Atak hakerski na międzynarodową skalę i Snowden jako czubek góry lodowej czyli… o bezpieczeństwie informacji, równych i równiejszych, masie (bez)krytycznej, oraz Polsce skazanej na zagładę


Paweł Kuczyński – Confessional

27.06.2017, Moskwa, Londyn (PAP/AFP/Reuters/media) – Szybko rozprzestrzeniająca się fala ataków hakerskich dotknęła we wtorek wiele firm i instytucji na Ukrainie, w Rosji, a następnie w Europie Zachodniej, aż dotarła do USA. Systemy teleinformatyczne zainfekowane zostały wirusem żądającym okupu (ransomware). Wydaje się, że najbardziej ucierpiała Ukraina, gdzie celem zmasowanego ataku były: system bankowy i telekomunikacyjny, rządowe sieci komputerowe, najważniejsze lotniska w kraju, ciepłownie, elektrownie oraz metro w Kijowie i sieć supermarketów Auchan.

Hakerzy zaatakowali m.in. sieć komputerową nieczynnej elektrowni atomowej w Czarnobylu, gdzie trzeba było przejść na ręczny monitoring promieniowania wokół czwartego reaktora, który wybuchł w 1986 roku.

W Rosji zaatakowano m.in. serwery państwowego koncernu naftowego Rosnieft, a także kontrolowanej przez koncern spółki naftowej Basznieft, koncernu metalurgiczno-wydobywczego Evraz oraz bankowe systemy teleinformatyczne, których część udało się hakerom zainfekować, choć działalność banków nie została przerwana.

„Atak hakerski mógł mieć poważne konsekwencje, ale firma przeszła na rezerwowy system przetwarzania i produkcji; ani wydobycie, ani rafinowanie nie zostały wstrzymane” – zapewnił Rosnieft w komunikacie zamieszczonym na Twitterze.

Przedstawiciele rosyjskiej firmy Group-IB zajmującej się badaniem przestępstw komputerowych ogłosili, że w sumie kilkadziesiąt firm w Rosji i na Ukrainie zostało zaatakowanych za pomocą wirusa Petrwrap, nowej wersji wirusa Petya bądź Pety.A (czyt. Pietia), który blokuje komputery aż do przekazania pod wskazany adres równowartości 300 dolarów w bitcoinach.

„Jeśli widzisz ten tekst, to oznacza, że Twoje pliki nie są już dostępne, bo zostały zaszyfrowane. Być może jesteś teraz zajęty poszukiwaniem sposobu, by odzyskać swoje pliki, ale nie trać czasu. Nikt nie może odzyskać plików bez odszyfrowania ich przez nas” – głosił napis, jaki pojawił się na ekranach komputerów.

Następnie poinformowano, że w wyniku cyberataków ucierpiały w Europie Zachodniej m.in. duński koncern A.P. Moeller-Maersk działający głównie w branży transportu morskiego i energii, brytyjska firma WPP – gigant z branży reklamy i public-relations, terminale w największym w Europie porcie w Rotterdamie oraz francuski koncern produkujący materiały budowlane Saint-Gobain.

O awarii systemów komputerowych firma A.P. Moeller-Maersk, która zatrudnia 120 tys. pracowników w 135 krajach, poinformowała rzeczniczka koncernu, potwierdzając, że powodem jest cyberatak na liczne należące do koncernu firmy i strony internetowe.

Do A.P. Moeller-Maersk należy m.in. firma APM Terminals, która potwierdziła, że również padła ofiarą cyberataku, który zakłócił pracę 17 należących do niej terminali kontenerowych, w tym dwóch w porcie w Rotterdamie.

Norweskie służby odpowiedzialne za cyberbezpieczeństwo przekazały, że w Norwegii celem ataku stała się „międzynarodowa firma”, której nazwy nie podano. Również w tym przypadku hakerzy zażądali okupu za odblokowanie serwerów.

Niemiecka telewizja NDR podała, że „nic nie działa w siedzibie” firmy Beiersdorf, znanej z produkcji kremu Nivea.

Potem fala ataków hakerskich dotarła do USA, gdzie pierwszą ofiarą stał się odział koncernu farmaceutycznego Merck na Wschodnim Wybrzeżu. Awarię sieci teleinformatycznych zgłosił też koncern spożywczy Mondelez, producent m.in. ciastek Lu i Oreo.

Eksperci ostrożnie wypowiadają się o dokładnym sposobie wtorkowego ataku. Część wskazuje na podobieństwo do działania wirusa WannaCry, którego użyto do międzynarodowego cyberataku w maju br., kiedy to zarażone zostały setki tysięcy komputerów na świecie. Rosyjska firma ds. cyberbezpieczeństwa Kaspersky Labs podaje jednak w wątpliwość, czy rzeczywiście chodzi o wirus Petya, jak twierdzą władze niektórych krajów.

„Nasza wstępna analiza sugeruje, że nie chodzi o wersję ransomware Petya, jak dotąd wskazywano, ale o nowy rodzaj ransomware, dotąd nieznany. Z tego powodu nazwaliśmy go NotPetya” – głosi komunikat firmy, która zaleca uaktualnienie używanej wersji systemu operacyjnego Windows.

Amerykański producent oprogramowania antywirusowego Symatec wskazał, że za atakiem stoi grupa hakerska Lazarus, którą wiąże się z Koreą Północną.

Strona ukraińska obciążyła Rosję odpowiedzialnością za cyberatak. (PAP)

podobne: Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie). Ukraina: Ofensywa na pozycje separatystów. Konwój (nie)humanitarny Rosji, ćwiczenia wojskowe przy granicy UE i na Wyspach Kurylskich.

„„Folwark Zwierzęcy” to jedna z bardziej znanych powieści George’a Orwella. Jej głównymi bohaterami są zwierzęta, które postanowiły przeprowadzić „rewolucję” wewnątrz gospodarstwa i pozbyły się znienawidzonych gospodarzy, by poprawić własną sytuację. Tuż po buncie, zwierzęta ustaliły kilka głównych zasad z których kluczowa brzmiała: Wszystkie zwierzęta są równe.

Bardzo szybko okazało się, że ktoś jednak musi mieć ostateczny głos przy podejmowaniu decyzji. Władzę przejęły świnie. Czas mijał, cele które pierwotnie przyświecały rewolucji wydawały się coraz bardziej odległe, a świnie z dnia na dzień coraz bardziej upodabniały się do przegonionych gospodarzy. Wszystko to było możliwe ze względu na bierną postawę reszty zwierząt, które były zbyt wystraszone by reagować. Ostatecznie świnie zdecydowały się nieco zmodyfikować główną zasadę. Od tej pory brzmiała ona: Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych.

Wspomniana powieść Orwella to lektura obowiązkowa. Jednym z głównych celów angielskiego pisarza było ośmieszenie stalinizmu. Między innymi dlatego powieść Orwella była w Polsce zakazana przez cenzurę aż do 1988 roku.

Upadek Związku Radzieckiego nie oznaczał jednak, że „Folwark Zwierzęcy” stracił na aktualności. Ostatecznie powieść stanowi ostrzeżenie przed każdym totalitaryzmem, a w ostatnich dekadach wiele rozwiniętych krajów zaczęło podążać właśnie w kierunku tego ustroju. Liczba „świń” (skorumpowanych polityków, ich współpracowników, przekupnych dziennikarzy, przekupnych sędziów, przekupnych urzędników itd.) zaczęła szybko rosnąć. A im więcej świń i im większa ich chęć do utrzymania władzy, tym większe koszty dla zwykłych obywateli i powszechniejsze ograniczanie wolności. To naturalna konsekwencja – władza opiera się na zastraszaniu w stylu „obronimy Was przed tym zagrożeniem, jeżeli pozwolicie wprowadzić takie i takie prawo”. I tak krok po kroku, obywatele rezygnują z wolności na rzecz iluzji bezpieczeństwa. A politycy stają się coraz bardziej bezczelni…” (cdn.)

podobne: Zamiast emerytury czeka nas los Boxera z „Folwarku zwierzęcego” oraz: Totalna kontrola populacji. Amerykański Wielki Brat implementuje Orwella i to: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? a także: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”

„Afera związana z ujawnieniem przez Edwarda Josepha Snowdena, byłego współpracownika specjalnych agend rządowych USA, tj. Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) oraz Centralnej Agencji Wywiadu (CIA zakresu inwigilacji prowadzonego w ramach wieloletnich programów szpiegowania), dała kolejną okazję do moralizowania przez zawodowych hipokrytów, pośród których prym wiedli, jak zwykle przy tego rodzaju okazjach, politycy chcący poprawić swój medialny image, udający że właśnie dopiero co dowiedzieli się o takich praktykach ze strony wyspecjalizowanych agend rządowych. Oczywiście udawane oburzenie jest odnoszone do działania agend obcych rządów, a nie do agend rządu własnego, no ale jak wiadomo, każdy aspirujący do kariery polityk jest nieuchronnie skażony moralnością Kalego. Co najwyżej może odczuwać dyskomfort z takiego oto powodu, iż agendy podległe jego rządowi nie dysponują tak dużymi możliwościami w tym zakresie, co agendy podległe innemu rządowi. I ten dyskomfort odreagowuje powtarzaniem moralitetów o tym, co wypada w relacjach międzynarodowych, a czego nie wypada w żadnym razie. Takie to są bajania dla naiwnych wyborców, którzy wszak powinni bezwzględnie kultywować wiarę w demokratyczne gusła, albo jak kto woli, standardy.
Rozwój programów inwigilacji jest w prostej proporcji pochodną rozwoju technik informatycznych i teledetekcyjnych, na które wszystkie liczące się kraje nie skąpią funduszy. Waga przechwytywanych (zwłaszcza bez wiedzy adresatów) danych jest równie istotna, co dysponowanie stosownym potencjałem odstraszania. Jeśli potencjały militarne mogą się wzajemnie szachować, wówczas przewaga uzyskana w zakresie rozpoznania faktycznych oraz potencjalnych planów, zamiarów, strategii i taktyki działań politycznych i gospodarczych podejmowanych przez przeciwników (jak też sojuszników), pozwala na uzyskiwanie zakładanych efektów bez uciekania się do użycia destrukcyjnego arsenału zbrojnego...

…Rozwinięciem programu Echelon stał się program totalnej inwigilacji internetu o ładnej nazwie PRISM (Pryzmat), będącej akronimem, którego pełny tytuł brzmi: Planning Tool for Resource Integration, Synchronization and Management. Nazwa miała określać, że jest to jakieś banalne narzędzie służące do planowania, integracji i synchronizacji zarządzania. Zielone światło dla przygotowania technik zbierania tak dużego zakresu danych dał pod koniec swojej kadencji prezydent George Walker Bush. Gotowość operacyjną PRISM osiągnął od 2008 roku i była ona stale rozwijana w trakcie obydwu kadencji prezydentury Baracka Husseina Obamy.
A oto, co, m.in., w zakresie możliwości systemu PRISM zostało ujawnione lub udało się ujawnić w necie. Otóż zarządza tym programem NSA, zaś w jego ramach posiada dostęp do serwerów gigantów rynku internetowego, jak np. Microsoft. Google, Apple, Facebook, Yahoo, You Tube, AOL, a poprzez serwery do zasobów poczty e-mail, treści wiadomości z komunikatorów, filmów i zdjęć zamieszczanych i przesyłanych w sieciach, czatów głosowych, wideokonferencji, zawartości plików przesyłanych pomiędzy serwerami wewnątrz danej sieci, profili z portali społecznościowych czy plików gromadzonych i przechowywanych w tzw. chmurach. Oczywiście wszystkie te dane są precyzyjnie oznaczone czasem ich logowania. Co chyba najważniejsze, system PRISM umożliwia dostęp do dowolnych danych w czasie rzeczywistym. Rzecz jasna, głównym celem i zadaniem PRISM jest zbieranie informacji o charakterze wywiadowczym które są następnie wykorzystywane w działaniach dyplomatycznych, gospodarczych, kulturalnych, propagandowych etc…

Ponadto operatorzy na rynku telekomunikacyjnym zostali zobowiązani do dostarczania codziennie billingów ze wszystkich rozmów odbytych poza granice USA oraz rozmów wewnątrz USA, włącznie z połączeniami lokalnymi, przez okres każdego kolejnego kwartału. A to wcale nie wszystko do czego mogą mieć dostęp służby. Np. na inwigilację i analizę połączeń w ramach telefonii komórkowej opracowano odrębne oprogramowanie systemu MAINWAY (jest to tylko jeden z wykorzystywanych systemów, ale nie sposób omawiać wszystkich istniejących, nawet tych, co do których są opublikowane jakiekolwiek dane), uruchomione w pełnym wymiarze operacyjnym w początkach bieżącego stulecia. Otóż oprogramowanie tego systemu pozwala na zgromadzenie danych dotyczących numerów telefonów, pomiędzy którymi dokonano połączeń, datę i czas rozpoczęcia rozmowy oraz czas aktywnego połączenia.
Ponadto zakup amerykańskich spółek telekomunikacyjnych lub nabycie kontrolnego pakietu ich udziałów/akcji możliwe jest pod warunkiem przekazywania przez nowych właścicieli danych żądanych przez amerykańskie agencje wywiadowcze

…W ostatnich latach NSA dokonało skutecznego przełamania zabezpieczeń używanych przez agendy rządowe oraz organizacje komercyjne obcych państw

…„Afera” z podsłuchami rozmów prowadzonych z telefonów kanclerzycy A. Merkel czy prezydenta F. Hollande w ramach systemu PRISM wskazuje, iż zabezpieczenia wprowadzone przez służby kontynentalnych państw europejskich przed inwigilacją nie stanowią wystarczającej bariery wobec możliwości oprogramowań stosowanych przez Anglosasów… (stanislaw-orda, szkolanawigatorow.pl – Snowden albo czubek góry lodowej)

podobne: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach”  oraz: W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za porażkę w cyberwojnie i to: LONDYN: Kolejne rewelacje Snowdena z ustawą o przechowywaniu danych w tle a także: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom.  polecam również: Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… i jeszcze: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. oraz: 10 chwytów ciemnych typów

(cd.) „…Wpływy kasty rządzącej rosną, co pozwala na korumpowanie dziennikarzy, sędziów czy nawet znanych osób z życia publicznego. W efekcie powstaje ogromna machina, która zastrasza ludzi odpowiednią narracją, a następnie pozwala sobie na podejmowanie coraz bardziej bezczelnych decyzji… 

…Politycy mają coraz większy wpływ na życie obywateli, rosnące armie urzędników blokują rozwój gospodarczy, jesteśmy coraz silniej inwigilowani, a poziom bezpieczeństwa wcale się nie podnosi. Wręcz przeciwnie, na wielu do tej pory rozwiniętych obszarach, poziom bezpieczeństwa spada. Na przykładzie Europy możemy wspomnieć chociażby o sytuacji w Szwecji, zachodnich Niemczech czy wielu dzielnicach Paryża bądź Brukseli.

Należy podkreślić gigantyczną rolę, jaką w tym wszystkim odgrywają media. Każdy kraj czy grupa osób, które działają w sposób niezależny, bardzo szybko staje się obiektem drwin… 

…Jak z tym walczyć? Rozwiązanie brzmi prosto – dywersyfikować źródła informacji i CZYTAĆ. Wyrzucić telewizor przez okno i pozostać przy Internecie. Niestety, rozwiązanie dotyczy zarówno tych zapracowanych, jak i osób z większa ilością wolnego czasu. Bez wysiłku i poświęcenia czasu nie da się być w pełni świadomym człowiekiem. Dopiero czytając i rozwijając wiedzę na temat obecnej sytuacji jesteśmy w stanie podejmować odpowiednie decyzje i chronić resztki wolności. W innym wypadku zostaniemy zdominowani strachem, a to bardzo silne uczucie…” (Zespół Independent Trader – Nie daj się zastraszyć)

podobne: Permanentna inwigilacja, czyli… co Pan/Pani robią z prądem oraz: Dzień ochrony danych osobowych. Krok po kroku będą wiedzieć o nas co raz więcej i to Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  a także: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski” polecam również: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW. i jeszcze: Ciasteczkowy POtwór, czyli kolejne „ministerstwo” w akcji

„…Tak to już bowiem jest, że w naszym starciu z systemem ponosimy klęskę już na samym początku, na poziomie opisu podstawowego. Weźmy cztery elementy, trzy organizacje i coś, co nazwiemy masą. Przy udziale tych czterech elementów budowane są obowiązujące wszystkich gawędy, które następnie, pokolenie czy dwa po ich powstaniu są utrwalane przez różnych genialnych pisarzy i dramaturgów. Oto uniwersytet, media i rynek książki, a także odbiorcy czyli w oczach szefów wymienionych organizacji masa. Masa ma reagować wedle wskazówek wymyślonych w tajnych kamerach władzy i teoretycznie nie może z niej wyjść nic, co sprawiłoby władzy jakiś kłopot lub wywołałby sytuację ambarasującą. No, ale jest uniwersytet, którego misją jest dochodzenie do prawdy i ustalanie faktów ważnych ponad wszelką wątpliwość, a więc walka z kłamstwem. Tak więc władza musi przede wszystkim opanować i zmienić w sposób niejawny misję uniwersytetu. Do tego służy rewolucja, ale jednorazowo tej sprawy załatwić się nie da. Nawet jeśli rewolucja wymieni całą kadrę i z woźnych zrobi profesorów, a z profesorów woźnych. Prędzej czy później jakiś niezorientowany gamoń zapyta głośno na zebraniu rady wydziału, jak to było z tym Newerlym w Oświęcimiu. Żeby utrwalić zmianę potrzebne są media. One mają powielać obowiązujące narracje i bez przerwy je powtarzać

One się jednak szalenie podobają, bo pozwalają ludziom zachować coś, do czego masa i jacyś ząbkujący politycznie liderzy masy są przywiązani najbardziej. Chodzi mi rzecz jasna o poglądy. Poglądy aplikowane są masie jak pavulon umierającym w karetkach łódzkiego pogotowia ratunkowego. Nośnikami poglądów są kreacje medialne. Dla chamów są to kreacje ze świata rozrywki, na przykład Kukiz, a dla ludzi aspirujących do pewnej subtelności, są to profesorowie. Po połknięciu codziennej porcji poglądów wygłoszonych przez namaszczonych mędrców masa, jak kraj długi i szeroki zasypia…

Jakie środki podejmuje władza, żeby wyeliminować ryzyko zakwestionowania pozorów misji uniwersytetu, a tym samym ryzyko zadawania głupich pytań przez niezorientowany element? (…) Powstają całe serie książek o przygodach bohaterów, od pozycji poważnych, w których czytamy, że bohaterowie nie byli postaciami jednoznacznymi, ale przecież nie możemy się czepiać o wszystko, do serii popularnych, gdzie bohaterowie zajmują się głównie uwodzeniem dziewcząt…

…To nie wszystko jednak. Prócz rynku książki władza organizuje także grupy ekstremistów.(…) Rola grup ekstremistycznych jest szalenie ważna. Doświadczenie bowiem uczy, że jeśli ktoś nie wykonuje poleceń żadnej organizacji i nie ogląda za dużo TVN, skłonny jest do tego, by porozumieć się ze swoim bliźnim, nawet jeśli bliźni ten jest kaczystą. To są rzeczy nie do pomyślenia. One muszą być eliminowane już w zarodku, czyli w momencie, kiedy człowiek pomyśli – a po co my się tak szarpiemy, przecież możemy porozmawiać? Nie można do tego dopuścić i dlatego uruchamia się właśnie grupy ekstremistyczne. To znaczy Zandberga z tamtej strony i sami wiecie kogo z naszej. No i w zasadzie jest pozamiatane.

Na ten, niedoskonały przyznam opis, narzucić trzeba siatkę uzależnień globalnych. Ale to nie wszystko, dodać trzeba jeszcze tępotę i chciwość polityków lewicy. No i zwykłą zdradę. Ktoś powie, że politycy dobrej zmiany, celowo nie piszę prawicy, bo żadnej prawicy nie ma już od roku 1932, też nie są lepsi. No nie, tak tępi jak Zandberg i tak roszczeniowi jednak nie są. Oni oczywiście nie analizują historii i nie analizują poszczególnych politycznych casusów w dziejach w sposób właściwy tajnym kamerom Londynu, ale coś im tam w głowach pieje od czasu do czasu. U Zandberga nie ma nic, poza niedokładnie przeczytaną instrukcją. O co chodzi? O to, by będąc krajem o mocno zaznaczonych ograniczeniach lokalnych prowadzić politykę globalną. To jest misja Polski, która, jeśli jej nie będzie wypełniać, ponosząc koszty i ryzyko, zostanie zlikwidowana. (…) No, ale – powie ktoś – żeby realizować twój program bracie, potrzebne są czyjeś gwarancje. Na ile one są szczere? Odpowiadam – gwarancje są nieszczere z istoty, no chyba, że dotyczą utrzymania wspomnianych tu lokalnych ograniczeń. Co innego jest ważne. Chodzi o to, by korzystając z chwilowego, trwającego dwa, trzy pokolenia spokoju zbudować, w oparciu o fałszywe gwarancje tyle sprawnych i oddanych racji stanu organizacji, które nie pozwolą krajowi upaść. Taka jest misja państwa poważnego. No, ale…kto niby miałby stanąć na czele takich organizacji? Jak to kto? Janek Pietrzak, Marcin Wolski, Kukiz i redaktor Sakiewicz…ludzie, którzy mają słuszne poglądy i których oglądamy w mediach…to chyba oczywiste… Tylko ze świadomością, że oni stoją na straży najdroższych nam wartości, my, szara i bezmyślna masa, będziemy mogli spokojnie zasnąć. Dzień jednak wstanie….” (coryllus, szkolanawigatorow.pl – Dlaczego Polska skazana jest na zagładę?)

podobne: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą oraz: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu  i to: Wolność, równość, szyderstwo (od PRLu do fejsbuka) czyli walka z cenzurą kiedyś i dziś. O skutkach ubocznych pracy najemnej i deklasacji kultury a także: Komisja Edukacji Narodowej oraz Dekret Kasacyjny czyli o konieczności rozbiorów Polski w imię postępu, o „bohaterach” z polskich podręczników („oświeconych” rabusiach), oraz o „narodowym potencjale” (elitach) polecam również: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego

Adam Wycichowski niewolnik – złota rybka

Reklamy

Od wielkości do śmieszności czyli… różnica między powagą Wielkiej Brytanii a Polski w UE. Czym jest londyńskie „City”, Europa dwóch prędkości i „Exchange Stabilization Fund”. Gdy światem rządzą banksterzy i gangsterzy


Michał Dziekan – Źle dla ciebie dobrze dla nas

„…Exchange Stabilization Fund to dowód, że w rozwiniętym kraju zwykli obywatele mogą być bardzo daleko od pełnej wiedzy na temat systemu. ESF jest podmiotem anonimowym, który nie jest poddawany żadnej kontroli, co umożliwia mu prowadzenie działalności, która w normalnych warunkach spotkałaby się z oporem Kongresu USA. Całkowita niezależność ESF pokazuje, że obywatele USA mają niewielki wpływ na to, co dzieje się w ich kraju. Mogą oczywiście wybrać prezydenta, podczas gdy banki dyktują, kto ma zostać sekretarzem skarbu…

…Najwięcej informacji dotyczących wysiłków propagandowych ESF/CIA pochodzi z lat 70-tych. W 1973 roku The Washington Star opisał relacje łączące CIA z dziennikarzami. Szczegółowe informacje na ten temat pochodziły od dyrektora agencji – Williama Colby’ego.

Kongres zareagował powołaniem dwóch komisji w tej sprawie. Jak stwierdzono w raporcie jednej z nich, relacje łączące media z CIA były tak zróżnicowane, że oddzielenie ich od siebie było niemożliwe.

Przechodząc do konkretów, komisja poinformowała, że CIA korzystało w tamtym okresie z usług ponad 700 nauczycieli akademickich oraz absolwentów, którzy okazjonalnie pisali książki bądź tworzyli inne materiały używane następnie do siania propagandy.

Należy pamiętać, że były to kompletnie inne czasy, książki miały znacznie większą siłę rażenia. Szef CIA ds. tajnych operacji stwierdził w notatce, że „książki różnią się od innych sposobów propagandy. Pojedyncza książka jest w stanie znacząco zmienić spojrzenie czytelnika na określone kwestie. Nie da się tego porównać z innym medium”.

Powiązania agencji z mediami i środowiskiem akademickim wywołały oczywiście oburzenie opinii publicznej. W połowie lat 70-tych dyrektor CIA oświadczył, że jakiekolwiek kontakty z dziennikarzami zostały natychmiast zakończone. Dziwnym trafem w tym samym czasie lista płac nie będącego pod niczyją kontrolą ESF wzrosła z 300 do 500 osób. Dziennikarze oraz wykładowcy przeskoczyli zatem z jednej listy płac na drugą, znajdując się od tej pory poza zasięgiem Kongresu.

Propaganda w praktyce

Burza wokół propagandowej sieci CIA rozpętała się w latach 70-tych, jednak wówczas było już za późno. Wszystko, co najważniejsze, miało miejsce dekadę wcześniej.  

W latach 60-tych podstawy ekonomii został wywrócone do góry nogami. Klasyczna szkoła została zastąpiona keynesizmem. Zgodnie z ekonomią klasyczną deficyt budżetowy musi prowadzić do szkodliwej inflacji. Do początku lat 60-tych była to oczywistość. Zdziwienie wywoływały osoby domagające się od państwa wyższych wydatków. Dlaczego? Ponieważ deficyt musiał prowadzić do inflacji, a ta z kolei do zubożenia zwykłych obywateli.

Jednocześnie taki sposób myślenia stanowił zagrożenie dla ESF. Postanowiono zatem skorzystać z sieci propagandy, aby ustalić nowe zasady ekonomii. Od tej pory deficyt nie oznaczał już inflacji, lecz permanentny rozwój gospodarczy – o recesji nie mogło być mowy.

To w tamtym okresie stworzono mit niebezpiecznej deflacji. W wydaniu New York Times z 11 września 1962 roku pojawiła się wypowiedź Pera Jacobssona, dyrektora MFW, który przekonywał, że należy mniej martwić się odpływem złota z USA, a bardziej groźbą globalnej deflacji.

Propaganda uderzyła z ogromną siłą. MFW przekonywał, że od teraz należy podchodzić do deflacji z tak wielką ostrożnością, z jaką wcześniej traktowano inflację. Z perspektywy czasu widać, jak istotny był to moment. Nie da się zaprzeczyć, że plan przyniósł efekt. Ostatecznie dziś większość osób uważa, że deflacja jest bardziej niebezpieczna od inflacji.

Zmiana myślenia umożliwiła dalsze ratowanie dolara. Pod koniec lat 60-tych do pomocy zaangażowano Japonię, która zaczęła skupować ogromne ilości amerykańskich obligacji. Inni „sojusznicy” nabywali amerykańską broń. USA za jednym razem wzmacniały rangę waluty oraz zdobywały coraz większą przewagę w branży militarnej.

Na początku lat 80-tych propaganda stała się jeszcze bardziej agresywna. Zaczęto wmawiać społeczeństwu, że nie ma żadnego powiązania między deficytem a inflacją. Stany Zjednoczone poszły w kierunku gigantycznych deficytów, natomiast inflacja była niższa niż w latach 70-tych. W ten sposób „udowodniono” brak powiązania miedzy deficytem a inflacją. Dolar zaczął się umacniać, a zyski ESF rosły.

Jak to możliwe, że dolar był drukowany w tak dużych ilościach, a inflacja nie występowała? Oczywiście taka była specyfika systemu petrodolara, dzięki któremu Amerykanie nabywali dobra niemal za darmo

…Stosunkowo często wspominamy o ESF w odniesieniu do interwencji na rynkach finansowych. W naszej opinii informacje zawarte w artykule jednoznacznie pokazują, że zasięg oddziaływania funduszu jest ogromny. Trudno przypuszczać, aby ESF omijał rynki finansowe, których kondycja jest niezwykle istotna dla systemu.

Przez wszystkie lata istnienia ESF dolar był niszczony. Obecnie amerykańska gospodarka jest w dramatycznej kondycji, rośnie odsetek osób które potrzebują wsparcia socjalnego, natomiast rola dolara z roku na rok jest coraz mniejsza. Cudów nie będzie – dolar utraci ostatecznie status waluty rezerwowej. Pytanie brzmi: ile informacji na temat działań ESF wyjdzie na jaw?

Naszym zdaniem niewiele. Niezależnie od pogarszającej się sytuacji zwykłych mieszkańców USA, kraj ten będzie obecny przy tworzeniu fundamentów pod nowy system. Może się zatem okazać, że osoby, które do tej pory umożliwiały istnienie i działalność ESF, już wkrótce będą współodpowiedzialne za kreowanie nowego systemu opartego na SDR-ach.” (Zespół Independent Trader – Czym naprawdę jest Exchange Stabilization Fund?)

podobne: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku  oraz:  Independent Trader: Malutka Belgia ratuje obligacje USA czyli… jak zjeść ciastko i mieć ciastko a także: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko polecam również:  Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie i jeszcze:  Długi krajów rozwiniętych na historycznym poziomie a G20 wzywa USA do pilnego podniesienia limitu zadłużenia.

„Jeżeli to prawda… że świat dzieli się na banksterów i gangsterów to nasza sytuacja wygląda tak: nie istnieją realnie państwa demokratyczne. Istnieją tylko dekoracje zarządzane przez banki, które to dekoracje – parlamenty, rządy, narody, związki wyznaniowe, służą temu by banki mogły generować zyski. Pytanie więc czy kapitał ma narodowość jest z założenia głupie. Nie ma jej, a jeśli już się przy tym upieracie, to z pewnością nie jest to narodowość polska. Nie istnieją polskie banki, obojętnie jakimi byśmy się złudzeniami nie karmili. System tego nie zaplanował i już, jeśli zaś istnieją to niebawem istnieć przestaną, ich aktywa zaś zostaną przejęte. Prawdopodobnie bezszelestnie. I nikt tego nawet nie zauważy. Stwarzanie złudzeń dotyczących siły finansowej rodzimych banków, jeśli istnieje, musi się więc wiązać z jakimiś planami na przyszłość. Jakimi? Zapewne dotyczącymi konfliktu pomiędzy lokalnymi „niezależnymi” potencjami, który to konflikt stanie się kolejnym sposobem na powiększenie zysku banków.

 Jeśli nie istnieją państwa demokratyczne to znaczy, że nie istnieje polityka zagraniczna rządów. Jest ona fikcją. Ministrowie spraw zagranicznych zaś są powoływani po to, by przekazywać do lokalnych oddziałów Banku Rezerw Federalnych polecenia i sugestie…

Rządy jednak istnieją. Po co? Po to by prowadzić politykę wewnętrzną, czyli tresować poddanych, lub jak wolicie obywateli. Innej funkcji nie mają i mieć nie mogą. Służą także do prowokowania sytuacji generujących zyski i obsługi lokalnych instytucji finansowych. Jaki jest plan? Tego nie wiem. Mówią jednak, że zbliża się wojna z Iranem. Iran zaś to jedno z państw gangsterów, czyli takich państw, w których nie rządzą mafie międzynarodowe, ale lokalne. Inne tego typu państwa to Rosja, Chiny i Izrael. I fakt, że jedne z nich są zorganizowane w sposób demokratyczny a inne w sposób zamordystyczny nie ma żadnego znaczenia. Państwa gangsterskie mogą walczyć lub współpracować z banksterami. Jak rozwija się sytuacja zależy zawsze od bangsterów i od tego co rozumieją oni akurat pod pojęciem zysku. Tak więc wojna z Iranem może być wojną o ropę, ale nie musi…

Putin pozwoli na wojnę z Iranem, wytarguje Kaukaz i pacyfikację Polski oraz zaprowadzenie tu rządów swojej mafii. Pieniądze zmienią właściciela i wszyscy będą szczęśliwi. Na jakiś dość długi czas oczywiście. Do następnej katastrofy i następnego przetasowania. Europa popatrzy na nas ze smutkiem, ale też z radością, że tak małym kosztem udało jej się zażegnać kryzys. Będzie dobrze. W Iranie zatriumfuje demokracja, tak jak już zatriumfowała w Afryce północnej. Napisali ostatnio – naprawdę – że cała ta rewolucja zaczęła się od jakiegoś tunezyjskiego sklepikarza. Tak po prostu. Granice wstydu zostały więc przekroczone po raz kolejny.

Warto się zastanowić czy wobec dominującej roli banków przyjedzie taki moment, że państwa narodowe zostaną zlikwidowane. Moim zdaniem nie. Bo przynoszą one zbyt duże zyski. Nie zostaną zlikwidowane także państwa gangsterskie. Są bardzo potrzebne. Jeśli jakiegoś zabraknie, bo zawali się wskutek łapczywości lokalnych kacyków, stworzy się nowe. Banksterzy są poza tym jak wampiry – nie mogą wyjść na światło dzienne, bo zginą. Muszą żyć w ukryciu. Ujawnienie się zaprzeczy istocie ich obecności na Ziemi. Muszą mieć więc jakieś przekonujące dekoracje…” (coryllus – Jeżeli to prawda)

podobne: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról” oraz: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego) i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem a także: BRICS i VII szczyt w Ufie: Nowy bank ma pomóc zreformować światowe rynki finansowe. Czy BRICS stanie się formą organizacyjną dla cywilizacji przyszłości? Wojciech Jakóbik o hołdzie chińskim polecam również: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

Jakiś czas temu doszło jednak do ujawnienia (się) tego co powinno być ukryte, a więc do potwierdzenia fasadowości instytucji zwanej „demokratycznym państwem”… Jak śpiewa poeta „poczuli siłę i czas”, więc nie muszą się dłużej ukrywać. Zwłaszcza że niewielu dostrzegło i zrozumiało wyjątkowość tej informacji…(Odys)

Zdaniem Barniera porozumienie w sprawie dostępu londyńskiego City do wspólnego rynku może być niezbędne, aby uniknąć utraty stabilności finansowej w Europie.

Brytyjskie dziennik „Guardian” napisał, że Barnier miał powiedzieć na zamkniętym spotkaniu z europosłami, że „musimy wykonać bardzo konkretną pracę w tym obszarze”. „Aby uniknąć niestabilności finansowej, (…) będzie musiała zostać nawiązana specyficzna, szczególna relacja” – miał powiedzieć były unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego. Dzienniki powołuje się na wewnętrzną notatkę z tego spotkania i pisze, że to zapowiedź specjalnej umowy regulującej pozycje Londynu jako jednego z centrów finansowych dla Europy i rozliczeń we wspólnej walucie, euro. Zdaniem „Guardiana” to także zapowiedź odejścia Brukseli od „twardego Brexitu”...” (źródło rp.pl: Unia musi dogadać się z londyńskim City)

„…W związku z tym potrzebne są dwa traktaty negocjacyjne dotyczące Brexitu, jeden dla Korony, a drugi dla City. To jest z mojego punktu widzenia informacja wręcz fantastyczna. Podał ją wczoraj Puls Biznesu, ale póki co nikt z tak zwanych publicystów się nawet na ten temat nie zająknął. To co wymsknęło się panu Michelowi Barnierowi, zostało natychmiast zdementowane, jako błąd w tłumaczeniu czy inna jakaś bzdura. Nie pamiętam już kto powiedział, że nie wierzy w wiadomości nie zdementowane, ale nie jest to w tym momencie istotne – zdementowali znaczy prawda. Drugi raz nie zdementują, bo się ośmieszą już całkiem…

City nie jest Anglią, a królowa nie ma tam nic do powiedzenia, kiedy przekracza granicę tego dziwnego obszaru staje się po prostu Elżbietą Windsor i ma słuchać co jej bankierzy mówią. I jeszcze się nie zdarzyło, żeby nie posłuchała. Cóż więc teraz? Jasne jest, że Brexit będzie przebiegał dwoma torami – jawnym i tajnym, od czasu do czasu słyszeć będziemy tylko jakieś dziwne dźwięki dochodzące z zaplecza. Może się także okazać, że City nigdy nie wyjdzie z UE i będzie po prostu finansowym łącznikiem pomiędzy wyautowaną Koroną, a interiorem finansowym Unii do niedawna zwanym kontynentem. Co z nami wobec tego? To zależy co postanowią ci ludzie których teraz City straszy i jakimi metodami zaczną obniżać koszty. Mam nadzieję, że nie będą potrafili ich obniżyć i strach przed Arabami zwycięży w ich sercach strach przed City. Wtedy jest szansa, że nic nam się nie stanie, a tamci przyślą tu parę drobnych, żebyśmy popatrzyli jak wzrasta potęga gospodarcza naszego kraju i żeby każdy miał już nie 500+ ale wręcz 1000+ na dziecko. Jeśli UE przestraszy się bardziej City, może się okazać, że najpierw rozprawi się z Arabami, a potem za pośrednictwem pana Putina z nami, bo za bardzo fikamy i domagamy się zbyt wiele, zamiast iść do roboty na szwalnię i czekać na deputat szarego mydła, jak to bywało dawnymi laty.

Jakby tego było mało wicekról Ameryki Donald Trump zapowiedział, że nie przyjedzie do Davos, a więc cały ten lewacki burdel zaczyna mieć się z pyszna i szuka tak zwanych nowych dróg rozwoju. Skoro nie będzie Trumpa, na miejscu ma się pojawić prezydent Chin. Ciekawe co na to powiedzą zwolennicy jedwabnego szlaku i „zbliżenia” z Chinami. Wybuchną entuzjazmem czy nie? Chiny miałby dać nowe gwarancje temu, co przed chwilą nazwałem lewackim burdelem i wyasygnować świeżą kasę na zasiłki dla Arabów, żeby ci podpuszczeni przez City nie poucinali głów unijnym urzędnikom i nie latali z tymi czerepami po ulicach miast. Ciekawe czy coś od tych Chińczyków wydębią, czy przyjedzie ten prezydent i wyjedzie wzruszywszy ramionami, bo okaże się, jak już nie raz bywało, że izolacja jest dla Chin lepszym wyjściem niż angażowanie się w niepewne interesy z obyczajowymi i finansowymi aferzystami…” (coryllus – Czy City wyjdzie z Unii?)

Opisana przez coryllusa wizja wpisuje się dość „dobrze” w ambicje londyńskiego City, które streszczają się w następującej kwestii: „…Brexit wzmocni pozycję City jako jedynej stolicy finansów konkurencyjnej wobec Nowego Jorku” (całość: Część przedstawicieli City za Brexitem)

podobne: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty). oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? i to: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin polecam również:  Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

Adam Wycichowski niewolnik – pierwsza gwiazdka

„Przewodniczący Komisji Europejskiej Jan Klaudiusz Juncker, ten sam, który w trybie ekspresowym wyznaczył na 21 grudnia ubiegłego roku posiedzenie Komisji Europejskiej poświęcone ostatecznemu rozwiązaniu kwestii polskiej – tym razem, podczas kolejnej Konferencji Monachijskiej, wygłosił opinię, że wypracowanie nowego modelu stosunków między Unią Europejską a Wielką Brytanią zajmie „więcej niż 24 miesiące”. Skąd przewodniczący Juncker może wiedzieć takie rzeczy, skoro negocjacje UE z Wielką Brytanią jeszcze się nie zaczęły – tajemnica to wielka. Jesteśmy skazani na domysły, ale skoro już jesteśmy skazani, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się…

…mamy dwie możliwości: albo obydwie instytucje wynegocjowane porozumienie zatwierdzą, albo nie. Powiedzmy jednak, że zatwierdziły. Wtedy zainteresowane państwo opuszcza szczęśliwą rodzinę unijną na warunkach wynegocjowanych i zatwierdzonych. No dobrze – ale co dzieje się w przypadku, gdy albo negocjacje nie doprowadzą do porozumienia, albo nawet doprowadzą, ale nie zostanie ono zatwierdzone? Wtedy zainteresowane państwo też może opuścić Unię Europejską, ale dopiero po 2 latach. 2 latach – czyli 24 miesiącach, o których z obfitości serca wspomniały usta Jana Klaudiusza Junckera! Po cóż Unii Europejskiej te 24 miesiące? Wyjaśnić to można odwołując się do innej instytucji traktatu lizbońskiego, mianowicie tzw. „klauzuli solidarności”. Stanowi ona, że w razie pojawienia się zagrożenia demokracji w jakimś kraju członkowskim, Unia Europejska, na prośbę państwa zagrożonego, może udzielić mu „bratniej pomocy” w celu usunięcia zagrożeń dla demokracji. A skąd wiadomo, że zagrożenia dla demokracji się pojawiły? No cóż; czyż potrzeba lepszego dowodu na zaistnienie tych zagrożeń, jak ów wniosek o wystąpienie z Unii? Nie potrzeba – a 24 miesiące chyba wystarczą, by te zagrożenia usunąć. A skąd będziemy mieli pewność, że zostały one usunięte? Stąd, że rząd ustanowiony w następstwie „bratniej pomocy” natychmiast wniosek o wystąpienie z Unii wycofa. Ciekawe, czy Jan Klaudiusz Juncker, wspominając o czasie nawet dłuższym niż 24 miesiące, miał na myśli właśnie tę mitręgę, czy też ta freudowska pomyłka przytrafiła mu się bez żadnej konkretnej intencji?” (Stanisław Michalkiewicz – Domyślajmy się!)

„…z ulgą i nadzieją witamy plany Angeli Merkel Europy dwóch prędkości. Mogą być śmiało nawet trzy, albo i więcej. Naturalnie pod warunkiem że J. Kaczyński nie zwariuje w międzyczasie i nie będzie starał się kraju zakwalifikować na pasmo najszybszego ruchu…

…Umiarkowana prędkość w dobrym kierunku jest lepsza niż ekspresowe pogłębianie euro integracji w złym, na co nalega Frau Merkel.

Jej celem, jak się zdaje, jest ekspresowe sprowadzenie reszty Afryki i Bliskiego Wschodu do serca Europy, zanim śpiące społeczeństwo niemieckie ocknie się aby bronić swojej tożsamości. Na czas tej turbo integracji Niemiec z islamem ich sąsiedzi zrobią dobrze jeśli zwolnią i odgrodzą się nawet od powstającego kalifatu płotem, jak Orban. Zbyt szybka integracja nie wyjdzie nikomu na zdrowie. Wręcz przeciwnie, rozsadzić może kohezję społeczną i doprowadzić do przyspieszonego rozkładu Niemiec z ich własnej i nieprzymuszonej woli. Ten rodzaj odwróconego Drang nach Osten, jak kto woli, leży w interesie ich sąsiadów. Nie bardzo więc wiemy czemu J. Kaczyński się tym martwi choć jednocześnie słusznie wskazuje palcem na Merkel jako na sprawczynię katastrofy i na role w tym jej piona w Brukseli Tuska, bezkrytycznie wentylującego niemieckie groźby pod adresem innych o astronomicznych karach za każdego nie przyjętego „uchodźcę”.

Interesujący jest timing tego pędu Angeli ku większej integracji. Wygląda to na reakcję euro establishmentu na Brexit, decyzję mających dość integracji Brytyjczyków i ich pragnienie aby się właśnie od kontynentu odintegrować. Czemu służyć ma przeciwstawienie się temu narzuconą przez Niemcy przyspieszoną integracją? Temu oczywiście aby stworzyć fakty dokonane przez co gotowość innych do próbowania kolejnego exitu z euro raju odpowiednio osłabnie. Wątpimy jednak czy strategia ta odniesie sukces.” (cynik9Europa dwóch prędkości)

„…Zaczęliście od powiedzenia nam, że musimy zapłacić rachunek, całe 52 miliardy funtów – kwota wyraźnie wzięta z powietrza, faktycznie forma żądania okupu. Moglibyście zauważyć, że włożyliśmy netto ponad 200 miliardów funtów w ten projekt, jesteśmy w istocie udziałowcami tego budynku i całej reszty majątku, i naprawdę to wy powinniście złożyć nam ofertę nie do odrzucenia, byśmy wyszli. A jak zawsze uroczy pan Verhofstadt, główny negocjator Parlamentu, w swojej rezolucji, nad którą mamy głosować później, mówi nam, że nie wolno nam omawiać potencjalnych umów handlowych z nikim innym na świecie, dopóki nie opuścimy Unii Europejskiej. Nie ma to żadnych zupełnie podstaw w prawie traktatowym i jest to tak, jakby powiedzieć, że nie możesz zaaranżować sobie mieszkania, na czas gdy wyjdziesz z więzienia…

…I oczywiście pan Tusk, którego nie ma dziś z nami – podejrzewam, że nadal płacze, wyglądał na dosyć załzawionego, nieprawdaż, po tym jak ambasador brytyjski doręczył list w zeszłym tygodniu – mówi nam w swoim memorandum, że wszelkie przyszłe umowy handlowe muszą zapewnić, że UK nie może mieć przewagi konkurencyjnej. To wszystko jest niemożliwe, a dokładacie do tego hipokryzję, że z jednej strony mówicie, że UE będzie negocjować jako jedność, a klauzula 22 dokumentu Tuska mówi, że w istocie Gibraltar, że Hiszpanie mogą mieć całkowite weto wobec całej umowy, jeśli nie będą usatysfakcjonowani suwerennością Gibraltaru. My wierzymy w narodowe samostanowienie – waszym celem i ambicją jest zniszczenie demokracji państwa narodowego. Gibraltar jest zdecydowanie rzeczą nie do przyjęcia na obecnych warunkach.

Okazaliście tymi żądaniami, że jesteście mściwi, paskudni. Mogę jedynie powiedzieć: dzięki Bogu, że wychodzimy. Zachowujecie się jak mafia. Myślicie, że jesteśmy zakładnikiem. Nie jesteśmy, wolno nam odejść…

…daje się nam żądanie okupu. Ale co musi być bardzo trudne dla was wszystkich do pojęcia, to że istnieje większy świat, tam na zewnątrz, niż Unia Europejska. 85 procent światowej gospodarki jest poza Unią Europejską. I jeśli chcecie nie mieć żadnej umowy, jeśli chcecie zmusić nas do odejścia od stołu, to nie my na tym ucierpimy. Wiecie, my nie musimy kupować niemieckich samochodów, nie musimy pić francuskiego wina, nie musimy jeść belgijskiej czekolady. Jest wielu innych ludzi, którzy nam to dostarczą. Powrót do taryf narazi miejsca pracy setek tysięcy ludzi żyjących w Unii Europejskiej, a jednak co mówicie, to że chcecie przedłożyć interesy Unii Europejskiej ponad interesy waszych obywateli i waszych firm. I jeśli będziecie dalej iść tą drogą, to nie tylko Zjednoczone Królestwo uruchomi artykuł 50, będzie jeszcze wiele kolejnych.” (karasekUS, Nigel Farage: UE jak mafia… niech będzie gangsterzy)

podobne: Unia doigrała się Brexitu. Eurosceptycy tryumfują, skowyt histerii wśród euroentuzjastów (od lewa do PISu). Wielka Brytania przed historyczną szansą, a co z Polską? Czekam na Polexit oraz: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego

W przeciwieństwie do państw takich jak Polska (a w zasadzie ich elit politycznych) wiecznie do czegoś aspirujących, zatroskanych o swój wizerunek „zagranico”, państwa poważne (a do takich należy Wielka Brytania) mają to do siebie że potrafią uzasadnić swoje racje, nawet jeśli argumenty na owe racje wydają się nieco „przestarzałe”. Demonstrując tym samym wyższość i przywiązanie do własnego porządku i dorobku prawno cywilizacyjnego… (Odys)

„…w portalu Obserwator finansowy ukazał się tekst Jacka Ramotowskiego zatytułowany Wielkie banki przygotowują się do brexitu. I w tym tekście znajduje się taki oto fragment:

Na wniosek Giny Miller brytyjski Sąd Najwyższy orzekł w listopadzie, że rząd nie może złożyć notyfikacji zamiaru opuszczenia Unii bez zgody parlamentu. Rząd odpowiednią ustawę przedstawił, ale nie zawiera ona szczegółów. Domaga się upoważnienia go do uruchomienia art. 50 Traktatu Lizbońskiego i podjęcia negocjacji zgodnie z tzw. klauzulą Henryka VIII z 1539 roku. Klauzula ta pozwala na zmianę, a nawet uchylenie ustawy bez zgody parlamentu.

Można uchylić ustawę bez zgody parlamentu, bo są odpowiednie narzędzia prawne w tradycji legislacyjnej na Wyspie. Tylko kto o tym decyduje? Wczoraj myśleliśmy, że król. A jeśli tak, to sądziłem, że będą z tym brexitem czekać, aż pani Ela odłoży łyżkę i na tronie zasiędzie Harry czy może te drugi, bardziej piegowaty. Dziś z rana okazało się, że w takich sprawach decyduje tajna rada, a skład tajnej rady możecie sobie znaleźć w sieci, bo nie jest on znowu aż tak tajny. No, ale jak napisałem na początku nie będzie trzeba sięgać po klauzule z roku 1539, bo już jest po sprawie, brexit rozpocznie się przed końcem marca.

Widzimy na tym przykładzie jak poważna jest tradycja polityczna Wielkiej Brytanii i jak serio traktuje się tam decyzje. Oczywiście, ktoś powie, że od dawna wiadomo było, że wyjdą potrzebowali tylko uzasadnienia. No, ale potrafią to uzasadnienie znaleźć i za jego pomocą przymusić Izbę Lordów to uległości. To jest właśnie poważna polityka.

Popatrzmy teraz jak poważna polityka wygląda u nas. Poważną polityką są w Polsce kwestie dotyczące 500+ i strajku nauczycieli o 10 procentową podwyżkę, poważną polityką jest nieudany skok na stanowisko szefa PE, a także powracające stale gawędy o tym czy uzbroić Polaków czy też może pozostawić ich bez broni, a za to zorganizować obronę terytorialną. Za poważną wewnętrzną politykę w Polsce uchodzi medialna propaganda najgorszego gatunku, taka jaką zaprezentował w najnowszej, jeszcze nie wydrukowanej Gazecie Polskiej Tomasz Sakiewicz. Na okładce widzimy tramwaj z czasów okupacji, z którego wychyla się Angela Merkel, a na pierwszym planie stoi Donald Tusk w mundurze esesmana. Proszę bardzo https://twitter.com/GPtygodnik/status/841348170584076289

W środku jak widzicie mamy tradycyjną, znaną nam z tygodników wydawanych za Gierka, mapkę przedstawiającą potencjał wojenny krajów Europy, z tym, że odwrotnie niż wtedy zagrożeniem nie jest zachód a Rosja. Mamy więc tu połączenie dwóch poetyk. Nachalnej propagandy i pseudonaukowej strategii. Każdy oczywiście, kto to skrytykuje zostanie z miejsca nazwany ruskim agentem. Bo ten manewr także jest wpisany w mechanizm działań poważnej polityki wewnętrznej w Polsce. Jeśli do tego dodamy to, co powiedziała pani Fotyga niedawno, w związku ze sprawą uzbrojenia Polaków, to mamy komplet. Powiedziała – przypomnę tylko – że w Polsce, odwrotnie niż w USA nie ma tradycji noszenia broni. Gadałem o tym wczoraj z Jackiem i on powiedział w pewnym momencie, że w Polsce jest za to tradycja noszenia ołowianych kul w potylicy. Ja zaś pomyślałem, że to dobry bon mot, bo on opisuje czynną nad Wisłą i wiecznie żywą tradycję potyliczną. Mamy nawet taki prawicowy portal – Wpotylicę. Prowadzą go bracia Karnowscy…” (coryllus – O tradycji politycznej i tradycji potylicznej)

podobne: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego oraz: Międzymoże, czyli o wpuszczaniu Polski w kanał casus belli przez gigantomaniaków którzy nie panują nad własnym państwem.

„…ma się w Rzymie odbyć uroczysty „szczyt” Unii Europejskiej, na którym delegacja polska ma znowu pokazać europejsom” nie tylko, jakie z nich palanty, ale stanąć na nieubłaganym gruncie europejskiej jedności, a także – jedności euroatlantyckiej. W związku ze szczytem pani premier Szydło żałośliwym tonem wygłosiła specjalne orędzie do narodu, informując, co i jak. Ten żałośliwy ton wynika, jak przypuszczam, z trudności położenia w jakim znalazła się nie tylko ona, ale całe PiS wobec swoich wyznawców. Z jednej strony pan prezes Kaczyński chciałbym im zaimponować przedstawieniem, jak to pod jego przywództwem Polska „wstaje z kolan” i tak dalej, ale z drugiej strony targa nim jaskółczy niepokój, że jak tylko spróbuje wstać, to nie dostanie forsy, od której nasi Umiłowani Przywódcy uzależnili nie tylko Polskę, ale i samych siebie. Przed taką możliwością ostrzegł panią premier Szydło francuski prezydent Hollande, zauważając, że „wy macie zasady, a my – subwencje”. Wprawdzie pani premier skwitowała to lekceważącą uwagą, że prezydent Hollande ma zaledwie 4 procent poparcia, ale procenty to jedna rzecz, a forsa, to rzecz druga. Ale cóż; wobec wyznawców trzeba trzymać fason („on tu jeden trzyma fason ponad Żydów podłą zgrają i on jeden nie jest mason, chociaż – czego nie gadają?” – powiada poeta), więc pani premier zapowiedziała, że jeśli polskie żądania nie zostaną w Rzymie spełnione, to Polska nie podpisze końcowej deklaracji. Nie wiem czemu, ale przypomina mi to scenę spotkania meksykańskiej cesarzowej Charlotty z cesarzem Napoleonem III. Charlotta chciała namówić Napoleona na interwencję w Meksyku, gdzie powstańcy oprymowali jej męża, cesarza Maksymiliana. Napoleon wykręcał się jak tylko mógł, więc Charlotta użyła ostatecznego w jej mniemaniu argumentu, oświadczając, że jeśli nie będzie interwencji, to oboje z mężem abdykują. – Ależ abdykujcie jak najprędzej! – wyrwało się wtedy Napoleonowi, na co Charlotta najpierw dostała spazmów, potem zaczęła wyrzucać francuskiemu cesarzowi jego niskie pochodzenia, aż wreszcie zwariowała. Takie rzeczy pokazują, że w polityce światowej sprawy tragiczne sąsiadują z komicznymi…” (Stanisław Michalkiewicz – Czyżby znowu moralne zwycięstwo?)

podobne: Dwie prawdy zamiast polityki oraz: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec” i to: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą a także: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium

rys. Jerzy Wasiukiewicz

W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za porażkę w cyberwojnie, rośnie przepaść między bogatymi i biednymi, Kongres chce zlikwidować Obamacare (w pakiecie reformy gospodarcze)


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

USA: FBI opublikowała nowy raport oskarżający Rosję o ingerencję w amerykańskie wybory

PAP – Świat, 30 Gru 2016, 6:41,  Waszyngton (PAP/Reuters/AP) – Federalne Biuro Śledcze (FBI) i Departament Bezpieczeństwa Krajowego opublikowały w czwartek pierwszy dokładny raport bezpośrednio oskarżający hakerów z rosyjskich cywilnych i wojskowych służb wywiadowczych FSB i GRU o ingerowanie w proces ostatnich wyborów w USA.

Raport, liczący 13 stron, zawiera dokładne informacje o charakterze technicznym wskazujące na powiązania rosyjskich hakerów z włamaniami do serwerów Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej.

Według raportu rosyjska FSB zaczęła w połowie 2015 r. m. in. wysyłać złośliwe kody komputerowe i linki do ponad 1000 odbiorców w USA, w tym do Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej, instytucji i agend federalnych. W raporcie podano przykłady takich kodów i linków.

Krajowy Komitet Partii Demokratycznej miał być ponownie infiltrowany na początku br. przez rosyjski wywiad wojskowy GRU.

Administracja prezydenta Baracka Obamy już 7 października oskarżyła Rosję o ataki hakerskie mające na celu wpływ na proces wyborów prezydenckich w USA, ale raport FBI jest pierwszym oficjalnym dokumentem zawierającym szczegółową analizę techniczną i konkretne dane. Jest to też pierwsze oficjalne potwierdzenie FBI tych zarzutów.

Raport opublikowano tego samego dnia, w którym prezydent Obama ogłosił sankcje wobec Rosji, w tym wydalenie z USA 35 rosyjskich dyplomatów.

Strona rosyjska, która zdecydowanie odrzucała te oskarżenia, potępiła sankcje i zapowiedziała „udzielenie adekwatnej odpowiedzi”. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa napisała na swoim profilu na Facebooku, że reakcji Moskwy należy spodziewać się w piątek.

Według amerykańskich agencji wywiadowczych, rosyjscy hakerzy wykradli tysiące maili z serwera Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej a następnie dostarczyli je demaskatorskiemu portalowi WikiLeaks, by skompromitować demokratyczną kandydatkę do prezydentury Hillary Clinton i pomóc w ten sposób Donaldowi Trumpowi wygrać wybory prezydenckie. (PAP) jm/ 

źródło: stooq.pl

„FT”: według Trumpa „zero dowodów” na wpływ Rosji na wybory w USA

PAP – Świat, 2 Sty 2017, 20:57, Waszyngton (PAP/Media) – Prezydent elekt Donald Trump uważa, że istnieje „zero dowodów” na to, iż Moskwa ingerowała w wybory w USA i wpłynęła na ich wynik – oświadczył w poniedziałek rzecznik Trumpa Sean Spicer, cytowany przez „Financial Times”.

Prezydent elekt nie chce „wyciągać pochopnych wniosków” z raportu FBI na temat rosyjskich hakerów, którzy ingerowali w proces wyborczy – powiedział Spicer, odnosząc się do opublikowanego w zeszłym tygodniu dokładnego raportu Federalnego Biura Śledczego (FBI) i Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego.

Spicer podważył ustalenia tego raportu, nazywając go „13-stronicowym podręcznikiem na temat poprawy podstawowego bezpieczeństwa Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej”, której serwery zostały zaatakowane.

Raport bezpośrednio oskarża hakerów z rosyjskich cywilnych i wojskowych służb wywiadowczych FSB i GRU o ingerowanie w wybory. Liczący 13 stron dokument zawiera dokładne informacje o charakterze technicznym wskazujące na powiązania hakerów z włamaniami do serwerów Demokratów.

„FT” przypomina, że informacje o działaniach Rosji wzburzyły Kongresmenów niezależnie od afiliacji politycznej, co „wróży trudne początki dla administracji Trumpa, gdy będzie starała się wykorzystać fakt, iż Republikanie przejęli (po wyborach) kontrolę zarówno nad Senatem jak i Izbą Reprezentantów”.

Wcześniej w poniedziałek kongresmen Adam Schiff, członek Komisji Wywiadu Izby Reprezentantów zarzucił Trumpowi, że jako jedyny wydaje się kwestionować informacje zawarte w dokumencie FBI.

Wpływowi Republikanie, jak senatorzy John McCain i Lindsey Graham, którzy od tygodni apelują o powołanie międzypartyjnej komisji Kongresu, która zbada tę sprawę, zapowiedzieli, że będą – jak powiedział McCain – „mocno naciskać na naszych kolegów (w Kongresie USA – PAP), by przyjęli bardziej znaczące i ostrzejsze sankcje przeciwko Rosji z powodu jej ataków na Stany Zjednoczone”.

Trump w ubiegłym tygodniu ogłosił, że nadszedł czas, by zająć się czymś innym, niż kwestie związane z cybernetyczną interwencją Rosjan, lecz w poniedziałek zmienił stanowisko, a jego zespół zasugerował, że prezydent elekt podejmie w tej sprawie decyzję, gdy zapozna się z większą ilością materiałów dowodowych.

„FT” przypomina, że przed opublikowaniem raportu FBI 17 amerykańskich agencji wywiadowczych uznało, że za atakami hakerów stała Rosja.

W czwartek Stany Zjednoczone ogłosiły nałożenie sankcji na Rosję w reakcji na hakerskie ataki, które służyły ingerencji w amerykańskie wybory prezydenckie; 35 rosyjskich dyplomatów zostało wydalonych z USA. (PAP) fit/ mal/

źródło: stooq.pl

„…kiedy okazało się, że zwycięstwo Trumpa wywołało w Stanach Zjednoczonych podobne objawy, co wejście do austriackiego rządu Jorga Haidera, doprowadzając do wybuchu niespotykanego wcześniej w Ameryce politycznego zacietrzewienia, niemieckie kierownictwo najwyraźniej się zreflektowało i z początkowego zaskoczenia ochłonęło. Być może odegrała tu decydującą role okoliczność, że zarówno w Europie, jak i w Ameryce, siłą napędową tych protestów i tego zacietrzewienia jest złość i złoto starego żydowskiego grandziarza finansowego Jerzego Sorosa, który to wszystko finansuje. Będąc w Nowym Jorku słyszałem z wielu stron uporczywą plotkę, jakoby grandziarz obiecał każdemu elektorowi, który 19 grudnia nie odda głosu na Trumpa, 5 milionów dolarów. Nie ma dymu bez ognia; 20 elektorów zapowiedziało, ze nie zagłosuje na Trumpa dopóki CIA nie wyjaśni, czy wybory prezydenckie nie były aby zmanipulowane przez Rosję. Zatrzymajmy się chwilę nad tym dziwacznym żądaniem. Mamy dwie mozliwości: albo Rosja dysponuje w USA agenturą rozbudowana do tego stopnia, że na skinienie Kremla moskiewski faworyt może zostać prezydentem – ale w takim razie CIA, to kupa gówna, skoro dopuściła do takiej sytuacji, więc jej wyjaśnienia nie mają specjalnej wartości, albo – możliwość druga – Rosja żadnej do tego stopnia rozbudowanej agentury w USA nie ma, ale za to amerykańskie społeczeństwo stało się tak podatne na rosyjską propagandę, że Kreml może sobie przebierać w tamtejszych prezydentach, jak w ulęgałkach. I tak źle i tak niedobrze – ale jest jeszcze jedna istotna sprawa – że po raz pierwszy ostatnie słowo w wyborach prezydenckich miałaby amerykańska bezpieka. Pewnie i wcześniej tak bywało, ale nigdy jeszcze nie było takiej ostentacji. W wreszcie ostatnia sprawa – a skąd możemy mieć pewność, że Kreml, albo i finansowy grandziarz nie przekupił funkcjonariuszy CIA, którzy mieliby osądzić autentyczność amerykańskich wyborów prezydenckich? Nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem – mawiali starożytni Rzymianie, a skądinąd wiadomo, że w ostatnich latach (czyżby nadchodziły zapowiadane „dni ostatnie”?), podatnośc funkcjonariuszy publicznych na korupcję raczej wzrosła i to gwałtownie, więc dlaczego niby akurat CIA miałaby być na tę przypadłość szczególnie immunizowana? Warto postawić takie pytanie tym bardziej, że sam widziałem oferty w postaci stawek godzinowych za udział w antytrumpowych demonstracjach. Jeśli nie stał za nimi w charakterze sponsora stary finansowy grandziarz, to ja jestem chińskim mandarynem. ” (Stanisław Michalkiewicz – Ciamajdan, majdanek i majdan)

podobne: Niemcy: kontrwywiad ostrzega przed rosyjskimi szpiegami. Służby zacieśniają współpracę z USA. oraz: Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową

Niezależnie od tego czy ataki hakerskie rzeczywiście miały miejsce, jakich konkretnie strat dokonały, i pomijając zarzuty o bezpośrednim wpływie na niedawne wybory (bo wyciek czyichkolwiek mailów nie jest niczym takim a co najwyżej posłużył politycznemu przeciwnikowi – o co trudno Trumpa winić, niech się wstydzi Clintonowa), można się zastanowić nad sensem „chwalenia się” publicznie i na cały świat przez służby i  administrację państwa o mocarstwowej pozycji jakim jest USA tym, że jakieś inne państwo (w dodatku dużo słabsze) ma realny bezpośredni wpływ na obsadzanie stanowiska najważniej osoby w państwie. Jest to nie tylko głupota co jasny sygnał dla innych potencjalnych wrogów USA o głębokim kryzysie tego państwa, jeśli nie w samej administracji to z całą pewnością w służbach bezpieczeństwa, a jeśliby przyjąć za prawdę że zmanipulowane zostało społeczeństwo to mamy tu do czynienia z inwigilacją na masową skalę i powszechną zdradą… Jednym słowem czy USA to jeszcze USA, czy też może marionetkowe państwo sterowane zdalnie przez Putina? Bo taki właśnie sygnał wysyłają ci zadowoleni z własnej przenikliwości durnie.

Pozostaje pytanie co zamierzają w związku z tym odkryciem zrobić? Co się stanie z wyborcami Trumpa których Putin zahipnotyzował, i co będzie z demokracją jako metodą wyłaniania władz państwa? Idąc tropem oskarżenia o bezpośredni wpływ Rosji na wybory w USA powstaje pytanie – dlaczego wybory nie zostały do tej pory po prostu anulowane? Niedoszły POTUS powinien zostać natychmiast odizolowany i poddany bardzo szczegółowemu przesłuchaniu na okoliczność owych wniosków jakie wysuwają szefowie służb i dotychczasowa administracja… Mało tego! To właśnie ową administrację i jej służby należałoby w pierwszej kolejności zwolnić, zamknąć i ostro przesłuchać jako nieudolnych, tudzież zaprzedanych Putinowi muppetów, bo ta niesłychana zdrada miała miejsce na ich warcie!… Bądź tu mądry… Jak mawiał klasyk „do czego to doszło żeby przez (pastowaną) świnię człowiek (demokrata) protekcji dochodził!” 🙂

Ja jednak uważam że najwyższa już pora aby przegrani pogodzili się z porażką, i nie wystawiali własnego państwa i siebie na taką kompromitację. Paradoksalnie „olewczy” (oficjalnie) stosunek Trumpa do tych zarzutów jest jedynym głosem rozsądku mogącym złagodzić skutki raportu o NIEUDOLNOŚCI amerykańskiej administracji (i służb bezpieczeństwa), o której szczegółach na miejscu władz USA wstydziłbym się w ogóle rozmawiać a co dopiero ujawniać jakieś szczegóły. Zamiast robić z Trumpa ruską matrioszkę zająłbym się poważnie samym faktem cybernetycznych ataków jeśli rzeczywiście do nich doszło… i zrobił coś równie spektakularnego w odwecie (oczywiście po cichu ale tak żeby to dotarło do agresorów)… Tymczasem histeryczna reakcja administracji Obamy i zwolenników Clintonowej na przegraną w prezydenckich wyborach, zaczyna przybierać formę taktyki spalonej ziemi – szKODzenie własnemu krajowi…

Z drugiej strony trudno mi uwierzyć że ogłaszanie tego rodzaju rewelacji świadczące o niekompetencji/słabości amerykańskiej administracji nie ma jakiegoś innego powodu. Jakiegoś drugiego dna które zaprzeczyłoby tej głupocie, ale  póki co nie jestem w stanie zauważyć niczego takiego… oprócz wewnętrznych rozgrywek miedzy nową a starą administracją. Być może kiedy postawione zostaną konkretne zarzuty to Trump będzie miał pretekst żeby przeprowadzić czystki w nieudolnych służbach… (Odys)

podobne: Rokosz i Elekcja, Hitchcock i histeria, Trump(y) i trąf(y) czyli rozgrywanie tłumu w służbie demokracji.

spy vs spy

spy vs spy

…czy w związku z powyższym USA przegrywają wojnę cybernetyczną?

Szefowie wywiadu: Rosja poważnym cybernetycznym zagrożeniem dla USA

PAP – Świat, 5 Sty 2017, 20:04, Waszyngton (PAP/Media/Reuters/AFP) – Podczas przesłuchania w Senacie USA szefowie służb wywiadowczych, w tym dyrektor wywiadu James Clapper, powiedzieli w czwartek, że Rosja jest poważnym zagrożeniem cybernetycznym dla USA, a jej ingerencja w wybory w USA była agresywna i „wielowymiarowa”.

Komisja sił zbrojnych Senatu rozpoczęła dochodzenie w sprawie ingerencji Rosji w wybory w USA oraz takich zagrożeń cybernetycznych, jakimi były hakerskie ataki Rosji na serwery Partii Demokratycznej i sztabowców kandydatki Demokratów w wyborach Hillary Clinton.

Szef komisji sił zbrojnych, senator John McCain przewodniczył jej czwartkowej sesji. Jak informuje dziennik amerykańskiego Kongresu „The Hill”, przesłuchanie wzbudziło bardzo duże zainteresowanie i senatorzy prowadzili je przy wypełnionej sali.

Przed komisją oprócz Clappera zeznawali admirał Mike Rogers, dyrektor Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (NSA) i zarazem szef Cyber Command (cyberdowództwa) sił zbrojnych USA oraz wiceminister obrony do spraw wywiadu Marcel Lettre.

Szefowie wywiadu uznali, że Rosja stanowi duże zagrożenie dla „amerykańskiego rządu, armii, dyplomacji, krytycznej infrastruktury oraz handlu” – podaje Reuters.

Moskwa jest szczególnie groźna ze względu na „wysoce zaawansowany ofensywny program cybernetyczny i (…) wyrafinowane możliwości (technologiczne)” – powiedział jeden z wysokiej rangi przedstawicieli amerykańskiego wywiadu.

Jak podaje „The Hill”, szefowie wywiadu poinformowali, że również w czwartek pogłębiony raport na temat ingerencji Rosjan w wybory otrzymał prezydent Barack Obama. Dokument jest ściśle tajny, ale w przyszłym tygodniu pewne jego części zostaną opublikowane.

Clapper wyjaśnił, że w tej sytuacji nie może podać więcej szczegółów na ten temat, ale podkreślił, że będzie zabiegał, aby jak najwięcej informacji zawartych w raporcie zostało udostępnionych opinii publicznej.

Raport ten został przygotowany przede wszystkim przez trzy agencje: CIA, FBI oraz NSA – powiedział Clapper.

Zastrzegł też, że amerykański wywiad nie jest w stanie dociec, czy cybernetyczne ataki Rosjan miały wpływ na wynik wyborów. Dodał też, że z ustaleń wywiadu wynika, iż działania te „miały więcej niż jeden motyw”.

Admirał Rogers i Clapper powiedzieli również, że „tylko najwyższe władze Rosji mogły je zatwierdzić”, a ingerencja nie ograniczała się do ataku na Demokratów.

Tego rodzaju postępowanie „nie zatrzymuje się na Stanach Zjednoczonych” i dochodzi do prób „wpływania na opinię publiczną w Europie i Eurazji”; działania Rosjan mają na celu „podważenie publicznego zaufania do instytucji oraz informacji (w sferze publicznej)” – dodał Clapper.

Dyrektor wywiadu powiedział też, że skala ingerencji Moskwy w ostatnie wybory w USA jest bez precedensu.

„Rosjanie mają długą historię ingerowania w wybory. Swoje własne i innych narodów (…). Sięga ona lat 60., zaczęło się w latach zimnej wojny” – wyjaśnił i podkreślił, że kampania prowadzona przez Rosjan w 2016 roku w USA była szczególnie agresywna.

Republikański senator Lindsey Graham spytał Clappera, czy służby specjalne gotowe są na to, że Trump „rzuci im wyzwanie” podczas piątkowego briefingu wywiadu dla prezydenta elekta. „Sądzę, że tak” – odparł Clapper.

Graham przy sposobności skrytykował administrację Obamy za niewystarczające sankcje nałożone na Moskwę w związku z jej ingerencją w wybory. W ramach retorsji Amerykanie wydalili z kraju 35 rosyjskich dyplomatów.

Clapper wyjaśnił też senatorom, że kampania Rosjan była „wielowymiarowa”, nie ograniczała się do cyberataków i polegała też między innymi na dezinformacji.

Pytany przez senatorów o to, czy można uznać za wiarygodne wypowiedzi Juliana Assange’a, którego portal WikiLeaks ujawnił treść maili wykradzionych przez hakerów, Clapper odpowiedział „Nie w mojej opinii”, a admirał Rogers dodał, że „popiera tę opinię”.

We wtorek wieczorem w rozmowie z Fox News Assange powiedział, że Rosjanie nie są źródłem przekazanych WikiLeaks maili zdobytych po włamaniu przez hakerów do systemu komputerowego Demokratów.

Te i inne wypowiedzi Assange’a Trump zacytował w środę na Twitterze, w kolejnych wpisach podważających ustalenia wywiadu w sprawie cyberataków na serwery Demokratów i ingerowania Rosji w wybory.

W czwartek Trump napisał na Twitterze: „Nieuczciwe media chętnie mówią, że zgadzam się z Julianem Assange’em. Błąd. Po prostu stwierdzam to, co on stwierdza (…) i to ludzie mają wyrobić sobie zdanie, co jest prawdą”.

Dodał też: „Media kłamią, by mnie ukazać jako kogoś, kto jest przeciw +wywiadowi+, podczas gdy ja naprawdę jestem ich fanem!”.

Odnosząc się do tych wpisów Trumpa i komentarza jego rzecznika Seana Spicera, który nazwał stanowisko swego szefa „zdrowym sceptycyzmem”, Clapper powiedział: „Istnieje różnica między sceptycyzmem a dezawuowaniem (wywiadu)”.

W środę wieczorem „Wall Street Journal” podał, że prezydent elekt przymierza się do uszczuplenia Urzędu Dyrektora Bezpieczeństwa Narodowego oraz personelu CIA w Waszyngtonie.

Spicer zdementował te informacje; „nie ma cienia prawdy w (informacji) o planach restrukturyzacji społeczności wywiadu” – powiedział dziennikarzom. (PAP) fit/ ro/

źródło: stooq.pl

„…Gazeta Kommiersant podaje, że nie tylko Rosja oskarżana przez USA o cyberataki posiada jednostki wojskowe działające w cyberprzestrzeni. Znajduje się jednak w pierwszej piątce krajów, które stworzyły cyberwojska.

Specjalistyczne jednostki zajmujące się cyberbezpieczeństwem w celach militarnych albo wywiadowczych istnieją według gazety w Rosji, USA, Chinach, Wielkiej Brytanii i Korei Północnej. Jednostki te w coraz większym stopniu wykorzystują narzędzia do walki informacyjnej, czego przykładem mogły być rosyjskie działania w okresie kampanii wyborczej w USA stwierdzone przez amerykańskie służby.

Z ustaleń Zecurion Analytics wynika, że formalnie jednostki cyberwojska posiada kilkadziesiąt państw, a nieformalnie ponad sto z nich. Najwięcej na tego typu podmioty wydają Stany Zjednoczone (7 mld dolarów rocznie), którzy zatrudniają w tym celu około 9 tysięcy ludzi. Rosja posiada około tysiąca specjalistów pracujących w cyberwojsku, którzy kosztują rocznie około 300 mln dolarów.

Wnioski Zecuriona kwestionują niektórzy analitycy, którzy twierdzą, że trudno potwierdzić liczby przedstawione przez ośrodek. Mimo to publikuje on zestawienie wydatków i ilości etatów w największych jednostkach cyberwojska na świecie…” (Wojciech Jakóbik – Cyberwojska krajów świata ruszają na front)

podobne: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach”. oraz: Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”? i to: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski”.

…a teraz coś z zupełnie innej teczki

Nowy Kongres USA chce obalić Obamacare

PAP – Świat, 3 Sty 2017, 19:55, Nowy Jork (PAP) – Nowo wybrany Kongres USA zdominowany przez Republikanów zapowiada obalenie systemu ubezpieczeń zdrowotnych Obamacare oraz innych inicjatyw podjętych przez odchodzącego prezydenta. Demokraci podejmują kampanię, żeby temu zapobiec.

We wtorek na waszyngtońskim Kapitolu nastąpi zaprzysiężenie członków 115. Kongresu. Kiedy 20 stycznia Donald Trump obejmie swój urząd, po raz pierwszy od dekady Republikanie kontrolować będą obie izby Kongresu, jak i Biały Dom. Ułatwi im to forsowanie własnej polityki.

Podstawowym obiektem ataku Partii Republikańskiej (GOP) jest reforma opieki zdrowotnej wprowadzona przez Baracka Obamę. Od początku uznawali ją za jedną z przyczyn słabego tempa uzdrawiania gospodarki po kryzysie.

Trump wzywał we wtorek na Twitterze do gruntownej reorganizacji systemu. „Obamacare po prostu nie działa, jest zbyt droga, jest to marna opieka zdrowotna” – argumentował prezydent elekt.

Amerykańskie media podkreślają, że rezygnacja z Obamacare nie będzie prosta. Według szacunków dzięki nowym przepisom, a także rozszerzeniu systemu Medicaid (dla ubogich) 20 milionów ludzi zyskało dostęp do ubezpieczeń zdrowotnych. Ponadto uznaniem cieszy się fakt, że firmy ubezpieczeniowe nie mogą podobnie jak dawniej odmawiać usług osobom, które już wcześniej nabawiły się poważnych schorzeń.

W środę Obama ma się udać z wizytą na Kapitol, co rzadko się zdarza. Pragnie tam omówić z Demokratami plany, w jaki sposób zachować reformę służby zdrowia. Wiceprezydent elekt Mike Pence spotka się w tym samym dniu z Republikanami.

„Mamy wiele rzeczy do zrobienia i wiele do wycofania” – pisał lider większość republikańskiej w Izbie Reprezentantów Kevin McCarthy w liście do kongresmanów GOP.

Celem Republikanów jest m.in. okrojenie budżetu federalnego i biurokracji w Waszyngtonie. Przymierzają się m.in. do rewizji popularnych systemów świadczeń społecznych, jak zasiłki emerytalne Social Security oraz ubezpieczenia zdrowotne Medicare, z których korzystają seniorzy.

Według przewidywań agenda GOP obejmować będzie też reformę systemu podatkowego, przepisów dotyczących środowiska naturalnego oraz zaniechanie regulacji finansowych podjętych w odpowiedzi na kryzys z 2008 roku. Republikanie uważają je za zbyt uciążliwe dla przedsiębiorstw.

Oczekuje się także zmiany podejścia do ONZ po rezolucji Rady Bezpieczeństwa potępiającej budowę osiedli izraelskich na Zachodnim Brzegu Jordanu i we Wschodniej Jerozolimie. USA umożliwiły przeforsowanie jej w Radzie Bezpieczeństwa, wstrzymując się od głosu. Pojawiają się apele, by „odwrócić szkody wyrządzone przez administrację Obamy i odbudować sojusz z Izraelem”.

Przeobrażeniom może ulec polityka wobec Rosji. Obama zaostrzył ostatnio sankcje pod zarzutem ataków hakerskich. Ekipa Trumpa twierdzi, że na udział Rosji brak rozstrzygających dowodów.

Krytykując Obamacare, Republikanie nie mają alternatywnego planu. Dlatego według Demokratów przywódcy GOP rozważają zwłokę, by zyskać na czasie i zastanowić się, co będzie dalej.

„Rzucając gromy nie pokazali nic, co wskazywałoby, że wiedzą, co z tym zrobić” – twierdziła przewodnicząca mniejszości demokratycznej w Izbie Reprezentantów Nancy Pelosi. Strategię rywali polegającą na obaleniu Obamacare i zwłoce w jej zastąpieniu nazwała „aktem tchórzostwa”.

Także zdaniem Lanhee Chena, byłego czołowego doradcy republikańskiego kandydata na prezydenta Mitta Romneya, uchylenie Obamacare, jeśli się nie ma planu, aby ją szybko zastąpić, byłoby błędem GOP.

Według amerykańskich mediów Demokraci podejmą kroki, by zablokować plany Republikanów, odwołując się do opinii publicznej. Jak zapewniał we wtorek przywódca mniejszości demokratycznej w Senacie Charles Schumer, jego partia będzie patrzeć na ręce prezydenta i Republikanów w Kongresie.

„Będziemy w grupie, która postara się upewnić, czy prezydent elekt wywiązuje się ze swoich zobowiązań, żeby Amerykę uczynić naprawdę wspaniałą w najlepszym tego słowa znaczeniu” – mówił Schumer.

Aby bronić swej polityki, demokratyczna mniejszość może się w Senacie uciec do obstrukcji parlamentarnej. Ma to jednak swoje ograniczenia. Nie brak ostrzeżeń, że spośród 23 senatorów, którzy będą się ubiegać o reelekcję w 2018 roku, dziesięciu pochodzi ze stanów, w których elektorat głosował na Trumpa. Mogą oni wyłamać się z szeregów swej partii i poprzeć politykę GOP.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP) ad/ kot/ mc/

źródło: stooq.pl

podobne: USA. Limit długu wraca jak bumerang i przyprowadza kolegę „Obamacare”. oraz: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i to: Izrael planuje zawłaszczenie palestyńskiej ziemi

…najlepszy przykład na to jak (nie)działa Obamacare jest poniższa informacja…

USA – Rośnie przepaść między bogatymi i biednymi

PAP – Biznes, 1 Sty 2017, 8:41, Nowy Jork (PAP) – W USA pogłębia się przepaść między nieliczną grupą bogatych a połową ludności sytuującą się na przeciwnym biegunie. Obecnie 1 proc. Amerykanów zarabia średnio 1,3 mln dolarów rocznie.

Omawiając badania ekonomistów Thomasa Piketty’ego, Emmanuela Saeza i Gabriela Zucmana, telewizja CNN w programie Money nazywa najbardziej zamożnych maszynkami do robienia pieniędzy. Zarabiają oni teraz trzy razy więcej niż w latach 80., gdy ich dochody wynosiły średnio 428 tys. dolarów.

Jednocześnie 50 proc. populacji USA w latach 80. miała średnie dochody brutto wynoszące ok. 16 tys. dolarów rocznie; trzy dekady później, uwzględniając inflację, niewiele się zmieniło.

Jak wynika z raportu Equality of Opportunity Project, dla ogromnej większości American Dream (amerykańskie marzenie) staje się nieosiągalnym mitem. 92 proc. osób urodzonych w latach 40. zarabiało więcej niż ich rodzice, ale od tego czasu sytuacja pogarsza się systematycznie. Wśród urodzonych w latach 50. takich osób było jeszcze 79 proc., a wśród millenialsów, urodzonych w latach 80., stanowią tylko połowę.

Coraz większą część dochodów zgarniają zamożni. O ile w latach 70. na 1 proc. najbogatszych przypadało nieco ponad 10 proc. wszystkich dochodów, obecnie jest to ponad 20 proc. Jednocześnie o ile przez większą część lat 70. do połowy mniej zasobnych Amerykanów trafiło ponad 20 proc. dochodu narodowego, teraz jest to tylko 12 proc.

Punkt zwrotny nastąpił ok. 1980 roku. W połowie lat 90. plasujący się na szczycie 1 proc. Amerykanów wyraźnie się bogacił. Dochody połowy populacji na dolnych szczeblach amerykańskiej drabiny gwałtownie spadały.

Piketty, Saez i Zucman zaobserwowali, że z powodu wywołanej kryzysem finansowym recesji w latach 2009-2010 nierówność zmniejszyła się, ponieważ także bogaci doznali strat. Ale od tamtego czasu różnice majątkowe znowu są coraz większe.

Zamożni przezwyciężyli skutki kryzysu znacznie szybciej m.in. dzięki wzrostowi na giełdzie. Także wartość nieruchomości osiągnęła poziom sprzed recesji. Tymczasem płace dolnej części społeczeństwa nie drgnęły.

W 1980 roku 1 proc. najbardziej majętnych Amerykanów zarabiał średnio 27 razy więcej niż 50 proc. na dole, a obecnie jest to 81 razy więcej.

Z Nowego Jorki Andrzej Dobrowolski (PAP) ad/ kot/ kar/

źródło: stooq.pl

podobne: Rekordowy poziom nierówności między najbogatszymi a najbiedniejszymi. i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło. oraz: Prof. Witold Kwaśnicki: Ci wstrętni (neo)liberałowie. A przecież „kapitalizm oznacza własność” a także: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne

…a to ci niespodzianka. Tyle lat pompowania pieniędzy w biedotę a biedoty przybywa. Zdaje się że nie taki był cel tego rozdawnictwa żeby zlikwidować klasę średnią i pogłębiać różnice między najbiedniejszymi a najbogatszymi… Tylko pozornie nie taki, bo trudno oczekiwać innych efektów od sprawdzonej metody uszczęśliwiania ludzi poprzez rabunek i redystrybucję tego co się zabiera najbardziej aktywnym i zdolnym pracownikom. Ta metoda od ZAWSZE uderza w najuboższych i odbywa się kosztem klasy średniej w taki sposób że jest ona pozbawiana siły nabywczej przez co nie może konkurować z bogatymi, co z kolei odbija się na biedocie która z swojego poziomu wyrwać się wyżej nie może i jest skazana na korporacyjne monopole i zmowy. Może nasi „fachofcy” z „dobrej zmiany” tak zapatrzeni w USA też powinni przemyśleć swoje rozdawnicze pomysły zamiast wpychać Polaków w odmęty „sanacji” i gierkowszczyny? (Odys)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia


1. Kiszczak w sądzie przegrał… ale wygrał „święty” sPOkój. 

„…Ktoś może powiedzieć: „i się nie udało” lub „to dobry znak, sprawiedliwość zaczyna zwyciężać”. Tylko czy skazanie zbrodniarza i zdrajcy na dwa lata w zawieszeniu to triumf sprawiedliwości? Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest dokładnie odwrotnie. Skazany Czesław Kiszczak nie dokonał w życiu nic poza zniewalaniem Polski. Właśnie za to przez lata płaciło mu komunistyczne państwo i niestety za to III RP wypłaca mu emeryturę.

Nie wiem nawet, czy ten wyrok nie jest mu trochę na rękę. Szybko o nim zapomni, konsekwencji żadnych nie poniesie, a przynajmniej będzie miał kłopot z głowy.

To nie żaden twardziel, tylko zwykły tchórz, który mocny czuł się tylko wówczas, gdy nasyłał na ludzi bandziorów pokroju Piotrowskiego czy osaczał zastępami esbeków i donosicieli. Warto przypomnieć sobie okoliczności postawienia Kiszczaka w stan oskarżenia. Nie stawiał się na wezwania prokuratora do czasu, aż ówczesny prezes IPN profesor Janusz Kurtyka nazwał go tchórzem i zapowiedział doprowadzenie przy użyciu policji. Reakcja jego obrońcy była natychmiastowa – okazało się, że były szef bezpieki niemal przybiegł na wezwanie, gdy poczuł, iż żarty się skończyły.

Wyrok wydany na Kiszczaka, choć skazujący, pokazuje jak na dłoni, że zaprojektowane m.in. przez niego niby wolne państwo trzyma się mocno. Czyny, za jakie wymierzono mu tę symboliczną karę, to zaledwie skromna część jego przestępczego dorobku. Warto pamiętać, iż nie tak dawno inny sąd (co prawda niższej instancji) skazał byłych szefów CBA za ściganie korupcji na trzy lata bezwzględnego więzienia…”

Katarzyna Gójska-Hejke • Gazeta Polska

całość tu: Triumf Kiszczaka

„(…) szyderczy spektakl „skazanie Kiszczaka” nastąpił w uproszczeniu 35 lat po dokonaniu zbrodni i 25 po otwarciu teoretycznej możliwości skazania. Wszelako nawet i tego szyderstwa było mało nie tyle Kiszczakowi, co jego opiekunom z sowieckiej bezpieki do dziś rządzącej Polską i jej medialnym pieskom w rodzaju Michnika; tedy nawet te 3 sekundy w zawieszeniu na 3 Kiszczak zaskarżył, po czym udał się na bezterminowe zwolnienie, jakie przedłużali mu skądinąd podlegający mu do dziś pseudolekarze z SS Polski sowieckiej.

W poniedziałek apelację Kiszczaka odrzucono i jest on dziś „skazany” lewomocnie. Hosanna! – zgodnym chórkiem ryknęli publicyści bezmózgowi i najęci tylko po to (umowa-zlecenie) lub na stałe (umowa o pracę) piewcy Trzeciej Rzeszy Pospolitej, jak i zwłaszcza, jak to w Polsce zwyczajowo, tajni współpracownicy Służby Bezpieczeństwa, raczej nie tamtej a obecnej, w tym sławetni dziennikarze śledczy. Ilu przedzierżgniono w zdrajców i skalano? Jużci – powiadają – choć nierychliwa to Rzesza, ale sprawiedliwa. Sprawiedliwości na koniec to stało się zadość, a ofiary i trupy, jakie zostawił za sobą Kiszczak, wreszcie mogą spać spokojnie. A myśmy to, nie chwaląc się, sprawili! Wiwat, wiwat Trzecia Rzesza!

…Jej rządcy mogą tylko rżnąć głupa i inscenizować spektakle – i właśnie czymś takim była apelacja Kiszczaka.

Apelacja Kiszczaka tworzyła dla Polski alternatywę fałszywą jakby podwójnie; szyderstwo podwójne. Gdyby zbrodniarz ten kolejny raz wygrał, to Polska by przegrała. Nie sądzę by przegrała jeszcze bardziej, niż i tak już do tej pory i bez tego przegrała. Ale Polska przegrywa i wtedy, gdy pozornie przegrywa Kiszczak, bo w ten sposób wracamy do wyroku 3 sekundy w zawieszeniu na 3 sekundy.

W rzeczywistości Polska przegrywa jeszcze bardziej niż przedtem. Pozwalając tajnym decydentom na legendowanie wymiaru niesprawiedliwości Trzeciej Rzeszy Pospolitej i jej ubowniczków…”

Mariusz Cysewski • naszeblogi.pl

źródło: Kombinacja operacyjna „Kiszczak”

i komentarz Pana Michalkiewicza do prawno-moralnego (karkołomne połączenie 😉 ) aspektu sprawy:

„…prawdą jest też, że nie ma rzeczy doskonałych, więc i w SB było tyle samo okazji do dobrych uczynków, co do uczynków złych. Właśnie przekonał się o tym pan generał Czesław Kiszczak, którego niezawisły sąd prawomocnie skazał na dwa lata więzienia w zawieszeniu za udział w związku przestępczym o charakterze zbrojnym, który 13 grudnia 1981 roku wprowadził w Polsce stan wojenny. Kierownikiem tego związku przestępczego, a właściwie jego hersztem, był jak wiadomo premier-generał Wojciech Jaruzelski, który jednakowoż nigdy za to nie został skazany. Przeciwnie – został nawet pierwszym prezydentem III Rzeczypospolitej – żywym dowodem upadku komunizmu (…)

Wyrok skazujący generała Kiszczaka na karę dwóch lat wiezienia w zawieszeniu nie tylko przekonuje ponad wszelką wątpliwość, że uczestnictwo w związku przestępczym o charakterze zbrojnym jest u nas opłacalne, a przypadek generała Jaruzelskiego – że jeszcze bardziej opłacalne jest kierowanie takim związkiem – ale w dodatku stanowi zachętę dla potencjalnych naśladowców, których z pewnością nie brakuje wśród bezpieczniackich watah. Kiedy ich interesy, związane z okupacją naszego nieszczęśliwego kraju wydadzą im się zagrożone, wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie będzie stanowił wskazówkę, czego się trzymać…”

całość tu: Wyrok wskazujący Felieton • tygodnik „Nasza Polska” • 24 czerwca 2015

podobne: Państwo prawa: Podjęcie procesu Kiszczaka ws. stanu wojennego. Akt oskarżenia ws. zabójstwa gen. Papały trafi do sądu. Nie będzie śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów. Umorzenie śledztwa ws. nieprawidłowości raportu z WSI. oraz: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom. Bronisław Komorowski zostanie przesłuchany ws. Wojciecha Sumlińskiego. Sprawa Kiszczaka musi poczekać. Śledztwo ws. Belki i Sienkiewicza umorzone. i to: „Układ zamknięty” znów dał głos – „rzeźnik z Trójmiasta” niewinny.

2. POKiszczakowe media…

„Era hochsztaplerstwa i hochsztaplerów trwa w najlepsze. W Polsce AD 2015, w 25 lat po upadku komunizmu, w mediach trwa festiwal byłych funkcjonariuszy bezpieki. Dlaczego tak często goszczą na medialnych salonach? Dlaczego manipulują myśleniem milionów Polaków, piszą zakłamane książki, wystawiają świadectwa moralności ludziom, których prześladowali? Dlaczego są lansowani na wybitnych speców od bezpieczeństwa państwa, mimo że nigdy żadnego ruskiego agenta nie złapali? Dlaczego dziennikarze biją przed nimi pokłony, spijają z ich ust każde kłamstwo, są na każde ich skinienie? (…) 

(…) Zaprawieni w bojach z USA wywiadowcy Departamentu I MSW swoją wiedzę i doświadczenie oferują Amerykanom, licząc, że ich dawne przewinienia zostaną puszczone w niepamięć. CIA, a także Mosad przeżywają czas żniw, a PRL-bis – przedziwny rozkwit karier byłych esbeków. Dla Amerykanów stali się partnerem wymarzonym. Przyzwyczajeni do lokajstwa wobec Sowietów, dawali gwarancje lojalności wobec nowego patrona. Byli przy tym wygodniejsi od mniej „zdyscyplinowanych” i często krnąbrnych kombatantów Solidarności. No i mieli doświadczenie w zarządzaniu i kontrolowaniu miejscowej populacji. Niektórym współpraca z agendami państwa amerykańskiego przyszła o tyle łatwiej, że – wbrew obiegowym ocenom – nienawidzili Sowietów, odczuwali ciężar sowieckiego buta, byli przez nich „upokarzani” koniecznością nieustannego wykazywania lojalności. W zamian Amerykanie jednoznacznie i konsekwentnie sprzeciwiali się lustracji i dekomunizacji. Ale i Rosjanie nie próżnowali. Skutecznie dyscyplinowali „polskich towarzyszy”. Bo ci byłych patronów ciągle się bali, na pogróżki Moskwy instynktownie reagowali strachem. Płk Aleksander Makowski, obok Czempińskiego i Petelickiego, był jednym z tych, którzy w interesie całej bezpieczniackiej familii zaprojektowali i przeprowadzili propagandową machinację odcinania się od komunizmu, rozpuszczania mitów o niezależności wywiadu PRL od Sowietów i opowieści o wielkich kwalifikacjach i sukcesach wywiadowców PRL. Pomocna okazała się solidarność wielkiej resortowej rodziny, jak i wyuczone w Kiejkutach cwaniactwo, pozwalające na utrzymanie się na powierzchni mimo zmieniającego się otoczenia.

No i udało się! Zbratana z Kiszczakiem w Magdalence okrągłostołowa sitwa od pierwszych dni III RP rozpostarła parasol ochronny nad tymi ludźmi. Pierwszym znamiennym gestem było pozostawienie Kiszczaka na stanowisku ministra oraz hasło Michnika „Odpieprzcie się od generała”. To ostatnie było też ostrzeżeniem, że każdy, kto odważy się grzebać w przeszłości podwładnych generała, będzie niszczony. Mazowiecki i jego kauzyperdy w MSW uwierzyli w profesjonalizm towarzyszy z organów bezpieczeństwa oraz w to, że docenili ich Amerykanie…

(…)

W 1990 r. po odwołaniu z placówki w Rzymie i odejściu z MSW, Makowski został dyrektorem w holendersko-żydowskiej firmie Cash&Carry. Nie próżnował także w swoim fachu – został udziałowcem założonej przez byłych agentów SB firmy ochroniarskiej Konsalnet. Przy tej okazji zapytać trzeba: czy powierzenie bezpieczeństwa stołecznego portu lotniczego firmie, w której zatrudnienie znalazło tak wiele osób dozgonnie wiernych bolszewizmowi, było zasadne z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski? Aleksander Makowski w połowie lat 90. pracował w firmie Impart, należącej do Menachema Mendla (vel Mieczysława) Bulla. Jej udziałowcami i pracownikami było wielu emerytowanych oficerów wywiadu PRL. Wspólnie „dopinali” duże kontrakty zbrojeniowe. Między innymi maczali palce w negocjacjach izraelskiego koncernu Rafael z polskimi urzędnikami ws. zakupu rakiet przeciwpancernych…

(…)

Bullem oraz jego biznesem kontrwywiad zainteresował się dopiero po aferze ze Skrzypczakiem. Dlaczego tak późno? Otóż, naśladując ministra Sienkiewicza, powiedzieć trzeba: jest to twór teoretyczny, co widać po jego bezradności w obliczu Bullów. Przez ostatnie lata z powodu zapotrzebowania nowego sojusznika – Izraela dla służb głównym zagrożeniem stał się terroryzm, a nie aktywność Rosji i innych wywiadów ze Wschodu i Zachodu, nie mówiąc o agentach wpływu. Bo bardzo często groźniejszym agentem jest ten, który tajemnice wnosi, a nie ten, który wynosi. Szczególnie w państwie, w którym do „wyniesienia” nie ma już nic. A wnosi ten, który promuje ludzi głupich, paraliżuje pracę całych instytucji bezpieczeństwa państwa, i wreszcie – dopuszcza do głosu agentów wpływu. Przypomnieć tu trzeba, że w 1956 r. kilkunastu tysiącom oficerów Armii Czerwonej służącym w wojsku i strukturach MSW wydano polskie dowody osobiste wystawione na nazwiska osób zaginionych w czasie wojny. Sporą z nich część łączą dzisiaj związki z Rosją. Wielu z nich wydało na świat resortowe dzieci. Dziś nikt nie zagląda im w metryki, nie pyta o rodziców. A skala „dezorientacji” służb propagandy zajmujących się bezpieczeństwem państwa jest zatrważająca. Narrację w tej materii media narzucają społeczeństwu ustami byłych funkcjonariuszy bezpieki o dziwnej proweniencji, tj. klasycznej agentury wpływu.

(…)

…Innymi słowy, Makowski to klasyczny przykład wojskowego wykonującego służbowe zadanie, którego celem jest przekazanie kamratom, jaki instruktaż obowiązuje na dziś. W operacjach takich bierze także udział pułkownik SB, a do 2007 r. funkcjonariusz AW Władysław Sokołowski, dziś esbek-literat, pisujący szpiegowskie powieści pod pseudonimem Vincent Victor Severski. Przykładem może być „ekspercki” komentarz tego ostatniego w TVN: w kwestiach zwalczania terroryzmu najlepsza w świecie jest Федеральная служба безопасности, i tylko z nią Polska powinna współpracować, i tylko od niej się uczyć. A propos – Sokołowski był także „umoczony” w operacjach Makowskiego w Paryżu i Rzymie. A nie przypominalibyśmy o tym, gdyby nie to, że jeden i drugi pełnią dziś w mediach, po wypaleniu się autorytetów Czempińskiego i Petelickiego (pierwszego w przenośni, drugiego dosłownie) rolę dyżurnych wyroczni w temacie służb specjalnych, terroryzmu i zagrożeń bezpieczeństwa Polski…” (Krzysztof Baliński • warszawskagazeta.pl)

całość tu: Ludzie Kiszczaka na medialnych salonach!

podobne: Na Kremlu ogłoszono: FSB i SKW będą współpracowac(?) oraz: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW.

3. Padł strach na łże-elity III RP. Troska o ich dalszy los widoczna jest też za wschodnią i zachodnią granicą naszego kraju…

„…Wiadomo dziś, że technikę posługiwania się skradzioną tożsamością sowieckie służby opanowały do perfekcji i przekazały ją w jakiejś mierze podległym służbom państw Układu Warszawskiego. Wiadomo też, że dużo wcześniej Stalin tylko do Polski skierował na takich papierach setki, a jak twierdzą niektórzy tysiące osób (nielegałów) różnej narodowości, najczęściej białoruskiej, ukraińskiej i żydowskiej. Wojenna tragedia, tysiące polskich sierot i ofiar, które pozostały na nieludzkiej ziemi były wprost idealną okazją do wyszkolenia i zaopatrzenia agentury w odpowiednie wtórniki dokumentów i posłania ich na zachód za Bóg, jako Polaków. Oni, a właściwie dzisiaj to już ich dzieci i wnuki żyją wśród nas i idę o zakład, że nie fedrują na przodkach, nie stoją w kolejce do pośredniaka, nie zbierają puszek po śmietnikach i ani myślą wyjeżdżać do Londynu na zmywak. Skoro na naszych oczach wielkie kariery robią dzisiaj osoby, o których wiadomo, że były dziećmi i wnukami komunistycznych zdrajców oraz oprawców rodem z UB i SB to, co z tymi, o których prawdziwym pochodzeniu i wyznaczonej im roli nigdy niczego się nie dowiemy? Ich teczek nie ma i nigdy w Polsce nie było. O tych ludziach nie wiedziały nawet podporządkowane Kremlowi PRL-owskie służby specjalne. Wiedza o nich jest zamknięta w moskiewskich sejfach i tylko ktoś wyjątkowo naiwny może twierdzić, że dzisiaj nie jest ona wykorzystywana przez rosyjskie służby.

(…)

Nie chcę demonizować ich wpływu na dzisiejszą polską rzeczywistość gdyż nie mam na ten temat wiedzy i dowodów. Kieruję się tylko intuicją i tak zwanym chłopskim rozumem. Wiedzy tej w Polsce nie ma nikt, gdyż spoczywa ona w podziemiach Łubianki. Jedno mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem. Obcy byli i nadal są wśród nas.” (Mirosław Kokoszkiewicz • naszeblogi.pl)

całość tu: Obcy są wśród nas

podobne: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu. oraz: Tajne przez poufne: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?”

4. Polską rządzi postsowiecka żulia.

„Duch Polaków jest dobry i coraz bardziej się odradza. Duch postpolaków i postpeerelowców jest nihilistyczny, moczarowsko-knajacki – mówi w rozmowie z PCh24.pl prof. Marek Jan Chodakiewicz, historyk, publicysta, wykładowca w waszyngtońskim Instytucie Polityki Międzynarodowej.

…Taki właśnie pogrzeb Jaruzelskiego – z państwowym ceremoniałem – oznacza, że PRL trwa. Czyli mamy transformację, a nie niepodległość. Jeżeli zaś chodzi o taśmy, pokazują one, że Polską rządzi postsowiecka żulia, urki. Oligarchowie w Rosji, na Ukrainie i gdzie indziej posługują się dokładnie takim samym knajackim językiem. Jednocześnie są nihilistami, cynikami, ludźmi w pewnym sensie zagubionymi. Taśmy są takim fajnym zerkałkiem w serca i mózgi tych ludzi. Jest to republika koleżków.

Funkcjonuje opinia, że w Polsce nie da się uprawiać polityki partyjnej nie będąc afiliowanym przy wywiadzie któregoś z państw uznawanych za poważne. Zgadza się Pan?

Wywiad to głównie narzędzie taktyczne. Wywiad i kontrwywiad lubi tworzyć o sobie legendę, że jest wszechpotężny i wszystkim steruje, jest wszędzie, wszystkiego słucha. Dzięki temu w Sowiecji, i tutaj  – w PRL, po wstępnym okresie terroru nie trzeba było go więcej używać. Wystarczyła pamięć o terrorze i fama o tym, że wywiad jest wszechobecny i kontroluje wszystko. Nie twierdzę, że organizacje tajne, wywiadowcze nie infiltrują. Robią to, a nawet więcej: starają się infiltrować wszystko, co można, dlatego, że chodzi o władzę…

(…)

…ich jest na wierzchu od 1944 roku! Ale dla nas jest coraz lepiej, obiektywnie rzecz biorąc. Wiem, że chcielibyśmy być górą, ale na to trzeba mieć kadry. A tych nie mamy. Potrzebujemy pracy u podstaw w getcie, tak jak „skargersi” [SKCh im. Ks. Piotra Skargi – dop. RM]. Pracuje się najpierw wewnątrz swego środowiska, trenuje samych siebie. Wszystko zaczyna się od jednostki. Jeśli będzie odnowa w duchu jednostki, to te jednostki zaczną się razem spotykać, z czasem będą kompatybilne, wówczas coś z tego wyjdzie. Ale na początku trzeba siebie doskonalić…

(…)

…Charles Murray mówił w Szwajcarii, że aby być silnym, móc zwalczać patologię, żeby iść naprzód, niezbędna jest w życiu społecznym tradycja, etyka, religia. Został wyśmiany, usłyszał: Ja mam samochód BMW, kochankę, oprócz apartamentu tutaj dwa domy w Portugalii i Hiszpanii, rodzinę, po co mi Bóg?

Dyktatura przyjemności rządzi prawie wszędzie, ale jeszcze nie w Ameryce. Jest tam pod tym względem coraz gorzej, ale może nie będzie tak jak w Europie Zachodniej i dojdzie do chwili buntu. Tutaj, wśród Polaków duch jest dużo lepszy niż na zachodzie Starego Kontynentu, lepszy niż nawet w Ameryce, bo Amerykanie chcą być pozostawieni sami. Organizują się, ale w gettach i trudno potem wyjść im z tych gett. Ale tutaj jest jednak duch, tyle, że jest to duch lisowczyków i towarzyszy pancernych, którzy chcieliby przyłożyć raz i mieć spokój. A tak absolutnie nie jest.

Marian Gołębiewski, Cichociemny, mój przyjaciel, jeden z moich „dinozaurów”, Marian, który był w Ruchu, ROPCiO, jeszcze zrobił bunt w 1956 roku, a w więzieniu miał dziewięć wyroków śmierci za WiN, powiedział tak: Moi koledzy z AK myśleli, że to jest bieg krótkodystansowy, a to jest bieg na całe życie. Potem mówimy: Raport – do świętego Piotra.

A my skaczemy z szablami na czołgi i co jakiś czas pozwalamy się wystrzelać…

– Większość ludzi tak ma. W Polsce może za bardzo się samobiczujemy, że to należy do naszej mentalności. Nie, po prostu wymordowano nam oficerów, hetmanów i zostali lisowczycy oraz towarzysze pancerni. Więc oni skaczą, oni nie rozumieją logistyki, nie rozumieją planów strategicznych. Chcieliby dać w dziób i potem już mieć spokój.

(…)

Ten opór się nasila.

– Nasila się, byleby nie wybuchł ślepo. Bo trzeba być przygotowanym. Plan strategiczny, kadry i czekać, aż czas nadejdzie. Wtedy jest to momentum. I wtedy na całego!…”

całość tu: wzzw.wordpress.com

podobne: „Nie rzucim żłobu, skąd nasz ród!”… Marek Jan Chodakiewicz – „O prawicy i lewicy” oraz: Leszek Żebrowski: 1945 rok – wyzwolenie czy początek nowej okupacji? a także: I powstanie prawica jak Feniks z popiołów! czyli…

Jelity przy pracy, orzeł, krew, zdrajcy, Polska

Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta.


CEZARY GMYZ: Tykająca bomba podsłuchowa 

Lektura akt robi ogromne wrażanie. Z wyjaśnień kelnerów wynika, że zarejestrowali oni rozmowy czołowych przedstawicieli Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Kelnerzy udzielili informacji obciążających nie tylko Marka Falentę, ale przede wszystkim czołowe postaci polskiego życia publicznego.

Na taśmach według wyjaśnień kelnerów znajdować się miały dowody m.in. na udział Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego  w aferze Rywina oraz w sprawie więzień CIA. Pisze o tym na swoich stronach internetowych tygodnik „Wprost”.

Najobszerniejsze informacje złożył Konrad L., sommelier z Amber Room. Wyjaśnienia jakich udzielił dotyczą najważniejszych osób w Polsce.

Fragment notatki CBŚ z rozmowy z Konradem L.

„Ważne spotkania jakie nagrałem dotyczyły:

Spotkania Jana Kulczyka z:

Pawłem Grasiem (kilka spotkań) – dotyczące przejęcia przez Jana Kulczyka firmy CIECH S.A. na warunkach stawianych przez Kulczyka

Ministrem Skarbu Państwa Pawłem Tamborskim (dwa lub trzy spotkania) dotyczące wywierania nacisku przez Jana Kulczyka za pośrednictwem Tamborskiego na Radę Nadzorczą CIECH S.A.

Janem Krzysztofem Bieleckim – dotyczącym możliwości dotarcia przez Jana Kulczyka do grona zaufanych ludzi premiera Donalda Tuska

Radosławem Sikorskim – dotycząca obecnej sytuacji politycznej i gospodarczej na Ukrainie w perspektywie robienia interesów przez Jana Kulczyka na Ukrainie wspólnie z RP (Kulczyk miał być osobą inicjującą działania). Radosław Sikorski podczas tej rozmowy wyraża swoją przychylność propozycjom Kulczyka oraz dodatkowo wiąże z tymi planami własne plany tj. zamierza zostać Unijnym Komisarzem ds. Energetyki – aby mógł czuwać nad tymi inwestycjami i mieć z tego korzyści.

Spotkanie Ministra Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego z Jackiem Rostowskim (rozmowa opublikowana przez Wprost)

Spotkanie Jacka Rostowskiego ze Sławomirem Sikorą – prezesem Citibanku Handlowego dotyczących planów politycznych Sikory i rozwiązań, o których rozmawiał z Rostowskim dot. ekonomii i gospodarki.

Spotkanie Marka Dochnala ze swoimi doradcami – rozmowa dot. luk w prawie dzięki którym można zrealizować intratne inwestycje w branży transportu i energetyki z korzyścią dla Marka Dochnala.

Spotkanie Sławomira Nowaka z prezesem PKP Jackiem (naprawdę Jakubem – przyp. red.) Karnowskim odnośnie prywatyzacji PKP i zamieszania związanego ze składami Pendolino. Rozmówcy uzgadniali możliwości wytłumaczenia nieprawidłowości przy zakupie składów Pendolino oraz echa prywatyzacji PKP CARGO.

Spotkania Janusza (naprawdę Józefa przyp. red.) Wojciechowskiego prezesa JW. Construction z członkiem Rady Nadzorczej i jednym z doradców Wojciechowskiego, rozmowa na temat kopalni węglowych na terenie RP (w posiadaniu Wojciechowskiego oraz innych należących do Skarbu Państwa). Dotyczy możliwości kupna-sprzedaży państwowych kopalni oraz ich rentowności;

Spotkania prezesa KGHM Huberta (naprawdę Herberta – przyp. red.) Wirtha z jedną z osób zarządzających grupą KGHM w obecności asystenta Huberta Wirtha – Łukasza Kowalika. Rozmowa dotyczy planów inwestycyjnych KGHM oraz ewentualnych rozgrywek personalnych i inwestycyjnych z negatywnymi skutkami dla Skarbu Państwa;

Spotkania ministra sportu Marka (w rzeczywistości Andrzeja – przyp. red) Biernata – rozmowa dotycząca sytuacji w polskim sporcie, okraszona dużą ilością anegdot – treść rozmowy mogłaby ośmieszyć rozmówców przy upublicznieniu;

Spotkanie Krzysztofa Kwiatkowskiego prezesa NIK z Janem Kulczykiem – podczas rozmowy Jan Kulczyk sonduje możliwość uzyskania preferencyjnych rozwiązań prawnych dla spółek, których jest właścicielem przy czym słychać wyraźny nacisk ze strony Kulczyka, aby interpretacja przepisów przez NIK była korzystna dla Kulczyka. Kwiatkowski poleca konkretne osoby, które mogą udzielić pomocy w tej sprawie. Sprawa dotyczy prawdopodobnie przejęcia firmy CIECH przez Jana Kulczyka. Kwiatkowski powołuje się na jakąś sprawę na terenie Ukrainy, w której wykorzystując swoje możliwości rozwiązał ją w podobny sposób na korzyć zainteresowanego” – czytamy w notatce CBŚ.”

źródło: dorzeczy.pl

No i proszę… A przecież wszystko miało pozostać w Wiśle (Epilog „afery podsłuchowej”)… Jednak prawdą jest że trupy nienależycie obciążone po jakimś czasie wypływają na powierzchnię 😉

podobne: „Przykra sprawa”, ale nie ma odpowiedzialnych za „teoretyczne państwo”. Drugie dno „NBP gate” czyli, jak nie wiadomo o co chodzi….

Afera taśmowa zatacza coraz szerszy krąg„PB”: House of Cards po polsku – Schetyna jak Underwood? PO o aferze podsłuchowej.

16.03.2015 (IAR) – Kolejne doniesienia prasowe w sprawie afery taśmowej i decyzja praskiej prokuratury, która nie chce zajmować się kolejnymi wyciekami, a decyzję w sprawie śledztwa, pozostawia Prokuraturze Apelacyjnej.

Nowe fakty ujrzały światło dzienne w „Gazecie Wyborczej” i „Wprost”. Chodzi o zeznania kelnerów, którzy nagrali Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego rozmawiających o więzieniach CIA w Polsce. Obaj politycy mieli na tych taśmach ustalać wspólną wersję zdarzeń i zdecydować że będą zasłaniali się niepamięcią w tej sprawie.

Rzecznik praskiej prokuratury Renata Mazur poinformowała, że śledczy skierowali wniosek do Prokuratury Apelacyjnej o podjęcie decyzji w sprawie ewentualnego śledztwa. „Chcemy zachować bezstronność. Te akta są w naszej prokuraturze. Znaczny krąg osób może mieć do niech dostęp a nie ulega wątpliwości, że przynajmniej część materiałów, która została opublikowana na pewno pochodzi z akt sprawy” – powiedziała IAR prokurator Mazur.

Zeznania złożone przez kelnerów w CBŚ ujawniają kulisy nagrywania ważnych osobistości w restauracji „Sowa & Przyjaciele”. Łukasz N. i Konrad L. przyznali, że nagrywali na zlecenie biznesmena Marka Falenty, a nagrania przekazywali mu na kodowanych pendrivach.

Początkowo te materiały miały być wykorzystywane jedynie w celach biznesowych. Jednak, jak twierdzi podejrzany, później chodziło o polityczny szantaż i próbę obalenia rządu Donalda Tuska.

Po wybuchu afery podsłuchowej Falenta miał uspokajać kelnerów, że „dostaną nagrodę od PiS, bo ma tam dobre kontakty a partia ta przejmie władzę po spodziewanej zmianie władzy” – to ustaliła „Gazeta Wyborcza”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Ksenia Maćczak/dyd

podobne: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka? oraz: Raport o CIA – tajne więzienia i tortury. To nie Polska dała CIAła za kiejkutowe miliony i o POufnym (nie)bezpieczeństwie słów kilka. i to: „Wprost” donosi: „Polski syf i folklor”oraz „murzyńskość” relacji Polska – USA czyli… miś który sobie zgnije na świeżym powietrzu.

16.03.2015 (IAR) – House of Cards po polsku. „Puls Biznesu” sugeruje w okładkowym tekście, że obecny szef MSZ Grzegorz Schetyna mógł stać za ponownym wypłynięciem afery podsłuchowej.

Dziennik łączy kilka ostatnich wydarzeń z pogranicza nielegalnych podsłuchów, akcji służb specjalnych, kontrolowanych przecieków do mediów z próbą pozycji w PO przez Grzegorza Schetynę. „Puls Biznesu” wspomina tu o niedawnym raporcie NIK w sprawie nieprawidłowości przy budowie gazoportu, ujawnieniu zeznań kelnerów w aferze taśmowej, wejścia CBA do PZU w kontekście wyboru nowych władz w spółce. Podobnie jest w przypadku wyborów zarządu w kontrolowanej przez Skarb Państwa KGHM. Dziś zbiera się rada nadzorcza miedziowej spółki. Inspiratorem tego ciągu zdarzeń miał być – według „Pulsu Biznesu” – Grzegorz Schetyna, chcący uderzyć w ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego.

„Według naszej wiedzy, minister mógł posunąć się o krok dalej. Wiemy o naciskach dotyczących zmian w zarządzie KGHM. (…) Słyszymy o jego doskonałych relacjach z szefami CBA i Służby Wywiadu Wojskowego. Bez trudu znajdujemy też informacje, że najbliżsi współpracownicy ministra spraw zagranicznych są dobrymi znajomymi Marka Falenty” – pisze gazeta, sugerując polityczne inspirowanie wypłynięcia kolejnych wątków afery podsłuchowej, a także próbę odbudowywania wpływów poprzez zmiany w zarządzie KGHM.

Dziennik zastrzega jednocześnie, że tekst to próba połączenia w logiczną całość kilku wątków. „Kiedy można je poprzeć informacjami z wielu źródeł i kiedy bez nadmiernego przerostu wyobraźni łączą się w logiczną całość czas na komentarz” – przekonuje zastępca redaktora naczelnego Marcin Goralewski.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/”Puls Biznesu”/kd /buch

…Tuska nie ma już na pokładzie tzw. Platformy więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby oczyścić tę formację z niepożądanego i skompromitowanego elementu, dozując społeczeństwu „szok” (który i tak musi nastąpić, bo taśm z tego co widać jeszcze trochę ocalało) adekwatnie do pamięci zbiorowej naszej „młodej demokracji”, która zdążyła już niemal zapomnieć o pierwszej edycji prawdziwego programu wyborczego PO, który cały czas się realizuje a brzmi „ch…d… i kamieni kupa”. Strach przed kolejnym „niekontrolowanym wyciekiem” był tak wielki, że tym razem posłużono się „sprawdzonym” medium (bez konsekwencji siłowego forsowania pomieszczeń redakcyjnych) by choć w pewnym stopniu uprzedzić wydarzenia i nadać im kontrolowany bieg teraz, by elektorat zdążył po raz kolejny zapomnieć o tzw. „aferze podsłuchowej”. Zresztą patrząc na konsekwencje jakie spotkały główne postaci pierwszej edycji „tańca z taśmami”, można było dojść do wniosku że nie ma czego się bać, i że można sprawę dalej załatwiać w trybie „nie mamy Pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobi?”.

Więc jeśli rzeczywiście za tym „come back’iem” stoi Pan Schetyna (który zawsze miał w PO opinię szarej eminencji i człowieka od „mokrej roboty”) to wybrał on dobry czas na dorżnięcie resztek dworu Tuska, by projekt pod nazwą Platforma Obywatelska ostatecznie ocalał i miał szansę powalczyć o kolejną kadencję w następnych wyborach parlamentarnych jako partia oczyszczona z „elementu”. A wszystko to bez wyrządzenia krzywdy największemu kapitałowi tej formacji – Panu Donaldowi Tuskowi (o czym już kiedyś wspominałem tu: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.) i by „władzy raz zdobytej nie oddać już nigdy”… Odys

podobne: Sienkiewicz naprostował koalicjanta za pomocą podległych sobie służb. Koniec afery podsłuchowej?  oraz: PWPW pod nadzorem MSW (Sienkiewicz dopiął swego). Życie po życiu Prokom Investments

16.03.2015 (IAR) – Próba odwrócenia uwagi od kwestii SKOK-ów. To odpowiedź Platformy Obywatelskiej na postulat Prawa i Sprawiedliwości dotyczący sejmowej debaty o aferze podsłuchowej. Mówił o tym prezes PiS-u Jarosław Kaczyński. W jego opinii, istnieją poważne przesłanki, by sądzić, że rządzący oraz część opozycji nie powinni w ogóle uczestniczyć w życiu publicznym.

Poseł PO Mariusz Witczak mówił na konferencji prasowej, że sprawą podsłuchów zajmuje się prokuratura. „Nikt niczego w tej kwestii nie chce zamiatać pod dywan” – zapewnia. Dodaje, że politycy różnych opcji mają w sprawie status pokrzywdzonego, a nie stawia się im zarzutów. W ocenie Witczaka, mówienie o komisji śledczej w sprawie afery podsłuchowej to odwracania uwagi od prawdziwego problemu, jakim jest sprawa SKOK-ów.

Poseł Marcin Święcicki przypomniał, że Spółdzielcze Kasy, które miały służyć ludziom obrosły prywatnymi spółkami oraz fundacją, która się na majątku SKOK-ów wzbogaciła. Dodał, że jej prezes – Grzegorz Bierecki – mieszał funkcje nadzorcze z właścicielskimi. „To oczywisty konflikt interesów” – przekonywał Święcicki. Jego zdaniem, prezes Bierecki zapewniał sobie ochronę PiS-u pośrednio finansując kampanię i różnego rodzaju imprezy oraz przychylne partii Kaczyńskiego media. Trzeba ten układ odsłonić, nie damy się zastraszyć jakimiś innymi komisjami śledczymi – powiedział.

Sprawą SKOK-ów w najbliższą środę zajmie się sejmowa komisja finansów.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Naukowicz/dyd

podobne: Polska gospodarka: Embargo nie zatrzymuje polskich owoców i warzyw (Rosja wylicza nam straty). Polski system podatkowy nieprzyjazny, państwo przegrywa z oszustami, tragiczna polityka surowcowa. Banki chcą by rząd dopłacał do ich zysków (KNF: to odsuwanie problemów w czasie), pieniądze ze SKOKów poza Kasą (będzie komisja śledcza?). i to: Śledztwo ws. Belki i Sienkiewicza umorzone.

Prezydent kieruje ustawę o sądach do Trybunału Konstytucyjnego.

16.03.2015 (IAR) – Prezydent skierował do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację ustawy o sądach powszechnych. Bronisław Komorowski zrobił to w trybie kontroli prewencyjnej – czyli przed podpisaniem ustawy.

Wcześniej Krajowa Rada Sądownictwa apelowała do prezydenta właśnie o skierowanie ustawy do Trybynały w obawie o konstytucyjność nowych przepisów.

Sędziowie twierdzą, że ustawa jest niezgodna z konstytucją i daje zbyt duże uprawnienia ministrowi sprawiedliwości – między innymi praktycznie nieograniczony dostęp do akt.

Zwolennicy nowej regulacji przekonują, że dzięki przyjętym przez parlament przepisom minister będzie miał większą kontrolę nad sędziami, przede wszystkim tymi odpowiedzialnymi za przewlekłość spraw.

Odesłania ustawy o sądach do Trybunału Konstytucyjnego domagała się też Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

IAR/mitro/dabr

podobne: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów.

…nie żebym był wierzącym w apolityczność sądów (nie chcę generalizować, ale czasem to po prostu widać i czuć), niemniej jednak mają one obecnie podstawę prawną do tego by być niezawisłymi i apolitycznymi instytucjami (w jakim wymiarze z tego prawa korzystają to już inna bajka). Oddanie ich działalności pod kontrolę polityka jakim jest Minister Sprawiedliwości, to byłby bardzo niedobry „prezent” od władzy dla obywateli (choć pewnie ci drudzy i tak by tego nie zauważyli o wyciąganiu wniosków nawet nie wspominając)… (Odys)

„Dekretowiec”: ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta

16.03.2015 (IAR) – Byli właściciele warszawskich nieruchomości odebranych im w 1945 roku dekretem Bieruta – przeciwni tak zwanej małej ustawie reprywatyzacyjnej, która przygotował Senat. Na specjalnie zwołanej konferencji przekonywali, że projektowane przepisy są bardziej represyjne niż sam dekret.

Ewa Wierzbowska ze stowarzyszenia Dekretowiec powiedziała IAR, że projekt jest aktem komunistycznego prawa, represyjnego wobec obywateli warszawskich. W jej ocenie, projekt zabiera wszystkie nieruchomości, które jeszcze są do oddania, nie zapewniając żadnych odszkodowań. „Pod hasłem ustawy reprywatyzacyjnej robi się ustawę antyreprywatyzacyjną” – powiedziała Ewa Wierzbowska.

Przygotowany w Senacie projekt przyznaje Skarbowi Państwa lub miastu stołecznemu Warszawa prawo pierwokupu nieruchomości objętych roszczeniami, na których znajdują się instytucje użyteczności publicznej. Zdaniem mecenasa Ireneusza Ratko, projekt ma szerszy zasięg i przewiduje możliwość zabrania nieruchomości w bardzo wielu przesłankach wskazujących zarówno na cel publiczny, jak i na cel niepubliczny.”Projekt operuje uznaniem administracyjnym, co oznacza, że urzędnik będzie mógł swobodnie decydować o tym, czy daną nieruchomość zwróci czy jej nie zwróci. Nie przewiduje się w nim żadnych rekompensat ani gruntów zamiennych dla byłych właścicieli – mówi mecenas Ratko.

Nowe przepisy dotyczące reprywatyzacji zawarte są w nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami oraz w zmianie Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Przygotowali je warszawscy politycy Platformy Obywatelskiej. Pierwsze czytanie projektu odbędzie się podczas najbliższego posiedzenia Sejmu, które rozpoczyna się w środę.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Danuta Zaczek/dabr

podobne: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. oraz: Cukiernik o tym, że moglibyśmy być dwa razy bogatsi od Niemców i dlaczego nie jesteśmy. i to: Jak zainstalowano w Polsce „kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Raport o CIA – tajne więzienia i tortury. To nie Polska dała CIAła za kiejkutowe miliony i o POufnym (nie)bezpieczeństwie słów kilka.


1. Raport o CIA – tajne więzienia i tortury. Były więzień Guantanamo o torturach CIA. Komentarze po ujawnieniu raportu o metodach CIAPolitycy i komentatorzy o raporcie ws. tajnych więzień.

09.12.2014 (IAR) – Brutalność podczas przesłuchań i manipulacje polityczne CIA. Tak wyglądała cześć wojny z terroryzmem prowadzona przez amerykański wywiad.

W Stanach Zjednoczonych opublikowano raport na temat kontrowersyjnych metod stosowanych przez służby specjalne tego kraju.

Raport przygotowany przez komisję do spraw wywiadu amerykańskiego Senatu oparty jest na 6 milionach wewnętrznych dokumentów CIA. Zawiera on między innymi informacje o metodach przesłuchań więźniów schwytanych podczas wojny z terroryzmem po atakach z 11 września.

Wielu było poddawanych tak zwanemu podtapianiu, przez co niektórzy byli bliscy śmierci. Wobec innych stosowano odżywianie odbytnicze, które nie było konieczne ze względów medycznych a stanowiło metodę poniżenia więźniów.

Raport Senatu podważa tezy administracji George’a Busha, że brutalne metody przesłuchań były konieczne i skuteczne. Zawiera on jednak również informacje o tym, że CIA wprowadzała w błąd Biały Dom co do efektywności tego typu metod.

Informacyjna Agencja radiowa / IAR Marek Wałkuski/nyg

10.12.2014 (IAR) – Czy stosowane przez CIA brutalne metody śledcze mają fatalne skutki do dziś? Czy kosztowały życie zachodnich zakładników w rękach Państwa Islamskiego? Były więzień Guantanamo, a obecnie brytyjski komentator konfliktu między wojującym islamem a światem zachodnim widzi bezpośredni związek między metodami CIA a egzekucjami w Iraku i Syrii.

Moazzam Begg powiedział telewizji BBC, że metody śledcze CIA podsyciły nienawiść dżihadystów do Zachodu i widzi w ich postępowaniu motyw zemsty: „Ubierają ludzi w pomarańczowe drelichy i dokonują egzekucji. To, co się działo w 2005 i 2006 roku, i to, co się dzieje teraz, jest ze sobą powiązane. To jest skutek stosowania tortur, fałszywych zeznań wydobywanych przemocą i kłamstw ludzi u władzy, którzy nie powinni byli popełniać takich błędów”. Moazzam Begg przyznał, że ujawnienie raportu senackiej komisji wywiadu to sukces amerykańskiej demokracji, ale dodał: „Z jednej strony, to godne uznania, że są tak otwarci, uznając, że te nadużycia były. Problemem jest kwestia odpowiedzialności karnej, bo tortury, wydawanie pojmanych, porwania, bezprawne uwięzienie – to są przestępstwa”. Moazzam Begg spędził 3 lata w obozie w Guantanamo na Kubie, skąd zwolniono go w 2005 roku. 5 lat później dostał odszkodowanie od brytyjskiego rządu. W tym roku został ponownie aresztowany na 7 miesięcy pod zarzutem kontaktów z islamistami w Syrii, ale w październiku został oczyszczony z zarzutów i wyszedł na wolność.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

09.12.2014 (IAR) – Zagrożenie dla Polski czy dowód na istnienie tajnych więzień CIA w Polsce? Nie milkną komentarze po ujawnieniu przez Senat USA streszczenia raportu o metodach stosowanych przez amerykański wywiad wobec oskarżanych o terroryzm.

Kilkusetstronicowy dokument wymienia nadużycia, jakich- zdaniem autorów sprawozdania- dopuściło się CIA w trakcie tajnego programu za prezydentury George’a Busha. Komisja stwierdziła, że służby w różny sposób torturowały więźniów. W dokumencie nie pada jednak nazwa Polski lub Starych Kiejkutów, gdzie według mediów i obronców praw człowieka, miało istnieć jedno z tajnych więzień CIA.

Jednak w opinii doktora Adama Bodnara z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, nie ma wątpliwości, że ujawnione w dokomencie okoliczności trafienia więźniów do jednego z ośrodków wskazują na Polskę. Ekspert powiedział IAR, że w raporcie Senatu USA poszczególne więzienia określono mianem kolorów, a nazwy państw zamazano. Jak wskazuje, ośrodek określony mianem „niebieskiego” to Stare Kiejkuty na Mazurach.

„W Polsce udało się uzyskać chociażby takie informacje jak daty przylotów i odlotów wszystkich samolotów, które były powiązane z CIA w latach 2002-2003, uzyskaliśmy dane straży granicznej, były raporty organizacji międzynarodowych, jeśli się teraz przyrówna te wszystkie dane do oznaczeń pojawiających się w tym raporcie, to nie mamy wątpliwości o jakie państwo chodzi” – powiedział IAR ekspert Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Zdaniem doktora Adama Bodnara, kluczowe informacje o Polsce są w raporcie na stronach 73-75. Jak mówi, tam znajduje się informacja, że władze opisywanego państwa nie chciały się zgodzić na przyjmowanie kolejnych więźniów, po początkowym osadzeniu dwóch. Władze zostały jednak przekonane przez amerykańskiego ambasadora za odpowiednią kwotę gotówki – powiedział Adam Bodnar, powołując się na zapisy raportu. Jak dodał, nie wiedzieliśmy wcześniej, że więzienie początkowo planowano dla dwóch osób (Abu Zubajdy i Abd al-Rahima al-Nashiriego), a dopiero później przyjęto kolejnych więźniów. Obrońca praw człowieka jest wstrząśnięty takim działaniem państwa.

Udowodnienie, że tajne więzienia istniały w Polsce zagraża bezpieczeństwu naszego kraju. Tak o streszczeniu do raportu Senatu USA mówi Zbigniew Pisarski, prezes Fundacji imienia Kazimierza Pułaskiego. Politolog dodaje, że polscy politycy kierowali się racją stanu, decydując się na ewentualną współpracę ze Stanami Zjednoczonymi. Jak przypomina rozmówca IAR, Stanom Zjednoczonym zależało, by na terenach więzień nie obowiązywało amerykańskie prawo.

„Zostaliśmy postawieni w wysoce niezręcznej sytuacji, nawet trochę wykorzystani”– mówi Zbigniew Pisarski. Zaznacza, że to trudna sytuacja, bo Stany Zjednoczone bardzo mocno stawiają na kwestię demokracji i przestrzegania praw człowieka. „Można też powiedzieć, że zostaliśmy narażeni na niepotrzebne ryzyko” – mówi rozmówca ekspert. Jego zdaniem, bardziej solidarnym zachowaniem ze strony rządu amerykańskiego, byłoby uprzedzenie czy wgląd w to, co dzieje się na terytorium takiego ośrodka.

Zbigniew Pisarski podkreśla też, że fakt ewentualnego istnienia więzień na terenie Polski pogarsza wizerunek kraju w sytuacji wojny z terroryzmem. Najbardziej wyraźnym dowodem na to, że jedno z tajnych więzień CIA istniało w Polsce jest wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który kazał Polsce zapłacić wysokie odszkodowania za przetrzymywanie i torturowanie dwóch więźniów.

Jak mówi senator PO Józef Pinior, według jego wiedzy, z raportu wynika, że polskie władze zgodziły się na funkcjonowanie tajnego ośrodka CIA na naszym terytorium. Tym samym – jak mówi były członek komisji Parlamentu Europejskiego ds. tajnych więzień CIA – rząd w Warszawie zgodził się na złamanie fundamentu polskiej demokracji, złamanie naszej konstytucji i prawa międzynarodowego. Dodaje, że teraz powinniśmy wyciągnąć lekcję z zaistniałej sytuacji, skoro lubimy wzorować się na Stanach Zjednoczonych.

Senator Pinior przypomina też, że od 6 lat Prokuratura Apelacyjna w Krakowie prowadzi śledztwo w sprawie więzień CIA. Jego zdaniem, powinno się ono jak najszybciej zakończyć. To prokuratura powinna określić odpowiedzialność polityków za złamanie naszej konstytucji – mówi.

Józef Pinior odnosił się też do kwestii stawianych zarzutów w sprawie więzień CIA byłemu szefowi Agencji Wywiadu Zbigniewowi Siemiątkowskiemu. On jest kozłem ofiarnym – uważa senator. Dodaje, że to nie on dawał zgodę na lokalizację ośrodka CIA, tylko jego ówczesny szef Leszek Miller. Podkreśla, że decyzje mogły zapaść na poziomie premiera i prezydenta.

Wydaje się, ze raport w sprawie tajnych więzień CIA jest rozgrywką polityczną między Republikanami a Demokratami– uważa amerykanista Tomasz Płudowski z Collegium Civitas i UKSW.

W ocenie eksperta, nie jest przypadkiem, że raport ujawniono w tym momencie: dokument został ujawniony teraz dlatego, że Demokraci stracili właśnie większość w Senacie, nie mają też większości w Izbie Reprezentantów. Tomasz Płudowski jest zdania, że Demokraci obawiali się, że jeśli teraz nie opublikują raportu, to za rządów Republikanów nie ujrzy on światła dziennego. Jak dodaje amerykanista, raport nieco burzy wizerunek Stanów Zjednoczonych jako kraju praworządnego.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/wcześn./kd/dyd

10.12.2014 (IAR) – Aleksander Kwaśniewski przyznaje – Amerykanie prosili nas o udostępnienie „spokojnego miejsca” na przesłuchania w czasie operacji antyterrorystycznej po 11 września 2001. Nie podpisali natomiast z nami memorandum o humanitarnym traktowaniu przesłuchiwanych w obiektach CIA w Polsce.

Były prezydent odwoływał się do raportu amerykańskiego Senatu w sprawie traktowania osadzonych w tajnych więzieniach CIA. Mówił, że Polska zgodziła się na znalezienie miejsca w ramach wzmocnionej współpracy wywiadowczej z USA. Zapewniał, że nasz kraj chciał od Amerykanów, by przetrzymywani na naszym terytorium byli traktowani zgodnie z prawem, jak jeńcy wojenni. Dodał, że Amerykanie nie podpisali memorandum z takimi postulatami, ale przyjęli dokument „pro memoria”.

Aleksander Kwaśniewski mówił, że nie wiedział o wymienionej w raporcie kwestii finansowania przez CIA. Jak mówił, teraz dowiedział się, że było to dozwolone finansowanie, zgodne z ustawą o Agencji Wywiadu. Twierdzi, że nie wiedział jaka to kwota, ale odesłał do sejmowej komisji służb specjalnych. Zdaniem Kwaśniewskiego, ta pomoc była przyznawana Polsce od 1990 roku corocznie.

Były prezydent odmówił potwierdzenia, że obiekt CIA na terenie Polski był tajnym więzieniem tej służby. Oświadczył, że nie wiedział, co dzieje się na terenie zamkniętej placówki w Starych Kiejkutach Obecny na konferencji były premier Leszek Miller zwrócił uwagę, że obecna sytuacja jest testem na to, jak rozumiemy interes państwa polskiego: czy należy bronić własnych interesów, czy terrorystów? Przypomniał, że zagrożenie, z którego zdaliśmy sobie po 11 września nie minęło, bo istnieje Państwo Islamskie.

Kwestia raportu była jednym z tematów porannego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego, choć – jak przyznaje minister obrony – nie najważniejszym. Tomasz Siemoniak uważa, że sprawę współpracy Polski z CIA powinna wyjaśniać prokuratura. Im mniej wokół tego debaty politycznej tym lepiej – powiedział i dodał, że ważne aby stosunki z naszym najważniejszym sojusznikiem nie ucierpiały na skutek publikacji raportu.

Prezydent uznał, że amerykański dokument „ożywi” polskie śledztwo. Bronisław Komorowski zasugerował przyjrzenie się demokratycznej kontroli nad naszymi służbami specjalnymi. „Sądzę, że trzeba się będzie zdobyć na refleksję w jakim stopniu w Polsce wyciągnięto wnioski zarówno z tego, co jest przedmiotem śledztwa prokuratorskiego, jak i padających dzisiaj zapewnień, że osoby odpowiedzialne w państwie nie wiedziały, co tak naprawdę się dzieje.” – mówił prezydent.

Rzecznik Twojego Ruchu jest przekonany, że za więzienia CIA w Polsce politycznie odpowiadają Leszek Miller i Aleksander Kwaśniewski. Andrzej Rozenek uważa, że obaj powinni stanąć przed Trybunałem Stanu.

Z kolei Witold Waszczykowski z PiS zwrócił uwagę, że Polska zdecydowała się na współpracę ze służbami specjalnymi USA, ale odpowiedzialność za stosowane metody ponosi CIA. Raport jest dobry dla Polski, bo nie wskazuje, by polskie służby specjalne, uczestniczyły w tej działalności i torturowaniu – stwierdził poseł PiS. Były wiceszef MSZ ocenił, że jedynym błędem Polski była zgoda na działanie bez żadnych umów.

Raport komentowali też obrońcy praw człowieka.

Rzecznik Praw Obywatelskich Irena Lipowicz uważa, że interes państwa nie może uzasadniać tortur. Przypomniała, że polska konstytucja zakazuje ich. „Tortury są bezwzględnym złem” – podkreśliła rzecznik dodając, że wyjaśniając sprawę więzień CIA trzeba ustalić, czy nie złamano konstytucji i czy polskie władze nie były nadmiernie uległe wobec Stanów Zjednoczonych.

Nie można stosować metod, które poniżają ludzi – uważa Draginja Nadażdin, dyrektor Amnesty International Polska. Jej zdaniem, nie ma wątpliwości, że złamano prawo i że doszło do pogwałcenia praw człowieka. Ani CIA, ani inne służby wywiadowcze nie mogą stosować niedozwolonych metod – podkreśla dyrektor Amnesty International Polska. Nikt nie powinien budować bezpieczeństwa narodowego w oparciu o tortury i łamanie prawa, bo wówczas zrównujemy się z terrorystami – dodała.

Jest wiele wniosków, które należy wyciągnąć z tego raportu. Trzeba jednak pamiętać, że dokument ten dotyczy skutecznych działań CIA przeciwko terrorystom – mówi doktor Łukasz Kister z centrum Badań nad terroryzmem Collegium Civitas, były oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Zdaniem Kistera, nie można mówić o konieczności bezwzględnego przestrzegania wszystkich obowiązujących zasad, bo w tym samym czasie terroryści będą nas mordowali.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/zbiorcza/to/zr

podobne: Goldman: w raporcie Senatu o CIA nazwa Polski raczej w ogóle nie padnie i to: Merkel łagodzi napięcie z Waszyngtonem (CIA przeniesie się do Warszawy?) polecam również: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów i to: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW. a także: Złodziej złodzieja złodziejem pogania w Ministerstwie Sprawiedliwości i w Agencji Wywiadu. oraz: Służby specjalne w wielu obszarach nadzorują same siebie. To jeden z wniosków raportu Najwyższej Izby kotroli.

…Murray Rothbard mawiał, że państwo jest najgroźniejszą organizacją przestępczą… Niewiele się pomylił ale jednak wymaga to doprecyzowania, gdyż samo państwo nie jest sprawcą niegodziwości ale dopiero jego aparat w postaci konkretnych osób zajmujących dane stanowisko w państwie…

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Zostaliśmy postawieni w wysoce niezręcznej sytuacji, nawet trochę wykorzystani”… Jak się nazywa osobę która bierze pieniądze za bycie wykorzystaną każdy dorosły wie… Mówi się tu o jakimś „wprowadzeniu w błąd” o „niewiedzy” czy „nadużyciu zaufania”, ale choć nie jest napisane czarno na białym (wiadomo że takich rzeczy nikt „normalny” nie napisze 🙂 ) że Amerykanie wynajmują ośrodek w Kiejkutach do torturowania ludzi, to przecież sam fakt odmowy podpisania odpowiednich deklaracji, że będą oni przestrzegać polskiego prawa o poszanowaniu jeńców wojennych musiał w prawidłowo myślącym człowieku wzbudzić podejrzenie co do tego w jakim zamiarze CIA wynajmuje ów obiekt. Udawanie ślepego i głuchego (albo głupiego) za pieniądze ma jak dla mnie jednoznaczną wymowę. Tak samo brnięcie w zaparte i nazywanie miejsc w których bezprawnie byli przetrzymywani ludzie inaczej jak więzieniami (bo definicja więzienia brzmi inaczej – SIC!) jest czystą hipokryzją. Tylko skończony dureń albo cyniczny drań może się wypowiadać w tego typu tonie na przekór faktom, które wiszą na „ślepych i głuchych” jak młyńskie kamienie. Rzecz jasna tego rodzaju standardy (etyka) jak nazywanie rzeczy po imieniu, czy przyznanie się do winy nie są przywilejem cynicznych i wypranych z wartości ludzi (ale to całkiem inna historia)…

Błąd to się popełnia kiedy człowiek nie wie co robi, a nie kiedy udaje (za pieniądze) że nie widzi co się wyrabia… To nie był żaden błąd, bo za popełnianie błędu nikt nie płaci (płaci się za CELOWE zaniechanie, albo dokonanie jakiejś czynności) a tu zostało opłacone przymknięcie oka na działalność przestępczą… Za popełnienie błędu należą się co najmniej przeprosiny (i naprawienie wyrządzonej krzywdy), właśnie dlatego że błąd popełniono (nie wystarczy się przyznać i to dopiero po tym jak „się wydało” 🙂 to żadna chwała i świadczy wyłącznie o tym że przyłapany najzwyczajniej w świecie próbuje uniknąć odpowiedzialności)… ale co z przestępstwem?

Bo w tej sprawie zostało popełnione przestępstwo (a nie żaden błąd), i ci którzy wzięli za to pieniądze powinni odpowiedzieć przed sądem. Nie wspominając o rozliczeniu się z pieniędzy i usunięciu odpowiedzialnych za to osób z zajmowanych stanowisk, bo tacy ludzie którzy popełniają na szkodę państwa „błędy” za pieniądze nie są godni miana „funkcjonariuszy państwowych” – mało tego stanowią dla państwa zagrożenie, gdyż narażają Polskę i polskich żołnierzy (wysługujących się na różnych misjach za granicą) na zemstę terrorystów.

Kolejna kwestia to urządzanie bezprawnej nagonki na Polskę jako wspólnika zbrodni. Według Pana Pinora z raportu wynika, że polskie władze zgodziły się na funkcjonowanie tajnego ośrodka CIA na naszym terytorium. No to ja się pytam czy takie osoby nazywa się władzą czy zgodnie z kodeksem przestępcami? Czy przestępcy mają prawo powoływać się na państwo i w jego imieniu (z jednoczesnym pogwałceniem jego praw) usprawiedliwiać bezprawie? Uważam że tego rodzaju retoryka jest niczym nieuzasadniona i krzywdząca dla Polski, która jako państwo nie może odpowiadać za bezprawną SAMOWOLĘ kilku „funkcjonariuszy” (i kryjących ich polityków), którzy nie mieli legitymacji do popełniania przestępstwa, gdyż żaden akt prawny na to nie zezwala. Ci którzy stali za tym procederem działali BEZPRAWNIE na polskim terytorium i dlatego robili to po cichu, i dlatego musieli dać łapówkę za to żeby nikt się nie dowiedział o tym że jest łamane prawo. Wina spada więc bezpośrednio na tych konkretnych ludzi i ich „wspólników” z Polski, ale nie na państwo od którego „wydzierżawiono” obiekt w Starych Kiejkutach. Ci ludzie działali jako kryminaliści na własną odpowiedzialność a nie jako przedstawiciele polskich władz. Działali na szkodę reputacji i bezpieczeństwa Polski więc NA PEWNO nie na jej rzecz czy w imieniu! Jako kryminalistów więc należy tych ludzi ująć, osądzić, skazać i osadzić w więzieniu (a przedtem zmusić do zapłaty wszelkich odszkodowań i kar nałożonych za te sprawę na Polskę – Tajemnica kosmiczna „Starych Kiejkutów”: KTO wziął 15 milionów dolarów od CIA? – St. Michalkiewicz), gdyż złamali POLSKIE i międzynarodowe prawo, oraz działali na szkodę polskiej racji stanu.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Oficjalnie Polska zgodziła się na współpracę wywiadowczą, ale nie na tortury i tajne więzienia. Wyjaśnienie kto i za co konkretnie odpowiada (za co wzięto pieniądze) jest sprawą przede wszystkim dla prokuratury. Po wskazaniu odpowiedzialnych po polskiej stronie, którzy zezwolili obcemu wywiadowi, bez podpisania odpowiednich dokumentów o humanitarnym traktowaniu więźniów, na działalność na terenie Polski sprawa powinna trafić do sądu oraz ewentualnie przed Trybunał Stanu. Ktoś te umowy sporządzał i podpisywał (chyba że wszystko odbywało się na tzw. gębę).

Zgadzam się natomiast w całości z opinią, że ta „publikacja” z (której nota bene wycięto znaczną część treści 😉 ), to element walki politycznej między demokratami a republikanami… Fakt że takie rzeczy się dzieją nie jest jakimś nowum tylko dlatego że ktoś o tym postanowił poinformować opinię publiczną. Tego rodzaju „rewelacje” NIC nie znaczą dla opinii publicznej (poza byciem kilkudniowym tematem „sensacji” w mediach). Dopóki nie są z tego rodzaju wiedzy wyciągane wnioski i dopóki nikogo nie spotykają konsekwencje jest to tylko „nius”. Ludzie przyjmą go do wiadomości i zapomną (do następnego razu).

Śmieszy mnie też niepomiernie sytuacja w której całą odpowiedzialność polityczną (a być może kryminalną) za tę „aferę” próbuje się zrzucić na dwóch wyliniałych polityków z SLD (jeden to były premier a drugi to były prezydent), chociaż do niedawna niemal wszyscy (również z tzw. opozycji) rękę dali by sobie uciąć że u nas się nikogo nie torturuje (bo przecież prawo tego zabrania 🙂 ) a tak w ogóle to „wojna z terroryzmem”, „współpraca sojusznicza” itd. itp. (polecam lekturę: 15 milionów za tajne więzienia CIA w Polsce. „Banda czworga” jednym głosem zaprzecza!)

Tymczasem we mgle „kiejkutowych przygód” chyłkiem pełznąc wśród mchu i paproci umknęła „wszechwidzącej” opinii publicznej POważnej wagi informacja. Oto bowiem rząd przyjął taj(n)emnicze opracowanie szumnie nazwane „planem wzmocnienia bezpieczeństwa państwa”… (Odys)

2. Rząd m. in. o wzmocnieniu bezpieczeństwa i działaniach antyterrorystycznychRząd przyjął plan wzmocnienia bezpieczeństwa państwa.

08.12.2014 (IAR) – Wzmocnienie bezpieczeństwa państwa, plan działań antyterrorystycznych oraz dowoy osobiste – to główne zagadnienia, jakimi zajmie się dziś (09.12) Rada Ministrów.

Na posiedzeniu ministrowie omówią opracowany pod koniec listopada „plan wzmocnienia bezpieczeństwa państwa”. To dokument, którego powstanie zapowiedziała w czasie expose w Sejmie premier Ewa Kopacz.

Plan ma charakter niejawny, stąd resort obrony nie podaje szczegółowych zapisów w nim zawartych. Wiadomo jedynie, że dokument w kompleksowy i całościowy sposób traktuje kwestie bezpieczeństwa naszego kraju. Opisano w nim między innymi systemowe rozwiązania, które powinno się podjąć, żeby wzmocnić bezpieczeństwo Polski.

Kolejnym punktem, jaki omówią ministrowie na dzisiejszym posiedzeniu, będzie „Narodowy Program Antyterrorystyczny na lata 2015 – 2019”. Głównym celem programu jest wzmocnienie systemu antyterrorystycznego w kraju poprzez podniesienie stanu przygotowaniu poszczególnych służb odpowiedzialnych za te kwestie. Rząd chce też zwiększyć poziom świadomości o zagrożeniach terrorystycznych wśród społeczeństwa.

Szefowa MSW przedstawi również Radzie Ministrów zmiany w ustawie o ewidencji ludności i o dowodach osobistych. Nowe dokumenty tożsamości miały być wydawane od stycznia 2015 roku. Jednak ze względu na skomplikowany system informatyczny zdecydowano się na przesunięcie terminu. Wydawanie nowych dowodów osobistych rozpocznie się dopiero od 1 marca przyszłego roku.

Nowe dokumenty tożsamości nie będą zawierały adresu zameldowania i rysopisu. Będzie za to umieszczona informacja o obywatelstwie właściciela takiego dokumentu.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/A.Drążkiewicz/komunikat MON/MSW/BIP/magos

09.12.2014 (IAR) – Rząd przyjął plan wzmocnienia bezpieczeństwa państwa. To tajny dokument, którego powstanie zapowiedziała w expose premier Ewa Kopacz.

Z racji nałożenia na plan klauzuli tajności niewiele można powiedzieć o szczegółowych zapisach dokumentu. Wiadomo jednak, że w sposób kompleksowy i spójny opisuje kwestie dotyczące szeroko rozumianego bezpieczeństwa.

Publicysta miesięcznika „Polska Zbrojna” zwraca uwagę, że fragmentaryczne informacje z tego dokumentu pojawiały się już w dyskusji publicznej. Wiadomo, że w planie zapisano konieczność wzmocnienia niektórych struktur wojskowych, chociażby jednostek ulokowanych blisko naszej wschodniej granicy. Prawdopodobnie znajdują się tam też zapisy mówiące o przyspieszeniu zakupu części uzbrojenia.

Powszechną wiedzą jest również to, że przy planie wzmocnienia bezpieczeństwa pracował nie tylko resort obrony. Swoje uwagi i spostrzeżenia przekazało również Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, resort spraw wewnętrznych, ministerstwo finansów, gospodarki i zdrowia.

Tadeusz Wróbel uważa, że wspólna praca wielu resortów dobrze rokuje na przyszłość. Publicysta przypomina, że tylko spójne i kompleksowe podejście do tematyki bezpieczeństwa zapewni jego wysoki poziom. Tadeusz Wróbel tłumaczy, że za bezpieczeństwo kraju odpowiada nie tylko armia, ale też inne instytucje.

Przy wzmacnianiu bezpieczeństwa trzeba na przykład pamiętać o planach zgromadzenia rezerw paliwowych czy budowie takich dróg, które wytrzymają przejazd ciężkiego wojskowego sprzętu, jak chociażby nowoczesne czołgi Leopard.

Jutro z przyjętym przez Radę Ministrów planem zapozna się Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Jej członkowie – pod przewodnictwem prezydenta – spotkają się w tej sprawie przed południem.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/A.Drążkiewicz/wcześniejsze/gaj

źródło: stooq.pl

podobne: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje oraz: „Biała księga” czy biała gorączka? czyli „niebezpieczeństwo narodowe” okiem eksperta. i to: 800 milionów co roku więcej na wojsko, gen. Polko: kuleje dowodzenie i obrona. Michalkiewicz o defiladzie „ku pokrzepieniu serc”. a także: gen. Pacek: ” nie wykluczamy, że blisko Polski będzie konflikt na szerszą skalę”. Modernizacja armii. MON: Polska jest bezpieczna.  polecam również: Romuald Szeremietiew: Czy będziemy solidarni w obronie?

…Z racji nałożenia na plan klauzuli tajności niewiele można powiedzieć o szczegółowych zapisach dokumentu. Wiadomo jednak, że w sposób kompleksowy i spójny opisuje kwestie dotyczące szeroko rozumianego bezpieczeństwa….

Z racji klauzuli tajności niewiele można powiedzieć ale(!)… „wiadomo jednak” że… (i tu każdy sobie wpisuje co według niego „jednak wiadomo” 🙂 ehhh)

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Nie żebym miał coś przeciwko wzmacnianiu bezpieczeństwa Polski (wręcz przeciwnie!). Zastanawia mnie tylko (a w zasadzie niepokoi) utajnianie wszelkiego rodzaju regulacji dotyczących bezpieczeństwa Polski (bo przecież tu chodzi o bezpieczeństwo ludzi), które to regulacje objęły (jak się zarzekają poszczególni ministrowie) wszystkie najważniejsze resorty. Odnoszę bowiem ostatnimi czasy (i to coraz częściej) niepokojące wrażenie, że tu wcale nie idzie o bezpieczeństwo Polski, ale raczej o niebezpieczeństwo w jakim nasz „nieszczęśliwy kraj” się znalazł (bądź w kierunku którego zdąża popychany przez historię jaką ktoś za nas zaplanował gdzieś za oceanem), za sprawą naszych „umiłowanych przywódców” i to zarówno na arenie międzynarodowej (zaangażowanie się w awanturę ukraińską bez żadnego „ale”), jak i na wewnętrznym poletku, na którym źródełko z którego czerpią pełnymi garściami wspomniani już „umiłowani przywódcy”, od dłuższego już czasu poważnie się kurczy (a manny z nieba nie będzie!).

Stąd też podejrzewam że nasi „umiłowani przywódcy” bardziej szykują się do ataku na swoich umiłowanych płatników (oraz rzecz jasna potępionego przez zachód „zimnego czekistę Putina”) niż do ich obrony, a zatem do obrony siebie przed nami (pewne kroki już zostały na tym polu poczynione tu: „Tusku kur…. zrób coś!” czyli… służby spuszczone ze smyczy i walka z „mową nienawiści” i tu: cynik9: „Czy Europie grozi wiosna ludów?” Sytuacja na Ukrainie z ustawą „o bratniej pomocy” w tle. oraz: Niemcy dostarczą żołnierzy do obrony Polski)…

Bo czy w takiej sytuacji, kiedy dzieje się nam bezpieczeństwo, nie omieszkali by się nasi dobro(zło)dzieje pochwalić przed nami swoimi słusznymi poruczeniami? Czy gdyby naprawdę chodziło o nasze bezpieczeństwo, to czy trzymaliby to przed nami w takiej tajemnicy? Czyż nie daliby nam szansy, żeby im za owe dobrodziejstwo podziękować i nagrodzić odpowiednią klaką? No chyba nie 😉

Jak już kiedyś wspominałem obawiam się że idzie stare nowe! Czyli komuna z jej najgorszymi koszmarami takimi jak zamykanie do więzienia (tudzież „psychuszek” 😮 ), izolacja medialna i intelektualna, stygmatyzowanie faszyzmem (który podnosi swój wraży łeb w postaci ruchów antysystemowych), antysemityzmem, homofobią, lub bolesne finansowo karanie za niepoprawność polityczną, szykanowanie za krytykę władzy i jej pupili z tzw. „kręgów intelektualnych” (łącznie z wyrzucaniem z pracy – patrz casus profesorów Chazana i Jasiewicza) zakaz zgromadzeń, ewentualnie ich „prawne” (a nawet fizyczne – Policjanci będą mogli strzelać bez rozkazu) pacyfikowanie – gdyby niezadowolenie obrało niekorzystny dla „jedynie słusznej OPcji” obrót, o inwigilacji obywateli (NIK krytykuje zasady i praktykę uzyskiwania billingów) nie wspominając w której to „dyscyplinie” nasze państwo zajmuje niechlubne miejsce według badań podmiotów zajmujących się tym zjawiskiem… idzie albo komuna, albo wojna.

Jedno jest pewne, na coś się zanosi… Si vis pacem, para bellum by władzy raz zdobytej nie oddać już nigdy! (tudzież Po nas choćby POtop!). Obym się mylił.

…Odys

PS… Na czym ma się opierać bezpieczeństwo Polski? – Stanisław Michalkiewicz o zagrożeniach dla naszego kraju i sposobach ich neutralizacji przez stawianie na własne zasoby oraz zawiązanie rozsądnych sojuszy – spotkanie na warszawskim Bemowie 06.11.2014

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Thierry Meyssan: Geopolityczne podłoże wojen przeciwko Syrii i Państwu Islamskiemu. Straty dżihadystów w Kobane. Tragiczny los porwanych przez Boko Haram.


W swoim orędziu o stanie państwie z 23 stycznia 1980 r. prezydent J. Carter sformułował doktrynę nazwaną jego nazwiskiem: Stany Zjednoczone przyjmują, że zasoby naturalne w regionie Zatoki Perskiej są niezbędne amerykańskiej gospodarce oraz, że stanowią ich własność. Wobec tego, wszelka próba podważenia tego aksjomatu będzie traktowana jako „atak na żywotne interesy Stanów Zjednoczonych Ameryki i taki atak będzie odparty z użyciem wszelkich możliwych środków, w tym siły militarnej”. Z czasem Waszyngton wyposażył się w odpowiednie narzędzie do prowadzenia tej polityki, CentCom (Centralne Dowództwo USA), i rozszerzył swoją strefę aż do Półwyspu Somalijskiego.

Trzy kryzysy w łonie Koalicji

Obecnie ma miejsce trzeci od czasu rozpoczęcia wojny przeciwko Syrii kryzys w obozie państw-agresorów.

1.) W czerwcu 2012 r., podczas konferencji zwanej „Genewą 1”, która miała znaczyć powrót do dialogu i ustalić nowy podział Bliskiego Wschodu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Rosją, Francja w osobie nowo wybranego prezydenta François Hollande’a, przyjęła restrykcyjną interpretację komunikatu końcowego. Następnie, z pomocą Turcji i Izraela oraz przy wsparciu amerykańskiej sekretarz stanu Hillary Clinton i dyrektora CIA Davida Petraeusa, przygotowała grunt pod wznowienie działań wojennych przeciwko Syrii.

2.) Po odsunięciu przez Baracka Obamę H. Clinton i D. Petraeusa, Turcja razem z Francją i Izraelem zorganizowały latem 2013 r. atak chemiczny w damasceńskiej Ghucie, który przypisali władzy syryjskiej. Stany Zjednoczone nie dały się wciągnąć w operację karną.

3.) W styczniu 2014 r. amerykański Kongres przegłosował na tajnym posiedzeniu finansowanie i zbrojenie Państwa Islamskiego, dając mu za zadanie opanowanie w Iraku ziem sunnitów, a w Syrii ziem Kurdów w celu dokonania podziału tych dwóch państw. Wtedy Francja i Turcja zaczęły zbroić Al-Kaidę (Jabhat al-Nusra), aby ta zaatakowała Państwo Islamskie i zmusiła Stany Zjednoczone do przyjęcia pierwotnego planu Koalicji. Choć Al-Kaida i Państwo Islamskie doszły do porozumienia w maju na skutek nawoływań Ajmana az-Zawahiriego, Francja i Turcja nadal nie biorą udziału w nalotach sojuszników.

Ogółem biorąc, Koalicja Przyjaciół Syrii, która w lipcu 2012 r. liczyła „około stu państw i organizacji międzynarodowych”, dziś zrzesza co najwyżej 11 członków. Natomiast Koalicja przeciwko Państwu Islamskiemu oficjalnie skupia „ponad 60 państw”, ale mają one między sobą tak niewiele wspólnego, że ich lista pozostaje utajniona.

Odmienne interesy

W rzeczywistości Koalicja składa się z wielu państw, które kierują się własnym interesem i nie mogą porozumieć się co do wspólnego celu. Możemy w niej wyróżnić cztery siły:

• Stany Zjednoczone. Dążą do objęcia kontroli nad złożami węglowodorów w regionie Bliskiego Wschodu. W 2000 r. amerykańska NEPDG (grupa ds. rozwoju krajowej polityki energetycznej), kierowana przez Dicka Cheneya ustaliła z pomocą zdjęć satelitarnych i danych wiertniczych rozmieszczenie rezerw węglowodorów na świecie i zaobserwowała ogromne złoża gazu w Syrii. Podczas wojskowego zamachu stanu w 2001 r. Waszyngton postanowił zaatakować kolejno osiem krajów (Afganistan, Irak, Libię, Liban i Syrię, Sudan, Somalię, Iran), aby opanować ich bogactwa naturalne. Amerykański sztab generalny przyjął wówczas plan przekształcenia „Wielkiego Bliskiego Wschodu” (który zakłada też rozbicie Turcji i Arabii Saudyjskiej), a w następnym roku Departament Stanu utworzył departament MENA, który miał się zająć organizacją „arabskich wiosen”.

• Izrael. Broni własnych interesów narodowych: jak na razie ostrożnie dokonuje ekspansji terytorialnej. Jednocześnie, nie czekając, aż obejmie kontrolę nad całym obszarem położonym między Nilem a Eufratem, dąży do podporządkowania sobie całej działalności gospodarczej regionu, w tym oczywiście do opanowania złóż węglowodorów. Aby zapewnić sobie ochronę w dobie zagrożenia balistycznego, chce, z jednej strony, przejąć kontrolę nad strefą bezpieczeństwa, wzdłuż izraelskiej granicy (na razie udało mu się wypędzić błękitne hełmy z przygranicznych wzgórz Golan i zastąpić ich bojownikami Al-Kaidy), a z drugiej strony, zneutralizować zagrożenie ze strony Egiptu i Syrii, zachodząc ich z tyłu (poprzez rozmieszczenie w Turcji natowskich rakiet Patriot, utworzenie Kurdystanu w Iraku oraz Sudanu Południowego).

• Francja i Turcja. Nie przestają marzyć o odbudowie swoich imperiów. Francja ma nadzieję otrzymać mandat nad Syrią, przynajmniej nad częścią państwa syryjskiego. Utworzyła Wolną Armię Syryjską, wręczając jej zielono-biało-czarną flagę z trzema gwiazdami, pochodzącą z czasów mandatu francuskiego. Turcja zaś pragnie odrodzenia Imperium Osmańskiego. We wrześniu 2012 r. wyznaczyła gubernatora dla zarządzania tą prowincją. Plany Turcji i Francji dają się ze sobą pogodzić, bo Imperium Osmańskie uznało w przeszłości, że niektóre jego prowincje mogą być zarządzane wspólnie z innymi mocarstwami kolonialnymi.

• Arabia Saudyjska i Katar. Mają świadomość, że przetrwać mogą jedynie służąc interesom Stanów Zjednoczonych i walcząc z państwami o ustroju laickim. Dziś, jedynym takim krajem w regionie bliskowschodnim jest Syryjska Republika Arabska.

O tym, jak ewoluowała Koalicja

Te cztery siły potrafiły współpracować ze sobą tylko w początkowej fazie wojny, od lutego 2011 r. do czerwca 2012 r. Realizowano wtedy strategię wojenną czwartej generacji: wybrane oddziały sił specjalnych organizowały tu i tam incydenty zbrojne, zastawiały zasadzki, a media państw Zachodu i Zatoki Perskiej wypuszczały kolejne odcinki o tym, jak alawicka dyktatura tłumi rewolucję demokratyczną. Ilość włożonych pieniędzy i wysłanych żołnierzy nie była znacząca i każdy liczył, że z chwilą obalenia Syryjskiej Republiki Arabskiej, przeciągnie kołdrę nieco w swoją stronę.

Jednak na początku 2012 r., Syryjczycy zaczęli powątpiewać w to, że prezydent Baszar al-Asad faktycznie torturuje dzieci oraz, że Republikę zastąpi państwo wyznaniowe, typu libańskiego. Oblężenie dzielnicy Baba Amr opanowanej przez takfirystów Państwa Islamskiego unaoczniło fiasko operacji. Francja wynegocjowała wyjście z kryzysu i zwolnienie francuskich oficerów, którzy dostali się do niewoli. Stany Zjednoczone i Rosja porozumiały się w kwestii zajęcia miejsc Wielkiej Brytanii i Francji, a więc podziału między siebie całego regionu, tak jak zrobiły to w 1916 r. Londyn i Paryż, podpisując układ Sykes-Picot.

Od tego momentu, w Koalicji nic już nie działa tak jak trzeba. Kolejne niepowodzenia pokazują, że nie uda jej się odnieść zwycięstwa.

W lipcu 2012 r., strona francuska zorganizowała w Paryżu spotkanie koalicjantów i wznowiła wojnę. Mowa F. Hollande’a została napisana po angielsku, najprawdopodobniej przez Izraelczyków, i przetłumaczona na francuski. Sekretarz Stanu H. Clinton i ambasador Robert S. Ford (uczeń Johna Negroponte) zaangażowali się w największą w historii tajną wojnę. Jak niegdyś w Nikaragui, prywatne wojska werbowały i posyłały na syryjski front najemników. Z tą różnicą, że ci najemnicy przeszli ideologiczne przeszkolenie, by utworzyć hordy dżihadystów. Pentagon tracił stopniowo nadzór nad operacjami, przejęty ostatecznie przez Departament Stanu i CIA. Koszt tej wojny był astronomiczny, ale nie obciążył skarbu Stanów Zjednoczonych, Francji, i Turcji, lecz został poniesiony w całości przez Katar i Arabię Saudyjską.

Według prasy zachodniej i krajów Zatoki Perskiej, jakieś kilka tysięcy cudzoziemców przybyło do Syrii wesprzeć „demokratyczną rewolucję”. Tymczasem, w samej Syrii nie było żadnej „demokratycznej rewolucji”, tylko po ulicach chodziły grupy fanatyków skandując: „Pacyfistyczna rewolucja: chrześcijanie do Bejrutu, alawici do trumny!” [1] i „Nie Hezbollahowi, nie Iranowi, chcemy prezydenta, który boi się Boga!” [2]. Według Syryjskiej Armii Arabskiej, nie kilka tysięcy, lecz 250 tys. zagranicznych dżihadystów walczyło i nierzadko ginęło w boju w okresie od lipca 2012 do lipca 2014 r.

W dzień po reelekcji, B. Obama zmusił do dymisji dyrektora CIA gen. D. Petraeusa, i pozbył się H. Clinton w czasie formowania nowej administracji. W ten sposób, na początku 2013 r., Koalicja opierała się w zasadzie już tylko na Francji i Turcję, a Stany Zjednoczone robiły możliwie jak najmniej. Na to tylko czekała Syryjska Armia Arabska, która ruszyła odbijać zagarnięte terytorium.

F. Hollande i Recep Tayyip Erdoğan, H. Clinton i D. Petraeus chcieli obalić laicką republikę i powołać na jej miejsce sunnicki reżim, który miał się znajdować pod bezpośrednią administracją Turcji, ale też włączać wysokich funkcjonariuszy francuskich. Chodziło więc o model władzy z końca XIX w., ale nie przedstawiający dla Stanów Zjednoczonych żadnej korzyści.

Demokrata B. Obama i jego dwaj kolejni sekretarze obrony, demokrata Leon Panetta i republikanin Chuck Hagel kierują się diametralnie inną wizją polityczną: L. Panetta wywodzi się z Komisji Bakera-Hamiltona, a B. Obama został wybrany na prezydenta dzięki programowi tej właśnie Komisji. Według nich, Stany Zjednoczone nie są i nie mogą być klasycznym mocarstwem kolonialnym, a więc kontrolować terytorium poprzez osadzenie na nim kolonistów. Bushowskie zarządzanie Irakiem, nadzwyczaj kosztowne i nierentowne, nie uszło w niepamięć. Nic podobnego nie może się już powtórzyć.

Kiedy Turcja i Francja usiłowały wciągnąć Stany Zjednoczone w kampanię lotniczą przeciwko Syrii, aranżując latem 2013 r. kryzys z bronią chemiczną, Biały Dom i Pentagon postanowiły wrócić do akcji. W styczniu 2014 r. powołały tajne posiedzenie Kongresu, dając mu do podpisania tajną ustawę zatwierdzającą projekt rozdziału Iraku na trzy części i oddzielenie od Syrii prowincji zamieszkanych przez Kurdów. W tym celu, postanowiły sfinansować i uzbroić grupę dżihadystów zdolną do zrealizowania tego, co prawo międzynarodowe zabrania amerykańskiemu wojsku: do przeprowadzenia czystki etnicznej.

Realizacja „Wielkiego Bliskiego Wschodu” nie stanowi dla B. Obamy i amerykańskich sił wojskowych celu samego w sobie: to tylko środek zapewniający kontrolę nad surowcami, będący zastosowaniem klasycznej taktyki „Dziel i rządź”, nie w celu uzyskania tytułu króla czy prezydenta w nowo utworzonych państwach, lecz w celu realizacji amerykańskiej polityki sięgającej epoki Jimmy’ego Cartera.

W swoim orędziu o stanie państwie z 23 stycznia 1980 r. prezydent J. Carter sformułował doktrynę nazwaną jego nazwiskiem: Stany Zjednoczone przyjmują, że zasoby naturalne w regionie Zatoki Perskiej są niezbędne amerykańskiej gospodarce oraz, że stanowią ich własność. Wobec tego, wszelka próba podważenia tego aksjomatu będzie traktowana jako „atak na żywotne interesy Stanów Zjednoczonych Ameryki i taki atak będzie odparty z użyciem wszelkich możliwych środków, w tym siły militarnej”. Z czasem Waszyngton wyposażył się w odpowiednie narzędzie do prowadzenia tej polityki, CentCom (Centralne Dowództwo USA), i rozszerzył swoją strefę aż do Półwyspu Somalijskiego.

Wobec tego, obecna kampania lotnicza Koalicji nie ma już żadnego związku z początkowym zamiarem obalenia Syryjskiej Republiki Arabskiej. Nie jest też w żadnym wypadku „walką z terroryzmem”. Jedyne zadanie, jakie realizuje, to obrona interesów gospodarczych samych tylko Stanów Zjednoczonych, poprzez utworzenie w razie potrzeby, ale niekoniecznie, nowych podmiotów państwowych.

W kampanii, amerykańskiemu lotnictwu pomaga w nieznacznym stopniu lotnictwo Arabii Saudyjskiej i Kataru. Francja i Turcja nie biorą w niej udziału. Sam Pentagon przyznał, że przeprowadził 4000 nalotów, zabijając nieco ponad 300 bojowników Państwa Islamskiego. Jeśli wierzyć tej deklaracji, to wychodzi na to, że 13 nalotów (i nie wiadomo, ile bomb i rakiet) równa się jednemu zabitemu dżihadyście. W takim razie mamy do czynienia z najdroższą i najmniej skuteczną w Historii kampanią lotniczą. Z drugiej strony, jeśli przyjmiemy wcześniejsze rozumowanie, to ofensywa Państwa Islamskiego w Iraku doprowadziła do manipulacji kursem ropy, co wywołało spadek ceny baryłki o ok. 25%, ze 115 USD do 83 USD. Nuri al-Maliki, legalnie wybrany premier Iraku, który sprzedawał połowę irackiej produkcji Chinom, został oczerniony i usunięty ze stanowiska. Państwo Islamskie i Kurdyjski Rząd Regionalny sami obniżyli eksport ropy o ok. 70%. Wszystkie instalacje naftowe wykorzystywane przez chińskie koncerny zostały po prostu zniszczone. De facto, syryjska i iracka ropa sprzedawana chińskim nabywcom została włączona w obieg międzynarodowy, kontrolowany przez Stany Zjednoczone.

Podsumowując, obecna kampania lotnicza jest bezpośrednim zastosowaniem doktryny J. Cartera i ostrzeżeniem pod adresem prezydenta Xi Jinpinga, który próbuje zawrzeć tu i tam kontrakty dwustronne na zaopatrzenie Chin w paliwo, z obejściem rynku międzynarodowego.

Wybiegając w przyszłość

Powyższa analiza pozwala na następujące wnioski:

• Na chwilę obecną, Stany Zjednoczone dopuszczają wojnę tylko dla obrony swego strategicznego interesu, jakim jest kontrola międzynarodowego rynku ropy. Mogą więc podjąć wojnę przeciwko Chinom, ale nie przeciwko Rosji.

• Francja i Turcja nigdy nie zdołają zrealizować swoich marzeń o rekolonizacji. Francja powinna zastanowić się, jaką rolę na Czarnym Lądzie wyznaczył jej AfriCom (Dowództwo sił zbrojnych USA w Afryce). Może dalej mieszać się w sprawy tych wszystkich państw, które próbują zbliżyć się z Chinami (Wybrzeże Kości Słoniowej, Mali, Republika Środkowoafrykańska), i zaprowadzać tam „zachodni” ład, ale nie uda jej się odbudować Imperium kolonialnego. Turcja też powinna obniżyć poprzeczkę. Prezydent R. T. Erdoğan co prawda z powodzeniem realizuje szkaradny sojusz z Bractwem Muzułmańskim i generałami-kemalistami, ale lepiej zrobi, porzucając swoje neo-osmańskie ambicje. Przede wszystkim powinien sobie przypomnieć, że jako członek NATO, jego kraj, bardziej niż jakikolwiek inny, narażony jest na proamerykański zamach stanu, którego ofiarą padł na przykład Jeorjos Papandreu, czy też turecki premier Bülent Ecevit.

• Arabii Saudyjskiej i Katarowi nigdy nie zwrócą się te miliardy, które ze stratą zainwestowały w obalenie Syryjskiej Republiki Arabskiej. Co więcej, być może w jakiejś części będą te dwa państwa musiały sfinansować rekonstrukcję. Dynastia Saudów dalej będzie musiała realizować amerykańskie interesy gospodarcze, unikając jednak wojen o szerokim zasięgu, i pamiętając, że w każdej chwili Waszyngton może zadecydować o rozdziale jej prywatnej własności, tj. Arabii Saudyjskiej.

Izrael ma nadzieję, że będzie mógł dalej działać w ukryciu, aby wywołać w perspektywie średnioterminowej definitywny rozkład Iraku na trzy części. Przypadnie mu wówczas w udziale iracki Kurdystan, porównywalny do utworzonego przezeń Południowego Sudanu. Jednak mało prawdopodobne, by udało mu się od razu połączyć go z północną Syrią. Tak samo, mało prawdopodobne, aby zdołał usunąć UNIFIL z południowego Libanu i zastąpić go Al-Kaidą, tak jak zrobił to z UNDOF-em w strefie graniczącej z Syrią. Jednak w ciągu 66 lat swojego istnienia, Izrael wiele rzeczy wypróbowywał i za każdym razem co nieco zyskiwał. W rzeczywistości, Izrael jako jedyny zyskuje na wojnie przeciw Syrii. Nie tylko na długie lata osłabił swojego syryjskiego sąsiada, ale też zmusił go do porzucenia swojego arsenału chemicznego, stając się tym samym jedynym państwem na świecie, które oficjalnie dysponuje zarówno udoskonalonym arsenał atomowym, jak i arsenałem broni chemicznej i biologicznej.

• Irak jest de facto podzielony na trzy odrębne państwa. Jedno z nich, Kalifat, nigdy nie zostanie uznane przez społeczność międzynarodową. Nic chyba nie będzie w stanie powstrzymać secesji Kurdystanu, chyba tylko trudność z jaką przyjdzie mu wyjaśniać, jakim cudem powiększył swoje terytorium o 40% względem tego, co stanowi iracka konstytucja, włączając do swych granic pola naftowe Kirkuku. Kalifat ustąpi pewnie miejsca państwu sunnickiemu, rządzonemu – w sposób już mniej okrutny – przez ludzi, którzy oficjalnie „opuszczą” Państwo Islamskie. Doszłoby wtedy do czegoś porównywalnego z Libią, w której byłym bojownikom Al-Kaidy przekazano władzę, nie wywołując przy tym najmniejszego protestu.

• Syria powoli odzyska pokój i poświęci się żmudnej odbudowie państwa. W tym celu zwróci się do chińskich przedsiębiorstw, ale będzie trzymała Pekin z dala od swoich surowców. Odbudowę przemysłu naftowego i eksploatację rezerw gazu powierzy rosyjskim koncernom. Kwestia rurociągów, które będą przebiegać przez jej terytorium, będzie zależeć od wsparcia Iranu i Rosji.

• Liban będzie nadal żył w strachu przed agresją ze strony Państwa Islamskiego, który pozostanie organizacją stricte terrorystyczną. Dżihadyści zawsze będą jedynie narzędziem paraliżowania politycznych funkcji państwa, pogrążających się w anarchii.

Rosja i Chiny powinny w trybie pilnym podjąć działania przeciwko Państwu Islamskiemu w Iraku, Syrii i Libanie, nie przez empatię dla społeczeństw lokalnych, lecz dlatego, że Stany Zjednoczone mogą już niebawem użyć tego narzędzia przeciwko nim samym. O ile Państwo Islamskie kierowane jest przez saudyjskiego księcia Abdula Rahmana, który jest jego sponsorem, i przez kalifa Ibrahima, które kieruje operacjami, jego główni oficerowie są Gruzinami, członkami tajnych służb wojskowych, a czasem też Chińczykami, mówiącymi po turecku. Poza tym, sam gruziński minister obrony przyznał, odżegnując się potem od swoich słów, że na terytorium Gruzji znajdują się obozy szkoleniowe dżihadystów. Jeśli Moskwa i Pekin będą zwlekać, Państwo Islamskie zaatakuje Kaukaz, Dolinę Fergańską, oraz Sinciang.

Tłumaczenie: Justyna Jarmułowicz
Tekst pochodzi z portalu Voltairenet.org  (za geopolityka.org)

podobne: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna? oraz: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki. i to: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”. a także: USA – Rosja – Syria – Izrael – Palestyna. polecam również: Brzeziński zaleca ściślejszą współpracę USA – Chiny. Amerykanie przypomnieli sobie że Rosja naruszyła traktat rozbrojeniowy. Sankcje kontra sankcje (Polska też ucierpi). i to: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji). oraz: Korea Północna grozi i prosi ONZ. Rywalizacja militarna Chin i USA. Koniec wojny w Gazie, czas na Syrię, gdzie fanatycy coraz mocniejsi. Libia zmierza w stronę wojny domowej. i to: Wsparcie dla Kurdów w Iraku. Libia prosi o międzynarodową interwencję. Gaza – przedłużony rozejm.

Syria: straty dżihadystów w Kobane.

01.11.2014 (IAR) – Spore straty sił Państwa Islamskiego w Kobane. Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka, przez trzy ostatnie dni zginęło tam co najmniej stu dżihadystów.

Siły tak zwanego Państwa Islamskiego od 16 września próbują zdobyć Kobane – ważne strategicznie miasto przy granicy Syrii z Turcją. Bronią go Kurdowie, wspierani przez lotnictwo koalicji, kierowanej przez Stany Zjednoczone. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka twierdzi, że w walkach zginęło 576 rebeliantów Państwa Islamskiego, 361 obrońców oraz 21 cywilów.

Według Obserwatorium, wczoraj zginęło 15 Kurdów, a 11 dżihadystów poniosło śmierć na skutek nalotów koalicji. Do Kobane zmierzają oddziały Kurdów z Iraku, którzy przyjechali do Syrii przez Turcję.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/BBC/Internet/Siekaj/wk

Tragiczny los porwanych przez Boko Haram.

01.11.2014 (IAR) – Porywacze przymusowo poślubili 219 nigeryjskich dziewcząt uprowadzonych przez islamistów z Boko Haram. Poinformował o tym przywódca organizacji, odpowiedzialnej za mordy na chrześcijanach w północnej Nigerii.

Abubakar Szekau na nagraniu przekazanym mediom powiedział też, że wszystkie dziewczęta, które początkowo odmawiały przyjęcia islamu, ostatecznie uznały go za swoją wiarę.

Muzułmanie z Boko Haram w kwietniu porwali uczennice jednej ze szkół średnich w mieście Czibok w pobliżu granicy z Kamerunem.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/dailypost.ng/łp/wk

źródło: stooq.pl

USA - Syria - by Opera Mundi

USA – Syria – by Opera Mundi

Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową


„…Wiemy o tym, że agencje takie jak CIA, BND, MI-6 i Mosad są częścią żydowskiego, masońsko-iluminackiego kartelu bankowego. Ulfkotte mówi, że upublicznia to, gdyż iluminaci przygotowują się do wojny z Rosją.

Wywiad z Udo Ulfkotte, transkrypcja Eric Zeusse z jego komentarzem.

Skrót: henrymakow.com

Byłem dziennikarzem przez około 25 lat, nauczonym kłamać i zdradzać, a nie mówić prawdy … Niemieckie i amerykańskie media starają się doprowadzić europejskie kraje do wojny, wywołać wojnę z Rosją. Tego nie da się odwrócić; zamierzam wstać i powiedzieć … nie jest dobre to, co robiłem w przeszłości, manipulowałem ludźmi, głosiłem propagandę przeciwko Rosji; i nie jest dobre to, co moi koledzy robią i robili w przeszłości, bo są przekupieni by zdradzać ludzi nie tylko w Niemczech, lecz w całej Europie. …

Bardzo boję się nowej wojny w Europie i nie chciałbym by sytuacja się powtórzyła, gdyż wojna nigdy nie przychodzi sama, zawsze są ludzie którzy popychają do wojny, i to nie tylko politycy, ale dziennikarze też. … Zdradziliśmy naszych czytelników, po to by podżegać do wojny. … Nie chcę już tego robić, mam dość tej propagandy. Żyjemy w republice bananowej, a nie w państwie demokratycznym, gdzie mamy wolność prasy. …
Niemieckie media, zwłaszcza, moi koledzy …, codziennie piszą przeciwko Rosjanom, [ci dziennikarze] są w organizacjach transatlantyckich i są wpierani przez Stany Zjednoczone (CIA) by to robić. …”

„nie jest w porządku to czego dokonywałem w przeszłości, aby manipulować ludźmi, aby siać propagandę przeciwko Rosji”… pisze  „skruszony” dziennikarz 🙂

więcej lektury tu: http://www.bibula.com

Proszę się nie martwić Panie Udo, że Pan zaszkodził Rosji. Ona sama sobie w dużej mierze szkodzi bo nie chce się wyzbyć sentymentu do ZSRR i nie chce współpracować z innymi narodami („bratnimi” jak je czasem nazywa) jak równy z równym a traktuje je jak niezdolne do samodzielnej egzystencji, głupie dojne krowy nad którymi trzeba zapanować kiedy ośmielają się mieć własny sposób na urządzenie swoich państw (Rosyjska „durnoj sintez”). I nic tu nie pomoże anty atlantycka propaganda Rosji choćby była najszczerszą prawdą, bo choć wielokrotnie tą prawda jest (osobiście nie mam do tego zastrzeżeń, poza może „stylem” w jakim Rosja te prawdę o „zachodzie” przedstawia), to żeby owa prawda zaskutkowała przeorientowaniem politycznym na świecie, potrzebna jest alternatywa dla tego zachodniego nieporządku (czy burdelu jak kto woli – dosłownie i w przenośni). Nikt bowiem nie zamieni tego nieporządku na rosyjski „porządek” dopóki rosyjski „porządek” chce rządzić innymi po macoszemu, oferując zamiast niewoli Babilonu niewolę terroru mongolskiego (tudzież mongoidalnego).

Podając jako przykład „nasz nieszczęśliwy kraj” widać ewidentnie że Rosja nie chce nas przekonać do siebie, ale chce nas widzieć na kolanach przed sobą. Gnębi nas sankcjami zamiast próbować kupić – składając lepszą od zachodniej ofertę handlową. Zamiast negocjować z nami poprawne stosunki handlowe i polityczne (uwzględniając PRAWDZIE karty historii jakie wspólnie zapisywaliśmy, bez sowieckiej propagandy „wyzwolenia narodu polskiego przez amię czerwoną”, czyli bez próby narzucenia Polsce w sposób pogardliwy kłamstwa, że zbrodnia i niewola popełniona na Polsce była naszym wybawieniem) – zwłaszcza w energetyce, próbuje nas postawić za każdym razem pod ścianą żeby nas kolokwialnie mówiąc wydymać. Prawda że nasze sprzedajne elity w dużej mierze same są temu winne, ale czy dobry gest ze strony Rosji upubliczniony jako realna oferta do narodu nie wywołałby lepszego efektu dla samej Rosji (wizerunkowo a być może nawet przekładając się na realną zmianę zapatrywania na Rosję polskich elit) niż uderzanie w Polskę kolejnymi sankcjami jako części „zgniłego zachodu” a jednocześnie ostentacyjne flirtowanie z tymże zachodem żeby Polsce pokazać „ile straciła” nie klękając przed wielką Rosją i że jest nic nieznaczącym pryszczem na dupie? W taki sposób nie zdobywa zwolenników dla swojej idei ale odstrasza ich i czyni podejrzliwymi. Więc nawet jeśli Rosja ma rację i mówi prawdę o „zgniłym zachodzie”, to dopóki zachowuje się jak pies ogrodnika nie stanowi dla Polski (ani dla innych „niepodległych” państw wzoru do naśladowania a tym bardziej parasola bezpieczeństwa, pod który wszyscy mieliby się schronić.

Wracając jednak do rzeczy….
Z tymi niemieckimi gazetami to nie jest do końca tak że one służą wyłącznie propagandzie „atlantyckiej”… Tacy skruszeni pod publiczkę jak redaktor z FAZ to często są agenci Rosji (którzy pracowali jako podwójni agenci wysługując się jednocześnie amerykanom, ale tylko po to by gromadzić na ich temat kompromitujące dane). Ot zaszłości postsowieckie…W Niemczech podobnie jak w Polsce ścierają się wpływy rosyjskie z amerykańskimi. (Niemcy wydalają przedstawiciela CIA. „Sueddeutsche Zeitung”: cezura w historii stosunków z USA. Snowden pozostaje w Rosji (czy będzie mógł wybrać Niemcy?).

Co do tego rodzaju wyznań jestem od dłuższego czasu dość ostrożny, odkąd Snowden zupełnie mnie zaskoczył uzyskując azyl w Rosji, przez co przestał być dla mnie jednoznacznie dobrą osobistością… Dziwić może fakt że Niemcom bliżej do Rosji (która ten kraj spustoszyła) jak do USA (które go odbudowały), ale chodzi o to że to USA upokorzyły Niemcy pokonując ich w wojnie (dwa razy!) a z Rosją Niemcom zawsze było po drodze i do dziś jest! (polecam: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami i to: Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje, oraz: Co z paktem Putin-Merkel dotyczącym Ukrainy?) Nie zmieni tego sytuacja na Ukrainie, co do której Niemcy czasem ostrym słowem zareagują, ale kontaktów handlowych z Rosją nie zerwą i pomagają jej w uzależnieniu Europy od rosyjskiego gazu. Oczywiście nie bezinteresownie (rola pośrednika nie dość że jest wygodna to i bardzo opłacalna – KE będzie negocjować z Rosją w sprawie South Streamu. Rura ominie Ukrainę.)

„…Niemcy, nie mają innych sposobów osiągania swoich celów, niż poprzez „integrowanie” Europy – szczególnie gdy odpadł, przynajmniej na razie czynnik militarny. Później, gdy ich pozycja jako europejskiego lidera będzie na tyle mocna i niepodważalna, nastąpi proces dezintegracji – pod byle jakim pretekstem i o tym też Niemcy będą decydować – a wtedy może okazać się, że polska granica już nie jest na Odrze i Nysie Łużyckiej. Naturalnie, „pies z kulawą nogą” o polskie interesy się nie upomni – jak zwykle zresztą, a gdyby ewentualnie był ktoś taki z autorytetem, to zawsze w ramach środków zapobiegawczych, może dojść do kolejnej „katastrofy gibraltarskiej”… („Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”.)

Abstrahując jednak od tych zawiłych dywagacji (kto dla kogo pracuje i dlaczego), to jestem przekonany że ów redaktor mówi na temat Amerykanów prawdę i że to oni prą do urządzenia Europie III wojny światowej, o czym świadczą również inne fakty – Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę!

…Odys

polecam również: Niemcy: kontrwywiad ostrzega przed rosyjskimi szpiegami. Służby zacieśniają współpracę z USA. oraz: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW. i to Wstrząsy wtórne afery podsłuchowej NSA. Czy globalna sieć się podzieli? a także: Najwyższy Czas!: Spisek jako metoda uprawiania polityki podobne: Komu niepodległa Szkocja bardziej potrzebna: Szkotom czy może Rosji? oraz: Merkel łagodzi napięcie z Waszyngtonem (CIA przeniesie się do Warszawy?). Putin na Kubie m.in. o wojskowej stacji nasłuchowej. i to: Kret kretem, ale tajemnica najważniejsza!

rys. Zbirek

rys. Zbirek

Wirtualna Polonia

Udo Ulfkotte, były redaktor Frankfurter Allgemeine Zeitung, jednej z największych gazet w Niemczech, przyznaje, że pracował dla CIA.

„Byłem dziennikarzem, przez około 25 lat, byłem kształcony w tym jak kłamać, zdradzać, i by nie mówić ludziom prawdy”, Ulfkotte powiedział RT. „Byłem wspierany przez Centralną Agencję Wywiadowczą, CIA. Dlaczego? Bo jestem pro-amerykański”

Ulfkotte postanowił powiedzieć prawdę o korporacyjnych mediach kontrolowanych przez finansjerę, ponieważ obawia się wojny w Europie.

„Niemieckie i amerykańskie media próbują sprowadzić wojnę na ludzi w Europie, doprowadzając do wojny z Rosją. Minęliśmy punkt bez powrotu, i mam zamiar wstać i to powiedzieć …

View original post 762 słowa więcej

Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę.


Zatem podobnie, jak w 1939 roku jesteśmy nie tylko „silni, zwarci, gotowi”, ale w dodatku mocni siłą naszych sojuszników, którzy na pewno nie pozwolą nam zrobić krzywdy, a gdyby nawet – co oczywiście graniczy z niepodobieństwem – jednak pozwolili, to czyż goryczy porażki nie osłodzi nam myśl, że zginęliśmy w słusznej sprawie? Umrzeć przecież i tak każdy musi, więc w takiej sytuacji śmierć w słusznej sprawie jest słodka i zaszczytna, podczas gdy taka, dajmy na to, śmierć z powodu choroby nie ma w sobie żadnego patosu. A nasza sprawa jest słuszna, bo oto tradycyjnie walczymy za wolność „waszą” – jako, że za „naszą” na razie walczyć z naszymi okupantami nie śmiemy, toteż bez przeszkód przygotowują się oni do spacyfikowania w razie potrzeby również i nas.

Kampania ukraińska pokazuje, że wszystko, a w każdym razie – bardzo wiele zależy od terminologii. Wystarczy nazwać kogoś „terrorystą”, a wtedy takiego terrorystę można śmiało terroryzować, bez obawy, że jakaś moralizancka Schwein podniesie pryncypialne zastrzeżenia. „Kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie troszczy się, jakie wygody mają myszy na statku”, toteż na tym etapie na wszelkie moralne wątpliwości nałożona została surdyna, którą wszyscy respektują tym bardziej, im bardziej są uzależnieni od rządowych subwencji, albo przynajmniej mają nadzieję na ich uzyskanie. Ciekawe, że dopiero teraz, gdy – jak stwierdziła pani Joanna Szczepkowska – „upadł komunizm”, zaczyna sprawdzać się u nas marksistowska formuła, że „byt określa świadomość”. Ładny interes!

Wszystko zatem przed nami tym bardziej, że nawet pan prezydent Komorowski, przemawiając 15 sierpnia przed defiladą naszej niezwyciężonej armii w Warszawie przypomniał, że jeśli chcemy pokoju, powinniśmy szykować się do wojny. W swoim „Dzienniczku” święta Faustyna Kowalska notuje rozmowę z Panem Jezusem, który opowiadał jej, jak postępuje z zatwardziałymi grzesznikami: upominam ich – powiada – głosem sumienia, głosem Kościoła, zsyłam na nich przygody, które mogą doprowadzić człowieka do opamiętania, a kiedy nic nie pomaga, to spełniam wszystkie ich pragnienia. W podobny sposób wypowiadał się grecki filozof Platon: „nieszczęsny! Będziesz miał to, czegoś chciał!”.

Zanim jednak to nastąpi, skoro już wiemy, o co walczymy i za co zginiemy, możemy podjąć próbę rozdarcia zasłony przyszłości. Nie chodzi oczywiście o epatowanie urojonymi zdolnościami profetycznymi, tylko o wskazanie na pewną prawidłowość. Oto większość, a może nawet wszystkie wojny o pokój, jakie najpotężniejszy sojusznik naszych sojuszników stoczył po zakończeniu II wojny światowej, początek swój miały w wiarołomstwie amerykańskich agentów. To znaczy – nie tyle może w wiarołomstwie, tylko raczej we kroczeniu ich na własną drogę.

Na przykład Ho Chi Minh w Wietnamie korzystał z amerykańskiego wsparcia przeciwko Japończykom, a potem został „terrorystą”. Podobnie straszliwy Saddam Husajn, który „póki gonił zające, póki kaczki znosił”, tzn. póki wojował ze znienawidzonym Iranem, korzystał z pomocy USA, gdzie uchodził za tzw. „naszego sukinsyna”, chociaż wcześniej odkrył i rozładował „syjonistyczny spisek” – ale mądrość ówczesnego etapu nakazywała patrzeć na to przez palce. I dopiero gdy wierzgnął przeciwko ościeniowi, został schwytany i powieszony, jako terrorysta. Nie inaczej było ze słynnym Osamą ben Ladenem, który w okresie sowieckiej inwazji Afganistanu rozprowadzał amerykańską forsę dla mudżahedinów, a potem, gdy już Sowieciarze z Afganistanu ustąpili, a wojnę o pokój zaczęły prowadzić USA z sojusznikami, został zabity jako wróg całej miłującej pokój ludzkości.

Nie od rzeczy będzie wspomnieć o Libii, Egipcie, no i oczywiście – Iraku, które wojny o pokój wpędziły w krwawy chaos, w Iraku doprowadzając nawet do utworzenia Kalifatu. Wojska tego Kalifatu mordują tamtejszych chrześcijan, a ponieważ iracka niezwyciężona armia poszła w rozsypkę, Stany Zjednoczone rozpoczęły zbroić Kurdów w nadziej, że uda im się rzucić ich przeciwko armii islamu. To nawet jest możliwe, z tym jednak, że Kurdowie prawdopodobnie będą walczyli o utworzenie niepodległego Kurdystanu, a w tej sytuacji jest prawie pewne, że i oni wkrótce zostaną terrorystami i trzeba będzie toczyć wojnę o pokój również z nimi. I tak – aż do ostatecznego zwycięstwa, które – tak przynajmniej uważał prezydent Jerzy Bush junior – nadejdzie nie wcześniej, aż władzę nad światem obejmie bezcenny Izrael.

Prezydent Bush najwyraźniej nie był w swoim przekonaniu odosobniony, bo podobne nadzieje muszą ożywiać również „judeochrześcijan”, tworzących w naszym nieszczęśliwym kraju ważne ogniwo Stronnictwa Amerykańsko -Żydowskiego, szykującego się właśnie do rozstawienia po kątach tubylczej sceny politycznej. Jeśli tedy wojna o pokój nie wybuchnie do września, to będziemy świadkami ograniczania, wypierania, a nawet likwidacji wpływów Stronnictwa Pruskiego, nie mówiąc o Stronnictwie Ruskim, które – sądząc po buńczucznym przemówieniu pana prezydenta Komorowskiego – jest w trakcie przewerbowywania.

(całość tu: Stanisław Michalkiewicz – Kurde balans)

Zatem chociaż dni Rosji, a zwłaszcza – dni zimnego rosyjskiego czekisty Putina są policzone, to zachowuje się on jak gdyby nigdy nic i w dodatku się odgraża. Ale to strachy na Lachy, bo wiadomo, że „nikt nam nie zrobi nic, bo z nami jest marszałek Śmigły Rydz”. Tedy nasz nieszczęśliwy kraj gotuje się do wojny, a bojowy nastrój udziela się nawet przedstawicielom naszej niezwyciężonej armii w osobie pana generała Romana Polko, który nie tylko niezachwianie wierzy w ostateczne zwycięstwo, ale w dodatku jest przekonany, że nastąpi ono w rezultacie „działań nieregularnych”, czyli partyzantki.

W tej sytuacji prezydent Poroszenko może spokojnie przystąpić do budowania sobie nowej rezydencji; „Kamazy” zwożą bloki marmuru, a kamieniarze wykuwają w sufitach aniołki. Tak w każdym razie opowiada pani Tatiana Czornowoł, była aktywistka Majdanu, informując przy okazji o swojej rezygnacji z kierowania tamtejszym urzędem antykorupcyjnym. Najwyraźniej żałuje, że dała się na to wszystko nabrać, podobnie jak jej mąż, który w dodatku pojechał na wschód gromić separatystów i w tym zamieszaniu zginął. Ale tak to już bywa na tym świecie pełnym złości, że „najtężej biją króle, a najgęściej giną chłopy”. Myślę, że prezydent Poroszenko znajdzie wielu naśladowców, zwłaszcza wśród ukraińskich oligarchów, którzy będą budowali sobie kolejne rezydencje na wyścigi, żeby zdążyć przed ostatecznym zwycięstwem. Ono nadejdzie tak czy owak, bo tak zostało postanowione i każda próba sypania piasku w szprychy spełznie na niczym. Przekonali się o tym uczestnicy ostatniego spotkania w Berlinie, na które nie zaprosili pana ministra Sikorskiego, chociaż w dniach ostatnich został on prawdziwym architektem polityki europejskiej. Najwyraźniej zapomnieli, że bez gospodarza nic załatwić się nie da, więc nic dziwnego, że uczestnicy rozjechali się z tym, z czym przyjechali.

Inna rzecz, że pewne rzeczy dzięki temu zaczęły powoli docierać nawet do statystów najmniej spostrzegawczych. Oto nawet pan poseł Mariusz Błaszczak wreszcie zauważył istnienie strategicznego partnerstwa rosyjsko-niemieckiego, że „wykluczono nas” i „jesteśmy popychadłem”. Ano, takie rzeczy można było zauważyć już wcześniej – że mianowicie „Zachód” wcale nie jest jednolity, że po 1990 roku Niemcy i Francja realizują doktrynę „europeizacji Europy”, to znaczy – wypychania Stanów Zjednoczonych z europejskiej polityki. Z przypadku Niemiec spowodowane jest to pamięcią, iż na skutek wtrącenia się Ameryki do polityki europejskiej Niemcy przegrały dwie wojny, a w przypadku Francji – że USA przyłożyły rękę do demontażu francuskiego imperium kolonialnego, a po drugie – że Ameryka dwukrotnie widziała Francję w sytuacji bez majtek. Takich rzeczy się nie zapomina, a w dodatku Niemcy po roku 1990 powróciły do linii politycznej kanclerza Bismarcka, polegającej na tym, że Niemcy kierują Europą w porozumieniu z Rosją, czego wyrazem jest strategiczne partnerstwo niemiecki-rosyjskie, której jak dotąd wytrzymało wszystkie próby niszczące, zaaplikowane mu przez Stany Zjednoczone przy niejakim udziale amerykańskich dywersantów w Europie Środkowo-Wschodniej, to znaczy – Gruzji, Ukrainy i Polski.

Koncentrując się na wymyślaniu i złorzeczeniu zimnemu ruskiemu czekiście Putinowi, nasi statyści najwyraźniej nie zdają sobie sprawy, że podjęcie się przez Polskę po raz drugi roli amerykańskiego dywersanta musi wzbudzać już nawet nie irytację, ale prawdziwą wściekłość w Paryżu i Berlinie. Na razie objawia się ona w ostentacyjnym ignorowaniu Polski, ale w razie gdyby prezydent Obama, albo jego następca znowu wpadł na pomysł „resetu” w stosunkach USA z Rosją, może to objawić się w znacznie groźniejszej postaci. Mówiąc wprost, Niemcy mogą dojść do wniosku, że skoro Polska podjęła się roli amerykańskiego dywersanta dwukrotnie, to lepiej nie dopuścić do trzeciego razu. Nie jest to wyłącznie możliwość teoretyczna, na co wskazuje deklaracja Naszej Złotej Pani z Berlina w Rydze, że Niemcy solidaryzują się z republikami bałtyckimi, ale są zdecydowanie przeciwne rozmieszczaniu stałych baz NATO w Europie Środkowej. Nie od rzeczy będzie w tej sytuacji przypomnieć, że niemieckim priorytetem jest utworzenie niezależnych od NATO europejskich sił zbrojnych, co jest pseudonimem wyprowadzenia Bundeswehry spod amerykańskiej kurateli, a więc mieści się nie tylko w ramach doktryny „europeizacji”, ale również wpisuje się w linię polityczną Bismarcka.

(całość tu: Stanisław Michalkiewicz: Kulą się ogony, miękną rury)

polecam również: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”…”za wolność naszą i waszą”. Bruksela dzieli wsparcie dla rolników, Warszawa mówi NIE. oraz: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”. i to: NATO-Rosja: manewry wojskowe i “renesans wrogości” (na pokaz?)

Na Majdanie był Kaczyński i to on i jego ugrupowanie pierwsi zrobili z Polski orędownika sprawy ukraińskiej kosztem polskiej racji stanu… (POżyteczni idioci zwani „prawdziwymi patriotami” chcą niewoli Ukrainy)

Mało tego! Doskonale pamiętam, jak w początkowej fazie zarzewia konfliktu Kaczyński wraz ze swoją „pomarańczową kompaniją” doskonale współpracował na tym polu z Tuskiem. Różnica między obozem „patriotycznym” (PISu) a obozem „zdrady i zaprzaństwa” (PO) polega dziś na tym, że PIS twierdzi iż Tusk jest nieudolny w mobilizowaniu zachodu do krucjaty przeciwko Rosji i że PIS zrobiłby to lepiej… a wszystko to w obliczu JAWNEGO INTRUMENTALNEGO traktowania Polski zarówno przez zachodnich „sojuszników” z tzw Unii (gdzie Niemcy pieką własną pieczeń w cichym porozumieniu z Rosją), jak i z USA – do którego PIS ma wręcz niewolnicze zaufanie, w ramach „stronnictwa USraelskiego”, którego ponad polską racją stanu interesu jest orędownikiem. Robi to po mimo jawnego a czasem ostentacyjnego wręcz kupczenia przez amerykanów Polską, bo tarczy antyrakietowej jak nie było tak nie ma, i baz wojskowych też nie będzie bo większość „sojuszników” z NATO jest przeciwna „drażnieniu Rosji”.

W dobie tych faktów i niedawnego szczytu w Berlinie gdzie Polskę (niby największego orędownika Ukrainy) po prostu upokorzono nawet nie zapraszając do stołu rozmów na WYRAŹNE życzenie Rosji, dziecinne jest wmawianie sobie (chyba że i innym pożytecznym idiotom) przez PISowską wierchuszkę, że gdyby nie Tusk i Komorowski, to Polska mogłaby ugrać cokolwiek w kwestii Ukrainy bez narażania własnego bezpieczeństwa. W tej kwestii zawalił bowiem cały postmagdalenkowski blok polityków z PISem na czele, bo to PIS „zmobilizował” Tuska (uwiązanego na sznurku „stronnictwa pruskiego”) do szaleńczych działań na rzecz poświęcenia polskiej racji stanu dla interesu na w pół UE/niemieckiego na w pół amerykańskiego Majdanu – tj. Ukrainy która też już została sprzedana i podzielona (ponad podziałami).

PIS na równi z Tuskiem i Komorowskim orędują rusofobiczną postawę na zachodzie Europy, podczas gdy Europa wyraźnie ma to gdzieś. Czemu oba ugrupowania nie chcą tego zauważyć i brną w konfliktowanie Polski z Rosją OSAMOTNIENI na arenie międzynarodowej? PIS na równi z Tuskiem i Komorowskim orędują dziś zbrojenie się na potęgę (i na ostatnią chwilę) a przez ostanie 25 lat (w ramach różnych koalicji i rządów) likwidowali wspólnie armię, jej potencjał i system szkoleniowy w ramach tzw. „profesjonalizacji”. PIS na równi z Tuskiem i Komorowskim uważają że należy nasze interesy gospodarcze poświęcić na ołtarzu ukraińskiej „niezależności” w ramach (o zgrozo!) tworu zwanego UE, który z Polski zrobił skansen ekonomiczny i politycznego zombie który na własnym terenie nie może kreować samodzielnej polityki ani w kwestiach gospodarki, ani prawa, ani obyczajowości (to samo czeka Ukrainę). To PIS (bardziej od PO!) drze ryja że trzeba Rosję dalej okładać sankcjami kosztem polskich przedsiębiorców i rolników. Ciekawe co zrobi ta „patriotyczna opozycja” jak Rosja zakręci kurek z gazem, od którego jesteśmy uzależnieni między innymi dzięki PISowskiej polityce słuchania się UE w kwestiach energetycznych (zima za pasem)…

PIS jako opozycja powinien stanowić przeciwwagę dla nieodpowiedzialnej polityki rządu względem Rosji, zwłaszcza że nie jesteśmy w tej kwestii stroną a PRZEDMIOTEM w rozgrywce państw poważnych takich jak UE/Niemcy, Rosja, USA, tymczasem zamiast przeciwwagi PIS zachowuje się jak małpa z brzytwą skacząc, wrzeszcząc i wygrażając Rosji i śmiejąc się z Tuska, że jeszcze nie przekonał zachodu do wojny (SIC!)
Parafrazując słynne zdanie jednego z polityków zachodnich, nie dość że „Polska straciła szansę żeby siedzieć cicho”, to dalej z głupim i nieodpowiedzialnym uporem swoich „elit” politycznych (zarówno z rządu jak i opozycji, które się na tym polu licytują, kto z nich lepiej i głośniej domaga się zbrojnej konfrontacji z Rosją) działa wbrew powszechnej (oczywiście nieoficjalnej) milczącej zgodzie zachodu na to co się dzieje na Ukrainie – tj. w „parapaństwie” którego „nowe” elity wyłonione w ramach „rewolucji” są tyle samo warte i wiarygodne jako partnerzy w handlu i polityce na arenie międzynarodowej jak poprzednia ekipa Janukowycza (a nawet mniej! bo za Janukowycza żadnego zagrożenia wojną nie było!). Działając w interesie tego „parapaństwa” ponad polską racją stanu i sprzyjając zarzewiu konfliktu na większą skalę – właśnie z udziałem Polski (i być może na jej terytorium) – „polscy” politycy zarówno z rządu jak i „opozycji” zasługują na kryminał…

…OdysUSA, Ukraina, Syria, Irak, Iran

Świat: Bezpośrednie starcie w Strefie Gazy. Kwestia Irańskiego atomu. Merkel łagodzi napięcie z Waszyngtonem (CIA przeniesie się do Warszawy?). Putin na Kubie m.in. o wojskowej stacji nasłuchowej.


1. Bezpośrednia potyczka w Strefie Gazy.

13.07.2014 (IAR) – Pierwsza od rozpoczęcia we wtorek działań przeciw Hamasowi bezpośrednia potyczka izraelskich oddziałów na terytorium Strefy Gazy. Izraelscy komandosi morscy w trakcie operacji, której celem była wyrzutnia rakiet, zostali ostrzelani i odpowiedzieli ogniem – przekazała izraelska armia w komunikacie. Dodano, że żołnierzom udało się zrealizować cel misji i zlikwidować stanowisko rakiet. Z kolei według Hamasu, Izraelczycy zostali ostrzelani przy próbie lądowania na palestyńskim brzegu i ostatecznie nie dostali się do Strefy Gazy. Do tej pory Izrael ograniczał się do wysyłania nad Strefę Gazy swojego lotnictwa. Wczoraj późnym wieczorem izraelskie samoloty zaatakowały kilka palestyńskich celów. Była to odpowiedź na wieczorny, najbardziej zmasowany jak dotąd atak rakietowy Hamasu na teren Izraela. Ze Strefy Gazy wystrzelono w sumie kilkadziesiąt rakiet. Co najmniej osiem pocisków poleciało w stronę Tel Awiwu po tym jak wcześniej Hamas zapowiedział grad rakiet na to miasto. Trzy pociski zostały przechwycone przez system Żelazna Kopuła. Był to największy atak na Tel Awiw od 1948 roku. Rakiety spadały też na inne miasta. Nie ma informacji o ofiarach.

Wieczorem dwie rakiety wystrzelono też z graniczącego z Izraelem Libanu w kierunku miasta Naharija. Z początku podejrzewano, że dokonał tego radykalny Hezbollah, ale izraelska armia twierdzi, że sprawcami są małe grupki propalestyńskie. Izraelczycy odpowiedzieli ogniem artyleryjskim.

IAR/jpost.com/łp

2. Spotkanie szefów dyplomacji w Wiedniu.

12.07.2014 (IAR) – Szefowie dyplomacji Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Francji i Niemiec spotkają się dziś (13.07) w Wiedniu. Główną kwestią, o której mają rozmawiać William Hague, John Kerry, Laurent Fabius i Frank-Walter Steinmeier, jest przegląd dotychczasowych postępów w negocjacjach z Iranem w sprawie programu nuklearnego.

Innym tematem, który poruszą ministrowie spraw zagranicznych, będzie zawieszenie broni między Izraelem a Palestyńczykami z Hamasu. „Oczywiste jest, że istnieje pilna potrzeba wspólnych działań na rzecz zawieszenia broni w ten sposób, jak miało to miejsce w 2012 roku” – oświadczył wczoraj brytyjski minister spraw zagranicznych, William Hague. Chodzi o rozejm sprzed dwóch lat, zawarty po jednej z konfrontacji izraelsko-palestyńskich. Zginęło wtedy kilkadziesiąt osób po obu stronach.

W obradach udział wezmą też przedstawiciele Rosji i Chin. W stolicy Austrii nieobecny będzie minister Siergiej Ławrow. Stronę rosyjską będzie reprezentował stały przedstawiciel Rosji przy międzynarodowych instytucjach w Wiedniu Władimir Woronkow.

IAR/Informacyjna Agencja Radiowa/wcześn./lu/ab

3. Kerry o negocjacjach jądrowych z Iranem- „znaczące różnice”.

13.07.2014 (IAR) – Znaczące różnice zdań w sprawie irańskiego planu jądrowego. Tak sekretarz stanu USA John Kerry komentuje stanowisko Teheranu, będące w opozycji do stanowisk światowych mocarstw.

W Wiedniu odbywają się rozmowy z Iranem w sprawie programu nuklearnego. Uczestniczą w nich szefowie dyplomacji Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Francji i Niemiec, a także przedstawiciele Rosji i Chin. W austriackiej stolicy jest również szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton.

„W naszych stanowiskach istnieją bardzo poważne różnice, musimy je przezwyciężyć, jeśli chcemy zrobić postęp”– mówił Kerry przed spotkaniem w Wiedniu. W podobnych słowach wypowiadał się przedstawiciel Iranu, wiceminister spraw zagranicznych. Abbas Araqchi podkreślił, że nadal pozostają główne punkty sporne. Jak tłumaczył, nie wiadomo kiedy i czy w ogóle da się te kwestie rozwiązać.

Wspólnota międzynarodowa od lat zabiega o ograniczenie irańskiego programu atomowego. Teheran przekonuje, że został on stworzony jedynie dla celów pokojowych i ma służyć jedynie budowie elektrowni jądrowych.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/reuters&iar wcześniejsze/kawo/wk

4. Spotkanie szefów dyplomacji w Wiedniu.

12.07.2014 (IAR) – Szefowie dyplomacji Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Francji i Niemiec spotkają się dziś (13.07) w Wiedniu. Główną kwestią, o której mają rozmawiać William Hague, John Kerry, Laurent Fabius i Frank-Walter Steinmeier, jest przegląd dotychczasowych postępów w negocjacjach z Iranem w sprawie programu nuklearnego.

Innym tematem, który poruszą ministrowie spraw zagranicznych, będzie zawieszenie broni między Izraelem a Palestyńczykami z Hamasu. „Oczywiste jest, że istnieje pilna potrzeba wspólnych działań na rzecz zawieszenia broni w ten sposób, jak miało to miejsce w 2012 roku” – oświadczył wczoraj brytyjski minister spraw zagranicznych, William Hague. Chodzi o rozejm sprzed dwóch lat, zawarty po jednej z konfrontacji izraelsko-palestyńskich. Zginęło wtedy kilkadziesiąt osób po obu stronach.

W obradach udział wezmą też przedstawiciele Rosji i Chin. W stolicy Austrii nieobecny będzie minister Siergiej Ławrow. Stronę rosyjską będzie reprezentował stały przedstawiciel Rosji przy międzynarodowych instytucjach w Wiedniu Władimir Woronkow.

IAR/Informacyjna Agencja Radiowa/wcześn./lu/ab

5. Napięte relacje między Waszyngtonem i Berlinem.

12.07.2014 (IAR) – Coraz bardziej napięte relacje na linii Berlin-Waszyngton. Amerykańscy politycy skrytykowali władze Niemiec za wydalenie z kraju przedstawiciela CIA. Była to reakcja na wykrycie w Niemczech dwóch szpiegów działających na rzecz USA.

Rzecznik Białego Domu Josh Earnest ocenił, że postępowanie Niemiec było nieodpowiednie. Skrytykował fakt, że cała sprawa stała się tak głośna. Jak powiedział, nieporozumienia powinno się wyjaśniać sprawdzonymi, wewnętrznymi kanałami, a nie poprzez media. Po ostre słowa sięgnął przewodniczący komisji ds. służb specjalnych w amerykańskiej Izbie Reprezentantów Mike Rogers. Jak stwierdził, takiego postępowania można było spodziewać się po Rosji albo Iranie, ale nie po Niemczech. Niemieckie władze zdecydowały w czwartek o wydaleniu z kraju przedstawiciela CIA akredytowanego przy amerykańskiej ambasadzie w Berlinie. Wcześniej w Niemczech wykryto dwóch szpiegów zwerbowanych do współpracy przez amerykański wywiad. Komentatorzy w Niemczech nazwali wydalenie agenta CIA przełomowym punktem w historii relacji niemiecko-amerykańskich.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/em/

6. Niemcy: Merkel rozczarowana Amerykanami.

12.07.2014 (IAR) – Kanclerz Niemiec Angela Merkel rozczarowana postawą Amerykanów. Chodzi o ujawniony niedawno skandal szpiegowski, w który zamieszane są amerykańskie służby. Szefowa niemieckiego rządu podkreśla jednak, że chce kontynuować współpracę ze Stanami Zjednoczonymi.

W wywiadzie dla telewizji ZDF Merkel nie kryła niezadowolenia z powodu najnowszej afery. W ostatnich dniach w Niemczech zatrzymano dwie osoby podejrzane o szpiegostwo na rzecz Amerykanów. Szefowa niemieckiego rządu powiedziała, że udowadnia to, iż Niemcy i Stany Zjednoczone mają różne wyobrażenie co działalności służb wywiadowczych. Jak mówiła, nie żyjemy już w czasach zimnej wojny, kiedy nikt nikomu nie ufa.

Merkel zastrzegła, że chce aby służby obu krajów kontynuowały współpracę. Zdementowała przy tym informacje jakoby zaleciła niemieckiego wywiadowi ograniczyć kontakty ze służbami USA. W reakcji na wykrycie domniemanych szpiegów Niemcy wydaliły z kraju przedstawiciela CIA przy amerykańskiej ambasadzie. Komentatorzy mówią o najpoważniejszym od lat ochłodzeniu stosunków między obu krajami.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/jj

7. „Bild”: amerykańscy szpiedzy z Niemiec do Polski?

13.07.2014 (IAR) – Po wybuchu skandalu szpiegowskiego w Niemczech, Stany Zjednoczone rozważają przeniesienie części swoich agentów z Berlina do ambasad w Warszawie i Pradze – donosi niemiecka gazeta „Bild am Sonntag”. Z jej informacji wynika też, że Amerykanie mają jeszcze wielu nieodkrytych szpiegów w niemieckiej administracji.

Gazeta podaje, że amerykański wywiad ma kilkunastu informatorów działających w niemieckich ministerstwach. Chodzi o resorty obrony, gospodarki, spraw wewnętrznych oraz pomocy rozwojowej. Niektórzy pracują dla Amerykanów od wielu lat.

W ostatnich dniach niemieckie służby zatrzymały dwóch domniemanych szpiegów. Jeden z nich był pracownikiem ministerstwa obrony, drugi niemieckiego wywiadu. Sprawa doprowadziła do poważnych napięć na linii Berlin – Waszyngton. Niemiecki rząd zdecydował nawet o wydaleniu z kraju przedstawiciela CIA akredytowanego przy amerykańskiej ambasadzie w Berlinie.

„Bild” podaje, że w reakcji na aferę Amerykanie rozważają przeniesienie swoich agentów, którzy prowadzą informatorów, do innych ambasad w regionie. Gazeta wymienia w tym kontekście Warszawę i Pragę.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/wk

8. Putin szuka sojuszników w Ameryce Łacińskiej.

12.07.2014 (IAR) – Prezydent Rosji zmienił plan podróży po krajach Ameryki Łacińskiej. Dziś nieoczekiwanie samolot Władimira Putina wylądował w Nikaragui. Wcześniej gospodarz Kremla gościł na Kubie. W Hawanie Władimir Putin spotkał się z braćmi Fidelem i Raulem Castro. W ich obecności zostały podpisane rosyjsko-kubańskie umowy o współpracy gospodarczej.

Prezydent Rosji poinformował również o umorzeniu długu, który Kuba zaciągnęła jeszcze w czasach ZSRR, w kwocie przekraczającej 31 miliardów dolarów. Zapewnił także, że Moskwa pomoże Hawanie zdjąć amerykańską blokadę. „Chcę zauważyć, że tworzymy nowe warunki dla naszych kontaktów i oczywiście pomożemy naszym przyjaciołom z Kuby uwolnić się od nielegalnej, amerykańskiej blokady” – powiedział Putin. W drodze do Argentyny samolot prezydenta Rosji nieoczekiwanie wylądował w Nikaragui. Na lotnisku Putin spotkał się z prezydentem Danielem Ortegą. Ten zapewnił gospodarza Kremla, że Nikaragua wspiera rosyjską politykę wobec Ukrainy i popiera aneksję Krymu. Dziś cały dzień Władimir Putin spędzi w Argentynie. W niedzielę odleci do Brazylii, gdzie obejrzy mecz finałowy Mundialu, spotka się z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, a w przyszłym tygodniu weźmie udział w szczycie państw BRICS: Brazylii, Rosji, Indii, Chin i Południowej Afryki.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/em/

9. Rosjanie będą mieli wojskową bazę w pobliżu granic USA.

16.07.2014 (IAR) – Moskwa wraca na pozycje z czasu „zimnej wojny”. Dziennikarze gazety „Kommiersant” twierdzą, że Rosja odbuduje na Kubie stację nasłuchową. Porozumienia w tej sprawie podpisano podczas niedawnej wizyty w Hawanie prezydenta Władimira Putina.

Rosyjska stacja nasłuchowa powstała na Kubie w 1962 roku. Obsługiwało ją ponad 3 tysiące rosyjskich specjalistów. W 1990 roku personel zredukowano do 1500 osób, a w 2001 roku Moskwa zrezygnowała z utrzymywania tej bazy wojskowej. Decyzję tę tłumaczono „gestem dobrej woli” wobec Stanów Zjednoczonych. Jednak, jak dodaje „Kommiersant”, główną przyczyną był brak środków na utrzymanie bazy.

Dziennik zwraca uwagę, że dziś gdy stosunki Moskwy z Waszyngtonem są napięte i Rosja odbudowała swój budżet, resort obrony wraca do bazy na Kubie.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/wk

podobne: Gazeta Prawna: Kreml za blisko Belwederu. Rosja przechwytuje nasze rozmowy telefoniczne

źródło: stooq.pl

polecam również: Bębny wojny. Izrael: coraz większa wymiana ognia z Gazą. Ukraina: sytuacja na Wschodzie. Irak: kurdyjscy rebelianci zajęli dwa pola naftowe. oraz: Niemcy wydalają przedstawiciela CIA. „Sueddeutsche Zeitung”: cezura w historii stosunków z USA. Snowden pozostaje w Rosji (czy będzie mógł wybrać Niemcy?).

Paweł Kuczyński - Wojna czy pokój.

Paweł Kuczyński – Wojna czy pokój.

Niemcy wydalają przedstawiciela CIA. „Sueddeutsche Zeitung”: cezura w historii stosunków z USA. Snowden pozostaje w Rosji (czy będzie mógł wybrać Niemcy?).


1. Niemcy wydalają przedstawiciela CIA.

10.07.2014 (IAR) – Niemcy reagują na wykrycie dwóch domniemanych szpiegów podejrzanych o działanie na rzecz Stanów Zjednoczonych. Niemieckie władze zdecydowały, że przedstawiciel CIA przy amerykańskiej ambasadzie w Berlinie ma opuścić kraj.

Decyzja zapadła po posiedzeniu parlamentarnej komisji ds. służb specjalnych. Nie poinformowano, czy pracownik ambasady zostanie uznany za persona non grata i zmuszony do wyjazdu czy tylko poproszony o opuszczenie Niemiec. To drugie rozwiązanie byłoby nieco delikatniejszym krokiem dyplomatycznym. Tak czy inaczej, Berlin wysyła w stronę Waszyngtonu wyraźny sygnał niezadowolenia. Rzecznik niemieckiego rządu podkreślił, że współpraca z sojusznikami musi bazować na wzajemnym zaufaniu. W ostatnich dniach niemieckie służby zatrzymały dwóch obywateli Niemiec podejrzanych o działalność agenturalną na rzecz Stanów Zjednoczonych. Jeden z zatrzymanych to pracownik niemieckiego wywiadu, drugi zatrudniony był w Ministerstwie Obrony. To kolejny skandal wystawiający na próbę relacje niemiecko-amerykańskie. Pod koniec ubiegłego roku Niemców niezwykle zirytowała wiadomość o tym, że Amerykanie podsłuchiwali rozmowy telefoniczne niemieckiej kanclerz.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/em/

2. „Sueddeutsche Zeitung”: cezura w historii stosunków z USA.

11.07.2014 (IAR) – (…) Komentator gazety nazywa wydalenie przedstawiciela CIA bezprecedensowym aktem protestu przeciw amerykańskiej arogancji. Jak zauważa, kanclerz Angela Merkel przez wiele miesięcy prawie wcale nie reagowała na bezczelne działania Amerykanów. Nawet wtedy gdy ujawniono, że podsłuchiwali jej rozmowy telefoniczne. Jak czytamy, być może Merkel liczyła na to, że po skandalu podsłuchowym Waszyngton zrozumie, że posunął się za daleko. Jednak po najnowszej aferze szpiegowskiej, musiała w to zwątpić. „Sueddeutsche Zeitung” przypomina, że odmowa udziału w wojnie w Iraku była pierwszym krokiem sygnalizującym Stanom Zjednoczonym niemiecką samodzielność. Wydalenie przedstawiciela CIA jest kolejnym. Gazeta dodaje, że Angela Merkel ma także inne możliwości zaprezentowania siły wobec Waszyngtonu. Jak czytamy, jedną z nich jest przyznanie azylu Edwardowi Snowdenowi, który ujawnił skalę inwigilacji prowadzonej przez amerykańską agencję NSA. Nadszedł na to czas – ocenia komentator „Sueddetusche Zeitung”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/kawo

3. Rosja przedłuży azyl Snowdenowi?

11.07.2014 (IAR) – Edward Snowden nadal w Rosji. Wszystko wskazuje na to, że Moskwa przedłuży azyl byłemu pracownikowi CIA, który ujawnił skalę inwigilacji prowadzonej przez USA. 1 sierpnia 2013 roku Moskwa zdecydowała się udzielić mu rocznego azylu.

Rzecznik federalnego biura imigracyjnego Władimir Wołoch tłumaczy, że życie Snowdena jest zagrożone. Dlatego też najprawdopodobniej władze rosyjskie przedłużą pozwolenie na pobyt Amerykanina na terenie kraju. „Okoliczności się nie zmieniły. Nie widzę problemu w przedłużeniu azylu.”- mówił urzędnik agencji Interfax.

Edward Snowden, odpowiedzialny za jednej z największych wycieków tajnych danych, jest poszukiwany przez USA listem gończym, między innymi pod zarzutem szpiegostwa. Jego pobyt w Rosji doprowadził do napięć na linii Waszyngton- Moskwa.

IAR/interfax*afp&WSJ/kawo

źródło stooq.pl    podobne: Wstrząsy wtórne „Snowden gate”. Ambasador USA wezwany do niemieckiego MSZ.  i to: „Więzień wolności” Snowden – ścigany przez rząd bohater zwykłych ludzi znalazł azyl.  polecam również: Niemcy i afera szpiegowska.

…to co zrobił Snowden obnażając totalniackie zapędy wobec Amerykanów instytucji zwanej NSA było w moim mniemaniu słuszne. Nie zmienia to jednak faktu, że ten człowiek rzeczywiście zaczyna wyglądać jak rosyjski agent (właśnie o to jest oskarżany oficjalnie). Jego rola najpierw w skompromitowaniu rządu USA we własnym kraju, a potem na arenie międzynarodowej jest nieodzowna… Wygląda też na to że przyczyni się on pośrednio do strat politycznych Amerykanów na arenie europejskiej której przewodniczą Niemcy. Zdecydowana reakcja niemieckich władz jak i szerzenie się niepochlebnej opinii o USA w prasie niemieckiej (nie tylko za sprawą Snowdena) może spowodować zbliżenie między Niemcami i Rosją już nie tylko nieoficjalnie i na poziomie sformalizowanej dyplomacji, ale całkiem realnie, do czego całkiem otwarcie podjudza „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami.… a jeszcze nie tak dawno było tak – Niemcy: kontrwywiad ostrzega przed rosyjskimi szpiegami. Służby zacieśniają współpracę z USA...

PS. Może być też tak, że właśnie jesteśmy świadkami starcia się na terenie Niemiec interesów agentury Rosji i USA a za ujawnieniem tego skandalu stoi ta część niemieckich służb która pamięta czasy dyspozytury moskiewskiej…. Mam też dziwne uczucie że to samo dzieje się na naszym podwórku w związku z tzw. „aferą taśmową”, gdzie trop prowadzi (podobno) do niemieckich służb jako posiadaczy wszystkich nagrań. Za bitwą polityczną o być lub nie być rządu Donalda Tuska stoi być może konfrontacja między stronnictwem amerykańskim a pruskim (w jednej części czysto niemieckim, w drugiej za poruczeniem rosyjskim – byłego STASI).

…Odys

Spy Vs Spy by DarkPenguin

Spy Vs Spy by DarkPenguin

W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW.


1. W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami

04.05. Warszawa (PAP/PAP Legislacja) – Rząd proponuje, by Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego podporządkować ministrowi spraw wewnętrznych, a Agencję Wywiadu pozostawić pod bezpośrednim nadzorem premiera. Tymczasem w krajach NATO system nadzoru nad służbami specjalnymi wygląda różnie – inny jest w Niemczech, inny w Wielkiej Brytanii, a jeszcze inny w Stanach Zjednoczonych.

Na najbliższym posiedzeniu Sejm zajmie się rządowymi projektami ustaw o Agencji Wywiadu i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Pozostawiają one bezpośredni nadzór premiera nad AW, natomiast ABW podporządkują szefowi MSW oraz ograniczają kompetencje tej agencji. Jest to częściowy powrót do rozwiązań z lat 1990-96, gdy ówczesny Urząd Ochrony Państwa (zastąpiony w 2002 roku przez ABW i AW) podlegał bezpośrednio ministrowi spraw wewnętrznych.

W innych krajach NATO nie ma jednolitego systemu nadzoru politycznego nad służbami specjalnymi i kontroli ich działalności. Jeszcze inaczej ten system wygląda w Szwecji, która nie należy do NATO. Najbardziej podobny do wprowadzanego w Polsce model obowiązuje w Niemczech.

Ze względów historycznych, wynikających z tragicznych doświadczeń w czasach III Rzeszy, gdy policja polityczna Gestapo zdobyła niemal nieograniczoną władzę, Niemcy traktują służby specjalne z pewną nieufnością i starają się maksymalnie ograniczyć ich działalność.

Istniejące obecnie trzy główne służby to Urząd Ochrony Konstytucji (BfV), wywiad zagraniczny BND oraz kontrwywiad wojskowy MAD. Głównym instrumentem kontroli nad służbami jest Parlamentarne Gremium Kontrolne (PKG) Bundestagu, składające się z czterech deputowanych. Na wniosek tej komisji przedstawiciele rządu, a także szefowie służb zobowiązani są do informowania o swoich działaniach. W związku z ujawnionym przez Edwarda Snowdena skandalem z działaniami amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), przedstawiciele rządu i służb byli wielokrotnie wzywani przez PKG i przepytywani na okoliczność współpracy niemieckich służb z ich amerykańskimi odpowiednikami.

W ramach PKG działa ponadto czteroosobowy zespół (G10), który ma prawo do niezapowiedzianych inspekcji w biurach służb oraz wglądu do akt. Zespół decyduje też – na wniosek służ – o założeniu podsłuchu i innych działaniach operacyjnych.

Ze strony rządu nadzór ogólny nad służbami sprawuje szef urzędu kanclerskiego – obecnie polityk CDU Peter Altmaier. Kontrolę służbową sprawują oczywiście też poszczególne resorty – MSW w przypadku Urzędu Ochrony Konstytucji i BND, oraz MON w przypadku MAD.

Eksperci i media krytykują system kontroli służb jako nieskuteczny. Członkowie Parlamentarnego Gremium Kontrolnego (PKG) zobowiązani są do zachowania tajemnicy, nawet wobec ich partii politycznych, co oznacza, że wyniki ich działalności kontrolnej pozostają niedostępne dla opinii publicznej. Członkowie PKG publicznie skarżą się, że przy obecnych środkach personalnych i finansowych nie są w stanie skutecznie kontrolować pracy służb dysponujących ogromnymi środkami materialnymi i zatrudniającymi tysiące osób.

Jak wykazał skandal z NSA, w przypadku działalności służb zagranicznych na terenie Niemiec, niemieckie instytucje kontrolne są niemal całkowicie bezradne.

W skład brytyjskich służb wywiadowczych wchodzi wywiad (MI6), kontrwywiad (MI5) oraz ośrodek elektronicznej inwigilacji (GCHQ). Na mocy ustawy z 1994 r. nadzór nad ich polityką, administracją i wydatkami sprawuje parlamentarna komisja ds. wywiadu tzw. ISC.

Członków ISC (Intelligence and Security Committee) wyznacza parlament, ale o składzie faktycznie decyduje premier, ponieważ to on aprobuje kandydatury w porozumieniu z liderem opozycji. Członkowie Komisji mają dostęp do tajnych dokumentów, ale obowiązuje ich ustawa o tajemnicy państwowej i służbowej.

Komisja może wzywać na przesłuchania szefów poszczególnych służb wywiadowczych i inne osoby, przygotowuje doroczny tajny raport. Obecnie liczy 9. członków łącznie z przewodniczącym – byłym ministrem spraw zagranicznych Malcolmem Rifkindem.

Kolejna ustawa z 2013 r. – efekt rewelacji Edwarda Snowdena, który ujawnił GCHQ obchodziła brytyjskie prawo z pomocą realizowanego przez Agencję Narodowego Bezpieczeństwa USA programu Prism, by tą drogą uzyskać dostęp do treści prywatnej komunikacji – zwiększyła uprawnienia ISC.

Komisja może nadzorować także działalność operacyjną tajnych służb i szeroko rozumianą aktywność wywiadowczą agend rządowych w zakresie wywiadu i bezpieczeństwa.

Oprócz trzech służb wywiadowczych ISG nadzoruje również wywiadowcze aspekty pracy biura gabinetowego rządu (Cabinet Office), w tym Kolegium Połączonych Wywiadów tzw. JIC, wywiad wojskowy oraz biuro ds. bezpieczeństwa i zwalczania terroryzmu w MSW.

W skład amerykańskiego wywiadu wchodzi kilkanaście odrębnych agencji, w tym najbardziej znane jak Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) oraz Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA). Zgodnie z konstytucją USA szefowie agencji są wybierani przez prezydenta USA, ale muszą być zatwierdzeni przez Senat. Władza wykonawcza, a dokładnie Rada Bezpieczeństwa Narodowego, w której zasiada prezydent, wiceprezydent oraz sekretarz stanu i obrony, wyznacza wytyczne dla krajowego i zagranicznego wywiadu oraz kontrwywiadu. CIA zapewnia na swej stronie, że nie prowadzi polityki, a tajne działania prowadzi pod kierownictwem prezydenta.

Kontrolę nad agencjami wywiadu sprawują zarówno władza wykonawcza jak i Kongres. Aż do lat 70. wywiad traktowano był jako domena władzy wykonawczej; potrzeba ścisłej kontroli przez Kongres pojawiła się dopiero serii aferach związanych z ujawnieniem inwigilacji obywateli, którzy protestowali przeciwko wojnie w Wietnamie. W efekcie w Białym Domu powołano Radę Kontroli Wywiadu, a w obu izbach Kongresu powstały specjalne komisje ds. wywiadu. Członkowie wywiadu są regularnie przesłuchiwani zarówno przez te jak i inne komisje (np. wydatków rządowych, bezpieczeństwa wewnętrznego oraz spraw zagranicznych). Te przesłuchania są na ogół otwarte; są zamknięte, jeśli przekazywane są tajne informacje.

Władza kontrola Kongresu nad służbami wywiadu wynika głównie z prawa parlamentu do powoływania agencji (oraz ich rozwiązywania lub reorganizacji) oraz zatwierdzania ich działalności oraz budżetów w corocznych raportach. Określając budżet agencji, Kongres może wskazywać cele, na które środki mają być wydane.

Ustawa o kontroli wywiadu z 1980 r. nakłada na organy wykonawcze obowiązek pełnego i na bieżąco informowania Kongresu i działalności wywiadowczej. Eksperci wskazują jednak na istnienie różnice opinii, co do zakresu władzy Kongresu. Istnieje też wiele sporów w sprawie zakresu dostępu parlamentarzystów do informacji dotyczących działalności wywiadu.

Ostatnim głośnym przykładem takiego sporu jest spór między senacka komisją ds. wywiadu a CIA ws. odtajnienia raportu Senatu o tajnym programie tzw. wzmocnionych technik przesłuchań, takich jak podtapianie, który CIA prowadziła po zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 r. Szefowa senackiej komisji wywiadu Dianne Feinstein oskarżyła CIA o bezprawne przeszukiwanie komputerów, z których komisja korzystała pracując nad tym raportem. Dyrektor CIA John Brennan odrzucił te oskarżenia, ale sprawą zajął się inspektor generalny CIA oraz resort sprawiedliwości. O ewentualnej dymisji dyrektora CIA może zdecydować prezydent USA.

Z kolei w nienależącej do NATO, ale będącej członkiem Unii Europejskiej Szwecji służby specjalne Saepo, od szwedzkiego saekerhetspolisen (dosłownie policja bezpieczeństwa), podlegają organowi nadzorującemu policję o nazwie Rikspolistyrelsen (odpowiednik polskiej Komendy Głównej Policji). Natomiast szwedzka policja podlega ministrowi sprawiedliwości.

Służby Saepo zostały utworzone w 1989 roku z poprzedniej formacji o podobnych zadaniach. Szwedzkie służby specjalne formalnie podlegają policji, ale mają własnego dyrektora generalnego oraz inną niż policja strukturę regionalną, co ma podkreślać ich odrębność. W ramach reformy, która ma wejść w życie 1 stycznia 2015, Saepo zostanie wyłączone z pionu policyjnego i stanie się niezależną organizacją. Przejrzystość działań szefa służb specjalnych ma gwarantować rada doradcza. Jej członkowie będą powoływani przez rząd na wniosek partii zasiadających w parlamencie.

Koszty organizacyjnego uniezależnienia Saepo od szwedzkiej policji oszacowano na 10 mln koron (1,1 mln euro). (PAP)

spy-vs-spy

spy-vs-spy

pś/ lep/ asw/ icz/ zys/ mhr/

Informacja z serwisu PAP Legislacja

podobne: CIA kłamała w sprawie tajnych więzień. Tortury nie dostarczały danych wywiadowczych.

polecam również: Wstrząsy wtórne afery podsłuchowej NSA. Czy globalna sieć się podzieli?

 

…Przy okazji warto wspomnieć o czymś, o czym spora część ludzi wie (a przynajmniej się domyśla), ale większość ciągle nie zdaje sobie sprawy…

…Co prawda, pomiędzy Facebookiem a CIA nie ma zależności finansowych, takich jak między In-Q-Telem a Google’em, jednak prywatną firmę i rządową agencję łączy osoba Howarda E. Coksa. Zajmuje on strategicznie ważną pozycję, ponieważ CIA jest żywotnie zainteresowana danymi użytkowników Facebooka i wcale się z tym nie kryje. W prospekcie In-Q-Tela czytamy: „Nadzór nad mediami społecznościowymi staje się dla rządów coraz bardziej istotnym sposobem śledzenia kiełkujących ruchów politycznych”.

Innymi słowy, zachodnie rządy nie chcą dać się zaskoczyć facebookowej rewolucji, jak północnoafrykańscy dyktatorzy podczas Arabskiej Wiosny. Portale społecznościowe odegrały w niej równie istotną rolę jak w antykapitalistycznym ruchu Occupy. By móc efektywnie śledzić poczynania ruchów takich jak Occupy, potrzeba jednak czegoś jeszcze – oprogramowania mogącego łączyć i wizualizować cenne informacje z ogromnych strumieni danych pochodzących na przykład z Facebooka. Na tym polu CIA również podjęła już strategiczną inwestycję: oprogramowanie tego rodzaju dostarcza Palantir Technologies – kolejna firma na finansowej kroplówce In-Q-Tela. Możliwości programu Palantir można obejrzeć w klipie marketingowym na stronie firmy: na przykładzie fikcyjnej epidemii wywołanej przez zakażoną partię mięsa pokazano tam, jak narzędzie łączy i selekcjonuje potężne zbiory danych, takich jak listy przewozowe, listy odbiorców, numery kart kredytowych oraz kartoteki przychodni. W ten sposób można błyskawicznie prześledzić kierunek rozprzestrzeniania się choroby, znaleźć jej źródło i powstrzymać dalsze infekcje. Nic w tym złego, dopóki nie uświadomimy sobie, że zamiast epidemii w ten sam sposób można obserwować i tłumić w zarodku niewygodne ruchy polityczne.

Zobacz więcej: chip.pl

2. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW

04.05. Warszawa (PAP/PAP Legislacja) – Sejm na najbliższym posiedzeniu zajmie się projektami osobnych ustaw o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz o Agencji Wywiadu przedłożonymi przez rząd. ABW i AW działają obecnie na podstawie wspólnej ustawy z 2002 r. Sejm ma się zebrać 7 maja.

Zmiany to element szerszej reformy służb specjalnych zapowiedzianej przez premiera Donalda Tuska po aferze Amber Gold z 2012 r., gdy okazało się, że nie było właściwej koordynacji działań służb i organów państwa.

Główną zmianą – oprócz rozdzielenia ustaw – ma być odmienne podporządkowanie tych służb, obecnie podległych premierowi. AW ma pozostać w jego nadzorze, zaś ABW ma przejść pod nadzór MSW. Po zmianach pod nadzorem premiera pozostanie, oprócz AW, też CBA. Zostanie też wzmocniona pozycja szefa MON wobec służb kontrwywiadu (SKW) i wywiadu wojskowego (SWW).

Zgodnie rządowymi projektami podział kompetencji między służbami ma być precyzyjny – ABW ma stać się służbą bardziej analityczną niż prowadzącą postępowania i ma się specjalizować we wczesnym rozpoznawaniu zagrożeń, przeciwdziałaniu terroryzmowi, ochronie informacji niejawnych i w kontrwywiadzie. ABW będzie zajmować się nadal przestępstwami przeciw interesom ekonomicznym państwa – ale tylko zagrażającymi uszczerbkiem Skarbu Państwa od 16 mln zł.

ABW będzie służbą zajmującą się zagrożeniami godzącymi w niepodległość, suwerenność, międzynarodową pozycję i nienaruszalność terytorium państwa. Odpowiadać będzie m.in. za zwalczanie szpiegostwa, kontrwywiad elektroniczny i radiokontrwywiad.

To w kompetencjach ABW będzie przeciwdziałanie zagrożeniom wynikającym z „propagowania totalitarnego ustroju państwa, nawoływania do obalenia przemocą demokratycznego ustroju państwa, a także stosowania przemocy lub groźby bezprawnej, publicznego znieważania lub nawoływania do nienawiści z powodu różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość”.

ABW chronić będzie też przed zagrożeniami o charakterze terrorystycznym oraz związanymi z obrotem z zagranicą bez zezwolenia towarami, technologiami i usługami.

Przestępstwami gospodarczymi mniejszej skali, sprawami narkotykowymi i przestępczością zorganizowaną zajmie się policja. Sprawy korupcyjne z ABW trafią do Centralnego Biura Antykorupcyjnego, które ma się stać wiodącą służbą odpowiedzialną za ściganie najpoważniejszych, zagrażających państwu przestępstw korupcyjnych. Po zmianach proponowanych przez rząd ABW ma prowadzić mniej niż połowę z obecnych ok. 200 śledztw rocznie.

Zgodnie z rządową propozycją ma powstać wewnątrzrządowy komitet ds. bezpieczeństwa państwa złożony z przedstawicieli resortów nadzorujących służby i bezpośrednio zainteresowanych wynikami ich pracy. Rząd chce zlikwidować Kolegium ds. Służb Specjalnych, w którym, oprócz ministrów, obecnie zasiadają też przedstawiciele prezydenta i szef sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Projekt zakłada też zniesienie funkcji ministra-koordynatora służb specjalnych, która nie była obsadzona od początku rządów PO-PSL.

Duża część przepisów w projektach pochodzi z obecnych uregulowań; nowością jest m.in. zapis, że kontrolę operacyjną, czyli inwigilację podejrzewanych o przestępstwa wobec obywatela RP, zarządza sąd na wniosek szefa ABW po uzyskaniu zgody Prokuratora Generalnego, a w pozostałych przypadkach – szef ABW. Wprowadzono też maksymalny okres takiej kontroli – nie dłużej niż 12 miesięcy. W obu agencjach mają działać pełnomocnicy ds. kontroli przetwarzania danych osobowych – tak jak już jest w CBA.

Projekty precyzują, że dziennikarze – których nie wolno służbom werbować do tajnej współpracy – nie muszą być osobami zatrudnionymi jedynie na umowę o pracę, ale też na umowę o dzieło lub zlecenie. Do katalogu zawodów wykluczających werbunek dodano też radców prawnych.

Zadania Agencji Wywiadu w zasadzie nie zmieniają się; projekt porządkuje przepisy jej dotyczące. Nowością jest np. umożliwienie, w ramach wykonywania zadań AW na obszarze Polski, realizacji czynności operacyjno-rozpoznawczych także za pośrednictwem SKW, a nie tylko ABW – jak obecnie.

Zgodnie z projektami w razie rezygnacji szefów służb lub ich zastępców nie będzie już potrzebna opinia sejmowej speckomisji.

Oprócz projektów ustaw o ABW i AW w osobnym uregulowaniu rząd chce utworzyć Komisję Kontroli Służb Specjalnych, zapewniająca cywilną kontrolę bieżącej pracy służb.(PAP)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

ago/ pś/ jbr/

Informacja z serwisu PAP Legislacja

polecam również: Buldogi na dywanie czyli… walka służb o ochłapy władzy (i pieniędzy)

smaczek… Rząd chce zlikwidować Kolegium ds. Służb Specjalnych, w którym, oprócz ministrów, obecnie zasiadają też przedstawiciele prezydenta i szef sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Projekt zakłada też zniesienie funkcji ministra-koordynatora służb specjalnych, która nie była obsadzona od początku rządów PO-PSL… Ależ owszem! Była obsadzona! Tyle że nie całkiem legalnie (i jakby okrężną drogą 🙂 )

…”Z nieznanych powodów – można tylko domniemywać, jakich – Donald Tusk nie znajdował czasu na wykonywanie swoich obowiązków wynikających z ustaw o służbach. Zapewne dlatego, naruszając te ustawy w styczniu 2008 r. do wykonywania zadań przynależnych tylko premierowi powołał Jacka Cichockiego (bardzo ciekawa i do dzisiaj publicznie niewyjaśniona jest jego rola w sprawie tzw. afery hazardowej i wycieku o tajnych działaniach CBA po przekazaniu ich premierowi Tuskowi) mianując go na sekretarza stanu w KPRM i sekretarza kolegium ds. służb specjalnych. Z informacji medialnych wynika, że Donald Tusk upoważnił Cichockiego do zapoznawania się z informacjami niejawnymi służb oraz do ich zadaniowania i koordynowania. Tymczasem funkcje sekretarza stanu w KPRM i sekretarza kolegium ds.służb specjalnych nie dawały Cichockiemu takich samodzielnych uprawnień. 
Taka sytuacja, kiedy to Jacek Cichocki, nie dysponując uprawnieniami koordynatora służb specjalnych, realizował uprawnienia przynależne premierowi rządu, trwała ponad trzy lata. Zdziwienie musi budzic fakt, że szefowie służb godzili się na to i wykonywali polecenia tegoż sekretarza stanu i przekazywali mu informacje do których dostępu mógł nie miec prawa”… (całość tu: pressmix.eu) …ale to tak na marginesie.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Wracając do sedna… Wygląda na to że rząd chce sobie załatwić bardziej intymne warunki do załatwiania „swoich spraw” (jak choćby: 15 milionów za tajne więzienia CIA w Polsce. albo to:  Nieprawidłowości przy inwigilacji, jak również: Złodziej złodzieja złodziejem pogania w Ministerstwie Sprawiedliwości i w Agencji Wywiadu. albo: Walka naszych służb z przestępczością gospodarczą i zorganizowaną to jedna wielka ściema.) zmniejszając grono cywilnych oczu patrzących na ręce służbom specjalnym w Polsce. Z drugiej jednak strony w osobnym uregulowaniu rząd chce utworzyć Komisję Kontroli Służb Specjalnych, zapewniająca cywilną kontrolę bieżącej pracy służb. Po co likwidować jedno by tworzyć w innym trybie to samo? Dowiemy się jak poznamy szczegóły zapisów owej „osobnej regulacji”, łącznie w wymogami personalnymi wobec osób jakie będą zasiadać w owej Komisji Kontroli. 😉

Co do pauperyzacji ABW na rzecz innych służb (bo o to tu głównie chodzi) to została ona zapowiedziana głównie z powodu zamieszania z tzw. „memorandum gazowym” a nie z powodu „Amber Gold” o czym więcej tu: Wstrząsy wtórne PO „memorandum gazowym”, czyli… Przysłowie mówi, że jak ktoś chce psa uderzyć to kij zawsze znajdzie 😉

polecam również: „Tusku kur…. zrób coś!” czyli… służby spuszczone ze smyczy i walka z „mową nienawiści”

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…Odys

Złoty parytet czyli… cynik9 o „London Gold Pool” (rocznica kolapsu)


Cicho i bez fanfarów minęła niedawno 46 rocznica kolapsu London Gold Pool. London Gold Pool był konstrukcją 8 banków centralnych z 1961 roku, które połączyły zasadniczo swoje rezerwy złota w celu obsługi obowiązującego wówczas układu Bretton Woods i obrony przewidzianego w nim oficjalnego parytetu złota 1oz = $35. Układ Bretton Woods ustalał powojenny porządek monetarny i przewidywał wymienialność walut krajów sygnatariuszy na dolara po stałym kursie. Kustoszem wartości dolara była natomiast Ameryka która zobowiązywała się utrzymywać nieograniczoną wymienialność dolara na złoto wg tego parytetu.

Układ Bretton Woods działał poprawnie przez dwadzieścia parę lat. Był instrumentalny w procesie powojennej rekonstrukcji i ożywienia gospodarczego. We wczesnych latach 60-tych XX wieku  utrzymanie założonego parytetu złota stawało się jednak coraz trudniejsze. Powodem był brak dyscypliny finansowej ze strony Ameryki. Szczególną rolę odegrała tu prezydentura Lyndona Johnsona i jego polityka „guns and butter”. Z jednej strony Johnson znacznie rozszerzył kosztowną wojnę w Wietnamie. Z drugiej zaangażował się w wielkie programy socjalne, budując „Great Society”. Aby to sfinansować Ameryka wykorzystywała swoją uprzywilejowaną pozycję masowo drukując potrzebne jej dolary. Można się domyślić że nie stała za tym proporcjonalnie rosnąca ilość złota…brettonwoods

Celem London Gold Pool było zasadniczo przedłużenie istniejącego status quo  przez wmawianie publice że dolar amerykański, mimo masowego druku, nadal zachowuje uzgodniony w Bretton Woods parytet wymiany na złoto. Swój cel LGP miał osiągać głównie poprzez manipulacje handlowe w Londynie. Manipulacje udawały się przez pewien czas ale stawały się coraz bardziej kosztowne. W końcu z jednolitego frontu banków centralnych tworzących LGP wyłamała się Francja, opuszczając pool w 1967. Generał de Gaulle zażądał w tym czasie od Ameryki bezpośredniej wymiany francuskich rezerw dolarowych na złoto fizyczne. W myśli obowiązujących postanowień miał do tego prawo. Ostatecznie, w kilku transzach, udało mu się tego dokonać, wysyłając nawet w pewnym momencie okręt wojenny do Nowego Yorku dla bezpiecznego transportu.

Amerykański establishment od dłuższego czasu musiał patrzeć argusowymi oczami jak wynoszące ponad 20’000 ton powojenne rezerwy złota stopniowo topnieją. W końcowym rozrachunku spadły one o 2/3. Większość sygnatariuszy Bretton Woods  nadal jednak trzymała swoje rosnące rezerwy w USA. Dopiero akcja Francji  która zażądała fizycznej wymiany papieru na złoto i repatriacji tego złota do domu spowodowała alarm. Obawy o kolaps systemu były tak duże że CIA w całej Europie otrzymała polecenie przeciwdziałania rozpowszechnianiu informacji o francuskiej repatriacji złota i lobowania innych rządów aby nie powtarzały przykładu Francji. Ostatecznie obok Francji na podobną repatriację zdecydowała się tylko Hiszpania.

Losy porządku monetarnego Bretton Woods a złota w systemie monetarnym w szczególności były już jednak przesądzone.

Naprzód, po wielokrotnych runach na złoto, London Gold Pool załamał się ostatecznie w marcu 1968 roku. Rząd brytyjski ogłosił wtedy „święta bankowe” na dwa tygodnie, wstrzymał cały handel złotem i dokonał masowej dewaluacji funta o przeszło 14%. Problemy na londyńskim rynku złota wykorzystali Szwajcarzy (jedna ze stron LGP) którzy przejęli znaczną część handlu w tym metalu. Zürich Gold Pool zaczął operacje prawie natychmiast. Z londyńskim rynkiem złota zamkniętym business przeniósł się szybko pod Alpy, oficjalnie aby przeciwdziałać zaburzeniom na rynkach walutowych.

W trzy lata później padł ostatecznie układ Bretton Woods. W sierpniu 1971 prezydent Nixon oficjalnie ogłosił że Ameryka nie będzie dłużej honorować swoich zobowiązań wymiany dolarów na złoto, zamykając tym samym tzw. „złote okno” – ostatni link między systemem monetarnym a złotem.

źródło: dwagrosze.com

podobne: Historia handlu złotem – Stooq

polecam również: Ile jest złota w “certyfikacie”? – czyli cynik9 o Goldmanowym “złocie” i to: Szumowiny drukujące pieniądze na koszt podatników! – Godfrey Bloom MEP a także: Independent Trader: “Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.

Dziewiąta fala - Ivan Slavinsky

Dziewiąta fala – Ivan Slavinsky

CIA kłamała w sprawie tajnych więzień. Tortury nie dostarczały danych wywiadowczych.


01.04.2014 (IAR) – CIA wielokrotnie wprowadzało w błąd opinię publiczną i polityków w sprawie brutalnych metod przesłuchań więźniów wojny z terroryzmem. Taka jest konkluzja raportu amerykańskiego Senatu, którego fragmenty ujawnia dziennik „Washington Post”.

Raport przygotowany przez Komisję do Spraw Wywiadu amerykańskiego Senatu jest druzgocący dla CIA. Jego autorzy twierdzą, że program brutalnych przesłuchań, określany przez wielu mianem tortur, nie przyniósł Amerykanom prawie żadnych wartościowych informacji wywiadowczych. „Washington Post” przypomina, że CIA wielokrotnie przekonywała, że podtapianie więźniów i inne kontrowersyjne metody przesłuchań pomogły uchronić Amerykę przed zamachami terrorystycznymi. Okazało się to jednak nieprawdą. Większość wartościowych informacji CIA uzyskała od więźniów jeszcze zanim poddawano ich brutalnym przesłuchaniom. W liczącym 6300 stron raporcie opisano też nieznane wcześniej metody stosowane przez śledczych – między innymi zanurzanie więźniów w beczkach lodowatej wody.

CIA na razie nie skomentowała zawartości raportu tłumacząc, że nie otrzymała jeszcze ostatecznej wersji dokumentu.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/mcm/

źródło: stooq.pl

podobne: CIA ingerowało w prace nad raportem dotyczącym tajnych więzień. i tu: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów polecam również: 15 milionów za tajne więzienia CIA w Polsce. “Banda czworga” jednym głosem zaprzecza!Maska

Wstrząsy wtórne „kryzysu ukraińskiego”. Japonia – Chiny – Niemcy – USA – Syria. Niemieckie wsparcie wojskowe dla państw bałtyckich.


1. Krym w azjatyckich rozgrywkach politycznych

28.03.2014 (IAR) – Krym znalazł się w środku japońsko-chińskiego sporu o archipelag wysp na Morzy Wschodniochińskim. Japonia porównała aneksję Krymu przez Rosję do działań Chin podejmowanych na spornych akwenach. Reakcja Chin jest stanowcza.

Niespotykanie ostrych jak na rzecznika chińskiego MSZ sformułowań użył dziś Hong Lei, komentując słowa premiera Japonii Shinzo Abe. To właśnie on bowiem porównał sytuację na Krymie do sporu o wyspy Diaoyu/Senkaku. Chiński rzecznik nazwał premiera Japonii hipokrytą, który z jednej strony działa na rzecz polepszenia stosunków chińsko – japońskich, a z drugiej, oczernia Chiny na arenie międzynarodowej.

Pekin stara się unikać jednoznacznych deklaracji dotyczących aneksji Krymu, gdyż mogłyby one zostać wykorzystane do oceny polityki wewnętrznej i zewnętrznej Chin, w kontekście praw mniejszości narodowych, czy też Tajwanu. Chiny uznają archipelag Diaoyui za własne terytorium. Do zaognienia sporu doprowadziło wykupienie ich dwa lata temuz rąk prywatnych przez japońskie władze.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)Tomasz Sajewicz / Pekin /dw

2. Niemcy zacieśniają współpracę z Chinami na arenie międzynarodowej

28.03. Berlin (PAP) – Niemcy zacieśniają współpracę z Chinami na arenie międzynarodowej, licząc na poparcie Pekinu w zabiegach o polityczne rozwiązanie konfliktu z Rosją o Ukrainę. Oba państwa podpisały w piątek w Berlinie deklarację o partnerstwie strategicznym.

Niemcy i Chiny są gotowe do pogłębienia współpracy strategicznej w dziedzinie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, służącej rozwiązywaniu konfliktów regionalnych i globalnych – czytamy w deklaracji podpisanej podczas wizyty prezydenta Chin Xi Jinpinga w Niemczech. Dialog między Berlinem i Pekinem ma dotyczyć między innymi Ukrainy, Afganistanu i Syrii.

„Wizyta szefa państwa chińskiego stanowi przypieczętowanie strategicznego partnerstwa” – powiedziała kanclerz Angela Merkel, mówiąc o rosnącym zaufaniu między obu państwami.

Dziękowała Xi Jinpingowi za zaufanie chińskich inwestorów do euro pomimo kryzysu waluty europejskiej w minionych latach. Szefowa niemieckiego rządu zapowiedziała rozszerzenie kooperacji na nowe dziedziny – cyfryzację przemysłu, energię i badania naukowe. Na jesieni mają odbyć się konsultacje międzyrządowe.

Pytany przez dziennikarzy o stanowisko w sprawie Ukrainy Xi Jinping powiedział, że jego kraj przestrzega zasady niemieszania się w wewnętrzne sprawy innych krajów oraz respektuje suwerenność i integralność terytorialną wszystkich państw. Zaznaczył, że Chiny nie mają „żadnych prywatnych interesów” na Ukrainie. Wezwał wszystkie strony konfliktu do zwiększenia wysiłków w celu znalezienia politycznego i dyplomatycznego rozwiązania konfliktu.

Zaznaczył, że Chiny popierają konstruktywne wysiłki wspólnoty międzynarodowej zmierzające do zażegnania konfliktu i zajmują otwarte stanowisko wobec wszystkich propozycji służących uspokojeniu sytuacji i znalezieniu rozwiązania politycznego.

Chiny wstrzymały się od głosu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ nad rezolucją potępiającą referendum na Krymie. Postawa Pekinu została odebrana w Berlinie jako sygnał zdystansowania się od Rosji.

Komentator telewizji publicznej ARD Ulrich Deppendorf powiedział, komentując wizytę, że Chiny demonstrują co prawda rezerwę wobec działań Rosji na Ukrainie, nie porzucą jednak zupełnie prezydenta Władimira Putina, gdyż uzależnione są od rosyjskiego gazu i ropy.

Merkel wskazała na znaczenie dla społeczeństw niemieckiego i chińskiego prawa do nieskrępowanego wyrażania poglądów. Problem przestrzegania praw człowieka w Chinach poruszył też w rozmowie z Xi Jinpingiem prezydent Niemiec Joachim Gauck. Gauck wyraził nadzieję na zagwarantowanie mediom większej swobody. „Ludzie, którzy prezentują swoje zdanie, nie mogą być za to karani” – powiedział były wschodnioniemiecki pastor i dysydent. Przed siedzibą prezydenta, pałacem Bellevue, grupa Tybetańczyków i Ujgurów demonstrowała przeciwko karze śmierci stosowanej wobec przeciwników politycznych.

Chiny są najważniejszym partnerem handlowym Niemiec w Azji. W 2012 roku chiński eksport do Niemiec osiągnął wartość ponad 66 mld euro, natomiast import z Niemiec przekroczył 77 mld euro. Niemiecki przemysł ocenia, że dzięki wymianie handlowej z Chinami pracę w Niemczech ma 1 mln osób.

W sobotę Xi Jinping odwiedzi Nadrenię Północną-Westfalię w zachodniej części Niemiec. Prezydentowi towarzyszy ponad 100-osobowa delegacja przedstawicieli gospodarki. To pierwsza od ośmiu lat wizyta szefa chińskiego państwa w Niemczech.

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)                                                 

Partnerstwo strategiczne Niemców (które należą do NATO) z Chinami które mają w kwestii Afganistanu a zwłaszcza Syrii odmienne zdanie od USA to bardzo interesujący ruch na arenie międzynarodowej… Dodatkowo nie jest tak jak tu się mówi że Chiny nie mają „prywatnych interesów” na Ukrainie. Oczywiście że mają! Od jesieni zeszłego roku są żywo zainteresowane dzierżawą żyznych ziem rolnych w tym kraju  (docelowo ma to być 3 mln hektarów!). Nie wspominając o projektach energetycznych – poszukiwanie i wydobycie gazu i ropy. Chinom mimo „dystansowania się od Rosji” (o ile można tak nazwać ich neutralność w głosowaniu nad rezolucją w Radzie Bezpieczeństwa ONZ 😀 ) bliżej jest właśnie do Rosji niż USA, o czym może świadczyć właśnie brak zdecydowanego potępienia sytuacji na Krymie. Za jakiś czas bowiem Chiny mogą mieć podobne ambicje do „obrony” swoich interesów na Tajwanie lub w kwestii sporu z Japonią o wyspy Senkaku, czy archipelag Diaoyui…

Chiny właśnie dogadują sobie poważnego gracza w Europie (czyli Niemcy), który pokazał już, że potrafi kiedy trzeba przymknąć oko na wybryki swoich poważnych partnerów na arenie międzynarodowej… Pytanie co z tego będą miały Niemcy bo nie wydaje mi się żeby tu chodziło wyłącznie o milion miejsc pracy 😉 W każdym bądź razie „partnerstwo strategiczne między Chinami i Niemcami to poważny prztyczek w nos dla USA.

Warto przy okazji wspomnieć jak to było swojego czasu z Jugosławią

…Więc kiedy pod koniec lat 80–tych wystąpiły objawy załamywania się porządku jałtańskiego i grupa krajów środkowo–europejskich podjęła współpracę polityczną w ramach najpierw Quadra, potem Penta, a wreszcie – Heksagonale, Niemcy zachęciły Słowenię i Chorwację do proklamowania niepodległości i jako pierwsze na świecie ich niepodległość uznały. Doprowadziło to do krwawej wojny o granice i oczywiście – rozpadu Jugosławii. Najwyraźniej jednak tym razem postanowiono rozwiązać serbski problem raz na zawsze i nie tylko zlikwidować Wielką Serbię, ale przeprowadzić rozbiór samej Serbii, oczywiście metodami pokojowymi i demokratycznymi, bo dzisiaj takie akurat nastały czasy. Niemcy bowiem najwidoczniej nie chcą tolerować uważanej za enklawę wpływów rosyjskich Serbii w tej części Europy, którą, nie bez podstaw, już uważają za swoją. Wybory w Kosowie i sukces Demokratycznej Partii Kosowa, która domaga się „niepodległości” tej prowincji, to znaczy – oderwania jej od Serbii, jest kolejnym etapem realizacji planu rozbioru. Rosja zapewne się na to zgodzi, bo ta pozycja wydaje się i tak stracona, po drugie – strategiczne partnerstwo wymaga elastyczności, no a poza tym Niemcy mogą się zrewanżować nie tylko finansowaniem Gazociągu Północnego, ale i innymi przysługami w przyszłości… (Serbskie memento STANISŁAW MICHALKIEWICZ)

3. Niemcy wesprą militarnie kraje bałtyckie

29.03.2014 (IAR) – Wobec napiętej sytuacji na wschodzie Europy, Niemcy wesprą wojskowo tamtejsze kraje NATO – podaje niemiecki tygodnik „Der Spiegel”. Władze w Berlinie chcą wysłać sześć myśliwców do państw bałtyckich.

Niemcy chcą mocniej zaangażować się w natowską operację kontroli przestrzeni powietrznej nad Litwą, Łotwą i Estonią. Poza tym Berlin rozważa skierowanie na Bałtyk swojego okrętu wojennego. Cytowany przez „Spiegla” minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier zastrzegł co prawda, że w tej trudnej sytuacji trzeba zachować zimną krew i nie dać się wciągnąć w militarną eskalację. Ale podkreślił, że Niemcy bezwarunkowo uznają zasadę solidarności w NATO, jak powiedział „nie tylko przy dobrej pogodzie”.

Temat wsparcia dla wschodnich partnerów w NATO budzi jednak w Niemczech kontrowersje. Niemiecka minister obrony, która niedawno opowiedziała się za wzmocnieniem obecności sojuszu na jego wschodnich granicach, była głośno krytykowana. Zarzucono jej zaognianie i tak napiętej sytuacji międzynarodowej.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/ab

4. USA – „Washington Post”: Obama gotów wesprzeć syryjską opozycję

28.03. Waszyngton (PAP) – Prezydent USA Barack Obama jest gotów rozszerzyć program tajnej pomocy dla syryjskiej opozycji w ramach planu, który omawia obecnie z sojusznikami na Bliskim Wschodzie – napisał „Washington Post”.

Projekt ten przewiduje, że CIA będzie szkolić około 600 syryjskich powstańców miesięcznie w Arabii Saudyjskiej, Jordanii i Katarze. Oznacza to, że liczba szkolonych obecnie bojowników zostałaby podwojona – napisał publicysta „WP” David Ignatius.

W piątek Obama udał się do Arabii Saudyjskiej, która wspiera syryjskich powstańców i krytykowała wielokrotnie stanowisko Waszyngtonu wobec syryjskiego konfliktu. Saudowie optowali za wojskową interwencją.

Zastępca doradcy prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Ben Rhodes powiedział dziennikarzom podróżującym z prezydentem na pokładzie Air Force One, że Biały Dom nie planuje oficjalnie zaanonsować planu zwiększenia pomocy dla syryjskiej opozycji.

Dodał, że współpraca USA z Arabią Saudyjską dotycząca wspierania powstańców poprawiła się w ostatnich miesiącach i Obama ma omawiać ten projekt podczas wizyty w Rijadzie.

Według „WP” Waszyngton rozważa też dostarczenie powstańcom wyrzutni pocisków przeciwlotniczych, zwanych MANPADS, by ułatwić im obronę przed atakami syryjskich sił powietrznych.

Plan Obamy zakłada też, że opozycjoniści będą sprawdzani podczas szkoleń i po nich, by wykluczyć tych, którzy mają powiązania z ekstremistami – podaje „WP”.

Katar zaproponował, że pokryje koszty pierwszego roku takich szkoleń, co według szacunków „WP” może oznaczać nakłady sięgające setek milionów dolarów.

W poniedziałek międzynarodowy mediator z ramienia ONZ Lakhdar Brahimi powiedział, że na razie są małe szanse na szybkie wznowienie rozmów pokojowych między syryjskim rządem a opozycją. Pierwsza i druga runda negocjacji zakończyły się bez przełomu ani konkretnych porozumień. Wielu komentatorów podkreślało, że rozmowy w Genewie zakończyły się wręcz fiaskiem.

W ciągu ponad trzech lat wojny domowej w Syrii zginęło ponad 140 tysięcy ludzi, a miliony musiały opuścić swoje domy.(PAP)

fit/ mc/                                                    

😀 wszystko tajnie i nieoficjalnie ale do publicznej wiadomości (sic!)… CIA będzie szkolić około 600 syryjskich powstańców miesięcznie w Arabii Saudyjskiej, Jordanii i Katarze. Oznacza to, że liczba szkolonych obecnie bojowników zostałaby podwojona… opozycjoniści będą sprawdzani podczas szkoleń i po nich, by wykluczyć tych, którzy mają powiązania z ekstremistami… Skąd my to znamy? Czyż nie tak własnie powstała bojownicza Al-Kaida? Tego rodzaju taktyka w utrwalaniu demokracji i wolności jest przyznacie państwo co najmniej dyskusyjna. Nie da się ukryć, że niemal we wszystkich krajach gdzie USA zaangażowały się w tzw. „rewolucję wolnościową” możemy dziś obserwować destabilizację i ataki terrorystyczne lokalnej ekstremy, którą się posłużono w odsunięciu od władzy tzw. „despotów” o czym więcej tutatj – Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów

podobne: USA – Rosja – Syria – Izrael – Palestyna.

polecam również: Bębny wojny? Korea Północna testuje rakiety. Manewry lotnicze w Rosji. USA wzmocnią siły lądowe i morskie w krajach na wschodzie NATO. Wywiad USA prognozuje wkroczenie Rosjan na wschodnią Ukrainę. i to: W większej skali czyli… O co tak naprawdę chodzi w ukraińskiej tragedii

 Maski