Trader21: Obligacje rządowe gwarantem straty. Inflacja i dewaluacja jako narzędzie walki z długiem. W czyich rękach spoczywa polski dług, i czy krach finansów publicznych zakończy się eutanazją?


Adam Wycichowski (niewolnik) - jak w banku

Adam Wycichowski (niewolnik) – jak w banku

„…Aby nie dopuścić do bankructw poszczególnych krajów banki centralne zaczęły skupować dług, windując ceny obligacji, tym samym sztucznie zaniżać wysokość wypłacanych odsetek. Kilkanaście miesięcy temu po raz pierwszy w historii rentowność obligacji rządowych spadła poniżej zera. W przypadku Japonii dotyczy to nawet papierów wartościowych z 30-letnim okresem zapadalności. Przez wiele dekad uznawano, że taka sytuacja nigdy nie będzie mieć miejsca, tymczasem dzisiaj obligacje gwarantujące stratę są już jednym z elementów świata finansów

…Warto uświadomić sobie, co tak naprawdę oznacza negatywne oprocentowanie obligacji. Jeśli rentowność obligacji wynosi – 1%, to pożyczając np. 100 tys. złotych, rząd musi oddać jedynie 99 tys. złotych. Nawet nie uwzględniając inflacji, inwestor nabywa obligacje gwarantujące stratę. Jest to oczywiście chora sytuacja, jednak część inwestorów utrzymuje swoją aktywność na rynku. Dzieje się tak, ponieważ mają oni nadzieję, że rentowność obligacji nadal będzie spadać, a więc rosnąć będą ich ceny. Jeśli inwestycji dokonuje się nie z powodu atrakcyjnej wyceny, ale tylko po to, by odsprzedać drożej kolejnemu głupiemu, to mamy niezbity dowód na obecność bańki spekulacyjnej. Tak było w 2001 roku, kiedy ludzie rzucali się na akcje firm technologicznych nieprzedstawiających żadnej wartości, zakładając, że zdążą je sprzedać, zanim dojdzie do spadków. Podobnie określić można sytuację na rynku chińskim z 2015 roku, kiedy na giełdzie pojawiło się mnóstwo nowych inwestorów, skuszonych wzrostem cen akcji, a nie ich rzeczywistą wartością.

Duży wpływ na obecną sytuację mają działania banków centralnych, które stały się największymi kupcami obligacji. Doprowadza to do nieprawdopodobnych absurdów…

…Znaczna część inwestorów, którzy chcą obronić się przed inflacją, przenosi swój kapitał na rynek akcji. W efekcie po raz kolejny usłyszeliśmy o rekordach notowanych przez amerykańskie indeksy, co ma być dowodem na znakomitą kondycję gospodarki

…Jedną z ofiar negatywnie oprocentowanych obligacji staną się fundusze emerytalne, które nie będą w stanie wypracować zysków dla swoich klientów. Jako że są one zwolnione z podatku, ustawodawcy najprawdopodobniej zmuszą je do okazania wdzięczności i zainwestowania np. 50% kapitału w „bezpieczne” obligacje. W drugiej kolejności rząd wywrze wpływ również na indywidualne konta emerytalne. Ostatecznie dojdzie do sytuacji, w której emerytom nie pozostanie nic innego, jak tylko zwrócić się po pomoc bezpośrednio do państwa. Będzie to dalszy ciąg trwającego od wielu dekad procesu, polegającego na uzależnianiu obywateli od woli polityków. Jego odzwierciedleniem jest poziom wydatków publicznych, które stale rosną w stosunku do PKB

…Negatywne oprocentowanie jest kolejnym dowodem na to, że polityka banków centralnych nie przynosi pozytywnych efektów. Nigdy w historii dodruk pieniądza nie okazał się skuteczny i tym razem również nie będzie wyjątku – gospodarki po prostu nie da się uzdrowić w ten sposób. Zapewne już wkrótce będziemy mieć do czynienia ze stagflacją. Oznacza to zerowy wzrost gospodarczy wynikający z ogromnego ciężaru długu, a także przyspieszającą inflację, której kontrolowanie stanie się dla rządów niewykonalne…” (Zespół Independent Trader)

całość tu: Obligacje rządowe gwarantem straty

podobne: Independent Trader: Malutka Belgia ratuje obligacje USA czyli… jak zjeść ciastko i mieć ciastko. oraz: Gaszenie pożaru benzyną czyli… Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił i to: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„…Obecny system, w którym drukuje się walutę opartą na długu, doszedł do końca swojej drogi. Bez konkretnych zmian nie da się go dłużej utrzymać. Przyrost waluty i jeszcze szybszy wzrost zadłużenia spowodowały, że suma zobowiązań Amerykanów jest około 5 razy większa, niż ilość dolarów w obiegu. Tak duża dysproporcja powoduje, że nawet jeśli FED dodrukuje duże ilości pieniędzy, to i tak dług będzie większy niż ilość waluty. Wynika to bezpośrednio z rezerwy cząstkowej, ponieważ każdy kolejny dolar tworzony jest wraz z należnością w stosunku do systemu bankowego. To właśnie z powodu tego mechanizmu bankierzy centralni zawodzą w rozkręceniu wysokiej inflacji, a waluta zamiast szybko się dewaluować, utrzymuje względną siłę nabywczą.

Rozwiązaniem tego problemu, zgodnie z pierwszym pomysłem Bernanke, jest rozdanie ludziom dużej ilości pieniędzy. Aby móc wdrożyć taki plan w życie, trzeba by przeprowadzić daleko idące zmiany prawne. Przede wszystkim rząd musiałby odzyskać władzę nad pieniądzem w taki sposób, aby móc go drukować bez długu, przy eliminacji pośredników (czyli banków komercyjnych – tzw. primary dealers – oraz banku centralnego, u którego rząd zaciąga zobowiązanie pod wykreowaną walutę)…

…Rząd, gdy dysponuje nieograniczoną podażą waluty, może nakręcić inflację i skutecznie dewaluować długi. Aby przeprowadzić całą akcję, nie są konieczne żadne zmiany prawne czy zgoda społeczeństwa. Wystarczy rozkręcić rządowe rozdawnictwo, czy to z pomocą głębokich inwestycji infrastrukturalnych, czy powszechnych programów socjalnych.

Słabo wyedukowane ekonomicznie społeczeństwo, co najwyżej przyklaśnie politykom i stanie się świadkiem rządowego rozdawnictwa. Zanim ukażą się wszystkie konsekwencje, program zostanie zakończony, a założona dewaluacja waluty zostanie osiągnięta. Na programie nie ucierpi zaufanie do sektora bankowego, ponieważ ten nie będzie uczestniczył w tym procederze. Obejdzie się również bez kaskady bankructw banków, a więc i bail-inów  czy bail-outów. Dewaluacji zostanie poddana każda forma pieniądza, tak elektronicznego, jak i papierowego, dzięki czemu dalej będzie można wykonywać kolejne posunięcia, w celu zupełnego wyeliminowania gotówki z obiegu…

…Po osiągnięciu wyznaczonych celów, bankierzy centralni zrzucą winę za wysoką inflację na nieodpowiedzialne działania polityków i umocnią tym samym swoją pozycję, jako stabilizatora systemu monetarnego. Długi zostaną zdewaluowane i uda się uniknąć spektakularnych bankructw dużych korporacji czy banków inwestycyjnych (ich bankructwo mogłoby zagrozić stabilności finansowej całego świata). Najważniejsze trendy w dzisiejszej bankowości (z rozrośniętym sektorem finansowym) czy dążeniem do eliminacji gotówki, zostaną utrzymane. Winą za trudną sytuację zostanie obarczona aktualnie rządząca ekipa, która zostanie sprawnie podmieniona na kolejną. Ben Bernanke lobbuje obecnie w Japonii za dokładnie takim rozwiązaniem. To właśnie Japonia ma stać się polem doświadczalnym, na którym mogłoby zostać wdrożone nowe rozwiązanie monetarne, zanim zostanie ono wprowadzone na całym świecie.” (Zespół Independent Trader)

całość tu: Kolejne szaleństwa Bena Bernanke

podobne: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. oraz: Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?) i to: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

 W 1992 roku Janusz Korwin-Mikke zaproponował z mównicy sejmowej, aby wprowadzić do konstytucji zakaz uchwalania budżetu z deficytem. Niestety, pomysł polityka został przez pozostałych posłów wyśmiany, a dzisiaj przychodzi nam zmagać się z konsekwencjami ich decyzji. Dzięki deficytowi (czyli wydawaniu większej ilości pieniędzy, niż udało się zebrać w podatkach), rząd może finansować dodatkowe programy socjalne, zatrudniać kolejnych urzędników czy zwiększyć skalę inwestycji strukturalnych. Wszystko ma jednak swoją cenę. Oprócz oczywistych następstw, czyli zwracania pożyczkodawcom kwoty większej niż wartość pożyczki – w postaci odsetek od obligacji, uzależnienie państwa od zewnętrznego finansowania ma szereg konsekwencji politycznych…

…Oficjalny dług publiczny wynosi obecnie 899 mld PLN i stanowi to 51,3% w stosunku do PKB kraju. Zadłużenie denominowane w walutach obcych to – w przeliczeniu na PLN – kwota o wartości 291 mld.

Oprócz oficjalnej wysokości długu publicznego istnieje jeszcze realne zadłużenie państwa. Szacuje się, że jego wysokość przekracza ponad 1 bln PLN, ale na potwierdzenie tej liczby nie mamy żadnych konkretnych danych. Problem polega na tym, że zobowiązania zostały ukryte w spółkach skarbu państwa lub instytucjach użyteczności publicznej (na poziomie centralnym i regionalnym). Wykorzystywane są do tego takie jednostki jak Krajowy Fundusz Drogowy (który uprzednio wyłączono z podmiotów wliczanych do bilansu długu). Z kolei urzędnicy miejscy korzystają z np. spółek świadczących usługi komunikacji miejskiej, do których przerzuca się część zobowiązań miast.

Oprócz długu jawnego – czyli oficjalnego – Polska posiada również dług ukryty. Chodzi przede wszystkim o sumę różnego rodzaju świadczeń socjalnych, czyli umów państwa z obywatelem, na wypłacenie mu pieniędzy w dłuższym okresie czasu. Najważniejsze w tej kategorii są zobowiązania ZUS–u, które opiewają na kwotę znacznie przekraczającą 3 bln PLN. Środki te nie są jednak uwzględniane, ponieważ sama wypłata jest uzależniona od decyzji polityków i nie posiada konkretnego terminu zapadalności. W tej sytuacji najbardziej spodziewany bieg wydarzeń przedstawia się następująco: gdy państwo popadnie w problemy finansowe, znaczna część zobowiązań ukrytych zostanie anulowana, najprawdopodobniej poprzez silną dewaluację złotówki…

…Skoro kapitał zagraniczny posiada w Polsce około 60% udziałów (w sektorze bankowym i pozabankowym), to tak naprawdę większość z 350 mld PLN długu w rękach rezydentów znajduje się nadal w posiadaniu podmiotów z kapitałem zagranicznym. Zobowiązania polskiego rządu, z puli oficjalnego długu, to łącznie około 700 mld PLN, które znajdują się w rękach zagranicznych. Podsumowując – prawie 80% obligacji skarbowych jest w posiadaniu obcego kapitału!

…Znaczna część długu publicznego jest w posiadaniu instytucji z USA. Stamtąd też pochodzą najważniejsze agencje ratingowe. Płynność finansowa Polski jest zatem uzależniona od Zachodu. Gdyby polski rząd zaczął prowadzić politykę zagraniczną niezgodną z wytycznymi Waszyngtonu czy Brukseli, zostalibyśmy zapewne zaatakowani bronią ekonomiczną. Atak zostałby przeprowadzony w bardzo prosty sposób: najpierw zrzucono by na rynek część polskich obligacji (wyraźnie obniżając ich cenę, ale podnosząc tym samym ich rentowność). Agencje ratingowe szybko obniżyłyby wówczas oceny stabilności polskiej gospodarki, przez co nasiliłyby odpływ kapitału z Polski. W konsekwencji wszelki opór na Wiejskiej zostałby szybko złamany poprzez wyższe koszty obsługi długu publicznego i trudności w znalezieniu kupców na nowe emisje obligacji.

Podsumowanie

Konsekwencje odrzucenia postulatu Korwin–Mikkego o zakazie ustalania budżetu z deficytem, stają się coraz bardziej widoczne. Polska jest praktycznie w 100% zależna od zewnętrznych ośrodków decyzyjnych i kaprysów rynków kapitałowych. Jeśli nie rozwiążemy problemu z przyszłym finansowaniem państwa, to nie mamy szans na żadne suwerenne posunięcia, czy to w polityce gospodarczej, czy zagranicznej.

Nawet jeśli polski rząd będzie wykonywał polecenia z zagranicy co do joty, to kryzysu na rynku długu nie da się uniknąć, a coraz wyższe koszty finansowania państwa (przez ograniczony dostęp do rynków długu) dodatkowo obciążą społeczeństwo. I gdyby nawet rząd zdecydował się na inflacyjne wyjście z długów (co uderzy najmocniej w klasę średnią posiadającą oszczędności), to późniejsza podwyżka stóp procentowych, wprowadzona przez Radę Polityki Pieniężnej w celu opanowania sytuacji, jest nieunikniona. Posunięcie takie bezpośrednio uderzy w osoby obciążone wysokimi kredytami…” (Zespół Independent Trader)

całość tu: W czyich rękach spoczywa polski dług?

podobne: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko. a także: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. i to: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie.

„…W oczekiwaniu na ten moment nie mogę powstrzymać uczucia żalu, że w 1990 roku nie udało nam się (nam, to znaczy – Unii Polityki Realnej) przekonać opinii publicznej do pomysłu utworzenia Funduszu Emerytalnego z 30 procent akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw państwowych. Wielokrotnie prezentowaliśmy ten pomysł nawet za pośrednictwem telewizji, ale zdecydowana większość opinii publicznej nie uwierzyła nam, tylko nadymanym zarozumialcom w rodzaju pana Andrzeja Celińskiego, który nawet i dzisiaj demonstruje zadowolenie ze swego rozumu, Oni o żadnym „Funduszu Emerytalnym” nie chcieli nawet słyszeć, bo w przeciwnym razie ich protektorowie z wywiadu wojskowego nie tylko przestaliby ich nadymać, ale jeszcze przełożyli przez kolano i przypomnieli, skąd wyrastają im nogi. Warto dodać, że i pan prezes Jarosław Kaczyński też nie chciał słyszeć o żadnym „Funduszu Emerytalnym”. W rezultacie „prywatyzowane” przedsiębiorstwa państwowe zostały z błogosławieństwem soldateski viribus unitis rozkradzione i obecnie Funduszu Emerytalnego nie ma już z czego stworzyć.

Tymczasem bankructwo systemu wisi nad nami i coś trzeba z tym zrobić. Sprawy zaszły tak daleko, że nie ma już rozwiązań dobrych; są już tylko same złe. To, które poniżej przedstawię, też jest złe. Ono ma tylko taką zaletę, że inne są od niego jeszcze gorsze. Pomysł polega na zlikwidowaniu przymusu ubezpieczeń społecznych. One byłyby nadal możliwe, ale wyłącznie jako dobrowolne. Gdyby tak zatem od 1 stycznia 2018 roku znieść przymus ubezpieczeń społecznych, to z tą chwilą ustałby dopływ tzw. „składek” do systemu, bo przecież żaden normalny człowiek nie zrobiłby tego głupstwa. Tymczasem państwo ma zobowiązania, które zaciągnęło wcześniej i z których musi się wywiązać. Nie ma zatem innego wyjścia, jak tego samego dnia ustanowić podatek celowy na emerytury i renty. W pierwszych latach byłby on tej samej, a w porywach nawet większej wysokości co „składka” emerytalna, ale w miarę upływu czasu ta wysokość by się zmniejszała, aż wreszcie po 40 latach można by ten zupełnie już symboliczny podatek zlikwidować. Wadą tego rozwiązania jest to, że dwa pokolenia (pokolenie, to 25-30 lat) obywateli zostałoby obciążonych nieekwiwalentnym świadczeniem – zwłaszcza pokolenie pierwsze, bo drugie już nieznacznie. Bez żadnej swojej winy, bo grzech zaniechania popełniło pokolenie poprzednie – dzisiaj pławiące się w rozmaitych „legendach”. Jeśli jednak tego nie zrobimy, to nie dwa – ale wszystkie następne pokolenia będą obciążone świadczeniem rosnącym – bez względu na jego formalną podstawę. Oczywiście do momentu dopóki się nie zbuntują, nie poślą tych starców-wampirów do wszystkich diabłów – wśród nich również rozwydrzone damy, które dzisiaj tak pilnują swoich „wagin” i „macic”, żeby potem wyciągać proszalną rękę do cudzych dzieci. – aż wreszcie w katolickim społeczeństwie pojawi się masowe poparcie dla legalizacji eutanazji.” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Dwie wiadomości

ZUS jest agendą państwową, i jest zainteresowany, byśmy żyli krótko! – Stanisław Michalkiewicz

Rząd nie ma już nic do sprzedania, więc musi nas zadłużać u lichwiarzy – Stanisław Michalkiewicz

Mamy narzędzie, które już raz użyliśmy, by odblokować potencjał gospodarczy – Stanisław Michalkiewicz

podobne:  Znowu Ukradli Składki. Plan Morawieckiego podstawą III rozbioru OFE, czyli o tym jak PIS dokończy „reformę emerytalną” zaPOczątkowaną przez Rostowskiego (dla ratowania piramidy finansowej i POdreperowania budżetu). oraz: Znikające miliardy z kont emerytalnych, tymczasem ZUS będzie potrzebował coraz więcej „składek”.  i to: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy?

Olivier Bonhomme

Olivier Bonhomme

Reklamy

„Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii.


„Gdyby ktoś co miesiąc kradł ci dwie trzecie twojego dochodu, nie wahałbyś się nazwać go bandytą. A przecież robi to państwo. Różnica między państwem a bandytą polega jedynie na tym, że państwo jest mniej uczciwe – złodziej przynajmniej nie mówi, że cię okrada dla twojego dobra.” (Chris Tame)

Samoobrona rodzinna. Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego

„…Gdy w XVII wieku przeciętny człowiek prawie nie miał kontaktu z „władzą” – król mieszkał gdzieś daleko w stolicy, urzędnika widziało się bardzo rzadko, a większość spraw załatwiano prywatnie, nie było powodu aby ktokolwiek chciał mieć jakikolwiek wpływ na postępowanie władzy. Rząd, król, państwo, były czymś odległym, salonową zabawą arystokratów. Zabawa ta w niewielkim stopniu dotyczyła zwykłych ludzi, więc zwykli ludzie spokojnie mogli ją zignorować. Gdy jednak współczesne państwo obejmuje swoim zasięgiem wszystkich i wszystko, gdy nawet najbiedniejszy człowiek bezustannie styka się z biurokracją a jego życie staje się sprawą zainteresowania polityków, kwestią państwową – to i on przejawia zrozumiałą skłonność do zainteresowania się władzą…

…Tak więc przeciwnicy demokracji powinni sprzeciwiać się nie samemu głosowaniu w pierwszej kolejności, lecz przede wszystkim interwencji państwa w życie ludzi. Śmiem twierdzić nawet, że wycofanie wpływu państwa z życia wielu doprowadzi do tego, że sami chętnie wyrzekną się potrzeby głosowania i prawa do niego, niczym dawny chłop z prowincji, którego nie obchodziły spory arystokratów i ministrów królewskich dotyczące spraw stolicy i dworu królewskiego.” (rafaltrabski)

całość tu: Czy Korwin ma racje co do demokracji?

„Im bardziej chore jest państwo, tym więcej w nim ustaw i rozporządzeń” (Tacyt)

…dokładnie na tym zasadza się idea państwa minimum, gdzie ustrojem „panującym” powinna być monarchia (o której więcej tu: Wróćmy do monarchii), jako najtańsza forma rządów i jednocześnie najbardziej transparentna. Najlepiej dziedziczna (wyklucza to walkę o sukcesję) i konstytucyjna – z gwarantowaną obywatelom kartą praw podstawowych, których „król” naruszyć nie może bez zgody narodu w powszechnym i obowiązkowym referendum, inaczej naród może założyć konfederację obalając despotę.

Co do samej demokracji, to organizowanie sobie w ten sposób życia przez daną wspólnotę obywateli, jest jak najbardziej naturalnym i dopuszczalnym przejawem brania czynnego udziału w życiu publicznym przez zainteresowane strony, ale tylko na szczeblu lokalnym czyli „we własnej sprawie” – np. w gminie, gdzie obywatel jest najbardziej zorientowany w potrzebach społeczności ją zamieszkującej. Chodzi tu jednak głównie nie o sam system administrowania i organizowania sobie lokalnego życia (tu też może decydować jednoosobowy organ wybrany w wyborach zamiast rad i sejmików), ale o zachowanie prawa do własności i decyzyjności za nią w rękach bezpośrednich właścicieli – chodzi więc w zasadzie o samorządność. (Odys)

podobne: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie. i to” Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji. oraz: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji. a także: cynik9: Przybliżanie socjalizmu. Teoria skubanych i skubiących w demokracji polecam również: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach.

„W ostatnich dniach w Szwajcarii wpłynął wniosek o referendum. Pod wnioskiem, który ma dotyczyć kwestii kreacji pieniądza, zebrano 100 000 podpisów. Konkretnie mowa jest o odebraniu możliwości zwiększania podaży pieniądza przez banki komercyjne i pozostawieniu tej możliwości jedynie w rękach banku centralnego. W tym przypadku byłby to Narodowy Bank Szwajcarii (SNB). Problem jest faktycznie fundamentalny, a rezultat głosowania może mieć wpływ na cały świat.

Kreacja pieniądza bezgotówkowego.

Zacznę może jednak od przypomnienia, w jaki sposób banki komercyjne tworzą walutę. Wszystko odbywa się na zasadzie systemu rezerwy cząstkowej. Rezerwa cząstkowa mówi nam jaki procent depozytu musi zostać zachowany. W Polsce jest to 3.5%. Resztę bank może przeznaczyć na kredyty dla klientów. Czyli z depozytu o wysokości 100 PLN można przyznać na kredyt 96.5 PLN. W tym samym czasie cały depozyt 100 PLN jest ciągle w pełni dostępny dla klienta. Za stworzone z powietrza 96.5 PLN bank pobiera prowizję i odsetki. Operacja ta jest powtarzana wielokrotnie…

To właśnie system rezerwy cząstkowej daje bankom niebotyczne zyski. Dzięki niemu gospodarka przyspiesza w piorunującym tempie, a rajdy te kończą się jeszcze bardziej spektakularnymi krachami. Taki system jest odpowiedzialny za transfer kapitału z klasy średniej do najbogatszego 1%. Dzięki pieniądzom zdobytym na klasie średniej banki mają środki na lobby w strukturach władzy, pieczętując status quo…

…Zdecydowanie jest to krok w dobrą stronę. Banki nie potrzebują systemu rezerw cząstkowych do funkcjonowania. Równie dobrze będą działać, mając nakaz utrzymania 100% rezerw pod depozyty, czyli zakaz wykorzystywania dźwigni finansowej. W niczym nie wpłynie to na bankowość elektroniczną i rozliczanie transakcji. Działalność inwestycyjna również będzie mogła być utrzymana, tylko z osobnych środków. Trzymanie pieniędzy w banku znów wiązać się będzie z kosztami. Będą one wynikać z zabezpieczenia i ubezpieczenia środków, ale to właśnie taki system bankowy jest sprawiedliwy i odporny na finansowe zawieruchy. Konsekwencją będzie stabilny rozwój gospodarczy pozbawiony baniek spekulacyjnych. Taki wzrost nie zakończy się krachem, czyli kolejnym czarnym poniedziałkiem czy wielką depresją.

Inicjatywa tego typu, jak dobra by nie była, najprawdopodobniej nie znajdzie dostatecznego poparcia. Media w razie potrzeby będą głosić proroctwa finansowego armagedonu, by tylko przemówić do „rozsądku” narodowi. Samym Szwajcarom w większości niestety brakuje wiedzy ekonomicznej, by móc zrozumieć konsekwencje tego typu zagadnień. Merytoryczne rozmowy zostaną zakrzyczane, a głosy opozycyjne zmarginalizowane. (…) Moim zdaniem demokratycznymi metodami nie będzie można przeprowadzić tak fundamentalnych zmian. Do tego potrzeba ludzi, którzy wyjaśnią problem i odpowiedniej skali kryzysu. Bez tego polegnie nawet najlepiej działająca demokracja na świecie.

Independent Trader Team

żródło: Czy Szwajcarzy odbiorą kreację pieniądza bankom komercyjnym?

podobne: Szwajcarzy podejmą decyzję, czy zwiększyć do 20 procent minimalne rezerwy złota. Trader21 i inwestowanie w spółki wydobywcze. i to: Independent Trader: Koniec London Silver Fix. Kiedy skończy się manipulacja cenami metali szlachetnych?  a także: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i to: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku.


1. Złoto, czy uran w orbicie Marsa? 

„…Dzisiaj oczywiście żadnych wojen już nie ma, chyba, że prowadzi je znienawidzony zimny rosyjski czekista Putin. (…) Są tylko „operacje pokojowe”, „misje stabilizacyjne”, a w najgorszym razie – „kinetyczne operacje militarne”, kończące „rewolucje” podjęte w celu obalenia tyranów jakichś takich nie naszych. Bo tyranowie nasi, to znaczy – „nasze sukinsyny” w rodzaju np. Piotra Poroszenki, Arszenika Jaceniuka, czy władcy Arabii Saudyjskiej, Jego Wysokości Salmana ibn Abd al-Aziz Al Su’uda, są naszymi najukochańszymi duszeńkami i wszelka krytyka ich poczynań, aczkolwiek teoretycznie dozwolona, jest głęboko niesłuszna i bardzo źle widziana zarówno na tym świecie, jak i na tamtym. Te „operacje pokojowe” też są szalenie kosztowne, prawie tak samo kosztowne, jak wojna, ale nie ulega wątpliwości, że wojna jest jeszcze kosztowniejsza, zwłaszcza wojna światowa, więc nic dziwnego, że dotychczasowy ład finansowy na świecie uległ zniszczeniu i na okres powojenny trzeba było przygotować jakiś ład zastępczy. Jego fundamentem została waluta amerykańska, na co złożyły się co najmniej dwie ważne przyczyny. Po pierwsze, dolar był światową walutą transakcyjną, z czego Stany Zjednoczone nie tylko czerpały, ale i nadal czerpią spore korzyści i bardzo pozycji dolara pilnują. Ilustracją tej czujności jest choćby los straszliwego Saddama Husajna. 

(…) 

zaczął się odgrażać iż w transakcjach eksportu ropy odejdzie od dolara na rzecz innych walut: japońskiego jena, albo europejskiego euro. Takiej zbrodni miłujący pokój świat nie mógł już tolerować, więc Saddam Husajn został schwytany i powieszony przez siły pokojowe – oczywiście na podstawie wyroku niezawisłego sądu, zorganizowanego przez dowództwo operacji pokojowej. Drugą przyczyną, dla której dolar stał się fundamentem ładu finansowego z Bretton Woods była okoliczność, że przynajmniej częściowo respektował on standard złota. Standard złota jest to zobowiązanie, jakie zaciąga emitent pieniądza papierowego, że na każde żądanie wymieni banknoty na złoto według ustalonego parytetu – w przypadku dolara – uncję złota za 35 dolarów. Wprawdzie od roku 1933, kiedy to zasoby złota w USA zostały znacjonalizowane przez prezydenta Franklina Roosevelta, dolar przestał być wymieniany na złoto w stosunkach detalicznych, ale zachował wymienialność w wielkich transakcjach międzynarodowych, więc respektował standard złota przynajmniej częściowo.

Ład finansowy ustanowiony w Bretton Woods funkcjonował sprawnie do połowy lat 60-tych. W połowie lat 60-tych coraz dotkliwiej zaczęło dawać się we znaki zjawisko w postaci rosnących ilości waluty amerykańskiej poza granicami Stanów Zjednoczonych – tak zwanych „eurodolarów” i „petrodolarów”.

(…) 

Eurodolary i petrodolary stwarzały problem dla USA, bo w miarę wzrostu ich ilości, gwoli podtrzymania parytetu dolara, Ameryka musiała rzucać na rynek coraz to nowe partie złota. Budziło to głosy krytyki w Ameryce. Krytycy podnosili, że chociaż cały świat korzysta z tego, że ustanowiony w Bretton Woods ład finansowy jest stabilny, to tylko Ameryka musi ponosić tego koszty. Najwyraźniej korzyści czerpane przez USA z faktu, że dolar jest światową walutą transakcyjną, traktowali jako „oczywistą oczywistość”, w związku z czym konieczność sprzedaży złota nie była już uważana za rodzaj inwestycji, tylko -niesprawiedliwego obciążenia. I kiedy w 1971 roku Francja zagroziła, że zażąda wymiany wszystkich swoich eurodolarów na amerykańskie złoto, prezydent Nixon uznał, że zabawa posuwa się za daleko i wycofał Amerykę z porozumienia w Bretton Woods.

Ta decyzja doprowadziła do odejścia świata od standardu złota. W obiegu pojawiły się puste waluty o płynnych kursach, czyli tzw. pieniądz fiducjarny. Definicja pieniądza fiducjarnego jest taka, że ma on wartość, ponieważ ludzie myślą, że ma wartość. W rezultacie upadła ostatnia bariera hamująca chciwość banków emisyjnych i w ogóle banków. Żeby lepiej zrozumieć w jaki sposób banki czynią zadość swej chciwości, musimy postawić głupie pytanie: co to jest bank.

(…)

To jest magazyn do przechowywania cudzych pieniędzy. Wyobraźmy sobie, że mamy 100 kg złota. Nie chcemy trzymać go w domu, bo złodzieje tylko na to czekają, więc zanosimy je do wyspecjalizowanego magazynu, który wydaje nam kwit magazynowy. Jeśli potem chcielibyśmy kupić sobie samochód, czy dom, to moglibyśmy odebrać z banku nasze złoto, zanieść je sprzedawcy, ale możemy tego nie robić i wręczyć sprzedawcy ów kwit, a on już sobie dalej z nim poradzi. Ten kwit nie jest pieniądzem, bo pieniądz cały czas leży w piwnicy banku. On jest tylko substytutem pieniądza, ale to nic nie szkodzi, skoro za jego pośrednictwem można regulować zobowiązania, czyli – mówiąc potocznie – można nim płacić. I jeśli banki wydają tylko tyle kwitów, ile mają depozytów, to to się nazywa systemem stuprocentowej rezerwy bankowej. Banki jednak uważają, że skoro kwitami magazynowymi można płacić, to dlaczego miałyby sobie żałować – i wypuszczają znacznie więcej kwitów, niż mają depozytów. Nazywa się to elegancko systemem częściowej rezerwy bankowej. Banki pracujące w systemie częściowej rezerwy – a obecnie w tym systemie pracują wszystkie banki – wypuszczają kwity fałszywe. 

(…)

Ludzie może nie chcieliby przyjmować kwitów co do których mają wątpliwości, czy aby są prawdziwe – ale są do tego zmuszani przez rządy na podstawie przepisów o prawnym środku płatniczym. Musimy w walucie emitowanej przez bank, którego rząd przeważnie jest właścicielem, płacić podatki, wnosić rozmaite opłaty i kary, rozliczać transakcje itd. Mamy zatem do czynienia z przestępczą formą zmowy rządów z bankami – ale na czyją szkodę?

(…)

pieniądz jest takim samym towarem, jak każdy inny, zatem jeśli na rynku pojawia się coraz więcej pieniędzy, to pogarsza się proporcja wymiany pieniądza na wszelkie pozostałe towary, czyli mówiąc potocznie – rosną ceny wszystkich towarów, bo wszystkie one wyrażone są w jednostkach pieniężnych. I to właśnie jest inflacja. Jeśli, dajmy na to, mówimy, że inflacja wynosi 10 procent rocznie, to znaczy, że banknot 100-złotowy, który 1 stycznia wart był 100 – 31 grudnia wart będzie już tylko 90. To znaczy, że każdemu posiadaczowi każdego banknotu 100-złotowego – i odpowiednio innych nominałów – ktoś ukradł 10 złotych bez przerywania snu. I to jest odpowiedź na pytanie, skąd banki wypłukują złoto; nie z powietrza, bo go tam nie ma, tylko z portfeli i kieszeni ludzi zmuszonych przez rządy do posługiwania się walutą przez nie emitowaną na podstawie przepisów o prawnym środku płatniczym.

Ale samo wyprodukowanie pieniądza fiducjarnego przez bank, jeszcze nie daje mu dochodu. Pojawia się on dopiero w momencie wprowadzenia pieniądza do obiegu gospodarczego, to znaczy – w momencie znalezienia osoby fizycznej, albo prawnej, która ten pieniądz przyjmie, zaciągnie z tego tytułu zobowiązanie – a wtedy już go mamy, już musi pracować dla nas aż do śmierci. Najprostszym sposobem wprowadzenia pieniądza do obiegu gospodarczego jest pożyczenie go. Ludzie chętnie pożyczają, bo pożycza się cudze, a dopiero oddać trzeba własne. Rządy o niczym innym nie myślą, tylko jakby tu obywatelom przychylić nieba, to znaczy – żeby byli szczęśliwi. A kiedy są szczęśliwi? Wtedy, kiedy mają pieniądze. Wprawdzie wiadomo, że pieniądze szczęścia nie dają, ale każdy dlaczegoś chce przekonać się o tym osobiście. Wreszcie banki dławiące się od nadmiaru pieniądza, jeden przez drugiego szukają kogoś, komu by mogły go wtrynić i uczynić w ten sposób swoim niewolnikiem, a przynajmniej – wyrobnikiem. Wydawałoby się tedy, że łańcuszek szczęścia jest zamknięty, gdyby nie pewna nieprzyjemna okoliczność – że mianowicie są ludzie, co pożyczają, a potem nie chcą oddać. Gdyby ryzyko „złych długów” obciążało jedynie banki, to w pewnych sytuacjach mogłoby okazać się nie do udźwignięcia. Dlatego w 1938 roku w USA powstała instytucja potocznie nazywana Fannie Mae – początkowo jako rządowa, potem została sprywatyzowana, ale nawet jako prywatna, korzysta z pieniędzy publicznych. Jej celem jest zdejmowanie z banków ryzyka złych długów i rozkładanie go na wszystkich podatników. W 1970 roku powstała druga taka instytucja, potocznie zwana Freddie Mac. Dzięki rozłożeniu na wszystkich podatników ryzyka złych długów, nic już nie hamuje banków przed rozszerzaniem oferty kredytowej. W ten sposób, dzięki odejściu od standardu złota i kolaboracji z rządami, które w zamian za pożyczki na sfinansowanie deficytów budżetowych zastawiają dochody z przyszłych podatków, banki zdobyły nie tylko władzę polityczną, pozostawiając z demokracji tylko pustą skorupę, ale w dodatku są na najlepszej drodze do stopniowego przejmowania własności milionów ludzi.

(…) 

W październiku 2009 roku przetoczyła się przez portale internetowe wiadomość, że Chiny kupiły w USA 5 700 sztabek złota. Nie byłoby w tym może nic osobliwego, gdyby nie to, że po zbadaniu owych sztab, pochodzących ze sławnego Fortu Knox okazało się, że to nie żadne złoto, tylko pozłocony po wierzchu wolfram. Dochodzenie wykazało, że już przed kilkunastu laty w jednej z amerykańskich fabryk przetopiono na sztabki 16 ton wolframu i pozłocono. 640 tys. tych sztabek miało być zdeponowanych właśnie w Forcie Knox, a pozostałe 840 tysięcy zostało sprzedane na światowych rynkach. Czy to wszystko prawda, czy nie – trudno zgadnąć, bo Amerykanie nałożyli na tę informację surdynę, a i wykiwany nabywca też nie będzie się chwalił, jak to został wyrolowany. Przeciwnie – będzie udawał, że naprawdę ma złoto.

(…) 

Co jeden człowiek próbuje zakryć, to drugi wkrótce odkryje. Dlatego też w kwietniu 2011 roku Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA zawarły porozumienie pod nazwą BRICS, którego celem jest stworzenie nowego systemu finansowego w skali światowej, powrót do standardu złota, a tym samym – zdetronizowanie fiducjarnego dolara z funkcji światowej waluty transakcyjnej. Pamiętając, jaki los spotkał Saddama Husajna, który tylko się na ten temat odgrażał, czegóż można spodziewać się w sytuacji, kiedy nie pojedynczy dyktator, tylko grupa państw o poważnym, jeśli nie bardzo poważnym potencjale gospodarczym i militarnym, deklaruje identyczny zamiar? Wprawdzie USA nadal mają najwyższy budżet wojskowy, wynoszący około 640 miliardów dolarów, ale nie jest to już więcej, niż budżety wojskowe wszystkich pozostałych państw świata razem wziętych, a co ważniejsze – ta przewaga z roku na rok stopniowo się zmniejsza. Dlatego najbliższe 10 lat mogą okazać się decydujące dla przyszłych losów nie tylko systemu finansowego, ale w ogóle – przyszłych losów świata, a polityczny przewrót na Ukrainie, dla którego USA w 2013 roku zapaliły zielone światło i wyasygnowały około 5 mld dolarów, może być zwiastunem nadchodzącego zamętu.

Stanisław Michalkiewicz

całość tu: Artykuł    miesięcznik „Opcja na prawo”    22 czerwca 2015

podobne: Złoty parytet czyli… cynik9 o „London Gold Pool” (rocznica kolapsu) oraz: Historia handlu złotem i to: Andrzej Szczęśniak: Jak powstały petrodolary. a także: BRICS deklarują ściślejszą współpracę (powołanie Nowego Banku) i wsparcie Rosji. Bałkany na rozdrożu. i jeszcze: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin.

„Audycje dla NTV stały się już mała tradycją. Tym razem jednak zamiast omawiać konkretny temat postanowiłem zrobić pewne podsumowanie najważniejszych informacji pomijalnych przez media głównego nurtu.

Poniżej wypunktowałem główne tematy:

– Texas zażądał przeniesienia złota stanowego z magazynów FED do magazynów stanowych.

– 46 milionów Amerykanów korzysta z kuponów na żywność. Rzeczywisty poziom inflacji w USA wynosi od 7-13%, w zależności od stanu (Chapwood Index), oznacza to 8-10 % depresję gospodarczą. 

– Gazprom sprzedaje Chinom ropę za juany. Wcześniej za takie posunięcie zginął Hussein i Kadafi.

– Chińczycy militaryzują wyspy na morzu południowochińskim. Walka toczy się o złoża gazu warte 5 bln USD.

– Chiny powołują do życia największy na świecie fundusz inwestujący w fizyczne złoto.

– Tragiczna sytuacja Deutsche Banku.

– 11 krajów, w tym Polska ma 5 tygodni na przyjęcie procedury Bail-in.

– Christine Lagarde (MFW) – „Nie podnośnie stóp procentowych. Nie w tym roku”.

– Rosyjska Pravda o chińskich rezerwach złota.

– Grecja – kolejny odcinek.

Czy świat finansów jaki znamy chyli się ku upadkowi? Podczas wywiadu w Niezależnej Telewizji z dnia 24 czerwca 2015 Trader 21 przedstawia przegląd informacji gospodarczych z ostatnich dwóch miesięcy:
– w jaki sposób Wschód zamierza przejąć status światowego hegemona kosztem USA,
– jakie sytuacje w geopolityce mogą spowodować konflikt na skalę światową,
– czemu światowe potęgi zwiększają swoje zapasy złota.

podobne: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? oraz: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” i to: Secesyjne plany Teksasu. a także: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa? i jeszcze: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. polecam również: Eurokołchoz: Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromis, Niemcy mówią NIE. Trader21 o greckiej tragedii. W Hiszpanii Banki Żywności dla biednych. Finansowe kłopoty Włochów.

3. Komentarze…

Pisze Freeman /2015-06-28 12:17:57
„W obliczu sprawy greckiej aktualne jak nigdy.
Europejscy technokracji zagubieni miedzy wlasna arogancja a utrata lacznosci z realnym swiatem, przegrali rozgrywke pokerowa z Tsiprasem . Nie wzieli poprawki na roznice mentalnosci miedzy spoleczenstwami narodow euopejskich panstw.
Bledem bylo uchwalenie pierwszego pakietu pomocowego dla GR w roku 2010. Potem bylo juz tylko brniecie w bagno. Tym bardziej zadziwia mnie tearz zdziwienie brukselskieg bandy trojga.Po zaskoczeniu i pierwszym szoku, probuja swoich „demokratycznych ” trikow. Jednym z nich bedzie proba usuniecia Tsirpasa z urzedu i powolanie nowego „pro-europejskiego” rzadu. Oczywiscie referendum w sprawach finansowych tez nie jest „zgodne z konstytucja”. Dodam od siebie, ze szczegolnie wtedy , gdy jego wynik nie odpowiada bandzie trojga.

Grecka tragedia obnaza wiele aspektow. Grecy nigdy , nawet historycznie rzecz ujmujac, nie byli narodem pracowitym, punktualnym i izdyscyplinowanym ekonomicznie. Zaliczyli wiele bankructw i nie bede wyliczal kiedy.

Konstrukcja eurozony jest kompletnie debilnym pomyslem, bo z gory zaklada zerowanie mniej aktywnych na tych bardziej zaradnych i zdyscyplinowanychJuz samo okreslienie ” srodki unijne” wywoluje u mnie odruch refluksu. Nigdy nie nazywa sie rzeczy po imieniu, tylko ucieka sie do populistycznej semantyki. Srodki unijne to pieniadze jednego podatnika na korzysc innego ( w innym kraju ).

Wszelkie zabiegi ze sztony bandy trojga beda w przyszlym tygodniu widoczne jak na dloni: zatrzymanie GR w UE i eurozonie.

Do wtorku nie poplynie rzaden oficjalny pakiet pieniezny. Mimo to ECB bedzie karmil greckie banki gotowka ELA zeby nie dopuscic do efektu domina po upadlosci pierwszego greckiego banku.
Jaka wartosc przedstawia tak generowyna waluta euro ? Moze jutro wielkim graczom na rynkach finansowych zablysnie to pytanie w glowie.

Dotychczas grali zespolowo : BC , wielkie banki prywatne w kwestii gry na papierach metoda HFT. Teraz moze ktos wpasc na pomysl zmiany logarytmow i ucieczki z rynku. Jutro moga byc duze ruchy na oprocentowaniu obligacji, zwlaszcza niemieckich ( ruchy w gore ). Intensywne wzrosty oprocentowania oznaczaja utrate kapitalu inwestorow , tzw. niszczenie kapitalu. Ma to szczegolnie miejsce w sytuacjach nazywanych ” Flaschenhalseffekt”, gdy wszyscy probuja uciekac z rynku waskim gardlem.

Jak prognoza co do Grecji?

– banda trojga bedzie dzialala na kilku frontach, tzn. proba usunicia Tsiprasa i powolalnie nowego rzadu
-dalej beda plynely pieniadze ELA
-proby utrzymania GR w UE i eurozonie za wszelka cene
Pytanie, czy to sie uda ?

Moim zdaniem banda trojga jest w szoku. W historii ludzkosci bylo wiele punktow zwrotnych. Jedna ze wspolnych cech jest pojawienie sie nagle, bez mozliwosci kontroli. Tak wlasnie zagral Tsipras, zaskoczyl wszystkich i uruchomil mechanizm. Jesli historycznie nadeszla pora, to w oparciu o skumulowany duzy potencjal energetyczny sprawa bedzie dynamiczna i coraz trudniej z punktu widzenia bandy, do kontolowania.

Duzo zalezy od tego, czy Tsipras pociagnie za soba spoleczenstwo zeby w referendum otrzymac wynik na NIE.
To sa wlasnie sytuacje, w ktorych historia tworzy sie bez udzialu mechnizmow kontrolnych, jakby wlasnym zyciem.

Przedstawiciele hiszpanskiej Podemos rowniez krytykuja MFW i Niemcow za lamanie demokracji. Jesli iskra przeskoczy na jesieni na Hiszpanie to moze byc goraco.

Dzis w nocy widzialem przemowienie Tsiprasa w greckim parlamencie. Nie rozumiem greckiego, ale obserwowalem reakcje i emocje. To nie jest tylko usmiechniety chloczyk jak na zdjeciach z fotoshutingu w Brukseli. Ten facet ma potencjal i ie oceniam czy pozytywny lub negatywny. Ma potencjal przywodcy. Moze pociagnac za soba narod. Co z tego wyniknie, nie wiem. ja nie tworze historii ja ja tylko obserwuje.

Pytanie za miliard ( bo milion juz nie wiele znaczy )

Czy bedzie GREXIT ?
To zalezy od tego co zapisane w gwiazdach, jaka energia znajduje sie w powietrzu.
Najkrotsza odpowiedz:

Banda trojga bedzie przeciwko GREXIT, nie wiem tylko czy beda w stanie zrealizowac swoje plany. Ostatecznie juz wystarczajaco dlugo udawalo im sie tworzyc i podtrzymywac przy zyciu nierealny swiat. Moze teraz nadszedl moment na powrot do twardej rzeczywistosci ?”

podobne: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów).

tekst z innego forum…

„Witam wszystkich. Wszystkie wielkie przemiany społeczne przebiegały dotychczas (historycznie) w trzech etapach: 1/ załamanie finansowe, 2/ załamanie gospodarcze, 3/ załamanie społeczne. Przykłady: Rewolucja Francuska, Rewolucja Październikowa, Upadek Komunizmu itp. W mniejszej skali zawsze jest podobnie (upadek mocarstwa,kraju,firmy,rodziny). Na gruzach upadłego systemu powstaje coś nowego. Tym razem mamy do czynienia z największą znaną mi skalą zjawiska – z kryzysem globalnym. Procesy te nie trwają rok, ale raczej dziesięciolecia i tego czego się naprawdę boję, to gwałtownych przemian politycznych, bo do wolniejszych zmian można się dostosować. I wydaje mi się, że politycy właśnie to robią => kupują czas i spowalniają proces za wszelką cenę, aby nie dopuścić do gilotyn na ulicach i utrzymać status quo tak długo, jak się da. Może im się uda. Co do postępowania w czasie kryzysu, to została wypracowana metodologia postępowania. Jest nią posiadanie rzeczy „ciężkich” => złoto, nieruchomości, ziemia i/lub przemieszczenie się do obszaru spokojniejszego np. w czasie II wojny do USA, lub (raczej mało moralne) czasowe przyłączenie się do wiodącej siły przemian, np. do rewolucjonistów, hitlerowców, komunistów itp.

Nie ma szans postawienia dokładnej prognozy tempa i zakresu przemian, choć można się pokusić na pewne typowanie:
1/ Ewakuacja ludności z Afryki i bliskiego wschodu (brak wody, max za kilka lat(!)=> upadek rolnictwa i brak żywności, wojna ?) do Europy i związane z tym turbulencje.
2/ Silne turbulencje na bliskim wschodzie (Rosja i USA tracą tam wpływy, zyskuje Państwo Islamskie, biedny Izrael…).
3/ Totalne wywrócenie układu politycznego w Europie, upadek koncepcji UE (?).
4/ Chiny nowym hegemonem, a USA głownie zaangażowane na dalekim wschodzie.

To,co budowało siłę Europy, która była w stanie zdominować 70% świata to:
pracowitość, moralność i uczciwość (religia) i … budowanie w długim horyzoncie, nie licząc na szybki zysk. Tego wszystkiego teraz brakuje i się to zwalcza => upadek Europy jako dominanta, jest nieunikniony.

Trochę się rozpisałem, sorry.
Podsumowując: trzeba się jak zawsze koncentrować na długim terminie.
1/ wydawać mniej niż się zarabia, planować długoterminowo,
2/ budować majątek odporny na zakłócenia, szczególnie finansowe,
3/ mieć parasol i mocno się rozglądać, wypatrując burzy za horyzontem,
4/ budować bazę doradców, przyjaciół, rodzinę = ogólnie relacje, trwałe dobro,
5/ mieć nadzieję na lepsze czasy i być porządnym człowiekiem.

Pozdrawiam w tych trudnych czasach i nie przejmujcie się za bardzo! To pewnie pierwszy kryzys w waszym życiu!”

podobne: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego). oraz: Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”.  i to: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna?  a także: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”

4. Polska na jedwabnym szlaku…

„…PKP Cargo i chiński International Zhengzhou Hub zapowiedziały stworzenie wspólnej spółki typu joint venture. Polskie koleje mają odgrywać w tym projekcie kluczową rolę w obsłudze przejazdów handlowych na tzw. Nowym Jedwabnym Szlaku, łączącym Chiny z Europą. Ma zostać zwielokrotniona liczba pociągów kursujących między państwami Europy a Państwem Środka. Umowa zakłada także stworzenie nowoczesnego centrum logistycznego w Małaszewiczach, na granicy polsko-białoruskiej.

– Dzisiaj obsługujemy 2-3 pociągi tygodniowo, liczę jednak, że w następnym roku dojdziemy do jednego połączenia dziennie. To po pierwsze brama do Europy dla partnerów chińskich, po drugie ogromna okazja dla naszych producentów. Transport drogą morską zajmuje od 30 do 40 dni, podczas gdy pociągiem to zaledwie 11 dni – komentuje Adam Purwin, prezes PKP Cargo.

Nowy Jedwabny Szlak ma prowadzić do miejscowości Zhengzhou, stolicy prowincji Henan. – To jest bardzo istotna inicjatywa, która będzie pozwalała lepiej prowadzić ekspansję na rynki zagraniczne. Pozwoli zaangażowanym stronom mieć dwa rynki zbytu i korzystać z zasobów obu tych rynków. Wszystkie kraje i regiony, w tym np. Polska, które biorą udział w realizowaniu tej strategii, będą miały także łatwiejsze wejście na rynek chiński, będzie to taka platforma umożliwiająca im obecność na rynku chińskim – podkreśla Guo Gengmao, przewodniczący komitetu partyjnego prowincji Henan.

Inicjatywa wpisuję się w chińską strategię tzw. „One Belt, One Road”m której nadano miano Nowego Jedwabnego Szlaku. Zakłada ona stworzenie nowych połączeń towarowych z Europą, zarówno lądowych, jak i morskich. – Połączenie z Chin musi być też wpisane w transeuropejskie sieci transportowe – mówi Adam Purwin, podkreślając, że to zadania przypadnie właśnie PKP Cargo.  – Łączymy korytarze transportowe Europy z rynkiem chińskim. Małaszewicze to kluczowy punkt na chińskim Nowym Jedwabnym Szlaku. Będziemy częścią tego wielkiego projektu. Podpisany list intencyjny jest pierwszym krokiem, bardzo konkretnym – informuje Purwin…”

Źródło: money.pl

podobne: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty). oraz: Polska gospodarka: rośnie eksport żywności, wieprzowina, delegacja przedsiębiorców i misja gospodarcza z Chin.

Eurokołchoz: Z Grecji uchodzi powietrze. Tsipras prosi Junckera o pomoc. Najpierw reformy, potem pieniądze. Drukowanie euro osłabia tę walutę.


1. Tsipras prosi Junckera o pomocEurogrupa o Grecji: najpierw reformy, potem pieniądze.

06.03.2015 (IAR) – Grecji zaczyna brakować pieniędzy na wypłaty dla pracowników sfery budżetowej. Jak podają niemieckie media grecki premier Aleksis Tsipras poprosił w związku z tym o pilne spotkanie z szefem Komisji Europejskiej, ale Jean-Claude Juncker nie znalazł czasu na rozmowę.

Dziennik „Sueddeutsche Zeitung” podaje, że Tsipras chciał spotkać się Junckerem jeszcze dziś. Szef Komisji Europejskiej miał jednak odmówić. Politycy ustalili, że spotkają się dopiero po poniedziałkowym posiedzeniu eurogrupy. „Sueddeutsche Zeitung” nazywa postępowanie Tsiprasa niespotykanym wołaniem o pomoc w obliczy dramatycznej sytuacji finansowej jego kraju.

Wczoraj okazało się, że w lutym Grecja nie była w stanie wypłacić pensji wszystkim pracownikom budżetówki. Pieniędzy nie dostali niektórzy nauczyciele.

Gazeta dodaje, że Tsipras chce prosić Junckera o wsparcie w sprawie wypłaty Grecji reszty środków z ostatniego programu ratunkowego. Eurogrupa uzależnia wypłatę od tego jak konkretne i głębokie będą reformy gospodarcze proponowane przez Ateny.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/mg

09.03.2015 (IAR) – Ministrowie finansów strefy euro czekają na postępy we wprowadzaniu reform przez grecki rząd zanim zgodzą się na wypłatę nowych pieniędzy. Takie komentarze można było usłyszeć przed rozpoczęciem spotkania eurogrupy w Brukseli. Rządowi w Atenach kończą się środki finansowe i liczy na jak najszybszą pomoc ze strony międzynarodowych kredytodawców. Dotychczasowe działania greckiego rządu są jednak niesatysfakcjonujące.

Co Grecja musi zrobić, by otrzymać teraz część środków, które zostały jej obiecane w tym roku? „Musi zrealizować część zobowiązań” – tak na pytanie dziennikarzy odpowiedział irlandzki minister finansów Michael Noonan.

W podobny tonie wypowiadał się unijny komisarz ds. euro Valdis Dombrovskis. „Pozostaje jeszcze wiele do zrobienia, to co ostatecznie będzie się liczyć to skuteczne wywiązywanie się z podjętych zobowiązań” – powiedział Dombrovskis.

Grecki rząd przedstawił Brukseli pierwszą listę planowanych reform 2 tygodnie temu. Unijne instytucje uznały ją za ważny, pierwszy krok. Od tego czasu jednak – według szef eurogrupy Jeroena Dijsselbloema – nie dokonano większego postępu zarówno w kwestii implementacji reform jak i rozmów Grecji z międzynarodowymi instytucjami. „Nie możemy tracić więcej czasu, musimy zacząć poważnie rozmawiać” – powiedział minister. Tylko pozytywna ocena kredytodawców czyli Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego umożliwi wypłatę pieniędzy. Chodzi łącznie o ponad 7 miliardów euro.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/mcm/

źródło: stooq.pl

podobne: Eurokołchoz: Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromis, Niemcy mówią NIE. Trader21 o greckiej tragedii. W Hiszpanii Banki Żywności dla biednych. Finansowe kłopoty Włochów.  oraz: Nowy grecki rząd oszczędzać nie chce. Program Syrizy groźny dla budżetu ale jednocześnie mało realny. Obawa przed wzrostem fali ekonomicznego populizmu w Europie. Inwestorzy czekają na bieg wydarzeń.

2. Drukowanie euro osłabia tę walutę.

09.03.2015 (IAR) – W ciągu dwóch lat euro może kosztować tyle, co dolar – prognozuje główny ekonomista banku Pekao SA Marcin Mrowiec. Coraz niższy kurs europejskiej waluty to efekt między innymi rozpoczętego dziś tak zwanego drukowania euro przez Europejski Bank Centralny.

Marcin Mrowiec wskazuje, że efekty decyzji EBC było widać jeszcze przed rozpoczęciem programu, bo rynki zareagowały na samą zapowiedź wydarzenia.

Ekspert spodziewa się systematycznego spadku kursu euro. Zgadza się z prognozami, że w ciągu dwóch lat kurs euro może się zrównać z kursem dolara.

Zgodnie z zapowiedziami EBC, program skupu obligacji będzie trwał przynajmniej do 2016 roku lub do osiągnięcia inflacji na poziomie blisko 2 procent.

Średni kurs euro w Narodowym Banku Polskim wynosi dziś 4 złote i 12 groszy, dolara wyceniono na 3 złote 78 groszy, a franka szwajcarskiego na 3 złote i 85 groszy.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Arkadiusz Augustyniak/sk

komentarz cynika9:

„…Unia gnije nie tylko na zewnątrz ale przede wszystkim od środka. To właśnie, a nie nawet ukraiński worek bez dna, będzie tym co ją wykończy w obecnym kształcie.  ECB urządza właśnie 500 milionom ludzi w strefie euro ekwiwalent kotła podDebalcewem, przechodząc do hurtowego niszczenia waluty której używają. W tym miesiącu szef Mario Draghi zaczyna mianowicie swoje QE (quantitative easing). Przez półtora roku ma wydrukować z powietrza €1.1 biliona i skupić za to obligacje suwerenów, coś co jeszcze do niedawna uchodziło za  nie do pomyślenia. Prowadzić to będzie do zasadniczej deprecjacji „wspólnej” waluty, której wartość już spadła do $1.1, a jest  prawdopodobnie na drodze do $0.8,  jeśli jeszcze nie niżej.

Akcje Draghiego pokazują jak nisko EU już upadła, i jak euro-imbecyle niszczą resztki wiarygodności jaką mieli obiecując euro „silne jak DMarka”. Desperacki ruch ECB Draghiego niszczący wspólną walutę  odroczy jedynie egzekucję niezdolnego do życia, biurokratycznego tworu jakim jest EU.

Im prędzej do niej dojdzie tym lepiej. Gilotynę najpewniej  uruchomią Grecy…”

źródło: dwagrosze.com

podobne: ECB wyręcza FED i odpala własne QE. i to: Narodowy Bank Szwajcarii uwolnił Franka. NBP robi dobrą minę do złej gry. Ratunkiem dla frankowiczów może być sąd, albo upadłość. Komentarz Tradera21 (o potencjalnym dodruku przez ECB) oraz: Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach. Kondycja gospodarki Australii. Zatrudnienie w USA. Globalna prognoza ekonomiczna. a także: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. polecam również: EBC rzuca koło ratunkowe. W UE strach przed eurosceptykami

arys. Andrzej Krauze

arys. Andrzej Krauze

Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny). Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. ECB wyręcza FED i odpala własne QE.


1. Koalicja protestujących przeciwko płacy minimalnej w NiemczechOPZZ oburzony działaniami władz w sprawie wynagrodzeń polskich kierowców.

23.01.2015 (IAR) – Coraz liczniejsza jest grupa państw, która protestuje przeciwko podwyższeniu płacy minimalnej w Niemczech. Dziś w Brukseli konsultacje przedstawicieli 10.krajów, w tym Polski, a zapowiadane są kolejne.

Przepisy, które mają objąć także zagranicznych kierowców przejeżdżających przez Niemcy, wywołują niepokój europejskich przewoźników. W Polskę uderzają szczególnie, bo ma ona drugą co do wielkości flotę samochodów ciężarowych w Unii.

Oprócz Polski, zastrzeżenia do niemieckich przepisów ma większość państw z grupy, która weszła do Unii w 2004 roku i później. To właśnie przedstawiciele tych krajów będą dziś ustalać wspólny front i przygotowywać się na kolejne spotkania z Komisją Europejską. Poparcie dla tej 10-tki sygnalizuje także pięć krajów Europy Zachodniej – Hiszpania, Portugalia, Grecja, Irlandia i Wielka Brytania.

Sprzeciw wywołuje nie tylko podwyższenie płacy minimalnej i objęcie przepisami także zagranicznych przewoźników, ale i nowe, biurokratyczne wymogi. Zaalarmowana protestami Komisja Europejska rozpoczęła przeciwko Niemcom postępowanie i sprawdza przepisy pod kątem zgodności z unijnym prawem. Władze w Berlinie dostały nie 70 dni jak to zwykle bywa, a 30 na przysłanie wyjaśnień.

O podjętych działaniach Komisja poinformowała wczoraj Polskę, która z Węgrami jako pierwsza zaprotestowała. Bruksela zapewniła w liście, że niemieckie przepisy zostaną uważnie przeanalizowane. W przyszłym tygodniu na rozmowy do Berlina lecą dwie unijne panie komisarz – do spraw transportu i kwestii socjalnych.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/B.Płomecka,Bruksela/dyd

23.01.2015 (IAR) – Rząd niemiecki bardziej troszczy się o godziwe wynagrodzenia dla naszych pracowników niż władze polskie. Tak działania rządu w sprawie płacy minimalnej obejmującej kierowców komentują przedstawiciele związków zawodowych.

Od 1 stycznia stawka za godzinę, która dotyczy Niemców, ale też obywateli innych państw pracujących w tym kraju ma wynosić co najmniej 8,5 euro za godzinę. Zdaniem przewodniczącego OPZZ Jana Guza, to bardzo dobra wiadomość dla polskich kierowców i dlatego działania rządu w tej sprawie są dla związkowców niezrozumiałe. W rozmowie z IAR Guz zaznaczył, że jeśli Niemiec zarabia 8,5 euro to i Polak powinien zarabiać tyle samo. Dodał, że związki zawodowe są zbulwersowane staraniami polskiego rządu o to, by Polacy zarabiali w Niemczech mniej i jest to nic innego jak tworzenie z naszych rodaków ludzi drugiej kategorii. Według Jana Guza, prawa pracownicze w Europie powinny być jednakowe. Zgadzają się z tym niemieckie związki zawodowe i jak widać niemieckie władze.

Według interpretacji Berlina, nowe niemieckie przepisy mają zastosowanie także dla kierowców z firm transportowych spoza Niemiec. W praktyce, każda firma, której samochód przejeżdżałby tranzytem przez terytorium naszego sąsiada, musiałaby płacić kierowcom stawki obowiązujące w Niemczech.

Przedsiębiorcy zwrócili się o pomoc do pani premier Ewy Kopacz. Jak tłumaczą niemieckie przepisy oznaczają upadłość wielu polskich firm i zwalnianie pracowników.

Oprócz rządu polskiego o przyjrzenie się niemieckim przepisom poprosiły Komisję Europejską także władze Węgier, krajów bałtyckich, Rumunii a także Holandii i Wielkiej Brytanii. Stąd Bruksela zwróciła się do Niemiec o wyjaśnienie przepisów o płacy minimalnej.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR) Elżbieta Łukowska/dyd

podobne: Słabszy niemiecki przemysł. Merkel po raz 7. w Chinach. oraz: „Solidarnośc” i „sprawiedliwośc społeczna” Związkowców

…nie ma to jak piłowanie gałęzi na której się samemu siedzi… Proponuję właścicielom firm przewozowych pozamykać interesy, a związkowcom i kierowcom którzy uznali to bezprawie za świetna okazję do zarobku zapakować się na tiry i jechać do Merkelowej. Niech ich utrzymuje skoro tak im ciasno na polskim rynku pracy.

No niech mi ktoś powie że ci ludzie ze związków dbają o pracowników, skoro firmy w których pracują kierowcy mogą zbankrutować przez jeden głupi a do tego bezczelny przepis obcego państwa, które dyktuje płacę minimalną przedsiębiorcom z innych krajów! Jest to rzecz jasna „sprytny” zabieg mający na celu wykluczyć polskich przewoźników z konkurencji międzynarodowego transportu (zwłaszcza do Rosji, na który Niemcy nabierają coraz większej ochoty), a fala szkodliwej dla polskich pracowników związkokracji dokłada do tego sabotażu swoją czerwoną cegiełkę. Jak nie problemy z Rosją – której embargo przyczyniło się do kłopotów sektora przewoźników, to teraz „sojusznicy” z UE nam się „przysłużyli”…(Odys)

ale to jeszcze nie koniec „partnerskiej” polityki jaką Niemcy (zresztą nie tylko oni) uprawiają w stosunku do Polski na „wspólnym rynku”, ponieważ…

2. Czarne chmury nad polską wieprzowinąOpinie: W kontekście wieprzowiny Rosja nie jest najważniejsza.

21.01.2015 (IAR) – Znoszenie embarga na wieprzowinę tylko dla niektórych krajów to policzek dla polskich producentów – uważa Witold Choiński ze związku „Polskie Mięso”. Rosja zgodziła się na częściowe przyjmowanie wyrobów z Francji. Niebawem zielone światło mają uzyskać kolejni czołowi dostawcy: Niemcy czy Dania. Komisja Europejska zgodziła się bowiem na dwustronne rozmowy państw UE z Rosją w sprawie zniesienia zakazu.

Ekspert zauważa, że taka strategia Brukseli godzi w inne rynki, w tym Polskę. Za rozmowami dwustronnymi skutecznie lobbowali najwięksi eksporterzy. Brak solidarności Unii w tej sprawie embarga pokazuje, że nie można jej oczekiwać w trudnych sytuacjach w przyszłości. Choiński dodaje, że ewentualne rozmowy Polski z Rosją byłyby trudne. Na terenie naszego kraju wykryto bowiem przypadki Afrykańskiego Pomoru Świń. Ognisko tej choroby nie występuje co prawda w stadach trzody chlewnej, ale wśród dzików wykryto już 31 przypadków. W dodatku znajdujemy się w bliskim sąsiedztwie z Litwą, która nie radzi sobie z ASF. Wszystko to dzieje się kilkadziesiąt kilometrów od granicy z Polską. Sytuację utrudnia również obecna napięta sytuacja polityczna między Polska i Rosją.

Wirus ASF pojawił się w krajach Unii właśnie z Rosji. Według nieoficjalnych danych, jest tam ponad 600 ognisk tej choroby. Pomór, przez teren Białorusi, przedostał się do Polski i Litwy.

Przed wprowadzeniem embarga, polska wieprzowina stanowiła 13 procent eksportowanego surowca z Unii Europejskiej do Unii Euroazjatyckiej. Zakaz sprzedaży obejmuje też rynki: Chin, Japonii i Korei Południowej.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Michał Fedusio/magos

podobne: Rosja rozszerzy embargo na polską wołowinę, drób i wędliny. Tusk udaje że nie wie o co chodzi i dalej liczy na „solidarność” UE.

23.01.2015 (IAR) – Przyszłość polskich wyrobów mięsnych nie jest w Rosji, a w Chinach – twierdzi w rozmowie z IAR wiceszef Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP Piotr Ziemann. Jak dodaje, do zniesienia są tam podobnego rodzaju bariery.

O tym, że rosyjskie embargo nie musi oznaczać rynkowej stagnacji w handlu mięsem pokazują Niemcy. To oni paradoksalnie czerpią dziś największe korzyści z zakazu – zauważa ekspert. Wszystko dlatego, że obecnie wysyłają tam dziesięć razy więcej produktów niż przed wprowadzeniem blokady przez Moskwę. Dziś inne kraje Unii mogą im tylko pozazdrościć.

Ziemann zauważa, że zapotrzebowanie na kolejnych dostawców w Chinach stale się zwiększa. Wieprzowina jest też tam najchętniej konsumowanym mięsem. To mogłaby być duża szansa także dla polskich producentów i przetwórców. Wówczas nie mielibyśmy do czynienia z regresem cen zbytu surowca. Zapotrzebowanie byłoby na stałym poziomie. Przez obecną sytuację, w ostatnich miesiącach cena zmalała o prawie 40 procent – przypomina.

Rynek Chin jest dla Polski zamknięty z uwagi na występowanie wirusa ASF. Aby usunąć blokadę konieczne jest zaangażowanie najwyższych władz państwowych – mówi Piotr Ziemann. Tego wymaga bowiem tamtejsza kultura negocjacyjna. Sami przedstawiciele branży, związków spożywczych oraz minister rolnictwa to za mało. W mediacjach udział brać muszą dodatkowo: prezydent, premier i szef dyplomacji – uważa ekspert..

Podobnie jak Rosjanie, Chińczycy nie uznają w stosunku do Polski tak zwanej regionalizacji. Embargo nałożone jest więc na cały kraj, a nie obszar na którym faktycznie stwierdzono afrykański pomór świń.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Michał Fedusio/sk

podobne: Polska gospodarka: rośnie eksport żywności, wieprzowina, delegacja przedsiębiorców i misja gospodarcza z Chin. oraz: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś.

3. Komisja ds. przemysłu PE odrzuciła raport ws. rezerwy stabilizacyjnejMastalerek: premier Kopacz powinna była zawetować pakiet klimatyczny.

22.01.2015 (IAR) – Komisja ds. przemysłu, badań i energii Parlamentu Europejskiego odrzuciła raport w sprawie utworzenia rezerwy stabilizacyjnej na europejskim rynku pozwoleń na emisję CO2. To zła wiadomość, bo dokument zawierał rozwiązania korzystne dla Polski.

Rezerwa stabilizacyjna na rynku pozwoleń na emisję doprowadzi do podniesienia cen uprawnień, co ma skłonić przemysł do realizacji unijnych celów energetyczno-klimatycznych. Obecnie trwają rozmowy w Parlamencie dotyczące tego, od kiedy taka rezerwa powinna obowiązywać. Zgodnie z propozycją Komisji Europejskiej, miałoby to nastąpić w 2021 roku, ale niektórzy europosłowie dążą do szybszego wprowadzenia mechanizmu , co byłoby niekorzystne dla naszego kraju. W raporcie komisji ds. przemysłu udało się co prawda przegłosować późniejszą datę, jak i rozwiązania osłaniające najbardziej energochłonne gałęzie przemysłu, ale cały dokument ostatecznie został odrzucony. „Komisja ds. przemysłu wstrzymuje się od całościowej oceny sytuacji, natomiast poszczególne głosowania cząstkowe są bardzo znaczące jeśli chodzi o efekt końcowy, czyli głosowanie na sesji plenarnej” – tłumaczył szef komisji Jerzy Buzek. Zanim jednak to nastąpi, decyzję w tej sprawie podejmie parlamentarna komisja ds. środowiska, która odgrywa tu główną rolę i która najprawdopodobniej opowie się za przyspieszeniem daty wprowadzenia rezerwy. Głosowanie na sesji plenarnej najpewniej w marcu.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/

podobne: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

23.01.2015 (IAR) – Premier Ewa Kopacz powinna była zawetować pakiet klimatyczny – powiedział rzecznik prasowy PiS Marcin Mastalerek. Gość radiowej Trójki. dodał, że węgiel jest podstawą polskiego przemysłu i gospodarki, dlatego trzeba odrzucić „te wszystkie wymysły o emisjach CO2”.

Rzecznik PiS odniósł się tym samym do październikowego unijnego szczytu klimatycznego w Brukseli. Przywódcy państw i rządów UE uzgodnili wówczas, że do 2030 roku Unia ograniczy emisję CO2 co najmniej o 40 procent.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/PR3/esz/dabr

podobne: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą. Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy?

…co tu dużo mówić. Zarówno w kwestii przewoźników, jak i branży mięsnej a na energetyce węglowej skończywszy Polska przez ostatni rok sporo straciła. Rzecz jasna w to miejsce zyskuje ktoś inny – i to jest dopiero koszt jaki musi ponieść kraj który wyzbywa się możliwości samodzielnego decydowania o własnej gospodarce i polityce zagranicznej. Rzecz jasna na własne życzenie i za podpuszczeniem „krajów trzecich” zwanych poważnymi… (Odys)

4. EBC wydrukuje 60 mld euro miesięcznie. Ekspert o decyzji EBC

22.01.2015 (ISBnews) – Europejski Bank Centralny (EBC) poszerzy skup aktywów do wartości 60 mld euro miesięcznie, poinformował bank w komunikacie. EBC włączy do programu skup obligacji rządów i instytucji europejskich „Rada Prezesów Europejskiego Banku Centralnego ogłosiła dziś poszerzony program skupu aktywów. Mając na celu wypełnienie funkcji stabilizacji cen, w ramach programu EBC będzie, oprócz prowadzonych już programów skupu aktywów sektora prywatnego, nabywać także obligacje rządowe, aby zredukować ryzyko zbyt długo trwającego okresu niskiej inflacji” – czytamy w komunikacie. Łączne miesięcznie kwoty nabycia wynosić będą 60 miliardów euro. Program będzie prowadzony przynajmniej do września 2016 lub do czasu, kiedy Rada Prezesów zaobserwuje trwałą korektę ścieżki inflacyjnej spójnej z celem jakim jest średniookresowa inflacja blisko, lecz poniżej, 2%. (ISBnews)

…Dziś w strefie euro notowana jest deflacja na poziomie 0,2 procent. Według części ekonomistów, spadek cen może być groźny dla perspektyw wzrostu gospodarki.

Nowy program zastąpi również obecnie funkcjonujące programy wsparcia krajów strefy euro, zagrożonych bankructwem, ale skup obligacji Grecji czy Portugalii będzie obostrzony dodatkowymi kryteriami.

Po decyzji, kurs euro spadł wobec głównych walut. Wobec dolara o pół procent. Umocnił się także złoty polski.

EBC poinformował dziś także o utrzymaniu podstawowej stopy procentowej na niezmienionym poziomie 0,05 procent.

IAR/łp/magos

22.01.2015 (IAR) – …Analityk biura maklerskiego TMS, Bartosz Sawicki zwraca uwagę, że program pomoże zwiększyć popyt i zapewnić dostęp do taniego kredytu. Skorzystają na nim między innymi mocno zadłużone Włochy, które będą mogły taniej pożyczać pieniądze. Skup aktywów osłabi też wspólną walutę, a to, według eksperta, przełoży się na większą konkurencyjność produkcji na Starym Kontynencie. Nie znaczy to jednak, że Europa pożegna się z deflacją czyli spadkami cen. Tutaj decydującym czynnikiem, według Bartosza Sawickiego, są taniejące surowce.

Zdaniem rozmówcy IAR program skupu obligacji ogłoszony przez Europejski Bank Centralny Może nieco zaskakiwać. Bartosz Sawicki wskazuje na możliwość uczestnictwa w programie, od połowy roku, greckiego długu. Wcześniej nie brano tego pod uwagę. Drugą ważną sprawą jest podział ryzyka niewypłacalności. 20 procent długu będzie gwarantowane na skalę całej unii walutowej.

Spokojnie, przynajmniej na razie mogą spać ci, którzy zaciągnęli kredyt w szwajcarskiej walucie. Euro traci zarówno do franka, jak i do złotówki. Wzajemny kurs tych ostatnich walut jest stabilny.

EBC zacznie skupować obligacje kraje strefy euro w marcu. Autorzy planu mają nadzieję, że napędzi to ospałą koniunkturę eurolandu, a także doprowadzi do wzrostu inflacji, która była w ostatnich miesiącach niebezpiecznie niska.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze/jj

podobne: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. oraz: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego.

…no i proszę jak się boją deflacji… A przecież spadek cen to ewidentna korzyść dla zwykłych ludzi, no i poza tym jest to konsekwencja dobijania gospodarki Europy, którą postanowiono właśnie dobić jeszcze bardziej… I czy przypadkiem nie mówiono już nam że kryzys został zażegnany a z gospodarką Europy wszystko jest w porządku? 🙂

Komentarz cynika9…

„Wiadomo teraz czego się Szwajcarzy obawiali

ECB wyszedł w końcu z programem druku papieru do oporu… Linię oporu wyznaczono daleko,  we wrześniu 2016,  po czym linia oporu będzie najpewniej  przesuwana dalej i dalej.   To jest,  o ile przynajmniej strefa euro nie rozpadnie się wcześniej.

Druk pieniędzy w strefie euro ma postać skupywania obligacji i innych krajowych instrumentów przez krajowe banki centralne,  a więc nie bezpośrednio przez ECB. Ma to nie dopuścić zbyt wcześnie do rozruchów ulicznych pytań Niemców z jakiej paki ich Bundesbank miałby niby skupywać scheiss papiery dłużne południowych bankrutów. Forsy na to nadrukują wystarczająco – €60 miliardów miesięcznie. To razy 18 miesięcy (początek w marcu) daje razem okrągłą sumę €1.1 biliona. Jest to po wyższej stronie przewidywań rynkowych.

Gdyby tak to wszystko rozrzucić z helikoptera raz a dobrze to przynajmniej wszyscy by mogli zaznać błogiego uczucia brodzenia w banknotach €500 po kostki. Tyle rzeczy by to rozwiązało! Wystarczyłoby trochę pozamiatać i już odłożone na emeryturę… 😉  Hipoteka na mieszkanie?  Niepotrzebna,  pozbierać z trawnika.  Nowy samochód?  Idem.  A tak pierwsza do wodopoju będzie jak zwykle banksterka i hedge funds które załadowały się w tańszy dług euro bankrutów przewidując że ECB go w końcu odkupi.   Teraz pozbędą się go po absurdalnie wysokich cenach  otrzymując w zamian „liquidity” do ręki.    Gdzie się podzieje ta liquidity?

Na giełdy by! Europejskie giełdy mogą mieć teraz run porównywalny z giełdami USA w czasie tamtejszego QE.  Startują jednak już z wysokiego poziomu,  nie tak jak za oceanem 4 lata temu.  Nigdy jeszcze jednak poziom giełd nie był tak wysoki aby nie mógł być jeszcze wyższy.  Tym bardziej że po niezłym 2013 zeszły rok w Europie był trochę skromniejszy.  Goniąc uciekające w górę akcje europejski inwestor będzie musiał tylko uważać  żeby nie wyjść na tym jak disneyowski pies Pluto na zakręcie. Pluto goni jak burza, aż się orientuje że w zasadzie stoi w miejscu. Kiedy popatrzy w dół co się dzieje  spada od razu w przepaść bo się nie wyrobił na zakręcie a nie zorientował się że nie ma gruntu pod nogami. Efektu gonienia i stania w miejscu jednocześnie dostarczyć mogą giełdy rosnąc w euro które jednak spada jak cegła w wodzie w stosunku do dolara i CHF.

Na efekt spadania przyjdzie czas później.”

źródło: dwagrosze.com

…póki co rynki finansowe będą dyskontować efekt luzowania, gdyż FED został „godnie” zastąpiony. A gdy już ci co „stoją za wszystkim” wymienią dostateczną ilość nic niewartego papieru (na tzw. górce) na prawdziwą własność to świat nawiedzi prawdziwy kryzys… Kiedy to nastąpi nie warto nawet spekulować, ważne że wiemy już dziś jak to się skończy, bo że się kiedyś skończy jest pewne „jak w banku” 😉 …Odys

Wojny walutowe wkraczają na nowy poziom
TMS Brokers – Biznes 23 Sty 2015, 16:55
Kontynuowana wyprzedaż euro w piątek musi wywoływać uśmiech na twarzy Mario Draghiego. Zapowiedziany wczoraj program skupu aktywów na kwotę co najmniej 1,1 bln euro spełnia swój główny cel. ECB nie ma co liczyć na efekty podobne do tych, jakie przyniosło luzowanie ilościowe Fed. W USA skup obligacji skarbowych miał poprawić warunki finansowania dla przedsiębiorstw poprzez zawężenie spreadów kredytowych, a także podbicie wyceny na rynku akcji. W Europie ten kanał będzie mniej skuteczny dla ożywienia gospodarczego, gdyż przedsiębiorstwa europejskie w mniejszym stopniu polegają na finansowaniu długiem (dominuje kredyt bankowy), a indeksy giełdowe są relatywnie wysoko. Jedyna droga, jaka została Europejskiemu Bankowi Centralnemu, to deprecjacja waluty, by podnieść konkurencyjność europejskiego eksportu i importować inflację.

Jednakże deflacja i gasnący wzrost gospodarczy to nie tylko problemy strefy euro. Dla gospodarek silnie powiązanych handlowo z Eurolandem aprecjacja ich walut względem euro nie będzie łatwo tolerowanym zjawiskiem. Narodowy Bank Szwajcarii wprawdzie poddał obronę minimalnego kursu wymiany euro za franka, ale stara się zatrzymać aprecjację swojej waluty poprzez ujemne stopy procentowe i naszym zdaniem nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Bank centralny Danii dwukrotnie w tym tygodniu obniżył główną stopę procentową do -0,35 proc., by zmniejszyć presję wywieraną na usztywniony kurs EUR/DKK. Następne w kolejności są Riksbank i Norges Bank. Ten pierwszy już w lutym może sprowadzić koszt pieniądza poniżej zera, a nawet pokusić się o własne QE. Norges Bank ma większe pole do działania z główną stopą na 1,25 proc. Rośnie też presja na Radę Polityki Pieniężnej, choć ostatnio przeszkodą dla dalszego luzowania stały się obawy o negatywny wpływ na złotego i niepogorszenie sytuacji kredytobiorców w CHF. Podsumowując, wojny walutowe wkraczają na nowy poziom.

NADCHODZĄCY TYDZIEŃ: NIEZŁOMNY FED

W przyszłym tygodniu posiedzenie FOMC (wt-śr) jest kluczowym wydarzeniem. W komunikacie po zebraniu (brak konferencji prasowej) oczekujemy podtrzymania dotychczasowych założeń polityki pieniężnej Fed, co wesprze nasze przekonanie o starcie podwyżek stóp procentowych w czerwcu. Rynek stopy procentowej pozostaje bardziej gołębi, więc jastrzębi komunikat powinien przełożyć się na wzmocnienie USD. Wśród danych poznamy pierwszy odczyt PKB za IV kwartał (pt), gdzie powinniśmy otrzymać potwierdzenie solidnego ożywienia na poziomie 3,2 proc.

W Europie główną uwagę skupi wynik greckich wyborów parlamentarnych (nd). Wygrana Syrizy (ale bez bezwzględnej większości) będzie odebrana jako neutralna dla sentymentu rynkowego i w niewielkim stopniu negatywne dla euro. Unijna waluta będzie pozostawać jeszcze w szoku po decyzji ECB o QE, a EUR/USD (EURUSD,1.12105 -1.39%, News) pozostaje narażony na upłynnianie krótkich pozycji („kupuj plotki, sprzedawaj fakty” na jastrzębiości FOMC także stanowi ryzyko). Dane z Eurolandu (Ifo, podaż pieniądza, HICP) po uruchomieniu QE tracą na istotności.

Z Wielkiej Brytanii otrzymamy pierwszy szacunek PKB za IV kwartał (wt), jednak przy całym pesymizmie uwzględnionym w wycenie funta, nawet odczyt zgodny z prognozą (2,8 proc. r/r) może wystarczyć, by podbić GBP. Wokół PKB z Kanady za listopad (pt) większe są szanse na negatywne zaskoczenia, a ujemny odczyt (prog. 0,1 proc. m/m) z pewnością pociągnie CAD w dół. Na Antypodach najważniejszą publikacją będzie CPI z Australii za IV kw. (śr) i potwierdzenie słabnącej presji cenowej umocni oczekiwania na cięcie stóp procentowych przez RBA, podtrzymując sprzedaż AUD. Po tym, jak po niespodziewanym cieciu ze strony banku kanady rynek zwiększył oczekiwania na obniżkę stóp procentowych w Nowej Zelandii, bardziej stonowany komentarz z RBNZ powinien wpłynąć na relatywną siłę NZD względem AUD. W Polsce GUS poda ostatnią porcję danych za grudzień (sprzedaż detaliczna, stopa bezrobocia) oraz wstępny szacunek PKB za cały 2014 r. (wszystko we wtorek). Dane o dynamice mogą mieć wpływ na złotego, jeśli wyraźnie będą odbiegać od konsensusu (3,3 proc.). Poza tym klimat wokół złotego jest pozytywny i EUR/PLN (EURPLN, 4.20078 -1.25%, News) powinien osuwać się w stronę testu 4,20.

(Konrad Białas – DM TMS Brokers SA)

podobne: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie. oraz: Globalna gospodarka jedzie na niskim biegu. MFW o świecie i o Polsce. i to: OECD tnie prognozy gospodarcze (dla strefy euro o 1/3). a także: Długi krajów rozwiniętych na historycznym poziomie a G20 wzywa USA do pilnego podniesienia limitu zadłużenia. polecam również: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.

Michał Dziekan - down down down

Michał Dziekan – down down down

Narodowy Bank Szwajcarii uwolnił Franka. NBP robi dobrą minę do złej gry. Ratunkiem dla frankowiczów może być sąd, albo upadłość. Komentarz Tradera21 (o potencjalnym dodruku przez ECB)


1. Frank szwajcarski do górySzwajcaria: Narodowy Bank o swej decyzji zniesienia minimalnego kursu euro.

15.01.2015 (IAR) – Ciężkie chwile dla posiadaczy kredytów we frankach szwajcarskich. Gwałtowna zwyżka kursu waluty Helwetów dotknie 700 tysięcy osób, które zdecydowały się na pożyczkę w tej walucie. Po tym jak Bank centralny Szwajcarii zniósł minimalny kurs wymiany franka do euro, jego wartość poszybowała.

Przed godziną 15.00 w stosunku do złotego wzrost wyniósł ponad 17 procent. To 4,17 zł za franka. Nieco mniej, bo o ponad 16 procent ta waluta wzmocniła się do euro. Kosztuje 97 centów. Najmniej do dolara – o prawie 16 procent. 1 frank to w tej chwili 1 dolar i 14 centów.

Aprecjacja franka doprowadziła do spadków akcji szwajcarskich firm. Indeks giełdy w Zurychu tracił rano ponad 12 procent, po południu już mniej – 9 procent.

Wzrost kursu franka wobec euro jest nieprzyjemną niespodzianką dla przedsiębiorstw szwajcarskich eksportujących swoje wyroby. Mogą stać się one niekonkurencyjne.

Poza spadkami na giełdzie szwajcarskiej drogi frank może niekorzystnie wpłynąć też na sektor turystyczny. Ceny w ośrodkach sportów zimowych dla klienteli ze strefy euro mogą drastycznie wzrosnąć. Może to doprowadzić do odpływu turystów już teraz w szczycie sezonu narciarskiego.

Minimalny kurs wymiany franka Szwajcaria wprowadziła we wrześniu 2011 roku. Bank Centralny uzasadniał to tym, że wysoka wartość waluty jest zagrożeniem dla gospodarki. Kurs wymiany ustalono wówczas na 1,20 franka.

Narodowy Bank Szwajcarii obciął też stopy procentowe do poziomu minus 0,75 procent. Oznacza to, że banki chcące zdeponować swoje środki w banku centralnym będą mu za to płacić.

Gwałtowny wzrost kursu franka znów wywołuje dyskusję wśród polityków, chcących metodami administracyjnymi wesprzeć kredytobiorców. Wicepremier Janusz Piechociński zapowiedział, że w tej sprawie spotka się z prezesem NBP i członkami Rady Polityki Pieniężnej. Zapytany o termin, odpowiedział, że chciałby, aby do spotkania doszło jak najszybciej. Ma też o tym rozmawiać później z ministrem finansów.

Tymczasem NBP nie ma zbyt dużego manewru, by wzmocnić polską walutę. Polskę wciąż dotyka deflacja, która daje argumenty za zmniejszaniem stóp procentowych, a nie ich zwiększaniem.

Życie z drogim frankiem może potrwać. Analityk biura maklerskiego TMS, Bartosz Sawicki podkreśla, że przez dłuższy czas jego cena będzie wynosić powyżej 4 złotych. Według eksperta cena szwajcarskiej waluty nie powinna powrócić do notowanych dziś rekordowych poziomów, około 5 złotych. W długim terminie, obniżenie stóp procentowych do minus 0,75 procent spowoduje, że kurs wobec głównych walut będzie się osłabiał. Zdaniem analityka jest to jednak marne pocieszenie dla tych, którzy zaciągali kredyt we frankach płacąc za nie połowę mniej niż obecnie.

Z kolei główny ekonomista banku PKO BP Piotr Bujak powiedział w Polskim Radiu 24, że kredyty we frankach mocno zdrożeją. Osobom zadłużonym radzi jednak, żeby nie wpadali w panikę, bo pierwsze reakcje rynków często są przesadzone i możliwe, że za kilka dni sytuacja nieco się uspokoi.

Ekspert dodał, że jeśli umocnienie franka okaże się długotrwałe, będzie to poważny problem dla całej gospodarki, zwłaszcza dla banków, które udzielały kredytów w tej walucie.

Piotr Bujak nie sądzi jednak, że obecna sytuacja poważnie zachwieje sytuacją finansową polskich banków. Ekspert jest za to przekonany, że umocnienie franka skutecznie zniechęci Radę Polityki Pieniężnej do obniżania stóp procentowych, w obawie przed dalszym osłabieniem złotego.

Główny analityk Centrum Finansów Aviva Paweł Majtkowski radzi, by dać sobie trochę czasu na uspokojenie sytuacji. Tym bardziej, że dla szwajcarskiej gospodarki tak nagłe umocnienie waluty nie jest dobre. Spada bowiem konkurencyjność gospodarki Szwajcarii, a wzrasta cena eksportowanych przez nią towarów. Zdaniem Majtkowskiego, jeśli jednak obecny kurs utrzyma się przez dłuższy czas, warto by zastanowić się nad tym jak pomóc tym, którzy wzięli kredyty we frankach.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/łp/mitro/

15.01.2015 (IAR) – Euro kosztuje poniżej jednego franka, na wartości traci szwajcarska giełda – Szwajcaria odczuwa pierwsze konsekwencje decyzji Narodowego Banku o zniesieniu minimalnego kursu euro.

Utrzymanie stałego kursu euro w stosunku do franka nie jest więcej potrzebne – argumentował podczas konferencji prasowej Thomas Jordan, szef Narodowego Banku Szwajcarii. Sytuacja ekonomiczna jest tak dobra, że euro nie musi być więcej chronione – twierdzi SNB (Narodowy Bank Szwajcarii). Dotychczas kurs euro był sztucznie utrzymywany przez Narodowy Bank Szwajcarii na stałym poziomie – 1,20. „Nie ma sensu, z powodów ekonomicznych, prowadzić dalej bezsensownej polityki” – tłumaczył prezes Narodowego Banku. „Nie mamy wpływu na rynki międzynarodowe, dlatego wycofanie się było lepsze” – zapewnił.

Od rana, kiedy decyzja ta została ogłoszona, zanotowano znaczny spadek wartości euro, które kosztuje teraz poniżej jednego franka. Szwajcarska giełda straciła już 12 %.

Na tej decyzji zyskają przede wszystkim obywatele Szwajcarii kupujący za granicą – będzie nawet o 20% taniej. Szczególnie zyskają centra hadlowe blisko szwajcarskiej granicy, np. w Niemczach, i firmy eksportowe. Zdaniem ekspertów, straci na tym sam Narodowy Bank Szwajcarii, który od wielu miesięcy gromadził obcą walutę, przede wszystkim właśnie w euro.

Prezes Narodowego Banku Szwajcarii zapewnia, że SNB cały czas obserwuje rynki walutowe i jeśli będzie to konieczne, ponownie może wprowadzić limit ceny euro. Ma on jednak nadzieję, że rynek się ustabilizuje i nie będzie to więcej konieczne.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Krystyna Nurczyk/em/

2. T. Sadlik: Ratunkiem dla frankowiczów może być sąd.

15.01.2015 (IAR) – Ratunkiem dla frankowiczów może być sąd – twierdzi w rozmowie z IAR Tomasz Sadlik – założyciel stowarzyszenia „Pro Futuris” działającego na rzecz osób poszkodowanych przez banki. Jego zdaniem decyzja szwajcarskiego banku jest katastrofalna dla osób, które spłacają kredyt we frankach. „Raty ponownie wzrosną, ale trzeba walczyć o swoje” zaznacza Tomasz Sadlik.

„Jedynym ratunkiem jest sąd. Trzeba pamiętać, że większość naszych umów została zawarta z naruszeniem praw konsumenta. Pamiętajmy, że Komisja Nadzoru Finansowego w 2007 roku ostrzegała przed znaczącym ryzykiem kursowym, a nas informowano, że to jest fikcja i że frank szwajcarski jest stabilny i nie ma mowy o żadnym ryzyku” – mówi Tomasz Sadlik. Przypomina, że zmiana kursu franka, a przez to wzrost rat dotknie 700 tysięcy Polaków, którzy zaciągnęli kredyty we frankach. „Trzeba pamiętać o tym, że jest nowa ustawa o upadłości konsumenckiej i część ludzi ucieknie w upadłość, a ci którzy uznają nasze racje, powinni jak najszybciej udać się do sądu” – radzi. Przeciwko bankom przygotowanych jest już dziesięć pozwów zbiorowych, trzy zostały złożone, a w jednym przypadku sąd przyznał już rację kredytobiorcom.

Zdaniem założyciela stowarzyszenia „Pro Futuris”, polski rząd powinien rozpocząć negocjacje ze Związkiem Banków Polskich dotyczące zmian umów kredytowych i w ten sposób pomóc frankowiczom. Krakowianin Tomasz Sadlik pierwszy w Polsce pozwał bank za kredyt we frankach i doprowadził do rozpoczęcia procesu. Pozwał Raiffeisen Bank za udzielenie mu kredytu hipotecznego w obcej walucie. Jego zdaniem było to oszustwo, bo pracownica banku nie poinformowała go rzetelnie o zasadach zaciągnięcia kredytu. Tłumacz z Krakowa po kilku latach spłacania, musi oddać bankowi dwa razy większą kwotę niż pożyczył.

Szwajcarski Bank Centralny zrezygnował ze sztywnego kursu franka do euro. Dziś rano frank kosztował średnio 3 złote 54 i grosze. Po informacjach ze Szwajcarii kurs wymiany radykalnie wzrósł, w szczytowym momencie osiągając 5 złotych 14 groszy. Po godzinie 13 za jednego franka trzeba zapłacić nieco ponad 4 złote i 30 groszy.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Pawlica/ab

źródło: stooq.pl

3. Podpisana przez prezydenta nowelizacja ustawy o prawie upadłościowym i naprawczym, wchodzi w życie w grudniu. Da ona szansę by zadłużeni kredytami mieszkaniowymi mogli stanąć na nogi…

„…Szokuje fakt, że z ryzyka, jakie niosą za sobą kredyty hipoteczne w obcej walucie, instytucje nadzorujące zdawały sobie sprawę już od 2006 r., a może i wcześniej. Maciej Krzysztoszek z biura prasowego KNF w odpowiedzi na pytanie, czy instytucja nie za późno wprowadziła obostrzenia wobec banków, cytuje fragment Rekomendacji S, z którego wynika, że już w 2006 r. KNF rekomendowała bankom oferowanie produktów kredytowych w złotych.

Z kolejnego jej fragmentu wynika, że „bank może złożyć klientowi ofertę kredytu, pożyczki lub innego produktu w walucie obcej lub indeksowanego do waluty obcej dopiero po uzyskaniu od klienta banku pisemnego oświadczenia, potwierdzającego, że dokonał on wyboru oferty w walucie obcej lub indeksowanej do waluty obcej, mając pełną świadomość ryzyka związanego z kredytami, pożyczkami i innymi produktami zaciąganymi w walucie obcej lub indeksowanymi do waluty obcej”.

Stanowisko KNF chętnie komentuje Tomasz Sadlik, który we wrześniu tego roku zorganizował pikietę pod siedzibą instytucji w Warszawie, chcąc zwrócić uwagę na bezskuteczność działań Komisji wobec banków. Sadlik uważa, że stanowcze zapisy Rekomendacji S zaczęły obowiązywać zbyt późno, bo dopiero w 2014 r.

– Komisja wydawała zalecenia, których banki nie spełniały. Dostrzegała „zagrożenia i nieprawidłowości” i nic z tym nie robiła – mówi Sadlik.

Komisja w raporcie z 2007 r. zawarła ostrzeżenie, że wzrost kursu franka do złotego może przekroczyć 50 proc. i że istnieje znaczne ryzyko wzrostu stóp procentowych. Raport ten trafił do banków w 2008 r., ale klientów o możliwym ryzyku nikt nie poinformował. KNF odpowiada, że dokument był udostępniony publicznie, a wszyscy zainteresowani mogli go pobrać ze strony internetowej instytucji. – Jak mogłem trafić na coś, o czym nie wiedziałem, że istnieje? – pyta Sadlik.

Z windykatorem będzie im lepiej

– W mojej ocenie problem kredytów hipotecznych we frankach jest zarówno przez Związek Banków Polskich, jak i Komisję Nadzoru Finansowego oficjalnie bagatelizowany. Fakt, iż kredytobiorcy spłacają aktualnie zobowiązania kredytowe nie oznacza, iż będzie tak nadal. Za chwilę znaczna część z nich może już nie mieć takich możliwości. Takie sytuacje są nam sygnalizowane. Wielokrotnie zwracałam uwagę, że kredyty walutowe to bomba z opóźnionym zapłonem. Pomijam już fakt, jak zachowanie ww. instytucji, jak i samych banków wpływa na poziom zaufania wobec systemu bankowego i instytucji finansowych w Polsce. – alarmuje mecenas Śmigielska i dodaje, że najbardziej zaangażowany w akcję kredytową we frankach Getin Noble Bank całkiem niedawno sprzedał pakiet wierzytelności wart 710 mln zł, w większości z tytułu złych kredytów walutowych, funduszowi inwestycyjnemu Kruka za 260 mln zł. Rzecznik banku Wojciech Sury, zapytany, czy nie można było najpierw spróbować renegocjować umowy z klientami, stawia sprawę jasno: „Decyzja o sprzedaży portfela wierzytelności jest ostatnim etapem działań banku w zakresie odzyskania powierzonych Klientowi środków. Następuje ona po nieskutecznych negocjacjach i restrukturyzacji zadłużenia, najczęściej na etapie windykacji komorniczej lub po jej bezskutecznym zakończeniu. Wbrew prezentowanej opinii, sytuacja ta może być korzystna dla Klientów. Firmy windykacyjne ze względu na inne regulacje prawne niż te, które obowiązują banki, są zazwyczaj bardziej elastyczne w zakresie negocjacji z wierzycielami”.

Specyficzne podejście do klientów w Getin Noble Bank obrazuje także historia pani Aleksandry (imię zmienione – przyp. autorki) z Warszawy. W 2011 r. kobieta skorzystała z oferty przeniesienia do nich kredytu mieszkaniowego. Bank zaoferował jej niższą ratę i dodatkowe środki na spłatę innych, mniejszych pożyczek. Produkt „Rata o pół w dół” miał zapewnić pani Aleksandrze spokój finansowy. Jak mówi, dopiero gdy otrzymała list z harmonogramem spłaty rat, okazało się, że po okresie promocji, rata wzrośnie dwukrotnie, z 1900 do ponad 4 tys. zł. Do tego, by dostać kredyt, musiała skorzystać z zakupu produktu krytykowanego między innymi przez KNF i Federację Konsumentów – tzw. polisolokaty.

„Mój kredyt jest gorszy od kredytów walutowych i powoduje ciągły proces utraty majątku. Rata zabiera mi 150 proc. dochodów, co jest niezgodne z Rekomendacją S wydaną przez KNF” – tłumaczy kobieta.

Dotychczas próbowała szukać pomocy u posłów, w instytucjach nadzorujących banki, u rzecznika praw konsumentów i Rzecznika Praw Obywatelskich. Bez skutku. Złożyła także do sądu zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez bank. Kolejne instancje oddalają jej powództwo.

Szukając ratunku

W opinii prof. Dariusza Gątarka, analityka UniCredit Bank w Monachium, problem kredytów walutowych powinien zostać rozwiązany w sposób systemowy. Nie należy go zostawiać do indywidualnych rozstrzygnięć między bankami a klientami, bo stworzy to szkodliwą sytuację asymetrii, w której banki będą wykorzystywać swoją oczywistą przewagę. „Należałoby powierzyć ekspertom obliczenie akceptowalnego poziomu strat, dajmy na to 20 proc. powyżej kosztu kredytu, jaki ponieśli kredytobiorcy złotówkowi. Parytet tych strat winien zostać rozdzielony miedzy bankami a skarbem państwa, dajmy na to 50 na 50 proc., a na koniec rozwiązanie powinny autoryzować ZBP, KNF, banki i Ministerstwo Finansów” – kreśli możliwy scenariusz prof. Gątarek.

Inne rozwiązanie widzi Tomasz Sadlik, który uważa, że to banki powinny same wyjść z propozycją renegocjacji umów z klientami, którzy wpadli w pułapkę ryzyka walutowego. Na przykładzie Sadlika widać, że jeśli banki nie staną się bardziej elastyczne w podejściu do „frankowiczów”, ci będą zakładać kolejne stowarzyszenia i składać do sądów grupowe pozwy – tylko w tym roku wpłynęło ich już ponad pięć, w Warszawie, Krakowie i Łodzi.

Zaogniającą się sytuację może zmienić podpisana przez prezydenta nowelizacja ustawy o prawie upadłościowym i naprawczym, która ma wejść w życie w grudniu. Martwe prawo dotyczące upadłości konsumenckiej, z którego na 2375 złożonych w ostatnich pięciu latach wniosków, skorzystało jedynie 87 osób, ma zostać ożywione. Dzięki niemu zadłużeni kredytami mieszkaniowymi dostaną szansę, by zacząć od nowa. „Konsument będzie mógł ogłosić upadłość, jeżeli nie popadł w stan niewypłacalności ze swojej winy lub w wyniku rażącego niedbalstwa. A i tu ustawodawca pozostawił „furtkę” sędziemu, który będzie mógł z uwagi na względy słuszności postanowić o ogłoszeniu upadłości wobec takiej osoby. Skrócony także został do 36 miesięcy termin, przez który upadły jest zobowiązany dokonywać spłat zobowiązań włączonych na listę wierzytelności. Do tej pory było to 5 lat. Sąd może także umorzyć zobowiązania bez ustalania planu spłat. W przypadku sprzedaży mieszkania, w którym dłużnik zamieszkuje, zwiększono także do 12-24 miesięcy okres, na jaki wydziela się upadłemu ze sprzedaży tego mieszkania kwotę na czynsz. To także pomoże konsumentowi szybciej „stanąć na nogi”” – tłumaczy Izabela Dąbrowska-Antoniak z Federacji Konsumentów.

„Frankowicze” żartują, że kiedy tylko nowe prawo wejdzie w życie, banki na pewno zrobią wszystko, by zatrzymać ich u siebie. Szkoda tylko, że żadna z instytucji sprawujących nadzór, nie była w stanie ich do tego zachęcić wcześniej, zanim kartą przetargową stało się słowo „ostateczność”.

Sandra Borowiecka

całość tu: interia.pl

podobne: Cisza przed burzą. Toksyczne aktywa w systemach bankowych Polski i Hiszpanii. Przestajemy płacić kredyty mieszkaniowe. „Troika” wróciła do Hiszpanii. oraz: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in”

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

…Już się pojawiają bezczelne głosy roszczeniowców – którzy zamiast brać kredyt (skoro już po niego sięgnęli) w walucie w której zarabiają (to jedna ze złotych zasad jaką powinien kierować się kredytobiorca skoro już chce się uwiązać kredytem czasem na 1/3 swojego życia!) połasili się na coś o czym zielonego pojęcia nie mieli – o sfinansowanie im RYZYKA na które się SAMI zgodzili, i o którym zostali poinformowani podpisując umowę kredytową…

Wielu się tłumaczy że nie wiedziało na co się godzi, albo że zostali celowo wprowadzeni w błąd. Tylko jak człowiek myślący, podpisujący taką umowę (daleko poważniejszą od kredytu konsumpcyjnego) może nie sprawdzić wcześniej SAMODZIELNIE tego na co się godzi, albo chociaż poradzić się kogoś innego jak bankiera, który nie ma interesu mówić o wszystkim a nawet jak powie to może manipulować informacją. Żeby tak chociaż jeden z drugim prześledził wykres kursu walutowego, jak potrafi się on zmieniać na przestrzeni kilkunastu lub kilkudziesięciu lat (nie tylko na korzyść kredytobiorcy!), to może podjąłby inną decyzję, ale nieeee… A teraz ratujta i zrzucajta się na moje mieszkanko, bo chciałem przechytrzyć papierowy pieniądz… Mam nadzieję że ten złodziejki rząd nie ugnie się przed presją ludzi podobnie do niego nieodpowiedzialnych.

Słówko do tych którzy uważają że to co zrobił Orban z kredytami na Węgrzech to „pomoc państwa”… Przypominam że rząd (ŻADEN!) nie ma własnych pieniędzy… Koszta tych co byli na tyle nierozsądni by brać kredyty w walucie innej niż sami zarabiają, pokryje cała reszta obywateli a wśród nich nawet ci którzy żadnych kredytów nie mają i nawet im przez głowę nie przeszło żeby jakiś mieć 🙂 Głupota ludzka nie zna granic a „pomoc państwa” zalicza się do niej na pierwszym miejscu. Stąd najtrafniejszy komentarz i cała prawda o „państwowej pomocy” w takich przypadkach brzmi tak: „Jeżeli zamieniono franki na forinty po kursie rynkowym przy znacznie wyższym przeliczniku niż początkowy tzn, że wartość kwoty głównej kredytu i raty kapitałowej jest wyższa . Jeżeli tak, to znaczy, że przy obecnym oprocentowaniu forinta rata odsetkowa też będzie wyższa. Zatem rata kapitałowo odsetkowa też musi być wyższa, a nie niższa. Coś jest nie tak. Z kolei podana kwota 9 mld euro sugeruj , że Orban pokrył straty ż…wskich banków i wykupił zagrożone kredyty. Oni dostali kasę z całym zyskiem od razu, a teraz niech on się martwi co z tym będzie. Wygląda to na dofinansowanie tych oszustów, aby tylko dali ludziom spokój. Oczywiście za pieniądze publiczne”Analfabetyzm ekonomiczny zbiera w społeczeństwie straszne żniwo – tak czy siak zarabiają banki, a prawo które pozwala na tego rodzaju „dile” rządów z bankami też o czymś świadczy.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Pamiętajcie ludzie że sami jesteście sobie winni, nie wymagajcie więc teraz żeby inni płacili za waszą pazerność. To jest raz że niemoralne, a dwa przyczynia się do zubożenia wszystkich którzy nie mają obowiązku ponosić odpowiedzialności za czyjąś nieodpowiedzialność. Uczcie się liczyć sami! Nie ufajcie bankom a najlepiej nie bierzcie kredytów skoro was na nie nie stać. Jak sami nie zaczniecie traktować siebie i swoich pieniędzy poważnie, to żaden KNF czy „państwo” was nie obroni, bo ten system nie po to powstał by pilnować waszego interesu – inaczej by go pilnował a tak nie jest! Czasami aż słów brakuje na określenie człowieka, który uważa że jego prywatnych spraw finansowych powinien pilnować rząd…

Mając na uwadze, że spora część „cwaniaków” co to zaczęli przegrywać swój zakład z rynkiem to posłowie, poślinki i masa urzędasów, to można się spodziewać że (nie)rząd będzie chciał pomóc „ratować” zagrożone podwyższonymi kosztami kredytu towarzystwo… (Odys)

Pisze Trader21:

„…Aby zrozumieć dokładnie co się stało wrócę na chwile do roku 2011, kiedy to postanowiono sztywno powiązać franka z euro. Praktycznie przez cały rok 2010 mieliśmy do czynienia z problemami w strefie euro. Grecja praktycznie zbankrutowała. Pojawiały się głosy, iż kraj ten może w pośpiechu porzucić wspólną walutę, ogłosić bankructwo i powrócić do zdewaluowanej drachmy.

W USA nie było lepiej. Problemy z 2008 zostały odsunięte w czasie w efekcie bezprecedensowego dodruku dolarów, przekazanych w prezencie zbankrutowanym bankom. Japonia borykała się z recesją, a w Chinach zaczynała pękać bańka na rynku nieruchomości.

Globalny kapitał szukał bezpiecznej przystani. Funkcję taką przez lata sprawował frank szwajcarski. Kapitał zaczął napływać do Szwajcarii praktycznie z całego świata, w szczególności ze strefy euro. Ogromny popyt na franka sprawił, iż zaczął on gwałtownie drożeć względem innych walut. Nagle w obawie o „losy eksporterów” szwajcarski bank centralny zdecydował, iż zacznie „dodrukowywać” franków i skupować za nie euro. Sztucznie wygenerowana nadpodaż franków oraz zwiększony popyt na pozostałe waluty miał ustabilizować kurs franka i utrzymać go na poziomie 1,2 w stosunku do euro.

Po krótkim okresie niepewności kurs udało się ostatecznie ustabilizować. W całym procesie sztucznego osłabiania franka tak naprawdę nie chodziło o eksporterów, ale o utrzymanie kursów wszystkich najważniejszych walut na podobnych poziomach. Dzięki temu tworzona była iluzja stabilizacji na rynkach walutowych. Ostatecznie ceny franka, dolara Singapuru, czy złota bijące w stratosferę obnażyłyby problemy euro, dolara, czy innych papierowych waluty niszczonych dodrukiem w imię ratowania systemu.

Obecna sytuacja

Przez 3 lata jednak sytuacja gospodarcza na świecie nie specjalnie się zmieniła. Problemy strefy euro pogłębiły się. Bezrobocie oraz dług w relacji do PKB znacznie wzrosły. Praktycznie każdy kraj EU zmaga się z ogromnym deficytem. Grecja ponownie zaczęła domagać się redukcji długów. Poważnie rozważa opuszczenie strefy euro. W samym procesie nie chodzi absolutnie o małą Grecję, odpowiadającą za 3% PKB, ale o ustanowienie precedensu oraz o straty wynikające z niespłacalnych długów.

Gdyby Grecja wyszła ze strefy euro zapoczątkowałoby to reakcję łańcuchową. W ciągu tygodni Hiszpania, Włochy, Portugalia, Słowenia i być może Francja także porzuciłyby wspólną walutę. Co więcej, długi denominowane w euro nagle przestałyby być spłacane, na czym bardzo ucierpiałyby banki francuskie i niemieckie. Europejski Bank Centralny w takiej sytuacji najprawdopodobniej przystąpiłby do desperackiego ratowania systemu jedynym narzędziem jakie mu pozostało, czyli dodrukiem na bezprecedensową skalę. Taki ruch tylko dobiłby wspólną walutę.

Abstrahując od tego czy Grecja i inne kraje porzucą wspólną walutę, musimy zdać sobie sprawę z jednej rzeczy. Długi wielu krajów denominowane w euro są niespłacalne. Lata zerowych stóp procentowych doprowadziły do takiego rozpasania wszystkie rządy, że zadłużenie jest zbyt duże, żeby je uczciwie spłacić.

Aby zatem przeciwdziałać rozpadowi strefy euro, Europejski Bank Centralny nie będzie miał wyjścia i ostatecznie zacznie dodruk euro, pomimo ogromnych sprzeciwów ze strony Niemiec. Opór jest wyjątkowo silny, gdyż wielu Niemców doskonale zdaje sobie sprawę z dramatycznych konsekwencji dodruku.

Stajemy zatem w sytuacji, w której albo euro rozpadnie się pod ciężarem nadmiernego długu, albo dług się zdewaluuje w efekcie ogromnej inflacji wywołanej dodrukiem.

Szwajcarzy doskonale zdają sobie sprawę, że dni strefy euro są policzone i próbują odciąć się od strat wywołanych bezmyślnym skupem euro prowadzonym przez ostatnie 3 lata….

…To, co dziś stało się z ceną franka nie było absolutnie wypadkową jednej decyzji, ale reakcją na niszczenie głównych walut przez ostatnie kilka lat. Frank po prostu odreagował gwałtownym wzrostem trzy lata sztucznie utrzymywanej niskiej ceny…”

całość lektury do której zachęcam tu: independenttrader.pl

podobne: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów) i to: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą

…Nie jest zatem prawdą jaką przekrzykują się „eksperci” z telewizora, że „winę” za wzrost wartości Franka ponosi „przesadzona reakcja rynków”… Rynki doskonale wiedzą w jakim stanie znajduje się „strefa EURo”, ale nie tylko! bo tu chodzi również o pozostałe gospodarki krajów tworzących UE. Uwolniony kurs Franka szwajcarskiego – waluty kraju, który jeszcze nie tak dawno straszył referendum w sprawie zwiększenia rezerw złota o które być może za niedługi czas oprze swoją walutę – zweryfikował o brutalną RZECZYWISTOŚĆ walutę każdego jednego kraju, który utrzymuje się z rolowania długu – nieudolnej sztuczki próbującej przykryć prawdziwy stan poszczególnych gospodarek. Należy też pamiętać o tym że kraje BRICS również od jakiegoś czasu skupują z rynku złoto, by zabezpieczyć w razie czego własne waluty przed tym co nadchodzi. To tylko durna UE uważa że może papierem zatkać dziurę, jaką na własne życzenie wykopała pod sobą swoim niepohamowanym złodziejskim marnowaniem tego, co wcześniej zagrabiła swoim obywatelom zadłużając ich po uszy… (Odys)

PS. Życie na kredyt, czyli zjadanie przyszłości, to metoda, którą się obecnie stosuje, żeby sprzeczności [dużo korzyści i żadnych podatków] ze sobą pogodzić. Próbuje się osiągnąć niewielkie korzyści bieżące, ryzykując wielkie straty w przyszłości. Taki sposób postępowania przybliża widmo bankructwa, które kładzie kres kredytom. (F. Bastiat)

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”.


Zanim Państwo przeczytają dalej proponuję na początek materiał filmowy: Jacek Bartosiak – o sytuacji Polski i Świata w obliczu konfliktu USA – Chinyktóry trochę trwa ale obiecuję że nie będą się Państwo nudzić (o ile takie tematy jak alternatywna wersja historii kogoś rajcują 🙂 )

…a teraz równie ciekawa lektura, w zasadzie polemika wspomnianej w tytule „teorii spiskowej” autorstwa Piotra Siarki stojącej w kontrze (wręcz perfidnie 😉 ) do „zdrowo rozsądkowej” analizy Trader21…. do rzeczy:

„Na blogu Tradera 21 i w większości komentarzy pod artykułami przedstawiona jest teza, że w przyszłości nastąpi krach/reset światowej gospodarki, co w konsekwencji wywinduje ceny złota/srebra mocno w górę. Pytanie dlaczego więc, pomimo logicznych argumentów, tak się nie dzieje; a wręcz przeciwnie – ceny metali zjeżdżają w dół?

Wydaje mi się, że prowadzący bloga oraz większość czytelników popełnia kilka błędów. Pierwszy z nich polega na utożsamianiu posiadanej wiedzy z dziejową koniecznością. Czyli posiadanie przekonania o własnej racji (i to rozsądnie uzasadnionej) prowadzić powinno – zdaniem Tradera i innych – na rynkach do określonych zachowań (czytaj: do wzrostu cen metali). Jest to typowy błąd. 

Np. większość ludzi popełnia go przy zwalczaniu swoich nawyków. Ludzie mają różne problemy np. z alkoholizmem, paleniem papierosów. Większości ludzi wydaje się, że jak już ustalą przyczynę problemu, to sam fakt jego zrozumienia spowoduje jego pokonanie; np. skoro wiem że za dużo palę, to teraz łatwo rzucę palenie poprzez dozowanie papierosów. Nic z tych rzeczy. Sama wiedza człowieka nie pokona jego charakteru, bo charakter/nawyki są silniejsze od wiedzy.

Tak samo jest z wiedzą ekonomiczną. Co z tego, że wiem jak funkcjonuje świat gospodarki i jak powinien funkcjonować, skoro nie mam wpływu na jego (nie)racjonalne zachowania. Co z tego że wiem, iż spółka X jest świetna, perspektywiczna i tania, skoro inni nie mają tej świadomości i nie inwestują w nią – i w konsekwencji ponosimy straty na jej akcjach, pomimo iż obiektywnie powinniśmy odnieść finansowy sukces. 

Ten sam błąd popełnił prof. Rybiński, który rozsądnie prawił, ustalił rozsądną strategię, ale koniec końców jego fundusz fatalnie prosperuje (dzisiaj coś ok. 50% straty na kapitale, nie licząc utraconych zysków!).

I tutaj dochodzimy moim zdaniem do drugiego błędu – niedocenieniem światowej elity finansowej. Jest ona oskarżana o manipulowanie cenami metali, że nie wspomnę o oskarżeniach o wywoływaniu przez nią wojen, czyli ogólnie obwiniana jest o knucie i spiskowanie. Ale jakoś nikt nie ciągnie tego tematu. A mianowicie nikt nie zastanawia się jakie są jej cele i niby dlaczego miałaby ona poddać się bez walki? Jak daleko może się ona posunąć w swoich działaniach? Jaki jest więc cel finansjery? Moim zdaniem jej celem jest ekonomiczny podbój świata.

Po pierwsze – leży to w ich interesie ekonomicznym (bo wtedy nie miałaby konkurencji i można by wszystko zrobić, w tym jeszcze więcej zarobić; nawet reset będzie im niestraszny).

Po drugie – bo taka jest natura hegemona (albo my ich albo oni nas).

Po trzecie – nadchodzący reset (o tym poniżej). Pytanie kto stoi na przeszkodzie hegemonii USA? Na pewno kraje arabskie (tzn. były, bo są już spacyfikowane przez arabskie rewolucje), Iran (ma ostatnią szansę na poprawę – czyli wejść w sojusz z USA). Najważniejszymi przeciwnikami są Rosja i Chiny. Trzeba więc je „zjeść”. A że są duże, to należy zjeść je po kawałku. Na początek Rosja, bo jest słabsza i mniej rozsądna. Najpierw była więc rewolucja na Ukrainie, aby wyszarpać ją Rosji. Rosja wkracza na Krym i do Donbasu i tu okazała swój brak rozsądku. W „odwecie” Zachód nałożył sankcje oraz obniżył ceny ropy i w ogóle surowców (piszę o odwecie w cudzysłowu, bo Ukraina obchodzi Zachód tyle co zeszłoroczny śnieg na Wołyniu).

Dzięki temu Zachód może osiągnąć kilka celów naraz. Po pierwsze – doprowadzić do degradacji ekonomicznej Rosji, a może nawet do jej upadku i podziału. Po drugie – wyeliminowania zagrożenia militarnego ze strony Rosji (co nastąpi przy upadku ekonomicznym). Po trzecie – uniemożliwi eksport surowców z Syberii do Chin (nowy „demokratyczny” rząd rosyjski anuluje kontrakty z Chinami). Po czwarte – pogłębienie spadków na złocie. Rosja ratując się będzie wyprzedawać to co może, a że niewiele ma do zaoferowania światu, to będzie sprzedawać m.in. złoto. To tylko pogłębi spadek cen złota.

Później przyjdzie czas na Chiny. I nagle dowiemy się o tragicznej sytuacji Mongołów w Mongolii Wewnętrznej, Ujgurów w Xinjiangu oraz oczywiście o Tybetańczykach. Zapewne pojawi się Richard Gere z apelem o wolny Tybet (lub jakiś inny celebryta). Powstanie zapewne jakaś akcja społeczna na facebooku w obronie czegoś tam. W mediach poznamy prawdziwe historie torturowanych przedstawicieli mniejszości (bo do tej pory jakoś nie mogą się przebić w TV). Dowiemy się także o prześladowaniach chrześcijańskich kościołów.

Cywilizowany świat z przerażeniem stwierdzi, że Chiny są państwem… totalitarnym, zawyje z oburzenia i wprowadzi sankcje (USA wespół z UE, Australią, Kanadą, Rosją – tak, tak już z tą nową Rosją lub tym co po niej zostanie, Wietnamem, Japonią, Koreą Pd, Tajwanem, Filipinami). Pretekst zawsze się znajdzie. Może to być zatarg Chin z Wietnamem, Japonią lub cokolwiek innego. Dodatkowo rozpowszechni się argument, że oprócz racji moralnej stoi za nami także racja ekonomiczna.

Bojkot Chin spowoduje bowiem szansę na reindustrializację Europy i USA. Połączenie tych dwóch racji da silną motywację społeczeństwu zachodniemu do bojkotu Chin i popierania swoich władz. W końcu nic nie przemawia tak do przekonania jak własny interes. Co będzie dalej? Chińczycy mając pętlę na szyi będą wyprzedawać złoto, co tylko obniży jeszcze bardziej jego cenę.

Społeczeństwo przed resetem należy zniechęcić do złota (w czym pomogą spadki cen). W zamian należy dać społeczeństwu inne możliwości inwestowania. Będzie to – moim zdaniem – jeszcze jeden, wielki, ostatni już boom ekonomiczny (przydadzą się dodrukowywane dolary).

Nikt nie będzie inwestował w złoto, kiedy będzie można zarobić na giełdzie lub na nieruchomościach kilkanaście procent rocznie. Giełdy będą więc rosnąć jak szalone, rynki nieruchomości będą ostro gnały do góry. Wtedy jak „właściwi” ludzie skupią tanio złoto, a ludzie zostaną zapakowani w bańki inwestycyjne – właśnie wtedy będzie można zrobić to co się przewiduje.

Czyli zresetować gospodarkę, oczyścić ją z długów, zmienić zasady polityki społecznej (poprzez likwidację socjału) i wtedy wprowadzić nowy pieniądz, być może oparty na złocie. W każdym bądź razie złoto przyda się przy przechodzeniu z jednej rzeczywistości ekonomicznej w drugą. Ludzie którzy zainwestują w akcje i nieruchomości w wyniku krachu zostaną praktycznie pozbawieni swojego majątku.

Reasumując ceny złota powinny spadać aż do momentu rozprawienia się z Rosją i Chinami. Kiedy to nastąpi? Wydaje się że Zachód ma niewiele czasu. Gdzieś do ok. 2020-2025. Wynika to z kilku powodów. Po pierwsze – demografia; społeczeństwa zachodnie będą zmuszone do utrzymania dużej ilości emerytów z baby boomu, co będzie ponad siły. To będzie dużo emerytów i stosunkowo duże emerytury + wysokie koszty opieki medycznej. Po drugie – emeryci z baby boomu aby utrzymać poziom życia (i przy okazji leczyć się: wydatki na leki, sanatoria, płatne procedury medyczne) zaczną sprzedawać swoje precjoza, m.in. domy, mieszkania (lub zamieniać na mniejsze), akcje, obligacje, wyciągać lokaty z banków.

Spowoduje to więc spadki wartości większości aktywów i wyzwoli oczekiwania na jeszcze większe spadki. Młodsze pokolenia nie posiadają oszczędności na zakupy tychże aktywów. Jedyne co posiadają to długi hipoteczne; poza tym wielu młodych ludzi nie ma rozsądnej pracy (rozumianej jako w miarę pewna i dobrze płatna). Wszystko to zniechęci do inwestowania (po co inwestować w dom, skoro za kilka lat będzie można kupić go taniej; albo będzie można go po prostu odziedziczyć – kłania się niska dzietność). Pokolenie urodzone w latach 1946-1964 właśnie przechodzi na emerytury (licząc 65 lat wieku emerytalnego, to mamy lata 2011-2029).

Po trzecie – nadmierne zadłużenie państw, które non stop rośnie, co ujawni się zapewne dopiero właśnie za kilka lat, gdy inflacja pójdzie do góry i wzrosną koszty obsługi długu. Po czwarte – wynika to z cyklu pokoleniowego/finansowego. Ile lat bowiem można nabierać ludzi na pusty pieniądz? To obecne młode pokolenie po prostu zbuntuje się (rewolucja?), bo narzuca się na nie olbrzymie koszty nie dając nic w zamian. Muszą bowiem utrzymywać emerytów, sami nie posiadając stałej pracy. Muszą także spłacać zadłużenie krajowe, które to pieniądze poszły w dużej mierze na konsumpcję poprzednich pokoleń. Wszystko to plus słabo płatna praca (dobrze jeśli w ogóle jest) powoduje, że nie mają warunków do posiadania dzieci. W zamian obiecuje się im niskie emerytury i nawołuje do oszczędzania na starość. Tak więc cykl pokoleniowy powinien domknąć się z cyklem pieniężnym.

Odchodzenie starego pokolenia połączy się chyba z odejściem starego pieniądza. Przedstawiona teoria ma jedną zaletę i kilka wad. Zaleta to: spiskowość tej teorii, a wiadomo że spiskowe teorie najlepiej tłumaczą rzeczywistość. Jedną z wad tej teorii jest to samo, co sam zarzuciłem na wstępie Traderowi 21 – a mianowicie próba racjonalizowania pewnych faktów i na ich podstawie prognozowanie przyszłości. Ale nie jest źle, bo prognozy mają to do siebie, że niektóre nawet się sprawdzają.”

Piotr Siarka

…to oczywiście nie koniec, bo jest jeszcze odpowiedź Tradera21, ale o tym do poczytania tu: independenttrader.pl Jak zwykle gorrrąco polecam 🙂

…komentarza nie będzie bo nie chcę dodatkowo gmatwać tego o czym trzej Panowie opowiadają… Każdy ze scenariuszy jest możliwy (zwłaszcza że już się realizują) a z historii wiadomo że wojny konwencjonalne są zawsze poprzedzane wojną gospodarczą która obecnie trwa na całego… No może dwa/trzy zdania od siebie dodam 😛 a w zasadzie zsyntetyzuję to co Panowie powiedzieli (napisali) i o czym od dłuższego czasu w kilkudziesięciu (o ile nie w kilkuset) postach już pisałem (m. in. tu: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli), albo zamieszczałem za pośrednictwem innych źródeł (jak tu: Independent Trader: “Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem).

Wygra oczywiście ten „kto się nie boi wojen” (cytując klasyka). Rosja jest tu kluczem do Chin, które wygrywają obecnie wojnę handlową z USA. Stąd tak Amerykanom zależy na podpisaniu z UE umowy „transatlantyckiej” w skrócie TTIP by zawczasu zablokować Chinom ten rynek, na co z kolei Chiny odpowiadają dominacją w Afryce. Rosja właśnie jest dociskana (zmiękczana) ceną ropy, sankcjami gospodarczymi i przedłużającym się konfliktem na Ukrainie, żeby była na tyle słaba by nie dyktować „nowego ładu” po tym jak już się zacznie, ale na tyle silna żeby pomóc Amerykanom w rozprawie z Chinami. Dlatego m.in. nie doszło jeszcze między obiema siłami do konfrontacji siłowej na Ukrainie 😉 (NATO-Rosja: manewry wojskowe i „renesans wrogości” (na pokaz?) i to: Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej.)

Gdzie tu nasz interes? NIGDZIE! Najwyższy czas nie dać się wciągnąć w żadną awanturę – niech się sami leją raz bez Polski. Tak jak słusznie zauważa Jacek Bartosiak wejść powinniśmy na końcu i tylko w wypadku potrzeby obrony. Kluczem do budowy potęgi Polski to rzecz jasna kwitnąca gospodarka która jest fundamentem KAŻDEJ liczącej się siły militarnej i która jest magnesem dla słabszych państw do ściślejszego wiązania się w sojusze gospodarcze, polityczne i militarne, ale póki co wygląda to marnie – Romuald Szeremietiew: Czy będziemy solidarni w obronie?

…Odys

polecam również: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról” i to: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna? oraz: Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową i to: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”…”za wolność naszą i waszą”. a także: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę. polecam również: „Chcesz miec pokój? Gotuj się do wojny!”, czyli – Na co gotuje się Rosja? oraz: Ukraina i NATO (komentarz Janusza Korwin-Mikke). Rosja testuje pocisk balistyczny „Buława” i zwiększa aktywność wojskową. i to: BRICS deklarują ściślejszą współpracę (powołanie Nowego Banku) i wsparcie Rosji. Bałkany na rozdrożu.

Gyuri Lohmuller - Bitwa Gigantów

Gyuri Lohmuller – Bitwa Gigantów

Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie.


1. Czyżby Europa straciła swoją lokomotywę?

Indeks PMI dla przemysłu na poziomie 49,9 pkt (spadek z 51,4 pkt), sierpniowe zamówienia w przemyśle – spadek o 5,7% w relacji miesięcznej (w lipcu wzrost o 4,9%), sierpniowa produkcja przemysłowa – spadek w relacji miesięcznej o 4%, co stanowi najgorszy wynik od 2009 r. (w lipcu wzrost o 1,6%). Czy to najnowsze dane z jednej z peryferyjnych gospodarek strefy euro albo borykającej się z problemami stagnacji wzrostu gospodarczego Francji? Nie, to dane z największej gospodarki Eurolandu, będącej do tej pory lokomotywą dla całej Europy, czyli Niemiec. Nie można ich lekceważyć, dlatego warto zadać pytanie, czy to początek większych kłopotów, także dla polskiej gospodarki, która jest bardzo silnie związana z niemiecką. Wg danych GUS udział w polskim eksporcie Niemiec to 33%, a w imporcie ok. 37% w wymianie z krajami UE. Udział w tych kategoriach drugiej w kolejności Holandii to jedynie ok. 8%, a więc waga sytuacji w Niemczech jest dla Polski nieporównywalna.

Spowolnienie w niemieckiej gospodarce widać już od kilku miesięcy (indeks Ifo będący najbardziej ogólną miarą koniunktury gospodarczej spada od 5 miesięcy), ale dopiero teraz jest to tak widoczne w serii kolejnych danych. Skutkuje to obniżkami prognoz wzrostu gospodarczego – MFW ściął szacunek dynamiki niemieckiego PKB na ten rok z 1,9 do 1,5%, a w kolejce do rewidowania prognoz ustawiają się inne instytucje i agencje. Wg niemieckiej gazety Handelsblatt obniżki te są właśnie przygotowywane i mogą być bardzo mocne, co oznaczałoby prognozy wzrostu rzędu 1,2-1,3%. Dobry był początek roku, ale teraz wzrosło ryzyko tego, że III i IV kw. będą kiepskie.

Niestety, albo na szczęście, niemiecka gospodarka mocno zależy od przemysłu i kondycji rynków zagranicznych, gdyż jest nastawiona mocno na eksport. Końcówka 2013 r. i początek 2014 r. to spora dynamika wzrostu osiągnięta mimo mocnego kursu euro. Teraz jednak problemy sankcji rosyjskich, spowolnienia w Polsce, Czechach i Francji uderzają w niemiecką gospodarkę. Jest to system naczyń połączonych i tak naprawdę nierealnym jest, aby jeden tylko kraj notował świetne wyniki gospodarcze. Słabość wzrostu gospodarczego w Niemczech może skłonić tamtejszy rząd i przedstawicieli w EBC do podejścia zakładającego nieco mniejsze zaciskanie pasa i konsolidację fiskalną. Mówiąc prościej – rosną szanse lobby opowiadającego się za jeszcze luźniejszą polityką pieniężna prowadzoną przez EBC. Jeden efekt w postaci osłabienia się euro i prawdopodobnej kontynuacji tego ruchu już jest i to jest pewna szansa na ożywienie. Raczej jednak należy spodziewać się efektów dopiero w 2015 r., a końcówka 2014 r. będzie słaba. Proces poszukiwania zastępczych rynków zbytu w miejsce rosyjskiego (sankcje) i ukraińskiego (ogromne problemy gospodarcze tego kraju) to właśnie proces, który powinien być intensyfikowany teraz, z efektami w 2015 r. Dla samej gospodarki niemieckiej, która jest innowacyjną a nie surowcową, niskie ceny ropy (Crude: CL.F, 85.20 -2.87%, News, Brent: SC.F, 89.44 -2.45%, News) czy metali przemysłowych to akurat dobra wiadomość. Obniża to za to siłę nabywczą Rosji i jeśli optymistycznie założyć jednak pewne ekonomiczne motywacje Kremla naciskanego przez oligarchów, krajowi temu powinno coraz bardziej zależeć na złagodzeniu sankcji.

Gospodarka niemiecka faktycznie straciła impet, ale są pewne czynniki świadczące o tym, że może to jednak być tylko krótkotrwałe spowolnienie.

(Łukasz Rozbicki – MM Prime TFI)

podobne: Słabszy niemiecki przemysł. Merkel po raz 7. w Chinach

2. Hiszpania: Ebola zaraziła giełdę.

07.10.2014 (IAR) – Wykrycie w Madrycie pierwszej osoby na świecie zarażonej wirusem Ebola poza Afryką ma zły wpływ na sektor turystyczny i tamtejszą giełdę. Na wartości straciły akcje sieci hoteli i linii lotniczych, bo inwestorzy obawiają się, że atrakcyjność Hiszpanii spadnie. Chorą na gorączkę krwotoczną jest 44-letnia pielęgniarka, która opiekowała się przewiezionym z Afryki misjonarzem.

We wrześniu sektor turystyczny świętował wzrost liczby osób odwiedzających Hiszpanię. Teraz firmy obawiają się, że informacja o wirusie Ebola odstraszy przyjeżdżających.

Na wieść o zarażeniu najszybciej zareagowała giełda. Od rana akcje linii lotniczych spadły od 4 do prawie 6 procent. Akcje sieci hoteli straciły na wartości ponad 4,5 procent.

Być może inwestorów uspokoi fakt, że chora pielęgniarka jest w stabilnym stanie. A wirusa nie wykryto u jej koleżanki z pracy, która miała wysoką temperaturę. Kwarantannie jest wciąż poddany mąż zarażonej kobiety. Ze szpitalnego łóżka zaapelował do społeczeństwa o pomoc w ratowaniu psa. Władze Madrytu chcą go uśpić w obawie, że może być zarażony. „Dlaczego nie poddać go kwarantannie tak jak mnie? A może i mnie chcą uśpić?” – pyta na portalach społecznościowych mężczyzna.

Informacyjna Agencja Radiowa/EwaWysocka-Barcelona/mcm/

podobne: Ebola poza kontrolą (wzrasta liczba ofiar śmiertelnych). Druga osoba zarażona wirusem przyjedzie do USA.

3. Francuzów czeka opodatkowanie tabletów.

07.10.2014 (IAR) – Władze francuskie poważnie zastanawiają się nad opodatkowaniem tabletów, smartfonów i komputerów. O takiej możliwości mówił prezydent Francois Hollande na spotkaniu z członkami Najwyższej Rady Audiowizualnej.

Francuzów już niebawem czeka podwyżka opłat za abonament telewizyjny. W 2015 roku płacić będą o 3 euro więcej, czyli 130 euro doliczane do podatku dochodowego. Chodzi o to, aby odciążyć państwo i aby z abonamentu finansować publiczne stacje radiowe i programy telewizyjne. 2% społeczeństwa nie posiada jednak odbiorników telewizyjnych, a zatem obywatele ci nie płacą abonamentu. Socjalistyczny rząd prezydenta Hollande’a zastanawia się w jaki sposób sięgnąć tym ludziom do kieszeni i dlatego uwagę władz zwrócili właściciele innych elektronicznych urządzeń zaopatrzonych w ekran. Prezydent Republiki tłumaczy, że mimo iż nie mają oni telewizora to i tak oglądają telewizję przy użyciu smartfonów, tabletów czy komputerów, a zatem, jego zdaniem, także i oni powinni płacić abonament.

Stojąca w miejscu francuska gospodarka nie jest w stanie zahamować rosnącego deficytu, czym Paryż naraża się Brukseli i dlatego rząd szuka pieniędzy gdzie tylko się da.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/MarekBrzeziński/Paryż/mcm/

…”chodzi o to by odciążyć państwo”  🙂 cóż za zacny argument zwłaszcza że chodzi o to żeby państwo dalej utrzymywać tyle że za większe pieniądze… U nas też ostatnio coraz częściej słychać o wprowadzeniu opłaty za używanie urządzeń elektrycznych na których można oglądać TV. Państwową pilną potrzebę próbuje się zamaskować żądaniami  ZAIKS…

„…Opłata reprograficzna (zwana także copyright levies, CL) według Stowarzyszenia Autorów ZAIKS jest „wynagrodzeniem” przysługującym twórcom z tytułu zwielokrotniania i utrwalania utworów przez osoby fizyczne w zakresie osobistego użytku.

„W założeniu opłatę przewidziano jako rekompensatę za straty ponoszone przez twórców wskutek zwielokrotniania ich dzieł przez odbiorców prywatnych przy wykorzystaniu określonych urządzeń i nośników” – stwierdza ZAIKS. Obejmuje ona takie urządzenia elektroniczne jak magnetofony, magnetowidy, kserokopiarki czy skanery oraz nośniki, na jakich można zapisać jakiekolwiek treści chronione prawem autorskim i pokrewnymi.

Opłata liczona jest jako procent od ceny sprzedaży urządzenia i płacą ją dystrybutorzy, importerzy i producenci. Tym samym ma ona charakter parapodatku, jako że producenci i importerzy przenoszą obciążenia, jakie ponoszą z jej tytułu na konsumentów…”  (biznes.pl)

podobne: Francja prognozuje spowolnienie gospodarki. Ponad jedna trzecia Francuzów nie może związać końca z końcem. Laffer – Europa powinna postawić na decentralizację. oraz: Czy się ślepi czy nie ślepi abonament mu się wlepi. TVP liczy na 1,3 mld zł rocznie z „opłaty audiowizualnej.”

4. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem.

07.10.2014 (IAR) – Ponad połowa młodych Włochów gotowa jest emigrować za chlebem. To jeden ze skutków bezrobocia, które dotyka 42 procent osób w wieku od 15 do 24 roku życia.

Niemal identyczne wyniki przyniosły dwie ankiety, jedna przeprowadzona przez portal Skuola.net, druga przez związek rolników indywidualnych Coldiretti.

Ponad połowa młodych Włochów zdecydowana jest opuścić swój kraj i jechać w świat w poszukiwaniu pracy. Włoscy chłopcy i dziewczęta gotowi są zostawić pizzę i emigrować za chlebem. Z odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania wynika, że 20 procent nich uważa swój kraj za stojący w miejscu, gdzie nie podejmuje się nigdy wiążących decyzji, 18 procent wskazuje na zbyt wysokie podatki, a siedemnaście nie może patrzeć na szerzenie się kumoterstwa, zamiast premiowania wykształcenia i zdolności. Najbardziej spieszy się z wyjazdem młodym mężczyznom w wieku 18-19 lat.

W księgarniach pojawiły się podręczniki, jak urządzić siebie życie w Kanadzie czy wręcz na antypodach, w Australii i Nowej Zelandii.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/mcm/

08.10.2014 (IAR) – Europa w walce z bezrobociem stawia na kształcenie młodzieży. Zgodni co do tego byli uczestnicy nieformalnego posiedzenia szefów państw i rządów krajów członkowskich Unii Europejskiej w Mediolanie, na którym była mowa o zatrudnieniu.

Jeżeli Europa nie sprosta wyzwaniu, jakim jest bezrobocie, musi liczyć się z tym, że opuszczą ją młodzi Europejczycy – ostrzeżenie to padło z ust prezydenta Francji Francois Hollande’a. A gospodarz spotkania – premier Włoch Matteo Renzi rozpoznał w tych słowach wcześniejszą uwagę Hermana Van Rompuya, który mówił o groźbie utraty jednego pokolenia. W Mediolanie ustępujący przewodniczący Rady Europejskiej wyraził nadzieję, że walka z bezrobociem będzie priorytetem nowych władz Unii Europejskiej. Kanclerz Angela Merkel stwierdziła, że już teraz są na to środki, ale są trudności z ich uruchomieniem.

Choć wszyscy goście z uznaniem wyrażali się o reformie włoskiego rynku pracy, podjętej przez rząd Matteo Renziego, to on sam na zakończenie zauważył, że „coś nie gra w Europie, skoro w ciągu pięciu lat kryzysu utracono na naszym kontynencie siedem milionów siedemset tysięcy miejsc pracy”. W tym samym czasie bezrobocie w Stanach Zjednoczonych zmniejszyło się o połowę.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/em/

…rzeczywiście coś nie gra 🙂 może to – Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej? i to: Skuteczniejsza walka z bezrobociem młodych potrzebna od zaraz. Tymczasem nowych miejsc pracy nie przybędzie. oraz: Kondycja globalnej gospodarki nadal krucha… Spadek wskaźnika zatrudnienia w USA.

podobne: „Pięknie rośnie bezrobocie…”  Czy „zacznie się” we Włoszech? oraz: Efekt płacy minimalnej w Hiszpanii? Stada bezrobotnych kretynów. i to: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

„…Polscy młodzi,  w międzyczasie już o dekadę starsi, okazali się jednak zbyt niecierpliwi i zbyt mobilni. Zamiast robić rewolucję w kraju wyjechali do UK i Irlandii zaraz kiedy się taka szansa przytrafiła i wstecz się zbytnio nie oglądali. Opuścili tym szeregi bezrobocia w jednym kraju i zapuścili korzenie  w drugim. Jak wiadomo, dynamiczni młodzi ludzie zasuwając dynamicznie do pracy co poranek mają  mniej czasu na organizowanie rewolucji…

…Nadzieja na rewolucję w Europie leży więc głównie na jej południu, przede wszystkim w Hiszpanii gdzie bezrobocie młodych sięga prawie 50% i w Grecji gdzie jest 45%. Trochę tylko gorzej jest w Irlandii, Portugalii i we Włoszech, gdzie wszędzie wskaźnik ten podchodzi lub przekracza 30%. Zawstydzają nas nawet sąsiedzi: Słowacja 33%.

Morał z tej historii dla EU jest prosty – aby uniknąć grożącej jej rewolucji EU musi stać się Szwajcarią! A na wypadek gdyby jej  nowemu prezydentowi z zielonej wyspy się to niezupełnie  udało  to przynajmniej za wzorem Helwetów wprowadzić należy masowe referenda oraz masową obowiązkową  służbę wojskową. Bezrobocie wśród młodych od razu gwałtownie spadnie…  😉

Jeżeli do tego Polska zacznie aktywniej pomagać Ukrainie na wschodzie to spadek bezrobocia w kraju  okazać się może rychło permanentny…” (Cynik9: Bezrobocie młodych)

podobne: CBOS: w co czwartej polskiej rodzinie osoby bezrobotne.

5. MFW obniża prognozę gospodarczą na ten rokSzczyt MFW w pesymistycznym nastroju.

07.10.2014 (IAR) – Rozwój gospodarczy świata w tym i w przyszłym roku może być słaby i nierówny. Tak zapowiada Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który obniżył globalną prognozę na ten rok.

W tym roku światowa gospodarka rozwinie się o 3,3%, w przyszłym o 3,8%, to słabiej od poprzedniej prognozy w lipcu, ale nie dużo (odpowiednio 3,4% i 4,0%). Raport MFW stwierdza też, że odradzanie się gospodarcze będzie miało różną prędkość w różnych krajach. Dobrze ma sobie radzić Wielka Brytania (3,2%) i Stany Zjednoczone (2,2%), dla USA prognoza jest bardziej optymistyczna od poprzedniej. Mniej optymistycznie będzie w Europie; prognozy obniżono dla Francji, Niemiec i Włoch. Polska gospodarka ma się rozwinąć w tym roku o 3,2% – to lepszy wynik niż szacowano wcześniej i dwa razy więcej niż w roku poprzednim – podaje Fundusz w raporcie „World Economic Outlook” (WEO). Według MFW bezrobocie spadnie w Polsce z 10,3 proc. w 2013 roku do 9,5 proc. w 2014; w roku 2015 nie zmieni się.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/mcm/

10.10.2014 (IAR) – W pesymistycznych nastrojach spotykają się w Waszyngtonie ministrowie finansów i szefowie banków centralnych z całego świata. Powodem są nienajlepsze prognozy gospodarcze, które opublikowano przed rozpoczynającym się w stolicy USA szczytem Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

W raporcie opublikowanym kilka dni przed szczytem, Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozy wzrostu zarówno dla rynków wschodzących jak i krajów wysokorozwiniętych. Wyjątkiem są Stany Zjednoczone, które mają rozwijać się szybciej niż przewidywano. Jednak nawet w Ameryce tempo wzrostu nie jest zawrotne, bo w tym roku ma wynieść 2,2 procent.

To właśnie z tych powodów przy okazji rozpoczynającego się dziś szczytu Funduszu słychać wezwania, by rządy krajów mających stabilną sytuację finansową przestały tak bardzo zaciskać pasa i podjęły działania stymulujące gospodarkę – na przykład zwiększając wydatki publiczne na infrastrukturę.

Apel ten dotyczy między innymi Niemiec, które są niechętne powiększaniu deficytu budżetowego. Eksperci Funduszu przestrzegają też przed zagrożeniami wynikającymi z długotrwałego utrzymywania niskich stóp procentowych. Zjawisko takie sprawia, że wielu inwestorów lokuje kapitał w bardziej ryzykownych obszarach, co może wywołać kolejny kryzys finansowy.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/ab

podobne: Globalna gospodarka jedzie na niskim biegu. MFW o świecie i o Polsce. oraz: OECD tnie prognozy gospodarcze (dla strefy euro o 1/3). i to: Długi krajów rozwiniętych na historycznym poziomie a G20 wzywa USA do pilnego podniesienia limitu zadłużenia.

…a zatem na problem długu – który jest główną przyczyną wzrostu fiskalizmu duszącego przedsiębiorczość w zarodku – ma być jeszcze więcej długu 🙂 Winszuję logiki… I to jet prawdziwy powód do pesymizmu, bo ci durnie (uważam że z rozmysłem – „zero growth„) nie wyciągnęli żadnych wniosków ze swoich nieodpowiedzialnych działań wyjętych żywcem z komuny i namawiają jeszcze ostatnie w miarę zdrowe gospodarki by wzięły na siebie ciężar patologii jaka szaleje w krajach które same sprowadziły na siebie recesję… Ci ludzie są niebezpieczni i powinno się ich zamknąć w więzieniu a nie pozwalać im urządzać jakieś „szczyty” (głupoty)… Jednym słowem świat na głowie (KE pozywa i upomina Polskę ws. niewdrożonych przepisów i chce zwrotu ponad 5,5 mln euro z funduszy na rolnictwo. Idziemy drogą Portugalii. Włochy: przybywa ubogich.)

źródło: stooq.pl

6. Niezależny Portal Finansowy Świat na głowie 

Ostatnio sporo dyskutowałem ze znajomym inwestorem. Analizowaliśmy obecną sytuację na globalnych rynkach i oboje doszliśmy do identycznych wniosków. Obecna sytuacja w świecie finansów wywrócona jest do góry nogami. Można zakładać pewne scenariusze bazując na logicznych wnioskach oraz odniesieniach do historii, po czym jedna decyzja na poziomie banku centralnego zmienia całkowicie warunki oraz reguły gry. Aby uzmysłowić Wam, o czym mowa podzielę się z Wami kilkoma refleksjami.

 Akcje 

Poza kilkoma wyjątkami mamy ogromną bańkę na rynkach akcji. Inwestorzy całkowicie ignorują ryzyko. Wyceny pchane są masowym dodrukiem największych banków centralnych oraz chciwością mas, doprowadzając do całkowitego oderwania wycen akcji od realiów ekonomicznych.

Rynki z USA, za którymi podążają rynki, na co najmniej 70% innych giełd przypominają Nasdaq z 1999 roku. Pod każdym względem wyceny akcji wyraźnie wskazują poziom bańki spekulacyjnej.

–   cena / zysk,

–   cena / zysk Schillera,

–   cena / poziom dywidendy,

–   łączna kapitalizacja giełdy / PKB kraju,

–   ilość akcji kupiona na kredyt,

–   ilość udanych debiutów giełdowych.

Z obecnych poziomów ceny akcji oczywiście mogą jeszcze wspiąć się odrobinę, ale ryzyko bardzo poważnych spadków jest ogromne.

Na kilku rynkach banki centralne, aby przeciwdziałać krachom już przystąpiły do zakupów akcji. Tak, bank centralny mogący drukować z powietrza środki płatnicze skupuje akcje, aby przeciwdziałać bessie. Dla przykładu, Bank Japonii posiada już 1,5% wszystkich akcji notowanych w Tokio, wartych ponad 60 mld USD.

Obligacje

Przez lata rządowe obligacje były postrzegane jako najbardziej bezpieczna inwestycja.

Obecnie, ceny obligacji są na nienotowanych szczytach. 10-cioletnie obligacje Niemiec, czy Szwajcarii płacą poniżej 1% rocznie. Zbankrutowana Francja, czy Włochy pożyczają kapitał płacąc odpowiednio 1,3% i 2,4%.

Jest to oczywiście nie tyle efekt wiary inwestorów w gospodarki poszczególnych krajów, ale w Europejski Bank Centralny, który wykupi złe długi, gdy tylko pojawią się problemy.

Na potwierdzenie powyższego, Mario Draghi w zeszłym tygodniu zapewnił, że EBC w ramach „dostarczenia płynności” skupi od banków Greckie oraz Cypryjskie długi. Bez znaczenia jest fakt, że owe obligacje są poniżej ratingu śmieciowego. Obligacje greckie i cypryjskie, to dopiero początek, jeżeli chodzi o 500 mld dodruk.

Ekstremalnym przypadkiem wypaczeń jest Japonia, w której pod koniec września Centralny Bank Japonii kupił krótkoterminowe obligacje rządowe z negatywną stopą procentową! Rząd może otwarcie pożyczać środki wiedząc, że po latach będzie musiał zwrócić mniej niż pożyczył. Co w takich okolicznościach może powstrzymać rząd przed dalszym zadłużaniem się?

W USA sytuacja także nie odbiega znacząco od nowych standardów. Skala zadłużenia na każdym poziomie jest rekordowa. Co więcej, ilość chętnych na śmieciowe korporacyjne obligacje doprowadziła do sytuacji, w której firmy na skraju bankructwa są w stanie pożyczyć kapitał oferując mniej niż 8% rocznie. 

Dług

Sam dług rządowy w strefie Euro przekracza 92%. Jeżeli dodamy do tego zadłużenie korporacyjne i gospodarstw domowych, to przekroczymy 400%. W USA sytuacja jest podobna.

Dług rządowy w skali globalnej przekroczył 75 bln, czyli 100% globalnego PKB. Nie ma możliwości, aby dług został spłacony. W normalnej ekonomii nadmierne zadłużenie sprawia, że brakuje kupców na dług danego kraju. Brak kupców wymuszą wyższe odsetki. Odsetki rosną do czasu, aż stają się zbyt dużym obciążeniem dla budżetu i kraj bankrutuje. Utratą kapitału karane jest nadmierne ryzyko.

Nie jesteśmy, jednak w normalnej sytuacji. Największe banki centralne idą śladem krajów trzeciego świata i po prostu dodrukowują walut, aby za nie skupić obligacje. Nie dochodzi, jednak do dramatycznych wahań kursów walut, gdyż niemalże wszystkie waluty na świecie są dewaluowane w podobnym tempie.

Aby inflacyjnie wyjść z problemów nadmiernego zadłużenia, banki centralne na całym świecie trzymają stopy procentowe bliskie zera. EBC wprowadził nawet ujemną stopę 0,2% od depozytów. Banki komercyjne musza zatem płacić za możliwość przechowania środków w banku centralnym…

...Co do moich przypuszczeń odnośnie przyszłości, coraz bardziej składam się w kierunku scenariusza deflacyjno – inflacyjnego, rozumianego jako krach w realnej gospodarce przekładający się na spadek cen, kompensowany przez ogromny dodruk. W pierwszej fazie będziemy mieli umiarkowaną inflację. Umiarkowaną, wyłącznie do czasu, aż banki centralne utracą kontrolę nad stopami procentowymi.

Trader21 (całość tu: independenttrader.pl)

podobne: Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach. Kondycja gospodarki Australii. Zatrudnienie w USA. Globalna prognoza ekonomiczna. oraz: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny.

Światowa gospodarka

Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?)


1. Fed zmniejsza skup aktywów do 25 mld USD miesięcznie z 35 mld USD.

31.07.2014 (ISBnews) – Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) postanowił wprowadzić ograniczenie tempa skupu aktywów począwszy od sierpnia – będzie skupował aktywa o łącznej wartości 25 mld USD miesięcznie wobec obecnych 35 mld USD, podał Fed po posiedzeniu.

„Komitet uważa, że gospodarka w sensie szerszym ma już wystarczającą siłę, aby wspierać trwającą poprawę warunków na rynku pracy. W świetle skumulowanego postępu w kierunku maksymalizacji zatrudnienia oraz w świetle poprawy warunków na rynku pracy od początku obecnego programu skupu aktywów, Komitet zdecydował się uczynić kolejny krok w zakresie ograniczania tempa skupu swoich aktywów” – czytamy w komunikacie.

Począwszy od sierpnia, Fed będzie skupował obligacje zabezpieczone hipotekami o wartości maksymalnej 10 mld USD miesięcznie zamiast dotychczasowych 15 mld USD oraz obligacje skarbowe o dłuższym okresie zapadalności w wysokości 15 mld USD miesięcznie zamiast 20 mld USD, podano dalej.

(ISBnews)

podobne: Independent Trader: Malutka Belgia ratuje obligacje USA oraz: Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił

2. Fiasko rozmów ws. spłaty argentyńskich długów.

31.07.2014 (IAR) – Fiaskiem zakończyły się prowadzone od dwóch dni w Nowym Jorku rozmowy w sprawie spłaty argentyńskiego zadłużenia. Oznacza to, że od godziny szóstej rano naszego czasu, kraj ten będzie uznawany za znajdujący się w stanie bankructwa.

O niepowodzeniu negocjacji poinformował minister gospodarki Argentyny Axel Kiciloff. Na konferencji prasowej powiedział, że wraca do kraju, gdyż tak zwane fundusze hedgingowe, domagające się miliarda trzystu milionów dolarów za posiadane przez siebie argentyńskie obligacje, odrzuciły propozycję restrukturyzacji długu.

Fundusze hedgingowe – zwane również potocznie „sępimi funduszami” specjalizują się w skupowaniu za względnie niewielkie kwoty, długów państw, które ogłaszają niewypłacalność. Takim krajem w 2001 była Argentyna. Teraz fundusze domagały się zwrotu całości długu, a nie jego jednej-trzeciej, na co zgodziło się ponad 90 procent argentyńskich wierzycieli w ramach programu restrukryzacji zadłużenia. Argentyński rząd twierdzi, że złamałby prawo, spłacając fundusze na innych warunkach, niż pozostalych.

Ogłoszenie przez Argentynę niewypłacalności – zdaniem ekonomistów – odetnie ten kraj od zagranicznych pożyczek, pogłębi recesję, a wysoka inflacja jeszcze wzrośnie.

iar/ft.com, rtrs, afp + wcześniejsze/kry

źródło: stooq.pl

…NML Capital, który jest częścią Elliott Capital Management, oraz Aurelius Capital Management, zaciągnęły Argentynę do amerykańskiego sądu, który zdecydował, że kraj musi spłacić posiadane przez nie obligacje o wartości 1,3 mld dolarów wraz z odsetkami. Jednocześnie sędzia Thomas Griesa uznał, że byłoby to nielegalne, gdyby Argentyna spłaciła odsetki tych wierzycieli, którzy w czasie kryzysu zgodzili się na ich redukcję, a nie spłaciła sępów. Argentyna może więc albo spłacić wszystkich, albo nikogo i ogłosić niewypłacalność. 30 lipca mija termin spłaty 539 mln dolarów odsetek wierzycielom, którzy zgodzili się na „haircut”. Według NML Capital i Aurelius Capital Management tego dnia mija również termin spłaty ich obligacji.

Prezydent Kirchner obawia się, że gdyby spłaciła sępy, ustawiłaby się kolejka wierzycieli, którzy domagaliby się pełnej spłaty zredukowanego wcześniej zadłużenia. Wtedy dług wzrósłby do 15 mld dolarów. Rząd swoją odmowę argumentuje tym, że sępy kupiły dług po bardzo niskiej cenie i utrudniały jego restrukturyzację.

Władze utrzymują, że nie są w stanie spłacić jednocześnie regularnych wierzycieli i sępów. W agresywnej kampanii medialnej Argentyna oskarżała amerykańskie sądy o stronniczość, a sępy o „nagabywanie” i „lichwę”.

Mleko się rozlało

Ponieważ apelacje nie przyniosły rezultatu, w ostatnich dniach Argentyna wysłała do Nowego Jorku negocjatorów, którzy mieli uratować sytuację. Jak informuje Reuters, we wtorek o 23:20 minister Kicillof opuścił budynek, w którym toczyły się rozmowy. Według mediatora Daniela Pollacka mimo szczerej wymiany poglądów kryzysu nie zażegnano. Jeśli sytuacja się nie zmieni, 30 lipca Argentyna stanie się technicznie niewypłacalna. – Wydaje się, że władze Argentyny doszły do wniosku, że ogłoszenie teraz niewypłacalności i późniejsza jej renegocjacja będzie tańszą opcją – uważa ekspert ds. Ameryki Łacińskiej Carlos Caicedo, którego cytuje CNBC.

Według źródeł bankowych i mediów, na które powołuje się Reuters, grupa prywatnych banków chce zaoferować 250 mln dolarów gwarancji, aby pokazać sędziemu Griesie dobrą wolę Argentyny i przekonać go do wstrzymania postanowienia. Domagają się tego również posiadacze argentyńskich obligacji. Wcześniej podobny wniosek rządu Argentyny sąd odrzucił. We wtorek szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde uspokajała, że kolejna niewypłacalność Argentyny nie powinna dotknąć innych państw, bowiem kraj ten jest w izolacji od światowego systemu finansowego.

Argentyńczycy wciąż pamiętają dramat niewypłacalności, którą ogłoszono w czasie kryzysu w 2001 roku. Był to skutek wielu lat złego zarządzania, a także powiązania waluty z kursem dolara. Rząd nie był wówczas w stanie spłacić obligacji o wartości 95 mld dolarów. Zamrożono konta wielu ludziom, wielu uciekło do innych państw, 60 proc. obywateli znalazło się poniżej granicy ubóstwa, a ponad jedna czwarta poniżej granicy skrajnego ubóstwa. Pracodawcy zatrudniali tylko za napiwki, pensji nie wypłacano także w sektorze publicznym. PKB Argentyny zmniejszył się wtedy o 20 proc. Teraz może nie być tak źle, gospodarka jest bowiem w lepszej kondycji niż na początku wieku. Poza tym Argentyńczycy są już na taką możliwość lepiej przygotowani. Są wręcz recydywistami, jeśli chodzi o niewypłacalność – w swojej historii ogłaszali ją już siedem razy.

Niezależnie od tego, jak potoczy się los Argentyny, mleko już się jednak rozlało. Decyzja amerykańskiego sądu jest bowiem precedensem, który podważa wieloletnią metodę ratowania państw rozwijających się poprzez redukcję ich zadłużenia. Jak zauważyła prezydent Brazylii, grupie kilku spekulantów udało się zagrozić stabilności całego kraju. A Argentyna nie będzie ostatnią ofiarą żarłocznych sępów.

Autor: Paweł Strawiński
Źródło: Onet

podobne: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. oraz: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli. i to: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko. a także: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka.

…pazerność fundów nie może dziwić zwłaszcza że system na którym się opiera ma spore kłopoty i kiedy kraje jeden po drugim zaczną bankrutować to i one stracą rację bytu, bo to system naczyń połączonych…

3. System bankowy w Europie powoli się rozpada.

04.08.2014 (IAR) – Portugalscy podatnicy złożą się na ratowanie największego banku w kraju – Banco Espirito Santo (czyt.espiritu santo).Budżet i bank centralny przeznaczą 4,9 mld euro na plan restrukturyzacji i podziału instytucji. Władze interweniując wobec banku, chcą zapobiec ryzyku wybuchu kolejnego kryzysu. Upadek jednej instytucji mógłby pociągnąć za sobą kłopoty kolejnych, w tym potężnego imperium finansowego właścicieli banku – rodziny Espirito Santo.

Przez weekend trwały rozmowy przedstawicieli portugalskiego rządu z Brukselą w sprawie zgody na interwencję. Zgodnie z przyjętym planem bank podzielony zostanie na dwie części. W jednej zgromadzone zostaną „złe” aktywa w tym zagrożone niespłaceniem kredyty. Odpowiedzialność i straty związane z prowadzeniem tego biznesu wezmą na siebie dotychczasowi akcjonariusze banku.

Druga część stanie się podstawą do budowy nowego banku, który zresztą przyjmie nazwę Novo Banco. To on otrzyma blisko 5 mld euro dokapitalizowania, z czego 4,4 mld pójdzie prosto z budżetu państwa. Lizbona zapewnia, że to jedynie pożyczka, która w przyszłości zostanie spłacona, gdy instytucja stanie na nogi i zostanie sprzedana prywatnym inwestorom.

podobne: UE – Za kłopoty banków zapłacą ich udziałowcy i wierzyciele (oraz podatnicy i depozytariusze)

IAR/rtp.pt/łp

Międzynarodowy Fundusz Walutowy już dwa lata temu ostrzegał, iż odpisy z tytułu niespłacalnych długów w europejskim systemie bankowym sięgną 2 bln USD. Realne straty zapewne są większe lecz zasady księgowości stworzone w 2008 roku pozwalają bankom księgować aktywa wg ceny nominalnej nawet jeżeli ich cena rynkowa jest znacznie niższa. W ostatnich dwóch miesiącach problemy banków zakamuflowane przez ostatnie lata wydają się coraz bardziej uwidaczniać i to w miejscach, w których najmniej bym się tego spodziewał.

Bułgaria

Wszystko zaczęło się na początku czerwca w Bułgarii, gdzie czwarty największy bank KTB na skutek problemów z płynnością zawiesił działalność…

Portugalia

Problemy sektora bankowego także poważnie dotknęły Portugalię.  W grudniu zeszłego roku opublikowano raport mówiący, iż grupa finansowa Espirito Santo International jest nadmiernie zalewarowana i zbyt zależna od sprzedaży instrumentów dłużnych. Co więcej, aktywa banku są znacznie zawyżone w stosunku do realnej wartości…

Austria

Złych wiadomości nie koniec. Problemy dotknęły także austriacki Erste Bank , który ogłosił, że źle skalkulował straty z tytułu złych kredytów. Wg najnowszej prognozy straty są o 40% wyższe niż pierwotnie przewidywano i wynoszą 2,2 mld USD. Mimo strat kapitalizacja banku jest dobra lecz moim zdaniem, rewizja strat nie jest ostatnią.  

Problemy banków w Europie doskonale odwzorowuje zachowanie indeksu reprezentującego europejskie banki, który spadł o 11% od początku czerwca.

Powiązania sektora bankowego

Dzieje się tak gdyż problemy banków z jednego kraju natychmiast przekładają się na inne kraje. Obecnie mamy system bankowy wzajemnie powiązany jak nigdy dotąd. Inwestorzy doskonale zdają sobie z tego sprawę lecz media za każdym razem powtarzają, że mamy do czynienia z odosobnionym przypadkiem.

W obecnym świecie nie ma czegoś takiego jak odosobniony przypadek. Zobrazuję to na poniższym przykładzie.

Portugalski bank emituje obligacje aby pozyskać kapitał. Aby uwiarygodnić się w oczach kupców obligacji ubezpiecza w banku z Francji. Obligacje w całości wykupuje instytucja finansowa z Niemiec.

Nagle bank Portugalski ogłasza, że nie jest w stanie wykupić owych obligacji. Depozytariusze natychmiast wycofują środki. Inne instytucje finansowe odmawiają finansowania. Bank nie mając wyjścia zawiesza działalność przechodząc na tzw. survival mode. Od tego momentu zablokowane zostają jakiekolwiek wypłaty depozytów a politycy razem z przedstawicielami banku centralnego zastanawiają się jak rozwiązać problem.

Posiadacze obligacji (firma z Niemiec) kieruje wniosek do banku z Francji o wykup obligacji gdyż instytucja ta je ubezpieczała. Bank z Francji odmawia gdyż bank z Portugalii formalnie nie upadł. Politycy z Niemiec, Francji oraz Portugalii zaczynają rozmowy jak rozwiązać kryzys.

W międzyczasie kłopoty ogłasza instytucja z Holandii, która poprzez kontrakty terminowe grała na wzrost ceny obligacji podczas gdy ich ceny dramatycznie spadły. Lewar 1:40 okazał się zabójczy zarówno dla instytucji jak i jej wierzycieli.

Nikt nie wie jaki będzie los czterech instytucji finansowych. Banku z Portugalii który ma problemy z wykupem obligacji. Banku z Francji, który ubezpieczył owe obligacje jak i banku z Niemiec, który nie wie czy i kiedy odzyska zainwestowane środki. Bank z Holandii także poprosił o ochronę przed wierzycielami.

Zaprezentowany przykład jest ekstremalnym uproszczeniem. W rzeczywistości powiazania między bankami są dużo bardziej skomplikowane. Problemy jednego banku zazwyczaj przekładają się na inne banki i mamy reakcję łańcuchową…

polecam lekturę całości tu: independenttrader.pl

podobne:  Independent Trader: “Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem

…na horyzoncie pojawiło się zatem narzędzie (testowane póki co w Hiszpanii) dla ratowania systemu który de facto tworzą sami obywatele swoimi pieniędzmi 🙂 (przez to że posiadają konta bankowe)…

4. Hiszpańskie konta bankowe na celowniku MFW

 rząd wprowadził opodatkowanie depozytów stawką 0,03%. Dochody z takiego podatku to raptem 350 mln Euro, co jest wielkością pomijalną. Można zatem domniemywać, że chodzi o precedens lub test mający na celu sprawdzenie jak w praktyce zadziała ściągalność podatku…

Jeżeli podatek zostanie pobrany raz, rząd będzie miał wypracowany model do opodatkowania depozytów znacznie wyższą stawką w przyszłości. MFW od dłuższego czasu wspomina o konieczności „jednorazowego” 10% podatku mającego na celu oddłużenie gospodarki. Zakładając jednak, że taki podatek nagle zasiliłby budżet kwotą około 130 mld Euro (1/10 wszystkich depozytów) to dług spadnie raptem o 13% w stosunku do PKB.

MFW jak i rząd Hiszpanii wydają się jednak nie dostrzegać najważniejszego faktu. W ciągu ostatnich 7 lat dług Hiszpanii wzrósł z 36% do 94%. Rok do roku rośnie o około 7%. Oznacza to, że aby dług utrzymał się na obecnym poziomie takie jednorazowe akcje należałoby powtarzać co najmniej co dwa lata.

Wydatki rządowe w relacji do PKB kształtują się obecnie na poziomie 45%. Oznacza to, że gospodarka jest tłumiona nadmiernym rządem. Optymalna wysokość budżetu kształtuje się pomiędzy 10-18%. Za każdym razem gdy rząd rozrasta się ponad maksymalny 18% próg mamy do czynienia z nadmierną liczbą regulacji, korupcji, wysokimi podatkami oraz marnotrawstwem środków publicznych. Władze Hiszpanii tego jednak nie dostrzegają….

Najważniejsze w całej sytuacji jednak będzie zburzenie zaufania do systemu. Zdecydowana większość Hiszpanów uważa, że problemy sektora bankowego wynikały z nadmiernych powiązań polityków z sektorem bankowym. Mało kto łączy je z niskimi stopami procentowymi oraz zbyt luźną polityką kredytową. Obecnie większość Hiszpanów uważa, że problemy sektora bankowego się skończyły. Media doskonale wywiązały się ze swojego zadania.

W każdym razie jeżeli za jakiś czas Hiszpanie obudzą się w sobotę rano i usłyszą, że wartość ich depozytów spadła o 10%, zburzone tym samym zostanie zaufanie do systemu bankowego. Kto przy zdrowych zmysłach będzie trzymał środki na koncie oprocentowanym poniżej 2% skoro w ciągu jednego weekendu można stracić równowartość 5 lat odsetek.

Nagłe wycofanie depozytów z banków przełoży się na spotęgowanie problemów całego sektora. Obecnie nieoficjalne dane mówią o 13% zagrożonych kredytów (kredyt przewyższający wartość zabezpieczenia). W przypadku braków płynności wiele banków zapewne desperacko wypowie część umów kredytowych aby w panice pozyskać jakiekolwiek środki.  Doprowadzi to do dalszego pogorszenia się sytuacji na rynku nieruchomości oraz nasili sentymenty antybankowe wśród społeczeństwa.

Aby ratować niewypłacalny system bankowy zostaną dwa wyjścia:

a) ratowanie banków poprzez Bail – in czyli przejęcie depozytów, a następnie ich zamiana na akcje zbankrutowanego banku. Zburzy to do końca zaufanie do systemu, co wymusi ograniczenia w dalszych wypłatach środków ulokowanych na kontach w całym systemie. (Przelew możesz zrobić na dowolne konto w Hiszpanii lecz tygodniowo nie możesz podjąć więcej z konta niż…. Euro)

b) zastrzyki gotówki z EBC na bezprecedensową skalę. Jeżeli jakimś cudem Niemcy nie zdołają zablokować zapędów Brukseli i dodruk nabierze tempa to kilka krajów o restrykcyjnej polityce monetarnej zapewne zdecyduje się na porzucenie strefy Euro w obecnej formie i utworzenie nowego bloku walutowego łączącego Niemcy, Austrię, Luxemburg, Finlandię i może Holandię.

Dobrego wyjścia nie będzie, a powiedzenie „bezpieczne jak w banku” nabierze humorystycznego znaczenia…

całość tu: independenttrader.pl

podobne: „Eurokołchoz” – Złodzieje tracą wiarygodnośc ale ciągle im mało! oraz: Co sie stało sie na Cyprze?… i co dalej?

…Niemcy niestety dołączyły do szaleńców (EMS zgodny z konstytucją. Niemcy będą ratować zadłużoną Europę!) a system jest zabezpieczany na każdy możliwy sposób – PE przyjął przepisy ws. wspólnego systemu likwidacji banków.

…jednym słowem ZŁODZIEJSTWO… Ale czy tak państwa, jak i nieodpowiedzialni obywatele nie upichcili sobie tego losu na własne życzenie? Bastiat miał absolutną rację pisząc:

Życie na kredyt, czyli zjadanie przyszłości, to metoda, którą się obecnie stosuje, żeby sprzeczności [dużo korzyści i żadnych podatków] ze sobą pogodzić. Próbuje się osiągnąć niewielkie korzyści bieżące, ryzykując wielkie straty w przyszłości. Taki sposób postępowania przybliża widmo bankructwa, które kładzie kres kredytom. 

…teraz wszystko w rękach nieubłaganego czasu… granat odbezpieczony

Granat, prawo Murphiego

Niezależny Portal Finansowy: Czas zacząć dodruk złotówek


W ciągu ostatnich dni głośno dyskutuje się odnośnie zmian w ustawodawstwie  pozwalających na bezpośredni skup obligacji przez NBP. Rozumiemy przez to zwiększenie podaży polskiej waluty aby w ten sposób pokryć wydatki, na które nie starczyło środków zebranych w postaci podatków.

Narodowy Bank Polski jest instytucją odpowiedzialną za emisję pieniądza. Od roku 1997, kiedy to zmieniano Konstytucję, kreacją pieniądza zajęły się banki komercyjne. NBP udzielał pożyczek bankom, które następnie skupowały obligacji emitowane przez rząd. Konstytucja wprost zabraniała finansowania deficytu długiem zaciągniętym w NBP. Poza bankami komercyjnymi rząd mógł zadłużać się także w międzynarodowych instytucjach finansowych i co istotne także w walutach obcych.

Mieliśmy zatem sytuację, w której rząd nie mógł zadłużać się w banku narodowym lecz wyłącznie w sektorze bankowym (polskim i zagranicznym). Miało to dobre i złe strony.

Z jednej strony, uniemożliwiało finansowanie deficytów czystym dodrukiem pieniądza przez NBP co hamowało przyrost pieniądza w obiegu a tym samym inflacje. Aby bowiem pozyskać środki, rząd mógł emitować obligacje w ilości, która nie podważała zaufania inwestorów do Polski. Gdyby nagle rząd zdecydował się drastycznie zwiększyć zadłużenie wzbudziłoby to niepokój w sektorze bankowym co przełożyłoby się na brak chętnych na papiery rządowe. Mniejsza ilość kupców z kolei oznacza wzrost rentowność obligacji. Wzrost kosztów obsługi długu był swoistym hamulcem bezpieczeństwa chroniącym nas przed nieobliczalnymi politykami.

Z drugiej strony brak możliwości zadłużania się we własnym banku centralnym którego zyski przekazywane są do budżetu oznaczało, że wszystkie zyski z odsetek od obligacji trafiały do prywatnego sektora bankowego. Dodatkowo w sytuacji nagłego odpływu kapitału z Polski (ataku finansowego) kraj był narażony na skokowy wzrost kosztów obsługi długu i zdany na łaskę czy niełaskę międzynarodowych instytucji finansowych tzw. pożyczkodawców ostatniej szansy (MFW na Ukrainie). 

Biorąc pod uwagę skłonność polityków do kupowania głosów kosztem zwiększenia zadłużenia system taki miał sens.  Nie zmienia to faktu, że ani NBP nie wywiązywał się z zadań jak chociażby utrzymanie inflacji na poziomie 2,5% ani rząd, który nie powinien zwiększać zadłużenia kraju.

Poniżej znajduje się przykładowy koszyk produktów oraz ich cen w roku 2003 i 2013.

Ceny dziś i 10 lat temu

Obrazują one zmianę cen na przestrzeni 10 lat. Jak widać większość cen uległa podwojeniu. Realna inflacja wyniosła zatem po uśrednieniu 7% rocznie, a nie jak wskazują oficjalne dane 3%.

Jeżeli realnie polska waluta traciła na sile nabywczej ok 7% rocznie to jak kształtowała się rentowność obligacji rządu? 

rentowność obligacji

Jest to piekielnie ważny wykres pokazujący w jakim tempie okrada nas państwo ukrytą inflacją. Na powyższym wykresie widzimy 3 rzeczy:

a) czarny kolor obrazuje ile odsetek generowały nam 10-letnie obligacje rządowe na przestrzeni ostatniej dekady

b) linia niebieska przedstawia uśrednioną wysokość odsetek w ciągu 10 lat

c) linia czerwona natomiast przedstawia realną inflację

Widzimy zatem, że realna inflacja była wyższa niż odsetki od długu rządowego. W takiej sytuacji zazwyczaj dług publiczny w relacji do PKB spada. Niestety w polskich realiach stało się odwrotnie w efekcie zbyt szybkiego przyrostu długu. 

Dług Polski

Mimo, iż rząd mógł zapożyczać się po koszcie mniejszym niż realna inflacja, przy ogromnych dochodach z prywatyzacji oraz 150 mld zagarniętych z OFE to dług w relacji do PKB wzrósł prawie o 1/3 na przestrzeni 10 lat.

Powyższe dane pozwalają zrozumieć że, realny wzrost gospodarczy oscyluje w okolicy zera. Oczywiście możemy trzymać się oficjalnych statystyk, wg których mamy 2-3 % wzrost co roku. Jak jednak wyjaśnić fakt, że w latach 2004 – 2013 skumulowany wzrost gospodarczy wyniósł 40,8% (paiz.gov.pl) podczas gdy z pierwszej tablicy powyżej jasno wynika, że siła nabywcza obywateli nieznacznie się zmniejszyła na przestrzeni ostatniej dekady? Czy w sytuacji 40% wzrostu gospodarczego nie powinno być odwrotnie?

Albo zatem rząd wraz z bankiem centralnym celowo zaniża realną inflację aby pochwalić się wzrostem gospodarczym albo prawa ekonomii już nie obowiązują.


Dodruk waluty

Wracając jednak do sedna. Po latach zabawy z finansami rządzący zdali sobie sprawę, iż dochody budżetowe w nadchodzących latach dramatycznie spadną i trzeba znaleźć rozwiązanie pozwalające na pokrycie deficytu bez koniczności wprowadzania niepopularnych cięć wydatków. Skoro podwyżka podatków odpada zostaje dodruk waluty, wywołanie wyższej inflacji a tym samym zwiększenie podatku inflacyjnego, którego nie rozumie 95% społeczeństwa.

Są dwa sposoby na uruchomienie dodruku. 

a) W Konstytucji wprowadzone zostaną zmiany pozwalające na bezpośredni skup obligacji przez NBP za nowo wydrukowane złotówki.  Może to wywołać opór wśród niektórych kręgów politycznych. Poza tym jest to oczywisty sygnał, że rząd zamierza prowadzić nas ścieżką rodem z lat 90-tych, która skończyła się hiperinflacją. Ze względu na jasny cel zmian ta opcja jest mało prawdopodobna.

b) Zgodnie z obowiązującym prawem zarówno polskim jak i UE, bank centralny ma zakaz skupowania obligacji na rynku pierwotnym (rząd emituje obligacje, które skupuje NBP za nowo wykreowane złotówki). Nie ma jednak żadnych przeszkód aby NBP udzielił kredytów bankom np. PKO BP czy BGK, które skupią od rządu nowe obligacje, a następnie odsprzedzą je do NBP. Bank centralny oczywiście zapłaci za nie nowymi złotówkami.

Pod względem prawnym są to zupełnie inne operacje lecz efekt jest ten sam. Rząd zwiększa zadłużenie. Bank centralny zwiększa podaż pieniądza.

Co dalej?

Jeżeli proces ten raz się uruchomi jest on nie do zatrzymania. Mając możliwość dodrukowania pieniędzy rządy stają się przeciwne wprowadzaniu niepopularnych lecz koniecznych reform. Czemu rząd miałby ograniczać świadczenia socjalne czy redukować zbędne wydatki skoro zawsze może dodrukować złotówek? Pamiętajmy, dodruk zawsze jest zły gdyż ostatecznie doprowadza do inflacji która jest ukrytym podatkiem płaconym przez wszystkich oszczędzających przy czym zbyt szybki dodruk zawsze kończy się hiperinflacją oraz załamaniem gospodarki.

Nawet jeżeli pojawi się pewien sprzeciw wśród społeczeństwa to medialni eksperci będą bronić NBP czy rządu argumentując dodruk koniecznością dewaluacji złotówki aby w ten sposób wesprzeć eksporterów, rynek nieruchomości czy ceny akcji. Skąd my to znamy?

Dla rządu jest to komfortowa sytuacja ale dla przeciętnych obywateli dramat. Wyższa inflacja to wyższe ceny. Wyższe wynagrodzenia, wyższe ceny nieruchomości czy akcji oznaczają wzrost opodatkowania nominalnych dochodów. Kupując np. nieruchomość dziś i sprzedając ją za 4 lata po cenie dwukrotnie wyższej zapłacimy 19% podatek od wzrostu ceny. Będzie on nieuchronny i bez znaczenia będzie fakt, że tym samym wartość naszych pieniędzy spadła o 50%. Zysk nominalny jest więc podatek się należy.

Wyższa inflacja w sytuacji negatywnych stóp procentowych jest także na rękę rządowi oraz sektorowi bankowemu. Wg nowego ustawodawstwa NBP będzie mógł udzielać bankom komercyjnym kredytów stabilizacyjnych, przy czym o wysokości oprocentowania będzie decydował NBP. Możemy mieć zatem sytuację, w której realna inflacja będzie na poziomie 15%, obligacje będą płaciły 8% odsetek, RPP ustali stopy procentowe na poziomie 5%. Przeciętny obywatel chcąc ocalić oszczędności kupi obligacje rządowe, na których straci 7% (8% odsetek – 15% inflacja). Strata będzie jeszcze większa jeżeli uwzględni się podatek Belki od otrzymanych odsetek.

Dla odróżnienia sektor banków będzie mógł otrzymać od NBP kredyt stabilizacyjny oprocentowany na poziomie 4%, po czym za uzyskane środki kupi obligacje płacące 8%. Obracając pożyczonymi środkami bank zarobi 4% i w jego przypadku inflacja nie będzie miała znaczenia.

Podsumowanie

Zarówno rząd jak i NBP swoimi działaniami sprowadzają nas na ścieżkę rozpadu waluty. Mimo, iż wielu ignorantów ekonomicznych, patrz polityków, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji podejmowanych decyzji, to moim zdaniem niszczenie złotówki jest celowym działaniem.

Skoro większość obywateli sprzeciwia się wprowadzeniu Euro czyli pozbycia się resztek suwerenności to należy doprowadzić do sytuacji, w której obywatele zmienią zdanie i sami zaczną domagać się rozwiązania zaproponowanego czy to przez MFW, BŚ czy inne globalne instytucje finansowe. Obecny proces skoordynowanego niszczenia walut nie jest chaotycznym działaniem bezmyślnych urzędników lecz celowym planem mającym na celu dalszą centralizację władzy monetarnej.

Jeżeli ktoś uważa, że działania NBP służą interesowi Polski niech spróbuje się dokopać do struktury właścicielskiej banku centralnego. Mi się nie udało. Na pytanie kto jest właścicielem banku nie potrafił mi też udzielić odpowiedzi wysoki urzędnik pracujący w tejże instytucji. 

Trader21

źródło: independenttrader.pl

podobne: Szumowiny drukujące pieniądze na koszt podatników! oraz: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli. a także: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.

polecam również: Drugie dno „NBP gate” czyli, jak nie wiadomo o co chodzi….

Srebro. Kiedy skończy się manipulacja cenami metali szlachetnych?


fragment:

„…Przez lata procedura insider tradingu nikomu nie przeszkadzała a organy nadzoru przymykały na nią oko. Sprawa zaczęła się komplikować wraz z dochodzeniem prowadzonym przez niemiecki BaFin (organ nadzoru nad rynkami finansowymi). Po kilku miesiącach intensywnego dochodzenia prowadzonego przeciwko Deutsche Bank do mediów wyciekły informacje, iż skala manipulacji cenami złota i srebra przekracza skalę manipulacji LIBOR’em. Przy okazji dochodzenia doszło do kilkunastu „samobójstw” wśród bankierów co obrazuje skalę problemu. Oczywiście nie wszystkie „wypadki: były związane bezpośrednio z ustalaniem cen złota czy srebra ale zniknięcie kilku światków niewątpliwie utrudniło rozwiązanie sprawy.

 Zbyt dużo uwagi w niemieckich mediach poświęconych manipulacji doprowadziło do tego, że Deutsche bank zadeklarował wycofanie się z ustalania ceny zarówno złota jak i srebra. Fix miał nadal funkcjonować lecz przy udziale 4 banków dla rynku złota i 2 dla srebra. Nagle, kilka dni temu zdecydowano o definitywnym odejściu od ustalania ceny srebra na London Fix.

Nie chodzi tutaj absolutnie o zakończenie manipulacji cenami metalu. Temat fixingu przyciągnął zbyt wiele uwagi i trzeba go było jak najszybciej zakończyć. Ostatecznie decyzje o dużym znaczeniu podejmowane są za zamkniętymi drzwiami z dala od mediów czy organów nadzoru.

W całej manipulacji cenami metali szlachetnych London Fix był tylko jednym z ogniw. Co prawda w przeszłości tuż po otwarciu handlu w Londynie cena złota i srebra tajemniczo spadały po czym odbudowywały się wraz z przeniesieniem się handlu w Azji. 

Moim zdaniem koniec Fix’u jest jedynie próbą odwrócenia uwagi od rzeczy naprawdę istotnych. Korzyści z insider tradingu są znaczące ale nie najważniejsze. Najważniejsze jest utrzymywanie niskiej ceny złota i dzięki temu sztuczne podtrzymywanie wartości dolara .

Złoto czy srebro ma tą cechę, że nie da się go nagle dodrukować w przeciwieństwie do walut narodowych. Rosnąca zbyt szybko cena metali szlachetnych wskazuje, iż z walutami dzieje się coś niedobrego.

Obecnie większość walut jest dewaluowana w podobnym tempie. Dlatego też nie widzimy nagłego rozjechania się kursów jednej waluty względem innej. Gdyby jednak doszło do skokowego wzrostu ceny złota i srebra oznaczało by to jednoznacznie, że system zaczyna się walić się pod własnym ciężarem.

W całym procesie manipulacji cenami metali szlachetnych najważniejszy nie jest London Fix lecz handel papierowymi derywatami za którymi nie stoi fizyczny metal. W ostatnich miesiącach średnie dzienne obroty kontraktami terminowymi opiewały na 20 mln oz dla złota oraz 168 mln oz dla srebra. W ciągu jednego dnia właściciela zmieniło 640 ton papierowego złota oraz 5400 ton papierowego srebra. W obu przypadkach jest to mniej więcej kwartalna produkcja.

Warto także zwrócić uwagę na to, że zabezpieczenie dla kontraktów terminowych stanowi zaledwie 10 – 15 ton złota. Aby nie uszczuplać dalej zapasów Comexu realizacja kontraktów w metalu została praktycznie uniemożliwiona. W praktyce giełda działa lecz handel odbywa się papierem.

Taka sytuacja nie może trwać wiecznie. W Azji powstają kolejne giełdy handlu złotem, prawdziwym złotem. Nie obraca się na nich papierowymi kwitami z napisem złoto lecz wyłącznie fizycznym metalem. W sytuacji globalnej papier jest powoli wypierany przez cash & carry (gotówka za towar). W sytuacji gdy ktoś chce nabyć pokaźne ilości złota czy srebra nie może tego zrobić w Europie czy USA gdyż metalu na sprzedaż w dużych ilościach tu nie znajdzie. Wybiera się zatem do Hong Kongu, Szanghaju, Dubaju czy Singapuru.

Dla porównania sytuacja ze złotem w Londynie wygląda tragicznie. W ciągu ostatniego roku co najmniej 1000 ton zostało przewiezione do Szwajcarii, gdzie zostało przetopione i wysłane do Azji, bezpowrotnie. Mamy zatem sytuację w której za zachodzie obraca się kwitami z napisem złoto / srebro podczas gdy w Azji sprzedaż dotyczy wyłącznie metalu fizycznego.

Aby ostatecznie doszło do zakończenia manipulacji cenami metali szlachetnych musi dość do nagłej utraty zaufania w system. W sytuacji poważnych zagrożeń dla systemu finansowego znaczna ilość funduszy szuka bezpieczeństwa w złocie. Jeżeli w Europie czy USA nie da się skupić wystarczających ilości metalu, popyt błyskawicznie przesunie się do Azji. Dealerzy w Dubaju czy Singapurze mając do czynienia z ogromną ilością zamówień i ograniczonymi dostawami szybko podniosą ceny. Sytuacja taka błyskawicznie doprowadzi do zamykania kontraktów na złoto / srebro na Comex’ie i transferu kapitału do miejsc gdzie można nabyć fizyczny metal.  Ostatecznie dojdzie do zerwania linku pomiędzy bezwartościowymi kwitami z napisem złoto / srebro, a prawdziwym metalem…”

polecam całość artykułu zwłaszcza w kontekście rozwoju wydarzeń na wypadek załamania systemu papierowego pieniądza tu: independenttrader.pl

siła nabywcza pieniądza, dolar, inflacjapodobne: Co z tym złotem? Goldmanowe podjudzanie do sprzedaży „papierków”, kontra ciche skupywanie fizycznego złota przez Chiny.

polecam również: Złoty parytet czyli… cynik9 o „London Gold Pool” (rocznica kolapsu)

Independent Trader: Malutka Belgia ratuje obligacje USA czyli… jak zjeść ciastko i mieć ciastko.


fragment:

Wraz z początkiem roku 2014 świat obiegła informacja, że FED zmniejsza skalę dodruku nowych dolarów, za które skupował m.in. obligacje USA. Skup był konieczny gdyż brakowało na nie chętnych. Obecnie oficjalne dane mówią, że FED ograniczył skalę dodruku z 85 mld do 55 mld / mc. Jeżeli FED zmniejszył skalę dodruku (skupu obligacji) to powinno się to przełożyć na mniejszy popyt a tym samym niższe ceny czyli wyższą rentowność. W praktyce ceny obligacji rosły. Albo zatem kartel w cudowny sposób odwrócił prawa podaży – popytu albo jak wskazywałem w prognozach na rok 2014 lukę popytową wypełnił inny bank centralny.

Jak się niedawno okazało malutka Belgia stała się trzecim największym posiadaczem obligacji USA plasując się tuż za Chinami i Japonią. Aby zrozumieć skalę absurdu posłużę się kilkoma danymi odnośnie kraju Flamandów.

Belgię zamieszkuje 11 mln osób. PKB wynosi 483 mld Euro, a rezerwy walutowe 20 mld Euro czyli 26 mld USD. W ostatnich 4 miesiącach kraj ten skupił obligacje USA w kwocie 161 mld USD.

Kluczowe jest zrozumienie faktu, że mając zaledwie 26 mld rezerw walutowych Belgia posiada obligacje o łącznej wartości 341 mld. Różnica w powyższych kwotach wskazuje, na to że Belgia nie jest właścicielem obligacji lecz przetrzymuje je w imieniu kogoś kto nie chce się ujawniać.

Obligacje USA Belgia

Jak zatem tak mały kraj mógł dokonać tak ogromnych zakupów?

Otóż przydatne w tym celu są umowy swapowe pomiędzy FED a Europejskim Bankiem Centralnym. FED skupuje Euro za nowo wydrukowane dolary. Jednocześnie EBC w imieniu Belgii skupuje obligacje za środki otrzymane od FED’u w ramach wymiany. FED ma w bilansie nowe Euro, których nie musi nigdzie wykazywać gdyż nie podlega kontroli żadnej instytucji i nie jest audytowany. Jednocześnie Belgia może kupić za pożyczone dolary tyle obligacji ile będzie chciała.


Czemu FED po prostu nie dodrukuje więcej dolarów i sam nie skupi obligacji, na które brakuje chętnych?

Umowy swapowe (wymiana waluty między bankami centralnymi) nie wliczają się do tzw. Quantative Easing. Dzięki temu FED może oficjalnie twierdzić, że ogranicza druk gdyż sytuacja gospodarcza w USA jest na tyle dobra, że świat chce kupować amerykańskie obligacje.

Najprawdopodobniej poza Belgią inne kraje także będą zmuszone do wykupu obligacji USA za dolary pożyczone od FED’u. Prawa jest taka, że nie ma chętnych na śmieciowe obligacje i FED jest zmuszony do ich monetyzacji (skup za nowo drukowane dolary). Skoro jednak świat uważnie patrzy na skalę druku po stronie USA to należy dodruk przeprowadzić w taki sposób aby większość się nie zorientowała co naprawdę ma miejsce….

polecam lekturę całości (naprawdę warto) tu: independenttrader.pl

podobne tu: Gaszenie pożaru benzyną czyli… Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił oraz: USA. Limit długu wraca jak bumerang i przyprowadza kolegę „Obamacare”.

polecam również: Długi krajów rozwiniętych na historycznym poziomie a G20 wzywa USA do pilnego podniesienia limitu zadłużenia. oraz: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. 

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Złoty parytet czyli… cynik9 o „London Gold Pool” (rocznica kolapsu)


Cicho i bez fanfarów minęła niedawno 46 rocznica kolapsu London Gold Pool. London Gold Pool był konstrukcją 8 banków centralnych z 1961 roku, które połączyły zasadniczo swoje rezerwy złota w celu obsługi obowiązującego wówczas układu Bretton Woods i obrony przewidzianego w nim oficjalnego parytetu złota 1oz = $35. Układ Bretton Woods ustalał powojenny porządek monetarny i przewidywał wymienialność walut krajów sygnatariuszy na dolara po stałym kursie. Kustoszem wartości dolara była natomiast Ameryka która zobowiązywała się utrzymywać nieograniczoną wymienialność dolara na złoto wg tego parytetu.

Układ Bretton Woods działał poprawnie przez dwadzieścia parę lat. Był instrumentalny w procesie powojennej rekonstrukcji i ożywienia gospodarczego. We wczesnych latach 60-tych XX wieku  utrzymanie założonego parytetu złota stawało się jednak coraz trudniejsze. Powodem był brak dyscypliny finansowej ze strony Ameryki. Szczególną rolę odegrała tu prezydentura Lyndona Johnsona i jego polityka „guns and butter”. Z jednej strony Johnson znacznie rozszerzył kosztowną wojnę w Wietnamie. Z drugiej zaangażował się w wielkie programy socjalne, budując „Great Society”. Aby to sfinansować Ameryka wykorzystywała swoją uprzywilejowaną pozycję masowo drukując potrzebne jej dolary. Można się domyślić że nie stała za tym proporcjonalnie rosnąca ilość złota…brettonwoods

Celem London Gold Pool było zasadniczo przedłużenie istniejącego status quo  przez wmawianie publice że dolar amerykański, mimo masowego druku, nadal zachowuje uzgodniony w Bretton Woods parytet wymiany na złoto. Swój cel LGP miał osiągać głównie poprzez manipulacje handlowe w Londynie. Manipulacje udawały się przez pewien czas ale stawały się coraz bardziej kosztowne. W końcu z jednolitego frontu banków centralnych tworzących LGP wyłamała się Francja, opuszczając pool w 1967. Generał de Gaulle zażądał w tym czasie od Ameryki bezpośredniej wymiany francuskich rezerw dolarowych na złoto fizyczne. W myśli obowiązujących postanowień miał do tego prawo. Ostatecznie, w kilku transzach, udało mu się tego dokonać, wysyłając nawet w pewnym momencie okręt wojenny do Nowego Yorku dla bezpiecznego transportu.

Amerykański establishment od dłuższego czasu musiał patrzeć argusowymi oczami jak wynoszące ponad 20’000 ton powojenne rezerwy złota stopniowo topnieją. W końcowym rozrachunku spadły one o 2/3. Większość sygnatariuszy Bretton Woods  nadal jednak trzymała swoje rosnące rezerwy w USA. Dopiero akcja Francji  która zażądała fizycznej wymiany papieru na złoto i repatriacji tego złota do domu spowodowała alarm. Obawy o kolaps systemu były tak duże że CIA w całej Europie otrzymała polecenie przeciwdziałania rozpowszechnianiu informacji o francuskiej repatriacji złota i lobowania innych rządów aby nie powtarzały przykładu Francji. Ostatecznie obok Francji na podobną repatriację zdecydowała się tylko Hiszpania.

Losy porządku monetarnego Bretton Woods a złota w systemie monetarnym w szczególności były już jednak przesądzone.

Naprzód, po wielokrotnych runach na złoto, London Gold Pool załamał się ostatecznie w marcu 1968 roku. Rząd brytyjski ogłosił wtedy „święta bankowe” na dwa tygodnie, wstrzymał cały handel złotem i dokonał masowej dewaluacji funta o przeszło 14%. Problemy na londyńskim rynku złota wykorzystali Szwajcarzy (jedna ze stron LGP) którzy przejęli znaczną część handlu w tym metalu. Zürich Gold Pool zaczął operacje prawie natychmiast. Z londyńskim rynkiem złota zamkniętym business przeniósł się szybko pod Alpy, oficjalnie aby przeciwdziałać zaburzeniom na rynkach walutowych.

W trzy lata później padł ostatecznie układ Bretton Woods. W sierpniu 1971 prezydent Nixon oficjalnie ogłosił że Ameryka nie będzie dłużej honorować swoich zobowiązań wymiany dolarów na złoto, zamykając tym samym tzw. „złote okno” – ostatni link między systemem monetarnym a złotem.

źródło: dwagrosze.com

podobne: Historia handlu złotem – Stooq

polecam również: Ile jest złota w “certyfikacie”? – czyli cynik9 o Goldmanowym “złocie” i to: Szumowiny drukujące pieniądze na koszt podatników! – Godfrey Bloom MEP a także: Independent Trader: “Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.

Dziewiąta fala - Ivan Slavinsky

Dziewiąta fala – Ivan Slavinsky

Jak Grabski zrujnował II RP czyli… o praktycznym znaczeniu złudzeń


„…Okres powojenny charakteryzował się dużym chaosem i trudnościami ze zorganizowaniem jednolitej administracji na terenach, które przez ponad stulecie znajdowały się pod innym zarządem. Dlatego też, choć już 28 lutego 1919 roku ogłoszono, że marka polska zostaje zastąpiona przez polskiego złotego, ze względu na opóźnienie w druku nowych banknotów w Paryżu wprowadzenie nowej waluty trzeba było odłożyć na później. Wkrótce okazało się też, że w warszawskiej siedzibie Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej znaleziono wydrukowane przez Niemców banknoty marek polskich o wartości 360 milionów i premier Jędrzej Moraczewski w obliczu opóźniającego się druku nowych pieniędzy podjął decyzję o wypuszczeniu ich w obieg.

Decyzja socjalistycznego premiera Moraczewskiego stanowiła pewien wyznacznik chaosu, który zapanował w polityce finansowej lat powojennych. Jednorazowe puszczenie w obieg tak dużej liczby banknotów przy braku odpowiednich rezerw w złocie mogło przynieść jedynie katastrofalne skutki. Na dodatek do 1920 roku Polska ponosiła ciężar ogromnych wydatków wojennych i zmuszona była nieustannie zwiększać deficyt budżetowy. Podczas gdy w 1919 roku deficyt wynosił 9 milionów marek polskich, w 1920 roku było to już 58,5 miliona, a w 1923 roku 113,7 miliona. Taki rozwój wydarzeń mógł przynieść ze sobą jedynie krach, który nadszedł w 1923 roku. W okresie 1919-1924 państwo polskie miało zarobić na druku banknotów sumę rzędu 500-800 milionów dolarów, lecz odbyło się to kosztem całej gospodarki i społeczeństwa. Zyski z druku banknotów PKKP przeznaczało na pożyczki na wojnę z bolszewikami, odbudowę kraju oraz inne państwowe inwestycje. Ostatecznie w połowie 1923 roku doszło do hiperinflacji. Podczas gdy w końcu 1918 za 1 dolara USA płacono 9 marek polskich, w 1920 – 590, a w kwietniu 1924 aż 9 250 000 (!).

Zadanie naprawy systemu i podniesienia Polski z kolan powierzono Władysławowi Grabskiemu, który uzyskał od Sejmu specjalne pełnomocnictwo na 6 miesięcy, umożliwiające mu wydawanie rozporządzeń z mocą ustawy. Dokonał waloryzacji podatków, nałożył 1 miliard franków podatku na rolnictwo, przemysł i inne branże, a także w przyspieszonym trybie podatek majątkowy oraz ograniczył większość wydatków i zrezygnował z dotacji dla kolei. W ten sposób udało się uzyskać równowagę budżetową i stopniowo opanować tempo inflacji, a Grabski zyskał miano bohatera, który ocalił polską gospodarkę.

Większość historyków wydaje reformie Grabskiego jednoznacznie pozytywną ocenę, lecz warto zauważyć, że polityk ów w ciągu kolejnych kilku miesięcy doprowadził kraj na skraj upadku. Ponadto, od samego początku II RP lobbował na rzecz utworzenia nowego banku emisyjnego, który posiadałby odmienną od PKKP strukturę oraz prawo do emisji własnych banknotów. Uzyskawszy od Sejmu specjalne pełnomocnictwo, skrupulatnie je wykorzystał. 20 stycznia 1924 roku powołano do życia Bank Polski SA. Grabski zakładał, że nowa instytucja, w której statut wpisano, że emisja banknotów powinna mieć znacznie wyższe niż uprzednio pokrycie w złocie lub dewizach, pozwoli świeżo upieczonemu państwu odzyskać zaufanie inwestorów i samej ludności. Jak się jednak później okazało, sam stał się przyczyną kolejnego wielkiego krachu.

Sytuacja polityczno-gospodarcza w 1924 roku była obarczona sporą niepewnością – w 1920 roku niemal cudem udało się wypędzić z Polski bolszewików, Niemcy nieustannie zgłaszali pretensje do ziem leżących na zachodzie, a świat pogrążony był w powojennej stagnacji. Kredyt był drogi, a Grabskiemu udało się wyhamować hiperinflację kosztem oszczędności Polaków. Najtańszy kredyt w tych ciężkich czasach mogło dać jedynie państwo, ale było ono dosłownie spłukane.

Rozwiązanie Grabskiego było następujące: kapitał na założenie banku miały dać osoby prywatne (bank centralny będzie spółką akcyjną), a państwo miało udzielić bankowi centralnemu wszelkich dostępnych przywilejów prawnych. Wyemitowano milion akcji po 100 zł każda, które nabyło 176 tysięcy akcjonariuszy. Skarb Państwa posiadał początkowo zaledwie 1 procent akcji. Bank Polski zaczął udzielać kredytów lombardowych i dyskontowych (czyli tradycyjnych pożyczek dla banków o chwiejnej płynności) na bardzo niski procent i w ten sposób od razu zyskał sobie serce całego sektora bankowego.

Otwarcie nowej instytucji dokonało się z wielką pompą w gmachu Filharmonii Warszawskiej, a w warszawskiej katedrze odbyło się nawet specjalne nabożeństwo pod przewodnictwem kardynała. Jak można się było spodziewać, największymi akcjonariuszami banku centralnego były największe ówczesne banki: Pocztowa Kasa Oszczędności, Bank Angielsko-Polski oraz Bank Gospodarstwa Krajowego.

Początkowy plan był bardzo ambitny, gdyż banknoty Banku Polskiego miały posiadać spore pokrycie w złocie i dewizach. 1 złoty został nawet zdefiniowany jako 1/3,444 g czystego złota i związany sztywnym kursem z frankiem szwajcarskim. Jednakże podczas gdy emisja banknotów z maja 1924 była pokryta kruszcami i dewizami w 87%, w roku 1925 pokrycie wynosiło już 36%. Choć pierwotny statut banku przewidywał, że zasady pokrycia mogły zostać zmienione tylko odpowiednią ustawą, w praktyce znów ucieknięto się do dodruku banknotów. Mimo iż w 1924 roku Władysław Grabski z tak wielkim trudem narzucił ograniczenia wydatków, w ciągu kolejnych kilkunastu miesięcy bezmyślnie dopuścił do ich radykalnego wzrostu. Złoty zaczął tracić na wartości, na co wpływ miała zapewne także wojna celna z Niemcami, która zdusiła Polski eksport. Polskie towary nie mogły wyjeżdżać za granicę, więc spadło zapotrzebowanie na polską walutę, co miało przełożenie na obniżenie jej kursu w stosunku do innych walut. Bank Polski podjął walkę o utrzymanie kursu złotego poprzez wyprzedaż dewiz, lecz sytuacja była nie do opanowania. Ostatecznie cenę złotego poddano rynkowi i doszło do kolejnego załamania. Reforma Grabskiego przyniosła poprawę jedynie przez kilkanaście miesięcy….

…Z ostatniego przed wojną zestawienia długu państwa wynikało, że skarb był zadłużony na 2 miliardy złotych, czyli naprawdę astronomiczną sumę (dla porównania, miesięczne zarobki wykwalifikowanego robotnika wynosiły 120 zł). Obywateli zachęcano do nabywania obligacji hasłami odbudowy kraju, wielkich inwestycji oraz stworzenia odpowiedniej infrastruktury, zdolnej połączyć ziemie różnych zaborów. Wielokrotnie powoływano się na patriotyczny obowiązek, a hasło to miało przed wojną wielką nośność. W ten sposób udawało się podtrzymywać przy życiu gospodarkę, która w kolejnych latach aż do wybuchu wojny stawała się coraz bardziej regulowana, kontrolowana i izolowana od świata…” (Jakub Wozinski, całość tu: nczas.com)

podobne: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? polecam również:  Jak zainstalowano w Polsce “kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi i to: Sławomir Suchodolski: Dwa miliony nielegalnych zapalniczek czyli… monopole w II RP oraz: cynik9: Nosił wilk razy kilka czyli… związkowa „przedsiębiorczość” w PKP, oraz „refleksja historyczna” z etyką kolejarską na tle przedwojennej PKP. a także: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji

„…tak zwana reforma walutowa Grabskiego, była gwarantowana przez banco italiana, którego kierownikiem był Józef Toeplitz, brat Teodora Toeplitza działacza PPS. Ta cała reforma to jest jeden z nieważnych całkiem fetyszów, którymi posługują się publicyści historyczni, by niczego nie wyjaśnić. Piszą zwykle o niej tak, jakby Grabski był jakimś geniuszem finansów. Tymczasem był to normalny socjał, agresywny dureń i kabotyn, którego w wyniku partyjnych gierek zrobiono ministrem od finansów. Żadna reforma się nie uda, jeśli nie jest gwarantowana przez poważną instytucję finansową. Ta zaś, za swoje gwarancję każe sobie płacić. I tu dochodzimy do istoty rzeczy, czyli do tego co ważne i ukryte. Czym kazali sobie zapłacić włoscy faszyści za ustabilizowanie polskiej waluty? Nie chodzi mi o klauzule jawne, ale o te drugie. Jeśli ktoś mi powie, że w umowie nie było tajnych klauzul wyleci. Pamiętamy wszyscy do czego się sprowadzają dyskusje o polityce polskiej w międzywojniu – było świetnie, była reforma Grabskiego, była Gdynia, COP i Stalowa Wola, a potem był komunizm i nic nie było. Otóż nie, potem był komunizm i rzeczywiście nic nie było, ale nagle zaczęły się pojawiać wielkie zakłady, a w telewizji serial pod tytułem „Pejzaż horyzontalny”. Nikt jakoś nie dostrzegł póki co żadnych związków pomiędzy polityką Gierka, a polityką sanacji stabilizującej walutę. Ja dostrzegam, choć zarysy są niewyraźne póki co. Chodzi o to, że tak zwana stabilizacja i rozwój nie jest żadną stabilizacją i rozwojem, ale wstępem do dewastacji na niespotykaną skalę. Dokonuje się jej za pomocą wojny, albo za pomocą pokojowej rewolucji. Dyskusje zaś o polityce międzywojnia nie dochodzą do tego momentu, bo skupiają się na kwestii – Ach! Gdyby dano nam szansę! No właśnie chodzi o to, że tej szansy nie było, była pułapka, w którą zostaliśmy zapędzeni i było mnóstwo nieważnych gadżetów, do których wszyscy się przywiązali nie zwracając uwagi na sprawy istotne i ukryte. Jeśli bowiem Toeplitz Józef udzielił Polsce pożyczki, za pomocą której ustabilizowano walutę, to znaczy, ze uzyskał realny wpływ na politykę państwa. I nie ma co się cieszyć, że Grabski wypuścił z więzienia jego bratanka, po rozstrzelaniu jakichś mniej ważnych komunistycznych szpiegów. To było zachowanie idioty, który nie rozumie gdzie jest. Nie rozumie, że oto na jego oczach odbywa się jedyny w swoim rodzaju spektakl – agent bolszewizmu zostaje uwolniony przez swojego stryja bankiera i nie przestaje być agentem bolszewizmu. Potem, kiedy minął czas wyroku, wraca normalnie do kraju i zakłada wraz z Nowickim i Żakowskim spółdzielnię mieszkaniową na Żoliborzu. Jaki z tego wniosek? A taki, że bankierzy mają wiele wspólnego z bolszewikami, ale ludzie, którzy dali się zapędzić w pułapkę socjalizmu niepodległościowego tego ni w ząb nie rozumieją. Dlaczego nie rozumieją? Bo są bezradni wobec pieniędzy wręczanych im rzekomo za darmo przez tych bankierów sponsorujących bolszewizm. Zachęcam wszystkich do kontynuowania tego wątku…” (coryllus – O praktycznym znaczeniu złudzeń)

„W książce pt.”Social and Political History of the Jews in Poland , 1919-1939″ pana Josepha Marcusa na stronach 83-86 jest pełna informacja o założeniu Banku Handlowego w Warszawie przez Leopolda Kronenberga i o akcjonariacie. Z informacją, że tzw. polska arystokracja była w tym banku „dla ornamentyki”. Wśród akcjonariuszy znajdują się m.in:bracia Ludwik, Henryk i Jakub Natansonowie (mający na boku bank Selig Natanson&Sons), bankierzy Henryk i Józef Toeplitz, Hipolit Wawelberg (właściciel Banku Zachodniego), Julius Wertheim handlowiec i bliski współpracownik Kronenberga oraz sześciu członków rodziny Kronenberga. Ojciec Toeplitzów Bonawentura Toeplitz przez wiele lat aż do śmierci w roku 1905 był szefem konglomeratu przemysłowego w przemyśle ciężkim (produkcja stalowa, huta w Warszawie a może i druga, wagony kolejowe dla Rosji , 100% urządzeń rolniczych na zabór rosyjski etc) Lilpop , Rau &Loebenstein. Zabawa polegała na tym, że cały przemysł ciężki w wykonaniu Lilpopa był skredytowany przez Bank Kronenberga, podobnie jak wszystkie cukrownie. Bank Kronenberga od początku zmonopolizował obsługę finansową eksportu produktów rolnych z ówczesnej Polski czyli zaboru rosyjskiego. Bank operował też w Rosji z uwagi na gwałtowny rozwój przemysłu. Wszystkie te biznesy funkcjonowały do roku 1939 a spółka Lilpop Rau & Loevenstein podobno nawet do 1944. Co chciał budować Lilpop w ramach np. zamówień rządowych (Kolej Warszawsko Wiedeńska, wodociągi warszawskie) to mu kredytował Bank Handlowy.
Cały boom bankowo-przemysłowy rozpoczęty PO upadku Powstania Styczniowego (i zapewne zebraniu kapitału początkowego na obrocie skonfiskowanymi majątkami naiwnych Polaków) – przez tę grupę panów – ciągnął się lepiej lub gorzej do końca II RP, więc Grabski musiał tak tańczyć jak mu zagrali a nie jest wykluczone, że to oni go postawili na tej posadzie.
Kronenberg i koledzy plus niejaki Bloch założyli jedyny w zaborze rosyjskim bank hipoteczny. A jego założyciele, jak pisze pan Marcus, należeli do największych właścicieli nieruchomości w największych miastach. W 1913 r. trzymał podobno 75% depozytów całego zaboru rosyjskiego. Z niejakim Kirszrotem założyli też „pierwszy bank spółdzielczy”.
Natomiast pan Józef Toeplitz w dalekiej Italii był prezesem Banku Włoskiego , którego akcjonariat przedstawiał się następująco: Deutsche Bank, Dresdner Bank, Bank fuer Handel und Industrie, Bleichroeder, Oppenheim, Berlinergesselschaft, Anglo-Oesterreichische Bank, Wiener Bank , Oesterreichische Kreditanstallt i oraz po jednym bank szwajcarski i bank francuski. Czyli to Niemcy via Milano złożyli Grabskiemu ofertę nie do odrzucenia.” (pink panther 14 maja 2017)

Obecnie łUnia (czyli Niemcy) sponsorując największe projekty „zrównoważonego rozwoju Polski” dzięki tzw. „funduszom” (tj. kredytowi), pomaga przeżyć kolejnej już edycji „sanacji” (tj. „dobrej zmiany”). Oto jak historia walcem się toczy, a Polacy coraz cieniej są przez nią rozsmarowywani… (Odys)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i jeszcze: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu. oraz: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą.

Grabski zaś do dziś kojarzony jest jako wybitny ekonomista i zbawiciel polskiej gospodarki międzywojnia (głównie z powodu sentymentu za „młodym” bo dopiero co „niepodległym” państwem). Mało kto potrafi skojarzyć jego reformatorskie posunięcia ze stosowaną dziś przez wiele państw polityką ratunkową sektora bankowego kosztem kapitału obywatelskiego (prywatnego) i psuciem pieniądza (popularnie zwanym „drukowaniem”) – czyli z czymś co wielu entuzjastów Grabskiego kojarzy jednoznacznie negatywnie, ale to nie przeszkadza im uważać jego postać za bohatera… (Szumowiny drukujące pieniądze na koszt podatników! – Godfrey Bloom MEP)

Swojego czasu Pan Grzegorz Braun udzielił wypowiedzi na temat zaplecza politycznego pewnej partii, której wodzostwo i elektorat charakteryzuje się właśnie ślepym uwielbieniem polityki (również gospodarczej) jaką prowadzono w czasach II RP… Fragment zacytuję:

„…To jest takie myślenie o państwie że właśnie państwo to musi być wielki projekt a zatem budowa jakiejś piramidy chyba, że nie będzie państwa jeżeli władza nie będzie zaangażowana we wznoszenie czegoś, konstruowanie. Jakiegoś nie wiem, jakaś „Nowa Gdynia”, jakiś „Centralny Okręg Przemysłowy” im się marzy. Ja tutaj nie chcę wchodzić w zaszłości historyczne, ale pragnę przypomnieć że zanim ukończyła się budowa „COPu”, no to nas Niemcy z Moskalami skasowali. A jaki wyzysk fiskalny! Jaki wyzysk fiskalny był tym kosztem, który trzeba było zapłacić za budowanie właśnie jakiejś gigantomanii  na skalę całego państwa. To zaowocowało wielkim rozgoryczeniem i zniechęceniem wielu Polaków do państwa polskiego.  A zatem sądzę że dzisiaj nie może polski niepodległościowiec  nie rozumieć tego, że zanim my tutaj jakąś piramidę wybudujemy jakiś COP następny no to właśnie przeciwnik podyktuje nam nowe reguły gry. Przeciwnik nam je podyktuje i w związku z tym moim zdaniem kluczowa sprawa jest taka, żeby państwo polskie było mniej dolegliwe dla własnych obywateli.  Żeby Polaków samo państwo polskie nie zniechęcało do Polski. Otóż dzisiaj to co się za państwo polskie podaje – ta atrapa, te sztaby, te paśniki, te biura centralnej okupacyjnej biurokracji warszawskiej – to wszystko Polaków do Polski zniechęca…”

…podstawowy błąd (nie wiem czy z głupoty, czy pod dyktando obcej agentury) jaki zrobiła władza wtedy – tj. w 20 leciu międzywojennym – jak i w latach 90 tych (podczas tzw. „transformacji ustrojowej” po „obaleniu komuny”) to brak uwłaszczenia obywateli i socjalistyczne (tj. centralne) sterowanie gospodarką za zrabowane narodowi w podatkach pieniądze. Widać taka już nasza „narodowa” tradycja samemu się upadlać w niewolnictwie lewicowej doktryny „ekonomicznej”, która po dziś dzień jest realizowana wszystkimi siłami politycznymi jakie były u sterów Polski przez ostatnie 25 lat (komuny nie licząc).

Wiara w centralne zarządzanie i w „sprawiedliwą społecznie” redystrybucję ze „wspólnego” kotła, do dziś powoduje że ciężko będzie skierować w ten sposób spaczone umysły na doktrynę choćby takiego Rybarskiego, o Doboszyńskim nawet nie wspominają bo to dla socjalistów całkowity odlot. Być może dlatego że umysły „elit” (i nie tylko) naszego „nieszczęśliwego kraju” trawi ekonomiczny analfabetyzm… (Odys)

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.


fragment:

Luzowanie Ilościowe (QE) - Ben Bernanke

Luzowanie Ilościowe (QE) – Ben Bernanke

Bank Anglii, najstarszy prywatny bank centralny niedawno opublikował interesujące opracowanie „Money Creation in the Modern Economy”. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że otwarcie wykazuje błędy obecnego systemu bankowego bazującego na systemie rezerwy cząstkowej.

W uproszczeniu obecny system funkcjonuje na 2 poziomach:

Bank Centralny

Rząd danego kraju np. Wielkiej Brytanii nie może emitować pieniędzy więc zwraca się do prywatnego Banku Anglii aby ten wyemitował pewną ilość Funtów.

Bank Anglii kreuje z niczego pożądaną ilość środków płatniczych po czym pożycza je Wielkiej Brytanii oczywiście na określony procent.

Rząd w zamian za pożyczone pieniądze emituje i przekazuje do Banku Anglii obligacje zabezpieczone przyszłymi dochodami z podatków.

Rząd Wielkiej Brytanii wydaje Funty na różne potrzeby. Pożyczone środki powiedzmy 100 mln + 3 mln odsetek należy kiedyś zwrócić. Jak zatem można zwrócić 103 mln skoro otrzymało się tylko 100 mld? Otóż można zadłużyć się jeszcze bardziej. Można pożyczyć 110 mld, spłacić wymagalne 103 mld i schemat powtarzać przez pewien czasu. Długu nie da się jednak spłacić. Może on tylko rosnąć.

Banki komercyjne

Środki płatnicze wyemitowane przez Bank Anglii, wydane przez rząd trafiają do obywateli. Część z nich trafia do banków komercyjnych.

Obywatel „A” deponuje na koncie w banku kwotę 100 GBP

Bank bez jego wiedzy może z owych 100 GBP udzielić obywatelowi „B” kredytu na kwotę 90 GBP. Należy jednak pamiętać, że na koncie pana „A” ciągle figuruje kwota 100 GBP. Bank stworzył z powietrza właśnie 90 GBP, które przekazał panu „B” i od których będzie pobierał odsetki.

(Polecam w tym miejscu obejrzeć materiał z Podziemnej TV – Największy przekręt w historii – kreacja pieniądza bezgotówkowego przez banki. gdzie cały mechanizm jest w prosty i przystępny sposób wytłumaczony – Odys)

Pan „B” z 90 GBP kredytu wydał tylko 40 GBP, a 50 GBP ulokował na koncie.

Bank mając w depozycie 50 GBP może „pod ich zabezpieczenie” wyemitować znowu z powierza kolejne 45 GBP. (90 % wartości depozytu przy 10% rezerwy cząstkowej)

W ekstremalnej sytuacji z 10 GBP depozytu banki komercyjne mogą wykreować łącznie do 100 wirtualnych GBP, od których będą pobierać odsetki.

Sam system kreacji jest bardzo dokładnie opisany w komentarzu Radka Szymanka pod artykułem:http://independenttrader.pl/59,zloto_fizyczne_vs_rynek_papierowy.html

Kreacja pieniądza w systemie rezerwy cząstkowej była tajemnicą pilnie strzeżoną przed publiką. Nie bez powodu już w 1930 roku Henry Ford stwierdził „Dobrze, że Amerykanie nie wiedzą jak funkcjonuje system bankowy. Gdyby poznali zasady jutro mielibyśmy rewolucję”.

Wracając do opracowania opublikowanego przez Bank Anglii, nie wydaje mi się aby był to przypadek. W ciągu kilku ostatnich miesięcy jest to już trzecie tego typu opracowanie lub wypowiedź osób powiązanych w przeszłości z bankami centralnymi, Międzynarodowym Funduszem Walutowym czy Bankiem Światowym….

Mamy zatem kulminację kilku zjawisk:

– bezprecedensowa koncentracja majątku w rękach 1% populacji powiązanej z sektorem finansowym

–  narastające nierówności zbliżone do poziomu grożącego wybuchem rewolucji społecznej w dobie łatwiejszej wymiany informacji

– banki centralne są technicznymi bankrutami

– znaczna część sektora finansowego jest technicznym bankrutem utrzymywanym przy życiu ogromną ilością środków płatniczych prosto z banków centralnych

– system ostatecznie zawali pod ciężarem niespłacalnych długów

W takiej sytuacji zastanawiam się czy elita finansowa nie uznała, że w obecnych okolicznościach bezpieczniej będzie oddać tymczasowo kontrolę nad podażą pieniądza z powrotem w ręce rządów i bezpiecznie pozostać w cieniu. Po krótkotrwałym zamieszaniu spowodowanym resetem długów można by przywrócić stabilizację monetarną, dzięki której bez większych problemów 1% społeczeństwa zachowa majątek na niezmienionym poziomie. Przy okazji całe niezadowolenie społeczne można by skierować w innym kierunku jak najdalej od winnych obecnej sytuacji.

Nad masami można panować tylko do pewnego czasu. Po przekroczeniu pewnych poziomów ucisku ludzie buntują się i sekwencji wydarzeń nie daje się zatrzymać. Dobrym przykładem jest Rewolucja Francuska, do której doszło w efekcie upadku papierowej waluty. Głowy tzw. elit potoczyły się w dosłownym tego słowa znaczeniu, a słowo bankier było najgorszą obelgą.

Dziś na światło dzienne wychodzą wieloletnie manipulacje cenami złota….

polecam lekturę całości pod linkiem: independenttrader.pl

podobne: Gaszenie pożaru benzyną czyli… Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił

Mayer Anselm Rothschild kiedyś powiedział: Pozwólcie mi tworzyć i kontrolować pieniądze państwa, a nie będzie mnie obchodzić kto tworzy w nim prawo.”

quantitative easing - "luzowanie ilościowe"

quantitative easing – „luzowanie ilościowe”

Trzeba sobie po pierwsze zdać sprawę na czym opiera się dzisiejszy system “wartości” w gospodarce – a opiera się właśnie na pieniądzu. Kto drukuje ten kontroluje i zawłaszcza. Należy jednak pamiętać o tym, że system bankowy i rynki finansowe w obecnym wydaniu to patologia która nie ma nic wspólnego z kapitalizmem czy liberalizmem gospodarczym poza słowem “kapitał” którego synonimem dzisiaj niesłusznie uznaje się “papierowy” (bez wartości – po za umowną) pieniądz.

Jak się zajrzy w definicję kapitalizmu czy liberalizmu gospodarczego, to nie ma tam słowa o rynku kapitałowym bazującym na pieniądzu czy kredycie spekulacyjnym jako PODSTAWIE funkcjonowania wolnego rynku w gospodarce.  Obecnie “rynek finansowy” (tzw. giełdy papierów wartościowych) czy system zwany “bankowym” już dawno oderwały się od realnej gospodarki, uzależniając ją od takich patologii jak kredyt czy “luzowanie ilościowe”. Od jakiegoś już czasu widać wyraźnie (i wiedza ta na szczęście staje się co raz bardzie powszechna), że te “wynalazki” nowoczesnej bankowości dobijają przedsiębiorczość. Czy celowo? Można z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć że tak, ponieważ pomimo rosnącego w sposób lawinowy zadłużenia – nie tylko poprzez samą instytucję kredytu, ale przede wszystkim za sprawą kreacji pustego pieniądza która towarzyszy „akcji kredytowej” – instytucje finansowe które wiodą w tej patologii prym nie robią absolutnie NIC żeby to szaleństwo zatrzymać! Dalej w sposób nachalny udzielane są kredyty i pożyczki, chociaż różnego rodzaju instytucje biją na alarm (Toksyczne aktywa w systemach bankowych Polski i HiszpaniiBrytyjczycy w długach po uszy). Więc należy sobie zadać pytanie – na co liczą ci pożyczkodawcy? Na zwrot pożyczonych kwot które jak słusznie zauważył „Trader21” są teoretycznie nie do ściągnięcia, czy raczej na zajęcie “zastawu”?

Chwilówki - Michał Dziekan

Chwilówki – Michał Dziekan

Prawda jest jednak taka, że nikt ludzi nie zmuszał do zadłużania się (ani pożyczania), więc za jakiś czas będą musieli zbierać swojej “chciwości” (w jednym przypadku) i głupoty (w drugim) żniwo i dobrze! “Przebiegunowanie wartości” jakie nastąpiło skończy się bowiem katastrofą dla jednych i drugich – masowym wywłaszczeniem i buntem przeciwko niemu…

Przejmowanie własności za pomocą pustego pieniądza w takim systemie jaki obecnie funkcjonuje jest  bardzo proste o czym więcej tu: Szumowiny drukujące pieniądze na koszt podatników!

polecam również: “Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

…Odys

rys. Żukow

rys. Żukow