Joint w rocznicę Powstania Warszawskiego czyli o wojnie przedmurza z zadupiem w kolejnym pokoleniu, o młodzieży na prowokacji chowaniu i złotym intetesie sojuszników z okupantami (patrioty(zm) z Izraela)


rys. Piotr Arendzikowski

„Baliśmy się budując pod ostrzałem
barykadę

Knajpiarz, kochanka jubilera, fryzjer,
wszystko tchórze.
Upadła na ziemię służąca
dźwigając kamień z bruku, baliśmy się bardzo,
wszystko tchórze –
dozorca, straganiarka, emeryt.

Upadł na ziemię aptekarz
wlokąc drzwi od ubikacji,
baliśmy się jeszcze bardziej, szmuglerka,
krawcowa, tramwajarz,
wszystko tchórze.

Upadł chłopak z poprawczaka
wlokąc worek z piaskiem,
więc baliśmy się
naprawdę.

Choć nikt nas nie zmuszał,
zbudowaliśmy barykadę
pod ostrzałem.”

Budując barykadę – Anna Świrszczyńska

„…1 czerwca Umiłowani Przywódcy stwarzają dzieciom możliwość zabawienia się w polityków. (…) Sejmowa sesja parlamentu dziecięcego potwierdziła w całej rozciągłości nie tylko nasilające się w naszym nieszczęśliwym kraju zjawisko dziedziczenia pozycji społecznej (dzieci aktorów zostają aktorami, dzieci piosenkarzy – piosenkarzami, nawet, jak mają tylko pierwszy stopień muzykalności, to znaczy – rozróżniają, kiedy grają, a kiedy nie – dzieci konfidentów zostają konfidentami, a podobno dzieci sędziów też zostają sędziami i to od razu – niezawisłymi, bo niezawisłość – wiadomo: też się dziedziczy), ale również najgorsze podejrzenia, że nie ma już jednolitego narodu polskiego, że historyczny naród polski od 1944 roku musi dzielić terytorium państwowe z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą, która też się rozmnaża i reprodukuje w kolejnych pokoleniach ubeckich i partyjniackich dynastii. Toteż podczas sesji parlamentu dziecięcego wszystkie te sprawy jaskrawo się ujawniły i ton oraz polityczne zabarwienie przemówień zależało od tego, czyje dziecko przemawiało. Jeśli na przykład przemawiało dziecko z porządnej, ubeckiej familii, której protoplasta położył fundamenty pod starą rodzinę („jo strzylołem, a un piniundze broł”), no to mogliśmy usłyszeć nie tylko pryncypialną krytykę rządu i uprawianych przezeń praktyk nepotystycznych – a jeśli przemawiał potomek rodziny pochodzącej z historycznego narodu polskiego, to pomstował na Unię Europejską, która próbuje wymusić na Polsce tak zwaną „relokację”, czyli rozparcelowanie po wszystkich unijnych bantustanach muzułmańskich uchodźców, których Nasza Złota Pani, ulegając własnej propagandzie – zamiast zatrzymać jeszcze na Bliskim, czy Środkowym Wschodzie czy Północnej Afryce – lekkomyślnie ściągnęła do Europy – i tak dalej. Wygląda na to, że przepaść między historycznym narodem polskim, a polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą będzie się z roku na rok jeszcze bardziej pogłębiała i kto wie, czy w końcu nie dojdzie do masowego podpisywania przez przedstawicieli wspomnianej wspólnoty jakiejś europejskiej Volkslisty…” (Stanisław Michalkiewicz – W dżungli praworządności)

„…Przedmurze czy zadupie? To jest podstawowy dylemat, z którym borykają się polscy politycy od bardzo dawna. Dylemat fikcyjny, oparty na głęboko w świadomość wbitych fałszach i dla nas wręcz zabójczy. Dylemat, który odbiera wszystkie szanse i skazuje na peryferyjność. Dylemat, w którym bonusem jest piękna śmierć, a przegrana to życie w kajdanach pod knutem. O czym przekonaliśmy się kilkakrotnie między innymi w czasie Powstania Warszawskiego. I ja tu nie chcę powiedzieć, że to jest jedyna alternatywa jaką tak zwany Zachód ma dla Polski. Na pewno tak nie jest. Zachód bowiem prowadzi politykę finezyjną, w którą w Polsce mało kto wierzy, ale nie ma tyle siły by 40 milionowemu narodowi wmawiać rzeczy nieistniejące lub całkowicie paraliżować działania grup w tym narodzie zorganizowanych oraz aktywnych w tej społeczności jednostek. Tego Zachód nie potrafi. Oni mogą co najwyżej stworzyć warunki dla rozwoju pewnego specyficznego rodzaju lokalnej polityki i pewnego specyficznego rodzaju lokalnych polityków, którzy zaopatrzeni w budżet wypiszą sobie na sztandarach hasło: „Przedmurze czy Zadupie” i ruszą z tym do wyborów lub na barykady. Zależnie od tego jakie będą okoliczności.
Zaangażowanie Polaków w dylemat: Przedmurze czy zadupie, stymulowane jest więc przez polityków polskich, polityków, którzy wierzą w swój szczery patriotyzm i posługują się stosownym zestawem pojęć gwarantujących im, że wyborca lub uczestnik wiecu także weń uwierzy. Bez nich tego dylematu w ogóle by nie było i nie byłoby kłopotu. Ludzie bowiem pozostawieni sami sobie kombinują zwykle tak, by coś ugrać i wyjść na swoich działaniach jak najlepiej. W stronę katastrofy zmierzają dopiero wtedy kiedy na ich czele postawi się jakiegoś światłego przywódcę, który podrzuci im coś ciekawego do przemyślenia, jakiś granat z zapalnikiem samookreślającym. Przedmurze czy zadupie proszę Państwa? Co wybieramy? Czy będziemy bronić Europy i jej kultury przed hordami barbarzyńców ze wschodu? Czy może pozostaniemy zaściankiem, biedą i nędzą w jednym, która dobrowolnie zrezygnuje z udziału w wielkich europejskich projektach? O nie! Tego drugiego zrobić nie możemy, mamy wszak tradycję! Nie tylko wojskową, mamy także tradycję kulturalne, ot choćby taki renesans, kaplicę Zygmuntowską i dzwon! Tego nie wolno zmarnować! Bo wtedy koniec!
Wrócę teraz do Powstania Warszawskiego, wszyscy którzy piszą o postawie Zachodu wobec Powstania zdają sobie sprawę, że w czasie kiedy Warszawa walczyła Roosvelt i Churchill dogadywali się ze Stalinem. I wszyscy uważają, że w ogóle nie ma po co tego roztrząsać. Wojna szła ku końcowi, oni się dogadywali a Polska złożyła daninę krwi, w dodatku – jak twierdzi Romuald Szeremietiew – oddała ją za swoją własną wolność i swoją własną niepodległość. Co prawda po Powstaniu nie było ani wolności, ani niepodległości, przeciwnie była śmierć i prześladowania, ale to nie ma znaczenia. Po raz kolejny obroniliśmy Europę. Bo gdybyśmy jej nie obronili byłoby jeszcze gorzej? Jeszcze gorzej? Nie sądzę. Gdyby Rosjanie rozlokowali się w Europie po Ren dopiero mieliby kłopot z utrzymaniem tego wszystkiego. I doprawdy nie chce mi się wierzyć, by ktokolwiek, poza polskimi politykami opcji prawicowej wierzył w to, że cokolwiek po takiej okupacji stałoby się „europejskiej kulturze”. Deal poszedł górą, a myśmy go nie zauważyli. Polscy politycy zostali oszukani, polscy dowódcy wykorzystani – mając tego świadomość lub nie – to już osobna sprawa, Polska potraktowana jak ogórek na zakąskę próbowała zaś bezskutecznie wydostać się ze słoika, do którego ją wepchnięto.
Powtórzę więc jeszcze raz to co pisałem przy okazji Smoleńska – jeśli ktoś przygotowuje jakieś wydarzenie jest jednym, absolutnym właścicielem wszystkich płynących z tego wydarzenia korzyści. Wszystkich. Wynika to ze skali w jakiej się planuje. Jeśli Zachód podzielił Europę to my i nasze Powstanie staliśmy się – bez względu na naszą wolę i nasze deklaracje jedynie jednym z tych benefitów. Jeśli tego nie zrozumiemy skazujemy się na powtórną obronę europejskiej kultury. Tego zaś możemy nie przetrwać.
Wróćmy do uwag wcześniejszych. Do nonszalancji z jaką ludzie opisujący tamte czasy traktują relacje pomiędzy AK a Londynem, pomiędzy Londynem, Waszyngtonem a Moskwą. Z tego opisywactwa za każdym prawie razem wynika wniosek następujący: oni musieli skończyć wojnę, bo za długo trwała, a my musieliśmy wysłać na śmierć tysiące ludzi, by pokazać im, że także chcemy zakończenia tej wojny i rzeczywiście nam na tym zależy bo należymy do tej samej kultury co oni. I to właśnie jest czysty obłęd, w którym tkwimy od dawna po uszy.
W czasie kiedy my walczymy, europejska kultura i jej emanacje dogadują się z azjatycką dziczą, przed którą my usiłujemy ich bronić. Takiej tezy bronią wszyscy polscy politycy za aspiracjami. Ja to jeszcze raz powtórzę – jeśli taka jest cena przynależności do cywilizacji europejskiej to ja bardzo przepraszam, ale wybieram zadupie. Po prostu. Można zrobić z siebie durnia raz, jak ktoś jest bardzo lekkomyślny może ten błąd powtórzyć, ale notoryczne powtarzanie błędów przy jednoczesnym wyszydzaniu tych wcześniejszych, które uważane być powinny za głęboką naukę, to już jest zbrodnia. Za zbrodnie zaś w cywilizowanych krajach skazuje się zbrodniarzy na długoletnie więzienie.
Zrekapitulujmy teraz to wszystko raz jeszcze; Powstanie Warszawskie to nasza obrona przed prowokatorami politycznymi, którzy szerzą zło. Kolejnych Powstań w takich okolicznościach nie będzie i trzeba to wyraźnie powiedzieć. Powstanie możemy wywołać wtedy kiedy wasze czołgi – wasze, nie ruskie – stać będą nad Wisłą. Nie wcześniej. Jeśli zaś będziecie nas dalej oszukiwać przepuścimy ruskich na wasze podwórko. Po prostu…” (coryllus – Przedmurze czy zadupie)

podobne: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego oraz: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa i to: „Orzeł niezłomny” o marginalizowaniu przez Zachód tragicznych doświadczeń Polaków w czasie wojny polecam również: Kolejny dowód na kłamstwo katyńskie. Alianci ukrywali prawdę żeby zadowolić Stalina.

a teraz coś o mało znanej (bo finezyjnej) polityce naszych sojuszników na okupowanych przez Niemców terenach…

„…Rada Główna Opiekuńcza była organizacją powołaną z inicjatywy amerykańskiej, konkretnie zaś czegoś co nosiło nazwę Joint. Tak pisze Ronikier. Miała ona opiekować się ofiarami wojny i terroru, choć nie można było przecież mówić o terrorze, ze względu na terror właśnie. Początkowo pomoc amerykańska miała przychodzić na jeden adres dla wszystkich – to znaczy dla Polaków, Żydów i Ukraińców. Potem jednak rozdzielono poszczególne nacje, a Ukraińcy domagali się, by dawano im więcej wszystkiego, zawyżając statystyki ludnościowe. Żydzi też się tego domagali i Ronikier musiał się z nimi targować w przytomności sprzyjających im Amerykanów. Mówimy cały czas o początku okupacji niemieckiej w Polsce, o latach 1939-1940. Szaleję okupacyjny terror, rozstrzeliwują za byle co, wywożą profesorów UJ do Dachau, a do Polski przyjeżdżają przedstawiciele amerykańskiej organizacji o nazwie Joint i domagają się fotografii obdarowanych ubraniami ludzi, a także laurek od obdarowanych dzieci, żeby Amerykanie wiedzieli, że pomoc nie idzie na marne. I Ronikier, a także Andrzej Jałowiecki, syn Mieczysława, im tego wszystkiego dostarczają. I teraz uwaga, na początku prezesem RGO był książę Janusz Radziwiłł. Nie mógł on znieść użerania się ze skorumpowaną i rozwydrzoną administracją niemiecką i jak go któryś wkurzył, to napisał po prostu list do Göringa ze skargą. Dlaczego do niego akurat? Bo to właśnie Göring opiekował się na najwyższym szczeblu delegacjami amerykańskimi, a także przychylnie patrzył, na te wszystkie rady opiekuńcze, które instalowano na terenach zabranych…

…Ciekawe, co nie? Jakiś nic nie znaczący w okupacyjnej rzeczywistości prezes nic nie znaczącej rady, która zajmuje się dystrybucją amerykańskich szmat z second handu coś tam powiedział do jakiegoś chłopa spod Włocławka w ciemnej sali pełnej pokasłujących ludzi. I słowa te zostały w try miga zanotowane, opatrzone urzędowymi pieczęciami i wysłane do Berlina, gdzie opinię na ich temat wygłosić miał marszałek, wielki łowczy Rzeszy, dowódca Luftwaffe. No i wygłosił. A jak już wygłosił to i Hans Frank i pan Kruger z krakowskiego gestapo musieli uszy po sobie położyć.

Idźmy dalej. Pisze Ronikier o swojej korespondencji z generałem Sikorskim. Dobry nasz generał w listach do Ronikiera umieszczał informacje o dużych sumach pieniędzy, które wysyłano z Londynu dla potrzeb RGO. Kłopot w tym, że Ronikier nigdy ich nie otrzymywał. Możliwości są dwie – albo Sikorski kłamał, ale dlaczego miałby pozostawiać ślady swoich kłamstw na piśmie, albo pieniądze były wysyłane, ale przejmował je kto inny. Z wściekłości jaka cechowała dr. Krugera oraz innych urzędników niższego, okupacyjnego szczebla, w kontaktach z Ronikierem, wściekłości i bezradności wobec tego ciężko przerażonego przecież człowieka, wnosić możemy, że to nie oni kradli. Jeśli nie oni to znaczy, że forsa trafiała do kogoś postawionego wyżej, komu taki Kruger, a nawet Frank mógł skoczyć na puklerz obiema nogami.

W jednym z listów do Ronikiera Sikorski napisał, że jedzie do USA i tam dostanie od prezydenta Roosevelta 17 milionów dolarów, z czego 6 milionów przeznaczy na RGO. Ronikier odpowiedział, że chciałby, aby część tych pieniędzy została zdeponowana w nowojorskich bankach, a część w szwajcarskich. Rozumiem, że banki te miały przedstawicielstwa w GG i Adam Ronikier mógł stamtąd podejmować gotówkę. Niestety pieniędzy tych nigdy nie otrzymał. Teraz musimy się poważnie zastanowić na tym, czy prezydent Franklin Delano Roosevelt był skłonny lekką ręką dać 17 milionów dolarów jakiemuś Sikorskiemu. Ja sądzę, że tak, problem polegał na tym jedynie, że trzeba by było potem sprawdzić jakie numery mają te banknoty i czy nie pokrywają się one czasem z numerami banknotów zdeponowanymi w bankach amerykańskich lub po prostu krążącymi po kraju. Musiał także mieć pewność, że pieniądze te w części zostaną przekazane do GG. 17 milionów dolarów w roku 1941 to jest suma poważna i tylko poważni ludzie mogą się zajmować jej dystrybucją. Już tu kiedyś rozmawialiśmy o dolarach trafiających do okupowanej Europy i myślę, że wszyscy doskonale rozumieją o co chodzi. Tych dolarów i funtów była masa, ale one prawie wcale nie trafiały tam gdzie powinny, to znaczy do potrzebujących. Gdzieś jednak trafiały. Moim zdaniem do Hermanna i jego ludzi. Trzeba by prześledzić jakie były relacje ojca Hermanna, starego Heinricha, z Amerykanami, trzeba by zbadać jakie relacje z wolnym światem miał jego brat Albert, bo myślę, że tam kryje się tajemnica…

…Nie wiem ile było w Europie takich rad opiekuńczych, ale wnoszę, że wszystkie one podlegały Hermannowi. Jeśli zaś tak było nie można myśleć o tych instytucjach inaczej jak o przykrywce do transferu dużych ilości gotówki na terenu okupowane, co było na rękę zarówno Amerykanom, jak i tym Niemcom, w których znaleźli oni upodobanie…” (coryllus, polecam lekturę całości tu: szkolanawigatorow.pl – Kiedy naprawdę zmarł Hermann Göring)

podobne: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa oraz: Adam Wielomski: Błędy polityki generała Sikorskiego. Dlaczego Polska nie dogadała się z ZSRR?  i to: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? a także: Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego)

„…Powstanie powinno być stałym przedmiotem publicznej dyskusji, ale powinno być z dala od wszelkiej propagandy. Tymczasem ono właśnie jest najczęściej wykorzystywane w rozgrywkach propagandowych i w idiotycznych dyskusjach toczonych wokół alternatywy: bić się czy nie bić. Kretyn, który to wymyślił powinien stanąć pod murem bez wcześniejszej rozprawy sądowej. Zarówno promocja postaw patriotycznych jak i toczone wokół poważnych problemów dyskusje są w Polsce naznaczone fałszem i krótkoterminowym interesem politycznym. Usprawiedliwia się tę ich nędzę zawsze tym samym – wychowaniem młodzieży. Propagatorom tego rodzaju zabaw wydaje się, że pokazanie szarży na bagnety sprawi, że młodzież zapała gorącą miłością do ojczyzny i kiedy przyjdzie pora pozwoli się wymordować w wyniku prowokacji państw obcych, bo tak będzie komuś wygodniej. Musimy przestać uprawiać tę agitację i zacząć myśleć politycznie o naszej historii. Nie możemy pokazywać dzieciom morowych panien, bo prawdziwe morowe panny są w grobach, a zanim tam trafiły zostały spalone żywcem, zgwałcone, powieszone lub rozjechane czołgami. I od tego właśnie powinniśmy naszą młodzież uchronić

To czy dowództwo AK jest odpowiedzialne czy nie nie ma dla nas dziś znaczenia. Znaczenie ma to, że za tragedię Warszawy odpowiedzialni są w wymienionej kolejności: Niemcy, Rosjanie, Brytyjczycy i Amerykanie. I nie ma od tego ucieczki. Trzeba mówić wprost o tym, że śmierć miasta i jego najlepszych oraz najpiękniejszych mieszkańców była wynikiem po pierwsze prowokacji, po drugie zaniechania. I nie wolno nam nikogo zwalniać z tej odpowiedzialności, bo nie jesteśmy do cholery Panem Bogiem i nie mamy takiej mocy.

To zaś co się dziś dzieje wokół tak zwanych narracji patriotycznych nie jest niczym innym tylko przygotowywaniem grup docelowych pod sprzedaż różnych produktów, takich jak ta cholerna gra dla dzieci o łącznikach. Czy wyobrażacie sobie, że w Izraelu ktoś zaczyna sprzedawać grę o tym jak dzielnie bronili się bojowcy z ŻOB przed Niemcami w kwietniu 1943 roku? Takie rzeczy są w ogóle nie do pomyślenia, bo tamto powstanie zostało dawno przesunięte do sfery bytów sakralnych. My zaś ze swojego robimy biznes, w dodatku tani i jeszcze wydaje nam się, że wszystko jest w porządku, bo wychowujemy młodzież. To jest hańba…” (coryllus – Młodzieży chowanie)

podobne: Przyzwoitość, moralna wina i moralni sprawcy czyli… kto i dlaczego w czasie wojny „bał się bardziej Polaków niż Niemców”. Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński. „Workhouse” jako brytyjski wkład w niewol… znaczy się w „państwo opiekuńcze” oraz: Wielu pamięta o powstaniu, niewielu o upadku Warszawy. Meldunek „Montera”, rzeź na Woli i 12 ton prochów. O patologii martyrologicznej propagandy i to: Rocznica powstania warszawskiego. Dramatyczny zryw narodowy w którym zabrakło rozwagi. Z tego płynie nauka, jak nie uprawiać polityki

a propos Izraela (czy też może należałoby powiedzieć w tym wypadku  USraela) i jego historycznego/legendarnego wyczucia do interesów… Z jednej strony mamy bowiem nieustanną nagonkę w ramach tzw. „pedagogiki wstydu” a z drugiej…

„…okazało się, że po tryumfalnym ogłoszeniu bliskiej finalizacji kontraktu na zakup amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej ostatecznie Wojsko Polskie ma zaopatrywać się w antyrakiety izraelskie. Szczegół ten (ładny szczegół, raty liczone w miliardach dolarów!) został tradycyjnie przemilczany przez wszystkie media polskojęzyczne, które wcześniej tak chętnie i wydajnie zaangażowały się w festiwal dezinformacji, gdzie jako główny wabik na naiwnych patriotów posłużyły właśnie legendarne Patrioty. Kiedy Air Force One z prezydentem Trumpem na pokładzie lądował na Okęciu, puszczona została w obieg tryumfalna wieść o tym, że „jeszcze tej nocy” podpisana zostanie „umowa na zakup” sprzętu, którego posiadanie będzie skuteczną „gwarancją bezpieczeństwa Polski”.

Szybko okazało się, że nie umowa, lecz raczej wstępna promesa, że Amerykanie w istocie do niczego się jeszcze nie zobowiązali, że terminy pierwszych dostaw przewidziane są na rok 2022/23, a w ogóle o pełnej zdolności operacyjnej można będzie mówić za 10 lat (jak przyznał kilka dni później wiceminister obrony narodowej Kownacki) (…) wszystko wskazuje na to, że pierwszą ratę, około miliard dolarów, zainkasują najprędzej nie Amerykanie, lecz Izraelczycy… 

„Warszawa nalega [sic!] na zakup pocisków systemu przechwytującego Proca Dawida ze względu na ich znacząco niższą cenę i lepsze osiągi. Izraelski koncern Rafael, który opracował ten system wspólnie z amerykańskim koncernem Raytheon, może się spodziewać zarobku w wysokości miliarda dolarów od tego kontraktu”.

A może to istotnie najlepsze rozwiązanie? Może rzeczywiście nasze bezpieczeństwo ma się radykalnie zwiększyć, a budżet tyle zaoszczędzić na zakupie tańszego sprzętu z państwa położonego w Palestynie? Cóż za niespotykanie korzystny interes: za cenę jednego pocisku typu Patriot można podobno kupić aż dziesięć Dawidów (po 450 tys. dolarów sztuka). Ale jeśli to wszystko tak pięknie się układa, to czemu MON nie reklamuje tak wielkiego sukcesu – nie chwali się swą przezornością i gospodarnością?

I czemu milczą o tym media polskojęzyczne – całkiem zgodnie i solidarnie, zarówno te pro-, jak i antyrządowe?… 

…Czy rzeczywiście system obrony antyrakietowej z importu uczyni Polskę bezpieczną od zagrożenia atakiem rakietowym ze Wschodu – to jedna kwestia w najwyższym stopniu problematyczna. Nie tylko ze względu na bliskość położenia ewentualnych nieprzyjacielskich wyrzutni, ale także i z tego względu, że żaden z tych kosztownych sprzętów nie przeszedł jeszcze takiej akurat próby ogniowej na realnym polu walki. Więc co do możliwości strącania rakiet rosyjskich przez amerykańskie czy żydowskie antyrakiety – to pozostaje ona czysto teoretyczna. Żadnego Iskandera nie trafił jeszcze żaden Patriot ani tym bardziej żaden Dawid – bo po prostu nie było jeszcze, chwała Bogu, takiej wojennej potrzeby. Ale nawet jeśli w tej sprawie uwierzymy naszym kontrahentom na słowo, to poważna różnica jest taka, że amerykańskie Patrioty są w obiegu już ponad cztery dekady (projektowane w latach 60., testowane w latach 70., zdolność bojową uzyskały w połowie lat 80.) – więc przynajmniej wiadomo, że w ogóle istnieją i działają. Tymczasem izraelski system obrony przeciwpowietrznej Proca Dawida wciąż jeszcze nie osiągnął fazy operacyjnej – jest nadal testowany. Czyżby Izraelczycy wpadli na doskonały biznesowy pomysł dokończenia tego projektu w sposób „samofinansujący się” – na nasz koszt?…

…Warto w tym kontekście przypomnieć, jak przykrą niespodziankę sprawili izraelscy kontrahenci Gruzinom w połowie poprzedniej dekady, sprzedając im najpierw sprzęt bojowy, czym skutecznie przyczynili się do eskalacji wojennej – a następnie, jak wieść niesie, przekazując klucze elektroniczne Rosjanom. W rezultacie skuteczność izraelskich cudów techniki w konfrontacji z Moskalami okazała się zerowa. Być może to właśnie ten mały psikus kosztował Gruzinów przegraną wojnę w 2008 r. zakończoną zaborem części terytorium…” (Grzegorz Braun • polskaniepodlegla.pl – GRZEGORZ BRAUN: PATRIOCI, PATRIOTY i PROCA DAWIDA)

podobne: Izrael protestuje przeciwko polityce Rosji, testuje „Procę Dawida” i krytykuje umowę z Iranem oraz: Izrael – Pomyślna próba antyrakiety Strzała 3 i to: Nabici w F-16. Eugeniusz Januła o problemie nie tylko samolotów. Za co Polska musi płacić? a także: Kiedy koniec II wojny? czyli… amerykańscy żołnierze w Polsce i Europie Środkowo Wschodniej. Wasalizacja, pożyteczni idioci i slalom między folkslistami. Sens dyslokacji wojsk z daleka od wschodnich rubieży. Zaniedbany kierunek – Białoruś.

Artur Grottger – Szkoła szlachcica polskiego. Admonicja

„…Polityka Polaków musi być polityką polegającą na wysyłaniu na śmierć całych pokoleń, wyjąwszy oczywiście tych, którzy wcześniej zarezerwowali sobie miejsca w lożach. Nikt się ani przez moment nie zastanowi jak to przerwać. I dobrze wszyscy wiecie dlaczego – bo to urągałoby pamięci zmarłych

…Nie wiem i nigdy się nie dowiem jak wygląda spłacanie zobowiązań agenturalnych. Jedno jest pewne w tych układach nasi najwięksi wrogowie – Niemcy, są wobec swoich agentów stokroć bardziej lojalni niż nasi najwięksi sojusznicy – Brytyjczycy. Bycie sojusznikiem Wielkiej Brytanii nie gwarantuje niczego, nawet pięknej śmierci na barykadzie, bycie sojusznikiem Niemiec gwarantuje emeryturę i dostanie życie na starość, no chyba, że całe Niemcy zostaną zdewastowane tak, jak to się stało po II wojnie światowej…

…Ta konkluzja wypływa wprost z analizy losów różnych patriotycznych działaczy, których kariery rozpoczynały się przed I wojną światową. Ot choćby taki Jędrzej Moraczewski. Dlaczego te Hitlery wstrętne nie wyrzuciły go na bruk z willi w Sulejówku? Przenieśli go tylko do oficyny, a on sobie tam spokojnie mieszkał przez całą okupację, jego żona zaś, która nie niepokojona przez nikogo dożyła lat pięćdziesiątych, zasiadała w czasie okupacji w zarządzie spółdzielni Społem. Ponoć ich dzieci poginęły w różnych akcjach, ale samym Moraczewskim nic złego się nie stało. Tylko ta śmierć pana Jędrzeja, premiera rządu ludowego, taka trochę dziwna się wydaje.

Moraczewski to pikuś, wspominaliśmy tu Krahelską i Owczarkówną, obydwie spokojnie dożyły lat sześćdziesiątych. Do tego jeszcze towarzysz Wincenty Jastrzębski i towarzysz Roman Jabłonowski, a także pewnie setki innych, których nazwisk nie znamy i nigdy nie poznamy. Dlaczego świnio, powie zaraz ktoś, rozliczasz tych ludzi z tego, że przeżyli? Otóż czynię tak ponieważ są ludzie, którzy z różnych wyborów rozliczają na przykład prof. Kieżuna i powieka im przy tych rozliczeniach nie zadrga. Tymczasem Kieżun był, w przeciwieństwie do Moraczewskiego, Krahelskiej, Owczarkównej, Jastrzębskiego, Jabłonowskiego i innych, wprost skazany na śmierć. To on był tym kamieniem, który rzucono na szaniec, bo nie należał do pokolenia wybrańców. Był rocznikiem późniejszym, na którego barki włożono ciężar nie do udźwignięcia, samemu go unikając. No, ale przeżył i żyje do dziś. Ma chłop cholernego pecha. I z tego właśnie faktu, że przeżył i żyje czyni mu się zarzuty. Jednocześnie taki Zychowicz wyciera sobie gębę dziesiątkami tysięcy tych, którzy umarli w Powstaniu. Mieliśmy tu wczoraj gawędę o strajku szkolnym zorganizowanym na niespotykaną skalę, przy zaangażowaniu różnych metod terroru, przez prowokatorów i histeryczki. Myślę, że powinniśmy wprost potraktować to wydarzenie, jako część zbiorowej hipnozy, której jesteśmy co jakiś czas poddawani. Dziś także. Jako próbę generalną przed Powstaniem Warszawskim, w czasie którego także nie dano tym dzieciom żadnego wyboru. Bo wymagała tego racja stanu. Otóż racja stanu niczego nie wymagała, a to z tego względu, że wobec faktycznej likwidacji państwa, wobec uzależnienia rządu emigracyjnego od polityki mocarstw, nie istniała żadna formuła, w której ta racja stanu by się realizowała. Jedyną racją stanu w czasie kryzysów globalnych jest ocalenie jak największej ilości istnień. I teraz ważna rzecz, o której niby wszyscy wiedzą i którą rozumieją. Po co wywołano Powstanie? Żeby powitać bolszewika na swojej ziemi. Czym go powitać? Nie strzałami bynajmniej, ale chlebem i solą, jako sojusznika. Byli bowiem bolszewicy naszymi sojusznikami. No, ale jak wiemy zdradzili nas i wymordowali elitę. Tylko Kieżunowi zaproponowali współpracę…” (coryllus – Potępianie zmarłych i opłakiwanie żywych)

„…Zwykle jest tak, a warunki wojenne wiele tu nie zmieniają, że przed młodym człowiekiem otwiera się kilka możliwości, kilka życiowych dróg. I tak ludzie związani z niepodległościowym podziemiem mieli do wyboru dwie drogi – dół, albo kolaborację, a potem także dół, bo dla uczestników narodowego ruchu oporu nie było miejsca w nowym świecie. No chyba, że ktoś się nazywał Grabski. Jeśli zaś idzie o tych drugich, to im podsuwano trochę więcej opcji – służba w jednostkach liniowych, służba w KBW, albo w UB. Wszystko było płatne i jeszcze do tego gwarantowało emerytury. Tak więc jakiekolwiek oceny stawiające znak równości pomiędzy jedynymi a drugimi nie są uprawnione ani poważne. Przejdźmy jednak do zdemaskowania tych politycznych tradycji. Dlaczego opcja narodowa była tak straszliwie niszczona? Ponieważ ludzie ci uwierzyli, że ich ideologia jest traktowana serio i na równi z ideologią socjalistyczną. A to nie była nigdy prawda. Podkreślam – nigdy. I doskonale zdawał sobie z tego sprawę jeden i drugi Grabski, a także ich progenitura. Ruch narodowy został wymyślony i ukonstytuował się jako konieczne uzupełnienie socjalizmu, który sam z siebie jako ideologia walki klas i walki z Kościołem, nie przyjąłby się w Polsce nigdy. Piłsudski próbował wyjaśnić narodowcom gdzie jest ich miejsce trzy albo cztery razy, ale oni uporczywie nie chcieli tego zrozumieć. Korfanty dopiero w latach trzydziestych założył tę całą Partię Pracy czy jak to się tam nazywało, uznając widocznie, że dalsza walka nie ma już sensu. Po wojnie komuniści, którzy mieli jasno określony program dokończyli to na co sanacja się nie odważyła – powybijali narodową partyzantkę. Przy okazji wytłukli też partyzantkę akowską, która w sporej większości była lewicowa w sensie najbardziej idiotycznym. To znaczy takim, że wydawało się tym ludziom, iż można okraść dziedzica, ale chłopa już nie, bo to zaprzeczy ideom sprawiedliwości społecznej. Wszyscy oni poszli do piachu, bo nie o to chodziło w projekcie socjalizm na ziemiach polskich, żeby ktoś się tu przywiązywał do rzeczy nieważnych i zanieczyszczał doktrynę jakimiś swoimi interpretacjami. Dziś zaś dzieci i wnuki tych, którzy ich wymordowali mówią – słuchajcie, to nie tak, jedni strzelali i drudzy strzelali. To jest bardzo oszukańczy sposób interpretacji zdarzeń, trzeba bowiem jasno wyrazić o co chodziło. Ja to już pisałem wielokrotnie, ale jeszcze powtórzę – chodziło o stosunek do własności oraz o podmiotowość człowieka. To może jest trochę zbyt górnolotne, ale tak właśnie było. Jeśli więc jedni próbują bronić własności i Kościoła i za to są mordowani przez innych, którzy bronią swoich spółdzielczych, resortowych mieszkań oraz nędznych etatów ledwo starczających na przeżycie, to nie ma tu miejsca na rozmyte oceny. I albo staniemy w prawdzie, albo czeka nas kolejna strzelanina…” (coryllus – Brudne serca, czyste ręce)

podobne: O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością oraz: Jak Grabski zrujnował II RP czyli… o praktycznym znaczeniu złudzeń i to: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców.

„…rewolucja socjalistyczna została wywołana m. in. po to, by ostatecznie dobić produkcję przemysłową w zakładach Królestwa Kongresowego, takich jak huta w Starachowicach, a także po to, by przygotować teren dla jakieś planowanej akcji militarnej, prowadzonej przeciw carskiemu imperium kosztem Polaków. Skutki były opłakane, co świetnie widać w wymiarze lokalnym. Koszty rewolucji ponieśli Bogu ducha winni mieszkańcy, płacący znacznym obniżeniem poziomu życia, a niekiedy wprost nędzą za wprowadzanie w życie PPS-owskich koncepcji walki i „czynu”.

W 1926 roku władzę objęli partyjni koledzy tow. Wiktora wprowadzając w kraju nowe porządki. Inwestowano w Starachowickie Zakłady Górnicze, budowano fabrykę zbrojeniową, ale wszystko znów działo się kosztem ogromnych wyrzeczeń ludności, od 1936 roku finansującej ze swoich podatków budowę COPu. Kiedy państwowa propaganda szerzyła hasła wyścigu pracy, część ludności żyła w warunkach urągających ludzkiej godności i niespotykanych tu przez I wojną światową. W 1932 roku burmistrz Wierzbnika W. Sokół odnotował, że na zboczu Góry Trzech Krzyży mieszkańcy żyją w ziemiankach oszalowanych drewnianymi deskami. Jednocześnie spora część produkcji wybudowanych z wielkim poświęceniem zakładów zbrojeniowych szła na eksport do Wielkiej Brytanii. Tak działo się m. in. ze słynnymi armatami przeciwlotniczymi Bofors, produkowanymi na szwedzkiej licencji. Jeszcze we wrześniu 1939 niektóre transporty broni przeznaczano dla Anglii.

Tragicznym skutkiem rewolucji 1905 roku było przyjęcie PPS-owskich metod walki przez dowództwo AK w czasie okupacji niemieckiej. Ofiarą takich działań stał się młody, 21-letni żołnierz AK, Bolesław Papi, ps. „Czerw”. Papi zginął wykonując zamach na gestapowca Ericha Schűtze, posiadającym bardzo silną obstawę inspektorze Sipo i SD z Radomia (22.05.1944). Co zadziwiające, o tym gestapowcu  i jego życiorysie właściwie do dziś nic pewnego nie wiadomo. Mimo, że Schűtze został ciężko ranny i zmarł kilka dni później, silna obstawa zastrzeliła „Czerwia” i jego kolegę. Bolesław Papi był świetnie zapowiadającym się biologiem ornitologiem, nauczycielem szkoły zawodowej w Starachowicach. Jego matką była Bronisława Boeckmann, pochodząca z kurlandzkiego ziemiaństwa. Kolejny zdolny i świetnie zapowiadający się młody człowiek został poświęcony przez konspiracyjne dowództwo, by spełnić churchillowski plan „podpalenia Europy”. Siostra Bolesława, Jadwiga zginęła od odłamka granatu na początku Powstania Warszawskiego. Trudno nie dostrzec tu pokłosia działań rewolucjonistów, którzy już jako podstarzali oficerowie wysyłali ludzi takich jak Papi na niemal pewną śmierć. Tym razem akcje kończyły się dla patriotycznie nastawionej młodzieży tragicznie.” (Stalagmit, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Rewolucja nad Kamienną – glosa do Baśni socjalistycznej)

podobne: „Szkoła” Jacka Kaczmarskiego czyli zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego („Socjalizm i śmierć”)… Bo wszystko już było (na kole historii)  oraz: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i to: Prof. Kieżun i SB. Dokumenty IPN. Czy autorytet to już świętość?

„…No i się stało, co się stało, co się miało stać,

I syn mój zginął – ciężko rzec – pierwszego dnia.
Nie trzeba było mi chłopaka do Powstania brać,
No, ale nie był już w AL – już był w AK.

Ktoś powie – nie on jeden! Tak, lecz dla mnie właśnie on!
Nieszczęścia jakoś sprawiedliwiej, Boże – dziel!
Byleby żył! Za wcześnie Panie Twój ogląda tron!
Byleby żył!
Niechby już sobie był w AL!”

fragment: Jacek Kaczmarski: „Dylemat”

podobne: Jacek Kaczmarski: „Barykada” (Śmierć Baczyńskiego)

Artur Grottger – W Saskim Ogrodzie (metafora traumy społeczeństwa polskiego okaleczonego fizycznie i psychicznie w odnawiających się co pokolenie zrywach niepodległościowych)

 

Reklamy

Dom Zły czyli Jarocin, gacie Chajzera, siekiera z Wołynia i pusty łeb mordercy jako symbole dobroczynności.


„…Do Jarocina zjeżdżało więcej ludzi niż uczestniczyło w manifestacjach antyrządowych. Skanalizowanie buntu młodych ludzi było na rękę demokratycznej władzy ludowej, która już nie musiała aż tak bardzo liczyć się z głosem “ludu”…

…I jednym z tych elementów rozładowywania napięcia społecznego była Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Kuroń jako minister rozdawał biednym zupki, a WOŚP grała, żeby ludzie poczuli, że zamiast narzekać to przecież sami mogą włączyć się do pomocy. Że może niektórym będzie nadal goło, ale za to będzie wesoło.

WOŚP mógł zaistnieć tylko dzięki wielkiej tubie medialnej jak telewizja publiczna, która w tamtym okresie ciągle nie miała żadnej konkurencji (nie było jeszcze komputerów, ale w każdym domu był telewizor). Można było więc lepić ludzi według uznania, można więc było również poprzez odpowiedni przekaz napędzić setki, tysiące wolontariuszy, tak samo jak udało się napędzić tysiące do Jarocina. Postawiony zaś na czele WOŚP Jurek Owsiak stał się etatowym funkcjonariuszem systemu, który potrafił młodym ludziom wbijać do głowy odpowiedni przekaz polityczno-ideologiczny. Tak, Owsiak jest kimś w rodzaju “oficera politycznego”. Nie jest w końcu przypadkowy chociażby dobór gości, w tym polityków, jakich zapraszał na Przystanek Woodstock.

Walter Chełstowski zaś, mimo już wieku emerytalnego (tego przed reformą Tuska), jak widać po jego aktywności politycznej, nie porzucił roli funkcjonariusza systemu. I jak za młodych swoich lat znowu staje w pierwszym szeregu i broni demokracji. To właśnie on jest jednym z inicjatorów powołania Komitetu Obrony Demokracji.

To on również stał na straży tego, aby na światło dzienne nie wyszły żadne dziwne sprawy finansowe związane z KOD-em. To co dzieje się ostatnio w KOD-zie trochę przypomina to, co działo się przez lata w WOŚP, a co w końcu udało się upublicznić blogerowi Matce Kurce. Z tym, że w KODzie póki co jeszcze nie przepływają dziesiątki milionów złotych, tak jak w WOŚP. Jak wyliczył Matka Kurka, tylko w ostatnich kilku latach rodzina Owsiaka na tych przepływach mogła zgarnąć nie kilka, nie kilkanaście, ale kilkadziesiąt milionów złotych.

Gdzie takiemu Kijowskiemu więc, z niecałymi 100 tysiącami, do kogoś takiego jak Jurek Owsiak, pięknie wylansowany na lidera przez Waltera Chełstowskiego. Dla Chełstowskiego jednak KOD już nie okazał się tak spektakularnym sukcesem jak festiwal w Jarocinie czy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Tak jak udało się przekonać miliony Polaków, że Owsiak to fajny, dobry chłopak, któremu na sercu leży tylko dobro małych dzieci…” (dzienniknarodowy.pl, newsweb.pl – Tworzyli Jarocin, później WOŚP i KOD. Oto “oficerowie polityczni”, którzy mamią miliony Polaków)

„…Oto pan Wojtek postanowił wystawić na aukcji jakiś album ze zdjęciami oraz małą poczerniałą siekierkę. Czy jest na niej zaschnięta krew – zapytacie. Nie zauważyłem, prawdopodobnie obmyto ją dokładnie, by nie wywoływać ambarasu u kupującego…  

…Nie wiem skąd się wzięła ta maniera, ale mniemam, że to jakiś przeżytek z czasów wielkiej rewolucji październikowej, kiedy to trupy sławnych komendantów i kawałki po nich były powodem do chwały i dumy dla tych co przeżyli. Mogę się mylić, ale z całą pewnością nie będę tego akceptował. Oczywiście rozumiem, że znajdzie się spora grupa osób, która uzna siekierę z napisem „Wojtek Smarzowski” za znakomity pomysł, dzięki któremu nikt już w Polsce nie zapomni o ofiarach Wołynia.

Pewnie myślicie, że to koniec. A gdzie tam…ta siekierka to jest pół biedy. Oto Instytut Sztuki Filmowej wystawia na aukcji Pana Jerzego kopię głowy Arkadiusza Jakubika z filmu „Jestem mordercą”…

…I piszą jeszcze, że na życzenie Jakubik może podpisać głowę. No dobra, branży porno nie ma, ale odlew tyłka Mai Ostałowskiej z filmu „Pitbull”, ten wiecie z wytatuowanym komarem, mogli chyba wystawić, co nie? Jak myślicie…zmieściłoby się to w konwencji czy nie? Były prezydent przyniósłby trochę tych starych zdjęć z Popiełuszką, pan Smarzowski skrzynkę siekier i jeden ośnik do korowania żerdzi by dorzucił jako bonus, a Jakubik pętlę na której go w tym filmie wieszali i jeszcze autentyczny kamasz Marchwickiego, taki roboczy ze stalowym noskiem. Dziewczyny z Pitbulla przyniosłyby te odlewy zadków, a na dokładkę stringi i gra muzyka, do końca świata i o jeden dzień dłużej.

I popatrzcie macie ten nieprawdopodobny festiwal szaleństwa, gdzie przekracza się już wszelkie granice kłamstw i zidiocenia. I niestety uczestniczy w tym prezydent i jego żona. Trochę szkoda, ale cóż..I sami popatrzcie, jak prezydent był na tej gali, co Doda wyszła w samych stringach, to wzburzony pan Kurski z GW uznał za stosowne wyszydzić pana prezydenta. Teraz zaś, kiedy Andrzej Duda będzie stał wśród tych wszystkich siekier, głów, gaci i plakatów filmowych, w tym nieprawdopodobnym panoptikum zgromadzonym przez ludzi zaburzonych psychicznie i estetycznie, pan Kurski człowiek o wielkim smaku i wyczuciu będzie milczał. I niech Wam się nie zdaje, że to złośliwość z jego strony. To nie jest żadna złośliwość, to jest jeszcze jedna konwencja, taka w dodatku, która działa na niezorientowanych jak trutka na szczury. Nie spodziewają się jej i ulegają paraliżowi – chyba wszystko jest w porządku, skoro Jarosław Kurski, człowiek tak wielkiej klasy milczy, prawda? Otóż nie jest w porządku. Nie jest i nie będzie, tak jak nie było w porządku rozdawanie zdjęć ze zmarłym Jerzym Popiełuszką, podpisanych przez Lecha Wałęsę…” (coryllus – Siekiereczka dla Jureczka)

Ten łeb jest fenomenalny jako autodemaskacja o co w cyrkujurka chodzi… a nie chodzi tylko o pieniądze. I niech ktoś spróbuje oficjalnie zaprotestować przeciwko tego rodzaju aukcjom, to mu zaraz odpowiednio poważni ludzie przypomną na co idzie forsa (oczywiście pomijając pośrednika). Tak oto Wesele skutecznie rozbroiło Dom Zły.

Ludziom wrażliwym na tego rodzaju numery pozostało wykrzyczeć kwestię Jakubika z innego filmu Smarzowskiego: „Strach tu dłużej zostać! Złodzieje, trupy!”… (Odys)

podobne: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie? oraz: Matka Kurka: „WOŚP to konglomerat biznesowy oparty na ideologii i brutalnym marketingu”. i to: WOŚP czyli szantaż moralny na służbie „państwa opiekuńczego”. i to: Nobel Dylana i promocja obłędu za publiczne pieniądze w „fabryce bestselerów” czyli… Paranienormalny(ch) „klub literata i literatki”. a także: AKUPA Michowicza i „Wołyńska” manipulacja czyli o zarządzaniu stadem za pomocą nacjonalizmu (na ruskim sznurku), ksenofobii i antysemityzmu, oraz o „dobrodziejstwie” komunizmu w celu „pojednania”.

Fot. Marcin Kułakowski / PISF – Kopia głowy A. Jakubika z filmu „Jestem mordercą”

Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy?


rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

„Jeśli nasze wolności należą nam się z racji urodzenia, jako moralny fakt natury, nie jesteśmy winni państwu wdzięczność za respektowanie ich, tak samo, jak nie jesteśmy nic winni innemu człowiekowi za powstrzymanie się od obrabowania lub zabicia nas.” (Kevin Carson)

Pisze „rozżalony” Dariusz Karłowicz:

„Pomysł był taki, że najpierw pojawią się wyspy zamożności, a potem cała reszta wynurzy się z biedy. Nie wyszło. Polski dobrobyt ma charakter wyspowy i nic nie wskazuje na to by coś miało się tu samo zmienić…”

Nie wiem na jakiej podstawie autor wnosi że coś w jakiejkolwiek kwestii może się „samo” zmienić, ale sugerowanie jakoby dobrobyt brał się „samoistnie” z niczego, tudzież z jakiejś „wyspy” (obietnicy politycznej) zakrawa na kpinę i wymaga odesłania każdego kto tak twierdzi do szkoły gdzie uczą podstaw ekonomii (albo przynajmniej logiki) gdzie ktoś mógłby mu wytłumaczyć jak się buduje dobrobyt i skąd się bierze kapitał (na początek polecam uwadze „humanisty” kilka prostych zasad  – Niewidzialna ręka rynku wg. Adama Smitha) i cytat: „…to ludzie są od rozwiązywania problemów, które sami naważyli. To tak jakby rzec iż woda rozwiąże wszystkie problemy związane z pożarami. Woda to tylko środek do ich gaszenia – a pożary były, są i będą. Ale socjaluch (w analogii do cytatu) by rzekł ,iż winę za pożary ponosi… woda 🙂 Bo przecież samo istnienie wody powinno ogień zniechęcic do pożarów a skoro „SIĘ tak nie dzieje” to winna jest woda –  ”logika” socjaluchów. Kumacie?… Ale gdyby tej wody zabrakło to bylibyśmy całkiem bezbronni w walce z ogniem. Tak jak bez kapitalizmu jesteśmy bezbronni w walce z życiem. Jesteśmy więc pozbawieni dobrych narzędzi. Każde narzędzie można używac właściwie lub dyletancko, ale można się też nauczyc używać go właściwie. W obecnym systemie , który niby chce naprawiac socjalizm, można się tylko nauczyć cwaniactwa… Wolny rynek nie jest antidotum – jest sposobnością, szansą , narzędziem. Mam pytanie retoryczne do socjaluchów zwalczających uwolnienie rynku (czyli nas wszystkich – bo rynek to my) – czy obecny ustrój rozwiązuje jakieś problemy , czy tylko je piętrzy?…” (Prof. Witold Kwaśnicki: Ci wstrętni (neo)liberałowie. A przecież „kapitalizm oznacza własność”)… (Odys)

Dalej Pan Karłowicz pisze:

„Ciekawe, że mieszkańcy wysp – a więc ci, którym wiedzie się choćby względnie dobrze – nie bardzo wierzą w istnienie innego świata. Nie! Oczywiście wiedzą, że nie wszyscy zmieścili na lądzie i że podobno czasem ktoś tonie. Tak, to wiedzą. Tym, w co nie wierzą jest bieda niezawiniona. Przecież on też wyszli kiedyś na suchy ląd. „Jeśli ciężko pracujesz, to w końcu ci się uda – może nie będą to luksusy – ale na latte, i szalik Burberry wystarczy”.

Nie wiem skąd to uprzedzenie i zawiść(?) że komuś wiedzie się dobrze. Bo choćby w sposób najbardziej ekstrawagancki i rozrzutny bogacze korzystali ze swego bogactwa, to przecież tego rodzaju konsumpcja równa się zapotrzebowaniu na pracę przy produkcji dóbr które „pazernie” konsumują. Daj nam Panie Boże żeby bogaczy było jak najwięcej a ludzie pracowali przy coraz bardziej wysublimowanych produktach, i żeby bogacze potrzebowali coraz więcej i coraz bardziej wymyślnych dóbr bo wtedy wszyscy na tym zarobimy, a pracy przy tym dogadzaniu nie zabraknie. I nawet jeśli „obsługujących” nie będzie stać na podobną bogaczom stopę życiową, to już na zwykły dom i inne produkty ze „średniej półki” jak najbardziej, a wydając na te rzeczy pieniądze dadzą pracę stojącym niżej od nich w hierarchii pracowniczej „dogadzaczom”, itd. itp… aż do samego „dna”. Tymczasem „dziwnym trafem” tak się nie dzieje. Okazuje się bowiem że choć Polacy ciężko pracują to z roku na rok stać ich na coraz mniej. Brakuje popytu na dobra nie tyle wyżej co nawet „średnio” przetworzone, przez co ciężko jest je produkować z nastawieniem na rynek wewnętrzny. Tym samym „dobre bo polskie” coraz liczniej wyjeżdża do klienta za granicę. Tu chciałbym uprzejmie zauważyć, że rosnący eksport którym lubią się chwalić różnej masy politycy wskazuje m.in. również na mniejszy popyt na rynku krajowym – a to nie jest zbyt dobra informacja jeżeli krajowi producenci muszą szukać rynków zbytu poza własnym państwem… I tutaj śmiem wątpić jakoby była to wina chciwości (niedopatrzenia) bogatych, bo jako przedsiębiorcy z całą pewnością są zainteresowani by na ich towary i usługi był popyt w kraju w którym mają swoje firmy, a tak to muszą szukać zbytu za granicą. Czemu Polaków nie stać na wiele towarów? A bo ktoś ich po drodze do ich pieniędzy bez przerwy i coraz bardziej pazernie ograbia  – Polak biedny bo musi się dzielić… z państwem… (Odys)

„Jesienią 2014 roku ktoś przysłał mi zrobiony przez redaktorów Kultury Liberalnej wywiad z ówczesnym szefem MSW Bartłomiejem Sienkiewiczem. Młodzi redaktorzy zamartwiali się, że Polacy nie chcą zrozumieć jak wielki sukces odniosła III RP. Minister ze swadą dowodził, że wybór między emigracją, a praca w kraju jest wyborem między dobrymi pieniędzmi, jakie można zarobić za granicą, a pozycją i prestiżem, który daje mniej płatna robota w Polsce. Tak się złożyło, że byłem wtedy w Londynie. Nazajutrz rozmawiałem z grupą młodych emigrantów. Panie zajmowały się sprzątaniem, panowie pracowali fizycznie (rzeźnia, magazyny, budowa). Prestiżem, który utracili było bezrobocie, a w najlepszym razie praca nie dająca najmniejszych szans na zaspokojenie zupełnie podstawowych potrzeb. Pieniądze, które zarabiali w Londynie pozwalały na skromniutkie, ale dumnie samodzielne życie. Twarde dowody polskiego cudu gospodarczego nie zrobiły na nich wrażenia wcale nie dlatego, że nie zostali dość dobrze poinformowani.”

Nie inaczej Panie Karłowicz! Tyle że to nie wina „cudu” ale tego że… Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty. Poza tym problem biedy i rozwarstwienia nie dotyczy tylko Polski – Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa… (Odys)

„Jak do tego doszło? W latach 90’ wszyscy delektowali się konceptem, że oto mamy kapitalizm bez kapitału. Należało to rozumieć w taki sposób, że skoro chcemy odejść od komunizmu, to nie wypada patrzeć ani skąd wzięły się pieniądze, ani do kogo należą. Uwłaszczająca się nomenklatura? Proszę bardzo. Dziwne prywatyzacje? Trudno! Lewe kredyty? Przykre, lecz nie do uniknięcia! Media, energetyka, banki w obce ręce – cudnie! Przecież kapitał nie ma narodowości, zachodnie standardy nas rozwiną, miejsca pracy są potrzebne, a transfer zysków, to daleka przyszłość. W wypadku przejmujących majątek służb dodawano jeszcze (tonem ludzi dobrze znających nie tylko mechanizmy rynku, ale i tajniki ludzkiej natury), że jeśli dość dużo ukradną, to przestaną być groźni – więc w naszym najlepiej pojętym interesie jest by kradli ile wlezie. „W trzecim pokoleniu zostaną filantropami” – uspokajano.”

O to toto… Bo sam kapitał nie ma narodowości, wszak płynął (i ciągle płynie) do nas i w różne miejsca na całym świecie bez wędrówki ludów. Dość popatrzeć ile zachodnich firm inwestuje w Chinach i w tzw. „rajach podatkowych”, nie koniecznie przemieszczając w te miejsca swoich właścicieli nieprawdaż? Narodowość posiadają sami kapitaliści, ale to zupełnie inna bajka dlaczego nie koniecznie chcą oni mieszkać w Polsce czy w miejscach gdzie inwestują lub „chowają” swoje zyski. Oni tylko korzystają z przywilejów jakie dla zagranicznego kapitału tworzy dane państwo, bo o to tu chodzi a nie o to że coś jest „na lewo” inwestowane. Wszystko jest legalne bo zgodne z prawem państwa na którym kapitał jest inwestowany. I w Polsce dzieje się nie inaczej, to polskie prawo umożliwia inwestorom zagranicznym funkcjonowanie na polskim rynku w sposób UPRZYWILEJOWANY w stosunku do polskich kapitalistów, których z kolei „polskie” państwo gnębi na różne sposoby… Więc czyja to wina że jest jak jest, i do kogo ten żal Panie Karłowicz? Może by tak stworzyć równe szanse dla wszystkich, zrównując „w dół” tj. w ulgach polskich przedsiębiorców z kapitałem zagranicznym, zamiast zrównywać kapitał zagraniczny „w górę” do obciążeń jakie ponoszą polscy przedsiębiorcy? Kierunek wyrównywania szans powinien być odwrotny od tego w jakim podąża „nowa” władza, bo wtedy dopiero ludzie się bogacą i mają co wydawać na własny rozwój kiedy im się MNIEJ zabiera. Tymczasem bogacić się chce państwo a obywatel ma się cieszyć jak pies ogrodnika że nie tylko on jest rabowany równie pazernie.

Dziwne prywatyzacje i uwłaszczenia nomenklatury to też zasługa państwa i jego prawa. Ci „nowi kapitaliści” rodem z wierchuszki poprzedniego systemu nie wytrzymaliby konkurencji jaką gwarantowała również zwykłym obywatelom słynna „Ustawa Wilczka”, więc państwo (z obsadzonym przez kolesi aparatem władzy) wydatnie im pomogło, a wolność gospodarcza (kapitalizm i wolny rynek) zaczęła być szybko dławiona. W ciągu pierwszych 10 lat obowiązywania Ustawy Wilczka była ona nowelizowana ponad 60 razy (czyli kilka razy w ciągu roku!), w taki sposób że państwo zaczęło „ręcznie” regulować rynek poprzez reglamentowanie pozwoleń, nakładanie wymogów, i koncesjonowanie działalności gospodarczej. Jednocześnie by czerpać zyski z uwolnionego potencjału gospodarczego zwykłych Polaków, nakładano na nich nowe i coraz wyższe podatki (m.in. słynny VAT). W ten sposób skutecznie ograniczano konkurencyjność „prywaciarzy”, pomagając jednocześnie w monopolizowaniu/utrzymaniu przewagi na rynku „biznesom” z uwłaszczonej wcześniej nomenklatury, która nie wytrzymałaby konkurencji z zaprawionymi w bojach z komuną „prywaciarzami”, którzy bardzo szybko zaczęli się dorabiać kiedy nadarzyła się wolnościowa okazja (o czym więcej tu: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku). Więc zwalanie winy na kapitalizm za to że go bardzo szybko zdławiono, albo że uprawiano „gospodarkę” rabunkową (a nie żadne uwłaszczenie) nomenklatury komunistycznej jest po prostu nieuprawnione (Czeka nas kolejna fala emigracji. Przyczyną nie są tylko rządy PO a kapitalizm kompradorski)… Na dzikim zachodzie pionierzy (biali) potrafili się przebierać za indian (czerwonych) po czym napadali na jakichś farmerów i już był pretekst do tego żeby z czerwonych robić czarnego luda. U nas było trochę inaczej, bo to czerwoni (komuniści) udawali białych (kapitalistów) i do dziś kapitalizm jawi się prostaczkom (takim jak autor tekstu), jako ten czarny lód właśnie. Z przezorności i kurtuazji nazywam autora prostaczkiem, bo chcę wierzyć że popełnił ten tekst z głupoty a nie z racji tego że wysługuje się czerwonym 😉 Bo jak inaczej nazwać sytuację w której ktoś zrównuje konia ze stołem tylko dlatego że mają po cztery nogi, a potem się dziwi że stół nie jeździ (Czy kapitalizm nie działa?)… (Odys)

„Nikt nie miał wątpliwości, że trzeba być twardym. Transformacja – powtarzano – wymaga determinacji, wszak wyjście z komunizmu nie może się obyć bez ofiar. Skoro u końca będzie lepiej, więc nie można wahać się ani zwlekać. Rynek dostarcza kryterium. Rentowność! Może się zdarzyć, że coś wartego miliony nie jest warte złotówki – powtarzano wtajemniczając nas w arkana rynkowej mądrości. Pamiętacie ileż uciechy było z tych, którzy ciągle nic nie rozumieli. Biedny homo sovieticus, ignorant przekonany, że warto inwestować w stare pegieery, dołożyć do upadających fabryk, zmodernizować bankrutujące zakłady. Oczywiście nie wszyscy byli poczciwi. Mówiło się o groźnych demagogach: podejrzany profesor przekonujący do trzeciej drogi, niebezpieczny związkowiec czy polityczny populista. Żądali niemożliwego, mącili ludziom w głowach. A przecież wiadomo było – dla przyjętego modelu transformacji nie ma alternatyw.

A tak… Spróbuj Pan prowadzić firmę nie zważając na jej rentowność i wyżyć z deficytu to zobaczysz Pan dlaczego biznes musi przynosić zysk i ile jest warta firma która zysku nie przynosi (oczywiście po uprzedniej rzetelnej wycenie masy upadłościowej i o ile nie ciążą na niej długi). Nie wiem w jakiej firmie jesteś Pan zatrudniony, ale gwarantuję że w chwili kiedy przestanie ona na siebie zarabiać (tj. straci tę „bezczelną” rentowność) to Pan stracisz robotę. Ja wiem że najlepiej było za starej dobrej komuny gdzie „czy się stoi czy się leży…”. W końcu od czego było państwo które zawsze dysponowało niewyczerpanymi zapasami „publicznych” pieniędzy, po to by ratować „dofinansowaniem” każdy taki „biznes” który nie mógł sobie (przecież!) pozwolić na „ofiarę” w postaci bankructwa, bo jakby to wyglądało żeby państwowe nie umiało na siebie zarobić – łup! podatek i już mamy finansowanie zapewnione. Z pewnością dla komunistów było to najuczciwsze z możliwych podejście do obywatela – dymać go nieustannie, żeby łożył na „państwowe” (kiedyś stocznie, huty i wiele innych a dziś ciągle „niedofinansowane” górnictwo – Sektorowi państwowemu grozi efekt domina interwencjonizmu w górnictwie. Przez „flapsy” JSW straciło największego odbiorcę węgla. Michalkiewicz o najkrótszym programie gospodarczym) w coraz wyższych podatkach, jednocześnie coraz więcej odejmując sobie i swojej rodzinie od ust. Najważniejsza była bowiem socjalistyczna idea jedynie słusznego „państwowego przedsiębiorstwa” (żerowiska/spółki jaśnie Panów Związkowców/polityków i partyjnej kliki) aby mogło sobie funkcjonować  kosztem podatników jak typowy pasożyt. To już było Panie Karłowicz i zgadnij Pan co się z tym stało? TAK! Zbankrutowało a wiesz Pan dlaczego? Bo zabrakło w tym wszystkim „bezczelnej” rentowności (Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność). To że przy okazji ktoś ukręcił sobie wałek na dobrze funkcjonujących firmach, było przede wszystkim pokłosiem patologicznego prawa o procedurze przetargowej, w której zrezygnowano z transparentnej licytacji. Ale za tym nie stał żaden „kapitalizm” a co najwyżej kapitał cwaniaków (Jak zainstalowano w Polsce „kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi)… (Odys)

„No i operacja się udała. Wskaźniki się poprawiły. Zagraniczni specjaliści od statystyki poklepują nas po plecach. Średnia liczona dla Guliwerów i liliputów wypada nieźle. Owszem są i koszty, ale przecież ogólnie mamy sukces. Mówienie o niepowodzeniach, głodnych dzieciach, skrajnym ubóstwie, obszarach nędzy to brzydki populistyczny trik. Nie przesadzajmy. Jeśli są naprawdę głodne, to niech jedzą szczaw. A liczby? Zmanipulowane!”

Nieee… operacja się nie udała i za tę drugą komunę, kredyty i długi które tylko przedłużyły nieuchronny termin bankructwa, już niedługo trzeba będzie zapłacić. Ciekaw jestem czy ludzie w końcu powiedzą dość i wyślą do diabła podobnych Panu demagogów, zakamuflowanych obrońców „państwowego”, „sprawiedliwości społecznej”, i towarzyszącego im etatystycznego garba który tylko żre a winą za swoje niepowodzenie (kolejny już raz) zwala na kapitalizm i wolny rynek, których zasad funkcjonowania nie rozpoznałby nawet jakby kopnęły go w ten czerwony zad. A będzie jeszcze „lepiej” – Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne.… (Odys)

„2,8 miliona ludzi w skrajnej biedzie, czyli poniżej minimum egzystencji? 4,6 miliona Polaków poniżej granicy ubóstwa, a więc progu, od którego zaczyna się interwencja socjalna? Około 700 tysięcy dzieci w domach, które mają problem z zaspokojeniem podstawowych potrzeb? Aż 30% dzieci i młodzieży w ogólnej liczbie skrajnie ubogich? Czy to złośliwa propaganda? Dane przeciwników III RP? Dane z GUS? Wolne żarty! Niestety to nie są żarty. Również tak wygląda III RP. Dwa razy smutniejsza na wsi niż w miastach. Kraj, w którym wielodzietność i nędza ciągle idą w parze. Gdzie w biedzie żyje 11% rodzin z trójką dzieci, a już 27% spośród tych, które mają czwórkę i więcej. Czy państwo nie pomaga rodzinom? Owszem. Dzięki zamrożeniu progu dochodowego, który uprawnia do zasiłku rodzinnego kwota wypłaconych zasiłków spadła z 5,5 mln zł miesięcznie w 2004 roku do 2,3 w 2013 r. Zręczne. Prawda?”

„Zręczne” to jest widzieć skutki ale nie umieć nazwać po imieniu przyczyn takiego stanu rzeczy. Kto zubożył i upokorzył Polaków do tego stopnia? Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu. I to nie są żarty! Takie są skutki funkcjonowania gospodarki „społeczno-rynkowej” w etatystycznym modelu jej zarządzania. Niech już Państwo nie pomaga rodzinom ani nikomu! Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji... (Odys)

„Istnieją dwie Polski – Polska beneficjentów transformacji i Polska jej ofiar. To właśnie nazywam dobrobytem wyspowym. A beneficjenci? Z małymi wyjątkami żadni z nich Krezusi. Nawet trzy procent Polaków nie zarabia tyle, co najniżej płatny etatowy pracownik Lidla w Niemczech (czyli ok. 7,5 tys. zł). Choć bogactwo naszych wyspiarzy nie imponuje, to – o dziwo – duchowa przepaść jest często ogromna. Szczególna podłość transformacyjnej operacji polegała na tym, że uczono pogardy dla tych, którym odbierano szanse. Pedagogika wstydu za solidarność przyniosła owoce. Wielu, zbyt wielu uwierzyło, że serduszko od Owsiaka i 1% załatwia problem.”

I dalej będą istnieć dwie Polski, a osób które będą potrzebować 1% i dobroczynności ala Owsiak będzie niestety przybywać. Na państwo które nie potrafi z zagrabionych pieniędzy zapewnić ani opieki medycznej ani emerytury nie ma bowiem co liczyć, więc póki co z premedytacją wspiera Owsiaka (WOŚP czyli szantaż moralny na służbie „państwa opiekuńczego”). Chyba że wszelkiego rodzaju prywatne inicjatywy filantropijne zaczną być traktowane po macoszemu w ramach walki z nowego rodzaju „pedagogiką wstydu”, tj. wyrzutem sumienia obnażającym nieudolność rządzących (poprzez np. opodatkowanie czy likwidację ulg z tytułu darowizny na dobroczynność, albo w inny sposób – O tym jak Państwo Opiekuńcze przeszkadza w opiece niepaństwowym instytucjom charytatywnym czyli… poproszę zaświadczenie że jest Pan/Pani biednym). Przykład do jakiego absurdu potrafią dojść niektórzy z etatystów zakochanych w redystrybucji zagrabionego można znaleźć tu: Intelektualiści: Ukrzyżować bogatych! gdzie jeden z tych (nie boję się użyć tego słowa) idiotów, oskarża wręcz prywatną filantropię o to że „wypiera państwo”. Nie chcą ci ludzie zauważyć oczywistej zależności, że to właśnie „dzięki” pazernemu państwu ludzie raz że biedują, to dwa nie stać ich na hojność wobec innych potrzebujących w skali, jaka mogłaby funkcjonować gdyby wcześniej nie zostali „legalnie” obrabowani (dla swojego „dobra”) w podatkach i „składkach” (Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy?)… (Odys)

„Dowodem niesłychanej izolacji w jakiej żyją mieszkańcy wysp były ostatnie kampanie wyborcze. Przekonanie, że dane makroekonomiczne plus kpiny z hasła o „Polsce w ruinie” przekonają, że jest naprawdę fajnie, kosztowała Platformę władzę. Przegrana nie pomogła. Wyspiarze dochowali się nawet całkowicie lokalnej odmiany lewicy, która gotowa jest protestować przeciw projektowi 500 złotych na dziecko. Swojemu oburzeniu dadzą wyraz w barwnych pochodach. Poznacie ich po szalikach Burrbery i niezachwianej dumie z osiągnięć ostatniego ćwierćwiecza.”

źródło „mądrości”: Dobrobyt wyspowy

Wydatki rządowePrawdziwe zagrożenie rozpoznać można z łatwością, pamiętając o bezczelnie oklepanych mechanizmach rabunku i zawłaszczenia w „majestacie prawa” owoców ludzkiej pracy. Maskowane są one zawsze w ten sam sposób, pojęciami takimi jak „opieka państwa” tudzież „sprawiedliwy podział dóbr”, której to „dobroci” w naszym imieniu muszą dokonywać wszelkiej maści dobro(zło)dzieje typu Tusk, Kaczyński, Piechociński i reszta. O renegatach wywodzących się wprost z komuny i nie chowających się za pojęciem „centrum” czy „prawicy” (SIC!) nie wspominając. Więcej o tych mechanizmach tu: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy. i tu: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków. Chodzi mniej więcej o to że:

„…tegoroczny budżet zamyka się deficytem sięgającym prawie 55 miliardów złotych, co oznacza, że dług publiczny będzie powiększał się w dotychczasowym, a może nawet jeszcze szybszym niż dotąd tempie, zwłaszcza, że nie widać żadnych działań zmierzających do odblokowania narodowego potencjału gospodarczego. Został on skutecznie zablokowany z jednej strony przez fatalny ekonomiczny model państwa, ustanowiony w roku 1989 przez generała Kiszczaka i grono osób zaufanych, który nazywam kapitalizmem kompradorskim, a z drugiej – przez narastającą biurokratyzację państwa…

…Program „Rodzina 500 plus” jest rodzajem frumentacji potencjalnie wyjątkowo w skutkach dotkliwej. Rzecz w tym, że przy rosnącym długu publicznym rosną też koszty jego obsługi i w bieżącym roku wyniosą co najmniej 56 miliardów złotych. Jeśli kwotę tę podzielimy przez liczbę obywateli rzeczywiście mieszkających w Polsce (ok.35 mln), to na jednego obywatela przypada z tego tytułu 1600 złotych rocznie. Typowa, pięcioosobowa rodzina, będzie zatem musiała z tytułu obsługi długu publicznego oddać lichwiarskiej międzynarodówce co najmniej 8 tysięcy złotych rocznie. Tyle rząd będzie musiał odebrać rodzicom obdarowanych dzieci, a więc jedno dziecko tak naprawdę nie dostanie nic, a drugie pewnie też nic – bo przecież oprócz kosztów obsługi długu publicznego są w naszym nieszczęśliwym kraju jeszcze inne podatki, np. VAT, który na artykuły dla dzieci przewiduje stawkę w wysokości 23 procent.

Jeśli od tej frumentacji coś wzrośnie, to pewnie tylko liczba urzędników, bo rychło okaże się, że jest ich za mało, by zapewnić sprawiedliwy rozdział pieniędzy. Za darmo tego, ma się rozumieć, nie zrobią, co to, to nie – więc w rezultacie przez budżet państwa będzie przepływał coraz większy strumień pieniędzy odebranych uprzednio obywatelom – oczywiście dla ich dobra, bo przecież wiadomo, że pieniądze psują charakter…” (Stanisław Michalkiewicz – Prezenty z worka judaszowego)

podobne: Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka.

Z tego powodu wszystkim „krytykom” wolnego rynku, kapitalizmu,  prywatnej własności i w ogóle wolności, pozostało życzyć kolejnych 50 lat wczasów na pustyni Synaj (Stanisław Michalkiewicz kontra sentymentalista PRL-u), aż odejdą w mentalny niebyt, bo z takimi „mędrcami” u sterów rządu czy ruchów społecznych, w dyskursie publicznym i propagandzie (mediach), czy wśród „większości” tzw. wyborców, Polska nigdy nie wejdzie do ziemi obiecanej. Zrozumcie raz i na zawsze, że wolność to tyle ile każdy z nas z osobna ma „w kieszeni” jako SWOJĄ PRYWATNĄ WŁASNOŚĆ, a nie to co „rząd” zgromadził w „budżecie” kosztem obywateli.

To właśnie etatyzm, centralizm, socjalizm i redystrybucja w wydaniu „państwowym” doprowadziły do tego co mamy obecnie, tj. pogłębiającej się BIEDY i ROZWARSTWIENIA w dochodach z pracy, a co za tym idzie do WYWŁASZCZENIA ludzi z ich własności i PRAW OSOBISTYCH, których będąc pozbawionymi narzędzi nie są w stanie dochodzić przed sądami, przez co trafiają na margines życia społecznego. Im więcej cedujemy na państwo tym mniej mamy do gadania jako jego obywatele i po prostu ludzie – „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie?… I nie ma co potem narzekać że obywatele nie głosują „tak jak trzeba”, albo że stają się oportunistami niezdolnymi do samodzielnego myślenia czy organizowania się w „państwo obywatelskie”. Nie mają takiej potrzeby skoro państwo ma im wszystko zapewniać, i to ono dysponuje oraz decyduje o tym ile i kto tej „pomocy” (z ich własnej kieszeni!) dostanie. Przedstawianie kapitalizmu i prawa do własności prywatnej jako źródła zła i patologii, a w konsekwencji rugowanie z ludzkiej woli tej od wieków NATURALNEJ metody dorabiania się i ostoi rzeczywistej wolności jest diabelskim mechanizmem hodowli bezwolnych kołchozowych rabów („Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć”… I choć podświadomie wiemy to wniosków nie wyciągamy, bo nie wiemy czego chcemy. O niewolnikach systemu i jeszcze: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność)… (Odys)

podobne: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. i to: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). oraz: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną. i jeszcze: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne polecam również: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach.

Jan Paweł II, cytat, socjalizm

WOŚP czyli szantaż moralny na służbie „państwa opiekuńczego”.


„Gdyby ogłoszono jako zasadę, przyjęto w praktyce i zatwierdzono ustawowo, że każdy ma prawo do własności innych, darowizna utraciłaby już swą wartość, a miłosierdzie i wdzięczność nie byłyby już cnotami” (Frederic Bastiat)

„…Święty Jan Paweł II nauczał, że człowiek nie może zrealizować się w pełni inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego. Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że tylko miłość bliźniego jest czymś bezinteresownym, a transakcja handlowa opiera się już na korzyści własnej i jest czymś złym. Powstaje więc pytanie, czy między ziemską a Bożą ekonomią istnieje konflikt interesów. 

Chrystus pokazał nam, że wcale tak być nie musi. Wszystko zależy od tego, co jest naszym celem, któremu chcemy podporządkować wszystkie nasze działania, w tym również ekonomiczne transakcje, gdyż człowiek nie funkcjonuje tylko jak homo oeconomicus. To od naszego celu w życiu zależy, jakie środki będziemy dobierać, aby ten cel osiągnąć. Wiele zależy od zewnętrznych warunków. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że każde państwo, który nie szanuje własności prywatnej, zniewala człowieka. Kościół naucza jednak, że zagrożenie płynie również od wewnątrz, ze strony słabości moralnej człowieka, i dlatego warunkiem prawdziwej wolności jest nasz rzetelny stosunek do prawdy…

WOŚP nie jest taką samą organizacją jak Caritas, Lekarze Nadziei czy  Fundacja Tysiąclecia. Fundacja J. Owsiaka przy kwestowaniu korzysta z konkretnych usług państwa, w tym publicznej telewizji… 

…Nie tylko księża, ale również większości polityków, uważa że taka pomoc wpisana jest do podstawowych obowiązków państwa. Myśląc tak, opowiadają się za konkretnym politycznym rozwiązaniem i dlatego dyskusji wokół WOŚP nie można oderwać od polityki

…Zwolennicy WOŚP są najczęściej zwolennikami państwa opiekuńczego. Wysokie podatki uzasadniają m.in. wydatkami na państwową służbę zdrowia i pomoc charytatywną. Twierdzą, że te dwa sektory życia społecznego nie funkcjonowałby właściwie w świecie liberalnej gospodarki, pozbawione państwowego wsparcia, a raczej przymusu. Powstaje więc pytanie, dlaczego w drugą niedzielę stycznia liczą na to, że ludzie wyciągną dobrowolnie swoje pieniądze i wrzucą je do puszki.

Spór pojawiający się każdego roku wokół WOŚP jest w rzeczywistości sporem politycznym o rolę państwa w naszym życiu. Pozostaje jeszcze kwestia jałmużny. Zgadza się, że jest ona obowiązkiem każdego chrześcijanina, ale nie jest ona tylko zwyczajnym wsparciem okazywanym człowiekowi w potrzebie. Jałmużna powinna być zawsze rezultatem świadomego wyrzeczenia się i umartwiania z motywów religijnych. Dobroczynność jest skoncentrowana na potrzebującym, a jałmużna na darczyńcy, który ustawicznie pracuje nad sobą ze względu na osiągnięcie ostatecznego celu, a jest nim życie wieczne.

Księga Syracha zachęca do jałmużny: „Woda gasi płonący ogień, a jałmużna gładzi grzechy” (Syr 3,30). Czy księża z naklejkami WOŚP będą w tą niedzielę o tym pamiętać?

Jałmużna jest obowiązkiem każdego chrześcijanina. Szkoda, że niektóry robią to tylko raz w roku” (Ks. Jacek Gniadek)

całość tu: Świąteczna jałmużna i tu: Król i krzyż

„Nasi przeciwnicy sądzą, że działalność, która nie jest ani finansowana, ani regulowana przez państwo, jest skazana na upadek. My uważamy, że jest wręcz przeciwnie. Oni wierzą w ustawodawcę, a nie w ludzi. My wierzymy w ludzi, a nie w ustawodawcę.” (Frederic Bastiat)

„…bez względu na prywatnie wyznawane poglądy – nikomu nie wolno unikać poświęceń dla wielkiej idei socjalizmu. Kto próbuje się od tej świętej powinności uchylać, to nie ulega chyba wątpliwości, że przede wszystkim jest wrogiem chorych dzieci, a więc – pozbawionym ludzkich uczuć najgorszym wrogiem, a jeśli nawet nie zaraz „wrogiem”, to w każdym razie – na pewno świnią. I o to właśnie chodzi, bo czyż w inny sposób można budować upragnioną jeszcze przez Edwarda Gierka jedność moralno-polityczną narodu pod przewodnictwem partii?

Więc ożywiona takimi szczytnymi ideałami Nationalsozialistische Volkswohlfahrt corocznie, już od wczesnej jesieni przystępowała do organizowania Winterhilfswerk czyli Pomocy Zimowej, która polegała na zbieraniu datków od społeczeństwa. Zbieraniem tych datków zajmowało się ponad milion wolontariuszy, głównie młodych, skupionych w masowych organizacjach, również nastawionych na nieustanne poruszanie sumień. Potem uzyskane w ten sposób zasoby były rozdzielane przez funkcjonariuszy Narodowosocjalistycznej Ludowej Opieki Społecznej, dzięki czemu każdy obdarowany wiedział, komu winien jest dozgonną wdzięczność i w ten sposób prawidłowo kalibrował sobie sumienie.

Dzięki prawidłowo skalibrowanym sumieniom i umysłom, nawet w momencie zachwiania zaufania do intencji dygnitarzy z Narodowego Funduszu Zdrowia, żaden z autorytetów moralnych, jakie zostały zaangażowane do zdiagnozowania sytuacji, nie podał w wątpliwość konieczności dysponowania przez Fundusz pieniędzmi pacjentów. Pomysł, żeby pieniądze nie „szły za pacjentem” w coraz bardziej wydłużającej się odległości, tylko podążały RAZEM Z NIM, bo by mu ich przedtem nikt nie odebrał niby dla jego dobra – już nie przyszedł nikomu do głowy. I to jest miarą naszego przygotowania do wzorowego uczestnictwa w Unii Europejskiej, w czym „Jurek” Owsiak, niezależnie od tego, czy to sobie też wykalkulował, czy nie – ma wielki udział. Słusznie tedy partia wynagradza go jak tam może, oddając do jego dyspozycji zasoby tych resztek państwa, jakie jeszcze jej do dyspozycji pozostały, to znaczy – telewizję i samoloty F-16.” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Winterhilfswerk

podobne: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo. oraz: O tym jak Państwo Opiekuńcze przeszkadza w opiece niepaństwowym instytucjom charytatywnym czyli… poproszę zaświadczenie że jest Pan/Pani biednym.

…ciężko jest być dobroczynnym w kraju w którym na rzecz państwa obywatel musi oddawać około 80% swojego dochodu w różnego rodzaju „składkach”, podatkach i opłatach. To prawdziwy cud ludzkiej wrażliwości i dobrego serca, że mimo tego rabunku ludzie potrafią jeszcze z własnej woli dzielić się tym co mają, i że funkcjonują fundacje zajmujące się uczciwą dystrybucją zebranych w ten sposób pieniędzy. Cud o ile te instytucje nie wykorzystują dobroczynności innych by opływać w luksusy na cudzy koszt, tudzież żeby pod jej płaszczykiem lansować czyjeś, lub uprawiać własne ambicje polityczne (o czym więcej tu: Matka Kurka: „WOŚP to konglomerat biznesowy oparty na ideologii i brutalnym marketingu”. i tu: O matko! (Kurka) Owsiak będzie musiał pokazać z czego zrobiony jest „Złoty Melon”). Nie chodzi o to żeby linczować Pana Owsiaka za jakąś kradzież, bo ludzie w końcu sami z własnej woli wpłacają na WOŚP. Chodzi wyłącznie o prawdę (tj. wiedzę) na temat tego ile z tych pieniędzy trafia w rzeczywistości do ludzi potrzebujących, a ile jest po drodze przejadanych przez tzw. obsługę, ile jest marnowanych (m.in. na taką imprezę jak Woodstock), a ile transferowanych na inne niestatutowe cele nie mające nic wspólnego z pierwotnym przeznaczeniem a zatem wolą darczyńców… (Odys)

O tym jak Państwo Opiekuńcze przeszkadza w opiece niepaństwowym instytucjom charytatywnym czyli… poproszę zaświadczenie że jest Pan/Pani biednym.


15.01.2015 (IAR) – Unijny program pomocy żywnościowej dla najuboższych jest pełen absurdów i wymaga poprawy. Tak uważają polskie organizacje zajmujące się dystrybucją żywności w tym programie.

29 stycznia w Brukseli organizacje pomocowe oraz ministerstwo pracy i polityki społecznej mają rozmawiać o zmianie przepisów, tak aby można było pomagać sensowniej i skuteczniej.

Obecnie obwiązuje sztywne kryterium dochodowe uprawniające do pomocy. Dochód nie może przekraczać 813 złotych w przypadku osoby samotnej i 684 złotych, w przypadku osób żyjących w rodzinie.

Prezes Federacji Polskich Banków Żywności Marek Borowski podkreśla, że takie kryterium wyklucza z pomocy wiele osób, które jej potrzebują. „Musimy pamiętać o wszystkich grupach społecznych, które przekraczają to minimum, ale pomoc jest im potrzebna bo na przykład wydają bardzo duże kwoty na leki lub rehabilitację”. W jego ocenie organizacje powinny mieć możliwość rozdysponowania części żywności według własnego rozeznania w sytuacji potrzebujących. Podobnego zdania jest dyrektor Caritas Polska. Ksiądz Marian Subocz ma żal, że resort pracy i polityki społecznej nie brał pod uwagę zdania organizacji przy ustalaniu zasad rozdzielania pomocy. Teraz dochodzi do absurdów – mówi duchowny. Przypomina o tym, że paczki z pomocą żywnościową są takie same dla wszystkich. Otrzymują je także bezdomni, a jest w nich olej, makaron, cukier, konserwy i mleko. „Co taka osoba bezdomna ma z tym zrobić, jak dostaje olej czy makaron? – Idzie na rynek i sprzedaje to” – mówi ksiądz Marian Subocz i dodaje, że gdyby ministerstwo wysłuchało opinii organizacji zajmujących się dystrybucją żywności, udałoby się wypracować najwłaściwszy sposób pomocy.

Anna Kos ze Stowarzyszenia „Damy Radę” podkreśla, że wsparcie przekazane przez Banki Żywności mogą otrzymać tyko osoby z zaświadczeniem z Ośrodka Pomocy Społecznej – co wykluczyło wielu dawnych podopiecznych potrzebujących pomocy żywnościowej. Obecnie Stowarzyszenie nie ma możliwości wsparcia osób, które nadal zgłaszają się po paczki, ale nie mają zaświadczenia, że spełniają kryteria.

Wiceminister pracy i polityki społecznej Elżbieta Seredyn zapewnia, że absurdy, takie jak paczki z surowymi produktami dla bezdomnych, zostaną naprawione. Możliwe, że organizacje dostaną także prawo do zachowania większej elastyczności przy przyznawaniu pomocy. Wiceminister pracy i polityki społecznej zaznacza jednak, że kryteria dochodowe w Polsce i tak są korzystne, bo obejmują 150 procent kwoty uprawniającej do pomocy społecznej, podczas gdy w wielu innych krajach jest to 100 procent. Elżbieta Seredyn zapowiada, że 29 stycznia w Brukseli polska delegacja powie o tym, z jakimi problemami spotykają się ministerstwo oraz organizacje dystrybuujące żywność. Wiceminister pracy mówi, że polski zespół będzie negocjować możliwość obejmowania pomocą osób spoza kryterium dochodowego oraz to, żeby organizacje pozarządowe mogły same kwalifikować osoby, którym potrzebna jest pomoc żywnościowa. Elżbieta Seredyn podkreśla, że nie jest możliwe wynegocjowanie rezygnacji z dokładnego dokumentowania dystrybucji żywności. Na nadmierną biurokratyzację skarżyły się wszystkie organizacje zajmujące się przekazywaniem żywności oraz liczne stowarzyszenia i fundacje rozdzielające produkty bezpośrednio potrzebującym. Organizacje dążą do tego, aby następny program, który ma wejść w życie w maju tego roku, nie powielał błędów obecnego, który się właśnie kończy.

IAR Bożena Falkowska/zr

podobne: Socjalizm po polsku. Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) oraz: Polak biedny bo musi się dzielić… z państwem i to: Marnotrawstwo i totalna głupota w Ministerstwie Pracy czyli… 49 milionów złotych na „portal dla bezdomnych”! a także: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). oraz: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy polecam również: Konspiracja w odpowiedzi na przemoc – Stanisław Michalkiewicz i to: 113% frekwencji czyli unijne absurdy wybrane oraz źle wydane pieniądze. Bankrutujący „raj” Szwecji kontra raj podatkowy na Krymie.

…Wiceminister pracy i polityki społecznej zaznacza jednak, że kryteria dochodowe w Polsce i tak są korzystne, bo obejmują 150 procent kwoty uprawniającej do pomocy społecznej, podczas gdy w wielu innych krajach jest to 100 procent… hłe hłe A tak tak! U nas nawet biedny musi być ponad unijną normę :D…bez komentarza… Rysunek

rys. Jerzy Krzetowski

rys. Jerzy Krzetowski

Medycyna: obiecujący lek na raka pęcherza moczowego, pacjenci testują egzoszkielet, statyny kontra cholesterol. Nauka: Tani wynalazek zastąpi kosztowny mikroskop, grafenowe kamizelki kuloodporne.


1. Medycyna: Obiecujący lek na raka pęcherza moczowego. Pacjenci testują egzoszkielet. Statyny w leczeniu cholesterolu.

27.11.2014 (IAR) – Postęp w leczeniu raka pęcherza moczowego. Jak podaje tygodnik Nature /wym. NEJ-czer/ nowy, eksperymentalny lek, dał bardzo dobre rezultaty.

Specyfik wyprodukowany przez firmę Roche został podany 68 osobom z zaawansowanym rakiem pęcherza moczowego – dawano im sześć do ośmiu miesięcy życia. Zastosowany specyfik blokuje białko PD-L1, które pomaga nowotworom „ukrywać” się przed układem odpornościowym.

W wyniku eksperymentalnego leczenia u ponad połowy pacjentów ze stwierdzonym białkiem PD-L1 zaobserwowano oznaki zdrowienia; u dwóch chorych rak zniknął całkowicie. By lek był powszechnie dostępny potrzebne są kolejne, większe próby kliniczne.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/nyg

podobne: Unikalna metoda leczenia raka trzustki została wynaleziona przez 17-letnią Joannę Jurek. oraz: Odkrycie polskich naukowców: Białko z ludzkich włosów pomoże w leczeniu czerniaka.

polecam również: Burzyński – Rak to poważny biznes (Burzynski. Cancer is serious business)

28.11.2014 (IAR) – Dzięki niemu na nowo mogą uczyć się chodzić. Kolejni pacjenci w Polsce testują opracowany w Stanach Zjednoczonych egzoszkielet. Służy on rehabilitacji osób niepełnosprawnych ruchowo, na przykład ze stwardnieniem rozsianym czy z dystrofią mięśniową.

Sprzęt jest przypinany systemem pasków. Pozwala poszkodowanemu wstać a specjalny program steruje jego nogi. Skuteczność egzoszkieletu bada się teraz między innymi w Centrum Rehabilitacji „Tukan” w Łabowej koło Nowego Sącza. Korzysta z niego 77 -letnia Zofia Noga, która jest po udarze mózgu i ma niedowład lewej części ciała. W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową mówi, że jest bardzo zadowolona. Mogła wreszcie wstać z wózka inwalidzkiego.

Rehabilitant Adrian Michalik dodaje, że egzoszkielet umożliwia naturalne poruszanie się pacjenta. Jak tłumaczy sprzęt służy przede wszystkim do ponownej nauki chodzenia ale jest też przydatny dla pacjentów z uszkodzonym rdzeniem kręgowym bo pomaga zachować siłę mięśni i ruchomość w stawach. Ordynator Stacjonarnego Oddziału Rehabilitacji Neurologicznej lekarz Mirosław Rodak jest przekonany, że sprzęt mógłby poprawić skuteczność leczenia i pomóc szybciej wrócić choremu do sprawności ruchowej.

Egzoszkielet jest testowany w różnych placówkach od marca. Realizatorem projektu, który pozwala go przetestować w wielu miastach w Polsce jest gliwicka firma Technomex. Nie wiadomo, kiedy trafi na stałe do ośrodków rehabilitacyjnych. Główną barierą są koszty. Jego cena to około 150 tysięcy dolarów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Monika Chrobak/zr

podobne: Nauka/medycyna: Polsko-brytyjski przełom w neurochirurgii. Wrocławscy lekarze postawili na nogi sparaliżowanego mężczyznę. Francja: Obiecujące badania naukowców w walce z zanikiem mięśni.

„…jednym z największych osiągnięć kardiologii ostatnich 25 lat jest zastosowanie statyn…” – to słowa jednego z najwybitniejszych żyjących kardiologów na świecie, prof. Eugena Braunwalda. Statyny stosuje się w ciężkich przypadkach hipercholesterolemii (hipercholesterolemia rodzinna). Są skuteczne w leczeniu wtórnych zaburzeń lipidowych u chorych na cukrzycę, z zespołem nerczycowym czy po transplantacji narządów. Sprzedaż statyn wzrasta z roku na rok a w Wlk. Brytanii simwastatyna w dawce 10 mg jest nawet sprzedawana bez recepty. Być może już w niedalekiej przyszłości będziemy profilaktycznie łykać statyny niczym witaminę C.

W Polsce choroby sercowo – naczyniowe są odpowiedzialne za 46% ogółu zgonów spośród chorób niezakaźnych (dane na 2011 rok). Choroby układu krążenia to 17 mln zgonów rocznie w skali światowej.

a zaczęło się gdy…

ponad 100 lat temu niemiecki patolog  Rudolf Virchow odkrył że w ścianach naczyń osób zmarłych  ,, na serce” znajdują się duże złogi cholesterolu.

Badanie INTERHEART przeprowadzone w 52 krajach sklasyfikowało zaburzenia lipidowe jako główny czynnik prowadzący do zawałów serca. W 2011 roku podwyższony poziom cholesterolu wykryto u 61% kobiet i mężczyzn w przedziale wiekowym 18 – 79 lat. Prawie 2 – krotnie częściej zaburzenia lipidowe występują u osób >60 r.ż. niż u osób młodszych.

Mechanizm działania statyn.

Statyny działają w wątrobie. Zmniejszają syntezę ,,złego” cholesterolu (LDL) i trójglicerydów (TG) w komórkach wątrobowych (hepatocytach). Zwiększają natomiast poziom ,,dobrego” cholesterolu HDL (lipoproteiny o dużej gęstości). Wydalane są głównie z kałem i w mniejszym stopniu z moczem. Zaprzestanie przyjmowania statyn prowadzi do powrotu stężenia cholesterolu do wartości przed leczeniem. Statyny powinny być przyjmowane wieczorem, ponieważ największa produkcja cholesterolu następuje w godzinach nocnych…”

całość tu: zobaczzrozum.wordpress.com

podobne: Joanna Blythman: Wszystko, co mówiono ci o zdrowym odżywianiu, to bzdury

2. Nauka: Tani wynalazek zastąpi kosztowny mikroskopGrafenowe kamizelki kuloodporne

25.11.2014 (IAR) – Brytyjski student poszedł po rozum do głowy i jednym wynalazkiem zaoszczędził równowartość pół miliona złotych. Adam Lynch w prosty sposób zaadaptował prymitywny mikroskop tak, by dawał on obraz porównywalny ze sprzętem najwyższej klasy.

W trakcie studiów doktoranckich na Uniwersytecie Brunela, Lynch zorientował się, że jeśli odwróci tani mikroskop, to zobaczy detale, jakie dawałby mikroskop za sto tysięcy funtów. W rozmowie z BBC tłumaczył: „Potrzeba matką wynalazku. Chciałem badać ruch komórek. Ma to duże znaczenie na przykład przy ustalaniu własności komórek odpornościowych”.

Adam Lynch kupił trzy mikroskopy, odwrócił je do góry nogami, zmienił światło i zastosował specjalny, napisany od początku program komputerowy. Wszystko kosztowało go 160 funtów. To ponad sześćset razy mniej niż koszt potrzebnego do takich badań mikroskopu z górnej półki. Doktorant mówi, że nie ma zamiaru patentować swego wynalazku: chce oddać go ludzkości za darmo.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/zr

podobne: Brytyjscy naukowcy opatentowali nowy sposób wytwarzania niezwykle cienkich ekranów wysokiej rozdzielczości.

29.11.2014 (IAR) – Nowoczesny materiał – grafen – może być wykorzystany do produkcji kamizelek kuloodpornych. Tak twierdzą amerykańscy naukowcy, których publikację zamieszcza tygodnik„Science” /wym. SA-jens/.

Cieniutkie jakatom warstwy grafenu mogą być lepsze od stali, jeśli chodzi o pochłanianie energii silnych uderzeń. Wskazują na to wyniki eksperymentów. Podczas testów naukowcy z Uniwersytetu Massachusetts strzelali „mikronabojami” w płachty grafenu. Byłyone ułożone warstwowo – od dziesięciu do stu takich warstw na raz. Okazało się, że grafen wytrzymywał nawet dziesięciokrotnie większą energię niż stal. Mikronaboje pozostawiały jednak duże dziury, dlatego naukowcy mówią, że nowoczesne kamizelki kuloodporne powinny też zawierać jakiś dodatkowy materiał kompozytowy. Zdaniem ekspertów grafen to materiał przyszłości: jest elastyczny, wytrzymały i przewodzi prąd. Może zrewolucjonizować elektronikę i inne technologie.

InformacyjnaAgencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/mg

podobne: Nauka: Sztuczne mięśnie żyją i działają. Polski grafen – duże pieniądze na technologię przyszłości. oraz:  Naukowcy z AGH opracowują nowatorski materiał z wykorzystaniem grafenu.

źródło: stooq.pl

Inteligencja, Rozum, Tryby, nauka

Matka Kurka: „WOŚP to konglomerat biznesowy oparty na ideologii i brutalnym marketingu”.


„…Wynik procesu, niezmiernie korzystny dla mnie, nie jest równoważny z ujawnieniem całej prawdy o działaniach Owsiaka i w takim sensie niczego jeszcze nie wygrałem. To prezes „Jurek” jest ciągle wygranym. Hucpa zwana „ratowaniem życia dzieciom” odbędzie się w 2015 roku, ale prawdopodobnie będzie to ostatni raz.

Jaka powinna być według Pana alternatywa dla WOŚP?

Alternatywa do czego? WOŚP to konglomerat biznesowy oparty na ideologii i brutalnym marketingu, który problemy społeczne traktuje jak mięso armatnie i parawan jednocześnie. Żadnej alternatywy dla WOŚP! Wielu nieudaczników, polityków, szemranych biznesmenów i ideologów ogrzewało się przy tym ognisku oblepionym serduszkami i widokiem biednych chorych dzieci w inkubatorach. Tak prymitywnej socjotechniki nie wolno powielać i budować dla niej alternatywy. W Polsce niemal wszystko jest oparte na ordynarnej propagandzie i monopolu. Nawet „charytatywność” została zmonopolizowana i uświęcona, chociaż twórcy i beneficjenci tego biznesu nigdy świętymi nie byli, wręcz przeciwnie.

Mówił Pan o liczbach – czy mógłby Pan krótko wyjaśnić mechanizm wzbogacania się Jerzego Owsiaka na WOŚP?

Mechanizm jest tak toporny, że aż dziwi jego trwałość. Znamy ten mechanizm w III RP od lat. Polega to na bardzo prostym schemacie zależności. Firma matka, w tym wypadku WOŚP, jest dojną krową. Firma słup, którą jest „Złoty Melon”, wyprowadza pieniądze z WOŚP. Na końcu mamy firmę krzak, czyli „Mrówkę Całą” należącą do Lidii Niedźwiedzkiej-Owsiak, która jest podwykonawcą fundacji WOŚP i „Złotego Melona”. Klasyczny układ, gdzie nepotyzm i kreatywna księgowość odgrywa główną rolę. Ponadto Owsiak i jego żona sami się zatrudnili na stanowiskach dyrektorskich, żeby ich wypłaty nie szły do rubryki „wynagrodzenie zarządu”, ale do „wypłaty i koszty pracy”. Oboje zarabiają po kilkanaście tysięcy złotych (od 13 do 19 tys., plus premie) i sami sobie zlecają umowy o dzieło. W swoim czasie w WOŚP była też zatrudniona córka Owsiaków, ale to oddzielny wątek, którego szerzej nie sprawdzałem.

Czy jest Pan w stanie oszacować (w przybliżeniu) ile Jerzy Owsiak zarobił dotychczas na WOŚP?

Właśnie przed tym się Owsiak rękami i nogami broni. Na podstawie dokumentów dostarczonych do sądu, które są sprzeczne wewnętrznie i po prostu kpią z ludzkiej inteligencji, wiadomo, że WOŚP przelała do „Złotego Melona” co najmniej 40 mln. zł, a kolejne 16 mln. zł to wartość nieruchomości, z których „Złoty Melon” korzysta i robi na nich biznesy. Bezpośrednio do kieszeni Jerzego Owsiaka i Lidii Niedźwiedzkiej-Owsiak popłynęło najmniej 3 miliony złotych. Na kontach WOŚP nieustannie „wisi” około 50 milionów, bo mało kto wie, że Owsiak kupuje sprzęt dopiero po 1,5 roku od zbiórki. Do szpitali ten sprzęt trafia znacznie później, a jeszcze później Owsiak płaci firmom. On z samych odsetek ma co roku około 2 do 3 mln. zł, które nigdy nie idą na sprzęt medyczny. Skala tego procederu jest olbrzymia i dlatego właśnie Owsiak wolał przegrać proces niż ujawnić swoją księgowość. Dla niego ujawnienie ksiąg rachunkowych oznacza wyrok – lincz społeczny.

(…)Od 23 lat kpi się i oszukuje ludzi. Podatnicy i donatorzy ponoszą wielomilionowe koszty, bo żeby Owsiak „zebrał” 50 milionów co najmniej drugie tyle trzeba wydać z budżetu centralnego i przede wszystkim z budżetów samorządowych. Po ujawnieniu i potwierdzeniu przez Sąd oczywistych mechanizmów, które nie mają nic wspólnego z charytatywnością i rzetelnością Owsiaka, prezes „Złotego Melona” i zarządu WOŚP nadal jest chroniony. To właśnie nazywam blokadą medialną. Jednak jestem przekonany, że koniec nieskazitelnego Owsiaka się zbliża wielkimi krokami. Potrzeba jeszcze kilku kroków prawnych i odrobiny szczęścia. Fragmenty uzasadnienia, jak również pełen tekst opublikowałem na swoim portalu: „Matka Kurka pisał o faktach, zeznania Owsiaka, Dobiesa i Pilarskiej niewiarygodne”…

całość tu: kontrowersje.net

…tymczasem…

„…w Elblągu zabraknie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nikt nie podjął się zorganizowania zbiórki pieniędzy. Zabraknie nie tylko sceny i występów artystów, ale i również wolontariuszy z puszkami na ulicach.

Potwierdziły się nieoficjalne informacje, których nie chciał komentować Urząd Miejski. WOŚP w Elblągu nie zagra. Do 21 listopada można było zgłosić lokalny sztab Orkiestry w danym mieście. Nikt się nie podjął tego ambitnego i szczytnego zadania. Powód?

Prawdopodobnie wszystko rozbija się, jak zwykle, o pieniądze, których nie ma. Nie jest tajemnicą, że to właśnie miasto dokładało do organizacji WOŚP najwięcej.

Już kilka dni temu do naszej redakcji zaczęły spływać informacje, mówiące o tym, że być może zabraknie finału WOŚP. Na nasze zapytania biuro prasowe Urzędu Miejskiego do dziś nie udzieliło odpowiedzi. Nikt jednak nie przewidywał, że zabraknie również samej kwesty i wolontariuszy z puszkami. Elblążanie nie będą mieli okazji wesprzeć fundacji Owsiaka i otrzymać w zamian charakterystyczne, czerwone serduszko.”

Żródłó: Elbląg.net  (za Wirtualna Polonia)

podobne: Nie daję Owsiakowi pieniędzy bo WOŚP to POlityczny interes na plecach dobroczynności. oraz: O matko! (Kurka) Owsiak będzie musiał pokazać z czego zrobiony jest „Złoty Melon” i to: Milionowe datki dla fundacji „Maciuś” trafiają za granicę a także: Ludzki Pan: Chiński milioner funduje bezdomnym obiad. Dymisja za noszenie na plecach.

Ludzki Pan: Chiński milioner funduje bezdomnym obiad. Dymisja za noszenie na plecach.


24.06.2014 (IAR) – korespondencja z dźwiękiem Kontrowersyjny chiński multimilioner nie daje o sobie zapomnieć. Chen Guagbiao [czyt: czen głan biao]dla 1000 bezdomnych w Nowym Jorku ufundował lunch w prestiżowej restauracji na Manhatanie.

Prócz tego każdy z uczestników wydarzenia otrzyma kopertę z 300 dolarami. To nie wszystko – bezdomni będą musieli zaśpiewać. Chińską pieśń patriotyczną.

Na razie Chen Guangbiao na nagraniu umieszczonym w sieci stara się śpiewać piosenkę „We are the world”, która była częścią amerykańskiej kampanii pomocy Afryce. Tę pieśń ma także odśpiewać podczas spotkania z ubogimi i bezdomnymi w nowojorskiej restauracji „The Boathouse” w Central Parku. Ci z kolei mają zaśpiewać chińską patriotyczną pieśń ku czci żołnierza Lei Fenga, symbolu bezinteresowności i oddania z czasów Mao Zedonga. Angielskie tłumaczenia tej pieśni rozdawało 200 chińskich studentów z uniwersytetów Columbia i New York University, ubranych w stroje wojskowe.

Obiad, na który Chen wydać chce ponad milion dolarów, ma zachęcić amerykańskich milionerów do podobnych działań. Chińczyk ostatnio wsławił się m.in. ofertą kupna „New York Times’a”.

InformacyjnaAgencja Radiowa (IAR) Tomasz Sajewicz / Pekin / gaj

źródło: stooq.pl

podobne: Chiny produkują milionerów, tymczasem „eurokołchoz” domaga się rabunku.

24.06.2014 (IAR) – Nie chciał zamoczyć butów – musiał ustąpić z urzędu. Podczas poszukiwań dzieci zaginionych w powodzi we wschodnich Chinach, jeden z lokalnych urzędników w obawie o stan własnych butów, został przeniesiony na plechach podwładnego. Suche buty kosztowały go stanowisko.

Przenoszonemu na plecach urzędnikowi ktoś zrobił zdjęcie. Obiegło ono najpierw chińskie portale społecznościowe, a teraz drukują je media. Do zdarzenia doszło w pobliżu miejscowości Guixi w prowincji Jiangxi. Przedstawiciele władz udali się na miejsce poszukiwań trojga dzieci,które porwały wody wezbranej rzeki. Podczas przechodzenia przez zalany po kostki teren jeden z urzędników niższego szczebla zaproponował szefowi, że przez wodę przeniesie go na plecach. Ten przystał na propozycję, nie widząc w niej niczego niestosownego.

Okoliczności wydarzenia sprawiły jednak, że pod presją opinii publicznej wysokiego urzędnika lokalnych władz zwolniono. To niepierwsza dymisja w Chinach z powodu noszenia na plecach urzędników w drogich butach. Podobna sytuacja miała miejsce w ubiegłym roku w prowincji Zhejiang.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Tomasz Sajewicz / Pekin / gaj

źródło: stooq.pl

…no i urzędas będzie musiał odejść… w drogich butach 😉

polecam również: Nie daję Owsiakowi pieniędzy bo WOŚP to POlityczny interes na plecach dobroczynności. oraz: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną.

Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną.


Mówi się o tym, że święty Jan Paweł II przestrzegał zarówno przed marksizmem, jak i dzikim kapitalizmem. Jako zwolennik wolnego rynku i człowiek zafascynowany nauczaniem Papieża Polaka, chciałbym wyjaśnić, jak rozumiem to zagadnienie.

W społeczeństwie bez wartości żaden system nie funkcjonuje dostatecznie dobrze, by nazwać go moralnym. Jednocześnie nigdy nie istniał naród bez grzechów, którego życie byłoby przesiąknięte zasadami Ewangelii. Stąd nieustanne poszukiwanie ustroju, którego rola polegałaby na wychowywaniu społeczeństwa, podtrzymywaniu porządku społecznego, a przede wszystkim zapobieganiu rozwojowi niesprawiedliwości.

W historii miały miejsce próby wprowadzenia raju na ziemi. Laickie systemy opierały się na założeniu, że po ich wprowadzeniu ludzie nagle nabiorą cech doskonałych i dzięki temu ustrój będzie trwały. Na przykład, docelowe zniesienie pieniądza przez komunistów opierało się na wierze, iż wszyscy staną się bezwzględnie uczciwi i pracowici. Oczywiste niepowodzenie poskutkowało terrorem, zniszczeniem i śmiercią. Czy absurd ideologii socjalistycznych polegał na odrzuceniu wartości chrześcijańskich? Nie tylko. Rdzeniem wizji nowego świata był aparat państwowy: jedyna forma władzy. Aparat przymusu miał kontrolować wszystkie dziedziny życia społecznego. Nie pozostawiał pola do działania niezależnych organizacji i uzależniał od siebie wszystkie ludzkie działania. Rządzący nie mieli mieć więc żadnej konkurencji, nawet w formie władzy rodzicielskiej czy obyczajowej. Oto przyczyna klęski cywilizacyjnej nowych ideologii: całość życia społecznego spoczywała w rękach jednej, wąskiej grupy ludzi. Klęska wynikła z faktu, że albo władzę obejmowali ludzie zdemoralizowani, albo ludzie moralni sami się demoralizowali przez nadmiar władzy.

Prawdziwy kapitalizm oferuje nie tylko wolność działania gospodarczego, ale państwo przestrzegające jego założeń toleruje też inne formy władzy: rodzicielską, duchowną. Zapobiega to nadmiernej dominacji jednej władzy nad drugą i dzięki temu żadna z nich nie dopuszcza się nadużyć. Ponieważ życie społeczne nie jest kontrolowane przez ścisłą elitę biurokratów, to wystarczy, aby znalazła się nawet mniejsza część społeczeństwa, która charakteryzuje się dobrą wolą i aktywnością, aby rozwiązywać problemy prywatne i społeczne. W takiej sytuacji natomiast nikt nie znajduje motywacji do negatywnego oddziaływania na społeczeństwo, a przynajmniej nie opłaca się to. Często bowiem problemy społeczne takie jak demoralizacja, wyzysk, nieefektywna pomoc charytatywna, wynikają z chęci zdobycia władzy i pieniędzy, a wolna i uczciwa konkurencja w dużej mierze eliminuje jednostki kierujące się chęcią zysku kosztem cudzej pracy.

Te zalety ukazują moralną i praktyczną wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną (która również ogranicza inne formy władzy, tylko w mniejszym stopniu) i sprawiają, że kapitalizm w społeczeństwie choć odrobinę otwartym na drugiego człowieka jest systemem etycznym. Skąd więc mowa o dzikim kapitalizmie? Jest to sytuacja, w której dominuje liberalizm gospodarczy, a mimo tego istnieje problem wyzysku, braku chęci pomocy słabszym, a mówiąc ogólnie nie istnieje solidarność w społeczeństwie. Jest to sytuacja hipotetyczna, która nie miała miejsca lub występowała okresowo- tzw. kwestia proletariacka podczas rewolucji przemysłowej, kiedy przedsiębiorstwa nie musiały walczyć o pracownika i narzucały mu niegodziwe warunki pracy. Wówczas Leon XIII napisał encyklikę „Rerum Novarum” poruszającą problemy tej epoki. Nawiązywali do niej następni papieże – szczególnie św. Jan Paweł II….

całość tu: wmeritum.plRząd, obywatele, kradzież

podobne: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech. oraz: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy

polecam również: Ci wstrętni (neo)liberałowie. A przecież „kapitalizm oznacza własność”  oraz: Godfrey Bloom: Nie mamy prawdziwego kapitalizmu, to jest kapitalizm kumoterski

i to: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy.

Oblicza eurosocjalizmu. Hiszpański Caritas bije na alarm.


12.02.2014 (IAR) – Ponad 3 milionów Hiszpanów żyje w skrajnej biedzie, mając na utrzymanie poniżej 307 euro miesięcznie – wynika z raportu Caritasu. Kościelna organizacja charytatywna ostrzega, że w Hiszpanii może dojść do rozłamu społecznego, bo coraz częściej osoby są pozbawiane wszelkiej pomocy.
Do niedawna ostoją potrzebujących wsparcia były rodziny. Jednak – jak informuje Caritas – po 5 latach kryzysu hiszpańskie społeczeństwo zubożało i nie jest już w stanie wzajemnie sobie pomagać. Zawodzi też pomoc społeczna, bo rząd drastycznie ograniczył budżet dla instytucji charytatywnych i odebrał wiele praw socjanych.

Jak poinformował kierujący madryckim oddziałem Caritasu, Julio Beamonte, zmienia się profil cierpiących biedę.

„Przybywa osób młodych, przybywa osób o wyższym poziomie kultury, bieda coraz częściej dotyka rodowitych Hiszpanów a nie imigrantów” – wylicza Beamonte.

Cierpi na nią 27 procent dzieci poniżej 16 roku życia. Rośnie grupa niedożywionych uczniów, bo szkoły nie mają funduszy na dopłaty do obiadów. W wielu miastach Caritas otworzył stołówki i świetlice, gdzie dzieci nie tylko mogą się pożywić ale też odrobić lekcje.

Informacyjna Agencja Radiowa/Ewa Wysocka-Barcelona/moc”   …źródło: stooq.pl

podobne tu: Eurokołchoz: w budżecie brakuje a hiszpańskie wioski na sprzedaż

…Zawodzi też pomoc społeczna, bo rząd drastycznie ograniczył budżet dla instytucji charytatywnych i odebrał wiele praw socjanych…

rys. Hajnos

rys. Hajnos

Pomoc społeczna zawodzi bo „pomaga” za pieniądze obywateli, a skoro obywatele wegetują w skrajnej biedzie (bo państwo ich rabuje) to „pomoc państwa” ma jakby nie patrzeć ograniczone pole działania… W sumie to pole ma nieograniczone bo biednych przybywa, tylko za co ma im pomagać skoro biedaki nie mają na utrzymanie tej pomocy… Czujecie to ludziska? Czujecie tę sprawiedliwość i bezwzględność skutku przelewania z pustego w próżne, kiedy coś co nie powinno w ogóle istnieć ze względu na swoją absurdalność w końcu spotyka zasłużony koniec? Zamiast pozwolić ludziom żyć za ich pieniądze „państwo opiekuńcze” woli im zabrać żeby samemu sprawiedliwie pomagać, zgarniając przy tym dla siebie spory kawałek tego co ludzie w „dobrej wierze” mu oddają licząc naiwnie na pomoc w przyszłości. Efekt tego złodziejstwa i towarzyszącego mu marnotrawstwa może być (i jest) tylko jeden – każdemu po równo czyli gówno.

rys. Żukow

rys. Żukow

Na przykładzie Hiszpanii możemy sobie (póki co) obserwować skutki socjalistycznej polityki państwa opiekuńczego w jego schyłkowej fazie wegetacji… To państwo tak bardzo starało się dbać o swoich obywateli (ich kosztem i za ich pieniądze) redystrybując na kredyt za pomocą rozbuchanego administracyjnego aparatu bogactwo które ktoś inny wypracowywał, że aż w kasie zabrakło. Pozostał za to ogromny dług do spłacenia, oczywiście na głowie tych którym rozdawano „dobrobyt”. Tym to sposobem bieda zatacza w Hiszpanii coraz szersze kręgi i już niedługo WSZYSCY po równo odczują skutki tego szaleństwa na własnej dupie. Bieda i głód rozdzielą wszystkim sprawiedliwe…

Dobrze zapamiętajcie drogie dzieci ten szablonowy przykład beztroski i życia ponad stan konika polnego, bo obecny stan hiszpańskiej gospodarki to nasza przyszłość właśnie. Oni też zaczynali od wielkich „inwestycji infrastrukturalnych” zwanych „skokiem cywilizacyjnym” (Polskie drogi po “Euro” i Hiszpańskie autostrady za EURoYes! Yes!! Yes!!! v 0.3, czyli “POstęp” za “unijne pieniądze”) za setki milionów EUR i podwyżek podatków dla przedsiębiorców i najbogatszych – żeby wszystkim żyło się lepiej… Za każdą głupotę, złodziejstwo i marnotrawstwo przyjdzie bowiem kiedyś zapłacić. Dziś płaci Hiszpania, jutro Portugalia, Francja, Włochy a pojutrze wszyscy będziemy „braćmi” (w biedzie). Przeczucia europejczyków z maja zeszłego roku okazały się prorocze 75 proc. Europejczyków obawia się pogłębienia kryzysu w ich krajach – Stooq.

Tzw. “Wspólna Europa” to już od 2 lat “dwuwarstwowy eurokołchoz”, który na jednym biegu jedzie – tj. w tył! I bardzo dobrze! Im większy będzie upadek tym szybciej nastąpi “przebiegunowanie” myślenia u ludzi którzy CIĄGLE tę patologię POpierają. I pisząc o “ludziach” nie mam tu na myśli POlityków, ale zwykłych obywateli, którzy za tym “czymś” głosowali i do dziś głosują. PO-PISowych POlityków I i resztę socjalistycznej hołoty) z grona ludzi z oczywistych względów wykluczam. Przy okazji POlityków, zastanawiam się tylko, czy komuś się przypadkiem (a byc może celowo) klepki w głowie nie poprzestawiały – mam tu na myśli Pana Tuska i Rostowskiego – skoro wobec oczywistych FAKTÓW, dalej w tak tendencyjny sposób opowiadają “ONI” o jakiejś “pierwszej lidze” eurozony i POtrzebie należenia do tego dyletanctwa ekonomicznego w najczystszej postaci? W jakim bajkowym świecie trzeba życ, żeby nie dostrzegac tego że strefa Euro zmaga się z kłopotami które z kwartału na kwartał POwiększają się! O jakiej my tu “elitarności” strefy Euro mówimy? O jakiej “solidarnści” kiedy jedni się zadlużają a inni się muszą na nich zrzucac i kiedy “POmoc” okazuje się POspolitą kradzieżą? Może o tej w której Irlandia i Grecja zbankrutowały?…a może o tej że za nimi w kolejce jest Hiszpania i Portugalia a co gorsza nawet Włochy?.. a może ta “elitarnośc” to wzrost liczby samobójstw w Grecji z powodu zubożenia, utraty pracy i strukturalnego bezrobocia (25%! w Grecji, 23%! w Hiszpanii)… może o “elitraności” mają świadczyc strajki i niepokoje społeczne w państwach szczycących się “wspólną” walutą?…a może chodzi tu o fakt że w Hiszpanii zwiększyła się ilośc ludzi koczujących pod marketami i czekających na resztki żywności, tudzież grzebiących masowo PO śmietnikach w jej poszukiwaniu, że aż władze musiały wydac specjalny przepis nakazujący zamykac śmietniki na kłódkę… (Jelity przy pracy…)

…Odys

polecam również: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

rys. Wojciech Romerowicz

rys. Wojciech Romerowicz

Nie daję Owsiakowi pieniędzy bo WOŚP to POlityczny interes na plecach dobroczynności.


Pieniądze z WOŚP nie trafiają do chorych dzieci, tylko do „chorych” czyli niedofinansowanych instytucji publicznych, jakimi są szpitale. Działalność charytatywna powinna z definicji trafiać do osób (Caritas = miłosierdzie można okazywać osobom, a nie instytucjom)

WOŚP nie pomaga chorym dzieciom, tylko uzupełnia braki wyposażenia szpitali, odciążając w ten sposób budżet państwa z ustawowego obowiązku zapewnienia opieki zdrowotnej swoim obywatelom z zebranych podatków. Wrzucając pieniądze do puszki płacę podatek drugi raz.

Owsiak tylko za część zebranych pieniędzy (ok. 50%) kupuje sprzęt dla szpitali. Reszta idzie na koszty obsługi imprez i koszty własne fundacji. Można to sprawdzić w sprawozdaniu finansowym fundacji dostępnym w internecie. Nie wszyscy artyści grają za darmo, niektórzy pobierają spore gaże. Fundacja wydaje milionowe kwoty na własną siedzibę, nowe samochody, sprzęt studyjny, tzw. „działania propagatorskie”, etaty pracowników itp.

Zgodnie ze statutem fundacji WOŚP, tylko pieniądze z działalności gospodarczej fundacja musi wydać na cele statutowe, czyli ochronę zdrowia. Natomiast pieniądze uzyskane ze zbiórek publicznych, aukcji, darowizn, imprez może legalnie wydać na dowolny cel.

Fundacja WOŚP jest 100% udziałowcem spółki „Złoty Melon”, a J. Owsiak jej prezesem. Spółka w przeciwieństwie do fundacji nie musi ujawniać sprawozdania finansowego. Po co istnieje i dlaczego jest ściśle powiązana z WOŚP?

Zebrane pieniądze Owsiak przetrzymuje do jesieni danego roku obrachunkowego na lokatach, a z odsetek (kilka milionów zł), jak twierdzi, organizowany jest Przystanek Woodstock. Nie chcę, aby z moich datków, a nawet odsetek od nich była finansowana impreza pod hasłem „róbta co chceta”, na której nie obowiązują żadne zasady moralne, a nieletnia młodzież używa narkotyków i alkoholu. Na każdym Przystanku Woodstock promowana jest sekta Hare Kriszna (ma stałą „wioskę”). Jak wygląda ta impreza można zobaczyć wpisując w YT: Przystanek Woodstock (thanks to www.ojciec-dyrektor.de)

Koszty obsługi WOŚP są bardzo wysokie. Część Owsiak pokrywa z zebranych pieniędzy poważnie uszczuplając kwotę przeznaczoną na zakup sprzętu. Resztę pokrywają np. budżety telewizji publicznej (czas antenowy), budżety miast (en. elektryczna, ochrona policji i straży miejskiej itp.), budżet Obrony Narodowej (np. przelot Owsiaka samolotem F16 w 2010r.) To wszystko są pieniądze z naszych podatków.

Sprzęt dla szpitali kupowany jest bez przetargów, a szpital nie ma wpływu na wybór firmy i negocjację umowy kupna. Sprzęt często stoi nierozpakowany, bo materiały eksploatacyjne do urządzeń są zbyt drogie, lub szpital nie ma pieniędzy na dodatkowy etat dla osoby obsługującej. Są poważne wątpliwości, na jakiej zasadzie wybierane są firmy od których WOŚP kupuje sprzęt.

WOŚP nie jest apolityczna. Przy okazji tej imprezy promują się politycy (szczególnie jednej opcji).

Caritas zbiera rocznie wielokrotnie większą kwotę bez rozgłosu i wydawania publicznych pieniędzy, a pieniądze trafiają do konkretnych potrzebujących osób.

Owsiak otwarcie promuje eutanazję „Osobiście dopuszczam taki sposób pomocy, bo ja to tak rozumiem – eutanazja to dla mnie pomoc starszym w cierpieniach” – to jego wypowiedź dla „Dziennika”.

Maria Kowalska • niepoprawni.pl          ….źródło: wzzw.wordpress.com

„…Metoda na „apolityczny autorytet” nie jest nowa i propagandziści korzystali z niej od wieków. Weźcie osobę, która wam sprzyja, uzależnijcie ją w jakiś sposób od siebie. Dopilnujcie, żeby zajmowała się czymś, co działa na emocje, chwyta za serce, pozornie nie budzi kontrowersji i trudno się z tym spierać, bo wyjdzie się na nieczułego drania. Dobra jest działalność dobroczynna, a najlepiej dotycząca dzieci. Roztoczcie wokół tej osoby nimb świętości i bezinteresowności, chwalcie ją, nadymajcie, ile się da. Kiedy natomiast będziecie w jakiejś sprawie potrzebowali wsparcia, pozwólcie jej przemówić ex cathedra – oczywiście w stu procentach w zgodzie z waszym politycznym interesem. Ludzie posłuchają. Pomyślą: „No, przecież to taki dobry człowiek, tak dzieciom pomaga, politycznie się nie angażuje, więc rację ma musowo”. 

Taką właśnie rolę dla establishmentu III RP pełni Jerzy Owsiak od dawna. Spyta ktoś: na czym polega jego uzależnienie? Czy to tak trudno zrozumieć? Owsiakowy interes nie kręciłby się bez gigantycznego zaangażowania mediów prywatnych i publicznych oraz niemal już obowiązkowego wsparcia samorządów, które za trudne do policzenia pieniądze organizują co roku lokalne finały WOŚP. To elity stworzyły miękki przymus pomagania Owsiakowi i – co on zapewne doskonale rozumie – mogą go łatwo znieść. Wystarczy, żeby nagle nie znalazła się ani jedna stacja, gotowa transmitować finał WOŚP, a w jednym czy dwóch poczytnych tygodnikach o liberalno-lewicowej orientacji ukazały się teksty, kwestionujące dokonania Owsiaka. Dalej już pójdzie, ludzie mediów mają takie akcje opracowane do perfekcji….” (Łukasz Warzecha – wali się mit Owsiaka)

Dobroczynność wykorzystywana do celów politycznych – co gorsza za cudze pieniądze (i za sowitą prowizję) to zwykłe pośrednictwo – cyniczny handel ideałami. Jednak nikt nikogo nie zmusza a każdy darczyńca ma prawo robić ze swoimi pieniędzmi co mu się żywnie podoba.

…Odys

Owsiak

Milionowe datki dla fundacji „Maciuś” trafiają za granicę


No cóż. “Maciuś” Maciusiowi nie równy! Zastanawiające jest że jednych się “prześwietla” a inni bezczelnie POd publiczkę pier… za przeproszeniem androny o “etyce” jak głównodowodzący WOŚP… Organizacje pożytku publicznego nie będące POd parasolem pewnej “obywatelskiej” partii STRZEŻCIE SIĘ!… jak kraśc to tylko z “nie-rzondem”… 😉

…Odys

Dziennik gajowego Maruchy

Darczyńcy fundacji „Maciuś” nie wiedzą, że ich milionowe datki trafiają do szwajcarskiej spółki. Kulisy sprawy ujawnia „Rzeczpospolita”.

W ciągu 3 lat od 2009 roku włącznie, organizacja zbierająca pieniądze na dożywianie dzieci, przelała za granicę ponad 12 milionów złotych – czytamy w gazecie. To ponad 90 procent przychodów fundacji. W latach 2009-2010 na dożywianie dzieci przekazano jedynie 561 tysięcy złotych. [A kierownictwo fundacji z czegoś żyć musi… – admin]

„Rzeczpospolita” ustaliła, że milionowe przychody fundacji są przeznaczane na koszty działalności operacyjnej. To głównie zlecenie obsługi wysyłkowej listów z prośbą o pomoc dzieciom. Wykonywała je prywatna spółka SAZ Dialog Europe AG z siedzibą w Szwajcarii.

Prezes „Maciusia”, Grzegorz Janiak tłumaczy, że fundacja korzystała z usług tej spółki, tak jak z usług Poczty Polskiej, ponieważ samodzielnie nie ma możliwości logistycznych przeprowadzenia takiej kampanii.
W 2011 roku szwajcarska spółka wysłała ponad 720 tysięcy takich listów. Tyle, że koszt takiej przesyłki to tylko 2…

View original post 99 słów więcej