Koneczny: „Walka trwa, póki jedna z walczących cywilizacji nie zostanie unicestwiona” czyli… Co łączy masonerię z inwazją islamu na Europę (rozmowa z dr Stanisławem Krajskim).


Mariusz Lewandowski

Mariusz Lewandowski

Każda cywilizacja póki jest żywotną, dąży do ekspansji, toteż gdziekolwiek zetkną się z sobą dwie cywilizacje żywotne, walczyć z sobą muszą. Wszelka cywilizacja żywotna, nie obumierająca, jest zaczepna. Walka trwa, póki jedna z walczących cywilizacji nie zostanie unicestwiona. Jeżeli cywilizacje mieszczą się obok siebie w obojętnym spokoju, widocznie obie pozbawione są sił żywotnych. Wypadek taki kończy się często kompromisem w jakiejś mieszance mechanicznej, w której nastaje obopólna stagnacja, a z niej wytworzy się z czasem istne bagnisko cywilizacyjności. Z reguły walka cywilizacji trwa długo. Sąsiadujące cywilizacje zachodzą jedna na drugą i pierwiastki tej mogą przechodzić w tamtą, wytwarzając mieszankę cywilizacyjną w stopniu mniejszym lub większym. Cywilizacja słabnąca przyjmuje coraz więcej składników cywilizacji o mocniejszym naporze. Jest to wprowadzenie ciała obcego we własny organizm, z czego muszą nastąpić schorzenia. Ani społeczeństwo nie może być urządzane równocześnie według rozmaitych struktur społecznych, ani państwo zaprowadzić u siebie rozmaitych państwowości. Gdy zabraknie współmiemości, upaść musi wszelkie zrzeszenie, od najdrobniejszych do największych, od rodziny aż do cywilizacji. Musi zachodzić jednolitość metody zrzeszenia; mieszanka psuje strukturę. Świadczy o tym cała historia powszechna…

Rozmaite mieszanki europejskie w tym zawsze były zgodne, że wykluczają etykę z życia publicznego. Sprzymierzały się też cywilizacje bizantyńska, turańska i żydowska i tworzyły rozmaite sojusze przeciwko cywilizacji łacińskiej. W Europie wytworzył się istny zator cywilizacyjny, dzięki panowaniu mieszanek cywilizacyjnych.” (źródło: Feliks Koneczny, fragment książki „O ład w historii”)

podobne: Unia w Horodle jako dziedzictwo polskości, oraz Feliks Koneczny o Polsce między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?  oraz: W rocznicę śmierci: Sejm przyjął uchwałę upamiętniającą marszałka Piłsudskiego. Jan Emil Skiwski „Piłsudski a Polska wieczna” (cywilizacja a tolerancja). i to: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. a także: Historia naturalna i porwanie Europy, oraz wybrane propozycje nie do odrzucenia z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami. UE w dołku Healey’a. i jeszcze: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu”.

Masoneria kiedyś i dziś. Pytania i odpowiedzi – dr Stanisław Krajski – 30.03.2016

„Aby zrozumieć islam musimy wiedzieć czym w istocie islam jest, a czym nie jest. Pomocne przy tej analizie będzie poznanie podstawowych pojęć jakimi posługuje się gnoza, która w każdej religii rozróżnia dwa poziomy wiary: egzoteryzm i ezoteryzm – wg gnostyków są to dwie nałożone na siebie warstwy religii…

Dlaczego to ma dla nas znaczenie? Ponieważ rozróżnienie pomiędzy nauczaniem egzoterycznym a ezoterycznym jest prawdziwe tylko w religiach powiązanych z misteriami szatańskimi, które – jako że są tajemnicami zła – aby przetrwać, potrzebują mrocznego kręgu „oświecenia” (ezoteryzm) oraz szaty kłamstwa, która tą mroczną prawdę ukrywa przed niewtajemniczonymi (egzoteryzm). Religie te istotnie zawierają w sobie poziom wewnętrzny, który musi pozostać ukryty, dostępny tylko dla „oświeconych”…

…Przyjrzyjmy się bliżej jak wyglądają gnostyckie warstwy w islamie, czyli jaki jest poziom egzoteryczny islamu – poziom kłamstwa, oraz jak wygląda poziom ezoteryczny – prawdy o islamie. Dzięki temu poznamy czym w istocie Islam jest, a czym nie jest

…W wersetach „makkiah”, spisanych w Mekce gdy Mahomet żył ze społecznością Żydów i chrześcijan, można znaleźć elementy łączące Żydów i chrześcijan z wiarą muzułmańską. Mahomet oraz jego zwolennicy byli mniejszością, krytykowali inne wierzenia, ale czynili to pokojowo. „Objawienia”, które Mahomet wtedy otrzymał , głosiły osądzenie niewiernych w przyszłości. Allah pewnego dnia ukarze tych, którzy odrzucili Mahometa, ale dopóki to się nie stanie należy żyć z niewiernymi pokojowo i tolerować ich. Dlatego w tych wersetach mowa o tolerancji i harmonii pomiędzy różnymi religiami, a sury wzywają do miłości, pokoju i cierpliwości:

„Nie ma przymusu w religii (…)” (Koran 2:256).

„Powiedzcie. O wy – niewierni! Ja nie czczę tego, co wy czcicie,  ani wy nie jesteście czcicielami tego, Co ja czczę.  Ja nie jestem czcicielem tego, co wy czcicie, ani wy nie jesteście czcicielami tego, co ja czczę.  Wy macie waszą religię, a ja mam moją religię” (Sura 109).

Ponieważ taka pokojowa strategia nie przysporzyła Mahometowi wielu zwolenników z czasem ją zmienił. W okresie gdy Mahomet przebywał w Medynie stworzył coś na kształt teokratycznego państewka; stał się wówczas bardzo bogaty i potężny, ale już nie tak tolerancyjny. W tym okresie wiele pokojowych wersów zostało przez niego po prostu anulowanych…

W Koranie, Allah mówi:

„Kiedy znosimy jakiś znak albo skazujemy go na zapomnienie, przynosimy lepszy od niego lub jemu podobny. Czyż ty nie wiesz, że Bóg jest nad każdą rzeczą wszechwładny?!” (2:106).

Tłumaczenie angielskie wg Taqi-ud-Din & dra Muhammad’a Muhsi Khan z 1998 lepiej oddaje sens tego wersu:

„Whatever a Verse (revelation) do We abrogate or cause to be forgotten, We bring a better one or similar to it. Know you not that Allâh is able to do all things?”.

Użyty jest czasownik „abrogate”, czyli „unieważnić, odwołać”. A zatem oznacza to, iż jeśli Allah odwoła jakiś wers, to da w zamian wers lepszy. Fragment ten stanowi podstawę dla koranicznej doktryny „naskh”, czyli unieważnienia. Dotyczy ona przypadków, kiedy w Koranie znajdują się wersy, które sobie zaprzeczają. I tak, zgodnie z obietnicą Allaha wersy, które zostały przez niego objawione później, są lepsze i unieważniają wcześniejsze.

Tym samym wszystkie wersy pokojowe, zgodnie z zasadą „naskh” (dla której teologiczne uzasadnienie stanowi wers 2:106) zostały anulowane przez tzw. „wersy miecza”. Ponad to, zgodnie z nauką islamską 9-ta sura Koranu jest ostatnią z objawionych Mahometowi. W całości jest ona poświęcona zagadnieniu: jak muzułmanin powinien postępować w stosunku do niewiernych? W tej właśnie surze znajduje się większość „wersów miecza”. Oto przykładowe wersety Koranu z okresu medyńskiego.

„Zwalczajcie tych, którzy nie wierzą w Boga (w Allaha) i w Dzień Ostatni, który nie zakazują tego, co zakazał Bóg i Jego Posłaniec, i nie poddają się religii prawdy – spośród tych, którym została dana Księga – dopóki oni nie zapłacą daniny własną ręką i nie zostaną upokorzeni.” (9:29).

„Zapłatą dla tych, którzy zwalczają Boga i Jego Posłańca i starają się szerzyć zepsucie na ziemi, będzie tylko to, iż będą oni zabici lub ukrzyżowani albo też obetnie im się rękę i nogę naprzemianległe, albo też zostaną wypędzeni z kraju. Oni doznają hańby na tym świecie i kary bolesnej w życiu ostatecznym.” (5:53).

„Kiedy więc spotkacie tych, którzy nie wierzą, to uderzcie ich mieczem po szyi; a kiedy ich całkiem rozbijecie, to mocno zaciśnijcie na nich pęta. A potem albo ich ułaskawicie, albo żądajcie okupu, aż wojna złoży swoje ciężary. Tak jest! Lecz jeśliby zechciał Bóg, to Sam zemściłby się na nich, lecz On chciał doświadczyć jednych przez drugich. A co do tych, którzy zostaną zabici na drodze Boga, to On nie uczyni ich uczynków daremnymi.” (47:4).

Egzoteryzm islamski czyli czym islam nie jest

Jak zatem jest możliwe, że tak wielu muzułmanów zachowuje się i żyje, jakby powyższych zasad i nakazów nie znało? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy właśnie w gnozie. Na poziomie egzoterycznym islamu, czyli na poziomie kłamstw o tym, czym islam jest, obowiązują „pokojowe wersety” z Mekki. Niewtajemniczeni „muzułmanie” wierzą, iż islam faktycznie jest religią pokoju, tolerancji i miłości. Mają oni dobrą wolę, są pobożni, i szczerze wyznają zasady tolerancji i koegzystencji – innymi słowy, wielu z tych, którzy wierzą w pokojowy islam nie jest rozmyślnymi oszustami, a raczej sami są ofiarami islamskiego oszustwa. Ta nieświadoma grupa wiernych stanowi parasol ochronny dla prawdziwych muzułmanów, których celem jest dżihad, czyli święta wojna. W zależności od etapu ekspansji islamu, o czym napiszemy później, prawdziwi islamiści kłamią, twierdząc i wmawiając ludziom zachodu, że islam to pokojowa religia…

…Nazywa się to „al-tagyyja”, co oznacza „zapobiegać”. Muzułmanin może więc kłamać, aby zapobiec szkodzie własnej, lub islamu, by ochronić własną religię…

islam daje swoim wyznawcom możliwość kłamania bez zaciągnięcia grzechu. Jeśli zatem w chwili obecnej jestem pokojowym muzułmaninem, bez żadnego problemu natury moralnej czy teologicznej mogę zamienić się, jeśli uznam to za lepsze, w muzułmanina siłą nawracającego niewiernych…”

całość tu: Islam – religia ojca kłamstwa

podobne: Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą oraz: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi? polecam również: Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan. Przyjmowanie uchodźców dobrowolne (UE potroi środki na walkę z nielegalną imigracją). Polska znowu oskarżana o kolaborację z nazistami przy holokauście Żydów.

islam wykształcił zupełnie inną, od zachodniej, strukturę relacji między społeczeństwem, polityką i religią. Islam nie zna w ogóle rozdziału na sferę religijną i sferę polityczną. Benedykt XVI przypomniał, że idea rozdzielenia państwa i Kościoła pojawiła się dopiero dzięki chrześcijaństwu. Wcześniej mieliśmy do czynienia z tożsamością ustroju politycznego i religii. Tymczasem islam swym zasięgiem ogarnia wszystkie sfery życia. Koran to prawo religijne, które reguluje uniwersum życia politycznego i gospodarczego, zabiegając o to, by także cały porządek społeczny był porządkiem islamskim. Szariat wyznacza od początku do końca kształt społeczeństwa. Co gorsza, religia islamska zakłada sztywny i sprzeczny z naszym dzisiejszym myśleniem o społeczeństwie system prawa karnego i wszelkich stosunków życiowych. Wszak islam jednoznacznie podporządkowuje kobietę mężczyźnie…

„Musimy mieć jasność, że islam – tłumaczył Benedykt XVI – to nie jest jakieś wyznanie, które można wkomponować w przestrzeń swobód pluralistycznego społeczeństwa. Ktokolwiek tak to przedstawia – a dziś czasami się to zdarza – ten patrzy na islam przez pryzmat chrześcijańskiego modelu i nie widzi, jaki islam rzeczywiście jest sam w sobie”.

Benedykt XVI odpowiadając na pytanie Seewalda o powody umocnienia się pozycji islamu na całym świecie sformułował następującą diagnozę. Wyznawcy islamu widząc kryzys moralny Zachodu, jego głębokie sprzeczności i wewnętrzną bezradność myślą: kraje zachodnie nie mogą już głosić swego przesłania moralnego; religia chrześcijańska spasowała – właściwie już nie istnieje; chrześcijanie nie mają już żadnej etyki, ani wiary; nasza tożsamość jest czymś lepszym, nasza religia utrzymuje swój status; mamy przesłanie moralne, którego niezłomnie się trzymamy od czasów Proroka, i powiemy światu, jak można żyć. Słowem, odkąd islam zaczął uważać się za religię bardziej żywotną od chrześcijaństwa i za religię przyszłości, u muzułmanów pojawiło się nowe poczucie dumy, która jest źródłem ich siły. Chrześcijanie będą się musieli z tą siłą islamu zmierzyć – ostrzegał Papież.

Dialog z islamem, wskazywał Benedykt XVI, jest trudny, gdyż wobec braku jednoczącej instancji, musi się odbywać zawsze z jego konkretnymi odłamami. „Nikt nie może wypowiadać się w imieniu całego islamu – nie ma czegoś takiego jak wspólnie uregulowana przez wszystkie odłamy ortodoksja” – tłumaczył Papież. Oprócz głównego podziału na sunnitów i szyitów, islam ukazuje różnorakie warianty, wśród których jest niestety – islam ekstremistyczny, terrorystyczny.

…zastanawiał się też nad przyczynami „erupcji” islamu we współczesnym świecie i udzielił odpowiedzi niejako antycypującej swój ratyzboński wykład. Czy przypadkiem nie mamy tu bowiem do czynienia z patologicznym usamodzielnieniem się uczuć? Ich hipertrofią kosztem rozumu? A przecież rozum i wiara powinny się wzajemnie umacniać, ponieważ „rozum oczyszcza i porządkuje religię, a objawienie i wiara wyzwalają cały potencjał rozumu” (zob. „Wiara i rozum odrzucają przemoc i totalitaryzm”, przemówienie podczas spotkania z przedstawicielami wspólnoty muzułmańskiej, 19.03.2009 r.). Prawdziwa religia musi zatem wyrzec się wszelkich form przemocy, zarówno ze względu na zasady wiary, jak i prawego rozumu.

Potępiamy religijny fundamentalizm, który inspiruje terroryzm, ale na antyreligijny fanatyzm często jesteśmy obojętni. Tymczasem, chrześcijanie, o co apelował Benedykt XVI, wszelkim formom wrogości wobec religii ograniczającym ich publiczną rolę w życiu obywatelskim i politycznym, powinni się przeciwstawiać (zob. Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2011 r., 8). Nie możemy pozwolić, aby w imię źle rozumianej tolerancji religia chrześcijańska była ograniczana do sfery prywatnej i wykluczana ze sfery publicznej, która rzekomo powinna stać się sferą neutralną światopoglądowo (wyrazem takiej postawy są słowa Ewy Kopacz z 23.06.2008 r. o zostawianiu własnych przekonań „w przedpokoju urzędu, który obejmujemy”). Byłby to zamach na prawo do wolności religijnej. Promowanie przez rządzących indyferentyzmu religijnego lub ateizmu praktycznego pozbawia obywateli siły moralnej i duchowej (zob. Caritas in veritate, 29), a bez niej wobec erupcji islamu będziemy bezbronni.(Agnieszka Kanclerska • wpolityce.pl)

całość tu: Benedykta XVI głos rozsądku o islamie

podobne:  Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne? oraz: Izrael krytykuje Watykan za uznanie państwowości Palestyny. Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł) i to: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?

PS… „Mieli do wyboru wojnę lub hańbę, wybrali hańbę, a wojnę będą mieli i tak” (Winston Churchill)

Mariusz Lewandowski - Konkwista III

Mariusz Lewandowski – Konkwista III

Reklamy

„Je suis idiot” czyli… marsz EUnuchów i haracz dla Turcji (z motywem kurdyjskim w tle). Czy zamachy w Belgii to wystarczający powód do zaostrzenia przepisów „antyterrorystycznych” w Polsce?


Kiedy jedno państwo najeżdża inne i destabilizuje lokalny porządek narzucając swój, to musi się liczyć z tym że w sposób naturalny przyczynia się do powstania ruchu oporu oraz chęci odwetu na najeźdźcach… Właśnie tak powstaje terroryzm… (Odys)

podobne: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.  oraz: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?

„…No i stało się, co się stać musiało! Zgromadzeni na placu wściekli Belgowie ścisnęli w dłoniach różnokolorowe kredy i bez komendy zaczęli …..wypisywać na miejskim bruku hasła o miłości i pokoju!!

Jeszcze kilku radykałów uzbroi swoje fejsbukowe monidła w czarno-żółto-czerwone pasy. Jakaś pani komisarz europejska demonstracyjnie uroni łzę na transmitowanej konferencji prasowej. Jacyś zdziczali cywile zorganizują marsz w obronie praw człowieka z transparentami „Je suis Belge” i akt krwawego rewanżu się wreszcie dopełni.

Europa nie pozostawi Belgów samym sobie, kipiąc ze wściekłości. Zdruzgotana pani Merkel wygłosi płomienną mowę, uzasadniając sens kontynuacji amerykańsko-izraelskiej polityki integracji. Wielu prezydentów przytuli ze współczuciem swoich ambasadorów Belgii. Kontynent rozświetli się bolesnymi płomykami zniczy, poutykanymi w dywany kwiatów.

Ktoś ustanowi żałobę narodową, ogłaszając dzień 22 marca dniem walecznego narodu belgijskiego. Inny zarządzi minutę ciszy. Napuchnięta z boleści pani Bieńkowska kolejny raz ogłosi potrzebę natychmiastowego rozbrojenia europejczyków. Firmy reklamowe już zaczną przygotowywać poręczne, składane transparenty z czarnymi napisami; „Je suis Espagnol”, „Je suis Norvegien” itp., by w razie czego nie dać nawet odetchnąć brutalnym muzułmanom…” (Leszek Posłuszny • prawica.net)

całość tu: „Je suis idiot”

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi?

„…Na własne oczy widzimy, że te tak zwane państwa nie służą obywatelom, służą jakiemuś wyższemu, a nieznanemu i nie Bożemu bynajmniej porządkowi. Poznajemy to po zachowaniu się policji w Niemczech i Belgii, która nie potrafi zapewnić minimum komfortu ludziom zwanym obywatelami. Ci zresztą już od dawna nimi nie są, to niewolnicy korporacji, trudno to na razie poznać, bo nikt jeszcze nie dał znaku do masowego przemieszczania dużych grup europejskich niewolników. Póki co przesuwane są inne masy, te lokalne, zakorzenione mogą jeszcze chwilę pobyć u siebie. No, ale nie mogą już liczyć na bezpieczeństwo…

…Media bowiem, tak jak dawniej wszyscy rewolucyjni agitatorzy pochylają się z troską nad niedolą człowieka prostego, chcą go upodmiotowić, dając mu do ręki pilot, tak jak dawniej demokraci chcieli upodmiotowić lud, dając mu do ręki kartkę wyborczą. Do czego to doprowadziło widzimy dzisiaj, to socjotechniki, o jakiej się faraonom nie śniło. Bomby wybuchają na lotniskach, a dziennikarze apelują do ludzi, żeby nie pogrążyli się w islamofobii i nie używali mowy nienawiści. Tu nie chodzi o mowę nienawiści, ale o nazwanie rzeczy po imieniu, co jest trudne albowiem trzeba się przyznać do totalnej bezradności i jasno sobie powiedzieć, że demokracja i Unia to projekty oszukane wymierzone wprost w pojedynczego człowieka…” (coryllus)

źródło: O Duchu Świętym, który nie myli się nigdy

podobne: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?  

W związku z powyższym wydarzeniem „polski rząd” w końcu zadeklarował „zdecydowanie” przeciwne stanowisko w kwestii „przymusowej kwoty uchodźców” jaką zobowiązała się przyjąć poprzednia ekipa. Tylko czy naprawdę trzeba było do tego (póki co deklaracji niepopartej wypowiedzeniem wcześniejszej umowy) aż tak dramatycznego wydarzenia? (Odys)

„Nie widzę możliwości, aby w tej chwili do Polski przyjechali imigranci – powiedziała w rozmowie z Superstacją premier Beata Szydło. Deklarację od razu okrzyknięto jako przełomową. Sęk w tym, że słowa szefowej rządu nie wieszczą żadnego przełomu, a przydzieleni Polsce – za zgodą koalicji PO-PSL – imigranci trafią do naszego kraju, jak tylko UE upora się z problemem ich rejestracji i weryfikacji. Bo zobowiązanie wciąż funkcjonuje

dopóki osoby, które napływają z Bliskiego Wschodu do Europy nie będą odpowiednio weryfikowane, to ciężko mówić o jakiejś ich relokacji czy dystrybucji pomiędzy kraje członkowskie UE.

To oznacza, że żadnej zmiany polityki imigracyjnej nie ma. Polski rząd od tygodni bowiem wije się, by z jednej strony nie podpaść UE, a z drugiej zyskać poparcie społeczeństwa, które nie chce, by do naszego kraju trafili islamscy, nielegalni imigranci. Tym bardziej zaskakiwać może ton narracji mediów wspierających rząd, mówiących o zmianie stanowiska wobec migrantów…” 

całość tu: Zmiana imigracyjnej polityki polskiego rządu tylko iluzoryczna. Będzie weryfikacja, pojawią się też imigranci

Czas pokaże ile z tego „zdecydowania” pozostanie kiedy trzeba będzie rzeczywiście wypowiedzieć umowę jaką zawarli z UE POprzednicy. Przy okazji pamiętajmy o tym jakie stanowisko zajął „polski rząd” wobec pomysłu swobodnego „przemytu” osób z terenów Turcji (już za pół roku), w ramach niedawno zawartego układu „w sprawie uchodźców” między EU a Turcją. Jeśli bowiem te ustalenia wejdą w życie, to wystarczy że każdy migrant (którego dziś Turcja zobowiązała się za gruba kasę przetrzymać) będzie się posługiwał tureckim paszportem, a za pół roku będziemy mieli do czynienia z całkowicie legalną falą obcych na nasze terytorium… (Odys)

„…Wg tego co rozumiemy z doniesień prasowych, ideą przewodnią układu ma być odsyłanie uchodźców z Europy do Turcji, w sprzeczności z dotychczasowymi deklaracjami kanclerz Merkel że każdy jest mile widziany w jej ojczyźnie. Za ich przyjęcie EU zapłaci tureckiemu satrapie przez nos. Satrapa z kolei odwdzięczy się za to wysyłając w miejsce jednego przysłanego innego „uchodźcę” i, z tego co rozumiemy, za to płacić unii nie zamierza. Czyli w „uchodźcach” mamy jeden za jednego, netto nic się nie zmieni. Jedynie klan Erdogana zamiast na Syrii obłowi się na EU. Okay, „wir schaffen das”.

Okazuje się jednak że nie tylko „das” ale i coś innego, znacznie poważniejszego. Wygląda mianowicie na to że Erdoganowi udało się wyciąć w negocjacjach sztuczkę zwaną „red herring” – czerwony śledź.

Czerwony śledź jest zmyłką, nieznaczącym czy nawet całkowicie zmyślonym punktem którego kalkulowane poświęcenie przez jedną stronę negocjacji ma odwracać uwagę drugiej od rzeczy naprawdę ważnej, często o zasadniczym znaczeniu. Otóż strona unijna zgodziła się także na – uwaga – otwarcie granic Schengen dla 76 milionów Turków już za parę miesięcy. To jest dopiero bomba atomowa o której ci którzy „negocjowali” z Erdoganem nie bardzo pewnie zdają sobie sprawę. Zapomnij wkrótce o „uchodźcach” syryjskich! Znikną oni w tłumie milionów „uciekinierów” kurdyjskich!..” (cynik9)

całość tu: Cykliczne wariactwa Niemiec czyli czerwony śledź po kurdyjsku

W sumie mam gdzieś to co sobie na łeb sprowadzają eurokraci. Problem mam z tym że polski (nie)rząd godzi się na tego rodzaju „wspólne stanowisko”. Mimo potrząsania szabelką nikt z obecnego rzekomo „polskiego establiszmentu” nie potrafi jak do tej pory wziąć przykładu z Orbana (na którego w innych kwestiach łatwo się jest powoływać) by powiedzieć swoim obywatelom konkretnie i zdecydowanie „nie przyjmiemy ANI JEDNEGO nachodźcy”. PIS gra z nami w jakąś ciuciubabkę i klei durnia z jednej strony deklarując „szlaban” a z drugiej bredząc coś o jakichś „procedurach kontrolnych” które jeśli zostaną dopracowane to Polska ma wziąć te 7 tys. obcych… CYRK. Tymczasem okazuje się że cynik9 może mieć rację z tymi Kurdami… (Odys)

…„Dzień po tym, w którym zostało ogłoszone, że takie ogromne kwoty, 6 miliardów zostanie przekazane Turcji, Turcja ogłosiła swój projekt militarny; poprawienia stanu armii, który będzie kosztować niecałe 6 miliardów. Krótko mówiąc sfinansowaliśmy Turcji zmodernizowanie swojej armii”

Lider partii KORWiN w Szczecinie wypowiedział się również na temat sytuacji Kurdów, o których solidarnie milczą kraje europejskiej i Stany Zjednoczone: „Turcja uzyskała ciche przyzwolenie, żeby eliminować Kurdów. Oni do tej pory rzekomo walcząc z państwem islamskim, dużą część swoich sił zaangażowali do walki z Kurdami.”

całość tu: Paweł Szut: porozumienie Unii Europejskiej z Turcją zagraża Polsce! Czekają nas zamachy terrorystyczne?

„…31 października 2014 prezydent François Hollande skorzystał z okazji oficjalnej wizyty w Paryżu Recep Tayyip Erdoğana by zorganizować tajne spotkanie w Pałacu, z prezydentem syryjskich Kurdów, Salihem Muslimem. Zdradzając tureckich Kurdów i ich lidera Abdullaha Öcalana, Salih Muslim zgodził się by zostać prezydentem pseudo-Kurdystanu, który miał być utworzony przy okazji obalenia demokratycznie wybranego prezydenta Bachara el-Assada.

To było podczas walki o Kobane. Przez kilka miesięcy syryjscy Kurdowie bronili miasta przed Daesh. Ich zwycięstwo nad dżihadystami miało potrząsnąć polityczną szachownicą – każdy kto naprawdę chciał walczyć z dżihadystami musiał dołączyć do Kurdów. Ale syryjscy Kurdowie swoją narodowość zdobyli dopiero na początku wojny – do tej pory byli tureckimi uchodźcami politycznymi w Syrii, wypędzonymi z kraju podczas represji w latach 1980. Wtedy członkowie NATO uważali PKK, główną kurdyjską formację w Turcji, za organizację terrorystyczną. Ale od tego czasu rozróżniali między „złymi” tureckimi PKK i „dobrymi” syryjskimi YPG, pomimo że te dwie organizacje są ściśle ze sobą powiązane…

…Na spotkaniu UE-Turcja, i niezależnie od wszelkich podejmowanych tam decyzji, prezydent Erdoğan wygłosił przemówienie w TV z okazji 101 rocznicy bitwy o Çanakkale („bitwa o Dardanele” – zwycięstwo Imperium Osmańskiego nad sojusznikami) i dla upamiętnienia ofiar ataku dokonanego w Ankarze kilka dni wcześniej. Powiedział:

„Nie ma powodu żeby bomby które wybuchły w Ankarze nie mogły wybuchnąć w Brukseli albo w innym mieście europejskim (…) Tutaj apeluję do wszystkich krajów które otworzyły ramiona, i które, pośrednio albo bezpośrednio, wspierają organizacje terrorystyczne. Karmicie węża w swoim łóżku, i ten karmiony przez was wąż w każdej chwili może was ukąsić. Może oglądanie w TV tych bomb które wybuchają w Turcji nic dla was nie znaczy – ale kiedy bomby zaczną wybuchać w waszych miastach, to na pewno zrozumiecie co my czujemy. Ale wtedy będzie za późno. Przestańcie wspierać te działania, których nigdy nie tolerowalibyście w swoich krajach, chyba że wycelowane są na Turcję”. [3]

Cztery dni później, ataki miały miejsce w Brukseli…” (Thierry Meyssan, tłum. Ola Gordon)

całość tu: Przyczyna ataków w Paryżu i Brukseli

podobne: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”  oraz: Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji)  i to: Syria: Turcja nie wjedzie do Kobani. Niemcy: znowu starcia Kurdów i salafitów  a także: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę.  i jeszcze: Turczyn rośnie w siłę… bez „Unii”

Tymczasem jedyną rzeczą na którą stać „polski rząd” wobec kryzysu imigracyjnego (na własne życzenie), który na dobrą sprawę jeszcze nie zdążył nas bezpośrednio dotknąć, to „stanowcza reakcja” na rzekomy „wzrost poczucia zagrożenia terroryzmem w Polsce” z powodu… oddalonego od nas setki kilometrów epicentrum (sic!) Oto w ciągu kilkudziesięciu godzin po zamachu w Belgii, nasi „nowi” umiłowani przywódcy zdążyli w podskokach zaprezentować gotowy projekt „specustawy” zwanej „antyterrorystyczną”, która po wprowadzonej nie tak dawno w życie innej zwanej „inwigilacyjną”, jest kolejnym ogniwem do łańcuszka na szyję Polaków, zwiększającym jednocześnie uprawnienia służb specjalnych w Polsce, dla zapewnienia nam „bezpieczeństwa” przed terrorem od którego podobno nawet w Polsce zdołała zgęstnieć atmosfera. No ale zanim się to zagrożenie zmaterializuje w rzeczywistość, to już dziś (zaocznie) poczujmy się wszyscy bezpieczniej, bo tak jak ustawa „inwigilacyjna” tak i „antyterrorystyczna” stanowi dość ciekawy konglomerat przepisów, uprawniających resort siłowy i bezpieczeństwa do chwytania za mordę obywateli polski, jakby ta kwestia była rzeczywiście priorytetem i naglącą potrzebą przeciętnego Polaka, o czym więcej tu: Specustawa antyterrorystyczna wzbudza obawy, nie znamy jej konkretów – Jacek Wilk, Stanisław Tyszka. Tymczasem szaleństwo przedkładania bezpieczeństwa nad zdrowym rozsądkiem prowadzi do takich kwiatków – Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… 🙂 (Odys)

„…Skłonienie paru islamskich fanatyków do wysadzenia się w centrum Paryża, Brukseli czy Warszawy może być łatwe. Bezpośrednie konwekwencje tego są też łatwe do skalkulowania. Ale jest to jedynie cyferblat zegara. Dużo istotniejsze jest zrozumienie mechanizmu który za tym stoi, kto za to płaci i kto pociąga za sznurki. A przez to – kto unią naprawdę rządzi i w jakim kierunku ją steruje. Czy rzeczywiście rządzą nią durnie stojący nominalnie na jej czele? Czy czasem nie wykonują oni jedynie czyichś poleceń?

Bo jeśli to pierwsze to może lepiej aby durnie nie brali się jednak za wydawanie rozkazów… W przeciwnym razie wiadomo od razu jakie te rozkazy będą. Belgijski Trybunał Konstytucyjny odebrał tamtejszym służbom prawo do inwigilacji. Nasz TK je ograniczył. To uniemożliwia zbieranie danych o terrorystach – skarży się na przykład polski min. sprawiedliwości Ziobro. No właśnie, ktoś się gdzieś wysadził więc już twórzmy państwo totalitarne, co zamach to krok do przodu, kontrolujące wszystkich i wszystko. Pod każdym kamieniem kryć się może przecież terrorysta. Zlikwidujmy każdą ostoję prywatności i umiaru, dajmy państwu totalną kontrolę nad każdą transakcją, bo każde €100 może przecież służyć „finansowaniu terroryzmu”. Jeszcze inne głosy nawołują o odwrót od Schengen i o powrót kontroli granicznych. Odgródźmy się drutem kolczastym od wszystkich i sprowadźmy handel do zera bo Mohammed N. się wysadził na, dajmy na to, Okęciu. Well, obawiać się można że na tym się zakończy skoro durnie rządzący Niemcami otwarcie importują do siebie miliony islamitów, rozsadzając tym unię od środka. Ale powiedzmy otwarcie – nie to oznaczać miała dobra idea bloku ekonomicznego bez granic, ani też nie miała ona oznaczać wolności przekraczania zewnętrznej granicy EU przez byle jihadistę z kałachem. Schengen znosił tylko granice wewnętrzne unii i nie zakładał wewnątrz unijnego wariactwa Niemców.

O to dokładnie chodzi terrorystom w bezpośrednim efekcie ich starań – o sianie niepewności i o permanentny stan wyjątkowy, o podważenie naszego sposobu życia, naszej kultury, naszych tradycji. O chór przestraszonych durniów nagabujących rząd aby „coś zrobił”. Jednocześnie liżmy nogi Brukseli i otwierajmy się na przyjęcie tysięcy najeźdźców rozdzielanych z klucza przez tamtejszych psychopatów. Cała unia zaś kolektywnie niech liże nogi Erdogana, niech go przekupuje miliardami euro i zniesieniem granic dla nowych milionów, zamiast jednego pocisku cruise w sam środek sułtańskiego pałacu w Ankarze.

Społeczeństwo nie-durniów nigdy nie da sobie narzucić zalewu obcego elementu. Prędzej wykatapultuje się z unijnego domu wariatów i szariatów. Kalifat berliński proszę bardzo, Frau Merkel, sie schaffen das. Ale nie my. Kalifat warszawski – po naszym trupie. Wtedy tylko pan Ziobro nie będzie musiał zbierać ani danych o terrorystach których nie będzie, ani o trupach których będzie jeszcze mniej. Terroryzm jak tasiemiec, musi mieć swojego żywiciela. Bez żywiciela nie ma terroryzmu.

A jeżeli chodzi o bombardowanie żywicieli terroryzmu to czemu nie? Choćby jutro. Byle by najpierw upewnić się czy aby żywiciel zbombardować się da. Bo czasem może nie być durniem…” (cynik9)

całość tu: EU, durnie i rozkazy czy Europa jest jeszcze do odratowania?

podobne: Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą  oraz: Szczyt UE głównie o Ukrainie, ale też o Grecji (której grozi niewypłacalność) i terroryzmie (gromadzenie danych, kontrola graniczna). Kredyt z MFW dla Ukrainy i jeszcze: Rosja chce współpracować z USA w zwalczaniu terroryzmu. Manewry i rozbudowa infrastruktury wojskowej na Arktyce polecam również: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie  i to: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki  a także: USA: szkolenie syryjskich rebeliantów. Belgowie w szeregach Państwa Islamskiego

jako żywo z teorii Noam’a Chomsky STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE

„Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.”

Należy sobie w związku z powyższym zadać pytanie, czy niedawny zamach w Brukseli (a wcześniej w Paryżu) to w pełni uzasadniony powód do tego żeby służbom w Polsce (podobno ciągle postkomunistycznym i w większości niezweryfikowanym – jak twierdzi „nowa” władza) nadawać kolejne nadzwyczajne, i niebezpieczne nawet dla zwykłego obywatela uprawnienia? Mam co do tego poważne wątpliwości. Wygląda to na kreowanie i wykorzystywanie przez obecną władzę poczucia zagrożenia terroryzmem, po to by nadać sobie specjalne uprawnienia do inwigilacji własnych obywateli. Jest to typowe działanie każdej lewicowej władzy, która nie jest pewna swoich „pro społecznych” rządów tudzież reform. W związku z czym będąc świadomą wynikających z tego tytułu zagrożeń dla siebie, szykuje zawczasu  narzędzia do monitorowania i pacyfikacji ewentualnego niezadowolenia, a nawet buntu swoich niedawnych wyborców, o czym trafnie pisał swojego czasu Reisman… (Odys):

„…Wobec kogo, logicznie rzecz biorąc, obywatele państwa socjalistycznego powinni kierować swoje oburzenie i złość, jeśli nie wobec samego państwa socjalistycznego? To samo państwo, które ogłasza odpowiedzialność za ich życie i obiecuje im żywot w szczęśliwości, w rzeczywistości ponosi odpowiedzialność za urządzenie im z tego życia piekła. Istotnie, przywódcy państwa socjalistycznego przeżywają dylemat. Każdego dnia zachęcają ludzi do wiary, że socjalizm jest systemem doskonałym, którego złego skutki mogą być jedynie efektem działania złych ludzi. Jeśli to prawda, kim więc mogą być ci źli ludzie, jeżeli nie samymi rządzącymi, którzy nie tylko czynią życie innych piekłem, lecz wypaczają rzekomo doskonały system do takiej postaci?
Skutkuje to tym, że przywódcy państwa socjalistycznego muszą żyć w obawie przed innymi ludźmi. Zgodnie z logiką ich działania i ich nauczaniem, kipiące oburzenie ludzi winno wzbierać i zdławić ich w orgii krwawej zemsty. Rządzący to przeczuwają, nawet jeśli nie przyznają się do tego otwarcie. Dlatego też ich największą troską jest trzymanie obywateli pod butemW rezultacie twierdzeniem prawdziwym, choć niewystarczającym, jest to, że socjalizm oznacza brak wolności prasy i wolności wypowiedzi. Z pewnością w socjalizmie brakuje tych swobód.

…Jednak socjalizm sięga dużo dalej niż zaledwie brak wolności prasy i wypowiedzi.
Rząd socjalistyczny całkowicie unicestwia tego rodzaju swobody. Obraca on prasę i każde forum publiczne w środek histerycznej propagandy na własny użytek. Ponadto bezwzględnie prześladuje każdego, kto przynajmniej minimalnie odchyli się od oficjalnej linii partiiPowodem tego jest strach socjalistycznych przywódców przed ludźmi. By chronić siebie, muszą oni utrzymywać ministerstwo propagandy oraz tajną policję, pracujące non stop. Ta pierwsza instytucja niezbędna jest, by odwracać uwagę ludzi od odpowiedzialności socjalizmu i jego przywódców za ludzką nędzę. Druga potrzebna jest do uciszania tych, którzy mogą sugerować odpowiedzialność socjalizmu lub jego przywódców, oraz do unieszkodliwiania każdego, kto zacznie przejawiać oznaki samodzielnego myślenia…” (Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem)

Należałoby też zapytać „prawych i sprawiedliwych” również o to, jak się ma to co robią obecnie do obietnicy „dobrej zmiany” na polu przywrócenia Polakom poczucia godności, oraz nienaruszalności swobód obywatelskich i wolności od państwowej hydry, którą to belkę PIS bezustannie widział w oku POprzedniej ekipy rządzącej? (o czym więcej tu: Nieprawidłowości przy inwigilacji. NIK krytykuje zasady i praktykę uzyskiwania billingów i tu: “Tusku kur…. zrób coś!” czyli… służby spuszczone ze smyczy i walka z “mową nienawiści” oraz tu: „Pałowanie w technicolorze” czyli… Monitoring PO prawdzie i jeszcze tu: Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem?). Czemu PIS buduje państwo policyjne? Czy naprawdę robi to ze strachu przed terrorem, czy też może ze strachu przed własnymi obywatelami… (Odys)

podobne: Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. oraz: Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  i to: Służby specjalne i dane Polaków. Pieniądze na walkę z rosyjską propagandą. Czy „taśmy Wprost” wypłyną raz jeszcze? Wyciek stenogramów (smoleńskich) pokazuje słabość państwa. Niemcki wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku?  i jeszcze: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW.  a także: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka?

Na koniec coś na poprawienie humoru (albo jak kto woli na ból zderzenia z brutalną rzeczywistością)  To coś różowe w środku czyli drugie oblicze szefa brukselskiej Policji 😉

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?


„[…] najwyższą niemoralnością dla człowieka kulturalnego jest przystosowanie się do przeciętnego poziomu swej epoki.” (Oscar Wilde)

„…Często i poetyzowanie i retoryka łączą się z pewnym doktrynerstwem, podporządkowaniem sztuki z góry powziętej tendencji przedstawienia czegoś poetycko i artystycznie gwoli pewnemu parti pris, np. gloryfikowaniu maszyny, bo symbolizuje nowoczesność. Te formy nieszczerości wewnętrznej i upadku prawdziwej twórczości w sztuce sygnalizują nam utajone rozdwojenia wewnętrzne, ale na ich tle czy jako dalsza tego konsekwencja pojawia się perwersyjne „odwracanie wartości” gwoli pewnemu parti pris – doktrynom prądów rozkładowych. Gdy, jak tak często ostatnimi czasy się zdarzało, poezja gloryfikuje homoseksualizm – każdy normalny człowiek wyczuje w tym perwersję, ale tam, gdzie w grę wchodzi wartościowanie subtelniejsze – poezja anarchizuje i wywraca na opak nasz świat wartości całkiem niepostrzeżenie.

dostojeństwo nadaje człowieczeństwu wartość wewnętrzna, uznana za jego istotę – nie odwrotnie i człowieczeństwo byle jakie nie jest jeszcze wartością. A istniał i rozpowszechniony jest do dziś ten „łatwy humanitaryzm” czyniący z wszystkiego wartość tylko dlatego, że jest ona ludzką. Ten niwelujący humanitaryzm jest już bliski gloryfikowania wszystkiego, nawet tego, co „ludzkie, arcyludzkie”, i nieznacznie przechodzi do podporządkowywania wyższych nawet wartości tym ludzkim i arcyludzkim dlatego… że są ludzkie. Ten humanitaryzm przejawił się i w tym określonym rodzaju pacyfizmu, którego treścią moralną była teza nihilistyczna: nie ma takiej rzeczy, dla której warto umierać…

…Rzekomo przezwyciężyło się sztukę tendencyjną dopiero w dzisiejszych czasach triumfu czystego artyzmu. Jest właśnie akurat odwrotnie: tendencyjność, doktrynerstwo przeżera dzisiejszą sztukę – jak nigdy chyba…

Po to teoretycznie głosiło się, że artyzm jest wszechmocny, żeby można było poetyzować byle co. Po to głosiło się, że temat nic nie znaczy, żeby wierząc lub nie wierząc w to, świadomie lub nieświadomie gloryfikować pustkę, płytkość, lub wartości ujemne… 

…Poetyzujący dekadent poczucie wszechwładzy swej nad światem zasadza na tym, żeby kimkolwiek będąc, wszystko móc artystycznie przedstawić. I im obojętniejszy lub dalszy od wartości temat, tym większą zdawała się być ta wszechwładza. Stąd ten paradoks: tym większy poeta im dalszy od wszelkich wartości świat może opromienić poezją, tym większy – im dalszy od natchnienia i z większą dowolnością to robi!

To było tło, to były „koniunktury”, można było pod władzą rozpowszechnionych doktryn „brązować”, odwracać wartości a rebours, potęgować rozszczepienie i rozkład, dając mu wyraz i sankcję piękna. Taki jest sens hasła: czysty artyzm „może wszystko”. Tak, wszystko, nawet to, o czym nie wie! Dlatego właśnie czysty artyzm został ubóstwiony, że to było niezbędną formą ujścia sił… które poza nim stały.

A skoro czysty artyzm „może wszystka” – to nie gorsza jest „czysta” metodyczność naukowa i nie gorsza „czysta” polityka. Usiłowały też nieraz dowieść, że… wszystko jest na odwrót i wbrew rozsądkowi. Więc niektórzy freudyści „dowodzili”, że moralność i podporządkowanie się wartościom wiedzie do zakłamania i choroby i na tej zasadzie już w każdym akcie moralnym wietrzyli perwersję i wmówienie. Dość było uznać pewną metodę zdobywania prawdy za jedynie naukową, by odmówić miana prawdy – prawdom zdobytym na innej drodze, a potem już „dowieść”, że sztuka nie może zawierać prawd. Sofistyka kwitnie…

…Najpospolitsze doktryny, przesądy i dogmaty przybierają szaty naukowych pewników, a fakty, dowody i rozważania naukowe zwalcza się wzgardą, szyderskim epitetem i wszelkimi względami ubocznymi jako „nienaukowe”…

…Destrukcyjne te dążenia działają szczególnie silnie dzięki niezwykłej podatności na sugestię psychiki dzisiejszego człowieka z jednej – agresywności sugerujących z drugiej strony. Pierwszy z tych czynników tłumaczy się stosunkowo bardzo łatwo. Niesłychanie szybkie i gwałtowne przemiany form życia rozszerzyły możliwości niemal i w nieskończoność. Tyle rzeczy niemożliwych stało się faktem, że ludzie gotowi są wierzyć w rzeczy mało prawdopodobne. Niwelacja osobowości pod presją ciężkich warunków gospodarczych, mechanizacji pracy, biurokratyzmu, przymusu państwowego, zubożenie życia duchowego i umysłowego stanowi grunt podatny dla wszelkiej presji z zewnątrz. A chaos i rozbieżność dążeń, upadek form i tradycji zrobił z ludzi plastyczną masę. Ci którzy przyjmują istnienie specjalnych instynktów stadnych, mogliby zapewne mówić o dzisiejszym ich rozbudzeniu, o tendencjach do życia w tłumie i podleganiu sugestii tłumu.

Podatność na sugestie przejawia się między innymi w fetyszyźmie słów, ciekawym zjawisku psychologii tłumu, dzięki czemu słowa-straszaki, jak np. totalizm, faszyzm, zastępują argumenty

Moda w najszerszym tego słowa znaczeniu nabrała siły demonicznej dzięki temu, że stała się bożyszczem parweniuszów. A stała się bożyszczem i tabu, bowiem trzymanie się jej kurczowe to sui generis legitymowanie się parweniuszów przynależnością do elity umysłowej. Skoro być „postępowym” i „nowoczesnym” to tyleż co należeć do elity umysłowej, więc wszystko, co niosą prądy, trzeba natychmiast przyswoić sobie, obwarować się tym i walić po łbie resztę – odpychać ich od zajętych stanowisk jako barbarzyńców lub zacofańców. Stąd też ta bezwzględność i fanatyzm neofitów, świeżo ochrzczonych na wiarę idei rozkładającej się burżuazji.Utwierdza ich w przekonaniu, że to, w co uwierzyli, jest nowe – fakt, że dla nich, to co przyjęli, było nowością i odkryciem! Wątpliwości nie mają, bo te nowe prądy, którymi nasiąkli, są jedyną ich wiedzą (wszak panował antyhistoryzm!).

Wierzący w coś z własnego przekonania pragnie i innemu do przekonania trafić – ale wierzący w mus jakiś idący z zewnątrz chce, żeby inny człowiek ugiął się przed musem: stąd ta terrorystyczna agresywność w propagandzie. Jest to nienawiść ślepych niewolników do tych, co nie chcą uznać musu, do tych, co sami z siebie chcą wierzyć. Terror narzucania – to właśnie jedyny wyraz ich credo.

Potworna karuzela: skaczą ludziska na „awangardowo” pomalowane koniki i z wściekłością ćwiczą… swoich sąsiadów: oni to winni, że koniki postępu kręcą się w kółko nie mogąc niczego wyprzedzić. Winni ci, co nie chcą uznać musu! A przy tym wciąż i wciąż działa jeszcze wiara w automatycznie działający postęp. Słuszność sądu Brzozowskiego, że najgorszym rodzajem klerykalizmu jest tzw. polska myśl postępowa, jest aż nadto oczywista. Bierna masa tzw. inteligencji i pseudointeligencji oszołomiona kalejdoskopem gwałtownych przemian demonizuje i automatyzuje wszelkie silniejsze prądy…(Stefan Kołaczkowski)

całość tu: „O niewidzialnym terrorze i idei przełomu” [1938]

podobne: „Muza nie żyje”: Kiedy sztuka jest wyrazem wysokiej kultury? „Jezus wyszydzony”: Zmaganie się o duszę tego świata. oraz: Śmierć i dziewczyna” czyli… Socjal Demokracja jako sztuka dymania podatnika. Czas skończyć z „coolturą” za publiczne pieniądze. i to: „Nie ma ludzi” i Kisiel wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii, moralności, cnoty i nacjonalizmu.

„Jednym z kluczowych aspektów kulturowego marksizmu jest postmodernizm:

Postmodernizm stoi w opozycji do cywilizacji, w szczególności cywilizacji Zachodu, i w opozycji do prawdy, że społeczeństwo posiada zaakceptowaną prawdę absolutną. Mogą to być prawdy religijne bądź moralne, z którymi większość postmodernistów się nie zgadza i które usiłuje zdyskredytować długoterminowo (długi marsz przez instytucje) w celu ponownego ukształtowania myśli i „ludzkiej świadomości” w przeciw-Narodowe, przeciw-religijne, przeciw-rodzinne, przeciw-płciowe i przeciw-tożsamościowe poglądy…

Widzi Zachodnią cywilizację jak tą w wojnie i cierpieniu i nigdy nie postrzegają jej jako cywilizacji, która dała tak wiele światu w nauce, technologii, medycynie, odkryciach, eksploracji przestrzeni kosmicznej, sztuce, muzyce, etc… 

Poczucie lojalności i obowiązku wobec swego Narodu, kultury, naszej religii jest widziane jako bycie przez ludzi prezentujących te przymioty ofiarami okoliczności, tzn. postmodernizm wierzy, że jest to system, do którego ludzie się rodzą i nie mają wyboru w decydowaniu za samych siebie. Więc ktokolwiek, kto jest religijny lub patriotą podpiera to „represyjne” społeczeństwo w oczach postmodernistów. Dla postmodernisty wszystko jest społeczną konstrukcją, tzn. nie jest prawdziwe.

Ludzie mają wolność wierzenia w Boga jeśli tak sobie życzą, ale postmoderniści nie uznają tego indywidualnego wyboru, lecz raczej używają go do realizowania swoich rewolucyjnych zamiarów. To samo tyczy się do ich buntowniczej postawy wobec Narodów, kultury, tradycji, rodziny i wszystkich podstaw zrodzonych z przed- i współczesnego świata. Widzą je jako przestarzałe i represyjne a siebie widzą jako mających indywidualne prawo, przez racjonalność i ludzki rozsądek, odrzucić te kulturowe normy na korzyść postmodernistycznych idei, które są rewolucyjne i w opozycji do wszystkich form religii (Chrześcijaństwa w szczególności), patriotyzmu, wartości rodzinnych i koncepcji dobra i zła.

Postmodernizm widzi świat z egalitarnego punktu widzenie. Wszystko powinno być równe i przez dekonstruowanie „starego” z „nowym”, w co jak wierzą ma nadejść. Ta fałszywa idea objawia się na wiele sposobów. Naród i jego kulturowa i etniczna tożsamość zostaną wykorzenione na rzecz świata bez granic, gdzie każdy jest taki sam i „równy”.

…Naturalne role płciowe mężczyzny i kobiety w powstającej się rodzinie są wyśmiewane i opisywane jako staromodne Chrześcijańskie zniewolenie kobiety i dzieci, uznawane że dzieci są lepiej wychowywane i edukowane poza środowiskiem rodzinnym. To miejsce, gdzie radykalny feminizm wkracza do gry i homoseksualnego porządku…

…Argumentują, że homoseksualność jest naturalna jak heteroseksualność i tak samo naturalna jak tradycyjna, bo tradycyjna rodzina jest konstrukcją społeczną i nie jest „prawdziwa”…

postmodernizm i kulturowy marksizm są dwiema stronami tej samej monety…

całość tu: Postmodernizm i kulturowy marksizm polecam również: Czym jest kulturowy marksizm؟ Imigracja, gender, język, polityczna poprawność

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. i to: „Konwencja CAHVIO” i „Monaliza” czyli zamiast mniej to więcej przemocy w i na rodzinie. a także: O dzieciach krzywdzonych w imię POstępu i tolerancji polecam również: Michalkiewicz o porządkach rewolucyjnych wg. strategii bolszewickiej (na podstawie 6-cio latków i konwencji „CAHVIO”), oraz Szczureida (do Szczurospolitej) czyli… „wolność” w postkomunizmie. i jeszcze: Pedofilia w Kościele. Ideologiczny raport Komitetu ONZ. Bezpardonowy atak marksizmu. oraz: „Egzamin z orgazmu” kontra „Wychowanie Seksualne w Rodzinie”. a także: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym.

Jak wychować społeczeństwo…

„…kołtun, w retoryce liberalnej lewicy, oznacza zwyczajnego człowieka. A zwyczajnego człowieka postępowcy nienawidzą, bo jest zadziwiająco odporny na księżycową ideologię. Blisko 30 lat intensywnej pracy nad stworzeniem posłusznego głupca, który dowolną zasuflowaną mu brednię uzna za własne intelektualne odkrycie, ciągle nie przyniosło lewicy spodziewanych owoców.

…Zachód, w odróżnieniu od Polski, okazał się znacznie bardziej podatny na inżynierię społeczną. Kto wie, może gdybyśmy nie trafili po wojnie pod sowiecki but, przypominalibyśmy dziś Hiszpanię, do niedawna katolicką i porządną, która próbuje dziś z gorliwością neofity udowodnić Europie, jak bardzo jest nowoczesna.

Choć i tam po legalizacji adopcji przez pary homoseksualne i usunięciu z języka urzędowego pojęcia ojca i matki (no bo jak stwierdzić, który z dwóch gejów jest mamusią?) wyborcy przegnali oszalałego premiera Zapatero, gdy ten postanowił nadać prawa człowieka szympansom.

Gdy życie doczesne staje się priorytetem i jedynym celem, wszystko to, co wcześniej kierowało człowiekiem – religia, moralność i tradycja – zostaje zastąpione przez mamonę. Na marginesie warto tu dodać, że niejeden polski leming, który w poszukiwaniu sukcesu wyjechał za pracą do wielkiej korporacji, stał się równie bezrefleksyjną ofiarą tego samego procesu.

W Europie awans społeczny też zrobił swoje, schlebianie różnym idolom hołoty: gwiazdom filmowym czy muzycznym, które oferowały publiczności zdjęcie własnego tyłka lub siarczysty bluzg do mikrofonu. Wszystko to było pożądane, bo „przełamywało konwencje”. Konwencje dobrego smaku, kultury, rozumu. A więc niszczyło te wartości, oddając je w ręce barbarzyńców.

Odcięciu Polski od pogoni za kasą sprzyjała wówczas nie tylko wszechobecna komunistyczna bieda, ale także silna pozycja Kościoła. W odróżnieniu od tak chwalonej od czasów Webera etyki protestanckiej katolicyzm zachował zdrowy dystans do bogactwa i przestrzegał w swoim nauczaniu przed dyktaturą mamony.

Tymczasem protestancka etyka pracy traciła stopniowo swój religijny charakter, stając się po prostu etyką chciwości. Ostatni gwóźdź do trumny wbili sobie sami zachodnioeuropejscy protestanci, pragnąc dopasować swój Kościół do nowych czasów i nadążać za postępowymi hasłami, a to wyświęcając kobiety, a to dopuszczając gejów do posługi duszpasterskiej, a to udzielając ślubów parom homoseksualnym.

Pragnienie podążania za kolejnymi fascynacjami wiernych doprowadziło ostatecznie Kościół protestancki do upadku. Bo po co komu Kościół, który nie stawia żadnych wysokich wymagań swoim członkom? Nic dziwnego, że zbory w niemal całej protestanckiej części Europy zamienione są dzisiaj w sklepy z pamiątkami. Wierni poszli zarabiać kasę i nie mają czasu na zabobony….

„Nowoczesność” to tyrania mniejszości, która narzuca większości swoją wolę. Instrumentem tyranów jest polityczna poprawność, która usuwa z przestrzeni publicznej wszystko to, co mogłoby podważyć władzę mniejszości.

Są tu grupy uprzywilejowane: osoby homoseksualne, feministki, antyklerykałowie wszelkiej maści, wyznawcy Kriszny, Brahmy, czarnej magii i kolorowych wielorybów, panie mające się za panów i odwrotnie, poprawiacze historii i literatury oraz przedstawiciele wszelkich ras i kultur, pod warunkiem że nie są biali i nie mają nic wspólnego z kulturą europejską. Słowem, konglomerat osób, które mogą mieć kłopoty z odnalezieniem się wśród zwykłych ludzi, otoczony troskliwą opieką lewicowych kapłanów.

Zwykli ludzie są w tym systemie akceptowani pod warunkiem, że narzucony im dyktat mniejszości uznają za własny, dobrowolny wybór. Nie wystarczy bowiem przyjąć „nowoczesności” jako historycznej konieczności, trzeba jeszcze się z nią utożsamiać i w nią wierzyć…

…Ściągani masowo do niskopłatnej pracy muzułmanie mieli być sojusznikami postępowców w walce z rodzimą reakcją. Ideologia multikulturalizmu, do której wciągnięto także Afrykanów, Azjatów i innych przybyszów z dawnych kolonii, mała rozmiękczyć chrześcijańską tożsamość Europy, sprawić, że pod zasłoną bogactwa różnych kultur uda się pozbawić zarówno Europejczyków, jak i imigrantów ich kręgosłupów.

Ten zamysł udał się w przypadku Europejczyków, co pokazuje tylko, w jak fatalnej kondycji znajduje się dziś cywilizacja zachodnia. Kompletnie za to zawiódł w przypadku imigrantów, zwłaszcza muzułmańskich. Jedyna nauka, jaką muzułmanie wyciągnęli z przymilnych uśmiechów lewicowych dandysów, była taka, że Zachód to pękające w szwach siedlisko zepsucia. I że niewiele potrzeba, aby się z nim rozprawić, zagarniając przy okazji całe jego bogactwo.

Dżihad islamistów to odpowiedź na próby modernizacji podejmowane przez postępowców na Bliskim Wschodzie i w Afryce. To również reakcja na słabość Zachodu. Islamiści są fanatykami, ale nie są na tyle głupi, aby rozpoczynać wojnę bez przekonania, że można ją wygrać. Wielu z nich, zwłaszcza Afrykanom, dodatkowo pomaga fakt, że Europejczycy biją się ciągle w piersi z powodu bezeceństw, których się dopuścili w czasach kolonialnych.

Oczywiście to prawda, ale największym bezeceństwem była paniczna ucieczka z kolonii i oddanie ich pod władzę satrapów, którzy doprowadzili swoje państwa do katastrofy. Wszystko to oczywiście pod postępowym hasłem walki z kolonializmem.

W rezultacie zamiast postępu Zachód boryka się z nieustającą imigracją. Imigracją, która nabija kabzę przemytnikom ludzi, bo przecież postępowa Europa nie może się uchylać od przyjmowania uchodźców, nawet jeśli ci gardzą Europą i szukają w niej tylko niezłej pracy.

Najazd uchodźców wyżłobił jednak rysę na postępowym obrazie Europy. Oto jak grzyby po deszczu zaczęły się w ostatnich latach pojawiać na Zachodzie partie protestu. Niemal wszystkie – od najdłużej działających, takich jak Front Narodowy we Francji, Partia Wolnościowa w Holandii czy Wolnościowa Partia Austrii, po te świeższej daty, jak Pegida w Niemczech – sprowadzają swoje hasła do jednego: zaostrzenia prawa azylowego i ograniczenia napływu imigrantów. Celem jest ochrona miejsc pracy, przywrócenie poczucia bezpieczeństwa oraz obrona przed islamizacją.

…Mimo że zachodnioeuropejski mainstream wrzuca te ugrupowania do jednego worka z nazistami i faszystami, próbując je w ten sposób wykluczyć z debaty publicznej, żadna z nich – może poza Frontem Narodowym – nie jest tak naprawdę partią prawicową.

Większość z nich to partie liberalne, które – jak Holendrzy z ugrupowania nieżyjącego już Pima Fortuyna – nie chcą, aby jacyś zasmarkani muzułmanie, Polacy czy inni Murzyni psuli ich otwarte i tolerancyjne państwa.

Brzmi absurdalnie? Owszem, ale taka jest ideologia tych partii. Chcą otwartości i tolerancji, ale tylko we własnym, ekskluzywnym, zachodnioeuropejskim sosie.

Sam Fortuyn został zamordowany w 2002 roku przez niejakiego Volkera van der Graafa. Morderca, działający jako aktywista na rzecz praw zwierząt, uzasadnił zamach stwierdzeniem, że Fortuyn „traktował muzułmanów jak kozły ofiarne”, co – jak można wnioskować – mogło w jego mniemaniu urągać również kozłom.

Tak czy owak Fortuyn był niedoszłym komunistą i zdeklarowanym gejem. Z prawicą, podobnie jak wielu innych liderów tego typu partii, nie miał nigdy nic wspólnego.

Jorg Haider, również nieżyjący już lider Austriackiej Partii Wolnościowej, był synem nazisty, zwolennikiem idei pangermańskiej i zaciekłym antyklerykałem.

Lutz Bachmann, szef Pegidy, to urodzony w NRD syn rzeźnika. Był dilerem narkotykowym oraz właścicielem klubu nocnego.

Biografie i poglądy liderów zachodnich partii protestu wskazują, że Europa, pomimo narastającego sprzeciwu wobec establishmentu, nie wraca do korzeni. Przeciwnie, postępowa ideologia rodzi nowe dzieci. Pełne ksenofobii, rasizmu, ale za to wolne od religijnych czy obyczajowych przesądów. Można się zastanawiać, czy nowa antyimigrancka rewolta obali dotychczasowy reżim, ale nie należy się raczej po niej spodziewać chrześcijańskiego miłosierdzia.

…jedynie przekonanie o sile wyznawanych wartości może stanowić skuteczną tarczę przed obcymi kulturami. Dopiero wtedy, gdy zapewnione jest wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa, staje się możliwe miłosierdzie wobec naprawdę potrzebujących pomocy.

Takiego bezpieczeństwa nie zapewnią nam z pewnością kapłani fałszywej religii z ich ciągle powtarzaną mantrą o otwartości i tolerancji. Zwłaszcza że za ich plecami kryje się już zgraja liberalnych mini-Hitlerków czekających na okazję, aby tę otwartość i tolerancję ograniczyć wyłącznie do narodów wybranych.” (Konrad Kołodziejski)

źródło: rp.pl polecam również: Współczesna Edókacja i Poprawność Polityczna – napisy PL

„…Ci ludzie nie wierzą w żadnego Boga. Tych ludzi wcale nie interesuje zbawienie, nie chcą nikogo nawracać. Oni wierzą tylko w nieograniczoną totalną władzę, którą dla siebie i sobie podobnym chcą zdobyć. Ich świątynie to punkty i platformy wymiany i pomnażania pieniądza, banki i giełdy zarządzające rozmnażającą się biurokracją, która ma kontrolować podległą populację. Oni imitują raka, dlatego normalnym ludziom tak trudno w porę rozpoznać ich cele i intencje.

Oni realizują swój program stwarzając kryzysowe sytuacje, aby następnie ofiarować nam pomoc, której przyjęcie stopniowo pozbawi nas zdobytych zasobów, wolności i wreszcie naszej tożsamości. Gołym okiem widać też, że właśnie te siły destabilizują świat islamu używając go w pierwszym rzędzie do zniszczenia chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie.

Ci spiskowcy uchodzą zwykle za mecenasów uciśnionych mniejszości i do perfekcji opanowali sztukę zawłaszczania zasobów większości, oraz konfliktowania jednych grup przeciwko drugim, bez znaczenia czy są to grupy gender, mniejszości narodowe, religijne, rasowe, a nawet wiekowe. Oni w sposób widoczny może nie niszczą fizycznie pomników historii jak ISIS, oni są znacznie groźniejsi. Niszczą stopniowo wyznawane przez nas wartości, na których opiera się przez wieki wypracowana nasza kultura i nasza tożsamość.

Jednocześnie dominując w głównym nurcie mediów i systemie edukacji wmawiają nam, że czynią nas doskonalszym, nowoczesnym człowiekiem wyzwalając nas z ograniczeń tradycji, zabobonu i religii. Usilnie i wielotorowo pracują nad rozluźnieniem wypracowanych przez tysiąc lecia więzi, które łączą nas w rodzinę, religię, naród i państwo. Tak więc nie rozbijając przepięknych pomników i zabytków kultury, zabijają ją samą, próbując ośmieszyć i zniszczyć wartości, będące fundamentami całej naszej cywilizacji.

Wrogiem tych sił jest tradycyjna rodzina, wrogiem jest patriotyzm i państwo narodowe, a śmiertelnym ich wrogiem jest religia. Dopiero mozolna praca począwszy od szkoły, poprzez media i masową kulturę na ośmieszyć stary porządek, tak aby ludzi zatomizować i pozbawić rodzinnej, środowiskowej i narodowej więzi. Produkt takiej operacji staje się ludzkim pustakiem i wydmuszką, którą mogą kierować ze swojej świątyni kontrolującej pieniądz i stworzone nowe potrzeby i społeczne interakcje.

To oni używają kryzysów, prowokacji i buntów wszczynając niepokoje, aby rękoma naiwnych rozbijać sprawdzone przez wieki instytucje i struktury, od rodziny do państwa narodowego. Stwarzając chaos, używając jednych przeciwko drugim chcą doprowadzić istniejący porządek do ruiny i zaprojektować podwaliny pod nowy porządek społeczny, którym kierować będą już tylko oni.

Ciągle mamy jednak szansę, aby nie ulec siłom, które chcą nas oderwać od polskości i sobie podporządkować. Potrzebna jest patriotyczna edukacja i wykazanie kim są ci ludzie, którzy gardzą polską tożsamością i z których nihilizmem przychodzi nam się zmierzyć.

Akurat my Polacy mamy piękną tradycję w sytuacjach zagrożeń jednoczenia się w obronie patriotycznych idei i wartości. Wierzę, że przy poświęceniu, sumiennej pracy i odrobinie szczęścia i Bożego błogosławieństwa tę walkę wygramy. W tym jakże wyjątkowym okresie Świąt Bożego Narodzenia ofiarujmy również swoją refleksję w trosce o Polskę.

Tak nam dopomóż Bóg!” (Jacek K. Matysiak)

całość tu: Jakie siły zagrażają dzisiaj Polsce i Europie?

podobne: Marsz „Polski dla Polaków” i antypolska histeria w „zagranicznych” mediach dla których nacjonalizm to rasizm. oraz: Kłamstwo „POstępu” i neobolszewizm czyli… „Ustawa o uzgodnieniu płci”. Niemiecka AfD ma już dość gender. Marek Chodakiewicz: Trwa czwarta faza rewolucji – atak na rodzinę i to: Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł). a także: O polityce miłości (inaczej). Francja: Feministki przeciwko seksizmowi w zabawkach. Niemcy: Zatrzymać seksualizację dzieci. Polska: MEN chce ograniczyć uprawnienia rodziców. Lepkowski o pedofilii wśród Rabinów. polecam również: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu”.

Henri Bergson, według którego główną rolę w procesie życiowym odgrywa nie rozum, ale pęd życiowy powiedział:

„Na szczęście, niektórzy rodzą się z duchowymi systemami odpornościowymi, które wcześniej czy później odrzucają iluzoryczny światopogląd zaszczepiany im od urodzenia przez społeczne warunkowanie. Zaczynają odczuwać, że coś jest nie w porządku i zaczynają szukać odpowiedzi. Wewnętrzna wiedza i nietypowe doświadczenia zewnętrzne pokazują im stronę rzeczywistości, na którą inni są niepomni, i tak zaczyna się ich podróż przebudzenia. Każdy krok tej podróży wynika z podążania za sercem zamiast podążania za tłumem i poprzez wybieranie wiedzy ponad woale ignorancji.”

Parafrazując, można zgodnie z literą tej mądrości powiedzieć że…

Na szczęście niektórzy rodzą się (na pohybel gender propagandy i mitycznemu „terrorowi” któremu są poddawane kobiety) z duchowymi systemami odpornościowymi zwanymi zdrowym rozsądkiem, logiką i wyczuciem prawdy o tym że te tzw. „nietypowe doświadczenia zewnętrzne” to tylko wybryki natury i wyjątki od naturalnej reguły. Dzięki temu nawet jeśli w młodości dają się uwieść ideologii marksistowskiego postmodernizmu, to prędzej czy później odrzucają iluzoryczny światopogląd postmodernistów/marksistów, nachalnie wciskający ludziom kit (z pogwałceniem ich prawa do wolności) o tym, że idee takie jak etyka, moralność, tradycja, indywidualizm, wolna wola i prawda (obiektywna) nie istnieją albo że są fałszywe tudzież „opresyjne”. Bo to właśnie owe uwarunkowania trzymają jeszcze jakoś ten świat w ryzach, które próbują poluźnić różnego rodzaju libertyni i psychopaci żeby móc bez przeszkód realizować swoje chore fantazje. Ludzie zaczynają odczuwać (czują) że coś jest nie w porządku w próbie pogwałcenia ich prawa do indywidualności (w imię niedookreślonego egalitaryzmu), tudzież w twierdzeniu że homoseksualizm jest „naturalnym” przejawem seksualności ludzkiej (na równi z hetero), albo że mężczyzna może być kobietą (i na odwrót), marchewka to owoc, kwiat to życie ale człowiek poczęty już nie.

Zaprzeczanie wiedzy ugruntowanej na wielowiekowych osiągnięciach nauk przyrodniczych, fizyki, filozofii, prawa, matematyki, logiki i etyki, oraz doświadczeniu wynikającemu z obiektywnej empirycznie i racjonalnie obserwacji życia – przejawiającej się w nieustannym rozwoju ludzkości, pokazują prawdziwą stronę rzeczywistości z której wynika że koń to nie słoń, i że lepiej karać zbrodniarzy za zło które popełniają, niż pozwalać im chodzić wolno w myśl prawa do „swojej prawdy”, otóż zaprzeczanie tej rzeczywistości jest czystym szaleństwem i prowadzi prostą drogą do degradacji człowieczeństwa i sensu jego istnienia.

Niepomnych na tę „brutalną” rzeczywistość w swoim „poczuciu wolności” że jest (albo że powinno być) „na odwrót”, jeśliby kiedykolwiek próbowali wyjść poza swoje święte prawo do wierzenia w „potwora spagetti”, w kierunku ugruntowania go przymusem państwowym na polu prawa, tak by zmusić innych ludzi do „postępowego” patrzenia na świat, otóż takie towarzystwo należałoby po prostu wyłapać i odizolować od reszty społeczeństwa jako niebezpiecznych dla otoczenia wariatów. Dopóki sobie wierzą i uprawiają te swoje teorie we własnym środowisku (na swój koszt i odpowiedzialność), to niech sobie żyją jak chcą. Tak jak się zaczęła ich „podróż przebudzenia”, tak każdy kolejny krok tej podróży wynikającej z podążania (w ich mniemaniu) „za sercem” niech pozostanie na zewnątrz tego tłumu (którym przecież gardzą za jego małostkowość), albowiem to tzw. serce okazuje się w ich wykonaniu zwykłą chucią, zachcianką, tudzież inną chwilową i subiektywną zwierzęcą potrzebą (rodem ze śmietnika ideologii) wynikającą z prymitywnego pożądania, której nikt inny poza samymi zainfekowanymi nie potrzebuje żeby żyć jak człowiek, albo się nią w jakiś sposób dowartościowywać.

Tymczasem (na szczęście) lód woli najwyraźniej pozostawać w „woalach ignorancji” i ma do tego prawo. Wszak szanujący się postępowiec wierzy po pierwsze w to że każdy człowiek jest wolny (abstrahując od tego co jeden z drugim rozumie pod pojęciem wolności), a nawet jeśli nie ma takiego prawa to przecież prawem demokracji (również uwielbianej przez postępowców) gdzie większość ma zawsze „rację” jednak posiada prawo do jakiejś racji, nieprawdaż? Więc wszelkiego rodzaju mniejszości nie mają innego wyjścia jak przekonać do siebie tę większość, lub się jej podporządkować. Czyż uprawiając relatywizm i dowolność, oraz wywracając obiektywne prawdy i porządek do góry nogami, ci tzw. „oświeceni” i „postępowi” nie ukręcili sami na siebie bat? Czyż to nie paradoks że sami wytrącają ludzkości z ręki jedyny oręż zdolny przemówić masom do rozumu? Bo albo rządzi prawda i dobro obiektywne (niezależne od kaprysu tłumu, czy jednostek), albo subiektywna wola mniejszości czyli prawo do mania racji przez każdego. Skoro wszyscy mogą mieć rację (bo prawdy obiektywnej nie ma) to o co tak naprawdę walczą postępowcy? Czyżby o to żeby nikt jej jednak nie miał? Czy w związku z tym nie powinni jej mieć na pierwszym miejscu głosiciele tego bezsensu?… (Odys)

rys. Wojciech Romerowicz

rys. Wojciech Romerowicz

Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?


"Democracy in Fallujah" Franciszek C. Kulon

„Democracy in Fallujah” Franciszek C. Kulon

„…1300 lat temu, obok nowopowstałej Europy chrześcijańskiej, ukształtowała się Europa muzułmańska o mniejszym zasięgu terytorialnym, obejmującym obszar Półwyspu Iberyjskiego. Właśnie tam, na bazie germańskiego (wizygockiego) oraz romańskiego (iberyjsko-łacińskiego) dziedzictwa, dokonano „jedynego poważnego przeszczepu cywilizacji arabsko-muzułmańskiej na grunt europejski” – jak stwierdził arabista Francesco Gabrieli [1]. W rzeczywistości mowa tutaj raczej o przeszczepie kulturowym niż etnicznym, ponieważ, zgodnie ze słowami jednego z hiszpańskich badaczy, „…hiszpańscy muzułmanie, którzy byli potomkami osób nawróconych na religię najeźdźców, byli Hiszpanami czystej krwi; w pozostałych przypadkach, na skutek zawierania licznych związków międzykulturowych, w ich żyłach również przeważała hiszpańska krew” [2].

W muzułmańskiej Hiszpanii małżeństwa mieszane były rzeczywiście częstym zjawiskiem, ponieważ muzułmanie chcieli, by matkami ich dzieci były autochtonki, w szczególności te urodzone w Galicji, ziemi starożytnych osad celtyckich. Jak zauważa jeden z historyków badających dzieje muzułmańskiej Hiszpanii, „w związku z tym, że ich potomkowie nosili wyłącznie imiona męskich przodków, czysta arabska krew, wielokrotnie wymieszana z krwią hiszpańską, uległa rozcieńczeniu w kolejnych pokoleniach; im więcej imion arabskiego pochodzenia nosił człowiek, tym mniej afrykańskiej krwi płynęło w jego żyłach. Błędne jest zatem założenie, że każdy hiszpański muzułmanin był Arabem, a wszyscy chrześcijanie byli Rzymianami czy Gotami i uciekali na północ podczas inwazji – stwierdza; błędne jest przekonanie, że »rekonkwista« była trwającą osiem wieków wojną pomiędzy stroną »rzymsko-gocką« z północy i »arabsko-andaluzyjską« z południa” [3]…

…Emirat Granady (1246–1492), ostatni bastion islamu w zachodniej Europie, upadł po zdobyciu miasta przez Ferdynanda Aragońskiego i Izabelę Kastylijską. Hiszpanie celebrują to wydarzenie jako zakończenie rekonkwisty, inni patrzą na nie z odmiennej perspektywy. Warto tutaj przytoczyć słowa Fryderyka Nietzschego: „Cudowny mauretański świat kultury w Hiszpanii, pokrewniejszy nam w gruncie, bardziej przemawiający do naszego zmysłu i smaku, niż Rzym czy Grecja, został zdeptany – nie mówię czyimi nogami – dlaczego? Ponieważ zawdzięczał swoje powstanie dostojnym, męskim instynktom, ponieważ wciąż jeszcze mówił życiu »tak« rzadkimi i wyrafinowanymi kosztownościami życia mauretańskiego!” [5]. Obecność islamu w Hiszpanii trafnie podsumowuje Sigrid Hunke: „Przykład Hiszpanii pokazuje, że dwieście lat arabskiego panowania wystarczyło, by biedny, zapuszczony i ciemiężony kraj stał się jednym z najważniejszych państw Europy i całego zachodniego świata, a wszystko to dzięki pewnej kulturze, która rozprzestrzeniła się we wszystkich grupach społecznych oraz rozkwitowi nauki i sztuki. Swoją uprzywilejowaną pozycję Hiszpania utrzymała przez pięć wieków aż do momentu, w którym islam został wyparty” [6].

Italia

Zanim Tarik i Musa ibn Nusajr dotarli na Półwysep Iberyjski, to właśnie Italia stała się obiektem zainteresowania Saracenów (którzy w większości byli Berberami), co miało miejsce około połowy VII w., gdy półwysep był politycznie podzielony między Longobardów, Bizantyjczyków oraz Papiestwo…

…Armia islamskiego emiratu, który powstał na terytoriach odpowiadających dzisiejszym prowincjom Bari, Matera oraz Tarent, trzymało w szachu Franków i Bizantyjczyków. Przypadek Bari nie jest jedynym przykładem islamskiego organizmu politycznego, który powstał na Półwyspie Apenińskim – istniały również muzułmańskie państwa w Amantei i nad rzeką Garigliano – jednak bez wątpienia jest to przykład najbardziej istotny. Bari cieszyło się tak wielkim dobrobytem, że do miasta, ożywionego przez intensywny rozkwit gospodarczy, napływali Longobardowie opuszczający ziemie południowej Italii. Jak pisze jeden z historyków, muzułmanie w Bari „nauczyli mieszkańców 24 apulijskich grodów, czym jest tolerancja religijna w czasach pokoju, jak użytkować ziemię, jak czerpać korzyści z wymiany towarów” [7].

Okres obecności islamu na Sycylii był dłuższy i jeszcze bardziej wspaniały. (…) F. Gabrieli ocenia panowanie muzułmańskie na Sycylii jako „pozytywne i korzystne ze względu na ożywienie ubogiej struktury etnicznej bizantyńskiej Sycylii, a przede wszystkim z uwagi na poczynione zmiany w zakresie warunków ekonomicznych i społecznych wyspy, w tym likwidację latyfundiów, promowanie małych gospodarstw wiejskich, rewitalizację sycylijskiego rolnictwa i wzbogacenie go o nowe techniki oraz uprawy” [8]. „Rolnictwo i handel – stwierdza inny badacz – na nowo rozkwitały: coraz liczniejsze były przypadki zmiany wyznania, nie pod przymusem, lecz pod wpływem spontanicznego pragnienia wznieconego przez owych pobożnych ludzi, a także podziwu, jaki budziła wyżej rozwinięta cywilizacja najeźdźców. Odzwierciedlenie dobrobytu i wytworności Orientu, życia kulturalnego Bagdadu, Kordoby czy Kairu, można było odnaleźć również w Palermo” [9]. Spośród zamieszkujących Sycylię autochtonów, Berberów i Persów (z których wielu zajmowało stanowiska wojskowe i urzędnicze) ponad 300 tys. osób było muzułmanami. Palermo, przez podróżników opisywane jako jedno z najpiękniejszych i najlepiej prosperujących miast Śródziemnomorza, wraz ze swoimi trzystoma meczetami – z których największy miał być miejscem spoczynku szczątków doczesnych Arystotelesa – mogłoby konkurować z Kordobą, a nawet z Kairem czy Damaszkiem…

Bałkany

W 1492 r. Granada znalazła się pod panowaniem katolickich królów. W ciągu jednego tylko stulecia, podczas gdy gwiazda islamu gasła na zachodzie Europy, Półksiężyc wschodził na jej wschodzie. Imperium Osmańskie przejęło bałkańskie ziemie, które dawniej należały do Rzymu i Konstantynopola. Dunajski limes, oddzielający niegdyś terytorium Cesarstwa Rzymskiego od przestrzeni, którą zamieszkiwali barbarzyńcy, przez cały XV wiek pełnił rolę linii demarkacyjnej pomiędzy dâr al-islâm a dâr al-kufr. Niedługo później Sulejman Wspaniały – niczym Trajan, który prąc na północ Dunaju, przyłączył Dację do Cesarstwa Rzymskiego – podbił naddunajskie obszary leżące między Belgradem a Budą, poszerzając strefę wpływów Wysokiej Porty o Wołoszczyznę, Mołdawię i Transylwanię. Podobnie jak w czasach panowania rzymskiego, także wówczas na jedno imperium składały się, oprócz obszaru bałkańsko-dunajskiego, Morze Czarne i jego wybrzeża, Armenia, Mezopotamia, Anatolia, Syria, Palestyna, Egipt oraz Afryka Północna aż po granice Maroka.

Nowopowstałe imperium ze stolicą w Europie, którego terytorium rozciągało się na trzech kontynentach, przyjęło do swojej klasy urzędniczej szereg Europejczyków, pochodzących zarówno z Europy wschodniej, jak i zachodniej. Mowa tutaj nie tylko o licznych Włochach, którzy w XVI w. przeszli na islam, jak na przykład: Uluch Ali, z pochodzenia Kalabryjczyk, który w bitwie pod Lepanto jako jedyny z otomańskich admirałów nie uległ chrześcijańskiej flocie; wenecjanka Cecilia Baffo, ukochana małżonka sułtana Selima II;Ludwik Gritti, syn weneckiego doży, który został gubernatorem Węgier; oraz wielu innych bejlerbejów pochodzących z Sardynii, Korsyki, Ligurii oraz Kalabrii, którzy rządzili w Algierze. Mowa również o licznych Włochach, Francuzach, Węgrach, Polakach i Chorwatach, którzy w XVIII i XIX w. przyjmowali islam i powierzali Wielkiej Procie swoją wiedzę naukową, umiejętności wojskowe i administracyjne.

Przełomowe wydarzenia, takie jak zdobycie Konstantynopola przez Osmanów i osiedlenie się dynastii w stolicy Cesarstwa wschodniorzymskiego, wzbudziły w chrześcijańskiej Europie obawy o utratę honorów i władzy, dzięki której władcy osmańscy mieli stać się spadkobiercami cesarstwa…

…Ciekawy i niezwykle wymowny w tym kontekście jest mit o pochodzeniu, który miał dowodzić pokrewieństwa Turków i Rzymian, a tym samym umacniać w świadomości ówczesnych europejczyków przekonanie, że Imperium Osmańskie jest prawowitym spadkobiercą dziedzictwa starożytnego Rzymu. Niektórzy utrzymywali, wychodząc od fonetycznego podobieństwa łączącego Turków i Teukrów [Trojan], że Mehmed był potomkiem Teukrosa, pierwszego króla Troi, a więc mścił się na potomkach Greków za krzywdy wyrządzone Trojanom. Co więcej, we Francji krążyły plotki o pewnym liście, który Mehmed miał wysłać papieżowi Mikołajowi V, by wyrazić w nim swoje zaskoczenie faktem, że Włosi są mu nieprzychylni, podczas gdy, za sprawą Eneasza, wywodzą się z tego samego trojańskiego rodu, co Turcy….

…Obok islamu arabskiego, perskiego, tureckiego, indyjskiego itd., istniał zatem również – choć jedynie tymczasowo i na ograniczonej przestrzeni geograficznej – islam europejski. Dziś należy zadać sobie pytanie, czy taka ewentualność może jeszcze zaistnieć, i jakie warunki musiałyby zostać spełnione, by do tego doszło.

polecam lekturę całości tu: Claudio Mutti: Europa muzułmańska

…”jakie warunki musiałyby zostać spełnione, by do tego doszło.” A cóż to za pytanie? Normalny Europejczyk któremu leży na sercu dom w którym mieszka, rodzima cywilizacja, kultura czy religia zadałby raczej inne – co należałoby zrobić aby do tego NIE doszło. No ale trudno się dziwić takiemu pytaniu ze strony autora, który nie ukrywa w swoim tekście sympatii dla wpływu cywilizacji arabskiej na podbite rejony „starego” kontynentu (podpierając się na dodatek cytatami z Fryderyka Nietzschego 🙂 ). Jakby rozwój i prosperity było na tym świecie domeną wyłącznie arabską.

O ile ciężko jest nie przyznać racji historycznym faktom które przywołuje Pan Mutti, to już wyraźne rozsmakowanie się w dobrodziejstwie z okupacji bądź co bądź NAJEŹDŹCÓW wywołuje u mnie mieszane uczucia. Zwłaszcza w czas nasilającego się obecnie w Europie kryzysu imigracyjnego (zaznaczmy że z państw dla nas Europejczyków mało cywilizowanych) i towarzyszącej mu wojny cywilizacyjnej, oraz terroryzmu, który chociaż nie powinien być utożsamiany z Islamem (tak jak IRA nie jest tożsama z katolicyzmem) to jednak w pewnym wymiarze chętnie się nim posługuje jako celem ideowym. Podobnie mieszane uczucia wywołuje u mnie posługiwanie się terminem „islam europejski”. To tak jakby mówić o arabskim katolicyzmie – rzecz zupełnie nie do pomyślenia w krajach arabskich, pomijając fakt że religia nie ma tożsamości narodowej (bo może być „charakterystyczna” dla różnych narodów, czasem nawet wrogich sobie) czy cywilizacyjnej gdyż jest to indywidualna (bądź zbiorowa) relacja człowieka z Bogiem. Nie wiem czy na całym świecie znajdziemy państwo będące w 100% monolitem pod względem religijnym, etnicznym czy narodowościowym. Cały „myk” porządku polega więc wyłącznie na zdrowych proporcjach „przybyszów” (i ich tradycji) wobec autochtonów wśród których mieszkają, i utrzymaniu tych proporcji w każdym aspekcie życia społecznego, kulturowego i wyznaniowego charakterystycznego tożsamościowo na danym terenie. Mniejszość (nie tylko zresztą imigracyjna) nie ma żadnego prawa narzucać, emancypować się ponad, czy zrównywać, specyficznych dla siebie zachcianek z prawami rodzimej większości. „Gość w dom Bóg w dom” ale kto zakłóca jego mir, i zabiera się (nie pytając domowników o zdanie) za przestawianie mebli, nie szanując praw i przywilejów gospodarza ten zasługuje na co najmniej wyproszenie… (Odys)

podobne: Templariusze. Słudzy Kościoła walczącego a także: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”. i to: Turczyn rośnie w siłę… bez „Unii”

„…Na pytanie, jak wielkim poparciem cieszy się Państwo Islamskie wśród muzułmanów, odpowiedzieć jest ciężko. Różnego rodzaju prezentacje opinii społecznej pokazują, że niskim, ale czy wiarygodnymi są badania prowadzone na będącym w permanentnym stanie wojny terenie Iraku. Tak czy inaczej podstawą legitymizacji dla Abu Bakra Al-Baghdadiego jest islam. Specyficznie pojmowany, o czym świadczyć mogą egzekucje wykonywane nie tylko na szyitach, ale przecież także wśród sunnitów. Autor nie podejmie się jednak odpowiedzi na pytanie czy warunkiem życia pod rządami Państwa Islamskiego jest przede wszystkim akceptacja władzy, czy też może odpowiedzią jest jakaś wersja islamu. Jest na to za wcześnie, a przekaz nie jest jednoznaczny.

Nie istnieje naród w nowoczesnym rozumieniu dla IS. Nowy wymiar fundamentalizmu wykracza poza standardowe ramy, które wyznacza nam błędnie europocentryzm. Jeśli pozwolimy sobie na porównanie formacji Państwa Islamskiego do uznawanego za skrajny w Polsce Ruch Narodowy, to z łatwością zauważymy, że odwołanie RN do religii katolickiej nie jest główną podstawą przynależności czy wartościowania aktywu. Wszak do samego Ruchu Narodowego dołączyły grupy neopogańskie czy agnostyczne. IS to więc kontrrewolucja – „powrót Bourbona” po rewolucyjnym chaosie i erze napoleońskiej. Czy z takim samym losem – pokaże czas. Formalnie „Allah” był przez cały czas obecny na Bliskim Wschodzie zaś realnie, dopiero teraz nie tylko „zszedł na ziemię”, ale też chce ją obejść dookoła.

Największym sukcesem IS, jak do tej pory, jest zyskanie rozgłosu na arenie międzynarodowej. Chaos powstały po wybuchu wojny domowej w Syrii, spowodował rozbicie wielu grup politycznych, które wcześniej stały w awangardzie walki z rządem Baszara al-Asada. Partia BAAS jednakże przetrwała. Ranna, poobijana, krwawiąca, ale cały czas dzierżąca władzę nad państwem i armią. Syryjski prezydent został uznany za obrońcę świeckiego państwa, chrześcijan i ostatni bastion oporu przed powiększeniem amerykańskiej strefy wpływów w wyniku „arabskiej wiosny”. Historycznym osiągnięciem B. al-Asada było uzyskanie wsparcia Iranu i Hezbollahu, do tej pory nie tylko wstrzemięźliwych wobec takich działań, ale przez lata będących przecież konkurencją dla BAAS…

Aby jednak doszło do uznania Państwa Islamskiego za podmiot w stosunkach międzynarodowych – świat musiałby dojść do przekonania, że ani naloty, ani nadzwyczajne środki bezpieczeństwa nie dają efektów. Zamach w Paryżu niekoniecznie jest ostatnim, a poziom zastraszenia europejskich społeczeństw będzie przecież tylko wzrastać. Pytanie czy spowoduje to przekonanie o nieuchronności wojny z Państwem Islamskim, czy może przeciwnie: doprowadzi do postawy kapitulacyjnej, żądającej zaprzestania działań wymierzonych w IS…

Teza, jakoby Państwo Islamskie było tworem samodzielnym, niezależnym zarówno od Stanów Zjednoczonych, jak i tym bardziej od Chin czy Rosji, nie wyklucza możliwości odniesienia korzyści przez któregoś z głównych graczy. Jeżeli za punkt odniesienia uznamy światową hegemonię Stanów Zjednoczonych, a jako projekt konkurencyjny zdefiniujemy poszczególne interesy Rosji i Chin, nakierowanych na walkę z amerykańską dominacją – odpowiedź nasuwa się sama.

Każda rosyjska i chińska strata to ogromny zysk dla USA. Nie należy przeceniać interesów naftowych, bo Amerykanie i tak są posiadaczem ogromnych złóż. Kontrola nad Bliskim Wschodem to raczej klucz do cenowej dyktatury. W każdym razie niekonieczny do utrzymania hegemonii. Basen Morza Śródziemnego bez rosyjskiej bazy to nie tylko jedna Syria, ale też odcięcie od rosyjskiego zainteresowania Egiptu, absolutnie kluczowego dla szlaków handlowych. Przypomnijmy, że to właśnie w Egipcie Władimir Putin rozpoczynał budowę regionalnej koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu…

…Rosyjskie naloty na Państwo Islamskie i ogólna intensyfikacja działań państwa na rzecz obrony status quo w Syrii są oczywiście nieprzypadkowe. Warto przy tym zauważyć, że polityka Moskwy ewoluowała od działań defensywnych, polegających na blokadzie interwencji ONZ do typowo ofensywnych, podobno uwzględniających nawet konieczność operacji lądowej w Syrii. Na kroki inne liczyć jednak nie można, bo o ile rząd syryjski z chęcią pozwoli na kremlowskie wsparcie, o tyle w Iraku jest to praktycznie niemożliwe. Wyraźnie więc widać, że Amerykanom wcale nie zależy na upadku Państwa Islamskiego, inaczej daliby przecież zielone światło rządowi irackiemu do współpracy z Rosją. Co więcej nie są w stanie zaryzykować nawet „drugiego Afganistanu”, co wszakże może się Moskwie przydarzyć jak najbardziej, a doprowadziłoby do szybkiego upadku legitymizacji władzy W. Putina.

Rosja walczy o przetrwanie, o zachowanie własnego wielonarodowego i wieloreligijnego imperium, o utrzymanie i tak już mocno okrojonej strefy wpływów. Nawet, jeśli Waszyngton nie uwzględnia w swoich planach jakiegokolwiek wsparcia dla IS – nie dopuści do niczego, czego kosztem mogłoby być powiększenie rosyjskich terenów oddziaływania.

Wreszcie Rosja walczy też o Europę. Amerykanie doskonale wiedzą, że (zwłaszcza teraz) zniszczenie Państwa Islamskiego wywołałoby na Starym Kontynencie falę entuzjazmu wobec Kremla, a w konsekwencji nie tylko zniesienie sankcji, ale też koniec eksperymentu ukraińskiego i być może powrót do idei Unii Eurazjatyckiej – tej od Władywostoku po Lizbonę. Wówczas Amerykanie mieliby dużo większy problem niż zachwianie systemem sojuszy na Bliskim Wschodzie. Waszyngton dusi się własną produkcją i lobbuje na rzecz Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP). Jedynie Europa jest bowiem rynkiem zdolnym przyjąć wysoko przetworzone produkty „made in USA”. W przeciwnym razie nastąpić może krach systemu dominacji ekonomicznej i politycznej Stanów Zjednoczonych poza Ameryką Północną.” (Tomasz Janowski)

całość tu: „Państwo Islamskie” – czyli o różnicach między tym co formalne, a realne.

podobne: Thierry Meyssan: Geopolityczne podłoże wojen przeciwko Syrii i Państwu Islamskiemu. Straty dżihadystów w Kobane. Tragiczny los porwanych przez Boko Haram. oraz: Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę!

„…We współczesnym, ponowoczesnym świcie, który rządzi się prawami Realpolitik, radykalny islam to najbardziej dogodny fenomen dla naświetlenia strategii zachodniej ekspansji politycznej na świecie. Jest on łatwy do sterowania, można nim manipulować niezależnie od geograficznej lokalizacji. Uniwersalne oblicze radykalnego islamu czyni go maksymalnie efektywnym orężem geopolitycznym, a jego wykorzystanie w XXI wieku nosi systemowy charakter.

Rękoma radykalnych islamistów rozniecane są krwawe konflikty w różnych częściach świata od lat 1990’ do dziś: w Bośni, w Kosowie, na Północnym Kaukazie, a teraz również na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Radykalni islamiści wszędzie zajmują się kryminalną działalnością: na Kaukazie, na Bałkanach, na Bliskim Wschodzie. Główne sfery ich kryminalnej działalności to ropa naftowa, narkotyki, handel bronią, ludzkimi organami, przemyt, wymuszenia i bandytyzm… 

 …Współczesny radykalny islam w swojej istocie jest nowoczesny – nie wyklucza współpracy z tymi, których deklaratywnie chce unicestwić. Okazuje się, że współczesna ideologia salafizmu i prowadzenia dżihadu to fasada – deklarują jedno a w praktyce czynią co innego. Na przykład w Syrii wojnę Państwa Islamskiego i innych radykalnych organizacji przeciw Baszarowi Asadowi finansuje Zachód. Równocześnie wodzowie salafizmu przeklinają tenże Zachód i wzywają do unicestwienia go. Wystarczy także wspomnieć, że połowa więźniów Guantanamo walczyła w Libii wspólnie z siłami NATO przeciwko Muammarowi Kadafiemu, zaś w Egipcie przeciw Hosniemu Mubarakowi. W Bośni dżihadyści, tak jak i w Kosowie, wspólnie z NATO walczyli przeciwko prawosławnym Serbom.

Współczesna Ukraina pokazała dziwny przykład sojuszu faszystów, społeczności LGBT, radykalnych islamistów i politycznych awanturników. Co może być dla nich wspólnego i co ich jednoczy? Przede wszystkim zaszczepiona siłą rusofobia i – oczywiście – niemałe pieniądze, co bardzo ważne w gwałtownie ubożejącej Ukrainie. Na przestrzeni poradzieckiej dżihad silnie związany jest z rusofobią. Na Bałkanach – z nienawiścią do prawosławnych Serbów. Na Bliskim Wschodzie – do wszelkich odmiennych wyznań religijnych.

Analizując składowe elementy uniwersalnej linii radykalnego islamu można uczynić wywód, że bardzo łatwo nim manipulować. Ten czynnik sprzyjał temu, że zachodnim strategom nie sprawiło specjalnego trudu, aby przystosować i zsyntetyzować radykalny islam w ramach „teorii Haertlandu” z korzyścią dla siebie.”

całość tu: Szota Apchaidze: Radykalny islam – broń w rękach Zachodu

…oj tam oj tam! Islam wcale nie jest aż tak rusofobiczny jakby ktoś sobie mógł pomyśleć (albo dał wmówić). Chodzi tu rzecz jasna o pewną jego część, która jak słusznie zauważył Pan autor jest podatna na sterowanie i zdolna do sojuszy z naturalnym wrogiem jeśli tylko ma w tym interes, ale to tylko interes a nie żadna rusofobia 🙂 Albowiem w innych miejscach i okolicznościach można zaobserwować jak interes dżihadystów „pięknie” współgra z interesem Rosji. Wtedy należałoby pójść za logiką autora i oskarżyć Islam o jakąś inną fobię. Więc stawianie problemu w ten sposób to ślepa uliczka.

Faktem jest, że w zależności od tego jak się przedstawia interes w danym momencie tak wyglądają sympatie i antypatie dżihadystów. Raz są zbieżne z interesem USA, innym zaś razem są zbieżne z interesem Rosji. Obecny zalew Europy przez ludność muzułmańską i towarzyszący temu chaos jest bowiem tak samo na rękę USA jak i Rosji. Dla USA – bo oddala zainteresowanie od tego kraju (czyniąc go gospodarczym „safe haeven”), a dla Rosji – gdyż rozbija jedność Europy pod auspicjami UE (pomijając upośledzenie samego projektu), przez co Rosja może sobie planować kolejne projekty polityczno-gospodarcze bilateralnie, w bezpośrednim i z osobna porozumieniu z Niemcami, Francją, Włochami czy Austrią, jak np. kolejna nitka gazociągu północnego, czy gazociągu południowego, czy obchodzenie po kryjomu embarga które nałożono na Rosję w związku z konfliktem na Ukrainie. Podzielona (choćby za sprawą imigrantów z bliskiego wschodu i Afryki) i zdestabilizowana terroryzmem Europa, to rzecz jasna okazja dla Rosji do podporządkowywania sobie bliskiej zagranicy, tj. krajów byłego bloku sowieckiego, których interesy „stara unia” zajęta swoimi problemami może chętnie przehandlować za rosyjską „głastnost”, i w rewanżu za niepokorność stawania okoniem wobec planów i koncepcji państw starej Unii (głównie Niemiec i Francji).

Druga sprawa to fakt  że Islam chętnie (od lat) konfrontował się z chrześcijaństwem (zwłaszcza katolicyzmem), jako największym zagrożeniem cywilizacyjnym, kulturowym i ideowym dla siebie. Podobnie było w przypadku komunizmu i jego kulturowej nadbudówki – marksizmu. Obecna konfrontacja na miecze świata chrześcijańskiego z muzułmańskim jest więc wymarzoną pożywką i okazją do tego by skorzystał „ktoś” trzeci, czyli właśnie ateistyczna ideologia marksizmu, socjalizmu i komunizmu rodem z Rosji (a nie tylko „zgniłe” USA które oczywiście też zostały marksizmem zarażone). Być może obie siły nie współpracują dosłownie na papierze, ale cel niewątpliwie mają (nie)przypadkowo zbieżny. Do tego grona należy dorzucić zdecydowaną większość „elit” politycznych Europy, które również są skażone marksizmem i zachowują się co najmniej podejrzanie, bezkrytycznie promując multi-kulti i otwartość granic dla przybyszów, w całkowitym oderwaniu od realizmu narażając na szwank bezpieczeństwa narodów którym przewodzą.

Poza tym czy Rosja aby nie stara się budować wokół siebie koalicji państw z udziałem również muzułmańskich? Jak Iran – o który toczona jest nieustanna wojna dyplomatyczna z USA, czy Turcja – próbując ją wyciągnąć z zachodniej strefy wpływów poprzez uwiązanie gospodarcze w różnego rodzaju projekty ( Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii). Swoją drogą Turcja też ma swój udział i interesy w chaosie na bliskim wschodzie oraz w Europie. Dla Turcji B. al-Assad i Kurdowie to zagrożenia, a Państwo Islamskie to aktualnie dostępna odpowiedź na nie. W końcu to też kraj muzułmański, do tego o dużych ambicjach politycznych. Przecież Rosja nie robi tego w celu czysto towarzyskim, tudzież filantropijnym prawda? Czy nie ma i nie walczy (podobnie jak USA) o jak największe wpływy w krajach MUZUŁMAŃSKICH bliskiego wschodu? Czyż nie ruszyła zbrojnie na pomoc Syrii, by podobnie jak USA oficjalnie walczyć z terrorystami? Nie bądźmy aż tak nachalnie ślepi na konszachty Rosji ze światem muzułmańskim (owszem tylko w interesach, ale jednak). Wszak nawet w Afganistanie i Czeczenii znaleźć można przyjazne Rosji środowiska islamskie. To że USA w naturalny sposób „dba” o „swoich” islamistów szczując ich na Rosję, to rzecz normalna w warunkach kiedy oba mocarstwa ścierają się na tym samym terenie o wpływy. Więc tak jak rusofobiczny jest Islam pro amerykański, tak samo „uprzedzony” do USA jest Islam pro rosyjski 🙂 Dziwne pretensje jednej strony wobec drugiej można obecnie określić znanym powiedzeniem „Przyganiał kocioł garnkowi”… (Odys)

podobne: Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?) i to: Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową

Wprawdzie „cały świat” jest „wstrząśnięty” zamachami w Paryżu, do których zorganizowania przyznało się Państwo Islamskie, a których ofiarą padło już prawie 130 osób, zaś ponad 200 zostało rannych – ale jednocześnie wiele światowych, a nawet nader światowych osobistości starannie unika spostrzeżenia przyczyn, które nie tylko doprowadziły do muzułmańskiego radykalizmu, ale również – do przeniesienia wojny prowadzonej przeciwko Państwu Islamskiemu na teren państw, które wojnę tę próbują prowadzić. Warto tedy przypomnieć, że Państwo Islamskie pojawiło się w efekcie wtrącenia wielu krajów Środkowego i Bliskiego Wschodu w stan krwawego chaosu. Ten chaos wytworzył się w następstwie „operacji pokojowych” i „misji stabilizacyjnych”, oraz „walki o pokój” jakie przed 14 laty rozpoczęły tam Stany Zjednoczone z sojusznikami.

Przedziwnym zbiegiem okoliczności, większość krajów wtrąconych w stan krwawego chaosu była w przeszłości – mniejsza o to, czy słusznie, czy niesłusznie – postrzegana jako potencjalne zagrożenie dla Izraela. Bo na przykład Jordania, gdzie też rządzi tyran, żadnym chaosem ogarnięta nie została – no ale Jordania w 1994 roku podpisała z Izraelem traktat pokojowy. Ten stan krwawego chaosu stanowi z kolei przyczynę i pretekst dla nowej wędrówki ludów, w ramach której młodzi mężczyźni z tych krajów wędrują do Europy. Im więcej młodych, zdolnych do walki mężczyzn wyjedzie z Bliskiego i Środkowego Wschodu do Europy, tym mniejsze będzie potencjalne zagrożenie dla Izraela, chociaż tym większe – dla Europy…

…Warto tedy przypomnieć, że według wszystkich teoretyków wojny, przeniesienie działań wojennych na terytorium wroga jest ważnym, a może nawet najważniejszym czynnikiem sprzyjającym zwycięstwu. To z kolei kosztuje, ale Państwo Islamskie podobno nie cierpi na brak pieniędzy między innymi dzięki sprzedaży ropy naftowej po konkurencyjnych cenach, którą kupuje Izrael…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Ambicjonerzy przebudowują świat

podobne: Syria oskarża Izrael o naloty. Palestyński minister zabity. Protest Izraela przeciwko wszczęciu dochodzenia przez Trybunał Haski ws. ewentualnych zbrodni wojennych. oraz: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna?

„…Mamy ludzi, którzy potrafią zorganizować na pustyni wielkie państwo. Z systemem bankowym i sądowym. Ludzie ci nie mają problemu z wydobywaniem ropy naftowej i jej sprzedażą. Ludzie ci rozbijają się po pustyni nowiutkimi terenowymi Toyotami. Ale to nic w porównaniu z bogactwem sprzętu wojskowego jaki jest w ich dyspozycji. Transportery opancerzone czy karabiny maszynowe. To nie problem. Ponieważ te dzikusy są tak naprawdę bardzo zdolne.

Weźmy np. taki Iran. Wystarczy że zaczniesz handlować z Iranem i już znajdujesz się na czarnych listach wszelkich agencji wywiadowczych świata, które zaczynają śledzić każdy twój ruch. Możesz nawet z trafić do więzienia na dłuższy czas. Szczęśliwie jednak takich problemów nie mają zdolne dzikusy z IS. Ci co z nimi handlują nie trafiają do więzień. Chłopaki z IS potrafiły bowiem zadbać o to by CIA, Mosad czy MI6 nie ingerowały w te sprawy.

Ale to tak naprawdę małe piwko dla tak zdolnych ludzi jakimi są wyrwani z pustynnych lepianek arabscy fanatycy. Budowa własnego państwa na terenach graniczących z uzbrojoną po zęby Arabią Saudyjką. Czy też Turcją z własną silną, zaprawioną w bojach Armią. Albo i Iranem, któremu pacyfizm również jest dość obcy. To była łatwizna. Tacy ludzie potrzebują nowych wyzwań. Ogólnoświatowych! Czemu np. nie podłożyć bomby w jakimś samolocie lecącym z Egiptu? No w sumie można ale też jest łatwe.

Lepiej może zrobić coś bardziej spektakularnego? Na terenie wroga? To jest ciekawsze. Można dostać się na koncert i postrzelać do ludzi.
Jest to jakaś opcja tylko że dość powierzchowna i gwałtowna. Drastyczna choć widowiskowa. Niektórym młodym członkom IS może przypaść do gustu ale starzy wyjadacze wiedzą lepiej. I mieli lepsze plany.

No bo jeśli ktoś się bierze za tak poważne zadanie jak likwidacja chrześcijańskiej kultury, która jak się wydaje dysponuje pod każdym względem lepszymi argumentami (kasa, technika wojskowa itp.) to nie wygra się za pomocą strzelanin z kałacha. Tu potrzebne jest natchnienie samego Allaha! Tu trzeba mieć właściwy plan. Np. Można zacząć od likwidacji ostatnich większych skupisk chrześcijańskich w okolicy. Oraz, co ważniejsze! Od likwidacji islamskich mięczaków, których zbytnio urzekła kultura i tolerancja zgniłego Zachodu…

…Likwidacja nielicznych chrześcijan to jedno. Następnym logicznym etapem powinno być wysłanie misjonarzy by nawracali niewiernych! Ten słuszny plan szczęśliwie znów znalazł uznanie w oczach Allaha. Turcja zorganizowała podróż dla członków nowej krucjaty. Natomiast w samej Europie wielu niewiernych zrozumiało wagę i korzyści jakie niesie plan mędrców IS (z lepianek). Bo przecież np. taka kanclerz Niemiec. Potężna pani Merkel. To nie byle kto. Z jakiegoś kraiku w centrum Europy potrafi wydawać polecenia wszystkim. Czy to główny komisarz czy prezydent UE. Wszyscy tańczą jak ona zagra. Czy to mała Grecja czy wielka Rosja, nawet Putin nie śmie się sprzeciwić gdy Merkel rozdaje karty na Ukrainie…” (smieciu • naszeblogi.pl)

całość tu: Zamachy zorganizowało IS a kto zorganizował IS?

podobne: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki. oraz: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie.

„Ostatnia fala terroru w Paryżu, która kosztowała życie stu kilkudziesięciu przypadkowych ofiar, wstrząsnęła rozmiarem bezsensownego okrucieństwa w środku Europy. O ten dokładnie efekt mogło chodzić sponsorom zamachów, choć można mieć wątpliwości czy byli nimi bezpośredni sprawcy. Innymi słowy, mimo że jest za wcześnie aby wyciągać zbyt daleko idące konkluzje, skoordynowane zamachy islamskich ekstremistów w Paryżu noszą pewne cechy drobiazgowo planowanej prowokacji. Jej pierwszą fazą mógł być celowo stworzony kryzys wokół zalewu „uchodźców syryjskich” który skłóca i osłabia Europę, podsycając jednocześnie psychozę zagrożenia ze strony państwa islamskiego. Fazą  drugą mogła być kulminacja terroru w Paryżu,  przypisywanego już bezpośrednio ISIS. Prawdziwym zagrożeniem dla Europy nie jest jednak państwo islamskie ale anglo-syjonistyczny hegemon który je wykreował i uzbroił. I to on,  a nie ISIS, zaczął terror niesprowokowaną, nielegalną  agresją na suwerenne  państwo  Iraku…

Zamach „false flag” w Paryżu mógłby być próbą ponownego przejęcia inicjatywy i nową okazją do konfrontacji z Rosją. W końcu daje to NATO  wygodny pretekst do interwencji w Syrii, co przy obecności już tam kontyngentu rosyjskiego nie wróżyłoby zapewne niczego dobrego. Za takim motywem przemawiać może przebijający się w komunikatach ton „solidarności” z Francją jako państwem NATO zaatakowanym „nagle” przez terrorystów. Całkiem to podobne do carte blanche jaką naiwna Europa dała GW. Bushowi na fali „solidarności” po zamachach 9/11. Kto wie czy doświadczeni spece nie egzekwują po prostu po raz kolejny sprawdzonego już gdzie indziej scenariusza.

Przestraszone terrorem który zawitał do ich sąsiedztwa masy łatwo jest przekonać że grozi im czarny lud oraz że jedynym ratunkiem jest wojna w celu zapewnienia im bezpieczeństwa. Wtedy ogłosić można stan wyjątkowy, zamknąć granice, odwołać wybory (we Francji w grudniu), wepchać w gardło masom rozmaite „patriot acts” odbierające resztki swobód obywatelskich jakie im pozostały, a po neutralizacji potencjalnego sprzeciwu rozpocząć gdzieś nową burdę skoro hegemon tak nakazał…” (cynik9)

całość tu: Terroryści z paszportami

„…Trwający obecnie proces destabilizacji Bliskiego Wschodu i Afryki napędzany jest agresywną polityką USA, Izraela i państw sojuszniczych.

3) Tzw. Państwo Islamskie, czyli ISIS lub ISIL, jest formacją terrorystyczną dowodzoną między innymi przez wysokiej rangi agentów wywiadu oraz członków organizacji paramilitarnej Blackwaters, utworzoną na mocy porozumienia pomiędzy Izraelem, USA i Arabią Saudyjską, której celem jest obalenie reżimu prezydenta Syrii Bashara al-Assada, stworzenie pretekstu dla interwencji sił NATO w Syrii oraz napędzanie migracji natywnej ludności muzułmańskiej w pożądanych kierunkach – obecnie w kierunku Unii Eurejskiej.

4) Zasadniczym celem tzw. kryzysu uchodźców jest wprowadzenie w państwach europejskich szeroko pojętego chaosu opartego na poczuciu zagrożenia. Następnym krokiem będzie wprowadzenie rządowych rozwiązań zaostrzających środki bezpieczeństwa, kontrolę i monitoring. Ważnym następstwem praktyki migracyjnej jest pozbawienie ludności europejskiej „spójności narodowej i kulturowej” poprzez wykształcenie podatnego na manipulację i kontrolę społeczeństwa multikulturowego egzystującego bez poczucia jedności i woli walki.

5) Istnieje realne zagrożenie, iż wraz z falą uchodźców do Europy mogą przeniknąć bojownicy Państwa Islamskiego, celem realizacji zamierzonego planu destabilizacji krajów europejskich. Należy jednak podkreślić, iż wysokiej rangi bojownicy i przywódcy najprawdopodobniej przerzucani są tajnymi kanałami za porozumieniem wywiadów.

6) Uchodźcy to w dużej mierze osoby uciekające przed realnym zagrożeniem życia ze strony ISIS oraz zachodnich działań militarnych, potrzebujący pilnej pomocy humanitarnej i azylu.

7) Media mainstreamowe otwarcie wspierają politykę imigracyjną, umniejszając jednak wadze konieczności weryfikacji każdego z uchodźców oraz podjęcia odpowiednich środków prewencynych w przypadku naruszenia przez nich prawa. Potężną dezinformacją, jakiej się dopuszczają jest zupełne pomijanie powodów kryzysu imigracyjnego (patrz pkt 2 i 3).

8) Prawicowe media alternatywne również dopuszczają się karygodnych manipulacji i fałszerstw przedstawiając Islam w sposób generujący lęk i podziały. Przyczyniają się w ten sposób do zaostrzania konfliktów na tle religijnym, co w konsekwencji sprzyja ostatecznej agendzie. Również i tutaj powód migracji schodzi na dalszy plan, ustępując pola nienawiści i propagandzie antymuzułmańskiej.

9) Ludność muzułmańska jest manipulowana w równym stopniu co społeczeństwa zachodnie. Począwszy od przywódców ISIS, którzy cytując wersety Koranu mamią i werbują niewyedukowanych bojowników, poprzez charyzmatycznych demagogów pokroju Andżema Czołdary, aż po marionetkowe media, które z drugiej strony zgrabną narracją nagłaśniają straszliwość zbrodni Państwa Islamskiego oraz nieuchronność wprowadzenia Shariatu w państwach europejskich.

10) Prawdopodobnym ostatecznym celem całej agendy jest utworzenie państwa Wielki Izrael na terenach wyludnionych przez działania ISIS, oraz otwarte podporządkowanie multikulturowej i niezdolnej do sprzeciwu Europy.

Mamy zatem do czynienia z bardzo zaawansowaną manipulacją. Kryzys imigracyjny w Europie mógłby być łatwo zażegnany. Problem w tym, że faktyczne rozwiązanie go jest nie na rękę establiszmentowi USA i Europy Zachodniej…”

całość pod linkiem: http://mediumpubliczne.pl/2015/10/anonymous-do-polakow-o-uchodzcach/

podobne: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS. i to MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.

„…Cóż z tego, że muzułmanie powiedzą po raz kolejny: „To nie my”, lub „Islam to pokój”. Cóż z tego, kiedy za każdym razem, przed każdym zamachem, lub po rzezi chrześcijan, które są paradoksalnie mniej słyszalne medialnie, niż zamachy – prezentują postawę obojętności. Hasła, które od nich słyszymy motywuje, nie solidarność i miłość, lecz w niemałej części obawa o to, że gniew się na nich wyleje. Chronią tylko własną skórę. Tylko tyle. Czy ktoś bowiem słyszał o masowo działających muzułmańskich ruchach, które w imię miłości upominaliby swoich? Czy ktoś słyszał, by były aktywne w zapobieganiu terroryzmowi z pobudek religijnych? Zdaje się, że nie. Chlubne wyjątki w postaci polskich Tatarów nie zmienią reguły.

Poszczególni muzułmanie odezwą się znów po kolejnym ataku, bo nienawiści która pęcznieje obok nich, raczej nie zduszą w zarodku. Nie mają takiej woli. Bo albo, gdyby takie środowiska się odezwały, zostałyby zmasakrowane i odzywają się wyłącznie, gdy się o samych siebie boją, albo gorzej: mają wrażenie, iż są za słabi, więc trzeba chrześcijan uspokoić. Nie wiem jak jest, więc nie chcę oskarżać niewinnych, ale logiczne myślenie, które jest u każdego darem od Boga zobowiązuje do wzięcia pod uwagę każdej ewentualności. I bynajmniej nie neguje to miłości oraz dobrego podejścia do każdego bliźniego z muzułmanami włącznie. Nie ma się co oszukiwać, nie ma katolickiego terroryzmu na tle religijnym, czy chrześcijańskim w ogóle, a islamski owszem jest. I możemy się czarować, że nie każdy muzułmanin to terrorysta. Każdy z nich tworzy jednak las w swoim getcie, w którym terroryści mogą się schronić, a do którego policja boi się wjeżdżać...” (Aleksander Szycht)

całość tu: Autodestrukcja chrześcijaństwa na „Deonie”

podobne: Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów.

Niewtajemniczeni „muzułmanie” wierzą, iż islam faktycznie jest religią pokoju, tolerancji i miłości. Mają oni dobrą wolę, są pobożni, i szczerze wyznają zasady tolerancji i koegzystencji – innymi słowy, wielu z tych, którzy wierzą w pokojowy islam nie jest rozmyślnymi oszustami, a raczej sami są ofiarami islamskiego oszustwa. Ta nieświadoma grupa wiernych stanowi parasol ochronny dla prawdziwych muzułmanów, których celem jest dżihad, czyli święta wojna. W zależności od etapu ekspansji islamu, o czym napiszemy później, prawdziwi islamiści kłamią, twierdząc i wmawiając ludziom zachodu, że islam to pokojowa religia. O takim świadomym kłamstwie naucza sam Mahomet:

„Prorok powiedział „Wojna jest oszustwem”” (Sahih Al-Bujkhari vol 4,bk 52, Hadith 269)
„Apostoł rzekł (…) „kto pozbędzie się dla mnie Ibnula Asharafa?” Mahomet bin Maslama, brat Bani Abdul-Ashal’a powiedział: „Ja się nim zajmę dla ciebie, o Apostole Boży, ja go zabiję”. Apostoł rzekł: „więc zrób tak, jeśli możesz” (…) Powiedział: „O Apostole Boży, będziemy musieli skłamać”. Apostoł odparł: „Powiedzcie co chcecie, macie wolną rękę”” P367, „Sirat Rasul Allah”, Muhammad bin Ishaq, tłum. Alfred Guillaume (773 r. n.e.)

Islam dopuszcza kłamanie – są pewne sytuacje, gdy muzułmanin może kłamać, kiedy jest to akceptowane, a nawet zalecane. Nazywa się to „al-tagyyja”, co oznacza „zapobiegać”. Muzułmanin może więc kłamać, aby zapobiec szkodzie własnej, lub islamu, by ochronić własną religię:

„Prorok rzekł: „Przez Allaha i Jego wolę, jeśli złożę śluby, lecz później znajdę coś lepszego, zrobię to co jest lepsze, i odpokutuje moje śluby” (Sahih Al-Bukhari vol. 7, bk 67, Hadith 427).

Jak widzimy islam daje swoim wyznawcom możliwość kłamania bez zaciągnięcia grzechu. Jeśli zatem w chwili obecnej jestem pokojowym muzułmaninem, bez żadnego problemu natury moralnej czy teologicznej mogę zamienić się, jeśli uznam to za lepsze, w muzułmanina siłą nawracającego niewiernych.

Ezoteryzm islamski – trzy etapy dżihadu

W rzeczywistości każdy prawdziwy muzułmanin jest zobowiązany do prowadzenia świętej wojny przeciwko niewiernym — dżihadu. Istnieją trzy etapy prowadzenia dżihadu, w zależności od statusu muzułmanów w danym społeczeństwie.

Etap pierwszy to „podstępny dżihad”: gdy muzułmanie są w mniejszości w społeczeństwie i nie są w stanie prowadzić fizycznej/militarnej wojny z niewiernymi. To właśnie wtedy mają nakaz kłamać na temat tego czym islam jest, ich obowiązkiem jest głosić pokój oraz tolerancję — „żyj i pozwól żyć innym”. Kluczowym elementem pierwszego etapu dżihadu jest „takijja”, czyli ukrywanie prawdziwych zamiarów islamu, aby chronić wspólnotę muzułmańską. Muzułmanom nie wolno przyjaźnić się z niewiernymi, chyba, że są w mniejszości i czują się zagrożeni przez silnego przeciwnika — wtedy właśnie muzułmanom wolno udawać przyjaźń i są zobowiązani kłamać dla ochrony wspólnoty. Innym elementem pierwszego etapu jest „status ofiary” — muzułmanie stawiają się w roli prześladowanej mniejszości, której należy się ochrona prawna przed „islamofobami”.

Kolejny etap to „defensywny dżihad”. Gdy w społeczności jest wystarczająco dużo muzułmanów oraz zasobów, aby móc chronić muzułmańskie wspólnoty przed atakami, prześladowaniem lub krytyką wtedy muzułmanie są zobowiązani do defensywnego dżihadu, czyli walki z niewierzącymi, którzy są fizycznym lub intelektualnym „zagrożeniem dla islamu”. Przy czym zagrożeniem dla islamu w definicji muzułmanów może być np. mówienie prawdy o islamie, krytyka islamu przez niewiernych czy próby nawrócenia muzułmanów na inną religię. Na tym etapie prowadzenia wojny z niewiernymi muzułmanie mają nakaz aby odpowiedzieć na te rzekome „ataki” fizyczną przemocą i terroryzmem.

Ostatni, trzeci etap to „ofensywny dżihad”. Gdy muzułmanie są w większości, posiadają polityczną władzę w regionie oraz siłę militarną aby podporządkować sobie nie-muzułmańską ludność, zmuszają nie-muzułmanów do płacenia daniny (dżizji). Wolni im wtedy wypędzać nie-muzułmanów z ziem, na których żyli lub po prostu mordować ich i gwałcić ich kobiety, jeśli niewierni nie chcą przyjąć islamu — aby utrzymać w islamskiej nieskazitelności tereny, które są pod ich panowaniem:

„Zwalczajcie tych, którzy nie wierzą w Allacha i w Dzień Ostatni, którzy nie zakazują tego, co zakazał Allah, i jego posłaniec dopóki nie zapłacą dżizji własną ręką w pełnej uległości” (Sura 9:29).

Ostatecznym celem dżihadu jest doprowadzenie islamu do dominacji nad wszystkimi religiami i narodami.

„Będziecie z nimi walczyć, chyba że przyjmą islam” (Sura 48:16)…

…Ponieważ prawdziwa doktryna islamu jest dla chrześcijan nie do zaakceptowania stworzony został system kłamstw, które w oczach nieświadomych społeczeństw cywilizacji łacińskiej mają stworzyć fałszywy obraz islamu jako pokojowej religii po to, aby islam mógł bez przeszkód realizować swoje ukryte cele. System ten bazuje na anulowanych wersetach Koranu, które głoszą idee tolerancji religijnej, pokoju i miłości podczas gdy prawdziwym celem islamu jest podbój chrześcijańskiego świata, aby każdy niewierny wyznał, iż „nie ma boga nad Allaha a Mahomet jest jego prorokiem” – dokładnie tak, jak robił to sam Mahomet:

„Apostoł Allaha rzekł: „Otrzymałem rozkaz od Allaha by walczyć z ludźmi dotąd, aż powiedzą: „Nikt nie może być czczony oprócz Allaha” (Sahih Al-Bukhari Vol 4, Book 52, Hadith 196).”

całość tu: Islam – religia ojca kłamstwa

polecam również ciekawy wykład: „Mahomet był zwiastunem Lutra? Chociaż na pozór taka teza wydaje się przesadnie odważna, to związki protestantyzmu i islamu zauważył już profesor Plinio Correa de Oliveira. Co więcej, brazylijski myśliciel katolicki już wiele lat temu prognozował ekspansję islamu na teren Europy. Zwrócił także uwagę na rewolucyjny charakter islamu.”  Islam – ideologia rewolucji.

podobne: Czekając na barbarzyńców czyli o tym jak góra przyszła do Mahometa po trupach „żartownisiów”. oraz: Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan. Przyjmowanie uchodźców dobrowolne (UE potroi środki na walkę z nielegalną imigracją). Polska znowu oskarżana o kolaborację z nazistami przy holokauście Żydów.

„…Z badań Pew Research Center wynika, iż większość społeczności islamskiej w Stanach Zjednoczonych odrzuca ekstremistyczne metody rozwiązywania konfliktów politycznych i religijnych. Zdaniem 21% badanych muzułmanów ekstremiści cieszą się jednak większym lub mniejszym poparciem współwyznawców i choć istnieją organizacje muzułmańskie zdecydowanie potępiające terroryzm, blisko połowa mahometan uważa, iż ich przywódcy nie robią w tym zakresie wystarczająco dużo

…Niedawno ktoś ze znajomych przesłał mi krążący w sieci elektronicznej tekst. Autor, który dwadzieścia lat spędził rzekomo w Arabii Saudyjskiej, postawił w nim retoryczne pytanie, czy naśladowcy Mahometa mogą być dobrymi Amerykanami bądź Kanadyjczykami. Kwestię rozważył krótko w dziesięciu aspektach: teologicznym, religijnym, biblijnym, geograficznym, społecznym, politycznym, rodzinnym, intelektualnym, filozoficznym i duchowym. Z całkiem logicznie zbudowanego wywodu wynikało, że w żadnym z aspektów nie da się pogodzić wiary opartej o Koran i pięć filarów islamu z wartościami stanowiącymi podstawę cywilizacji amerykańskiej. W samej rzeczy, systemy aksjologiczne generowane przez obie cywilizacje są tak odległe, że nawet zdawałoby się tożsame pojęcia zawierają w sobie coś odmiennego. Chrześcijanina, który otworzy islamską stronę eDialogue (https://edialogue.org), ogarnie zapewne zdumienie, gdy uświadomi sobie, że chodzi wyłącznie o dialog ułatwiający przejście na islam. Gwoli ścisłości należałoby tylko dodać, że środowisk muzułmańskich bynajmniej nie omijają procesy sekularyzacji. Dla części zasiedziałych przybyszów z krajów arabskich islam jest po prostu bardziej tradycją kulturalną niż religią….

…podczas wyborów do rady miejskiej Hamtramck przeprowadzonych 3 listopada b.r. wyznawcy islamu uzyskali większość. (…) Na wideo, do którego portal odsyła, radny Ibrahim Algahim mówi wyraźnie adresując słowa do współwyznawców: Today, we showed the Polish and everybody else that we are united (dziś pokazaliśmy Polakom i wszystkim innym, że jesteśmy zjednoczeni). Zdanie warte refleksji. Dowodzi ono, iż muzułmanie wcale nie muszą sięgać po terroryzm. Drogę do zwycięstwa toruje im polityka chrześcijańskiej większości.

Po zamachach

Nie trzeba być marksizującym lewakiem, by rozumieć, że kluczem do ekspansji islamu jest chęć zmiany na lepsze warunków życia wielu muzułmanów, ale też uznanie czynników ekonomicznych za pierwszą przyczynę dzisiejszego kryzysu w niczym nie zmienia faktu, że to lewacki fanatyzm i utopia multikulturowości sprawiły, iż terroryzm rozprzestrzenia się dziś bez większych przeszkód. Można być otwartym na inną kulturę i tolerować religię łączącą innych, jeśli ich odmienność nie podważa fundamentów naszej egzystencji i systemu wyznawanych wartości. Żywe w licznych odłamach islamu przekonanie, że w imię Allaha należy prowadzić świętą wojnę, niweczy na dobrą sprawę wszelkie wysiłki na rzecz pokojowego rozwiązania kryzysu. Toteż największym według mnie problemem dnia dzisiejszego jest zaślepienie władz Unii Europejskiej i środowisk, które nie chcą dostrzec, iż „pokojowo” nastawiona muzułmańska większość nie odcina się od radykalnych imamów i nie robi nic, by falę terroryzmu powstrzymać.

Nowo wybrane polskie władze stają dziś przed alternatywą. Albo będą respektować niefortunne zobowiązania rządu Ewy Kopacz w sprawie przyjęcia „uchodźców”, albo też pokierują się względami bezpieczeństwa narodowego i gruntownie zrewidują wcześniejsze zobowiązania. Ostatnie wypowiedzi Witolda Waszczykowskiego, Konrada Szymańskiego i Antoniego Macierewicza zdają się świadczyć, że bardziej prawdopodobne i godne poparcia jest to drugie. Stanowisko takie nie musi oczywiście oznaczać całkowitego wykluczenia muzułmanów z grupy imigrantów, na których przyjęcie Polska będzie kiedyś gotowa. Priorytetem powinien tu być po prostu interes narodowy, a więc sprawy tak oczywiste, jak choćby sprowadzenie w pierwszej kolejności repatriantów zza wschodniej granicy i chrześcijan z Bliskiego Wschodu. Warto przy tym zdać sobie sprawę z jednego. Jeśli kiedyś dojdzie do całkowicie bezpiecznego przyjęcia pewnej liczby uchodźców, o tym, jak ostatecznie ułożą się stosunki z nowo przybyłymi, nie będzie decydować żadna partia polityczna, lecz polscy obywatele – katoliccy sąsiedzi przybyszów.(Tadeusz Witkowski)

całość tu: ISLAM ODSŁANIA TWARZ

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi? oraz:  „Islamizacja Europy” kontra „tchórzliwa brutalność” czyli „Problem, Reaction, Solution!”  i to: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym.

Uporządkujmy doznania (jak mawia klasyk)…Bo znajomość ideologii to jedno (wiedza taka jak inne) ale prawidłowe reagowanie na nią to drugie i znacznie ważniejsze.

Jest jakaś banda drapichrustów nazywająca się „Państwem Islamskim”, która nie spadła z księżyca i choć posługuje się Islamem (Jihad), to widać ewidentnie że działa pod czyimś (również zachodnim) dość zamożnym i wpływowym auspicjum, bo ani broń, ani sprzęt wojskowy nie rosną na pustyni gdzie „raptem” się pokazali radykałowie. I istnieje terroryzm (który istniał od zawsze – co nie znaczy że mamy się z tym pogodzić i traktować jako stan pewnej „normy”) więc może najwyższy czas zastanowić się nad tym skąd i DLACZEGO się wziął. Co jest jego główną siłą napędową? Czym się kierują ludzie gotowi ponieść śmierć w imię wywołania w innych strachu? Czy naprawdę o to im chodzi? „Głupie” ISIS postanowiło raptem zdenerwować wszystkich wokół żeby co? Żeby ściągnąć na siebie armie całego świata zachodu? Skąd się w ogóle bierze pomysł prowadzenia w ten sposób wojen. Polecam materiał, który można skonkludować – WSZYSTKIE rządy które prowadzą wojny są zainteresowane istnieniem tego zjawiska (każdy oczywiście we własnym interesie)… (Odys)

Trader21 – Drugie dno ataków terrorystycznych

Franciszek Kulon - Biznes

Franciszek Kulon – Biznes

„Media głównego nurtu skupiają się na samych atakach, co my w zasadzie pominęliśmy. Skupiliśmy się natomiast na grupach interesu stojących za ISIS. Dużo uwagi poświęciliśmy formowaniu się grupy oraz kwestii jej finansowania. Bez poparcia potężnych grup interesu organizacja, o której jeszcze dwa lata temu nikt nie słyszał nagle stała się najpotężniejszą grupą terrorystyczną na świecie.

Tego typu organizacje nie biorą się znikąd. Są one wyłącznie narzędziem umożliwiającym realizacje konkretnych celów. Nie jest to zresztą jakiś ewenement. Ataki terrorystyczne w 90% przypadków mają za zadanie wprowadzenie społeczeństwa w fazę strachu aby zyskać społeczne poparcie dla realizacji wyznaczonych działań.

Aby ułatwić zrozumienie obecnej schematu odnieśliśmy się do podobnych ataków w przeszłości jak chociażby operacja Gladio czy ataki w Moskwie organizowane przez FSB, służące za uzasadnienie dla inwazji w Czeczenii.” 

…Twory takie jak „Państwo Islamskie” można (by było) w miarę szybko i skutecznie niszczyć nie koniecznie wysyłając wojsko (od czego rządy mają służby specjalne?) bo wiadomo gdzie się znajduje fizycznie i terytorialnie. Celowo napisałem niszczyć a nie zniszczyć, bo ZAWSZE takie grupy będą powstawały jeśli „ktoś” wpływowy i bogaty postanowi w ten sposób prowadzić politykę  – i to jest główny problem, bo jak pokazuje praktyka (a raczej jej brak) nie po to one powstają by zostać zniszczone od razu, ale dopiero po tym jak spełnią swoją misję (w myśl hasła: „stwórz problemy a potem zaproponuj ich rozwiązanie” o czym więcej tu: 10 chwytów ciemnych typów…). Jest to „nowy” wymiar terroryzmu na znacznie wyższym (zbrodniczo) poziomie od tego, do jakiego świat zdążył się przyzwyczaić. Jego źródłem nie jest fanatyzm religijny czy ideowy jakiejś bandy brodatych ekstremistów (jest to najwyżej pretekst i narzędzie), ale POLITYCZNY CEL państw prowadzących politykę imperialną (ekspansjonistyczną), by sankcjonować w ten sposób swoje działania poza granicami, dla własnych zbrodniczych celów.

Z terroryzmem jako takim natomiast nie da się wygrać militarnie. Jest to bowiem idea i taktyka prowadzenia działań (odwetowych, wyzwoleńczych, prowokacji), a więc sposób realizacji pewnej polityki czy misji. Więc bez ustalenia PRAWDZIWEGO źródła danej „akcji terrorystycznej” i jego likwidacji nie da się terroryzmu pokonać (tudzież osłabić). Z pewnością nie zmniejszy go ani nie zlikwiduje jakaś akcja militarna, a już na pewno nie „prewencyjne” i na ślepo przeprowadzone czystki wśród muzułmanów żyjących w Europie (czy gdziekolwiek indziej), albo masakra imigrantów. To nam nie zapewni ani pokoju ani bezpieczeństwa. Raczej wywoła ogólnoświatowy problem z „Islamem” tam gdzie go jeszcze nie ma, napędzając terroryzm – który jeśli go potraktować jako ideologię „mścicieli” (nawet religijnych), można określić jako odwet za ingerencję zachodu w krajach muzułmańskich. Wystarczy więc skończyć z destabilizacją i niszczeniem krajów bliskiego wschodu poprzez mieszanie się w ich wewnętrzne sprawy, za pomocą okupacji w ramach „interwencji zbrojnych”. Terroryzm powstały na gruncie radykalizmu należałoby niszczyć:

Raz – uderzając w sposób stanowczy w konkretnych sprawców chaosu i terroru, za pomocą służb specjalnych – fizycznie eliminując przywódców danego ruchu. Nie dając się opanować histerii jaka nas zalewa z nachalnej i prostackiej propagandy nawołującej do wojny nie wiadomo w zasadzie z kim. Efektem tego typu propagandy będzie bowiem tylko wzrost napięcia, strachu i niepewności, a w końcu wybuch niekontrolowanej agresji wśród spokojnych dotychczas ludzi. Myślę że nie na tym powinno teraz zależeć lokalnym rządom i środowiskom nacjonalistycznym.

Dwa – powinno się dążyć do unormowania i uporządkowaniu spraw związanych z falą imigracji, bez rozszerzania skali problemu na „rodzimych” muzułmanów którzy w Europie żyją od lat niemal całkowicie zasymilowani a Islam wyznający od święta, bardziej jako pewną kulturową tradycję niż religię z jej nakazami (zwłaszcza tymi o „nawracaniu niewiernych siłą”). Powinno się w pierwszej kolejności uszczelnić granice, a następnie odsiać ziarna od plew, tj. deportować zdecydowaną większość czyli tzw. imigrantów zarobkowych tam skąd przybyli.

Trzy – należałoby zmusić rządy żeby zaprzestały wysyłać ekspedycje wojskowe w ramach misji destabilizacyjnych do krajów muzułmańskich, bo to jest właśnie główna przyczyna (a przynajmniej pretekst) eksodusu ludności z tych krajów oraz w ogóle terroryzmu (jako ruchu oporu, walki z najeźdźcą z zachodu – krzyżowcami).

Owszem należy informować obywateli o tym czym jest Islam, i jakie potencjalne niebezpieczeństwa z tej ideologii wynikają. Każdy obywatel powinien być czujny i krytyczny, ale też i obiektywny wobec wszelkich przejawów wrogiej aktywności obcych kulturowo środowisk i jednostek. Władze zaś nie powinny takich świadomych obywateli traktować jak ksenofobów czy rasistów strasząc konsekwencjami za naruszenie pseudo „tolerancji” czy „równości”. Tymczasem można odnieść wrażanie że rządy niektórych krajów urządziły swoim obywatelom istny kołchoz, po to by mniejszości żyły kosztem praw i wolności rodowitych obywateli. To jest niedopuszczalna sytuacja i bezprawne wręcz zachwianie proporcji między prawem autochtonów do czucia się panem we własnym domu, a obowiązkiem przybyszów do zachowywania się jak gość. Co innego jest jednak mówić o wersach z Koranu i informować ludzi o tym czym jest ta religia dla fanatyków pokroju Państwo Islamskie (które jeśli rzeczywiście jest instrumentem w czyichś rękach, to i jego Islam jest używany instrumentalnie), a co innego jest skazywać na wygnanie lub śmierć (ad hoc za grzechy fanatycznej póki co mniejszości) tych muzułmanów, którzy żyją pokojowo w Europie od lat niemal zasymilowani z naszym stylem życia, a muzułmanami są wyłącznie od święta.

Jeśli ktoś twierdzi że już jesteśmy w fazie wojny to ja się pytam czemu w takim razie muzułmanie mieszkający w Europie nie przyłączają się masowo do przybywających właśnie do Europy swoich „braci w wierze” skoro jest to podobno ewidentny najazd Islamu. Czemu nie reagują masowo na hasło dżihadu (to chyba do czegoś zobowiązuje – chyba że nie więc skąd ta histeria) i nie walczą z nami na ulicach. Ktoś powie że jest ich przecież za mało żeby nam wypowiedzieć oficjalnie wojnę, więc po prostu czekają. No i właśnie! Dochodzimy moim zdaniem do głównego problemu, którym nie jest siła Islamu (czy w Europie czy na świecie) a nasza (cywilizacji białego człowieka) słabość!

Cztery – może powinniśmy zrobić coś, żeby to nas było więcej i żebyśmy mieli we własnym kraju coś więcej do powiedzenia jak „równość”, „tolerancja” i „prawa mniejszości” które to hasła stały się celem samym w sobie dla elit politycznych krajów tzw. Europy zachodniej. Polityka przywracania prawidłowych proporcji nie musi wcale polegać na masowej deportacji czy rzezi niewiniątek. Wystarczy postawić tamę imigracji i mieć oko na panoszące się w Europie ośrodki tych muzułmanów które pokrzykują o prawie szariatu i innych wynalazkach. Wystarczy ukrócić stanowczo ich zapędy – kto świruje tego w kaftan i odesłać. Wzrost siły mniejszości etnicznych to rzeczywiście zjawisko niebezpieczne, ale wystarczy nie pomagać temu procesowi a mniejszość zacznie w końcu funkcjonować jak mniejszość. Jednocześnie nie wolno dać się podpuszczać aktom terroru, ani poddawać fali strachu czy chęci odwetu. Incydentalne wzajemne akty agresji mogą się bowiem zamienić w trudną do opanowania falę prześladowań, by na końcu doprowadzić do powszechnej i totalnej wojny muzułmanów z europejczykami. Należy zadbać przede wszystkim o wzrost własnej siły narodowej, kulturowej i religijnej. Bo Islam (zwłaszcza jego radykalne odłamy) zawsze się z nami (zachodem) konfrontował, tylko że my do tej pory potrafiliśmy go ujarzmić i pokonać. Uważam że główny problem jaki mamy w Europie to zwijanie się narodów, cywilizacji (łacińskiej) oraz brak odwagi do obrony tego świata i tradycji (również religijnej) w naszych krajach i społecznościach… (Odys)

„…Cywilizacja jest czymś większym niż tylko zbiorem zasad. Jest — przede wszystkim — naszą wspólną sprawą. (…) Pamiętaliśmy o tym podczas zimnej wojny, chcąc uwolnić narody tłamszone przez Związek Sowiecki i broniąc naszej wolności i demokracji przed zagrożeniem ze strony ateistycznego, komunistycznego totalitaryzmu.

Z tamtych wielkich idei pozostały dziś jedynie okruchy. (…) Bardziej cenimy sobie nasze przestrzenie bezpieczeństwa niż naszą umiejętność wygrywania sporów. Postmodernistyczne idee, mówiące nam, że prawda jest względna, a moralność jest społecznym konstruktem, ograniczają naszą zdolność do powiedzenia w przekonujący sposób, że to my mamy rację i że to nasza sprawa jest słuszna. I że to nasza cywilizacja jest lepsza, uczciwsza i sprawiedliwsza niż cokolwiek stworzonego przez samowzmacniającą się brutalność dżihadystów albo przez urażoną pompatyczność Rosji lub Chin”.

Utopia relatywizmu powoduje rozmycie podstawowych pojęć, w tym również pojęć przyjaciela i wroga. Widać to wyraźnie, gdy obserwujemy, jak dyżurni intelektualiści wiją się przed telewizyjnymi kamerami po paryskich zamachach, próbując brutalnym i krwawym faktom przeciwstawić opowiadaną od lat mrzonkę o możliwym szczęściu całej ludzkości. Co za naiwność. Cała ludzkość nigdy nie będzie szczęśliwa, nigdy nie będzie żyła w pokoju, raj na ziemi nie jest i nigdy nie będzie możliwy, a skażona natura ludzka sprawia, że ludzie zawsze będą wyrzynać się nawzajem. Owszem, chrześcijaństwo uczy, aby miłować nieprzyjaciół swoich, ale zanim zacznie się ich miłować, trzeba najpierw umieć odróżnić ich od przyjaciół. A tymczasem w Europie słowo „wróg” już dawno trafiło do indeksu słów zakazanych, podobnie jak inne słowo, „grzech”, którego wypowiedzenie w debacie publicznej automatycznie sprawia, że trafiasz do szufladki z napisem „prawicowy oszołom”…” (Przemysław Piętak)

całość tu: Wszystko co najważniejsze – Trzy kolory czerwony

Krótko – to nie siła i agresja przeciwnika jest problemem (bo tak już jest z przeciwnikiem) a nasza słabość. Histeryczny hejt wobec tego co obce tego trendu nie odwróci, a tylko nakręci spiralę strachu i nienawiści aż dojdzie do konfrontacji na której jak zwykle wygra/zarobi „ktoś” trzeci. Powinniśmy się skupić na rozwoju (i obronie) naszej cywilizacji, zamiast w głupi i bezproduktywny sposób (tracąc siły i środki a zyskując wrogość) ingerować w obce światy, siejąc zamęt i wojnę w dalekich krajach, a potem się dziwić exodusowi tamtejszej ludności na nasze tereny. Co innego działanie w samoobronie, ale tu też zamiast pyskówki i rasizmu najlepsze byłoby po prostu działanie zgodnie z mechanizmem prostego i uczciwego prawa, a mianowicie – drogi gościu muzułmańskiego wyznania! Albo będziesz się zachowywał jak gość albo wy…jedź tam skąd przyjechałeś. Tyle że do tego rodzaju racjonalnej polityki trzeba odpowiednich u władzy ludzi, tymczasem sami sobie zaciskamy pętle na szyję wybierając niekompetentnych (żeby nie powiedzieć psychopatów)…(Odys)

podobne: USA – Rosja – Syria – Izrael – Palestyna. oraz: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

„…Benedykt XVI odpowiadając na pytanie Seewalda o powody umocnienia się pozycji islamu na całym świecie sformułował następującą diagnozę. Wyznawcy islamu widząc kryzys moralny Zachodu, jego głębokie sprzeczności i wewnętrzną bezradność myślą: kraje zachodnie nie mogą już głosić swego przesłania moralnego; religia chrześcijańska spasowała – właściwie już nie istnieje; chrześcijanie nie mają już żadnej etyki, ani wiary; nasza tożsamość jest czymś lepszym, nasza religia utrzymuje swój status; mamy przesłanie moralne, którego niezłomnie się trzymamy od czasów Proroka, i powiemy światu, jak można żyć. Słowem, odkąd islam zaczął uważać się za religię bardziej żywotną od chrześcijaństwa i za religię przyszłości, u muzułmanów pojawiło się nowe poczucie dumy, która jest źródłem ich siły. Chrześcijanie będą się musieli z tą siłą islamu zmierzyć – ostrzegał Papież.

Dialog z islamem, wskazywał Benedykt XVI, jest trudny, gdyż wobec braku jednoczącej instancji, musi się odbywać zawsze z jego konkretnymi odłamami. „Nikt nie może wypowiadać się w imieniu całego islamu – nie ma czegoś takiego jak wspólnie uregulowana przez wszystkie odłamy ortodoksja” – tłumaczył Papież. Oprócz głównego podziału na sunnitów i szyitów, islam ukazuje różnorakie warianty, wśród których jest niestety – islam ekstremistyczny, terrorystyczny.

W książce „Wiara. Prawda. Tolerancja. Chrześcijaństwo a religie świata” kardynał Joseph Ratzinger ostrzegał, że również religie, którym nie można odmówić wielkości moralnej i dążenia do prawdy, mogą na niektórych odcinkach „zachorować”. Według Papieża islamowi grozi niebezpieczeństwo utraty równowagi, stwarzanie okazji do przemocy oraz zgody na to, by religia przeszła na poziom zachowań czysto zewnętrznych i rytualnych. Benedykt XVI zastanawiał się też nad przyczynami „erupcji” islamu we współczesnym świecie i udzielił odpowiedzi niejako antycypującej swój ratyzboński wykład. Czy przypadkiem nie mamy tu bowiem do czynienia z patologicznym usamodzielnieniem się uczuć? Ich hipertrofią kosztem rozumu? A przecież rozum i wiara powinny się wzajemnie umacniać, ponieważ „rozum oczyszcza i porządkuje religię, a objawienie i wiara wyzwalają cały potencjał rozumu” (zob. „Wiara i rozum odrzucają przemoc i totalitaryzm”, przemówienie podczas spotkania z przedstawicielami wspólnoty muzułmańskiej, 19.03.2009 r.). Prawdziwa religia musi zatem wyrzec się wszelkich form przemocy, zarówno ze względu na zasady wiary, jak i prawego rozumu.

Potępiamy religijny fundamentalizm, który inspiruje terroryzm, ale na antyreligijny fanatyzm często jesteśmy obojętni. Tymczasem, chrześcijanie, o co apelował Benedykt XVI, wszelkim formom wrogości wobec religii ograniczającym ich publiczną rolę w życiu obywatelskim i politycznym, powinni się przeciwstawiać (zob. Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2011 r., 8). Nie możemy pozwolić, aby w imię źle rozumianej tolerancji religia chrześcijańska była ograniczana do sfery prywatnej i wykluczana ze sfery publicznej, która rzekomo powinna stać się sferą neutralną światopoglądowo (wyrazem takiej postawy są słowa Ewy Kopacz z 23.06.2008 r. o zostawianiu własnych przekonań „w przedpokoju urzędu, który obejmujemy”). Byłby to zamach na prawo do wolności religijnej. Promowanie przez rządzących indyferentyzmu religijnego lub ateizmu praktycznego pozbawia obywateli siły moralnej i duchowej (zob. Caritas in veritate, 29), a bez niej wobec erupcji islamu będziemy bezbronni.” (Agnieszka Kanclerska • wpolityce.pl)

całość tu: Benedykta XVI głos rozsądku o islamie

„…Każdy rząd ma obowiązek obrony swoich obywateli. I to jest najważniejsza sprawa. Mam nadzieję, że rząd Beaty Szydło wywiąże się z tego zadania. Kwoty przyjęcia pierwszych uchodźców zostały już ustalone przez rząd Ewy Kopacz. Teraz trzeba pogłówkować nad tym, w jaki sposób anulować te zobowiązania.

Zapewnienia, że każdego przybysza z Bliskiego Wschodu będzie się drobiazgowo prześwietlać, mogą dziś uspokoić chyba tylko ociężałego umysłowo. Francuskie służby uważane są za jedne z najskuteczniejszych w Europie i jakoś nie mogły zapobiec tragedii.

Ręce opadają, gdy słyszy się ten sam co zawsze jazgot przywódców UE. Jakiej trzeba hekatomby, aby ludzie pokroju Martina Schulza przejrzeli na oczy. Wypowiedzi takie, że uchodźcy uciekają właśnie przed takimi terrorystami, jak ci sprawcy zamachów paryskich i konstatacja, że kto oskarża uchodźców, czyni z ofiar sprawców, budzą zdumienie. Przy zwłokach jednego z zamachowców znaleziono paszport syryjski i dokument, że wszedł do Europy przez Grecję z falą emigrantów. Ile razy trzeba powtarzać, że nie sposób jest wyłowić z tak olbrzymiej masy emigrantów ludzi opętanych terroryzmem. Wiadomo, że nie każdy uchodźca to morderca. Są wśród nich uczciwi, spokojni ludzie, szukający schronienia przed falą przemocy. Niestety w takich sytuacjach odium spada na każdego z nich. Nie czujemy się bezpiecznie w ich obecności. A winą za to nie można obarczać Europejczyków, ale terrorystów, którzy niepostrzeżenie wślizgują się w grupy swoich rodaków…” (Iwona Galińska)

całość tu: Kukułcze jajo podrzucone przez rząd PO

„W sprawie tzw. imigrantów rzecz wygląda prosto – mamy prawo domagać się od nowego rządu uwzględnienia głosu Polaków i zdecydowanego sprzeciwu wobec dyktatu Berlina.
Bełkotliwe wypowiedzi polityków PiS są kompromitujące i świadczą, że wcześniejsze deklaracje należy traktować jako tanią demagogię.
Wyjątkowo fałszywie brzmią zapowiedzi „dokładnego sprawdzania” imigrantów przez służby III RP. Mowa o tych samych służbach, które dopuściły do zamachu smoleńskiego, które współpracowały z kremlowskimi bandytami i od ponad ćwierćwiecza wystawiają Polskę na pośmiewisko. Dziś – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki służby te miałyby chronić Polaków.
Ponieważ partia pana Kaczyńskiego stanowi integralną część systemu III RP, nie będę zaskoczony, jeśli bez szemrania przyjmie dyktat Merkel w sprawie „relokacji imigrantów”. Mam tylko słabą nadzieję, że mimo przemilczenia takiej decyzji przez „wolne media”, wyborcy dostrzegą rzeczywistą postawę polityków PiS.” (Aleksander Ścios)

„…Warto przy okazji tematu przypomnieć fakt, że Prawo i Sprawiedliwość ratyfikowało Traktat Lizboński, który to ma kontrowersyjne zapisy: „art.78 TFUE: W przypadku gdy jedno lub więcej Państw Członkowskich znajdzie się w nadzwyczajnej sytuacji charakteryzującej się nagłym napływem obywateli państw trzecich, Rada, na wniosek Komisji, może przyjąć środki tymczasowe na korzyść zainteresowanego Państwa lub Państw Członkowskich„, „art 79.1 TFUE: Unia rozwija wspólną politykę imigracyjną mającą na celu zapewnienie, na każdym etapie, skutecznego zarządzania przepływami migracyjnymi” oraz art. 80 TFUE „polityki Unii dotyczące kontroli granicznej, azylu i imigracji oraz ich wprowadzanie w życie podlegają zasadzie solidarności i sprawiedliwego podziału odpowiedzialności między państwami członkowskimi, a akty Unii przyjęte w tej dziedzinie zawierają odpowiednie środki w celu zastosowania tej zasady”.

Chrześcijańskie miłosierdzie nakazuje pomagać, dlatego chcę pomóc mojemu narodowi, poprzez poparcie wyeliminowania do zera ryzyka masakr na wzór tej z piątkowego Paryża.

Warto przywołać w pamięci to, że była Premier poparła przydział kwot pomimo tego, że: Unia nie ma prawa do podejmowania decyzji o kwotach imigrantów przydzielanych do poszczególnych państw (parlament węgierski niedługo będzie się mógł sądzić z UE, więc może poruszy ten temat), gdyż jest zobowiązana do respektowania zapisów Konwencji Genewskiej, która to mówi, że uchodźcą jest się w pierwszym bezpiecznym państwie, do którego się „uszło” przed zagrożeniami ze swojego kraju. Imigrantem staje się człowiek, który z tego pierwszego państwa migruje do kolejnego w poszukiwaniu warunków lepszego życia.

Na pewno nie mamy się co dziwić, że interes narodowy jest obecnie mniej ważny niż postanowienia UE, skoro ratyfikowany został Traktat Lizboński…” (Martyna Lichacz)

całość tu: MEMENTO MORI EUROPO.

Franciszek C. Kulon - Co jeszcze zepsuć

Franciszek C. Kulon – Co jeszcze zepsuć

Jest czas egipskich plag.
Wojen fałszywych flag.
Sankcja i komitywa.
Wrogowie skryci w tle,
a cele nie są te,
gdzie wojna się rozgrywa.

Są boje niewidoczne.
Projekty tajne, mroczne,
a śmierć wciąż zbiera żniwa.
Są kłamstwa w polityce.
Rozerwane granice.
Uchodźców wciąż przybywa.

Jest czas bitew medialnych.
Prawdziwych – nierealnych.
Jest wielkie mózgów pranie.
Zamachy i uniki.
Iskrzą biegunów styki.
Króluje zakłamanie.

Są bitwy gabinetów.
Tajemnic i sekretów
na wielu szczytach świata.
Świat. Rosja. Ameryka.
Zapalnik, który tyka.
Jest wina. Jest zapłata.

Jaką to drogą pójdzie,
gdy zagubieni ludzie,
pozmieniali słowa
sprzeciwu i pacierza?
Dokąd to wszystko zmierza?
Przed jutrem się nie schowasz!

Marek Gajowniczek: „Przed jutrem się nie schowasz!”

Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi?


Najczęstszy ludzki błąd: nie przewidzieć burzy w piękny czas. (Niccolò Machiavelli)

„…Pod koniec miesiąca Europol, unijna agencja policyjna, doniosła, że to właśnie Francja jest europejską stolicą terroryzmu. W roku 2013 tylko w pięciu krajach członkowskich UE planowano 152 zamachy terrorystyczne. Istotnie, już w czerwcu premier Manuel Valls zwiększył rządowe szacunki Francuzów walczących w szeregach ISIS [Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. – Odys] do ośmiuset, przyznając, że kraj „nigdy jeszcze nie stanął wobec takiego wyzwania, kiedy trzeba zapewnić nieustanny monitoring setek osób”….

…Czy można się dziwić tylu próbom użycia przemocy, skoro w tym samym miesiącu wyszło na jaw, że ponad tysiąc supermarketów (łącznie z wiodącymi markami, takimi jak Carrefour) sprzedaje książki, które otwarcie nawołują do dżihadu i zabijania niewiernych, takie jak np. La Voie du Musulman („Muzułmańska ścieżka”)? Owa akcja była częścią „Operacji Ramadan” – inicjatywy mającej promować literaturę islamską. Ponieważ była ona legalna, a dystrybutor ignorował petycje dotyczące usunięcia książek, władze nie miały żadnych podstaw prawnych, by zakazać ich sprzedaży.

Lektura nie poszła w las. Udowodniły to sierpniowe badania opinii publicznej, wykazując że 15 procent francuskich muzułmanów popiera ISIS. Wśród osób pomiędzy 18. a 24. rokiem życia ten wskaźnik wzrasta aż do 27 procent. Największymi przeciwnikami Państwa Islamskiego byli ludzie w najstarszej grupie wiekowej 45-54. Czy należy się zatem dziwić, że aresztowane pod koniec miesiąca niedoszłe sprawczynie podłożenia bomby w głównej synagodze Lyonu liczyły sobie 15 i 17 lat? Nigdy nie spotkały się one osobiście a porozumiewały się jedynie za pomocą mediów społecznościowych…

…Rok 2014 zakończyło wystąpienie kolejnego ministra spraw wewnętrznych, Bernarda Cazeneuve, który w grudniu poinformował, że ponad 1,2 tysiąca Francuzów wyjechało walczyć do Syrii i Iraku [francuscy żołnierze po stronie „Jihadu” – Odys] . Liczba ta oznaczała 50-procentowy wzrost w stosunku do danych ze stycznia. Zgodnie z szacunkami służb francuskich, sześćdziesięciu francuskich dżihadystów zmarło w trakcie działań zbrojnych a 185 wróciło do ojczyzny. Według danych zaprezentowanych przez ministra Cazeneuve, około jedna trzecia wszystkich francuskich islamistów to konwertyci na islam.

Kulturowo w grudniu Republika bogaciła się z jednej strony zabraniając wystawiania tradycyjnych szopek bożonarodzeniowych w miejscach publicznych, z drugiej zaś dziwiąc się nieco nowej powieści jednego z najpoczytniejszych współczesnych pisarzy francuskich, Michela Houellebecque’a, Soumission (wyd. polskie zatytułowano „Uległość”). Autor książki przewidział, że we Francji w ciągu dekady zapanują rządy muzułmańskie…

Nawet wskazując na „błędy europejskiej polityki integracyjnej”, tutejsi zwolennicy masowej imigracji do Polski osób prezentujących obce naszemu krajowi kręgi kulturowe, powielają literalnie te same hasła i frazesy, które na Zachodzie powtarzano już 50 lat temu. Zalecają rozwiązania wprowadzone we Francji grubo wcześniej, tym samym skazując nasz kraj na borykanie się z identycznymi problemami. Co bowiem miałoby Polsce pozwolić uniknąć pomyłek popełnianych wcześniej na zachodzie Europy, skoro utrzymany jest identyczny kierunek zmian oraz – co jeszcze ważniejsze – będąca jego fundamentem ideologia multikulturalizmu (odzwierciedlona w wielu dokumentach, zarówno prawodawstwa narodowego, jak i acquis communautaire)? A przecież kraje od dekad prowadzące politykę otwartych granic i otwartych społeczeństw dzisiaj z niejakim zaskoczeniem odkrywają, że obietnice gospodarczego, społecznego oraz kulturowego „ubogacenia” przy pomocy imigrantów spoza Europy okazały się, niestety, mrzonkami bez pokrycia. Jedyne, co się sprawdziło na pewno, to zapewnienia „wzmocnienia demograficznego”, ale to z kolei wzmocnienie sprawiło, że wielu Francuzów (ale także Brytyjczyków, Niemców czy Szwedów) coraz częściej postrzega się w swoim własnym państwie, jak wyobcowana mniejszość.

Innymi słowy, polityka oparta na sloganie „Francja nie tylko dla Francuzów!” sprawiła, że Francuzi w kraju, o który walczyli ich przodkowie, mają dla siebie coraz mniej przestrzeni i nie czują się jak u siebie. Pytanie tylko, dokąd mają wyemigrować by to zmienić?”

całość tu: dr Monika Gabriela Bartoszewicz – Francuzi już nie są u siebie

podobne: Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan. Przyjmowanie uchodźców dobrowolne (UE potroi środki na walkę z nielegalną imigracją). Polska znowu oskarżana o kolaborację z nazistami przy holokauście Żydów.

„…Żal mi tego lewackiego oraz populistycznego pałatajstwa. Chociaż to też nie do końca prawda – żal mogę odczuwać wobec kogoś, komu coś nie wyszło. A Zachód do ataków w stolicy jednego z największych państw Europy cały czas dążył.

W polityce prawie wszystko jest do przewidzenia. Jak Ukraina straciła wiele na „zyskaniu niepodległości” (tzn. zamianie seniora z Rosji na Niemcy); jak Libia została rozwalona do stanu wołającego o pomstę do Nieba przez Zachód z obrońcą demokracji na czele, tak oczywistym było, że ten atak w Paryżu w końcu dojdzie do skutku i że to nie jest ostatnie słowo bandytów z ISIS.

Sądzę, że Francuzi – wraz z całą hołotą, która promuje bezkrytyczny multikulturalizm – dopiero teraz poznają, co to strach. Masa bez narodowości i wiary zostanie sprawnie zaatakowana przez ludzi, których łączy kultura (niższa od łacińskiej, ale jednak) i – przede wszystkim – wiara. Opacznie rozumiana, ale jednak. Znam kilkoro muzułmanów osobiście, których obawiać się nie trzeba. Ale to są Turcy. Wpuszczanie zaś grupy arabów z terenów objętych wyjątkowo brutalną wojną oraz tabunów Afrykańczyków skończyć się dobrze nie może.

Wynik wojny, która wybuchła w Paryżu, jest przesądzony. Chyba, że Francuzi momentalnie zmądrzeją i zaczną nadrabiać ostatnie 200 lat antyklerykalizmu i wynaradawiania się. Ale to wątpliwe.

całość tu: Dominik Cwikła – Ciężko odczuwać mi żal wobec Francuzów

podobne: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym.

…no i stało się:

„…potwierdzono śmierć co najmniej 128 osób. 200 ludzi jest rannych, w tym 99 w stanie krytycznym. Wśród ofiar nie ma Polaków (z obcokrajowców wiadomo o jednym Szwedzie).

Wyraźnie wstrząśnięty Francois Hollande ogłosił stan wyjątkowy na obszarze całej Francji (po raz pierwszy od wojny algierskiej) i – po raz pierwszy od czasów II wojny światowej: zamknięcie granic – podobno z uwagi na doniesienia kontrwywiadu o następnych planowanych zamachach. Państwo Islamskie ogłosiło, że następnymi celami będą Rzym i Londyn...”

Źródło: Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż

Cele i kraje nieprzypadkowe, bo to „polityka zagraniczna” Francji, Wielkiej Brytanii (o USA nie wspominając) zdestabilizowała bliski wschód i północną Afrykę pod pozorem zaprowadzenia „porządku, wolności i demokracji” (Thierry Meyssan: Geopolityczne podłoże wojen przeciwko Syrii i Państwu Islamskiemu. i to: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej), wywołując eksodus tamtejszej ludności. A teraz rdzenni europejczycy muszą ponosić krwawe konsekwencje nieodpowiedzialności swoich „ustawowych przedstawicieli”, którzy na dodatek podjęli decyzje o otwartych granicach bez pytania swoich obywateli o zdanie. Jedynego zaś rozsądnego polityka w całym tym euro bigosie (Wiktora Orbana) który upominał się o ostrożną politykę graniczną i zagraniczną ta banda hipokrytów nazywa bezczelnie faszystą. Ten fałszywy żal po tragedii, z jakim się teraz obnoszą Merkel i Hollande budzi po prostu obrzydzenie. I najwidoczniej ciągle im mało krwi bo zapowiadają  rozpędzenie machiny przemocy:

„…Francja jak nigdy dotąd podwija rękawy do wojny. „Rozwalimy ich na strzępy” – pisze dzisiaj dziennik Le Parisien. Wczorajsza rzeź na bulwarach Paryża i na Stade de France jest na jedynkach wszystkich gazet. L’Equipe zamiast okładki na czarnym tle pisze: Horror! Marine Le Pen, szefowa Frontu Narodowego na swoich stronach napisała: „Jestem tak wściekłą, że nie ręczę za siebie”…”

całość tu: Joanna Bątkiewicz-Brożek – Rzeź dopiero będzie

…jak to się skończy? Rzecz jasna będą miały miejsce „uzasadnione moralnie” riposty, zemsty, interwencje zbrojne, misje stabilizacyjne i kontrataki do nich. Bo przemoc rodzi zawsze tylko przemoc. Być może właśnie o to „komuś” chodzi, bo nic tak nie napędza „koniunktury gospodarczej” jak wojna pod pozorem walki o pokój, a gdzie dwóch się bije (islam kontra chrześcijaństwo) tam trzeci korzysta:

„…Mleko się wylało i za chwilę wahadło odbije w drugą stronę. Będziemy świadkami odwetu i samosądów na ogromną skalę. Zostaną użyte wszystkie dostępne środki zaradcze, z użyciem wojska na czele. Druga strona nie pozostanie dłużna. Zginie wielu niewinnych ludzi – i to po obu stronach. Granice będą zamykane, a przerażeni ludzie szukać zaczną radykalnych przywódców i ostatecznych rozwiązań. Czas błogiej sielanki w Europie właśnie się skończył…

Nie mieliśmy wiodącego udziału w destabilizacji sytuacji na Bliskim Wschodzie. Nie mieliśmy żadnego wpływu na samobójczą politykę „wędrówki ludów”, jaką zafundowała Europie Angela Merkel. Sprawy zaszły za daleko. Tam już dziś nie ma dobrych rozwiązań.

Nasz rząd ma obowiązek zapewnić nam bezpieczeństwo. Okazuje się, że to jednak Viktor Orban miał słuszność. Proponowałem już pociągnąć mur i zasieki od Węgier aż po Litwę. I przyjmować tylko białych Europejczyków, szukających u nas bezpieczeństwa i normalności. Jesteśmy im to winni – choćby za wspieranie naszej solidarnościowej emigracji. Budujmy zatem baraki dla zachodnich uchodźców!…”

całość tu: Lech Makowiecki – Zaczęło się! Welcome, dżihad…

…ponadto należy się spodziewać tego o czym wspominałem już przy okazji zamachu na „wesołków” z Charliecośtam… (Czekając na barbarzyńców czyli o tym jak góra przyszła do Mahometa po trupach „żartownisiów”) tj. zaostrzenia prawa i ograniczenia swobód obywatelskich, z jednoczesnym poszerzeniem uprawnień dla organów policyjnych i służb specjalnych. Przede wszystkim w kwestii inwigilacji obywateli, na które w normalnych warunkach nikt by się nie zgodził, ale teraz? Wszystko rzecz jasna dla zwiększenia bezpieczeństwa, którego z drugiej strony politycy jednak nie przestrzegają uprawiając politykę otwartych drzwi dla przybyszów, i decydując się wysłać jeszcze więcej żołnierzy do siania zamętu na bliskim wschodzie i w Afryce. Dlatego przygotujmy się na silniejszą inwigilację, blokady internetu i zaostrzeń wewnętrznych systemów obronnych państwa ale nie spodziewajmy się że to w jakiś sposób powstrzyma terrorystów (inaczej już by powstrzymało)…

Francja, Paryż, drzewo, czerwień, wieża Eiffla, pejzażNajlepsze kasztany są na placu Pigalle!
Zuzanna je lubi jesienią.
Pani Kopacz znów przemawia i wyraża żal.
Metody się nigdy nie zmienią.

Telewizje pokazują, lecz reakcja słaba.
Jestem Charlie, a tutaj jest do zjedzenia żaba.
Porównują to do września, ale już listopad.
Tyle ludzi się buntuje. Płonie Europa…

…Tego nikt nie obejmuje. Coś z tym zrobić trzeba.
Kasztany wrzucić do ognia, ktoś się jednak nie bał.
To jest wojna hybrydowa. Trudną mamy próbę.
Teraz padną słowa… słowa… i dokręcą śrubę…

fragment wiersza: Marek Gajowniczek „Kasztany z placu Pigalle”

Pisze sznoldyn – 14 listopada (08:52)

Władcy marionetek przesuwają kolejne piony na szachownicy… mamy się bać, mamy nie ufać… Francja ma się pogrążyć w chaosie… najlepiej- wojnie domowej (tam jest 10 % muzułmanów)…Narastać ma wrogość- stąd pewnie najazd uchodźców… kiedy tak patrzy się bez emocji… wychodzi na to, że plan udaje się Złemu domykać… i konsekwencja robi wrażenie… Powoli- nie ubłaganie… nasączamy się nienawiścią i chęcią odwetu… Ataków będzie więcej- z różnych stron… aż sami zaczniemy wierzyć, że „wojna” coś rozwiąże… A władcy marionetek- ubawu mają po pachy…”

podobne: 10 chwytów ciemnych typów…

Dokładnie tak to widzę… spirala niepotrzebnej nikomu nienawiści się rozpędza. Ale właśnie teraz Europa powinna zachować zimną krew i nie mścić się, nie dać się wciągnąć w wojnę z duchami. Wystarczy że wszyscy zaczną konsekwentnie i ze stoickim spokojem robić to co Orban – po prostu pilnować granic i porządku U SIEBIE. Nie dawać pretekstu, ale stanowczo reagować na wszelkie przejawy agresji. I zanim komukolwiek z Afryki czy bliskiego wschodu pozwolą wjechać do Europy to odpowiednie służby powinny każdego z tych przybyszów obejrzeć sobie 10 razy a resztę po prostu odesłać do domów.

Tymczasem wygląda na to że Francja ma się „wkurzyć” i zrobić to co USA (odciągając tym samym uwagę od tego kraju), przejmując po USrańcach pałeczkę tzw. „wojny z terroryzmem”, tj. uwikłać się w bezsensowny konflikt NIE WIADOMO Z KIM, bo co to jest ISIS czy ISIL (i jak to się tam jeszcze po drodze nazywało – MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”) ściągając tym samym uwagę „terrorystów” na Europę i dając im pretekst do odwetu. Obama już obłudnie zapowiedział „pomoc” Francji w tym samobójstwie. Za Francją zaś w ramach fałszywie pojmowanej „solidarności” mają pójść inne kraje.

A przecież terroryzmu nie da się pokonać militarnie, bo przeciwnik to ideologia i  sposób prowadzenia walki (jak blitzkrieg) a nie konkretne państwo z armią, które można pokonać w walce i okupować. Alianci nie walczyli z blitzem ale z nazistowskimi Niemcami czyli z fizycznie zlokalizowanym przeciwnikiem. Tymczasem terroryści to coś nieuchwytnego dla wojska. Tyle się mówi o tzw. „państwie islamskim” ale co to na dobrą sprawę za państwo skoro nikt go nie potrafi najechać i pobić. To nieregularna armia fanatyków których nie da się wyłapać w jednej czy dwóch walnych bitwach, inaczej już dawno by to zrobiono tak w Iraku jak i w Afganistanie, oraz w każdym innym zakątku świata gdzie były wojska NATO. Wygrać z terroryzmem nie można, ale można przestać dawać mu pożywkę i oficjalny pretekst wycofując europejskich żołnierzy z krajów które nikogo w końcu nie najechały, a mają wyłącznie wewnętrzne problemy. To na rodzimych przywódcach i ludności tych krajów powinno leżeć odium ich rozwiązania – czy to są problemy z władzą (dyktatorami) czy z biedą. Zachód zaś nie powinien władzy w tych krajach destabilizować. Demokracja i wolność osobista jest dla większości tych ludzi obca cywilizacyjnie i na siłę ich uszczęśliwiać w tym kierunku nie można.

Nasilenie „interwencji” wojsk europejskich w Syrii (czy gdziekolwiek) w oczywisty sposób spowoduje że terroryści będą w rewanżu atakować cele w Europie – i tak to się będzie kręcić aż do wybuchu wojny totalnej. Obecnie można tylko niwelować skutki które to właśnie „zachód” (głównie USA, GB i Francja) wywołały swoimi „misjami pokojowymi” destabilizując niemal cały bliski wschód i północną Afrykę. Terroryzm właśnie tym się karmi – NIEUPRAWNIONĄ obecnością „obcych” na swoim terenie. To jest oczywisty pretekst dla Jihadystów do atakowania każdego z krajów Europy, który w jakiś sposób się zaangażował w okupację. Francja pije obecnie piwo którego sama naważyła swoją nieodpowiedzialną polityką zagraniczną (tak jak wcześniej to spotkało USA). Po Francji celem będzie prawdopodobnie Wielka Brytania i inni „koalicjanci” USA. Modlę się tylko o to żeby Polska nie dała się wciągnąć w to bagno i żebyśmy naśladowali wyłącznie mądre posunięcia na arenie międzynarodowej. Pomagać w rejonach konfliktów rzeczywiście prześladowanym (w pierwszej kolejności chrześcijanom) i wspierać Orbana w jego rozsądnej polityce ograniczonego zaufania i kontroli na granicach.

podobne: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki. oraz: Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?)

Całe szczęście jesteśmy (póki co) wystarczająco jednolitym kulturowo, rasowo i narodowo państwem, więc na ten moment niezagrożonym konfrontacją i infiltracją czy też dominacją przez muzułmanów. Ci zaś którzy już żyją wśród nas to nie jest ten sam Islam który się obecnie pcha do Europy (bo liczą się czyny). Nie można w związku z tym obarczać tych ludzi odpowiedzialnością za cudze grzechy i wrzucać do jednego wora z terrorystami tylko dlatego że wyznają inną religię, bo wyznają ją pokojowo i nikomu jej nie narzucają. Dopóki więc żyją pokojowo i zachowują nasze prawa nie ma potrzeby ich prześladować, izolować czy deportować, albo nie daj Boże mordować profilaktycznie. Oni bowiem do tego stopnia zasymilowali się z naszą cywilizacją i obyczajnością że uznają je również za swoją wartość, i tak samo jak my obawiają się swoich „braci w wierze” którzy przybywają tłumnie do Europy w celu zniszczenia tego porządku i stylu życia do jakiego przywykli i zaakceptowali polscy muzułmanie. Dobrze wiedzą czym jest radykalizm ich „braci w wierze”, któremu towarzyszy postawa roszczeniowa oraz pogarda dla „niewiernych” i zdrajców Islamu (jak często są określani zasymilowani z chrześcijanami muzułmanie). I choć sami są muzułmanami to ostrzegają nas przed bezmyślnym importem elementu. Sami bowiem reprezentują całkiem inną postawę, są lojalni wobec państwa w którym znaleźli dom i szczęście. Nigdy też się nie zhańbili postawą roszczeniową czy agresją wobec rdzennych Polaków, Polskę zaś traktują jak swoją ojczyznę żyjąc obok nas pokojowo, pracując i płacąc podatki na wspólne państwo. Czy wśród nich mogą znajdować się zakamuflowani terroryści? Owszem może tak być. Czy w związku z tym należy ich wszystkich „na wszelki wypadek” profilaktycznie całymi rodzinami wymordować albo pozamykać? Uważam że nie. Karać (bezwzględnie) powinno się tylko tych którzy popełnili zbrodnię.

Przy tej okazji warto powtarzać tak znienawidzone przez lewaków „ksenofobiczne” i „rasistowskie” (sic!) hasło „Polska dla Polaków!” gdzie Polakiem jest każdy kto ten kraj szanuje, jego kulturę, prawo i nie szarga religii katolickiej. W tym sensie wielu polskich muzułmanów (jak np. Tatarzy) jest mi bardziej bratem Polakiem niż nie jeden z „dziada pradziada” zaprzaniec i zdrajca. Ich „elitę” stanowi dziś kolejne pokolenie hołoty która przywędrowała do Polski z dziczą sowiecką, by utrwalać marksistowski „porządek”. Rabując, gwałcąc i mordując rdzennych i zadeklarowanych Polaków (również innego pochodzenia), w celu zainstalowania ideologii fałszywej równości, tolerancji, multikulti i całego tego KOMUNISTYCZNEGO szlamu. Tego samego który dziś próbuje równać patriotyzm i nacjonalizm z szowinizmem i nazizmem, i który odpowiada za to że wczoraj Francuzi musieli zapłacić wysoką cenę za wiarę w jego zwodnicze podszepty, których niedługo nawet krytykować nie będzie można…

„…Także postulowanie ustawy o „mowie nienawiści” ma na celu cenzurowanie publicznych wolności i faktyczną likwidację wolności słowa…

…Logiczną konsekwencją tego typu „projektu” jest zawsze pojawienie się przemocy i totalitaryzmu. Obecnie mamy do czynienia z ekspansją praktyki totalitaryzmu demokratycznego, to znaczy demokracji wyzbywającej się jakichkolwiek wartości, demokracji zmanipulowanej i demokracji, w której jedne grupy społeczne łatwo szczuć na inne grupy.

Trzeba też pamiętać, że model totalitarnej demokracji zakłada (to ukryte założenie) ustanowienie totalitarnej dyktatury, bo demokracja totalitarna musi budzić społeczny opór przeciwko anarchizowaniu życia społecznego. Dziś tę anarchię próbuje się wymusić m.in. poprzez aplikacje tzw. standardów europejskich i wymuszenie faktycznej zmiany obowiązującego w Polsce prawa. Czy będziemy mieli do czynienia z przejściem z etapu anarchizowania życia społecznego do totalitarnej dyktatury, to zależy tylko od zakresu społecznego oporu przeciwko aplikacji ww. neobolszewickich zasad w życiu publicznym…”

całość tu: Kłamstwo „POstępu” i neobolszewizm  oraz: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem

…Kim są ci mordercy wściekli?
Może napływowi?
Może to ci, co uciekli?
Nie! To są miejscowi!…

…Nikt nikogo nie rozgrzesza,
ale też nie wyda.
To nas wcale nie pociesza:
Morduje hybryda!

Nic już nie jest czarno-białe.
Wina Ameryki?
Pracują znów nad podziałem
Zielone Ludziki.

Aresztowano rodzinę.
Kogoś, kto pomagał.
Kto zapyta o przyczynę?
Może to jest plaga?

fragment wiersza: Marek Gajowniczek „Wojna francusko-francuska”

„…Globaliści mnożą swoją potęgę przez konfliktowanie grup społecznych, promowaniu praw mniejszości i podporządkowaniu i ograniczaniu praw większości na rzecz mniejszości. Rozsadzenie spójnej tradycji większości dokonuje się poprzez ośmieszanie i rugowanie historycznego patriotyzmu i ugruntowanej w ciągu dziejów tradycji, religii z autorytetem Boga i moralności jako oleju łagodzącego i modulującego stosunki międzyludzkie w każdym społeczeństwie…

…Ruchy totalitarne pod płaszczykiem nowoczesności i haseł liberalnej lewicy spychają w stronę pogaństwa tradycyjną kulturę i tradycje chrześcijańskie. To wszystko może zakończyć się wypchnięciem chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej, co z kolei otworzy Europę, USA i cały świat zachodni na religijnie uzbrojony wojowniczy islam. Przecież to już się dzieje na naszych oczach…” (Jacek K. Matysiak)

całość tu: Jacek K. Matysiak: Czym (jeszcze) żyje Ameryka?

„…Istnieje jeszcze jakaś minimalna szansa, żeby to odkręcić? Bogu dziękować tak i w dodatku nizwykle proste środki wystarczy zastosować. W Europie musi się pojawić europejskość historyczna, czyli silne państwa narodowe oparte na wierze. W szkołach krzyże i odnowione kościoły, wierszyk „Kto ty jesteś, Polak mały” wykuty na blachę. Granice ze szlabanami i po pierwszym strzale w powietrze, następny między oczy intruza. I nie ma w tej wizji żadnego szaleństwa, żadnego obłędu, tak funkcjonowała Europa od tysiącleci, gdy była potęgą i rozmazała kozich synów pod Wiedniem. Równowaga sił jest gwarantem spokoju, rozbrojona i zdemoralizowana tłuszcza europejska jest tylko i wyłącznie mięsem armatnim dla wielu zorganizowany plemion i islamiści wcale nie są tu siłą wiodącą. Przy obecnym bezhołowiu Europa padnie łupem Rosji, Chin i Izraela, pierwsi staną się władcami, drudzy handlarzami, trzeci skarbnikami. USA też średnio zależy na innym rozwiązaniu, ponieważ mają środki, żeby pozostać wśród możnych tego świata. Same banały i żaden ekspert nie powie nic mądrzejszego, za to nagada takich głupot o równouprawnieniu, że owieczkom będzie radośniej krew tryskała z poderżniętych gardeł. Zawsze można też wierzyć w cud i modlić się do końca, najlepiej o rozum. Jak trwoga to do Boga, powiadają starzy mądrzy ludzie i mam wrażenie, że nie za Francję, ale za chwilę Francja zacznie się modlić o powołania dla księży i państwo „wyznaniowe”…”

całość tu: Matka Kurka: Jak chcecie przeżyć to kujcie na blachę „Ojcze Nasz” i „Katechizm polskiego dziecka”

Trzeba koniecznie odwrócić trend degradacji cywilizacji łacińskiej i tożsamości (narodowej, kulturowej i religijnej), do której przyczyniła się rozpanoszona w Europie lewicowa ideologia, czyniąc stylem życia wielu ludzi bezideowy konsumpcjonizm, przez co wielu europejczyków stało się bezwartościowym i bezbronnym rzeźnym bydłem dla ludzi obcej cywilizacji, której celem jest „nawracanie”, podbój i dominacja (prawem szariatu). To nie są żarty. Silniejsza kultura zawsze wypiera słabszą lub „żadną”, a Europa jest coraz bardziej upośledzona pod tym względem i albo wróci do korzeni stając się na powrót IDEOLOGICZNIE silniejsza od innych cywilizacji, albo będzie wegetować w cieniu radykalnego Islamu jako jego niewolnica…

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm.

Powtórzę to co już kiedyś pisałem. KAŻDY kto stanowił prawo i nawoływał do bezmyślnej i bezwarunkowej otwartości na przybyszów ma dziś krew na rękach. Mowa rzecz jasna głównie o politykach i kreaturach opinii publicznej (pożytecznych idiotów nie liczę), którzy uznali kosmopolityzm za „wartość” nadrzędną nad zdrowym nacjonalizmem, rozsądkiem i odpowiedzialnością. Gdyż zrobili to z premedytacją, pomimo wiedzy czym to grozi i wbrew racjonalnym analizom faktów, oraz ostrzeżeniom (również ze służb specjalnych różnych państw, które sygnalizowały infiltrację fali uchodźców przez dżihadystów). Jeśli mowa o naszych umiłowanych przywódcach, to nie wymaga komentarza historia zgody na przyjęcie „tylko kilku tysięcy” tzw. „uchodźców” na których zgodziła się ekspremier Kopacz bo to samo za siebie mówi. Warto za to skomentować fakt że „nowe” polskie władze (choć się zarzekają) niezbyt się różnią w tej kwestii od poprzedników:

„… Nie odwołamy decyzji ws. przyjęcia uchodźców przez Polskę […] Nie ma podstaw prawnych, by decyzja w sprawie przyjęcia uchodźców przez Polskę została unieważniona. Nie mam co do tego wątpliwości – powiedział na antenie RMF FM przyszły minister ds. europejskich Konrad SzymańskiPo tej informacji w internecie rozpętała się burza. Polacy natychmiast dostrzegli, że powoływanie się na brak instrumentów prawnych jest starym wybiegiem, gdy się nie ma woli, bądź odwagi zapobieżenia bulwersującym, acz trudnym sprawom. Słowem jest to medialne umycie rąk… 

…„Wymieniliśmy marionetki, sznurki zostały te same”, „Polacy zawiedli się na ministrze Szymańskim”, „Już rura mięknie?”, „Jak to, przecież deklarowaliście, że nie zgodzimy się na przyjmowanie uchodźców?”, „I po […] taki rząd, który nie słucha narodu. Najwyraźniej jesteście tyle samo warci, co banda PO. (…) „Jeżeli rząd PiS-owski nie odwoła decyzji w sprawie przyjęcia uchodźców, to zapewne wielu wyborców PiS-u będzie czuło się oszukanych. można odwołać przyjęcie uchodźców i bez podstaw prawnych. Ważniejsze jest dobro Polski i Polaków, niż podstawy prawne”, „Nie po to na was głosowałem żebyście utrzymali w mocy tę antypolską decyzję !!”.

…Polacy znów mają wrażenie, że ktoś podejmuje decyzję ponad ich głowami. Część nie jest pewna, czy może nowym ludziom zaufać, zaś inni ewidentnie, po tym jednym wyskoku już ufać przystali…

całość tu: Nowy minister: Trzeba przyjąć imigrantów!

podobne: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

Co prawda ten sam przyszły minister zaraz po zamachu zmienił zdanie, ale ja się pytam co to za mąż stanu który dopiero po tragedii staje się „przewidujący” i używa mózgu po fakcie? Warto też przy okazji rozwinąć myśl: „…Polacy natychmiast dostrzegli, że powoływanie się na brak instrumentów prawnych jest starym wybiegiem, gdy się nie ma woli, bądź odwagi zapobieżenia bulwersującym, acz trudnym sprawom…”. Bo dokładnie tak należy rozpatrywać niedawny „spór” o to kto ma reprezentować Polskę we wiadomej sprawie na „nieformalnym szczycie na Malcie”. Obie partyjne kliki odstawiły bowiem przed narodem klasyczny (nie pierwszy już raz!) POPIS, blokując się wzajemnie (w dobrze pojętym obopólnym politycznym interesie) we wzięciu na siebie odpowiedzialności za konieczność podejmowania niepopularnej decyzji, tchórzliwie cedując tę odpowiedzialność na obce państwo (w tym wypadku Czechy). Bo zarówno Pan prezydent jak i Pani premier doskonale wiedzieli co oznacza na „salonach UE” postawienie się Niemcom (gdyby trzeba było wybrać interes narodowy) i jakie mogą być konsekwencje wewnątrz kraju (kiedy większość Polaków nie życzy sobie imigrantów) po wyrażeniu zgody na „solidarność” w sprawie „kryzysu imigracyjnego”. W przypadku scedowania odpowiedzialności na Czechy i jedni i drudzy mogliby grać z „czystymi” rękami przysłowiowego głupa (tak w UE jak i przed wyborcami w Polsce) jakkolwiek by się ten szczyt nie zakończył.

…Odys

Jean Jules Antoine Lecomte du Nouy - Śmierć Ojczyzny

Jean Jules Antoine Lecomte du Nouy – Śmierć Ojczyzny

 

Templariusze. Słudzy Kościoła walczącego. Wyprawy krzyżowe i islamski dżihad


dr Bill Warner (Centrum Studiów nad Politycznym Islamem) – Wyprawy krzyżowe i islamski dżihad

Gustave Dore - Krucjaty - droga do Jerozolimy

Gustave Dore – Krucjaty – droga do Jerozolimy

„Kościół zawsze był instytucją wojującą ze złem przyjmującym różnoraką postać. Kościół odgrywał i wciąż musi odgrywać ogromną rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa moralnego. Tam bowiem gdzie nie ma ładu moralnego pojawia się zło. Przesłanie zjawiska, jakim były zakony rycerskie jest wciąż czytelne i jednoznaczne – podkreśla dr Marian Małecki, pracownik Katedry Historii Powszechnej Historii Państwa i Prawa UJ.

Mija siedem wieków od spalenia na stosie Wielkiego Mistrza Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona Jakuba De Molay. Jakie okoliczności doprowadziły przełożonego templariuszy na stos?

Jak to zwykle w takich sytuacja bywa, chodziło o prawdę. Musimy się cofnąć siedem lat, do wydarzeń z 13 października 1307 roku. Wielki mistrz templariuszy wraz z zakonnikami został aresztowany. W trakcie procesu templariuszom postawiono wiele różnorakich zarzutów. Mówi się, że oskarżono ich o 137 czynów zabronionych, których rzekomo mieli się dopuścić. Owocem tego była decyzja o ostatecznej kasacie zakonu, podjęta podczas Soboru w Vienne mającego miejsce w latach 1311-1312. Warto nadmienić, że zakon skasowano w oparciu o złą opinię, a nie w oparciu o dowody. Przesądzono na drodze dekretu o kasacie zgromadzenia ale nie zdecydowano o losie poszczególnych dygnitarzy zakonnych. O nich miały zadecydować późniejsze trybunały i sądy.

W ten sposób w 1314 roku odbył się na uniwersytecie Sorbonne w Paryżu sąd nad templariuszami. W trakcie posiedzenia trybunału wielki mistrz Jakub de Molay oraz mistrz Normandii, Geoffroy de Charnay będąc w sytuacji niezbyt komfortowej, gdy losy zakonu zostały przesądzone, odwołali wcześniejsze zeznania. Stwierdzili oni, że Zakon jest niewinny. W obradach zarządzono przerwę. Profesorowie sorbońskiej wszechnicy zadecydowali, iż o przyszłości Mistrza i pozostałych trzech dygnitarzy zakonnych powinien zadecydować papież.

Informacja o odwołaniu przez oskarżonych templariuszy zeznań dotarła na dwór króla Francji Filipa IV Pięknego. Zwołana przez niego rada królewska zadecydowała o skazaniu zakonników na karę śmierci jako przestępców popełniających czyny ścigane przez władzę świecką. Trzeba pamiętać o tym, że władza kościelna mogła wyznaczyć templariuszom pokutę i pewnie na tym by się sprawa skończyła. Jednak decyzję podjęła w tym przypadku władza świecka. Templariusze zostali uznani za nierokujących na poprawę „zatwardziałych heretyków” i w tym samym dniu zostali skazani na karę śmierci. Mieli spłonąć na stosie.

Potężni i wpływowi templariusze aresztowani? Komuś musieli się narazić.

O ich sile świadczy choćby to, że byli ministrami skarbu królestwa Francji. Nie ulega natomiast wątpliwości fakt bezprawności aresztowania przez władze świecką zakonników podlegających jurysdykcji kościelnej. Akt ten był dowodem na wzrost potęgi monarchii stanowej króla Filipa IV Pięknego. Można skonstatować, że władca najpierw zamykał, a potem szukał przepisów prawnych sankcjonujących tę decyzję. Dalsze postępowanie monarchy potwierdza taką opinię.

Wróćmy do postawionych templariuszom zarzutów. Było ich aż 137.

Większość z nich – może oprócz kilku – należało do stałego repertuaru oskarżeń pojawiających się w procesach o herezję. Filipowi IV chodziło o coś innego. Monarcha był bowiem zadłużony u templariuszy na dość pokaźną sumę. Udzieleniu tej pożyczki towarzyszyła atmosfera skandalu. Osoba odpowiedzialna za tę decyzję nie posiadała bowiem uprawnień do jej udzielenia. Po kontroli decyzją mistrza Jakuba de Molay, ów pożyczkodawca, żeby nie powiedzieć darczyńca, został wydalony z zakonu a został ponownie do niego przyjęty dopiero po interwencji samego papieża. Głosu króla w tej sprawie nie wysłuchano. Można zatem stwierdzić, że aresztowanie templariuszy miało podtekst zarówno ekonomiczny, jak i polityczny.

Polityczny?

Tak, z całą pewnością na uwagę spośród czynników politycznych zasługuje prośba króla Filipa, by jego „skromną osobę” przyjąć w poczet templariuszy. Monarcha miał bowiem ambicje stanąć na czele zakonu. Templariusze delikatnie odmówili monarsze. Dla niego był to poważny afront.

A co z ekonomicznymi? Dość popularny jest pogląd, że monarcha chciał położyć rękę na nieprzebranych, wręcz legendarnych skarbach zakonu i przejąć interesy, która templariusze prowadzili.

W kwestii legendarnego skarbu trudno się wypowiadać bowiem do dzisiejszego dnia go nie odkryto. Można się powołać na bullę przekazującą majątek templariuszy – po ich skasowaniu – zakonowi joannitów. Będący adwersarzami Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa joannici stwierdzili, że po przekazaniu im przez Filipa IV majątku templariuszy faktycznie… zubożeli. Można przypuszczać, że templariusze jakiegoś gigantycznego majątku po prostu nie posiadali.

Przyjęcie tezy, ze templariusze nie mieli co zrobić z pieniędzmi więc je gromadzili jest nadużyciem. Trzeba pamiętać, że np. utrzymywanie przez zakon zamków – także w Ziemi Świętej – generowało gigantyczne koszty. Można je porównać z budżetami dużych miast europejskich. Nie sądzę jednak, by Filip IV Piękny kierował się wyłącznie czynnikiem fiskalnym i ekonomicznym w celu kasaty zakonu.

Początki zakonu jednak były skromne.

Faktycznie były nawet bardzo skromne. Świadczy choćby o tym nazwa zgromadzenia – Ubogi Zakon Rycerzy Chrystusa. Został on założony po pierwszej wyprawie krzyżowej. Prawdopodobnie w 1119 r. Stworzyło go siedmiu rycerzy oraz dwóch cystersów. Do powstania zakonu przyczynił się rycerz Hugo de Payens mający swe posiadłości w Szampanii. O początkach templariuszy nie wiadomo wiele. Celem w jakim powstało to zgromadzenie była ochrona pielgrzymów przybywających do Ziemi Świętej. Chronili jeden ze szlaków wiodący z Jaffy do Jerozolimy. Kolejne informacje o templariuszach dotyczą nadania im, podczas synodu w Troyes (1129 r.), reguły. Zakon był bardzo ubogi. Fakt ten podkreślała pieczęć zakonu, na której widnieje dwóch rycerzy jadących na jednym koniu. Templariusze otrzymali wzgórze świątynne w Jerozolimie. Miejsce gdzie obecnie znajduje się meczet Al-Aksa. Tam w tzw. stajniach Salomona mieli swoją siedzibę. Z biegiem czasu, ze względu na ideę, którą tworzyli – rycerskości, walki w obronie krzyża – do zakonu przybywało coraz więcej osób, zarówno młodych, jak i starszych chcących dokonać żywota u templariuszy. Przekazywali oni na rzecz zakonu swoje majątki, jak np. hrabia Barcelony.

Trzeba wspomnieć o dokonaniach templariuszy na gruncie taktyki wojskowej. Uchodzili za prawdziwe „lwy chrześcijaństwa”. Walczyli z wielką odwagą nie ustępując miejsca- częściej ginąc. Straty, jakie ponosili, dochodziły czasami do 98 proc. stanu wyjściowego przed bitwą. Bronili krzyża nie tylko w Ziemi Świętej ale także np. pod Legnicą. Do legendy przeszły bitwy z ich udziałem pod Montgisard, u Źródeł Cresson czy na Rogach Hittinu. Byli fanatykami chrześcijaństwa, a na polu bitwy walczyli w szyku.

Jakie są początki legendy templariuszy?

W XIII wieku, już po IV wyprawie krzyżowej templariusze za sprawą swej rosnącej popularności obrośli w dumę rycerską. To nie wszystkim się podobało. Świadomość przewagi, zarówno w dziedzinie taktyki, jak i męstwa owocowała pojawiająca się wśród rycerstwa arogancją. Przyjmuje się, zgodnie z wynikami badań Barbary Frale, iż templariusze od lat 70 lub 80. XIII wieku posiadali Całun Turyński. Ponieważ była to relikwia uważana za zaginioną czy wręcz skradzioną podczas IV wyprawy krzyżowej, templariusze mogli czcić tę cenną relikwię jedynie potajemnie. To wszystko powodowało, że zakon obrastał legendą, w tym przypadku niekorzystną dla niego.

Sławę i nimb jaki otaczał templariuszy wykorzystali i wciąż wykorzystują także organizacje biegunowo dalekie od nauczania Kościoła. Jak do tego doszło?

Bardzo wielu przeciwników Kościoła utożsamiało się z krzywdą, którą ich zdaniem – niekoniecznie zdaniem samych templariuszy – wyrządzono zakonowi rękami papieża. Wrogowie Kościoła legitymizowali się osobą wielkiego mistrza, którego przecież zachowanie było zgoła odmienne od tego mu przypisywanego. O rzekomym przekleństwie rzuconym przez Jakuba de Molay na Filipa IV Pięknego i papieża Klemensa V mówią kroniki dużo późniejsze. Ta legenda pojawiła się w momencie, gdy zarówno francuski monarcha, jak i papież zmarli tego samego roku. Wcześniej o rzekomym przekleństwie nie ma ani słowa; kroniki z czasów procesu templariuszy mówią o czymś zgoła odmiennym. Skazańcy nie bluźnili i nie rzucali przekleństw, ale np. poprosili katów, by mogli się odwrócić w stronę katedry Notre-Dame i zmówić modlitwę. Prawdopodobnie ostatnimi słowami były słowa modlitwy maryjnej. Pamiętajmy, że patronką zakonu była Matka Boża, a jednym z demiurgów zgromadzenia był mariolog i filozof średniowiecza św. Bernard z Clairvaux.

W XVIII wieku pojawia się masoneria przypisująca sobie przynależność do zakonu templariuszy. Z racji wyjątkowości zakonu i pewnej tajemnicy go otaczającej wiele osób przypisywało sobie cesję po tym zgromadzeniu i uważali się bezprawnie za ich kontynuatorów.

Wyniki badań wspomnianej już Barbary Frale każą także zupełnie inaczej spojrzeć na mit uznania przez papieża templariuszy za heretyków i w ogóle na relacje zakonu z Ojcem Św. Klemensem V. Wszystko to dzięki pergaminowi z Chinon. Co zawiera – uznawany za zaginiony przez siedem wieków – dokument?

Zawierał prośbę o wybaczenie i oddanie się pod opiekę papieską przez dygnitarzy zakonnych.

Brazylijski historyk i działacz katolicki prof. Plinio Corrêa de Oliveira zwraca uwagę na dokonującą się w XIV wieku zmianę. „W XIV w. dała się zauważyć w chrześcijańskiej Europie zmiana mentalności, a w wieku XV stała się ona jeszcze bardziej widoczna. Pragnienie ziemskich przyjemności stało się palącą żądzą. Rozrywki stawały się coraz częstsze i coraz bardziej wystawne, pochłaniając nieustannie umysły. […] Wszystko zmierzało ku wesołości, powabowi i świętowaniu. Serca zaczęły się odrywać od umiłowania poświęcenia, autentycznej czci dla Krzyża oraz dążenia do świętości i życia wiecznego”- pisze prof. de Oliveira w „Rewolucji i Kontrrewolucji”. Czy templariusze nie padli ofiarą tej rodzącej się – posłużmy się znów terminologią brazylijskiego historyka – Rewolucji?

Przede wszystkim zmieniła się formacja ustrojowa. W miejsce monarchii patrymonialnej, dominującej w Europie a także na Bliskim Wschodzie, pojawiają się zupełnie nowe struktury. W Europie rodzi się monarchia stanowa. Dokonują się zmiany w społeczeństwie. Pojawia się nowy wizerunek władcy, mający swe rozwinięcie później w monarchii absolutnej. Zmienił się także sposób oglądu Kościoła, biorąc pod uwagę bullę Unnam Sanctam, w której papież próbuje ten stan rzeczy uporządkować przypominając królowi Filipowi IV koncepcję dwóch mieczy, gdzie depozytariuszem miecza świeckiego i kościelnego była głowa Kościoła. Na takie postrzeganie hierarchii król się nie zgadza, za jego przykładem idą inni władcy. To pokazuje, że faktycznie wiele się zaczyna zmieniać. Początek XIV wieku bywa nazywany „małym renesansem średniowiecza”. Dowodem tego niech będzie dość frywolna literatura tamtego czasu: „Listy do Laury” autorstwa Petrarki, „Dekameron” Boccaccia.

Można przypuszczać, że w tych zmieniających się strukturach zakon templariuszy prawdopodobnie by nie przetrwał lub musiałby się zasadniczo zmienić. Tak jak np. uczynili to joannici znajdując swoje miejsce najpierw na Rodos później na Malcie. Tendencje, by eliminować zbrojne ramię Kościoła były wśród władców świeckich bardzo silne.

Wielu współczesnych chrześcijan na sformułowanie „Kościół walczący” reaguje alergicznie.

Kościół zawsze był instytucją wojującą ze złem przyjmującym różnoraką postać. Kościół odgrywał i wciąż musi odgrywać ogromną rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa moralnego. Tam bowiem gdzie nie ma ładu moralnego pojawia się zło. Przesłanie zjawiska, jakim były zakony rycerskie jest wciąż czytelne i jednoznaczne. W średniowieczu świat chrześcijański wzięty był w kleszcze ekspansji islamu, zatem musiał się bronić. Siła zbrojna była dla papiestwa nieodzowna.

Dziedzictwa zakonów rycerskich nie należy się wstydzić. Zakony rycerskie były formą cywilizowania grup wojowników, dla których zabijanie i okrucieństwo było chlebem powszednim. Były formą narzucającą zasady rycerskie, dziś powiedzielibyśmy dżentelmeńskie, takich jak obrona słabszych czy szacunek dla kobiet. To są niektóre ideały zakonów rycerskich, choć uczciwie dodać należy nie wszyscy z nich korzystali. Przezwyciężanie własnych słabości i to kosztem życia świeckiego, osobiste uświęcanie się -to było remedium na trudny okres krucjat. Na kanwie rycerstwa zakonnego utworzyło się rycerstwo świeckie, wydające spośród siebie osoby także pokroju Zawiszy Czarnego.

Gustave Dore - Krucjaty - Krzyżowcy niebiańskie światło

Gustave Dore – Krucjaty – Krzyżowcy niebiańskie światło

Spoglądając ze smutkiem na tragiczną sytuację prześladowanych wyznawców Chrystusa nietrudno dostrzec palącą potrzebę udzielenia im pomocy. Jak zdaniem Pana Doktora mogłaby ta pomoc wyglądać?

Jestem daleki od twierdzenia, że ataki na Kościół i chrześcijan dokonujące się w innych krajach powinny być bezkarne, tak jak to obecnie bywa. W prawie międzynarodowym obowiązuje zasada wzajemności. Wobec osób dopuszczających się przemocy muszą być stosowane sankcje natury dyplomatycznej. W dzisiejszym rzekomo cywilizowanym świecie mamy do czynienia z ogromną falą przemocy i brak reakcji na nią jest dawaniem przyzwolenia na zło. A przecież chrześcijanin ma się złu przeciwstawiać. Nikt nie mówi o fizycznej przemocy – mowa raczej o sankcjach ekonomicznych i politycznych.

Chrześcijaństwu potrzebna jest konkretna obrona. Co kilkanaście minut giną ludzie tylko dla tego, że wierzą w Chrystusa. Możemy nazwać ich współczesnymi męczennikami za wiarę. Nie ulega wątpliwości konieczność zmierzenia się z tą sytuacją. Zlaicyzowany świat Zachodu nie chce osobom, którym z powodu ich wiary odmówiono prawa do życia, tej pomocy niestety udzielać. Zatem chrześcijaństwo musi wypracować jakąś bardzo konkretną formę swojej obrony.”

Rozmawiał Łukasz Karpiel

źródło: www.pch24.pl

podobne: Posłuszeństwo w Kościele czyli… Katolicyzm zobowiązuje (a jeszcze bardziej Bóg). oraz: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu” i to: Wiara to nie ozdoba a „judeochrześcijaństwo” nie istnieje (tak jak przemoc „w imię Boga”) a także: „Islamizacja Europy” kontra „tchórzliwa brutalność” czyli „Problem, Reaction, Solution!” i jeszcze: „Wprawiali nas za młodu, abyśmy nie byli wyrodkami od przodków swoich” czyli… 330 rocznica bitwy pod Wiedniem i Lew Lechistanu – Jan III Sobieski.

Kościół Walczący! [Tuba Cordis 20 I A.D. 2013]

Eurokołchoz: Islandia nie chce do UE. Wyjście Grecji ze strefy euro byłoby katastrofą (dla UE). Francja i zaostrzenie przepisów z Schengen (terroryzm tylko pretekstem?)


1. Islandia nie chce do Unii EuropejskiejKE: drzwi do Unii pozostają dla Islandii otwarte.

12.03.2015 (IAR) – Islandia nie chce już do Unii Europejskiej. Kraj, który został silnie dotknięty kryzysem finansowym z 2008 roku, w 2009 roku złożył wniosek o członkostwo we Wspólnocie. Dziś ten wniosek wycofał.

Reykjavík wcześniej szukał pomocy dla zagrożonego bankructwem, przerośniętego sektora bankowego. Islandczycy ostatecznie poradzili sobie z kryzysem, korzystając ze wsparcia Międzynarodowego Funduszu Walutowego i pozwalając na upadek zadłużonych instytucji finansowych. Od tamtego czasu bezrobocie na wyspie znów wynosi poniżej 5 procent, a kraj rozwija się gospodarczo.

Dziś, islandzki MSZ poinformował, że przekazał aktualnie sprawującej przewodnictwo w Unii Łotwie decyzję o zaprzestaniu ubiegania się o członkostwo we Wspólnocie. Decyzja była formalnością, bo już w 2013 roku Reykjavík zawiesił wszelkie starania o zbliżenie z Brukselą.

IAR/icenews.is/łp/dj

13.03.2015 (IAR) – Drzwi do Unii Europejskiej pozostają otwarte dla Islandii. Takie słowa ze strony Komisji Europejskiej padły dzień po tym, jak islandzki rząd formalnie wycofał kandydaturę Islandii do Wspólnoty.

Ministerstwo spraw zagranicznych przekazało komunikat w tej sprawie Łotwie, sprawującej obecnie unijną prezydencję. Rzeczniczka Komisji do spraw polityki zagranicznej Maja Kocijanczicz powiedziała, że Bruksela odnotowała decyzję islandzkiego rządu i szanuje ją. „Islandia jest uprawniona do tego, by podejmować wolne i suwerenne decyzje, dotyczące relacji z Unią Europejską” – powiedziała Kocijanczicz. Jak dodała, Islandia pozostaje ważnym partnerem Unii. „Zwłaszcza z uwagi na udział w porozumieniu Europejskiego Obszaru Gospodarczego, członkostwo w strefie Schengen oraz współpracę dotyczącą kwestii arktycznych. Drzwi do Unii pozostają dla Islandii otwarte” – podkreśliła rzeczniczka.

Eurosceptyczny rząd wyspiarskiego państwa sygnalizował już od dłuższego czasu, że wycofa się z negocjacji z Unią. Wniosek o członkostwo złożono w 2009 roku. Reykjavík szukał wtedy pomocy dla zagrożonego bankructwem, przerośniętego sektora bankowego. Islandczycy ostatecznie poradzili sobie z kryzysem, korzystając ze wsparcia Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Od tamtego czasu bezrobocie na wyspie znów spadło poniżej 5 procent, a kraj rozwija się gospodarczo.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/wczesniejsze/Siekaj

podobne: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. polecam również: Czym jest islandzka rewolucja i dlaczego nie słyszymy o tym w mediach

2. Moscovici: wyjście Grecji ze strefy euro byłoby katastrofą.

13.03.2015 (IAR) – Wyjście Grecji ze strefy euro byłoby katastrofą dla greckiej gospodarki i samej strefy – powiedział w rozmowie z niemieckim dziennikiem „Der Spiegel” europejski komisarz do spraw ekonomicznych i finansowych Pierre Moscovici. „Jeśli jeden kraj opuści unię monetarną, światowe rynki zaczną natychmiast stawiać pytanie, jakie państwo będzie następne. To mogłoby oznaczać początek końca” – powiedział komisarz.

Jego komentarz nastąpił w dzień po wypowiedzi niemieckiego ministra finansów Wolfganga Schaeuble’a. Powiedział on, że wyjście Grecji ze strefy euro jest możliwe, gdyż jej przywódcom nie udało się wynegocjować nowych pożyczek.

Wczoraj w Brukseli spotkali się szef Komisji Europejskiej i premier Grecji. Ustalili, że opowiadają się za większą koordynacją działań na rzecz zakończenia greckiego kryzysu. Jean-Claude Juncker oraz Aleksis Tsipras rozmawiali 3 tygodnie po tym, jak kraje strefy euro zdecydowały o przedłużeniu programu pomocowego dla Grecji o cztery miesiące. Aby otrzymać kolejną transzę wsparcia, Ateny muszą przeprowadzić jednak konieczne reformy.

Informacyjna Agencja Radiowa/wcześn./esz

podobne: Eurokołchoz: Z Grecji uchodzi powietrze. Tsipras prosi Junckera o pomoc. Najpierw reformy, potem pieniądze. Drukowanie euro osłabia tę walutę. oraz: Nowy grecki rząd oszczędzać nie chce. Program Syrizy groźny dla budżetu ale jednocześnie mało realny. Obawa przed wzrostem fali ekonomicznego populizmu w Europie. Inwestorzy czekają na bieg wydarzeń.

3. Francja chce zaostrzenia przepisów z Schengen?

13.03.2015 (IAR) – Francja będzie starała się zaostrzyć przepisy dotyczące wolnego przepływu ludności przez granice państw europejskich przyjęte w Schengen. Tak twierdzi francuska prasa.

Dziennik Le Figaro komentując przyjęte przez ministrów spraw wewnętrznych Unii ustalenia dotyczące zaostrzenia kontroli na zewnętrznych granicach państw europejskich podkreśla, że ma to związek z działalnością islamistów. Chodzi o to, aby sprawniej można było wyłapać osoby wracające z Syrii mające unijne paszporty. Pada na nie podejrzenie, iż są one dżihadystami mogącymi planować zamachy w Europie. Francja chce pójść jeszcze dalej – stwierdza tym razem Le Monde. Paryż, dotknięty terrorystycznymi atakami proponuje wprowadzenie zmian w porozumieniu z Schengen, tak aby nie tylko kontrole na europejskich zewnętrznych granicach były obowiązkowe, ale także chce bardziej skrupulatnego sprawdzania paszportów na takich połączeniach lotniczych, które mogą służyć potencjalnym dżihadystom jako trasy przerzutowe do Syrii i Iraku. Media nie mają wątpliwości, że zaostrzenie tonu to wynik obaw o rezultat zbliżających się wyborów do władz departamentów. Faworytem w nich jest Front Narodowy lansujący ostry, represyjny kurs wobec swobodnego przepływu ludności.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/sk

podobne:  francuscy żołnierze po stronie „Jihadu” oraz: Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. i to: Francja: Front Narodowy prowadzi w sondażach przed wyborami europejskimi

Eurokajdany

Kryzys ukraiński: rozmowy w Moskwie, konwencja w Monachium, w środę Mińsk (reaktywacja), zaniżona liczba ofiar wojny. Bliski Wschód: sukcesy w walce z islamistami, Iran sceptyczny ws umowy nuklearnej, program atomowy Syrii.


1.Wlk. Bryt.: Reakcje na rozmowy ws. UkrainyRosyjska prasa: Europa wysoko oceniła kremlowskie rozmowyUkraina Tygodnik o planie PutinaOpinie: Drugie dno rozmów w Moskwie? 

06.02.2015 (IAR) – Londyn nie bierze udziału w nowej inicjatywie pokojowej w konflikcie ukraińskim ani nie zabrał dotąd głosu w jej sprawie. Brytyjskie media zauważają, że Angela Merkel i Francoise Hollande pozostawili Anglosasów na uboczu jadąc do Kijowa i Moskwy, aby zabiegać o pokój na Ukrainie, a polityka Zachodu wobec Kremla jest dwutorowa.

Z jednej strony, Merkel i Hollande zabiegają o pokój, z drugiej – Amerykanie mówią o dozbrojeniu armii ukraińskiej. Niepokoi to nie tylko Rosjan – powiedział BBC znawca spraw wschodnioeuropejskich, doktor Martin McCauley z Uniwersytetu Londyńskiego: „Niemcy są również przeciwni uzbrojeniu ukraińskiej armii, bo wiedzą, że jeśli się jej da dużo nowej broni, nie będzie umiała jej użyć. Do tego potrzebni jej będą doradcy. A to stwarza niebezpieczeństwo pośredniej wojny z Rosją” – podkreślił doktor McCauley. W jego opinii, Niemcy i Francuzi forsują porozumienie pokojowe nie tylko z tej przyczyny: „Fakt, że Angela Merkel jedzie do Moskwy, zamiast jak zwykle porozmawiać z Putinem przez telefon, po rosyjsku – świadczy o tym, że sankcje zaczynają doskwierać Niemcom. Również Hollande powiedział miesiąc temu, że należałoby sankcje rozluźnić, bo Francja potrzebuje lepszych stosunków handlowych z Rosją”. Tymczasem prezydent Putin widzi się w roli zwycięzcy: „Są wskazówki, że nie przykłada większej wagi do ceny ekonomicznej, bo kieruje się geopolityką” – powiedział BBC doktor Martin McCauley.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

07.02.2015 (IAR) – Francja i Niemcy wysoko oceniają moskiewskie rozmowy. Tak w rosyjskich mediach komentowane jest wczorajsze spotkanie przywódców: Rosji, Niemiec i Francji. Cytowani przez dziennikarzy współpracownicy: Władimira Putina, Angeli Merkel i Francoisa Hollande’a zgodnie stwierdzają, że dialog był konstruktywny i ostrożny.

Trwające niemal pięć godzin spotkanie liderów trzech państw, zakończyło się uzgodnieniem wstępnych założeń dokumentu, który może być podstawą pokojowego uregulowania ukraińskiego konfliktu. Jak przypominają rosyjskie media, nad szczegółami pracują teraz eksperci, aby już jutro przedstawić wszystkim zainteresowanym stronom gotowy do podpisania projekt.

Telewizja Rossija24 zwraca uwagę na elementy wcześniejszych propozycji prezydenta Władimira Putina, które znaleźć mają się w przygotowywanym dokumencie. Chodzi między innymi o całkowite przerwanie walk i wycofanie ciężkiego sprzęty ze strefy buforowej. Portal Gazieta.ru dodaje, że w projekcie znajdą się także propozycje prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki i nie wykluczone, iż swoje poprawki wniosą także separatyści. Dalej portal tłumaczy, że konflikt w Donbasie doszedł do momentu, który mocno zaniepokoił zarówno Europę, jak i Rosje. Między innymi wskazuje na „wojującą postawę” Polski, Litwy, Łotwy i Estonii, które mogą wciągnąć w konflikt z Rosją NATO i Unię Europejską. „Na razie Europa, choć na parę dni oddaliła się od niebezpiecznej granicy nowej wielkiej wojny” – podkreśla portal i ironicznie dodaje, że zapewne do czasu aż Petro Poroszenko skonsultuje pokojową inicjatywę z Barackiem Obamą.

Inaczej ocenia kremlowskie spotkanie „Moskiewski Komsomolec”. Gazeta sugeruje, że czarne były nie tylko stroje rozmówców, ale również atmosfera spotkania, które w ocenie „Komsomolca” zakończyło się niczym. Podobnie, choć w łagodniejszym tonie opisuje wieczorne rozmowy reporter „Kommiersanta”. W jego ocenie uczestnicy spotkania byli niezbyt zadowoleni z prowadzonego dialogu.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/ pbp

07.02.2015 (IAR) – Zaproponowany przez Władimira Putina plan pokojowego rozwiązania sytuacji na wschodzie Ukrainy jest nie do zaakceptowania dla Kijowa. Tak napisał ukraiński tygodnik „Dzerkało Tyżnia”, powołując się na własne źródła w Administracji Prezydenta.

Tygodnik dotarł do planu, który został przekazany prezydentowi Francji i kanclerz Niemiec przez Władimira Putina. Przewiduje on nadanie autonomii regionom kontrolowanym przez separatystów. Mają one też zostać rozszerzone do granic obwodów donieckiego i ługańskiego w ramach reformy konstytucyjnej, która miałaby przewidywać federalizację Ukrainy. Kijów miałby też dać gwarancje bezpieczeństwa kierownictwu samozwańczych republik. Z terytorium autonomicznych obwodów miałyby zostać wycofane wszystkie siły zbrojne, a także ukraińska milicja.

„Dzerkało Tyżnia” zwraca uwagę, że takie żądania są nie do zaakceptowania dla Kijowa, ponieważ oznaczają rozpad Ukrainy. Niemniej jednak plan rosyjskiego szefa państwa stał się bodźcem do zorganizowania w czwartek wizyty niemieckiej kanclerz i francuskiego prezydenta i opracowania wraz z Petrem Poroszenką nowego dokumentu, który sprowadza się do sprecyzowania wrześniowych porozumień mińskich, na przykład, poprzez zapisanie kalendarium realizacji.

Jeżeli te propozycje zostałyby zaakceptowane przez Władimira Putina, to jutro w Mińsku odbyłoby się jego spotkanie z Petrem Poroszenką, Angelą Merkel i Francois Hollandem. Na razie, po wczorajszych rozmowach przywódców Francji, Niemiec i Rosji w Moskwie, na niedzielę przewidziano jedynie konsultacje telefoniczne.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/ab

07.02.2015 (IAR) – Rozmowy Niemiec i Francji z Rosją są elementem tworzenia nowego porządku międzynarodowego. Tak sądzi gość Polskiego Radia 24, doktor Dominik Smyrgała z Collegium Civitas.

Jego zdaniem, stary porządek międzynarodowy załamał się, a początkiem tego procesu było utworzenie niepodległego Kosowa. Później doszło do rosyjskiego ataku na Abchazję i Południową Osetię, a wreszcie do agresji przeciwko Ukrainie. Gość PR 24 uważa, że Zachód może dążyć do porozumienia z Rosją, przewidującego oddanie jej części Ukrainy. Jednak nie rozwiąże to problemu, gdyż Rosja będzie chciała sobie podporządkować całą Ukrainę. Gość Polskiego Radia 24 uważa jednak, że rozmowy Angeli Merkel i Francois Hollande’a z Władimirem Putinem prawdopodobnie nie przyniosą przełomu.

Mówiąc o udziale Polski w negocjacjach, ekspert wyraził opinię, że jeśli Niemcy i Francja chcą porozumieć się z Rosją ponad głową Kijowa, to lepiej, że nie bierzemy w tym udziału. Jednak z drugiej strony Polska powinna podjąć jakąś inicjatywę, aby przeciwstawić się takim tendencjom.

Po wczorajszych rozmowach Merkel i Hollande’a z Putinem nie ogłoszono żadnego komunikatu. Jutro ma dojść do rozmów telefonicznych przywódców Niemiec, Francji i Rosji oraz prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenki.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Siekaj/buch

…i o tym właśnie od dłuższego czasu mówię… Polska nie powinna się mieszać w żadne ustalenia państw trzecich względem Ukrainy. Solidarność solidarnością, ale kiedy sam zachód podchodzi do sprawy dwu biegunowo (jedni chcą dozbrajać Ukrainę a drudzy chcą ją dzielić z Rosją) to nam nie wolno stawać po stronie kogokolwiek, i ze względu na własny interes narodowy wystarczy że solidaryzujemy się z Ukrainą (bezpośrednio) i wspieramy ją dyplomatycznie (tylko na to nas stać). Jeśli nawet mielibyśmy ją dozbrajać to nie trzeba się tym głośno chwalić, zresztą w tej sprawie nie powinna być to decyzja Polski a NATO (a tu daleko jest do kompromisu w tej sprawie). Słowem nic przeciwko Ukrainie, ale i nie dać się wypchać przed szereg w wygrażaniu Rosji. (Odys)

podobne: „Biały konwój” opuścił Ukrainę (podobno nie wrócił na pusto). Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej, Merkel studzi nadzieje na przełom negocjacji z Rosją. oraz: Co z paktem Putin-Merkel dotyczącym Ukrainy? Gazprom dopuści inne firmy do gazociągów, ale… Po wprowadzeniu sankcji zachodnich Chińczycy czekają na zlecenia z Rosji.

2. Monachium: NATO nie chce konfrontacji z Rosją. Steinmeier: dostawy broni na Ukrainie wysoce ryzykowneMcCain w Monachium: musimy dozbrajać Ukrainę

06.02.2015 (IAR) – NATO nie chce konfrontacji z Rosją, ale Moskwa nie może łamać międzynarodowych zasad – powiedział sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg na rozpoczęcie Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium.

Stoltenberg zaapelował do Rosji o zmianę jej polityki wobec sąsiadów. „To był czarny rok dla naszego bezpieczeństwa, a nowy zaczyna się podobnie”- mówił Stoltenberg komentując wydarzenia polityczne ostatnich miesięcy. Sekretarz generalny NATO oskarżał Rosję o destabilizowanie Ukrainy i wspieranie separatystów. Jak mówił, konflikt na Ukrainie pogłębia się i ma przerażające skutki dla cywilów, a Moskwa sama skazała się przez to na izolację. Stoltenberg zaapelował do Rosji o traktowanie sąsiadów jak suwerenne państwa i do przestrzegania podjętych zobowiązań.

Decyzja o sprzedaży broni Ukrainie należy do poszczególnych członków NATO – mówił. Stoltenberg wyjaśnił, że to nie NATO ma broń, ale jego poszczególni członkowie, i to oni będą decydować o jej ewentualnej sprzedaży. „To nie jest sprawa NATO i to nie leży w naszych kompetencjach” – powiedział Stoltenberg.

Sekretarz generalny podkreślił, że NATO wspiera Ukrainę na płaszczyźnie politycznej. Pomaga też reformę i modernizację ukraińskich sił zbrojnych, a także powiększa potencjał obronny Sojuszu we wschodniej Europie. Ułatwi, to jak powiedział Stoltenberg, odpowiedź NATO na wydarzenia na Ukrainie.

Otwierając Konferencję, minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen sceptycznie odniosła się pomysłu wysyłania broni na Ukrainę. „Skoncentrowanie się tylko na dostawach broni mogłoby rozniecić pożar i oddalić nas od oczekiwanego rozwiązania. W regionie już jest za dużo broni” – mówiła niemiecka minister. Von der Leyen dodała, że jej kraj nie będzie obojętny na aktualne wydarzenia międzynarodowe. Jak mówiła Niemcy są gotowe do przewodzenia, ale nie dominacji nad sąsiadami.

Sytuacja na Ukrainie jest dominującym tematem tegorocznej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Bierze w niej udział 20 przywódców państw i szefów rządów oraz blisko 60 ministrów obrony i spraw zagranicznych z całego świata.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/ agencje/Siekaj /nyg

08.02.2015 (IAR) – Dostawy broni na Ukrainie byłyby wysoce ryzykowne i destrukcyjne – powiedział szef dyplomacji Niemiec Frank-Walter Steinmeier na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium.

Polska nie wyklucza ewentualnego dozbrojenia ukraińskiej armii. Mówili o tym w Monachium polscy ministrowie obrony i spraw zagranicznych. O tym, że ukraińskiej armii trzeba dostarczyć broń, coraz głośniej mówią amerykańscy politycy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/WojciechCegielski/Monachium/ab

08.02.2015 (IAR) – Wpływowy republikański senator John McCain poparł pomysł dozbrajania Ukrainy. Na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium McCain ostrzegał, że Rosja chce zdominować Ukrainę i innych sąsiadów.

Jak mówił amerykański senator, prezydent Władimir Putin wcale nie chce rozwiązania dyplomatycznego. „Co prawda czasami idzie na taktyczne kompromisy, ale to tylko wstęp do dalszej agresji” – powiedział John McCain. Dodał, że w dozbrajaniu ukraińskiej armii nie chodzi o pytanie, czy Ukraina może mierzyć się z Rosją militarnie. Chodzi o to, jak długo Putin będzie w stanie prowadzić wojnę, która – jak wmawia swoim obywatelom – wcale się nie toczy, jeśli pomoże się Ukraińcom zwiększyć koszty dla rosyjskiej armii. „Dlatego musimy dostarczyć Ukrainie defensywną broń” – mówił McCain.

Wcześniej przeciwko dostawom broni owypowiedział się w Monachium szef dyplomacji Niemiec, który nazwał ten pomysł „wysoce ryzykownym”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Szymański/Wojciech Cegielski/Monachium/dabr

podobne: Zachód domaga się dyplomatycznego rozwiązania konfliktu ukraińskiego, ale są też głosy o dostawie broni. Władisław Guliewicz: „Szorstka przyjaźń” Polski i Ukrainy oraz: USA krytykuje plan Putina i niemiecka oferta. Komorowski o wsparciu militarnym dla Ukrainy. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie. Brzeziński o Rosji. Irak: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”. Rozmowy USA-Kuba i to: Merkel: Interwencja wojskowa nie wchodzi w rachubę. Serbskie memento (casus Kosowa). Czy USA zwróci Niemcom złoto z ukraińskich zapasów?

3. Będzie spotkanie w Mińsku ws. UkrainyNiemcy: dziesięciokrotnie więcej zabitych na Ukrainie

08.02.2015 (IAR) – Będzie spotkanie w Mińsku w sprawie Ukrainy. Prezydenci Ukrainy, Rosji i Francji oraz kanclerz Niemiec porozumieli się w tej sprawie telefonicznie podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Wstępnie mówi się o tym, że dojdzie do niego w środę, ale tego terminu na razie nie potwierdza prezydent Rosji Władimir Putin.

Rzecznik niemieckiego rządu poinformował, że środę w stolicy Białorusi o sytuacji na wschodniej Ukrainie będą rozmawiać władze tego kraju, Rosji, Francji i Niemiec. W spotkaniu w Mińsku mają wziąć udział Angela Merkel, Francois Hollande, Władimir Putin i Petro Poroszenko. Jak mówi rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert, celem rozmów będzie znalezienie „wszechstronnego rozwiązania konfliktu”.

Później jednak Władimir Putin powiedział, że środowy termin nie jest przesądzony. Wszystko zależy od tego, czy do tego czasu uda się uzgodnić stanowiska w kluczowych sprawach. Obecnie są one przedmiotem intensywnych rozmów.

Wiele deklaracji w sprawie Ukrainy padło na kończącej się dziś Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium.

Minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier uznał dostawy broni dla Ukrainy za wysoce ryzykowne i i destrukcyjne. Z kolei szef amerykańskiej dyplomacji John Kerry zapewniał, że w polityce wobec Kijowa nie ma podziału między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Zachód jest „zjednoczony, ściśle współpracuje i zgadza się, iż ten konflikt nie zakończy się przez działania militarne”. „Jesteśmy zjednoczeni w naszej dyplomacji” – dodał Kerry.

Szefowa unijnej dyplomacji zadeklarowała dziś poparcie dla ukraińskiej misji Angeli Merkel i Francois Hollande’a. Federica Mogherini mówiła, że bez względu na wynik rozmów negocjacje są obowiązkiem Unii Europejskiej. „Nie wiemy jeszcze, czy te wysiłki się powiodą. Ale naszym obowiązkiem jest próbować. Nie tylko z powodu pilnej potrzeby osiągnięcia trwałego zawieszenia ognia, ale także dlatego, że wiemy, iż nie ma innej możliwości rozwiązania tego kryzysu niż dyplomacja” – powiedziała Mogherini.

Z kolei brytyjski minister spraw zagranicznych Philip Hammond w wypowiedzi dla telewizji SKY ostro potępił Rosję i Władimira Putina. „Ten człowiek posłał wojsko przez granicę międzynarodową i zajął terytorium innego państwa. Postąpił jak jakiś tyran z połowy XX wieku. Cywilizowane narody nie zachowują się w ten sposób w XXI wieku ” – powiedział brytyjski szef dyplomacji Philip Hammond.

Tymczasem prorosyjscy separatyści nie zmniejszają aktywności na wschodzie Ukrainy. W nocy atakowali wojska 39 razy, głównie na Debalcewie, ważnym węźle kolejowym.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/zbiorcza/to/ab

08.02.2015 (IAR) – Niemiecki wywiad szacuje, że liczba ofiar śmiertelnych wojny na Ukrainie jest dziesięciokrotnie większa, niż oficjalne dane. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” podaje, że według informacji wywiadowczych, zabitych jest 50 tysięcy – to zarówno ukraińscy cywile, jak i wojskowi. Prezydent Petro Poroszenko powiedział wczoraj na konferencji w Monachium, że na wojnie zginęło 1200 żołnierzy i 5400 cywilów. Także ONZ podawało mniejszą liczbę zabitych.

Działania wojenne na wschodniej Ukrainie trwają od kwietnia ubiegłego roku. W obwodach donieckim i ługańskim separatyści, wspierani przez Rosję, wystąpili przeciwko rządowi w Kijowie i ogłosili powstanie niezależnych republik. W odpowiedzi na to ukraińskie wojska rozpoczęły na tym terytorium operację antyterrorystyczną, mająca na celu odbicie regionu z rąk prorosyjskich bojówkarzy.

Na środę zapowiedziano nowy szczyt w Mińsku w sprawie Ukrainy. Wezmą w nim udział Angela Merkel, Francois Hollande, Władimir Putin i Petro Poroszenko. Przywódcy Niemiec, Francji, Rosji i Ukrainy ustalili spotkanie podczas rozmowy telefonicznej.

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko oświadczył, że rozmowa przyniosła pewien postęp. Jak dodał, Zachód ma nadzieję, że rozmowy w Mińsku doprowadzą do „rychłego i bezwarunkowego” wstrzymania ognia po obu stronach.

http://www.faz.net &IARwcześń./dw/ab

podobne: Ukraina: Służba Graniczna powstrzymała interwencję Rosji która szykuje kolejny konwój. Parada jeńców w Doniecku kontra czystki etniczne. Szczyt w Mińsku a stosunki Rosyjsko-Ukraińskie. Kryzys ukraiński a jedność Europy. oraz: Kryzys na Ukrainie a prawa człowieka. Zbrodnie wojenne Ukraińców na Ukraińcach.

…to bardzo dziwne że z jednej strony lansuje się Rosję jako bezprawnego agresora a jednocześnie maskuje się prawdziwy wymiar zbrodni najeźdźcy… Czyżby nie tylko Putin dokonywał zbrodni na Ukrainie. Po co mieliby Ukraińcy zaniżać liczbę ofiar jako pokrzywdzony w tej wojnie naród? Może Niemcy wiedzą coś więcej a podanie przez nich tej informacji (dość ważnej uważam) do publicznej wiadomości ma zmusić nowe ukraińskie władze (które być może stoją za sporą częścią niewinnie zabitych ofiar) do ustępstw wobec separatystów w nadchodzących rozmowach w Mińsku? (Odys)

4. Monachium: Kerry o nowych sukcesach w walce z islamistamiIran sceptyczny ws umowy nuklearnejCzy Baszir al-Assad sięga po atom?

08.02.2015 (IAR) – Koalicja przeciwko Państwu Islamskiemu ma na koncie nowe sukcesy – twierdzi amerykański sekretarz stanu John Kerry. Mówił on o tym w czasie zakończonej właśnie Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Zaapelował też, aby kolejne kraje włączały się w walkę z radykalnymi islamistami.

John Kerry twierdzi, że koalicja przeciwko fanatykom w Iraku i Syrii liczy już 60 krajów. Od września dokonano dwóch tysięcy nalotów, w większości z udziałem amerykańskiego lotnictwa.

Amerykański polityk mówił w Monachium, że uderzenia z powietrza oraz walki prowadzone przez iracką i kurdyjską armię poważnie osłabiły Państwo Islamskie. „Dokonaliśmy około dwóch tysięcy nalotów. Odzyskaliśmy 700 kilometrów kwadratowych terenów, jedną piątą terenów, które kontrolowali. Odebraliśmy im 200 instalacji ropy i gazu, z których czerpali dochody. Zniszczyliśmy ich strukturę dowodzenia i podważyliśmy propagandę, eliminując połowę dowództwa. Ograniczyliśmy ich finanse, zniszczyliśmy sieć zaopatrzenia i sprawiliśmy, że dwa razy się zastanowią, zanim pojadą gdziekolwiek w otwartym konwoju” – mówił John Kerry w Monachium.

Amerykanie przestrzegają jednak, że radykałowie nie zostali jeszcze pokonani, a walka z nimi będzie trwała wiele miesięcy. Dlatego John Kerry zaapelował o włączanie się do koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu.

John Kerry podkreślił, że radykałowie w Iraku i Syrii nie mają nic wspólnego z islamem. Jak mówił, prezentują nihilizm i kryminalną anarchię.

„Nie ma takiej historii, religii, ideologii, psychologii, polityki, ekonomii czy osobistych ambicji, które usprawiedliwiają mordowanie dzieci, porywanie i gwałcenie nastolatek czy zarzynanie nieuzbrojonych cywilów. Te okrucieństwa nie mogą nigdy zostać zracjonalizowane czy wybaczone. Musimy przeciwstawić się im każdą cząstką naszego jestestwa i musimy je powstrzymać” – powiedział Kerry.

Od niemal roku fanatycy zajmują kolejne tereny w Iraku i w Syrii i ustanowili tak kalifat, czyli państwo oparte na radykalnej wersji islamu. Na zajętych terenach dokonują brutalnych egezkucji. Z ich rąk zginęły już setki miejscowych szyitów i sunnitów, ale także kilku zagranicznych dziennikarzy i pracowników organizacji humanitarnych.

Wściekłość w krajach arabskich wywołało w ostatnich dniach spalenie żywcem jordańskiego pilota. Po tym zdarzeniu Jordania zdecydowała się na zwiększenie liczby nalotów na pozycje bojowników. Do koalicji przystąpiły niedawno Zjednoczone Emiraty Arabskie, których lotnictwo cieszy się opinią jednego z najskuteczniejszych na Bliskim Wschodzie.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Cegielski/Wojciech Szymański/Monachium/dabr

08.02.2015 (IAR) – Iran nie jest pewien, czy uda się osiągnąć porozumienie nuklearne ze światem. Mówił o tym na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium irański minister spraw zagranicznych. Mohammad Zarif dwukrotnie w ostatnich dniach spotkał się w bawarskiej stolicy z amerykańskim Sekretarzem Stanu Johnem Kerrym. Efekty rozmów nie są znane.

31 marca upływa termin na wynegocjowanie stałego porozumienia świata z Iranem w sprawie programu nuklearnego. Coraz częściej słychać jednak obawy, że do tego czasu stronom nie uda się porozumieć.

Irański minister Mohammad Zarif nie wykluczył w Monachium, że negocjacje zakończą się porażką. „Jestem sceptyczny, bo mam ku temu powody. Ale wierzę, że porozumienie, w którym nie ma wygranych i przegranych i w którym interesy wszystkich stron są zachowane, są na korzyść wszystkich – naszego regionu, pokoju na świecie oraz rozwoju irańskiej nauki” – mówił irański minister.

Jednocześnie Mohammad Zarif powiedział, że jeśli rozmowy poniosą klęskę, to można będzie szukać innych dróg porozumienia. „Jeśli nie będzie porozumienia, to świat się nie skończy. Próbowaliśmy, ale nam się nie udało. To pomyślimy o innych procedurach” – dodał.

Mohammad Zarif podkreślił, że warunkiem porozumienia z Iranem jest zniesienie sankcji nałożonych przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską. „Restrykcje nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Kiedy nakładano sankcje na Iran, mieliśmy niespełna 200 wirówek. Jeśli celem sankcji było powstrzymanie Iranu przed rozwojem programu nuklearnego, to się to całkowicie nie udało. Bo teraz mamy 20 tysięcy wirówek” – podkreślił Zarif w Monachium.

Irański minister przyznał, że dotychczasowe rozmowy nie przyniosły przełomowych zmian w stosunkach Teheranu z Zachodem, bo wciąż po obu stronach pozostała nieufność.

Świat obawia się, że Iran pracuje nad wyprodukowaniem broni nuklearnej, ale Teheran twierdzi, że program atomowy ma służyć wyłącznie celom pokojowym. Międzynarodowi negocjatorzy próbują skłonić Teheran, by ograniczył produkcję, wzbogaconego uranu, który jest głównym składnikiem broni atomowej.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski & Wojciech Szymański, Monachium/ab

podobne: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie. oraz: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji).

źródło: stooq.pl

„Gdy 9 stycznia br. niemiecki tygodnik „Der Spiegel” opublikował na swych łamach sensacyjny raport, zatytułowany „Sekret Assada: dowody wskazują na syryjskie dążenie do pozyskania broni atomowej”, świat nie tylko nie zawrzał oburzeniem, ale wręcz niemal nie zauważył tej publikacji…

…Zgodnie z głównymi tezami publikacji niemieckiego tygodnika, władze w Damaszku – przy wydatnej pomocy i asyście swego irańskiego sojusznika – kontynuują od wielu lat kolejny tajny program nuklearny o militarnym charakterze (a więc mający na celu pozyskanie broni atomowej). Program ów miałby być kontynuacją wcześniejszego, zaawansowanego projektu budowy syryjskiej „broni A”, który przerwany został w 2007 roku w wyniku akcji izraelskich sił powietrznych (operacja „Orchard”). Obecny, „nowy” syryjski program nuklearny, oparty ma być o posiadane już przez Syryjczyków know-how oraz te elementy poprzedniego projektu, które udało się odzyskać lub odtworzyć po operacji izraelskiej. Projekt ten, podjęty już w 2008 roku, pierwotnie prowadzony był zapewne głównie w bazie SAAF (Syryjskich Arabskich Sił Powietrznych) w Madżr as-Sultan koło Damaszku. Faktem jest, że w obiekcie tym, już wcześniej posądzanym o bycie jednym z miejsc składowania syryjskiej broni chemicznej, prowadzona była w latach 2009 – 2011 podejrzana aktywność, która zwróciła uwagę m.in. MAEA. W 2012 roku, ze względu na nasilającą się rebelię i bezpośrednie zagrożenie dla bazy [1], elementy projektu miały zostać ewakuowane w relatywnie spokojniejszy region zachodniej Syrii, w okolice miasta Al-Qusayr. Tam, w podziemnym kompleksie o kryptonimie „Zamzam”, wykutym głęboko w zboczu wzgórza, kontynuowane mają być – zdaniem autorów raportu – prace nad skonstruowaniem syryjskiej broni atomowej.

Teza, postawiona w artykule „Spiegla”, oparta jest jednak na bardzo wątłych przesłankach i zawiera wiele niejasności, a nawet sprzeczności. Co gorsza, wiele faktów i danych ewidentnie interpretowanych jest pod postawioną z góry tezę, zakładającą nieustanne dążenie władz w Damaszku do wejścia w posiadanie własnej broni atomowej.

Autorzy artykułu przyjęli za pewnik, że prezydent Baszir al-Assad wciąż dąży do uzyskania broni jądrowej. Teza taka nie jest jednak racjonalnie i w sposób przekonujący wyjaśniona, opierając się raczej na przypuszczeniach dziennikarzy niemieckiego tygodnika (lub raczej ich tajemniczych informatorów). Nawet jeśli rzeczywiście syryjski prezydent (a wcześniej jego ojciec, Hafez al-Assad) marzył kiedyś o własnej „broni A”, jako strategicznym czynniku odstraszania głównie wobec Izraela, to w obecnych realiach strategicznych i operacyjnych w Syrii raczej nie traktuje już tego celu priorytetowo. Pod koniec czwartego roku krwawej, brutalnej wojny domowej syryjski reżim nie ma warunków, ani tym bardziej sił i środków, na realizację tak ambitnego, kosztownego i co najważniejsze wymagającego spokoju zadania, jakim jest prowadzenie programu nuklearnego (zwłaszcza o charakterze militarnym). Rząd w Damaszku – choć jego sytuacja jest obecnie i tak znacznie korzystniejsza, niż jeszcze dwa-trzy lata temu – wciąż walczy jednak głównie o swoje fizyczne przetrwanie, o być albo nie być zarówno dla siebie, jak i dla tych grup etnicznych i wyznaniowych społeczeństwa syryjskiego, które w ciągu tych kilku lat konfliktu opowiedziały się po jego stronie (oprócz Alawitów są to także szyici, Druzowie, chrześcijanie oraz większość społeczności kurdyjskiej). Specyfika konfliktu syryjskiego sprawia ponadto, że siły wierne B. al-Assadowi walczą dziś równocześnie na wielu frontach: ich przeciwnikiem są nie tylko rebelianci z „umiarkowanych” frakcji islamskich (Front Islamski, Syryjski Front Rewolucyjny) czy resztek Wolnej Armii Syryjskiej (FSA), ale też dżihadyści z Frontu al-Nusrah (oficjalnej ekspozytury Al-Kaidy w Syrii) oraz rosnącego w siłę Państwa Islamskiego (IS). Kontrolując niewiele ponad trzecią część kraju, władze w Damaszku nie mogą więc czuć się na tyle komfortowo, aby pozwolić sobie na trwonienie swych relatywnie szczupłych sił i środków na realizację abstrakcyjnych projektów, takich jak program nuklearny. Nawet, jeśli założyć – co sugerują autorzy raportu „Spiegla” – że projekt taki miałby być realizowany przy wydatnej asyście Irańczyków, a ochraniany przez ich libańskich sprzymierzeńców z Hezbollahu…. 

…Wątek irański? 

W myśl jednej z popularniejszych ostatnio (zwłaszcza w źródłach izraelskich) opcji, instalacja w okolicy Al-Qusayr miałaby służyć nie tyle syryjskiemu programowi zbrojeń nuklearnych, co jego irańskiemu odpowiednikowi. Teoria ta zakłada, że reżim w Syrii udostępnił terytorium swego kraju i swoje zasoby na potrzeby irańskiego projektu atomowego. Zgodnie z tym założeniem, „syryjski” element programu irańskiego – oparty na technologii plutonowej i realizowany przy wydatnej współpracy z Koreą Płn., a ochraniany przez elitarne formacje Hezbollahu – stanowiłby uzupełnienie projektu irańskiego, realizowanego głównie w oparciu o technologię wzbogacania uranu.

Izolacja instalacji w Al-Qusayr, a zwłaszcza jej bliskie sąsiedztwo z terenami zaciekłych walk z rebeliantami, każe jednak wątpić w możliwość wykorzystywania tego obiektu przez Irańczyków jako ich „zagranicznej” instalacji nuklearnej. Zakładając nawet, że Islamska Republika poszukuje alternatywnych (lub komplementarnych) lokalizacji obiektów jądrowych względem własnych instalacji – co jest dość karkołomną tezą – to obiekt w Al-Qusayr zdaje się być najgorszym wyborem z możliwych. W przypadku Syrii, o wiele lepsze warunki (w zakresie bezpieczeństwa, ale też pod względem organizacyjno-logistycznym) istnieją choćby w Tartus lub Latakii – alawickich regionach kraju, od początku wojny kontrolowanych niepodzielnie przez siły reżimu, z lojalną ludnością i niezłym zapleczem techniczno-transportowym (w tym własnymi portami pełnomorskimi).

Podsumowanie

Kwestia, co tak naprawdę kryje tajemnicza instalacja w pobliżu Al-Qusayr, wciąż pozostaje otwarta. Publikacja tygodnika „Der Spiegel” nie przedstawia niestety wiarygodnych i rzetelnych odpowiedzi na to pytanie, dążąc za to (nieco na siłę) do przedstawienia omawianego problemu w jednoznacznie niekorzystnym dla obecnych władz w Damaszku świetle. Fakty wskazują tymczasem, że prawdopodobieństwo istnienia w omawianym kompleksie aktywnej (a więc znajdującej się w fazie operacyjnej) instalacji nuklearnej (niezależnie, jakiego rodzaju) jest niewielkie, a wręcz bliskie zeru.

Powyższa konstatacja nie oznacza jednak, że publikacja niemieckiego tygodnika nie zawiera przysłowiowego „ziarnka prawdy”. Wiele wskazuje bowiem na to, że syryjski reżim rzeczywiście próbował, tuż przed wybuchem wojny domowej w kraju, odtworzyć swój dawny program nuklearny, odbudowując go przy pomocy zarówno Iranu, jak i KRL-D. Należy pamiętać, że o ile w trakcie operacji „Orchard” Izraelczycy zrównali z ziemią obiekt w Al-Kibar, zawierający najpewniej reaktor gazowo-grafitowy, o tyle nie zdołali zniszczyć wszystkich prętów paliwowych i części instalacji odpowiedzialnej za „odzyskiwanie” plutonu, które znajdowały się poza zbombardowaną lokalizacją…” (Tomasz Otłowski)

całość tu:  geopolityka.org

podobne: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS. oraz: Wątek Izraela w syryjskim zamieszaniu czyli… „Uderz w Syrię a nożyce się odezwą”

Paweł Kuczyński - Wojna czy pokój.

Paweł Kuczyński – Wojna czy pokój.

USA krytykuje plan Putina i niemiecka oferta. Komorowski o wsparciu militarnym dla Ukrainy. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie. Brzeziński o Rosji. Irak: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”. Rozmowy USA-Kuba


1. ONZ: USA krytykuje plan Putina„Sueddeutsche Zeitung”: niemiecka oferta dla Putina. Polityka ustępstw wobec Rosji może być niebezpieczna

21.01.2015 (IAR) – Ambasador USA przy ONZ nie zostawia suchej nitki na planie pokojowym Władimira Putina. Samantha Power mówiła na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa w Nowym Jorku, że Putin chce Donbas okupować.

„Plan pokojowy Putina trzeba nazwać po imieniu – rosyjskim planem okupacji.” – mówiła Power. Jej zdaniem, rosyjski prezydent chce w ten sposób „zalegitymizować” podległość Moskwie terytoriów na wschodzie Ukrainy, a także stacjonujących tam rosyjskich żołnierzy i sprzętu wojskowego.

Plan Putina, ogłoszony przez rzecznika Kremla w ubiegłym tygodniu, zakładał między innymi wycofanie przez obie strony ciężkiej artylerii do wyznaczonej linii oraz wpłynięcie na separatystów, by działali na rzecz „uniknięcia dalszych ofiar wśród cywilów.” Rosja przesłała te pomysły listownie Ukrainie, jej prezydent odrzucił ten plan.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/AFP./wcześn/to/łp

podobne: Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie. oraz: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego.

23.01.2015 (IAR) – Niemcy są gotowe do rozmów z Moskwą na temat utworzenie europejsko-rosyjskiej strefy handlowej. Donosi o tym dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. Warunkiem jest jednak załagodzenie przez Rosję konfliktu na Ukrainie.

Gazeta przytacza wypowiedź kanclerz Angeli Merkel, która na forum ekonomicznym w Davos miała powiedzieć, że jest gotowa do rozmów na temat strefy handlowej. Zastrzegła jednak, że warunkiem jest opracowanie kompleksowego rozwiązania kryzysu na Ukrainie. W podobnym tonie miał wypowiadać się także niemiecki wicekanclerz Sigmar Gabriel. Jak czytamy, polityk sugerował, że Unia Europejska musi zastanowić się co zaoferować Rosji po zakończeniu wojny i że Moskwie powinno się zaproponować jakieś wyjście. Gabriel także zastrzegał jednak, że Rosja musi przestrzegać porozumienia pokojowego z Mińska.

„Sueddeutsche Zeitung” nazywa stanowisko niemieckich władz dyskretną ofertą złożoną prezydentowi Rosji w sprawie rozwiązania konfliktu na Ukrainie.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Wojciech Szymański,Berlin/dyd

23.01.2015 (IAR) – Istnieje obawa, że Berlin będzie walczył mocniej o własne interesy, niż o stabilizację – uważa Juliusz Sabak, ekspert serwisu Defence24.pl. Jak donosi niemiecka prasa – politycy tego kraju sugerują, że Unia Europejska powinna zaproponować Rosji dodatkowe korzyści w przypadku zakończenia wojny na wschodzie Ukrainy.

Juliusz Sabak jest wobec nowej koncepcji dość sceptyczny. Niemcy, w jego opinii, zdają się poszukiwać rozwiązania, które bardziej poprawi stosunki niemiecko-rosyjskie niż rosyjsko-unijne, także sytuacja na Ukrainie nie jest tu traktowana najpoważniej. Ekspert uważa, że może to doprowadzić do rozłamu w polityce europejskiej względem Rosji. Już teraz wyraźne są sygnały zarówno z samych Niemiec, gdzie odbywają się protesty o wymowie pacyfistycznej, jak i z Unii Europejskiej, która sama zaczyna czuć ciężar sankcji ekonomicznych.

Niemiecki rząd skłania się obecnie ku ustępstwom wobec Rosji, ale wprowadzenie takiej polityki mogłoby oznaczać niebezpieczny precedens, który – jak uważa Sabak – mógłby stwarzać nowe zagrożenia. Ekspert wyraża obawę o kraje bałtyckie, jak również terytoria, na których znajdują się istotne dla Rosji złoża.

Jak donosi „Sueddeutsche Zeitung”, o gotowości do podjęcia rozmów o utworzeniu z Rosją wspólnej strefy handlu mówiła w Davos Angela Merkel. W podobnym tonie wypowiadał się także wicekanclerz Niemiec.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Przemysław Pawełek/K.P.

podobne: Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. oraz: Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej, Merkel studzi nadzieje na przełom negocjacji z Rosją. i to: Co z paktem Putin-Merkel dotyczącym Ukrainy?  a także: Niemcy i Węgry przeciwne antyrosyjskim sankcjom. Francuski Total prowadzi rozmowy z Łukoilem.

2. Prezydent przeciw rozważaniu bezpośredniego wsparcia militarnego dla Ukrainy.

22.01.2015 (IAR) – Prezydent przeciw rozważeniu ewentualnego bezpośredniego wsparcia polskiego wojska dla Ukrainy. Bronisław Komorowski komentował w rozmowie w TVPInfo słowa byłego opozycjonisty Zbigniewa Bujaka, który uznał, że „byłoby fantastycznie, gdyby polscy żołnierze walczyli w Doniecku”. Do tych słów odniósł się też kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda, który stwierdził, że „to jest bardzo poważna decyzja, trzeba by się nad nią dobrze zastanowić”.

Według Bronisława Komorowskiego, to niepoważna i groźna ocena, szczególnie, że pada z ust pretendenta do roli zwierzchnika sił zbrojnych. Prezydent powiedział, że powadze Polski nie służy opinia kraju, który mógłby w ogóle rozważać scenariusze samodzielnej od Unii Europejskiej i NATO drogi politycznej wobec Ukrainy. Zdaniem prezydenta, Ukrainie służyć może zwartość Unii i NATO we wspieraniu Kijowa w umacnianiu suwerenności. Bronisław Komorowski dodał, że nie sądzi, by ktokolwiek na Ukrainie liczył na wygraną przy użyciu swoich czy obcych żołnierzy z Rosją.

Bronisław Komorowski odniósł się też do oburzenia, jakie w Moskwie wywołały słowa polskiego szefa MSZ. Grzegorz Schetyna zwrócił uwagę na to, że obóz Auschwitz-Birkenau wyzwalali też Ukraińcy walczący w Armii Czerwonej.

Prezydent stwierdził, że należy uszanować, że to Rosjanie stanowili największą grupę wtedy walczącą. Zastrzegł, ze lepiej się skupić na przeżyciu pamięci o likwidacji obozu w Auschwitz i dramatycznym doświadczeniu ludobójstwa. „Nie warto tego plątać w sumie dosyć nie na miejscu, nie w tej chwili istotne spory natury historycznej” – dodał.

IAR/tvpinfo/lp/ab

podobne: Koziej o roli Polski w kryzysie ukraińskim.  oraz: Polski sprzęt dla „szpicy” NATO. Broń dla Ukrainy na własną rękę. Niemcy nie chcą zwiększać wydatków na obronność. Rosja zbuduje własne „Mistrale”. i to: Broń dla Ukrainy może oznaczać eskalację działań: polskie MSW wesprze Ukrainę, MON nie mówi nie.

3. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie.  Z.Brzeziński o Rosji.

21.01.2015 (IAR) – Rosja zwiększyła swoje siły na Ukrainie – potwierdza NATO i ponawia apel do Moskwy o wycofanie wojsk.

Szef Sojuszu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg mówił o zwiększonej liczbie czołgów, artylerii i systemach obrony powietrznej. Nie chciał jednak komentować wypowiedzi ukraińskiego prezydenta i podawać dokładnej liczby wojsk i sprzętu. Petro Poroszenko powiedział dziś w Davos, że na wschodzie Ukrainy rozmieszczonych jest ponad 9 tysięcy rosyjskich żołnierzy, a także ponad 500 rosyjskich czołgów, transporterów opancerzonych i jednostek artylerii. Rosja odrzuciła te oskarżenia. Natomiast Sojusz kolejny raz obwinił Moskwę o łamanie wrześniowego porozumienia z Mińska. Sekretarz generalny NATO podkreślił, że utrzymywanie przedz Rosję wojsk na wschodzie Ukrainy nie przyczynia się do pokojowego rozwiązania konfliktu.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Beata Płomecka/Bruksela/dabr

podobne: Ukraińska armia weszła do Ługańska. Sytuacja z kolumną humanitarną i wojskową (USA nie potwierdzają rosyjskiej agresji). Czechy: ćwiczenia lotnictwa NATO. Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów. Gaza – jak zakończyć wojnę. oraz: Ukraina i NATO (komentarz Janusza Korwin-Mikke). Rosja testuje pocisk balistyczny „Buława” i zwiększa aktywność wojskową.

22.01.2015 (IAR) – Zbigniew Brzeziński apeluje do Stanów Zjednoczonych i NATO o rozlokowanie wojsk na Litwie, Łotwie i w Estonii. Podczas przesłuchania w amerykańskim Senacie wyraził obawę, że Władimir Putin zechce powtórzyć scenariusz krymski w krajach bałtyckich.

Zbigniew Brzeziński uważa, że jeśli Władimir Putin zechce zająć kraje bałtyckie, to nie będą one w stanie przeciwstawić się rosyjskiej agresji. „Jedyny wiarygodny i pokojowy sposób na wzmocnienie regionalnego bezpieczeństwa, to rozlokowanie kontyngentów NATO” – powiedział. Według Zbigniewa Brzezińskiego, wysłanie takich jednostek na Litwę, Łotwę i Estonię nie stanowiłoby zagrożenia dla Rosji, ale sprawiłoby, że w razie inwazji Moskwa ryzykowałaby konfliktem z NATO. Zbigniew Brzeziński zaapelował też o rozlokowanie przez USA i ich sojuszników sprzętu wojskowego w Polsce oraz przekazanie Ukrainie broni defensywnej. „Putin igra z ogniem finansując i zbrojąc lokalną rebelię, a czasami interweniując militarnie bezpośrednio w celu zdestabilizowania Ukrainy ekonomicznie i politycznie, i zniszczenia europejskich aspiracji tego kraju” – powiedział Zbigniew Brzeziński. Zaproponował też dla Ukrainy model fiński, w którym kraj ten pozostanie neutralny militarnie, ale utrzyma związki gospodarcze z Zachodem.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/em/

podobne: Ukraina dąży do NATO, armia nie skorzysta z korytarzy humanitarnych. „Siły pokojowe” OUBZ kontra „siły szybkiego reagowania” NATO. Finowie i Szwedzi w gotowości bojowej, Norwegia i magazyny broni USA. oraz: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów polecam również: Bębny wojny? Korea Północna testuje rakiety. Manewry lotnicze w Rosji. USA wzmocnią siły lądowe i morskie w krajach na wschodzie NATO. Wywiad USA prognozuje wkroczenie Rosjan na wschodnią Ukrainę i to: Zmiany planów obronnych NATO

4. Irak – nowa ofensywa Kurdów. Sukcesy w walce z Państwem Islamskim. Kerry po spotkaniu ws. walki z Państwem IslamskimByli francuscy żołnierze walczą pod sztandarem Państwa Islamskiego

21.01.2015 (IAR) – Iraccy Kurdowie przypuścili nową ofensywę na północy kraju. Chcą w ten sposób odciąć radykałom z Państwa Islamskiego drogi zaopatrzenia z ich baz w Syrii na tereny w Iraku.

Kurdyjscy żołnierze przegnali w ostatnim czasie radykałów z okolicy tamy w Mosulu. Zaopatruje ona w prąd niemal całą prowincję Anbar czyli tereny w Iraku, gdzie fanatycy z Państwa Islamskiego mają największe wpływy. Teraz ofensywa Kurdów postępuje dalej na południe, by odciąć radykałom drogi transportu zaopatrzenia.

Tymczasem od poniedziałku koalicja pod wodzą Amerykanów dokonała już ponad 20 nalotów na pozycje Państwa Islamskiego. Dotychczasowe bombardowania miały wyraźnie osłabić radykałów, choć generałowie podkreślają, że potrzeba jeszcze wiele czasu, zanim będzie można mówić o sukcesie.

Z kolei ONZ ostro potępiła tzw. sądy koraniczne, które ustanowili islamiści na podbitych terenach. „Mamy wiele informacji o kobietach na których dokonano egzekucji w Mosulu i w innych miastach, po wyrokach tzw. sądów religijnych” – mówi rzeczniczka ONZ-owskiego Biura Praw Człowieka Ravina Shamdasani.

ONZ twierdzi, że na należących do islamistów stronach pojawiły się ostatnio zdjęcia kamienowanych kobiet i krzyżowanych mężczyzn.

Od czasu, gdy niemal rok temu sunniccy rebelianci zaczęli przejmować kolejne tereny w Syrii i w Iraku, pojawiają się doniesienia o dokonywanych przez nich czystkach etnicznych na jazydach, chrześcijanach czy szyitach. Po ustanowieniu kalifatu islamiści wprowadzili własne sądy, walutę i kodeks zachowań. Za jego złamanie grożą surowe kary.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/Al-Jazeera/UN/kry

podobne: Obama upoważnił wojsko do ograniczonych ataków w Iraku. Sukcesy islamistów (widmo nowej interwencji)Pełzająca interwencja w Iraku. oraz: USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku i to: Irak: kurdyjscy rebelianci zajęli dwa pola naftowe. polecam również: Wsparcie dla Kurdów w Iraku. Libia prosi o międzynarodową interwencję. a także: Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji) oraz: Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów.

22.01.2015 (IAR) – Amerykanie ogłaszają sukcesy w walce z Państwem Islamskim. Źródła dyplomatyczne twierdzą, że do tej pory w Iraku i w Syrii zabito 6 tysięcy radykalnych bojowników i połowę dowództwa fanatycznej organizacji.

Zarówno z Iraku, jak i z Syrii w ostatnich dniach nadchodzą dobre wieści. Od środy Amerykanie i koalicjanci dokonali w sumie 31 nowych nalotów na pozycje radykałów. Dyplomaci twierdzą, że połowa dowództwa Państwa Islamskiego została wybita, a w sumie zginęło już 6 tysięcy bojowników. Irakijczycy poinformowali dzisiaj o zabiciu dowódcy radykałów w prowincji Anbar na zachodzie kraju.

Wczoraj Kurdowie przypuścili nową ofensywę na północy Iraku niedaleko Mosulu. Chodzi o to, by operującym w Iraku islamistom odciąć drogi zaopatrzenia z Syrii. Wcześniej informowano, że fanatyków wygnano z rejonu strategicznej tamy w Mosulu. Eksperci ostrzegają jednak, że Państwo Islamskie łatwo nie daje za wygraną i w każdej chwili może chcieć wrócić na tereny, z których przegnano bojowników.

Amerykański sekretarz stanu John Kerry informował na konferencji w Londynie, że od sierpnia, gdy rozpoczęła się ofensywa przeciwko radykałom, siły koalicyjne dokonały niemal dwóch tysięcy nalotów.

W ubiegłym roku fanatyczni bojownicy, którzy nazwali się Państwem Islamskim, rozpoczęli zajmowanie kolejnych terenów w Iraku i Syrii. W podbitych miejscach ustanowili islamski kalifat i wprowadzili nowe, surowe zasady postępowania. Z Iraku i Syrii systematycznie dochodzą informacje o torturach, masowych egzekucjach czy gwałtach, jakich dopuszczają się radykałowie. ONZ twierdzi nawet, że bojownicy krzyżują i kamienują nieposłusznych sobie ludzi.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/RTR/Al-Arabiya/CNN/em/

podobne: Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?) i to: Bliski Wschód: Obama upoważnił wojsko do ograniczonych ataków w Iraku. Sukcesy islamistów (widmo nowej interwencji).

22.01.2015 (IAR) – W Londynie zakończyło się spotkanie ministrów spraw zagranicznych 21 państw koalicji walczącej z Państwem Islamskim. Współprzewodniczący obrad, amerykański sekretarz stanu John Kerry dał do zrozumienia, że koalicja 60 państw obecnych na pierwszej takiej naradzie w grudniu w Brukseli ani nie stopniała, ani się nie rozpadła, a dzisiejsze spotkanie miało charakter grupy roboczej.

John Kerry podkreślił, że dzięki wysiłkom irackiej armii, kurdyjskich peszmergów i lotnictwa koalicji udało się zatrzymać dalsze postępy Państwa Islamskiego, które określa arabskim skrótem DAESH (wym. dasz). „Siły lądowe, wsparte przez prawie 2 tysiące uderzeń powietrznych, odbiły z rąk DAESH ponad 700 kilometrów kwadratowych. Trwają szkolenia w Iraku; doradcy koalicyjni intensyfikują swoje wysiłki, aby utworzyć 12 nowych brygad irackich. A tej wiosny rozpoczniemy szkolenie sił syryjskiej opozycji w obozach w Arabii Saudyjskiej, Turcji i Katarze” – powiedział John Kerry. Dodał, że koalicja nie zajmuje się tylko walką z Państwem Islamskim. „Myślimy również, jak pomóc ofiarom DAESH w odbudowie ich życia, kiedy DAESH odejdzie do historii. To ma krytyczne znaczenie” – powiedział amerykański sekretarz stanu i wymienił pomoc w odbudowie administracji i rządów prawa, dostawy wody i energii oraz pomoc humanitarną dla wielu ofiar Państwa Islamskiego, zwłaszcza kobiet i dziewcząt.

Jutro John Kerry podejmie temat walki z dżihadyzmem i radykalizacją na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Davos.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

podobne: Obama przed szkodą i po szkodzie głupi. Znowu będzie wspierał „umiarkowaną opozycję” w Syrii. Zapowiada zniszczenie ISIL ale wojsk nie wyśle, za to wyśle armię do „walki” z Ebolą. Secesyjne plany Teksasu. oraz: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS i to: MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.

22.01.2015 (IAR) – Kilkudziesięciu byłych francuskich żołnierzy walczy pod sztandarem tak zwanego Państwa Islamskiego. Takie informacje przyniosła rozgłośnia RFI.

Wiadomość starał się zbagatelizować minister obrony Jean-Yves Le Drian, który twierdzi, że to marginesowe zjawisko. Tymczasem według informacji zebranych przez media można mówić o kilkudziesięciu osobach, które na terenach zajętych przez tak zwane Państwo Islamskie biorą udział bezpośrednio w walce, zajmują się szkoleniem młodych ochotników przybywających z Francji lub prowadzą instruktaż zastosowania ładunków wybuchowych. W Syrii i w Iraku przebywa ponad tysiąc obywateli francuskich – kobiet i mężczyzn. Ponad połowa z nich walczy z bronią w ręku. Byli francuscy żołnierze, którzy są w oddziałach dżihadystów, albo przeszli na islam, albo wychowali się we Francji w tradycji i kulturze arabsko-muzułmańskiej. Są niezwykle niebezpieczni, gdyż znają tajemnice operacyjne armii francuskiej i jej procedury bojowe. To dotkliwa wiadomość dla znacznej części polityków domagających się wprowadzenia obowiązkowej i powszechnej służby wojskowej, widząc w niej formę wychowania obywatelskiego.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/em/

podobne: Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach.

5. Rozmowy USA-Kuba.

21.01.2015 (IAR) – W Hawanie trwają kubańsko-amerykańskie negocjacje na temat wznowienia stosunków dyplomatycznych pomiędzy oboma krajami. Rozmowy rozpoczęły się od sporu o amerykańską politykę imigracyjna wobec uciekinierów z Kuby.

Przedmiotem sporu podczas rozmów w Hawanie jest zasada zwana „mokra stopa, sucha stopa” pozwalająca na uzyskanie azylu w USA wszystkim Kubańczykom , którzy dotrą na amerykańską ziemię. Kubańskie władze uważają, że zasada ta promuję nielegalną imigrację i zachęca do niebezpiecznych wyprawy przez Cieśninę Florydzką. Przedstawiciele rządu Castro usłyszeli jednak od Amerykanów, że na razie nie ma mowy o zmianie tych przepisów.

Mimo sporu o imigrację rozpoczęte w Hawanie negocjacje mają historyczny wymiar. Są one częścią rozpoczętego przez Baracka Obamę procesu normalizacji stosunków z Kubą. W ubiegłym tygodniu prezydent USA złagodził embargo wobec Kuby i zapowiedział otwarcie ambasady w Hawanie. O tym także amerykańska delegacja rozmawia z kubańskimi władzami.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/łp

Podobne: Putin na Kubie m.in. o wojskowej stacji nasłuchowej.

źródło: stooq.pl

polecam również: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii.

rys. Paweł Kuczyński

rys. Paweł Kuczyński

Syria oskarża Izrael o naloty. Palestyński minister zabity. Protest Izraela przeciwko wszczęciu dochodzenia przez Trybunał Haski ws. ewentualnych zbrodni wojennych.


1. Syria chce ukarania IzraelaIzrael: palestyński minister zabity

08.12.2014 (IAR) – Syryjskie władze chcą, by ONZ ukarała Izrael za dwa wczorajsze naloty na okolice lotniska w Damaszku. Izraelskie władze nie komentują informacji, jakoby to ich lotnictwo stało za atakami, które miały zniszczyć obiekty militarne i składowiska broni.

W niedzielny wieczór mieszkańcy Damaszku usłyszeli dwie głośne eksplozje w rejonie stołecznego lotniska. Syryjskie media oraz należąca do libańskiego Hezbollahu telewizja Al-Manar podały, że nalotów dokonało izraelskie lotnictwo. Nikomu nic się nie stało, ale bomby zniszczyły wojskowe instalacje, w tym składowiska broni.

Syryjskie władze poprosiły Sekretarza Generalnego ONZ o nałożenie sankcji na Izrael za rzekome wtargnięcie na teren ich kraju. Ministrowie spraw zagranicznych Syrii oraz Iranu określili naloty jako „akt agresji”, choć z ust polityków nie padły zapowiedzi odwetu. Wyjaśnień zażądała też Rosja.

Władze w Izraelu nie komentują informacji, jakoby to ich lotnictwo stało za nalotami. Minister wywiadu Yuval Steinitz podkreślił jednak, że jego kraj zrobi wszystko, by nowoczesna broń nie dostała się w ręce terrorystów. Podejrzewa się, że zaatakowane składy miały być przeznaczone dla libańskiego Hezbollahu, walczącego w Syrii po stronie prezydenta Baszara al-Asada.

Od początku wojny w Syrii w 2011 roku Izrael przeprowadził kilka ataków na syryjskie cele wojskowe, w obawie przed dozbrajaniem Hezbollahu przez Damaszek. Do ostatniego nalotu doszło w regionie Al-Kunajtiry, na północnych stokach okupowanych przez Izrael Wzgórz Golan. Izrael nigdy nie przyznał się do przeprowadzenia ataków.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/Al-Jazeera/RTR/Haaretz/jj

podobne: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS. oraz: Thierry Meyssan: Geopolityczne podłoże wojen przeciwko Syrii i Państwu Islamskiemu. Straty dżihadystów w Kobane. Tragiczny los porwanych przez Boko Haram. i to: USA – Rosja – Syria – Izrael – Palestyna. a także: Wątek Izraela w syryjskim zamieszaniu czyli… 

10.12.2014 (IAR) – Palestyński minister zginął na Zachodnim Brzegu. Minister Ziad Abu Ein uczestniczył w proteście przeciwko wysiedleniom Palestyńczyków. Zmarł w wyniku ran odniesionych ran.

55-letni minister bez teki brał udział w demonstracji Palestyńczyków, którzy sprzeciwiali się izraelskim wysiedleniom. Aktywiści chcieli zasadzić drzewo oliwne w pobliżu jednego z żydowskich osiedli, ale w pewnym momencie doszło do starć z grupą 15 izraelskich żołnierzy. Według świadków, palestyński minister został uderzony kanistrem z benzyną. Lekarze stwierdzili zgon mężczyzny na skutek powikłań po kontakcie z dużą ilością trujących substancji.

Izraelskie władze zapowiedziały dokładne wyjaśnienie sprawy. Palestyński prezydent Mahmud Abbas potępił „barbarzyński akt” i zarządził trzydniową żałobę. Palestyńczycy wstrzymali też spotkania z izraelskimi władzami dotyczące bezpieczeństwa.

Wszystko dzieje się w bardzo napiętym czasie na terenach izraelsko-palestyńskich. W ostatnich zamieszkach i zamachach w Jerozolimie i w innych miejscach zginęło co najmniej 11 Izraelczyków oraz 13 Palestyńczyków, a w samej Jerozolimie wprowadzono podwyższone środki bezpieczeństwa.

Ostatnie kontrowersje wywołały m.in. żądania ultraortodoksyjnych środowisk żydowskich, które domagają się dostępu do świętych dla muzułmanów miejsc na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie. Atmosferę dodatkowo podgrzały starania izraelskich władz o wprowadzenie do konstytucji określenia Izraela jako „państwo żydowskie”. Wewnętrzny spór o tę ostatnią kwestię doprowadził do rozwiązania parlamentu i rozpisania przedterminowych wyborów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/BBC/Haaretz/Al-Jazeera/dw

podobne: Izrael – Palestyna. USA naciskają i zapowiadają rewizję swojej roli w procesie pokojowym. oraz: Na co liczy Izrael wkraczając zbrojnie do Strefy Gazy?

2. MTK: dochodzenie ws. ewentualnych zbrodni wojennych na terytoriach palestyńskich. Izrael – krytyka Trybunału Haskiego.

16.01.2015 (IAR) – Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze zbada czy w Palestynie dochodziło do zbrodni wojennych.

W tej sprawie otwarto wstępne dochodzenie. To pierwszy krok, który może skutkować postawieniem zarzutów palestyńskim i izraelskim przywódcom.

Pod koniec grudnia zeszłego roku prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas podpisał Statut Rzymski. Te dokumenty są niezbędne, by Palestyna mogła przystąpić do Międzynarodowego Trybunału Karnego. Stanie się to 1 kwietnia tego roku.

Wstępne dochodzenie przed MTK nie ma statusu śledztwa. Trybunał zbiera informacje na temat możliwych przestępstw i innych zagadnień, które pomogą ustalić czy należy wszcząć śledztwo.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/AFP/Reuters/AP/kd/sk

17.01.2015 (IAR) – Izraelski premier ostro o Trybunale w Hadze. Benjamin Netanjahu skrytykował decyzję prokuratorów Trybunału, którzy wczoraj poinformowali, że zbadają, czy na terenach palestyńskich nie popełniono zbrodni wojennych. Izraelski premier powiedział, że to skandal i absurd.

Benjamin Netanjahu oświadczył, że Izrael odrzuca decyzję Międzynarodowego Trybunału Karnego, bo stoi ona w sprzeczności z prawem międzynarodowym. Izraelski premier twierdzi, że sędziowie nie mogą się zajmować sprawą Palestyńczyków, bo ci nie mają własnego państwa. Netanjahu podkreślił, że Izrael zawsze przestrzegał najwyższych norm prawa międzynarodowego.

Wczoraj prokuratorzy zdecydowali, że zajmą się sprawą domniemanych zbrodni wojennych z ubiegłorocznej wojny w Strefie Gazy. „To oznacza, że biuro prokuratora będzie zbierało informacje na temat domniemanych zbrodni wojennych, które miały zostać popełnione od lipca 2014 roku i zdecyduje, czy jest podstawa do rozpoczęcia formalnego śledztwa” – podkreśla Emeric Rogier z biura prokuratora w Hadze.

Decyzja Trybunału zapadła po tym, jak Palestyńczycy złożyli wniosek o członkostwo w Trybunale i zażądali zbadania zbrodni popełnionych w Gazie.

Sekretarz Generalny ONZ zapowiedział, że Autonomia Palestyńska stanie się członkiem Międzynarodowego Trybunału Karnego od kwietnia. Palestyńczycy chcą pozwać Izrael nie tylko za domniemane zbrodnie wojenne, ale także za żydowskie osiedla na terenach arabskich.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/GPO/UN/wcześn./dyd

podobne: Palestyńczycy do Trybunału Karnego. W odpowiedzi Izrael zamraża palestyńskie pieniądze i chce wstrzymania pomocy dla Palestyńczyków.

źródło: stooq.pl

Żydzi - Racja stanu

rys. Filastin

USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS.


„…M. Dempsey stwierdził, że aby pokonać ISIS w Iraku potrzeba 80 tys. kompletnie przeszkolonych i wykwalifikowanych irackich żołnierzy. W przypadku ich braku, zasugerował, że siły USA mogą stać się niezbędne do wypełnienia tej luki. Generał zaznaczył również, że obietnica prezydenta B. Obamy w kwestii tego, że nowa wojna na Bliskim Wschodzie obejdzie się bez udziału amerykańskich sił lądowych, jest nierealna. Republikański kongresmen Buck McKeon, szef komisji kongresu ds. sił zbrojnych potwierdził, że jest zwolennikiem złamania przepisu zakazującego bojowego wykorzystania amerykańskich oddziałów w Iraku i Syrii. „Nie będę popierał wysyłania naszego wojska w niebezpieczne miejsca z zawiązanymi rękami” – powiedział B. McKeon.

Podczas przesłuchania M. Dempseya, B. McKeon wypytywał m.in. „Jak można z sukcesem zakończyć misję zdegradowania lub eliminacji ISIL (ISIS) w sytuacji, gdy niektóre z najlepszych opcji są zdjęte ze stołu”?

Administracja B. Obamy, która potrzebuje aprobaty Kongresu na przeznaczenie 5,6 mld USD, na finansowanie nowej wojny, zmieniła ostatnio swoje wcześniejsze stanowisko na takie, iż należy ubiegać się o zezwolenie na użycie siły, czyli rezolucję AUMF (Authorization for Use of Military Force) na wzór tych przegłosowanych w 2001 i 2003 roku, i otwierających drogę do wojny w Iraku i Afganistanie.

W czasie, kiedy wzrasta militarne zaangażowanie USA w Iraku, administracja B. Obamy debatuje również nad zmianą swojej strategii w stosunku do sąsiedniej Syrii. Chodzi o wzmocnienie działań na rzecz zmiany reżimu, czyli obalenia rządu prezydenta Baszara al-Asada. Wiele wskazuje, iż przyjęto założenie „po pierwsze Irak”, po realizacji, którego Syria nie będzie mieć już możliwości obrony.

Ograniczone amerykańskie naloty, które zostały przeprowadzone w Syrii na pozycje bojowników ISIS, chcących opanować kurdyjskie miasto Kobane na granicy tureckiej, zostały skierowane również na bazy Frontu Al-Nusra, który jest syryjską gałęzią Al-Kaidy. Najwyraźniej niezamierzonym efektem tych bombardowań stało się pojednanie ISIS i Al-Nusry – organizacji, które walcząc między sobą, zwalczały również wspierane przez USA „umiarkowane” sunnickie organizacje występujące przeciw syryjskimi wojskom rządowym. Obie islamistyczne ugrupowania, które osiągnęły porozumienie, są zdecydowanie najsilniejszymi i najskuteczniejszymi przeciwnikami prezydenta B. al-Asada. Ugrupowania te rozgromiły w ostatnim czasie wspierany bezpośrednio przez USA tzw. Syryjski Front Rewolucyjny i Ruch Hazm, w wyniku czego wielu członków tych ugrupowań, razem z bronią dostarczoną przez USA, wpadło w ręce Frontu Al-Nusra.

Według CNN, Biały Dom zwołał serię spotkań z przedstawicielami instytucji bezpieczeństwa narodowego w sprawie kryzysu w Syrii i stwierdził, że „nie można pokonać ISIS bez transformacji politycznej w Syrii oraz usunięcia prezydenta Baszara al-Asada”. Należy to traktować również jako odpowiedź na rosnącą presją ze strony regionalnych sojuszników USA, zwłaszcza Turcji, Arabii Saudyjskiej i krajów Zatoki Perskiej-sponsorów islamistycznych organizacji działających w Syrii, których głównym celem jest obalenie prezydenta B. al-Asada.

„Jedna z dyskutowanych opcji zakłada wprowadzenie strefy zakazu lotów przy granicy z Turcją oraz przyspieszenie i rozszerzenie programu Pentagonu, zakładającego weryfikowanie, szkolenie i uzbrajanie umiarkowanej opozycji” – podała stacja CNN. Wprowadzenie strefy zakazu lotów, postulowanej przez Turcję, poprzedzone miałoby być intensywną serią amerykańskich bombardowań, w celu zniszczenia syryjskiej obrony przeciwlotniczej, co pozwoliłoby przejść do fazy bezpośrednich działań wojskowych w Syrii…”

całość tu: geopolityka.org

…jak można przeczytać głównym problemem USA w tym regionie nie jest tzw. Państwo Islamskie a „reżim” Asada w Syrii, i to do tego stopnia, że traktuje się jako „przypadek” zbombardowanie pozycji ISIS i Al-Nusry – ugrupowań które zwalczały wspierane przez USA „umiarkowane” sunnickie organizacje występujące przeciw syryjskimi wojskom rządowym. USA traktuje tych rzeźników jak swojego sojusznika, gdyż są oni najsilniejszymi i najskuteczniejszymi przeciwnikami prezydenta B. al-Asada. Mniejszym złem w tym przypadku traktują USA fakt, że ugrupowania te rozgromiły wspierany przez USA tzw. Syryjski Front Rewolucyjny i Ruch Hazm, w wyniku czego wielu członków tych ugrupowań, razem z bronią dostarczoną przez USA, wpadło w ręce Frontu Al-Nusra…

Przy okazji dowiedziałem konkretu, dlaczego wojsko Turcji rozlokowane niedaleko Kobani nie interweniowało podczas jego oblegania przez siły Państwa Islamskiego. „Wróg mego wroga jest moim przyjacielem” 😉 (Odys)

Nadieżda Kieworkowa: Dlaczego nic nie wiemy o ISIS…? fragment

ISIS, czyli jak się obecnie mówi – Państwo Islamskie, w środkach masowego przekazu przedstawia się jako zagrożenie numer jeden. Choć prawie nikt tych ludzi nie widział, wszyscy się ich boją. Czym więc jest tajemniczy ISIS?…

…Przez sieczkę medialną przebijają się pewne doniesienia o postepowaniu ISIS. Moi korespondenci przytoczyli mi wiele faktów, nie będąc wcale zwolennikami Państwa Islamskiego.

Po pierwsze, wbrew opowiadaniom o masakrach, na swoim terytorium ISIS nie tyka specjalistów, inżynierów, elektryków, lekarzy, pracowników służb komunalnych i prawie w ogóle innych funkcjonariuszy, którzy odpowiadają za jakieś sprawy. W Rakce nie niepokoili robotników pracujących przy tamie czy policjantów drogowych. W wielu miejscowościach na swoich stanowiskach pozostali nawet merzy i inni urzędnicy. Remontują drogi, funkcjonuje transport publiczny. Większą część tych specjalistów stanowią świeccy, wśród nich są nie tylko sunnici.

Działają szkoły dla chłopców. Przywódcy IS wezwali specjalistów z całego świata do pomocy. Wiadomo na przykład, że telekomunikację w Rakce zorganizował inżynier z Tunisu, są lekarze z Chin, inżynierowie z Algierii, Egiptu, Jordanii.

Powstańcy zorganizowali pracę sądów szariackich na wszystkich terytoriach, na których zdołali się utrzymać. Tam, gdzie sądy pracują, nie ma grabieży, kradzieży, aktów przemocy. Islamski podatek okazał się niższy od państwowego. Islamski rząd wypłaca pensje w wysokości 400–600 USD, czyli tyle, ile wynosi pensja w Damaszku czy Bagdadzie.

Wdowom wypłaca się 100 USD i po 100 USD na każde dziecko. Mieszkania skonfiskowane zbiegłym urzędnikom rozdziela się między ubogich i bojowników. ISIS popiera mały biznes – dostawców, producentów, pracowników remontowych, warsztaty, biura komputerowe. Dostają pomieszczenia, niewielkie subsydia, ochronę i oficjalne dokumenty.

Handel zbożem i rozdawnictwo produktów dla biednych pozostaje pod kontrolą. Bogaci płacą specjalny podatek na rzecz biednych. Kwestia handlu ropą pozostaje otwarta. Różne są dane na ten temat. Nie wiadomo jaki jest jego stan po amerykańskich bombardowaniach.

Istnieje też pewne życie kulturalne. W Mosulu przeprowadzono konkurs czytających Koran, a nawet mecz piłkarski.

Przy wrogości ISIS do Braci Muzułmanów i szyitów, ogólne zasady samoorganizacji mające korzenie w islamie najpełniej wcielili w życie właśnie Ichwani i Hezbollah. Niewątpliwie IS dobrze zna te doświadczenia.

W końcu IS współpracuje z „Armią Nakszbandija”, skupiającej wpływowych szejków sufickich oraz byłych żołnierzy saddamowskich, która w ciągu dziesięciu lat opierała się reżimowi. Nakszbandija to największe bractwo sufickie. Założone w XIV w., działało na obszarze od Turcji i Północnego Kaukazu do Środkowej Azji i Indii. Jego siedziby znajdują się w Mekce i Londynie, ma silne związki z elitami światowymi.

Tak więc sprawa nietolerancji ultrafundamentalistów i zaślepionych sekciarzy z IS, jak też samej jego natury pozostaje otwarta. Podobnie jak to, czy Monokolowie podczas upału zasłaniają się przed żarem słońca swoją jedyną nogą…”

źródło: secag.nazwa.pl

…ISIS/ISIL/Khorasan/Państwo Islamskie jak zwał tak zwał. Nie czuję się na siłach (bo nie mam na ten temat wiarygodnej wiedzy) weryfikować tego o czym pisze Pani Kieworkowa. Być może ISIS to nie tylko barbarzyńcy i są w tej organizacji również osoby oświecone, przeciwne mordowaniu ludzi w imię Islamu (co sam uważam za zwykłą polityczną przykrywkę). Kto się czuje na siłach rozróżniać te organizacje, i wskazywać kto i za jaki odcinek mordów na zajmowanych przez nich terenach odpowiada, gdzie bądź co bądź ci ludzie stanowią teraz siłę polityczną i militarną, ten musi się liczyć z tym, że samej idei Państwa Islamskiego w takim wykonaniu, gdzie tysiące ludzi zamieszkujących te tereny musi z nich uciekać przed mordami, obronić się po prostu nie da. Sam fakt że nie stoją za tym ruchem pospolici bandyci a jest to profesjonalnie zorganizowana siła, świadczy o tym, że nie jest to spontaniczny ruch religijny a zbrojne ramię polityki kogoś innego, kto wcześniej dobrze przygotował sobie grunt pod obecny „Jihad” eliminując reżimy Kaddafiego i Husseina a teraz próbuje wyeliminować ostatnią przeszkodę – Asada.

Wcale nie jest pocieszającym fakt że pomiędzy niektórymi wrogimi sobie (oficjalnie) stronnictwami trwa tak na prawdę wzajemne poparcie i zrozumienie. To tylko potwierdzałoby moje przypuszczenia że nadchodzi czas ucywilizowania w oczach opinii publicznej tego co powstaje na gruzach Iraku, Libii i Syrii (która się jeszcze opiera).

Deficyt szczegółowych informacji dotyczy w tym wypadku obu stron, ale że morduje się tam niewinnych ludzi jest rzeczą bezsprzeczną. Życzę Pani Kieworkowej uzyskania akredytacji dziennikarskiej i zderzenia się z rzeczywistością bezpośrednio na miejscu, by opinia publiczna mogła zapoznać się w końcu z jakąś wiarygodną a przede wszystkim szczegółową relacją z tego co się tam dzieje, oraz kto i za co odpowiada.

…Odys

podobne: Thierry Meyssan: Geopolityczne podłoże wojen przeciwko Syrii i Państwu Islamskiemu. Straty dżihadystów w Kobane. Tragiczny los porwanych przez Boko Haram. oraz: Obama przed szkodą i po szkodzie głupi. Znowu będzie wspierał „umiarkowaną opozycję” w Syrii. Zapowiada zniszczenie ISIL ale wojsk nie wyśle, za to wyśle armię do „walki” z Ebolą. Secesyjne plany Teksasu. i to: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki. a także:  Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?) oraz: MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.

ISIS oznacza „Islamskie Państwo Iraku i Syrii”. Każdy kto zapoznał się z okultyzmem wie o istnieniu bogini Izydzie (grec. Isis). Jest ona jedną z najważniejszych postaci w starożytno-egipskich tajemnych naukach i boginią-idolką masonerii i Iluminatów. Kogo interesuje ten mistyczny wątek może sobie doczytać tu http://wolna-polska.pl/wiadomosci/osama-bin-laden-isis-reinkarnacja-2014-06

Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?)


„…Interesy polityczne i krótkowzroczność strategiczna Waszyngtonu, nakazujące zaniechania jakiejkolwiek współpracy z Teheranem i Damaszkiem w zwalczaniu Państwa Islamskiego, kreują sytuację, w której groźba fiaska wojny z Kalifatem staje się coraz bardziej realna. Roli koordynatorów w namierzaniu niezwykle mobilnych i rozproszonych sił Państwa Islamskiego, szczególnie w Syrii, nie są póki co w stanie przejąć także ani Kurdowie, ani „umiarkowani” sunniccy rebelianci.

O słabości operacyjnej koalicji i całkowitym braku koordynacji jej działań z tym, co dzieje się na lądzie, świadczyć może przebieg operacji humanitarnej w sierpniu br., mającej na celu udzielenie pomocy irackim Jazydom i chrześcijanom, uciekającym przed oddziałami IS w płn. Iraku. Niemożność efektywnego wykorzystania przez koalicję dominacji w powietrzu na rzecz realnej pomocy dla dziesiątek tysięcy ludzi, kosztowała w efekcie życie wielu spośród tych uchodźców.

Podobnie rzecz się ma ze wsparciem materiałowym dla oblężonych w enklawie Kobane jej kurdyjskich obrońców. Zrzuty zaopatrzenia i broni (podjęte zresztą z dużym opóźnieniem i o raczej symbolicznej skali) są dokonywane bez dokładnej koordynacji z Kurdami, co sprawia, że cześć tego wsparcia trafia bezpośrednio w ręce dżihadystów z IS.

Koalicja nie jest w stanie przekuć swej pełnej dominacji w powietrzu na sukces nawet tam, gdzie wydaje się to oczywiste i naturalne. W połowie października br. w części mediów i na specjalistycznych portalach pojawiła się sensacyjna informacja, że Państwo Islamskie dysponuje co najmniej dwoma zdobycznymi – i co ważne całkowicie sprawnymi – samolotami bojowymi (zapewne typu MiG-21 lub -23). Maszyny te, stacjonujące w zdobytej przez IS bazie SAAF w Al-Dżara’ah koło Aleppo, wykonywały w tym czasie szereg lotów ćwiczebnych, a instruktorami adeptów pilotażu z IS mieli być doświadczeni lotnicy z dawnych irackich sił powietrznych. Rodziło to poważne obawy, że samoloty te mają być ostatecznie pilotowane przez terrorystów-samobójców z Państwa Islamskiego i wykorzystane jako narzędzie zamachu terrorystycznego na bliżej nieznane cele w regionie (Pałac Prezydencki w Damaszku?, Bejrut?, Bagdad?). O sprawie głośno było przez kilka dni, w sieci pojawiły się liczne amatorskie nagrania samolotów startujących i lądujących w bazie w Al-Dżara’ah, koalicja w żaden sposób nie odniosła się jednak oficjalnie do tej – obiektywnie niezwykle istotnej i rodzącej wiele zagrożeń operacyjnych i strategicznych – kwestii. Ostatecznie problem został rozwiązany dzięki… samym SAAF, które 21 października br. dokonały nalotu na swą dawną instalację w Al-Dżara’ah, niszcząc znajdujące się akurat na ziemi samoloty należące do IS. Samotny syryjski Su-24MK „Fencer D” z polowej bazy w Tiyas przeleciał ponad 100 mil, wykonał zadanie i powrócił bez przeszkód na macierzyste lotnisko. Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje, dlaczego to proste w gruncie rzeczy zadanie nie zostało zrealizowane przez maszyny sił powietrznych koalicji, niemal codziennie przeprowadzające loty i ataki w okolicach Aleppo? Co sprawiło, że koalicyjni planiści i sztabowcy nie zauważyli lub nie zdiagnozowali należycie problemu, o którym huczał cały internet i media elektroniczne? Jakie wnioski co do kondycji i sprawności amerykańskiego wywiadu (i podobnych służb sojuszniczych) można wysnuć z tej historii?

Podobnych przykładów było w ostatnich tygodniach więcej. Gdy obrona kurdyjska w Kobane zaczęła się chwiać pod ciosami kolejnych, coraz bardziej gwałtownych szturmów oddziałów IS, koalicja zwiększyła tam swe działania powietrzne aż o 200 proc., co oznaczało jednak w praktyce wzrost średniej dziennej liczby ataków… z dwóch do ośmiu. Osiem uderzeń lotniczych, przy czym każde oznaczające atak z wykorzystaniem średnio jednej sztuki standardowej amunicji lotniczej. Trudno się dziwić, że tak „poważna” skala aktywności nie wpłynęła w istotny sposób na zahamowanie postępów bojowników IS wokół Kobane.

Stratedzy Pentagonu utrzymują, że rolę koalicyjnych sił lądowych mogą w Iraku spełnić zarówno irackie siły zbrojne, jak i kurdyjscy Peszmergowie, w Syrii zaś „umiarkowani” sunniccy rebelianci. Póki co jednak armia iracka faktycznie nie istnieje, rozbita nie tylko w sensie fizycznym, ale też – co ważniejsze – moralnym dzięki całemu pasmu mniej lub bardziej spektakularnych klęsk i porażek, poniesionych od Mosulu (czerwiec 2014) po Falludżę i zachodnie przedmieścia Bagdadu (październik 2014). Minie wiele czasu, zanim irackie siły zbrojne otrząsną się po tych ciosach i będą w stanie skutecznie stawić czoła islamistom z IS. Póki co, obrona irackiej stolicy spoczywa więc w głównej mierze na barkach szyickich ochotników (zarówno z Iraku, jak i całego regionu, a nawet z Afganistanu i Pakistanu), irańskich „zielonych ludzików” z Pasdaran oraz… amerykańskich i brytyjskich „doradców”. Peszmergowie z kolei nigdy nie byli siłą militarną sensu stricto, a już z pewnością nie o charakterze ofensywnym. Ich podstawowym zadaniem i celem było chronienie (a więc głównie pasywna obrona) terenów kurdyjskich w Iraku, w czym faktycznie byli perfekcyjni. Formacja ta, choć nominalnie silna liczebnie, karna i zmotywowana oraz dość dobrze wyszkolona, musi przejść więc dużą metamorfozę, aby stać się siłą zdolną przejąć inicjatywę w walce z IS i móc przystąpić do zakrojonych na szerszą skalę działań ofensywnych. To zaś wymagać będzie olbrzymich nakładów finansowych, materiałowych i organizacyjnych oraz przede wszystkim czasu. Czasu, którego koalicja w istocie nie ma, jeśli nie chce dopuścić do wielce prawdopodobnego rychłego rozszerzenia granic Kalifatu o kolejne regiony Syrii i Iraku, a być może także Libanu i/lub Jordanii.

Podobnie rzecz się ma z innym filarem amerykańskiej strategii walki z Kalifatem, czyli z „umiarkowanymi” rebeliantami sunnickimi. Założenie, że istnieje realna możliwość wyszkolenia i wyposażenia przez Zachód, w ciągu zaledwie kilku miesięcy, „armii” złożonej z „umiarkowanych” rebeliantów i zdolnej stawić czoła w polu doświadczonym bojownikom z Państwa Islamskiego – zakrawa już wprost na „political fiction”. Syryjskie formacje rebelianckie, mające jeszcze jakiekolwiek operacyjne, personalne lub finansowe związki z zachodnimi wywiadami (a więc tym samym uznawane na Zachodzie a priori za „umiarkowane”, prozachodnie i „demokratyczne”), mogą dzisiaj wystawić w polu najwyżej 20–30 tys. bojowników, przy czym mowa tu o wielu oddziałach liczących najwyżej po 2-3 tys. ludzi każdy, rozproszonych w różnych częściach kraju i działających bez większej koordynacji, za to z reguły ściśle współdziałających z dominującymi na danym terenie dużymi formacjami antyreżimowymi – głównie islamistami z Frontu Islamskiego, a nawet dżihadystami z Frontu Al-Nusrah, czyli ekspozytury Al-Kaidy w Lewancie. Dozbrajanie i doszkalanie przez Zachód tych ugrupowań „prozachodnich” jest więc tym samym pośrednio wspieraniem islamskich radykałów, wrogich w istocie Zachodowi i stawiających sobie za cel islamizację Syrii.

Podsumowanie i wnioski:

• Nominalne rozmiary terytorium Kalifatu, wraz z jego uwarunkowaniami geomorfologicznymi, czynią zeń dogodny obszar do działań o charakterze nieregularnym. To także idealny teren do skutecznego ukrycia rozproszonych i wysoce mobilnych sił i środków militarnych IS. Ich wytropienie i zniszczenie z powietrza (przy obecnej w gruncie rzeczy niewielkiej skali działań koalicyjnych) będzie niezwykle trudne, a w praktyce – wręcz niemożliwe.

• Efektywność strategii walki z Kalifatem powinna więc polegać na ścisłej koordynacji działań powietrznych koalicji z operacjami przeprowadzanymi na ziemi przez zdolne do tego i militarnie skuteczne siły lądowe. Trwające od początku operacji przeciwko IS usilne poszukiwanie takich partnerów dla działań koalicji nie przyniosło rezultatów, co skutkuje nieprzerwanym pasmem sukcesów Państwa Islamskiego. Wydźwięk propagandowy takiego stanu rzeczy („jesteśmy w stanie działać i wygrywać ‘pod gradem bomb’ zrzucanych przez niewiernych”) jest doskonale wykorzystywany przed medialne komórki Państwa Islamskiego i tylko umacnia wśród radykalnych muzułmanów na świecie image i legendę Kalifatu jako „boskiego dzieła”, zwiększając jego popularność i atrakcyjność.

Po dwóch miesiącach trwania kampanii przeciwko Kalifatowi sytuacja operacyjna koalicji nie przedstawia się najlepiej. Pomimo ataków koalicyjnych, Państwo Islamskie nie tylko zachowało swe zdolności operacyjne, ale nawet jest w stanie kontynuować działania ofensywne, zwłaszcza na kluczowych kierunkach (Aleppo w Syrii, Bagdad w Iraku). Straty, poniesione dotychczas przez siły Kalifatu w wyniku nalotów koalicji – szacowane łącznie na ok. 1–1,5 tys. wyeliminowanych bojowników i zniszczonych kilkadziesiąt sztuk różnego rodzaju sprzętu – nie są absolutnie w stanie wpłynąć na zmniejszenie nieprzerwanie wysokiego tempa działań formacji liniowych IS, nie mówiąc już o jego zahamowaniu. Wbrew nadziejom, nie udało się też w poważnym stopniu naruszyć ekonomicznych podstaw funkcjonowania Państwa Islamskiego. Dotyczy to zwłaszcza rozbudowanej infrastruktury „eksportu” ropy naftowej i jej pochodnych, opartej w głównej mierze na zaangażowaniu tysięcy ludzi – mieszkańców pogranicza syryjsko-tureckiego i iracko-kurdyjskiego.

• Strategia walki z Kalifatem, realizowana obecnie przez koalicję, posiada na poziomie operacyjnym szereg luk i białych plam. Widać już wyraźnie, że ani Kurdowie iraccy, ani sami Irakijczycy, o sunnickich rebeliantach w Syrii nie wspominając – nie są obecnie (i zapewne długo jeszcze nie będą) w stanie spełnić narzuconej im a priori przez Waszyngton roli lądowego komponentu koalicji. Z kolei te siły w regionie, które dysponują stosownym potencjałem i doświadczeniem, z góry są przez USA i ich sojuszników skreślone jako „politycznie niepoprawne” lub wręcz wrogie. Wraz z wciąż symboliczną skalą koalicyjnej operacji powietrznej przeciwko Państwu Islamskiemu może to oznaczać, że Kalifat nadal nieprzerwanie rozszerzać będzie swe granice. Chyba, że Stany Zjednoczone – zmuszone okolicznościami – zarzucą swą dotychczasową doktrynę niezaangażowania własnych sił lądowych.

całość tu: geopolityka.org

Jak dla mnie odpowiedź na pytanie dlaczego USA w tak nieudolny sposób postanowiło zwalczać Państwo Islamskie jest bardzo prosta. Wbrew powszechnemu przekonaniu że USA nie chce dopuścić do wielce prawdopodobnego rychłego rozszerzenia granic Kalifatu o kolejne regiony Syrii i Iraku, a być może także Libanu i/lub Jordanii uważam że USA właśnie tego chce. „Dżihadyści” nie zostali jeszcze unicestwieni, gdyż mają ciche przyzwolenie USA na naruszenie stabilizacji w regionie by w ostateczności stworzyć „moralny mandat” do konwencjonalnej interwencji sił zbrojnych USA w celu podporządkowania sobie wszystkich krajów w regionie i zainstalowania w nich rządów które przegonią ze swoich terenów konkurentów USA czyli Chiny i Rosję a nawet Europę (stąd wyjątkowo brutalne ataki na chrześcijan). Moim zdaniem w ostateczności może dojść nawet do tego, że USA „pogodzą się” z powstaniem Państwa Islamskiego o ile państwo to uzna protekcję USA i pójdzie z nimi na współpracę gospodarczą.

„Dżihadyści” wyhodowani przez USA i ich arabskich sojuszników zostali stworzeni jako narzędzie do zlikwidowania „reżimów” stających okoniem wobec amerykańskich planów w regionie. Jednym z tych „reżimów” który ciągle nie chce się poddać amerykańskiej protekcji jest jest syryjska „dyktatura”. Więc póki Asad rządzi Syrią to Państwo Islamskie nie traci swojej racji bytu. Dlatego też dozbrajanie i doszkalanie przez Zachód syryjskich ugrupowań „prozachodnich” jest całkowicie logiczne i nie ma tu znaczenia fakt, że tym samym pośrednio wspierani są islamscy radykałowie, wrogo nastawieni do Zachodu i stawiający sobie za cel islamizację Syrii. Priorytet jest na dziś dzień zupełnie inny – zmusić Asada do kapitulacji. Po tym co się stanie później z Państwem Islamskim zobaczymy na ile ISIL jest czymś więcej jak tylko psem który zerwał się z łańcucha i na ile niezdarność z jakim USA  zabiera się za jego „odstrzelenie” była przypadkowa (moim zdaniem nie jest)

Może być też tak, że od początku chodziło o to żeby na terenie zdestabilizowanym uplasować „nowego” gracza, co będzie już jednoznacznym dowodem na to że ISIL to nie był wypadek przy pracy a od początku do końca prawdziwy cel „rewolucji arabskiej” w regionie – stworzenia od podstaw trzeciej rzekomo „spontanicznej” siły którą dałoby się kontrolować a która sama stanowiłaby na rzecz pasożyta kontrolę nad światem arabskim pod płaszczykiem Państwa Islamskiego. Póki co brak rzeczywistego zapału USA na wypicie po męsku piwa jakiego same naważyły świadczy przeciwko szczerym intencjom likwidacji przez Amerykanów Państwa Islamskiego.

…Odys

PS… „…Oto na naszych oczach dokonuje się somalizacja świata, którą przed kilku laty przepowiedział (czy raczej zapowiedział) Jacques Attali, z pewnością jeden z najlepiej poinformowanych współczesnych polityków. Przypomnijmy, że Somalia to państwo praktycznie nieistniejące, w którym od kilkudziesięciu lat nieprzerwanie trwa wojna domowa, którego terytorium podzielone jest pomiędzy quasi‑państewka kontrolowane przez rozmaite klany i zwykłe bandy.

Somalia nie jest jednak jedyna – w podobny sposób wygląda już od dawna sytuacja w wielu (szczególnie afrykańskich) krajach, których mieszkańcy stale żyją w strachu, cierpiąc gwałty, porwania, zabójstwa, rozboje oraz będące ich konsekwencją: głód i choroby. Pogłębiający się chaos na Bliskim Wschodzie – bezpośredni efekt tak zwanej arabskiej wiosny – już teraz doprowadził do rozpadu kilku państw (Libia i Syria) i utworzenia przez fanatyków z ISIS bandyckiego kalifatu w Iraku.

Somalizacja nie musi jednak pozostać domeną Afryki czy Azji. Do czegóż innego bowiem prowadzi krwawa wojna karteli narkotykowych w Meksyku? Do czego innego może doprowadzić przedłużanie się wyniszczającego konfliktu pomiędzy prorosyjskimi separatystami w Donbasie a wojskami ukraińskimi? Czy Europa pozostanie oazą spokoju na morzu nieszczęść, jeśli choćby kilka procent spośród imigrantów z krajów muzułmańskich zechce się przyłączyć do dżihadystów, przenosząc swą „świętą wojnę” z brzegów Eufratu nad Tamizę i Sekwanę?

Jak to jednak możliwe, że wszystko to nie powoduje jakiejś zdecydowanej reakcji najsilniejszych mocarstw, posiadających wszak dziś środki i możliwości zaprowadzania pokoju nieporównywalnie większe niż w ubiegłych wiekach? Może w ich interesie, lub w interesie niektórych środowisk sprawujących w nich władzę, jest właśnie nie konserwowanie istniejącego porządku międzynarodowego, ale jego destabilizacja?…” 

całość tu: wirtualnapolonia.com

podobne: MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.  i to: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. polecam również: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza” oraz: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki

ISIL, USA, Arabia Saudyjska, Państwo Islamskie

Thierry Meyssan: Geopolityczne podłoże wojen przeciwko Syrii i Państwu Islamskiemu. Straty dżihadystów w Kobane. Tragiczny los porwanych przez Boko Haram.


W swoim orędziu o stanie państwie z 23 stycznia 1980 r. prezydent J. Carter sformułował doktrynę nazwaną jego nazwiskiem: Stany Zjednoczone przyjmują, że zasoby naturalne w regionie Zatoki Perskiej są niezbędne amerykańskiej gospodarce oraz, że stanowią ich własność. Wobec tego, wszelka próba podważenia tego aksjomatu będzie traktowana jako „atak na żywotne interesy Stanów Zjednoczonych Ameryki i taki atak będzie odparty z użyciem wszelkich możliwych środków, w tym siły militarnej”. Z czasem Waszyngton wyposażył się w odpowiednie narzędzie do prowadzenia tej polityki, CentCom (Centralne Dowództwo USA), i rozszerzył swoją strefę aż do Półwyspu Somalijskiego.

Trzy kryzysy w łonie Koalicji

Obecnie ma miejsce trzeci od czasu rozpoczęcia wojny przeciwko Syrii kryzys w obozie państw-agresorów.

1.) W czerwcu 2012 r., podczas konferencji zwanej „Genewą 1”, która miała znaczyć powrót do dialogu i ustalić nowy podział Bliskiego Wschodu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Rosją, Francja w osobie nowo wybranego prezydenta François Hollande’a, przyjęła restrykcyjną interpretację komunikatu końcowego. Następnie, z pomocą Turcji i Izraela oraz przy wsparciu amerykańskiej sekretarz stanu Hillary Clinton i dyrektora CIA Davida Petraeusa, przygotowała grunt pod wznowienie działań wojennych przeciwko Syrii.

2.) Po odsunięciu przez Baracka Obamę H. Clinton i D. Petraeusa, Turcja razem z Francją i Izraelem zorganizowały latem 2013 r. atak chemiczny w damasceńskiej Ghucie, który przypisali władzy syryjskiej. Stany Zjednoczone nie dały się wciągnąć w operację karną.

3.) W styczniu 2014 r. amerykański Kongres przegłosował na tajnym posiedzeniu finansowanie i zbrojenie Państwa Islamskiego, dając mu za zadanie opanowanie w Iraku ziem sunnitów, a w Syrii ziem Kurdów w celu dokonania podziału tych dwóch państw. Wtedy Francja i Turcja zaczęły zbroić Al-Kaidę (Jabhat al-Nusra), aby ta zaatakowała Państwo Islamskie i zmusiła Stany Zjednoczone do przyjęcia pierwotnego planu Koalicji. Choć Al-Kaida i Państwo Islamskie doszły do porozumienia w maju na skutek nawoływań Ajmana az-Zawahiriego, Francja i Turcja nadal nie biorą udziału w nalotach sojuszników.

Ogółem biorąc, Koalicja Przyjaciół Syrii, która w lipcu 2012 r. liczyła „około stu państw i organizacji międzynarodowych”, dziś zrzesza co najwyżej 11 członków. Natomiast Koalicja przeciwko Państwu Islamskiemu oficjalnie skupia „ponad 60 państw”, ale mają one między sobą tak niewiele wspólnego, że ich lista pozostaje utajniona.

Odmienne interesy

W rzeczywistości Koalicja składa się z wielu państw, które kierują się własnym interesem i nie mogą porozumieć się co do wspólnego celu. Możemy w niej wyróżnić cztery siły:

• Stany Zjednoczone. Dążą do objęcia kontroli nad złożami węglowodorów w regionie Bliskiego Wschodu. W 2000 r. amerykańska NEPDG (grupa ds. rozwoju krajowej polityki energetycznej), kierowana przez Dicka Cheneya ustaliła z pomocą zdjęć satelitarnych i danych wiertniczych rozmieszczenie rezerw węglowodorów na świecie i zaobserwowała ogromne złoża gazu w Syrii. Podczas wojskowego zamachu stanu w 2001 r. Waszyngton postanowił zaatakować kolejno osiem krajów (Afganistan, Irak, Libię, Liban i Syrię, Sudan, Somalię, Iran), aby opanować ich bogactwa naturalne. Amerykański sztab generalny przyjął wówczas plan przekształcenia „Wielkiego Bliskiego Wschodu” (który zakłada też rozbicie Turcji i Arabii Saudyjskiej), a w następnym roku Departament Stanu utworzył departament MENA, który miał się zająć organizacją „arabskich wiosen”.

• Izrael. Broni własnych interesów narodowych: jak na razie ostrożnie dokonuje ekspansji terytorialnej. Jednocześnie, nie czekając, aż obejmie kontrolę nad całym obszarem położonym między Nilem a Eufratem, dąży do podporządkowania sobie całej działalności gospodarczej regionu, w tym oczywiście do opanowania złóż węglowodorów. Aby zapewnić sobie ochronę w dobie zagrożenia balistycznego, chce, z jednej strony, przejąć kontrolę nad strefą bezpieczeństwa, wzdłuż izraelskiej granicy (na razie udało mu się wypędzić błękitne hełmy z przygranicznych wzgórz Golan i zastąpić ich bojownikami Al-Kaidy), a z drugiej strony, zneutralizować zagrożenie ze strony Egiptu i Syrii, zachodząc ich z tyłu (poprzez rozmieszczenie w Turcji natowskich rakiet Patriot, utworzenie Kurdystanu w Iraku oraz Sudanu Południowego).

• Francja i Turcja. Nie przestają marzyć o odbudowie swoich imperiów. Francja ma nadzieję otrzymać mandat nad Syrią, przynajmniej nad częścią państwa syryjskiego. Utworzyła Wolną Armię Syryjską, wręczając jej zielono-biało-czarną flagę z trzema gwiazdami, pochodzącą z czasów mandatu francuskiego. Turcja zaś pragnie odrodzenia Imperium Osmańskiego. We wrześniu 2012 r. wyznaczyła gubernatora dla zarządzania tą prowincją. Plany Turcji i Francji dają się ze sobą pogodzić, bo Imperium Osmańskie uznało w przeszłości, że niektóre jego prowincje mogą być zarządzane wspólnie z innymi mocarstwami kolonialnymi.

• Arabia Saudyjska i Katar. Mają świadomość, że przetrwać mogą jedynie służąc interesom Stanów Zjednoczonych i walcząc z państwami o ustroju laickim. Dziś, jedynym takim krajem w regionie bliskowschodnim jest Syryjska Republika Arabska.

O tym, jak ewoluowała Koalicja

Te cztery siły potrafiły współpracować ze sobą tylko w początkowej fazie wojny, od lutego 2011 r. do czerwca 2012 r. Realizowano wtedy strategię wojenną czwartej generacji: wybrane oddziały sił specjalnych organizowały tu i tam incydenty zbrojne, zastawiały zasadzki, a media państw Zachodu i Zatoki Perskiej wypuszczały kolejne odcinki o tym, jak alawicka dyktatura tłumi rewolucję demokratyczną. Ilość włożonych pieniędzy i wysłanych żołnierzy nie była znacząca i każdy liczył, że z chwilą obalenia Syryjskiej Republiki Arabskiej, przeciągnie kołdrę nieco w swoją stronę.

Jednak na początku 2012 r., Syryjczycy zaczęli powątpiewać w to, że prezydent Baszar al-Asad faktycznie torturuje dzieci oraz, że Republikę zastąpi państwo wyznaniowe, typu libańskiego. Oblężenie dzielnicy Baba Amr opanowanej przez takfirystów Państwa Islamskiego unaoczniło fiasko operacji. Francja wynegocjowała wyjście z kryzysu i zwolnienie francuskich oficerów, którzy dostali się do niewoli. Stany Zjednoczone i Rosja porozumiały się w kwestii zajęcia miejsc Wielkiej Brytanii i Francji, a więc podziału między siebie całego regionu, tak jak zrobiły to w 1916 r. Londyn i Paryż, podpisując układ Sykes-Picot.

Od tego momentu, w Koalicji nic już nie działa tak jak trzeba. Kolejne niepowodzenia pokazują, że nie uda jej się odnieść zwycięstwa.

W lipcu 2012 r., strona francuska zorganizowała w Paryżu spotkanie koalicjantów i wznowiła wojnę. Mowa F. Hollande’a została napisana po angielsku, najprawdopodobniej przez Izraelczyków, i przetłumaczona na francuski. Sekretarz Stanu H. Clinton i ambasador Robert S. Ford (uczeń Johna Negroponte) zaangażowali się w największą w historii tajną wojnę. Jak niegdyś w Nikaragui, prywatne wojska werbowały i posyłały na syryjski front najemników. Z tą różnicą, że ci najemnicy przeszli ideologiczne przeszkolenie, by utworzyć hordy dżihadystów. Pentagon tracił stopniowo nadzór nad operacjami, przejęty ostatecznie przez Departament Stanu i CIA. Koszt tej wojny był astronomiczny, ale nie obciążył skarbu Stanów Zjednoczonych, Francji, i Turcji, lecz został poniesiony w całości przez Katar i Arabię Saudyjską.

Według prasy zachodniej i krajów Zatoki Perskiej, jakieś kilka tysięcy cudzoziemców przybyło do Syrii wesprzeć „demokratyczną rewolucję”. Tymczasem, w samej Syrii nie było żadnej „demokratycznej rewolucji”, tylko po ulicach chodziły grupy fanatyków skandując: „Pacyfistyczna rewolucja: chrześcijanie do Bejrutu, alawici do trumny!” [1] i „Nie Hezbollahowi, nie Iranowi, chcemy prezydenta, który boi się Boga!” [2]. Według Syryjskiej Armii Arabskiej, nie kilka tysięcy, lecz 250 tys. zagranicznych dżihadystów walczyło i nierzadko ginęło w boju w okresie od lipca 2012 do lipca 2014 r.

W dzień po reelekcji, B. Obama zmusił do dymisji dyrektora CIA gen. D. Petraeusa, i pozbył się H. Clinton w czasie formowania nowej administracji. W ten sposób, na początku 2013 r., Koalicja opierała się w zasadzie już tylko na Francji i Turcję, a Stany Zjednoczone robiły możliwie jak najmniej. Na to tylko czekała Syryjska Armia Arabska, która ruszyła odbijać zagarnięte terytorium.

F. Hollande i Recep Tayyip Erdoğan, H. Clinton i D. Petraeus chcieli obalić laicką republikę i powołać na jej miejsce sunnicki reżim, który miał się znajdować pod bezpośrednią administracją Turcji, ale też włączać wysokich funkcjonariuszy francuskich. Chodziło więc o model władzy z końca XIX w., ale nie przedstawiający dla Stanów Zjednoczonych żadnej korzyści.

Demokrata B. Obama i jego dwaj kolejni sekretarze obrony, demokrata Leon Panetta i republikanin Chuck Hagel kierują się diametralnie inną wizją polityczną: L. Panetta wywodzi się z Komisji Bakera-Hamiltona, a B. Obama został wybrany na prezydenta dzięki programowi tej właśnie Komisji. Według nich, Stany Zjednoczone nie są i nie mogą być klasycznym mocarstwem kolonialnym, a więc kontrolować terytorium poprzez osadzenie na nim kolonistów. Bushowskie zarządzanie Irakiem, nadzwyczaj kosztowne i nierentowne, nie uszło w niepamięć. Nic podobnego nie może się już powtórzyć.

Kiedy Turcja i Francja usiłowały wciągnąć Stany Zjednoczone w kampanię lotniczą przeciwko Syrii, aranżując latem 2013 r. kryzys z bronią chemiczną, Biały Dom i Pentagon postanowiły wrócić do akcji. W styczniu 2014 r. powołały tajne posiedzenie Kongresu, dając mu do podpisania tajną ustawę zatwierdzającą projekt rozdziału Iraku na trzy części i oddzielenie od Syrii prowincji zamieszkanych przez Kurdów. W tym celu, postanowiły sfinansować i uzbroić grupę dżihadystów zdolną do zrealizowania tego, co prawo międzynarodowe zabrania amerykańskiemu wojsku: do przeprowadzenia czystki etnicznej.

Realizacja „Wielkiego Bliskiego Wschodu” nie stanowi dla B. Obamy i amerykańskich sił wojskowych celu samego w sobie: to tylko środek zapewniający kontrolę nad surowcami, będący zastosowaniem klasycznej taktyki „Dziel i rządź”, nie w celu uzyskania tytułu króla czy prezydenta w nowo utworzonych państwach, lecz w celu realizacji amerykańskiej polityki sięgającej epoki Jimmy’ego Cartera.

W swoim orędziu o stanie państwie z 23 stycznia 1980 r. prezydent J. Carter sformułował doktrynę nazwaną jego nazwiskiem: Stany Zjednoczone przyjmują, że zasoby naturalne w regionie Zatoki Perskiej są niezbędne amerykańskiej gospodarce oraz, że stanowią ich własność. Wobec tego, wszelka próba podważenia tego aksjomatu będzie traktowana jako „atak na żywotne interesy Stanów Zjednoczonych Ameryki i taki atak będzie odparty z użyciem wszelkich możliwych środków, w tym siły militarnej”. Z czasem Waszyngton wyposażył się w odpowiednie narzędzie do prowadzenia tej polityki, CentCom (Centralne Dowództwo USA), i rozszerzył swoją strefę aż do Półwyspu Somalijskiego.

Wobec tego, obecna kampania lotnicza Koalicji nie ma już żadnego związku z początkowym zamiarem obalenia Syryjskiej Republiki Arabskiej. Nie jest też w żadnym wypadku „walką z terroryzmem”. Jedyne zadanie, jakie realizuje, to obrona interesów gospodarczych samych tylko Stanów Zjednoczonych, poprzez utworzenie w razie potrzeby, ale niekoniecznie, nowych podmiotów państwowych.

W kampanii, amerykańskiemu lotnictwu pomaga w nieznacznym stopniu lotnictwo Arabii Saudyjskiej i Kataru. Francja i Turcja nie biorą w niej udziału. Sam Pentagon przyznał, że przeprowadził 4000 nalotów, zabijając nieco ponad 300 bojowników Państwa Islamskiego. Jeśli wierzyć tej deklaracji, to wychodzi na to, że 13 nalotów (i nie wiadomo, ile bomb i rakiet) równa się jednemu zabitemu dżihadyście. W takim razie mamy do czynienia z najdroższą i najmniej skuteczną w Historii kampanią lotniczą. Z drugiej strony, jeśli przyjmiemy wcześniejsze rozumowanie, to ofensywa Państwa Islamskiego w Iraku doprowadziła do manipulacji kursem ropy, co wywołało spadek ceny baryłki o ok. 25%, ze 115 USD do 83 USD. Nuri al-Maliki, legalnie wybrany premier Iraku, który sprzedawał połowę irackiej produkcji Chinom, został oczerniony i usunięty ze stanowiska. Państwo Islamskie i Kurdyjski Rząd Regionalny sami obniżyli eksport ropy o ok. 70%. Wszystkie instalacje naftowe wykorzystywane przez chińskie koncerny zostały po prostu zniszczone. De facto, syryjska i iracka ropa sprzedawana chińskim nabywcom została włączona w obieg międzynarodowy, kontrolowany przez Stany Zjednoczone.

Podsumowując, obecna kampania lotnicza jest bezpośrednim zastosowaniem doktryny J. Cartera i ostrzeżeniem pod adresem prezydenta Xi Jinpinga, który próbuje zawrzeć tu i tam kontrakty dwustronne na zaopatrzenie Chin w paliwo, z obejściem rynku międzynarodowego.

Wybiegając w przyszłość

Powyższa analiza pozwala na następujące wnioski:

• Na chwilę obecną, Stany Zjednoczone dopuszczają wojnę tylko dla obrony swego strategicznego interesu, jakim jest kontrola międzynarodowego rynku ropy. Mogą więc podjąć wojnę przeciwko Chinom, ale nie przeciwko Rosji.

• Francja i Turcja nigdy nie zdołają zrealizować swoich marzeń o rekolonizacji. Francja powinna zastanowić się, jaką rolę na Czarnym Lądzie wyznaczył jej AfriCom (Dowództwo sił zbrojnych USA w Afryce). Może dalej mieszać się w sprawy tych wszystkich państw, które próbują zbliżyć się z Chinami (Wybrzeże Kości Słoniowej, Mali, Republika Środkowoafrykańska), i zaprowadzać tam „zachodni” ład, ale nie uda jej się odbudować Imperium kolonialnego. Turcja też powinna obniżyć poprzeczkę. Prezydent R. T. Erdoğan co prawda z powodzeniem realizuje szkaradny sojusz z Bractwem Muzułmańskim i generałami-kemalistami, ale lepiej zrobi, porzucając swoje neo-osmańskie ambicje. Przede wszystkim powinien sobie przypomnieć, że jako członek NATO, jego kraj, bardziej niż jakikolwiek inny, narażony jest na proamerykański zamach stanu, którego ofiarą padł na przykład Jeorjos Papandreu, czy też turecki premier Bülent Ecevit.

• Arabii Saudyjskiej i Katarowi nigdy nie zwrócą się te miliardy, które ze stratą zainwestowały w obalenie Syryjskiej Republiki Arabskiej. Co więcej, być może w jakiejś części będą te dwa państwa musiały sfinansować rekonstrukcję. Dynastia Saudów dalej będzie musiała realizować amerykańskie interesy gospodarcze, unikając jednak wojen o szerokim zasięgu, i pamiętając, że w każdej chwili Waszyngton może zadecydować o rozdziale jej prywatnej własności, tj. Arabii Saudyjskiej.

Izrael ma nadzieję, że będzie mógł dalej działać w ukryciu, aby wywołać w perspektywie średnioterminowej definitywny rozkład Iraku na trzy części. Przypadnie mu wówczas w udziale iracki Kurdystan, porównywalny do utworzonego przezeń Południowego Sudanu. Jednak mało prawdopodobne, by udało mu się od razu połączyć go z północną Syrią. Tak samo, mało prawdopodobne, aby zdołał usunąć UNIFIL z południowego Libanu i zastąpić go Al-Kaidą, tak jak zrobił to z UNDOF-em w strefie graniczącej z Syrią. Jednak w ciągu 66 lat swojego istnienia, Izrael wiele rzeczy wypróbowywał i za każdym razem co nieco zyskiwał. W rzeczywistości, Izrael jako jedyny zyskuje na wojnie przeciw Syrii. Nie tylko na długie lata osłabił swojego syryjskiego sąsiada, ale też zmusił go do porzucenia swojego arsenału chemicznego, stając się tym samym jedynym państwem na świecie, które oficjalnie dysponuje zarówno udoskonalonym arsenał atomowym, jak i arsenałem broni chemicznej i biologicznej.

• Irak jest de facto podzielony na trzy odrębne państwa. Jedno z nich, Kalifat, nigdy nie zostanie uznane przez społeczność międzynarodową. Nic chyba nie będzie w stanie powstrzymać secesji Kurdystanu, chyba tylko trudność z jaką przyjdzie mu wyjaśniać, jakim cudem powiększył swoje terytorium o 40% względem tego, co stanowi iracka konstytucja, włączając do swych granic pola naftowe Kirkuku. Kalifat ustąpi pewnie miejsca państwu sunnickiemu, rządzonemu – w sposób już mniej okrutny – przez ludzi, którzy oficjalnie „opuszczą” Państwo Islamskie. Doszłoby wtedy do czegoś porównywalnego z Libią, w której byłym bojownikom Al-Kaidy przekazano władzę, nie wywołując przy tym najmniejszego protestu.

• Syria powoli odzyska pokój i poświęci się żmudnej odbudowie państwa. W tym celu zwróci się do chińskich przedsiębiorstw, ale będzie trzymała Pekin z dala od swoich surowców. Odbudowę przemysłu naftowego i eksploatację rezerw gazu powierzy rosyjskim koncernom. Kwestia rurociągów, które będą przebiegać przez jej terytorium, będzie zależeć od wsparcia Iranu i Rosji.

• Liban będzie nadal żył w strachu przed agresją ze strony Państwa Islamskiego, który pozostanie organizacją stricte terrorystyczną. Dżihadyści zawsze będą jedynie narzędziem paraliżowania politycznych funkcji państwa, pogrążających się w anarchii.

Rosja i Chiny powinny w trybie pilnym podjąć działania przeciwko Państwu Islamskiemu w Iraku, Syrii i Libanie, nie przez empatię dla społeczeństw lokalnych, lecz dlatego, że Stany Zjednoczone mogą już niebawem użyć tego narzędzia przeciwko nim samym. O ile Państwo Islamskie kierowane jest przez saudyjskiego księcia Abdula Rahmana, który jest jego sponsorem, i przez kalifa Ibrahima, które kieruje operacjami, jego główni oficerowie są Gruzinami, członkami tajnych służb wojskowych, a czasem też Chińczykami, mówiącymi po turecku. Poza tym, sam gruziński minister obrony przyznał, odżegnując się potem od swoich słów, że na terytorium Gruzji znajdują się obozy szkoleniowe dżihadystów. Jeśli Moskwa i Pekin będą zwlekać, Państwo Islamskie zaatakuje Kaukaz, Dolinę Fergańską, oraz Sinciang.

Tłumaczenie: Justyna Jarmułowicz
Tekst pochodzi z portalu Voltairenet.org  (za geopolityka.org)

podobne: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna? oraz: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki. i to: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”. a także: USA – Rosja – Syria – Izrael – Palestyna. polecam również: Brzeziński zaleca ściślejszą współpracę USA – Chiny. Amerykanie przypomnieli sobie że Rosja naruszyła traktat rozbrojeniowy. Sankcje kontra sankcje (Polska też ucierpi). i to: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji). oraz: Korea Północna grozi i prosi ONZ. Rywalizacja militarna Chin i USA. Koniec wojny w Gazie, czas na Syrię, gdzie fanatycy coraz mocniejsi. Libia zmierza w stronę wojny domowej. i to: Wsparcie dla Kurdów w Iraku. Libia prosi o międzynarodową interwencję. Gaza – przedłużony rozejm.

Syria: straty dżihadystów w Kobane.

01.11.2014 (IAR) – Spore straty sił Państwa Islamskiego w Kobane. Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka, przez trzy ostatnie dni zginęło tam co najmniej stu dżihadystów.

Siły tak zwanego Państwa Islamskiego od 16 września próbują zdobyć Kobane – ważne strategicznie miasto przy granicy Syrii z Turcją. Bronią go Kurdowie, wspierani przez lotnictwo koalicji, kierowanej przez Stany Zjednoczone. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka twierdzi, że w walkach zginęło 576 rebeliantów Państwa Islamskiego, 361 obrońców oraz 21 cywilów.

Według Obserwatorium, wczoraj zginęło 15 Kurdów, a 11 dżihadystów poniosło śmierć na skutek nalotów koalicji. Do Kobane zmierzają oddziały Kurdów z Iraku, którzy przyjechali do Syrii przez Turcję.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/BBC/Internet/Siekaj/wk

Tragiczny los porwanych przez Boko Haram.

01.11.2014 (IAR) – Porywacze przymusowo poślubili 219 nigeryjskich dziewcząt uprowadzonych przez islamistów z Boko Haram. Poinformował o tym przywódca organizacji, odpowiedzialnej za mordy na chrześcijanach w północnej Nigerii.

Abubakar Szekau na nagraniu przekazanym mediom powiedział też, że wszystkie dziewczęta, które początkowo odmawiały przyjęcia islamu, ostatecznie uznały go za swoją wiarę.

Muzułmanie z Boko Haram w kwietniu porwali uczennice jednej ze szkół średnich w mieście Czibok w pobliżu granicy z Kamerunem.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/dailypost.ng/łp/wk

źródło: stooq.pl

USA - Syria - by Opera Mundi

USA – Syria – by Opera Mundi

Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji).


1. Info ECAG: Irańskie nośniki energetyczne dla UE?

„Agencja Reuters podała, że Unia Europejska zwraca coraz większą uwagę na możliwość importu surowców naturalnych z Iranu. Odbywa się to czasie odwilży stosunków z Teheranem podczas gdy relacje z Rosją stają się chłodniejsze.

Istnieją jednak dwie przeszkody. Pierwszą jest kwestia zdjęcia sankcji nałożonych na Iran, zaś drugą powstanie dodatkowej infrastruktury rurociągowej. Te wyzwania nie powstrzymują unijnych dyplomatów od przygotowania przez Komisję Europejską planów nowej strategii energetycznej dla starego kontynentu.

„Iran to jeden z naszych najważniejszych średnioterminowych priorytetów, które pomogą zmniejszyć naszą zależność od dostaw rosyjskiego gazu” – informowała agencja. „Irański gaz z łatwością może docierać do Europy, zwłaszcza gdy politycznie następuje nowe klarowne zbliżenie pomiędzy Teheranem a Zachodem”.

Rosja jest obecnie największym dostawcą surowców naturalnych do Europy, wypełniając jej 1/3 rocznych zapotrzebowań, zarabiając na eksporcie ok. 80 miliardów USD rocznie. Jednak Bruksela, w związku z konfliktem ukraińskim, nałożyła sankcje na Rosję, zwiększając tym samym potrzebę poszukiwania alternatywnych dostaw surowców…”

całość tu: geopolityka.org

2. Thierry Meyssan: Nad Iran nadciąga burza.

„…Od czasu rewolucji Chomeiniego, Iran wspiera wszystkie antyimperialistyczne ruchy na Bliskim Wschodzie, niezależnie od religii, jaką wyznają ich członkowie. Wyłomu w tej polityce dokonała „Zielona Rewolucja” z 2009 r. W tym okresie, kandydat obozu „reformatorskiego” Mir-Hosejn Musawi deklarował podczas kampanii wyborczej, że jakkolwiek należy mieć uznanie dla Hamasu i Hezbollahu, nie oznacza to, że Irańczycy mają płacić za ich zbrojenie, ani też za odbudowę Palestyny i Libanu. Po objęciu władzy w 2013 r., nowy prezydent, szejk Hasan Rouhani był dla komentatorów nie lada zagadką, gdy potrząsając kluczem, dawał do zrozumienia, że odtąd skarb państwa będzie służył irańskiemu narodowi, a nie ryzykownym, a ponadto nie zawsze szyickim, ruchom oporu. Irańczycy przywiązywali jednak mało wagi do tej polemiki, którą błędnie oceniali jako zwyczajne politykierstwo.

Wygrana H. Rouhaniego obudziła wśród rzeszy wyborców nadzieję na uporządkowanie relacji ze Stanami Zjednoczonymi i z Unią Europejską, które mogłyby w końcu znieść sankcje wobec Iranu, przez co podniosłaby się zdolność nabywcza Irańczyków. Dziś Iran uzyskał możliwość eksportu ropy na międzynarodowy rynek, a więc ma do dyspozycji walutę zagraniczną. Ustabilizowała się też dzięki temu waluta narodowa – irański rial.

I tutaj dochodzimy do sedna całej sprawy. Szejk H. Rouhani wynegocjował potajemnie z Waszyngtonem i Brukselą porozumienie, które niebawem powinien upublicznić [1]. Sięga ono znacznie dalej niż słowa wypowiedziane pięć lat temu przez Mira-Hosejna Musawiego. Chodzi, ni mniej ni więcej, o przejście Iranu do obozu państw zachodnich, i to pomimo niedawnej akcesji do Szanghajskiej Organizacji Współpracy.

Zgodnie z tym porozumieniem, Iran miałby dostarczać gaz państwom Unii Europejskiej, co pomogłoby jej zerwać zależność od Rosji i zapoczątkować nową Zimną Wojnę. Poza tym, miałoby to doprowadzić do deficytu gazu w Chinach i do spowolnienia ich rozwoju [2].

24 września, na marginesie sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, odbyła się rozmowa szejka H. Rouhaniego i prezydenta Austrii Heinza Fishera. Ten ostatni zapewnił swojego rozmówcę, że Austria pokieruje projektem rurociągu Nabucco. Podniesiono też kwestię sfinansowania budowy połączenia irańskich pól gazowych i naftowych z systemem Nabucco, której koszt powinien wynieść 8,5 mld dolarów. Chodzi więc o ogromne przedsięwzięcie, które z pewnością wygeneruje masę korupcji.

Porozumienie powinno też zamknąć polemikę wokół rzekomej bomby atomowej, którą Iran miałby być zdolny wyprodukować „w ciągu kilku tygodni” [3]…

Reakcje na plany szejka Hasana Rouhaniego

Po ponad roku, licząc od ostatnich wyborów, popularność szejka H. Rouhaniego dynamicznie maleje. Część opinii publicznej oskarża go, że od roku niewiele się zmieniło, a część, że faworyzuje jedną klasę społeczną, a o większości zapomina. Gdyby M. Ahmadineżada dopuszczono do udziału w przyszłych wyborach, najpewniej wygrałby je już w pierwszej turze. Ale raczej nie należy się tego spodziewać. W 2013 r., odmówiono już udziału w wyborach zgłoszonemu przez M. Ahmadineżada Esfandijarowi Rahimowi Maszajemu, a to jemu właśnie sondaże rokowały wygraną w drugiej turze. Zostaną więc przedsięwzięte wszystkie kroki, by M. Ahmadineżada odsunąć od udziału w wyborach w 2017 r.

Jakkolwiek by było, dawny prezydent bardzo się ostatnimi czasy uaktywnił. Nawołuje swoich zwolenników do mobilizacji i wydaje się być pewien, że uratuje swój kraj, chylący się ku Zachodowi. Być może pierwszą jaskółką tego zwycięstwa jest pozwolenie na organizację międzynarodowego sympozjum poświęconego antyimperializmowi, udzielone przez Najwyższego Przywódcę zwolennikom M. Ahmadineżada. Rok temu ajatollah sprzeciwił się takiej inicjatywie [5], a teraz wysłał nawet na konferencję swojego przedstawiciela. Można więc sądzić, że zawetuje projekt H. Rouhaniego.

Dla uczniów R. Chomeiniego projekt ten obraca wniwecz Rewolucję Islamską i oznacza de facto powrót do epoki szacha. Iran miałby zrezygnować ze swoich politycznych wpływów i złożyć się na ołtarzu handlu międzynarodowego. W wymiarze krajowym, znów nastałaby era bogactwa, ale dla rządzących, niekoniecznie dla ogółu społeczeństwa. Zaś dla innych narodów Bliskiego Wschodu, zwłaszcza dla Libańczyków, Palestyńczyków, Syryjczyków i Jemeńczyków, które zbierały większe i mniejsze zwycięstwa wobec Waszyngtonu, Londynu i Tel-Awiwu, taki projekt oznaczałby ponowne osierocenie i brak środków materialnych.

Waszyngton szykuje plan „B”

Wobec prawdopodobieństwa porażki projektu H. Rouhaniego – którego sukces mogłaby zapewnić chyba tylko przedwczesna śmierć Najwyższego Przywódcy – Waszyngton szykuje swój plan „B”, a więc destabilizację kraju, zakrojoną na znacznie szerszą skalę niż w 2009 r. Wtedy chodziło o wmówienie Irańczykom, że sfałszowano wyniki wyborów, które miałby wygrać zwolennik USA [6]. Tym razem, będzie to coś na kształt pseudo-rewolucji w Syrii z 2011 r…

…Można prognozować, że w momencie, gdy projekt szejka H. Rouhaniego poniesie fiasko, Waszyngton wypuści w świat fałszywe informacje, w które uwierzy szeroka rzesza Irańczyków. Technologia postąpiła tak daleko, że bez problemu można dziś sfabrykować dowolne wydarzenie, tak jak już to miało miejsce w Libii (gdzie upadek Dżamahiriji pokazano o cztery dni za wcześnie, aby zdemoralizować społeczeństwo) i w Syrii (gdzie pokazywano liczne manifestacje, które każdy widział na ekranie, a nikt na żywo). Odrzucenie projektu H. Rouhaniego będzie więc oznaczało początek nowej konfrontacji.”

Tłumaczenie: Justyna Jarmułowicz
Fot. article.wn.com
Tekst pochodzi z portalu Voltairenet.org.
całość tu: geopolityka.org
19.10.2014 (IAR) – Radykałowie z Państwa Islamskiego przypuścili kolejny szturm na syryjskie miasto Kobani. Od ponad miesiąca fanatycy próbują zdobyć kluczowe dla nich miasto i nie poddają się mimo intensywnych amerykańskich nalotów. Tymczasem sąsiadująca z Kobani Turcja ponownie odmówiła pomocy dla Kurdów, walczących o obronę miasta.Według świadków, w ostatnich godzinach toczą się najbardziej zacięte walki o Kobani od czasu rozpoczęcia ofensywy islamistów. Radykałowie atakują miasto z pocisków moździerzowych. Jak podaje Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, od soboty na coraz bardziej opustoszałe Kobani miało spaść co najmniej 48 takich pocisków. W tym samym czasie miało zginąć co najmniej 70 bojowników Państwa Islamskiego i 10 cywilów.

Tymczasem tureckie władze zapowiedziały, że nie zezwolą na dostawy broni dla syryjskich Kurdów, którzy bronią Kobani, ale przez Ankarę są uważani za organizację terrorystyczną. Turecki prezydent Recep Erdogan powiedział, że nie zgodzi się także na to, aby broń dostarczyli Amerykanie.

Turcja ma też kolejny problem w związku z wojną domową w Syrii, której częścią jest ofensywa islamistów. Dramatycznie rośnie liczba uchodźców, którzy uciekli przez granicę na turecką stronę. „W ciągu prawie czterech lat tej wojny, 900 tysięcy uchodźców zostało zarejestrowanych w Turcji. Oceniamy jednak, że realna liczba uciekinierów wynosi tak naprawdę około 1,6 miliona osób” – mówi szefowa misji humanitarnych ONZ Valerie Amos, która odwiedziła jeden z obozów dla uchodźców w Turcji.

Ocenia się, że z samego tylko Kobani do Turcji uciekło 200 tysięcy osób.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski/RTR/Al-Jazeera/UN/eurovision/jj

20.10.2014 (IAR) – Amerykańskie lotnictwo zrzuciło broń, amunicję, a także pomoc medyczną dla kurdyjskich sił broniących syryjskiego miasta Kobani. Od kilku tygodni jest ono atakowane przez oddziały Państwa Islamskiego.Zrzuty, jakich dokonano minionej nocy, to pierwsze tego rodzaju od czasu trwających już kilka tygodni uderzeń z powietrza koalicji pod wodzą Stanów Zjednoczonych na pozycje islamistów w tym rejonie. Syryjskie Kobani leży przy granicy z Turcją. Dowództwo siła amerykańskich poinformowało wcześniej, że w ciągu ostatnich godzin dokonano 11 takich nalotów.

Zrzuty broni i medykamentów dla Kurdów wykonano z samolotu transportowego typu C-130.

FoxNews,AP,AFP/IAR/dyd

źródło: stooq.pl

podobne: Ukraina kupi węgiel z Rosji. 3 tysiące osób podejrzanych o dezercję, sytuacja na froncie, reformy w kraju. Syria: Turcja nie wjedzie do Kobani. Niemcy: znowu starcia Kurdów i salafitów. oraz:  Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów. Gaza – jak zakończyć wojnę. i to: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki.

Iran - Izrael - Arabia Saudyjska - USA - by Tom Janssen

Iran – Izrael – Arabia Saudyjska – USA – by Tom Janssen

MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.


1.  Wojna z wojną Obamy – Max Kolonko Mówi Jak Jest

2. Allen: szkoelnie syryjskich rebeliantów potrwa lata.

02.10.2014 (IAR) – Szkolenie syryjskich bojowników do walki z Państwem Islamskim może potrwać lata – mówi emerytowany generał amerykański John Allen. Kongres Stanów Zjednoczonych zatwierdził projekt szkolenia i wyposażenia syryjskich oddziałów rebelianckich, co ma być częścią międzynarodowego planu walki z dżihadystami z Państwa Islamskiego. John Allen powiedział w wywiadzie dla CNN, że treningi rebeliantów już trwają. Tworzone są specjalne obozy szkoleniowe. John Allen dodał, że koalicja przeciw Państwu Islamskiemu przyciąga wiele krajów, które – mimo różnych uwarunkowań – mają podobny pogląd na konieczność zatrzymania dżihadystów. Amerykański generał dodał, że Waszyngton nie rozważa dwustronnej koalicji z Iranem. „Iran ma tu swoją rolę do odegrania. Jeśli będzie ona pozytywna, zachęcamy do tego Teheran” – powiedział.

W ostatnich miesiącach fanatycy z Państwa Islamskiego przejęli kontrolę nad ogromnymi terenami w Syrii i w Iraku i ogłosili tam powstanie kalifatu. Na zajętych obszarach dżihadyści dopuszczają się okrutnych zbrodni na ludności chrześcijańskiej, jazydach i szyitach. W ostatnich tygodniach światem kilkakrotnie wstrząsnęły opublikowane przez bojowników Państwa Islamskiego nagrania z egzekucji zakładników, między innymi amerykańskiego dziennikarza Jamesa Foley’a.

Stany Zjednoczone oraz kraje arabskie przeprowadziły dotąd niemal 300 nalotów na pozycje islamistów zarówno w Syrii jak i w Iraku. Do operacji włączyła się Wielka Brytania, której lotnictwo zbombardowało wczoraj pozycje dżihadystów w Iraku.

SamaaTV &AFPang/IAR/dw/łp

źródło: stooq.pl

podobne: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie.

Khorasan” to nowe słowo klucz (wymyślone przez administrację lewaka Obamy – Andrew C. McCarthy: The Khorasan Group Does Not Exist: How We’re Being Had Again By the Obama Administration) dla zmiękczenia „światowej opinii publicznej” by nawoływała państwa zachodu do kolejnej interwencji „koalicji” na bliskim wschodzie tj w Syrii na którą administracja Obamy poluje od zeszłego roku w ramach „arabskiej wiosny ludów”. Putin sprzeciwił się USA i pokrzyżował amerykanom plany interwencji w tym kraju (przy użyciu floty czarnomorskiej – W większej skali czyli… O co tak naprawdę chodzi w ukraińskiej tragedii) i za to USA zdestabilizowało Ukrainę by Putin miał co robić w Europie i nie miał siły interweniować wobec kolejnego podejścia USA do obalenia Assada.

„Khorasan” to nic innego jak „false flag” które ma przesłonić winę USA za stworzenie przez nich prawdziwego zagrożenia w postaci ISIL. Tymczasem Kongres USA zezwolił administracji Obamy na szkolenie kolejnej „umiarkowanej syryjskiej opozycji” więc za jakiś czas opinia publiczna będzie trąbić o kolejnych ekstremistach działających na terenie Bliskiego Wschodu jak tylko ZNOWU „umiarkowana opozycja” postanowi działać na własną rękę uzbrojona i wyszkolona za pieniądze amerykańskich podatników…

Strategię jaką posługuje się amerykański „establishment” opisał swojego czasu lingwista Noam Chomski: „10 strategii manipulacji”… Dwa pierwsze punkty brzmią:

1 – ODWRÓĆ UWAGĘ

Kluczowym elementem kontroli społeczeństwa jest strategia polegająca na odwróceniu uwagi publicznej od istotnych spraw i zmian dokonywanych przez polityczne i ekonomiczne elity, poprzez technikę ciągłego rozpraszania uwagi i nagromadzenia nieistotnych informacji. Strategia odwrócenia uwagi jest również niezbędna aby zapobiec zainteresowaniu społeczeństwa podstawową wiedzą z zakresu nauki, ekonomii, psychologii, neurobiologii i cybernetyki. „Opinia publiczna odwrócona od realnych problemów społecznych, zniewolona przez nieważne sprawy. Spraw, by społeczeństwo było zajęte, zajęte, zajęte, bez czasu na myślenie, wciąż na roli ze zwierzętami (cyt. tłum. za „Silent Weapons for Quiet Wars”).

2 – STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE

Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.

całość tu: 10 chwytów ciemnych typów…

polecam również: Obama przed szkodą i po szkodzie głupi. Znowu będzie wspierał „umiarkowaną opozycję” w Syrii. Zapowiada zniszczenie ISIL ale wojsk nie wyśle, za to wyśle armię do „walki” z Ebolą. Secesyjne plany Teksasu. oraz: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”

Franciszek Kulon - Biznes

Franciszek Kulon – Biznes