Od wielkości do śmieszności czyli… różnica między powagą Wielkiej Brytanii a Polski w UE. Czym jest londyńskie „City”, Europa dwóch prędkości i „Exchange Stabilization Fund”. Gdy światem rządzą banksterzy i gangsterzy


Michał Dziekan – Źle dla ciebie dobrze dla nas

„…Exchange Stabilization Fund to dowód, że w rozwiniętym kraju zwykli obywatele mogą być bardzo daleko od pełnej wiedzy na temat systemu. ESF jest podmiotem anonimowym, który nie jest poddawany żadnej kontroli, co umożliwia mu prowadzenie działalności, która w normalnych warunkach spotkałaby się z oporem Kongresu USA. Całkowita niezależność ESF pokazuje, że obywatele USA mają niewielki wpływ na to, co dzieje się w ich kraju. Mogą oczywiście wybrać prezydenta, podczas gdy banki dyktują, kto ma zostać sekretarzem skarbu…

…Najwięcej informacji dotyczących wysiłków propagandowych ESF/CIA pochodzi z lat 70-tych. W 1973 roku The Washington Star opisał relacje łączące CIA z dziennikarzami. Szczegółowe informacje na ten temat pochodziły od dyrektora agencji – Williama Colby’ego.

Kongres zareagował powołaniem dwóch komisji w tej sprawie. Jak stwierdzono w raporcie jednej z nich, relacje łączące media z CIA były tak zróżnicowane, że oddzielenie ich od siebie było niemożliwe.

Przechodząc do konkretów, komisja poinformowała, że CIA korzystało w tamtym okresie z usług ponad 700 nauczycieli akademickich oraz absolwentów, którzy okazjonalnie pisali książki bądź tworzyli inne materiały używane następnie do siania propagandy.

Należy pamiętać, że były to kompletnie inne czasy, książki miały znacznie większą siłę rażenia. Szef CIA ds. tajnych operacji stwierdził w notatce, że „książki różnią się od innych sposobów propagandy. Pojedyncza książka jest w stanie znacząco zmienić spojrzenie czytelnika na określone kwestie. Nie da się tego porównać z innym medium”.

Powiązania agencji z mediami i środowiskiem akademickim wywołały oczywiście oburzenie opinii publicznej. W połowie lat 70-tych dyrektor CIA oświadczył, że jakiekolwiek kontakty z dziennikarzami zostały natychmiast zakończone. Dziwnym trafem w tym samym czasie lista płac nie będącego pod niczyją kontrolą ESF wzrosła z 300 do 500 osób. Dziennikarze oraz wykładowcy przeskoczyli zatem z jednej listy płac na drugą, znajdując się od tej pory poza zasięgiem Kongresu.

Propaganda w praktyce

Burza wokół propagandowej sieci CIA rozpętała się w latach 70-tych, jednak wówczas było już za późno. Wszystko, co najważniejsze, miało miejsce dekadę wcześniej.  

W latach 60-tych podstawy ekonomii został wywrócone do góry nogami. Klasyczna szkoła została zastąpiona keynesizmem. Zgodnie z ekonomią klasyczną deficyt budżetowy musi prowadzić do szkodliwej inflacji. Do początku lat 60-tych była to oczywistość. Zdziwienie wywoływały osoby domagające się od państwa wyższych wydatków. Dlaczego? Ponieważ deficyt musiał prowadzić do inflacji, a ta z kolei do zubożenia zwykłych obywateli.

Jednocześnie taki sposób myślenia stanowił zagrożenie dla ESF. Postanowiono zatem skorzystać z sieci propagandy, aby ustalić nowe zasady ekonomii. Od tej pory deficyt nie oznaczał już inflacji, lecz permanentny rozwój gospodarczy – o recesji nie mogło być mowy.

To w tamtym okresie stworzono mit niebezpiecznej deflacji. W wydaniu New York Times z 11 września 1962 roku pojawiła się wypowiedź Pera Jacobssona, dyrektora MFW, który przekonywał, że należy mniej martwić się odpływem złota z USA, a bardziej groźbą globalnej deflacji.

Propaganda uderzyła z ogromną siłą. MFW przekonywał, że od teraz należy podchodzić do deflacji z tak wielką ostrożnością, z jaką wcześniej traktowano inflację. Z perspektywy czasu widać, jak istotny był to moment. Nie da się zaprzeczyć, że plan przyniósł efekt. Ostatecznie dziś większość osób uważa, że deflacja jest bardziej niebezpieczna od inflacji.

Zmiana myślenia umożliwiła dalsze ratowanie dolara. Pod koniec lat 60-tych do pomocy zaangażowano Japonię, która zaczęła skupować ogromne ilości amerykańskich obligacji. Inni „sojusznicy” nabywali amerykańską broń. USA za jednym razem wzmacniały rangę waluty oraz zdobywały coraz większą przewagę w branży militarnej.

Na początku lat 80-tych propaganda stała się jeszcze bardziej agresywna. Zaczęto wmawiać społeczeństwu, że nie ma żadnego powiązania między deficytem a inflacją. Stany Zjednoczone poszły w kierunku gigantycznych deficytów, natomiast inflacja była niższa niż w latach 70-tych. W ten sposób „udowodniono” brak powiązania miedzy deficytem a inflacją. Dolar zaczął się umacniać, a zyski ESF rosły.

Jak to możliwe, że dolar był drukowany w tak dużych ilościach, a inflacja nie występowała? Oczywiście taka była specyfika systemu petrodolara, dzięki któremu Amerykanie nabywali dobra niemal za darmo

…Stosunkowo często wspominamy o ESF w odniesieniu do interwencji na rynkach finansowych. W naszej opinii informacje zawarte w artykule jednoznacznie pokazują, że zasięg oddziaływania funduszu jest ogromny. Trudno przypuszczać, aby ESF omijał rynki finansowe, których kondycja jest niezwykle istotna dla systemu.

Przez wszystkie lata istnienia ESF dolar był niszczony. Obecnie amerykańska gospodarka jest w dramatycznej kondycji, rośnie odsetek osób które potrzebują wsparcia socjalnego, natomiast rola dolara z roku na rok jest coraz mniejsza. Cudów nie będzie – dolar utraci ostatecznie status waluty rezerwowej. Pytanie brzmi: ile informacji na temat działań ESF wyjdzie na jaw?

Naszym zdaniem niewiele. Niezależnie od pogarszającej się sytuacji zwykłych mieszkańców USA, kraj ten będzie obecny przy tworzeniu fundamentów pod nowy system. Może się zatem okazać, że osoby, które do tej pory umożliwiały istnienie i działalność ESF, już wkrótce będą współodpowiedzialne za kreowanie nowego systemu opartego na SDR-ach.” (Zespół Independent Trader – Czym naprawdę jest Exchange Stabilization Fund?)

podobne: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku  oraz:  Independent Trader: Malutka Belgia ratuje obligacje USA czyli… jak zjeść ciastko i mieć ciastko a także: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko polecam również:  Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie i jeszcze:  Długi krajów rozwiniętych na historycznym poziomie a G20 wzywa USA do pilnego podniesienia limitu zadłużenia.

„Jeżeli to prawda… że świat dzieli się na banksterów i gangsterów to nasza sytuacja wygląda tak: nie istnieją realnie państwa demokratyczne. Istnieją tylko dekoracje zarządzane przez banki, które to dekoracje – parlamenty, rządy, narody, związki wyznaniowe, służą temu by banki mogły generować zyski. Pytanie więc czy kapitał ma narodowość jest z założenia głupie. Nie ma jej, a jeśli już się przy tym upieracie, to z pewnością nie jest to narodowość polska. Nie istnieją polskie banki, obojętnie jakimi byśmy się złudzeniami nie karmili. System tego nie zaplanował i już, jeśli zaś istnieją to niebawem istnieć przestaną, ich aktywa zaś zostaną przejęte. Prawdopodobnie bezszelestnie. I nikt tego nawet nie zauważy. Stwarzanie złudzeń dotyczących siły finansowej rodzimych banków, jeśli istnieje, musi się więc wiązać z jakimiś planami na przyszłość. Jakimi? Zapewne dotyczącymi konfliktu pomiędzy lokalnymi „niezależnymi” potencjami, który to konflikt stanie się kolejnym sposobem na powiększenie zysku banków.

 Jeśli nie istnieją państwa demokratyczne to znaczy, że nie istnieje polityka zagraniczna rządów. Jest ona fikcją. Ministrowie spraw zagranicznych zaś są powoływani po to, by przekazywać do lokalnych oddziałów Banku Rezerw Federalnych polecenia i sugestie…

Rządy jednak istnieją. Po co? Po to by prowadzić politykę wewnętrzną, czyli tresować poddanych, lub jak wolicie obywateli. Innej funkcji nie mają i mieć nie mogą. Służą także do prowokowania sytuacji generujących zyski i obsługi lokalnych instytucji finansowych. Jaki jest plan? Tego nie wiem. Mówią jednak, że zbliża się wojna z Iranem. Iran zaś to jedno z państw gangsterów, czyli takich państw, w których nie rządzą mafie międzynarodowe, ale lokalne. Inne tego typu państwa to Rosja, Chiny i Izrael. I fakt, że jedne z nich są zorganizowane w sposób demokratyczny a inne w sposób zamordystyczny nie ma żadnego znaczenia. Państwa gangsterskie mogą walczyć lub współpracować z banksterami. Jak rozwija się sytuacja zależy zawsze od bangsterów i od tego co rozumieją oni akurat pod pojęciem zysku. Tak więc wojna z Iranem może być wojną o ropę, ale nie musi…

Putin pozwoli na wojnę z Iranem, wytarguje Kaukaz i pacyfikację Polski oraz zaprowadzenie tu rządów swojej mafii. Pieniądze zmienią właściciela i wszyscy będą szczęśliwi. Na jakiś dość długi czas oczywiście. Do następnej katastrofy i następnego przetasowania. Europa popatrzy na nas ze smutkiem, ale też z radością, że tak małym kosztem udało jej się zażegnać kryzys. Będzie dobrze. W Iranie zatriumfuje demokracja, tak jak już zatriumfowała w Afryce północnej. Napisali ostatnio – naprawdę – że cała ta rewolucja zaczęła się od jakiegoś tunezyjskiego sklepikarza. Tak po prostu. Granice wstydu zostały więc przekroczone po raz kolejny.

Warto się zastanowić czy wobec dominującej roli banków przyjedzie taki moment, że państwa narodowe zostaną zlikwidowane. Moim zdaniem nie. Bo przynoszą one zbyt duże zyski. Nie zostaną zlikwidowane także państwa gangsterskie. Są bardzo potrzebne. Jeśli jakiegoś zabraknie, bo zawali się wskutek łapczywości lokalnych kacyków, stworzy się nowe. Banksterzy są poza tym jak wampiry – nie mogą wyjść na światło dzienne, bo zginą. Muszą żyć w ukryciu. Ujawnienie się zaprzeczy istocie ich obecności na Ziemi. Muszą mieć więc jakieś przekonujące dekoracje…” (coryllus – Jeżeli to prawda)

podobne: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról” oraz: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego) i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem a także: BRICS i VII szczyt w Ufie: Nowy bank ma pomóc zreformować światowe rynki finansowe. Czy BRICS stanie się formą organizacyjną dla cywilizacji przyszłości? Wojciech Jakóbik o hołdzie chińskim polecam również: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

Jakiś czas temu doszło jednak do ujawnienia (się) tego co powinno być ukryte, a więc do potwierdzenia fasadowości instytucji zwanej „demokratycznym państwem”… Jak śpiewa poeta „poczuli siłę i czas”, więc nie muszą się dłużej ukrywać. Zwłaszcza że niewielu dostrzegło i zrozumiało wyjątkowość tej informacji…(Odys)

Zdaniem Barniera porozumienie w sprawie dostępu londyńskiego City do wspólnego rynku może być niezbędne, aby uniknąć utraty stabilności finansowej w Europie.

Brytyjskie dziennik „Guardian” napisał, że Barnier miał powiedzieć na zamkniętym spotkaniu z europosłami, że „musimy wykonać bardzo konkretną pracę w tym obszarze”. „Aby uniknąć niestabilności finansowej, (…) będzie musiała zostać nawiązana specyficzna, szczególna relacja” – miał powiedzieć były unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego. Dzienniki powołuje się na wewnętrzną notatkę z tego spotkania i pisze, że to zapowiedź specjalnej umowy regulującej pozycje Londynu jako jednego z centrów finansowych dla Europy i rozliczeń we wspólnej walucie, euro. Zdaniem „Guardiana” to także zapowiedź odejścia Brukseli od „twardego Brexitu”...” (źródło rp.pl: Unia musi dogadać się z londyńskim City)

„…W związku z tym potrzebne są dwa traktaty negocjacyjne dotyczące Brexitu, jeden dla Korony, a drugi dla City. To jest z mojego punktu widzenia informacja wręcz fantastyczna. Podał ją wczoraj Puls Biznesu, ale póki co nikt z tak zwanych publicystów się nawet na ten temat nie zająknął. To co wymsknęło się panu Michelowi Barnierowi, zostało natychmiast zdementowane, jako błąd w tłumaczeniu czy inna jakaś bzdura. Nie pamiętam już kto powiedział, że nie wierzy w wiadomości nie zdementowane, ale nie jest to w tym momencie istotne – zdementowali znaczy prawda. Drugi raz nie zdementują, bo się ośmieszą już całkiem…

City nie jest Anglią, a królowa nie ma tam nic do powiedzenia, kiedy przekracza granicę tego dziwnego obszaru staje się po prostu Elżbietą Windsor i ma słuchać co jej bankierzy mówią. I jeszcze się nie zdarzyło, żeby nie posłuchała. Cóż więc teraz? Jasne jest, że Brexit będzie przebiegał dwoma torami – jawnym i tajnym, od czasu do czasu słyszeć będziemy tylko jakieś dziwne dźwięki dochodzące z zaplecza. Może się także okazać, że City nigdy nie wyjdzie z UE i będzie po prostu finansowym łącznikiem pomiędzy wyautowaną Koroną, a interiorem finansowym Unii do niedawna zwanym kontynentem. Co z nami wobec tego? To zależy co postanowią ci ludzie których teraz City straszy i jakimi metodami zaczną obniżać koszty. Mam nadzieję, że nie będą potrafili ich obniżyć i strach przed Arabami zwycięży w ich sercach strach przed City. Wtedy jest szansa, że nic nam się nie stanie, a tamci przyślą tu parę drobnych, żebyśmy popatrzyli jak wzrasta potęga gospodarcza naszego kraju i żeby każdy miał już nie 500+ ale wręcz 1000+ na dziecko. Jeśli UE przestraszy się bardziej City, może się okazać, że najpierw rozprawi się z Arabami, a potem za pośrednictwem pana Putina z nami, bo za bardzo fikamy i domagamy się zbyt wiele, zamiast iść do roboty na szwalnię i czekać na deputat szarego mydła, jak to bywało dawnymi laty.

Jakby tego było mało wicekról Ameryki Donald Trump zapowiedział, że nie przyjedzie do Davos, a więc cały ten lewacki burdel zaczyna mieć się z pyszna i szuka tak zwanych nowych dróg rozwoju. Skoro nie będzie Trumpa, na miejscu ma się pojawić prezydent Chin. Ciekawe co na to powiedzą zwolennicy jedwabnego szlaku i „zbliżenia” z Chinami. Wybuchną entuzjazmem czy nie? Chiny miałby dać nowe gwarancje temu, co przed chwilą nazwałem lewackim burdelem i wyasygnować świeżą kasę na zasiłki dla Arabów, żeby ci podpuszczeni przez City nie poucinali głów unijnym urzędnikom i nie latali z tymi czerepami po ulicach miast. Ciekawe czy coś od tych Chińczyków wydębią, czy przyjedzie ten prezydent i wyjedzie wzruszywszy ramionami, bo okaże się, jak już nie raz bywało, że izolacja jest dla Chin lepszym wyjściem niż angażowanie się w niepewne interesy z obyczajowymi i finansowymi aferzystami…” (coryllus – Czy City wyjdzie z Unii?)

Opisana przez coryllusa wizja wpisuje się dość „dobrze” w ambicje londyńskiego City, które streszczają się w następującej kwestii: „…Brexit wzmocni pozycję City jako jedynej stolicy finansów konkurencyjnej wobec Nowego Jorku” (całość: Część przedstawicieli City za Brexitem)

podobne: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty). oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? i to: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin polecam również:  Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

Adam Wycichowski niewolnik – pierwsza gwiazdka

„Przewodniczący Komisji Europejskiej Jan Klaudiusz Juncker, ten sam, który w trybie ekspresowym wyznaczył na 21 grudnia ubiegłego roku posiedzenie Komisji Europejskiej poświęcone ostatecznemu rozwiązaniu kwestii polskiej – tym razem, podczas kolejnej Konferencji Monachijskiej, wygłosił opinię, że wypracowanie nowego modelu stosunków między Unią Europejską a Wielką Brytanią zajmie „więcej niż 24 miesiące”. Skąd przewodniczący Juncker może wiedzieć takie rzeczy, skoro negocjacje UE z Wielką Brytanią jeszcze się nie zaczęły – tajemnica to wielka. Jesteśmy skazani na domysły, ale skoro już jesteśmy skazani, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się…

…mamy dwie możliwości: albo obydwie instytucje wynegocjowane porozumienie zatwierdzą, albo nie. Powiedzmy jednak, że zatwierdziły. Wtedy zainteresowane państwo opuszcza szczęśliwą rodzinę unijną na warunkach wynegocjowanych i zatwierdzonych. No dobrze – ale co dzieje się w przypadku, gdy albo negocjacje nie doprowadzą do porozumienia, albo nawet doprowadzą, ale nie zostanie ono zatwierdzone? Wtedy zainteresowane państwo też może opuścić Unię Europejską, ale dopiero po 2 latach. 2 latach – czyli 24 miesiącach, o których z obfitości serca wspomniały usta Jana Klaudiusza Junckera! Po cóż Unii Europejskiej te 24 miesiące? Wyjaśnić to można odwołując się do innej instytucji traktatu lizbońskiego, mianowicie tzw. „klauzuli solidarności”. Stanowi ona, że w razie pojawienia się zagrożenia demokracji w jakimś kraju członkowskim, Unia Europejska, na prośbę państwa zagrożonego, może udzielić mu „bratniej pomocy” w celu usunięcia zagrożeń dla demokracji. A skąd wiadomo, że zagrożenia dla demokracji się pojawiły? No cóż; czyż potrzeba lepszego dowodu na zaistnienie tych zagrożeń, jak ów wniosek o wystąpienie z Unii? Nie potrzeba – a 24 miesiące chyba wystarczą, by te zagrożenia usunąć. A skąd będziemy mieli pewność, że zostały one usunięte? Stąd, że rząd ustanowiony w następstwie „bratniej pomocy” natychmiast wniosek o wystąpienie z Unii wycofa. Ciekawe, czy Jan Klaudiusz Juncker, wspominając o czasie nawet dłuższym niż 24 miesiące, miał na myśli właśnie tę mitręgę, czy też ta freudowska pomyłka przytrafiła mu się bez żadnej konkretnej intencji?” (Stanisław Michalkiewicz – Domyślajmy się!)

„…z ulgą i nadzieją witamy plany Angeli Merkel Europy dwóch prędkości. Mogą być śmiało nawet trzy, albo i więcej. Naturalnie pod warunkiem że J. Kaczyński nie zwariuje w międzyczasie i nie będzie starał się kraju zakwalifikować na pasmo najszybszego ruchu…

…Umiarkowana prędkość w dobrym kierunku jest lepsza niż ekspresowe pogłębianie euro integracji w złym, na co nalega Frau Merkel.

Jej celem, jak się zdaje, jest ekspresowe sprowadzenie reszty Afryki i Bliskiego Wschodu do serca Europy, zanim śpiące społeczeństwo niemieckie ocknie się aby bronić swojej tożsamości. Na czas tej turbo integracji Niemiec z islamem ich sąsiedzi zrobią dobrze jeśli zwolnią i odgrodzą się nawet od powstającego kalifatu płotem, jak Orban. Zbyt szybka integracja nie wyjdzie nikomu na zdrowie. Wręcz przeciwnie, rozsadzić może kohezję społeczną i doprowadzić do przyspieszonego rozkładu Niemiec z ich własnej i nieprzymuszonej woli. Ten rodzaj odwróconego Drang nach Osten, jak kto woli, leży w interesie ich sąsiadów. Nie bardzo więc wiemy czemu J. Kaczyński się tym martwi choć jednocześnie słusznie wskazuje palcem na Merkel jako na sprawczynię katastrofy i na role w tym jej piona w Brukseli Tuska, bezkrytycznie wentylującego niemieckie groźby pod adresem innych o astronomicznych karach za każdego nie przyjętego „uchodźcę”.

Interesujący jest timing tego pędu Angeli ku większej integracji. Wygląda to na reakcję euro establishmentu na Brexit, decyzję mających dość integracji Brytyjczyków i ich pragnienie aby się właśnie od kontynentu odintegrować. Czemu służyć ma przeciwstawienie się temu narzuconą przez Niemcy przyspieszoną integracją? Temu oczywiście aby stworzyć fakty dokonane przez co gotowość innych do próbowania kolejnego exitu z euro raju odpowiednio osłabnie. Wątpimy jednak czy strategia ta odniesie sukces.” (cynik9Europa dwóch prędkości)

„…Zaczęliście od powiedzenia nam, że musimy zapłacić rachunek, całe 52 miliardy funtów – kwota wyraźnie wzięta z powietrza, faktycznie forma żądania okupu. Moglibyście zauważyć, że włożyliśmy netto ponad 200 miliardów funtów w ten projekt, jesteśmy w istocie udziałowcami tego budynku i całej reszty majątku, i naprawdę to wy powinniście złożyć nam ofertę nie do odrzucenia, byśmy wyszli. A jak zawsze uroczy pan Verhofstadt, główny negocjator Parlamentu, w swojej rezolucji, nad którą mamy głosować później, mówi nam, że nie wolno nam omawiać potencjalnych umów handlowych z nikim innym na świecie, dopóki nie opuścimy Unii Europejskiej. Nie ma to żadnych zupełnie podstaw w prawie traktatowym i jest to tak, jakby powiedzieć, że nie możesz zaaranżować sobie mieszkania, na czas gdy wyjdziesz z więzienia…

…I oczywiście pan Tusk, którego nie ma dziś z nami – podejrzewam, że nadal płacze, wyglądał na dosyć załzawionego, nieprawdaż, po tym jak ambasador brytyjski doręczył list w zeszłym tygodniu – mówi nam w swoim memorandum, że wszelkie przyszłe umowy handlowe muszą zapewnić, że UK nie może mieć przewagi konkurencyjnej. To wszystko jest niemożliwe, a dokładacie do tego hipokryzję, że z jednej strony mówicie, że UE będzie negocjować jako jedność, a klauzula 22 dokumentu Tuska mówi, że w istocie Gibraltar, że Hiszpanie mogą mieć całkowite weto wobec całej umowy, jeśli nie będą usatysfakcjonowani suwerennością Gibraltaru. My wierzymy w narodowe samostanowienie – waszym celem i ambicją jest zniszczenie demokracji państwa narodowego. Gibraltar jest zdecydowanie rzeczą nie do przyjęcia na obecnych warunkach.

Okazaliście tymi żądaniami, że jesteście mściwi, paskudni. Mogę jedynie powiedzieć: dzięki Bogu, że wychodzimy. Zachowujecie się jak mafia. Myślicie, że jesteśmy zakładnikiem. Nie jesteśmy, wolno nam odejść…

…daje się nam żądanie okupu. Ale co musi być bardzo trudne dla was wszystkich do pojęcia, to że istnieje większy świat, tam na zewnątrz, niż Unia Europejska. 85 procent światowej gospodarki jest poza Unią Europejską. I jeśli chcecie nie mieć żadnej umowy, jeśli chcecie zmusić nas do odejścia od stołu, to nie my na tym ucierpimy. Wiecie, my nie musimy kupować niemieckich samochodów, nie musimy pić francuskiego wina, nie musimy jeść belgijskiej czekolady. Jest wielu innych ludzi, którzy nam to dostarczą. Powrót do taryf narazi miejsca pracy setek tysięcy ludzi żyjących w Unii Europejskiej, a jednak co mówicie, to że chcecie przedłożyć interesy Unii Europejskiej ponad interesy waszych obywateli i waszych firm. I jeśli będziecie dalej iść tą drogą, to nie tylko Zjednoczone Królestwo uruchomi artykuł 50, będzie jeszcze wiele kolejnych.” (karasekUS, Nigel Farage: UE jak mafia… niech będzie gangsterzy)

podobne: Unia doigrała się Brexitu. Eurosceptycy tryumfują, skowyt histerii wśród euroentuzjastów (od lewa do PISu). Wielka Brytania przed historyczną szansą, a co z Polską? Czekam na Polexit oraz: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego

W przeciwieństwie do państw takich jak Polska (a w zasadzie ich elit politycznych) wiecznie do czegoś aspirujących, zatroskanych o swój wizerunek „zagranico”, państwa poważne (a do takich należy Wielka Brytania) mają to do siebie że potrafią uzasadnić swoje racje, nawet jeśli argumenty na owe racje wydają się nieco „przestarzałe”. Demonstrując tym samym wyższość i przywiązanie do własnego porządku i dorobku prawno cywilizacyjnego… (Odys)

„…w portalu Obserwator finansowy ukazał się tekst Jacka Ramotowskiego zatytułowany Wielkie banki przygotowują się do brexitu. I w tym tekście znajduje się taki oto fragment:

Na wniosek Giny Miller brytyjski Sąd Najwyższy orzekł w listopadzie, że rząd nie może złożyć notyfikacji zamiaru opuszczenia Unii bez zgody parlamentu. Rząd odpowiednią ustawę przedstawił, ale nie zawiera ona szczegółów. Domaga się upoważnienia go do uruchomienia art. 50 Traktatu Lizbońskiego i podjęcia negocjacji zgodnie z tzw. klauzulą Henryka VIII z 1539 roku. Klauzula ta pozwala na zmianę, a nawet uchylenie ustawy bez zgody parlamentu.

Można uchylić ustawę bez zgody parlamentu, bo są odpowiednie narzędzia prawne w tradycji legislacyjnej na Wyspie. Tylko kto o tym decyduje? Wczoraj myśleliśmy, że król. A jeśli tak, to sądziłem, że będą z tym brexitem czekać, aż pani Ela odłoży łyżkę i na tronie zasiędzie Harry czy może te drugi, bardziej piegowaty. Dziś z rana okazało się, że w takich sprawach decyduje tajna rada, a skład tajnej rady możecie sobie znaleźć w sieci, bo nie jest on znowu aż tak tajny. No, ale jak napisałem na początku nie będzie trzeba sięgać po klauzule z roku 1539, bo już jest po sprawie, brexit rozpocznie się przed końcem marca.

Widzimy na tym przykładzie jak poważna jest tradycja polityczna Wielkiej Brytanii i jak serio traktuje się tam decyzje. Oczywiście, ktoś powie, że od dawna wiadomo było, że wyjdą potrzebowali tylko uzasadnienia. No, ale potrafią to uzasadnienie znaleźć i za jego pomocą przymusić Izbę Lordów to uległości. To jest właśnie poważna polityka.

Popatrzmy teraz jak poważna polityka wygląda u nas. Poważną polityką są w Polsce kwestie dotyczące 500+ i strajku nauczycieli o 10 procentową podwyżkę, poważną polityką jest nieudany skok na stanowisko szefa PE, a także powracające stale gawędy o tym czy uzbroić Polaków czy też może pozostawić ich bez broni, a za to zorganizować obronę terytorialną. Za poważną wewnętrzną politykę w Polsce uchodzi medialna propaganda najgorszego gatunku, taka jaką zaprezentował w najnowszej, jeszcze nie wydrukowanej Gazecie Polskiej Tomasz Sakiewicz. Na okładce widzimy tramwaj z czasów okupacji, z którego wychyla się Angela Merkel, a na pierwszym planie stoi Donald Tusk w mundurze esesmana. Proszę bardzo https://twitter.com/GPtygodnik/status/841348170584076289

W środku jak widzicie mamy tradycyjną, znaną nam z tygodników wydawanych za Gierka, mapkę przedstawiającą potencjał wojenny krajów Europy, z tym, że odwrotnie niż wtedy zagrożeniem nie jest zachód a Rosja. Mamy więc tu połączenie dwóch poetyk. Nachalnej propagandy i pseudonaukowej strategii. Każdy oczywiście, kto to skrytykuje zostanie z miejsca nazwany ruskim agentem. Bo ten manewr także jest wpisany w mechanizm działań poważnej polityki wewnętrznej w Polsce. Jeśli do tego dodamy to, co powiedziała pani Fotyga niedawno, w związku ze sprawą uzbrojenia Polaków, to mamy komplet. Powiedziała – przypomnę tylko – że w Polsce, odwrotnie niż w USA nie ma tradycji noszenia broni. Gadałem o tym wczoraj z Jackiem i on powiedział w pewnym momencie, że w Polsce jest za to tradycja noszenia ołowianych kul w potylicy. Ja zaś pomyślałem, że to dobry bon mot, bo on opisuje czynną nad Wisłą i wiecznie żywą tradycję potyliczną. Mamy nawet taki prawicowy portal – Wpotylicę. Prowadzą go bracia Karnowscy…” (coryllus – O tradycji politycznej i tradycji potylicznej)

podobne: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego oraz: Międzymoże, czyli o wpuszczaniu Polski w kanał casus belli przez gigantomaniaków którzy nie panują nad własnym państwem.

„…ma się w Rzymie odbyć uroczysty „szczyt” Unii Europejskiej, na którym delegacja polska ma znowu pokazać europejsom” nie tylko, jakie z nich palanty, ale stanąć na nieubłaganym gruncie europejskiej jedności, a także – jedności euroatlantyckiej. W związku ze szczytem pani premier Szydło żałośliwym tonem wygłosiła specjalne orędzie do narodu, informując, co i jak. Ten żałośliwy ton wynika, jak przypuszczam, z trudności położenia w jakim znalazła się nie tylko ona, ale całe PiS wobec swoich wyznawców. Z jednej strony pan prezes Kaczyński chciałbym im zaimponować przedstawieniem, jak to pod jego przywództwem Polska „wstaje z kolan” i tak dalej, ale z drugiej strony targa nim jaskółczy niepokój, że jak tylko spróbuje wstać, to nie dostanie forsy, od której nasi Umiłowani Przywódcy uzależnili nie tylko Polskę, ale i samych siebie. Przed taką możliwością ostrzegł panią premier Szydło francuski prezydent Hollande, zauważając, że „wy macie zasady, a my – subwencje”. Wprawdzie pani premier skwitowała to lekceważącą uwagą, że prezydent Hollande ma zaledwie 4 procent poparcia, ale procenty to jedna rzecz, a forsa, to rzecz druga. Ale cóż; wobec wyznawców trzeba trzymać fason („on tu jeden trzyma fason ponad Żydów podłą zgrają i on jeden nie jest mason, chociaż – czego nie gadają?” – powiada poeta), więc pani premier zapowiedziała, że jeśli polskie żądania nie zostaną w Rzymie spełnione, to Polska nie podpisze końcowej deklaracji. Nie wiem czemu, ale przypomina mi to scenę spotkania meksykańskiej cesarzowej Charlotty z cesarzem Napoleonem III. Charlotta chciała namówić Napoleona na interwencję w Meksyku, gdzie powstańcy oprymowali jej męża, cesarza Maksymiliana. Napoleon wykręcał się jak tylko mógł, więc Charlotta użyła ostatecznego w jej mniemaniu argumentu, oświadczając, że jeśli nie będzie interwencji, to oboje z mężem abdykują. – Ależ abdykujcie jak najprędzej! – wyrwało się wtedy Napoleonowi, na co Charlotta najpierw dostała spazmów, potem zaczęła wyrzucać francuskiemu cesarzowi jego niskie pochodzenia, aż wreszcie zwariowała. Takie rzeczy pokazują, że w polityce światowej sprawy tragiczne sąsiadują z komicznymi…” (Stanisław Michalkiewicz – Czyżby znowu moralne zwycięstwo?)

podobne: Dwie prawdy zamiast polityki oraz: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec” i to: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą a także: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro.


rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Wygląda na to, że ominą nas dobrodziejstwa jednolitego podatku. Głównym powodem rezygnacji z tego projektu jest jego wpływ na drobnych przedsiębiorców, którzy płaciliby niemal dwukrotnie wyższą stawkę niż obecnie. Projekt poległ w dużej mierze ze względu na to, że był tym czym miał nie być. Założenia mówiły o uproszczeniu podatku dla osób fizycznych by wszystkie daniny złączyć w jedną. Po drodze powstał dziwny kompromis mający spełniać założenia sprawiedliwości społecznej, który gwałtownie skomplikował cały projekt. Efektem był chaos i kolejne niedotrzymane terminy. Grabarzem projektu okazał się kalendarz. Mamy 21 grudnia, a projektu nie dało się już skończyć by obowiązywał od 2017 roku. Na szczęście w budżecie nie zapisano dodatkowych wpływów, które miały pochodzić z tej unifikacji.

Rekordowy deficyt w 2017 roku

Na rok 2017 zapowiadany jest w Polsce niemal 60 miliardowy deficyt budżetowy. To najwyższa wartość jaka kiedykolwiek trafiła do ustawy budżetowej. Wartość ta ma jeden podstawowy negatywny skutek. Będziemy się musieli najprawdopodobniej silnie zadłużyć za granicą. Pomysł przeniesienia zadłużenia wewnątrz kraju poprzez nakłonienie obywateli do reinwestowania środków z programu 500+ w obligacje okazał się niemal zupełnym fiaskiem. Analitycy zwracają uwagę, że silne uzależnienie od kredytowania z zewnątrz może powodować jego mniejszą stabilność. W efekcie jeżeli inwestorzy będą tracić zaufanie koszty kredytu mogą istotnie wzrosnąć co dalej pogłębi deficyt i osłabi złotego(internetowykantor.pl – Bez ważnej zmiany w podatkach. Rekordowy deficyt)

podobne:  „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą. oraz: Trader21: Obligacje rządowe gwarantem straty. Inflacja i dewaluacja jako narzędzie walki z długiem. W czyich rękach spoczywa polski dług, i czy krach finansów publicznych zakończy się eutanazją?

„…Jeżeli więc mimo rządów pobożnego PiS-u piekło zagrozi Polakom to przynajmniej nie w 2017.  PiS-owi nie uda się tym docisnąć  podatkowo samo zatrudnionych tak aby wyzwolić ich spod  nieznośnej perspektywy płacenia mniej niż etatowcy.

Skorygowanie tej kapitalistycznej anomalii  wprowadzonej  jeszcze przez komunistów Millera w 2004 – umożliwienie samo zatrudnionym płacenia stawki liniowej 19% PIT-u – było punktem honoru PiS-u. Od lat była to furtka do obejścia podatkowego piekła normalnego PIT-u i ZUS-u razem,  jednego z najwyższych takich obciążeń w Europie.  PiS zdeterminowany był furtkę tę zamknąć i owinąć ją do tego drutem kolczastym.

Łączenie wszystkiego w jeden wysoki podatek „jednolity” miało pomóc Janosikowi Morawieckiemu w jego planach „odpowiedzialnego rozwoju” i „mobilizacji” kapitału polskiego.  Od dawna twierdziliśmy że  o ile dobra zmiana  jakimś cudem zmobilizuje tym polski kapitał to tylko do ucieczki zagranicę.  Wolnego kapitału polskiego od tego z pewnością nie przybędzie lecz przeciwnie, będzie go mniej.

Tym bardziej że dobra zmiana wyrzuca do kratki ściekowej nawet ten kapitał którego nie ma i który musi pożyczać  na swoje rozdawnictwo 500+.  Nic dziwnego że na rok 2017 zapowiadany jest w Polsce prawie 60 miliardowy deficyt budżetowy.  W międzyczasie Janosik Morawiecki wymyśla nowe metody finansowego terroru.  Jego najnowszym pomysłem jest projekt ustawy o centralnej bazie rachunków  Jak widać socjaliści PiS-u tak nawykli do „centralizmu demokratycznego” za komunizmu że w głowie im się nie mieści aby cokolwiek mogło nie być „centralne”.  Potrzebna jak psu piąta noga ustawa przewiduje nowy centralny urząd,  najpewniej z paroma setkami centralnych biurw,  śledzący centralnie  wszelkie możliwe miejsca w których ludzie pochować jeszcze mogli jakąś wartość.  Centralnym zadaniem urzędu będzie centralne informowanie o tym innych urzędów centralnych(cynik9 – Dobra zmiana bierze się za bitcoiny)

podobne: Rabunek na zlecenie czyli… oZUSowanie umów cywilno-prawnych oraz: Premier: pełne oskładkowanie wszystkich umów byłoby ze stratą dla ludzi

…Pani minister Rafalska w kwestii rozdawnictwa 500+ niedawno stwierdziła co następuje:

“Każda dyskusja na temat wprowadzenia programu zaczynała się od zarzutu, że rodziny na pewno zmarnotrawią pieniądze, wydadzą na alkohol. Dziś wiemy, że to problem marginalny. Średnio zmiana pieniędzy na inne świadczenia, bony, usługi dotyczy miesięcznie 600 rodzin. Przy skali programu to margines – wyjaśniała Rafalska. – To dowód, że rodziny same najlepiej wiedzą na co wydawać te pieniądze – mówiła minister.”

Mając więc dowód na to że rodziny same najlepiej wiedzą jak wydawać swoje pieniądze, Pani minister chwali program rządowy który sprowadza się do zabierania owych pieniędzy tymże rodzinom pod przymusem w ramach tzw. „pomocy rodzinie”… Prawda że logiczne? Oczywiście że nie, bo tu chodzi o inną „logikę”:

„…Tylko w ten sposób może potem błaznować w roli św. Mikołaja i rozdawać je intelektualnej elicie narodu. Tylka ta elita, dziwnym zbiegiem okoliczności, sama wie najlepiej  na co je wydać i pomocy Rafalskiej przy tym jakoś nie potrzebuje.  Wystarczy że troszczy się ona o kasę. Trochę wprawdzie gorzej u tej elity z wiedzą jak tę kasę samemu zarobić ale od czego w końcu elity mają  PiS i jego czerwoną ministrę?” (cynik9 – Na co wydać swoje pieniądze)

podobne: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.

Mamy zatem czarno na białym przyznanie się polityków do uprawiania bezczelnego procederu przekupywania podatników za ich pieniądze. I chociaż nie będzie tego procederu (póki co) ułatwiał „jednolity podatek”, to kierunek uzależnienia obywatela od  „redystrybucji” zostanie utrzymany w inny sposób – w ramach tzw. „uszczelniania” obecnie obowiązującego systemu podatkowego… (Odys)

„…Od 1 stycznia 2017 r. mali oraz średni przedsiębiorcy będą podlegali obowiązkowi składania comiesięcznego pliku JPK_VAT (ewidencja zakupu i sprzedaży VAT). Pierwsze sprawozdania ww. przedsiębiorcy będą musieli złożyć do 25 lutego 2017 r. Obecnie JPK przesyłają już duże firmy.

Zaliczenie do określonej grupy przedsiębiorców zależy od liczby zatrudnianych osób oraz od wielkości obrotów firmy.

Rozszerzenie katalogu podmiotów, które mają obowiązek raportowania, ma za zadanie pozyskanie bieżącej informacji o transakcjach podlegających opodatkowaniu VAT. Umożliwi to szybką i skuteczną identyfikację wyłudzeń oraz unikania opodatkowania…” (inforfk.plNowy obowiązek dla małych i średnich przedsiębiorców)

…natomiast pod pretekstem „procesu elektronizacji i usprawnienia obrotu gospodarczego, a także upowszechnienia płatności bezgotówkowych” i „prac nad systemem fiskalizacji online”, zaplanowano że…

„…kasy fiskalne od stycznia 2018 roku będą podłączone online i będą automatycznie przesyłać dane o sprzedaży do centralnego repozytorium prowadzonego przez MF. Jednocześnie, kasy poza wydawaniem papierowych paragonów klientom będą wysyłać elektroniczne paragony zainteresowanym użytkownikom, którzy wyrażą na to zgodę i zarejestrują się. Pośredniczyć w tym będzie przygotowywana przez KIGEiT platforma dystrybucji paragonów elektronicznych z kas fiskalnych bezpośrednio do konsumentów. System ten ma gwarantować pełną anonimowość przesyłanych danych. Najprostszą formą będzie przekazanie paragonu elektronicznego na pocztę e-mail lub sms, czy też do aplikacji mobilnych” – wyjaśniono…

Ministerstwo uzasadnia wprowadzenie obowiązkowych e-paragonów ograniczeniem szarej strefy. Według resortu „wyniki analizy ekonometrycznej wskazują, że przyrost liczby aktywnych kas fiskalnych w relacji do liczby aktywnych przedsiębiorstw w Polsce o 0,1 prowadzi średnio do spadku udziału szarej strefy w PKB o 0,33 pkt. proc.” MR powołuje się też na doświadczenia innych państw, takich jak Węgry, Bułgaria, Chorwacja, Słowenia czy Gruzja – gdzie wprowadzenie systemu rejestrowania sprzedaży za pomocą kas fiskalnych poprawiło wpływy z VAT. Resort rozwoju liczy także na „zwiększenie akceptacji płatności bezgotówkowych oraz zapewnienie konsumentom dostępu do paragonów elektronicznych w jednym miejscu”. (PAP) mick/ je/ (stooq.pl – MR: podpisano porozumienie ws. utworzenia platformy e-paragonów)

„…od przyszłego roku wszystkie firmy mają przesyłać co miesiąc do policji skarbowej wszystkie faktury, stany magazynowe nawet wyciąg z konta.
Totalna kontrola wszystkich, zapewne już na poziomie ogólnopolskiej bazy danych za pomocą algorytmów, które mają wyłapać podejrzane rzeczy.
Do wytypowanych nieszczęśników zapuka policja skarbowa, które może wlezć wszędzie nawet do miejsc niepowiązanych z prowadzoną działalnością, zażądać dowolnych dokumentów również niepowiązanych z prowadzoną działalnością, wejść oczywiście bez uprzedzenia jak dotychczas.
Jeśli “gestapo” uzna że jakaś faktura jest lipna wg ich kryteriów można iść na 25 lat do więzienia, do dyspozycji mają też konfiskate rozszerzoną, czyli trzeba udowodnić im pochodzenie majątku, który posiadamy nawet i 20 lat, pod groźbą jego odebrania.

Na dodatek, jeśli komuś nie do śmiechu, ministerstwo finansów, które tak dzielnie walczy z hazardem, że od lipca będzie nakazywało blokować tysiące domen rozmaitych kasyn online, samo staje się takowym organizując loterie paragonową, ciekawe czy zablokują sami siebie.” (Szelo)

Mamy więc do czynienia z konkretnym krokiem w kierunku upieczenia jeszcze jednego półgęska umożliwiającego nadzór nad obywatelem i jego własnością tj. ze stopniowym eliminowaniem gotówki, w walce z którą najciekawszy przypadek wydarzył się w Indiach… (Odys)

„…Banknoty o nominałach 500 i 1000 rupii, stanowiące 86% gotówki będącej w obiegu, z dnia na dzień przestały być w Indiach legalnym środkiem płatniczym. Premier Narendra Modi ogłosił swoją decyzję 8 listopada, kiedy cały świat emocjonował się wyborami w USA. Szef rządu Indii stwierdził, że przyczyną zmian jest „walka z unikaniem opodatkowania oraz szarą strefą”

…Na stronie Ministerstwa Rozwoju można znaleźć dokument dotyczący „zwiększania obrotu bezgotówkowego”. Zgodnie z jego założeniami, udział gotówki w transakcjach na obszarze Polski, ma spaść w ciągu 5 lat z 21,5% do 15%. W tym celu rozważane jest m.in. obniżenie limitu transakcji gotówkowych.

Jeden ze sposobów na przekonanie Polaków do obrotu bezgotówkowego, zakłada wprowadzenie specjalnych ulg podatkowych. W przypadku transakcji elektronicznych, stawki podatku VAT miałyby zostać obniżone o 1 punkt procentowy, do 22% i 7%…

…Wszystko odbywa się pod pięknie brzmiącymi przykrywkami, ale prawdziwym motywem jest możliwość grabienia ludzi na skalę większą niż kiedykolwiek w historii.

Ogromna liczba krajów boryka się dziś z problemem zadłużenia. Wycofanie gotówki byłoby dla polityków wymarzonym rozwiązaniem. Społeczeństwo bezgotówkowe umożliwia wprowadzenie negatywnych stóp procentowych. Obywatele byliby zmuszeni do płacenia za trzymanie pieniędzy w bankach, a zadłużenie zostałoby zredukowane. Z kolei rządy mogłyby zapożyczać się po zerowym koszcie. Co stałoby zatem na przeszkodzie, aby politycy mogli dalej zadłużać obywateli i sponsorować za to coraz bardziej absurdalne wydatki? Można jedynie domyślać się, jakie obietnice wyborcze pojawiłyby się w programach poszczególnych partii.

Czego możemy spodziewać się obecnie? Z pewnością walka z gotówką zmobilizuje przezorną część społeczeństwa do ucieczki w metale szlachetne. Potwierdzają to wydarzenia w Indiach.

Warto zaznaczyć, że sposób wprowadzenia zmian w Indiach nie wyglądał rozsądnie z punktu widzenia elit, gdyż wywołał wściekłość ludzi. Można zatem zakładać, że był to eksperyment – co stanie się, jeśli w jednym momencie zdelegalizujemy większość banknotów. Nie zmienia to faktu, że większość zmian mających na celu walkę z gotówką, to mniej odczuwalne działania (wycofanie pojedynczego nominału, obniżenie limitu transakcji gotówkowych). Ich wychwycenie wymaga od społeczeństwa większej czujności. To tzw. powolne gotowanie żaby – jeśli walka z gotówką będzie prowadzona etapowo, to ludzie nie zauważą zmian.

Jeśli w przyszłości dojdzie do wycofania gotówki, będzie to prawdopodobnie połączone z wprowadzeniem bezwarunkowego dochodu gwarantowanego. Zostanie on ustawiony na takim poziomie, aby zapewnić najbiedniejszym minimum potrzebne do przeżycia, a jednocześnie pozbawić masy motywacji do wyjścia na ulicę.” (Zespół Independent Trader – Walka z gotówką przybiera na sile)

podobne: „Dziennik Gazeta Prawna”: NBP eliminuje obrót gotówką. „Puls Biznesu”: Podatkowe pole minowe oraz: Cynik9: Szaleństwo dobermanów czyli… Wielki Brat chodzi po suficie

Cytowany wyżej cynik9 założył że wraz z rezygnacją rządu z „jednolitego podatku”, nie dojdzie do „oskładkowania” ostatniej już grupy pracowników zwolnionej w Polsce z ZUSowskiego haraczu. Niestety rząd wcale z tego pomysłu nie zrezygnował, i już niedługo wszyscy pracownicy będą „sprawiedliwie” (bo po równo) okradani… (Odys)

Umowy o dzieło to ostatnia z form zatrudnienia, przy których nie trzeba płacić składek ZUS. Ale już niedługo. Rząd, który dokonał przeglądu systemu ubezpieczeń społecznych, wprost zaleca w nim rozważenie „rozszerzenia katalogu tytułów podlegania ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym” o osoby wykonujące pracę na podstawie tego rodzaju umowy.

Przegląd jest już oficjalnym dokumentem przyjętym przez Radę Ministrów i niebawem zajmie się nim Sejm. Można się więc wkrótce spodziewać szczegółowych propozycji w tej sprawie. Ozusowanie umów o dzieło byłoby próbą załatania dziury w systemie. Do 2015 r. z tej formy korzystało rocznie około 200 tys. pracujących – takich, dla których była to jedyna podstawa zatrudnienia. Można zakładać, że w 2016 r. popularność dzieła jeszcze wzrosła po tym, jak składkami na ubezpieczenie społeczne obłożono wszystkie umowy-zlecenia (wcześniej to one były podstawowym typem tzw. umowy śmieciowej; w 2015 r. na ich podstawie pracowało ponad milion osób)…” (Czytaj więcej tu: praca.interia.pl – PiS łata dziury w systemie. Oskładkuje umowy o dzieło)

To oczywiście w żaden sposób nie naprawi niewydolnego systemu „ubezpieczeń społecznych”. Dlatego też rząd szykuje kolejną jego reformę. Cytuję:

„…Zapewne zdajecie sobie sprawę, że nie chodzi o to żeby emerytury były wyższe. Istnieje na przykład koncepcja, że aby dostać emeryturę trzeba będzie przepracować 15 lat. Jak ktoś przepracuje mniej, mimo, że ZUS będzie podprowadzał swoją cześć, to dostanie emeryturę w wysokość 0 złotych (słownie: zero złotych). Pieniędzy oczywiście nie odzyska tez w inny sposób. Mówiąc wprost – Państwo ukradnie mu w majestacie prawa całkiem sporo pieniędzy. A… jest też szansa, że to ile wpłacamy do najukochańszej instytucji Polaków też nie ma znaczenia, bo wszyscy dostaniemy tyle samo. Czyli tyle żeby w miarę szybko umrzeć i nie obciążać systemu…” (DWS24.pl13 lutego 2017 roku)

Więc jak ktoś myślał że pomysł obcinania emerytur dotknie tylko UBeków, to ma teraz dowód na zwodniczość tego rodzaju autosugestii. Ja lojalnie ostrzegałem że precedens z UBeckimi emeryturami to tylko rozgrzewka przed nabraniem prędkości w mieleniu przez wielkie koło „sprawiedliwości społecznej” własności ludzi którzy niczym sobie na tego rodzaju „Prawo i Sprawiedliwość” nie zasłużyli.

Wychodzi więc na to że PIS jako naturalnie socjalistyczny projekt/partia nie tylko kontynuuje reformy zapoczątkowane przez takich samych ideologicznie poprzedników (Tusk znowu obiecuje (grozi) że da (zabierze). Michalkiewicz: „Źle było, źle będzie…”), ale wykazuje się na dodatek dużo bardziej bezwzględną kreatywnością  wymyślając coraz to nowe i perfidne w swej naturze sposoby rabunku… „Domiar podatkowy”, „solidarność podatkowa”, czy kolejna „reforma emerytalna” nie są bowiem żadną nowością, ale zdecydowanie się na ich wdrożenie jak również stworzenie narzędzi w postaci „centralnej bazy rachunków”, „e-paragonu” i „oskładkowanie” ostatniej już formy zatrudnienia, z całą pewnością ułatwi PISowi sięgnięcie głębiej do kieszeni Polaków. „Damy radę!” nabiera całkiem realnych kształtów…(Odys)

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz oraz: Do dziurawego wora FUS (dzięki oskładkowaniu „śmieciówek”) trafi 650 milionów złotych. i to: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne i to: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu.

„…„sprawiedliwość społeczna”, to elegancka nazwa rozmaitych łajdactw, przeważnie – rabunku maskowanego pozorami legalności. Gdybym z pistoletem w ręku zgłosił się do bogatszego ode mnie i pod groźbą użycia broni zażądał od niego natychmiastowego podzielenia się ze mną majątkiem, to każdy sąd uznałby to za rabunek. Jeśli jednak wynajmę sobie posła i ministra, opłacając ich walutą głosów wyborczych, to ten sam czyn zostanie uznany za realizację „sprawiedliwości społecznej”. A przecież istota czynu pozostaje taka sama. Niestety nie rozumie tego nawet papież Franciszek, który niedawno pochwalił komunistów, że myślą według zasad nauki Chrystusowej. Jest to oczywista nieprawda, bo Chrystus mówił: „daj!”, podczas gdy komuniści mówią: „bierz!” Ale żeby dać, to najpierw trzeba mieć, a zatem warunkiem sine qua non praktykowania chrześcijańskiego przykazania miłości bliźniego, jest własność prywatna. Tymczasem podstawowym punktem programu komunistycznego jest właśnie likwidacja własności prywatnej, zatem między chrześcijaństwem a komunizmem istnieje sprzeczność nie do pokonania…” (Stanisław Michalkiewicz – Hołota panoszy się w Sejmie)

podobne: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie. oraz: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo i to: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa.

Jeśli ktoś nie potrafi sobie wyobrazić do czego tego rodzaju polityka potrafi doprowadzić, albo uważa że to jakaś wirtualna rzeczywistość i że nie ma żadnego związku między deficytem/długiem a polityką fiskalną oraz własnością, to polecam jeszcze jedną lekturę… (Odys)

„…decyzją rządu B. Szydło w Ostrowicach wprowadzono pod koniec 2016 zarząd komisaryczny. Ma to być przygotowaniem do rozparcelowania gminy między bardziej poczytalnych sąsiadów…

…Samorząd gminy, jak małpa z brzytwą, pożyczał zresztą chaotycznie nie tylko na infrastrukturę.  Raz były to szkoły, innym razem prąd do latarni. Wreszcie w ramach kolejnej reorganizacji postanowił sięgnąć po najnowsze zdobycze finansowej inżynierii, co gminę  ostatecznie pogrążyło. Pozbył się mianowicie swojego majątku związanego z wodociągami po to aby go z powrotem zaleasować. Potem, w sytuacji podbramkowej, gmina w panice ratowała sytuację bieżącą odkupując ten majątek za znacznie większą kwotę. Ktoś sprytny się obłowił, gmina zaś pozostała z workiem.

Uwagę przyciągają 3 miliony złotych które gmina wydaje rocznie na obsługę długów. Na długu 35M oznacza to zwrot bliski 10%, który w obecnych warunkach niskich stóp procentowych jest prawdziwym klejnotem. Wkłada go do swojej kieszeni prawdopodobnie przedsiębiorczy finansista gminy, parabank z którym samorząd robił interesy. Przewija się w papierach skupująca długi spółka z Łodzi  której burmistrz genialnym posunięciem sprzedał część długów gminy. Pewnie myślał że nie musi ich dłużej spłacać…

Jest w tej historii coś niepokojącego, i nie jest tym bynajmniej bankructwo. Bywają sytuacje nieprzewidziane, są popełniane błędy i owszem, od czasu do czasu ktoś bankrutuje. Świat się na tym nie kończy. Tym niepokojącym czynnikiem jest natomiast chocholizm niewielkiej społeczności niezdolnej do samodzielnego rządzenia się,  połączony z  porażającą bezmyślnością jej wybranych decydentów. Gdyby mieszkańcom gminy socjalizm nie przerwał witalnego nerwu łączącego portfel z mózgiem i sami musieliby płacić za swoje wodociągi czy kanalizację to wnet by odkryli że cudów nie ma i że ich na to nie stać. Znaleźli by rozwiązania alternatywne, lepsze  i przede wszystkim mieszczące się w budżecie. Ale nie, mimo sygnałów zbliżającej się katastrofy i ratowania się ryzykownymi pożyczkami zarząd gminy parł z programem daleko przekraczającym jej finansowe możliwości. Zamiast wdepnąć na hamulec uciekał się do coraz bardziej ryzykownych gimnastyk finansowych, robiąc biznes z parabankami. Nikomu jakoś te partnerskie związki lisa z drobiem nie wydały się podejrzane. Nikomu nie zaświeciła się czerwona lampka ostrzegawcza. I wiadomo dlaczego – bo to nie ich pieniądze,  tylko pożyczone(cynik9 – Polski Detroit)

podobne: gigantomania chorobą samorządów. oraz: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia. oraz: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu i to: Hulaj dusza piekła nie ma! Umorzenie dochodzenia nie musi być uzasadnione. Samorządy domagają się ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Za błędy urzędnika płaci ubezpieczyciel. a także: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. polecam również: Konsekwencje zadłużania – Rząd sięga po kolejne rezerwy

Adam Wycichowski niewolnik - emerytury gwiezdne

Adam Wycichowski niewolnik – emerytury gwiezdne

„New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą.


Banksterzy

„…W niniejszym eseju będącym fragmentem książki zatytułowanej Wielkie mity na temat Wielkiego Kryzysu, Lawrence W. Reed, obala mit zbawiennej roli polityki New Dealu jako remedium na kryzys. Patrząc na dzisiejsze zakusy rządzących, którzy chcą doprowadzić do ogólnoświatowego programu wyjścia z kryzysu, tekst może być wielce pouczający.

W 1932 roku Franklin Delano Roosevelt wygrał wybory prezydenckie, uzyskawszy 472 głosy elektorskie w porównaniu do zaledwie 59 głosów, jakie zebrał urzędujący Herbert Hoover. Program wyborczy Partii Demokratycznej, na której czele stał Roosevelt, głosił: „Uważamy, że program wyborczy partii to umowa z ludem, i jej warunków partia, której powierzono władzę, ma wiernie przestrzegać”. Partia domagała się 25-procentowej redukcji wydatków federalnych, zrównoważonego budżetu, racjonalnego obrotu złotem, „aby zapobiec wszelkiemu ryzyku”, wycofania się rządu z obszarów, które przynależą raczej przedsiębiorstwom prywatnym, a także położenia kresu „ekstrawagancjom” programów Hoovera w zakresie polityki rolnej. Oto co obiecał kandydat na prezydenta, Roosevelt. Ale nie ma to wiele wspólnego z tym, czego późniejszy prezydent Roosevelt rzeczywiście dokonał

…Niefortunnie rozpoczął prezydenturę, potępiając w przemówieniu inauguracyjnym wielki kryzys za „niegodziwych handlarzy walutami”. Nie powiedział nic na temat niegospodarności FED i niewiele o szaleństwach Kongresu, które przyczyniły się do pogłębienia problemów. W rezultacie zaś jego działań gospodarka pogrążyła się w kryzysie na resztę dekady

W maju 1935 roku na Uniwersytecie Harvarda Douglas powiedział jasno, że Ameryka staje w obliczu doniosłego wyboru:

Czy wybierzemy podporządkowanie się nas samych – tego wielkiego kraju – despotyzmowi biurokracji, kontrolowaniu każdego naszego działania, zniszczeniu równości, którą osiągnęliśmy, wreszcie zredukowaniu nas do położenia zubożałych niewolników państwa? Czy też będziemy uparcie trwać przy wolnościach, o które człowiek walczył przez ponad tysiąc lat? Ważne jest, by zrozumieć wielkość problemu, jawiącego się przed nami. (…) Jeżeli nie wybierzemy bezwzględnej, despotycznej biurokracji, kontrolującej nasze życie, niweczącej rozwój, obniżającej standard życia (…) wówczas stanie się jasne, że funkcja rządu federalnego w warunkach demokracji ma polegać na ograniczeniu swojej aktywności do tych obszarów, których demokracja dotyczy, na przykład obrony narodowej, utrzymywania prawa i porządku, ochrony prawa i własności, zapobiegania nieuczciwości i (…) ochrony społeczeństwa przed (…) partykularnymi interesami poszczególnych środowisk.

Taryfy celne nałożone przez ustawę Smoota-Hawleya oraz niegodziwość opartej na wyzysku polityki monetarnej, prowadzonej przez FED, to główni winowajcy odpowiedzialni za powstanie warunków, które dały Rooseveltowi pretekst do tymczasowego pozbawienia deponentów ich pieniędzy, zaś urlop dla banków nie wpłynął na zmianę tych podstawowych zasad. „Ponad 5 tysięcy banków, które działały w momencie ogłoszenia „urlopu”, nie otworzyło ponownie swoich podwojów po jego zakończeniu, a ponad 2 tysiące z nich nie zrobiły tego już nigdy” – donoszą Friedman i Schwartz.

…”Prawie wszystkie upadłe banki stanowe przestrzegały praw systemu bankowego”, czyli praw, które zakazywały bankom otwierania nowych filii i tym samym różnicowania swoich ofert oraz zmniejszania ryzyka. Powell pisze: „Chociaż Stany Zjednoczone ze swymi prawami systemu bankowego zanotowały upadłość tysięcy banków, to w Kanadzie, gdzie pozwolono bankom na rozszerzanie ich działalności, nie upadł ani jeden bank…” Co ciekawe, krytycy kapitalizmu, którzy uwielbiają winą za wielki kryzys obarczać rynek, nigdy nie wspominają o tym fakcie.

Kongres najpierw udzielił prezydentowi władzy do przejęcia prywatnych zasobów złota należących do amerykańskich obywateli, a następnie do odgórnego ustalenia ceny złota. Pewnego ranka Roosevelt, jedząc śniadanie w łóżku, zdecydował wraz z sekretarzem skarbu państwa o zmianie stosunku złota do banknotów dolarowych. Po oszacowaniu swoich możliwości Roosevelt ustanowił 21-procentową podwyżkę cen, ponieważ „to szczęśliwa liczba”. Morgenthau w swoim pamiętniku napisał: „Gdyby ktoś wiedział, w jaki sposób w rzeczywistości ustalamy cenę złota poprzez kombinację szczęśliwych liczb, sądzę, że byłby przerażony”. W 1933 roku Roosevelt własnoręcznie storpedował konferencję ekonomiczną w Londynie, zwołaną na wniosek innych znaczących krajów w celu obniżenia wysokości taryf celnych i przywrócenia parytetu złota.

Do wczesnych lat trzydziestych XX wieku Waszyngton wraz ze swoim beztroskim bankiem centralnym starli na miazgę standard złota. Odrzucenie parytetu złota przez Roosevelta usunęło większość pozostałych czynników hamujących nieograniczoną ekspansję pieniądza i kredytów, co kraj w późniejszych latach przypłacił deprecjacją waluty. Senator Carter Glass ujął to dobrze, kiedy na początku 1933 roku ostrzegał Roosevelta: „To hańba, sir. Ten potężny rząd, mocny dzięki zasobom złota, łamie swoje obietnice dotyczące wypłacania owego złota wdowom i sierotom, którym sprzedał obligacje rządowe z zobowiązaniem zapłaty złotą monetą po aktualnym kursie wartości. Łamie obietnicę wykupienia rządowych banknotów przy pomocy złotych monet po aktualnym kursie ich wartości. To hańba, sir”…

…W pierwszym roku Nowego Ładu Roosevelt zaproponował, by przeznaczyć na wydatki 10 miliardów dolarów, podczas gdy dochody wynosiły zaledwie 3 miliardy dolarów. Pomiędzy rokiem 1933 a 1936 wydatki rządowe zwiększyły się o ponad 83 procent. Federalny dług gwałtownie wzrósł o 73 procent.

Franklin Delano Roosevelt namówił Kongres do powołania w 1935 roku rządowej agencji ubezpieczenia społecznego, Social Security Administration, oraz do ustanowienia w 1938 roku po raz pierwszy w kraju prawa do pełnej pensji minimalnej. Podczas gdy do dzisiaj ogół społeczeństwa wyraża pełne uznanie za te dwa posunięcia, wielu ekonomistów ma inny punkt widzenia. Prawo do pensji minimalnej wypiera z rynku pracy wiele osób niedoświadczonych, młodych, niewykwalifikowanych i społecznie upośledzonych. (Na przykład uchwalone w 1933 roku, jako część innej ustawy, klauzule płacy minimalnej spowodowały wyrzucenie z pracy około pół miliona czarnoskórych). Natomiast współczesne badania i oceny ujawniają, że agencja Social Security stała się tak strasznym i długotrwałym ubezpieczeniowym koszmarem, że albo będzie musiała zostać sprywatyzowana, albo i tak już wysokie podatki, potrzebne do utrzymywania jej na powierzchni, będą musiały wzrosnąć do kosmicznych rozmiarów.

Roosevelt przeprowadził uchwalenie Ustawy o pomocy rolnikom (Agricultural Adjustment Act, AAA), która ściągała z przetwórców rolnych nowy podatek, a następnie używała tego dochodu do nadzorowania masowego niszczenia wartościowych upraw i uboju bydła. Federalni przedstawiciele nadzorowali ponury spektakl niszczenia poprzez przyoranie zupełnie dobrych pól z uprawą bawełny, pszenicy i kukurydzy (trzeba było nakłaniać muły do tratowania plonów; przyuczono je przecież, by szły pomiędzy zagonami). Zdrowe bydło, owce i świnie były wybijane i grzebane w masowych dołach. Minister rolnictwa Henry Wallach osobiście wydał rozkaz uboju sześciu milionów prosiąt, zanim urosną do rozmiaru dorosłych świń. Po raz pierwszy administracja płaciła też rolnikom za to, aby nie podejmowali pracy. Nawet gdyby AAA pomogła rolnikom, zmniejszając dostawy i podnosząc ceny, mogłaby to zrobić jedynie kosztem milionów innych ludzi, którzy musieli płacić te ceny albo zadowalać się mniejszą ilością jedzenia.” (Lawrence W. Reed)

źródło: Wielkie mity na temat Wielkiego Kryzysu

podobne: Premier: pełne oskładkowanie wszystkich umów byłoby ze stratą dla ludzi. oraz: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i to: Gaszenie pożaru benzyną czyli… Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił a także: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

…analogia do dzisiejszych działań „dobrej zmiany” jest niemal 100% o czym więcej tu: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie. i tu: Znowu Ukradli Składki. Plan Morawieckiego podstawą III rozbioru OFE, czyli o tym jak PIS dokończy „reformę emerytalną” zaPOczątkowaną przez Rostowskiego (dla ratowania piramidy finansowej i POdreperowania budżetu). oraz tu: „W przedszkolu naszym nie jest źle” czyli… o jedynie słusznej misji publicznej PISu w „narodowych” mediach i w gospodarce (by znowu było jak za Gierka) i jeszcze tu: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków)

…a to jeszcze nie koniec ponieważ…

Szykuje się kolejna „dobra zmiana” w Polsce, tym razem w podatkach. Dobro zmiany polega na dobrym przysoleniu podatkowym samo zatrudnionym, tak aby wyzwolić ich spod  nieznośnej perspektywy płacenia mniej niż etatowcy. Socjalistyczne drony w rządzie chcą tym skorygować kapitalistyczną  anomalię  wprowadzoną  jeszcze przez komunistów Millera w 2004 – umożliwienie samozatrudnionym płacenia stawki liniowej 19% PIT-u. Od lat była to furtka do obejścia podatkowego piekła normalnego PIT-u i ZUS-u razem,  jednego z najwyższych takich obciążeń w Europie.

Teraz wszystko to ma być połączone w jeden wysoki podatek „jednolity”.  Jak to dokręcanie podatkowej śruby pomóc ma nadpremierowi Morawieckiemu w realizacji jego dalekosiężnych planów „odpowiedzialnego rozwoju” i mobilizacji kapitału polskiego jasne nie jest.  Wolnego kapitału polskiego od tego nie przybędzie ani go to do niczego nie zmobilizuje.  Wręcz przeciwnie, będzie go mniej.  Bredząc o „finansowym uprzywilejowaniu najbogatszych” socjaliści PiS-u nie rozumieją że wypłaszają tym kapitał na dużą skalę, zubażając kraj w istocie a nie wzbogacając. Odpowiedzialnego rozwoju nie finansuje się nieodpowiedzialnymi posunięciami typu bolszewickiego. Ten kto zagranicą złożył jakiś kapitał i rozważał wykorzystanie go w kraju ma jeszcze jeden argument aby dać sobie spokój z myślą o powrocie

Rząd PiS-u najwyraźniej myśli że zwiększone obciążenia pozostaną bez wpływu na aktywność gospodarczą, że przedsiębiorca głębiej jedynie wciśnie czapkę i że zwiększone stawki będzie potulnie płacił. Nie rozumie że prowadzenie działalności gospodarczej jest delikatnym aktem równowagi między podejmowanym ryzykiem  a potencjalną nagrodą za to. Zmniejsz tę nagrodę a wielu podziękuje za ryzyko,  szukając bardziej zielonych połonin gdzie indziej albo przechodząc do podziemia…  

Za 20 lat namnożone jej rządowym programem 500+ zygoty przypomną to pakując manatki i udając się same na emigrację, byle dalej od jednolitego, socjalistycznego piekła… Dawno będzie wtedy po kaczyńskim rządzie i znowu w modzie będzie załamywanie rąk nad niedostatkiem „polskiego kapitału” i nad niepatriotyczną emigracją. Być może niedobitki PiS-u przypomną wtedy złotą myśl prezesa że “Polsce potrzeba nowych Gatesów“, najprawdopodobniej jako jednolitego wsadu do przekręcenia przez podatkową wyżymaczkę…” (cynik9)

źródło: Jednolity atak na przedsiębiorców

podobne: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„Przeczytałem wczoraj wywiad z ministrem Sasinem w Rzeczpospolitej. W zasadzie brak mi słów. Pan minister mówi bowiem o sprawiedliwości społecznej. O tym, że nowy system podatkowy powinien realizować elementarne zasady tej całej sprawiedliwości. Mam w związku z tym pytanie – kiedy, zdaniem ministra Sasina takie zasady były realizowane? Kiedy to było, ta cała sprawiedliwość społeczna, za której było wszystkim tak dobrze, że teraz musimy do tego wracać? Za Gomółki czy za Gierka? W swojej nieopisanej naiwności myślałem, że o sprawiedliwości społecznej nie usłyszę już nigdy w życiu, że teraz to będziemy już traktowani serio i nikt nam kitu wciskał nie będzie. Myliłem się. Jeden minister gada o sprawiedliwości, drugi buduje montownie niemieckich samochodów, w których zostaną zatrudnieni ukraińscy pracownicy, częściowo wykształceni w polskich technikach, tyrający za pół stawki, wypłacanej via niemiecka kasa przez polskiego podatnika. Pracownicy ci znajdą tę robotę poprzez pośrednika, który zedrze z nich wcześniej haracz i żegnani ze łzami w oczach przez swoje rodziny na Ukrainie, przyjadą na Dolny Śląsk. Pośrednikiem tym będą zapewne różne działające w Polsce fundacje, które deklarują, że jedyną ich misją jest przychylanie nieba biednym i potrzebującym. Trzeci zaś minister dostał nagrodę „Patriota roku”. Były kiedyś nagrody – człowiek roku. Nie wiem czy pamiętacie. Chyba Albin Siwak taką dostał. Ja, nie ukrywam, jestem poważnie zszokowany rozwojem wypadków. Aha, dodałbym jeszcze ojca jednego z ministrów, który wychodzi i świadom przecież zasobności własnej rodziny, mówi, że trzeba wprowadzić eutanazję, bo on nie chce być ciężarem dla dzieci.

Nie ma czegoś takiego jak sprawiedliwość społeczna. To o czym mówi Sasin nosi inną zgoła nazwę i od sprawiedliwości jest niesłychanie odległe. To się nazywa „przerzucanie kosztów utrzymania”. Oni chcą przerzucić koszta utrzymania przemysłu na barki podatnika, a co za tym idzie zrównać wszystkich ludzi do poziomu brudnych proli, którzy piją dżin zwycięstwa i palą papierosy zwycięstwa. To jest numer ćwiczony od początku świata, albowiem od początku świata ludzkość boryka się dwoma tylko problemami – jak utrzymać tanią produkcję i kontrolę nad wszystkimi wartościowymi rzeczami na świecie. Wszystko inne to są didaskalia, którymi my się ekscytujemy zupełnie niepotrzebnie. Tym dwóm aspektom poświęcone są wszystkie publikacje ekonomiczne, historyczne, a niekiedy także religijne. I teraz kiedy słyszymy z ust ministra Sasina słowa „sprawiedliwość społeczna” to wiemy, że chodzi o to, by jedynym pracodawcą w Polsce było państwo i niemieckie koncerny wpuszczone tu przez Morawieckiego. Żeby ten horror najpierw stworzyć, a potem utrzymać wystarczy wręczać co roku nagrodę „patrioty roku” i kręcić filmu o patriotyzmie, a także o naszej skomplikowanej historii, oraz wydawać patriotyczne tygodniki, w których patriotyczni dziennikarze pisać będą o perspektywach rozwoju przemysłu tekstylnego produkującego patriotyczną odzież. Nie wygrzebiemy się z tego nigdy.

Sprawiedliwość społeczna nie jest kokieterią wobec ludu pracującego jak się wydaje osobom naiwnym i dotkniętym psychicznymi dysfunkcjami. Sprawiedliwość społeczna to kokieteria wobec wielkich inwestorów, którzy muszą gdzieś znaleźć miejsce dla ulokowania swojej produkcji. Ta zaś musi być tania. Tylko obszary i grupy upośledzone, zdewastowane i ubogie, a także permanentnie oszukiwane przez swoich zarządców nadają się do takiej operacji. Kłopot w tym jedynie, by to co jest katastrofą, przedstawić im jako szansę. I my taki właśnie spektakl oglądamy przed naszymi oczami. Socjalizm, czyli inaczej bandytyzm zapośredniczony, przechodzi kolejne przeobrażenie i nie jest to ostatnia faza jego istnienia. Nie ma się co łudzić…” (coryllus)

całość tu: Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą 

Warto tu wspomnieć kulisach sukcesu „dobrej zmiany” w ramach otwarcia Fabryki Mercedesa w Jaworze, która powstała dzięki „publicznemu wsparciu” czyli za NASZE pieniądze zrabowane w podatkach. PodziemnaTV: Robią nas w konia: PiS DA… NIEMCOM #158. I warto zestawić tę wiedzę z faktem, że ta sama władza od jakiegoś czasu ostro krytykuje działalność kapitału zagranicznego z Niemiec w Polsce… a wyjdzie Szydło z Morka (Odys)

i jeden uzupełniający komentarz. Pisze JK24 października 2016 o 10:20

Przy okazji Sasin powiedział, że dążą do zatrudnienia na umowę o pracę, by pracownicy nie zakładali własnej działalności gospodarczej. Wydaje mi się, że jak pracownicy zakładają własną działalność gospodarczą to widzą jak na dłoni jakie są obciążenia fiskalne (PIT, CIT, ZUS we wszelkich odmianach). Po co mają to wiedzieć. Jak mają umowę o pracę to nie będą sobie tym głowy zaprzątać i będą się interesować ile dostają „na rękę”. Że ich „na rękę” jest obłożone chorendalnym podatkiem to będzie problem pracodawców. A jak ci zaczną narzekać to się stwierdzi, że kapitalistyczni, zagraniczni, magnaccy, ziemiańscy czy jacy tam kolwiek krwiopijcy chcą przerzucić koszty na pracowników i po zawodach.

podobne: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków oraz: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? i to: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. a także: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? i jeszcze: Marcin Nowacki o dokręcaniu śruby polskim przedsiębiorcom. polecam również: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku oraz: Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”

rys. Adam Wycichowski (niewolnik)

rys. Adam Wycichowski (niewolnik)

Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków).


Z teologicznego punktu widzenia każda praca wymaga przestrzeni wolności, gdyż jest ona ludzkim czynem podjętym w sposób wolny i świadomy. W podobny sposób na pracę patrzył austriacki ekonomista i filozof, Ludwig von Mises (†1973) . Praca według niego ma wszelkie znamiona działania jako dobrowolnej wymiany, w której człowiek próbuje zastąpić mniej satysfakcjonujący stan rzeczy stanem bardziej zadowalającym. W celu usunięcia odczuwalnego dyskomfortu działający człowiek porządkuje i stopniuje dostępne w świecie środki według nadanej im użyteczności.” (ks. Jacek Gniadek)

Tyle na temat uczciwych warunków pracy i płacy, a teraz o patologicznych (ale zgodnych z prawem) pomysłach tzw. władzy by żyć na koszt innych.

1.Tak Zwana „Średnia Krajowa”.

„Powiedzenie „istnieje kłamstwo, bezczelne kłamstwo i statystyka”, z powodzeniem można by zastąpić dziś „jest kłamstwo, wierutne kłamstwo i średnia krajowa”

GUS liczy średnią krajową zbierając dane od przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób. Jest to ok. 40% wszystkich zatrudnionych w Polsce na umowę o pracę.

40% z 11,6 milionów to 4.64 mln ludzi.

Powróćmy do liczby wszystkich zatrudnionych – 15,5 mln.

4,64 mln branych pod uwagę przy wyliczaniu średniej krajowej spośród 15,5 mln wszystkich zatrudnionych. To nawet mniej niż 30%! Przyjmijmy błąd w szacunkach, niech sięgnie nawet 10% i weźmy ponad 5 mln z 15,5, otrzymamy idealne 33% czyli jedną trzecią społeczeństwa.

Zatem do obliczenia średniej krajowej w Polsce bierze się pod uwagę wynagrodzenia 1/3 pracujących tylko w największych firmach (oczywiście z budżetówką na czele).

To wiecie już skąd się wzięło 3,9 tys. złotych brutto.

„Średnia”

„Gdy idę z psem na spacer, to statystycznie średnio mamy trzy nogi” – to zdanie idealnie pasuje do świeżych rewelacji w sprawie wynagrodzeń w spółkach państwowych. Jak się dowiedzieliśmy, Prezes jednej z takich spółek zarabiał ok. 500 tys. złotych miesięcznie. Zatem gdy weźmiemy jego oraz owego człowieka pracującej za minimalne wynagrodzenie 1850 złotych – obaj średnio zarabiają 251 tys. złotych.

Zaś żeby z tym jednym tylko prezesem osiągnąć owe 3,9 tys. złotych „średnio” potrzeba dla równowagi, 236 osób z minimalnym wynagrodzeniem.

Tyle mniej więcej warte jest liczenie „średnich wynagrodzeń”.

No dobrze, to jak sprawdzić realne zarobki?

Istnieją jeszcze dwa pojęcia podawane przy sprawdzaniu zarobków. Mediana i dominanta.

Mediana to wskaźnik, który dzieli wszystkich pracujących na dwie połowy. 50% zarabia więcej niż dana kwota i 50% zarabia mniej. Dla Polski w roku 2014, mediana wynosiła 3,1 tys. zł brutto.

Dominanta zaś to wskaźnik który podaje najczęściej spotykane wynagrodzenie wśród zatrudnionych. Wg GUS w 2014 roku było to nieco poniżej 2,5 tys. złotych brutto

Podsumowanie

Mamy zatem średnią krajową liczoną z 33% zatrudnionych na poziome 3,9 tys. zł brutto

Medianę dzielącą nas na pół – 3,1 tys. zł brutto

Dominantę, najczęstsze wynagrodzenie – 2,5 tys. zł brutto.

Który z nich najlepiej odzwierciedla faktyczny stan zamożności społeczeństwa? Tego nie podejmujemy się ocenić. Jednakże warto znać zarówno wszystkie wskaźniki, jak i przede wszystkim dane wyjściowe i metodologię liczenia, która w sposób oczywisty odbiega od rzetelnego badania opartego na twardych danych dla całej populacji.

PS. Aha. To wszystko są kwoty brutto, zatem realnie zarabiamy ok. 70% z podanych kwot.”

źródło: Kłamstwo, wierutne kłamstwo i średnia krajowa

Pytanie. Co komu po średniej krajowej skoro możliwe jest obliczenie dominanty? Jak dla mnie chodzi o sianie propagandy i wywołanie w głowach obywateli iluzji bycia bardziej zamożnym niż się jest w rzeczywistości. Uśrednianie dochodów to jeden z  celów socjalistycznej utopii, który próbuje się osiągnąć przez tzw. redystrybucję („sprawiedliwy” podział), będącą w rzeczywistości kradzieżą własności jednych ludzi by dać ją innym… (Odys)

podobne: Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest. oraz: Jaka jest naprawdę „średnia” płaca w Polsce i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło.

2.Tak Zwana „Płaca Minimalna”.

„…Sieć Wendy’s zmuszona nagle do wypłacania kasjerowi stawki $15 za godzinę, zamiast $8, zostaje niejako zmuszona do szukania tańszej alternatywy – w tym przypadku będzie to robot kasowy. Jednak pamiętać należy, że choć robot będzie pracował taniej od kasjera – powiedzmy że koszt jego funkcjonowania wyniesie $10 za godzinę – to nadal wydatki poniesione przez przedsiębiorce będą wyższe, od dotychczasowych $8 wypłacanych kasjerowi.
Jedyna sytuacja, w której zatrudnienie robotów w miejsce kasjerów byłoby korzystne z ekonomicznego punktu widzenia, to sytuacja w której dzięki rozwoju technologii i/lub spadku ceny i/lub kosztów eksploatacji robotów, godzina pracy maszyny okazałaby się tańsza od dotychczasowej ceny godziny pracy kasjera – czyli spadła poniżej $8. Wówczas mielibyśmy do czynienia z efektywniejszym wykorzystaniem czynników produkcji przez przedsiębiorcę, a ponadto uwolniono by pracę ludzką, którą można by skierować do innych przeznaczeń.
Aby podwyżka płacy minimalnej do $15 nie spowodowała redukcji zatrudnienia, kasjerzy musieliby być na tyle wydajni, aby przychód przedsiębiorcy wynikający z 1 godziny ich pracy przewyższał kwotę $15. W przeciwnym razie jest po prostu niemożliwością, aby pracownicy zachowali swoje stanowiska pracy. Identycznie sprawa ma się z zatrudnianiem maszyn – ich praca zostanie zatrudniona, gdy będą wytwarzały dobra/usługi warte dla konsumentów tyle, że zapłacą oni przedsiębiorcy więcej, niż wynosi koszt utrzymania maszyn.
W każdym przypadku więc, gdy rząd dekretuje sztuczny wzrost ceny jakiegoś dobra, np. pracy, generuje to nieodwracalne straty dla całej gospodarki. Wysokość tych strat wynikających z nieoptymalnego wykorzystania czynników produkcji, wynosi tyle, ile różnica w cenie nowych czynników zatrudnionych po zmianie, a starych, zatrudnianych przed nią...” (Rafał Trabski – Czy płaca minimalna sprzyja postępowi?)

O co chodzi z płacą minimalną? Im więcej pracodawca musi zapłacić pracownikowi tym wyższa składka/podatek trafia z tytułu tej „podwyżki” do Skarbu Państwa. Co się dzieje z miejscami pracy które nie są warte podwyższonych kosztów? Jeśli przestają się opłacać przedsiębiorcy są rzecz jasna likwidowane, albo przechodzą do tzw. „szarej strefy”. Ten naturalny mechanizm (wynikający z prawa tzw. „krzywej Laffera”) nie dotyczy oczywiście tych „miejsc pracy” które utrzymują się z owych podatków i składek (tu prym wiodą wszelkie urzędnicze etaty)… (Odys)

podobne: cynik9: Szwajcarzy odrzucają płacę minimalną. Lewactwo odprawione z kwitkiem. oraz: Efekt płacy minimalnej w Hiszpanii? Stada bezrobotnych kretynów i to: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy

polecam również: Tomasz Jaskóła (Kukiz’15) „TO PAŃSTWO ŻYJE NA KOSZT WSZYSTKICH!” i to: Posłowie Kukiz’15 MASAKRUJĄ pomysł ZWIĘKSZENIA PŁACY MINIMALNEJ!

3. Rząd PISu pozwoli bankom ukraść Twoje oszczędności.

„Mija 3-cia rocznica rabunku deponentów na Cyprze, w akcji unijnej zwanej od tamtego czasu „cypryzacją”. Pamięć o tym wydarzeniu jest w narodzie dobra, ale niestety krótka. Świadczy o tym niedawna dyskusja na tym blogu w której dały się słyszeć głosy że może cypryzacja nie była aż takim skandalem jakim była, albo inne które dowodziły że skandal przycięcia depozytu bankowego ” średnio o 7-9%” jest znacznie mniejszy niż przycięcie go o 40%. To oczywiście jest wariantem syndromu sztokholmskiego wg którego należy dziękować rabusiowi za to że ci przestrzelił tylko kolano bo mógł przecież czaszkę. W pokrewnym rozumowaniu w innym wątku dotyczącym Brexitu drogi czytelnik nie widzi związku tego wydarzenia z Polską i domaga się aby zamiast tego pisać o osiągnięciach gospodarczych PiS.

Docenią ją dopiero wtedy gdy osiągnięcia gospodarcze PiS doprowadzą do cypryzacji banku na rogu. Względnie, w przypadku Brexitu, dopiero po niewczasie zrozumieją jaką szansę kraj stracił nie reagując na tektoniczne zmiany w strukturze EU jakie wydarzenie to może spowodować…

…Istotne w tym jest co innego. Nie ma żadnej gwarancji że w kolejnej cypryzacji, być może w wyniku sukcesów gospodarczych PiS-u, unijne gwarancje depozytów będą honorowane gdziekolwiek. Spodziewanie się tego przez niektórych jest skrajną naiwnością. To co wygląda dobrze na papierze w przypadku odizolowanego upadku jednego banku na skutek tzw. gromu z jasnego nieba nie ma zastosowania w wypadku systemowego kryzysu bankowego i seryjnego padu całego szeregu banków, jeden pociągający za sobą drugi. Nie bez powodu przecież EU wcisnęła w gardło opornym rządom dyrektywę „cypryzacyjną”, ustalającą kolejność strzyżenia w cypryzacjach, pardon me, „przymusowych restrukturyzacjach”. Po długim ociąganiu się polski rząd również przepchał mozolnie przez sejm swoje ustawy dostosowujące polskie ustawodawstwo do tego…” (cynik9 – Memento unijnego strzyżenia)

podobne: Informacja warta 3,7 mld Euro, czyli „cypryzacja depozytów bankowych” – DwaGrosze oraz: Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze a także: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” 

„…20 maja br. Sejm 221 głosami Prawa i Sprawiedliwości uchwalił ustawę o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, w której znajduje się między innymi art. 201 ust. 1, zgodnie z którym Bankowy Fundusz Gwarancyjny może „bez zgody właścicieli oraz wierzycieli podmiotu w restrukturyzacji dokonać 1) umorzenia lub konwersji zobowiązań w celu dokapitalizowania podmiotu w restrukturyzacji; 2) umorzenia lub konwersji zobowiązań przenoszonych do instytucji pomostowej w celu wyposażenia jej w fundusze własne; 3) umorzenia lub konwersji zobowiązań przenoszonych w ramach instrumentu wydzielania praw majątkowych; 4) umorzenia zobowiązań w ramach instrumentu przejęcia przedsiębiorstwa.” Ustęp 2 tego artykułu stanowi, że „umorzenie lub konwersja zobowiązań w celu dokapitalizowania podmiotu w restrukturyzacji jest dopuszczalna w przypadku, gdy w jej wyniku podmiot w restrukturyzacji spełni określone odrębnymi przepisami warunki prowadzenia działalności oraz istnieją uzasadnione przesłanki, że w wyniku restrukturyzacji o której mowa w art. 214, osiągnie długoterminowa stabilność finansową.”

Co z tego wynika? Ano to, że Sejm przeszedł do porządku nad art. 64 ust. 3 konstytucji, stanowiącym, że „własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy I TYLKO W ZAKRESIE, W JAKIM NIE NARUSZA ISTOTY PRAWA WŁASNOŚCI.” (podkr. SM). Umorzenie lub konwersja wierzytelności bez zgody wierzyciela jest naruszeniem istoty prawa własności, do której należy plena in re potestas czyli pełne władztwo nad rzeczą, przysługujące WŁAŚCICIELOWI, z wyłączeniem innych osób. Regulacja te sprzeczna jest również z art. 508 kodeksu cywilnego, który stanowi, że zobowiązanie wygasa, gdy WIERZYCIEL zwalnia dłużnika z długu, a dłużnik zwolnienie przyjmuje. W tej czynności nikt nie może wierzyciela zastąpić i umorzyć wierzytelności w jego imieniu, nawet gdyby bankowi, co to znalazł się w finansowych tarapatach, było to bardzo na rękę. Tymczasem wspomniana ustawa idzie jeszcze dalej, stanowiąc w art. 105 ust. 3, że „prawomocny wyrok sadu administracyjnego stwierdzający wydanie przez Fundusz decyzji z naruszeniem prawa, nie wpływa na ważność czynności prawnych dokonanych na jej podstawie i nie stanowi przeszkody do prowadzenia przez Fundusz działań na jej podstawie, w przypadku gdyby wstrzymanie tych działań stwarzało zagrożenie dla wartości przedsiębiorstwa podmiotu, ciągłości wykonywania zobowiązań, których ochrona jest celem przymusowej restrukturyzacji, stabilności finansowej lub nabytych w dobrej wierze praw osób trzecich, w szczególności osób, które nabyły prawa majątkowe lub przejęły zobowiązania w wyniku decyzji Funduszu o zastosowaniu instrumentów przymusowej restrukturyzacji.”

Skąd ta skwapliwość Sejmu do ochrony interesów bankowych nawet kosztem ochrony własności i prawa obywateli do sądu? Okazuje się, że wynika to z konieczności dostosowania polskiego prawa do dyrektyw Unii Europejskiej, a konkretnie – do dyrektywy z 15 maja 2014 roku, bo za opóźnienia w jej implementacji Unia Europejska „surowe głosi kary”. Mamy więc osobliwą sytuację, że za zasłoną spektakularnego sporu o Trybunał Konstytucyjny, gdzie zarówno rząd, jak i prezes Jarosław Kaczyński ma możliwość pokazania całej Polsce, jak to stawia czoło unijnym mandarynom w rodzaju Fransa Timmermansa i broni suwerenności – otóż za zasłoną tego spektaklu rząd pani Beaty Szydło w podskokach realizuje banksterskie dyrektywy. W takiej sytuacji lepiej rozumiemy przyczyny, dla których, mimo gromkich pohukiwań o obronie suwerenności, jakoś nie słychać o uchyleniu podpisanej 24 stycznia 2014 roku przez prezydenta Komorowskiego ustawy nr 1066 o bratniej pomocy. Może ona przydać się jak znalazł, kiedy trzeba będzie konfiskować depozyty i otoczyć banki kordonem żandarmów, chroniących je przed naporem zdesperowanych wierzycieli.

Jakby tego było mało, to na deser warto przytoczyć relację ze spotkania pana wicepremiera Mateusza Morawieckiego z przedsiębiorcami w Gorzowie Wielkopolskim 30 maja br., którą otrzymałem od pana Rafała Z. Pan Rafał podczas tego spotkania zapytał wicepremiera Morawieckiego o szanse przywrócenia ustawy o działalności gospodarczej, autorstwa Mieczysława Wilczka z brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku i oto co usłyszał w odpowiedzi. „Pan premier był do bólu szczery. Zwrócił się do zebranych, aby pokazali mu kraj, gdzie wprowadzono podobne, wolnościowe prawo. Dodał, że takie rozwiązanie, jak to, które obowiązywało w Polsce od 1 stycznia 1989 roku, może działać tylko wtedy, gdy zachodzą rewolucyjne zmiany w warunkach „głębokiej transformacji”. Państwo, które musi zaaplikować sobie 70 procent legislacji z zewnątrz, czyli z Brukseli, nie może pozwolić sobie na ustawę o wolności gospodarczej. Poza tym, po 27 latach od ustawy Wilczka, po 12 latach w UE, w Polsce – kontynuował – jest dużo poukładane. Jest gąszcz sprzecznych interesów różnych grup, co wytwarza konflikt, jak w przysłowiu „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Ponadto – podkreślił premier – Polska nie może wprowadzić ustawy o działalności gospodarczej, wzorowanej na Wilczku, bo wejdzie w głęboki konflikt z UE. Kończąc odpowiedź na moje pytanie, rzucił optymizmem i zadeklarował: „ale będziemy upraszczać”. Zapewne miał na myśli ulżenie przedsiębiorcom, czy coś w tym guście. Wcześniej mówił o tym, skąd Polska weźmie pieniądze na rozwój gospodarczy. No więc weźmie z nowych kredytów, które zaciągnie w zachodnich bankach. To jest tani pieniądz – zaznaczył – bo w zasadzie nieoprocentowany.”

Skoro tak, to lepiej rozumiemy skwapliwość rządu w spełnianiu najskrytszych marzeń banksterów, kosztem ochrony własności, podobnie jak gromkie pokrzykiwania pana prezesa Kaczyńskiego w obronie suwerenności. Tyle naszego, to znaczy – tyle tej całej „suwerenności”, co sobie pokrzyczymy. I na koniec nie mogę oprzeć się przypomnieniu, dlaczego w 2003 roku byłem przeciwko Anschlussowi. Otóż w 1990 roku na zaproszenie UPR przyjechał do Polski prof. Milton Friedman, który spotkał się z parlamentarzystami Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Podczas tego spotkania udzielił rady, która i dzisiaj jest aktualna. Polska – mówił – nie powinna naśladować bogatych krajów zachodnich, bo nie jest bogatym krajem zachodnim. Polska powinna naśladować rozwiązania, jakie bogate kraje zachodnie stosowały u siebie, gdy były tak biedne, jak Polska. Święte słowa – ale w następstwie umowy stowarzyszeniowej ze wspólnotami europejskimi, Polska zaczęła dokonywać recepcji tzw. standardów, to znaczy – zachowywać się, jakby była bogatym krajem zachodnim. Warto porównać postępy w recepcji owych „standardów” ze zwiększaniem się corocznych deficytów budżetowych. Zależność bije w oczy.

Toteż w 2003 roku próbowałem przekonywać, że poza Unią też jest życie i jako przykład podawałem m.in. Szwajcarię. Moi oponenci powiadali wówczas, że Szwajcaria to zły przykład, bo to kraj bogaty. – Owszem, bogaty – odpowiadałem – ale przecież nie dlatego, że zapisał się do Unii, tylko z jakichś innych przyczyn, na przykład – że się mądrze rządzi. No to my też spróbujmy mądrze się rządzić, zamiast robić sobie iluzje, ze Unia sypnie złotem i znowu będzie, jak za Gierka. Warto to przypomnieć zwłaszcza dziś, kiedy to w ostatnim referendum Szwajcarzy większością prawie 79 procent głosów odrzucili komunistyczny pomysł wprowadzenia „dochodu gwarantowanego”, czyli 2500 franków miesięcznie „od państwa” dla każdego. U nas – odwrotnie; iluzja zwyciężyła i zwycięża, a deklaracja pana wicepremiera Morawieckiego w Gorzowie pokazuje, że rzeczywiście znowu może być, jak za Gierka – zwłaszcza pod koniec „przerwanej dekady”.” (Stanisław Michalkiewicz – Będzie jak za Gierka?)

podobne: Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych  i to: „Eurokołchoz” – Złodzieje tracą wiarygodnośc ale ciągle im mało! oraz: Bezpiecznie „jak w banku”? Już nie! a także: UE – Za kłopoty banków zapłacą ich udziałowcy i wierzyciele (oraz podatnicy i depozytariusze) polecam również: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”. i jeszcze: Co sie stało sie na Cyprze?… i co dalej?

4. Tak Zwany „Bezwarunkowy dochód gwarantowany”.

„…Szwajcarzy jako jeden z nielicznych narodów doskonale zdają sobie sprawę, że prawdziwy wolny rynek (nie mylić z monopolami) oraz ograniczony udział rządu przekłada się na dobrobyt społeczny, dzięki czemu kilka miesięcy temu opowiedzieli się przeciwko wprowadzeniu płacy minimalnej. W zeszły weekend zagłosowali także przeciwko wprowadzeniu bezwarunkowego dochodu gwarantowanego, do czego w dużym stopniu przyczyniła się świadomość, że jeżeli rząd ma Ci coś dać, to w pierwszej kolejności musi zabrać z podatków przynajmniej półtora raza tyle

…Wysokość zasiłków, szczególnie w przypadku licznej rodziny sprawia, że nikt z nich nie myśli o pracy, rozwoju czy o edukacji dzieci. Model rodziny żyjącej z socjału przechodzi z pokolenia na pokolenie. Podobnych przykładów zresztą nie trzeba szukać daleko. W ostatnim czasie w polskich mediach aż huczy nt. rodziców przepijających zasiłki otrzymywane w ramach programu 500 +.

Zupełnie inaczej podchodzi się do pieniędzy zarobionych, a inaczej do tych otrzymanych od państwa. Jeżeli przez miesiąc ciężko pracujemy na nasze wynagrodzenie to szanujemy pieniądze. Zasiłki natomiast wielu traktuje na zasadzie „łatwo przyszło, łatwo poszło”.

…Nigdy, ale to przenigdy nie możemy zapominać, że na każde świadczenie, które otrzymujemy od rządu musimy się w pierwszej kolejności sami złożyć...

Największą patologią dzisiejszego świata jest wszechobecny socjalizm połączony z dyktaturą korporacji, z czego zdaje sobie sprawę mniej niż 5% społeczeństwa. W większości „zachodnich” krajów udział państwa w gospodarce kształtuje się między 40 – 45%. W zbankrutowanej UE jest to astronomiczne 48%. Za połowę gospodarki odpowiada niewydolne i skorumpowane państwo. W Polsce odsetek ten jest trochę niższy, ale i tak wynosi 41,5%. Rozrośnięty rząd, zbędne regulacje oraz świadczenia socjalne sprawiają, że utrzymanie państwa jest niezwykle drogie. Efekt jest taki, że obywatele muszą oddawać państwu prawie połowę swoich dochodów. W Polsce dzień wolności podatkowej przypada na 11 czerwca. Oznacza to, że w ujęciu rocznym na państwo pracujemy przez prawie pół roku! Dla porównania na początku XX wieku w USA dzień wolności podatkowej przypadał na koniec stycznia. Państwo mogło funkcjonować i funkcjonowało doskonale, utrzymując się z podatków 7-krotnie niższych niż obecnie.

Uzależnienie społeczeństwa od rządowej jałmużny jest jednocześnie tym, na czym politykom zależy. Otrzymując coś od państwa skazujemy się na łaskę i niełaskę rządzących, stając się nowoczesnymi niewolnikami. Władza korumpowała od zawsze. Nie zmienimy ludzkiej natury. Celem nadrzędnym polityków jak i prawdziwych architektów systemu jest kontrola, a tą zapewnia system dystrybucji kapitału…” (Trader21 – Bezwarunkowy dochód gwarantowany)

podobne: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo oraz: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii i to: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa a także: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy?

„Czegoś głupi? Boś biedny. Czegoś biedny? Boś głupi. – głosi popularne porzekadło. Ukazuje ono stosunek wynikania między biedą a głupotą. No dobrze – ale co to właściwie jest głupota? Sięgnijmy do katechizmu, który wprawdzie o głupocie expressis verbis nie mówi, natomiast wspominając o siedmiu grzechach głównych, a więc – najbardziej rozpowszechnionych – na pierwszym miejscu wymienia pychę…

co to właściwie jest, ta pycha? Najłatwiej określić ją przez jej przeciwieństwo, czyli pokorę. Pokora, jak wiadomo, polega na postrzeganiu własnej osoby bez złudzeń, tylko w prawdzie. Jest zatem spełnieniem ideału starożytnych mędrców, którzy zachęcali, by poznać samego siebie. Człowiek pokorny, to innymi słowy człowiek mądry. No a człowiek pyszny? Skoro pycha jest odwrotnością pokory, to człowiek pyszny jest po prostu głupi…

…Czy głupota może być źródłem bogactwa? Wydaje się, że nie – ex nihilo nihil fit, co się wykłada, że z niczego nic nie powstanie. Skoro zatem głupota nie może być źródłem bogactwa, to czy może być źródłem biedy? To już prędzej, chociaż nie zawsze można to natychmiast zauważyć…

Szwajcarzy pokazali, że w większości są mądrzy, bo rozumieją, że „państwo” niczego nikomu dać nie może, a jeśli daje, to tylko to, co wcześniej odbierze. Odbieranie jednemu, żeby dać drugiemu, jest kradzieżą, a jeśli – jak w przypadku państwa – dokonuje się pod przymusem, to nawet kradzieżą zuchwałą. Siódme przykazanie Dekalogu zabrania kradzieży, więc Szwajcarzy udowodnili, że opierają swój system prawny na zasadach etyki chrześcijańskiej, w odróżnieniu od wielu innych narodów, które wprawdzie chełpią się swoim przywiązaniem do chrześcijaństwa, ale jak tylko mogą coś komuś ukraść, zwłaszcza w tak zwanym „majestacie prawa”, to nie przepuszczą takiej okazji. Bo między chrześcijaństwem, a komunizmem jest zasadnicza i nieusuwalna różnica. Chrześcijaństwo mówi: „daj!”, podczas gdy socjalizm i komunizm – „bierz!”…” (Stanisław Michalkiewicz – Czegoś biedny? Boś głupi!)

Wraz ze wzrostem wolności wzrasta poczucie odpowiedzialności – Stanisław Michalkiewicz

polecam również: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„…Trzecim filarem cywilizacji łacińskiej jest etyka chrześcijańska, jako podstawa systemu prawnego państwa. Podstawą tej etyki jest uznanie, że każdemu człowiekowi, niezależnie od pozycji społecznej i sytuacji materialnej, przysługują naturalne prawa i pewne minimum godności, jako dziecku Bożemu – a prawo stanowione powinno to respektować. Jak łatwo przekonać się już na podstawie tego pobieżnego przedstawienia, cywilizacja łacińska opiera się na stabilnych podstawach, w przeciwieństwie do społecznych inżynierii. Dlatego też ideologie skoncentrowane na społecznych inżynieriach dążą do unicestwienia cywilizacji łacińskiej. W ulubionej kultowej piosence komunistów śpiewa się między innymi, że „przeszłości ślad dłoń nasza zmiata”. O jaki „ślad przeszłości” tu chodzi? A o jakiż by, jeśli nie o znienawidzoną przez komunistów łacińską cywilizację? Komunizm pozostaje w głębokiej i nieusuwalnej sprzeczności z łacińską cywilizacją. Nie uznaje bowiem obiektywnego charakteru prawdy, ponieważ kieruje się „mądrością etapu”. Nie uznaje zasad prawa rzymskiego, bo jest wrogiem własności. Wreszcie, nie uznaje etyki chrześcijańskiej, ponieważ forsuje walkę klas. Niektórzy durnie, również utytułowani, dopatrują się podobieństw między chrześcijaństwem i komunizmem. Ale żadnych podobieństw między chrześcijaństwem a komunizmem nie ma. Najlepiej widać to właśnie na przykładzie podejścia do nierówności społecznych. Chrześcijaństwo mówi: „daj!”, podczas gdy komunizm judzi: „bierz!” Warto o tym pamiętać zwłaszcza dzisiaj, kiedy to bardzo wielu poczciwców duraczonych jest przez grandziarzy, uwijających się wokół ugruntowania w opinii publicznej przekonania o bezalternatywnym charakterze nieubłaganego postępu…

chociaż strategia się zmieniła, to cel rewolucji komunistycznej się nie zmienił; jej celem jest wyhodowanie człowieka sowieckiego, który tym się różni od normalnego człowieka, że wyrzekł się wolnej woli. Z tego powodu człowiek sowiecki nie może żyć w normalnym świecie, bo w normalnym świecie codziennie trzeba dokonywać samodzielnych wyborów, a tej umiejętności on się nie tylko wyrzekł, ale nawet ją znienawidził. Dlatego drugim celem rewolucji komunistycznej jest stworzenie człowiekom sowieckim sztucznego środowiska, w którym mogliby żyć, w postaci państwa totalitarnego. Charakteryzuje się ono m.in. tym, ze nie toleruje żadnej władzy poza własną, a więc np. władzy rodzicielskiej, władzy religijnej, czy wreszcie – władzy właściciela nad rzeczą…” (Stanisław Michalkiewicz – Zielony i czerwony daje brunatny)

5. Moralność rządowych „programów socjalnych” (na przykładzie „500+”).

Moralność… „gr. ethos − obyczaj, zwyczaj; łac. moralitas – obyczajność – ogólny obowiązek, który narzuca się człowiekowi w jego relacjach z drugimi, z sobą samym i z przyrodą; wymaganie, które – w przeciwieństwie do prawa – jest wyzwaniem, a w odróżnieniu od obiegowego zwyczaju i społecznego obyczaju, nie obowiązuje jedynie ze względu na sankcje społeczne, ale z tej racji, że skierowuje się do człowieka jako bytu rozumnego i wolnego. Człowiek, stosujący się do tych wymagań, działa dobrze; gdy zaś wykracza przeciw nim, czyni zło. Jest on poddany uwarunkowaniom biologicznym, psychologicznym i socjokulturalnym; nie są one jednak jego determinacjami. W miarę jak je uobiektywnia, poznaje albo na nowo poznaje, osądza lub za nie odpowiada, odrzuca albo próbuje zmienić, realizuje się jako byt moralny.”

„…Nam dziś wszędzie wmawiają „nie oceniaj” . A jak w takim razie się uczyć w tej szkole życia skoro nie mamy sobie ustalać kryteriów jakichś zdarzeń czy postępków? Myślę, że niuans tkwi w „nie potępiaj” – a to już całkiem co innego. Mam prawo ocenić wszystko- czy to swoje działania czy to czyjeś inne. Całkiem osobną sprawą jest w jaki sposób podchodzę … głównie do ludzi, których postępowanie oceniam ( bo tego dotyczył wymazany komentarz). Wiele razy już w necie pisałem, że jest subtelna różnica w powiedzeniu „jesteś głupi” a „głupio postąpiłeś”. To pierwsze daje piętno na człowieka – dołuje i nie daje możliwości rozwoju (choć tak naprawdę bez obłudy to też może być- dziś jesteś głupi ale jutro masz szansę zmądrzeć).  No w każdym razie powiedzenie „głupio postąpiłeś” daje nam konkretny materiał do pracy bo wskazuje na konkretną czynność- daje szansę wyciągnięcia wniosków. A jeśli jasne jest, że traktuję wszystkich wraz ze sobą jako uczniów w szkole życia to oczywiste jest, że traktuję to jako jedną z lekcji- postępuję adekwatnie do sytuacji itp.

Natomiast takie ogólne „nie oceniaj”- zakaz absolutny plącze ręce czy też nogi (albo język- rodzaj knebla), nie daje żadnej możliwosci ruchu. Koniec- nie oceniaj!- no żesz kurka wodna ! „taki już jestem i mnie nie oceniaj”-  to się do cholery zmień!! Te kneble „nie oceniaj” stosują lenie duchowe. Ja kiedyś pobłażałem temu a dziś gnam tego typu osoby.

…osoby żądające od nas „nie oceniaj”chcą uporczywie kontynuować z nami relacje NA SWOICH WARUNKACH. Ja się nie „wcinam” w jego/jej życie – chcesz to sobie tak żyj ale beze mnie, chcesz usłyszeć co ja na ten temat myślę to proszę , nie chcesz też twój wybór. Ważne dla mnie, że ja kontynuować takich układów nie zamierzam. I tu pojawia się:”JAK TO???” ( w domysle: taka wspaniała propozycja, ja jestem taki wspaniały/a – jak można odrzucić takie „dobro”?) Wyłazi skrywany egoizm, dziecinada, niemowlęctwo duchowe w dorosłym życiu sprytnie pokryte rozmaitymi sztuczkami i manipulacją,

A dlaczego to niby nie wolno na forum wpisać swojej oceny jakichś postaw i wzorców życiowych? Tym bardziej, że nie są skierowane do nikogo personalnie…” (michalxl600 – Nie oceniaj)

Jakiś czas temu toczyłem spór o ocenę moralną kradzieży (jakim jest program 500+ obecnej partii rządzącej) z ludźmi którzy uważają się za prawicowców poważających etykę chrześcijańską, ale nie widzą niczego złego w tym że ktoś (władza) pod pozorem „prawa” i pod przymusem grabi dobro jednych obywateli by dać je innym pod pewnymi warunkami, które według owej władzy uprawniają ją do tego rodzaju „interwencji”.

Dłuuuugo próbowałem „zmusić” dyskutantów do jednoznacznej odpowiedzi na pytanie czy tego rodzaju kradzież (maskowaną pod różnymi szczytnymi hasłami jak „redystrybucja” albo „wyrównywanie szans”) jest złem czy też nie, i czy godzi się w jakimkolwiek wypadku ją usprawiedliwiać. Nikogo przy tym personalnie nie nazwałem złodziejem. Wobec jednej z osób użyłem natomiast określenia manipulant, kiedy zamiast odpowiedzieć mi na wyżej wspomniane pytanie wprost, osoba ta uwarunkowała prawo do oceny  moralnej programu „500+” od posiadania przeze mnie dzieci. Jakbym bez spełnienia tego „warunku” nie miał prawa nazywania patologii po imieniu. Najbardziej poraża fakt że ta osoba (i nie tylko ona) uważała jednocześnie konieczność istnienia zasad moralnych (takich jak nie kradnij, nie pożądaj cudzej rzeczy) jako obiektywnego dobra służącego prawidłowemu rozwojowi społecznemu. Pozostaje pytanie na co komu jakiekolwiek zasady (tudzież publiczne identyfikowanie się z nimi) skoro jednocześnie publicznie i z premedytacją relatywizuje się ich sens i cel. Nie rozumiem też dlaczego osoby uprawiające tego rodzaju „ekwilibrystykę ideologiczną” (zaprzeczające przy tym samemu sobie) obrażają się i czują się personalnie atakowane kiedy zwróci się im na to uwagę.
Uważam że pobłażanie i puszczanie oka do takich postaw (a nie samych ludzi bo człowiek zawsze może się zmienić – byle na dobre) w imię „dobrosąsiedzkich stosunków”, lub tzw.”pragmatyzmu” według którego „jeśli dają to trzeba brać” (co było m.in. jednym z „argumentów” mających usprawiedliwić wspomnianą inżynierię społeczną) to współudział w szerzeniu zła. Wyłapywanie i nazywanie po imieniu  tego rodzaju manipulacji to po prostu obowiązek każdego kto uważa się za osobę „moralną” i deklaruje konieczność istnienia w relacjach międzyludzkich pewnych elementarnych i obiektywnie dobrych zasad. Nie potępiam ludzi! Bo po pierwsze nie jestem w stanie nikogo skazać na takie potępienie, a po drugie nie wykazuję nawet takich aspiracji. Logiczne zestawienie słów/czynów z zasadami na które w końcu pewne osoby SAME się powołują to nie jest potępianie ani wywyższanie się… (Odys)

„Każdy, kto podporządkowuje się niesprawiedliwemu prawu, ponosi odpowiedzialność za to wszystko, co jest tego konsekwencją”  (Mahatma Gandhi)

PodziemnaTV – Robią nas w konia: Prezydent Duda o 500+ państwo coś wreszcie daje a nie zabiera #149 oraz: Niższe zarobki Polaków w Polsce niż za granicą #152 (czyli skąd się bierze bogactwo)

podobne: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej. oraz: Czy „500 zł na dziecko” to polityka prorodzinna czy też marnowanie pieniędzy rodziny? Dzieci rodzą się z miłości a nie z pieniędzy!

Frederic Bastiat (ekonomia, przewidywalność, skutki, zysk, strata)

Unia doigrała się Brexitu. Eurosceptycy tryumfują, skowyt histerii wśród euroentuzjastów (od lewa do PISu). Wielka Brytania przed historyczną szansą, a co z Polską? Czekam na Polexit.


rys. Gatis Sluka

rys. Gatis Sluka

„Gdy lud rzekł – chcę być wolny – zawsze wolnym został

Dedykujemy tę myśl Jakuba Jasińskiego uczestnikom referendum brytyjskiego…    Bo nie chodzi tu o gospodarkę, o zyski tu  czy straty tam,  co podkreśla establishment.  Zwłaszcza jeśli  ubolewa nad tym także wielki filantrop  Soros,  strasząc armageddonem i wszelkimi możliwymi plagami.

Chodzi o wolność i suwerenność,  plain and simple. Cała reszta jest tego pochodną.  Chodzi o to aby o własnych sprawach, takich jak kontyngenty „uchodzców” do przyjęcia, decydował naród a nie obce interesy.  Nie chodzi o separację, chodzi o opcję udziału lub nie, decydowaną przez suwerenny kraj a nie biuro polityczne w Brukseli.   Błędny głos w wyborach można skorygować co cztery lata.   Błędnego  głosu  w tym referendum skorygować się nie da.

Alternatywą nie jest żaden armageddon  ani żadna odizolowana wyspa pośrodku Altantyku.  Alternatywą – najgorszą z  kilku możliwych – jest status Szwajcarii. Nie jest to może pełen ideał ale z całą pewnością dużo lepiej niż pozłacana nawet kajuta na tonącym euro Titanicu…” (cynik9)

całość tu: Wolnym zostać

„…Jak Brytyjczycy dogadają się z Unią? Czy wybiorą model norweski czy całkowite wyjście ze struktur „wspólnoty”? Wielu chce straszyć i rozpaczać nad utraconymi przez Wielką Brytanię korzyściami handlowymi, jednak zapominają jednocześnie, że wiążą się z tym też potencjalne korzyści z otwarcia na resztę świata. Stany Zjednoczone, Chiny, Brazylia i wiele innych krajów, z którymi Brytyjczycy mogą handlować. A i kraje Unii nie będą wcale chętne na wojnę celną i regulacyjną z Wyspiarzami. Juncker et consortes mogli straszyć potwornymi konsekwencjami przed referendum, w nadziei na to, że Anglicy sie przelękną i wybiorą opcję „remain”. Ale w konfrontacji z faktem dokonanym, przyjmą moim zdaniem o wiele łągodniejszą retoryke i zrobią wiele, jeśli nie wszystko, byle tylko załagodzić perturbacje gospodarcze i ułatwić handel europejskim importerom i eksporterom z Londynem. Wszak obie strony liczą tutaj straty w razie nieudanych negocjacji, a nie tylko jedna.

Ci zaś, którzy boją się „tłumów Polaków wracających z Wysp” wyrzuconych przez brytyjskich nacjonalistów, również przesadzają, gdyż po pierwsze Anglicy potrzebują siły roboczej, a po drugie, już dziś wielu imigrantów spoza Unii żyje i pracuje na Wyspach i nie grozi im deportacja.

Zakończyć więc wypada optymistycznie: nie warto siać paniki i załamywać rąk, bowiem nic szczególnego się nie stało. Unię czeka reforma, albo dalszy rozpad i to jest najważniejsze, a trwające w tle negocjacje z Brytyjczykami powinny być przestrogą dla eurokratów, że państwa członkowskie nie muszą bezwolnie godzić się na wszystko, co podyktuje im Bruksela. Tylko ze świadomością, że „nie istnieje scenariusz zbyt straszny aby nie mógł sie wydarzyć” można pchnąć Europę we właściwym kierunku. Unia potrzebuje teraz stanowczych, silnych eurosceptyków, którzy powściągną na każdym kroku federacyjne i antywolnorynkowe zapędy brukselskich elit wskazując palcem na case Londynu. Jeśli ta nauczka nie zostanie wykorzystana, Unię czeka stopniowa agonia albo nawet szybki upadek na podobieństwo reakcji łańcuchowej.” (Rafał Trabski)

całość tu: Brexit!

podobne: Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy? oraz: „To be or not to be”. Cameron pod coraz większą presją w kwestii obecności GB w UE i to: Eurosceptycyzm rośnie w siłę. W. Brytania (UKIP), Francja (FN; UMP), Dania i Szwecja (nie chcą EURo), Nowa Prawica w Polsce a także: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. i jeszcze: Historia naturalna i porwanie Europy, oraz wybrane propozycje nie do odrzucenia z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami. UE w dołku Healey’a.

Od rana skocznie i radośnie pogrywa sobie w mojej głowie „Marsz angielskich grenadierów” 🙂

„…Brexit: The Movie naświetla niebezpieczeństwa członkostwa w UE. Zadaje pytanie, czy bezpiecznym jest pozwalać sterować sobą przez odległych biurokratów pozostających poza kontrolą? Czy jest bezpiecznym wiązanie się z krajami dryfującymi w stronę ruiny finansowej? Ukazuje samolubną biurokrację, cynizm polityczny, brak odpowiedzialności, przywileje, kumoterstwo, korupcje.

Brexit: The Movie patrzy w przyszłość twierdząc, zdecydowanie i przekonująco, że jest bezpieczniej i mądrzej żyć w kraju, który jest wolny, niezależny, samorządny…” („Brexit” DLACZEGO BRYTYJCZYCY CHCĄ WYJŚĆ Z UE? pełna wersja z tłumaczeniem na polski)

A teraz słowo do wolnościowców (eurosceptyków)… ale do tych prawdziwych a nie „trochę socjalistów”, którzy będą się spuszczać nad proroctwami jakie to wielkie zmiany dla Polski nadejdą bo UE „będzie musiała się naprawić”, i że czeka ją jakaś ożywcza reforma. Otóż nie nadejdą żadne zmiany dopóki pozwalamy u siebie rządzić ludziom którzy jedzą UE (i innym zagranicznym dworom) z ręki, nie zwracając uwagi na realne koszta tego paktu z diabłem. Nie zważają bo dla nich liczą się granty i nic nie znaczące „salonowe” zaszczyty. Nie liczą się realne koszta, liczby i fakty dobijania „unijnymi normami” oraz tzw. „prawem” polskiego potencjału ludzkiego i gospodarczego (Tomasz Cukiernik o niekorzystnym bilansie 11 lat członkostwa Polski w UE), ani zadłużenie jakie zostało wygenerowane przy okazji wydawania „funduszy unijnych”, którymi zostały obciążone nasze lokalne społeczności (Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów…). Bo gdyby liczyły się fakty zamiast kłamliwej propagandy, to już dawno mielibyśmy w Polsce rzetelnie poinformowaną opinię publiczną, a w konsekwencji presję na podobne do brytyjskiego referendum… (Odys)

podobne: 10 lat Polski w UE: nowa polska emigracja. „Święto Szklanych Paciorków” (Ziemkiewicza) oraz „Unijna dekada” (cynik9) oraz: Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia?

„There’s no such thing as a free lunch” Wielka Brytania była zawsze dla UE płatnikiem netto .To znaczy, że wpłacała więcej niż otrzymywała.  To ułatwiło obywatelom GB ich rozsądną decyzję.W Polsce rzadko kto zastanawia się jak naprawdę wygląda nasz bilans korzyści z członkostwa w UE. Polska jest podobno płatnikiem brutto, to znaczy wpłaca do kasy unijnej mniej niż otrzymuje. Jeżeli nawet to prawda pieniądze otrzymujemy wyłącznie na projekty zgodne z ideologią  i praktyką biurokratycznej machiny UE.  Dotacje na infrastrukturę oznaczają między innymi najdroższe stadiony świata, baseny w małych miejscowościach, których utrzymanie przekracza możliwości samorządów, zupełnie zbędne orliki ze śmierdzącą brudnymi skarpetami sztuczną trawą, powstające obok zwykłych, od lat używanych, tradycyjnych  boisk.  Podnosi się zwykle argument znaczenia unijnych dotacji dla rolników. Tymczasem powinniśmy rozumieć, że dotacje niszczą rolnictwo zamiast je rozwijać. Przede wszystkim likwidowana jest konkurencja produktów i usług prowadząca do poprawy ich jakości.  Pomijając takie idiotyzmy jak wymagana przepisami unii krzywizna banana czy zaliczanie ślimaków do ryb dotacje unijne są nieracjonalne,  wymuszane najczęściej przez grupy nacisku.
Dam przykład z dziedziny, na której się znam, z hodowli koni. Dotacje na hodowlę hucułów spowodowały rozpowszechnienie się tej sympatycznej lecz mało użytecznej i prymitywnej rasy na nizinach. Miejscem hucułów są bieszczadzkie połoniny. To koniki silne, wytrzymałe, mało wymagające, nie mają jednak żadnego znaczenia sportowego ani tym bardziej wyścigowego. Poważny jeździec nie wybierze sobie hucuła do konkursu skoków. Nadają się wyłącznie dla dzieci i turystów. Populacja hucułów była  dotąd regulowana w naturalny sposób przez użyteczność tej rasy. Hodowane w nadmiernych ilościach, po zniesieniu dotacji powędrują do rzeźni.
Nasze prawdziwe „korzyści” z przynależności do UE to haracz płacony za emisję CO2, likwidacja naszych stoczni,  bezprawne  interwencje w sprawy wewnętrzne naszego kraju, narzucanie nam uchodźców. Ukoronowaniem tego bezprawia jest bezczelna propozycja płacenia przez nas 250 tysięcy euro za każdego uchodźcę nieprzyjętego.
Jak dotąd propozycje zreformowania tego upiornego eurokołchozu jakim jest UE przypominały rewizjonistyczne projekty reformowania socjalizmu. Unia tak  – wypaczenia  nie, a wypaczenia to unijna biurokracja, oraz jej interwencje w sprawy państw narodowych.
Jednak jak się okazuje Niemcy i Francja chcą zarządzać kryzysem wywołanym przez Brexit przyspieszając i pogłębiając integrację czyli praktycznie likwidując państwa narodowe. Ku memu zdumieniu politycy polscy jednym głosem wyrażają troskę o przyszłość unii zamiast korzystając z okazji  iść za przykładem Anglików. Szczytem hipokryzji jest zachwalanie korzyści z utworzenia unijnej straży granicznej, która skutecznie będzie bronić państw Unii przed imigrantami, a jednocześnie zapominanie, że to przecież Niemcy wywołały ten kryzys zapraszając ich do Europy.
Wartości, którym hołduje UE to wartości czysto lewackie. W dodatku wprowadzane  są w życie (jak to zawsze w przypadku lewackich wartości bywało) zdecydowanie wybiórczo. Niemcy futrując na przykład stocznię w Rostoku jednocześnie nakazywały  likwidację stoczni polskich. Hołdowanie tym utopijnym wartościom sprowadziło na unię potworny kryzys imigracyjny. Spowodowało rakowaty rozrost unijnej biurokracji.  Pewien brytyjski polityk powiedział: „Unia to szlachetna idea, ale nie nadaje się do zastosowania w życiu”. Komunizm też był podobno szlachetną ideą, ale jak wiemy sprowadził na świat same nieszczęścia. Nie wątpię, że komunizm był bardzo korzystny dla partyjnych notabli. Dla zwykłego człowieka oznaczał jednak zniewolenie, rabunek i ucisk. Jak mawiali Rosjanie : „всē для народа,  но ты не получишь”. (Izabela Brodacka Falzmann – Czekam na Polexit)

Nie po to swojego czasu wszystkie znaczące siły polityczne stręczyły Polakom UE (dla osobistych korzyści tzw. „elit politycznych”) żeby teraz się z tego wycofywać, na co słusznie zwraca uwagę Pan Michalkiewicz:

„…Skoro tedy role zostały rozdane, a emploi ustalone, to nawet jeśli jakaś pamiętliwa Schwein przypomni sobie, że w 2003 roku Anschluss do Unii Europejskiej stręczyła nie tylko Platforma Obywatelska, ale również Prawo i Sprawiedliwość, albo, że 1 kwietnia 2008 roku za ustawą upoważniającą prezydenta do ratyfikowania traktatu lizbońskiego głosowali nie tylko posłowie Platformy Obywatelskiej, ale również wielu posłów Prawa i Sprawiedliwości z prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele – to nawet wtedy nic strasznego jeszcze się nie stanie, bo zawsze można powiedzieć: no tak, i my i oni robiliśmy to samo, ale jeśli dwóch robi to samo, to wcale nie jest to samo. Platforma Obywatelska, jeśli już cokolwiek robi, to robi to z wrodzonej predylekcji do zdrady i zaprzaństwa, podczas gdy Prawo i Sprawiedliwość, jeśli już cokolwiek robi, to robi to z gorącej miłości do ojczyzny i płomiennego patriotyzmu. Słowem – jak mawiano w Hitlerjugend – „czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty” i nie zaszkodzi mu nic, nawet Rassenschande…” (całość tu: Będzie jak za Gierka?)

Więcej na ten temat Brexit – komentarz Grzegorza Brauna. podobne: Duchowni w służbie KGB, SB i poprawności politycznej (na tle medalu papieskiego dla Rzeplińskiego i anszlusu Polski do UE).

„Wielu ekspertów i polityków cierpi ostatnio na ostrą odmianę kaca. Brexit przeszedł. Wszystko w co wierzyli i o czym przekonywali odnośnie nieprawdopodobnego przypadku Brytyjczyków wybierających suwerenność ponad stabilizację legło w gruzach. Gorzej nawet, fora internetowe bezlitośnie kronikują każdy wypowiedziany nonsens i każdą sknoconą prognozę które pozostaną tam na lata. Trudno będzie później wyłgać się i wybielić życiorys dowodząc że było się za a nawet przeciw.

Złożony z samych ekspertów portal wsieci.pl na przykład poważnie rozważa podobno zmianę swojej nazwy na „wkacu.pl”. Całość po-brexitowych opinii produkujących brexitsię tam ekspertów składa się na rodzaj interesującego potpourri w poczekalni u psychiatry. Jedni chcą unię reformować metodą, jak się zdaje, stania na głowie i wachlowania uszami. Do tego sprowadzają się postulaty oddolnej reformy zabetonowanej na dobre w Brukseli mafii. Drudzy, jak ex (na szczęście) prezydent Komorowski, dowodzą bez ładu i składu konieczności dalszego „zacieśniania integracji” unijnej. Przypomina to nieco zacieśnienianie przyjaźni polsko-radzieckiej której nie można było nigdy zacieśnić wystarczająco. Może zresztą nie bez swoistej logiki bo w końcu każdy wisielec nie marzy o niczym bardziej niż o dalszym zacieśnianiu. Męczy się wówczas krócej…

pod „naprawianiem” min. Waszczykowski ma na myśli coś innego. Chce mianowicie „nowego zdefiniowania suwerenności państw członkowskich”. Ale znowu nie zdradza jak. Uznanie że prezydent Kaczyński podpisując traktat lizboński nie popełnił aktu zdrady zrzekając się na rzecz obcego państwa suwerenności narodowej do chronienia której był konstytucyjnie zobowiązany? Zaprzeczyć że cały sejm go w tym poparł? Czyżby chciał odkręcić teraz ten akt i zacząć przywracać krajowi utraconą suwerenność? Nigdy na to wprawdzie nie za późno ale to dopiero pachnie nam fanaberią, a może nawet wizją bratniej pomocy na którą sejm też się przecież zgodził…

Przede wszystkim jednak min. Waszczykowski chce „zbadać jakie argumenty dotarły do społeczeństwa brytyjskiego i przekonały je do głosowania za wyjściem z Unii”. Nie wiemy jednak czy jest tutaj cokolwiek do badania. Suwerenność, panie Waszczykowski, suwerenność. Albo się ją ma, i naród decyduje, i to nawet bez braterskiej pomocy. Albo się jej nie ma i nawija się wtedy bez sensu o jej „nowym zdefiniowaniu” a decyduje Schultz z Junckerem i biuro polityczne w Brukseli…” (cynik9 – Gigantyczny kac pobrexitowy)

Pamiętajmy więc o WSZYSTKICH stręczycielach tego niewolniczego i kosztownego projektu. Nie dajmy się nabrać na lep słodkich słówek o jakiejś „misji uzdrowieńczej” jaką rzekomo Polska ma do wykonania wobec tworu, który z SAMEGO ZAŁOŻENIA był i pozostaje utopią. W której to „unii” NIC ważnego nie zależy od takich narodów jak Polska a wszystko od takich jak Niemcy i Francja, które przy wykorzystaniu „wspólnotowych” mechanizmów doglądają WŁASNEGO interesu (i trudno im się dziwić), narzucając swoją wolę polityce i gospodarkom innym „mniej poważnym” państwom. Nie dajmy sobie wmówić że tkwienie w patologii nowego związku socjalistycznego (republik europejskich) leży w naszym narodowym interesie, tylko dlatego że propaganda rządu i opozycji zapewnia nas o powszechnym „dobrobycie i bezpieczeństwie” z tej przynależności.

Bagno można oczyścić tylko w jeden sposób – przez jego wysuszenie (czytaj – odcięcie UE i eurokratów od pieniędzy podatników suwerennych narodów). Mądrzy ludzie piją wodę z własnego i własnoręcznie oczyszczonego zbiornika. Nie udają z fałszywej grzeczności wobec samozwańczej „zachodniej elity” (a raczej z powodu kompleksów i braku pomysłu na własne państwo), że to co im się podaje do picia jest gwarancją zdrowia niczym najczystszej próby woda, skoro w rzeczywistości śmierdzi bagnem i wywołuje biegunkę…(Odys)

„…Ponieważ od ćwierćwiecza rządzą nami politycy owładnięci mitologią „integracji europejskiej” i utrzymywania „dobrosąsiedzkich relacji” z Niemcami i Rosją, zewsząd dobiega lament nad rzekomo fatalnymi skutkami Brexitu i „osłabienia spoistości” Unii Europejskiej

...Łatwo dostrzec, że w obliczu takich wydarzeń, cała tzw. klasa polityczna III RP mówi jednym, całkowicie zgodnym głosem. Nie ma różnicy, między biadoleniem Andrzeja Dudy, lamentami Kwaśniewskiego i wywodami poprzedniego lokatora Belwederu…

…W III RP nie wolno głosić prawdy, że nie mamy interesu w popieraniu prorosyjskiej i proniemieckiej polityki przywódców UE. Nie wolno również przypominać, że akces unijny nie jest formą nierozwiązywalnego sakramentu i winien być oceniany wyłącznie według polskich, narodowych racji.

Od czasu narzucenia Europie „ładu jałtańskiego”, polityka „georealistów” stanowi największą barierę dla naszych dążeń niepodległościowych i wszędzie tam, gdzie uwzględnia priorytety Berlina i Moskwy – ignoruje lub podważa nasze.

Istota polityki prowadzonej dziś pod auspicjami UE nie polega bowiem na zapewnieniu bezpieczeństwa i równego rozwoju państwom Europy Wschodniej, lecz na zabezpieczeniu interesów najbogatszych graczy Unii (ze szczególnym uwzględnieniem Niemiec) oraz zagwarantowaniu Rosji „miejsca wśród narodów świata”. W oczach Zachodu, koegzystencja z Rosją jest możliwa, jeśli państwo to otrzyma „należną” strefę wpływów i zaspokoi swoje mocarstwowe ambicje. Dlatego „ceną spokoju” brukselskich eurołajdaków jest dziś Ukraina, a jutro być może Polska.

Łatwo zapomnieliśmy, że w ostatnich ośmiu latach III RP spełniała rolę rosyjskiego konia trojańskiego. Analiza tego okresu pozwala zrozumieć, że swoje europejskie interesy Rosja realizuje poprzez Unię Europejska i sojusz z Niemcami. Podstawowym elementem tej polityki była ekspansja Gazpromu na rynki europejskie. W ślad za nią podążały zastępy rosyjskich agentów i przedsiębiorców, powiązanych ze służbami specjalnymi. Dlatego w ostatnich latach, Moskwa nie tylko nie dostrzegała zagrożenia w procesie „integracji”, ale reżim Putina był żywotnie zainteresowany jak najściślejszym współdziałaniem Warszawy i Brukseli

…Wrzawa związana z Brexitem powinna też uświadomić, że głównym problem Europy są Niemcy i ich agresywna, ekspansywna polityka, obliczona na ustanowienie „internacjonalistycznej wspólnoty” pod protektoratem niemieckim. To państwo nie tylko przejęło główne nici decyzyjne w strukturach Unii Europejskiej, ale od wielu lat próbuje narzucać dyktat krajom byłego Bloku Wschodniego i wspólnie z Rosją dąży do odbudowy sowieckiego imperium.

Każda akceptacja tej polityki, wyrażana przez czynniki polskie, jest aktem głupoty, ocierającym się o zdradę i tak powinna być traktowana przez ludzi świadomych zagrożeń.

Tylko lewackiemu szaleństwu i historycznej ignorancji przywódców Zachodu zawdzięczamy, że Niemcy znów mogą dyktować warunki współistnienia państw europejskich i narzucać swoją wolę krajom doświadczonym hitlerowską butą. To, co niemieccy politycy zaproponowali Europie nazajutrz po Brexicie – rząd europejski, przyjmowanie uchodźców i koniec państw narodowych, jest wyrazem niebywałej pogardy i przeświadczenia o wyższości racji niemieckich nad innymi. Jeszcze większym absurdem jest przyzwolenie, by Berlin decydował o gwarancjach udzielanych nam przez NATO i mógł blokować rozwiązana korzystne dla Polski.

Dyktat niemiecki zawsze prowadził Europę do katastrofy. Szczęśliwie, gdy będzie to kataklizm polityczny, polegający na rozpadzie współczesnej konstrukcji unijnej. Tragicznie, gdy zgoda na nadzór niemiecki nad UE i pakt Moskwa – Berlina doprowadzi do kolejnej konfrontacji militarnej i zniewolenia państw byłego Bloku Wschodniego.

Od wielu lat Unia Europejska staje się narzędziem służącym realizacji interesów niemieckich…” (Aleksander Ścios)

całość tu: BREXIT A SPRAWA POLSKA

podobne: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”  oraz: Tusk będzie zabiegał o (niemiecki?) kompromis ws. Ukrainy. Niemcy i Rosja zadowolone z wyboru. „Le Monde” o niemieckich sympatiach Tuska. Krajowe konsekwencje „ucieczki do raju”. i to: Dlaczego umiarkowane wobec Moskwy Niemcy popierają na stanowisko „prezydenta UE” polityka z Polski (nastawionej do Rosji negatywnie). PIS popiera Tuska. a także: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium. i jeszcze: UE wycofuje się z polityki wschodniej.

W kontekście tego co pisze Pan Ścios odnośnie sojuszu niemiecko-rosyjskiego bardzo (nie)ciekawy scenariusz odnośnie Polski po „Brexicie” snuje dr. Brzeski –  NAI: Co może się zdarzyć po Brexicie?

Nie dajmy się też wciągać w jałowe dyskusje i wróżenie z fusów co też dobrego lub złego wyniknie z Brexitu dla samego projektu UE i jej szkodliwych inżynierii politycznych, społecznych, czy finansowych jakie pod pretekstem „norm” i „standardów” narzucono Polsce. Co obecnie jest dalej kontynuowane pod płaszczykiem „dobrej zmiany”, której propagandowa reżimówka w postaci TVP (zwanej dla niepoznaki „narodową tiwi”) ostatnie dni przed referendum poświęciła na kreowanie dobrego wizerunku tej patologii, powołując się nawet o zgrozo na opinię/przestrogę Pana Sorosa (tego samego którego krytykowano za mieszanie się w wewnętrzne sprawy Polski i ratowanie GW), przekłamując jednocześnie intencje oraz motywacje eurosceptyków. Tu odsyłam raz jeszcze do wspomnianego wcześniej filmu „Brexit” DLACZEGO BRYTYJCZYCY CHCĄ WYJŚĆ Z UE? (pełna wersja z tłumaczeniem na polski) każdego kto chce poznać PRAWDZIWE powody gniewu ŚWIADOMEJ części społeczeństwa brytyjskiego.
Ludziom prawym i przyzwoitym powinno być kompletnie obojętne jak na tę „zuchwałość” Brytyjczyków zareaguje patologiczna instytucja jaką jest UE, i jej propagandowe ekspozytury w postaci „elit” politycznych zniewolonych w eurokołchozie narodów. Mnie osobiście interesuje jak Brytyjczycy zagospodarują to co odzyskali.
Bazujmy na faktach a są one następujące – Oto jeden z narodów doszedł do wniosku że ma dość politycznej dominacji zgrai samozwańczych „elit europejskich” i wyraził wolę SAMOSTANOWIENIA o swojej polityce, prawie i gospodarce. To jest wartość nie do przecenienia i zupełnie nie do zagadania przez jakikolwiek argument zwolenników UE.

Na koniec słowo do dzielnego narodu. Sons of Britain… I salut You 🙂 God save Great Britain!… (Odys)
Braveheart (1995) – Best scene – William Wallace’s speech (HD)

PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.


„Do zaskakujących wniosków można dojść porównując wyniki aukcji polskiego długu, do jakich doszło w pierwszym kwartale 2015 roku, z wynikami aukcji do jakich doszło w analogicznym okresie rok później. Okazuje się, że w ciągu pierwszych trzech miesięcy ub.r. (rządy Ewy Kopacz) nasz kraj pożyczył 26,822 mld zł. Rząd Beaty Szydło wyraźnie przebił „osiągnięcie” poprzedników, bowiem od stycznia do marca b.r. pożyczył na aukcjach długu aż 37,237 mld zł (wzrost o 39 proc.!). Czy ekipa „dobrej zmiany” ma wyraźny problem z okiełznaniem poziomu zadłużenia?…” (niewygodne.info.pl)

całość tu: Jak zadłużał Polskę rząd Kopacz, a jak robi to rząd Szydło? 

podobne: „Za PISu było lepiej” czyli… komentarz do grafiki „niewygodne statystyki” oraz: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak? i to: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. a także: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa. polecam również: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie.

„…Program Rodzina500+ nie jest kwestią neutralnego budżetowo przesunięcia wydatków. Jest tym co zwycięscy w wyborach socjaliści robią zawsze – narzuceniem społeczeństwu nowych ciężarów, bez prób częściowego chociaż zmniejszenia starych, w rodzaju eliminacji emerytur mundurowych czy deficytowego górnictwa na państwowym garnuszku.

Rodzina500+ to tak czy owak podwyżka obciążeń rozłożona w czasie. Wybrzydzając na Tuska który zadłużał państwo coraz głębiej rząd Szydło robi zasadniczo to samo. Gdyby w hipotetycznym referendum rząd zapytał społeczeństwo wprost ile konkretnie zł ze swojego portfela każdy przygotowany jest dać innym na prokreację dowiedziałby się co ludzie naprawdę o tym myślą. Gdyby do tego umożliwił chętnym wolną od podatku dobrowolną daninę na narodowy fundusz „prokreacyjny” spełniłby nieodpowiedzialne obietnice wyborcze prezydenta Dudy tanim kosztem.

dziecko rodzące się z tego programu, które już przychodzi na świat obarczone znacznym długiem do spłacenia, teraz spłacać będzie musiało dodatkowy dług wzięty na jego produkcję i wykształcenie. Wątpliwa jest etyka takiego postępowania. Czy obecna kasta rządzących, w swoim partykularnym interesie i przy krótkowzrocznym apleuzie obdarowanych, ma w ogóle prawo obarczać beztrosko kajdanami długu inne pokolenia bez ograniczeń? Nawet te które się jeszcze nie urodziły i nic w tej sprawie do powiedzenia nie mają?

…Truizmem jest stwierdzenie że „dzieci są przyszłością narodu”. Oczywiście że są, każdy to wie i rozumie że wymaga to znacznych nakładów finansowych. Ale czy to państwo powinno być „inwestorem”, jak chce Rafalska, pieniędzy efektywnie odebranych innym? Czy rodzice sami, nie obrabowani przez E.Rafalską, nie byliby czasem bardziej kwalifikowanymi „inwestorami” w swoje własne pociechy?

zwrot z programu Rodzina500+ będzie mocno negatywny jeżeli dotychczasowe trendy emigracyjne się utrzymają. Dziecko i następnie młody człowiek przez cały czas pochłania pieniądze. Masę pieniędzy rodziców, płacących albo bezpośrednio albo rabowanych wcześniej w ten czy inny sposób skutkami programu Rodzina500+. Ulatniając się z kraju na końcu tego cyklu wraz ze świeżym dyplomem czyni olbrzymią szkodę społeczeństwu i to szkodę podwójną. Nie dość że nie generuje dochodu pomagając spłacać dług zaciągnięty na swoje poczęcie i wykształcenie ale także dodatkowo dociąża resztę bo mniej płatników spłacać musi ten sam wielki dług za niego…” (cynik9)

całość tu: Inwestowanie w zygoty. Program PiS-u unowocześniania Polski

podobne: Czy „500 zł na dziecko” to polityka prorodzinna czy też marnowanie pieniędzy rodziny? Dzieci rodzą się z miłości a nie z pieniędzy!  oraz: Polityka prorodzinna okiem libertarianina, czyli „Bez retuszu” 5.07.2015. NIK „w Polsce polityka prorodzinna praktycznie nie istnieje”  a także: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców) i to: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty.

„…Ponad połowa polskich gospodarstw domowych nie jest w stanie nagle wydać 1000 zł na niezaplanowany wydatek. Aż 2/3 rodzin ma trudności, aby aktualne dochody wystarczyły im „od pierwszego do pierwszego”. 58,9 proc. gospodarstw domowych nie może sobie pozwolić na tygodniowy odpoczynek całej rodziny raz w roku – wśród pracowników odsetek ten wynosi 53 proc. 1,3 mln Polaków, czyli 13 proc. zatrudnionych, zarabia wynagrodzenie minimalne lub niższe. W budownictwie to aż 28 proc. pracowników, w usługach administracyjnych 25 proc., a w handlu i gastronomii 24 proc. Natomiast 1,4 mln osób pracuje tylko na umowach cywilnoprawnych. (Opublikowano za: Raport GUS potwierdza neokolonialny charakter III RP)

dlatego brońmy się przed rodzimą polityką neokolonialną, narzucaną nam i wymuszaną przez „nasze”, „rodzime” władze. O tej właśnie potrzebie samoobrony przed socjalistycznym państwem, i ukrywającym się pod płaszczykiem „państwa opiekuńczego” złodziejstwem zwanym „redystrybucją dóbr” dyskutowano na Panelu dyskusyjnym XII Kongresu Konserwatywnego.

podobne: Polak biedny bo musi się dzielić… z państwem polecam również:  o tym, że moglibyśmy być dwa razy bogatsi od Niemców i dlaczego nie jesteśmy. oraz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu. a także:Rzeczpospolita niskich płac i zawyżonych średnich. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest.

„Redystrybucja bez wzgldu na formę, jaką przybierze- ma dwojakie oddziaływanie na społeczeństwo.

Po pierwsze sam akt ustanowienia przepisu – demokratycznego tworzenia prawa – zwieksza stopień niepewności. Prawo przestaje być niezmienne, a wiec przewidywalne; zaczyna podlegac zmianom i staje sie nieprzewidywalne. To co dzis jest zgodne z prawem, jutro moze byc z nim niezgodne, i odwrotnie. Przyszlosc wydaje sie wiec bardziej przypadkowa. W zwiazku z tym wzrosnie ogolny poziom preferencji czasowej oraz sklonnosc do konsumpcji i myslenia w kategoriach krotkiego horyzontu czasowego. Jednoczesnie zasadniczo zmniejszy sie szacunek do prawa, co bedzie zachecalo do popelniania przestepstw (bo jesli nie istnieje niezmienna norma “prawosci”, to nie istnieje tez niewzruszalna definicja “przestepstwa”).

Po drugie, kazdy przypadek redystrybucji dochodu lub bogactwa w spoleczenstwie sprawia, ze jej odbiorcy odnosza korzysci gospodarcze, mimo ze nie wyprodukowali wiecej towarow lub uslug ani nie podniesli ich jakosci. Tymczasem reszta ludzi ponosi straty, mimo ze ich produkcja nie zmniejszyla sie , a jej jakosc sie nie pogorszyla. W tej sytuacji atrakcyjniejsze jest powstrzymanie sie od produkcji, powstrzymanie sie od produkcji dobrej jakosci i nie dokonywanie trafnych przewidywan, w szczegolnosci dotyczacych przyszlego popytu na wlasne produkty, mniej atrakcyjne produkowanie wartosciowych towarow i trafne przewidywanie popytu. W konsekwencji – bez wzgledu na to, jakie intencje przyswiecaly ustawodawcom, a wiec bez wzgledu na to, czy przepisy mialy stanowic “pomoc” lub “ochrone” dla biednych, bezrobotnych, chorych, mlodych, starych, niewyksztalconych, czy glupich; rolnikow, hutnikow, czy kierowcow ciezarowek; nieubezpieczonych, bezdomnych, bialych:), czy czarnych; mezatek i zonatych, osob samotnych, wychowujacych dzieci i bezdzietnych itd. – zwiekszy sie liczba ludzi produkujacych mniej i wykazujacych sie slabsza umiejetnoscia przwidywania, a zmniejszy sie liczba tych, ktorzy produkuja wiecej i przewiduja trafnie. Jesli bowiem jednostka ma chociaz najmniejszy wplywa na to, czy zostanie zaliczona do grupy “dajacych”, czy do grupy “bioracych” owoce redystrybucji, to bedzie sie starala o przejscie z grupy dajacych do bioracych. Wzrosnie wiec liczba biednych, bezrobotnych, nieubezpieczonych, niezaradnych, bezdomnych itd. Nawet w przypadkach, w ktorych takie przejscie jest niemozliwe, gdy w gre wchodzi na przyklad redystrybucja dochodu lub bogactwa oparta na kryteriach plci, rasy lub wieku, motywacja do bycia produktywnym i dalekowzrocznym i tak sie zmniejszy. Byc moze nie powiekszy sie grupa mezczyzn albo kobiet, bialych albo czarnych, przynajmniej nie od razu. Poniewaz jednak czlonkowie uprzywilejowanej grupy plciowej, rasowej lub wiekowej otrzymuja niewypracowany przez siebie dochod, maja mniejsza motywacje do wypracowania go w przyszlosci. Z kolei czlonkowie grupy dyskryminowanej ze wzgledu na plec, rase lub wiek sa karani za posiadanie bogactwa lub wytwarzanie dochodu, wiec rowniez stana sie mniej produktywni w przyszlosci. Zmniejszy sie ilosci dzialan produktywnch, ludzie stana sie mniej samodzielni i mniej zorientowani na przyszlosc. Wzrosnie poziom konsumpcji, pasozytnictwo, zaleznosc od innych i krotkowzrocznosc. Jednym slowem problem, ktoremu redystrybucja miala zaradzic, jeszcze sie poglebi. Koszt utrzymania obecnego poziomu dystrybucji opieki spolecznej bedzie teraz wyzszy niz dawniej i dla finansowania trzeba bedzie podwyzszych jeszcze podatki i zwiekszyc rozmiary konfiskaty bogactwa nalezacego do coraz mniej licznych producentow. Umocni sie sklonnosc do przechodzenia z grupy producentow do grupy osob nieprodukujacych, co wplynie na dalszy wzrost stop preferencji czasowiej i postep procesu decywilizacyjnego – zdziecinnienie i demoralizacje – spoleczeństwa…” (H.H. Hoppe – „Demokracja – bóg, ktory zawiódł”)

podobne: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. oraz: Prawo Bastiata i to: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Roboty publiczne (interwencjonizm) a także: Rabusie publicznego grosza z wirtualnej rzeczywistości. Dotacje zgubnym mechanizmem. Czy kapitalizm nie działa? polecam również: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? i jeszcze: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne

„Między właścicielem a dobrami, które stanowią jego własność, powstaje szczególna więź. Mówimy o nich „moje”. Nie bez powodu Sobór Watykański II stwierdza, że dysponowanie przez człowieka własnością jest niejako przedłużeniem jego ludzkiej wolności. Bł. Jan Paweł II pisał, że człowiek pozbawiony wszystkiego, co mógłby nazwać „swoim”, nie potrafi do końca zrozumieć swojej godności (por. Centesimus annus, 13).

…Własność prywatną uważano kiedyś za przywilej nielicznych, coś złego z etycznego punktu widzenia. Dużo czasu musiało upłynąć zanim uznano, że społeczna funkcja własności prywatnej, a zwłaszcza środków produkcji, jest włożeniem dóbr w ręce tych, którzy wiedzą najlepiej, jak ich używać.
Z tego powodu, jak trafnie zauważa Ludwig von Mises, XX-wieczny austriacki filozof i ekonomista, należy w gospodarce wolnorynkowej odróżnić zadania menadżera od przedsiębiorcy i kapitalisty. Nie umniejszając roli menadżerów, system kapitalistyczny nie jest systemem menadżerskim. To nie menadżer, a przedsiębiorca określa kierunki alokacji czynników produkcji do różnych branż produkcji. Tylko on może to uczynić, gdyż on jest właścicielem majątku i zarządza nim na własny rachunek i na własne ryzyko.
Menadżer pełni tylko funkcję pomocnika przedsiębiorców i kapitalistów. Kierując się własną finansową korzyścią, musi jak najlepiej pełnić funkcje przedsiębiorcy, wyznaczone mu w ograniczonej i ściśle określonej sferze działania.
Przedsiębiorca sam decyduje o wykorzystaniu czynników produkcji. Zysk lub strata są wynikiem takich decyzji. Menadżer natomiast nie ponosi odpowiedzialności za straty. Straty dotykają tylko właścicieli kapitału zaangażowanego w dane przedsięwzięcie. Kiedy przedsiębiorca przystępuje do realizacji określonego przedsięwzięcia, ryzykuje swoim majątkiem i pozycją społeczną. Niekiedy łączy się to z utratą całego majątku. Inaczej sytuacja przedstawia się w gospodarce centralnie planowanej. Menadżer, któremu centralny planista powierza zarządzanie społecznym majątkiem, nie ryzykuje własnym bogactwem. Jego spekulacje wiążą się z ryzykowaniem cudzych pieniędzy.
Św. Tomasz z Akwinu kilka wieków wcześniej doszedł do podobnych spostrzeżeń. Akwinata twierdził, że posiadanie na własność rzeczy jest dla człowieka konieczne z trzech powodów: człowiek bardziej troszczy się o rzeczy prywatne niż wspólnotowe, sprawy materialne traktuje w sposób bardziej uporządkowany i wpływa na zachowanie pokojowych stosunków międzyludzkich.

…Mises pokazał, że menadżer patrzy na rzeczywistość z innej perspektywy niż przedsiębiorca. Przedsiębiorca – w przeciwieństwie do menadżera – wie dobrze, że konsekwencją złej decyzji będą straty, które odczuje osobiście. Jest to dokładnie to, co Jezus miał na myśli, mówiąc: „najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach…” (Ks. Jacek Gniadek)

całość tu: Najemnik pozostanie zawsze najemnikiem – Niedziela Dobrego Pasterza

podobne: Ks. Jacek Gniadek: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…” (Jak zbudować własną skalę wartości?) oraz: Prof. Witold Kwaśnicki: Ci wstrętni (neo)liberałowie. A przecież „kapitalizm oznacza własność”  i to: „Księża a społeczeństwo”… Jawny i tajny socjalizm… Zasady chrześcijańskiego współżycia kontra kolektywizm (w gospodarce) a także: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech. polecam również: Myśleć na sposób Boży czyli… Ks. Jacek Gniadek o paradoksach w religii i ekonomii

Frederic Bastiat (ekonomia, państwo, etatyzm, koszt, socjalizm, system)

„Je suis idiot” czyli… marsz EUnuchów i haracz dla Turcji (z motywem kurdyjskim w tle). Czy zamachy w Belgii to wystarczający powód do zaostrzenia przepisów „antyterrorystycznych” w Polsce?


Kiedy jedno państwo najeżdża inne i destabilizuje lokalny porządek narzucając swój, to musi się liczyć z tym że w sposób naturalny przyczynia się do powstania ruchu oporu oraz chęci odwetu na najeźdźcach… Właśnie tak powstaje terroryzm… (Odys)

podobne: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.  oraz: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?

„…No i stało się, co się stać musiało! Zgromadzeni na placu wściekli Belgowie ścisnęli w dłoniach różnokolorowe kredy i bez komendy zaczęli …..wypisywać na miejskim bruku hasła o miłości i pokoju!!

Jeszcze kilku radykałów uzbroi swoje fejsbukowe monidła w czarno-żółto-czerwone pasy. Jakaś pani komisarz europejska demonstracyjnie uroni łzę na transmitowanej konferencji prasowej. Jacyś zdziczali cywile zorganizują marsz w obronie praw człowieka z transparentami „Je suis Belge” i akt krwawego rewanżu się wreszcie dopełni.

Europa nie pozostawi Belgów samym sobie, kipiąc ze wściekłości. Zdruzgotana pani Merkel wygłosi płomienną mowę, uzasadniając sens kontynuacji amerykańsko-izraelskiej polityki integracji. Wielu prezydentów przytuli ze współczuciem swoich ambasadorów Belgii. Kontynent rozświetli się bolesnymi płomykami zniczy, poutykanymi w dywany kwiatów.

Ktoś ustanowi żałobę narodową, ogłaszając dzień 22 marca dniem walecznego narodu belgijskiego. Inny zarządzi minutę ciszy. Napuchnięta z boleści pani Bieńkowska kolejny raz ogłosi potrzebę natychmiastowego rozbrojenia europejczyków. Firmy reklamowe już zaczną przygotowywać poręczne, składane transparenty z czarnymi napisami; „Je suis Espagnol”, „Je suis Norvegien” itp., by w razie czego nie dać nawet odetchnąć brutalnym muzułmanom…” (Leszek Posłuszny • prawica.net)

całość tu: „Je suis idiot”

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi?

„…Na własne oczy widzimy, że te tak zwane państwa nie służą obywatelom, służą jakiemuś wyższemu, a nieznanemu i nie Bożemu bynajmniej porządkowi. Poznajemy to po zachowaniu się policji w Niemczech i Belgii, która nie potrafi zapewnić minimum komfortu ludziom zwanym obywatelami. Ci zresztą już od dawna nimi nie są, to niewolnicy korporacji, trudno to na razie poznać, bo nikt jeszcze nie dał znaku do masowego przemieszczania dużych grup europejskich niewolników. Póki co przesuwane są inne masy, te lokalne, zakorzenione mogą jeszcze chwilę pobyć u siebie. No, ale nie mogą już liczyć na bezpieczeństwo…

…Media bowiem, tak jak dawniej wszyscy rewolucyjni agitatorzy pochylają się z troską nad niedolą człowieka prostego, chcą go upodmiotowić, dając mu do ręki pilot, tak jak dawniej demokraci chcieli upodmiotowić lud, dając mu do ręki kartkę wyborczą. Do czego to doprowadziło widzimy dzisiaj, to socjotechniki, o jakiej się faraonom nie śniło. Bomby wybuchają na lotniskach, a dziennikarze apelują do ludzi, żeby nie pogrążyli się w islamofobii i nie używali mowy nienawiści. Tu nie chodzi o mowę nienawiści, ale o nazwanie rzeczy po imieniu, co jest trudne albowiem trzeba się przyznać do totalnej bezradności i jasno sobie powiedzieć, że demokracja i Unia to projekty oszukane wymierzone wprost w pojedynczego człowieka…” (coryllus)

źródło: O Duchu Świętym, który nie myli się nigdy

podobne: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?  

W związku z powyższym wydarzeniem „polski rząd” w końcu zadeklarował „zdecydowanie” przeciwne stanowisko w kwestii „przymusowej kwoty uchodźców” jaką zobowiązała się przyjąć poprzednia ekipa. Tylko czy naprawdę trzeba było do tego (póki co deklaracji niepopartej wypowiedzeniem wcześniejszej umowy) aż tak dramatycznego wydarzenia? (Odys)

„Nie widzę możliwości, aby w tej chwili do Polski przyjechali imigranci – powiedziała w rozmowie z Superstacją premier Beata Szydło. Deklarację od razu okrzyknięto jako przełomową. Sęk w tym, że słowa szefowej rządu nie wieszczą żadnego przełomu, a przydzieleni Polsce – za zgodą koalicji PO-PSL – imigranci trafią do naszego kraju, jak tylko UE upora się z problemem ich rejestracji i weryfikacji. Bo zobowiązanie wciąż funkcjonuje

dopóki osoby, które napływają z Bliskiego Wschodu do Europy nie będą odpowiednio weryfikowane, to ciężko mówić o jakiejś ich relokacji czy dystrybucji pomiędzy kraje członkowskie UE.

To oznacza, że żadnej zmiany polityki imigracyjnej nie ma. Polski rząd od tygodni bowiem wije się, by z jednej strony nie podpaść UE, a z drugiej zyskać poparcie społeczeństwa, które nie chce, by do naszego kraju trafili islamscy, nielegalni imigranci. Tym bardziej zaskakiwać może ton narracji mediów wspierających rząd, mówiących o zmianie stanowiska wobec migrantów…” 

całość tu: Zmiana imigracyjnej polityki polskiego rządu tylko iluzoryczna. Będzie weryfikacja, pojawią się też imigranci

Czas pokaże ile z tego „zdecydowania” pozostanie kiedy trzeba będzie rzeczywiście wypowiedzieć umowę jaką zawarli z UE POprzednicy. Przy okazji pamiętajmy o tym jakie stanowisko zajął „polski rząd” wobec pomysłu swobodnego „przemytu” osób z terenów Turcji (już za pół roku), w ramach niedawno zawartego układu „w sprawie uchodźców” między EU a Turcją. Jeśli bowiem te ustalenia wejdą w życie, to wystarczy że każdy migrant (którego dziś Turcja zobowiązała się za gruba kasę przetrzymać) będzie się posługiwał tureckim paszportem, a za pół roku będziemy mieli do czynienia z całkowicie legalną falą obcych na nasze terytorium… (Odys)

„…Wg tego co rozumiemy z doniesień prasowych, ideą przewodnią układu ma być odsyłanie uchodźców z Europy do Turcji, w sprzeczności z dotychczasowymi deklaracjami kanclerz Merkel że każdy jest mile widziany w jej ojczyźnie. Za ich przyjęcie EU zapłaci tureckiemu satrapie przez nos. Satrapa z kolei odwdzięczy się za to wysyłając w miejsce jednego przysłanego innego „uchodźcę” i, z tego co rozumiemy, za to płacić unii nie zamierza. Czyli w „uchodźcach” mamy jeden za jednego, netto nic się nie zmieni. Jedynie klan Erdogana zamiast na Syrii obłowi się na EU. Okay, „wir schaffen das”.

Okazuje się jednak że nie tylko „das” ale i coś innego, znacznie poważniejszego. Wygląda mianowicie na to że Erdoganowi udało się wyciąć w negocjacjach sztuczkę zwaną „red herring” – czerwony śledź.

Czerwony śledź jest zmyłką, nieznaczącym czy nawet całkowicie zmyślonym punktem którego kalkulowane poświęcenie przez jedną stronę negocjacji ma odwracać uwagę drugiej od rzeczy naprawdę ważnej, często o zasadniczym znaczeniu. Otóż strona unijna zgodziła się także na – uwaga – otwarcie granic Schengen dla 76 milionów Turków już za parę miesięcy. To jest dopiero bomba atomowa o której ci którzy „negocjowali” z Erdoganem nie bardzo pewnie zdają sobie sprawę. Zapomnij wkrótce o „uchodźcach” syryjskich! Znikną oni w tłumie milionów „uciekinierów” kurdyjskich!..” (cynik9)

całość tu: Cykliczne wariactwa Niemiec czyli czerwony śledź po kurdyjsku

W sumie mam gdzieś to co sobie na łeb sprowadzają eurokraci. Problem mam z tym że polski (nie)rząd godzi się na tego rodzaju „wspólne stanowisko”. Mimo potrząsania szabelką nikt z obecnego rzekomo „polskiego establiszmentu” nie potrafi jak do tej pory wziąć przykładu z Orbana (na którego w innych kwestiach łatwo się jest powoływać) by powiedzieć swoim obywatelom konkretnie i zdecydowanie „nie przyjmiemy ANI JEDNEGO nachodźcy”. PIS gra z nami w jakąś ciuciubabkę i klei durnia z jednej strony deklarując „szlaban” a z drugiej bredząc coś o jakichś „procedurach kontrolnych” które jeśli zostaną dopracowane to Polska ma wziąć te 7 tys. obcych… CYRK. Tymczasem okazuje się że cynik9 może mieć rację z tymi Kurdami… (Odys)

…„Dzień po tym, w którym zostało ogłoszone, że takie ogromne kwoty, 6 miliardów zostanie przekazane Turcji, Turcja ogłosiła swój projekt militarny; poprawienia stanu armii, który będzie kosztować niecałe 6 miliardów. Krótko mówiąc sfinansowaliśmy Turcji zmodernizowanie swojej armii”

Lider partii KORWiN w Szczecinie wypowiedział się również na temat sytuacji Kurdów, o których solidarnie milczą kraje europejskiej i Stany Zjednoczone: „Turcja uzyskała ciche przyzwolenie, żeby eliminować Kurdów. Oni do tej pory rzekomo walcząc z państwem islamskim, dużą część swoich sił zaangażowali do walki z Kurdami.”

całość tu: Paweł Szut: porozumienie Unii Europejskiej z Turcją zagraża Polsce! Czekają nas zamachy terrorystyczne?

„…31 października 2014 prezydent François Hollande skorzystał z okazji oficjalnej wizyty w Paryżu Recep Tayyip Erdoğana by zorganizować tajne spotkanie w Pałacu, z prezydentem syryjskich Kurdów, Salihem Muslimem. Zdradzając tureckich Kurdów i ich lidera Abdullaha Öcalana, Salih Muslim zgodził się by zostać prezydentem pseudo-Kurdystanu, który miał być utworzony przy okazji obalenia demokratycznie wybranego prezydenta Bachara el-Assada.

To było podczas walki o Kobane. Przez kilka miesięcy syryjscy Kurdowie bronili miasta przed Daesh. Ich zwycięstwo nad dżihadystami miało potrząsnąć polityczną szachownicą – każdy kto naprawdę chciał walczyć z dżihadystami musiał dołączyć do Kurdów. Ale syryjscy Kurdowie swoją narodowość zdobyli dopiero na początku wojny – do tej pory byli tureckimi uchodźcami politycznymi w Syrii, wypędzonymi z kraju podczas represji w latach 1980. Wtedy członkowie NATO uważali PKK, główną kurdyjską formację w Turcji, za organizację terrorystyczną. Ale od tego czasu rozróżniali między „złymi” tureckimi PKK i „dobrymi” syryjskimi YPG, pomimo że te dwie organizacje są ściśle ze sobą powiązane…

…Na spotkaniu UE-Turcja, i niezależnie od wszelkich podejmowanych tam decyzji, prezydent Erdoğan wygłosił przemówienie w TV z okazji 101 rocznicy bitwy o Çanakkale („bitwa o Dardanele” – zwycięstwo Imperium Osmańskiego nad sojusznikami) i dla upamiętnienia ofiar ataku dokonanego w Ankarze kilka dni wcześniej. Powiedział:

„Nie ma powodu żeby bomby które wybuchły w Ankarze nie mogły wybuchnąć w Brukseli albo w innym mieście europejskim (…) Tutaj apeluję do wszystkich krajów które otworzyły ramiona, i które, pośrednio albo bezpośrednio, wspierają organizacje terrorystyczne. Karmicie węża w swoim łóżku, i ten karmiony przez was wąż w każdej chwili może was ukąsić. Może oglądanie w TV tych bomb które wybuchają w Turcji nic dla was nie znaczy – ale kiedy bomby zaczną wybuchać w waszych miastach, to na pewno zrozumiecie co my czujemy. Ale wtedy będzie za późno. Przestańcie wspierać te działania, których nigdy nie tolerowalibyście w swoich krajach, chyba że wycelowane są na Turcję”. [3]

Cztery dni później, ataki miały miejsce w Brukseli…” (Thierry Meyssan, tłum. Ola Gordon)

całość tu: Przyczyna ataków w Paryżu i Brukseli

podobne: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”  oraz: Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji)  i to: Syria: Turcja nie wjedzie do Kobani. Niemcy: znowu starcia Kurdów i salafitów  a także: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę.  i jeszcze: Turczyn rośnie w siłę… bez „Unii”

Tymczasem jedyną rzeczą na którą stać „polski rząd” wobec kryzysu imigracyjnego (na własne życzenie), który na dobrą sprawę jeszcze nie zdążył nas bezpośrednio dotknąć, to „stanowcza reakcja” na rzekomy „wzrost poczucia zagrożenia terroryzmem w Polsce” z powodu… oddalonego od nas setki kilometrów epicentrum (sic!) Oto w ciągu kilkudziesięciu godzin po zamachu w Belgii, nasi „nowi” umiłowani przywódcy zdążyli w podskokach zaprezentować gotowy projekt „specustawy” zwanej „antyterrorystyczną”, która po wprowadzonej nie tak dawno w życie innej zwanej „inwigilacyjną”, jest kolejnym ogniwem do łańcuszka na szyję Polaków, zwiększającym jednocześnie uprawnienia służb specjalnych w Polsce, dla zapewnienia nam „bezpieczeństwa” przed terrorem od którego podobno nawet w Polsce zdołała zgęstnieć atmosfera. No ale zanim się to zagrożenie zmaterializuje w rzeczywistość, to już dziś (zaocznie) poczujmy się wszyscy bezpieczniej, bo tak jak ustawa „inwigilacyjna” tak i „antyterrorystyczna” stanowi dość ciekawy konglomerat przepisów, uprawniających resort siłowy i bezpieczeństwa do chwytania za mordę obywateli polski, jakby ta kwestia była rzeczywiście priorytetem i naglącą potrzebą przeciętnego Polaka, o czym więcej tu: Specustawa antyterrorystyczna wzbudza obawy, nie znamy jej konkretów – Jacek Wilk, Stanisław Tyszka. Tymczasem szaleństwo przedkładania bezpieczeństwa nad zdrowym rozsądkiem prowadzi do takich kwiatków – Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… 🙂 (Odys)

„…Skłonienie paru islamskich fanatyków do wysadzenia się w centrum Paryża, Brukseli czy Warszawy może być łatwe. Bezpośrednie konwekwencje tego są też łatwe do skalkulowania. Ale jest to jedynie cyferblat zegara. Dużo istotniejsze jest zrozumienie mechanizmu który za tym stoi, kto za to płaci i kto pociąga za sznurki. A przez to – kto unią naprawdę rządzi i w jakim kierunku ją steruje. Czy rzeczywiście rządzą nią durnie stojący nominalnie na jej czele? Czy czasem nie wykonują oni jedynie czyichś poleceń?

Bo jeśli to pierwsze to może lepiej aby durnie nie brali się jednak za wydawanie rozkazów… W przeciwnym razie wiadomo od razu jakie te rozkazy będą. Belgijski Trybunał Konstytucyjny odebrał tamtejszym służbom prawo do inwigilacji. Nasz TK je ograniczył. To uniemożliwia zbieranie danych o terrorystach – skarży się na przykład polski min. sprawiedliwości Ziobro. No właśnie, ktoś się gdzieś wysadził więc już twórzmy państwo totalitarne, co zamach to krok do przodu, kontrolujące wszystkich i wszystko. Pod każdym kamieniem kryć się może przecież terrorysta. Zlikwidujmy każdą ostoję prywatności i umiaru, dajmy państwu totalną kontrolę nad każdą transakcją, bo każde €100 może przecież służyć „finansowaniu terroryzmu”. Jeszcze inne głosy nawołują o odwrót od Schengen i o powrót kontroli granicznych. Odgródźmy się drutem kolczastym od wszystkich i sprowadźmy handel do zera bo Mohammed N. się wysadził na, dajmy na to, Okęciu. Well, obawiać się można że na tym się zakończy skoro durnie rządzący Niemcami otwarcie importują do siebie miliony islamitów, rozsadzając tym unię od środka. Ale powiedzmy otwarcie – nie to oznaczać miała dobra idea bloku ekonomicznego bez granic, ani też nie miała ona oznaczać wolności przekraczania zewnętrznej granicy EU przez byle jihadistę z kałachem. Schengen znosił tylko granice wewnętrzne unii i nie zakładał wewnątrz unijnego wariactwa Niemców.

O to dokładnie chodzi terrorystom w bezpośrednim efekcie ich starań – o sianie niepewności i o permanentny stan wyjątkowy, o podważenie naszego sposobu życia, naszej kultury, naszych tradycji. O chór przestraszonych durniów nagabujących rząd aby „coś zrobił”. Jednocześnie liżmy nogi Brukseli i otwierajmy się na przyjęcie tysięcy najeźdźców rozdzielanych z klucza przez tamtejszych psychopatów. Cała unia zaś kolektywnie niech liże nogi Erdogana, niech go przekupuje miliardami euro i zniesieniem granic dla nowych milionów, zamiast jednego pocisku cruise w sam środek sułtańskiego pałacu w Ankarze.

Społeczeństwo nie-durniów nigdy nie da sobie narzucić zalewu obcego elementu. Prędzej wykatapultuje się z unijnego domu wariatów i szariatów. Kalifat berliński proszę bardzo, Frau Merkel, sie schaffen das. Ale nie my. Kalifat warszawski – po naszym trupie. Wtedy tylko pan Ziobro nie będzie musiał zbierać ani danych o terrorystach których nie będzie, ani o trupach których będzie jeszcze mniej. Terroryzm jak tasiemiec, musi mieć swojego żywiciela. Bez żywiciela nie ma terroryzmu.

A jeżeli chodzi o bombardowanie żywicieli terroryzmu to czemu nie? Choćby jutro. Byle by najpierw upewnić się czy aby żywiciel zbombardować się da. Bo czasem może nie być durniem…” (cynik9)

całość tu: EU, durnie i rozkazy czy Europa jest jeszcze do odratowania?

podobne: Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą  oraz: Szczyt UE głównie o Ukrainie, ale też o Grecji (której grozi niewypłacalność) i terroryzmie (gromadzenie danych, kontrola graniczna). Kredyt z MFW dla Ukrainy i jeszcze: Rosja chce współpracować z USA w zwalczaniu terroryzmu. Manewry i rozbudowa infrastruktury wojskowej na Arktyce polecam również: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie  i to: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki  a także: USA: szkolenie syryjskich rebeliantów. Belgowie w szeregach Państwa Islamskiego

jako żywo z teorii Noam’a Chomsky STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE

„Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.”

Należy sobie w związku z powyższym zadać pytanie, czy niedawny zamach w Brukseli (a wcześniej w Paryżu) to w pełni uzasadniony powód do tego żeby służbom w Polsce (podobno ciągle postkomunistycznym i w większości niezweryfikowanym – jak twierdzi „nowa” władza) nadawać kolejne nadzwyczajne, i niebezpieczne nawet dla zwykłego obywatela uprawnienia? Mam co do tego poważne wątpliwości. Wygląda to na kreowanie i wykorzystywanie przez obecną władzę poczucia zagrożenia terroryzmem, po to by nadać sobie specjalne uprawnienia do inwigilacji własnych obywateli. Jest to typowe działanie każdej lewicowej władzy, która nie jest pewna swoich „pro społecznych” rządów tudzież reform. W związku z czym będąc świadomą wynikających z tego tytułu zagrożeń dla siebie, szykuje zawczasu  narzędzia do monitorowania i pacyfikacji ewentualnego niezadowolenia, a nawet buntu swoich niedawnych wyborców, o czym trafnie pisał swojego czasu Reisman… (Odys):

„…Wobec kogo, logicznie rzecz biorąc, obywatele państwa socjalistycznego powinni kierować swoje oburzenie i złość, jeśli nie wobec samego państwa socjalistycznego? To samo państwo, które ogłasza odpowiedzialność za ich życie i obiecuje im żywot w szczęśliwości, w rzeczywistości ponosi odpowiedzialność za urządzenie im z tego życia piekła. Istotnie, przywódcy państwa socjalistycznego przeżywają dylemat. Każdego dnia zachęcają ludzi do wiary, że socjalizm jest systemem doskonałym, którego złego skutki mogą być jedynie efektem działania złych ludzi. Jeśli to prawda, kim więc mogą być ci źli ludzie, jeżeli nie samymi rządzącymi, którzy nie tylko czynią życie innych piekłem, lecz wypaczają rzekomo doskonały system do takiej postaci?
Skutkuje to tym, że przywódcy państwa socjalistycznego muszą żyć w obawie przed innymi ludźmi. Zgodnie z logiką ich działania i ich nauczaniem, kipiące oburzenie ludzi winno wzbierać i zdławić ich w orgii krwawej zemsty. Rządzący to przeczuwają, nawet jeśli nie przyznają się do tego otwarcie. Dlatego też ich największą troską jest trzymanie obywateli pod butemW rezultacie twierdzeniem prawdziwym, choć niewystarczającym, jest to, że socjalizm oznacza brak wolności prasy i wolności wypowiedzi. Z pewnością w socjalizmie brakuje tych swobód.

…Jednak socjalizm sięga dużo dalej niż zaledwie brak wolności prasy i wypowiedzi.
Rząd socjalistyczny całkowicie unicestwia tego rodzaju swobody. Obraca on prasę i każde forum publiczne w środek histerycznej propagandy na własny użytek. Ponadto bezwzględnie prześladuje każdego, kto przynajmniej minimalnie odchyli się od oficjalnej linii partiiPowodem tego jest strach socjalistycznych przywódców przed ludźmi. By chronić siebie, muszą oni utrzymywać ministerstwo propagandy oraz tajną policję, pracujące non stop. Ta pierwsza instytucja niezbędna jest, by odwracać uwagę ludzi od odpowiedzialności socjalizmu i jego przywódców za ludzką nędzę. Druga potrzebna jest do uciszania tych, którzy mogą sugerować odpowiedzialność socjalizmu lub jego przywódców, oraz do unieszkodliwiania każdego, kto zacznie przejawiać oznaki samodzielnego myślenia…” (Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem)

Należałoby też zapytać „prawych i sprawiedliwych” również o to, jak się ma to co robią obecnie do obietnicy „dobrej zmiany” na polu przywrócenia Polakom poczucia godności, oraz nienaruszalności swobód obywatelskich i wolności od państwowej hydry, którą to belkę PIS bezustannie widział w oku POprzedniej ekipy rządzącej? (o czym więcej tu: Nieprawidłowości przy inwigilacji. NIK krytykuje zasady i praktykę uzyskiwania billingów i tu: “Tusku kur…. zrób coś!” czyli… służby spuszczone ze smyczy i walka z “mową nienawiści” oraz tu: „Pałowanie w technicolorze” czyli… Monitoring PO prawdzie i jeszcze tu: Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem?). Czemu PIS buduje państwo policyjne? Czy naprawdę robi to ze strachu przed terrorem, czy też może ze strachu przed własnymi obywatelami… (Odys)

podobne: Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. oraz: Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  i to: Służby specjalne i dane Polaków. Pieniądze na walkę z rosyjską propagandą. Czy „taśmy Wprost” wypłyną raz jeszcze? Wyciek stenogramów (smoleńskich) pokazuje słabość państwa. Niemcki wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku?  i jeszcze: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW.  a także: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka?

Na koniec coś na poprawienie humoru (albo jak kto woli na ból zderzenia z brutalną rzeczywistością)  To coś różowe w środku czyli drugie oblicze szefa brukselskiej Policji 😉

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)


Albert Einstein (niebezpieczeństwo, zło dobro, ignorancja, bezczynność, ludzie)

„Prawo zdeprawowane! I policja, władza państwa zdeprawowana razem z nim! Prawo, twierdzę, nie tylko odwróciło się od swojego właściwego zadania, ale zostało zmuszone do osiągnięcia całkowicie przeciwnego celu! Prawo stało się narzędziem siły każdego rodzaju chciwości! Zamiast powstrzymywać przestępstwo, prawo samo jest winne przestępstwom, które mniema się, że powinno karać! Jeśli to jest prawdziwe, to jest to poważnym faktem i moralny obowiązek wymaga ode mnie by zwrócić uwagę na to moich współobywateli.”

„Jeden z najważniejszych tekstów Fryderyka Bastiata napisany na krótko przed jego śmiercią w 1850 r. Treść niezwykle aktualna również w dzisiejszych czasach. Czyta profesjonalny lektor p. Tomasz Agencki”. Źródło: bastiat.pl

podobne: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? oraz: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność i to: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. a także: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”?

Frédéric Bastiat – Prawo

„…Sprawiedliwość nie jest zemstą. Także nasze działania na rzecz lustracji nie miały nic wspólnego z zemstą czy odwetem. To była przede wszystkim próba zbudowania nowych struktur państwa i służby publicznej, także z udziałem byłych konformistów i byłych komunistów, aż do zdrajców włącznie. Podstawowym kryterium wykluczenia z nowych struktur służby publicznej był brak wiarygodności danej osoby, uniemożliwiający dalsze pełnienie przez nią wysokiej funkcji publicznej; dopiero w drugim rzędzie prawna kwalifikacja ich czynów z przeszłości.

Ci, którzy zostali wykluczeni ze służby publicznej w procesie lustracyjnym, nie mieli owej wiarygodności, ponieważ wcześniej za plecami swoich współobywateli pracowali przeciwko nim oraz czerpali ze swojej bez wątpienia uprzywilejowanej pozycji konkretne korzyści, których inni nie mieli. Można powiedzieć, że w wyniku podjętej współpracy z dyktaturą, ich sytuacja była nieporównanie lepsza od tej, w jakiej znajdowali się wszyscy pozostali. Jeśli mieli na przykład konflikt z prawem, mogli uniknąć procesu przed sądem i kary dzięki interwencji służby bezpieczeństwa. To była oczywista forma uprzywilejowania. Mogli być także faworyzowani w pracy zawodowej, mogli mieć ułatwioną drogę kariery i często też tak właśnie było. Jest dla mnie sprawą zupełnie oczywistą, że to właśnie ten element uprzywilejowania jest argumentem na rzecz bardziej surowego potraktowania tych ludzi dzisiaj.

Tutaj nie chodzi o dokładne rozstrzygnięcie, kto z nich był dobry, a kto zły, ale o stwierdzenie, kto z nich nadal nadaje się do pracy w służbie publicznej, a kto nie. Jest to motywowane pragnieniem wyrównania krzywd i odpowiedzialnością za ustanowienie nowych struktur państwa

…Zakładam, że także w Polsce były różne rodzaje nieoficjalnej współpracy. Byli więc tacy, których zmuszano do składania podpisów, inni podpisywali dobrowolnie, jeszcze inni byli po prostu gadatliwi i nieostrożni albo kierowali się jakimś rodzajem lewicowego idealizmu. Na pewno trzeba na te wszystkie przypadki patrzeć w sposób zróżnicowany i nie można każdego nieoficjalnego współpracownika uznać od razu za łajdaka i zdrajcę. Można natomiast powiedzieć, że oni wszyscy przekroczyli pewną granicę, na którą większość ich kolegów miała baczenie

…Jaspers powiada: wina nie jest tylko problemem karno-prawnym. Jeśli zdefiniujemy ją tylko w aspekcie prawa karnego, to jedyną odpowiednią instancją do jej oceny jest sąd. Wina ma jednak również kontekst osobisty, moralny, ale wtedy sąd przestaje być odpowiednią instancją do jej rozpatrywania. Taką instancją stają się inni, przede wszystkim ci, wobec których dopuszczono się niesprawiedliwości. Do tego dochodzi jeszcze wymiar metafizyczny i teologiczny.

Kiedy więc chodzi o wykroczenia, wymierzone w innych ludzi, nie powinniśmy zbyt pochopnie rezygnować z możliwości zdobycia realnej wiedzy o nich, z przeanalizowania ich charakteru, z poszukiwania prawdy. Taka postawa w istocie czyni ludzi bezbronnymi wobec zła. Jeżeli bowiem państwo nie podejmuje swojej roli w organizowaniu warunków sprawiedliwości, to tym samym daje wyraźny sygnał, iż w istocie nie wierzy w to, aby ludzie potrafili dokonywać właściwych wyborów w krytycznych moralnie sytuacjach. A przecież chodzi tylko o to, aby dać ludziom możliwość zdobycia wiedzy, dzięki której mogą ustalić swój pogląd i właściwą ocenę, trzeba tylko otworzyć archiwa, dostarczyć informacji i ustalić, jakie kryteria będą nas wszystkich obowiązywać w dążeniu do prawdy. Nie wystarczy mieć sędziów, potrzebne są także spisane reguły, które będą ich obowiązywać.

…Jeśli weźmiemy przykład Pańskiego kraju, to zobaczymy w jak paradoksalnej sytuacji znaleźli się dzisiaj byli opozycjoniści prześladowani przez służbę bezpieczeństwa. Mogą jedynie oszołomieni przyglądać się bezradnie, jak byli funkcjonariusze robią kariery na najwyższych szczeblach państwa, a jedyne, co im pozostaje, to tylko krzyczeć z wściekłości. (…) Tym ludziom pozostała tylko wściekłość, ponieważ państwo nie wykonało swojego obowiązku, swojego podstawowego zadania, jakim jest sprawiedliwość. I należałoby wprost zapytać, dlaczego państwo w Polsce uchyliło się od tego zadania. Chciałbym na koniec wrócić jeszcze do jednej bardzo ważnej kwestii. Mówiłem wcześniej o syndromie taniej łaski. To pojęcie pochodzi od Dietricha Bonhoeffera. W swoich teologicznych pracach zwracał uwagę na to, że nie należy minimalizować aspektu boskiej sprawiedliwości. Nie można traktować Boga jak dobrego wujka, który – chyba powiedział to Wolter – po prostu ma przebaczać, bo to w końcu jest jego zawód. I w tym teologicznym kontekście Bonhoeffer sformułował problem taniej łaski. Problem ten pojawia się zawsze wtedy, kiedy ludzie nie chcą znać prawdy, kiedy nie chcą jej dociekać. Dlatego uważam, że wybaczenie, pojednanie jest praktycznie niemożliwe, jeśli nie posiadamy wiedzy na temat przeszłości lub mamy jedynie okruchy tej wiedzy…” (Joachim GAUCK)

całość tu: „Sprawiedliwość jako warunek pojednania”

„Gdy wybuchł ostatni skandal z Lechem Wałęsą i tzw. szafą Kiszczaka, prezes IPN wystąpił z apelem, aby ubecy pooddawali ukradzione dokumenty. Chyba sobie żartował. Ludzie, których przez ponad ćwierć wieku nie rozliczono za mordy polityczne popełnione podczas 45 lat trwania komuny mieliby odszukać przyzwoitość w swoich sercach i potulnie odnieść władzom kartony sprywatyzowanych raportów i teczek operacyjnych? Można się modlić, aby tak się stało, ale liczyć na to raczej jest naiwnością, być może oprócz paru wyjątków.

Ponadto, dlaczego niby tajni policjanci PRL mieliby pozbywać się źródła dochodu? Przecież wyniesione akta to źródło wiedzy o konkretnych ludziach. Ludzi tych się prowadziło i przed, i po 1989 r. Właściwie tylko garstka umoczonych miała odwagę cywilną publicznie przyznać się do swoich grzechów. To świetnie załatwiało sprawę, bo wszystko wyszło na jaw i nie było na nich już haków. Ale większość zataiła swoją współpracę, a to już ze wstydu, z nadzieją, że wszystko się skończyło (przecież „padła komuna”, nie?) czy z przyzwyczajenia brnąc nadal w kłamstwo. I najważniejsze: milczano, bowiem czerpano z tego brudnego układu wymierne korzyści. Nawet gdy umoczeni ludzie wzbili się na wyżyny finansowe dzięki brudnym układom i wydawało im się, że pieniędzmi wyemancypowali się z jarzma swych oficerów prowadzących, zwykle kupując sobie potężniejszych goryli-ochroniarzy, to i tak przecież funkcjonowali w ramach stworzonego w 1989 r. układu okrągłostołowego, czyli postkomunistycznego. I w tym sensie widmo przeszłej współpracy wlokło się za nimi. Byli nadal podatni na szantaż. Ich sukces opierał się na podłości, kłamstwie i złu…

Od 27 lat ten ten sam modus operandi, to ten sam swołocz transformacji.

…czyli zachowania z systemu komunistycznego jak najwięcej form, symboli i personelu na prominentnych stanowiskach w polityce, gospodarce, społeczeństwie i kulturze. Co krok kłaniają się nie tyle zaniedbania czy nawet zaniechania, ale wręcz kryminalna bezkarność ubeków. Bezkarność ta wpisana była w proces transformacji systemowej. Trzeba z tym zerwać, trzeba ich w końcu rozliczyć. Posłowie PiS powinni uchwalić odpowiednie prawodawstwo. Najpierw zaproponować amnestię 24 godzin (mieli 27 lat), a następnie wystąpić do IPN o bazę danych ubeków. Każdego przesłuchać prokuratorsko pod przysięgą, każdemu zajrzeć w brudne interesy. Odebrać zrabowane dokumenty, zlustrować gospodarczo. Każdego…” (prof. Marek Jan Chodakiewicz – Rozliczyć ubeków)

podobne: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów. oraz: Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dysonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”). i to: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce.

A oto przykład na żywym organizmie owego modus operandi transformacji…

„Piotr Puchta – funkcjonariusz wojskowych służb specjalnych PRL, którego karierę w Zarządzie II Sztabu Generalnego WP, poprzedniczce WSI, wspierali generałowie Kiszczak i Jaruzelski został postawiony na czele ważnego departamentu MSZ. Jego ojciec Janusz Puchta był wiceszefem WSI i wieloletnim agentem II Zarządu Sztabu Generalnego WP w PRL.

Ojciec i syn specjalizowali się w stosunkach polsko-izraelskich. Jako to możliwe, że rząd Beaty Szydło pielęgnuje takiego dyrektora w tak ważnym resorcie? Chcemy wierzyć, że to jedynie wypadek przy pracy.

Biogramu Piotra Puchty darmo szukać w Internecie. Oficjalne notki biograficzne podają jedynie lakonicznie, że pracę w MSZ rozpoczął w… 1985 r. Jak ustaliliśmy przez wiele lat Piotr Puchta (syn wiceszefa Wojskowych Służ Informacyjnych) pracował w Izraelu i był oficerem spec służb wojskowych kierowanych przez gen. Kiszczaka w słynnej później z czasów WSI jednostce 3362 (pod takim samym numerem co Zarząd II funkcjonowały potem WSI). Teraz jest szefem Departamentu Afryki i Bliskiego Wschodu w MSZ kierowanym przez ministra Witolda Waszczykowskiego z PiS, co potwierdziło nam biuro prasowe ministerstwa.

Historia Puchty juniora, a tym bardziej jego ojca, zapisana na kartach w IPN balansuje pomiędzy tym, co prawdziwe, a tym, co niedopowiedziane. Chociaż sam zainteresowany dla systemu IPN nie istnieje, „Warszawskiej” udało się go znaleźć tam, gdzie się jego biogramu spodziewaliśmy…

Dziennikarskie śledztwo „Warszawskiej Gazety” wprost od Ahmada Sameha Abu Mizera opisanego w tekście „Mossad na serwerach” doprowadziło do dzisiejszego dyrektora w MSZ.

W czasach PRL Piotr Puchta pomagał w Tel Awiwie niekryteryjnemu dla bezpieki Abu Mizerowi załatwić stały pobyt w Polsce Ludowej. Palestyńczyk rozpracowywany był zarówno przez polską jak i prawdopodobnie palestyńską służbę bezpieczeństwa pod kątem współpracy z wywiadem izraelskim. Choć był „niepożądany” ze względu na „bezpieczeństwo państwa”, Puchta zdecydował, że napisze z prośbą w jego imieniu do polskich bezpieczniaków w PRL.

To właśnie w tych teczkach z zasobów IPN „Warszawska” po raz pierwszy natrafiła na obecnego podwładnego ministra Waszczykowskiego.

Materiały, do których dotarliśmy mrożą krew w żyłach. Podobnie jak w przypadku Ahmada Sameha Abu Mizera na podstawie tej historii może powstać dobry szpiegowski film. Cały materiał opublikujemy w wydaniu papierowym „Warszawskiej” 18 marca 2016 roku.” (Magdalena Myk, Robert Wit Wyrostkiewicz – Oficer wojskowej „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)

podobne: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS” oraz: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI?

Ten „przypadek” (i dwa kolejne o których również będzie mowa) wPISuje się  dość jednoznacznie w to co od wielu lat powtarzam i na co zwracałem uwagę ostatnio pisząc, że o największych „ludziach honoru” uciekających przed „rozliczeniem” z pewnością się dowiemy z komunikatów prasowych, bo media „niezależne” będą trąbić z wielką egzaltacją, jak to PIS samym swoim „majestatem” robi „porządek”. Natomiast o tym ilu z tych nieodrodnych synów ludowej rzeczypospolitej zachowa swoje posadki uzyskując status „naszych sukinsynów” (jeśli przysięgną lojalność nowej władzy) nie dowiemy się zbyt szybko. Jeśli jednak  przypadkiem się dowiemy, to będzie nam to z pewnością dobrze wytłumaczone. W przeciwnym wypadku ci ludzie będą się bronić przed ujawnieniem, strasząc kogo trzeba wiedzą na temat co niektórych aparatczyków z PISu 🙂 Bo taka jest cena za bycie partią „kompromisu” i zadawnionych układów rodem z Magdalenki, oraz kadrami z PZPRu (więcej tu: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza i tu: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta). Wpisuje się to również bardzo „niefortunnie” w niedawną „dziwną” wypowiedź Pana Dudy odnośnie tajnych współpracowników. Tego Dudy co to prezydentem (to znaczy obrońcą) „wszystkich Polaków” został i chyba już wiem co to znaczy „wszystkich”… (Odys)

„…Prezydent Andrzej Duda skomentował sprawę teczki dotyczącej Jerzego Zelnika. Dokumenty na temat aktora miały zostać znalezione w IPN. Sam Jerzy Zelnik wydał w tej sprawie oświadczenie.

Prezydent pytany o sprawę Zelnika wypowiedział się w sposób dość zaskakujący.

Jaki był wpływ pana Jerzego Zelnika na rzeczywistość po 1989 roku? Bo nie o to chodzi, czy ktoś współpracował czy nie, bo było ich wielu. Można to spokojnie pominąć, ale problem polega na tym, jaki i który z nich miał wpływ na zmiany na polską rzeczywistość po 1989 roku i na ile przeszłość agenturalna była jawna. Na ile w związku z tym można było poprzez daną osobę wywierać wpływ na polską rzeczywistość polityczną

— ocenił prezydent. Dodając, że „w przestrzeni tego wpływu pan Jerzy Zelnik nie miał zasadniczo żadnej siły sprawczej”.

Niestety z takim sposobem stawiania sprawy nie można się zgodzić…

nieszczęśliwe słowa Prezydenta Dudy uderzają w bohaterstwo tych, którzy mimo represji, szykan, niszczenia itd. oparli się bezpiece, nie dali się złamać. A takich było przecież niemało. Jak w świetle ich bohaterstwa brzmią dzisiejsze słowa Andrzeja Dudy? Jak w świetle historii bohaterskich postaw oceniać słowa prezydenta…

Przecież właśnie chodzi o to, że niektórzy dali się złamać – z bardzo różnych powodów – a inni nie. I dziś tylko jedna z postaw jest godna pochwały. Postawa tych, którzy się dali złamać nie. Nie chodzi o to, by ludziom współpracującym przekreślać na całe życie, chodzi o to, by piętnować postawy, które były de facto szkodzeniem innym ludziom i szkodzeniem wolnej Polsce. Próba wskazywania, że nie ma znaczenia, czy ktoś coś podpisał w PRL-u czy nie, jest przykładaniem ręki do niszczenia jasnych wartości – rozróżnienia dobra i zła. Bo jeśli współpraca z bezpieką PRL-owską nie będzie zła, jeśli nie będzie to jednoznacznie oceniane przez Polaków, nie uda nam się zbudować jasnego katalogu wartości.

Decyzja o uwikłaniu się we współpracę z bezpieką była zła. Sugerowanie, że dziś tamte decyzje nie mają wartości moralnych jest dla społeczeństwa szkodliwe…” (Stanisław Żaryn – Bardzo nieszczęśliwe słowa prezydenta Dudy)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? i to: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki.

…i kolejny kwiatek…

„Nie podoba mi się to, w jaki sposób Prezydent RP Andrzej Duda potraktował księdza Stanisława Małkowskiego, usiłującego spotkać się z nim i porozmawiać o przyszłości śledztwa w sprawie zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki.

Na poniższym filmie ksiądz relacjonuje ten niemiły i dający do myślenia incydent. W moim odczuciu Kancelaria Prezydenta RP zabawiła się w “głuchy telefon” z kapłanem, który przeszedł już swoje w życiu i płacił przez długie lata wysoką cenę za Prawdę i swoją walkę o Wolną Polskę. Czy tak ma wyglądać zapowiadana przez PiS “dobra zmiana”?

Same frazesy pisane przez podrzędnych kancelistów Prezydenta i odsyłanie niechcianych “petentów”, oczekujących reakcji rządzących na tę ważną sprawę, do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta, to moim zdaniem jakaś chucpa, a nie “dobra zmiana”.(Uparta • niepoprawni.pl – „Głuchy telefon” w Kancelarii Prezydenta)

„…Nie może być tak, że partia, której politycy mają gęby pełne patriotycznych frazesów, nie chce podjąć śledztwa w sprawie śmierci księdza Jerzego. Trzeba zmusić (podkreślam) tych ludzi do jednoznacznych decyzji i deklaracji. To nasz obowiązek. W tej kwestii nie interesuje mnie dobre samopoczucie pana prezydenta ani „racje polityczne” ludzi PiS. Jeśli – z jakichkolwiek powodów, nie podejmą sprawy zbrodni założycielskiej III RP, trzeba ich nazwać wspólnikami matactw i winnymi haniebnego przemilczenia” (Aleksander Ścios)

…Nie pierwszego haniebnego przemilczenia/zaniedbania/zdrady (Narada szczurów czyli… Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską i to: W rocznicę mordu w Jedwabnem. „Pokłosie” błędu Lecha Kaczyńskiego). I kolejny kamyczek prosto z ogródka „dobrej zmiany”:

„Ostatnie zmiany kadrowe w kontrolowanej przez skarb państwa Giełdzie Papierów Wartościowych wskazują, że spółka ta może stać się bezpieczną przystanią dla ludzi Marka Belki, który za kilka miesięcy kończy kadencję szefa NBP.

Już teraz intratną posadę znalazł w niej Michał Kaszuba, jeden z najbardziej zaufanych ludzi Belki. Kaszuba będzie dbał o PR i marketing tej spółki kluczowej dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa – w praktyce będzie decydował o krociowym budżecie marketingowym.

Przypomnijmy, Belka (były premier z ramienia SLD, zarejestrowany przez SB jako TW) był jednym z bohaterów afery taśmowej – wraz z Bartłomiejem Sienkiewiczem omawiał sposoby zabezpieczenia interesów rządzącej wówczas PO. A będąc w NBP, otoczył się dawnymi PZPR-owskimi aparatczykami, z których część widnieje w archiwum IPN-u jako współpracownicy służb PRL-u

źródło: Przystań dla ludzi Belki

…oraz:

„…PiS przed wyborami było głównym krytykiem Marka Belki, szczególnie po ujawnieniu przez tygodnik „Wprost” tzw. nagrań kelnerów w „aferze ośmiorniczkowej”. Teraz nastąpiła zaskakująca zmiana frontu:

– Powiedziałam w jednym z wywiadów prasowych, że Marek Belka będzie kandydatem polskiego rządu i zgłaszamy go oficjalnie

– potwierdziła informacje MF premier na konferencji prasowej, że Belka jest oficjalnym kandydatem rządu na szefa EBOiR.

Chodzi nie tylko o bardzo prestiżowe stanowisko. Prezes EBOiR, zawiadujący dobrze wyposażoną w kapitał, międzynarodową instytucją finansową, to bardzo wpływowa osoba na europejskich salonach. EBOiR (ang. The European Bank for Reconstruction and Development – EBRD) to międzynarodowa instytucja finansowa założona w 1991 r. w celu wspierania budowy nowego ładu w Centralnej i Wschodniej Europie po zakończeniu zimnej wojny. Udziałowcami tego banku są 64 państwa oraz Unia Europejska i Europejski Bank Inwestycyjny.

Jaką grę rozgrywa PiS profesorem Markiem Belką, że chce zapewnić mu nie tylko miękkie, ale i intratne lądowanie na europejskiej placówce? Czy to może jakieś „czynniki” europejskie oczekują, że właśnie Belka zastąpi na stanowisku kończącego także w czerwcu kadencję obecnego szefa EBOR Sumy Chakrabartiego?

Wielu wyborców PiS, a sądzić można, że nie tylko tej partii, może być w szoku. Rozmawiając z nimi, lub czytając ich opinie w internecie, można szybko zorientować się, że raczej mieli nadzieję, ze Belka zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, a może nawet stanie przed Trybunałem Stanu za domniemanie przestępstwa przeciwko Konstytucji RP (Art 220, 216). Że będzie ukarany, zgodnie z prawą i sprawiedliwą linią nowej władzy. O pociągnięciu do odpowiedzialności Marka Belki za pochopne deklaracje w „aferze ośmiorniczkowej”, wyrażające gotowość NBP dodruku pustego pieniądza na życzenie byłej, rządzącej koalicji PO PSL, mówił nawet we wrześniu 2014 r. Antoni Macierewicz.

– Sienkiewicz i Belka omawiali, jak złamać istotę ustroju RP. To jest sprawa dla komisji śledczej i Trybunału Stanu

– twierdził wówczas w programie „Dziś wieczorem” w TVP Info wiceszef PiS Antoni Macierewicz, m.in. tym uzasadniając konieczność powołania komisji śledczej dotyczącej sprawy podsłuchów.

Część analityków bankowych uważało też, że Marek Belka stojąc też na czele Rady Polityki Pieniężnej wydawał w 2011 i 2013 r. bezowocnie rezerwy dewizowe NBP na podtrzymywanie kursu złotego – na interwencje na rynku walutowym, które jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, nie przyniosły długoterminowych rezultatów w postaci zmiany trendu kursu złotego w stosunku do walut obcych.

Belka był też za podtrzymywaniem stałej gotowości Międzynarodowego Funduszu Walutowego do utrzymywania otwartej, a nie wykorzystywanej tzw. elastycznej linii kredytowej (w wys. 33,8 mld dolarów), za którą budżet musiał zapłacić za tzw. gotowość do zaciągania zobowiązań ok. 114 mln dolarów.

Jest więc co najmniej dziwne i podejrzane, że PiS nie tylko nie odciął się od swoich antybohaterów raptem z przed dwóch lat, a jeszcze winduje ich do góry…”  (Robert Azembski – PiS popiera Belkę, a niedawno widział go przed Trybunałem Stanu)

…tak oto zamiast obiecanego kryminału, lub przynajmniej wywalenia na zbity pysk i blokady kariery w instytucjach zależnych od rządu polskiego, Pan Belka został  nagrodzony i awansował z ramienia tego samego ugrupowania, którego wierchuszka (Kaczyński, Kamiński i Macierewicz) obiecywała jeszcze nie tak dawno go rozliczyć. Jest to dla mnie przykład tej samej patologii, z jakiej słynął pogardzany przez obecny establiszment były obóz rządzący. Kolejny zresztą przykład, bo od tej strony zdążyłem już się na PISie poznać, o czym więcej tu: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? Wpisuje się to zresztą w strategię transformacji ustrojowej (zaplanowanej właśnie w Magdalence), która przewidywała że trzeba będzie wiele zmienić („by wszystko zostało po staremu” 😉 ). W takim wypadku „rola konfidentów staje się kluczowa, bo tylko oni potrafią zapewnić ciągłość między dawnymi i nowymi laty – oczywiście pod warunkiem ulokowania ich na odpowiednich stanowiskach” (jak mówi Pan Michalkiewicz). Myślę że „zesłanie” Pana Belki do EBOiR, (instytucji odpowiedzialnej za budowanie „nowego ładu” w Europie Środkowo Wschodniej) zasługuje na miano „odpowiedniego stanowiska” dla tego typu zdolniachy – gotowego utopić gospodarkę własnego kraju (z pominięciem prawa) w pustym pieniądzu. Sam EBOiR ma bowiem „wybitne” osiągnięcia na polu „odbudowy” Polski ze zgliszczy komuny, jak też w budowaniu „dobrobytu” innych krajów byłego bloku wschodniego. Dość popatrzeć na ogromny jakościowy dystans jaki dzieli gospodarki państw z tego rejonu od państw „zachodnich”. No ale trudno się dziwić tym wynikom, zważywszy na grono najważniejszych udziałowców tej „międzynarodówki”… (Odys)

 „…Jest coś głęboko tragicznego w dzisiejszych oczekiwaniach elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. W tym, co chcielibyśmy zobaczyć po publikacji „teczek Kiszczaka” i odczytać w intencjach ludzi, którym okazaliśmy zaufanie.
Jest też zagadka zabobonnej wiary, jakoby partia pana Kaczyńskiego miała wolę rozliczenia zbrodni komunizmu i postępków jego sukcesorów, w tym usilnym przeświadczeniu, że okaże się zdolna obalić porządek „okrągłego stołu” i zbudować nam państwo wolnych Polaków. Ten tragizm okazuje się tym bardziej widoczny, im pogłębia się kontrast między oczekiwaniami milionów wyborców, a praktyką partyjnych macherów.
Wiem, skąd bierze się ta wiara, lecz nie potrafię jej usprawiedliwić. Nie pytam też – dlaczego jest umacniana, bo spodziewam się najgorszej odpowiedzi.  
Trzeba mocno zaciskać oczy, by nie dostrzec logiki „dobrych zmian” – partyjnych pochwał dla „demokracji” i „ducha dialogu”, gloryfikowania „roli opozycji” i zapewnień o „poszanowaniu” jej praw. Trzeba zapomnieć o bojaźni wobec dyktatu brukselskich terrorystów, o poparciu dla szkodników i kapusiów bezpieki, o szemranych nominacjach i geszeftach z ośrodkami propagandy, o słowach, które uwłaczały Polakom i niosły zapowiedź prawdziwych intencji – „nie możemy w tej chwili myśleć o żadnym rewanżu, o żadnym odwecie”. Trzeba udawać, jak nieistotna jest  prawda o śmierci księdza Jerzego i wiedza zawarta w aneksie. Trzeba zapomnieć o setkach przestępstw i niegodziwościach poprzedniego reżimu, o krzyku z Krakowskiego Przedmieścia, o zdradzie hierarchów „pojednanych” z wysłannikiem Putina i zaprzaństwie politycznych „elit”. O tym, kto i co mówił po Smoleńsku i jak dalece cuchnął agenturą lub pospolitym tchórzostwem. Trzeba nie widzieć głupoty i słabości ministrów tego rządu i rozgrzeszać ich błędy dialektyką „ataków ze strony opozycji”. Trzeba powtarzać sobie – jak wspaniałego mamy prezydenta, byle nie dostrzec pustki półrocznego bilansu, pijarowskiej fasady i deficytu realnych działań.
Zaiste – trzeba też pogardy dla prawdy, rozumu i własnych aspiracji, by nadal powtarzać mantrę o „wybitnych strategach”, „potrzebie cierpliwości” i „mobilizacji”.

Ze smutkiem czytam teksty, w których przewija się teza o „zamachu” na prezydenta Dudę. Teza prosta i politycznie pożądana, bo nikt bardziej nie docenia kreacji „ofiary”, jak ci, którzy budują na niej własną mitologię. Dlatego łatwiej jest przyjmować optykę „oblężonej twierdzy” niż udźwignąć ciężar konsekwentnej walki z komunistyczną hybrydą. Łatwiej grać na wyobrażeniach elektoratu niż zmierzyć się z prawdą o III RP…

jak długo wyborcy będą wierzyli, że tak załgana nomenklatura jest tylko wyrazem „strategii politycznej” PiS-u, a nie oznaką trwałości komunistycznej hybrydy?

Obco dziś brzmią słowa Mackiewicza –  My musimy komunizm wyniszczyć, wyplenić, wystrzelać! Żadnych względów, żadnego kompromisu! I nadal przerażają – zastępy Skwiecińskich i Warzechów, rzesze partyjnych hochsztaplerów i środowiska małych demiurgów…(Aleksander Ścios – KWIATY DLA SUKCESORÓW I LOGIKA MACKIEWICZOWSKA)

„Jeśli uczynicie z Prawa stanowionego, obowiązującego wszystkich obywateli, strażnika wolności i własności, jeśli będzie ono tylko uporządkowaniem indywidualnego prawa do uprawnionej obrony – oprzecie na Sprawiedliwości rządy racjonalne, proste, zrozumiałe dla każdego, kochane przez wszystkich, użyteczne dla wszystkich, obarczone znakomicie zdefiniowaną odpowiedzialnością, wyposażone w trudno wzruszalną stabilność.

Jeśli, przeciwnie, w interesie jednostek lub całych klas uczynicie z Prawa stanowionego narzędzie Rabunku – każdy będzie chciał przede wszystkim tworzyć to Prawo, a następnie wykorzystywać je na swą korzyść. Powstanie wielki tłok przy drzwiach Gmachu Ustawodawstwa, nastąpi zażarta walka wewnątrz, anarchia w ludzkich umysłach, rozpad wszelkiej moralności, przemoc stosowana przez zainteresowane organy, zażarte walki wyborcze, oskarżenia, wzajemne pomówienia, zawiści, niegasnące nienawiści, wprzęgnięcie w służbę niesprawiedliwej chciwości czynnika państwowego, powołanego do jej ograniczania, pojęcia prawdy i fałszu wymazane zostaną z ludzkich umysłów, pojęcia tego, co sprawiedliwe, a co niesprawiedliwe znikną z ludzkiej świadomości, nastąpią rządy odpowiedzialne za wszystkich i upadające pod ciężarem tak wielkiej odpowiedzialności, będą polityczne konwulsje, nieustanne bunty, zostaną ruiny, na które przyjdą próbować swych sił wszelkiego rodzaju odmiany socjalizmu i komunizmu; takie są plagi, których nie omieszka uwolnić psucie Prawa.” (Frédéric Bastiat „Rabunek a Prawo” 1850 r. Tłumaczył Marian Miszalski 2015 r. )

Pytam zatem (po raz kolejny), gdzie się zapodziało elementarne poczucie sprawiedliwości oraz odpowiedzialność i troska o profesjonalizm/wiarygodność państwa którym „nowa władza” zarządza? Co to za „prawo” które pozwala przymykać oko na niesprawiedliwość? Tzw. „dobra zmiana” (której włodarze zapowiadali rozliczenie z patologiami poprzedniego systemu), to żadna zmiana skoro idzie drogą wyparcia i lekceważenia powinności, zarówno względem obywateli (którym obiecała „prawo i sprawiedliwość”), jak i państwa którego stery z takim przytupem i szumnymi hasłami objęła. Zastanówmy się więc, i wyciągnijmy wnioski z tego co się rzeczywiście dzieje i czemu nie dzieje się właściwie a wręcz przeciwnie… (Odys)

podobne: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. i to: Jak Kaczyński oszukuje Polaków? polecam również: wMeritum: Obłudnicy z „pseudoprawicy”.

Kaczyński i Tusk

Kaczyński i Tusk

Lecz nade wszystko – słowom naszym,
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość – sprawiedliwość.

Na Węgrzech i w Polsce trwa „uwłaszczenie ziemii” w postaci ustawki o „ustroju rolnym”. Czy państwo działa na ślepo?


„(…) aby dwie wymieniane usługi miały tę samą wartość, aby wymiana była sprawiedliwa, musi być spełniony jeden warunek: wymiana musi dokonywać się w sposób wolny. (…) równowartość wynika z wolności. (…) rola państwa polega raczej na tym, by zapobiegać, a zwłaszcza przeciwstawiać się podstępom i oszustwom, to znaczy zagwarantować wolność, a nie tę wolność gwałcić.” (F. Bastiat)

Ostatnio na Węgrzech oprócz dobrych i korzystnych w wymierny sposób dla obywateli posunięć (o czym więcej tu: Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki), mają miejsce praktyki znane u nas pod historyczną i owianą czarną legendą nazwą „uwłaszczania się nomenklatury”.

Jakiś czas temu pisałem (tu: Polska potrzebuje liderów-patriotów – rozmowa ze Stanisławem Tymińskim), że należy sobie zdawać sprawę z tego, iż Orban prawdopodobnie nie jest samodzielnym „władcą” Węgier, a został na takiego namaszczony (według teorii Pana Michalkiewicza do której się przychylam) przez rodzimą „razwiedkę”, która wyciśnięta z rynku lokalnego przez kapitał zagraniczny zaczęła wspierać „rewolucję węgierską” , a zwłaszcza jej myśl przewodnią która zakładała „nacjonalizację” kapitału gospodarczego na Węgrzech. Wsparcie jakiego udzielono Orbanowi by przekonać do niego opinię publiczną, zasadzało się (oficjalnie) na szczytnym celu – „zwrócić Węgrom Węgry”, ale nieoficjalnie chodziło rzecz jasna o to, by tamtejsze elity pozbawione możliwości żerowania na własnym narodzie odzyskały taką możliwość, poprzez uwłaszczenie się na znacjonalizowanym majątku.

Zwracałem uwagę na to, że Orban może mieć za jakiś czas z wynikającym z tego tytułu długiem wdzięczności kłopot. Jeżeli bowiem węgierska „razwiedka” okaże się takimi samymi pijawkami na państwowych posadach (jak swojego czasu w ramach „transformacji ustrojowej” nasze „bezpieczniackie watahy”), a do tego nie wykaże się ekonomicznym zmysłem by stworzyć mechanizmy gwarantujące węgierskiej gospodarce stabilny rozwój, z wymiernym dla zwykłych obywateli zyskiem, to Orban tak szybko jak został wywyższony może równie szybko z piedestału zlecieć. Bez odczuwalnej i trwałej dla zwykłych Węgrów poprawy warunków bytowych, patriotyczne uniesienie i radość z nadchodzących zmian, łącznie z poparciem dla „nacjonalizacji” gospodarki szybko się skończy, i zamiast spodziewanej odwilży na Węgrów zwali się hałda błota pośniegowego, w postaci ekonomicznie negatywnych konsekwencji nowego podziału majątku, który pozbawiony zagranicznego kapitału trzeba teraz będzie utrzymać WŁASNYM wysiłkiem. Oczywistą konsekwencją takiego obrotu sprawy może być gwałtowny wzrost ucisku fiskalnego i groźba pojawienia się kosztownych dla podatników monopoli w postaci powiększającego się sektora „usług” państwowych. Tymi wszystkimi kosztami zostanie obciążony nie kto inny jak węgierski podatnik, który zamiast swobody rozwoju i udziału w nim, dostanie najgorszy rodzaj ucisku i konkurencji bo od „swoich” i na rzecz „swoich” władz. Problemem było do czego Orban użyje swojej władzy, i co z tego w rzeczywistości narodowi przypadnie w udziale w ramach „dobrej zmiany”. No i stało się… (Odys)

„…Węgierska prasa gorączkowo szuka rzeczywistego celu wyprzedaży gruntów ornych przez rząd. Poszukiwania te są tym zasadniejsze, że zaledwie parę lat temu zostały one wydzierżawione aż na 50 lat. Poprawa relacji budżetowych nie wchodzi w rachubę, bo rząd nie ma prawa przeznaczyć wpływów ze sprzedaży ziemi na nic innego niż… na zakup (innej?) ziemi lub na zagospodarowanie gruntów już będących w posiadaniu państwa. Aby móc przeznaczyć te środki na jakiś inny cel, trzeba byłoby zmienić ustawę, co – z woli Fideszu – wymaga większości 2/3 głosów. Takiej większości parlamentarnej premier Orbán już jednak od paru miesięcy nie ma, bo jeden z posłów Fideszu zmarł, a w wyborach uzupełniających kandydat tej partii przepadł.

Krąży też nad Dunajem teoria z rodzaju spiskowych, że rzeczywistym celem całej operacji jest rozdanie ziemi ludziom stojących blisko władzy. Podejrzenie to wzmacnia fakt, że wedle ustawy o ziemi aby stać się właścicielem byłego państwowego gruntu, nie wystarczy wygrać przetarg. Potrzebna jest jeszcze zgoda miejscowych rad właścicieli gruntów rolnych, którzy mogą wyznaczyć inną osobę rekrutującą się z kręgu miejscowych chłopów. Szkopuł w tym, że rady takie nie zostały sformowane, a ich uprawnienia przeszły w związku z tym na prezesa krajowej izby rolniczej. Izba ta została zorganizowana i założona przez rząd Fideszu. Działa pod nazwą Narodowej Izby Gospodarstw Agrarnych, a członkostwo w niej jest obowiązkowe dla wszystkich rolników. Przyznanie prawa zakupu ziemi zależy zatem od decyzji prezesa izby, którego wyznacza Fidesz.

Inna teoria głosi, że drugim celem wyprzedaży jest pozbawienie wydzierżawionych gruntów byłego przyjaciela Viktora Orbána Lajosa Simicski, którego liczne spółki oraz przyjaciele dzierżawią łącznie od państwa kilkadziesiąt tysięcy hektarów. Simicska – przez ponad 25 lat najbliższy przyjaciel Orbána, jeszcze z czasów uniwersyteckich – w wywiadzie radiowym potraktował premiera wulgaryzmami. Przy pomocy Orbána Simicska zdobywał miliardowe zamówienia państwowe, stając się w krótkim czasie jednym z najbogatszych i najbardziej wpływowych przedsiębiorców Węgier. Przez jakiś czas był prezesem urzędu skarbowego, a jeszcze wcześniej długo zarządzał kasą Fideszu.

Simicska i jego z kolei przyjaciele obstawili dzięki Orbánowi wszystkie urzędy i instytucje, które dzieliły środki państwowe i jeszcze większe – unijne. Kiedy Fidesz był w opozycji, to w znacznej mierze właśnie Simicska napełniał partyjną kasę z własnych środków. Orbán zaczął jednak w 2014 roku odsuwać najpierw jego ludzi, a w końcu jego samego od wszelkich źródeł państwowych pieniędzy, znajdując sobie jednocześnie nowego przyjaciela w osobie wspomnianego burmistrza Felcsútu. Teraz to Lőrincz Mészáros, z wykształcenia hydraulik, wygrywa najwięcej miliardowych przetargów państwowych. W ciągu dwóch lat stał się jednym z najbogatszym przedsiębiorców na Węgrzech.

W świetle dokonanej przez rząd wolty i leżącego od niedawna w parlamencie projektu ustawy, trudno nie dawać wiary takim pogłoskom. Dzierżawcy żyli przecież dotychczas w przekonaniu, że mają przed sobą jeszcze niemal pół wieku, bo państwo nie mogło ani rozwiązać umowy, ani podnieść rzeczywiście niskiego czynszu, a w dodatku dzierżawca miał prawo pierwokupu. Wszystko to razem sprawiło, że na przetargach na grunty w dyspozycji pana Simicski i jego kolegów nie stawił się nikt (nie powinno chyba dziwić, że zostały one wystawione do sprzedaży jako pierwsze). Nowelizacja ustawy może całkowicie zmienić stan dzisiejszy, korzystny dla dzierżawcy. Przewiduje ona bowiem (i to z mocą wsteczną, co od chwili objęcia rządów przez premiera Orbána nie jest wielkim zaskoczeniem), że cenę dzierżawy będzie można aktualizować co pięć lat, a jeżeli nowa stawka się nie spodoba, to państwo ma prawo umowę wymówić.

Powód wyprzedaży ziemi chyba najtrafniej ujął minister János Lázár, szef kancelarii premiera. Podczas konferencji prasowej stwierdził on, że jest lepiej, kiedy państwowe grunty orne są w rękach osób prywatnych, ponieważ nie ma już PGR-ów i państwo już i tak na nich nie gospodaruje. Gdyby działały jeszcze państwowe gospodarstwa rolne – tłumaczył – to niezależnie od tego, czy pod rządami Fideszu, czy socjalistów, menedżerowie tak czy inaczej wykradliby z nich wszystko, co się da…

…Pod młotek idzie około 380 tys. ha gruntów ornych – niemal połowa ziemi będącej dotychczas własnością państwa. Całe Węgry spekulują, jaki jest cel tej akcji: rozdanie ziemi „swoim” czy po prostu rozliczenie rachunków premiera z byłym przyjacielem. Na pewno nie jest im oficjalnie głoszona chęć pomocy małym gospodarstwom….” (Zsolt Zsebesi – Na Węgrzech trwa wielka wyprzedaż gruntów ornych)

podobne: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?  oraz: Polityka energetyczna Węgier solą w oku „Wielkiemu Bratu” z zachodu.

Dlaczego zwracam na to uwagę? Otóż okazało się że za podobny numer wzięła się nasza lokalna „dobra zmiana”… Na początek materiał filmowy – Z Wiplerem o gospodarce – część 4: ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego

„…Pod pretekstem ochrony ziemi PiS chce w ogóle zlikwidować wolny nią obrót. Ziemia zastrzeżona ma być tylko dla uprzywilejowanej kasty związanej z reżimem i chronionej zasiekami prawa pierwokupu. Prawo pierwokupu przysługiwać ma przede wszystkim dotychczasowemu dzierżawcy, a jeśli takiego nie ma to chłopu którego pole sąsiaduje ze zbywaną ziemią. Jak by i tego było mało to następnie prawo pierwokupu przypaść ma Agencji Nieruchomości Rolnych, jednej z najbardziej skorumpowanych agentur państwa. Jej władza rozciągać by się miała na każdy kawałek roli większy od 1 ha.

Negatywnego wpływu jaki odejście od wolnego rynku może mieć na ceny nieruchomości rolnych wyjaśniać nie trzeba. Jest to jedynie w interesie PiS-u i budowanego przezeń właśnie lokalnego zaplecza. Ze stalinowskim zacięciem próbuje się więc odgonić od ziemi nie tylko inwestorów, drobnych „obszarników” i innych nie-rolników ale także wrażych „kułaków” za to że mają jej zbyt dużo. Do grona tych ostatnich awansowali wszyscy poważni użytkownicy większego areału. Każdy farmer, plantator czy spółka uprawiająca ponad 300 ha ma więc przechlapane tak samo jak inwestor.

Na „rolnika” uprawnionego do kupna ziemi PiS chce namaścić tylko chłopa mieszkającego od lat w gminie gdzie grunt się znajduje i uprawiającego, albo i nie, parę hektarów za stodołą. W rezultacie szeroko zakrojonej krucjaty, obejmującej także restrykcje w dziedziczeniu majątku ziemskiego, polska własność ziemska przejść ma praktycznie w ręce kasty lojalnych gauleiterów partii od której przywileje te otrzymali. W warunkach zlikwidowanego wolnego rynku ziemi jej ceny spadną a utrzymane, a jakże, dopłaty unijne sprawią że posiadanie gruntu stanie się wyjątkowo atrakcyjną propozycją – ale tylko dla lokalnych klik… 

I pomyśleć że nikt z tzw. przedstawicieli narodu, w tym z tak zwanej opozycji, nie pomyślał nawet o prostym rozbrojeniu tego kroczącego PiS-owego zamachu stanu na wsi, w autentycznym interesie niemej większości. Wystarczyłoby włożyć w nową ustawę ten prosty paragraf:

Transakcje ziemią rolną w areale do 20 ha pomiędzy osobami fizycznymi legitymującymi się obywatelstwem polskim wyłącza się spod jakichkolwiek ograniczeń.

Dajcie się Polakom rządzić a wykończą się sami – miał zauważyć zgryźliwie żelazny kanclerz Otto von Bismarck. Wygląda na to że w sto parędziesiąt lat później, i w ponad ćwierć wieku po sławetnej „transformacji systemowej”, Polacy pod wodzą PiS-u zaczęli właśnie to robić.”  (cynik9)

całość tu: Antyreforma rolna PiS

podobne: NIK o patologii w „sadowniczych uprawach ekologicznych”: Sadzili sady – zbierali dopłaty. Michalkiewicz i Umiłowani Przywódcy w „trosce” o (nie)swoją ziemię. oraz: Raport NIK. Efekt dopłat to wyłudzenia i bezprawne korzystanie z gruntów skarbu państwa. i to: NIK: luki w prawie pozwalają cudzoziemcom przejmować ziemię w Polsce.

Mając powyższe na uwadze pozostało zacytować to, na co zwraca uwagę Pan Michalkiewicz:

„…Dotychczasowe działania PiS polegają na wymianie kadr w aparacie biurokratycznym, natomiast nie widać żadnych oznak przynajmniej częściowego jego demontażu. Trudno się temu dziwić, bo i prezes Kaczyński, który obecnie jest kimś w rodzaju dyktatora Polski, wzorem ewangelicznego setnika, ma wprawdzie pod sobą żołnierzy, ale sam też jest „pod władzą postawiony”, jako zakładnik swego zaplecza politycznego. Niech no tylko przestanie je karmić, to natychmiast zostanie generałem bez armii. Wiadomo to od czasów starożytnych, kiedy Gajusz Grakchus wprowadził w Republice Rzymskiej tzw. „frumentacje” które początkowo polegały na rozdawnictwie zboża. Przetrwały one aż do dnia dzisiejszego, rozwijając coraz to nowe, niekiedy bardzo wyrafinowane formy – oczywiście dla dobra Rzeczypospolitej – no bo jakże by inaczej?…”

podobne: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. oraz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”.

…Nie ma zatem ŻADNEGO przypadku ani pomyłki w tym że „reforma” rolna została tak na Węgrzech jak i w Polsce przeprowadzona w sposób korzystny dla państwa i jego popleczników, a ze szkodą dla zwykłych obywateli. Inaczej wyglądałaby tak:

„… Nowa wersja ustawy powinna gwarantować wszystkim Polakom swobodę transakcji ziemią do 10 ha, kropka. Stanowi to akurat średni areał pod uprawą w gospodarstwie rolnym obecnie w Polsce. Warunek jest jeden: obie strony transakcji muszą mieć obywatelstwo polskie. A może dodać do tego również że kupiec musi legalnie posiadać broń palną aby swojego nowego nabytku bronić? Bo przecież albo na poważnie bronimy czegoś albo nie. Najlepszą obroną ziemi polskiej jest uzbrojony Polak na niej urzędujący i mający w niej swój ekonomiczny interes.

Owszem, pewne ograniczenia w ustawie, takie jak wymagana zgoda lokalnej administracji kiedy jedna ze stron transakcji w nieruchomościach nie jest polska (rzecz znana w wielu krajach, m.in. w Szwajcarii), przeciwdziałanie zbytniej koncentracji gruntów, czy też kontrola państwa nad mega transakcjami powyżej 1000 ha są zrozumiałe i nie budzą większych kontrowersji. Kontrowersje wzbudza natomiast sama idea że nie każdy Polak w swoim własnym kraju może kupić sobie kawałek łąki, choćby poza rodzinnymi piknikami nic na niej nie robił. Jest to anty polski gniot sygnowany niefortunnie przez pro-polską podobno partię przy władzy.

#2 Mniej socjalizmu, nie więcej. Innym bezdennie głupim posunięciem PiS-u jest wylanie dziecka z kąpielą, czym jest praktyczne zlikwidowanie, a nie tylko rozumne ograniczenie, wolnego obrotu ziemią. Czym innym jest kontrola nad wykupem państwowej ziemi w tysiącach hektarów (ile takich kawałków zostało to inna sprawa) przez niezupełnie przejrzyste obce interesy. Zupełnie czym innym jest natomiast hurtowe ograniczenie potencjalnych kupców kawałków gruntu do namaszczonych przez PiS, wąsko rozumianych „rolników”, oraz narzucenie prawa pierwokupu przez państwo nawet na mikroskopijne kawałki gruntu już od 1 hektara. Jak się też ma do „obrony ziemi polskiej” praktyczny zakaz jej dziedziczenia przez polskie dzieci polskich rodziców, zastąpiony dowolnością decyzji lokalnego kacyka którym stać się musi namaszczony przez PiS gauleiter regionalnego oddziału ANR?

Nie ma to wszystko nic wspólnego z bronieniem ziemi polskiej przed „Niemcem” czy przed innymi zagrożeniami. Ma wszystko wspólne z obłędną wiarą rządzącej partii w to że niższe ceny gruntu rolnego są w czyimkolwiek interesie. Nie są, poza może czasowym wyjątkiem lokalnych sitw małorolnych liczących na tańsze dotarcie do dopłat w czasie jaki pozostał im do zmiany rządu. Ten socjalistyczny obłęd „korzystnych” niższych cen dzięki eliminacji wolnego rynku obróci się przede wszystkim przeciwko samym rolnikom, zwłaszcza poważnym gospodarzom zainteresowanym w ekspansji swoich gospodarstw na których powinno państwu specjalnie zależeć. Można spodziewać się że banki zakwestionują dużo tańszy i objęty ograniczeniami obrotu grunt jako zabezpieczenie kredytu przy dalszych transakcjach ziemią.

Że nie wspomnimy tutaj nawet o odnoszących sukces gospodarstwach rodzinnych ponad 300 ha, które w ramach rządzącej ortodoksji podpadną od razu pod paragraf o „kułactwie” i wrogiej spekulacji…” (cynik9)

całość tu: Pomysły na wieś

podobne: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach.

„…Dziwnym zbiegiem okoliczności ustawa, mająca chronić polską ziemię przed drapieżnym zagranicznym kapitałem, równie skutecznie ograniczyła go nam Polakom. A cóż to spowoduje? Ano ceny ziemi rolnej zapikują, niczym kamień rzucony w przepaść. Czyli będzie tanio…… Czujecie? A kto lubi tanio kupić? …. „Kompinujcie” jak mawia mój kolega. Tak dobrze „kompinujecie”. Dziwnym trafem dodana została poprawka o możliwości obrotu ziemi związkom wyznaniowym. Bingo! I zważcie, że jakoś, Lewactwo, wiedzione mediami, na pole aborcyjne nie wrzeszczy, że Kościół Katolicki wykupi polską ziemię!! Taka okazja, żeby Sukienkowym dokopać, a tu cisza? Tak Braciszkowie i cisza ma być, bo jeszcze Lud prosty by się dowiedział, że to nie dla KK ustawa uczyniona została, a dla tych co ich tu prawie nie ma, bo Synagogi puste, a jednak są! A choć Synagogi puste, to konta spuchnięte, a na południu gorąc coraz większy…… Dlatego Braciszkowie, pilnujmy dobrze, bo się okaże za chwilę, że i piędzi polskiej ziemi nie będzie, choć zakaz jest jak się patrzy….. A zakaz, to zakaz! Po to on, by maluczkim wpierw zabronić, a później majątku pozbawić!…” (piotruchg – Aborcja, czyli Panamskie Pampersy)

PS…

„…Państwo nie jest ślepym, przypadkowym, omylnym gigantem nie rozumiejącym, co czyni depcząc maleńkich obywateli na swojej drodze. Ono jest gigantem świadomym, działającym jak najbardziej celowo – świadomość ta jest wprawdzie utkana z najróżniejszych podszeptów wielu odmiennych grup interesu, różnych lobbystów i środowisk, a przez to dość chaotyczna, mnoga. Tak więc, gdy ustawa utrudnia życie małego przedsiębiorcy, można przewidzieć, że dzieje się to z korzyścią – i często za sprawą podpowiedzi udzielonej w stosownej komisji sejmowej – dużego przedsiębiorcy, który małego konkurenta nie chce i chętnie mu rządową nogę podłoży…

…Nie ma niczego szalonego w zapewnianiu sobie przewagi za pomocą państwowej przemocy – jest to działanie racjonalne w sytuacji, gdy każdy może po taką metodę sięgnąć. Szaleństwem jest zatem nie to jak państwo reguluje sprawy, ale już samo to, że ono cokolwiek jakkolwiek reguluje i się wtrąca.”  (źródło: Czy państwo działa na ślepo?)

podobne: PrzElewarr czyli… jak obejść ustawę kominową i jak z państwowej spółki zrobić prywatny folwark (raport NIK). oraz: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. i to: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie? i jeszcze: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach.

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą.


„Inwazje barbarzyńców” to wyrażenie, po które chętnie sięgają włoscy i francuscy historycy, by opisać powszechne zjawisko lawinowego przemieszczania się heterogenicznej ludności kontynentu euroazjatyckiego w IV i V w. n.e., które zakończyło się jej osiedleniem na terytoriach w większości przypadków należących do Cesarstwa Rzymskiego, różniących się od obszarów, z których pochodziły owe ludy. Warto nadmienić, że w kulturze niemieckiej dla opisania tego zjawiska migracyjnego stosuje się natomiast bardziej neutralne i łagodne określenie: „wędrówka ludów” (Völkerwanderungen).

Biorąc pod uwagę wolę jednostek migrujących, należy rozróżnić tzw. migrację dobrowolną (gdy jednostka dobrowolnie podejmuje decyzję o przemieszczeniu, dążąc do poprawy własnych warunków ekonomicznych), a także przymusową (jako skutek ograniczeń politycznych lub prześladowań czy też działań wojennych lub katastrof naturalnych).

Czynniki wypychające tzn. skłaniające do emigracji, mogą być zatem różnorodne. Jednym z najważniejszych jest czynnik ekonomiczny, o którym mowa, gdy w miejscu pochodzenia możliwości zatrudnienia są nikłe, a standard życia jest niższy niż w miejscu przeznaczenia. Istnieją również tzw. polityczne czynniki wypychające: wojny, konflikty etniczne, prześladowania itp.

Wśród czynników sprzyjających ruchom migracyjnym należy wymienić czynniki społeczne, bazujące na istnieniu swego rodzaju sieci, która zapewnia wsparcie migrantom niedawno przybyłym do kraju przeznaczenia. Taką siecią stosunków społecznych może być społeczność rodaków, która już wcześniej osiedliła się w danym kraju…

…K. Greenhill wyróżnia trzy odrębne kategorie strategicznie zaplanowanych migracji: wywłaszczające, eksportowe i zmilitaryzowane. „Zaplanowanymi migracjami wywłaszczającymi są te, których głównym celem jest zawłaszczenie terytorium lub własności innej grupy/grup czy też eliminacja grupy/grup stanowiących zagrożenie dla etnopolitycznej i gospodarczej przewagi strony, która zorganizowała migrację (lub migracje); przypadek ten obejmuje zjawiska powszechnie znane jako czystki etniczne. Zaplanowanymi migracjami eksportowymi są migracje organizowane, by umocnić wewnętrzną pozycję polityczną (poprzez wydalenie politycznych dysydentów i innych wewnętrznych przeciwników) czy też usunąć lub zdestabilizować jeden lub więcej rządów zagranicznych. Wreszcie, zaplanowane migracje zmilitaryzowane to takie, które zwykle zostają zastosowane podczas konfliktu zbrojnego, by zyskać przewagę militarną nad przeciwnikiem – poprzez zdezorganizowanie lub zniszczenie jego centrum dowodzenia, infrastruktury logistycznej i zdolności operacyjnych – lub też celem umocnienia własnych struktur bojowych poprzez zdobycie dodatkowego personelu lub zasobów” [6].

Mówiąc o fali nielegalnej imigracji, która wstrząsnęła Europą w 2015 roku, prezydent Czech Milos Zeman posłużył się schematem stworzonym przez byłą asystentkę J. Kerry’ego. „Tak zwany kryzys migracyjny – powiedział M. Zeman podczas swojej oficjalnej wizyty w Pardubicach – jest zorganizowaną inwazją, która ma na celu niszczenie europejskich struktur społecznych, kulturowych, gospodarczych i politycznych. To jest dobrze zorganizowana inwazja, nie spontaniczny ruch. Dojdzie do tego, że czeskie wojsko będzie musiało interweniować, by bronić granic Republiki Czeskiej”.

Jak stwierdziła amerykańska profesor w komentarzu z dnia 11 grudnia 2000 r. dotyczącym wojny w Kosowie: „Zmieniła się sama natura wojny; teraz uchodźcy są narzędziem wojny” (“The nature of war itself has changed; now the refugees are the war”).

„Zaplanowane migracje przymusowe” (coercive engineered migrations) wykorzystują zatem niekonwencjonalną broń, która, podobnie jak inne niekonwencjonalne metody walki (terroryzm, manipulacja medialna, hakerstwo, zakłócenia na rynkach akcyjnych), jest stosowana w prowadzeniu wojny, zwanej przez dwóch znanych chińskich polemologów „wojną bez ograniczeń”. Niezwykle ciekawy i nie bez znaczenia jest fakt, że dwaj polemolodzy porównują George’a Sorosa do Osamy Bin Ladena [7]: o cieszącym się złą sławą „filantropie” wspomniał premier Węgier Viktor Orban w jednym z wywiadów w węgierskim radiu Kossuth Rádió, mówiąc o napływie tzw. uchodźców pochodzących z Afryki i Bliskiego Wschodu do Europy: „Jego nazwisko – stwierdził V. Orban – jest prawdopodobnie najmocniejszym przykładem spośród osób, które popierają wszystko, co zaprzecza tradycyjnemu europejskiemu stylowi życia”, natomiast aktywiści jego organizacji, oferując praktyczną pomoc i wsparcie prawne nielegalnym imigrantom, „niezamierzenie stają się częścią międzynarodowej siatki zajmującej się przemytem ludzi”…” (Claudio Mutti)

całość tu: Migracje

podobne: „Islamizacja Europy” kontra „tchórzliwa brutalność” czyli „Problem, Reaction, Solution!” i jeszcze: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

„…No i wreszcie zejdźmy na jeszcze niższy poziom tych piekielnych kręgów. Wędrówka ludów, której ofiarą padają najzamożniejsze państwa starej Europy, jest następstwem wypadku przy pracy, to znaczy – przy operacjach pokojowych, misjach stabilizacyjnych i wojnie o pokój i demokrację, jaką Stany Zjednoczone prowadzą tu i tam – przede wszystkim zaś w krajach, które w przeszłości, słusznie, czy niesłusznie, uważane były za zagrożenie dla bezcennego Izraela. Wskutek pogrążenia tych krajów w stanie krwawego chaosu, potencjalne zagrożenie dla Izraela z ich strony zmalało do zera, zaś ubocznym skutkiem tego chaosu jest właśnie wędrówka ludów ze Środkowego i Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej do Europy. Co najmniej 70 procent „uchodźców” stanowią młodzi mężczyźni przed ukończeniem 30 lat – a więc najbardziej zdolni do walki. Ewakuacja setek tysięcy, a może nawet i miliona takich mężczyzn ze Środkowego i Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej do Europy jeszcze bardziej zmniejsza potencjalne zagrożenie dla bezcennego Izraela, ale zwiększa zagrożenie dla Europy. Czy to nie jest przypadkiem amerykańsko-żydowska odpowiedź zarówno na doktrynę „europeizacji Europy”, której wyznawcami po roku 1990 stały się Niemcy i Francja, jak i pogróżki Jakuba Delorsa z roku 1989, kiedy jako ówczesny przewodniczący Komisji Europejskiej odgrażał się, że celem UE jest wypowiedzenie Stanom Zjednoczonym „wojny ekonomicznej?” Czyżby Europa próbowała rozpocząć strategiczne przeciwnatarcie od sprowokowania mężczyzn „o wyglądzie…” – i tak dalej, do wsadzenia niemieckim panienkom rąk pod spódnice? I tego też wykluczyć nie można tym bardziej, że już starożytni Rzymianie, co to każde spostrzeżenie zaraz ubierali w postać pełnej mądrości sentencji, zauważyli, że na świecie dzieją się rzeczy, które nie śniły się filozofom.” (Stanisław Michalkiewicz: Inter pedes puellarum)

podobne: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?

Kordoniarze - Rafał Zawistowski

Kordoniarze – Rafał Zawistowski

„…Ogromna armada rusza do ziemi obiecanej, do Europy, po swoją ostatnią szansę. Bramy raju – bramy Zachodu zostały dla nich otwarte… Droga wiedzie znad Gangesu w kierunku Sokotry i Suezu i dalej przez Morze Śródziemne do portów Zachodu… Ale Egipt zamyka Kanał Sueski, a salwa z torpedowca zawraca statki z uciekinierami na południe. To długa droga dookoła Afryki. Może pordzewiałe parowce armady zechcą zatrzymać się gdzieś w połowie drogi? Rząd RPA zapowiada, że żaden ciemnoskóry znad Gangesu nie postawi żywy nogi na afrykańskiej ziemi… Mimo to Afrykanerzy w poczuciu przyzwoitości dostarczają statkom paki z żywnością. Te jednak są wyrzucane do morza… Uciekinierzy nie chcą ich, płyną dalej. Nie Afryka jest przecież celem. A Europa? Europa dyskutuje. Media bezrefleksyjnie reagują bezwarunkowym odruchem humanitaryzmu. Pytania, co stanie się z nami, kiedy ten milion wyjdzie na brzeg, zagłuszane są dźwiękami koncertów i krzykiem celebrytów…

W latach siedemdziesiątych francuski pisarz Jean Raspail roztoczył wizję, co mogłoby się stać za trzydzieści lat (Obóz świętych)… Można rzec – wizję nie tyle futurystyczną, co profetyczną – i jakże niepokojącą.

Wtedy – w latach siedemdziesiątych książki nie przyjęto z aplauzem; i nic dziwnego, bo i dzisiaj głosy sprzeciwiające się przyjmowaniu uchodźców są oceniane jako nieprawomyślne, wręcz antyhumanitarne… W książce Raspaila – kiedy armada stała się faktem – to znaczy kiedy dzioby jej pordzewiałych statków zaryły w skały i piaski Lazurowego Wybrzeża, we francuskich nadmorskich kurortach nie pozostał już nikt, nie licząc pewnego profesora, garstki długowłosych dzieci-kwiatów, ortodoksyjnych lewicowców i kilku benedyktyńskich mnichów na granicy demencji… Francuzi po prostu uciekli na północ… Ci sami Francuzi, którzy codziennie przysłuchiwali się wywodom na temat konieczności i obowiązku przyjęcia uciekinierów znad Gangesu. Ci sami, którzy wywieszali transparenty: Wszyscy jesteśmy ludźmi znad Gangesu. I ci sami którzy, potępiali przejawy niechęci wobec każdego, kto mówił inaczej niż głos z telewizyjnych ekranów i codziennych gazet… Zapakowali swoje żony i dzieci do samochodów i w pośpiechu opuścili swoje jasne domy, tłumacząc, że tak trzeba i nie pamiętając, że gdy armada była jeszcze daleko ich dzieci pisały szkolne wtpracowania w rodzaju: Rodzina uciekinierów znad Gangesu prosi o gościnę w moim domu…

Wizja Raspaila sięga dalej – pisarz ujawnia prawdopodobny mechanizm społeczny – ilustruje zjawisko i… straszy.

Może rzeczywiście doczekamy czasów, że będziemy się bać we własnych domach, że przeinterpretujemy pojęcia: odpowiedzialności, miłosierdzia, braterstwa, słabości i siły; nasze rządy staną się bezsilne, a nasze armie nie będą w stanie reagować?

W końcu prognozy demograficzne przywołane przez Raspaila budzą nie tylko niepokój. Siedem miliardów ludzi, w tym tylko siedemset milionów białych, których trzecia cześć – przeważnie ludzi starych będzie zamieszkiwać Europę. I oni mają przeciwstawić się czterystu milionom przybyszów z Bliskiego Wschodu czekających po drugiej stronie Morza Śródziemnego?…” (Roland Maszka)

całość tu: „Prawomyślność i hipokryzja. Czytając Jeana Raspaila”

„…Kontrolowane media zachodnie stawały początkowo na głowie aby tylko nie ujawnić szczegółów. Najpierw chodzić miało tylko o „chuliganów” obmacujących parę dziewczynek tylko w Kolonii. Ani słowa o tym że nie byli to żadni „chuligani” ale Merkel Jugend najnowszej generacji. Podkreślano też że wśród zatrzymanych było aż dwóch Niemców a nawet jeden Amerykanin. Koloru skóry dla pewności nie ujawniono.

Ale potem mleko się rozlało. Zorganizowanych grup Merkel Jugend napastujących kobiety w szeregu miastach nie dało się zamieść pod dywan. Zaczęła w końcu mówić o tym miejscowa telewizja, choć rozdarcie lewackiego serca dalej trudno ukryć. I tak praktyczni Niemcy  chcą zwiększać zatrudnienie w policji na przykład. Bardziej humanitarni od nich Belgowie, których policja dalej nie może złapać sprawców masakry w Paryżu, stawiają przede wszystkim na lekcje wychowania seksualnego w obozach dla uchodzców. No kidding. Oto czego „uchodźcom” głównie potrzeba! Jako podręcznik proponujemy w takim razie Życie seksualne dzikich Malinowskiego, uzupełniony może zajęciami praktycznymi na dworcu w Kölln…

…Media i kosmopolityczna elita dobrze zna olbrzymie ryzyko związane z masową imigracją ale woli tego nie zauważać. Gdy tragedia się wydarzy, jak ostatnio w Paryżu, winny jest zawsze „represyjny klimat” we Francji.

Lewicowe elity sprowadziły na nas wszystkich olbrzymie niebezpieczeństwo wpuszczając zbyt wiele ludzi którzy nie mogą zostać zintegrowani. W odróżnieniu od popularnej opinii, ludzie nie zmieniają się emigrując, zabierają swój kulturalno-religijny bagaż ze sobą.

Współczesne elity utraciły łączność ze swoimi krajami i zostawiły swoje populacje z konsekwencjami narzuconego [przez siebie] multi-kulti i globalizmu…” (cynik9)

całość tu: Merkel Jugend świętuje Nowy Rok na dworcu w Kölln

„…głupek polski, który przyrównał rząd PIS-u do Państwa Islamskiego nawet nie zauważył, że strzelił swojej partii w kolano i przy okazji walnął w pysk całe polskie lewactwo i bojowniczki feminizmu na dodatek! Bo te właśnie środowiska najbardziej zabiegają o przyjęcie do Polski emigrantów islamskich, którzy ponoć uciekają przez Państwem Islamskim. Skoro Państwo Islamskie już mamy nad Wisłą, to jaki uciekinier zechce się tu osiedlić ?

Zapewne z tej przyczyny słowa głupka polskiego o Państwie Islamskim nad Wisłą nie są rozpowszechniane przez media niemieckie, którym zależy na tym, by jak najwięcej islamskich imigrantów upchać w Polsce. Szczególnie teraz – po upojnej nocy sylwestrowej, która dała Niemcom przedsmak kalifatu, który będzie ostatnim akordem polityki multi-kulti Angeli Merkel. Angela oraz inne kobiety ( w tym feministki) mogą jednak liczyć na wiele praw, które im kalifat przyniesie (link).

Na przykładzie Kolonii sami Niemcy zorientowali się, że poruszonej przez Angelę Merkel lawiny nie da się powstrzymać, jak i utworzenia Wielkiego Kalifatu Niemieckiego w samym centrum Europy. Oto w Kolonii hordy arabskich przybyszy dały pokaz „kultury”, która wkrótce zaleje Niemcy mimo prób cenzurowania wiadomości o gwałtach i rabunkach na kobietach, które znalazły się w pobliżu katedry Świętego Piotra i Najświętszej Marii Panny oraz dworca kolejowego. Watahy podpitej hołoty z Południa osaczały niemieckie kobiety molestując je, zdzierając odzienie i rabując. Na 120 zgłoszeń (do tej pory), dwa to gwałty. Inni wyznawcy Proroka bezcześcili w tym czasie średniowieczne sanktuarium, jedne z największych na świecie, załatwiając w jego pobliżu oraz na jego murach swoje potrzeby fizjologiczne. Policja oczywiście nie interweniowała, a niemiecka prasa milczała co dowodzi, że postępowa głupota dotarła do nas z Niemiec.

Mimo to, Niemcy nadal chcieliby nas pouczać o demokracji i o tym, jak walczyć z faszyzmem, ksenofobią oraz brakiem empatii dla zaproszonych przez Angelę Merkel gości. Nie byłem więc zaskoczony, gdy kolejny głupek rodzaju żeńskiego na łamach niemieckiego Newsweeka (ale wydawanego w języku polskim), zaczął nawoływać do cenzurowania informacji o wydarzeniach w Niemczech, gdyż nie tylko w Kolonii doszło do zderzenia postępowej kultury lewackiej z kulturą z Południa. Takie informacje, to byłaby woda na młyn dla całej prawicy, która tylko czeka na takie wiadomości – wyjaśnił głupek polski – zawodowa feministka, wspierająca multi-kulti na łamach polsko-języcznego Newsweeka. Wniosek z tego przekazu jest jeden: Trzeba bez rozgłosu pozwolić wyhasać się zdrowym i młodym wyznawcom Proroka, których przecież zaprosiła do Niemiec sama Angela Merkel ! Natomiast kobietom, które nie zamierzają brać udziału we „współżyciu kultur” (jak to okresliła Merkel) zaleca się chodzić w grupach i na odległość wyciągniętego ramienia od wyznawcy Proroka.

Za to już bez żadnej cenzury opublikowano w pro-niemieckich mediach wiadomość o ucieczce z Polski boksera Salety. Salecie bowiem tak obili mózg, że wybrał wolność w Tajlandii. A więc w kraju, gdzie władzę w 2014 roku przejęła junta wojskowa. Wiadomość o ucieczce Salety paradoksalnie najbardziej zaszkodzi planowi Angeli Merkel umieszczenia w Polsce 7 tysięcy imigrantów z Południa. Kto się bowiem zdecyduje na osiedlenie w kraju, gdzie panuje większy reżim niż w Tajlandii ? Tylko głupek kompletny…” (Kapitan Nemoniepoprawni.pl)

całość tu: Głupek polski po zderzeniu z PIS-em

„…I druga rzecz. Część Niemców nie akceptując medialnej propagandy zaczęła spontanicznie budować – wzorem polskiej prawicy – niezależny od głównego nurtu mediów drugi obieg. Dziś w niemieckim internecie nietrudno znaleźć memy z przekreślonym logiem ARD i ZDF. To wyraz sprzeciwu społeczeństwa. Media grały swoje, a ludzie wokół siebie widzieli co innego.

Niewygodnie dla władzy informacje i opinie zaczęły krążyć zwłaszcza po mediach społecznościowych. Być może nie jest to jeszcze poruszenie na miarę polskiego Trybunału Konstytucyjnego, ale ciosy zaczęły padać. W odpowiedzi rząd Merkel pod pozorem walki z „mową nienawiści” wymusił na Facebooku, Twitterze i Google podpisanie kontrowersyjnego porozumienia. Podejrzane posty mają być usuwane w ciągu 24 godzin, a sama procedura ma ruszyć lada dzień. Łatwo się domyślić, co przede wszystkim będzie usuwane.

Na koniec nie sposób nie postawić pod adresem niemieckich mediów kilku pytań. Jak nazwać solidarne milczenie mainstreamu, kiedy na policję zgłaszały się setki kobiet molestowanych i zgwałconych przez mężczyzn „o wyglądzie wskazującym na pochodzenie z krajów arabskich lub Afryki Północnej”? Co takiego się stało, że te media milczały? Dlaczego milczały tak długo? Dlaczego dopiero masowe pojawienie się pokrzywdzonych kobiet na policji doprowadziło do ujawnienia tych informacji w mediach? Czy spóźniona reakcja mediów wynikała z nacisków władz państwowych, dla których gwałty w Kolonii są ostatnią rzeczą, na którą czekały? Pytania te są istotne, bo w gruncie rzeczy dotyczą powrotu cenzury, a tym samym stanu niemieckiej demokracji…” (Krzysztof Kunertwpolityce.pl)

całość tu: Nokaut dziennikarstwa w Niemczech

„…Ktoś nie poświęcający wiele uwagi otaczającemu go światu, zadowalający się potocznym wyobrażeniem postępu, demokracji i ogólnie pojmowanej „europejskości”, może się zdziwić – no, jak to możliwe? To tysiąc bandziorów szaleje po niemieckich miastach, rozpędzając bez wysiłku zniewieściałą policję, i bezkarnie gwałci oraz rabuje niczym Armia Czerwona po 1945 – i nic o tym nie mówią w telewizji, nie piszą w gazetach? No, przecież to Zachód, przecież wolność słowa, przecież nie ma tam cenzury?!
„Oj, naiwny, naiwny, naiwny, jak dziecko we mgle…” – chciałoby się zaśpiewać piosenkę ze starego kabaretu. Nie, media niemieckie wcale nie są wolne, rzetelne ani uczciwe, i co więcej, nie odbiegają pod tym względem od średniej europejskiej. Dla człowieka, który choć trochę interesował się w ostatnich latach sprawami publicznymi, to żadne odkrycie.
Ukrycie głęboko pod suknem takiego niusa, jak sylwestrowe napaści, nie jest żadnym precedensem. A czy zanim załamała się gospodarka Grecji, mógł się przeciętny Europejczyk dowiedzieć z gazet lub telewizji o nadchodzącej katastrofie, choć fachowcy widzieli ją już kilka lat wcześniej? Czy dotarły do niego jakiekolwiek wątpliwości co do wspólnej waluty? Czy jest uczciwie informowany o rzeczywistym wpływie ludzkiej działalności na klimat i o tym, kto i jakie biliony dolarów zarabia na rzekomej walce z ociepleniem? Czy mógł sobie kiedykolwiek na ten temat wyrobić własne zdanie?
Nie, w tych sprawach i w dziesiątku innych obywatel Zachodu poddany był i jest propagandowemu praniu mózgu dokładnie tak samo, jak obywatel PRL – karmiony dzień po dniu obrazami spuszczanej surówki, terkoczących na polach traktorów, kwitnącego dobrobytu i zadowolonych włókniarek (w latach siedemdziesiątych) albo, odwrotnie, wizjami szalejącego na ulicach bandytyzmu, chaosu i nędzy wywołanej ciągłymi strajkami rozwydrzonej „ekstremy Solidarności”, gdy ta sama telewizja urabiała grunt pod stan wojenny.
Rozciągnięcie tej samej medialnej osłony na cios imigracyjnym młotem, którym europejska oligarchia chciała skruszyć państwa narodowe, zwłaszcza w środkowej Europie, było może tym jednym krokiem za daleko. Euro czy klimat nie mogą prostemu obywatelowi dać po mordzie, a „uchodźcy” jak najbardziej, co sprawiło, że teraz nawet najgłupszy przeżuwacz medialnej papki odczuć musiał jakimś dyskomfort. Inna sprawa, czy na długo. Media w Europie pozostają wciąż w pewnych rękach i na pewno włożą wiele wysiłku w odbudowanie instynktów baraniego stada, dyrygowanego sprawnie z gabinetów polityków i szefów ponadnarodowych korporacji…” (Rafał Ziemkiewicz)

całość tu: Wymacane Niemcy, wymacana wolność słowa.

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi? i to: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. polecam również: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę. Reforma górnictwa to kontynuacja polityki poprzedniego rządu. Lokalne źródła energii (OZE). Znaczny spadek cen ropy na świecie (czemu nie w Polsce?)


„…W Kongresie USA uchylono po ponad 40 latach zakaz eksportu ropy. Został on wprowadzony po embargu OPEC, w roku 1975 przez administrację Geralda Forda, jako zabezpieczenie amerykańskich zasobów dla krajowego rynku.

Był to efekt ponad dwóch lat starań amerykańskiego przemysłu naftowego, gdy poruszano wszelkie możliwe mechanizmy władzy i opinii publicznej dla zniesienia zakazu. W amerykańskim stylu ubito interes poprzez powiązanie ustawy (tzw „omnibus”) z innymi regulacjami w ustawie budżetowej, przez co także zwiększono wsparcie rządu federalnego dla energii odnawialnej. Ulgi podatkowe dla tej energii zostały przedłużone. Przełamano w ten sposób opór Białego Domu, który zapowiedział, że zawetuje tę ustawę. Jednak w pakiecie z energią odnawialną prezydent ją podpisze.

Inicjator tej ustawy Joe Barton powiedział:

„Mamy najlepsze technologie, najlepszą ropę i za pewien czas przegonimy rosyjską ropą, przegonimy Saudyjczyków, Iran”.
„Jest wiele krajów, które chcą kupić ropę bardziej od Ameryki niż Rosji czy krajów OPEC.”
.
„We have the best technology, the best oil and over time we will drive out Russian oil we will drive out Saudi, Iranian”
„There are lots of countries that would rather get oil from the United States than Russia and many OPEC countries,”

Rzeczywiście, Amerykanie mają daleko posunięte plany związania ze sobą sojuszników, którzy zamiast rosyjskiej ropy, kupowaliby amerykańską. Są one bowiem, jak argumentują zwolennicy usunięcia zakazu „szantażowane przez Rosję dostawami ropy i muszą się podporządkować rosyjskiej polityce w zamian za ropę”.

całość tu: Ameryka otwiera zawory z ropą

podobne: : Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?) i to: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu. polecam również: Azoty nie chcą rosyjskiego gazu… PGNiG w kłopotach i będzie negocjował z Gazpromem oraz: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje a także: Skutki łupkowej rewolucji za oceanem. Tani gaz przypłynie z USA a Rosja dostanie po łapach

„…Komisja Europejska ustaliła, że jeśli Nord Stream 2 zostanie zbudowany, zależność od jednego dostawcy wzrośnie i skoncentruje 80 procent dostaw rosyjskiego gazu w jednym szlaku. Prowadziłoby to do dominacji Gazpromu na niemieckim rynku, poprzez wzrost udziałów do ponad 60 procent – przypomniał Tusk. Komisja dotąd nie podjęła decyzji w sprawie zgodności projektu z trzecim pakietem energetycznym.

Projektu broniły Niemcy. – To przede wszystkim propozycja biznesowa, dla której teraz musimy w sposób oczywisty stworzyć niezbędne ramy prawne – powiedziała Angela Merkel po szczycie. Do krytyki Nord Stream 2 przyłączyły się na szczycie południowe kraje, które straciły potencjalne zyski w związku z porzuceniem przez Gazprom projektu budowy magistrali południowej South Stream. Chodzi o Bułgarię, Węgry i Włochy.

– Dla Włoch, ale także Bułgarii i innych krajów, było bardzo ważne wyjaśnienie, dlaczego South Stream nie był możliwy do realizacji, a Nord Stream 2 jest – powiedział Tusk.

Włoski premier Matteo Renzi powiedział, że Europa musi mieć odwagę, by zablokować Nord Stream 2. Przyznał, że próbował opóźnić przyjęcie decyzji o przedłużeniu sankcji wobec Rosji właśnie dlatego, by temat rozbudowy gazociągu nie został pominięty na Radzie Europejskiej. – Niemcy i Holendrzy powiedzieli, że to tylko kwestia biznesowa, ale z naszego punktu widzenia w rozbudowie jest ważna polityczna wartość – powiedział.

Premier Węgier Wiktor Orban podkreślił, że omawiany na szczycie projekt miałby oddziaływanie strategiczne. Jeżeli powstanie, pozwoli Rosji na omijanie Ukrainy i utratę przez nią 2 miliardów dolarów rocznie zysków z tranzytu. Podkreślił, że pozwoliłby także na odcinanie dostaw gazu dla krajów zza dawnej Żelaznej Kurtyny.

…Czechy, Słowacja, Polska i Węgry apelowały o zapis o konkretnych celach: dywersyfikacja źródeł dostaw, zmniejszenie zależności od jednego dostawcy i zapewnienie nieprzerwanych dostaw. O ile to wyliczenie konkretyzowało oczekiwania wobec nowych projektów, to pod hasłem Unii Energetycznej można zmieścić wiele pojęć, z postulatem zmniejszania emisji CO2 poprzez większe zużycie gazu włącznie. Taka interpretacja wręcz faworyzowałaby Nord Stream 2.

…Polskie porty w Szczecinie i Świnoujściu zapowiadają odwołanie od decyzji sądu w Hamburgu w sprawie dwóch pierwszych nitek Nord Stream. Zaskarżyły projekt za blokowanie potencjalnego rozwoju żeglugi, ze względu na wkopanie ich zbyt płytko. Pomimo politycznej deklaracji Merkel, o gotowości do przebudowy gazociągu, nie doszło do tego. Sąd uznał, że nie ma podstaw do kwestionowania Nord Stream. Jeżeli wyższa instancja nie pomoże, porty mają skierować sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu, co grozi długotrwałą i niedającą dużych nadziei walką prawną. Jest to jednak sposób na zwiększenie nacisku na Niemcy.

…Jeżeli kanclerz Niemiec nie przestanie udawać, że jest to projekt czysto biznesowy, scenariusz pisany w Moskwie może się spełnić. Ta inwestycja to uderzenie w unijne regulacje, priorytety i politykę energetyczną Wspólnoty. Jej dalsza obrona przez Niemcy będzie dalej osłabiać, i tak nadwątloną, jedność Unii Europejskiej. Problem polega jednak na tym, że Merkel słabnie w kraju i nie może ryzykować zaogniania relacji z głównymi lobbies, na czele z przemysłowym, który wspiera Nord Stream 2, jeżeli chce chronić swą sztandarową inicjatywę, czyli politykę otwarcia na migrantów. Izolowanie Niemców w Unii Europejskiej może także wzmocnić tendencje do unilateralnej polityki w relacjach z Rosją, a zatem przynieść w sprawie gazociągu efekty odwrotne od oczekiwanych. Razem z Niemcami zmagać się z polityką energetyczną Rosji jest źle, ale bez nich jeszcze gorzej. Taktyka rosyjska polegająca na zastosowaniu rzymskiej maksymy: divide et impera – sprawdza się po raz kolejny.”

całość tu: Nord Stream 2 podzielił Europę

„…Nord Stream 2 nie jest formą dywersyfikacji szlaków dostaw gazu do Unii Europejskiej. Projekt ma na celu coś dokładnie przeciwnego. Ma skoncentrować więcej gazociągów w istniejącym korytarzu eksportowym do Niemiec – pisze Korczemkin.

– W ostatnich 15 latach Rosja wybudowała dwa gazociągi eksportowe (Jamał-Europa i Nord Stream), zdolne do transportu 85 mld m3 gazu ziemnego rocznie do Niemiec. Nord Stream 2 doda kolejne 55 mld m3 rocznie. Po jego uruchomieniu ponad 90 procent eksportu gazu z Rosji do Unii Europejskiej będzie docierać przez Niemcy – wylicza.

– Ostatniej zimy Moskwie nie spodobały się rewersowe dostawy gazu z UE na Ukrainę, więc Gazprom „ukarał” Europę poprzez zmniejszenie dostaw na Zachód. Proszę wyobrazić sobie, co może się stać, jeśli Nord Stream 2 będzie już działał, a niemiecki sąd wyda wyrok na korzyść byłych udziałowców Jukosu, albo niemiecka kanclerz zrobi coś, co nie spodoba się na Kremlu? – ostrzega autor komentarza…”

źródło: Nord Stream 2 nie da większego bezpieczeństwa dostaw gazu do Europy. Rosja zmieni system podatkowy, by wesprzeć wydobycie ropy

podobne: Ściema zwana „rewers gazu” czyli… Wszystkie rurki prowadzą do Rosji. oraz: Putin zdenerwował się na Ukrainę. South Stream dzieli Europę.

„…Czas na blokowanie Nord Stream był przed i w trakcie budowy pierwszych dwóch nitek. Polska zadowoliła się wtedy słowem danym przez Niemcy. Precedens Nord Stream jednak już się pojawił, a trzecia i czwarta linia być może powstaną. Odpowiedzią ma być terminal LNG. Daje nam dostęp do światowego rynku, elastycznych umów i pozwala projektować współpracę regionalną przy wykorzystaniu obiektu, na przykład przy wykorzystaniu mechanizmu wspólnych zakupów. O ile połączenia gazociągowe z krajami Unii Europejskiej są w pierwszym rzędzie alternatywą z punktu widzenia ceny, to terminal w Świnoujściu jest jedynym w pełni niezależnym od innych państw źródłem dostaw surowca, a więc jest kluczowy dla bezpieczeństwa energetycznego. Z tego powodu najważniejszym polem bitwy o bezpieczeństwo gazowe Polski pozostaje nasze podwórko. W 2022 roku kończy się obecna umowa gazowa i wtedy może dojść do poważnej zmiany w relacjach gazowych naszego kraju z Rosją. Obecny rząd RP zapowiada wręcz stopniową rezygnację z rosyjskiego surowca na korzyść LNG. Do tego czasu terminal w Świnoujściu musi być rentowny i gotowy do rozwoju importu gazu skroplonego. Polska potrzebuje decyzji odnośnie umocowania obiektu w gospodarce, efektywnego wykorzystania dostępnej tam przepustowości, współpracy z kupcami gazu w regionie oraz dostawcami z całego świata. Warunki rynkowe sprzyjają renegocjacji kontraktów z rosyjskim Gazpromem i katarskim Qatargas. Możliwe jest także pozyskanie nowych dostawców. Przykładem mogą być Statoil lub Cheniere Energy. Pierwszy oferuje elastyczne umowy spotowe. Drugi proponuje swoim klientom umowy długoterminowe uniezależnione od wartości ropy naftowej (jak kontrakt z Gazpromem), zależne od cen Henry Hub – giełdy gazu w USA, gdzie ceny sięgają 11-letniego minimum.”

całość tu: Walka z Nord Stream 2 nie zastąpi konsekwentnej polityki gazowej

…dwie uwagi. Należy pamiętać o tym że ceny LNG na rynkach światowych to jedno a ceny w kontraktach jakie Polska podpisała (póki co z Katarem) lub podpisze z potencjalnymi sprzedawcami tego paliwa to drugie, bo one niestety znacznie odbiegają od cen spotowych na naszą niestety niekorzyść. Dodając do tego kolejne nitki gazociągu północnego, które mają być poprowadzone po dnie Bałtyku w taki sposób że uniemożliwią w przyszłości wpływanie do portu większych jednostek transportowych LNG, należy się liczyć z brakiem obniżenia cen transportu gazu do Świnoujścia w przyszłości. Reasumując – ciężko jest negocjować niższe ceny z Gazpromem skoro nie będziemy mogli kupić go taniej na innych rynkach. Tymczasem polskiej gospodarki nie stać na gwałtowne odcięcie od źródła tańszego gazu, chyba że rzeczywiście uwolniony specjalnie dla sojuszników z Europy amerykański gaz, będzie nam sprzedawany po wyjątkowo niskiej cenie która zrekompensuje koszt jego przetransportowania z USA (czy Kanady) do Europy… (Odys)

podobne: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. oraz: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek). i to: Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu. a także: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji. polecam również: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. i jeszcze:  Rosja może zmienić kierunek tranzytu ropy naftowej wydatnie pomaga jej w tym Ukraina (Naftohaz twierdzi że zapewni dostawy na zachód).

„…Z danych Agencji Rozwoju Przemysłu wynika, że po trzech kwartałach 2015 r. sektor górnictwa węgla kamiennego zanotował stratę blisko 1, 7 miliarda złotych. W ubiegłym roku kopalnie straciły ponad 2,2 mld złotych. Podczas sejmowego wystąpienia wiceminister energii, Grzegorz Tobiszowski podkreślił, że ustawa nie zakłada zamykania kopalń. Polityk podkreślił, że nie ma mowy o wygaszaniu kopalń tylko o wyciszaniu ich części. Tobiszowski wyjaśnił, że to pierwsze polega na zamykaniu, a drugie na ograniczaniu działalności niektórych jednostek związanych z poszczególnymi kopalniami. Wiceminister Tobiszowski dodał, że regulacja ma odciążyć finansowo kopalnie. Te części kopalń, które nie są związane z wydobyciem węgla i przynoszą straty mogłyby być przekazane do SRK, odciążając finansowo zakłady…”

całość tu: Reforma górnictwa to kontynuacja polityki poprzedniego rządu.

podobne: Rząd planuje zamknięcie 4-5 kopalń kosztem do 2 mld zł. Tomasz Cukiernik: Prywatyzować a nie likwidować! a także: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? oraz: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach. i to: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny). Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. ECB wyręcza FED i odpala własne QE. polecam również: Polityka energetyczna Polski.

„…wokół OZE powstało wiele mitów. Zwolennicy naciągają możliwości, a przeciwnicy je nie doceniają.  Aby dowiedzieć się jak jest naprawdę należy poznać podstawy co wiąże się z większą dawką teorii. Biomasa i fotowoltaika jako najbardziej opłacalne zasługują na odrębne wpisy więc w poniższym tekście zostaną potraktowane po macoszemu.

Wiatr. Moc wiatraka zależy od powierzchni zataczanej przez łopaty, gęstości powietrza oraz prędkości wiatru podniesionej do trzeciej potęgi. Pierwszy parametr podobnie jak sprawność urządzenia zależy od konstrukcji wiatraka, a drugi zmienia się nieznacznie. Pozostaje trzeci, kluczowy dla tego źródła energii. Moc wiatraka najczęściej podaje się dla wiatru wiejącego z prędkością 12 m/s (silny, głośno szumiący). Ale nawet w dobrym miejscu średnia prędkość wiatru na wysokości dostępnej dla przydomowych elektrowni nie przekracza 6 m/s (umiarkowany wiatr rozwijający flagi). Ponieważ moc jaką może dostarczyć wiatrak zależy od szybkości wiatru podniesionej do 3-ej potęgi 2x szybszy wiatr niesie 8x większą moc.

Jeżeli przykładowo kupimy wiatrak o mocy 8 kW (przy 12 m/s) to po zamontowaniu obok w/w domu najczęściej będziemy mieli 8x mniej czyli 1 kW. Rzadziej będzie  wiało 5 m/s i 7 m/s, 4 m/s i 8 m/s itd. Wykres prędkości wiatru jest zbliżony do krzywej dzwonowej i im dalej od średniej tym rzadsze zjawisko, brak wiatru jest równie mało prawdopodobny jak potężna wichura. 6 m/s dotyczy miejsca o dobrych parametrach czyli na wybrzeżu lub na Mazurach, nie zasłoniętego przez drzewa lub budynki oraz na wzniesieniu.

W gęsto zabudowanym terenie o słabej wietrzności można spodziewać się średniej w okolicy 3 m/s (lekki wiatr poruszający liście) co oznacza 1/64 mocy nominalnej. 8kW wiatrak przy 3 m/s może dać zaledwie 1/8 kW. W praktyce z 1 kW mocy zainstalowanej przydomowa elektrownia wiatrowa może wytworzyć od 100 kWh do 1000 kWh rocznie. Ponieważ cena energii waha się w granicach 30-60 gr/kWh w/w elektrownie zaoszczędzą od 30-300 zł w przeliczeniu na gaz lub prąd w II-ej taryfie do 60-600 zł w przeliczeniu na prąd całodobowy. Po szybkim przeglądzie cenników wychodzi mi, że minimalna cena 1 kW mocy (przy 12 m/s) wynosi ok. 2 tys zł przez co inwestycja w ten rodzaj energii bez uprzedniego pomiaru szybkości wiatru może okazać się bardzo nietrafiona. W gęsto zabudowanym terenie wiatrak będzie się amortyzował kilkadziesiąt lat! Osobom chcącym zgłębić temat polecam wpis Jak oszacować uzysk energii  na blogu solaris18  traktującym o OZE. Warto też przeczytać komentarze bo jest w nich wiele cennych wskazówek.

Uważam, że przydomowe wiatraki mają sens jedynie tam gdzie nie ma dostępu do sieci i gdzie służą do wspomagania PV. Wyjątkiem są małe i tanie konstrukcje które będą traktowane jako hobby, a nie inwestycja sensu stricte. Ale w tym wypadku polecałbym raczej budowę, więc napiszę parę słów o różnych konstrukcjach. Najpopularniejsze są wiatraki o poziomej osi obrotu wśród których królują o profilu „lotniczym”. Mają one wiele zalet jak bardzo wysoka sprawność przy względnie małej materiałochłonności. Największą wadą jest bardzo duża wrażliwość na zakłócenia przepływu powietrza więc w terenie zabudowanym mogą działać dużo gorzej. Na dodatek są dosyć hałaśliwe, a ich amatorska budowa jest bardzo trudna. Wiatraki wielo łopatowe zwane amerykańskimi mają  mniejszą sprawność ale za to są proste w budowie.
Osobną kategorię wiatraków stanowią te o pionowej osi obrotu. Ich największą zaletą jest całkowita niezależność od kierunku wiatru, a konstrukcja o profilu „lotniczym” typu Darrieusa ma wysoką sprawność. Niestety ten wiatrak ma problemy z samodzielnym startem. Z tego powodu często stosuje się  hybrydę z  innym typem o pionowej osi – wiatrakiem Savoniusa. Ma on niską sprawność i dużą materiałochłonność ale za to całą masę zalet. Przede wszystkim pracuje bezszelestnie, możemy usłyszeć co najwyżej pracujący generator i łożyska. Potrafi wykorzystać wiatr bez względu na to jak bardzo jest zawirowany. Na dodatek ten typ łatwo poddaje się „obróbce estetycznej”, widziałem zdjęcia naprawdę bardzo ładnych Savoniusów. Dla majsterkowiczów największą zaletą będzie łatwa budowa. Wystarczy jakaś wolnoobrotowa prądnica i dwie przecięte beczki (w tym wypadku trudno mówić o estetyce, ale na bezludziu…).  Nie trzeba budować masztu, bo jak wspomniałem wykorzysta każdy podmuch wiatru a  niższą sprawność związaną z pracą tuż przy ziemi można nadrobić większą powierzchnią.

Osoby które zdecydują się na zakup wiatraka powinny zwrócić szczególną uwagę na następujące parametry:

  • Moc zainstalowana określa maksymalną moc elektryczną jaką da się uzyskać z elektrowni. Większa szybkość wiatru nie powoduje jej dalszego przyrostu.
  • Moc nominalna. Najlepiej jak jest określona dla 12 m/s bo większość producentów tak właśnie podaje. Jeżeli odnosi się do innych prędkości wiatru inne modele należy porownywać dla podanej prędkości lub znaleźć w charakterystyce moc dla 12 m/s
  • Startowa prędkość wiatru określa kiedy nasz wiatrak zacznie produkować prąd. Ma ona szczególne znacznie tam gdzie słabo wieje. Jeżeli np. średnia prędkość wiatru jest równa startowej to przez około pół roku wiatrak będzie
    stał nieruchomo.

Przy okazji obalę mity dotyczące wykorzystania mocy zainstalowanej. W Polsce dla zawodowych elektrowni wiatrowych wynosi ok. 25% co wielu interpretuje jako „nie produkują prądu przez 3/4 roku”. Każdy kto przeczytał tekst już wie, że to nieprawda: wiatrak pracuje większą część roku ale z różną mocą. Kolejny mówi, że „w Polsce wiatraki wykorzystują 25% mocy bo za słabo wieje”. Wystarczy pomyśleć co by się stało gdyby wszystkie zainstalowane wiatraki miały identyczną konstrukcję i 2x mniejsze generatory? Takie elektrownie osiągnęłyby max moc przy ok. 10 m/s, przy czym do tej prędkości dawałyby dokładnie tyle samo energii co wcześniej. Przy 11 m/s wyprodukują ok. 75% energii w
porownaniu z poprzednią prądnicą, a powyżej 12 m/s generowałyby 2x mniej prądu. Jak wiadomo im silniejszy wiatr tym rzadziej występuje więc w przybliżeniu ta zmiana dałaby 2x lepsze wykorzystanie mocy, a produkcja prądu  zmniejszyłaby się nieznacznie. Jak widać ten współczynnik zależy głównie od przyjętych rozwiązań konstrukcyjnych.

Słońce. Najważniejszym parametrem określającym wydajność kolektorów jest współczynnik emisji e. Określa on ilość energii wyemitowanej w postaci promieniowania podczerwonego w porównaniu do ciała doskonale czarnego o tej samej temperaturze. Dla większości kolektorów wynosi od 0.05 do 0.1. Drugim parametrem jest współczynnik przenikania ciepła kolektora U który dla próżniowych (rurowych) ma pomijalną wartość. Jednak tym co określa osiągi kolektorów słonecznych nie są w/w współczynniki ale warunki pracy. Poza oczywistymi jak ustawienie względem Słońca szczególnie ważna jest temperatura…” 

o pozostałych źródłach energii odnawialnej tu: Lokalne źródła energii (na co można liczyć i w jakim stopniu)

podobne: Transformacja polskiej energetyki da bezpieczeństwo bez wzrostu cen. „Puls Biznesu”: Rząd chce rozdać węgiel bogatym. oraz: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. i to: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa a także: Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. Nowelizacja ustawy o OZE. i jeszcze: Nauka: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

„…Jeszcze do 2009 r. akcyza i opłata paliwowa wynosiły w sumie niecałe 1,15 zł/litr. Teraz jest to ponad 1,45 zł/litr. Biorąc pod uwagę, że ta różnica jest jeszcze powiększana przez podatek VAT, dodatkowe obciążenia fiskalne w detalu są o prawie 40 gr wyższe niż w poprzedniej dekadzie.

Inaczej natomiast wygląda sytuacja z popularną bezołowiówką. Przez ostatni miesiąc cena PB 95 na rynku ARA kształtuje się w przedziale 1,03-1,20 zł/litr. Są to podobne wartości, które były obserwowane od lutego do marca 2009 oraz w pierwszych dwóch miesiącach 2007 r. Wtedy na polskim rynku hurtowym cena PB 95 bez obciążeń fiskalnych wynosiła ok. 1,35 zł. Teraz natomiast jest to ok. 1,65 zł. Te 30 gr różnicy netto oznacza prawie 40 gr wyższą cenę brutto przy dystrybutorze, niż wynikałoby to z normalnej zależności ceny hurtowej od globalnych uwarunkowań rynkowych.

PB 95 za darmo, a my płacimy 3 zł/litr

Biorąc pod uwagę, że hurtowa cena ON wraz opłatą paliwową i akcyzą kształtuje się na poziomie 3,05 zł netto, można oczekiwać, że niedługo większość kierowców powinna płacić za diesla w okolicach 3,9-4 zł z podatkiem VAT. Znacznie trudniej będzie znaleźć benzynę bezołowiową poniżej granicy czterech złotych, gdyż jej hurtowa cena wynosi około 3,3 zł, mimo że przy obecnej sytuacji na światowym rynku paliw nie powinna przekraczać 3 zł.

Na koniec należy jeszcze zauważyć jedną ciekawą zależność. Biorąc pod uwagę, że obecna różnica pomiędzy ceną PB 95 w krajowym hurcie i na rynku ARA wynosi 60 gr za litr, to nawet gdyby benzyna na świecie była za darmo, to i tak płacilibyśmy ok. 3 zł za litr.

Wynika to z prostej kalkulacji. Zakładamy, że cena gotowego paliwa bezołowiowego ARA 95 na świecie wynosi zero. Dodajemy do tego obecną różnicę między polskim hurtem i ARA 95 w wysokości 60 gr. Dalej dokładamy stałą akcyzę w wysokości 1,54 zł oraz opłatę paliwową w kwocie 13 gr. Dostajemy więc 2,27 zł. Do tego dochodzi średnia marża detaliczna w wysokości 16 gr (dane POPiHN za 2014 r.). Tym sposobem cena netto PB 95 to około 2,43 zł/litr. Na koniec należy oczywiście dodać 23 proc. podatku VAT. W rezultacie dostajemy finalną kwotę w okolicach 3 zł/litr. (Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl)

całość tu: Nawet gdyby benzyna na świecie była za darmo, to Polacy płaciliby 3 zł/litr

podobne: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło. oraz: Stanisław Tymiński: Polski Frankenstein… i co dalej z tą Polską? Jak to co! Walka ze swobodą gospodarczą, nowy podatek na paliwa i „składka” ZUS do góry. i to: Zdrożeją pozwolenia na emisję CO2, w górę pójdzie opłata paliwowa…

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Inwestowanie a spekulacja. Jak stracić 100 tys. dolarów w jedną noc?


„…Czy inwestowanie jest spekulacją? W jakim stopniu spekulacja jest częścią inwestowania? (…) Możliwe są tu dwie różne filozofie podejścia.

Jednym z nich jest podejście inwestora, które nazwać możemy też „podejściem Peryklesa”. Inwestor uważa że przyszłości zasadniczo przewidzieć się nie da, wbrew natrętnej nieraz reklamie promotorów rozmaitych inwestycyjnych produktów które mają „pobić rynek”. A skoro przewidzieć się jej nie da to próby podejmowane w tym kierunku będą bezowocne. Bardziej sensownie jest skupić uwagę na należytej dywersyfikacji całego portfela inwestycyjnego tak aby być odpowiednio przygotowanym na każdy wariant obrotu spraw. Tak do rzeczy podejdzie inwestor.

Oznacza to zasadniczo „siedzenie w rynkach” na dobre i na złe. Inwestor nie odgaduje co będzie specjalnie „hot” w przyszłym roku albo czego należy unikać. Byłoby to może pomocne ale skoro przyszłości z należytą pewnością przewidzieć się nie da to sprowadzałoby się to właśnie do spekulacji. Kontentuje się zatem zwrotem rynkowym, średnim, takim samym jaki dostępny jest dla wszystkich innych uczestników rynku. Inwestor zwróci natomiast uwagę na to aby zwrot ten zrealizowany został pewnie, tanio i bezpiecznie. Sprowadza się to najczęściej do zajęcia pozycji w szerokich indeksach rynkowych i funduszach zrównoważonego wzrostu raczej niż w indywidualnych walorach…

…W odróżnieniu od inwestora cel spekulanta jest inny. Jest nim próba zrealizowania zwrotu ponad rynkowego, lepszego niż rynkowy czy, jak kto woli, „bijącego rynek”. W poszukiwaniu zwrotu ponad rynkowego nie ma naturalnie niczego złego. Spekulant musi jednak rozumieć że porywając się na wynik lepszy niż rynkowy wejść musi również w strefę ryzyka wyższego niż rynkowe. Czasem okazuje się ono dużo większe i nie zawsze kompensuje potencjalnie większą nagrodę.

Zwrot ponad rynkowy nie jest dostępny dla wszystkich, lecz jedynie dla niewielkiej i zmieniającej się grupy. Spekulant musi również dobrze rozumieć że aby odnieść sukces w spekulacji, to jest osiągnąć wynik niedostępny dla innych, dysponować musi pewną przewagą wiedzy, umiejętności czy technologii nad innymi. Popularną iluzją mas jest spodziewanie się sukcesu w spekulacji bez posiadania tej wbudowanej przewagi.

O ile pomiędzy tak zdefiniowanymi obszarami inwestowania i spekulacji istnieje stosunkowo ostre rozróżnienie to często się zdarza że inwestor jest też po części zaangażowany w spekulację i vice versa…” (cynik9)

całość tu: Inwestowanie a spekulacja

podobne: Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze i to: Akcje – Czy warto inwestować w wartość? oraz: Niezależny Portal Finansowy: Inwestycje dla mniej zamożnych a także: Łukasz Nowacki: Analiza 2000-2014: KGHM, Colian, Forte, LPP – metodą Mebana Fabera

„Inwestycje na giełdzie zawsze wiążą się z ryzykiem utraty części środków. Zwłaszcza jeśli kupuje się nie tyle akcje, co instrumenty pochodne z dużym lewarem…. 

…Kontrakt, który opiewa na 100 tys. PLN może zostać kupiony za 10 tys. PLN środków pochodzących od spekulanta i 90 tys. kredytu PLN. Dzięki temu, młodzi spekulanci chcą zwiększyć swoje zyski w krótszym czasie. Dysponują oni z reguły niewielkimi kwotami wypracowanych oszczędności i pragną szybko się wzbogacić. Nagły ruch indeksu w niewłaściwą stronę powoduje wyzerowanie depozytu początkowego, przeznaczonego na zakup kontraktu, a niekiedy powstanie długu na koncie, który później musi zostać pokryty.

1. Do czego może doprowadzić lewar i spekulacja obrazuje perfekcyjnie przykład pewnego Amerykanina. Joe Cambell, bo o nim mowa otworzył krótką pozycję na kontraktach terminowych, opiewających na akcje KaloBios Pharmaceuticals. Firma ta popadła w poważne kłopoty finansowe. Zapowiadano wyprzedaż majątku trwałego i wygaszenie działalności spółki. Bankructwo było bardzo prawdopodobne. W takich okolicznościach, krótka pozycja Campbella, zyskująca na spadku ceny akcji, wydawała się mieć sens.

W środę 18 listopada cena akcji oscylowała w przedziale 1-2 dolarów, a dalsze perspektywy były bardzo niekorzystne. Joe kupił więc kontrakty short, opiewające na kwotę 35 tys. USD, licząc na dalszy spadek ceny akcji. Zważywszy, że przy transakcji zastosowano znaczny lewar, łączny kapitał jakim dysponował Joe był o 50% niższy niż wartość transakcji.

Tuż po zawarciu pechowej transakcji, inwestor Martin Shkreli zaczął skupować akcje spółki, przejmując pakiet kontrolny. Ogłosił także, że doszedł do porozumienia z zarządem KaloBios oraz przedstawił propozycje rozwiązania problemów finansowych.

W ciągu nocy kurs akcji wzrósł o 700% do poziomu 16 dolarów za akcję. Joe, który jeszcze wczoraj posiadał kontrakty short oraz 18 tys. USD na koncie maklerskim, obudził się w czwartek i spostrzegł, że ma wezwanie do zapłaty opiewające na kwotę 106 tys. USD.

W zaledwie kilka godzin, z osoby posiadającej oszczędności, stał się dłużnikiem brokera. Nie dość, że pechowy Joe stracił wszystkie środki jakimi dysponował, to na skutek jednej, bardzo ryzykownej transakcji, popadł w długi przekraczające 100 tys. USD. Lewar bywa zabójczy…

…Niech błędy innych osób będą dla Was przestrogą, zwłaszcza w nadchodzących miesiącach. Rynki finansowe dają wiele ciekawych możliwości, ale wiążą się również z ogromnym ryzykiem i odpowiedzialnością. Strat podczas inwestowania nie da się uniknąć, ale można zabezpieczać swoje pozycje, przez dywersyfikację i unikanie instrumentów finansowych z dużą dźwignią. Jest ona zabójcza nawet dla doświadczonych traderów, a zmienność, z którą mamy aktualnie do czynienia, skasuje konto niejednego spekulanta.” (Trader21)

całość tu: Jak stracić 100 tys. dolarów w jedną noc?

podobne: Skoro ze złotem jest źle, to czemu Chiny je skupują? Im większy pesymizm tym bliżej do zmiany trendu i różnica między spekulacją, inwestycją a zabezpieczeniem kapitału. Co to znaczy „dobrobyt”? oraz: Zysk czy bezpieczeństwo? (a może jedno i drugie). Cynik9 o inwestowaniu w srebro. i to: Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych.

rys. Zbirek

rys. Zbirek

Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?


"Democracy in Fallujah" Franciszek C. Kulon

„Democracy in Fallujah” Franciszek C. Kulon

„…1300 lat temu, obok nowopowstałej Europy chrześcijańskiej, ukształtowała się Europa muzułmańska o mniejszym zasięgu terytorialnym, obejmującym obszar Półwyspu Iberyjskiego. Właśnie tam, na bazie germańskiego (wizygockiego) oraz romańskiego (iberyjsko-łacińskiego) dziedzictwa, dokonano „jedynego poważnego przeszczepu cywilizacji arabsko-muzułmańskiej na grunt europejski” – jak stwierdził arabista Francesco Gabrieli [1]. W rzeczywistości mowa tutaj raczej o przeszczepie kulturowym niż etnicznym, ponieważ, zgodnie ze słowami jednego z hiszpańskich badaczy, „…hiszpańscy muzułmanie, którzy byli potomkami osób nawróconych na religię najeźdźców, byli Hiszpanami czystej krwi; w pozostałych przypadkach, na skutek zawierania licznych związków międzykulturowych, w ich żyłach również przeważała hiszpańska krew” [2].

W muzułmańskiej Hiszpanii małżeństwa mieszane były rzeczywiście częstym zjawiskiem, ponieważ muzułmanie chcieli, by matkami ich dzieci były autochtonki, w szczególności te urodzone w Galicji, ziemi starożytnych osad celtyckich. Jak zauważa jeden z historyków badających dzieje muzułmańskiej Hiszpanii, „w związku z tym, że ich potomkowie nosili wyłącznie imiona męskich przodków, czysta arabska krew, wielokrotnie wymieszana z krwią hiszpańską, uległa rozcieńczeniu w kolejnych pokoleniach; im więcej imion arabskiego pochodzenia nosił człowiek, tym mniej afrykańskiej krwi płynęło w jego żyłach. Błędne jest zatem założenie, że każdy hiszpański muzułmanin był Arabem, a wszyscy chrześcijanie byli Rzymianami czy Gotami i uciekali na północ podczas inwazji – stwierdza; błędne jest przekonanie, że »rekonkwista« była trwającą osiem wieków wojną pomiędzy stroną »rzymsko-gocką« z północy i »arabsko-andaluzyjską« z południa” [3]…

…Emirat Granady (1246–1492), ostatni bastion islamu w zachodniej Europie, upadł po zdobyciu miasta przez Ferdynanda Aragońskiego i Izabelę Kastylijską. Hiszpanie celebrują to wydarzenie jako zakończenie rekonkwisty, inni patrzą na nie z odmiennej perspektywy. Warto tutaj przytoczyć słowa Fryderyka Nietzschego: „Cudowny mauretański świat kultury w Hiszpanii, pokrewniejszy nam w gruncie, bardziej przemawiający do naszego zmysłu i smaku, niż Rzym czy Grecja, został zdeptany – nie mówię czyimi nogami – dlaczego? Ponieważ zawdzięczał swoje powstanie dostojnym, męskim instynktom, ponieważ wciąż jeszcze mówił życiu »tak« rzadkimi i wyrafinowanymi kosztownościami życia mauretańskiego!” [5]. Obecność islamu w Hiszpanii trafnie podsumowuje Sigrid Hunke: „Przykład Hiszpanii pokazuje, że dwieście lat arabskiego panowania wystarczyło, by biedny, zapuszczony i ciemiężony kraj stał się jednym z najważniejszych państw Europy i całego zachodniego świata, a wszystko to dzięki pewnej kulturze, która rozprzestrzeniła się we wszystkich grupach społecznych oraz rozkwitowi nauki i sztuki. Swoją uprzywilejowaną pozycję Hiszpania utrzymała przez pięć wieków aż do momentu, w którym islam został wyparty” [6].

Italia

Zanim Tarik i Musa ibn Nusajr dotarli na Półwysep Iberyjski, to właśnie Italia stała się obiektem zainteresowania Saracenów (którzy w większości byli Berberami), co miało miejsce około połowy VII w., gdy półwysep był politycznie podzielony między Longobardów, Bizantyjczyków oraz Papiestwo…

…Armia islamskiego emiratu, który powstał na terytoriach odpowiadających dzisiejszym prowincjom Bari, Matera oraz Tarent, trzymało w szachu Franków i Bizantyjczyków. Przypadek Bari nie jest jedynym przykładem islamskiego organizmu politycznego, który powstał na Półwyspie Apenińskim – istniały również muzułmańskie państwa w Amantei i nad rzeką Garigliano – jednak bez wątpienia jest to przykład najbardziej istotny. Bari cieszyło się tak wielkim dobrobytem, że do miasta, ożywionego przez intensywny rozkwit gospodarczy, napływali Longobardowie opuszczający ziemie południowej Italii. Jak pisze jeden z historyków, muzułmanie w Bari „nauczyli mieszkańców 24 apulijskich grodów, czym jest tolerancja religijna w czasach pokoju, jak użytkować ziemię, jak czerpać korzyści z wymiany towarów” [7].

Okres obecności islamu na Sycylii był dłuższy i jeszcze bardziej wspaniały. (…) F. Gabrieli ocenia panowanie muzułmańskie na Sycylii jako „pozytywne i korzystne ze względu na ożywienie ubogiej struktury etnicznej bizantyńskiej Sycylii, a przede wszystkim z uwagi na poczynione zmiany w zakresie warunków ekonomicznych i społecznych wyspy, w tym likwidację latyfundiów, promowanie małych gospodarstw wiejskich, rewitalizację sycylijskiego rolnictwa i wzbogacenie go o nowe techniki oraz uprawy” [8]. „Rolnictwo i handel – stwierdza inny badacz – na nowo rozkwitały: coraz liczniejsze były przypadki zmiany wyznania, nie pod przymusem, lecz pod wpływem spontanicznego pragnienia wznieconego przez owych pobożnych ludzi, a także podziwu, jaki budziła wyżej rozwinięta cywilizacja najeźdźców. Odzwierciedlenie dobrobytu i wytworności Orientu, życia kulturalnego Bagdadu, Kordoby czy Kairu, można było odnaleźć również w Palermo” [9]. Spośród zamieszkujących Sycylię autochtonów, Berberów i Persów (z których wielu zajmowało stanowiska wojskowe i urzędnicze) ponad 300 tys. osób było muzułmanami. Palermo, przez podróżników opisywane jako jedno z najpiękniejszych i najlepiej prosperujących miast Śródziemnomorza, wraz ze swoimi trzystoma meczetami – z których największy miał być miejscem spoczynku szczątków doczesnych Arystotelesa – mogłoby konkurować z Kordobą, a nawet z Kairem czy Damaszkiem…

Bałkany

W 1492 r. Granada znalazła się pod panowaniem katolickich królów. W ciągu jednego tylko stulecia, podczas gdy gwiazda islamu gasła na zachodzie Europy, Półksiężyc wschodził na jej wschodzie. Imperium Osmańskie przejęło bałkańskie ziemie, które dawniej należały do Rzymu i Konstantynopola. Dunajski limes, oddzielający niegdyś terytorium Cesarstwa Rzymskiego od przestrzeni, którą zamieszkiwali barbarzyńcy, przez cały XV wiek pełnił rolę linii demarkacyjnej pomiędzy dâr al-islâm a dâr al-kufr. Niedługo później Sulejman Wspaniały – niczym Trajan, który prąc na północ Dunaju, przyłączył Dację do Cesarstwa Rzymskiego – podbił naddunajskie obszary leżące między Belgradem a Budą, poszerzając strefę wpływów Wysokiej Porty o Wołoszczyznę, Mołdawię i Transylwanię. Podobnie jak w czasach panowania rzymskiego, także wówczas na jedno imperium składały się, oprócz obszaru bałkańsko-dunajskiego, Morze Czarne i jego wybrzeża, Armenia, Mezopotamia, Anatolia, Syria, Palestyna, Egipt oraz Afryka Północna aż po granice Maroka.

Nowopowstałe imperium ze stolicą w Europie, którego terytorium rozciągało się na trzech kontynentach, przyjęło do swojej klasy urzędniczej szereg Europejczyków, pochodzących zarówno z Europy wschodniej, jak i zachodniej. Mowa tutaj nie tylko o licznych Włochach, którzy w XVI w. przeszli na islam, jak na przykład: Uluch Ali, z pochodzenia Kalabryjczyk, który w bitwie pod Lepanto jako jedyny z otomańskich admirałów nie uległ chrześcijańskiej flocie; wenecjanka Cecilia Baffo, ukochana małżonka sułtana Selima II;Ludwik Gritti, syn weneckiego doży, który został gubernatorem Węgier; oraz wielu innych bejlerbejów pochodzących z Sardynii, Korsyki, Ligurii oraz Kalabrii, którzy rządzili w Algierze. Mowa również o licznych Włochach, Francuzach, Węgrach, Polakach i Chorwatach, którzy w XVIII i XIX w. przyjmowali islam i powierzali Wielkiej Procie swoją wiedzę naukową, umiejętności wojskowe i administracyjne.

Przełomowe wydarzenia, takie jak zdobycie Konstantynopola przez Osmanów i osiedlenie się dynastii w stolicy Cesarstwa wschodniorzymskiego, wzbudziły w chrześcijańskiej Europie obawy o utratę honorów i władzy, dzięki której władcy osmańscy mieli stać się spadkobiercami cesarstwa…

…Ciekawy i niezwykle wymowny w tym kontekście jest mit o pochodzeniu, który miał dowodzić pokrewieństwa Turków i Rzymian, a tym samym umacniać w świadomości ówczesnych europejczyków przekonanie, że Imperium Osmańskie jest prawowitym spadkobiercą dziedzictwa starożytnego Rzymu. Niektórzy utrzymywali, wychodząc od fonetycznego podobieństwa łączącego Turków i Teukrów [Trojan], że Mehmed był potomkiem Teukrosa, pierwszego króla Troi, a więc mścił się na potomkach Greków za krzywdy wyrządzone Trojanom. Co więcej, we Francji krążyły plotki o pewnym liście, który Mehmed miał wysłać papieżowi Mikołajowi V, by wyrazić w nim swoje zaskoczenie faktem, że Włosi są mu nieprzychylni, podczas gdy, za sprawą Eneasza, wywodzą się z tego samego trojańskiego rodu, co Turcy….

…Obok islamu arabskiego, perskiego, tureckiego, indyjskiego itd., istniał zatem również – choć jedynie tymczasowo i na ograniczonej przestrzeni geograficznej – islam europejski. Dziś należy zadać sobie pytanie, czy taka ewentualność może jeszcze zaistnieć, i jakie warunki musiałyby zostać spełnione, by do tego doszło.

polecam lekturę całości tu: Claudio Mutti: Europa muzułmańska

…”jakie warunki musiałyby zostać spełnione, by do tego doszło.” A cóż to za pytanie? Normalny Europejczyk któremu leży na sercu dom w którym mieszka, rodzima cywilizacja, kultura czy religia zadałby raczej inne – co należałoby zrobić aby do tego NIE doszło. No ale trudno się dziwić takiemu pytaniu ze strony autora, który nie ukrywa w swoim tekście sympatii dla wpływu cywilizacji arabskiej na podbite rejony „starego” kontynentu (podpierając się na dodatek cytatami z Fryderyka Nietzschego 🙂 ). Jakby rozwój i prosperity było na tym świecie domeną wyłącznie arabską.

O ile ciężko jest nie przyznać racji historycznym faktom które przywołuje Pan Mutti, to już wyraźne rozsmakowanie się w dobrodziejstwie z okupacji bądź co bądź NAJEŹDŹCÓW wywołuje u mnie mieszane uczucia. Zwłaszcza w czas nasilającego się obecnie w Europie kryzysu imigracyjnego (zaznaczmy że z państw dla nas Europejczyków mało cywilizowanych) i towarzyszącej mu wojny cywilizacyjnej, oraz terroryzmu, który chociaż nie powinien być utożsamiany z Islamem (tak jak IRA nie jest tożsama z katolicyzmem) to jednak w pewnym wymiarze chętnie się nim posługuje jako celem ideowym. Podobnie mieszane uczucia wywołuje u mnie posługiwanie się terminem „islam europejski”. To tak jakby mówić o arabskim katolicyzmie – rzecz zupełnie nie do pomyślenia w krajach arabskich, pomijając fakt że religia nie ma tożsamości narodowej (bo może być „charakterystyczna” dla różnych narodów, czasem nawet wrogich sobie) czy cywilizacyjnej gdyż jest to indywidualna (bądź zbiorowa) relacja człowieka z Bogiem. Nie wiem czy na całym świecie znajdziemy państwo będące w 100% monolitem pod względem religijnym, etnicznym czy narodowościowym. Cały „myk” porządku polega więc wyłącznie na zdrowych proporcjach „przybyszów” (i ich tradycji) wobec autochtonów wśród których mieszkają, i utrzymaniu tych proporcji w każdym aspekcie życia społecznego, kulturowego i wyznaniowego charakterystycznego tożsamościowo na danym terenie. Mniejszość (nie tylko zresztą imigracyjna) nie ma żadnego prawa narzucać, emancypować się ponad, czy zrównywać, specyficznych dla siebie zachcianek z prawami rodzimej większości. „Gość w dom Bóg w dom” ale kto zakłóca jego mir, i zabiera się (nie pytając domowników o zdanie) za przestawianie mebli, nie szanując praw i przywilejów gospodarza ten zasługuje na co najmniej wyproszenie… (Odys)

podobne: Templariusze. Słudzy Kościoła walczącego a także: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”. i to: Turczyn rośnie w siłę… bez „Unii”

„…Na pytanie, jak wielkim poparciem cieszy się Państwo Islamskie wśród muzułmanów, odpowiedzieć jest ciężko. Różnego rodzaju prezentacje opinii społecznej pokazują, że niskim, ale czy wiarygodnymi są badania prowadzone na będącym w permanentnym stanie wojny terenie Iraku. Tak czy inaczej podstawą legitymizacji dla Abu Bakra Al-Baghdadiego jest islam. Specyficznie pojmowany, o czym świadczyć mogą egzekucje wykonywane nie tylko na szyitach, ale przecież także wśród sunnitów. Autor nie podejmie się jednak odpowiedzi na pytanie czy warunkiem życia pod rządami Państwa Islamskiego jest przede wszystkim akceptacja władzy, czy też może odpowiedzią jest jakaś wersja islamu. Jest na to za wcześnie, a przekaz nie jest jednoznaczny.

Nie istnieje naród w nowoczesnym rozumieniu dla IS. Nowy wymiar fundamentalizmu wykracza poza standardowe ramy, które wyznacza nam błędnie europocentryzm. Jeśli pozwolimy sobie na porównanie formacji Państwa Islamskiego do uznawanego za skrajny w Polsce Ruch Narodowy, to z łatwością zauważymy, że odwołanie RN do religii katolickiej nie jest główną podstawą przynależności czy wartościowania aktywu. Wszak do samego Ruchu Narodowego dołączyły grupy neopogańskie czy agnostyczne. IS to więc kontrrewolucja – „powrót Bourbona” po rewolucyjnym chaosie i erze napoleońskiej. Czy z takim samym losem – pokaże czas. Formalnie „Allah” był przez cały czas obecny na Bliskim Wschodzie zaś realnie, dopiero teraz nie tylko „zszedł na ziemię”, ale też chce ją obejść dookoła.

Największym sukcesem IS, jak do tej pory, jest zyskanie rozgłosu na arenie międzynarodowej. Chaos powstały po wybuchu wojny domowej w Syrii, spowodował rozbicie wielu grup politycznych, które wcześniej stały w awangardzie walki z rządem Baszara al-Asada. Partia BAAS jednakże przetrwała. Ranna, poobijana, krwawiąca, ale cały czas dzierżąca władzę nad państwem i armią. Syryjski prezydent został uznany za obrońcę świeckiego państwa, chrześcijan i ostatni bastion oporu przed powiększeniem amerykańskiej strefy wpływów w wyniku „arabskiej wiosny”. Historycznym osiągnięciem B. al-Asada było uzyskanie wsparcia Iranu i Hezbollahu, do tej pory nie tylko wstrzemięźliwych wobec takich działań, ale przez lata będących przecież konkurencją dla BAAS…

Aby jednak doszło do uznania Państwa Islamskiego za podmiot w stosunkach międzynarodowych – świat musiałby dojść do przekonania, że ani naloty, ani nadzwyczajne środki bezpieczeństwa nie dają efektów. Zamach w Paryżu niekoniecznie jest ostatnim, a poziom zastraszenia europejskich społeczeństw będzie przecież tylko wzrastać. Pytanie czy spowoduje to przekonanie o nieuchronności wojny z Państwem Islamskim, czy może przeciwnie: doprowadzi do postawy kapitulacyjnej, żądającej zaprzestania działań wymierzonych w IS…

Teza, jakoby Państwo Islamskie było tworem samodzielnym, niezależnym zarówno od Stanów Zjednoczonych, jak i tym bardziej od Chin czy Rosji, nie wyklucza możliwości odniesienia korzyści przez któregoś z głównych graczy. Jeżeli za punkt odniesienia uznamy światową hegemonię Stanów Zjednoczonych, a jako projekt konkurencyjny zdefiniujemy poszczególne interesy Rosji i Chin, nakierowanych na walkę z amerykańską dominacją – odpowiedź nasuwa się sama.

Każda rosyjska i chińska strata to ogromny zysk dla USA. Nie należy przeceniać interesów naftowych, bo Amerykanie i tak są posiadaczem ogromnych złóż. Kontrola nad Bliskim Wschodem to raczej klucz do cenowej dyktatury. W każdym razie niekonieczny do utrzymania hegemonii. Basen Morza Śródziemnego bez rosyjskiej bazy to nie tylko jedna Syria, ale też odcięcie od rosyjskiego zainteresowania Egiptu, absolutnie kluczowego dla szlaków handlowych. Przypomnijmy, że to właśnie w Egipcie Władimir Putin rozpoczynał budowę regionalnej koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu…

…Rosyjskie naloty na Państwo Islamskie i ogólna intensyfikacja działań państwa na rzecz obrony status quo w Syrii są oczywiście nieprzypadkowe. Warto przy tym zauważyć, że polityka Moskwy ewoluowała od działań defensywnych, polegających na blokadzie interwencji ONZ do typowo ofensywnych, podobno uwzględniających nawet konieczność operacji lądowej w Syrii. Na kroki inne liczyć jednak nie można, bo o ile rząd syryjski z chęcią pozwoli na kremlowskie wsparcie, o tyle w Iraku jest to praktycznie niemożliwe. Wyraźnie więc widać, że Amerykanom wcale nie zależy na upadku Państwa Islamskiego, inaczej daliby przecież zielone światło rządowi irackiemu do współpracy z Rosją. Co więcej nie są w stanie zaryzykować nawet „drugiego Afganistanu”, co wszakże może się Moskwie przydarzyć jak najbardziej, a doprowadziłoby do szybkiego upadku legitymizacji władzy W. Putina.

Rosja walczy o przetrwanie, o zachowanie własnego wielonarodowego i wieloreligijnego imperium, o utrzymanie i tak już mocno okrojonej strefy wpływów. Nawet, jeśli Waszyngton nie uwzględnia w swoich planach jakiegokolwiek wsparcia dla IS – nie dopuści do niczego, czego kosztem mogłoby być powiększenie rosyjskich terenów oddziaływania.

Wreszcie Rosja walczy też o Europę. Amerykanie doskonale wiedzą, że (zwłaszcza teraz) zniszczenie Państwa Islamskiego wywołałoby na Starym Kontynencie falę entuzjazmu wobec Kremla, a w konsekwencji nie tylko zniesienie sankcji, ale też koniec eksperymentu ukraińskiego i być może powrót do idei Unii Eurazjatyckiej – tej od Władywostoku po Lizbonę. Wówczas Amerykanie mieliby dużo większy problem niż zachwianie systemem sojuszy na Bliskim Wschodzie. Waszyngton dusi się własną produkcją i lobbuje na rzecz Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP). Jedynie Europa jest bowiem rynkiem zdolnym przyjąć wysoko przetworzone produkty „made in USA”. W przeciwnym razie nastąpić może krach systemu dominacji ekonomicznej i politycznej Stanów Zjednoczonych poza Ameryką Północną.” (Tomasz Janowski)

całość tu: „Państwo Islamskie” – czyli o różnicach między tym co formalne, a realne.

podobne: Thierry Meyssan: Geopolityczne podłoże wojen przeciwko Syrii i Państwu Islamskiemu. Straty dżihadystów w Kobane. Tragiczny los porwanych przez Boko Haram. oraz: Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę!

„…We współczesnym, ponowoczesnym świcie, który rządzi się prawami Realpolitik, radykalny islam to najbardziej dogodny fenomen dla naświetlenia strategii zachodniej ekspansji politycznej na świecie. Jest on łatwy do sterowania, można nim manipulować niezależnie od geograficznej lokalizacji. Uniwersalne oblicze radykalnego islamu czyni go maksymalnie efektywnym orężem geopolitycznym, a jego wykorzystanie w XXI wieku nosi systemowy charakter.

Rękoma radykalnych islamistów rozniecane są krwawe konflikty w różnych częściach świata od lat 1990’ do dziś: w Bośni, w Kosowie, na Północnym Kaukazie, a teraz również na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Radykalni islamiści wszędzie zajmują się kryminalną działalnością: na Kaukazie, na Bałkanach, na Bliskim Wschodzie. Główne sfery ich kryminalnej działalności to ropa naftowa, narkotyki, handel bronią, ludzkimi organami, przemyt, wymuszenia i bandytyzm… 

 …Współczesny radykalny islam w swojej istocie jest nowoczesny – nie wyklucza współpracy z tymi, których deklaratywnie chce unicestwić. Okazuje się, że współczesna ideologia salafizmu i prowadzenia dżihadu to fasada – deklarują jedno a w praktyce czynią co innego. Na przykład w Syrii wojnę Państwa Islamskiego i innych radykalnych organizacji przeciw Baszarowi Asadowi finansuje Zachód. Równocześnie wodzowie salafizmu przeklinają tenże Zachód i wzywają do unicestwienia go. Wystarczy także wspomnieć, że połowa więźniów Guantanamo walczyła w Libii wspólnie z siłami NATO przeciwko Muammarowi Kadafiemu, zaś w Egipcie przeciw Hosniemu Mubarakowi. W Bośni dżihadyści, tak jak i w Kosowie, wspólnie z NATO walczyli przeciwko prawosławnym Serbom.

Współczesna Ukraina pokazała dziwny przykład sojuszu faszystów, społeczności LGBT, radykalnych islamistów i politycznych awanturników. Co może być dla nich wspólnego i co ich jednoczy? Przede wszystkim zaszczepiona siłą rusofobia i – oczywiście – niemałe pieniądze, co bardzo ważne w gwałtownie ubożejącej Ukrainie. Na przestrzeni poradzieckiej dżihad silnie związany jest z rusofobią. Na Bałkanach – z nienawiścią do prawosławnych Serbów. Na Bliskim Wschodzie – do wszelkich odmiennych wyznań religijnych.

Analizując składowe elementy uniwersalnej linii radykalnego islamu można uczynić wywód, że bardzo łatwo nim manipulować. Ten czynnik sprzyjał temu, że zachodnim strategom nie sprawiło specjalnego trudu, aby przystosować i zsyntetyzować radykalny islam w ramach „teorii Haertlandu” z korzyścią dla siebie.”

całość tu: Szota Apchaidze: Radykalny islam – broń w rękach Zachodu

…oj tam oj tam! Islam wcale nie jest aż tak rusofobiczny jakby ktoś sobie mógł pomyśleć (albo dał wmówić). Chodzi tu rzecz jasna o pewną jego część, która jak słusznie zauważył Pan autor jest podatna na sterowanie i zdolna do sojuszy z naturalnym wrogiem jeśli tylko ma w tym interes, ale to tylko interes a nie żadna rusofobia 🙂 Albowiem w innych miejscach i okolicznościach można zaobserwować jak interes dżihadystów „pięknie” współgra z interesem Rosji. Wtedy należałoby pójść za logiką autora i oskarżyć Islam o jakąś inną fobię. Więc stawianie problemu w ten sposób to ślepa uliczka.

Faktem jest, że w zależności od tego jak się przedstawia interes w danym momencie tak wyglądają sympatie i antypatie dżihadystów. Raz są zbieżne z interesem USA, innym zaś razem są zbieżne z interesem Rosji. Obecny zalew Europy przez ludność muzułmańską i towarzyszący temu chaos jest bowiem tak samo na rękę USA jak i Rosji. Dla USA – bo oddala zainteresowanie od tego kraju (czyniąc go gospodarczym „safe haeven”), a dla Rosji – gdyż rozbija jedność Europy pod auspicjami UE (pomijając upośledzenie samego projektu), przez co Rosja może sobie planować kolejne projekty polityczno-gospodarcze bilateralnie, w bezpośrednim i z osobna porozumieniu z Niemcami, Francją, Włochami czy Austrią, jak np. kolejna nitka gazociągu północnego, czy gazociągu południowego, czy obchodzenie po kryjomu embarga które nałożono na Rosję w związku z konfliktem na Ukrainie. Podzielona (choćby za sprawą imigrantów z bliskiego wschodu i Afryki) i zdestabilizowana terroryzmem Europa, to rzecz jasna okazja dla Rosji do podporządkowywania sobie bliskiej zagranicy, tj. krajów byłego bloku sowieckiego, których interesy „stara unia” zajęta swoimi problemami może chętnie przehandlować za rosyjską „głastnost”, i w rewanżu za niepokorność stawania okoniem wobec planów i koncepcji państw starej Unii (głównie Niemiec i Francji).

Druga sprawa to fakt  że Islam chętnie (od lat) konfrontował się z chrześcijaństwem (zwłaszcza katolicyzmem), jako największym zagrożeniem cywilizacyjnym, kulturowym i ideowym dla siebie. Podobnie było w przypadku komunizmu i jego kulturowej nadbudówki – marksizmu. Obecna konfrontacja na miecze świata chrześcijańskiego z muzułmańskim jest więc wymarzoną pożywką i okazją do tego by skorzystał „ktoś” trzeci, czyli właśnie ateistyczna ideologia marksizmu, socjalizmu i komunizmu rodem z Rosji (a nie tylko „zgniłe” USA które oczywiście też zostały marksizmem zarażone). Być może obie siły nie współpracują dosłownie na papierze, ale cel niewątpliwie mają (nie)przypadkowo zbieżny. Do tego grona należy dorzucić zdecydowaną większość „elit” politycznych Europy, które również są skażone marksizmem i zachowują się co najmniej podejrzanie, bezkrytycznie promując multi-kulti i otwartość granic dla przybyszów, w całkowitym oderwaniu od realizmu narażając na szwank bezpieczeństwa narodów którym przewodzą.

Poza tym czy Rosja aby nie stara się budować wokół siebie koalicji państw z udziałem również muzułmańskich? Jak Iran – o który toczona jest nieustanna wojna dyplomatyczna z USA, czy Turcja – próbując ją wyciągnąć z zachodniej strefy wpływów poprzez uwiązanie gospodarcze w różnego rodzaju projekty ( Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii). Swoją drogą Turcja też ma swój udział i interesy w chaosie na bliskim wschodzie oraz w Europie. Dla Turcji B. al-Assad i Kurdowie to zagrożenia, a Państwo Islamskie to aktualnie dostępna odpowiedź na nie. W końcu to też kraj muzułmański, do tego o dużych ambicjach politycznych. Przecież Rosja nie robi tego w celu czysto towarzyskim, tudzież filantropijnym prawda? Czy nie ma i nie walczy (podobnie jak USA) o jak największe wpływy w krajach MUZUŁMAŃSKICH bliskiego wschodu? Czyż nie ruszyła zbrojnie na pomoc Syrii, by podobnie jak USA oficjalnie walczyć z terrorystami? Nie bądźmy aż tak nachalnie ślepi na konszachty Rosji ze światem muzułmańskim (owszem tylko w interesach, ale jednak). Wszak nawet w Afganistanie i Czeczenii znaleźć można przyjazne Rosji środowiska islamskie. To że USA w naturalny sposób „dba” o „swoich” islamistów szczując ich na Rosję, to rzecz normalna w warunkach kiedy oba mocarstwa ścierają się na tym samym terenie o wpływy. Więc tak jak rusofobiczny jest Islam pro amerykański, tak samo „uprzedzony” do USA jest Islam pro rosyjski 🙂 Dziwne pretensje jednej strony wobec drugiej można obecnie określić znanym powiedzeniem „Przyganiał kocioł garnkowi”… (Odys)

podobne: Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?) i to: Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową

Wprawdzie „cały świat” jest „wstrząśnięty” zamachami w Paryżu, do których zorganizowania przyznało się Państwo Islamskie, a których ofiarą padło już prawie 130 osób, zaś ponad 200 zostało rannych – ale jednocześnie wiele światowych, a nawet nader światowych osobistości starannie unika spostrzeżenia przyczyn, które nie tylko doprowadziły do muzułmańskiego radykalizmu, ale również – do przeniesienia wojny prowadzonej przeciwko Państwu Islamskiemu na teren państw, które wojnę tę próbują prowadzić. Warto tedy przypomnieć, że Państwo Islamskie pojawiło się w efekcie wtrącenia wielu krajów Środkowego i Bliskiego Wschodu w stan krwawego chaosu. Ten chaos wytworzył się w następstwie „operacji pokojowych” i „misji stabilizacyjnych”, oraz „walki o pokój” jakie przed 14 laty rozpoczęły tam Stany Zjednoczone z sojusznikami.

Przedziwnym zbiegiem okoliczności, większość krajów wtrąconych w stan krwawego chaosu była w przeszłości – mniejsza o to, czy słusznie, czy niesłusznie – postrzegana jako potencjalne zagrożenie dla Izraela. Bo na przykład Jordania, gdzie też rządzi tyran, żadnym chaosem ogarnięta nie została – no ale Jordania w 1994 roku podpisała z Izraelem traktat pokojowy. Ten stan krwawego chaosu stanowi z kolei przyczynę i pretekst dla nowej wędrówki ludów, w ramach której młodzi mężczyźni z tych krajów wędrują do Europy. Im więcej młodych, zdolnych do walki mężczyzn wyjedzie z Bliskiego i Środkowego Wschodu do Europy, tym mniejsze będzie potencjalne zagrożenie dla Izraela, chociaż tym większe – dla Europy…

…Warto tedy przypomnieć, że według wszystkich teoretyków wojny, przeniesienie działań wojennych na terytorium wroga jest ważnym, a może nawet najważniejszym czynnikiem sprzyjającym zwycięstwu. To z kolei kosztuje, ale Państwo Islamskie podobno nie cierpi na brak pieniędzy między innymi dzięki sprzedaży ropy naftowej po konkurencyjnych cenach, którą kupuje Izrael…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Ambicjonerzy przebudowują świat

podobne: Syria oskarża Izrael o naloty. Palestyński minister zabity. Protest Izraela przeciwko wszczęciu dochodzenia przez Trybunał Haski ws. ewentualnych zbrodni wojennych. oraz: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna?

„…Mamy ludzi, którzy potrafią zorganizować na pustyni wielkie państwo. Z systemem bankowym i sądowym. Ludzie ci nie mają problemu z wydobywaniem ropy naftowej i jej sprzedażą. Ludzie ci rozbijają się po pustyni nowiutkimi terenowymi Toyotami. Ale to nic w porównaniu z bogactwem sprzętu wojskowego jaki jest w ich dyspozycji. Transportery opancerzone czy karabiny maszynowe. To nie problem. Ponieważ te dzikusy są tak naprawdę bardzo zdolne.

Weźmy np. taki Iran. Wystarczy że zaczniesz handlować z Iranem i już znajdujesz się na czarnych listach wszelkich agencji wywiadowczych świata, które zaczynają śledzić każdy twój ruch. Możesz nawet z trafić do więzienia na dłuższy czas. Szczęśliwie jednak takich problemów nie mają zdolne dzikusy z IS. Ci co z nimi handlują nie trafiają do więzień. Chłopaki z IS potrafiły bowiem zadbać o to by CIA, Mosad czy MI6 nie ingerowały w te sprawy.

Ale to tak naprawdę małe piwko dla tak zdolnych ludzi jakimi są wyrwani z pustynnych lepianek arabscy fanatycy. Budowa własnego państwa na terenach graniczących z uzbrojoną po zęby Arabią Saudyjką. Czy też Turcją z własną silną, zaprawioną w bojach Armią. Albo i Iranem, któremu pacyfizm również jest dość obcy. To była łatwizna. Tacy ludzie potrzebują nowych wyzwań. Ogólnoświatowych! Czemu np. nie podłożyć bomby w jakimś samolocie lecącym z Egiptu? No w sumie można ale też jest łatwe.

Lepiej może zrobić coś bardziej spektakularnego? Na terenie wroga? To jest ciekawsze. Można dostać się na koncert i postrzelać do ludzi.
Jest to jakaś opcja tylko że dość powierzchowna i gwałtowna. Drastyczna choć widowiskowa. Niektórym młodym członkom IS może przypaść do gustu ale starzy wyjadacze wiedzą lepiej. I mieli lepsze plany.

No bo jeśli ktoś się bierze za tak poważne zadanie jak likwidacja chrześcijańskiej kultury, która jak się wydaje dysponuje pod każdym względem lepszymi argumentami (kasa, technika wojskowa itp.) to nie wygra się za pomocą strzelanin z kałacha. Tu potrzebne jest natchnienie samego Allaha! Tu trzeba mieć właściwy plan. Np. Można zacząć od likwidacji ostatnich większych skupisk chrześcijańskich w okolicy. Oraz, co ważniejsze! Od likwidacji islamskich mięczaków, których zbytnio urzekła kultura i tolerancja zgniłego Zachodu…

…Likwidacja nielicznych chrześcijan to jedno. Następnym logicznym etapem powinno być wysłanie misjonarzy by nawracali niewiernych! Ten słuszny plan szczęśliwie znów znalazł uznanie w oczach Allaha. Turcja zorganizowała podróż dla członków nowej krucjaty. Natomiast w samej Europie wielu niewiernych zrozumiało wagę i korzyści jakie niesie plan mędrców IS (z lepianek). Bo przecież np. taka kanclerz Niemiec. Potężna pani Merkel. To nie byle kto. Z jakiegoś kraiku w centrum Europy potrafi wydawać polecenia wszystkim. Czy to główny komisarz czy prezydent UE. Wszyscy tańczą jak ona zagra. Czy to mała Grecja czy wielka Rosja, nawet Putin nie śmie się sprzeciwić gdy Merkel rozdaje karty na Ukrainie…” (smieciu • naszeblogi.pl)

całość tu: Zamachy zorganizowało IS a kto zorganizował IS?

podobne: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki. oraz: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie.

„Ostatnia fala terroru w Paryżu, która kosztowała życie stu kilkudziesięciu przypadkowych ofiar, wstrząsnęła rozmiarem bezsensownego okrucieństwa w środku Europy. O ten dokładnie efekt mogło chodzić sponsorom zamachów, choć można mieć wątpliwości czy byli nimi bezpośredni sprawcy. Innymi słowy, mimo że jest za wcześnie aby wyciągać zbyt daleko idące konkluzje, skoordynowane zamachy islamskich ekstremistów w Paryżu noszą pewne cechy drobiazgowo planowanej prowokacji. Jej pierwszą fazą mógł być celowo stworzony kryzys wokół zalewu „uchodźców syryjskich” który skłóca i osłabia Europę, podsycając jednocześnie psychozę zagrożenia ze strony państwa islamskiego. Fazą  drugą mogła być kulminacja terroru w Paryżu,  przypisywanego już bezpośrednio ISIS. Prawdziwym zagrożeniem dla Europy nie jest jednak państwo islamskie ale anglo-syjonistyczny hegemon który je wykreował i uzbroił. I to on,  a nie ISIS, zaczął terror niesprowokowaną, nielegalną  agresją na suwerenne  państwo  Iraku…

Zamach „false flag” w Paryżu mógłby być próbą ponownego przejęcia inicjatywy i nową okazją do konfrontacji z Rosją. W końcu daje to NATO  wygodny pretekst do interwencji w Syrii, co przy obecności już tam kontyngentu rosyjskiego nie wróżyłoby zapewne niczego dobrego. Za takim motywem przemawiać może przebijający się w komunikatach ton „solidarności” z Francją jako państwem NATO zaatakowanym „nagle” przez terrorystów. Całkiem to podobne do carte blanche jaką naiwna Europa dała GW. Bushowi na fali „solidarności” po zamachach 9/11. Kto wie czy doświadczeni spece nie egzekwują po prostu po raz kolejny sprawdzonego już gdzie indziej scenariusza.

Przestraszone terrorem który zawitał do ich sąsiedztwa masy łatwo jest przekonać że grozi im czarny lud oraz że jedynym ratunkiem jest wojna w celu zapewnienia im bezpieczeństwa. Wtedy ogłosić można stan wyjątkowy, zamknąć granice, odwołać wybory (we Francji w grudniu), wepchać w gardło masom rozmaite „patriot acts” odbierające resztki swobód obywatelskich jakie im pozostały, a po neutralizacji potencjalnego sprzeciwu rozpocząć gdzieś nową burdę skoro hegemon tak nakazał…” (cynik9)

całość tu: Terroryści z paszportami

„…Trwający obecnie proces destabilizacji Bliskiego Wschodu i Afryki napędzany jest agresywną polityką USA, Izraela i państw sojuszniczych.

3) Tzw. Państwo Islamskie, czyli ISIS lub ISIL, jest formacją terrorystyczną dowodzoną między innymi przez wysokiej rangi agentów wywiadu oraz członków organizacji paramilitarnej Blackwaters, utworzoną na mocy porozumienia pomiędzy Izraelem, USA i Arabią Saudyjską, której celem jest obalenie reżimu prezydenta Syrii Bashara al-Assada, stworzenie pretekstu dla interwencji sił NATO w Syrii oraz napędzanie migracji natywnej ludności muzułmańskiej w pożądanych kierunkach – obecnie w kierunku Unii Eurejskiej.

4) Zasadniczym celem tzw. kryzysu uchodźców jest wprowadzenie w państwach europejskich szeroko pojętego chaosu opartego na poczuciu zagrożenia. Następnym krokiem będzie wprowadzenie rządowych rozwiązań zaostrzających środki bezpieczeństwa, kontrolę i monitoring. Ważnym następstwem praktyki migracyjnej jest pozbawienie ludności europejskiej „spójności narodowej i kulturowej” poprzez wykształcenie podatnego na manipulację i kontrolę społeczeństwa multikulturowego egzystującego bez poczucia jedności i woli walki.

5) Istnieje realne zagrożenie, iż wraz z falą uchodźców do Europy mogą przeniknąć bojownicy Państwa Islamskiego, celem realizacji zamierzonego planu destabilizacji krajów europejskich. Należy jednak podkreślić, iż wysokiej rangi bojownicy i przywódcy najprawdopodobniej przerzucani są tajnymi kanałami za porozumieniem wywiadów.

6) Uchodźcy to w dużej mierze osoby uciekające przed realnym zagrożeniem życia ze strony ISIS oraz zachodnich działań militarnych, potrzebujący pilnej pomocy humanitarnej i azylu.

7) Media mainstreamowe otwarcie wspierają politykę imigracyjną, umniejszając jednak wadze konieczności weryfikacji każdego z uchodźców oraz podjęcia odpowiednich środków prewencynych w przypadku naruszenia przez nich prawa. Potężną dezinformacją, jakiej się dopuszczają jest zupełne pomijanie powodów kryzysu imigracyjnego (patrz pkt 2 i 3).

8) Prawicowe media alternatywne również dopuszczają się karygodnych manipulacji i fałszerstw przedstawiając Islam w sposób generujący lęk i podziały. Przyczyniają się w ten sposób do zaostrzania konfliktów na tle religijnym, co w konsekwencji sprzyja ostatecznej agendzie. Również i tutaj powód migracji schodzi na dalszy plan, ustępując pola nienawiści i propagandzie antymuzułmańskiej.

9) Ludność muzułmańska jest manipulowana w równym stopniu co społeczeństwa zachodnie. Począwszy od przywódców ISIS, którzy cytując wersety Koranu mamią i werbują niewyedukowanych bojowników, poprzez charyzmatycznych demagogów pokroju Andżema Czołdary, aż po marionetkowe media, które z drugiej strony zgrabną narracją nagłaśniają straszliwość zbrodni Państwa Islamskiego oraz nieuchronność wprowadzenia Shariatu w państwach europejskich.

10) Prawdopodobnym ostatecznym celem całej agendy jest utworzenie państwa Wielki Izrael na terenach wyludnionych przez działania ISIS, oraz otwarte podporządkowanie multikulturowej i niezdolnej do sprzeciwu Europy.

Mamy zatem do czynienia z bardzo zaawansowaną manipulacją. Kryzys imigracyjny w Europie mógłby być łatwo zażegnany. Problem w tym, że faktyczne rozwiązanie go jest nie na rękę establiszmentowi USA i Europy Zachodniej…”

całość pod linkiem: http://mediumpubliczne.pl/2015/10/anonymous-do-polakow-o-uchodzcach/

podobne: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS. i to MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.

„…Cóż z tego, że muzułmanie powiedzą po raz kolejny: „To nie my”, lub „Islam to pokój”. Cóż z tego, kiedy za każdym razem, przed każdym zamachem, lub po rzezi chrześcijan, które są paradoksalnie mniej słyszalne medialnie, niż zamachy – prezentują postawę obojętności. Hasła, które od nich słyszymy motywuje, nie solidarność i miłość, lecz w niemałej części obawa o to, że gniew się na nich wyleje. Chronią tylko własną skórę. Tylko tyle. Czy ktoś bowiem słyszał o masowo działających muzułmańskich ruchach, które w imię miłości upominaliby swoich? Czy ktoś słyszał, by były aktywne w zapobieganiu terroryzmowi z pobudek religijnych? Zdaje się, że nie. Chlubne wyjątki w postaci polskich Tatarów nie zmienią reguły.

Poszczególni muzułmanie odezwą się znów po kolejnym ataku, bo nienawiści która pęcznieje obok nich, raczej nie zduszą w zarodku. Nie mają takiej woli. Bo albo, gdyby takie środowiska się odezwały, zostałyby zmasakrowane i odzywają się wyłącznie, gdy się o samych siebie boją, albo gorzej: mają wrażenie, iż są za słabi, więc trzeba chrześcijan uspokoić. Nie wiem jak jest, więc nie chcę oskarżać niewinnych, ale logiczne myślenie, które jest u każdego darem od Boga zobowiązuje do wzięcia pod uwagę każdej ewentualności. I bynajmniej nie neguje to miłości oraz dobrego podejścia do każdego bliźniego z muzułmanami włącznie. Nie ma się co oszukiwać, nie ma katolickiego terroryzmu na tle religijnym, czy chrześcijańskim w ogóle, a islamski owszem jest. I możemy się czarować, że nie każdy muzułmanin to terrorysta. Każdy z nich tworzy jednak las w swoim getcie, w którym terroryści mogą się schronić, a do którego policja boi się wjeżdżać...” (Aleksander Szycht)

całość tu: Autodestrukcja chrześcijaństwa na „Deonie”

podobne: Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów.

Niewtajemniczeni „muzułmanie” wierzą, iż islam faktycznie jest religią pokoju, tolerancji i miłości. Mają oni dobrą wolę, są pobożni, i szczerze wyznają zasady tolerancji i koegzystencji – innymi słowy, wielu z tych, którzy wierzą w pokojowy islam nie jest rozmyślnymi oszustami, a raczej sami są ofiarami islamskiego oszustwa. Ta nieświadoma grupa wiernych stanowi parasol ochronny dla prawdziwych muzułmanów, których celem jest dżihad, czyli święta wojna. W zależności od etapu ekspansji islamu, o czym napiszemy później, prawdziwi islamiści kłamią, twierdząc i wmawiając ludziom zachodu, że islam to pokojowa religia. O takim świadomym kłamstwie naucza sam Mahomet:

„Prorok powiedział „Wojna jest oszustwem”” (Sahih Al-Bujkhari vol 4,bk 52, Hadith 269)
„Apostoł rzekł (…) „kto pozbędzie się dla mnie Ibnula Asharafa?” Mahomet bin Maslama, brat Bani Abdul-Ashal’a powiedział: „Ja się nim zajmę dla ciebie, o Apostole Boży, ja go zabiję”. Apostoł rzekł: „więc zrób tak, jeśli możesz” (…) Powiedział: „O Apostole Boży, będziemy musieli skłamać”. Apostoł odparł: „Powiedzcie co chcecie, macie wolną rękę”” P367, „Sirat Rasul Allah”, Muhammad bin Ishaq, tłum. Alfred Guillaume (773 r. n.e.)

Islam dopuszcza kłamanie – są pewne sytuacje, gdy muzułmanin może kłamać, kiedy jest to akceptowane, a nawet zalecane. Nazywa się to „al-tagyyja”, co oznacza „zapobiegać”. Muzułmanin może więc kłamać, aby zapobiec szkodzie własnej, lub islamu, by ochronić własną religię:

„Prorok rzekł: „Przez Allaha i Jego wolę, jeśli złożę śluby, lecz później znajdę coś lepszego, zrobię to co jest lepsze, i odpokutuje moje śluby” (Sahih Al-Bukhari vol. 7, bk 67, Hadith 427).

Jak widzimy islam daje swoim wyznawcom możliwość kłamania bez zaciągnięcia grzechu. Jeśli zatem w chwili obecnej jestem pokojowym muzułmaninem, bez żadnego problemu natury moralnej czy teologicznej mogę zamienić się, jeśli uznam to za lepsze, w muzułmanina siłą nawracającego niewiernych.

Ezoteryzm islamski – trzy etapy dżihadu

W rzeczywistości każdy prawdziwy muzułmanin jest zobowiązany do prowadzenia świętej wojny przeciwko niewiernym — dżihadu. Istnieją trzy etapy prowadzenia dżihadu, w zależności od statusu muzułmanów w danym społeczeństwie.

Etap pierwszy to „podstępny dżihad”: gdy muzułmanie są w mniejszości w społeczeństwie i nie są w stanie prowadzić fizycznej/militarnej wojny z niewiernymi. To właśnie wtedy mają nakaz kłamać na temat tego czym islam jest, ich obowiązkiem jest głosić pokój oraz tolerancję — „żyj i pozwól żyć innym”. Kluczowym elementem pierwszego etapu dżihadu jest „takijja”, czyli ukrywanie prawdziwych zamiarów islamu, aby chronić wspólnotę muzułmańską. Muzułmanom nie wolno przyjaźnić się z niewiernymi, chyba, że są w mniejszości i czują się zagrożeni przez silnego przeciwnika — wtedy właśnie muzułmanom wolno udawać przyjaźń i są zobowiązani kłamać dla ochrony wspólnoty. Innym elementem pierwszego etapu jest „status ofiary” — muzułmanie stawiają się w roli prześladowanej mniejszości, której należy się ochrona prawna przed „islamofobami”.

Kolejny etap to „defensywny dżihad”. Gdy w społeczności jest wystarczająco dużo muzułmanów oraz zasobów, aby móc chronić muzułmańskie wspólnoty przed atakami, prześladowaniem lub krytyką wtedy muzułmanie są zobowiązani do defensywnego dżihadu, czyli walki z niewierzącymi, którzy są fizycznym lub intelektualnym „zagrożeniem dla islamu”. Przy czym zagrożeniem dla islamu w definicji muzułmanów może być np. mówienie prawdy o islamie, krytyka islamu przez niewiernych czy próby nawrócenia muzułmanów na inną religię. Na tym etapie prowadzenia wojny z niewiernymi muzułmanie mają nakaz aby odpowiedzieć na te rzekome „ataki” fizyczną przemocą i terroryzmem.

Ostatni, trzeci etap to „ofensywny dżihad”. Gdy muzułmanie są w większości, posiadają polityczną władzę w regionie oraz siłę militarną aby podporządkować sobie nie-muzułmańską ludność, zmuszają nie-muzułmanów do płacenia daniny (dżizji). Wolni im wtedy wypędzać nie-muzułmanów z ziem, na których żyli lub po prostu mordować ich i gwałcić ich kobiety, jeśli niewierni nie chcą przyjąć islamu — aby utrzymać w islamskiej nieskazitelności tereny, które są pod ich panowaniem:

„Zwalczajcie tych, którzy nie wierzą w Allacha i w Dzień Ostatni, którzy nie zakazują tego, co zakazał Allah, i jego posłaniec dopóki nie zapłacą dżizji własną ręką w pełnej uległości” (Sura 9:29).

Ostatecznym celem dżihadu jest doprowadzenie islamu do dominacji nad wszystkimi religiami i narodami.

„Będziecie z nimi walczyć, chyba że przyjmą islam” (Sura 48:16)…

…Ponieważ prawdziwa doktryna islamu jest dla chrześcijan nie do zaakceptowania stworzony został system kłamstw, które w oczach nieświadomych społeczeństw cywilizacji łacińskiej mają stworzyć fałszywy obraz islamu jako pokojowej religii po to, aby islam mógł bez przeszkód realizować swoje ukryte cele. System ten bazuje na anulowanych wersetach Koranu, które głoszą idee tolerancji religijnej, pokoju i miłości podczas gdy prawdziwym celem islamu jest podbój chrześcijańskiego świata, aby każdy niewierny wyznał, iż „nie ma boga nad Allaha a Mahomet jest jego prorokiem” – dokładnie tak, jak robił to sam Mahomet:

„Apostoł Allaha rzekł: „Otrzymałem rozkaz od Allaha by walczyć z ludźmi dotąd, aż powiedzą: „Nikt nie może być czczony oprócz Allaha” (Sahih Al-Bukhari Vol 4, Book 52, Hadith 196).”

całość tu: Islam – religia ojca kłamstwa

polecam również ciekawy wykład: „Mahomet był zwiastunem Lutra? Chociaż na pozór taka teza wydaje się przesadnie odważna, to związki protestantyzmu i islamu zauważył już profesor Plinio Correa de Oliveira. Co więcej, brazylijski myśliciel katolicki już wiele lat temu prognozował ekspansję islamu na teren Europy. Zwrócił także uwagę na rewolucyjny charakter islamu.”  Islam – ideologia rewolucji.

podobne: Czekając na barbarzyńców czyli o tym jak góra przyszła do Mahometa po trupach „żartownisiów”. oraz: Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan. Przyjmowanie uchodźców dobrowolne (UE potroi środki na walkę z nielegalną imigracją). Polska znowu oskarżana o kolaborację z nazistami przy holokauście Żydów.

„…Z badań Pew Research Center wynika, iż większość społeczności islamskiej w Stanach Zjednoczonych odrzuca ekstremistyczne metody rozwiązywania konfliktów politycznych i religijnych. Zdaniem 21% badanych muzułmanów ekstremiści cieszą się jednak większym lub mniejszym poparciem współwyznawców i choć istnieją organizacje muzułmańskie zdecydowanie potępiające terroryzm, blisko połowa mahometan uważa, iż ich przywódcy nie robią w tym zakresie wystarczająco dużo

…Niedawno ktoś ze znajomych przesłał mi krążący w sieci elektronicznej tekst. Autor, który dwadzieścia lat spędził rzekomo w Arabii Saudyjskiej, postawił w nim retoryczne pytanie, czy naśladowcy Mahometa mogą być dobrymi Amerykanami bądź Kanadyjczykami. Kwestię rozważył krótko w dziesięciu aspektach: teologicznym, religijnym, biblijnym, geograficznym, społecznym, politycznym, rodzinnym, intelektualnym, filozoficznym i duchowym. Z całkiem logicznie zbudowanego wywodu wynikało, że w żadnym z aspektów nie da się pogodzić wiary opartej o Koran i pięć filarów islamu z wartościami stanowiącymi podstawę cywilizacji amerykańskiej. W samej rzeczy, systemy aksjologiczne generowane przez obie cywilizacje są tak odległe, że nawet zdawałoby się tożsame pojęcia zawierają w sobie coś odmiennego. Chrześcijanina, który otworzy islamską stronę eDialogue (https://edialogue.org), ogarnie zapewne zdumienie, gdy uświadomi sobie, że chodzi wyłącznie o dialog ułatwiający przejście na islam. Gwoli ścisłości należałoby tylko dodać, że środowisk muzułmańskich bynajmniej nie omijają procesy sekularyzacji. Dla części zasiedziałych przybyszów z krajów arabskich islam jest po prostu bardziej tradycją kulturalną niż religią….

…podczas wyborów do rady miejskiej Hamtramck przeprowadzonych 3 listopada b.r. wyznawcy islamu uzyskali większość. (…) Na wideo, do którego portal odsyła, radny Ibrahim Algahim mówi wyraźnie adresując słowa do współwyznawców: Today, we showed the Polish and everybody else that we are united (dziś pokazaliśmy Polakom i wszystkim innym, że jesteśmy zjednoczeni). Zdanie warte refleksji. Dowodzi ono, iż muzułmanie wcale nie muszą sięgać po terroryzm. Drogę do zwycięstwa toruje im polityka chrześcijańskiej większości.

Po zamachach

Nie trzeba być marksizującym lewakiem, by rozumieć, że kluczem do ekspansji islamu jest chęć zmiany na lepsze warunków życia wielu muzułmanów, ale też uznanie czynników ekonomicznych za pierwszą przyczynę dzisiejszego kryzysu w niczym nie zmienia faktu, że to lewacki fanatyzm i utopia multikulturowości sprawiły, iż terroryzm rozprzestrzenia się dziś bez większych przeszkód. Można być otwartym na inną kulturę i tolerować religię łączącą innych, jeśli ich odmienność nie podważa fundamentów naszej egzystencji i systemu wyznawanych wartości. Żywe w licznych odłamach islamu przekonanie, że w imię Allaha należy prowadzić świętą wojnę, niweczy na dobrą sprawę wszelkie wysiłki na rzecz pokojowego rozwiązania kryzysu. Toteż największym według mnie problemem dnia dzisiejszego jest zaślepienie władz Unii Europejskiej i środowisk, które nie chcą dostrzec, iż „pokojowo” nastawiona muzułmańska większość nie odcina się od radykalnych imamów i nie robi nic, by falę terroryzmu powstrzymać.

Nowo wybrane polskie władze stają dziś przed alternatywą. Albo będą respektować niefortunne zobowiązania rządu Ewy Kopacz w sprawie przyjęcia „uchodźców”, albo też pokierują się względami bezpieczeństwa narodowego i gruntownie zrewidują wcześniejsze zobowiązania. Ostatnie wypowiedzi Witolda Waszczykowskiego, Konrada Szymańskiego i Antoniego Macierewicza zdają się świadczyć, że bardziej prawdopodobne i godne poparcia jest to drugie. Stanowisko takie nie musi oczywiście oznaczać całkowitego wykluczenia muzułmanów z grupy imigrantów, na których przyjęcie Polska będzie kiedyś gotowa. Priorytetem powinien tu być po prostu interes narodowy, a więc sprawy tak oczywiste, jak choćby sprowadzenie w pierwszej kolejności repatriantów zza wschodniej granicy i chrześcijan z Bliskiego Wschodu. Warto przy tym zdać sobie sprawę z jednego. Jeśli kiedyś dojdzie do całkowicie bezpiecznego przyjęcia pewnej liczby uchodźców, o tym, jak ostatecznie ułożą się stosunki z nowo przybyłymi, nie będzie decydować żadna partia polityczna, lecz polscy obywatele – katoliccy sąsiedzi przybyszów.(Tadeusz Witkowski)

całość tu: ISLAM ODSŁANIA TWARZ

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi? oraz:  „Islamizacja Europy” kontra „tchórzliwa brutalność” czyli „Problem, Reaction, Solution!”  i to: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym.

Uporządkujmy doznania (jak mawia klasyk)…Bo znajomość ideologii to jedno (wiedza taka jak inne) ale prawidłowe reagowanie na nią to drugie i znacznie ważniejsze.

Jest jakaś banda drapichrustów nazywająca się „Państwem Islamskim”, która nie spadła z księżyca i choć posługuje się Islamem (Jihad), to widać ewidentnie że działa pod czyimś (również zachodnim) dość zamożnym i wpływowym auspicjum, bo ani broń, ani sprzęt wojskowy nie rosną na pustyni gdzie „raptem” się pokazali radykałowie. I istnieje terroryzm (który istniał od zawsze – co nie znaczy że mamy się z tym pogodzić i traktować jako stan pewnej „normy”) więc może najwyższy czas zastanowić się nad tym skąd i DLACZEGO się wziął. Co jest jego główną siłą napędową? Czym się kierują ludzie gotowi ponieść śmierć w imię wywołania w innych strachu? Czy naprawdę o to im chodzi? „Głupie” ISIS postanowiło raptem zdenerwować wszystkich wokół żeby co? Żeby ściągnąć na siebie armie całego świata zachodu? Skąd się w ogóle bierze pomysł prowadzenia w ten sposób wojen. Polecam materiał, który można skonkludować – WSZYSTKIE rządy które prowadzą wojny są zainteresowane istnieniem tego zjawiska (każdy oczywiście we własnym interesie)… (Odys)

Trader21 – Drugie dno ataków terrorystycznych

Franciszek Kulon - Biznes

Franciszek Kulon – Biznes

„Media głównego nurtu skupiają się na samych atakach, co my w zasadzie pominęliśmy. Skupiliśmy się natomiast na grupach interesu stojących za ISIS. Dużo uwagi poświęciliśmy formowaniu się grupy oraz kwestii jej finansowania. Bez poparcia potężnych grup interesu organizacja, o której jeszcze dwa lata temu nikt nie słyszał nagle stała się najpotężniejszą grupą terrorystyczną na świecie.

Tego typu organizacje nie biorą się znikąd. Są one wyłącznie narzędziem umożliwiającym realizacje konkretnych celów. Nie jest to zresztą jakiś ewenement. Ataki terrorystyczne w 90% przypadków mają za zadanie wprowadzenie społeczeństwa w fazę strachu aby zyskać społeczne poparcie dla realizacji wyznaczonych działań.

Aby ułatwić zrozumienie obecnej schematu odnieśliśmy się do podobnych ataków w przeszłości jak chociażby operacja Gladio czy ataki w Moskwie organizowane przez FSB, służące za uzasadnienie dla inwazji w Czeczenii.” 

…Twory takie jak „Państwo Islamskie” można (by było) w miarę szybko i skutecznie niszczyć nie koniecznie wysyłając wojsko (od czego rządy mają służby specjalne?) bo wiadomo gdzie się znajduje fizycznie i terytorialnie. Celowo napisałem niszczyć a nie zniszczyć, bo ZAWSZE takie grupy będą powstawały jeśli „ktoś” wpływowy i bogaty postanowi w ten sposób prowadzić politykę  – i to jest główny problem, bo jak pokazuje praktyka (a raczej jej brak) nie po to one powstają by zostać zniszczone od razu, ale dopiero po tym jak spełnią swoją misję (w myśl hasła: „stwórz problemy a potem zaproponuj ich rozwiązanie” o czym więcej tu: 10 chwytów ciemnych typów…). Jest to „nowy” wymiar terroryzmu na znacznie wyższym (zbrodniczo) poziomie od tego, do jakiego świat zdążył się przyzwyczaić. Jego źródłem nie jest fanatyzm religijny czy ideowy jakiejś bandy brodatych ekstremistów (jest to najwyżej pretekst i narzędzie), ale POLITYCZNY CEL państw prowadzących politykę imperialną (ekspansjonistyczną), by sankcjonować w ten sposób swoje działania poza granicami, dla własnych zbrodniczych celów.

Z terroryzmem jako takim natomiast nie da się wygrać militarnie. Jest to bowiem idea i taktyka prowadzenia działań (odwetowych, wyzwoleńczych, prowokacji), a więc sposób realizacji pewnej polityki czy misji. Więc bez ustalenia PRAWDZIWEGO źródła danej „akcji terrorystycznej” i jego likwidacji nie da się terroryzmu pokonać (tudzież osłabić). Z pewnością nie zmniejszy go ani nie zlikwiduje jakaś akcja militarna, a już na pewno nie „prewencyjne” i na ślepo przeprowadzone czystki wśród muzułmanów żyjących w Europie (czy gdziekolwiek indziej), albo masakra imigrantów. To nam nie zapewni ani pokoju ani bezpieczeństwa. Raczej wywoła ogólnoświatowy problem z „Islamem” tam gdzie go jeszcze nie ma, napędzając terroryzm – który jeśli go potraktować jako ideologię „mścicieli” (nawet religijnych), można określić jako odwet za ingerencję zachodu w krajach muzułmańskich. Wystarczy więc skończyć z destabilizacją i niszczeniem krajów bliskiego wschodu poprzez mieszanie się w ich wewnętrzne sprawy, za pomocą okupacji w ramach „interwencji zbrojnych”. Terroryzm powstały na gruncie radykalizmu należałoby niszczyć:

Raz – uderzając w sposób stanowczy w konkretnych sprawców chaosu i terroru, za pomocą służb specjalnych – fizycznie eliminując przywódców danego ruchu. Nie dając się opanować histerii jaka nas zalewa z nachalnej i prostackiej propagandy nawołującej do wojny nie wiadomo w zasadzie z kim. Efektem tego typu propagandy będzie bowiem tylko wzrost napięcia, strachu i niepewności, a w końcu wybuch niekontrolowanej agresji wśród spokojnych dotychczas ludzi. Myślę że nie na tym powinno teraz zależeć lokalnym rządom i środowiskom nacjonalistycznym.

Dwa – powinno się dążyć do unormowania i uporządkowaniu spraw związanych z falą imigracji, bez rozszerzania skali problemu na „rodzimych” muzułmanów którzy w Europie żyją od lat niemal całkowicie zasymilowani a Islam wyznający od święta, bardziej jako pewną kulturową tradycję niż religię z jej nakazami (zwłaszcza tymi o „nawracaniu niewiernych siłą”). Powinno się w pierwszej kolejności uszczelnić granice, a następnie odsiać ziarna od plew, tj. deportować zdecydowaną większość czyli tzw. imigrantów zarobkowych tam skąd przybyli.

Trzy – należałoby zmusić rządy żeby zaprzestały wysyłać ekspedycje wojskowe w ramach misji destabilizacyjnych do krajów muzułmańskich, bo to jest właśnie główna przyczyna (a przynajmniej pretekst) eksodusu ludności z tych krajów oraz w ogóle terroryzmu (jako ruchu oporu, walki z najeźdźcą z zachodu – krzyżowcami).

Owszem należy informować obywateli o tym czym jest Islam, i jakie potencjalne niebezpieczeństwa z tej ideologii wynikają. Każdy obywatel powinien być czujny i krytyczny, ale też i obiektywny wobec wszelkich przejawów wrogiej aktywności obcych kulturowo środowisk i jednostek. Władze zaś nie powinny takich świadomych obywateli traktować jak ksenofobów czy rasistów strasząc konsekwencjami za naruszenie pseudo „tolerancji” czy „równości”. Tymczasem można odnieść wrażanie że rządy niektórych krajów urządziły swoim obywatelom istny kołchoz, po to by mniejszości żyły kosztem praw i wolności rodowitych obywateli. To jest niedopuszczalna sytuacja i bezprawne wręcz zachwianie proporcji między prawem autochtonów do czucia się panem we własnym domu, a obowiązkiem przybyszów do zachowywania się jak gość. Co innego jest jednak mówić o wersach z Koranu i informować ludzi o tym czym jest ta religia dla fanatyków pokroju Państwo Islamskie (które jeśli rzeczywiście jest instrumentem w czyichś rękach, to i jego Islam jest używany instrumentalnie), a co innego jest skazywać na wygnanie lub śmierć (ad hoc za grzechy fanatycznej póki co mniejszości) tych muzułmanów, którzy żyją pokojowo w Europie od lat niemal zasymilowani z naszym stylem życia, a muzułmanami są wyłącznie od święta.

Jeśli ktoś twierdzi że już jesteśmy w fazie wojny to ja się pytam czemu w takim razie muzułmanie mieszkający w Europie nie przyłączają się masowo do przybywających właśnie do Europy swoich „braci w wierze” skoro jest to podobno ewidentny najazd Islamu. Czemu nie reagują masowo na hasło dżihadu (to chyba do czegoś zobowiązuje – chyba że nie więc skąd ta histeria) i nie walczą z nami na ulicach. Ktoś powie że jest ich przecież za mało żeby nam wypowiedzieć oficjalnie wojnę, więc po prostu czekają. No i właśnie! Dochodzimy moim zdaniem do głównego problemu, którym nie jest siła Islamu (czy w Europie czy na świecie) a nasza (cywilizacji białego człowieka) słabość!

Cztery – może powinniśmy zrobić coś, żeby to nas było więcej i żebyśmy mieli we własnym kraju coś więcej do powiedzenia jak „równość”, „tolerancja” i „prawa mniejszości” które to hasła stały się celem samym w sobie dla elit politycznych krajów tzw. Europy zachodniej. Polityka przywracania prawidłowych proporcji nie musi wcale polegać na masowej deportacji czy rzezi niewiniątek. Wystarczy postawić tamę imigracji i mieć oko na panoszące się w Europie ośrodki tych muzułmanów które pokrzykują o prawie szariatu i innych wynalazkach. Wystarczy ukrócić stanowczo ich zapędy – kto świruje tego w kaftan i odesłać. Wzrost siły mniejszości etnicznych to rzeczywiście zjawisko niebezpieczne, ale wystarczy nie pomagać temu procesowi a mniejszość zacznie w końcu funkcjonować jak mniejszość. Jednocześnie nie wolno dać się podpuszczać aktom terroru, ani poddawać fali strachu czy chęci odwetu. Incydentalne wzajemne akty agresji mogą się bowiem zamienić w trudną do opanowania falę prześladowań, by na końcu doprowadzić do powszechnej i totalnej wojny muzułmanów z europejczykami. Należy zadbać przede wszystkim o wzrost własnej siły narodowej, kulturowej i religijnej. Bo Islam (zwłaszcza jego radykalne odłamy) zawsze się z nami (zachodem) konfrontował, tylko że my do tej pory potrafiliśmy go ujarzmić i pokonać. Uważam że główny problem jaki mamy w Europie to zwijanie się narodów, cywilizacji (łacińskiej) oraz brak odwagi do obrony tego świata i tradycji (również religijnej) w naszych krajach i społecznościach… (Odys)

„…Cywilizacja jest czymś większym niż tylko zbiorem zasad. Jest — przede wszystkim — naszą wspólną sprawą. (…) Pamiętaliśmy o tym podczas zimnej wojny, chcąc uwolnić narody tłamszone przez Związek Sowiecki i broniąc naszej wolności i demokracji przed zagrożeniem ze strony ateistycznego, komunistycznego totalitaryzmu.

Z tamtych wielkich idei pozostały dziś jedynie okruchy. (…) Bardziej cenimy sobie nasze przestrzenie bezpieczeństwa niż naszą umiejętność wygrywania sporów. Postmodernistyczne idee, mówiące nam, że prawda jest względna, a moralność jest społecznym konstruktem, ograniczają naszą zdolność do powiedzenia w przekonujący sposób, że to my mamy rację i że to nasza sprawa jest słuszna. I że to nasza cywilizacja jest lepsza, uczciwsza i sprawiedliwsza niż cokolwiek stworzonego przez samowzmacniającą się brutalność dżihadystów albo przez urażoną pompatyczność Rosji lub Chin”.

Utopia relatywizmu powoduje rozmycie podstawowych pojęć, w tym również pojęć przyjaciela i wroga. Widać to wyraźnie, gdy obserwujemy, jak dyżurni intelektualiści wiją się przed telewizyjnymi kamerami po paryskich zamachach, próbując brutalnym i krwawym faktom przeciwstawić opowiadaną od lat mrzonkę o możliwym szczęściu całej ludzkości. Co za naiwność. Cała ludzkość nigdy nie będzie szczęśliwa, nigdy nie będzie żyła w pokoju, raj na ziemi nie jest i nigdy nie będzie możliwy, a skażona natura ludzka sprawia, że ludzie zawsze będą wyrzynać się nawzajem. Owszem, chrześcijaństwo uczy, aby miłować nieprzyjaciół swoich, ale zanim zacznie się ich miłować, trzeba najpierw umieć odróżnić ich od przyjaciół. A tymczasem w Europie słowo „wróg” już dawno trafiło do indeksu słów zakazanych, podobnie jak inne słowo, „grzech”, którego wypowiedzenie w debacie publicznej automatycznie sprawia, że trafiasz do szufladki z napisem „prawicowy oszołom”…” (Przemysław Piętak)

całość tu: Wszystko co najważniejsze – Trzy kolory czerwony

Krótko – to nie siła i agresja przeciwnika jest problemem (bo tak już jest z przeciwnikiem) a nasza słabość. Histeryczny hejt wobec tego co obce tego trendu nie odwróci, a tylko nakręci spiralę strachu i nienawiści aż dojdzie do konfrontacji na której jak zwykle wygra/zarobi „ktoś” trzeci. Powinniśmy się skupić na rozwoju (i obronie) naszej cywilizacji, zamiast w głupi i bezproduktywny sposób (tracąc siły i środki a zyskując wrogość) ingerować w obce światy, siejąc zamęt i wojnę w dalekich krajach, a potem się dziwić exodusowi tamtejszej ludności na nasze tereny. Co innego działanie w samoobronie, ale tu też zamiast pyskówki i rasizmu najlepsze byłoby po prostu działanie zgodnie z mechanizmem prostego i uczciwego prawa, a mianowicie – drogi gościu muzułmańskiego wyznania! Albo będziesz się zachowywał jak gość albo wy…jedź tam skąd przyjechałeś. Tyle że do tego rodzaju racjonalnej polityki trzeba odpowiednich u władzy ludzi, tymczasem sami sobie zaciskamy pętle na szyję wybierając niekompetentnych (żeby nie powiedzieć psychopatów)…(Odys)

podobne: USA – Rosja – Syria – Izrael – Palestyna. oraz: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

„…Benedykt XVI odpowiadając na pytanie Seewalda o powody umocnienia się pozycji islamu na całym świecie sformułował następującą diagnozę. Wyznawcy islamu widząc kryzys moralny Zachodu, jego głębokie sprzeczności i wewnętrzną bezradność myślą: kraje zachodnie nie mogą już głosić swego przesłania moralnego; religia chrześcijańska spasowała – właściwie już nie istnieje; chrześcijanie nie mają już żadnej etyki, ani wiary; nasza tożsamość jest czymś lepszym, nasza religia utrzymuje swój status; mamy przesłanie moralne, którego niezłomnie się trzymamy od czasów Proroka, i powiemy światu, jak można żyć. Słowem, odkąd islam zaczął uważać się za religię bardziej żywotną od chrześcijaństwa i za religię przyszłości, u muzułmanów pojawiło się nowe poczucie dumy, która jest źródłem ich siły. Chrześcijanie będą się musieli z tą siłą islamu zmierzyć – ostrzegał Papież.

Dialog z islamem, wskazywał Benedykt XVI, jest trudny, gdyż wobec braku jednoczącej instancji, musi się odbywać zawsze z jego konkretnymi odłamami. „Nikt nie może wypowiadać się w imieniu całego islamu – nie ma czegoś takiego jak wspólnie uregulowana przez wszystkie odłamy ortodoksja” – tłumaczył Papież. Oprócz głównego podziału na sunnitów i szyitów, islam ukazuje różnorakie warianty, wśród których jest niestety – islam ekstremistyczny, terrorystyczny.

W książce „Wiara. Prawda. Tolerancja. Chrześcijaństwo a religie świata” kardynał Joseph Ratzinger ostrzegał, że również religie, którym nie można odmówić wielkości moralnej i dążenia do prawdy, mogą na niektórych odcinkach „zachorować”. Według Papieża islamowi grozi niebezpieczeństwo utraty równowagi, stwarzanie okazji do przemocy oraz zgody na to, by religia przeszła na poziom zachowań czysto zewnętrznych i rytualnych. Benedykt XVI zastanawiał się też nad przyczynami „erupcji” islamu we współczesnym świecie i udzielił odpowiedzi niejako antycypującej swój ratyzboński wykład. Czy przypadkiem nie mamy tu bowiem do czynienia z patologicznym usamodzielnieniem się uczuć? Ich hipertrofią kosztem rozumu? A przecież rozum i wiara powinny się wzajemnie umacniać, ponieważ „rozum oczyszcza i porządkuje religię, a objawienie i wiara wyzwalają cały potencjał rozumu” (zob. „Wiara i rozum odrzucają przemoc i totalitaryzm”, przemówienie podczas spotkania z przedstawicielami wspólnoty muzułmańskiej, 19.03.2009 r.). Prawdziwa religia musi zatem wyrzec się wszelkich form przemocy, zarówno ze względu na zasady wiary, jak i prawego rozumu.

Potępiamy religijny fundamentalizm, który inspiruje terroryzm, ale na antyreligijny fanatyzm często jesteśmy obojętni. Tymczasem, chrześcijanie, o co apelował Benedykt XVI, wszelkim formom wrogości wobec religii ograniczającym ich publiczną rolę w życiu obywatelskim i politycznym, powinni się przeciwstawiać (zob. Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2011 r., 8). Nie możemy pozwolić, aby w imię źle rozumianej tolerancji religia chrześcijańska była ograniczana do sfery prywatnej i wykluczana ze sfery publicznej, która rzekomo powinna stać się sferą neutralną światopoglądowo (wyrazem takiej postawy są słowa Ewy Kopacz z 23.06.2008 r. o zostawianiu własnych przekonań „w przedpokoju urzędu, który obejmujemy”). Byłby to zamach na prawo do wolności religijnej. Promowanie przez rządzących indyferentyzmu religijnego lub ateizmu praktycznego pozbawia obywateli siły moralnej i duchowej (zob. Caritas in veritate, 29), a bez niej wobec erupcji islamu będziemy bezbronni.” (Agnieszka Kanclerska • wpolityce.pl)

całość tu: Benedykta XVI głos rozsądku o islamie

„…Każdy rząd ma obowiązek obrony swoich obywateli. I to jest najważniejsza sprawa. Mam nadzieję, że rząd Beaty Szydło wywiąże się z tego zadania. Kwoty przyjęcia pierwszych uchodźców zostały już ustalone przez rząd Ewy Kopacz. Teraz trzeba pogłówkować nad tym, w jaki sposób anulować te zobowiązania.

Zapewnienia, że każdego przybysza z Bliskiego Wschodu będzie się drobiazgowo prześwietlać, mogą dziś uspokoić chyba tylko ociężałego umysłowo. Francuskie służby uważane są za jedne z najskuteczniejszych w Europie i jakoś nie mogły zapobiec tragedii.

Ręce opadają, gdy słyszy się ten sam co zawsze jazgot przywódców UE. Jakiej trzeba hekatomby, aby ludzie pokroju Martina Schulza przejrzeli na oczy. Wypowiedzi takie, że uchodźcy uciekają właśnie przed takimi terrorystami, jak ci sprawcy zamachów paryskich i konstatacja, że kto oskarża uchodźców, czyni z ofiar sprawców, budzą zdumienie. Przy zwłokach jednego z zamachowców znaleziono paszport syryjski i dokument, że wszedł do Europy przez Grecję z falą emigrantów. Ile razy trzeba powtarzać, że nie sposób jest wyłowić z tak olbrzymiej masy emigrantów ludzi opętanych terroryzmem. Wiadomo, że nie każdy uchodźca to morderca. Są wśród nich uczciwi, spokojni ludzie, szukający schronienia przed falą przemocy. Niestety w takich sytuacjach odium spada na każdego z nich. Nie czujemy się bezpiecznie w ich obecności. A winą za to nie można obarczać Europejczyków, ale terrorystów, którzy niepostrzeżenie wślizgują się w grupy swoich rodaków…” (Iwona Galińska)

całość tu: Kukułcze jajo podrzucone przez rząd PO

„W sprawie tzw. imigrantów rzecz wygląda prosto – mamy prawo domagać się od nowego rządu uwzględnienia głosu Polaków i zdecydowanego sprzeciwu wobec dyktatu Berlina.
Bełkotliwe wypowiedzi polityków PiS są kompromitujące i świadczą, że wcześniejsze deklaracje należy traktować jako tanią demagogię.
Wyjątkowo fałszywie brzmią zapowiedzi „dokładnego sprawdzania” imigrantów przez służby III RP. Mowa o tych samych służbach, które dopuściły do zamachu smoleńskiego, które współpracowały z kremlowskimi bandytami i od ponad ćwierćwiecza wystawiają Polskę na pośmiewisko. Dziś – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki służby te miałyby chronić Polaków.
Ponieważ partia pana Kaczyńskiego stanowi integralną część systemu III RP, nie będę zaskoczony, jeśli bez szemrania przyjmie dyktat Merkel w sprawie „relokacji imigrantów”. Mam tylko słabą nadzieję, że mimo przemilczenia takiej decyzji przez „wolne media”, wyborcy dostrzegą rzeczywistą postawę polityków PiS.” (Aleksander Ścios)

„…Warto przy okazji tematu przypomnieć fakt, że Prawo i Sprawiedliwość ratyfikowało Traktat Lizboński, który to ma kontrowersyjne zapisy: „art.78 TFUE: W przypadku gdy jedno lub więcej Państw Członkowskich znajdzie się w nadzwyczajnej sytuacji charakteryzującej się nagłym napływem obywateli państw trzecich, Rada, na wniosek Komisji, może przyjąć środki tymczasowe na korzyść zainteresowanego Państwa lub Państw Członkowskich„, „art 79.1 TFUE: Unia rozwija wspólną politykę imigracyjną mającą na celu zapewnienie, na każdym etapie, skutecznego zarządzania przepływami migracyjnymi” oraz art. 80 TFUE „polityki Unii dotyczące kontroli granicznej, azylu i imigracji oraz ich wprowadzanie w życie podlegają zasadzie solidarności i sprawiedliwego podziału odpowiedzialności między państwami członkowskimi, a akty Unii przyjęte w tej dziedzinie zawierają odpowiednie środki w celu zastosowania tej zasady”.

Chrześcijańskie miłosierdzie nakazuje pomagać, dlatego chcę pomóc mojemu narodowi, poprzez poparcie wyeliminowania do zera ryzyka masakr na wzór tej z piątkowego Paryża.

Warto przywołać w pamięci to, że była Premier poparła przydział kwot pomimo tego, że: Unia nie ma prawa do podejmowania decyzji o kwotach imigrantów przydzielanych do poszczególnych państw (parlament węgierski niedługo będzie się mógł sądzić z UE, więc może poruszy ten temat), gdyż jest zobowiązana do respektowania zapisów Konwencji Genewskiej, która to mówi, że uchodźcą jest się w pierwszym bezpiecznym państwie, do którego się „uszło” przed zagrożeniami ze swojego kraju. Imigrantem staje się człowiek, który z tego pierwszego państwa migruje do kolejnego w poszukiwaniu warunków lepszego życia.

Na pewno nie mamy się co dziwić, że interes narodowy jest obecnie mniej ważny niż postanowienia UE, skoro ratyfikowany został Traktat Lizboński…” (Martyna Lichacz)

całość tu: MEMENTO MORI EUROPO.

Franciszek C. Kulon - Co jeszcze zepsuć

Franciszek C. Kulon – Co jeszcze zepsuć

Jest czas egipskich plag.
Wojen fałszywych flag.
Sankcja i komitywa.
Wrogowie skryci w tle,
a cele nie są te,
gdzie wojna się rozgrywa.

Są boje niewidoczne.
Projekty tajne, mroczne,
a śmierć wciąż zbiera żniwa.
Są kłamstwa w polityce.
Rozerwane granice.
Uchodźców wciąż przybywa.

Jest czas bitew medialnych.
Prawdziwych – nierealnych.
Jest wielkie mózgów pranie.
Zamachy i uniki.
Iskrzą biegunów styki.
Króluje zakłamanie.

Są bitwy gabinetów.
Tajemnic i sekretów
na wielu szczytach świata.
Świat. Rosja. Ameryka.
Zapalnik, który tyka.
Jest wina. Jest zapłata.

Jaką to drogą pójdzie,
gdy zagubieni ludzie,
pozmieniali słowa
sprzeciwu i pacierza?
Dokąd to wszystko zmierza?
Przed jutrem się nie schowasz!

Marek Gajowniczek: „Przed jutrem się nie schowasz!”

Mamy wolnościowców w Sejmie ale bez KORWiNa (strach przed wolnością?). Pyrrusowe zwycięstwo PiS i perspektywa terroryzmu ekonomicznego by ratować „teoretyczne państwo” w spadku po PO.


„Ostatecznie w niedzielnych wyborach parlamentarnych partia KORWIN otrzymała 4,76 procent głosów i nie przekroczyła 5-procentowego progu wyborczego, pozostając poza Sejmem.

Na partię KORWiN głosowało 722 999 Polaków, co oznacza, że zabrakło zaledwie 37 035 głosów. Ale i tak wolnościowcy Janusza Korwin-Mikkego otrzymali 217 413 głosów więcej niż rok temu w wyborach do Europarlamentu.

„W tych wyborach udało nam się pozyskać w okręgu [katowickim] o 9857 więcej wyborców niż w wyborach prezydenckich, to przyrost o 76 procent! Dostaliśmy też w tym okręgu o 5794 głosów więcej niż w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Coraz więcej ludzi w nas wierzy i popiera nasz program. Niestety, mimo tego gigantycznego wzrostu poparcia, nie udało mi się obronić mandatu poselskiego. Jednaj jestem optymistą – walczymy dalej. Musieliśmy w tych wyborach konkurować z ludźmi o zbliżonych do nas poglądach z komitetów, które nie miały szans na mandaty. Gdyby wyborcy, którzy oddali głosy na komitety Zbigniewa Stonogi, Grzegorza Brauna i KNP zagłosowali na nas, mielibyśmy reprezentację w Sejmie” – napisał na Facebooku poseł Przemysław Wipler z partii KORWiN.

„Wiem, że taka chwila jak teraz jest trudna. Szczególnie dla mnie, bo bardzo dobry wynik w Krakowie (6,35 proc. – 34 000 głosów) gwarantował mi mandat po przekroczeniu progu wyborczego przez KORWiN w całej Polsce (zabrakło 0,25 proc!). (…) Nie zawiodę 22 000 krakowiaków, którzy poszli wczoraj do urny, by na mnie zagłosować. Rozbudujemy struktury, wyszkolimy ludzi, przygotujmy strategię i mechanizmy. Zbudujemy najsilniejszą opozycję pozaparlamentarną w historii polskiej demokracji. I wrócimy – ze zdwojoną siłą” – napisał na Facebooku Konrad Berkowicz z partii KORWiN.

Ale do Sejmu dostali się wolnościowcy z innych list wyborczych. Z list Kukiz’15 posłami zostali: Tomasz Jaskóła, działacz Republikanów z Częstochowy, Jacek Wilk z KNP, Jakub Kulesza, działacz Stowarzyszenia KoLiber z Puław czy Bartosz Józwiak, prezes UPR.

Do Sejmu weszły także osoby związane z Ruchem Narodowym: Robert Winnicki, prezes Ruchu Narodowego, Adam Andruszkiewicz, szef podlaskich struktur Ruchu Narodowego i prezes Młodzieży Wszechpolskiej, Sylwester Chruszcz, szef zachodniopomorskiego Ruchu Narodowego, Tomasz Rzymkowski, członek rady politycznej Ruchu Narodowego.”

(Tomasz Cukiernik – Mamy wolnościowców w Sejmie!) podobne: Tomasz Cukiernik: KNP z poparciem 7.2 proc. wyborców wchodzi do PE. Misja Nowej Prawicy w Europie. Komentarz Michalkiewicza i cynika9 oraz: Prawy.pl: Dlaczego sektor MSP w preferencjach wyborczych nie wskazał KNP Janusza Korwin-Mikkego? i to: JKM: Rządzą nami idioci – lewicowi intelektualiści. Odtrudką – KNP

Krzysztof Prendecki – Okiem Socjologa: Wolność

polecam lekturę: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

„Mogło być lepiej – obalenie systemu było naprawdę w zasięgu ręki. Gdyby nie nazbyt przerośnięte osobowości dwóch panów K – Korwina i Kukiza… Przysłowiowy szlag mnie trafiał, kiedy we wtorkowej debacie spijali sobie miód z dzióbków: „jak słusznie powiedział pan Janusz”, „zgadzam się całkowicie z panem Pawłem”. Trudno nie zakląć. Jak się tak ze sobą zgadzaliście, to dlaczego nie byliście w stanie wystawić jednej listy? Jak widać, dostałaby ona około 15 procent poparcia i sprawa zmiany systemu poprzez zmianę konstytucji, odbiurokratyzowanie, odblokowanie młodym mechanizmów awansu, rozbicie kast i korporacji – wszystko to byłoby do zrobienia paluszkiem, nawet gdyby PiS nie chciał, bo wtedy by musiał.

No cóż, liderioza, stara choroba prawicy – tu każdy wódz chce zabawienia Polski, ale tylko o tyle, o ile On ją zbawi. Bo jak miałaby zostać zbawiona niefachowo i przez osoby niepowołane, to nie. Głosy młodych, wkurzonych na system ludzi mogły wiele zmienić, ale przez niepowstrzymaną skłonność do ekstrawagancji jednego pana i emocjonalną labilność drugiego fala się rozmyje. Teraz widzicie, droga młodzieży, dlaczego – mimo wszystkich ich wad – warto jednak mieć profesjonalnych polityków, a nie watażków.
Cóż, z drugiej strony – gdyby nie szczęśliwe pojawienie się bata na postkomunistów w postaci partyjki neokomunistów, w obecnym Sejmie nadal straszyłby panświnizm Palikota i partyjno-mundurowa skleroza SLD. A opozycji zabrakłoby mandatów nie tylko, jak teraz, do zmiany konstytucji, ale także do stabilnego rządzenia.
Jak widać – wybory proporcjonalne z poprzeczką i systemem d’Hondta niewiele się różnią od loterii. Gdyby kilkaset tysięcy lemingów nie przeniosło głosów z PO na Nowoczesną, i ugrupowanie Petru wpadłoby pod wyborczy próg, to by PO miała kilkanaście mandatów więcej, ale PiS większość rządową z grubym okładem, a nie, jak teraz, na granicy…”

(Rafał Ziemkiewicz – Odliczanie Wyborcze Ziemkiewicza. Czas reprymendy) podobne: „Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii. oraz: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN.

Ktoś w jednym z komentarzy pod cytowanym wyżej artykułem poddał w „wątpliwość” istnienie/szkodliwość „systemu”, dworując sobie z potrzeby istnienia na polskiej scenie politycznej partii czy środowisk antysystemowych (choć ja wolę bardziej precyzyjne pojęcie – wolnościowcy). Pozwolę sobie skomentować tę postawę (moim zdaniem prowokacyjną).

Człowieku! System to są śmieciowe emerytury (o ile w ogóle jakąś dostaniesz). To kolejki do lekarzy na standardowe zabiegi i brak pieniędzy na leczenie trudniejszych schorzeń które „w XXI wieku” (to ulubione powiedzonko „nowoczesnych postępowców” kiedy chcą obsmarować religię 🙂 ) są uleczalne jeśli służba zdrowia funkcjonuje NORMALNIE (niestety nie w Polsce – podobno nowoczesnym kraju „drugiej Japonii” czy innej „zielonej wyspie”). To autostrady i stadiony budowane za „publiczne pieniądze” po kosztach nieadekwatnych do rezultatu „budowy”. To 5 mln. emigrantów (tylko z ostatnich 10 lat). To bezrobocie i niskie płace pomimo emigracji tej nie małej siły roboczej. To milionowa armia urzędników która nikomu nie jest potrzebna do czegokolwiek a TYLKO przeszkadza (i jeszcze za to kasę bierze). To wreszcie jawna niesprawiedliwość w sądach dla zwykłych obywateli i bezkarność ludzi ze świecznika polityki („mammimunitet”)  i różnych „dworów” powiązanych z polityką („mordotymoja”). To wreszcie cała masa innych „drobnych” rzeczy jak monopol państwa w wielu branżach gospodarki (gdzie siedzą kolesie, rodziny i kochanki polityków), nepotyzm, marnotrawstwo i cała ta „ruja i poróbstwo” za które TY „żalu” płacisz w podatkach, składkach, opłatach i innych daninach publicznych około 80% swoich dochodów przez co nie stać Cię na to żeby żyć na poziomie wielu krajów zachodnich… I tu przykra wiadomość dla Ciebie – bedziesz płacił nadal! NIC za to nie dostając w zamian albo dostając ochłapy w postaci zasiłków i zapomóg… Jeśli tego nie ogarniasz to sam sobie szkodzisz, i nikomu innemu bo to w końcu nie Twoja wina. Prawda „świadomy wyborco”?

Za Kukiza się nie wypowiadam, ale KORWiN (którego program i ideę znam od dawna!) wie co należy z tym fantem zrobić. I tu nie trzeba wielkiej filozofii, bo widać gołym okiem co i dlaczego nie działa tak jak powinno (KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii). Deregulacja prawna (likwidacja masy zbędnych często sprzecznych i rzucających kłody pod nogi przedsiębiorczości przepisów), wyprowadzenie państwa z gospodarki, odchudzenie i odbiurokratyzowanie aparatu władzy, i najważniejsze – zmniejszenie opodatkowania (słowem MINIMALIZACJA KOSZTÓW funkcjonowania państwa) oznacza że obywatel ma te zaoszczędzone na państwie pieniądze (na które to ON a nie państwo pracuje) w kieszeni, bo to system naczyń połączonych. Jeśli się ludziom nie zabiera to oni te pieniądze przeznaczą na konsumpcję czyli REALNĄ gospodarkę (a nie urzędnicze kretowisko, które tylko żre i ryje pod innymi doły). Taki stan rzeczy z AUTOMATU spowoduje potrzebę wzrostu produkcji, a co za tym idzie zatrudnienia i płac kiedy na rynku ubywa siły roboczej a firmy ze sobą konkurują. Jeśli rozumiesz drogi etatysto-socjalisto i zgadzasz się z tym co napisałem wyżej o „systemie”, to nie możesz nie rozumieć tego, że to co proponuje KORWiN (czyli ZMNIEJSZENIE kosztów funkcjonowania państwa) to OCZYWISTA (logiczna) konieczność, żeby system który polega na rabunku, nieefektywnej redystrybucji i marnotrawstwie odciąć od naszych pieniędzy. Jeśli chcesz być bogaty i wydawać zarobione pieniądze w pierwszej kolejności na siebie, to nie możesz jednocześnie przymykać oko na to że ktoś Cię okrada! Odchudzenie państwa to jest JEDYNY sposób na to żeby kosztowało mniej, a obywatele mieli więcej w kieszeni. Państwo powinno się zajmować TYLKO pilnowaniem porządku i bezpieczeństwa.

Jeżeli uważasz że partia która proponuje zostawić ludziom w portfelach większość ich dochodów „nie ma pojęcia jak to od strony praktycznej wygląda”, to znaczy że sam nie wiesz co to znaczy mieć w kieszeni 800 zł zamiast 200 (bo proporcje powinny być odwrotne – na państwo 20% a w kieszeni 80% zarobku)… Zaprzeczasz zdrowemu rozsądkowi i prostej matematyce udając że tego nie rozumiesz. Jeśli więc dalej jesteś za rabunkiem Polaków, to ja się tylko zastanawiam dlaczego i ile z tego masz dla siebie. Taki upór i zafiksowanie na etatyzm mogą prezentować tylko ludzie „systemu” (urzędnicy, politycy, płatni klakierzy) albo Ci którzy coś z tego pośrednio mają (korzystają w jakiś sposób z „publicznych” pieniędzy). Innej możliwości nie widzę.

Uwagi Pana Ziemkiewicza pod adresem Kukiza i JKMa uważam za trafne. Wielka szkoda… Łyżką miodu w beczce dziegciu jest spad „zlewu”, ale to Pomoże Polsce jak umarłemu kadzidło. Tymczasem po wyborach i lekturze podobnych komentarzy który pozwoliłem sobie skomentować, widać ewidentnie że dopóki „państwowa” kasa nie będzie pusta, a bankomaty nie wyświetlą swoim klientom komunikatu „nie mam pańskich pieniędzy… pocałuj mnie pan w d….” to „polactwo” (bardzo lubię się powoływać na tę właśnie książkę Pana Ziemkiewicza, przypominając mu nie bez kozery dlaczego PIS nie będzie lepszy od PO) nie wyciągnie nawet najmniejszego konstruktywnego wniosku ze swoich wyborów… (Odys)

„…Arystoteles (Polityka) powiadał, że „niedorzeczne bowiem wydaje się, aby marni ludzie mieli moc rozstrzygającą”. Jeśli więc lud nie ma dostępu do edukacji i „dobrego wychowania”, nie może być mądrym i skutecznym prawodawcą (a jego reprezentanci pochodzą przecież z tego ludu i nieść muszą sobą takie same wartości jak głosujący na nich obywatele).

Jeśli lud – jak wywodzili ci krytycy ateńskiej demokracji – „jest ubogi”, można nim dowolnie manipulować przy pomocy przekupstwa, czczych obiecanek, mitologii i mitomaństwa, argumentów irracjonalnych i nieistotnych z punktu widzenia interesu publicznego…” (Demokracja… czyli Dyktatura Durni)

Piszę tak dlatego, ponieważ niemal cały „nowy” sejm, za wyjątkiem kilku wolnościowców którzy startowali z list Kukiza i póki co deklarujących wolnorynkowe poglądy Petrucjuszów (czas pokaże czy i jak bardzo kłamali) jest DALEJ (tak jak od 25 lat) zdominowany przez ludzi myślących w sposób lewicowy (etatystyczno – socjalistyczny) a to zapowiada kolejne lata dojenia i strzyżenia obywateli tego „nieszczęśliwego kraju”. Jeśli bowiem ktoś myśli, że jakakolwiek obietnica rozdawnictwa nic go nie będzie jako podatnika kosztować to się grubo myli. Z pustego i Salomon nie naleje a co dopiero PIS który jest tak samo „prawicowy” jak „zlew” który z Sejmu wyleciał. Dziurę w budżecie i bilionowy (oficjalnie) dług można zasypać tylko w jeden sposób i nie będzie to manna z nieba o czym Pan Ziemkiewicz doskonale wie 🙂

No to Polska będzie się dalej wyludniać….

Tylu ludzi związanych z byłym reżimem deklarowało przecież publicznie że opuści kraj jeśli PiS zwycięży. Szkoda że kraj nie ma czegoś w rodzaju kolektywnego kopa aby to teraz wyegzekwować.  No a bez tego składanie pustych deklaracji to tylko pieniactwo.

Pomijając to, rzadko kto pospieszył z wyjaśnieniem czemu właściwie skłania się ku tak drastycznej decyzji. Byłoby to w miarę zrozumiałe gdyby PO, dajmy na to, implementowała wolnorynkowy program Wilczka, pensje rosły jak szalone a kapitał walił do kraju szerokim strumieniem. A tu nagle,  jak grom z jasnego nieba, spada nieszczęście w postaci „trzech milionów mieszkań” i Kaczyńskiego w beciku. Ale przecież odkąd Tusk ogłosił że jest socjalistą nikt nie miał wątpliwości że obie okrągłostołowe mafie mają tyle wspólnego z wolnorynkowym kapitalizmem co Al Capone  z Watykanem.

Wątpliwe też aby ktoś, z możliwym wyjątkiem niektórych blogów o zacięciu antyklerykalnym,  deklarował opuszczenie kraju ze względu na grożącą falę fanatyzmu religijnego. PiS to w końcu nie Al Nusra. Zresztą kierownicze kadry obu ugrupowań i tak przechodziły fachowe amerykańskie przeszkolenie „leaderów”. Prymus takich kursów na leadera, pani Szydło, będzie teraz miała okazję zademonstrować to  czego się tam nauczyła obejmując pozycję szefa rządu. Gwarantuje to że jeśli PiS zacznie terroryzować Polaków ekonomicznie to będzie to terror jedynie umiarkowany. Tak jak podrzynanie gardła na raty i tylko tępym nożem…” (cynik9 – Zwycięstwo PiS

pis = po (gościnnie: podziemnatv)

podobne: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie. oraz: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków i to: „Za PISu było lepiej” czyli… komentarz do grafiki „niewygodne statystyki” a także: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz.

…Dlatego też drogi czytelniku, cały ten POPIS „sponsoruje” powiedzenie Publiliusza Syrusa: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym”. Tym czymś innym jest pozorny, deziformacyjny i głupkowaty podział stworzony w umysłach demoludu że PIS różni się od PO… Na koniec trochę humorystyczne ujęcie nowej rzeczywistości, dla niektórych bardzo niepokojącej . Oto najwięksi „zwycięzcy” wyborów parlamentarnych 2015 z punktu widzenia Żelaznej Logiki:

1.Adrian Zandberg Razem z Gazetą Wyborczą

Tak skutecznie promowali „nową lewicę”, że żadnej lewicy nie ma w Sejmie 🙂

2.Państwowa Komisja Wyborcza

Dzięki sondażom dającym Partii KORWiN 4,9%, będzie do ostatniej chwili trzymać środowisko Gazety w Wyborczej w dylemacie:

Czy lepsza jest większość bezwzględna dla PiS czy KORWiN-owcy w Sejmie? :]

3.Więźniowie

Prawdopodobnie ostatnia grupa społeczna w Polsce, wśród której zwyciężyła Platforma.

4.Linie lotnicze

Sądząc po obietnicach, zbiją majątek. Kupujcie ich akcje na giełdzie. Przecież te wszystkie obietnice „wyjeżdżam z Tegokraju”, z pewnością nie są puste.

5.Prawo i Sprawiedliwość

Prawdopodobnie będą mieć ułatwioną realizację swoich obietnic, dzięki masowo złożonym przez zaciekłych antagonistów deklaracjom: „nie wezmę 500 zł na dziecko” oraz „nie przejdę wcześniej na emeryturę”

6.Tomasz Lis, Jacek Żakowski, Adam Michnik, Dominika Wielowieyska i dziesiątki innych dziennikarzy.

Nareszcie spełnia się ich marzenie i po ośmiu latach odsuwania PiSu od władzy, będą mieli szansę faktycznie zacząć to robić.

7.Żelazna Logika.

Tak, z pewnością zaczyna się dla nas wspaniały okres. Najdalej za miesiąc dowiemy się wielu rzeczy o stanie Polski, które jeszcze wczoraj były herezją 🙂

podobne: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu.

„…Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie nowe władze Platformy Obywatelskiej oddały Prawu i Sprawiedliwości władzę niejako na srebrnej tacy, „poległy na własne życzenie”, by zacytować Kaczyńskiego wprost ze studia wyborczego. Okazuje się, że cudu rządów jednopartyjnych można w Polsce dokonać w miarę łatwo – pod warunkiem że chce tego (tak!) również strona oddająca władzę. Bo cała platformiana kampania parlamentarna sprawia takie właśnie wrażenie – jakby nie tylko wyborcy zmęczyli się Platformą, ale i ona sama najwyraźniej miała już dość władzy – pisze w najnowszym numerze „Gazety Polskiej” dr Wojciech Jabłoński, politolog z UW…”

…w nawiązaniu do ostatniego zdania Żelaznej Logiki i powyższego cytatu, pokuszę się o kontrariańskie podejście w kwestii określenia sukcesem zwycięstwa PISu nad PO, gdyż uważam je za Pyrrusowe. Moim zdaniem PO zdaje sobie od dawna doskonale sprawę w jak opłakanym stanie znajduje się państwo polskie (a przede wszystkim jego finanse) i po prostu nie chce brać za to co się dalej stanie odpowiedzialności. Zarówno kampania prezydencka (o której nieudolnym prowadzeniu pisałem wcześniej) jak i niedawna parlamentarna były według mnie prowadzona w sposób CELOWY nieudolnie. Tymczasem niemal wszyscy komentatorzy, politycy, „eksperci” a przede wszystkim wyborcy (oprócz nielicznych głosów na które udało mi się trafić tu i ówdzie) dali się nabrać na to że była to TYLKO nieudolność. Uważam że począwszy od przecieków afery podsłuchowej „kelnerów”, poprzez małpie wygłupy (bo tak należy nazwać publiczne wystąpienia pełne czystej desperacji, „wpadek” wizerunkowych i obciachu) czołowych polityków PO z Kopaczową i Komorowskim na czele trzęsących się „ze strachu” przed Kaczyńskim, były tak jawnie rażące że nie mogły być tylko dziełem nieudolności czy przypadku.

Moim zdaniem od dłuższego czasu (i pisałem o tym duuużo wcześniej) trwa wygaszanie projektu pod nazwą „Platforma Obywatelska”, by odpowiedzialność za państwo spadła z całym (nie)dobrodziejstwem inwentarza na kogoś innego. Padło rzecz jasna na PIS, który będzie miał do czynienia z ogromnym długiem i deficytem finansów publicznych, ale również z tym co sam sprowokował, tj. z roszczeniami grup zawodowych i społecznych którym naobiecywał gruszek na wierzbie. Nie da się tych obietnic spełnić bez dociśnięcia podatników, lub zwiększenia zadłużenia państwa (również na koszt obywateli). To oznacza że albo PIS dołoży swoją łapę do śruby fiskalnej żeby mieć za co nam „dogodzić” (zgodnie z obietnicami 🙂 ), albo zacznie się z tych obietnic wycofywać, co z kolei spowoduje natychmiastową reakcję tych środowisk które miały coś dostać w zamian za poparcie „zmiany”. To oznacza nową falę strajków „rozczarowanych” roszczeniowców na ulicach, a w konsekwencji może i nowe wybory w niedalekim czasie. Wtedy to dopiero sporej części ludzi może się odwidzieć mit „państwa opiekuńczego” (ile w końcu można płacić za byle jaką opiekę) a partie wolnościowe przeżyją swój prawdziwy renesans… Na to właśnie liczę i choć wiem że jest to życzeniowe myślenie (w dodatku oparte o katastrofę) to pokuszę się o taką prognozę z NADZIEJĄ na lepszą przyszłość już bez POPISu w sejmie (choć pewnie na podobny powrót w glorii i chwale liczą Ci którzy uratowali póki co platformę przed konsekwencjami jej rządów 🙂 )

Istnieje jeszcze inna ewentualność, baaardzo minimalna co prawda ale należy brać ją pod uwagę, że oto PIS zmieni całkowicie zaplanowaną strategię i zacznie realizować (zamiast podcinającego gałąź wypłacalności państwa socjalizmu) program wolnościowy, który będzie co prawda bardzo trudny w zrealizowaniu (bo wymagający niepopularnych decyzji) ale jako jedyny może w przyszłości zagwarantować PISowi dobre owoce jeśli zostanie obywatelom rzeczowo i logicznie wytłumaczony… Odys

podobne: Stan Tymiński: Nowy program PIS – populismus über alles a także: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS. i to: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. oraz: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy. polecam również: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.

POPIS biednie-czy-ubogoPrzeleciały wielkie sumy
poprzez partyjne rozumy,
tworząc dochód narodowy.
Produkowały się głowy.
Powstał obrót. Przyniósł zysk.
Nawet, gdy ktoś dostał w pysk,
to i tak się opłaciło,
bo kręciło się… kręciło.
Inwestowaliśmy w przyszłość,
ale chyba nic nie wyszło
i trzeba odłożyć w czasie
plan, na który dzisiaj da się.
Ten, co daje nieraz traci.
Nikt się szybko nie bogaci
wierząc w wynik totolotka.
Rzeczywistość nie jest słodka,
a ma gorycz soli ziemi.
Mimo wszystko coś się zmieni
przez następne cztery lata.
Popatrzymy po wypłatach,
potem porównamy ceny.
Płacimy, bo zmiany chcemy!
Przeleciały sumy wielkie.
Czy ktoś nabił nas w butelkę,
że cokolwiek trudno zyskać?
Albo chleb, albo igrzyska.

Marek Gajowniczek „Krótka rozprawka o igrzyskach i chlebie”

Trader21: Chiny vs. USA – wyższy poziom konfrontacji. cynik9: Chiny przesyłają subtelną wiadomość. Dewaluacja Yuana.


1. Chiny vs. USA – wyższy poziom konfrontacji.

„…Przez lata Chiny były tzw. tanią fabryką świata. Jednak, dzięki transferowi technologii, Chińczycy, z producentów tanich gadżetów, przekwalifikowali się na dobra lepszej jakości o dużej wartość dodanej. Znaczna przewaga eksportu nad importem wywoływała nacisk na wzmocnienie juana. Aby kontrolować umacnianie waluty, Chińczycy lokowali sporą część nadwyżek w amerykańskie obligacje rządowe i inne aktywa denominowane w USD.

Trzy lata temu trend się odwrócił. Chińczycy przestali zwiększać rezerwy dolarowe, a za główny cel postawiono umiędzynarodownie juana. Dawnej, gdy Chińczycy chcieli kupić australijski węgiel, musieli najpierw nabyć dolary amerykańskie, które następnie wymieniano na dolary australijskie. Działało to także w drugą stronę, generując dodatkowe koszty transakcyjne. Aby je ograniczyć, Bank Centralny Chin podpisał tzw. umowy swapowe, umożliwiające bezpośrednią wymianę juana na ponad 30 innych walut, w skutek czego, ogromna część chińskiej wymiany handlowej odbywa się obecnie w juanie. 

Z drugą największą gospodarką świata, największymi rezerwami walutowymi oraz walutą, która błyskawicznie zyskuje uznanie międzynarodowe, Chińczycy rozpoczęli rozmowy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym odnośnie włączenia juana do koszyka SDR. Akcesja juana przyciągnąłby uwagę inwestorów na całym świecie i przekonała ich do chińskiej waluty oraz przyśpieszyłaby budowanie zaufania na arenie międzynarodowej. Z drugiej strony, największym przegranym byłby dolar amerykański oraz USA, które utraciłoby prawa weta.

Wszystko przebiegało gładko i wydawało się, że za zamkniętymi drzwiami ustalono szczegóły transformacji. Natomiast Chiny – aby nie podważać zaufania do dolara oraz nie pogarszać relacji z USA – ogłosiły, że posiadają 1650 ton złota, co jest wartością bardzo zaniżoną. Konsensus rynkowy wskazywał na 3500-4000 ton, podczas gdy rzeczywiste rezerwy kształtują się na poziomie 6000-8000 ton. Chiny najprawdopodobniej zrobiły to, o co prosili Amerykanie, a co było ceną za akceptację juana w prestiżowym gronie. 

W kilka dni po aktualizacji rezerw złota, juan chiński dołączył do grona dolara, euro, funta oraz jena, stając się piątą walutą świata, stanowiącą zabezpieczenie kontraktów terminowych na największej giełdzie towarowej. Była to ewidentna zapowiedź tego, co nas może czekać w perspektywie kilku tygodni.

W ostatnich dniach relacje USA – Chiny znacznie się pogorszyły. Potwierdzono pogłoski, że USA stało za zapoczątkowaniem krachu na chińskiej giełdzie, a konkretnie Citadel, nowego  pracodawcę Bena Bernanke. Chińczycy zresztą nie pozostali dłużni, blokując na kilka godzin Wallstreet oraz kilka amerykańskich linii lotniczych.

Nagle, dwa tygodnie temu usłyszeliśmy, iż waluta Chińska nie spełnia kryteriów stawianych przez MFW i akcesja juana musi być odłożona w czasie (od 9 do 12 miesięcy). W trakcie tajnych rozmów coś najwyraźniej poszło nie tak i negocjacje zostały zerwane. Na takim poziomie zaawansowania rozmów był to policzek wymierzony w Chiny. 

Na odwet Chin nie trzeba było długo czekać. W dwa dni po odrzuceniu juana przez MFW, Chińczycy zrobili to, czego nikt się nie spodziewał. Zdewaluowali własną walutę oraz zapowiedzieli kolejne dewaluacje. W ostatnim czasie władze Stanów Zjednoczonych oskarżały Chiny o manipulowanie kursami walut oraz  utrzymywanie zbyt niskiego kursu wymiany, co odbijało się negatywnie na amerykańskich eksporterach. Dewaluacja juana jest ewidentną reakcją na blokadę akcesji juana do koszyka SDR. Policzek za policzek???

Do tej pory Chińską politykę cechował spokój i działanie typowe dla strategii Sun Tzu w stylu „Czekaj, aż twój przeciwnik sam się osłabi”. W ostatnich miesiącach silny dolar wywoływał problemy w systemie finansowym, drastycznie obniżając płynność. Być może Chińczycy w odpowiedzi na atak na giełdę, zamierzają pogrążyć amerykańską gospodarkę, doprowadzając do dalszego umocnienia się amerykańskiej waluty. 

Silny dolar zmniejszy eksport i dobije kurczącą się gospodarkę USA. Dalsze wzmocnienie dolara może także doprowadzić do eksplozji na rynku derywatów, inicjując reakcję łańcuchową, co przy bardzo niskim poziomie kapitalizacji jest ekstremalnie groźne dla zachodniego systemu bankowego. To, co się dzieje na tzw. wyższym poziomie, jest obecnie niesamowicie trudne do odczytania. Niemniej, wiele wskazuje na fakt, iż w najbliższych tygodniach może dość do ekonomicznej konfrontacji pomiędzy dwoma największymi gospodarkami na świecie…” (Trader21)

całość tu: independenttrader.pl

2. Dewaluacja renminbi. Chiny przesyłają subtelną wiadomość.

„Decyzja banku narodowego Chin z 11.08 o redukcji stopy referencyjnej („reference rate”) o 1.86% spowodowała lawinę komentarzy w mediach. Przeważa ton zaskoczenia „wielką dewaluacją”, choć nie brakuje katastrofistów wieszczących wojnę walutową Chin z Ameryką czyli wiążących tę zmianę z chińską akumulacją złota. Fanatycy teorii spiskowych widzą nawet link do przypadkowej eksplozji chemikaliów w mieście Tianjin.

Uciekanie się do teorii spiskowych i epatowanie końcem świata na skutek wyzwolonej przez Chiny globalnej fali deflacyjnej nie jest jednak konieczne. Prostym wytłumaczeniem decyzji chińskiej jest po prostu przygotowanie do poszerzenia zakresu handlowego RMB do USD z obecnych 2% do 3%…

(…)

…Chiny i USA są konkurentami ale obie strony mają też wspólny interes w miarę harmonijnym przejściu do multilateralnego systemu opartego na SDR. Dla Ameryki utrata hegemonii USD może nie być najłatwiejszą pigułką do przełknięcia, co tłumaczy ociąganie się kongresu w zatwierdzeniu uzgodnionych już dawno temu reform w IMF. Tym niemniej wielkiego wyboru nie ma a stopniowa utrata statusu „waluty rezerwowej” przez dolara, i jego spodziewana deprecjacja z czasem, mogą dla Ameryki okazać się długoterminowym bonusem.

Owszem, decyzja Chin w obecnym, czułym okresie włączania renminbi w skład SDR może być formą subtelnej presji na USA. Dalsza deprecjacja RMB zwiększyłaby chińskie eksporty i pogłębiłaby amerykański deficyt handlowy. Chiny dają do zrozumienia że posiadają i kija i marchewkę. Wątpliwe jest jednak aby w obecnym okresie chciały antagonizować kongres w którym lobby anty chińskie jest silne. Chodzi raczej o ostrzeżenie przed amerykańską taktyką dalszego opóźniania akcesu RMB do SDR…” (cynik9)

całość tu: dwagrosze.com

jako ciekawą konkluzję polecam lekturę komentarza. Pisze „smieciu” /2015-08-14 18:21:33

„Dzisiejszy świat ma coraz dziwniejsze zasady działania. No bo z drugiej strony silniejszy dolar to ewentualny silniejszy import USA. Rozwój tamtejszych firm transportowych i wielu innych opartych na imporcie.
Cała sztuka, przekręt USA polega na tym że one nie podlegają zasadom rynkowym, które obowiązuję resztę świata. Bo mają tego swego dolara. Dopóki ktoś tam na świecie będzie go pragnąć, będzie pragnąć sprzedawać w ameryce to USA nie jest w stanie polec. Przecież na własne oczy oglądamy że gigantyczny dług, czy zwiększanie podaży dolara nie robi USA krzywdy. Oczywiście nie mówię tu o poziomie życia tamtejszego motłochu tylko o statusie mocarstwa.
To jest właśnie ta sztuka. Dzisiejsi artyści, maestra gospodarek i finansów:
Sprawiać by coraz bardziej oczywiście papierowy, coraz bardziej bezczelnie z niczego tworzony dolar był coraz więcej wart. No nie mogę się oprzeć rozpatrywać to w kategoriach sztuki 🙂 I wierzę że ci tam na górze też tak to mogą traktować.

Podobno ten chiński mędrzec od sztuki walki powiedział że najlepiej wygrywać wojny bez walki. Natomiast ideolodzy FED przekuli to na zasadę „mieć wszystko za nic, czyli za darmo”. Za tego tworzonego z niczego dolara. Dla mnie to jest coś.

Doprawdy nie wiem co Chińczycy mogą zrobić. Przestać eksportować? To samobójstwo! Eksportować za dolary? To upokorzenie! Oprzeć walutę na złocie? Kogo będzie stać na drogiego „złotego yuana” i siłą rzeczy drogie towary z Chin? Podczas gdy FED będzie rzucać swoje tanie dolce z helikopterów. Które jednak, we wręcz magiczny sposób, będą mieć tą swoją wartość.

Czyż to nie piękne?

Mówimy że USA i Chiny będą walczyć. Ale o co? To jest najważniejsze. Cel może być tylko jeden. O prawo do tworzenia światowej waluty, która daje wszystko za darmo. Taka waluta może być tylko jedna. Bo konkurencja musi zniszczyć ten fundament, który tworzy pozory wartości pustego pieniądza.

No ok. Tylko kto sobie np. wyobraża Chiny przekształcające się w producenta waluty i światowego importera dóbr? 🙂 Obecnie jest jak jest. Chińczyki produkują towar za papier, czy cyferki na kontach. Są upokarzane (jak i reszta świata) ale to działa.
Jeśli Chiny naprawdę chcą podjąć walkę to tylko wtedy gdy mentalnie zrozumieją czym jest przywilej kontroli światowej waluty. Jakie konsekwencje z tego wynikają. Wyobrażacie sobie że oni mentalnie czy gospodarczo są do tego zdolni?

Rozejrzyjcie się po świecie. Wszystkie „poważne” państwa świata mają mocną walutę i są generalnie importerami. To czyni cię arystokratą. Jak do arytokracji mają dołączyć Chiny? Jak to się mówi: szlachta nie pracuje. Dlatego fabryki buduje gdzie indziej. Wyobrażacie Chiny jako szlachtę? Która np. wypycha fabryki do Afryki? Może czarnuchy dałyby radę zapracować na miliard Chińczyków. Ale co z resztą świata? 🙂

Dewaluacja yuana to krok w kierunku poddania się status quo. Roli rolnika, robola pracującego na arystokrację. W dzisiejszym świecie nie można być jednocześnie arystkoratą i robolem. By zachować swoje pozory potęgi Chiny MUSZĄ eksportować. Tanio. I tyle w temacie. Każde inne rozwiązanie musi sprowadzić się do realnej wojny.”

….w odpowiedzi (i jako uzupełnienie) pisze „Freeman” /2015-08-14 19:57:21

„Jest dokladnie tak jak piszesz. Stanom zalezy na silnym dolarze, i na tym zeby byl za takiego postrzegany.

Zycie „za darmo” na koszt reszty swiata jest piekne. Mozna sprowadzac wysokiej klasy specjalistow z kazdej dziedziny i tworzyc im idealne warunki pracy. Tak kontynuuaje sie mocarstwowosc.

Gdyby Chiny zaczely produkowac tylko na potrzeby wlasnego rynku i zaprzestaly eksportu do USA a potem tym sladem poszly by inne kraje, to w USA poziom zycia bardzo by sie obnizyl.

Kazdy kto robi interesy z usancami zle na tym wychodzi. Daimler jak sie laczyl z Chryslerem, to euforia w DE nie miala granic. Byla jeszcze wieksza gdy doszlo do rozwodu na duzych stratach…

USA szukaja sposobow na utrzymanie hegemonii za wszelka cene i nie cofna sie przed wojna. Zreszta nie pierwszy raz.
Moze defensywna postawa Chin i Rosji powoduje , ze jeszcze mamy pokoj. Te dwa kraje, jako jedyna mozliwa przeciwwaga , nie powinny popelniac bledu i pozwolic na proby rozbicia tego „duetu”. W parze maja szanse , pojedynczo nie.

Ostroznosc Chin miedzy innymi poprzez zanizenie oficjalnej ilosci posiadanego Au, ukazuje slaby punkt u sa. Nie wiem czy ta strategi jest dobra na dluzsza mete . Moze trzeba by poszczypac u siakow , niech sie zaczna pocic nerwowo.
Swiat nie ma z nich zadnego pozytku, taka juz jest natura pasozyta. poprzez lobby i srodki nacisku zawsze stawiaja wysrobowane warunki. Widzialem kiedys rozmowe Schrödera z Krzakiem , Niemiec probowal cos negocjowac i poiagnac u siakow do wiekszej odpowiedzialnosci ekologicznej. Mowa ciala Krzaka , mimika i slowa, spowodowaly ze Niemcowi szybko sie odechcialo.

Inny przypadek gdy Merklina pojechala upomniec sie do opalonego po zloto. Wyszla poturbowana i wszyscy wiedza jak wyglada repatriacja niemieckiego metalu…

Swiat powinien sie kiedys przebudzic z tego niewolniczego stanu, ale cena, jak smieciu pisze w koncowce postu, bedzie wysoka. Zeby udalo sie ich przechytrzyc i nie doprowadzic do wojny a jednak sie uwolnic…

…i jeszcze jeden. Pisze „smieciu” /2015-08-14 21:28:52

„Ok. Często pada argument że Chiny i Rosja mogą jakoś spróbować podważyć pozycję USA.

Teoretycznie tak. Tylko że po pierwsze ich współpraca wygląda jak Hitler vs Stalin przed IIWŚ. Uśmiechy na pokaz a tak naprawdę wyczekiwanie by zadać cios w plecy. Kto wie czy nie podlizując się USA przy okazji.

Ale ważniejsze jest że jak dla mnie mentalność władz USA, Rosji i Chin jest generalnie taka sama.
Jedynym sposobem na uniezależnienie się od USA jest uniezależnienie się od świata w ogóle. A to oznacza że trzeba budować rynkek wewnętrzny. Budować dobrobyt mieszkańców. I z tym jest problem bo oni wszyscy tak naprawdę myślą tak samo. Oni nie chcą obywateli a niewolników. I dlatego nigdy nie wygrają. Przynajmniej dopóki będą oligarchiczno-partyjną kastą.

Zarówno Chiny jak i Rosja posługują się po prostu metodami, środkami, które są opanowane, kontrolowane przez USA (FED). To gra, w której USA rozdaje karty i ustawia reguły. To USA ma najlepsze atuty jak np. „demokrację”. To oni mogą posługiwać się najlepszą retoryką we wszelkich światowych organizacjach. Są przestępcą z najlepszym wyglądem. Takim, który ujmuje ofiarę. Dlaczego ktoś na świecie miałby pomóc otwartym przestępcom w stylu Rosji? Czy Chin (przy których Afrykanie tęsknią do nawet najgorszej przeszłości kolonialnej czy kacykowej).

Rosja i Chiny są zbrodniarzami bez żadnego wdzięku. Brutalnymi, bezwględnymi nie bawiącymi się w żadne pozory. Nie mają absolutnie nic co dawałoby im szanse z daleko inteligentniejszym i wyrafinowanym przeciwnikiem z USA.”

…zgadzam się z komentarzami. Potęga USA polega na tym że cały świat kocha się w amerykańskim „stylu życia”, „wolności”, „demokracji” a przede wszystkim w dolarze. Kiedy ta wiara/zauroczenie się skończy, skończy się „gospodarcza” dominacja USA w świecie. Co musiałoby się stać żeby ta wiara się skończyła? Potężne kłopoty gospodarcze (nie mylić z finansowymi bo to różnica) i światowy brak zaufania do USD… (Odys)

podobne: Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”. oraz: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i to: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin. a także: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko.

Chiny, złoto, Yuan

Chiny, złoto, Yuan