Konfiskata rozszerzona, donoszenie na samego siebie do fiskusa, ekologia (nie)podległości i inne „dobre zmiany” zasad życia w komunie… czyli „sekretne życie drzew” i „Młody las” (Kaczmarskiego)


Claude Monet – Relaxing in the Garden

*

„…Nawet drzewa twardnieją, by przeżyć,
Co tu mówić o ludziach, frajerzy!…”

„…Jeżeli drzewo będzie miało większy obwód, jego planowaną wycinkę trzeba będzie zgłosić w gminie. W zgłoszeniu trzeba będzie podać imię i nazwisko wnioskodawcy, oznaczyć nieruchomość, oraz dołączyć rysunek bądź mapkę gdzie na działce znajduje się planowane do wycięcia drzewo.

Po dokonaniu zgłoszenia, gmina będzie miała 21 dni, by przeprowadzić oględziny drzewa, które miałby zostać wycięte. Następnie samorząd będzie miał 14 dni na wydanie ewentualnego zakazu. Urzędnik sprawdzi np. czy drzewo bądź drzewa nie są chronione. Urząd będzie mógł nie zgodzić się na wycinkę m.in. na nieruchomości wpisanej do rejestru zabytków, na terenie przeznaczonym w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego na zieleń lub chronionym innymi zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, bądź jeśli drzewo będzie nosiło znamiona drzewa pomnikowego. W tym ostatnim przypadku kryteria, na podstawie których samorząd będzie mógł wydać taki zakaz, zostaną określone w rozporządzeniu ministra środowiska. Będzie on miał na nie jeszcze pół roku.” (niezalezna.pl – Już tak łatwo drzewa nie wytniesz)

„…oczekiwanie społeczne było takie by było więcej drzew (było ładnie i zielono itp.), a wiec państwo – władza – ma wypełnić to oczekiwanie. Jak to zrobiono?
Znacjonalizowano prywatne, zamiast przede wszystkim zachowywać i tworzyć owo wspólne, poprzez np. sadzenie drzew na gruntach, będących w zasobie skarbu państwa, utrzymywanie i zakładanie parków, zielonych skwerów, przydroży, alei, tworzenie i realizację miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, itp. W jakieś części te zadania realizowano, ale „zielony” zasób prywatny, znacjonalizowany, i tak był i jest nieproporcjonalnie większy od wspólnotowego, no i … tańszy. Być może uzasadnionym rozwiązaniem byłoby nabywanie lub dzierżawa tego co prywatne, a wartościowe np. starych drzew, drzew „siedliskowych”, ich zgrupowań itp., ale to oczywiście byłyby koszty, a więc co uczyniono?
Przerzucono oczekiwanie społeczne, wraz kosztami ochrony, na obywateli, zachowując jednocześnie pełną możliwość handlowania gruntami, należącymi do skarbu państwa, nierzadko o wysokich walorach przyrodniczych (także w miastach). Znacjonalizowano prywatne, tłumacząc to dobrem wspólnym, a ostatnio nawet dobrem Wspólnoty (powtórka z internacjonalizmu i komunizmu). Państwo przerzuciło ciężar ochrony przyrody, które jest oczekiwaniem społecznym, na obywatela. A propos „wielkich” kosztów, które państwo miałoby łożyć na zakładanie terenów zieleni lub dzierżawę wartościowych drzew. Zadajmy sobie pytanie: jak zakładali parki i aleje nasi rodzice, dziadkowie i pradziadkowie? Czy oni byli bardziej bogaci niż my i było ich stać na taki wydatek? Czy oni i ówczesne elity (np. rajcy miejscy i ludzie magistratu) mieli większą świadomość ekologiczną? Byli bardziej wrażliwi niż my? Jeśli tak, to musimy uznać, że obecne programy edukacji przyrodniczej, pochłaniające rocznie dziesiątki milionów złotych, są nie tylko marnotrawstwem, ale są niepotrzebne, bo nasi antenaci nie byli im poddani, a tereny zielone i tak zakładali.
6. Ten powyższy system nacjonalizujący suwerenność i własność obywatela, był i jest szczególnie mocno eksploatowany przez pozarządowe organizacje ekologistyczne. Państwo było i jest dla nich tylko narzędziem opresji na obywatelu, który nie poddaje się ich ideologii. Głoszą oni, że społeczeństwo jest nieświadome ekologicznie (głównym konsumentem projektów edukacji ekologicznej jest właśnie trzeci sektor) i dlatego musi być skrępowane gorsetem prawa. Zauważmy: to nie jest przypadek, że najbardziej przeciwni nowemu prawu są właśnie ekologiści. Do tej pory kontrolowali obywatela, a nawet terroryzowali go za pomocą państwa i prawa, będąc w tle – rzadko lub w ogóle nie ujawniając się. Co więcej, wielu z nich to właśnie owi eksperci, którzy za opłatą podejmowali się ocen, ekspertyz o obecności bądź braku obecności gatunków chronionych, którzy przygotowywali raporty oddziaływania na środowisko itp. opracowania – płatne. Kuriozalne było to, w tym układzie państwo-obywatel, że to właśnie oni, dzięki owej ekspertyzie, byli wybawieniem od opresyjnego państwa, a samo państwo uosobieniem zła. Co więcej, państwo, które nie wypełniało swojego obowiązku wobec oczekiwania społecznego (ma być ładnie i zielono), a w zamian nacjonalizowało drzewa, było dla ekologistów idealne, bo to oni wypełniali niszę opiekuna np. poprzez nagłaśnianie akcji „ratowania drzew” (cóż z tego, że prywatnych). Ci sami ludzie, którzy chcieli i chcą surowego prawa ochrony przyrody są jednocześnie płatnymi ekspertami, ale czy o tym wie obywatel? To co wie, to wiedza ekologii kanapowej i ekologizmu apokaliptycznego: brak drzew to brak tlenu. Sam fakt oddychania drzew, skutkujący wydaleniem dwutlenku węgla, mógłby spowodować, w podobnie uporczywej kampanii edukacyjnej i medialnej, wycinkę wszystkich drzew w miastach, bo wytwarzają CO2. Osamotniony obywatel z blokowiska nie zastanawia się, gdzie jest jego najbliższa reprezentacja (np. zarząd spółdzielni). Ostatnia rzecz jaka mu przyjdzie do głowy to indywidualna aktywność w tym zakresie: co ja zrobiłem żeby drzewa były na mojej ulicy i osiedlu? Pierwszą jest chęć decydowania i panowania nad cudzym (komuna zamiast wspólnoty), a drugą – przyłączenie się do ekologistów, bo to oni, pozornie, go reprezentują. Obywatel nie ma oparcia w państwie (władzach gminy, dzielnicy itd.) i tę potrzebę wypełniają organizacje ekologistów.
Podsumowując, można stwierdzić, że denacjonalizacja suwerenności i własności obywateli w odniesieniu do prawa usuwania drzew i krzewów na gruntach prywatnych miała wymiar nie tylko stanowienia konstytucyjnego prawa, ale była szansą na uzdrowienie państwa i jego instytucji, które wreszcie musiałoby sprostać oczekiwaniom bezpieczeństwa swych obywateli. To jest mechanizm państwowotwórczy, bo takie państwo, stwarzające bezpieczną przestrzeń, jest potrzebne każdemu obywatelowi. Obawiam się, że ostatnia poprawka do nowych przepisów, reaktywna, oparta na emocjach i bez faktycznej oceny analizy jej skutków, ogranicza sferę odpowiedzialności i wolności obywatela, rozbudowuje biurokrację, a przede wszystkim petryfikuje antypaństwowy układ pan – sługa. (Greenwatcher, szkolanawigatorow.pl – Denacjonalizacja drzew i krzewów)

podobne: Czy feministka i wiewiórka to „istota czująca”? O roli kobiety według lumpenproletariatu i o podejrzanym zapachu z ekologicznej i patriotycznej d…ziupli oraz: NIK o patologii w „sadowniczych uprawach ekologicznych”: Sadzili sady – zbierali dopłaty. Michalkiewicz i Umiłowani Przywódcy w „trosce” o (nie)swoją ziemię i to: Prezydent podpisał nowelizację ustawy. Lasy Państwowe nie zostały sprzedane a także: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność polecam również: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)

Caspar David Friedrich – The Lone Tree

„PiS przeforsował kolejną niefortunną ustawę. Tym razem w ramach nowelizacji kodeksu karnego wprowadził do systemu prawnego potworka z postaci tzw. ustawy o konfiskacie rozszerzonej mienia

…scyzoryk sam się w kieszeni otwiera ilekroć stroną zainteresowaną w konfiskacie mienia obywatela  jest wszechwładne państwo które go w tym celu oskarża, sądzi i jednocześnie wymierza mu karę. Tym bardziej państwo socjalistyczne, z niedowładem organizacyjnym i ze skorumpowanym do cna sądownictwem które miałoby w takich sprawach „orzekać”.   Na korzyść kogo „orzeknie” na przykład sędzia M. z Trójmiasta? Zwłaszcza po telefonie z góry?  Poza tym – nemo iudex in causa sua – odkryli już starożytni Rzymianie,  co oznacza że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie.

Nie zdziwimy się więc gdy prawny potworek spłodzony przez min. Ziobro przejdzie do historii pod nazwą „Kluska bis”. To co ustawa robi jest bowiem sankcjonowaniem tego samego bezprawia którego ofiarą stał się znany przedsiebiorca IT Roman Kluska. Ustawa zasadniczo sprowadza się do uzurpacji przez państwo prawa konfiskaty wszystkiego wszystkim.   W szczególności, jako dobro szczególnie wartościowe, skonfiskowane mogą  zostać kompanie, trudne do utworzenia a nadzwyczaj łatwe w konfiskacie. Wystarczy w tym celu zamknąć pod fałszywym pretekstem szefa firmy, tak jak państwo zamknęło Kluskę,  albo zająć  rachunek bankowy spółki.   Konfiskatę dopełni automatycznie tzw. ząb czasu.

Aby ząb czasu mógł zadziałać błyskawicznie nowe przepisy przewidują możliwość natychmiastowego zabezpieczenia mienia na poczet przyszłej konfiskaty. Jako „ząb czasu” będzie wtedy robił wyznaczony przez sąd, oczywiście „niezależny”, „zarządca” który cyt. zapewnia ciągłość pracy zabezpieczonego przedsiębiorstwa oraz przekazuje sądowi lub prokuratorowi posiadane informacje mające znaczenie dla toczącego się postępowania.    Not too bad… jak na dobrą zmianę…   […]

[…]  Potencjalnym celem terroru państwowego stać się może nie tylko przedsiębiorca ale każdy posiadacz czegokolwiek wartościowego, od dzieła sztuki przez antyki po sztabki złota. To przecież nie państwo będzie miało obowiązek udowodnić  podejrzanemu że nabył swoją sztabkę  w ostatnich pięciu latach i zapytać  go grzecznie  skąd wziął na nią środki. To podejrzany przynieść będzie musiał w zębach papierowe dowody z pieczątkami. Jeśli ich nie przyniesie to sztabka, choćby w rodzinie z dziada pradziada, z definicji okaże się  z „nieujawnionego źródła”. Tudzież środki na jej zakup, c.b.d.o.”  (cynik9 – Konfiskata rozszerzona czyli “Kluska bis”)

podobne: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? oraz: Od koniczka do śmietniczka czyli… „męczeństwo” klaczy ważniejsze od interesu obywateli. „Dobra zmiana” u koryta i to: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie? a także: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? polecam również: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków i jeszcze: “By żyło się lepiej”: skarbówka nie daruje nikomu

„Życie w Polsce wyraźnie przyspiesza, bijąc przy okazji światowe rekordy. Już nie tylko miesięcznice zastępują obchodzone dawniej rocznice, których udawało się zmieścić w roku tylko jedną. Z miesięcznicami tych problemów nie ma. Rząd, jeśli wierzyć Rzepie (24.05.17), zafundować zamierza Polakom także dnice. Mamy nadzieję że się ta nazwa przyjmie bo trudno inaczej nazwać projekt nowelizacji ordynacji podatkowej przewidujący że przedsiębiorcy przesyłać mają fiskusowi dobowe wyciągi z firmowych kont. Owszem, to nie pomylka – co 24 godz! Byłby to absolutny rekord świata w inwiligilacji.

Ministerstwo finansów nadpremiera Morawieckiego chce drogą codziennej kontroli „wyłapywać podejrzane transakcje”, i do czorta z jeszcze jedną warstwą biurokracji nakładanej firmom przez „dobrą zmianę”. Zamiast produkować artykuły rynkowe firmy będą musiały przestawić część mocy przerobowych na produkcję wymaganych przez Morawieckiego danych. Dobra zmiana chce najwyraźniej obniżyć dalej i tak już niewielkie bezrobocie w kraju bo przecież  produkcja codziennej  porcji makulatury wymagać może dodatkowych księgowych i biegłych rachmistrzów. Co prawda banki mają  spontanicznie podjać się roli kapusiów kablując do fiskusa dane rachunku nawet bez udziału firmy ale dotyczy to tylko rachunków krajowych. Banków zagranicznych do automatycznego kablowania na polskich przedsiębiorców na razie skłonić się jeszcze nie udało. W tym przypadku donoszeniem na siebie zająć się będą musiały same firmy. Po drugiej stronie skokowy wzrost wolumenu przychodzących do US danych wymagał będzie także wzmocnienia mocy kontrolnych a więc dalszego naboru nowych kadr oraz kadr kontrolerów kontrolujących te kadry.

Wprawdzie po usunięciu dawno już temu jakiejkolwiek prywatności finansowej nic i tak już nie przeszkadza fiskusowi we wglądzie do konta krajowego dowolnej firmy ale wiąże się z tym jednak pewna fatyga. Trzeba mianowicie wszcząć kontrolę czy też wysmarować pismo do banku. Podobno najnowszy wynalazek nadpremiera Morawieckiego – jednolity plik kontrolny, z jego kolejną warstwą biurokracji – już nie wystarcza. Z drugiej strony wiadomo że złowrogie karuzele VAT-u kręcą się coraz szybciej a transakcje wykonywane są w nich nawet co dzień. Tak więc dzięki dobrej zmianie, Polska wskoczy jednym susem do awangardy państw z firmami poddanymi bezbolesnemu zabiegowi totalnej, codziennej inwigilacji państwa. Kuracja Morawieckiego, oczyszczająca biznes z karuzeli VAT-u, pożyczyć może slogan z przedwojennego środka farmakologicznego: „ czyści nie przerywając snu”…” (cynik9 – Wojna z karuzelami czyli kapowanie firm trybem ciągłym)

podobne: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę polecam również: „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? i to: „Dziennik Gazeta Prawna”: NBP eliminuje obrót gotówką. „Puls Biznesu”: Podatkowe pole minowe oraz: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni a także: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński polecam również: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? i jeszcze: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo

„…Niekontrolowany przez nikogo urzędnik skarbówki będzie miał wg projektu nowelizacji Morawieckiego całkowitą i pełną wiedzę o wszelkich przepływach  finansowych firmy,  niezależnie od tego czy firma będzie czysta jak łza czy nie…

…A wiedza to siła.  Dane te mogą okazać się zbyt cenne aby  nie skorciły jednego czy drugiego urzędnika do ich wykorzystania,  świadomie czy nawet nieświadomie.  Taka jest po prostu natura ludzka a Morawiecki przecież całego fiskusa nie upilnuje.  Jego urzędnik będzie więc miał  nieuzasadnioną siłę bo będzie miał  dostęp do wiedzy,  niezależnie od tego czy ktoś oszukuje na VAT-cie czy nie.   Kto zagwarantuje że zachowa ją tylko dla siebie?  Kto zapewni że jej nie wykorzysta przeciwko firmie albo dla osiągnięcia osobistych korzyści materialnych?   Jaką rekojmię będzie miała firma że jej dane nie wyciekną do konkurencji czy nie zostaną  użyte do szantażu? W  kraju tak korupcyjnym jak Polska nikt o zdrowych zmysłach nie może żywić nawet wątłej nadziei że tak się stanie,   a jeszcze mniej że poniesione szkody firma kiedykolwiek wyprocesuje od państwa.

Ludzie którzy wykończyli Kluskę zamiast wisieć do dzisiaj chodzą wolno.   Stanowią żywe memento tego że mimo zmian są sektory w których  nie zmieniło się nic i  że nadal brniemy drogą  Kluski…

…Nieprzemyślany potworek Morawieckiego, w zaproponowanej wersji, sprowadzi się do permanentnej „fishing expedition” –  spójrzmy na dane dowolnej firmy  a z pewnością już do czegoś się dogrzebiemy.  Jak nie do VAT-u to przyczepimy się do tuzina innych rzeczy które wyjdą na jaw.

Szkodliwy, totalitarny gniot dobrej zmiany!” (cynik9 – Gniot nadpremiera jeszcze o fiskusie i automatycznych wyciągach dziennych z kont firmowych)

podobne: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą. oraz: W służbie zdrowiu czyli prosto do nieba. O walce rządu z „toksyczną konkurencją” w szpitalach i aptekach kosztem pacjentów i konsumentów a także: Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro polecam również: Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę! i jeszcze: podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz

Jean Rousselot – Protection

„…W książce „Sekretne życie drzew” chodzi o to, że drzewa tworzą coś w rodzaju komuny, ale przychodzą źli ludzie i je wycinają. I to jest powód do wzruszeń i płaczu. Ja nawet nie próbuję wyjaśniać nikomu, że jak ktoś używa słów takich jak komuna, kolektyw, nowe społeczeństwo albo innych, o zbliżonym znaczeniu, to znaczy, że jest wysłannikiem Ala Capone, który bada możliwość ściągnięcia haraczu z frajerów przy minimalnym wysiłku. To jest nie do wytłumaczenia, albowiem ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że wiodą inne, sekretne życie, które jest o wiele ważniejsze od tego jawnego, podporządkowanego emocjom serwowanym przez domy wydawnicze. Te zaś służą tylko temu, by odwrócić naszą uwagę i zasłonić czymś degradację, jakiej poddawani jesteśmy przez całe życie. I niech się nikomu nie zdaje, że tu chodzi o jakieś użeranie się z prezesem spółdzielni mieszkaniowej, organizacji z istoty samej przestępczej i heretyckiej, skupionej na tym, by za rzecz najbardziej oczywistą, czyli dach nad głową, pobierać od ludzi horrendalne sumy wespół z finansującym ją bankiem. Tym zaś biednym ludkom wmawiać, że tworzą jakąś wspólnotę, jakąś komunę, jak te drzewa w książce o sekretnym życiu i stwarzać im złudzenie wolności i samodzielności. Chodzi o sprawy o wiele poważniejsze. Oto nie ma innej opcji dla ludzi i drzew żyjących w komunie jak niezawiniona śmierć. Jedyne zaś co mogą oni po sobie zostawić, to pułapka na kolejnych im podobnych, tak sprytnie skonstruowana, by stworzyć złudzenie, że co prawda wtedy nie wyszło, ale tym razem uda się na pewno. Nigdy się nie uda, bo członkowie komun i kolektywów są przeznaczeni do krótkotrwałej obsługi urządzeń konstruowanych przez inżynierię społeczną. Rotacja kadr jest błyskawiczna, a nadzorca nie znosi sprzeciwu i domaga się, by zostawać w robocie po godzinach. Wszystko zaś przedstawiane jest jako szczyt szczęścia i sukcesu. Kończy się zaś zawsze tak samo. Z krzaków wyłaniają się drwale z pilarkami, ludzie których istnienia komuna nawet nie podejrzewała i zaczynają swoją robotę. Nie ma mowy o potomstwie i dziedziczeniu, bo w warunkach, w których rządzi kolektyw są to przesądy. Nie ma mowy o życiu po życiu, bo to są jeszcze gorsze przesądy. Jest tylko całkiem złudna i oszukana nadzieja na trwanie i to niesamowite zaskoczenie kiedy okazuje się, że to jednak już, że dalszego ciągu nie będzie.

System ten, choć groźny i ponury, ma swoje wady i niedociągnięcia. Jest nieszczelny, o czym zaświadczyć mogę ja osobiście, ale także bardzo kosztowny. To znaczy utrzymanie ludzi w trwającym długo złudzeniu generuje koszty bardzo poważne, stąd misją każdej herezji, także tej, jest skrócenie życia, a także zanegowanie rozrodczości i dziedziczenia. Skąd się w takim razie bierze nowych frajerów do obsługi systemu? Przyciąga się ich zza morza, stwarzając na obszarach gdzie mieszkają prawdziwe piekło. Przy czym pamiętać musimy, że nie ma takich kosztów, których jeszcze nie dałoby się obniżyć. No, ale świat współczesny, to świat luksusu, o czym ty gadasz chłopie? Już ja wiem o czym.

Złudzenie luksusu na kredyt nie może przy tym trwać wiecznie, bo bańki spekulacyjne pękają. Zastępuje się wtedy luksus siermięgą i sekretnym życiem drzew, a magazyny czyści się z towaru. Potem przychodzi czas nauki i tytanicznej pracy dwóch pokoleń przybłędów. Kiedy trochę okrzepną, proponuje im się kredyty i buduje kolejne złudzenie. I tak w kółko...” (coryllus, źródło: szkolanawigatorow.pl – Sekretne życie ludzi)

„…Nawet drzewa próchnieją przedwcześnie
A przecież istnieją – bezgrzesznie.”

podobne: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości” i to: „Szkoła” Jacka Kaczmarskiego czyli zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego („Socjalizm i śmierć”)… Bo wszystko już było (na kole historii) a także: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

PS…

„…Jeżdżąc przedwczoraj i wczoraj, opłotkami jak zwykle, zobaczyłem cztery miejsce, w których powalone drzewa położyły się wprost na linię energetyczną lub telefoniczną. Przy ul. Łagodnej, cały rząd wierzb rosnących nad stawami został wprost wywalony wraz z korzeniami i nad ulicą sterczały w górę wielkie karpy, pnie zaś pozrywały linię telefoniczną. Nikt tego nie naprawiał i pewnie jeszcze nie naprawił. W poprzek ul. Piaskowej położyły się dwa wielkie świerki, to one chyba złamały słup energetyczny, który stał przy ulicy. Na pewno zablokowały jezdnię na długie godziny. Najgorzej jednak było przy przedszkolu przy ul. Górnej. To znaczy jeśli oglądać wszystko od naszej strony, bo nie wiem jak było w mieście. Nie wjeżdżałem tam. Ktoś dopuścił, że przy parkingu na niewielkim placyku urosły wysokie osiki samosiejki. Nie wiem czy plac jest miejski czy prywatny, ale tych drzew tam nie powinno być. Większość z nich była zainfekowana jakimś owadem czy grzybem i schła od góry. Przed wczoraj huragan powalił wszystkie te drzewa wprost na samochody stojące pod przedszkolem. Widok nie był za wesoły, a ja pomyślałem o tych wszystkich osobach, które płaczą, że zły minister Szyszko wycina dobre i kochane drzewa, która tak upiększają krajobraz. Te drzewa nie upiększały niczego, pozostawione same sobie w przestrzeni miejskiej, wyrosłe na żwirowatej – wcześniej był tam skład tłucznia i materiałów budowlanych – przepuszczalnej glebie, z płytkim systemem korzeniowym, stanowiły tylko zagrożenie. Do tego były rozsadnikiem chorób. Na sam koniec zaś stały się przyczyną poważnych szkód. Ktoś powie, że to są wypadki losowe. Oczywiście, ale są też granice zidiocenia, które tak zwani miłośnicy przyrody, szczególnie tej rosnącej na cudzych nieruchomościach, przekroczyli już dawno. Wszyscy wiedzą ile potrzeba korowodów, by wyciąć na swojej własnej działce jedno czy dwa drzewa. Próbowano to zmienić, ale PiS ugiął się pod naciskiem organizacji terrorystycznych zwanych z nierozpoznanych przyczyn organizacjami ekologicznymi…” (coryllus, szkolanawigatorow.pl – Pik idiotizma)

„Gdy wycinają młody las
I cieknie sok z przeciętych pni
Nie gaśnie żadna z ważnych gwiazd
Nic nie wstrzymuje biegu dni
I słychać tylko siekier jęk
Bo nie jest skargą drzew ich trzask
W tej ciszy duma jest i lęk
Gdy wycinają las

Vladimir Kush – Redwood Cutting

A kiedy zwożą młody las
Gałęzi rośnie gęsty stos
Za którymś ze strąconych gniazd
W rozpaczy ptak gdzieś krzyczy w głos
Ale nie tonie nikt we łzach
Gdy pnie padają raz po raz
W tej ciszy godność jest i strach
Gdy zwożą młody las

A kiedy palą młody las
To słychać jęk i pisk, i huk
I dym przesłania słońca blask
A żar ogromny zwala z nóg
I piją z drwalem drwal za trzech
Zyskowny chwaląc sobie czas
I słychać rzeczy wiecznych śmiech
Gdy palą młody las

Po karczowisku błądzi wiatr
Popiół rozwiany, ogień zgasł
Odeszli drwale do swych chat
I rośnie młody las”

Jacek Kaczmarski – Młody las

poprzednio: Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego) podobne: Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… „Obława II” i korpoustRÓJ

Reklamy

O realnych ośrodkach władzy czyli… sKisłe łupki i inne polskie zasoby energetyczne w kleszczach niemieckiej polityki klimatycznej i rosyjskiej strefy wpływów. Światełko w tunelu dla węgla. Saudyjska i Irańska alternatywa dla ropy


„…Dzięki nowemu surowcowi mieliśmy być drugą Norwegią, a może Katarem, uniezależnić się od gróźb przykręcania rosyjskiego kurka, a przede wszystkim w końcu osiągnąć wielki, tak bardzo potrzebny sukces gospodarczy. Miliardy, ba, nawet biliony metrów sześciennych najczystszego paliwa kopalnego miały wyprzeć z rynku czarne złoto, a więc węgiel. No bo skoro w Stanach Zjednoczonych się udało, to dlaczego nie w Polsce?

Cały boom nakręcili po części Amerykanie. Jak przypomina portal PolskieLupki.pl, w 2009 r. ogłoszono, że według rządowej amerykańskiej agencji Energy Information Administration (EIA) w polskich łupkach kryć może się aż 5,3 bln m sześc. gazu. Według firm konsultingowych było go nieco mniej, ale liczby i tak przyprawiały o zawrót głowy. Advanced Resources International szacowała nasze złoża na 3 bln m sześc., a Wood McKenzie na 1,4 bln m sześc. Zupełnie inaczej potencjał złóż gazu łupkowego w naszym kraju widziała amerykańska służba geologiczna, według której wydobywane zasoby to jedynie 38,1 mld m sześc. Ale tą ostatnią wartością nikt się szczególnie nie przejął – wszyscy bowiem chcieliśmy wierzyć, że będziemy mieć łupkowe eldorado.

Nasze złoża Państwowy Instytut Geologiczny oszacował dopiero w raporcie z marca 2012 r. Wartości były znacznie niższe niż prezentowane przez Amerykanów (z wyjątkiem ich służby geologicznej). PIG oszacował polskie złoża na 346–768 mld m sześc. To przynajmniej dwa razy więcej niż krajowe złoża gazu konwencjonalnego szacowane wtedy na 145 mln m sześc. Przy rocznym zużyciu błękitnego paliwa w naszym kraju na poziomie ok. 16 mld m sześc. gaz z łupków mógłby starczyć na 35–65 lat. Ale przede wszystkim pozwoliłby się nam uniezależnić od importu, głównie z Rosji.

Ponieważ w Stanach Zjednoczonych gaz łupkowy stał się faktem, wypierając z rynku węgiel (i znacząco przyczyniając się do kryzysu w branży górniczej), do Polski zjechali najwięksi światowi gracze. Wśród nich m.in. amerykańskie koncerny takie jak ExxonMobil, MarathonOil, BNK Petroleum, Chevron czy ConocoPhilips (w polskiej spółce Lane Energy miał 70 proc. udziałów), a także kanadyjski Talisman czy brytyjski 3Legs Resources. Do gry weszły też rodzime firmy: PGNiG, Lotos Petrobaltic czy Orlen Upstream. W szczytowym momencie w 2012 r. wydanych było 115 koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego. Jak informuje resort środowiska, do końca lipca tego roku wygaszono już 87. Trudno więc nie zadać sobie pytania – co poszło nie tak. 

Z danych resortu środowiska wynika, że według stanu na 31 lipca 2016 r. w Polsce obowiązuje 28 koncesji na poszukiwanie i/lub rozpoznawanie złóż gazu z łupków. Koncesje te zostały udzielone na rzecz dziewięciu polskich i zagranicznych podmiotów. Do 1 sierpnia 2016 r. firmy wykonały 72 otwory rozpoznawcze. Zdaniem ekspertów to kilka lub kilkanaście razy za mało. By potwierdzić i obecność, i możliwość komercyjnego wydobycia, potrzeba przynajmniej kilkuset, jeśli nie kilku tysięcy takich odwiertów…” (Karolina Baca-PogorzelskaPolskie (g)łupki, czyli jak nie zostaliśmy drugim Katarem)

Na polskie eldorado mieliśmy mnóstwo chętnych z całego petroświata profesjonalistów (Wśród chętnych na łupkowe koncesje Marathon Oil są Orlen i Breitling Oil), i fantastyczne według nich (i nie tylko) perspektywy, a potem po zaledwie kilkudziesięciu odwiertach (których miarodajność nie dość że pozostaje utajniona, to jest na dodatek co najmniej dyskusyjna) nastąpiła spora rewizja szacunków potencjału złóż i ucieczka inwestorów. Powstaje pytanie co się takiego stało miedzy poszczególnymi raportami? Jaka wiedza (tudzież siła/interesy) zadecydowała o tak gwałtownej zmianie w zasadzie „na gębę”?

Kolejne pytanie – na co (obok Amerykanów) liczyli Rosjanie podkupując po cichu koncesje poszukiwacze? Czy ze zmianą optyki Exxon’a na perspektywiczność naszego gazu z łupków, miała coś wspólnego bezprecedensowa umowa jaką ta firma podpisała 15.06.2012 r. (Amerykanie znowu nie znaleźli „łupków” w Polsce) z rosyjskim Rosneft w obecności samego Putina? Zaraz potem Exxon wycofał się z Polski dając jednocześnie dość głośno do zrozumienia całemu światu, że nie ma u nas czego szukać, co kilka tygodni później potwierdziła wspomniana amerykańska służba geologiczna. Exxon wolał nawet rosyjską zmarzlinę – Sankcje sankcjami, ale biznes to biznes: ExxonMobil i Rosnieft rozpoczęły wydobycie ropy w rosyjskiej Arktyce. Zaś kilka tygodni temu… (Odys)

„Pierwszy raz od nałożenia przez USA sankcji na Rosję Władimir Putin spotkał się z szefem amerykańskiego giganta naftowego ExxonMobil. Jego poprzednik został szefem dyplomacji w rządzie Donalda Trumpa…

W 2012 r. kierowany przez Tillersona koncern Exxon zawarł wyceniany na 500 mld dol. sojusz strategiczny z rosyjskim Rosnieft. W zamian za udziały w arktycznych złożach Amerykanie mieli przekazać Rosjanom pieniądze i technologie na eksploatację tych zasobów, a także na wydobycie ropy naftowej z łupków na Syberii.

Sojusz Exxon i Rosnieft dostał błogosławieństwo Putina, a wkrótce po jego zawarciu prezydent Rosji przyznał Tillersonowi Order Przyjaźni – najwyższe rosyjskie odznaczenie dla cudzoziemców.

Ale po agresji Rosji na Ukrainę plany współpracy Exxon z Rosnieft odłożono na półkę. Waszyngton nałożył sankcje na Rosnieft, zakazując Amerykanom przyznawania nowych pożyczek rosyjskiemu koncernowi i pomagania mu w eksploatacji złóż w Arktyce i w łupkach. Na czarną listę USA wpisały też szefa Rosnieft Igora Sieczina…” (Putin spotkał się z szefem amerykańskiego koncernu ExxonMobil)

Ktoś może oczywiście powiedzieć że to tylko interesy, gdzie decyduje przede wszystkim opłacalność inwestycji. W takim razie po co Amerykanie i Rosjanie bawili się w kupowanie polskich koncesji na poszukiwanie czegoś czego opłacalności nie zamierzali nawet zweryfikować? I czego (mimo wszystko) szukają ci którzy zdecydowali się jednak w Polsce pozostać?… (Odys)

podobne: Gaz łupkowy: BNK Petroleum kończy prace poszukiwawcze, San Leon kontynuuje. Gazprom chce zwiększyć udziały w europejskim rynku. KE zawiesza śledztwo przeciwko tej firmie. Exxon Mobil kończy wiercenia w Rosji. Shell i Total zostają. Chińczycy wzmacniają współpracę z Rosjanami oraz: San Leon rezygnuje z Turcji na rzecz polskiego gazu z łupków. Total z Polski wychodzi. i to: Geopolityczne następstwa rewolucji łupkowej w USA. Gaz łupkowy w Polsce jest ale trzeba być cierpliwym. Australijczycy zwiększają szacunki dla złoża węgla w Polsce. Gaz z węgla o połowę tańszy od rosyjskiego? a także: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego.

„…zadzwonił do mnie pewien człowiek i powiedział, że mapy geologiczne Polski są fikcją. To są rzeczy podrzucane ludziom do zabawy, żeby się mieli czym podniecać. Rzeczywistość jest zupełnie inna, albo ujmując rzecz wprost – utajniona. Oto w przemądrej księdze zatytułowanej „Historia polskiego przemysłu naftowego” przeczytać możemy, że w krajach członkowskich RWPG ZSRR był jednym krajem, gdzie można było po korzystnych cenach nabywać pełny asortyment sprzętu i urządzeń do górnictwa i eksploatacji złóż. Chodzi o te wszystkie ciężarówki, świdry i całą resztę urządzeń, których nie można tak po prostu przenieść w góry na plecach, o cały ten hardware. Jeśli zaś idzie o software, czyli urządzenia do interpretacji wyników badań, to wszystkie one znajdowały się w ZSRR, a więc wszystkie wyniki badań, jakie wówczas przeprowadzono na wydobytym materiale znajdowały się w ZSRR, a częściowo w Budapeszcie, bo tam także mieli takie urządzenia. W Polsce ich nie było. W Polsce był tylko towarzysz Afrykan Kisłow. Sytuacja zmieniła się nieco, gdy krakowscy geofizycy zakupili centralę sejsmiczną GSC-1000 wyprodukowaną w USA. Tak się jednak składało, że największe odkrycia geologiczne na terenie powojennej Polski dokonane zostały w pierwszych latach po wojnie, mam tu na myśli miedź i siarkę. Później zaś karmieni byliśmy już tylko złudzeniami. Mój rozmówca twierdził, że umowa obejmująca współpracę z ZSRR uniemożliwiała jakiekolwiek skutecznie poszukiwania złóż, ze szczególnym wskazaniem na złoża ropy naftowej.

Dowiedziałem się też, że istnieje coś takiego, jak Strefa Teisseyre’a-Tornquista zwana też linią Teisseyre’a-Tornquista. Przebiega ona w poprzek terytorium dzisiejszej Polski. Ale ciągnie się też dalej. Na jednym jej końcu znajdują się złoża ropy w Morzu Północnym przy wybrzeżach Norwegii, a na drugim zagłębie Ploeszti (…) Trudno przypuścić powiedział mój rozmówca, by akurat na terenie Polski tej ropy nie było…

Mój rozmówca twierdził, że po wojnie nie gromadzono w Polsce rdzeni wiertniczych, że były one rozsypywane na polu, tam gdzie dokonywano odwiertów. Dziś mamy kilka magazynów tych rdzeni, rozsianych po kraju, a w nich ponad 500 tysięcy kilometrów rdzeni. To wszystko leży w drewnianych pudełkach i czeka na opisanie, a dane czekają na zdigitalizowanie. Być może już nie czekają, a są zdigitalizowane, bo mój rozmówca powoływał się na stan sprzed kilku lat. W tych magazynach leżą też rdzenie należące do firm prywatnych, które prowadzą wiercenia na terenie Polski, ale interpretacja ich jest utajniona i nie można publikować wyników tych badań. Centralny magazyn rdzeni wiertniczych dopiero się ponoć buduje.

Tak więc – twierdzi mój rozmówca – gawędy o złożach metali rzadkich, gazie łupkowym i innych cennych pokładach, to ściema, podawana po to, byśmy się nie zajmowali rzeczami ważnymi, czyli znajdującą się pod nami ropą naftową. Złoża te zapewne zostaną ujawnione w chwili kiedy cała gospodarka światowa przestawi się na inny niż ropopochodne paliwa napęd. No, ale zobaczymy…

…a gdzie są te wyniki badań geologicznych dotyczących Polski, co je towarzysz Kisłow wysyłał do ZSRR w latach powojennych? Czy nadal są w Moskwie? Możliwe. Nie da się jednak wykluczyć, że ktoś, za opłatą, skopiował je sobie i teraz siedzi, gdzieś w kantorku, skryty przed wzrokiem profanów i interpretuje je, hej, interpretuje, aż wióry lecą….nam jednak o tym nic nie powie…” (coryllus – Towarzysz Afrykan Kisłow rozsypuje rdzenie)

To że łupkowa rewolucja okazała się niewypałem, albo podpuchą mającą zniechęcić potencjalnych (zwłaszcza rodzimych) poszukiwaczy skarbów (na co wiele poszlak i faktów wskazuje) nie jest aż takie najgorsze. Zwłaszcza jeśliby się okazało że całą tę mistyfikację zorganizowano ze strachu przed polskim potencjałem. To by bowiem oznaczało że ten potencjał rzeczywiście jest, i że może kiedyś zostać uruchomiony. Najgorsze jest to że w tym cyrku współpracowali ze sobą z jednej strony nasz największy sojusznik, a z drugiej strony przeciwnik… Poszukiwanie utrudniała też Unia Europejska, oraz brak jednoznacznych przepisów koncesyjno-wydobywczych dla potencjalnych poszukiwaczy w Polsce… Jakby się wszyscy zmówili nie tylko przeciw łupkom, ale przeciw jakiemukolwiek grzebaniu w polskiej ziemi… (Odys)

podobne: Antyłupkowa koalicja? Rosjanie mają koncesje, ale gazu nie szukają. PE utrudnia poszukiwanie i wydobycie  oraz: Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja? i to: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. a także: IS: Finalne prace nad gazem łupkowym będą prowadzić tylko rodzime firmy.

„…żadnego zezwolenia na swobodne wydobycie ropy przez Polskę, nawet w tej szczątkowej, okrojonej, peerelowskiej Polsce nie ma i nie będzie nigdy. Bo gdy Polska zacznie u siebie wydobycie, to spłyną do polskich złóż zasoby ropy z całego obszaru. A to znaczy nie jedną, ale dwie rzeczy:

— jest wielkie morze ropy pod Polską (patrz notka); to wiadomo od dawna
— wydobycie będzie łatwe, bo ciśnienie w złożu umożliwia ciągnięcie ropy na powierznię nieomal bez pomp, samym ciśnkeniem górotworu i tym „spływaniem skądinąd”, a więc przy niewielkich inwestycjach
— trzecia sprawa (ostrożny geolog nie powiedział Gabrielowi tego przez telefon) to jest czysta ropa w tych polskich złożach, zawierająca minimum siarki. Spalasz ją, rafinujesz ją, przetwarzasz ją — bez zanieczyszcania środowiska. Nie mam dowodów na czystość złóż pod Polską, więc cicho to zaznaczę.

Mam natomiast dowód na coś innego. Granice „nowej peerelowskiej Polski” ustalano kilka razy, dziko fałszując nawet te okropne granice Curzona-Namiera. Najpierw odcięto Lwów, choć Lwów zawsze był w angielskich papierach „etno” — polski. Nie mógł inny być, przy 92% ludności rdzennie polskiej, powiat 88%. Stolica kraju Warszawa miała,.zależnie który spis wziąć, poniżej 65% polskiej ludności; reszta to żydzi, rosyjskiego i niemieckiego pochodzenia mieszkańcy. Więc odebranie Polsce Lwowa to już była machinacja, nie uzasadniona niczym ludzkim, za to usasadniona zasobami węgla i ropy, które eksploatuje się płytko spod ziemi.
Tę „poprawioną o Lwów” granicę poprawiano jeszcza czterokrotnie. Za każdym razem odcinając od Polski złoża rozpoznane, przed wojną jeszcze, jako nadające się do łatwej eksploatacji, już nawet ujęte w jakimś polskim planie perspektywicznym, by tam stawiać szyby (także gazowe, przez Lwów biegły wybudowane w celu dostawy bieżącej gazu i dostaw perspektywicznych gazociągi) i wieże wyciągowe kopalń węgla kamiennego. Ostatnie pasmo rozpoznanych w 1939r. złóż odcięto od Polski bodaj w 1948 roku (to jest do sprawdzenia, nazwali to „przyjacielską wymianą małych skrawków terenu”), a ja widziałem mapy tych granic ze złożami, znajdującymi się pod ziemią. Na tych „przyjacielskich skrawkach” węgiel był płytko.
Co oznacza, że są gdzieś w Polsce potomkowie lwowskich geologów, którzy te mapy w 1938 i 1939 roku zrobili. Możliwe, że zachowali mapy dziadka, szkice wyniesione z pracy.

Na koniec: imienia tow. Afrykana nie słyszałem, jego skisłego nazwiska też nie, nigdy. Ten pilnujca nadrzędności interesów obcych, by się czasem „ci Polacy” nie wzbogacili na własnych (?) złożach, nie był sam; on nie działał sam. Przy oglądaniu lwowskich map mówili przyjaciele Rodziców wprost o tym, ale nie wymieniali nazwisk. Stąd wiem o sprawie, potwierdzam co mówił wspaniały geolog, telefoniczny rozmówca Coryllusa, ale nie poznałem, kto pilnował...” (A-Tem – 10 lutego 2017)

podobne: Józefa Sokołowska: Co wiemy o zasobności polskich łupków. Szczęśniak: zmiany w Polskim LNG to próba przyspieszenia otwarcia gazoportu polecam również: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium. i jeszcze: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje

„…Po długiej przerwie inwestycyjnej udało się w latach 2008-2011 oddać do eksploatacji trzy nowe bloki węglowe: Pątnów 460 MW, Łagisza 460 MW oraz Bełchatów 858 MW. Ponieważ nie są to inwestycje wystarczające aby zastąpić odłączane jednostki w następnych latach podjęto decyzję, aby ogromnym wysiłkiem finansowym uruchomić budowę bloków w elektrowni Kozienice 1075 MW, elektrowni Opole 2 x 900 MW, elektrowni Jaworzno III 1000 MW oraz Turów 450 MW. Te uruchomione oraz jeszcze budowane (węglowe) jednostki wytwórcze to bloki o parametrach nadkrytycznych z „rodziny 600° C” tzn. parametrów z górnego przedziału osiąganych dziś temperatur dla materiałów konstrukcyjnych i gwarantowanej sprawności na poziomie ponad 45-46%. Pozwalają one na ograniczenie emisji CO 2 do poziomu 750 kg/MWh. Niestety tak wysokiej klasy jednostki nie wpisują się w przygotowane unijne rozwiązanie dotyczące tzw. „ujednolicania” mechanizmów wsparcia.

W pakiecie zimowym pojawił się bowiem zmieniony zapis paragrafu  23 pkt. 4, który w nowej wersji wprowadza kryterium emisyjności CO2 na poziomie 550 gr/kWh (od 2022 r.). Cytując: „…Generation capacity for which a final investment decision has been made after [OP: entry intro force] shall only be eligible to participate In a capacity mechanism if its emissions are below 550gr CO 2/ kWh. Generation capacity emitting 550gr CO 2/ kWh or more shall not be committed in capacity mechanisms 5 years after the entry into force of this Regulation…”.

Zobacz także: Niemcy rozpoczęli testy morskich magazynów energii

Zmienione brzmienie paragrafu od razu zyskało w unijnych kuluarach nazwę “antypolskiego” ponieważ  wyklucza możliwość skorzystania Polski z narzędzia jakim jest tzw. „rynek mocy”. Jest to sytuacja dla polskiego sektora energetycznego wyjątkowo niekorzystna bo obecne ceny energii na rynku hurtowym są stosunkowo niskie i nie sprzyjają impulsom inwestycyjnym, a proces odbudowy mocy musi być kontynuowany…

Dla polskiego sektora energetycznego, który obecnie ponosi olbrzymie wydatki zarówno na budowę nowych mocy, jak i odbudowę krajowych sieci przesyłowych oraz dystrybucyjnych szczególnie niebezpieczne są propozycje kar finansowych za brak realizacji celów klimatycznych. Zgodnie z propozycją, z płaconych kar powstanie swoisty fundusz klimatyczny w postaci platformy finansowej. Ze zgromadzonych w platformie środków będą wspierane inwestycje energetyczne w OZE, ale co ważne w obecnym kształcie dokumentu nie zostało określone czy platforma finansowa będzie realizować inwestycje zlokalizowane na obszarze kontrybuującego państwa członkowskiego. Oznacza to, że w przypadku nie spełnienia kryteriów z notyfikowanego planu taki kraj płaciłby karę czyli de facto wspierałby realizację inwestycji innego kraju kosztem własnego.

Z doniesień medialnych wynika, że kraje wiodące w UE jak Niemcy silnie lobbowały za wymogiem tworzenia regionalnych rynków mocy (systemu elektrowni rezerwowych, w którym producenci otrzymują zapłatę za gotowość do produkcji). Starania naszych sąsiadów nie wynikają tylko z troski o kształt Unii Energetycznej, ale z faktu wysokiego udziału w niemieckim bilansie energetycznym energii produkowanej przez farmy wiatrowe, co warto zaznaczyć także jest sporym problemem dla Polski ze względu na niekontrolowane przepływy kołowe. W zeszłym roku polski regulator URE zgłosił interwencje do europejskiego stowarzyszenia regulatorów ACER ponieważ sytuacja tzw. zapychania polskich sieci energią z niemieckich farm wiatrowych jest nagminna. Co istotne stan taki spowodowany jest zbyt słabą siecią przesyłową austriacko-niemiecką, a koszty tego ponosi polski podatnik ponieważ musimy „przepychać” ogromne ilości energii do Niemiec ponosząc znaczące koszty redsipachingu przez polskiego operatora czyli PSE.

Kolejnym problemem dla polskiego sektora jak wykluczenie biomasy jako źródła OZE, o ile nie jest wykorzystywana w wysokosprawnej kogeneracji. Jest to swoistego rodzaju kuriozum, że niektóre kraje UE wyrażając swoje niezadowolenie z przyjęcia niskich (ich zdaniem) wymogów dla produkcji energii z OZE, jednocześnie oponują przeciw współspalaniu biomasy, która skutecznie obniża emisję i nie powinna być w żaden sposób dyskryminowana jako element transformacji miksu paliwowego i właściwie ogranicza swobodę wyboru lokalnych zasobów jak słusznie przedłożono w stanowisku PKEE...” (defence24.pl, Dr Przemysław Zaleski – Polska zmuszona do finansowania zielonej rewolucji w Niemczech)

podobne: Deficyt energii elektrycznej może wzrosnąć w Polsce do 1100 MW w 2017 r. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu.  a także: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło i to: 20 stopień zasilania czyli, jak jest lato to musi być… bez prądu(?) Tydzień upałów kosztuje gospodarkę Polski tyle ile kosztowałaby… nowa elektrownia o mocy 1000MW? Polityka energetyczna Polski. polecam również: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? i jeszcze: Rada energetyczna UE-USA. Wspólne wysiłki ws. bezpieczeństwa energetycznego i… ochrony klimatu oraz: Szczęśniak: Zielona energia przeżyła swój Peak Oil. Tania benzyna w USA tymczasem w Polsce ciągle za droga i to: „Die Zeit”: Polska ma powody, by bronić węgla jako źródła energii a także: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

„Od wielu lat węgiel jako źródło pozyskiwania energii jest niesamowicie piętnowany. Mimo dostępności technologii ograniczającej emisje trujących cząstek to właśnie węglowi przypisuje się największy wpływ na ocieplenie klimatu, później przemianowane na zmiany klimatu. Zabieg marketingowy związany ze zmianą nazwy był konieczny, gdyż po blisko 20 latach okazało się, że klimat w ujęciu globalnym wcale się nie ociepla.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że za ponad 90% emisji CO2 odpowiadają oceany oraz środowisko naturalne. Spalanie paliw kopalnych generuje od 4,5% do 5%, w zależności od źródeł. Oznacza to, że jeśli zredukujemy emisję CO2 generowaną przez człowieka o 20%, całkowita emisja zmniejszy się o zaledwie 1%. Co ciekawe, efekt ten może być łatwo zniwelowany jedną większą eksplozją wulkanu na Islandii czy w Indonezji.

Twarde dane danymi, ale prawda musi być po naszej stronie. W każdym razie cała szopka z emisją CO2 miała służyć kontroli wielkości produkcji w poszczególnych krajach pod płaszczykiem troski o środowisko naturalne. Dwutlenek węgla został okrzyknięty gazem szkodliwym, jeżeli nie trującym. Niestety, większość ludzi kupiła przekaz bez zadawania zbędnych pytań.

Za sprawą handlu prawami do emisji CO2, które jeszcze 3 lata temu były zmonopolizowane przez JP Morgan oraz Goldman Sachs, niektóre kraje, które w efekcie uwarunkowań gospodarki emitowały duże ilości CO2, musiały kupować na aukcjach prawa do dodatkowych emisji. Ceny rosły, natomiast spadała konkurencyjność danego kraju.

Największym przegranym całej szopki z CO2 stał się węgiel, od którego postanowiono odejść, zastępując go tzw. czystą energią odnawialną mimo kompletnego braku uzasadnienia ekonomicznego. W każdym razie głównym winnym wszelkich huraganów czy anomalii pogodowych miał stać się węgiel.

Efekt był taki, że ceny surowca zaczęły spadać, a kompanie zajmujące się wydobyciem węgla zaczęły generować potężne straty doprowadzając do 90% spadków cen akcji największych producentów węgla.

Ceny węgla, jak i spółek z sektora węglowego zanotowały dno przed rokiem, podobnie zresztą jak cały sektor surowcowy. Od tego czasu notowania wielu z nich zdążyły się potroić. Mimo to, ich ceny są nadal blisko 70% poniżej szczytów z 2011 roku, czyli tam gdzie były w 2009 roku po pęknięciu bańki na rynku surowców.

Na temat węgla zdecydowałem się napisać kilka słów ze względu na fakt, że w obliczu problemów gospodarczych coraz więcej państw zaczyna wycofywać się z traktatów dotyczących ograniczeń emisji CO2, co z kolei powinno przełożyć się na wyższe ceny surowca. Ostatecznie to właśnie węgiel nadal stanowi główne źródło produkcji energii elektrycznej.

W ostatnim czasie prezydent USA Donald Trump podpisał dekret o tzw. „niezależności energetycznej”. Oznacza on wycofanie się z polityki Obamy, który chciał zapobiegać „globalnym zmianom klimatu”. Nie bez znaczenia jest fakt, że to właśnie Stany Zjednoczone dysponują największymi złożami węgla na świecie.

Podobne zresztą podejście promowane jest w Azji, w której stawia się na rozwój gospodarczy i zysk odkładając na bok kwestie ochrony środowiska czy abstrakcyjnych praw do emisji CO2. Nie jest zresztą żadną tajemnicą, że krajom azjatyckim (Chiny, Indie, Indonezja) przyznano prawa do emisji dwutlenku węgla na nieporównywalnie wyższym poziomie niż Unii Europejskiej.

Kolejnym czynnikiem przemawiającym za powrotem do węgla jest silny lobbing największych producentów węgla jak chociażby Australii, której władze wprost komunikują społeczeństwu, że albo idziemy w kierunku redukcji CO2, niszczymy miejsca pracy albo zmienimy obecną politykę. Zważywszy na problemy ekonomiczne wynikłe z globalnego spowolnienia gospodarczego nie mam złudzeń, że absolutnym priorytetem będzie ochrona miejsc pracy i stopniowe luzowanie praw do emisji CO2. W podobnym tonie wypowiadają się nie tylko władze Australii, ale również Kanady, Tajlandii, Indonezji oraz Polski. Ostatecznie tzw. zielona energia nie ma szans na zastąpienie energetyki węglowej, a przynajmniej nie na przestrzeni najbliższych 3-4 dekad.

Nie zapominajmy także, że UE w obecnym kształcie jest czwartym konsumentem węgla na świecie, a państwa UE importują rocznie ponad 200 mln ton surowca. Surowca, który przy zniesieniu wielu barier mógłby być wydobywany w Europie

…ceny węgla w relacji do cen ropy naftowej przez długi czas oscylowały na poziomie 1:1. Dziś ta relacja wynosi 1:1,58. Węgiel w relacji do ropy jest po prostu drogi. Pytanie brzmi: czy to węgiel jest drogi, czy to ropa naftowa jest nadal wybitnie tania?…” (Trader21 – Światełko w tunelu dla węgla)

„…O węglu kamiennym opowiadam na każdym prawie spotkaniu autorskim. Czynię to z premedytacją, podkreślając zawsze jak uboga i zakłamana jest literatura przedmiotu, podkreślając, że nie istnieje coś takiego jak popularna historia węgla kamiennego. Węgiel występuje w literaturze jedynie jako paliwo dla wielkiego przemysłu napędzającego Imperium Brytyjskie, albo – w odsłonie XX wiecznej – jako paliwo dla przemysłu napędzającego imperium sowieckie. I tyle, wcześniej węgiel nie istniał, a jeśli istniał to jego rola była marginalna. Mnie się już nie chce tu powtarzać wszystkich opowiedzianych w II tomie Baśni jak niedźwiedź historii, nie chce mi się wspominać pierwszej wielkiej odkrywki węglowej w Europie, datowanej na rok 1113. Powiem tylko, że kiedy już się nagadam o tym węglu, tak że bolą mnie szczęki, wstaje zwykle jakiś staruszek i mówi, że lepiej byłoby gdybym poruszał jakieś bardziej współczesne tematy…

…Zakazali palenia węglem w Krakowie, tak jak wcześniej zakazali tego w Londynie i Paryżu. Co łączy te dwa zakazy? Otóż one są wydane ze skrajnie różnych powodów. W dawnych czasach handel i pozyskanie węgla były – przypuszczam, bo badań żadnych dotyczących tego problemu nie ma – domeną domów bankierskich, które poprzez tę branżę, ale także inne, wpływały na dwory i decyzje królów. Historia mafii węglowych jest stara i głęboka, a słowo „węglarze” nie oznacza bynajmniej umorusanych producentów węgla drzewnego kryjących się po lasach

…Dlaczego zakazano palenia węglem w Krakowie? Bo leży on zbyt blisko Śląska, gdzie już wkrótce na nowo zacznie się eksploatacja węgla kamiennego, tyle, że będzie on ze Śląska wywożony gdzieś dalej i nie trafi do Krakowa, w którym obowiązuje wspomniany zakaz. Warszawa będzie miała możliwość palenia węglem, bo tu zakazu nie będzie i miasto stołeczne kupi sobie ten węgiel od Rosjan po prostu. Polska, jak przypuszczam, będzie miała mocno ograniczone możliwości gospodarowania własnymi zasobami, bo zostały one sprywatyzowane i będą przeznaczone dla kogo innego. Kiedy zaś ktoś spróbuje się szarpać przyjdzie do niego wezwanie z sądu. Są jeszcze inne aspekty tej sprawy. Otóż produkcja kotłów i systemów grzewczych w Polsce to poważny sektor gospodarki. Wielu ludzi radzi sobie tam świetnie, a wybór kotłów węglowych i innych jest naprawdę duży. To wszystko powoli będzie likwidowane, bo daje zbyt wielu osobom wolność i pieniądze. Kraków to tylko początek tej antyindustrialnej rewolucji, tego równania wszystkiego z ziemią. Ja rozumiem, że to sejmik małopolski zdecydował o tym niepaleniu węglem, ale nie wierzę w to, by uczynił to ów sejmik z własnej nie wszczepionej wcześniej przez nikogo głupoty…” (coryllus – O masonach co rządzą światem)

podobne: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach oraz: Ekoterror kontratakuje: Wzrost stężenia CO2 w atmosferze (nie wiadomo czy przez człowieka). Po „przerwie” wraca strach przed zmianą klimatu, tyle że to równie dobrze może być ochłodzenie. Dziura ozonowa przestała się powiększać i to: Bezsensowny, szkodliwy dla rynku pracy i rodzin podatek, który wcale nie pomagał środowisku, już nie istnieje. Australia bez podatku węglowego a także: Coraz bliżej do kopalni węgla w Nowej Rudzie. Walka z emisją CO2 nie musi oznaczać walki z węglem polecam również: Nowa polityka klimatyczna USA – zapowiedź  i jeszcze: Czy Sahara znów się zazieleni czyli… „problem” z CO2 oraz: „Zimne słońce”, handel „pozwoleniami na emisję CO2” i jego ekonomiczne konsekwencje dla Polski i to: Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią.

Gwałtowny spadek cen ropy spotęgowany zachodnimi sankcjami wpłynął bardzo negatywnie na kondycję rosyjskiego sektora naftowego. Znalazło to odzwierciedlenie nie tylko we wstrzymaniu bądź niedofinansowaniu wielu projektów wydobywczych w Arktyce czy Syberii Wschodniej, ale również w przetasowaniach do jakich zaczęło dochodzić na rynkach gdzie od dekad dominowali Rosjanie. Najbardziej wymownym tego przykładem jest pierwsza w historii umowa długoterminowa PKN Orlen i Saudi Aramco na dostawy surowca z Arabii Saudyjskiej do Polski.

Zobacz także: „Tylko PR?”. Saudyjska ropa w Polsce zmienia wszystko [3 DOWODY]

Proces budowania kontaktów biznesowych przez Irańczyków, Saudyjczyków etc. na tradycyjnych rosyjskich rynkach trwa. Płocki koncern realizuje np. kontrakty krótkoterminowe zawarte z Irańską Narodową Kompanią Naftową, które mogą niebawem przekształcić się w długookresową współpracę na rynkach: czeskim, litewskim, polskim. Spółka aktywnie rozgląda się również za surowcem z innych regionów świata np. Iraku. Ropa z irackiego Kurdystanu docierała w ubiegłym roku np. do kontrolowanych przez Orlen Możejek.

Zobacz także: Kurdyjska ropa uderzy w tranzyt rurociągiem Przyjaźń?

Z działań płockiego potentata zaczynają korzystać również inni regionalni gracze. Nierosyjskim surowcem interesują się w coraz większym stopniu: węgierski gigant MOL, a ostatnio nawet białoruski Belorusneft. W obu przypadkach występuje duża synergia interesów wspomnianych firm z Orlenem. Niewykluczone, że MOL wspólnie z polską spółką będzie sprowadzać irańską ropę przez chorwacki terminal Omisalj, a kolejna dostawa spot z Iranu do Polski i na Białoruś zostanie zrealizowana za pomocą jednego tankowca…” (defence24.pl, Piotr Maciążek – Rosyjska kontrofensywa: plan utrzymania Polski w „naftowej strefie wpływów”)

podobne: Tania ropa: dla jednych szansa dla innych kłopot, petrolandy walczą o przetrwanie. Nord Stream 2 kontra dywersyfikacja, który projekt upadnie? Połączenie elektroenergetyczne z Litwą rozpoczyna pracę. Bezpieczeństwo energetyczne Polski w kontekście unijnej polityki klimatycznej oraz: Polska gospodarka: Lista strategicznych podmiotów. Wzmocnienie nadzoru, wzrost wartości i prywatyzacja. Koszty „ambitnej” polityki w Możejkach. Rząd upraszcza prawo budowlane (czy aby na pewno?) i to: Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę. Reforma górnictwa to kontynuacja polityki poprzedniego rządu. Lokalne źródła energii (OZE). Znaczny spadek cen ropy na świecie (czemu nie w Polsce?) a także: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji).

Paweł Kuczyński – Dark Industry

Czy feministka i wiewiórka to „istota czująca”? O roli kobiety według lumpenproletariatu i o podejrzanym zapachu z ekologicznej i patriotycznej d…ziupli


Paweł Kuczyński

„Któż widok ten opisać zdoła? Fiedin, Simonow, Szołochow? Ach, któż w ogóle go wytrzyma!?”

Mowa o kobietach z tzw. „Manify”, które nagrały spot reklamowy pod szumnie brzmiącym hasłem „Dość Kompromisów”, jako zapowiedź protestu tegoż środowiska przeciwko „przemocy władzy”. Linku do filmu nie zamieszczę, jak ktoś chce to sam znajdzie. Jest to bowiem materiał dla ludzi o naprawdę mocnym żołądku. Nie polecam… ale z drugiej strony trochę jednak polecam, jako skuteczne antidotum na ten cały ruch „praw kobiet”. Niech każdy zobaczy z jakimi ludźmi mamy do czynienia, i co takiego z okazji „dnia kobiet” chcą nam wcisnąć. Nie chodzi tu rzecz jasna ani o wolność anim tym bardziej o opresję, ani nawet o estetykę czy higienę osobistą. To są tylko narzędzia służące dużo głębszemu ale i prostemu jak przysłowiowy cep zamysłowi. O tym kto i ile pieczeni zamierza na tym smrodzie (bo tak to trzeba nazwać) ugotować pisze coryllus i Pan Michalkiewicz… (Odys)

…Ten film atakuje już nie tylko emocje, ale po prostu zmysły i łatwo przez to udowodnić jak jest kłamliwy, bezczelny i chamski. Twórcom tego oszukańczego manifestu wolności wydaje się, że zdewastują ludziom mózgi poprzez zmysł wzroku. I tu są w błędzie. To jest przekaz adresowany przede wszystkim do powonienia. I choćbyście nie wiem jak długo namawiali kobiety do chodzenia przez tydzień z tą samą podpaską, do niegolenia pach i nóg, do grzebania sobie w majtkach i temu podobnych ekstrawagancji, choćbyście zwyciężyli na wszystkich możliwych frontach, wystarczy potem raz jednej z drugą powiedzieć prosto w oczy, że śmierdzi i jest pozamiatane. Pójdzie się grzecznie umyć, nie zapomni o zębach, nie będzie grzebać w majtkach i kupi sobie coś ładnego, żeby wyglądać może nie jak dama, ale jak miła i sympatyczna koleżanka…

…To jest regularna promocja brudu, ten zaś degraduje każdą istotę. Sens zaś takiej degradacji nie jest bynajmniej powierzchowny i nieważny. Sens degradacji higienicznej ma wymiar religijny i jest związany z miejscem w hierarchii. Wie o tym każdy kto otarł się o kulturę więzienną. Oto przed nami adeptki nowych kultów, które zaczną zaraz namawiać dziewczyny do kąpieli w szambie. Po co bowiem włazić do tego zanieczyszczonego chlorem basenu? Jest tyle naturalnych akwenów pełnych rojącego się życia. Bratajmy się z nim!

Oczywiście, tak daleko się ci ludzie nie posuną. Chodzi przecież w istocie o sprzedaż. O nowy kanał dystrybucji. A co się będzie sprzedawać to wkrótce zobaczymy. Według mnie ciuchy, może jeszcze filmy i……tak, tak, to nie żart…..kosmetyki. Oni bowiem doskonale wiedzą, że ze smrodem przegrają. Wszystko można wybaczyć, ale wydzielania przykrego zapachu nie. Promowanie smrodu spowoduje, że ze swoich nor wylezą takie monstra, przy których narzeczony Marii Peszek wyda się motylem z gatunku Papilio machaon…

…Jeśli ktoś usiłuje zmienić obyczajowość kobiet, to znaczy nakłonić je do zwiększenia swojej wolności osobistej, do łamania stereotypów i wyzwolenia się spod jakiejś tyranii, zawsze ma taki sam plan. Ten plan nie różni się niczym od planów jakie mieli wobec kobiet herezjarchowie zebrani w 1167 roku w Saint Felix. Chodzi o zapędzenie ich do roboty, zdegradowanie do roli psa podwórzowego w jakimś nowym całkiem systemie, a także o dopuszczenie na rynek tekstyliów nowych wzorów odzienia, najczęściej skrajnie uproszczonego, produkowanych przez nowych nakładców. To się nie zmienia od stuleci, albowiem oszukiwanie kobiet, tak indywidualne jak i masowe to jest profesja…” (coryllus – Kobiety czy woły? Wybór należy do ciebie!)

No właśnie… Po ile dziś chodzi kilogram wołowiny? Feministkom i ich mocodawcom chodzi bowiem o to, żeby kobieta oprócz pełnienia roli woła roboczego (nazywanej dla niepoznaki „karierą kobiety sukcesu”), wyglądała jeszcze jak ten wół tj. jak te panie ze spotu którym nie chce się o siebie zadbać. Nieogolona, śmierdząca, i jeszcze tę obleśność manifestująca. Żeby sama siebie poniżała w hierarchii (które ZAWSZE będą istnieć, tak jak ambicja), jak współwięzień który się nie myje. Stanie się przez to łatwa, prosta i potulna w eksploatacji/konsumpcji, nie tylko dla różnych alfonsów drobniejszego płazu jak wspomniany Papilo machaon, ale zwłaszcza dla tych którzy dziedziczą tradycje zapisane w pewnym manifeście (o którym więcej tu: O godności kobiety w Islamie, walce z „własnością prywatną”, i trosce socjalistów o szczęście wszystkich obywateli).

„Męska” część tej promocji liczy z pewnością na to, że dzięki tak urządzonemu światu mniej zdecydowani mężczyźni uciekną od wstrętnych kobiet do „ślicznych chłopców”, a zdesperowane kobiety ustawią się w kolejce do tych na których wcześniej nawet by nie spojrzały… Dwie pieczenie na jednym ogniu…Wszyscy przegrywają… poza kasynem.

Mam nadzieję że nigdy do tego nie dojdzie, a świat kobiet będzie nienachalnie piękny i pachnący, świadomy swej wyjątkowej roli (która jest jednocześnie władzą), przez co nie musi niczego manifestować ani nikomu dorównywać, bo samą swoją obecnością w naturalny sposób panuje nad sytuacją. Nie koniecznie rządzi 🙂 bo od czego „ma” mężczyznę? To jest dla mnie (i podejrzewam że nie tylko dla mnie) „Zapach kobiety” ala Carlos Gardel, w myśl pewnej prawdy że Piękna ko­bieta po­doba się oczom, dob­ra ko­bieta – ser­cu. Pier­wsza jest klej­no­tem, dru­ga – skar­bem…  (Odys)

podobne: Przeznaczenie czyli… o Kobiecie i jej sercu oraz: dobrze że jesteś… kobietą i fragment z pamiętnika Adama i to: Posiąść kobietę a także: W jedności siła. Mózgi kobiet i mężczyzn różnią się i uzupełniają

„W filmie Andrzeja Wajdy „Człowiek z marmuru” jest scena rozmowy Agnieszki z ubekiem, który w swoim czasie „opiekował się” Mateuszem Birkutem, a obecnie działa w branży rozrywkowej, to znaczy – prowadzi stadko striptiserek. Myślę, że Andrzej Wajda nie bez kozery powierzył filmowemu ubekowi akurat takie zajęcie. Najwyraźniej wiedział, że bezpieczniacy mają do kurewstwa jakąś charakterologiczną predylekcję. W przeciwnym razie nie zostaliby bezpieczniakami – bo kurewstwo jest nie tylko charakterystyczną, ale integralną częścią tego zawodu, która z czasem schodzi do poziomu instynktów. Bezpieczniak gotów jest służyć, to znaczy – nadstawić się każdemu, kto pozwoli mu umoczyć pysk w melasie – no a kurwa – tak samo. Toteż wreszcie doszło do tego, do czego w tej sytuacji dojść musiało – że Wojskowe Służby Informacyjne, które na zlecenie zagranicznych central wywiadowczych przygotowują w naszym nieszczęśliwym kraju polityczny przewrót, a być może nawet kolejny rozbiór Polski w nadziei, że mocodawcy zagwarantują im możliwość dalszego pasożytowania na mniej wartościowym narodzie tubylczym, w charakterze proletariatu zastępczego zmobilizowały sobie kobiety. Oczywiście nie wszystkie, tylko te głupsze – bo te mądrzejsze na takie plewy złapać by się nie dały. A na jakie plewy? Ano – że są oprymowane przez „męskie szowinistyczne świnie”, od dominacji których uwolnią je dopiero płomienni rewolucjoniści w typie Sławomira Sierakowskiego, który rzeczywiście sprawia wrażenie osoby bezpiecznej. Co z tego płomienni rewolucjoniści będą mieli – to jedna sprawa, bo co będą mieli bezpieczniacy z Wojskowych Służb Informacyjnych – tej gangreny na ciele naszego narodu – to jasne. Będą mieli mięcho armatnie, czyli tak zwany proletariat zastępczy, którego potrzebowali w sytuacji, gdy tradycyjny proletariat, czyli pracownicy najemni, stracił cały smak do rewolucji pod ubeckim przewodem.

Poprzednio bowiem żydokomuna, będąca przewodnią siłą rewolucji, stawiała na wyzwolenie proletariatu, to znaczy – pracowników najemnych. Służyć miała temu gwałtowna zmiana stosunków własnościowych, to znaczy – likwidacja własności prywatnej. Własność prywatna bowiem dostarczała ludziom autonomii względem władzy publicznej. Likwidacja własności prywatnej sprawiła, że wszyscy zostali władzy ;publicznej podporządkowani podwójnie – jako obywatele i jako ludzie zmuszeni do korzystania z rzeczy przez tę władzę przejętych. Na tym między innymi polega totalitaryzm – że jednostka jest pozbawiona wszelkiej przestrzeni wolności. Władzę publiczną zaś obsiadła żydokomuna, przypisująca sobie znajomość nieubłaganych praw historii. Z tej racji miała „winka i pieczyste, sosy i smaki zawiesiste, jajca kładzione, z octem, świeże…” – jak to opisywał poeta Franciszek Villon dodając, że „nie są podobni do mularzy, którzy mur wznoszą w wielkim trudzie. Tu się pomocnik nie nadarzy; sami se zżują, dobrzy ludzie”. Toteż nic dziwnego, że tradycyjny proletariat wkrótce się na tej całej rewolucji poznał i odwrócił od niej plecami. Inna rzecz, że zawsze był dla żydokomuny sojusznikiem nieszczerym. O czym bowiem marzył proletariusz? Żeby jak najszybciej przestać być proletariuszem, to znaczy – żeby się czegoś dorobić. A kiedy mu się to udało, to natychmiast stawał się nieprzejednanym wrogiem żydokomuny, nie bez przyczyny podejrzewając, ją, że chce mu odebrać to, czego z takim trudem się dorobił. I żydokomuna szóstym zmysłem to wyczuwała, bo na nikogo nie ziała taką nienawiścią, jak właśnie na „drobnomieszczanina”, czyli wzbogaconego proletariusza. Ale ponieważ żydokomuna bez proletariatu funkcjonować nie może, bo bez przerwy musi kogoś „wyzwalać”, to na proletariat zastępczy upatrzyła sobie kobiety – im głupsze – tym lepiej. Nic zatem dziwnego, że Wojskowe Służby Informacyjne, ta gangrena na ciele naszego narodu, idąc ręka w rękę z żydokomuną, podburzają te żałosne istoty do buntu – właściwie nie bardzo wiadomo, przeciwko komu.

Warto zwrócić uwagę, kim są najbardziej aktywne feministki, jak np. pani Kinga Dunin, Manuela Gretkowska, czy Paulina Młynarska. To osoby w gruncie rzeczy nieszczęśliwe, którym życie się nie ułożyło, prawdopodobnie na skutek podporządkowania go postępackiemu doktrynerstwu. Każda z nich jest kobietą – jak to się kiedyś mawiało – „z przeszłością”, to znaczy – z nieudanymi związkami z rozmaitymi nieudacznikami, których najwyraźniej musiały dobierać sobie w korcu maku. Cóż dobrego może wydać z siebie związek łajzy z łajzą? Nic – tylko katastrofę…” (Stanisław Michalkiewicz – Alfonsi z Wojskowych Służb Informacyjnych)

podobne: Paweł Drewniak: „Kobiety, dajcie spokój kobietom!” czyli… walka o przywileje nie jest walką o równość i to: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? a także: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. polecam również: „Konwencja CAHVIO” i „Monaliza” czyli zamiast mniej to więcej przemocy w i na rodzinie. i jeszcze: I (niestety nie zawsze) żyli długo i szczęśliwie. Przemoc domowa w Irlandii i „Konwencja o przemocy wobec kobiet”… kontra „Mężczyzna wojownikiem” (ks. Piotr Pawlukiewicz) oraz: List episkopatu w kwestii gender: Manipulacja „publicznej TV” i zdrada „Tygodnika Powszechnego”, oraz przestroga feministki. i to: „Dekadencki Rzym” kontra „ZARADNI MĘŻCZYŹNI I PIĘKNE KOBIETY”

WSI wyprowadzają kobiety na ulice w „czarnych marszach”, alfonsi zawsze to robili! – Michalkiewicz

…a teraz o innej śmierdzącej sprawie której próbowano przyprawić gębę walki z naturą

„…Ekolog, jak sama nazwa wskazuje, to naukowiec, ktoś, kto skończył ekologię – dział biologii – obronił pracę dyplomową i może się wylegitymować wiedzą, a nie tylko dobrymi chęciami. Nazywanie „ekologami” maniaków, którzy przykuwają się do drzew albo odprawiają różne uliczne rytuały religijne „klimatyzmu” to coś takiego, jakby anarchistów robiących zadymy podczas szczytów G-20 nazywać „ekonomistami”.
Fałsz, ale powszechny, ugruntowany – jak nazywanie narodowych socjalistów „skrajną prawicą”. Na dodatek ta „ekologia” dziwnie przyciąga w pierwszej kolejności ten szczególny typ osobników, którzy „kochają ludzkość, ale ludzi nienawidzą”. Takich, którym czułe serca każą „adoptować pszczołę”, roztkliwiać się na cierpieniem wigilijnego karpia etc., ale zabicie dziecka tylko dlatego, że mamie-celebrytce nie chce się przeprowadzać do większego mieszkania, nie budzi w nich już najmniejszego sprzeciwu, a wręcz entuzjazm.
Trudno nie przypomnieć w tym kontekście, że bardzo zagorzałym „ekologiem” był także wybitny socjalista, Adolf Hitler. Nie tylko on sam w sensie osobistych nawyków – nienawidził „mięsożerców”, co okazywał im boleśnie, i nawet swoją sukę, chwalił się, nauczył wegetarianizmu (w istocie biedną Blondie dokarmiały ukradkiem sekretarki), ale także jego partia. Ustawa o ochronie zwierząt przyjęta przez NSDAP w połowie lat trzydziestych do dziś pozostaje dla „ekologów” wzorcową, i, powiedzmy sobie szczerze, była istotnie pełna autentycznej troski o komfort zwierząt hodowlanych czy np. koni. Zresztą była w tym jakaś diabelska logika – pies czy koń na pewno nie jest Żydem, a z ludźmi to nigdy nie wiadomo.
Toteż gdy zieloni rozpoczynają jakąś histerię, że matka ziemia płacze, bo coś tam, od razu się najeżam i sprawdzam, czy aby nie jest to kolejna piramidalna bzdura. Zwykle przeczucie mnie nie myli. Ot, jak choćby teraz z tym cyrkiem o rzekomym wycinaniu drzew przez PiS. Kto rozsądny, od razu się domyśli, że jeśli histerię nakręca michnikowszczyzna, ringiery-szpringiery i tefałeny, a za autorytety robią tak tęgie mózgi jak p. Korwin-Piotrowska, to musi to być ściema. I oczywiście. Zadałem sobie trud prześledzenia, o co konkretnie chodzi w tym czy innym przypadku latających po internecie zdjęć wyciętych drzew – za każdym razem okazywało się, że „dowód”, mający szarpać serce naiwnych, nie ma nic wspólnego ze sprawą. Symbolem ściemy – bo powiedzmy wyraźnie, że to propagandowa ściema, taka sama jak „Ziobro zabiera dzieciom internet” – służyć może zdjęcie tulącej się do urżniętego pniaka wiewiórki, która przez złego Kaczora i jego „szyszkodnika” straciła domek. Chlip, chlip, serce pika jak klapa u śmietnika…

…wyobraźmy sobie, że stosowne ministerstwo upraszcza przepisy dotyczące utylizacji zajeżdżonych samochodów. Czy ktoś na poważnie twierdzi, że ludzie dotąd zadowoleni ze swych samochodów nagle rzucą się je prasować na złom – bo można? Twierdzenie, że ktoś nagle zacznie na swojej działce rżnąć zdrowe drzewa, nie zagrażające zwaleniem się na dom czy innym nieszczęściem, tylko dlatego, że PiS pozwolił, jest przecież równie głupie. Ludzie, ogarnijcie się, na litość Boską – jak można być tak naiwnym, by dawać się tefałenom wkręcać w tę histerię z du… powiedzmy, z dużego palca wyssaną?…(Rafał Ziemkiewicz – Oszuści z klubu wiewiórka)

podobne: NIK o patologii w „sadowniczych uprawach ekologicznych”: Sadzili sady – zbierali dopłaty. Michalkiewicz i Umiłowani Przywódcy w „trosce” o (nie)swoją ziemię. oraz: Ekoterror kontratakuje: Wzrost stężenia CO2 w atmosferze (nie wiadomo czy przez człowieka). Po „przerwie” wraca strach przed zmianą klimatu, tyle że to równie dobrze może być ochłodzenie. Dziura ozonowa przestała się powiększać. i to: Prezydent podpisał nowelizację ustawy. Lasy Państwowe nie zostały sprzedane a także: Lewicowa wrażliwość czyli… Afera reprywatyzacyjna spuścizną układów w Magdalence i belką w oku PIS.

…i o jeszcze jednej historii związanej z instrumentalnym traktowaniem kobiet, która niewiele różni się od tragedii wiewiórki, tyle że jest mniej zabawna… (Odys)

„…Pora na omówienie innego rodzaju dzielnych dziewczyny, bo niech się Wam nie zdaje, że siedzą one tylko w Gazecie Wyborczej i okolicach, a także po więzieniach, czekając na jakąś prawdziwą przygodę. Oto Onyx przesłał mi dziś z rana http://film.onet.pl/portrety-wojenne-kobiety-zwiastun-serii/qmwsxf

…Patrzę na to i zastanawiam się, co myśmy, po tylu latach zrozumieli z II wojny światowej? Co zrozumieliśmy z poświęcenia ludzi, którzy oddawali życie za nie swoją sprawę łudząc się, że w ten sposób wywalczą wolność, a także co zrozumieliśmy z postawy i wściekłości okupantów, którzy zwalczali dzielne dziewczyny nie dając im żadnej szansy. Myślę, że nic. Absolutnie i dokładnie nic, a widzę to w tym filmie, a także w zapowiedzi nowego Teleranka, w którym dzieciaki ubrane w koszulki z wizerunkiem jakiegoś zamordowanego przez UB żołnierza entuzjazmują się nową formułą programu. To wszystko służy jedynie przygotowaniom pod kolejną wielką dewastację naszej wspólnoty. Niczemu więcej. A mało tego – jest ściśle sprzęgnięte z poczynaniami dzielnych dziewczyn co marzą o poślubieniu seryjnego mordercy. Oszuści bowiem, poważni oszuści, nie mogą sobie pozwolić na działania w jednym tylko paśmie emocji, muszą obstawiać wszystkie opcje. Wszystkie to znaczy tak naprawdę dwie i one obydwie mają jedną rzecz wspólną – dzielne dziewczyny nie mają prawdziwych rodzin. I nie zamierzają się dla nich poświęcać. Lepiej wyjść za mąż za bandytę, albo dać się zakatować w więzieniu. To są postawy właściwe i godne szacunku. Ah, przepraszam, to nie wszystko – dzielne dziewczyny nie interesują się także polityką. Ona jest brudna, podła i mało ma wspólnego ze światem autentycznych kobiecych emocji…” (coryllus – Nasze dzielne dziewczyny?)

podobne: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu.

Korzystając z okazji chciałem życzyć wszystkim naszym dzielnym Paniom w dniu ich święta (i na dalsze dni też), żeby nie musiały nigdy ponosić takich ofiar, i żeby nie dawały się jak ofiary traktować. Żeby rezolutnością i szlachetną kobiecością porywały męską rycerskość, ku swojej obronie, wsparciu, i na pociechę w codziennych zmaganiach z życiem (a nie umieraniem) związanych. Niech wam dobry Bóg darzy.

Na koniec (żeby za ciężko nie było 🙂 ) życzę również by nie zabrakło wam i wokół was tego wszystkiego co podkreśla waszą wyjątkowość… Zostawiam z Poświatowską

„Odkąd cię poznałam, noszę w kieszeni szminkę,
to jest bardzo głupie nosić szminkę w kieszeni,
gdy ty patrzysz an mnie tak poważnie, jakbyś w moich
oczach widział gotycki kościół. A ja nie jestem
żadną świątynią, tylko lasem i łąką – drżeniem liści,
które garną się do twoich rąk. Tam z tyłu szumi
potok, to jest czas, który ucieka, a ty pozwalasz mu
przepływać przez palce i nie chcesz schwytać czasu.
I kiedy cię żegnam, moje umalowane wargi pozostają
nie tknięte, a ja i tak noszę szminkę w kieszeni, odkąd
wiem, że masz bardzo piękne usta”

Pamiętajcie żeby zawsze nosić w sercu szminkę, bo nigdy nie wiadomo kiedy zajdzie wam drogę jakiś miś z godnym naręczem kwiatów 🙂

Od koniczka do śmietniczka czyli… „męczeństwo” klaczy ważniejsze od interesu obywateli. „Dobra zmiana” u koryta.


Bassam Alemam - Koniec niewolni

Bassam Alemam – Koniec niewolni

„…Na wniosek prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych i Dyrekcji stadniny w Janowie Podlaskim skierowałem do Prokuratora Generalnego prośbę o objęcie tej bulwersującej sprawy osobistym nadzorem. Zależy mi na drobiazgowym i rzetelnym przeprowadzeniu śledztwa oraz wykryciu sprawców bądź sprawcy zgonów klaczy — napisał minister Jurgiel.

Prokurator Agnieszka Kępka z Prokuratury Okręgowej w Lublinie powiedziała PAP, że sprawa padłej klaczy Amry została dołączona do śledztwa prowadzonego przez tę prokuraturę, dotyczącego przestępstwa niegospodarności, jakiego miały się dopuścić poprzednie władze stadniny. Według dotychczasowych ustaleń, klacz została przewieziona do kliniki koni SGGWw Warszawie, tam poddana została operacji, ale nie udało się jej uratować. Prawdopodobną przyczyną śmierci była martwica jelit.

Dokładne przyczyny wyjaśni sekcja zwłok, która będzie zarządzona — zaznaczyła Kępka…”

źródło: Stadnina w Janowie Podlaskim: padła kolejna klacz. Minister Jurgiel zwrócił się z prośbą o nadzór nad sprawą do Prokuratora Generalnego

Na początek proste pytanie – W Janowie zdychają konie. Co ma do tego minister? – w temacie który powinien zakończyć się zaoraniem (prywatyzacją) tego żerowiska (funkcjonującego na koszt podatników w ramach „dobra publicznego” zwanego „Agencją Nieruchomości Rolnych”), i jako nieudolność grupki prywatnych fascynatów zostać wyśmiany za brak profesjonalizmu. Tymczasem coś co powinno być czyimś prywatnym problemem, zostało podciągnięte (przez główne media i część polityków) do rangi niemal tragedii narodowej, która wymaga jak się okazuje interwencji majestatu państwa:

„…Najsampierw padła klacz Pianissima, której wartość sięgała aż 3 miliony euro. Zatrzymajmy się chwilę nad tą sprawą, bo zadaje ona kłam rozpowszechnianej fałszywej pogłosce, jakoby największą wartość reprezentowało życie ludzkie. O ile mi wiadomo, życie żadnego nieboszczyka, nawet tak majętnego, jak „pana doktora Jana”, czyli pana doktora Jana Kulczyka nie zostało wycenione tak wysoko, jak życie klaczy Pianissimy. Zmusza to nas do rewizji propagandowej tezy, jakoby życie ludzkie stanowiło wartość najwyższą

Niestety rząd w swojej zatwardziałości zamyka oczy na fakty oczywiste i pan minister Krzysztof Jurgiel zawiadomił prokuraturę, by ta sprawdziła, czy seria tajemniczych zgonów klaczy nie jest przypadkiem efektem działania osób trzecich. Ciekawe, że pan minister Jurgiel nie domaga się od prokuratury sprawdzenia, czy te tajemnicze zgony nie są następstwem działania osób drugich, które potrafią nawywijać jeszcze bardziej, niż osoby trzecie. Gdyby się okazało, że w tych zgonach maczał palce seryjny samobójca, wszystko jedno, czy z grona „osób trzecich”, czy „osób drugich”, to byłoby rzeczą oczywistą, że mamy do czynienia z męczeństwem trzech klaczy rasy arabskiej, które padły ofiarą walki politycznej…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Męczeństwo klaczy Amry

podobne: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność.  oraz: PrzElewarr czyli… jak obejść ustawę kominową i jak z państwowej spółki zrobić prywatny folwark (raport NIK).  i to: Apetyt żyjących z podatków oraz misja na Pluton kontra „informatyzacja” ZUS czyli… skala marnotrawstwa „publicznych” pieniędzy.  a także: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko i jeszcze: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności

…Tymczasem to samo z jednej strony zatroskane o zdychające konie państwo, z drugiej strony zatruwa życie ludziom… 

„…Poszło o pomysł, który został dopisany do pierwotnego projektu po posiedzeniu Rady Ministrów, a polegający na tym, by samorządy miejskie lub gminne mogły bez przetargu zlecać odbiór i zagospodarowanie odpadów własnym jednostkom organizacyjnym. Przedsiębiorcy z branży zagospodarowania odpadów uważają, że taka regulacja doprowadzi do wyparcia z rynku prywatnych firm, a w konsekwencji – do ich likwidacji. Skoro tak, to trudno tę regulację uznać za formę wspierania przedsiębiorczości, chociaż z drugiej strony trzeba zwrócić uwagę, że branża zagospodarowania odpadów nie zostanie zlikwidowana. Zlikwidowane zostaną firmy prywatne, a ich miejsce zajmą jednostki organizacyjne samorządów, czyli firmy należące do sektora publicznego. Trudno w tej sytuacji dziwić się rozgoryczeniu prywatnych przedsiębiorców i to nie tylko dlatego, że w ciągu ostatnich 20 lat w swoje firmy sporo zainwestowali, ale również dlatego, że ani pani Beata Szydło, ani żaden inny polityk Prawa i Sprawiedliwości przed wyborami nie mówił, że wspieranie będzie dotyczyło jeśli nawet nie wyłącznie, to przede wszystkim firm państwowych lub samorządowych. No ale teraz już się wyjaśniło, dzięki czemu możemy utwierdzić się w przypuszczeniach, że ideałem gospodarczym obecnego rządu jest przedwojenna sanacja.

Sanacja była ruchem etatystycznym i dążyła do renacjonalizacji gospodarki, chociaż oczywiście nie tak brutalnie, jak robili to bolszewicy – bo bolszewicy nie tylko przejmowali prywatne przedsiębiorstwa, ale przy okazji mordowali przedsiębiorców wraz z rodzinami, podczas gdy sanacja tylko obezwładniała ich ekonomicznie w tak zwanym majestacie prawa. Ale chociaż metody się różniły to rezultat był podobny; coraz więcej prywatnych przedsiębiorstw przechodziło pod kontrolę państwa – i o to właśnie chodziło. Tak właśnie mówił 1 grudnia 1929 roku we Lwowie ówczesny minister przemysłu i handlu Eugeniusz Kwiatkowski: „Udzielanie licznym firmom olbrzymich sum w formie kredytu na cele inwestycyjne, a więc z pełną świadomością, iż firmy te nie będą w stanie kredytu tego spłacić, skutkować będzie tym, że w przeszłości przedsiębiorstwa te muszą przejść na własność banku, względnie pod kontrolę państwową.”

No dobrze, ale dlaczego właściwie sanacji tak zależało, żeby jak najwięcej firm przechodziło pod kontrolę państwową? Odpowiedź jest prosta – w takiej sytuacji można było takimi przedsiębiorstwami wynagradzać osoby zasłużone dla sanacji. Taki zasłużony zostawał dyrektorem, albo prezesem zarządu i żył sobie jak pączek w maśle tym bardziej, że wszelkie straty, mniej lub bardziej dyskretnie, pokrywane były ze środków publicznych. Oczywiście tego nie można było głośno mówić i dlatego głośno mówiło się o wspieraniu polskiej przedsiębiorczości – tak samo, jak teraz. Okazuje się jednak, że i wśród polskich przedsiębiorców są gorsi i lepsi. Ci gorsi – to przedsiębiorcy prywatni – bo takiemu prywatnemu wprawdzie też można wtrynić jakiegoś zasłużonego na utrzymanie, ale strasznie dużo z tym kłopotliwego zachodu. W przypadku przedsiębiorców gospodarujących na państwowym lub samorządowym sprawa jest znacznie prostsza i dlatego ta forma przedsiębiorczości jest tak faworyzowana. Prowadzi to wprawdzie do dysonansów poznawczych, ale mówi się: trudno. Nie ma rzeczy doskonałych.” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Rząd w dysonansie poznawczym

Trzeba przyznać (za klasykiem) że „słuszną linię ma nasza władza…”

Po ustawie o zaborze ziemi (i zabezpieczeniu jej dla „związków wyznaniowych”) mamy kolejny „patriotyczny” wybryk czyli „nowelizacja ustawy o zamówieniach publicznych będącej adaptacją dyrektywy „inhouse” Unii Europejskiej, która spowoduje uwłaszczanie się na spółkach gminnych wybranych przez zarządy administracji lokalnych osób i podmiotów”. Jest to kolejna PRO monpolowa ustawa która skończy się tak jak to do niedawna wyglądało na Węgrzech, że „nasze” (polskie) śmieci będzie za jakiś czas obsługiwać kapitał zagraniczny a polski śmieciarz wyciśnięty z rynku przez „swój” rząd jak niegdyś Pan Kluska (ten od Optimusa) będzie wbijał zęby w stół.

To tak apropos bezrozumnego oburzenia tzw. „patriotów” na nadmierny wpływ kapitału zagranicznego, ale bez namysłu o to kto tak naprawdę stwarza ku temu warunki i głosuje za prawem która zabija zdrową dla polskich konsumentów konkurencję i polski prywatny kapitał, o czym więcej tu: „Socjalizm w każdej gminie, czyli inhouse po polsku – Jacek Wilk, KP KUKIZ’15, wiceprezes KNP”… Życzę wszystkim „dobrej zmiany”… (Odys)

podobne: Nacjonalizacja śmieci czyli jak działa komunizm i jak działają komuniści oraz: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz. i to: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie? polecam również: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? a także: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Roboty publiczne (interwencjonizm).

…i tu dochodzimy do istoty problemu którym nie są ci wszyscy pazerni na pieniądze publiczne ludzie (niezależnie od tego pod jakim sztandarem prowadzą „misję publiczną”), ale sam fakt istnienia czegoś takiego jak „własność państwowa”, czyli potocznie mówiąc koryto…

„…Nieważne jaka partia, zasada zawsze jest jedna – szefem telewizji, wojewodą, szefem radia czy innym …szefem robię zawsze kogoś kto na to nie zasłużył, kto w istocie jest zawodowo nikim, szaraczkiem – jednak od tej pory to właśnie takie średnie nic, wyniesione do poziomu czegoś dobrze będzie wiedziało komu to wszystko zawdzięcza.

I tak nie mamy już hierarchii dziobania, jeno hierarchię lizania – mało zdolne lizusy, wyniesione do dużych pensji i zaszczytów, pilnie liżą karmiące ich dłonie, odreagowują to jednak na swoich podwładnych, dając im solidnie w kość i wymagając rekompensaty za niedogodność lizania w postaci hołdów, pochlebstw i całej gamy świństw.

Tak to działa – tworzy się ekosystem miernot, które lokalnie panoszą się z sobie właściwym wdziękiem i inteligencją odbierając chęć do życia i optymizm wszystkim innym. Tak jest w Polsce lokalnej. Tak na niej odciska się system politycznych miernot.
PiS przyszedł do władzy, inaczej – daliśmy PiS – owi władzę!, nie po to, aby kontynuował ten smętny stan. PiS dostał od nas władzę, aby to zmienić – miał rozbić lokalne kliki, przetrzepać skórę miernotom, które okupowały naszą codzienną rzeczywistość.

O ile w Warszawie istotnie czuje się nowy świeży powiew wiatru, to jednak im głębiej wnika się w polski interior, tym bardziej śmierdzi starym, znajomym gnojem.

To właśnie te nieme kukły z sejmowych spektakli, te nieudaczne postaci, które kariery porobiły jedynie dzięki umiejętności podlizywania się komu trzeba, usiłują meblować rzeczywistość w polskich miastach i powiatach. Ich wyobraźni starcza jedynie na tyle, aby układ PO i PSL zastąpić własną, lokalną sitwą. W wielu wypadkach dochodzi nawet do swoistej konwergencji sitw i stare sitwy, pod nieco przemalowanymi szyldami, znów wygodnie rozpierają się w pierwszych lożach.

Spoglądam na przykład na port lotniczy w podkrakowskich Balicach (zaraz wylatuje z niego do Albionu) i co – ten sam pokraczny, karierowicz nadal jest prezesem – Jan Pamuła, historia krakowskich mętnych układów, były szef klubu parlamentarnego Kongresu Liberalno Demokratycznego nadal jest tam prezesem.

Zmieniło się tylko tyle, że do zarządu wsadzono mu byłego asystenta pani Beaty Szydło, a szefem rady nadzorczej został poprzedni prezes lotniska z ramienia PiS.

Nikt nikomu krzywdy nie robi…” (Witold Gadowski • stefczyk.info)

całość tu: „Bo potem nasi też nauczą się kraść…”

podobne: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach.  oraz: Zamieszanie z delegacjami posłów. Krzysztof Gędłek: Hofman i spółka, czyli o ciemniakach i złodziejach. i to: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy. a także: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. polecam również: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)

…Całe szczęście że to całe towarzystwo to nie są żadni „nasi” (bo bym się chyba ze wstydu spalił za taką „dobrą zmianę”), a zwykłe „swojaki” (tacy sami jak POprzednicy). Niech się wstydzą (a najlepiej pójdą po rozum do głowy) ci którzy oddali swój głos na tę kolejną odsłonę komuny, bo jaki jest koń (i że zdycha jak te pod Janowem) każdy kto chce i wie na co patrzeć ten widzi. Można się co najwyżej dziwić takim „zdziwionym” jak Pan Gadowski, który przegapił tak w kampanii obietnic, jak i w samym programie gospodarczym i ideowym PISu zapisy rodem z czerwonej międzynarodówki, które tak jak za komuny tak i teraz kosztują i będą kosztować zwykłych obywateli. Łączą za to tzw. „elity” w jednym podstawowym celu – utrzymaniu koryta. Całą nieistotną resztą tak rząd jak i „opozycja” mogą się „pięknie różnić” i się różnią (ku chwale ojczyzny i wątpliwej rozrywce jej rezydentów)… (Odys)

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Tania ropa: dla jednych szansa dla innych kłopot, petrolandy walczą o przetrwanie. Nord Stream 2 kontra dywersyfikacja, który projekt upadnie? Połączenie elektroenergetyczne z Litwą rozpoczyna pracę. Bezpieczeństwo energetyczne Polski w kontekście unijnej polityki klimatycznej.


petrodolar (dolar, ropa)

*

„…kraje Zatoki Perskiej nie zmniejszają eksportu ropy. Liderem strategii walki o rynek jest największy eksporter kartelu OPEC, czyli Arabia Saudyjska…

Pozwala to Saudyjczykom na dalszą walkę o rynek przy użyciu niskiej ceny z rywalami jak USA i Rosja. Obawiają się oni, że obniżenie eksportu zwiększyłoby rentowność wydobycia w Ameryce Północnej i utrudniło wojnę cenową. Ponadto, zmniejszenie presji na rynek stworzyłoby lukę, którą szybko mógłby wypełnić Iran, z którego USA i Unia Europejska zniosły sankcje, co umożliwiło jego powrót do eksportu surowca na Zachód. Rijad ma również wątpliwości, czy ograniczenie wydobycia przy znacznej nadpodaży na rynku miałoby w ogóle wpływ na cenę surowca.

Za ograniczeniami opowiadają się najbardziej dotknięte obniżką cen kraje OPEC na czele z Wenezuelą, która wezwała do zwołania kryzysowego spotkania karteli….

„…Rosja jest przeciwnikiem cięć wydobycia, bo nie wierzy w ich skuteczny wpływ na ceny ropy. Sieczin wskazywał także, że nagła zmiana pracy może zaszkodzić infrastrukturze wydobywczej w jego kraju.

Przeciwko cięciom opowiada się także Iran, któremu zależy na szybkim odzyskaniu udziałów na rynku europejskim, z którego wypchnęły go sankcje ONZ. Obecnie zostały one zniesione, a Teheran planuje podbój rynku. Zainteresowanie jego surowcem sygnalizowali nie tylko importerzy z Europy Zachodniej, ale także polski PKN Orlen, szukający nowych możliwości dywersyfikacji dostaw.

Porozumienie w sprawie cięć uprawdopodobniają z kolei problemy budżetowe spowodowane taniejącą ropą naftową. Kraje uzależnione od jej eksportu zużywają rezerwy walutowe, wprowadzają cięcia wydatków i sprzedają obligacje. Rozważają także różne formy prywatyzacji.

Na Zachodzie kolejne firmy naftowe notują straty, nie wyłączając gigantów, jak BP i Exxon Mobil. Agencja Standard & Poor’s obniżyła ratingi kredytowe dla Chevrona, Exxon Mobil, Continental Resoruces, Southwestern Energy i Hess. Spadł także rating europejskiego Shella. Nie ma to jednak wpływu na budżety krajów zachodnich, które nie są uzależnione od sprzedaży ropy naftowej.

Na podobną niezależność liczy Iran. To petrostate planuje zdywersyfikować gospodarkę poprzez inwestycje w eksport innych towarów. – Oczywiście spadek cen ropy to dla nas presja, ale poza tym postrzegamy go jako szansę – powiedział prezydent Hassan Rouhani w państwowej telewizji. Gotowość do podobnej przemiany deklaruje Arabia Saudyjska, która w budżecie na 2016 rok wprowadziła istotne cięcia ograniczające subsydia dla obywateli opłacane petrodolarami…

…Rosjanie planowali budżet na 2016 rok uzależniony od średniej ceny baryłki na poziomie 50 dolarów. Tymczasem w styczniu jej wartość spadła na chwilę poniżej 30 dolarów i oscyluje wokół tego poziomu. To zagrożenie dla wydatków państwa, jednak w celu utrzymania stabilności politycznej, która dla reżimu Władimira Putina jest najważniejsza, Rosjanie nie zdecydują się na reformy strukturalne. Będą dalej zużywać rezerwy walutowe i pozbywać się sreber rodowych, czyli akcji najważniejszych spółek. Te trafią i tak w ręce wybranych ludzi z otoczenia grupy trzymającej władzę…”

podobne: Rosjanie poczuli międzynarodową izolację, ale są gotowi na wyrzeczenia. Niezależny Portal Finansowy: Co się dzieje z cenami ropy? oraz: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna? i to: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu.  

„…Prywatyzacja rosyjskiej własności państwowej będzie się odbywać w trudnych warunkach, w obecnej sytuacji fiskalnej. Nie może być odkładana – powiedział minister rozwoju ekonomicznego Aleksiej Uljukajew.

W latach 2014-2015 rynek zaczął tracić, a obecnie czekamy na poprawę sytuacji. Wiemy już, że czas na działanie i nie ma na co czekać. Sytuacja fiskalna jest krytyczna. Nie należy spodziewać się szybkiej poprawy. To zmusza nas do przeprowadzenia jak najbardziej efektywnych transakcji na wyjątkowo nieprzyjaznym rynku – przyznał minister.

W tym kontekście Uljukajew przedstawił optymistyczną puentę. Jego zdaniem udane prywatyzacje z lat 2011-2013 dają nadzieję na powodzenie w 2016 roku.” 

podobne: Rosja nie przepuściła ponad 200 ton owoców, w tym z Polski. Polityka przeciwko gospodarce. Sankcje – bardziej cierpi Europa niż Rosja, która dzięki amerykanom skupuje akcje i złoto za grosze!

„…Gazeta Kommiersant dotarła do szacunków makroekonomicznych rosyjskiego ministerstwa finansów, z których wynika, że plan kryzysowy w budżecie na 2016 rok jest możliwy do utrzymania przy średniej cenie ropy naftowej na poziomie 40 dolarów. Jeżeli średnia cena surowca spadnie średnio do 25 dolarów za mieszankę rosyjską Urals, budżetu nie uda się domknąć, a państwo zbankrutuje…

Zdaniem gazety dotąd nie ma planów budżetowych na ewentualność obniżki średniej ceny Urals do 25 dolarów za baryłkę. Przy takiej cenie deficyt ma znacznie przekroczyć poziom 5,1 procent PKB i wynieść według Kommiersanta 6-7 procent. Wymuszałoby to dalsze cięcia i obniżkę świadczeń dla obywateli Rosji. To z kolei oznaczałoby kolejne uderzenie w wzrost gospodarczy kraju, większy wzrost inflacji, spadek inwestycji i zysków z handlu.

W ramach walki z kryzysem rząd zamierza skorzystać z rezerw. Przy cenie 40 dolarów za baryłkę z Funduszu Bogactwa Narodowego, w którym obecnie znajduje się 3,7 bln rubli, w 2016 roku ma zniknąć 2,1 bln. Prywatyzacja ma zapewnić 873 mld rubli. Przy cenie 25 dolarów za baryłkę deficytu budżetowego nie uda się pokryć z rezerw rządu. Wtedy konieczne będą dodatkowe środki. Z tego właśnie względu rząd rozważa podwyżkę podatku od wydobycia ropy w 2017 roku…”

podobne: Rezolucje, obniżanie rankingów, i nadpodaż surowca (na polityczne zamówienie?) czyli „Wojny Finansowe” na przykładzie Rosji. a także: Skutki łupkowej rewolucji za oceanem. Tani gaz przypłynie z USA a Rosja dostanie po łapach

„…Ze względu na niską rentowność, rosyjskie firmy wydobycie na istniejących odwiertach, ale nie podejmują nowych. – Nowe projekty, które mogłyby przynieść zysk za 10, 15 lat, zostały praktycznie zamrożone. – Z tego względu istnieje ryzyko szybkiego zczerpania eksploatowanych już złóż. Zużycie ich bez szans na zastąpienie wydobycia nowymi odwiertami to tykająca bomba – ocenia Michaił Krutuchin, analityk Moscow Carnegie Center. – Początek szybkiego spadku wydobycia może się zacząć na koniec 2016 roku lub na początku 2017 roku. Z prognoz firm naftowych wynika, że spadnie ono z 534 mln ton w 2015 roku do 297 mln w 2035 roku.

Ten proces pogłębiają sankcje USA i Unii Europejskiej odcinające spółki od finansowania oraz technologii. Problemem może być jednak także kryzys budżetowy. Według różnych szacunków Rosjanom wystarczy rezerw na finansowanie budżetu do 2017 roku.

Podobnie jest z Arabią Saudyjską. Receptą na wypełnianie luki dochodów z ropy naftowej jest zużywanie rezerw budżetowych.Ropa naftowa zapewnia około 70 procent dochodów Królestwa. Ma ono jednak jeszcze 630 mld dolarów rezerw finansowych, które wydają w tempie 5-6 mld miesięcznie – podaje New York Times. Wprowadziło także cięcia subsydiów dla obywateli, m.in. w postaci podwyżki dotowanych cen benzyny. Rozważana jest również prywatyzacja części aktywów, w tym perły w koronie, czyli Saudi Aramco.

Chociaż życie z oszczędności pozwala Saudyjczykom na dalszą walkę o rynek ropy z konkurencją z USA i Rosji, to zagraża stabilności gospodarczej kraju. W kuluarach Światowego Forum Ekonomicznego w Davos krążyła plotka o tym, że Rijad może uwolnić kurs riala w stosunku do dolara. Oto jak kryzys cen ropy zamienia się w kryzys budżetowy, a ten w kryzys gospodarczy. W BiznesAlert.pl pisaliśmy o ryzyku efektu domina na rynku walut krajów Zatoki Perskiej. Uelastycznienie kursu wprowadziły już Kazachstan i Azerbejdżan. Ten drugi kraj stanął przed widmem bankructwa.

Jeżeli w 2017 roku rozpoczną się kryzysy budżetowe krajów naftowych, w tym tych z Bliskiego Wschodu, możliwe są wojny, po które sięgają reżimy w ostateczności, gdy chcą skonsolidować społeczeństwo wokół przywódcy. Mogą wybrać izolację i poszukiwania nowego socjalistycznego modelu niezależnego od czynników zewnętrznych. Możliwe też jednak, że po raz kolejny, jak bywało w przeszłości, zwrócą się o pomoc do Zachodu. Wtedy okaże się gdzie leży zapomniany środek ciężkości światowej gospodarki.

Przedstawiciele Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego odwiedzą Azerbejdżan, by omówić warunki możliwej pożyczki na 4 mld dolarów. Ma ona wykluczyć ryzyko bankructwa tego kraju w wyniku spadku cen ropy naftowej.

Spadek cen ropy naftowej uderzył w wartość walut krajów naftowych. MFW i BŚ szacują, że z tego względu w Ameryce Południowej możliwa jest największa recesja od lat. Zwrócenie się o pomoc do MFW rozważa nawet komunistyczna Wenezuela.

…Bank Światowy przewiduje, że w tym roku średnia cena baryłki wyniesie 37 dolarów, co będzie miało długofalowe konsekwencje. Ostrzegł, że spowolnienie gospodarcze w Chinach i innych gospodarkach potrzebujących ropy, może się pogłębić, co dodatkowo zwiększy presję na spadek cen.

Jeżeli podsumować perspektywy rozwoju gospodarczego na świecie, to nie można liczyć na rozwijające się kraje uzależnione od ropy, ani na Chiny, które są jej głównym kupcem. Motorem rozwoju gospodarczego będą te państwa, które zyskują na taniej ropie naftowej i inwestują w innowacje. Koniunktura może zatem wrócić do Europy i Stanów Zjednoczonych, pod warunkiem, że okres taniej ropy zostanie wykorzystany do wsparcia rozwoju przemysłu oraz nowych technologii…”

podobne: Andrzej Szczęśniak: Jak powstały petrodolary. oraz: Sankcje sankcjami, ale biznes to biznes: ExxonMobil i Rosnieft rozpoczęły wydobycie ropy w rosyjskiej Arktyce (Rosja gotowa poszerzyć współpracę). „Co smuci Polaków, to cieszy Turków”.

**

Co do samej Rosji, to na jej problemy z ropą zaczyna się nakładać niepewna dla rosyjskiego gazu sytuacja na rynku europejskim… (Odys)

„…Komisja prowadzi śledztwo antymonopolowe przeciwko Gazpromowi, w toku którego wysunęła już oskarżenie o nadużycia na rynku Europy Środkowo-Wschodniej, także polskim, gdzie Rosjanie są dominującym dostawcą. Bruksela oceniła, że koncern wprowadzał nieuczciwe ceny, blokował wolny przepływ gazu między rynkami i uzyskiwał nieuprawniony wpływ na lokalną infrastrukturę. Rosjanie odrzucają te oskarżenia i prowadzą dialog, w którym pragną przekonać Komisję do swoich racji.

Z informacji FAZ wynika, że Komisja Europejska zamierza pozyskać wszelkie dostępne informacje na temat relacji europejskich spółek z Gazpromem i poddać je rygorystycznej ocenie. Ma chodzić o kontrakty dłuższe niż na rok i opiewające na wolumen większy, niż 40 procent zapotrzebowania danego kraju. Według niemieckiej gazety projekt Nord Stream 2 spełnia to kryterium. FAZ przypomina, że KE chce być informowana o zapisach umów na dostawy gazu jeszcze przed ich podpisaniem. Ocenia, że przeciwko powyższym rozwiązaniom prawdopodobnie będą występować Niemcy. Popierają je Polska i inne kraje w dużym stopniu polegające na dostawach rosyjskiego gazu…”

podobne: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu. oraz: Energetyczne szachy: Rosja chce monopolu a UE konkurencyjności. i to: Gaz łupkowy: BNK Petroleum kończy prace poszukiwawcze, San Leon kontynuuje. Gazprom chce zwiększyć udziały w europejskim rynku. KE zawiesza śledztwo przeciwko tej firmie. Exxon Mobil kończy wiercenia w Rosji. Shell i Total zostają. Chińczycy wzmacniają współpracę z Rosjanami.

„…Ukraina domaga się nie tylko rewizji projektu gazociągu Nord Stream 2 w zgodzie z prawem unijnym, ale zablokowania go w ogóle. Premier Słowacji ocenił, że projekt jest wymierzony przeciwko Ukrainie i polityce dywersyfikacji źródeł dostaw prowadzonej przez Unię Europejską. – Jesteśmy z Ukrainą na jednym szlaki i będziemy kontynuować wspólną walkę z tym projektem – zadeklarował Lajczak.

Michaił Korczemkin z East European Gas Analysis twierdzi, że Nord Stream 2 upadnie, ale bez względu na działania Ukrainy. – Po pierwsze, Gazporm nie ma pieniędzy, firma przynosi straty – mówi ekspert cytowany przez Gazeta.ru. – Po drugie, Bruksela będzie opóźniać pozwolenia na budowę lub ostatecznie odmówi ich wydania…”

podobne: Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %. Gaz-System: o zapasach gazu i interkonektorze z Litwą. PGNiG planuje wykonać 40 otworów do końca roku. oraz: Konflikt gazowy na Ukrainie reaktywacja. KE o dostawach gazu przez Rosję, Unia Energetyczna ma złamać energetyczną potęgę Moskwy. Prywatna spółka znalazła gaz w Polsce

„…rząd w Kopenhadze domaga się debaty na temat geopolitycznych skutków zgody na budowę nowego gazociągu z Rosji do Niemiec przez Morze Bałtyckie. W ten sposób Duńczycy wpisują się w apel państw Europy Środkowo-Wschodniej o to, aby zablokować projekt, bo godzi on w cele polityczne Unii Energetycznej.

Mondag Morgen podaje, że minister energetyki Danii Lars Christian Lilleholt podkreślił, że chociaż w 2009 roku jego kraj udzielił zgody na budowę pierwszego Nord Stream, który przecina jego wyłączną strefę ekonomiczną, to obecnie należy wziąć pod uwagę konsekwencje geopolityczne zgody na kolejne nitki. – To sprawa, którą musimy zaadresować w Unii Europejskiej.

Jak pisze duńska gazeta, zgoda na Nord Stream 2 oznaczałaby, że „kanclerz Niemiec Angela Merkel, całkiem paradoksalnie wzmocni pozycję rosyjskiego prezydenta Władimira Putina w Europie”, a zależność Danii od rosyjskiego gazu wzrośnie

…Dunka Margrethe Vestager, jako komisarz ds. konkurencji prowadzi śledztwo antymonopolowe przeciwko rosyjskiemu koncernowi. Być może na oziębłe stanowisko Kopenhagi ma wpływ fakt, że 22 marca 2015 roku Moskwa zagroziła wycelowaniem w duńską stolicę głowic jądrowych, jeśli Dania włączy się w program tarczy antyrakietowej NATO. Dania jest także rywalem Rosji w podboju złóż węglowodorów w Arktyce. Mimo to Gazprom zadeklarował, że w 2017 roku złoży pismo o zgodę na budowę odcinka nowej magistrali w pobliżu Bornholmu. Ma to zrobić z załącznikiem w postaci EIA, czyli Rosjanie liczą na to, że za rok będą już mieli porozumienie z Duńczykami.

Podobne obawy co Duńczycy, mają także Szwedzi. Gazeta Svenska Dagbladet alarmuje nie tylko o ryzyku środowiskowym, ale także o rosnących wpływach Rosji na Bałtyku – Nord Stream 2 to rosnące znaczenie Rosji na Morzu Bałtyckim. Eksport gazu i ropy to istotne elementy dla gospodarki tego kraju. Oznaczać to może, że w niedalekiej przyszłości wzrośnie aktywność Rosji na tym akwenie w tym także w pobliżu Gotlandii, w sąsiedztwie której ma przebiegać Nord Stream 2…”

„…Dla Niemiec, które mają w pełni zdywersyfikowany rynek tego surowca zwiększenie dostaw z Gazpromu – a tym samym zwiększenie (czasowego) uzależnienia od firmy rosyjskiej nie jest problemem. Niemcy mają jedną z najlepiej rozwiniętych giełd gazu w Europie, doskonałą infrastrukturę przesyłową, mix energetyczny ze zbilansowanym udziałem gazu i kontrakty, które pozwalają na dowolny zakup w niemal dowolnym miejscu na świecie. Mają więc już wszystko to, co Polska dopiero próbuje zbudować. NS2 to dla nich tylko jeszcze jeden dostawca, z którego w razie lepszej oferty zawsze można zrezygnować. W takiej sytuacji są także Brytyjczycy, którzy dzięki rozwiniętemu rynkowi posiadają dostęp do surowca z całego świata. Z ich punktu widzenia Nord Stream 2 nie jest narzędziem represji, ale ciekawą opcją na tanie dostawy z Rosji.

Dla Polski i innych krajów, które walczą przeciw NS2 gazociąg ten to barykada dla rozwoju rynku gazu Europy Środkowej i Wschodniej. Europejski rynek dostanie bowiem dostęp do dużych ilości taniego surowca, ale nie do nowych źródeł dostaw. To przesądzi o utrzymaniu, na lata, dominującej pozycji Gazpromu w naszej części Europy, a zatem ugruntuje przewagę Rosjan w negocjacjach cenowych.

Największym oparciem dla polskich negocjatorów jest więc argument o konieczności kontynuacji polityki dywersyfikacji potwierdzonej w Strategii Bezpieczeństwa Energetycznego Europy i koncepcji Unii Energetycznej. Komisja pracuje nad pakietem rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo dostaw do krajów Unii Europejskiej, w tym Polski. Ma odnieść się do naszego postulatu wspólnych zakupów gazu, przedstawić plan rozwoju sektora LNG i poprawy mechanizmów solidarnościowych w sytuacji zagrożenia dostaw do poszczególnych krajów.

Jeśli uzyskamy pełną zdolność do dowolnych zakupów gazu, to pojawią się też tańsze kontroferty Gazpromu, który nie pozwoli na utratę rynku Europy Środkowej…”

podobne: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. i to: Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu.

***

„…Krytycy projektu budowy połączenia gazowego z Norwegii do Polski przekonują, że wystarczającym źródłem dywersyfikacji dostaw gazu do naszego kraju jest terminal LNG w Świnoujściu. Prezes PGNiG Piotr Woźniak tłumaczy jaką zmianę jakościową wprowadziłyby dostawy gazociągowe norweskiego surowca.

– Gaz skroplony możemy sprowadzać z całego świata: z Norwegii, także z Ameryki, Kataru, Australii itd. Natomiast rurociągiem możemy sprowadzać gaz tylko z Rosji lub z Norwegii. Z Rosji gaz już sprowadzamy rurociągiem, zaś z kierunku północnego, czyli z Norwegii, jeszcze nie – przypomina w rozmowie z Gazetą Wyborczą. – I chcemy to zmienić, aby Polska korzystała efektywnie ze wszystkich możliwych źródeł i sposobów zaopatrzenia krajowego rynku gazowego.

Konkurencja różnych dostawców i kierunków dostaw przyczyni się w perspektywie 2022 r., kiedy kończy się kontrakt jamalski, do zwiększenia nie tylko konkurencyjności, ale także bezpieczeństwa polskiego rynku – ocenia prezes polskiej spółki gazowej…”

podobne: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej. oraz: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego.

„…Do końca 2014 roku rosyjski Gazprom posiadał monopol na dostawy gazu dla Litwy. W 2015 roku rozpoczął pracę pływający obiekt do regazyfikacji (FSRU) zwany także gazoportem. To statek z instalacjami pozwalającymi na odbiór gazu skroplonego i jego transport na ląd. Stacjonuje w Kłajpedzie i szczyci się symbolicznym mianem „Niepodległość”.

W tym roku FSRU ma odebrać około 12 ładunków z LNG. Litewski Litgas odbierze 4 z nich, bo zakontraktował od Statoila 540 mln m3 gazu ziemnego rocznie przez pięć lat. Lietuvos Duju Tekimas podpisał krótkoterminową umowę z Norwegami i będzie kontynuował rozmowy z rosyjskim Gazpromem. Kontrakt pozwala na odbiór około 300 mln m3 przez sześć miesięcy tego roku.

– Udział Gazpromu na litewskim rynku będzie w przyszłości zależał od oferty cenowej i warunków komercyjnych – powiedział Masiulis agencji Reuters.

Ze względu na zmiany na bałtyckim rynku gazu rosyjski Gazprom zapowiada uelastycznienie oferty. Zamierza sprzedawać więcej gazu na aukcjach, poza kontraktami długoterminowymi. Rozważa również rewizję formuły cenowej, która pozwoliłaby na zmniejszenie zależności ceny dostaw od wartości baryłki ropy naftowej…”

podobne: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji. oraz: Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej.

„…Po tym, jak testy zakończyły się sukcesem, połaczenie elektroenergetyczne LitPol Link rozpoczyna pracę. Pozwala ono na przepływ energii elektrycznej między Polską, a Litwą i jest elementem infrastruktury łączącej system elektroenergetyczny państw bałtyckich z pozostałymi systemami Unii Europejskiej…” 

podobne: Litwa: Zarzuty pod adresem Akcji Wyborczej Polaków. Gaz-System i litewski Amber Grid budują interkonektor. Litwa uniezależnia się od Gazpromu. Ukraina: Dowody na udział w walkach rosyjskich żołnierzy. Poroszenko rozwiąże parlament?

źródło Wojciech Jakóbik. Całość pod linkami:

1. Upadek państw naftowych? W lutym odbędzie się szczyt OPEC na temat kryzysu cen ropy)

2. Tania ropa grozi zmierzchem wydobycia na Morzu Północnym. Rosyjski minister: Sytuacja fiskalna w Rosji jest krytyczna.

3. FAZ: Wgląd Brukseli do kontraktów gazowych obejmie też Nord Stream 2. Państwa naftowe wybierają reformy albo zużywanie rezerw.

4. Nowy kryzys urodzi się z ropy, ale będzie szansą dla Polski i Zachodu.

5. Nord Stream 2 to dla Polski barykada blokująca dywersyfikację.

6. Nord Stream 2 to recepta na katastrofę. Przy średniej cenie 25 dolarów za baryłkę upadnie budżet Rosji.

7. Norweski gaz detronizuje Gazprom na Litwie. Iran sprzeda w Europie do 300 tysięcy baryłek dziennie.

8.Dania apeluje o debatę w UE na temat Nord Stream 2. Arabia Saudyjska traci rynki ropy. Długofalowo może zyskać Polskę i dywersyfikację

„…Polska posiada kilka narzędzi antykryzysowych na wypadek wybuchu konfliktu gazowego i możliwości zakłócenia dostaw realizowanych z terytorium Białorusi i Ukrainy. Przede wszystkim w magazynach gazowych co roku przechowywane jest do 2,7 mld m3 gazu (Mogilno, Wierzchowice, Daszewo, Bonikowo, Kosakowo, Swarzów, Brzeźnica, Strachocina, Husów). Mogłyby one wraz z dostawami z Zachodu stabilizować niedobór surowca w razie gdyby wstrzymano dostawy od strony ukraińskiej (2,65 mld m3 jest presyłane przez Drozdowicze). Jeżeli natomiast konflikt gazowy objąłby również Gazociąg Jamalski biegnący przez obszar białoruski można byłoby skorzystać z tzw. fizycznego rewersu tej rury. Innymi słowy odwrócono by ciąg dostaw, z tym że w takim trybie przepustowość wynosiłaby około 5,5 mld m3. Wraz z dużym wydobyciem krajowym narzędzia antykryzysowe dają więc Polsce teoretycznie duży zapas komfortu.

Niestety w ubiegłym roku spółka Gaz System poinformowała, że dostawy gazu od strony Niemiec do Polski mogą być zagrożone w momencie wystąpienia przerw w imporcie surowca rosyjskiego. Niemieckie prawodawstwo dało bowiem pierwszeństwo działaniom służącym napełnianiu gazem lokalnych magazynów (w większości kontrolowanych przez Gazprom na mocy wymiany aktywów tego koncernu ze spółką BASF). Dopiero w drugiej kolejności realizowany będzie przesył do krajów ościennych. Sprawa ta jest obecnie dyskutowana w Polsce.

Rewolucją w zakresie bezpieczeństwa dostaw gazu do Polski jest bliskie już oddanie do komercyjnego użytku terminala LNG w Świnoujściu. Jego zdolności regazyfikacyjne będą wynosić 5 mld m3 gazu. Jednak żadna tego typu infrastruktura na świecie nie wykorzystuje więcej niż 20-30% swoich mocy (wynika to z faktu niskiego zakontraktowania tego typu instalacji). Nadużyciem jest więc twierdzenie, że zapewni on 1/3 potrzebnego Polsce gazu. Poza tym zastosowana w nim technologia powoduje, że przekształcenie skroplonego surowca w stan gazowy wymaga podgrzewania palnikami SCV, które zużywają w procesie spalania jego część – dostarczany wolumen jest więc uszczuplany…

…Ilość powstającej w Polsce infrastruktury robi wrażenie. Na szczególną uwagę zasługują jednak projekty regionalne. W ramach powstającego Korytarza Północ-Południe planuje się połączenie terminala LNG w Świnoujściu z krajami środkowoeuropejskimi i Chorwacją, gdzie ma powstać gazoport Adria na wyspie Krk. Ta sieć to kluczowa inwestycja nie tylko w kontekście bezpieczeństwa gazowego Europy Centralnej, ale także optymalizacji finansowej świnoujskiego obiektu. W ramach przyjętej strategii do 2020 r. mają powstać interkonektory: polsko-czeski i polsko-słowacki. Na ten sam rok planowane jest także połączenie Polska-Litwa, które zintegruje kraje bałtyckie z UE. Będzie ono mieć duże znaczenie także w kontekście działającego w litewskiej Kłajpedzie pływającego terminala LNG typu FSRU. Ostatnią planowaną inwestycją, w sprawie której dopiero rozpoczęto rozmowy, będzie rozbudowa mocy przesyłowych na granicy polsko-ukraińskiej. Jej głównym przeznaczeniem będzie prawdopodobnie dostarczanie gazu z Zachodu nad Dniepr…” (Arkadiusz Stanisławowski)

podobne: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. i jeszcze: Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?) polecam również: Azoty nie chcą rosyjskiego gazu… PGNiG w kłopotach i będzie negocjował z Gazpromem  i to: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu

całość tu: Bezpieczeństwo dostaw gazu i ropy do Polski

„…Nieuchronna wydaje się konieczność zamykania nierentownych kopalń. Ich transfer do spółek energetycznych (jak miało to miejsce w przypadku Grupy Tauron i kopalni Brzeszcze) tylko krótkookresowo może „pomóc” ukryć problemy branży górniczej. Docelowo firmy elektroenergetyczne poddane presji unijnej polityki klimatycznej potrzebują pieniędzy na inwestycje, a nie wydawania ich na nieuzasadnione ekonomicznie „ratowanie górnictwa”.
Wydaje się, że rząd nie będzie skory do, wcześniej zapowiadanego, zanegowania unijnego pakietu klimatycznego. W związku z tym zostanie zmuszony do dołożenia wszelkich starań by wypełnić wymóg udziału OZE w krajowym miksie energetycznym.
Obecnie z przyczyn technologicznych oraz związanych z bezpieczeństwem energetycznym (minimalizowanie importu) wdrażanie w Polsce „zielonej rewolucji” na wzór niemieckiej Energiewende jest niemożliwe (chodzi o absolutną dominację OZE w miksie)…” (Arkadiusz Stanisławowski)

całość tu: Bezpieczeństwo energetyczne Polski w kontekście unijnej polityki klimatycznej

podobne: Bezpieczeństwo energetyczne: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek). oraz: Sektorowi państwowemu grozi efekt domina interwencjonizmu w górnictwie. Przez „flapsy” JSW straciło największego odbiorcę węgla. Michalkiewicz o najkrótszym programie gospodarczym. i to: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli. a także: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje i jeszcze: Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę. Reforma górnictwa to kontynuacja polityki poprzedniego rządu. Lokalne źródła energii (OZE). Znaczny spadek cen ropy na świecie (czemu nie w Polsce?)

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Co przyniesie TTIP? Umowa handlowa UE z USA to nowe ACTA? Trwają masowe protesty. KE: zielone światło dla 19 GMO.


„…Przebrzmiały protesty w sprawie ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), ale mówi się, że  zostawiła ona swoje córki w postaci TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership) oraz CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement). CETA już czeka na ratyfikacje, natomiast TTIP jest tworzone w wielkiej tajemnicy –nie znamy zapisów, jakie w nim zaproponowano i obawiamy  się  skutków społecznych i gospodarczych, jakie ten traktat handlowy między UE a USA może spowodować.  Toteż pojawiły się masowe protesty, także w Polsce, na skutek których odtajniono wytyczne, jakimi się kierują negocjatorzy tej największej transatlantyckiej umowy. W dokumencie, który de facto jeszcze nie powstał i jest negocjowany, mowa jest o przygotowaniu do „stworzenia norm globalnych” wymiany handlowej. Czy to oznacza, że WTO już nie wystarcza? Na czym polegałaby wyższość TTIP nad WTO?

 Katarzyna Śledziewska: WTO jest porozumieniem multilateralnym, w którego ramach dokonuje się liberalizacji handlu światowego na zasadach regulowanych przede wszystkim przez klauzulę najwyższego uprzywilejowania (KNU). Oznacza to, że jeśli dajemy przywileje jakiemukolwiek z państw-członków WTO, to te same przywileje winniśmy przekazać innym państwom-członkom WTO. To jest tzw. niepreferencyjna liberalizacja handlu, koncentrująca się przede wszystkim na towarach i usługach.

WTO jest kontynuacją  GATT – układu ogólnego w sprawie ceł i handlu. Jednak od samego początku GATT wiadomo było, że państwa liberalizują politykę handlową dyskryminacyjnie – czyniły tak np. państwa afrykańskie, a  Belgia, Luksemburg, Holandia utworzyły unię celną i na zasadach dyskryminacyjnych liberalizowały między sobą handel.

Kiedy podpisywano GATT, uważano, że te umowy będą krokiem do liberalizacji, spowodują, że państwa będą liberalizować handel najpierw w grupach, a później dojdzie do całkowitej liberalizacji. Pierwszą grupą była EWG, a wcześniej – EWWiS (Europejska Wspólnota Węgla i Stali).

Liczba takich ugrupowań stopniowo narastała, ale jednocześnie w ramach GATT wprowadzano kolejne liberalizacje handlu światowego. Okazało się, że pewne państwa są gotowe szybciej od innych liberalizować handel, a za tym idzie fala wielostronnej liberalizacji.

Od 1995, kiedy powstało WTO, handel światowy – jeśli chodzi o przepływ towarów przemysłowych – jest praktycznie zliberalizowany. Ale problemem są  bariery celne, jak i świadectwa pochodzenia, czego WTO nie jest w stanie zharmonizować.

Z drugiej strony, mamy kwestie pozahandlowe, jak np. ochrona środowiska, własność intelektualna czy prawo pracy. To wszystko ma wpływ na koszty produkcji i pośrednio – na konkurencyjność towarów i kierunki handlu. Z uwagi na wyrafinowane i złożone problemy handlu coraz trudniej jest uzyskać w ramach WTO postęp w negocjacjach światowych. Dla państw rozwijających się te zobowiązania są bowiem coraz trudniejsze do spełnienia.

Mimo postępu  technologicznego, komunikacyjnego, transportowego istnieją więc ciągle przeszkody w handlu międzynarodowym, a zakres liberalizacji jest niewystarczający. Stąd też wzięła się potrzeba zawierania umów bilateralnych pomiędzy państwami, skoro proces umów wielostronnych wyhamował. Takich umów zawarto ok. 300, a UE jest tu liderem.

Polska już wcześniej uczestniczyła w tych procesach, podpisując z EWG w 1992 r. tzw. umowę przejściową, która później stała się układem europejskim, a dotyczącą  liberalizacji handlu. (Było to przygotowanie do akcesji Polski do UE). Wcześniej Polska zawarła też porozumienia handlowe z krajami Grupy Wyszehradzkiej – CEFTA (Central European Free Trade Agreement ), ale i Litwą, Łotwą, Estonią, Turcją,  krajami EFTA (European Free Trade Association), Wyspami Owczymi. Czyli na tej arenie byliśmy b. aktywni, podobnie jak inne państwa z Europy centralnej po rozpadzie bloku wschodniego.

A.L.: Ale  czy to znaczy, że WTO przestało obowiązywać?

K.Ś.: WTO zaczęło spełniać nieco inną rolę niż początkowo. Stało się bardziej zewnętrznym regulatorem, zajmuje się rozstrzyganiem sporów między państwami na tle handlowym. Spełnia też rolę arbitra współpracy handlowej, gospodarczej na świecie.

A.L.: Czy TTIP jest zupełnie nowym porozumieniem, niezależnym od WTO?

K.Ś.: TTIP nie jest czymś nowym. To, że przypisuje się tej umowie wielkie znaczenie polityczne wynika z faktu, iż UE i USA mają bardzo duże ambicje, żeby wprowadzić bardziej wyrafinowane instrumenty liberalizacji handlu. Chodzi m.in. o to, żeby uregulować standardy. I można się tylko dziwić, że taką umowę zaczęto negocjować dopiero teraz. Bo skoro tych dwustronnych umów jest tak dużo, a  główni gracze na świecie jeszcze nic ze sobą nie negocjowali, to można tylko zapytać: dlaczego TTIP powstaje tak późno?

Niemniej należy pamiętać, że TTIP nie przyniesie pełnej liberalizacji w handlu, że jest bardzo wiele wyłączeń,  choćby polityka rolna.

A.L.: Czym zatem jest TTIP?

K.Ś.: TTIP ma dotyczyć zarówno przepływu towarów jak i usług, ma także pozwalać na swobodny przepływ inwestycji i kapitału. Jest to typowo handlowa umowa i najbardziej zaawansowana, regulująca coraz większe obszary – choćby prawa własności intelektualnej. I chociaż tego jeszcze nie wiemy – może się okazać, że bardziej zaawansowana będzie umowa,  jaką USA negocjują z państwami obszaru Pacyfiku. USA były bowiem zawsze za umowami multilateralnymi, rzadko zawierały umowy dwustronne.

A.L.: Jakie są (będą) obszary rozbieżnych interesów, które spowolnią proces tworzenia ostatecznego kształtu tej umowy?

K.Ś.: Jeżeli chodzi o UE, a w tym Polskę, to dużym problemem są różne koszty produkcji, zwłaszcza w przemysłach energochłonnych, bo w USA koszty energii są dużo niższe. Dodatkowo, jesteśmy obszarem, który jest poddany dużej liczbie regulacji.

A.L.: Ale my nie będziemy stroną przy podpisywaniu TTIP – stroną będzie UE. Zgodnie z Traktatem Lizbońskim,  KE decyduje o polityce handlowej wszystkich państw członkowskich…

K.Ś.: Już od chwili naszej akcesji do UE polityka handlowa była w gestii UE, tyle że jej zakres był mniejszy. Od 2004 uczestniczymy w unii celnej, co oznacza, że przyjęliśmy cła UE i oddaliśmy w ręce KE nasze suwerenne prawo do prowadzenia własnej polityki handlowej. Taka jest zasada, kiedy się wchodzi do unii celnej. Tyle że od 2009 r. zakres polityki handlowej będącej w gestii UE jest bardzo rozszerzony – nie tylko o przepływ towarów i usług, ale i o inwestycje. 

A.L.: Czyli właściwie nasze stanowisko w sprawie TTIP nie ma znaczenia?

K.Ś.: Ma znaczenie, bo jesteśmy państwem członkowskim i możemy w ramach dyskusji w PE wyrażać swoje opinie co do treści zawieranych umów. Problem polega na tym, że tego typu umowy negocjuje KE i musi to robić w pełnej tajemnicy, aby nie ujawniać przedwcześnie swoich propozycji wobec USA. Mamy też wpływ na ich przyjmowanie, gdyż te umowy muszą być ratyfikowane przez nasz parlament. KE przed negocjacjami nie może nie brać pod uwagę stanowisk państw członkowskich. Trzeba jednak pamiętać, że Polska ma prawo nie podpisać tego traktatu.

A.L.: To, co budzi największe obawy w tym traktacie to mechanizm ISDS, w którym zawarty jest arbitraż w sprawach spornych między koncernami a państwami. Czyli konfliktów nie rozstrzygają sądy, ale międzynarodowy trybunał arbitrażowy, którego członków powołują strony konfliktu i którego procedowanie jest inne niż sądów.

K.Ś.: To jest związane z rozstrzyganiem sporów przy inwestycjach, ale tutaj nie ustalono ostatecznych rozwiązań, nie wiemy jak to będzie wprowadzone. Nie wiemy zatem, czy ten arbitraż  będzie rozwiązaniem niebezpiecznym dla państw europejskich, gdzie prawo jest stanowione inaczej niż w USA. Stąd pewnie i ta obawa, że skoro my nie mamy doświadczenia, a zostaną wprowadzone rozwiązania znane prawnikom USA, to będziemy przegrywać.

A.L.: A rolnictwo i produkcja żywności? Tutaj różnice są ogromne i trudne porozumienie.

K.Ś.: Na pewno będzie budzić kontrowersje, bo zarówno USA jak i UE bardzo chronią swój sektor rolny. To, czego obawiają się mieszkańcy Europy, to dopuszczenie przez KE na unijny rynek drobiu amerykańskiego, produkowanego w sposób nieakceptowany przez UE, nie spełniający norm unijnych.

A.L.: Karmiony hormonami, dezynfekowany chlorem, itp.

K.Ś.: Równie duże kontrowersje budzą organizmy GMO. Jest takie nastawienie, aby ich do Europy nie wpuszczać. Jednak z tego, co wiem, polscy przedsiębiorcy boją się, że nawet jeśli będzie zakaz, to kontrola żywności może nie być szczelna, co będzie furtką do liberalizacji handlu. Ale jeśli my nie wpuścimy żywności amerykańskiej, USA nie wpuści też  europejskiej żywności na swoje terytorium. Czyli nie powinniśmy wówczas liczyć na eksport żywności na tamten rynek.

A.L.: Kolejną sprawą budzącą niepokój Europejczyków jest ochrona zdrowia. Jest to związane z odmiennymi zasadami patentowania w UE i USA oraz prywatyzacją placówek medycznych, co w przypadku państw biedniejszych mogłoby zrujnować służbę zdrowia.

K.Ś.: Ciekawe były przecieki z umowy, jaką USA negocjują w regionie Pacyfiku. USA zależy na szczelnej ochronie przemysłu farmaceutycznego, co chce osiągnąć m.in. poprzez wydłużenie ochrony na leki stosowane od dawna, ale co jakiś czas występujące w nowej formie podania. Ale i ochronie usług medycznych, gdyż w USA można patentować technologie, zatem i procedury medyczne, takie jak sposób operowania, leczenia psychologicznego, itd. I to zostało zapisane w umowie z państwami regionu Pacyfiku. Wprowadzenie do Europy takich zapisów wywróciłoby systemy opieki medycznej we wszystkich państwach. W Europie nie patentuje się bowiem procedur medycznych. Jest tu pytanie, czy ten obszar należy do TTIP wprowadzać, podobnie jak rolnictwo.

A.L.: Internauci i informatycy obawiają się z kolei  rozwiązań z zakresu własności intelektualnej oraz ochrony danych osobowych.

K.Ś.: Informatycy obawiają się patentowania programów informatycznych – ale nb. wiele osób, jeśli stworzy dobre programy wyjeżdża do USA, żeby je tam opatentować i czerpać z tego korzyści. W Europie jest jednak inne podejście.

Ale choć świat cyfrowy ma coraz większe znaczenie dla rozwoju gospodarki, ja bym jednak widziała większe zagrożenie w TTIP dla przemysłów tradycyjnych, choćby dla przemysłu chemicznego. Bo z jednej strony, mamy wysokie ceny energii, a z drugiej – bardzo wiele uregulowań (np. związanych z ochroną środowiska), co zwiększa koszty produkcji. W przypadku liberalizacji handlu – taki przemysł nie będzie konkurencyjny. Ale na tym etapie trudno przesądzać kształt traktatu, który z pewnością będzie obszernym dokumentem (traktat NAFTA liczy 2 tys. stron, a dotyczy tylko liberalizacji przepływu towarów, w mniejszym stopniu usług). Jednak nie da się przez takim traktatem uciec.

A.L.: Czy przeciętny Kowalski winien się bać zapisów tego traktatu?

K.Ś.: Przeciętny Kowalski powinien się interesować takim traktatem, gdyż  TTIP może mieć bardzo pozytywny wpływ na gospodarkę. Dzięki niemu pojawią się nowe rynki zbytu, będzie możliwość swobodnego wyjazdu do pracy.

A.L.: Teraz też można wyjeżdżać, z czego skorzystało już ponad 2 mln Kowalskich…

K.Ś.: Tak, ale USA są bardziej atrakcyjnym rynkiem dla działalności gospodarczej. (Oczywiście TTIP nie da nam wiz i nie powinniśmy tego oczekiwać). Jest to więc szansa na rozwój. Trzeba jednak pamiętać, że zarówno UE jak i USA mają problem ze sprostaniem globalnemu rynkowi. Bo jest stagnacja, jeśli chodzi o współpracę gospodarczą na świecie –   maleje w niej udział zarówno USA jak i UE. Stąd TTIP jest pomysłem na pobudzenie tej współpracy, stworzenia nowych standardów w handlu światowym, może uregulować na nowych zasadach światowy handel.

A.L.: TTIP ma ponoć zlikwidować też bezrobocie…

K.Ś.: KE zamówiła prognozy skutków wprowadzenia TTIP – ta dla całej UE jest bardzo pozytywna. Podobną prognozę zrobiono dla Polski, z której wynika, że w niektórych sektorach – np. chemicznym – może nastąpić spadek produkcji i spadek zatrudnienia. Wszystko więc zależy od tego, co zostanie wynegocjowane w polityce energetycznej – czy będziemy mogli kupować tani gaz z USA, co pozwoliłoby nam obniżyć koszty produkcji i uzyskać większą konkurencyjność naszych wyrobów. Skutki TTIP mogą więc być i negatywne dla Polski. Trzeba też pamiętać, że UE nie negocjuje umów w interesie Polski, ale całego obszaru UE.

A.L.: Dziękuję za rozmowę.

Wywiad został opublikowany w Nr 11 (194), listopad 2014 miesięcznika „Sprawy Nauki”.

źródło: geopolitics.org.pl

„Setki tysięcy ludzi na całym świecie wzięło udział w ponad 500 protestach przeciwko umowie handlowej Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi. Jej przeciwnicy uważają, że wdrożenie zawartych tam regulacji jest w interesie korporacji transnarodowych oraz w celu ułatwienia dostępu amerykańskich towarów i firm do rynków europejskich.

Nasi władcy wyciągnęli wnioski z nieudanego wdrożenia postanowień ACTA i treść umowy TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership) jest tajna. Mimo to do organizacji pozarządowych docierają sygnały, że celem nowego prawa będzie uprzywilejowana pozycja korporacji, na przykład poprzez konieczność rozstrzygania ewentualnych sporów handlowych przed amerykańskimi sądami. Istnieją też obawy, że USA zaleje Europę swoją żywnością GMO, która nie jest tam nawet w żaden sposób znakowana.

Do działań przeciwko umowie o wolnym handlu między USA i UE dołączyło ostatnio wiele ruchów społecznych, w tym organizacji ekologicznych i związków zawodowych. Największa demonstracja przeciwko TTIP odbyła się w Madrycie, gdzie według organizatorów, wzięło w niej udział około 50 tysięcy ludzi. Aktywiści wznosili okrzyki takie jak „Nie jesteśmy towarem – jesteśmy ludźmi!”, „Nie będziemy płacić za to porozumienie”, „Zatrzymajcie TTIP, bez względu na koszty”, „To porozumienie to zamach” czy też po prostu „Nie dla pszenicy GMO”.

Protesty trwają również w Niemczech, Francji i wielu innych krajach, ale telewizje dezinformacyjne zapomniały o tym donieść. Licznie gromadzącym się manifestantom nie podobają się między innymi pomysły odnośnie obniżenia wymagań dla standardów żywnościowych i ochrony środowiska w przedsiębiorstwach.

Tysiące demonstrantów nie zgadzają się na to, że istnieje ryzyko, iż TTIP w znacznym stopniu ograniczy nasze i tak już szczątkowe prawa obywatelskie otwierając furtkę do nadużyć ze strony korporacji amerykańskich, które zyskają prawo do rozstrzygania sporów prawnych z innymi podmiotami lub obywatelami i to na własnych zasadach, w obrębie jurysdykcji sądów za Atlantykiem.

Ponadto przeciwnicy umowy krytykowali to, że nie jest ona dyskutowana publicznie tylko proceduje się ją w sposób tajny, w zaciszu gabinetów biurokratów z Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Można podejrzewać, że tajność ustaleń ma jakiś cel, na przykład ukrycie przed opinią publiczną potencjalnie dla niej niebezpiecznych zapisów.

Chyba tylko nieliczni konsumenci telewizyjnej propagandy sukcesu, wierzą w to, że umowa TTIP będzie czymś pozytywnym, co w znaczący sposób poprawi konkurencyjność UE i USA. Wszystko wskazuje na to, że będzie ona wykorzystywana do pacyfikowania konkurencji dla transnarodowych korporacji. Z kolei poprzez otwarcie rynku unijnego na żywność GMO, umowa TTIP ma szanse stać się ważnym aktem prawnym mającym stymulować depopulację poprzez zwiększenie ilości przypadków chorób onkologicznych”

źródło: zmianynaziemi.pl

podobne: Piąta runda negocjacji w sprawie Transatlantyckiego Partnerstwa Handlowego i Inwestycyjnego (TTIP), czyli umowy o wolnym handlu między UE a USA. oraz: Globalna gospodarka. Ekonomiczne konsekwencje po mistrzostwach dla Brazylii. Rozmowy o handlu UE z USA

„…Właściwie rzecz jest częścią większego procesu, obejmującego kilka podobnych umów – pomiędzy Unią Europejską a Kanadą, pomiędzy USA a państwami azjatyckimi etc. Wszystkie one mają uwolnić świat od „pozataryfowych barier” dla wolnego handlu. Czytaj: w jak największym stopniu usunąć wszelkie przepisy, regulacje, normy, prawa konsumenckie, pracownicze czy prawa człowieka, które przeszkadzają koncernom w maksymalizowaniu zysków.
Szczegóły toczących się negocjacji objęte są paranoiczną, omalże sowiecką tajemnicą – nie znają ich nawet rządy państw, których zgoda teoretycznie będzie niezbędna dla wejścia traktatu w życie (choć szykowana jest, jak się zdaje, ścieżka obejścia ewentualnych sprzeciwów), a nielicznym dopuszczonym do sekretu dygnitarzom nie wolno robić żadnych notatek ani nikomu mówić, z czym zapoznali się w tajnej czytelni.
A sprawa negocjowana jest w praktyce po wszystkich stronach przez lobbystów ponadnarodowych korporacji. Po stronie USA niezależność demokratycznych w teorii władz od takich lobbies pokazał już kryzys bankowy (polecam po raz kolejny film „Inside Job” Charlesa Fergusona), a co do Komisji Europejskiej – jest przecież kierowana przez luksemburskiego cwaniaczka od wielkiego „optymalizowania podatków” w tamtejszych bankach, a w jej składzie zasiada bezwstydnie sześciu jawnych lobbystów, którzy zanim trafili do europejskiej władzy wykonawczej, latami byli brukselskimi przedstawicielami korporacji finansowych handlujących żywnością i energią.
Naiwnym mówi się, że chodzi o wolny rynek. Że wolny handel to rozwój, postęp, wyjście świata z biedy. To gadki dla frajerów – takie same jak opowiadano w wieku XIX, uzasadniając „misję białego człowieka” w Afryce i na innych kolonizowanych kontynentach.
Wolny handel to świetna sprawa tam, gdzie jest wolny rynek, a wolny rynek jest tam, gdzie jest wolna konkurencja, równość szans. W świecie oligopolu potężnych korporacji, zabezpieczonych przed mechanizmami rynku i konkurencji przez cesarskie i królewskie przywileje i monopole… pardon, przez regulacje demokratycznych rządów, które demokratycznie wygrały wybory dzięki otrzymanej od tychże koncernów kasie – o żadnym wolnym rynku nie ma mowy. To czysty feudalizm, wyzysk i ekonomiczna przemoc, sprowadzająca wszystko na świecie do zasady, że ten, kto ma więcej pieniędzy, może zrobić z tym, co ma ich mniej, a zwłaszcza tym, co nie ma ich wcale, co chce.
Można się domyślać, że w tej tajności chodzi o skrócenie do minimum batalii o wciśnięcie TTiP Europie i Ameryce. Wprawdzie po obu stronach oceanu większość wyborców, jeśli coś o sprawie wie, to jest jej mocno przeciwna, ale „demokracja liberalna” dawno już nauczyła się sobie radzić z głosem głupich mas, nie rozumiejących, co jest dla nich dobre. W grze są niewyobrażalne pieniądze i łatwo się domyślić, że gdy już lobbyści obu stron ten globalny szwindel wynegocjują, to rzucone one zostaną na pijar, na korumpowanie lokalnych rządów i miażdżenie oporu…” (Rafał Ziemkiewicz – Globalny szwindel w cieniu małpiarni)

KE: zielone światło dla 19 GMO.

24.04.2015 (IAR) – Na unijnym rynku pojawią się nowe produkty genetycznie modyfikowane. Komisja Europejska dała zielone światło dla importu 17 rodzajów kukurydzy, soi, bawełny i rzepaku stosowanych jako żywność i pasza oraz 2 rodzajów goździków.

Jak czytamy w komunikacie Komisji „wszystkie GMO, jakie zostały zaakceptowane są bezpieczne”. Przeszły bowiem pełną procedurę autoryzacji, w tym kluczową ocenę Europejskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Żywności. Ostateczną decyzję w tej sprawie podjęła Komisja Europejska, gdyż państwa członkowskie nie były w stanie przegłosować jasnego stanowiska. Dotychczas na liście produktów wykorzystywanych jako pasza i żywność, które uzyskały zgodę na import do Wspólnoty było 58 organizmów. W tym tygodniu Bruksela zaproponowała, aby państwa członkowskie miały większą swobodę w zakresie ograniczania lub zakazywania stosowania GMO na swoim terytorium nawet po tym jak zostaną one zatwierdzone przez Unię Europejską. Aby to zrobić trzeba będzie jednak udowodnić, że powody takiego wyłączenia są inne niż te wynikające z ryzyka dla zdrowia lub środowiska. Propozycja Komisji w tej sprawie musi być jeszcze przyjęta przez unijne kraje oraz Parlament Europejski.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/K.P.

…prawdziwie to „wolna ręka”, skoro musi być zgodna z unijnymi normami 😀

podobne: PO cichu (1 „Ruch”em) wprowadzono przepisy o stosowaniu GMO w Polsce (UE zostawiła państwom wolną rękę). Nowy Program Rozwoju Obszarów Wiejskich okiem eksperta. oraz: Naukowcy i ekolodzy krytycznie o propozycji zmian w ustawie o GMO. Rząd przyjął projekt nowelizacji. i to: 19 krajów UE (przeciw 5) apeluje o niedopuszczenie do uprawy kukurydzy GMO, ale to za mało.

 Koń Trojański

Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu.


1. Szczyt UE – zgoda na unię energetycznąUE – będzie unia energetycznaPolskie postulaty okrojone do minimumDekarbonizacja niszcząca dla Polski i Śląska.

19.03.2015 (IAR) – Unijni przywódcy poparli utworzenie unii energetycznej, co zaproponowała Komisja Europejska. Plan ma zagwarantować Europie bezpieczeństwo energetyczne.

Zielone światło oznacza, że Bruksela może rozpocząć prace nad konkretnymi przepisami. Najbardziej sporną kwestią była większa przejrzystość umów na dostawy gazu, zarówno tych międzyrządowych, jak i komercyjnych. Komisja chce mieć prawo do ich sprawdzania pod kątem zgodności z unijnym prawem jeszcze przed podpisaniem. To ma pozwolić na wykrycie ewentualnych pułapek, czy niedozwolonych klauzul i wzmocnić pozycję przetargową Unii w negocjacjach z Rosją.

Europejscy przywódcy poparli większą przejrzystość, choć złagodzili nieco zapisy we wnioskach ze szczytu. Mimo to szef Rady Europejskiej Donald Tusk jest zadowolony z decyzji. „Dostawcy surowców energetycznych nie będą mogli nadużywać pozycji na rynku, łamać unijnego prawa i ograniczać bezpieczeństwa energetycznego” – powiedział Donald Tusk.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/B.Płomecka/Bruksela/mg

20.03.2015 (IAR) – Jest zielone światło dla stworzenia unii energetycznej. Na pomysł zgodzili się szefowie krajów Unii Europejskiej podczas pierwszego dnia szczytu w Brukseli. Chodzi o gwarancję bezpieczeństwa energetycznego w Europie i większą niezależność, gdy chodzi o surowce takie jak gaz.

Unijni liderzy zgodzili się, by Komisja Europejska rozpoczęła prace nad konkretnymi rozwiązaniami. Wiadomo, że Komisja będzie teraz miała prawo wglądu w umowy zawierane zarówno przez poszczególne państwa jak i firmy prywatne. Jeśli znajdzie niedozwolone klauzule lub zapisy zagrażające bezpieczeństwu energetycznemu Wspólnoty, będzie mogła daną inwestycję zablokować.

„Kontrakty gazowe powinny mieć charakter biznesowy, a nie być bronią polityczną” – argumentował w Brukseli przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. „Unia energetyczna ma dla nas ogromne znaczenie. Trzeba zerwać z totalną zależnością energetyczną” – dodawał szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

Nie wiadomo na razie, kiedy Komisja Europejska przygotuje konkretne rozwiązania prawne.

Rozwiązanie przyjęte przez unijnych przywódców jest uboższe od pierwotnej wersji, proponowanej przez ówczesnego polskiego premiera Donalda Tuska. W dokumencie nie ma już bowiem mowy o proponowanych wcześniej wspólnych zakupach gazu.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski, Bruksela/kry

podobne: Konflikt gazowy na Ukrainie reaktywacja. KE o dostawach gazu przez Rosję, Unia Energetyczna ma złamać energetyczną potęgę Moskwy. Prywatna spółka znalazła gaz w Polsce oraz: UE: Porozumienie ws. budżetu na 2015 rok. Juncker za unią energetyczną. Transatlantycki wymiar unijnej energetyki. Hiszpania: dziurawe autostrady.

Im mocniej zagłębimy się w konkluzje czwartkowego (19 marca) szczytu UE tym bardziej wizja Unii Energetycznej zaprezentowanej przez Donalda Tuska rozjeżdża się z rzeczywistością, na którą składa się słynny wspólnotowy kompromis, który osiągnięto wczoraj w Brukseli.

Przygotowując się do napisania komentarza na temat tego co pozostanie z polskiej idei Unii Energetycznej po czwartkowym szczycie UE nie miałem złudzeń, że będzie to tylko szyld. Świadczył o tym już spis propozycji przygotowanych przez Komisję Europejską, na które polski rząd zareagował wypuszczeniem infografiki sugerującej, że zgodziła się ona na pierwotny postulat Donalda Tuska tj. wspólne zakupy gazu. Na pierwszy rzut oka faktycznie tak było, z jedną niewielką różnicą – brukselscy urzędnicy rekomendowali by szczytna inicjatywa funkcjonowała na zasadzie dobrowolności zaangażowanych w nią krajów. W takiej konfiguracji trudno sobie wyobrazić, by preferowani klienci Gazpromu postanowili wspomóc w procesie negocjacyjnym swoich unijnych partnerów, których z Rosjanami łączą nienajlepsze relacje.

Z podobnym rozwiązaniem mamy do czynienia w kontekście postulatu kontrolowania przez Komisję Europejską umów gazowych jakie kraje członkowskie zawierają ze stroną rosyjską. W konkluzjach szczytu zaakcentowano, że kontrakty powinny być bardziej przejrzyste, zgodne z unijnych prawem, ale należy zagwarantować ich poufność (powołano się na tajemnicę handlową). Jak więc widać kontrola brukselskich urzędników będzie miała bardzo relatywny charakter

Im bardziej zagłębiamy się w konkluzje szczytu UE tym bardziej wizja Unii Energetycznej Tuska rozjeżdża się z rzeczywistością, na którą składa się słynny wspólnotowy kompromis. Zabrakło w nim miejsca na mechanizm pomocowy dla państw zagrożonych wrogimi działaniami ze strony Gazpromu. Zamiast proponowanej przez byłego polskiego premiera rehabilitacji węgla mamy natomiast postulat dekarbonizacji. Stanowi on de facto komplementarny element „sukcesu” Ewy Kopacz, która na szczycie klimatycznym UE zgodziła się na 40% redukcję emisji CO2 do 2030 r. (względem 1990 r.) co bez względu na wywalczone ulgi oznacza w przyszłości rezygnację przez Polskę z energetyki opartej na węglu. Rada Europejska odwołała się zresztą wprost do tego wydarzenia, w dokumencie prezentującym wynegocjowane podczas szczytu UE ramy Unii Energetycznej stwierdza się, że będzie ona budowana w oparciu o przyszłościową politykę klimatyczną. Unia ma zamiar stawiać na odnawialne źródła energii i niskoemisyjność (obie kwestie są dla Warszawy drażliwe).

„Ramy” to swoją drogą słowo, które robi od wczoraj istną furorę. Część komentatorów podkreśla bowiem, że o istocie projektu zainicjowanego przez Donalda Tuska zdecydują kolejne negocjacje i proces legislacyjny. Skoro jednak fundamenty są dla Polski niekorzystne to czy ostateczne rozwiązania prawne rodzące się w oparciu o nie będą zgodne z interesem naszego kraju? Aktualne sukcesy negocjacyjne rządu tj. zachowanie nazwy „Unia Energetyczna” dla projektu, który z zamysłu węglowo-łupkowego wyewoluował w stronę dekarbonizacyjno-klimatycznego nie napawają optymizmem. Nie zmieniają tego faktu pozytywne postulaty takie jak: ścisłe przestrzeganie unijnego prawodawstwa (trzeci pakiet energetyczny) czy kwestia dywersyfikacja źródeł energii.

źródło: defence24.pl

…co tu dodawać. Ciśnie się na usta taka oto smutna konstatacja, że oto „nowy” Donald Tusk – jako prezydent UE spuścił w kiblu projekt Donalda Tuska byłego premiera RP, sprzedając przy tym polski interes narodowy jakim jest górnictwo węgla kamiennego brukselskiemu szemranemu interesowi zwanemu paradoksalnie „unią energetyczną” który na podstawie powyższego komentarza można nazwać wprost – bezpieczeństwem energetycznym Rosji w UE za pośrednictwem (rzecz jasna) Niemiec 😉 które NIGDY nie pozbędą się swojej wiodącej roli (i wymiernych korzyści) w pośredniczeniu handlem rosyjskim gazem – o czym więcej tu: Rosja straci na podwyżce cen gazu dla Ukrainy ale zwiększa eksport do Niemiec i Wielkiej Brytanii.  i tu: uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec)… (Odys)

Tajemnica umów gazowych to punkt sporny w negocjacjach w ramach Unii Europejskiej odnośnie uniezależnienia od dostaw z Rosji – donosi Reuters. W centrum sporu, na obu jego biegunach są Polska i Niemcy.

Polacy chcą większej przejrzystości kontraktów gazowych, bo tracą na politycznej cenie oferowanej im przez Gazprom. Niemcy, jako największy klient rosyjskiej firmy w Europie, otrzymują dużo bardziej atrakcyjną ofertę i nie chcą wprowadzać regulacji, które zaszkodziłyby tym relacjom.

Źródło Reutersa przyznaje, że choć początkowo była mowa o transparencji umów międzyrządowych, to Polacy forsują także nowe rozwiązania dla umów między firmami, które zdaniem Niemców są objęte tajemnicą handlową i Komisja Europejska nie powinna w nie ingerować…” (całość tu: konserwatywnie.wordpress.com)

O zapomnianym już sukcesie Kopaczowej tu: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą. Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy?

podobne: Energetyczne szachy: Rosja chce monopolu a UE konkurencyjności oraz: Ściema zwana „rewers gazu” czyli… Wszystkie rurki prowadzą do Rosji. a także: Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %. Gaz-System: o zapasach gazu i interkonektorze z Litwą. PGNiG planuje wykonać 40 otworów do końca roku. i to: (NIE)Bezpieczeństwo energetyczne. W planach mniejsza zależność od dostaw surowca z Rosji. Steinmeier przeciwko wspólnym zakupom gazu. i jeszcze: Gazprom chce zwiększyć udziały w europejskim rynku.

„…Chciałbym zapytać, jak to się stało, że pani premier, pan były premier (…) i że pan prezydent na takie a nie inne rozwiązania się zgodzili. Na rozwiązania, które na przyszłość są niszczące dla polskiego Śląska, są sprzeczne z polskim interesem narodowym, bo nasza gospodarka jest oparta na węglu – zaakcentował Duda.

Jak dzisiaj w takim razie premier Kopacz chce uzyskać jakąkolwiek pomoc publiczną na restrukturyzację polskiego przemysłu wydobywczego, skoro sama się zgodziła wczoraj na przyjęcie w konkluzjach Rady stwierdzenia, które jednoznacznie wskazuje na konieczność nie restrukturyzacji, a likwidacji polskiego przemysłu wydobycia węgla kamiennego? – pytał kandydat PiS.

Duda zaznaczył, że w tym kontekście o stanowisku polskiego rządu w tej sprawie powinny były wiedzieć śląskie samorządy. Wskazał, że zabierając głos w dyskusji nt. unii energetycznej na poprzednim posiedzeniu Parlamentu Europejskiego, m.in. akcentował konieczność zachowania zasady niezależności technologicznej państw UE, zapewnienia państwom prawa rozwoju, a także zabezpieczenia ich interesów opartych o rodzime zasoby.

Poseł PiS Krzysztof Szczerski ocenił w piątek na konferencji prasowej, że premier Ewa Kopacz i Donald Tusk na szczycie unijnym „podpisali wyrok śmierci na polskie górnictwo”.

Dekarbonizacja oznacza dużo więcej, niż pakiet klimatyczny, dużo więcej niż redukcja CO2, bo oznacza eliminację węgla z gospodarki i energetyki europejskiej, oznacza, że Polska będzie musiała przestawić swoją energetykę opartą obecnie na węglu na odnawialne źródła energii, lub na inny rodzaj energii. To jest zamach na polski Śląsk – podkreślił poseł PiS.

Jak zauważył, do tej pory Polska dwukrotnie nie wyrażała zgody, aby w konkluzjach Rady Europejskiej znalazło się słowo „dekarbonizacja”. – To szokująca zmiana stanowiska (rządu), do tej pory słowo dekarbonizacja było przez Polskę eliminowane ze słownictwa europejskiego – ocenił Szczerski.

Jego zdaniem, polskie górnictwo, energetyka i polski Śląsk „tracą na obecności Tuska w Brukseli, podporządkowaniu Tuska interesom silniejszych państw europejskich”…”

źródło: fakty.interia.pl

podobne: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? oraz: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli. i to: Nowe propozycje w sprawie CO2 niekorzystne dla Polski.

…i tu krótkie pytanie. Czy Pan Donald Tusk pracuje tylko nad likwidacją polskiego węgla, czy też może ryje jak kret pod Śląskiem by ludzie go zamieszkujący zbuntowali się przeciwko Polsce i zapragnęli protektoratu Niemiec? Tu polecam komentarz Pana Michalkiewicza z którym warto się zapoznać – To Niemcy mogą prowokować niepokoje na Śląsku! (Odys)

„…Dziś siedzimy w kieszeni Niemców, które są gwarantem naszego istnienia. A Polska od czasów prezydenta Kaczyńskiego pełni rolę dywersanta USA. Niemcy mogą zrezygnować z dominacji w tej części Europy, ale za coś. Moim zdaniem za zgodę USA na rewizję granic i korektę tzw. ziem utraconych. Na reszcie obszaru zostanie nam Judeopolonia – klarował Michalkiewicz. Nie pozostawiał złudzeń – w Judeopolonii główną rolę grać będą Żydzi. – To po załatwieniu roszczeń majątkowych szacowanych na 65 mld dolarów. Środowiska z takimi pieniędzmi zdobędą dominującą pozycję ekonomiczną, społeczną i polityczną. Nasz bunt będzie darem niebios dla Niemców, bo zaczną mówić o wybuchu antysemityzmu. Jak wybuchnie bunt na Śląsku, to ktoś powie, czy aby słusznie przyznaliśmy Śląsk Polsce, że to było błędem – tłumaczył Michalkiewicz…” Cały tekst: gazeta.pl

2. UE – zamieszanie wokół narady w sprawie Grecji – protest małych krajówDuet Niemcy i Francja znowu mocny.

19.03.2015 (IAR) – Zamieszanie wokół narady w sprawie Grecji. Protest małych krajów przeciwko faworyzowaniu dużych. W takiej atmosferze rozpoczął się unijny szczyt w Brukseli.

Belgia, Holandia i Luksemburg skrytykowały pomysł szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska, by organizować naradę w wąskim gronie na temat pomocy finansowej dla Grecji. Zaplanowana została ona dziś wieczorem, na marginesie szczytu. Miał w niej wziął udział premier Grecji, a także przewodniczący Rady, szef Europejskiego Banku Centralnego, szef eurogrupy, oraz przywódcy Francji i Niemiec. Współpracownicy Donalda Tuska tłumaczyli, że nie chciał on organizować osobnego szczytu eurogrupy, bo przerodziłby się on w krytykę Grecji. Zdecydował więc, że wątpliwości co do ewentualnej, wcześniej wypłaty części pożyczki zostaną omówione w węższym gronie.

A tymczasem spotkanie największych rozzłościło małe kraje. „Jestem rozgniewany. To jest błąd w metodzie. Belgia nie dała mandatu ani Francji, ani Niemcom, żeby negocjowały w ich imieniu” – powiedział premier Belgii Charles Michel. Do jego protestu przyłączyły się Holandia, oraz Luksemburg i jeszcze przed rozpoczęciem szczytu zażądały spotkania z przewodniczącym Rady Europejskiej. Jeden z unijnych urzędników poinformował, że Donald Tusk miał obiecać, że na nocnej naradzie w sprawie Grecji nie zapadną żadne decyzje. Dość nieoczekiwanie szef Rady, otwierając unijny szczyt, poruszył ten temat. Zadeklarował, że jeśli będzie wola, to zorganizuje osobny szczyt eurogrupy poświęcony pomocy finansowej dla Grecji. Okazało się jednak, że nie było chętnych.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/B.Płomecka/Bruksela/mg

20.03.2015 (IAR) – Duet Niemcy i Francja znowu nadał ton pracom w Unii. Tym razem przywódcy obu krajów zostali poproszeni o pomoc, choć nie wszystkim się to spodobało. Najpierw Angela Merkel i Francois Hollande przygotowali na szczyt kompromisowe rozwiązanie w sprawie przyszłości unijnych sankcji wobec Rosji. Później jako jedyni spośród liderów 28 krajów uczestniczyli w spotkaniu dotyczącym pomocy finansowej dla Grecji.

Niemcy i Francja od dawna dyktują swoje stanowisko w Unii Europejskiej co wzbudzało opory zwłaszcza mniejszych krajów. Ale na tym szczycie Paryż i Berlin oficjalnie pospieszyli z pomocą, bo poprosił ich o to szef Rady Europejskiej Donald Tusk.

Angela Merkel i Francois Hollande przygotowali kompromisowe rozwiązanie w sprawie sankcji gospodarczych wobec Rosji, a ich propozycja została zaakceptowana. Ale zawrzało, kiedy okazało się, że szef Rady Europejskiej zaprosił duet Merkel-Hollande na spotkanie w wąskim gronie poświęcone pomocy dla Grecji, w którym uczestniczył też premier tego kraju i przedstawiciele unijnych instytucji. Małe kraje zaprotestowały.

„Jestem rozgniewany. Francja i Niemcy nie dostały mandatu, by negocjować w imieniu Belgii”- skomentował premier Belgii Charles Michel. Kraje Beneluksu zażądały wyjaśnień, a szef Rady Europejskiej musiał tłumaczyć. „To spotkanie odbyło się na prośbę premiera Tsiprasa” – mówił Donald Tusk. Zapewniał też, że żadne decyzje nie zostaną podjęte w wąskim gronie, najpierw zostaną skonsultowane ze strefą euro.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/kry

podobne: Eurokołchoz: Islandia nie chce do UE. Wyjście Grecji ze strefy euro byłoby katastrofą (dla UE). Francja i zaostrzenie przepisów z Schengen (terroryzm tylko pretekstem?) oraz: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję. i to: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców…(?)

…kolejny przykład na to o czym pisałem wcześniej… Pan Tusk to prezydent do specjalnych poruczeń na specjalne zamówienie 😉 (Tusk będzie zabiegał o (niemiecki?) kompromis ws. Ukrainy. Niemcy i Rosja zadowolone z wyboru. „Le Monde” o niemieckich sympatiach Tuska. Krajowe konsekwencje „ucieczki do raju”. oraz: Koziej o roli Polski w kryzysie ukraińskim. Dlaczego umiarkowane wobec Moskwy Niemcy popierają na stanowisko „prezydenta UE” polityka z Polski (nastawionej do Rosji negatywnie). PIS popiera Tuska.)

fragment wystąpienia Ryszarda Legutko (Parlament Europejski, Strasburg z 7 października 2015 r)

„…Prezydencie Hollande, Kanclerz Merkel, chciałbym zakończyć następującą supliką, że tak powiem. Wzywam was do większej wrażliwości na rzeczywistość . Im wyżej wznosi się europejska pycha, tym więcej ludzi jest pozostawionych w tyle, nie słuchanych, wypchniętych poza terytorium poważania. To trwa już wystarczająco długo i nie może trwać wiecznie. Polityka europejska potrzebuje mniej samo-uwielbienia, czego obfitą próbkę mieliście dzisiaj, ale potrzebuje więcej świeżego powietrza, przejrzystości i sprawiedliwości.W przeciwnym razie na UE będzie się spoglądać z coraz większą niechęcią i pogardą, jeśli nie wręcz wrogością. A tego nie chcemy, prawda?”

całość tu: Ryszard Legutko wygarnia Angeli Merkel

3. Gazprom sam zapędził się w finansowy kozi róg.

19.03.2015 (IAR) – Nawet 6 miliardów dolarów kosztowała Rosję nieudana próba powstrzymania rewersu gazu dla Ukrainy. Jak wyliczyli eksperci agencji Interfax, tyle Gazprom stracił w związku z ograniczeniami dostaw błękitnego paliwa dla odbiorców w Unii Europejskiej i na Dalekim Wschodzie.

Jak tłumaczy rosyjska agencja, każde ograniczenie dostaw poniżej zamawianej ilości oznacza, że odbiorca ma prawo domagać się kar umownych. Najczęściej zamieniane są one na różnego rodzaju zniżki, ale i tak w konsekwencji Gazprom dostaje mniej pieniędzy niż powinien. Eksperci Interfaksu zauważają, że straty rosyjskiego koncernu w związku z próbami przerwania rewersu gazu dla Ukrainy i tak znacznie przewyższają ukraiński dług. Agencja dodaje także, że unijny rynek gazu doskonale poradził sobie z ograniczeniami, jakie wprowadził Gazprom. System podziemnych magazynów zabezpieczył zarówno potrzeby Unii Europejskiej, jak i dostawy dla Ukrainy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/em/

podobne: Wojna gazowa? Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę. Rosja może stracić Gazociąg Południowy. oraz: Porozumienie gazowe podpisane. Pakiet zimowy – przełom dla Europy, kapitulacja Ukrainy i to: Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %

4. W Polsce można wydobyć ponad 153 mld metrów sześciennych gazu zamkniętegoPGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu Wierzchowice.

17.03.2015 (IAR) – W Polsce można wydobyć ponad 153 miliardy metrów sześciennych gazu uwięzionego w piaskowcach – tzw. gazu zamkniętego. Państwowy Instytut Geologiczny – Państwowy Instytut Badawczy oszacował złoża tego gazu na terenie Polski.

Z przedstawionego przez Instytut raportu wynika, że zasoby tego gazu w trzech badanych strefach mieszczą się w granicach od 1 biliona 528 miliardów do prawie 2 bilionów metrów sześciennych. Według szacunków 10 proc. z tego da się wydobyć. To sporo – mówi prof. Grzegorz Pieńkowski z Państwowego Instytutu Geologicznego – Państwowego Instytutu Badawczego. „Przypominam, że te klasyczne złoża, które w tej chwili posiadamy to jest 134 miliardy metrów sześciennych, jest to podwojenie naszej bazy” – mówi profesor.

Geolodzy zwracają uwagę, że chodzi im o zasoby występujące na głębokości od 4,5 do 6 km. Według raportu w kwestii wydobycia najbardziej perspektywiczne są trzy strefy: poznańsko-kaliska, wielkopolsko-śląska i zachodnia część basenu bałtyckiego.

Gaz wydobywany z piaskowców nie różni się niczym w od gazu ze złóż klasycznych, a jego głównym składnikiem jest metan. Technologia wydobycia jest podobna do tej używanej przy wydobyciu łupków i odbywa się metodą szczelinową. Jak zaznacza Grzegorz Pieńkowski, szczelinowanie skał piaskowych jest łatwiejsze niż skał łupkowych. I dodaje, że gaz zamknięty jest już eksploatowany przy okazji wydobycia złóż konwencjonalnych.

Gaz zamknięty (tight gas) to jeden z trzech rodzajów węglowodorów niekonwencjonalnych. Do tej grupy należą także gaz ziemny w pokładach węgla oraz gaz ziemny i ropa naftowa w łupkach. Geolodzy studzą jednak optymizm i podkreślają, że dane z raportu to szacunkowe liczby.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Katarzyna Ingram/pbp

podobne: Nowela ustawy o inwestycjach w zakresie terminalu LNG. Nowe złoże gazu w Polsce. oraz: Gaz łupkowy. PGNiG wciąż szacuje złoża. Umowa o współpracy z Chevronem. i to: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE.

Warszawa, 18.03.2015 (ISBnews) – Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu Wierzchowice k. Milicza (woj. dolnośląskie), poinformowało Ministerstwo Gospodarki. Projekt uzyskał dofinansowanie unijne w wysokości 491,18 mln zł.

„Rozbudowa magazynu gazu w Wierzchowicach jest bardzo ważna dla poprawy bezpieczeństwa energetycznego Polski. Cieszę się również, że udało nam się ją wesprzeć środkami europejskimi” – powiedziała wiceminister gospodarki Ilona Antoniszyn-Klik, cytowana w komunikacie.

Zwróciła uwagę, że projekt został wsparty dofinansowaniem w ramach Działania 10.1 Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko.

„Jego beneficjentem jest Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo SA, a obejmował rozbudowę podziemnego magazynu gazu o 625 mln m3, tj. od obecnej pojemności 575 mln m3 do 1 200 mln m3. Projekt uzyskał dofinansowanie w wysokości 491,18 mln zł” – dodała.

Realizacja projektu umożliwiła powiększenie pojemności czynnej podziemnych magazynów gazu w Polsce w związku ze wzrostowymi tendencjami zapotrzebowania na gaz.

„Pozwoliła również na podniesienie poziomu bezpieczeństwa energetycznego, gwarantującego nieprzerwane dostawy niezależnie od technicznych, klimatycznych i politycznych zdarzeń” – podkreśliła Antoniszyn-Klik.

W ramach projektu zrealizowany został także montaż urządzeń niezbędnych do obsługi napowierzchniowej i podziemnej części PMG Wierzchowice. Zasadniczą część inwestycji stanowią obiekty technologiczne służące do zatłaczania i odbioru gazu ziemnego, urządzenia technologiczne do oczyszczania, osuszania oraz pomiaru ilości gazu zatłaczanego i odbieranego z podziemnego magazynu gazu.

Głównymi beneficjentami wybudowanej infrastruktury są podmioty zewnętrzne prowadzące działalność w zakresie przesyłania i dystrybucji gazu oraz podmioty korzystające z usług jego magazynowania, podsumowano w komunikacie.

(ISBnews)

podobne: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje oraz: Deficyt dostaw gazu od Gazpromu wzrósł do 45%. Gazprom twierdzi że napełnia magazyny. Opinie: Zmniejszenie dostaw gazu do Polski to gra polityczna Rosjan (na której Polska może zaoszczędzić). Ukraina: Problemy w energetyce. i to: Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Nauka i Medycyna: Sondy MMS zbadają zjawisko rekoneksji magnetycznej. Ustabilizowały się emisje CO2. Bioniczne oko dla niewidomych. Trójwymiarowe szkielety do hodowli komórek. Czy ebolę w Afryce zastąpią inne choroby. Zakład o wirusa odry.


1. Nauka: Początek misji MMS.

12.03.2015 (IAR) – Już za kilka godzin początek niezwykłej misji NASA. Cztery identyczne sondy MMS, które zostaną wystrzelone z Florydy, będą badały w kosmosie zjawisko tak zwanej rekoneksji magnetycznej.

Jest to proces łączenia się lub rozłączania pól magnetycznych. Zachodzi w okolicach planet czy gwiazd, w tym naszego Słońca. Ma wpływ na przykład na kosmiczną pogodę, która z kolei wpływa na działanie satelitów czy sieci elektrycznych na Ziemi.

„Inna rzecz to, to że chcemy opanować proces syntezy jądrowej, by dawała nam ona czystą energię, a jedną z przeszkód jest brak zrozumienia rekoneksji magnetycznej” – tłumaczy Craig Pollock z NASA.

Sondy w kształcie czterometrowych ośmiokątów będą prowadziły obserwacje w ziemskiej magnetosferze okrążając naszą planetę. Niezbędny sprzęt naukowy budowano między innymi we Francji, Austrii, Niemczech, Szwecji iJaponii oraz USA.

Start z przylądka Canaveral na Florydzie o 4:44 nad ranem naszego czasu.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/moc

podobne: Naukowcy wykonali kolejny krok ku energii przyszłości – kontrolowanej fuzji jądrowej. i to: Nauka: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

2. Ustabilizowały się emisje CO2

13.03.2015 (IAR) – korespondencja z dźwiękiem Na świecie przestały rosnąć emisje dwutlenku węgla z sektora energetycznego. Wskazują na to dane za zeszły rok opublikowane przez Międzynarodową Agencję Energetyczną.

Emisje ustabilizowały się na poziomie 32 miliardów ton. Profesor Paul Ekins z londyńskiego Instytutu Energii tłumaczy BBC, że to tylko dane za jeden rok i nie należy wyciągać z nich zbyt pochopnych wniosków.

„Ale jeśli jest to początek trendu, to ma to ogromne znaczenie. Wiemy, że uprzemysłowione kraje mogą się rozwijać bez zwiększania emisji”.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna podkreśla, że to pierwsza taka sytuacja od czterdziestu lat, gdy emisje przestają rosnąć bez jednoczesnego kryzysu gospodarczego. Poprzednio spadki emisji były bowiem wynikiem mniejszego zapotrzebowania na energię, a takie mniejsze zapotrzebowanie wiązało się ze słabnącą gospodarką.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/mg

podobne: Ekoterror kontratakuje: Wzrost stężenia CO2 w atmosferze (nie wiadomo czy przez człowieka). Po „przerwie” wraca strach przed zmianą klimatu, tyle że to równie dobrze może być ochłodzenie. Dziura ozonowa przestała się powiększać.

3. Bioniczne oko dla niewidomychInżynieria znów pomaga biologom.

27.02.2015 (IAR) – Bioniczne oko w połączeniu z elektronicznym czipem może przywrócić wzrok niewidomym ludziom. Nad nowym systemem pracują brytyjscy naukowcy.

Działają w kilku dziedzinach. Skonstruowali już specjalny aparat, który ma imitować prawdziwą gałkę oczną. Przepuszcza światło, które potem jest odbierane przez komórki światłoczułe, a sygnały płyną do mózgu.

Do tego dochodzi terapia genowa, która może przywrócić wzrok ludziom cierpiącym na retinopatię barwnikową. Ta dziedziczna choroba prowadzi do drastycznego ograniczenia pola widzenia.

Naukowcy pracują też nad budową kamery i czipa, wszczepianego do mózgu. Chcą w ten sposób dać wzrok niewidomym. Również tym, którzy nie widzą od urodzenia. Pierwsze próby z udziałem ludzi przewidziano w ciągu najbliższych dziesięciu lat.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/zr

podobne: Profesor Grażyna Ginalska nagrodzona za sztuczną kość. oraz: Polsko-brytyjski przełom w neurochirurgii. Wrocławscy lekarze postawili na nogi sparaliżowanego mężczyznę. Francja: Obiecujące badania naukowców w walce z zanikiem mięśni.

07.03.2015 (IAR) – Inżynieria znów pomaga biologom. Dzięki niezwykłej metodzie naukowcy przygotowują mikroskopijne trójwymiarowe szkielety do hodowli komórek. Wyglądają one trochę jak japońskie orgiami albo trójwymiarowe tekturowe kształty wyskakujące z książeczek dla dzieci, po przewróceniu strony. Każdy ma milimetr długości.

Najpierw cieniutką, dwuwymiarową strukturę z krzemu kładzie się na gumowej podstawie. Potem ta guma się kurczy, krzemowa struktura nie ma miejsca, napręża się i „wyskakuje” w górę. Efektem są mikroskopijne, regularne drabinki, jakby na pomniejszonym placu zabaw dla dzieci. Poszczególne kształty mają już swoje nazwy: „koszyk”, „odwrócony kwiat” czy „rozgwiazda”.

Naukowcy, który pokazali swoje wynalazki na spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego w Teksasie mówią, że takie figurki przydadzą się do hodowli tkanek w laboratorium. Będzie je też można pobudzać elektrycznie, co jest dodatkowym zyskiem.

Szef zespołu naukowców profesor John Rogers z Uniwersytetu Illinois mówi, że jego struktury przypominają dzieła surrealisty Salvadora Dalego.

Publikację naukową zamieszcza tygodnik “Science”. Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/R. Motriuk/dyd

podobne: Sztuczne mięśnie żyją i działają. Polski grafen – duże pieniądze na technologię przyszłości. oraz: Włókna do walki z rakiem

 4. Czy ebolę w Afryce zastąpią inne chorobyOdra chorobą wirusową.

13.03.2015 (IAR) – Na zachodzie Afryki, w miejsce eboli mogą pojawić się inne, poważne choroby. Ostrzegają o tym w prestiżowym tygodniku „Science” naukowcy z USA, Wielkiej Brytanii i Szwecji.

Te potencjalnie groźne choroby to na przykład odra, krztusiec czy gruźlica. Mogą one pochłonąć tyle samo ofiar, co ebola, szacują autorzy badań. Przyczyna jest oczywista. „W Liberii, Sierra Leone i Gwinei programy szczepień praktycznie przestały istnieć. Są więc tam grupy ludzi narażone na dziecięce infekcje” – tłumaczy Caroline Ash z tygodnika „Science”. Według autorów badań liczba niezaszczepionych małych dzieci może sięgać miliona. W tej sytuacji sama odra może spowodować od dwóch do szesnastu tysięcy zgonów. Naukowcy sugerują, że w Zachodniej Afryce konieczne są dodatkowe programy szczepień.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/jp

podobne: Kolejny przymus szczepień w Polsce, tymczasem związek szczepień z autyzmem udowodniony. oraz: WHO: Kenia zagrożona Ebolą. Kanada przekaże Afryce eksperymentalne szczepionki.

13.03.2015 (IAR) – Niemiecki biolog, który kwestionował wiedzę medyczną, przegrał kontrowersyjny zakład. Sąd nakazał mu wypłatę obiecanych stu tysięcy euro lekarzowi, który udowodnił, że odra jest chorobą wirusową.

Biolog Stefan Lanka twierdzi, że odra jest chorobą psychosomatyczną, czyli że objawy, na przykład wysypkę wywołuje nasz umysł. Od dawna jednak wiadomo, że chorobę wywołują wirusy z rodzaju Morbillivirus. Cztery lata temu Lanka napisał na stronie internetowej, że da sto tysięcy euro tej osobie, która udowodni, że to wirusy faktycznie wywołują odrę. Zrobił to niemiecki lekarz David Barden zebrawszy wcześniej solidne dane naukowe. Lanka mu nie uwierzył. Ale sąd w Ravensuburgu stwierdził, że dane są wiarygodne i nakazał Lance wypłatę gotówki.

Przed odrą chronią szczepionki. Światowa Organizacja Zdrowia oświadczyła, że jest zaskoczona faktem, iż w Europie od zeszłego roku odnotowano 22 tys. zachorowań spowodowanych właśnie brakiem szczepień.

Odra jest ciężką chorobą zakaźną, w skrajnych przypadkach może prowadzić do poważnych powikłań a nawet do śmierci.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/sk

podobne: Przymusowe szczepienia: Inspektorzy GIS kontra „STOP NOP”. Kto ma rację?

źródło: stooq.pl

polecam również: Nauka: Produkcja tlenu na Marsie. Chiny: naddźwiękowe łodzie podwodne?

oko ziemia

Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji.


1. Po rozwodzie Litwy z Gazpromem czas na PolskęMinistertswo Skarbu chciało utajnić raport NIK o gazoporcie.

Litwa unie­za­leż­nia się od Gaz­pro­mu. Je­że­li Pol­ska też tego chce, mu­si­my do­koń­czyć ga­zo­port po­mi­mo pro­ble­mów tej in­we­sty­cji.

Litwa może nie prze­dłu­żyć obo­wią­zy­wa­nia dłu­go­ter­mi­no­wej umowy na do­sta­wy gazu z ro­syj­skim Gaz­pro­mem – in­for­mu­je firma Lie­tu­vos Ener­gi­ja. Oce­nia, że re­zy­gna­cja z kon­trak­tu jest moż­li­wa dzię­ki otwar­ciu rynku gazu w Li­twie na nowe do­sta­wy, na przy­kład za po­mo­cą otwar­te­go w tym roku ga­zo­por­tu w Kłaj­pe­dzie.

Nie je­ste­śmy już nie­wol­ni­ka­mi Gaz­pro­mu jeśli cho­dzi o nowe kon­trak­ty i wybór cen – po­wie­dział Da­lius Mi­siu­nas, dy­rek­tow wy­ko­aw­czy Lie­tu­vos Ener­gi­ja. Spół­ka po­sia­da więk­szo­ścio­we udzia­ły w Lie­tu­vos Duju Tie­ki­mas (daw­niej Lie­tu­vos Dujos), która ma pod­pi­sa­ny 10-let­ni kon­trakt na do­sta­wy od Gaz­pro­mu.

Inna spół­ka-cór­ka Lie­tu­vos Ener­gi­ja – Lit­gas – pod­pi­sa­ła z nor­we­skim Sta­to­ilem umowę na do­sta­wy 0,5 mld m3 LNG rocz­nie. Ma także pod­pi­sa­ne me­mo­ran­da o do­sta­wach gazu skro­plo­ne­go z ame­ry­kań­ski­mi Texas LNG oraz Che­nie­re Ener­gy. Mi­siu­nas sza­cu­je, że z tego wzglę­du Li­twi­ni kupią w tym roku o po­ło­wę mniej gazu z Rosji niż w po­przed­nim roku. Dodał, że Litwa bę­dzie mogła w przy­szło­ści spro­wa­dzać gaz z Pol­ski dzię­ki pla­no­wa­ne­mu na 2019 rok po­łą­cze­niu ga­zo­wym Pol­ska-Li­twa.

Dla­te­go nie wolno po­rzu­cać pol­skie­go pro­jek­tu ga­zo­por­tu, nawet jeśli na­po­ty­ka on na pro­ble­my. Cho­ciaż wybór zwią­za­ne­go z Gaz­pro­mem Sa­ipe­mu na wy­ko­naw­cę obiek­tu nie był jak dziś się oka­zu­je naj­szczę­śliw­szy, to ga­zo­port musi po­wstać.

Ra­port Naj­wyż­szej Izby Kon­tro­li na temat pol­skie­go ga­zo­por­tu po­ka­zu­je pa­to­lo­gię w re­la­cjach wy­ko­naw­cy wło­skie­go z pol­skim in­we­sto­rem. Sa­ipem pró­bo­wał szan­ta­żo­wać Po­la­ków, któ­rzy szli na ustęp­stwa, aby ura­to­wać bu­do­wę. Trwa także seria ata­ków me­dial­nych na in­we­sty­cję, która rów­nież może mieć źró­dło za gra­ni­cą.

Wojciech Jakóbik źródło: wiadomosci.onet.pl

podobne: Gaz-System i litewski Amber Grid budują interkonektor. Litwa uniezależnia się od Gazpromu. oraz: Litwini wynegocjowali niższe ceny rosyjskiego gazu. Szczęśniak o unii energii i rosyjskim kurku. Gazociąg Nabucco i to: USA – gaz łupkowy a środowisko. Rosja – Gazociąg Południowy. Finlandia, Estonia – dwa nowe gazoporty nad Bałtykiem.

02.03.2015 (IAR) – Ministerstwo Skarbu chciało utajnić raport NIK o gazoporcie. Rzeczniczka resortu Agnieszka Jabłońska-Twaróg w rozmowie z IAR wyjaśniła, że to ze względu na toczące się kolejne negocjacje finansowe z wykonawcą terminalu.

Opóźnienia w budowie wytyka dziś Najwyższa Izba Kontroli. Gazoport w Świnoujściu nie został oddany do użytku ani do końca czerwca ubiegłego roku, jak początkowo zakładano, ani do końca 2014 roku, co zapisano w aneksie do umowy.

Agnieszka Jabłońska-Twaróg mówi IAR, że do tej pory wykonano 96 procent prac. Przyznaje, że ” na ostatniej prostej” firma Saipem chce dodatkowej zapłaty za budowany terminal. „Włosi żądają pieniędzy za- według nich- wykonanie dodatkowej pracy. Polskie LNG nie uznaje tych roszczeń. Budowa jest kontynuowana, jednak upublicznianie szczegółów sporu osłabia pozycję negocjacyjną polskiego inwestora. „Dlatego minister skarbu chciał, by do czasu zakończenia negocjacji raport został utajniony” – podkreśla Agnieszka Jabłońska-Twaróg.

W raporcie NIK wskazuje, że z zobowiązań nie wywiązały się spółki GAZ-SYSTEM oraz PLNG, odpowiedzialne za realizację inwestycji. Kontrolerzy skrytykowali też urzędników ministerialnych za niewystarczający nadzór nad budową terminalu LNG. Agnieszka Jabłońska-Twaróg wskazuje jednak, że raport dotyczy przeszłości. Rzeczniczka zwraca uwagę, że nie ma już obawy, iż Polska w związku z opóźnieniami na budowie będzie musiała płacić kary za nieodebrany gaz z Kataru.

PGNIG podpisał kilka miesięcy temu aneks do umowy z QatarGAS, który zakłada, że pierwsze statki z LNG dotrą do Polski w przyszłym roku. Decyzję o budowie terminalu w Świnoujściu rząd podjął w 2006 roku, jednak do 2009 roku nie rozpoczęto przygotowywania niezbędnych przepisów. W raporcie wskazano, że to była to jedna z wielu przyczyn, które doprowadziły do opóźnień w budowie gazoportu.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Tomasz Majka/dyd

podobne: Audyt w sprawie gazoportu: Inwestycja nie powstanie na czas. oraz: Drogi Katar (znaczy się gaz) jeszcze nie przypłynie. Terminal LNG najwcześniej gotowy pod koniec roku i to: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje a także: Od oszołoma do szpiega czyli „mądrości etapu” bezradnych propagandystów. Konrad Rękas: Szpiegomania (z bezpieczeństwem energetycznym w tle)

„…Oni podpisali takie niekorzystne umowy, co pozwala Włochom się bezkarnie opóźniać — mówił w 2013 r. Andrzej Parafianowicz, ówczesny prezes  PGNiG, o losach gazportu w Świnoujściu, podczas słynnej kolacji na podsłuchu. „Oni” to poprzednie władze: zarówno Polskiego LNG (PLNG), zarządzającej wartym 2,4 mld zł projektem, jak i ministrowie nadzorujący kontrakt.

„Włosi” to zaś menedżerowie Saipemu, spółki kontrolowanej przez największy włoski, państwowy koncern ENI. Saipem, wykonawca terminalu, od kwartałów gra na tę samą nutę: informuje o kolejnych problemach z dotrzymaniem terminów oddania gazoportu. W opublikowanym właśnie raporcie NIK całe odium w kwestii Świnoujścia spada na stronę polską.

Co na to Włosi? Podkręcają ton: nie chcą słyszeć o karach umownych, a termin oddania gotowego w około 97 proc. projektu uzależniają od jednego — wyższego wynagrodzenia…” całość tu: Nie zapłacimy więcej za terminal 

polecam równieżWojna informacyjna przeciwko gazoportowi

…Warto też pamiętać o tym że jakiś czas temu włoska grupa energetyczna „Eni” (właściciel „Saipem”) nosił się z zamiarem wystawienia spółki na sprzedaż i że poważne starania o jej zakup czynili Rosjanie a dokładnie „Rosnieft”, którego głównym akcjonariuszem jest rząd Federacji Rosyjskiej:

„…Współpraca Saipem, firmy budującej świnoujski gazoport z Rosjanami trwa już od lat. Saipem realizował dla Rosjan budowę gazociągów i magazynów gazu zarówno w Rosji, jak całej Europie. Spekulacje co do przejęcia pakietu większościowego włoskiej firmy przez Rosjan, pojawiają się od dłuższego czasu. Podobnie jak sugestie, że opóźnienia w budowie terminalu to efekt właśnie powiązań tych spółek. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego miała sprawdzać, czy jest zagrożenie dla polskich interesów…” (całość tu: Rosjanie szukają dojścia do naszego gazoportu…)

Jak się te starania zakończyły już nie pamiętam, ale zdaje się że z dilu nic nie wyszło, niemniej jednak sam fakt że Rosjanie są żywo zainteresowani uzależnieniem energetycznym Polski od swojego gazu daje pole do fantazjowania w jakim celu czyniono owe starania o przejęcie kontroli na spółką budującą terminal LNG w Świnoujściu…(Odys)

„…Opóźnienie sięgają już dwóch lat – mówił przewodniczący klubu parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak o raporcie NIK o budowie gazoportu w Świnoujściu. 

Według Błaszczaka to „konkretne zagrożenie bezpieczeństwa naszego kraju”. – Obecnie stabilność energetyczna to ważny element bezpieczeństwa – przypominał. Poseł poinformował, że w tej sprawie napisał list do premier Ewy Kopacz, aby wyciągnęła konsekwencję wobec ministra skarbu, który nie wypełnia swoich obowiązków. – Tak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli – argumentował.

Były wiceminister gospodarki Piotr Naimski poinformował, że obecnie prokuratura prowadzi śledztwo ws. niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych w związku z przekroczeniem terminów realizacji inwestycji gazoportu w Świnoujściu. – Miejmy nadzieję, że śledztwo zakończy się aktem oskarżenia – mówił. – Pan minister bagatelizuje ukończenie budowy gazoportu. To jest absolutna beztroska. Jest to bezhołowie w rządzie i resortach odpowiedzialnych za tę inwestycję – ocenił Naimski.”

Autor: JW
Źródło: telewizjarepubika.pl , niezalezna.pl

podobne: Od oszołoma do szpiega czyli „mądrości etapu” bezradnych propagandystów. Konrad Rękas: Szpiegomania (z bezpieczeństwem energetycznym w tle). oraz: Antyłupkowa koalicja? Rosjanie mają koncesje, ale gazu nie szukają. Ukraina chce zmniejszyć swą zależność od Rosji. PE utrudnia poszukiwanie i wydobycie

2. Polska zwraca uwagę na bariery na unijnym rynku. Czarne chmury nad przewoźnikamiUnia wyprzedziła Rosję w dostawach gazu do Polski.

02.03.2015 (IAR) – W Unii Europejskiej jest coraz więcej barier na rynku wewnętrznym. Na ten problem zwracał uwagę wiceminister gospodarki Andrzej Dycha podczas spotkania ministrów w Brukseli. Jako przykład podał on nowy sposób stosowania przepisów dotyczących płacy minimalnej przez władze niemieckie. Chodzi o ustawę, zgodnie z którą zagraniczni przewoźnicy, przejeżdżający przez Niemcy, powinni otrzymywać co najmniej 8,5 euro za godzinę pracy.

Jak mówił po zakończeniu rozmów Dycha, polski punkt widzenia poparli w poniedziałek także ministrowie z Czech, Słowacji, Węgier i Litwy.

„Myślę, że jest duże zrozumienie i poparcie dla tego, żeby w Unii Europejskiej zachować główne pryncypia regulujące rynek wewnętrzny, że cztery swobody (przepływu osób, kapitału, towarów i usług – przyp. MS) to jest platforma, która służy rozwojowi gospodarczemu w Europie i kierując się krótkodystansowym interesem politycznym nie należy tego dorobku zaprzepaszczać” – powiedział Dycha.

Na razie niemieckie przepisy o płacy minimalnej są zawieszone. Do jutra Berlin ma przedstawić Komisji Europejskiej wyjaśnienia w sprawie ich stosowania. Wcześniej obawy związane ze skutkami jakie mogą one mieć na krajowych przewoźników zgłosiło 13 krajów – w tym Polska.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/mcm/

06.03.2015 (IAR) – Stosowanie przepisów o płacy minimalnej wobec kierowców przez Niemcy, Francję, a najprawdopodobniej i Włochy może być gwoździem do trumny branży – alarmują polscy przewoźnicy.

Właściciel firmy transportowej spod Siedlec Waldemar Jaszczur powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej, że wkrótce sektor, w którym jesteśmy europejskim liderem może bardzo szybko się skurczyć. To oznacza sprzedaż samochodów i redukcje etatów.

Zdaniem Waldemara Jaszczura, polski rząd zbyt szybko odtrąbił sukces po rozmowach polskich i niemieckich ministrów pracy oraz infrastruktury. Zauważył, że nawet zawieszenie przepisów o płacy minimalnej wobec kierowców jadących przez Niemcy tranzytem nie jest rozwiązaniem. Zauważył, że tylko co piąty polski tir przejeżdża przez Niemcy tranzytem. „Cały czas polscy przewoźnicy bazowali na ładunkach do Niemiec i z Niemiec” – podkreślił rozmówca IAR. Tymczasem na ten temat przedstawiciele polskiego rządu – zdaniem Waldemara Jaszczura – w ogóle nie rozmawiali ze swoimi niemieckimi odpowiednikami.

Według nowych przepisów o płacy minimalnej, polscy przewoźnicy są zobowiązani płacić 8,5 euro za godzinę kierowcom, którzy jeżdżą do Niemiec oraz 9,6 euro tym, którzy jeżdżą do Francji. Tymczasem średnia stawka godzinowa dla polskich kierowców wynosi 12 złotych. Przewoźnicy narzekają również, że nowe regulację narzucają sporządzanie szczegółowych informacji o godzinie wjazdu, wyjazdu i przebiegu pracy na terenie Niemiec czy Francji, w dodatku w tamtych językach.

Polska jest liderem drogowych przewozów towarowych w Europie. Flota naszych przewoźników liczy ponad 150 tysięcy aut.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Tomasz Marciniuk/dyd

podobne: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny). Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. ECB wyręcza FED i odpala własne QE.  oraz: „Wspólna Polityka Rolna” kosztem polskiego przemysłu rolno-spożywczego. i to: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców…(?)

02.03.2015 (IAR) – W lutym sprowadziliśmy więcej gazu z Zachodu i Południa niż z kontraktu jamalskiego – pisze „Dziennik Gazeta Prawna”. Jak wynika z danych spółki Gaz System, w pierwszych dwóch miesiącach tego roku było 29 dni, gdy do naszych gazociągów mniej gazu trafiało z kontraktu jamalskiego niż z umów z firmami z państw Unii Europejskiej. W lutym było tak niemal codziennie.

„Dziennik Gazeta Prawna” podkreśla, że celowo pisze o zawartych umowach, a nie surowcu, bo spora część tego gazu to gaz rosyjski odbierany przez rewers wirtualny na gazociągu jamalskim. Czyli nasze firmy kupują go taniej od pośredników w Niemczech, ale odbierają w Polsce.

Więcej szczegółów – w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Dziennik Gazeta Prawna”/kry/dabr

polecam również: Polska rozmawia z Katarem o obniżce cen gazu. USA coraz bardziej otwarte na eksport gazu. Rewers na gazociągu jamalskim.

Energetyczne uzależnienie Polski od Niemiec to wielki krok w stronę hegemonii Berlina i przekształcenia Europy Środkowej w niemiecką strefę wpływów.

Na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza, polityka zagraniczna Niemiec sprowadza się w istocie do żmudnej realizacji jednego naczelnego celu: wyjścia z izolacji, w której kraj znalazł się w wyniku Drugiej Wojny Światowej, a następnie uzyskania w Europie pozycji niekwestionowanego lidera. Z punktu widzenia Niemiec, optymalną dla ich interesu narodowego jest sytuacja, w której żadna kluczowa decyzja na kontynencie, nie może być podjęta bez konsultacji z Berlinem. I trzeba powiedzieć, iż w realizacji tej strategii Angela Merkel okazuje się graczem na miarę swoich wielkich poprzedników: Bismarcka i Stresemanna. A ponieważ w dzisiejszych czasach, pozycja geopolityczna w prostej linii zależy od posiadanych wpływów geoekonomicznych, kluczowym instrumentem realizacji strategii „wielkiego powrotu” Niemiec jest gospodarka, w tym zwłaszcza krytycznie ważna dla funkcjonowania współczesnych państw energetyka. Dyplomatyczne wyrafinowanie i polityczny spryt niemieckiej kanclerz budzą tym większy podziw, iż cel ten osiąga z użyciem cudzych kart: do podporządkowania Polski i innych sąsiadów służy jej bowiem rosyjski gaz.

Media, z nieskrywanym entuzjazmem donoszą, iż w styczniu – lutym bieżącego roku, Polska kupiła od „zachodnich partnerów” (za tym eufemizmem skrywa się po prostu RFN) więcej gazu niż od Rosji. Co ważne, informacja ta podawana jest w kontekście wywołanej ukraińskim kryzysem medialnej nagonki na Rosję, co pozwala przedstawić jej znaczenie w zmanipulowanym świetle: pozbawienie Polski dostępu do ważnego partnera i zwiększenie zależności od i tak już silnego patrona przedstawiane jest jako sukces i powód do dumy. To, co nie udało się ani Prusakom z Imperium Niemieckiego, ani nazistom Hitlera, okazuje się w zasięgu ręki pierwszej kobiety na stanowisku kanclerza: kraje Europy Środkowej jeden po drugim przekształcają się w niemieckie protektoraty, i co najbardziej zaskakujące, robią to z własnej woli i z entuzjazmem.

Niemiecka strategia energetycznego podporządkowania Europy Środkowej zakłada realizację dwu równoległych celów: Z jednej strony należy odciąć Rosję od możliwości samodzielnego bezpośredniego zawierania kontraktów z partnerami z regionu, przekierowując potok surowca na Niemcy, co uczyni ich niezbędnym pośrednikiem w handlu rosyjskim gazem w regionie. W dużym skrócie chodzi o to, aby żadne państwo wchodzące w skład niemieckiej strefy wpływów nie było w stanie kupić od Rosji surowca bez zgody Berlina, a także o to, aby Rosja nie mogła go sprzedać. Drugim celem jest sparaliżowanie posiadanych przez państwa regionu własnych możliwości produkcji energii i stymulowanie tym samym popytu na „niemiecki” (a w istocie rosyjski sprzedawany przez Niemcy) gaz, co na wiele lat zapewni niemieckim firmom kolosalne zyski a rządowi w Berlinie spokój na Wschodzie i posłuszeństwo regionalnych wasali.

Do realizacji pierwszego celu służy Niemcom przekierowanie coraz większych ilości rosyjskiego gazu na swoje terytorium, przy pomocy Gazociągu Północnego oraz zawartych na preferencyjnych warunkach kontraktów na dostawy innymi rurociągami. W pierwszym wypadku, Niemcy przepompowują gaz z powrotem na Wschód czyli dokonują fizycznego rewersu, w przypadku drugim ma miejsce rewers wirtualny, a więc Polska kupuje formalnie niemiecki gaz bezpośrednio z rosyjskiej rury na swojej wschodniej granicy. W tym kontekście, ważnym instrumentem jest także ograniczanie możliwości negocjacyjnych Rosji w kształtowaniu umów z partnerami: służą temu zapisy Trzeciego Pakietu Energetycznego UE, zgodnie z którym Gazprom i inne rosyjskie podmioty nie mogą zawierać umów bezpośrednio z odbiorcami: ich działalność podlega kontroli Komisji Europejskiej, co w praktyce oznacza po prostu kuratelę Berlina.

Realizacja celu drugiego odbywa się z użyciem całej palety politycznych, gospodarczych i prawnych nacisków, zarówno bezpośrednio z Berlina, jak i z użyciem „wspólnotowych” instytucji w ramach UE. Zarówno przed przystąpieniem Polski i innych krajów regionu, jak i po, nakładane są na nie zobowiązania, których rezultatem jest pozbawienie samodzielności energetycznej, takie jak na przykład: zamknięcie istniejących kopalń, elektrowni atomowych (Litwa, Bułgaria), torpedowanie wydobycia własnych surowców, arbitralnie zaniżone kwoty na emisję CO2, wyśrubowane normy ekologiczne. I choć przestrzeganie tych zobowiązań jest w oczywisty sposób sprzeczne z interesem narodowym, ich łamanie skutkuje nie tylko werbalną krytyką Polski, ale także wymiernymi karami finansowymi.

Lukrowane komentarze o „przełomie” nie osłodzą gorzkiego faktu, iż niemiecki rewers stanowi dla Polski nie tylko ekonomiczny kaganiec i polityczny bat, ale jest także źródłem ogromnych zysków dla niemieckich koncernów. Jest oczywiste, iż Berlin stosuje obecnie taktykę oswajania rynku: dostarcza surowiec taniej niż Rosja, aby doprowadzić do zerwania przez Polskę długoterminowych kontraktów z Gazpromem, co pozwoli w przyszłości dyktować wschodnim sąsiadom dowolną cenę. W tym kontekście należy także rozpatrywać kwestię sankcji (a być może także i całego konfliktu na Ukrainie), które izolując Europę Środkową od Rosji, zdają kraje regionu na łaskę i niełaskę Berlina.

Wychodzi więc na to, iż nie pierwszy raz w swojej historii, Warszawa sama, do tego z uśmiechem wiąże pętlę na której zawiśnie nie tylko dobrobyt kraju, ale także i jego suwerenność. Decyzja o jej zaciśnięciu lub poluzowaniu leżeć będzie bowiem w gestii Berlina.”

źródło: sputniknews.com 

…”biedna” Rosja… Tak bardzo zagrożona przez Niemcy że „musi” im sprzedawać swój gaz (rurociągiem północnym do którego Niemcy też pewnie Rosję zmusiły 😀 ) taniej niż Polsce z którą zapewne również „wbrew sobie” podpisuje niekorzystne (dla Polski) kontrakty, przez co Polska (no jaka ona głupia!) woli kupować ten sam gaz (co za bezczelność) od Niemiec… Nie wiem czy śmiać się z tych żali czy też może płakać 🙂

A na poważnie to nic nie stoi na przeszkodzie żeby Rosja sprzedawała Polsce swój gaz (bez pośrednictwa Niemiec) taniej niż Polska płaci za jego rewers, który jak słusznie w tekście jest napisane nie jest żadnym „unijnym gazem” a rosyjskim 🙂 Tymczasem Rosja przez traktowanie Polski z góry sama ją wpycha w zależność od „unijnego” gazu, (zmuszając do udziału w pakietach energetycznych i unii energetycznej) który sama wysyła Gazociągiem Północnym, i wylewanie krokodylich łez nad podmiotowością energetyczną Polski jest w świetle tych faktów co najmniej hipokryzją…

„…Z jednej strony mamy konflikt na Ukrainie i nakładamy na Rosję kolejne sankcje, a z drugiej niemiecki koncern sprzedaje rosyjskiej spółce prawo do eksploatacji złóż ropy naftowej i gazu na terenie Europy Zachodniej. Niemiecka prasa pisze, że tego typu fuzje w obecnej sytuacji są nieco “nieetyczne”. – I jak to wszystko zrozumieć? – zastanawia się Tomasz Kwaśniewski.

– Wystarczy spojrzeć na negocjacje dotyczące na przykład unii energetycznej – mówi Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny biznesalert.pl.

Tłumaczy, że w tym przypadku wyraźnie widać, że Niemcy są największym hamulcem w zakresie uniezależnienia się od Gazpromu. Dlaczego? Niemcom opłaca się współpraca z Rosjanami w sektorze gazowym bez konsultacji ze Wspólnotą. Sami są na tyle silnym graczem, że mogą wynegocjować dużo lepsze warunki niż w przypadku współpracy z innymi krajami europejskimi.

– Tak samo jest w każdym innym sektorze. Niemcy mają apetyt na biznes w relacjach  z Rosjanami – mówi Wojciech Jakóbik…” (całość tu: konserwatywnie.wordpress.com)

…jednym słowem Polska jako narzędzie „unijnej” (niemieckiej) polityki znajduje się między młotem a kowadłem, więc skoro tak, to powinniśmy się kierować wyłącznie własnym interesem i wybierać tylko taki rodzaj współpracy która będzie nas kosztować jak najmniej suwerenności (o ile można dziś w ogóle mówić o czymś takim), albo która będzie nas mniej kosztować… (Odys)

podobne: Ściema zwana „rewers gazu” czyli… Wszystkie rurki prowadzą do Rosji.

3. Grupa Azoty ponownie rozważa budowę elektrowni opalanej gazem z węgla.

Warszawa, 26.02.2015 (ISBnews) – Grupa Azoty powraca do projektu budowy zeroemisyjnej elektrowni opalanej gazem z węgla, podała „Rzeczpospolita”.

Jak informuje dziennik, realizacji projektu wartego co najmniej 1 mld euro szczególnie zależy stronie rządowej, której liczy na zwiększenie popytu na węgiel i pomoc dla pogrążonych w kłopotach polskich kopalni.

„Grupa Azoty przyznaje, że wraca do projektu po niemal pięciu latach od jego zawieszenia. Nowa elektrownia opalana gazem z węgla może powstać w zakładach azotowych w Kędzierzynie-Koźlu” – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

Według dziennika, ma ona wytwarzać nie tylko energię, ale również surowiec służący do produkcji nawozów. Jej elementem ma być instalacja do wychwytywania i składowania CO2, dzięki czemu nie będzie emitować zanieczyszczeń do atmosfery. Spółka liczy, że na jej budowę pozyska pieniądze z funduszy unijnych.

„Trwają analizy, by ewentualnie skorygować parametry przedsięwzięcia w taki sposób, aby było ono nie tylko innowacyjne, zaawansowane technologicznie i dające dobre efekty ekologiczne, ale i efektywne biznesowo” – powiedział rzecznik prasowy Grupy Azoty Grzegorz Kulik, cytowany przez dziennik. Zastrzegł jednocześnie, że żadne decyzje korporacyjne dotyczące realizacji tego projektu jeszcze nie zapadły.

Grupa Azoty jest jedną z największych firm w europejskiej branży chemicznej, obecna jest w sektorze tworzyw konstrukcyjnych, nawozów azotowych i wieloskładnikowych, a także alkoholi OXO i plastyfikatorów. Jednostką dominującą są Zakłady Azotowe w Tarnowie-Mościcach notowane na GPW od 2008 r.

(ISBnews)

podobne: GIG: podziemne zgazowanie może pomóc w lepszym wykorzystaniu węgla oraz: Wojciech Jakóbik: Na problemy z Rosją zgazowanie węgla. i to: Linc Energy rozpoczyna prace nad podziemnym zgazowaniem węgla. Sigma3 szacuje komercyjny przepływ gazu w odwiercie San Leon. a także: Azoty nie chcą rosyjskiego gazu… PGNiG w kłopotach i będzie negocjował z Gazpromem

4.Rosja przygotowuje odpowiedź na kolejne sankcjeSchetyna: kolejne unijne sankcje możliwe wobec Rosji. Rosja: dostawcy nie wrócą na rynek.

25.02.2015 (IAR) – Rosja przygotowuje odpowiedź na kolejne sankcje Zachodu. Mówił o tym w rozmowie z agencją Interfax szef departamentu współpracy gospodarczej rosyjskiego MSZ. Jewgienij Stanisławow wyjaśnił, że chodzi o reakcję na ewentualne odłączenie Rosji od międzynarodowego systemu bankowego SWIFT.

Moskwa zwraca uwagę, że odcięcie jej od tegoż systemu przerwie nie tylko płatności na rzecz Rosji, ale również przelewy rosyjskich należności do innych krajów. -„Chociaż ostatnio brakuje rozsądku, to w tym przypadku powinien on jednak zwyciężyć” – stwierdza szef departamentu współpracy gospodarczej rosyjskiego MSZ. Stanisławow dodaje, że odcięcie Rosji od systemu SWIFT nikomu nie przyniesie korzyści. Wcześniej premier Dmitrij Miedwiediew zapowiedział, że drastyczne sankcje bankowe wobec Rosji spowodują reakcję, jak się wyraził „bez ograniczeń”.

SWIFT to Stowarzyszenie na rzecz Światowej Międzybankowej Telekomunikacji Finansowej, skupiające 8332 instytucje finansowe z 208 krajów. Organizacja ta ma swoją siedzibę w Belgii i obsługuje transakcje finansowe między: bankami, giełdami, domami maklerskimi i instytucjami finansowymi.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/to/

27.02.2015 (IAR) – Większość dostawców, którzy sprzedawali żywność do Rosji, nie wróci na tamtejszy rynek po zniesieniu obecnego embarga. Szef rosyjskiego nadzoru fitosanitarnego, Siergiej Dankwert zapowiedział, że po ewentualnym zniesieniu embarga nadzór sprawdzi producentów żywności, którzy sprzedawali ją do Rosji. Potrwa to jakiś czas po czym, zdaniem Dankwerta, na rosyjski rynek zostanie dopuszczonych 20-30 procent producentów, obecnych na nim przed nałożeniem embarga.

Rosja ogłosiła zakaz importu żywności z państw Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Australii i Norwegii 7 sierpnia ubiegłego roku. Powodem były sankcje, nałożone na Rosję po zajęciu Krymu i inwazji Donbasu. Embargo ma obowiązywać przez rok, ale może być skrócone lub przedłużone.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Interfax”/Internet/Siekaj/dyd

06.03.2015 (IAR) – Kolejne unijne sankcje wobec Rosji są możliwe. Tak twierdzi Grzegorz Schetyna. Minister spraw zagranicznych zaznacza, że wszystko zależy od tego, czy porozumienie z Mińska w sprawie Ukrainy zostanie dotrzymane. Rano w w Warszawie Grzegorz Schetyna rozmawiał z szefem brytyjskiej dyplomacji Philipem Hammondem.

Polski minister spraw zagranicznych na konferencji prasowej po spotkaniu tłumaczył, co się musi wydarzyć, żeby UE zdecydowała się na wprowadzenie kolejnych sankcji.” Jeżeli zostanie złamane porozumienie z Mińska, jeżeli dojdzie do takich sytuacji, że np. zostanie zaatakowany Mariupol, przekroczona zostanie granica ukraińsko-rosyjska, zaczną się poszerzać wpływy separatystów” – wyliczał minister.

Grzegorz Schetyna zastrzegł, że ostatecznością jest propozycja, która pojawiła się w USA, by wykluczyć Rosję z systemu SWIFT pośredniczącego w transakcjach międzybankowych. „SWIFT, to jest, jeżeli chodzi o sankcje, broń atomowa, wszyscy o tym wiemy. To broń obosieczna i uderzy w nas wszystkich. Wcześniej jest wiele innych rodzajów sankcji, które można zastosować.” – deklaruje Schetyna.

Zdaniem ekspertów, odłączenie Rosji od systemu SWIFT, który zapewnia bezpieczne przekazywanie informacji o rozliczeniach finansowych, oznaczałoby pogrążenie się rosyjskiego systemu finansowego w chaosie. Jednak z kłopotami mogłyby liczyć się w pierwszej kolejności zachodnie banki działające w Rosji.

Z kolei szef brytyjskiej dyplomacji Philip Hammond podkreślał, że Unia Europejska pozostanie zjednoczona jeśli chodzi o kwestię sankcji wobec Rosji w związku z agresją na Ukrainę

IAR/ Tomasz Majka/jj

podobne: Embargo daje się we znaki Rosjanom i części polskich firm. Na horyzoncie kolejne sankcje, Finlandia protestuje, Rosja zapowiada reakcję (obiecuje pracę dla Ukraińców). oraz: Pisarska: rosyjskie embargo wpływa tylko na ułamek eksportu do Rosji. Przewoźnicy o embargu: wielu grozi bankructwo. Moskiewskie media piszą o ewentualnym polskim embargu na rosyjski węgiel. a także: Rosja nie przepuściła ponad 200 ton owoców, w tym z Polski. Polityka przeciwko gospodarce. Sankcje – bardziej cierpi Europa niż Rosja, która dzięki amerykanom skupuje akcje i złoto za grosze! i to: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”…”za wolność naszą i waszą”. Bruksela dzieli wsparcie dla rolników, Warszawa mówi NIE.

…czy dostawcy wrócą czy nie wrócą do handlu z Rosją to już raczej prywatna sprawa dostawców i ich skłonności do ryzyka. Faktem jest że Rosja to kraj o podwyższonym stopniu ryzyka jeśli chodzi o wymianę handlową. To że jest to atrakcyjny rynek zbytu może nie być w najbliższym czasie okolicznością łagodzącą w kontekście nałożenia embarga o charakterze stricte politycznym (oczywiście z wzajemnością w postaci sankcji ze strony UE). Rzecz jasna Rosja ma prawo dobierać sobie takich partnerów handlowych jakich uważa (nawet wbrew własnemu embargu 🙂 ) w imię zasady „dziel i rządź”… (Odys)

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Równi i równiejsi: KE łagodnie wobec (nie)dyscypliny budżetowej Belgii, Włoch i Francji, ale na Polskę nakłada karę. Socjalizm po polsku: Polskie firmy w szponach legislacyjnej burzy. Komu i dlaczego przeszkadzają stare auta?


1. KE łagodnie wobec Belgii, Włoch i FrancjiPolska przegrała z KE w Sądzie UE.

25.02.2015 (IAR) – Nie będzie postępowania wobec Włoch i Belgii za nieprzestrzeganie dyscypliny budżetowej. Francja ma dostać dodatkowe dwa lata na redukcję deficytu. O łagodnym potraktowaniu tych trzech państw zdecydowała w środę Komisja Europejska.

Problem Belgii i Włoch dotyczy zbyt dużego długu publicznego, którego wysokość już dawno przekroczyła 60 procent PKB. Mimo to – według Komisji – nie jest to jeszcze powód do ukarania władz w Brukseli i w Rzymie. “Biorąc pod uwagę czynniki takie jak m.in. słaby wzrost gospodarczy czy wprowadzanie reform strukturalnych uznaliśmy, że otwieranie procedury nadmiernego deficytu na tym etapie nie jest uzasadnione ani dla Belgii, ani dla Włoch“ – powiedział wiceszef Komisji ds. euro Valdis Dombrovskis. Przypadek Francji – jak dodał – był dużo bardziej skomplikowany. Paryż na początku zobowiązał się do redukcji deficytu do poziomu 3 procent PKB do roku 2015. Później uznał, że temu wyzwaniu nie sprosta. Z uwagi jednak na to, że francuski rząd podjął ważne reformy, Komisja postanowiła dać mu dodatkowy czas. „Zdecydowaliśmy, że nowym terminem, w którym Francja będzie musiała mieć deficyt poniżej 3 procent, powinien być rok 2017” – dodał Dombrovskis. Decyzję o przesunięciu daty muszą jeszcze zatwierdzić państwa członkowskie. Trzy miesiące po tym Komisja ponownie oceni sytuację we Francji.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/

podobne: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. oraz: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny.

25.02.2015 (IAR) – Polska przegrała z Komisją Europejską w unijnym sądzie w Luksemburgu. Kara za źle wydane fundusze rolne została podtrzymana – sędziowie oddalili skargę Warszawy na Brukselę. Szanse na odzyskanie 34,5 miliona euro z unijnego budżetu są coraz mniejsze, ale Polsce przysługuje jeszcze odwołanie do unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/B.Płomecka/Bruksela/mg

podobne: Co się odwlecze to nie uciecze czyli… Polska musi zwrócić 30 milionów euro do unijnego budżetu (reaktywacja) oraz: KE pozywa i upomina Polskę ws. niewdrożonych przepisów i chce zwrotu ponad 5,5 mln euro z funduszy na rolnictwo. Idziemy drogą Portugalii. Włochy: przybywa ubogich.

2. Polskie firmy w szponach legislacyjnej burzyPO przechodzi samą siebie.

25.02.2015 (IAR) – Trzy godziny i 26 minut powinien poświęcić każdego dnia polski przedsiębiorca aby przeczytać, jakie zmiany zachodzą w przepisach w naszym kraju. Tak wynika z barometru stabilności otoczenia prawnego w polskiej gospodarce przygotowanego przez firmę audytorsko-doradczą Grant Thornton.

Jak zaznaczył Tomasz Wróblewski – partner zarządzający firmy, tylko w ubiegłym roku weszło w życie 1995 nowych aktów prawnych. Było to ponad 25 tysięcy stron maszynopisu nowego prawa. Porównując to z czytaniem książek, jest to blisko 200 egzemplarzy Trylogii Henryka Sienkiewicza i prawie tysiąc egzemplarzy „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza.

Ogromna ilość i zmienność otoczenia prawnego nie tylko utrudnia prowadzenie działalności gospodarczej ale też naraża przedsiębiorców na odpowiedzialność karną i administracyjną za nieświadome łamanie prawa. Wielkim problemem jest zwłaszcza prawo podatkowe, które przy swoim skomplikowaniu jest niezwykle restrykcyjne.

Tymczasem drobnych przedsiębiorców nie stać na zatrudnianie armii prawników, którzy byliby w stanie rozszyfrować zawiłości tych bardzo często niespójnych i nielogicznych przepisów – podkreśla Tomasz Wróblewski Dodaje, że problemem jest również zbyt mała elastyczność kodeksu pracy.

Według ekspertów Grant Thornton lekarstwem na problemy przedsiębiorców jest podniesienie jakości stanowionego prawa i deregulacja, bo im mniej przepisów, tym mniej bolesna jest ich zmienność.

W ramach projektu „Barometr stabilności otoczenia prawnego w Polsce” powstała strona internetowa, na której raz na kwartał uaktualniane będą wyniki badań zmienności prawa w Polsce. Adres strony to http://www.barometrprawa.pl

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR) Elżbieta Łukowska/sk

podobne: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni. oraz: (Nie)odPOwiedzialnośc POlityków która nic ich nie kosztuje. i to: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa.

25.02.2015 (IAR) – Pomysł z kategorii idiotycznych – tak SLD ocenia propozycję PO, by do centrów miast nie wjeżdżały stare samochody. Ostateczną decyzję miałyby podejmować gminy. Takie zapisy funkcjonują między innymi w Berlinie czy Dublinie i mają na celu zmniejszenie smogu w miastach.

Rzecznik SLD Dariusz Joński uważa, że w tym wypadku politycy PO przeszli samych siebie, bo trudno nam porównywać się chociażby do mieszkańców Berlina i ich zarobków.

Joński dodaje, że popiera próbę zmniejszenia smogu w miastach, ale jego zdaniem głównym problemem są nie samochody a kominy i sposób ogrzewania mieszkań. Rzecznik SLD powiedział, że w większości mieszkań nie ma centralnego ogrzewania. Zdaniem Jońskiego tu rząd mógłby poszukać rozwiązań chociażby na wzór wiedeński, gdzie wybudowano spalarnie i wszystkie domy podłączono pod centralne ogrzewanie i zakazano palenia w piecach.

Średnia wieku auta w Polsce to 15 lat.

IAR/Rucińska/sk

…terefere walka z czystym powietrzem 🙂 Po prostu „ktoś” chce zarobić na sprzedaży nowych aut i tyle! Od razu przypomniał mi się głośny nie tak dawno i bezczelny lobbing Volkswagena i Opla…

„Jak zmusić Polaków do kupowania nowych aut i tym samym podreperować portfele właścicieli salonów samochodowych? Pomysłami jak z rękawa sypie Stowarzyszenie Dealerów Volkswagena i Audi. Organizacja zamierza lobbować m.in. za „wprowadzeniem zakazu ponownej rejestracji auta powyżej 12 lat w przypadku zmiany właściciela, jeżeli było [ono] uprzednio zarejestrowane za granicą”. Wejście w życie takiego przepisu oznaczałoby, że prawie na pewno nie bylibyśmy wstanie sprzedać na terenie Polski samochodu sprowadzonego np. z Niemiec, gdy minąłby dwunasty rok od jego wyjazdu z fabryki. Ewentualny kupiec musiałby auto zarejestrować poza Polską albo przeznaczyć na prywatny szrot… To drugie byłoby jednak utrudnione.

Dealerom marzy się bowiem „zmiana systemu złomowania aut”. Organizacja przypomniała na konferencji prasowej, że właściciele, którzy „sami rozbierają stare auta na części lub sprzedają je np. za tysiąc zł komuś, kto się tym trudni”, robią to nielegalnie („samodzielne rozbieranie na części jest zabronione i teoretycznie karane”).

Warto przypomnieć – za radcą prawnym Markiem Hamerlikiem – że zgodnie z polskim prawem „elementy wyposażenia samochodów wycofanych z eksploatacji mogą być wymontowywane tylko przez licencjonowane stacje demontażu”. Za nieprzestrzeganie tego przepisu „Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska może nałożyć karę od 10 do nawet 100 tys. zł”. W praktyce – jak przypomniał portal wp.pl – z ponad 1 mln samochodów wycofanych z eksploatacji w Polsce w 2009 roku (nie posiadamy bardziej aktualnych danych) do legalnych stacji recyklingowych trafiła zaledwie 1/4 pojazdów. Pozostałe (ok. 750 tys. aut) rozpłynęły się w szarej strefie (ich części można było znaleźć głownie na aukcjach internetowych)

Dlatego dealerzy Volkswagena i Audi proponują, aby za zezłomowanie kompletnego samochodu wystawiać „państwowe świadectwa złomowania o wartości 1000 złotych”. W ciągu roku można by je wymienić na „dodatkową zniżkę (…) przy zakupie nowego pojazdu”. Powyższe propozycje zostały oczywiście polukrowane troską oto, aby Polska przestała uchodzić za „złomowisko Europy”. Dealerzy w oficjalnym komunikacie dają do zrozumienia, że po prostu nie chcą, aby „utylizacja starych pojazdów z Europy nadal polegała na sprzedawaniu ich do Polski, ze szkodą dla nas wszystkich”. Odmiennego zdania są Polacy, którzy rocznie kupują ok. 700 tys. używanych samochodów (z salonów wyjeżdża co roku średnio 270 tys. aut). Ich średni wiek wynosi trochę ponad 10 lat. Aż 38% pochodzi z Niemiec….”

całość tu: nczas.com

Jeśli prawdą jest że główną przyczyną smogu w miastach jest sposób ogrzewania domów a nie „stare” auta, to niewątpliwie mamy do czynienia z zakamuflowanym lobbingiem w rodzaju o którym traktuje powyższy artykuł, a wyrzucony wcześniej drzwiami poroniony POmysł wraca dziś oknem (POdpicowany dla niePOznaki trochę inaczej 😉 ).

Pomijając jednak moje domysły należy sobie powiedzieć, że nawet jeśli miasta pójdą na taki dil to nie zmieni to faktu, że ludzi po prostu NIE STAĆ na nowe auto z salonu (chyba że pójdzie za tym coś więcej, co już w Niemczech zrobiono a mianowicie dopłaty państwowe do kupna nowego samochodu 😉 ). Póki co kupno używanego to dla większości ludzi w Polsce jedyna szansa na posiadanie JAKIEGOKOLWIEK auta… Trzeba być kretynem sądząc że po zabraniu niezamożnemu człowiekowi możliwość kupna leciwego samochodu, zmusi się go do tego by kupił nowy… Po prostu nie kupi i tyle będzie zarobku dla VW i Audi… Zobaczą figę a nie zwiększoną sprzedaż! Nie mówiąc o tym ilu ludzi zniechęcą do swoich produktów traktując ich jak bydło rzeźne.

Pomijam tu milczeniem bezczelność z jaką zagraniczne korporacje panoszą się w Polsce by próbować zmieniać prawo pod swoje interesy… Natomiast władza która ugina się pod takim dyktatem nie dość że przynosi wstyd, to jest anty obywatelska (no ale o tym chyba nie trzeba przypominać że partia nosząca w swojej nazwie to słowo jest tak samo obywatelska jak swojego czasu milicja – z całym szacunkiem dla milicji 😛 ).

…Odys

polecam również: Cezary Kaźmierczak: „Urzędnicy Tuska gorsi od mafii!”. kataryna: „Minister na baterie” czyli recykling lobbing.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Szczęśniak: Zielona energia przeżyła swój Peak Oil. Tania benzyna w USA tymczasem w Polsce ciągle za droga.


„Przez lata mówiono nam, że ropa naftowa już za chwilę się skończy. Powtarzano to przez długie długie lata – niedługo będziemy obchodzić setną rocznicę pierwszego oficjalnego ogłoszenia, że nastąpi Peak Oil. Rozpoczął to zaklinanie rzeczywistości David White – główny geolog amerykańskiej służby geologicznej USGS. W 1919roku stwierdził, że: „szczyt (peak) amerykańskiej produkcji ropy będzie wkrótce osiągnięty – najpewniej w ciągu trzech lat”.

Oznaczało to kryzys i rzeczywiście po tak autorytatywnej wypowiedzi Ameryka popadła w panikę, ceny ropy skoczyły w górę… i sprawa zakończyła się oczywiście niczym. Jeszcze pół wieku rosło wydobycie ropy w USA. Potem przez prawie 40 lat spadało, a teraz rośnie jak szalone, dzięki nowej technologii, umożliwiającej wydobycie z dużo trudniejszych złóż.

Ostatnimi laty głosy o Peak Oil przycichły, gdyż wysechł strumień finansów dla przeróżnych fundacji i organizacji społeczeństwa obywatelskiego (NGO’s), rozgłaszającego upadek ropy naftowej i rychły krach paliw kopalnych. Wróżby te się nie sprawdziły, ale nastąpiło coś znacznie ciekawszego.

Źródła, które miały zastąpić ropę, gaz i węgiel, czyli energia odnawialna – przeżywały w ostatnim dziesięcioleciu niebywale szybki wzrost. Przez wiele lat rosły gwałtownie inwestycje, przyrastały zainstalowane moce, rosła ilość energii elektrycznej, uzyskiwanej z wiatru czy słońca – dwóch najnowocześniejszych gałęzi zielonej energii. I choć nakłady były ogromne, to w 2012 roku udział tych źródeł wynosił jedynie 2,7% światowej produkcji energii elektrycznej. To oczywiście mało, ale uderzające jest inne zjawisko: Inwestycje w energię odnawialną zaczęły szybko spadać. Z prawie 280 miliardów dolarów w szczytowym roku 2011, nakłady corocznie spadały po 11 i 14 procent, by w 2013 roku wynieść jedynie 214 miliardów.

Green_energy_2013_investments1.jpg

Zielona energia przeżyła swój Peak Oil. Bardzo szybko, po zaledwie kilku latach wzrostu. Ale powód jest prosty: te źródła energii są wciąż niekonkurencyjne, wymagają sztucznego podtrzymywania, dofinansowywania przez państwo. To zawsze kończy się, gdy brakuje pieniędzy w kasie. Wtedy nawet najpotworniejsze zagrożenia globalnego ocieplenia nie działają, gdy mają nastąpić za sto lat. Tak zwykli ludzie jak i politycy zaczynają wtedy myśleć bardziej przyziemnymi kategoriami.

Czy to już rzeka bez powrotu dla energii odnawialnej? Trudno powiedzieć, gdyż promują zieloną energię najpotężniejsze rządy i światowe organizacje. Możemy więc jeszcze przeżyć wzrost zielonych inwestycji. Ale bez przełomowych wynalazków i nowych technologii – energia odnawialna nie ma szans z ropą, gazem węglem i energią jądrową. Żeby wygrać ten wyścig musi być po prostu lepsza. Na rządowej kroplówce nie ma szans.”

źródło: szczesniak.pl

podobne: MFW: subsydiowanie energii ma bardzo poważne negatywne skutki oraz: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło. i to: Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany. a także: Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej? polecam również: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. oraz: Wood Mackenzie: na wydobycie czeka 1,4 bln baryłek ekwiwalentu ropy i to: Tekstylia, meble, motoryzacja – siłą polskiego przemysłu (na rynkach zachodnich). Droga energia realnym zagrożeniem. a także: Nauka: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

Tania benzyna w USA. Tymczasem w Polsce Benzyna jest za droga o 40 groszy

24.01.2015 (IAR) – Ceny paliw w Stanach Zjednoczonych nadal spadają. W tej chwili większość Amerykanów płaci za litr benzyny około pół dolara.

W ponad połowie amerykańskich stacji benzyna kosztuje poniżej 2 dolarów za galon, czyli 53 centów za litr. Są miejsca gdzie cena spadła nawet do 45 centów. To najniższy poziom od 2009 roku kiedy świat był ogarnięty poważnym kryzysem finansowym.

Tak niskie ceny paliw oznaczają, że przeciętna amerykańska rodzina zaoszczędzi około 750 dolarów rocznie. Jeśli część z tych pieniędzy zostanie przeznaczona na konsumpcje to będzie to kolejny pozytywny impuls dla gospodarki USA, która i tak rozwija się w tempie 4-5% rocznie.

Oczywiście niskie ceny benzyny nie dla wszystkich są korzystne. Niektóre koncerny paliwowe wydobywające ropę z łupków już zapowiedziały zwolnienia pracowników. Kłopoty finansowe przezywają także stany uzależnione od przetwórstwa i wydobycia ropy. Wydatki budżetowe będzie musiała na przykład znacząco ograniczyć Alaska.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton /kry

źródło: stooq

Przy okazji malejących cen ropy naftowej na świecie, polskie stacje benzynowe wykorzystały sytuację i w mniejszym stopniu, niż by to wynikało ze spadku cen ropy, obniżyły ceny paliw.

Baryłka ropy naftowej kosztuje około 48 USD, co przy aktualnym kursie dolara daje 1,13 zł za litr benzyny. Do tego dochodzą podatki (akcyza – 1,54 zł, opłata paliwowa – 0,13 zł, nowa opłata zapasowa – 0,06 zł oraz 23-procentowy VAT – 0,82 zł), które łącznie wynoszą 2,55 zł i stanowią 58% ceny benzyny.

Przez lata koszty i zyski producentów, pośredników i stacji benzynowych w cenie litra benzyny 95 wynosiły około 40 groszy. Aktualnie przy cenie 4,4 zł za litr jest to ponad 70 groszy!

Gdyby koszty i zyski rafinerii, pośredników i stacji benzynowych zostały zmniejszone do 40 groszy, to litr benzyny kosztowałby na stacji 4 zł (w tym 1,13 zł koszt ropy, akcyza – 1,54 zł, opłata paliwowa – 0,13 zł, nowa opłata zapasowa – 0,06 zł oraz 23-procentowy VAT – 0,75 zł). Skoro tak nie jest, wniosek jest jeden – mamy zbyt małą konkurencję na rynku paliw, co jest efektem nadmiernych regulacji branży.”

źródło: nczas.com

…MONOPOL PAŃSTWA i regulacja centralna rynku paliw w Polsce rzecz jasna nie służą obniżce cen 🙂 Bo tam gdzie nie ma konkurencji tam nie ma mowy o walce cenowej. Mało tego – państwo wymyśliło sobie i nałożyło kolejny para podatek! (Odys)

podobne: Szczesniak o polityce energetycznej czyli „nowy projekt” w którym wszystko zostaje po staremu przez co w nowym roku będzie drożej. Amerykanie częściowo znoszą zakaz eksportu ropy. oraz: Skutki łupkowej rewolucji za oceanem. Tani gaz przypłynie z USA a Rosja dostanie po łapach i to: Rosjanie poczuli międzynarodową izolację, ale są gotowi na wyrzeczenia. Niezależny Portal Finansowy: Co się dzieje z cenami ropy?

fot. Shutterstock

fot. Shutterstock

Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE.


1. Qatargas ulokuje gaz LNG przewidziany dla PGNiG na 2015 r. na innych rynkachMinister skarbu o porozumieniu między PGNiG a Qatargasem.

Warszawa, 09.12.2014 (ISBnews) – Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) oraz Qatar Liquefied Gas Company Ltd zawarły porozumienie do umowy sprzedaży skroplonego gazu LNG z czerwca 2009 r. Porozumienie to przewiduje, że Qatargas ulokuje gaz LNG przewidziany do dostarczenia PGNiG w 2015 r. (ok. 1,5 mld m3) na innych rynkach, wykorzystując swoją pozycję jako jednego z wiodących producentów i dostawców LNG na świecie, podało PGNiG. Polska spółka liczy, że porozumienie to pozwoli na poprawienie w 2015 roku wyniku finansowego na obrocie gazem ziemnym.

„Zgodnie z porozumieniem, PGNiG i Qatargas, biorąc pod uwagę swoją długoterminową współpracę, zmieniły zasady wykonywania umowy długoterminowej w całym okresie 2015 roku. W tym okresie Qatargas ulokuje ilości określone umową długoterminową na innych rynkach wykorzystując swoją pozycję jednego z wiodących producentów i dostawców LNG na świecie” – czytamy w komunikacie.

Zarazem PGNiG pokryje Qatargas ewentualną różnicę pomiędzy ceną LNG określoną w umowie długoterminowej a jego ceną rynkową uzyskaną przez Qatargas. Jeśli cena ta miałaby być niższa niż satysfakcjonująca PGNiG, wówczas odbiór takiego niesprzedanego LNG będzie przesunięty na kolejne lata wykonywania umowy długoterminowej, podano także.

„W ocenie zarządu PGNiG, bazując na aktualnie dostępnych informacjach na temat przewidywanych na 2015 rok cen LNG na świecie oraz cen gazu ziemnego w Polsce, porozumienie może pozwolić na poprawienie w 2015 roku wyniku finansowego PGNiG na obrocie gazem ziemnym pozyskanym w ramach umowy długoterminowej wobec pierwotnego scenariusza” – podkreślono w komunikacie.

Dodatkowo, z uwagi na uwarunkowania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa dostaw gazu ziemnego do Polski, w porozumieniu określone zostały zasady, na jakich PGNiG i Qatargas uzgodnią w razie potrzeby dostawy LNG w 2015 r. po osiągnięciu pełnej funkcjonalności operacyjnej terminalu w Świnoujściu.

„Uważam, że podpisanie tego Porozumienia jest korzystne zarówno dla PGNiG jak i dla Qatargas. Jest to dowód na kontynuację owocnej współpracy między Spółkami” – skomentował prezes PGNiG Mariusz Zawisza, cytowany w komunikacie.

Zgodnie z umową, jaką zawarto przed 6 laty, począwszy od drugiej połowy 2014 r. PGNiG miało odbierać w gazoporcie w Świnoujściu sprowadzany z Kataru gaz LNG. Zakontraktowano 1 mln ton, czyli ok. 1,5 mld m3 skroplonego gazu rocznie.

W ocenie eksperta Instytutu Sobieskiego Roberta Zajdlera, osiągnięte porozumienie to duży sukces zarządu PGNiG.

„Do tej pory mówiło się, że renegocjacja kontraktu katarskiego będzie oznaczać straty dla PGNiG. Okazało się, że tak nie musi być. Zawarte porozumienie ograniczy ryzyko ponoszenia przez polską spółkę kosztów związanych z brakiem możliwości odbioru LNG po 1 stycznia 2015 r. To duży sukces, zwłaszcza, że spółki porozumiały się w niełatwym temacie. Ponadto przesunięcie daty dostarczenia gazu do gazoportu daje komfort na ukończenie go i oddanie do użytku do końca przyszłego roku, co wydaje się jak najbardziej realnym terminem. Dobrze, że terminal będzie oddawany do użytkowania bez presji czasowej” – powiedział agencji ISBnews Zajdler.

„W mojej ocenie, porozumieniem przetarto szlak na pomyślną realizację tego kontraktu w przyszłości. Tak dobra współpraca PGNiG z partnerem katarskim może mieć również wpływ na pozycję negocjacyjną PGNiG w rozmowach z Gazpromem. Gazowa spółka nie musi obawiać się nadwyżki gazu na polskim rynku” – dodał ekspert Instytutu Sobieskiego.

PGNiG jest obecne na warszawskiej giełdzie od 2005 r. Grupa zajmuje się wydobyciem gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju, importem gazu ziemnego do Polski, magazynowaniem gazu w podziemnych magazynach gazu, dystrybucją paliw gazowych, a także zagospodarowaniem złóż gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju i za granicą oraz świadczeniem usług geologicznych, geofizycznych i poszukiwawczych w Polsce i za granicą.

(ISBnews)

10.12.2014 (IAR) – To porozumienie jest dobre dla obu stron. Tak minister skarbu ocenia dokument w sprawie późniejszych dostaw katarskiego gazu skroplonego do Polski. Chodzi o surowiec do terminalu LNG w Świnoujściu.

Półtora miliarda metrów sześciennych surowca z Kataru, który był przewidziany do dostarczenia PGNiG w przyszłym roku trafi na inne rynki.

Włodzimierz Karpiński powtórzył, że jest to korzystne dla naszego bezpieczeństwa energetycznego. „Zdejmuje to presję czasu z firm, zajmujących się ostatnimi już pracami przy terminalu LNG w Świnoujściu, co wymaga szczególnej staranności i rzetelności” – wyjaśnił.

Pierwotnie inwestycja ta miała być oddana do użytku do 30 czerwca tego roku, ale termin przedłużono. Odbiór komercyjnych dostaw ma się rozpocząć w przyszłym roku. Dokładana data nie została podana.

W porozumieniu zaznaczono, że spółki polska i katarska będą miały możliwość określenia zasad na jakich uzgodnią dostawy LNG w przyszłym roku do terminalu w Świnoujściu w zależności od potrzeb energetycznych Polski.

PGNiG zaznacza, że pokryje katarskiej spółce ewentualną różnicę pomiędzy ceną LNG określoną w umowie długoterminowej a jego ceną rynkową uzyskaną przez Qatargas. Jeśli cena ta miałaby być niższa niż satysfakcjonująca Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, wówczas odbiór niesprzedanego LNG będzie przesunięty na kolejne lata wykonywania umowy – napisała spółka w komunikacie.

IAR K.P. /zr

przypomnijmy że:

„Podpisana w 2009 roku umowa zakłada dostawy 1 mln ton LNG rocznie (ok. 1,5 mld m3) przez 20 lat od 2014 roku. Koszt dostaw zależeć będzie od cen ropy naftowej na rynkach światowych. Część ekspertów obawia się, że za tysiąc metrów sześciennych gazu z Kataru trzeba będzie płacić nawet 650 dolarów. Obecnie za taką samą ilość „błękitnego paliwa” z Rosji płacimy 200 dolarów mniej.”

…Poprawna analiza tego rodzaju umowy MUSI się opierać przede wszystkim na konkretach. Jednym z nich (NAJWAŻNIEJSZYM!) jest różnica między ceną kontraktową a ceną sprzedaży przez Qatargas nieodebranego przez PGNiG gazu na rynkach, gdyż tę różnicę zobowiązał się pokryć PGNiG. Drugą równie ważną kwestią jest rozwikłanie zagadki co to znaczy „cena niższa niż satysfakcjonująca” pozwalająca przesunąć odbiór gazu na następne lata. Dane na ten temat zostały opinii publicznej (CELOWO!) pożałowane 😉 więc oddaję głos ekspertowi… (Odys)

Fakty:

  • 9 grudnia PGNiG i Qatar Liquefied Gas Company Ltd (Qatargas) podpisały porozumienie zmieniające umowę z 29 czerwca 2009 r.
  • wolumeny LNG na 2015 r. (ok. 1,5 mld m3) Qatargas będzie sprzedawał na innych rynkach
  • PGNiG pokryje różnice między kontraktowa ceną LNG a ceną sprzedaży przez Qatargas
  • PGNiG może przy niesatysfakcjonującej je cenie LNG, przesunąć odbiór wolumenów na następne lata
  • dostawy LNG w 2015 w Świnoujściu zostaną jeszcze ustalone

Wnioski i uwagi:

  • PGNiG nie negocjowało lub nie udało mu się wynegocjować zmian ceny kontraktu (co było postulatem mediów, jednak znacznie ciszej eksponowanym, niż w sprawie kontraktu jamalskiego, który jest korzystniejszy (tańszy) niż katarski)
  • PGNiG zmniejszy koszty, spowodowane przez opóźnienia w oddaniu terminalu, ale ich nie wyeliminuje (pytanie, czy takie sytuacje są przewidziane w umowie z Gaz Systemem i czy PGNiG będzie egzekwowało takie zapisy, jeśli nie ma lub nie będzie egzekwowało – oskarżenie o działanie na szkodę spółki murowane)
  • Porozumienie mówi o przesunięciu „odbioru niesprzedanego LNG”, z czego wynika, że płatność będzie musiał być wykonana od razu.
  • PGNiG do dzisiaj nie ma gwarancji konkretnej daty oddania terminalu w 2015 roku, dowodzi tego zapis o elastycznym („strony będą miały możliwość”) ustalaniu terminu dostaw do Świnoujścia – to z pewnością osłabiało pozycję negocjacyjną PGNiG, (minister Karpiński na pytanie o termin – odpowiedział „w 2015 r.” – to już będzie trzeci termin (premier Tusk – maj 2015, premier Piechociński – lato 2015).
  • PGNiG otrzymuje czas na wzrost rynku, dający miejsce na nowe dostawy (1,5 mld m3), gdyż w tej chwili nie ma takiego: kontrakt jamalski jest wykonywany na minimalnym poziomie, PGNiG traci w tym roku 15% udziału w imporcie, przyjdzie zrezygnować z odbiorów z Europy (najtańszych w importowym miksie), a przy szybkiej utracie rynku – z produkcji krajowej. Jako alternatywa pozostaje eksport.

Ocena:

  • Porozumienie nie jest sukcesem PGNiG, to Qatargas utrzymał wszystkie przewagi, szczególnie cenowe, jakie są w kontrakcie.
  • Zmiany mieszczą się w standardowych warunkach stosowanych w długoterminowych kontraktach „take or pay” (ten sam rodzaj kontraktów jak z Gazpromem), polegających na odłożeniu odbioru nieodebranego gazu na późniejsze lata

Wątpliwości:

Formuła powierzenia sprzedaży Qatargasowi nie motywuje go do realizowania tej sprzedaży po jak najwyższych cenach, istnieje jedynie mechanizm „stop-loss” dla PGNiG. Pytanie, czy jeśli Qatargas sprzeda drożej niż w kontrakcie z PGNiG to zwróci nadwyżkę?
Minister Karpiński z niejasnych powodów powołuje się na „bezpieczeństwo energetyczne Polski”, jest też przekonany o „dobrej współpracy pomiędzy PGNiG i partnerem katarskim”. Rozumiem, dyplomacja, jednak w wynegocjowanym porozumieniu tego sukcesu nie widać.
Ministrem Karpińskim szarpią chyba jakieś wątpliwości – mówi jednocześnie: „Wartością projektu budowy gazoportu jest sam fakt, że zostanie on zrealizowany” i że „realizujemy tę inwestycję, mimo że do 2022 r. mamy zapewnioną odpowiednią ilość gazu”. Poszedłbym dalej – wartością gazoportu jest to, że powstanie i nic więcej” (Andrzej Szczęśniak)

źródło: szczesniak.pl

…trzeba przyznać że ten katar tfuuu! znaczy się gaz będzie nas drogo kosztował… Śmierdząca sprawa (gorzej niż gaz).

podobne: Drogi Katar (znaczy się gaz) jeszcze nie przypłynie. Terminal LNG najwcześniej gotowy pod koniec roku  oraz: Polska rozmawia z Katarem o obniżce cen gazu. USA coraz bardziej otwarte na eksport gazu. Rewers na gazociągu jamalskim.  i to: Dzięki POPISowi Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom! Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka?

2. Polski lobbing energetyczny w BrukseliRzecznik Trybunału UE – ukarać Polskę.

08.12.2014 (IAR) – Polskie firmy energetyczne otworzyły wspólne biuro w Brukseli. W jego ramach chcą lobbować na rzecz korzystniejszych dla Polski przepisów w tej dziedzinie.

Jak mówi Marek Woszczyk – prezes Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej, chodzi także o to, aby zmienić nieprawdziwy obraz polskiej energetyki, „która przede wszystkim jest kojarzona z energetyką przestarzałą, nienowoczesną, wykorzystującą w mało efektywny sposób paliwa kopalne, przede wszystkim węgiel, bo taki obraz prawidłowy nie jest. Polska energetyka to energetyka, która inwestuje w wysoko sprawne elektrownie, potrafimy bardzo efektywnie i czysto spalać polski węgiel i produkować z niego tani prąd. Chcemy pokazywać prawdziwy obraz polskiej energetyki, energetyki, która się zmienia i która bardzo aktywnie i szybko inwestuje w odnawialne źródła energii” – powiedział Marek Woszczyk.

Podkreślił, że nie przez przypadek biuro powstało właśnie teraz – krótko po szczycie Unii Europejskiej, na którym ustalono nowe cele polityki energetyczno-klimatycznej. Jego zdaniem, w ciągu najbliższych miesięcy bowiem będą się klarować szczegóły dotyczące wprowadzania w życie wniosków z tamtego spotkania.

Według ministra Tomasza Tomczykiewicza – sekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki, lobbing węglowy w Brukseli to jest kwestia polskiego bezpieczeństwa energetycznego. „Musimy dbać o to, żeby ten zmieniający się świat uwzględniał, iż zasobność polskiego konsumenta nie jest wielka. W związku z tym musimy dbać o ceny energii, niski wzrost cen energii, a to będzie realizowane, jeśli energetyka będzie oparta na najtańszych źródłach energii” – powiedział minister Tomczykiewicz.

Na październikowym szczycie ustalono wspólną europejską strategię energetyczno-klimatyczną do 2030 roku. Głównym założeniem przyjętego pakietu jest 40-procentowa redukcji emisji CO2. Polska obawiała się, że taki cel doprowadzi do wzrostu cen energii w naszym kraju. Udało się jednak m.in. utrzymać system darmowych pozwoleń na emisję CO2 dla firm energetycznych.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/

podobne: Droga energia realnym zagrożeniem. oraz: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. i to: Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej? a także: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą polecam również: Walka z emisją CO2 nie musi oznaczać walki z węglem. i to: GIG: podziemne zgazowanie może pomóc w lepszym wykorzystaniu węgla a także: Gaz łupkowy za 24 lata. Zielona energia za droga. Nie mamy realnej alternatywy dla węgla. i na koniec: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO?

11.12.2014 (IAR) – Polska powinna zapłacić karę finansową za niewdrożoną dyrektywę o odnawialnych źródłach energii. Taka jest opinia rzecznika unijnego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Ostateczne orzeczenie w tej sprawie spodziewane jest za kilka miesięcy.

W wydanym oświadczeniu, rzecznik zaproponował, by Polska zapłaciła 61 tysięcy euro za każdy dzień opóźnienia, czyli od momentu orzeczenia do czasu wdrożenia dyrektywy. To mniej niż proponowała Komisja Europejska w 2013 roku, pozywając Polskę do Trybunału. Wtedy Bruksela zażądała ponad 130 tysięcy euro za każdy dzień zwłoki. Unijne przepisy o odnawialnych źródłach energii kraje członkowskie powinny były wdrożyć do grudnia 2010 roku. Opinie rzeczników Trybunału nie są wiążące, ale zwykle bywa tak, że w 70-80 procentach podzielają je później sędziowie ogłaszając wyroki. Ciekawostką w tej konkretnej sprawie jest to, że jeśli Polska zostanie skazana i będzie musiała zapłacić karę finansową, to będzie to pierwszy przypadek od czasu wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego, że Trybunał podzieli opinię Komisji wydaną w przyspieszonym trybie.

IAR/B.Płomecka/Bruksela /nyg

źródło: stooq.pl

podobne: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. oraz: Polska: czekamy na ustawy o OZE i „łupkową”. Statki LNG – szybkie, bezpieczne i bardzo drogie i to: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

rys. Jerzy Krzetowski

rys. Jerzy Krzetowski

Atak euro i polosocjalizmu. Przedsiębiorcy protestowali przeciwko polityce rządu. Będzie wspólny protest przewoźników i sadowników?


W jednym dniu usłyszeliśmy dwie złe wiadomości mówiące o kolejnych szaleństwach eurosocjalistów i socjalistów rodzimych. Przedsiębiorcy mają dość regulacji i zdzierstwa podatkowego i protestują.

W ramach ekoterrorystycznego szału Unii Europejskiej od nowego roku ceny paliwa dla statków na Morzu Bałtyckim mogą wzrosnąć o 40 procent. To wynik tego, że w życie wchodzi unijna dyrektywa, która ogranicza zawartość siarki w paliwach używanych przez statki na Bałtyku i Morzu Północnym do 0,1 procenta.

Z kolei Sejm uchwalił ustawę, która wprowadza nową koncesję – na obrót węglem z zagranicy. Ustawa utrudnia też import węgla do Polski przez wprowadzenie systemu zabezpieczeń majątkowych, jakie mają składać importerzy. Ponadto ustawa zwiększa o 40 etatów ilość urzędasów w Urzędzie Regulacji Energetyki, na co podatnicy wydadzą 4 mln zł rocznie. Za uchwaleniem nowelizacji głosowało 435 posłów. Tylko dwaj posłowie zagłosowali inaczej. Przeciw była Anna Grodzka z Partii Zielonych, a Przemysław Wipler, poseł KNP, wstrzymał się od głosu.

W kogo uderzają euro- i polosocjaliści? Bezpośrednio w przedsiębiorców, którym utrudnia się prowadzenie działalności gospodarczej i podnosi jej koszty, a pośrednio w konsumentów, którzy pozostają na samym końcu gospodarczego łańcucha pokarmowego i za to wszystko będą musieli ostatecznie zapłacić z własnej kieszeni. Szacuje się, że w rezultacie droższego paliwa dla statków dojdzie do kilkunastoprocentowej podwyżki cen frachtu i biletów na promy. Natomiast utrudnienie importu węgla to uderzenie w sektor energetyczny, któremu trudniej będzie kupić tańszy węgiel z zagranicy i w efekcie więcej za prąd zapłacą i Polacy prywatnie, i polskie firmy.

W tej sytuacji nie ma się co dziwić, że przedsiębiorcy mają dość i około 200 właścicieli małych i średnich firm protestowało przed Sejmem przeciwko antyrynkowej polityce rządu PO-PSL. Jak poinformowało Polskie Radio, przedsiębiorcy żądali wprowadzenia ułatwień w funkcjonowaniu małych i średnich przedsiębiorstw, w tym m.in. zmiany sposobu rozliczania faktur i podniesienia kwoty wolnej od podatku, zmian w zasadach opłacania ZUS-u, ograniczenia uprawnień urzędników skarbowych, którzy dostają premie za wystawianie mandatów oraz uproszczenia przepisów.”

Tomasz Cukiernik za nczas.com

podobne: Tani węgiel solą w oku lobby górniczego. POwszechna zgoda na komunizację (certyfikaty jakości, koncesje) branży i dopłacanie do interesu za pieniądze podatników. oraz: „List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm. i to: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą. Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy? polecam również: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

Przedsiębiorcy protestowali przeciwko polityce rząduBędzie wspólny protest przewoźników i sadowników?

07.11.2014 (IAR) -Przedsiębiorcy protestowali przeciwko polityce rządu. Przed Sejmem około stu właścicieli małych i średnich firm domagało się zmiany polityki rządu wobec tego typu firm.

Protestujący w trakcie manifestacji podpalili kukły premier Ewy Kopacz oraz ministra finansów.

Piotr Surmacki organizator protestu wyjaśniał, że przedsiębiorcy oczekują od rządu wprowadzenia ułatwień w funkcjonowaniu małych i średnich przedsiębiorstw i przedstawił kilka postulatów. Właściciele firm domagają się między innymi zmiany sposobu rozliczania faktur i podniesienia kwoty wolnej od podatku – mówili, że w Polsce jest ona najniższa – 3 tysiące złotych w Anglii 10 tysięcy funtów. Przedsiębiorcy domagają się również zmian w zasadach opłacania ZUS-u, oraz ograniczenia uprawnień urzędników skarbowych, którzy mają premie za wystawianie mandatów właścicielom firm.

Dominik Chernik podkreślał, że przedsiębiorcy chcą też, by Urzędy Skarbowe mogły sprawdzać ich dokumenty za krótszy niż do tej pory okres. Obecnie urzędnicy mogą kontrolować dokumenty za okres pięciu lat i dowolnie interpretować przepisy, tymczasem właściciele firm chcą, by ten okres skrócić do roku. Ponadto oczekują też uproszczenia przepisów dotyczących działalności.

Właściciele firm skarżyli się także na to, że są traktowani jak złodzieje i potencjalni oszuści, że nie są szanowani choć stwarzają aż 80 procent miejsc pracy w Polsce.

Przedsiębiorcy podkreślali, że górnictwo to tylko 3 procent polskiego PKB, a małe i średnie firmy to 67. Dlatego pytają „dlaczego rząd godzi się na dokładanie pieniędzy do kopalń, a przedsiębiorcom rzuca kłody pod nogi?”.

Przedsiębiorcy złożyli też w kancelarii Sejmu petycję ze swoimi postulatami.

Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/sk

podobne: Przedsiębiorcy walczą o skażony alkohol. Wiceminister popełnił przestępstwo? oraz: Kosztowna głupota. Nacjonalizacja rynku podręczników doprowadzi do bankructwa wielu przedsiębiorców, a dzieci stracą możliwość nauki z lepszych książek. i to: „Dziennik GP” – Firmy uderzone VAT-em. Ożywienie w gospodarce dusi przedsiębiorczość? a także: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy. polecam również: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? i to: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków oraz: Marcin Nowacki o dokręcaniu śruby polskim przedsiębiorcom. a także: Rostowski vs. gospodarka…10 POtężnych ciosów dla przedsiębiorców polecam również: Dla złodziei figa z makiem – MISie mówią dośc!

10.11.2014 (IAR) – Przewoźnicy liczą milionowe straty i tracą cierpliwość. Od kilku miesięcy, po wprowadzeniu rosyjskiego embarga na unijne produkty, nasza sytuacja stale się pogarsza, a rząd nie reaguje – alarmują transportowcy i nie wykluczają wspólnych protestów z sadownikami.

Prezes Ogólnokrajowego Stowarzyszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych i Spedytorów „Podlasie” Waldemar Jaszczur powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej, że decyzja o dołączeniu do protestów może zapaść jeszcze w tym tygodniu.

Waldemar Jaszczur zwrócił uwagę, że problemy przewoźników mogą przełożyć się wkrótce na rynek pracy. „Tysiące kierowców, spedytorów i dyspozytorów, ludzi bezpośrednio i pośrednio związanych z naszą branżą tracą miejsca pracy” – alarmował rozmówca IAR. Podkreślił, że we wszystkich firmach tendencja jest taka, aby redukować zatrudnienie i sprzedawać zalegające na parkingach pojazdy, które generują koszty i od których przewoźnicy muszą płacić podatki.

Z niepokojem sytuację obserwują mieszkańcy regionów, w których szczególnie dużo jest firm transportowych. Do takich należy powiat łukowski na Lubelszczyźnie – przyznaje starosta Janusz Kozioł. Zwrócił uwagę, że tylko w gminie Trzebieszów funkcjonuje kilkadziesiąt firm, z których każda posiada kilkanaście lub kilkadziesiąt samochodów ciężarowych.

Polska jest liderem drogowych przewozów transportowych w Europie. Flota polskich przewoźników liczy ponad 150 tysięcy aut.

IAR/Tomasz Marciniuk/buch

źródło: stooq.pl

podobne: Pisarska: rosyjskie embargo wpływa tylko na ułamek eksportu do Rosji. Przewoźnicy o embargu: wielu grozi bankructwo. Moskiewskie media piszą o ewentualnym polskim embargu na rosyjski węgiel. oraz: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś.

zamiast komentarza cytat:

…Oto właściciele ziemscy – na czym im zależy? By ziemia była płodna, a pogoda sprzyjająca. Ale co z tego wynika? Że zboża będzie pod dostatkiem, a cena się obniży, a więc zyskają na tym ci, którzy nie mieli majątku. Oto producenci – o czym nieustannie myślą? Aby udoskonalać swoją pracę, zwiększać moc maszyn, zdobywać surowce na jak najlepszych warunkach. A do czego to wszystko prowadzi? Do obfitości i niskiej ceny produktów, to znaczy, że wszystkie wysiłki podejmowane przez producenta, który się tego nawet nie domyśla, przekształcają się w zysk konsumenta, którym także ty jesteś. To samo dotyczy wszystkich zawodów. Co więcej, także kapitaliści podlegają temu prawu. Oni są bardzo zajęci zarabianiem pieniędzy, oszczędzaniem, czerpaniem korzyści z tego wszystkiego, co robią. To bardzo dobrze, ale im większy sukces odnoszą, tym bardziej przyczyniają się do zwiększania kapitałów i siłą rzeczy do obniżania procentu. A kto czerpie korzyść z obniżania procentu? Czyż najpierw nie pożyczkobiorcy, a w końcu konsumenci produktów, które są wytwarzane dzięki kapitałom? Nie ma zatem wątpliwości, że końcowy rezultat wysiłków każdej klasy to dobro wspólne wszystkich klas….” (Frédéric Bastiat)

Frederic Bastiat socjalizm

Ekoterror kontratakuje: Wzrost stężenia CO2 w atmosferze (nie wiadomo czy przez człowieka). Po „przerwie” wraca strach przed zmianą klimatu, tyle że to równie dobrze może być ochłodzenie. Dziura ozonowa przestała się powiększać.


1. Nauka: Rekordowo szybko wzrasta stężenie CO2 w atmosferzeJarraud o zmianach klimatycznych.

09.09.2014 (IAR) – Stężenie dwutlenku węgla w atmosferze rosło ostatnio rekordowo szybko. Wskazują na to dane opublikowane przez Światową Organizację Meteorologiczną.

W latach 2012-2013 stężenie dwutlenku węgla rosło najszybciej od połowy lat 80. Analiza nie wskazuje, ile gazów cieplarnianych zostało wyemitowanych przez człowieka, pokazuje natomiast jaka ich część pozostała w atmosferze. Obecnie w powietrzu jest o 142 procent więcej CO2 niż w połowie osiemnastego wieku, gdy rozpoczęła się rewolucja przemysłowa.

Sceptycy wskazują na trwającą od 19 lat przerwę w ocieplaniu się atmosfery. Opublikowane w ubiegłym miesiącu w tygodniku „Science” badania wskazują jednak, że nadmiar ciepła pochłaniają ostatnio oceany, głównie Atlantyk, stąd ta przerwa.

„Ale nie ma wątpliwości, że w dłuższym okresie klimat będzie się nadal się nagrzewał”- tłumaczył w komentarzu analityk BBC John Hammond.

Według Światowej Organizacji Meteorologicznej, najnowsze dane o CO2 to kolejny argument, by przyjąć globalny traktat o ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/R. Motriuk/dyd

Analiza nie wskazuje, ile gazów cieplarnianych zostało wyemitowanych przez człowieka… ale według ŚOM to kolejny argument za tym aby to człowiek ograniczał emisję CO2 (pomimo MINIMALNEGO WPŁYWU – „Zimne słońce”, handel „pozwoleniami na emisję CO2″ i jego ekonomiczne konsekwencje dla Polski) … Konia z rzędem temu kto nadąży za logiką ideologów 🙂 (Odys)

09.09.2014 (IAR) – Według Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO), świat musi zrobić wszystko, by zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych i powstrzymać zmiany klimatyczne. Szef WMO Michel Jarraud mówił o wnioskach z najnowszego raportu Organizacji, według której stężenie dwutlenku węgla w atmosferze osiągnęło rekordowy poziom.

Tak zwany „Biuletyn o Gazach Cieplarnianych ”wskazuje, że nigdy dotąd, od kiedy rejeetrowano te dane, nie było w powietrzu tak dużo CO2, jak w roku 2013. Ostatnio stężenie tego gazu rosło rekordowo szybko. Skutkiem dużej ilości tego i innych gazów cieplarnianych, takich jak metan, był wzrost efektu ocieplenia klimatu o ponad jedną trzecią od roku 1990. Według autorów raportu, to ma i będzie miało negatywny wpływ na oceany i być może na morską różnorodność biologiczną. „Czas działa na naszą niekorzyść. Potrzebne są zdecydowane działania. Im dłużej będziemy czekać, tym będzie drożej i trudniej” – mówił Michel Jarraud.

Globalne ocieplenie będzie tematem szczytu klimatycznego ONZ, który rozpocznie się pod koniec września w Nowym Jorku.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/dw

polecam: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? oraz: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

źródło: stooq.pl

Przyrost pokrywy lodowej na przestrzeni roku (zdj. NASA)

Przyrost pokrywy lodowej na przestrzeni roku (zdj. NASA)

świat musi zrobić wszystko, by zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych i powstrzymać zmiany klimatyczne…

…ale co takiego świat (człowiek) może zrobić skoro człowiek nie odpowiada i nie kreuje zmian które są NORMALNĄ konsekwencją naturalnych cyklów klimatycznych… Świat (ludzie) dopłaca setki miliardów dolarów rocznie do walki z naturalnym cyklem (Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej?) a efektów innych poza „zarobionymi” na oszustwie eko-ideologami i kłopotami gospodarczymi państw które dokręcają sobie ekologiczną śrubę nie ma. Takie są fakty. Poza tym o jakiej skali ocieplenia mówimy skoro w ostatnim czasie czapa lodowa na biegunie zwiększyła swoją objętość… I czy przypadkiem z ocieplenia klimatu nie płyną dla ludzi naturalne korzyści? Sahara znów się zazieleni czyli… „problem” z CO2 (Odys)

2. Wyznawcy globalnego ocieplenia w potrzasku – ochłodzenie może potrwać nawet 30 lat.

„Mimo braku globalnego ocieplenia, dla większości ludzi na Ziemi jest ono aksjomatem. Wierzą oni na dodatek, że to mityczne ocieplenie jest wynikiem działania człowieka. Kłopot polega na tym, że oficjalnie d 1999 roku żadnego ocieplenia nie ma.

Wielu naukowców zbudowało swoje kariery na szwindlu z globalnym ociepleniem. Pieniądze na „badania” potwierdzające istnienie ocieplenia płynęły przecież szerokim strumieniem, dlatego nawet po Climate Gate, gdzie wyszło jasno, jakiej jakości prace mają dowodzić rzekome ocieplenie, wielu specjalistów niczym lemingi zafiksowali się na udowadnianiu, że to tylko chwilowa przerwa w ociepleniu.

Ta przerwa trwa już ponad dekadę i wiele wskazuje na to, że potrwa jeszcze jakiś czas. Według amerykańskich specjalistów może za to odpowiadać wieloletni cykl w Oceanie Atlantyckim.

Ów cykl miałby trwać minimum 30 lat i w jego wyniku dochodzi do przesunięcia prądów oceanicznych, które sięgają głębiej powodując ochładzanie. Uczeni tylko w ten sposób potrafią obecnie wytłumaczyć dlaczego mimo wzrastającej ilości dwutlenku węgla, średnia temperatura w latach 1998 – 2012 zmieniła się tylko o 0,05 stopnia, podczas gdy w latach 1951 – 2012 średni wzrost wyniósł 0,12 stopnia Celsjusza.

Nie za bardzo wiadomo co dzieje się z naszym klimatem, a modele symulujące zmiany na Ziemi, które opracowali kiedyś specjaliści z ONZ-owskiego IPCC, po prostu ich ośmieszyły. Na ten moment wygląda to tak jakby cała walka z Globalnym Ociepleniem była podszyta nie naukowymi faktami, a ideologią.

Planowano po prostu okraść ludzi wymyślając urojone podatki węglowe, a gdy okazało się, że ocieplenia nie ma bynajmniej nie porzucono tego przestępczego procederu tylko ukuto termin „przerwy” i nadal realizowany jest ten bandycki proceder w zniewolonych społeczeństwach, takich jak polskie.

Wiem, że nic nie wiem – to zdaje się podsumowywać stan ziemskiej wiedzy na temat czynników kształtujących klimat na Ziemi. Nadal jednak wielu naiwnych daje się nabrać wierząc, że coś takiego jak globalne ocieplenie istnieje w rzeczywistości.”

źródło: zmianynaziemi.pl

polecam również: Gaz łupkowy za 24 lata. Zielona energia za droga. Nie mamy realnej alternatywy dla węgla.

3. Polityka czy troska o klimat – piąty nierzetelny raport ONZ w sprawie zmian klimatycznych.

„Jest w najwyższym stopniu prawdopodobne, że działalność człowieka jest w najwyższym stopniu przyczyną ocieplenia klimatu, które obserwujemy od połowy XX wieku” – tak brzmiało jedno ze zdań oenzetowskiego raportu ogłoszonego w ubiegły piątek przez Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC).

Określenie „w najwyższym stopniu prawdopodobna przyczyna”, które znalazło się w raporcie, w żargonie IPCC oznacza prawdopodobieństwo wystąpienia jakiegoś zjawiska w granicach od 95 proc. do 100 proc.

Panel IPCC stwierdził jednocześnie, że większa emisja dwutlenku węgla do atmosfery ma jednak mniejszy wpływ na wzrost temperatury niż pierwotnie sądzono. Napisano, że ryzyko zmian klimatycznych, spowodowanych emisją dwutlenku węgla, jest „prawdopodobne” (tj. w granicach od 66 proc. do 100 proc.) a emisja dwutlenku węgla mogła spowodować podniesienie temperatury o 1,5 stopnia Celsjusza, a nie 2 stopnie jak szacowano w 2007r.

Rupert Darwall, ekspert, który napisał artykuł na temat raportu w „The Wall Street Journal” zauważa, że to „rażąca rozbieżność”. Zastanawia bowiem jak jest możliwe, że panel naukowców stwierdza, iż rzekomy wzrost temperatury od połowy XX wieku jest spowodowany przez emisję gazów cieplarnianychw sytuacji, gdy są mniej pewni, co do wpływu dwutlenku węgla na ocieplenie klimatu?

Zdaniem analityka, autora licznych publikacji na temat rzekomych zmian klimatycznych spowodowanych przez człowieka, wyjaśnienie rażącej rozbieżności jest tylko jedno: raporty IPCC, zwłaszcza podsumowania dla decydentów politycznych, przeznaczone są głównie do „politycznej konsumpcji”.

całość tu: pch24.pl

polecam również: Bezsensowny, szkodliwy dla rynku pracy i rodzin podatek, który wcale nie pomagał środowisku, już nie istnieje. Australia bez podatku węglowego.

globalne ocieplenieWalka „postepowców” z cyklami klimatycznymi które występują na ziemi od wieków, oraz wszelkie ciągoty tego środowiska (nie)naturalnego do konieczności uśredniania i „normalizacji” tego co z NATURY jest zmienne jest z góry skazana na niepowodzenie… I oni doskonale o tym wiedzą. Ci ludzie „tylko” próbują na swojej teorii, którą zarazili sporą część populacji ludzkiej zbić majątek (oczywiście na koszt innych)… To banda oszustów i cynicznych złodziei… Do tego hipokrytów, bo jeżeli tak bardzo wierzą w to, że to człowiek jest sprawcą całego zła ocieplania się klimatu, to powinni już dawno jako pierwsi poświęcić się jako męczennicy i żyć bez prądu nie korzystając z „energochłonnych” osiągnięć cywilizacji. Niech wracają do jaskiń i żyją zgodnie ze swoją ideologią i niech ich Bóg błogosławi. (Odys)

4. Dziura ozonowa przestała się powiększać.

11.09.2014 (IAR) – Dziura ozonowa nad Antarktydą przestała się powiększać – wynika z raportu ONZ. Widać pierwsze oznaki tego, że ważnego dla życia na Ziemi ozonu jest coraz więcej.

Warstwa ozonu w atmosferze jest kluczowa, ludzi chroni na przykład przed wywołującym raka promieniowaniem ultrafioletowym. Ozon niszczyły w przeszłości freony stosowane w dezodorantach, lodówkach czy gaśnicach. Tych substancji już się nie używa i dzięki temu, jak podkreślają naukowcy, antarktyczna dziura ozonowa przestała się powiększać. Szef Programu Środowiskowego ONZ, Achim Steiner podkreśla, że ma to duże znaczenie. „Teraz lepiej rozumiemy jaki jest związek między dziurą ozonową a zmianami klimatycznymi”.

Warstwa ozonowa może się samoistnie odrodzić mniej więcej do połowy wieku, sugerują eksperci ONZ, ale niezależni naukowcy nie są tego całkowicie pewni.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk

„Zanim przyjdą eurosceptycy” czyli biegunka legislacyjna w PE, efekt – szlaban dla mocnych odkurzaczy (i kolejne plany regulacji). Związkowcy palą unijne flagi (żądają rekompensat za sankcje).


► Parlament Europejski, Strasburg – 16 kwietnia 2014 r.
► Mówca: Daniel Hannan (ECR), UK
► Wyjaśnienie sposobu głosowania ws. sprawozdania „Prawo żywnościowe i paszowe oraz zasady dotyczące zdrowia i dobrostanu zwierząt, zdrowia roślin, materiału przeznaczonego do reprodukcji roślin i środków ochrony roślin”Dziesięć lat temu przewodniczący Komisji powiedział, że Unia Europejska zaprzestanie ustanawiania niepotrzebnego prawodawstwa i wycofa dyrektywy w obszarach, które można pozostawić w gestii państw członkowskich. Spójrzcie na rozmiar naszej dzisiejszej listy do głosowania! Spójrzcie na niektóre z rzeczy, nad którymi głosujemy! To jest bardzo dobry przykład: kontrole i czynności wykonywane w celu zapewnienia stosowania prawa żywnościowego i paszowego; zasady dot. zdrowia i dobrostanu zwierząt, zdrowia roślin, materiału do reprodukcji roślin, środki ochrony roślin… Poświęciliśmy rekordowy czas na głosowania. Mamy bezprecedensową dodatkową sesję głosowania dziś wieczór, by przebrnąć przez ten ogrom przepisów, pomimo tych wszystkich obietnic by robić mniej, a robić to lepiej.A dlaczego mamy taką ilość pracy? Niemożliwe jest powstrzymać podejrzenie, że władze w tym Parlamencie obawiają się składu nowego Parlamentu; że w wyniku europejskich wyborów ta Izba będzie miała inny charakter, że znajdą się tu ludzie przeciwni przekazywaniu coraz większej ilości uprawnień do Unii Europejskiej, niezależnie od zasadności takiego postępowania. I stąd mamy ten pośpiech, aby próbować wszystko przepchnąć, dopóki jeszcze istnieje federalistyczna większość w tej Izbie. Jest to próba podważenia – a przynajmniej ominięcia – procesu demokratycznego i ja osobiście uważam to za głęboko niepokojące.