Znowu Ukradli Składki. Plan Morawieckiego podstawą III rozbioru OFE, czyli o tym jak PIS dokończy „reformę emerytalną” zaPOczątkowaną przez Rostowskiego (dla ratowania piramidy finansowej i POdreperowania budżetu).


„…W poniedziałek, 4 lipca br. przed sesją odbyła się konferencja prasowa wicepremiera, ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego oraz prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju Pawła Borysa, na której został przedstawiony plan wykorzystania środków z OFE.

W jaki sposób zostaną wykorzystane środki OFE?

Minister Morawiecki stwierdził, że OFE nie zostaną znacjonalizowane, ale środki w nich zgromadzone zostaną wykorzystane w inny sposób, gdyż ten system się nie sprawdził. Zdaniem ministra środki się marnują i nie dają korzyści gospodarce, ani nie zwiększają oszczędności emerytalnych. Rząd planuje oddać te środki Polakom, ale nie przedstawiono konkretów, w jaki sposób to się stanie. Do tej pory Powszechne Towarzystwa Emerytalne, zarządzające OFE, zarobiły około 20 mld zł i taki stan rzeczy nie może być utrzymany. Środki z OFE zostaną przekazane do Funduszu Rezerwy Demograficznej. Oprócz oszczędności w FRD, na emeryturę będzie też można oszczędzać w ramach Pracowniczych Programów Kapitałowych (PPK) – planowane są zachęty podatkowe oszczędzania w ten sposób. Trwają już prace nad tym, w jaki sposób „transakcja” przeniesienie środków z OFE do FRD zostanie przeprowadzona i jak będzie wyglądał przebudowany II filar emerytalny. Jedno jest pewne, OFE jakie znamy zakończą swój dotychczasowy byt.

Jak transakcja będzie wyglądać w praktyce?

35 mld zł płynnych aktywów innych niż polskie akcje zostanie przeniesione do Funduszu Rezerwy Demograficznej. Pozostałe 103 mld zł aktywów w postaci polskich akcji zostanie przydzielone do III filara na konto Otwarte Fundusze Inwestycyjne Polskich Akcji w ramach IKE. To wszystko są na razie założenia prace trwają.

Jaki jest cel i oczekiwane efekty demontażu OFE?

Celem zmian w OFE i całego planu wzmacniana oszczędności jest zwiększenie oszczędności Polaków i zmniejszenia luki zastąpienia, czyli różnicy pomiędzy ostatnią pensją, a pierwszą emeryturą. Dodatkowo, rząd chce zmienić strukturę zadłużenia naszego kraju tak, abyśmy byli mniej zależni od inwestorów zagranicznych, zwłaszcza kapitału portfelowego.” 

źródło: OFE są kaput! Oto jak będzie wyglądała przebudowa II filara emerytalnego

Zobacz obraz na Twitterze

Rząd chyba wymyślił, jak dopiąć budżet w 2018 r. – 25% środków z OFE trafi nie do III filara ale do FRD.

Pierwsza reakcja giełdy na publikację planu była jednoznacznie negatywna. Prawie 2% spadki sprawiły, że byliśmy najsłabszym indeksem na świecie. W trakcie konferencji na wszelki wypadek GPW nie uruchomiła notowań.

9.06 i na wszelki wypadek notowań GPW nie ma :). Przypadek?!

Polski system emerytalny idzie w kierunku amerykańskiego

Według zapewnień rządu, środki z OFE mają trafić na indywidualne konta emerytalne i tam być zarządzane przez wiele instytucji finansowych. Przyszły emeryt sam będzie mógł decydować jaką strategię inwestycyjną wykorzysta. Idea zbliżona do amerykańskich kont emerytalnych 401K. OFE zmienią się w fundusze inwestycyjne, które będą konkurować o nasze pieniądze różnymi produktami i strategiami inwestycyjnymi. Idea słuszna, ale zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce.”

źródło: Pieniądze z OFE mają być lepiej wykorzystane, ale podreperują też budżet na 2018 rok

„…System ubezpieczeń społecznych, z którym mamy do czynienia w Polsce, przedstawiany jest w mediach jako system kapitałowy. Jest to, oczywiście, nieprawda. Obowiązuje u nas system redystrybucji, który polega na tym, że z naszej składki opłaca się emerytury innych osób. Mimo, iż jesteśmy informowani o tym, ile wpłaciliśmy do tej pory na emeryturę i ile w przyszłości może wynieść nasze świadczenie, to jego wysokość zależy wyłącznie od kaprysu rządu. Jeśli politycy stwierdzą, że nie da się już dłużej utrzymywać wypłat na obecnym poziomie, nikogo nie będzie obchodziła wysokość składek opłacanych przez nas w ciągu całego życia.

Jak długo dodatni przyrost naturalny zapewniał, że większa ilość uczestników wpłacała pieniądze, a mniejsza  je „wypłacała”, tak długo system działał poprawnie. Niestety nastąpiła sytuacja, w której społeczeństwo ma ograniczone możliwości rozwoju, co w konsekwencji sprawia, że zaczyna się kurczyć. Tymczasem, by schemat Ponziego (znany nam pod nazwą piramidy finansowej) mógł przetrwać, wymaga nieustannego zwiększania ilości uczestników. Wraz ze spadkiem stosunku wpłacających do otrzymujących, skończyły się również nadwyżki w systemie emerytalnym. Państwo, gwarant stabilności, aby podtrzymać miraż rozwoju i dobrobytu, zaczęło dopłacać do świadczeń. Trzeba przy tym podkreślić, że skala dopłat zwiększa się każdego roku. Wyżej opisana sytuacja obrazuje jasno, że socjalistyczny system finansowy, w którym żyjemy, nie może przetrwać na dłuższą metę. Rozdawnictwo skończy się wraz z cudzymi pieniędzmi, a ZUS jest tego najlepszym przykładem.

W końcu trzeba będzie powrócić do realiów, a te nie napawają optymizmem. Przy obecnym poziomie demografii (który wynosi 1,3), emerytur, jakie znamy, wkrótce nie będzie. Zastępowalność pokoleń wymaga wskaźnika dzietności przynajmniej na poziomie 2,1. Jesteśmy zatem bardzo daleko nawet od wymaganego minimum, nie mówiąc już o zakresie pozwalającym na rozwój społeczeństwa. Wg prognoz, program 500+, po początkowym krótkim boomie, podniesie dzietność w okolice 1,5. Rząd zatem będzie musiał uciec się do innych metod, by zapewnić utrzymanie osobom, które nie będą mogły już pracować.

Najprostszym sposobem na rozwiązanie tej problemowej sytuacji, jest obarczenie dzieci opieką nad własnymi rodzicami. Coś, co kiedyś było oczywistością, dzisiaj coraz trudniej jest przełknąć. Sprzeciw ze strony dzieci ma oczywiście swoje merytoryczne uzasadnienie. Państwo, które przez lata zabierało rodzicom ich pieniądze, w zamian za obietnicę zapewnienia im bytu na starość, teraz próbuje zrzucić odpowiedzialność finansową na dzieci. Dochodzi nawet do takich absurdów, jak alimenty na rodzica, którego dziecko nigdy nie widziało. Problem nabiera coraz bardziej na znaczeniu, ponieważ rośnie obecnie pokolenie, w którym przeważają jedynacy. W tych okolicznościach oburzające jest wymaganie od dziecka, by utrzymywało dwoje rodziców, gdy samo obłożone będzie niemałą ilością podatków. System emerytalny, jakim go znamy, już upada, a ulegnie radykalnej zmianie, gdy skończy się możliwość rolowania długu publicznego przez państwo Polskie…

…Przy obecnym poziomie emerytur nie da się utrzymać piramidy finansowej, jaką jest ZUS. Redukcja wypłat i – docelowo – wyrównanie świadczenia dla każdego, bez znaczenia na ilość przepracowanych lat czy wysokość składek, jest praktycznie pewna. Wicepremier Morawiecki wstępnie sugeruje poziom 800 PLN. Żaden z obywateli dobrowolnie nie zgodzi się na tak radykalną zmianę. Aby przeprowadzić tę reformę, potrzebny będzie odpowiednio duży kryzys, który zmusi rząd do działania. Kryzys finansowy już mamy. Mimo, iż nie jest on jeszcze dla przeciętnego obywatela widoczny, wszystko ulegnie zmianie wraz z nasileniem się problemów w sektorze finansowym. Ostatecznie dopiero bankructwo Polski zmotywuje rządzących do zmian, a społeczeństwo do ich akceptacji.

…nim przejdziemy do nowego systemu emerytalnego, po drodze napotkać możemy jeszcze kilka innych przystanków.

Po zajęciu obligacji, a potem akcji z OFE, przyjdzie czas na III filar i inne programy pomocowe. Ratowanie systemu pieniędzmi należącymi do emerytów jest standardem na Zachodzie, a rozwiązania takie niedługo pojawią się także u nas. W Japonii, gdy rząd dostaje zlecenie, aby ratować kurs obligacji amerykańskich, nakazuje funduszom emerytalnym zwiększyć na nie ekspozycje. Natomiast w USA, pojawiły się konta oszczędnościowe przeznaczone dla przyszłych emerytów, które inwestują wyłącznie w dług rządowy.

Rozwiązania tego typu będą łatwe do uzasadnienia, zwłaszcza gdy dojdzie do krachu na światowych giełdach. Polska gospodarka oczywiście dostanie rykoszetem, a fatalne wyniki funduszy emerytalnych to problem, na którym rząd będzie mógł zarobić dodatkowe pieniądze. Oczywiście o nacjonalizacji w tym przypadku nie może być mowy. Są to przecież środki ulokowane w prywatnych funduszach. Zamiast tego, dostaną one ultimatum, by przekierować strumień pieniędzy w obligacje skarbowe.

Kolejnym łatwym celem mogą stać się poliso-lokaty czy odwrócona hipoteka. Powszechnie znane są już przekręty, jakich dopuściły się firmy zarządzające owymi funduszami. Możemy wymienić cały katalog: od klauzul zakazanych (umożliwiających konfiskatę większości kapitału w przypadku wcześniejszego rozwiązania umowy), po zwykłe oszustwa, na przyszłych bankructwach kończąc. Jest to świetne pole do uwłaszczenia państwa na bazie zagrożonego majątku obywateli, który przejmą fundusze za cichym przyzwoleniem KNF-u.

Propozycje oszczędzania indywidualnego

W okresie naszej starości będziemy dysponować większym kapitałem, jeśli sami zgromadzimy oszczędności, zamiast przekazywać środki do wyspecjalizowanych funduszy. Problem nie polega na samych stopach zwrotu, tylko na przechowaniu oszczędności. Trzymanie pieniędzy na kontach czy lokatach w bankach, przy dzisiejszym stanie rynków kapitałowych, jest skrajnie niebezpieczne. Posiadanie samych walut jest również obarczone sporym ryzykiem, spowodowanym między innymi przez decyzję rządów, dług publiczny i inflację…

W obecnych uwarunkowaniach poleganie na państwie polskim w temacie przyszłej emerytury to samobójstwo. Mamy przed sobą gwarantowane, skrajne uszczuplenie wypłat (oczywiście, jeśli w ogóle system emerytalny przetrwa). Praktycznie każda forma, jaką wybierzemy na przechowanie naszych oszczędności może zostać zajęta, znacjonalizowana, czy po prostu skradziona. Problem dotyczący naszej finansowej egzystencji w wieku emerytalnym jest bardzo trudny, ale niezwykle ważny. Nie należy więc przechodzić koło niego nonszalancko czy obojętnie. Najlepszym sposobem, jaki mogę polecić drogim czytelnikom, jest dywersyfikacja. Oszczędności należy zdywersyfikować nie tylko pomiędzy aktywami, ale również jurysdykcjami, unikając przy tym funduszy, których przywileje powiązane są z państwowymi gwarancjami. Niezastąpiona byłaby w tej kwestii kilkuosobowa firma, która generowałaby stały dochód.

Najstarszym i moim zdaniem najlepszym sposobem na zapewnienie sobie bytu na starość (o którym nie wspomniałem jeszcze w tym artykule) są oczywiście dzieci. Nasze potomstwo, jeśli tylko zostanie dobrze wychowane, może pomóc swoim rodzicom przeżyć ostatnie lata swojego życia w przyzwoitych warunkach.” (Zespół Independent Trader)

całość tu: Oszczędzać na emeryturę samemu czy zdać się na ZUS?

Jak to leciało? Zmuś OFE które sam powołałeś w ramach „reformy emerytalnej” do inwestowania oszczędności Polaków na giełdzie (i w państwowy dług), potem wywołaj nieodpowiedzialną polityką finansową państwa deficyt finansów podważając zaufanie do obligacji państwowych i spadki na giełdzie, a na koniec powtarzaj obywatelom że ich oszczędności w OFE nie są bezpieczne i topnieją z powodu „chciwości” OFE (które pobierają opłaty w wysokości zgodnej z prawem ustanowionym przez państwo) i giełdowych zawirowań… Wyjątkowa obłuda. Jestem ciekaw czy któryś (i ilu) z obecnie zatroskanych o emerytury Polaków piewców „planu Morawieckiego” protestował i głosował przeciw powołaniu OFE do życia. Ciekawe co wtedy myślał i mówił o OFE Pan Kaczyński… (Odys)

podobne: O waryja(n)tach OFErmy i oszczędzaniu na emeryturę oraz: Szewczak: Do OFE przypisano nas bez pytania. To jedno z największych oszustw III RP… Jeśli tak to jak nazwać ZUS? Michalkiewicz podaje rozwiązanie i to: Znikające miliardy z kont emerytalnych, tymczasem ZUS będzie potrzebował coraz więcej „składek” a także: III filar na emeryturę albo dom. Trader 21: Własna firma czy inwestycja w mieszkanie? polecam również: cynik9: OFE – ubój rytualny dojnej krowy czyli dyskusja nie na temat i jeszcze: „W majestacie prawa” i „Koń by się uśmiał, czyli drugi rozbiór OFE w Sejmie” oraz: OFE destabilizują finanse publiczne… w takim razie jak nazwac to co robi ZUS

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Reklamy

Obniżenie ratingu Polski w praktyce. Nie ma darmowych obiadów więc kto zapłaci za długi i „sprawiedliwy kurs” CHF? Kryzys z deflacją w tle. Przyjdzie czas na złoto.


Ciężar kredytu

Ciężar kredytu

Rynki finansowe i politycy to w pewnym sensie dwie frakcje, które ze sobą konkurują, ale nie mogą bez siebie żyć. Jedni wydają pieniądze, a drudzy to finansują i na tym zarabiają…

„Ryzyko kredytowe na średnim poziomie. Dobra wiarygodność finansowa i wystarczająca zdolność do obsługi zobowiązań. Podwyższona podatność na niekorzystne warunki gospodarcze.”

Jak widać z opisu, S&P nie obawia się o obecną sytuację gospodarczą Polski, tylko o pogorszenie sytuacji w przyszłości. Analitycy agencji w uzasadnieniu swojej decyzji, jako główny powód podają fakt, że w październiku w wyborach parlamentarnych zwyciężyło Prawo i Sprawiedliwość, którego decyzje polityczne mogą doprowadzić do destabilizacji czołowych instytucji państwowych i w konsekwencji spowodować osłabienie naszej gospodarki, co w konsekwencji ma oznaczać problemy z obsługą zadłużenia.

Czego obawia się agencja Standard & Poor’s?
Jest kilka elementów, które zagrażają naszej sytuacji gospodarczej i mogą budzić pewne wątpliwości. Oto kilka z nich:

1. Destabilizacja polskiego sektora bankowego.

…Kursy Getin Noble, Alior Banku, BOŚ znajdują się obecnie w okolicy swoich historycznych minimów. Jednym z powodów przeceny jest oczywiście dyskontowanie wpływu nowego podatku, jaki wprowadziło Prawo i Sprawiedliwość ,w kolejnych latachNiestety, nie jest to powód jedyny. Z czasem banki przerzucą nowy podatek na klientów, więc w długim terminie to nie będzie miało aż tak dużego znaczenia….

…W piątek Prezydent zaprezentował projekt kolejnej ustawy, która mocno uderzy w banki. Tym razem dotyczy ona kredytów w walucie zagranicznej, przede wszystkim we franku szwajcarskim. Według ustawy, każdy kredytobiorca ma uzyskać możliwość przewalutowania swojego zobowiązania po „kursie sprawiedliwym”.

…Pojawiają się pierwsze szacunki ze strony banków, że może to stanowić w sumie nawet 34 mld zł. Zysk całego sektora bankowego w 2015 roku to 10 mld zł. (…) Liczby pokazują, że nowa ustawa Prezydenta może całkowicie zdestabilizować sektor bankowy. W najlepszym wypadku doprowadzi do masowego podnoszenia opłat i wstrzymania akcji kredytowej, a w najgorszym nawet do kryzysu całego sektora bankowego i potrzeby masowego dokapitalizowania banków.

2. Dług Polski w obcej walucie.

…Jak wynika z oficjalnych danych Skarbu Państwa, dług w walucie obcej to około 35,3% całości zadłużenia. Wystarczy, że doświadczymy w najbliższym czasie mocniejszego osłabienia polskiej waluty, powyżej 10%, a pierwszy próg ostrożnościowy zostanie szybko aktywowany. Wtedy, zgodnie z konstytucją nie ma możliwości zwiększania wydatków, a więc plany dotyczące nowych ustaw staną pod znakiem zapytania. Sytuacja finansowa kraju znacznie się pogorszy. UE ponownie nałoży na nas procedurę nadmiernego deficytu.

3. Obniżenie wieku emerytalnego.

Po projekcie ustawy o „frankowiczach” nikt już chyba nie ma wątpliwości, że Prezydent przygotuje ustawę obniżającą wiek emerytalny. Ta ustawa zwiększy wydatki budżetowe związane z finansowaniem ZUS i oczywiście przyspieszy rozbiór OFE. Przyspieszy zbliżanie się stosunku długu do PKB do okolic 55%.

4. 500 zł na dziecko

…w krótkim terminie Rząd nie ma pomysłu jak to sfinansować. W ekonomii nie ma darmowych obiadów i nowe podatki firmy przerzucą na nas konsumentów. Istnieje więc poważna obawa, że pomysł zostanie sfinansowany w inny sposób, np. poprzez NBP.

5. Zagrożenie niezależności NBP

Wkrótce wygasną mandaty członków Rady Polityki Pieniężnej. Nowych członków wybierze m.in Prezydent, Parlament i Senat. Po wydarzeniach z Trybunałem Konstytucyjnym chyba już nikt nie ma wątpliwości, że to będzie najbardziej upolityczniona Rada Polityki Pieniężnej w historii Polski. Nikt nie będzie zachowywał pozorów zatrudniania fachowców i obiektywnych specjalistów. Jeżeli nowa RPP będzie prowadzić ekspansywną politykę monetarną, zależną od Rząd, to polska waluta może zanurkować (czyli dotkną nas konsekwencje opisane w punkcie 2).

Co obniżenie ratingu Polski oznacza w praktyce?

…Inwestorzy instytucjonalni i finansowi z całego świata, którzy inwestują globalnie, zamiast zatrudniać własne sztaby analityków polegają na analizach agencji. W swoich strategiach inwestycyjnych zapisują, że inwestują przykładowo tylko w papiery o ratingu A+ i lepsze. Jeżeli rating Polski spada, to w tym momencie wszystkie firmy inwestycyjne zgodnie ze swoimi zapisami strategii muszą przebudować swoje portfele. Docelowo Ci inwestorzy w przyszłości już nie będą kupować polskich obligacji, przez co popyt się zmniejszy, a więc ich oprocentowanie wzrośnie. Będziemy musieli w związku z tym więcej zapłacić za swoje długi, przez co prawdopodobieństwo tego, że szybciej dojdziemy do progu ostrożnościowego jest większe.

Wpływ na współczynniki wypłacalności

…Im mniejszy rating tym większe ryzyko, a więc firmy ubezpieczeniowe i banki inwestycyjne mogą mieć w swoich portfelach mniej polskich obligacji i tutaj też nie ma dyskusji, tak po prostu jest. Przez to popyt jest mniejszy i oprocentowanie musi być wyższe.

…Prawda jest taka, że jesteśmy średnio zamożnym krajem na dorobku i nie stać nas na uszczęśliwienie wszystkich. Możemy się zgadzać z decyzją S&P lub nie, ale nie powinniśmy jej ignorować.” (Paweł Biedrzycki)

całość tu: Standard & Poor’s tnie rating Polski. Co to oznacza w praktyce?

„…Standard and Poor’s (S&P) to najbardziej skorumpowana z kilku agencji ratingowych, przyłapana swojego czasu na procederze przekształcania scheissu w złoto, a konkretnie na przerabianiu nic nie wartych obligacji „subprime” w klejnoty z najwyższym rankingiem i najwyższą ceną. Za to Standard and Poor’s (S&P) zdrowo beknął płacąc karę. Nie jest jednak pewne czy wyciągnął z tego jakieś nauki.

Oczywiście myślący inwestor sam sobie szkodzi polegając w swoich prywatnych rachubach i poczynaniach na rankingach skorumpowanych agencji. Wierz własnym oczom i własnemu rozumowi, a ignoruj resztę. Nie znaczy to jednak aby ranking Standard and Poor’s (S&P) nie miał znaczenia. Ma znaczenie i to duże.

Wypuszczające obligacje rządy, główne banki czyli tzw. primary dealers w tych obligacjach, banki centralne oraz organizacje takie jak IMF czy Bank Światowy, tworzą jeden wielki ekosystem o charakterystykach organizacji mafijnej. Z jednej strony do mafii należeć musisz, na zasadzie sklepikarza w złej dzielnicy muszącego płacić comiesięczną „opiekę” miejscowemu gangowi. Mafia w zamian prowadzi coś w rodzaju ulicznego ATM – gdzie rząd może w każdej chwili podjąć potrzebną mu gotówkę. W ciepłej atmosferze wzajemnych kontaktów mafiosi znają się dobrze i przestrzegają pewnych reguł.

…Jak by się nie ustatkował to są na to inne metody, jak na przykład odcięcie mu dopływu tlenu, ergo dostępu do rynków kapitałowych, a/k/a do wspomnianego ATM. Do urabiania opornych służą m.in. właśnie rankingi długu Standard and Poor’s (S&P) i dwóch innych makerów. Rating gorszy oznacza ostrzeżenie i trudniejszy dostęp do rynków kapitałowych; kraj musi płacić wyższe odsetki czyli kredyt staje się droższy. Rating zły znaczy że jego obligacje mają status śmieciowy i że nikt, oprócz ryzykantów, ich nie kupi. A jak rząd nie dostanie dostępu do życiodajnego ATM to go mogą wywieźć na taczkach, na czym się jego kadencja skończy…

Tak jak niegdyś grupa targowickich zdrajców w Sankt Petersburgu tak i teraz mafia banksterska z aparatczykami unijnymi w Brukseli i ich pozujący na „obrońców demokracji” agenci w kraju knują obalenie legalnego rządu poprzez sprowokowanie kryzysu finansowego w Polsce. Kiedy dwie pozostałe agencje, Fitch i Moody’s, też zaczną obniżać polski rating, w sytuacji gdy nijak się to nie ma do realiów gospodarczych, to sytuacja może się szybko zaognić. Złoty spadnie głęboko a kraj wpaść może w kryzys jakiego nie widział od lat, zwłaszcza na tle globalnego spowolnienia i prawdopodobnej recesji.” (cynik9)

całość tu: Wojna polsko unijna. PLN pierwszą ofiarą podobne: Rezolucje, obniżanie rankingów, i nadpodaż surowca (na polityczne zamówienie?) czyli „Wojny Finansowe” na przykładzie Rosji.

…chodzi o to że sam rating (niezależnie od tego czy zrobiony na polityczne zamówienie czy nie) nie jest szkodliwy ani dla realnej gospodarki ani dla państwa jako instytucji, jeśli funkcjonują w sposób zdrowy/normalny w oparciu o własny, zaoszczędzony i wypracowany na rynku wewnętrznym kapitał. Nikt jeszcze od tego typu prowokacji nie zamknął firmy ani nie przestał uprawiać ziemniaków. Od takiego notowania nie zależy ani pomyślność firm ani budżetu państwa. Problem staje się realny kiedy państwo i gospodarka potrzebują kapitału z zewnątrz w postaci KREDYTU na inwestycje oraz na kosztowne zobowiązania budżetowe, które w wypadku deficytu są finansowane z długu (tym bardziej kosztownego im większy deficyt i zadłużenie). Wtedy zagrożenie jest jak najbardziej realne, ponieważ instytucje finansowe które udzielają kredytów inwestycyjnych/finansują deficyty państw, budują swoje portfele inwestycyjne na podstawie ratingów (niezależnie od tego czy są robione na polityczne zamówienie czy też nie) i mogą w związku z tym nie chcieć pożyczać, albo będą sobie życzyć większej „premii” za ryzyko (większych odsetek od udzielonej pożyczki).

Co to oznacza dla budżetu i gospodarki opartej o kredyt nie trzeba chyba wyjaśniać. Słaba gospodarka do tego sterowana centralnie (a taką jest Polska) nie jest w stanie sama udźwignąć kredytowania wydumanych wydatków państwa (a PIS ma tutaj dość ambitne plany), więc państwo zmuszone jest zadłużać się za granicą. Gdyby nie musiało, albo gdyby prowadziło zbilansowaną gospodarkę wydatkowania środków publicznych to mogłoby sobie na taki ranking (a co za tym idzie na kapitał zagraniczny) gwizdać. A tak to tylko patrzeć jak polski rząd zacznie tańczyć jak mu lichwiarze zagrają – rzecz jasna na własne pazerne/nieodpowiedzialne życzenie! (Odys)

Dla uzupełnienia jak zwykle ciekawy wywiad Trader21 dla dla NTV – Po co nam agencje ratingowe (27.01.2016) 

podobne: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo. oraz: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. i to: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? a także: PKB spada, dług względem PKB rośnie, deficyt w górę, OFE do „golenia” – perspektywa negatywna polecam również: Agencja ratingowa „Fitch” obniża perspektywę ratingów Polski. Ekonomiści: to sygnał dla rządu. i jeszcze: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.

„…Dlaczego kredyty we franku szwajcarskim to problem dla całej gospodarki?
Może się mylę, ale nie słyszałem głosów na temat tego, że kredyty we franku szwajcarskim stanowią problem dla kredytobiorców, którzy brali je w 2004 roku, kiedy kurs CHFPLN wynosił 3 zł, a ceny nieruchomości były niskie. Problem odczuwają kredytobiorcy, którzy brali kredyt w 2007 i 2008 roku, gdy na rynku panowała odmienna sytuacja od tej z 2004 roku, czyli wysokie ceny nieruchomości i niski kurs CHFPLN.

Nieefektywne inwestycje
Kredytobiorcy we franku szwajcarskim z 2007 i 2008 roku mają klasyczny problem z finansowaniem nietrafionej inwestycji. Ich mieszkania nie są po prostu warte tej ceny, jaką zapłacili w 2007 i 2008 roku. Co prawda ich cena w PLN nie zmieniła się, ale w CHF drastycznie spadła. Każdy kto zrealizuje nietrafioną inwestycję musi ponieść straty z nią związane. W tym przypadku straty przyjmują charakter dużo wyższych rat kredytu w przyszłości, niż gdyby zaciągnęli dług w walucie polskiej.

Przeinwestowanie
Inną kwestią jest też to, że kredytobiorcy we franku szwajcarskim eksploatowali swoją zdolność kredytową do granic możliwości. Tutaj w grę wchodzi ekonomia behawioralna i wiele pułapek mentalnych, jakie nam zagrażają5. Zamiast kupić mieszkanie o powierzchni 60 m2, na które pozwalała im zdolność kredytowa w walucie krajowej, decydowali się na zakup mieszkania o wielkości 80 m2, w przypadku kredytu walutowego. To tylko potęguje koszty i skalę tego jak bardzo inwestycja okazała się nietrafiona i jak duże koszty kredytobiorcy muszą obecnie ponosić. W związku z tym około 250 tys. kredytobiorców w CHFPLN, którzy zdecydowali się na kredyt pomiędzy 2007-2009 rokiem musi płacić dużo wyższe, raty niż gdyby zaciągnęli zobowiązanie w krajowej walucie oraz ponosić koszt dodatkowo zakupionego metrażu, na który ich w rzeczywistości nie było stać.

Underwater mortgage
Problemem kredytobiorców we franku szwajcarskim nie są jedynie wyższe raty kredytu, ale też w wielu przypadkach tak zwane zjawisko hipoteki pod wodą, która odbiera zdolność kredytową. Przez to kredytobiorcy we franku szwajcarskim, którzy nie mają problemu z regulowaniem swoich zobowiązań i tak nie mają zdolności kredytowej, gdyby chcieli zaciągnąć dodatkowe zobowiązanie. Wartość ich kredytu w PLN, pomimo wielu lat spłacania, wciąż przekracza wartość nieruchomości, na którą kredyt był brany. To zmniejsza potencjał do dalszych inwestycji w naszym kraju i przez to obniża nasz potencjalny wzrost gospodarczy

…Jak to mawiał Milton Friedman, w ekonomii nie ma darmowych obiadów. Za finansowanie gospodarki z oszczędności zagranicznych, zbyt duże i nietrafione inwestycje musimy w jakiś sposób zapłacić

Teraz zostaliśmy ze zobowiązaniami, które musimy w jakiś sposób pokryć. Tutaj nie ma jednego dobrego rozwiązania. Najlepiej koszty borykania się z problemem rozbić po trochu na samych kredytobiorców, banki, budżet i być może NBP. Koszty są duże, ale w ten sposób rozłożony proces sprawi, że na pewno nie zdestabilizuje to gospodarki. Ryzyko systemowe jednak wreszcie zniknie i wtedy możemy jako kraj zabrać się za punkt pierwszy planu wyjścia z długów i przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Mam tu na myśli budowanie silnych polskich firm, które mogą konkurować na rynku globalnym.” (Paweł Biedrzycki)

całość tu: Kredyty we Franku Szwajcarskim – historia prawdziwa podobne: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in”

„…Za rozwiązanie problemu z kredytami w CHF mogą zapłacić tylko trzy strony: kredytobiorcy, banki albo budżet państwa. Projekt ustawy Prezydenckiej zakłada, że ostatecznie to właśnie budżet państwa zapłaci za restrukturyzację kredytów. Banki, które poniosą straty na restrukturyzacji kredytu, będą mogły liczyć na 20% obniżkę podatku od aktywów. Skumulowana strata będzie mogła być odliczana przez wiele lat, aż zostanie w całości pokryta. Krótko mówiąc, to budżet zapłaci za restrukturyzację, ale koszt ten zostanie rozbity w czasie.

W krótkim terminie jednak to właśnie banki muszą same ponieść koszt restrukturyzacji i jednocześnie płacić 80% należnego podatku od aktywów bankowych. Tutaj nie trzeba być wielkim znawcą bankowości, aby domyślić się, że same będą zmuszone przerzucać wyższe koszty na klientów. Także podsumowując w długim terminie koszt restrukturyzacji kredytów poniesie budżet państwa poprzez mniejsze wpływy z nowo uchwalonego podatku od aktywów bankowych, ale koszt ten zostanie on rozbity w czasie. W krótkim terminie banki będą musiały nowe obciążenie pokryć same lub poprzez podwyżkę opłat dla klientów…” (Paweł Biedrzycki)

całość tu: Kto właściwie zapłaci za „sprawiedliwy kurs” CHF? 

…no i właśnie to zawsze się tak kończy. Można udawać że jakiś „budżet” albo „państwo” spłaci za ludzi ich długi, ale prawda jest taka że to my obywatele zapłacimy za pazerność innych obywateli i „filantropię” tzw. państwa które będzie udawać że pomaga za swoje, choć swoich pieniędzy nigdy nie posiadało i nie posiada bo tylko żre. Więc ja w przeciwieństwie do autora nie podzielam poglądu o tym że należałoby rozłożyć czyjeś zobowiązania na innych (niby jakim prawem?). Kto ma długi niech je spłaca. Bez kary za pazerność ludzie i banki które im bezmyślnie tych kredytów udzielają, nigdy nie zmądrzeją i nie wyrwą się z pętli myślenia „róbta co chceta” (bezkarnie) bo przyjdzie św. Mikołaj „budżet” albo inny dobry wujek Duda i wszystko za was lekką rączką zapłaci. Bo w tym momencie to nie tylko długi kredytobiorców są spłacane ale jak można przeczytać spłacone będą również banki. Czemu społeczeństwo składające się głównie z ludzi którzy nie mają kredytów i całe życie uczciwie oszczędzają, ma ponosić koszta fanaberii jakichś dyletantów i jeszcze być szantażowane groźbą utraty depozytów jeśli banki nie zostaną spłacone?  (Odys)

podobne: Polska gospodarka: rośnie czy się kurczy? Chciwość i głupota zakończona szczodrością dla wybranych (Hipoteki frankowe w Polsce).

„…Każde zaciągnięte zobowiązanie powoduje, że wydajemy pieniądze, których jeszcze nie zarobiliśmy. Dzisiaj konsumujemy nasze przyszłe przychody. Widzimy zatem, że konsumenci zaciągając długi, nakręcają teraźniejszy popyt kosztem przyszłego. Starając się sprostać wymaganiom rynku, firmy zwiększają swoje możliwości produkcyjne, zaciągając kolejne zobowiązania. Dzięki temu, pracownicy przedsiębiorstw zarabiają więcej pieniędzy, a będąc jednocześnie konsumentami, zaciągają dodatkowe długi. Dostali przecież podwyżkę, więc mogą sobie na to pozwolić. Trwa to do czasu, zanim skumulowane odsetki zdławią popyt, a wiele rodzin i firm straci płynność, i zbankrutuje.

Harry Dent ma zatem rację, wieszcząc nadchodzącą deflację. Objawi się ona z powodu bankructw na różnych poziomach, w zależności od rodzaju podmiotu. Dług rządowy zostanie odpisany, zmniejszając tym samym ilość i wartość obligacji w obiegu (jak będzie to miało miejsce w Puerto Rico). Korporacje przestaną spłacać swoje zobowiązania, a syndyk zlicytuje ich aktywa trwałe. Długi osobiste natomiast będą zaspokajane przez zajęcia komornicze dóbr i kont bankowych. Wtedy, ilość pieniędzy używanych przez społeczeństwo drastycznie się zmniejszy, gdyż zostaną „wessane” przez banki pod spłatę należności. To z kolei, spowoduje problemy z płynnością jeszcze większej liczby podmiotów.

Dzisiaj właśnie, dzięki nieustannemu przyrostowi długu, państwa i korporacje są w stanie rolować swoje zobowiązania. Nie będzie to jednak trwało wiecznie. Podaż nowych pieniędzy okaże się niewystarczająca, a sytuacja będzie się pogarszać z każdym dniem, zanim nastąpi odpis niespłacalnych długów...

Jeśli dodamy do tego rozrost sektora publicznego i dłuższy okres życia, mamy coraz większe obciążenia kosztów pracy dla mniejszej liczby młodych ludzi. Tendencja ta nie jest jednakowa na całym świecie. Kraje rozwijające się w Afryce i Azji mają dodatni przyrost naturalny i to dzięki nim populacja ludzi na świecie wzrasta. Rosnąca różnica między tymi krajami a Europą, będzie miała coraz większy wpływ na pogłębienie się problemu płynności finansowej krajów zachodnich w nadchodzących latach.

Postępujący proces starzenia się społeczeństw byłby zdecydowanie mniejszy, gdyby nie państwowy powszechny system emerytalny, który został wprowadzony w poprzednim stuleciu. Rozerwanie międzypokoleniowych więzi rodzinnych niszczy już nie tylko finanse publiczne, ale również cywilizację łacińską, na której Europa wyrosła ponad przeciętność.

Kończą się możliwości manewru banków centralnych

Wiemy już, że wzrost gospodarczy sponsorowany długiem jest silniejszy, ale pociąga za sobą nieubłagany kryzys. Deflacja jest pewna i to ona, prędzej czy później, kończy cykl kredytowy. Kryzys będzie tym głębszy, im większa ilość podmiotów gospodarczych i państw dopełni jednocześnie cykl. Mimo to, istnieją możliwości przedłużania degradacji bilansów firm i banków, gdy odsetki urosną do zbyt dużych poziomów. Większość z nich została już wykorzystana, na przykład przez: obniżenie stóp procentowych, gwarancje rządowe dla banków pod zabezpieczenie długów, luzowanie standardów przyznawania kredytów, czy drukowanie pieniędzy. Jedyne, czego banki centralne oficjalnie jeszcze nie zrobiły na dużą skalę, to rozdawanie banknotów obywatelom. W rzeczywistości, robią to „pod przykrywką” już od dawna. Przykładem na to są rządowe programy pomocowe w postaci food stamps, bądź zatwierdzany przez kongres duży deficyt budżetowy, który uzupełnia popyt przez zlecenia rządowe.

W normalnym państwie rozbuchane wydatki publiczne poważnie dławią wszelki rozwój gospodarczy, ale w USA jest inaczej. Proces ten zmienia międzynarodowy status dolara. Inflacja, która powstaje ze zwiększania bazy monetarnej przez zamówienia rządowe, jest eksportowana za granicę wraz z walutą. To właśnie ten mechanizm utrzymuje Stany Zjednoczone na powierzchni, pomimo około 30% deficytu budżetowego każdego roku. Z tego właśnie powodu udaje się tak długo odciągnąć w czasie nieunikniony krach, który przyjdzie, gdy skończą się możliwości rolowania długów.” (Trader21)

całość tu: Co nas czeka – wielka deflacja czy hiperinflacja

podobne: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa? i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. oraz:  „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli. a także: Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?) polecam również: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i jeszcze: Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia? oraz: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Kredyt.

„…Dziać się mogą ciekawe rzeczy bo FED nigdy nie trzymał stóp procentowych na zerze przez aż tak długo. Nigdy też nie zaczynał podwyżek w sytuacji kiedy gospodarka w sposób widoczny zmierza ku recesji w której stopy raczej się redukuje, a nie podwyższa. Ale z czego tu redukować skoro są dalej praktycznie zero, bo 0.25% żadnej wiosny nie czyni. Jak widać, co krok to jakaś nowość…

Brak zainteresowania złotem wśród inwestorów kompensują na szczęście rządy, dzięki czemu jest zawsze o czym pisać… 😉

Rząd grecki na przykład wykazuje wprost nadzwyczajne zainteresowanie złotem swoich obywateli. Do tego stopnia nawet że od 2016 będą oni musieli składać szczegółowe zeznania majątkowe deklarując w którym materacu trzymają ile złota a który przeznaczony jest do trzymania wyłącznie gotówki. Najwyraźniej zdaniem greckich socjalistów bessa w złocie kiedyś się skończy (w czym mają rację) a wtedy listy obywateli i ich złotych posiadłości mogą dla polującego na każde euro reżimu okazać się nadzwyczaj pożyteczne. A że EU przejmuje właśnie nie tylko granice Grecji ale też i resztę kraju to adaptacja tego pomysłu na całą unię może być jedynie kwestią czasu.

Znamienne jest że kiedy dawno temu pisaliśmy o inwestowaniu w złoto nikt dobrze nie rozumiał po co nabywać je anonimowo… Obecnie Grecy przynajmniej to zrozumieli, choć dla niektórych poza Grecją jest to prawdopodobnie nadal greka. Tym bardziej że dyskusja przeszła raczej na temat po co w ogóle je nabywać. Przypuszczamy że temat ten z czasem okaże się równie oczywisty jak zakup anonimowy choć i tu dla wielu będzie za późno…” (cynik9)

całość tu: Zainteresowanie złotem wzmaga się choć w Europie na razie wśród rządów 

podobne: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. oraz: Skoro ze złotem jest źle, to czemu Chiny je skupują? Im większy pesymizm tym bliżej do zmiany trendu i różnica między spekulacją, inwestycją a zabezpieczeniem kapitału. Co to znaczy „dobrobyt”? i to: Cypr. Precedens już jest… kto następny?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Kryzys demograficzny w Polsce. Czy „500 zł na dziecko” to polityka prorodzinna czy też marnowanie pieniędzy rodziny?


„…Problemów demograficznych nie rozwiąże samo prowadzenie kosztownej, chociaż często nieudolnie realizowanej polityki prorodzinnej. Charakteryzuje się ona bowiem brakiem spójności i koordynacji działań oraz stosowaniem nieodpowiednich „narzędzi”. Często więc pomoc ze strony państwa nie trafia do wielodzietnych rodzin, które najbardziej potrzebują tej pomocy. Przykładem mogą być ulgi na dziecko, z których korzystało w 2013 roku w pełni 76% rodzin z jednym dzieckiem, 68% z dwojgiem dzieci i już tylko 31% tych wychowujących troje lub więcej dzieci [13]. Innym przykładem jest becikowe oraz świadczenia na wspomaganie matek samotnie wychowujących dzieci, których samotność jest często fikcyjna. Ponadto niż demograficzny powoduje, że inwestycje w żłobki i przedszkola okazują się często nietrafione. Młodzi ludzie, którzy nie mają stabilnej pracy i godziwego wynagrodzenia, po prostu nie chcą mieć dzieci. Aby rozwiązać obecne problemy demograficzne należy więc jak najszybciej doprowadzić do radykalnego zmniejszenia bardzo wysokich w naszym kraju kosztów pracy. Są one bowiem głównym czynnikiem powodującym spadek dzietności w Polsce. Gdyby bowiem pracownik otrzymywał na rękę tyle, ile ze wszystkimi obciążeniami jego pensja kosztuje pracodawcę, to z powodzeniem mógłby utrzymać żonę i dwójkę dzieci, bez konieczności wysyłania żony do pracy i bez korzystania z różnych zasiłków z tytułu posiadania dwójki i więcej dzieci.

…Do młodych, w sporej części bezrobotnych, nie bardzo przemawiają argumenty o szybko starzejącym się społeczeństwie i groźbie deficytu za 20–25 lat rąk do pracy i załamania się systemu emerytalnego. Odnoszą się oni także dosyć obojętnie do niepokojących prognoz dotyczących spadku o 7 mln liczby Polaków w 2060 roku i raczej nie przejmują się jeszcze dramatycznie pogarszającą się strukturą demograficzną ludności naszego kraju. O ile bowiem w 1960 roku żyło w naszym kraju 7 mln dzieci w wieku do 10 roku i tylko 200 tys. osób powyżej 80 roku życia, to w 2060 roku dzieci będzie zaledwie 2 mln, a osób powyżej 80 roku życia aż 4 mln. Postępującego starzenia się polskiego społeczeństwa nie da się powstrzymać nawet poprzez prowadzenie bardzo szczodrej polityki prorodzinnej. Nie ma obecnie „cudownych recept na dzieci” [14]. Obok czynników materialnych, związanych z brakiem pracy oraz przede wszystkim brakiem perspektyw na uzyskanie dobrze płatnej pracy umożliwiającej zakup na kredyt mieszkania i zapewnienia godziwych warunków bytu swojej rodzinie, dzietność hamują także czynniki socjologiczne.

Coraz większa liczba kobiet korzysta z wolności wyboru między posiadaniem i nieposiadaniem dzieci. Coraz więcej też kobiet w wieku rozrodczym podejmuje pracę i odkłada na późniejsze lata założenie rodziny. Wreszcie spora część kobiet nie chce rodzić dzieci, bo stanowi to dla nich duże obciążenie psychiczne. W takich krajach jak Polska, a także w „prorodzinnej” Francji, większość obowiązków związanych z posiadaniem dzieci nadal spoczywa na kobietach. Nie można więc mieć pretensji do wielu kobiet, że nie chcą pomagać w zwiększaniu przyrostu naturalnego kosztem swoich karier zawodowych i życia osobistego. Wielu potencjalnych rodziców przestaje się także łudzić tym, że dzieci zmienią ich życie na lepsze. Dzieci dają szczęście, ale tylko do 6. roku życia. Pomimo faktu, że dzieci są przez Polaków wymieniane na drugim miejscu jako warunek udanego i szczęśliwego życia, to w praktyce te oczekiwania nie sprawdzają się, co szczególnie jest widoczne, kiedy dziecko rośnie. Wyniki badań socjologów z Instytutu Maxa Plancka potwierdzają fakt, że krzywa szczęścia rodziców radykalnie spada po ukończeniu przez dziecko kilku lat [15].

Minęły już czasy, kiedy w rodzinie liczyła się każda para rąk do pracy. Nie mają więc obecnie większego wpływu na liczbę posiadanych dzieci tzw. względy ekonomiczno-praktyczne. Coraz mniejsze znaczenie odgrywają też w wielu rodzinach względy emocjonalne, chęć przedłużenia życia poprzez przekazywanie swoich genów, wzrost statusu społecznego poprzez posiadanie większej liczby dzieci itp. Potencjalni rodzice, z wyjątkiem rodziców w niektórych krajach azjatyckich, nie decydują się na posiadanie dzieci głównie dla zabezpieczenia swoich potrzeb na starość. Model ten od wielu już lat nie sprawdza się w krajach europejskich, gdzie to nie dzieci pomagają starszym rodzicom, lecz najczęściej to rodzice pomagają dorosłym dzieciom. Z roku na rok w Polsce, przybywa dorosłych dzieci, często grubo po trzydziestce, którzy nadal mieszkają ze swoimi rodzicami i pozostają na ich utrzymaniu. Według danych GUS od 2005 roku liczba takich „wiecznych dzieci” zwiększyła się o 700 tys. W 2012 roku ze swoimi rodzicami mieszkało 44,5% młodych ludzi w wieku 25–34 lat (2,8 mln). Było to 8% więcej niż w 2005 roku [16]. Przyczynami tego stanu rzeczy jest słaba koniunktura gospodarcza w naszym kraju i brak pracy. Młodzi ludzie nie mogą się usamodzielnić, gdyż zdobycie pracy na etacie jest obecnie w Polsce zjawiskiem graniczącym z cudem. Na jedną ofertę zatrudnienia przypada bowiem średnio w kraju ponad 60 bezrobotnych, a w niektórych województwach nawet ponad 100. Jest to oczywiście wielkość „uśredniona”. Coraz częściej bowiem o jedno wolne miejsce pracy ubiega się nawet kilkuset bezrobotnych. Dotyczy to szczególnie tzw. stabilnych miejsc pracy w sferze budżetowej (na pełnym etacie) lub w spółkach skarbu państwa. Należy zaznaczyć, że bardzo wielu młodych ludzi pracuje znacznie poniżej swoich kwalifikacji za minimalne wynagrodzenie i to często na podstawie umowy na czas określony. Szacuje się, że na takich umowach pracuje już w naszym kraju prawie jedna trzecia młodych ludzi. Nic więc dziwnego, że mają oni ogromne trudności z uzyskaniem kredytu na zakup własnego mieszkania i siłą rzeczy zmuszeni są do mieszkania u rodziców. Taka sytuacja działa odstraszająco na potencjalnych rodziców, którzy coraz częściej odkładają decyzję o posiadaniu dzieci lub w niezbyt na szczęście jeszcze licznych przypadkach całkowicie rezygnują z ich posiadania.

Dzieci zapewniają swoim rodzicom różnorakie przeżycia i emocje, często z przewagą tych negatywnych, co niezbyt dobrze wpływa na samopoczucie szczególnie starszych rodziców, którzy chcieliby spędzić jesień swojego życia w spokojniejszym otoczeniu. Tego rodzaju doświadczenia zniechęcają także potencjalnych rodziców do posiadania większej liczby dzieci. Coraz częstszym więc wyborem jest posiadanie tylko jednego dziecka. Trzeba więc liczyć się ze stopniowym zmniejszaniem się populacji, co już ma miejsce w wielu krajach gospodarczo wysoko rozwiniętych. Łatwiej wtedy będzie można zapewnić mniejszej liczbie ludności edukację i opiekę zdrowotną na najwyższym poziomie oraz stymulować rozwój nowoczesnej gospodarki zapewniającej wysoko produktywne i dobrze płatne miejsca pracy. Samo więc skłanianie potencjalnych rodziców do posiadania możliwie jak największej liczby dzieci nie zawsze i nie w każdym kraju prowadzi tylko do pozytywnych następstw i wzrostu dobrobytu zarówno rodziców jak i dzieci. Czasami więc ograniczenie tempa przyrostu naturalnego, szczególnie w krajach biednych, mających problemy z wyżywieniem swojej ludności, odziedziczą więcej po swoich rodzicach i będą żyć w mniej „zatłoczonym” świecie.” (Adam Gwiazda: Kryzys demograficzny w Polsce)

„…Pomysły sypią się jak z rękawa; ulgi podatkowe, karty rodzin wielodzietnych, dłuższe urlopy macierzyńskie, na każde dziecko tysiąc złotych wypłacane co miesiąc aż do pełnoletniości, a teraz program 500+

…słyszymy nieustannie, że dzieci są potrzebne, bo nie będzie miał kto na nas pracować. Nic, ani słowa o tym, że dziecko jest wartością samą w sobie. Dzieci to, owszem, obowiązki, kłopoty, trudności, ale dzieci to przede wszystkim radość, miłość, realizacja samego siebie. I tu chyba jest klucz do całego problemu.

Naturalną rzeczą było do niedawna, że kobieta i mężczyzna nie czuli się spełnieni bez swojego potomka. Każdym z nich kierowały inne powody, inne przesłanki, ale posiadanie dziecka dopełniało ich samych i ich jestestwo. W tej chwili ta paleta możliwości jest znacznie większa, ale też i akceptowalna. Nikogo już nie oburza związek dwóch osób, które nie posiadają dzieci. Nacechowane negatywnie pojęcia, takie jak „stara panna” czy „stary kawaler” praktycznie wyszły z użycia. By zaspokoić swoje „ja” albo jak kto woli, ID, można się realizować w pracy, działalności społecznej i na wielu innych płaszczyznach. Potomek nie determinuje już tego, czy „coś po sobie pozostawimy”, co zdaniem kulturoznawców stanowi podstawę wszelkiej działalności człowieka. Jako człowieczeństwo, jako ludzie zatracamy naturalną potrzebę posiadania dzieci, które są naturalnym przedłużeniem naszego życia. Ważniejsze stają się kwestie, które można sprowadzić do pojęć mówiących o samorozwoju, osiągnięciu określonego statusu społecznego i materialnego, zaspokojeniu potrzeb emocjonalnych, egzystencjalnych i wszelkich innych. Dzieci w tych pojęciach nijak się nie mieszczą. Pochłaniają czas, naszą uwagę, każą rezygnować z tak pojmowanego siebie…

…Jesteśmy właśnie świadkami zmiany kulturowego wymiaru naszej rzeczywistości. Takiego, który nakreśla nową epokę oraz nowe postrzeganie dzietności, związków i rodziny.

Bronisław Malinowski, opisując obowiązujący jeszcze nie tak dawno model życia społecznego, zauważał, że „dzieci muszą zawsze zwrócić w późniejszym życiu to, co otrzymały wcześniej. Sędziwi rodzice są zawsze na utrzymaniu swych dzieci, zwykle żonatych chłopców. Dziewczęta, wychodząc za mąż, często wnoszą swym rodzicom jakiś rodzaj wynagrodzenia, a potem nadal im pomagają i opiekują się nimi”. Prawda, że takie podejście wydaje się dziś archaiczne? A obowiązywało jeszcze nie tak dawno. Tyle że w wielu kwestiach, głównie tych materialnych, odpowiedzialność przerzuciliśmy na państwo. System emerytalny to, owszem, wielka zdobycz cywilizacyjna. Nikt jednak chyba nie myślał, że tak bardzo wpłynie to na status rodziny, konieczność posiadania dzieci jako polisy na życie, funduszu emerytalnego i zabezpieczenia trwałości nazwiska. Gdy pracujemy, pieniądze regularnie odkładamy na konto, prowadzimy bogate i rozległe życie towarzyskie i osiągamy sukcesy, to wizja starości bez wnuków nie jest wizją katastrofalną.

Dlatego bez zmiany myślenia, mentalności i podejścia do samych siebie żadna inicjatywa polityczna nie zmieni tego, że Polacy (zresztą nie tylko) coraz rzadziej decydują się na dziecko. Jeśli brać pod uwagę tylko względy ekonomiczne, logistyczne i techniczne, to nigdy nie ma dobrego czasu na to, by zdecydować się na dziecko. Ono w takich uwarunkowaniach zawsze jest nie w porę…” (Marek Kacprzak)

całość tu: „Dzieci rodzą się z miłości, nie z pieniędzy. I tym bardziej nie dla pieniędzy”

„Po wprowadzeniu rządowego programu Rodzina 500+ trudno znaleźć na ten temat krytyczny artykuł w katolickiej prasie. Ku mojemu zaskoczeniu tylko dwóch polityków znajdujących się po przeciwnej stronie sceny politycznej, Janusz Korwin-Mikke i Ryszard Bugaj (były przewodniczący Unii Pracy), ma odwagę mówić otwarcie o ubocznych skutkach moralnych tego projektu. Obaj obawiają się, że część wielodzietnych rodzin może przeznaczyć te pieniądze na alkohol.

Jest to bardzo realne zagrożenie, ale na myśli mam zupełnie coś innego. Program Rodzina 500+ stawia w niebezpieczeństwie ludzką wolność, a życie rodziny i dziecka zostaje uprzedmiotowione. Rządowy program jest brutalnym wejściem w najbardziej intymną sferę ludzkiego życia. Interwencjonizm państwowy w kontekście kryzysu imigracyjnego w Europie nie tylko dzisiaj nakazuje nam, kogo mamy u siebie przyjąć w własnym domu, ale za pieniądze podatników chce wpływać również na kształt naszych rodzin.

Ku mojemu zaskoczeniu w prasie katolickiej widzę zupełny brak teologiczno-moralnej oceny rządowego programu. Czy każdy człowiek nie ma prawa do tego, aby urodzić się w sposób godny, w wolnym „akcie miłości rodziców”, a nie dlatego że w dalszej perspektywie pojawia się rodzinny zasiłek?… 

Człowiek jest potraktowany jako niezdolny do wzięcia własnego życia we własne ręce i już w punkcie wyjścia pozbawiony jest ludzkiej godności. Ile jeszcze upłynie czasu, aby teologowie zrozumieli, że taki warunek spełnia tylko płaca wolnorynkowa, gdyż tylko ona ma w pełni charakter osobowy, ponieważ każdemu przysługuje prawo do rozporządzania własnymi zdolnościami i siłami.

„Świat bez wolności w żadnym przypadku nie jest światem dobrym”. To jest cytat i bynajmniej nie pochodzi on z książek Ayn Rand. Tak o wolności w swojej encyklice o nadziei Spe salvi pisał papież emeryt Benedykt XVI.” (Ks. Jacek Gniadek)

całość tu: Dziecko – najmniejsza mniejszość

więcej na ten temat w krótkim wykładzie Pana Konrada z Podziemna TV: Robią nas w konia: Pierwsze oszustwo nowego rządu PiS – 500zł na dziecko #138 i tu: Robią nas w konia: Minister rządu PiS o „Rodzina 500 plus” – uczciwy vs cyniczny rząd #143

Polecam również rzeczowa krytykę programu „500+” popartą analizą skutków podobnych programów „prorodzinnych” wprowadzanych przez POprzedników obecnej „dobrej zmiany”: Rafał Wójcikowski (Kukiz’15) zmasakrowanie programu 500 plus i to: Rafał Wójcikowski (Kukiz’15) zamiast 500 plus – przestać odbierać ludziom pieniądze!

…krótko – 500 zł na dziecko nie spadnie z nieba ale zostanie odebrane właśnie najbardziej „kreatywnym” rodzicom, bo pracującym na to żeby m.in. wychować i wykształcić swoje dzieci. To nie jest żadna polityka prorodzinna a zwykła redystrybucja zabranych wcześniej (właśnie rodzinom!) pieniędzy po to by opłacić w pierwszej kolejności urzędników którzy będą się zajmować „rozdawnictwem”, a to co zostanie przekazać tym wśród których nie zabraknie roszczeniowych dzieciorobów bez pomysłu na życie, by mogli dorzucić do rachunku podatników kolejny zasiłek i żyć na koszt m.in. tych, którzy przez kolejne obciążenie „socjalne” (będące oczywistym marnotrawstwem), być może nigdy nie założą własnej rodziny. Z tych pieniędzy nie urodzą się „nowe” dzieci. Zostaną one skonsumowane na bieżące potrzeby rodzin które sięgną po ten zasiłek wyłącznie po to, by ulżyć bieżącej trudnej dla nich finansowo sytuacji. Podstawowy cel – wzrost dzietności by zwalczyć kryzys demograficzny, z całą pewnością nie zostanie zrealizowany… (Odys)

podobne: Polityka prorodzinna okiem libertarianina, czyli „Bez retuszu” 5.07.2015. NIK „w Polsce polityka prorodzinna praktycznie nie istnieje”. oraz: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo. i to: Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) a także: „Czy się stoi czy się leży” (nowy program dla młodzieży) czyli… „Pierwsza (i ostatnia) praca” za pieniądze zabrane… pracującym. Adam Wielomski: Bezsens polskiej polityki demograficznej polecam również: Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). i jeszcze: Prawdziwy mężczyzna – gatunek na wymarciu. oraz: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców).

I kolejny materiał godny wysłuchania: Samoobrona rodzinna. Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie.


rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

„Norwegia – z resztą nie po raz pierwszy – wygłasza ważną deklarację. Norweski minister ds. ropy naftowej Tord Lien przekonuje, że jego kraj może stać się głównym dostawcą gazu ziemnego do Europy. Oczekuje jednak konkretnych deklaracji zapotrzebowania, które zabezpieczą inwestycje niezbędne do realizacji tego celu. To okazja, aby Polska ustawiła się w kolejce.

…Ceny dostaw od norweskiego Statoila mogą być konkurencyjne do rosyjskich, a co ważniejsze, kontrakty mogą być bardziej elastyczne, niż skostniała umowa z Gazpromem uwzględniającą niekorzystną dla Polaków klauzulę take or pay. Źródło norweskie może dać konkurencyjne dostawy LNG na rzecz zapełnienia terminala w Świnoujściu surowcem, co będzie konieczne dla utrzymania jego rentowności, jeżeli Warszawa nie zechce sięgnąć po subsydia.

W tym kontekście deklaracje przedstawicieli rządu o całkowitej rezygnacji z dostaw gazu z Rosji w długim terminie brzmią bardziej realnie. Celem nie jest rezygnacja z dostaw rosyjskich sama w sobie. Mogą się one odbywać, pod warunkiem, że przestaną być narzędziem nacisku politycznego i problemów dla polskiego sektora gazowego. Na przełomie wieku mieliśmy już szansę na skorzystanie z norweskiej alternatywy, ale ze względu na kryterium najniższej ceny, wybraliśmy wzrost dostaw od Gazpromu. To była krótkowzroczność. Krach cen ropy naftowej pokazał, że LNG może być konkurencyjne w stosunku do dostaw z Rosji. Niewykluczone, że jest tak obecnie nawet w przypadku odsądzanego od czci kontraktu katarskiego. Kryzys na Ukrainie pokazał po raz kolejny, że cena nie jest najważniejsza.

Norwedzy znów kładą ofertę na stole. Czy Polska z niej skorzysta?” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski?

podobne: PGNiG renegocjuje kontrakt z Gazpromem. Przegrana Rosjan z Czechami w sądzie szansą na korzystny arbitraż dla Polaków. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok. Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. a także: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. i jeszcze: Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?) i to: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu. polecam również: Azoty nie chcą rosyjskiego gazu… PGNiG w kłopotach i będzie negocjował z Gazpromem oraz: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje 

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej chcą zablokować rozbudowę bałtyckiej magistrali. Niemcy narażają się na krytykę, ze względu na wsparcie ich firm dla projektu Nord Stream 2. Czy Komisja zdoła zatrzymać inwestycję? – Zastanawia się Frankfurter Allgemeine Zeitung.

– Nord Stream był zawsze tematem politycznym. Przede wszystkim Polacy postrzegali go, jako próbę wzmocnienia kontroli nad dostawami gazu do Europy przez Rosję, przy jednoczesnym uderzeniu w kraje tranzytowe jak Polska czy Ukraina – pisze dziennikarz niemieckiej gazety. Przypomina, że polskie władze porównały Nord Stream do Paktu Ribbentrop-Mołotow z 1939 roku, który umożliwił podział wpływów w regionie między hitlerowskie Niemcy, a Związek Sowiecki.

– Polski rząd przechodzi do ofensywy. Wraz ze Słowakami przekazał list Komisji Europejskiej, w którym wzywa do zablokowania projektu. Oprócz nich sygnatariuszami są kraje bałtyckie, Rumunia i Węgry. Bułgarzy i Czesi nie przyjęli propozycji przyłączenia się do listu – pisze FAZ.

Autorzy listu oskarżają Berlin o przedkładanie własnych interesów ekonomicznych ponad wspólnotowe i zgodę na zwiększenie zależności od rosyjskiego gazu wbrew planom Komisji Europejskiej, która planuje coś przeciwnego. Niemcy przekonują, że projekt ma charakter czysto komercyjny. Mimo to, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. Unii Energetycznej Marosz Szefczovicz przekonuje, że wątpliwe są korzyści ekonomiczne z projektu, bo istnieją już szlaki dostaw, którymi można byłoby słać więcej gazu, a istniejące dwie nitki Nord Stream nie są wykorzystywane w pełni.

– Nord Stream 2 jest poza jurysdykcją Komisji Europejskiej – przekonuje FAZ. Komisja może jednak wymagać od autorów projektu ścisłego przestrzegania prawa unijnego dotyczącego konkurencji na rynku gazu. – Przy budowie pierwszych d1)wóch nitek Nord Stream 1 o powodzeniu projektu prawdopodobnie zadecydowała zgoda Komisji na zwolnienie jego odnóg – OPAL i Gazelle – z regulacji trzeciego pakietu energetycznego (Rosjanie mają 50 procent ich mocy na wyłączność) – pisze dziennik. Południowy projekt rosyjski South Stream upadł, bo nie dostał podobnych wyłączeń.

Na szczycie Unii Europejskiej w grudniu nie dojdzie do pogrzebania Nord Stream 2. Prawdopodobnie temat nie znajdzie się na agendzie. Kryzys migracyjny, zagrożenie terrorystyczne i groźba wyjścia Brytyjczyków z Unii to dużo ważniejsze sprawy – kwituje dziennikarz niemieckiej gazety. (Frankfurter Allgemeine Zeitung/Wojciech Jakóbik)

całość tu: Kryzys migracyjny, terroryzm i Brexit przykryją temat Nord Stream 2. Dwa bloki państw spierają się przed szczytem OPEC

podobne: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum i to: Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej. polecam również: Konflikt gazowy na Ukrainie reaktywacja. KE o dostawach gazu przez Rosję, Unia Energetyczna ma złamać energetyczną potęgę Moskwy. i jeszcze: (NIE)Bezpieczeństwo energetyczne. W planach mniejsza zależność od dostaw surowca z Rosji. Steinmeier przeciwko wspólnym zakupom gazu.

„…Nord Stream to połączenie gazowe między Rosją, a Niemcami, pociągnięte po dnie Morza Bałtyckiego. Pozwala omijać tradycyjne kraje tranzytowe, jak Ukraina. Może także posłużyć do zmarginalizowania znaczenia Gazociągu Jamalskiego ciągnącego się przez Polskę. Z tego powodu Warszawa, wraz z krajami Europy Środkowo-Wschodniej domaga się od Komisji Europejskiej pełnego przestrzegania prawa unijnego w zakresie inwestycji Nord Stream 2, czyli rozbudowy istniejącej magistrali o trzecią i czwartą nitkę. Nie chce dopuścić, aby projekt uzyskał podobne przywileje jak pierwsze dwie nitki. Przedtem Polska musi stoczyć inną batalię, o której pisze Rzeczpospolita.

– Skarga dotyczy sposobu ułożenia rurociągu na dnie Bałtyku. Zarząd Morskich Portów w Szczecinie i Świnoujściu domaga się, by na skrzyżowaniu rurociągu z północnym szlakiem żeglugowym rurociąg był bardziej zagłębiony, co umożliwi poruszanie się statków o większym zanurzeniu – podaje Zbigniew Miklewicz, prezes ZMPSiŚ cytowany przez dziennik. Pierwsza rozprawa ma odbyć się 17 grudnia. Według Rzeczpospolitej Rosjanie liczą na szybkie zwycięstwo w sądzie, które umożliwi budowę trzeciej i czwartej nitki magistrali w ramach projektu Nord Stream 2.

Rzeczpospolita podaje, że ze względu na położenie dwóch pierwszych nitek Nord Stream, do Świnoujścia nie będą mogły w przyszłości wpływać jednostki o zanurzeniu większym, niż 13,5 m. Tymczasem port planuje inwestycje w terminal kontenerowy i terminal ładunków masowych, który ma pozwolić na przyjmowanie takich statków.

Źródło dziennika związane ze śledztwem przekonuje, że Polakom chodzi o działanie na zwłokę, w celu opóźnienia budowy Nord Stream 2. Cztery nitki gazociągu miałyby jeszcze bardziej utrudnić pracę.

Strategia Warszawy polega na tym, by uprzedzić wyrok hamburskiego sądu, poprzez wymuszenie na Niemcach realizacji deklaracji uzyskanej przez Donalda Tuska od Angeli Merkel. Decyzja polityczna Berlina miałaby zablokować spodziewany, niekorzystny werdykt Hamburga. Problem polega jednak na tym, że uzyskane przez Tuska ustępstwa to deklaracja polityczna, bez pokrycia w zobowiązaniach formalnych

…Od tego, czy Polacy zdołają wyegzekwować polityczną deklarację od Merkel będzie zależało, czy uda nam się opóźnić realizację projektu Nord Stream 2, oraz czy gazociąg nie będzie blokował rozwoju portów. Dostosowanie gazociągu do wymagań postawionych przez Polaków może potrwać. Wtedy Warszawa zyska czas na walkę legalistyczną o to, by Nord Stream 2 został ograniczony gorsetem prawnym Unii Europejskiej na tyle, że inwestycja stanie się nieopłacalna albo niegroźna z polskiego punktu widzenia. Polska i pozostałe kraje Grupy Wyszehradzkiej oraz Rumunia wymogły na obecnym przewodniczącym Rady Europejskiej – co ciekawe, jest nim ten sam Donald Tusk, o którym mowa wyżej – aby temat Nord Stream 2 znalazł się na agendzie posiedzenia Rady zaplanowanego na 17-18 grudnia, czyli dzień rozprawy w Hamburgu i ten następujący po nim. Temat może jednak zginąć w tłumie istotnych zagadnień jak terroryzm, walka z Państwem Islamskim, kryzys migracyjny, czy zaostrzenie sytuacji na Ukrainie. Faktem jest, że Nord Stream 2 powstanie, niezależnie od interpretacji stanu prawnego, którą wybierze Warszawa. Kluczem jest uzyskanie koncesji w zamian za zaprzestanie jego torpedowania. W tym kontekście eskalowanie żądań o argumenty z zakresu żeglugi morskiej może być pożyteczne o tyle, o ile nie zostanie zdyskredytowane zręcznymi argumentami Niemców.

Sąd w Hamburgu może nie mieć wrażliwości, którą wykazał niemiecki czynnik polityczny, decydując się na ustępstwo wobec polskiego ministerstwa infrastruktury. Tamtejszą wokandę może jednak wyprzedzić zapowiadany ukłon Berlina w stronę Warszawy. Ile warte jest słowo kanclerz Angeli Merkel? Czy deklaracja uzyskana przez premiera Donalda Tuska, będzie mogła dziś posłużyć rządowi Beaty Szydło do włożenia kija w szprychy projektu rozbudowy Gazociągu Północnego? Mogło być to jedynie ustępstwo deklaratywne i taktyczne, za którym niekoniecznie pójdą faktyczne działania. Jeśli sąd hamburski wyda wyrok niekorzystny dla Polaków, nie będzie podstaw do kwestionowania istniejących i planowanych nitek gazociągu. Ostatnia szarża na Nord Stream zakończy się wtedy przeszarżowaniem. Polacy mają jeszcze 10 dni do rozprawy w Hamburgu. Czas na odpowiedź z Niemiec.”  (Wojciech Jakóbik)

całość tu: Ostatnia szarża na Nord Stream, czyli ile warte jest słowo Merkel?

podobne: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek). i to: Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu. a także: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji.

UE - USA

„…PiS stara się wmówić Polakom, że „strategiczny sojusz” z USA jest czymś materialnie i formalnie innym, niż platformowa „podległość wasalna Niemcom”. Podległość, to podległość, w sumie żadna różnica. Przede wszystkim jednak do znudzenia trzeba powtarzać, że „sojusz z Polską” nie jest żadną alternatywną – ani dla Polski, ani dla Stanów. Mówiąc prościej – Niemcy skolonizowały gospodarczo Polskę za wiedzą i zgodą, jeśli nie na polecenie Amerykanów, i realizują zadania namiestnicze w Europie właśnie z ramienia Waszyngtonu. Dlatego właśnie nie ma żadnej istotnej różnicy między polityką zagraniczną realizowaną przez PiS i przez PO.

Między innymi dlatego czystym pozoranctwem jest czynienie z kwestii polityki zagranicznej (zwłaszcza na jej odcinku niemieckim) jakiegoś zasadniczego elementu spornego, odróżniającego obecny rząd od poprzedniego. Podległość wobec Niemiec nie wynika z woli tego, czy innego rządu, tylko jest konsekwencją polityki gospodarczej ostatniego ćwierćwiecza (przy czym – co również z pewnym rozbawieniem konstatuję – stwierdzenie oczywistego faktu, że Polska jest jedynie częścią gospodarki niemieckiej – jest dla niektórych polemistów tak drażniące, że aż uznają je za afirmację tego, skądinąd niewesołego, stanu rzeczy).

Werwolfu nie ma i nie będzie

Żadne działania ani deklaracje strony niemieckiej nie mogą zostać na poważnie uznane za zakwestionowanie obowiązującej linii „partnership in leadership” dla relacji amerykańsko-niemieckich. Ani absencja Bundeswehry w Iraku, ani niemiecki udział w North Streamie nie kwestionują bowiem, ani nie osłabiają w niczym globalnej amerykańskiej hegemonii, mieszcząc się widocznie w przyznanej Berlinowi sferze autonomii, lub stanowiąc element PR-owskiej zasłony, czy też realizacji innych zadań zlecanych, czy akceptowanych przez Waszyngton. Rola „dobrego policjanta”, jaką Niemcy starają się niekiedy odgrywać zwłaszcza w stosunkach z Rosją również nie może dziwić. Skoro bowiem wciąż Zachód i Wschód nie znajdują się w stanie jawnej wojny – to jedyną formą podtrzymywania nawet napiętych stosunków jest technika balansu, zacinania i popuszczania, w której zadaniem niektórych podmiotów jest właśnie utrzymywanie pewnych niezatykanych do ostatniej chwili kanałów kontaktów i współpracy. Nie jest to jednak objaw samodzielności i niezależności – tylko zadania do wykonania, potwierdzające tylko zasadniczą zależność od czynnika wyższego.

Oczywiście, w Niemczech (podobnie jak i w innych krajach Zachodu) istnieją grupki i ośrodki zainteresowane wyzwoleniem spod amerykańskiej dominacji, są to jednak środowiska nie mające bezpośredniego przełożenia na politykę państwa (czy to o genezie lewackiej, liberalno-inteligenckiej, czy narodowej i narodowo-konserwatywnej). I co do zasady trudno uznać je za jakieś szczególnie wrogie, czy niebezpieczne dla Polski. Zagrożenia dla naszego kraju i narodu, dla ich bezpieczeństwa i przetrwania wynikają bowiem z dalszego utrzymywania się globalnej hegemonii USA, a nie próbami, czy koncepcjami jej przełamania. „Wojna z terroryzmem”, eksport ideologii demoliberalnej i światowego „wolnego rynku” korporacyjno-spekulacyjnego, wreszcie eskalacja już trwających konfliktów do pełnowymiarowej wojny światowej – wszystko to są skutki dążeń do utrwalenia światowego ładu jednobiegunowego i realne zagrożenia dla Polski i Polaków. Faktyczna zależność III RP od Niemiec pod względem kapitałowym, a zatem i politycznym – z całą swą fatalnością i uciążliwością – również jest elementem tego samego porządku międzynarodowego i nie zostanie zniesiona bez jego obalenia, a przynajmniej poważnego osłabienia.

Prawdziwa alternatywa

Mrzonkami są wizje skutecznego wyzwalania się od Niemiec bez kwestionowania podstaw, także organizacyjnych amerykańskiej hegemonii w naszej części świata, tj. przynależności Polski do NATO i Unii Europejskiej w jej obecnym kształcie. Jeszcze większą naiwnością lub bezczelnym kłamstwem jest udawanie, że III RP jest, czy mogłaby być dla USA „partnerem”, czyli wasalem o znaczeniu choćby porównywalnym z Niemcami. Przeciwnie, nie mając nad Wisłą żadnych istotnych interesów gospodarczych Amerykanie wprost widzą w nas wasala drugiej kategorii, zadaniowanego właściwie tylko czasem na odcinku wschodnim w formie nagonki. Oczywiście, „patrioci” odpowiedzą na to zapewne, że jednak spróbują, tzn. tak wzmocnią Polskę bilionem na inwestycje, że odzyska ona swoją gospodarkę, wzmocni swoją pozycję także/przede wszystkim wobec Niemiec i z takim wianem będzie już pełnoprawnym „strategicznym sojusznikiem USA”. I znowuż jednak – odzyskania gospodarki nie da się przeprowadzić żadnymi, choćby najsympatyczniejszymi ruchami fiskalnymi wobec sieci hipermarketów, tylko poprzez opuszczenie UE i nacjonalizację, zwłaszcza sektora bankowego, czyli działania, na które żadna establishmentowa siła polityczna, choćby nie wiadomo jak „patriotyczna” się nie zdobędzie – także dlatego, że Amerykanie nie mają powodów, by na takie eksperymenty pozwalać. Polska musiałaby więc najpierw/równolegle wydobyć się spod zależności od Waszyngtonu, lokując gdzieś w ramach alternatywnego ładu wielobiegunowego, z jego formami organizacji bezpieczeństwa zbiorowego i współpracy gospodarczej. Gdyby zaś to nastąpiło – to problem zostawania „równorzędnym sojusznikiem Ameryki” na wzór niemiecki – też już by przecież przestał istnieć, bo zamiana taka straciłaby sens i rację bytu…(Konrad Rękas)

całość tu: Między Ameryką a Niemcami – dylematy geopolityki polskiej

podobne: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska? a także: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości. i to: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej. oraz: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce

Miejsce Polski w świecie stale się obniża. Nie chodzi przy tym o tak oczywisty geopolityczny regres, jak ten z pozycji europejskiego mocarstwa, którą osiągnęliśmy w czasach słabości Niemiec i Rosji, do całkowitego zaniku państwa po rozbiorach. Nie chodzi też o widoczne na mapach kurczenie się kraju od czasów jagiellońskich po współczesne. Degradacja postępuje także w ostatnich dziesięcioleciach i jest nadzwyczaj stabilnym procesem.

Pozycja Polski w świecie systematycznie spada, w ostatnim czterdziestoleciu obniżyła się o przeszło siedem miejsc. Nic nie zatrzymało tego spadku, ani westernizacja Edwarda Gierka, ani sowietyzacja Wojciecha Jaruzelskiego, ani Okrągły Stół Czesława Kiszczaka czy Plan Leszka Balcerowicza, ani wejście do NATO i Unii Europejskiej, ani napływ unijnych funduszy, ani prywatyzacja, ani zamykanie czy otwieranie rynków oraz granic. Nic.

Nie jest mi znany żaden plan, który by ten problem miał rozwiązywać, zresztą nie jest mi też znany żaden planista, który by tu problem w ogóle dostrzegał.

Liczby i rzeczywistość

Co ten dryf oznacza? Arytmetycznie tylko tyle, że pod badanymi względami wyprzedza nas coraz więcej państw. A jakie to względy? Takie, jakie klasyfikuje GUS: powierzchnia, ludność, produkcja energii elektrycznej, import, eksport, PKB ogółem, PKB na mieszkańca, zbiory: pszenicy, żyta, jęczmienia, ziemniaków, buraków cukrowych; pozyskanie drewna, pogłowie: bydła, trzody chlewnej; produkcja: mięsa z uboju, mleka krowiego, jaj kurzych; połowy morskie i słodkowodne, produkcja: surowców energetycznych, węgla kamiennego, węgla brunatnego, cukru surowego, cementu, stali surowej, miedzi rafinowanej.

Może są to anachroniczne miary kondycji państwa? Możliwe. Może są niekompletne? Też możliwe. Ale właśnie taki zestaw ustala przez ostatnie kilkadziesiąt lat GUS. Rezygnacja z którejkolwiek miary lub dodanie nowej – tworzyłyby czyjś autorski zestaw, już niepodparty autorytetem polskiej statystyki publicznej. No to skoro nie da się podważyć danych, może dałoby się je zlekceważyć? Wszak jeśli przyjąć, że węgiel jest nienowoczesny, a cukier niezdrowy, to można by się spadkiem ich produkcji cieszyć zamiast martwić. Ano można, tylko… czemu ludzie uciekają od nas, a nie do nas?

Demografia jest nieubłagana. Nawet gdyby z bilansu ludności nie skreślać jeszcze tych milionów Polaków, którzy właśnie się urządzają w Niemczech, Anglii oraz innych krajach świata, nawet gdyby Polki zaczęły teraz masowo rodzić, a ich dzieci, gdy dorosną, szukałyby sobie miejsca w kraju, to i tak należy się wkrótce liczyć z kilkunastoprocentowym ubytkiem ludności. Mogłoby to jeszcze pogłębić dotychczasową tendencję, która już była wyraźnie schyłkowa…

…Zmiana pozycji Polski nie oznacza degradacji absolutnej, lecz tylko – względem innych państw, które nas stopniowo wyprzedzają. Nie musi to znaczyć, że jest nam gorzej w ogóle, ale że gorzej niż innym, którzy stają się od nas silniejsi i są w stanie coraz bardziej nas sobie podporządkowywać. Tylko tyle…

…Szkoda teraz czasu na wyliczanie zbędnych czy nawet szkodliwych instytucji państwa, absurdalnych inwestycji, które lepiej by od razu zburzyć zamiast utrzymywać, dysfunkcyjnych praw, przepisów, które dawno utraciły sens. Trzeba to będzie ogarniać i zmieniać, ale ze świadomością, że teraz, na tym fundamencie, można tylko zmniejszać ich szkodliwość, nic więcej. A niektóre doraźnie sensowne reformy mogą nawet w efekcie naszą przyszłość pogorszyć…

Musimy dobrze uczyć i wychowywać wszystkie nasze dzieci oraz całą młodzież, lecz stopniowo wyłaniać spośród nich i kształtować dla dobra ich oraz nas wszystkich – przyszłe elity, które by się czuły odpowiedzialne za państwo i za społeczeństwo, i chciały im służyć…

Niestety, już samo zaistnienie zasobu rzetelnej wiedzy, pozwalającego na ocenę różnych projektów, zmniejsza komfort sprawowania władzy przez polityków oraz urzędników, gdyż w nieunikniony sposób ogranicza ich swobodę i różne doraźne korzyści. Może za to podnosić tej władzy jakość. Prawdę mówiąc, nawet trudno sobie wyobrazić inny sposób na jej podniesienie. Tu interes partii oraz biurokracji, ich wygoda i beztroska – muszą zejść na dalszy plan…

…Odbudowa elit wydaje się dziełem trudnym, ale wykonalnym. Może to trochę przypominać rekonstrukcję wymarłego gatunku, co już nam się zresztą udawało – z żubrem czy tarpanem. Czemu by miało teraz nie wyjść z pisarzami, humanistami, inżynierami, menadżerami?…

Trzeba uczyć dbałości o substancję biologiczną – i ludzi, i przyrodę. Uczyć myśleć o gospodarce jako służebnej dla ludzi, a nie odwrotnie. I oczywiście, zawsze, uczyć o służebności prawdziwych elit. Bo inaczej są pasożytami.

Uczyć trzeba historii Polski w narracji własnej, a nie cudzej. (…) Trzeba rozwijać własną humanistykę i w ogóle kulturę, nie tylko importować czy naśladować obcą. A nade wszystko pielęgnować język i kulturę słowa. To, co robi dziś z polszczyzną (i polskością) wiele, zapewne większość mediów, instytucji kultury, uczelni – jest nie tylko nieakceptowalne, ale też niewybaczalne…

…Tak jak istnieje dzisiaj Małopolska czy Wielkopolska, może istnieć jutro Całopolska, czy nawet po staremu Polska, może zachować kompanię honorową i fotel w zgromadzeniu ONZ. I nawet prawo do tabliczek z nazwami ulic w swojej gwarze. Czemu nie? To jednak może już nie być państwo, lecz raczej jakiś tubylczy samorząd. Niewykluczone, że w tym kierunku powoli zmierza charakter naszej autonomii w ramach europejskiego bytu politycznego, autonomii, której ograniczenia przyjmujemy dziś względnie dobrowolnie, a w każdym razie bez większego sprzeciwu. Niektórzy uważają to zresztą za najlepszą możliwą dla nas przyszłość i nawet śmiało o tym mówią…

Potencjał umysłowy Polski zdaje się maleć jeszcze szybciej niż ten ludnościowy. Jednym z najdobitniejszych tego przejawów jest samozadowolenie elit, upojonych własnymi komplementami, opromienionych samouwielbieniem, poczuciem potęgi, przyznających sobie za to coraz liczniejsze ordery, nagrody, tytuły honorowe, których liczba rośnie chyba jeszcze szybciej i optymistyczniej od wskaźników skolaryzacji, europeizacji, cywilizacji, uzasadniając tym samym wiarę w opiekuńczą, niewidzialną rękę dziejów, która zawsze sprawi, że świat zadba o nas lepiej niż my sami… To raczej nie sprzyja budowaniu planów. (…)(Marek Chlebuś)

całość tu:  Rejs

podobne: Raz w górę, raz w dół. Dwa rankingi o „wolności gospodarczej”. Komu wierzyć? a także: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa. oraz: Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest. i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło. polecam również: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). i jeszcze: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji. oraz: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty. i to: Cukiernik o tym, że moglibyśmy być dwa razy bogatsi od Niemców i dlaczego nie jesteśmy.

Na koniec materiał: Jacek Bartosiak szczegółowo o nowej roli Polski w kontekście chińskiej koncepcji „nowego szlaku jedwabnego”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Znikające miliardy z kont emerytalnych, tymczasem ZUS będzie potrzebował coraz więcej „składek”.


„Rząd straszy nas kolejnymi podwyżkami składek ZUS.

Powodem są, jak zawsze, pustki w kasie ZUS. A pustki są, ponieważ grube miliardy złotych znikają w tajemniczych okolicznościach….

…Chodzi o środki zgromadzone na kontach emerytalnych osób, które były rencistami. W sytuacji, gdy osoby takie pobierają rentę, ich środki emerytalne, podobnie jak środki emerytalne wszystkich innych osób, gromadzone są na ich kontach emerytalnych. W momencie jednak gdy rencista umiera, środki te, zgodnie z prawem, powinny zostać przeksięgowane na fundusz rentowy. W ten sposób, fundusz rentowy powinien być zasilany każdego roku dodatkowym strumieniem kilku miliardów złotych pochodzących ze składek emerytalnych zmarłych rencistów.

Tak powinno się to odbywać zgodnie z polskimi przepisami. A jak odbywa się w rzeczywistości?

Na koniec 2010 r. na kontach zmarłych rencistów znajdowało się aż 8,4 mld zł. Obecnie ci renciści już nie żyją, więc zniknęły ich konta emerytalne. Jednak pieniądze z tych kont nie zostały przeksięgowane, jak wymaga tego prawo, na fundusz rentowy. Gdzie zatem są te pieniądze?

Ekonomista i były wiceminister finansów, Cezary Mech, badający sprawozdania finansowe ZUS, twierdzi, że pieniądze te „wyparowały”. Nie ma ich ani tam, gdzie były poprzednio, ani tam gdzie powinny były się znaleźć po śmierci rencistów. Kilka miliardów złotych po prostu zniknęło, rozpływając się w „rządowej przestrzeni”.

(…)

Jak wskazuje Cezary Mech, rząd skonstruował prawdziwe finansowe perpetuum mobile. Należy bowiem pamiętać, iż niedawno rząd podwyższył również wiek emerytalny. Wyższy wiek emerytalny oznacza jeszcze większą ilość rencistów. To z kolei rodzi dwa skutki. Po pierwsze – większa ilość rencistów to wyższe zasoby środków emerytalnych zgromadzonych na ich kontach po śmierci, a co za tym idzie, jeszcze wyższe kwoty znikające w czeluściach systemu. Po drugie zaś – więcej rent do wypłacenia przekłada się na jeszcze wyższy deficyt funduszu rentowego, i co za tym idzie, powodować będzie zwiększoną presję na kolejne podwyżki składki rentowej w przyszłości.”

zus.pox.pl  całość tuZniknęło 8 mld zł z kont emerytalnych w ZUS

„…Obecnie na jednego emeryta przypada pięć osób w wieku produkcyjnym (w wieku 15-64 lata), a mimo to ZUS już ma poważne problemy ze ściągnięciem odpowiedniej kwoty pieniędzy ze składek na wypłatę bieżących emerytur. W tym roku zabraknie na ten cel rekordowej kwoty 52,4 mld zł. Deficyt ten pokrywany jest z dotacji i bezzwrotnych pożyczek przekazywanych przez rząd (pieniądze podatników) do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS), który jest finansowym zapleczem ZUS-u. Niestety tak wysokie dotacje powodują paraliż wydatków państwa w innych dziedzinach, takich jak służba zdrowia czy obronność. Co gorsze – z roku na rok deficyt ZUS będzie drastycznie wzrastał. Według szacunków samego ZUS-u w ciągu najbliższych 5 lat wszystkie składki pobierane od pracowników i przedsiębiorców będą na tyle niskie, że z budżetu państwa trzeba będzie zabrać na poczet wypłaty bieżących emerytur gigantyczną kwotę 356,5 mld zł.

Gigantyczny deficyt ZUS to najprostsza droga do bankructwa całego kraju. Eksperci z Ośrodka Badań nad Migracjami są zgodni – aby do tego nie doszło wiek emerytalny trzeba będzie nadal stopniowo przesuwać. W 2050 r. powinien on wynosić minimum 73 lata, a w 2060 już 76 lat. Powód? – We wspomnianym 2060 r. na jednego emeryta w naszym kraju będą przypadały mniej niż dwie osoby w wieku produkcyjnym (przypominam, że obecnie na jednego emeryta przypada pięciu pracujących i już są problemy). Niestety podniesienie wieku emerytalnego to tylko jeden z warunków utrzymania całego systemu przy życiu. Kolejnym będzie obniżenie wysokości wypłacanych emerytur do poziomu głodowego (co już się dzieje) oraz zdecydowane poluźnienie polityki imigracyjnej, tak oby obcokrajowcy chętniej osiedlali się w naszym kraju. Zdaniem Pawła Kaczmarczyka z Ośrodka Badań nad Migracjami, aby skutecznie zatrzymać spadającą liczbę ludności Polski, nasz kraj będzie musiał stać się „krajem wielokulturowym, krajem masowej migracji”…

wpis z dnia 17/07/2015  źródło: niewygodne.info.pl

podobne: Złodzieje Ukradli Składki: Zniknęło 8 mld zł z kont emerytalnych w ZUS oraz: Sprawdź komu powierzasz pieniądze a dla dobra ZUSu żyj krótko i nie wydawaj za dużo, czyli jak Pilon „pomógł” Piratowi. TFI – Teraz Chiny? a także: Znowu trzeba „odkładać” więcej. ZUS i składka zdrowotna w górę. i to: „Raport o sytuacji ZUS”. Piramida finansowa bankrutuje. polecam również: Stanisław Tymiński: Polski Frankenstein… i co dalej z tą Polską? Jak to co! Walka ze swobodą gospodarczą, nowy podatek na paliwa i „składka” ZUS do góry. i jeszcze:  Do dziurawego wora FUS (dzięki oskładkowaniu „śmieciówek”) trafi 650 milionów złotych.Niewygodne info - ZUS, składki, emeryturaNiewygodne info - ZUS, składki, fiskalizm, podatki, Tusk

Niewygodne info - ZUS, składki, miejsca pracy, Kidawa-Błońska

Polityka prorodzinna okiem libertarianina, czyli „Bez retuszu” 5.07.2015. NIK „w Polsce polityka prorodzinna praktycznie nie istnieje”.


1. „Bez retuszu” polityka prorodzinna

„…Jak można było się spodziewać, dyskusję zdominowało ubolewanie nad tym, że państwo generalnie za mało stara się, bądź zbyt mało pieniędzy przeznacza na ten, lub inny aspekt polityki prorodzinnej. Pojawiły sie co prawda nieśmiałe próby podważenia dogmatu, jakoby przyrost naturalny i chęć posiadania dzieci zależały tylko bądź w przeważającym stopniu od wysokości transferów publicznych trafiających w tej, lub innej postaci do rodzin, jednak nie przeważyły one…

(…)

…Zarówno ze względów czysto ekonomicznych, jak i terminologicznych. Jak wyliczono, wychowanie dziecka w Polsce kosztuje średnio 190 tysięcy złotych. To kwota niebagatelna, a jeśli zestawimy ją z potencjalną suma świadczeń emerytalnych, na jakie może liczyć przeciętny emeryt za 30 czy 40 lat, gdy wiemy, że emerytury będą raczej bardzo niskie, okazuje się to bardzo kiepska inwestycja w kategoriach realnej stopy zwrotu. Przeciętna długość życia na emeryturze to około 10 lat, a wątpliwe aby przyszłą przeciętna emerytura wyniosła więcej, niż 1500 zł…

(…)

…Drugim problemem podejścia do dziecka, jako do inwestycji jest sama konstrukcja systemu emerytalnego. Rodzic nie ma gwarancji, że ta inwestycja zwróci sie jemu osobiście. Kolektywny system emerytalny sprawia, że składki jego potomka nie trafią bezpośrednio do jego portfela, a do wspólnego budżetu. W takiej sytuacji nie można w ogóle mówić o „inwestycji” sensu stricte. Bardziej opłaca się natomiast zostać „gapowiczem” tego systemu, uniknąc posiadania dzieci i wydatków, a następnie – jeśli odprowadzało sie samemu składki emerytalne – oczekiwać otrzymania świadczeń emerytalnych z pieniędzy zabranych dzieciom obcych ludzi w przyszłości. Jak widać problemem jest głównie nie-prywatny system emerytalny. Szczęśliwie w trakcie programu dało sie słyszeć głosy krytyki i opinie stwierdzające, że wkrótce upadnie on.

(…)

…Wielokrotnie na początku dyskusji rozmówczynie odwoływały sie do, ich zdaniem odnoszących sukces, skandynawskich modeli polityki prorodzinnej. Tutaj chciałem koniecznie zwrócić im uwagę na fakt, że kraje skandynawskie mogą prowadzić kosztowną i rozbudowana politykę socjalną tylko dzięki intensywnej akumulacji bogactwa, którego Polska nie przeszła. Polska to zwyczajnie zbyt biedny kraj, abyśmy mieli skąd wydzierać środki na finansowanie rozwiązań takich, na jakie mogą sobie pozwolić bogaci Skandynawowie. Brak nam złóż gazu ziemnego Norwegii chociażby, które możemy „przejeść” – co samo w sobie byłoby nierozsądne, ale to juz inna kwestia. Tak więc dla Polski lepszym modelem byłoby przyjęcie rozwiązań wspierających akumulację bogactwa przez Polaków i wzrost gospodarczy, które stworzyłyby środki prywatnym osobom na zapewnienie sobie dobrobytu niezbędnego dla poczucia bezpieczeństwa socjalnego, co – jak stwierdziły liczne dyskutantki – jest jednym z głównych czynników zachęcających obywateli do płodzenia i wychowywania dzieci.

Trzecią kwestią, jaką zamierzałem poruszyć, była krytyka samej redystrybucji państwowej, której można dokonać na gruncie ekonomii jak i etyki. (…) parafrazując słowa Frederika Bastiata, niosą za sobą nie tylko to, co widać – finansowanie żłobków, zasiłki, ulgi i zapomogi, czyli korzyści – ale też to, czego nie widać: spadek zatrudnienia, spadek produkcji i dobrobytu w skutek obciążeń podatkowych. Pewna liczba rodzin otrzyma pieniądze i inne korzyści od państwa, inni rodzice strąca pracę, bądź poniosą koszty wyższych cen, będące skutkiem większych obciążeń fiskalnych w państwie. Biorąc pod uwagę tylko istnienie kosztów kosztów transakcyjnych, korzyści netto tych transferów musza okazać się mniejsze od strat netto ponoszonych przez społeczeństwo.

Wreszcie zaś, libertarianin powie, że przymusowe zabieranie pieniędzy osobie A, aby przekazać je osobie B, jest zwyczajnie niemoralne, nie różniąc się od zwyczajnej grabieży. Jest to jednak argument ryzykowny w dzisiejszej debacie publicznej, gdy weźmiemy pod uwagę nastawienie społeczeństwa i jego nieświadomy stosunek względem funkcji aparatu państwowej redystrybucji i roszczeniowe postawy wobec niego…”

całość tu: rafaltrabski.wordpress.com

podobne: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa. oraz: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). i to: „Czy się stoi czy się leży” (nowy program dla młodzieży) czyli… „Pierwsza (i ostatnia) praca” za pieniądze zabrane… pracującym. Adam Wielomski: Bezsens polskiej polityki demograficznej

2. w Polsce polityka prorodzinna praktycznie nie istnieje” – alarmuje NIK

„Z analizy Najwyższej Izby Kontroli wynika, że „państwo polskie nie wypracowało całościowej i długofalowej polityki rodzinnej, koncentrując działania na doraźnie wprowadzanych rozwiązaniach, bez zapewnienia odpowiedniej koordynacji. Nie zostały określone ramy polityki rodzinnej oraz nie sprecyzowano jej celów i powiązanych z nimi działań. Brakuje również systemowej analizy osiąganych efektów w powiązaniu z ponoszonymi nakładami”.

„Zagwarantowanie stabilizacji i socjalnego bezpieczeństwa, skutkujących wzrostem urodzeń, jest najpilniejszym zadaniem dla naszego państwa. Tymczasem w Polsce polityka prorodzinna praktycznie nie istnieje” – alarmuje NIK, dodając, że „od dłuższego czasu nie powstała rządowa koncepcja, która ujmowałaby w sposób całościowy i długofalowy politykę rodzinną państwa”. Według NIK aktualna polityka prorodzinna składa się z doraźnych, rozproszonych i niepowiązanych ze sobą działań.

Co gorsza, fundusze przeznaczane na politykę prorodzinną nie są niskie, a są nienajlepiej wydawane i przez to w żaden zauważalny sposób nie przekładają się ani na wzrost liczby urodzeń, ani na rozwój rodzin. Ponadto od lat politycy nie zmieniają działań, które miały wspierać rodziny, choć nie przekładają się one na poprawę niekorzystnych trendów demograficznych. Poza tym nie bada się systematycznie efektów, jakie przynoszą działania prorodzinne, przez co brakuje udokumentowanej wiedzy na temat ich skuteczności i przydatności.

Źródło: www.nik.gov.pl (za nczas.com)

podobne:Bezpieczeństwo energetyczne: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek) oraz: PrzElewarr czyli… jak obejść ustawę kominową i jak z państwowej spółki zrobić prywatny folwark (raport NIK).

Oczywiście że w Polsce istnieje polityka prorodzinna! Te wszystkie „programy rządowe” nie na darmo roztrwoniły siły i środki zabrane wcześniej normalnym rodzinom, gdyż pozwoliły się ustawić innym (bardziej) zasłużonym – rodzinom polityków i urzędników pozatrudnianych przy tego rodzaju „programach” 😉 O czym m. in. tu: cynik9: „Rodzina na swoim” czyli…”Mieszkania dla tych co jeszcze zostali” na koszt tych co jeszcze pracują... (Odys)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Czy się stoi czy się leży” (nowy program dla młodzieży) czyli… „Pierwsza (i ostatnia) praca” za pieniądze zabrane… pracującym. Adam Wielomski: Bezsens polskiej polityki demograficznej.


Komuda: program „Pierwsza praca” jest skazany na sukces.

15.05. Warszawa (PAP/PAP Legislacja) – Uruchomienie programu „Pierwsza praca”, kiedy bezrobocie spada i są duże na niego pieniądze, jest skazane na sukces – powiedział PAP ekspert Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych Łukasz Komuda. Program przedstawił w piątek Bronisław Komorowski.

Komuda zwrócił uwagę, że prezydent w Polsce nie jest władzą wykonawczą. „To nie on kształtuje, nie on realizuje i finansuje politykę zatrudnienia. Ale ma inicjatywę” – podkreślił.

„Inicjatywa dotyczy rynku pracy, który jest najważniejszym i chyba jednym z bardziej szwankujących elementów naszej gospodarki. Dlatego doceniam tę inicjatywę, chociaż jej ogłoszenie na tydzień przed drugą turą wyborów prezydenckich oczywiście budzi pewnego rodzaju zdziwienie i refleksję. Tym bardziej, że – podczas kadencji prezydenta Bronisława Komorowskiego – najtrudniejsza sytuacja młodych do 24. roku życia na rynku pracy, kiedy bezrobocie sięgało (w tej grupie wiekowej – PAP) 30 proc. – była dwa lata temu. W ostatnim kwartale ubiegłego roku bezrobocie to wyniosło 22 proc. i bardzo gwałtownie teraz spada” – ocenił.

Rząd – jak mówił – chce uruchomić „jeden z największych programów aktywizacji zawodowej, instrument, który ma wesprzeć pewien fragment naszego rynku pracy w chwili, kiedy bezrobocie w Polsce spadło, i zamierza na to wydać blisko 1/4 tego, co wydaje z Funduszu Pracy co roku na aktywną i bierną politykę zatrudnienia, czyli na instrumenty typu zasiłki czy prace publiczno-pożyteczne”. „To jest ogromne uderzenie. Oczywiście tylko duże uderzenia mają swój efekt” – podkreślił.

Jego zdaniem uruchomienie programu, kiedy bezrobocie spada i są duże na niego pieniądze, jest skazane na sukces. „Niezależnie, czy ten program w ogóle ruszy, to na koniec 2016 r. bezrobocie wśród młodych może być na absolutnie minimalnym poziomie, spaść poniżej 16 proc.” – podkreślił. Jak mówił, sprzyja też temu m.in. demografia i koniunktura. „Sytuacja gospodarcza jest całkiem niezła. Warto pamiętać, że bezrobocie porusza się w cyklach, od stycznia ubiegłego roku zaczęliśmy cykl spadków bezrobocia. Bezrobocie będzie spadać przez co najmniej trzy najbliższe lata” – dodał.

Ekspert Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych ma jednak pewne wątpliwości. „Jeżeli zatrudnimy 100 tys. młodych ludzi tak naprawdę za darmo, bo pracodawca otrzyma pełen koszt zatrudnienia takiej osoby, czy to jednak nie będzie konkurencja w postaci praca za darmo w stosunku do tych osób, które są na rynku i takiej szansy nie otrzymają. Czy to nie spowoduje tego, że obniżone zostaną wynagrodzenia albo wręcz zwolnieni zostaną ludzie, którzy nie mogą skorzystać z tego programu z różnych powodów” – zaznaczył.

Gwarancję 2-letniego zatrudnienia dla ponad 100 tys. młodych ludzi ma dać zaprezentowany w piątek program „Pierwsza praca”. W ocenie prezydenta Bronisława Komorowskiego, pozwoli to m.in. na dalsze zmniejszanie poziomu bezrobocia młodych w naszym kraju.

Program „Pierwsza praca” jest elementem zapowiadanej przez prezydenta strategii „Dobry start dla młodych”. Zakłada m.in. gwarancję dwuletniego zatrudnienia dla ponad 100 tys. młodych osób już w 2016 r. Jest skierowany do absolwentów szkół zawodowych, ponadgimnazjalnych i wyższych, którzy nie ukończyli jeszcze 30 lat i bezskutecznie szukają zatrudnienia. Będzie finansowany z Funduszu Pracy i Środków Europejskich.

„Program +Pierwsza praca+ jest adresowany do młodych ludzi i do pracodawców. Wydaje się być atrakcyjny i pozwalający na dalsze zmniejszanie poziomu bezrobocia młodych ludzi” – powiedział prezydent przedstawiając ten program w piątek w Warszawie. Podkreślił, że Polska jest obecnie w UE wiceliderem, jeśli chodzi o obniżanie bezrobocia młodych ludzi.(PAP)

dol/ mhr/ abr/

PROM: „Pierwsza praca” pomoże młodym, ale nie odmieni ich złej sytuacji.

15.05. Warszawa (PAP) – Zmniejszenie kosztów pracy młodych to dobre rozwiązanie, które pomoże im znaleźć pracę; trzeba jednak kompleksowych zmian, a nie jednej konferencji prasowej w trakcie kampanii – ocenia prezydencki projekt rzecznik Polskiej Rady Organizacji Młodzieżowych Maciej Górski.

„Cieszymy się, że prezydent wyszedł z taką propozycją. Ogromnym plusem tej kampanii jest to, że problemy młodych ludzi są podnoszone. Dzięki temu lepiej widać, że coś jest nie tak, że młodzi emigrują, nie mogąc znaleźć pracy po studiach” – powiedział w piątek rzecznik PROM. Zaznaczył jednak, że propozycja ta wydaje mu się zgłoszoną „trochę na szybko”.

„Zaskakuje nas, że propozycja niosąca za sobą tak daleko idące konsekwencje finansowe, jest zgłaszana w taki sposób. To nie jest problem, który pojawił się nagle. Sytuacja młodych ludzi jest katastrofalna od zawsze. To jest też problem wyższej edukacji i wielu innych dziedzin, którego nie rozwiąże się jedną konferencją prasową” – zaznaczył Górski.

Rzecznik PROM zwrócił uwagę, że głównym problemem pokolenia wchodzącego na rynek pracy są wysokie koszty zatrudnienia, które skłaniają pracodawców do zatrudniania bardziej doświadczonych pracowników: „Istnieje wiele barier w prawie pracy, np. bardzo wysokie składki podnoszące koszty pracy. Dobrze, że prezydent chce obniżyć koszty pracy młodych ludzi, to faktycznie obniży pewną barierę w ich zatrudnianiu. Niemniej nie jest to coś, co można rozwiązać od tak”.

Górski zaznaczył, że liczy, iż program nie jest jedynie „zagrywką pod kampanię wyborczą” i będzie kontynuowany w przyszłości: „Potrzeba tu skoordynowanej polityki rządu. To musi być długofalowa polityka, a nie doraźne działanie w ramach kampanii wyborczej. Prezydent nie ma kompetencji, by wdrożyć takie rozwiązanie, dlatego dobrze, że ma tutaj wsparcie ministerstwa pracy”.

Ważny – zdaniem rzecznika – jest też problem szkolnictwa wyższego: „Prezydent powinien zwrócić uwagę, że pracodawcy nie chcą zatrudniać młodych ludzi, ponieważ uważają, że są niedostatecznie wykwalifikowani. Potrzeba bardziej kompleksowego spojrzenia, a nie tylko wyeliminowania jednego elementu”.

Górski zwrócił również uwagę, że państwowe interwencje na rynku pracy nie są najskuteczniejszymi narzędziami poprawy sytuacji: „Państwo może wpompować ogromne pieniądze, a efektów nie widać. Popatrzmy na program +Mieszkanie dla Młodych”, który jest programem działającym pod potrzeby deweloperów, a nie młodych ludzi. Nasze państwo nie ma za wiele pieniędzy i powinny one być wydawane w sposób przemyślany. Sposób zgłoszenia tego pomysłu rodzi obawy, że to nie będą mądrze wydane pieniądze” – podsumował rzecznik PROM.

(…)PAP rcze/ dol/ gma/ źródło: stooq.pl

Andrzej Sadowski i Cezary Kaźmierczak (15.07.2015 Polsat News)

podobne: Szara strefa w polskiej gospodarce. Ks. Jacek Gniadek: Czy praca na czarno jest grzechem? czyli… „nielegalna” praca w odpowiedzi na „legalny” rabunek. a także: ofeR-rma w urzędach bezrobocia – bez znaczenia dla rynku pracy oraz: CBOS: w co czwartej polskiej rodzinie osoby bezrobotne. i to: Konspiracja w odpowiedzi na przemoc – Stanisław Michalkiewicz polecam również: CBOS: w co czwartej polskiej rodzinie osoby bezrobotne. oraz: Skuteczniejsza walka z bezrobociem młodych potrzebna od zaraz. Tymczasem nowych miejsc pracy nie przybędzie. i jeszcze: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Demobilizacja czyli zatrudnienie publiczne (zysk czy strata?)

Adam Wielomski: Bezsens polskiej polityki demograficznej.

„…pośród ok. 3 milionów ludzi, którzy wyemigrowali z Polski do zachodnich krajów starej Unii Europejskiej, przeważają nie ludzie w średnim wieku, nie renciści i emeryci, lecz ludzie młodzi, zwykle między 25 a 35 rokiem życia. Większość z nich albo do Polski już nigdy nie wróci, albo podejmie próbę nieudaną i powrócą do swoich nowych „ojczyzn”, nie mając nad Wisłą ani pracy, ani mieszkania, ani domu. Warto by zmierzyć ten odsetek emigrujących, rekrutujących się z młodego pokolenia. Jeśli bowiem od wskaźnika dzietności na poziomie 1,5 odejmiemy te dzieci, które wszedłszy w dorosłe życie, emigrują z naszego kraju, to rzeczywisty współczynnik obniży się zapewne gdzieś do ok. 1,0. Osoby te wprawdzie nominalnie zachowują polskie obywatelstwo, ale rozwijają inne kraje, pracują na ich PKB, tam płacą podatki i składki emerytalno-rentowe.

Państwo polskie i naród polski nie mają z ich pracy żadnych korzyści. Tylko ekipa Donalda Tuska ma z tego powodu na twarzy ironiczny uśmieszek, że wyeksportowawszy nadmiar siły roboczej, „rozwiązuje” w kraju problem bezrobocia, co wycisza napięcia społeczne i pozwala rządzącym spokojnie patrzeć na następne wybory. Bo przecież tylko o wynik wyborczy tutaj toczy się gra!

Sytuacja gdy 1/3 rodzących się dziś Polaków wyemigruje za granicę powoduje, że jakakolwiek polityka pronatalistyczna pozbawiona jest sensu. Przy istniejącym bizantyjsko-socjalistycznym systemie podwojenie dzietności wcale nie spowoduje rozwiązania kryzysu demograficznego, a jedynie podwoi liczbę emigrantów do Niemiec i Wielkiej Brytanii. Innymi słowy: w istniejącej infrastrukturze prawno-ekonomicznej wszelka kampania demograficzna może przynieść korzyść nie i Polakom, lecz Wielkiej Brytanii i Niemcom. Oto z Polski przybędzie świeża fala tanich i nieźle wykształconych robotników. Anglicy i Niemcy nie będą musieli prowadzić wymyślnej polityki demograficznej, gdyż to Polacy zapłacą składki na niemieckie i angielskie emerytury. Ich dzieci zostaną zgermanizowane i zanglicyzowane i po polskości zostaną im tylko brzmiące odmiennie nazwiska.

Jest jeszcze gorzej, a mianowicie czynna polityka demograficzna ze strony Państwa Polskiego zwiększa jedynie podatki. Wyobraźmy sobie, że rząd osiągnął rzeczywisty sukces (tak, wiem, że to trudne do wyobrażenia) i dzietność podwoiła się. Ależ to by dopiero była katastrofa! Rzecz w tym, że polski podatnik zapłaciłby za becikowe, przedłużone zasiłki dla matek wychowujących dzieci. Będzie musiał zapłacić za setki tysięcy ewentualnych dzieci uczących się w żłobkach, przedszkolach, szkołach i na wyższych uczelniach.

Na zwiększoną dwukrotnie liczbę dzieci musielibyśmy wydać gigantyczne pieniądze, aby je ubrać, wykarmić, zapewnić im edukację. I co z tego, jeśli rządy PO-PiS-u nie są zdolne do stworzenia systemu gospodarczego w którym dzieci te, wszedłszy w dorosłe życie, znajdą pracę lub założą własną firmę. Przygnieciona podatkami, przepisami i biurokratami polska gospodarka nie wchłonie tych ludzi. Najpierw zwiększą armię bezrobotnych, a potem wyjadą do Berlina czy Londynu…”

całość tu: nczas.com

podobne: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). oraz: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu. i to: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Polska gospodarka: Zgubne skutki skupu wieprzowiny. Polskie jabłka omijają embargo. Pozytywny dla gospodarki raport NBP. Emigranci przesyłają do Polski coraz mniej pieniędzy. Nowe propozycje w sprawie CO2 niekorzystne dla Polski.


1. Rolnicy: brak korzyści z dopłat do przechowalnictwaPolskie jabłka omijają embargo.

08.03.2015 (IAR) – Rosyjskie embargo na świeże jabłka z Polski udało się ominąć koncentratowi, którego eksport wzrósł … stukrotnie – pisze „Puls Biznesu”.

Jak czytamy w gazecie, według danych Eurostatu tylko w październiku i listopadzie eksport koncentratu wzrósł ze stu ton w 2013 roku do 10 tysięcy ton rok później. Z kolei dane Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej pokazują, że od czasu ogłoszenia embarga, czyli od sierpnia, do grudnia 2014 roku sprzedaliśmy Rosjanom blisko 12 tysięcy ton za 45 milionów złotych. Polski koncentrat robi karierę dzięki niskiej cenie, która jest efektem właśnie rosyjskiego embarga i nadpodaży surowca.

Więcej szczegółów na ten temat – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Puls Biznesu”/kry/ab

podobne: Rosja nie przepuściła ponad 200 ton owoców, w tym z Polski. Polityka przeciwko gospodarce. Sankcje – bardziej cierpi Europa niż Rosja, która dzięki amerykanom skupuje akcje i złoto za grosze! oraz: Rosyjskie embargo wciąż szkodzi polskiej żywności. Nowe otwarcie w polsko-białoruskich stosunkach gospodarczych. We Włoszech marnotrawienie kapitału ludzkiego i kryzys moralny.

09.03.2015 (IAR) – Dziś weszły w życie przepisy umożliwiające dopłaty do prywatnego przechowalnictwa wieprzowiny. Ma to być jeden z elementów wsparcia dla producentów, którzy od roku borykają się ze spadkiem cen mięsa.

Sami producenci trzody chlewnej są jednak sceptyczni. Jak mówi Informacyjnej Agencji Radiowej prezes Podlaskiego Zrzeszenia Producentów Trzody Chlewnej Janusz Lech rolnicy w praktyce nie odczują tego wsparcia. „Nie posiadamy chłodni, nie jesteśmy właścicielami czy współwłaścicielami takowych przechowalni więc na pewno nie skorzystamy z tych środków” – podkreśla podsiedlecki producent.

Wprowadzenie dopłat do przechowalnictwa miało spowodować zmniejszenie ilości wieprzowiny na rynku i podnieść cenę żywca. „W rzeczywistości jest odwrotnie” – ocenia Janusz Lech. Zdaniem prezesa Podlaskiego Zrzeszenia Producentów Trzody Chlewnej od dwóch tygodni ceny znów spadają zbliżając się do minimalnego poziomu z końca stycznia czy początku lutego.

Dopłaty do przechowalnictwa prywatnego zatwierdziła Komisja Europejska. Mają one wynosić od 210 do 305 euro za tonę.

IAR/Tomasz Marciniuk/sk

…Pora zrozumieć drodzy rolnicy że podnoszenie kosztów (a tym jest właśnie wszelkiego rodzaju interwencjonizm) wytwarzania czy sprzedaży czegokolwiek, na koniec ZAWSZE uderza rykoszetem w samych wytwórców. Jedynym rozwiązaniem niskiej ceny skupu jest obniżenie podaży mięsa w sposób naturalny czyli zmniejszenie produkcji. Gdyby nikt tego rynku nie regulował odbywałoby się to w sposób naturalny poprzez bankructwo najmniej wydajnych producentów, ale reszta producentów byłaby na rynku bezpieczna, tymczasem zagrożona jest cała rodzima branża. Nie wspominając rzecz jasna o „paradoksalnie” wysokiej cenie mięsa tuż po zakupieniu go od rolnika. To jest właśnie efekt (jakichkolwiek) „dopłat” (nie tylko z okazji magazynowania mięsa). Do tego dochodzi rzecz jasna brak konkurencji na rynku pośredników i przetwórców, którzy dyktują rolnikom ceny skupu – MOGĄ, bo nie mają KONKURENCJI. Rolnicy mogliby sami się zrzeszać i zakładać takie grupy, ale niestety tego nie robią. Jedyne co mogą teraz zrobić to likwidować hodowlę.

Inny efekt „dopłat” to rzecz jasna ograbianie pod ich pretekstem podatników (konsumentów). W konsekwencji prowadzi to do osłabienia ich siły nabywczej (zmniejszenie popytu – również na mięso) i w ten sposób dochodzi do kumulacji negatywnych dla opłacalności jakiegokolwiek biznesu (poza rzecz jasna systemem „usług” zajmujących się redystrybucją zagrabionego 🙂 ) zjawisk.

Jest jeszcze kwestia co zrobić ze zmagazynowanym mięsem za które podatnicy ZAPŁACILI. Spalić? Wyrzucić? Zjeść? Kwestia moralności tego typu przedsięwzięć jak „interwencjonizm” jest tym samym jasna (a raczej ciemna) jak… (nie powiem co). Jakim prawem ktokolwiek opiera swój biznes o to że państwo (za pieniądze zrabowane podatnikom) gwarantuje komuś odbiór towaru niezależnie od tego czy ktoś go potrzebuje czy nie. Każdy by tak chciał! Tymczasem swoje dostają tylko jakieś uprzywilejowane grupy, ba! nawet nie dostają bo obrywają po d…. Efekt? Zmarnowane pieniądze i zmarnowana żywność… (Odys)

podobne: PAN: przepisy i system dopłat nie sprzyjają rolnictwu ekologicznemu. oraz: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś. i to: Majtki w dół czyli… 6 mitów na temat dotacji z Unii. Cukiernik: Prawda i fałsz o dotacjach z UE* a także: KE ogłosiła wsparcie dla rolników (będzie płacić za marnotrawstwo)

2. Pozytywny dla gospodarki raport NBPEmigranci przesyłają do Polski coraz mniej pieniędzy.

09.03.2015 (IAR) – Gospodarka rozwija się stabilnie, a deflacja nie jest zagrożeniem – wynika z najnowszego raportu Narodowego Banku Polskiego. Eksperci banku centralnego prognozują, że deflację, czyli spadek ogólnego poziomu cen, będziemy jeszcze obserwowali w trzecim kwartale tego roku.

Główny ekonomista banku Pekao SA Marcin Mrowiec zgadza się, że deflacja utrzyma się przynajmniej do sierpnia. To dlatego, że rok temu właśnie w tym miesiącu ceny zaczęły spadać w związku z rosyjskim embargiem na polską żywność. Ekspert podkreśla jednak, że obserwowana deflacja nie zagraża polskiej gospodarce, bo Polacy nie wstrzymują się z zakupami w oczekiwaniu na niższe ceny.

Z raportu NBP wynika, że w ciągu najbliższych trzech lat polska gospodarka powinna się rozwijać w tempie ponad 3 procent rocznie. Marcin Mrowiec uważa, że jest szansa na szybszy rozwój między innymi za sprawą poprawy sytuacji na rynku pracy. Według eksperta w nadchodzących latach będzie rosło zatrudnienie oraz wynagrodzenia, które są w Polsce niższe niż w gospodarkach zachodnich.

Projekcja inflacji i PKB jest przygotowywana przez ekspertów NBP co cztery miesiące i jest jednym z najważniejszych opracowań branych pod uwagę podczas podejmowania decyzji o wysokości stóp procentowych.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Arkadiusz Augustyniak/magos

podobne: Polska gospodarka: Produkcja przemysłowa w sierpniu dużo gorsza od oczekiwań, eksport będzie rósł (pomaga ruch przygraniczny). Zlikwidujmy opłaty targowe apelują kupcy. oraz: Polska gospodarka – Optymistyczne prognozy NBP. i to: Polska gospodarka – co się opłaca a co nie. a także: Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest.

06.03.2015 (IAR) – Rokrocznie wysyłają do Polski równowartość ponad 20 miliardów złotych. Ale znaczenie tych pieniędzy dla gospodarki wciąż maleje. Napływający kapitał nie rekompensuje strat demograficznych.

Przepływy pieniężne emigrantów do Polski zbadała organizacja Pracodawców RP. Ekspert organizacji, Damian Olko, podkreśla, że znaczenie transferów pieniężnych do Polski z roku na rok spada. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej transfery z zagranicy stanowiły nawet około 2,5 procent polskiego PKB czyli około 29 miliardów złotych rocznie. Pieniądze te pobudziły w kraju konsumpcję oraz zakupy nieruchomości.

Rozmówca IAR podkreśla, że Polacy, którzy w ostatnich latach wyjechali za granicę są coraz mniej związani ze swoim rodzinnym domem. Czasem sprowadzają oni całe rodziny. Ekspert twierdzi, że zmniejszenie napływu pieniędzy od emigrantów w relacji do PKB nie jest najważniejszym problemem dla polskiej gospodarki. Jest nim pogarszająca się demografia. Bez odwrócenia tej tendencji, zdaniem Damiana Olko, zwiększa się ryzyko tego, że Polska przestanie doganiać kraje rozwinięte pod względem zamożności.

W ciągu 10 ostatnich lat emigranci przesłali do Polski około 234 miliardy złotych. W pierwszych latach po wejściu do wspólnoty, zdaniem eksperta, pieniądze te „nakręciły” polską gospodarkę.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Polskie Radio/dyd

podobne: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa. oraz: Niemcy: obcokrajowcy to czysty zysk dla budżetu. Czeka nas kolejna fala emigracji. Przyczyną nie są tylko rządy PO a kapitalizm kompradorski.

3. UE – nowa propozycja w sprawie CO2, Polska niezadowolona.

06.03.2015 (IAR) – Jest nowa, unijna propozycja w sprawie uprawnień do emisji dwutlenku węgla, ale nie zadowoliła ona Polski. Chodzi o zmniejszenie liczby darmowych pozwoleń i tym samym podniesienie ich ceny, czyli o utworzenie tak zwanej rezerwy stabilizacyjnej.

Polska od początku była przeciwna tym pomysłom. Argumentowała, że obciążą one przemysł dodatkowymi kosztami. Warszawie nie udało się jednak zablokować utworzenia rezerwy i teraz walczy o to, by weszła ona w życie jak najpóźniej. Komisja Europejska zaproponowała, by nastąpiło to w 2021 roku, część europosłów chce, by rezerwa powstała 3 lata wcześniej. Teraz Łotwa, kierująca pracami Unii, zaproponowała 2019 rok. Minister środowiska Maciej Grabowski odrzucił w Brukseli tę propozycję. Dla Polski oznacza ona bowiem jedynie kosmetyczne zmiany.

Według doniesień unijnych dyplomatów, pomysł nie spodobał się też siedmiu krajom, które wraz z Polską zaprotestowały przeciwko szybkiemu zmniejszeniu darmowych uprawnień do emisji CO2. To Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Litwa, Rumunia i Węgry. Ministrowie środowiska tych państw potwierdzili, że spójność koalicji jest niezagrożona.

Po drugiej stronie są Niemcy, Wielka Brytanii, Szwecja, Dania i Holandia, które chcą, by rezerwa weszła w życie z przyspieszeniem. Ostateczny kształt przepisów będzie zależał od wyniku negocjacji przedstawicieli państw członkowskich z Parlamentem Europejskim.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/mcm/

podobne: Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. i to: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli. a także: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą. Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy?

źródło: stooq.pl

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa.


1. NIK: Mazowsze za dużo wydajeKomornik niesłusznie zabrał pieniądze rodzinie.

28.01.2015 (IAR) – Województwo mazowieckie wydaje więcej niż powinno – ocenili kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli. Według nich, brak wystarczających cięć w wydatkach, a nie „janosikowe” jest głównym powodem problemów finansowych województwa. Kontrola miała związek z kłopotem w regulowaniu należności za tak zwane „janosikowe”.

NIK sprawdził finanse Mazowsza i stwierdził, że zarząd województwa nie mógł przeciwdziałać zmniejszeniu wpływów, które spadły wraz z pogorszeniem koniunktury gospodarczej. Można było jednak rozsądniej wydawać pieniądze, które są.

Z raportu NIK wynika, że w 2013 roku, województwo przekroczyło dopuszczalny próg zadłużenia. W konsekwencji znalazło się na przedostatniej, piętnastej pozycji wśród województw pod względem średnich dochodów w przeliczeniu na mieszkańca.

W zaleceniach NIK proponuje dokonanie przeglądu wydatków w celu stworzenia rezerwy potrzebnej na obsługę zadłużenia oraz realizację projektów ze środków Unii Europejskiej. Zarząd województwa powinien też dostosować planowanie wydatków do realnie oszacowanych dochodów.

Przy okazji NIK zwrócił uwagę na błędną konstrukcję mechanizmu wyrównania finansowego („janosikowego”). Wpłata do budżetu państwa jest ustalana na podstawie dochodów sprzed dwóch lat, co przy spadku dochodów jest dla Mazowsza poważnym problemem.

NIK/IAR/jp/magos

28.01.2015 (IAR) – Kolejny komornik przekracza swoje uprawnienia. Zajął konto matki trójki dzieci, na które wpływa zasiłek z pomocy społecznej. Mieszkająca w Bolesławcu kobieta, wychowująca samotnie trójkę dzieci, ma 13 tysięcy długu za czynsz. Na zajętym koncie miała prawie 2,5 tysiąca złotych z pomocy społecznej. Były to pieniądze na jedzenie dla dzieci i opał. Izabela Folga straciła zasiłki i alimenty za listopad i grudzień. Jak mówi, przetrwała tylko dzięki wsparciu i pożyczkom przyjaciół.

Rzeczniczka izby komorniczej we Wrocławiu Monika Janus mówi, że komornik „nie zajął zasiłków, czy alimentów, do czego nie miał prawa, tylko konto”. 7 stycznia otrzymał od dłużniczki dokumenty, że były tam wyłącznie środki wolne od zajęcia. Dyrektor ośrodka pomocy społecznej w Bolesławcu Tadeusz Kupczak nazywa jednak działalność komornika skandaliczną. Jak mówi, powinien był on wiedzieć, że wychowująca troje dzieci kobieta ma przychody wyłącznie z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, a te nie mogą być zajęte.

Monika Janus z Izby Komorniczej zapewnia, że zgorzelecki komornik niezwłocznie odda niesłusznie zabrane pieniądze.

IAR/Piotr Słowiński / Radio Wrocław/dw/ab

podobne: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. oraz:  cynik9 o „promocji” Ryanaira na pustych lotniskach w Polsce za „unijną” kasę. i to: Efektywność zarządzania środkami publicznymi… Będzie lepiej bo gorzej już było? a także: Otworzyć ten układ polecam również:  Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”? oraz: Cezary Kaźmierczak: „Urzędnicy Tuska gorsi od mafii!”. kataryna: „Minister na baterie” czyli recykling lobbing.

2. Program dobrowolnych odejść w PKP CargoKrakowianie walczą o tanie pociągi

28.01.2015 (IAR) – Firma ogłasza sukces, a związkowcy zapowiadają protesty. PKP Cargo chwalą się programem dobrowolnych odejść. Ma z niego skorzystać 3 tysiące osób. Większość z nich ma nawet dziesięcioletnie gwarancje zatrudnienia.

Pakt gwarancji pracowniczych został wynegocjowany przed wejściem przewoźnika na giełdę. Jednak, jak mówi prezes PKP Cargo Adam Purwin, uczestnicy programu dostaną odprawy za krótszy okres.Osoby, które mają dziesięcioletnią gwarancję pracy, dostaną odprawę równą trzyletniej pensji, a ci pracownicy, którzy otrzymali w 2012 roku czteroletnią gwarancję zatrudnienia, dostaną wypłatę za 14 miesięcy.

Wysokość odpraw nie podoba się związkom zawodowym, działającym na kolei. Szef kolejarskiej Solidarności Henryk Grymel twierdzi, że pracownicy spółki byli zastraszani i zmuszani do wzięcia udziału w programie. Związkowcy twierdzą, że władze firmy groziły zwolnieniem z obowiązku świadczenia pracy i przekazywania jedynie 60 procent pensji. Grymel zaznaczył, że w świetle tych wydarzeń dobrowolność jest fikcją.

Związki zawodowe są w sporze zbiorowym z zarządem PKP Cargo. Dziś kończy się tam referendum strajkowe. Jego wyniki będą znane w przyszłym tygodniu. Związkowcy zapowiadają, że będą protestować przeciwko planom redukcji załogi.

PKP Cargo to największy w Polsce i drugi w Europie kolejowy przewoźnik towarowy. Po redukcji zatrudnienia spółka będzie zatrudniać 23 tysiące osób.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/A. Pszoniak/magos

28.01.2015 (IAR) – Najpierw zebrali sto tysięcy podpisów pod petycją o przywrócenia pociągu „Matejko”. Dziś przyjechali do Warszawy. Od początku roku mieszkańcy Krakowa walczą o przywrócenia tanich połączeń kolejowych z Warszawą. Organizatorzy akcji rozmawiali w tej sprawie z minister Infrastruktury i Rozwoju Marią Wasiak. Gabriela Łazarczyk, która uczestniczyła w negocjacjach, mówi, że padły konkretne obietnice. Maria Wasiak zapowiedziała, że będzie negocjować z PKP Intercity, by przewoźnik wydłużył czas obowiązywania promocyjnych biletów na pociąg Pendolino, które kosztują 49 złotych. Maria Wasiak nie wykluczyła też przywrócenia tanich pociągów. Mogłyby je obsługiwać PKP Intercity.

Jeden z pomysłodawców akcji, Michał Olszewski mówi, że likwidacja tanich połączeń między Krakowem a Warszawą była błędem. Przypomniał on, że kolejarze uzasadniali swoją decyzję stratami, które generuje to połączenie. Olszewski przypomina jednocześnie, że w ciągu miesiąca kursowania Pendolino, pociągi te miały 50 – procentową frekwencję. Zaznaczył też, że wielu ludzi nie będzie stać na kupno biletu za 150 złotych, w związku z tym zaczną korzystać z połączeń drogowych.

W tej chwili jedyny tani pociąg z Krakowa do Warszawy wyjeżdża o godzinie piątej rano, a wraca o godzinie 19.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/A. Pszoniak/magos

podobne: Za szybka i za droga zabawka w rękach polityków (na koszt podatników) czyli… historia Pendolino w Polsce. oraz: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. i to: cynik9: Nosił wilk razy kilka czyli… związkowa „przedsiębiorczość” w PKP, oraz „refleksja historyczna” z etyką kolejarską na tle przedwojennej PKP.

3. Kosztowne remonty i utrzymanie dróg. Afera więzienna na A2.

26.01.2015 (IAR) – Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wyda w tym roku ponad 522 miliony złotych na utrzymanie i remonty dopiero zbudowanych dróg szybkiego ruchu. To – jak wylicza ‚Puls Biznesu” – więcej niż jedna trzecia całkowitych kosztów utrzymania wszystkich dróg, jakie leżą w jej gestii.

Według specjalistów, koszty te będą rosły, bo w 2019 roku będzie to już ponad miliard złotych. To rachunki za m.in. odśnieżanie, koszenie traw i czyszczenie znaków drogowych. Wzrost będzie spowodowany tym, że sieć autostrad i dróg ekspresowych będzie rozbudowana.

„Puls Biznesu”/IAR/dyd

28.01.2015 (IAR) – Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi postępowanie sprawdzające w sprawie wykorzystywania niezgodnej z prawem pracy więźniów przez szefa Służby Więziennej.

Newsweek napisał, że generał Jacek Włodarski „załatwił” prywatnej firmie skierowanie więźniów do prac przy budowie autostrady . Miało to uratować firmę kolegi generała Włodarskiego przed wysokimi karami za niedotrzymanie terminów kontraktu.

Przemysław Nowak – rzecznik Prokuratury Okręgowej – poinformował, że postępowanie zostało wdrożone z urzędu. Wyjaśnił, że prokurator w ciągu 30 dni podejmie decyzję, czy wszcząć śledztwo w tej sprawie. Będzie chciał ustalić to, czy zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, a w szczególności, czy funkcjonariusze przekroczyli uprawnienia lub nie dopełnili obowiązków w związku z tę sprawą – podkreślił.

Generał Jacek Włodarski podał się do dymisji. Minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk tłumaczył dziś w radiowej Jedynce, że złożenie dymisji było spowodowane względami osobistymi.

Informacyjna Agencja Radiowa/ IAR / Góra./magos

…że przypomnę pewien fakt z czerwca 2012 roku odnośnie stosowania się do procedur (nie dośc że ułomnych) określających przyznawanie kontraktów na budowę „dróg i autostrad”, fragment:
GDDKiA odmawia ujawnienia nazwisk urzędników, którzy przyznali bez przetargu wart 756 mln zł kontrakt na budowę odcinka C autostrady A2…. (Polskie drogi po „Euro” i Hiszpańskie autostrady za EURo)

podobne: NIK wytyka błędy przy budowie ekranów akustycznych. oraz: NIK oceniła rozstrzyganie przetargów przez GDDKiA

4. Inwestorzy giełdowi piszą list do …górników w JSW.

28.01.2015 (IAR) – Inwestorzy giełdowi piszą list do górników w JSW. Przypominają w nim, że blisko 45% akcji koncernu jest w „prywatnych rękach”. Dodatkowo w ciągu ostatnich 3 lat liczba związków zawodowych w Jastrzębskiej Spółce Węglowej wzrosła o ponad 30 procent.

Akcje na giełdzie JSW tanieją za to o blisko 5 procent. To reakcja inwestorów na strajk w pięciu kopalniach . Związkowcy domagają się wycofania z planu oszczędnościowego. Prezes spółki Jarosław Zagórowski twierdzi, ze strajk jest nielegalny.

Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych podkreśla w liście, że nie może być obojętne na sytuację spółki JSW, a w szczególności jej akcjonariuszy. „Fakty są takie, że od momentu giełdowego debiutu Jastrzębskiej Spółki Węglowej w lipcu 2011 roku, wartość spółki bardzo znacząco się obniżyła. Ponieważ jest to spółka oparta na wydobyciu surowca, jej wycena, jak i w szczególności osiągane przez spółkę wyniki finansowe, w dużym stopniu zależą od czynników zewnętrznych, w tym światowych cen węgla. W tym czasie liczba związków zawodowych w Państwa firmie wzrosła z 34 do 50, a stopień uzwiązkowienia sięgnął 125% czyli ci sami pracownicy należą do wielu organizacji”. – czytamy w komunikacie.

Skarb Państwa ma obecnie 56% wszystkich akcji JSW. Doba strajku w JSW oznacza utratę ponad 30 milionów złotych przychodów .

Związkowcy żądają spełnienia pięciu postulatów. Chodzi o rezygnację z planu oszczędnościowego, odstąpienie od planowanego zwolnienia 9-ciu liderów związkowych, odwołanie zarządu, zagwarantowanie pracownikom kopalni Knurów – Szczygłowice takich samych warunków pracy jak pozostałym pracownikom spółki oraz zlikwidowanie spółki-córki Szkolenie i Górnictwo, przez którą na gorszych warunkach są przyjmowani obecnie nowi górnicy.

Decyzję o strajku podjęły górnicze związki zawodowe, na podstawie wyniku referendum w JSW. Dziś akcja koncernu kosztuje niespełna 19 złotych, a w 2011 roku Skarb Państwa sprzedawał jeden udział po…136 złotych.

IAR/Tomasz Majka i wcześn./magos

podobne: „List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Koszt zaniechania prywatyzacji. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm. oraz: PG Silesia vs. Kompania Węglowa czyli efektywność i wydajność vs. szaleństwo. NIK skontroluje funkcjonowanie górnictwa.

5. Lewandowski, Jest nas coraz mniej, bo ludzie nie widzą perspektyw„Puls Biznesu” – Firmy mnożą się wolniej.

28.01.2015 (IAR) – Coraz częściej młodzi ludzie nie widzą dla siebie w Polsce perspektyw. Nie mogą się rozwijać, nie mogą znaleźć pracy i rozwijać swoich pasji. To główne przyczyny emigracji – ocenia Paweł Lewandowski, socjolog z Fundacji Republikańskiej. GUS opublikował raport, z którego wynika, że systematycznie ubywa Polaków. W końcu roku 2014 było nas mniej o ponad 12 tysięcy niż w roku 2013.

Na emigrację decydują się głownie młodzi, dobrze wykształceni i przedsiębiorczy Polacy – dodał gość Polskiego Radia 24. Zdaniem Pawła Lewandowskiego, jeszcze parę lat temu były to osoby, które długotrwale nie mogły znajdować pracy licząc, że znajdą pracę na zachodzie. Dzisiaj są to młodzi, bardzo obyci i odważni ludzie, którzy szukają swoich szans rozwoju a nie tylko przetrwania.

Jak podkreśla socjolog, ta tendencja będzie się utrzymywała do chwili, kiedy gospodarka Polska nie stanie się bardziej innowacyjna i przyjazna dla prowadzenia działalności gospodarczej. Problemem jest również brak właściwej polityki prorodzinnej. Zdaniem Pawła Lewandowskiego, nie chodzi o to, żeby komuś coś dawać. Przede wszystkim chodzi o to, żeby nie odbierać. A w tej chwili mamy bardzo wysokie podatki. W dochodach przeciętnego obywatela wydatki na podstawowe dobra, jedzenie i opłaty, stanowią znaczną część. Nie ma pieniędzy na rozwój osobisty czy dziecka. To jest problem systemowy. Wiele rzeczy trzeba w kraju zmienić, żeby to zaczęło działać – dodaje socjolog.

Z prognoz GUS wynika, że jeśli nie wzrośnie przyrost naturalny i nie zmieni sytuacja na rynku pracy, w roku 2035 Polska będzie liczyła zaledwie 36 milionów, a w 2050 tylko 34 miliony obywateli.

Polskie Radio 24/JF/Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

podobne: Polska gospodarka: bankructwa firm, eksport, inwestycje zagraniczne.

28.01.2015 (IAR) – Polacy w ubiegłym roku zarejestrowali 343 tysiące biznesów, czyli mniej niż rok wcześniej, po raz pierwszy od kryzysu w 2008 roku. Tak wynika z analizy Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej. O sprawie pisze „Puls Biznesu”. Liczba nowych firm zmniejszyła się w stosunku do 2013 roku o blisko 10 tysięcy.

Eksperci jednak uspokajają, że nie należy się tym niepokoić. „Mniejsza liczba rejestracji indywidualnych działalności związana jest z poprawą na rynku pracy. Nie należy się martwić minimalnym spadkiem zakładanych firm, bo ciągle rejestruje się w naszym kraju blisko 350 tysięcy rocznie” – mówi gazecie prezes COIG Jarosław Nowrotek.

Najwięcej firm w ubiegłym roku założono w województwie mazowieckim – 34 procent, na kolejnych miejscach są: wielkopolskie – 12 procent i śląskie – 9 procent.

Więcej na ten temat – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/”Puls Biznesu”/kry/dj

podobne: Niemcy: obcokrajowcy to czysty zysk dla budżetu. Czeka nas kolejna fala emigracji. Przyczyną nie są tylko rządy PO a kapitalizm kompradorski. oraz: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). i to: W maju upadło 70 firm, a od początku roku 398 oraz: Polska gospodarka: Ubój rytualny znowu legalny. Wyrok TK sukcesem rolników (którzy wiedzą komu zawdzięczają straty). Polska krajem biznesu z przymusu.

6.Polska lepiej w indeksie wolności gospodarczej. Opinie: Dobre dane z polskiej gospodarki.  Stabilna kondycja sektora przedsiębiorstw.

27.01.2015 (IAR) – z 23 na 19 miejsce w Europie awansowała Polska w Indeksie Wolności Gospodarczej Heritage Foundation i „The Wall Street Journal”. W światowym zestawieniu, jesteśmy na 42 miejscu. Rok temu byliśmy na 50. miejscu.

Najwięcej w awansie zawdzięczamy poprawie wskaźnika poziomu korupcji. Ten, traktowany z osobna, plasuje nas na 37 miejscu w świecie. Gorzej wyglądamy jeśli chodzi o cząstkowy wskaźnik wolności działalności gospodarczej. Mierzy on między innymi, ile rodzajów procedur i czasu potrzebnych jest do założenia firmy czy uzyskania koncesji. Tu z 67 punktami jesteśmy na 81 miejscu. Poprawiliśmy się, jeśli chodzi o wydatki rządowe, ale z dużym udziałem finansów publicznych w PKB jesteśmy bliżej końca niż początku stawki – na 137 miejscu.

W rankingu regionalnym od Polski lepiej radzi sobie w indeksie 18 państw. Na ich czele jest Szwajcaria z 80,5 punktu, a zaraz za nią Estonia i Irlandia. Wyprzedza na jeszcze między innymi Wielka Brytania, Litwa, Gruzja, Czechy i Łotwa. Na końcu europejskiego rankingu jest Grecja, Rosja, Białoruś i Ukraina.

W światowym zestawieniu króluje Hong-Kong, Singapur, Nowa Zelandia i Australia. Ostatnia jest Korea Północna i Kuba. Z 42 miejscem, między Bahamami i Urugwajem jesteśmy w grupie państw z gospodarkami „umiarkowanie wolnymi”.

IAR/Łukowska/łp/mitro/

podobne: Raz w górę, raz w dół. Dwa rankingi o „wolności gospodarczej”. Komu wierzyć?

27.01.2015 (IAR) – Zgodne z oczekiwaniami, ale pozytywne – tak ekspert ocenia dane z polskiej gospodarki. Główny Urząd Statystyczny podał wstępnie, że polski PKB w 2014 roku urósł o 3,3 procent. Sprzedaż detaliczna w grudniu była o 1,8 procent wyższa niż przed rokiem.

Główny ekonomista banku Citi Handlowy, Piotr Kalisz podkreśla, że informację z GUS-u są pozytywne. W ostatnim kwartale, wbrew przewidywaniom, wzrost gospodarczy nie wyhamował poniżej 3 procent, lecz pozostał powyżej tego poziomu. Jego składowe czyli konsumpcja i inwestycje pozostają stabilne i w opinii ekonomisty trudno spodziewać się drastycznych zmian.

Według rozmówcy IAR, dane o bezrobociu świadczą o tym, że rynek pracy w Polsce jest mocny. 11,5 procent to więcej o 0,1 punktu procentowego niż w listopadzie, ale zdecydowanie mniej niż przed rokiem. Wtedy wynosiło 13,4 procent. Piotr Kalisz zwraca uwagę, że rynkowi pracy nie zaszkodził ani kryzys w Rosji, ani spowolnienie w krajach starej Unii Europejskiej.

Ekspert wskazuje też na dobre informację na temat sprzedaży. Ta w ujęciu nominalnym była w grudniu większa niż przed rokiem o 1,8 procent. Ekonomista wyjaśnia jednak, że uwzględniając deflację czyli ogólny spadek cen, produkcja była około 4 procent wyższa niż rok wcześniej.

Ekonomiści prognozowali, że sprzedaż detaliczna w grudniu wzrosła w ujęciu rocznym o 1,7 procent, a bez pracy pozostawało 11,6 procent Polaków. Według informacji Ministerstwa Pracy i Polityki społecznej bezrobocie w grudni wyniosła 11,5 procent. Jak podaje GUS bez pracy w Polsce pozostaje ponad 1 milion 820 tysięcy osób.

To już komplet informacji z polskiej gospodarki w grudniu.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze/jj

podobne: Dane makro z polskiej gospodarki: PKB i koniunktura w kwietniu oraz: Polska gospodarka: Produkcja przemysłowa w sierpniu dużo gorsza od oczekiwań, eksport będzie rósł (pomaga ruch przygraniczny). Zlikwidujmy opłaty targowe apelują kupcy.

28.01.2015 (IAR) – Względnie dobra koniunktura na rynku krajowym sprawiła, że kondycja sektora przedsiębiorstw w IV kwartale ubiegłego roku była stabilna. Potwierdza to raport opracowany przez Narodowy Bank Polski.

O dobrej kondycji przedsiębiorstw zdecydowała przede wszystkim względnie wysoka rentowność, której sprzyjały niskie ceny surowców. Niekorzystny wpływ na kondycję firm miało natomiast utrzymanie embarga na import żywności przez Rosję, chociaż był on nieco mniejszy niż prognozowano. Niekorzystny wpływ miało też osłabienie koniunktury w krajach strefy euro, zwłaszcza w Niemczech.

Z raportu NBP wynika również, że poprawiają się prognozy przedsiębiorstw dotyczące popytu, zamówień oraz produkcji. Co więcej przedsiębiorstwa oczekują trwałej poprawy koniunktury.

Na bardzo wysokim poziomie utrzymuje się także konkurencyjność cenowa oraz opłacalność eksportu. Mimo to prognozy eksporterów pozwalają spodziewać się w najbliższym czasie dość niskiej dynamiki eksportu. Tylko jednak w niewielkim stopniu może to być skutkiem konfliktu rosyjsko-ukraińskiego.

Wyraźnie poprawiły się prognozy dotyczące zatrudnienia. Już od ponad roku więcej firm planuje tworzenie miejsc pracy niż ich likwidację. Wskaźnik zatrudnienia wzrósł o 4 punkty procentowe w ujęciu kwartalnym i o 4,2 punktu procentowego w ujęciu rocznym. Nowe miejsca pracy planują tworzyć zarówno firmy usługowe, jak i przemysł oraz budownictwo. Firmy nie planują natomiast znacznych podwyżek wynagrodzeń w tym kwartale.

Raport NBP wskazuje też na wzrost udziału firm, które nie miały problemów z utrzymaniem płynności.

W sumie kondycja przedsiębiorstw jest dobra i przedsiębiorcy oczekują dalszej poprawy sytuacji.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR) Elżbieta Łukowska/magos

podobne: Wskaźnik ZEW dla polskiej gospodarki w dół. Niższy od oczekiwanego odczyt PP wskazuje na spadek PKB. Polska może pozostać zagłębiem taniej siły roboczej. oraz: Polska gospodarka: bankructwa firm, eksport, inwestycje zagraniczne.

7. Meblarstwo to jeden z największych polskich hitów ekportowych.

28.01.2015 (IAR) – Meblarstwo to jednej z największych polskich hitów eksportowych. Dyrektor Adamowicz Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli Marek Adamowicz podkreśla, żebranża rozwija się bardzo dynamicznie. W ubiegłym roku sprzedaliśmy meble za blisko 34 miliardy złotych, czyli o 14 procent więcej niż rok wcześniej. 90 procent produkcji idzie na eksport.

Jednym z głównych odbiorców naszych mebli są Niemcy, ale rosnące, rozwijające są również inne rynki – na przykład czeski, francuski, angielski.

Polska jest 7 na świecie producentem mebli, a 4 eksporterem.

IAR K.P. /magos

podobne: Tekstylia, meble, motoryzacja – siłą polskiego przemysłu (na rynkach zachodnich). Droga energia realnym zagrożeniem. oraz: „Rzeczpospolita” – Niemcy skarżą się Brukseli na meble z Polski.

źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Sprawdź komu powierzasz pieniądze a dla dobra ZUSu żyj krótko i nie wydawaj za dużo, czyli jak Pilon „pomógł” Piratowi. TFI – Teraz Chiny?


1. Uwaga na skomplikowane produkty do oszczędzaniaSprawdź komu powierzasz pieniądze.

10.08.2014 (IAR) – Na emeryturę warto odkładać. Na oszczędzających czyhają jednak pułapki. Skomplikowane produkty finansowe i nierzetelność sprzedających odstraszają od oszczędzania na starość.

Rzecznik Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Małgorzata Cieloch podkreśla, że przybywa skarga na skomplikowane produkty finansowe, które łączą funkcję inwestycji i ubezpieczenia. W ostatnich miesiącach UOKiK na jeden z podmiotów oferujących takie produkty otrzymał ponad 200 skarg. Klienci często nie są informowani o ryzyku inwestycyjnym czy o opłatach za rezygnację z produktu.

Urząd przygotowuje raport na temat skomplikowanych polis inwestycyjnych. Rozmówczyni IAR dodaje, że sprzedawcy oferują je czasem osobom, które nie powinny z nich korzystać. Większość skomplikowanych produktów finansowych działa przez 10 czy 15 lat. Nie zawsze osoby powyżej 70. roku życia są w stanie skorzystać z odłożonych pieniędzy.

Szczegółowy raport na temat długoterminowych inwestycji finansowym będzie gotowy pod koniec tego roku. Już teraz specjalną kampanię informacyjną „Sprawdź, komu powierzasz” prowadzi Komisja Nadzoru Finansowego wspólnie z Polskim Radiem.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk/nyg

10.08.2014 (IAR) – Czytać umowy i sprawdzać komu powierzamy pieniądze. To prosty sposób, żeby uniknąć rozczarowania i nie stracić oszczędności życia. Komisja Nadzoru Finansowego i Polskie Radio prowadzą kampanię informacyjną w tej sprawie.

Przedstawiciel nadzoru finansowego, Maciej Krzysztoszek ostrzega, że część produktów finansowych jest skomplikowana. Zachęca on do czytania umów. W niej zawarte są wszystkie informacje i warunki. Podpisując ją zobowiązujemy się do jej przestrzegania. Jeżeli nie rozumiemy zasady działania produktu finansowego, możemy poprosić o wyjaśnienia.

Warto sprawdzić też samą instytucję finansową. Chodzi o gwarancje Ubezpieczeniowego lub Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. A na stronie internetowej nadzoru (www.knf.gov.pl) można znaleźć też listę ostrzeżeń. Są na niej podmioty, które prowadzą działalność niezgodnie z prawem. Przyda się także rozmowa z klientami instytucji oraz sprawdzenie forów internetowych.

KNF realizuje kampanię informacyjną wspólnie z Polskim Radiem oraz TVP. Jej celem jest edukacja Polaków w obszarze problematyki gospodarczej.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk/nyg

podobne: Polska rajem dla oszustów polecam również: NIK: może nie starczyć na emerytury (prezydencka minister uważa dopłacanie do FUS za „wypłacalność”)

…ta troska o nasze pieniądze oprócz tego że jest jak najbardziej uzasadniona, to w zestawieniu z pewnymi okolicznościami jakie są udziałem większości ludzi dysponujących w Polsce dochodem jest wprost wzruszająca. W związku z tymi okolicznościami ciekawi mnie więc brak na owej liście „ostrzeżeń” i brak słowa w kampanii ostrzegawczej na temat największej piramidy finansowej na rynku ubezpieczeń w Polsce, która nie tylko nie bawi się w zawieranie umów z klientem a raczej petentem, (co niejako usprawiedliwia brak ostrzeżenia przed ich czytaniem – brak umowy, kłopot z głowy! 😉 ), ale uważa się powszechnie, że jej oferty nie dotyczy pojęcie „ryzyka inwestycyjnego” (wbrew wynikom jakie osiąga z roku na rok, będąc na coraz większym minusie!). Nie wspominając o tym, że ta „instytucja” NIKOGO nie oszczędza w kwestii rozczarowania z jej wyników finansowych, chociaż każdy pracujący powierza jej przez CAŁE ZAWODOWE ŻYCIE nie małe środki (i to wcale nie z własnego wyboru), z których to środków nie jeden „ubezpieczony” (nie tylko po 70 roku życia a nawet wcześniej!) nie zdążył wydać nawet złotówki.  Co się z tymi osieroconymi środkami dalej dzieje to swoją drogą też ciekawy temat – Złodzieje Ukradli Składki: Zniknęło 8 mld zł z kont emerytalnych w ZUS… Mowa oczywiście o „gwarancie” naszej przyszłości i „jedynie sprawiedliwym” systemie ubezpieczeniowym na świecie – ZUSie.

…Gdyby ubezpieczenia społeczne funkcjonowały na zasadzie umowy, to wyglądałaby ona tak: ty obywatelu „ubezpieczony” będziesz przez co najmniej 30, albo 35 lat oddawał ubezpieczalni połowę swego dochodu, a ubezpieczalnia kiedyś coś ci da. „Kiedyś” – bo Sejm zawsze może zmienić wiek emerytalny – i właśnie to zrobił oraz „coś” – bo Sejm zawsze może zmienić sposób naliczania emerytur – i właśnie się do tego szykuje. Jeśli w takiej sytuacji ktoś jeszcze uważa przymusowe ubezpieczenia społeczne za dobrodziejstwo i wiekopomną zdobycz ludu pracującego, to znaczy, że jest humańskim durniem, wobec którego nie powinno być żadnej litości… (Stanisław Michalkiewicz)

2. Długowieczność jest super, ale nie dla portfelaGUS – Wydłuża się nasze życieOszczędzanie na emeryturę. Skąd wziąć pieniądze. 

Żyjemy coraz dłużej i powinniśmy się z tego cieszyć. Poza oczywistymi plusami, długowieczność ma też słabsze strony. Podstawową jest to, z czego to dłuższe życie będziemy finansować. Możliwości jest kilka, ale tą, na którą mamy największy wpływ my sami, jest po prostu regularne oszczędzanie. Niestety, nic tego nie zastąpi.

Zgodnie z opublikowanym właśnie przez GUS raportem dotyczącym trwania życia, mężczyźni urodzeni w 2013 roku mogą liczyć na to, że średnio dożyją 73,1, a kobiety 81,1 roku życia. Średnia długość trwania życia wydłuża się dynamicznie i nieprzerwanie od 1991 roku. Wówczas mężczyźni dożywali niespełna 66, a kobiety nieco ponad 75 roku życia.

Co więcej, średnia długość życia wydłuża się szybciej, niż w swoich oficjalnych prognozach zakładał GUS. Wg ostatniej takiej prognozy, na lata 2008-2035, GUS oczekiwał, że średnio 81 roku życia dożywały będą dopiero kobiety urodzone po 2020 roku. Podobnie jest w przypadku mężczyzn, dla których średnia długość trwanie życia miała przekroczyć 73 lata dla urodzonych w okolicach 2018-2019 roku.

To co cieszy chyba nas wszystkich, jest niestety dużym zmartwieniem dla ZUS-u. Wylicza on bowiem nowe emerytury, uwzględniając między innymi właśnie średnie dalsze trwanie życia na podstawie specjalnie w tym celu co roku publikowanych przez GUS tablic. Krótko mówiąc, jeśli długość dalszego życia została na tej podstawie w wyliczeniach ZUS-u niedoszacowana, to osoby starające się o emeryturę będą pobierały ją dłużej niż się zakłada, zatem i potrzeby finansowe ZUS-u będą większe niż obecnie się zakłada. Te braki trzeba będzie czymś sfinansować. Bazując na ostatnich doświadczeniach, na myśl przychodzi najpierw zagarnięcie pieniędzy, które pozostały jeszcze w OFE (aktualnie to ok. 147 mld zł), a potem pozostaje już tylko podnoszenie podatków.

Żyjemy dłużej, bo – jak wskazuje ZUS – korzystamy z rozwoju nowych technologii medycznych i nowoczesnych metod diagnostycznych, ale także z generalnej poprawy kondycji zdrowotnej Polaków, realizowanej przez prozdrowotny styl życia. Jeśli jednak polepszającą się kondycją chcemy cieszyć się na emeryturze, powinniśmy też uwzględniać wydłużające się oczekiwane dalsze trwanie życia we własnych kalkulacjach. Z gusowskich tablic wynika, że mężczyźni, którzy w 1990 roku mieli 30 lat, przeciętnie mieli dożyć 69,1, zaś kobiety 77,2 roku życia. W 2013 roku jest to już odpowiednio 74,3 i 81,8 lat. Warto jednak zwrócić uwagę, że im dłużej żyjemy, tym wiek statystycznie możliwy do osiągnięcia zwiększa się. Z tablic wynika bowiem, że w 2013 roku 60 letni mężczyzna przeciętnie może dożyć 78,7, a kobieta 83,9 roku życia.

Podsumowując, wiele wskazuje na to, że obecni 30-40 latkowie mają duże szanse na to, żeby dożyć dziewięćdziesiątki. A to oznacza, że przy aktualnym wieku emerytalnym, który dla kobiet i mężczyzn wynosi 67 lat, trzeba się liczyć tym, że życie na emeryturze potrwa nawet grubo ponad 20 lat. Dlatego, odkładając z myślą o dodatkowej emeryturze, trzeba zdecydowanie uwzględnić to, na jak długo – potencjalnie – te oszczędności będą nam potrzebne. Jeśli ktoś, kto ma obecnie 30 lat, czyli do emerytury pozostaje mu jeszcze 37 lat, zacznie teraz odkładać miesięcznie 200 zł, przy średniej rocznej stopie zwrotu na poziomie 5 proc., w chwili przejścia na emeryturę ma szansę zgromadzić kapitał w wysokości ok. 260 tys. zł. Jeśli potem ulokuje go na bezpiecznej lokacie, z której będzie miał 3 proc. zysku rocznie, to wystarczy, że co miesiąc przez 15 kolejnych lat, będzie wypłacać sobie, z kapitału i z zysku, dodatkową emeryturę wysokości niespełna 1800 zł. Warto w tym miejscu odnotować, że za te 1800 zł za 40 lat będzie można kupić mniej więcej tyle, ile dziś na 700 zł (jeśli średnia roczna inflacja w tym czasie wyniesie 2,5 proc.). Jeśli teraz ten ktoś, wiedząc, że musi się liczyć z tym, że na emeryturze spędzi znacznie więcej czasu, w powyższych obliczeniach zmieni tylko jedną zmienną, a mianowicie wydłuży okres wypłaty na 25 lat, to jego miesięczny dodatek do państwowej emerytury spadnie o jedną trzecią, do zaledwie 1200 zł (na dzisiejsze pieniądze to ok. 450 zł).

Co zrobić, żeby uzupełnić deficyt? Odpowiedź jest prosta: trzeba odkładać więcej. Zamiast 200 zł miesięcznie, trzeba by odkładać ok. 300 zł. Innym rozwiązaniem jest np. coroczna indeksacja odkładanej kwoty. Możemy więc zacząć od 200 zł miesięcznie, a następnie zwiększać tę kwotę o 3 proc. każdego roku, żeby osiągnąć mniej więcej ten sam efekt, jakbyśmy odkładali przez cały okres stałą kwotę równą 300 zł.

Długowieczność, poza chyba oczywistymi korzyściami jakie z niej płyną, rodzi także oczywiste problemy natury finansowej. Może i nie każdy, ale na pewno większość z nas, chciałaby żyć jak najdłużej, ale pracować jak najdłużej pewnie już nie koniecznie. Żeby tak było, trzeba o tym zacząć myśleć odpowiednio wcześniej, pamiętając o tym, że im wcześniej zaczyna się oszczędzać o myślą o tak odległym w czasie celu jak emerytura, tym mniejszym jest to wyrzeczeniem, bo mniejsze kwoty trzeba odkładać. A na przyszłą emeryturę można przejść nie czekając do 67 urodzin.

(Bernard Waszczyk – Open Finance)

podobne: Reforma emerytalna: OFE, ZUS, IKZE. Zakaz inwestowania OFE w obligacje – groźny oraz: „Ostateczne” zmiany w OFE wchodzą w decydującą fazę… kradzieży.

10.08.2014 (IAR) – W Polsce rodzi się mało dzieci. Żyjemy coraz dłużej. To oznacza, że emerytury dzisiejszych 30 czy 40-latków będą niższe niż obecnie.

Rzecznik prasowy Głównego Urzędu Statystycznego, Artur Satora, podkreśla, że Polacy żyją coraz dłużej. W 1950 roku mężczyźni żyli średnio nieco ponad 56 lat, a kobiety prawie 62 lata. W 2013 roku było to odpowiednio ponad 73 lata i ponad 81 lat.

Wciąż jednak sporo brakuje nam do europejskiej czołówki. Wśród 40 krajów nasz kraj zajmuje lokatę dopiero w trzeciej dziesiątce: mężczyźni 28, kobiety 24 miejsce. Najdłużej żyją mężczyźni w Islandii i Szwajcarii (odpowiednio 81,6 i 80,6 lat), najkrócej w Rosji – 63 lata. Wśród kobiet za długowieczne można uznać Hiszpanki czy Francuzki, które żyją przeciętnie ponad 85. Najkrócej w Europie żyją Mołdawianki -74,9 oraz Albanki i Rosjanki – 75 lat.

Negatywnie na przyszłe emerytury Polaków wpływa też mała liczba urodzeń. W rozmowie z IAR, rzecznik Głównego Urzędu Statystycznego, wyjaśnia, że w Polsce 100 kobiet rodzi około 130 dzieci. To zbyt mało, żeby zapewnić prostą zastępowalność pokoleń.

W minionym tygodniu GUS zaprezentował tablice długości życia Polaków w 2013 roku. Wynika z nich, że w porównaniu do 1990 roku kobiety żyją dłużej średnio prawie 6 lat, a mężczyźni prawie 7.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze /GUS/sk

…emerytury nie biorą się z dzieci ale z PRACY i KAPITAŁU wytwarzanego w MIEJSCACH PRACY. W Polsce pomimo milionów ludzi którzy wyemigrowali ZA PRACĄ jest ponad milion DŁUGOTRWALE bezrobotnych i to jest główny problem niewydolności ZUSu zaraz obok ogromnej rzeszy ludzi którym ZUS wypłaca „ubezpieczenie” chociaż nie dołożyli oni do systemu ANI ZŁOTÓWKI… Będą miejsca pracy to i będzie komu odkładać na emeryturę. Nie wspominając o tym, że ludzi bez pracy nie tyle nie stać na odkładanie na emeryturę (niby z czego?) ale przede wszystkim nie stać ich na posiadanie dzieci…

10.08.2014 (IAR) – Warto oszczędzać na emeryturę, ale skąd wziąć dodatkowe środki? Eksperci twierdzą, że problemem nie są zbyt niskie zarobki, ale brak kontroli nad wydatkami.

Autor bloga „Finanse bardzo osobiste”, Marcin Iwuć podkreśla, że większość z nas może wygospodarować nadwyżkę w domowym budżecie. W wielu przypadkach wydajemy pieniądze nieświadomie i kupujemy przedmioty, które nie są nam potrzebne. Rozmówca IAR wyjaśnia, że pierwszym krokiem do wygospodarowania oszczędności jest zaplanowanie budżetu domowego.

Kawa czy posiłki spożywane na mieście nadwyrężają nasz budżet. Podobnie jest z zakupami w marketach. W obu przypadkach planowanie pozwoli zaoszczędzić kilkadziesiąt do kilkuset złotych miesięcznie.

Jak wybrać sposób inwestowania pieniędzy? Większe zyski oznaczają zwykle większe ryzyko utraty kapitału. Ci, którzy mają więcej czasu do emerytury mogą zdecydować się na inwestycje w akcje. Starsi powinni inwestować w bardziej bezpieczne obligacje czy lokaty.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Arkadiusz Augustyniak / Karol Tokarczyk/sk

podobne: Opodatkowanie IKZE. Zachęcają żeby samemu oszczędzać a i tak wszędzie rabują.

większość z nas może wygospodarować nadwyżkę w domowym budżecie. W wielu przypadkach wydajemy pieniądze nieświadomie i kupujemy przedmioty, które nie są nam potrzebne… Ale że się wyrażę – co to kogo obchodzi na co ludzie wydają SWOJE pieniądze? Przecież większość z nas oddaje nie małe sumy przez całe zawodowe życie (nie z własnej woli i często nieświadomie) na „ubezpieczenie”, gdzie nie dość że w sporej części są marnowane i wypłacane ludziom którzy ani złotówki nie dołożyli do wspólnego wora, to na dodatek są one nieefektywnie zarządzane a braki jakie z tego tytułu powstają w domowych budżetach są zgubne bezpośrednio dla ich właścicieli jak i dla gospodarki. Gdyby nie przymus tego wydatku, to ludzie mogliby spokojnie odkładać te sumy na konto, albo w inny sposób inwestować (choćby w dzieci) samemu zabezpieczając swoją przyszłość a państwo nie miałoby obowiązku „troszczyć” się i „zapewniać” komukolwiek (nie)godnej emerytury.

W świetle kwot jakie są ludziom pod przymusem zabierane, obywatel w ogóle nie powinien zastanawiać się nad szukaniem dodatkowych oszczędności skoro ktoś już za niego „oszczędza” i pobiera na ten cel spore pieniądze. Takie podejście do kwestii oszczędzania na emeryturę, jest dla mnie odwracaniem uwagi od głównego problemu – piramidy finansowej zwanej ZUSem. Kto mając choć trochę elementarnej wiedzy na ten temat, pomija wkład ZUSu w dywagacjach nad emeryturą (celowo czy przez przeoczenie), ten jest albo cichym wspólnikiem systemu mającym na celu pogodzić ludzi z sytuacją w której są okradani, albo jest kretynem bo nie wie czym jest ZUS i jakie generuje on koszta dla zarobków i możliwości oszczędzania przez ludzi pieniędzy. Najpierw oddać ludziom ich pieniądze a potem można krytykować ich za rozrzutność – taka jest logiczna i uczciwa kolejność.

Skąd wziąć pieniądze? NIE ODDAWAĆ do ZUSu!

Jako żywo przypomniał mi się jeden z rozdziałów książki John’a Steinbeck’a: Tortilla Flat. Bohaterowie to kloszardzi zamieszkujący chwilowo mały domek i tworzący coś w rodzaju komuny. W wolnym czasie, a maja tylko taki, paisanos piją wino, romansują i pomagają, komu się da. Mają własną filozofię życiową i własny kodeks honorowy. 

W jednym z rozdziałów czytamy więc o tym jak jeden z bohaterów powieści o imieniu Pilon, cieszący się wśród przyjaciół opinią myśliciela humanisty i społecznika, postanawia „zatroszczyć” się o przyszłego towarzysza i lokatora domu Danny’ego (wesoło zamieszkiwanego przez zgraną paczkę paisanos, wiecznie spragnionych taniego wina i głodnych kur sąsiadki Pani Morales), lekko upośledzonego paisano którego wszyscy w Monterey zwą „Piratem”. Czytając tę książkę łatwo dajemy się złapać na lep rozbrajająco niewinnego stylu w jakim opisywane są przemyślenia i perypetie paisanos z Monterey. Zupełnie nam nie przeszkadza fakt, że w zasadzie to Pilonowi i lokatorom domu Danny’ego (wiecznym nierobom, drobnym złodziejaszkom, pijaczkom i lamerom) chodzi o pieniądze „Pirata”, które ów „drogi przyjaciel” (z czego sam (nie)zainteresowany nie zdawał sobie sprawy) ciężką uczciwą pracą, rąbiąc w lesie szczapy drewna na opał, gromadził od dłuższego czasu – co sprytny i mający oczy wokół głowy Pilon zaobserwował. Ze względu na swoje lekkie upośledzenie „Pirat” nie potrafił zatroszczyć się jednak o siebie i pomimo posiadania „znacznego majątku” ubierał się w łachmany, spał w kurniku i jadał resztki jedzenia które dostawał chodząc po restauracjach a którymi to resztkami karmił głównie swoje pięć psów, które towarzyszyły mu wszędzie gdziekolwiek „Pirat” chodził. Spragnionych wina przyjaciół Danny’ego naszła więc któregoś razu nieodparta chęć „udzielenia pomocy” „drogiemu przyjacielowi” i zaopiekowania się nim (skoro sam tego zrobić nie umiał). Obmyślili więc plan jak zwabić Pirata do domu i jak dobrać się do jego pieniędzy, które „Pirat” miał zwyczaj chować w lesie… Analogia owej historii do „szczerej troski” rządzących o naszą przyszłość z której jesteśmy „radośnie” (bo w majestacie prawa) ograbiani, jak ów bezradny wobec przemożnego opiekuńczego instynktu swoich „przyjaciół” upośledzony bohater książki Steinbeck’a noszący dumne „imię” Pirata, jest zdumiewająca.

Tak w ogóle to polecam lekturę całej książki – już bez analogii do szwindla zwanego ZUSem… Tak na poprawę humoru (o ile ktoś ma poczucie)

 3. TFI – Teraz Chiny?

Tytuł może nieco na wyrost, ale TFI inwestujące w walory Chin i Dalekiego Wschodu znalazły się w sytuacji znamionującej możliwość sporej dynamiki. Stąd pewna analogia do tytułu znanego niegdyś filmu.

Dość gwałtownie bowiem zmieniają się liderzy, a najlepsze stopy zwrotu wydają się przemieszczać z rynku tureckiego na wschód. Sprawa jest o tyle interesująca, że wygląda to na obiecujący początek, zapowiadający możliwość kontynuacji. Jak zobaczymy poniżej, znalezione fundusze po długiej konsolidacji odnotowują wybicie w górę.

Mapy ryzyko-zysk okazały się bardzo pomocne w wykryciu tej tendencji.

Na końcu artykułu zamieściliśmy kilka zdań objaśniających funkcjonowanie map ryzyko-zysk.

TFI – WĘDRÓWKA DO CHIN

Poniżej prezentujemy znalezione przy pomocy map ryzyko-zysk najbardziej zyskowne fundusze inwestycyjne w ostatnich trzech miesiącach. Większość znajduje się także w grupie najlepszych za ostatni miesiąc.

Jak wynika z map ryzyko – zysk, cała czołówka ma zbliżone wartości miar ryzyka.

Mapa Stopa zwrotu Maksymalny drawdown – fundusze o najlepszych parametrach (największych stopach zwrotu i małych obsunięciach kapitału) znajdują się w górnym lewym narożniku, a najsłabsze (najmniejsze stopy zwrotu, największe obsunięcia kapitału) – w dolnym prawym

Kolejna mapa zawiera kilka najlepszych funduszy wyselekcjonowanych spośród wszystkich dostępnych. Widzimy, że wartość miary ryzyka, jaką jest tu maksymalne obsunięcie kapitału (drawdown) jest zbliżona dla wszystkich czołowych funduszy.

Podobnie rzecz ma się np. ze średnim czasem odrabiania strat (wychodzenia z drawdownu), co ilustruje następna mapa:

Jak widać, lista najlepszych funduszy, którą prezentujemy niżej, zawiera praktycznie wyłącznie fundusze inwestujące na rynku chińskim, lub ogólniej na rynkach Dalekiego Wschodu.

NAJLEPSZE

Po raz kolejny słuszne okazało się monitorowanie dynamicznie zmieniającej się sytuacji wśród licznych funduszy przy pomocy map, które niezmiernie ułatwiają wykonanie tego zadania.

Sytuację jednego ze znalezionych funduszy (zbliżoną dla całej czołówki) ilustruje wykres:

Uwaga: Jedynym oficjalnym i miarodajnym źródłem wyników funduszy są odpowiednie Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.

KILKA ZDAŃ OBJAŚNIAJĄCYCH

Każdemu punktowi na mapie RYZYKO/ZYSK odpowiada jeden fundusz inwestycyjny. Górny lewy róg mapy zawiera fundusze z punktu widzenia inwestora najbardziej atrakcyjne: o wysokiej stopie zwrotu (oś pionowa) i niskim ryzyku(oś pozioma). Analogicznie – dolny prawy róg mapy, to fundusze o niższych stopach zwrotu, a przy tym parametr określający ryzyko (tutaj średni czas trwania drawdownu, czyli czas odrabiania strat) przyjmuje najmniej korzystne wartości.

Podczas analizy można stosować różne miary ryzyka, jak na przykład odchylenie standardowe, średni drawdown czy też średni czas trwania drawdownu (czas wychodzenia z drawdownu). Wybór miary ryzyka zależy od indywidualnych preferencji inwestycyjnych.

Istotne jest także odpowiednie dobranie długości okresu analizy – dobre wyniki w krótkim okresie nie zawsze muszą przekładać się na stabilne wzrosty długoterminowe.

(Ryszard Łukoś, Zbigniew Łukoś – InvestTracer.com)

podobne: TFI rynku pieniężnego – sposób na bessę. oraz: TFI – jak znaleźć perełki?

Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów. (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy. Zgodnie z powyższym autor, InvestTracer.com oraz Stooq nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszych komentarzy.
źródło: stooq.pl
rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

KE pozywa i upomina Polskę ws. niewdrożonych przepisów i chce zwrotu ponad 5,5 mln euro z funduszy na rolnictwo. Idziemy drogą Portugalii. Włochy: przybywa ubogich.


1. KE pozywa i upomina Polskę ws. niewdrożonych przepisów.

10.07.2014 (IAR) – Polska ma spore zaległości we wdrażaniu unijnych dyrektyw, co ponownie wytknęła jej dziś Komisja Europejska. W kilku przypadkach skończyło się na upomnieniach, ale w jednym sprawa trafiła do unijnego Trybunału Sprawiedliwości. W tym wypadku chodzi o niedopełnienie obowiązku wdrożenia dyrektywy w sprawie efektywności energetycznej budynków. Na jej mocy państwa członkowskie muszą określić i stosować minimalne wymagania dotyczące charakterystyki energetycznej budynków, stworzyć system certyfikacji i ustanowić wymóg regularnej inspekcji systemów grzewczych i klimatyzacyjnych. Przepisy miały zostać wprowadzone w życie do 9 lipca 2012 roku. Po upływie tego terminu Bruksela dwukrotnie upominała Polskę, ale bezskutecznie. „Nadal brakuje koniecznych środków transpozycji, między innymi odnoszących się do świadectw energetycznych, minimalnych wymagań dotyczących charakterystyki energetycznej oraz budynków o niemal zerowym zużyciu energii. To są domy o bardzo niskim rocznym zużyciu energii dzięki doskonałej jakości izolacji, ustawieniu względem słońca, energooszczędnym systemom grzewczym i chłodzącym” – powiedziała Polskiemu Radiu rzeczniczka Komisji ds. energii Sabine Berger.

Kierując sprawę do Trybunału, Bruksela zaproponowała dzienną karę w wysokości ponad 96 tysięcy euro. Jeżeli Trybunał przychyli się do wniosku Komisji, Polska będzie musiała płacić dzienne kary pieniężne od dnia wydania wyroku aż do pełnego wdrożenia przepisów. Oprócz naszego kraju w tej samej sprawie została pozwana Austria.

Polska jest także wśród 18 państw członkowskich, które zostały wezwane przez Komisję do usprawnienia zarządzania wspólną przestrzenią powietrzną. Ma się to przyczynić do efektywniejszego, tańszego i mniej szkodliwego dla środowiska lotnictwa w Europie.

Ponadto Bruksela wytknęła Warszawie niewdrożenie dyrektywy w sprawie ochrony prawa autorskiego i niektórych praw pokrewnych. Unijne przepisy z 2011 roku przedłużają czas ochrony dla artystów wykonawców i nagrań dźwiękowych z 50 do 70 lat. Ostateczny termin wdrożenia dyrektywy upłynął w listopadzie ubiegłego roku.

Nasz kraj ma także zaległości dotyczące praw pasażerów w transporcie autobusowym i autokarowym, określonych w unijnym rozporządzeniu sprzed trzech lat. Według Komisji, krajowe organy, wyznaczone do nadzorowania skutecznego stosowania przepisów, w swoim obecnym kształcie nie mają możliwości ich egzekwowania.

Kolejne upomnienie pod adresem Polski dotyczy przepisów o transgranicznej opiece zdrowotnej. Chodzi o dyrektywę z 2011 roku, która określa prawa pacjentów do skorzystania z opieki zdrowotnej w innym państwie członkowskim i uzyskania zwrotu kosztów w swoim kraju.

Warszawa ma teraz dwa miesiące na poinformowanie Brukseli, jak zamierza wdrożyć te przepisy. Jeśli tego nie zrobi, Komisja skieruje sprawę do Trybunału Sprawiedliwości – tak, jak to zrobiła w pierwszym przypadku.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/wcześni./em/

podobne: Eurokołchoz: Godfrey Bloom i dzień przeciętnego podatnika.

polecam: 10 lat Polski w UE: nowa polska emigracja. „Święto Szklanych Paciorków” (Ziemkiewicza) oraz „Unijna dekada” (cynik9)

…wygląda na to że krajowy ustawodawca jest nam kompletnie do niczego nie potrzebny (pominę milczeniem fakt że „nasi” prawodawcy to banda złodziei), bo decyzje co u nas wolno a czego nie (i jak należy dane kwestie regulować) zapadają gdzie indziej i kto inny egzekwuje wykonanie tego prawa… Polska nie jest suwerennym krajem a „troska” unijnych biurokratów o „praworządność” w naszym kraju to zwykłe szpiegostwo gospodarcze i naturalna potrzeba „starszych i mądrzejszych” kontroli tego co się jeszcze opłaca w taki czy inny sposób zniszczyć bądź opodatkować (Z deszczu pod rynnę czyli… jak Polska dorabia Europę oraz: Tomasz Cukiernik: Dotacje to wywiad gospodarczy). Biurokratyczne nagromadzenie regulacji to czysty paraliż dla gospodarki a tzw. „standaryzacja” czy „certyfikacja” (zwana komicznie „normą”) – kompletnie nikomu nieprzydatna KOSZTOWNA robota – podnosi ceny towarów i usług gdziekolwiek się ją wprowadza i powoduje dalszy rozrost biurokracji i stanowisk urzędniczych… Nadgorliwość posunięta do granic absurdu kończy się tym – Najwyższy Czas!: Absurdy postępu czyli indeks upadku naszej cywilizacji.

Żeby było jasne – naturą złodziej jest rabować i można się tylko dziwić „gospodarzom” że na to pokornie pozwalają i SAMI otwierają przed nim drzwi,  zapraszając go do środka.

2. KE chce od Polski zwrotu ponad 5,5 mln euro z funduszy na rolnictwo.

09.07.2014 (IAR) – 15 krajów członkowskich Unii – w tym Polska – ma zwrócić łącznie 57 milionów euro z funduszy unijnej polityki rolnej. Bruksela uznała, że środki zostały „nienależnie wypłacone”. Warszawa ma zwrócić 5 milionów 840 tysięcy euro.

Pieniądze mają wrócić do unijnego budżetu z powodu nieprzestrzegania przez państwa członkowskie przepisów Wspólnoty lub zastosowania przez nie nieodpowiednich procedur kontroli wydatków. To właśnie unijne kraje są odpowiedzialne za wypłacanie pomocy w ramach wspólnej polityki rolnej, a Komisja czuwa nad tym, by pieniądze zostały właściwie wykorzystane. Środki, jakie ma zwrócić Polska, zostały wypłacone z funduszy na rozwój obszarów wiejskich. Jak tłumaczy Bruksela, korekta ta wynika z „braku kryteriów kwalifikacji w ramach oceny projektów”. Najwięcej jednak Komisja domaga się od Francji. Za „niedociągnięcia dotyczące przydziału uprawnień do płatności” Paryż musi zwrócić ponad 20 milionów euro.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela

podobne: Eurokołchoz kosztuje: Kwoty na mleko przekroczone (zapłacimy ok. 195 mln zł). Czynsze mogą wzrosnąć. 620 mln EUR na pensje dla EUrzędników oraz: „Wspólna Polityka Rolna” kosztem polskiego przemysłu rolno-spożywczego. a także: POPISowo udupione fundusze. Wszyscy brali, nikt nie kontrolował – zapłaci jak zwykle podatnik.

…podatnicy dopłacili… rolnicy wzięli… a podatnicy zwrócą… „ktoś” zapłaci podwójnie – ot interes 🙂 Jest to najlepszy przykład na to że nie ma nic za darmo a za pazerność płaci się podwójnie (a nawet potrójnie bo ceny towarów rosną)… aż dziw bierze że większość podatników dalej uważa „unijne dopłaty” za korzyść dla siebie… Wygląda na to że głupich sieją i że się ich uprawia (za dopłatą 😀 )

…los Portugalii nas czeka. Ludzie uciekają z kraju i nie zakładają rodzin!

3. Niepokojące dane Eurostatu: Portugalia się wyludnia.

10.07.2014 (IAR) – Portugalia traci rekordowo wielu mieszkańców. W ubiegłym roku współczynnik urodzeń był tam najniższy w całej Unii Europejskiej.

Według danych Eurostatu, w 2013 roku populacja Portugalii skurczyła się o 60 tysięcy osób. Jedną z głównych przyczyn jest powodowany kryzysem i dużym bezrobociem strach przed posiadaniem potomstwa. Liczba urodzeń na tysiąc mieszkańców wyniosła zaledwie 7,9 – to najgorszy wynik w całej Wspólnocie. Dla porównania współczynnik śmiertelności wyniósł w ubiegłym roku ponad 10. Oznacza to, że znacznie więcej osób umiera, niż się rodzi.

To jednak nie jedyny powód dramatycznej sytuacji demograficznej w Portugalii. Autorzy raportu Eurostatu zwracają uwagę także na negatywne saldo migracyjne: w 2013 roku kraj opuściło o ponad 36 tysięcy osób więcej, niż do niego przyjechało.

O postępującym wyludnianiu się 10-milionowej obecnie Portugalii eksperci alarmują już od dawna. Kilka miesięcy temu dziennik Publico napisał, że do 2060 roku liczba mieszkańców może zmniejszyć się aż o 4 miliony. Powołując się na dane Narodowego Instytutu Statystycznego gazeta obliczyła, że obecnie na 100 młodych Portugalczyków przypada 131 ludzi starszych, a za niecałe pięć dekad może ich być nawet 464.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Adriana Bąkowska, Lizbona/kawo

podobne: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny. oraz: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

4. Włochy: przybywa ubogich.

11.07.2014 (IAR) – We Włoszech od początku kryzysu podwoiła się liczba ubogich. Mówi o tym ogłoszony dziś w Rzymie raport tamtejszej Caritas.

Liczba Włochów, których zaliczyć można do kategorii ubogich, wzrosła o 100 procent – z dwóch milionów czterystu tysięcy do czterech milionów ośmiuset tysięcy. Obecnie stanowią oni blisko pięć procent ludności. Ubóstwo obejmuje dziś nowe grupy społeczne. Kiedyś do kategorii ubogich należeli przede wszystkim ludzie starsi, mieszkańcy Południa i rodziny wielodzietne. Teraz do ubogich zaliczyć można także rodziny mieszkające na Północy, posiadające tylko dwoje dzieci i w których nie ma bezrobotnych. W raporcie podkreśla się, że Włochy nie mają dotąd programu walki z ubóstwem, a to, co robią w tym kierunku kolejne rządy, jest zdecydowanie niewystarczające. W terenie zaś w ramach oszczędności ogranicza się właśnie wydatki na pomoc społeczną. Stąd postulat stworzenia funduszu dla tych, których dochody są poniżej relatywnej granicy ubóstwa, wynoszącej we Włoszech 640 euro miesięcznie na osobę.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/em/

podobne: Hiszpański Caritas bije na alarm. oraz: Bezrobotni z Włoch wyjeżdżają za chlebem. polecam również: cynik9: Przybliżanie socjalizmu. Teoria skubanych i skubiących w demokracji

…Włosi nie potrzebują „programu walki z ubóstwem”, tylko miejsc pracy i mniejszych obciążeń fiskalnych a tego nie zapewnią „programy pomocy” na które trzeba uprzednio zabrać pieniądze podatnikom.

…Odys                …źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło.


1. Współpraca koncernów energetycznych

26.06.2014 (IAR) – Cztery polskie koncerny energetyczne rozpoczynają współpracę w obszarze badań i innowacji. Są to ENEA, ENERGA, PGE Polska Grupa Energetyczna oraz Tauron Polska Energia.

Prezesi zarządów tych koncernów podpisali list intencyjny w sprawie kooperacji w projektach badawczo-rozwojowych. Projekty mają koncentrować się między innymi na redukcji zanieczyszczeń w procesie wytwarzania energii – informuje Maciej Szczepaniuk – rzecznik prasowy PGE Polska Grupa Energetyczna. Dodaje, że ważne jest również rozwijanie inteligentnych sieci dystrybucyjnych i przesyłowych.

Wspólne prace badawcze mają przyczynić się między innymi do pełniejszego wykorzystania polskiego potencjału naukowego. To zaś wpłynie na rozwój regionalnych ośrodków akademickich a także na rozwój całej gospodarki. Dzięki temu łatwiej będzie pozyskiwać fundusze na innowacyjność z Unii Europejskiej przeznaczone na lata 2014-2020.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) E. Łukowska / gaj

polecam: Naukowcy z AGH opracowują nowatorski materiał z wykorzystaniem grafenu.

2. Ekspert. Tania energia już nie wróci

29.06.2014 (IAR) – Energia elektryczna będzie coraz droższa. Wszystko przez inwestycje w energetyce, które czekają Polskę w najbliższych kilkudziesięciu latach. Według szacunków Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych, cena prądu, która wynosi dziś około 165 złotych za 1 MWh, w 2030 roku może sięgnąć 370 złotych.

Prezes WISE, Maciej Bukowski ostrzega, że czasy taniej energii już nie wrócą. Do tej pory wzrost cen energii wynikał z rosnących wycen surowców, w tym węgla, który jest głównym źródłem energii elektrycznej w Polsce. W przyszłości, jak twierdzi rozmówca IAR, wzrost cen będzie efektem dużych nakładów na inwestycje w energetyce. Po 2030 roku trzeba będzie zastąpić większość działających dziś elektrowni.

Ekspert przewiduje, że w kolejnych latach wśród Polaków zwiększy się popularność odnawialnych źródeł energii. Rząd nie pomaga w ich promocji, ale za około 10 lat własny panel fotowoltaiczny będzie miało wiele gospodarstw. Energia wytwarzana samodzielnie stanie się bowiem tańsza niż ta z sieci.

Eksperci WISE przekonują, że Polska może ograniczyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery nawet około 40 procent w stosunku do 1990 roku. Zalecają też jak największe zróżnicowanie źródeł energii.

Raport na temat możliwości polskiej polityki klimatycznej Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych opublikował w minionym tygodniu.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Karol Tokarczyk/dyd

polecam również: Współpraca branży energetycznej, gazowej i telekomów kwestią czasu. Czy grozi nam oligopol? oraz: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. a także: Tekstylia, meble, motoryzacja – siłą polskiego przemysłu (na rynkach zachodnich). Droga energia realnym zagrożeniem.

…wzrost cen energii nie wynikał z rosnących wycen surowców (bo ciągle można kupić tani surowiec za granicą – nawet o kilkadziesiąt procent!) ale ze wzrostu kosztów wydobycia (bądź przetwarzania) tych surowców i przetwarzania ich na energię przy wydatnie patologicznym systemie dotowania tej gałęzi gospodarki z publicznych pieniędzy… Te koszta nie rosną same z siebie a „ktoś” tym procesem (ludzie chorzy na „globalne ocipienie”) zawiaduje i to na kilka sposobów o czym więcej tu: Gaz łupkowy za 24 lata. Zielona energia za droga. Nie mamy realnej alternatywy dla węgla. i tu: Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej? a także tu: MFW: subsydiowanie energii ma bardzo poważne negatywne skutki. Problem w tym, że Polska która węglem stoi przyjęła w kwestii energetyki politykę dyktatu w UE państw które stać na innowacje kosztem węgla. Komu służą polskie elity które pozwalają sobie na ustępstwa względem obcych gospodarek kosztem polskiego konsumenta? Na pewno nie polskiej racji stanu.

Nie zmienia to jednak faktu że branża górnicza w Polsce wymaga brutalnych reform (bo to nie jest tak, że za wszystkim co spotkało polski węgiel stoją „obcy”)… Rząd nie może kupować czasu, musi podjąć trudne, bolesne reformy – o rozwiązywaniu problemów branży górniczej w Polsce mówił Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl. Jego zdaniem bardzo ważne dla polskiej energetyki jest także ponowne ściągnięcie do kraju „inwestorów łupkowych – Opieka socjalna niszczy branżę węglową. Część kopalń trzeba będzie zamknąć. Tomasz Cukiernik: „Czarny kłopot”.

3. Polska w pułapce średniego dochodu?

28.06.2014 (IAR) – Nie pozwala krajom rozwijającym dogonić rozwiniętych. Eksperci spierają się czy Polsce grozi tak zwana pułapka średniego dochodu. Szukają też rozwiązań, żeby jej uniknąć lub z niej wyjść.

Główny ekonomista BCC, Stanisław Gomułka uważa, że Polska nie znalazła się jeszcze w pułapce średniego dochodu, ale takie niebezpieczeństwo nam grozi. W dalszym ciągu tempo wzrostu gospodarczego Polski jest szybsze niż krajów „starej” Unii Europejskiej. Rozmówca IAR ocenia, że to zagrożenie jest dopiero przez Polską i będzie stanowić realny problem za 10 do 15 lat.

Były minister finansów, Stanisław Kluza wyjaśnia, że to nie brak nowoczesnych technologii, lecz mała liczba urodzin jest jednym z głównych zagrożeń dla wzrostu gospodarczego Polski. W opinii ekonomisty, z którym rozmawiała Informacyjna Agencja Radiowa, pierwsza połowa XXI wieku, ze względu na krytyczny bilans demograficzny może wpędzić Polskę w tak zwaną pułapkę średniego dochodu.

Prezes Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych, Maciej Bukowski zwraca uwagę, że polska gospodarka już może znajdować się w pułapce średniego dochodu. Świadczy o tym między innymi niskie zużycie prądu. Rozmówca IAR przypomina, że w Polsce rozwinięty jest przemysł drzewny czy meblarski. Dużo mniej jest przemysłu maszynowego, który jest bardziej innowacyjny, pociąga za sobą wyższe pensje, ale także wyższe zużycie prądu. W Polsce na jednego mieszkańca zużywa się ponad 3 tysiące 800 kilowatogodzin. W Holandii, podobnie jak w Niemczech jest to ponad 7 tysięcy kilowatogodzin.

Pułapka średniego dochodu ma miejsce, kiedy gospodarka traci możliwość rozwijania się poprzez odtwarzanie rozwiązań. Koszty pracy rosną, wzrost gospodarczy spowalnia, a kraj staje się mniej konkurencyjny. Eksperci są zgodni. Nasza gospodarka z modelu imitacyjnego musi przejść w tak zwany model kreatywny.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk/dj

…Nic więc dziwnego, że pomimo mniejszego zużycia energii przez naszą gospodarkę ceny energii będą rosły… Tylko idiota może się dziwić temu że mu ciężko iść, w sytuacji kiedy sam sobie na plecy zarzucił 100 kilowy worek 🙂 O tym jak „innowacyjną” gospodarką jesteśmy tu: Lubowski: musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach. Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność”. i tu: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie. Polska to niestety kraj prefabrykatów – Z deszczu pod rynnę czyli… jak Polska dorabia Europę

Tymczasem lichwiarskie media opiniotwórcze (samozwańczych „ekonomistów” spod znaku pożyczaj na potęgę!) nie opuszcza dobry (wisielczy) humor…

4. „The Economist” pozytywnie o Polsce

28.06.2014 (IAR) – Polska jest w znakomitej formie, rozwija się szybko i powinna być przykładem dla innych krajów Unii Europejskiej. Takiego zdania są analitycy międzynarodowego tygodnika „The Economist”, który w dzisiejszym numerze zamieszcza specjalny raport o naszym kraju.

Od końca komunizmu gospodarka w Polsce rozwinęła się bardziej, niż w jakimkolwiek innym kraju Unii Europejskiej- stwierdza magazyn. Kiedyś uważana za kraj problematyczny, poradziła sobie lepiej niż na przykład Czechy, dzięki terapii szokowej: szybko zniesiono kontrolę cen, otwarto rynki, rozpoczęto prywatyzację. Od 1992 Polska rozwija się bez przerwy; jako jedyne unijne państwo uniknęła recesji w okresie ostatniego kryzysu finansowego. Miała także dobre stosunki z byłymi okupantami: Niemcami i Rosją, skuteczniej niż inni walczyła z korupcją i dość dobrze wykorzystała unijne pieniądze.

Transformacja nigdy się jednak nie kończy- podkreśla tygodnik: trzeba jeszcze zmniejszyć sektor publiczny, inwestować w nowe technologie i zatrzymać w kraju najlepszych ludzi.

Generalnie jednak, gdyby unijni liderzy rządzili swoimi krajami w połowie tak dobrze jak Polska, to w Europie nie byłoby takiego bałaganu jak teraz- konkluduje „The Economist”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/R. Motriuk/dyd

…Lichwiarska międzynarodówka nadaje 🙂 Generalnie stek bzdur i papka ideologiczna bez żadnego powiązania z rzeczywistością, albowiem struktura właścicielska w Polsce przedstawia się głównie (nie licząc szarej strefy) następująco – „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni.

Czas zacząć nazywać to medium „the socialist” albo „the keynesist” …Socjaliści sobie a ekonomia sobie… Głos ma Pan Stanisław Michalkiewicz:

” …III Rzeczpospolita jest bowiem politycznym eksperymentem polegającym na tym, że bezpieczniackie watahy z komunistycznym rodowodem okupują kraj za parawanem stworzonym ze specjalnie dobieranych arywistów, których znaczna część – jak podejrzewam – to konfidenci tej czy innej watahy, w nagrodę za wierną służbę otrzymujący okruszki ze stołu pańskiego. To jest właśnie układ „okrągłego stołu”, który zaczyna już Polskę dławić, blokując narodowy potencjał ekonomiczny i zmuszając narodowe elity do emigracji. Bo ci arywiści nie są żadną elitą; to tylko brudna piana, szumowina, której udało się wypłynąć na powierzchnię w zamieszaniu wywołanym transformacją ustrojową, przeprowadzoną przez wojskową razwiedkę do spółki z „lewicą laicką”, czyli dawnymi stalinowcami, z „korzeniami” i bez. Podsłuchane dialogi na cztery nogi potwierdzają to w całej rozciągłości: „to widać, słychać i czuć”…” całość tu: michalkiewicz.pl

a więcej i na poważnie tu: Tusk: istotą PO prowadzenie Polaków do zwycięstw… ale raport NIK temu zaprzecza!

…Odys

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Trybunał Konstytucyjny rozpatruje zmiany podnoszące wiek emerytalny. Opinie: „to rozwiązanie na krótką metę”.


06.05. Warszawa (PAP) – Trybunał Konstytucyjny rozpoczął we wtorek rozpatrywanie ustawy podnoszącej wiek emerytalny mężczyzn i kobiet do 67 lat. Zaskarżyły ją: Solidarność, OPZZ i posłowie PiS. Przepisom zarzucono m.in. naruszenie zasady zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa.

Trybunał obraduje w pełnym składzie, rozprawie przewodniczy prezes TK prof. Andrzej Rzepliński. Sprawozdawcą jest sędzia Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz. We wtorek rozpatrywanie sprawy nie zakończy się, Trybunał zaplanował kolejną sesję w środę.

Sejm uchwalił zmiany w ustawie o emeryturach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych w maju 2012 r. Przed zmianami kobiety miało prawo do emerytury po osiągnięciu 60. roku życia, a mężczyźni – 65. Od 2013 r. zgodnie z zaskarżoną ustawą wiek emerytalny wzrasta co kwartał o miesiąc – dla mężczyzn będzie wynosił 67 lat w 2020 r., a dla kobiet – w 2040 r. Ustawa pozwala też przejść wcześniej na częściową – 50 proc. – emeryturę (kobiety w wieku 62 lat, przy 35 latach pracy i mężczyźni w wieku 65 lat przy 40 latach stażu).

Rząd wprowadził zmiany motywując je bezpieczeństwem systemu emerytalnego – obecnie na jednego emeryta przypadają cztery osoby zdolne do pracy, a za 50 lat będą tylko dwie osoby. Nie pozwoliłoby to zapewnić wypłat emerytur na odpowiednim poziomie, ani zapewnić wzrostu gospodarczego.

Solidarność, OPZZ i grupa posłów PiS w wnioskach do Trybunału zarzucają przepisom naruszenie konstytucyjnych zasad m.in. zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa, sprawiedliwości społecznej, ochrony praw nabytych. W ocenie skarżących przepisy są też niejasne.

W wnioskach do TK skarżący podważają też zgodność przepisów podwyższających wiek emerytalny z ratyfikowaną przez Polskę konwencją Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczącą minimalnych norm zabezpieczenia społecznego. Konwencja zakłada, że wiek uprawniający do świadczeń na starość nie powinien przekraczać 65 lat. Dopuszcza podwyższenie go, gdy w danym kraju zachowanie zdolności do pracy osób w tym wieku jest powszechne. Według wnioskodawców rząd nie dowiódł, że Polacy w dobrym zdrowiu przeżyją tyle lat, by uzasadnione było podwyższenie wieku emerytalnego. Również konwencje Rady Europy mówią o 65 latach – podkreślają.

Wnioskodawcy kwestionują także wyrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Przypominają, że do tej pory w wyrokach TK traktował je jako tzw. uprzywilejowanie wyrównawcze – uzasadnione odmienną sytuacją społeczną kobiet i mężczyzn, a także uwarunkowaniami biologicznych. Wskazują, że przepisy są niekonsekwentne – przy emeryturach częściowych zróżnicowanie zostało zachowane (kobiety 62 lat, mężczyźni 65 lat).

Zarzucają też m.in. naruszenie zasad poprawnej legislacji, bo nowelizacja wprowadziła ponad 20 poprawek, które zmieniły konstrukcję pierwotnej ustawy i uczyniły ją nieczytelną dla zwykłego obywatela. Zdaniem wnioskodawców prawo do emerytury to szczególnego rodzaju prawo nabyte, które nie może podlegać niespodziewanym modyfikacjom, takim jak – dla osób będących blisko emerytury- przymus wydłużonej pracy. Taka ingerencja nie została przekonująco uzasadniona społecznie lub ekonomicznie, by była konstytucyjna – oceniają.

Podają też względy społeczne przeciw zmianom – np. wydłużenie kobietom o 7 lat wieku przejścia na emeryturę – może prowadzić do rozerwania więzi rodzinnych. Nowelizacja różnicuje też sytuację obywateli ze względu na rok urodzenia: np. mężczyźni urodzeni w 1953 r. będą pracować o 12 lat dłużej niż kobiety urodzone w tym samym roku.

W pisemnych stanowiskach dla TK przed rozprawą Sejm ocenił, że wszystkie zaskarżone przepisy są konstytucyjne i zgodne z konwencją MOP. Prokurator generalny przekonuje, iż jedynie dwa z kilkunastu zaskarżonych są niezgodne z konstytucją.(PAP)

ago/ pz/ bno/ jbr/                            …źródło: stooq.pl

06.05.2014 (IAR) – Podniesienie wieku emerytalnego to rozwiązanie na krótką metę. Tak uważa ekonomista Dariusz Woźniak z Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu. Czy jest to zgodne z ustawą zasadniczą, ma zbadać Trybunał Konstytucyjny. Dzisiaj rozpoczęło się dwudniowe posiedzenie sędziów w tej sprawie.

Podniesienie wieku emerytalnego niewiele tu zmieni, bo cały czas mamy problem demograficzny i wpływów jest mniej niż wydatków – podkreśla Dariusz Woźniak. „Lepszym rozwiązaniem byłoby odciążenie rynku pracy. Mniej osób będzie uciekało w szarą strefę i przychody do budżetu będą większe” – dodaje ekonomista. Jego zdaniem, warto jednak również samemu zadbać o przyszłą emeryturę. między innymi poprzez regularne oszczędzanie.

Reformę emerytalną zaskarżyły do Trybunału Konstytucyjnego OPZZ, Solidarność oraz grupa posłów Prawa i Sprawiedliwości.Ustawa wyrównująca i podnosząca wiek emerytalny kobiet i mężczyzn obowiązuje od maja 2012 roku. W każdym kwartale wiek ten podnoszony jest o miesiąc.

W przypadku mężczyzn docelowy wiek emerytalny, który wynosi 67 lat, będzie obowiązywał od 2020 roku. Kobiety osiągną go w 2040 roku.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Monika Chrobak/hk/dabr

źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

podobne: Zamiast emerytury czeka nas los Boxera z „Folwarku zwierzęcego”

polecam również: Złodzieje Ukradli Składki: Zniknęło 8 mld zł z kont emerytalnych w ZUS oraz: Donald Tusk znowu obiecuje: „ZUS i państwo są gwarancją wypłat emerytur”

10 lat Polski w UE: nowa polska emigracja. „Święto Szklanych Paciorków” (Ziemkiewicza) oraz „Unijna dekada” (cynik9)


01.05. Warszawa (PAP) – Po wstąpieniu Polski do UE w 2004 r. Polacy na dużą skalę zaczęli, w poszukiwaniu pracy, wyjeżdżać za granicę do państw Unii. Część z nich dorabia się i wraca, a część po zakosztowaniu lepszego życia chce zostać na dobre i ściąga do siebie rodziny.

Rynek pracy dla Polaków się powiększył, więc ludzie jadą tam, gdzie jest jej więcej, jest lepiej płatna i ciekawsza. Dzięki tanim lotom i internetowi mogą zachować kontakt z rodziną, póki nie zdecydują się na jej ściągnięcie za granicę na stałe.

„Wraz z wstąpieniem Polski do UE i stopniowym znoszeniem przez kolejne kraje okresów przejściowych w dostępie do rynku pracy, rynek ten poszerzył się o olbrzymi obszar, na którym funkcjonuje kilkaset milionów ludzi. Zwiększyły się więc możliwości” – tłumaczy PAP dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami UW, profesor Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej Marek Okólski.

Według danych szacunkowych GUS z października 2013 r. zawartych w raporcie o rozmiarach i kierunkach emigracji z Polski w latach 2004-2012, poza granicami w końcu 2012 r. czasowo przebywało 2,13 mln mieszkańców, tj. o 70 tys. więcej niż w 2011 r., przy czym najwięcej – ok. 1,72 mln – w krajach UE; liczba ta zwiększyła się o 50 tys. w stosunku do 2011 r.

Spośród krajów UE nadal najwięcej osób było w Wielkiej Brytanii (637 tys.), Niemczech (500 tys.), Irlandii (118 tys.), Holandii i Włoszech (po 97 tys.), Norwegii (65 tys.), Francji (63 tys.), Belgii (48 tys.), Szwecji (38 tys.), Hiszpanii (37 tys.) i Austrii (28 tys.).

„Tak naprawdę poza granicami żyje dużo więcej Polaków” – podkreśla Okólski. Zwraca uwagę, że wśród tych 2,13 mln znajdują się wyłącznie osoby, które są na stałe zameldowane w Polsce, czyli wg GUS traktuje się je jako czasowo przebywające za granicą. „Ale jest też dodatkowe paręset tysięcy Polaków, którzy nie są już na stałe zameldowani w Polsce, a też wyjechali za granicę w ostatnich latach. Warto pamiętać, że wśród przebywających obecnie za granicą jest ok. 1/4 osób, które wyjechały z Polski przed akcesją do UE” – zastrzega.

Dyrektor OBM informuje, że obecnie jest nieco ponad milion Polaków przebywających za granicą, którzy na pewno, zgodnie z oenzetowską definicją kwalifikują się do emigracji poakcesyjnej; wg niej jest nim osoba, która wyjechała i przebywa za granicą co najmniej rok. Takich osób było na początku 2013 r. 853 tys., ale ponadto trzeba uwzględnić 225 tys. osób, które opuszczając Polskę po 1 maja 2004 r., wymeldowały się z pobytu stałego.

Karolina Grot z Programu Polityki Migracyjnej Instytutu Spraw Publicznych (ISP) także zwraca uwagę, że bardzo trudno precyzyjnie określić skalę poakcesyjnych polskich migracji, gdyż jest to zjawisko niezwykle płynne.

Choć wielu polskich migrantów umyka dostępnym statystykom, to z danych GUS możemy jednak wyciągnąć jakieś wnioski. „Wiemy, że polska emigracja wzrastała od 2004 r., by w okresie najbardziej nasilonego odpływ, czyli w 2007 r. osiągnąć 2,3 mln. Wraz z pogłębiającym się kryzysem ekonomicznym w wielu krajach Europy Zachodniej liczba Polaków za granicą zaczęła stopniowa spadać, by na koniec 2012 r. osiągnąć poziom 2,13 mln” – mówi PAP analityczka.

Grot podkreśla, że w porównaniu do krajów unijnych USA i Kanada nie są tak bardzo popularnymi krajami emigracji. Polacy w UE mają wiele przywilejów: możliwości podjęcia pracy bez specjalnych zezwoleń, korzystają z możliwości zakładania działalności gospodarczej, mają też znacznie łatwiejszy dostęp do zasiłków np. dla bezrobotnych czy z tytułu urodzenia dziecka. Na początku roku burzę nie tylko w Polsce, ale i w UE, wywołała wypowiedź premiera W. Brytanii Davida Camerona, który uznał za błąd otwarcie brytyjskiego rynku pracy w 2004 r. dla obywateli nowych krajów UE, w tym Polski, i zażądał m.in. ograniczenia prawa imigrantów zarobkowych do pobierania zasiłków na dzieci pozostawione w kraju.

Według NBP od czasu wejścia do UE polscy emigranci przysłali do kraju 166,8 mld zł. Jednak z roku na rok tych transferów jest coraz mniej. W 2013 r. było to 17,1 mld zł, o 300 mln zł mniej niż rok wcześniej i o 3 mld zł mniej niż w rekordowym pod tym względem roku 2007. NBP szacuje, że udział transferów w PKB wzrósł po wejściu do UE z 1 do 2,5 proc. Zdaniem NBP, po kryzysie emigranci przestali przesyłać pieniądze i zaczęły ściągać do siebie rodziny; obecnie transfery te wynoszą ok. 1,5 proc. PKB.

Pod koniec listopada ub. r. CBOS opublikował badania dotyczące emigracji zarobkowej z Polski. Od czasu wejścia do UE do pracy za granicę udawał się lub nadal tam pracuje co siódmy dorosły Polak (14 proc.), z kolei co czwarty deklaruje gotowość podjęcia pracy poza ojczyzną. Pracę za granicą najczęściej podejmują osoby młode; częściej mężczyźni (18 proc.) niż kobiety (10 proc.).

Psycholog kulturowy z UJ prof. Halina Grzymała-Moszczyńska uważa, że obecnie z Polski wyjeżdża bardzo wiele grup społecznych i zawodowych. „Wyjeżdżają ludzie młodzi, którzy dopiero wchodzą w życie zawodowe, ale też ustabilizowani profesjonaliści, czy ludzie bezrobotni, którzy bądź stracili jedną pracę, bądź nie zaakceptowali innej” – mówi w rozmowie z PAP.

„Od kilku lat migracje się bardzo zmieniły z uwagi na to, że jest łatwo wyjechać” – uważa Grzymała-Moszczyńska – Nie są to decyzje na całe życie, kiedy ludzie często mieli świadomość, że jak wyjadą, to nie jest pewne, czy kiedykolwiek wrócą, czy kiedykolwiek zobaczą najbliższych. Teraz są to decyzje tymczasowe, migracje wahadłowe na zasadzie: wyjeżdżam, pracuję przez kilka miesięcy i wracam” – wskazuje. Grzymała-Moszczyńska dodaje, że „wyjazdy krótkoterminowe mogą przerodzić się w długotrwałe, ale wcale nie muszą; nie implikują też powrotu do Polski”. „Wyjazd z Anglii nie znaczy, że wrócę do Polski; pojadę dalej do innego kraju europejskiego, a może do USA, a może do Nowej Zelandii” – dodaje.

Karolina Grot również wspomina o migracjach wahadłowych; wskazując wszelako, że już nie tak często jak kiedyś możemy mówić o krótkookresowych migracjach Polaków. „Oczywiście one są; w dalszym ciągu jest wielu Polaków, którzy wyjeżdżają za granicę do pracy sezonowej (Niemcy, Holandia, Włochy czy kraje skandynawskie, głównie w rolnictwie i budownictwie”.

Według Okólskiego „w coraz większym stopniu pobyt Polaków za granicą przybiera charakter trwały”.

Powody wyjazdów są różne. Bardzo wiele osób wyjeżdża, bo chce zakosztować życia pozbawionego napięć finansowych, dającego większe możliwości. Część nie widzi dla siebie perspektyw w kraju, pracy w swoim zawodzie, bo wie, że tej pracy nie znajdzie za godziwe pieniądze, albo, że nie będzie ona satysfakcjonująca.

Instytut Sobieskiego zwraca uwagę, że „ostatnio z Polski wyjechała warstwa najbardziej kreatywna: ponad 1,2 mln osób z wykształceniem co najmniej średnim, w tym ponad 400 tys. z wyższym, czyli prawie 7 proc. ogółu ludności z takim wykształceniem”. W opinii prof. Grzymały-Moszczyńskiej „taką polityką doprowadzamy do dekonstrukcji bazy akademickiej w Polsce, bo w którymś momencie nie będzie wymiany pokoleń. Drenaż mózgów, który sobie generujemy na własne życzenie”.

Coraz więcej Polaków, którzy ruszają na emigrację, to bardzo dobrze wyedukowani ludzie, dla których obcy język nie jest problemem albo którzy w czasie studiów wyjeżdżali za granicę. „I później tacy – jak zauważa wykładowczyni UJ – dokonują świadomego wyboru konsumpcyjnego, czyli który kraj zaoferuje im lepsze warunki, poczucie bezpieczeństwa finansowego, rozwoju, stabilność”. „Na kraj się patrzy jak na coś do skonsumowania” – kwituje rozmówczyni PAP.

Jak mówi Okólski, kraje anglojęzyczne, jak USA, W. Brytania, czy Irlandia, przyciągają znacznie lepiej wykształconych. Ekspert tłumaczy to głównie tym, że Polacy, którzy mają wyższe aspiracje zawodowe, w większości mówią po angielsku. Poza tym, jak wskazują badania wśród polskich imigrantów, ci, którzy są w Anglii, czują większą otwartość tego społeczeństwa na różnorodność kulturową. Mniej wykształceni Polacy udają się w większości do Włoch, Niemiec, Holandii, Norwegii i Islandii.

Analityczka z ISP wskazuje ponadto, że coraz częściej na życie za granicą decydują się np. Polacy ze środowiska LGBT, albo osoby, które zaczynają uwierać wpływy Kościoła katolickiego. Nie zawsze więc motywacja zarobkowa jest tą dominującą wśród wyjeżdżających Polaków. „Część z nich najczęściej już po znalezieniu pracy za granicą zaczyna aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym i politycznym emigracji, np. kandydując na radnych, czy zakładając organizacje pozarządowe” – dodaje Karolina Grot.

Karolina Cygonek (PAP)     …źródło: stooq.pl

cyk/ kot/ eaw/

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

podobne: Emigrowani…. dla chleba Panie dla chleba!

oraz: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty.

polecam również: „Wielka Ucieczka”… za darmochą. A gdyby tak zlikwidować koryto?

…jako komentarz fragment artykułu Rafała Ziemkiewicza: „Święto Szklanych Paciorków”

Tandetne, kretyńskie obchody, spoty reklamowe, baloniki i to ciągłe podkreślanie, że Unia nam wybudowała mostek, basen, kawałek dróżki, to ciągłe epatowanie wyliczaniem miliardów jakie nam daje (przy całkowitym przemilczaniu naszego w nią wkładu) – to już coś gorszego, niż nadęta propaganda, do jakiej nas przyzwyczaił już PRL, a III RP nic w tym względzie nie zmieniła. To po prostu żałosne, haniebne i głupie wyrzekanie się wszystkiego w zamian za obietnicę promocji w supermarkecie. Supermarkecie, który potem wszystkie zarobione na głupich tubylcach pieniądze wytransferuje poza miejscowym opodatkowaniem do siebie, wiedząc, że żaden polski głupol nie zastanowi się, jaki jest związek między poddaniem całej gospodarki kolonizatorom, a żałosnym stanem usług publicznych. A jeśli się nawet zastanowi – to inni tubylcy zakrzyczą go, żeby się zamknął, bo przecież Bwana Kubwa nam tyle daje kasabubu, kolorowych paciorków i szmatek z modnymi logo, że, no, jak można…

Polska nie potrzebuje unijnych dopłat ani dyrektyw. Polacy potrafili, nawet za komuny, budować doskonałe  autostrady (niestety, w Iraku), kształcić specjalistów i dokonywać wynalazków (choć, niestety, w realnym socjalizmie nie dawało się już ich wdrożyć) i większość unijnych dotacji bardziej dziś Polskę niszczy, korumpując i deprawując warstwy rządzące, niż nam pomaga.

Tym, czego Polska potrzebuje, jest uczestnictwo na w miarę równych prawach w europejskim obszarze gospodarczym. Można było to osiągnąć w ostatnim dziesięcioleciu na warunkach znacznie lepszych, nie płacąc milionami obywateli, którzy zamiast na emerytury i dobrobyt Polski pracują dziś na dobrobyt krajów zachodnich, sprawiając, że sypnięte tu dotacje zwracają im się już teraz z nawiązką.

Poparcie dla Unii sięgnęło – z niewielką pomocą Putina – 90 procent, triumfują namiestnicy naszego bantustanu, obiecując, że jeśli damy im te legendarne eurodiety, to wyżebrzą dla nas jeszcze więcej szklanych paciorków. Ja mimo wszystko widzę w tych statystykach powód do ostrożnego optymizmu. Jest więc coś, co się wymyka pakietyzacji i co łączy 90 procent Polaków: to jest przekonanie, że Unia Europejska jest czymś zupełnie innym, niż jest w istocie, i że nasze miejsce w niej jest zupełnie inne, niż naprawdę.

Z deszczu pod rynnę - Żukow

Z deszczu pod rynnę – Żukow

Teraz trzeba jeszcze rozczarowania – a przyjdzie ono nieuchronnie – a 90 procent nabranych zamieni się w 90 procent wkurzonych…

Mariusz Max Kolonko o zaufaniu Polaków do UE – United States of Europe?

więcej o tym skąd bierze się wysokie „poparcie” dla UE – TNS Polska: Polacy o UE – mało wiedzy, mimo to (a może właśnie dlatego) sporo zaufania

…i jeszcze jeden fragment, cynik9 pisze:

…Szkoda że niewielu publicystów, zamiast bezrefleksyjnie wznosić peany za unią, nie pokusiło się o bardziej wnikliwe spojrzenie na to co straciliśmy wstępując do unii, jak by kraj mógł wyglądać rozwijając się bez unii, i co by mógł osiągnąć ciesząc się pełną niepodległością i narodową suwerennością. A mógłby osiągnąć, naszym zdaniem, o wiele więcej niż osiągnął działając ze skrępowaną unijnym sznurkiem jedną ręką i oddając swą suwerenność za unijne srebrniki.

Nie potrafiliśmy niestety przekuć nadarzającej się raz na stulecie wielkiej historycznej szansy w dziejowy sukces wielkiego formatu. Nie stało na to kolektywnej narodowej mądrości, wizji, być może wyobraźni. Wymagałoby to przede wszystkim anulowania magdalenkowego przekrętu i wyczyszczenia post komunistycznej stajni Augiasza do końca, w tym przeprowadzenia pełnej lustracji. Bez demontażu starych struktur wszędzie, przynajmniej do tego stopnia co w Niemczech, łącznie z oświatą i sądownictwem, nie można budować struktur nowych, zdrowych i niezależnych.

Po przygotowaniu jednak przedpola przed krajem – dużym, ludnym, chłonnym po komunistycznym poście, łaknącym wolności i otwartym na biznes otwarłby się okres długotrwałej prosperity. Sprzyjała temu unikalna sytuacja geopolityczna i ekonomiczna. Przynależność do unii i brak suwerenności narodowej są czynnikiem osłabiającym potencjalny wzrost, a nie stymulującym. Dość przypomnieć że w dekadzie przed-unijnej 1995-2004 tempo wzrostu gospodarczego było średnio 4.6%, wobec niecałych 4% w następnej dekadzie. Co więcej, względnie wysokie tempo wzrostu pierwszych lat „unijnych” spadło pod ciśnieniem unijnych regulacji do obecnego poziomu poniżej 1%. W ten sposób kończy się okno kilkunastu lat które mieliśmy dane aby „dogonić” Europę. Owszem, trochę podgoniliśmy. PKB per capita wzrósł w ostatniej dekadzie z 51% unijnej średniej do 67%. Ale średnia mocno spadła po akcesie masy spauperyzowanych post-sowieckich satelitów a na dogonienie „starej unii” nie ma żadnych szans. Aby doganiać trzeba biec szybciej niż inni, a coraz bardziej skrepowany unijnymi regulacjami i drenażem najlepszych sił kraj prędzej niż Niemcy czy UK biec już nie będzie.

A była dobra szansa aby bez unijnego balastu biec szybko i długo, emulując bardziej przykład chiński. To stały, szybki wzrost krajowego PKB buduje bogactwo i prosperity narodu, nie unijne dotacje bez których można się było obejść i które bezpowrotnie się skończą przechodząc w kolejne obciążenie. Nie chodzi tu bynajmniej o odwracanie się od unii i od realiów czego położony w Europie kraj robić nie może. Jednak traktat stowarzyszeniowy z EU, nie powiązany z formalnym wchodzeniem w struktury EU ani z przyjmowaniem wspólnej waluty, był osiągalny i byłby dla kraju znacznie bardziej korzystny. Świadczy o tym pakiet umów wynegocjowanych przez Szwajcarię po tym jak ludność tego kraju w referendum odrzuciła członkostwo w EU, i na całe swoje szczęście. Dodając trochę wody do wina tu i ówdzie Szwajcarzy zachowali suwerenność, stojąc z daleka od unijnego ustawodawstwa i od Brukseli a jednocześnie posiadając pełnię przywilejów nieskrępowanego dostępu do wielkiego wspólnego rynku. Owszem, nie dostają żadnych subsydiów i dopłat z Brukseli, sami nawet tu i ówdzie dokładając. Ale też rozwijają się szybciej niż unia, wolni są od trawiącego ją kryzysu i od konwulsji strefy euro…

Gonić króliczka - Zbirek

Gonić króliczka – Zbirek

Trzecim czynnikiem powodującym że nie jesteśmy gospodarczo tam gdzie moglibyśmy być wiąże się  z postępującą utratą suwerenności narodowej poprzez wprowadzaną  tylnymi drzwiami euro „integrację”,  vide układ lizboński. Nawet jeśli wejście do unii potraktować jako „konieczność historyczną” to nie było żadnej konieczności historycznej podpisywania tego układu. Propaganda przedstawia to jako „logiczną”  progresję, kolejny krok, zacieśnienie współpracy. Nic z tych rzeczy! W rzeczywistości nie był to żaden dalszy ciąg, a w każdym razie nie krok w tym kierunku w którym powinniśmy iść. Była to fundamentalna zmiana układu przeprowadzona w dużej części za kulisami. Przejście z bloku wolnego handlu do którego aspirowaliśmy i do którego weszliśmy 10 lat temu w ponadnarodowe imperium w którym się obudziliśmy. Na to nie powinniśmy się byli nigdy godzić i tu tkwiła kolejna stracona szansa. Raz wpuszczonego do EU kraju nie sposób przecież usunąć, co dawało mu znaczny lewar w negocjacjach. Rządząca wówczas ekipa sama wiedziała że podpisując Lizbonę ociera się o zdradę narodową. Nie bez kozery pominęła dla bezpieczeństwa rozpisanie w tak newralgicznej i zmieniającej charakter naszego uczestnictwa w EU sprawie nowego referendum. Jego wynik pewny nie był.

Podpisanie Lizbony było aktem świadomego zrzeczenia się suwerenności narodowej przez co kluczowe decyzje gospodarcze podejmowane będą odtąd poza krajem tzw. „podwójną większością”. Króliczek będzie więc gonił i gonił, i nigdy nie dogoni.

polecam lekturę całości tu: dwagrosze.com

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

czym jest UE – Z deszczu pod rynnę czyli… jak Polska dorabia Europę

polecam również: Mit „unijnej pomocy” oficjalnie obalony. Nie idźmy tą drogą!

oraz: Majtki w dół czyli… 6 mitów na temat dotacji z Unii. Cukiernik: Prawda i fałsz o dotacjach z UE*

Emigrowani…. dla chleba Panie dla chleba!


08.10.2013 (IAR) – Polacy coraz częściej emigrują – wynika z raportu GUS. Od trzech lat skala osób wyjeżdżających z kraju regularnie rośnie. W zeszłym roku w migracje zaangażowanych było 2 miliony 130 tysięcy Polaków. To o 70 tysięcy więcej niż w roku poprzednim i o 130 tysięcy niż w 2010 roku.

Liczby te niepokoją przede wszystkim ze względu na niski przyrost naturalny, przekonywała w Polskim Radiu 24 profesor Krystyna Iglicka – Okólska, demograf i rektor Uczelni Łazarskiego: „Ta skala rośnie przy kurczącej się liczbie młodych ludzi. To jest pierwsze półrocze w którym odnotowaliśmy ujemny przyrost naturalny. Prognozy na koniec roku wskazują, że przyrost będzie najmniejszy w naszej historii powojennej”

Tymczasem Polacy mieli z zagranicy wracać, zachęceni wzrostem gospodarczym oraz skuteczną walką z kryzysem. Jest to sytuacja dziwna i niebezpieczna, ponieważ kryzys gospodarczy jest właśnie w krajach zachodnich – zwraca uwagę prof. Iglicka – Okólska.

Jako główną przyczynę wyjazdu Polaków za granicę wskazuje się brak perspektyw dobrze płatnego zatrudnienia. Inne państwa kuszą także zabezpieczeniem socjalnym i polityką prorodzinną, która w Polsce, mimo intensywnych prób wdrażania, wciąż nie osiąga podobnego poziomu.

Informacyjna Agencja Radiowa/ PR24/ Paulina Kozion/jj

źródło: stooq.pl

…co tu komentować kiedy wszystko jasne i widoczne jak na dłoni… Musiałbym się powtarzać a wszystko opisałem tu: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki “wypychają” Polaków do Niemiec na roboty.

Zielona wyspa to po prawdzie Altlantyda z której kto żyw i młody ucieka. Lepsza zagranica ze swoim „kryzysem” niż Polska ze swoim: „suchą stopą”, „nie wpuściliśmy za drzwi”, „oparliśmy się” itd. itp. bzdurami na temat „pokonania kryzysu”… Polska jest bowiem permanentnie od ponad 20 lat w kryzysie. To tylko jej socjalistyczne władze (niezależnie od sztandaru!) żyjące statystyką i „średnimi” są od rzeczywistości oderwane i trwają w swoim samozadowoleniu na przekór milionom obywateli których kosztem żyją… To im od 20 lat należy się migracja i bezrobocie… Przypominam więc –  O “zielonej wyspie”…tudzież “Pacanowie” 😉

…Odys Koziołek Matołek