Czy sport to jeszcze rozrywka… czyli refleksje po niedzielnym dla Polaków Kazaniu (od Kolumbii). Kult Cargo i władcy piłkarskich emocji.


 

Najpierw dobra wiadomość… Świat się nie skończył i kury dalej znoszą jajka (koko koko). A ten syk, który gdzieniegdzie jeszcze słychać (zwłaszcza w czeluściach internetu)  to tylko uchodzące z gorących głów emocje, i z napompowanego do czerwoności balonika aspiracji, rozczarowanie.

W sumie miałem nie zabierać głosu w sprawie tego „święta” (lub raczej należałoby powiedzieć bożka) jakim w dzisiejszych czasach (a w zasadzie odkąd wymyślono igrzyska) jest sport, a już w szczególności piłka nożna. Głównie za przyczyną terapii szokowej jakiej doświadczyłem w 2012 roku (o czym więcej tu „Żelazna logika” po meczu Polska-Mołdawia, czyli o tym, że), który to rok dostarczył mi sporo materiału do przemyśleń. Głównie nad sobą samym, doprowadzając do uwalniającej zmiany poglądów i zachowań w tej kwestii. Ale że sport, w tym na co chciałem zwrócić uwagę jest tylko narzędziem (choć prawda że ostrym) to „jjjedziemy”.

Nie będzie zatem ani o meczu, ani o żadnej znanej postaci zajmującej się zawodowo sprzedażą tego widowiska amatorom (dosłownie i w przenośni). Będzie za to o amatorach właśnie, a raczej o pewnym niepokojącym zjawisku, któremu ulegają ci wszyscy ludzie, którzy wzięli sobie zbyt głęboko do serca ten właśnie przejaw ludzkiej działalności, zwanej niewinnie rozrywką lub „tylko sportem”. Na początek rozważań postawię trochę kontrowersyjne pytanie, ale z uwagi na to z jak poważnym (mimo wszystko) przedsięwzięciem, i żywiołowymi reakcjami dorosłych ludzi mamy do czynienia, to uważam je za jak najbardziej zasadne.

Pytanie brzmi – czy diabeł jest sportowcem?

Rzecz jasna że nie, choć mówi się że rywalizuje z Panem Bogiem. Prędzej jest kibicem. Jednak nie takim jak my ludzie, lubującym się w oglądaniu jałowego w zasadzie wysiłku w ramach gry polegającej na rywalizacji obcych sobie ludzi, z którymi się z różnych powodów taki kibic identyfikuje. Diabeł kibicuje przede wszystkim konkretom. Pierwszym jest nie tyle potrzeba zwycięstwa, co górowania nad innymi. Drugim rozemocjonowanie. Najlepiej w postaci rozczarowania, rozpaczy i złości, z powodu z którego mało kto chyba zdaje sobie sprawę, tj. CUDZEJ porażki, którą traktuje się bardzo osobiście. Diabeł  jako niedościgniony wzór pychy i egocentryzmu, oraz żalu, rozpaczy, złości a przede wszystkim nienawiści pragnie, by ludzie byli w tym właśnie co stanowi jego naturę do niego podobni. Więc oprócz tego że kibicuje przede wszystkim sobie, to w drugiej kolejności kibicuje nam ludziom, kibicom i sportowcom, jako amatorom emocji właśnie, byśmy jak najgłębiej angażowali się w sport od tej właśnie strony, i żeby emocjom lub tzw. „pasjom” (nie tylko szewskim) nie było końca. Bo to podobno najbardziej ludzkie, a on wyznaje zasadę że „wszystko jest dla ludzi”.

Dosłownie wszystko.

Zwłaszcza ładne dziennikarki i rozwrzeszczeni dziennikarze rozumiejący swego zawodu powinność, i prześcigający się w nachalnym prowokowaniu ludzi, do egzaltowania przed kamerami swoich uczuć, a w razie zbyt oszczędnych reakcji, umiejący  zaszantażować rozmówców/widzów “narodową sprawą” tak, żeby się to wszystkim dobrze kojarzyło. I chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, że w tym wypadku „dobrze” nie oznacza żadnego „nasi”, a po prostu zysk sprzedawcy/organizatora imprezy, u którego oni (dziennikarze) są zatrudnieni. Właśnie dlatego, i w tym celu, są w stanie wykorzystać własne zaangażowanie i emocje (często udawane), by próbować „zarazić entuzjazmem” innych. Tak jak to próbowała zrobić w rozmowie z Prezesem PZPN Zbigniewem Bońkiem Pani Sylwia Dekiert, kiedy ten bezczelnie nie miał ochoty płakać nad tym co się stało…

… dziennikarka powiedziała, że nie chodzi jej o pretensje. „Pytam po ludzku, mi się chciało płakać” – powiedziała. „Pani chce powiedzieć, że jak Pani się chciało płakać, to Pani to przeżyła mocniej ode mnie? Nie chciało mi się płakać, ale było mi i jest bardzo przykro. Trzeba jasno powiedzieć, że po stronie Kolumbii było więcej jakości. My się staraliśmy. Chłopaki chcieli dać z siebie  wszystko, ale po prostu byliśmy drużyną gorszą” – odparł szef PZPN… 

Mój Boże… Kiedy to ostatni raz słyszałem z ust dziennikarza że jest szczerze do łez zdruzgotany jakimś prawdziwym (nie zmyślonym) wydarzeniem? Nie pamiętam, ale wiem jedno że nie była to żadna pamiętana przeze mnie tragedia zwykłych ludzi, od których codziennie roi się w mediach od tzw. lewa do prawa. Jest sporo żerowania na emocjach ludzi tragedią dotkniętych, ale żeby dziennikarz sam z siebie przyznał, że chce mu się z tego powodu płakać? No przykro mi mówić ale nie pamiętam. I to jest jedna strona medalu, czyli żal. Druga to frustracja i złość z powodu (jak mniemam) urażonych ambicji, które wzięły się „niewiadomoskąd”, ale za to wiadomo gdzie i przez kogo były podsycane. Pomimo świadomości skąd to się bierze, za każdym razem jestem zaskoczony falą sraczki i hejtu ludzi rozczarowanych widowiskiem. Jest to dla mnie zjawisko niepojęte bardziej od tego, że ktoś dorosły, i wydawałoby się znający na piłce (o czym świadczy niemal każdy taki komentarz, który jest jednocześnie analizą wydarzeń na boisku) uwierzył ludziom zawodowo i za pieniądze nakręcającym koniunkturę, iż wyjdziemy z tej kolejnej na przestrzeni czterolatek grupy „zwycięsko”, bo w końcu zajmujemy po coś to 8 miejsce w rankingu FIF(k)A. Tymczasem wyszło jak zwykle, i będziemy mieli kolejny w mundialowych występach mecz o tzw. „honor”. I nie, tego dziwnego sformułowania też komentował nie będę, choć mnie korci, z racji tego co się będzie działo kiedy nawet tego „honoru” nie uda się piłkarzom dla Polski i Polaków obronić/wywalczyć(?) Póki co podochocone duże dzieci wylewają wiadra zółci na do niedawna „nasze orły” i Nawałkę, bo dali się nabrać kapłanom kultu cargo. Największa porażka to pomylić prawdziwe życie ze sportem do tego stopnia, że emocje przejmują kontrolę nad rozumem. A młode pokolenie to wszystko ogląda i nasiąka.

Kult Cargo to ruch religijny, który rozkwitł wśród zamieszkujących wyspy Pacyfiku tubylców, nieprzesadnie rozeznanych w realiach współczesnego świata. Upraszczając: Wziął się z obserwacji oraz opartego na fałszywych przesłankach logicznego rozumowania: Biali mają dużo wspaniałych rzeczy, których my nie mamy, a wszystkie te dobra są zwożone na wyspy samolotami. Znaczy się pochodzą z nieba, a skoro tak, czas zacząć budować własne lotniska. Kosić trawę, z bambusa budować wieże kontrolne itp…

…Od lat wmawia się kibicom, że futbol to gra prosta, że każdy ma szansę i co najzabawniejsze, że przewodzące mu organizacje wiele wysiłku wkładają w wyrównanie poziomu. Fakty temu przeczą, więc tym gorzej dla nich. Piłka nożna jest oparta na rywalizacji klubowej i reprezentacyjnej. Tę pierwszą już sprowadzono do rytualnych starć galaktycznych gigantów. Z tą drugą trudniej, ponieważ w grę wchodzą aspiracje polityczne. Czas wrócić do wyjściowego porównania i zapytać, po co propagowany jest tytułowy kult? Aby odpowiedzieć pozostanę w sferze religii, bo dla wielu i futbol jest religią i zacytuję św. Mateusza:

„Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma.”

Władcy piłkarskich emocji rozumieją ten cytat dosłownie. Jako wytyczną…” (Jacek Jarecki – Imperium Futbol 2. Kult Cargo)

Biedakom takim jak my wmawia się zaś że emocje to jest to o co w tym wszystkim chodzi. Nic więc dziwnego, że właśnie to słowo nie schodzi ani z ust dziennikarzy ani co gorliwszych kibiców. Ja natomiast uważam że wielkie imprezy sportowe to bardzo dobry trening w kierowaniu tłumem, i uzależnianiu go od igrzysk. Myślę że każdy, kto traci kontrolę nad emocjami, z  powodu jakichkolwiek zawodów sportowych, i demonstuje taki stan swoim dzieciom jako coś normalnego, powinien się naprawdę zastanowić dlaczego tak się dzieje, i co z tego ma. Bo choć kulisy sportu jako narzędzia kontroli i propagandy władzy (o pretekście do wydania kasy nie wspominając – NIK negatywnie o nadzorze nad budową Stadionu Narodowego. Przetarg na zadaszenie Stadionu Śląskiego – do unieważnienia) są ciekawe, i uwalniające od kibicowania cudzemu hobby, to najważniejszy jest w tym nasz system emocjonalny, rozstrajany coraz bardziej skutecznie. Nadpobudliwość, czyli tzw. przebolcowanie to coraz częściej spotykane zjawisko już nie tylko u dzieci.

Uważam że każdy „mocno przejęty”, jak już trochę ochłonie, powinien się zastanowić i zadać sobie bardzo ważne pytanie, czy nie przesadził z reakcją tak w jedną, jak i drugą stronę, i do kogo właściwie, oraz o co ma żal i złość? Czy nie lepiej pracować nad osobistym, realnym sukcesem, którego nie da się zastąpić zamiennikiem w postaci „pasji” dla sportu, a przez to również nie da się go unieważnić żerowaniem na emocjach, które często służą folgowaniu nagromadzonym w sobie z powodu braku owych sukcesów frustracjom, a często i gęsto naiwności. Albo z powodu tego że nikt poważny nie wziął pod uwagę pomysłów domorosłego eksperta na reprezentację. Budowanie własnej powagi na porażce innych to iluzja, a każdy kto dziś uważa się za lepszego od Nawałki, Lewandowskiego i reszty „szmaciarzy”, powinien się zastanowić dlaczego tak myśli, i dlaczego diabeł zawija owe „pasje” w te swoje sreberka. Bo on w przeciwieństwie do ludzi, dobrze wie do czego mu są potrzebne.

Na koniec uwaga… To że napisałem o pewnej stronie widowiska zwanego sportem nie oznacza że jestem przeciwko uprawianiu kultury fizycznej, albo że sam tego nie oglądam, albo że podczas oglądania zachowuję się jak kamień. Żadną miarą drodzy Państwo. Ja to po prostu traktuję naprawdę jako rozrywkę, na temat której lubię wymieniać z przyjaciółmi rzeczowe, czasem nawet sarkastyczne poglądy, ale nic poza tym. Czasy wylewania pomyj, wyzwisk, czy wulgarnych insynuacji, w ramach odreagowania rozczarowań mam już dawno za sobą.

Z biegiem czasu zacząłem doceniać mądrość powiedzonek śp Kazimierza Górskiego. O tym że „piłka jest okrągła a bramki są dwie”, oraz, „mecz można wygrać przegrać lub zremisować”. No ale to są zbyt prawdziwe spostrzeżenia, które nie gwarantują emocji wynikających z „poważnej dyskusji o piłce”… Czego wszystkim życzę 🙂

Odys

podobne: Bez „chleba i igrzysk” nie daj Boże, więc bez względu na decyzję MKOL powinny ruszyć inwestycje sportowe oraz: Ekonomiczne konsekwencje po mistrzostwach dla Brazylii i to: Profesjonalizm dziennikarzy, czyli a także: Alfie Evans czyli o tzw. „państwie prawa”, albo „na zdrowie” poddanym Jej Królewskiej Mości, albo o władzy nad światem

Reklamy

Tomasz Kempis o najczęściej popełnianych błędach w relacjach z innymi ludźmi. Gdy szukamy tego co przemija (o złodziejach czasu)


„Wolna wola.

Tak, każdy człowiek ją posiada.

Popatrzmy, jak w dzisiejszym świecie, w bardzo nowoczesny sposób jest ona wystawiana na próbę.

Niejednokrotnie tracimy czas bezmyślnie i bezpowrotnie, zajmując się głupstwami. No, cóż bywa i tak.

Daliśmy się dobrowonie pozamykać w samochodach, pociągach, autobusach, tramwajach, samolotach, gdyż trzeba się spieszyć, by zaoszczędzić czas. Daliśmy się pozamykać w domach w blokach mieszkalnych, a nawet w pracy, za coś trzeba żyć.

W okolicach, gdzie jest mnóstwo domów  w tygodniu a i w niedzielę nie widać swobodnie, beztrosko spacerujących ludzi. W kościołach na mszach św. niedzielnych też nie widać aż takich tlumów. Ludzie nie mają na to czasu.

Nagle w pewnych momentach, dziwią się… jakże te drzewa i krzewy wokoło porosły… Kiedy?…” (Cierpliwa2)

całość tu:  Podstępna kradzież czasu

podobne: (bez)wstyd Jakóbiak i Ellen za dychę czyli… uważaj na świat stojący otworem. „Pochwała łotrostwa” i „Traktacik o wyobraźni” (Kaczmarskiego)

oraz: O naturze zła czyli… „Wehikułem czasu” po „krainie grzybów”. O towarzyskich uwikłaniach, hodowli człowieków, sutenerach, detektywach, „piwnicy” w Ministerstwie Kultury i „Eurowizji”

i to: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”

a także: Przewodnia rola „mediów” i tzw. „edukacji” w zdziczeniu obyczajów

polecam również: Zenon Dziedzic: Esej o indoktrynacji. Istotą pełni życia człowieka myślącego jest jego wolność… ku dobru

i jeszcze: Myślenie pod klucz, czyli – Paradygmaty systemowe które zaburzają prawo naturalne.

Cyril Rolando – Szukając właściwych słów

Tomasz a Kempis…

 O czytaniu Pisma Świętego (poszukiwaniu i umiłowaniu prawdy zamiast stylu, w każdej lekturze, o wadze tego co a nie jak jest napisane);
O unikaniu złudnych nadziei i wyniosłości (poleganiu na samym sobie, wiedzy, sprycie, bogactwie, urodzie, i tym samym u innych ludzi, o czerpaniu chwały z rzeczy ulotnych, o przechwalaniu się, wywyższaniu);
O unikaniu poufałości (schlebianiu ludziom i poszukiwaniu znajomości, pochwał, akceptacji, oraz „zrozumienia” u innych dla tego samego);
O posłuszeństwie i uległości (relacja z przełożonym i poddanym, o złudzeniu że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, o rezygnacji z własnego zdania dla zgody, unikaniu jałowych sporów, odpuszczaniu konfliktów);
O tym że należy strzec się nadmiaru słów (pustka gadulstwa i spraw błahych, szukaniu ucieczki w zgiełku, marnowaniu czasu, wulgaryzacji języka, sztuce milczenia)… W wybranych fragmentach:

…Cały audiobook (w moim ulubionym tłumaczeniu i z ulubionym lektorem) tu:

podobne: Z listów starego diabła do młodego… Rzeczywistość stworzenia

oraz: Ekonomia Bożej miłości, dorosnąć do zmartwychwstania i „beznadzieja” pracy nad sobą, czyli „O naśladowaniu Chrystusa”

 

 

Wyznania chłopców w krótkich spodenkach kontra „Wyznania” św. Augustyna czyli…O niezdrowej fascynacji fikcją nie tylko literacką


„… Proszę Państwa, pisanie książek o fascynacjach płciowych na linii uczeń nauczycielka, w realiach systemu edukacji, który wszyscy znamy, to jest temat gorzej niż śliski. Gorzej – podkreślam, albowiem im głębiej sięgam pamięcią wstecz, w czasy szkoły podstawowej tym cieplej myślę o tym, że dobrze się stało iż moja szkoła średnia nie była szkołą koedukacyjną, a wśród nauczycieli mieliśmy ledwie trzy panie. W tym jedną młodą. Były też dwie wychowawczynie w internacie, ale to już wystarczyło, żeby nawarstwiały się kłopoty. Takie w dodatku, o których do dziś, po 30 prawie latach nikt nie będzie opowiadał, ani na trzeźwo, ani po pijanemu. Kiedy więc widzę książkę Libery, a potem samego Liberę, wiem, że on po prostu kłamie i usiłuje, po latach, do czegoś dorosnąć, do spraw, do których żaden piętnasto, szestasto i siedemnastolatek nie mógł dorosnąć. Nie było takiej możliwości. Libera jest po prostu teoretykiem i to widać od pierwszej do ostatniej strony jego książki. Ja też jestem teoretykiem w tych kwestiach, dzięki Bogu najwyższemu, dlatego nie będę tu wchodził w szczegóły. Swoją zaś krytykę prozy Antoniego Libery opieram na zeznaniach kilku moich, bardzo przystojnych kolegów, którzy w dodatku nie mieli nigdy skłonności do konfabulacji, ani żadnych – w przeciwieństwie do Libery – kłopotów z nawiązywaniem znajomości z płcią przeciwną. To są sprawy smutne, dewastujące emocje i nie nadające się do żadnych opisów, a najmniej literackich. Sprawy demaskujące cały ten system edukacji, który potem, po latach ludzie tacy jak Libera opisują niczym podróżnicy dziewiczą dżunglę pełną niebezpieczeństw. Libera, jeśli idzie o sferę emocji i różnych fascynacji, jest tak samo autentyczny jak Kapuściński opisujący dwór cesarza Hajle Selasje. Podsumujmy więc – jeśli z metra cięty kurdupel pisze o swojej młodzieńczej miłości do dystyngowanej nauczycielki, okraszając to różnymi intelektualnymi fascynacjami i koszarowym dowcipem, to ja w to nie wierzę. Sprawy bowiem mają się zwykle inaczej. O wiele gorzej.

Prócz tych bredni dotyczących „fascynacji” jest w książce Libery cały zestaw motywów standardowych demaskujących jego środowisko. Motywów płaskich i przewidywalnych, wykluczających jakiekolwiek indywidualne doświadczenie. To wszystko są grupowe przygody, w dodatku zmyślane dużo później niż to sugeruje autor. To nie są rzeczy przeżyte, to jest autentyczna fikcja, zapożyczona z innych, równie nieautentycznych książek…” (Coryllus – Mistrzowie pływania pod prąd)

podobne: O chłopcach w krótkich spodenkach oraz: O naturze zła czyli… „Wehikułem czasu” po „krainie grzybów”. O towarzyskich uwikłaniach, hodowli człowieków, sutenerach, detektywach, „piwnicy” w Ministerstwie Kultury i „Eurowizji” i to: Na chłopski rozum o „transmisji myśli w kosmos”, talencie wybrańców losu, transgresji i ektoplazmie „poezji” czyli… „o mafii bardzo kulturalnej” („arystokracji rozumu”) oraz magii Nobla Władysława Reymonta (alias Rejmenta-Balcerka) a także: Władysław Panasiuk: Artyści nie z tej ziemi czyli… w pogoni za sławą (i pieniędzmi) oraz o braku “złotego środka” czyli dwa cytaty z coryllusa i jeden z Kaczmarskiego. „A Ty siej…” polecam również: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa

Publiczne wyznania na temat uwodzicielskich sukcesów z czasów dzieciństwa są zawsze żałosne. Do tego tak głupie, że aż żal się takich „odważnych” (dorosłych) robi. To oczywiście dotyczy nie tylko mężczyzn, nie tylko z okresu dzieciństwa, i w zasadzie każdej tego rodzaju „zdobyczy”, pomijając już samą prawdziwość takich wspomnień z nauczyciel(k)ami (gdyż mogą być po prostu zmyślone)… Żal, bo jedyne co bije z takich opowieści po oczach to kompleksy, których opowiadacze dorobili się jako dzieci w zetknięciu z opowieściami swoich rówieśników, którzy im zaimponowali podobnymi historiami budząc jednocześnie niezdrową zazdrość. No a że się odstawało (nie tylko  wzrostem) od takich „doświadczonych” a chciało się dostawać ( należeć do „zdobywców”), więc każde niezaspokojenie takich ambicji, jawiło się dla młodego człowieka jako dramat, zwłaszcza jeśli nie posiadał on silnej osobowości, lub chociażby wiejskiego uporu. W konsekwencji takie dziecko potrafiło zrobić niemal wszystko, żeby się w takie towarzystwo wkupić… No i tak to niektórym zostało na resztę życia. Pomimo dorosłości i zdobytych pozycji ciągle siedzi w nich ten mały zakompleksiony dzieciak, który musi bez przerwy coś udowadniać, nie zważając na to że robi z siebie jeden z drugim durnia… I krzywdę, budując z tego rodzaju wspomnień ołtarz, na którym życzy sobie by choć na starość, dawni koledzy (i szersza publika) oddały/przyznały tamtemu dziecku cześć, nadając mu tytuł satyra roku. Czy to nie jest godne politowania, że człowiek wydawałoby się dojrzały, wykształcony i doświadczony, właśnie w tego rodzaju historiach upatruje sens życia, i że nie potrafi z godnością się zestarzeć dopóki nie dopisze do swojej listy „sukcesów” tego że kogoś uwiódł, i nie podzieli się tym publicznie?

A przecież można tego rodzaju doświadczenia wykorzystać inaczej. W tym miejscu zostawiam fragment (kolejny z serii) „Wyznań” św. Augustyna:

„…Wyznaję teraz przed Tobą, Boże mój, jakimi sposobami skarbiłem sobie pochwałę ludzi, których uznanie wydawało mi się wówczas sensem życia. Nie rozpoznałem tego wiru upodlenia, w jaki byłem rzucony z dala od oczu Twoich. Dla nich cóż mogło być wówczas wstrętniejszego ode mnie… Nie podobałem się nawet owym ludziom, gdyż ich nieraz okłamywałem — pedagoga, nauczycieli, rodziców — aby uzyskać wolny czas na zabawy i gry, którym oddawałem się z pasją, na oglądanie głupich widowisk, a wreszcie na naśladowanie tego, co widziałem na scenie. Nieraz to i owo kradłem ze spiżarni albo ze stołu, bądź przez łakomstwo, bądź też żeby dać chłopcom; chodziło mi o to, by chcieli się ze mną bawić. Wprawdzie i oni korzystali z radości zabawy, ale pomimo to kazali sobie za nią płacić. Często też pod wpływem zaciekłej ambicji górowania zapewniałem sobie oszukiwaniem zwycięstwo w grze. Nic jednak nie budziło we mnie tak wielkiego oburzenia i nigdy nie kłóciłem się tak wściekle jak wtedy, gdy na próbie oszustwa przyłapałem innych. Kiedy zaś mnie przyłapano i wymyślano mi, wolałem najgorszą nawet awanturę, byle tylko nikomu nie ustąpić.

Czy to jest owa dziecięca niewinność? Nie, Panie! Zmiłuj się, Panie! To nie jest niewinność. Zamiast pedagogów i nauczycieli będą królowie i prefekci, zamiast orzechów, piłek i wróbli — złoto, majątki, służba, a istota rzeczy pozostaje, przenika do lat dojrzałych. Tylko że rózgi nauczycieli zastąpione są gorszymi karami…

…W pierwszym okresie młodości zapragnąłem rozkoszy niegodziwych. Pozwoliłem na to, by serce, jak dziczejące pole, zarosło chwastami miłostek rozmaitych i nie przynoszących chluby. Przed oczyma Twymi wszystko, co było we mnie piękne, zgniło aż do rdzenia, gdy podobałem się samemu sobie i bardzo pragnąłem ludziom się podobać.

Jedyną moją troską było to, żeby kochać i być kochanym Ale nie poprzestawałem wówczas na takim przywiązaniu duszy do duszy, jakim jest wyznaczony słoneczny krąg przyjaźni. Opary wyłaniające się z mętnych namiętności okresu dojrzewania osnuwały i zaciemniały moje serce tak bardzo, że już nie umiało odróżnić pogody umiłowania od mroku żądzy. Jedno i drugie kipiało razem w pomieszaniu, gnając niedojrzałą jeszcze duszę przez urwiska pożądań i pogrążając ją w topielach grzechów. Gniew Twój rozżarzył się przeciw mnie, a ja nic o tym nie wiedziałem. Ogłuchłem od szczęku łańcucha doli śmiertelnej, co było karą za moją pychę, i odchodziłem coraz dalej od Ciebie, a Ty pozwalałeś na to. Miotałem się jak szalony, trwoniłem siebie, rozlewałem się jak bagno, kipiałem niegodziwymi czynami, a Ty milczałeś. O, późno poznany przeze mnie! Milczałeś ciągle, a ja coraz dalej odchodziłem od Ciebie, szedłem ku rzeczom wielu, ku coraz liczniejszym ziarnom, których jedynym plonem miał być ból — brnąłem tak w pysznej rozpaczy i w niespokojnym znużeniu…

…Oderwałem się od Ciebie i pozwalałem, aby niósł mnie prąd. Łamałem wszystkie Twoje prawa. I nie uniknąłem Twojej chłosty. Któż ze śmiertelnych może jej uniknąć? Ty zawsze byłeś przy mnie, srożąc się miłosiernie i skrapiając bezmierną goryczą wszystkie moje niedozwolone rozkosze po to, bym szukał takich, w których nie ma cierpienia. A takich nie miałem znaleźć nigdzie indziej, jak tylko w Tobie, Panie, w Tobie który przez cierpienie uczysz, uderzasz po to, by uleczyć zabijasz nas, abyśmy nie umarli daleko od Ciebie

…Szedłem prosto w przepaść, tak zaślepiony, że wśród rówieśników wstydziłem się będąc mniej splamiony, ilekroć słyszałem, jak się przechwalali swymi występkami. Tym bardziej się pysznili, im gorzej byli zbrukani. Oddawałem się więc występkom nie tylko pod wpływem pokusy samego czynu, lecz i dla chluby. Cóż jest bardziej godne wzgardy niż niegodziwe namiętności? A ja, by mną nie gardzono, brnąłem w coraz gorsze czyny. Gdy brakowało mi czegoś, abym mógł dorównać tym łajdakom, zmyślałem rzeczy, jakich nie popełniłem nie chciałem wydawać się marniejszy przez to, że byłem mniej splamiony, i nędzniejszy przez to, że byłem czystszy. Oto z jakimi kompanami kroczyłem przez ulice Babilonu, tarzając się w ich błocie niby w wonnościach i olejkach bezcennych. Abym zaś mocniej przywarł do zła, nieprzyjaciel przydeptywał mnie stopą. Kusił mnie, a ja dla jego pokus byłem łatwym łupem…” (Wyznania cz.3)

podobne: (bez)wstyd Jakóbiak i Ellen za dychę czyli… uważaj na świat stojący otworem. „Pochwała łotrostwa” i „Traktacik o wyobraźni” (Kaczmarskiego) oraz: „Nie ma ludzi” i Kisiel wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii, moralności, cnoty i nacjonalizmu. i to:ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych a także: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości” polecam również: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos

Franciszek Żmurko – Przeszłość grzesznika. Siedem grzechów głównych

Alfie Evans czyli o tzw. „państwie prawa”, albo „na zdrowie” poddanym Jej Królewskiej Mości, albo o władzy nad światem


rys. Andrzej Krauze

Nasz Pan Ludzkość (Człowiek w miejscu Boga. Fragmenty z Adama Zamoyskiego „Święte szaleństwo” i II listu św Pawła do Tesaloniczan)

…W sobotę na profilu Franciszka ukazały się następujące słowa w kilku językach, także po polsku: „Jestem głęboko dotknięty śmiercią małego Alfiego. Dziś szczególnie modlę się za jego rodziców, a Bóg Ojciec niech przyjmie go w Swe czułe ramiona”.

Papież zaangażował się w ratowanie ciężko chorującego na niezdiagnozowaną chorobę neurologiczną chłopca i polecił watykańskiemu szpitalowi Bambino Gesu podjąć starania, by sprowadzić go do Rzymu. Nie zgodził się na to brytyjski sąd... (PAP)

Socjalizm jest nie tylko ustrojem niewolniczym, ale również – zbrodniczym. Znakomitą ilustracją jest sprawa Alfiego Evansa, którego funkcjonariusz państwowy nakazał odłączyć od aparatury podtrzymującej życie. To jeszcze można by zrozumieć, bo w Wielkiej Brytanii państwo finansuje leczenie chorych i z tego tytułu sprawuje nadzór nad szpitalami. Toteż Alfiego Evansa od aparatury odłączono, ale mimo to chłopiec nadal żyje. W tej sytuacji włoskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyraziło gotowość natychmiastowego przyznania Alfiemu Evansowi włoskiego obywatelstwa, a szpital Bambino Gesu zaoferował kontynuowanie leczenia. Rodzice chłopca skwapliwie by z tej szansy skorzystali, ale sąd apelacyjny, do którego się zwrócili, okazał się nieugięty i odmówił zgody na przewiezienie małego pacjenta do szpitala Bambino Gesu. Pretekstem tej odmowy są względy medyczne; lekarze zajmujący się chłopcem i reprezentujący jego interesy przed sądem doszli do wniosku, że doznał on uszkodzeń mózgu, w następstwie których został pozbawiony co najmniej czterech zmysłów i dalsza terapia „nie leży w jego interesie”.

Ta sytuacja skłania do postawienia zasadniczych pytań. Po pierwsze – kto ma ostatnie słowo w sprawie losów małoletniego dziecka – czy funkcjonariusze państwowi – bo w takim charakterze występują lekarze, podobnie jak i sąd, który jest opłacany z funduszy publicznych, czy też rodzice dziecka, zwłaszcza gdy znaleźli sposób alternatywnego finansowania terapii? Krótko mówiąc – czy dziecko jest własnością państwa, którego funkcjonariusze mają w ostatniej instancji decydować o jego losie, czy jednak rodzice? Pytanie jest szczególnie aktualne, bo w następstwie rewolucji komunistycznej, która przetacza się przez Europę i Amerykę Północną, na naszych oczach zlikwidowana została władza rodzicielska z której pozostał tylko obowiązek alimentacyjny. Władzę tę podstępnie przejęli funkcjonariusze państwowi, zgodnie z celem komunistycznej rewolucji. Jest nim wyhodowanie człowieka sowieckiego, a więc takiego, który wyrzekł się wolnej woli. W związku z tym, człowiek sowiecki nie może żyć w normalnym świecie, w którym trzeba codziennie dokonywać samodzielnych wyborów. Dlatego drugim celem komunistycznej rewolucji jest stworzenie człowiekowi sowieckiemu sztucznego środowiska, w postaci państwa totalitarnego. Charakteryzuje się ono między innymi tym, że nie toleruje żadnej władzy, poza własną – a więc między innymi – władzy rodzicielskiej. Sprawa Alfiego Evansa pokazuje to w całej rozciągłości i zgrozie…” (Stanisław Michalkiewicz – W cęgach reżymu)

Na początek świadectwo o tym dlaczego warto walczyć o każde ludzkie życie… Był martwy przez 45 minut i ożył (wypowiedź na forum ONZ)

Nosiłem się kilka dni z tą sprawą i różnymi myślami oraz emocjami, które jak się okazało zatoczyły na koniec pewnego rodzaju koło. To znaczy, zaczęły się od spokojnego żalu (z powodu śmierci tego chłopca) i do spokojnego żalu wróciły (tylko trochę innego)… Gniew, a czasem wręcz nienawiść, dojrzały, opadły i zgniły, więc teraz już na spokojnie, pozwolę sobie sklecić tych parę słów… Powinienem napisać o samym Alfiem. O tym jak i dlaczego żył (nawet po odłączeniu od aparatury), ale że nie wiem o nim niczego poza tym do czego został użyty, napiszę o okolicznościach tego użycia, które skończyło się śmiercią. Jest to bowiem sprawa moim zdaniem przełomowa. W wymiarze prawa precedensowa. Bezwzględna niczym słynne prawa Murphiego, które w tym wypadku brzmi… Sędzia ma zawsze rację. Reszta to w zasadzie tło, łącznie z tymi którzy popierali jak i protestowali przeciwko temu co zaszło.

Kilka dni temu mogliśmy się bowiem równie bezradnie przyglądać innemu precedensowi, który miał miejsce w bratnim wyspiarzom kraju anglosaskim, znajdującym się po drugiej stronie oceanu (o którym pisałem tu: możliwe konsekwencje UStAwki 447), a dziś w niedalekim odstępie czasu, jesteśmy po bardzo istotnym przekroczeniu kolejnej bariery człowieczeństwa. Oto bowiem żyjemy w świecie, w którym nie tylko można skazać niewinnego człowieka na śmierć (lub jak kto woli „ułatwić mu rozstanie ze światem”) z powodu jego częściowej ułomności (ciekawe gdzie będzie ta granica za kolejnych kilka lat), ale można również odmówić (pod groźbą konsekwencji karnych), wszelkich prób ratowania go od śmierci… Państwo rozumieją w jakim kierunku zmierzamy? Jestem przekonany że kiedyś historia oceni oba wydarzenia jako punkt zwrotny sensu naszego istnienia tu na ziemi. Dziś natomiast obie sprawy prezentują się jako lokalne epizody/ciekawostki prawnicze. Wydarzyły się jak gdyby nigdy nic, i to pośród istnienia instytucji/organizacji, które na swoich sztandarach mają zapisane tzw. ochronę „praw człowieka” (i obywatela), a także podobno dziecka. O ochronie innego rodzaju życia na ziemi nie wspominając, co zwłaszcza u nas (również w tych dniach) mogliśmy oglądać/słyszeć przy okazji wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie wycinki drzew w jednej z polskich puszczy. Ja się więc pytam (bo już całkiem zgłupiałem), o jakim prawie mówimy, i gdzie jest w nim miejsce na ludzkie życie? Bo jak dla mnie prawo w którym człowiek (nawet ułomny) znaczy mniej od drzewa nie jest żadnym prawem, a już na pewno nie „człowieka”.

Znam tylko jedną równie wrogą człowiekowi postawę, która od zarania dziejów czasem manifestuje w ten sposób swoją obecność i pogardę dla ludzi, uważając nas za szkodników dla całej reszty stworzenia, których należałoby solidnie przetrzebić. Mówię o diable i jego woli do uwodzenia słabych ludzkich umysłów przeciwko nim samym, których wykwitem jest owo autodestrukcyjne „prawo” pozwalające już nie tylko legalnie okradać i zabijać, ale blokujące realną pomoc chorym ludziom (fragment filmu „Pozwać Szatana”)

To właśnie dlatego nikt równie poważny, i w równie zdecydowanym tonie nie wydał rezolucji choćby potępiającej to, co zrobił sąd JKM Elżbiety II (w postaci „ciekawej” osobistości jaką jest niewątpliwie Anthony Paul Hayden), i nie poparł Papieża w jego akcie dobrej woli. Żywe ułomnie, ale nawet w tej ułomności żyjące na dużo wyższym poziomie od każdego, choćby bardzo rzadkiego drzewa czy nawet kornika, ludzkie dziecko, nie zasłużyło sobie w oczach tego świata na taką uwagę i protest w jego obronie, jakiego ze strony środowisk lewicowych doczekały się w Polsce drzewa, a w zasadzie kornik drukarz. Dlaczego Alfie Evans musiał zostać zamordowany? Ile to miało wspólnego z handlem organami, i innymi tropami prowadzącymi do firm kosmetycznych, z którymi to biznesami „wścibscy” internauci powiązali niemal natychmiast ową klinikę, w której rodzice Alfiego nieopatrznie go umieścili, gdzie ostatecznie był przetrzymywany pod ochroną policji aż umrze? Nie mam pojęcia, i nie chce mi się tego wszystkiego zgłębiać, bo żaden z tych tropów nie jest zasadniczym problemem. Gdzie był w tym czasie ONZ i Amnesty International? Gdzie były trybunały praw dziecka i człowieka? Co robił Europejski Trybunał Sprawiedliwości i wrażliwi społecznie politycy/głowy państw, oraz ich wyznawcy tak miłujący owe prawo i te instytucje… również w Polsce? To wszystko może sobie każdy sprawdzić, śledząc doniesienia prasowe w internecie z tamtych dni… Jeśli oczywiście ma ochotę.

Tymczasem uważam że warto mieć w pamięci i bardzo uważać na przynajmniej „naszą” lokalną odmianę wyznawców owego w specyficzny sposób pojmowanego „prawa”, które na wyspach właśnie wchodzi w fazę wykonania konkretnych wyroków. Wiedzieć kto stoi za tymi wszystkimi czarnymi marszami domagającymi się zabijania ludzi w imię pokrętnie rozumianych praw człowieka, i zapisania tego diabelstwa w naszym prawie jako „wolności obywatelskich”. Warto dostrzec związek z tym dlaczego tak zajadle walczą oni w obronie tzw. „państwa prawa”, którego „konstytucję” uważają za wartość najwyższą, wartą wyjścia na ulicę i konfrontacji z organami porządku. Warto kojarzyć kto w imię tego postawionego na głowie porządku wartości, w czasie kiedy wydawano na Alfiego wyrok śmierci (zakazując jakiejkolwiek pomocy), walczył aktywnie o prawo do życia… dla kornika drukarza. Domagano się też więzienia dla Szyszki za „zbrodnie na puszczy popełnionej”, ale ani słowa o więzieniu, lub choćby potępieniu milczącej zgody królowej Anglii, ani dla jej sędziego. Państwo rozumieją to szaleństwo?… A teraz kiedy Alfiego już nie ma, ci sami praworządni obywatele mówią innym „ciszej nad tą trumną”, ale sami w osobie Lisa i Przemysława Witkowskiego oraz innych zaangażowanych w „praworządność” (i bezkarność sędziów) milczeć nie zamierzają, kując żelazo chorej ideologii której zaprzedali duszę, i wypisując rzeczy wołające o pomstę do nieba.

Szczytem władzy i bogactwa nie jest bowiem posiadać wielkie majętności, czy zasiadać w jakiejś organizacji. Tym szczytem jest decydować w skali globalnej o tym, co jest dobre a co jest złe. Kiedy sobie to uzmysłowimy, łatwiej będzie nam zrozumieć słowa Pisma Świętego

…Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło»…

Tam nie chodziło bowiem o jakąś pospolitą kradzież. Ale o aspirację by być jak Bóg.

Żal mi was biedni głupcy, bo ewidentnie nie wiecie co czynicie. Nie Alfiego, który spoczywa już bezpiecznie z daleka od waszej pogardy dla jego życia, ale was. Jesteście bowiem już jedną nogą tam gdzie nikt się nad wami nie ulituje. A kto wie czy na ziemi nie zakosztujecie osobiście owocu tego, czemu dziś kibicujecie skacząc na trumnie Alfiego z radości po decyzji sędziego JKM Elżbiety II… która w tym samym czasie doczekała się prawnuka. Jaki będzie jego świat kiedy sam zasiądzie na królewskim tronie? Urodzić się jako spadkobierca domu w którym panuje taki „porządek” nie życzyłbym najgorszemu wrogowi… Odys

podobne: Andrzej Talarek: „Zabić downa” czyli… Albo cywilizacja życia, albo cywilizacja śmierci. oraz: Gazeta Wyborcza i kult tolerancji dla pedofilii czyli… kogo ochrania i kto zarabia na Lex Trynkiewicz. O grzebaniu w psyche i „świat na opak” i to: Grażka, Rom i Eluana czyli… W trzech historiach o wojnie cywilizacji na śmierć i życie a także: Człowieku XXI wieku uświadom sobie tę najstraszliwszą prawdę, o której wiesz ale za wszelką cenę chcesz zapomnieć… Piekło i jego władca Szatan istnieją. i jeszcze: Między Niebiem i Piekłem – Ziemia… Umarłym (za życia)… Wstań i idź

 

 

Tabula rasa czyli „Granice poznania” (wykład prof. Krzysztofa Meissnera)


Granice poznania 1 – wykład (prof. Krzysztof Meissner)

„… Widzę wszystko! – zawołał. – Wszystko co istnieje! Dlaczego na tej ziemi każda rzecz toczy wojnę z innymi? Dlaczego na tym świecie każda najdrobniejsza nawet rzecz musi walczyć z całym światem? Dlaczego mucha musi przeciwstawiać się światu? Dlaczego mlecz w trawie musi wojować przeciw całemu światu? Dla tej samej przyczyny, dla której ja byłem samotny w tej straszliwej Radzie Siedmiu Dni Tygodnia. Dlatego, by każdy, kto słucha prawa, mógł zyskać w swym osamotnieniu chwałę anarchisty. By każdy człowiek walczący w imię ładu mógł okazać się równie mężny i dzielny jak dynamitardzi. By to największe kłamstwo szatana można było odrzucić w twarz bluźniercy; byśmy łzami i męką okupili prawo do oświadczenia temu człowiekowi: „Kłamiesz!” Nie ma cierpień zbyt wielkich, jeśli za ich cenę zdobyliśmy prawo do tej odpowiedzi na zarzut oskarżyciela: „Myśmy także cierpieli”. Nieprawda że nigdy nie byliśmy złamani. Łamano nas na kole tortur. Nieprawda, że nigdy nie zeszliśmy ze swych tronów. Zstąpiliśmy do piekieł. Żaliliśmy się na pamiętne na zawsze udręki, w chwili, gdy ten człowiek zjawił się i zuchwale oskarżył nas o to, że jesteśmy szczęśliwi. Odpieram to oszczerstwo! Nie byliśmy szczęśliwi. Mogę to oświadczyć w imieniu każdego z wielkich strażników Prawa, których on tu oskarżył. Chyba że…

Syme odwrócił wzrok tak, że nagle ujrzał przed sobą ogromną twarz Niedzieli, naznaczoną dziwnym uśmiechem.

– A ty! – krzyknął Syme straszliwym głosem. – A ty, czyś cierpiał kiedy w swym życiu?

W oczach jego ogromna twarz Niedzieli urastała do potwornych rozmiarów, stawała się większa niż twarz Memnona, która Syme’a tak przerażała w dzieciństwie. Rosnąc z każdą sekundą, wypełniała sobą niebiosa, aż noc ogarnęła świat cały. Nim jednak ciemności zamroczyły do szczętu świadomość Syme’a, dobiegł go z oddali głos, wymawiający proste słowa, gdzieś już przedtem zasłyszane: 

Zali możecie pić z kielicha, z którego ja piję?…”

(Z książki G.K. Chestertona „Człowiek który był czwartkiem”)

podobne: Piłat i Jezus czyli Bóg który cierpi i umiera dla solidarności z każdym człowiekiem. Symbolika w „Pasji” i sens męczeństwa św. Andrzeja Bobol

„… wkładając całą gorliwość, dodajcie do wiary waszej cnotę, do cnoty poznanie, 6 do poznania powściągliwość, do powściągliwości cierpliwość, do cierpliwości pobożność, 7 do pobożności przyjaźń braterską, do przyjaźni braterskiej zaś miłość. 8 Gdy bowiem będziecie je mieli i to w obfitości, nie uczynią was one bezczynnymi ani bezowocnymi przy poznawaniu Pana naszego Jezusa Chrystusa. 9 Komu bowiem ich brak, jest ślepym – krótkowidzem i zapomniał o oczyszczeniu z dawnych swoich grzechów. 10Dlatego bardziej jeszcze, bracia, starajcie się umocnić wasze powołanie i wybór! To bowiem czyniąc nie upadniecie nigdy…” (z drugiego listu Św. Piotra Apostoła)

*

Cel wyznacza przydatność

przydatność wyznacza potrzeba

potrzebę wyznacza chęć

chęć wyznacza…

Moje Jestem

Ale co mnie definiuje

jeśli tylko r e a g u j ę?

Rozum, wola, myśl, pragnienia

Ciało, instynkt, zmysły, pamięć

Proste ich zaspokajanie?

Czy też może odmawianie?

 

R o z e z n a n i e

 

Bym proporcje wciąż dostrzegał

między belką z mego drzewa

a innymi/Syna męką

Na ten kielich

obdarz w M ę s t w o

 

Wiedza czyli Tabula rasa – Odys, 26 kwiecień 2018

*

„…Chodzić po wodzie nie umiem, choć próbuję (w przenośni oczywiście), jeszcze mi rozum za bardzo przeszkadza, wie swoje i ciężko go przekonać, że to miłość Chrystusa przewyższa wszelką wiedzę. A poznanie przełamuje wiedzę. I kiedy więcej będę znać Jezusa, niż o Nim wiedzieć to może niemożliwe stanie się możliwe…” (ROZWAŻANIA NIEDZIELNE 

Św. Augustyn o nauce, pysze i rozumie („Wyznania”) i Kilka słów o Księdze Rodzaju. Z tychże, fragment:

„Baczcie, aby was kto nie zwiódł i nie wziął do niewoli przez filozofię, oraz przez czcze urojenia oparte na podaniach ludzkich i na żywiołach tego świata, a nie na Chrystusie. Bo w Nim cała pełność bóstwa zamieszkuje cieleśnie”.

Jeszcze nie znałem wówczas — Ty dobrze wiesz o tym, Światłości serca mego — tych słów apostoła, ale już cieszyło mnie w owej książce przynajmniej to, że zachęcała nie do takiej czy innej sekty, lecz do umiłowania samej, mądrości, jakabykolwiek ona była, do szukania jej, kroczenia jej tropami, uchwycenia się jej, przywarcia do niej z całej mocy. Zapalało mnie to, płonąłem. A żarliwość ta stygła we mnie tylko przez to, że nie było tam imienia Chrystusa. Dzięki Twemu miłosierdziu bowiem to imię Syna Twego, mego Zbawcy, już z mlekiem matki moje serce w dzieciństwie wchłonęło w siebie pobożnie i bardzo głęboko przechowywało. I jeśli gdzieś brakło owego imienia, to choćby dzieło miało najwytworniejszą formę literacką i głosiło rzeczy prawdziwe, nie mogło porwać mnie całego.

 Postanowiłem więc zbadać księgi Pisma Świętego, sam się przekonać, co w nich się kryje. I oto widzę coś, co przekracza umysł pysznych, ale dzieciom też nie jest dostępne. Wchodzimy tam nad niskim progiem, a potem wznosi się nad nami wyniosłe sklepienie, spowite w tajemnice. Wówczas jeszcze nie dorosłem do tego, bym potrafił tam wejść i tak ugiąć karku, by móc wędrować przez tę dziedzinę…”

podobne: Odrębność (lub sens) oraz: „U wrót doliny” (Dzień gniewu… zanim nadejdzie) i to: „Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać miłosierdzie” czyli… Poezja Bożej miłości a także: Fizyka kwantowa a wiara. Kisiel: Umysł, rzeczywistość i piękno i jeszcze: „Mówią o mnie że żyję” jak „Pył na wietrze”. polecam również: Bogacz potężniejszy od władców czyli… sztuka dzielenia się pięknem podobne: W poszukiwaniu stwórcy, czyli… Naturalne i nadprzyrodzone poznawanie świata.

Sasha Berg

 

 

Naród wybrany czyli… o Nowym Przymierzu, „herezji” nawracania Żydów i walce z uzależnieniem od (anty)semityzmu


Krąg Brandstettera | Na początku było Słowo

 Zbaw nas od głupoty, Panie!

Jesteśmy solą zwietrzałą i bezużyteczną.

Nie umiemy żyć,
Nie umiemy myśleć,
Nie umiemy patrzeć,
Nie umiemy słyszeć,
Nie umiemy niczego przewidzieć,
Nie umiemy z nieszczęść
Wyciągnąć zbawiennych nauk,
I tak wspinamy się
– Zgraja ludzi
Opętanych żądzą zdobywania –
Po stromej drabinie złudzeń,
A jej szczeble pękają i łamią się
Pod ciężarem naszych nierozważnych kroków.

Czyniąc wszystko na przekór zdrowemu rozsądkowi
I przyrodzonej skłonności do trwania,
Idziemy urojoną drogą
Do urojonego celu,
W klęskach naszych upatrujemy zwycięstwa,
W zwycięstwach nie widzimy zarodków klęski,
W nonsensie upatrujemy sens,
A mowę,
Ten przywilej i chlubę naszego wybraństwa
Uczyniliśmy narzędziem pustej paplaniny
I brzydoty,
I jadowitego kłamstwa,
Na którym usiłujemy zbudować
Wielkość człowieka.

Boże nieskończonej mądrości,
Stworzycielu doskonałego kosmosu
I najpiękniejszej ziemi,
Nieśmiertelnej duszy
I mózgu,
I szarych komórek,
I pięciu zmysłów,
I wolnej woli,
Wyzwól nas z drapieżnych szponów głupoty
Tej czarnookiej kusicielki,
Wabiącej nas na wszystkich rogach historii
Jak na rogach ulic,
Od tej sprawczyni
Naszych błazeńskich zamiarów i czynów,
I upadków,
I jałowego życia,
I daj nam mądrość oczyszczenia,
Nam,
Synom ziemi,
Soli zwietrzałej i bezużytecznej.

Roman Brandstaetter – Litania o zbawienie od głupoty

podobne: Sztuka dla Sz.tuki (Z Dedykacją)

„…Autor czwartej Ewangelii oznajmia, że „Słowo było” na początku i nazywa je „Bogiem”. Daje nam do zrozumienia, że nie zostało stworzone. Ewangelista nawiązuje tutaj do pierwszych słów Księgi Rodzaju: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1,1). W ten sposób św. Jan podkreśla, że zanim cokolwiek zaistniało, „Słowo” było od zawsze w Bogu i wszystko stało się z Jego mocą.

Święty Jan mówi dalej, że w nim było życie, ale ciemność moralna i duchowa, która rodzi się z grzechu, doprowadziła człowieka do totalnej destrukcji. Możemy być jednak spokojni, gdyż ów świat ciemności zbuntowany przeciw Bogu nie jest w stanie Go pokonać. Chrystus, który jest światłością, wydobędzie nas z ciemności i niewoli grzechu.

Naród wybrany szczególną własnością Boga

Ale tu pojawia się problem. „Słowo” było obecne w świecie od początku przed wcieleniem, ale nie zostało rozpoznane. Święty Paweł w liście do Rzymian mówi, że Boga można poznać ze stworzenia za pomocą naturalnego rozumu i wewnętrznego światła (por. Rz 1,20). Odwieczne Słowo było obecne w narodzie wybranym, z którym Bóg zawarł przymierze i uczynił go swoją własnością, ale nawet wtedy zostało odrzucone i dlatego św. Jan napisał: „Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” (J 1,11). Święty Jan ma na myśli przede wszystkim Izraela. Ale ma na myśli również każdego z nas, jeżeli nie przyjmujemy „Słowa”, które Bóg do nas kieruje, a jest Nim Jezus Chrystus.

Bóg Stwórca pragnie odnowić relację ze stworzeniem. Nie po raz pierwszy do opisania tajemnicy Boga Biblia sięga po pojęcie „własności”… 

…U psalmisty znajdujemy następujący tekst: „Wiedzcie, że Pan jest Bogiem: On sam nas stworzył, my Jego własnością, jesteśmy Jego ludem, owcami Jego pastwiska” (Ps 100,3). Każdy z nas jest jedyny i niepowtarzalny

…św. Jan chce pokazać, że Bóg stał się człowiekiem, przyjął ciało i zamieszkał wśród nas. Ewangelista broni wcielenia przed rozpowszechnioną w pierwszym wieku herezją doketyzmu (gr. dokein – wydawać się), według której Jezus Chrystus był tylko człowiekiem „pozornym”, to znaczy miał wygląd człowieka, ale w rzeczywistości był wyłącznie Bogiem. Ciało, o którym mówi św. Jan oznacza tu naturę człowieka z jej słabością, podatnością na cierpienie i śmiertelnością. „Słowo” stało się prawdziwym człowiekiem, a nie jakąś duchową emanacją „na podobieństwo” człowieka. Stało się człowiekiem realnym i konkretnym, któremu na imię Jezus, i które przyszło na świat ponad dwa tysiące lat temu w betlejemskiej grocie.

Z drugiej strony mamy podkreślenie różnicy między Stwórcą a stworzeniem. Widzimy, że całe stworzenie stało się za pośrednictwem „Słowa” w określonym czasie i zaczęło istnieć wskutek stwórczego działania Boga. Ewangelista neguje w ten sposób fałszywy pogląd wywodzący się z myśli greckiej, jakoby materia istniała odwiecznie. Bóg przyszedł do swojej własności, to znaczy do człowieka, który nie jest tylko istotą duchową, ale również składa się z materii i dlatego „Słowo stało się ciałem”…

…Dzięki temu, że Bóg stał się człowiekiem, stajemy się dziećmi Boga jako Ojca. Dzisiaj spełnia się odwieczne pragnienie człowieka, by być jak Bóg, uczestniczyć w jego wielkości i mocy. Kiedyś człowiek chciał to osiągnąć poprzez nieposłuszeństwo wypowiedziane Bogu i ściągnął na siebie grzech i śmierć. Teraz, poprzez wiarę w „Słowo” może to otrzymać jako dar. Bóg pragnie „zawłaszczyć” na nowo człowieka, ale nie przy pomocy siły, ale z pozycji betlejemskiej groty: niewinności, słabości, pokory i miłości. To nowe „zawłaszczenie” w języku biblijnym jest określane jako nowe przymierze…” (ks. Jacek Gniadek – Wcielenie nową formą zawłaszczenia w miłości)

podobne: Naj z obecności… Potęga miłości. Dobra Nowina oraz: Ks. Jacek Gniadek: Kościół niczego nie narzuca. Wiara zasadza się na dobrowolności czyli… wolność religijna i ekonomiczna i to: Myśleć na sposób Boży czyli… Ks. Jacek Gniadek o paradoksach w religii i ekonomii a także: Dobry Pasterz, czyli własność doskonała z perspektywy miłości i jeszcze: dziedzictwo (nie) posłuszeństwa czyli pełnia człowieczeństwa

„…Pojęcie wybraństwa najściślej łączy się z pojęciem Mesjasza. To połączenie jest w myśli Bożej, a więc jest prawdziwe, jest prawdą ontologiczną, czyli od mniemania naszego niezależną. Jeśli więc chcemy zrozumieć samo pojęcie „narodu wybranego”, musimy uprzytomnić sobie związek zachodzący między Mesjaszem, a wybraństwem narodu.

Pan Bóg po upadku Adama i Ewy zapowiada Zbawiciela. Zapowiedź nie jest dana Żydom, których jeszcze nie było, ale prarodzicom ludzkości. Człowiek zgrzeszył, a więc ludzkość potrzebuje Zbawiciela.

Bóg-Zbawca, który z woli Bożej będzie zarazem człowiekiem, przyjdzie jak drugi Adam nie z grzesznych ludzi zrodzony, ale z Niepokalanie Poczętej, to jest ze źródła czystego człowieczeństwa, takiego jakim było przed grzechem pierworodnym, tylko bogatszego w Łaskę.

Mesjasz zatem i jako Bóg i jako człowiek będzie należał do całej ludzkości.

Ale z postanowienia Bożego ma się narodzić Małą Dzieciną, musi więc zrodzić się w pewnym określonym czasie, w pewnym określonym miejscu. Dziesiątki setek lat upłyną zanim przyjdzie. Ludzkość się rozmnoży i rozłączy; powstaną plemiona, rody, narody i państwa; a więc i Mesjasz musi przyjść w jakimś określonym państwie, mieć za kolebkę jakiś określony naród, a że miał mieć Matkę więc musi mieć jakiś ród poza sobą.

I oto Bóg postanowił, że tym narodem będzie jeden ze wschodnich narodów, którego przyszłymi losami pokieruje już z oddali wieków, aby się nim posłużyć w zbawieniu świata.

Być sługą Bożym, gościć w swym narodzie Boga-Zbawiciela, współpracować z Nim w dziele zbawienia ludzkości – to istotnie wielka łaska Boża. Po raz pierwszy zapowiada Bóg Abrahamowi, że to jego potomstwo właśnie rozrodzi się w ten naród, w którym przyjdzie na świat Zbawiciel.

Ale w tej zapowiedzi, według wyjaśnień św. Pawła, Pan Bóg zaznacza, że w Jednym, a nie we wszystkich potomkach Abrahama, będą błogosławione narody. Nie naród wybrany zatem będzie błogosławieństwem świata, ale Jedyny, w tym narodzie zrodzony – Chrystus.

Zapowiedź tę daje Bóg Abrahamowi przed „obrzezaniem, dla jego wiary, która go uczyniła sprawiedliwym, co wywołuje następujące uwagi Bossuefa: „Wszyscy razem, o ile jesteśmy wierzącymi, jesteśmy błogosławieni w Abrahamie nieobrzezanym. Dlaczego? – właśnie po to, aby wskazać, że Abraham, usprawiedliwiony przed obrzezaniem jest ojcem w tym stanie wszystkich, jak mówi św. Paweł, co szukają w nim śladów tej wiary, która go usprawiedliwiła przedtem jeszcze nim był obrzezany”. Również zapowiedź dziedzictwa Ziemi Obiecanej uczyniona była Abrahamowi przed obrzezaniem, „a więc – powiada Bossuet – nie chodziło tu o ziemię, którą Żydzi cieleśni zajmowali, ale o inną (niebieską), która była przeznaczona dla wszystkich narodów świata.

Obietnice swoje dane Abrahamowi Bóg ponawia Izaakowi i Jakubowi. „Dlatego później, – przytaczamy znowu Bossuefa — Bóg chciał być mianowany „Ojcem Abrahama, Izaaka i Jakuba, co oznaczać miało „Boga obietnic”, Boga uświęcającego wszystkie narody świata, nie tylko Żydów, którzy są rasą cielesną swych patriarchów, lecz wszystkich wiernych, którzy są rasą duchową, prawdziwe dzieci Abrahamowe, którzy dążą po śladach wiary Abrahama, jak mówi św. Paweł”… „Bóg nas (wierzących) obiecał temu patriarsze – woła Bossuet – …My jesteśmy rasą, którą uczynił w sposób szczególny – dziećmi obietnicy, dziećmi laski, dziećmi błogosławieństwa, naród nowy i szczególny, który Bóg stworzył, aby Mu służył”(Bossuet, Elevation a Dieu, str. 206).

Zauważmy, że Łaska Boża, tak w życiu poszczególnego człowieka, jak w życiu ludzkości jest łaską, czyli czymś danym nam bez żadnej z naszej strony zasługi : „Nie wyście Mnie wybrali, ale Jam was wybrał”, mówi Jezus do apostołów, a to samo odnosi się do każdego wiernego. „Kochajmy Boga, bo On pierwszy nas umiłował” mówi św. Jan. Tak więc wybór Izraela nie mógł być spowodowany żadnymi zaletami narodu, którego przecież jeszcze nie było, który był dopiero zawarty wraz z pokoleniami wszystkich wiernych w łonie prarodzica swego – Abrahama.

Izraelici nie byli więc elitą narodów, jak to mniemali sami o sobie, ale skoro mieli stać się kolebką Syna Bożego i Jego najbliższymi współpracownikami na niwie ludzkości, musieli stać się „depozytorami — jak powiada Ojciec Lacordaire – prawdziwej historii świata, to jest przechować pojęcie prawdziwego Boga, stworzenia świata przez Boga, upadku człowieka i danej mu nadziei odkupienia”.

Dla mającego przyjść Chrystusa, a nie dla nich samych, otoczył Bóg specjalną swą Opatrznością Izraela.

Ile było trudności z tym narodem „twardego karku”, jak o nim mówi Jezus, ile niewdzięczności, buntu i krnąbrności wobec Boga – wiemy z historii. Jak tysiąclecia opieki i pobłażliwości Bożej zakończyły się bogobójstwem zamiast służbą mesjańską, zamiast współpracownictwa w zbawieniu świata – wiemy z kart Ewangelii.

Nic dziwnego więc, że ludziom nasuwały się pytania, dlaczego Bóg, znając skrytości serc ludzkich, nie przeznaczył był innego narodu, zamiast hebrajskiego, na miejsce przyjścia swego Syna?

Oczywiście wyroki Boże są niezbadane, ale jak słusznie powiada, zdaje się Godard, drogi Boże nie są drogami ludzkimi: Bóg idzie zazwyczaj po linii największego oporu, w przeciwieństwie do nas, którzy szukamy najłatwiejszej drogi. I właśnie dlatego, że dusza żydowska tak oporna była na działanie łaski, tak mało miała zrozumienia dla spraw nie z tego świata, tak była przeciwna cichości Baranka – dlatego właśnie tu, w tej niesprzyjającej atmosferze Bóg chciał dopełnić Cudu Cudów, aby jasnym było rozgraniczenie między Starym i Nowym Zakonem.

„Stary Testament – czytamy u słynnego teologa Bensona – jest mieszaniną błędów, oderwanych fragmentów, obietnic chybionych, umów zerwanych, a punktem kulminacyjnym jest straszna omyłka na Kalwarii, kiedy ludzie nie wiedzieli, co czynią…”. „Każda niemal karta historii ma na sobie te plamy. Bóg musiał tolerować nie mając wyboru, takie marne okazy ludzkie! Jakub, którego kochałem! … Dawid, mąż według serca mego! Jeden biedny, nędzny człowiek wyrachowany, który miał jednak ten odblask nadprzyrodzoności, jakiej Ezaw przy całej swej radosnej tężyźnie nie posiadał; drugi zabójca, cudzołożnik, który jednak otrzymał Łaskę dostateczną dla rzeczywistej skruchy. Dotychczas Bóg zadowalał się tak małym. Przyjmował ocet w braku wina. Bóg musiał tolerować, a nawet sankcjonować kult tak Go niegodny: wszystką krew przelewaną w świątyni, wnętrzności rozdzierane i okropności bez miana”(R. H. Benson, „Paradoksy katolicyzmu”, str. 156).

Wybór więc narodu izraelskiego nie był uznaniem dla jego wartości, ani rozmiłowaniem się Bożym w narodzie, którego Mojżesz znosić nie mógł dla jego wad i niestałości. Był wybrany jako teren bezpośredniego działania Mesjasza ludzkości, Mesjasz był celem, tylko dla Niego było wszystko.

Tymczasem Żydzi rozumieli swe wybraństwo wręcz przeciwnie: uważali siebie w myśli Bożej za cel, wszystko miało być im poddane, Izrael miał panować, a Mesjasz miał im zapewnić to panowanie. Najlepsi z Izraela wierzyli, że Bóg ich pokarał za ich grzechy niewolą, a Mesjasz przyjdzie, by ich z niewoli wybawić, co będzie dowodem przebaczenia grzechów.

Tym samym Mesjasz w nadziei Żydów jest środkiem a celem jest potęga Izraela, w której najlepsi, religijni Żydzi widzieli zarazem chwałę „ich” Boga.

Zdumiewające, że tak myśleli jeszcze po Zmartwychwstaniu Chrystusa Jego najbliżsi spośród uczniów, którzy pytali, czy teraz odbuduje królestwo Izraela; zrozumieli dopiero, gdy zstąpił na nich Duch Prawdy.

Możemy więc powiedzieć, że to opaczne rozumienie wybraństwa było powszechne u Izraelitów. Jedna tylko Matka Najświętsza, ale Ta była „Łaski pełna” w swym porywającym Hymnie daje wyraz szerokiemu ujęciu zbawienia i „łączy – jak mówi Bossuet – swoje szczęście ze wszystkimi ludami odkupionymi”.

Jeśli dawni Izraelici tak opacznie rozumieli swe wybraństwo, to dziś oczywiście pojęcie „narodu wybranego” uległo wśród Żydów większemu jeszcze zniekształceniu. Nad tym nie mamy się co dłużej zatrzymywać. Faktem jest, że i wierzący i niewierzący Żydzi uważają siebie za elitę ludzkości i to właśnie ze względów przyrodzonych, a w pierwszej linii ze względu na starożytność swej rasy. I tu mamy ciekawy objaw: Żydzi zwalczający rasizm, sami przede wszystkim są jego wyznawcami. Ich wartości rasowe mają jakoby wskazywać, że są predestynowani na rządców świata. Jako przymioty swoje wysuwają bezsprzeczny spryt, który błędnie identyfikują z mądrością, i niezniszczalność narodu, co przypisują jego niezwykłej odporności.

Dla nas ta zdumiewająca rzeczywiście odporność Żydów ma swe źródło gdzie indziej, nie w wytrzymałości rasy, ale w słowach Chrystusa : „I zapędzą ich w niewolę między wszystkie narody, a Jerozolimę deptać będą stopy ludów, aż się wypełnią czasy ludzkości… Zaprawdę powiadam wam nie przejdzie to plemię aż wszystko się stanie” (Łuk. XXI, 24, 32).

I dlatego plemię to nie przechodzi.

Dla katolików zatem jasne być powinno, że celem wybraństwa jednego narodu było „zachowanie przezeń w depozycie prawdziwej historii” aż do przyjścia Mesjasza…” (całość tu: szkolanawigatorow.pl – Ludwika Jeleńska, „Naród wybrany a katolicy”. Szkoła Chrystusowa – czasopismo poświęcone zagadnieniom życia wewnętrznego, tom 16, 1938 rok)

podobne: Dobra Nowina: Mikołaj Kapusta o Chrześcijaństwie w 12 minut (Kerygmat) i to: Gwatemala: wyrzucono społeczność ortodoksyjnych Żydów

„…Lisicki pisze, że w myśl nowego dokumnetu katolicy nie mogą już nawracać Żydów, ale powinni wraz z nimi walczyć z antysemityzmem. Czy to znaczy, że naród żydowski ma zająć miejsce Chrystusa w sercach katolików? Czy to znaczy, że katolik ma podzielić bliźnich, którym niesie dobrą nowinę na tych gorszych, którzy powinni go słuchać i lepszych, którzy słuchać go nie muszą? To są pytania, które przychodzą mi do głowy kiedy czytam tekst Lisickiego. Jeszcze raz więc powtórzę, jeśli on ma rację, księża, polscy księża, powinni się do tego jakoś odnieść. Jeśli to jest rzeczywiście tak sformułowane to trzeba zapytać kto szerzy ten antysemityzm, który należy zwalczać? Czy aby nie ci, do których, katolicy powinni nieść dobrą nowinę? Jeśli tak, ciekaw jestem ocen, jakie duszpasterze wystawiać będą swoim owieczkom niebawem.

Wracajmy do herezji. W mojej ocenie ma ona dwojaki charakter jest albo podstępem albo wymuszeniem. Taka jest jej relacja z Kościołem. Wymuszenia bywają rozmaite i zwykle jest tak, że przedmiot wymuszenia ukryty jest przed oczami maluczkich. Jeśli przyjmiemy za dobrą monetę słowa Lisickiego wypadnie nam stwierdzić, że to nowe wymuszenie dotyczy zwiększenia władzy kardynałów niemieckich w Kościele, zminimalizowania roli papieża i wprzęgnięcia Kościoła w różne globalistyczne imprezy. Narzędziem zaś dyscyplinowania wiernych będzie antysemityzm, z którym mają oni od dziś walczyć ramię w ramię z Żydami. Ci ostatni zaś nie muszą się już przejmować boskością Chrystusa, bo mają zadekretowaną zniżkę na zbawienie. Przepraszam, że szydzę, ale trudno mi się powstrzymać. Patrzę na te rzesze wiernych, które do końca nie są w stanie wyobrazić sobie jak powinna wyglądać i jak wyglądała kiedyś misja, rzesze, które wskutek działalności mediów i uporczywej antykościelnej propagandy myślą ponuro i źle o swoich kapłanach, patrzę i nie mogę sobie wyobrazić co będzie jak im ksiądz ogłosi, że mają teraz walczyć z antysemityzmem. Do kościoła w mojej parafii chodzi Ludwik Dorn, nawrócony Żyd. Ciekaw jestem czy ten nowy dokument coś zmieni w jego życiu i czy pan Ludwik nie stwierdzi, że już nie musi się męczyć, wszak i tak będzie zbawiony. Co prawda religii mojżeszowej nie praktykował chyba nigdy, ale ten dokument, zdaje się, mówi o Żydach w bardzo szerokim znaczeniu.

Zostawmy Dorna i skupmy się na podstępie, który – jeśli Lisicki ma rację – ktoś próbuje zastosować wobec Kościoła. Celem herezji w wymiarze doktrynalnym było zawsze przejęcie na własność boskości Chrystusa, albo jej zanegowanie. Tutaj, jak się zdaje, mamy te dwie rzeczy w jednym: Żydów boskość ta nie dotyczy, a dla katolików nabiera nowego wymiaru. O tym czy są dobrymi katolikami decydować będzie ktoś z zewnątrz, kto oceni ich stosunek do antysemityzmu i zbada jego temperaturę. Im będzie ona niższa tym większe okaże się umiłowanie Jezusa w sercu katolika…” (coryllus – Heretycki Watykan?)

…Czy z tym można walczyć? Oczywiście, że można, ale nie narzędziami proponowanymi przez przeciwnika. A sytuacja jest taka, że w zasadzie wszystkie narzędzia są proponowane przez przeciwnika. Tak zwani zaś polscy patrioci chwytają je ochoczo i wymachują tym bez obaw, że mogą rozbić łeb niewinnemu przechodniowi. Tak było z Chazarami, wymyślonymi na uniwersytecie w Tel Avivie i puszczonymi w obieg w Polsce. Nie było kretyna, który by się nie chciał polansować mówiąc do kamery o Chazarach. Tak jest również z innymi memami. Ważne jest to, że one są czynne i ważne w naszym tylko akwarium i one nas kształtują i budują nasz wizerunek. A nic poza budowaniem wizerunku nie jest tutaj ważne. Najmniej zaś ważne jest to czym wszyscy się najbardziej ekscytują – zmiana świadomości publiczności masowej. To są rzeczy, po pierwsze poza zasięgiem naszej czeredki medialno-publicystycznej, po drugie są to rzeczy w przeważającej części niezrozumiałe. Jak je wyjaśnić? Prosto. Najpierw musimy przyjąć za pewnik, że nie żyjemy w zamkniętym akwarium. To złudzenie, podtrzymywane przez różnych macherów tłumaczących prostym ludziom jak wygląda prawdziwy świat. Potem, że lans na żydach, antysemityzmie, ziemiańskim pochodzeniu, sygnetach, przodkach, styropianie, opozycji, zasługach w krzewieniu wolności jest gówno wart, lub – jeśli wolicie – jest merde. To są gadżety podsunięte przez wrogów, paciorki i koce zainfekowane gruźlicą. Na koniec zaś zostanie Wam krzepiąca świadomość, że należy samemu zająć się wytwarzaniem narzędzi polemiki z przeciwnikiem i inna, równie ważna, że narzędzia te służą w istocie do pozyskiwania publiczności, wiernej i nie dającej się zwieść pozorom. Jeśli zaś idzie o przeciwnika ich działanie polega na tym, że on – wytrawny propagandysta – nie ma na nie sposobu, albowiem ich nie rozumie. Nie pochodzą one bowiem z kreowanego przezeń świata. To jest skrócony opis działań długofalowych i bezwzględnie skutecznych. Żeby zwyciężyć trzeba porozumiewać się własnym językiem, zrozumiałym w trzy sekundy przez podobnie myślących i całkowicie niezrozumiałym przez tamtych. Jeśli więc zaczynacie gawędę o Chazarach, antysemityzmie i jeszcze łykacie wszystkie fejki jakie Wam podsuwają opisywane tu przez Toyaha sołszal midia, to jesteście w przysłowiowej dupie u przysłowiowego Murzyna. Niestety. Obojętnie jak mocno by Wam przy tym nie biły serca i obojętnie jak dobrze byście się nie bawili wykrzykując w grupie wyraz „Chazarowie, Chazarowie….”. 

Mechanika konfliktu polsko żydowskiego jest następująca – dobrzy Polacy kochają Żydów, a źli Polacy ich nienawidzą. Wszyscy zaś są od nich uzależnieni. Ci pierwsi emocjonalnie, ci drudzy finansowo. Nie można bowiem zarządzać skutecznie dużą zbiorowością, bez kreowania i kontroli własnych wrogów. Teraz istota sprawy – zawsze jest ktoś trzeci. Ten ktoś przedstawia ofertę, raz Polakom, raz Żydom. Oferta ta jest za każdym razem oszukana, ale jest też za każdym razem przyjmowana z dużym zainteresowaniem. Bo może teraz jednak to już będzie naprawdę…” (coryllus, całość tu: O kategoriach malarskich w polityce i świecie celebrytów)

Muszę się trochę na początek uśmiechnąć, bo pamiętam jak sam jeszcze jakiś czas temu byłem klinicznym (anty) przykładem tego o czym dziś pisze coryllus. Tym jest wszak w sporej części „moja” stara publicystyka (lub na tym błędzie bazowała). Gdy słyszałem słowo Żyd, musiałem od razu sięgnąć albo po zbrodnie komunistyczne (i związaną z tym naszą jako narodu martyrologię, w ujęciu rzecz jasna romantycznego mitu „Polska Chrystusem narodów”), albo po Chazarstwo i niepokonaną banksterkę. Idee te miały rzecz jasna służyć jako pałka do rozprawy ze „światowym żydostwem”, lub jak mówią inni z „synagogą szatana”. Pismo Święte i zapisana w nim przepowiednia związana z Żydami, jako narzędziem na drodze zbawienia całej ludzkości (łącznie z Żydami) było mi (wstyd przyznać) nieznane… No ale już nie jest, a przynajmniej nie w takim wymiarze w którym tkwi ów błąd komunikowania rozmówcom i czytelnikom tematyki/problemu Żydów. Bo wiedzieć z czym/kim mamy do czynienia, aby temu dobrze zaradzić, musimy.

Jednak z całą pewnością nie byłem i nie jestem rasistą w kwestii pochodzenia zła. Zawsze zwracałem uwagę na jego internacjonalny charakter i źródło. A teraz pragnę zwrócić uwagę na to że z Żydami nie można polemizować używając tych wszystkich memów o których pisze coryllus. Nie można nie tylko dlatego że jest to przeciwskuteczne, a agresja (również słowna) i rzucane na nich przekleństwa wręcz szkodliwe, bo służy jako dowód na istnienie tzw. „antysemityzmu” (co staram się tłumaczyć różnym gorącym głowom), ale przede wszystkim dlatego że jest przeciwne Bożej woli zbawienia WSZYSTKICH ludzi. Konsekwencje więc tego rodzaju retoryki mogę być straszne nie dla Żydów i nie na tym świecie tylko, ale przede wszystkim w wieczności dla tych z Katolików (i nie tylko), którzy ten Boży zamysł świadomie lekceważą. Nie uchowa się i nie będzie usprawiedliwiona żadna krucjata, która nie ma w zamyśle nawrócenia tych ludzi (i każdego innego człowieka) na wiarę  w Jezusa Chrystusa, który jest miłością, i który umarł na krzyżu by wszyscy (a więc również i Żydzi) byli zbawieni. Przed piekłem i jego władcą, ojcem zła, Szatanem, który nad wyraz skutecznie wykorzystuje i podsyca szowinizm i rasizm po obu stronach barykady.

Zostawiam więc jako podsumowanie fragment tego co pisze niezrównany (bo pod głębokim natchnieniem Ducha Świętego) Apostoł Narodów Święty Paweł – nawrócony Żyd, a wcześniej faryzeusz i zajadły „obrońca” judaizmu, zbrodniarz, oszczerca i rasista – który był ślepy aż odzyskał wzrok. Z listu do Galatów:

„…O , nierozumni Galaci! Któż was urzekł, was, przed których oczami nakreślono obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego? Tego jednego chciałbym się od was dowiedzieć, czy Ducha otrzymaliście na skutek wypełnienia Prawa za pomocą uczynków, czy też stąd, że daliście posłuch wierze?1 Czyż jesteście aż tak nierozumni, że zacząwszy duchem, chcecie teraz kończyć ciałem?2 Czyż tak wielkich rzeczy doznaliście3 na próżno? A byłoby to rzeczywiście na próżno. Czy Ten, który udziela wam Ducha i działa cuda wśród was, [czyni to] dlatego, że wypełniacie Prawo za pomocą uczynków, czy też dlatego, że dajecie posłuch wierze? 

Wzorem Abrahama4

W taki sam sposób Abraham uwierzył Bogu i to mu poczytano za sprawiedliwość. Zrozumiejcie zatem, że ci, którzy polegają na wierze, ci są synami Abrahama. I stąd Pismo widząc, że w przyszłości Bóg na podstawie wiary będzie dawał poganom usprawiedliwienie, już Abrahamowi oznajmiło tę radosną nowinę: W tobie będą błogosławione wszystkie narody5I dlatego tylko ci, którzy polegają na wierze, mają uczestnictwo w błogosławieństwie wraz z Abrahamem, który dał posłuch wierze6

USPRAWIEDLIWIENIE A PRAWO I OBIETNICA
Prawo źródłem przekleństwa7

10 Natomiast na tych wszystkich, którzy polegają na uczynkach Prawa, ciąży przekleństwo. Napisane jest bowiem: Przeklęty każdy, kto nie wypełnia wytrwale wszystkiego, co nakazuje wykonać Księga Prawa. 11 A że w Prawie nikt nie osiąga usprawiedliwienia przed Bogiem, wynika stąd, że sprawiedliwy z wiary żyć będzie. 12 Prawo nie opiera się na wierze, lecz [mówi]: Kto wypełnia przepisy, dzięki nim żyć będzie. 
13 Z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił – stawszy się za nas przekleństwem8, bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie – 14 aby błogosławieństwo Abrahama stało się w Chrystusie Jezusie udziałem pogan i abyśmy przez wiarę otrzymali obiecanego Ducha 

Wyższość obietnicy

15 9 Bracia, użyję przykładu ze stosunków między ludźmi. Nikt nie obala ani zmienia testamentu prawnie sporządzonego, choć jest on jedynie dziełem ludzkim. 16 Otóż to właśnie Abrahamowi i jego potomstwu dano obietnice. I nie mówi [Pismo]: „i potomkom”, co wskazywałoby na wielu, ale [wskazano] na jednego: i potomkowi twojemu, którym jest Chrystus1017 A chcę przez to powiedzieć: testamentu, uprzednio przez Boga prawnie ustanowionego, Prawo, które powstało czterysta trzydzieści lat później, nie może obalić tak, by unieważnić obietnicę. 18 Bo gdyby dziedzictwo pochodziło z Prawa, tym samym nie mogłoby pochodzić z obietnicy. A tymczasem przez obietnicę Bóg okazał łaskę Abrahamowi. 
19 Na cóż więc Prawo? Zostało ono dodane ze względu na wykroczenia11 aż do przyjścia Potomka, któremu udzielono obietnicy; przekazane zostało przez aniołów11; podane przez pośrednika. 20 Pośrednika jednak nie potrzeba, gdy chodzi o jedną osobę, a Bóg właśnie jest sam jeden12
21 A czy może Prawo to sprzeciwia się obietnicom Bożym? Żadną miarą! Gdyby mianowicie dane było Prawo, mające moc udzielania życia, wówczas rzeczywiście usprawiedliwienie płynęłoby z Prawa. 22 Lecz Pismo poddało13 wszystko pod [władzę] grzechu, aby obietnica dostała się na drodze wiary w Jezusa Chrystusa tym, którzy wierzą. 

Ograniczone zadanie Prawa

23 Do czasu przyjścia wiary byliśmy poddani pod straż Prawa i trzymani w zamknięciu aż do objawienia się wiary. 24 Tym sposobem Prawo stało się dla nas wychowawcą14, [który miał prowadzić] ku Chrystusowi, abyśmy z wiary uzyskali usprawiedliwienie. 25 Gdy jednak wiara nadeszła, już nie jesteśmy poddani wychowawcy 26 Wszyscy bowiem dzięki tej wierze jesteście synami Bożymi – w Chrystusie Jezusie. 27 Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. 28 Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. 29 Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama i zgodnie z obietnicą – dziedzicami…”

„Będziesz Biblię nieustannie czytał. Będziesz ją kochał więcej niż rodziców… Więcej niż mnie. Nigdy się z nią nie rozstaniesz. A gdy się zestarzejesz, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś w życiu, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jedynej Księgi”… Amen… (Odys)

podobne: Tuba Cordis: Czy Pan Jezus i Matka Boska byli Żydami? czyli… Hebrajczycy, Żydzi, Chazarowie. Judaizm a Chrześcijaństwo. Kościół Katolicki „nowym Izraelem” oraz: Żydzi (nie)są perfekcjonistami w robieniu rachunku sumienia innym. Janusz Korwin Mikke vs Szewach Weiss czyli… Jak rozmawiać z żydem bez postawy służebnej. Niemcy wypłacą renty i emerytury z tytułu pracy w getcie. i jeszcze: Izrael krytykuje Watykan za uznanie państwowości Palestyny. Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł). polecam również: Palestyńczycy do Trybunału Karnego. W odpowiedzi Izrael zamraża palestyńskie pieniądze i chce wstrzymania pomocy dla Palestyńczyków. oraz: Najwyższy Czas!: „W ostatnim „Do Rzeczy” całkiem od rzeczy pisze Szewach Weiss…”. Robert Cisek o antysemityzmie. i to: Styczeń 1863 w służbie Piusa IX (Ostatni Krzyżowiec) oraz proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wieczność kontra pogoń za sensacją a także: O drugiej kategorii ludzi czyli… Dłoń która (w imię eksperymentów socjalnych) przeszłości ślad zmiata.”Ballada o bieli” (Kaczmarskiego)

 

dziedzictwo (nie) posłuszeństwa czyli pełnia człowieczeństwa


Ettore Ximenes – Law

„…Jak długo dziedzic jest nieletni, niczym się nie różni od niewolnika, chociaż jest właścicielem wszystkiego. (…) gdy jednak  nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.  Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A  zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej.
Wprawdzie ongiś, nie znając Boga, służyliście bogom, którzy w rzeczywistości nie istnieją. Teraz jednak, gdyście Boga poznali i, co więcej, Bóg was poznał, jakże możecie powracać do tych bezsilnych i nędznych żywiołów, pod których niewolę znowu chcecie się poddać?…” (Z listu św Pawła apostoła do Galatów)

Dlaczego wciąż wątpisz w miłości mej wagę
przez co ci się zdaje jak młyńskie kamienie
ciążące na życiu w gorzkich łzach skąpanym
nad którym przejść lekko ciągle masz marzenie

A przecież nie byłeś na początku taki
kiedym cię misternie na swój obraz tworzył
Wolnym od trosk wszelkich
wiecznie młodym zdrowym
A ciało twe i dusza nie znały pragnienia

W zamian za dar życia bez bólu i śmierci
wzajemności chciałem w prostym posłuszeństwie
które płynąć miało z serca i rozumu
chroniąc od zatraty wolności w szaleństwie

Ty zaś posłuch dałeś temu żeś mi równym
I że świecić możesz tylko ciemność znając
Że „by stać się czystym
wpierw trzeba być brudnym”
Jak ten co światłem wzgardził brzuch w prochu nużając

„… Czy nie wiecie, że jeśli oddajecie samych siebie jako niewolników pod posłuszeństwo, jesteście niewolnikami tego, komu dajecie posłuch: bądź [niewolnikami] grzechu, [co wiedzie] do śmierci, bądź posłuszeństwa, [co wiedzie] do sprawiedliwości? (…)  Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne…” (Z listu św Pawła apostoła do Rzymian)

Tak wybrałeś nieszczęsny wolność… w zniewoleniu
Stając się kowalem praw – twych nowych bogów
Więc powiedz dlaczego, władco tego świata
obarczasz mnie winą swych wolnych wyborów

Czemu mnie przyzywasz, wołasz wspomożenia
a gdy je dostajesz jesteś jak namiestnik
Który mocen skazać
lub uwolnić… Boga
umywając ręce we własnych cierpieniach

Kiedy ty dorośniesz synku, córko moja
Kiedyż ci się znudzi tej huśtawki błędnik
Czekam twej decyzji, w wierze uległości
Ja twój Bóg i Stwórca, nadzieji powiernik

Bo choć zapomniałeś ile znaczysz dla mnie
Nawet wiedząc swoje gdy zamkniesz powieki
Cokolwiek wybierzesz
nigdy się nie skończy
Moja cząstka w tobie co kocha na wieki

Odys, kwiecień 2018

„…Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka.Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości ukorzenieni i ugruntowani  wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość,i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Bożą…” (z listu św Pawła apostoła do Efezjan)

…O Prawdo, Prawdo, jakże boleśnie już wtedy z głębi duszy wzdychałem do Ciebie, gdy tamci ciągle wokół mnie wrzeszczeli, wykrzykując Twe miano w najprzeróżniejszych teoriach, wymachując niezliczonymi, wielkimi księgami! To były talerze, na których mnie, łaknącemu tylko Ciebie, zamiast Ciebie podawali słońce i księżyc, piękne dzieła Twe, na pewno piękne, ale jednak tylko dzieła. Twoje — one nie są Tobą ani nie są nawet najważniejszą częścią stworzenia.

Pierwszeństwo mają przed nimi Twoje dzieła duchowe, choćby tamte wielkie twory materialne ogromną jasnością gorzały na niebie. A ja nawet nie dzieł największych, lecz Ciebie samej, Prawdo, Ciebie, w której nie ma odmiany ani cienia zmienności, pragnąłem i łaknąłem. A na owych talerzach przynoszono mi wizje pełne blasku. Już lepiej byłoby kochać samo słońce, przynajmniej dla oczu realne, niż takie urojenia, jakimi oczy łudzą umysł. Spożywałem ten pokarm biorąc go za Ciebie — bez chęci jednak, gdyż smak, jaki czuło moje podniebienie, nie był Twoim smakiem. Przecież nie były Tobą owe zmyślenia jałowe. I nie pożywiałem się nimi, lecz raczej coraz bardziej głodniałem. Pokarm, który się śni, jest zupełnie podobny do pokarmu spożywanego na jawie, ale nie odżywia śniących, bo oni tylko śnią, że jedzą. To zaś, co mi podawano, nie było nawet w żadnym stopniu podobne do Ciebie, Prawdo, takiej, jaka przemówiłaś do mnie potem. Były to widma rzeczy, pozorne przedmioty, od których znacznie pewniejsze są te rzeczywiste przedmioty materialne, jakie oczyma cielesnymi dostrzegamy czy to na ziemi, czy na niebie. Widzimy je nie tylko my, widzą je również zwierzęta i ptaki; przedmioty te są pewniejsze od naszych wyobrażeń o nich. Nasze zaś wyobrażenia są z kolei pewniejsze od owych większych, nieskończonych rzeczy, jakich istnienia mielibyśmy się domyślać na podstawie znajomości rzeczy widzialnych; tamte w ogóle nie istnieją. A właśnie nimi mnie karmiono — i pozostawałem głodny.

Miłości moja, do której się garnę, abym nabył mocy! Ty przecież nie jesteś ani tymi przedmiotami widzialnymi, choćby jaśniejącymi na niebie, ani nie jesteś jakimiś rzeczami, których tam nie widzimy. Ty, Panie, je stworzyłeś, a nie zaliczasz ich nawet do największych Twoich dzieł. Jakże więc daleko jesteś od owych widm, w które wierzyłem, widm rzeczy, które w ogóle nie istnieją...” (św. Augustyn „Wyznania”)

podobne: „Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać miłosierdzie” czyli… Poezja Bożej miłości.

„Nella Fantasia”

Dlaczego grzeszymy (wg Ewagriusza z Pontu)… czyli o ośmiu złych sposobach podejścia do rzeczywistości. Kaczmarskiego „Houyhnhnm”


(wg J. Swifta)

Jak wstyd jest żyć wśród pięknych koni
Podstępnym, człekożerczym życiem;
Miast doskonałość z nimi gonić –
Po łokcie babrać się w korycie.

Czuć wyższość ich i dostojeństwo,
Ich wzrok z wybaczającym żalem
I własnej duszy bezeceństwo
Wychwalać jak dekalog zalet.

Ich ruchy płynne, czyste kształty,
Ich myśli pełne prostych treści
Ja – Jahus brudny i włochaty
Potrafię zniszczyć i zbezcześcić.

A co potrafię, to uczynię,
Bo taka moja jest natura.
Zło w mojej krwi, jad w mojej ślinie
A czynem rządzi wstyd i uraz.

Zresztą – niwecząc to, co żywe
I rozkoszując się niszczeniem
Wszak człowieczeństwo swe odkrywam
I budzi we mnie się sumienie!

Płaczę nad tym, co doskonałe
I nienawidzę w sobie złego –
Więc tęsknię znów za ideałem
Dążąc do – unicestwionego.

Com widział, myślał – tom opisał
I bluźnią bliźni, żem ich zbrudził,
Mówią – zgorzkniały egoista,
Który nie cierpi wszystkich ludzi.

Gorzki egoizm – cecha płocha,
Ale niech będzie. Pod warunkiem:
Nie pisałbym, gdybym nie kochał
Człowieka. Lecz poza gatunkiem.

Jacek Kaczmarski – Houyhnhnm

poprzednio: Zamiast bomby atomowej… Dzień gniewu (Kaczmarskiego)

Paco Pomet - Franken (zakuta świnia,rycerz,zbroja)

Paco Pomet – Franken

 

na podstawie Osiem duchów zła (Opactwo Benedyktynów w Tyńcu) 

 

Jestem w czasie…zatem pragnę

TuITeraz BezUmiaru.

Pragnę tego co smakuje i podnieca

WciążChcęWięcej, lecz się Wściekam bo Nasycić

tak jak chciałem MegoGłodu nie potrafię.

 

Więc uciekam w Beznadzieję, Smutek, Pustkę

Tam Acedia czeka na mnie (też spragniona)

Karmiąc pamięć Rozczarowań sentymentem

aby zepchnąć w dół głęboki Myśl i Białko.

 

Nie udało MiSię życie, Moje plany

Żaden człowiek OczekiwańMych nie spełnił

Łącznie ze Mną, więc… uciekam na początek

Nienawidząc, znów pożądam… lecz inaczej.

 

Tu Uwodzę i odkrywam się „de novo”

By zbudować z Zakłamania NadCzłowieka

Który Sam (wszak doświadczony) siebie zbawił

Uratował od „marności tego świata”.

 

Tak SamSobie zaprzeczając WiemJużWszystko

Chełpiąc się z Sukcesów które są Porażką

Nie pochylam się już nad tym co „przyziemne”.

Jestem Pychą…więc na Słabość

po ośmiokroć nie mam czasu.

 

Uwiązany – Odys, marzec 2018

podobne: Kaczmarski i 7 grzechów głównych… na przykładzie starożytnego Rzymu i Cyncynat – wzór do naśladowania oraz: Z listów starego diabła do młodego… Rzeczywistość stworzenia i to: Pieta Marka Gajowniczka, Gorzkie Żale Antoniny Krzysztoń i Droga Krzyżowa z ks. Janem Kaczkowskim… Na rozdrożu

„…I clip my wings and waited

For a cloud with satteled and rain
I’m glue thight to your finger
And now I can’t walk away
Whats wrong with me
I’m drifting like a ghost on the sidewalk
I follow you my love
Hurting in a blur of emotion

I can’t say no!
Though you there when I hide
You gone when i’m low
I’m lost in your world
Tell me
Who have I become, When I can’t say no
When I can’t say no
To you, to you, to you…”

Lea Rue – I Can’t Say No! (Broiler Remix)

 

Odrębność (lub sens)


„… podobnie jak oczy ciała potrzebują światła, aby cokolwiek dostrzec, również oczy duszy potrzebują światła. Święty Tomasz określa owo światło mianem claritas – jest to światło, które odbija się w pięknie danego przedmiotu i emanuje zeń. Tą samą iskrą istnienia promieniuje również istota Boga. Piękno istoty Boga przejawia się w formie, proporcjach i harmonii przedmiotu. Dana rzecz z tego właśnie powodu, że jest odbiciem piękna Bożego, w naturalny sposób wzbudza nasze zainteresowanie, podobnie jak wzbudza je Bóg w naszym pragnieniu zjednoczenia z Nim.

Piękno Boga w tajemniczy sposób odbija się w pięknie bytu czy to w przyrodzie, czy w sztuce. Im dane dzieło bliższe jest naturze, im bardziej jest z nią zgodne, tym ściślej upodabnia się do tego co nadprzyrodzone; mówiąc precyzyjniej: stanowi tym dokładniejsze odbicie prawdy, piękna i dobroci Boga...” (ksiądz Anthony Brankin) 

podobne: Fronda: Fizyka kwantowa a wiara. Kisiel: Umysł, rzeczywistość i piękno oraz: „Muza nie żyje”: Kiedy sztuka jest wyrazem wysokiej kultury? „Jezus wyszydzony”: Zmaganie się o duszę tego świata.

Ks. prof. Tadeusz Guz o łasce wiary (również w to co widzialne), pięknie świata i ludzkiego rozumu, oraz tęsknocie na drodze do poznania Stwórcy.  Rekolekcje wielkopostne 2015 [Tuba Cordis]

Daniel Gerhartz – To Capture

Patrzysz na mnie pod kątem

do którego sama mnie postawiłaś.

Lecz chłód jaki tam panuje

jest niczym w porównaniu z Anomalią

dzieki której zachowałaś swój krystaliczny kształt…

Suova – Kołysanka dla świerszczy

…Kiedyś zrozumiesz piękno stycznej

punktu na prostej z punktem widzenia

a kot Shrodingera w którego tak wierzysz

zamruczy.

Wtedy razem damy mu mleka.

Bo po to istnieją koty.

 

Odys, marzec 2018

podobne: Bogacz potężniejszy od władców czyli… sztuka dzielenia się pięknem

Daniel Gerhartz

 

 

 

 

O drugiej kategorii ludzi czyli… Dłoń która (w imię eksperymentów socjalnych) przeszłości ślad zmiata.”Ballada o bieli” (Kaczmarskiego)


Pavel Ryzhenko – Umbrella

„… Na pytania, na które nasze odpowiedzi wydają się oczywiste, Żydzi odpowiadają zupełnie inaczej. My pytamy, co jest dobre oraz szukamy obiektywnego dobra i zasad, które można uogólnić na wszystkich ludzi. Natomiast Żydzi pytają, co jest dobre dla Żydów.

Także w odpowiedzi na pytanie, co jest prawdziwe, interesuje ich, co jest prawdziwe dla Żydów, a więc, co wybrać z tego, co się wydarzyło, by interpretacja historii i teraźniejszości oraz wizja przyszłości były korzystne z perspektywy żydowskiej” – możemy przeczytać w czwartkowym wywiadzie zatytułowanym „W pułapce żydowskiej hagady”…

… Głównego nurtu narracji o holokauście nie tworzą ani ci, którym udało się przeżyć, ani też ci, którzy wyjechali zaraz po wojnie, lecz ci, którzy wyjechali z Polski po 1968 roku. I to jest największy problem, bo przedstawiają wydarzenia, jakie skutkowały ich emigracją nie jako silny konflikt wewnątrz partii komunistycznej, ale jako konflikt między Żydami a Polakami, co jest wielkim i niesprawiedliwym zafałszowaniem historii…

…Dialog, który często w gruncie rzeczy był pozorowany, miał być politycznie poprawny. A więc dotychczas taki był, ale kiedy ta poprawność doszła do ściany, czego zresztą należało się spodziewać, okazało się, że owoców tego dialogu nie ma. W ciągu kilku dni to wszystko, co było skrywane i maskowane po obu stronach, nagle wybuchło i nadal nas głęboko dzieli…

…Ksiądz profesor zauważa, że z dyskusji i przekazów o holokauście zniknęli niemal zupełnie Niemcy, zastąpieni przez mitycznych nazistów oraz ich pomocników, w tym Polaków, jako że obozy zagłady znajdowały się na naszych (okupowanych) ziemiach a pośród naszego narodu znaleźli się źli wobec Żydów ludzie. O tych dobrych natomiast, stanowiących przecież ogromną większość, nie wspomina się już tak chętnie.” (Ksiądz profesor Waldemar Chrostowski: Brak owoców dialogu z Żydami)

podobne: Judaizm a Chrześcijaństwo

Są narody, które znają
W dziejach swoich każdy kamyk 
Tak że mało o to dbają – 
A my mamy – Białe Plamy. 

Plam tych biel – historię naszą 
Skupia w sobie, niby w lustrze: 
Wizje czasów, które straszą, 
Wizje – których się nie ustrzec. 

Po Syberii Białej Plamie
Idzie tłum zesłańców pieszo
I zapada w tłumną pamięć
Typ w papasze i z pepeszą.

W Białej Plamie słusznych jatek
Biało nowa gwiazda świeci
Nad rozpaczą białą matek,
Którym odebrano dzieci.

W białym dole białym wapnem
Białe czaszki przysypali,
Biało podpisane pakty,
Biało się Warszawa pali… 

„…sprawa wygląda tak, że źli Niemcy, którzy trochę potrząsnęli swoimi Żydami, ale krzywdy im nie zrobili za wielkiej, odegrali się na Żydach z Polski i samych Polakach. Potem ci bogaci, niemieccy żydzi, którzy wyjechali dzięki Goeringowi za granicę chcieli dostać odszkodowania za pozostawione w Rzeszy nieruchomości i je dostali. No, a co zresztą, z tymi muzułmanami z obozów? Słowa muzułmanin używam tu w znaczeniu znanym z książek Grzesiuka, chodzi o więźnia obozu, który jest już na wykończeniu. A kogo to obchodzi? Jeśli wyjechali na zachód dostali tam jakąś szansę, jeśli nie, ich los nikogo nie interesował. Konkluzja jest taka – Żydzi z Europy wschodniej nie interesowali i nie interesują nikogo poza ich współmieszkańcami, czyli Polakami, Białorusinami, Ukraińcami i resztą plemion przemieszkujących ziemię I RP. Oni są tak samo wstrętni Niemcom, jak i Żydom z Izraela. To znaczy byli, bo dziś walka toczy się o pamięć po nich i o to na kogo zwalić można odpowiedzialność za ich śmierć, a także o pieniądze, które można wydusić z frajerów na konto ich cierpienia. Teraz kiedy większość Żydów, którzy przeżyli holocaust i komunizm wymarła, inni Żydzi, ci którzy spokojnie przetrwali okupację i wojnę w pensjonatach takich jak Terezin mogą zacząć starania o odzyskanie pieniędzy za nich. W tym artykule są jeszcze inne ciekawsze kwiatki. Ja ich nie będę cytował po kolei, ale zalinkuję całość http://niniwa22.cba.pl/zydzi_roznych_kategorii_losy_niemieckich_zydow.htm 

…w śnie tym nie chodzi o żadną sprawiedliwość, o żadne ustalanie faktów, ani o to kto jest naprawdę odpowiedzialny. Bo jest nim ten, kto stał najbliżej, po prostu. W myśl tych założeń, co od samego początku rozumieli Niemcy, im dalej od Berlina tym ma być gorzej, bo odpowiedzialność spada na tych co patrzą. To jest jedna z zasad rządzących tym światem, o czym wcześniej nas nie poinformowano. No, ale teraz już wiemy o co chodzi i musimy zachować się stosownie do okoliczności. Najgłupsze co możemy zrobić to okazywać zrozumienie. Nie możemy tak postępować, albowiem nam, choćbyśmy wynosili z pożaru na oczach całego świata żydowskie niemowlęta nikt żadnego zrozumienia nie okaże. Nie o to bowiem chodzi. Trzeba więc wreszcie pojąć jedno – nikt nie oczekuje od nas żadnych płaczliwych wyjaśnień. Każdy chce się wreszcie dowiedzieć czy zapłacimy, a jeśli tak to na jakich warunkach. My zaś musimy się koniecznie dowiedzieć, a nie będzie to łatwe, jakie będą koszta negocjacji. To znaczy czy Netanjahu każe zastrzelić Morawieckiego czy nie. To ważna informacja i polscy agenci, jeśli oczywiście tacy istnieją powinni tę kwestię naświetlić.

Jeszcze o tym zrozumieniu. Ono jest całkowicie poza naszym zasięgiem, bo od dawna nikt nie traktuje nas serio, to znaczy w ogóle jako ludzi. Przekonanie takie to są złudzenia dla dorastającej młodzieży, która musi się integrować na erasmusach. Żeby zasłużyć na poważne traktowanie, musimy przede wszystkim zrozumieć o co chodzi tak naprawdę. A nie są to wcale pieniądze. Chodzi o to, na kogo przerzucona będzie odpowiedzialność za dawniejsze i przyszłe eksperymenty socjalne. Bo w takich kategoriach należy rozpatrywać poczynania Niemców w czasie II wojny światowej…” (coryllus, całość tu: Polacy jak Żydzi, Żydzi jak hitlerowcy?)

A tu poszerzenie tematu: Gotz Aly: Państwo opiekuńcze za łupy wojenne. Sekrety niemieckiego cudu gospodarczego (dr Rafał Brzeski) i jeszcze: O „wyższości” holokaustu.IL nad holokaustem.PL oraz: Robert Cisek: Pokłosie czyli… inkryminacja Polaków o antysemityzm vs. historyczne fakty a także: Przyzwoitość, moralna wina i moralni sprawcy czyli… kto i dlaczego w czasie wojny „bał się bardziej Polaków niż Niemców”. Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński. „Workhouse” jako brytyjski wkład w niewol… znaczy się w „państwo opiekuńcze”  i to: „Przyjeżdżają tu rowerami, pływają i wracają do domu naszymi samochodami” czyli… „Przyszedł pan hrabia z pieczątkami” i kwestia odszkodowań wojennych polecam również: Prawo do pamięci (tym którzy za mało umarli)

W bieli plam, jak w światła bieli
Tamten świat się nam ukazał.
Nic dziwnego, że się wzięli,
Żeby plamy te wymazać.

Wszystkie barwy krzywd w narodzie
Żyją w świetle Białych Plam.
Cóż posłuży ku przestrodze,
Kiedy je wymażą nam?

Wieczna przyjaźń, wieczna zgoda,
Wieczne zadośćuczynienie,
Wieczna wdzięczność dla „naroda”,
Który przyznał nam cierpienie.

Tak się nam dziejowy dramat
Kończy scenką dopisaną.
Miast pointą, co nam znana –
Wymazaną białą plamą.

Jacek Kaczmarski – Ballada o bieli 

Żeby zrozumieć o co idzie tzw. gra, i o czyją dłoń tutaj chodzi, musimy sobie zadać pytanie na co komu potrzebne jest nadanie pozorów legalności rabunku, oraz dlaczego poświęcona ma być na tym ołtarzu prawda… Myślę że jest to pytanie retoryczne zważywszy na skutki uprawomocnienia tego rodzaju działalności. Oficjalne zadekretowanie jawnej niesprawiedliwości w stosunkach międzyludzkich na skalę globalną, stanie się początkiem końca całej ludzkości. Bo na Polakach ten precedens się nie skończy.

Jest to jednak materia na tyle delikatna, że jako uzasadnienia potrzebuje koronnego wśród dowodów tj. przyznania się do winy oskarżonego. Tylko bowiem w takiej sytuacji nie trzeba będzie wyciągać na wierzch swoich prawdziwych intencji i deficytów moralnych… Oskarżyciel zdaje sobie bowiem doskonale sprawę że nie dysponuje niczym więcej jak pomówieniami, które (dopóki reszta ławy przysięgłych w nie nie uwierzy) nie mogą stać się prawem powszechnie obowiązującym… Dopóki nie mamy zamiaru ulec pokusie „świętego spokoju” jesteśmy bezpieczni, choć ciągle narażeni na kolejne ataki i oskarżenia… Odys

rys. Andrzej Krauze


Zamiast bomby atomowej… Dzień gniewu (Kaczmarskiego)


Podziemna TV. Robią nas w konia – Śmierć w obronie życia

 

Tylnym wejściem niczym złodziej

takim jak go „człowiek” stworzył

sądny dzień nadchodzi.

Strojny w tęczowe zasłonki

spod których siarczą walonki

hybrydowej wojny.

Bez pośpiechu jak po swoje

z „zacofaniem” tocząc boje

o prawo własności.

Wmówił diabeł temu światu

że dopiero gdy brat bratu

porachuje kości

Dostąpi wolności

Odys, luty 2018

podobne: Bioetyka i „zespół komórek” (kiedy zaczyna się człowiek?) Bezpłodność: In vitro nie leczy, naprotechnologia leczy. Sprzedają organy nienarodzonych dzieci! oraz: Zabij „dzień po” bez recepty… „Nie o Mary Wagner” Dla Mary Wagner. I to: „U wrót doliny” (Dzień gniewu… zanim nadejdzie)

rys. Jerzy Krzętowski

**

„Zabijają ich powoli,
Zabijają mimochodem,
Nie przeraża i nie boli
Pełzająca śmierć pod progiem.

Wokół studni na podwórku
Mokre buzie roześmiane,
Dziecko kijem goni kółko,
Ono też jest zabijane.

Na poddaszu, przy lunecie
Siwobrody gnie się mędrzec,
Tropi prawdy we wszechświecie,
I on też zabity będzie.

W ciemnej bramie stoi szpicel,
Czas na służbie wolno płynie,
Całą widzi stąd ulicę –
Nie zobaczy, kiedy zginie.

A świat się zastanawia,
A świat zachodzi w głowę –
Czy obraz to bezprawia,
Czy się wykuwa nowe.

Zabijają ich spokojnie,
Zabijają ich jak leci –
Już nie trzeba iść na wojnę,
Żeby stawić czoła śmierci.

Żyć wystarczy, jak się żyło,
Modlić się o święty spokój,
Kopać grządki, kochać miłość
Nic nie wiedząc o wyroku.

Trzeba się ubierać ciepło,
Jeść z umiarem, ważyć słowo,
Dbać, by życie nie uciekło,
Zanim się nie umrze zdrowo.

Jeśli huknie coś lub błyśnie
Nie dać się ogarnąć grozą.
Co ma tonąć – nie zawiśnie,
Zawsze przyjdą i wywiozą.

Świat na to sprawdza, pyta,
Świat na to nic nie może,
Świat się nadziei chwyta,
Że to zrządzenie boże.

Zabijają ich nie wiedząc,
Ze ich właśnie zabijają,
Zabijają śpiąc i jedząc,
Patrząc, słysząc, nie pytając.

Zabijają nas tą śmiercią
Ku rozrywce, ku przestrodze,
Ku nauce naszym dzieciom,
Co się nigdy nie urodzą”.

Jacek Kaczmarski – Dzień gniewu II (Czarnobyl)

poprzednio: „Młody las” (Kaczmarskiego)

Z listów starego diabła do młodego… Rzeczywistość stworzenia


Triumf Szatana – Jan Matejko

„…Jedyny konstruktywny fragment twego ostatniego listu to ten, w którym wzmiankujesz, że spodziewasz się wciąż jeszcze dobrych rezultatów mogących wyniknąć ze zmęczenia pacjenta. Z tym można by się zgodzić. Lecz to nie wpadnie samo przez się w twoje ręce. Zmęczenie może bowiem doprowadzić także do krańcowej łagodności, spokoju umysłu, a nawet do czegoś w rodzaju wizji.

Jeśli widywałeś często ludzi, których zmęczenie doprowadzało do gniewu, złośliwości i zniecierpliwienia, to dlatego, że ludzie owi mieli skutecznie działających kusicieli. Jest rzeczą paradoksalną, że umiarkowane zmęczenie jest podatniejszą glebą dla złego humoru niż zupełne wyczerpanie. Zależy to częściowo od przyczyn natury fizycznej, lecz częściowo także od czegoś innego. To nie zmęczenie jako takie jest powodem gniewu, lecz niespodziewane żądania, które stawia się człowiekowi już zmęczonemu. Jeżeli ludzie czegokolwiek się spodziewają, to wkrótce ulegają złudzeniu, że mają do tego prawo, a wtedy świadomość zawodu, przy odrobinie zręczności z naszej strony, łatwo można przemienić w poczucie krzywdy. Dopiero gdy ludzie poddadzą się nieuniknionej konieczności, zrezygnują z wszelkich nadziei na ulgę i odprężenie oraz przestaną wybiegać myślą choćby na pół godziny naprzód, zjawia się niebezpieczeństwo pokornie go i łagodnego znużenia. Dlatego by uzyskać jak najlepsze rezultaty że zmęczenia pacjenta, musisz karmić go złudnymi nadziejami. Karm go pozornie słusznymi i przekonywającymi argumentami na to, że nalot się już nie powtórzy. Dołóż starań, by pocieszał się myślą o tym, jak bardzo będzie się rozkoszował swym łóżkiem następnej nocy. Staraj się sztucznie spowodować jego znużenie, podsuwając mu myśl, że ono wkrótce minie; z chwilą bowiem gdy napięcie nerwowe mija, lub wydaje im się, że mija, ludzie uważają, że doszło ono już do ostatecznych granic i byłoby na dalszą metę nie do zniesienia. W tej sprawie, podobnie jak w wypadku tchórzostwa, należy unikać całkowitego zdania się pacjenta na łaskę Nieprzyjaciela. Niezależnie od tego, co pacjent mówi, niech wewnętrznie będzie nastawiony nie na zniesienie wszystkiego, cokolwiek go spotka, lecz na zniesienie’ tego „przez rozsądny okres czasu” – a ten rozsądny okres niech będzie krótszy niż przypuszczalne trwanie próby. Nie ma potrzeby, by był o wiele krótszy; przy atakach na cierpliwość, czystość i męstwo jest rzeczą bardzo zabawną sprawić, by pacjent zrezygnował z walki właśnie wtedy, gdy (o gdybyż on to wiedział) był tylko o krok od zwycięstwa.

Nie wiem, czy jest rzeczą prawdopodobną, aby pacjent spotkał swą dziewczynę w warunkach takiego napięcia nerwowego. Jeśli spotka, zrób użytek z tego faktu, że do pewnych granic zmęczenie czyni kobiety bardziej rozmownymi, a mężczyzn mniej. W takich okolicznościach można wywołać; nawet między zakochanymi, wiele skrytych rozdźwięków i uraz. Przypuszczalnie sceny, których obecnie jest świadkiem, nie dostarczą materiału do intelektualnego ataku na jego wiarę; twoje poprzednie niepowodzenia wytrąciły ci tę broń z ręki. Lecz istnieje pewna możliwość, uczuciowe zaatakowania wiary, którą to próbę można jeszcze podjąć. Polega ona na tym, aby pacjent po raz pierwszy zobaczywszy rozbryzgane na ścianie szczątki ludzkie, odczuł, że to jest obraz tego, „czym w rzeczywistości jest świat”, i że cała jego religia była tylko fantazją.

Chciej zauważyć, że zupełnie zagraliśmy w ich świadomości znaczenie wyrazu „rzeczywisty”. Ktoś z ludzi mówi na przykład o pewnym głębokim duchowym przeżyciu: „Wszystko, co się rzeczywiście zdarzyło, to to, że usłyszeliśmy trochę muzyki w jasno oświetlonym budynku”; tu rzeczywisty” oznacza nagie fakty fizyczne oddzielone” od innych elementów doświadczonych w przeżyciu. Z drugiej strony ten sam człowiek powie: „Łatwo wam dyskutować o tego rodzaju skoku, gdy sobie tutaj siedzicie w fotelach, ale wzbijcie się tam w górę i zobaczcie sami jak to rzeczywiście wygląda”; tu „rzeczywisty” użyte jest w sensie zupełnie przeciwnym, dla oznaczenia nie faktów fizycznych (które jeż znają, gdy siedząc w fotelach dyskutują na ten temat), lecz emocjonalnego oddziaływania tych faktów na świadomość człowieka. Jednego i drugiego zastosowania tego wyrazu można bronić; w naszym jednak interesie leży, aby oba te znaczenia szły zawsze ze sobą w parze, tak aby emocjonalna wartość wyrazu „rzeczywisty” mogła być umieszczona raz po jednej, raz po drugiej stronie przeżywanego doświadczenia, w zależności od tego, co nam będzie bardziej odpowiadało. Ogólne prawidło, któreśmy im dość zręcznie zasugerowali, brzmi: we wszystkich przeżyciach, które mogą ludzi uczynić lepszymi lub szczęśliwszymi, rzeczywiste” są jedynie fakty fizyczne, zaś wszelkie duchowe elementy są „subiektywne”; przeciwnie, we wszystkich przeżyciach, które mogą zniechęcić lub duchowo rozbroić, jedyną rzeczywistością są elementy duchowe, a kto je ignoruje, jest dezerterem, uciekającym przed rzeczywistością.

I tak, według naszego prawidła, kiedy się człowiek rodzi, liczą się jako „rzeczywiste” krew i ból, zaś sama radość narodzin jest tylko subiektywnym złudzeniem; w śmierci natomiast jedyną „rzeczywistością” jest trwoga i brzydota. Nikczemność znienawidzony osoby jest „rzeczywista” – nienawiść pozbawia złudzeń, pozwala ludzi osądzać trzeźwo i widzieć takimi, jakimi są; natomiast czar ukochanej osoby jest jedynie subiektywnym otumanieniem, kryjący „rzeczywistą” przyczynę tego zjawiska, którą jest żądza seksualna lub nadzieja materialnych korzyści. Wojna i ubóstwo są „rzeczywiście” okropne; pokój i dostatek to są nagie fakty fizyczne, o których zdarza się ludziom myśleć z sentymentalny upodobaniem. Stworzenia zawsze się oskarżają wzajemnie o to, że chcą równocześnie „zjadać ciastka i posiadać je”, lecz dzięki naszym wysiłkom znajdują się częściej w tej niemiłej sytuacji, że płacą za ciastka, a nie jedzą ich. Jeśli należycie pokierujesz twoim pacjentem, to bez trudności uzna on swe wzruszenie na widok ludzkich wnętrzności za objawienie Rzeczywistości, natomiast wzruszenie, którego dozna na widok szczęśliwych dzieci lub pięknej pogody, tylko za zwykłą uczuciowość.

Twój kochający stryj Krętacz…”

(Listy starego diabła do młodego, Lewis Clive Staples)

poprzednio: Z listów starego diabła do młodego czyli…W święta z trwogą o promocję na karpia, czy z Bogiem bez trwogi. podobne: List od Ojca

Ks. Piotr Pawlukiewicz: Ile się trzeba nacierpieć żeby trafić do piekła

Jacek Kaczmarski: „Epitafium dla księdza Jerzego”… nienasyconym (w rocznicę morderstwa)


„W duchu miłości, a nie prze­mocy, człowiek gotów jest przyjąć na­wet naj­trud­niej­szą, naj­bar­dziej wy­magająca prawdę.”…a prawda was wyzwoli”

 

Mariusz Lewandowski - Paruzja

Mariusz Lewandowski – Paruzja

księdzu Jerzemu (błogosławionemu)

 

prawda do dziś nie poznana

bo każdy może mieć własną

choć skatowano człowieka

 

wolność gdy źle rozumiana

tam tylko poważa się własną

więc uwięziono człowieka

 

miłość wciąż przekłamywana

gdy nie ma nic ponad własną

dlatego zabito człowieka

 

lecz sprawiedliwość czeka

…nienasyconych

 

nienasyceni – Odys, 19 października 2016

podobne: 30 rocznica zabójstwa człowieka zagrażającego komunie. „Prawdę o śmierci księdza Jerzego Popiełuszki poznają dopiero ci, którzy jeszcze się nie urodzili”. Wojciech Sumliński „Lobotomia 3.0”. oraz: Sumliński i patologie III RP. Sprawa ks. Popiełuszki sprawdzianem chęci rozliczenia PIS z PRL. Klątwa FOZZ i kompromisu z komuną. i to: Dzień sądu do Deus Vult i Empatii a także: „U wrót doliny” (Dzień gniewu… zanim nadejdzie)

Jacek Kaczmarski – „Epitafium dla księdza Jerzego” poprzednio: Joanna d’Arc (Kaczmarskiego)

Salve Regina. Kaczmarski, Gajowniczek… Modlitwa w potrzebie. Psalm 4 do Imienia Maryi (św. Bonawentury)


„Jeśli nas Matka Boska nie obroni,
To co się stanie z tym narodem?
Codziennie modły więc zanoszę do Niej,
By ocaliła nas przed głodem.

Przed głodem ust, którym zabrakło chleba,
Przed głodem serc, w których nie mieszka miłość,
Przed głodem zemsty, której nam nie trzeba,
Przed głodem władzy, co jest tylko siłą.

Wit Cardus - ryngraf patriotyczny z XVIII-wiecznym medalionem Matki Boskiej

Wit Cardus – ryngraf patriotyczny z XVIII-wiecznym medalionem Matki Boskiej

Jeśli nas Matka Boska nie obroni,
To co się stanie z Polakami?
Codziennie modły więc zanoszę do Niej,
By ocaliła nas – przed nami.

Nami, co toną, tonąc innych topią,
Co marzą – innym odmawiając marzeń,
Co z głową w pętli – jeszcze nogą kopią,
By ślad zostawić na kopniętej twarzy.

Jeśli nas Matka Boska nie obroni,
To co się stanie z Polakami?
Codziennie modły więc zanoszę do Niej,
By ocaliła nas – przed nami.”

Jacek Kaczmarski – Pięć głosów z kraju. Modlitwa
20.10.1989

poprzednio: „Statki”

„…4. Imienia Twego słodycz, kochana Pani, napełnia mnie ufnością. Opanowały mnie błędy i grzechy, ale Tyś nie wzgardziła wołaniem mojem. Napadły mnie nędza i utrapienia, a jako Matka niosłaś mi pomoc. W Twoje ręce oddaję Ciało i duszę, całe życie moje i koniec mego żywota. Z ziemi jestem i błąkam się w ciemnych nocach, oświeć mnie światłością łaskawości Twojej. Panno nad pannami, otrzymaj dla mnie zbawienie, gdyż porodziłaś zbawienie ludzi
i Aniołów. Każda prośba Twoja wysłuchaną jest, bo znalazłaś łaskę w oczach Boskich. Zawsze błagać Ciebie, o Matko nasza, będziemy, bo chętnie pomagasz wszystkim skruszonego serca ludziom…” (Pięć Psalmów do Imienia Maryi. Sw. Bonawentury. Z modlitewnika Józefy Kamockiej)

Salve Regina: Hail Holy Queen

Giovanni Gasparro – The Woman clothed with the Sun (from The Vision of St. John on Patmos)

Giovanni Gasparro – The Woman clothed with the Sun (from The Vision of St. John on Patmos)

„Będą widoczne znaki
upadku i podniesienia
i dozna człowiek wszelaki
współczucia swego cierpienia.
I pozna, że miłosierdzie
niezwykle łatwo jest wzbudzić,
gdy potrzebował go będzie
on jeden wśród tłumu ludzi.

Może to słowa z Fatimy.
Może zachwianie człowieka.
My jednak w dobro wierzymy.
Z nadzieją w to, co nas czeka.
I przychodzimy do Pana
prosić przez Naszą Królową,
by wiara w nas niezachwiana
miłością zdobiła Słowo.

Byliśmy kiedyś przedmurzem.
Teraz jesteśmy redutą.
Choć czasem w pielgrzymów chórze
zadrżymy obawy nutą,
pieśń nasza jest milionowa.
Wysoko w niebo się wznosi.
Maryja – Nasza Królowa
opiekę boską uprosi.”

Marek Gajowniczek – W potrzebie

podobne: Na dnie… modlitwa

Ja(k)człowiek


Igor Morski - Anioł

Igor Morski – Anioł

*

Choćbym wszystkie świata zmysły

posiadł w swej mądrości

nawet kropli nie zrozumiem

z głębi Twej miłości.

**

Więc choć skrzydeł mi dodajesz

bym nie trwał w marności

wciąż przyziemnych pragnień więzień

czekam Twej litości.

nieludzkiej wolności

***

Odys, wrzesień 2016

Peter Lippert (miłość, cierpienie, przebaczenie)

do muzyki: Dobrze że – Grupa Bohema