Kościół i Słowianie między wschodem i zachodem czyli… Bizancjum i Frankowie, Niemcy i Turcja, Wikingowie i Rusowie. Misje hurońskie


Gioacchino Pagliei – The Angel appears to Cornelius the Centurion

„… Brzegi Italii były najeżdżane i pustoszone przez Arabów. Arabskie obozy wojskowe istniały w miejscowości Fraxinetum w Prowansji, w Bari na południu Italii i w Garigliano w Kampanii. Papież nie mógł liczyć nawet na ludność Rzymu i jego świecką elitę. Rzymski plebs podburzany przez arystokrację często występował przeciw Następcy Apostołów. W początkach swojego pontyfikatu św. Leon III został przez rzymskich wielmożów uwięziony w klasztorze, a jego przeciwnicy próbowali go okaleczyć. Papież musiał się zwrócić do króla Franków Karola, który właśnie budował potęgę swojego państwa, podbijając Sasów i Bajuwarów, a także walcząc z Arabami w Hiszpanii. Trwał właśnie ostry konflikt między Karolem a Bizancjum o panowanie w Italii. Poza tym zarówno Karol, jak i cesarzowa Irena, próbowali sobie podporządkować głowę Kościoła i ingerować w ogłaszanie dogmatów. Papież znalazł się między dwoma kamieniami młyńskimi i poszukiwał mądrego wyjścia z sytuacji. Znalazł je w 800 r. po Chr., kiedy w Boże Narodzenie niespodziewanie koronował Karola na cesarza, uprzedzając działania Ireny. Jeszcze rok wcześniej Leon III został napadnięty i znieważony przez bandę zorganizowaną za sprawą Paschalisa i skarbnika Campulusa. Papież zapobiegł ślubowi Karola i cesarzowej Ireny i uratował swoją kruchą autonomię, ale jego pozycja nadal była słaba. Jego następcy podlegali podobnym naciskom i potrzebowali sojuszników, by przetrwać w okrutnym świecie wczesnego średniowiecza. Zaczęli się więc zwracać na północ i wschód, w kierunku obszarów zamieszkanych przez Słowian…

…Wiedzieli, że na wschodzie rośnie powoli nowa potęga, którą warto włączyć do Kościoła i zyskać nowego sprzymierzeńca, który stanowiłby przeciwwagę dla cesarzy z Akwizgranu i Bizancjum. W VIII wieku na Morawy zaczęli przybywać misjonarze z kraju Franków, Bawarii i z Konstantynopola. Na początku chrzest przyjęła słowiańska Karantania, położona na terenie dawnej rzymskiej prowincji Noricum. W 831 roku o chrzest poprosił władca Państwa Wielkomorawskiego, Mojmir I. Chrześcijańscy misjonarze z Passawy nawracali jego poddanych. Mojmir nawiązał przyjazne stosunki z cesarzem Ludwikiem I Pobożnym, synem i następcą Karola Wielkiego. Chrystianizacja Wielkich Moraw trwała długo i nie obyła się bez trudności. Państwo Mojmira stało się areną walki pomiędzy Rzymem i Konstantynopolem. Mojmir został obalony przez wspieranego z Bizancjum Rościsława. W 862 roku na Morawy przybyli dwaj greccy misjonarze: święci Cyryl i Metody. Obydwaj pochodzili z Tesaloniki. Byli, braćmi, synami Leona, wysokiego oficera bizantyjskiej armii i jego słowiańskiej małżonki Marii. Bracia poświęcili się służbie Kościołowi. Metody (właściwe imię Michał) został mnichem w klasztorze położonym na myzyjskiej górze Olimp w Azji Mniejszej. Cyryl (właściwe imię Konstantyn) został księdzem i wykładowcą w cesarskiej szkole w Konstantynopolu. Bracia brali udział w ważnych misjach kościelnych i dyplomatycznych. Wysłano ich do Syrii, gdzie spotkali się z kalifem Al-Mutawakkilem i dyskutowali z muzułmańskimi imamami o Trójcy Świętej. Cesarz Michał III wysłał ich do mieszkającego nad Morzem Czarnym plemienia Chazarów, by spróbowali nawrócić je na chrześcijaństwo. Po powrocie do Bizancjum podążyli na Bałkany, by nawracać na chrześcijaństwo Bułgarów. Bracia znali wiele języków i mieli bardzo duże doświadczenie w działalności misyjnej, kiedy przybyli do morawskich Słowian. Na polecenie cesarza i prośbę Rościsława zjawili się na Morawach. Zaraz po przyjeździe, w 863 r. po Chr. rozpoczęli dzieło tłumaczenia Pisma Świętego na język starocerkiewnosłowiański. Na potrzeby tłumaczenia i liturgii wynaleźli nowe pismo, za pomocą którego można było utrwalać dźwięki słowiańskiego języka. Była to tzw. głagolica, od której wywodzi się cyrylica. Język Słowian stał się językiem chrześcijańskiej liturgii. Misjonarze pomogli Rościsławowi w spisywaniu wielkomorawskiego kodeksu prawnego. Bracia wprowadzili obrządek słowiański, aby liturgia i prawdy wiary były zrozumiałe dla wielkomorawskich wiernych, którzy zostali ochrzczeni bardzo niedawno. Dzięki temu udało się nawrócić na chrześcijaństwo więcej Słowian, niż kiedykolwiek wcześniej. Św. Metody ochrzcił czeskiego księcia Borzywoja I. Ale nie wszystkim podobał się sposób ewangelizacji przyjęty przez św. Cyryla i Metodego. Biskup Salzburga, Dietmar oskarżał ich o herezję, bo nie podobało mu się wprowadzanie liturgii i języka słowiańskiego. Także w Wenecji bracia mieli wielu przeciwników. W 867 roku papież św. Mikołaj I wezwał Cyryla i Metodego do Rzymu. Bracia przybyli do stolicy chrześcijaństwa wraz relikwiami św. Klemensa, które odnaleźli wcześniej na Krymie. Bracia wzbudzali szacunek nie tylko swoją apostolską postawą, ale także mądrością. Papież wyświęcił na kapłanów słowiańskich towarzyszy Metodego. Chwila tryumfu braci nastąpiła, kiedy Namiestnik Chrystusa kazał złożyć słowiańskie księgi liturgiczne na ołtarzu jednego z rzymskich kościołów. Cyryl wstąpił do klasztoru i zmarł w Rzymie w 869 roku. Mikołaj I ustanowił Metodego biskupem Moraw i Pannonii. Po powrocie do diecezji rozgorzał na nowo konflikt Metodego z biskupem Salzburga. Niewiele pomogły Metodemu dobre stosunki ze słowiańskim władcą Pannonii, Kocelem. Kiedy przybył na synod w Ratyzbonie w 870 roku, biskup Adalwin kazał go aresztować i zamknąć w klasztorze. Dopiero papież Jan VII zdołał uwolnić Metodego i spowodować jego powrót na stolicę biskupią w Nitrze. Dodano mu jednak frankijskiego „pomocnika”, sufragana Wickinga. Św. Metody zdążył jeszcze uczestniczyć w misji pojednania Rzymu i Konstantynopola w 882 roku. Odwiedził w Carogrodzie cesarza i patriarchę Focjusza. o jego śmierci liturgia słowiańska została wprawdzie skasowana, ale nie ulega wątpliwości, że to dzięki Kościołowi powstała pierwsza słowiańska literatura i pismo. Dzięki temu Słowianie mogli zachować swój język i kulturę w obliczu burzliwych przemian politycznych. Uczniowie braci misjonarzy, św. Klemens Ochrydzki i św. Naum z Presławia, przenieśli się do Bułgarii i nauczyli jej mieszkańców pisma i liturgii słowiańskiej. Św. Klemens założył w Ochrydzie szkołę piśmienniczą, w której tłumaczono na język słowiański teksty greckie i łacińskie. Wymyślono w niej nowy rodzaj pisma, zwany cyrylicą. To właśnie w szkole św. Klemensa powstał w VIII w. po Chr. najstarszy znany tekst w języku słowiańskim, czyli „Fragmenty fryzyńskie”, zawierające modlitwy i terminologię religijną.

Tymczasem na północy pojawiło się nowe zagrożenie, nie tylko dla Słowian, ale także dla chrześcijańskiej Europy. Ze Skandynawii pod koniec okresu Wendel zaczęły wyruszać zbrojne wyprawy wojowników poszukujących łupów i łatwego zysku na bogatszym i bardziej cywilizowanym południu. Nazywano ich Wikingami. Słowo víking wywodzi się od określenia vik, oznaczającego zatokę, port, bądź faktorię handlową. Wikingowie byli więc wojownikami-handlarzami, którzy łupy zdobyte w jednym miejscu sprzedawali w portach i faktoriach. Na Bałtyku i Morzu Północnym rzeczywiście kwitł ożywiony handel. Ludzie z północy wozili na południe bursztyn, futra, wyroby z kłów morsa i niewolników, których porywano w różnych miejscach wybrzeża. W zamian za te towary kupowali wyroby szklane, ceramikę, miecze, albo inkasowali należności w zachodnioeuropejskiej i arabskiej monecie. Skandynawowie wozili na swoich szybkich statkach towary ze wschodu na zachód, a następnie na północ. Włączyli się do ruchu na szlaku handlowym przebiegającym wzdłuż rzek Rusi (szlak od Waregów do Greków), łączącym Morze Bałtyckie z Bizancjum i Bliskim Wschodem. Wikingowie docierali aż do Kalifatu Abbasydów i przywozili stamtąd duże ilości srebra, które docierało do Państwa Karolingów. Frankowie bili z niego duże ilości monet, co stymulowało ich gospodarkę. Ale około 830 roku walki Kalifatu z Bizancjum i niepokoje polityczne odcięły dopływ tego kruszcu do Europy. Wikingowie zaczęli poszukiwać nowych źródeł dochodu i szybko powrócili do najazdów i rabunków, od których tak naprawdę nigdy nie stronili. Symbioza Franków i Wikingów przestała istnieć. Już około 790 roku Karol Wielki i król Offa z brytyjskiej Mercji organizowali system obrony wybrzeża przed napadami ludzi północy. W samej Skandynawii możni, którzy w okresie Wendel opanowali poszczególne terytoria i zagłębia metalurgiczne, skupili wokół siebie drużyny doskonale uzbrojonych wojowników. Teraz poszukiwali nowych zysków, łupów, a czasem terenów do kolonizacji. W 793 roku rozpoczęła się czarna seria normańskich najazdów na wybrzeża Europy. Pierwszym celem stały się chrześcijańskie klasztory: Lindisfarne, Iona, Jarrow. Małe grupy rabusiów w kilku statkach przypływały do wybrzeża, rabowały klasztory z ozdobnych ksiąg, kosztowności i w ogóle wszelką własność ruchomą. Czasami porywali zakonników i ściągali od mieszkającej w pobliżu klasztoru ludności haracz za utrzymanie ich przy życiu. Na skutek najazdów wikińskich życie monastyczne zamarło, a mnisi ulegli rozproszeniu. Na początku rajdy wikińskie czyniły szkody jedynie w bezpośredniej bliskości wybrzeża. Ale już od lat czterdziestych IX wieku najeźdźcy zaczęli zimować na lądzie i budować warowne obozy. W 840 roku Wikingowie założyli osadę w Dublinie, a kilka lat później zaczęli zimować we Francji i na brzegach Brytanii. W 845 roku popłynęli w górę Sekwany i zaatakowali Paryż, którego mieszkańcy zdołali się okupić gigantyczną kwotą 7 tys. funtów srebra. Cesarz Lotar I zezwolił Normanom na założenie stałych osad u ujścia Renu. Założyli oni też stałe siedziby u ujścia Loary i Sekwany. W 866 roku wielka wikińska armia wylądowała we wschodniej Anglii i zajęła miasto York, odtąd zwane Jorwikiem. Normanowie nie tylko kolonizowali nowe terytoria, ale także zaczęli kontrolować ruch na europejskich szlakach handlowych. Imperium Karola Wielkiego rozpadło się, a zrabowane dobra trafiały do skandynawskich wielmożów. Wyprawy stawały się coraz większe i coraz lepiej zorganizowane. Handel i wytwórczość wikińska zyskiwały coraz większe znaczenie, a Normanowie opanowywali coraz to nowe rynki. Wikingowie docierali na Orkady i Szetlandy. Stamtąd dopłynęli do Islandii około 870 roku, a potem założyli kolonie na Grenlandii. Około roku 1000 Wikingowie dopłynęli do Ameryki Północnej i założyli na nowej Funlandii osadę L’Anse aux Meadows. Jeszcze ważniejsza, zwłaszcza z punktu widzenia Słowian, była ich aktywność we wschodniej części kontynentu. Normanowie ze Szwecji usadowili się w faktoriach na wschodnim wybrzeżu Bałtyku, a stamtąd docierali na szlaki leżące w głębi Rusi. Z Wielkiego Nowogrodu przemieszczali się zwykle rzekami do Kijowa, a stamtąd z biegiem Dniepru docierali do Morza Czarnego, a potem do Konstantynopola. W miejscach przeznaczonych do prowadzenia handlu spotykali się z bizantyjskimi, słowiańskimi i arabskimi kupcami. Na południe podążali nie tylko handlowcy, ale i wojownicy. Odkryte w Szwecji inskrypcje runiczne potwierdzają, że Wikingowie walczyli w bardzo odległych od ich północnej ojczyzny miejscach. Służyli w Gwardii Wareskiej cesarzy Bizancjum. Wielu z nich zapuszczało się jeszcze dalej na wschód i szlakiem wzdłuż Wołgi docierało nad Morze Kaspijskie, a niekiedy jeszcze dalej na południe, nawet do Bagdadu. Walczyli w armiach kalifów i ścierali się z Bułgarami i Chzarami. Wielu z nich nie powróciło już do kraju fiordów.

Arabski kronikarz tak opisywał w X w. wareskich Rusów, którzy obsługiwali handel na wschodnich szlakach: „Co się tyczy Rusów, to zamieszkują oni na wyspie otoczonej jeziorem. [Rozmiar] wyspy, na której oni mieszkają, wynosi trzy dni [drogi] [wiodącej] przez lasy i bagna pokryte drzewami. Jest ona niezdrowa i wilgotna [do tego stopnia, iż] kiedy człowiek postawi swą nogę na ziemi, ziemia ta trzęsie się na skutek podmokłego gruntu. Mają oni króla, który zwie się Hāqān-Rūs. Urządzają oni najazdy na Słowian. Podjeżdżają statkami, wychodzą ku nim [na ląd], porywają ich do niewoli i następnie wywożą do Chazarów i do Bułgarów (krymskich) i sprzedają ich tym ludziom. Nie posiadają oni pól uprawnych, lecz żywią się tylko tym, co wywożą z ziem Słowian. Kiedy któremu spomiędzy nich urodzi się syn, [ojciec] nowo narodzonego przynosi obnażony miecz, kładzie go przed nim i powiada doń: „Nie pozostawiam ci w spadku żadnego majątku, będziesz posiadał tylko to, co zdobędziesz sobie przy pomocy tego oto twego miecza”. Nie posiadają oni ani posiadłości ziemskich, ani wiosek, ani też pól uprawnych; ich jedynym zajęciem jest handel sobolami, popielicami i innymi skórkami (…).”

Wikingowie stworzyli na wschodzie ogromny obszar gospodarczy połączony szlakami handlowymi zarówno z zachodnią Europą, jak i Bliskim Wschodem. Panowali nad terenami dorzecza Dniepru i mieli niedługo utworzyć tu swoje państwo. W 862 roku, kiedy święci Cyryl i Metody rozpoznali swoją misję na Morawach, wikiński wódz Ruryk opanował Nowogród Wielki. 20 lat później jego następca Oleg (Helge) zdobył Kijów, zakładając podwaliny Rusi. Powstawało państwo rządzone przez wareską elitę. Słowianie byli poważnie zagrożeni. Ich tworzące się właśnie małe państewka mogły wpaść w ręce Franków, stać się łupem Normanów, albo w najlepszym razie bizantyjskim lennem. Jedynie Kościół Rzymski traktował ich podmiotowo i był autentycznie zainteresowany ich nawracaniem i podniesieniem poziomu ich kultury.

W tym samym czasie na ziemiach polskich zaczynały się formować pierwsze silniejsze władztwa. W IX wieku po Chr. nad górną Wisłą powstało państewko plemienia Wilanów… 

(…)” Wolin był gniazdem piratów wikińskich i słowiańskich, zwanych chąśnikami. Tutejsze drużyny wojowników były zdyscyplinowane i przygotowane do handlowej i politycznej ekspansji w głąb lądu, tak samo jak Skandynawowie przybywający na nasze ziemie wielkimi rzecznymi szlakami handlowymi. Istniało zagrożenie, że plemiona polskie przejdą pod władzę Normanów, tak jak to się stało z ludami Rusi. Dlaczego stało się inaczej i jak wyglądały początki państwa polskiego? O tym w następnym odcinku.” (Stalagmit)

całość do przeczytania tu: Słowianie i ziemie polskie we wczesnośredniowiecznym świecie

podobne: Tropem Wikingów. PAN zbada DNA polskich władców. Badania nad rewelacjami Paula Russella. Definicja IIIRP wg. Marka Stefana Szmidta. oraz: Unia z Litwą i „przedmurze chrześcijaństwa” czyli Polska między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?  polecam również: Mesjanizm i człowiek sowiecki w polskiej duszy. i jeszcze: W rocznicę śmierci: Jan Emil Skiwski – „Piłsudski a Polska wieczna”. Cywilizacja a tolerancja. i to: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona a także: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny i jeszcze: Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska? oraz: Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli polecam również: Światy równoległe czyli Wielka Polska której mam się wstydzić kontra „Wielki Projekt” z którego mam być dumny. O Krainie „upartych niepogód” a także: O stawianiu wozu przed wołem czyli o treściach ukrytych naprawdę. „Pokot”, „Wielka Lechia”, „słowiańszczyzna” i folklor jako propaganda specjalnej (o Polaków) troski

Jan Matejko – Chrzest Litwy

„… Dlaczego polska państwowość nie istnieje bez Kościoła lub jest wtedy jedynie namiastką państwowości, jakimś protektoratem? Ponieważ kościół to dziś jedyna jawna organizacja o charakterze uniwersalnym, która głosi dobrą nowinę.

Państwo zaczyna się od doktryny. W czasach, które opisuję w II tomie Baśni, wszystkie prawie kraje w Europie próbowały uciec od doktryny Kościoła lub zawłaszczyć ją i zbudować własną doktrynę o takim charakterze. Państwo bez doktryny nie istnieje. Pamiętajmy o tym. Jeśli nie ma doktryny staje się łupem innych. W XVI wiecznej Europie trzy potęgi, prócz Kościoła miały doktrynę uniwersalną, imperialną, doktrynę nie tyle podboju, co objęcia opieką całego świata. Były to: Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, Turcja i Moskwa, która rozpoczęła swoją karierę od zbierania ziem ruskich, ale wkrótce ją udoskonaliła i została III Rzymem. To są gracze najmocniejsi, nawet jeśli wydają się chwilowo słabi. Tak ich oceniamy po latach. Siłę czerpały owe organizacje właśnie z doktryny. Żeby dokonywać ekspansji wszystkie trzy musiały walczyć z Kościołem. Moskwa miała swój Kościół, więc początkowo jej wojna z doktryną Kościoła Katolickiego prowadzona była na poziomie najprostszym i najbardziej czytelnym. Była to wojna z Litwą po prostu. Turcy walczyli z papieżem, ponieważ, o czym mało kto pamięta, ich doktryna była doktryną cezariańską. Turcy już od czasów seldżuckich mówili od sobie – Rumi czyli Rzymianie. Sułtan zaś był cesarzem Rumu czyli Rzymu. Rzymem zaś był Konstantynopol. Turcy mówili o sobie w ten sposób jeszcze przed podbiciem Bizancjum, a więc ich doktryna i organizacja były celowo i dobrze zaplanowane. Turcja nie atakowała Europy z pozycji barbarzyńskich, ale z pozycji wyższej cywilizacji, która narzuca swoje prawa i obyczaje, słabszym i gorzej działającym organizacjom. Warto o tym pamiętać, bo oznacza to, że nie mogło być zgody pomiędzy papieżem a sułtanem. Nigdy i na żadnej płaszczyźnie. Papież dysponował bowiem konkurencyjnym w stosunku do sułtańskiego Rzymem, którego mógł nie utrzymać bez pomocy wojsk obcych. Tych zaś dostarczali Niemcy, ale robili to nieszczerze i mieli w tym zbożnym dziele konkurencję. Papieże, przynajmniej ci przytomniejsi zadawali sobie sprawę z tego, że walka pomiędzy cesarstwem niemieckim, a Rzymem nie skończyła się nigdy i każdy niemiecki cesarz, chce podporządkować sobie stolicę apostolską, a potem uzbrojony w dwie doktryny; świecką i religijną, obydwie obejmujące cały znany świat, przystąpić do rozmaitych korekt granic i rabunku mienia na niespotykaną dotąd skalę. Byli więc Niemcy ukrytymi, operującymi na bardzo głębokim poziomie sojusznikami Imperium Otomańskiego w walce z Rzymem. W I połowie XVI wieku, którą opisuję w II tomie Baśni polegało to na systematycznym niszczeniu dwóch królestw, które stanowiły dla papieża oparcie na wschodzie, królestw, które nie połączyły się w jedno, choć była taka szansa i przez to obydwa musiały ponieść klęskę. Węgry padły pierwsze, bo znajdowały się na pierwszej linii walki pomiędzy papieżem a sułtanem. Węgry były krajem papieskim, krajem, który swoją doktrynę opierał na łączności z Kościołem. Niemcy zaś chcieli Kościół podporządkować sobie. To się nie mogło udać bez zniszczenia i podziału Węgier. Cesarze gotowi byli dla tej idei podpisać pakty z diabłami siedzącymi w najgłębszych kręgach piekła, nie tylko z sułtanem. I to właśnie się dokonało. Na oczach zdumionej Europy…” (Coryllus – Zdejmijcie flagi, bo…)

polecam również: Historia naturalna i porwanie Europy, oraz wybrane propozycje nie do odrzucenia z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami. UE w dołku Healey’a. i to: Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja  podobne: (NIE)odpowiedzialni za państwo. Dwa oblicza Sarmatów i Quincunx Orzechowskiego czyli Wielka Polska Katolicka

„…Tragedia, która dotknęła Huronów w latach – co za zbieg okoliczności – w latach 1648-1649 poprzedzona została misją ojca Izaaka Joguesa, który działał wśród Huronów kilka lat wcześniej. Dostał się do niewoli irokeskiej, w której stracił końce wszystkich palców, a także kilka innych jeszcze fragmentów ciała, ale zostawił listy, pisane do innych ojców, a także do gubernatora. Z listów tych możemy wnioskować o sytuacji i planach misjonarzy, a także polityków francuskich broniących Kanady przed protestantami. W tych kategoriach bowiem trzeba rzecz rozpatrywać. Brutalna i podstępna polityka Francuzów zetknęła się w Kanadzie z nie mniej brutalną i podstępną polityką Holendrów. To oni szczuli Irokezów na osiedla chrześcijańskich Indian leżące nad Wielkimi Jeziorami, a następnie zarazili ich ospą, która zdziesiątkowała populację, ale ułatwiła ojcom jezuitom zadanie. Indianie obawiając się śmierci od nieznanej choroby, chętniej słuchali tego co mówią misjonarze… 

…cała historia pogranicza kanadyjsko-amerykańskiego opowiadana jest dziś przez protestantów. Twierdzą więc oni, a można to usłyszeć w tak zwanych filmach dokumentalnych, że to jezuici zarazili Huronów ospą, że to przez nich populacja została zdziesiątkowana przez co łatwiej było Irokezom ją zlikwidować. O tym z czyjego polecenia działali ci ostatni, nikt się nawet nie zająknie. Tak jak nikt się nie zająknie słowem o męczeństwie jezuitów, którzy zginęli w latach – co za bieg okoliczności – 1648-1649. Oczywiście, wszyscy pamiętamy film „Czarna suknia”, opowiadający o wyprawie ojca Joguesa do położonych nad Jeziorem Górnym wiosek hurońskich, ale nic ponad ten film nie ma. Obraz ten jest ponadto przystosowany do wymogów dzisiejszego kina, a więc mamy tam seks i przemoc. W okolicznościach jakże malowniczych, ale nieco ujmujących owym wątkom autentyczności. Nie będę wchodził w szczegóły.

W narracji dotyczącej wydarzeń połowy XVII wieku w Kandzie, katolikom przypisuje się rolę czarnych charakterów, jeśli nie działających celowo, to na pewno ogłupiałych od nadmiaru emocji, jakie wywołuje ich dziwna religia, którą starali się narzucić Indianom. Protestanci zaś to ci, którzy starali się ucywilizować dzikich naprawdę. Co to znaczy? Jak to co? Chcieli im załatwić pracę w dobrej firmie, takiej jak Kompania Zachodnioindyjska na przykład, albo jakiejś innej. Chcieli także by dzicy pozostali przy swoich wierzeniach, albowiem to wyraźnie odróżniało ich od białych i nie stwarzało niebezpiecznych pokus, wśród których wyniesienie Indian do poziomu Europejczyków było sprawą najpoważniejszą. Nie można było do tego dopuścić…”  (Coryllus  Czym żydowski ubek różni się od Irokeza?)

podobne: Zabij Bura i porozmawiajmy o śluzie czyli za co lewica kocha Terlikowskich, i o tym jak świat (na przykładzie RPA) naprawiała oraz: „Ta, która depcze węża” i „Ten, który mówi jak orzeł” czyli… Hernan Cortes, ofiary z ludzi i cud nawrócenia Azteków i to: Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”)

Oświeceniowy mit o „szlachetnym dzikusie”

Reklamy

Ile z Irlandczyków jest w Irlandii, czyli mity i fakty na temat zielonej wyspy, oraz o powstawaniu państw czyli podziale zasobów


rys. Żukow

Komu była potrzebna i czym jest tak naprawdę produkt/pułapka „Niepodległa Irlandia”? Czym była (jest?) walka o niepodległość, a raczej kto i po co sprowokował do niej Irlandzkich patriotów. Odpowiedź na te pytania pozwoli z całą pewnością spojrzeć inaczej na słynny kryzys zakończony wielką emigracją… Podobieństwa pod pewnymi względami do sytuacji Polaków po likwidacji Rzeczypospolitej Obojga Narodów nieprzypadkowe, ale jest też o istotnych różnicach… (Odys)

Spotkanie Gabriela Maciejewskiego z czytelnikami. Pretekstem była książka jego autorstwa pt. „Irlandzki Majdan”

„Książka, która próbuje odpowiedzieć na ważne, a nigdy nie zadane pytania dotyczące najnowszej historii Irlandii. Autor zastanawia się jak to jest, że w Dublinie, przed pocztą główną, gdzie w Wielkanoc roku 1916 ogłoszono niepodległość republiki nie stoi pomnik człowieka, który dla sprawy wolnej Irlandii poświęcił życie – Patricka Pearse’a. Stoi tam bowiem inny pomnik, upamiętniający Jima Larkina, związkowca, komunistę, czerwonego gangstera, przewodniczącego komunistycznej partii USA, który nie brał udziału w Powstaniu Wielkanocnym. Co skłania Irlandczyków do honorowania tego człowieka?”

do kupienia tu https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/irlandzki-majdan/

podobne: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” oraz: Po co pracować…czyli Irlandia i jej system pomocy socjalnej i to: „Pod Twoją obronę” w (przed)dzień matki, czyli referendum aborcyjne w Irlandii i Gietrzwałd jako przejaw Maryjnej opieki nad Polską. Chrześcijanie a grypsera a także: „Workhouse” jako brytyjski wkład w niewol… znaczy się w „państwo opiekuńcze” polecam również: Secesja Szkocji ciąży Wlk. Brytanii. Komu niepodległa Szkocja bardziej potrzebna: Szkotom czy może Rosji?

„…Nigdy, poprawcie mnie jeśli się mylę, nie mówi się o planowanym udziale państw nowo tworzonych w gospodarce globalnej. A to jest chyba istotne. Powiem może konkretnie o co chodzi. Żeby powstało państwo żydowskie trzeba było zaplanować jego istnienie w globalnej siatce wymiany, a także stworzyć mu tam miejsce. Oczywiście czyimś kosztem, bo globalna gospodarka zawsze jest strukturą pełną i nie ma tam miejsca na jakieś podboje dziewiczych terenów. Trzeba kogoś okraść, żeby dać komuś innemu. Kogo okradziono w związku z planowaniem państwa żydowskiego? Najpierw Turków, to jasne. Bez rozpadu imperium osmańskiego nie byłoby mowy o państwowości żydowskiej. Jak jednak zaplanowano finansowanie tego państwa, a przecież trzeba było to zaplanować, nie dowiemy się pewnie nigdy. Turcy na osłodę dostali nacjonalizm, republikę i mogli do woli wiwatować na ulicach na cześć Kemala Paszy, który im wmówił, że przegrana wojna jest w istocie wojną wygraną. Turcy stali się europejczykami i ponoć był nawet taki event, że Kemal kazał się im zebrać nad Bosforem, a potem wszyscy naraz zrzucili fezy wprost do wody i założyli eleganckie kapelusze. Nie pytajcie mnie gdzie wyprodukowane, raczej nie w Skoczowie. Turcja stała się więc rynkiem zbytu dla zachodnich tekstyliów i z tego powodu otrąbiła sukces. Turcja stała się więc rynkiem zbytu dla zachodnich tekstyliów i z tego powodu otrąbiła sukces. No, a Palestyna zamieniła się w brytyjski mandat Palestyny. To są sprawy znane, które nie będą nas dziś interesowały. Wiadomo, że każda nowa organizacja potrzebuje jakiegoś samofinansującego mechanizmu. Nie można jej tak po prostu dawać pieniędzy, bo to jest deprawacja i zwiastun klęski. Pieniądze można dawać, w ograniczonej ilości na jakieś polskie powstania, czy coś podobnego, bo to jest inwestycja innego rodzaju i wcale nie niepodległość jest jej celem. Poważna impreza polityczna musi się sama sfinansować. A nie dość tego, musi mieć jeszcze gwarancje na to, że kiedy już ujawni swoje istnienie i okrzepnie nie stanie się, jak Polska w dwudziestoleciu, pariasem poszukującym gwałtownie kredytu i gotowym płacić za ten kredyt monopolami, ale będzie od razu przyjęta do grona państw zasiadających przy najważniejszym gospodarczym torcie. No więc powtórzę – jeszcze wiele do odkrycia przed nami, jeśli idzie o kulisy powstania państwa Izrael. Wiemy, że nie było łatwo, bo negocjacje i poważna komunikacja pomiędzy kontrahentami trwały od roku 1902 a zakończyły się w roku 1948. Po drodze wybuchły dwie wojny, których trudno nie uznać za element politycznych targów dotyczących sposobu osadzenia nowego państwa w światowym ładzie. By państwo to powstało trzeba było ów ład, mam na myśli ład gospodarczy, nie polityczny nieco zmienić. Tak by Izrael mógł spokojnie utrzymać się na powierzchni. Oczywiście dwie wojny załatwiały także mnóstwo innych spraw, mniejszych i większych, ale sądzę, że kwestia powstania państwa żydowskiego, był kluczowym elementem tych targów…” (Coryllus – O sposobach komunikacji stosowanych w polityce)

podobne: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego. i to: Naród wybrany czyli… o Nowym Przymierzu, „herezji” nawracania Żydów i walce z uzależnieniem od (anty)semityzmu a także: Socjalizm w służbie niepodległości czyli jak powstała „wolna Polska” i dlaczego wybito ziemiaństwo (krótka lekcja z historii) polecam również: O chemii i alchemii czyli o praktyczności nauk tajemnych w prowadzeniu wojny i kontroli nad surowcami strategicznymi (z informacją włącznie). Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią. Metale ziem rzadkich. i jeszcze: Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja

Alegoria I rozbioru Polski, kolorowana rycina z 1773 r. (drugi z lewej król Stanisław August Poniatowski)

„Pod Twoją obronę” w (przed)dzień matki, czyli referendum aborcyjne w Irlandii i Gietrzwałd jako przejaw Maryjnej opieki nad Polską. Chrześcijanie a grypsera


Eduard Veith – Madonna mit Jesus umgeben von Kindern

„…Pius IX był papieżem w czasach bardzo burzliwych. Jego pontyfikat trwał aż 32 lata (1846-1878) i był po św. Piotrze najdłuższym pontyfikatem w historii Kościoła. Papież dość szybko zorientował się jakie mechanizmy czają się za ruchami narodowo-wyzwoleńczymi, bo sam za ich przyczyną stał się więźniem Watykanu. Pius IX był nazywany mianem „defensor Poloniae” – obrońcą Polski. Co dla Nas chyba nie bez znaczenia 28 stycznia 1863 r. potępił zdecydowanie wybuch powstania styczniowego, o czym został poinformowany w czasie audiencji Ludwik Orpiszewski, który był wysłannikiem Władysława Czartoryskiego – emisariusza dyplomatycznego Rządu Narodowego. Z drugiej jednak strony Pius IX podczas powstania zwrócił się do cesarza Franciszka i Napoleona III o pomoc dla naszego kraju.

Wiele lat później – 6 czerwca 1877 przyjmując pielgrzymkę polską, wygłosił do niej mowę, w której zawarł słowa: „miejcie nadzieję, wytrwałość, odwagę i módlcie się, a ciemiężcy wasi runą i Królestwo Polskie powróci”.

Dokładnie trzy tygodnie później miało miejsce pierwsze objawienie w Gietrzwałdzie…

Czy to był czysty przypadek? Moje krótkie dochodzenie prowadzi do wniosków, że wcale tak być nie musiało.

Otóż w dniu narodzin – 13 maja (ach ten 13 maja!!!) 1792 roku – Jan Maria Mastai Ferretti, bo tak nazywał się przed wstąpieniem na tron papieski Pius IX, został przez swą matkę poświęcony Niepokalanej Dziewicy. Jednym z jego pierwszych papieskich dokonań było ogłoszenie dogmatu wiary, że Najświętsza Maryja Panna była całkowicie wolna od grzechu pierworodnego, od pierwszej chwili Jej poczęcia.

Oto jak w swej książce pt. Pius IX opisuje niezwykłe okoliczności tego wielkiego wydarzenia prof. Roberto de Mattei:

„Wszyscy obecni potwierdzili, że w chwili ogłoszenia dogmatu oblicze Piusa IX skąpane we łzach, rozświetlił snop światła, który zstępował z wysokości (…).  Monsignor Piolanti, który zbadał świadectwa składane przez obecnych tam wiernych, potwierdza, w świetle swojego długiego pobytu w Bazylice Watykańskiej, że w żadnym okresie roku, a tym bardziej w grudniu, nie jest możliwe, aby promień słońca wchodził przez któreś z okien i oświetlał jakąkolwiek część absydy, w której znajdował się Pius IX. (…)
Pewna zakonnica zapytała kiedyś papieża, co czuł w chwili ogłoszenia dogmatu, a sam Pius IX odpowiedział: „To, czego doświadczyłem i co poznałem, ogłaszając ten dogmat, jest tak wielkie, że żadne ludzkie słowa tego nie wyrażą. Kiedy zacząłem obwieszczać dekret dotyczący dogmatu, obawiałem się, że mój głos będzie zbyt słaby, aby usłyszał go niezmierzony tłum (50 tysięcy osób), który tłoczył się w Bazylice Watykańskiej. Ale kiedy doszedłem do formuły zdefiniowania dogmatu, Bóg nadał głosowi swojego Zastępcy taką moc i siłę nadprzyrodzoną tak wielką, że rozbrzmiewał w całej Bazylice. Byłem tak wzruszony tą pomocą Bożą, że musiałem wstrzymać na chwilę przemówienie, aby dać upust łzom. Poza tym, kiedy Bóg obwieszczał dogmat ustami swojego Zastępcy, objawił mojej duszy poznanie tak przejrzyste i tak ogromne niezrównanej czystości Najświętszej Maryi Panny, że jak w przepaści zatraciłem się w głębi tego poznania, którego żadne słowa nie są w stanie opisać, a moją duszę wypełniła niewypowiedziana rozkosz. Rozkosz, która nie jest z tego świata i można jej doświadczyć jedynie w niebie. Żadne szczęście, żadna radość ziemska nie jest w stanie dać nawet namiastki tej rozkoszy; i nie obawiam się stwierdzić, że Zastępca Jezusa Chrystusa potrzebował specjalnej łaski, aby nie umrzeć ze szczęścia pod wrażeniem tego poznania i tego uczucia nieporównywalnego piękna Niepokalanej Maryi”.

To tak krótko, o samym papieżu i jego niezwykłych relacjach z Matką Boską.

A teraz zanurzmy się na chwilę we fragmentach lektury, w której Pius IX dopomina się o swoją armię – armię chrześcijańskich matek.

Pierwszy urywek będzie traktował o lekturach. Cała Szkoła Nawigatorów i w sumie także „makulektury” są zbudowane na czytaniu, więc przeczytajmy:

„…ważna wskazówka i napomnienie dotyczy lektury. W czasach dzisiejszych ludzie lubią czytać. Nawet dzieci. To zamiłowanie lektury wyzyskują synowie tego świata, którzy według słów Pana Jezusa: „mądrzejsi są od synów światłości” by z niebywałą gorliwością za pomocą pism wpajać swe przewrotowe idee i zamysły w mózgi i serca ludzkie, zarzucając świat prawdziwą powodzią Książek, czasopism, gazet i ulotek. Ta powódź pism, pochodząca po większej części od ludzi usposobionych wrogo do Chrystusa i Kościoła, stanowi ogromne niebezpieczeństwo dla wiary i chrześcijańskich obyczajów, szczególnie u młodzieży i dzieci. Niech przeto matka chrześcijańska czuwa, by się one nie dostały do rąk dzieci. Niech żadna książka nie zbeszczeszcza świętego przybytku chrześcijańskiej rodziny. Alebowiem jest to trucizna dusz. Gdy matka gotuje grzyby na obiad, to uważa pilnie, by się jakiś trujący grzyb nie dostał do potraw, bo dziecko mogłoby to przypłacić życiem. Niech tę samą, i większą jeszcze ostrożność zastosuje do pism, które mogą podkopać życie nadprzyrodzone, wiarę i cnotę dziecka”. 

(betacool – Czy papież może marzyć o armii?)

podobne: Styczeń 1863 w służbie Piusa IX (Ostatni Krzyżowiec) oraz proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wieczność kontra pogoń za sensacją oraz: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” i to: O praktycznym znaczeniu objawień (Gietrzwałd), oraz uwagi Grzegorza z Nyssy o pielgrzymowaniu. Koronacja kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej na Węgrzech a także: „Ta, która depcze węża” i „Ten, który mówi jak orzeł” czyli… Hernan Cortes, ofiary z ludzi i cud nawrócenia Azteków polecam również: 3 maja – Królowej (Matki)

Zostańmy jeszcze na chwilę przy objawieniach w Gietrzwałdzie, i kontekście polityczno historycznym dotyczącym naszego kraju w tamtym czasie, który był tak bliski Piusowi IX. Jest to bowiem czas planów wywołania przez Niemcy światowego konfliktu, w którym Polska została wyznaczona do odegrania niechlubnej (i na swoją zgubę) roli rewolucyjnego żywiołu, który na fali narodowo wyzwoleńczych majaków nieostygłych po powstaniu styczniowym, ma zapalić świat. O czym mało kto wie, a jeszcze mniej osób potrafi to połączyć z opatrznością Bożą, w postaci bezpośredniej interwencji Najświętszej Maryi Panny, która te plany pokrzyżowała właśnie w Gietrzwałdzie… Miejsce i czas nie są tu bowiem przypadkowe 🙂

Zapraszam zatem na opowieść sensacyjną. Miejscami nawet trochę humorystyczną, jeśli zestawimy powagę i dramaturgię (nie)ludzkiej pomysłowości owładniętych manią wielkości ludzi, z możliwościami Boga. Dlaczego od 27 czerwca do 16 września 1877 r, i dlaczego w Gietrzwałdzie ukazywała się Matka Boża? Na podstawie książki Ks. dr hab. Krzysztofa Bielawnego „Niepodległość wyszła z Gietrzwałdu” opowiada Grzegorz Braun. Gwarantuję że nie jest to opowieść nudna:

Gietrzwałd 1877 – nieznane konteksty geopolityczne

A teraz wróćmy do matek, dzieci, i aborcji.

Oto mamy maj. W Polsce miesiąc Maryjny, w którym również obchodzimy Dzień Matki. I tak się jakoś przypadkiem zbiegło, że w przeddzień owego święta, w innym (często kojarzonym z naszym tradycyjnym przywiązaniem do katolicyzmu) kraju, tj. w Irlandii, doszło do referendum zwanym aborcyjnym.

Irlandczycy właśnie zdecydowali o losie tzw. Ósmej Poprawki, która mówi, że „państwo uznaje prawo do życia nienarodzonych, z należytym uwzględnieniem równego prawa do życia matki”. Ma ona zostać zniesiona i zastąpiona „prawem do przerywania ciąży”, pomimo obowiązującego od 2014 zapisu, który w sposób literalny zezwalał na zabicie dziecka jeśli ciąża w sposób bezpośredni zagraża życiu matki.

Według wstępnych danych, jeśli idzie o proporcje „za/przeciw”, Irlandczycy głosowali niemal identycznie jak w 1983 roku… tyle że odwrotnie. 25 lat temu, za przyjęciem poprawki (również w referendum) głosowało 67% obywateli, no a teraz ok 68% głosujących było za jej zniesieniem. Można więc powiedzieć że w 25 lat po tamtej decyzji, Irlandczycy zmienili zdanie o 180 stopni. Wystarczyło jedno pokolenie (może dwa) by życie następnych przestało wywierać wrażenie na już żyjących… (Odys)

podobne: Dzień Świętości Życia i obywatelski projekt ustawy „Stop Aborcji”. „Jeden z nas” w Parlamencie Europejskim oraz: Grażka, Rom i Eluana czyli… W trzech historiach o wojnie cywilizacji na śmierć i życie i to: Salve, Regina, Mater misericordiae, vita, dulcedo, et spes nostra, salve! Królowa Polski, królobójcy i Salazar czyli 100 rocznica Objawień Fatimskich na tle Portugalii z przełomu XIX i XX w… a świat się (nie)zmienia a także: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. PIS odrzucił projekt ustawy o ochronie życia. Nieubłagany palec postępu wskazał na bezkarność (w drodze do deprawacji) polecam również: I (niestety nie zawsze) żyli długo i szczęśliwie. Przemoc domowa w Irlandii i „Konwencja o przemocy wobec kobiet”… kontra „Mężczyzna wojownikiem” (ks. Piotr Pawlukiewicz)

„…Albo mamy świat wartości dostępny wszystkim i łaskę takąż, albo mamy hierarchię organizacji, w skład których nie wchodzą wyświęceni kapłani, ale jacyś inni ludzie, którzy wyłonili się nie wiadomo skąd i nie wiadomo jakimi zasadami się kierują.

Na czym polega w praktyce walka z grypserą? Na ochronie miejsc kultu i obszarów, gdzie tradycja chrześcijańska jest silna i trwała. Grypsera bowiem jest mocna tylko w tych miejscach, gdzie dominuje całkowicie i nieodwołalnie. W innych zaczyna się targować, wiercić palcem w kolanie, uśmiechać się krzywo i składać jakieś dziwne, a czasem niestosowne propozycje. Należy na to uważać. Generalnie zaś grypsera składa propozycję dotyczące kooptacji. To znaczy włączenia chrześcijan w strukturę grypsery. To jest rzecz jasna pułapka, bo grypsera to narzędzie rewolucji, ta zaś służy do degradacji i masowego upadlania ludzi. Grypsera – zwarta, nie dająca szans na jakikolwiek ruch i swobodę struktura, zaczyna zwykle swoją przemowę od zaproponowania większej wolności. Ludzie, którzy tę propozycje słyszą, nie rozumieją przeważnie, że chodzi o wolność „pod celą” kosztem najsłabszych, którzy nie dość, że nie potrafią się grypserze przeciwstawić, to jeszcze przeważnie nie mają szans na zrozumienie tego co się wokół nich dzieje. Tylko w konfrontacji z takimi istotami i tylko przy zastosowaniu wszystkich środków przymusu, legalnych i nielegalnych grypsera ma szansę. Upraszczając – realnie grypsera ma szansę jedynie pod celą. Stąd przemożna chęć zamiany świata całego w jedną wielką celę. To już było ćwiczone nie raz, a teraz mamy świeży przykład z Irlandii. Gdzie znowu zwyciężyła wolność. I teraz już, każdy będzie mógł tam robić co chce, oczywiście w ramach zasad narzuconych przez grypserę. Uważajmy na to co się tam dzieje…” (Coryllus – Chrześcijanie a grypsera)

Zakończę ciekawostką do przemyślenia,tj. fragmentem z takiej grypsery właśnie, znanej pod nazwą  „Hymnu Bojowego Republiki”  autorstwa Julii Ward Howe.  Amerykańskiej  abolicjonistki, działaczki społecznej, aktywistki politycznej i pisarki. Oraz pomysłodawczyni (za Wikipedią) Dnia Matki, w wersji postępowej z 1872 roku jako Matki dla Pokoju… Zaiste! Pontyfikat Piusa IX pełen był znaczących, burzliwych, i symbolicznych wydarzeń. Oraz pola walki, również w kwestii roli matki. Walka ta jak widać nie straciła na znaczeniu, i będzie trwać do końca świata, czyli do czasu nadejścia Boga, który odda sprawiedliwość wszystkim. Również niedoszłym „matkom” (nie tylko z Irlandii), które bardziej ceniły „wolność” od życia swoich dzieci…(Odys)

…Przeczytałem w Ewangelii rząd płonących stalą słów:
„Jako z Mym szydercą czynisz, taką łaskę da ci Bóg”;
Niechaj Heros, syn niewiasty, zdepcze węża u Swych stóp,
Oto Bóg nadchodzi już.

Chór:
Gloria! Gloria! Alleluja!
Gloria! Gloria! Alleluja!
Gloria! Gloria! Alleluja!
Oto Bóg nadchodzi już.

On brzmi zawsze w sygnałówce co nie woła nigdy w tył;
On ocenia serca ludzkie w sądu dzień na tronie Swym;
Och, ma duszo bądź gotowa aby być oddaną Mu!
Bo nasz Bóg nadchodzi już.

Chór:….

Tam nad morzem, pośród lilii, Chrystus Pan narodził się;
Jego piersi pełne chwały przemieniają ciebie, mnie:
Życie oddał by cię zbawić, życie swe za wolność złóż,
Kiedy Bóg nadchodzi już…

Światy równoległe czyli Wielka Polska której mam się wstydzić kontra „Wielki Projekt” z którego mam być dumny. O Krainie „upartych niepogód”


Potęga Rzeczypospolitej u zenitu. Złota wolność. Elekcja. R.P. 1573 – Jan Matejko

Najpierw fragment tekstu autorstwa Stalagmit czyli:

Gospodarka dawnej Polski u szczytu potęgi (XVI-XVII w.)

„… Rzeczpospolita Obojga Narodów, czyli państwo polsko-litewskie, należało do największych krajów wczesnonowożytnej Europy. W 1582 roku Polska była krajem rozległym, liczącym sobie 867 tys. kilometrów kwadratowych powierzchni. Obejmowała rozległe, zróżnicowane pod względem przyrodniczym i geograficznym terytoria…

… Podstawowym działem polskiej gospodarki w opisywanych dwóch stuleciach było rolnictwo. Kojarzymy je zwykle z dominacją gospodarstw folwarcznych, ale tak naprawdę w Rzeczpospolitej współistniały bardzo różne formy gospodarowania. Oprócz folwarków pańszczyźnianych istniały duże gospodarstwa chłopskie, także produkujące na rynek, zwłaszcza w Wielkopolsce i na Pomorzu. Ani wielka, ani mniejsza własność ziemska nie była jednolita. Istniały wielkie latyfundia należące do magnaterii i Kościoła, a jednocześnie obok nich kwitły średnie i małego gospodarstwa szlacheckie. W całej Rzeczpospolitej pewną część ziemi rolnej posiadały także miasta. Osadzały na niej chłopów-dzierżawców, którzy zobowiązani byli do płacenia czynszu. W ogromnych majątkach Wielkiego Księstwa Litewskiego chłopi często byli zobowiązania do oddawania właścicielowi daniny w naturze: w zbożu, sianie, świniach, drobiu, miodzie, wosku i futrach. W południowo-wschodniej części państwa, na żyznych i rozległych ziemiach ukrainnych, dominowała hodowla bydła i ekstensywna uprawa zbóż. W skład typowego gospodarstwa, czy włości wchodziły zwykle nie tylko pola uprawne, ale także pastwiska, lasy, stawy i nieużytki. Przeciętny folwark szlachecki liczył 60-80 ha i przynosił swojemu właścicielowi 175-385 złotych polskich rocznego, czystego dochodu. Produkcja żywności na rynek była bardzo dochodowa, nie tylko dlatego, że wyżywienie i opał szlachty pochodziły z jej własnego majątku. Szlachta starała się rozwijać w swoich majątkach różnorodną działalność: zakładała stawy rybne, browary, młyny, folusze, tartaki, eksploatowała lasy i rozwijała hodowlę rozmaitych zwierząt.

Uprawiano przede wszystkim żyto, pszenicę i jęczmień. Nieco mniejsze znaczenie miał owies, służący głównie do karmienia koni. Powszechnie stosowano system trójpolówki i kilkukrotnej orki przed siewem zboża. Wysiewano także groch, proso i kukurydzę, która do Europy została przywieziona w 1493 roku, a do Polski trafiła okrężną drogą, przez Imperium Osmańskie i Bałkany. Spore znaczenie miały uprawy ogrodowe, obecne zarówno w szlacheckich i kościelnych, jak i w chłopskich gospodarstwach. To z nich pochodziła powszechnie spożywana w Polsce kapusta, a także marchew, ogórki, cebula, sałata, kalafiory, mak, itd. Część ziemi przeznaczano na uprawy roślin przemysłowych, takich jak rzepak, chmiel, len i konopie. Bardzo dochodowym działem gospodarki była także hodowla zwierząt. Głównym towarem eksportowym Polski zaraz po zbożu były woły. Hodowane na Wołyniu, Podolu i Ukrainie wielkie bydło stepowe było wytrzymałe i dostarczało ogromnych ilości mięsa, przy stosunkowo niskim nakładzie pracy hodowców. Bydło rasy czerwonej polskiej było mniejsze, ale rozpowszechnione na terenie ziem koronnych. Z Kresów i centralnej Polski pędzono na zachód ogromne stada wołów, przeznaczonych dla konsumentów w miastach niemieckich i położonych dalej na zachód. Woły docierały też do Gdańska, skąd mogły być transportowane jeszcze dalej na zachód. Rocznie eksportowano z Polski niekiedy nawet 45-60 tys. wołów. Hodowane w kraju bydło dostarczało też mleka i było używane jako siła robocza i pociągowa. Duże znaczenie miała hodowla owiec, dostarczających mięsa, mleka i wełny potrzebnej do wyrobu sukna. Z wielkich stad owiec słynęła Wielkopolska i tereny Podkarpacia. W lasach i ich sąsiedztwie hodowano świnie, dostarczające sporych ilości mięsa i tłuszczu. Spożywano jednak dużo mniej wieprzowiny, niż w bliższych nam czasach. Przy wszystkich gospodarstwach trzymano sporo drobiu (kur, gęsi, kaczek), który dostarczał mięsa i jajek. Jednym z głównych towarów eksportowych Polski był pierz i puch gęsi, eksportowany przez Gdańsk w ilości 100 ton rocznie. Polska słynęła w całym ówczesnym świecie z doskonałej hodowli koni. Szlachta bardzo dbała o swoje wierzchowce, interesowała się hodowlą i uszlachetnianiem różnych ras. Największym osiągnięciem tej hodowli były konie polskie, doskonałe rumaki, szczególnie użyteczne na wojnie. Oprócz nich hodowano konie neapolitańskie, hiszpańskie, perskie i tureckie. Polska eksportowała nie tylko konie wierzchowe, ale także robocze konie chłopskie…

…Mimo trudności związanych ze zmianami klimatu i wzrostem cen, wyżywienie ludności naszego kraju było lepsze, zdrowsze i bardziej obfite, niż na zachodzie. Pisze o tym zresztą ks. Starowolski:

„Pożywienie narodu naszego obfitsze jest niż prawie u wszystkich innych europejskich nacji, a na stołach możniejszych tak wyszukane, że magnaci największą część swoich dochodów na wonne korzenie i wina obracają. W dawnych czasach spożywanie żytniego chleba i piwa z jęczmienia albo pszenicy uczynionego wspólne było dla wszystkich i całkiem zwyczajne; teraz już nie tylko przedniejsi, lecz i samo pospólstwo chlebem pszennym i winem przy stole się raczy, zwłaszcza w większych miastach i tych, co bliżej Węgier leżą. I plebs nawet wiejski ma zwyczaj stół zastawiać połciami słoniny, baraniną, wołowiną, cielęciną, mlekiem, rybami, a najwięcej jarzynami, które to rzeczy na targach, także po wsiach, przy kościołach i widocznych miejscach, w świąteczne dnie są wystawiane. Atoli mieszczan i szlachty pożywienie o wiele wybredniejsze bywa, a stoły ich tuczonym drobiem wszystkich rodzajów, dalej dziką zwierzyną i ptactwem, i rybami wybornymi aż do zbytku niekiedy są zastawiane; także różnych wonnych korzeni, cukrów, win, potraw i innych zagranicznych przypraw albo łakoci bardzo dużo każdego dnia używają. Rusini i Litwini natomiast, u których jest mnóstwo ryb i miodu, obficie używają wina zmieszanego z miodem, podobnie jak piwa z pitną wodą gotowanego, nazywanego miodem. (…)”

Porównując zaś zasobność Polski z innymi krajami, zauważył:

„(…) Co do żywności zaś, to pewne jest, i owszem, iż w czasie wojen król Polski mógłby wyżywić bardzo wielu, co dla każdego jest oczywiste, boć Królestwo Polskie może inne dwa podobne królestwa, takie, jakim samo jest, nie tylko zbożem, lecz także mięsem i innymi produktami podtrzymywać. (…)”

Polska słynęła także produkcją rzemieślniczą i przemysłową, oraz obróbka różnych surowców, w które obfitował kraj. Do połowy XVII nieprzerwanie wzrastała liczba ludności, rósł poziom produkcji rolnej i zamożność społeczeństwa. Konsekwencją tej sytuacji był wzrost popytu na różnego rodzaju wyroby. W produkcji coraz powszechniej wykorzystywano wynalazki: koło wodne, tkacki kołowrotek nożny, nowe techniki w metalurgii, garbarstwie, młynarstwie, górnictwie, papiernictwie. Jakość wyrobów rzemieślniczych i przemysłowych była bardzo wysoka, a czasem nawet perfekcyjna, także pod względem artystycznym. Podstawą działalności produkcyjnej była eksploatacja lasów i górnictwo. Związki górnicze zbliżone do cechów, czyli gwarectwa, zajmowały się dobywaniem rozmaitych kruszców i kamieni na zlecenie spółek górniczych, prywatnych właścicieli dóbr i państwa.  W rudy metali i złoża kamieni budowlanych obfitowała szczególnie Małopolska oraz Podkarpacie, o czym pisał ks. Starowolski:

„(…) Nie sposób też pominąć, że przed wszystkimi województwami Królestwa Polskiego, jedno sandomierskie wyjąwszy, tylko temu przypadło w udziale mieć wszystkie metale i minerały: ołów i srebro w okolicach Olkusza, Sławkowa oraz Nowej Góry, miedź i złoto pod Nowym Targiem i w górach koło Sącza, sól kopalną pod postacią ogromnych skał w okolicach Bochni i Wieliczki, marmury różnych kolorów pod Sielcem, klasztorem karmelitów bosych, saletrę pod Wiślicą, witriol pod Bieczem, miedź i węgiel do podsycania ognia w okolicy Tenczyna, stal w okolicy Podolińca, pod Olsztynem zaś huty żelaza zwykłego i naczyń szklanych dalej także innych wiele w różnych miejscowościach. (…)” 

…Rzeczpospolita była ośrodkiem produkcji tekstylnej. W Wielkopolsce silnie rozwijało się sukiennictwo, bazujące na miejscowych stadach owiec, dostarczających dobrej wełny. Warsztaty sukiennicze znajdowały się też w Gdańsku, Małopolsce i na Mazowszu. Ubrania, sukno i płótno produkowano też w wielu gospodarstwach chłopskich i szlacheckich. W 1643 roku hetman Stanisław Koniecpolski założył w Brodach pierwszą manufakturę jedwabniczą. Produkcja włókiennicza była niezmiennie opłacalna, bo praktycznie ciągle istniał ogromny popyt na ubrania i tkaniny, w kraju i za granicą. Ubiór w Polsce był zazwyczaj bogaty, bo jak twierdzi ks. Starowolski:

„(…) I nie tylko znakomitsi urodzeniem używają zagranicznych okryć i futer, lecz także niżsi i plebejusze w jedwabie i purpurę się odziewają, (…)”

Chłopi na wsiach zajmowali się także wytwórczością różnych towarów. W czasie wolnym od zajęć rolniczych produkowali płótno, przedmioty drewniane i ceramikę. Wiele z tych wyrobów trafiało później do Gdańska. Kontrolę nad produkcją w miastach sprawowały cechy, wyznaczające ceny i mające niekiedy charakter monopoli. Szlachta starała się przełamać monopol cechowy zakładając własne miasta i tworząc jurydyki, gdzie rzemieślnicy mogli produkować bez uciążliwej kontroli gildii miejskich…

…Polskę XVI i XVII wieku można postrzegać jako kraj wielkiego handlu, leżący na przecięciu najważniejszych szlaków biegnących we wszystkich kierunkach i łączących zachodnią i północna Europę ze Wschodem i Południem. Nasz kraj był wielkim rynkiem wymiany różnych produktów, o czym możemy przeczytać w „Opisaniu Królestwa Polskiego”:

„(…) Wywozi się zatem z Polski: żyto, pszenicę, jęczmień, owies, proso, mak, różne krupy i rośliny strączkowe, wełnę, len, konopie, chmiel, skóry, łój, skóry miękko wyprawione, miód, wosk, bursztyn, smolę, popiół, belki, deski i inne materiały do budowy okrętów i wyposażania domów używane. Dalej sól, piwo, koperwas, saletrę, lazur, purpurę, miedź, ołów, żelazo, mosiądz, węgiel ziemny, kryształy, konie, woły, barany, wieprze, słoninę i inne niezliczone towary, których tak pobliscy sąsiedzi, jak i zamorskie ludy od nas potrzebują. A od nich dla odmiany do nas sprowadza się tkaniny jedwabne, złote, wełniane i lniane delikatniejsze, dywany, obicia i inne ścienne zasłony, dla koni i ludzi ozdoby, których wyrób jest u nas mniej wytworny, chociaż nie brak nam surowców, w jakie zaopatrujemy inne kraje. Sprowadzane są także perły, szlachetne kamienie, futra wspaniałe, śledzie, czyli ryby morskie, wizna i inne przetwory rybne oraz na wietrze albo słońcu suszone ryby morskie. Nadto srebro, złoto, cyna i stal, tak gotowa, jak i nie obrobiona, wina w końcu, wonne korzenie, rozmaite przyprawy do potraw i przysmaki, (…)”

Silne więzi gospodarcze łączyły Polskę zarówno z zachodnią Europą, jak i z szeroko pojętym wschodem. Pierwszą pozycję w eksporcie Rzeczpospolitej niewątpliwie zajmowało zboże (pszenica i żyto). W związku ze wzrostem liczby ludności, rozwojem miast i wytwórczości pozarolniczej w Europie pojawiła się idealna koniunktura na żywność. Głody i nieurodzaje związane z małą epoką lodową jeszcze bardziej zwiększały zapotrzebowanie na zboże i inne rodzaje pożywienia. Rolnictwo zachodnie nie mogło tego zapotrzebowania zaspokoić, więc ceny żywności rosły. Z gospodarstw ziarno trafiało na jarmarki i do portów rzecznych. Tam ładowano je na statki rzeczne: przede wszystkim wielkie, wyposażone w maszt z żaglem szkuty, o ładowności 120 ton, a także na mniejsze dubasy, komięgi i galary. Ważnym portem rzecznym i ośrodkiem składowania zboża na handel był Kazimierz Dolny nad Wisłą. Statki rzeczne budowano w miejscowości Ulanów nad Sanem. Targi zimowe, na których Gdańszczanie skupowali zboże odbywały się w Toruniu i w Lublinie. Polskie zboże trafiało najpierw do Gdańska, potem do portów niderlandzkich, a potem rozchodziło się po najdalszych zakątkach Europy, trafiało do Anglii, a nawet do Hiszpanii. Z Półwyspu Iberyjskiego napływały w zamian kruszce w postaci pieniądza złotego i srebrnego…”

…itd itp… Polecam lekturę całości tego bogatego w informacje materiału a także uzupełniające i równie ciekawe komentarze pod nim. Jak chociażby ten poniżej, dotyczący siły nabywczej polskich dukatów, i wydajności/wartości pracy na polskim rynku:

Pioter @Gospodarka dawnej Polski u szczytu potęgi (XVI-XVII w.) (18 maja 2018 18:16)

Młyn wodny, dom w mieście, konia wierzchowego, 5 krów, statek rzeczny bądź 2 łany roli wolnej od pańszczyzny; albo inaczej – podskarbi koronny musiał na to pracować 2 tygodnie, a pisarz miejski pół roku, parobek zaś 2 lata.

Dane za: Szwagrzyk JA. Pieniądz na ziemiach polskich X-XX w

Można sobie to porównać z dowolnym okresem naszej historii i samemu wyciągnąć wnioski… Oszałamiające. I my mamy się wstydzić tamtej Polski i ludzi?

Pozostaje zatem pytanie, komu to przeszkadzało? I jak to się stało że w szkole uczy się Polaków o tym że sami jesteśmy sobie winni upadku i rozbiorów tego państwa, do czego trzej (podobno) zaborcy tylko rękę przyłożyli, a i to tylko po to by nas ratować przed „chaosem wewnętrznym”, wynikającym rzekomo z warcholstwa pewnej warstwy społecznej, która najpierw przez wieki budowała  potęgę gospodarczą i militarną tego państwa, z której (jak można wyczytać) korzystały również bardzo aktywnie niższe warstwy społeczne, a która potem najwyraźniej albo się sukcesem znudziła, albo po prostu zwariowała (bo inaczej niepodobna uwierzyć w taką przemianę). Pamiętam do dziś lekcje z historii na których wbijano mi do głowy wyższość „absolutyzmu oświeconego”, nad naszą niedojrzałą złotą wolnością, z której podobno wynikły dla nas same nieszczęścia… To jest kłamstwo, bo fakty są takie, że żeby nas pokonać trzeba było dziesiątek lat wielkich wojen i najazdów niemal od wszystkich bezpośrednich sąsiadów, oraz złota  potężnych wrogów trochę dalej od naszych granic położonych. Które miały po prostu chrapkę na nasze udziały w handlu międzynarodowym, oraz bogactwo którego dorobiliśmy się sami, właśnie dzięki unikalnemu ustrojowi „złotej wolności”, która pozwała dorabiać się każdemu.

Żeby nie być gołosłownym, że komuś konkretnemu to przeszkadzało, polecam tekst Pani Ewy Rembikowskiej o potopie szwedzkim, ale nie tylko: Między nimi nic nie było, czyli kto finansował Jana Amosa Komenskiego? Natomiast co do skali najazdów z którymi musieli się zmagać nasi przodkowie (bo nie był to tylko „potop szwedzki”), oraz zniszczeń i ich skutków „ubocznych”, polecam lekturę książki Andrzeja Gliwy, zatytułowanej znacząco – „Kraina upartych niepogód” (do kupienia w wydawnictwie Klinika Języka a interesująca dyskusja w tym temacie tu: Gabriel Maciejewski i dr Andrzej Gliwa o książce)

„…W książce przedstawiono szczegółowo wszystkie większe operacje militarne wojsk nieprzyjacielskich, które dotknęły zachodniej części województwa ruskiego, łącznie z niezwykle niszczącymi inkursjami tatarskimi z lat 20. XVII wieku, wyprawą tatarsko-kozacką z 1648 roku, najazdem rosyjsko-kozackim z 1655 roku, inwazją szwedzką z 1656 roku, najazdem transylwańsko-kozackim z 1657 roku oraz grabieżczymi operacjami ord tatarskich z 1672 roku i ostatnim w dziejach najazdem ordyńców z Budżaku z 1699 roku, który miał miejsce już po zawarciu traktatu pokojowego w Karłowicach. Przeprowadzone badania w oparciu o niezwykle bogaty i różnorodny materiał empiryczny, w tym tzw. źródła masowe (abiuraty, rejestry poborowe, lustracje królewszczyzn) stawiają duży znak zapytania nad ogólnym i przyjmowanym dotąd powszechnie przez historyków paradygmatycznym modelem przebiegu zjawiska zniszczeń wojennych na terytorium Rzeczypospolitej w XVII wieku…”

Nic więc nie stało na przeszkodzie, by w 123 lata po rozwiązaniu i całkowitym niemal zaoraniu tego co stanowiło o sile I Rzeczypospolitej, wszystkie zainteresowane strony zgodziły się na kontrolowany powrót Polski na polityczną mapę. Tak powstała II RP. Niby Polska, ale już w zupełnie innym kształcie, o innym ustroju (politycznym i gospodarczym), oraz z zupełnie inną od „przeklętej Pańskiej” wizją społeczeństwa obywatelskiego. Nazwano to szyderczo „odzyskaniem niepodległości” która jak się skończyła wszyscy wiemy, ale nie wszyscy kojarzymy jak, do czego, i przez kogo została wykorzystana… Której „stulecie” (o tempora o mores!) szumnie będziemy obchodzić już za rok. A którą nie tylko moim zdaniem utraciliśmy bezpowrotnie po upadku tej pierwszej Wielkiej Rzeczypospolitej… (Odys)

Zapraszam więc z tej okazji do kolejnej lektury:

„…Nasza historia, rozgrywa się w roku 1933, w Galicji, która ma dobrze ugruntowane tradycje gangsterskie. Mamy od kilkunastu lat wolne państwo, stojące na straży sprawiedliwości. W państwie tym, komisarz policji planuje w sposób niezwykle profesjonalny zamordowanie oficera wojska polskiego. Przypadkiem ginie także kolega tego oficera – Jan Chudzik, dziadek naszej koleżanki Joli. Za podżeganie do zabójstwa komisarz policji dostaje pięć lat więzienia, a dwaj sprawcy mordu po dwa lata. Wychodzą jeszcze przed wojną. Sam zaś główny planista zostaje dyskretnie usunięty z tego świata, co oznacza tyle jedynie, że nie on był głównym graczem. A kto? Na to pytanie mógłby może odpowiedzieć premier Buzek, tylko kto go zapyta?

Kolejna okoliczność – w czasie trwania procesu, poważnego procesu, demaskującego wprost nieistnienie państwa, za które młodzi Polacy już wkrótce będą masowo oddawać życie, prowadzeni na rzeź przez równie jak oni sami niezorientowanych przywódców, w czasie tego procesu rozkręca się inny proces. Jest to proces osłonowy, proces wodewilowy, a jego bohaterką jest kobieta – Rita Gorgoń. O tym drugim procesie pisze się do dzisiaj, jako o tak zwanej ciekawostce sądowej. I to jest wyraz poważnego zidiocenia moim zdaniem, a także demaskacja roli, jaką wśród nas odgrywają tak zwani popularyzatorzy historii.

Mamy przed oczami dowód wprost wskazujący na to, że w państwie rządzą organizacje niejawne. Nie może być bowiem tak, iż komisarz policji zleca zamordowanie oficera wojska. To są rzeczy nie do pomyślenia w strukturze zwanej państwem, albowiem natychmiast włączają się systemy alarmowe i zaczyna działać mechanizm oczyszczania szeregów. To znaczy komisarz zostaje skazany, potępiony, zdegradowany, a jego imię i nazwisko znika z kartotek, annałów, broszur i w ogóle ze wszystkiego. Potomkowie zaś komisarza mają nielichy kłopot, bo muszą coś zrobić ze swoim życiem. Tymczasem u nas jest odwrotnie. To potomkowie ofiary mają kłopot, a potomek komisarza „jest odwiedzony” przez premiera. Oznacza to, ta sytuacja, że równoległe światy istnieją. Struktura zaś, którą my uznajemy za rzeczywistość prawno-polityczną jest fikcją. A skoro tak, to jej bohaterowie, wszyscy jak jeden, z rotmistrzem Pileckim na czele są po prostu skończonymi durniami i frajerami. O co innego bowiem chodzi, nie o oddawanie bezmyślnie życia za tę fikcję…

… Słuchajmy więc uważnie co mówi minister Gliński, jakie deklaracje składane są w czasie konferencji Polska Wielki Projekt, bo to są rzeczy istotne dla naszego życia. I oni tam, chcąc nie chcąc, muszą się wysypać ze swoimi wobec nas planami. Zwróćcie uwagę na jedną jeszcze bardzo charakterystyczną okoliczność. Jak traktowani są działacze narodowi, endeccy przez socjalistów? Tak jak ci, którzy targnęli się na życie amerykańskiego oficera, co mogliśmy nie raz oglądać w westernach. To są ludzie nie zasługujący na nic, ani na współczucie, ani na dobre słowo, po prostu na nic. Na śmierć jedynie i na różne szyderstwa.” (CoryllusOczywiście że równoległe światy istnieją!)

Jedna rzecz wiedzieć, druga co z tą wiedzą zrobić i jak jej używać, nie dając jednocześnie głowy pod tzw. topór. Poza tym jak to ktoś dobrze określił w jednym z komentarzy pod tym tekstem – my nie mamy czołgów, ani nawet prokuratorów, a oni mają. To oczywiście nie oznacza że należy takie informacje kisić i modlić się aż ktoś inny nada im odpowiednią rangę, ale w obecnych okolicznościach tzw. przyrody, jest to w zasadzie wszystko co leży w zasięgu mocy zwykłego człowieka. Woli politycznej informowania społeczeństwa na te tematy nie ma, i być nie może. Z prostego powodu, który  każdy kto śledzi uważnie wydarzenia bieżące z pewnością zauważył (chodzi o sentyment obecnej „dobrej zmiany” nie tylko do wąsów Piłsudskiego).Ten sam problem dotyczy również informowania Buzka czy innego Glińskiego w temacie protegowanych przez nich osób. Doskonale wiadomo jaka będzie ich reakcja, nawet zakłając że dowiedzą się w ten sposób prawdy. Być może to co robi coryllus i ludzie skupieni wokół jego dzieła, zaczęło lub zacznie jakąś przemianę w ludziach, którzy kiedyś coś będą mogli, ale to wszystko co jestem sobie w stanie na dzień dzisiejszy wyobrazić, i życzyć… Każdy człowiek który czyta tego rodzaju informacje, sam wie co może, a na co go nie stać, by w tej i innych sprawach coś zrobić, o czym trochę pisałem tu: O szukaniu prawdy w oczekiwaniu na Paruzję czyli jak zrobić miejsce dla Chrystusa Króla we współczesnym świecie kultu państwa opiekuńczego.

Kolejna kwestia to ofiara nieszczęsnego Pileckiego i innych pomordowanych miedzywojniaków, którzy z jednej strony walczyli z bolszewią, ale z drugiej  reprezentowali sanacyjną czyli socjalistyczną tradycję władzy w Polsce. Osobiście już jakiś czas temu doznałem podobnego (co dziś dosadnie coryllus nazwał) przebudzenia, właśnie z racji tego co do mnie docierało na temat tamtej Polski/władzy, i nawet próbowałem nieśmiało w ten sposób rysować rzeczywistość, ale reakcja na te próby była tylko jedna. Zrozumiałem wtedy całą perfidię oficjalnej narracji na temat międzywojnia, i jaką rolę odgrywają w tej perfidii „wyklęci”. Oni zabezpieczają oficjalną propagandę  „kultu bałwanów” z II RP, w niemożliwy póki co do przeskoczenia sposób.

Staram się więc, rozmawiając na temat tych żołnierzy, pomijać milczeniem polityczny program/cel podziemia antykomunistycznego (bo mi często przypomina słynne bliższe naszym czasom „solidarnościowe” postulaty), i w zasadzie wszystko to, co stoi ponad koniecznością walki tych ludzi po prostu o przeżycie. Do czego mieli absolutne prawo, gdyż komuna na nich po prostu polowała. Do rozprawy z II RP (czyli obozem sanacji), a także z tzw. „ruchem narodowo wyzwoleńczym” pozostały takie argumenty jak: herezja wspomnianego świeckiego kultu, rabunek dokonany na ziemianach (którego sztandarowym przykładem była niesławna reforma/wywłaszcenie), oraz tropy potwierdzające opłacanie i wywoływanie różnych awantur na naszym terenie przez obce państwa. W które to awantury wkręciło się niestety  na przestrzeni wieków sporo uczciwych i szczerych Polaków, płacąc za to często najwyższą cenę (W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców)

PS… Pewnie takich spraw jak Chudzika było w II RP więcej, ale i ta jedna wystarczy by raczej unikać, jak przykładać rękę do współpracy z władzą i jej propagandystami, którzy takie historie, a przede wszystkim całą tą fikcję „niepodległości” osłaniają swoją „powagą”. Czasem kłócąc się między sobą, o pierwszeństwo w czerpaniu korzyści z nadzoru nad „tą ziemią” (to na poziomie lokalnych gangów)… W jakim celu obcy wspierają taką władzę też wiemy. Tak wygląda wymiar materialny. Jest jeszcze ten drugi wymiar, nadrzędny, w którym gra idzie o stworzenie takich warunków bytowania na ziemi, żeby jak najwięcej ludzi uległo zbydlęceniu i trafiło do piekła. Dlatego Wielka Polska musiała zostać zniszczona, i zastąpiona innym Wielkim Projektem… (Odys)

„…Kolega mój uświadomił mi wczoraj, że niestety nie możemy się pozbyć państwa, bo na jego miejscy natychmiast zjawi się inne państwo, które narzuci nam swoją wolę. Nie możemy też ustąpić UE i stać się jej częścią, bo prawdopodobnie czeka nas eksterminacja. Powolna albo szybka, to już zależy od rozwoju wypadków. Ja zaś dodam, że nie możemy też wzorem Kondeusza zrobić frondy, bo nazwa została już dawno ukradziona przez lewicę, która generalnie ma skłonności do jumy i obsikiwania nieswoich terenów. Żeby w ogóle być traktowanym podmiotowo musimy mieć przede wszystkim swoje znaki i nie występować pod znakami państwa. Jeśli już oczywiście nie mamy własności, a niestety nie mamy. No i musimy głosić swoją prawdę jasno i wyraźnie, choćby nie wiem jakie armaty przeciwko nam zataczano. Tylko w takim wypadku jest szansa, że państwo zacznie się z nami liczyć. Jest to jednak szansa mała jak nas uczy przykład Jana Chudzika. Szanse duże były w czasach Kondeusza, no ale on miał majątek i talenty wojskowe. Pierwszego nie mamy, a drugie nie ma dziś znaczenia. Zostaje nam tylko sfera propagandy. Niestety nikt z nas nie potrafi malować scen batalistycznych w duchu Ferrero-Dalmau, a szkoda. Czekamy więc na rozwój wypadków, jak ci żołnierze pod Rocroi. Ponoć wielu przeżyło, wycofali się ze sztandarami, w zwartym szyku…” (Coryllus O kryteriach oceny obrazów i polityki albo czy Polskę stać na politykę państwową)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? oraz: Joint w rocznicę Powstania Warszawskiego czyli o wojnie przedmurza z zadupiem w kolejnym pokoleniu, o młodzieży na prowokacji chowaniu i złotym intetesie sojuszników z okupantami (patrioty(zm) z Izraela) i to: Socjalizm w służbie niepodległości czyli jak powstała „wolna Polska” i dlaczego wybito ziemiaństwo (krótka lekcja z historii) a także: O drugiej kategorii ludzi czyli… Dłoń która (w imię eksperymentów socjalnych) przeszłości ślad zmiata.”Ballada o bieli” (Kaczmarskiego) polecam również: Wacława Sobieskiego „Pańska buta” do „Rokoszu” Jacka Kaczmarskiego. Szlachta (nie) pracuje! i jeszcze:  (NIE)odpowiedzialni za państwo. Dwa oblicza Sarmatów i Quincunx Orzechowskiego czyli Wielka Polska Katolicka.

Artur Grottger – Ostatnia przestroga (Szkoła szlachcica polskiego)

Wyznania chłopców w krótkich spodenkach kontra „Wyznania” św. Augustyna czyli…O niezdrowej fascynacji fikcją nie tylko literacką


„… Proszę Państwa, pisanie książek o fascynacjach płciowych na linii uczeń nauczycielka, w realiach systemu edukacji, który wszyscy znamy, to jest temat gorzej niż śliski. Gorzej – podkreślam, albowiem im głębiej sięgam pamięcią wstecz, w czasy szkoły podstawowej tym cieplej myślę o tym, że dobrze się stało iż moja szkoła średnia nie była szkołą koedukacyjną, a wśród nauczycieli mieliśmy ledwie trzy panie. W tym jedną młodą. Były też dwie wychowawczynie w internacie, ale to już wystarczyło, żeby nawarstwiały się kłopoty. Takie w dodatku, o których do dziś, po 30 prawie latach nikt nie będzie opowiadał, ani na trzeźwo, ani po pijanemu. Kiedy więc widzę książkę Libery, a potem samego Liberę, wiem, że on po prostu kłamie i usiłuje, po latach, do czegoś dorosnąć, do spraw, do których żaden piętnasto, szestasto i siedemnastolatek nie mógł dorosnąć. Nie było takiej możliwości. Libera jest po prostu teoretykiem i to widać od pierwszej do ostatniej strony jego książki. Ja też jestem teoretykiem w tych kwestiach, dzięki Bogu najwyższemu, dlatego nie będę tu wchodził w szczegóły. Swoją zaś krytykę prozy Antoniego Libery opieram na zeznaniach kilku moich, bardzo przystojnych kolegów, którzy w dodatku nie mieli nigdy skłonności do konfabulacji, ani żadnych – w przeciwieństwie do Libery – kłopotów z nawiązywaniem znajomości z płcią przeciwną. To są sprawy smutne, dewastujące emocje i nie nadające się do żadnych opisów, a najmniej literackich. Sprawy demaskujące cały ten system edukacji, który potem, po latach ludzie tacy jak Libera opisują niczym podróżnicy dziewiczą dżunglę pełną niebezpieczeństw. Libera, jeśli idzie o sferę emocji i różnych fascynacji, jest tak samo autentyczny jak Kapuściński opisujący dwór cesarza Hajle Selasje. Podsumujmy więc – jeśli z metra cięty kurdupel pisze o swojej młodzieńczej miłości do dystyngowanej nauczycielki, okraszając to różnymi intelektualnymi fascynacjami i koszarowym dowcipem, to ja w to nie wierzę. Sprawy bowiem mają się zwykle inaczej. O wiele gorzej.

Prócz tych bredni dotyczących „fascynacji” jest w książce Libery cały zestaw motywów standardowych demaskujących jego środowisko. Motywów płaskich i przewidywalnych, wykluczających jakiekolwiek indywidualne doświadczenie. To wszystko są grupowe przygody, w dodatku zmyślane dużo później niż to sugeruje autor. To nie są rzeczy przeżyte, to jest autentyczna fikcja, zapożyczona z innych, równie nieautentycznych książek…” (Coryllus – Mistrzowie pływania pod prąd)

podobne: O chłopcach w krótkich spodenkach oraz: O naturze zła czyli… „Wehikułem czasu” po „krainie grzybów”. O towarzyskich uwikłaniach, hodowli człowieków, sutenerach, detektywach, „piwnicy” w Ministerstwie Kultury i „Eurowizji” i to: Na chłopski rozum o „transmisji myśli w kosmos”, talencie wybrańców losu, transgresji i ektoplazmie „poezji” czyli… „o mafii bardzo kulturalnej” („arystokracji rozumu”) oraz magii Nobla Władysława Reymonta (alias Rejmenta-Balcerka) a także: Władysław Panasiuk: Artyści nie z tej ziemi czyli… w pogoni za sławą (i pieniędzmi) oraz o braku “złotego środka” czyli dwa cytaty z coryllusa i jeden z Kaczmarskiego. „A Ty siej…” polecam również: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa

Publiczne wyznania na temat uwodzicielskich sukcesów z czasów dzieciństwa są zawsze żałosne. Do tego tak głupie, że aż żal się takich „odważnych” (dorosłych) robi. To oczywiście dotyczy nie tylko mężczyzn, nie tylko z okresu dzieciństwa, i w zasadzie każdej tego rodzaju „zdobyczy”, pomijając już samą prawdziwość takich wspomnień z nauczyciel(k)ami (gdyż mogą być po prostu zmyślone)… Żal, bo jedyne co bije z takich opowieści po oczach to kompleksy, których opowiadacze dorobili się jako dzieci w zetknięciu z opowieściami swoich rówieśników, którzy im zaimponowali podobnymi historiami budząc jednocześnie niezdrową zazdrość. No a że się odstawało (nie tylko  wzrostem) od takich „doświadczonych” a chciało się dostawać ( należeć do „zdobywców”), więc każde niezaspokojenie takich ambicji, jawiło się dla młodego człowieka jako dramat, zwłaszcza jeśli nie posiadał on silnej osobowości, lub chociażby wiejskiego uporu. W konsekwencji takie dziecko potrafiło zrobić niemal wszystko, żeby się w takie towarzystwo wkupić… No i tak to niektórym zostało na resztę życia. Pomimo dorosłości i zdobytych pozycji ciągle siedzi w nich ten mały zakompleksiony dzieciak, który musi bez przerwy coś udowadniać, nie zważając na to że robi z siebie jeden z drugim durnia… I krzywdę, budując z tego rodzaju wspomnień ołtarz, na którym życzy sobie by choć na starość, dawni koledzy (i szersza publika) oddały/przyznały tamtemu dziecku cześć, nadając mu tytuł satyra roku. Czy to nie jest godne politowania, że człowiek wydawałoby się dojrzały, wykształcony i doświadczony, właśnie w tego rodzaju historiach upatruje sens życia, i że nie potrafi z godnością się zestarzeć dopóki nie dopisze do swojej listy „sukcesów” tego że kogoś uwiódł, i nie podzieli się tym publicznie?

A przecież można tego rodzaju doświadczenia wykorzystać inaczej. W tym miejscu zostawiam fragment (kolejny z serii) „Wyznań” św. Augustyna:

„…Wyznaję teraz przed Tobą, Boże mój, jakimi sposobami skarbiłem sobie pochwałę ludzi, których uznanie wydawało mi się wówczas sensem życia. Nie rozpoznałem tego wiru upodlenia, w jaki byłem rzucony z dala od oczu Twoich. Dla nich cóż mogło być wówczas wstrętniejszego ode mnie… Nie podobałem się nawet owym ludziom, gdyż ich nieraz okłamywałem — pedagoga, nauczycieli, rodziców — aby uzyskać wolny czas na zabawy i gry, którym oddawałem się z pasją, na oglądanie głupich widowisk, a wreszcie na naśladowanie tego, co widziałem na scenie. Nieraz to i owo kradłem ze spiżarni albo ze stołu, bądź przez łakomstwo, bądź też żeby dać chłopcom; chodziło mi o to, by chcieli się ze mną bawić. Wprawdzie i oni korzystali z radości zabawy, ale pomimo to kazali sobie za nią płacić. Często też pod wpływem zaciekłej ambicji górowania zapewniałem sobie oszukiwaniem zwycięstwo w grze. Nic jednak nie budziło we mnie tak wielkiego oburzenia i nigdy nie kłóciłem się tak wściekle jak wtedy, gdy na próbie oszustwa przyłapałem innych. Kiedy zaś mnie przyłapano i wymyślano mi, wolałem najgorszą nawet awanturę, byle tylko nikomu nie ustąpić.

Czy to jest owa dziecięca niewinność? Nie, Panie! Zmiłuj się, Panie! To nie jest niewinność. Zamiast pedagogów i nauczycieli będą królowie i prefekci, zamiast orzechów, piłek i wróbli — złoto, majątki, służba, a istota rzeczy pozostaje, przenika do lat dojrzałych. Tylko że rózgi nauczycieli zastąpione są gorszymi karami…

…W pierwszym okresie młodości zapragnąłem rozkoszy niegodziwych. Pozwoliłem na to, by serce, jak dziczejące pole, zarosło chwastami miłostek rozmaitych i nie przynoszących chluby. Przed oczyma Twymi wszystko, co było we mnie piękne, zgniło aż do rdzenia, gdy podobałem się samemu sobie i bardzo pragnąłem ludziom się podobać.

Jedyną moją troską było to, żeby kochać i być kochanym Ale nie poprzestawałem wówczas na takim przywiązaniu duszy do duszy, jakim jest wyznaczony słoneczny krąg przyjaźni. Opary wyłaniające się z mętnych namiętności okresu dojrzewania osnuwały i zaciemniały moje serce tak bardzo, że już nie umiało odróżnić pogody umiłowania od mroku żądzy. Jedno i drugie kipiało razem w pomieszaniu, gnając niedojrzałą jeszcze duszę przez urwiska pożądań i pogrążając ją w topielach grzechów. Gniew Twój rozżarzył się przeciw mnie, a ja nic o tym nie wiedziałem. Ogłuchłem od szczęku łańcucha doli śmiertelnej, co było karą za moją pychę, i odchodziłem coraz dalej od Ciebie, a Ty pozwalałeś na to. Miotałem się jak szalony, trwoniłem siebie, rozlewałem się jak bagno, kipiałem niegodziwymi czynami, a Ty milczałeś. O, późno poznany przeze mnie! Milczałeś ciągle, a ja coraz dalej odchodziłem od Ciebie, szedłem ku rzeczom wielu, ku coraz liczniejszym ziarnom, których jedynym plonem miał być ból — brnąłem tak w pysznej rozpaczy i w niespokojnym znużeniu…

…Oderwałem się od Ciebie i pozwalałem, aby niósł mnie prąd. Łamałem wszystkie Twoje prawa. I nie uniknąłem Twojej chłosty. Któż ze śmiertelnych może jej uniknąć? Ty zawsze byłeś przy mnie, srożąc się miłosiernie i skrapiając bezmierną goryczą wszystkie moje niedozwolone rozkosze po to, bym szukał takich, w których nie ma cierpienia. A takich nie miałem znaleźć nigdzie indziej, jak tylko w Tobie, Panie, w Tobie który przez cierpienie uczysz, uderzasz po to, by uleczyć zabijasz nas, abyśmy nie umarli daleko od Ciebie

…Szedłem prosto w przepaść, tak zaślepiony, że wśród rówieśników wstydziłem się będąc mniej splamiony, ilekroć słyszałem, jak się przechwalali swymi występkami. Tym bardziej się pysznili, im gorzej byli zbrukani. Oddawałem się więc występkom nie tylko pod wpływem pokusy samego czynu, lecz i dla chluby. Cóż jest bardziej godne wzgardy niż niegodziwe namiętności? A ja, by mną nie gardzono, brnąłem w coraz gorsze czyny. Gdy brakowało mi czegoś, abym mógł dorównać tym łajdakom, zmyślałem rzeczy, jakich nie popełniłem nie chciałem wydawać się marniejszy przez to, że byłem mniej splamiony, i nędzniejszy przez to, że byłem czystszy. Oto z jakimi kompanami kroczyłem przez ulice Babilonu, tarzając się w ich błocie niby w wonnościach i olejkach bezcennych. Abym zaś mocniej przywarł do zła, nieprzyjaciel przydeptywał mnie stopą. Kusił mnie, a ja dla jego pokus byłem łatwym łupem…” (Wyznania cz.3)

podobne: (bez)wstyd Jakóbiak i Ellen za dychę czyli… uważaj na świat stojący otworem. „Pochwała łotrostwa” i „Traktacik o wyobraźni” (Kaczmarskiego) oraz: „Nie ma ludzi” i Kisiel wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii, moralności, cnoty i nacjonalizmu. i to:ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych a także: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości” polecam również: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos

Franciszek Żmurko – Przeszłość grzesznika. Siedem grzechów głównych

O jawnych i niejawnych funkcjach tzw. wykształcenia czyli… O bezskutecznych próbach zbawiania ojczyzny


rys. Jerzy Wasiukiewicz

„… tak zwane wykształcenie jest dziś całkowitą fikcją. W dodatku jest to fikcja zadekretowana i taka musi pozostać, szkoły bowiem, w tym szkoły wyższe nie są w żaden sposób powiązane z rynkiem pracy czy jakimkolwiek innym rynkiem. Ich istnienie służy temu jedynie by fakt braku rynku zamaskować. Edukacja jest domeną państwa i nie zmienia tego faktu duża ilość szkół prywatnych. Nie wiem jak to jest z zakładaniem szkół średnich i podstawowych, ale żeby założyć wyższą uczelnię trzeba mieć na wejściu pół miliona złotych. Szkoły prywatne, takie mam wrażenie, istnieją, ponieważ ich oferta nie różni się znacząco od oferty placówek państwowych. To znaczy one także nie są powiązane z żadnym rynkiem. Tworzą rynek wsobny, na którym handluje się złudzeniami i dokonuje się wyłudzeń proponując ludziom za pieniądze coś, co nigdy do niczego im się nie przyda. A nie dość tego, że nie przyda to jeszcze nie ma związku z jakimkolwiek, nawet najbardziej prymitywnym opisem rzeczywistości tu i teraz. Fikcyjny charakter edukacji najbardziej chyba wyraźnie demaskuje fikcyjny charakter państwa. Pora zadać pytanie – kto ma w Polsce pracę? Urzędnicy rekrutowani poprzez kooptację w klanach rodzinnych, służby rekrutowane w podobny sposób, a także, ci którzy decydują się na pracę w zagranicznych firmach na zasadach przypominających czasy kiedy czynne były plantacje bawełny na starym, dobrym Południu. Miejsca tych ludzi nie są zabezpieczone raz na zawsze, bo teraz w ramach programu globalnego muszą oni jeszcze ustąpić miejsca Ukraińcom. Panuje bowiem przekonanie, że Polacy mają już za dobrze i nie garną się do pracy najgorszej. To nie jest prawda, Polacy graną się do każdej pracy, tyle tylko, że system wypchnął ich za granicę, a ci którzy pozostali muszą akceptować stan faktyczny czyli znacznie zaniżone stawki godzinowe i całą tę upokarzającą machinę napędzającą masowe zatrudnienie. Stąd pomysł, by wziąć Ukraińców, bo oni bez szemrania będą tyrać za połowę tego co Polacy. Tak wygląda rynek. Oczywiście ja nie jestem za tym, by państwo ten rynek regulowało. Wobec braku doktryny i misji naszego państwa nabiera ono charakteru tymczasowego, a jego celem jest zabezpieczenie bytu rodzinom urzędników. To jest kolejna utopia, z której ludzie z państwa żyjący nigdy się nie wyleczą. Im się zdaje, że nie mając wpływu na nic ocaleją. Nie ocaleją, bo to na rynkach obcych decyduje się los naszego państwa, a ono samo staje się elementem większego rynku, bilą, którą popycha się kijem w pożądanym kierunku. Nawet najbardziej spolegliwe i uległe zachowania bili i istot zamieszkujących jej powierzchnię nie mają wpływu na kierunek, w jakim zostanie ona popchnięta. To są złudzenia. Nie da się tego oczywiście nikomu wytłumaczyć, bo nikt kto dostaje co miesiąc wynagrodzenie za wysiadywanie na krzesełku i kiwanie się w tę i nazad, nie będzie słuchał żadnych rad i przestróg. Posłucha dopiero jak z krzesełka spadnie, a póki co na to się nie zanosi, bo państwo nasze i pomysły na jego funkcjonowanie zasilane są z pracy tej rzeszy świrów, która dała się wkręcić w oszustwo zwane „wolnym rynkiem”.

Likwidacja szkolnictwa zawodowego nie była decyzją przypadkową i nieprzemyślaną. To jest jasne. Chodzi o to bowiem, by wychować rzeszę aspirujących konsumentów, z których żaden nie będzie potrafił zastrugać ołówka nożem, bo to jest poza jego kompetencjami, a co najważniejsze aspiracjami. I z taką sytuacją zetknął się Marcin. Są inne sytuacje. Słyszałem kiedyś jak jeden z księży profesorów skarżył się, że UKSW w zasadzie się sypie, a żeby przetrwało otwiera się tam takie kierunki jak „bezpieczeństwo”, gdzie studiują same dziewczyny. To jest z mojego punktu widzenia groza. Wariatki szkolą się w strzelaniu do tłumu na ulicach, a całość nosi eufemistyczną nazwę „bezpieczeństwo”. Do czego im to potrzebne? Garną się do tego jednak, albowiem inne drogi kariery i spełnienia są przed nimi zamknięte, albo są im skutecznie obrzydzane. Do czego potrzebne są państwu absolwentki kierunku o nazwie „bezpieczeństwo”? I jaki rynek państwo to kreuje godząc się na finansowanie tych studiów?

Jasne jest, że umożliwienie ludziom zakładania szkół z prawdziwego zdarzenia, także szkół zawodowych, opartych o zakłady pracy, także maleńkie takie jak drukarnia Marcina, w krótkim czasie spowodowałoby, że Polacy nie dość, że nie musieliby wyjeżdżać za granicę do pracy, to jeszcze mogliby tam sprzedawać różne ciekawe produkty, nie tylko ozdobne, reliefowe druki. No, ale właśnie tu tkwi problem – żeby utrzymać tę fikcję edukacyjną jak najdalej od myśli o jakimkolwiek rynku. O to, by ci którzy kończą szkoły wychodzili na świat boży bez żadnej szansy na zrobienie czegokolwiek, by po tych latach spędzonych na edukacji, która nie daje im nic, musieli zaczynać wszystko od nowa w jakiejś hali gdzie pakuje się paczki. Ja oczywiście wiem, że na kasie w Biedronce zarabia się coraz więcej, ale to mnie wcale nie pociesza…” (Coryllus – Dobre wykształcenie szansą na lepsze życie)

podobne: Czas odkrywa prawdę (historii) czyli… ile jest wiedzy w wykształceniu i po co nam uniwersytet? oraz: „Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć”… I choć podświadomie wiemy to wniosków nie wyciągamy, bo nie wiemy czego chcemy. O niewolnikach systemu. i to: Warto być rzemieślnikiem a także: Bezrobocie nowym kierunkiem studiów magisterskich na UW. “Ma lepiej przygotować do wejścia na rynek pracy” polecam również: Po studiach bez pracy… Popyt na inżynierów. i jeszcze: Studiować każdy może… ale nie każdy widzi w tym sens. Inteligencki etos żeromszczyzny

„Znaleźć człowieka, z którym można porozmawiać nie wysłuchując banałów, konowałów, idiotyzmów cwaniackich, łgarstw, fałszywych zapewnień, tanich sprośności lub specjalistycznych bełkotów „fachowca”, dla którego branżowe wykształcenie plus umiejętność trzymania widelca jest całą jego kulturą, kogoś bez płaskostopia mózgowego i bez lizusowskiej mentalności –  to znaleźć skarb.” (Waldemar Łysiak)

A co dopiero znaleźć takiego człowieka w sobie…

„…O Prawdo, Prawdo, jakże boleśnie już wtedy z głębi duszy wzdychałem do Ciebie, gdy tamci ciągle wokół mnie wrzeszczeli, wykrzykując Twe miano w najprzeróżniejszych teoriach, wymachując niezliczonymi, wielkimi księgami! To były talerze, na których mnie, łaknącemu tylko Ciebie, zamiast Ciebie podawali słońce i księżyc, piękne dzieła Twe, na pewno piękne, ale jednak tylko dzieła. Twoje — one nie są Tobą ani nie są nawet najważniejszą częścią stworzenia.

Pierwszeństwo mają przed nimi Twoje dzieła duchowe, choćby tamte wielkie twory materialne ogromną jasnością gorzały na niebie. A ja nawet nie dzieł największych, lecz Ciebie samej, Prawdo, Ciebie, w której nie ma odmiany ani cienia zmienności, pragnąłem i łaknąłem. A na owych talerzach przynoszono mi wizje pełne blasku. Już lepiej byłoby kochać samo słońce, przynajmniej dla oczu realne, niż takie urojenia, jakimi oczy łudzą umysł. Spożywałem ten pokarm biorąc go za Ciebie — bez chęci jednak, gdyż smak, jaki czuło moje podniebienie, nie był Twoim smakiem. Przecież nie były Tobą owe zmyślenia jałowe. I nie pożywiałem się nimi, lecz raczej coraz bardziej głodniałem. Pokarm, który się śni, jest zupełnie podobny do pokarmu spożywanego na jawie, ale nie odżywia śniących, bo oni tylko śnią, że jedzą. To zaś, co mi podawano, nie było nawet w żadnym stopniu podobne do Ciebie, Prawdo, takiej, jaka przemówiłaś do mnie potem. Były to widma rzeczy, pozorne przedmioty, od których znacznie pewniejsze są te rzeczywiste przedmioty materialne, jakie oczyma cielesnymi dostrzegamy czy to na ziemi, czy na niebie. Widzimy je nie tylko my, widzą je również zwierzęta i ptaki; przedmioty te są pewniejsze od naszych wyobrażeń o nich. Nasze zaś wyobrażenia są z kolei pewniejsze od owych większych, nieskończonych rzeczy, jakich istnienia mielibyśmy się domyślać na podstawie znajomości rzeczy widzialnych; tamte w ogóle nie istnieją. A właśnie nimi mnie karmiono — i pozostawałem głodny.

Miłości moja, do której się garnę, abym nabył mocy! Ty przecież nie jesteś ani tymi przedmiotami widzialnymi, choćby jaśniejącymi na niebie, ani nie jesteś jakimiś rzeczami, których tam nie widzimy. Ty, Panie, je stworzyłeś, a nie zaliczasz ich nawet do największych Twoich dzieł. Jakże więc daleko jesteś od owych widm, w które wierzyłem, widm rzeczy, które w ogóle nie istnieją…” (św. Augustyn „Wyznania”)

Komisja Edukacji Narodowej oraz Dekret Kasacyjny czyli o konieczności rozbiorów Polski w imię postępu, o „bohaterach” z polskich podręczników („oświeconych” rabusiach), oraz o „narodowym potencjale” (elitach)

Było o wpływie wiedzy na bezpieczeństwo rynku pracy, a teraz będzie o pracy na rynku bezpieczeństwa, i wiedzy jaka z tego wynika.

„… Myślę że rola armii powinna być dogłębnie i jeszcze kilka razy przemyślana przez polityków współczesnych. Armia bowiem w tych ramach, o których tu mówimy to jedynie lokalny rynek, a nie narzędzie obrony. Niby wszyscy to wiedzą, ale nikt nie powie tego głośno. Przyczyn można się domyślać, wszyscy się boją, bo przecież nikt nie zlikwiduje armii. Nikt też nie będzie kwestionował jej skuteczności, zawsze po każdej klęsce maskowanej bezprzykładnym bohaterstwem jednostek, często nieletnich. Ustawiwszy rzecz w takich kontekstach inaczej możemy już spojrzeć na próby tworzenia armii europejskiej. To nie jest żadna próba zbudowania dodatkowego zabezpieczenia przed Rosją, ale próba zbudowania dodatkowego rynku, niezależnego od dystrybucji amerykańskiej. Utworzenie takiej armii oznaczać będzie pewnie, tak myślę, natychmiastowe jakieś koncesje na rzecz Rosji, kosztem rzecz jasna krajów peryferyjnych. Krajów, nie rynków-armii, bo te muszą być zachowane. No dobrze, ale to jest margines naszych rozważań. I sprawy nie muszę się wcale rozwinąć w tym kierunku.

W czasach Piłsudskiego nikt sobie nie zawracał głowy groszowymi interesami robionymi na wojskowych rynkach, bo gra szła o coś znacznie większego – o całkowitą dewastację Rosji, a także o wyłonienie w Europie kilku kadłubowych państewek, które następnie będą dozbrajane przez sojuszników. Takimi państewkami nie mogli kierować fachowcy od wojny, bo oni mieliby swoje koncepcje, wykluczające zapewne realizację pewnych propozycji zakupowych. Co innego zdolny dyletant na stanowisku kierowniczym, w dodatku dyletant z wizją. Taki człowiek to skarb dla międzynarodowych organizacji handlujących technologiami i bronią. I tu zwróćmy uwagę na to, że to nie Piłsudski, a Sikorski kupował od Francuzów samoloty. Nie chcę tutaj bronić towarzysza Ziuka, ale zwrócić uwagę na dogłębne pojmowanie roli armii, tą zaś cechą wśród naszych wojskowych odznaczał się chyba tylko Józef Dowbór-Muśnicki i nikt więcej…” (CoryllusO bezskutecznych próbach zbawiania ojczyzny)

W ramach uzupełnienia polecam serie pogadanek Pana Jacka Hogi z Romualdem Szeremietiewem (Część 1 o obronie terytorialnej) oraz Interesy sojuszników a bezpieczeństwo Polaków

podobne: Szeremietiew: „ludzie, którzy zajmują się systemem militarnym, nie wiedzą, co się dzieje w tych strukturach.” oraz: Nabici w F-16. Eugeniusz Januła o problemie nie tylko samolotów. Za co Polska musi płacić? i to: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego. a także: „Biała księga” czy biała gorączka? czyli „niebezpieczeństwo narodowe” okiem eksperta polecam również: Joint w rocznicę Powstania Warszawskiego czyli o wojnie przedmurza z zadupiem w kolejnym pokoleniu, o młodzieży na prowokacji chowaniu i złotym intetesie sojuszników z okupantami (patrioty(zm) z Izraela)

rys. Jerzy Wasiukiewicz

„Przejście Polaków przez Morze Czerwone” Kaczmarskiego. Czy w oczekiwaniu na ofertę Putina własność prywatna zostanie doceniona? Czyli… możliwe konsekwencje UStAwki 447


…Gdy grabież staje się sposobem życia dla grupy ludzi, na przestrzeni czasu stworzą oni dla siebie system prawny, który usprawiedliwi ich działania i kodeks moralny, który będzie go gloryfikował… (Frederic Bastiat)

„…Jestem głęboko przekonany, że w przypadku łamania prawa własności, które w USA jest, a przynajmniej do niedawna uchodziło za święte, nie pomoże żadna socjotechnika, choć będzie ona stosowana z niespotykanym do tej pory natężeniem. Nie ma takiej socjotechniki, która przekonałaby ludzi, że złodziej nie jest złodziejem. Musi ów złodziej przyjść z kolegą bandytą, a ten powinien mieć jeszcze dwóch pomocników z rewolwerami. Wtedy rzeczywiście, obrabowywany może przystać na ich warunki, a po otrzymaniu ciosu w głowę, powiedzieć nawet do kamery, że oto stała się sprawiedliwość. Do niczego takiego rzecz jasna nie dojdzie, bo jak napisałem wczoraj, zawsze jest ktoś trzeci. Tym trzecim jest w naszym przypadku Włodzimierz Putin, człowiek wiele rozumiejący i dobrze osadzony w rzeczywistości. On, w momencie kiedy zacznie się odzyskiwanie mienia bezspadkowego na pewno złoży różnym środowiskom w Polsce jakąś ofertę. Ona będzie rzecz jasna oszukana, bo w zadanych warunkach pan Putin nic nie może, ale będzie. I wtedy wszyscy, którzy będą przeciwko ustawie 447 zostaną ogłoszeni ruskimi agentami.

Ja to już pisałem dawno temu, ale jeszcze powtórzę – to kogo i z jakiego powodu nazywa się ruskim agentem nie ma żadnego znaczenia, a w 90 procentach przypadków także związku z rzeczywistością. Ruscy agenci bowiem nie wyglądają na ruskich agentów, a także – mam 90 procent pewności, a to dużo – nie wypowiadają kretyńskich kwestii w miejscach publicznych, które umożliwiłyby ich rozpoznanie. Tak się zachowują ludzie, którzy chcieliby być ruskimi agentami i brać za swoją popularyzatorską działalność pieniądze, ale ich ludzie pana Putina nie wciągną na listę płac z całą pewnością.

Dawno temu piłem wódkę z moimi ukraińskimi kolegami. To były to jeszcze lata dziewięćdziesiąte, a oni byli normalnie z Polski tyle, że z tej mniejszości co mieszka na Podlasiu. No i mówią w pewnym momencie do mnie, że Polacy uważają ich za ruskich agentów. Przypomniałem to sobie teraz, bo dziś wszyscy Polacy będą ruskimi agentami, a oni będą dobrymi i właściwie sprofilowanymi patriotami, którzy nawet nie zerkną w stronę Moskwy, a pewnie także zaczną głosować na PiS. Tak to działa. Kluczem do oceny jest własność i stosunek do tej własności narodu wybranego. Właśnie nam udowodniono, że wszelkie roszczenia dotyczące mienia, poza żydowskimi, są nieważne. Ciekawe wobec tego czy II RP i w ogóle prawo działające w Europie Środkowej, a może także w całej Europie ma jakiekolwiek znaczenie czy jest może tylko tymczasową dekoracją, która zasłania bardzo istotne zmiany zachodzące poza zasięgiem naszego wzroku. To się okaże niebawem. Osobiście sądzę, że ta ustawa to bubel i nie ma możliwości by z niej skorzystać, a jeśli tamci spróbują to będzie początek końca dominacji amerykańskiej na świecie. Jasne, że to może być także początek końca Polski i w ogóle świata jaki znamy, ale nikt nam nie obiecywał, że będzie łatwo. Oni zaś, jeśli się nie opamiętają, także muszą liczyć się z konsekwencjami. Te niestety będą narastać powoli, ale pierwszy krok został zrobiony…” (coryllus – Wszyscy będziemy ruskimi agentami)

…Gdyby wszystkie konsekwencje jakiegoś działania dotykały jego sprawcy, uczylibyśmy się znacznie szybciej. Zdarza się, że nasze działanie nam przynosi dobre, widoczne skutki, a komuś innemu złe, niewidoczne – a to sprawia, że jeszcze trudniej nam je dostrzec. Musimy wówczas czekać, aż zareagują ci, którzy ponoszą owe złe konsekwencje naszego czynu. Czasem czekać trzeba bardzo długo, przez co panowanie błędu trwa dłużej… (Frederic Bastiat)

W zasadzie już ten temat poruszałem kilka notek wcześniej tu:  O drugiej kategorii ludzi czyli… Dłoń która (w imię eksperymentów socjalnych) przeszłości ślad zmiata.”Ballada o bieli” (Kaczmarskiego) Więc o tym jak jest, tudzież jak może być, wszyscy którzy znają ten problem wiedzą, a jak nie, to po przeczytaniu tego co podlinkowałem wyżej właśnie się zapoznali… Chodzi więc o to co zrobić żeby uniknąć czarnego scenariusza, za który uważam wojnę domową, a nie koniecznie zewnętrzne naciski, bo takowe w zasadzie zawsze nas konsolidowały i mobilizowały do utożsamiana się z tym co stanowi naszą narodową odrębność. Najgorszy będzie masowy bunt obywateli przeciw własnemu państwu, łącznie z szukaniem za wschodnią granicą siły która miałaby nas obronić przed zgniłym zachodem (oni z całą pewnością cieszą się tak jak Żydzi, i inni którym nasz naród przeszkadza), który jak można przeczytać właśnie stracił instynkt samozachowawczy. Oficjalnie bowiem pogrzebano pod ziemią jedno z podstawowych praw/zasad cywilizacji łacińskiej która odróżnia nas od dzikich barbarzyńców, a którą jest poszanowanie suwerenności innego narodu, oraz wolności osobistej jego obywateli, która w dużej mierze opiera się o własność… Tu przejdziemy na trochę wyższy od polityki poziom relacji międzyludzkich. Fragment komentarza spod cytowanego wyżej felietonu. Pisze pink panther 25 kwietnia 2018 o 11:22

„…Wskazówka jest taka, że kiedy miała być pobudowana trzecia Świątynia Jerozolimska za czasów Juliana Apostaty, który sam wyłożył kasę na to przedsięwzięcie, to kiedy już były wytyczone fundamenty – zrobiło się takie trzęsienie ziemi w Palestynie starożytnej, że daleka Petra się rozpadła a Jerozolima też.  Czyli: człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi.

Ja wiem, że Amerykanie mają wprawę w jumie: zajumali kawał Wicekrólestwa Królów Hiszpanii (300 lat istnienia) – łamiąc traktat z Meksykiem , potem wyzuli z ziemi Indian łamiąc traktaty podpisane przez siebie a w wolnych chwilach ostrzeliwali z armat irlandzkie kościoły katolickie na swoich terenach „Zjednoczonych Stanów Ameryki Północnej”. W wielu XX – oddali 51% terytorium sojusznika czasu wojny czyli II RP – w ręce Stalina i nikt im złego słowa nie powiedział. Czyli: zdolność moralna – jest, chęć – jest, środki – są. Żeby zajumać majątek całej Polski i oddać „bele komu”. Potrzeba jeszcze tylko – Woli Bożej. Pożyjemy, zobaczymy.”

Spójrzmy bowiem prawdzie w oczy. Naprawdę spójrzmy. Czego się nasi „sojusznicy” spodziewają po tym bezprawiu dla siebie? Albo Żydzi? Chyba tylko  powolnej od tej pory drogi do bycia w hańbie i nienawiści u innych narodów, a w konsekwencji do własnej zagłady… Nie tylko w wymiarze tego „prawa” (nie pamiętam jak się taki gwałt na prawie fachowo nazywa), ale przede wszystkim w wymiarze sensu istnienia… Już kto chce ten od tej pory oficjalnie wie kim są Żydzi, i czym jest rząd USA który ich podżyrował… Niech im się tylko noga powinie a może się okazać że nikt nie stanie w ich obronie… Bo z jakiej to niby racji?

Jest bowiem napisane:  „Pan Bóg nie pozwoli z siebie kpić”

Tymczasem, na miejscu polskiego rządu, zamiast topornej propagandy o tym jak to nie oddamy żadnego guzika, uczyniłbym jawnym (i podawał to Polakom do wiadomości) wszystkie projekty budżetowe z których biorą pieniądze organizacje żydowskie, i sukcesywnie podliczał ile tych pieniędzy poszło. Jest świetna okazja by zakończyć legalność tego rodzaju żerowisk, i skończyć z mitem ich „społecznego pożytku”, bo widać gołym okiem do czego to prowadzi. Ani złotówki z pieniędzy podatników na jakiekolwiek cudze iwenty. Jeden po drugim bym je zamykał, jednocześnie zaczynając wielki projekt stopniowego zwrotu Polakom ich własności (utraconej za sanacji i komuny). Łącznie z obniżeniem REALNYM podatków, i zakończeniem procedury finansowania czegokolwiek „z budżetu państwa” za pomocą jakichkolwiek pożyczek/kredytów branych wiadomo od kogo.

Słowem uczyniłbym wielki ukłon w stronę własności prywatnej Polaków i obwarował ją prawem, czyli coś zupełnie innego od tego co zrobili Amerykanie… Ja rozumiem że nie ma na te wszystkie zwroty w tej chwili pieniędzy, ale chodzi o to żeby to wreszcie zacząć. Każdy Polak to zrozumie, jeśli zostanie potraktowany w końcu poważnie. Są to proste i uczciwe działania, które z całą pewnością cieszyłyby się szerokim poparciem. Podobny projekt odzyskiwania dla obywateli państwa właśnie się realizuje na Węgrzech, więc da się.

Pozostaje pytanie czy i jaka byłaby reakcja naszych „sojuszników” na taką z naszej strony bezczelność. Wycofanie tych skromnych kontyngentów wojskowych, czy coś więcej?

Tu dla przypomnienia fragment innej ważnej notki coryllus a o roli USA w upadku I Rzeczypospolitej… (Odys)

„…w roku 1790 zawarto sojusz z Prusami, który miał wyzwolić Polskę z moskiewskiej opresji, prócz tego wprowadzono podatek dziesiątego grosza i zastosowano ten sam podatek wobec dóbr kościelnych, tyle, że w wymiarze podwójnym. Do tego przyjęto ustawę o niepodzielności ziem Rzeczpospolitej. Ustawę tę wyszydził nawet człowiek tak naiwny jak Paweł Jasienica, nie ma więc potrzeby byśmy się nią tutaj zajmowali. Sojusz z Prusami nazywa BenjaminVaughan wyzwoleniem Polski! I porównuje go w dodatku do rewolucji we Francji! A jakby tego było mało Polska jest w jego memorandum wymieniona na miejscu pierwszym. Ciekawe czemu?

…Prusy przed pierwszym rozbiorem to spłachetek piachu nad morzem, nawet po przyłączeniu Śląska to jest europejskie byle co, z czym liczyć się nie trzeba. Być może owa teoretyczna słabość Prus, plus osoba Benjamina skłoniły Koronę do zakończenia wojny. No, a wtedy pozostało już tylko wzmocnić Prusy czyimś kosztem i sprawa załatwiona. USA ma nowego partnera w Europie. Taka jest moja wersja, ale pozostaje jeszcze wyjaśnić dlaczego Korona zgodziła się na pokój. Tę kwestię naświetlił wczoraj Jacek. Otóż twierdzi on, że Korona za nic nie mogła zgodzić się, by Moskwa podporządkowała sobie cały obszar Rzeczpospolitej, bo kolidowało to z interesami Korony na Bałtyku. Prusy zaś, teoretycznie słabe i małe, stanowiły ważny czynnik brytyjskiej polityki w regionie, były ogranicznikiem wpływów Moskwy, pod jednym wszakże warunkiem – Rzeczpospolita musiała zostać zgładzona. Zmierzamy więc wprost do konkluzji, że Stany Zjednoczone powstały kosztem i na trupie Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a do tego przejęły jej tradycję republikańską. Organizacją zaś, która wytransferowała te idee za ocean było Towarzystwo Rewolucji, założone w Londynie na rok przed wybuchem rewolucji we Francji…” (coryllus całość tu: Prawicowi intelektualiści i wielka rewolucja)

podobne: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak? i to: Zamiast reprywatyzacji i własności, „nacjonalizacja” i więzienia z pustaków na kredyt (zwane „MieszkaniePlus”) czyli… O tradycji wywłaszczania Polaków przez „elity” naiwne i mściwe (II). Dwór który wciąż jest  oraz: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu polecam również: Od oszołoma do szpiega czyli „mądrości etapu” bezradnych propagandystów. Konrad Rękas: Szpiegomania (z bezpieczeństwem energetycznym w tle)  i jeszcze: Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka? a także: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej  i to: Joint w rocznicę Powstania Warszawskiego czyli o wojnie przedmurza z zadupiem w kolejnym pokoleniu, o młodzieży na prowokacji chowaniu i złotym intetesie sojuszników z okupantami (patrioty(zm) z Izraela)

Jacek Kaczmarski – Przejście Polaków przez Morze Czerwone

Naród wybrany czyli… o Nowym Przymierzu, „herezji” nawracania Żydów i walce z uzależnieniem od (anty)semityzmu


Krąg Brandstettera | Na początku było Słowo

 Zbaw nas od głupoty, Panie!

Jesteśmy solą zwietrzałą i bezużyteczną.

Nie umiemy żyć,
Nie umiemy myśleć,
Nie umiemy patrzeć,
Nie umiemy słyszeć,
Nie umiemy niczego przewidzieć,
Nie umiemy z nieszczęść
Wyciągnąć zbawiennych nauk,
I tak wspinamy się
– Zgraja ludzi
Opętanych żądzą zdobywania –
Po stromej drabinie złudzeń,
A jej szczeble pękają i łamią się
Pod ciężarem naszych nierozważnych kroków.

Czyniąc wszystko na przekór zdrowemu rozsądkowi
I przyrodzonej skłonności do trwania,
Idziemy urojoną drogą
Do urojonego celu,
W klęskach naszych upatrujemy zwycięstwa,
W zwycięstwach nie widzimy zarodków klęski,
W nonsensie upatrujemy sens,
A mowę,
Ten przywilej i chlubę naszego wybraństwa
Uczyniliśmy narzędziem pustej paplaniny
I brzydoty,
I jadowitego kłamstwa,
Na którym usiłujemy zbudować
Wielkość człowieka.

Boże nieskończonej mądrości,
Stworzycielu doskonałego kosmosu
I najpiękniejszej ziemi,
Nieśmiertelnej duszy
I mózgu,
I szarych komórek,
I pięciu zmysłów,
I wolnej woli,
Wyzwól nas z drapieżnych szponów głupoty
Tej czarnookiej kusicielki,
Wabiącej nas na wszystkich rogach historii
Jak na rogach ulic,
Od tej sprawczyni
Naszych błazeńskich zamiarów i czynów,
I upadków,
I jałowego życia,
I daj nam mądrość oczyszczenia,
Nam,
Synom ziemi,
Soli zwietrzałej i bezużytecznej.

Roman Brandstaetter – Litania o zbawienie od głupoty

podobne: Sztuka dla Sz.tuki (Z Dedykacją)

„…Autor czwartej Ewangelii oznajmia, że „Słowo było” na początku i nazywa je „Bogiem”. Daje nam do zrozumienia, że nie zostało stworzone. Ewangelista nawiązuje tutaj do pierwszych słów Księgi Rodzaju: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1,1). W ten sposób św. Jan podkreśla, że zanim cokolwiek zaistniało, „Słowo” było od zawsze w Bogu i wszystko stało się z Jego mocą.

Święty Jan mówi dalej, że w nim było życie, ale ciemność moralna i duchowa, która rodzi się z grzechu, doprowadziła człowieka do totalnej destrukcji. Możemy być jednak spokojni, gdyż ów świat ciemności zbuntowany przeciw Bogu nie jest w stanie Go pokonać. Chrystus, który jest światłością, wydobędzie nas z ciemności i niewoli grzechu.

Naród wybrany szczególną własnością Boga

Ale tu pojawia się problem. „Słowo” było obecne w świecie od początku przed wcieleniem, ale nie zostało rozpoznane. Święty Paweł w liście do Rzymian mówi, że Boga można poznać ze stworzenia za pomocą naturalnego rozumu i wewnętrznego światła (por. Rz 1,20). Odwieczne Słowo było obecne w narodzie wybranym, z którym Bóg zawarł przymierze i uczynił go swoją własnością, ale nawet wtedy zostało odrzucone i dlatego św. Jan napisał: „Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” (J 1,11). Święty Jan ma na myśli przede wszystkim Izraela. Ale ma na myśli również każdego z nas, jeżeli nie przyjmujemy „Słowa”, które Bóg do nas kieruje, a jest Nim Jezus Chrystus.

Bóg Stwórca pragnie odnowić relację ze stworzeniem. Nie po raz pierwszy do opisania tajemnicy Boga Biblia sięga po pojęcie „własności”… 

…U psalmisty znajdujemy następujący tekst: „Wiedzcie, że Pan jest Bogiem: On sam nas stworzył, my Jego własnością, jesteśmy Jego ludem, owcami Jego pastwiska” (Ps 100,3). Każdy z nas jest jedyny i niepowtarzalny

…św. Jan chce pokazać, że Bóg stał się człowiekiem, przyjął ciało i zamieszkał wśród nas. Ewangelista broni wcielenia przed rozpowszechnioną w pierwszym wieku herezją doketyzmu (gr. dokein – wydawać się), według której Jezus Chrystus był tylko człowiekiem „pozornym”, to znaczy miał wygląd człowieka, ale w rzeczywistości był wyłącznie Bogiem. Ciało, o którym mówi św. Jan oznacza tu naturę człowieka z jej słabością, podatnością na cierpienie i śmiertelnością. „Słowo” stało się prawdziwym człowiekiem, a nie jakąś duchową emanacją „na podobieństwo” człowieka. Stało się człowiekiem realnym i konkretnym, któremu na imię Jezus, i które przyszło na świat ponad dwa tysiące lat temu w betlejemskiej grocie.

Z drugiej strony mamy podkreślenie różnicy między Stwórcą a stworzeniem. Widzimy, że całe stworzenie stało się za pośrednictwem „Słowa” w określonym czasie i zaczęło istnieć wskutek stwórczego działania Boga. Ewangelista neguje w ten sposób fałszywy pogląd wywodzący się z myśli greckiej, jakoby materia istniała odwiecznie. Bóg przyszedł do swojej własności, to znaczy do człowieka, który nie jest tylko istotą duchową, ale również składa się z materii i dlatego „Słowo stało się ciałem”…

…Dzięki temu, że Bóg stał się człowiekiem, stajemy się dziećmi Boga jako Ojca. Dzisiaj spełnia się odwieczne pragnienie człowieka, by być jak Bóg, uczestniczyć w jego wielkości i mocy. Kiedyś człowiek chciał to osiągnąć poprzez nieposłuszeństwo wypowiedziane Bogu i ściągnął na siebie grzech i śmierć. Teraz, poprzez wiarę w „Słowo” może to otrzymać jako dar. Bóg pragnie „zawłaszczyć” na nowo człowieka, ale nie przy pomocy siły, ale z pozycji betlejemskiej groty: niewinności, słabości, pokory i miłości. To nowe „zawłaszczenie” w języku biblijnym jest określane jako nowe przymierze…” (ks. Jacek Gniadek – Wcielenie nową formą zawłaszczenia w miłości)

podobne: Naj z obecności… Potęga miłości. Dobra Nowina oraz: Ks. Jacek Gniadek: Kościół niczego nie narzuca. Wiara zasadza się na dobrowolności czyli… wolność religijna i ekonomiczna i to: Myśleć na sposób Boży czyli… Ks. Jacek Gniadek o paradoksach w religii i ekonomii a także: Dobry Pasterz, czyli własność doskonała z perspektywy miłości i jeszcze: dziedzictwo (nie) posłuszeństwa czyli pełnia człowieczeństwa

„…Pojęcie wybraństwa najściślej łączy się z pojęciem Mesjasza. To połączenie jest w myśli Bożej, a więc jest prawdziwe, jest prawdą ontologiczną, czyli od mniemania naszego niezależną. Jeśli więc chcemy zrozumieć samo pojęcie „narodu wybranego”, musimy uprzytomnić sobie związek zachodzący między Mesjaszem, a wybraństwem narodu.

Pan Bóg po upadku Adama i Ewy zapowiada Zbawiciela. Zapowiedź nie jest dana Żydom, których jeszcze nie było, ale prarodzicom ludzkości. Człowiek zgrzeszył, a więc ludzkość potrzebuje Zbawiciela.

Bóg-Zbawca, który z woli Bożej będzie zarazem człowiekiem, przyjdzie jak drugi Adam nie z grzesznych ludzi zrodzony, ale z Niepokalanie Poczętej, to jest ze źródła czystego człowieczeństwa, takiego jakim było przed grzechem pierworodnym, tylko bogatszego w Łaskę.

Mesjasz zatem i jako Bóg i jako człowiek będzie należał do całej ludzkości.

Ale z postanowienia Bożego ma się narodzić Małą Dzieciną, musi więc zrodzić się w pewnym określonym czasie, w pewnym określonym miejscu. Dziesiątki setek lat upłyną zanim przyjdzie. Ludzkość się rozmnoży i rozłączy; powstaną plemiona, rody, narody i państwa; a więc i Mesjasz musi przyjść w jakimś określonym państwie, mieć za kolebkę jakiś określony naród, a że miał mieć Matkę więc musi mieć jakiś ród poza sobą.

I oto Bóg postanowił, że tym narodem będzie jeden ze wschodnich narodów, którego przyszłymi losami pokieruje już z oddali wieków, aby się nim posłużyć w zbawieniu świata.

Być sługą Bożym, gościć w swym narodzie Boga-Zbawiciela, współpracować z Nim w dziele zbawienia ludzkości – to istotnie wielka łaska Boża. Po raz pierwszy zapowiada Bóg Abrahamowi, że to jego potomstwo właśnie rozrodzi się w ten naród, w którym przyjdzie na świat Zbawiciel.

Ale w tej zapowiedzi, według wyjaśnień św. Pawła, Pan Bóg zaznacza, że w Jednym, a nie we wszystkich potomkach Abrahama, będą błogosławione narody. Nie naród wybrany zatem będzie błogosławieństwem świata, ale Jedyny, w tym narodzie zrodzony – Chrystus.

Zapowiedź tę daje Bóg Abrahamowi przed „obrzezaniem, dla jego wiary, która go uczyniła sprawiedliwym, co wywołuje następujące uwagi Bossuefa: „Wszyscy razem, o ile jesteśmy wierzącymi, jesteśmy błogosławieni w Abrahamie nieobrzezanym. Dlaczego? – właśnie po to, aby wskazać, że Abraham, usprawiedliwiony przed obrzezaniem jest ojcem w tym stanie wszystkich, jak mówi św. Paweł, co szukają w nim śladów tej wiary, która go usprawiedliwiła przedtem jeszcze nim był obrzezany”. Również zapowiedź dziedzictwa Ziemi Obiecanej uczyniona była Abrahamowi przed obrzezaniem, „a więc – powiada Bossuet – nie chodziło tu o ziemię, którą Żydzi cieleśni zajmowali, ale o inną (niebieską), która była przeznaczona dla wszystkich narodów świata.

Obietnice swoje dane Abrahamowi Bóg ponawia Izaakowi i Jakubowi. „Dlatego później, – przytaczamy znowu Bossuefa — Bóg chciał być mianowany „Ojcem Abrahama, Izaaka i Jakuba, co oznaczać miało „Boga obietnic”, Boga uświęcającego wszystkie narody świata, nie tylko Żydów, którzy są rasą cielesną swych patriarchów, lecz wszystkich wiernych, którzy są rasą duchową, prawdziwe dzieci Abrahamowe, którzy dążą po śladach wiary Abrahama, jak mówi św. Paweł”… „Bóg nas (wierzących) obiecał temu patriarsze – woła Bossuet – …My jesteśmy rasą, którą uczynił w sposób szczególny – dziećmi obietnicy, dziećmi laski, dziećmi błogosławieństwa, naród nowy i szczególny, który Bóg stworzył, aby Mu służył”(Bossuet, Elevation a Dieu, str. 206).

Zauważmy, że Łaska Boża, tak w życiu poszczególnego człowieka, jak w życiu ludzkości jest łaską, czyli czymś danym nam bez żadnej z naszej strony zasługi : „Nie wyście Mnie wybrali, ale Jam was wybrał”, mówi Jezus do apostołów, a to samo odnosi się do każdego wiernego. „Kochajmy Boga, bo On pierwszy nas umiłował” mówi św. Jan. Tak więc wybór Izraela nie mógł być spowodowany żadnymi zaletami narodu, którego przecież jeszcze nie było, który był dopiero zawarty wraz z pokoleniami wszystkich wiernych w łonie prarodzica swego – Abrahama.

Izraelici nie byli więc elitą narodów, jak to mniemali sami o sobie, ale skoro mieli stać się kolebką Syna Bożego i Jego najbliższymi współpracownikami na niwie ludzkości, musieli stać się „depozytorami — jak powiada Ojciec Lacordaire – prawdziwej historii świata, to jest przechować pojęcie prawdziwego Boga, stworzenia świata przez Boga, upadku człowieka i danej mu nadziei odkupienia”.

Dla mającego przyjść Chrystusa, a nie dla nich samych, otoczył Bóg specjalną swą Opatrznością Izraela.

Ile było trudności z tym narodem „twardego karku”, jak o nim mówi Jezus, ile niewdzięczności, buntu i krnąbrności wobec Boga – wiemy z historii. Jak tysiąclecia opieki i pobłażliwości Bożej zakończyły się bogobójstwem zamiast służbą mesjańską, zamiast współpracownictwa w zbawieniu świata – wiemy z kart Ewangelii.

Nic dziwnego więc, że ludziom nasuwały się pytania, dlaczego Bóg, znając skrytości serc ludzkich, nie przeznaczył był innego narodu, zamiast hebrajskiego, na miejsce przyjścia swego Syna?

Oczywiście wyroki Boże są niezbadane, ale jak słusznie powiada, zdaje się Godard, drogi Boże nie są drogami ludzkimi: Bóg idzie zazwyczaj po linii największego oporu, w przeciwieństwie do nas, którzy szukamy najłatwiejszej drogi. I właśnie dlatego, że dusza żydowska tak oporna była na działanie łaski, tak mało miała zrozumienia dla spraw nie z tego świata, tak była przeciwna cichości Baranka – dlatego właśnie tu, w tej niesprzyjającej atmosferze Bóg chciał dopełnić Cudu Cudów, aby jasnym było rozgraniczenie między Starym i Nowym Zakonem.

„Stary Testament – czytamy u słynnego teologa Bensona – jest mieszaniną błędów, oderwanych fragmentów, obietnic chybionych, umów zerwanych, a punktem kulminacyjnym jest straszna omyłka na Kalwarii, kiedy ludzie nie wiedzieli, co czynią…”. „Każda niemal karta historii ma na sobie te plamy. Bóg musiał tolerować nie mając wyboru, takie marne okazy ludzkie! Jakub, którego kochałem! … Dawid, mąż według serca mego! Jeden biedny, nędzny człowiek wyrachowany, który miał jednak ten odblask nadprzyrodzoności, jakiej Ezaw przy całej swej radosnej tężyźnie nie posiadał; drugi zabójca, cudzołożnik, który jednak otrzymał Łaskę dostateczną dla rzeczywistej skruchy. Dotychczas Bóg zadowalał się tak małym. Przyjmował ocet w braku wina. Bóg musiał tolerować, a nawet sankcjonować kult tak Go niegodny: wszystką krew przelewaną w świątyni, wnętrzności rozdzierane i okropności bez miana”(R. H. Benson, „Paradoksy katolicyzmu”, str. 156).

Wybór więc narodu izraelskiego nie był uznaniem dla jego wartości, ani rozmiłowaniem się Bożym w narodzie, którego Mojżesz znosić nie mógł dla jego wad i niestałości. Był wybrany jako teren bezpośredniego działania Mesjasza ludzkości, Mesjasz był celem, tylko dla Niego było wszystko.

Tymczasem Żydzi rozumieli swe wybraństwo wręcz przeciwnie: uważali siebie w myśli Bożej za cel, wszystko miało być im poddane, Izrael miał panować, a Mesjasz miał im zapewnić to panowanie. Najlepsi z Izraela wierzyli, że Bóg ich pokarał za ich grzechy niewolą, a Mesjasz przyjdzie, by ich z niewoli wybawić, co będzie dowodem przebaczenia grzechów.

Tym samym Mesjasz w nadziei Żydów jest środkiem a celem jest potęga Izraela, w której najlepsi, religijni Żydzi widzieli zarazem chwałę „ich” Boga.

Zdumiewające, że tak myśleli jeszcze po Zmartwychwstaniu Chrystusa Jego najbliżsi spośród uczniów, którzy pytali, czy teraz odbuduje królestwo Izraela; zrozumieli dopiero, gdy zstąpił na nich Duch Prawdy.

Możemy więc powiedzieć, że to opaczne rozumienie wybraństwa było powszechne u Izraelitów. Jedna tylko Matka Najświętsza, ale Ta była „Łaski pełna” w swym porywającym Hymnie daje wyraz szerokiemu ujęciu zbawienia i „łączy – jak mówi Bossuet – swoje szczęście ze wszystkimi ludami odkupionymi”.

Jeśli dawni Izraelici tak opacznie rozumieli swe wybraństwo, to dziś oczywiście pojęcie „narodu wybranego” uległo wśród Żydów większemu jeszcze zniekształceniu. Nad tym nie mamy się co dłużej zatrzymywać. Faktem jest, że i wierzący i niewierzący Żydzi uważają siebie za elitę ludzkości i to właśnie ze względów przyrodzonych, a w pierwszej linii ze względu na starożytność swej rasy. I tu mamy ciekawy objaw: Żydzi zwalczający rasizm, sami przede wszystkim są jego wyznawcami. Ich wartości rasowe mają jakoby wskazywać, że są predestynowani na rządców świata. Jako przymioty swoje wysuwają bezsprzeczny spryt, który błędnie identyfikują z mądrością, i niezniszczalność narodu, co przypisują jego niezwykłej odporności.

Dla nas ta zdumiewająca rzeczywiście odporność Żydów ma swe źródło gdzie indziej, nie w wytrzymałości rasy, ale w słowach Chrystusa : „I zapędzą ich w niewolę między wszystkie narody, a Jerozolimę deptać będą stopy ludów, aż się wypełnią czasy ludzkości… Zaprawdę powiadam wam nie przejdzie to plemię aż wszystko się stanie” (Łuk. XXI, 24, 32).

I dlatego plemię to nie przechodzi.

Dla katolików zatem jasne być powinno, że celem wybraństwa jednego narodu było „zachowanie przezeń w depozycie prawdziwej historii” aż do przyjścia Mesjasza…” (całość tu: szkolanawigatorow.pl – Ludwika Jeleńska, „Naród wybrany a katolicy”. Szkoła Chrystusowa – czasopismo poświęcone zagadnieniom życia wewnętrznego, tom 16, 1938 rok)

podobne: Dobra Nowina: Mikołaj Kapusta o Chrześcijaństwie w 12 minut (Kerygmat) i to: Gwatemala: wyrzucono społeczność ortodoksyjnych Żydów

„…Lisicki pisze, że w myśl nowego dokumnetu katolicy nie mogą już nawracać Żydów, ale powinni wraz z nimi walczyć z antysemityzmem. Czy to znaczy, że naród żydowski ma zająć miejsce Chrystusa w sercach katolików? Czy to znaczy, że katolik ma podzielić bliźnich, którym niesie dobrą nowinę na tych gorszych, którzy powinni go słuchać i lepszych, którzy słuchać go nie muszą? To są pytania, które przychodzą mi do głowy kiedy czytam tekst Lisickiego. Jeszcze raz więc powtórzę, jeśli on ma rację, księża, polscy księża, powinni się do tego jakoś odnieść. Jeśli to jest rzeczywiście tak sformułowane to trzeba zapytać kto szerzy ten antysemityzm, który należy zwalczać? Czy aby nie ci, do których, katolicy powinni nieść dobrą nowinę? Jeśli tak, ciekaw jestem ocen, jakie duszpasterze wystawiać będą swoim owieczkom niebawem.

Wracajmy do herezji. W mojej ocenie ma ona dwojaki charakter jest albo podstępem albo wymuszeniem. Taka jest jej relacja z Kościołem. Wymuszenia bywają rozmaite i zwykle jest tak, że przedmiot wymuszenia ukryty jest przed oczami maluczkich. Jeśli przyjmiemy za dobrą monetę słowa Lisickiego wypadnie nam stwierdzić, że to nowe wymuszenie dotyczy zwiększenia władzy kardynałów niemieckich w Kościele, zminimalizowania roli papieża i wprzęgnięcia Kościoła w różne globalistyczne imprezy. Narzędziem zaś dyscyplinowania wiernych będzie antysemityzm, z którym mają oni od dziś walczyć ramię w ramię z Żydami. Ci ostatni zaś nie muszą się już przejmować boskością Chrystusa, bo mają zadekretowaną zniżkę na zbawienie. Przepraszam, że szydzę, ale trudno mi się powstrzymać. Patrzę na te rzesze wiernych, które do końca nie są w stanie wyobrazić sobie jak powinna wyglądać i jak wyglądała kiedyś misja, rzesze, które wskutek działalności mediów i uporczywej antykościelnej propagandy myślą ponuro i źle o swoich kapłanach, patrzę i nie mogę sobie wyobrazić co będzie jak im ksiądz ogłosi, że mają teraz walczyć z antysemityzmem. Do kościoła w mojej parafii chodzi Ludwik Dorn, nawrócony Żyd. Ciekaw jestem czy ten nowy dokument coś zmieni w jego życiu i czy pan Ludwik nie stwierdzi, że już nie musi się męczyć, wszak i tak będzie zbawiony. Co prawda religii mojżeszowej nie praktykował chyba nigdy, ale ten dokument, zdaje się, mówi o Żydach w bardzo szerokim znaczeniu.

Zostawmy Dorna i skupmy się na podstępie, który – jeśli Lisicki ma rację – ktoś próbuje zastosować wobec Kościoła. Celem herezji w wymiarze doktrynalnym było zawsze przejęcie na własność boskości Chrystusa, albo jej zanegowanie. Tutaj, jak się zdaje, mamy te dwie rzeczy w jednym: Żydów boskość ta nie dotyczy, a dla katolików nabiera nowego wymiaru. O tym czy są dobrymi katolikami decydować będzie ktoś z zewnątrz, kto oceni ich stosunek do antysemityzmu i zbada jego temperaturę. Im będzie ona niższa tym większe okaże się umiłowanie Jezusa w sercu katolika…” (coryllus – Heretycki Watykan?)

…Czy z tym można walczyć? Oczywiście, że można, ale nie narzędziami proponowanymi przez przeciwnika. A sytuacja jest taka, że w zasadzie wszystkie narzędzia są proponowane przez przeciwnika. Tak zwani zaś polscy patrioci chwytają je ochoczo i wymachują tym bez obaw, że mogą rozbić łeb niewinnemu przechodniowi. Tak było z Chazarami, wymyślonymi na uniwersytecie w Tel Avivie i puszczonymi w obieg w Polsce. Nie było kretyna, który by się nie chciał polansować mówiąc do kamery o Chazarach. Tak jest również z innymi memami. Ważne jest to, że one są czynne i ważne w naszym tylko akwarium i one nas kształtują i budują nasz wizerunek. A nic poza budowaniem wizerunku nie jest tutaj ważne. Najmniej zaś ważne jest to czym wszyscy się najbardziej ekscytują – zmiana świadomości publiczności masowej. To są rzeczy, po pierwsze poza zasięgiem naszej czeredki medialno-publicystycznej, po drugie są to rzeczy w przeważającej części niezrozumiałe. Jak je wyjaśnić? Prosto. Najpierw musimy przyjąć za pewnik, że nie żyjemy w zamkniętym akwarium. To złudzenie, podtrzymywane przez różnych macherów tłumaczących prostym ludziom jak wygląda prawdziwy świat. Potem, że lans na żydach, antysemityzmie, ziemiańskim pochodzeniu, sygnetach, przodkach, styropianie, opozycji, zasługach w krzewieniu wolności jest gówno wart, lub – jeśli wolicie – jest merde. To są gadżety podsunięte przez wrogów, paciorki i koce zainfekowane gruźlicą. Na koniec zaś zostanie Wam krzepiąca świadomość, że należy samemu zająć się wytwarzaniem narzędzi polemiki z przeciwnikiem i inna, równie ważna, że narzędzia te służą w istocie do pozyskiwania publiczności, wiernej i nie dającej się zwieść pozorom. Jeśli zaś idzie o przeciwnika ich działanie polega na tym, że on – wytrawny propagandysta – nie ma na nie sposobu, albowiem ich nie rozumie. Nie pochodzą one bowiem z kreowanego przezeń świata. To jest skrócony opis działań długofalowych i bezwzględnie skutecznych. Żeby zwyciężyć trzeba porozumiewać się własnym językiem, zrozumiałym w trzy sekundy przez podobnie myślących i całkowicie niezrozumiałym przez tamtych. Jeśli więc zaczynacie gawędę o Chazarach, antysemityzmie i jeszcze łykacie wszystkie fejki jakie Wam podsuwają opisywane tu przez Toyaha sołszal midia, to jesteście w przysłowiowej dupie u przysłowiowego Murzyna. Niestety. Obojętnie jak mocno by Wam przy tym nie biły serca i obojętnie jak dobrze byście się nie bawili wykrzykując w grupie wyraz „Chazarowie, Chazarowie….”. 

Mechanika konfliktu polsko żydowskiego jest następująca – dobrzy Polacy kochają Żydów, a źli Polacy ich nienawidzą. Wszyscy zaś są od nich uzależnieni. Ci pierwsi emocjonalnie, ci drudzy finansowo. Nie można bowiem zarządzać skutecznie dużą zbiorowością, bez kreowania i kontroli własnych wrogów. Teraz istota sprawy – zawsze jest ktoś trzeci. Ten ktoś przedstawia ofertę, raz Polakom, raz Żydom. Oferta ta jest za każdym razem oszukana, ale jest też za każdym razem przyjmowana z dużym zainteresowaniem. Bo może teraz jednak to już będzie naprawdę…” (coryllus, całość tu: O kategoriach malarskich w polityce i świecie celebrytów)

Muszę się trochę na początek uśmiechnąć, bo pamiętam jak sam jeszcze jakiś czas temu byłem klinicznym (anty) przykładem tego o czym dziś pisze coryllus. Tym jest wszak w sporej części „moja” stara publicystyka (lub na tym błędzie bazowała). Gdy słyszałem słowo Żyd, musiałem od razu sięgnąć albo po zbrodnie komunistyczne (i związaną z tym naszą jako narodu martyrologię, w ujęciu rzecz jasna romantycznego mitu „Polska Chrystusem narodów”), albo po Chazarstwo i niepokonaną banksterkę. Idee te miały rzecz jasna służyć jako pałka do rozprawy ze „światowym żydostwem”, lub jak mówią inni z „synagogą szatana”. Pismo Święte i zapisana w nim przepowiednia związana z Żydami, jako narzędziem na drodze zbawienia całej ludzkości (łącznie z Żydami) było mi (wstyd przyznać) nieznane… No ale już nie jest, a przynajmniej nie w takim wymiarze w którym tkwi ów błąd komunikowania rozmówcom i czytelnikom tematyki/problemu Żydów. Bo wiedzieć z czym/kim mamy do czynienia, aby temu dobrze zaradzić, musimy.

Jednak z całą pewnością nie byłem i nie jestem rasistą w kwestii pochodzenia zła. Zawsze zwracałem uwagę na jego internacjonalny charakter i źródło. A teraz pragnę zwrócić uwagę na to że z Żydami nie można polemizować używając tych wszystkich memów o których pisze coryllus. Nie można nie tylko dlatego że jest to przeciwskuteczne, a agresja (również słowna) i rzucane na nich przekleństwa wręcz szkodliwe, bo służy jako dowód na istnienie tzw. „antysemityzmu” (co staram się tłumaczyć różnym gorącym głowom), ale przede wszystkim dlatego że jest przeciwne Bożej woli zbawienia WSZYSTKICH ludzi. Konsekwencje więc tego rodzaju retoryki mogę być straszne nie dla Żydów i nie na tym świecie tylko, ale przede wszystkim w wieczności dla tych z Katolików (i nie tylko), którzy ten Boży zamysł świadomie lekceważą. Nie uchowa się i nie będzie usprawiedliwiona żadna krucjata, która nie ma w zamyśle nawrócenia tych ludzi (i każdego innego człowieka) na wiarę  w Jezusa Chrystusa, który jest miłością, i który umarł na krzyżu by wszyscy (a więc również i Żydzi) byli zbawieni. Przed piekłem i jego władcą, ojcem zła, Szatanem, który nad wyraz skutecznie wykorzystuje i podsyca szowinizm i rasizm po obu stronach barykady.

Zostawiam więc jako podsumowanie fragment tego co pisze niezrównany (bo pod głębokim natchnieniem Ducha Świętego) Apostoł Narodów Święty Paweł – nawrócony Żyd, a wcześniej faryzeusz i zajadły „obrońca” judaizmu, zbrodniarz, oszczerca i rasista – który był ślepy aż odzyskał wzrok. Z listu do Galatów:

„…O , nierozumni Galaci! Któż was urzekł, was, przed których oczami nakreślono obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego? Tego jednego chciałbym się od was dowiedzieć, czy Ducha otrzymaliście na skutek wypełnienia Prawa za pomocą uczynków, czy też stąd, że daliście posłuch wierze?1 Czyż jesteście aż tak nierozumni, że zacząwszy duchem, chcecie teraz kończyć ciałem?2 Czyż tak wielkich rzeczy doznaliście3 na próżno? A byłoby to rzeczywiście na próżno. Czy Ten, który udziela wam Ducha i działa cuda wśród was, [czyni to] dlatego, że wypełniacie Prawo za pomocą uczynków, czy też dlatego, że dajecie posłuch wierze? 

Wzorem Abrahama4

W taki sam sposób Abraham uwierzył Bogu i to mu poczytano za sprawiedliwość. Zrozumiejcie zatem, że ci, którzy polegają na wierze, ci są synami Abrahama. I stąd Pismo widząc, że w przyszłości Bóg na podstawie wiary będzie dawał poganom usprawiedliwienie, już Abrahamowi oznajmiło tę radosną nowinę: W tobie będą błogosławione wszystkie narody5I dlatego tylko ci, którzy polegają na wierze, mają uczestnictwo w błogosławieństwie wraz z Abrahamem, który dał posłuch wierze6

USPRAWIEDLIWIENIE A PRAWO I OBIETNICA
Prawo źródłem przekleństwa7

10 Natomiast na tych wszystkich, którzy polegają na uczynkach Prawa, ciąży przekleństwo. Napisane jest bowiem: Przeklęty każdy, kto nie wypełnia wytrwale wszystkiego, co nakazuje wykonać Księga Prawa. 11 A że w Prawie nikt nie osiąga usprawiedliwienia przed Bogiem, wynika stąd, że sprawiedliwy z wiary żyć będzie. 12 Prawo nie opiera się na wierze, lecz [mówi]: Kto wypełnia przepisy, dzięki nim żyć będzie. 
13 Z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił – stawszy się za nas przekleństwem8, bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie – 14 aby błogosławieństwo Abrahama stało się w Chrystusie Jezusie udziałem pogan i abyśmy przez wiarę otrzymali obiecanego Ducha 

Wyższość obietnicy

15 9 Bracia, użyję przykładu ze stosunków między ludźmi. Nikt nie obala ani zmienia testamentu prawnie sporządzonego, choć jest on jedynie dziełem ludzkim. 16 Otóż to właśnie Abrahamowi i jego potomstwu dano obietnice. I nie mówi [Pismo]: „i potomkom”, co wskazywałoby na wielu, ale [wskazano] na jednego: i potomkowi twojemu, którym jest Chrystus1017 A chcę przez to powiedzieć: testamentu, uprzednio przez Boga prawnie ustanowionego, Prawo, które powstało czterysta trzydzieści lat później, nie może obalić tak, by unieważnić obietnicę. 18 Bo gdyby dziedzictwo pochodziło z Prawa, tym samym nie mogłoby pochodzić z obietnicy. A tymczasem przez obietnicę Bóg okazał łaskę Abrahamowi. 
19 Na cóż więc Prawo? Zostało ono dodane ze względu na wykroczenia11 aż do przyjścia Potomka, któremu udzielono obietnicy; przekazane zostało przez aniołów11; podane przez pośrednika. 20 Pośrednika jednak nie potrzeba, gdy chodzi o jedną osobę, a Bóg właśnie jest sam jeden12
21 A czy może Prawo to sprzeciwia się obietnicom Bożym? Żadną miarą! Gdyby mianowicie dane było Prawo, mające moc udzielania życia, wówczas rzeczywiście usprawiedliwienie płynęłoby z Prawa. 22 Lecz Pismo poddało13 wszystko pod [władzę] grzechu, aby obietnica dostała się na drodze wiary w Jezusa Chrystusa tym, którzy wierzą. 

Ograniczone zadanie Prawa

23 Do czasu przyjścia wiary byliśmy poddani pod straż Prawa i trzymani w zamknięciu aż do objawienia się wiary. 24 Tym sposobem Prawo stało się dla nas wychowawcą14, [który miał prowadzić] ku Chrystusowi, abyśmy z wiary uzyskali usprawiedliwienie. 25 Gdy jednak wiara nadeszła, już nie jesteśmy poddani wychowawcy 26 Wszyscy bowiem dzięki tej wierze jesteście synami Bożymi – w Chrystusie Jezusie. 27 Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. 28 Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. 29 Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama i zgodnie z obietnicą – dziedzicami…”

„Będziesz Biblię nieustannie czytał. Będziesz ją kochał więcej niż rodziców… Więcej niż mnie. Nigdy się z nią nie rozstaniesz. A gdy się zestarzejesz, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś w życiu, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jedynej Księgi”… Amen… (Odys)

podobne: Tuba Cordis: Czy Pan Jezus i Matka Boska byli Żydami? czyli… Hebrajczycy, Żydzi, Chazarowie. Judaizm a Chrześcijaństwo. Kościół Katolicki „nowym Izraelem” oraz: Żydzi (nie)są perfekcjonistami w robieniu rachunku sumienia innym. Janusz Korwin Mikke vs Szewach Weiss czyli… Jak rozmawiać z żydem bez postawy służebnej. Niemcy wypłacą renty i emerytury z tytułu pracy w getcie. i jeszcze: Izrael krytykuje Watykan za uznanie państwowości Palestyny. Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł). polecam również: Palestyńczycy do Trybunału Karnego. W odpowiedzi Izrael zamraża palestyńskie pieniądze i chce wstrzymania pomocy dla Palestyńczyków. oraz: Najwyższy Czas!: „W ostatnim „Do Rzeczy” całkiem od rzeczy pisze Szewach Weiss…”. Robert Cisek o antysemityzmie. i to: Styczeń 1863 w służbie Piusa IX (Ostatni Krzyżowiec) oraz proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wieczność kontra pogoń za sensacją a także: O drugiej kategorii ludzi czyli… Dłoń która (w imię eksperymentów socjalnych) przeszłości ślad zmiata.”Ballada o bieli” (Kaczmarskiego)

 

Zabij Bura i porozmawiajmy o śluzie czyli za co lewica kocha Terlikowskich, i o tym jak świat (na przykładzie RPA) naprawiała


Na początek będzie film. Przy kawie o sprawie. Czy bić mężczyzn?

Niby żart, ale jak się ostatecznie z jednego z komentarzów samych twórców pod owym błyskotliwym dziełem dowiedziałem, wcale nie żart… Bić czy nie bić mężczyzn, to poważna sprawa. W tym wypadku jednak tylko pretekst, i wcale nie po to by właśnie na ten temat porozmawiać, bo normalny człowiek sam dobrze o tym wie i nie potrzebuje żadnego specjalnego konsylium na ten temat.  Tutaj chodzi o to żeby „wykazać”, że istnieje ścisły związek między tradycją a przemocą, bo według tych Pań ktoś „usprawiedliwia przemoc tradycją”. Rzecz jasna nie byle jaką tradycją bo katolicką. Mamy więc tu do czynienia ze „sprytnie” (no może nie całkiem bo część osób się jednak zorientowała) wykreowanym i odpowiednio spreparowanym (w myśl jednej z zasad Chomskiego) problemem, któremu dzielna lewica daje natychmiastowy  odpór, dodając sobie i wyznawcom animuszu poprzez udrapowanie go w pseudo inteligentną szyderę.

Wyszło to moim zdaniem marnie, ale zanim przejdę do rzeczy nadmienię tylko że przewodniczącą/prowadzącą tej loży szyderczyń  jest Pani Agata Diduszko. Nazwisko być może dla niektórych znane, albowiem jest to ślubna (ciekawe czy kościelna) prowokatora który udawał trupa podczas jednej z zadym, jakie przeciw naszej umiłowanej de-mo-kra-ty-cznie (akcentuję, bo ci ludzie mienią się demokratami pełną gębą) wybranej władzy, zorganizowała jakiś czas temu tzw. opozycja. Reszty zaproszonych do tych wygłupów bogato utytułowanych gościń/gościnin? (przepraszam ale nie wiem jak się to odmienia) jak ich nazywa Pani prowadząca wymieniał nie będę. Szkoda miejsca i czasu (w materiale wszystko jest). Wspominam o tej scenie tylko dlatego że nie jest udawana, a więc przez swą autentyczność zabawna. One tam nie udają zwykłych kobiet, o których interes/prawa rzekomo walczą, ale z wielkim namaszczeniem i dumą prezentują się jako niezwykłe, co od razu każdego chama powinno właściwie spionować i nauczyć pokory wobec tego co mówią. Polecam zatem obejrzeć chociaż początek 🙂

Pożartowali a teraz do rzeczy. Ta satyra bowiem oprócz tego co już napisałem, ma głównie na celu coś o wiele ważniejszego. Chodzi o odwrócenie uwagi od rzeczywistych sprawców przyzwolenia na przemoc, i przedmiotowego traktowania drugiego człowieka nie tylko w skali rodziny, czy relacji kobieta mężczyzna. Pierwszy lepszy przykład to  ideowy kolega owego zgromadzenia (a dla niektórych pewnie więcej jak ideowy), produkujący się od lat na łamach bratniego medium (TVN u, albo Polsatu), podstarzały dzieciak który pozwala na siebie mówić Kuba, czyli niejaki Wojewódzki. Wszak to właśnie on wcielił w praktykę tradycyjnie lewicowe postrzeganie drugiego człowieka (zwłaszcza kobiety) jako przedmiotu. To on przecież w sposób jak najbardziej stereotypowy i uwłaczający godności kobiety spopularyzował postać tzw. „wodzianki”. Nieudolnie sparodiowanej jako żarcik w omawianym materiale, oczywiście bez wskazania z imienia i nazwiska prawdziwego ojca tego „sukcesu”. Wszak nie o to chodzi żeby własne gniazdo kalać, ale ewentualnie o to żeby smród pozostał w rodzinie, i żeby z tego tytułu pięknie się różnić, obstawiając jednocześnie (w ostateczności) kierunek samokrytyki obywatelskiej.

Bo to nikt inny jak właśnie lewica odpowiada za niszczenie podmiotowości ludzkiej natury (nie tylko kobiety)… Zrzucanie skutków lansowanej przez wieki idei o „nawozie historii” na inną tradycję jak lewicowa, w dodatku w tak głupkowaty sposób jak to przedstawiono w tym teatrzyku jest żałosne, a obliczone rzecz jasna na prymitywny ze strony oglądaczy poziom świadomości /wiedzy o tym kto tak naprawdę odpowiada za to, na co te kobiety postanowiły zwrócić uwagę. A w zasadzie to wykorzystać to co się samemu narobiło do obrzucenia odwiecznego wroga lewicy, zwanego wymownie w doktrynie „opium dla mas”.
Niby żartem ale ostatecznie całkiem na serio paniusie odgrywają swoje role pastwiąc się nie nad tym na czym powinny. Próbując w ten sposób zamienić miejscami ofiarę ze sprawcą. Debatują nad kompletnie zmyślonym problem, jakim według nich jest przyzwolenie w Polsce na przemoc, i jej rzekome usankcjonowanie przez tradycję katolicką, którą lewica traktuje ad hoc jako przemoc samą w sobie.

Nie wzięto w obroty tych tradycji, które rzeczywiście taką przemoc usprawiedliwiają. Polecam studia nad tym jaką rolę kobiecie przypisuje Islam który lewica tak bezinteresownie ukochała, i co faktycznie może kobiecie bezkarnie zrobić mężczyzna wyznający Allaha, gdy nie jest ona tej tradycji posłuszna. Nie wspominając o specyficznym postrzeganiu kobiety innych wyznań czy kultur. Pole do popisów dają też inne, jeszcze bardziej egzotyczne kultury, gdzie od dziecka kobiety są poddawane różnym bestialskim rytuałom. Gdzie przemoc wobec nich, niejako wprost z ustawy jest dopuszczalna. Czy na ten przykład wycinanie łechtaczki tudzież inne zabiegi pielęgnacyjne to nie jest wymarzony materiał na jeszcze bardziej pikantną satyrę dla gościnin? Drżeć się na myśl o Kościele który napomina o godności osobistej i ochronie życia, a w wymienionych faktach zachowywać „zdrowy dystans” i „zrozumienie” to moim zdaniem spory dysonans poznawczy (wyrażając oględnie).

Nasza tradycja jest pod tym względem naprawdę zacofana. Zwłaszcza część wywodząca się z religii  Katolickiej, która od zarania jej dziejów piętnuje jako grzech (w prawie karnym przestępstwo) każde najmniejsze agresywne zachowanie wobec drugiego człowieka, i to już na poziomie myśli. Bez różnicowania ludzi na płeć, wiek, zdrowie umysłowe i fizyczne, czy status społeczny.

podobne: O polityce miłości (inaczej). Francja: Feministki przeciwko seksizmowi w zabawkach. Niemcy: Zatrzymać seksualizację dzieci. Polska: MEN chce ograniczyć uprawnienia rodziców. Lepkowski o pedofilii wśród Rabinów.

A oto fragment wpisu który obnaża rzeczywiste skutki lewicowych pomysłów na  świat, koniecznie bez białych rąk, ubranych w rękawiczki „opresyjnych tradycji”. Polecam tę notkę owym pańciom jako temat na prawdziwy tym razem problem do dyskusji – lewicy portret własny… Niczym portret Doriana Greya. Nie tego co prawda Greya który w obecnym czasie wywołuje u niektórych osobników płci obojga wypieki na mózgu, choć jakby dobrze pogrzebać to i tu znalazłyby się trafne analogie. Bo niektórym sprawianie drugiemu człowiekowi bólu i poniżanie go sprawia ogromną przyjemność… (Odys)

„… Dziennie zabija się w RPA 51 osób a gwałt na kobiecie w RPA dokonywany jest co 26 sekund a policja pociesza, że jednak jest lepiej, bo tylko co 36 sekund. Dzieci są gwałcone co 24 minuty, nie wyłączając niemowląt.

Od lat liczba gwałtów (zarejestrowanych przez policję) sięga 48 tysięcy rocznie. Gwałcone są kobiety białe i czarne – bez różnicy. Gwałceni są mężczyźni a co najstraszniejsze – 41% gwałtów ogółem dokonywana jest na dzieciach a tym 15% na dzieciach w wieku poniżej lat 9. W 2000 r. policja zanotowała 21.538 gwałtów lub usiłowań gwałtów na osobach poniżej 18 roku życia.

Wg badań prowadzonych przez różne agencje rządowe i naukowe – ilość mężczyzn, którzy zgwałcili kobietę nie będącą ich żoną/narzeczoną wynosi 15% a w niektórych regionach sięga 37%.

Zaczyna królować styl myślenia gangów i np. dzieci szkolne już nie uważają gwałtu czy molestowania seksualnego za przestępstwa a tzw. gang rape staje się częścią stylu życia.

Jeśli chodzi o tzw. przemoc w rodzinie, o której uwielbiają godzinami debatować panie nowoczesne w TVN, oskarżając „katolicką kulturę patriarchalną”, to w RPA wg statystyk – co 6 godzin zabijana jest jakaś kobieta przez swojego męża lub tzw. narzeczonego. O gwałtach na żonie/narzeczonej nawet się już nie wspomina. Tendencja jest rosnąca, albowiem np. w roku 1994/1995 zanotowano 44 tysiące gwałtów a w roku 2004/2005 – już 55 tysięcy i dało wskaźnik 114 na 100.000 osób. Pierwsze miejsce na świecie.

Dla porównania: Szwecja czyli „europejska stolica gwałtu” – to 65,3 na 100.000 i 6-te miejsce , USA – 27,3 na 100.000 i 14-te miejsce, Izrael – 17,6 i 26-te miejsce a Polska 4,1 na 100.000 i miejsce 69, co też nie jest powodem do chwały, bo Węgry mają wskaźnik 2,5 na 100.000 i miejsce 84, podobnie jak Słowacja.

Jeśli chodzi o mordy, to wg statystyk obejmujących państwa z ludnością powyżej 35 mln – RPA zajmuje również pierwsze miejsce ze wskaźnikiem na poziomie 31 na 100.000 obywateli.

Towarzyszy tym zjawiskom masowa emigracja białych obywateli RPA, głównie do Australii, Nowej Zelandii czy do Kanady. Efektem jest rosnący brak specjalistów i znikanie małych i średnich firm oraz kapitału.

Specjaliści wyliczyli, że od roku 1994 wyemigrowało z RPA ok. 1,6 mln specjalistów, niekoniecznie tylko białych ale za to z wiedzą i kapitałem. Podobno wyjazd każdego z tych przedsiębiorców i specjalistów spowodował likwidację 100-200 miejsc pracy co się przekłada na zniknięcie ok. 3-5 milionów miejsc pracy w realnej gospodarce ale też w administracji gospodarczej.

A zaczęło się niewinnie. W ramach „likwidacji nierówności w biznesie” rządy ANC opracowały wielowątkową „akcję afirmatywną”, w ramach której firmy RPA miały obowiązek „posiadać czarnego członka zarządu” i/albo – udziałowca. Cała ta operacja została nazwana programem Black Economic Empowerment czyli Ekonomiczne Równouprawnienie Czarnych. Na skalę masową zaczęło się to w 2001 r. Ale szlaki przecierali ludzie związani z liderami ANC czyli Afrykańskiego Kongresu Narodowego.

Takim sposobem do miliardów doszedł szwagier przyszłego pana prezydenta RPA Cyrila Ramaphosa kolegi pana Nelsona Mandeli – pan Patrice Motsepe… „ (Pink Panther – Polska i RPA czyli Muzeum Polin, „Zabij Bura”, biali farmerzy i Janusz Waluś)

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm

Niech żyje wolna od białych Afryka… Europa… I Polska…

Polecam również tekst Toyaha, w którym obnażony został klasyczny przykład ignorancji pewnego znanego dziennikarza (podobno prawicowego) tym temacie. Ignorancji na tyle paskudnej i bezczelnej gdyż silącej się na uzasadnianie ww okrucieństwa jako sprawiedliwego odwetu na białych, za lata kolonializmu. Czy redaktor Klarenbach wie, że w Afryce nie mówi się po murzyńsku?

Oraz jeszcze jeden obrazek, będący przykładem iście diabelskiego sprytu w kreowaniu przez lewicę okazji, czyli promocji tzw. pożytecznych idiotów jako wizerunku „prawdziwego/fajnego katolicyzmu”, który w rzeczywistości jest jego karykaturą… Krótki fragment, a po szczegóły zapraszam pod linkiem… (Odys)

„… Coryllus napisał coś takiego: „Wyobraźmy sobie, że człowiek, który przez całe życie karmił się treściami z GW i TVN, nagle stwierdził, iż są one niekompatybilne z jego codziennym, praktycznym doświadczeniem, a także obserwacjami czynionymi na bardzo podstawowych poziomach. Zrezygnował więc z pochłaniania tych treści i rozpoczął poszukiwanie nowych. Zamyślił się i powiedział sam do siebie – a może w tym całym Kościele mają coś interesującego? No i sięgnął po pierwszą rzecz z zakresu publicystyki katolickiej jaka mu się w sieci nawinęła. Była to recenzja książki Terlikowskiego o Wenantym Katarzyńcu umieszczona na stronach portalu prowadzonego przez Targalskiego, kolejnego tuza myśli prawicowej. Koniec. Nasz hipotetyczny poszukujący prawdy czytelnik, dokończył lekturę, po czym ze spokojem powrócił do GW i TVN, bo uznał, że to jest jednak jakiś poziom, nawet jeśli go oszukują, to czynią to w sposób nie ubliżający zarówno inteligencji, jak i emocjom. No może czasem, ale to jest doprawdy nic, w porównaniu z tym co robi Terlikowski”.

Moim zdaniem Zarząd Agory ma pełną świadomość słuszności tego, co pisze Coryllus i dlatego właśnie zlecili red. Sroczyńskiemu przeprowadzenie rozmowy z Małgorzatą Terlikowską. Nie oszukujmy się. Oni doskonale wiedzą, że przeciętne polskie katolickie małżeństwo, starannie praktykujące swoją wiarę, modlące się wspólnie z dziećmi przed zaśnięciem, chroniące dzieci przed tym co złe i wychowujące je na ludzi uczciwych i porządnych, tą są dokładnie tacy sami ludzie jak oni, tylko znacznie, znacznie lepsi, a przede wszystkim szczęśliwsi i w najmniejszym stopniu nie przypominający tej parki freaków. I oni zrobią wszystko, by świat się tej prawdy nie poznał. I dlatego do skutecznej realizacji tego swojego poplątanego planu potrzebują kogoś, kto ten styl życia skutecznie światu obrzydzi, a do tego celu potrzebują ludzi takich jak Terlikowscy, którzy dostarczą mu zaledwie dwóch informacji. Pierwszej takiej, że typowy polski katolik modli się głównie o to, by Bóg im zesłał pieniądze na nowy samochód, ewentulanie większy telewizor, a kiedy już się to uda załatwić, żeby pozwolił mu na czysto rozwiązać dylematy związane z integralną i jakże fundamentalną sferą życia, jaką jest dupa. Wystarczy.” (Toyah – 17 mgnień wiosny, czyli o funkcji dupy i pieniądza w życiu człowieka pobożnego)

podobne: Gazeta Wyborcza i kult tolerancji dla pedofilii czyli… kogo ochrania i kto zarabia na Lex Trynkiewicz. O grzebaniu w psyche i „świat na opak” oraz: Na chłopski rozum o „transmisji myśli w kosmos”, talencie wybrańców losu, transgresji i ektoplazmie „poezji” czyli… „o mafii bardzo kulturalnej” („arystokracji rozumu”) oraz magii Nobla Władysława Reymonta (alias Rejmenta-Balcerka)

„(…) A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi. Pełni są też wszelakiej nieprawości, przewrotności, chciwości, niegodziwości. Oddani zazdrości, zabójstwu, waśniom, podstępowi, złośliwości; potwarcy, oszczercy, nienawidzący Boga, zuchwali, pyszni, chełpliwi, w tym, co złe – pomysłowi, rodzicom nieposłuszni, bezrozumni, niestali, bez serca, bez litości. Oni to, mimo że dobrze znają wyrok Boży, iż ci, którzy się takich czynów dopuszczają, winni są śmierci, nie tylko je popełniają, ale nadto chwalą tych, którzy to czynią…” (Z listu do Rzymian św. Pawła apostoła)

Shahrzad Hazrati – Historia

Socjalizm w służbie niepodległości czyli jak powstała „wolna Polska” i dlaczego wybito ziemiaństwo (krótka lekcja z historii)


Paco Pomet – Fin de siècle

Szanowni goście znajomi i przyjaciele…

Oto najkrótsza i zarazem najtreściwsza z możliwych (i całkiem za darmo, poza poświęconym czasem) lekcja z historii Polski i świata, ale nie tylko bo również z gospodarki, polityki i ekonomii. Gorąco polecam lekturę całości i kolportaż tych treści gdzie się tylko da… W imieniu autora (Pana Gabriela Maciejewskiego) dziękuję każdemu kto zechce tę wiedzę rozpowszechnianiać… (Odys)

„…Problem socjalny został światu narzucony przez wielkie przemysłowe centra. W stuleciu XVII pozyskiwano taniego robotnika do wielkich warsztatów rujnując duże obszary całych królestw i pozbawiając ludność jakichkolwiek szans na przeżycie. Wtedy ludność ta szła do wielkich miast i tam dostawała pracę, czyli szansę. W stuleciach późniejszych wojny też wybuchały, ale nikt nie był na tyle głupi, by dewastować kraj i mordować ludzi tysiącami. Aktywa przejmowano, a ludność wędrowała do wielkich ośrodków przemysłowych sama, wskutek wiary, że jako nowa klasa poruszy z posad bryłę świata. Prawdziwy kłopot zaczął się wtedy, kiedy wielki przemysł USA zażądał mas całych taniego robotnika, który nie dość, że tani to będzie jeszcze posłuszny i gotowy do życia w nędzy przez wiele lat, a potem do nieokiełznanej konsumpcji towarów wytwarzanych na rynku amerykańskim. Pozyskiwanie robotnika nie było łatwe, albowiem monarchie europejskie broniły się przed utratą siły roboczej i zmniejszeniem populacji. Wtedy włączoną opcję – antagonizm socjalny i narodowościowy, a także religijny plus demokracja. Najpierw zjednoczono Włochy przeciwko papieżowi i wywieziono masy włoskiego robotnika do chilijskich kopalń. Potem zaś na tej samej zasadzie, dosłownie naśladując wszystkie posunięcia Cavoura, próbowano wywołać rewolucję w Polsce. Ta zaś nie miała nigdy innego celu jak ten, by masy taniego robotnika opuściły kraj. W sprawę tę zaangażowano wielu bardzo ludzi, którzy uprawiając publicystykę i widząc, jak bajkowe i wygodne, aczkolwiek narażone na jakieś tam szykany, jest życie w Europie Środkowo wschodniej rozpoczęli swoją oszukańczą działalność. Przekonanie ziemian do socjalizmu odbyło się poprzez ideę niepodległości. Wielcy ziemianie na wschodzie Europy byli dla przemysłu największym zagrożeniem. Po pierwsze dlatego, że dawali ludności stabilizację bytową, dawali pracę i organizowali życie całych, dużych nieraz bardzo lokalnych populacji. W ideę socjalną wierzyli też miejscowi żydowscy przemysłowcy, którzy w swoim kogucim, naiwnym sprycie, myśleli, że jak się postawią ziemianom, albo się wżenią w ich środowisko, to podniosą kulturę kraju, a do tego jeszcze przy tym zarobią miliony i naród ich zostanie wywyższony. To wszystko działo się w czasie kiedy Rotszyldowie już szykowali kolonizację Palestyny i mówili wyraźnie, że nie ma dla poważnych Żydów miejsca w Europie wschodniej. Nasi jednak jakby ogłuchli. Być może mieli dostęp nie do tych informacji co trzeba. Wielkie majątki ziemskie prowadzące gospodarkę ekstensywną, nie miały żadnej potrzeby zaciągania kredytów na usprawnienie gospodarstwa, bo i tak wszystko co zostało wyprodukowane można było na miejscu sprzedać. To się oczywiście nie podobało producentom maszyn sprzedawanych na kredyt. Cała więc propaganda niepodległościowa od roku 1863 została przestawiona na tory socjalne, cała też zaczęła głosić antagonizm pomiędzy wielką własnością a ludem. Tego antagonizmu zaś tam nie było do czasów reformy rolnej. Ktoś powie, no dobrze, ale dlaczego oni uwierzyli w ten socjalizm? Bo byli naśladowcami najlepszych zachodnich wzorów, bo wiedzieli, że mają za dużo i myśleli, że jak się podzielą, to nic się nie stanie, bo socjaliści mieli bojówkę, nie liczącą się z nikim i z niczym, gotową mordować, bo wielu z nich było wprzęgniętych w tajne organizacje, których celem była zmiana oblicza świata. Można te organizacje nazywać masonerią, ale przymusu nie ma. Piłsudski, tak jak napisałem, był człowiekiem Włodzimierza Zubowa, ten zaś koordynował działania socjalistów na całym obszarze Królestwa Polskiego i Rosji w oparciu o skorumpowanych dworzan i urzędników carskich. I jeszcze jedna – najważniejsza – rzecz. Nikt nie wiedział dokładnie po co ma być wskrzeszona Polska. Wszystkim się zdawało, że po to, by oświeceni obywatele podnosili kulturę ludu prostego i prowadzili go ku ziemskiemu szczęściu. Bankierzy z USA i GB dewastowali duże obszary świata, po to, by przyjąć do swoich fabryk najtańszego robotnika, zapłacić mu grosze, za które on następnie powinien zakupić produkowane przez nich towary. To był dokładnie ten sam mechanizm co w Polsce, gdzie dziedzic z Żydem karczmarzem rozpijali chłopa, ale rozdęty do niewyobrażalnych rozmiarów, no i oferta była szersza, bo prócz wódki była jeszcze zagrycha. Tyle, że cholernie droga, ale za to w ładnym papierku.

Napiszę jeszcze raz – nie było dobrej odpowiedzi na pytanie – dlaczego ma powstać wolna Polska. Odpowiedź, której dzisiaj udziela nam prof. Andrzej Nowak – że wolność, że swoboda, że coś tam jeszcze, jest odpowiedzią, jakiej udzielali sobie bogaci ziemianie zakładając Towarzystwo Rolnicze. To jest odpowiedź – pułapka. Tamci mają lepszą – wolna Polska ma powstać w granicach przez nich wyznaczonych po to, by wielka własność została zdegradowana i nie stanowiła przeszkody w pozyskiwaniu niewolnika, to jest chciałem rzez, taniego robotnika. Ten zaś proces nadzorować powinna socjalistyczna bojówka, lub bojówki zwane partiami politycznymi. I tak się właśnie działo. Tak wyglądały realia II RP, ale wielu wydawało się, że oto idziemy do sukcesu. Szliśmy na śmierć, przy wtórze okrzyków wznoszonych przez oszalałe wariatki, które widziały już siebie wśród triumfatorek głoszących postępowe idee, wśród nauczycielek chłopskich i robotniczych dzieci, na uniwersytetach i politechnikach, gdzie powstają nowe wynalazki, generalnie w realiach, które w sposób dokładny powielać miały realia sukcesu wielkich tego świata, czyli tych, którzy dla swojego dobra zdewastowali nasz kraj i wynajęli socjalistów po to, by ci trwale mącili nam w głowach i nie dopuścili do tych głów jednej sensownej myśli. A także by pilnowali, żeby proces pozyskiwania tegoż taniego robotnika nigdy nie ustał. Tak sprawy mają się już od dawna, od roku 1863 i na razie nie widać szans na to, by się zmieniły. Polityka zaś polska dziś polega na tym, by tani robotnik wyjeżdżał tam gdzie go potrzebują, ale jednocześnie, by ludzie, którzy go od nas pobierają nie wpadli na pomysł, że można bezkarnie zniszczyć nasz kraj, czyniąc z niego pustynię. To jest clou polityki polskiej dziś i do tego służą podatki, kredyty oraz propaganda państwowa. Reszta to didaskalia… ” (coryllus – O powierzchownym rozumieniu historii. Telokowi) 

podobne: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego i to: Dwie drogi stycznia 1863 czyli jak zaprowadzić komunizm (ludziom którzy niczego nie rozumieją) a także: Wekslowanie żeromszczyzny polecam również: Zamiast reprywatyzacji i własności, „nacjonalizacja” i więzienia z pustaków na kredyt (zwane „MieszkaniePlus”) czyli… O tradycji wywłaszczania Polaków przez „elity” naiwne i mściwe (II). Dwór który wciąż jest. i jeszcze: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą. oraz: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i to: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?

…Na dachach naszych domów
Posągi obcych bogów
Przed nimi my w pokłonach
Na naszym własnym progu
Przeżyliśmy! – To słowo
Z wszystkiego nas rozlicza
Dozorcy krzyk nad głową
Zapędza nas do życia. 

Jacek Kaczmarski, Targ 

„Roztargnieni pod specjalną ochroną” czyli prawo w służbie niesprawiedliwości (krótka lekcja z WOSu na temat władzy realnej)


„… tym, którzy przez wytrwałość w dobrych uczynkach szukają chwały, czci i nieśmiertelności – życie wieczne; tym zaś, którzy są przekorni, za prawdą pójść nie chcą, a oddają się nieprawości – gniew i oburzenie. Ucisk i utrapienie spadnie na każdego człowieka, który dopuszcza się zła, najpierw na Żyda, a potem na Greka. 10 Chwała zaś, cześć i pokój spotka każdego, kto czyni dobrze – najpierw Żyda, a potem Greka. 11 Albowiem u Boga nie ma względu na osobę. 

12 Bo ci, którzy bez Prawa zgrzeszyli, bez Prawa też poginą, a ci, co w Prawie zgrzeszyli, przez Prawo będą sądzeni. 13 Nie ci bowiem, którzy przysłuchują się czytaniu Prawa, są sprawiedliwi wobec Boga, ale ci, którzy Prawo wypełniają, będą usprawiedliwieni. 14 Bo gdy poganie, którzy Prawa nie mają, idąc za naturą3, czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie mają, sami dla siebie są Prawem. 15 Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające. 16 [Okaże się to] w dniu, w którym Bóg sądzić będzie przez Jezusa Chrystusa ukryte czyny ludzkie według mojej Ewangelii. 
17 Jeżeli jednak ty dumnie nazywasz siebie Żydem, całkowicie zdajesz się na Prawo, chlubisz się Bogiem, 18 pouczony Prawem znasz Jego wolę i umiesz rozpoznać co lepsze, 19 a jesteś przeświadczony, żeś przewodnikiem ślepych, światłością dla tych, którzy są w ciemności, 20 wychowawcą nieumiejętnych, nauczycielem prostaczków, mającym w Prawie wyraz wszelkiej wiedzy i prawdy… 21 Ty, który uczysz drugich, sam siebie nie uczysz. Głosisz, że nie wolno kraść, a kradniesz…” (Z listu św Pawła apostoła do Rzymian)

„… Właśnie opinia publiczna została poruszona salomonowym wyrokiem Sądu Najwyższego, który uniewinnił sędziego przyłapanego na kradzieży 50 złotych, a więc nawet nie żadnego „złota”, tylko papierowego Scheissu o niewielkiej wartości. Niezawisły (jeszcze) Sąd Najwyższy przyjął bowiem, że ów sędzia nie miał wcale złych intencji i tych 50 złotych wcale nie „ukradł”, tylko „wziął” wskutek roztargnienia. Najwyraźniej musiał być tak przyzwyczajony do chowania do kieszeni każdego banknotu, jaki znalazł się w zasięgu jego wzroku, że to przyzwyczajenie zeszło u niego do poziomu instynktów, a jak wiadomo, instynkt wyłącza działanie świadome. Tymczasem, według staroświeckich poglądów, które przydają się również, a może nawet zwłaszcza w takich sytuacjach, wyłączenie świadomości sprawcy czynu tempore criminis sprawia, że nie można przypisać mu winy, nawet nieumyślnej, a skoro tak, to nie ma innej rady, jak tylko delikwenta uniewinnić. Toteż niezawisły (jeszcze) Sąd Najwyższy tak właśnie uczynił, być może kierując się przesłanką tak zwanej notoryjności sądowej – że żaden sędzia nie potrafiłby oprzeć się pokusie schowania do kieszeni banknotu, jaki znalazł się w zasięgu jego wzroku i ręki. Skoro bowiem sędziowie stanowią wyjątkową pod każdym względem „kastę” ludzi, to muszą się od ludzi normalnych różnić jakąś, przynajmniej jedną, istotną właściwością. Dlaczego zatem nie taką?… 

nasycenie środowiska sędziowskiego i prokuratury konfidentami, wywołuje dodatkowe skutki, zarówno w zakresie ustawodawstwa, jak i praktyki wymiaru sprawiedliwości. Rzecz w tym, że agentura w prokuraturze i sądach jest wykorzystywana nie tylko do ochrony bezpieczniaków przed odpowiedzialnością karną za rozkradanie państwa i inne machinacje, ale również do ochrony przed odpowiedzialnością karną zwyczajnych konfidentów, którzy przez swoich mocodawców i zleceniodawców wynagradzani są właśnie bezkarnością. Żeby uniknąć niepotrzebnej ostentacji, przeprowadzone zostały odpowiednie zmiany w ustawodawstwie. Bo zazwyczaj konfident przyłapany na dorabianiu sobie za pomocą kradzieży, bywa pod rozmaitymi pretekstami oczyszczany z zarzutów, z czego oczywiście korzystają również funkcjonariusza organów ścigania, zgodnie z biblijną jeszcze zasadą, że „nie zawiążesz gęby wołowi młócącemu”. Wtedy taki konfident musi tylko opłacić łapówki – oczywiście „po czinu”, czyli według rangi zajmowanej w strukturze organów ścigania przez osobę tuszującą sprawę. Ale bywa i tak, że taki jeden z drugim konfident zostanie przyłapany na gorącym uczynku i ze względu na rozgłos w opinii publicznej sprawy zatuszować nie można bez utraty prestiżu i wywołania podejrzeń wobec organów ścigania. Na taką okoliczność we wrześniu 2013 roku, a więc w ramach grillowania premiera Donalda Tuska z powodu nieudanej próby uzyskania autonomii wobec starych kiejkutów, które zrobiły z niego człowieka, uchwalona została nowelizacja kodeksu postępowania karnego, w ramach której wprowadzona została instytucja tzw. dobrowolnego poddania się karze. Jeśli taki jeden z drugim konfident zostanie przyłapany na gorącym, to układa się z prokuratorem, że dobrowolnie podda się karze. Prokurator w takiej sytuacji już nie drąży sprawy, tylko występuje z odpowiednim wnioskiem do niezawisłego sądu, który bez przeprowadzania rozprawy i bez żadnego postępowania dowodowego, przyklepuje przyłapanemu karę, którą tamten uzgodnił z prokuratorem – jak się możemy domyślać – nie za darmo. Prawdopodobnie i sędzia też podłączany bywa do spółdzielni, bo nowelizacja obfituje w rozmaite zachęty; sędzia „może”, ale „nie musi”, a skoro tak, to trzeba go jakimiś argumentami do tego przekonać. W tej sytuacji tylko głupek by nie skorzystał, a wiadomo, że wśród niezawisłych sędziów żadnych głupków nie ma. Wszyscy są więc zadowoleni; przestępca – bo unika kłopotliwych pytań, nie mówiąc już o podłączaniu do prądu, dzięki czemu może chronić wspólników, którzy w tej sytuacji poczuwają się do solidarności i składają na łapówki. Funkcjonariusze organów ścigania – bo nie muszą przemęczać się pracą, a pieniążki płyną – jak mówi poeta: „skąd, gdzie – ani wiesz!” , no i niezawisłe sądy – bo postępowania toczą się sprawnie, jak na NKWD-owskim konwejerze, żadnych apelacji nie ma co się obawiać, a co się odłoży, to się odłoży… ” (Stanisław MichalkiewiczRoztargnieni pod specjalną ochroną)

podobne: „Ludzie skłonni są myśleć, że to, co jest legalne, musi być dobre” czyli… Stanisław Michalkiewicz o konsekwencjach bezprawia.  oraz: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) i to: (Nie)pewne skutki reformy sądownictwa czyli… Sąd sądem ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie a także: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów.

”…Rzeczy materialne w tym świecie są dobrami rzadkimi. Szatan jest bytem inteligentnym i sprytnie to wykorzystuje. Kusi nas i jest mistrzem ubierania zła w pozory dobra. Człowiek nigdy nie wybiera zła za swój cel działania. Zawsze znajduje usprawiedliwienie dla swoich wyborów. Jezus był kuszony na pustyni przez Szatana, aby kamienie zamienił w chleb. Rzeczy materialne, same w sobie stworzone przez Boga, są dobre. Są neutralne, ale to my nadajemy im wartość w naszym działaniu. I nigdy nie powinny stać się celem naszych działań. Na pierwszym miejscu naszej skali wartości powinno być miejsce tylko dla Boga…” (Ks. Jacek GniadekZrobić miejsce dla Chrystusa)

„… Ludzie mogą żyć i zaspokajać swe potrzeby tylko dzięki bezustannej pracy… 

…wszystkie prawne środki powinny chronić własność i prześladować rabunek.

Lecz ogólnie rzecz biorąc prawo jest tworzone przez jednego człowieka albo przez jedną grupę ludzi. A ponieważ prawo nie może działać bez sankcji i wsparcia przeważającej siły, siła ta musi zostać złożona w ręce tworzących prawo.

Fakt ten, w powiązaniu z fatalną ludzką skłonnością do zaspokajania potrzeb możliwie najmniejszym wysiłkiem, wyjaśnia niemal powszechne odwrócenie funkcji prawa. Łatwo więc zrozumieć, w jaki sposób prawo, zamiast zwalczać niesprawiedliwość, staje się jej niezwyciężonym narzędziem. Łatwo zrozumieć, dlaczego prawodawca używa prawa, by niszczyć wolność osobistą innych ludzi za pomocą różnych stopni niewoli, ich wolność za pomocą ucisku i ich własność za pomocą rabunku. Wszystko to dzieje się dla dobra osoby wydającej prawa, proporcjonalnie do posiadanej przez nią władzy.

Ofiary legalnego rabunku
Ludzie oczywiście buntują się przeciw niesprawiedliwości, gdy stają się jej ofiarami. Dlatego gdy prawo organizuje rabunek na korzyść tworzących prawo, wszystkie obrabowywane klasy próbują środkami pokojowymi albo rewolucyjnymi uczestniczyć w tworzeniu praw. W zależności od stopnia oświecenia klasy uciskane mogą wybrać dwa zasadniczo odmienne cele swego dostępu do władzy: mogą zechcieć albo wstrzymać legalny rabunek, albo w nim uczestniczyć.

Biada krajowi, w którym ten ostatni cel przeważy, gdy z kolei masy ofiar legalnego rabunku posiądą władzę tworzenia praw!

Zanim tak się stanie, mniejszość uprawia legalny rabunek większości – powszechna praktyka tam, gdzie udział w tworzeniu praw jest ograniczony do niewielkiego kręgu ludzi. Ale potem w tworzeniu praw zaczynają brać udział wszyscy, i wszyscy próbują zrównoważyć swe przeciwstawne interesy za pomocą wszechobecnego rabunku. Zamiast usunąć niesprawiedliwość ze społeczeństwa, ludzie czynią ją powszechną. Gdy tylko klasy okradane posiądą władzę polityczną, ustanawiają system odwetu na innych klasach. Nie likwidują legalnego rabunku – to wymagałoby wyższego stopnia oświecenia, niż przez nie posiadany. Zamiast tego naśladują złych poprzedników uczestnicząc w legalnym rabunku, nawet wbrew własnym interesom.

Jak gdyby każdy musiał, zanim zapanuje sprawiedliwość, odcierpieć swoją część okrutnej odpłaty w części za zło, w części za niezrozumienie.

Rezultaty legalnego rabunku
Nie można wprowadzić w społeczeństwie donioślejszej zmiany ani większego zła, niż zamiana prawa w narzędzie rabunku.

Jakie są konsekwencje takiej przemiany? Trzeba tomów, by opisać je wszystkie. Musimy się więc zadowolić wypunktowaniem najbardziej uderzających.

Przede wszystkim sumienie ludzkie przestaje rozróżniać między sprawiedliwością a niesprawiedliwością.

Żadne społeczeństwo nie może istnieć, jeżeli jego prawa nie są przynajmniej w pewnym stopniu przestrzegane. Najpewniejszym sposobem zapewnienia poszanowania praw jest uczynienie ich godnymi szacunku. Gdy prawo i moralność stoją w sprzeczności, obywatel jest postawiony przed okrutnym wyborem: albo utraci zmysł moralny, albo poszanowanie dla prawa. Oba te zła mają równe konsekwencje i człowiekowi trudno pomiędzy nimi wybierać.

Naturą prawa jest strzeżenie sprawiedliwości. To wiele znaczy, bo w umysłach ludu prawo i sprawiedliwość są tym samym. Każdy z nas mocno skłania się ku uznawaniu tego, co legalne także za sprawiedliwe. Pogląd ten jest tak bardzo powszechny, że wielu ludzi mylnie sądzi, że rzeczy są „uczciwe”, bo prawo je takimi czyni. Dlatego aby dla wielu sumień rabunek wyglądał na uczciwy i uświęcony, trzeba tylko, by został zadekretowany i usankcjonowany przez prawo. Niewola, ograniczenia własności i monopole znajdują obrońców nie tylko wśród tych, którzy na nich korzystają, ale również wśród tych, którzy przez nie cierpią…

…Musimy wypowiedzieć wojnę socjalizmowi. Zgodnie z definicją socjalizmu autorstwa Charlesa Dupin, słowa te znaczyły: Musimy wypowiedzieć wojnę rabunkowi.

Ale o jakim rabunku mówił? Istnieją przecież dwa rodzaje rabunku: legalny i nielegalny.

Nie sądzę, aby nielegalny rabunek, taki jak kradzież albo oszustwo, który prawo karne określa, przewiduje i karze, mógł być nazwany socjalizmem. To nie ten rodzaj rabunku systematycznie podkopuje fundamenty społeczeństwa. W każdym razie walka z tym rodzajem rabunku nie rozpoczęła się na rozkaz wymienionych panów. Walka z nielegalnym rabunkiem toczyła się od zarania dziejów. Na długo przed rewolucją 1848 roku, na długo przed pojawieniem się socjalizmu istniały we Francji policja, sędziowie, żandarmeria, więzienia, lochy i szubienice do zwalczania nielegalnego rabunku. Walkę tę prowadzi samo prawo i uważam (oraz życzę sobie), że powinno ono zawsze zachowywać to nastawienie przeciw rabunkowi.

Prawo chroni rabunek
Jednak nie zawsze tak się dzieje. Niekiedy prawo broni rabunku i w nim uczestniczy. Oszczędza beneficjentom rabunku wstydu, niebezpieczeństwa i skrupułów, na jakie byliby bez tego narażeni. Niekiedy prawo oddaje do dyspozycji rabujących cały aparat sądów, policji i żandarmerii, a ofiarę, gdy ta się broni, traktuje jako przestępcę. Krótko mówiąc, jest to legalny rabunek, który bez wątpienia miał na myśli de Montalembert.

Taki właśnie legalny rabunek może być tylko izolowanym wtrętem wśród dostępnych ludziom środków prawnych. Jeżeli tak jest, to najlepiej znieść go bez zbędnych mów i oświadczeń, wbrew głosom ukrytych interesów.

Jak rozpoznać legalny rabunek?
Ale jak rozpoznać legalny rabunek? Jest to całkiem proste. Trzeba sprawdzić, czy prawo zabiera jednym osobom to, co do nich należy i daje innym osobom, które nie mają do tego prawa. Trzeba sprawdzić, czy prawo daje korzyści jednemu obywatelowi kosztem innego, w sposób, jakiego sam obywatel nie może się podjąć nie popełniając przestępstwa.

Prawo takie trzeba bezzwłocznie znieść, bo jest ono nie tylko złe samo w sobie, ale staje się ono także obfitym źródłem dalszego zła, powodując odwet. Jeżeli taki izolowany przepis nie zostanie natychmiast uchylony, poszerzy się, zwielokrotni i rozrośnie w system.

Osoba ciągnąca korzyści z takiego przepisu będzie się gorzko skarżyć, broniąc swych praw nabytych. Będzie podnosić, że państwo ma obowiązek ochrony i ułatwiania jego partykularnej działalności; że proceder ten wzbogaca państwo, bo chroniona sfera jest zdolna do większych wydatków i może więcej płacić ubogim pracownikom.

Ta sofistyka kryjąca prawdziwe interesy nie jest warta uwagi. Uznanie tych argumentów pozwoli na rozbudowę legalnego rabunku w system, co już się właściwie stało. Dzisiejsze oszustwa polegają na usiłowaniu wzbogacenia wszystkich kosztem wszystkich, uczynienia rabunku powszechnym pod pretekstem jego zorganizowania.

Legalny rabunek ma różne oblicza
Legalnego rabunku można dokonywać na niezliczone sposoby. Mamy więc niezliczone nazwy dla planów jego organizowania: cła, ochrona, zasiłki, dotacje, zachęty, progresywne podatki, szkoły publiczne, gwarantowane zatrudnienie, płaca minimalna, gwarantowane zyski, prawo do zasiłku, prawo do narzędzi pracy, nieoprocentowany kredyt i tak dalej. Całość tych planów, zmierzających do legalnego rabunku, tworzy socjalizm.

Ponieważ z definicji tej wynika, że socjalizm jest tu podstawową doktryną, nie można zaatakować go inaczej, niż za pomocą innej doktryny…(Frederic Bastiat – Prawo)

podobne: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy podatki dają pracę? (czy może odbierają) oraz: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców) polecam również: Zamiast reprywatyzacji i własności, „nacjonalizacja” i więzienia z pustaków na kredyt (zwane „MieszkaniePlus”) czyli… O tradycji wywłaszczania Polaków przez „elity” naiwne i mściwe (II). Dwór który wciąż jest.

” Otóż władza może być albo święta albo tajna. Nie ma innej możliwości, bo inna władza po prostu nie spełnia swojej funkcji, nie działa. To znaczy działa jakiś krótki czas, a następnie degeneruje się w brzydki sposób.” (Gabriel Maciejewski – O prawdziwej naturze władzy)

„…Fikcja, w którą wierzymy opisywana jest w podręcznikach do WOS-u. Władza dzieli się na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, a jej gwarantem jest naród, który głosuje w powszechnych wyborach. Naród ten nazywany jest czasem suwerenem. Realnie władza dzieli się na flotę, armię i bojówkę lub bojówki. Te ostatnie mają nadrzędny w stosunku do armii i floty charakter, albowiem za ich pomocą dyscyplinuje się generałów i admirałów. W obecnym świecie bojówka ma charakter oficjalny i nosi nazwę tajnych służb. Ponieważ każda kolejna władza musi mieć pewność, że bojówka jest wierna, bo od niej zależy wszystko, tworzy nowe służby, które kontrolują poprzednie. Tamte zaś rozwiązuje, albo i nie, jeśli okaże się, że nazbierali oni tyle haków na władzę, że nic im nie można zrobić. W takiej sytuacji wszyscy siadają do negocjacji i coś ustalają. A co z suwerenem? Nic. Naród już od dawna ma w nosie wybory, głosuje tylko 30 proc. społeczeństwa i tak jest dobrze. Nikt nie chce tego zmieniać, bo gdyby wszyscy uprawnieni poszli do wyborów, zmieniły by się w sposób istotny realia polityczne, a to pociągnąć mogłoby za sobą rozruchy, w wyniku których ktoś musiałby zginąć. A ci co giną, zawsze są wcześniej do śmierci wyznaczeni. Nie informuje się ich jednak o tym, bo ta śmierć jest przedmiotem targów, pomiędzy władzą aspirującą, mającą do dyspozycji nową bojówkę, a starą bojówką i częścią władzy, która nie ma sił, by utrzymać się na powierzchni i szuka nowych rozwiązań. U nas jeszcze do takich rzeczy nie doszło, ale one są znane z historii. Przykład wielkiego pensjonariusza Niderlandów – Jana de Witt i jego brata Cornelisa jest tu najbardziej wyrazisty.

W opisanym wyżej układzie potrzebny jest jakiś stabilizator czyli gwarant. I to zawsze jest bank, który daje zabezpieczenie aktywom starej bojówki i nowej władzy. Ten bank może przez to wpływać realnie na to kto będzie rządził. I to jest clou systemu, ale o tym się nie mówi. To znaczy nie mówi się dziś, w epoce rozbuchanych mediów, wolnego słowa i różnych innych fikcji jakże podobnych do konfederatek i kontusików oszalałych mitomanek biegających ulicami polskich miast w latach 1863-64. Dawniej pisało się o tym otwarcie w gazetach… ” (coryllus – O realnym i fikcyjnym podziale władzy)

podobne: O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością oraz: Od kłamstwa do przemocy czyli skutki nierozliczenia rewolucji – rehabilitacja komunistów i to: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…”

Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zadrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadziwcie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie starając jedynie o zaspokojenieswych żądz…” (List Jakuba 4:1-3)

Folwark Zwierzęcy

O drugiej kategorii ludzi czyli… Dłoń która (w imię eksperymentów socjalnych) przeszłości ślad zmiata.”Ballada o bieli” (Kaczmarskiego)


Pavel Ryzhenko – Umbrella

„… Na pytania, na które nasze odpowiedzi wydają się oczywiste, Żydzi odpowiadają zupełnie inaczej. My pytamy, co jest dobre oraz szukamy obiektywnego dobra i zasad, które można uogólnić na wszystkich ludzi. Natomiast Żydzi pytają, co jest dobre dla Żydów.

Także w odpowiedzi na pytanie, co jest prawdziwe, interesuje ich, co jest prawdziwe dla Żydów, a więc, co wybrać z tego, co się wydarzyło, by interpretacja historii i teraźniejszości oraz wizja przyszłości były korzystne z perspektywy żydowskiej” – możemy przeczytać w czwartkowym wywiadzie zatytułowanym „W pułapce żydowskiej hagady”…

… Głównego nurtu narracji o holokauście nie tworzą ani ci, którym udało się przeżyć, ani też ci, którzy wyjechali zaraz po wojnie, lecz ci, którzy wyjechali z Polski po 1968 roku. I to jest największy problem, bo przedstawiają wydarzenia, jakie skutkowały ich emigracją nie jako silny konflikt wewnątrz partii komunistycznej, ale jako konflikt między Żydami a Polakami, co jest wielkim i niesprawiedliwym zafałszowaniem historii…

…Dialog, który często w gruncie rzeczy był pozorowany, miał być politycznie poprawny. A więc dotychczas taki był, ale kiedy ta poprawność doszła do ściany, czego zresztą należało się spodziewać, okazało się, że owoców tego dialogu nie ma. W ciągu kilku dni to wszystko, co było skrywane i maskowane po obu stronach, nagle wybuchło i nadal nas głęboko dzieli…

…Ksiądz profesor zauważa, że z dyskusji i przekazów o holokauście zniknęli niemal zupełnie Niemcy, zastąpieni przez mitycznych nazistów oraz ich pomocników, w tym Polaków, jako że obozy zagłady znajdowały się na naszych (okupowanych) ziemiach a pośród naszego narodu znaleźli się źli wobec Żydów ludzie. O tych dobrych natomiast, stanowiących przecież ogromną większość, nie wspomina się już tak chętnie.” (Ksiądz profesor Waldemar Chrostowski: Brak owoców dialogu z Żydami)

podobne: Judaizm a Chrześcijaństwo

Są narody, które znają
W dziejach swoich każdy kamyk 
Tak że mało o to dbają – 
A my mamy – Białe Plamy. 

Plam tych biel – historię naszą 
Skupia w sobie, niby w lustrze: 
Wizje czasów, które straszą, 
Wizje – których się nie ustrzec. 

Po Syberii Białej Plamie
Idzie tłum zesłańców pieszo
I zapada w tłumną pamięć
Typ w papasze i z pepeszą.

W Białej Plamie słusznych jatek
Biało nowa gwiazda świeci
Nad rozpaczą białą matek,
Którym odebrano dzieci.

W białym dole białym wapnem
Białe czaszki przysypali,
Biało podpisane pakty,
Biało się Warszawa pali… 

„…sprawa wygląda tak, że źli Niemcy, którzy trochę potrząsnęli swoimi Żydami, ale krzywdy im nie zrobili za wielkiej, odegrali się na Żydach z Polski i samych Polakach. Potem ci bogaci, niemieccy żydzi, którzy wyjechali dzięki Goeringowi za granicę chcieli dostać odszkodowania za pozostawione w Rzeszy nieruchomości i je dostali. No, a co zresztą, z tymi muzułmanami z obozów? Słowa muzułmanin używam tu w znaczeniu znanym z książek Grzesiuka, chodzi o więźnia obozu, który jest już na wykończeniu. A kogo to obchodzi? Jeśli wyjechali na zachód dostali tam jakąś szansę, jeśli nie, ich los nikogo nie interesował. Konkluzja jest taka – Żydzi z Europy wschodniej nie interesowali i nie interesują nikogo poza ich współmieszkańcami, czyli Polakami, Białorusinami, Ukraińcami i resztą plemion przemieszkujących ziemię I RP. Oni są tak samo wstrętni Niemcom, jak i Żydom z Izraela. To znaczy byli, bo dziś walka toczy się o pamięć po nich i o to na kogo zwalić można odpowiedzialność za ich śmierć, a także o pieniądze, które można wydusić z frajerów na konto ich cierpienia. Teraz kiedy większość Żydów, którzy przeżyli holocaust i komunizm wymarła, inni Żydzi, ci którzy spokojnie przetrwali okupację i wojnę w pensjonatach takich jak Terezin mogą zacząć starania o odzyskanie pieniędzy za nich. W tym artykule są jeszcze inne ciekawsze kwiatki. Ja ich nie będę cytował po kolei, ale zalinkuję całość http://niniwa22.cba.pl/zydzi_roznych_kategorii_losy_niemieckich_zydow.htm 

…w śnie tym nie chodzi o żadną sprawiedliwość, o żadne ustalanie faktów, ani o to kto jest naprawdę odpowiedzialny. Bo jest nim ten, kto stał najbliżej, po prostu. W myśl tych założeń, co od samego początku rozumieli Niemcy, im dalej od Berlina tym ma być gorzej, bo odpowiedzialność spada na tych co patrzą. To jest jedna z zasad rządzących tym światem, o czym wcześniej nas nie poinformowano. No, ale teraz już wiemy o co chodzi i musimy zachować się stosownie do okoliczności. Najgłupsze co możemy zrobić to okazywać zrozumienie. Nie możemy tak postępować, albowiem nam, choćbyśmy wynosili z pożaru na oczach całego świata żydowskie niemowlęta nikt żadnego zrozumienia nie okaże. Nie o to bowiem chodzi. Trzeba więc wreszcie pojąć jedno – nikt nie oczekuje od nas żadnych płaczliwych wyjaśnień. Każdy chce się wreszcie dowiedzieć czy zapłacimy, a jeśli tak to na jakich warunkach. My zaś musimy się koniecznie dowiedzieć, a nie będzie to łatwe, jakie będą koszta negocjacji. To znaczy czy Netanjahu każe zastrzelić Morawieckiego czy nie. To ważna informacja i polscy agenci, jeśli oczywiście tacy istnieją powinni tę kwestię naświetlić.

Jeszcze o tym zrozumieniu. Ono jest całkowicie poza naszym zasięgiem, bo od dawna nikt nie traktuje nas serio, to znaczy w ogóle jako ludzi. Przekonanie takie to są złudzenia dla dorastającej młodzieży, która musi się integrować na erasmusach. Żeby zasłużyć na poważne traktowanie, musimy przede wszystkim zrozumieć o co chodzi tak naprawdę. A nie są to wcale pieniądze. Chodzi o to, na kogo przerzucona będzie odpowiedzialność za dawniejsze i przyszłe eksperymenty socjalne. Bo w takich kategoriach należy rozpatrywać poczynania Niemców w czasie II wojny światowej…” (coryllus, całość tu: Polacy jak Żydzi, Żydzi jak hitlerowcy?)

A tu poszerzenie tematu: Gotz Aly: Państwo opiekuńcze za łupy wojenne. Sekrety niemieckiego cudu gospodarczego (dr Rafał Brzeski) i jeszcze: O „wyższości” holokaustu.IL nad holokaustem.PL oraz: Robert Cisek: Pokłosie czyli… inkryminacja Polaków o antysemityzm vs. historyczne fakty a także: Przyzwoitość, moralna wina i moralni sprawcy czyli… kto i dlaczego w czasie wojny „bał się bardziej Polaków niż Niemców”. Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński. „Workhouse” jako brytyjski wkład w niewol… znaczy się w „państwo opiekuńcze”  i to: „Przyjeżdżają tu rowerami, pływają i wracają do domu naszymi samochodami” czyli… „Przyszedł pan hrabia z pieczątkami” i kwestia odszkodowań wojennych polecam również: Prawo do pamięci (tym którzy za mało umarli)

W bieli plam, jak w światła bieli
Tamten świat się nam ukazał.
Nic dziwnego, że się wzięli,
Żeby plamy te wymazać.

Wszystkie barwy krzywd w narodzie
Żyją w świetle Białych Plam.
Cóż posłuży ku przestrodze,
Kiedy je wymażą nam?

Wieczna przyjaźń, wieczna zgoda,
Wieczne zadośćuczynienie,
Wieczna wdzięczność dla „naroda”,
Który przyznał nam cierpienie.

Tak się nam dziejowy dramat
Kończy scenką dopisaną.
Miast pointą, co nam znana –
Wymazaną białą plamą.

Jacek Kaczmarski – Ballada o bieli 

Żeby zrozumieć o co idzie tzw. gra, i o czyją dłoń tutaj chodzi, musimy sobie zadać pytanie na co komu potrzebne jest nadanie pozorów legalności rabunku, oraz dlaczego poświęcona ma być na tym ołtarzu prawda… Myślę że jest to pytanie retoryczne zważywszy na skutki uprawomocnienia tego rodzaju działalności. Oficjalne zadekretowanie jawnej niesprawiedliwości w stosunkach międzyludzkich na skalę globalną, stanie się początkiem końca całej ludzkości. Bo na Polakach ten precedens się nie skończy.

Jest to jednak materia na tyle delikatna, że jako uzasadnienia potrzebuje koronnego wśród dowodów tj. przyznania się do winy oskarżonego. Tylko bowiem w takiej sytuacji nie trzeba będzie wyciągać na wierzch swoich prawdziwych intencji i deficytów moralnych… Oskarżyciel zdaje sobie bowiem doskonale sprawę że nie dysponuje niczym więcej jak pomówieniami, które (dopóki reszta ławy przysięgłych w nie nie uwierzy) nie mogą stać się prawem powszechnie obowiązującym… Dopóki nie mamy zamiaru ulec pokusie „świętego spokoju” jesteśmy bezpieczni, choć ciągle narażeni na kolejne ataki i oskarżenia… Odys

rys. Andrzej Krauze


Dwie drogi stycznia 1863 czyli jak zaprowadzić komunizm (ludziom którzy niczego nie rozumieją)


„Z otrzymanych dotąd wiadomości możemy już na pewne wnosić, że ruchy dzisiejsze w Królewstwie Kongresowem nie są li biernym oporem stawianym przez samych poborowych, jak je nieprzyjazne dzienniki i urzędowe doniesienia przedstawiały, ale powstaniem narodowém, podjętém przez wszystkie klasy dla wywalczenia niepodległości ojczyzny. Pod Mińskiem, w Błoniu, około Sierocka, Pułtuska, w lasach Nasielskich, w Ostrołęce, […]

via „Powstanie w Polsce” [1863] — Zapisz.org

„W krytycznych momentach dziejowych otwierają się zwykle przed Polakami dwie drogi, tak to przeważnie opisują, poeci, eseiści, historycy i dziennikarze. Dróg może być oczywiście więcej, ale przyjmijmy, że są tylko dwie. Żadna z nich nie jest ani szczególnie dobra, ani szczególnie zła. Obydwie mają jakieś zalety, ale czyha na nich także mnóstwo niebezpieczeństw. Kłopot tkwi w tym, że trzeba dokonać wyboru i podejmować jakieś działania idąc po jednej z dróg. Tego zwykle nie dostaje i każdy wybór w krótkiej perspektywie kończy się klęską. Nazywamy to dziejowym fatum. Nie jest to żadne fatum, ale wprost kalectwo wynikające z zaniechań, złego oszacowania wagi informacji, z tchórzostwa i lenistwa.

Najpiękniej dylemat dwóch dróg opisał Paweł Jasienica w swoim wielkim eseju o Postaniu Styczniowym, zatytułowanym „Dwie drogi” właśnie. Bardzo mocno polecam wszystkim tę książkę. Jasienica pisze o tym w jaki sposób frakcja Czerwonych chciała rozegrać politycznie powstanie, w jaki sposób sama została rozegrana przez tak zwanych Białych, w jaki sposób zamordowano przywódcę czerwonych i jakie były tego konsekwencje. Nie pisze tylko Jasienica o tym jak prawdziwi czerwoni, czyli komuniści w PRL wykorzystywali mit Powstania do swojej propagandy. No, ale powód tego zaniechania jest chyba oczywisty.

Teraz kilka szczegółów dla zanudzenia czytelnika uwielbiającego ważne, bieżące tematy z Cymańskim w roli głównej. Oto nazywany radykalnym, powstańczy rząd, którego premierem jest 23-letni Stefan Bobrowski, wuj przyszłego pisarza Josepha Conrada, uwłaszcza chłopów w Królestwie, stawiając tym samym najjaśniejszego pana cesarza Aleksandra II w sytuacji dwuznacznej i zmuszając go do podobnych deklaracji i obietnic. Rosja bowiem jest jak wielki sagan z wrzątkiem, przykryty ciężką pokrywą, pod którym ogień buzuje jak sto diabłów. Wybuch może nastąpić w każdej chwili. Car zdając sobie sprawę z sytuacji obiecuje Powstańcom – radykałom, zaznaczam – amnestię, byle tylko zaprzestali walki. Obiecuje też różne koncesje na rzecz włościan i polityczne ustępstwa. Bobrowski jest gotów na przyjęcie tej propozycji, bo to uchroniłoby kraj przed rozlewem krwi i wyniszczającą wojną. Jest wiosna roku 1864. Do akcji jednak wkracza frakcja tak zwanych Białych, która w podręcznikach historii nazywana jest ugodową. Są to ludzie tak jak Bobrowski pochodzenia ziemiańskiego, ale dużo gorzej wyedukowani politycznie. Biorą oni na serio zachęcające uśmiechy cesarza Napoleona III i decydują, że Powstanie ma być kontynuowane. Żeby mogło być kontynuowane trzeba zmienić rząd. Tego zaś zamienić się nie da bez kroków drastycznych. Bobrowskiego więc wrabia się w pojedynek i zabija. To łatwe, Stefan Bobrowski był krótkowidzem. Nie potrafił strzelać, książki czytał trzymając je tuż przy nosie. Zabicie go było więc łatwe. Frakcja ugodowa, zwana Białymi, odrzuca propozycję amnestii rozpętuje się wojna partyzancka na całego, zakończona wywózkami, konfiskatami, degradacją Królestwa do roli Prywislińskiego Kraju. Nie pierwszy to raz kiedy, nic nie znaczące obietnice z Zachodu doprowadziły kraj do katastrofy. Nie pierwszy to raz, kiedy niezorientowani w sytuacji i nie doinformowani idioci rzucili na polityczną szalę życie tysięcy, traktując wojnę jako polityczną demonstrację. Pierwszy raz miał miejsce na początku lat dziewięćdziesiątych XVIII wieku, trzeci zaś we wrześniu roku 1939… (Niepoprawni.pl, coryllus – Dwie drogi)

Hymn Mierosławskiego czyli za własność naszą i waszą ku „niepodległości”

„… Jeśli mamy jakąś organizację, która wyrasta wprost z ducha i praktyki terrorystycznej, która jest sponsorowana przez banki, ale na tyle słaba, że nie może zdobyć lokalnego poparcia, to organizacja ta musi znaleźć widomy pretekst swojego istnienia, po to, by zasłonić pretekst istotny. Tym jawnym pretekstem może być na przykład przejęcie kontroli nad jakimś obszarem, dajmy na to położonym pomiędzy Berezyną a Wartą i restytucja istniejącego tam niegdyś królestwa. Żeby związać ludzi nie rozumiejących jej istotnych celów, a przywiązanych do celu jawnego, musi się jakoś zakamuflować, czyli ukryć swój terrorystyczny, oparty na działaniu niejawnym, podstępnym i zbrodniczym charakter i wykreować jakiś inny, trochę bardziej atrakcyjny na ludzi, którym obiecuje lepsze warunki życia. Organizacja taka nie może jednak, obojętnie co by na ten temat nie mówili jej liderzy, wyjść poza ramy zakreślone jej przez sponsora. Jeśli to zrobi marny jej los. To trzeba zrozumieć, albowiem sponsorzy takich organizacji także mają swoją tradycję i pielęgnują swojego ducha, a on nie pozwala na takie wyskoki. One muszą być temperowane bezwzględnie. Poza tym oni mają o wiele dłuższą perspektywę, w której każde wydarzenie i postać nabiera właściwego wymiaru, to znaczy maleje. Sponsor widzi postaci i wypadki małe. Jedynie członkowie sponsorowanej przez niego organizacji uważają, że uczestniczą w czymś wielkim, na co każdy winien zwracać uwagę. No dobrze, ale wracajmy do charakteru organizacji. Jeśli składa się ona z terrorystów rzucających bomby, a ma panować nad szacownymi obywatelami, którzy chcą się bogacić, musi uczynić z tych szacownych obywateli swoich najpierwszych wrogów. Następnie zaś musi ukraść tradycję, która dla tych obywateli jest najważniejsza i ma swój wyraz w sztuce. Na przykład w literaturze, bo w czasach, o których piszę film jeszcze nie istniał. W miarę jak organizacja się rozwija potrzebuje coraz więcej atrybutów zakrywających jej istotny charakter, a ten – po zwycięstwie – opiewa już tylko na to, by dawać jak najwięcej profitów zasłużonym członkom oraz ich rodzinom, na nic więcej. Chodzi już tylko o tworzenie etatów oraz utrzymywanie organizacji w stałej gotowości, bez względu na to co się dzieje dookoła. W stałej gotowości, to nie znaczy w gotowości bojowej. Bo jesteśmy już w momencie, kiedy liderom organizacji wydaje się, że wymknęli się spod kontroli sponsora i nie są przez niego traktowani jak banda terrorystów, ale jak poważni politycy. Wydaje im się także, że sama organizacja zamienia się w armię koronną sprzed roku 1648 i będzie kroczyć już tylko od zwycięstwa do zwycięstwa. To jest bardzo poważne złudzenie, o czym liderzy opisywanej przeze mnie organizacji nie mogli się przekonać, albowiem zmarli lub polikwidowano ich przed ostateczną likwidacją samej organizacji. Gdzie ona się dokonała? Na ulicach Warszawy w roku 1944. Tam bowiem jest miejsce terrorystów i spadkobierców terrorystów, którzy nie rozumieją w czym uczestniczyli…” (coryllus – Tradycja czyli praktyka)

Styczeń i Warszawa, to tylko dwa najbardziej drastyczne przykłady tego, co się do dziś nazywa „epopeją narodowo wyzwoleńczych powstań”, które jak wiemy z historii jedyne z czego nas wyzwoliły to ogromne połacie ziemi, oraz z kapitału (z ludzkim włącznie), który tą ziemią sprawnie zarządzał, wzbudzając zawiść i strach nie tylko u sąsiadów. Nie dajmy sobie wmówić że stanowiliśmy naród warchołów, który sam sobie zagrażał, a rozbiory były po to by nas uratować przed nami samymi.  Tak rozbiory jak i powstania przeciwko nim, były potrzebne by ostatecznie zlikwidować ideę i ludzi którzy tworzyli kiedyś atrakcyjną dla wielu narodów Rzeczpospolitą. Jedno i drugie z perfidną bezwzględnością zaplanowano i przeprowadzono by wreszcie zapanował komunistyczny terror, a po nim „socjalizm z ludzką twarzą”. By w miejsce niegdyś bogatego w kapitał gospodarczy, umysłowy  i duchowy kraju, zaprowadzć łatwą do eksploatacji nędzę…

We wszystkich tych projektach „wsparcie” dla buntu organizowała w głównej mierze naiwna (bądź nasycona agenturą) emigracja, finansowana /ktedytowana głównie przez Londyn i Berlin, ale także przez Wiedeń, Paryż i Moskwę. Kredytowana zarówno przez  rządy tych państw jak i „prywatne” instytucje finansowe, konkurencyjne wobec tego modelu gospodarki jaki stanowił o naszej sile. Za każdym razem dawaliśmy się wmanewrować w niepodległość, do której doszła jeszcze potrzeba poświęcenia się (mesjanizmu) dla obrony „zachodniej cywilizacji”, która zawsze nami pogardzała, a wchodziła w bliższą komitywę tylko dla własnych imperialnych celów. My zaś spragnieni powrotu do dawnej potęgi szczerze wierzyliśmy że inni nam w tym pomogą. I stawaliśmy za każdym razem na hasło „niepodległość” w pierwszej parze koni pociągowych obcych interesów, z głowami pełnymi pustych obietnic, by rozbijać je sobie o mur oczywistych faktów, tj. bez namysłu nad brakiem realnej szansy na powodzenie i zwycięstwo. Za wyjątkiem tzw. „moralnego”, które wcale nim nie było zważywszy na konsekwencje w postaci śmierci,  zniszczenia, i jeszcze bardziej bezwzględnej niewoli… Która trwa do dzisiaj, i na którą jednym z dowodów jest traktowanie ludzi którzy są tych konsekwencji świadomi (i mówią o tym głośno) jak ruskich agentów, i anty patriotów…

Odys

podobne: Sejm Wielki i Konstytucja 3 maja. Marian Piłka: Nieodpowiedzialny patriotyzm oraz: Czarne barwy września 1939 r. Bohaterom – chwała! Na błędach nieudaczników – uczmy się! i to: „mołojecka brawura i bohaterszczyzna” a na rękach krew a także: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” polecam również: Prawdziwe przyczyny powstania listopadowego według Grzegorza Brauna i jeszcze: Powstanie Wielkopolskie – „kolebka” niepodległej Polski. Czemu o nim tak cicho? “Bliżej” – J. Pospieszalskiego

Henryk Pilatti – Pogrzeb pięciu ofiar manifestacji w Warszawie w roku 1861 (Grób Pięciu Poległych na Powązkach był symbolem polskich dążeń niepodległościowych, powstanie styczniowe)

Joint w rocznicę Powstania Warszawskiego czyli o wojnie przedmurza z zadupiem w kolejnym pokoleniu, o młodzieży na prowokacji chowaniu i złotym intetesie sojuszników z okupantami (patrioty(zm) z Izraela)


rys. Piotr Arendzikowski

„Baliśmy się budując pod ostrzałem
barykadę

Knajpiarz, kochanka jubilera, fryzjer,
wszystko tchórze.
Upadła na ziemię służąca
dźwigając kamień z bruku, baliśmy się bardzo,
wszystko tchórze –
dozorca, straganiarka, emeryt.

Upadł na ziemię aptekarz
wlokąc drzwi od ubikacji,
baliśmy się jeszcze bardziej, szmuglerka,
krawcowa, tramwajarz,
wszystko tchórze.

Upadł chłopak z poprawczaka
wlokąc worek z piaskiem,
więc baliśmy się
naprawdę.

Choć nikt nas nie zmuszał,
zbudowaliśmy barykadę
pod ostrzałem.”

Budując barykadę – Anna Świrszczyńska

„…1 czerwca Umiłowani Przywódcy stwarzają dzieciom możliwość zabawienia się w polityków. (…) Sejmowa sesja parlamentu dziecięcego potwierdziła w całej rozciągłości nie tylko nasilające się w naszym nieszczęśliwym kraju zjawisko dziedziczenia pozycji społecznej (dzieci aktorów zostają aktorami, dzieci piosenkarzy – piosenkarzami, nawet, jak mają tylko pierwszy stopień muzykalności, to znaczy – rozróżniają, kiedy grają, a kiedy nie – dzieci konfidentów zostają konfidentami, a podobno dzieci sędziów też zostają sędziami i to od razu – niezawisłymi, bo niezawisłość – wiadomo: też się dziedziczy), ale również najgorsze podejrzenia, że nie ma już jednolitego narodu polskiego, że historyczny naród polski od 1944 roku musi dzielić terytorium państwowe z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą, która też się rozmnaża i reprodukuje w kolejnych pokoleniach ubeckich i partyjniackich dynastii. Toteż podczas sesji parlamentu dziecięcego wszystkie te sprawy jaskrawo się ujawniły i ton oraz polityczne zabarwienie przemówień zależało od tego, czyje dziecko przemawiało. Jeśli na przykład przemawiało dziecko z porządnej, ubeckiej familii, której protoplasta położył fundamenty pod starą rodzinę („jo strzylołem, a un piniundze broł”), no to mogliśmy usłyszeć nie tylko pryncypialną krytykę rządu i uprawianych przezeń praktyk nepotystycznych – a jeśli przemawiał potomek rodziny pochodzącej z historycznego narodu polskiego, to pomstował na Unię Europejską, która próbuje wymusić na Polsce tak zwaną „relokację”, czyli rozparcelowanie po wszystkich unijnych bantustanach muzułmańskich uchodźców, których Nasza Złota Pani, ulegając własnej propagandzie – zamiast zatrzymać jeszcze na Bliskim, czy Środkowym Wschodzie czy Północnej Afryce – lekkomyślnie ściągnęła do Europy – i tak dalej. Wygląda na to, że przepaść między historycznym narodem polskim, a polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą będzie się z roku na rok jeszcze bardziej pogłębiała i kto wie, czy w końcu nie dojdzie do masowego podpisywania przez przedstawicieli wspomnianej wspólnoty jakiejś europejskiej Volkslisty…” (Stanisław Michalkiewicz – W dżungli praworządności)

„…Przedmurze czy zadupie? To jest podstawowy dylemat, z którym borykają się polscy politycy od bardzo dawna. Dylemat fikcyjny, oparty na głęboko w świadomość wbitych fałszach i dla nas wręcz zabójczy. Dylemat, który odbiera wszystkie szanse i skazuje na peryferyjność. Dylemat, w którym bonusem jest piękna śmierć, a przegrana to życie w kajdanach pod knutem. O czym przekonaliśmy się kilkakrotnie między innymi w czasie Powstania Warszawskiego. I ja tu nie chcę powiedzieć, że to jest jedyna alternatywa jaką tak zwany Zachód ma dla Polski. Na pewno tak nie jest. Zachód bowiem prowadzi politykę finezyjną, w którą w Polsce mało kto wierzy, ale nie ma tyle siły by 40 milionowemu narodowi wmawiać rzeczy nieistniejące lub całkowicie paraliżować działania grup w tym narodzie zorganizowanych oraz aktywnych w tej społeczności jednostek. Tego Zachód nie potrafi. Oni mogą co najwyżej stworzyć warunki dla rozwoju pewnego specyficznego rodzaju lokalnej polityki i pewnego specyficznego rodzaju lokalnych polityków, którzy zaopatrzeni w budżet wypiszą sobie na sztandarach hasło: „Przedmurze czy Zadupie” i ruszą z tym do wyborów lub na barykady. Zależnie od tego jakie będą okoliczności.
Zaangażowanie Polaków w dylemat: Przedmurze czy zadupie, stymulowane jest więc przez polityków polskich, polityków, którzy wierzą w swój szczery patriotyzm i posługują się stosownym zestawem pojęć gwarantujących im, że wyborca lub uczestnik wiecu także weń uwierzy. Bez nich tego dylematu w ogóle by nie było i nie byłoby kłopotu. Ludzie bowiem pozostawieni sami sobie kombinują zwykle tak, by coś ugrać i wyjść na swoich działaniach jak najlepiej. W stronę katastrofy zmierzają dopiero wtedy kiedy na ich czele postawi się jakiegoś światłego przywódcę, który podrzuci im coś ciekawego do przemyślenia, jakiś granat z zapalnikiem samookreślającym. Przedmurze czy zadupie proszę Państwa? Co wybieramy? Czy będziemy bronić Europy i jej kultury przed hordami barbarzyńców ze wschodu? Czy może pozostaniemy zaściankiem, biedą i nędzą w jednym, która dobrowolnie zrezygnuje z udziału w wielkich europejskich projektach? O nie! Tego drugiego zrobić nie możemy, mamy wszak tradycję! Nie tylko wojskową, mamy także tradycję kulturalne, ot choćby taki renesans, kaplicę Zygmuntowską i dzwon! Tego nie wolno zmarnować! Bo wtedy koniec!
Wrócę teraz do Powstania Warszawskiego, wszyscy którzy piszą o postawie Zachodu wobec Powstania zdają sobie sprawę, że w czasie kiedy Warszawa walczyła Roosvelt i Churchill dogadywali się ze Stalinem. I wszyscy uważają, że w ogóle nie ma po co tego roztrząsać. Wojna szła ku końcowi, oni się dogadywali a Polska złożyła daninę krwi, w dodatku – jak twierdzi Romuald Szeremietiew – oddała ją za swoją własną wolność i swoją własną niepodległość. Co prawda po Powstaniu nie było ani wolności, ani niepodległości, przeciwnie była śmierć i prześladowania, ale to nie ma znaczenia. Po raz kolejny obroniliśmy Europę. Bo gdybyśmy jej nie obronili byłoby jeszcze gorzej? Jeszcze gorzej? Nie sądzę. Gdyby Rosjanie rozlokowali się w Europie po Ren dopiero mieliby kłopot z utrzymaniem tego wszystkiego. I doprawdy nie chce mi się wierzyć, by ktokolwiek, poza polskimi politykami opcji prawicowej wierzył w to, że cokolwiek po takiej okupacji stałoby się „europejskiej kulturze”. Deal poszedł górą, a myśmy go nie zauważyli. Polscy politycy zostali oszukani, polscy dowódcy wykorzystani – mając tego świadomość lub nie – to już osobna sprawa, Polska potraktowana jak ogórek na zakąskę próbowała zaś bezskutecznie wydostać się ze słoika, do którego ją wepchnięto.
Powtórzę więc jeszcze raz to co pisałem przy okazji Smoleńska – jeśli ktoś przygotowuje jakieś wydarzenie jest jednym, absolutnym właścicielem wszystkich płynących z tego wydarzenia korzyści. Wszystkich. Wynika to ze skali w jakiej się planuje. Jeśli Zachód podzielił Europę to my i nasze Powstanie staliśmy się – bez względu na naszą wolę i nasze deklaracje jedynie jednym z tych benefitów. Jeśli tego nie zrozumiemy skazujemy się na powtórną obronę europejskiej kultury. Tego zaś możemy nie przetrwać.
Wróćmy do uwag wcześniejszych. Do nonszalancji z jaką ludzie opisujący tamte czasy traktują relacje pomiędzy AK a Londynem, pomiędzy Londynem, Waszyngtonem a Moskwą. Z tego opisywactwa za każdym prawie razem wynika wniosek następujący: oni musieli skończyć wojnę, bo za długo trwała, a my musieliśmy wysłać na śmierć tysiące ludzi, by pokazać im, że także chcemy zakończenia tej wojny i rzeczywiście nam na tym zależy bo należymy do tej samej kultury co oni. I to właśnie jest czysty obłęd, w którym tkwimy od dawna po uszy.
W czasie kiedy my walczymy, europejska kultura i jej emanacje dogadują się z azjatycką dziczą, przed którą my usiłujemy ich bronić. Takiej tezy bronią wszyscy polscy politycy za aspiracjami. Ja to jeszcze raz powtórzę – jeśli taka jest cena przynależności do cywilizacji europejskiej to ja bardzo przepraszam, ale wybieram zadupie. Po prostu. Można zrobić z siebie durnia raz, jak ktoś jest bardzo lekkomyślny może ten błąd powtórzyć, ale notoryczne powtarzanie błędów przy jednoczesnym wyszydzaniu tych wcześniejszych, które uważane być powinny za głęboką naukę, to już jest zbrodnia. Za zbrodnie zaś w cywilizowanych krajach skazuje się zbrodniarzy na długoletnie więzienie.
Zrekapitulujmy teraz to wszystko raz jeszcze; Powstanie Warszawskie to nasza obrona przed prowokatorami politycznymi, którzy szerzą zło. Kolejnych Powstań w takich okolicznościach nie będzie i trzeba to wyraźnie powiedzieć. Powstanie możemy wywołać wtedy kiedy wasze czołgi – wasze, nie ruskie – stać będą nad Wisłą. Nie wcześniej. Jeśli zaś będziecie nas dalej oszukiwać przepuścimy ruskich na wasze podwórko. Po prostu…” (coryllus – Przedmurze czy zadupie)

podobne: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego oraz: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa i to: „Orzeł niezłomny” o marginalizowaniu przez Zachód tragicznych doświadczeń Polaków w czasie wojny polecam również: Kolejny dowód na kłamstwo katyńskie. Alianci ukrywali prawdę żeby zadowolić Stalina.

a teraz coś o mało znanej (bo finezyjnej) polityce naszych sojuszników na okupowanych przez Niemców terenach…

„…Rada Główna Opiekuńcza była organizacją powołaną z inicjatywy amerykańskiej, konkretnie zaś czegoś co nosiło nazwę Joint. Tak pisze Ronikier. Miała ona opiekować się ofiarami wojny i terroru, choć nie można było przecież mówić o terrorze, ze względu na terror właśnie. Początkowo pomoc amerykańska miała przychodzić na jeden adres dla wszystkich – to znaczy dla Polaków, Żydów i Ukraińców. Potem jednak rozdzielono poszczególne nacje, a Ukraińcy domagali się, by dawano im więcej wszystkiego, zawyżając statystyki ludnościowe. Żydzi też się tego domagali i Ronikier musiał się z nimi targować w przytomności sprzyjających im Amerykanów. Mówimy cały czas o początku okupacji niemieckiej w Polsce, o latach 1939-1940. Szaleję okupacyjny terror, rozstrzeliwują za byle co, wywożą profesorów UJ do Dachau, a do Polski przyjeżdżają przedstawiciele amerykańskiej organizacji o nazwie Joint i domagają się fotografii obdarowanych ubraniami ludzi, a także laurek od obdarowanych dzieci, żeby Amerykanie wiedzieli, że pomoc nie idzie na marne. I Ronikier, a także Andrzej Jałowiecki, syn Mieczysława, im tego wszystkiego dostarczają. I teraz uwaga, na początku prezesem RGO był książę Janusz Radziwiłł. Nie mógł on znieść użerania się ze skorumpowaną i rozwydrzoną administracją niemiecką i jak go któryś wkurzył, to napisał po prostu list do Göringa ze skargą. Dlaczego do niego akurat? Bo to właśnie Göring opiekował się na najwyższym szczeblu delegacjami amerykańskimi, a także przychylnie patrzył, na te wszystkie rady opiekuńcze, które instalowano na terenach zabranych…

…Ciekawe, co nie? Jakiś nic nie znaczący w okupacyjnej rzeczywistości prezes nic nie znaczącej rady, która zajmuje się dystrybucją amerykańskich szmat z second handu coś tam powiedział do jakiegoś chłopa spod Włocławka w ciemnej sali pełnej pokasłujących ludzi. I słowa te zostały w try miga zanotowane, opatrzone urzędowymi pieczęciami i wysłane do Berlina, gdzie opinię na ich temat wygłosić miał marszałek, wielki łowczy Rzeszy, dowódca Luftwaffe. No i wygłosił. A jak już wygłosił to i Hans Frank i pan Kruger z krakowskiego gestapo musieli uszy po sobie położyć.

Idźmy dalej. Pisze Ronikier o swojej korespondencji z generałem Sikorskim. Dobry nasz generał w listach do Ronikiera umieszczał informacje o dużych sumach pieniędzy, które wysyłano z Londynu dla potrzeb RGO. Kłopot w tym, że Ronikier nigdy ich nie otrzymywał. Możliwości są dwie – albo Sikorski kłamał, ale dlaczego miałby pozostawiać ślady swoich kłamstw na piśmie, albo pieniądze były wysyłane, ale przejmował je kto inny. Z wściekłości jaka cechowała dr. Krugera oraz innych urzędników niższego, okupacyjnego szczebla, w kontaktach z Ronikierem, wściekłości i bezradności wobec tego ciężko przerażonego przecież człowieka, wnosić możemy, że to nie oni kradli. Jeśli nie oni to znaczy, że forsa trafiała do kogoś postawionego wyżej, komu taki Kruger, a nawet Frank mógł skoczyć na puklerz obiema nogami.

W jednym z listów do Ronikiera Sikorski napisał, że jedzie do USA i tam dostanie od prezydenta Roosevelta 17 milionów dolarów, z czego 6 milionów przeznaczy na RGO. Ronikier odpowiedział, że chciałby, aby część tych pieniędzy została zdeponowana w nowojorskich bankach, a część w szwajcarskich. Rozumiem, że banki te miały przedstawicielstwa w GG i Adam Ronikier mógł stamtąd podejmować gotówkę. Niestety pieniędzy tych nigdy nie otrzymał. Teraz musimy się poważnie zastanowić na tym, czy prezydent Franklin Delano Roosevelt był skłonny lekką ręką dać 17 milionów dolarów jakiemuś Sikorskiemu. Ja sądzę, że tak, problem polegał na tym jedynie, że trzeba by było potem sprawdzić jakie numery mają te banknoty i czy nie pokrywają się one czasem z numerami banknotów zdeponowanymi w bankach amerykańskich lub po prostu krążącymi po kraju. Musiał także mieć pewność, że pieniądze te w części zostaną przekazane do GG. 17 milionów dolarów w roku 1941 to jest suma poważna i tylko poważni ludzie mogą się zajmować jej dystrybucją. Już tu kiedyś rozmawialiśmy o dolarach trafiających do okupowanej Europy i myślę, że wszyscy doskonale rozumieją o co chodzi. Tych dolarów i funtów była masa, ale one prawie wcale nie trafiały tam gdzie powinny, to znaczy do potrzebujących. Gdzieś jednak trafiały. Moim zdaniem do Hermanna i jego ludzi. Trzeba by prześledzić jakie były relacje ojca Hermanna, starego Heinricha, z Amerykanami, trzeba by zbadać jakie relacje z wolnym światem miał jego brat Albert, bo myślę, że tam kryje się tajemnica…

…Nie wiem ile było w Europie takich rad opiekuńczych, ale wnoszę, że wszystkie one podlegały Hermannowi. Jeśli zaś tak było nie można myśleć o tych instytucjach inaczej jak o przykrywce do transferu dużych ilości gotówki na terenu okupowane, co było na rękę zarówno Amerykanom, jak i tym Niemcom, w których znaleźli oni upodobanie…” (coryllus, polecam lekturę całości tu: szkolanawigatorow.pl – Kiedy naprawdę zmarł Hermann Göring)

podobne: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa oraz: Adam Wielomski: Błędy polityki generała Sikorskiego. Dlaczego Polska nie dogadała się z ZSRR?  i to: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? a także: Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego)

„…Powstanie powinno być stałym przedmiotem publicznej dyskusji, ale powinno być z dala od wszelkiej propagandy. Tymczasem ono właśnie jest najczęściej wykorzystywane w rozgrywkach propagandowych i w idiotycznych dyskusjach toczonych wokół alternatywy: bić się czy nie bić. Kretyn, który to wymyślił powinien stanąć pod murem bez wcześniejszej rozprawy sądowej. Zarówno promocja postaw patriotycznych jak i toczone wokół poważnych problemów dyskusje są w Polsce naznaczone fałszem i krótkoterminowym interesem politycznym. Usprawiedliwia się tę ich nędzę zawsze tym samym – wychowaniem młodzieży. Propagatorom tego rodzaju zabaw wydaje się, że pokazanie szarży na bagnety sprawi, że młodzież zapała gorącą miłością do ojczyzny i kiedy przyjdzie pora pozwoli się wymordować w wyniku prowokacji państw obcych, bo tak będzie komuś wygodniej. Musimy przestać uprawiać tę agitację i zacząć myśleć politycznie o naszej historii. Nie możemy pokazywać dzieciom morowych panien, bo prawdziwe morowe panny są w grobach, a zanim tam trafiły zostały spalone żywcem, zgwałcone, powieszone lub rozjechane czołgami. I od tego właśnie powinniśmy naszą młodzież uchronić

To czy dowództwo AK jest odpowiedzialne czy nie nie ma dla nas dziś znaczenia. Znaczenie ma to, że za tragedię Warszawy odpowiedzialni są w wymienionej kolejności: Niemcy, Rosjanie, Brytyjczycy i Amerykanie. I nie ma od tego ucieczki. Trzeba mówić wprost o tym, że śmierć miasta i jego najlepszych oraz najpiękniejszych mieszkańców była wynikiem po pierwsze prowokacji, po drugie zaniechania. I nie wolno nam nikogo zwalniać z tej odpowiedzialności, bo nie jesteśmy do cholery Panem Bogiem i nie mamy takiej mocy.

To zaś co się dziś dzieje wokół tak zwanych narracji patriotycznych nie jest niczym innym tylko przygotowywaniem grup docelowych pod sprzedaż różnych produktów, takich jak ta cholerna gra dla dzieci o łącznikach. Czy wyobrażacie sobie, że w Izraelu ktoś zaczyna sprzedawać grę o tym jak dzielnie bronili się bojowcy z ŻOB przed Niemcami w kwietniu 1943 roku? Takie rzeczy są w ogóle nie do pomyślenia, bo tamto powstanie zostało dawno przesunięte do sfery bytów sakralnych. My zaś ze swojego robimy biznes, w dodatku tani i jeszcze wydaje nam się, że wszystko jest w porządku, bo wychowujemy młodzież. To jest hańba…” (coryllus – Młodzieży chowanie)

podobne: Przyzwoitość, moralna wina i moralni sprawcy czyli… kto i dlaczego w czasie wojny „bał się bardziej Polaków niż Niemców”. Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński. „Workhouse” jako brytyjski wkład w niewol… znaczy się w „państwo opiekuńcze” oraz: Wielu pamięta o powstaniu, niewielu o upadku Warszawy. Meldunek „Montera”, rzeź na Woli i 12 ton prochów. O patologii martyrologicznej propagandy i to: Rocznica powstania warszawskiego. Dramatyczny zryw narodowy w którym zabrakło rozwagi. Z tego płynie nauka, jak nie uprawiać polityki

a propos Izraela (czy też może należałoby powiedzieć w tym wypadku  USraela) i jego historycznego/legendarnego wyczucia do interesów… Z jednej strony mamy bowiem nieustanną nagonkę w ramach tzw. „pedagogiki wstydu” a z drugiej…

„…okazało się, że po tryumfalnym ogłoszeniu bliskiej finalizacji kontraktu na zakup amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej ostatecznie Wojsko Polskie ma zaopatrywać się w antyrakiety izraelskie. Szczegół ten (ładny szczegół, raty liczone w miliardach dolarów!) został tradycyjnie przemilczany przez wszystkie media polskojęzyczne, które wcześniej tak chętnie i wydajnie zaangażowały się w festiwal dezinformacji, gdzie jako główny wabik na naiwnych patriotów posłużyły właśnie legendarne Patrioty. Kiedy Air Force One z prezydentem Trumpem na pokładzie lądował na Okęciu, puszczona została w obieg tryumfalna wieść o tym, że „jeszcze tej nocy” podpisana zostanie „umowa na zakup” sprzętu, którego posiadanie będzie skuteczną „gwarancją bezpieczeństwa Polski”.

Szybko okazało się, że nie umowa, lecz raczej wstępna promesa, że Amerykanie w istocie do niczego się jeszcze nie zobowiązali, że terminy pierwszych dostaw przewidziane są na rok 2022/23, a w ogóle o pełnej zdolności operacyjnej można będzie mówić za 10 lat (jak przyznał kilka dni później wiceminister obrony narodowej Kownacki) (…) wszystko wskazuje na to, że pierwszą ratę, około miliard dolarów, zainkasują najprędzej nie Amerykanie, lecz Izraelczycy… 

„Warszawa nalega [sic!] na zakup pocisków systemu przechwytującego Proca Dawida ze względu na ich znacząco niższą cenę i lepsze osiągi. Izraelski koncern Rafael, który opracował ten system wspólnie z amerykańskim koncernem Raytheon, może się spodziewać zarobku w wysokości miliarda dolarów od tego kontraktu”.

A może to istotnie najlepsze rozwiązanie? Może rzeczywiście nasze bezpieczeństwo ma się radykalnie zwiększyć, a budżet tyle zaoszczędzić na zakupie tańszego sprzętu z państwa położonego w Palestynie? Cóż za niespotykanie korzystny interes: za cenę jednego pocisku typu Patriot można podobno kupić aż dziesięć Dawidów (po 450 tys. dolarów sztuka). Ale jeśli to wszystko tak pięknie się układa, to czemu MON nie reklamuje tak wielkiego sukcesu – nie chwali się swą przezornością i gospodarnością?

I czemu milczą o tym media polskojęzyczne – całkiem zgodnie i solidarnie, zarówno te pro-, jak i antyrządowe?… 

…Czy rzeczywiście system obrony antyrakietowej z importu uczyni Polskę bezpieczną od zagrożenia atakiem rakietowym ze Wschodu – to jedna kwestia w najwyższym stopniu problematyczna. Nie tylko ze względu na bliskość położenia ewentualnych nieprzyjacielskich wyrzutni, ale także i z tego względu, że żaden z tych kosztownych sprzętów nie przeszedł jeszcze takiej akurat próby ogniowej na realnym polu walki. Więc co do możliwości strącania rakiet rosyjskich przez amerykańskie czy żydowskie antyrakiety – to pozostaje ona czysto teoretyczna. Żadnego Iskandera nie trafił jeszcze żaden Patriot ani tym bardziej żaden Dawid – bo po prostu nie było jeszcze, chwała Bogu, takiej wojennej potrzeby. Ale nawet jeśli w tej sprawie uwierzymy naszym kontrahentom na słowo, to poważna różnica jest taka, że amerykańskie Patrioty są w obiegu już ponad cztery dekady (projektowane w latach 60., testowane w latach 70., zdolność bojową uzyskały w połowie lat 80.) – więc przynajmniej wiadomo, że w ogóle istnieją i działają. Tymczasem izraelski system obrony przeciwpowietrznej Proca Dawida wciąż jeszcze nie osiągnął fazy operacyjnej – jest nadal testowany. Czyżby Izraelczycy wpadli na doskonały biznesowy pomysł dokończenia tego projektu w sposób „samofinansujący się” – na nasz koszt?…

…Warto w tym kontekście przypomnieć, jak przykrą niespodziankę sprawili izraelscy kontrahenci Gruzinom w połowie poprzedniej dekady, sprzedając im najpierw sprzęt bojowy, czym skutecznie przyczynili się do eskalacji wojennej – a następnie, jak wieść niesie, przekazując klucze elektroniczne Rosjanom. W rezultacie skuteczność izraelskich cudów techniki w konfrontacji z Moskalami okazała się zerowa. Być może to właśnie ten mały psikus kosztował Gruzinów przegraną wojnę w 2008 r. zakończoną zaborem części terytorium…” (Grzegorz Braun • polskaniepodlegla.pl – GRZEGORZ BRAUN: PATRIOCI, PATRIOTY i PROCA DAWIDA)

podobne: Izrael protestuje przeciwko polityce Rosji, testuje „Procę Dawida” i krytykuje umowę z Iranem oraz: Izrael – Pomyślna próba antyrakiety Strzała 3 i to: Nabici w F-16. Eugeniusz Januła o problemie nie tylko samolotów. Za co Polska musi płacić? a także: Kiedy koniec II wojny? czyli… amerykańscy żołnierze w Polsce i Europie Środkowo Wschodniej. Wasalizacja, pożyteczni idioci i slalom między folkslistami. Sens dyslokacji wojsk z daleka od wschodnich rubieży. Zaniedbany kierunek – Białoruś.

Artur Grottger – Szkoła szlachcica polskiego. Admonicja

„…Polityka Polaków musi być polityką polegającą na wysyłaniu na śmierć całych pokoleń, wyjąwszy oczywiście tych, którzy wcześniej zarezerwowali sobie miejsca w lożach. Nikt się ani przez moment nie zastanowi jak to przerwać. I dobrze wszyscy wiecie dlaczego – bo to urągałoby pamięci zmarłych

…Nie wiem i nigdy się nie dowiem jak wygląda spłacanie zobowiązań agenturalnych. Jedno jest pewne w tych układach nasi najwięksi wrogowie – Niemcy, są wobec swoich agentów stokroć bardziej lojalni niż nasi najwięksi sojusznicy – Brytyjczycy. Bycie sojusznikiem Wielkiej Brytanii nie gwarantuje niczego, nawet pięknej śmierci na barykadzie, bycie sojusznikiem Niemiec gwarantuje emeryturę i dostanie życie na starość, no chyba, że całe Niemcy zostaną zdewastowane tak, jak to się stało po II wojnie światowej…

…Ta konkluzja wypływa wprost z analizy losów różnych patriotycznych działaczy, których kariery rozpoczynały się przed I wojną światową. Ot choćby taki Jędrzej Moraczewski. Dlaczego te Hitlery wstrętne nie wyrzuciły go na bruk z willi w Sulejówku? Przenieśli go tylko do oficyny, a on sobie tam spokojnie mieszkał przez całą okupację, jego żona zaś, która nie niepokojona przez nikogo dożyła lat pięćdziesiątych, zasiadała w czasie okupacji w zarządzie spółdzielni Społem. Ponoć ich dzieci poginęły w różnych akcjach, ale samym Moraczewskim nic złego się nie stało. Tylko ta śmierć pana Jędrzeja, premiera rządu ludowego, taka trochę dziwna się wydaje.

Moraczewski to pikuś, wspominaliśmy tu Krahelską i Owczarkówną, obydwie spokojnie dożyły lat sześćdziesiątych. Do tego jeszcze towarzysz Wincenty Jastrzębski i towarzysz Roman Jabłonowski, a także pewnie setki innych, których nazwisk nie znamy i nigdy nie poznamy. Dlaczego świnio, powie zaraz ktoś, rozliczasz tych ludzi z tego, że przeżyli? Otóż czynię tak ponieważ są ludzie, którzy z różnych wyborów rozliczają na przykład prof. Kieżuna i powieka im przy tych rozliczeniach nie zadrga. Tymczasem Kieżun był, w przeciwieństwie do Moraczewskiego, Krahelskiej, Owczarkównej, Jastrzębskiego, Jabłonowskiego i innych, wprost skazany na śmierć. To on był tym kamieniem, który rzucono na szaniec, bo nie należał do pokolenia wybrańców. Był rocznikiem późniejszym, na którego barki włożono ciężar nie do udźwignięcia, samemu go unikając. No, ale przeżył i żyje do dziś. Ma chłop cholernego pecha. I z tego właśnie faktu, że przeżył i żyje czyni mu się zarzuty. Jednocześnie taki Zychowicz wyciera sobie gębę dziesiątkami tysięcy tych, którzy umarli w Powstaniu. Mieliśmy tu wczoraj gawędę o strajku szkolnym zorganizowanym na niespotykaną skalę, przy zaangażowaniu różnych metod terroru, przez prowokatorów i histeryczki. Myślę, że powinniśmy wprost potraktować to wydarzenie, jako część zbiorowej hipnozy, której jesteśmy co jakiś czas poddawani. Dziś także. Jako próbę generalną przed Powstaniem Warszawskim, w czasie którego także nie dano tym dzieciom żadnego wyboru. Bo wymagała tego racja stanu. Otóż racja stanu niczego nie wymagała, a to z tego względu, że wobec faktycznej likwidacji państwa, wobec uzależnienia rządu emigracyjnego od polityki mocarstw, nie istniała żadna formuła, w której ta racja stanu by się realizowała. Jedyną racją stanu w czasie kryzysów globalnych jest ocalenie jak największej ilości istnień. I teraz ważna rzecz, o której niby wszyscy wiedzą i którą rozumieją. Po co wywołano Powstanie? Żeby powitać bolszewika na swojej ziemi. Czym go powitać? Nie strzałami bynajmniej, ale chlebem i solą, jako sojusznika. Byli bowiem bolszewicy naszymi sojusznikami. No, ale jak wiemy zdradzili nas i wymordowali elitę. Tylko Kieżunowi zaproponowali współpracę…” (coryllus – Potępianie zmarłych i opłakiwanie żywych)

„…Zwykle jest tak, a warunki wojenne wiele tu nie zmieniają, że przed młodym człowiekiem otwiera się kilka możliwości, kilka życiowych dróg. I tak ludzie związani z niepodległościowym podziemiem mieli do wyboru dwie drogi – dół, albo kolaborację, a potem także dół, bo dla uczestników narodowego ruchu oporu nie było miejsca w nowym świecie. No chyba, że ktoś się nazywał Grabski. Jeśli zaś idzie o tych drugich, to im podsuwano trochę więcej opcji – służba w jednostkach liniowych, służba w KBW, albo w UB. Wszystko było płatne i jeszcze do tego gwarantowało emerytury. Tak więc jakiekolwiek oceny stawiające znak równości pomiędzy jedynymi a drugimi nie są uprawnione ani poważne. Przejdźmy jednak do zdemaskowania tych politycznych tradycji. Dlaczego opcja narodowa była tak straszliwie niszczona? Ponieważ ludzie ci uwierzyli, że ich ideologia jest traktowana serio i na równi z ideologią socjalistyczną. A to nie była nigdy prawda. Podkreślam – nigdy. I doskonale zdawał sobie z tego sprawę jeden i drugi Grabski, a także ich progenitura. Ruch narodowy został wymyślony i ukonstytuował się jako konieczne uzupełnienie socjalizmu, który sam z siebie jako ideologia walki klas i walki z Kościołem, nie przyjąłby się w Polsce nigdy. Piłsudski próbował wyjaśnić narodowcom gdzie jest ich miejsce trzy albo cztery razy, ale oni uporczywie nie chcieli tego zrozumieć. Korfanty dopiero w latach trzydziestych założył tę całą Partię Pracy czy jak to się tam nazywało, uznając widocznie, że dalsza walka nie ma już sensu. Po wojnie komuniści, którzy mieli jasno określony program dokończyli to na co sanacja się nie odważyła – powybijali narodową partyzantkę. Przy okazji wytłukli też partyzantkę akowską, która w sporej większości była lewicowa w sensie najbardziej idiotycznym. To znaczy takim, że wydawało się tym ludziom, iż można okraść dziedzica, ale chłopa już nie, bo to zaprzeczy ideom sprawiedliwości społecznej. Wszyscy oni poszli do piachu, bo nie o to chodziło w projekcie socjalizm na ziemiach polskich, żeby ktoś się tu przywiązywał do rzeczy nieważnych i zanieczyszczał doktrynę jakimiś swoimi interpretacjami. Dziś zaś dzieci i wnuki tych, którzy ich wymordowali mówią – słuchajcie, to nie tak, jedni strzelali i drudzy strzelali. To jest bardzo oszukańczy sposób interpretacji zdarzeń, trzeba bowiem jasno wyrazić o co chodziło. Ja to już pisałem wielokrotnie, ale jeszcze powtórzę – chodziło o stosunek do własności oraz o podmiotowość człowieka. To może jest trochę zbyt górnolotne, ale tak właśnie było. Jeśli więc jedni próbują bronić własności i Kościoła i za to są mordowani przez innych, którzy bronią swoich spółdzielczych, resortowych mieszkań oraz nędznych etatów ledwo starczających na przeżycie, to nie ma tu miejsca na rozmyte oceny. I albo staniemy w prawdzie, albo czeka nas kolejna strzelanina…” (coryllus – Brudne serca, czyste ręce)

podobne: O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością oraz: Jak Grabski zrujnował II RP czyli… o praktycznym znaczeniu złudzeń i to: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców.

„…rewolucja socjalistyczna została wywołana m. in. po to, by ostatecznie dobić produkcję przemysłową w zakładach Królestwa Kongresowego, takich jak huta w Starachowicach, a także po to, by przygotować teren dla jakieś planowanej akcji militarnej, prowadzonej przeciw carskiemu imperium kosztem Polaków. Skutki były opłakane, co świetnie widać w wymiarze lokalnym. Koszty rewolucji ponieśli Bogu ducha winni mieszkańcy, płacący znacznym obniżeniem poziomu życia, a niekiedy wprost nędzą za wprowadzanie w życie PPS-owskich koncepcji walki i „czynu”.

W 1926 roku władzę objęli partyjni koledzy tow. Wiktora wprowadzając w kraju nowe porządki. Inwestowano w Starachowickie Zakłady Górnicze, budowano fabrykę zbrojeniową, ale wszystko znów działo się kosztem ogromnych wyrzeczeń ludności, od 1936 roku finansującej ze swoich podatków budowę COPu. Kiedy państwowa propaganda szerzyła hasła wyścigu pracy, część ludności żyła w warunkach urągających ludzkiej godności i niespotykanych tu przez I wojną światową. W 1932 roku burmistrz Wierzbnika W. Sokół odnotował, że na zboczu Góry Trzech Krzyży mieszkańcy żyją w ziemiankach oszalowanych drewnianymi deskami. Jednocześnie spora część produkcji wybudowanych z wielkim poświęceniem zakładów zbrojeniowych szła na eksport do Wielkiej Brytanii. Tak działo się m. in. ze słynnymi armatami przeciwlotniczymi Bofors, produkowanymi na szwedzkiej licencji. Jeszcze we wrześniu 1939 niektóre transporty broni przeznaczano dla Anglii.

Tragicznym skutkiem rewolucji 1905 roku było przyjęcie PPS-owskich metod walki przez dowództwo AK w czasie okupacji niemieckiej. Ofiarą takich działań stał się młody, 21-letni żołnierz AK, Bolesław Papi, ps. „Czerw”. Papi zginął wykonując zamach na gestapowca Ericha Schűtze, posiadającym bardzo silną obstawę inspektorze Sipo i SD z Radomia (22.05.1944). Co zadziwiające, o tym gestapowcu  i jego życiorysie właściwie do dziś nic pewnego nie wiadomo. Mimo, że Schűtze został ciężko ranny i zmarł kilka dni później, silna obstawa zastrzeliła „Czerwia” i jego kolegę. Bolesław Papi był świetnie zapowiadającym się biologiem ornitologiem, nauczycielem szkoły zawodowej w Starachowicach. Jego matką była Bronisława Boeckmann, pochodząca z kurlandzkiego ziemiaństwa. Kolejny zdolny i świetnie zapowiadający się młody człowiek został poświęcony przez konspiracyjne dowództwo, by spełnić churchillowski plan „podpalenia Europy”. Siostra Bolesława, Jadwiga zginęła od odłamka granatu na początku Powstania Warszawskiego. Trudno nie dostrzec tu pokłosia działań rewolucjonistów, którzy już jako podstarzali oficerowie wysyłali ludzi takich jak Papi na niemal pewną śmierć. Tym razem akcje kończyły się dla patriotycznie nastawionej młodzieży tragicznie.” (Stalagmit, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Rewolucja nad Kamienną – glosa do Baśni socjalistycznej)

podobne: „Szkoła” Jacka Kaczmarskiego czyli zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego („Socjalizm i śmierć”)… Bo wszystko już było (na kole historii)  oraz: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i to: Prof. Kieżun i SB. Dokumenty IPN. Czy autorytet to już świętość?

„…No i się stało, co się stało, co się miało stać,

I syn mój zginął – ciężko rzec – pierwszego dnia.
Nie trzeba było mi chłopaka do Powstania brać,
No, ale nie był już w AL – już był w AK.

Ktoś powie – nie on jeden! Tak, lecz dla mnie właśnie on!
Nieszczęścia jakoś sprawiedliwiej, Boże – dziel!
Byleby żył! Za wcześnie Panie Twój ogląda tron!
Byleby żył!
Niechby już sobie był w AL!”

fragment: Jacek Kaczmarski: „Dylemat”

podobne: Jacek Kaczmarski: „Barykada” (Śmierć Baczyńskiego)

Artur Grottger – W Saskim Ogrodzie (metafora traumy społeczeństwa polskiego okaleczonego fizycznie i psychicznie w odnawiających się co pokolenie zrywach niepodległościowych)

 

Zamiast reprywatyzacji i własności, „nacjonalizacja” i więzienia z pustaków na kredyt (zwane „MieszkaniePlus”) czyli… O tradycji wywłaszczania Polaków przez „elity” naiwne i mściwe (II). Dwór który wciąż jest.


Artur Grottger – Polonia VI. Obrona dworu

„…Z opowieści o czombrowskim domu, który próbował przetrwać bolszewików z ich metodycznym, zaplanowanym paleniem polskich dworów najbardziej chcę pamiętać jedną, podzieloną na dwie części. Nie jest to opowieść o przyrządzaniu tortu makowego, czy o ubieraniu choinki, ani o pięknych paniach w wytwornych sukniach popijających herbatę w trzcinowych fotelach. To opowieść o Majowym, której pierwsza część jest taka:

„Przed I wojna, w przedpokoju koło drzwi do jadalni stał ołtarzyk z figurką Matki Boskiej, przystrojony kwiatami. Wieczorami zbierali się przy nim domownicy i część służby. Przy zapalonych świecach Maria intonowała kolejne wezwania, a pozostali odpowiadali „Módl się za nami”. Po powrocie [po I wojnie] do pustego czombrowskiego dworu zwyczaj ten powrócił, z tym, ze teraz wszyscy klękali w ogołoconym z mebli salonie. I znów jak dawniej płynęły przy świetle świecy słowa Litanii Loretańskiej. Maj 1942 roku jeszcze udało się jakoś przeżyć w miarę spokojnie.”

Druga część opowieści czeka tuż tuż:

„Bardzo szybko zaczął sie nowy koszmar, gdy w okolicy pojawiła się sowiecka partyzantka. W dzień zagrażali Niemcy, w nocy czerwoni partyzanci (…) Od września 1942 roku czerwone bandy rozpoczęły palenie stodół ze zbiorami i stogów zboża, aby w ten sposób zniszczyć zaplecze aprowizacyjne dla Niemców. (…) Czombrowska stodoła z całym użątkiem spłonęła w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1942 roku.
A potem przyszedł czas na dwory i ich mieszkańców. Dowódcy oddziałów partyzanckich dostali dyrektywy wraz z dołączonymi formularzami sprawozdawczymi. W punkcie 29. mieli wpisywać spalone dwory.(…)
16 maja 1943 roku, kiedy w Czombrowie szalały bzy i śpiewały słowiki czerwoni partyzanci przyjechali po południu. Podpalali od czterech narożników.
I tu Joanna Puchalska, autorka książki Dziedziczki Soplicowa, która mnie przez Czombrów prowadziła cytuje Zosię z filmowego planu, wnuczkę ostatniej właścicielki:
Wynosiliśmy w pospiechu tłumoczki naprędce zgarniane, a partyzanci wnosili i rozsypywali na podłodze słomę. Zebraliśmy się na trawniku przed domem. Babunia uklękła i rozpoczęła ostatnie w Czombrowie majowe. Królowo Męczenników, Królowo Wyznawców, Królowo Polski – módl się za nami. A dom płonął jak wielka ofiarna świeca.”

Kto zobaczy w tej scenie tylko pławienie się w roli dyżurnego męczennika Europy – niczego z Polski nie zrozumiał. Bo dworu dziś nie ma. Są rodzinne groby kolejnych właścicieli majątku i szczątki kaplicy cmentarnej. Nie ma dworu, a jest. Wciąż jest.” (Anna Mieszczanek, szkolanawigatorow.pl – Powracanie ziemian (1) – Czombrów)

„…wciąż widywałam w portalach turystycznych sformułowane bez potrzeby jakiegokolwiek wytłumaczenia frazy: „Dwór oddany na skarb państwa”. A na mosiężnych tabliczkach – informacje: „W posiadaniu muzeum od 1946 roku”. No, dobrze, , czasem muzeum podawało trop nieco dokładniejszy choć wciąż pełen niespotykanej dyskrecji, jak na przykład: „Z kolekcji Potockich w Krzeszowicach”, które to Krzeszowice można było sobie obejrzeć w stanie lekko zrujnowanym w sieci i dośpiewać resztę.
Czytałam, oglądałam, już widziałam w tym i ludzi i rolę jaką obywatele ziemscy pełnili przez stulecia. A jednak dopiero rok temu zadałam sobie pytanie, od którego wszystko powinno się zaczynać.

Ile? 

Ile majątków zabrał obywatelom ziemskim w 1944 roku dekret PKWN, podpisany przez Bieruta, Osóbkę Morawskiego, Wasilewską, Berlinga? Do tej pory wiedziałam, że dużo, widziałam szczegóły tej nienazwanej w historiografii oficjalnej opowieści. Ale nie zapytałam siebie o skalę. A skala stała się oczywista, kiedy tylko wyciągnęłam po nią rękę. Ciotka Wiki, od czci i wiary często odsądzana, podała mi ją tacy. Prawie dziesięć tysięcy majątków ziemskich zabrano ludziom tu, w tych granicach, które narysowała dla nas Jałta. Kolejne piętnaście tysięcy pozostało za grubą kreską mapy, zaproponowaną przez Curzona jeszcze w negocjacjach ryskich…” (Anna-Mieszczanek, szkolanawigatorow.pl – Powracanie ziemian (2) – Ile?)

podobne: Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta oraz: Kobus: Czy własność może szkodzić? i to: Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego

„…Rok 1989 rozbudził nadzieje środowisk poszkodowanych tzw. nacjonalizacją, że zagrabiona Polakom własność nareszcie zostanie zwrócona, a oni sami w końcu przestaną być obywatelami drugiej kategorii i zaczną podlegać cywilizowanemu prawu. Wydawało się to i naturalne, i oczywiste, zwłaszcza, iż lansowano wówczas modne pojęcie „państwa prawa”. I rzeczywiście, pewne własności zostały zwrócone, w tym część kamienic i własność związków wyznaniowych, w tym własność kościelna i potem, w 1997 r. – własność gmin żydowskich…

…Nadzieją dla środowisk poszkodowanych nacjonalizacją były rządy PiSu. Środowiska te wyrażały wielką radość po wyborczych zwycięstwach Kaczyńskich. Nareszcie! Teraz tylko jeszcze reprywatyzacja i Polska popłynie, będzie znowu Polską! Takie były powszechne nastroje. Z czasem jednak okazało się, że PiS do reprywatyzacji miał stosunek mętny i niejasny, a po uważniejszym sprawdzeniu – w istocie niechętny. Sam Jarosław Kaczyński wypowiadał się PRZECIWKO zwrotowi Polakom zagrabionej własności. Ze względu na nacisk społeczny /ogromne poparcie przez nasze środowisko Kaczyńskich w wyborach/, PiS na siłę rozpoczął niemrawe procedowanie nad SLDowskim projektem reprywatyzacyjnym – zwrotu 15% wartości mienia, BEZ PRAWA ZWROTU MAJĄTKU W NATURZE /a więc z szansą szczucia na dawnych właścicieli, że obciążają budżet państwa i ograbiają egoistycznie podatników/. Iście szatański projekt!

Spójrzmy na to matematycznie, bo matematyka nie kłamie. Jeżeli bolszewia zabrała 100% majątku, a komuniści i za nimi PiS chcieli oddać 15% /naturalnie ze wspólnej kasy!/, to proste działanie: 100% – 15% = 85% oznacza, że PiS również występował w roli bolszewii, że był nią w 85% i na dodatek chciał ponownie rąbnąć wspólną kasę Polaków na 15% wartości zwracanego mienia… 

… reprywatyzacja jest – poza dochowaniem elementarnej sprawiedliwości i poza zadośćuczynieniem za wyrządzone krzywdy i nieprawości – rzeczywistą dekomunizacją na polu gospodarczym. I to nawet w znaczeniu symbolicznym, gdyż najsmaczniejsze kąski z zagrabionego majątku przejęli komuniści i ich ZSLowscy komiltoni.

Poza własnością miejską /kamienice, domy, parcele/ i kościelną, w swej zasadniczej masie reprywatyzacja dotyczy środowisk przemysłowych /w niewielkiej części/, środowisk ziemiańskich /ziemianie domagają się zwrotu w naturze zaledwie 5% gruntów rolnych w kraju, co stanowi zaledwie 20% areału gospodarstw popegeerowskich/, rolników i drobnego przemysłu wiejskiego, rolno – spożywczego.

Szacuje się, że rodzin ziemiańskich , zainteresowanych reprywatyzacją jest około 14 tysięcy /szacunki nawet od 9 tysięcy/, a rodzin chłopskich od 340 tysięcy do 400 tysięcy. Przyjmując tradycyjną liczebność, zwłaszcza rodzin chłopskich, daje to szacunkową liczbę ok. 3 milionów osób, oczekujących na zwrot własności. A są to środowiska tradycyjnie prawicowe, związane z Kościołem, przenoszące przez pokolenia polskie tradycje społeczne, polityczne, gospodarcze i kulturalne.

Zanim opiszę sytuację ziemian, która jest mi najbardziej znana, chcę podkreślić że bardzo tragiczne w skutkach było „rozkułaczanie” rolników, czyli grabież większych i sensowniej prowadzonych gospodarstw chłopskich i ziemi drobnej szlachty zagrodowej, która od warstwy chłopskiej różniła się tylko pieczołowicie przechowywanym rodowym klejnotem. Dla chłopów i „szaraczków” zabór ziemi i domów był niewyobrażalną tragedią – bez wykształcenia i środków materialnych pauperyzowali się i ginęli w wielkich miastach. Niczego bowiem, poza uprawą ziemi, nie potrafili…(KOSSOBOR – Dlaczego w Polsce nie ma reprywatyzacji? UKRYTA PRAWDA. Część I)

podobne: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)  oraz: Czerwonym szatanom bez żadnej klasy o polskiej prywatnej własności i ziemi czyli… jak Karp międzynarodowym rynkiem zbożowym zatrząsł, oraz wspomnienia księdza Blizińskiego i to: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński a także: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu

„…Przeglądając z konieczności archiwalia, natknęłam się na teczkę z korespondencją znakomitego rolnika, właściciela sporego kawałka ziemi na Pomorzu, z Juliuszem Poniatowskim. Poniatowski był ministrem Rolnictwa i Reformy Rolnej. Tak się to ministerstwo nazywało. Był tym ministrem wielokrotnie, poczynając od Tymczasowego Rządu Republiki Polskiej w Lublinie Ignacego Daszyńskiego, w listopadzie 1918 roku. Rząd ten miał ubiec Radę Regencyjną. Jednym z postulatów tego rządu, szokująco lewicowego, była likwidacja wielkiej i średniej własności ziemskiej. W sumie Poniatowski był ministrem rolnictwa wielokrotnie, w różnych rządach, a w przerwach działał w oświacie. Wincenty Witos usunął go ze stanowiska, nie zgadzając się z Poniatowskim w kwestiach rolnych. Witos był chłopem, podkreślmy to.

Sprawa o której piszę rozgrywała się w końcówce lat trzydziestych ubiegłego wieku. Przedmiotem owej korespondencji była rozpaczliwa obrona wysokorolnego, hodowlanego i nasiennego /doskonałe odmiany ziemniaków – sadzeniaków/, zmechanizowanego gospodarstwa przed parcelacją. Maszyny, jak lokomobila i pługi parowe obsługiwały dodatkowo przyległe gospodarstwa chłopskie. Ilość koni hodowanych dla Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, ilość merynosów na wełnę zakontraktowaną na mundury wojskowe, ilość ziemniaków dla pracującej w majątku gorzelni – a dodatkowo jeszcze kontraktowanych u sąsiadujących rolników, mających tym samym stały i pewny zbyt na swoje plony – wszystko to od dziesiątków lat było rozplanowane na taki właśnie, spory areał gruntów uprawnych. Dodajmy jeszcze, że ziemia w tym majątku była jedynie IV kategorii i osiągane plony były zasługą wiedzy rolniczej /był po rolnictwie w Berlinie i praktykach w majątkach ziemiańskich/ i talentu gospodarskiego właściciela. Parcelacja oznaczała ruinę całego zamysłu. Ruinę gospodarki, po prostu.

Nie miało to jednak najmniejszego znaczenia dla ministra Poniatowskiego.

…jak wiemy, realizacja Manifestu Lipcowego, czyli totalny rabunek i tym samym anihilacja „warstw posiadających” – była priorytetem. Wraz z KBW przyjechał tzw. „historyk sztuki”, o wybitnie lewantyńskich rysach, naturalnie, i pokazując palcem rzeczy w domu – kazał je wynosić do samochodów. Ale najważniejszą kwestią było natychmiastwe wywłaszczenie z ziemi. Właścicielowi nie wolno było nawet pojawiać się w powiecie, w którym leżał jego majątek. Wejście do swojego lasu – a taki, nasadzony, był w majątku, zresztą pod stałą kontrolą państwa! – mogło spowodować ZASTRZELENIE na miejscu byłego już właściciela.

Zarówno Poniatowski, jak i komuniści używali pojęcia „obszarnicy”. Owszem, wówczas Poniatowski, należący do skrajnie lewicowego skrzydła piłsudczyków, był na emigracji. Ale w koncu wrócił i jak na wysokiego funkcjonariusza II RP i sanacji – nie spotkały go żadne represje i doskonale w PRL funkcjonował. I to jest ZDUMIEWAJĄCA informacja…

PS. Za miarę „celowości” parcelacj tegoż majątku przez Poniatowskiego niech posłuży to: po wojnie tylko małe skrawki ziemi „wzięli” /musieli zapłacić państwu/ okoliczni chłopi. W majątku utworzono PGR, całkowicie deficytowy przez cały okres PRLu. W drugiej połowie lat 80tych nastał kolejny dyrektor i wówczas skomasował te rozparcelowane kawałeczki – rolnicy chętnie ich się pozbyli.” (KOSSOBOR – 13.10.2012)

„…Grabski z Daszyńskim uważali za pełnoprawnych obywateli nowej Polski tych jedynie, którzy mogli stać się klientami nowej klasy urzędniczej, bez względu na narodowość, wyznanie i zasługi. W czasie kiedy odbierano herby i parcelowano majątki pod osadnictwo wojskowe nie zapewniając osadnikom nic prócz nędznego kredytu, Maria Rodziewiczówa z własnych, wyszarpywanych ziemi ciężką pracą pieniędzy budowała świetlice wiejskie, odbudowywała żydowski heder i pomagała prawosławnym chłopom. Ci sami chłopi spluwali potem za nią, kiedy odwróciła się plecami, bo była wszak dziedziczką i panią. Tak samo zachowywali się polscy urzędnicy, którym zdawało się, że polityka i historia stanęły w miejscu i teraz będzie już sprawiedliwie i pięknie, jeśli tylko uda się im rozprawić z tymi anachronicznymi i niedzisiejszymi ziemianami. Przez połowę życia II Rzeczpospolitej państwo zajmowało się systematycznym ograbianiem swoich najwierniejszych i najlepszych obywateli, kokietując jednocześnie tych wszystkich, którzy z tego państwa czerpali niezasłużone zyski lub wręcz je zwalczali dążąc do oderwania kresów od Polski.

Maria Rodziewiczówna pisała o tym książki, pisała także książki o pracy i ziemi. Czyli dwóch najważniejszych dla niej sprawach. My jednak nie czytamy dziś jej książek, bo ktoś nam kiedyś powiedział, że są anachroniczne, napisane słabo i bez polotu. Tak jakby Żeromski – czołowy społecznik – w rzeczywistości oszust i hochsztapler literacki – pisał z polotem. Myślę, że komuna tak łatwo poradziła sobie z Polską i Polakami po II wojnie światowej, bo połowę roboty odwaliły za nią przedwojenne rządy, które zajmowały się wydawaniem setek kilogramów ustaw przez zamachem majowym. Ustaw wymierzonych w klasę posiadającą, która w każdym innym kraju i systemie byłaby chroniona i wspomagana…

…Rodziewiczówna budzi niechęć także z innego powodu. Ona uprawia jeden właściwie wielki temat – opowiada o relacjach człowieka z jego własnością. I to własnością nie byle jaką, własnością która została odziedziczona, która ma wszystkie atrybuty świętości i jest bardzo wymagająca. A co może obchodzić wymagająca własność jakąś gromadę gołodupców i złodziei? Nic proszę Państwa. Nic, zupełnie. Opowieści takie mogą jedynie przeszkadzać i mącić kładziony do głów obraz dziejów jako triumfującego postępu, który walczy z reakcją i wstecznictwem. Czyni to zaś za pomocą skrytobójców, o których się milczy i awangardowych artystów, o których mówi się bardzo wiele…” (coryllus – Czego nas uczy Maria Rodziewiczówna)

podobne: Jakub Wozinski: Jak Grabski zrujnował II RP oraz: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców i to: Lewicowa wrażliwość czyli… Afera reprywatyzacyjna spuścizną układów w Magdalence i belką w oku PIS polecam również: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach

„…ziemiaństwo nie musiało zginąć z powodu swojej mniejszej lub większej atrakcyjności intelektualnej, ale dlatego, że tak postanowili towarzysze radzieccy, a milczącą zgodę na to wyrazili polscy socjaliści, którym zdawało się, że sami zbudują nową Polskę i jeszcze ją obronią. Ziemiaństwo – choć według pana nie było atrakcyjne intelektualnie – posiadało inne walory – miało ziemię i pieniądze. I tą ziemią i pieniędzmi towarzysze zbrodniarze i towarzysze fałszywi reformatorzy usiłowali ratować swoje nędzne plany oraz przeznaczone na ich realizację budżety. To wszystko. I nie było na całej planecie Ziemia nikogo, kto mógłby polskich ziemian uratować. W dodatku wpędzono ich w wielką i bardzo sprytną pułapkę – w odzyskiwanie niepodległości razem z łapczywymi socjalistami i całą resztą tej parlamentarnej swołoczy. Odzyskano niepodległość. Kosztem ziemian właśnie, kosztem ich krwi, majątku i poświęcenia. Po to tylko, by ją zmarnować idiotyczną polityką…” (coryllus – O rodzajach obłędu)

podobne: Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego) oraz: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu. i to: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości”

„…Jak wiadomo, przedwojenna sanacja dążyła do rozciągnięcia kontroli ze strony „państwa”, czyli ze strony państwowej biurokracji, nad wszystkimi segmentami życia nie tylko gospodarczego, czy politycznego, ale w ogóle – życia publicznego. (…) Ukoronowaniem tych wszystkich zabiegów był art. 4 konstytucji z 1935 roku, tak zwanej „kwietniowej”, który w ustępie 1 stwierdzał, że w ramach Państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. >W ramach „Państwa” – to znaczy, że życie społeczne zostaje ujęte w „ramy” wyznaczone przez „państwo”, czyli – urzędników, którzy też stanowią dla niego „oparcie”, to znaczy – określają również treść tego „życia”. W skutkach jest to bardzo podobne do formuły Mussoliniego: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Jest oczywiste, że przy takiej historycznej rekonstrukcji „państwa”, to znaczy – urzędników, będących wszak reprezentantami „państwa”, musi być coraz więcej. No i będzie, a jak będzie, to przecież żaden z nich nie będzie kąsał ręki, która daje mu chleb, dzięki czemu demokracja stanie się jeszcze bardziej przewidywalna...

…ludzie będą wspominali błogosławione czasy prezesa Kaczyńskiego, podobnie jak dzisiaj wspominają błogosławione czasy Edwarda Gierka, który za pożyczone pieniądze też stworzył iluzję dobrobytu na kilka lat…

…w dniach ostatnich rząd za 100 mln złotych odkupił Stocznię Szczecińską – w charakterze nabywcy podstawiając fundusz inwestycyjny „Mars”, będący częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej, skupiającej ponad 60 spółek, przeważnie państwowych. Przy tej okazji pan minister Kowalczyk, przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów ujawnił, że celem rządu jest „odejście od prywatyzacji, aby budować majątek narodowy”. I słusznie, bo na takim „majątku narodowym”, to niejeden się pożywi, a melasy nigdy nie zabraknie, niczym we flaszce-niedopitce, bo nawet jakby zabrakło, to przecież zawsze można zasilić się z zasobów obywateli, który w dodatku będą myśleli, że to wszystko dla ich dobra. Pan minister Kowalczyk odgraża się, że „do marca” wypracowany zostanie „nowy model zarządzania” tymi spółkami, a na początek ma być powołana Rada Spółek, znaczy się – taki ogólnopolski gospodarczy Sowiet. Słowem – zgodnie z koncepcją spiralnego rozwoju procesu dziejowego wkraczamy w etap renacjonalizacji gospodarki, czyli budowania socjalizmu. Wprawdzie z sowietami – ale bez złego Putina – czyli dążymy do socjalizmu własną, polską drogą, jak to w słynnej „Rozmowie w kartoflarni” deklarował ukraińskiemu poecie Tarasowi towarzysz Wiesław: „Do socjalizmu mam polską drogę i naśladować was wprost nie mogę (…) nie chcę budować w stepie baraków, będę więzienia wznosił z pustaków!”…(Stanisław Michalkiewicz – Rozwijamy się spiralnie)

podobne: Polska Grupa Zbrojeniowa ma zgodę UOKiK na przejęcie 8 spółek sektora obronnego. Przed szczytem NATO. oraz: Ponad 226 mld zł zysku spółek PGZ, modernizacja armii szansą na eksport. Speckomisja bada nieprawidłowości przy przetargach. i to: Modernizacja polskiej armii. Zakup pocisków JASSM (Eksperci podzieleni), PGZ będzie budować polską(?) wersję tarczy (anty)rakietowej „Narew”. Za tydzień umowa na dywizjon rakietowy dla marynarzy. a także: Forsal: 10 najgorszych polskich inwestycji ostatnich 10 lat i jeszcze: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”

Gavin Reece

…przejdźmy więc z marszu do wspomnianych więzień z pustaków, czyli programu socjalnego zwanego szumnie „mieszkanieplus”, który ma zrekompensować Polakom zatrzymaną przez obecną władzę reprywatyzację, tj. zwrot zagrabionego przez komunistów mienia… (Odys)

„…Pod pretekstem wsparcia polskich rodzin w kraju o niżu demograficznym, rysuje się utopijną wizję dobrobytu mieszkaniowego i łatwego dostępu do mieszkań socjalnych dla każdego. Gdy jednak zanalizujemy twarde czynniki i sprowadzimy wszystko do liczb, a następnie do arkusza kalkulacyjnego – sprawy zaczynają wyglądać zupełnie inaczej…

…powołana zostanie Krajowa Rada Mieszkaniowa. Rząd tym razem rezygnuje ze swojego słowa-klucza „narodowa”, aby ta nowa instytucja nie kojarzyła się nadto z „Państwową Radą Mieszkaniową” od czego już o krok od skojarzeń z PRL (…)  Podstawowym zadaniem nowego organu ma być ocena rocznej informacji o stanie realizacji działań w ramach programu, jak również przedstawianie analiz i opinii związanych z polityką mieszkaniową państwa. Innymi słowy będzie do zapewne grupa prominentnych działaczy partii lub jej sponsorów, którzy przepychać będą do rządu nowe projektu ustaw dotyczących rynku budownictwa bocznymi drzwiami…

…Jeszcze straszniej wygląda sprawa finansowania całego przedsięwzięcia, bo to jest klucz do całej zagadki. Rząd zakłada bowiem, że działania programu finansowane będą ze środków pozyskiwanych przez Narodowy Fundusz Mieszkaniowy (kolejny „państwowy”…). W źródłach finansowania wpisane są takie elementy jak pieniądze budżetowe (skąd? podwyższenie podatków?), Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (jak? podatki?), oraz uwaga : ZE ŚRODKÓW PRYWATNYCH. Ten ostatni element oznacza przede wszystkim utworzenie nowej linii produktów w kasach oszczędnościowych pod kątem wieloletniego wpłacania pod pretekstem rozmytej wizji otrzymania mieszkania w przyszłości…

…Celem programu jest zwiększenie dostępu do mieszkań dla osób o dochodach zbyt niskich, aby mogły one pozwolić sobie na wynajęcie lub nabycie mieszkania po cenach komercyjnych. Po co zatem ludzie mają bogacić się, rozwijać swój portfel dochodów, skoro osoba nieudolna, wykluczona społecznie (cokolwiek to znaczy) – otrzyma mieszkanie od państwa? Przynajmniej taki miraż tworzy przed obywatelami nowa władza.

Gdy rząd zabiera się za takie projekty jak „zwiększenie podaży mieszkań”, „obniżenie kosztów budowy”, „poprawa jakości mieszkań”, „zachęcanie do systematycznego oszczędzania na mieszkanie” – to jesteśmy już tylko jeden krok przed ZAGŁADĄ. Bezpośrednia ingerencja w wolny rynek, nadmierne opodatkowanie celem zaspokojenia roszczeń socjalnych , uprzywilejowanie grup społecznych lub biznesowych – to są metody komunistyczne, które kończą się zagładą finansów państwa, a w konsekwencji przewrotem państwowym lub wojną, nie zawsze domową…

…Kolejnym ważnym elementem programu jest Narodowy Operator Mieszkaniowy. Tak, to nie żart ! Naprawdę tak nazwano kolejny powołany organ, którego zadaniem ma być wsparcie budownictwa poprzez fundusze inwestycyjne udzielające dofinansowania inwestycji mieszkaniowych gminom. Perełką jest tutaj możliwość wsparcia budownictwa społecznych mieszkań czynszowych (co?!) budowanych przez spółdzielnie mieszkaniowe, oraz również uwaga : towarzystwa budownictwa społecznego (!!!). Innymi słowy kasa będzie szerokim strumieniem płynąć do kas oszczędnościowych i różnych powołanych spółek-córek w postaci towarzystw, fundacji, stowarzyszeń i podobnych.

Po prostu partia w każdym regionie będzie budować swoje struktury w oparciu o kontrolę rynku ziemi i mieszkań. Dokładnie podobny model stosowała PZPR budując swoje lokalne struktury władzy na styku developerki i finansów. Wybory samorządowe za pasem.

Idąc dalej – dowiadujemy się, że spółki gminne oraz spółdzielnie mieszkaniowe i towarzystwa budownictwa społecznego (czytaj: partia), będą mogły ubiegać się o preferencyjne kredyty w Banku Gospodarstwa Krajowego, z dopłatą budżetową, na budowę społecznych mieszkań czynszowych lub spółdzielczych lokatorskich. Zgodnie z zasadą : finansujemy wiernych, windykujemy niewiernych.

Powoli dobiegamy do końca, czyli wisienki na torcie. Punktem kulminacyjnym programu jest Indywidualne Konto Mieszkaniowe (IKM). Jest to powrót znanego z PRL rozwiązania z książeczkami mieszkaniowymi, na które niektórzy wpłacali całe swoje życie – a mieszkania nie doczekali (…) Indywidualne Konto Mieszkaniowe to przede wszystkim konto w lokalnych kasach oszczędnościowych. Nie każdy bank na tych samych zasadach będzie miał możliwość prowadzenia takiego rachunku, natomiast zaprzyjaźnione kasy oszczędnościowe będą miały warunki uprzywilejowane. I to jest gwóźdź całego programu…” (Jarosław Narymunt Rożyński – Skok na kasę : Mieszkanie Plus)

podobne: Tomasz Cukiernik: Książeczki mieszkaniowe czyli Amber Gold z PRL oraz: cynik9: „Rodzina na swoim” czyli…”Mieszkania dla tych co jeszcze zostali” na koszt tych co jeszcze pracują i to: „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą a także: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.

„Po nocnej ustawie o ziemi, to już w zasadzie oświadczenie o wyższości państwa nad własnością mnie nie dziwi. Ta doktryna będzie obowiązywała dopóki ostatni uczestnik jumy gospodarki polskiej lat 90-tych „z ramienia szlachetnej opozycji” nie spocznie w cichej mogile a nad nim wielkie białoczerwone wieńce i wielkie medale „za zasługi”. Spełnia się testament towarzysza Grudnia, co to wynalazł „sposób na opozycję”: dać im etaty, biurka, gabinety, sekretarki i samochody służbowe i będzie święty spokój. I rzeczywiście. Chłopaki ze WSI przeżuwają wraz z dziatwą spokojnie to, co zajumali w 1944 i w 1989 a tutejsze patrioci pilnują, żeby tylko emigranci z 1982 r. nie wrócili z Australii, USA i RPA z kapitałem i paroma pytaniami:))) Teraz rządzą absolwenci europeistyki a ze starszych – historycy i filozofowie marsksizmu-leninizmu a inżynierów, techników i generalnie roboli nikt o nic nie pyta i nie zamierza pytać. Nawet nie wiedzą, jakie pytania mieliby zadać.
Stan świadomości własności jest w służbach urzędniczych taki, że panie urzędniczki „dorabiają” na sprzedaży dzieci odebranych biednym rodzinom – za granicę lub „kuleżance w dobre ręce, bo się buduje”. I tylko wisi omerta nad historią „przemian gospodarczych lat 90-tych” i będzie wisiała, aż pochowają ze wszystkimi honorami ostatniego „patriotę”, co „negocjował” wydanie z 5% wartości branży w obce ręce a potem tylko odwracał głowę , kiedy buldożery rozwalały fabrykę do fundamentów. A dziatwa już siedzi na kolejnych etatach , specjalnie dla niej stworzonych. Polska to bogaty kraj, tylko Polaczki wredne i nie chcą się dzielić własnością. Najwyższy poziom własności w nieruchomościach w Europie i jak tu deweloper ma zarobić. Przynajmniej z ziemią zrobiło się porządek:))) Stalin by lepszej ustawy nie wymyślił.
A „państwo” jest tak „silne”, że aby bronić się przed oskarżeniami o „polskie obozy śmierci” to musi prywatny Obywatel i Więzień skarżyć z prywatnego powództwa niemiecką stację telewizyjną, bo „państwo nie czuje się na siłach”. A potem jacyś entuzjaści wynajmują samochód i jeżdżą jak cyganie z banerem po Europie. Bo państwo nadal nie potrafi nawet bronić własnego dobrego imienia. Pan minister kultury uśmiecha się bezradnie kiedy w państwowym teatrze obrażane są uczucia katolików i wystawiane bluźnierstwa a etatowy profesor dowodzi „prowadzenia polityki niewolnictwa” „przez polskich panów”.
Pan Bóg ma wielkie poczucie humoru i pokazuje teoretykom wyższości państwa nad własnością, dokąd dotarła „praktyka” . Socjaliści potrzebują „mieć lud, żeby nim zarządzać”. Bo „lud sam nie umie”. Zwłaszcza tutejszy” (pink panther 5 lutego 2017)

podobne: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia. i to: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność.

„…Wielka polityka bowiem polega na konstruowaniu pułapek na wielkie grupy ludzi, na przykład na całe narody. Jedną z metod jest odcinanie narodu od źródeł żywności, czyli niszczenie lokalnego rolnictwa, poprzez kretyńskie reformy mające poprawić życie biedoty. Ja się nie będę teraz rozpisywał nad konsekwencjami reformy rolnej pozostanę przy określeniu jej istotnej funkcji. Państwo nie funkcjonuje ponieważ prowadzi rozdawnictwo dla jednych kosztem drugich, ale dlatego, że ma doktrynę. Oszukani socjaliści z międzywojennej Polski nie mieli o tym wszystkim pojęcia i od razu jak tylko wzięli władzę zabrali się za ulepszanie świata po swojemu, w myśl wskazówek nie lokalnych elit bynajmniej, ponieważ te na samym początku zdegradowali i unieważnili, ale w myśl wskazówek podsuwanych im przez doradców z tak zwanych krajów rozwiniętych i gospodarczo okrzepłych, czyli przez agenturę po prostu…

Właściwa diagnoza dotycząca polskich elit powinna rozpocząć się od zmierzenia stopnia nasycenia tych elit przez obcą agenturę, która z własnej woli lub uwiedziona idiotycznymi projekcjami zdecydowała się na dokonanie zbrodni na własnym narodzie. Pisząc elity mam na myśli elity urzędnicze i polityczne, a także wojskowe mające wpływ realny na bieg wypadków

przyczyną klęsk naszych nie jest idealizm i chęć noszenia nieskazitelnie białego płaszcza, jak nam próbuje wmówić Vermeer, ale powiązanie idei niepodległości i całkowicie oszukaną ideą socjalizmu. Czyli wmawianie ludziom, że gangi idące na włam to wybawiciele ludzkości

…Naszą przygodę z Polską powinniśmy zacząć od początku, czyli od określenia miejsca, w którym się znajdujemy i celu, do którego zmierzamy. Musimy także zrozumieć, że nikt nie chce dla nas dobrze, a wszystkie rady nam podsuwane są oszustwem.
Ja tu już pisałem o organizacjach, które są podstawą wszystkiego i o doktrynie też pisałem. No więc z doktryny i organizacji należy wypreparować znak i charyzmaty, bez tego nigdzie nie pojedziemy. Doktryna musi być powiązana z Kościołem i Panem Bogiem. Nie z socjalizmem, nie z uszczęśliwianiem dużych grup ludzi okradanych następnie za pomocą podatków, które gwarantują byt mafiom urzędniczym i wojskowym. Charyzmaty zaś wypływają wprost z tego czym zajmować się będą czynne w Polsce organizacje, a winny się one zajmować pomnażaniem budżetów. Ściąganiem pieniędzy zza granicy i przeciwstawianiem się w sposób czynny, ale zgodny z prawem mafiom działającym w strukturach państwa, bo one wykonują złą robotę. Są na usługach obcych, którzy nie mają dobrego planu dla nas, a przeciwnie mają plan upiorny. (…) Nie może mieć dobrego planu ktoś kto myśli tylko o tym jak się podpiąć do jakiegoś fikcyjnego budżetu, wyciągniętego nie wiadomo skąd, który ze swojej istoty jest pułapką. Dobry plan może mieć jedynie ktoś kto ma jakieś prawdziwe aktywa i chce za ich pomocą zwiększyć zakres swojej realnej władzy. Realnej, czyli takiej, kiedy to on sam decyduje i kiedy z jego decyzji korzyści płyną wyłącznie dla niego. W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele to hasło dla idiotów i oszustów. A także dla urzędników niższego szczebla, ci z wyższego bowiem myślą, że realizują plan, który ja tutaj zakreśliłem, ale to nie jest prawda, oni uczestniczą w planie globalnym i żadne nawet najbardziej realistyczne złodziejstwo, które uprawiają ich z tej pułapki nie uwolni.
Wielka polityka bowiem jest zawsze polityką globalną, język zaś którym się posługuje jest językiem czarowników i smoków, a nie intelektualistów z uniwersytetów. Ci bowiem powołani zostali do tego jedynie by ukrywać prawdę i oszukiwać dzieci. Musimy o tym zawsze pamiętać.” (coryllus – O elitach naiwnych i mściwych)

podobne: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”  oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? i to: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos

„…Wielki posiadacz, ziemianin i pan pełną gębą, Edward Woyniłłowicz, dożywał swoich dni w Bydgoszczy, w małym mieszkanku, do którego musiał nosić po schodach węgiel. Nie skarżył się, ale też nie uważał za stosowne, by swoją sytuację maskować w jakikolwiek sposób. Nie wyciągał ręki po zasiłki i nie prosił nikogo o wsparcie. Jego myśl polityczna i gospodarcza roztrzaskała się o socjalistyczne i fiskalne rafy, a urząd podatkowy niepodległej Polski wysyłał do niego monity dotyczące zapłaty podatku od rzekomego wzbogacenia.

Pycha socjalistów pozostawała nienaruszona przez całe dwadzieścia lat. Przez całe dwadzieścia lat łudzono się, że okradanie właścicieli i rozdawanie ziemi tym, którzy ani chcą, ani mogą ją uprawiać, zapewni państwu lojalność poddanych fiskusa zwanych obywatelami dla niepoznaki jedynie. Łudzono się, że wolna Polska samym tylko swym istnieniem wyleczy wiejskie dzieci z jaglicy, zatrzyma emigrację zarobkową i da każdemu, nawet najbiedniejszemu szansę na sukces. Budowano jakiś wice-komunizm, licząc na to, że komuniści prawdziwi, gangsterzy spod znaku czerwonej gwiazdy zbledną na jego widok i sami zaczną się cywilizować. Nic takiego nie nastąpiło, a historia pokazała – nie pierwszy raz zresztą – że największym wrogiem socjalisty jest inny socjalista. Taki, który jeszcze mocniej oszukuje swój naród w imię nierozpoznanych interesów, taki, który jeszcze więcej grabi, jeszcze więcej kłamie, a kiedy przychodzi do zabijania, zabiera się za tę robotę z chęcią i satysfakcją…” (tu: Księgarnia Coryllusa – Edward Woyniłłowicz. Wspomnienia. Część II)

PS…

„…Gdy zaś pragnie się utrzymać między ludźmi opinię [rządu] hojnego, niepodobna obejść się bez pewnego rodzaju wystawności, tak że zawsze taki [rząd] wyczerpie podobnym postępowaniem wszystkie swe zasoby i będzie w końcu zmuszony, jeżeli zechce utrzymać opinię hojnego, obciążyć nadzwyczajnie swe ludy, uciekać się do konfiskat i do innych środków, jakie się tylko nadarzą, byle uzyskać pieniądze; wobec tego zacznie budzić nienawiść wśród [obywateli], a u wszystkich tracić poważanie, gdyż zubożeje; skrzywdziwszy więc przez taką swoją hojność wielu ludzi, a dogodziwszy niewielu, poczuje każdą, choćby najdrobniejszą przeciwność i padnie przy pierwszym lepszym niebezpieczeństwie; gdy zaś, widząc niebezpieczeństwo, zechce wydobyć się z niego, narazi się natychmiast na niesławę skąpstwa.

Otóż [rząd], nie mogąc bez swej szkody posługiwać się tą cnotą hojności w taki sposób, by znalazła ona uznanie, powinien, jeżeli jest rozumny, nie dbać o opinię skąpca, zawsze bowiem z czasem zacznie się uważać go za bardziej hojnego, gdy się spostrzeże, że dzięki jego oszczędności wystarczają mu jego dochody, że potrafi bronić się przeciw każdemu, który wypowiada mu wojnę, i że może podejmować wyprawy bez obciążania ludności; w ten sposób okaże się hojny względem tych wszystkich, którym nic nie zabrał, a takich jest mnóstwo, skąpym zaś względem tych, którym nic nie daje, a tacy są nieliczni. Widzieliśmy, że za naszych czasów ci tylko ludzie dokonywali wielkich rzeczy, których uważano za skąpych, przegrywali zaś wszyscy inni.” (Niccolo Machiavelli, „Książę”, Rozdział XVI – O hojności i skąpstwie)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? oraz: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą  a także: Kultury dobre i złe, oraz reglamentacje, prowokacje i profanacje czyli… materialna i niematerialna sztuka rewolucji. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu

Sergei Ivanovich Lukin – It Has Come to Pass. Inevitable. Bolshevik Stands Guard Inside the Winter Palace (Czerwony Gwardzista w sali tronowej Pałacu Zimowego. Koniec epoki kapitalizmu)