Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę. Reforma górnictwa to kontynuacja polityki poprzedniego rządu. Lokalne źródła energii (OZE). Znaczny spadek cen ropy na świecie (czemu nie w Polsce?)


„…W Kongresie USA uchylono po ponad 40 latach zakaz eksportu ropy. Został on wprowadzony po embargu OPEC, w roku 1975 przez administrację Geralda Forda, jako zabezpieczenie amerykańskich zasobów dla krajowego rynku.

Był to efekt ponad dwóch lat starań amerykańskiego przemysłu naftowego, gdy poruszano wszelkie możliwe mechanizmy władzy i opinii publicznej dla zniesienia zakazu. W amerykańskim stylu ubito interes poprzez powiązanie ustawy (tzw „omnibus”) z innymi regulacjami w ustawie budżetowej, przez co także zwiększono wsparcie rządu federalnego dla energii odnawialnej. Ulgi podatkowe dla tej energii zostały przedłużone. Przełamano w ten sposób opór Białego Domu, który zapowiedział, że zawetuje tę ustawę. Jednak w pakiecie z energią odnawialną prezydent ją podpisze.

Inicjator tej ustawy Joe Barton powiedział:

„Mamy najlepsze technologie, najlepszą ropę i za pewien czas przegonimy rosyjską ropą, przegonimy Saudyjczyków, Iran”.
„Jest wiele krajów, które chcą kupić ropę bardziej od Ameryki niż Rosji czy krajów OPEC.”
.
„We have the best technology, the best oil and over time we will drive out Russian oil we will drive out Saudi, Iranian”
„There are lots of countries that would rather get oil from the United States than Russia and many OPEC countries,”

Rzeczywiście, Amerykanie mają daleko posunięte plany związania ze sobą sojuszników, którzy zamiast rosyjskiej ropy, kupowaliby amerykańską. Są one bowiem, jak argumentują zwolennicy usunięcia zakazu „szantażowane przez Rosję dostawami ropy i muszą się podporządkować rosyjskiej polityce w zamian za ropę”.

całość tu: Ameryka otwiera zawory z ropą

podobne: : Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?) i to: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu. polecam również: Azoty nie chcą rosyjskiego gazu… PGNiG w kłopotach i będzie negocjował z Gazpromem oraz: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje a także: Skutki łupkowej rewolucji za oceanem. Tani gaz przypłynie z USA a Rosja dostanie po łapach

„…Komisja Europejska ustaliła, że jeśli Nord Stream 2 zostanie zbudowany, zależność od jednego dostawcy wzrośnie i skoncentruje 80 procent dostaw rosyjskiego gazu w jednym szlaku. Prowadziłoby to do dominacji Gazpromu na niemieckim rynku, poprzez wzrost udziałów do ponad 60 procent – przypomniał Tusk. Komisja dotąd nie podjęła decyzji w sprawie zgodności projektu z trzecim pakietem energetycznym.

Projektu broniły Niemcy. – To przede wszystkim propozycja biznesowa, dla której teraz musimy w sposób oczywisty stworzyć niezbędne ramy prawne – powiedziała Angela Merkel po szczycie. Do krytyki Nord Stream 2 przyłączyły się na szczycie południowe kraje, które straciły potencjalne zyski w związku z porzuceniem przez Gazprom projektu budowy magistrali południowej South Stream. Chodzi o Bułgarię, Węgry i Włochy.

– Dla Włoch, ale także Bułgarii i innych krajów, było bardzo ważne wyjaśnienie, dlaczego South Stream nie był możliwy do realizacji, a Nord Stream 2 jest – powiedział Tusk.

Włoski premier Matteo Renzi powiedział, że Europa musi mieć odwagę, by zablokować Nord Stream 2. Przyznał, że próbował opóźnić przyjęcie decyzji o przedłużeniu sankcji wobec Rosji właśnie dlatego, by temat rozbudowy gazociągu nie został pominięty na Radzie Europejskiej. – Niemcy i Holendrzy powiedzieli, że to tylko kwestia biznesowa, ale z naszego punktu widzenia w rozbudowie jest ważna polityczna wartość – powiedział.

Premier Węgier Wiktor Orban podkreślił, że omawiany na szczycie projekt miałby oddziaływanie strategiczne. Jeżeli powstanie, pozwoli Rosji na omijanie Ukrainy i utratę przez nią 2 miliardów dolarów rocznie zysków z tranzytu. Podkreślił, że pozwoliłby także na odcinanie dostaw gazu dla krajów zza dawnej Żelaznej Kurtyny.

…Czechy, Słowacja, Polska i Węgry apelowały o zapis o konkretnych celach: dywersyfikacja źródeł dostaw, zmniejszenie zależności od jednego dostawcy i zapewnienie nieprzerwanych dostaw. O ile to wyliczenie konkretyzowało oczekiwania wobec nowych projektów, to pod hasłem Unii Energetycznej można zmieścić wiele pojęć, z postulatem zmniejszania emisji CO2 poprzez większe zużycie gazu włącznie. Taka interpretacja wręcz faworyzowałaby Nord Stream 2.

…Polskie porty w Szczecinie i Świnoujściu zapowiadają odwołanie od decyzji sądu w Hamburgu w sprawie dwóch pierwszych nitek Nord Stream. Zaskarżyły projekt za blokowanie potencjalnego rozwoju żeglugi, ze względu na wkopanie ich zbyt płytko. Pomimo politycznej deklaracji Merkel, o gotowości do przebudowy gazociągu, nie doszło do tego. Sąd uznał, że nie ma podstaw do kwestionowania Nord Stream. Jeżeli wyższa instancja nie pomoże, porty mają skierować sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu, co grozi długotrwałą i niedającą dużych nadziei walką prawną. Jest to jednak sposób na zwiększenie nacisku na Niemcy.

…Jeżeli kanclerz Niemiec nie przestanie udawać, że jest to projekt czysto biznesowy, scenariusz pisany w Moskwie może się spełnić. Ta inwestycja to uderzenie w unijne regulacje, priorytety i politykę energetyczną Wspólnoty. Jej dalsza obrona przez Niemcy będzie dalej osłabiać, i tak nadwątloną, jedność Unii Europejskiej. Problem polega jednak na tym, że Merkel słabnie w kraju i nie może ryzykować zaogniania relacji z głównymi lobbies, na czele z przemysłowym, który wspiera Nord Stream 2, jeżeli chce chronić swą sztandarową inicjatywę, czyli politykę otwarcia na migrantów. Izolowanie Niemców w Unii Europejskiej może także wzmocnić tendencje do unilateralnej polityki w relacjach z Rosją, a zatem przynieść w sprawie gazociągu efekty odwrotne od oczekiwanych. Razem z Niemcami zmagać się z polityką energetyczną Rosji jest źle, ale bez nich jeszcze gorzej. Taktyka rosyjska polegająca na zastosowaniu rzymskiej maksymy: divide et impera – sprawdza się po raz kolejny.”

całość tu: Nord Stream 2 podzielił Europę

„…Nord Stream 2 nie jest formą dywersyfikacji szlaków dostaw gazu do Unii Europejskiej. Projekt ma na celu coś dokładnie przeciwnego. Ma skoncentrować więcej gazociągów w istniejącym korytarzu eksportowym do Niemiec – pisze Korczemkin.

– W ostatnich 15 latach Rosja wybudowała dwa gazociągi eksportowe (Jamał-Europa i Nord Stream), zdolne do transportu 85 mld m3 gazu ziemnego rocznie do Niemiec. Nord Stream 2 doda kolejne 55 mld m3 rocznie. Po jego uruchomieniu ponad 90 procent eksportu gazu z Rosji do Unii Europejskiej będzie docierać przez Niemcy – wylicza.

– Ostatniej zimy Moskwie nie spodobały się rewersowe dostawy gazu z UE na Ukrainę, więc Gazprom „ukarał” Europę poprzez zmniejszenie dostaw na Zachód. Proszę wyobrazić sobie, co może się stać, jeśli Nord Stream 2 będzie już działał, a niemiecki sąd wyda wyrok na korzyść byłych udziałowców Jukosu, albo niemiecka kanclerz zrobi coś, co nie spodoba się na Kremlu? – ostrzega autor komentarza…”

źródło: Nord Stream 2 nie da większego bezpieczeństwa dostaw gazu do Europy. Rosja zmieni system podatkowy, by wesprzeć wydobycie ropy

podobne: Ściema zwana „rewers gazu” czyli… Wszystkie rurki prowadzą do Rosji. oraz: Putin zdenerwował się na Ukrainę. South Stream dzieli Europę.

„…Czas na blokowanie Nord Stream był przed i w trakcie budowy pierwszych dwóch nitek. Polska zadowoliła się wtedy słowem danym przez Niemcy. Precedens Nord Stream jednak już się pojawił, a trzecia i czwarta linia być może powstaną. Odpowiedzią ma być terminal LNG. Daje nam dostęp do światowego rynku, elastycznych umów i pozwala projektować współpracę regionalną przy wykorzystaniu obiektu, na przykład przy wykorzystaniu mechanizmu wspólnych zakupów. O ile połączenia gazociągowe z krajami Unii Europejskiej są w pierwszym rzędzie alternatywą z punktu widzenia ceny, to terminal w Świnoujściu jest jedynym w pełni niezależnym od innych państw źródłem dostaw surowca, a więc jest kluczowy dla bezpieczeństwa energetycznego. Z tego powodu najważniejszym polem bitwy o bezpieczeństwo gazowe Polski pozostaje nasze podwórko. W 2022 roku kończy się obecna umowa gazowa i wtedy może dojść do poważnej zmiany w relacjach gazowych naszego kraju z Rosją. Obecny rząd RP zapowiada wręcz stopniową rezygnację z rosyjskiego surowca na korzyść LNG. Do tego czasu terminal w Świnoujściu musi być rentowny i gotowy do rozwoju importu gazu skroplonego. Polska potrzebuje decyzji odnośnie umocowania obiektu w gospodarce, efektywnego wykorzystania dostępnej tam przepustowości, współpracy z kupcami gazu w regionie oraz dostawcami z całego świata. Warunki rynkowe sprzyjają renegocjacji kontraktów z rosyjskim Gazpromem i katarskim Qatargas. Możliwe jest także pozyskanie nowych dostawców. Przykładem mogą być Statoil lub Cheniere Energy. Pierwszy oferuje elastyczne umowy spotowe. Drugi proponuje swoim klientom umowy długoterminowe uniezależnione od wartości ropy naftowej (jak kontrakt z Gazpromem), zależne od cen Henry Hub – giełdy gazu w USA, gdzie ceny sięgają 11-letniego minimum.”

całość tu: Walka z Nord Stream 2 nie zastąpi konsekwentnej polityki gazowej

…dwie uwagi. Należy pamiętać o tym że ceny LNG na rynkach światowych to jedno a ceny w kontraktach jakie Polska podpisała (póki co z Katarem) lub podpisze z potencjalnymi sprzedawcami tego paliwa to drugie, bo one niestety znacznie odbiegają od cen spotowych na naszą niestety niekorzyść. Dodając do tego kolejne nitki gazociągu północnego, które mają być poprowadzone po dnie Bałtyku w taki sposób że uniemożliwią w przyszłości wpływanie do portu większych jednostek transportowych LNG, należy się liczyć z brakiem obniżenia cen transportu gazu do Świnoujścia w przyszłości. Reasumując – ciężko jest negocjować niższe ceny z Gazpromem skoro nie będziemy mogli kupić go taniej na innych rynkach. Tymczasem polskiej gospodarki nie stać na gwałtowne odcięcie od źródła tańszego gazu, chyba że rzeczywiście uwolniony specjalnie dla sojuszników z Europy amerykański gaz, będzie nam sprzedawany po wyjątkowo niskiej cenie która zrekompensuje koszt jego przetransportowania z USA (czy Kanady) do Europy… (Odys)

podobne: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. oraz: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek). i to: Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu. a także: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji. polecam również: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. i jeszcze:  Rosja może zmienić kierunek tranzytu ropy naftowej wydatnie pomaga jej w tym Ukraina (Naftohaz twierdzi że zapewni dostawy na zachód).

„…Z danych Agencji Rozwoju Przemysłu wynika, że po trzech kwartałach 2015 r. sektor górnictwa węgla kamiennego zanotował stratę blisko 1, 7 miliarda złotych. W ubiegłym roku kopalnie straciły ponad 2,2 mld złotych. Podczas sejmowego wystąpienia wiceminister energii, Grzegorz Tobiszowski podkreślił, że ustawa nie zakłada zamykania kopalń. Polityk podkreślił, że nie ma mowy o wygaszaniu kopalń tylko o wyciszaniu ich części. Tobiszowski wyjaśnił, że to pierwsze polega na zamykaniu, a drugie na ograniczaniu działalności niektórych jednostek związanych z poszczególnymi kopalniami. Wiceminister Tobiszowski dodał, że regulacja ma odciążyć finansowo kopalnie. Te części kopalń, które nie są związane z wydobyciem węgla i przynoszą straty mogłyby być przekazane do SRK, odciążając finansowo zakłady…”

całość tu: Reforma górnictwa to kontynuacja polityki poprzedniego rządu.

podobne: Rząd planuje zamknięcie 4-5 kopalń kosztem do 2 mld zł. Tomasz Cukiernik: Prywatyzować a nie likwidować! a także: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? oraz: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach. i to: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny). Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. ECB wyręcza FED i odpala własne QE. polecam również: Polityka energetyczna Polski.

„…wokół OZE powstało wiele mitów. Zwolennicy naciągają możliwości, a przeciwnicy je nie doceniają.  Aby dowiedzieć się jak jest naprawdę należy poznać podstawy co wiąże się z większą dawką teorii. Biomasa i fotowoltaika jako najbardziej opłacalne zasługują na odrębne wpisy więc w poniższym tekście zostaną potraktowane po macoszemu.

Wiatr. Moc wiatraka zależy od powierzchni zataczanej przez łopaty, gęstości powietrza oraz prędkości wiatru podniesionej do trzeciej potęgi. Pierwszy parametr podobnie jak sprawność urządzenia zależy od konstrukcji wiatraka, a drugi zmienia się nieznacznie. Pozostaje trzeci, kluczowy dla tego źródła energii. Moc wiatraka najczęściej podaje się dla wiatru wiejącego z prędkością 12 m/s (silny, głośno szumiący). Ale nawet w dobrym miejscu średnia prędkość wiatru na wysokości dostępnej dla przydomowych elektrowni nie przekracza 6 m/s (umiarkowany wiatr rozwijający flagi). Ponieważ moc jaką może dostarczyć wiatrak zależy od szybkości wiatru podniesionej do 3-ej potęgi 2x szybszy wiatr niesie 8x większą moc.

Jeżeli przykładowo kupimy wiatrak o mocy 8 kW (przy 12 m/s) to po zamontowaniu obok w/w domu najczęściej będziemy mieli 8x mniej czyli 1 kW. Rzadziej będzie  wiało 5 m/s i 7 m/s, 4 m/s i 8 m/s itd. Wykres prędkości wiatru jest zbliżony do krzywej dzwonowej i im dalej od średniej tym rzadsze zjawisko, brak wiatru jest równie mało prawdopodobny jak potężna wichura. 6 m/s dotyczy miejsca o dobrych parametrach czyli na wybrzeżu lub na Mazurach, nie zasłoniętego przez drzewa lub budynki oraz na wzniesieniu.

W gęsto zabudowanym terenie o słabej wietrzności można spodziewać się średniej w okolicy 3 m/s (lekki wiatr poruszający liście) co oznacza 1/64 mocy nominalnej. 8kW wiatrak przy 3 m/s może dać zaledwie 1/8 kW. W praktyce z 1 kW mocy zainstalowanej przydomowa elektrownia wiatrowa może wytworzyć od 100 kWh do 1000 kWh rocznie. Ponieważ cena energii waha się w granicach 30-60 gr/kWh w/w elektrownie zaoszczędzą od 30-300 zł w przeliczeniu na gaz lub prąd w II-ej taryfie do 60-600 zł w przeliczeniu na prąd całodobowy. Po szybkim przeglądzie cenników wychodzi mi, że minimalna cena 1 kW mocy (przy 12 m/s) wynosi ok. 2 tys zł przez co inwestycja w ten rodzaj energii bez uprzedniego pomiaru szybkości wiatru może okazać się bardzo nietrafiona. W gęsto zabudowanym terenie wiatrak będzie się amortyzował kilkadziesiąt lat! Osobom chcącym zgłębić temat polecam wpis Jak oszacować uzysk energii  na blogu solaris18  traktującym o OZE. Warto też przeczytać komentarze bo jest w nich wiele cennych wskazówek.

Uważam, że przydomowe wiatraki mają sens jedynie tam gdzie nie ma dostępu do sieci i gdzie służą do wspomagania PV. Wyjątkiem są małe i tanie konstrukcje które będą traktowane jako hobby, a nie inwestycja sensu stricte. Ale w tym wypadku polecałbym raczej budowę, więc napiszę parę słów o różnych konstrukcjach. Najpopularniejsze są wiatraki o poziomej osi obrotu wśród których królują o profilu „lotniczym”. Mają one wiele zalet jak bardzo wysoka sprawność przy względnie małej materiałochłonności. Największą wadą jest bardzo duża wrażliwość na zakłócenia przepływu powietrza więc w terenie zabudowanym mogą działać dużo gorzej. Na dodatek są dosyć hałaśliwe, a ich amatorska budowa jest bardzo trudna. Wiatraki wielo łopatowe zwane amerykańskimi mają  mniejszą sprawność ale za to są proste w budowie.
Osobną kategorię wiatraków stanowią te o pionowej osi obrotu. Ich największą zaletą jest całkowita niezależność od kierunku wiatru, a konstrukcja o profilu „lotniczym” typu Darrieusa ma wysoką sprawność. Niestety ten wiatrak ma problemy z samodzielnym startem. Z tego powodu często stosuje się  hybrydę z  innym typem o pionowej osi – wiatrakiem Savoniusa. Ma on niską sprawność i dużą materiałochłonność ale za to całą masę zalet. Przede wszystkim pracuje bezszelestnie, możemy usłyszeć co najwyżej pracujący generator i łożyska. Potrafi wykorzystać wiatr bez względu na to jak bardzo jest zawirowany. Na dodatek ten typ łatwo poddaje się „obróbce estetycznej”, widziałem zdjęcia naprawdę bardzo ładnych Savoniusów. Dla majsterkowiczów największą zaletą będzie łatwa budowa. Wystarczy jakaś wolnoobrotowa prądnica i dwie przecięte beczki (w tym wypadku trudno mówić o estetyce, ale na bezludziu…).  Nie trzeba budować masztu, bo jak wspomniałem wykorzysta każdy podmuch wiatru a  niższą sprawność związaną z pracą tuż przy ziemi można nadrobić większą powierzchnią.

Osoby które zdecydują się na zakup wiatraka powinny zwrócić szczególną uwagę na następujące parametry:

  • Moc zainstalowana określa maksymalną moc elektryczną jaką da się uzyskać z elektrowni. Większa szybkość wiatru nie powoduje jej dalszego przyrostu.
  • Moc nominalna. Najlepiej jak jest określona dla 12 m/s bo większość producentów tak właśnie podaje. Jeżeli odnosi się do innych prędkości wiatru inne modele należy porownywać dla podanej prędkości lub znaleźć w charakterystyce moc dla 12 m/s
  • Startowa prędkość wiatru określa kiedy nasz wiatrak zacznie produkować prąd. Ma ona szczególne znacznie tam gdzie słabo wieje. Jeżeli np. średnia prędkość wiatru jest równa startowej to przez około pół roku wiatrak będzie
    stał nieruchomo.

Przy okazji obalę mity dotyczące wykorzystania mocy zainstalowanej. W Polsce dla zawodowych elektrowni wiatrowych wynosi ok. 25% co wielu interpretuje jako „nie produkują prądu przez 3/4 roku”. Każdy kto przeczytał tekst już wie, że to nieprawda: wiatrak pracuje większą część roku ale z różną mocą. Kolejny mówi, że „w Polsce wiatraki wykorzystują 25% mocy bo za słabo wieje”. Wystarczy pomyśleć co by się stało gdyby wszystkie zainstalowane wiatraki miały identyczną konstrukcję i 2x mniejsze generatory? Takie elektrownie osiągnęłyby max moc przy ok. 10 m/s, przy czym do tej prędkości dawałyby dokładnie tyle samo energii co wcześniej. Przy 11 m/s wyprodukują ok. 75% energii w
porownaniu z poprzednią prądnicą, a powyżej 12 m/s generowałyby 2x mniej prądu. Jak wiadomo im silniejszy wiatr tym rzadziej występuje więc w przybliżeniu ta zmiana dałaby 2x lepsze wykorzystanie mocy, a produkcja prądu  zmniejszyłaby się nieznacznie. Jak widać ten współczynnik zależy głównie od przyjętych rozwiązań konstrukcyjnych.

Słońce. Najważniejszym parametrem określającym wydajność kolektorów jest współczynnik emisji e. Określa on ilość energii wyemitowanej w postaci promieniowania podczerwonego w porównaniu do ciała doskonale czarnego o tej samej temperaturze. Dla większości kolektorów wynosi od 0.05 do 0.1. Drugim parametrem jest współczynnik przenikania ciepła kolektora U który dla próżniowych (rurowych) ma pomijalną wartość. Jednak tym co określa osiągi kolektorów słonecznych nie są w/w współczynniki ale warunki pracy. Poza oczywistymi jak ustawienie względem Słońca szczególnie ważna jest temperatura…” 

o pozostałych źródłach energii odnawialnej tu: Lokalne źródła energii (na co można liczyć i w jakim stopniu)

podobne: Transformacja polskiej energetyki da bezpieczeństwo bez wzrostu cen. „Puls Biznesu”: Rząd chce rozdać węgiel bogatym. oraz: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. i to: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa a także: Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. Nowelizacja ustawy o OZE. i jeszcze: Nauka: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

„…Jeszcze do 2009 r. akcyza i opłata paliwowa wynosiły w sumie niecałe 1,15 zł/litr. Teraz jest to ponad 1,45 zł/litr. Biorąc pod uwagę, że ta różnica jest jeszcze powiększana przez podatek VAT, dodatkowe obciążenia fiskalne w detalu są o prawie 40 gr wyższe niż w poprzedniej dekadzie.

Inaczej natomiast wygląda sytuacja z popularną bezołowiówką. Przez ostatni miesiąc cena PB 95 na rynku ARA kształtuje się w przedziale 1,03-1,20 zł/litr. Są to podobne wartości, które były obserwowane od lutego do marca 2009 oraz w pierwszych dwóch miesiącach 2007 r. Wtedy na polskim rynku hurtowym cena PB 95 bez obciążeń fiskalnych wynosiła ok. 1,35 zł. Teraz natomiast jest to ok. 1,65 zł. Te 30 gr różnicy netto oznacza prawie 40 gr wyższą cenę brutto przy dystrybutorze, niż wynikałoby to z normalnej zależności ceny hurtowej od globalnych uwarunkowań rynkowych.

PB 95 za darmo, a my płacimy 3 zł/litr

Biorąc pod uwagę, że hurtowa cena ON wraz opłatą paliwową i akcyzą kształtuje się na poziomie 3,05 zł netto, można oczekiwać, że niedługo większość kierowców powinna płacić za diesla w okolicach 3,9-4 zł z podatkiem VAT. Znacznie trudniej będzie znaleźć benzynę bezołowiową poniżej granicy czterech złotych, gdyż jej hurtowa cena wynosi około 3,3 zł, mimo że przy obecnej sytuacji na światowym rynku paliw nie powinna przekraczać 3 zł.

Na koniec należy jeszcze zauważyć jedną ciekawą zależność. Biorąc pod uwagę, że obecna różnica pomiędzy ceną PB 95 w krajowym hurcie i na rynku ARA wynosi 60 gr za litr, to nawet gdyby benzyna na świecie była za darmo, to i tak płacilibyśmy ok. 3 zł za litr.

Wynika to z prostej kalkulacji. Zakładamy, że cena gotowego paliwa bezołowiowego ARA 95 na świecie wynosi zero. Dodajemy do tego obecną różnicę między polskim hurtem i ARA 95 w wysokości 60 gr. Dalej dokładamy stałą akcyzę w wysokości 1,54 zł oraz opłatę paliwową w kwocie 13 gr. Dostajemy więc 2,27 zł. Do tego dochodzi średnia marża detaliczna w wysokości 16 gr (dane POPiHN za 2014 r.). Tym sposobem cena netto PB 95 to około 2,43 zł/litr. Na koniec należy oczywiście dodać 23 proc. podatku VAT. W rezultacie dostajemy finalną kwotę w okolicach 3 zł/litr. (Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl)

całość tu: Nawet gdyby benzyna na świecie była za darmo, to Polacy płaciliby 3 zł/litr

podobne: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło. oraz: Stanisław Tymiński: Polski Frankenstein… i co dalej z tą Polską? Jak to co! Walka ze swobodą gospodarczą, nowy podatek na paliwa i „składka” ZUS do góry. i to: Zdrożeją pozwolenia na emisję CO2, w górę pójdzie opłata paliwowa…

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Reklamy

Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie.


rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

„Norwegia – z resztą nie po raz pierwszy – wygłasza ważną deklarację. Norweski minister ds. ropy naftowej Tord Lien przekonuje, że jego kraj może stać się głównym dostawcą gazu ziemnego do Europy. Oczekuje jednak konkretnych deklaracji zapotrzebowania, które zabezpieczą inwestycje niezbędne do realizacji tego celu. To okazja, aby Polska ustawiła się w kolejce.

…Ceny dostaw od norweskiego Statoila mogą być konkurencyjne do rosyjskich, a co ważniejsze, kontrakty mogą być bardziej elastyczne, niż skostniała umowa z Gazpromem uwzględniającą niekorzystną dla Polaków klauzulę take or pay. Źródło norweskie może dać konkurencyjne dostawy LNG na rzecz zapełnienia terminala w Świnoujściu surowcem, co będzie konieczne dla utrzymania jego rentowności, jeżeli Warszawa nie zechce sięgnąć po subsydia.

W tym kontekście deklaracje przedstawicieli rządu o całkowitej rezygnacji z dostaw gazu z Rosji w długim terminie brzmią bardziej realnie. Celem nie jest rezygnacja z dostaw rosyjskich sama w sobie. Mogą się one odbywać, pod warunkiem, że przestaną być narzędziem nacisku politycznego i problemów dla polskiego sektora gazowego. Na przełomie wieku mieliśmy już szansę na skorzystanie z norweskiej alternatywy, ale ze względu na kryterium najniższej ceny, wybraliśmy wzrost dostaw od Gazpromu. To była krótkowzroczność. Krach cen ropy naftowej pokazał, że LNG może być konkurencyjne w stosunku do dostaw z Rosji. Niewykluczone, że jest tak obecnie nawet w przypadku odsądzanego od czci kontraktu katarskiego. Kryzys na Ukrainie pokazał po raz kolejny, że cena nie jest najważniejsza.

Norwedzy znów kładą ofertę na stole. Czy Polska z niej skorzysta?” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski?

podobne: PGNiG renegocjuje kontrakt z Gazpromem. Przegrana Rosjan z Czechami w sądzie szansą na korzystny arbitraż dla Polaków. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok. Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. a także: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. i jeszcze: Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?) i to: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu. polecam również: Azoty nie chcą rosyjskiego gazu… PGNiG w kłopotach i będzie negocjował z Gazpromem oraz: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje 

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej chcą zablokować rozbudowę bałtyckiej magistrali. Niemcy narażają się na krytykę, ze względu na wsparcie ich firm dla projektu Nord Stream 2. Czy Komisja zdoła zatrzymać inwestycję? – Zastanawia się Frankfurter Allgemeine Zeitung.

– Nord Stream był zawsze tematem politycznym. Przede wszystkim Polacy postrzegali go, jako próbę wzmocnienia kontroli nad dostawami gazu do Europy przez Rosję, przy jednoczesnym uderzeniu w kraje tranzytowe jak Polska czy Ukraina – pisze dziennikarz niemieckiej gazety. Przypomina, że polskie władze porównały Nord Stream do Paktu Ribbentrop-Mołotow z 1939 roku, który umożliwił podział wpływów w regionie między hitlerowskie Niemcy, a Związek Sowiecki.

– Polski rząd przechodzi do ofensywy. Wraz ze Słowakami przekazał list Komisji Europejskiej, w którym wzywa do zablokowania projektu. Oprócz nich sygnatariuszami są kraje bałtyckie, Rumunia i Węgry. Bułgarzy i Czesi nie przyjęli propozycji przyłączenia się do listu – pisze FAZ.

Autorzy listu oskarżają Berlin o przedkładanie własnych interesów ekonomicznych ponad wspólnotowe i zgodę na zwiększenie zależności od rosyjskiego gazu wbrew planom Komisji Europejskiej, która planuje coś przeciwnego. Niemcy przekonują, że projekt ma charakter czysto komercyjny. Mimo to, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. Unii Energetycznej Marosz Szefczovicz przekonuje, że wątpliwe są korzyści ekonomiczne z projektu, bo istnieją już szlaki dostaw, którymi można byłoby słać więcej gazu, a istniejące dwie nitki Nord Stream nie są wykorzystywane w pełni.

– Nord Stream 2 jest poza jurysdykcją Komisji Europejskiej – przekonuje FAZ. Komisja może jednak wymagać od autorów projektu ścisłego przestrzegania prawa unijnego dotyczącego konkurencji na rynku gazu. – Przy budowie pierwszych d1)wóch nitek Nord Stream 1 o powodzeniu projektu prawdopodobnie zadecydowała zgoda Komisji na zwolnienie jego odnóg – OPAL i Gazelle – z regulacji trzeciego pakietu energetycznego (Rosjanie mają 50 procent ich mocy na wyłączność) – pisze dziennik. Południowy projekt rosyjski South Stream upadł, bo nie dostał podobnych wyłączeń.

Na szczycie Unii Europejskiej w grudniu nie dojdzie do pogrzebania Nord Stream 2. Prawdopodobnie temat nie znajdzie się na agendzie. Kryzys migracyjny, zagrożenie terrorystyczne i groźba wyjścia Brytyjczyków z Unii to dużo ważniejsze sprawy – kwituje dziennikarz niemieckiej gazety. (Frankfurter Allgemeine Zeitung/Wojciech Jakóbik)

całość tu: Kryzys migracyjny, terroryzm i Brexit przykryją temat Nord Stream 2. Dwa bloki państw spierają się przed szczytem OPEC

podobne: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum i to: Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej. polecam również: Konflikt gazowy na Ukrainie reaktywacja. KE o dostawach gazu przez Rosję, Unia Energetyczna ma złamać energetyczną potęgę Moskwy. i jeszcze: (NIE)Bezpieczeństwo energetyczne. W planach mniejsza zależność od dostaw surowca z Rosji. Steinmeier przeciwko wspólnym zakupom gazu.

„…Nord Stream to połączenie gazowe między Rosją, a Niemcami, pociągnięte po dnie Morza Bałtyckiego. Pozwala omijać tradycyjne kraje tranzytowe, jak Ukraina. Może także posłużyć do zmarginalizowania znaczenia Gazociągu Jamalskiego ciągnącego się przez Polskę. Z tego powodu Warszawa, wraz z krajami Europy Środkowo-Wschodniej domaga się od Komisji Europejskiej pełnego przestrzegania prawa unijnego w zakresie inwestycji Nord Stream 2, czyli rozbudowy istniejącej magistrali o trzecią i czwartą nitkę. Nie chce dopuścić, aby projekt uzyskał podobne przywileje jak pierwsze dwie nitki. Przedtem Polska musi stoczyć inną batalię, o której pisze Rzeczpospolita.

– Skarga dotyczy sposobu ułożenia rurociągu na dnie Bałtyku. Zarząd Morskich Portów w Szczecinie i Świnoujściu domaga się, by na skrzyżowaniu rurociągu z północnym szlakiem żeglugowym rurociąg był bardziej zagłębiony, co umożliwi poruszanie się statków o większym zanurzeniu – podaje Zbigniew Miklewicz, prezes ZMPSiŚ cytowany przez dziennik. Pierwsza rozprawa ma odbyć się 17 grudnia. Według Rzeczpospolitej Rosjanie liczą na szybkie zwycięstwo w sądzie, które umożliwi budowę trzeciej i czwartej nitki magistrali w ramach projektu Nord Stream 2.

Rzeczpospolita podaje, że ze względu na położenie dwóch pierwszych nitek Nord Stream, do Świnoujścia nie będą mogły w przyszłości wpływać jednostki o zanurzeniu większym, niż 13,5 m. Tymczasem port planuje inwestycje w terminal kontenerowy i terminal ładunków masowych, który ma pozwolić na przyjmowanie takich statków.

Źródło dziennika związane ze śledztwem przekonuje, że Polakom chodzi o działanie na zwłokę, w celu opóźnienia budowy Nord Stream 2. Cztery nitki gazociągu miałyby jeszcze bardziej utrudnić pracę.

Strategia Warszawy polega na tym, by uprzedzić wyrok hamburskiego sądu, poprzez wymuszenie na Niemcach realizacji deklaracji uzyskanej przez Donalda Tuska od Angeli Merkel. Decyzja polityczna Berlina miałaby zablokować spodziewany, niekorzystny werdykt Hamburga. Problem polega jednak na tym, że uzyskane przez Tuska ustępstwa to deklaracja polityczna, bez pokrycia w zobowiązaniach formalnych

…Od tego, czy Polacy zdołają wyegzekwować polityczną deklarację od Merkel będzie zależało, czy uda nam się opóźnić realizację projektu Nord Stream 2, oraz czy gazociąg nie będzie blokował rozwoju portów. Dostosowanie gazociągu do wymagań postawionych przez Polaków może potrwać. Wtedy Warszawa zyska czas na walkę legalistyczną o to, by Nord Stream 2 został ograniczony gorsetem prawnym Unii Europejskiej na tyle, że inwestycja stanie się nieopłacalna albo niegroźna z polskiego punktu widzenia. Polska i pozostałe kraje Grupy Wyszehradzkiej oraz Rumunia wymogły na obecnym przewodniczącym Rady Europejskiej – co ciekawe, jest nim ten sam Donald Tusk, o którym mowa wyżej – aby temat Nord Stream 2 znalazł się na agendzie posiedzenia Rady zaplanowanego na 17-18 grudnia, czyli dzień rozprawy w Hamburgu i ten następujący po nim. Temat może jednak zginąć w tłumie istotnych zagadnień jak terroryzm, walka z Państwem Islamskim, kryzys migracyjny, czy zaostrzenie sytuacji na Ukrainie. Faktem jest, że Nord Stream 2 powstanie, niezależnie od interpretacji stanu prawnego, którą wybierze Warszawa. Kluczem jest uzyskanie koncesji w zamian za zaprzestanie jego torpedowania. W tym kontekście eskalowanie żądań o argumenty z zakresu żeglugi morskiej może być pożyteczne o tyle, o ile nie zostanie zdyskredytowane zręcznymi argumentami Niemców.

Sąd w Hamburgu może nie mieć wrażliwości, którą wykazał niemiecki czynnik polityczny, decydując się na ustępstwo wobec polskiego ministerstwa infrastruktury. Tamtejszą wokandę może jednak wyprzedzić zapowiadany ukłon Berlina w stronę Warszawy. Ile warte jest słowo kanclerz Angeli Merkel? Czy deklaracja uzyskana przez premiera Donalda Tuska, będzie mogła dziś posłużyć rządowi Beaty Szydło do włożenia kija w szprychy projektu rozbudowy Gazociągu Północnego? Mogło być to jedynie ustępstwo deklaratywne i taktyczne, za którym niekoniecznie pójdą faktyczne działania. Jeśli sąd hamburski wyda wyrok niekorzystny dla Polaków, nie będzie podstaw do kwestionowania istniejących i planowanych nitek gazociągu. Ostatnia szarża na Nord Stream zakończy się wtedy przeszarżowaniem. Polacy mają jeszcze 10 dni do rozprawy w Hamburgu. Czas na odpowiedź z Niemiec.”  (Wojciech Jakóbik)

całość tu: Ostatnia szarża na Nord Stream, czyli ile warte jest słowo Merkel?

podobne: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek). i to: Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu. a także: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji.

UE - USA

„…PiS stara się wmówić Polakom, że „strategiczny sojusz” z USA jest czymś materialnie i formalnie innym, niż platformowa „podległość wasalna Niemcom”. Podległość, to podległość, w sumie żadna różnica. Przede wszystkim jednak do znudzenia trzeba powtarzać, że „sojusz z Polską” nie jest żadną alternatywną – ani dla Polski, ani dla Stanów. Mówiąc prościej – Niemcy skolonizowały gospodarczo Polskę za wiedzą i zgodą, jeśli nie na polecenie Amerykanów, i realizują zadania namiestnicze w Europie właśnie z ramienia Waszyngtonu. Dlatego właśnie nie ma żadnej istotnej różnicy między polityką zagraniczną realizowaną przez PiS i przez PO.

Między innymi dlatego czystym pozoranctwem jest czynienie z kwestii polityki zagranicznej (zwłaszcza na jej odcinku niemieckim) jakiegoś zasadniczego elementu spornego, odróżniającego obecny rząd od poprzedniego. Podległość wobec Niemiec nie wynika z woli tego, czy innego rządu, tylko jest konsekwencją polityki gospodarczej ostatniego ćwierćwiecza (przy czym – co również z pewnym rozbawieniem konstatuję – stwierdzenie oczywistego faktu, że Polska jest jedynie częścią gospodarki niemieckiej – jest dla niektórych polemistów tak drażniące, że aż uznają je za afirmację tego, skądinąd niewesołego, stanu rzeczy).

Werwolfu nie ma i nie będzie

Żadne działania ani deklaracje strony niemieckiej nie mogą zostać na poważnie uznane za zakwestionowanie obowiązującej linii „partnership in leadership” dla relacji amerykańsko-niemieckich. Ani absencja Bundeswehry w Iraku, ani niemiecki udział w North Streamie nie kwestionują bowiem, ani nie osłabiają w niczym globalnej amerykańskiej hegemonii, mieszcząc się widocznie w przyznanej Berlinowi sferze autonomii, lub stanowiąc element PR-owskiej zasłony, czy też realizacji innych zadań zlecanych, czy akceptowanych przez Waszyngton. Rola „dobrego policjanta”, jaką Niemcy starają się niekiedy odgrywać zwłaszcza w stosunkach z Rosją również nie może dziwić. Skoro bowiem wciąż Zachód i Wschód nie znajdują się w stanie jawnej wojny – to jedyną formą podtrzymywania nawet napiętych stosunków jest technika balansu, zacinania i popuszczania, w której zadaniem niektórych podmiotów jest właśnie utrzymywanie pewnych niezatykanych do ostatniej chwili kanałów kontaktów i współpracy. Nie jest to jednak objaw samodzielności i niezależności – tylko zadania do wykonania, potwierdzające tylko zasadniczą zależność od czynnika wyższego.

Oczywiście, w Niemczech (podobnie jak i w innych krajach Zachodu) istnieją grupki i ośrodki zainteresowane wyzwoleniem spod amerykańskiej dominacji, są to jednak środowiska nie mające bezpośredniego przełożenia na politykę państwa (czy to o genezie lewackiej, liberalno-inteligenckiej, czy narodowej i narodowo-konserwatywnej). I co do zasady trudno uznać je za jakieś szczególnie wrogie, czy niebezpieczne dla Polski. Zagrożenia dla naszego kraju i narodu, dla ich bezpieczeństwa i przetrwania wynikają bowiem z dalszego utrzymywania się globalnej hegemonii USA, a nie próbami, czy koncepcjami jej przełamania. „Wojna z terroryzmem”, eksport ideologii demoliberalnej i światowego „wolnego rynku” korporacyjno-spekulacyjnego, wreszcie eskalacja już trwających konfliktów do pełnowymiarowej wojny światowej – wszystko to są skutki dążeń do utrwalenia światowego ładu jednobiegunowego i realne zagrożenia dla Polski i Polaków. Faktyczna zależność III RP od Niemiec pod względem kapitałowym, a zatem i politycznym – z całą swą fatalnością i uciążliwością – również jest elementem tego samego porządku międzynarodowego i nie zostanie zniesiona bez jego obalenia, a przynajmniej poważnego osłabienia.

Prawdziwa alternatywa

Mrzonkami są wizje skutecznego wyzwalania się od Niemiec bez kwestionowania podstaw, także organizacyjnych amerykańskiej hegemonii w naszej części świata, tj. przynależności Polski do NATO i Unii Europejskiej w jej obecnym kształcie. Jeszcze większą naiwnością lub bezczelnym kłamstwem jest udawanie, że III RP jest, czy mogłaby być dla USA „partnerem”, czyli wasalem o znaczeniu choćby porównywalnym z Niemcami. Przeciwnie, nie mając nad Wisłą żadnych istotnych interesów gospodarczych Amerykanie wprost widzą w nas wasala drugiej kategorii, zadaniowanego właściwie tylko czasem na odcinku wschodnim w formie nagonki. Oczywiście, „patrioci” odpowiedzą na to zapewne, że jednak spróbują, tzn. tak wzmocnią Polskę bilionem na inwestycje, że odzyska ona swoją gospodarkę, wzmocni swoją pozycję także/przede wszystkim wobec Niemiec i z takim wianem będzie już pełnoprawnym „strategicznym sojusznikiem USA”. I znowuż jednak – odzyskania gospodarki nie da się przeprowadzić żadnymi, choćby najsympatyczniejszymi ruchami fiskalnymi wobec sieci hipermarketów, tylko poprzez opuszczenie UE i nacjonalizację, zwłaszcza sektora bankowego, czyli działania, na które żadna establishmentowa siła polityczna, choćby nie wiadomo jak „patriotyczna” się nie zdobędzie – także dlatego, że Amerykanie nie mają powodów, by na takie eksperymenty pozwalać. Polska musiałaby więc najpierw/równolegle wydobyć się spod zależności od Waszyngtonu, lokując gdzieś w ramach alternatywnego ładu wielobiegunowego, z jego formami organizacji bezpieczeństwa zbiorowego i współpracy gospodarczej. Gdyby zaś to nastąpiło – to problem zostawania „równorzędnym sojusznikiem Ameryki” na wzór niemiecki – też już by przecież przestał istnieć, bo zamiana taka straciłaby sens i rację bytu…(Konrad Rękas)

całość tu: Między Ameryką a Niemcami – dylematy geopolityki polskiej

podobne: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska? a także: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości. i to: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej. oraz: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce

Miejsce Polski w świecie stale się obniża. Nie chodzi przy tym o tak oczywisty geopolityczny regres, jak ten z pozycji europejskiego mocarstwa, którą osiągnęliśmy w czasach słabości Niemiec i Rosji, do całkowitego zaniku państwa po rozbiorach. Nie chodzi też o widoczne na mapach kurczenie się kraju od czasów jagiellońskich po współczesne. Degradacja postępuje także w ostatnich dziesięcioleciach i jest nadzwyczaj stabilnym procesem.

Pozycja Polski w świecie systematycznie spada, w ostatnim czterdziestoleciu obniżyła się o przeszło siedem miejsc. Nic nie zatrzymało tego spadku, ani westernizacja Edwarda Gierka, ani sowietyzacja Wojciecha Jaruzelskiego, ani Okrągły Stół Czesława Kiszczaka czy Plan Leszka Balcerowicza, ani wejście do NATO i Unii Europejskiej, ani napływ unijnych funduszy, ani prywatyzacja, ani zamykanie czy otwieranie rynków oraz granic. Nic.

Nie jest mi znany żaden plan, który by ten problem miał rozwiązywać, zresztą nie jest mi też znany żaden planista, który by tu problem w ogóle dostrzegał.

Liczby i rzeczywistość

Co ten dryf oznacza? Arytmetycznie tylko tyle, że pod badanymi względami wyprzedza nas coraz więcej państw. A jakie to względy? Takie, jakie klasyfikuje GUS: powierzchnia, ludność, produkcja energii elektrycznej, import, eksport, PKB ogółem, PKB na mieszkańca, zbiory: pszenicy, żyta, jęczmienia, ziemniaków, buraków cukrowych; pozyskanie drewna, pogłowie: bydła, trzody chlewnej; produkcja: mięsa z uboju, mleka krowiego, jaj kurzych; połowy morskie i słodkowodne, produkcja: surowców energetycznych, węgla kamiennego, węgla brunatnego, cukru surowego, cementu, stali surowej, miedzi rafinowanej.

Może są to anachroniczne miary kondycji państwa? Możliwe. Może są niekompletne? Też możliwe. Ale właśnie taki zestaw ustala przez ostatnie kilkadziesiąt lat GUS. Rezygnacja z którejkolwiek miary lub dodanie nowej – tworzyłyby czyjś autorski zestaw, już niepodparty autorytetem polskiej statystyki publicznej. No to skoro nie da się podważyć danych, może dałoby się je zlekceważyć? Wszak jeśli przyjąć, że węgiel jest nienowoczesny, a cukier niezdrowy, to można by się spadkiem ich produkcji cieszyć zamiast martwić. Ano można, tylko… czemu ludzie uciekają od nas, a nie do nas?

Demografia jest nieubłagana. Nawet gdyby z bilansu ludności nie skreślać jeszcze tych milionów Polaków, którzy właśnie się urządzają w Niemczech, Anglii oraz innych krajach świata, nawet gdyby Polki zaczęły teraz masowo rodzić, a ich dzieci, gdy dorosną, szukałyby sobie miejsca w kraju, to i tak należy się wkrótce liczyć z kilkunastoprocentowym ubytkiem ludności. Mogłoby to jeszcze pogłębić dotychczasową tendencję, która już była wyraźnie schyłkowa…

…Zmiana pozycji Polski nie oznacza degradacji absolutnej, lecz tylko – względem innych państw, które nas stopniowo wyprzedzają. Nie musi to znaczyć, że jest nam gorzej w ogóle, ale że gorzej niż innym, którzy stają się od nas silniejsi i są w stanie coraz bardziej nas sobie podporządkowywać. Tylko tyle…

…Szkoda teraz czasu na wyliczanie zbędnych czy nawet szkodliwych instytucji państwa, absurdalnych inwestycji, które lepiej by od razu zburzyć zamiast utrzymywać, dysfunkcyjnych praw, przepisów, które dawno utraciły sens. Trzeba to będzie ogarniać i zmieniać, ale ze świadomością, że teraz, na tym fundamencie, można tylko zmniejszać ich szkodliwość, nic więcej. A niektóre doraźnie sensowne reformy mogą nawet w efekcie naszą przyszłość pogorszyć…

Musimy dobrze uczyć i wychowywać wszystkie nasze dzieci oraz całą młodzież, lecz stopniowo wyłaniać spośród nich i kształtować dla dobra ich oraz nas wszystkich – przyszłe elity, które by się czuły odpowiedzialne za państwo i za społeczeństwo, i chciały im służyć…

Niestety, już samo zaistnienie zasobu rzetelnej wiedzy, pozwalającego na ocenę różnych projektów, zmniejsza komfort sprawowania władzy przez polityków oraz urzędników, gdyż w nieunikniony sposób ogranicza ich swobodę i różne doraźne korzyści. Może za to podnosić tej władzy jakość. Prawdę mówiąc, nawet trudno sobie wyobrazić inny sposób na jej podniesienie. Tu interes partii oraz biurokracji, ich wygoda i beztroska – muszą zejść na dalszy plan…

…Odbudowa elit wydaje się dziełem trudnym, ale wykonalnym. Może to trochę przypominać rekonstrukcję wymarłego gatunku, co już nam się zresztą udawało – z żubrem czy tarpanem. Czemu by miało teraz nie wyjść z pisarzami, humanistami, inżynierami, menadżerami?…

Trzeba uczyć dbałości o substancję biologiczną – i ludzi, i przyrodę. Uczyć myśleć o gospodarce jako służebnej dla ludzi, a nie odwrotnie. I oczywiście, zawsze, uczyć o służebności prawdziwych elit. Bo inaczej są pasożytami.

Uczyć trzeba historii Polski w narracji własnej, a nie cudzej. (…) Trzeba rozwijać własną humanistykę i w ogóle kulturę, nie tylko importować czy naśladować obcą. A nade wszystko pielęgnować język i kulturę słowa. To, co robi dziś z polszczyzną (i polskością) wiele, zapewne większość mediów, instytucji kultury, uczelni – jest nie tylko nieakceptowalne, ale też niewybaczalne…

…Tak jak istnieje dzisiaj Małopolska czy Wielkopolska, może istnieć jutro Całopolska, czy nawet po staremu Polska, może zachować kompanię honorową i fotel w zgromadzeniu ONZ. I nawet prawo do tabliczek z nazwami ulic w swojej gwarze. Czemu nie? To jednak może już nie być państwo, lecz raczej jakiś tubylczy samorząd. Niewykluczone, że w tym kierunku powoli zmierza charakter naszej autonomii w ramach europejskiego bytu politycznego, autonomii, której ograniczenia przyjmujemy dziś względnie dobrowolnie, a w każdym razie bez większego sprzeciwu. Niektórzy uważają to zresztą za najlepszą możliwą dla nas przyszłość i nawet śmiało o tym mówią…

Potencjał umysłowy Polski zdaje się maleć jeszcze szybciej niż ten ludnościowy. Jednym z najdobitniejszych tego przejawów jest samozadowolenie elit, upojonych własnymi komplementami, opromienionych samouwielbieniem, poczuciem potęgi, przyznających sobie za to coraz liczniejsze ordery, nagrody, tytuły honorowe, których liczba rośnie chyba jeszcze szybciej i optymistyczniej od wskaźników skolaryzacji, europeizacji, cywilizacji, uzasadniając tym samym wiarę w opiekuńczą, niewidzialną rękę dziejów, która zawsze sprawi, że świat zadba o nas lepiej niż my sami… To raczej nie sprzyja budowaniu planów. (…)(Marek Chlebuś)

całość tu:  Rejs

podobne: Raz w górę, raz w dół. Dwa rankingi o „wolności gospodarczej”. Komu wierzyć? a także: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa. oraz: Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest. i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło. polecam również: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). i jeszcze: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji. oraz: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty. i to: Cukiernik o tym, że moglibyśmy być dwa razy bogatsi od Niemców i dlaczego nie jesteśmy.

Na koniec materiał: Jacek Bartosiak szczegółowo o nowej roli Polski w kontekście chińskiej koncepcji „nowego szlaku jedwabnego”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Geopolityczne następstwa rewolucji łupkowej w USA. Gaz łupkowy w Polsce jest ale trzeba być cierpliwym. Australijczycy zwiększają szacunki dla złoża węgla w Polsce. Gaz z węgla o połowę tańszy od rosyjskiego?


1. Geopolityczne następstwa rewolucji łupkowej w USA.

„…Wprawdzie w dalszym ciągu większość dostaw surowców energetycznych pochodzi ze źródeł konwencjonalnych, to jednak już za dwie lub trzy dekady ich udział w światowej produkcji energii może zmniejszyć się do 20% [1]. Coraz więcej bowiem ropy naftowej i gazu ziemnego trafia do użytkowników ze źródeł niekonwencjonalnych, czyli z eksploatacji złóż tych surowców, znajdujących się w skałach łupkowych. Wywiera to już i będzie nadal wywierać duży wpływ na międzynarodowy handel tymi surowcami energetycznymi oraz na politykę bezpieczeństwa energetycznego i politykę zagraniczną poszczególnych państw świata.

USA największym producentem ropy naftowej

Od 2013 roku Stany Zjednoczone stały się ponownie jednym z największych na świecie producentów gazu ziemnego i ropy naftowej. Ma to daleko idące implikacje dla nie tylko dotychczasowych największych światowych eksporterów tych surowców energetycznych, lecz także dla polityki energetycznej wielu państw importujących te nośniki energii. Szereg tych państw, jak np. Japonia czy Niemcy, wycofują się z planów rozbudowy energetyki atomowej i planują rozbudowę elektrowni wykorzystujących tradycyjne surowce energetyczne. Natomiast USA nie tylko uniezależniły się od importu gazu ziemnego, lecz mają szanse stać się już w najbliższym czasie wiodącym eksporterem netto tego nośnika energii. Kraj ten zwiększył także stopień samowystarczalności w zakresie zaopatrzenia w ropę naftową bazując na własnej produkcji tego surowca. W czerwcu 2015 r. wydobycie ropy naftowej w USA wyniosło 9,6 mln baryłek dziennie. Tym samym wzrósł udział tego kraju w światowej produkcji ropy naftowej z 8% w 2005 r. do 13% w połowie 2015 r.

(…)

Należy zaznaczyć, że systematyczny wzrost wydobycia ropy naftowej w USA przyczynia się do spadku popytu na ropę eksportowaną przez kraje OPEC. Szacuje się, że w 2013 roku zmniejszy się on o prawie 0,4 mln baryłek dziennie, a w 2014 roku będzie mniejszy o około milion baryłek dziennie [5]. Stany Zjednoczone są tym krajem, który najbardziej ograniczył import ropy z krajów OPEC. W sytuacji zmniejszenia w 2013 roku przez Arabię Saudyjską wydobycia ropy naftowej do 10 mln baryłek dziennie i stabilizacji wydobycia tego surowca w Rosji, USA mają szansę stać się ponownie największym światowym producentem tego strategicznego surowca energetycznego. Zdaniem Adama Sieminskiego, szefa amerykańskiej Agencji Informacyjnej ds. Energii (IEA) jest to wyjątkowo korzystna sytuacja, wynikająca ze współczesnych „uwarunkowań rynkowych, o jakich nikomu się nie śniło” [6]. W praktyce oznaczać to będzie nie tylko uzyskanie samowystarczalności w zakresie zaopatrzenia w ropę naftową i gaz ziemny, lecz ponowne dołączenie USA do grona największych eksporterów tych nośników energii. W ostatnich 5 latach Stany Zjednoczone zmniejszyły swój import gazu ziemnego i ropy naftowej o odpowiednio 32% i 15%. Przyczyniło się to także do zmniejszenia amerykańskiego deficytu w bilansie handlowym. Ponieważ USA są największym na świecie użytkownikiem ropy naftowej, to ograniczenie jej importu sprawiło, że na rynku światowym pojawiła się większa podaż tego paliwa, którą mogły zakupić Chiny i inne kraje po cenie nie przekraczającej 100 dolarów za 1 baryłkę. Ponadto wydobycie ropy naftowej w USA stale rośnie, podczas gdy w wielu innych krajach utrzymuje się albo na dotychczasowym poziomie albo też systematycznie się zmniejsza. Wprawdzie w pierwszej połowie 2013 roku Rosja wydobywała przeciętnie 10,8 mln baryłek ropy naftowej dziennie, a USA 10,3 mln baryłek czyli o 500 tys. mniej, ale jeszcze 3 lata temu różnica ta na niekorzyść USA wynosiła aż 3 mln baryłek dziennie. Najwięcej ropy w tym czasie wydobywała Arabia Saudyjska, bo ok. 11,7 mln baryłek dziennie. Według prognoz ekspertów z IEA oraz z British Petroleum Company produkcja ropy naftowej w USA będzie przy końcu bieżącego roku większa niż w Rosji. W tym ostatnim kraju wydobycie ropy naftowej nie będzie do 2016 roku wzrastać a tylko wydobycie gazu ziemnego będzie nadal się zwiększać w tempie ok. 3% rocznie. Z chwilą, kiedy amerykańska ropa zacznie wypychać ropę rosyjską z rynku światowego, sytuacja gospodarcza Rosji może ulec pogorszeniu. Należy podkreślić, że ponad 40% dochodów budżetowych Federacji Rosyjskiej pochodzi z podatków i różnych opłat uzyskiwanych z wpływów sektora naftowo-gazowego. Jeśli więc sprawdzą się prognozy ekspertów z rosyjskiego Instytutu Badań Energii, to eksport rosyjskiej ropy zmniejszy się już w 2015 roku o prawie 30% i tym samym zmniejszy się PKB tego kraju o ponad 100 mld USD [7].

Właśnie Rosja posiada prawdopodobnie największe na świecie zasoby ropy naftowej w skałach łupkowych. Jednak są one jeszcze słabo rozpoznane, a ponadto Rosjanie nie dysponują odpowiednią technologią, która pozwalałaby na szybkie podjęcie ekonomicznie opłacalnej eksploatacji tych zasobów. Taką technologię posiadają Amerykanie. Należy też pamiętać, że wydobywanie ropy ze skał łupkowych jest o wiele bardziej skomplikowane i kosztowne niż produkcja ropy ze źródeł konwencjonalnych.

(…) 

W ciągu 4 lat tj. od 2009 do 2012 r. ceny gazu ziemnego w USA spadły ponad czterokrotnie, a jeszcze latem 2008 roku 1000 m3 tego paliwa kosztowało aż 480 USD (zob. rys. 4). Dla porównania warto podać, że Polska płaciła do 2012 r. za importowany gaz z Rosji aż 575 USD za 1000 m3najwięcej w całej Unii. Dopiero od końca 2012 r. cena ta uległa 15% obniżce, czyli zmniejszyła się do poziomu 500 USD za 1000 m3. Jednak jest to nadal jedna z najwyższych cen za rosyjski gaz. Pozostałe kraje Unii Europejskiej kupowały to paliwo od rosyjskiego Gazpromu w pierwszej połowie 2012 roku za około 381 USD za 1000 m3 [9]. Wobec tak wysokich cen w Europie amerykańskie koncerny chciałyby eksportować gaz w formie skroplonej do krajów unijnych. Jednak w USA wiele koncernów przemysłowych jak np. Dow Chemical wywiera nacisk na rząd, aby nie zgodził się na eksport gazu za granicę. Obawiają się one, że takie działanie przyczyni się do podwyżki cen tego paliwa w kraju. Domagają się więc wprowadzenia kontyngentów eksportowych, co kłóci się z zasadą wolnego handlu, a ponadto sprzeczne jest z interesami firm wydobywających gaz łupkowy, które chciałyby go sprzedać na rynku światowym po wyższych cenach niż te, które uzyskują na rynku amerykańskim.

Implikacje dla polityki energetycznej

Eksploatacja złóż ropy i gazu ze skał łupkowych przynosi ogromne korzyści gospodarce amerykańskiej. Wzrost wydobycia obu tych nośników energii, który jest możliwy dzięki wykorzystywaniu najnowszych technologii, stymuluje aktywność gospodarczą w USA, dokąd niektóre firmy amerykańskie zaczęły przenosić produkcję wielu energochłonnych towarów z Chin i innych krajów świata. Tańszy gaz powoduje także, że opalane tym paliwem elektrownie wytwarzają tańszy prąd, a na niskich cenach prądu zyskują nie tylko przedsiębiorstwa, lecz także indywidualni konsumenci. Ceny energii elektrycznej w USA są znacznie niższe niż w Europie i Japonii, co także przyczynia się do wzrostu konkurencyjności firm amerykańskich. Tani gaz łupkowy powoduje też w USA ograniczenie wydobycia i zużycia węgla kamiennego oraz zmianę dotychczasowej polityki energetycznej tego kraju.

(…)

Reorientacja polityki zagranicznej

Wzrost samowystarczalności USA w zakresie zaopatrywania w ropę naftową i gaz ziemny ma także i będzie miał w najbliższej przyszłości – określone implikacje dla polityki zagranicznej i bezpieczeństwa międzynarodowego. Przyczyni się również do niwelacji zakłóceń w światowej podaży obu tych surowców energetycznych i związanych z nimi „szoków cenowych”. Daje Stanom Zjednoczonym także możliwość prowadzenia „silniejszej” polityki zagranicznej, w której priorytetem będzie realizacja wyznaczonych celów, związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa narodowego i międzynarodowego, a nie głównie zapewnienia dostaw ropy naftowej i gazu ziemnego z takich niestabilnych politycznie regionów jak Bliski Wschód. Nie bardzo jednak wiadomo czy USA będą prowadzić w najbliższej przyszłości bardziej nieustępliwą politykę wobec Rosji, Chin, a także wobec największych producentów i eksporterów ropy naftowej.

(…)

Po zajęciu Krymu przez Rosję nastąpiło bowiem pogorszenie stosunków politycznych tego mocarstwa regionalnego ze Stanami Zjednoczonymi i innymi krajami zachodnimi. W obecnej sytuacji geopolitycznej można więc liczyć na większe zaangażowanie USA w Europie, w tym szczególnie w Europie Środkowo-wschodniej. Z pewnością zwiększy się także zaangażowanie USA w Azji, gdzie coraz częściej dochodzi do konfliktów o różne sporne wyspy, wokół których odkryto zasoby ropy naftowej i gazu ziemnego, pomiędzy Chinami i Japonią, i niektórymi innymi państwami Azji Południowo-Wschodniej. Kwestią dyskusyjną jest jednak to, czy łupkowa rewolucja w USA, w połączeniu z dominującą nadal potęgą militarną, technologiczną, kulturową i gospodarczą tego supermocarstwa, przyczyni się do zahamowania procesu erozji hegemonii Ameryki i znacząco umocni pozycję USA w jednobiegunowym świecie.” (Adam Gwiazda)

całość tu: geopolityka.org

podobne: Skutki łupkowej rewolucji za oceanem. Tani gaz przypłynie z USA a Rosja dostanie po łapach oraz: Bezpieczeństwo energetyczne: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu. i to: Niezależny Portal Finansowy: Co się dzieje z cenami ropy?

2. Czerwiński: gaz łupkowy w Polsce jest, ale trzeba być cierpliwym.

PAP – 24.07.2015, Warszawa (PAP) – Gaz łupkowy w Polsce jest, ale nie ma na razie możliwości wydobycia go w przemysłowej skali – powiedział w piątek minister skarbu Andrzej Czerwiński. Dodał, że trzeba być cierpliwym i minie co najmniej kilka lat, zanim zostaną dopracowane technologie wydobycia.

Spekulacje, że duże polskie spółki mogą się wycofać z poszukiwań węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych zostały podsycone w czwartek, po tym jak PKN Orlen dokonał w raporcie finansowym odpisu zmniejszającego wartość inwestycji dotyczących projektu Lublin Shale (poszukiwanie m.in. węglowodorów niekonwencjonalnych) o 421 mln zł. Koncern poinformował, że obszary, gdzie w projekcie Lublin Shale miały być złoża niekonwencjonalne, okazały się ograniczone i jedynie lokalnie można liczyć na technicznie uzasadnioną produkcję. Dlatego koncern zdecydował o zawężeniu rejonów poszukiwania węglowodorów i racjonalizacji dalszych nakładów inwestycyjnych.

Czerwiński pytany w czwartek przez dziennikarzy o tę sprawę zapewnił, że „gaz łupkowy w Polsce jest, ale nie ma na razie możliwości wydobycia go w dużej ilości i przemysłowej skali”.

„Trzeba słuchać fachowców, profesjonalistów. Profesjonaliści, cztery czy pięć lat temu kiedy przyjechali do Polski (…) studzili nasze głowy. Mówili tak: u nas w Stanach Zjednoczonych od znalezienia złóż, w których był gaz, minęło pięć lat zanim (…) znaleźliśmy technologię, która pozwoliła ten gaz wydobywać. Czekaliśmy następne 10 lat, aby tę technologię dostosować do profesjonalnego wydobycia tego gazu” – mówił szef resortu skarbu.

„Ci geolodzy, którzy mówili, że w Polsce są inne złoża – głębsze, inaczej ułożone – mieli rację” – dodał. Wyjaśnił, że ceny gazu są obecnie na tyle niskie, że nie ma potrzeby ponoszenia wysokich nakładów związanych z poszukiwaniem gazu ze złóż niekonwencjonalnych. „Nie znaczy to, że stopuje się prace nad technologiami” – podkreślił. „Teraz w spokoju firmy polskie, naukowcy, specjaliści będą pracowali nad dostosowaniem technologii wydobywania gazu łupkowego (…) i musimy się uzbroić w cierpliwość, że po opanowaniu tej technologii będziemy mówić, że za 10 lat ten gaz profesjonalny, obiektywnie tani, będzie mógł być rozsyłany odbiorcom” – wyjaśnił.

Rozpoczęta w 2008 r. w USA łupkowa rewolucja zmieniła energetyczną mapę tego kraju. Szacunki amerykańskiej agencji Energy Information Administration (EIA) z kwietnia 2011 r. rozbudziły nadzieje na rewolucję i w Polsce. Wynikało z nich, że zasoby tego surowca mogą sięgać u nas nawet ponad 5,3 bln metrów sześc. To astronomiczne wręcz ilości, biorąc pod uwagę, że Polska zużywa rocznie kilkanaście mld metrów sześc. gazu rocznie, z czego większość sprowadza.

We wrześniu 2011 r. ówczesny premier Donald Tusk odwiedził jeden z próbnych odwiertów PGNiG w Lubocinie k. Wejherowa. Mówił wtedy z „umiarkowanym optymizmem”, że eksploatacja komercyjna gazu łupkowego rozpocznie się w naszym kraju w 2014 r. Kolejne prognozy, mówiące o mniejszych zasobach Polski, studziły te nadzieje.

Koncepcję rozwoju poszukiwań gazu łupkowego forsował w czasie swojej kadencji były minister skarbu Mikołaj Budzanowski (2011-2013). Liczył na szybkie rozpoczęcie wydobycia komercyjnego i chciał, by w poszukiwania zaangażowały się obok polskich firm paliwowo-gazowych firmy energetyczne, a także KGHM. Do takiego sojuszu ostatecznie jednak nie doszło. Z Polski wycofały się natomiast koncerny międzynarodowe takie jak m.in. Exxon, Talisman i Marathon.

W ostatnim raporcie PIG-PIB z 2012 roku szacuje się, że zasoby gazu łupkowego w Polsce mieszczą się w przedziale od 346 do 769 mld m sześć. Raport ma być aktualizowany pod koniec br. na bazie danych uzyskanych z odwiertów. Większość ekspertów wskazuje, że skalę zasobów poznamy tak naprawdę dopiero po przeprowadzeniu wielu odwiertów.(PAP)

her/ luo/ jzi/ (za stooq.pl)

podobne: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego. oraz: Józefa Sokołowska: Co wiemy o zasobności polskich łupków. Szczęśniak: zmiany w Polskim LNG to próba przyspieszenia otwarcia gazoportu. i to: Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja? a także: Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?)

„- Polskie Radio dla słuchaczy w Rosji podało wiadomość o zasobach gazu łupkowego w Polsce. Wiadomość oparta była na oświadczeniu ministra skarbu Andrzeja Czerwińskiego, że gaz łupkowy rzeczywiście jest, ale trzeba być cierpliwym. Więc, nasuwa się pytanie, to wiadomość dla kierownictwa Gazpromu, czy też nadzieja na gazowe Eldorado nadal jest żywa w Polsce?

— Nadzieja pozostaje. To oczywiste, ponieważ gaz w sensie fizycznym jest w złożach. Problem polega na tym, że metody, głównie amerykańskie, które stosowano do tej pory, po prostu nie działają. Pan minister Andrzej Czerwiński broni tego stanowiska rządu, które było do tej pory. To znaczy, gaz łupkowy jest i stara się tylko lekko odsunąć w niepamięć obietnice, które do tej pory padały. One, oczywiście, nie zostały dotrzymane, bo dotrzymane być nie mogły. Niestety, ogłaszano takie czasami bardzo szokujące, optymistyczne tezy bez zbadania geologii.

(…)

Wydaje mi się, że Pan minister podtrzymuje tezę, która jest słuszna w tym, że gaz jest, ale problem kryje się w technologiach. I pytanie polega na tym, na ile te technologie zostaną w Polsce – czy może zagranicą – rozwinięte, żeby ten gaz wydobyć.

Dzisiejsze technologie nie działają. To już jest pewne. Po 70-ciu odwiertach i zero pozytywnych, to znaczy produkcyjnych, można to stwierdzić z pewnością.

Warto też pamiętać o tym, że jest okres wyborczy i oczywiście Platforma Obywatelska, partia rządząca, musi w jakiś sposób podtrzymywać te nadzieje i obietnice, które składała, bo jest pod ostrym atakiem Prawa i Sprawiedliwości. Zresztą jest ono jeszcze bardziej optymistyczne, jeszcze bardziej umotywowane do wydobycia gazu łupkowego. PiS jest zdecydowanie niechętnie, mówiąc delikatnie, nastawiona do Rosji i do Gazpromu. Ten element gazu łupkowego, a także gazoportu, jest w tej opozycyjnej narracji znacznie mocniejszy, dlatego nacisk na PO i na rząd jest ogromny.

Pan minister w dosyć łagodny sposób, o ile go znam, jest człowiekiem dosyć spokojnym, broni stanowiska rządu i odkłada te nadzieje i obietnice „ad calendas graecas”. Tak jak z technologią, na przykład, gromadzenia czy przechowywania energii elektrycznej nie ma jeszcze zbytnich osiągnięć, tak też w technologiach, które stosuje się do gazu łupkowego, nie ma znaczących wyników, takich, które pomogłyby eksploatować trudniejsze złoża. Stąd też w dzisiejszym stanie rozwoju gazu łupkowego, w jego światowym wydobyciu, faktycznie tylko Stany Zjednoczone i w niewielkim stopniu Kanada rozwinęły te złoża, z jednego prostego powodu, bo one są najłatwiejsze w wydobyciu. Są też inne czynniki bardzo sprzyjające. Natomiast w innych krajach to wydobycie jest albo zerowe albo śladowe, tak jak w Chinach, czy Argentynie…” (Andrzej Szczęśniak)

całość tu: Teraz czas na łupkową cierpliwość

3. Australijczycy zwiększają szacunki dla złoża węgla w Polsce. Gaz z węgla o połowę tańszy od rosyjskiego?

„Australijska firma Prairie Mining podała, że zwiększa szacunki zasobów węgla kamiennego w projekcie wydobycia Lublin.

Australijczycy zwiększają je o 96 procent w stosunku do obliczeń z zeszłego roku – do 333 mln ton. Dane pochodzą z 10 złóż uznanych za perspektywiczne. Projekt Lublin znajduje się w pobliżu Kopalni Bogdanka wydobywającej obecnie około 9,2 mln ton węgla rocznie.

(…)

Skarb Państwa chce, aby Grupa Azoty zrealizowała projekt napowierzchniowego zgazowania węgla w Kędzierzynie-Koźlu – wynika z rządowego dokumentu Śląsk 2.0. Inwestycja może pochłonąć, w zależności od przyjętego wariantu, od ok. 1,8 mld zł do ok. 4,2 mld zł – podał PAP.

Australijskie Linc Energy, które w 2011 roku uzyskało koncesje na wydobycie węgla na Górnym Śląsku, informowało w wakacje 2014 roku, że otrzymało wstępną zgodę polskiego ministerstwa środowiska na demonstracyjne podziemne zgazowanie węgla w okolicach Krakowa. Z koncesji w posiadaniu firmy w przyszłości mogłoby pochodzić nawet 10 mld m3 gazu pochodzącego ze zgazowania węgla rocznie.

Firma szacuje, że ze złóż węgla w jej dyspozycji można zgazować do 800 mld m3 gazu ziemnego. Po nabyciu w 2014 roku koncesji Polanka Wielkie Drogi o złożach szacowanych na 1,2 mld ton i Kobior szacowanej na 2,8 mld ton, firma ocenia swoje portfolio w Polsce na około 4 mld ton węgla.

Linc Energy miało sprowadzić część sprzętu z Australii i rozpocząć ocenę oddziaływania swoich prac na polskie środowisko naturalne. Jej przedstawiciele przekonują, że dzięki zgazowaniu węgla Polska mogłaby uniezależnić się od importu gazu ziemnego z Rosji.

– Miło, ze cała nasza ciężka praca i inwestycje przy tworzeniu ośrodka zgazowania węgla w Polsce idą naprzód. Wraz z wprowadzaniem wstępnego sprawdzonego i opatentowanego systemu będzie się zmieniał krajobraz energetyczny Europy, która w końcu będzie w stanie stworzyć samowystarczalność gazową na rynkach, które obecnie są zależne od importu surowca – powiedział w lipcu 2014 roku Peter Bond, dyrektor wykonawczy Linc Energy.

– Ostatecznie Linc przeniesie działalność związaną ze zgazowaniem na poziom komercyjny. Chcemy zapewnić nawet 10 mld m3 gazu rocznie przez następne 80 lat.

Spółka prowadzi działalność w Azji i Australii. Oprócz zgazowywania węgla, skrapla ten surowiec i gaz ziemny – możemy się dowiedzieć z jej komunikatu.” (World Coal/Wojciech Jakóbik)

całość tu: Gaz z węgla o połowę tańszy od rosyjskiego? Po Ukrainie Australijczycy celują w Polskę. Po polskich tania ropa wypłasza Conoco z chińskich koncesji łupkowych

podobne: Linc Energy rozpoczyna prace nad podziemnym zgazowaniem węgla. Sigma3 szacuje komercyjny przepływ gazu w odwiercie San Leon. oraz: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Polityka energetyczna Węgier solą w oku „Wielkiemu Bratu” z zachodu.


Dla Węgier gaz ziemny jest ważnym surowcem importowanym z Rosji, zapewniającym prawie 40% energii (dla porównania w Polsce – 13%). Problemem jest przesył całości dostaw gazu przez Ukrainę. Związki gospodarcze między Węgrami i Rosją są mocne – Moskwa to drugi największy partner handlowy Budapesztu.

Początkowo priorytetem dla Węgrów było rurociąg Nabucco, w którym uczestniczył węgierski MOL. Jednak już w styczniu 2008 r. premier Ferenc Gyurcsany, w rozmowie z W. Putinem,  stwierdził, że „Nabucco to dawne marzenie i stary plan. A my nie chcemy marzeń, my potrzebujemy projektów. Jesteście szybsi niż Nabucco”.

(…)

Dzięki temu Wegry zdołają utrzymać niskie ceny energii, co jest istotne przy niskiej sile nabywczej społeczeństwa i konieczne jest dla zachowania konkurencyjności węgierskiego przemysłu. Kluczową zaletą kontraktu jest długoterminowe finansowanie przez Rosjan kwotą 10 miliardów Euro na znacznie korzystniejszych warunkach niż rynkowe.

(…)

„Nie prowadzimy polityki pro-rosyjskiej, ale politykę pro-węgierską”. Dla Węgier liczyły się przede wszystkim interesy – zmniejszenie zależności od zewnętrznych źródeł energii dzięki elektrowni jądrowej oraz dywersyfikacja dróg dostaw gazu przez South Stream.

Próbując ratować projekt przed blokadą Brukseli, Węgierski parlament  uchwalił w listopadzie 2014 r. ustawę, wyjmującą przedsięwzięcie spod jurysdykcji  Unii. Premier Orban powoływał się na fakt, że „Niemcy zbudowali Nord Stream, co sprawia, że mogą ominąć Ukrainę jako źródło potencjalnego zagrożenia. Nie chcemy większych korzyści niż te, których pragną Niemcy”.

Jednak siła głosu tych krajów ma w Brukseli różną moc. Komisja Europejska wezwała Budapeszt do złożenia wyjaśnień. Péter Szijjártó, minister spraw zagranicznych i handlu, odpowiedział wówczas zdecydowanie, że „Unia nie powinna nam mówić, jaką mamy prowadzić politykę energetyczną”. Przypomniał, że polityka energetyczna należy do kompetencji państw członkowskich, a nie Komisji.

Po upadku projektu premier Wiktor Orban oskarżył Brukselę o ciągłe blokowanie rurociągu i porównał starania Węgier o energetyczną samodzielność w Unii do walki węgierskiego Dawida z Goliatem Zachodu.”

całość tu: Węgierski Dawid przeciw Goliatowi

podobne: USA nakładają sankcje na Węgry za wspieranie Rosji! oraz: Widziałem męża stanu. Orban krytykuje politykę imigracyjną UE i broni prawa do debaty nad karą śmierci. Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki. i to: Litwini wynegocjowali niższe ceny rosyjskiego gazu. Szczęśniak o unii energii i rosyjskim kurku. Gazociąg Nabucco a także: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy.

Rezolucje, obniżanie rankingów, i nadpodaż surowca (na polityczne zamówienie?) czyli „Wojny Finansowe” na przykładzie Rosji.


1. PE chce uderzyć w Rosatom. Mogherini chce resetu w relacjach z Rosją.

(EurActiv/Interfax/Wojciech Jakóbik)

„Minister gospodarki Rosji Aleksiej Uljukajew ocenił, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że aktywa jego kraju zostaną uznane za śmieciowe. Agencja S&P zapowiedziała prezentację danych na temat rosyjskiej gospodarki na połowę stycznia. Fitch obniżył już ocenę 13 największych rosyjskich firm z BBB do BBB- z perspektywą negatywną. Wśród nich zalazły się Gazprom, Gazprom Nieft i Łukoil. Zmienił także perspektywę Novateku i Tatnieftu ze stabilnej na negatywną.

Wall Street Journal otrzymał przeciek z wewnętrznych rozmów w Unii Europejskiej na temat możliwości zdjęcia sankcji z Rosji w celu ochrony jej gospodarki. Przywódcy europejscy mieliby się zgodzić na zniesienie obostrzeń pod warunkiem, ze Rosja zatrzyma przemoc w Donbasie. Dziennik miał dotrzeć do nieoficjalnego dokumentu na ten temat.

Pierwotne warunki wycofania sankcji uwzględniały wycofanie wojsk rosyjskich z Ukrainy. Rosja nie spełniła tego warunku a nawet nie wprost przyznaje, że przeniosła część arsenału nuklearnego na Krym.

Zdaniem byłego ministra finansów Rosji Aleksieja Kudrina, który angażuje się obecnie w obronę praw obywatelskich Rosjan, warunkiem zdjęcia sankcji byłoby uznanie aneksji Krymu przez Rosję, a do tego szybko nie dojdzie. Dlatego zdaniem Kudrina sankcje zostaną utrzymane jeszcze przez długi czas.

W obiegu medialnym pojawiła się jednak propozycja Wysokiej Przedstawiciel ds. Zagranicznych i Bezpieczeństwa UE Federici Mogherini. Została wysłana do przywódców państw członkowskich. Ma zakładać podział sankcji na dwa pakiety. Pierwszy ma być powiązany z aneksją Krymu a drugi z „destabilizacją wschodniej Ukrainy”. Oznaczałoby to, że po zatrzymaniu ataku najemników rosyjskich w Donbasie część obostrzeń mogłaby zostać zdjęta. Paczka dotycząca Krymu miałaby dotyczyć tylko zakazu wizowego dla oficjeli krymskich, samozwańczych władz oraz zakazu inwestycji UE na półwyspie. W zamian Mogherini chciałaby domagać się od Rosjan wznowienia spotkań na szczeblu politycznym w sprawie Państwa Islamskiego, Libii, planu pokojowego dla Bliskiego Wschodu, rozmów atomowych z Iranem i Koreą Północną. Miałoby także dojść do wznowienia współpracy UE i Rosji w sektorze energetycznym.

Spekulacjom WSJ daje odpór przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, który zapewniał 13 stycznia w Parlamencie Europejskim, że decyzja odnośnie dalszych sankcji wobec Rosji zostanie podjęta dopiero w marcu, kiedy wygaśnie część obostrzeń przyjętych do tej pory. Wtedy też ma odbyć się oficjalna dyskusja na ten temat. Decydować mają liderzy UE, a nie ministrowie spraw zagranicznych.

Jutro 15 stycznia Parlament Europejski będzie głosował nad rezolucją potępiającą Rosję za „agresywną i ekspansyjną politykę” oraz wzywającą do przyjęcia nowych sankcji dopóki Rosjanie nie zaczną przestrzegać zawieszenia broni w Donbasie. Europosłowie stwierdzają w dokumencie, że Rosja zagraża integralności terytorialnej Ukrainy i stanowi potencjalne zagrożenie dla Unii Europejskiej. Mimo ostrego języka, jak podaje portal EurActiv.com frakcja Zielonych wywalczyła wykluczenie zapisu o wsparciu UE dla akcesji Ukrainy do NATO.

Nowe sankcje proponowane przez parlamentarzystów miałyby dotyczyć sektora atomowego i uderzyłyby w interesy Rosatomu budującego nowe reaktory w krajach europejskich. Miałyby także uwzględniać dalsze obostrzenia dla dostępu rosyjskich banków i firm do zachodniego kapitału.

Deputowani mają także z zadowoleniem przyjąć decyzję Rosji o wycofaniu z projektu gazociągu South Stream, który miałby posłużyć do wykluczenia Ukrainy z tranzytu gazu do Europy.

Głosowanie nad rezolucją odbędzie się jutro, 15 stycznia, w godzinach popołudniowych. Dyskusja Rady Ministrów Spraw Zagranicznych UE ma odbyć się w poniedziałek 19 stycznia.

Tłem ostatnich rozmów Ukraina-Rosja-Francja-Niemcy było wznowienie walk na wschodzie Ukrainy, które zniweczyło szanse na porozumienie. W ataku artyleryjskim ze strony rosyjskich najemników zginęło 12 cywili wysadzonych pociskiem razem z autobusem w którym się znajdowali. Unia Europejska i USA potępiły atak. Rada Bezpieczeństwa ONZ wezwała do śledztwa mającego wskazać sprawców.”

źródło: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: Rosjan nie niepokoją sankcje, ale firmy z Europy Środkowej mają się czego obawiać polecam również: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”

2. Wojciech Jakóbik i Teoria spiskowa nt. spadku cen ropy. Jest dokładnie tak, jak za czasów ZSRR. Wywiad dla Onetu.

Z Wojciechem Jakóbikiem, ekspertem Instytutu Jagiellońskiego i redaktorem naczelnym portalu Biznesalert.pl, rozmawia Przemysław Henzel.

Przemysław Henzel: W ostatnim czasie światowe rynki notują największe spadki cen ropy od dobrych kilku lat. Co doprowadziło do tak ostrej zniżki? Czy kilka miesięcy temu coś wskazywało na spadki cen, które obserwujemy dziś?

Wojciech Jakóbik: Obniżka wynika z przerostu podaży nad popytem na ropę naftową na globalnych rynkach. Rewolucja łupkowa w Ameryce Północnej strąciła z pantałyku tradycyjnych dostawców z Bliskiego Wschodu i szerzej, państw zrzeszonych w OPEC. Ten proces był widoczny od dłuższego czasu, ale jego najważniejszy efekt widzimy właśnie teraz. To dla państw kartelu naftowego może nie jest zaskoczeniem, ale na pewno jest ciosem, bo sprawia, że tracą udziały na rynku. Arabia Saudyjska, która jest mniej zależna od handlu ropą, wybiera walkę o klienta niską ceną. Wenezuela i Iran, będące klasycznymi „petrostate”, są zagrożone bankructwem.

A co z rewolucją łupkową w USA? Amerykańska rewolucja łupkowa zaczęła się przecież stosunkowo niedawno; czy może to oznaczać, że czekają nas jeszcze większe spadki cen ropy w najbliższych tygodniach?

Amerykańska rewolucja zainicjowała nadpodaż w ten sposób, że USA miały więcej węglowodorów u siebie, a zatem zaczęły mniej sprowadzać z innych krajów, przez co więcej surowca zostało na rynku. Następną fazą będzie spodziewana liberalizacja eksportu ropy naftowej i gazu z USA, która sprawi, że nadwyżki surowca z Ameryki trafią do klientów w Azji i Europie. Wtedy efekt taniejącej ropy zostanie spotęgowany. Zapowiedzią tej fali było poluzowanie zakazu eksportu przez Baracka Obamę na kondensat ropy naftowej dla kilku firm. Rynek zareagował błyskawicznie spadkiem cen. Nadzieją na tanie surowce jest dlatego Transatlantyckie Partnerstwo Handlowo-Inwestycyjne (TTIP) negocjowane przez USA i UE. Zawiera rozdział poświęcony energetyce i uwzględnia pełną liberalizację eksportu.

Jakie mogą być polityczne konsekwencje spadków cen ropy na świecie? Spadki cen ropy oznaczają zapewne spore kłopoty dla państw uzależnionych od wpływów z eksportu ropy takich jak Rosja czy państwa zrzeszone w OPEC.

Ostatnie niepokoje społeczne w Wenezueli, kraju zmarłego Hugo Chaveza, były spowodowane głównie krachem systemu socjalnego zasilanego petrodolarami. To nowe realia, w których przetrwa silniejszy. Z kolei, w Iranie taniejąca ropa dodaje wiatru w skrzydła stronnictwu prezydenta Hassana Rouhaniego, który apeluje o reformy i otwarcie na Zachód.

Wobec kryzysu solidarności w OPEC zaczyna się klasyczna walka rynkowa, w której wygrają najsilniejsi, najsprytniejsi i najbardziej bezwzględni. „Petrostate” odpokutują wieloletni brak reform. Zwykli Rosjanie będą głodować, ale dzięki rezerwom największe firmy i system oligarchiczny przetrwają na kroplówce. Specyfika społeczna tego kraju nie daje dużych szans na niepokoje, jak w Wenezueli, lub szans na zwycięstwo zwolenników reform jak w Iranie. Rosjanie są niechętni protestom, szanują swą władzę jako coś świętego, nawet jeżeli skazuje ich ona na cierpienie. To orientalny pierwiastek rosyjskiej mentalności, który blokuje przemiany. Jak długo trwały i jak liczne były protesty spowodowane wyrokiem dla braci Nawalnych?

Jeśli chodzi o Rosję, nie brakuje opinii, że do spadku cen ropy nie doprowadziły czynniki rynkowe, lecz spisek, w którym miałyby jakoby uczestniczyć Stany Zjednoczone oraz państwa OPEC. Jakie jest Pańskie zdanie na ten temat? Dlaczego ta „teoria spiskowa” tak dobrze przyjęła się właśnie w Rosji?

Kreml wspaniale wykorzystuje retorykę „oblężonej twierdzy”. Pod tym względem jest dokładnie tak jak za najlepszych czasów ZSRR, gdy problemy gospodarcze tłumaczono Reaganowską „stonką”. Być może Amerykanie umówili się na coś z Arabią Saudyjską. Spotkania oficjeli rzeczywiście się odbywały. Należy jednak pamiętać, że na rynku ropy dla Arabów to właśnie oni tworzący nową konkurencję, to oni, dzięki swojej ropie łupkowej, są głównym zagrożeniem, a nie Rosja. Proste tłumaczenia nie bronią się wobec drobiazgowej analizy współzależności, za to trafiają na podatny grunt w społeczeństwie rosyjskim, dzięki kremlowskim mediom…”

całość pod linkiem w podtytule… źródło: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: Skutki łupkowej rewolucji za oceanem. Tani gaz przypłynie z USA a Rosja dostanie po łapach oraz: Andrzej Szczęśniak: Jak powstały petrodolary. i to: Szczesniak o polityce energetycznej czyli „nowy projekt” w którym wszystko zostaje po staremu przez co w nowym roku będzie drożej. Amerykanie częściowo znoszą zakaz eksportu ropy.  a także: Rosjanie poczuli międzynarodową izolację, ale są gotowi na wyrzeczenia. Niezależny Portal Finansowy: Co się dzieje z cenami ropy?

…Poniekąd w kontrze (dla tezy że „to tylko gra rynkowa”) poniekąd jako uzupełnienie (o „papierowy” oręż) kolejny ciekawy artykuł Tradera21… Z przestrogą, że kto wchodzi w drogę USA ten ma się czego bać…

3. Trader21: Wojny finansowe.

„…Wzrost gospodarczy w Rosji w latach 2010 – 2013 oscylował pomiędzy 4-5% rocznie, co jest bardzo dobrym wynikiem. W ciągu jednak ostatnich 2 lat spadł w okolice 1%.

Bezrobocie w Rosji wynosi obecnie 5,2%, dług publiczny w relacji do PKB zaledwie 13%. Co ważne, po 6-ciu miesiącach spadków cen ropy oraz sankcji gospodarczych deficyt budżetowy wyniósł zaledwie 0,5%, co jest wynikiem praktycznie nieosiągalnym w UE. Najsłabszym punktem jest nadmierne uzależnienie gospodarki od cen surowców (głównie ropy). Generalnie sytuacja gospodarcza Rosji jest niezła.

Gdy rozpoczynała się wojna finansowa z Rosją rezerwy walutowe kraju przekraczały 500 mld USD. Na fali wyprzedaży rubla bank centralny próbował interweniować. Kilkakrotnie wyprzedawano dolary, aby skupić za nie ruble. Mimo iż bank centralny w ciągu roku pozbył się 1/6 swoich rezerw, to kurs dolara wzrósł z 36 do 58 rubli obecnie. Generalnie w obecnych realiach wszelkie działania banku centralnego przeciwko zmasowanym atakom spekulacyjnym są bezcelowe. Siła globalnych instytucji finansowych jest bowiem zdecydowanie większa od możliwości pojedynczego banku centralnego.

Poza znacznymi rezerwami dolarów Rosja posiada szóste największe rezerwy złota na świecie wynoszące 1100 ton. Pod względem wielkości rezerw złota do wielkości gospodarki wynik ten plasuje Rosję bardzo wysoko pod względem oparcia waluty na złocie i co ważne, rosyjskie złoto znajduje się w Rosji.

Mamy zatem relatywnie dobre dane gospodarcze, stabilne fundamenty oraz trwałą nadwyżkę w handlu zagranicznym, a mimo to kurs waluty się załamuje. Jak to się dzieje?

Schemat ataku walutowego od kilku lat jest taki sam i składa się z kilku faz:

1. W pierwszej kolejności globalne instytucje finansowe kontrolowane przez USA zajmują krótkie pozycje na walucie kraju będącego celem ataku. Dla dużych inwestorów jest to sygnał, że coś się będzie działo. Lepiej poinformowani (commercials) zapewne coś wiedzą, a skoro zazwyczaj mają rację, to może warto skopiować ich ruchy.
Tym sposobem wywołuje się na rynkach walutowych samonapędzającą się presję na daną walutę.

2. Gdy już jesteśmy przygotowani aby zarobić na ataku parę groszy służalcze media zaczynają nagonkę na gospodarkę danego kraju. Zważywszy, że 6 największych koncernów medialnych kontroluje około 1500 stacji telewizyjnych akcja nie jest zbyt trudna do przeprowadzenia.

3. W tym momencie zaczyna się bardzo poważny odpływ kapitału z danego kraju. Inwestorzy sprzedają akcje zaniżając ich ceny. Pozbywają się obligacji windując ich rentowność. Krajową walutę natychmiast zamieniają na waluty uznane jako oazy bezpieczeństwa CHF, USD zaniżając tym samym kurs lokalnej waluty.

4. Gdy sytuacja nabiera tempa do akcji włączają się agencje ratingowe straszące groźbą bankructwa kraju i zazwyczaj obniżają rating zarówno największych korporacji, jak i kraju do poziomu śmieciowego.

5. W przypadku Rosji dodatkowo zastosowano także atak na cenę ropy, gdyż znaczna część zarówno gospodarki, jak i budżetu bazuje na dochodach ze sprzedaży ropy. Rosyjski gaz także jest wyceniany w oparciu o ceny ropy.

6. Poza psychozą na rynkach finansowych wywołaną obawą o ekonomiczną przyszłość kraju dołożono także aspekt niepewności związany ze zbrojnym konfliktem wiszącym w powietrzu.

Doprowadziło to do sytuacji, w której kurs rubla zaledwie w ciągu 3,5 miesiąca spadł  50 % z 36,6 do 73,2 RUB / USD. Na początku grudnia drastycznie podniesiono stopy procentowe z 10,5% do 17%, co na chwile wyhamowało spadki.

Wielu inwestorów o mocnych nerwach dostrzegło okazję. Mamy bowiem walutę, która straciła 50% swojej wartości i jest pewna szansa, że za jakiś czas odrobi część strat. Nawet jeżeli kurs rubla się nie zmieni, to krótkoterminowe odsetki od obligacji płacące 17% są dość kuszące. Dla mnie jednak ryzyko jest zbyt duże.

Kurs rubla

Czy obecnie mamy już koniec spadków rubla?…”

źródło: independenttrader.pl 

całość pod linkiem w podtytule. Jak zwykle polecam lekturę dyskusji i komentarzy pod artykułem…

podobne: Rosja nie przepuściła ponad 200 ton owoców, w tym z Polski. Polityka przeciwko gospodarce. Sankcje – bardziej cierpi Europa niż Rosja, która dzięki amerykanom skupuje akcje i złoto za grosze! oraz: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii. i to: Rubel i cena ropy w dół. Rosjanie będą musieli „zacisnąć pasa”, ale na kryzys nie narzekają. W Ługańsku protesty. Rosjanie gotowi przyjąć uchodźców z Ukrainy. Sankcje Moskwy irytują Białoruś.

sankcje

Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje


„…Strategicznym zadaniem na rzecz bezpieczeństwa energetycznego jest uruchomienie wydobycia surowców energetycznych z krajowych złóż niekonwencjonalnych, rozwój infrastruktury sieciowej i wytwórczej w oparciu o paliwa węglowe, jądrowe i gazowe oraz zapewnienie zróżnicowanego dostępu do źródeł i dróg dostaw surowców energetycznych – podsumowują autorzy Strategii. – Kluczowa jest liberalizacja rynków energii oraz tworzenie warunków dla realizacji inwestycji w sektorze energetycznym. Istotnym elementem polityki państwa będzie zapewnienie stabilności dostaw oraz integracja systemów energetycznych z państwami członkowskimi UE.

Budowa bezpieczeństwa energetycznego ma odbywać się w ramach jednego z „podsystemów gospodarczych”.

Do priorytetów przygotowawczych określających kierunki rozwoju i doskonalenia bezpieczeństwa energetycznego Polski Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP zalicza (w nawiasach mój komentarz):

  1. uruchomienie przemysłowego wydobycia gazu ziemnego ze złóż niekonwencjonalnych, w tym opracowanie technologii wydobywczej dostosowanej do specyfiki krajowych złóż tego surowca (chodzi o gaz łupkowy, którego wydobycie przemysłowe miało ruszyć w 2015 roku ale niestety tak nie będzie),
  2. rozbudowę sieci przesyłowych i magazynów do przesyłu dodatkowych ilości gazu ziemnego do odbiorców krajowych i zagranicznych (zwiększenie mocy magazynów, która obecnie wynosi 2,6 mld m3 czyli 1/5 zapotrzebowania wynoszącego ok. 15 mld m3 rocznie),
  3. budowę regionalnego centrum dystrybucyjno-magazynowego gazu ziemnego na terytorium Polski.
  4. rozbudowę terminala LNG o kolejne możliwości regazyfikacyjne (Belweder postuluje budowę trzeciego zbiornika zwiększającego przepustowość obiektu z 5 do 7,5 mld m3 rocznie, przewidzianą jako opcję),
  5. rozbudowę istniejących i nowych połączeń gazowych w ramach Grupy Wyszehradzkiej w celu budowy regionalnego rynku gazu.
  6. Kontynuację prac na rzecz zróżnicowania źródeł dostaw ropy naftowej, w tym komercyjnej realizacji projektu dotyczącego importu surowca z rejonu Morza Kaspijskiego (chodzi szczególnie o ropociąg Odessa-Brody Gdańsk, Belweder próbuje wskrzesić ten przekreślony politycznie projekt),
  7. wsparcie dla uruchomienia przemysłowego wydobycia ropy naftowej ze złóż niekonwencjonalnych w Polsce (po gazie łupkowym Strategia wspomina o ropie łupkowej, która często towarzyszy złożom gazu niekonwencjonalnego).
  8. modernizację systemu magazynowania, przesyłu i dystrybucji ropy naftowej i paliw w kraju
  9. planowane polepszenie parametrów terminalu naftowego (jak w przypadku gazoportu, zwiększenie mocy).

Zdaniem autorów dokumentu „istotna jest przebudowa sektora wytwarzania energii elektrycznej, z uwzględnieniem priorytetu, jakim jest wykorzystanie krajowych złóż nośników energii pierwotnej (węgiel kamienny, brunatny i gaz,w tym ze złóż niekonwencjonalnych) oraz energetyki jądrowej. W tym celu koniecznym jest zapewnienie wsparcia państwa dla długoterminowych, kapitałochłonnych inwestycji w nowe moce w elektroenergetyce”.

Jest to deklaracja poparcia dla inwestycji w energetykę konwencjonalną oraz utrzymania dofinansowania do inwestycji jak Elektrownia Opole. Priorytetem ma być wykorzystanie dominujących w Polsce złóż a nie np. transformacja energetyczna jak Energiewende w Niemczech.

– Bezpieczeństwo państwa wymaga międzyresortowej koordynacji, z uwzględnieniem podziału kompetencji w Radzie Ministrów w zakresie polityki energetycznej oraz zapewnienia wpływu państwa na jej realizację przez przedsiębiorstwa energetyczne, co umożliwi szybką i skuteczną reakcję w przypadku pojawienia się zagrożeń na rynkach energetycznych – czytamy w dokumencie. Jest to apel o skoordynowanie pracy ministerstw współodpowiedzialnych za energetykę, między którymi rozrzucono określone kompetencje w sektorze: ministerstwa gospodarki, środowiska, skarbu, finansów i spraw zagranicznych. Fundamentem koordynacji mógłby być pełnomocnik rządu do spraw energetyki a, według mnie, najlepiej ministerstwo energetyki, być może utworzone na bazie ministerstwa gospodarki. – Za realizację są odpowiedzialni ministrowie, urzędy centralne, wojewodowie, samorząd i inne podmioty zależnie od zagadnienia – jest napisane dalej. Jeżeli odpowiedzialność za wdrożenie strategii będzie rozproszona, to skutki będą tak opłakane jak reformy polskiej energetyki będące obiektem sporów międzyresortowych na czele z prawem geologicznym i górniczym dla sektora łupkowego.

– Konieczne jest zachowanie przez państwo kontroli nad kluczową infrastrukturą sektora paliwowo-energetycznego oraz rozszerzenie nadzoru i kontroli nad bogactwem zasobów geologicznych państwa – piszą twórcy Strategii. To sprzeciw wobec prywatyzacji strategicznych spółek energetycznych jak brany pod uwagę w tym zakresie Lotos.

Belweder opowiada się za obroną energetyki konwencjonalnej, własności państwa w sektorze i ambitnego, choć drogiego programu dywersyfikacyjnego. Strategia przypomina o tym, że bezpieczeństwo energetyczne kosztuje a jego realizacja wymaga zdecydowanych, trudnych posunięć. Jest podstawą do obrony takiej linii we wszelkich dyskusjach na temat polskiej energetyki.

Treści nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej „będą rozwijane w Polityczno-Strategicznej Dyrektywie Obronnej Rzeczypospolitej Polskiej oraz Strategii Rozwoju Systemu Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej, realizującej długo- i średniookresową strategię rozwoju kraju”. Czas pokaże, jak przebiegnie realizacja postulatów Strategii.”

(Wojciech Jakóbik – całość na stronie autora artykułu)

z kwietnia zeszłego roku…

…Dziś już wiemy że z tych wszystkich planów „niezależności energetycznej” ostał się tylko gazoport w Świnoujściu. Bo na inne albo nie ma pieniędzy, albo inwestorzy machnęli ręką. Albo UE nam „pomogła” (“Zimne słońce”, handel “pozwoleniami na emisję CO2″ i jego ekonomiczne konsekwencje dla Polski). Łupki szlag trafił po tym jak kolejne znaczące firmy zaczęły wycofywać się z przedsięwzięcia właśnie na rzecz Rosji! (Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja?). Swoje 3 grosze dorzuciła też UE za sprawą Komisji środowiska PE, która przyjęła w lipcu tego roku niekorzystne zapisy dotyczące gazu łupkowego (Po węglu “Komisja środowiska PE” uderza w niekonwencjonalne źródła energii. Polskie łupki poważnie zagrożone). Sama zaś sprawa gazoportu chociaż jest kontynuowana, to i tu można już było przeczytać niepokojące opinie o tym, że gaz sprowadzany do Świnoujścia (który głównie będzie pochodził z Kataru) będzie prawdopodobnie sporo droższy niż gaz z Rosji:

…Według Andrzeja Szczęśniaka, gaz z Kataru, oparty na formule japońskiej, będzie absolutnie niekonkurencyjny. Z tego powodu terminal LNG w Świnoujściu wpłynie negatywnie na kondycję krajowego monopolisty gazowego PGNiG. – Gazoport stanie się przysłowiowym kamieniem u szyi PGNiG, który będzie go ciągnął na dno. (…) My będziemy mieli drogi gaz z Kataru, a nasi konkurenci tani surowiec z Rosji – ocenia ekspert… (Polska: gaz z Kataru i droga dywersyfikacja)

Przyszłość jak zwykle wszystko zweryfikuje. Obyśmy nie musieli wracać na kolanach w objęcia „Wielkiego Brata” ze wschodu. (całość tu: Czar Acronu… Azoty i „Kwas”)

🙂 no i przyszłość pokazuje że nic się nie zmieniło K

…ciężko się odnieść rzeczowo do tego co ciągle istnieje wyłącznie w sferze planów i życzeń jakie zapisano sobie w dokumencie zwanym „Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP”  (dziwne byłoby gdyby Panowie stratedzy nie zakładali sobie szczytnych celów 🙂 ), ale zważywszy na dotychczasowe decyzje w zakresie bezpieczeństwa energetycznego jakie były udziałem dotychczasowych działań polskich decydentów, ośmielam się głęboko powątpiewać nie tyle w potrzebę większości tego co zaplanowano, co obawiam się efektów rzeczywistych działań na tym polu tj. tragicznych dla kieszeni Polaków skutków (Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło), jakie może za sobą pociągnąć centralne sterowanie całym tym procesem przez administrację państwową (na dodatek pod dyktando UE – Po węglu “Komisja środowiska PE” uderza w niekonwencjonalne źródła energii. Polskie łupki poważnie zagrożone), która przez lata nie potrafiła niczego pożytecznego na tym polu dla Polaków ani „wybudować”, ani wytargować (w umowach międzynarodowych). Nie wspominając już nawet o konkretnej pomocy, czy choćby stworzeniu dogodnych warunków inwestycyjnych dla rozwoju sektora prywatnego na polu energetyki, albo przynajmniej nie przeszkadzaniu prywatnym małym i średnim inwestorom (Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa), których jest jak na lekarstwo gdyż monopol państwowy ma tu miażdżącą przewagę… Poza tym Polska jako jeden z trybików UE, od jakiegoś czasu można powiedzieć że nie prowadzi ŻADNEJ niezależnej polityki energetycznej i na domiar złego jest na tym polu traktowana instrumentalnie przez państwa które REALNIE zawiadują UE (z niekorzyścią dla Polski). Plan energetyczny dla Europy już dawno został wytyczony  – Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany, co na nasze podwórko przekłada się w następujący sposób – Nie ma mowy o „liberalizacji” rynku gazu tam gdzie rządzi monopolista i regulator cen. Więc nie ma się co przejmować tym co napisano w dokumencie o liberalizacji (patrz wytłuszczenie na początku cytowanego fragmentu) bo to nam nie grozi 🙂 Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik zewnętrzny w postaci kupczenia Polską przez USA – Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja?

Kiedy słyszę hasło „państwowa strategia energetyczna” mam niestety takie oto skojarzenia:

1. dobijanie rodzimej energetyki węglowej: raz – poprzez taniec pod muzyczkę „walki z globalnym ociepleniem” (sztandarowy od lat projekt UE – niezwykle kosztowny – Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą), dwa przez komunizację sektora węglowego w Polsce („List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm), trzy – rabunkową politykę fiskalną na tym polu (słynny podatek od wydobycia – IS: Finalne prace nad gazem łupkowym będą prowadzić tylko rodzime firmy);

2. obrzydzanie inwestorom (głównie prywatnym firmom również zagranicznym) poszukiwania gazu łupkowego w Polsce m.in. przez nadmierny fiskalizm i biurokratyczne obowiązki na tym polu – Dopiero za 7 lat oszacujemy ilość gazu łupkowego, tymczasem dyskusja o podatkach już dziś odstrasza inwestorów.);

3. katastrofalna polityka w zakresie dywersyfikacji źródeł gazu i ropy (zarzucanie przez polskie władze takich projektów jak np. umowa z Norwegią), oraz nieudolne prowadzenie strategicznych inwestycji na tym polu (Audyt w sprawie gazoportu: Inwestycja nie powstanie na czas.)

4. związana z powyższym katastrofalna w skutkach polityka relacji zagranicznych z Rosją – od której surowców wciąż jesteśmy istotnie zależni co przekłada się na niekorzystne kontrakty gazowe na kierunku wschodnim (Dzięki POPISowi Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom! Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka?), w wyniku czego dochodzi do kosztownych umów w ramach tzw. „dywersyfikacji” (Drogi Katar (znaczy się gaz) jeszcze nie przypłynie. Terminal LNG najwcześniej gotowy pod koniec roku)

i 5. znikome czyt. dalekie od potrzeb w zakresie bezpieczeństwa energetycznego (Deficyt energii elektrycznej może wzrosnąć w Polsce do 1100 MW w 2017 r.) dokonania na polu inwestycji infrastrukturalnych w energetyce przez podmioty krajowe – w większości państwowe spółki energetyczne i wydobywcze (PGE, PGNiG, KGHM, Tauron i Enea zaprzestały współpracy dot. gazu łupkowego a komercyjne wydobycie nie rozpocznie się w tym roku.)

Wiem że znowu uprawiam malkontenctwo, ale w świetle dotychczasowej historii „rozwoju” naszej energetyki zarówno w kontekście polityki wewnętrznej jak i zagranicznej moje marudzenie jest uzasadnione… Podzielam zatem pogląd autora komentarza którego fragment pozwoliłem sobie przedrukować, że „czas pokaże jak przebiegnie realizacja postulatów Strategii”.

…Odys

podobne: Transformacja polskiej energetyki da bezpieczeństwo bez wzrostu cen. „Puls Biznesu”: Rząd chce rozdać węgiel bogatym oraz: Gaz łupkowy za 24 lata. Zielona energia za droga. Nie mamy realnej alternatywy dla węgla. i to: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO?

Prąd - Mirosław Andrzejewski (Zbirek)

Prąd – Mirosław Andrzejewski (Zbirek)

Wojciech Jakóbik Blog

Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RPWczoraj prezydent RP przedstawił Strategię Bezpieczeństwa Narodowego RP. Jest to dokument zastępujący wcześniejszą strategię z 2007. Uwzględnia nowe realia geopolityczne, szczególnie widoczne na przykładzie kryzysu ukraińskiego. Ważnym elementem strategii jest bezpieczeństwo energetyczne.

View original post 1 217 słów więcej

Deficyt dostaw gazu od Gazpromu wzrósł do 45%. Gazprom twierdzi że napełnia magazyny. Opinie: Zmniejszenie dostaw gazu do Polski to gra polityczna Rosjan (na której Polska może zaoszczędzić). Ukraina: Problemy w energetyce.


1. PGNiG: Deficyt dostaw gazu od Gazpromu wyniósł 45% w środęGazprom najpierw napełnia magazyny, potem wyśle gaz.  Ukraina: Problemy w energetyce.

Warszawa, 11.09.2014 (ISBnews) – Dostawy gazu ziemnego w ramach kontraktu jamalskiego na połączeniach międzysystemowych w Drozdowiczach (Ukraina), Kondratkach (Białoruś) i Wysokoje (Białoruś) nadal nie są realizowane zgodnie ze składanymi przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) nominacjami – w środę deficyt dostaw wyniósł ok. 45 %, podała spółka.

„Zgodnie z kontraktem jamalskim, PGNiG ma prawo odbierać ilości mniejsze bądź równe maksymalnej dobie kontraktowej określonej dla poszczególnych punktów wejścia, na których realizowane są dostawy. Wolumeny zamówione przez PGNiG były mniejsze od ilości maksymalnych – czyli zgodne z kontraktem. Mimo to, nie zostały zrealizowane przez OOO Gazprom Eksport” – czytamy w komunikacie.

Aby zabezpieczyć niedobór dostaw z kierunku wschodniego, PGNiG podjęło decyzję o realizacji dostaw uzupełniających przez punkty: Lasów (Niemcy) oraz Cieszyn (Czechy). Dodatkowo, od dnia środy uruchomione zostały dostawy gazu przez punkt Mallnow (Niemcy), podano także.

„Trwa wyjaśnianie przyczyn zmniejszenia dostaw gazu z kierunku wschodniego, w szczególności czy mają one charakter techniczny czy handlowy. PGNiG nie otrzymało do chwili obecnej żadnej informacji ze strony Gazpromu o powodach zmniejszenia dostaw gazu do Polski” – czytamy dalej.

PGNiG podkreśla przy tym, że dostawy gazu ziemnego do odbiorców spółki przebiegają bez zakłóceń.

„Nie ma obecnie konieczności uruchamiania odbioru gazu z podziemnych magazynów gazu, które przed sezonem zimowym zostały w pełni zatłoczone. Aktualny stan napełnienia magazynów wynosi ok. 2,6 mld m3” – napisano w komunikacie.

Wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński podkreślał wczoraj w Łodzi, że Polska zgromadziła rekordowo wysokie rezerwy gazu. Jak zaznaczył, nigdy nie było tak wysokich zapasów i na poziomi biznesowym, i na poziomie rezerw strategicznych. Zapewnił, że m.in. dzięki tym zapasom i utrzymaniu wydobycia krajowego na poziomie ok 4,3 mld m3 rocznie jesteśmy „jak nigdy dotąd odporni i mocni”, a za rok Polska będzie przygotowana nawet na „dużo bardziej poważne zakłócenia w dostawach”.

Także wczoraj PGNiG informowało, że zaobserwowało w poprzednich dniach zmniejszenie dostaw gazu ziemnego w ramach kontraktu jamalskiego na połączeniach w Drozdowiczach, Kondratkach i Wysokoje o 20-24% w stosunku do zamówień składanych przez spółkę. Brakujące wolumeny zostały skompensowane poprzez dostawy gazu na innych punktach wejścia do polskiego systemu przesyłowego, podkreśliło wówczas PGNiG.

Dostawy gazu do Polski z kierunku wschodniego realizowane są na podstawie umowy pomiędzy PGNiG, a spółką OOO Gazprom Export. Gaz ziemny z kierunku wschodniego przesyłany jest do Polski poprzez następujące połączenia: na granicy polsko-ukraińskiej w punkcie wejścia Drozdowicze oraz na granicy polsko-białoruskiej w punktach wejścia Kondratki, Wysokoje, a także Tieterowka. Pozostałe połączenia, na których realizowane są kontrakty importowe PGNiG, zlokalizowane są na granicy polsko-niemieckiej w punktach wejścia Lasów, Mallnow i Gubin, oraz na granicy polsko-czeskiej w punktach wejścia Cieszyn i Branice.

PGNiG jest obecne na warszawskiej giełdzie od 2005 r. Grupa zajmuje się wydobyciem gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju, importem gazu ziemnego do Polski, magazynowaniem gazu w podziemnych magazynach gazu, dystrybucją paliw gazowych, a także zagospodarowaniem złóż gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju i zagranicą oraz świadczeniem usług geologicznych, geofizycznych i poszukiwawczych w Polsce i za granicą. W swojej spółce zależnej PGNiG Termika produkuje energię elektryczną i ciepło.

(ISBnews)

11.09.2014 (IAR) – Gazprom potwierdza informacje o ograniczeniach w dostawach gazu. Część kontrahentów, w tym Polska zgłasza zmniejszenie dostaw. Jednak rosyjski koncern twierdzi, że ograniczenia nie mają nic wspólnego z odsprzedażą paliwa Ukrainie.

Według agencji Interfax od kilku dni jedynie Turcja dostaje zwiększone ilości gazu. Operatorzy z innych krajów zgłaszają niedobory, w tym Polska, która odczuła ograniczenia na poziomie około 45 procent.

Rzecznik Gazpromu Siergiej Kuprianow wyjaśnia, że koncern dostarcza tyle paliwa ile obecnie ma, uwzględniając konieczność napełnienia podziemnych magazynów. Przy tym rzecznik koncernu nie odnosi się do rewersu gazu dla Ukrainy. Jednak rosyjskie agencje przypominają, że zarówno prezydent Władimir Putin, jak i szef Gazpromu Aleksiej Miller są krytycznie nastawieni do reeksportu surowca. W ich opinii odsprzedawanie gazu Ukraińcom, którzy mają ogromne zadłużenie wobec Moskwy, szkodzi interesom Rosji.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/mcm/

podobne: Rosja może zmienić kierunek tranzytu ropy naftowej wydatnie pomaga jej w tym Ukraina (Naftohaz twierdzi że zapewni dostawy na zachód).

11.09.2014 (IAR) – Ukraina potrzebuje na zimę dodatkowych dostaw gazu i węgla. Władze w Kijowie obawiają się poważnych problemów, które dotkną mieszkańców w związku z rosyjskimi ograniczeniami dostaw surowców energetycznych oraz działaniami separatystów.

Wicepremier Wołodymyr Hrojsman poinformował, że Ukraina potrzebuje dodatkowych 5 miliardów metrów sześciennych gazu. Pozostałe 23 miliardy metrów sześciennych Kijów ma zapewnione z innych źródeł (podziemne zbiorniki, rewers). Ukraina potrzebuje też 5 milionów ton węgla, ponieważ wspierani przez Moskwę separatyści zniszczyli kopalnie, a zapasy węgla wywożą do Rosji.

Rosja wstrzymała dostawy gazu w połowie czerwca w związku ze sporem dotyczącym ceny paliwa. Moskwa zgadzała się na tymczasową obniżkę, a Kijów chciał nowej umowy z nowym sposobem obliczania ceny. W związku z tym Ukraińcy postanowili rozwinąć tak zwany rewers, czyli sprowadzanie paliwa z Unii Europejskiej, między innymi z Polski i Słowacji. Gazprom zmniejszył jednak dostawy do tych państw zmuszając Warszawę do wstrzymania eksportu gazu na Ukrainę.

Władze już informują Ukraińców o działaniach prewencyjnych: zostanie obniżona temperatura gorącej wody i kaloryferów. Ograniczone mają być też dostawy dla zakładów przemysłowych. Gaz ma być zastąpiony innymi surowcami energetycznymi.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/em/

podobne: Putin zdenerwował się na Ukrainę. South Stream dzieli Europę

2. Opinie: Zmniejszenie dostaw gazu z kierunku wschodniego do Polski to gra polityczna Rosjan. Wojciech Jakóbik: Gazprom strzela sobie w stopę. To szansa dla PGNiG i Europy

11.09.2014 (IAR) – To gra polityczna Rosjan. Tak ostatnie ograniczenie dostaw gazu z kierunku wschodniego do Polski komentuje redaktor naczelny portalu biznesalert.pl Wojciech Jakóbik.

Od 9.00 w siedzibie Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa obraduje zespół reagowania operacyjnego. Spółka próbuje ustalić czy zakłócenia w przepływie gazu przez Białoruś i Ukrainę mają charakter techniczny czy też handlowy.

Ekspert ocenia, że Rosjanie chcą przede wszystkim przestraszyć kraje europejskie, na czele z Polską, przed pomaganiem Ukrainie w uniezależnianiu się od dostaw gazu z Rosji. W połowie czerwca Gazprom zatrzymał dostawy do tego kraju za karę, że Kijów nie spłacił długów. „To miał być sposób na pognębienie, ale nie odniósł skutku, ponieważ Polska, Słowacja i Węgry zapewniły rewersowy przesył surowca z Zachodu” – wyjaśnia. Teraz, ograniczając dostawy na naszych wschodnich połączeniach, Rosjanie dają sygnał ostrzegawczy – dodaje Wojciech Jakóbik.

Oprócz tego, Rosjanie zapewne chcą uzyskać dla siebie korzyści w toczonych właśnie dyskusjach na temat zwolnienia niemieckich odnóg gazociągu Nord Stream z regulacji antymonopolowych Unii Europejskiej, które bronią interesów klientów, a osłabiają monopolistę, czyli Gazprom.

Wojciech Jakóbik wyjaśnia, że gdyby gazowy gigant dostał 100-procent przepustowości na odnodze Gazociągu Północnego, który ciągnie się wzdłuż Odry do Czech, to w tym momencie dużo mniejsza jest potrzeba tranzytu przez Ukrainę.

W jego ocenie, w tej sytuacji Komisja Europejska powinna podjąć jakieś działania wobec Gazpromu. Ekspert zastrzega przy tym, że nie wierzy w otwartą wojnę z gazowym gigantem, ponieważ mogłaby się ona dla niego gorzej skończyć niż dla Europy.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/K.P. i wcześniejsze/dyd

źródło: stooq.pl

podobne: Rosja przykręca kurek z gazem? Wojciech Jakóbik: divide et impera po rosyjsku.

…wiara to piękna rzecz, ale przypominam że nikt nie wierzył również w to że Rosja posunie się do użycia siły na wschodniej Ukrainie a potem wszyscy uznali Putina za wariata kiedy eskalacja przemocy nastąpiła. Rosja tym czasem twardo realizuje to co sobie z PREMEDYTACJĄ założyła. Jest różnica między niewiarą w to co możliwe a faktem jaki właśnie się dokonuje. Rosja REALNIE ogranicza dostawy gazu tracąc na tym pieniądze (mając to jednocześnie „gdzieś”), ale nie sądzę żeby robiła to z czystej desperacji bez zastanowienia się nad konsekwencjami i bez skalkulowania ryzyka i pogodzenia się z kosztami. Poza tym wyłom w „solidarności energetycznej” UE już dawno został poczyniony i funkcjonuje dokładnie tak jak to Rosja sobie założyła. Nikt też ani nie sprawdzi, ani nie zabroni np. Niemcom przyjmowania więcej gazu na kierunku „nord-stream” ani innym państwom na innych kierunkach z pominięciem Ukrainy czy Białorusi.

Jakiś czas temu większość komentatorów udawała przed sobą i pocieszała się myślą że niekorzystny kontrakt rosyjsko-chiński świadczy o słabości Rosji a ja ostrzegałem że ten kontrakt jest wyłącznie po to by zabezpieczyć możliwość zaciskania sobie pasa przez Rosję na kierunku Europa. Rosjanie potrafią zacisnąć zęby i nic ich nie interesuje że będą na tym tracić „dolary”. Nie liczyłbym więc na to że Rosji nie stać na drastyczne kroki. Na razie nie jest do nich zmuszona, ale jestem przekonany że jest ona w każdej chwili gotowa zakręcić kurek całkowicie na kierunkach w jej mniemaniu wartych „poświęcenia”. Wbrew przekonaniu większości nie uważam że Rosja strzela sobie w stopę, ale że jest konsekwentna w łamaniu oporu UE w kwestii jej poświęcania się dla Ukrainy….

A my jak możemy to korzystajmy z okazji na możliwość „legalnie” tańszego zakupu surowca… Pamiętajmy też o tym, że Rosja sama od jakiegoś czasu wychodzi naprzeciw rynkowym wyzwaniom i informuje o wprowadzeniu zmian w kontraktach długoterminowych na korzyść odbiorców – „…Nieoficjalne źródła Wiedomosti w rosyjskim Gazpromie potwierdzają, że firma jest gotowa na wprowadzenie cen spotowych (bazowanych na giełdzie) do kontraktów długoterminowych na dostawy gazu, w których ceny były do tej pory indeksowane z ceną ropy naftowej. W maju tajne porozumienie Gazprom-ENI miało według Włochów dotyczyć między innymi wprowadzenia cen spotowych do umowy gazowej. Zmiany na europejskim rynku gazu stworzyły presję na Rosjan w kierunku urynkowienia cen dotąd zależnych od drogiej ropy naftowej. Źródło Wiedomosti przyznaje, że rozwiązanie zastosowane w umowie z włoskim ENI mogłoby zostać wprowadzone w innych kontraktach. W tym kontekście wymienia polską umowę gazową PGNiG-Gazprom.” – Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej. (Odys)

„… Chociaż nasze magazyny nie są wielkie (my – 2,58 mld m3, Ukraina 32 mld 3, Niemcy 20 mld m3), to nie musimy korzystać z ich rezerw. Kupimy gaz na giełdzie, co PGNiG już robi przez rewers na Gazociągu Jamalskim. Obecnie ceny spotowe surowca są tam tańsze od tego oferowanego przez Gazprom. Jeżeli Polska kupuje od Rosjan gaz za około $480/1000m3, to na spocie można go kupić nawet za $320/1000m3. Z danych Gaz-Systemu wynika, że są techniczne możliwości sprowadzenia z nowych kierunków do 75 procent wolumenu sprowadzanego obecnie z Rosji (ponad 10 mld m3). Po uruchomieniu gazoportu będzie to sto procent. Na wolnym rynku klient, któremu nie odpowiada jakość usługi po prostu zmienia usługodawcę. Zatem Rosjanie strzelają sobie w stopę, wykorzystując obecnie Gazprom do realizacji politycznych zadań w Europie Środkowo-Wschodniej.

W tym świetle problemy z dostawami są prezentem dla Polaków, którzy powinni w następnym oknie negocjacyjnym (7 listopada 2014 roku) walczyć z Gazpromem o:

1. Zmniejszenie wolumenu dostaw,

2. Zmniejszenie wolumenu objętego klauzulą take or pay,

3. Obniżenie ceny.

Podobne korzyści uzyskały już firmy włoskie i niemieckie w arbitrażu przeciwko Gazpromowi. My możemy wykorzystać obecne problemy do forsowania zmian bez konieczności udawania się do sądu. Jeżeli Rosjanie nadal będą udawać Greków, to sprawa i tak skończy się na wokandzie, najprawdopodobniej bez happy endu dla rosyjskiego giganta. Najprawdopodobniej Rosjanie nie mogą jednostronnie zdecydować o zmniejszeniu zakontraktowanych dostaw. Być może błędem było wycofanie się poprzednich władz PGNiG z arbitrażu przeciwko Gazpromowi w 2012 roku. Ugoda dała nam niższą cenę, sąd mógł dać wiele więcej. Teraz jest okazja do nadrobienia tych zaległości…”

…z całą pewnością przedwczesna rezygnacja z arbitrażu była błędem – lepsze doświadczenia innych państw na tym polu zdają się to potwierdzać. Czego nam zabrakło w negocjacjach z Rosją nie wiem (bo nie znam szczegółów dogadywania sławetnej „dwucyfrowej (procentowo) obniżki”) ale faktem jest, że w kolejnej rundzie negocjacyjnej PGNiG ma pewien punkt odniesienia i może się powoływać na zapowiedź Rosjan wychodzącą naprzeciw rynkowych możliwości tańszego zakupu. Czy Polska tym razem wykorzysta szansę tego dowiemy się za 2 miesiące…

„…Jednym z powodów dla których maleją dostawy gazu ze Wschodu może być chęć ukarania Polaków za wsparcie Ukrainy rewersowymi dostawami gazu. Ten przypadek (po raz n-ty) pokazuje, jak przydatnym narzędziem rosyjskiej polityki zagranicznej są długoterminowe kontrakty gazowe. Dlatego należy dążyć do uniezależnienia PGNiG-u od rosyjskiego kontraktu. Kończy się w 2022 roku. Jednostronne zerwanie warunków umowy przez Rosjan to tylko kolejny argument za całkowitym przeorganizowaniem relacji gazowych z Moskwą. Powinniśmy sprowadzać od Gazpromu dokładnie tyle gazu ile nam się opłaca i mieć możliwość wprowadzania zmian do umowy.

Polskie problemy z dostawami to także kolejny sygnał dla Unii Europejskiej, że czas ujawnić wyniki śledztwa antymonopolowego przeciwko Gazpromowi i pokazać w jaki sposób rosyjska firma nadużywa swojej pozycji w Europie Środkowo-Wschodniej. Należy także pamiętać o Ukrainie, która jest w dużo gorszej sytuacji niż Polska. Rewersowe dostawy gazu nad Dniepr są całkowicie zgodne z prawem Unii Europejskiej i Rosja nie ma prawa w nie ingerować….”

całość tu: konserwatywnie.wordpress.com

…nic nie da ujawnianie wyników śledztwa choćby przeprowadził je najlepszy detektyw na świecie. Poza tym co nam praktycznie da wiedza o tym że Rosja „oszukuje” (i bez tego wiadomo że to robi) skoro i tak pozostaje monopolistą… Poza tym Rosja kpi z postanowień międzynarodowych i po prostu nie stosuje się do nich, albo inaczej – stosuje się wtedy kiedy są dla niej wygodne i w jej mniemaniu korzystne. Z premedytacją potrafi odpuścić na jakimś kierunku negocjacji i sporów, by na innym kierunku nie liczyć się z „racją” drugiej strony i dokręcić śrubę – do tej drugiej kategorii klientów należy niestety m.in. Polska. Nikt też nie jest w stanie zmusić Rosji do zachowania się niezgodnego z jej interesem – niby jak? Jedyną pałą na Rosję jest po prostu rezygnacja z jej surowców na rzecz innych – choćby droższych jak kogoś było stać. Rosja ma gdzieś prawo międzynarodowe i wmawianie sobie że „nie ma do czegoś prawa” albo że „powinna się zachowywać zgodnie z prawem” jest naiwnością godną dziecka które protestuje i domaga się sprawiedliwości w sytuacji kiedy silniejszy zabiera mu zabawkę bez zważania na „słuszne prawa pokrzywdzonego” 🙂 W Rosję można uderzyć tylko KONKRETNYM – FIZYCZNYM działaniem jakim byłby totalny bojkot odbioru surowców energetycznych z tego kraju (do czego nigdy nie dojdzie i obie strony a w szczególności Rosja doskonale o tym wie)…

Dywersyfikacja źródeł ze zmniejszeniem udziału na rynku rosyjskiego gazu i ropy to jedyny ratunek dla Europy jeżeli chce się naprawdę uwolnić od dyktatu Rosji. Innego rodzaju półśrodki w postaci „sankcji” które można obejść, albo do których mało kto się stosuje to klejenie durnia. Równi i równiejsi czyli komu sankcje a komu rekompensaty: Exxon i Rosnieft współpracują na Morzu Karskim, USA zwiększają import rosyjskiego węgla, Rosja kupuje statki na zachodzie. Unijne rekompensaty póki co tylko dla dla producentów brzoskwiń i nektarynek. oraz: Rozmowy o tranzycie polskich towarów przez Białoruś. Rosjan nie niepokoją sankcje, ale firmy z Europy Środkowej mają się czego obawiać. i to: Nowe sankcje uderzają w Rosnieft, omijają Gazprom. Rosja się nie obawia i zapowiada odwet. i to: Luki w sankcjach Zachodu. Europa udaje że dokucza Rosji a tak naprawdę mamy do czynienia z „business as usual”. Oczywiście ci najbardziej „fanatyczni” ponoszą realne koszta tej szopki, ale na własne naiwne życzenie.

…Odys

podobne: Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %. Gaz-System: o zapasach gazu i interkonektorze z Litwą. PGNiG planuje wykonać 40 otworów do końca roku.

Gazprom, gazociąg, Rosja

Litwa: Zarzuty pod adresem Akcji Wyborczej Polaków. Gaz-System i litewski Amber Grid budują interkonektor. Litwa uniezależnia się od Gazpromu. Ukraina: Dowody na udział w walkach rosyjskich żołnierzy. Poroszenko rozwiąże parlament?


1. Premier Litwy: działania AWPL niezrozumiałeGaz-System i litewski Amber Grid złożyli wniosek o dofinansowanie interkonektoraLitwa uniezależnia się od Gazpromu.

21.08.2014 (IAR) – Zarzuty pod adresem Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Zdaniem premiera Algirdasa Butkewicziusa, AWPL dąży do wywołania chaosu w państwie.

Partia oświadczyła, że zamierza ponownie zaproponować na stanowisko ministra energetyki Litwy Jarosława Niewierowicza. Premier skomentował te propozycję jako niepoważną. ”To nie jest przedszkole.”- oświadczył Butkewiczius w wywiadzie dla Litewskiego Radia.

Po tym, gdy minister energetyki Jarosław Niewierowicz, pod presją AWPL, zatwierdził na stanowisku wiceministra Renatę Cytacką, premier wystąpił z wnioskiem o jego dymisję. Prezydent ten wniosek podpisała. Spowodowało to napięcia w koalicji rzadzącej.

W poniedziałek, na posiedzeniu Rady politycznej, ma zapaść decyzja, czy Akcja Wyborcza Polaków pozostanie w ekipie rządzącej.

Podczas ostatnich wyborów Akcja Wyborcza Polaków na Litwie po raz pierwszy w historii niepodległej Litwy, weszła do koalicji. W gabinecie Algirdasa Butkewicziusa miała swego ministra energetyki, pięciu wiceministrów w różnych resortach i stanowisko wiceprzewodniczącego Sejmu.

/IAR/ Renata Widtmann, Wilno/kawo/dyd

podobne: Badania opinii publicznej na Litwie: co czwarty (27%) respondent uznał Polskę za „wrogie państwo”.

Warszawa, 21.08.2014 (ISBnews) – Gaz-System wspólnie z litewskim operatorem AB Amber Grid złożyli wnioski do Agencji Wykonawczej ds. Innowacyjności i Sieci (INEA) w sprawie współfinansowania projektu Gazowego Interkonektora Polska-Litwa (GIPL), korzystając z instrumentu finansowego Connecting Europe Facility (CEF), poinformował prezes Gaz-Systemu Jan Chadam.

Pierwszy wniosek dotyczy wsparcia finansowego UE dla prac planistycznych i projektowych dla połączenia międzysystemowego, drugi dotyczy wsparcia na etapie jego budowy.

„Gaz-System S.A. wspólnie z litewskim partnerem zabiega o pozyskanie dofinansowania dla projektu polsko-litewskiego gazowego połączenia międzysystemowego , aby wzmocnić integrację i poszerzyć możliwości zakupu gazu dla uczestników rynku gazu na Litwie i w całym regionie bałtyckim. Projekt ma na celu wzmocnienie bezpieczeństwa dostaw oraz zapewnienie swobody wyboru kierunku dostaw dla państw regionu Morza Bałtyckiego” – powiedział Chadam, cytowany w komunikacie.

Podkreślił, że przyznanie dofinansowania dla tego projektu pomoże w realizacji strategicznych celów polityki energetycznej Unii Europejskiej, w tym integracji odizolowanych rynków gazu krajów bałtyckich z unijnym rynkiem gazu.

Zgodnie z przepisami regulującymi możliwości aplikowania i korzystania z dofinansowania z instrumentu finansowego CEF, maksymalne dofinansowanie dla prac planistycznych i projektowych może wynosić do 50%. Natomiast dla prac budowalnych operatorzy mogą uzyskać dofinansowanie maksymalnie do 75% kosztów kwalifikowanych.

„Przewidywane koszty budowy projektu wyniosą 558 mln euro, z czego 422 mln euro poniosłaby strona polska, a 136 mln euro strona litewska” – czytamy dalej.

11 sierpnia 2014 r. europejska Agencja ds. Współpracy Organów Regulacji Energetyki (ACER) wydała decyzje o transgranicznej alokacji kosztów dla projektu GIPl pomiędzy Polskę, Litwę, Łotwę i Estonię. Na podstawie decyzji ACER Gaz-System i Amber Grid, jako promotorzy projektu GIPL, mogą ubiegać się o dofinansowanie z CEF, wyjaśnia spółka.

W październiku 2013 r. Komisja Europejska przyznała projektowi Gazowego Interkonektora Polska-Litwa status projektu o znaczeniu wspólnotowym.

Operator Gazociągów Przesyłowych Gaz-System S.A. jest spółką strategiczną dla polskiej gospodarki, odpowiedzialną za przesył gazu ziemnego oraz zarządzanie najważniejszymi gazociągami w Polsce.

Amber Grid AB pełni funkcje operatora system przesyłowego na terytorium Litwy. 96,58 akcji AB Amber Grid jest w posiadaniu UAB EPSO-G (kontrolowanego przez Ministerstwo Energetyki Republiki Litewskiej).

(ISBnews)

…wszystko pięknie ładnie, tyle że w prawdziwym bezpieczeństwie energetycznym chodzi (przynajmniej wg. mnie) o niezależne od Rosji źródło surowca. W sytuacji gdzie większość gazu w Europie jest rosyjskiego pochodzenia mówienie o jakimś strategicznym bezpieczeństwie przy tej inwestycji jest mrzonką. Nie mówię że tego rodzaju inwestycja nie  jest konieczna, ale wmawianie sobie że w ten sposób kraje bałtyckie będą w jakiś sposób bardziej bezpieczne jest na wyrost. Owszem będą połączone z systemem europejskim, ale to niczego nie zmienia dopóki Europa większość gazu bierze od Rosji. Nie rozumiem też czemu zdecydowaną większość kosztów tej inwestycji ma ponieść Polska….

21.08.2014 (IAR) – Litwa porozumiała się z norweskim Statoilem w sprawie dostaw gazu za pośrednictwem nowo wybudowanego terminalu LNG. Odbiór surowca ma się rozpocząć w grudniu tego roku. Komercyjna działalność terminalu ma oficjalnie rozpocząć się od 1 stycznia 2015 roku.

Zgodnie z pięcioletnią umową, Wilno będzie odbierać rocznie 540 milionów metrów sześciennych gazu -czyli około 940 tysięcy m3 LNG. Obsługujący terminal gazowy Litgas – spółka należąca do w większości państwowego koncernu energetycznego Lietuvos Energija, poinformowała, że wartość kontraktu wynosi ponad 900 mln euro. Każdego roku do Kłajpedy, gdzie znajduje się terminal LNG, ma zawijać 6-7 gazowców należących do Statoilu.

O kontrakt z Litwinami walczyło 9 koncernów, które przedstawiły w sumie 16 ofert. Ligas informuje, że norweska propozycja była najbardziej opłacalna ekonomicznie.

Litewski terminal w Kłajpedzie ma zamiar zarabiać nie tylko na obiorze gazu, ale też na jego przeładunku na mniejsze jednostki. Będzie to – według Litgasu – pierwsza tego typu działalność na Bałtyku. Polska buduje swój własny terminal, który pierwotnie miał ruszyć w tym roku. Teraz obowiązuje termin przyszłoroczny.

IAR/litgas/łp

…właśnie tego rodzaju inwestycje w komplecie z korzystną umową na dostawy gazu (o ile rzeczywiście oferta jest konkurencyjna) z innych od rosyjskich źródeł można nazwać dywersyfikacją i kierunkiem na uniezależnienie się od rosyjskiego surowca i związanych z tym politycznych problemów…

podobne: Litwini wynegocjowali niższe ceny rosyjskiego gazu.  oraz: Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej.  polecam również: (NIE)Bezpieczeństwo energetyczne. W planach mniejsza zależność od dostaw surowca z Rosji. Steinmeier przeciwko wspólnym zakupom gazu. i to: Ściema zwana „rewers gazu” czyli… Wszystkie rurki prowadzą do Rosji.

2. Ukraina: Dowody udziału rosyjskich żołnierzy na WschodziePrezydent Ukrainy podpisze dekret o rozwiązaniu parlamentu?

21.08.2014 (IAR) – Ukraińcy żołnierze przejęli pod Ługańskiem 2 wozy opancerzone należące do rosyjskiej armii. W jednym z nich znajdują się kolejne dowody na bezpośredni udział Rosjan po stronie terrorystów.

Obydwa należą do dywizji desantowo – szturmowej z Pskowa. Rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Andrij Łysenko poinformował, że w jednym z nich znaleziono interesujące dokumenty, począwszy od praw jazdy aż do wojskowych. Znaleziono także osobisty tablet dowódcy plutonu. Załoga uciekła z wozu.

Jak informuje obecny na miejscu ukraiński dziennikarz Roman Boczkała, na co najmniej jednym z wozów jest taktyczny znak, przewrócony trójkąt, taki sam, jak ten którymi oznaczone były maszyny wojskowe przy granicy z Ukrainą, które udało się sfotografować jeszcze 15 sierpnia. Wtedy Moskwa zapewniła, że są to zwykłe oddziały przygraniczne i nikt granicy nie przekraczał.

Informacje o obecności rosyjskich komandosów przekazała także inna dziennikarka Mychajlyna Skoryk. Walczą oni w Iłowajsku pod Donieckiem.

W samej stolicy obwodu oraz w Ługańsku trwają walki. W tym ostatnim nie ma wody i prądu, nie działają telefony stacjonarne i komórkowe. Trochę lepsza sytuacja jest w Doniecku. W pobliskiej Makijiwce separatyści ostrzelali więzienie. Zginęło 4 skazanych.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/moc

…nie chce mi się wierzyć w to że rosyjscy komandosi pozostawili tak po prostu cały sprzęt wraz z dokumentami i nośnikami informacji na pastwę Ukraińców… Brzmi to równie wiarygodnie jak niedawna informacja o samoostrzelaniu się separatystów zamkniętych w oblężeniu Doniecka przez ukraińską armię… Albo ktoś tu zmyśla, albo Rosjanie to durnie i tchórze – a jeżeli tak to nie mamy się czego bać ze strony „niezwyciężonej” rosyjskiej armii która dała się podejść niedozbrojonym ukraińskim siłom zbrojnym 😉 Zważywszy na to ile już według różnych doniesień prasowych wjechało na wschodnią Ukrainę rosyjskiego sprzętu i ludzi, trzeba się zastanowić nad tym gdzie ta cała siła się schowała i czemu zachowuje się jak banda amatorów.

podobne: Ostrzał cywilów na Ukrainie bez konsekwencji prawnych. Putin rozgrywa Unię Europejską. Siły Ukraińców słabną, a Rosja będzie podsycać konflikt. Gen. Pacek o militarnym wsparciu Ukrainy. Niemiecka gazeta nie chce wojsk NATO na wschodzie. polecam również: Scenariusz krymski i strach przed rosyjską interwencją (potrzebna pomoc NATO). W Ługańsku ostrzał rakietowy i zestrzelenie myśliwca. Prawy Sektor grozi marszem na Kijów.

21.08.2014 (IAR) – Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko potwierdził, że podpisze w przyszłym tygodniu dekret o rozwiązaniu Rady Najwyższej i przeprowadzeniu przedterminowych wyborów. Niewykluczone, że zrobi to w niedzielę 24 sierpnia, w Dniu Niepodległości.

Tego dnia mija bowiem miesiąc odkąd w Radzie Najwyższej nie ma koalicji rządzącej, a nowa nie została powołana. Dlatego, jak zauważył Petro Poroszenko, pojawią się konstytucyjne podstawy do rozwiązania parlamentu. Prezydent powiedział, że -jak tego wymaga prawo- przeprowadzi konsultacje z klubami parlamentarnymi. Dodał jednak, że będzie kierował się przede wszystkim wolą narodu, a –jak pokazują sondaże- 80% Ukraińców chce przedterminowych wyborów do Rady Najwyższej.

Władze liczą na to, że do nowego parlamentu nie wejdą najbardziej prorosyjskie siły, jak komuniści, czy Partia Regionów, które są odpowiedzialne -między innymi- za zaostrzanie konfliktu na Majdanie. Politycy tych ugrupowań i sponsorujący ich oligarchowie tworzą jednak już nowe projekty, które mają przejąć elektorat. Według mediów, były szef Administracji Prezydenta Wiktora Janukowycza Serhij Liowoczkin wspiera partię Nowa Ukraina. Finansuje także działająca od lat populistyczną Partię Radykalną Ołeha Liaszki.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/łp

podobne: Ukraina: Rada Najwyższa nie odwołała Jaceniuka, ale nie wszystkie reformy zostały przegłosowane. Oszczędności na pensjach urzędników i więcej pieniędzy na armię. Za miesiąc koniec działań wojennych? i to: Spory polityczne na Ukrainie wstrzymują reformy sektora gazowego. oraz: Tomasz Cukiernik: Wojna domowa na Ukrainie (czy opłacona?) Maria Pyż: Zbyt wiele niewiadomych… polecam również: „Czy Europie grozi wiosna ludów?” Sytuacja na Ukrainie z ustawą „o bratniej pomocy” w tle.

źródło: stooq.pl

Wojciech Jakóbik: Na problemy z Rosją zgazowanie węgla.


Dzięki pracom prowadzonym przez Australijczyków Polska może w przyszłości realizować swoje zapotrzebowanie na gaz ziemny przy wykorzystaniu zasobów węgla. Wtedy czarna owca energetyki stanie się ponownie błogosławieństwem dla naszej gospodarki.

Australijskie Linc Energy, które w 2011 roku uzyskało koncesje na wydobycie węgla na Górnym Śląsku, informuje, że otrzymało wstępną zgodę polskiego ministerstwa środowiska na demonstracyjne podziemne zgazowanie węgla w okolicach Krakowa. Z koncesji w posiadaniu firmy w przyszłości mogłoby pochodzić nawet 10 mld m3 gazu pochodzącego ze zgazowania węgla rocznie. Firma szacuje, że ze złóż węgla w jej dyspozycji można zgazować do 800 mld m3 gazu ziemnego.

Po nabyciu w 2014 roku koncesji Polanka Wielkie Drogi o złożach szacowanych na 1,2 mld ton i Kobior szacowanej na 2,8 mld ton, firma ocenia swoje portfolio w Polsce na około 4 mld ton węgla. Linc Energy zamierza teraz sprowadzić część sprzętu z Australii i rozpocząć ocenę oddziaływania swoich prac na polskie środowisko naturalne. Jej przedstawiciele przekonują, że dzięki zgazowaniu węgla Polska mogłaby uniezależnić się od importu gazu ziemnego z Rosji. Spółka prowadzi działalność w Azji i Australii. Oprócz zgazowywania węgla, skrapla ten surowiec i gaz ziemny.

Zgazowanie węgla to także szansa dla polskiej nauki. Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie dzięki dofinansowaniu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju prowadzi od 2010 roku projekt „Opracowanie technologii zgazowania węgla dla wysoko efektywnej produkcji paliw i energii”. – W skład Konsorcjum wchodzą ponadto: Główny Instytut Górnictwa w Katowicach, Instytut Chemicznej Przeróbki Węgla w Zabrzu i Politechnika Śląska w Gliwicach (partnerzy naukowi) oraz Katowicki Holding Węglowy S.A., KGHM Polska Miedź S.A., Tauron Polska Energia S.A., Południowy Koncern Energetyczny S.A., Południowy Koncern Węglowy S.A. i ZAK S.A. (partnerzy przemysłowi). Całkowity budżet Projektu obejmuje dofinansowanie z NCBiR (80 mln zł) oraz wkład własny partnerów przemysłowych, wynoszący ok. 9,8 mln zł – informuje prestiżowa uczelnia.

Czytaj także: Unia Energetyczna i inne postulaty premiera

Jeżeli Australijczycy rzeczywiście zapewnią Polsce 10 mld m3 gazu ziemnego rocznie, to ten wolumen mógłby teoretycznie zastąpić import surowca z Rosji, od której sprowadzamy nieco więcej. Nagłe pojawienie się takiej ilości gazu na rynku zachwiałoby jednak kruchym systemem umów gazowych obsługiwanych przez PGNiG. Oklauzulowane kontrakty z Gazpromem i Qatargasem narzucają na polską spółkę obowiązek kupna określonej części zapisanego w umowie wolumenu bez względu na okoliczności. Bez zmiany tych kontraktów gaz z węgla od Australijczyków dodatkowo podważyłby zatem pozycję PGNiG. To kolejny na długiej liście argument za renegocjacją umów gazowych przez Polski rząd. Po łupkowej rewolucji na horyzoncie pojawia się szansa na nową rewolucję węglową. Ją także możemy zaprzepaścić

źródło: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: „Puls Biznesu” – Gaz z węgla, kłopoty z głowy oraz: Coraz bliżej do kopalni węgla w Nowej Rudzie. Walka z emisją CO2 nie musi oznaczać walki z węglem.

Węgiel nie jest dobry ani zły. To paliwo, które można wykorzystać na różne sposoby

Węgiel nie jest dobry ani zły. To paliwo, które można wykorzystać na różne sposoby

Posłowie PE podzieleni ws. polskiej koncepcji unii energetycznej.


18.05. Warszawa (PAP) – Większa niezależność od Rosji i bezpieczeństwo energetyczne, a z drugiej strony oportunizm i wspieranie węgla – to skrajne opinie europosłów o polskiej koncepcji utworzenia w UE unii energetycznej.

Lider Frakcji Socjalistów i Demokratów w PE Hannes Swoboda podkreśla, że pomysł premiera Donalda Tuska nie jest nowy. „Zaproponował go wcześniej (były przewodniczący Komisji Europejskiej) Jacques Delors i w przeszłości wspierałem jego ideę unii energetycznej. Korzyścią z niej byłaby oczywiście większa niezależność od Rosji i innych krajów, ale także niższe ceny, dzięki wspólnym zakupom gazu i gazociągom” – powiedział PAP.

Dodał, że Unia Europejska musi inwestować również w rozwój alternatywnych źródeł energii, która pozwolą na tworzenie nowych miejsc pracy. „Unia energetyczna prawdopodobnie mogłaby przykładowo zapobiec sytuacji, w której w trakcie ukraińskiego kryzysu premier Węgier Viktor Orban podpisuje porozumienie dotyczące energetyki jądrowej z prezydentem Rosji Władimirem Putinem” – zaznaczył.

Europoseł Herbert Reul z Europejskiej Partii Ludowej, lider delegacji CDU/CSU w Parlamencie Europejskim podkreśla, że premier Tusk ma całkowitą rację, iż w kwestii energetyki Unia Europejska musi mówić jednym głosem i działać wspólnie.

„Państwa UE są znacznie uzależnione od importu energii z krajów trzecich. Jeśli połączymy nasze wspólne interesy, zyskamy więcej. Możemy również dzięki temu zwiększyć bezpieczeństwo dostaw. Poza tym wszystkie państwa UE muszą szukać większej niezależności od importu energii w lepszym wykorzystaniu zasobów znajdujących się na ich własnym terytorium oraz zwiększając efektywność energetyczną (…). W kwestii odnawialnych źródeł energii musimy szybko osiągnąć system ich wsparcia na poziomie europejskim, ponieważ krajowe systemy wsparcia są nieefektywne i drogie” – powiedział PAP.

Lider Zielonych w PE Claude Turmes uważa tymczasem, że propozycja Tuska jest „czystą hipokryzją”. „Żaden rząd nie walczy z postępem w polityce energetycznej i klimatycznej Unii Europejskiej tak aktywnie jak rząd Tuska. Koncepcja unii energetycznej jest czysto oportunistyczna, bo instrumentalizuje ukraińsko-rosyjski konflikt, żeby obronić coś, czego obronić się nie da – więcej węgla” – powiedział PAP.

Jak dodał, w Polsce jest bardzo silne lobby wspierające węgiel i gaz łupkowy. „Dlaczego Tusk i Kaczyński blokują energię wiatrową w Polsce? Polska i przede wszystkim jej porty, jak Gdańsk i Gdynia, zyskają na zintegrowanym systemie energii elektrycznej na Bałtyku na bazie energii wiatrowej i wodnej” – podkreślił.

Europoseł Konrad Szymański z Grupy Europejskich Konserwatorów i Reformatorów podkreśla, że rozmawiać o kwestiach energetycznych zawsze warto, ale w projekcie unii energetycznej brakuje konkretów i odniesienia do przyszłego pakietu klimatycznego UE. „Problemem unii energetycznej jest to, że jest to projekt bardzo ogólny. Zawarte są w nim elementy, które już zostały załatwione w Unii Europejskiej. Niektóre propozycje są mgliście zarysowane, jak na przykład gaz łupkowy czy węgiel. Jeśli ktoś chce obronić węgiel, to powinien bardziej przyłożyć się do negocjacji klimatycznych, a nie przedstawiać uogólnione plany” – zaznaczył.

Szymański nie wierzy też w stworzenie jednej europejskiej agencji służącej zakupom gazu. „Zaproponowanie dzisiaj dziesiątkom firm, że zamykamy rynek i monopolizujemy obrót gazem poprzez agencję czy giełdę, jest oderwane od realiów europejskich” – zaznaczył.

Na początku kwietnia premier Donald Tusk zaproponował sześć filarów europejskiej unii energetycznej i zapowiedział ofensywę dyplomatyczną w tej sprawie. Wśród elementów projektu unii premier wymienia: wspólne negocjacje gazowe całej UE, inwestycje w infrastrukturę energetyczną, szczególnie gazową, lepsze wykorzystywanie własnych, europejskich źródeł energii (jak węgiel czy gaz łupkowy), wyraźne wzmocnienie mechanizmu solidarności na wypadek embarga na dostawy energii oraz „intensywne otwarcie na innych dostawców energii” niż Rosja i Gazprom.

W czwartek dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” napisał, że komisarz UE ds. energii Guenther Oettinger odrzuca polski pomysł unii energetycznej. „Nie zgodzę się na wyznaczoną politycznie jednolitą cenę” – powiedział Oettinger w wywiadzie, o którym „FAZ” informował na swojej stronie internetowej. Z wyjaśnień KE wynika jednak, że Oettinger w dużej mierze zgadza się z pomysłem, choć nie w całości.

Komisja Europejska na czerwcowym szczycie UE ma przedstawić kompleksowy plan zmniejszenia uzależnienia energetycznego Europy od Rosji; polska koncepcja unii energetycznej ma być punktem wyjścia i przedmiotem dyskusji w całej Unii.

Łukasz Osiński (PAP)                                             …źródło: stooq.pl

luo/ drag/ gma/

podobne: „Die Zeit”: Polska ma powody, by bronić węgla jako źródła energii

polecam również: Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany.

…jako komentarz fragment artykułu autorstwa Wojciecha Jakóbika:

Rzecznik prasowy Komisarza ds. energii Gunthera Oettingera zdementował już informacje jakoby sprzeciwiał się on pomysłowi Unii Energetycznej. Taki wniosek można wyciągnąć z tytułu wywiadu, którego komisarz udzielił Frankfurter Allgemeine Zeitung, cytowanego przez Polską Agencję Prasową. Sprzeciwia się on wspólnym zakupom i cenie gazu dla Europy. Burza w szklance wody szybko się skończyła, ale można z niej wyciągnąć ważne wnioski.

Powołanie instytucji służącej wspólnym zakupom gazu i ustalenie wspólnej ceny dla europejskich klientów były najmniej realnymi pomysłami ze zbioru przedstawionego przez premiera RP Donalda Tuska. Opór komisarza Oettingera wobec nich można uzasadnić na kilka sposobów. Po pierwsze, Komisja Europejska próbuje depolitycyzować sektor energetyczny. Widać to na przykładzie śledztwa antymonopolowego przeciwko Gazpromowi, które pierwotnie miało zakończyć się wiosną, ale nadal trwa, bo Komisja nie chce zostać posądzona przez Rosjan o upolitycznianie procesu. Dlatego Oettinger przekonuje, że gaz to zwykły towar. Po drugie, wspólne zakupy i cena gazu uderzyłyby w interesy największych kupców – Niemców i Włochów, którzy w relacjach bilateralnych z Gazpromem mogą ugrać więcej. Na stanowisko Brukseli rzutują także daleko idące powiązania europejskiego biznesu z Rosją, na czele z relacjami polityków oraz biznesmenów z Gazpromem. Europejczycy nie mogą sobie pozwolić na sankcje przeciwko tej firmie i objęcie jej szefa zakazem wizowym jak zrobili to w przypadku dyrektora Rosnieftu mniej zależni od rosyjskich firm Amerykanie. W Europie biznes sam zabiega o dobre relacje z Rosją, pomimo aneksji Krymu działalności rosyjskich służb specjalnych we wschodniej Ukrainie. Potwierdzałyby to informacje anonimowego źródła Wiedomosti, które informuje, że firmy energetyczne z Niemiec, Włoch i Francji doprowadziły do usunięcia dyrektora Gazpromu Aleksieja Millera z nowej listy oficjeli rosyjskich objętych sankcjami. To one realizują prawdziwą politykę zagraniczną państw Unii Europejskiej i upolityczniają gaz ziemny. Dlatego premier RP słusznie, na przekór unijnemu komisarzowi, przekonuje, że gaz nie jest towarem i może być bronią energetyczną. Powtórzył to dzisiaj podczas konferencji GLOBSEC w Bratysławie. Mówił też o braku spójnego stanowiska na ten temat w Europie. Potwierdził wprost, że nawet w ramach Grupy Wyszehradzkiej, która powinna być fundamentem integracji energetycznej naszego regionu panują odmienne zdania na temat podejścia do Rosji.(…)

(…)Zwiększenie dofinansowania unijnego dla projektów infrastrukturalnych do 75 procent to z kolei najbardziej realny punkt Unii Energetycznej. Polska dyplomacja powinna go forsować w pierwszej kolejności. Kiedy powstanie zsieciowana infrastruktura, Rosjanie będą mogli ją zablokować bez porozumienia z Unią Europejską jedynie za pomocą zamachu terrorystycznego. W ramach porozumienia z Europą będą mogli wywalczyć wyłączenia spod regulacji antymonopolowych dla swoich gazociągów, co sprawi, że nawet zsieciowana infrastruktura pozostanie pod przemożnym wpływem Gazpromu.

Skoro już wiadomo, że gaz nadal nie jest zwykłym towarem a relacje biznesowe z Rosją to tak naprawdę polityka, Europa powinna w odpowiedzi na ten stan faktyczny dalej tworzyć wspólną politykę w tym zakresie. Unikanie upolitycznienia śledztwa antymonopolowego i trzeciego pakietu energetycznego jest bezcelowe. To broń energetyczna Europy, z której powinna ona skorzystać, gdy Rosja używa swojej broni (gazowej) przeciwko Ukrainie. Stanowisko Europy będzie kluczowe dla przyszłości tego kraju, który 25 maja może polec w walce o przeprowadzenie ważnych wyborów prezydenckich a 3 czerwca może stracić dostęp do rosyjskiego gazu, jeżeli nie spłaci długu wobec Gazpromu…

całość tu: konserwatywnie.wordpress.com

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

poprzednio: Szczęśniak o unii energii

podobne: Czy sytuacja na Ukrainie wpłynie na zmianę polityki klimatycznej UE? cynik9 i „globalne ocipienie”.

polecam również: Niemcy i Węgry przeciwne antyrosyjskim sankcjom. Francuski Total prowadzi rozmowy z Łukoilem.

oraz: Rosja chce monopolu a UE konkurencyjności.

Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany.


09.05. Katowice (PAP) – Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen tego paliwa dla odbiorców końcowych – mówili w czwartek uczestnicy Europejskiego Forum Gospodarczego w Katowicach. Ich zdaniem konieczne jest wzmocnienie pozycji Urzędu Regulacji Energetyki.

W czwartek w Katowicach mówiono m.in. o polskim i europejskim rynku gazu. Prezes spółki EWE Polska Markus Rapp powiedział, że konkurencji na polskim rynku gazu nie sprzyjają regulowane ceny. Rapp zaznaczył, że nie zgadza się z powtarzaną często tezą, że liberalizacja rynku gazowego oznaczać będzie spadek cen dla odbiorców końcowych.

„Tak naprawdę tak nie jest. Okłamujemy naszych klientów. Deregulacja i liberalizacja oznacza większą ofertę, większą elastyczność i zorientowanie na klienta. Może to oznaczać, że ceny zaczną spadać, ale tak naprawdę nie jest to bezpośredni wynik tego procesu” – powiedział.

Radca prawny z kancelarii DLA Piper Maciej Wesołowski mówił o roli regulatora na liberalizującym się rynku gazu. Zaznaczył, że jednym z elementów liberalizacji rynku jest wprowadzenie tzw. obliga giełdowego na rynku gazu.

„Prezes URE (…) będzie miał większe możliwości podejmowania decyzji niż w przypadku podejmowania decyzji dla obliga giełdowego na rynku energii elektrycznej” – powiedział. Dodał, że chodzi np. o kwestie, czy dany kontrakt, który został zawarty na długi termin może być wyłączony z tego obliga.

Natomiast były prezes Urzędu Regulacji Energetyki Maciej Swora (Uniwersytet Jagielloński) wskazał, że należy wzmocnić uprawnienia regulatora rynku energetycznego. „W projekcie prawa gazowego (dodatkowe uprawnienia – PAP) się już znalazły, ale ustawy tej nie ma. Ustawodawca w ubiegłym roku zdecydował się na kolejną nowelizację ustawy prawo energetyczne” – powiedział. Swora dodał, że uwolnienie rynku gazu w innych krajach często było wynikiem postępowań antytrustowych.

Według Piotra Szpakowskiego, dyrektora biura zarządzania ryzykiem regulacyjnym w PKN ORLEN kluczowe bariery, które ograniczają rynek gazu związane są z funkcjonowaniem kontraktów z dotychczasowymi dostawcami.

„Wraz z dostępem do infrastruktury, uruchomieniem rewersu fizycznego, nowi konkurencyjni gracze będą mogli oferować gaz na rynku krajowym. Pytanie, czy odbiorcy gazu będą mieli w swoich kontraktach miejsce i możliwości, żeby wymienić dotychczasowego dostawcę” – mówił.

Natomiast członek zarządu PKP Energetyka Wojciech Szwankowski poinformował, że spółka chce zarabiać na handlu gazem. „Z perspektywy podmiotów takich, jak PKP Energetyka, czy z perspektywy tworzącego się rynku najistotniejszym elementem jest możliwość nabycia paliwa po cenach, które spełniałyby oczekiwania naszych klientów” – powiedział.

Dodał, że warunkiem jest powstanie miejsca, gdzie można kupować paliwo w sposób transparentny i na różnych zasadach z pozostałymi graczami. Zaznaczył, że takim miejscem jest Towarowa Giełda Energii.

Prezes TGE Ireneusz Łazor mówił m.in. bezpieczeństwie energetycznym w UE i znaczącym wpływie ostatnich wydarzeń na kształt europejskiego i polskiego rynku gazu. „Bezpieczeństwo energetyczne ma wymiar polityczny i rynkowy” – powiedział. Zwrócił uwagę, że Międzynarodowa Agencja Energetyki definiuje to bezpieczeństwo jako dostarczanie paliw po akceptowalnej i przystępnej cenie. Wskazał na sytuację na Ukrainie, która – jego zdaniem – skłania UE do coraz poważniejszej debaty nad dywersyfikacją dostaw energii.

„Import zaspokaja 54 proc. potrzeb energetycznych UE, w tym aż 70 proc. zapotrzebowania na gaz i 85 proc. na ropę” – poinformował. Dodał, że 30 proc. gazu i 35 proc. ropy pochodzi z Rosji, co oznacza bardzo dużą zależność Europy od tego dostawcy.

Łazor zwrócił uwagę na negocjowaną umowę o wolnym handlu między USA a UE, z czym wiąże się pytanie, czy kwestia handlu nośnikami energii powinna być w niej uregulowana, czy też osobno.

Szef TGE wskazał, że tylko kilkanaście firm ma zgodę na eksport do UE, a tylko siedem na eksport poza UE. Tymczasem zgodnie z danymi za 2013 r. ceny 1000 metra sześciennego gazu wynosiła w USA średnio 132 dol., a w Niemczech 400 dolarów. Szacuje się, że do 2016 r. Stany Zjednoczone staną się eksporterem netto LNG.(PAP)

mmu/ mhr/             …źródło: stooq.pl

…Rapp zaznaczył, że nie zgadza się z powtarzaną często tezą, że liberalizacja rynku gazowego oznaczać będzie spadek cen dla odbiorców końcowych… Podzielam zdanie Pana Rappa. Chodzi nie tyle o samą ideę liberalizacji, ale o to co się rozumie pod tym hasłem w tym konkretnym przypadku – Nie ma mowy o „liberalizacji” rynku gazu tam gdzie rządzi monopolista i regulator cen.

w nawiązaniu do umowy o wolnym handlu między UE a USA, oraz nadziei na tani gaz zza oceanu: Rada energetyczna UE-USA. Wspólne wysiłki ws. bezpieczeństwa energetycznego i… ochrony klimatu.

09.05. Katowice (PAP) – W najbliższych latach polski i europejski rynek energii będzie coraz bardziej regulowany; również ewentualne wprowadzenie rynku mocy będzie prawdopodobnie poddane regulacjom na poziomie europejskim – mówili w piątek uczestnicy debaty w Katowicach.

Panel „Rynek energii w Europie i w Polsce” był częścią zakończonego w piątek w stolicy Górnego Śląska Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Uczestnicy dyskusji zastanawiali się m.in. nad perspektywą stworzenia jednolitego europejskiego rynku energii elektrycznej, który miałby zapewnić nie tylko dostępność energii, ale także zmniejszyć jej koszty.

„Dostępność energii to również dostępność finansowa. Dziś w Europie ceny energii są trzykrotnie wyższe od cen w USA, znacznie wyższe od cen w Rosji czy Indiach; o 12 proc. przewyższają ceny na rynku chińskim. Dlatego konkurencyjności europejskiej gospodarki i wezwaniu do jej reindustrializacji musi towarzyszyć racjonalne podejście do czynników kształtujących ceny energii na rynku europejskim” – wskazał były prezes URE Mariusz Swora z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Prezes Izby Rozliczeniowej Giełd Towarowych Dariusz Bliźniak przypomniał, że unijne prace nad stworzeniem wspólnego jednolitego rynku energii elektrycznej trwają, a podstawowym założeniem jego tworzenia jest wewnętrzna konkurencyjność takiego rynku.

„Dlatego tworzono w całej Europie infrastrukturę do handlu hurtowego energią elektryczną, by tę konkurencyjność umożliwić i realizować ją w praktyce. To przekłada się na kształtowanie cen na rynku hurtowym” – wskazał prezes.

W lutym został uruchomiony wspólny rynek północno-zachodni UE, dzięki czemu można wyznaczyć wspólną cenę energii dla tego obszaru. Polska uczestniczy w tej wymianie jedynie pośrednio, poprzez połączenie energetyczne ze Szwecją. W połowie maja do tego obszaru ma być przyłączony kolejny – południowo-zachodni. Do wspólnego rynku chce w grudniu przystąpić Szwajcaria, przymierzają się do tego też Czechy, Węgry i Słowacja. „Do końca 2016 r. wymiana transgraniczna w ramach wspólnego obszaru ustalania cen dla niemal całej Europy będzie zrealizowana” – ocenił Bliźniak.

Dodał, że wpływ takich połączeń na kształt rynku i jego podstawowy element – cenę energii – będzie zależał ostatecznie od tego, jakie moce zostaną udostępnione do swobodnego przepływu międzynarodowego. Możliwość łatwego importu dużej ilości energii może też w przyszłości wpłynąć na decyzje inwestorów dotyczące budowy w Polsce nowych mocy wytwórczych.

Radca prawny Rafał Hajduk z kancelarii Norton Rose Fulbright Piotr Strawa i Wspólnicy wskazał, że Polska i Europa zmierzają w kierunku coraz bardziej regulowanego rynku hurtowego energii elektrycznej i gazu. „Idziemy w stronę bardzo ścisłego nadzoru i jeszcze większej, a nie mniejszej regulacji” – wskazał prawnik.

Jego zdaniem będzie to dotyczyło również ewentualnego rynku mocy, czyli mechanizmu wynagradzania firm energetycznych za dostępność mocy. Komisja Europejska szczegółowo analizuje, na ile może mieć to charakter pomocy publicznej i z pewnością – według Hajduka – nie da tu krajom członkowskim wolnej ręki na wprowadzanie takich rozwiązań. „Należy zakładać, że KE będzie starała się dążyć do mechanizmów, które w jak najmniejszym stopniu zakłócają rynek energii” – ocenił.

Również wiceprezes URE Maciej Bando uważa, że KE dokładnie przyjrzy się potencjalnym rynkom mocy pod kątem pomocy publicznej oraz intencji tworzenia takich rynków – czy mają one być elementem bezpieczeństwa energetycznego czy np. stymulowania inwestycji albo tworzenia tzw. rezerwy strategicznej.

Według Hajduka nie należy dopuścić do tego, by rynek został przeregulowany. Wiceprezes URE potwierdza jednak, że nowe regulacje będą. „Nie widzę możliwości, aby tych regulacji było mniej w najbliższych latach. Cała Europa odchodzi od liberalizmu w sektorze elektroenergetycznym i szeroko pojętej energetyki; myślę również o gazie” – powiedział Bando. Jego zdaniem podstawa dobrych regulacji to przewidywalność, stabilność i „nadążność”, czyli reagowanie na zmiany sytuacji.

Także Dariusz Bliźniak jest przekonany, że przeobrażenia w energetyce zrodzą nowe, bardziej szczegółowe regulacje służące przede wszystkim ochronie konsumentów.

Eksperci wskazują, że kluczem do odpowiedzi na pytanie o model rynku mocy jest pojęcie bezpieczeństwa energetycznego. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej energię trzeba dostarczać w sposób nieprzerwany, po akceptowalnej, przystępnej cenie. Europa tworzy wspólny rynek po to, by działał jak system naczyń połączonych. Żeby Polska była jego częścią, potrzebna jest infrastruktura prawna, godząca bezpieczeństwo dostaw energii, jej dostępność cenową i zmniejszenie wpływu na środowisko.

Rynki mocy miałyby doprowadzić do wzrostu zarówno zdolności wytwarzania, jak i elastyczności mocy. Realizację takich celów mogą zapewnić zwiększone inwestycje w nowe moce, wydłużenie czasu wykorzystania mocy jednostek już istniejących (szczególnie jako rezerwy dla OZE) oraz promowanie elastyczności po stronie popytowej; to jednak wymagałoby całkowitego uwolnienia rynku.

Według przedstawicieli Towarowej Giełdy Energii, możliwy byłby zdecentralizowany model rynku mocy – poprzez zastosowanie mechanizmów handlowych rynku giełdowego. Chodzi o uruchomienie obrotu instrumentami bazującymi na zobowiązaniach wynikających z kontraktów na moc, podobnie jak przy giełdowym obrocie prawami majątkowymi. (PAP)

mab/ je/           …źródło: stooq.pl  e

Te zapowiedzi mechanizmów pseudo liberalizujących rynek energii i gazu, to w rzeczywistości nic nie warte (dla ostatecznego odbiorcy) wydmuszki do spekulacji dla wielkich graczy na rynku, który w takim wykonaniu nie byłby żadnym wolnym rynkiem a wspólnym rynkiem czyli jego parodią. Krótko – pod płaszczykiem bezpieczeństwa energetycznego planuje się utworzyć jeden wielki konglomerat energetyczny pod auspicjami UE, który po okrzepnięciu będzie dyktował ceny energii w całej Europie.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

…Odys

podobne: Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej?

oraz: Rosja chce monopolu a UE konkurencyjności.

polecam również:  Szczęśniak o unii energii

oraz: Czy sytuacja na Ukrainie wpłynie na zmianę polityki klimatycznej UE? cynik9 i „globalne ocipienie”.

i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy.

 

Dla gazu z USA priorytetowa Azja. Cameron: Gaz łupkowy pomoże uniezależnić UE od rosyjskiego gazu.


26.03. Warszawa (PAP) – UE nie może liczyć na preferencyjne ceny amerykańskiego gazu – uważają eksperci, chłodząc nadzieje na znaczny import surowca. Wprawdzie prezydent USA podkreśla, że umowa o wolnym handlu z UE ułatwi sprzedaż gazu Europie, ale dla USA priorytetowa może być Azja.

Dyskusja wokół importu gazu łupkowego z USA do Europy trwa od wielu miesięcy, ale zyskała nowy wymiar po aneksji Krymu przez Rosję. Europejscy przywódcy zgodzili się, że Unia musi uniezależnić się od rosyjskiego gazu. O tej sprawie w środę rozmawiali w Brukseli szefowie unijnych instytucji z prezydentem USA Barackiem Obamą.

Po spotkaniu amerykański przewódca podkreślał, że Europa nie może opierać się tylko na imporcie, ale stawiać także na własne zasoby. Nawiązał także do negocjowanej od dziewięciu miesięcy umowy o wolnym handlu UE-USA. „Gdy nasze porozumienie handlowe zacznie obowiązywać, uzyskanie licencji na eksport skroplonego gazu ziemnego do Europy będzie znacznie łatwiejsze” – powiedział na konferencji prasowej w Brukseli.

Eksperci, z którym rozmawiała PAP, są przekonani, że amerykański gaz nie będzie cudownym lekarstwem na europejskie problemy energetyczne i uzależnienie od Rosji. Wskazują też, że pragmatyzm Amerykanów każe im spojrzeć na eksport gazu głównie pod kątem zysków.

„To, czego możemy się uczyć od Amerykanów, to podejście handlowe. Zawsze je stosują. Tutaj nie ma nic za darmo, tutaj nie ma, że ktoś o coś prosi i to dostaje, a Amerykanie niczego nie żądają w zamian. Amerykanie mówią – jeśli chcecie gaz, to uzgodnijmy porozumienie (o wolnym handlu), bo my musimy coś otrzymać w zamian” – powiedział PAP ekspert Instytutu Sobieskiego Tomasz Chmal.

Dodał, że Europa nie może się również spodziewać, że otrzyma od Amerykanów wyjątkową cenę. „Amerykanie będą chcieli sprzedać ten gaz jak najdrożej. Póki co, to jest jednak wirtualna historia, bo wiemy, że pierwszy terminal eksportowy dopiero w przyszłym roku będzie gotowy. To jest pieśń przyszłości” – powiedział. Jak podkreślił, Europa powinna jednak myśleć o własnym wydobyciu, bo ma do tego potencjał.

Aleksandra Gawlikowska-Syk z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych zwraca uwagę na problemy z przesyłem dużych ilości tego surowca przez ocean. „To są przedsięwzięcia biznesowe, umowy są zawierane między partnerami handlowymi, w związku z tym gaz będzie sprzedawany tam, gdzie będzie się firmom amerykańskim najbardziej opłacało. Rynki azjatyckie są zdecydowanie ciekawsze dla USA niż Europa, tam jest po prostu wyższa cena” – mówi PAP.

Jej zdaniem gaz z USA nie będzie panaceum dla europejskiej energetyki. „To politycznie atrakcyjnie brzmi, natomiast to nie jest tak, że jedną decyzją, zastępujemy gaz rosyjski, amerykańskim. Niestety trzeba brać pod uwagę normalne uwarunkowania ekonomiczne” – powiedziała. Oceniła, że cena gazu rosyjskiego dla państw UE nie jest bardzo wygórowana, a amerykański surowiec, nawet jeśli teraz na tamtejszym rynku jest tani, jak już dopłynie do Europy, będzie znacznie droższy. Wskazała, że koszty skraplania, transportu i regazyfikacji surowca podniosą w znacznym stopniu cenę.

Przyznała jednak, że zawarcie transatlantyckiego porozumienia znacznie ułatwi sprowadzanie błękitnego paliwa do Europy. „Gdy TTIP będzie zawarta, w Stanach nie będzie potrzebna żadna procedura zatwierdzająca możliwość eksportu gazu do krajów, z którymi USA nie mają podpisanej umowy o wolnym handlu” – powiedziała.

Ceny gazu w USA są nawet kilkakrotnie niższe niż w Europie. Spadły po tym, gdy Amerykanie zaczęli na wielką skalę wydobywać go z łupków. Jeszcze przed łupkową rewolucją, gdy amerykańska gospodarka potrzebowała błękitnego paliwa z zagranicy, tamtejsi inwestorzy zbudowali terminale przystosowane do odbioru gazu w postaci skroplonej (LNG), które teraz okazały się niepotrzebne. Dziś chcą je przerobić i wykorzystać do eksportu gazu. Pojawiły się również projekty budowy nowych terminali.

W piątek na szczycie UE w Brukseli omawiano możliwe reakcje na aneksję Krymu przez Rosję. Przywódcy unijni zgodzili się m.in., że wspólnota musi podjąć działania, by ograniczyć swoje uzależnienie od dostaw surowców energetycznych z zewnątrz, szczególnie z Rosji. Z kraju tego pochodzi około jednej trzeciej gazu wykorzystywanego w UE. (PAP)

luo/ stk/ jbr/                                                                              …źródło: stooq.pl

polecam również: Energetyczne szachy: Rosja chce monopolu a UE konkurencyjności.

Tutaj nie ma nic za darmo, tutaj nie ma, że ktoś o coś prosi i to dostaje…

A kto tu chce cokolwiek za darmo? Niech administracja Obamy po prostu zezwoli amerykańskim firmom na eksport gazu do Europy bo póki co jest na to szlaban. Po co to odwracanie kota ogonem i udawanie że coś się nie opłaci skoro nie można tym czymś nawet handlować? (Grupa Wyszehradzka apeluje do Kongresu o przyspieszenie eksportu gazu.)

koszty skraplania, transportu i regazyfikacji surowca podniosą w znacznym stopniu cenę… zawarcie transatlantyckiego porozumienia znacznie ułatwi sprowadzanie błękitnego paliwa do Europy.

A co ma piernik do wiatraka? Skoro Europa chce zdywersyfikować swój rynek gazu o amerykański to wiadomo że będzie ten towar traktować preferencyjnie i w taki sposób kształtować politykę celną żeby gaz był wart sprowadzenia. Dopiero pierwsze umowy handlowe będą mogłyby powiedzieć cokolwiek na temat ceny… Towary z USA w ramach „transatlantyckiego porozumienia” mają się opłacać sprzedawać w Europie to czemu nie gaz?

To tyle na obronę UE, bo niestety należy sobie powiedzieć że UE często sama sobie podstawia w tej kwestii nogę. Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej? Już nie wspominając o takich kwiatuszkach Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu.

26.03. Warszawa (PAP) – Brytyjski premier David Cameron podkreślił po zakończeniu szczytu atomowego w Hadze, że gaz łupkowy, zarówno w Wielkiej Brytanii jak i innych krajach UE, może być istotnym czynnikiem na drodze do niezależności energetycznej od Rosji.

Cameron stwierdził, że obowiązkiem brytyjskich władz jest zmierzać do maksymalnej niezależności energetycznej. Gaz łupkowy może być jednym z elementów tej niezależności.

Wyraził zrozumienie wobec obaw towarzyszących technologii wydobywania gazu łupkowego z wykorzystaniem szczelinowania hydraulicznego. Zaznaczył jednak, że najlepszym sposobem przekonania krytyków gazu łupkowego będzie jak najszybsze rozpoczęcie poszukiwań na dużą skalę i pokazanie, jak ten proces wygląda w praktyce.

Cameron zapowiedział jednocześnie, że przed końcem tego roku powinno już działać kilka odwiertów poszukiwawczych w Wielkiej Brytanii. „Będziemy mogli pokazać, jak one funkcjonują i jestem pewien, że entuzjazm wobec gazu łupkowego wzrośnie. Pokażemy, że jest to dobra technologia, która przyniesie naszemu krajowi korzyści” – powiedział.

Premier Wielkiej Brytanii zapewnił, że obecnie udział rosyjskiego gazu w brytyjskim rynku wynosi zaledwie kilka procent. „Są jednak kraje zależne od dostaw z Rosji niemal w całości. Powinno to być dla nas ostrzeżenie i zostaną podjęte odpowiednie działania, by ten stan zmienić” – stwierdził.

Według niego kluczowymi kwestiami, którymi powinna zająć się obecnie Unia Europejska, jest ukończenie prac nad wspólnym rynkiem energii oraz poprawieniem infrastruktury, w tym interkonektorów łączących systemy przesyłowe poszczególnych krajów, umożliwienie przesyłu gazu większością gazociągów w obu kierunkach oraz rozbudową pojemności magazynowych.

„Bezpieczeństwo energetyczne powinno stać się pierwszoplanową kwestią unijnej energetyki a nie jak to jest obecnie zajmować miejsce w piątym szeregu priorytetów” – podsumował David Cameron. (PAP)

źródło: stooq.pl

podobne tu: Wlk. Brytania rewiduje umowę energetyczną z Rosją.

Gazprom tank - Pancho

Gazprom tank – Pancho

Grupa Wyszehradzka apeluje do Kongresu o przyspieszenie eksportu gazu.


08.03. Waszyngton (PAP) – Ambasadorzy państw Grupy Wyszehradzkiej wysłali list do liderów Kongresu USA, w którym zaapelowali o przyspieszenie eksportu do Europy Środkowej-Wschodniej amerykańskiego gazu, co pozwoliłoby zmniejszyć zależność regionu od Rosji i rosyjskiego surowca.

List, którego kopię udostępniono w sobotę PAP, został wysłany przez ambasadorów Polski, Węgier, Słowacji i Czech w Waszyngtonie do przewodniczącego Izby Reprezentantów, republikańskiego kongresmena Johna Boehnera oraz lidera większości Demokratów w Senacie Harry’ego Reida.

„Bezpieczeństwo energetyczne to nie jest tylko codzienny problem milionów obywateli w naszym regionie, ale też jedno z największych wyzwań bezpieczeństwa, jakiemu muszą dziś stawić czoło sojusznicy Ameryki w Europie Środkowej i Wschodniej” – piszą ambasadorzy. Tłumaczą, że zależność regionu od importu gazu z Rosji waha się obecnie od „70 do 100 proc.” w zależności od kraju, a „kryzysy gazowe w 2006 i 2009 roku pokazały, że nasz region jest bardziej podatny na zagrożenia bezpieczeństwa energetycznego niż większość europejskich państw”. Dlatego – dodają – amerykański gaz ziemny byłby przyjęty z wielką aprobatą, a jego eksport w postaci skroplonej LNG pomógłby zapewnić większą niezależność energetyczną nie tylko w krajach Grupy Wyszehradzkiej, ale szerzej rozumianym regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Jak powiedział PAP w sobotę ambasador Polski w Waszyngtonie Ryszard Schnepf, list to odpowiedź na trwającą w Kongresie od dłuższego czasu debatę, by w związku z ogromnym boomem w produkcji gazu łupkowego w USA, przyspieszyć liberalizację eksportu tego surowca, a ostatnie wydarzenia na Ukrainie dały zwolennikom liberalizacji dodatkowe argumenty geopolityczne. „Sprawa sprzedaży gazu jest elementem politycznego nacisku Rosji na Ukrainę” – powiedział Schnepf. Kilka dni temu, po trwającej dwa miesiące obniżce, Rosja ponownie podniosła cenę tego surowca dla Ukrainy.

„Strona amerykańska od dłuższego czasu przygotowuje się do eksportu i myślę, że przy dobrej woli, może dojść do przyspieszenia. Chcemy, by eksportem zostały objęte także kraje sojusznicze w Europie. Patrzymy na to nie tylko z perspektywy obecnej sytuacji, ale także w dłuższym przedziale czasowym, gdyż dywersyfikacja dostaw energii jest jednym elementów bezpieczeństwa w ogóle” – dodał. Jego zdaniem w najbardziej przychylnym scenariuszu dostawy z USA mogłyby ruszyć już w przyszłym roku, a więc „nie jest to bardzo odległy termin”.

Unia Europejska liczy na to, że eksport gazu z USA do Europy zostanie uwolniony wraz z zawarciem negocjowanego obecnie transatlantyckiego porozumienia handlowo-inwestycyjnego. Ale te negocjacje mogą potrwać długo. W obliczu kryzysu ukraińskiego w USA pojawiły się apele ekspertów i polityków, by to przyspieszyć, wykorzystując amerykańską politykę energetyczną jako narzędzie dyplomacji wobec Moskwy. W opublikowanym w sobotę oświadczeniu Boehner zaapelował do administracji Baracka Obamy, „by zrobić wszytko co możliwe, aby obniżyć zależność naszych przyjaciół w Europie i na całym świecie od Rosji”.

Eksploatacja na wielką skalę złóż gazu łupkowego w USA doprowadziła do radykalnego obniżenia cen tego surowca na rynku amerykańskim. W rezultacie od dwóch lat gaz jest głównym źródłem energii w USA, wypierając węgiel. Coraz więcej państw jest zainteresowanych kupnem amerykańskiego gazu; zainteresowani są tym także amerykańscy producenci. Przeciwnicy argumentują, że eksport podniesie ceny surowca w kraju, na czym ucierpi krajowy przemysł energochłonny.

Obecnie gaz z USA można swobodnie eksportować do 18 państw, z którymi USA zawarły umowy o wolnym handlu. Kraje, które nie są objęte taką umową, w tym wszystkie państwa UE, nie mają na razie możliwości swobodnego zakupu LNG z USA. Firmy amerykańskie, które chciałyby eksportować gaz do tych państw, muszą każdorazowo otrzymać zgodę ministerstwa energetyki. Ministerstwo rozpoczęło niedawno wydawanie pozwoleń na eksport gazu na eksport od 2015 roku. Na razie spośród 21 wniosków na budowę terminali portowych w USA w celu eksportu LNG władze zaaprobowały tylko sześć.

Rzecznik Białego Domu Josh Earnest przyznał w piątek, że nawet jeśli ministerstwo energii wyda więcej zezwoleń na eksport, to i tak gaz najwcześniej mógłby zostać dostarczony od końca 2015 roku. A to oznacza, że propozycje, aby odpowiedzieć na kryzys na Ukrainie, wykorzystując politykę energetyczną, „nie będą miałyby natychmiastowego efektu”, dodał.

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP)

icz/ kar/                                                              …źródło: stooq.pl

podobne: Skutki łupkowej rewolucji za oceanem. Tani gaz przypłynie z USA

…trzy fragmenty pod rozwagę: …w najbardziej przychylnym scenariuszu dostawy z USA mogłyby ruszyć już w przyszłym roku… W obliczu kryzysu ukraińskiego w USA pojawiły się apele ekspertów i polityków, by to przyspieszyć, wykorzystując amerykańską politykę energetyczną jako narzędzie dyplomacji wobec Moskwy… Obecnie gaz z USA można swobodnie eksportować do 18 państw, z którymi USA zawarły umowy o wolnym handlu. Kraje, które nie są objęte taką umową, w tym wszystkie państwa UE, nie mają na razie możliwości swobodnego zakupu LNG z USA

…Czy to nie jest znaczące że sojusznik zza oceanu nie chce sprzedawać taniego gazu swoim strategicznym partnerom z Europy? Przecież tanim gazem za sprawą „rewolucji łupkowej” Amerykanie cieszą się nie od dziś 😉 Czemu USA pozwoliła Europie uzależnić się od surowców energetycznych z Rosji? Myślę że najlepiej oddać głos Panu Michalkiewiczowi:

…Pewna zmiana sytuacji nastąpiła do 17 września 2009 roku, kiedy to prezydent Obama zadeklarował wycofanie Stanów Zjednoczonych z aktywnej polityki w Europie Środkowo-Wschodniej. Stronnictwo Amerykańskie zaczęło znikać z politycznej przestrzeni, którą natychmiast zaczęło wypełniać Stronnictwo Pruskie, uzupełniane Stronnictwem Ruskim na marginesach… (Stanisław Michalkiewicz o idei Mitteleuropy).

Osobiście od dość dawna obserwuję co najmniej dziwne zagrywki ze strony USA (Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja?) z perspektywy energetycznej właśnie. Widzę też podejrzaną ociężałość naszych władz w kwestii gazu łupkowego (Dopiero za 7 lat oszacujemy ilość gazu łupkowego, tymczasem dyskusja o podatkach już dziś odstrasza inwestorów) i innych projektów energetycznych (Deficyt energii elektrycznej może wzrosnąć w Polsce do 1100 MW w 2017 r.) które mogłyby naszą gospodarkę uniezależnić od rosyjskich źródeł i nie uważam tego za przypadek. Uważam że tak Polska jak i Europa jest przez USA rozgrywana na rzecz poprawnych kontaktów z Rosją, której USA potrzebują w kluczowych dla siebie kwestiach geopolitycznych znajdujących się poza Europą. A zatem Europa dla Rosji i Niemiec (które dyktują tempo całej UE) jako przeciwwagi a daleki i bliski wschód dla USA. Osobiście uważam że tę politykę „my się nie mieszamy do was, wy się nie mieszacie do nas” Amerykanie prowadzą od dość dawna a jednym z jej elementów było powstrzymanie się od zakłócania monopolu Rosji na sprzedaż Europie surowców energetycznych (Amerykanie znowu nie znaleźli “łupków” w Polsce). Stąd też moim zdaniem wzięło się dziwne (mogłoby się wydawać) pominięcie Europy  jako odbiorcy amerykańskiego taniego gazu z łupków.

Sytuacja zmieniła się w momencie kiedy Rosja wystąpiła przeciwko żywotnym interesom USA, tj. w obronie swoich strategicznych partnerów – Syrii i Iranu (W większej skali czyli… O co tak naprawdę chodzi w ukraińskiej tragedii) nie pozwalając na wsparcie przez USA „rewolucji demokratycznej” przeciwko syryjskiemu „dyktatorowi” Assadowi. Tym samym obecnie USA odpłaca się pięknym za nadobne ingerując w Rosyjską strefę wpływów przy samej jej granicy czyli na Ukrainie. I tak jak wcześniej Amerykanie nie zamierzali psuć Rosji interesów w kluczowej dla nich kwestii – monopolu sprzedaży surowców energetycznych w Europie, tak teraz mogą je dość skutecznie nadwątlić zalewając rynek europejski tanim gazem z „łupkowej rewolucji” i wypierając tym samym rosyjski gaz z Europy. To dla finansów Rosji będzie miało katastrofalne skutki, gdyż handel surowcami energetycznymi to główne źródło rosyjskich przychodów budżetowych (Na co gotuje się Rosja?).

Na dobrą sprawę to gaz z Ameryki wcale nie musi być wiele tańszy od rosyjskiego. Gdyż w obecnej sytuacji sojusznicy z Europy Środkowo Wschodniej są tak wystraszeni rosnącym zamordyzmem Rosji, że zapłacą każdą cenę byle raz na zawsze uwolnić się od jej energetycznego dyktatu (na rzecz innego 😉 ). Tyle że Putin przyciśnięty do muru może przestać się cackać nie tylko z Ukrainą ale i z samym USA a wtedy mamy III Wojnę Światową jak w banku. Uważam jednak że USA nie zdecydują się na szybkie dostarczenie Europie swojego gazu, ale będą tym Rosję szantażować. Grupie Wyszechradzkiej zaś będą nawijać makaron na uszy w postaci sojuszniczych planów na przyszłość.

Czy nie warto wobec tego radykalnie zmienić podejście do energetyki w samej Europie? Po co piłować gałąź na której wszyscy siedzimy? Czas przywrócić węgiel do łask i zacząć poważnie traktować własne zasoby, nie przeszkadzając poszczególnym państwom w poszukiwaniu nowych źródeł energii. (KE wydała zalecenia ws. wydobycia gazu łupkowego)

09.03.2014 (IAR) – Europa powinna postawić na własne źródła energii, zarówno tej konwencjonalne, jak i alternatywne. Rezygnacja z węgla czy atomu nie jest dobrym pomysłem – uważa ekspert energetyczny w rozmowie z IAR.

Tomasz Chmal ekspert do spraw energetycznych w Instytucie Sobieskiego liczy na to, że konflikt z Rosją skłoni europejskich urzędników do zmiany polityki energetycznej. Jego zdaniem jej priorytetem nie powinna być redukcja emisji dwutlenku węgla, lecz zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego wszystkim krajom wspólnoty.

Rozmówca IAR przypomina, że już kilkukrotnie zachodni politycy mogli przekonać się, że Rosja nie jest stabilnym partnerem energetycznym. Chodzi zarówno o wcześniejsze przerwy w dostawach gazu dla Ukrainy, jak i zawieszenie dostaw ropy do rafinerii w Możejkach. Te przykłady nie spowodowały jednak większych zmian w postrzeganiu Rosji w zachodniej Europie. 

Dane Eurostatu za 2012 rok informują, że jedynym niezależnym energetycznie krajem we wspólnocie jest Dania, której nadwyżka energetyczna sięga ponad 3 procent. Kraje Unii Europejskiej ponad 53 procent energii uzyskują z importowanych surowców.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk/pbp

…tymczasem Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej? Dziś już wiemy że UE dalej brnie w szaleństwo walki z mitycznym „znaczącym wpływem człowieka” na globalne ocieplenie (KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.) co sprzyja bezczelności tych od których Europa obecnie kupuje gaz i ropę, oraz ustawia w niekorzystnej pozycji konkurencyjność gospodarki UE względem amerykańskiej. Po dokonaniu się wspomnianej w artykule fuzji gospodarczej UE – USA, czyli transatlantyckiego porozumienia handlowo-inwestycyjnego” Europę czeka rola kolonii Stanów Zjednoczonych.

Kto kojarzy historię świata i czasy kiedy to Europa kolonizowała Amerykę ten może i zdaje sobie sprawę z ciekawego odwrócenia ról i być może zastanowi się chwilę nad tym, jakim cudem w ciągu 200 lat staliśmy się z kolonizatorów kolonią a prymitywny „dziki zachód” z kolonii przekształcił się w światową potęgę.

…Odys

USA-Rosja

Raport KE: średnia cena gazu w UE kilkukrotnie wyższa niż w USA


13.01. Bruksela (PAP) – Średnia cena gazu dla przemysłu w UE była w 2012 r. cztery razy wyższa niż w USA, a dla gospodarstw domowych – 2,5 razy – wynika z projektu raportu KE. Choć dostrzeżono w nim wiele korzyści z gazu łupkowego dla USA, ostrożnie oceniono możliwości jego wydobycia w UE.

Z projektu raportu, do którego w poniedziałek dotarła PAP wynika, że w 2012 roku w UE ceny gazu dla przemysłu były średnio cztery razy wyższe od cen w USA, Kanadzie i Rosji. W tym samym czasie w 10 krajach członkowskich UE, gdzie ceny gazu dla przemysłu były niższe niż średnia europejska, ceny były zbliżone do tych w Chinach, w Turcji i na Ukrainie. Z kolei ceny gazu przemysłowego w Brazylii i Japonii były powyżej średniej europejskiej.

W przypadku gospodarstw domowych średnia cena gazu w 2012 r. była dwa i pół raza wyższa, niż cena płacona przez gospodarstwa domowe w USA i Kanadzie, choć jednocześnie stanowiła połowę cen płaconych przez Japończyków. Była też o 30 proc. niższa niż w Nowej Zelandii. Gospodarstwa domowe w 14 krajach UE płaciły mniej, niż wyniosła średnia w UE; dla nich ceny były porównywalne z tymi w Południowej Korei, Turcji czy w USA.

Jednocześnie KE spodziewa się, że liberalizacja na rynku energii zwiększy konkurencyjność, a to pozwoli wprowadzić tańszą energię. „Regulacje w sprawie środowiska i klimatu, jak i zmniejszenie emisji CO2, mogą w dłuższej perspektywie zapewnić bardziej zrównoważony rozwój sektora energetycznego” – uważa KE.

W raporcie Komisja zwraca też uwagę na wydobycie gazu łupkowego. Jak zaznaczono, amerykańska Agencja Informacji Energetycznej szacuje zasoby gazu łupkowego w UE na ok. 13,3 bln m sześc., w porównaniu do stwierdzonych w 2011 roku ogólnych zasobów gazu naturalnego (konwencjonalnego) w UE w wysokości 4 bln m sześc.

„Europejskie zasoby gazu łupkowego wydają się znacząco mniejsze od amerykańskich, a dodatkowo są bardziej rozproszone. 1/3 potencjalnych zasobów amerykańskich jest zlokalizowana w jednym miejscu, a pozostałe źródła wydają się także znaczące. Szacowane zasoby europejskie są rozproszone w kilku krajach, wśród których największe rezerwy maja Francja i Polska” – stwierdzono w raporcie.

W związku z tym – jak podkreślono – rozproszenie źródeł gazu łupkowego w Europie „może prowadzić do mniejszego jego wydobycia w porównaniu z USA”, a „potencjalny znaczący import amerykańskiego gazu łupkowego do Europy, po relatywnie niskich cenach, może zniechęcać do komercyjnego wydobycia ze znacznie mniejszych źródeł europejskich”.

Jak oceniają eksperci, nie można przeceniać znaczenia gazu łupkowego dla całego amerykańskiego sektora energetycznego.

W raporcie zwrócono też uwagę, że w USA „konsumpcja odnawialnych źródeł energii wzrosła z 6 proc. w 2008 roku do 9 proc. w 2011 roku”, a jednocześnie zmniejszyło się zużycie ropy i węgla jako głównego źródła energii. W ciągu dekady zużycie ropy obniżyło się z 39 do 36 proc., a zużycie węgla z 23 do 20 proc.

KE podkreśliła też, że wraz z odnawialnymi źródłami energii gaz łupkowy przyczynił się znacznie do „spadku zależności energetycznej Stanów Zjednoczonych”. „Uzależnienie Europy od importu źródeł energii wzrosło z 46 do 52 proc. między 2000 a 2010 rokiem, a wzrost konsumpcji gazu naturalnego w UE o 2 pkt proc. w ciągu 10 lat pociągnął za sobą wzrost importu do ponad 45 proc. Z kolei w USA zaspokajają to zapotrzebowanie głównie ze źródeł krajowych” – czytamy w raporcie.

Wydobycie gazu łupkowego ma znaczący wpływ na amerykańską wymianę handlową. Znaczne zmniejszył się amerykańskie deficytu w handlu źródłami energii. „Podczas gdy amerykański handel źródłami energii staje się bardziej zrównoważony, w UE deficyt się zwiększył” – zaznaczono.

Raport ma zostać opublikowany 22 stycznia, wraz z projektem polityki energetycznej i klimatycznej UE do 2030 r. oraz wytycznymi dla wydobycia gazu łupkowego w UE.

Z Brukseli Agnieszka Szymańska i Julita Żylińska (PAP)

ajg/ jzi/ pad/                                                                               …źródło: stooq.pl

podobne tu: Energetyczne szachy: Rosja chce monopolu a UE konkurencyjności.

…zwracam uwagę na pewien ciekawy fakt. Jak podaje komunikat: W tym samym czasie w 10 krajach członkowskich UE, gdzie ceny gazu dla przemysłu były niższe niż średnia europejska, ceny były zbliżone do tych w Chinach, w Turcji i na Ukrainie… to oznacza znaczne zróżnicowanie cen gazu w samej UE, chociaż dominujące źródło „taniego gazu” jest jedno – Rosja. Dzięki takiemu układowi niektórym państwom (leżącym dalej od Rosji niż Polska) opłaca się kupować gaz z Rosji w większej ilości, żeby móc go odsprzedawać po wyższej cenie tym co płacą najwięcej i stoją na końcu energetycznego łańcuszka zależności. Podział Europy na lepszych i gorszych (tudzież zaradnych i niezaradnych) kontrahentów jest z pewnością faktem. I można gdybać na ile taka Polska została ofiarą własnej rusofobii a na ile została przehandlowana przez takie Niemcy czy GB… Ukraińcy pokazali jak należy walczyć o swój interes i że najlepiej nie wiązać się z żadną ze stron „żelaznej kurtyny” dzielącą „demokrację” od (nie)demokracji 😉

i kuriozum, czyli – „Regulacje w sprawie środowiska i klimatu, jak i zmniejszenie emisji CO2, mogą w dłuższej perspektywie zapewnić bardziej zrównoważony rozwój sektora energetycznego”… Jak można przeczytać, paranoja eurokołchoźników na punkcie walki z mitycznym globalnym ociepleniem ma się dobrze. Bruksela zdaje się nie dostrzegać skutków tej durnej polityki rzucania sobie kłód pod nogi, czyli rosnących kosztów produkcji energii. Fakty są przecież jednoznaczne – Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. – ale można odnieść wrażenie, że to tym gorzej dla faktów.

…”potencjalny znaczący import amerykańskiego gazu łupkowego do Europy, po relatywnie niskich cenach, może zniechęcać do komercyjnego wydobycia ze znacznie mniejszych źródeł europejskich”…. To niestety prawda. Pisałem o tym tutaj – Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja? Niestety – ponieważ oddala się perspektywa zarobku potencjalnych wydobywców tego gazu w Europie – co mnie martwi, bo to jednocześnie oddala szansę na energetyczne uniezależnienie się naszego kraju. Ale jest też drugie niestety… dla Rosji – co mnie „martwi” mniej, bo tani gaz z USA wywoła pożądaną konkurencję na europejskim rynku energii, zmuszając Rosję do obniżki cen gazu dla tych krajów które płacą sporo więcej od średniej unijnej.

…Odysbezpieczeństwo energetyczne - Jerzy Krzetowski

Dzięki POPISowi Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom! Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka?


1. Wkład PISu…

Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom – ujawnia tajny raport NIK. Przyczyną ciągłych podwyżek cen jest brak alternatywnych dostawców surowca i poważne błędy polskich negocjatorów.

NIK w końcu przedstawił tajny raport z trwającej dwa lata analizy umów polsko-rosyjskich, dotyczących przesyłu gazu. Kontrola została wszczęta po nagłośnieniu podjętej z dnia na dzień  decyzji ówczesnego ministra skarbu Wojciecha Jasińskiego (PiS) o zgodzie w 2006 r. na podwyżki cen gazu dla Polski o 10 proc.

NIK krytycznie oceniło działania podejmowane – a właściwie całkowicie zaniechane – w celu dywersyfikacji źródeł dostaw surowca w momencie, kiedy było to potrzebne. Konkretnie chodzi o wycofanie się ze współpracy z operatorem z Norwegii oraz nieprzedłużenie w porę kontraktów ze szwajcarską firmą RUE. Wskutek zaniedbań PGNiG zostało w listopadzie 2009 r. zmuszone do przyjęcia  niekorzystnych warunków dyktowanych przez Gazprom. Gdyby tego nie zrobiło, w ciągu dwóch tygodni Polska zostałaby odcięta jakichkolwiek od dostaw gazu.

Raport NIK zarzuca przedstawicielom interesów polskich niewykorzystanie pozycji kraju, która dawała wówczas Polsce realną możliwość obniżenia cen surowca. Wniosek o zmniejszenie cen wystosowano dopiero po miesiącu, gdy wskutek wcześniejszego oświadczenia złożonego Gazpromowi szanse na powodzenie zmalały praktycznie do zera.

NIK wypomniał również zarządowi PGNiG pominięcie możliwości wystawienia kary 53,5 mld dol. wobec RUE (której głównym udziałowcem jest Gazprom) za nienależyte wywiązanie się z postanowień ówczesnego kontraktu.

Wskutek tych i innych błędów popełnionych przez polskich negocjatorów, o których można przeczytać w raporcie NIK, od dekady Polska płaci za rosyjski gaz najdrożej w całej Europie. Co kierowało krajowymi negocjatorami podczas zawierania mało intratnych umów, nie udało się ustalić.

Źródło: wyborcza.biz

…Minister Skarbu z PiS zaakceptował umowę zawierającą niekorzystną formułę cenową, a jej konsekwencje są przeogromne. Zapisy umowy powodują, że za gaz przepłacamy kilka miliardów zł rocznie. Były minister powinien zostać rozliczony za sposób podjęcia tej decyzji. Nie wczytując się w dokument, wyraził zgodę na jego podpisanie… (WOJCIECH JASIŃSKI z PiS: Przez niego mamy najdroższy gaz w Europie)

więcej o dyskusyjnej polityce naszych władz na rzecz bezpieczeństwa energetycznego tu: Audyt w sprawie gazoportu: Inwestycja nie powstanie na czas. i tu: Czar Acronu… Azoty i “Kwas”

2. Wkład PO….

„Dlaczego Waldemar Pawlak tak bardzo chciał, by podpisać wieloletnie umowę z Rosją na dodatkowe dostawy gazu, kiedy tak naprawdę go nie potrzebujemy, bo wiadomo było, ze budujemy gazoport? Kto konkretnie złożył wniosek, byśmy nie starali się kupować gazu od Gazpromu na 4 lata tylko na najpierw na ponad 20 a potem kilkanaście? Dlaczego nie próbowaliśmy zbić wyśrubowanych, jednym z najwyższych w Europie cen, za który dostaniemy gaz, kiedy Gazprom obniżał stawki innym dostawcom? Dlaczego Donald Tusk nie walczył by Bruksela, Berlin i Paryż wywarli nacisk na Rosjan?” (02.04.2011 – Igor Janke: „Pawlak, Tusk, Gazprom i fatalna umowa. Zapłacimy za nią wszyscy„)…

PGNiG będący w Polsce dystrybutorem gazu korzysta mniej więcej w 1/3 z własnych złóż i w 2/3 z dostaw gazu rosyjskiego. W kwietniu zeszłego roku (2011) rozpoczął negocjacje dotyczące obniżki cen oraz zmiany warunków kontraktu ze spółką Gazprom Export. Do tej pory bowiem polska firma gazowa płaciła Gazpromowi najwięcej ze wszystkich znaczących odbiorców w Europie. Rozmowy z Rosjanami skończyły się jednak fiaskiem i dlatego PGNiG zdecydował się, tak jak inne firmy europejskie, na arbitraż nie rezygnując jednak z dalszych negocjacji.

Gazprom tank - Pancho

Gazprom tank – Pancho

Należy sobie jednak postawić pytanie czemu mimo kilkukrotnych okazji nie negocjowaliśmy do tej pory cen „spotowych” charakterystycznych dla kontraktów krótkoterminowych a od tylu lat „brniemy” w niekorzystnych długoterminowych umowach? Jak to możliwe że w długoterminowym kontrakcie na podstawie którego od lat 90-tych kupujemy gaz od Rosjan zawarto tak wysokie stawki, które na dodatek są indeksowane o ceny ropy?! Przecież normalnie to wygląda tak, że im dłuższa umowa tym proporcjonalnie mniejsza stawka!  Co robiły polskie władze w czasie kiedy cena (spotowa) gazu na świecie oscylowała w granicach 360 USD/ 1 tys.m3:

„Zdaniem niezależnego eksperta rynku gazu Andrzeja Szczęśniaka, w czwartym kwartale 2011 r. Polska płaci za rosyjski gaz ponad 550 dolarów za 1 tys. metrów sześć. Cena ta jest indeksowana cenami ropy naftowej, co oznacza, że jej wysokość jest uzależniona od aktualnych cen ropy.”

We wrześniu 2012 roku minister skarbu Mikołaj Budzanowski mówił:

„Uważamy, że ta cena jest absolutnie nie do zaakceptowania. Jest jedną z najwyższych cen importowych na rynki europejskie, w związku z tym powinna być znacząco zmieniona – powiedział Budzanowski posłom z sejmowej komisji skarbu. „Dzisiaj średnie ceny na rynkach zachodniej Europy – nie mówię o cenach spotowych, które są na poziomie około 360 dolarów za 1 tys. m sześc. – wynikające z kontraktów długoterminowych, są w granicach 400-420 dolarów za 1 tys. m sześc. U nas ta cena to ponad 500 dolarów, więc jest zdecydowanie za wysoka” (PGN: Cena gazu absolutnie nie do zaakceptowania)

W rzeczywistości cena według różnych źródeł mogła wynosić nawet 575 USD za 1000 m3, czyli o sto kilkadziesiąt dolarów więcej niż wynosi średnia europejska stawka importu surowca z Rosji (400-420 USD). Więc trudno było się nie zgodzić się z opinią Pana ministra. Tyle że za jego odważną deklaracją stała w tamtym czasie Komisja Europejska która po kontroli kontraktów gazowych w państwach Unii postanowiła pójść na „wojnę” z Gazpromem…

„Komisja Europejska rozpoczęła dochodzenie przeciwko Gazpromowi na początku września, w związku z podejrzeniami o stosowanie praktyk monopolistycznych. Decyzja była bezprecedensowa, bo do tej pory Bruksela nie reagowała, mimo że miała informacje o dzieleniu unijnego rynku przez rosyjskiego giganta, niedopuszczaniu innych firm do sieci przesyłowych w Europie, o uniemożliwianiu zróżnicowania dostaw gazu, wreszcie o narzucaniu klientom nieuczciwych, zawyżonych cen.„…
„Unijny komisarz Joaquin Almunia powiedział we wtorek (11.09.2012) w PE, że stosowana przez Gazprom formuła cenowa w kontraktach z krajami Europy Środkowo-Wschodniej jest przestarzała i nieuzasadniona rynkowo, bo światowy rynek zmieniło nadejście gazu łupkowego i gazu LNG.„…”Druga sprawa dotyczy indeksacji cen gazu zawartej w długoterminowych umowach gazowych. Uważamy, że warunki, które panowały na rynku gazowym kilka dekad temu, drastycznie się zmieniły – zaznaczył komisarz. Dodał, że warunki na światowym rynku gazu zmieniły się głównie ze względu na powstanie spotowego rynku gazu (krótkoterminowe kontrakty na dostawy gazu, głównie LNG dostarczanego statkami) oraz pojawienie się gazu łupkowego.„… „Komisja przyznała, że jedną z przyczyn uruchomienia postępowania wobec Gazpromu jest utrzymywanie się wysokich cen gazu w Europie Środkowo-Wschodniej, także w Polsce, pomimo kryzysu i spadku cen w Europie Zachodniej.”

Pytanie… Czemu dopiero wtedy kiedy nasi zachodni „partnerzy” przeżywali trudne chwile i szukali oszczędności bo ich gospodarki się kurczyły nasi decydenci POtrząsneli szabelką? Wcześniej nie można było? Zmiany na rynku gazu postępują ani nie od dziś ani nie od wczoraj.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

I kolejna kwestia… Czemu nie możemy sami decydować o polityce energetycznej a wszystko robimy w takt kiwania paluszkiem eurofederastów z Brukseli? Polecam lekturę: „RZĄD W POTRZASKU między Rosją a Komisją Europejską z powodu nowej umowy z Gazpromem. Jeśli ją podpiszemy, mogą nam grozić proces w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości i wysokie kary – twierdzi rzecznik w Brukseli”. (Umowa z Gazpromem: Bruksela stawia Polskę pod ścianą)

Konsekwencje tej paranoi są takie, że w Polsce płaci się za gaz dużo drożej niż w większości krajów Europy a sam PGNiG miał kiepskie wyniki finansowe ze względu na regulowany przez URE rynek handlu gazem, który dbał o to żeby konsumenci mieli lżej. PGNiG tracił na odbiorcach indywidualnych a starając się utrzymać na powierzchni musiał kompensować straty na wyższych cenach dla podmiotów komercyjnych co rzutowało z kolei na wyższe koszta funkcjonowania firm na polskim rynku.

Jeszcze w poniedziałek (5 listopada 2012) w godzinach południowych można było znaleźć w serwisach informacyjnych informację o tym, że PGNiG przygotowuje kolejny wniosek do URE o podwyżkę taryf (cen gazu). Miała to być druga w roku 2012 podwyżka po marcowej która wynosiła 15%. Wniosek tłumaczono „wzrostem cen gazu z importu, a także osłabieniem kursu złotego do dolara”. Nigdy jednak nie mówiło się głośno o tym, że to głównie wina niekorzystnego zapisu o powiązaniu cen gazu z ropą. Szczegół o tyle istotny co absurdalny! Jak można godzić się na podobne zapisy w wieloletniej umowie, podczas gdy większość normalnie działających firm na świecie od lat kupuje gaz po cenach rynkowych o kilkaset dolarów taniej? URE wniosek odrzucił tłumacząc, że „nie znalazł powodu dla wzrostu cen, o jaki wnioskowała spółka”. Kolejna podwyżka nośnika energii z którego każdy niemal korzysta była bowiem politycznie wielce niekorzystna, więc rachunek ekonomiczny jakim powinna się kierować każda normalna firma trzeba było schować do kieszeni.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Los” chciał, że dnia następnego dnia (06,11,2012) w godzinach porannych przed sesją giełdową PGNiG w oficjalnym komunikacie poinformował, że podpisał z Gazpromem aneks do kontraktu jamalskiego, który zmienia warunki cenowe na dostawy gazu do Polski. Komunikat zawierał informację o tym, że uzgodniona „nowa formuła cenowa” zawierająca zarówno elementy oparte na notowaniach produktów ropopochodnych (korelacja cenowa gazu z ropą), jak i notowaniach rynkowych gazu (tzw. „ceny spotowe”) przyczyni się znacząco do obniżki cen jakie PGNiG płaci rosyjskiemu Gazpromowi za sprowadzany do Polski gaz. Wielkość obniżki była co prawda tajemnicą handlową, ale prezes PGNiG oświadczyła, że cena importu rosyjskiego gazu spadnie o więcej niż 10 procent.

Obniżka cen dla PGNiG nie oznaczała oczywiście z marszu obniżki surowca na polskim rynku, ale Urząd Regulacji Energetyki na wniosek PGNiG miał się sprawą niezwłocznie zająć. Sam minister Budzanowski zdradził, że cena importowanego gazu spadnie z obecnych 575 dolarów za 1000m3 poniżej 500 dolarów. Oznaczało to, że w skali roku zapłacimy za dostawy gazu nie 15, a 12 miliardów złotych. Jednocześnie szacowano, że osoba ogrzewająca dom gazem zapłaci rocznie kilkaset złotych mniej, niż przed obniżką. Minister podkreślił, że zgodził się (?) na porozumienie PGNiG z Gazpromem właśnie pod warunkiem, że przyniesie ono obniżkę cen także dla klientów indywidualnych. Tymczasem komentatorzy starali się zwrócić uwagę opinii publicznej na istotne zapisy nowej umowy, niewiele zmieniające dotychczasowe warunki:

„Andrzej Sikora (ISE) uważa, że istotniejsza od jednorazowej obniżki jest zmiana formuły cenowej i częściowe odejście od powiązania cen gazu z ceną ropy. Ekspert zwraca uwagę, że wciąż nie wiemy ile PGNiG będzie płacić za paliwo, więc trudno obliczyć, jakie będą rachunki Polaków za gaz. zwłaszcza że jak informuje rosyjskie źródło „Kommiersant”:
„nowa formuła cenowa pozwala Polsce na uzyskanie zniżki, jednak w cenotwórstwie utrzymane zostanie przywiązanie (ceny gazu) do cen produktów ropopochodnych”. „Zachowana zostanie także zasada +take or pay+ (+bierz lub płać+) oraz długoterminowość kontraktów. Ceny spotowe na gaz będą uwzględniane, ale bezpośrednio do kontraktu nie wejdą – dodaje gazeta…
„To umiarkowany sukces – tak porozumienie między Gazpromem i PGNiG-iem w sprawie obniżki cen gazu ocenia ekspert Instytutu Sobieskiego Tomasz Chmal. Przyznaje jednak, że dzięki porozumieniu w nowym roku będziemy mniej płacić za błękitne paliwo. Tomasz Chmal wyjaśnia, że pewne oszczędności, które uzyskujemy w ramach kontraktu są pożądane przez rynek. Wszystko wskazuje na to, że przełożą się na mniejsze ceny dla odbiorców końcowych – dodaje. Ekspert zwraca przy tym uwagę, że mimo obniżki odbiorcy w Europie Zachodniej nadal będą płacić za gaz rosyjski mniej o 10-20 procent niż polscy odbiorcy.

I takie są fakty na dzień dzisiejszy. Wynegocjowana cena dalej(!) będzie jedną z najwyższych (chociaż niższa od poprzedniej) jaką się w Europie płaci za gaz z Rosji. Jaką dokładnie to nie wiadomo, ale rosyjska gazeta (Kommiersant) informowała, że Polska uzyskała cenę porównywalną do tej, którą płacą Niemcy, tj. około 450 dolarów za 1000 metrów sześciennych surowca…

Następstwem sukcesu w negocjacjach było oczywiście wycofanie pozwu z trybunału arbitrażowego w Sztokholmie. Odpowiadając na sugestie ekspertów, że kontynuacja postępowania arbitrażowego przeciwko Gazpromowi przyniosłaby Polsce wygraną, Budzianowski powiedział, że nie wiadomo, kiedy postępowanie by się zakończyło. Po ewentualnej wygranej obniżka cen byłaby też mniejsza, niż teraz. Skąd takie przekonanie Pana ministra? Nie mam pojęcia. Z perspektywy czasu wygląda jednak na to, że przyjęto wariant korzystny dla Gazpromu a nie koniecznie dla Polski. O wszystkim zadecydowały czynniki polityczne (w rozmowach zakulisowych) zanim walka przed arbitrażem zaczęła się na dobre. Jednym słowem – straciliśmy szanse na ugranie dużo lepszych dla nas warunków. Tak negocjuje tylko dureń albo sabotażysta. Pojawiły się więc opinie o przedwczesnym kompromisie. Analityk Raiffeisenbanku Andriej Poliszczuk, którego opinię przywołuje „RBK-daily” trafnie zauważył, iż „częściową przyczyną ustępstw Gazpromu wobec PGNiG było postępowanie zainicjowane we wrześniu przez Komisję Europejską”. „Jednak generalnie Gazprom idzie na ustępstwa, aby utrzymać obowiązujące kontrakty i swój udział w europejskim rynku”.

Gazprom wykorzystał wysoką bazę cenową (bez zbytnich dla siebie strat) i „hojną obniżką” doprowadził do szybkiego zakończenia sporu i utrzymania dominującej pozycji na polskim rynku. Wysokie ceny ropy naftowej do których monopolista „przywiązał” cenę gazu, pozwalają mu bowiem na zachowanie wysokiej marży. Porozumienie z Polską wzmocniło też Gazprom w jego negocjacjach z europejskimi władzami.

PGNiG zadowolił się „znaczną” obniżką, którą już POlitycy kontestowali trąbiąc opinii publicznej o sukcesie. Firma mogła bowiem „wspaniałomyślnie” wnosić do URE o obniżkę wcześniej podniesionych taryf. Jak to się ostatecznie odbiło dla nas biednych żuczków (odbiorców indywidualnych) też już dziś wiemy. Myk z wysokimi cenami po to żeby dojść do kompromisu na niższym poziomie i zadowolić propagandowo klienta jest stary jak świat ale opinia publiczna go kupiła. Konsumenci straszeni kolejnymi podwyżkami odetchnęli z ulgą i „sukces” w negocjacjach z Gazpromem przyjęli niczym mannę z nieba. Zabawa w dobrego i złego glinę opłaciła się władzy, zwłaszcza że szczegóły umowy pozostają tajemnicą handlową 😉 Znane są za to inne fakty – Akcyza na gaz… i PO obniżce!

…Odys

polecam również: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO?

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski