nie jest tak jednoznaczna 😉 – Jakub Wozinski: Nieczyste intencje chcących obniżać podatki

07.11.2014 (IAR) – Preferencyjne traktowanie niektórych podatników powinno być bezwzględnie tępione – takiego zdania jest minister finansów Mateusz Szczurek. Szef resortu skomentował w ten sposób ostatnią aferę nazwaną „Lux leaks”, dotyczącą tajnych układów między Luksemburgiem a ponad 300 międzynarodowymi firmami. Dzięki porozumieniom przedsiębiorstwa mogły płacić dużo mniejsze podatki.

„Przypadki, o których mówimy, mogą być bardzo różne, możemy mieć do czynienia z naruszeniem uczciwej konkurencji i wsparciem państwa, które jest niedozwolone i tego typu przypadki muszą być tępione z jak największą bezwzględnością, bo tak jak nam nie wolno jest wspierać wybranych przedsiębiorstw, tak samo preferencyjne traktowanie podatkowe, dopasowane do profilu danej firmy, nie powinno być też stosowane w innych krajach dlatego, że zaburza to konkurencję” – powiedział minister Szczurek na marginesie spotkania ministrów finansów w Brukseli.

Jednocześnie minister przyznał, że konkurencja podatkowa między państwami członkowskimi nie jest żadnym zaskoczeniem. „Nie jest wielką niespodzianką, że także kraje Unii Europejskiej konkurują tworząc czasami nawet luki umożliwiające płacenie bardzo, bardzo niskich podatków. I tego rodzaju konkurencja podatkowa jest widoczna nie tylko w Luksemburgu, ale także w innych krajach. Nie jest to – moim zdaniem – rzecz pożądana, a zarazem bardzo, bardzo trudna do uregulowania na poziomie europejskim w związku z tym, że do jakichkolwiek zmian potrzebna jest jednomyślność” – dodał minister Szczurek.

Do zawierania układów podatkowych miało dochodzić w czasie, gdy premierem Luksemburga był Jean-Claude Juncker – obecny szef Komisji Europejskiej. Dotychczas jednak nie chciał on osobiście ustosunkować się do tej sprawy. Zrobił to natomiast minister finansów Luksemburga, który uznał, że wszystkie porozumienia były legalne, choć „etycznie niepożądane”.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/

…Oj jak ja bym chciał żeby nasi decydenci byli równie „nieetyczni” jak ci z Luksemburga wobec swoich obywateli 🙂 Póki co „etycznie niepożądane” jest okradanie ludzi z ich UCZCIWEGO dorobku na rzecz NIEUCZCIWYCH instytucji takich jak „UE”. Obniżcie ludziom podatki a nie będą kombinować. Póki co „legalne” okradanie będzie napotykać na „legalny” opór w postaci unikania opodatkowania…

Żeby nie było że potępiam w czambuł wszystkie POmysły Pana ministra to powiem, że bardzo mi się podoba pomysł zakazu wspierania przez państwo kogokolwiek (choćby samego państwa w jego „spółkach skarbu”). Obawiam się jednak że buńczuczne deklaracje Pana ministra to czcze słowa, gdyż w rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej jakby „chciał” (Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu oraz: Forsal: 10 najgorszych polskich inwestycji ostatnich 10 lat) (Odys)

podobne: KE wypowiada wojnę oszustom podatkowym czyli… przyganiał kocioł garnkowi.

3. UE: Draghi o bezrobociu wśród młodzieży

12.11.2014 (IAR) – Prezes Europejskiego Banku Centralnego krytycznie o bezrobociu wśród młodzieży. Mario Draghi powiedział w Rzymie, że bezrobocie wśród młodych ludzi w krajach Unii Europejskiej to jawna niesprawiedliwość i forma marnotrawstwa.

Mario Draghi wziął udział w dorocznym spotkaniu ku czci włoskiego ekonomisty Federico Caffe, którego był uczniem i który skończyłby dziś sto lat. 15 kwietnia 1987 Caffe wyszedł z domu, gdzie zostawił okulary, pieniądze i dokumenty, i ślad po nim zaginął. Prezes Europejskiego Banku Centralnego nie wspomniał o tajemnicy swego mistrza, mówił natomiast o europejskiej młodzieży, która padła ofiarą aktualnego kryzysu, a konkretnie według niego – recesji. Przypomniał, że 23 procent Europejczyków w wieku od 15 do 24 lat jest bez pracy. Jest to sprzeczne z wszelkim pojęciem sprawiedliwości, to największe marnotrawstwo środków i przyczyna niszczenia kapitału ludzkiego podkreślił. Przeciwko wizycie Mario Draghi protestowała grupa antyglobalistów. W szamotaninie z policją jedna osoba została ranna.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR), Marek Lehnert, Rzym/mcm/

podobne: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie. oraz: Skuteczniejsza walka z bezrobociem młodych potrzebna od zaraz. Tymczasem nowych miejsc pracy nie przybędzie. i to: 75 proc. Europejczyków obawia się pogłębienia kryzysu w ich krajach

źródło: stooq.pl

…sypie im się ta cała UE a oni dalej szukają gdzie by tu łapę położyć na pieniądzach ludzi i jeszcze się dziwią że miejsca pracy nie powstają obłudnie mówiąc że jest to sprzeczne z wszelkim pojęciem sprawiedliwości, i że to największe marnotrawstwo środków oraz przyczyna niszczenia kapitału ludzkiego, chociaż to właśnie oni za tym stoją 🙂 Przyczyną i wynikającą z niej jawną niesprawiedliwością jaką jest rosnące bezrobocie są właśnie eurofederaści z ich niepohamowaną rządzą rabunku pieniądza na uczciwie pracujących obywatelach Europy.

Powstaje pytanie czemu zamiast ścigać Luksemburg gdzie bezrobocie jest wyjątkowo niskie (właśnie dzięki stworzeniu warunków dla niskiego opodatkowania) durnie z UE nie idą za śladem tego przedsiębiorczego kraju a robią coś wręcz przeciwnego?

…Odys

rys. Artur Żukow

rys. Artur Żukow

Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie.


1. Czyżby Europa straciła swoją lokomotywę?

Indeks PMI dla przemysłu na poziomie 49,9 pkt (spadek z 51,4 pkt), sierpniowe zamówienia w przemyśle – spadek o 5,7% w relacji miesięcznej (w lipcu wzrost o 4,9%), sierpniowa produkcja przemysłowa – spadek w relacji miesięcznej o 4%, co stanowi najgorszy wynik od 2009 r. (w lipcu wzrost o 1,6%). Czy to najnowsze dane z jednej z peryferyjnych gospodarek strefy euro albo borykającej się z problemami stagnacji wzrostu gospodarczego Francji? Nie, to dane z największej gospodarki Eurolandu, będącej do tej pory lokomotywą dla całej Europy, czyli Niemiec. Nie można ich lekceważyć, dlatego warto zadać pytanie, czy to początek większych kłopotów, także dla polskiej gospodarki, która jest bardzo silnie związana z niemiecką. Wg danych GUS udział w polskim eksporcie Niemiec to 33%, a w imporcie ok. 37% w wymianie z krajami UE. Udział w tych kategoriach drugiej w kolejności Holandii to jedynie ok. 8%, a więc waga sytuacji w Niemczech jest dla Polski nieporównywalna.

Spowolnienie w niemieckiej gospodarce widać już od kilku miesięcy (indeks Ifo będący najbardziej ogólną miarą koniunktury gospodarczej spada od 5 miesięcy), ale dopiero teraz jest to tak widoczne w serii kolejnych danych. Skutkuje to obniżkami prognoz wzrostu gospodarczego – MFW ściął szacunek dynamiki niemieckiego PKB na ten rok z 1,9 do 1,5%, a w kolejce do rewidowania prognoz ustawiają się inne instytucje i agencje. Wg niemieckiej gazety Handelsblatt obniżki te są właśnie przygotowywane i mogą być bardzo mocne, co oznaczałoby prognozy wzrostu rzędu 1,2-1,3%. Dobry był początek roku, ale teraz wzrosło ryzyko tego, że III i IV kw. będą kiepskie.

Niestety, albo na szczęście, niemiecka gospodarka mocno zależy od przemysłu i kondycji rynków zagranicznych, gdyż jest nastawiona mocno na eksport. Końcówka 2013 r. i początek 2014 r. to spora dynamika wzrostu osiągnięta mimo mocnego kursu euro. Teraz jednak problemy sankcji rosyjskich, spowolnienia w Polsce, Czechach i Francji uderzają w niemiecką gospodarkę. Jest to system naczyń połączonych i tak naprawdę nierealnym jest, aby jeden tylko kraj notował świetne wyniki gospodarcze. Słabość wzrostu gospodarczego w Niemczech może skłonić tamtejszy rząd i przedstawicieli w EBC do podejścia zakładającego nieco mniejsze zaciskanie pasa i konsolidację fiskalną. Mówiąc prościej – rosną szanse lobby opowiadającego się za jeszcze luźniejszą polityką pieniężna prowadzoną przez EBC. Jeden efekt w postaci osłabienia się euro i prawdopodobnej kontynuacji tego ruchu już jest i to jest pewna szansa na ożywienie. Raczej jednak należy spodziewać się efektów dopiero w 2015 r., a końcówka 2014 r. będzie słaba. Proces poszukiwania zastępczych rynków zbytu w miejsce rosyjskiego (sankcje) i ukraińskiego (ogromne problemy gospodarcze tego kraju) to właśnie proces, który powinien być intensyfikowany teraz, z efektami w 2015 r. Dla samej gospodarki niemieckiej, która jest innowacyjną a nie surowcową, niskie ceny ropy (Crude: CL.F, 85.20 -2.87%, News, Brent: SC.F, 89.44 -2.45%, News) czy metali przemysłowych to akurat dobra wiadomość. Obniża to za to siłę nabywczą Rosji i jeśli optymistycznie założyć jednak pewne ekonomiczne motywacje Kremla naciskanego przez oligarchów, krajowi temu powinno coraz bardziej zależeć na złagodzeniu sankcji.

Gospodarka niemiecka faktycznie straciła impet, ale są pewne czynniki świadczące o tym, że może to jednak być tylko krótkotrwałe spowolnienie.

(Łukasz Rozbicki – MM Prime TFI)

podobne: Słabszy niemiecki przemysł. Merkel po raz 7. w Chinach

2. Hiszpania: Ebola zaraziła giełdę.

07.10.2014 (IAR) – Wykrycie w Madrycie pierwszej osoby na świecie zarażonej wirusem Ebola poza Afryką ma zły wpływ na sektor turystyczny i tamtejszą giełdę. Na wartości straciły akcje sieci hoteli i linii lotniczych, bo inwestorzy obawiają się, że atrakcyjność Hiszpanii spadnie. Chorą na gorączkę krwotoczną jest 44-letnia pielęgniarka, która opiekowała się przewiezionym z Afryki misjonarzem.

We wrześniu sektor turystyczny świętował wzrost liczby osób odwiedzających Hiszpanię. Teraz firmy obawiają się, że informacja o wirusie Ebola odstraszy przyjeżdżających.

Na wieść o zarażeniu najszybciej zareagowała giełda. Od rana akcje linii lotniczych spadły od 4 do prawie 6 procent. Akcje sieci hoteli straciły na wartości ponad 4,5 procent.

Być może inwestorów uspokoi fakt, że chora pielęgniarka jest w stabilnym stanie. A wirusa nie wykryto u jej koleżanki z pracy, która miała wysoką temperaturę. Kwarantannie jest wciąż poddany mąż zarażonej kobiety. Ze szpitalnego łóżka zaapelował do społeczeństwa o pomoc w ratowaniu psa. Władze Madrytu chcą go uśpić w obawie, że może być zarażony. „Dlaczego nie poddać go kwarantannie tak jak mnie? A może i mnie chcą uśpić?” – pyta na portalach społecznościowych mężczyzna.

Informacyjna Agencja Radiowa/EwaWysocka-Barcelona/mcm/

podobne: Ebola poza kontrolą (wzrasta liczba ofiar śmiertelnych). Druga osoba zarażona wirusem przyjedzie do USA.

3. Francuzów czeka opodatkowanie tabletów.

07.10.2014 (IAR) – Władze francuskie poważnie zastanawiają się nad opodatkowaniem tabletów, smartfonów i komputerów. O takiej możliwości mówił prezydent Francois Hollande na spotkaniu z członkami Najwyższej Rady Audiowizualnej.

Francuzów już niebawem czeka podwyżka opłat za abonament telewizyjny. W 2015 roku płacić będą o 3 euro więcej, czyli 130 euro doliczane do podatku dochodowego. Chodzi o to, aby odciążyć państwo i aby z abonamentu finansować publiczne stacje radiowe i programy telewizyjne. 2% społeczeństwa nie posiada jednak odbiorników telewizyjnych, a zatem obywatele ci nie płacą abonamentu. Socjalistyczny rząd prezydenta Hollande’a zastanawia się w jaki sposób sięgnąć tym ludziom do kieszeni i dlatego uwagę władz zwrócili właściciele innych elektronicznych urządzeń zaopatrzonych w ekran. Prezydent Republiki tłumaczy, że mimo iż nie mają oni telewizora to i tak oglądają telewizję przy użyciu smartfonów, tabletów czy komputerów, a zatem, jego zdaniem, także i oni powinni płacić abonament.

Stojąca w miejscu francuska gospodarka nie jest w stanie zahamować rosnącego deficytu, czym Paryż naraża się Brukseli i dlatego rząd szuka pieniędzy gdzie tylko się da.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/MarekBrzeziński/Paryż/mcm/

…”chodzi o to by odciążyć państwo”  🙂 cóż za zacny argument zwłaszcza że chodzi o to żeby państwo dalej utrzymywać tyle że za większe pieniądze… U nas też ostatnio coraz częściej słychać o wprowadzeniu opłaty za używanie urządzeń elektrycznych na których można oglądać TV. Państwową pilną potrzebę próbuje się zamaskować żądaniami  ZAIKS…

„…Opłata reprograficzna (zwana także copyright levies, CL) według Stowarzyszenia Autorów ZAIKS jest „wynagrodzeniem” przysługującym twórcom z tytułu zwielokrotniania i utrwalania utworów przez osoby fizyczne w zakresie osobistego użytku.

„W założeniu opłatę przewidziano jako rekompensatę za straty ponoszone przez twórców wskutek zwielokrotniania ich dzieł przez odbiorców prywatnych przy wykorzystaniu określonych urządzeń i nośników” – stwierdza ZAIKS. Obejmuje ona takie urządzenia elektroniczne jak magnetofony, magnetowidy, kserokopiarki czy skanery oraz nośniki, na jakich można zapisać jakiekolwiek treści chronione prawem autorskim i pokrewnymi.

Opłata liczona jest jako procent od ceny sprzedaży urządzenia i płacą ją dystrybutorzy, importerzy i producenci. Tym samym ma ona charakter parapodatku, jako że producenci i importerzy przenoszą obciążenia, jakie ponoszą z jej tytułu na konsumentów…”  (biznes.pl)

podobne: Francja prognozuje spowolnienie gospodarki. Ponad jedna trzecia Francuzów nie może związać końca z końcem. Laffer – Europa powinna postawić na decentralizację. oraz: Czy się ślepi czy nie ślepi abonament mu się wlepi. TVP liczy na 1,3 mld zł rocznie z „opłaty audiowizualnej.”

4. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem.

07.10.2014 (IAR) – Ponad połowa młodych Włochów gotowa jest emigrować za chlebem. To jeden ze skutków bezrobocia, które dotyka 42 procent osób w wieku od 15 do 24 roku życia.

Niemal identyczne wyniki przyniosły dwie ankiety, jedna przeprowadzona przez portal Skuola.net, druga przez związek rolników indywidualnych Coldiretti.

Ponad połowa młodych Włochów zdecydowana jest opuścić swój kraj i jechać w świat w poszukiwaniu pracy. Włoscy chłopcy i dziewczęta gotowi są zostawić pizzę i emigrować za chlebem. Z odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania wynika, że 20 procent nich uważa swój kraj za stojący w miejscu, gdzie nie podejmuje się nigdy wiążących decyzji, 18 procent wskazuje na zbyt wysokie podatki, a siedemnaście nie może patrzeć na szerzenie się kumoterstwa, zamiast premiowania wykształcenia i zdolności. Najbardziej spieszy się z wyjazdem młodym mężczyznom w wieku 18-19 lat.

W księgarniach pojawiły się podręczniki, jak urządzić siebie życie w Kanadzie czy wręcz na antypodach, w Australii i Nowej Zelandii.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/mcm/

08.10.2014 (IAR) – Europa w walce z bezrobociem stawia na kształcenie młodzieży. Zgodni co do tego byli uczestnicy nieformalnego posiedzenia szefów państw i rządów krajów członkowskich Unii Europejskiej w Mediolanie, na którym była mowa o zatrudnieniu.

Jeżeli Europa nie sprosta wyzwaniu, jakim jest bezrobocie, musi liczyć się z tym, że opuszczą ją młodzi Europejczycy – ostrzeżenie to padło z ust prezydenta Francji Francois Hollande’a. A gospodarz spotkania – premier Włoch Matteo Renzi rozpoznał w tych słowach wcześniejszą uwagę Hermana Van Rompuya, który mówił o groźbie utraty jednego pokolenia. W Mediolanie ustępujący przewodniczący Rady Europejskiej wyraził nadzieję, że walka z bezrobociem będzie priorytetem nowych władz Unii Europejskiej. Kanclerz Angela Merkel stwierdziła, że już teraz są na to środki, ale są trudności z ich uruchomieniem.

Choć wszyscy goście z uznaniem wyrażali się o reformie włoskiego rynku pracy, podjętej przez rząd Matteo Renziego, to on sam na zakończenie zauważył, że „coś nie gra w Europie, skoro w ciągu pięciu lat kryzysu utracono na naszym kontynencie siedem milionów siedemset tysięcy miejsc pracy”. W tym samym czasie bezrobocie w Stanach Zjednoczonych zmniejszyło się o połowę.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/em/

…rzeczywiście coś nie gra 🙂 może to – Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej? i to: Skuteczniejsza walka z bezrobociem młodych potrzebna od zaraz. Tymczasem nowych miejsc pracy nie przybędzie. oraz: Kondycja globalnej gospodarki nadal krucha… Spadek wskaźnika zatrudnienia w USA.

podobne: „Pięknie rośnie bezrobocie…”  Czy „zacznie się” we Włoszech? oraz: Efekt płacy minimalnej w Hiszpanii? Stada bezrobotnych kretynów. i to: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

„…Polscy młodzi,  w międzyczasie już o dekadę starsi, okazali się jednak zbyt niecierpliwi i zbyt mobilni. Zamiast robić rewolucję w kraju wyjechali do UK i Irlandii zaraz kiedy się taka szansa przytrafiła i wstecz się zbytnio nie oglądali. Opuścili tym szeregi bezrobocia w jednym kraju i zapuścili korzenie  w drugim. Jak wiadomo, dynamiczni młodzi ludzie zasuwając dynamicznie do pracy co poranek mają  mniej czasu na organizowanie rewolucji…

…Nadzieja na rewolucję w Europie leży więc głównie na jej południu, przede wszystkim w Hiszpanii gdzie bezrobocie młodych sięga prawie 50% i w Grecji gdzie jest 45%. Trochę tylko gorzej jest w Irlandii, Portugalii i we Włoszech, gdzie wszędzie wskaźnik ten podchodzi lub przekracza 30%. Zawstydzają nas nawet sąsiedzi: Słowacja 33%.

Morał z tej historii dla EU jest prosty – aby uniknąć grożącej jej rewolucji EU musi stać się Szwajcarią! A na wypadek gdyby jej  nowemu prezydentowi z zielonej wyspy się to niezupełnie  udało  to przynajmniej za wzorem Helwetów wprowadzić należy masowe referenda oraz masową obowiązkową  służbę wojskową. Bezrobocie wśród młodych od razu gwałtownie spadnie…  😉

Jeżeli do tego Polska zacznie aktywniej pomagać Ukrainie na wschodzie to spadek bezrobocia w kraju  okazać się może rychło permanentny…” (Cynik9: Bezrobocie młodych)

podobne: CBOS: w co czwartej polskiej rodzinie osoby bezrobotne.

5. MFW obniża prognozę gospodarczą na ten rokSzczyt MFW w pesymistycznym nastroju.

07.10.2014 (IAR) – Rozwój gospodarczy świata w tym i w przyszłym roku może być słaby i nierówny. Tak zapowiada Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który obniżył globalną prognozę na ten rok.

W tym roku światowa gospodarka rozwinie się o 3,3%, w przyszłym o 3,8%, to słabiej od poprzedniej prognozy w lipcu, ale nie dużo (odpowiednio 3,4% i 4,0%). Raport MFW stwierdza też, że odradzanie się gospodarcze będzie miało różną prędkość w różnych krajach. Dobrze ma sobie radzić Wielka Brytania (3,2%) i Stany Zjednoczone (2,2%), dla USA prognoza jest bardziej optymistyczna od poprzedniej. Mniej optymistycznie będzie w Europie; prognozy obniżono dla Francji, Niemiec i Włoch. Polska gospodarka ma się rozwinąć w tym roku o 3,2% – to lepszy wynik niż szacowano wcześniej i dwa razy więcej niż w roku poprzednim – podaje Fundusz w raporcie „World Economic Outlook” (WEO). Według MFW bezrobocie spadnie w Polsce z 10,3 proc. w 2013 roku do 9,5 proc. w 2014; w roku 2015 nie zmieni się.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/mcm/

10.10.2014 (IAR) – W pesymistycznych nastrojach spotykają się w Waszyngtonie ministrowie finansów i szefowie banków centralnych z całego świata. Powodem są nienajlepsze prognozy gospodarcze, które opublikowano przed rozpoczynającym się w stolicy USA szczytem Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

W raporcie opublikowanym kilka dni przed szczytem, Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozy wzrostu zarówno dla rynków wschodzących jak i krajów wysokorozwiniętych. Wyjątkiem są Stany Zjednoczone, które mają rozwijać się szybciej niż przewidywano. Jednak nawet w Ameryce tempo wzrostu nie jest zawrotne, bo w tym roku ma wynieść 2,2 procent.

To właśnie z tych powodów przy okazji rozpoczynającego się dziś szczytu Funduszu słychać wezwania, by rządy krajów mających stabilną sytuację finansową przestały tak bardzo zaciskać pasa i podjęły działania stymulujące gospodarkę – na przykład zwiększając wydatki publiczne na infrastrukturę.

Apel ten dotyczy między innymi Niemiec, które są niechętne powiększaniu deficytu budżetowego. Eksperci Funduszu przestrzegają też przed zagrożeniami wynikającymi z długotrwałego utrzymywania niskich stóp procentowych. Zjawisko takie sprawia, że wielu inwestorów lokuje kapitał w bardziej ryzykownych obszarach, co może wywołać kolejny kryzys finansowy.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/ab

podobne: Globalna gospodarka jedzie na niskim biegu. MFW o świecie i o Polsce. oraz: OECD tnie prognozy gospodarcze (dla strefy euro o 1/3). i to: Długi krajów rozwiniętych na historycznym poziomie a G20 wzywa USA do pilnego podniesienia limitu zadłużenia.

…a zatem na problem długu – który jest główną przyczyną wzrostu fiskalizmu duszącego przedsiębiorczość w zarodku – ma być jeszcze więcej długu 🙂 Winszuję logiki… I to jet prawdziwy powód do pesymizmu, bo ci durnie (uważam że z rozmysłem – „zero growth„) nie wyciągnęli żadnych wniosków ze swoich nieodpowiedzialnych działań wyjętych żywcem z komuny i namawiają jeszcze ostatnie w miarę zdrowe gospodarki by wzięły na siebie ciężar patologii jaka szaleje w krajach które same sprowadziły na siebie recesję… Ci ludzie są niebezpieczni i powinno się ich zamknąć w więzieniu a nie pozwalać im urządzać jakieś „szczyty” (głupoty)… Jednym słowem świat na głowie (KE pozywa i upomina Polskę ws. niewdrożonych przepisów i chce zwrotu ponad 5,5 mln euro z funduszy na rolnictwo. Idziemy drogą Portugalii. Włochy: przybywa ubogich.)

źródło: stooq.pl

6. Niezależny Portal Finansowy Świat na głowie 

Ostatnio sporo dyskutowałem ze znajomym inwestorem. Analizowaliśmy obecną sytuację na globalnych rynkach i oboje doszliśmy do identycznych wniosków. Obecna sytuacja w świecie finansów wywrócona jest do góry nogami. Można zakładać pewne scenariusze bazując na logicznych wnioskach oraz odniesieniach do historii, po czym jedna decyzja na poziomie banku centralnego zmienia całkowicie warunki oraz reguły gry. Aby uzmysłowić Wam, o czym mowa podzielę się z Wami kilkoma refleksjami.

 Akcje 

Poza kilkoma wyjątkami mamy ogromną bańkę na rynkach akcji. Inwestorzy całkowicie ignorują ryzyko. Wyceny pchane są masowym dodrukiem największych banków centralnych oraz chciwością mas, doprowadzając do całkowitego oderwania wycen akcji od realiów ekonomicznych.

Rynki z USA, za którymi podążają rynki, na co najmniej 70% innych giełd przypominają Nasdaq z 1999 roku. Pod każdym względem wyceny akcji wyraźnie wskazują poziom bańki spekulacyjnej.

–   cena / zysk,

–   cena / zysk Schillera,

–   cena / poziom dywidendy,

–   łączna kapitalizacja giełdy / PKB kraju,

–   ilość akcji kupiona na kredyt,

–   ilość udanych debiutów giełdowych.

Z obecnych poziomów ceny akcji oczywiście mogą jeszcze wspiąć się odrobinę, ale ryzyko bardzo poważnych spadków jest ogromne.

Na kilku rynkach banki centralne, aby przeciwdziałać krachom już przystąpiły do zakupów akcji. Tak, bank centralny mogący drukować z powietrza środki płatnicze skupuje akcje, aby przeciwdziałać bessie. Dla przykładu, Bank Japonii posiada już 1,5% wszystkich akcji notowanych w Tokio, wartych ponad 60 mld USD.

Obligacje

Przez lata rządowe obligacje były postrzegane jako najbardziej bezpieczna inwestycja.

Obecnie, ceny obligacji są na nienotowanych szczytach. 10-cioletnie obligacje Niemiec, czy Szwajcarii płacą poniżej 1% rocznie. Zbankrutowana Francja, czy Włochy pożyczają kapitał płacąc odpowiednio 1,3% i 2,4%.

Jest to oczywiście nie tyle efekt wiary inwestorów w gospodarki poszczególnych krajów, ale w Europejski Bank Centralny, który wykupi złe długi, gdy tylko pojawią się problemy.

Na potwierdzenie powyższego, Mario Draghi w zeszłym tygodniu zapewnił, że EBC w ramach „dostarczenia płynności” skupi od banków Greckie oraz Cypryjskie długi. Bez znaczenia jest fakt, że owe obligacje są poniżej ratingu śmieciowego. Obligacje greckie i cypryjskie, to dopiero początek, jeżeli chodzi o 500 mld dodruk.

Ekstremalnym przypadkiem wypaczeń jest Japonia, w której pod koniec września Centralny Bank Japonii kupił krótkoterminowe obligacje rządowe z negatywną stopą procentową! Rząd może otwarcie pożyczać środki wiedząc, że po latach będzie musiał zwrócić mniej niż pożyczył. Co w takich okolicznościach może powstrzymać rząd przed dalszym zadłużaniem się?

W USA sytuacja także nie odbiega znacząco od nowych standardów. Skala zadłużenia na każdym poziomie jest rekordowa. Co więcej, ilość chętnych na śmieciowe korporacyjne obligacje doprowadziła do sytuacji, w której firmy na skraju bankructwa są w stanie pożyczyć kapitał oferując mniej niż 8% rocznie. 

Dług

Sam dług rządowy w strefie Euro przekracza 92%. Jeżeli dodamy do tego zadłużenie korporacyjne i gospodarstw domowych, to przekroczymy 400%. W USA sytuacja jest podobna.

Dług rządowy w skali globalnej przekroczył 75 bln, czyli 100% globalnego PKB. Nie ma możliwości, aby dług został spłacony. W normalnej ekonomii nadmierne zadłużenie sprawia, że brakuje kupców na dług danego kraju. Brak kupców wymuszą wyższe odsetki. Odsetki rosną do czasu, aż stają się zbyt dużym obciążeniem dla budżetu i kraj bankrutuje. Utratą kapitału karane jest nadmierne ryzyko.

Nie jesteśmy, jednak w normalnej sytuacji. Największe banki centralne idą śladem krajów trzeciego świata i po prostu dodrukowują walut, aby za nie skupić obligacje. Nie dochodzi, jednak do dramatycznych wahań kursów walut, gdyż niemalże wszystkie waluty na świecie są dewaluowane w podobnym tempie.

Aby inflacyjnie wyjść z problemów nadmiernego zadłużenia, banki centralne na całym świecie trzymają stopy procentowe bliskie zera. EBC wprowadził nawet ujemną stopę 0,2% od depozytów. Banki komercyjne musza zatem płacić za możliwość przechowania środków w banku centralnym…

...Co do moich przypuszczeń odnośnie przyszłości, coraz bardziej składam się w kierunku scenariusza deflacyjno – inflacyjnego, rozumianego jako krach w realnej gospodarce przekładający się na spadek cen, kompensowany przez ogromny dodruk. W pierwszej fazie będziemy mieli umiarkowaną inflację. Umiarkowaną, wyłącznie do czasu, aż banki centralne utracą kontrolę nad stopami procentowymi.

Trader21 (całość tu: independenttrader.pl)

podobne: Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach. Kondycja gospodarki Australii. Zatrudnienie w USA. Globalna prognoza ekonomiczna. oraz: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny.

Światowa gospodarka

Polska gospodarka: Sankcje wpłyną na gospodarkę i handel. Górnicy chcą składów węgla, konsolidacji branży i embarga na rosyjski węgiel. Nowa fala emigracji zarobkowej do Wlk. Brytanii.


1. Sankcje wpłyną na gospodarkę i handel.

14.08.2014 (IAR) – W trzecim kwartale możemy zauważyć negatywny wpływ sankcji nałożonych na siebie przez Federację Rosyjską i świat zachodni. Już teraz ich skutki widać w bilansie płatniczym Polski.

Główny ekonomista BPS TFI, Krzysztof Wołowicz podkreśla, że restrykcje na linii Unia Europejska – Rosja przełożą się na wzrost gospodarczy nad Wisłą. Najbardziej będzie to widoczne w danych za trzeci kwartał, ale skala negatywnego wpływu jest trudna do oszacowania. Według rozmówcy IAR w zależności od rodzaju sankcji ich wpływ na polski PKB może wynieść od 0,2 do nawet 1,5 procent PKB.

Ekonomista zaznacza, że handlowy konflikt odbija się już na bilansie płatniczym, które opublikował wczoraj Narodowy Bank Polski. Sankcje w najbliższych miesiącach negatywnie wpłyną na polski eksport, ale w długim terminie przedsiębiorcy znad Wisły powinni znaleźć nowe rynki zbytu.

Czerwcowe saldo na rachunku bieżącym było ujemne i wyniosło 391 milionów euro. Bank centralny w opracowaniu wskazuje, że niższa dynamika eksportu wynika ze spadku obrotów w handlu z Ukrainą i Rosją.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk/jp

podobne: Echa rosyjskiego embarga: UE „gromadzi dane”, Polska czeka na łaskę oraz: Dekret Putina. i to: Sankcje kontra sankcje (Polska też ucierpi).

2. Górnicy chcą składów węglaPiechociński niechętny konsolidacji sektora górniczegoPiechociński przeciw embargu na rosyjski węgiel.

14.08.2014 (IAR) – Górnicy chcą utworzenia państwowych składów węgla. Szef górniczej „Solidarności” Jarosław Grzesik powiedział w Jedynce, że spółka taka powinna zacząć działać w przyszłym roku, po zakończeniu sezonu grzewczego.

Zdaniem związkowca, powołanie państwowych składów węgla byłoby jednym z działań, mających poprawić położenie górnictwa. Związki chcą zmienić sytuację, w której dochodzi do bratobójczej konkurencji między spółkami węglowymi. Proponują też konsolidację podmiotów, dostarczających węgiel do elektrowni. Grzesik dodał, że spółki górnicze powinny się znaleźć na rządowej liście spółek strategicznych.

Szef górniczej „Solidarności” powiedział, że wczorajsze spotkanie związkowców z premierem Donaldem Tuskiem było „małym kroczkiem do przodu”. Spotkanie zaczęło się nie najlepiej, gdyż przedstawiono niezbyt dobre, zdaniem Grzesika, pomysły restrukturyzacji branży węglowej. Związkowcom udało się jednak przekonać przedstawicieli rządu do innych rozwiązań – mówił. Postanowiono powołać grupę roboczą, która dopracuje plan konsolidacji sektora węglowego.

Szef „Solidarności” wyraził nadzieję, że w górnictwie nie dojdzie do zwolnień grupowych. Dodał, że przedstawiciele rządu i spółek węglowych zadeklarowali, że nie chcą likwidować zakładów górniczych, co stwarza nadzieje na zachowanie miejsc pracy. Aczkolwiek podkreślał, że w niektórych zakładach górniczych sa osoby chętne, które skorzystałyby z pakietów dobrololnych odejść, jesli byłaby mowa o jakichkolwiek redukcjach zatrudnienia. „Myslę , że jakaś niewielka korekta mogłaby tutaj nastąpić” – powiedział.

Jarosław Grzesik powiedział, że rosyjski węgiel jest sprzedawany Polsce w nieuczciwy sposób. Miesza się bowiem różne gatunki węgla, przez co spada jego wartość. Grzesik podkreślił, że rosyjski węgiel jest sprowadzany, mimo rosyjskiej postawy, która – jak mówił – oznacza łamanie zasad wolnego handlu.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Siekaj/nyg

14.08.2014 (IAR) – Wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński nie jest zwolennikiem konsolidacji sektora górniczego.

Tymczasem związkowcy opowiadają się za łączeniem spółek węglowych dostarczających surowiec energetyce a w dalszej kolejności za konsolidacją z sektorem energetycznym.

Wczoraj o sprawie ze związkowcami rozmawiał premier Tusk. Janusz Piechociński stwierdził dziś w Trójce, że konsolidacja nie jest dobrym rozwiązaniem: „Nie jest drogą, jeśli sumuje się obecne koszty i obecną niewydolność, w związku z tym i pod ziemią, i nad ziemią w każdej kopalni jest potrzebny dzisiaj olbrzymi wysiłek, z prostego powodu, widać wyraźnie, że ceny węgla w Europie ustabilizowały się na stosunkowo niskim poziomie” – ocenił minister gospodarki.

Janusz Piechociński powiedział, że obecnie straty polskiego sektora węglowego wynoszą kilkaset milionów złotych. Wicepremier i lider PSL mówił, że w związku z tym muszą nastąpić zwolnienia. „Przy spadku wydobycia, bo natrafiamy na barierę popytu, naturalnym jest, że musi nastąpić także racjonalizacja na poziomie zatrudnienia w pierwszej kolejności nad ziemią, a nie pod ziemią” – mówił Janusz Piechociński.

Pod koniec lipca Ministerstwo Gospodarki poinformowało, że w tylko ciągu pierwszych 5 miesięcy tego roku na hałdach pozostawało 8 milionów ton niesprzedanego węgla, a branża odnotowała 631 milionów złotych straty. I to w sytuacji, gdy kopalnie zmniejszają wydobycie Do końca maja górnicy uzyskali 29 mln ton surowca, czyli o 6 procent mniej niż w tym samym okresie w zeszłym roku. Dodatkowo w ciągu pierwszych pięciu miesięcy Polacy sprowadzili prawie 5 milionów ton węgla z czego 68% z Rosji.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Trójka/kd/sk

15.08.2014 (IAR) – Janusz Piechociński zdecydowanie przeciw pomysłowi embarga na węgiel z Rosji. Jego zdaniem, podjęcie takiej decyzji w końcowym efekcie uderzyłoby w polską gospodarkę.

Wicepremier w rozmowie z IAR stwierdził, że zamiast nakręcać spiralę sankcji, powinniśmy skupić się na usprawnieniu i modernizacji krajowego wydobycia oraz promocji polskiego węgla. Ocenił, że jest on doskonałej jakości.

„Kontynuowanie wymiany ciosów wojny handlowej nie będzie miało racjonalnego końca. Rozprzestrzeni się na inne produkty, bez dostaw których ze Wschodu możemy mieć potężny problem”, powiedział minister gospodarki.

Według agencji Reuters, szef dyplomacji Radosław Sikorski – pytany podczas wczorajszej konferencji prasowej w Bydgoszczy o ewentualne embargo na rosyjski węgiel – powiedział, że Polska rozważa taki krok, ale odmówił podania szczegółów.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)A.Kołodziejska / gaj

…Piechociński mówi jak jest a związkowcy to niestety jedna z przyczyn upadku polskiego górnictwa o czym więcej tu – Opieka socjalna niszczy branżę węglową. Część kopalń trzeba będzie zamknąć. Tomasz Cukiernik: „Czarny kłopot”. i tu: PG Silesia vs. Kompania Węglowa czyli efektywność i wydajność vs. szaleństwo. NIK skontroluje funkcjonowanie górnictwa. Same pomysły dotyczące embarga na tańszy surowiec dzięki któremu Polacy mogą taniej ogrzać się w zimę i mniej płacić za prąd czy towary wyprodukowane dzięki tańszej energii jest raz że skrajnym egoizmem i nie ma nic wspólnego z ideologią związkową „dbania o dobro ludzi” a po drugie jest skrajnie nieodpowiedzialnym dolewaniem oliwy do ognia w już i tak mocno napiętych stosunkach między Rosją a Polską.

3. „Financial Times” o nowej fali polskiej imigracji.

14.08.2014 (IAR) – Londyński „Financial Times” donosi o ponownym wzroście liczby Polaków przyjeżdżających do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu pracy. Wczoraj podano, że w ciągu roku bezrobocie na Wyspach spadło z ośmiu do niecałych 6,5%, ale różne źródła podkreślały potem, że nowe miejsca pracy i tak obsadzają przede wszystkim imigranci ze wschodu Unii Europejskiej.

„Financial Times” pisze, że wbrew obawom wyrażanym w styczniu, kiedy na rynku pracy zdjęto restrykcje z Rumunów i Bułgarów, przyjechało ich nie tak znów wiele. W sumie na Wyspach pracuje ich 150 tysięcy – tylko o 9% więcej niż w 1 kwartale. Tymczasem w tym samym okresie – od kwietnia do czerwca – liczba pracowników z poprzedniej grupy państw akcesyjnych wzrosła do 860 tysięcy. „Financial Times” oblicza, że w porównaniu z tym samym okresem zeszłego roku jest to przyrost o ponad jedna czwartą. W tej grupie są Litwini, Łotysze, Słowacy, ale przede wszystkim Polacy. Już wczoraj w telewizji BBC jeden z ekspertów komentował te liczby jako „nową, nieoczekiwaną falę imigracji z Polski”.

„Financial Times” cytuje rzecznika antyimigracyjnej partii UKIP, że obietnice rządu, iż weźmie się za imigrację okazują się bez pokrycia. Ale dziennik powołuje się też na opinię organizacji Migration Matters, że ta imigracja nie odbiera miejsc pracy Brytyjczykom, tylko obsadza nowe stanowiska i dzięki temu pomaga gospodarce wyjść z recesji.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/nyg

podobne: 10 lat Polski w UE: nowa polska emigracja. oraz: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty

źródło: stooq.pl

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze