Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków).


Z teologicznego punktu widzenia każda praca wymaga przestrzeni wolności, gdyż jest ona ludzkim czynem podjętym w sposób wolny i świadomy. W podobny sposób na pracę patrzył austriacki ekonomista i filozof, Ludwig von Mises (†1973) . Praca według niego ma wszelkie znamiona działania jako dobrowolnej wymiany, w której człowiek próbuje zastąpić mniej satysfakcjonujący stan rzeczy stanem bardziej zadowalającym. W celu usunięcia odczuwalnego dyskomfortu działający człowiek porządkuje i stopniuje dostępne w świecie środki według nadanej im użyteczności.” (ks. Jacek Gniadek)

Tyle na temat uczciwych warunków pracy i płacy, a teraz o patologicznych (ale zgodnych z prawem) pomysłach tzw. władzy by żyć na koszt innych.

1.Tak Zwana „Średnia Krajowa”.

„Powiedzenie „istnieje kłamstwo, bezczelne kłamstwo i statystyka”, z powodzeniem można by zastąpić dziś „jest kłamstwo, wierutne kłamstwo i średnia krajowa”

GUS liczy średnią krajową zbierając dane od przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób. Jest to ok. 40% wszystkich zatrudnionych w Polsce na umowę o pracę.

40% z 11,6 milionów to 4.64 mln ludzi.

Powróćmy do liczby wszystkich zatrudnionych – 15,5 mln.

4,64 mln branych pod uwagę przy wyliczaniu średniej krajowej spośród 15,5 mln wszystkich zatrudnionych. To nawet mniej niż 30%! Przyjmijmy błąd w szacunkach, niech sięgnie nawet 10% i weźmy ponad 5 mln z 15,5, otrzymamy idealne 33% czyli jedną trzecią społeczeństwa.

Zatem do obliczenia średniej krajowej w Polsce bierze się pod uwagę wynagrodzenia 1/3 pracujących tylko w największych firmach (oczywiście z budżetówką na czele).

To wiecie już skąd się wzięło 3,9 tys. złotych brutto.

„Średnia”

„Gdy idę z psem na spacer, to statystycznie średnio mamy trzy nogi” – to zdanie idealnie pasuje do świeżych rewelacji w sprawie wynagrodzeń w spółkach państwowych. Jak się dowiedzieliśmy, Prezes jednej z takich spółek zarabiał ok. 500 tys. złotych miesięcznie. Zatem gdy weźmiemy jego oraz owego człowieka pracującej za minimalne wynagrodzenie 1850 złotych – obaj średnio zarabiają 251 tys. złotych.

Zaś żeby z tym jednym tylko prezesem osiągnąć owe 3,9 tys. złotych „średnio” potrzeba dla równowagi, 236 osób z minimalnym wynagrodzeniem.

Tyle mniej więcej warte jest liczenie „średnich wynagrodzeń”.

No dobrze, to jak sprawdzić realne zarobki?

Istnieją jeszcze dwa pojęcia podawane przy sprawdzaniu zarobków. Mediana i dominanta.

Mediana to wskaźnik, który dzieli wszystkich pracujących na dwie połowy. 50% zarabia więcej niż dana kwota i 50% zarabia mniej. Dla Polski w roku 2014, mediana wynosiła 3,1 tys. zł brutto.

Dominanta zaś to wskaźnik który podaje najczęściej spotykane wynagrodzenie wśród zatrudnionych. Wg GUS w 2014 roku było to nieco poniżej 2,5 tys. złotych brutto

Podsumowanie

Mamy zatem średnią krajową liczoną z 33% zatrudnionych na poziome 3,9 tys. zł brutto

Medianę dzielącą nas na pół – 3,1 tys. zł brutto

Dominantę, najczęstsze wynagrodzenie – 2,5 tys. zł brutto.

Który z nich najlepiej odzwierciedla faktyczny stan zamożności społeczeństwa? Tego nie podejmujemy się ocenić. Jednakże warto znać zarówno wszystkie wskaźniki, jak i przede wszystkim dane wyjściowe i metodologię liczenia, która w sposób oczywisty odbiega od rzetelnego badania opartego na twardych danych dla całej populacji.

PS. Aha. To wszystko są kwoty brutto, zatem realnie zarabiamy ok. 70% z podanych kwot.”

źródło: Kłamstwo, wierutne kłamstwo i średnia krajowa

Pytanie. Co komu po średniej krajowej skoro możliwe jest obliczenie dominanty? Jak dla mnie chodzi o sianie propagandy i wywołanie w głowach obywateli iluzji bycia bardziej zamożnym niż się jest w rzeczywistości. Uśrednianie dochodów to jeden z  celów socjalistycznej utopii, który próbuje się osiągnąć przez tzw. redystrybucję („sprawiedliwy” podział), będącą w rzeczywistości kradzieżą własności jednych ludzi by dać ją innym… (Odys)

podobne: Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest. oraz: Jaka jest naprawdę „średnia” płaca w Polsce i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło.

2.Tak Zwana „Płaca Minimalna”.

„…Sieć Wendy’s zmuszona nagle do wypłacania kasjerowi stawki $15 za godzinę, zamiast $8, zostaje niejako zmuszona do szukania tańszej alternatywy – w tym przypadku będzie to robot kasowy. Jednak pamiętać należy, że choć robot będzie pracował taniej od kasjera – powiedzmy że koszt jego funkcjonowania wyniesie $10 za godzinę – to nadal wydatki poniesione przez przedsiębiorce będą wyższe, od dotychczasowych $8 wypłacanych kasjerowi.
Jedyna sytuacja, w której zatrudnienie robotów w miejsce kasjerów byłoby korzystne z ekonomicznego punktu widzenia, to sytuacja w której dzięki rozwoju technologii i/lub spadku ceny i/lub kosztów eksploatacji robotów, godzina pracy maszyny okazałaby się tańsza od dotychczasowej ceny godziny pracy kasjera – czyli spadła poniżej $8. Wówczas mielibyśmy do czynienia z efektywniejszym wykorzystaniem czynników produkcji przez przedsiębiorcę, a ponadto uwolniono by pracę ludzką, którą można by skierować do innych przeznaczeń.
Aby podwyżka płacy minimalnej do $15 nie spowodowała redukcji zatrudnienia, kasjerzy musieliby być na tyle wydajni, aby przychód przedsiębiorcy wynikający z 1 godziny ich pracy przewyższał kwotę $15. W przeciwnym razie jest po prostu niemożliwością, aby pracownicy zachowali swoje stanowiska pracy. Identycznie sprawa ma się z zatrudnianiem maszyn – ich praca zostanie zatrudniona, gdy będą wytwarzały dobra/usługi warte dla konsumentów tyle, że zapłacą oni przedsiębiorcy więcej, niż wynosi koszt utrzymania maszyn.
W każdym przypadku więc, gdy rząd dekretuje sztuczny wzrost ceny jakiegoś dobra, np. pracy, generuje to nieodwracalne straty dla całej gospodarki. Wysokość tych strat wynikających z nieoptymalnego wykorzystania czynników produkcji, wynosi tyle, ile różnica w cenie nowych czynników zatrudnionych po zmianie, a starych, zatrudnianych przed nią...” (Rafał Trabski – Czy płaca minimalna sprzyja postępowi?)

O co chodzi z płacą minimalną? Im więcej pracodawca musi zapłacić pracownikowi tym wyższa składka/podatek trafia z tytułu tej „podwyżki” do Skarbu Państwa. Co się dzieje z miejscami pracy które nie są warte podwyższonych kosztów? Jeśli przestają się opłacać przedsiębiorcy są rzecz jasna likwidowane, albo przechodzą do tzw. „szarej strefy”. Ten naturalny mechanizm (wynikający z prawa tzw. „krzywej Laffera”) nie dotyczy oczywiście tych „miejsc pracy” które utrzymują się z owych podatków i składek (tu prym wiodą wszelkie urzędnicze etaty)… (Odys)

podobne: cynik9: Szwajcarzy odrzucają płacę minimalną. Lewactwo odprawione z kwitkiem. oraz: Efekt płacy minimalnej w Hiszpanii? Stada bezrobotnych kretynów i to: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy

polecam również: Tomasz Jaskóła (Kukiz’15) „TO PAŃSTWO ŻYJE NA KOSZT WSZYSTKICH!” i to: Posłowie Kukiz’15 MASAKRUJĄ pomysł ZWIĘKSZENIA PŁACY MINIMALNEJ!

3. Rząd PISu pozwoli bankom ukraść Twoje oszczędności.

„Mija 3-cia rocznica rabunku deponentów na Cyprze, w akcji unijnej zwanej od tamtego czasu „cypryzacją”. Pamięć o tym wydarzeniu jest w narodzie dobra, ale niestety krótka. Świadczy o tym niedawna dyskusja na tym blogu w której dały się słyszeć głosy że może cypryzacja nie była aż takim skandalem jakim była, albo inne które dowodziły że skandal przycięcia depozytu bankowego ” średnio o 7-9%” jest znacznie mniejszy niż przycięcie go o 40%. To oczywiście jest wariantem syndromu sztokholmskiego wg którego należy dziękować rabusiowi za to że ci przestrzelił tylko kolano bo mógł przecież czaszkę. W pokrewnym rozumowaniu w innym wątku dotyczącym Brexitu drogi czytelnik nie widzi związku tego wydarzenia z Polską i domaga się aby zamiast tego pisać o osiągnięciach gospodarczych PiS.

Docenią ją dopiero wtedy gdy osiągnięcia gospodarcze PiS doprowadzą do cypryzacji banku na rogu. Względnie, w przypadku Brexitu, dopiero po niewczasie zrozumieją jaką szansę kraj stracił nie reagując na tektoniczne zmiany w strukturze EU jakie wydarzenie to może spowodować…

…Istotne w tym jest co innego. Nie ma żadnej gwarancji że w kolejnej cypryzacji, być może w wyniku sukcesów gospodarczych PiS-u, unijne gwarancje depozytów będą honorowane gdziekolwiek. Spodziewanie się tego przez niektórych jest skrajną naiwnością. To co wygląda dobrze na papierze w przypadku odizolowanego upadku jednego banku na skutek tzw. gromu z jasnego nieba nie ma zastosowania w wypadku systemowego kryzysu bankowego i seryjnego padu całego szeregu banków, jeden pociągający za sobą drugi. Nie bez powodu przecież EU wcisnęła w gardło opornym rządom dyrektywę „cypryzacyjną”, ustalającą kolejność strzyżenia w cypryzacjach, pardon me, „przymusowych restrukturyzacjach”. Po długim ociąganiu się polski rząd również przepchał mozolnie przez sejm swoje ustawy dostosowujące polskie ustawodawstwo do tego…” (cynik9 – Memento unijnego strzyżenia)

podobne: Informacja warta 3,7 mld Euro, czyli „cypryzacja depozytów bankowych” – DwaGrosze oraz: Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze a także: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” 

„…20 maja br. Sejm 221 głosami Prawa i Sprawiedliwości uchwalił ustawę o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, w której znajduje się między innymi art. 201 ust. 1, zgodnie z którym Bankowy Fundusz Gwarancyjny może „bez zgody właścicieli oraz wierzycieli podmiotu w restrukturyzacji dokonać 1) umorzenia lub konwersji zobowiązań w celu dokapitalizowania podmiotu w restrukturyzacji; 2) umorzenia lub konwersji zobowiązań przenoszonych do instytucji pomostowej w celu wyposażenia jej w fundusze własne; 3) umorzenia lub konwersji zobowiązań przenoszonych w ramach instrumentu wydzielania praw majątkowych; 4) umorzenia zobowiązań w ramach instrumentu przejęcia przedsiębiorstwa.” Ustęp 2 tego artykułu stanowi, że „umorzenie lub konwersja zobowiązań w celu dokapitalizowania podmiotu w restrukturyzacji jest dopuszczalna w przypadku, gdy w jej wyniku podmiot w restrukturyzacji spełni określone odrębnymi przepisami warunki prowadzenia działalności oraz istnieją uzasadnione przesłanki, że w wyniku restrukturyzacji o której mowa w art. 214, osiągnie długoterminowa stabilność finansową.”

Co z tego wynika? Ano to, że Sejm przeszedł do porządku nad art. 64 ust. 3 konstytucji, stanowiącym, że „własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy I TYLKO W ZAKRESIE, W JAKIM NIE NARUSZA ISTOTY PRAWA WŁASNOŚCI.” (podkr. SM). Umorzenie lub konwersja wierzytelności bez zgody wierzyciela jest naruszeniem istoty prawa własności, do której należy plena in re potestas czyli pełne władztwo nad rzeczą, przysługujące WŁAŚCICIELOWI, z wyłączeniem innych osób. Regulacja te sprzeczna jest również z art. 508 kodeksu cywilnego, który stanowi, że zobowiązanie wygasa, gdy WIERZYCIEL zwalnia dłużnika z długu, a dłużnik zwolnienie przyjmuje. W tej czynności nikt nie może wierzyciela zastąpić i umorzyć wierzytelności w jego imieniu, nawet gdyby bankowi, co to znalazł się w finansowych tarapatach, było to bardzo na rękę. Tymczasem wspomniana ustawa idzie jeszcze dalej, stanowiąc w art. 105 ust. 3, że „prawomocny wyrok sadu administracyjnego stwierdzający wydanie przez Fundusz decyzji z naruszeniem prawa, nie wpływa na ważność czynności prawnych dokonanych na jej podstawie i nie stanowi przeszkody do prowadzenia przez Fundusz działań na jej podstawie, w przypadku gdyby wstrzymanie tych działań stwarzało zagrożenie dla wartości przedsiębiorstwa podmiotu, ciągłości wykonywania zobowiązań, których ochrona jest celem przymusowej restrukturyzacji, stabilności finansowej lub nabytych w dobrej wierze praw osób trzecich, w szczególności osób, które nabyły prawa majątkowe lub przejęły zobowiązania w wyniku decyzji Funduszu o zastosowaniu instrumentów przymusowej restrukturyzacji.”

Skąd ta skwapliwość Sejmu do ochrony interesów bankowych nawet kosztem ochrony własności i prawa obywateli do sądu? Okazuje się, że wynika to z konieczności dostosowania polskiego prawa do dyrektyw Unii Europejskiej, a konkretnie – do dyrektywy z 15 maja 2014 roku, bo za opóźnienia w jej implementacji Unia Europejska „surowe głosi kary”. Mamy więc osobliwą sytuację, że za zasłoną spektakularnego sporu o Trybunał Konstytucyjny, gdzie zarówno rząd, jak i prezes Jarosław Kaczyński ma możliwość pokazania całej Polsce, jak to stawia czoło unijnym mandarynom w rodzaju Fransa Timmermansa i broni suwerenności – otóż za zasłoną tego spektaklu rząd pani Beaty Szydło w podskokach realizuje banksterskie dyrektywy. W takiej sytuacji lepiej rozumiemy przyczyny, dla których, mimo gromkich pohukiwań o obronie suwerenności, jakoś nie słychać o uchyleniu podpisanej 24 stycznia 2014 roku przez prezydenta Komorowskiego ustawy nr 1066 o bratniej pomocy. Może ona przydać się jak znalazł, kiedy trzeba będzie konfiskować depozyty i otoczyć banki kordonem żandarmów, chroniących je przed naporem zdesperowanych wierzycieli.

Jakby tego było mało, to na deser warto przytoczyć relację ze spotkania pana wicepremiera Mateusza Morawieckiego z przedsiębiorcami w Gorzowie Wielkopolskim 30 maja br., którą otrzymałem od pana Rafała Z. Pan Rafał podczas tego spotkania zapytał wicepremiera Morawieckiego o szanse przywrócenia ustawy o działalności gospodarczej, autorstwa Mieczysława Wilczka z brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku i oto co usłyszał w odpowiedzi. „Pan premier był do bólu szczery. Zwrócił się do zebranych, aby pokazali mu kraj, gdzie wprowadzono podobne, wolnościowe prawo. Dodał, że takie rozwiązanie, jak to, które obowiązywało w Polsce od 1 stycznia 1989 roku, może działać tylko wtedy, gdy zachodzą rewolucyjne zmiany w warunkach „głębokiej transformacji”. Państwo, które musi zaaplikować sobie 70 procent legislacji z zewnątrz, czyli z Brukseli, nie może pozwolić sobie na ustawę o wolności gospodarczej. Poza tym, po 27 latach od ustawy Wilczka, po 12 latach w UE, w Polsce – kontynuował – jest dużo poukładane. Jest gąszcz sprzecznych interesów różnych grup, co wytwarza konflikt, jak w przysłowiu „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Ponadto – podkreślił premier – Polska nie może wprowadzić ustawy o działalności gospodarczej, wzorowanej na Wilczku, bo wejdzie w głęboki konflikt z UE. Kończąc odpowiedź na moje pytanie, rzucił optymizmem i zadeklarował: „ale będziemy upraszczać”. Zapewne miał na myśli ulżenie przedsiębiorcom, czy coś w tym guście. Wcześniej mówił o tym, skąd Polska weźmie pieniądze na rozwój gospodarczy. No więc weźmie z nowych kredytów, które zaciągnie w zachodnich bankach. To jest tani pieniądz – zaznaczył – bo w zasadzie nieoprocentowany.”

Skoro tak, to lepiej rozumiemy skwapliwość rządu w spełnianiu najskrytszych marzeń banksterów, kosztem ochrony własności, podobnie jak gromkie pokrzykiwania pana prezesa Kaczyńskiego w obronie suwerenności. Tyle naszego, to znaczy – tyle tej całej „suwerenności”, co sobie pokrzyczymy. I na koniec nie mogę oprzeć się przypomnieniu, dlaczego w 2003 roku byłem przeciwko Anschlussowi. Otóż w 1990 roku na zaproszenie UPR przyjechał do Polski prof. Milton Friedman, który spotkał się z parlamentarzystami Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Podczas tego spotkania udzielił rady, która i dzisiaj jest aktualna. Polska – mówił – nie powinna naśladować bogatych krajów zachodnich, bo nie jest bogatym krajem zachodnim. Polska powinna naśladować rozwiązania, jakie bogate kraje zachodnie stosowały u siebie, gdy były tak biedne, jak Polska. Święte słowa – ale w następstwie umowy stowarzyszeniowej ze wspólnotami europejskimi, Polska zaczęła dokonywać recepcji tzw. standardów, to znaczy – zachowywać się, jakby była bogatym krajem zachodnim. Warto porównać postępy w recepcji owych „standardów” ze zwiększaniem się corocznych deficytów budżetowych. Zależność bije w oczy.

Toteż w 2003 roku próbowałem przekonywać, że poza Unią też jest życie i jako przykład podawałem m.in. Szwajcarię. Moi oponenci powiadali wówczas, że Szwajcaria to zły przykład, bo to kraj bogaty. – Owszem, bogaty – odpowiadałem – ale przecież nie dlatego, że zapisał się do Unii, tylko z jakichś innych przyczyn, na przykład – że się mądrze rządzi. No to my też spróbujmy mądrze się rządzić, zamiast robić sobie iluzje, ze Unia sypnie złotem i znowu będzie, jak za Gierka. Warto to przypomnieć zwłaszcza dziś, kiedy to w ostatnim referendum Szwajcarzy większością prawie 79 procent głosów odrzucili komunistyczny pomysł wprowadzenia „dochodu gwarantowanego”, czyli 2500 franków miesięcznie „od państwa” dla każdego. U nas – odwrotnie; iluzja zwyciężyła i zwycięża, a deklaracja pana wicepremiera Morawieckiego w Gorzowie pokazuje, że rzeczywiście znowu może być, jak za Gierka – zwłaszcza pod koniec „przerwanej dekady”.” (Stanisław Michalkiewicz – Będzie jak za Gierka?)

podobne: Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych  i to: „Eurokołchoz” – Złodzieje tracą wiarygodnośc ale ciągle im mało! oraz: Bezpiecznie „jak w banku”? Już nie! a także: UE – Za kłopoty banków zapłacą ich udziałowcy i wierzyciele (oraz podatnicy i depozytariusze) polecam również: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”. i jeszcze: Co sie stało sie na Cyprze?… i co dalej?

4. Tak Zwany „Bezwarunkowy dochód gwarantowany”.

„…Szwajcarzy jako jeden z nielicznych narodów doskonale zdają sobie sprawę, że prawdziwy wolny rynek (nie mylić z monopolami) oraz ograniczony udział rządu przekłada się na dobrobyt społeczny, dzięki czemu kilka miesięcy temu opowiedzieli się przeciwko wprowadzeniu płacy minimalnej. W zeszły weekend zagłosowali także przeciwko wprowadzeniu bezwarunkowego dochodu gwarantowanego, do czego w dużym stopniu przyczyniła się świadomość, że jeżeli rząd ma Ci coś dać, to w pierwszej kolejności musi zabrać z podatków przynajmniej półtora raza tyle

…Wysokość zasiłków, szczególnie w przypadku licznej rodziny sprawia, że nikt z nich nie myśli o pracy, rozwoju czy o edukacji dzieci. Model rodziny żyjącej z socjału przechodzi z pokolenia na pokolenie. Podobnych przykładów zresztą nie trzeba szukać daleko. W ostatnim czasie w polskich mediach aż huczy nt. rodziców przepijających zasiłki otrzymywane w ramach programu 500 +.

Zupełnie inaczej podchodzi się do pieniędzy zarobionych, a inaczej do tych otrzymanych od państwa. Jeżeli przez miesiąc ciężko pracujemy na nasze wynagrodzenie to szanujemy pieniądze. Zasiłki natomiast wielu traktuje na zasadzie „łatwo przyszło, łatwo poszło”.

…Nigdy, ale to przenigdy nie możemy zapominać, że na każde świadczenie, które otrzymujemy od rządu musimy się w pierwszej kolejności sami złożyć...

Największą patologią dzisiejszego świata jest wszechobecny socjalizm połączony z dyktaturą korporacji, z czego zdaje sobie sprawę mniej niż 5% społeczeństwa. W większości „zachodnich” krajów udział państwa w gospodarce kształtuje się między 40 – 45%. W zbankrutowanej UE jest to astronomiczne 48%. Za połowę gospodarki odpowiada niewydolne i skorumpowane państwo. W Polsce odsetek ten jest trochę niższy, ale i tak wynosi 41,5%. Rozrośnięty rząd, zbędne regulacje oraz świadczenia socjalne sprawiają, że utrzymanie państwa jest niezwykle drogie. Efekt jest taki, że obywatele muszą oddawać państwu prawie połowę swoich dochodów. W Polsce dzień wolności podatkowej przypada na 11 czerwca. Oznacza to, że w ujęciu rocznym na państwo pracujemy przez prawie pół roku! Dla porównania na początku XX wieku w USA dzień wolności podatkowej przypadał na koniec stycznia. Państwo mogło funkcjonować i funkcjonowało doskonale, utrzymując się z podatków 7-krotnie niższych niż obecnie.

Uzależnienie społeczeństwa od rządowej jałmużny jest jednocześnie tym, na czym politykom zależy. Otrzymując coś od państwa skazujemy się na łaskę i niełaskę rządzących, stając się nowoczesnymi niewolnikami. Władza korumpowała od zawsze. Nie zmienimy ludzkiej natury. Celem nadrzędnym polityków jak i prawdziwych architektów systemu jest kontrola, a tą zapewnia system dystrybucji kapitału…” (Trader21 – Bezwarunkowy dochód gwarantowany)

podobne: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo oraz: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii i to: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa a także: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy?

„Czegoś głupi? Boś biedny. Czegoś biedny? Boś głupi. – głosi popularne porzekadło. Ukazuje ono stosunek wynikania między biedą a głupotą. No dobrze – ale co to właściwie jest głupota? Sięgnijmy do katechizmu, który wprawdzie o głupocie expressis verbis nie mówi, natomiast wspominając o siedmiu grzechach głównych, a więc – najbardziej rozpowszechnionych – na pierwszym miejscu wymienia pychę…

co to właściwie jest, ta pycha? Najłatwiej określić ją przez jej przeciwieństwo, czyli pokorę. Pokora, jak wiadomo, polega na postrzeganiu własnej osoby bez złudzeń, tylko w prawdzie. Jest zatem spełnieniem ideału starożytnych mędrców, którzy zachęcali, by poznać samego siebie. Człowiek pokorny, to innymi słowy człowiek mądry. No a człowiek pyszny? Skoro pycha jest odwrotnością pokory, to człowiek pyszny jest po prostu głupi…

…Czy głupota może być źródłem bogactwa? Wydaje się, że nie – ex nihilo nihil fit, co się wykłada, że z niczego nic nie powstanie. Skoro zatem głupota nie może być źródłem bogactwa, to czy może być źródłem biedy? To już prędzej, chociaż nie zawsze można to natychmiast zauważyć…

Szwajcarzy pokazali, że w większości są mądrzy, bo rozumieją, że „państwo” niczego nikomu dać nie może, a jeśli daje, to tylko to, co wcześniej odbierze. Odbieranie jednemu, żeby dać drugiemu, jest kradzieżą, a jeśli – jak w przypadku państwa – dokonuje się pod przymusem, to nawet kradzieżą zuchwałą. Siódme przykazanie Dekalogu zabrania kradzieży, więc Szwajcarzy udowodnili, że opierają swój system prawny na zasadach etyki chrześcijańskiej, w odróżnieniu od wielu innych narodów, które wprawdzie chełpią się swoim przywiązaniem do chrześcijaństwa, ale jak tylko mogą coś komuś ukraść, zwłaszcza w tak zwanym „majestacie prawa”, to nie przepuszczą takiej okazji. Bo między chrześcijaństwem, a komunizmem jest zasadnicza i nieusuwalna różnica. Chrześcijaństwo mówi: „daj!”, podczas gdy socjalizm i komunizm – „bierz!”…” (Stanisław Michalkiewicz – Czegoś biedny? Boś głupi!)

Wraz ze wzrostem wolności wzrasta poczucie odpowiedzialności – Stanisław Michalkiewicz

polecam również: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„…Trzecim filarem cywilizacji łacińskiej jest etyka chrześcijańska, jako podstawa systemu prawnego państwa. Podstawą tej etyki jest uznanie, że każdemu człowiekowi, niezależnie od pozycji społecznej i sytuacji materialnej, przysługują naturalne prawa i pewne minimum godności, jako dziecku Bożemu – a prawo stanowione powinno to respektować. Jak łatwo przekonać się już na podstawie tego pobieżnego przedstawienia, cywilizacja łacińska opiera się na stabilnych podstawach, w przeciwieństwie do społecznych inżynierii. Dlatego też ideologie skoncentrowane na społecznych inżynieriach dążą do unicestwienia cywilizacji łacińskiej. W ulubionej kultowej piosence komunistów śpiewa się między innymi, że „przeszłości ślad dłoń nasza zmiata”. O jaki „ślad przeszłości” tu chodzi? A o jakiż by, jeśli nie o znienawidzoną przez komunistów łacińską cywilizację? Komunizm pozostaje w głębokiej i nieusuwalnej sprzeczności z łacińską cywilizacją. Nie uznaje bowiem obiektywnego charakteru prawdy, ponieważ kieruje się „mądrością etapu”. Nie uznaje zasad prawa rzymskiego, bo jest wrogiem własności. Wreszcie, nie uznaje etyki chrześcijańskiej, ponieważ forsuje walkę klas. Niektórzy durnie, również utytułowani, dopatrują się podobieństw między chrześcijaństwem i komunizmem. Ale żadnych podobieństw między chrześcijaństwem a komunizmem nie ma. Najlepiej widać to właśnie na przykładzie podejścia do nierówności społecznych. Chrześcijaństwo mówi: „daj!”, podczas gdy komunizm judzi: „bierz!” Warto o tym pamiętać zwłaszcza dzisiaj, kiedy to bardzo wielu poczciwców duraczonych jest przez grandziarzy, uwijających się wokół ugruntowania w opinii publicznej przekonania o bezalternatywnym charakterze nieubłaganego postępu…

chociaż strategia się zmieniła, to cel rewolucji komunistycznej się nie zmienił; jej celem jest wyhodowanie człowieka sowieckiego, który tym się różni od normalnego człowieka, że wyrzekł się wolnej woli. Z tego powodu człowiek sowiecki nie może żyć w normalnym świecie, bo w normalnym świecie codziennie trzeba dokonywać samodzielnych wyborów, a tej umiejętności on się nie tylko wyrzekł, ale nawet ją znienawidził. Dlatego drugim celem rewolucji komunistycznej jest stworzenie człowiekom sowieckim sztucznego środowiska, w którym mogliby żyć, w postaci państwa totalitarnego. Charakteryzuje się ono m.in. tym, ze nie toleruje żadnej władzy poza własną, a więc np. władzy rodzicielskiej, władzy religijnej, czy wreszcie – władzy właściciela nad rzeczą…” (Stanisław Michalkiewicz – Zielony i czerwony daje brunatny)

5. Moralność rządowych „programów socjalnych” (na przykładzie „500+”).

Moralność… „gr. ethos − obyczaj, zwyczaj; łac. moralitas – obyczajność – ogólny obowiązek, który narzuca się człowiekowi w jego relacjach z drugimi, z sobą samym i z przyrodą; wymaganie, które – w przeciwieństwie do prawa – jest wyzwaniem, a w odróżnieniu od obiegowego zwyczaju i społecznego obyczaju, nie obowiązuje jedynie ze względu na sankcje społeczne, ale z tej racji, że skierowuje się do człowieka jako bytu rozumnego i wolnego. Człowiek, stosujący się do tych wymagań, działa dobrze; gdy zaś wykracza przeciw nim, czyni zło. Jest on poddany uwarunkowaniom biologicznym, psychologicznym i socjokulturalnym; nie są one jednak jego determinacjami. W miarę jak je uobiektywnia, poznaje albo na nowo poznaje, osądza lub za nie odpowiada, odrzuca albo próbuje zmienić, realizuje się jako byt moralny.”

„…Nam dziś wszędzie wmawiają „nie oceniaj” . A jak w takim razie się uczyć w tej szkole życia skoro nie mamy sobie ustalać kryteriów jakichś zdarzeń czy postępków? Myślę, że niuans tkwi w „nie potępiaj” – a to już całkiem co innego. Mam prawo ocenić wszystko- czy to swoje działania czy to czyjeś inne. Całkiem osobną sprawą jest w jaki sposób podchodzę … głównie do ludzi, których postępowanie oceniam ( bo tego dotyczył wymazany komentarz). Wiele razy już w necie pisałem, że jest subtelna różnica w powiedzeniu „jesteś głupi” a „głupio postąpiłeś”. To pierwsze daje piętno na człowieka – dołuje i nie daje możliwości rozwoju (choć tak naprawdę bez obłudy to też może być- dziś jesteś głupi ale jutro masz szansę zmądrzeć).  No w każdym razie powiedzenie „głupio postąpiłeś” daje nam konkretny materiał do pracy bo wskazuje na konkretną czynność- daje szansę wyciągnięcia wniosków. A jeśli jasne jest, że traktuję wszystkich wraz ze sobą jako uczniów w szkole życia to oczywiste jest, że traktuję to jako jedną z lekcji- postępuję adekwatnie do sytuacji itp.

Natomiast takie ogólne „nie oceniaj”- zakaz absolutny plącze ręce czy też nogi (albo język- rodzaj knebla), nie daje żadnej możliwosci ruchu. Koniec- nie oceniaj!- no żesz kurka wodna ! „taki już jestem i mnie nie oceniaj”-  to się do cholery zmień!! Te kneble „nie oceniaj” stosują lenie duchowe. Ja kiedyś pobłażałem temu a dziś gnam tego typu osoby.

…osoby żądające od nas „nie oceniaj”chcą uporczywie kontynuować z nami relacje NA SWOICH WARUNKACH. Ja się nie „wcinam” w jego/jej życie – chcesz to sobie tak żyj ale beze mnie, chcesz usłyszeć co ja na ten temat myślę to proszę , nie chcesz też twój wybór. Ważne dla mnie, że ja kontynuować takich układów nie zamierzam. I tu pojawia się:”JAK TO???” ( w domysle: taka wspaniała propozycja, ja jestem taki wspaniały/a – jak można odrzucić takie „dobro”?) Wyłazi skrywany egoizm, dziecinada, niemowlęctwo duchowe w dorosłym życiu sprytnie pokryte rozmaitymi sztuczkami i manipulacją,

A dlaczego to niby nie wolno na forum wpisać swojej oceny jakichś postaw i wzorców życiowych? Tym bardziej, że nie są skierowane do nikogo personalnie…” (michalxl600 – Nie oceniaj)

Jakiś czas temu toczyłem spór o ocenę moralną kradzieży (jakim jest program 500+ obecnej partii rządzącej) z ludźmi którzy uważają się za prawicowców poważających etykę chrześcijańską, ale nie widzą niczego złego w tym że ktoś (władza) pod pozorem „prawa” i pod przymusem grabi dobro jednych obywateli by dać je innym pod pewnymi warunkami, które według owej władzy uprawniają ją do tego rodzaju „interwencji”.

Dłuuuugo próbowałem „zmusić” dyskutantów do jednoznacznej odpowiedzi na pytanie czy tego rodzaju kradzież (maskowaną pod różnymi szczytnymi hasłami jak „redystrybucja” albo „wyrównywanie szans”) jest złem czy też nie, i czy godzi się w jakimkolwiek wypadku ją usprawiedliwiać. Nikogo przy tym personalnie nie nazwałem złodziejem. Wobec jednej z osób użyłem natomiast określenia manipulant, kiedy zamiast odpowiedzieć mi na wyżej wspomniane pytanie wprost, osoba ta uwarunkowała prawo do oceny  moralnej programu „500+” od posiadania przeze mnie dzieci. Jakbym bez spełnienia tego „warunku” nie miał prawa nazywania patologii po imieniu. Najbardziej poraża fakt że ta osoba (i nie tylko ona) uważała jednocześnie konieczność istnienia zasad moralnych (takich jak nie kradnij, nie pożądaj cudzej rzeczy) jako obiektywnego dobra służącego prawidłowemu rozwojowi społecznemu. Pozostaje pytanie na co komu jakiekolwiek zasady (tudzież publiczne identyfikowanie się z nimi) skoro jednocześnie publicznie i z premedytacją relatywizuje się ich sens i cel. Nie rozumiem też dlaczego osoby uprawiające tego rodzaju „ekwilibrystykę ideologiczną” (zaprzeczające przy tym samemu sobie) obrażają się i czują się personalnie atakowane kiedy zwróci się im na to uwagę.
Uważam że pobłażanie i puszczanie oka do takich postaw (a nie samych ludzi bo człowiek zawsze może się zmienić – byle na dobre) w imię „dobrosąsiedzkich stosunków”, lub tzw.”pragmatyzmu” według którego „jeśli dają to trzeba brać” (co było m.in. jednym z „argumentów” mających usprawiedliwić wspomnianą inżynierię społeczną) to współudział w szerzeniu zła. Wyłapywanie i nazywanie po imieniu  tego rodzaju manipulacji to po prostu obowiązek każdego kto uważa się za osobę „moralną” i deklaruje konieczność istnienia w relacjach międzyludzkich pewnych elementarnych i obiektywnie dobrych zasad. Nie potępiam ludzi! Bo po pierwsze nie jestem w stanie nikogo skazać na takie potępienie, a po drugie nie wykazuję nawet takich aspiracji. Logiczne zestawienie słów/czynów z zasadami na które w końcu pewne osoby SAME się powołują to nie jest potępianie ani wywyższanie się… (Odys)

„Każdy, kto podporządkowuje się niesprawiedliwemu prawu, ponosi odpowiedzialność za to wszystko, co jest tego konsekwencją”  (Mahatma Gandhi)

PodziemnaTV – Robią nas w konia: Prezydent Duda o 500+ państwo coś wreszcie daje a nie zabiera #149 oraz: Niższe zarobki Polaków w Polsce niż za granicą #152 (czyli skąd się bierze bogactwo)

podobne: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej. oraz: Czy „500 zł na dziecko” to polityka prorodzinna czy też marnowanie pieniędzy rodziny? Dzieci rodzą się z miłości a nie z pieniędzy!

Frederic Bastiat (ekonomia, przewidywalność, skutki, zysk, strata)

Reklamy

„Zawieszenie i dziewczyna”, fobia, absurdy oraz niusy ważne i mniej ważne (wizyta Dudy w Chinach na cenzurowanym). „Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich”(?) mediach.


rys. Wojciech Romerowicz

rys. Wojciech Romerowicz

cytat: „Środki masowego przekazu, nawet jeżeli im nie wierzymy, jeżeli uważamy, że kłamią, mają na człowieka olbrzymi wpływ, ponieważ ustalają mu listę tematów, ograniczając w ten sposób jego pole myślenia do informacji i opinii, jakie decydenci sami wybiorą i określą. Po pewnym czasie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, myślimy o tym, o czym decydenci chcą, abyśmy myśleli (najczęściej są to sprawy błahe, lecz celowo wyolbrzymione, albo fałszywie przedstawione problemy). Dlatego ktoś, kto mniema, że myśli niezależnie, ponieważ jest krytyczny wobec treści przekazywanych mu przez środki masowego, przekazu – jest w błędzie. Myślenie niezależne to sztuka myślenia własnego, osobnego, na tematy samodzielnie wywodzone ze swoich obserwacji i doświadczeń, z pominięciem tego, co usiłują narzucić mass media.(Ryszard Kapuściński)

„…Czy my w obecnych czasach mamy jakiekolwiek pojęcie które jest dokładnie sprecyzowane i w stosunku do którego nie ma konfliktów w interpretacji? Czy „dziennikarze” wyjaśniają nam na czym polega dane pojęcie, czy po prostu tylko podgrzewają atmosferę dolewając oliwy do ognia.

Wolność słowa, populizm, państwo prawa, zamach stanu, zamach na demokrację, konstytucjonalista, prawo karne, prawo łaski, nacjonalista, ksenofob, rasista, imigrant, uchodźca, lewak, kosmopolita, sztuka, porno, wolność sztuki, mowa nienawiści, itd., itd.

Zapraszają ludzi do programów, a człowiek który obejrzy ma jeszcze większy mętlik w głowie, bo temat nie dość że nie zostanie wyjaśniony to rozciągnięty na dodatkowe płaszczyzny.

Znacie pojęcie, czy nawet słowo w stosunku do którego nie powstanie konflikt interpretacji? Może my już jesteśmy skazani na podgrzewanie atmosfery, natomiast nigdy na wypracowanie optymalnego ustawienia na kaloryferze.

Kim według mnie powinien być dziennikarz? Powinien być osobą która łączy pozyskane informacje w jedną całość która przedstawia widzom, jest źródłem spójnej, zrozumiałej informacji, wiedzy kształtującej poglądy ale jednocześnie poszerzającej horyzont widza, czytelnika na sprawy które podejmuje.

Obecnie mamy przesyt publicystów mianujących się dziennikarzami i ich współpracowników nazywanych dziennikarzami. Dziennikarze to wymierający gatunek.

Pantera śnieżna należy do rodziny kotów, gatunek zagrożony wyginięciem. Dziwne przecież na świecie jest tyle kotów. Kot to, to kot, nieprawdaż, więc po co podejmować temat.” ()

polecam lekturę całości tu: „Zawieszenie i dziewczyna”.

podobne: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”.

„…Nienawiść = Strach

Na przejawy racjonalnego myślenia, próby wytłumaczenia, że istnieje realne zagrożenie zamachami i ludzi męczy jak najbardziej zasadny strach przed terrorystami, ci wszyscy eksperci reagują histerycznie, oskarżając autora takich słów o nienawiść. A potem ci sami socjologowie czy dziennikarze widząc Marsz Niepodległości potrafią opowiadać, że autentycznie boją się i czują duże zagrożenie ze strony tłumu z polskimi flagami. Potrafią godzinami opowiadać o swoim strachu przed „demonami polskiego patriotyzmu” i obrażać Polskę i Polaków na różne sposoby, od wsadzania polskiej flagi w gówno, aż po zrównywanie patriotyzmu z rasizmem.

Muzułmanów z bombami się nie boją, a jeśli widzą kogoś kto się boi – to znaczy że to nienawiść. Polaków z flagami się boją, i to w żadnym stopniu nie jest uprzedzenie, ksenofobia czy polonofobia. To zwykły strach.

Myślenie tych ludzi sprowadza się więc do takiego schematu.

Muzułmanie robią zamachy – obywatel mówi, że się boi.

Pan ekspert komentuje – to nie strach. To jest nienawiść i nie wolno tego rozpowszechniać!

Polacy maszerują z flagami – Pan ekspert obraża ich, wyzywa i okazuje pogardę.

To nie jest nienawiść. To jest uzasadniony strach i należy jak najwięcej osób przekonać, że to jest zagrożenie!..”

źródło: Żelazna Logika – FOBIA

podobne: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. oraz: „Chodzi o to aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa”, czyli… Terror propagandy

cytat: „Media informacyjne natomiast podają nam treść, która, jak to ktoś policzył, w 80 procentach jest wygenerowana przez firmy PR-owskie i lobbingowe. I nie ma tam dżingla ostrzegawczego: „Kryptoreklama”. Ale nie to jest jeszcze najgorsze. Do dewaluacji słowa, do spadku wiary w wartość informacji najbardziej przyczynia się to, że jednego dnia jakiś news podawany nam jest jako kosmicznie ważny, a następnego dnia już jest zapomniany. I dodajmy do tego jeszcze tabloidy, które informują, że do Torunia przypłynął Wisłą wieloryb, w Łodzi grasuje kotojeleń, a na polu pod Suchedniowem kosmici zdradzają rolnikom tajemnicę zwycięskich numerów Totolotka. W tej sytuacji kłamstwo jest powszechne, a informacja przestaje mieć jakąkolwiek wartość.” (Tomasz Piątek)

Od czego by tu zacząć skoro absurd goni absurd?

Może od wczorajszej okładki gówna. W unijną flagę i rozpaczą, jak się traktuje taki śwety symbol. Nie przypadkowo napisałem „święty”. Otóż wszelkiego typu ekspertom przypomniało isę, ze flaga nawiązuje do chrześcijańskich korzeni Europy. Czyżby Unia Europejska miała się okazać ukrytą instytucją wyznaniową? Co z rozdziałem kościoła od państwa? Gdzie jest Ewa Kopacz ostrzegająca przed PiSowskim państwem wyznaniowym – oczywiście chwile po tym jak wstała z kolan na które padła przed Franciszkiem? Jestem pewny, że nikt na te pytania nie odpowie. Mało tego – nikt ich nie zada.

Skoro jesteśmy przy umiłowanej Unii to jej instytucje pracują. Obecnie opracowują dyrektywę określającą maksymalną wysokość… płomienia świecy. Ponadto dyrektywa wyjaśni nam w końcu czym jest świeca: „jest to rzecz, która ulega częściowemu spaleniu w temperaturze 20-27 stopni Celsjusza a jej główną funkcją jest dawanie jasnego płomienia”, a także nakłada na użytkownika świec obowiązek pilnowania czy świece są stabilne, a także stałego kontrolowania czy ryzyko oparzenia się  „jest tak niskie, jak to tylko możliwe”. Jakim cudem ludzkość przetrwała tyle tysięcy lat bez tak istotnej dyrektywy pozostanie jedna z tajemnic historii…

…Na koniec już… Niedawno GóWno opublikowało artykuł, że w poznańskiej szkole prześladowany jest uczeń z Ukrainy. Typowe GóWniane ujadanie o ksenofobii wyssanej przez „polaczków” z mlekiem matki. Dzisiaj Wirtualna Polska opublikowała artykuł z którego wynika, że nic takiego nie miało miejsca. Powołując się na rozmowę z rodzicami chłopca, oświadczenie ich prawnika i dyrekcji szkoły. Co prawda fakt, że w GóWnie prawdziwy jest tylko tytuł gadzinówki nie dziwi, ale kiedyś w swoich kłamstwach były bardziej… hm… wyrafinowane…”

całość tu: DWS – 27 listopada 2015 roku

podobne: 113% frekwencji czyli unijne absurdy wybrane oraz źle wydane pieniądze. Bankrutujący „raj” Szwecji kontra raj podatkowy na Krymie. oraz: Stanisław Michalkiewicz: „Wchodzimy w etap konfrontacji” czyli kto dla kogo mosty pali. Spadek sprzedaży Wyborczej i „inwigilacja” Durczoka. i to: Kto za krzywdę odpowiada…Ten najgłośniej krzyczy “Biada!” GW donosi na stadiony!

„…Przez 4 dni Wiadomości TVP pokazały łącznie 9 minut i 48 sekund relacji z wizyty prezydenta Andrzeja Dudy do Chin. Łączny czas ujęć spotkań delegacji polskiej z Chińczykami wyniósł 3 minuty i 5 sekund, natomiast łączna długość wypowiedzi prezydenta wyniosła 48 sekund. Dłużej mówił sam korespondent, bo przez 2 minuty i 24 sekundy. Koszty wysłania polskiej ekipy telewizyjnej do Chin nie odzwierciedlały jakości przekazu z Państwa Środka.

Z przykrością należy stwierdzić, że Jacek Tacik pojechał do Chin bardziej na wycieczkę, niż po to, by relacjonować wizytę prezydenta. Wiele rzeczy zostało pokazanych byle jak, po łebkach, a niektóre w ogóle zostały pominięte jak choćby spotkanie Andrzeja Dudy z Polakami mieszkającymi w Chinach. Pozornie mało istotne wydarzenie nabiera jednak znaczenia w momencie, gdy uświadomimy sobie, że takie spotkania podczas zagranicznych wizyt stanowią ważny element polityki prezydenta. Korespondent TVP skupiał się często na rzeczach mało istotnych, takich jak historia Muru Chińskiego, czy kwestie związane z oprawą uroczystości…” 

całość tu: Andrzej Duda w Chinach

„…Niusy ważne:

1. Akcja z Lewicką, oczywiście reportaż pseudośmieszny. Trwał coś koło 3 minut. Główna teza, taka jakiej można się spodziewać. Opinie ze wszystkich stron, ale samej rozmowy wam drodzy widzowie nie pokażemy, bo jeszcze byście mogli sobie wyrobić własne zdanie. A to jest nasza rola żeby wam mówić co macie myśleć! Do tego reportaż pomieszany z pornosztuką we Wrocławiu. Obrazu komedii dopełniają słowa Knapika, który na słowa kilku polityków PiS o sztuce dał komentarz „mówią co myślą, choć nie widzieli”. I dokładnie to samo zrobił ze swoimi widzami.

2. Raport otwarcia Kancelarii Prezydenta. Znany od tygodnia ale do Faktów trafił dopiero, gdy znaleźli jakąś kontrę. Oczywiście ta kontra czyli jakiś nocleg Dubienieckiego to była główna treść reportażu. A co tam Broniu nabroił, no to tego już się z Faktów nie dowiemy. Potem jakieś bzdury o pustej szafie Macierewicza, która miała być chyba zabawną puentą. Razem jakieś 3 minuty głupot.

3. I nagle nius naprawdę istotny. Najważniejsza wizyta prezydenta RP od co najmniej roku. Andrzej Duda pojechał do Chin. Reportaż o tym trał ok. 30-40 sekund. Przebitka z Szanghaju, wypowiedź Prezydenta o nowym szlaku jedwabnym, zero puenty, zero przybliżenia tematu, bo….

4. … Wjeżdża nius dla Polski najważniejszy! Blisko trzyminutowy reportaż o wizytach zagranicznych prezydenta Francji. O proszę, Cameron przyjechał, Tusk przyjechał, jutro jedzie do USA, a w czwartek do Rosji. Zagrożenie terroryzmem i tak dalej.

5. Potem jeszcze kolejny trzyminutowy reportaż o pijanym wójcie, który udzielił ślubu i czy teraz ślub jest ważny? I jeszcze jeden dwuminutowy supernius o zmianie dyrektorki w jakiejś szkole.

Mamy zatem dwie pieczenie w tym krótkim wpisie.

1. Już wiemy jakie niusy są wg Faktów ważniejsze od wizyty prezydenta Polski w drugim największym światowym mocarstwie.
Nocleg Dubienieckiego, zepsuta szafa, pornosztuka, nowa dyrektorka jakiejś szkoły i pijany wójt – to wszystko w Faktach zyskało więcej czasu antenowego niż Prezydent Polski nawiązujący w Chinach do Nowego Szlaku Jedwabnego, który może być inwestycją kluczową dla całej Polski na kolejne dekady.

2. Wiemy też, że ważniejsze od wizyt zagranicznych prezydenta Polski, są wg Faktów, wizyty zagraniczne prezydenta Francji i o tym postanowili powiedzieć Polakom zdecydowanie więcej.

Prawdziwy popis dezinformacji. Winszuję redaktorom i gratuluję szczerze, że po takich codziennych dawkach jesteście nadal w stanie ze spokojem spoglądać sobie w lustro.”

całość tu: Żelazna Logika – Polskie media o kluczowej wizycie Andrzeja Dudy w Chinach

cytat: „Pustą głową łatwiej jest potakiwać. Myślenie to najcięższa praca, dlatego tak niewielu jej się podejmuje.”

„…Przyzwyczajacie od lat swoich widzów, że polityka to pyskówki w „Kropce nad I„, zabawne riposty w „Kawie na ławę„, ostry język w Waszych reportażach, gdzie zawsze wybieracie najbardziej wulgarne wypowiedzi z kilkunastu godzin pracy kilkuset osób.

Pokazujecie ludziom jakieś infantylne pseudozabawne reportaże o „kulisach polityki na luzie” i jednocześnie to jest cała treść Waszych programów. Albo pyskówki, albo opinie, albo dowcipy. A informacja? Przy okazji czasem się trafi ale zawsze koniecznie z omówieniem tejże.

I Wy się jeszcze dziwicie, że oglądalność telewizji spada, a młode pokolenie czerpie dla siebie informacje już tylko z Internetu? A skąd ma brać, jak u Was tylko pierdoły lecą. Chcieliście wychować sobie widza-przygłupa. Częściowo Wam się udało, bo są ludzie którzy z braku czasu są skazani na Wasze codzienne 30-minutowe streszczenia dnia i w efekcie w plebiscycie na „Wydarzenie roku”, dwukrotnie wygrywa… mama Madzi a w TOP3 jest usunięcie piersi przez Angelinę Jolie.  Faktycznie. Wydarzenia roku.
Ale nie przewidzieliście, że będzie też gigantyczna grupa ludzi, którzy z braku rzetelnej informacji w telewizji, zaczną szukać jej gdzie indziej.

Telewizja odchodzi do lamusa. Telewizja informacyjna umiera na własne życzenie ledwo osiągnąwszy pełnoletność.

I nikt po Was nie zapłacze. Nikt, bo to co serwujecie jest tak marne, że nie będzie żadnej straty dla dostępu do informacji.”

całość tu: Żelazna Logika – Stacja informacyjna z ambicjami 24-godzinnej telewizji rozrywkowej

podobne: Heglowska logika mediów w sprawie Wiplera czyli „Jeśli fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów”. oraz: Profesjonalizm dziennikarzy, czyli…

cytat: „Kiedy przeanalizowano 14 tysięcy materiałów z jednego dnia na Google News, największego agregatora internetowego dziennikarstwa, okazało się, że wszystkie wywodzą się z 24 materiałów informacyjnych. Tak wyglądają teraz proporcje. 24 razy ktoś wykonał prawdziwą dziennikarską robotę, czyli poinformował o wydarzeniu. Reszta dopisała do tego materiały pochodne. (…) Cała ta publicystyka mogła być dobra albo zła, ale nie będziemy mieć wartościowej publicystyki bez tekstów informacyjnych. A ich wciąż ubywa”. (Andrew Nagorski)

Od czego są dziennikarze?

Jeśli od tego by prezentować nam swoje prywatne poglądy, albo z góry ustaloną „prawdę” (czy inne „fakty”), to nie potrzebują do tego gości, ekspertów, rozmówców itp. „przyzwoitek”. Niech usiądą sobie w studiu (sami) i sami sobie odpowiadają na zadane przez siebie pytania. Zgodnie ze swoją wiedzą, intencjami i w stylu jaki sobie (też sami) narzucą. A jeśli są od tego żeby zaprezentować czyjeś stanowisko, to niech nie robią ze studia rzeźni a z zaproszonych gości świń, zaś z widzów tępych konsumentów tego co przerobią na swoją modłę, co w efekcie można nazwać popularnym dla tego rodzaju „informacji” określeniem, tj. parówką. „Zaprosić” kogoś do studia po to by go urabiać, a jeśli się nie uda urobić to się go próbuje wybijać z rytmu wypowiedzi prowokacyjnym, nachalnym i bezczelnym przerywaniem (jaki sens ma „dopytywanie” przed wysłuchaniem do końca?), po to żeby ludzie siedzący przed telewizorem nie poznali przypadkiem innego punktu widzenia (poza dziennikarskim) jest oczywistą próbą manipulacji widzem… I dla każdego dziennikarza tego rodzaju „praca” powinna się zakończyć dyscyplinarnym zwolnieniem… (Odys)

„…jeśli chcemy oddać media publiczne ludziom, uspołecznić je i wyrwać z rąk politruków, to musimy solidnie się namyślić.

To, jak teraz – na powrót – skonstruujemy media publiczne, pozostanie na długie lata.

Nowy ład medialny musi bowiem służyć nie „nam” a krajowi, państwu, społeczeństwu. Z ekranów publicznej telewizji powinien przestać wylewać się potok kłamstwm kpin z obywateli i obrażania naszych przodków (np. emisja serialu „Nasze Matki, Nasi Ojcowie”).

Kanał TVP Kultura powinien zostać natychmiast przebudowany.

Za genderowo – antypolski kształt produkcji tego kanału odpowiada Katarzyna Janowska. Dla niej już nie będzie już miejsca w nowej TVP.

Z szefowania telewizyjnej „dwójce” natychmiast powinien zostać usunięty ziejący nienawiścią do opcji niepodległościowej Jerzy Kapuściński, człowiek o nikłej kulturze i niewielkich dokonaniach.

Niedawny, niezbyt rozgarnięty, prezes TVP Juliusz Braun nigdzie się nie ukryje, czeka go proces za świadome niszczenie substancji publicznej jaką jest TVP.

Przestępcze decyzje – m.in. podpisane, przez peowsko – peeselowski zarząd TVP – o zawarciu umów z podejrzaną firmą i wyrzuceniu, na jej podstawie, wielu dziennikarzy poza obręb TVP muszą zostać ocenione i na podstawie tej oceny powinny zostać sporządzone wnioski do prokuratury…

…Pora też uwolnić telewizje od najgorszych transferów w jej dziejach – maleństwo Lisów już powinno szukać sobie zajęcia daleko poza ulicą Woronicza.

Tomasz Sekielski – autor słynnych „taśm Beger”, wredna przystawka do niejakiego Morozowskiego, niech już teraz spakuje swoje manele i wraca do macierzystej stacji. Jego czas w TVP właśnie dobiega końca.

Piotr Kraśko – istnieje wielka szansa, ze wreszcie utnie się w telewizji publicznej wpływy komunistycznego klanu rodziny Kraśków – Piotr Kraśko, osobiście odpowiedzialny na uleganie Godlewskiemu i redagowanie najbardziej załganego w tej części Europy serwisu informacyjnego, już tym razem się nie wyślizga.

Stał się symbolem reżimowej propagandy i jako symbol powinien ponieść za to konsekwencje.

Do wymiany jest nie tylko całe kierownictwo TVP Info (gdzie trzeba przeprowadzić gruntowną operację plewienia peeselowskich chwaścików), ale też czołowe twarze ludzi występujących na wizji w rolach „prezenterów” i „reporterów politycznych, zwłaszcza sejmowych” , do zwolnienia są wydawcy, autorzy serwisów i autorzy propagandowych – kłamliwych – nagonek na polityków niedawnej jeszcze opozycji.

Wszyscy ci ludzie powinni stracić pracę nie za poglądy – bo te każdy dziennikarz może mieć jakie sobie chce – ale za świadome szerzenie kłamstw, fałszowanie rzeczywistości – to przecież najcięższe dziennikarskie przestępstwa…”

całość tu: Witold Gadowski – Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura

podobne: Tajne przez poufne: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?”  oraz: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia

…Nie mam więc żadnych zastrzeżeń co do win i uwag jakie poczynił Pan Gadowski wobec nazwisk wymienionych w artykule. Bo to właśnie ci ludzie walnie przyczynili się do tego że przestałem śledzić (i nie tylko ja) serwisy informacyjne i programy publicystyczne w tzw. „telewizji publicznej” (i nie tylko tego medium), gdyż nie było w nich ani rzetelności, ani bezstronności. Była za to wybiórczość w serwowaniu „informacji” oraz polityczna poprawność w ich interpretowaniu (to samo zresztą dotyczy największych stacji „prywatnych”). Jednak na tym się mój brak uwag kończy. Bo jeżeli Pan Gadowski upiera się przy upaństwowieniu (czyli właśnie upolitycznieniu) mediów zwanych publicznymi sądząc że to je „uspołeczni” (sic!), nie zauważając że to jest właśnie główna przyczyna i mechanizm ich stronniczości (przecież takie media NIGDY nie będą źle mówić o władzy która im płaci!), wierząc w to i przekonując (kogo?) że media państwowe mogą być bezstronne i niepodatne na wpływy polityczne to jest albo naiwny albo… (nie dokończę) 🙂

Z dedykacją dla Pana Gadowskiego i innych dziennikarzy, publicystów, autorytetów i ekspertów z samozwańczego obozu „niepokornych” (zwanych również „niezależnymi), cytat: Jeżeli my wracamy do struktur, w ramach których rząd mianuje szefa telewizji i to ma być odpolitycznienie mediów publicznych, to mamy do czynienia z taką sytuacją, ja aż milknę, że jeżeli się ma odpowiednie poparcie w mediach, to można dosłownie wszystko. Można pokazywać czarną ścianę i mówić, że jest biała.” Ich autorem jest ś.p. Lech Kaczyński – brat człowieka od którego partii Pan Gadowski domaga się rozliczeń i stworzenia od nowa mediów państwowych. Prawda że niezły paradoks?

Będąc niejednokrotnie świadkiem wybiórczej stronniczości mediów zwanych do niedawna „opozycyjnymi” (tudzież „niezależnymi” alias „niepokornymi”) jak np. TV Republika (więcej tu: Kukiz wyszedł z kina (TVRebublika) czyli… przesłuchanie prawie antysystemowca przez prawie Olejnik), bo „zaprzyjaźnionymi” z nową władzą (a do niedawną opozycją), śmiem wątpić w to, że misja „odnowy mediów publicznych” zakończy się ich powrotem do rzetelnego i bezstronnego informowania o otaczającej Polskę i Polaków rzeczywistości. Uważam że pod nowym auspicjum „media publiczne” będą tak samo upolitycznione jak do tej pory, tyle że teraz będą nas informowały z innego (rzecz oczywista) klucza, poprzez usta swoich sprawdzonych i wiernych propagandystów… (Odys)

podobne: Po debacie w „Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na „patriotyzm” i „konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi. oraz: Dr Hanna Karp o promocji Telewizji Republika w lewicowych mediach i to: Powyborczy Przegląd Tygodnia w Klubie Ronina czyli o tym jak demokraci wyśmiewają monarchistę, ale sami żądają od władzy żeby sama się obaliła. KNP brata się z Ruchem Narodowym! a także: POPIS na posiedzeniu „Parlamentarnego Zespołu ds. obrony wolności słowa” czyli… wiódł ślepy kulawego (Nagroda Darwina dla obu). Stanisław Michalkiewicz o „cyngielmanach” prezesa Kaczyńskiego. polecam również: „Do dwunastu mediów” czyli „wiersz do każdego polskiego ucha”.

„…Media w Polsce przypominają mi Koloseum – na arenie walczą gladiatorzy i od kaprysu gawiedzi zależy kto wygra a kto zginie, argumentem jest siła i widowisko, czasami ukrzyżuje się większą ilość chrześcijan, czasami wypuszczą lwy, ludziom rozda się chleb, a gdy przybędzie cezar udekoruje się arenę kwiatami, by dać namiastkę luksusu.

Nie chodzi o piękno, lecz jedynie o to, żeby nikt nie opuścił trybun. Tymczasem na zapleczu, w podcieniach, trwa handel niewolnikami, pojawiają się kolejni możni, którzy ustawiają walki i opłacają klakierów.

Koloseum zaprezentuje każdego, kto wystarczająco dużo zapłaci, aby tylko kontynuować widowisko. Tyle, że nie można spędzić na trybunach całego życia, ani też to co widzimy na arenie nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością się poza jego murami. A im głupsze i bardziej brutalne widowisko tym większe poczucie dysonansu kiedy przestaje się na to patrzeć.

Jeśli tylko wyjść poza mury amfiteatru okazuje się, że jest wiele dużo ważniejszych spraw. Jest nauka, przynosząca codziennie nowe odkrycia i potrzeba by ludzie o nich się dowiadywali, bo może właśnie nowa terapia uratuje tobie albo twojemu bliskiemu życie. Jest kultura i sztuka które cieszą, zachwycają, bawią, zmuszają do refleksji i zadumy, dzięki którym kształtuje się wewnętrzną wrażliwość. Jest edukacja, dzięki której nasze dzieci lepiej rozumieją otaczającą nas rzeczywistość, rozwijają się i kształtują na dobrych, mądrych ludzi. Jest gospodarka, którą należy rozwijać z korzyścią dla jak największych grup obywateli, nie zapominając o solidarności z tymi, którzy są na tyle nieporadni że potrzebują wsparcia. Jest prawo które należy kształtować tak, że przetrwa nasze i kolejne pokolenia, zapewniając obywatelom poczucie bezpieczeństwa, sprawiedliwości oraz możliwość wyrażania swojego zdania, w najważniejszych kwestiach dotyczących wspólnoty i działania dla dobra wszystkich, a nie tylko wybranych grup interesu kosztem pozostałych…” (Anna Białoszewska)

źródło: „Media publiczne tworzą dziś obywatele”

podobne: Dziennikarstwo to odpowiedzialna służba dobru wspólnemu. Konserwatystki w polskich mediach. i to: Blizna: Dlaczego zwykły IDIOTA oraz facet z trzema FAKULTETAMI i doktoratem MÓWIĄ i MYŚLĄ dokładnie tak SAMO?

…na szczęście mamy internet i póki co wolność słowa, dzięki czemu istnieje swobodny dostęp do dość szerokiego wachlarzu pluralizmu informacyjnego, a demografia i postęp technologiczny sprzyjają rozwojowi niezależnych (od budżetu państwa) mediów elektronicznych. Jak śpiewa klasyk: „…wystarczy wsłuchać się i schylić żeby mieć, a im się nie chce…”, więc za kilkanaście lat takie TVP, Wyborcza, Polsat czy TVN będą musiały zrewidować swoją politykę (dez)informacyjną inaczej nikt (albo jakieś resztówki) po nie nie sięgnie, czyniąc ich biznes niepotrzebnym i nieopłacalnym… (Odys)

PS… „Za panowania cesarza Marka Aureliusza istniała niespotykana jak na tamte czasy swoboda wypowiedzi. Na przykład pisarz komediowy Marullus pozwalał sobie na krytykę władzy, nie ponosząc żadnych konsekwencji.

Cesarz był otwarty na krytykę, co było niespotykanym przypadkiem w historii. Każdy inny cesarz rzymski skazałby pisarza na śmierć. Marek Aureliusz, nazywany „Filozofem na tronie”, pomimo swojego pochodzenia, wykształcenia, bogactwa, władzy i przywilejów, był prostym i bardzo wyrozumiałym człowiekiem. Do wszelkich obowiązków podchodził z rozwagą, rządził sprawiedliwie. Był wierny dla swoich przyjaciół i rodziny, litościwy dla wrogów; hojny dla potrzebujących. Był wzorem dobrotliwego monarchy, o którym wspominał Sokrates.” (Imperium Romanum)

Żeby nie było tak całkiem sztywno 🙂 „Za chwilę dalszy ciąg programu” przedstawia: Rozmowa z posłem, czyli wywiad w Sejmie

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych.


1. Bail in – uporządkowana likwidacja banków.

„…Wprowadzenie dyrektywy, na którą tak silnie naciska Komisja Europejska nie ma nic wspólnego z podniesieniem bezpieczeństwa w systemie bankowym, a przynajmniej nie w Polsce. Pozwala ona bowiem na szybkie wydrenowanie krajowych banków z kapitału, byleby tylko nie dopuścić do upadku któregokolwiek z ważniejszych instytucji finansowych.

Poważnym problemem jest także oddanie nadzoru nad bankami w ręce skorumpowanych biurokratów z Brukseli. Zgodnie z nowym prawem, jeżeli lokalny bank wpadnie w problemy, to unijny nadzór może odwołać zarząd oraz nakazać sprzedaż wartościowych aktywów innej grupie bankowej, co z kolei zwiększy konsolidację w systemie. Mniejsza ilość banków mających jednocześnie duży udział znacznie podnosi ryzyko systemowe. Jeżeli chodzi o strukturę systemu bankowego w Europie, to niestety zmierzamy w kierunku nakreślonym przez USA, gdzie 5 największych banków ma 80% udział w rynku.

Na koniec chcę się odnieść do samej gwarancji 100.000 euro. Załóżmy, że upada średniej wielkości bank na południu Europy. Jego zarząd ma wybór: wystawić na sprzedaż polski oddział lub wydrenować go z gotówki. Wybiera opcję drugą, gdyż na rynkach panuje strach i każdy bank trzyma gotówkę obawiając się eskalacji własnych problemów.

Polski bank pozbawiony kapitału przestaje spełniać wymogi postawione przez UE i musi w tempie ekspresowym przedstawić plan naprawczy. Aby zebrać kapitał wystawia część aktywów na sprzedaż oraz podnosi oprocentowanie lokat. Na rynek przedostają się informacje o jego problemach, co przekłada się na paniczną ucieczkę depozytów. Bank stoi na skraju bankructwa. Oddziały zostają tymczasowo zamknięte. Zarząd zostaje odwołany i zastąpiony technokratami z UE. Pozostałe depozyty zostają zamrożone. Nikt nie wspomina o bankructwie, mamy proces restrukturyzacji. Dochodowa część banku zostaje sprzedana za bezcen dużej grupie kapitałowej. Kapitał banku nie wystarcza na pokrycie wszystkich depozytów.

Pytanie czy resztki banku zostaną sprzedane instytucji ze 100% udziałem skarbu państwa, który pokryje straty / depozyty (do 100.000 EUR), czy podobnie jak na Cyprze rząd jednostronnie wycofa się z gwarancji wszelkich depozytów? Ostatecznie coraz częściej w Europie zmienia się prawo w taki sposób aby obowiązywało z datą wsteczną. 

Wiele razy już to powtarzałem i zrobię to po raz kolejny. W sytuacji, w której depozyty praktycznie nic nie płacą, nie ma absolutnie sensu trzymanie w bankach środków większych niż niezbędne na bieżące wydatki. Jest to szczególnie istotne w sytuacji, w której nowe ustawodawstwo pozwala na przeniesienie problemów zachodnich banków na nasz rynek.”  (Trader21)

szczegóły pod linkiem: independenttrader.pl

podobne: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” oraz: Unia Bankowa: PE przyjął przepisy ws. wspólnego systemu likwidacji banków. i to: UE – Za kłopoty banków zapłacą ich udziałowcy i wierzyciele (oraz podatnicy i depozytariusze) a także: Oblicze globalizacji: Europejski systemem “wspólnej likwidacji banków”. polecam również: Independent Trader: “Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. i jeszcze: Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?)

o Cypryjskim rabunku tu – Pokłosie greckiej tragedii, czyli – Kto skonstruował “konia cypryjskiego”? i tu: Cypr. Precedens już jest… kto następny?

2. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce?

„…Generalnie, co chwilę pojawiają się informacje odnośnie problemów tego czy innego banku. Nie ma w tym nic dziwnego, zważywszy na fakt, że już przed dwoma laty MFW oszacował, że odpisy z tytułu niespłacalnych długów w Europie sięgną co najmniej 1,6 bln EURO. To jest właśnie efekt luźnej polityki kredytowej oraz niskich stóp procentowych. 

W Polsce na szczęście sytuacja na razie ma się dobrze. Banki są dobrze skapitalizowane, w odróżnieniu od ich zachodnich odpowiedników. Na nasze szczęście zawdzięczamy to niedojrzałości polskiego systemu. Polskie banki po prostu skoncentrowały się na swoim zadaniu czyli udzielaniu kredytów zamiast bawić się w spekulację na instrumentach pochodnych…

(…)

Najbezpieczniejsze banki

a) PKO BP – jest moim zdaniem, absolutnym liderem, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo depozytów. Po pierwsze, jest on największym polskim bankiem z aktywami 222 mld PLN. Skarb Państwa posiada, co prawda, tylko 31% akcji, lecz ze względów wizerunkowych jest mało prawdopodobne, aby rząd pozwolił na upadek największego banku. Co więcej, nie jest on bezpośrednio zagrożony kryzysem UE. Poza płynnością wszystkie wskaźniki wyglądają lepiej niż dobrze.

b) BOŚ – bank ten nie ma tak dobrych wyników jak poprzednik, dobrze natomiast wygląda relacja kredytów do depozytów. Co jednak najważniejsze, głównym akcjonariuszem jest Skarb Państwa (57%), co przy małej skali działalności (18 mld aktywów), plasuje bank bardzo wysoko pod względem bezpieczeństwa.

c) ING – mimo iż główny akcjonariusz ING pochodzi z Holandii, w której sektor bankowy przekracza 400% w relacji do PKB kraju, to jednak bardzo dobre wskaźniki sprawiły, że postanowiłem uplasować ten bank na trzecim miejscu. Praktycznie pod każdym względem, bank ING wypada znacznie lepiej powyżej średniej. Co prawda, niski poziom kredytów zagrożonych, oficjalnie na poziomie 3,5%, może wzrosnąć, jeżeli uwzględnimy kredyty przeterminowane. Niemniej, kondycja banku jest bardzo przyzwoita.

W pierwszej trójce nie uwzględniłem Banku Gospodarstwa Krajowego, który byłby absolutnym liderem, pod względem bezpieczeństwa ze względu na rolę, jaką pełni przy finansowaniu zadłużenia oraz samorządów. Niestety, oferta banku z roku na rok staje się coraz skromniejsza dla klientów detalicznych.

Których banków unikać i Co ze SKOK’ami? (pod linkiem)

(…)

Przyszłe zagrożenia

Z powyższych wyliczeń wynika, iż banki w Polsce, dzięki konserwatywnej polityce,  porównując je do zachodnich odpowiedników, są w miarę bezpieczne . Tymczasem, lobby bankowe i co bardzo dziwne KNF, chcą aby banki w Polsce mogły inwestować środki, uzyskane z depozytów bezpośrednio w akcje notowane na GPW.

Obecnie, banki mają możliwość inwestowania w akcje, ale wyłącznie za pośrednictwem domów maklerskich będących oddzielnymi instytucjami.

Propozycja połączenia bankowości kredytowo – depozytowej z bankowością inwestycyjną jest kolejnym krokiem zmierzającym do psucia systemu bankowego w Polsce. Jeżeli tego typu rozwiązania zostaną dopuszczone, to banki zamiast udzielać kredytów, zaczną intensywnie spekulować na giełdzie poszukując wyższych zwrotów.

Zmiana prawa szybko zachęci kadrę zarządzającą do inwestowania w bardziej ryzykowne produkty, jak np. obligacje krajów południa czy inne niebezpieczne instrumenty.

Póki co, prace nad zmianami w prawie nie weszły w życie.

EBC przychodzi z pomocą zachodnim bankom

W artykule pt. Koniec mitu silnego Euro opisywałem, w jaki sposób od października Europejski Bank Centralny zamierza rozpocząć skup ABS’ów. Ukrytym zamiarem EBC może być odkupienie od banków komercyjnych śmieciowych aktywów, tj. obligacje krajów południa, czy ciążące ciągle na bilansach hipoteki z USA.

Jeżeli mam racje, to EBC kosztem przyszłej inflacji, niszczącej nasze oszczędności poprawi kondycję banków, co chwilowo ograniczy ryzyko bankructwa w krajach zachodnich. Celowo napisałem chwilowo, ponieważ gdy tylko banki odczują pomoc EBC, natychmiast zwiększą poziom ryzyka inwestycyjnego. Ostatecznie, zawsze będą mogli liczyć na pomoc banku centralnego.

 Z drugiej strony, sytuacja w sektorze bankowym jest ekstremalnie napięta i kolejne procesy dotyczące manipulacji stopami procentowymi, czy cenami surowców mogą być tym, co zainicjuje kaskadę bankructw.

Stopień zalewarowania instytucji finansowych oraz ilość derywatów trzymanych poza bilansem, znacznie przekraczają poziomy, które doprowadziły niemalże do załamania systemu monetarnego zapoczątkowanego upadkiem Lehmana w 2008 roku.

Podsumowanie

Z mojego doświadczenia wiem, że jeżeli możemy praktycznie zwiększyć bezpieczeństwo naszych aktywów, to należy tak właśnie uczynić. Jeżeli wkrótce dojdzie do krachu bankowego, to mądry wybór banku może ochronić nasze oszczędności. Jeżeli w międzyczasie nic się nie wydarzy, czego sobie i wszystkim życzę, to po prostu będziemy spać spokojniej.

Na koniec muszę jasno zaznaczyć, że sytuacja banków przedstawiona powyżej może się zmienić w każdym momencie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kiedy i jaki przebieg będzie miał następny kryzys w sektorze bankowym. W roku 2008 kluczowa dla przetrwania banków okazała się płynność. Czy i tym razem tak będzie? Nie wiem.

Wiem jednak, że lepiej unikać banków narażonych na kłopoty krajów południa Europy oraz banki o kiepskich wynikach finansowych.” (Trader21)

całość tu: independenttrader.pl

podobne: SKOK na Wołomin! W bankach wyłudzenia, ale bankowcy patrzą w przyszłość z optymizmem. oraz:  “Dziennik Gazeta Prawna”: NBP eliminuje obrót gotówką. “Puls Biznesu”: Podatkowe pole minowe

3. Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych.

Trader 21 wraz z Piotrem Głowackim (Infoinwestor.pl) rozmawiali o sposobach zabezpieczenia kapitału przed nadchodzącym kryzysem. Poruszono następujące kwestie:
– efektywny koniec najdłuższej od 80 lat hossy na rynkach akcji,
– skutki odpływu kapitału z rynku obligacji zapoczątkowane w lutym 2015,
– możliwe kierunki migracji kapitału,
– aktywa zapewniające ochronę kapitału oraz szanse na przyzwoite zyski.

podobne: Oszczędzanie alternatywne: Co wybrać? Lokaty czy obligacje skarbowe? oraz: Gdy giełdy tracą… TFI rynku pieniężnego – sposób na bessę. a także: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie. i to: Pęka bańka na chińskim rynku nieruchomości. Włochy w recesji, giełdy w dół, niepokoi Rosja. polecam również: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko.

Napad na bank w stylu cypryjskim

Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE.


1. Qatargas ulokuje gaz LNG przewidziany dla PGNiG na 2015 r. na innych rynkachMinister skarbu o porozumieniu między PGNiG a Qatargasem.

Warszawa, 09.12.2014 (ISBnews) – Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) oraz Qatar Liquefied Gas Company Ltd zawarły porozumienie do umowy sprzedaży skroplonego gazu LNG z czerwca 2009 r. Porozumienie to przewiduje, że Qatargas ulokuje gaz LNG przewidziany do dostarczenia PGNiG w 2015 r. (ok. 1,5 mld m3) na innych rynkach, wykorzystując swoją pozycję jako jednego z wiodących producentów i dostawców LNG na świecie, podało PGNiG. Polska spółka liczy, że porozumienie to pozwoli na poprawienie w 2015 roku wyniku finansowego na obrocie gazem ziemnym.

„Zgodnie z porozumieniem, PGNiG i Qatargas, biorąc pod uwagę swoją długoterminową współpracę, zmieniły zasady wykonywania umowy długoterminowej w całym okresie 2015 roku. W tym okresie Qatargas ulokuje ilości określone umową długoterminową na innych rynkach wykorzystując swoją pozycję jednego z wiodących producentów i dostawców LNG na świecie” – czytamy w komunikacie.

Zarazem PGNiG pokryje Qatargas ewentualną różnicę pomiędzy ceną LNG określoną w umowie długoterminowej a jego ceną rynkową uzyskaną przez Qatargas. Jeśli cena ta miałaby być niższa niż satysfakcjonująca PGNiG, wówczas odbiór takiego niesprzedanego LNG będzie przesunięty na kolejne lata wykonywania umowy długoterminowej, podano także.

„W ocenie zarządu PGNiG, bazując na aktualnie dostępnych informacjach na temat przewidywanych na 2015 rok cen LNG na świecie oraz cen gazu ziemnego w Polsce, porozumienie może pozwolić na poprawienie w 2015 roku wyniku finansowego PGNiG na obrocie gazem ziemnym pozyskanym w ramach umowy długoterminowej wobec pierwotnego scenariusza” – podkreślono w komunikacie.

Dodatkowo, z uwagi na uwarunkowania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa dostaw gazu ziemnego do Polski, w porozumieniu określone zostały zasady, na jakich PGNiG i Qatargas uzgodnią w razie potrzeby dostawy LNG w 2015 r. po osiągnięciu pełnej funkcjonalności operacyjnej terminalu w Świnoujściu.

„Uważam, że podpisanie tego Porozumienia jest korzystne zarówno dla PGNiG jak i dla Qatargas. Jest to dowód na kontynuację owocnej współpracy między Spółkami” – skomentował prezes PGNiG Mariusz Zawisza, cytowany w komunikacie.

Zgodnie z umową, jaką zawarto przed 6 laty, począwszy od drugiej połowy 2014 r. PGNiG miało odbierać w gazoporcie w Świnoujściu sprowadzany z Kataru gaz LNG. Zakontraktowano 1 mln ton, czyli ok. 1,5 mld m3 skroplonego gazu rocznie.

W ocenie eksperta Instytutu Sobieskiego Roberta Zajdlera, osiągnięte porozumienie to duży sukces zarządu PGNiG.

„Do tej pory mówiło się, że renegocjacja kontraktu katarskiego będzie oznaczać straty dla PGNiG. Okazało się, że tak nie musi być. Zawarte porozumienie ograniczy ryzyko ponoszenia przez polską spółkę kosztów związanych z brakiem możliwości odbioru LNG po 1 stycznia 2015 r. To duży sukces, zwłaszcza, że spółki porozumiały się w niełatwym temacie. Ponadto przesunięcie daty dostarczenia gazu do gazoportu daje komfort na ukończenie go i oddanie do użytku do końca przyszłego roku, co wydaje się jak najbardziej realnym terminem. Dobrze, że terminal będzie oddawany do użytkowania bez presji czasowej” – powiedział agencji ISBnews Zajdler.

„W mojej ocenie, porozumieniem przetarto szlak na pomyślną realizację tego kontraktu w przyszłości. Tak dobra współpraca PGNiG z partnerem katarskim może mieć również wpływ na pozycję negocjacyjną PGNiG w rozmowach z Gazpromem. Gazowa spółka nie musi obawiać się nadwyżki gazu na polskim rynku” – dodał ekspert Instytutu Sobieskiego.

PGNiG jest obecne na warszawskiej giełdzie od 2005 r. Grupa zajmuje się wydobyciem gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju, importem gazu ziemnego do Polski, magazynowaniem gazu w podziemnych magazynach gazu, dystrybucją paliw gazowych, a także zagospodarowaniem złóż gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju i za granicą oraz świadczeniem usług geologicznych, geofizycznych i poszukiwawczych w Polsce i za granicą.

(ISBnews)

10.12.2014 (IAR) – To porozumienie jest dobre dla obu stron. Tak minister skarbu ocenia dokument w sprawie późniejszych dostaw katarskiego gazu skroplonego do Polski. Chodzi o surowiec do terminalu LNG w Świnoujściu.

Półtora miliarda metrów sześciennych surowca z Kataru, który był przewidziany do dostarczenia PGNiG w przyszłym roku trafi na inne rynki.

Włodzimierz Karpiński powtórzył, że jest to korzystne dla naszego bezpieczeństwa energetycznego. „Zdejmuje to presję czasu z firm, zajmujących się ostatnimi już pracami przy terminalu LNG w Świnoujściu, co wymaga szczególnej staranności i rzetelności” – wyjaśnił.

Pierwotnie inwestycja ta miała być oddana do użytku do 30 czerwca tego roku, ale termin przedłużono. Odbiór komercyjnych dostaw ma się rozpocząć w przyszłym roku. Dokładana data nie została podana.

W porozumieniu zaznaczono, że spółki polska i katarska będą miały możliwość określenia zasad na jakich uzgodnią dostawy LNG w przyszłym roku do terminalu w Świnoujściu w zależności od potrzeb energetycznych Polski.

PGNiG zaznacza, że pokryje katarskiej spółce ewentualną różnicę pomiędzy ceną LNG określoną w umowie długoterminowej a jego ceną rynkową uzyskaną przez Qatargas. Jeśli cena ta miałaby być niższa niż satysfakcjonująca Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, wówczas odbiór niesprzedanego LNG będzie przesunięty na kolejne lata wykonywania umowy – napisała spółka w komunikacie.

IAR K.P. /zr

przypomnijmy że:

„Podpisana w 2009 roku umowa zakłada dostawy 1 mln ton LNG rocznie (ok. 1,5 mld m3) przez 20 lat od 2014 roku. Koszt dostaw zależeć będzie od cen ropy naftowej na rynkach światowych. Część ekspertów obawia się, że za tysiąc metrów sześciennych gazu z Kataru trzeba będzie płacić nawet 650 dolarów. Obecnie za taką samą ilość „błękitnego paliwa” z Rosji płacimy 200 dolarów mniej.”

…Poprawna analiza tego rodzaju umowy MUSI się opierać przede wszystkim na konkretach. Jednym z nich (NAJWAŻNIEJSZYM!) jest różnica między ceną kontraktową a ceną sprzedaży przez Qatargas nieodebranego przez PGNiG gazu na rynkach, gdyż tę różnicę zobowiązał się pokryć PGNiG. Drugą równie ważną kwestią jest rozwikłanie zagadki co to znaczy „cena niższa niż satysfakcjonująca” pozwalająca przesunąć odbiór gazu na następne lata. Dane na ten temat zostały opinii publicznej (CELOWO!) pożałowane 😉 więc oddaję głos ekspertowi… (Odys)

Fakty:

  • 9 grudnia PGNiG i Qatar Liquefied Gas Company Ltd (Qatargas) podpisały porozumienie zmieniające umowę z 29 czerwca 2009 r.
  • wolumeny LNG na 2015 r. (ok. 1,5 mld m3) Qatargas będzie sprzedawał na innych rynkach
  • PGNiG pokryje różnice między kontraktowa ceną LNG a ceną sprzedaży przez Qatargas
  • PGNiG może przy niesatysfakcjonującej je cenie LNG, przesunąć odbiór wolumenów na następne lata
  • dostawy LNG w 2015 w Świnoujściu zostaną jeszcze ustalone

Wnioski i uwagi:

  • PGNiG nie negocjowało lub nie udało mu się wynegocjować zmian ceny kontraktu (co było postulatem mediów, jednak znacznie ciszej eksponowanym, niż w sprawie kontraktu jamalskiego, który jest korzystniejszy (tańszy) niż katarski)
  • PGNiG zmniejszy koszty, spowodowane przez opóźnienia w oddaniu terminalu, ale ich nie wyeliminuje (pytanie, czy takie sytuacje są przewidziane w umowie z Gaz Systemem i czy PGNiG będzie egzekwowało takie zapisy, jeśli nie ma lub nie będzie egzekwowało – oskarżenie o działanie na szkodę spółki murowane)
  • Porozumienie mówi o przesunięciu „odbioru niesprzedanego LNG”, z czego wynika, że płatność będzie musiał być wykonana od razu.
  • PGNiG do dzisiaj nie ma gwarancji konkretnej daty oddania terminalu w 2015 roku, dowodzi tego zapis o elastycznym („strony będą miały możliwość”) ustalaniu terminu dostaw do Świnoujścia – to z pewnością osłabiało pozycję negocjacyjną PGNiG, (minister Karpiński na pytanie o termin – odpowiedział „w 2015 r.” – to już będzie trzeci termin (premier Tusk – maj 2015, premier Piechociński – lato 2015).
  • PGNiG otrzymuje czas na wzrost rynku, dający miejsce na nowe dostawy (1,5 mld m3), gdyż w tej chwili nie ma takiego: kontrakt jamalski jest wykonywany na minimalnym poziomie, PGNiG traci w tym roku 15% udziału w imporcie, przyjdzie zrezygnować z odbiorów z Europy (najtańszych w importowym miksie), a przy szybkiej utracie rynku – z produkcji krajowej. Jako alternatywa pozostaje eksport.

Ocena:

  • Porozumienie nie jest sukcesem PGNiG, to Qatargas utrzymał wszystkie przewagi, szczególnie cenowe, jakie są w kontrakcie.
  • Zmiany mieszczą się w standardowych warunkach stosowanych w długoterminowych kontraktach „take or pay” (ten sam rodzaj kontraktów jak z Gazpromem), polegających na odłożeniu odbioru nieodebranego gazu na późniejsze lata

Wątpliwości:

Formuła powierzenia sprzedaży Qatargasowi nie motywuje go do realizowania tej sprzedaży po jak najwyższych cenach, istnieje jedynie mechanizm „stop-loss” dla PGNiG. Pytanie, czy jeśli Qatargas sprzeda drożej niż w kontrakcie z PGNiG to zwróci nadwyżkę?
Minister Karpiński z niejasnych powodów powołuje się na „bezpieczeństwo energetyczne Polski”, jest też przekonany o „dobrej współpracy pomiędzy PGNiG i partnerem katarskim”. Rozumiem, dyplomacja, jednak w wynegocjowanym porozumieniu tego sukcesu nie widać.
Ministrem Karpińskim szarpią chyba jakieś wątpliwości – mówi jednocześnie: „Wartością projektu budowy gazoportu jest sam fakt, że zostanie on zrealizowany” i że „realizujemy tę inwestycję, mimo że do 2022 r. mamy zapewnioną odpowiednią ilość gazu”. Poszedłbym dalej – wartością gazoportu jest to, że powstanie i nic więcej” (Andrzej Szczęśniak)

źródło: szczesniak.pl

…trzeba przyznać że ten katar tfuuu! znaczy się gaz będzie nas drogo kosztował… Śmierdząca sprawa (gorzej niż gaz).

podobne: Drogi Katar (znaczy się gaz) jeszcze nie przypłynie. Terminal LNG najwcześniej gotowy pod koniec roku  oraz: Polska rozmawia z Katarem o obniżce cen gazu. USA coraz bardziej otwarte na eksport gazu. Rewers na gazociągu jamalskim.  i to: Dzięki POPISowi Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom! Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka?

2. Polski lobbing energetyczny w BrukseliRzecznik Trybunału UE – ukarać Polskę.

08.12.2014 (IAR) – Polskie firmy energetyczne otworzyły wspólne biuro w Brukseli. W jego ramach chcą lobbować na rzecz korzystniejszych dla Polski przepisów w tej dziedzinie.

Jak mówi Marek Woszczyk – prezes Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej, chodzi także o to, aby zmienić nieprawdziwy obraz polskiej energetyki, „która przede wszystkim jest kojarzona z energetyką przestarzałą, nienowoczesną, wykorzystującą w mało efektywny sposób paliwa kopalne, przede wszystkim węgiel, bo taki obraz prawidłowy nie jest. Polska energetyka to energetyka, która inwestuje w wysoko sprawne elektrownie, potrafimy bardzo efektywnie i czysto spalać polski węgiel i produkować z niego tani prąd. Chcemy pokazywać prawdziwy obraz polskiej energetyki, energetyki, która się zmienia i która bardzo aktywnie i szybko inwestuje w odnawialne źródła energii” – powiedział Marek Woszczyk.

Podkreślił, że nie przez przypadek biuro powstało właśnie teraz – krótko po szczycie Unii Europejskiej, na którym ustalono nowe cele polityki energetyczno-klimatycznej. Jego zdaniem, w ciągu najbliższych miesięcy bowiem będą się klarować szczegóły dotyczące wprowadzania w życie wniosków z tamtego spotkania.

Według ministra Tomasza Tomczykiewicza – sekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki, lobbing węglowy w Brukseli to jest kwestia polskiego bezpieczeństwa energetycznego. „Musimy dbać o to, żeby ten zmieniający się świat uwzględniał, iż zasobność polskiego konsumenta nie jest wielka. W związku z tym musimy dbać o ceny energii, niski wzrost cen energii, a to będzie realizowane, jeśli energetyka będzie oparta na najtańszych źródłach energii” – powiedział minister Tomczykiewicz.

Na październikowym szczycie ustalono wspólną europejską strategię energetyczno-klimatyczną do 2030 roku. Głównym założeniem przyjętego pakietu jest 40-procentowa redukcji emisji CO2. Polska obawiała się, że taki cel doprowadzi do wzrostu cen energii w naszym kraju. Udało się jednak m.in. utrzymać system darmowych pozwoleń na emisję CO2 dla firm energetycznych.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/

podobne: Droga energia realnym zagrożeniem. oraz: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. i to: Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej? a także: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą polecam również: Walka z emisją CO2 nie musi oznaczać walki z węglem. i to: GIG: podziemne zgazowanie może pomóc w lepszym wykorzystaniu węgla a także: Gaz łupkowy za 24 lata. Zielona energia za droga. Nie mamy realnej alternatywy dla węgla. i na koniec: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO?

11.12.2014 (IAR) – Polska powinna zapłacić karę finansową za niewdrożoną dyrektywę o odnawialnych źródłach energii. Taka jest opinia rzecznika unijnego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Ostateczne orzeczenie w tej sprawie spodziewane jest za kilka miesięcy.

W wydanym oświadczeniu, rzecznik zaproponował, by Polska zapłaciła 61 tysięcy euro za każdy dzień opóźnienia, czyli od momentu orzeczenia do czasu wdrożenia dyrektywy. To mniej niż proponowała Komisja Europejska w 2013 roku, pozywając Polskę do Trybunału. Wtedy Bruksela zażądała ponad 130 tysięcy euro za każdy dzień zwłoki. Unijne przepisy o odnawialnych źródłach energii kraje członkowskie powinny były wdrożyć do grudnia 2010 roku. Opinie rzeczników Trybunału nie są wiążące, ale zwykle bywa tak, że w 70-80 procentach podzielają je później sędziowie ogłaszając wyroki. Ciekawostką w tej konkretnej sprawie jest to, że jeśli Polska zostanie skazana i będzie musiała zapłacić karę finansową, to będzie to pierwszy przypadek od czasu wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego, że Trybunał podzieli opinię Komisji wydaną w przyspieszonym trybie.

IAR/B.Płomecka/Bruksela /nyg

źródło: stooq.pl

podobne: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. oraz: Polska: czekamy na ustawy o OZE i „łupkową”. Statki LNG – szybkie, bezpieczne i bardzo drogie i to: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

rys. Jerzy Krzetowski

rys. Jerzy Krzetowski

„Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie…” (wyniki badań tajne, rośnie ilość błędów lekarskich). NIK o NFZ i o rehabilitacji: rosnące kolejki, niska jakość usług, nielegalne opłaty. Leczenie ponad granicami.


1. „Dziennik Gazeta Prawna” – Wyniki badań na wagę życia. Blisko połowa Polaków doświadczyła błedu lekarskiego.

19.11.2014 (IAR) – Pacjent nie dowie się, czy jest zdrowy, dopóki nie porozmawia z lekarzem, który zlecił diagnostykę. Tyle, że może być już za późno – pisze „Dzienik Gazeta Prawna”.

Przychodnie nie chcą wydawać pacjentom wyników badań. To już powszechna praktyka – donosi gazeta. Swoje wyniki można poznać w czasie wizyty, ale nierzadko trzeba czekać na nią miesiącami.

„Dziennik Gazeta Prawna” opisuje przypadek kobiety, która od tygodni walczy o wydanie wyników biopsji, zleconej jej przez endokrynologa. Rezultaty są już u lekarza, jednak termin wizyty wyznaczono na maj przyszłego roku. Podobne badanie zlecił kobiecie ginekolog, do wizyty dojdzie wcześniej, ale biopsja będzie musiała zostać przeprowadzona ponownie.

Dziennik przytacza też przypadek pacjentki Wojewódzkiego Centrum Onkologii w Gdańsku, która na rezultat cytologii czekała rok. Gdy go otrzymała, okazało się, że ma raka.

Zdaniem rzecznik praw pacjentów Barbary Kozłowskiej, takie sytuacje są niedopuszczalne. Uzależnianie dostępu do wyników badania od wizyty u specjalisty nie ma podstaw, chodzi bowiem o część dokumentacji medycznej – twierdzi.

Dlaczego więc dochodzi do takich przypadków? Problem leży w systemie finansowania. Placówki boją się, że nie dostaną z NFZ pieniędzy za badania, jeśli pacjent nie przyjdzie do lekarza, który je zlecił i odejdzie do innej przychodni. Rozwiązanie ma przyjść w 2017 roku. Wtedy ma ruszyć system, dzięki któremu lekarz będzie mógł elektronicznie poznać wyniki badań.

Więcej -w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/”Dziennik Gazeta Prawna”/kd/nyg

08.12.2014 (IAR) – 4 na 10 Polaków doświadczyło błędu lekarskiego. Jak wynika z raportu opublikowanego przez CBOS, pomimo pojawiania się przypadków zaniedbań w sztuce lekarskiej, to zdecydowana większość badanych, bo aż 71%, ma zaufanie do swoich lekarzy.

Według raportu CBOS, 30% badanych często lub zawsze szuka informacji o zdiagnozowanej chorobie i sposobie jej leczenia w internecie bądź też poza nim. 19% respondentów dodatkowo szuka opinii u innego specjalisty.

Z raportu wynika też, że problemem dokładności danych jest to, że nie wszystkie błędy popełniane przez lekarzy są ewidentne i dostrzegane przez pacjentów. Dlatego wyniki badania są tylko przybliżeniem rzeczywistej skali tego problemu – czytamy w raporcie CBOS-u.

Badanie przeprowadzono na grupie 919 osób.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/CBOS/darad/dj

źródło: stooq.pl

…W obecnym systemie zwanym „publiczną służbą zdrowia” na pierwszym miejscu do opieki stoi „system” z którego żyją przede wszystkim urzędnicy a potem lekarze. Pacjent to tylko środek do celu czyli „publicznych pieniędzy”. Odwrócenie zależności „kto tu jest dla kogo” w zasadzie zasługuje na określenie całej sytuacji jako burdelu, a w związku z tym użycie przymiotnika „publiczna” wobec tej „służby”, spełnia podobną rolę jak w wypadku publicznych domów.

Problem polega na tym, że zamiast samemu płacić za usługę pozwalasz aby ktoś inny wydawał Twoje pieniądze za Ciebie (ale już niekoniecznie na Ciebie). Nie dziw się więc drogi pacjencie, że w tym nienaturalnym układzie stoisz na końcu kolejki jak żebrak/intruz – po WŁASNE pieniądze a co za tym idzie zdrowie. Skoro pozwalasz innym decydować za siebie pozbawiając się kontroli nad własnym życiem i zdrowiem, to tzw. „błędy lekarskie” są wyłącznie konsekwencją tego rodzaju zależności. Każda patologia ma swoją przyczynę… (Odys)

2. Rosnące kolejki, niska jakość usług, nielegalne opłaty. NIK skontrolował polską rehabilitacjęNIK o NFZ

„Rosną kolejki, jakość usług jest niska, pobierane są nielegalne opłaty. A do tego niegospodarność w wydawaniu publicznych pieniędzy i brak kontroli ze strony resortu zdrowia – taki obraz wyłania się z analizy NIK poświęconej rehabilitacji leczniczej.

Dla pacjentów największym zagrożeniem jest brak dostępności, czyli rosnące kolejki. Sytuacja jest paradoksalna. Bo w okresie 2011–2013, choć były zwiększane środki na rehabilitację, NFZ w tym ostatnim roku zaplanował o 267 mln zł więcej niż jeszcze pod koniec 2010 r. Tymczasem liczba oczekujących oraz czas oczekiwania w tym samym okresie radykalnie się zwiększyły.

Przykład? Ponad 8-miesięczne czekanie na przyjęcie na oddział rehabilitacyjny (dwa lata temu chorzy musieli czekać pół roku). Wrażenie robi też lista oczekujących do pracowni rehabilitacyjnych: w 2011 r. było 412 tys. pacjentów. Rok temu już 612 tys.

Zdaniem konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie rehabilitacji to efekt m.in. braku regulacji. – Winę ponoszą też sami pacjenci, którzy zapisują się u kilku lekarzy, będąc w wielu kolejkach jednocześnie – mówi prof. Krystyna Księżopolska. Dodaje, że kłopotem jest też to, że wielu lekarzy wydaje skierowania osobom, które nie zawsze ich potrzebują. Są też pacjenci bez odpowiedniej diagnozy, np. bóle kręgosłupa są spowodowane zmianami nowotworowymi, a lekarz kieruje na masaże.

Dochodzi również do sytuacji, w której pacjent, który ma endoprotezę kolana za kilka tysięcy złotych, nie trafia natychmiast na rehabilitację. Wówczas operowanie takiej osoby (założenie tejże endoprotezy) można uznać za bezcelowe.

– Rehabilitacja to część leczenia – tłumaczy prof. Księżopolska. I dodaje, że środków na nią jest za mało (3 proc. budżetu NFZ), co również ma wpływ na ograniczenie dostępności.

Autorzy raportu NIK wskazują, że rosnące kolejki to również efekt starzenia się społeczeństwa, wzrostu liczby wypadków komunikacyjnych i wypadków przy pracy, a także lawina chorób cywilizacyjnych.

Problemem jest fakt, że resort – i to mimo obowiązku ustawowego – nie prowadzi kontroli w zakresie kolejek. Samo Ministerstwo Zdrowia tłumaczy, że nie robi tego, bo nie było sygnałów o problemach. Z raportu NIK wynika, że pod tym kątem zróżnicowanie w podziale na województwa sięga nawet 90 proc. Np. w woj. wielkopolskim i lubuskim było dziewięć razy trudniej skorzystać z lekarskiej ambulatoryjnej opieki rehabilitacyjnej niż w mazowieckim.

Ponadto resort nie określił nawet tego, jaka powinna być liczba lekarzy w stosunku do liczby mieszkańców. Tu też zauważalne są różnice – w woj. łódzkim czy podlaskim było dwukrotnie więcej specjalistów (w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców) niż dolnośląskim, lubuskim czy wielkopolskim.

Ogromny zagrożeniem dla pacjentów jest również brak regulacji zawodu fizjoterapeuty. Prywatny gabinet z nazwą „poradnia fizjoterapeutyczna” może założyć każdy, niezależnie od poziomu i kierunku wykształcenia. – Zdarzało się, że prowadził go elektryk – przyznaje Grażyna Brzuszkiewicz-Kuźmicka z Polskiego Towarzystwa Fizjoterapii. W związku z rosnącymi kolejkami to właśnie do takich miejsc często trafiają pacjenci. Jak opowiada Kuźmicka, są to sytuacje niebezpieczne dla zdrowia. Jedna z pacjentek, która miała bóle kręgosłupa, po wizytach w prywatnym gabinecie doznała uszkodzeń, które spowodowały, że jeździ na wózku inwalidzkim. Powstał projekt poselski, który ma uregulować zawód fizjoterapeuty.

Obecnie jedynym zabezpieczeniem są umowy z NFZ, który daje kontrakty jedynie tym placówkom, które mają lekarzy z odpowiednim wykształceniem. Ale wśród 722 ofert i 124 postępowań konkursowych, które wzięli pod lupę kontrolerzy NIK, w większości były nieprawidłowości. W przypadku blisko 100 ofert fundusz powinien był złożyć zawiadomienie o podejrzeniu wykroczenia w związku ze stwierdzeniem kłamstw w ofertach (co innego było na papierze, co innego w rzeczywistości). Nie zrobił tego. Dla przykładu w ofertach zawartych na 38 mln zł, które dotyczyły rehabilitacji kardiologicznej w warunkach stacjonarnych, rehabilitacji ogólnoustrojowej w warunkach stacjonarnych i rehabilitacji neurologicznej, nie wykazano wymaganej przepisami aparatury i sprzętu. W części ofert nie wskazano wymaganego personelu oraz wymaganej liczby godzin jego pracy.

Kolejną nieprawidłowością było to, że żaden z 18 skontrolowanych ośrodków nie wywiązywał się ze świadczeń rehabilitacji domowej. Choć zgodnie z przepisami w przypadku opieki ambulatoryjnej 3 proc. kwoty miesięcznego kontraktu powinno być przeznaczone na opiekę w domu pacjenta. Właściwie w ogóle nie informowano pacjentów, że istnieje taka możliwość.

Dochodzi też do sytuacji, kiedy placówki pobierają nielegalnie opłaty. Jeden z krakowskich szpitali pobrał od 319 pacjentów w sumie 51 tys. zł. Połowa przypadków dotyczyła zabiegów w kriokomorze.

Kolejnym zarzutem NIK jest bałagan w finansowaniu: możliwość kierowania na rehabilitację mają ZUS, PFRON czy KRUS, ale nie ma przepływu informacji i nie wiadomo, czy nie dochodzi do podwójnego finansowania. Kontrolerzy izby przekonują, że zachowanie Ministerstwa Zdrowia jest „przejawem niewystarczającej troski Ministerstwa Zdrowia o zapewnienie pacjentom uprawień równego dostępu do świadczeń rehabilitacyjnych”.

Profesor Krystyna Księżopolska przekonuje, że sytuacja może się poprawić. Od kilku miesięcy pracuje zespół przy konsultancie, który ma wypracować standardy. Jednym z celów będzie doprowadzenie do sytuacji, w której skierowania będą wydawać osoby kompetentne (by każde było zasadne). Trwają prace nad rozwiązaniami, które mają sprawić, by w tej samej kolejce nie stały osoby potrzebujące trwałej albo pilnej rehabilitacji, jak chorzy z chorobą Parkinsona, stwardnieniem rozsianym czy po operacjach onkologicznych, wraz z osobami, którym pomogłyby zwykłe ćwiczenia.”

źródło: forsal.pl

10.12.2014 (IAR) – NFZ nie doprowadził do poprawy dostępności świadczeń zdrowotnych – wynika z raportu Najwyższej Izby Kotroli. W wielu poradniach i oddziałach średni czas oczekiwania pacjenta na świadczenie uległ wydłużeniu. Poprawę dostępności świadczeń utrudniało nierównomierne rozmieszczenie szpitali, przychodni i sprzętu, problemy z szacowaniem ceny świadczeń oraz pozyskaniem wykwalifikowanych kadr medycznych.

W raporcie NIK czxytamy też, że wydawanie pieniędzy publicznych przez NFZ odbywało się bez ustalonych ogólnopolskich priorytetów zdrowotnych. Nieskuteczne okazały się działania zmierzające do zmniejszenia czasu oczekiwania pacjentów na hospitalizacje w odniesieniu do schorzeń możliwych do diagnozowania i leczenia również w warunkach ambulatoryjnych.

Podobnie jak w latach poprzednich, utrzymywały się znaczne dysproporcje między poszczególnymi oddziałami wojewódzkimi NFZ w dostępie do świadczeń zdrowotnych, mierzone zarówno liczbą zakontraktowanych świadczeń przypadających na 10 tysięcy osób ubezpieczonych, jak i czasem oczekiwania na ich udzielenie.

Na pogorszenie dostępu do świadczeń zdrowotnych wskazują rosnące w Polsce kolejki do lekarzy – pisze NIK.

IAR/nik.gov.pl/dabr

„…Nieskuteczne okazały się działania zmierzające do zmniejszenia czasu oczekiwania pacjentów na hospitalizacje w odniesieniu do schorzeń możliwych do diagnozowania i leczenia również w warunkach ambulatoryjnych.

Na przykład w ciągu 2 lat w pracowniach tomografii komputerowej średni rzeczywisty czas oczekiwania wzrósł z 25 dni do 43 dni (o 72 procent), a w oddziałach chirurgii urazowo-ortopedycznej średni rzeczywisty czas oczekiwania wzrósł z 77 dni do 95 dni (o 23,4 procent).

Z jednej strony NIK zwraca uwagę na niedoszacowanie cen świadczeń kontraktowanych przez NFZ w stosunku do rzeczywistych kosztów ich udzielania, co skutkuje brakiem zainteresowania takim kontraktem ze strony placówek medycznych, a w konsekwencji prowadzi do ograniczania dostępu pacjentów do pewnego rodzaju świadczeń. Z drugiej strony przeszacowanie ceny i liczby niektórych świadczeń skutkuje ich nadmiernym udzielaniem, nawet wbrew potrzebom medycznym, co prowadzi do nieefektywnego wydatkowania publicznych pieniędzy.

Z innego raportu NIK wynika, że szpitale powiatowe w województwie warmińsko-mazurskim mają kłopoty z zapewnieniem na oddziałach dziecięcych warunków leczenia, spełniających wymagane prawem standardy. Zastrzeżenia NIK budzi głównie nieodpowiedni stan sanitarny pomieszczeń, brak zabezpieczeń przeciwpożarowych oraz wykorzystywanie aparatury medycznej bez wymaganych przeglądów technicznych. Aż w 6 z 7 skontrolowanych szpitali stan sanitarno-techniczny pomieszczeń oddziałów dziecięcych, a także miejsc przygotowywania i wydawania posiłków był niezgodny z przepisami prawa…”

…problem tego stanu rzeczy nie jest „brak regulacji” tylko właśnie przeregulowanie! Zwłaszcza w zakresie przypływu pieniędzy przez twór biurokratyczny zwany NFZ… Możecie sobie powoływać setki zespołów i „pochylać się nad problemem” z urzędniczą „powagą”, ale rozwiązanie jest tylko jedno – uwolnienie usług medycznych na normalnym (nieregulowanym przez państwo) rynku, gdzie konkurencja wymusi raz że poprawę jakości usług a dwa obniży ich koszt eliminując z systemu biurokratów i polityków, którzy są garbem na utrzymaniu podatników, tak jak to się stało w niektórych krajach na zachodzie (Holandia jest tu moim zdaniem bardzo dobrym przykładem).

Tylko wtedy kiedy chory będzie płacił z własnej kieszeni, lekarze zaczną się w swoim dobrze pojętym interesie starać a pacjent będzie traktowany należycie (wie to każdy kto był u lekarza prywatnie choć podlega „ubezpieczeniu publicznemu” 🙂 ). To nie znaczy że znikną z rynku oszuści, naciągacze czy konowały. Tacy zawsze będą się pojawiać! Już się pojawiają na złość systemowi (a w zasadzie właśnie dzięki temu że system to umożliwia):

„…Obecnie jedynym zabezpieczeniem są umowy z NFZ, który daje kontrakty jedynie tym placówkom, które mają lekarzy z odpowiednim wykształceniem. Ale wśród 722 ofert i 124 postępowań konkursowych, które wzięli pod lupę kontrolerzy NIK, w większości były nieprawidłowości…”

Bo ten system jest jednym wielkim wyłudzeniem i nie jest przez nikogo weryfikowalny, a to dlatego że nie ma konkurencji. Widać tu jak na dłoni, że wbrew temu co się sugeruje w pierwszym zdaniu „umowy z NFZ” wcale nie są gwarantem bezpieczeństwa! Jak można przeczytać, w obecnym systemie W WIĘKSZOŚCI aż roi się od oszustów. I tak samo od konowałów!

„…Są też pacjenci bez odpowiedniej diagnozy, np. bóle kręgosłupa są spowodowane zmianami nowotworowymi, a lekarz kieruje na masaże…”

rys. Artur Krynicki

rys. Artur Krynicki

Więc o jakich tu „gwarancjach” mowa? Natomiast w normalnym (tj. rynkowym) urządzeniu tej branży, z uwagi na wielość podmiotów będzie oszustom znacznie trudniej zgarniać całe masy ludzi (tak jak zostają one napędzone teraz), bo zniknie ślepe dofinansowanie „z urzędu” a ludzie będą decydować u kogo się leczyć nogami 🙂 Trafiać do oszusta będą raczej ludzie z przypadku, którzy albo nie dołożyli starań żeby się dowiedzieć u kogo się leczą, albo olali ostrzeżenie innych którzy mieli już to nieszczęście „leczyć się” u oszusta albo nieuka. „Mądrej głowie dość po słowie”, więc wystarczy że raz się takiemu noga powinie, a już się rozniesie po wsi czy mieście żeby tego czy tamtego unikać, przez co ich „praktyka” sama zniknie bo nie będzie się opierać na „kontrakcie” z NFZ – nie będzie pacjentów to oszust zniknie z rynku sam. Mając pieniądze w kieszeni pacjent będzie SAM WYBIERAĆ sobie usługodawcę więc będzie to robił z głową (a jak nie to już jego problem). Dzięki temu też, same usługi byłyby wykonywane od ręki i byłyby dużo lepszej jakości (KONKURENCJA Panie!)… Jak to mówią „Łaska Pana na pstrym koniu jeździ” i chodzi tylko o to żeby być sobie Panem właśnie.

Tymczasem jest tak, że wystarczy jak jeden z drugim zakład czy „fachowiec” podpisze umowę z NFZ (czyż wśród tych co nieprawidłowo wykonują usługi nie ma takich co to z NFZ-em mają taki kontrakt podpisany? OCZYWIŚCIE ŻE TAK! Są tylko tacy 🙂 przecież bez kontraktu z NFZ usługi nie są płatne) a już strumień pacjentów MUSI się u tego czy drugiego  leczyć czy mu się to podoba czy nie, bo nie ma innego wyjścia i jeszcze niech się cieszy jak nie stoi daleko w kolejce. I oni chcą to jeszcze bardziej „uregulować” by burdel był jeszcze większy jak dotychczas… Czyż bowiem nie widać gołym okiem, jak regulacji przybywa a wraz z nią sytuacja zamiast się poprawiać jest co raz gorsza? Wyraźnie jest napisane, że choć środków na leczenie i rehabilitację nie brakuje (z każdą podwyżką składek na ubezpieczenie zdrowotne o lekach nie wspominając!) to nieprawidłowości przybywa… Ot logika. Ale tak właśnie działają przymusowe wspólne wory, nad którymi „składkowicze” nie mają tak naprawdę ŻADNEJ władzy (dobrym przykładem na to jest inny wór bez dna – ZUS)… Odys

3. Leczenie ponad granicami.

„Pacjent uprawniony do publicznych świadczeń zdrowotnych w Polsce będzie mógł otrzymać z NFZ zwrot kosztów planowanego leczenia w innym państwie UE – przewiduje tzw. ustawa o leczeniu transgranicznym, której przepisy weszły w sobotę w życie.Ustawa dostosowuje polskie prawo do przepisów tzw. dyrektywy transgranicznej, czyli Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady z 9 marca 2011 r. ws. stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej. Ustanowiła ona zasady ułatwiające dostęp pacjentów do świadczeń w innym państwach członkowskich UE niż państwo ubezpieczenia.
Dotąd z pomocy lekarskiej w ramach ubezpieczenia Polacy mogli korzystać w krajach Unii tylko w nagłych wypadkach. Według nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw, osoba ubezpieczona w Polsce może otrzymać z NFZ zwrot kosztów planowanego leczenia w innym państwie UE, jednak według stawek obowiązujących przy rozliczaniu danego świadczenia w kraju.Dyrektywa obowiązuje od 25 października 2013 r., jednak Ministerstwo Zdrowia z opóźnieniem przygotowało projekt wdrażającej ją ustawy; dopiero w kwietniu trafił on do Sejmu. Już podczas prac parlamentarnych wprowadzono do ustawy przepis umożliwiający zwrot kosztów leczenia, które pacjent wykonał za granicą po wejściu w życie dyrektywy transgranicznej, a przed wejściem w życie ustawy.Zgodnie z ustawą możliwość zwrotu kosztów leczenia w innych państwach UE dotyczy wyłącznie świadczeń gwarantowanych w Polsce. Za świadczenie trzeba zapłacić najpierw z własnej kieszeni. Aby uzyskać zwrot poniesionych kosztów, pacjent musi się zwrócić z wnioskiem do właściwego oddziału wojewódzkiego NFZ. Podstawą do zwrotu ma być rachunek wystawiony przez zagraniczny podmiot wykonujący działalność leczniczą; może to być zarówno publiczna, jak i prywatna placówka medyczna. NFZ będzie miał 180 dni na rozpatrzenie takiego wniosku i zwrot kosztów.Polacy mogą skorzystać np. z porad specjalistycznych, do których są długie kolejki w Polsce, a także z większości badań diagnostycznych oraz zabiegów wykonywanych w ramach procedur jednodniowych (np. USG czy zabieg usunięcia zaćmy). Natomiast w przypadku świadczeń wymagających pozostania na noc w szpitalu trzeba będzie uzyskać uprzednią zgodę na leczenie od dyrektora oddziału NFZ.Zgodę taką trzeba będzie uzyskać także w innych przypadkach. Będą jej wymagały świadczenia wskazane przez ministra zdrowia w rozporządzeniu do ustawy, czyli np. terapia izotopowa, teleradioterapia stereotaktyczna, terapia hiperbaryczna, badania genetyczne, pozytonowa tomografia emisyjna (PET), badania medycyny nuklearnej, tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny.MZ przypomina, że jeżeli pacjent nie będzie miał skierowania do specjalisty lub do szpitala, wystawionego w kraju lub za granicą, nie otrzyma zwrotu kosztów leczenia w ramach transgranicznej opieki zdrowotnej, chyba że w systemie krajowym takie skierowanie nie jest wymagane. Wyjątkiem są świadczenia objęte wykazem ministra zdrowia, na które pacjent uzyskał wcześniejszą zgodę Funduszu.

Ustawa wskazuje ponadto, że nie będzie możliwe uzyskanie zwrotu kosztów m.in. za obowiązkowe szczepienia ochronne czy opiekę długoterminową. Przewidziano też ustanowienie maksymalnej kwoty wydatków przeznaczonych na zwrot kosztów leczenia pacjentów za granicą, po osiągnięciu której w danym roku kalendarzowym Fundusz będzie mógł zawiesić wypłaty z tego tytułu. Będzie to kwota ok. 1 mld zł rocznie. Jeżeli limit za dany rok wyczerpie się, wówczas pacjent otrzyma zwrot kosztów do końca stycznia kolejnego roku.

 PAP  (za wirtualnapolonia.com)

Pisze PanMarek 

Moja roczna składka zdrowotna to 4939,24 zł.

Przez całe 28 letnie zawodowe życie skorzystałem z przymusowej służby zdrowia, w prostych sprawach, kilka razy. Niechby to odpowiadało 5x 200 zł = 1000 zł. W tym czasie musowe składki to 28x 4939,24 zł = 138 298,72 zł. Różnica to 137 298,72 zł.
Mój podatek w przypadku „tematu leczenie” to 99,2769 % czyli coś jak w przypadku tej szwedzkiej pisarki. Mówiąc krótko: psu w d…. 137 298,72 zł.

Każdy mój rodak który mi mówi o potrzebie utrzymywania „państwowej służby zdrowia” to w moich oczach kompletny kretyn a nawet idiota i takich jest około 99 %.

Życzę wszystkim powodzenia w reformowaniu naszego Kraju, w kolejnych pseudo-wyborach i we wszystkim innym, ale to nie zmieni mojej oceny, bo ona wynika z faktów.

Ta głupota moich rodaków kosztuje mnie dotychczas tylko w państwowej „ochronie mojego zdrowia” 137 298,72 zł.

 Moje pozostałe musowe składki rocznie to:

emeryt. = 12 414,72 zł
rent. = 5 088,00 zł
chor. = 1 558,20 zł

łącznie to jest = 19 060,92 zł rocznie

Przez całe 28 letnie zawodowe życie „uskładałem” więc 533 705,76 zł. Wraz ze składką zdrowotną równą 137 298,72 zł daje to piekną kwotę równą 671 004,48 zł.

Tak więc – jak widać – mógłbym sobie już iść na emeryturę lub zbudować w Warszawie piękny dom (działkę mam) i wynająć go za 5 – 10 tys. miesięcznie. Jednak tylko mógłbym bo zostałem okradziony pod przymusem i mam … wielkie gówno.

Ta głupota moich rodaków kosztuje mnie dotychczas 671 004,48 zł.

P.S. Pominąłem tu składkę na FP = 1558,20 zł i FGŚP = 63,60 rocznie – nie wiem co to w ogóle za k….. jest.

…Pan Marek wyczerpał temat w zupełności… I teraz pytanie do zakochanych w POmocy państwowej Prawych i (nie)Sprawiedliwych socjaluchów i innych opornych na matematykę (o ekonomii nie wspominając), lewoskrętnych wspierających swoimi pieniędzmi (samemu nic z tego nie mając) te paśniki które mielą NIE SWOJE pieniądze za sowitą „prowizję” w postaci „miejsc pracy” (urzędów, ministerstw i innej „administracji”) nikomu nie potrzebnych a już na pewno nie ludziom uczciwie pracującym w sektorze prywatnym którzy na te „miejsca pracy” łożą – pytanie brzmi: Ile jeszcze jesteście w stanie oddać „państwu opiekuńczemu” żeby się wami dalej w ten złodziejki sposób „opiekowało”?

PS.. „FP” to Fundusz Pracy – powstała w 1933 roku w Polsce instytucja, której celem było łagodzenie skutków bezrobocia. (jak bezrobocie jest łagodzone to widać 🙂 Jedyne co złagodziło bezrobocie w Polsce to 5 milionów emigrantów… Z kolei „FGŚP” to Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych – fundusz utworzony w 1994 w celu ochrony pracowników przed utratą wynagrodzenia… Jak owe „fundusze działają”. Kto nimi zarządza i co z tego ma to też kwestia dość oczywista 🙂

…Odys

podobne: Socjalizm po polsku. Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) oraz: Dzień wolności podatkowej. Jeden podatek na wszystko może wynieść 17-18%. Arłukowicz o wyroku w sprawie NFZ. i to: Chora Służba Zdrowia. NIK negatywnie o kontraktowaniu usług przez NFZ.

Shutter Stock - Kolejka do lekarza (służba zdrowia)

Shutter Stock – Kolejka do lekarza (służba zdrowia)

113% frekwencji czyli unijne absurdy wybrane oraz źle wydane pieniądze. Bankrutujący „raj” Szwecji kontra raj podatkowy na Krymie.


1. 113% frekwencji i instrukcja używania kaloszy – unijne absurdy wybrane

gościu przekroczył wszystkie unijne normy… i żyje! 🙂

To już siódma edycja konkursu ogłaszanego przez eurodeputowanego Mirosława Piotrowskiego.
W tym roku przyznano trzy nagrody i jedno wyróżnienie. Wygrało głosowanie, w którym frekwencja przekroczyła 100% i które uznano za ważne.
‚Po drabinie trzeba schodzić tyłem’ – to miejsce drugie, czyli – zgłoszony do konkursu przez Przemysława Mroczka – stustronicowy przewodnik, z którego dowiadujemy się, że na drabinę ‚…trzeba wchodzić i schodzić twarzą zwróconą w stronę drabiny (…) i mieć cały czas kontakt z drabiną w trzech miejscach – 1 dłoń i 2 stopy, lub 2 dłonie i 1 stopa…’ i jak uniknąć upadku z wysokości (…należy wykonywać pracę jedną ręką, nie sięgać dalej niż długość ramion, unikać wchodzenia powyżej czwartego szczebla od góry i przez cały czas informować we właściwy sposób o swojej obecności na drabinie).
Miejsce trzecie jury przyznało wielostronicowej instrukcji użytkowania kaloszy, które Unia zalicza do kategorii środków ochrony indywidualnej, zgłoszonej przez Krystynę Helt i Zofię Wysocką.
Wyróżnienie w konkursie największych absurdów w Unii Europejskiej zdobyło ‚ogłoszenie przez Komisję Europejską przetargu na projekt naukowy, którego celem jest zbadanie wszelkich aspektów wykorzystania insektów jako potencjalnego źródła żywności’.
Kolejny konkurs zostanie ogłoszony w rocznicę przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, czyli już 1 maja.”

MaG

Fot. archiwum  źródło: moje.radio.lublin.pl

1. Z bananami to już przegięcie. W 1995 roku UE wprowadziła dyrektywy dotyczące uprawy bananów i ogórków. Ekstremalne zakrzywione banany lub te z „brzydką krzywizną” musiały być odrzucane przez plantatorów. Banan, aby być prawdziwym bananem, musiał mieć co najmniej 14 cm długości, a jego zakrzywienie powinno było mieć co najmniej 27 mm. Podobnie rzecz miała się z ogórkami; te nie wystarczająco proste nie mogły trafić do sprzedaży.
Kolejowe absurdy. Chcesz zapłacić mniej? Kup bilet na dłuższą trasę
Spółki kolejowe…

Dyrektywa została uchylona w 2008 roku, po tym jak wzrosły obawy, że plantatorzy wyrzucają całkowicie smaczne banany ze względu na ich zbyt dużą łukowatość. Istniały również pogłoski, że hodowcy odrzucali też zupełnie proste banany, bo sądzili, że są „brzydko zakrzywione”.

2. Woda nie nawadnia. W 2011 roku unijni urzędnicy stali się obiektem szyderstw, kiedy orzekli, że nie ma dowodów na to, że woda nawadnia organizm. Bruksela jednak nic sobie z tych kpin nie robiła i zakazała producentom butelkowanej wody mineralnej umieszczania na etykiecie swoich produktów czegokolwiek, co mogłoby sugerować, że picie wody zapobiega odwodnieniu.

3. Śliwka nie pomaga. Dyrektywa UE z 2011 roku zakazuje promowania suszonych śliwek jako środków pomagających w wypróżnieniu. Po zbadaniu wpływu tych owoców na ludzki organizm Bruksela orzekła: „Nie można ustalić związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy jedzeniem suszonych śliwek, a utrzymaniem prawidłowych funkcji jelit”.

4. Brukiew to nie rzepa. Ale nie zawsze. Unia Europejska postanowiła też wyjaśnić różnicę pomiędzy rzepą a brukwią. Przede wszystkim stwierdziła, że oba warzywa są różne. Jeżeli jednak brukiew wchodzi w skład  pieroga kornwalijskiego, to może być oznaczona jako rzepa. We wszystkich pozostałych przypadkach rzepa to rzepa, a brukiew to brukiew. Dyrektywa weszła w życie w 2010 roku.

5. Robienie w balona. Unijna dyrektywa z 2011 roku dotycząca zabawek zakazuje dmuchania balonów przez dzieci do lat ośmiu bez nadzoru dorosłych.  Bruksela argumentuje, że dziecko podczas dmuchania balona może go połknąć, co w rezultacie może doprowadzić do zadławienia.
Dyrektywa wywołała spore kontrowersje. Jeden z socjologów w liście do brytyjskiego dziennika „The Telegraph” napisał, że „dmuchanie balonów jest nieodłączną częścią dziecięcych zabaw, które uczą najmłodszych niezależności i samodzielności”.

6. Na drzewo z pozwoleniem. Wchodzenie na drzewa to jedno z ulubionych zabaw dzieci. Niestety, żeby wspinać się po gałęziach trzeba mieć teraz specjalne zaświadczenie. A żeby je otrzymać koniecznie jest przebycie odpowiednich ćwiczeń. Nie wiedział o tym niejaki Chris Baker, który chciał zamontować na drzewie kamerę do obserwacji ptaków. Na ziemię szybko sprowadzili go przypadkowo przechodzący obok urzędnicy.

7. Zanim włożysz, przeczytaj instrukcję. Unia nie zawsze zakazuje, często przychodzi też z pomocą. Np. tym, którzy nie wiedzą jak korzystać z… kaloszy. W dyrektywie z 1989 roku Bruksela nakazała,  aby producenci do każdej pary gumiaków dołączali wielostronicową i przetłumaczoną na kilkanaście języków instrukcję obsługi. Dowiemy się z niej m.in., jak dopasować kalosze, jak je przechowywać, konserwować i czyścić.

8. Niebezpieczna drabina. Unia z niezwykłą troską dba o nasze bezpieczeństwo. W tym przypadku osób, które do pracy używają drabiny. Dyrektywa z 2001 roku dokładnie określa, jak powinna być zbudowana, aby ograniczyć wypadki przy pracy na wysokości. Możemy w niej przeczytać, że nóżki przenośnych drabin muszą być asekurowane przed przesuwaniem się w trakcie używania poprzez zabezpieczenie ramiaków pionowych na końcu lub blisko górnego lub dolnego końca, za pomocą urządzenia przeciwpoślizgowego lub poprzez każde inne ustawienia o równoważnej skuteczności”.
Ponadto kąt nachylenia drabiny powinien wynosić od 65 do 75 stopni. Oczywiście – wg wymogów EU – z drabiny należy „schodzić tyłem”.

9. Ślimak, ślimak pokaż… płetwy. Ślimaki to jedna z najliczniejszych gromad mięczaków na świecie – mówiła nam nauczycielka na lekcjach biologii. Unia Europejska nie podziela tego zdania, bo wg niej ślimak jest rybą. Ślimak zamienił się w rybę w 2010 roku na żądanie Francji, gdzie te mięczaki należą do największych przysmaków. A dlaczego tak się stało? Chodzi oczywiście o pieniądze, bowiem Unia dotuje hodowle ryb, ale nie ślimaków.
10. Marchew to owoc. Bruksela poszła też na rękę Portugalczykom, których specjalnością jest m.in. dżem z marchwi. W Unii Europejskiej dofinansowywana jest produkcja dżemów, pod warunkiem, że będą one robione wyłącznie z owoców. W związku z tym marchew w 2001 roku z warzywa przemieniła się w owoc i dzięki temu produkcja marchewkowych dżemów może liczyć na unijne wsparcie.

od: Mariusz Polak

podobne: Najwyższy Czas!: Absurdy postępu czyli indeks upadku naszej cywilizacji oraz: „Zanim przyjdą eurosceptycy” czyli biegunka legislacyjna w PE, efekt – szlaban dla mocnych odkurzaczy (i kolejne plany regulacji). Związkowcy palą unijne flagi (żądają rekompensat za sankcje).

2. Procent budżetu źle wykorzystane.

05.11.2014 (IAR) – Unia Europejska w 2013 roku źle wydała 4,7 procent swojego budżetu – tak wynika z raportu przedstawionego dziś przez Europejski Trybunał Obrachunkowy. Chodzi o około 7 miliardów euro.

Obszary unijnej polityki, w których dokonano najwięcej błędów w wydatkowaniu środków to polityka regionalna, energia i transport. Tam zmarnotrawiono 6,9 procent pieniędzy. Podobną skalę uchybień odnotowano także w wydawaniu środków przeznaczonych na rozwój obszarów wiejskich, środowisko, rybołóstwo i zdrowie. Typowe błędy dotyczyły między innymi udzielania funduszy firmom uważanym za małe i średnie przedsiębiorstwa, które w rzeczywistości były własnością dużych koncernów. Szef Trybunału Vítor Manuel da Silva Caldeira częściową odpowiedzialnością za taka sytuację obarcza unijne państwa.

„Gdyby kraje członkowskie lepiej pracowały na rzecz właściwego wykrywania wniosków, które na to nie zasługiwały, wtedy mielibyśmy dużo mniej błędów” – powiedział.

Komisarz ds. budżetu Kristalina Georgieva zapowiedziała, że Bruksela będzie chciała usprawnić wydatkowanie funduszy we wszystkich obszarach.

„Zdajemy sobie sprawę , że przed nami jeszcze dużo pracy, by ograniczyć błędy w wydatkowaniu środków , a także by lepiej oceniać skutki ich wykorzystywania ” – powiedziała Georgiewa. Takie też są rekomendacje Trybunału Obrachunkowego : należy nie tylko sprawdzać czy środki są wydawane , ale także czy umożliwiają one osiąganie konkretnych rezultatów.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/moc

źródło: stooq.pl

podobne: Kryzys wraca do Europy i nad Wisłę. Recesja w strefie euro rykoszetem uderzy w Polskę. oraz: KE ogłosiła wsparcie dla rolników (będzie płacić za marnotrawstwo). i to: Eurokołchoz kosztuje: Kwoty na mleko przekroczone (zapłacimy ok. 195 mln zł). Czynsze mogą wzrosnąć. 620 mln EUR na pensje dla EUrzędników

3. Kolos na glinianych nogach. Szwecja za 15 lat będzie krajem Trzeciego Świata

Przed Szwecją rysują się fatalne perspektywy. ONZ prognozuje, że kraj może w ciągu 15 lat dołączyć do tzw. krajów Trzeciego Świata.

W 2010 roku Szwecja zajmowała 15. miejsce w rankingu Human Development Index, który klasyfikuje państwa pod kątem rozwoju społecznego i poziomu krajowego dobrobytu. Twórcy rankingu i eksperci prognozują, że sytuacja w skandynawskim kraju będzie gwałtownie pogarszała się.

W przyszłym roku powinna spaść na 25. miejsce, natomiast do 2030 roku nawet na 45. Oznaczałoby to, że znalazłaby się wśród krajów Trzeciego Świata.

Twórcy dokumentu i wielu ekspertów są zgodni co do przyczyn trendu spadkowego nordyckiej gospodarki. Przyczyną zadyszki szwedzkiej ekonomii jest zbytnie otwarcie kraju na imigrantów, którzy obniżają jakość społeczeństwa obywatelskiego. Przybysze z trudem asymilują się z nowym miejscem zamieszkania, nie uczą się języka, dochodzi wręcz do sytuacji, w której to Szwedzi muszą szukać sposobów na komunikację z „tubylcami”.

Szwecja zaczyna więc powoli wdrażać francuski model społeczny, który doprowadził do blokady gospodarki i rozrostu państwa socjalnego. W tej chwili Paryż jest rozdarty między lewicowymi nawoływaniami do pomocy najuboższym a prawicą, która oczekuje uregulowania problemu imigrantów.

Wkrótce wejdzie w życie prawo, zakazujące Szwedom krytyki polityki imigracyjnej państwa. Jak widać, nie tylko stabilność gospodarki jest zagrożona.

źródło: Forsal.pl

podobne: Inny „najlepszy minister finansów w UE” przyznaje: Szwecja w recesji. Socjalizm sucks! oraz: Eurosceptycyzm rośnie w siłę. W. Brytania (UKIP), Francja (FN; UMP), Dania i Szwecja (nie chcą EURo), Nowa Prawica w Polsce. i to: Francja prognozuje spowolnienie gospodarki. Ponad jedna trzecia Francuzów nie może związać końca z końcem. Laffer – Europa powinna postawić na decentralizację. a także: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

4. Raj podatkowy na Krymie.

Rząd Rosji zaakceptował stworzenie specjalnej strefy ekonomicznej na Krymie – oświadczył na posiedzeniu rządu premier Dmitrij Miedwiediew. Jak dodał, dokumenty dotyczące stworzenia tej strefy powinny zostać wniesione jak najszybciej do Dumy Państwowej.

Miedwiediew zapowiedział, że w specjalnej strefie inwestorzy będą zwolnieni z części podatków na okres do 10 lat i ograniczone zostaną bariery administracyjne. Również w portach krymskich mogą zostać przyjęte rozwiązania upraszczające procedury administracyjne.

Według premiera Rosji, rezultatem powinny być dodatkowe dochody dla gospodarki półwyspu.

Cytowany przez dziennik „Kommiersant” minister ds. Krymu Oleg Sawieliew powiedział, że projekt o stworzeniu specjalnej strefy ekonomicznej przewiduje możliwość wydawania na granicy specjalnych wiz. Wizy takie miałyby obowiązywać przez 30 dni i tylko na półwyspie. Sawieliew oświadczył, że z wiz tego rodzaju będą mogli skorzystać np. turyści.

Miedwiediew zaznaczył, że 1 stycznia 2015 r. kończy się okres przejściowy dla Krymu i Sewastopola, wobec tego „należy szybko wnosić projekty ustaw do Dumy Państwowej”.

PAP  (za Wirtualna Polonia)

podobne: Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie. oraz: BRICS deklarują ściślejszą współpracę (powołanie Nowego Banku) i wsparcie Rosji. Bałkany na rozdrożu.

Jan Paweł II, cytat, socjalizm

Polska gospodarka. Prawo geologiczne i górnicze uchwalone. Rząd złoży skargę ws. dyrektywy tytoniowej. Sawicki o łagodnym potraktowaniu producentów mleka.


1. Wojciech Jakóbik: Prawo geologiczne i górnicze uchwalone.

Posłowie, podczas posiedzenia Sejmu 11 lipca br., przyjęli w ostatecznym kształcie nowelizację ustawy Prawo geologiczne i górnicze oraz niektórych innych ustaw. Nowelizacja reguluje racjonalne poszukiwanie i wydobycie węglowodorów: gazu ziemnego, w tym łupkowego oraz ropy naftowej.

Jedna koncesja

Nowelizacja wprowadza jedną koncesję na poszukiwanie i rozpoznawanie złoża węglowodorów oraz ich wydobywanie ze złoża. Zamiast dotychczasowych kilku rodzajów koncesji ustawa wprowadza jedną – poszukiwawczo-rozpoznawczo-wydobywczą.

Podmiot zainteresowany koncesją będzie w postępowaniu kwalifikacyjnym sprawdzany m.in. pod kątem tego, czy posiada doświadczenie polegające na rozpoznaniu i udokumentowaniu co najmniej jednego złoża węglowodorów lub na prowadzeniu wydobycia co najmniej przez 3 lata. Wykaz pozytywnie zweryfikowanych podmiotów zostanie udostępniony publicznie.

Jednocześnie nowelizacja zapewnia zachowanie praw nabytych inwestorów. Koncesje udzielone przed wejściem w życie ustawy zachowają swoją ważność z możliwością przedłużenia ich ważności lub przekształcenia w koncesję nowego typu.

Przetargi dla przedsiębiorców

Koncesja będzie przyznawana przez Ministra Środowiska w postępowaniu przetargowym prowadzonym z urzędu. Ubiegać się o nią będzie mogło kilka podmiotów łącznie, gdy złożą wspólnie jedną ofertę w przetargu i wskażą operatora. Koncesja będzie udzielana na 10 – 30 lat.

Inne zmiany

Nowelizacja wprowadza też obowiązek ustanowienia zabezpieczenia m.in. z tytułu niewykonania lub nienależytego wykonania warunków określonych w koncesji. Zabezpieczenie nie będzie mogło przekroczyć równowartości 20 proc. wysokości kosztów prac geologicznych.

Ułatwienia dla przedsiębiorców

Ustawa przewiduje ponadto szereg ułatwień dla przedsiębiorców zajmujących się poszukiwaniem i wydobyciem węglowodorów. Daje im m.in. możliwość rozpoczęcia wydobycia surowca już w trakcie trwania fazy poszukiwania i rozpoznawania. Ponadto będą oni mogli wykonywać badania geofizyczne w celu zbadania struktur geologicznych wyłącznie na podstawie zgłoszenia.

W celu należytego zabezpieczenia uprawnień Skarbu Państwa, jako właściciela złóż, nowelizacja wzmacnia uprawnienia kontrolne organów nadzoru górniczego oraz inspekcji ochrony środowiska. Przewiduje również monitorowanie przez Ministra Środowiska wykonywania koncesji. Nowe przepisy przewidują również ułatwienia dotyczące decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach.

Teraz ustawa trafi do podpisu prezydenta. Nowelizacja ma wejść w życie 1 stycznia 2015 r. 

podobne: Projekt ustawy węglowodorowej w Sejmie przed wakacjami, chyba że przedłużą się konsultacje – MŚ oraz: Finalne prace nad gazem łupkowym będą prowadzić tylko rodzime firmy.

2. Rząd złoży skargę ws. dyrektywy tytoniowej.

15.07.2014 (IAR) – Rząd zdecydował, że zaskarży do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dyrektywę tytoniową. Polska chce, aby dokument częściowo został uznany za nieważny.

Dyrektywa przewiduje między innymi wycofanie z rynku unijnego rynku papierosów smakowych, w tym mentolowych. Mają być one zakazane od 2016 roku. Ich listę ma opracować Komisja Europejska. Wyjątkiem mają być papierosy mentolowe, które objęto 4-letnim okresem przejściowym. Polska sprzeciwiała się dyrektywie tytoniowej, ponieważ jest największym producentem gotowych wyrobów tytoniowych i drugim co do ilości producentem tytoniu w Unii Europejskiej.

Polska argumentuje, że papierosy mentolowe są obecne na rynku polskim od 1953 r. i powinny być traktowane jak wyroby tradycyjne. W Polsce są one produkowane przez 6 fabryk. Na eksport trafia ok. 70 procent produkcji, z czego 50 procent na rynki państw członkowskich Unii. Zdaniem Polski, całkowity zakaz wprowadzania do obrotu tych papierosów spowoduje istotne konsekwencje gospodarcze…

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/komunikat cir + wcześniejsze/kry/gaj        …źródło: stooq.pl

podobne: Dyrektywa tytoniowa ostatecznie przyjęta. oraz: Pierwsze ofiary akcyzowej POlityki nierządu. Zakłady Tytoniowe w Lublinie złożyły wniosek o upałość

3. Sawicki o łagodnym potraktowaniu producentów mleka.

14.07.2014 (IAR) – Powraca pomysł łagodniejszego potraktowania producentów mleka w Unii Europejskiej. Chodzi o to, by nie płacili nadmiernych kar za przekroczenie limitów. Zastosowanie innej metodologii liczenia ma sprawić, że kwoty będą dwukrotnie wyższe. Rozmawiają na ten temat w Brukseli unijni ministrowie rolnictwa. To ważna sprawa między innymi dla polskich rolników, którzy zaczynają powiększać stada i obory w związku z przyszłorocznym zniesieniem kwot mlecznych. Ale teraz za nadprodukcję grożą wysokie kary. „Mielibyśmy dodatkowo nieco ponad 1 procent limitu, więc w pełni nas to od kar za nadprodukcję nie uwolni, natomiast te kary byłyby znacznie niższe” – powiedział minister rolnictwa Marek Sawicki. O zwiększeniu limitów mlecznych unijni ministrowie rozmawiali przed miesiącem. Wtedy jednak zgody nie było. Polska była w grupie 17 krajów, które domagały się łagodniejszego potraktowania producentów mleka, ale to nie wystarczyło dla uzyskania kwalifikowanej większości. Przeciwko były między innymi duże państwa jak Francja i Włochy. Teraz – jak mówił minister Sawicki – jest nadzieja, że zmienią one zdanie.

IAR/Beata Płomecka/Bruksela/em/                   …źródło: stooq.pl

podobne: Kwoty na mleko przekroczone (zapłacimy ok. 195 mln zł) oraz: KE pozywa i upomina Polskę ws. niewdrożonych przepisów i chce zwrotu ponad 5,5 mln euro z funduszy na rolnictwo

 

KE pozywa i upomina Polskę ws. niewdrożonych przepisów i chce zwrotu ponad 5,5 mln euro z funduszy na rolnictwo. Idziemy drogą Portugalii. Włochy: przybywa ubogich.


1. KE pozywa i upomina Polskę ws. niewdrożonych przepisów.

10.07.2014 (IAR) – Polska ma spore zaległości we wdrażaniu unijnych dyrektyw, co ponownie wytknęła jej dziś Komisja Europejska. W kilku przypadkach skończyło się na upomnieniach, ale w jednym sprawa trafiła do unijnego Trybunału Sprawiedliwości. W tym wypadku chodzi o niedopełnienie obowiązku wdrożenia dyrektywy w sprawie efektywności energetycznej budynków. Na jej mocy państwa członkowskie muszą określić i stosować minimalne wymagania dotyczące charakterystyki energetycznej budynków, stworzyć system certyfikacji i ustanowić wymóg regularnej inspekcji systemów grzewczych i klimatyzacyjnych. Przepisy miały zostać wprowadzone w życie do 9 lipca 2012 roku. Po upływie tego terminu Bruksela dwukrotnie upominała Polskę, ale bezskutecznie. „Nadal brakuje koniecznych środków transpozycji, między innymi odnoszących się do świadectw energetycznych, minimalnych wymagań dotyczących charakterystyki energetycznej oraz budynków o niemal zerowym zużyciu energii. To są domy o bardzo niskim rocznym zużyciu energii dzięki doskonałej jakości izolacji, ustawieniu względem słońca, energooszczędnym systemom grzewczym i chłodzącym” – powiedziała Polskiemu Radiu rzeczniczka Komisji ds. energii Sabine Berger.

Kierując sprawę do Trybunału, Bruksela zaproponowała dzienną karę w wysokości ponad 96 tysięcy euro. Jeżeli Trybunał przychyli się do wniosku Komisji, Polska będzie musiała płacić dzienne kary pieniężne od dnia wydania wyroku aż do pełnego wdrożenia przepisów. Oprócz naszego kraju w tej samej sprawie została pozwana Austria.

Polska jest także wśród 18 państw członkowskich, które zostały wezwane przez Komisję do usprawnienia zarządzania wspólną przestrzenią powietrzną. Ma się to przyczynić do efektywniejszego, tańszego i mniej szkodliwego dla środowiska lotnictwa w Europie.

Ponadto Bruksela wytknęła Warszawie niewdrożenie dyrektywy w sprawie ochrony prawa autorskiego i niektórych praw pokrewnych. Unijne przepisy z 2011 roku przedłużają czas ochrony dla artystów wykonawców i nagrań dźwiękowych z 50 do 70 lat. Ostateczny termin wdrożenia dyrektywy upłynął w listopadzie ubiegłego roku.

Nasz kraj ma także zaległości dotyczące praw pasażerów w transporcie autobusowym i autokarowym, określonych w unijnym rozporządzeniu sprzed trzech lat. Według Komisji, krajowe organy, wyznaczone do nadzorowania skutecznego stosowania przepisów, w swoim obecnym kształcie nie mają możliwości ich egzekwowania.

Kolejne upomnienie pod adresem Polski dotyczy przepisów o transgranicznej opiece zdrowotnej. Chodzi o dyrektywę z 2011 roku, która określa prawa pacjentów do skorzystania z opieki zdrowotnej w innym państwie członkowskim i uzyskania zwrotu kosztów w swoim kraju.

Warszawa ma teraz dwa miesiące na poinformowanie Brukseli, jak zamierza wdrożyć te przepisy. Jeśli tego nie zrobi, Komisja skieruje sprawę do Trybunału Sprawiedliwości – tak, jak to zrobiła w pierwszym przypadku.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/wcześni./em/

podobne: Eurokołchoz: Godfrey Bloom i dzień przeciętnego podatnika.

polecam: 10 lat Polski w UE: nowa polska emigracja. „Święto Szklanych Paciorków” (Ziemkiewicza) oraz „Unijna dekada” (cynik9)

…wygląda na to że krajowy ustawodawca jest nam kompletnie do niczego nie potrzebny (pominę milczeniem fakt że „nasi” prawodawcy to banda złodziei), bo decyzje co u nas wolno a czego nie (i jak należy dane kwestie regulować) zapadają gdzie indziej i kto inny egzekwuje wykonanie tego prawa… Polska nie jest suwerennym krajem a „troska” unijnych biurokratów o „praworządność” w naszym kraju to zwykłe szpiegostwo gospodarcze i naturalna potrzeba „starszych i mądrzejszych” kontroli tego co się jeszcze opłaca w taki czy inny sposób zniszczyć bądź opodatkować (Z deszczu pod rynnę czyli… jak Polska dorabia Europę oraz: Tomasz Cukiernik: Dotacje to wywiad gospodarczy). Biurokratyczne nagromadzenie regulacji to czysty paraliż dla gospodarki a tzw. „standaryzacja” czy „certyfikacja” (zwana komicznie „normą”) – kompletnie nikomu nieprzydatna KOSZTOWNA robota – podnosi ceny towarów i usług gdziekolwiek się ją wprowadza i powoduje dalszy rozrost biurokracji i stanowisk urzędniczych… Nadgorliwość posunięta do granic absurdu kończy się tym – Najwyższy Czas!: Absurdy postępu czyli indeks upadku naszej cywilizacji.

Żeby było jasne – naturą złodziej jest rabować i można się tylko dziwić „gospodarzom” że na to pokornie pozwalają i SAMI otwierają przed nim drzwi,  zapraszając go do środka.

2. KE chce od Polski zwrotu ponad 5,5 mln euro z funduszy na rolnictwo.

09.07.2014 (IAR) – 15 krajów członkowskich Unii – w tym Polska – ma zwrócić łącznie 57 milionów euro z funduszy unijnej polityki rolnej. Bruksela uznała, że środki zostały „nienależnie wypłacone”. Warszawa ma zwrócić 5 milionów 840 tysięcy euro.

Pieniądze mają wrócić do unijnego budżetu z powodu nieprzestrzegania przez państwa członkowskie przepisów Wspólnoty lub zastosowania przez nie nieodpowiednich procedur kontroli wydatków. To właśnie unijne kraje są odpowiedzialne za wypłacanie pomocy w ramach wspólnej polityki rolnej, a Komisja czuwa nad tym, by pieniądze zostały właściwie wykorzystane. Środki, jakie ma zwrócić Polska, zostały wypłacone z funduszy na rozwój obszarów wiejskich. Jak tłumaczy Bruksela, korekta ta wynika z „braku kryteriów kwalifikacji w ramach oceny projektów”. Najwięcej jednak Komisja domaga się od Francji. Za „niedociągnięcia dotyczące przydziału uprawnień do płatności” Paryż musi zwrócić ponad 20 milionów euro.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela

podobne: Eurokołchoz kosztuje: Kwoty na mleko przekroczone (zapłacimy ok. 195 mln zł). Czynsze mogą wzrosnąć. 620 mln EUR na pensje dla EUrzędników oraz: „Wspólna Polityka Rolna” kosztem polskiego przemysłu rolno-spożywczego. a także: POPISowo udupione fundusze. Wszyscy brali, nikt nie kontrolował – zapłaci jak zwykle podatnik.

…podatnicy dopłacili… rolnicy wzięli… a podatnicy zwrócą… „ktoś” zapłaci podwójnie – ot interes 🙂 Jest to najlepszy przykład na to że nie ma nic za darmo a za pazerność płaci się podwójnie (a nawet potrójnie bo ceny towarów rosną)… aż dziw bierze że większość podatników dalej uważa „unijne dopłaty” za korzyść dla siebie… Wygląda na to że głupich sieją i że się ich uprawia (za dopłatą 😀 )

…los Portugalii nas czeka. Ludzie uciekają z kraju i nie zakładają rodzin!

3. Niepokojące dane Eurostatu: Portugalia się wyludnia.

10.07.2014 (IAR) – Portugalia traci rekordowo wielu mieszkańców. W ubiegłym roku współczynnik urodzeń był tam najniższy w całej Unii Europejskiej.

Według danych Eurostatu, w 2013 roku populacja Portugalii skurczyła się o 60 tysięcy osób. Jedną z głównych przyczyn jest powodowany kryzysem i dużym bezrobociem strach przed posiadaniem potomstwa. Liczba urodzeń na tysiąc mieszkańców wyniosła zaledwie 7,9 – to najgorszy wynik w całej Wspólnocie. Dla porównania współczynnik śmiertelności wyniósł w ubiegłym roku ponad 10. Oznacza to, że znacznie więcej osób umiera, niż się rodzi.

To jednak nie jedyny powód dramatycznej sytuacji demograficznej w Portugalii. Autorzy raportu Eurostatu zwracają uwagę także na negatywne saldo migracyjne: w 2013 roku kraj opuściło o ponad 36 tysięcy osób więcej, niż do niego przyjechało.

O postępującym wyludnianiu się 10-milionowej obecnie Portugalii eksperci alarmują już od dawna. Kilka miesięcy temu dziennik Publico napisał, że do 2060 roku liczba mieszkańców może zmniejszyć się aż o 4 miliony. Powołując się na dane Narodowego Instytutu Statystycznego gazeta obliczyła, że obecnie na 100 młodych Portugalczyków przypada 131 ludzi starszych, a za niecałe pięć dekad może ich być nawet 464.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Adriana Bąkowska, Lizbona/kawo

podobne: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny. oraz: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

4. Włochy: przybywa ubogich.

11.07.2014 (IAR) – We Włoszech od początku kryzysu podwoiła się liczba ubogich. Mówi o tym ogłoszony dziś w Rzymie raport tamtejszej Caritas.

Liczba Włochów, których zaliczyć można do kategorii ubogich, wzrosła o 100 procent – z dwóch milionów czterystu tysięcy do czterech milionów ośmiuset tysięcy. Obecnie stanowią oni blisko pięć procent ludności. Ubóstwo obejmuje dziś nowe grupy społeczne. Kiedyś do kategorii ubogich należeli przede wszystkim ludzie starsi, mieszkańcy Południa i rodziny wielodzietne. Teraz do ubogich zaliczyć można także rodziny mieszkające na Północy, posiadające tylko dwoje dzieci i w których nie ma bezrobotnych. W raporcie podkreśla się, że Włochy nie mają dotąd programu walki z ubóstwem, a to, co robią w tym kierunku kolejne rządy, jest zdecydowanie niewystarczające. W terenie zaś w ramach oszczędności ogranicza się właśnie wydatki na pomoc społeczną. Stąd postulat stworzenia funduszu dla tych, których dochody są poniżej relatywnej granicy ubóstwa, wynoszącej we Włoszech 640 euro miesięcznie na osobę.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/em/

podobne: Hiszpański Caritas bije na alarm. oraz: Bezrobotni z Włoch wyjeżdżają za chlebem. polecam również: cynik9: Przybliżanie socjalizmu. Teoria skubanych i skubiących w demokracji

…Włosi nie potrzebują „programu walki z ubóstwem”, tylko miejsc pracy i mniejszych obciążeń fiskalnych a tego nie zapewnią „programy pomocy” na które trzeba uprzednio zabrać pieniądze podatnikom.

…Odys                …źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Dzień wolności podatkowej. Jeden podatek na wszystko może wynieść 17-18%. Arłukowicz o wyroku w sprawie NFZ.


1. Dzień wolności podatkowej

12.06.2014 (IAR) – Prawie pół roku pracujemy, żeby opłacić wszystkie nasze podatki. Tegoroczny dzień wolności podatkowej przypada 14 czerwca. W tym dniu przestaniemy pracować na budżetowe wydatki, a zaczniemy na nasze.

Prezydent Centrum imienia Adama Smitha Robert Gwiazdowski twierdzi, że data tegorocznego dnia wolności podatkowej to powód do zadowolenia. Jego zdaniem, każde zmniejszenie wydatków przez rząd jest pozytywne. Ekspert przyznał jednak, że wciąż najbardziej obciążone podatkami są praca i przedsiębiorczość.

Przedstawiciel Centrum, Andrzej Sadowski dodaje, że w kolejnych latach dzień ten może przypadać wcześniej. Jego zdaniem coraz więcej młodych ludzi zdaje sobie sprawę, że rząd wydaje tylko te pieniądze, które zabierze wcześniej swoim obywatelom. W opinii eksperta nowe pokolenie nie wierzy w emerytury od rządu, ani w inne świadczenia.

W Polsce obowiązuje 18 płatności podatkowych. W tegorocznym raporcie firmy doradczej PWC polski system podatkowy, pod względem wysokości danin i stopnia skomplikowania, sklasyfikowano na 113. miejscu na 189 przebadanych państw.

Raport przygotowano po raz 21.

W ubiegłym roku dzień wolności podatkowej przypadał 22 czerwca Informacyjna Agencja Radio (IAR)/Karol Tokarczyk/dyd   …źródło: stooq.pl

podobne: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu. oraz: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy?

2. „Dziennik Gazeta Prawna” Jeden podatek na wszystko może wynieść 17-18 proc

12.06.2014 (IAR) – Ministerstwo finansów pracuje nad zmianą podatku VAT – pisze „Dziennik Gazeta Prawna”. Bruksela krytykuje nas za system preferencyjnych stawek VAT, a rząd ma kłopot z rozchwianiem dochodów z tego podatku – w okresach wzrostu i spadku koniunktury gospodarczej wymykają się spod kontroli. Według gazetu, urzędnicy ministerstwa finansów analizują trzy warianty.

Pierwszy zakłada obniżkę stawki podstawowej o 2 pkt proc. i pozostawienie na dotychczasowym poziomie stawek preferencyjnych. Przy takich założeniach najwyższy VAT wyniósłby 21 proc., a niższe stawki 5 i 8 proc. Taka koncepcja ma jednak duży minus – dochody z podatku spadłyby o 5-8 mld zł.

Dlatego resort sprawdza też bardziej radykalne rozwiązania. Liczy np., ile kosztowałoby budżet wprowadzenie jednolitej stawki na poziomie 17 lub 18 proc. Ta pierwsza oznacza niewielki ubytek w dochodach, a druga nawet dodatkowe wpływy rzędu 1-2 mld zł rocznie.

Możliwe jest jeszcze jedno rozwiązanie: realizacja obecnej ustawy, która przewiduje obniżkę o 1 pkt proc. wszystkich trzech stawek. Realizacja tego scenariusza oznaczałaby spadek dochodów budżetowych o ok. 8 mld zł.

„Dziennik Gazeta Prawna”/IAR/dw/pbp                    …źródło: stooq.pl

podobne: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków oraz: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę?

3. Arłukowicz o wyroku w sprawie NFZ

12.06.2014 (IAR) – Minister zdrowia ostrożnie komentuje wyrok krakowskiego sądu. Ten zdecydował, że Narodowy Fundusz Zdrowia musi zapłacić pacjentowi za operację przeprowadzoną za granicą. Tak stanowią przepisy unijne.

Bartosz Arłukowicz mówi IAR, że skoro wyrok zapadł, NFZ będzie musiał go wykonać i przypomina, że ustawa transgraniczna jest już w Sejmie. Nowe prawo będzie opisywało, które świadczenia pacjenci będą mogli wykorzystywać za granicą, a na które będą potrzebowali zgody.

„Prawo musi być skonstruowane tak, żeby wszyscy ci, których nie stać na leczenie za granicą, mogli w pełni korzystać ze świadczeń medycznych w Polsce” – mówi minister zdrowia.

Bartosz Arłukowicz nie zgadza się z zarzutem, że resort zbyt późno opracował przepisy dotyczące ustawy transgranicznej.

„Nie trzymaliśmy ustawy w szufladzie, tylko opracowywaliśmy bardzo trudny projekt, który decyduje o tym, w jaki sposób polscy pacjenci będą korzystali ze świadczeń medycznych za granicą – zaznacza minister. Dodaje, że w przypadku na przykład operacji za granicą pacjent najpierw płaci, a potem czeka na refundację. A na to nie wszystkich stać.

Wyrok dotyczy sprawy Józefa Berezy z Krzeszowic pod Krakowem. Pacjent nie chciał czekać kilku lat na zabieg usunięcia zaćmy w Polsce, więc bez kolejki przeprowadził ją w Czeskim Cieszynie. Zgodnie z dyrektywą unijną, pieniądze za operacje powinien zwrócić mu narodowy ubezpieczyciel. NFZ nie chciał tego zrobić, więc sprawa trafiła do sądu.

Wyrok nie jest prawomocny. NFZ zapowiada odwołanie się od decyzji sądu. Dyrektywa Unii Europejskiej o leczeniu transgranicznym obowiązuje od października. Pozwala ona na leczenie w każdym kraju Unii Europejskiej. Pieniądze na podstawie rachunku zobowiązany jest po leczeniu zwrócić NFZ.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Rucińska/kl/dj     …źródło: stooq.pl

podobne: Chora Służba Zdrowia. NIK negatywnie o kontraktowaniu usług przez NFZ.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

 

Eurokołchoz kosztuje: Kwoty na mleko przekroczone (zapłacimy ok. 195 mln zł). Czynsze mogą wzrosnąć. 620 mln EUR na pensje dla EUrzędników


1. ARR: Polska przekroczyła kwoty na mleko o 1,7% w 2013/14, zapłaci ok. 195 mln zł

Warszawa, 28.04.2014 (ISBnews) – Ilość skupionego w Polsce mleka wyniosła 10.076 mld kg, czyli o 170 mln kg (1,7%) więcej niż kwota krajowa dostaw przysługująca w roku kwotowym 2013/2014. Zgodnie z prawem UE, z tytułu nadprodukcji, Polska wniesie ok. 47 mln euro (ok. 195 mln zł) opłaty, wynika z szacunków Agencji Rynku Rolnego (ARR).

„W okresie od 1 kwietnia 2013 r. do 31 marca 2014 r. ilość skupionego mleka wyniosła 10.076 mld kg, po przeliczeniu na mleko o referencyjnej zawartości tłuszczu. Tym samym szacuje się, że kwota krajowa dostaw przysługująca Polsce w roku kwotowym 2013/2014 zostanie przekroczona o ok. 170 mln kg, czyli o 1,7 %. (…) Zgodnie z prawodawstwem unijnym, jeżeli mleko i przetwory mleczne zostaną wprowadzone do obrotu w ilości przewyższającej kwotę krajową, wnosi się opłatę z tytułu nadwyżek” – czytamy w komunikacie.

Wysokość opłaty dla roku kwotowego 2013/2014 wynosi 27,83 euro za 100 kg mleka. Wobec tego, w przypadku potwierdzenia się powyższych danych po definitywnym rozliczeniu roku 2013/2014 przewidywana opłata, jaką Polska będzie musiała uiścić z tytułu nadprodukcji wyniesie ok. 47 mln euro, co stanowi ok. 195 mln zł, podano również.

Wstępnie szacowana wysokość opłaty jednostkowej, ustalanej w stosunku do producenta, który przekroczył swój limit oraz po uwzględnieniu współczynnika realokacji, kształtuje się na poziomie ok. 30 gr za każdy kg mleka wprowadzony do obrotu ponad przysługującą kwotę indywidualną.

ARR podkreśla, że wszystkie powyższe dane są informacjami wstępnymi. Na pełny obraz sytuacji należy zaczekać do ostatecznego rozliczenia roku kwotowego 2013/2014, które odbywa się w ustawowym terminie do 30 sierpnia.

(ISBnews)

Limitowane mleko (film) – Gospodarka centralnie planowana drogą do dobrobytu ludu pracującego miast i wsi! Tylko… czy ktoś już czasem nie próbował tego wcześniej?

Więcej podobnych materiałów na: http://www.kontestacja.com/

Wszystko co widać: Marius
http://www.mariuszkuszaj.com

Lektoring: UNFA
http://unfamusic.com

A dane wzięliśmy stąd; http://www.money.pl/gospodarka/wiadom… (KontestacjaTV)

polecam również: Z deszczu pod rynnę czyli… jak Polska dorabia Europę

2. „Dziennik Gazeta Prawna” Czynsze mogą wzrosnąć przez źle wdrożoną unijną dyrektywę

27.04.2014 (IAR) – Czynsze mogą wzrosnąć przez niewłaściwie wdrożoną dyrektywę unijną – alarmuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Gazeta pisze, że niezgodne z prawem unijnym jest zwolnienie z podatku, jakie ustawa o VAT przewiduje dla czynności świadczonych na rzecz lokatorów przez spółdzielnie mieszkaniowe. „Skutkiem może być obowiązek wypłaty przez Skarb Państwa odszkodowań za pozbawienie spółdzielni prawa do odliczenia daniny” – czytamy w dzienniku.

Spółdzielnie daniny nie mogły odliczać, bo korzystały ze zwolnienia podatkowego. Potwierdził to między innymi wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 2013 roku. Wcześniej polskie sądy zezwalały na taką podwójną preferencję.

Zgodnie z polskim prawem, spółdzielnie mieszkaniowe świadczące na rzecz mieszkańców odpłatne usługi związane z eksploatacją lokali, są wolne od daniny. Jednak takiej preferencji nie przewidują przepisy dyrektywy Rady UE z 2006 roku. „Zwraca na to uwagę wiele sądów administracyjnych, których zdaniem Polska wadliwie wdrożyła w tym zakresie jej art. 132 ust. 1 oraz art. 135 dotyczące zwolnień.” – czytamy w gazecie.

Więcej o tym temacie – w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Dziennik Gazeta Prawna”/lu/dyd

polecam również: Co się odwlecze to nie uciecze czyli… Polska musi zwrócić 30 milionów euro do unijnego budżetu (reaktywacja)

…pieniążki UE bardzo się przydadzą ponieważ….

3. Budżet PE: blisko 620 mln euro na pensje dla urzędników.

28.04. Bruksela/Strasburg (PAP) – Prawie 193 mln euro na wynagrodzenia i zwroty kosztów dla europosłów; blisko 620 mln euro na pensje dla urzędników i tłumaczy, a także blisko 120 mln na przenoszenie pracy między Brukselą, Strasburgiem i Luksemburgiem – to niektóre wydatki PE w 2014 r.

Budżet Parlamentu Europejskiego to około jednego procenta ogólnego budżetu Unii Europejskiej i jednocześnie jedna piąta całkowitych kosztów administracyjnych wszystkich unijnych instytucji. W 2014 r. budżet PE wynosi 1,756 mld euro.

Z tej kwoty 35 proc. przeznaczana jest na pracowników, głównie na wynagrodzenia dla 6 tys. osób pracujących w administracji, a także na tłumaczenia ustne i pisemne (PE obraduje w 24 językach urzędowych UE) oraz podróże służbowe. Na ten cel przeznaczono w 2014 r. blisko 620 mln euro.

Parlament zatrudnia na stałe ok. 430 tłumaczy ustnych, jednak w czasie sesji plenarnych potrzebuje ich dodatkowo od 800 do tysiąca. PE zatrudnia też ok. 700 tłumaczy pisemnych, których zadaniem jest przełożenie na wszystkie unijne języki urzędowe ponad 100 tys. stron różnych dokumentów miesięcznie.

Około 27 proc. budżetu na 2014 r., czyli ok. 193 mln euro, przeznaczone jest na wydatki posłów, w tym zwroty kosztów podróży, prowadzenie biur i wynagrodzenia asystentów. I tak na wynagrodzenia dla posłów przewidziano prawie 76 mln euro, blisko drugie tyle – ponad 73 mln euro – przeznaczono na zwroty kosztów podróży. Z kolei prawie 44 mln euro europosłowie dostaną w tym roku na prowadzenie biur i wynagrodzenia dla asystentów.

Wydatki administracyjne oraz polityka informacyjna pochłoną 21 proc. budżetu. Działalność grup politycznych to dalsze 6 proc. budżetu.

Wydatki na budynki PE to 11 proc. tegorocznego budżetu europarlamentu. W tej kwocie mieszczą się koszty wynajmu, budowy, utrzymania, bezpieczeństwa i eksploatacji obiektów w trzech miejscach pracy parlamentu: Brukseli, Strasburgu i Luksemburgu oraz wydatki na prowadzenie biur informacyjnych w 28 państwach członkowskich. W Brukseli i Strasburgu znajdują się siedziby PE, gdzie mają miejsce sesje i minisesje (w Brukseli), a w Luksemburgu mieści się sekretariat generalny tej instytucji.

Marzena Kozłowska (PAP)

mzk/ jzi/ ura/

polecam również: „Za rządów Tuska przybyło całe miasto urzędników wielkości Pułtuska lub Wieliczki!”

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

UE – Dyrektywa tytoniowa ostatecznie przyjęta. E-papieros farmaceutykiem?


14.03. Bruksela (PAP) – Ministrowie krajów UE przyjęli w piątek nowelizację dyrektywy tytoniowej. Przewiduje ona m.in., że 65 proc. powierzchni opakowań papierosów zajmować będą ostrzeżenia zdrowotne. Według dyrektywy w 2020 r. z rynku w UE znikną papierosy mentolowe.

Wcześniej, 26 lutego unijną dyrektywę tytoniową poparł Parlament Europejski. Jak poinformowała w piątek Komisja Europejska, po przyjęciu nowych przepisów przez ministrów podpiszą je przewodniczący Rady UE i Parlamentu Europejskiego, a następnie zostaną one opublikowane w oficjalnym dzienniku UE na przełomie kwietnia i maja.

Zmiany w dyrektywie tytoniowej mają zniechęcać do sięgania po papierosy, szczególnie młodych ludzi. Według szacunków każdego roku palenie tytoniu zabija 6 mln osób na świecie, w tym 700 tysięcy w Europie.

Zgodnie z nowymi przepisami ostrzeżenie o szkodliwości palenia tytoniu dla zdrowia powinno zajmować 65 proc. obu stron opakowania papierosów; zakazane mają być atrakcyjne opakowania, np. przypominające szminkę czy perfumy. Jedno opakowanie będzie musiało zawierać co najmniej 20 papierosów.

Od 2016 r. mają być zakazane papierosy z dodatkami smakowymi; listę tych dodatków opracować ma Komisja Europejska. Wyjątkiem objęto papierosy mentolowe, dla których wprowadzony zostanie 4-letni okres przejściowy, co oznacza, że zakaz wejdzie w życie dopiero latem 2020 r.

Zakazowi mentoli sprzeciwiała się Polska, będąca największym producentem gotowych wyrobów tytoniowych i drugim co do ilości producentem tytoniu w UE; przoduje też jeśli chodzi o popularność cienkich papierosów typu slim i mentoli.

Pierwotny projekt dyrektywy tytoniowej, zaproponowany przez KE, przewidywał także wprowadzenie zakazu sprzedaży cienkich papierosów, co zostało jednak odrzucone zarówno przez kraje Unii, jak i PE.

Na skutek sprzeciwu PE nie przeszła też propozycja Komisji, by papierosy elektroniczne traktowano jak produkty medyczne, czyli żeby były rejestrowane i sprzedawane głównie w aptekach. Zgodnie z przyjętymi przepisami papierosy elektroniczne będą dopuszczone na rynek jako konsumpcyjne produkty tytoniowe, ale w krajach, w których są uznawane za farmaceutyki, nadal będą mogły za takie uchodzić. Maksymalne stężenie nikotyny w e-papierosach będzie mogło wynosić 20 mg/ml. Mają być dopuszczone uzupełnialne wkłady do papierosów elektronicznych, a wielkość wkładów jednorazowych nie będzie mogła przekraczać 2 ml.

KE będzie mogła zabronić określonych typów e-papierosów lub wymienialnych wkładów, jeśli taki uzasadniony zakaz wprowadzą co najmniej trzy kraje UE. Państwa będą mogły też zabronić transgranicznego handlu wyrobami tytoniowymi przez internet (a więc i papierosami elektronicznymi). Wówczas sprzedawcy nie będą mogli dostarczać produktów do tych krajów. E-papierosy mają być objęte zakazem reklam, tak jak pozostałe wyroby tytoniowe.

Jak szacuje KE, dzięki zmianom w dyrektywie konsumpcja tytoniu może spaść o 2 proc. w ciągu pięciu lat. Liczba palaczy w UE zmniejszyłaby się o 2,4 mln. (PAP)

jzi/ pad/ woj/                                                                 …źródło: stooq.pl

podobne: Pierwsze ofiary akcyzowej POlityki nierządu. Zakłady Tytoniowe w Lublinie złożyły wniosek o upałość

Zgodnie z przyjętymi przepisami papierosy elektroniczne będą dopuszczone na rynek jako konsumpcyjne produkty tytoniowe, ale w krajach, w których są uznawane za farmaceutyki, nadal będą mogły za takie uchodzić….

A cóż to za wybiórcza „równość” na „wspólnotowym rynku”? Czemu to w jednych krajach e-papieros ma być lepszy a w innych gorszy? Już pomijam kolejny nonsens gdzie z papierosa robi się „produkt medyczny” (sic!). Ale nie ma co się dziwić skoro mamy przepisy że ślimak to ryba a z marchewki można zrobić dżem. Tylko jak się ma taki nonsens do kryterium zdrowotnego, które przyświecało legislatorom w opracowaniu dyrektywy tytoniowej? Chyba że tu chodzi o jakieś „e-zdrowie” 🙂 (czytaj zdrowie portfeli lobbystów i branży e-papierosów). Czemu „slim” w którym jest mniej tytoniu jest gorszy dla zdrowia od przeciętnego papierosa? Czemu dolny limit na ilość papierosów w paczce a nie górny? Co to ma wspólnego z dbałością o zdrowie? Czemu nie zakazać palenia ustawą? Give me a break! Ot kolejny przykład na złodziejską hipokryzję „eurokołchozu”.

KE będzie mogła zabronić określonych typów e-papierosów lub wymienialnych wkładów, jeśli taki uzasadniony zakaz wprowadzą co najmniej trzy kraje UE….

nic tylko dogadać się z jakimiś dwoma krajami i można później korzystać z monopolu na własne wkłady (chyba że już ktoś wpadł na ten pomysł 😉 ). Kolejny kwiatuszek na wspólnym „wolnym rynku”. Pomijam fakt że jest to kolejna szkodliwa dla naszej gospodarki regulacja prawna – Mariusz Gierej: Rytualny ubój polskiej gospodarki

…Odys

polecam również: UE zabroni tradycyjnego wędzenia.

Eurokołchoz - Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

LOT spełnił życzenia KE w sprawie „modernizacji floty”, teraz czeka na drugą transzę „pomocy”. Słowo o pomocy publicznej dla lotnisk.


20.02. Bruksela (PAP) – W trakcie ostatniego spotkania minister skarbu potwierdził wolę współpracę z KE w sprawie postępowania dotyczącego pomocy dla PLL LOT – ocenił w czwartek komisarz UE ds. konkurencji Joaquin Almunia.

„To było bardzo dobre spotkanie; sądzę, że to była konstruktywna dyskusja. Współpraca po polskiej stronie w sprawie naszego postępowania dotyczącego restrukturyzacji LOT-u została potwierdzona przez ministra, a to jest zawsze potrzebne, by posunąć do przodu postępowanie i by osiągnąć tak szybko jak to możliwe pozytywne rezultaty” – powiedział Almunia, pytany o jego spotkanie z ministrem skarbu Włodzimierzem Karpińskim, które odbyło się 13 lutego w Brukseli.

Jak dodał komisarz, ze swojej strony wyjaśnił ministrowi sprawy rozważane przez Komisję Europejską w ramach postępowania ws. restrukturyzacji i pomocy dla LOT-u. „Myślę, że (minister) zyskał jasny pogląd, jakie są nasze obawy i jakie są zasady analizowania planu restrukturyzacyjnego (LOT-u) z punktu widzenia pomocy państwa” – powiedział Almunia.

Celem wizyty ministra w Brukseli było nawiązanie relacji na najwyższym szczeblu z Komisją w związku z postępowaniem w sprawie pomocy publicznej dla LOT. Po tym spotkaniu Karpiński powiedział dziennikarzom: „Zdecydowanie jestem pozytywnie nastawiony (…); natomiast cały czas czeka nas ciężka praca; tej pracy i zarząd, i załoga się nie boją. Właściciel, czy główny akcjonariusz (skarb państwa) jest zdeterminowany, by ta firma była rentowna”.

Na początku listopada ub.r. KE wszczęła szczegółowe postępowanie, aby ocenić, czy przyznanie PLL LOT w sumie ok. 200 mln euro pomocy restrukturyzacyjnej jest zgodne z unijnymi zasadami pomocy państwa. Jeśli KE nie uzna już udzielonej pomocy państwa za dozwoloną, LOT może być zmuszony do jej zwrócenia.

Niedawno KE opublikowała w dzienniku urzędowym główne elementy i założenia planu restrukturyzacji spółki. Uczestnicy rynku, czyli np. inne linie lotnicze, mają – jak podał Karpiński – czas do 7 marca na zgłaszanie pytań i uwag do dokumentu. Koniec czerwca jest najwcześniejszym możliwym momentem podjęcia decyzji przez KE dotyczącej akceptacji pomocy publicznej.

KE uzasadniała w listopadzie, że uruchomiła dochodzenie ze względu na wątpliwości, czy plan restrukturyzacji LOT-u jest zgodny z wymogami UE, a te wymogi to ponowne usprawnienie firmy, adekwatny udział firmy w kosztach restrukturyzacji i zastosowanie środków, które skompensują zakłócenia konkurencji wynikające z pomocy państwa.

Karpiński bronił planu restrukturyzacji wskazując, że „realizacja działalności (LOT-u) na poziomie operacyjnym pokazuje, że ten plan był realistyczny i że jest realizowany nadmiarowo z punktu widzenia obniżania kosztów i zwiększania przychodów”.

W planie restrukturyzacji PLL LOT na koniec tego roku założono zysk z działalności operacyjnej spółki na poziomie 64-78 mln zł, a w 2015 r. 113-137 mln.

W grudniu 2012 roku przewoźnik otrzymał pierwszą transzę pomocy 400 mln zł (ok. 100 mln euro). Komisja Europejska wydała w maju 2013 r. tymczasową zgodę na pożyczkę. Miesiąc później do KE trafił plan restrukturyzacji, zawierający wytyczne dotyczące przyszłości LOT-u, zakładające m.in. modernizację floty. Plan zakłada także m.in. przekazanie LOT-owi drugiej transzy pomocy na restrukturyzację w wysokości 381 mln zł oraz uzyskanie trwałej rentowności przez spółkę od 2015 r.

Z Brukseli Julita Żylińska (PAP)

jzi/ amac/ ura/                                                                            …źródło: stooq.pl

poprzednio: LOT pod lupą KE

…fajnie działa ta komisja ds. „konkurencji” nie ma co… Interwencjonizm państwowy jako przejaw konkurencyjnego działania 😀 ubawiłem się po pachy. Oczywiście wszystko w ramach strategii „róbta co wam napiszemy a będzieta mogli współfinansować marnowanie pieniendzorów z UE”. Tym to sposobem do planu restrukturyzacji zaliczono „modernizację floty”. Państwo kojarzą te tzw. Dreamlinery ile sobie polatały i jak wyglądało propagandowo to cale szalbierstwo z „modernizacją floty” a co się działo jak już LOT je sobie postawił na lotniskach… Jak nie to zapraszam do lektury – Nie-LOT znowu uziemiony… kolejne defekty “dummlinerów”

DreamlinerTak się napędza frajerów producentom a wszystko w ramach „restrukturyzacji” która jest reanimacją (kolejną zresztą) niewydolnego ekonomicznie trupa zwanego PLL LOT, o czym więcej tu – LOT miał prawie 400 mln zł straty netto w 2012 roku. Prezydent pozwala na prywatyzację. i tu – LOT nad kukułczym gniazdem, czyli…

20.02.2014 (IAR) – Koniec pomocy państwa dla niepotrzebnie budowanych lotnisk- to jedno z założeń nowych wytycznych Komisji Europejskiej dotyczących wsparcia publicznego dla linii i portów lotniczych. Na terenie Unii jest obecnie około 460 lotnisk. W ciągu ostatnich kilku lat ich liczba podwoiła się, przyczyniając się do znaczących zmian na rynku.

Zgodnie z nowymi wytycznymi, pomoc publiczna na inwestycje infrastrukturalne dotyczące lotnisk jest możliwa tylko wtedy, gdy istnieje realna potrzeba budowy portu. Wtedy gdy sieć środków transportu w określonym regionie jest zbyt ograniczona. „Wiele lotnisk lokalnych i regionalnych odgrywa dziś ważną rolę, ale jednocześnie istnieje coraz większy problem z przeciążeniem dużych i niewykorzystaniem niektórym mniejszych portów lotniczych” – powiedział unijny komisarz ds. konkurencji Joaquín Almunia. Maksymalna wartość wsparcia państwa dla takich inwestycji będzie zależeć od wielkości lotnisk : im większe lotnisko, tym mniejsza możliwość pomocy. Obecnie Komisja Europejska prowadzi 28 postępowań dotyczących wsparcia dla portów lotniczych. W momencie gdy uznaje, że zostało ono udzielone niezgodnie z unijnymi zasadami wymaga zwrotu pieniędzy. Taką decyzję podjęła ostatnio w sprawie lotniska w Gdyni- Kosakowie.

Jeśli zaś chodzi o pomoc dla linii lotniczych, nowe wytyczne dotyczą tylko tej przeznaczonej na otwarcie nowych połączeń. Takie wsparcie będzie możliwe, ale tylko w ograniczonym czasie.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/moc …źródło: stooq.pl

…analogicznie do poprzedniego problemu  należy sobie powiedzieć że wszelki interwencjonizm państwa w tego typu branżach typowo biznesowych to żadne dbanie o konkurencję a wręcz przeciwnie zaburzanie rynku usług lotniczych. Służy to wyłącznie marnotrawieniu środków publicznych i dorabianiu bandy darmozjadów, którzy dzielą te pieniądze dając zarobić swoim kolegom cwaniakom, którzy stosując się do „wytycznych” UE mogą w majestacie prawa położyć łapę na grubych miliardach publicznych pieniędzy. Pomijam tu milczeniem fakt, jakim prawem jakiś eurokrata z Brukseli dyktuje warunki pod jakimi udzielne państwo ma na swoim terenie cokolwiek budować.

…Odys

polecam również: LOT nad kukułczym gniazdem, czyli… “Narodowa dojarka lotnicza”

Comrade Bar-Barroso

Comrade Bar-Barroso

Wytwarzanie wędlin przy użyciu drewna stanie się praktycznie niemożliwe. UE zabroni tradycyjnego wędzenia.


03.01. Warszawa (PAP) – Rząd będzie analizował unijne przepisy dotyczące wędzenia wędlin, by ustalić, w jakim stopniu dotyczą one najmniejszych firm – powiedział w piątek premier Donald Tusk podczas wizyty w Pajęcznie (woj. łódzkie).

„Będziemy bardzo starannie analizowali, na ile możliwe są korekty i na ile te przepisy europejskie dotyczą także tych najmniejszych przedsiębiorstw, które działają w skali lokalnej” – powiedział Tusk zapytany przez dziennikarzy o unijne przepisy. Wyjaśnił, że produkcja regionalna i lokalna jest zwolniona z pewnych rygorów sanitarnych pod warunkiem, że produkty te sprzedawane są na rynku lokalnym.

Premier zapewnił, że sprawa jest rządowi znana, „minister gospodarki i minister rolnictwa są na tym punkcie uczuleni” – dodał. „Mam nadzieję, że będziemy mieli odpowiedź, która przedłuży szanse dla tych firm, które nie będą chciały czy nie będą w stanie szybko przestawić się na dozwolone w Europie metody wędzenia” – mówił Tusk.

Zauważył, że sprawa dotyczy także konsumentów, którzy lubią tradycyjne wyroby wędliniarskie i zapewnił, że rząd podejmie w tej sprawie działania, by nie dopuścić do załamania się rynku wyrobów tradycyjnych.

We wrześniu 2014 roku mają wejść w życie nowe przepisy dotyczące zawartości substancji smolistych w żywności. Producenci wędzonych wędlin i innych produktów uważają, że unijne przepisy mogą doprowadzić do tego, że wiele małych firm wykorzystujących tradycyjne receptury może zniknąć z rynku.

Według obecnych przepisów w kilogramie wędliny może znajdować się co najwyżej 5 mikrogramów benzo(a)pirenu. Od września dopuszczalna ilość zmniejszy się 2,5 razy.

Unijne rozporządzenie, które zostało opublikowane w 2011 r. dotyczy również innych produktów żywnościowych takich jak ryby, małże czy przetworzona żywność na bazie zbóż, jednak najsilniej nowe przepisy może odczuć branża wędliniarska.

Według dyrektora Polskiej Federacji Producentów Żywności Andrzeja Gantnera, kraje miały czas na ustosunkowanie się do nowych przepisów, ale jednak Polska tego nie zrobiła. Nie zostały także zmienione technologie produkcji wędlin. Dotyczy to m.in. producentów, którzy wędzą swoje wyroby tradycyjnymi metodami, czyli w komorach opalanych drewnem. Wytwarzanie np. szynek przy użyciu drewna stanie się obecnie praktycznie niemożliwe.

Ministerstwo rolnictwa zapytane o komentarz w tej sprawie poinformowało, że „kwestie dotyczące najwyższych dopuszczalnych poziomów substancji zanieczyszczających, określonych w rozporządzeniu Komisji (WE) nr 1881/2006 leżą w kompetencji Ministra Zdrowia”. (PAP)

awy/ mki/                                               ….źródło: stooq.pl

Premier zapewnił, że sprawa jest rządowi znana, „minister gospodarki i minister rolnictwa są na tym punkcie uczuleni” – i tego się właśnie obawiam, że „polskie” władze są naprawdę uczulone na polski biznes i dlatego z taką zaciętością go zwalczają w kraju i za granicą… 😛

A na serio, to mamy kolejny odcinek serialu „UE kontra polska gospodarka” i kolejny światły pomysł UE obliczony na dobijanie polskiego przetwórstwa (ostatnim hitem były bariery dla przemysłu tytoniowego), na który nasze władze nic nie mogą prócz grania przysłowiowego głupa. Jedyne co mogą to „przedłużyć szanse na funkcjonowanie” rodzimego przemysłu przetwórczego aż posypią się kary za niedostosowanie polskiego rynku do tych absurdalnych przepisów. Podziękujmy POPISowi i reszcie rodzimych eurosocjaluchów za wprowadzenie naszego kraju do „euroraju” gdzie nie będziemy musieli wąchać smrodu wędzonki… Ciekawe co będzie następne.

i komentarz znaleziony w internecie:

Ponieważ Polacy w dość licznych ilościach wędzą w przydomowych – lepszych lub gorszych , budowanych z kumplami lub kupowanych , wędzarniach mięso , wędliny i ryby należy zakładać, że dla ich dobra zostanie wprowadzony zakaz tego groźnego procederu a ewentualne udzielanie wędzonego łososia czy szynki sąsiadowi będzie surowo karane grzywną i kara pozbawienia wolności . Tak trzymać do czasu aż powszechna szczęśliwość zapanuje wszędzie i dla wszystkich. (Tomasz Żuk)

podobne tu: “Wspólna Polityka Rolna” kosztem polskiego przemysłu rolno-spożywczego. i tu – Absurdy postępu czyli indeks upadku naszej cywilizacji

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

Trójpak energetyczny i plan „liberalizacji” rynku energii w Polsce. Gaz


10.09.2013 (IAR) – Bliiżej do liberalizacji rynku gazu w Polsce. Dziś (11.09) wchodzi w życie nowelizacja ustawy Prawo energetyczne – tak zwany mały trójpak energetyczny.

Nowe rozwiązania to między innymi większa niezależność Urzędu Regulacji Energetyki, a także obligo gazowe, czyli obowiązek sprzedaży części surowca przez towarową giełdę energii. Chodzi o zwiększenie konkurencyjności na rynku.

Dzięki temu będzie można stopniowo uwalniać ceny energii najpierw dla największych firm, czyli przemysłu ciężkiego, a z czasem także dla mniejszych odbiorców biznesowych.

Przewiduje się, że w tym roku przez giełdę zostanie sprzedane 30 procent gazu, w przyszłym roku 40 procent, by w 2015 roku dojść do wymaganych 55 procent.

W praktyce przepisy będą dotyczyły jednej spółki – PGNiG, która sprzedaje blisko 98 procent tego surowca w Polsce.

Chodzi też o wprowadzenie do polskiego prawa wymogów unijnej dyrektywy energetycznej, w czym mamy spore opóźnienia, przez co grożą nam kary finansowe.

W czerwcu Komisja Europejska skierowała skargę przeciwko Polsce do unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Zarzucano nam niepełne zbyt mała liberalizację rynku gazu i energii elektrycznej. Wchodzące w życie zmiany mają doprowadzić do wycofania skargi.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/K.P./wcześn./dabr

źródło: stooq.pl

Prezes URE: zaczynamy uwalniać rynek sprzedaży detalicznej gazu

11.09. Warszawa (PAP) – Wraz z wejściem w życie 30 proc. obliga giełdowego na handel gazem Urząd Regulacji Energetyki deklaruje gotowość zwalniania z taryf sprzedaży gazu dla największych odbiorców – poinformował w środę prezes URE Marek Woszczyk podczas debaty w PAP pt. „Liberalizacja rynku gazu w Polsce”.

Jak podkreślił Woszczyk, rynek hurtowy gazu w zasadzie nie jest już dziś regulowany, natomiast obecnie Urząd jest gotowy zwalniać z taryfowania sprzedaż gazu dla odbiorców zużywających rocznie ponad 25 mln m sześc. gazu.

Takie kryterium spełniają 32 podmioty – dodał. Jak mówił prezes URE, są to najwięksi, najsilniejsi nabywcy, którzy powinni sobie poradzić na wolnym rynku. Podkreślił, że zwolnienie z taryfowania wymaga skierowania do URE przez sprzedawcę gazu odpowiedniego wniosku, ale część sprzedawców już z takimi wnioskami się zwróciła. W środę w życie wchodzi w życie tzw. mały trójpak energetyczny, czyli nowelizacja Prawa energetycznego i niektórych innych ustaw z 26 lipca br. Jednym z jego zapisów jest tzw. tzw. obligo giełdowe, czyli obowiązek sprzedaży części surowca – początkowo 30 proc. – na Towarowej Giełdy Energii (TGE).

W najbliższych dwóch latach obligo ma rosnąć – do poziomu nie mniejszego niż 40 proc. w 2014 roku, a od początku 2015 roku nie mniej niż 55 proc.

Polska Agencja Prasowa organizuje debatę w ramach projektu Serwis PAP Energetyka Ekstra. Jej przebieg można śledzić on-line na stronie http://www.pap.pl. (PAP)

wkr/ luo/ mhr/

źródło: stooq.pl

Obowiązek zatwierdzenia przez Prezesa URE taryf na gaz ziemny sprzedawany do wszystkich grup odbiorców, w tym również na rynku hurtowym, jest postrzegany jako jedna z głównych barier w rozwoju konkurencyjnego rynku gazu i stoi w sprzeczności z celami drugiego i trzeciego pakietu unijnych dyrektyw rynkowych. Na prorynkowe zmiany oczekują przemysłowi odbiorcy gazu działający w środowisku rynkowym, inwestorzy zainteresowani wydobyciem gazu łupkowego oraz potencjalni nowi uczestnicy polskiego rynku gazu.

Prawo energetyczne umożliwia Prezesowi URE zwolnienie przedsiębiorstw z obowiązku przedkładania taryf do zatwierdzenia tylko w sytuacji, kiedy działają one w warunkach konkurencji. Podstawą dla podjęcia decyzji o uwolnieniu cen dla odbiorców – w pierwszej kolejności przemysłowych, a w dalszej perspektywie także w gospodarstwach domowych – jest zatem wdrożenie pakietu działań umożliwiających stworzenie właściwych warunków dla rozwoju konkurencji i wykreowanie przejrzystego, stabilnego oraz płynnego rynku hurtowego gazu ziemnego w Polsce.

W tym celu w URE została opracowana Mapa drogowa uwolnienia cen gazu ziemnego. Realizacja proponowanego w Mapie programu działań powinna umożliwić osiągnięcie zmiany struktury podmiotowej na rynku gazu, wykreowanie publicznego obrotu tym paliwem i uwolnienie cen dla odbiorców przemysłowych – w latach 2013-2014.

Więcej informacji o liberalizacji rynku gazu można znaleźć w Rekomendacji Prezesa URE dla Programu Uwalniania cen gazu w Polsce oraz podsumowaniu badania przeprowadzonego przez Prezesa URE w 2011 r. tj.: Analizie oczekiwań rynku w zakresie Programu Uwalniania Gazu.

źródło: ure.gov.pl

…Dwie istotne kwestie: 1. W praktyce przepisy będą dotyczyły jednej spółki – PGNiG, która sprzedaje blisko 98 procent tego surowca w Polsce… 2. rynek hurtowy gazu w zasadzie nie jest już dziś regulowany… Czyli w praktyce monopolista będzie mógł robić to co do tej pory (i tak pod niego „rynek” był do tej pory regulowany) z tym, że nie będą go już urzędnicy z URE stawiać do pionu taryfami 😉 Szykuje się prawdziwa wojna cenowa, tyle że pośredników (sic!)… A ja myślałem że żeby prawdziwy wolny rynek zaistniał i żeby była konkurencja to potrzebna jest wielość podmiotów i nie mam tu na myśli pośredników w handlu… Dla mnie liberalizacja rynku gazu to wielość podmiotów wydobywczych na polskim rynku… Mówienie o konkurencji przy 98% posiadaniu rynku gazu przez PGNiG (który większość gazu ma z wiadomego źródła) jest niepoważne.

Wiceprezes Grupy Azoty Wojciech Kozak ocenił jednak, że bez pojawienia się fizycznej możliwości sprowadzenia do Polski gazu z innych źródeł niez z Rosji nie będzie realnej konkurencji.

„Jeśli gaz w gazoporcie będzie tańszy od rosyjskiego, to Gazprom będzie dążył do obniżenia, w jakiś sposób, cen” – mówił. Każde wejście takiego gazu będzie się przekładało na cenę, nie tylko na giełdzie, ale i w OTC -(kontraktach dwustronnych) – dodał wiceprezes Azotów. (Debata w PAP: wielcy odbiorcy gazu ograniczeni w wyborze dostawcy)

Jako lekturę uzupełniającą polecam artykuł: Rząd i UE chcą uwolnić rynek gazu. Jak skończyć z monopolem PGNiG? Fragment przytoczę:

W zeszłym roku tylko 0,2 proc. gazu sprzedawanego hurtowo w Polsce dostarczyły inne firmy niż PGNiG. A udział rywali tego koncernu na rynku detalicznym nie przekroczył 4 proc. (!)

Zdaniem Komisji Europejskiej rozwój rynku gazu w Polsce tamuje regulowanie cen błękitnego paliwa. Cenniki gazu w Polsce zatwierdza państwowy Urząd Regulacji Energetyki, natomiast zdaniem Komisji powinny być one ustalane w rynkowej grze podaży i popytu. 

Większość państw Unii, poza Finlandią i Łotwą, zobowiązała się znieść taryfy na gaz. Trzy lata temu KE zaczęła ponaglać Polskę, by wywiązała się z tego zobowiązania. Ministerstwo Gospodarki odparło, że nie ma w Polsce warunków, by zrezygnować z taryf, bo… na naszym rynku gazowym nie ma konkurencji…

…uciekamy przed Unijnymi sankcjami tworząc w zasadzie fasadę wolnego rynku. Na dobrą sprawę URE chronił odbiorców gazu (zwłaszcza gospodarstwa domowe) przed monopolistycznym parciem na wzrost cen głównego gracza na rynku – PGNiG który z kolei po zawyżonych cenach kupował gaz z Rosji…

…”Dzisiejsze przepisy, które mówią nam o obligu na poziomie 30 proc., dotyczą tak naprawdę 32 dużych klientów, dużych odbiorców. Chciałbym zaznaczyć, że naszym największym dobrem jest 6,5 mln klientów. Dla nich na razie nic się nie zmienia. Jako PGNiG zapewniamy stabilność, pewność dostaw dla naszych klientów. (…) Zapewniamy pewność i stabilność dostaw dla słabszych klientów. Mówię tutaj o szpitalach, służbie zdrowia, tak zwanych kuchenkowiczach. Tam nie ma wielkiej chęci – przynajmniej do tej pory jej nie widzę – żeby nasi konkurenci chcieli o ten rynek zabiegać. Ten rynek pewnie przez długie lata tak czy inaczej będzie naszym rynkiem, choćby z tego powodu, że marża tam jest najsłabsza – obecnie jest to marża ujemna. (…) Jeśli nasi konkurenci będą w stanie zaakceptować ujemną marżę, to chętnie zapraszamy do takiej konkurencji” – powiedział Kurella podczas debaty organizowanej w środę przez PAP… (Kurella: PGNiG długo będzie głównym dostawcą dla gospodarstw domowych)

Zdaje się również że URE regulował korzystne dla gospodarstw domowych ceny gazu kosztem firm, które płacąc wyższe stawki wyrównywały straty monopolisty wynikające z tej ochrony (proszę mnie poprawić jeśli się mylę). Prawdopodobnie uwolnienie firm od taryf jakie narzucał URE spowoduje poprawę w ich bilansie kosztów energetycznych, ale czy działalność PGNiG będzie od tej pory dochodowa? Być może cenowo ciągle ma z czego schodzić. Czas pokaże jaka będzie tendencja cen i jak na tym tle będzie się przedstawiał bilans zysków i strat PGNiGu. Tymczasem:

…w Polsce mamy do czynienia z przewagą podaży nad popytem, jednak przy rocznej konsumpcji ponad 14 mld m sześc., przedmiotem wolnej konkurencji może być ok. 3 mld, ponieważ reszta jest objęta sztywnymi dostawami, na podstawie długoterminowych kontraktów.

Na ten sam aspekt zwracał uwagę p.o. prezes PGNiG Jerzy Kurella, który podkreślał, że sytuacja jego spółki, mimo dominującej pozycji, w obliczu wolnego rynku nie jest łatwa. „Mamy dwa wielkie kontrakty z formułami +take-or-pay+. Nie miałbym nic przeciwko totalnie wolnemu rynkowi, ale po 2022 r., kiedy wygaśnie rosyjski +kontrakt stulecia+ z 1993 r.” – zauważył… (stooq.pl)

Mam jednak nadzieję że ta fasadowa i bądź co bądź wymuszona liberalizacja zachęci i przyspieszy rozwój branży łupkowej oraz spowoduje że polskim rynkiem zainteresują się firmy mogące stanowić konkurencję dla PGNiG (i rosyjskiego gazu). Póki co uwolnienie rynku gazu dla gospodarstw domowych przed 2016 rokiem jest mało prawdopodobnepowiedział Marek Woszczyk, prezes URE, podczas organizowanej przez PAP debaty na temat liberalizacji rynku gazu. Czy to dobrze czy źle to będziemy mogli zobaczyć po jakimś czasie jak zacznie funkcjonować „obligo giełdowe” i czy dzięki temu rachunki głównych odbiorców wzrosną czy też może nie, co może jednak wcale nie oznaczać że w przyszłości (po uwolnieniu cen dla gospodarstw) obywatelom również się poprawi (bądź pogorszy). Chociaż obniżenie kosztów dla firm powinno oznaczać tańsze towary dla konsumentów. Wszystko przed nami bo machina właśnie ruszyła.

…Woszczyk nie obawia się, że liberalizacja rynku gazu doprowadzi do niekontrolowanego wzrostu cen hurtowych surowca.

„Wszelkie pogłoski o tym, że wraz z liberalizacją może nam towarzyszyć niekontrolowany wzrost hurtowych cen gazu, są niewiele warte. Nie widzę takiej możliwości. (…)Pamiętajmy, że istota obliga (giełdowego) polega na tym, że spółka jest zobowiązana sprzedać gaz, a nikt nie jest zobowiązany go kupić. Jeśli spółka musi go sprzedać, to musi dostosować ofertę do oczekiwań popytu. To raczej łagodzi tak naprawdę presję na eskalowanie cen w momencie, w którym te ceny przestają być regulowane”(Liberalizacja rynku nie doprowadzi do wzrostu cen gazu – Woszczyk)

…dodając do tego przewagę podaży nad popytem należy się z tym zgodzić, ale pamiętajmy że gospodarka jest w fazie spowolnienia, nadejście dobrej koniunktury może ten scenariusz odwrócić na „niekorzyść” odbiorców i doprowadzić bardzo szybko do wzrostu cen.

…Odys

bi.gazeta.pl

cynik9: Burdel filarem unii? czyli zbliżające się ożywienie gospodarcze w prowincjach wschodnich


Dla najnowszego euro nonsensu Drogi Czytelnik zasugerował tytuł tak trafny że nie możemy po prostu przejść obok bez pośmiania się z rozporządzenia parlamentu europejskiego i Rady Europy  z 21 maja 2013.  Wg brukselskich dyrektyw które wejdą w życie jesienią przyszłego roku, jako „rozwój” prowincje imperium mają odtąd  raportować w swoich statystykach również gospodarkę czarną, czyli nielegalną. Dotychczas do PKB musiały wliczać jedynie część takiej działalności, obejmującej produkcję i usługi ukrywane przed państwem w celu unikania podatków lub ZUS-u.

Teraz brana pod uwagę będzie również druga część szarej strefy, do której zalicza się m.in. nierząd, kontrabandę oraz narkobiznes –   wyjaśnia zorientowana w temacie funkcjonariuszka GUS-u.

Przewidujemy wobec tego okres wzmożonych odwiedzin inspektorów skarbowych w burdelach jak Polska długa i szeroka w celach, powiedzmy, bardziej służbowych oraz wymóg wprowadzenia kas fiskalnych.  Nie da się również wykluczyć ogólnonarodowej akcji ewidencji i obrączkowania tirówek, jako że wiadomo iż statystyki wzrostu gospodarczego, w odróżnieniu od samego wzrostu, EU bierze na serio.

Domagając się uwzględnienia dochodów czarnych w PKB prowincji brukselska biurokracja ma jasny cel.  Niszcząc przedsiębiorczość i inicjatywę unijny socjalizm niszczy jednocześnie dochody białe, czyli legalne. Wraz z nimi wyparowują wpływy podatkowe, nie wyłączając centrali. Uwzględnienie dochodów czarnych prowincji jest wyjściem – prostą metodą na wykazanie że nie każda prowincja EU leży już na twarzy a zatem że z niektórych z nich można jeszcze wydoić coś ekstra.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

W szczególności spodziewać się można że w stojących tradycyjnie nierządem niektórych prowincjach wschodnich imperium uwzględnienie dochodów z burdeli, przemytu czy narkotyków spowoduje skokowy przyrost tamtejszego PKB. Co prawda tylko na papierze ale zawsze można będzie puścić w świat krzepiące wieści że EU jeszcze nie zginęła kiedy na wschodzie parę zielonych wysp gwałtownie zwiększa swój PKB. Wprawdzie głównie dzięki, pardon me, ku*wom, sutenerom i złodziejom,  ale czy będzie to dla wielu taką niespodzianką?

Nierząd i (nie)rząd

Nierząd i (nie)rząd

Kolejnego skoku PKB dozna gdy wtedy gdy unia zacznie do tego uwzględniać nielegalne dochody z oficjalnej lub mniej oficjalnej korupcji,  hazardu  i prywatyzacji. Wtedy w ogóle szansa jest spora że  dołączymy w trybie szybkim do europejskiej ekstraklasy w PKB per capita a rząd będzie mógł ogłosić że zielona wyspa ostatecznie dogoniła zachód. Nie tyle może w km autostrady na łebka ale na przykład w drenażu łebka na potrzeby unii. Wiadomo bowiem że im większe PKB tym więcej kraje wpłacają do unijnego budżetu i tym mniej z niego otrzymują, stając się w pewnym momencie płatnikiem netto. I o przyspieszenie tego procesu chodzi pewnie brukselskim wesołkom w pierwszym rzędzie. Ponadto wyższy PKB to nie tylko duma z łożenia więcej na ratowanie unii przez polskiego podatnika ale także możliwość jeszcze głębszego zapożyczania się kraju, bo można w ten sposób obejść kolejne progi ostrożnościowe. Coś czego bardziej okrężny wariant  praktykuje właśnie min. Rostowski.

No więc cóż, burdelu polski, do dzieła! Cała nadzieja Europy w twoich rękach… i nie tylko.

źródło: DwaGrosze

podobne: Francja: Nie dla „seksasystentek” dla niepełnosprawnych.

…komentarz zbędny, bo co można powiedzieć kiedy od dawna wiadomo że „nierządem POlska stoi”… rysunek za to mam odpowiedni 😉 …Odys

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz