Na-d-tchnienie (do muzy)


 

Arnold Bocklin – The Island of Life

„…wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła…” (z Księgi Rodzaju)

 

Niejeden już mnie oszukał filozof

profesor polityk (mężczyzna)

Niejedna mnie już uwiodła historia

kultura sztuka (niewiasta)

 

I chociaż nowe ciągle próbują

posiąść mą duszę pragnienia

Żadnemu (żadnej) już nie zaufam

nie skusi mnie głód ich poznania

 

I choć mnie (czasem) przeraża absolut

gdy Go doTykam rozumem

To jest jedynym w kim upatruję

konieczny przed tobą ratunek

 

On jest Tą która prawdą się zowie

jedyną wartą mych uczuć

Z nadzieją zatem w wiarę uciekam

której na imię (Jest) miłość

 

Żegnaj więc muzo któraś w tak wielu

odsłonach poznać się dała

Za to (na koniec) Ci podziękuję

żeś z niczym się nie chowała

 

Odys, listopad 2017

 

Marek Grechuta – Muza pomyślności

Reklamy

O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością


rys. Andrzej Krauze

„…dwa obecnie najważniejsze obszary dyskusji politycznej są ze swej istoty fikcyjne. I jak każda fikcja zwalniają do obowiązku myślenia oraz zastanawiania się naprawdę nad tym co robić, jak robić i jakie są okoliczności brzegowe. Animatorzy dyskusji barykadowej i lewicowo-prawicowej czuję się w swoich rolach świetnie, bo albo ze szczętem już zgłupieli, albo ktoś ich przekonał, że tak właśnie trzeba. Myślę, że nie pieniędzmi bynajmniej, ale dobrym słowem i równie fikcyjnym co owe dyskusje wyróżnieniem, jakimś takim mianowaniem na intelektualistę…

… Każdy członek organizacji „oddolnej” marzy o tym, by stać się członkiem organizacji „odgórnej”, bo dobrze wie, że w strukturach sprofilowanych i zaprogramowanych na osiągnięcie szybkiego sukcesu nic takiego jak tenże sukces nie nastąpi. Istotną bowiem funkcją organizacji oddolnej jest jej jak najszybsze podłączenie do jakiejś innej struktury mającej budżet i kierowanej przez kogoś „z pomysłem”.
Organizacja musi mieć lidera, a ten lider musi mieć cojones czyli jaja jak się mówi u nas w Polsce i to jest warunek powodzenia organizacji oraz jej wiarygodności…

W blogosferze głównym zajęciem „jastrzębi” wzywających lud na barykady jest właśnie szukanie ludzi z cojones, wręcz ich typowanie. (…) Oni zasypiając wyobrażają sobie jak pędza z mieczem na tłumy gorzej uzbrojonych i słabszych pod każdym względem wrogów, pierzchających przed nimi w popłochu. Oni wierzą w to, że można pokonać rząd przelewając cudzą krew na ulicach, wierzą w to, że ludzie zdesperowani miast milczeć i przeżywać swoje upokorzenie w samotności wyjdą na ulicę pełną prowokatorów i ruszą z kamieniami w rękach w kierunku siedziby Donalda Tuska. To są projekcje szkodliwe i po prostu zdradzieckie.
Konflikt pomiędzy lewicą i prawicą jest także konfliktem fikcyjnym. Został on dawno temu zbudowany wokół kwestii własności. Ci co mieli byli prawicą, a ci co nie mieli – lewicą. Chcieli oni ponadto zmiany stosunków społecznych tak, by było na odwrót – niech prawica nie ma, a lewica ma. Chcieli jednym słowem takiego prawa, które usankcjonuje rabunek. I to się im udało. Nazwano ten przekręt rewolucją – to była wersja hard, albo demokracją – wersja soft. I teraz prawica nie ma, a lewica ma. Własność jednak nie jest już tym wokół czego koncentrują się różnice polityczne. To jest złudzenie pracowicie utrzymywane w blogosferze i publicystyce. To jest złudzenie wprost przeznaczone dla aspirujących członków organizacji „oddolnych”. I dla nikogo więcej

W ogólnym rozrachunku chodzi o takie pojęcia, które zapewniają ideologiczną ochronę własności dużych i wpływowych grup, oraz – jednocześnie – kwestionują prawa do własności grup innych i czynią z tej ich własności balast ściągający członków tych grup na samo dno. To jest właśnie walka polityczna w wydaniu soft. Teraz spróbujmy sobie wyobrazić co się stanie kiedy ona się zaostrzy. Ona się już zaostrza a poznajemy to po coraz większym zadłużeniu, w które ludzie popadają z dnia na dzień. Kiedy już dług przekroczy masę krytyczną zacznie się – tak myślę – wielka windykacja. W skrócie WW. I wtedy dojdzie do prawdziwego kryterium ulicznego, na które bynajmniej nie czekają ci co głoszą jego potrzebę dziś. To będzie takie kryterium, którego oni nie chcieliby widzieć w najczarniejszych snach, ale może się zdarzyć, że zobaczą. I niestety nie dojdzie wtedy do zmiany władzy przez ludzi, ale do czegoś wręcz odwrotnego – do zmiany ludzi przez władzę…” (cdn.)

Czytaj dalej

Styczeń 1863 w służbie Piusa IX (Ostatni Krzyżowiec) oraz proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wieczność kontra pogoń za sensacją


„Kto stracił pieniądze, ten nic nie stracił. Kto przegrał bitwę i stracił wojsko, ten mało stracił. Kto stracił wiarę, ten wszystko stracił.”

Artur Grottger – Warszawa II. Lud w Kościele

„…jedność dobra i cenna wtenczas gdy prawdziwa, to jest, kiedy ją osiągnąć można bez poświęcenia prawdy i sprawiedliwości, inaczej jedność jest tylko pozorna i czasowa. Chrystus Pan, który przede wszystkim przyniósł pokój na ziemię, powiedział także, że nie przyniósł pokój, jedno miecz, to jest, iż pokój jak jedność prawdziwą wywalczyć zwykle potrzeba. I wobec rządu jedność wtenczas coś znaczy, kiedy prawdziwa, sztuczna nic nie pomoże. A co do Europy, nie może ona w stanie gwałtownym będącym wymawiać niejedności, gdy we własnym jej łonie, wre wszędzie walka między stronnictwem przewrotu społecznego a częścią zachowawczą, czyli ostatecznie pomiędzy bezbożnością uorganizowaną w tajne towarzystwa, a widzialną hierarchią Kościoła katolickiego…

…Od podziału kraju naszego, rozżaleni grzechem rewolucyjnych monarchów, rzuciliśmy się w objęcia bezbożnej rewolucyi ludowej francuzkiej, która ze swej strony dobrodusznemu królowi ścięła była głowę. Odtąd wszelka oppozycya u nas popłatna, wszelka rewolucya (zachowująca dawne u Polaków znaczenie, zmiany w stosunkach państw) pełna dla nas uroku. Polak umiarkowany, zachowawczy w domu, rewolucyjny za granicą i w polityce. Dla siebie marzy majorat angielski, za granicą brata się z Prudhonem. Arystokratki nasze z rodu nawyknień i przekonań, popisywały się czerwoną bluzą, szczęśliwe i pyszne, gdy dostały wizerunek Garibaldiego. Czy podobna, aby kłamstwo takie trwało długo bez szkody? Czy podobna, by zasady podziwiane u obcych nie przyjęły się w domu? Nic nie podobna. Jest logika nieubłagana, jest Nemezis społeczna. Wyobrażenia zachodnio rewolucyjne, przewiane bezbożnością, musiały wpaść całą siłą do Polski, w której nie znajdowały oporu, albo słaby i pokątny tylko…

…W Piemoncie nastąpiło obłudne małżeństwo (eonnubio) odwiecznej ambicyi militarnej monarchii piemonckiej, rozszerzania się we Włoszech z karbonarsko-wolnomularską ideą Mazziniego jedności absolutnej Włoch, nigdy przedtem nie zcentralizowanych, historycznie, jeograficznie i duchowo, tylko federacyjnie. Polacy w te pędy znaleźli wzór pogodzenia wszystkich stronnictw i wywalczenia całości kraju, porównali jedność swoją historycznie stopniowo wykształconą, a gwałtownie rozdartą z podbojem piemonckim, przekupstwem i sztyletem podpieranym. Sympatie wszystkie co niekatolickie dla Piemontu, sympatie Rossyi i Prus, nie ostrzegły was, że tu sprawa rewolucyi gwałtu i jedności plemiennej, jaką by była u nas cała słowiańska a nie narodowa. Że stronnictwo gwałtowne tak utrzymywało, że dziennikarstwo niekatolickie, (mniej więcej u nas jak gdzie indziej zależne od towarzystw tajnych) tak głosiło, że rzesza niecierpliwa ciężkiego jarzma temu wierzyła, to rzecz prosta, ale że wy bracia hołdownicy praw historycznych, zwolennicy walki moralnej i legalnej na toście przystali, to i błąd i grzech ciężki. Bóg sam w miłosierdziu swojem wielkiem, wam zachowawcom a nie mogącym się oprzeć na rządzie obcym, podawał jedyny najszczęśliwszy środek stanięcia  przy najwyższym, najczystszym, jedynym dziś wyobrazicielu prawdziwego konserwatyzmu praw historycznych, przy papieżu, od chwili szczególniej, gdy rozbój piemoncki doszedł do granic jego bezbronnego państewka: a wyście tej chwili opatrznej nie pojęli i nie pochwycili. Kiedyście pisali on piękny adres, a raczej skargę i protestacyą do cesarza, należało spółcześnie napisać drugą do Ojca św. który ma od Boga w składzie źródło wszelkiej władzy, którego przodkowie jedyni protestowali przeciwko rozszarpaniu waszej Ojczyzny, który choć od was widocznie opuszczony, dwa razy on jeden odezwał się do was, ze słowem otuchy i pociechy. O ileżby więcej uczynił, gdyby widział naród cały szczerze katolicki do niego w nieszczęściu jego i słabości przemocniej z ufnością garnący się miłośnie. O! Bracia chcieliście bronić podań prawa zgwałconego, walczyć bronią moralną, bronią ducha, więc odwieczną bronią kościoła, a poświęciliście naturalnego waszego naczelnika i opiekuna dla zdobywcy, który w ciemięzcach waszych szukał i znalazł sprzymierzeńców.

Gdybyście to byli w czas uczynili, oddzielilibyście się byli stanowczo i zaszczytnie od stronnictwa skrajnego jeszcze słabego. Bylibyście stanęli silnie wobec rządów zaborczych, przyciągnęlibyście najskuteczniej lud do siebie, który tysiącami na jednego szlachcica walczył w szeregach papieskich, i dziś bieży o żebranym chlebie wypłakać się u stóp Ojca św., podczas gdy z waszych ledwo kilka osób (i to zwykle kobiety) trwają przy krzyżu papieskim. Gdybyście byli to wczas uczynili, massa chwiejąca się po miastach, przy was by została. Z wami by trzymała hierarchia kościelna, niebaczni młodzi xięża nie byliby się poddali komitetowi centralnemu, i ten komitet nie wzywałby was dzisiaj do współki tj. do poddania się.

Ostrzegano was o tem na czas, błagano, (wprawdzie byli to xięża i rzadki świecki), nie posłuchaliście, dziś musicie znosić bolesne następstwa. W domu musieliście i musicie do reszty oddzielić się od stronnictwa gwałtownego, jakkolwiek późno i niekorzystnie, albo zostaniecie pochłoniętemi, jak we Włoszech sekciarski Mazzinizm pochłonie organizacyą wojskowo administracyjną podbójczego Piemontu. Jesteście osłabieni, bo nie macie podstawy, bo nie macie zasady. Trudno długo utrzymać się na pochyłości stromej, na której stoicie, skacząc w prawo i w lewo z góry i na dół. Na zewnątrz, jak skoro przyklaskiwaliście rozbojom piemonckim we Włoszech, musicie cierpieć podobne u siebie, ubarwione także frazeologią liberalną i postępową, bo u Boga dwóch wag i dwóch miar nie ma, i nie czyń drugiemu co tobie niemiło. Przyklaskiwaliście jedności włoskiej siłą  przeprowadzanej, żartowaliście z małych narodowości podpieranych przez szlachtę i Xięży, wytrzymajcież parcie wielkiej jedności Rossyjsko-Słowiańskiej i pod formą państwa i pod formą rzeczypospolitej, w którejbyście koniecznie rozpłynęli się…” (x. Hieronim Kajsiewicz – List otwarty do braci xięży grzesznie spiskujących)

podobne: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…”

Artur Grottger – Wojna X. Świętokradztwo

Służmy Chrystusowi i Jego Namiestnikowi; jeżeli będzie potrzeba, umrzyjmy za niego bez trwogi, a okażemy się godnymi naszej ojczyzny i naszego imienia” (Motto żuawów papieskich i Białych Krzyżowców Sahary)

Wiosną 1934 r. prasa francuska doniosła, że w wieku 102 lat zmarł w Nancy ostatni żuaw papieski, hr. Ludwik de Courten. Natychmiast zareagował krakowski „Światowid”, który w numerze 16 (662) z 17. 04. 1937 r. przyniósł sensacyjną wiadomość, że informacja prasy zagranicznej jest nieścisła i że ostatni żuaw papieski żyje nadal w Polsce.

Chodziło o 95- letniego Adama Dąbrowa- Morawskiego, urodzonego w Warszawie 1 stycznia 1842 r., pochodzącego ze starego litewskiego rodu i mieszkającego w Marcinkowicach k. Nowego Sącza. Był on także weteranem powstania styczniowego i autorem poczytnych wspomnień z czasów swojej walecznej młodości w służbie Piusa IX  w latach 1865 – 1870, Rycerze Krzyża w XIX i XX wieku… (Lwów 1903).

Zanim trafił w szeregi papieskich żuawów, walczył w Powstaniu Styczniowym, pełniąc kilkakrotnie rolę łącznika między oddziałami, do których należał, a przywódcami w Warszawie.

Brał też udział w bitwie pod Żyrzynem, po której gen. „Kruk” Heydenreich miał mu za dzielność ofiarować odpięty z własnej piersi krzyż Virtuti Militari, złożony w 1871 r. przez Morawskiego jako votum dziękczynne dla Matki Bożej z fary w Przeworsku. Niestety, obecnie nie wiadomo, co się z tym votum stało.

Po klęsce powstania znalazł się na emigracji w Paryżu, skąd na wieść o werbowaniu ochotników do wojska papieskiego, pieszo, przez Alpy, Padwę, Loreto (także pobojowisko pod Castelfidardo), w początkach roku 1865 dotarł do Rzymu.

Przyszły żuaw został przyjęty na audiencji przez Piusa IX, któremu dał do poświęcenia swój ryngraf z Matką Boską Częstochowską i otrzymał osobiste błogosławieństwo.

Następnie udał się do Frascati, gdzie w jednym z pałaców stacjonował batalion żuawów, do którego został przydzielony. Tak opisuje salę w koszarach, gdzie spędził pierwsze miesiące służby:

„Wzdłuż ścian ciągnęły się rzędem łóżka żelazne. Na każdym z nich zwinięty rodzaj materaca, twardo i gęsto pikowany – na wierzchu dwa białe prześcieradła, mała poduszeczka, na której leżała kołdra sukienna. Nad każdym łóżkiem osobna półeczka żelazna, na której artykuły wojskowe żuawa jakoto: tornister, część płótna namiotowego z pałeczkami, płaszczyk, trzewiki i kamasze, a obok na hakach wkręconych w podpory półki, zwieszał się sztuciec [staropolska nazwa sztucera] i pałaszo- bagnet długi i wężykowaty. Porządek, czystość, harmonijny układ przedmiotów miły sprawiały widok.” (Adam Morawski, op. cit., s.110)

Mimo, że Morawski był już oficerem, musiał przejść pełny cykl szkolenia, jaki obowiązywał żuawów bez względu na wcześniejsze doświadczenie bojowe. Chodziło o  wykształcenie umiejętności radzenia sobie w każdej sytuacji na polu bitwy, z obsługą artylerii włącznie.

W jednostce obowiązywał regulamin i język francuski. Po apelu porannym o godz. 5. odbywały się zajęcia teoretyczne i praktyczne dla rekrutów. Starsi żołnierze uczestniczyli w forsownych manewrach.  Był też czas na rekreację, lekturę (w jednostce znajdowała się bogata biblioteka), rozmowy. Wieczorny apel i wspólna modlitwa (różaniec) o godz. 22, kończyły pracowity dzień.

Mundur żuawa, w kolorze szaro- niebieskim, składał się z krótkiego, haftowanego czerwienią lub czernią (oficerowie) kaftana bez kołnierza, luźnych szarawarów, kończących się powyżej kostki, czerwonego, szerokiego pasa, kamaszy z żółtymi getrami lub czarnych oficerek oraz kepi (czasem fezu) na głowę. Wzorowany był na mundurze francuskich żuawów, walczących w Algierii. Dystynkcje były wyhaftowane na rękawach. Na lewej piersi naszyty był odwrócony krzyż, symbol męczeństwa św. Piotra. Na guzikach wygrawerowano papieską tiarę i klucze św. Piotra.

Ochotnicy pochodzili z całego niemal świata, choć większość przybyła z Holandii (tak odwdzięczali się katolicy Piusowi IX za odtworzenie kilka lat wcześniej zniszczonej przez Reformację organizacji kościelnej), Francji, Belgii, Szwajcarii oraz Irlandii (batalion im. św. Patryka). Byli też Włosi, Anglicy, Szkoci,  a nawet Amerykanie i Rosjanie. W chwili przybycia Adama Morawskiego do Rzymu w oddziale żuawów służył także hr. Wilhelm Romer z Galicji. Potem przybyło jeszcze kilkunastu Polaków. W całym, liczącym niespełna 20 tysięcy ludzi wojsku papieskim, w różnych jednostkach, było kilkuset Polaków.

Niestety, po stronie rewolucji walczyło ich prawdopodobnie znacznie więcej, ponieważ pod wpływem dziwacznego rozumowania większości krajowych pism (wyjątkiem był konserwatywny krakowski „Czas”) zaczęto utożsamiać zaborczą politykę Piemontu w stosunku do wszystkich starych państw włoskich , zwłaszcza Państwa Kościelnego, z polską walką o wyzwolenie spod obcego panowania i odzyskanie utraconej w wyniku zaborów niepodległości. Jakoś nie zwracano uwagi na fakt, że Włochy (Italia) były jedynie pojęciem geograficznym (nawet nie językowym!), a od upadku starożytnego Rzymu (wbrew egzaltowanej, operowej niemal propagandzie) nigdy nie było jednego państwa włoskiego, zaś te które powstawały i przekształcały się w ciągu wieków, z państwem Cezara, Owidiusza czy Petroniusza nie miały wiele wspólnego. Jedynym, które jakąś ciągłość zachowywało (nie tylko w języku) było właśnie Państwo Kościelne.  Ale ono najbardziej wszystkim przeszkadzało…Podobnie jak kiedyś Rzeczpospolita.

Źle to świadczy, niestety,  o zdolności rozumowania i oceny sytuacji politycznej u naszych przodków. Dlatego doceńmy tych, którzy w owych czasach obłudy, fałszu i zamętu, nie mniejszych niż w wieku XX, stanęli po właściwej stronie barykady i spróbujmy przynajmniej częściowo, na ile to możliwe wobec ubóstwa źródeł (o co zadbała druga strona), oddać im sprawiedliwość i spróbować odtworzyć ich losy, w czasach obrony niezależności Państwa Kościelnego.

Historia papieskich żuawów zaczyna się wiosną 1860 roku, kiedy po sukcesach przewrotnej polityki premiera Piemontu, Kamila Cavoura,  pod koniec lat 50 – tych XIX wieku niemal wszyscy ówcześni rewolucjoniści oraz europejskie rządy, z brytyjskim na czele (ach, ten genialny lord Palmerston), zgodnie uznają, że „Odrodzenie” (Risorgimento) Włoch może się odbyć tylko przez zjednoczenie wszystkich istniejących w Italii państw pod berłem króla Sardynii (Piemontu), Wiktora Emanuela II.

Pokonana niedawno Austria musi się pogodzić z utratą Lotaryngii, „wspaniałomyślnie” przekazanej Piemontowi przez zwycięskich Francuzów, „śpieszących na pomoc tak haniebnie zaatakowanym przez Habsburgów niewinnym Włochom”. Prowokacji Cavoura, zbrojącego kraj do przyszłych podbojów (nazywanych odtąd „zjednoczeniem”) świat jakoś nie zauważył…

Miłośnik włoskiej jedności, tradycji i wolności, król Wiktor Emanuel, oddaje Francji bez mrugnięcia okiem rodzinną Sabaudię wraz z Niceą, byle by zapewnić sobie na przyszłość bardzo elastycznie rozumianą „politykę nieinterwencji” ze strony Napoleona III.

Scenariusz działań jest wszędzie jednakowy: w kolejnych państwach włoskich, poczynając od położonych najbliżej Piemontu: Parmy, Modeny oraz Toskanii wybuchają zamieszki, takie ówczesne „Majdany”, finansowane, oczywiście w tajemnicy, przez Cavoura (środki płyną obficie, nie wiedzieć czemu, z Londynu, a w ślad za nimi tysiące egzemplarzy protestanckich Biblii i gorliwi misjonarze), a organizowane przez bojówki z udziałem spiskowców Garibaldiego, Mazziniego i wypuszczanych z więzień przez „zrewoltowany lud” zwykłych kryminalistów,. Władcy giną w zamachach lub są zmuszani do ucieczki, nikt ich nie żałuje, bo to „krwiopijcy i kaci ludu włoskiego są”…

Następnie w wyniku plebiscytów w stylu „wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej po 17 września1939” zwycięża demokracja, a europejskim mocarstwom nie pozostaje nic innego, jak ten wspaniały proces zaakceptować. Wszak Vox populi, vox Dei…

Interwencja nie wchodzi w grę, bo żadnej agresji nie było. To sami mieszkańcy kolejnych krajów włoskich proszą, aby miłościwie zapanował nad nimi  prawdziwy Ojciec Ojczyzny, Wiktor Emanuel II, zamiast tych wstrętnych Habsburgów. Oczywiście 99, 9 % mieszkańców.

Tak przećwiczony scenariusz sprawdza się nawet w dużym kraju, jakim jest  Królestwo Neapolu i Obojga Sycylii. Wystarczy jeden Garibaldi i tysiąc „czerwonych koszul”, nie licząc osłony angielskich okrętów, a już  Sycylia prosi o przyłączenie do Piemontu…

Po kilku miesiącach dołącza do tej prośby Neapol i reszta byłych poddanych króla Franciszka II, który wraz z rodziną musi szukać azylu w Rzymie, choć jego szwagierka jest cesarzową Austrii.

Wiktor Emanuel z miłością przytula do serca kolejnych poddanych…

A serce ma wielkie i czułe, więc z troską wsłuchuje się w płacz gnębionych papieskich poddanych w północno – wschodnich prowincjach Państwa Kościelnego.

Gorzkie łzy leje Bolonia wraz z całą Romanią? No to się im garybaldczyków podeśle, Majdan urządzi, plebiscycik przeprowadzi, z wynikiem może trochę słabszym: 98, 7 % na przykład.

A w kolejce czeka już Ankona z całą Marche. Droga do Rzymu wkrótce stanie otworem.

Papież protestuje, klątwę rzuca? A ile papież ma dywizji?

W takich właśnie okolicznościach wkraczają na scenę dwaj panowie M.

Młodszy, pan de Merode, obecnie prałat i szambelan papieski oraz protominister wojny rządu Piusa IX, , był kiedyś podwładnym starszego, pana de La Moriciere, generała wojsk francuskich, żuawa, weterana z Algierii, zawsze zwycięskiego, wspaniałego dowódcy, obecnie pana na rodzinnym zamku Prouzel …

Połączy ich znów wspólna sprawa: tworzenie wojska straceńców, którzy wobec wrogości lub obojętności świata podejmą się obrony z góry przegranej sprawy: sprawy niezależności przeszło tysiąc sto lat liczącego Państwa Kościelnego. Centrum całej społeczności katolickiej, gdzie swoją siedzibę ma następca św. Piotra, któremu sam Chrystus powierzył klucze do Królestwa Niebieskiego…

I oto teraz jakiś sabaudzki królik, mieniący się w dodatku katolikiem, zamierza ten odwieczny porządek zniszczyć, nie bojąc się nawet ognia piekielnego!

Kiedy więc swojemu dawnemu dowódcy składa ks. de Merode w imieniu Piusa IX propozycję stanięcia na czele wojska, które ma dopiero powstać (a brak nawet pieniędzy na jego werbunek, nie mówiąc o utrzymaniu i uzbrojeniu), gen. La Moriciere odpowiada:

„Jest to sprawa, za którą umrzeć uważałbym za szczęście” . I dodaje: „Skoro Ojciec przyzywa syna na swoją obronę, jedno tylko pozostaje do zrobienia- iść.” (cytat za: Józef Sebastian Pelczar, Pius IX i jego pontyfikat na tle dziejów Kościoła w XIX wieku, Lwów 1908, t. 2, s. 254)

Miesiąc później, 2 kwietnia1860 r. jest już w Rzymie, po drodze wstępując do Ankony, aby przygotować plany umocnienia fortyfikacji twierdzy.

8 kwietnia ogłasza odezwę do przyszłych żołnierzy:

                   Żołnierze!

Jego Świątobliwość papież Pius IX raczył mię wezwać do objęcia zaszczytnego dowództwa nad wami, abym bronił praw Jego zapoznanych i zagrożonych. Nie wahałem się ująć na nowo oręża w rękę. Na wezwanie głosu wielkiego, który (…)zawiadomił świat o niebezpieczeństwach grożących dziedzictwu Piotra św. doznali katolicy wielkiego wzruszenia (…) bo chrześcijaństwo nie tylko jest religią cywilizowanego świata, ale podstawą i życiem samem cywilizacji; (…)papiestwo jest ostatecznym kamieniem, zamykającym sklepienie chrześcijaństwa (…) 

Rewolucya to, jak niegdyś islamizm, zagraża dziś Europie, a dziś, jak ongi, sprawa Papieża jest sprawą cywilizacji i wolności na świecie.

Żołnierze! Ufajcie i wierzcie, że Bóg wesprze męstwo wasze dla wzniosłości sprawy, której obronę naszemu orężowi powierza.

                                             Wódz naczelny

                                             jen. de La Moriciere (Pelczar, op. cit., t. 2, s.255)

Na taki apel oraz wezwanie samego Ojca św. ze wszystkich zakątków ziemi przybywają do Rzymu młodzi mężczyźni, często ze starych, arystokratycznych rodów, niekiedy jedyni synowie i dziedzice majątku, gotowi nawet sami sfinansować swoje uzbrojenie i utrzymanie!

Mobilizacja katolików jest ogromna: z całego świata płyną strumienie pieniędzy, bogatych darów, ale też modlitw i komunii świętych, ofiarowywanych w intencji Piusa IX i jego wojska.

Bogaci, jak Chateaubriand czy księżna Parmy, kupują armaty, biedni, jak Irlandczycy, śpieszą w szeregi legionu św. Patryka, a ich matki i siostry modlą się i oddają przysłowiowy „wdowi grosz”.

W ciągu kilku tygodni udaje się zebrać prawie 20 tysięcy żołnierzy, głównie piechoty, ale jest też  kawaleria, artyleria, a nawet oddziały medyczne, gotowe do pomocy rannym.

Z Austrii przybywa prawie 5 tysięcy prostych żołnierzy, wśród nich kilkuset polskich chłopów, prosząc o wskazanie wodzów, żeby nimi pokierowali.

Doborową jednostką wśród tej zbieraniny, z której trzeba szybko zrobić wyszkolone wojsko (obowiązuje organizacja, regulamin i język francuski), creme de la creme papieskiej armii, staje się stosunkowo nieliczny (nigdy nie przekroczy 3,5 tys. żołnierzy) oddział żuawów (wtedy jeszcze określanych jako Franko – Belgowie). Na ich czele staje najpierw szwajcarski pułkownik Allet, a od 1867 r. płk. Atanazy de Charette (w 1860 roku był kapitanem 1. kompanii francusko – belgijskiej), potomek bohatera z Wandei.

Wkrótce przyjdzie im odbyć krwawy chrzest bojowy…(Jolanta Gancarz, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Ostatni krzyżowcy)

podobne: Templariusze. Słudzy Kościoła walczącego. Wyprawy krzyżowe i islamski dżihad i to: Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”) a także: Salve, Regina, Mater misericordiae, vita, dulcedo, et spes nostra, salve! Królowa Polski, królobójcy i Salazar czyli 100 rocznica Objawień Fatimskich na tle Portugalii z przełomu XIX i XX w… a świat się (nie)zmienia polecam również: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w wojsku oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego i jeszcze: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos

Hubert Robert – The Fire of Rome (Wielki pożar Rzymu)

„…Przepowiadanie przyszłości w Biblii nigdy nie jest celem samym w sobie. Z jednej strony potęguje wezwanie do nawrócenia. Z drugiej zaś spełnienie się przepowiedni jest sprawdzianem prawdziwości prorockiego posłannictwa (Pwt 18,21n). Nigdy nie służy zaspokajaniu ludzkiej ciekawości. A od przepowiedni, nawet spełnionych, ważniejsza jest wiara:

„Jeśli powstanie u ciebie prorok, lub wyjaśniacz snów, i zapowie znak lub cud, i spełni się znak albo cud, jak ci zapowiedział, a potem ci powie: „Chodźmy do bogów obcych – których nie znałeś – i służmy im”, nie usłuchasz słów tego proroka, albo wyjaśniacza snów. Gdyż Pan, Bóg twój, doświadcza cię, chcąc poznać, czy miłujesz Pana, Boga swego” (Pwt 13,2-4).

Różne przepowiednie pojawiają się także poza Pismem Świętym. Przez wielu ludzi były i są traktowane bardzo poważnie. Od wieków cieszą się niesłabnącym powodzeniem, zwłaszcza, że sformułowania, których użyli jasnowidzowie, spisując swe przepowiednie, są tak zawiłe i wieloznaczne, że można je interpretować na kilkadziesiąt sposobów, dopasowując do różnych wydarzeń, a więc można znaleźć rzekome dowody spełniania się przepowiedni…

…Jeśli jednak chodzi o „Proroctwo św. Malachiasza” prawdopodobnie mamy w tym przypadku do czynienia z fałszerstwem powstałym nie wcześniej niż w 1590 roku. Oczywiście wiele pobożnych osób wierzyło, iż tekst ten jest autentycznym proroctwem irlandzkiego mnicha. Na przykład ks. Cucherat (żyjący w XIX w. we Francji) utrzymywał, że Malachiasz w 1140 roku w Rzymie doświadczył wizji dotyczących historii papiestwa, które legły u podstaw jego proroctwa. Spisał je ponoć następnie na pergaminie, który przekazał papieżowi Innocentemu II. Papież polecił zaś złożyć otrzymany od Malachiasza pergamin w Bibliotece Watykańskiej, gdzie przez wszystkich zapomniany spoczywał przez następne 400 lat.
Utwór przypisywany św. Malachiaszowi jest bardzo krótki. Autor wylicza listę 112 papieży, zwięźle ukazując charakter pontyfikatu każdego z nich i rozpoczynając prawdopodobnie od papieża Celestyna II. Listę zamyka „Piotr Rzymianin”. Teksty przepowiedni są bardzo lakoniczne, zawiłe i niejednoznaczne. Niektóre z nich składają się zaledwie z dwóch czy trzech słów. Na przykład fragment odnoszony do Celestyna II brzmi: „Ex Castro Tiberis” (Z zamku nad Tybrem). W słowach tych doszukuje się aluzji do jego nazwiska – Guido de Castello.
Wizje są oczywiście problematyczne, niektóre interpretacje mocno naciągane, a krótkie charakterystyki kolejnych papieży z lat między rzekomą wizją Malachaisza w roku 1139, a dniem „odnalezienia” samej wizji w XVI wieku są dużo trafniejsze, niż te z lat późniejszych (bo łatwiej było oczywiście charakteryzować papieży, którzy już byli). Podobnie jak czterowiersze Nostradamusa, można przyporządkowywać najzupełniej dowolne znaczenia do słów charakteryzujących papieży…

Ogólnikowe określenia mogą być w dowolny sposób zinterpretowane post factum w celu wytłumaczenia, dlaczego na tron Piotrowy została wybrana właśnie ta osoba. Gdyby została wybrana inna również udałoby się znaleźć jakiś sposób na powiazanie z proroctwem. Nie ukrywam, że bardzo sceptycznie podchodze do tego wszystkiego.
Odnośnie ostaniego papieża przepowiednia nie ogranicza się tylko do łacińskiego pseudonimu, ale podaje dłuższą informację: „In persecutione extrema S.R.E. sedebit Petrus Romanus, qui pascet oves in multis tribulationibus: quibus transactis civitas septicollis diruetur, et Iudex tremendus iudicabit populum suum. Finis”. Co możemy przetłumaczyć następująco: „W czasie najgorszego prześladowania Świętego Kościoła Rzymskiego zasiądzie Petrus Romanus [Piotr Rzymianin], który będzie paść owce podczas wielu utrapień, po czym miasto siedmiu wzgórz zostanie zniszczone i straszny Sędzia osądzi swój lud. Koniec.” A zatem zgodnie z „Proroctwem św. Malachiasza” już niebawem czeka nas Paruzja. No cóż… Będziemy mogli się przekonać, czy to prawda. W najdawniejszych dokumentach chrześcijańskich (1 Tes 4, 15; 1 Kor 15, 23) przez wyraz „paruzja” rozumiano powrót Chrystusa w chwale pod koniec dziejów, żeby osądzić świat (Mt 24, 29-31; 25, 31-46). Będzie to „dzień Pana” (1 Kor 1, 8), kiedy to Chrystus „drugi raz się ukaże” (Hbr 9, 28). Chrześcijanie są zaś zobowiązani do czekania na powrót Chrystusa.
Synoptycy łączą oczekiwanie na koniec świata z zachętą do czuwania (Mt 24, 36-25, 13; Mk 13, 1-37; Łk 21, 5- 36). A zatem chrześcjanie wszystkich pokoleń zawsze żyją własciwie w okresie Adwentu – oczekiwania na przyjście Pana. Co wiecej, modlitwa pierwszych chrześcijan („Maran atha”) była prośbą o to, aby Pan przyszedł jak najszybciej. Tymi słowami kończy się właśnie Apokalipsa: „Przyjdź Panie Jezu!”. Każde pokolenie chrześcijan powinno żyć tak, jakby było pokoleniem paruzji. Jan Paweł II powtarzał tak często „Nie lękajcie się!” Teksty biblijne przesycone są atmosferą końca czasów i sądu ostatecznego, ale przede wszystkim są przesłaniem nadziei. Autorzy natchnieni piszą o czasach trudnych, o okresie ucisku i prześladowań, o wojnach, kataklizmach, o niezwykłych zjawiskach. Wszystko jednak skończy się dobrze! Historia zmierza do swego celu, ale Chrystus nie pozostawił nam żadnych wskazówek czasowych. Złudne zatem i mylące są wszelkie próby przewidzenia końca świata. Chrystus zapewnił nas jedynie, że koniec nie nastąpi, zanim Jego zbawcze dzieło nie ogarnie całego świata za pośrednictwem głoszenia Ewangelii: „A ta Ewangelia o królestwie będzie głoszona po całej ziemi, na świadectwo wszystkim narodom. I wtedy nadejdzie koniec” (Mt 24, 14). Jezus przestrzegł równocześnie przed dociekaniem, kiedy to nastąpi:

„Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą” ((Dz 1, 7). „O dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” (Mk 13,32).

Wielu ludzi oczywiście chciałoby poznać przyszłość i datę końca świata. Chcieliby wiedzieć, co będzie jutro, za rok; co się stanie po śmierci. Są tacy, którzy rozczytują się w horoskopach, wsłuchują się w przeróżne wróżby, przepowiednie; szukają jasnowidzów i różnego rodzaju szarlatanów. Katechizm Kościoła Katolickiego przestrzega przed tego rodzaju praktykami, nazywając je po prostu bezbożnością i grzechem: „Bóg może objawić przyszłość swoim prorokom lub świętym. Jednak właściwa postawa chrześcijańska polega na ufnym powierzeniu się Opatrzności w tym, co dotyczy przyszłości, i na odrzuceniu wszelkiej niezdrowej ciekawości w tym względzie” (KKK 2115 nn.). Niezależnie od wiarygodności „Przepowiedni św. Malachiasza” powinniśmy żyć tak jakby czas paruzji był bliski, bo już od dwóch tysięcy lat żyjemy w czasach ostatecznych.” (Roman Zając biblista i demonolog – Proroctwo św. Malachiasza)

podobne: Johnny Cash: „Wszystko zgodnie z księgą”… W słowach proroka słychać krzyk Boga o sprawiedliwość oraz: Dobra Nowina: Mikołaj Kapusta o Chrześcijaństwie w 12 minut (Kerygmat) i to: Dzień sądu do Deus Vult i Empatii a także: „U wrót doliny” (Dzień gniewu… zanim nadejdzie) polecam również: Istotą Kościoła jest wiara w Boga i pokora wobec mądrości zasad

Opóżniona paruzja? | Ojciec Charles Arminjon (Fragment książki „Koniec świata doczesnego i tajemnica życia doczesnego”)

Pieta Marka Gajowniczka, Gorzkie Żale Antoniny Krzysztoń i Droga Krzyżowa z ks. Janem Kaczkowskim… Na rozdrożu


Francisco Romero Zafra – Ntra. Sra. de las Penas

*

Pieśni Pasyjne – Antonina Krzysztoń

**

Zabiorą Ci Matko Syna. Wciąż nie wiesz – Dlaczego?
Zabiorą Ci Matko Syna – Błogosławionego.
Zaprowadzą na Golgotę. Nadeszła godzina.
Nie wiesz, co się stanie potem. Nic ich nie powstrzyma.

Francisco Romero Zafra – Expiration

Co tam czynią z Twoim Synem? Cierpi w poniewierce.
Ty Go, jak Dobrą Nowinę nosiłaś pod sercem.
Przez Annasza i Kajfasza jest rozpytywany.
Wskazany im przez Judasza, już został pojmany.

To Twoje i Boże Dziecię. Wyrok jest wydany.
Twoje oparcie na świecie. Syn Twój ukochany.
Byłaś Pańską Służebnicą i przejść przez to musisz.
To już nie jest tajemnicą. Rozpacz w piersi dusi.

Zabrali Ci Matko Syna. Biczują go straże.
Ofiara już się zaczyna. Trafi na ołtarze
i poznają prawdę ludzie – zabito Mesjasza.
Wielu Jego Drogą pójdzie. To nadzieja nasza.

Płaczesz z nami Pani Nasza. Jesteśmy przy Tobie.
Będziemy w świecie rozgłaszać o jasności w grobie.
O cierpieniu, O kamieniu i o Bożej Mocy.
O spotkaniu, Zmartwychwstaniu. O Tej Wielkiejnocy…

Pieta – Marek Gajowniczek

**

Droga krzyżowa z ks. Janem Kaczkowskim: STACJA 1

***

Stacja II

„Ja nie zawsze rozumiałem, co to znaczy odkupić, zbawić, dlaczego On i dlaczego własną wolą, i dlaczego wszystkich… Ale w tym musi być coś niezwykłego, w tym musi być coś Bożego, przekraczającego…”

Jezus przyjmuje krzyż na swoje ramiona.

Jak często wkładam krzyż na czyjeś ramiona? Jak często sprawiam, że ktoś cierpi przeze mnie? Jak często oddaję swój krzyż komuś, mówiąc: ty to zrób, ty jesteś za to odpowiedzialny. Jak często mówię komuś: to twoja wina.

„Ale ty nas, Panie, od nienawiści obroń i od pogardy nas zachowaj. To są słowa do wszystkich, którzy kiedykolwiek zapiekają się – w jakimkolwiek kontekście – w nienawiści. To ku przestrodze!”

Nienawidzę. Kogo? Dlaczego?

Dlatego, że ktoś jest inny? Jezus zabrania mi nienawidzić. Imigranta, czarnoskórego, innowiercę, homoseksualistę, zabrania mi posługiwania się językiem nienawiści.

Stacja III

„Czy jesteśmy, tak jak Jezus, zmuszeni do heroizmu? Klasyczna zasada moralna – in heroismo nemo tenetur – mówi, że nie. Nie jesteśmy wzywani do heroizmu, ani zmuszeni. (…) Jeżeli ktoś nie wytrwa, nie wolno mu robić z tego zarzutu moralnego.”

Koleżanka zostawiła męża kata, a ja uważam, że miała obowiązek nad nim pracować, pomagać mu? Siostra nie gotuje obiadów swojej rodzinie, a ja przygotowuję 4 posiłki gorące? Sąsiad oddał starą matkę do domu opieki, a ja poświęcam czas, by pielęgnować moją?

Nie mam prawa cię oceniać! Ty nie masz prawa czynić mi wyrzutów, jeśli nie podołam!

całość tu: 24 Marzec 2016

Francisco Romero Zafra – Caido Benicarlo

Krzyżu nadziejo zbawienia,
Znaku cierpienia i męstwa,
Krzyżu gałązko pokoju,
Znaku zwycięstwa.
 

Cień Twoich ramion błogosławionych ogarnia świat,
Ty nas prowadzisz wskazujesz drogę tysiąc już lat
 
Krzyżu nad Polski polami,
Za Tobą od wieków idziemy,
Krzyżu od ojców nam dany,
Świecisz nad nami.
 
Cień Twoich ramion błogosławionych ogarnia świat,
Ty nam wśród nocy słupem ognistym wskazujesz ślad

Krzyżu narodów sztandarze,
Znaku zbratanej ludzkości,
Krzyżu tyś nam drogowskazem,
Znakiem miłości.
 
Cień Twoich ramion błogosławionych okrywał świat,
Ludy i ziemie, morza i lądy, łączy Twój blask.
 
Krzyżu nagrodo strudzonych,
Znaku wytrwania i wiary,
Krzyżu Niebieskiej Korony,
Znaku wspaniały.
 
Cień Twoich ramion błogosławionych nad nami legł,
Ty nas prowadzisz aż po ludzkości, daleki kres.

(autor nieznany)

KRZYŻ NA ROZDROŻU…

Stoi tu od zawsze, stary, kamienny krzyż, wysmagany wiatrem i deszczem, lekko przechylony, z napisem, którego nikt już nie odczyta, z figurą, która jest już tylko zarysem, śladem zaledwie dawnego wizerunku, na którym widać blizny po ostrzach i kulach, którymi próbowano go skruszyć- bezskutecznie…Stary krzyż, poszarzały od kurzu wzbijanego stopami samotnych wędrowców i tysięcznych armii, kołami chłopskich wozów, pańskich karet i armatnich lawet. Jedno z jego ramion lekkoukruszone- nie wiadomo czy powstańczą kosą, bagnetem „leśnego”, kolbą „wyzwoliciela”, czy może prozaicznie- kamień nie oparł się ramieniu zmęczonego człowieka, szukającego w nim oparcia po ciężkim trudzie, bo bywa trud tak ciężki, że i kamień nie jest w stanie go wytrzymać…Podstawa krzyża ciemniejsza od reszty- to ślad dymu po niezliczonych ogniach wotywnych świec, palonych przez tych, którzy wierzyli i umacniali tu swą wiarę, i przez tych, którzy zwątpili, i tu swej wiary szukali na nowo….

KRZYŻ NA ROZDROŻU, przed którym pokolenia przystawały w marszu, zastanawiając się, w którą stronę skręcić, by znaleźć to, czego szukały, i gdzie iść, by znaleźć to, co miało dla nich znaczenie, w jego kształcie szukając pomysłu i natchnienia, wskazówki do kierunku dalszej drogi. I o który wielu oparło po prostu zmęczone plecy, bo dla nich kamień był tylko kamieniem, a im ciążyły już przebyte mile i dźwigane ciężary, i pragnęli tylko chwili wytchnienia, a Ten, którego postać na krzyżu uwieczniono, nie miał nic przeciwko, bo jak mało kto znał ten trud i to pragnienie…

KRZYŻ NA ROZDROŻU…Stary, kamienny krzyż, na rozdrożu, które dla tysięcy było drogą od śmierci do życia, drogą zawsze otwartą, bo choć władali inną mową niż ci, którzy ten krzyż stawiali, i innym bogom palili wotywne świece, to jeśli tylko przychodzili z pokojem w sercu, to nigdy nie stawiano im na tej drodze barier, a krzyż witał ich tak, jak tylko On to potrafi- otwartymi ramionami. I ten krzyż dawał im ochronę swych kamiennych ramion, więc byli bezpieczni Jego siłą…Rozdroże to było też dla tysięcy drogą od życia do śmierci, drogą, którą kazano im kroczyć właśnie dlatego, że nie chcieli wyrzec się mowy tych, którzy ten krzyż stawiali i nie chcieli palić wotywnych świec fałszywym bożkom- i choć szli na śmierć, to mieli pokój w sercu, bo kiedy krzyż ten mijali, to widzieli, że żegna ich tak, jak tylko On to potrafi- siłą kamiennych ramion, więc byli silni Jego siłą…

KRZYŻ NA ROZDROŻU…Stoi tu od zawsze, raz opromieniony chwałą i obsypany kwiatami, kiedy indziej pogrążony w mroku, ale nigdy nie zapomniany i nigdy nie porzucony- nawet w najciemniejszą noc, gdy zdawało się, że dzień już nie wstanie, czyjeś czoło opierało się o niego i czyjeś usta szeptały gorącą modlitwę- i wcześniej czy później blask wracał, a trwożny szept zamieniał się w dumną pieśń…

KRZYŻ NA ROZDROŻU…Stoi tu od zawsze, stary, kamienny krzyż, wysmagany wiatrem i deszczem, lekko przechylony, z napisem, którego nikt już nie odczyta, z figurą, która jest już tylko zarysem. I BĘDZIE TU STAĆ JUŻ ZAWSZE, A KTÓREGOŚ DNIA SPRAWNE, PRACOWITE RĘCE POPRAWIĄ ZARYS FIGURY, WYOSTRZĄ WIZERUNEK, BY PRZYWRÓCIĆ MU NALEŻNĄ CHWAŁĘ, I WYKUJĄ NOWY NAPIS, KTÓRY OKAŻE SIĘ TYM SAMYM, KTÓRY WYKUTO WIEKI TEMU- „BÓG, HONOR, OJCZYZNA”. Stary, kamienny krzyż, stary i niezniszczalny, jak wiara tych, którzy go stawiali…Nasz Krzyż” (RF1 9 maj 2015)

podobne: Liturgia Wielkiego Piątku. Misterium Męki Pańskiej oraz: Śmierc i zmartwychwstanie Jezusa to hymn o miłości  i to: „Wykonało się…” (do obrazu Mariusza Lewandowskiego)  a także: „Ta, która depcze węża” i „Ten, który mówi jak orzeł” czyli… Hernan Cortes, ofiary z ludzi i cud nawrócenia Azteków polecam również: „Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, tak silne że oddaje się dla niej własne życie”. Golgota.

Gustave Dore – The Return

Co dzień staję na rozdrożu
Piłat, Judasz, Piotr… Twój brat
by wskazówek wypatrywać
jak zostawić stary świat

W którym Ciebie się wypieram
z Barabaszem chodzę pić
zdradzam gdy grzesznie całuję
potem ręce idę myć

Nagnij Boże moją wolę
niechaj pęknie pychy lód
niech się więcej nie marnuje
Twego Syna zbawczy trud

Na rozdrożu – Odys, 14 kwietnia 2017

*

Stanisław Soyka – Psalm I (BIBLIA AUDIO superprodukcja)

Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos


Mirosław Szeib – Msza husarska na Jasnej Górze

„…Myślę, że sprawy mają się tak, że Kościół jest wręcz wciągany na rynek propagandy, także drukowanej, w charakterze chłopca do bicia, po to, by media mogły co jakiś czas ogłaszać światu, że ten czy inny autor się skompromitował, pisząc jakąś książkę, zaś cała ta produkowana przez autorów katolickich pulpa to jest tło, na którym mogą się prezentować pisarze tak fantastyczni jak Olga Tokarczuk, czy Zygmunt Miłoszewski. No, ale jak powiedziałem misja jest realizowana gdzie indziej, a jak to już kiedyś wspólnie ustaliliśmy Kościół uczy przykładem, a protestanci i bezbożnicy metodą, którą ciągle trzeba doskonalić. Metoda zaś jest potrzebna do tego, by ukryć intencję. Podobnie jest z literaturą niekatolicką, jej ciągłe doskonalenie służy ukryciu intencji. To znaczy tak było kiedyś, teraz, kiedy udało się obniżyć kryteria oceny i zlikwidować krytykę, zastępując ją promocją, już w ogóle nie trzeba myśleć o jakości wystarczy kreować kolejnych półgłówków, których media nazywać będą pisarzami i pisarkami…

…sukces księdza prałata polegał na tym, że wyeliminował on z lokalnego rynku obrotu żywnością żydowskich pośredników. Do tego założył spółdzielnię i towarzystwo reasekuracji wzajemnej. Oraz różne inne potrzebne do życia urządzenia. Wieś Lisków zmieniła się w zasadzie od razu, w niewiele lat stała się miejscem gdzie rozkwitała kultura i oświata, gdzie powstała dobra szkoła i sierociniec. Usłyszawszy czego dowiedzieli się jego wysłannicy, Stefan Bratkowski, jak twierdzi mój znajomy, zakazał rozgłaszać te wieści i przestał interesować się fenomenem księdza Blizińskiego. I tak ksiądz prałat, którego dzieło sławne było na całą II Rzeczpospolitą nie stał się bohaterem wyobraźni masowej i nie został wciągnięty do panteonu gierojaw ekonomiczieskiego truda. Znany jest lokalnie, w Kaliszu i okolicach, a w samym Liskowie jego pamięć kultywuje się w sposób niezwykły i poważny. Jasne jest, że nikt w całej Polsce nie sięgnie po przykład księdza Blizińskiego, by pokazać jak powinna wyglądać wzorowa gospodarka wiejska, bo i komu to jest potrzebne w epoce sklepów wielkopowierzchniowych. Ponieważ jednak Kościół uczy przykładem, nie można tego znakomitego przykładu pominąć. Dlatego od dziś w naszej księgarni prezentujemy wspomnienia księdza Wacława Blizińskiego zatytułowane „Wspomnienia mego życia i pracy”. Tom zawiera liczne fotografie, a poprzedzony jest wstępem kardynała Stefana Wyszyńskiego. To nie koniec. Bo trzeba Wam wiedzieć, że dziś w Liskowie proboszczem jest inny znany nam ksiądz, a mianowicie ksiądz Andrzej, który wydaje kwartalnik „Okno wiary”. Tak to się wszystko ładnie plecie. W dzisiejszej rzeczywistości ekonomicznej, dużo bardziej opresyjnej niż w czasach księdza prałata, nie ma już ani w Liskowie, ani gdzie indziej miejsca na podobnie rewolucyjne inicjatywy jak spółdzielnia czy towarzystwo ubezpieczeniowe. Konkurencja zaś, z którą dziś przyszłoby się mierzyć to nie miejscowi pośrednicy, którzy podporządkowali sobie rynek trzech czy czterech powiatów ściągając z okolicy całą żywność, ale wielkie, światowe koncerny. Nie znaczy to wcale, że nie mamy brać przykładu z księdza Wacława. Bo i poza handlem i spółdzielczością jest sporo do zrobienia…” (coryllus – Ksiądz, który wykiwał żydów)

„…Bardzo wyraźnie względem pracy społecznej duchowieństwa wypowiada się Ksiądz Arcybiskup Bilczewski: Mojem najgorętszym pragnieniem, aby kapłani wszędzie byli ojcami ludu, starającymi się nie tylko o niebo dla swych parafian, ale także i obfity chleb doczesny i mieli serce pełne miłości dla wszystkiego, co lud obchodzi, co go cieszy i boli. Pragnę, aby w każdej parafii była biblioteka parafialna, a w każdej wsi czytelnia. Pragnę, aby każda parafia miała swoją kasę raiffeisenowską, swoje sklepiki chrześcijańskie i pożyteczne kółka rolnicze.

W innym liście pasterskim czytamy: Od was kochani bracia zależeć będzie, jaki obrót weźmie ta sprawa. Jeżeli zabierzecie się do niej energicznie i mądrze, nie żałując trudu i grosza, powiedzie się z pewnością i nie małe pożytki przyniesie ona dla dobra Boga i Ojczyzny naszej, a najpierwej dla gromady, to jest dla polskiej rodziny. Jeśli przeciwnie nie przyłożycie ręki do tej organizacji, wymawiając się nadmierną pracą, brakiem środków, albo ciemnotą i niechęcią parafian, przyjdą wkrótce wrogowie i przyprowadzą swoją organizację, z którą potem walczyć będzie trudno. Ufam jednak, że nie masz w diecezji ani jednego duszpasterza, któryby tego rozporządzenia nakładającego ścisły obowiązek, nie chciał realizować…” (coryllus – Przemówienie księdza Prałata Wacława Blizińskiego w seminarium duchownym w Wilnie)

podobne: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech oraz: Prof. Mieczysław Ryba: Rola Kościoła Katolickiego w kształtowaniu elit w XIX i XX wieku.

„…Ten, kto umie posługiwać się światłem Ewangelii, zapewni i strawę dla ducha i korzystniejsze warunki społeczne dla zdobywania chleba. Nawet kubek wody, podany w imię Chrystusa, nie pozostaje przecież bez nagrody

…Ksiądz Wacław powoli, cierpliwie, wytrwale, nie zrażając się przeciwnościami, przełamywał wątpliwości mieszkańców Liskowa i okolicy. Gdy czcimy jego pamięć, powinniśmy jednocześnie uczcić i pierwszych Liskowian, z którymi on pracował. Ksiądz Wacław wyczuł geniusz ukryty w Ludzie Polskim i odkrył jego niezwykłe możliwości, jeżeli tylko przez pracę, wychowanie, przykład i umiejętną organizację potrafi się tymi wrodzonymi wartościami pokierować i uznać je za dar Stwórcy.

Ksiądz Wacław szukał w najbliższym otoczeniu takich właśnie ludzi i znalazł ich. Może na początku nie rozumieli go, ale mu zaufali i zawierzyli. Bo mówił do nich kapłan katolicki, który kierował się nie interesem własnym, ale miłością ludu i słowami Chrystusa: „Żal mi tego ludu”… – „Wy im dajcie jeść” (por. Mt 15, 32-14, 16).

Właśnie dzisiaj w całej Polsce czytany jest list Episkopatu, wydany z okazji 80-lecia ogłoszenia Encykliki Leona XIII, zaczynającej się od słów Rerum novarum cupiditas – „Pragnienie nowych rzeczy”. Jest ona poświęcona warunkom bytowania ludzi pracujących, zwłaszcza świata robotniczego. Słowa papieża Leona XIII są niezwykle aktualne dla dzisiejszego świata. Korzeniami swymi sięgają jednak daleko, aż do Betlejem, do „Krainy Chleba”, gdzie narodziło się Słowo, które stało się Ciałem i Pokarmem. Kościół nie po raz pierwszy zajął się warunkami bytowania ludzi pracujących. Encyklikę Rerum novarum ożywia ten sam duch Ewangelii Chrystusowej – „Żal mi tego ludu”. – „Godzien jest pracownik zapłaty swojej”. – Tym duchem żył także Ksiądz Wacław.

Pamiętamy wszyscy przypowieść o robotnikach w winnicy. Chrystus karze właścicielowi winnicy zapłacić wszystkim po denarze, nawet i tym, którzy pracowali tylko jedną godzinę. Bo chociaż nikt ich nie najął przez cały dzień, to jednak i w tym dniu musieli wyżywić siebie, swoje dzieci i cała rodzinę. Zdawałoby się, że jest to tylko przypowieść. Ileż w niej jednak głębi myślowej, nie tylko filozoficznej, jak i nawet ekonomicznej i gospodarczej! Oczywiście Ewangelia nie jest traktatem o gospodarowaniu. Jest objawieniem Prawdy Bożej, przyniesionej przez Chrystusa od Ojca, który jest w niebie. Jest pouczeniem, jak mamy przejść przez ziemię do Ojca, który jest w niebie. Ewangelia ma przedziwną właściwość przenikania duchem Bożym serc ludzkich. Pobudza nas do wyjścia z siebie i spotkania się z innymi, do podania im dłoni, do uśmiechu życzliwego, do podzielenia się chlebem, do służenia radą i wszechstronną pomocą.

Chociaż więc Ewangelia nie jest traktatem ekonomicznym, czy systemem gospodarczym, ale jako Dobra Nowina, Duchem Bożym ma przenikać wszystkie – a więc i ekonomiczne – dziedziny życia ludzkiego i usprawnić je tak, aby człowiek człowiekowi był bratem i dzielił się z każdym sercem i chlebem…” (coryllus.pl – Kazanie Księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego Prymasa Polski)

O ks. Blizińskim opowiada ks. dr Sławomir Kęszka (Targi Książki Rozetta 2017 w Bytomiu)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i to: Ks. Jacek Gniadek: Kościół niczego nie narzuca. Wiara zasadza się na dobrowolności czyli… wolność religijna i ekonomiczna.

„Niechaj każdy postępuje według własnego zdania. Co do mnie oświadczam, iż uznałem za słuszne, aby wszystko, co tylko jest najcenniejszego służyło celebrowaniu Eucharystii Świętej. Skoro zgodnie ze słowem bożym i nakazem Proroka do złotych kielichów, złotych flaszeczek i małych moździerzy ze złota zbierano krew kozłów, cieląt i czerwonej jałowicy, o ileż bardziej przystoi używać naczyń ze złota, szlachetnych kamieni i wszystkiego co uchodzi za cenne wśród stworzenia, kiedy mamy przyjąć w krew Jezusa-Chrystusa. Ci, co nas krytykują, twierdzą, iż do składania ofiary wystarczy świętość duszy, czystość myśli i wierność intencji, i zgadzamy się, że w istocie to właśnie liczy się przede wszystkim. Stwierdzamy jednak również, iż zewnętrzne ozdoby naczyń świętych także należą do posługi, a już szczególnie do posługi Ofierze Świętej, którą należy sprawować w całej czystości wewnętrznej i w całej szlachetności zewnętrznej”

Suger przeznaczył całe bogactwa klasztoru, aby jak najpełniej zrealizować tę myśl ale także dla chwały króla Francji, który był jego dobroczyńcą i przyjacielem. W latach 1135-1144 przebudował całkowicie kościół opacki. Suger opisał swoje dzieło w dwóchtraktatach: „O zarządzaniu” i „O konsekracji” możemy więc prześledzić jego zamysły, plany i idee jakimi się kierował. Dla Sugera kościół ponad wszystko dziełem teologicznym opartym na Theologia mystica św. Dionizego, patrona opactwa. Bezpośrednią inspiracją zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego był dla Sugera traktat O hierarchii niebieskiej-O hierarchii kościelnej. Główną jego myślą było stwierdzenie, że Bóg jest światłem.

„W tej światłości początkowej, nie stworzonej i stwórczej, uczestniczy wszelkie stworzenie. Wszelkie stworzenie otrzymuje i przekazuje światło boskie wedle swojej możności, to znaczy zależnie od szczebla, jaki zajmuje na drabinie istot, zależnie od poziomu na jakim umieściła je w hierarchii myśl boża. Wywiedziony ze światła wszechświat sam wysyła potoki jasności, a światło emanujące z Istoty Pierwszej Wyznacza nieodmiennie miejsce wszystkiemu, co stworzone. Ale też i wszystko zespala. Jako więź miłości przenika świat, jest ładem i spójnią, ponieważ każda rzecz jest w mniejszym lub większym stopniu tego światła odbiciem, irradiacja ta aż z samych głębin ciemności nieprzerwanym łańcuchem odblasków pnie się ku górze, zmierza z powrotem do źródła swojego promieniowania. W ten sposób świetlisty akt stworzenia sam z siebie ustanawia ruch powrotny, który po stopniach prowadzi ku Istocie niewidzialnej i niewysłowionej, z której się wywodzi.”

„Wszystko wraca do Niej przez rzeczy widzialne, które, im wyżej w hierarchii umieszczone, tym lepiej odbijają jej światło. I tak to co stworzone, po szczeblach analogii i współzgodności wiedzie do tego co przedwieczne.”

Tę koncepcje Suger zmaterializował w nowej sztuce, a kościół który według niej wzniósł był jej wzorem…

…Suger został regentem królestwa kiedy Ludwik VII w połowie XII wieku wyruszył wraz z rycerstwem na wyprawę krzyżową. Zdobycie Ziemi Świętej i wyzwolenie z rąk niewiernych Grobu Chrystusa, było wydarzeniem wywierającym ogromny wpływ na ówcześnie żyjących ludzi. Odkrywano jego ludzką część, stąpano po ziemi po której on chodził, gdzie triumfował i został umęczony. To był Chrystus człowiek i król, w koronie i pełni człowieczeństwa. W takim kontekście relikwie męki pańskiej, które w klasztorze Saint-Denis złożył kiedyś Karol Łysy, nabierały innego znaczenia. Następowało zjednoczenie obrazu Boga wiekuistego jaśniejącego oślepiającym blaskiem swej potęgi, nad którym medytowali mnisi w zakonach, i tego Boga-Człowieka żywego, Chrystusa z opowieści ewangelicznych.

Wspaniale widać to od razu u wejścia do kościoła. Trzyczęściowy portal, wyobrażający Trójcę Świętą, jest wyznaniem wiary przeciwstawiającym się wszelkim heretyckim rozważaniom na ten temat, jakie w XII wieku były bardzo żywe. Jednak zgodnie z nowym spojrzeniem na Boga największą cześć oddaje on jednej z postaci Trójcy, Chrystusowi, która w czasach wypraw krzyżowych jest postacią centralną. Następują więc zmiany w przedstawianiu tej postaci podkreślające jego człowieczeństwo: kolumny staja się posągami królów i królowych ze Starego Testamentu, podkreślając królewskich przodków Jezusa. Jedna w tym przybytku finansowanym i wspieranym przez króla, jednocześnie są one też wyrażeniem majestatu królewskiego Kapetyngów.

Katedry gotyckie nie powstałyby gdyby nie krucjaty i rekonkwista Hiszpanii oraz wielki dorobek intelektualny islamu, a za jego pośrednictwem także starożytnej Grecji, o jakim ówczesny świat chrześcijański nie mógł nawet marzyć. W Toledo mnisi francuscy podążający na francuskimi w większości rycerzami, natychmiast zaczęli tłumaczyć księgi arabskie i zawarte w nich tłumaczenia z greki. W szkołach jakimi stały się katedry pojawiły się traktaty logiczne Arystotelesa dając nowe narzędzie dialektyczne.

„Wszechświat przestaje być zespołem znaków, w którym gubi się wyobraźnia, przyjmuje kształt logiczny i misją katedry jest odtworzyć ten kształt, wszystkiemu, co widzialne, wyznaczając właściwe miejsce.”

Drugą zdobyczą krucjat jest matematyka, znacznie bardziej rozwinięta w kręgu kultury islamu dzięki temu co przejęli oni od Greków. Na użytek szkoły w Chartres przetłumaczono Euklidesa, Ptolomeusza i traktaty algebraiczne. Ale już kościół w Saint-Denis został zbudowany według prawideł geometrii i arytmetyki, a plany sporządzano korzystając z rysunku technicznego i kompasu. Nowa architektura była więc wolna od empiryzmu stylu romańskiego, co dawało nowe możliwości planowania przestrzeni większych, smuklejszych i pełniejszych światła. To nauka liczb pozwoliła na wynalezienie w Paryżu pod koniec XII wieku łuków przyporowych aby jeszcze wyżej wznieść nawę paryskiej Notre-Dame.

„Sztuka Francji, która wykwitła ze szkoły katedralnej, chętnie u podwalin swoich świątyń umieszczała wizerunek siedmiu sztuk wyzwolonych. Od końca XII wieku była to sztuka logików. Wkrótce miała stać się sztuką inżynierów.”…

całość tu: Agnieszka Staf – Bóg jest światłem, a Suger to przedstawił

podobne: Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”) oraz: Plankt na śmierć Bolesława Chrobrego. Święci i sprawiedliwi: królewicz Kazimierz Jagiellończyk i Joanna d’Arc (Kaczmarskiego) i to: Templariusze. Słudzy Kościoła walczącego. Wyprawy krzyżowe i islamski dżihad

Vladimir Kush – Divine Geometry

„…W ostatnim stuleciu starożytności wielu pisarzy (…) zbierało razem, może półświadomie i harmonizowało poglądy bardzo odmiennego pochodzenia, budując synkretyczny model nie tylko z elementów platońskich, arystotelesowskich i stoickich, lecz także z pogańskich i chrześcijańskich. Ten model wieki średnie przyjęły i udoskonaliły. Mówiąc o udoskonalonym Modelu jako dziele, które można postawić obok Summy i Komedii, miałem na myśli to, że może on udzielić podobnego zadowolenia umysłowi i po części z tych samych przyczyn. Jak te utwory jest on na ogromną skalę, ale organiczny i zrozumiały (…) Jego zawartość, choć bogata i urozmaicona pozostaje w harmonii. Widzimy jak wszystko łączy się ze wszystkim, stanowiąc jedność nie w płaskiej równości, lecz w hierarchicznej drabinie. Można by przypuszczać, że to piękno Modelu jest widoczne głównie dla nas, którzy już nie przyjmujemy go za prawdę i którym wolno na niego patrzeć – albo, którzy jesteśmy zmuszeni nań patrzeć – jakby to było dzieło sztuki. Ale ja wierzę, że tak nie jest. Uważam, że istnieją obfite dowody na to, iż dawał on głębokie zadowolenie, gdy jeszcze weń wierzono.

Jak widać na podstawie przytoczonego fragmentu model o jakim tu mowa z pozoru wydawać się może równie chaotyczny jak układ uliczek w średniowiecznym mieście. Elementy, które się nań składają, mogą wywoływać poczucie dezorientacji: filozofia grecka, pogańskie wierzenia, a w końcu nowa chrześcijańska religia. Jednak to właśnie ta ostatnia była azymutem dla całości i łączyła te różne aspekty przeszłości europejskiej w jedność, w Model właśnie.

Harmonia wynika tu ze spójności osiągniętej dzięki podporządkowaniu wszystkich elementów jednej, nadrzędnej idei. Co więcej Model ten, który nam wydawać się może oparty na błędnych przesłankach, czy też przesłankach połączonych w jedno na błędnych zasadach, oparty był w głównej mierze na wierze, inaczej niż w modelu, jaki przyjmujemy współcześnie – modelu racjonalnego myślenia łączącym przyczynę ze skutkiem. Jednak w jednym jak i w drugim przypadku element wiary jest obecny; wierzymy przecież, iż nasze naukowe metody pozwalają na zrozumienie świata, jesteśmy o tym przekonani, chciałoby się rzec „święcie”, podobnie jak o właściwości swego Modelu przekonani byli myśliciele średniowieczni. Model, o którym pisał Lewis, oparty jest o zasadę hierarchii; jedność rzeczy nie jest widziana w „płaskiej równości, lecz w hierarchicznej drabinie”. Hierarchia jest widoczna również w miejskiej przestrzeni; domy mieszkalne, warsztaty, czy sklepy, nie są wszak tak ważne, jak Dom Boga na ziemi – katedra. Katedra stała się kamienną księgą, w której zapisano średniowieczną wiedzę o świecie i wiarę w jego boski ład. Jednocześnie katedra była odbiciem Modelu, a to oznaczało, iż jej estetyka nie wynikała jedynie z religii, ale miała fundamenty w głębokich pokładach pogańskiej filozofii i pogańskich wierzeniach wykorzystanych przez średniowiecznych ku chwale Jednego Boga.

Średniowiecze pozostawało pod dużym wpływem filozofii platońskiej i neoplatońskiej (właśnie platońska myśl okazała się szczególnie „użyteczna” dla nowej religii, która wszak potrzebowała oparcia w filozofii). I tak dla Platona piękno oznaczało przede wszystkim proporcje, inaczej ład, inaczej harmonię, co z kolei Platon przejął od filozofów pitagorejskich: „zachowanie miary i proporcji jest zawsze piękne” – powiada Platon – „brzydota jest brakiem miary”. Dla Pitagorejczyków istotna była przede wszystkim harmonia dźwięków; tak jak w plastyce (także architekturze) istniała złota proporcja – kanon, tak w muzyce pewne melodie były bezkonkurencyjne i były nazywane nomoi. Tak zwana Wielka Teoria Piękna została poddana krytyce dopiero u schyłku epoki starożytnej przez Plotyna. Plotyn nie zaprzeczał, iż piękno leży w proporcji i układzie części, ale sądził, że nie wyłącznie w nich. Argumentował tak: „Po pierwsze gdyby tak było, jak chce Wielka Teoria, to jedynie przedmioty złożone, mające części, mogłyby być piękne; a tymczasem światło, gwiazdy, złoto są piękne, choć nie są złożone. Po wtóre, piękno proporcji pochodzi nie tyle z nich samych, ile z duszy, która przez nie się wypowiada, i jak mówi Plotyn, „prześwieca”.

Teoria Plotyna, rozwinięta następnie przez Pseudo-Dionizego jest dla moich rozważań szczególnie istotna, gdyż miała wielki wpływ na architekturę późnego średniowiecza, architekturę gotycką. Pseudo-Dionizy – anonimowy pisarz z V wieku – znalazł dla tej dualistycznej zasady lapidarną formę: „proporcja i blask” to elementy tworzące piękno. W XII wieku opat Saint-Denis – Suger „podjął próbę precyzyjnego określenia religijnego celu, jaki przyświecać miał budowlom i dekoracjom miejsc kultu. W swej biografii zawarł Suger, pozostający pod silnym wpływem teologii mistycznej Pseudo-Dionizego Areopagity, wykład symboliki światła. Według tej doktryny każde dzieło stworzenia otrzymuje illuminati i przekazuje ją, w stopniu zależnym od swych możliwości. Dusza ludzka, przebywająca w nieprzejrzystej materii, pragnie powrotu do Boga. Może to osiągnąć jedynie za pośrednictwem dających się zobaczyć przedmiotów, które na kolejnych poziomach hierarchii coraz lepiej emanują swe światło”. Koncepcja ta z czasem stała się podstawą dla rozwiązań architektonicznych gotyku. Od Chartres po Salisbury i Strasburg zaczęły powstawać strzeliste katedry, których wertykalna konstrukcja podkreślała sakralny charakter budowli, jej związek z tym, co poza sferą profanum. Diafoniczność formy, możliwa dzięki wykorzystaniu zdobyczy architektonicznych, umożliwiła rozświetlenie wnętrza; ogromne przeszklone przestrzenie pozwalały na uobecnienie owego claritas – blasku, jaki stanowił symbol samego Boga. Główna nawa kościoła przebiegała na linii wschód – zachód, prezbiterium, mieszczące ołtarz główny znajdowało się od strony wschodniej, co posiadało symboliczny charakter; u ołtarza rodziło się światło; natomiast wejście do świątyni, czyli próg między profanum a sacrum, znajdowało się od zachodu, do którego to wierny musiał odwrócić się plecami, aby stanąć twarzą w kierunku świętości, Boga objawiającego się w blasku.

Najmniejszy szczegół świątyni posiadał swe symboliczne znaczenie, począwszy od rzeźbionej elewacji zewnętrznych ścian (na ścianach zewnętrznych często przedstawiano demony, także w kształcie rzygaczy, oznaczające sferę profanum); poprzez portal tworzący nad wejściem tympanon wypełniony płaskorzeźbą ukazującą Chrystusa Tronującego, aż po dekorację rzeźbiarską wnętrza. „Rzeźby, barwne witraże, mozaiki na posadzkach przemieniają rozległe domy Boże w świetliste i migoczące budowle, podobne do tej, jaką Suger chciał mieć w Saint-Denis. Równocześnie jednak pionowe filary, skromne, ozdobione jedynie roślinnymi lub geometrycznymi rysunkami kapitele, kadencja regularnych krzyżujących się ostrosłupów, robiły na wchodzących do świątyni wrażenie jedności i powściągliwości”. Katedra była domem Boga na Ziemi, Boskim Jeruzalem, odbiciem Boskiego ładu, jakiego trudno było oczekiwać w średniowiecznym świecie, szczególnie zaś w średniowiecznym mieście, będącym przestrzenią gęsto i bezładnie zabudowaną, zamieszkałą przez różnego rodzaju element społeczny, trawioną przez zarazy…” 

fragment rozprawy doktorskiej Barbary GłydaMiasto – architektura – ciało człowieka. O przestrzeniach władzy

podobne: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału? oraz: W poszukiwaniu stwórcy, czyli… Naturalne i nadprzyrodzone poznawanie świata.  i to: Bogacz potężniejszy od władców czyli… sztuka dzielenia się pięknem

„…Pojęcie światła to coś pośredniego między ideą Platona, zwłaszcza ideą Dobra, a pojęciem bytu, a może raczej formy, Arystotela. W końcu, Tomasz Lundulf z Akwinu, który miał zostać według planów tatulka opatem benedyktyńskim, ale olał to i został bratem żebrzącym, ten cholerny grubas, zwany wołem w kolegium, nagle bez uprzedzenia zamienia się w baletnicę, co jo godom, w motylka i z tego napięcia między ideą a bytem, w tym swoim fantastycznym piruecie, wypuszcza w świat nie tylko nowe pojęcie bytu, ale i to bez czego bytu być nie może – istnienie.
Uszczypnij się panie bracie, pani siostro, i przekonaj – istniejesz. Twoje zmysły nie mylą twego umysłu, a pierwszy akt umysłu to nie reakcja rozdrażnionego pawiana, żeby ugryźć, ale prawie nieświadomy, jak samo oddychanie, tzw. sąd egzystencjalny: „To jest”. Boli więc jestem, jam jest. I to jest to światło, konkret katedry, każdego jej szczegółu wg Sugera, każdego detalu wszechświata. Niestety albo na szczęście światło niewidzialne dla zmysłów, zapośredniczone jedynie przez feerie fotonów, a nawet będące ciemnością dla poznania naturalnego, bo nic więcej nie da się powiedzieć o tym „jest coś”, można studiować sposób bytowania, ale nie oddzieli się istnienia od formy tego danego bytu, ono jest zabetonowane w formie na amen, nieodwołalne.
Sąd „jest coś” jest subtelny, jak powiew zefiru, i niewzruszony jak mur albo słup. I tu się zaczyna, choć niekoniecznie, tylko dla chętnych lub powołanych, nie mistycyzm, czyli spekulacje, ale mistyka, czyli łup łbem o słup, o słup, który dla Egipcjan był ciemnością, dla Izraelitów oświecał ich reditus, zwany mylnie exodusem — Jestem który jestem, święte imię Najwyższego, ukryte w Imieniu Zbawcy…” (magazynier 10 marca 2017)

*

Jeśli nie ma wizerunków nie ma komunikacji wśród ludzi. To proste przełożenie. Słowo to komunikacja góra-dół, kapral-szeregowy. Dopiero wizerunek wobec którego wszyscy są równi, bo jest o jednakowo wzruszający, bogaty i piękny powoduje, że wszyscy są równi przed Panem. (coryllus)

**

Nie podobała się jednak światu owa równość, i tak oto reewoluujemy od światła do…. „oświecenia” (pod władzę „tego który nie przepuszcza żadnej okazji”), prosto pod bezlitosny walec (koło) historii, która nas „wyrówna” inaczej… Najpierw „runą mury” kościołów i katedr… o tak Francja – burzenie kościołów… (Odys)

„…Oto ogłoszono, że Francja chce usunąć z kalendarza święta katolickie i zastąpić je muzułmańskimi oraz żydowskimi. Święto to jest część rytuału i trudno sobie wyobrazić, by poważni ludzie oddający cześć Bogu i wychowani w określonej tradycji zgodzili się akceptować zasady swojej wiary tylko częściowo, bo tak im pozwala republika. Zechcą więc zapewne wymusić na republice dalsze ustępstwa, które podkreślałby wagę ich tradycji w wymiarze publicznym jeszcze mocniej. Tylko niewiele osób zdaje sobie sprawę, że tak zwana swoboda myśli i przekonań właściwa jest tradycji chrześcijańskiej. Pozostałe zaś, wymienione tu wyznania, to są po prostu rządy tajnych sądów kapturowych, opartych o bardzo surową regułę religijną. W zapisach tej reguły nie ma na przykład miejsca na wyobrażania w jakikolwiek sposób postaci Boga i ludzi. Ktoś powie, że istnieje kultura świecka. Nie istnieje. To jest jasne i tylko największym durniom wydaje się, że jest inaczej. Nie istnieje żadna kultura świecka, bo jej utrzymanie jest w wymiarze prostej praktyki codziennej za drogie. Kultura świecka, żeby funkcjonować musi podpierać się terrorem. Nie ma wyjścia i to było ćwiczone wielokrotnie. Bez terroru ludzie rozejdą się w różne strony i skończy się kultura świecka. Nie wiem dlaczego ludziom się zdaje, że tym razem będzie inaczej. Francja zaś stoi właśnie przed wyborem – albo terror muzułmański, albo terror świecki. Republika nie obroni swoich tak zwanych zdobyczy, bo nikt jej urzędników nie rozumie już dziś po co miałby ich bronić. Poza tym za organizacjami religijnymi, którym republika chce przychylić nieba, ustawią się wkrótce w kolejce inne organizacje, rządy i korporacje, zainteresowane rozwaleniem republiki i przejęciem jej aktywów. Jesteśmy w sytuacji analogicznej do sytuacji w Rosji przed I wojną światową. Wszelkie ustępstwa na rzecz rewolucji powodują nasilenie terroru. Nie można jednak zrezygnować z ustępstw, bo do nich nakłaniają sojusznicy polityczni, którzy obiecują różne rzeczy, jak to na przykład zażegnanie kryzysu ekonomicznego czy inne jakieś historie. To nie są żadni sojusznicy, ale ludzie czekający na poważny kryzys, żeby się poważnie obłowić. Tak było wtedy i tak samo będzie teraz…

…Jesteśmy więc o krok od oficjalnego zanegowania wartości tej sztuki, a stanie się to poprzez zanegowanie rytuałów chrześcijańskich. Po cóż republice te zbiory, skoro nie wyróżnia się niczym chrześcijaństwa? Bo są osadzone w historii państwa? Ale teraz rozpoczyna się nowy rozdział tej historii, znacznie poważniejszy niż poprzednie i on zmieni to państwo na zawsze, tak jak zmieniła je rewolucja 1789 roku…” (coryllus – Co się stanie ze zbiorami sztuki chrześcijańskiej?)

podobne: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne? oraz: Koneczny: „Walka trwa, póki jedna z walczących cywilizacji nie zostanie unicestwiona” czyli… Co łączy masonerię z inwazją islamu na Europę (rozmowa z dr Stanisławem Krajskim). i to: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność. a także: Kultury dobre i złe, oraz prowokacje i profanacje czyli… obrzydzanie sztuki przez socjalistów. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu

Lucian Stanculescu – Burning Faith

Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”)


Gustave Dore - St. Francis Of Assisi

Gustave Dore – St. Francis Of Assisi

„…Jakże wspaniałe jest świadectwo Franciszka, który udał się z krzyżowcami do Egiptu w 1219 roku i stanął przed sułtanem Melek-El-Kamelem. Franciszek, praktykujący prawdziwą miłość bliźniego, chciał nawrócenia dla niego i jego poddanych. Zaczął więc nauczać o Bogu jedynym, o tajemnicy Trójcy Świętej, o konieczności nawrócenia się na chrześcijaństwo. Nie widząc jednak reakcji słuchaczy, zaproponował sułtanowi, że potwierdzi prawdziwość swej wiary rzucając się w ogień. Do tego samego wezwał duchownych muzułmańskich. Jednak ci propozycji nie przyjęli.
Za to sułtan poddał naszego świętego innej próbie. Melek-El-Kamel chciał się dowiedzieć, jaka jest naprawdę wiara i cześć Franciszka dla Ukrzyżowanego. Polecił zatem przez całą salę, w której miał gościć zakonnika, rozciągnąć dywan ozdobiony na całej powierzchni licznymi krzyżami. Sułtan twierdził, że jeżeli Biedaczyna z Asyżu przejdzie po krzyżach, znieważy swojego Boga, jeżeli zaś nie przejdzie, będzie to oznaczało, że go obraża. Wezwany Franciszek, będąc pod natchnieniem Ducha Świętego, przeszedł po dywanie i zbliżył się do sułtana. Ten uradowany, iż złapał świętego na bezczeszczeniu symbolu swej wiary, rzekł: – Wy, chrześcijanie, czcicie krzyż jako szczególny znak waszego Boga. Jak zatem nie lękałeś się podeptać tego znaku? A Franciszek odparł: – Powinniście pamiętać, że razem z naszym Panem zostali ukrzyżowani dwaj łotrzy. My mamy krzyż Jezusa Chrystusa, naszego Boga i Zbawiciela i ten krzyż czcimy, i ten przyciskamy do serca z całą pobożnością. Krzyż Chrystusa przeszedł do nas, u was zostały krzyże łotrów i nie mam żadnego lęku, by te krzyże deptać. 
Zaraz potem sułtan, chcąc złapać Franciszka na niekonsekwencji, zapytał chytrze: – Wasz Bóg uczy w Ewangelii, by nie odpłacać złem za zło, by nie odbierać płaszcza od tego, kto go wam zabierze… Tym bardziej więc chrześcijanie – wierni tym przykazaniom – nie powinni nachodzić ziem przez nas zabranych. I tutaj święty Franciszek odpowiedział bez wahania: – Wy nie znacie całej Ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa, w której gdzie indziej czytamy: „Jeśli twe oko gorszy ciebie, wyłup je i odrzuć daleko od siebie”. Znaczy to, że każdy człowiek, nawet tak bliski i drogi, jak oko w naszej głowie, powinien być od nas oddzielony, jeśli usiłuje odłączyć nas od wiary i od miłości naszego Boga. Dlatego chrześcijanie sprawiają wam przykrości i biją się o ziemie, które niesłusznie zajmujecie, bluźniąc przez swój kult imieniu Chrystusa. Jeśli natomiast powstałoby w was pragnienie miłowania i wyznawania Stwórcy i odkupiciela świata, chrześcijanie miłowaliby was jak siebie samych.*
Po takich słowach, św. Franciszek zyskał podziw i uznanie. Melek-El-Kamel nie chciał, żeby Franciszek go opuścił. Kiedy jednak Biedaczyna z Asyżu stanowczo postanowił wrócić do swojego świata, sułtan chciał podarować mu złoto i drogie kamienie. Święty – wierny ubóstwu – nie wziął niczego. Jedynie na znak przyjaźni przyjął róg z kości słoniowej, by mógł nim wzywać swych braci.
Na pożegnanie sułtan prosił, by Franciszek nie zapominał o nim w swych modlitwach.

…14 września 1224 roku, w uroczystość podwyższenia Krzyża Świętego, podczas jednej z ekstaz Franciszkowi ukazał się Ukrzyżowany Chrystus w otoczeniu skrzydeł serafińskich. Doświadczenie Bożej obecności przeszyło ciało i duszę świętego. Ból towarzyszył szczęściu, a rozkosz – cierpieniu. Kiedy ekstaza się skończyła, Franciszek zauważył ślady krwi tryskające z ran na jego rękach i nogach. Były to rany z wyraźnymi śladami po gwoździach. Tak Król Wszechświata odbił na ciele swego umiłowanego sługi swoje rany…”

źródło: ŚW. FRANCISZEK Z ASYŻU – odważny świadek Chrystusa

podobne: „Wszystko zgodnie z księgą”… W słowach proroka słychać krzyk Boga o sprawiedliwość oraz: Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan a także: Wiara to nie ozdoba a „judeochrześcijaństwo” nie istnieje (tak jak przemoc „w imię Boga”)

Gustave Dore - Krzyż

Gustave Dore – Krzyż

„Głównym zniekształceniem, jakiemu poddana została postać świętego Franciszka, jest ukazywanie go jako osoby sentymentalnej, głupkowatej, bez charakteru, zgodliwej i niezdolnej do stawienia czoła konfliktom. Ogólnie mówiąc: jako poczciwiny, czyli taki rodzaj człowieka, który w imię źle rozumianej i nieokreślonej miłości do tego stopnia sympatyzuje z błądzącymi i grzesznikami, że odrzuca potępienie grzechu i jego mężne zwalczanie (samego siebie czyniąc w ten sposób współwinnym, najpierw biernym, następnie zaś czynnym!). Uważa się, jakoby święty z Asyżu miał wynaleźć model apostolatu oparty na samym składaniu świadectwa, przy odrzuceniu nie tylko wszelkiej polemiki czy potępiania, ale też nakazów i zakazów, nawet motywowanych wymaganiami moralnymi czy religijnymi. Obecnie, w epoce odrzucającej wszelką formę krzywdzącej krytyki niepodlegającej dyskusji „godności ludzkiej”, a zatem pokojowego współżycia pomiędzy narodami, taki wzór miałby być jedynym dopuszczalnym .

Podobnemu wyobrażeniu Serafickiego Świętego całkowicie zaprzecza jego mężna i surowa postawa, jego żywiołowa i wymagająca nauka – słowem: całe jego konsekwentne i bezkompromisowe życie. Święty Franciszek wypowiadał się i postępował nie tylko w sposób łagodny, ale też surowy; potrafił harmonijnie łączyć lub równomiernie przeplatać oba style bycia, zgodnie z okolicznościami i możliwościami, wzbudzając nie tylko sympatię, ale też onieśmielenie i strach. Jego współcześni wspominali, że głosząc swoje nauki „Franciszek miał w sobie coś z budzącej postrach duszy świętego Jana Chrzciciela (…). Nigdy nie miał zahamowań, aby grozić swoim słuchaczom niezłomnym wyrokiem Bożym”.

„Nie milczał w kwestii ludzkich grzechów, które obrażały Boga i bliźniego. Bóg udzielił mu takiej łaski, że ktokolwiek, pokorny czy potężny, na sam jego widok lub zaledwie go słysząc, bał się jego świętości i żywił względem niego taką cześć, że nawet jeśli był przezeń upominany i czuł przed nim wstyd, to i tak napełniał się otuchą (…) i z czasem wracał do Pana” .

Franciszek ostrzegał na przykład, że „niewielu jest takich, którzy pragną przyjmować Pana i dostąpić przez Niego zbawienia” , ponieważ większość ludzi – łącznie z wiernymi! – nie wypełnia chrześcijańskiego obowiązku nienawiści względem wad i grzechów . Nie ograniczał się też do potępiania zła abstrakcyjnego, co często czyni się w dzisiejszych czasach, aby uniknąć krytyki i nieprzyjemności, lecz oskarżał i potępiał konkretne zło – czyli błądzących i grzeszników. Zwłaszcza jeśli były to osoby publiczne i stanowiły źródło skandali.

W istocie „uciekał przed kompromisem. Nie taił win innych ludzi, lecz bezlitośnie je obnażał; nie znajdował wytłumaczenia, lecz jedynie gorzkie wymówki dla tych, którzy żyli w grzechu (…). Nie bojąc się posądzenia o popadanie w sprzeczność, z całą szczerością głosił prawdę, tak, że nawet ludzi uczonych, znanych, o wysokiej pozycji społecznej, ogarniał w jego obecności zbawienny strach” .

Pewnego razu, gdy sprzeciwiło mu się kilku młodzieńców z Perugii, Franciszek ostrzegł ich, że ich arogancja i brutalność obrócą się przeciwko nim. Zakończył zaś swój atak następującą groźbą: „Nie ujdzie wam to płazem! (…) Ponieważ nie nauczyliście się niczego po dobroci, nauczy was gniew!”…

…Seraficki Ojciec usprawiedliwiał własny rygor twierdzeniem, że nie robi nic innego, jak tylko naśladuje Zbawiciela: w istocie Bóg karze tych, których miłuje, a zatem „kiedy Pan miłuje człowieka, nigdy nie waha się ukarać go w tym życiu”  w celu zachowania go od wiecznego potępienia. Dlatego też Franciszek zarysował surowość, jaką dobry przełożony powinien okazywać względem swoich braci: „Nie powinien nigdy odstępować od stanowczej normy sprawiedliwości; (…) powinien uważać, aby nadmierna ustępliwość nie powodowała nadużyć, ani zbytnia pobłażliwość nie skutkowała upadkiem dyscypliny. Słowem, powinien odwodzić braci od popełniania zła, jednocześnie pozwalając się miłować przez wszystkich” …”

Powyższy tekst jest fragmentem książki Guido Vignellego pt.: „Święty Franciszek odkłamany”. Włoski autor rozprawia się na jej łamach z mitami, które przez wieki narosły wokół postaci świętego. Oprócz rozdziału „Święty Franciszek nie był poczciwiną”, czytelnicy książki mogą dowiedzieć się, że nie był również między innymi: pacyfistą, ekumenistą, miłośnikiem islamu, propagatorem ekologizmu i nie występował przeciwko krucjatom.

źródło: Święty Franciszek nie był poczciwiną!

podobne: „Nie będzie lania wody. Kardynał Bergoglio nazywał rzeczy po imieniu!”  i to: Bóg to trzy filary: miłość Boga do człowieka, miłość człowieka do Boga, i strach człowieka przed Bogiem. a także: Ks. Jacek Gniadek: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…” (Jak zbudować własną skalę wartości?)  oraz: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych i jeszcze: Posłuszeństwo w Kościele czyli… Katolicyzm zobowiązuje (a jeszcze bardziej Bóg)

Wykład o. Andrzeja Zająca „Skąd znamy św. Franciszka” wygłoszony 14 lutego 2017 roku w Krakowie w auli bł. Jakuba Strzemię przy klasztorze Ojców Franciszkanów. Z innym fałszywym mitem rozprawia się dr hab. Roman Konik na wygłoszonym w bydgoskim Sacre-Coeur wykładzie pt. W obronie Świętej Inkwizycji

podobne: Templariusze. Słudzy Kościoła walczącego. Wyprawy krzyżowe i islamski dżihad

„…W Bogu jest prawo, ześrodkowanie wszystkich praw, w człowieku obowiązek ześrodkowania wszystkich obowiązków. Człowiek nazywa prawem swoim korzyść, jaka dla niego płynie z wypełnionego obowiązku obcego; wyraz prawo, na ustach jego błędnym orzeczeniem, skoro zaś posunie się on dalej i swoje błędne orzeczenie przemieni w teorię, teoria ta burze na świat sprowadza…

…Z katolicyzmem nie ma przejawu, któryby się nie wmieścił w porządek hierarchiczny przejawów, ani rzeczy któraby w porządek hierarchiczny rzeczy nie weszła. Rozum przestaje tam być racjonalizmem, bliżej mówiąc przestaje być ową latarnią świecącą sama przez się, a której nikt nie zapala i ukazuje się nam jako cudowna jasność zawierająca w sobie, razem wydająca poza siebie, wspaniałe światło dogmatu, najczystsze odbicie Boga, światła wiekuistego istniejącego samo przez się.

Co się tyczy wolności, wolność katolicka nie jest prawem sama w sobie ani też transakcją w kszałcie swoim zewnętrznym, nie zachowuje sie ona za pomocą wojny, nie powstaje z umowy, nie nabywa się podbojem. Wolność katolicka to nie bachantka pijana jako wolność demagogiczna; nie idzie ona pomiędzy narody przystrojona niby królowa jak wolnosć parlamentarna; trybunowie nie służą jej za dworzan; szmer tłumów jej nie usypia; nie ma armii stałych składających się z gwardzistów narodowych; na wozie triumfalnym rewolucji miękko rozpierać się nie lubi.

Przykazanie boskie są chlebem żywota. Tam gdzie katolicyzm włada, Bóg je podaje zarówno rzadzącym i rządzonym, sobie zostawiając prawo nie mogące być ustąpionym, do posłuszeństwa ze strony rządzących i ze strony rządzonych. Pod wezwaniem tudzież w obecności Boga panujący i poddany zawierają jakoby małżeństwo uświęceniem zbliżające się w istocie swojej do sakramentu raczej niż do umowy. Przykazania boskie wiążą obie strony. Poddany przyjmuje obowiązek słuchania z miłością panującego, którego Pan Bóg postawił, a postawiony panujący przyjmuje obowiązek władania z miłością i łagodnością poddanymi, których Bóg oddał w jego ręce. Kiedy poddani nie przestrzegają posłuszeństwa i miłości, Pan Bóg dopuszcza tyranię, kiedy panujący nie przestrzega miłości i łagodności, Pan Bóg dopuszcza rewolucję. Tyranie zwracają poddanych do posłuszeństwa, rewolucję zwracają panujących do łagodności. Oto podobnie jak człowiek wyprowadza złe z dobrego, które jest dziełem bożym, Pan Bóg wyprowadza dobre ze złego, które jest dziełem ludzkim. Dzieje nie są niczym innym, jak opowiadaniem o rozmaitych kolejach tej olbrzymiej walki między dobrem a złem, między wolą bożą, a wolą ludzką, między Bogiem najmiłosierniejszym a człowiekiem zbuntowanym.

Tam gdzie przykazania boże są ściśle wykonywane, gdzie książęta rządzą łagodnie, a ludy słuchają, łagodność i posłuszeństwo ożywiając miłością, to obopólne poddanie się rozporządzeniom bożym, wywiązuje się w pewien porządek społeczny, w pewiem ład towarzystki, w pewną pomyślność zarazem osobistą i wspólną, które nazywam stanem wolności. Stan to wolności rzeczywiście, bo sprawiedliwość tam panuje, a właśnie sprawiedliwość czyni nam wolnymi. Oto, na czym się zasadza wolność dzieci bożych, wolność katolicka. Wolność ta nie jest rzeczą określoną, szczegółową i konkretną, nie stanowi części składowej organizmu politycznego ani się liczy między rozmaite instytucje towarzyskie. Jest to coś innego a razem coś więcej; jest to przypadek ogólny dobrego rozporządzenia wszystkich instytucji, jakoby zdrowie ogólne organizmu, które więcej znaczy niż jeden członek zdrowy; jakoby życie ogólne ciała towarzyskiego i politycznego, droższe od życia jednej kwitnącej instytucji. Wolność katolicka równie jak dwie rzeczy, o których mowa, rzeczy wyśmienite między najwyśmienitszemi, znajdując się wszędzie, nie znajduje się wyłącznie w żadnej pojedynczej części. Wolność ta jest tak święta, że ją każda niesprawiedliwość rani, tak mocna a zarazem tak krucha, że z jednej strony wszystko ją ożywia, z drugiej najmniejsze nieporządne wstrząśnienie zachwiewa; tak kochająca że ludzi do miłości prowadzi; tak łagodna, że pokój między ludźmi czyni; tak cicha i skromna, że choć przyszła z nieba by zapewnić szczęście wielu, znana jest mało od kogo, niczyich oklasków nie wywołuje; sama ona nie wie jak się nazywa, a jesli wie to milczy i dzieje się, że świat nie zna jej imienia…

…Nic dziwnego, że tak sprzecznymi idąc drogami, katolicyzm i filozofizm tak odmienne dają owoce. Od osiemnastu wieków w katolicyzm na swój sposób dyskutuje, a ten sposób zapewnił mu zwycięstwo w każdej dyskusji. Wszystko wobec niego przemija, rzeczy czasowe i sam czas, on tylko jeden nie przemija. Katolicyzm pozostaje tam, gdzie go Pan Bóg postawił, niewzruszony wśród wielkich zawieruch, jakie sprawia życie ogólne. On jeden zyje życiem właściwym w świecie, w którym wszelkie życie jest do czasu. Na ciemnym padole, gdzie śmierć wszechwładna panuje, do niego jednego dostąpić jej nie wolno. By dać dowód sił swoich raz onn sobie powiedział: wybiorę wiek barbarzyński i cudami go moimi uświetnię; i wybrał trzynaste stulecie i ozdobił je czterema pomnikami najwspanialszymi z pomników, jakie wzniósł geniusz ludzki. Pomnikami, o których mówię były: Summa teologiczna Świętego Tomasza, Kodex de las Partidas Alfonsa Mądrego, Boska komedia Dantego i Katedra kolońska.

Racjonalizm od czterech tysięcy lat dyskutuje po swojemu, i cóż zostawił by unieśmiertelnił pamięć swoją? Oto zostawił dwa nieśmiertelne pomniki, Panteon, w którym leżą poobalane wszystkie filozofie i Panteon, w którym leżą poobalane wszystkie konstytucje.

Co się tyczy parlamentaryzmu, niepodobna mi o nim mówić. Zapytam się tylko, co by się z nim stało w narodzie prawdziwie katolickim, tam gdzie człowiek wie od swojego urodzenia, że winien jest Panu Bogu rachunek ze słów nieużytecznych?”

źródło: Juan Donoso Cortes – List do wydawcy dziennika Heraldo [1852]

podobne: Ks. Mariusz Sztaba: Jan Paweł II o wolności jako darze i zadaniu w życiu społecznym oraz: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału? i to: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania  polecam również: Duchowy analfabetyzm i wewnętrzna samotność naszych czasów czyli „Na tropie ukrytego Boga”… Niby, możesz… wszystko? a także: „Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać miłosierdzie” czyli… Poezja Bożej miłości.

Jean Leon Gerome - Moses on Mount Sinai

Jean Leon Gerome – Moses on Mount Sinai

„…Nowożytna Anglia była pierwszym prawdziwie policyjnym państwem na świecie, a skutki działań owego państwa pierwsi odczuli na własnej skórze właśnie angielscy katolicy. Wobec odstąpienia króla Henryka od Kościoła, wobec pozwolenia na grabież mienia kościelnego i klasztornego, wobec całej tej ohydy spustoszenia, jaka przeszła przez Anglię ostatnich Tudorów, katolicy nie mogli zachowywać się biernie. A skoro nie mogli, okrzyknięto ich zdrajcami stanu i zmuszono do emigracji, tych zaś, którzy pozostali prześladowano w sposób, przy którym wszystkie szykany doświadczane przez innowierców na kontynencie, to bułka z masłem

…Wielu zostało złamanych, ale większość umierała za wiarę. Pamięć o nich została pogrzebana na kilka stuleci, w czasie których protestancka propaganda, podkreślała upiorną rolę jaką w dziejach odegrało Święte Oficjum, całkowicie pomijając prześladowania jakimi gnębiono katolików. Wspomnienia ojca Johna Gerarda, należą do nielicznych ocalałych relacji z tego czasu. Noszą one tytuł „Łowcy księży” i w zasadzie skupiają się na drobiazgowych opisach życia wspólnot katolickich w Anglii dobry elżbietańskiej, które żyły w ciągłym zagrożeniu. Co mogło spotkać katolika w Anglii za panowania dobrej królowej Elżbiety, katolika, który nie był księdzem, a jedynie zwykłym poddanym? Przede wszystkim konfiskata majątku ruchomego i nieruchomego, a gdyby uporczywie trwał przy swojej wierze – także śmierć. Mężczyzn zabijano podobnie jak księży, ale dla kobiet przygotowywano coś specjalnego….” (papug.pl coryllus – Łowcy księży)

„…Zaprowadzono mię więc pod jeden z ogromnych filarów drewnianych, wspierających szerokie sklepienie podziemia, i zaopatrzonych u góry w mocne obręcze żelazne. Włożono mi na ręce kajdanki, i kazano wstąpić na matę rusztowania, na dwa czy trzy stopnie wysokie. Potem mi podniesiono w górę ramiona, wpuszczono gruby drąg żelazny naprzód w obręcze kajdan moich w ręku, a następnie we wspomniane wyżej obręcze u góry filaru, i żelaznymi klinami takowy przymocowano. Dopełniwszy tych przygotowań, usunięto mi spod nóg stopień, na którym stałem, wskutek czego ciało moje pozostało zawieszone w powietrzu za ręce. Ponieważ jednak i tak jeszcze końcami palców u nóg lekko dotykałem ziemi, a nie było sposobu podnieść mię wyżej, innego przeto użyto środka, i ziemię spod nóg mi odgarniono…” (Fragment książki do kupienia tu: Księgarnia Coryllusa)

podobne: Plankt na śmierć Bolesława Chrobrego. Święci i sprawiedliwi: królewicz Kazimierz Jagiellończyk i Joanna d’Arc (Kaczmarskiego)  oraz: Poniewieranie Chrystusa i Jego Kościoła i to: „Księża a społeczeństwo”… Jawny i tajny socjalizm… Zasady chrześcijańskiego współżycia kontra kolektywizm (w gospodarce).

Gustave Dore - The Christian Martyrs

Gustave Dore – The Christian Martyrs

Naj z obecności… Potęga miłości. Dobra Nowina.


 

Aleksej Gennadievitsch Kulakov - Narodzenie

Aleksej Gennadievitsch Kulakov – Narodzenie

„…Suche fakty są następujące – w sytuacji zagrożenia, w Twoim umyśle uruchamia się mechanizm ucieczki, a jednym z najpowszechniejszych sposobów manifestacji tego mechanizmu jest ucieczka w wyobraźnię. Zamiast myśleć o tym, co będzie, lepiej to sobie wyobrazić, bo nawet największy, ale wyobrażony koszmar, staje się w ten sposób czymś bardziej oswojonym od koszmaru niewyobrażonego, a zatem nieznanego. A tego, co nieznane, zawsze boimy się najbardziej.

Jedyny sposób na to, jak wydostać się z tej pułapki? Zaufać. Uwierzyć w to, że wszystko jest takie, jakie powinno być, że wszystko jest częścią planu, nawet jeżeli chwilowo trudno nam jeszcze ten plan zrozumieć, a dopiero go zaakceptować. Trudność z zaufaniem – zwłaszcza w sytuacjach w trudnych i krytycznych – polega jednak na tym, że strach jest potężną siłą. I że człowiek nie jest w stanie przeciwstawić mu się samodzielnie.

Istnieje jednak siła – jedyna siła we wszechświecie – zdolna zwalczyć strach. Ta siła ma na imię miłość. „W miłości nie ma lęku, bo doskonała miłość usuwa lęk”, czytamy u świętego Pawła. Dodajmy – tylko ona. Tylko miłość potrafi zwyciężyć. A to oznacza, że jeśli masz miłość w sobie, jesteś w stanie pokonać każdy strach, a nie ma niczego potężniejszego od strachu, co mógłbyś pokonać. Miłość kojarzy nam się czasami ze słabością, jakże błędnie. Miłość to siła…” (Magazyn Zapisz – Zwycięstwo)

Jak żeś miłość swoją zmieścił
w ciele takim małym
któż ogarnąć Jezu może
Nikt na świecie całym

Gdyś się rodził w brudnej stajni
z ludzkiej Matki – Boże
nikt nie myślał żeś największy
Z Ojca w Niebie stworzeń

Poza Twymi rodzicami
którzy tamtej nocy
choć dziecięciem Cię witali
Wiedzieli o mocy

Której w pokorze czekamy
cichej obecności
boś Emanuel – „Bóg z nami”
Zbawiciel ludzkości

Odys, 24 grudzień 2016

poprzednio: „Bijąca w sercu kolęda” czyli „Jest taki dzień…”

Marcin Gajda – Najcichsza obecności

Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim dziecięcej ufności w… i rodzicielskiej odpowiedzialności za… miłość z którą Jezus przychodzi do każdego człowieka… na której wzajemność czeka… nie tylko od święta… (Odys)

Dobra Nowina – Jak się modlić #2 – Cześć Boże!

O materii wynikającej z ducha (Stefan Oleszczuk i dr Jan Przybył) i sensie istnienia samorządów (coryllus)


Delawer Omar - Ratuj ich

Delawer Omar – Ratuj ich

„Dr Jan Przybył rozmawia ze Stefanem Oleszczukiem – byłym burmistrzem, który kierując gminą osiągnął gospodarczy sukces i przeszedł do historii polskiej samorządności.

Gdy w 1990 roku Stefan Oleszczuk (były działacz opozycji antykomunistycznej i więzień stanu wojennego) został burmistrzem Kamienia Pomorskiego, zadłużenie miasta wynosiło 40% planowanego budżetu i brakowało pieniędzy nawet na oświetlenie ulic i wypłaty dla pracowników. W wyniku reform podjętych przez Stefana Oleszczuka ograniczono biurokrację (z 57 do 27 urzędników w Urzędzie Gminy), spłacono lokalne długi, sprzedano lokale komunalne ich dotychczasowym użytkownikom za 5% wartości, obniżono wszystkie podatki i opłaty lokalne do najniższych dopuszczalnych prawem wysokości, pieniądze z gminnego budżetu inwestowano w rozbudowę lokalnej infrastruktury.

Rezultatem polityki realizowanej przez burmistrza Oleszczuka była nadwyżka w wysokości 70% planowanego budżetu.

Zmiany dokonywane przez Stefana Oleszczuka były podawane jako wzór lokalnej gospodarności a o sukcesie Kamienia Pomorskiego pisano w Polsce oraz w Europie Zachodniej, USA, Kanadzie a nawet w Australii oraz Indiach.

Sukcesowi Kamienia Pomorskiego poświęcono kilka prac magisterskich i jedną doktorancką.”

na argumentyCzłowiek człowiekowi Chrystusem (Stefan Oleszczuk, dr Jan Przybył)

podobne: Ks. Jacek Gniadek: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…” (Jak zbudować własną skalę wartości?) oraz: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych i to: „I poznam wszystek rzeczy sens jakem poznany. Wybiorę miłość jak ja sam jestem wybrany”. Monika i Marcin Gajdowie o pracy nad sobą. a także: Zenon Dziedzic: Esej o indoktrynacji. Istotą pełni życia człowieka myślącego jest jego wolność. polecam również: Ks. Mariusz Sztaba: Jan Paweł II o wolności jako darze i zadaniu w życiu społecznym i jeszcze: Rzadkość zasobów w polemice z antyekonomią granic, dyskryminacji i importu. Nie samym chlebem żyje człowiek czyli o bogactwie i moralności oraz: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną

„…samorządy są po to, by organizować rynki konkurencyjne dla sieci sklepów wielkopowierzchniowych. Samorządy dysponują powierzchnią handlową, którą mogą wynajmować lub udostępniać za darmo. Mogą organizować targi trwające dwa dni, albo dwa tygodnie jak się komu podoba, mogą specjalizować się w branżach, które nie dość, że dadzą coś zarobić to jeszcze nakręcą koniunkturę handlową i turystyczną. Ktoś powie, że to wszystko już jest. Oczywiście, jest ale nie na taką skalę o jakiej myślę. Mamy jakieś jarmarki, jakieś dożynki i okolicznościowe imprezy, ale tu chodzi o coś innego…

…Przyjeżdżamy, wystawiamy towar, płacimy placowe i handlujemy. To są targi…

…Żeby targi miały sens i każdy był z nich zadowolony muszą być dostępne dla wielu wystawców czyli muszą być tanie, dobrze promowane i powinny trwać długo. Tak jak Jarmark Dominikański, który co prawda nie spełnia tej funkcji, o której myślę, a jedynie próbuje ją naśladować. Na dobrych targach nie można handlować atrapami…

…Targi to dystrybucja, czyli obok produkcji żywności najważniejsza rzecz na świecie, nad którą wszyscy chcą sprawować kontrolę. To się odbywa za pomocą różnych narzędzi zwanych dawniej przywilejami, a dziś wolnym rynkiem, na którym rządzą sieci i producenci z tymi sieciami związani. Zestaw ten: producenci + sklepy wielkopowierzchniowe podpięty jest pod banki za pomocą agrafki kredytowej. Cały zaś system zasilamy my kupując i płacąc swoimi ciężko pożyczonymi z tego samego banku pieniędzmi, od których bank ów nalicza nam odsetki. I to mamy problem poważny, o wiele poważniejszy niż intencja organizatora targów. Może się bowiem okazać, że każdy najmniejszy ruch skierowany przeciwko temu systemowi zostanie zauważony i unieszkodliwiony już na samym początku. Tutaj jednak upatrywałbym tę szczególną rolę samorządów, które teoretycznie mają władzę w mieście lub województwie. Nie są bytami gospodarczymi, a w wyłaniane są – w teorii oczywiście – w wolnych wyborach. Tak naprawdę władza samorządowa wzmacnia się poprzez kooptację, tak jak w średniowieczu. I teraz uwaga, to co mówię jest tym do czego tęsknią i wzdychają wszyscy naiwni dziejopisowie od lat najdawniejszych, to jest owo sławetne wzmocnienie roli miast. Co się w praktyce sprowadza do wzmocnienia mafii miastami rządzących i niech mi się tu żaden urzędnik nie obraża, bo wszyscy wiemy jak jest. I teraz najważniejsza rzecz: czy nasze rodzime, lokalne mafie miejskie i wiejskie stać na to by zadbać o własne interesy? Czy stać ich na zorganizowanie czegoś na kształt ryskiego Bractwa Czarnogłowych, czy stać ich na samodzielne ściągnięcie z daleka kapitału, kredytu, na zorganizowanie targów trwających długo, targów tanich, na których zarobić mogliby ludzie spoza miasta, płacąc przy tym coś miastu? Jeśli nie to trzeba się zastanowić dlaczego tak jest. Dlaczego miasta polskie i polskie samorządy, zajmują się jedynie dystrybucją pieniędzy na mniej lub bardziej idiotyczne festyny, gdzie co prawda odbywa się jakiś handelek, ale to jest przeważnie sprzedaż waty cukrowej. Miasta polskie zajmują się – jeśli się temu dobrze przyjrzymy – organizowaniem rozrywek za nie swoje pieniądze. Rozrywek drogich i nie rokujących na przyszłość. Wszystko zaś to odbywa się pod szyldem „promocja”. To jest oczywiście potrzebne, ale trzeba się zastanowić do kogo promocja jest skierowana i co jest w ofercie…

…Handel zaś to konkurencja z sieciami, te zaś są emanacją banków. Pytanie brzmi: czy jest siła i odwaga, by się za to zabrać? Nie wiem. Wiem, że w każdym samorządzie znajduje się kilka etatów dla różnych osób, których istotne funkcje nie są do końca rozpoznane. Ja nie wiem czym się ci ludzie zajmują, ale sugestię mam taką: kiedy ktoś wpada na dobry pomysł, na przykład na pomysł ściągnięcia wszystkich drobnych, polskich producentów odzieży, na miesiąc do takiego miasta jak Brzeg, albo Żyrardów, od razu podnoszą się w górę ręce ludzi, którym ten pomysł się nie podoba. Nie podoba się, bo są ważniejsze sprawy. Jakie? Wydawanie pieniędzy na festiwale i książki o chlubnej przeszłości grodów?
Moje pytania brzmią: na ile polskie miasta są samorządne? Na ile są podporządkowane Warszawie, a na ile jakimś innym ośrodkom władzy, których nie rozpoznajemy do końca…” (salon24, coryllus – O sensie istnienia samorządów)

podobne: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia. i to: Czerwonym szatanom bez żadnej klasy o polskiej prywatnej własności i ziemi czyli… jak Karp międzynarodowym rynkiem zbożowym zatrząsł, oraz wspomnienia księdza Blizińskiego oraz: gigantomania chorobą samorządów a także: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność polecam również: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach i  jeszcze: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii oraz: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie polecam również: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? a także: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

Rafał Zawistowski – Dwie Polski

Ja(k)człowiek


Igor Morski - Anioł

Igor Morski – Anioł

*

Choćbym wszystkie świata zmysły

posiadł w swej mądrości

nawet kropli nie zrozumiem

z głębi Twej miłości.

**

Więc choć skrzydeł mi dodajesz

bym nie trwał w marności

wciąż przyziemnych pragnień więzień

czekam Twej litości.

nieludzkiej wolności

***

Odys, wrzesień 2016

Peter Lippert (miłość, cierpienie, przebaczenie)

do muzyki: Dobrze że – Grupa Bohema

 

Duchowy analfabetyzm i wewnętrzna samotność naszych czasów czyli „Na tropie ukrytego Boga”… Niby, możesz… wszystko?


„Niby jesteś
a jednak nie
Niby chcesz
ale wiesz że to źle

(…)

Jesteś blisko
Niby tak
Niby żyjesz
Tylko jak”

źródło: A.Rozzett „Niby” 

15.05.2016, Watykan (PAP) – Rozpowszechniony duchowy analfabetyzm i wewnętrzna samotność, która staje się egzystencjalnym smutkiem – to zdaniem papieża Franciszka – znaki naszych czasów. Ojciec Święty mówił o tym podczas niedzielnej mszy w Watykanie w uroczystość Zesłania Ducha Świętego.

Punktem wyjścia papieskich rozważań były słowa z Ewangelii świętego Jana: „Nie zostawię was sierotami”.

Franciszek podkreślił, że celem misji Jezusa było to, aby ludzie nie byli już sierotami, a stali się na nowo dziećmi Bożymi.

„Także w naszych czasach można spotkać różne znaki naszej sytuacji sierot: wewnętrzną samotność, którą odczuwamy również pośród tłumu i która niekiedy może stać się wewnętrznym smutkiem; rzekomą autonomię od Boga, jakiej towarzyszy pewna nostalgia za jego bliskością; rozpowszechniony analfabetyzm duchowy sprawiający, że jesteśmy niezdolni do modlitwy” – powiedział Franciszek.

Papież zauważył, że wierni mają trudność z odczuwaniem tego, iż życie wieczne jest prawdziwe i realne oraz z rozpoznaniem w innym człowieku brata, jako syna tego samego Boga.

Wszystko to zdaniem papieża stoi w sprzeczności z pierwotnym powołaniem „synów Boga”, które określił jako „nasze najgłębsze DNA”.

„Możemy postrzegać siebie jako bracia, a nasze różnice pomnażają tylko radość i zdumienie z przynależności do tego jedynego ojcostwa i braterstwa” – przypomniał papież podczas mszy w bazylice Świętego Piotra. (PAP, stooq.pl)

źródło: Papież: duchowy analfabetyzm i wewnętrzna samotność naszych czasów

Wszystko możesz z życia brać
na co tylko chcesz cię stać
lecz uważaj bracie siostro
żeby cię T O N I E  przerosło.

Łatwo życie zalać „kasą”
przyjemności „pierwszą klasą”
lecz cóż zyskasz siostro bracie
godność topiąc w tym brokacie.

Nauka Pływania – Odys,  15 maj 2016

polecam: Godność (2ryby.pl)  i  Ks Piotr Pawlukiewicz Przemiana serca poprzez kryzys 

„…Obojętność religijna, która zatacza coraz szersze kręgi jest symptomem jakiejś powolnej atrofii „potrzeb” ducha wyjaławiającej nasze społeczeństwa. Myślę tu o postępującym niepojawianiu się głębokich pragnień duchowych, spadku wrażliwości na kulturę wyższą i obniżonej zdolności do samorefleksji.

Przez wieki obecność Boga w kulturze zachodniej jawiła się jako coś samozrozumiałego. Dla setek pokoleń Bóg stanowił nie tylko „przyczynę” wyjaśniającą świat, lecz zajmował najwyższe miejsce w hierarchii wartości. Ten paradygmat uległ jednak w dzisiejszych umysłach znacznemu przeobrażeniu. Żyjemy bowiem w społeczeństwach, które naznaczone są procesami technicyzacji oraz gwałtownym rozwojem nauki i komunikacji. Świat zdaje się być dzięki temu mniejszy i łatwiej pojmowalny. Dzięki zdobyczom przemysłu i ludzkiej twórczości mamy do dyspozycji coraz więcej dóbr, które produkujemy jak na zawołanie. Życie również zaczyna stawać się jednym z „produktów”, który można dowolnie wytwarzać i nim rozporządzać Instrumentalizacja życia, biorąca początek już we współczesnych laboratoriach genetycznych, przyczynia się do odzierania go z tajemnicy i zagadkowości…

Media ogarniające już niemal wszystkie dziedziny życia zalewają nas na bieżąco niezliczoną liczbą informacji i opinii. Ów nadmiar prowadzi nieraz do bezwiednego przyjmowania gotowych rozwiązań i wzorców postępowania bez podjęcia jakiejkolwiek refleksji. Te same media czynią nas codziennie świadkami zatrważających okropności i nieszczęść. W ten sposób konfrontowani jesteśmy ze światem, który nie odpowiada obrazowi dobrego Boga. Ubóstwo, niesprawiedliwość i liczne cierpienia niewinnych są wymownym znakiem naszych czasów. Człowiek przestaje być dla drugiego człowieka kimś wyjątkowym. Ludzka godność deptana jest na każdym kroku. Łatwiej  wyprawić dzisiaj sondę badawczą na Marsa, niż żyć w pokoju z ludźmi innej rasy czy religii.

Nie dziwi więc chyba fakt, dlaczego Bóg wydaje się dla wielu odległy. W sercach dotkniętych obojętnością pragnienie Boga w ogóle się nie pojawia. Czy to znaczy, że znikło ono na zawsze? Bynajmniej. Raczej zostało głęboko stłumione. Z kolei ludzie szukający  tęsknią pomimo przeciwności za bliskością Boga. Szukają Go właśnie w tym świecie, w którym wynaturzenia systemów politycznych, rozwój techniczny i brak poszanowania podstawowych praw ludzkich starają się wyprzeć Boga poza ramy życia społecznego. Szukają głębszych korzeni swojej egzystencji i zasadności życia w obliczu cierpienia, choroby i śmierci…

…Być może jednym z wyzwań przed jakim staje dzisiaj Kościól polega na tym, aby szukać Boga tam, gdzie wydaje się, że Go nie ma. Myślę, że właśnie takie doświadczenia mogą okazać się zaczynem nowego odkrywania Boga, zarówno w skali całego społeczeństwa jak i w życiu osobistym, Boga jako Kogoś zupełnie Innego, a zarazem Bliskiego. Problemem nie jest zatem ogłoszona przez niektórych „śmierć” Boga w naszej kulturze, lecz zauważanie Jego ukrytej bliskości we wszystkim, co dzieje się na naszych oczach

…Liczne świadectwa biblijne i mistyczne potwierdzają, że ciemności okalające duszę nie są czymś odosobnionym w relacji pomiędzy Bogiem i człowiekiem. Większość psalmów to wołanie do Boga z głębi bezsilności i strapienia. W księdze Jeremiasza natrafiamy ponadto na irytujące pytanie skierowane do Izraela: Czy jestem Bogiem tylko z bliska – wyrocznia Pana – a z daleka już Nim nie jestem? (Jr 23, 23) Byłoby zatem niewiarą liczyć się z Bogiem jedynie wtedy, kiedy Jego bliskość jawi się jako niezaprzeczalny fakt. Bóg może się oddalać od poszczególnego człowieka, czy znikać ze świadomości całych społeczeństw, ponieważ ma po temu swoje powody. Jednym z nich może być próba uwolnienia nas złudnych oczekiwań i iluzji prowadząca do przemiany rozumienia rzeczywistości, naszego stosunku do Boga, do nas samych, czy do drugiego człowieka. Czasem Bóg pragnie nam uzmysłowić, że pomimo Jego niezawodnej bliskości pozostaje On wolny i suwerenny.  Nie przybędzie na każde nasze zawołanie, aby rozwikłać wszystkie możliwe sprzeczności tego świata, a tym bardziej wówczas, kiedy próbujemy nim manipulować. On sam decyduje kiedy i jak może się nam objawić…” (Dariusz Piórkowski SJ, artykuł ukazał się w portalu mateusz.pl)

całość tu: Na tropie ukrytego Boga

„możesz zaprzeczać, możesz
ignorować wciąż i wciąż, możesz
udawać, że to wszystko to ściema
że zła i dobra, tak naprawdę nie ma
***
że ludzie ze strachu wymyślili religię
możesz negować każdą prawdę
możesz zaprzeczać istnieniu duszy
nikt nie zmusi Ciebie, nic Cię nie ruszy
***
możesz żyć dla samego życia
miłość, chemią i biologią tłumaczyć
popędy i błędy ludzką głupotą przyklepywać
możesz swoje serce tak zbywać
***
całe życie możesz w minutach określić
duchowy świat jedynie w filmach
możesz tak naprawdę umieścić
możesz to wszystko, bo takie masz prawo
***
możesz ż y c i e nazwać zabawą…”

źródło: Zczarny ”możesz”

podobne: „Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać miłosierdzie” czyli… Poezja Bożej miłości. oraz: Posłuszeństwo w Kościele czyli… Katolicyzm zobowiązuje (a jeszcze bardziej Bóg). i to: Bóg to trzy filary: miłość Boga do człowieka, miłość człowieka do Boga, i strach człowieka przed Bogiem. a także: Ks. Jacek Gniadek: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…” (Jak zbudować własną skalę wartości?) polecam również: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?

Brian Jekel - Uzdrowienie Ślepca (Jezus)

Brian Jekel – Uzdrowienie Ślepca

W Hiszpanii nie ma rządu a gospodarka rośnie. Opłacalność „ekonomi trynitarnej” kontra interwencjonizm państwowy.


socjalizm-vs-kapitalizm

„Impas rządowy w Hiszpanii trwa. Ugrupowanie o największym społecznym poparciu, czyli prawicowa Partia Ludowa nie była w stanie utworzyć większościowego rządu. Mutatis mutandis upadł wcześniej niedoszły gabinet Partii Socjalistycznej. W związku z tym po czterech miesiącach negocjacji, nie doszło do utworzenia nowego rządu. Kolejne wybory odbędą się w czerwcu. Informację o tym, iż nie ma możliwości powołania nowego rządu podjął król Filip VI. Co ciekawe jednak, podkreśla się, iż brak rządu nie wpływa obecnie w zły sposób na stan gospodarki. Jest wręcz przeciwnie – wzrosła ilość kredytów hipotecznych oraz kredytów dla biznesu, o czym informuje Antonio Garcia Cantera z banku Santander. To jednak nie koniec dobrych wieści, gdyż statystyki wskazują na jednoczesny wzrost sprzedaży detalicznej o 4.4%. Okazuje się więc, że brak rządu przez te kilka miesięcy nie zaszkodził gospodarce, a wręcz przeciwnie. Weryfikacja nastąpi w momencie wybrania nowego rządu.” (http://namzalezy.pl/)

źródło: W Hiszpanii od kilku miesięcy nie ma rządu, a gospodarka rośnie

podobne: Liberalizm – to działa! Czyli „Europa kładzie się do trumny” oraz: Eurokołchoz: Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromis, Niemcy mówią NIE. Trader21 o greckiej tragedii. W Hiszpanii Banki Żywności dla biednych. Finansowe kłopoty Włochów. i to: Efekt płacy minimalnej w Hiszpanii? Stada bezrobotnych kretynów. a także: Eurokołchoz: w budżecie brakuje a hiszpańskie wioski na sprzedaż polecam również: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność.

„…Nawet małe dziewczynki wiedzą, że kupowanie czegoś opłaca się tylko do pewnego momentu – a gdy cena przekroczy pewien pułap, zakup jest błędem. Dokładnie to samo się dzieje, gdy przedsiębiorca chce zakupić czyjąś pracę. Do pewnego momentu jest gotów zapłacić, ale gdy jej cena wzrośnie powyżej pewnego poziomu, jej wynajmowanie traci sens. Tym poziomem jest oczywiście koszt zatrudnienia alternatywnego wobec pracy rozwiązania – w tym przypadku maszyny. Nie rozumieją tego jednak (albo raczej udają, że nie rozumieją) związki zawodowe i różni „intelektualiści” pracujący dla rządów, oraz sami politycy, którym wydaje się, że można dowolnie żonglować cenami na rynku i nie stanowią one żadnej użytecznej informacji dla przedsiębiorców, pracowników i konsumentów. Upierają się więc, że wystarczy zatem podnieść jedną z tych cen, aby jeden z uczestników wymian rynkowych – w tym przypadku pracownicy – skorzystał. Ignorowanie procesów rynkowych jest jednak niemożliwe, co pokazują niezliczone przykłady podobne do postępowania sieci restauracji fast-food Wendy’s…” (Rafał Trabski – Wendy’s kontra idioci)

podobne: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy podatki dają pracę? (czy może odbierają)  oraz: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii.

„…Ludwig von Mises (†1973) pokazał, że system rynkowy ujęty w ramy prawne i kontrolowany przez ograniczony rząd szanujący własność prywatną, jest zdolny postawić zupełnie różne i wolne podmioty na rynku w pozycji twórczej współpracy i wymiany. Jego subiektywistyczna teoria wartości tłumaczy istotę tej wymiany, która stanowi podstawowy element ludzkiego działania. Wymiana jest to otrzymywanie przez obie strony dóbr bardziej przez nie cenionych i pozbywanie się dóbr mniej wartościowych z ich punktu widzenia w danym momencie czasu. To przeciwieństwo stanowiska znanego od czasów Arystotelesa (†322 p.n.e.), że dobra są wymieniane tylko za towary o takiej samej wartości. Austriacki ekonomista wykazał wyraźnie, że wartość nie zawiera się w rzeczach, ale zależy od obopólnej zgody kupującego i sprzedającego na wolnym rynku i jest nierozerwalnie związana z aktualnym wyborem. Wartość rzeczy zależy więc od celu, jaki człowiek przypisuje swojemu działaniu, i który znany jest tylko jemu. Międzyosobowa wymiana dóbr i usług zawiązuje więzy, które jednoczą ludzi w społeczeństwo.

Murray Newton Rothbard (†1995), amerykański ekonomista i uczeń Misesa, rozpoczął jeden ze swoich wykładów od postawienia pytania: „Co jest przeciwieństwem komunizmu?”. Z sali wykładowej padła od razu odpowiedź, że jest nim kapitalizm. To pierwsza odpowiedź, która ciśnie się każdemu z nas na usta. Rothabrd poprawiał zaskoczonych studentów i wyjaśnił, że przeciwieństwem kolektywizmu jest tylko indywidualizm. Wolna ekonomia – tak o właściwe pojętym kapitalizmie pisał w encyklice społecznej Centesimus annus (1991) bł. Jan Paweł II – to wspólnota potrzebujących siebie nawzajem ludzi, bez której nie byłoby wolnorynkowej wymiany. Mises był zdecydowanym obrońcą jednostki przed uciskiem ze strony państwa, ale w żadnym wypadku nie oznacza to, że afirmuje on bezwzględny indywidualizm. Austriacki ekonomista ma świadomość tego, że najbezpieczniejszym miejscem dla człowieka jest społeczność. Każda jednostka na wolnym rynku wie, że jej własny interes jest najlepiej zabezpieczony wtedy, gdy swoje działanie dostosuje do wymagań społecznej współpracy w ramach pokojowego podziału pracy. Każda transakcja w systemie niezakłóconej gospodarki rynkowej jest zawsze korzystna zarówno dla kupującego, jak i sprzedającego, gdyż w przeciwnym wypadku nigdy by do niej nie doszło. Ekonomia nie jest więc grą o sumie zerowej. Warunkiem wymiany jest zawsze przestrzeń wolności wyznaczona granicami własności prywatnej. Poprzez wolność rynek staje się społecznym urządzeniem do realizacji dobra wspólnego, gdzie człowiek – jako osoba rozumna i wolna – sam może o sobie stanowić i stawać się darem dla innych

…Tylko Bóg nie kieruje się własnym interesem i poczuciem dyskomfortu, ponieważ bezinteresowny i samospełniający się czyn stanowi integralną część Jego samego i Jego relacji do człowieka i świata. Człowiek zawsze działa w poczuciu odczuwalnego niezadowolenia i pragnienia zmiany tego stanu na lepszy. Bezinteresowne działanie nie jest więc do końca możliwe, ale rynkowa współpraca, w której każdy uczestnik widzi sukces, a nie porażkę swojego partnera jako środek do osiągnięcia swojego własnego celu, jest krokiem w nieustannym budowaniu pokojowego społeczeństwa i wspólnoty miłości, której wzorem jest Trójjedyny Bóg…” (Ks. Jacek Gniadek – Ekonomia trynitarna)

podobne: Rzadkość zasobów w polemice z antyekonomią granic, dyskryminacji i importu. Nie samym chlebem żyje człowiek czyli o bogactwie i moralności. oraz: Ks. Jacek Gniadek: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…” (Jak zbudować własną skalę wartości?) i to: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

Jan Paweł II (mieć, być, bogactwo)

„agonia słabego człowieka”


…w szklanej klatce gdzie moje lęki są ścianami
w i e r z ę 
żyję by wierzyć…

Źródło: (agonia słabego człowieka)

Alphonse Mucha - Le Pater

Alphonse Mucha – Le Pater

 

Uwierzyć w kres nicości
wtedy ucieczka od niej staje się drogą
ku materii
…natchnienia (słowa)

Choćby po to by rozbić o nią
szklaną klatkę
i rozlać się po zbyt dużej powierzchni
…jak atrament (krwi)

Bo nie trzeba być kimś
a celem nie jest przeżycie
ale choć jedno
…wspomnienie (w raju)

U Tego co rozdaje talenty

Odwagi!

Odys, 6 kwiecień 2016

podobne: Wszystko na swoim miejscu  oraz: Którą drogę wybrać i „Jak żyć?”  i to: „Upadek Featona” czyli… właściwy kierunek  a także: Miłość jak piórko, kamień… krzyż  polecam również: sens życia  i jeszcze: „Ostatni sen” o marności świata

Miserere Mei, Deus – Psalm 51 (50) (łacina/polski)

Marek Aureliusz (szczęście, los, dobro, dusza, czyny, życie)

„Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać miłosierdzie” czyli… Poezja Bożej miłości.


Z okazji nadchodzącego zmartwychwstania Jezusa życzę wszystkim czytelnikom i znajomym DOBRYCH ŚWIĄT w poczuciu zwycięstwa światła i życia nad ciemnością i śmiercią… oraz miłej (optymistycznej) lektury 🙂 (Odys)

Mikołaj Kapusta – Dlaczego Bóg „stworzył” zło?  Dobra NowinaDobra Nowina

„Upadek Featona” czyli… właściwy kierunek.


Delawer Omar - Poświęcenie

Delawer Omar – Poświęcenie

„wybór

każdy ma wybór
możesz podążać drogą właściwą dla innych

lub drogą która
właściwa jest tylko dla ciebie
dla twojego
własnego
dobra

oddalony głos
choć głęboko w tobie zakorzeniony

cicho szepcze prawdę

o twoim „ja”

a dokoła tylko
niby-słowa
w niby-świecie

teoria niepoznania

Brittany Jackson - Dla Ciebie

Brittany Jackson – Dla Ciebie

między ogniem a ciepłem
między wodą a ukojeniem
dusza

oczy

ufnie wpatrzone w kamienną twarz
wpatrzone z nadzieją
czekające na zrozumienie
na miłość

roztargnione dzieci dorosłości
zagubione
zagmatwane we własnych niepowodzeniach

obwiniające się o
szczęście

niedomówienia przeszłości

otwarte rany
które winny być zamkniętymi
czułe ukłucia bólu przemilczeń
niedopowiedzeń

zawieszenie

między „tak” a „nie”
między „chcę” a „nie mogę”
między „to moje życie”
a „co ludzie powiedzą?”

układanka życia
rozsypane fragmenty uczuć

moja droga do ciebie”

Edward Jan Unicki: „W drodze

„…Syn Heliosa i okeanidy Klimene.

Idealny owoc związku o charakterze coincidentia oppositorum (łączenia przeciwieństw)? Niestety, nie. Faeton był raczej ludzko niepełny, potrzebował zewnętrznych dowodów wewnętrznej boskości. W młodości pomieszkiwał on u jednego z królów etiopskich, ziemskiego męża swojej matki. Kiedy dowiedział się, że jego ojcem jest Helios, od razu podzielił się tą informacją z rówieśnikami. Zamiast spodziewanej w takich wypadkach życzliwej atencji Faeton doświadczył wzgardy i szyderstw. Zażądał więc od Klimene dowodu na swe boskie pochodzenie. Ta umożliwiła mu podróż do królestwa Heliosa. Ojciec ucieszył się, kiedy zobaczył syna i obiecał spełnić jego życzenie. Faeton wyraził chęć powożenia ojcowskim rydwanem: ni mniej, ni więcej tylko chciał stać się – choć na chwilę – bogiem-Słońcem. Wszyscy mieliby go wtedy zobaczyć w aureoli słonecznych promieni – to miał być dowód zamykający usta szydercom i niedowiarkom.
Przejażdżka Faetona skończyła się tragicznie. Syn Heliosa stracił panowanie nad rydwanem i Słońce poczęło niebezpiecznie zbliżać się ku Ziemi. Zeus, chcąc zapobiec kosmicznej katastrofie, zabił Faetona rażąc go piorunem. Zbyt młody i słaby woźnica skończył w nurcie rzeki Erydan.

Peter Paul Rubens - Upadek Faetona

Peter Paul Rubens – Upadek Faetona

Opowieść o Heliosie i Faetonie przypomina nieco wydarzenia związane z ucieczką Dedala i Ikara z Krety. Młodzieńcza niefrasobliwość, nieusłuchanie rad i napomnień ojca, wzlot (związany ze słońcem) i strącenie w amorficzną wodę. Historia Faetona ma dodatkowo coś z korporacyjnej czkawki: podjęcie wyzwania ponad siły kończy się zazwyczaj bolesnym upadkiem.” (źródło: O bogach – Faeton)

…tudzież ma coś z ludzkiej pychy która zaślepia człowieka czyniąc go podatnym na autodestrukcyjne niebezpieczeństwa związane z brakiem umiarkowania. Co innego troszczyć się o pierwiastek boskości z którego wynikają takie przymioty jak miłość (do drugiego człowieka) oraz pragnienie czynienia dobra i sprawiedliwości, a co innego chcieć być samemu bogiem w sensie – teraz już mi wszystko wolno, więc każdy wybór jest dobry… (Odys)

Mariusz Lewandowski - Nokturn

Mariusz Lewandowski – Nokturn

„Niewielka jest nas garstka… Po rycerzach
Świętego Graala wzięliśmy spuściznę,
– I tak idziemy zakuci w pancerzach,

Na gwiazdy patrząc – jedyną ojczyznę!
Dla duszy naszej nie ma kresu dróg,
Chociaż niejedną już w niej niesiem bliznę.

Niewielka jest nas garstka… I wie Bóg,
Po co nas stworzył dla ziemi, gdy złoty
Nieskończoności co dzień widzim próg!

…Gdy przez marzenia gwiezdne i tęsknoty,
Dusze nam idą śpiewne i kwitnące,
Gdy znamy jeno dal, szczyty i loty

I hasło walki podjętej o słońce,
Do końca uczuć, sił i tej młodości,
Która dziś pierwsze już rozpuszcza gońce,

Mariusz Lewandowski - Krzyżowcy

Mariusz Lewandowski – Krzyżowcy

Zapowiadając nowy świt piękności,
Nową falangę tragiczną i nowy
Miecz do pokarań człowieczej małości,

Co nigdy w niebo nie podniesie głowy,
A jeśli wielkość znajdzie, to przeklina
I przeto szlak ci gotuje cierniowy

Umiłowana Ty, sztuko jedyna,
Abyś nie szczęściem była, nie weselem,
Lecz twardą pracą – człowieka – olbrzyma.

Źródło: Edward Boyé: „Sandał skrzydlaty”

„…Blaskiem prawdziwej mądrości jest umiejętność trafnego rozróżniania dobra od zła. Gdy to ma miejsce, wówczas droga sprawiedliwości, która wiedzie ku Bogu, Słońcu sprawiedliwości, wprowadza umysł, odtąd ufnie szukający miłości, w bezkresną światłość wiedzy…

Zmysłem duszy jest ów doskonały smak, którym rozróżniamy sprawy naszego życia. Podobnie jak przy pomocy smaku rozstrzygamy trafnie, jeżeli cieszymy się dobrym zdrowiem, co dobre, a co złe, i dążymy do tego, co przyjemne, tak też dusza, jeśli się cieszy pełną równowagą i wolna jest od nadmiernych trosk, zdolna jest odczuwać Bożą pociechę. Potrafi też na długo zachować wspomnienie jej słodyczy poprzez pogłębianie miłości. Podąża ona do dóbr coraz doskonalszych…” (całość tu: Diadoch, biskup Fotyki, „O doskonałości duchowej”, V w. [fragment])

Mariusz Lewandowski - Ku światłu

Mariusz Lewandowski – Ku światłu

nie po to by mieć
ku słońcu podążam
lecz po to by być
więc chociaż nie zdążam
to jestem… na czas

a cień który rzucam
dopóki tkwi za mną
będzie mi zawsze
ostrogą nie karmą
gdy jesteś… na czas

bo tylko za Tobą
iść mogę przed siebie
bez lęku że zbłądzę
gdy świecisz na niebie
wtedy jest wszystko… na czas

Quo vadis – Odys, 11 styczeń 2016

podobne: Wszystko na swoim miejscu. oraz: „Słuchaj kowalu niebios”… Akt pokory. a także: sens życia  i to: Boski Zew. polecam również: Którą drogę wybrać i jeszcze: Kisiel o poszukiwaniu sensu czyli… Jak opisać drzewo? oraz: Virtus, pietas, fides…

Angela & Jeff van Dyck: „Lift thine eyes”

jedynie odgłos kroków swych słyszę, i wiatru ciszę… Waldprok (link)

 

 

„Bijąca w sercu kolęda” czyli „Jest taki dzień…”


Adolphe William Bouguereau - Muzyka Aniołów

Adolphe William Bouguereau – Muzyka Aniołów

„…Tej kolędy krzyk nie zagłuszy,

nie zakłóci jej twarz wykrzywiona,

ta kolęda jest nieśmiertelna

póki żyję, żyje i ona.

Ta kolęda, to miłość bliźniego,

to Dzieciątka dłoń uniesiona,

ta kolęda to tęskność do Niego,

to pewność jest niezmierzona

Że On Jest, że się narodził

że to dla mnie tak się poświęcił,

że świat cały tym oswobodził,

że świat cały tym gestem uświęcił…”

Delawer Omar - Z bólem rodzi się nadzieja

Delawer Omar – Z bólem rodzi się nadzieja

Dzień jak co dzień – a jedyny
odkupione będą winy
gdyż to dziecię dziś zrodzone
jest miłością przepełnione.

Każdy może przyjść do Niego
źródła życia wszelakiego
oddać pokłon – wziąć na ręce
ofiarować się w podzięce.

Już nie trzeba debatować
nad tym jak ten świat ratować
pójść wystarczy w Jego ślady
by uniknąć dusz zagłady.

On nam pokazuje przecie
gdy przychodzi jako dziecię
ile siły jest w słabości
jeśli poddasz się miłości.

Bo gdy się zbawienie rodzi
a Bóg sam do nas przychodzi
nie wypada milczeć w gniewie
mówmy sobie – KOCHAM CIEBIE!

Odys, 23 grudnia 2015

…Z okazji dnia Narodzenia Pańskiego życzę wszystkim czytelnikom oraz znajomym wesołych Świąt, a w nadchodzącym nowym roku łask Bożych we wszystkich dobrych zamiarach… (Odys)

podobne: Narodziny Miłości i to: Boże Narodzenie – jedno z najważniejszych świąt chrześcijańskich oraz: o tym jak świętować Boże Narodzenie bez Bożego Narodzenia. a także: (co)Dzień Matki… Bo życie to nie je bajka! To cud! polecam również: W święta z trwogą o promocję na karpia… czy z Bogiem „Bez trwogi”. i jeszcze: sens życia oraz: „I poznam wszystek rzeczy sens jakem poznany. Wybiorę miłość jak ja sam jestem wybrany”. i to: „Chleb który żywi i zachwyca który się w krew narodu zmienia”

Sumptuastic – Świąteczny Czas