Eurokołchoz: Z Grecji uchodzi powietrze. Tsipras prosi Junckera o pomoc. Najpierw reformy, potem pieniądze. Drukowanie euro osłabia tę walutę.


1. Tsipras prosi Junckera o pomocEurogrupa o Grecji: najpierw reformy, potem pieniądze.

06.03.2015 (IAR) – Grecji zaczyna brakować pieniędzy na wypłaty dla pracowników sfery budżetowej. Jak podają niemieckie media grecki premier Aleksis Tsipras poprosił w związku z tym o pilne spotkanie z szefem Komisji Europejskiej, ale Jean-Claude Juncker nie znalazł czasu na rozmowę.

Dziennik „Sueddeutsche Zeitung” podaje, że Tsipras chciał spotkać się Junckerem jeszcze dziś. Szef Komisji Europejskiej miał jednak odmówić. Politycy ustalili, że spotkają się dopiero po poniedziałkowym posiedzeniu eurogrupy. „Sueddeutsche Zeitung” nazywa postępowanie Tsiprasa niespotykanym wołaniem o pomoc w obliczy dramatycznej sytuacji finansowej jego kraju.

Wczoraj okazało się, że w lutym Grecja nie była w stanie wypłacić pensji wszystkim pracownikom budżetówki. Pieniędzy nie dostali niektórzy nauczyciele.

Gazeta dodaje, że Tsipras chce prosić Junckera o wsparcie w sprawie wypłaty Grecji reszty środków z ostatniego programu ratunkowego. Eurogrupa uzależnia wypłatę od tego jak konkretne i głębokie będą reformy gospodarcze proponowane przez Ateny.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/mg

09.03.2015 (IAR) – Ministrowie finansów strefy euro czekają na postępy we wprowadzaniu reform przez grecki rząd zanim zgodzą się na wypłatę nowych pieniędzy. Takie komentarze można było usłyszeć przed rozpoczęciem spotkania eurogrupy w Brukseli. Rządowi w Atenach kończą się środki finansowe i liczy na jak najszybszą pomoc ze strony międzynarodowych kredytodawców. Dotychczasowe działania greckiego rządu są jednak niesatysfakcjonujące.

Co Grecja musi zrobić, by otrzymać teraz część środków, które zostały jej obiecane w tym roku? „Musi zrealizować część zobowiązań” – tak na pytanie dziennikarzy odpowiedział irlandzki minister finansów Michael Noonan.

W podobny tonie wypowiadał się unijny komisarz ds. euro Valdis Dombrovskis. „Pozostaje jeszcze wiele do zrobienia, to co ostatecznie będzie się liczyć to skuteczne wywiązywanie się z podjętych zobowiązań” – powiedział Dombrovskis.

Grecki rząd przedstawił Brukseli pierwszą listę planowanych reform 2 tygodnie temu. Unijne instytucje uznały ją za ważny, pierwszy krok. Od tego czasu jednak – według szef eurogrupy Jeroena Dijsselbloema – nie dokonano większego postępu zarówno w kwestii implementacji reform jak i rozmów Grecji z międzynarodowymi instytucjami. „Nie możemy tracić więcej czasu, musimy zacząć poważnie rozmawiać” – powiedział minister. Tylko pozytywna ocena kredytodawców czyli Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego umożliwi wypłatę pieniędzy. Chodzi łącznie o ponad 7 miliardów euro.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/mcm/

źródło: stooq.pl

podobne: Eurokołchoz: Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromis, Niemcy mówią NIE. Trader21 o greckiej tragedii. W Hiszpanii Banki Żywności dla biednych. Finansowe kłopoty Włochów.  oraz: Nowy grecki rząd oszczędzać nie chce. Program Syrizy groźny dla budżetu ale jednocześnie mało realny. Obawa przed wzrostem fali ekonomicznego populizmu w Europie. Inwestorzy czekają na bieg wydarzeń.

2. Drukowanie euro osłabia tę walutę.

09.03.2015 (IAR) – W ciągu dwóch lat euro może kosztować tyle, co dolar – prognozuje główny ekonomista banku Pekao SA Marcin Mrowiec. Coraz niższy kurs europejskiej waluty to efekt między innymi rozpoczętego dziś tak zwanego drukowania euro przez Europejski Bank Centralny.

Marcin Mrowiec wskazuje, że efekty decyzji EBC było widać jeszcze przed rozpoczęciem programu, bo rynki zareagowały na samą zapowiedź wydarzenia.

Ekspert spodziewa się systematycznego spadku kursu euro. Zgadza się z prognozami, że w ciągu dwóch lat kurs euro może się zrównać z kursem dolara.

Zgodnie z zapowiedziami EBC, program skupu obligacji będzie trwał przynajmniej do 2016 roku lub do osiągnięcia inflacji na poziomie blisko 2 procent.

Średni kurs euro w Narodowym Banku Polskim wynosi dziś 4 złote i 12 groszy, dolara wyceniono na 3 złote 78 groszy, a franka szwajcarskiego na 3 złote i 85 groszy.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Arkadiusz Augustyniak/sk

komentarz cynika9:

„…Unia gnije nie tylko na zewnątrz ale przede wszystkim od środka. To właśnie, a nie nawet ukraiński worek bez dna, będzie tym co ją wykończy w obecnym kształcie.  ECB urządza właśnie 500 milionom ludzi w strefie euro ekwiwalent kotła podDebalcewem, przechodząc do hurtowego niszczenia waluty której używają. W tym miesiącu szef Mario Draghi zaczyna mianowicie swoje QE (quantitative easing). Przez półtora roku ma wydrukować z powietrza €1.1 biliona i skupić za to obligacje suwerenów, coś co jeszcze do niedawna uchodziło za  nie do pomyślenia. Prowadzić to będzie do zasadniczej deprecjacji „wspólnej” waluty, której wartość już spadła do $1.1, a jest  prawdopodobnie na drodze do $0.8,  jeśli jeszcze nie niżej.

Akcje Draghiego pokazują jak nisko EU już upadła, i jak euro-imbecyle niszczą resztki wiarygodności jaką mieli obiecując euro „silne jak DMarka”. Desperacki ruch ECB Draghiego niszczący wspólną walutę  odroczy jedynie egzekucję niezdolnego do życia, biurokratycznego tworu jakim jest EU.

Im prędzej do niej dojdzie tym lepiej. Gilotynę najpewniej  uruchomią Grecy…”

źródło: dwagrosze.com

podobne: ECB wyręcza FED i odpala własne QE. i to: Narodowy Bank Szwajcarii uwolnił Franka. NBP robi dobrą minę do złej gry. Ratunkiem dla frankowiczów może być sąd, albo upadłość. Komentarz Tradera21 (o potencjalnym dodruku przez ECB) oraz: Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach. Kondycja gospodarki Australii. Zatrudnienie w USA. Globalna prognoza ekonomiczna. a także: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. polecam również: EBC rzuca koło ratunkowe. W UE strach przed eurosceptykami

arys. Andrzej Krauze

arys. Andrzej Krauze

Reklamy

Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców…(?)


„Utworzenie wspólnej waluty dla kilkunastu krajów Europy było podjętym na wielką, de facto kontynentalną, skalę eksperymentem polityczno-ekonomicznym, formą interwencji państwowej o zakresie i głębokości skłaniającym od początku wielu ludzi – ekonomistów, publicystów ekonomicznych i dziennikarzy – do pytania, kto i jakie koszty tego eksperymentu poniesie.  Zawsze bowiem, kiedy takie interwencje się podejmuje, ktoś na nich zyskuje a ktoś traci. Rzecz prosta, zidentyfikowanie beneficjentów i przegranych nie jest łatwe, zwłaszcza na początku eksperymentu. Zdarza się i tak, że początkowi beneficjenci z czasem okazują się przegranymi. Ponadto należy mieć na uwadze, że podział na beneficjentów i przegranych nie przebiega wzdłuż granic narodowych. Istnieją wszak mechanizmy powodujące, że w tym samym kraju jedni znajdą się w grupie beneficjentów, zaś drudzy trafią do grupy przegranych. Mówiąc więc, że coś dzieje się „kosztem Niemców”, mamy na myśli nie członków elity rządzącej, bankierów, szefów wielkich korporacji cieszących się specjalnymi względami polityków, lecz „zwyczajnych Niemców”, przedsiębiorców, robotników, przedstawicieli wolnych zawodów, rzemieślników, rolników itd. Ci „zwyczajni Niemcy”, ludzie pracy realnej, swoim codziennym wysiłkiem i działalnością gospodarczą wypracowują środki i wartości ekonomiczne, ściągane od nich w postaci podatków przeznaczonych potem na finansowanie ekonomicznych eksperymentów. To na nich spadają negatywne konsekwencje unii monetarnej, która jako interwencja zmieniająca cały europejski ład walutowy, a zatem i gospodarczo-finansowy, takie konsekwencje ze sobą niesie. Twórcy unii monetarnej ich nie przewidywali lub je bagatelizowali przedstawiając i reklamując swoje działanie jako wyłącznie dobroczynne, nie kłopocząc się o ewentualne mniej dobroczynne skutki dla „zwyczajnych Europejczyków”.

Europejska unia monetarna polega na scentralizowaniu polityki pieniężnej i kursowej dla kilkunastu krajów o zróżnicowanym poziomie rozwoju gospodarczego; w jej wyniku nastąpiła walutowa integracja strukturalnie odmiennych gospodarek narodowych i rynków finansowych. Pieczę nad nią objął Europejski Bank Centralny będący w istocie spółką banków centralnych krajów strefy euro.

Dla powstania i istnienia europejskiej unii walutowej niezbędna była w niej obecność, najsilniejszych finansowo i ekonomicznie, Niemiec. Natomiast Niemcom nie była ona do niczego potrzebna – w systemie marki niemieckiej przez kilka dziesięcioleci odnosili sukcesy w sferze gospodarcze zajmując pozycję w ścisłej czołówce największych producentów i eksporterów świata.  Bez Niemiec nie można sobie wyobrazić istnienia i funkcjonowania unii monetarnej. To marka niemiecka, najsilniejsza i najstabilniejsza waluta Europy stanowiła fundament, na którym zbudowano euro. Ci, którzy bez ustanku głoszą, że Niemcy są największymi beneficjentami unii walutowej, powinni sobie odpowiedzieć na dwa proste pytania.  Czy jeśli dobrze prosperująca firma mająca jednego właściciela (czyli Niemcy z ich marką i Bundesbankiem) wejdzie do spółki razem z gorzej prosperującymi, często zadłużonymi wspólnikami, to kto odniesie z tego korzyść? Czy jeśli biedniejsi współwłaściciele spółki przejmą takie same udziały, uzyskają równe prawo głosu i decyzji na posiedzeniach zebrania wspólników czy zarządu spółki, będą kontrolować zasoby spółki i określać jej politykę ekonomiczną i finansową, to kto odniesie większą korzyść: ten, który wniósł najwięcej do majątku spółki czy jego wspólnicy? Są to pytania czysto retoryczne.

Wspólna waluta mogła powstać tylko dlatego, że Niemcy wnieśli masę stabilizacyjną swojej marki do systemu euro i przyjęli na siebie ciężar utrzymania jego siły nabywczej wobec wierzycieli z innych państw. W momencie utworzenia unii walutowej Niemcy niejako podarowały innym jej uczestnikom swoje niskie stopy procentowe, swoją niską rentowność obligacji. Podzieliły się z krajami Europy B swoją wiarygodnością kredytową.

Kredyty w pesetach czy drachmach były droższe ze względu na ryzyko deprecjacji czy dewaluacji waluty: kredytodawcy żądali dodatkowej premii za to ryzyko. Wraz z wprowadzeniem jednolitej waluty europejskiej dla krajów Europy B odpadło ryzyko kursowe i wraz z nim zniknął narzut – dodatkowa opłata w oprocentowaniu. Kredyty staniały, choć na płaszczyźnie realnej gospodarki wszystko pozostało po staremu. Poprzez wprowadzenie euro i zniesienie płynnych kursów wymiany walut wyrażających różnice pomiędzy gospodarkami Niemiec i krajami Europy B, sztucznie „utwardzono” miękkie, w przeszłości często podlegające deprecjacjom i dewaluacjom walut. Zaufanie, jakie świat miał do marki niemieckiej, przeniesiono na całe euro, także euro znajdujące się w rękach Greków czy Portugalczyków.

Wspólna waluta wprowadzała mechanizm redystrybucji na rzecz Europy B poprzez przekazanie jej wiarygodności kredytowej Niemiec, sztuczne obniżenie podstawowych stóp procentowych, sztuczne obniżenie kosztów zaciągania długów rządowych w formie obligacji; był to transfer niesformalizowany, niewidoczny, ukryty w samym mechanizmie i samej strukturze wspólnej waluty i wspólnej polityki pieniężnej. Mówi się dzisiaj, że jedną z przyczyn kryzysu w strefie euro jest fakt, iż w unii monetarnej znalazły się kraje o różnych poziomach gospodarczych. Tymczasem chodziło właśnie o to, żeby dzięki euro podciągnąć w górę biedniejsze kraje kosztem bogatszych. Było to pomyślane jako szczególnego rodzaju program redystrybucji bogactwa, głównie bogactwa Niemiec, najbogatszego i najbardziej gospodarczo rozwiniętego kraju w Europie. Cała strefa euro była od początku zakamuflowaną „unią przelewów”, metodą na wyrównanie poziomu gospodarczego w jej krajach członkowskich. Rzecz prosta, skutki tego eksperymentu realizującego ideały równości na kontynentalną skalę okazały się odwrotne do zamierzonych.

Wprowadzenie wspólnej waluty oznaczało ustanowienie jednolitych stóp procentowych dla całej strefy, co mogło się dokonać tylko poprzez uśrednienie – niższe stopy procentowe w Niemczech ze wszystkimi tego dobroczynnymi konsekwencjami dla gospodarki, dla inwestycji itd., musiały wzrosnąć, kiedy połączyły się z wyższymi stopami procentowymi w Hiszpanii, Grecji, Włoszech etc. Jest nieistotne, że wzrost ten mógł być tylko relatywny, istotne jest to, że w okresie marki Niemcy miały przewagę dzięki niższym kosztom refinansowania. Wraz z ustanowieniem unii monetarnej ta korzyść dla Niemców przepadła.  Nastąpiła standaryzacja na niższy niemiecki poziom, także w tych krajach, gdzie stopy powinny być wyższe ze względu na niższą stopę oszczędności, wyższą inflację, deficyty w handlu zagranicznym czy szerzej na rachunku obrotów bieżących, mniejsze oszczędności, mniejszą produktywność, wyższe koszty pracy itd.

W strefie euro powstał system zafałszowanej konkurencji na rynku kapitałowym, uprzywilejowujący państwa o niższej efektywności gospodarczej (Europę B). Niższe stopy procentowe nie miały żadnego uzasadnienia w fundamentach ekonomicznych i wynikały jedynie z arbitralnej decyzji Europejskiego Banku Centralnego. Inflacja była w Europie B wyższa niż w Niemczech, dlatego realne stopy procentowe były tam odpowiednio niższe, częściowo nawet negatywne (spadły poniżej zera). W latach 1999-2008 realne stopy procentowe w krajach Europy B były niższe niż w Niemczech.

Jak przedstawił to Phillip Bagus w swojej znakomitej książce Tragedia euro, unia walutowa stała się odpowiednikiem wspólnego pastwiska, gdzie koszty nadmiernego wypasania jakie za pomocą wyższej inflacji, wyższego zadłużenia, wyższego deficytu budżetowego, wyższego deficytu handlowego, wyższego deficytu na rachunku obrotów bieżących prowadzą kraje o słabszej efektywności gospodarczej, były i będą przerzucane na kraje Europy A (przede wszystkim Niemcy), czyli kraje o niższej inflacji, niższym zadłużeniu, niższym deficycie budżetowym, z nadwyżkami w handlu międzynarodowym i na rachunku obrotów bieżących.

W strukturę unii walutowej wpisany jest mechanizm redystrybucji zasobów z Europy A (głównie Niemiec) do Europy B, czyli drenowane ma być centrum na rzecz peryferii: wspólna scentralizowana polityka pieniężna była potężnym programem stymulowania koniunktury w krajach, które wcześniej miały wyższe stopy procentowe. Ustanowienie jednolitej stopy procentowej dla całej strefy spowodowało, że stopy procentowe w Hiszpanii, Portugalii czy Grecji spadły, mimo iż nie nastąpił tam ani wzrost produktywności, ani zasobów oszczędności.

Wiarygodność kredytową Niemiec przeniesiono na kraje Europy B, dzięki czemu spadła tam stopa przychodu z obligacji emitowanych przez rządy.  Już w 1998 roku, kiedy zbliżał się moment wprowadzenia euro, rentowność 10- letnich obligacji Włoch, Portugalii, Hiszpanii, Irlandii (od 2001 roku Grecji), których oprocentowanie wcześniej były znacznie wyższe niż niemieckie, spadła na poziom niemiecki. Tym samym rządy tych państw mogły zaciągać długi na niższy procent niż ten, jaki musiały płacić wtedy, kiedy miały swoje własne waluty.

W strefie euro przyjęto zasadę, że obligacje państw całej strefy nie mogą nie zostać spłacone, potraktowano je wszystkie jako absolutnie pewne, dlatego banki nie musiały wykazywać odpowiedniego poziomu kapitału własnego jako bufora ryzyka. Europejski Bank Centralny nie czynił różnicy w traktowaniu obligacji rządowych państw strefy, które banki komercyjne wkładały jako zabezpieczenie przy pożyczaniu pieniądza.  To uczyniło obligacje słabszych państw strefy euro tak samo atrakcyjnymi dla nabywców jak obligacje niemieckie, ponieważ banki zakładały, że obligacje greckie czy hiszpańskie są tak samo bezpieczne jak niemieckie. Innymi słowy przez 10 lat istniały, nie formalne wprawdzie, lecz realne euroobligacje, ponieważ dla inwestorów wszystkie obligacje emitowane w euro były pewne, ich rentowność od Grecji po Finlandię była na tym samym poziomie. Wprawdzie nadal w strefie euro pewną rolę odgrywała „zdolność kredytowa” kraju emitującego obligacje, jednakże odpadło specyficzne ryzyko powiązane z danym krajem, ponieważ znajdował się on teraz w strefie euro, której istnienie gwarantują Niemcy, więc traktuje się go jak pozostałych (czyt. Niemcy).

W przeszłości, jeśli dany kraj prowadził złą politykę finansową i ekonomiczną, żądano od niego wyższych odsetek od obligacji, ponieważ ryzyko, że nie zostaną wykupione, rosło. W unii walutowej ta dyscyplinująca funkcja nabywców, którzy reagowali odpowiednio rosnących do obaw o swoje pieniądze, podrażająca obligacje i sprowadzająca rząd na właściwy kurs, rozwodniła się, rozmiękczyła, rozmyła w całej strefie, ponieważ oceniano całość strefy a nie pojedyncze kraje.

Przed powstaniem unii walutowej ryzyko, że pojedyncze rządy staną się niewypłacalne lub nie będą chciały spłacić swoich długów, odzwierciedlało się w wysokości oprocentowania rządowych obligacji; po wprowadzeniu euro różnice zanikły. Chociaż unia walutowa sama w sobie nie powinna zmienić (podwyższyć) wiarygodności dłużników, gdyż przyjęto (na papierze) zasadę, że w unii żaden rząd nie odpowiada za długi innych rządów, to jednak inwestorzy wychodzili z założenia, że de facto powstał związek państw solidarnie odpowiadających za długi. I nie pomylili się. Słusznie bowiem przewidywali, że ktoś będzie musiał utrzymać stabilność wspólnej waluty i być gwarantem wypłacalności całej unii. Tym kimś były oczywiście Niemcy, najsilniejszy gospodarczo i finansowo kraj Europy,

Jak dzisiaj wiemy, a przed czym od dawna ostrzegali niezależni ekonomiści, wspólna scentralizowana polityka pieniężna (jednolite stopy procentowe dla wszystkich krajów, zniesienie płynności kursów walutowych, równa stopa przychodu z obligacji) stała się pułapką zadłużeniową dla krajów Europy B, które dzięki przyjęciu euro zyskały międzynarodową wiarygodność kredytową, (co zawdzięczały międzynarodowej wiarygodności kredytowej Niemiec), a więc łatwy dostęp do taniego kredytu. Spadło tam ryzyko inwestycji dla inwestorów kapitału, popłynęły więc tam strumienie kapitału z Niemiec i z innych krajów. Kraje Europy B były beneficjentami unii jako importerzy kapitałów, ale w rzeczywistości tworzyła się tam inflacyjna bańka kredytowa, która w końcu pękła, pogrążając je w kryzysie.

Efektem wprowadzenia euro, a właściwie wprowadzenia jednolitej, scentralizowanej polityki pieniężnej, było sztuczne zaniżenie stóp procentowych i wyrównanie stopy przychodu obligacji.  Unia walutowa pełniła rolę lewara, za pomocą którego podniesiono kraje Europy B do poziomu niemieckiego, umożliwiając im ekspansywną politykę budżetową i gospodarczą.  Kredyty w krajach o dawnej słabej walucie stały się nagle tanie jak nigdy dotąd, więc zarówno rządy, jak banki, przedsiębiorstwa i pojedynczy ludzie sięgnęli po nie. Duże importy kapitału wywołały w tych krajach kredytowy boom i „papierową” koniunkturę – boom ekonomiczny (inwestycyjny, budowlany, konsumpcyjny) bez wzrostu produktywności, wzrost gospodarczy bez realnego rozwoju; na narkotyku taniego pieniądza, wzrastały płace i zatrudnienie, rozbudowywano państwo socjalne i biurokrację, inwestowano w infrastrukturę.

Kraje Europy B, gdzie przy pomocy instrumentów polityki pieniężnej zwiększono sztucznie siłę nabywczą obywateli, przedsiębiorstw, banków i rządów, wywołując napędzany kredytem wzrost popytu, mogły się dzięki temu „rozhulać z importem”, ba, „zalać swoje rynki importowanymi towarami”, w dużej mierze niemieckimi, na co wcześniej nie mogłyby sobie pozwolić. Rządy krajów Europy B bez najmniejszego wysiłku, nie zmieniając niczego w systemie gospodarczym mogły zaoszczędzić na odsetkach, które byłyby wyższe gdyby pozostały przy lirze czy drachmie. Euro otwarło rządom Europy B dogodną drogę finansowania wydatków.

Zauważmy tutaj, że wielokrotnie podczas dyskusji o wspólnej walucie wielokrotnie wysuwa się argument, iż np. Grecja nie może, niestety, zdewaluować euro tak jak czyniła to z drachmą, ponieważ obecnie nie sprawuje samodzielnej kontroli nad swoim pieniądzem. Gdyby mogła, to by zdewaluowała, aby „podnieść konkurencyjność” swoich towarów. Jak pisaliśmy wyżej, dewaluacja drachmy jest konieczna po prostu z tego względu, że jej wysoki kurs (w postaci euro) nie odpowiada realiom ekonomicznym Grecji i jej stosunkom handlowym z innymi krajami (sama dewaluacja spowoduje, jak wiadomo, podrożenie importu, więc jej rola jako „wzmocnienie konkurencyjności” jest iluzoryczna). Nie można mieć wszystkiego naraz: kraje Europy B chciały euro a więc niskich stóp procentowych i niskiej rentowności obligacji, aby móc się tanio zadłużać, ale jednocześnie musiały zaakceptować, że nie od nich zależy dewaluowanie swojej waluty; kiedyś mogły sobie dewaluować walutę co tydzień, ale dlatego też ich wiarygodność kredytowa była niska, stopy procentowe – wysokie, rentowność obligacji – wysoka, dostęp do kapitału – utrudniony. Czasami ma się wrażenie, jakby nasi publicyści zakładali (teoretycznie), że problem dałoby się rozwiązać metodą, której porzucenie było warunkiem tego, aby można było korzystać z taniego kredytu i zaciągać długi na niski procent.

Mechanizmy monetarne funkcjonujące w strefie euro umożliwiły boom importowy, ponieważ takie państwa jak Grecja, Hiszpania czy Portugalia, mimo iż realnie niewiele się w nich pod względem gospodarczym zmieniło, mogły sobie teraz pozwolić na zwiększony zakup towarów zagranicą. Wzrósł więc także import z Niemiec. Tu leżą źródła wzrostu importu niemieckiego do krajów Europy B, w których dzięki wspólnej walucie nastąpił relatywny (finansowany kredytem) wzrost dobrobytu tzn. zwiększono sztucznie siłę nabywczą obywateli i przedsiębiorstw.  Otrzymały one swoistą dywidendę z tytułu przynależności do strefy euro, tyle tylko, że dywidenda nie bierze się – jak wiadomo – z powietrza, tylko ktoś musi ja wypracować. Wypracowali ją „zwyczajni Niemcy” (jak również Holendrzy, Austriacy, Finowie).

W roku 2000 Grecja importowała z Niemiec towary za 6,5 mld, a w 2009 za ok. 8 mld euro. W tym samym czasie grecki eksport do Niemiec pozostawał na poziomie mniej więcej 2 mld euro, czyli stale rosła nadwyżka zakupów Grecji nad sprzedażą. Podobna sytuacja była w Portugalii i w innych krajach Europy B, które „zalewały swoje rynki importowanymi towarami z Niemiec”, ale jednocześnie same „nie zalewały Niemiec swoimi towarami” w odpowiedniej ilości. W rezultacie miały duże, kumulujące się z roku na rok, nadwyżki importowe.

Zatem zasadnicze pytanie, które należy zadać to nie, dlaczego Niemcy mieli nadwyżki eksportowe, dlaczego rósł eksport (sprzedaż) ich towarów do Grecji, gdzie cieszyły się zawsze dobrą sławą, ale jak doszło do tego, że nagle, nie wiadomo jak i skąd, Grecy wzięli pieniądze na zwiększony import (kupno) niemieckich towarów.  Jak to było możliwe, że „rozhulali się z importem” i zaczęli „zalewać swój kraj importowanymi towarami”? Jak to jest możliwe, że ktoś kupuje więcej niż sam sprzedaje? Fakt, że ktoś sprzedaje więcej niż kupuje, nie jest niczym tajemniczym, natomiast wyjaśnienia wymaga sytuacja, kiedy ktoś może kupować więcej niż sam sprzedaje

Wyjaśnienia szukać należy w tym, o czym co pisaliśmy wyżej: dzięki wspólnej polityce monetarnej Grecy mogli przez kilka lat zaciągać tanio kredyty, finansując w ten sposób lukę pomiędzy wartością swojej sprzedaży (eksportu) a wartością zakupów (importu).  Nie istnieje żaden inny czarodziejski sposób pozwalający na to, żeby ktoś mógł kupować (importować) jakieś towary jednocześnie nie sprzedając (eksportując) odpowiednio wielu własnych towarów.

Przedsiębiorstwa, konsumenci, rządy, banki w krajach Europy B mogły się zadłużać; wcześniej nie mogłyby tego robić w takim zakresie, teraz zaciągały kredyty i zalewały swój rynek towarami niemieckim, zaś kredytów na zakup niemieckich towarów udziały hojnie miliardami euro m.in. niemieckie banki i instytucje finansowe, towarzystwa emerytalne, ubezpieczeniowe etc. Innymi słowy wysokie nadwyżki importowe krajów Europy B były możliwe m.in. dlatego, że również Niemcy pożyczali im pieniądze, za które te kraje finansowały swój import.  Strumienie kapitałów z Niemiec finansowały deficyty w handlu zagranicznym krajów Europy B. Upraszczając rzecz całą , można powiedzieć, że Niemcy sami opłacali (częściowo) swój eksport do krajów Europy B, dokąd płynęły niemieckie realne towary i produkty, a skąd do Niemiec płynął „papier”: papiery wartościowe, obligacje, gwarancje hipoteczne itp.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby kredyty zaciągnięte na pokrycie zwiększonego importu zostały spłacone. Tymczasem okazuje się dziś, że nabywcy towarów i produktów są niewypłacalni, towary zostały już skonsumowane, ale wierzytelności pozostały do spłacenia. Jeśli dłużnicy nie spłacą swoich długów, to zagrożone bankructwem mogą być niemieckie banki i inne instytucje finansowe.  Żeby do tego nie dopuścić rząd Niemiec chce przekazać dłużnikom pieniądze na spłacenie długów. A skąd rząd niemiecki weźmie na to miliardy euro? Oczywiście z budżetu.  Na końcu okaże się, że niemieccy – głównie wielcy – eksporterzy wprawdzie zapłatę za swoje wyeksportowane towary już skasowali, ale rachunek zapłacą ostatecznie „zwykli Niemcy” – podatnicy, czyli „pożyczkodawcy ostatniej instancji”, czy też raczej „dawcy ostatniej instancji”.

Powtarza się dzisiaj, że strefa euro przeżywa kłopoty, ponieważ połączono w niej kraje o różnym poziomie gospodarczym. Przypomnieć należy, że to połączenie nie było jakimś niezamierzonym błędem, wprost przeciwnie, wynikało z przyjętego planu. Głównym celem unii walutowej było wszak obniżenie kosztów pozyskiwania kapitału w krajach zadłużonych, o słabszej gospodarce i niższej produktywności poprzez obniżenie podstawowych stóp procentowych i obniżenie kosztów zaciągania długów rządowych w formie obligacji, aby w ten sposób pomóc im „dogonić” Europę A. Jednakże w ostatecznym rozrachunku to subwencjowanie Europy B okazało się czystym transferem siły nabywczej do tych, którzy mieli mniej towarów na wymianę, i umożliwiło w krajach subwencjonowanych wzrost konsumpcji bez wzrostu produkcji, wzrost importu bez odpowiadającego mu wzrostu eksportu.

Powołanie do życia wspólnej waluty i prowadzenie jednolitej polityki pieniężnej było więc w istocie rodzajem „walutowo-kredytowego socjalizmu”, wielkim programem redystrybucji i sposobem subwencjonowania krajów Europy B, rodzajem „pomocy rozwojowej” mającej – zgodnie z socjalistycznymi koncepcjami równości ekonomicznej – wyrównać poziom gospodarczy i socjalny Europy A i Europy B. Za ten socjalistyczny (nieudany) eksperyment na kontynentalną skalę, ktoś musi zapłacić. Niemcy, a ściślej rzecz biorąc „zwyczajni Niemcy”, należą do tych, którzy go sfinansowali, finansują i mają finansować nadal.”

Tomasz Gabiś

źródło: nowadebata.pl

Kryzys - Merkel, Niemcy, Grecja…powstaje zasadnicze pytanie – CZEMU Niemcy zgodziły się pozostać de facto żyrantem patologicznej reszty Europy (zwłaszcza tzw. południa). Czy im ktoś kazał finansować cudzą konsumpcję na kredyt, która doprowadzi ostatecznie do tego, że być może niedługo nie będzie komu kupować produktów wysoko rozwiniętej technologii i przemysłu niemieckiej machiny gospodarczej? Otóż nie widziałem i nie słyszałem żeby ktokolwiek tego typu uwagi wygłaszał. Po co mieliby Niemcy w tak nieracjonalny sposób postępować? Owszem niektórzy niemieccy politycy występują czasem z oburzeniem, karcąc wszystkich naokoło że pozadłużali swoje gospodarki nadmiernie, i że nie chcą oszczędzać za co rzekomo płaci niemiecki podatnik, ale nic poza tym konkretnego nie zrobili żeby się przed tą patologią „bronić” – żeby bronić niemieckich podatników. Czy to nie dziwne?

Sam mechanizm opisany przez Pana Gabisia jest logiczny spójny i zgodny z faktami. Nie mam co do niego praktycznie żadnych uwag, no może poza szczegółem jakoby reszta krajów Eurolandu korzystała z podobnej do niemieckiej premii w postaci niskich kosztów zadłużania się, bo tak nie było. Niemcy co prawda firmowały swoją obecnością dług reszty eurozony, ale bezpośredniego przełożenia na premię w postaci porównywalnej do niemieckiej niskiej stopy procentowej np na obligacje państwa nie było. Kraje te zadłużały się jednak drożej od Niemiec, które były wabikiem dla zagranicznego kapitału, i to dlatego tyle go do tych krajów popłynęło! Bardziej bowiem kuszącą inwestycją był zakup obligacji „świnek” (PIIGS) z premią dajmy na to 6% za „papier” niż 2% czy 3% jakie dawały Niemcy. Gdyby te kraje mogły emitować swój dług na porównywalnej stopie co Niemcy to nikt by ich obligacji nie kupił, bo lepiej i bezpieczniej byłoby kupić po prostu niemieckie „bundy” – do których kapitał popłynął dopiero wtedy kiedy pojawiły się pierwsze sygnały niewypłacalności „świnek” (co w pewnym momencie doprowadziło do tego że Niemcy emitowały obligacje ze stopą UJEMNĄ!).

piigsA zatem choć Niemcy po części skupywały dług krajów południa finansując ich rozwój, to jednak zarabiały na tej operacji więcej jak traciły – więc de facto to Niemcy finansowały się na koszt innych i to podwójnie bo to ich towary były kupowane za owe długi które ciążą teraz na państwach południa jak młyńskie kamienie. Poza tym słyszałem o problemach niektórych europejskich banków z toksycznymi papierami, ale o niemieckich bankach wśród nich jakoś cicho (choć z pewnością są i takie).  Rolą Niemiec jest teraz zmusić owe państwa do utrzymania w nich względnej wypłacalności by mogły one spłacić swój dług (zwłaszcza wobec Niemiec). Z tym jednak mogą mieć problemy, bo Grecy właśnie zaczynają mieć tego dość a i Wielka Brytania grozi wyjściem z UE jeżeli będzie ona podążać dalej obecną drogą (Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią.). Owszem Niemcy płacą, ale inni płacą jeszcze więcej! a na „spreadzie” zarabiają tylko Niemcy. No i można powiedzieć że ostatni ruch ECB w kwestii luzowania ilościowego to kolejny bonus dla tych którzy są obecnie w posiadaniu toksycznych papierów południa i choć wspólna waluta będzie na tym tracić a koszta tego rzekomo będą pokrywać Niemcy, to jednak zgodziły się one na „program płynnościowy”, tak jak wcześniej zgodziły się na inne „mechanizmy” (LTRO, EMS, OMT) ratujące dłużników. Niemcy kolejny raz pokazały jak to „nie chcą ale muszą”, bo walka z deflacją i osłabienie waluty to jednak to co niemieckiemu państwu i eksporterom się przyda. 😉

;)

😉

Szkoda że Pan Gabiś nie poszerzył swojego wywodu o postawienie pytania – skoro tak bardzo Niemcy tracą na tym geszefcie to dlaczego w ogóle się na niego zgodzili?! Czyżby byli durniami? Otóż w świetle tego co napisałem można pokusić się o postawienie innej tezy, co wymaga spojrzenia na Niemcy nie tylko z perspektywy gospodarczej, ale przede wszystkim politycznej – tj. państwa które od wieków (jak uczy historia) dążyło do dominacji nad innymi. Z tej perspektywy „dopłacanie” Niemiec do reszty Europy należy traktować jako pewien koszt, za który reszta Europy zapłaci jeszcze drożej, po drodze finansując swoją zależność od Niemiec i stając się względem ich gospodarki prowincją/rynkiem zbytu (na własne życzenie). Niemcy jak lokomotywa ciągną resztę krajów za sobą – to fakt, ale w kierunku który to one wyznaczają. Uważam że Niemcy dążą do bezkrwawej hegemonii nad resztą gospodarek/państw Europy. Do osiągnięcia statusu bezkonkurencyjnej gospodarki wysoko przetworzonych towarów, i że wykorzystują wytworzone w ramach strefy euro mechanizmy kontroli by zgodnie z „prawem międzynarodowym” (co z kolei umożliwia im konglomerat pod nazwą UE) narzucić swoją wolę polityczną reszcie krajów. Udział w tym konglomeracie nie przeszkadza im też absolutnie występować samodzielnie ponad interesami „wspólnoty” jako niezależny partner w relacjach z Rosją, z naruszeniem rzecz jasna „solidarności europejskiej” (którą karmią się „salony Europy” a która jest bzdurą na resorach) zwłaszcza względem Polski.

…Odys

podobne: „Deutschland über alles! …” i to: Bomba tyka… Kto trzyma zawleczkę? oraz: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny. a także: Niemcy: obcokrajowcy to czysty zysk dla budżetu. Czeka nas kolejna fala emigracji. Przyczyną nie są tylko rządy PO a kapitalizm kompradorski. i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. polecam również: Gotz Aly: „Każdy obywatel Niemiec do dzisiaj korzysta z ograbienia Europy”. Państwo opiekuńcze za łupy wojenne. a także: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią.


1. Londyn: Ministrowie za wystąpieniem z UECzy jest przyszłość dla Londynu w UE.

30.12.2014 (IAR) – Część ministrów w rządzie premiera Davida Camerona chce prowadzić otwartą kampanię na rzecz wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej przed referendum w tej sprawie zapowiedzianym na koniec 2017 roku. Sam premier opowiada się za pozostaniem w Unii, obiecując, że uzyska od Brukseli daleko idące zmiany w warunkach brytyjskiego członkostwa.

Referendum nie jest jeszcze bynajmniej pewne. Aby je rozpisać, David Cameron musiałby najpierw wygrać wybory 7 maja przyszłego roku. Ale jeśli do tego dojdzie, premier zapowiada, że nie będzie zmuszał działaczy i posłów konserwatywnych do zachowania dysypliny partyjnej i głosowania tak jak on.

Tymczasem dzisiejszy „Times” ujawnia, że grono co najmniej dziewięciorga konserwatywnych ministrów w obecnym rządzie koalicyjnym domaga się zdjęcia dyscypliny partyjnej również z nich – wbrew zasadzie jedności i kolektywnej odpowiedzialności gabinetu. „Times” przypomina, że w poprzednim referendum, w 1975 roku, zdecydował się na to ówczesny premier Harold Wilson, unikając rozłamu w rządzie, a kraj opowiedział się za pozostaniem we Wspólnym Rynku. Premier David Cameron unika dotychczas otwartej deklaracji, jak postąpi, jeśli w ciągu dwóch lat nie uda mu się uzyskać od Unii zadowalających ustępstw. Część jego obecnych ministrów, w tym szef dyplomacji Philip Hammond, zapowiada jednak, że zagłosuje wówczas za wystąpieniem.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/ab

03.01.2015 (IAR) – Ten rok zdecyduje o relacjach Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. Na Wyspach w maju odbędą się wybory parlamentarne i od ich wyniku zależy czy za dwa lata zostanie zorganizowane referendum o wyjściu Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty.

Powszechne głosowanie odbędzie się, jeśli majowe wybory wygrają konserwatyści. Zapowiedział to obecny premier David Cameron, który domaga się poluzowania więzów Wielkiej Brytanii z Unią i wyłączenia z części europejskich przepisów. Wraz z jego zwycięstwem zaczną się zabiegi w Brukseli, by odwieźć Brytyjczyków od pomysłów wystąpienia z Unii. „Będą padały obietnice dotyczące zmiany traktatów i przepisów, by wyjść naprzeciw oczekiwaniom Davida Camerona” – powiedział Polskiemu Radiu Bruno Waterfield, brukselski korespondent brytyjskiej gazety „Daily Telegraph”.

David Cameron już zapowiedział, że chce wyłączenia Wielkiej Brytanii z przepisów dotyczących wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. Brytyjski premier wziął na celownik imigrantów, którym chce ograniczyć przywileje.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/jp

podobne: Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy? oraz: „To be or not to be”. Cameron pod coraz większą presją w kwestii obecności GB w UE i to: Eurosceptycyzm rośnie w siłę. W. Brytania (UKIP), Francja (FN; UMP), Dania i Szwecja (nie chcą EURo), Nowa Prawica w Polsce

2. Prasa w Niemczech zaniepokojona GrecjąNiemcy już nie boją się wyjścia Grecji ze strefy euro„Sueddeutsche Zeitung”: nie panikować w sprawie Grecji

30.12.2014 (IAR) – Prasa w Niemczech z zaniepokojeniem przyjęła wiadomość o przedterminowych wyborach parlamentarnych w Grecji. Komentatorzy piszą o bolesnej porażce premiera Antonisa Samarasa.

Po ogłoszeniu przedterminowych wyborów Grecja wchodzi w fazę politycznej i gospodarczej niestabilności – czytamy w dzienniku „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Dziennik dodaje, że nikt nie może być z tego zadowolony. Parlament zniweczył plan premiera Samarasa, który chciał zawczasu wybrać nowego prezydenta, aby potem móc spokojnie kończyć negocjacje z tak zwaną Trojką. Samaras się przeliczy – ocenia „FAZ”.

Dziennik „Sueddeutsche Zeitung” dodaje, że grecki premier zagrał i przegrał. Chciał ratować swój rząd, a teraz został z pustymi rękami. Przyszłość Grecji znowu jest niepewna. Gazeta ostrzega, że przedterminowe wybory mogą oznaczać koniec polityki zaciskania pasa w Atenach. W Berlinie i Brukseli zbyt szybko radowano się z uratowania Grecji – czytamy w „Sueddeutsche Zeitung”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/ab

04.01.2015 (IAR) – Niemcy już nie boją się ewentualnego wyjścia Grecji ze strefy euro – tak przynajmniej podaje niemiecki tygodnik „Der Spiegel”. Pod koniec miesiąca w Grecji odbędą się wybory od których wyniku może zależeć czy kraj pozostanie w eurolandzie.

W najgorętszej fazie kryzysu Niemcy robiły wszystko, aby nie dopuścić do wyjścia Grecji ze strefy euro. Władze w Berlinie obawiały się, że doprowadzi to do rozlania kryzysu na pozostałe kraje i do rozpadu eurolandu. Teraz sytuacja wygląda inaczej. Jak podaje „Der Spiegel” kanclerz Angela Merkel i jej minister finansów Wolfgang Schaeuble uważają, że strefa euro wytrzymałaby ewentualne wyjście Grecji. To dlatego, że inne kraje jak Irlandia czy Portugalia są już w dużo lepszej kondycji, a poza tym działa już Europejski Mechanizm Stabilizacyjny. „Der Spiegel” dodaje, że władze w Berlinie uznają wyjście Grecji z eurolandu za nieuniknione jeśli władze w Atenach przejmie ugrupowanie Syriza i zgodnie z zapowiedziami przestanie spłacać zagraniczne kredyty i zerwie z polityką oszczędności. Syriza prowadzi w sondażach przed zaplanowanymi na 25 stycznia wyborami parlamentarnymi.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/łp

05.01.2015 (IAR) – Nie ma powodu do paniki w związku z sytuacją w Grecji – przekonuje niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. Zdaniem komentatora gazety, reakcje na ostatnie wydarzenia polityczne w Atenach są przesadzone.

Jak czytamy, wcale nie jest pewne, że przyspieszone wybory w Grecji wygrają rebelianci z partii Syriza. A nawet jeśli tak, to wcale nie jest powiedziane, że rzeczywiście zrealizują swoje przedwyborcze obietnice, czyli zerwą z polityką oszczędności narzuconą przez Unię Europejską. Komentator gazety pisze, że nawet gdyby do tego doszło, nie musiałoby to mocno dotknąć strefy euro, ani międzynarodowych rynków finansowych, które mają już dostatecznie dużo kryzysowego doświadczenia. Jak czytamy, oznacza to także, iż nie ma powodu aby wychodzić Grekom na przeciw, jeśli ci zaczną łamać porozumienia. Strefa euro nie jest już podatna na szantaż i może obstawać przy zasadzie kredyty w zamian za reformy – czytamy w „Sueddeutsche Zeitung”.

25 stycznia w Grecji odbędą się wybory parlamentarne, które może wygrać lewicowa Syriza. Partia nie chce spłacać zagranicznych kredytów i odrzuca unijne plany reform. W Niemczech coraz głośniej mówi się, że jeśli do tego dojdzie, Grecja będzie musiała opuścić strefę euro.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Szymański,Berlin/dyd

podobne: EMS zgodny z konstytucją. Niemcy będą ratować zadłużoną Europę! oraz: Grek mądry po szkodzie? i to:  MFW: Grecja zapewne będzie potrzebować dalszej pomocy polecam również: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny.

3. Słabsze euro – pomoc dlagospodarki eurostrefy?

02.01.2015 (IAR) – Znów spadek wartości euro. Europejska waluta jest najsłabsza w stosunku do dolara od 2010 roku. Zdaniem obserwatorów to konsekwencja sugestii szefa Europejskiego Banku Centralnego, który zapowiedział, że możliwe będzie tak zwane luzowanie ilościowe.

Luzowanie ilościowe, czyli – jak mówią bardziej bezpośredni ekonomiści – dodruk pieniędzy. O takiej możliwości mówił prezes banku, Mario Draghi w rozmowie z niemiecką gazetą „Handelsblatt”. Cel takiego wpompowania pieniędzy w system bankowy to zahamowanie spadku cen i pobudzenie gospodarki. Po komentarzach Draghiego wartość euro spadła o siedem dziesiątych procent, za dolara płacono niewiele ponad jedno euro i dwadzieścia centów. Jednak, jak mówi IAR szef Towarzystwa Ekonomistów Polskich, Ryszard Petru, luzowanie ilościowe to rozwiązanie na krótką metę. „Słabsze euro to perspektywa trochę bardziej konkurencyjnego eksportu. Pamiętajmy jednak, że żaden kraj w długim okresie nie jest w stanie budować swojej konkurencyjności na słabej walucie”.

Jednocześnie znów potaniała ropa. Dziś w Europie za baryłkę płacono niecałe 57 dolarów -najmniej od ponad pięciu lat.

InformacyjnaAgencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/mg

podobne: EBC rzuca koło ratunkowe. W UE strach przed eurosceptykami oraz: Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. polecam również: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego.

4. Francja: ponure perspektywy przed francuską gospodarką.

03.01.2015 (IAR) – Fatalne prognozy snują ekonomiści przed francuską gospodarką na 2015 rok. Zastój w rozwoju i zwiększające się w zastraszającym tempie zadłużenie państwa – nie skłaniają do optymizmu w nowym roku.

Gospodarka jest sparaliżowana, drepce w miejscu, a władze nie maja pojęcia jak się wydostać z ideologiczno-ekonomicznej uwięzi państwa opiekuńczego by ją ożywić. Takiego zdania są francuscy eksperci, których prognozę w ostatnich dniach starego roku potwierdził premier Manuel Valls. Jego zdaniem na poprawę sytuacji ekonomicznej i wypchnięcie francuskiej gospodarki z letargu trzeba będzie poczekać co najmniej rok. Władze mają nadzieję, że wzrost gospodarczy będzie odrobine większy od notowanych w ostatnim kwartale ubiegłego roku, ale te prognozy nie opierają się na optymizmie związanym z dynamicznym rozwojem gospodarki, lecz ze spadkami cen na światowych rynkach paliwowych.

Sceptycy twierdzą, że wprowadzenie przez socjalistyczny rząd tak zwanego „Paktu Odpowiedzialności” nie przyniesie spodziewanych efektów. Chodzi o obcięcie firmom o 40 miliardów euro kosztów na cele socjalne w zamian za stworzenie do 2017 roku pół miliona nowych miejsc pracy. Według ekspertów z Krajowego Instytuty Statystycznego INSEE liczba bezrobotnych będzie wzrastała, co najmniej do połowy tego roku.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/jp

podobne: Francja prognozuje spowolnienie gospodarki. Ponad jedna trzecia Francuzów nie może związać końca z końcem. Laffer – Europa powinna postawić na decentralizację. oraz: Francuscy pracodawcy chcą reform. 47 proc. mieszkańców Francji korzysta z jakiejś formy zasiłków.

polecam również: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie.

5. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią.

06.01.2015 (IAR) – Jednym z pierwszoplanowych celów naszego rządu jest powrót do negocjacji z Unią Europejską – oświadczył premier Islandii Sigmundur Davíd Gunnlaugsson. Jest to zaskakująca deklaracja, bo od czasu objęcia władzy w 2013 r. przez obecną liberalno- konserwatywną koalicję. mimo zapowiedzi, nic w tej dziedzinie nie uczyniono.

Rozmowy z Brukselą rozpoczął poprzedni lewicowy rząd premier Johanny Sigurdardottir w 2009 r. Działo się to w sytuacji dramatycznej zapaści finansowej kraju. Członkostwo we Wspólnocie miało pomóc wydostaniu się z tej pułapki. Zapowiadano rekordowo szybkie, półtoraroczne negocjacje. Otwarto wówczas 27 z 33 rozdziałów negocjacyjnych a 11 zamknięto porozumieniami. Nie ruszono jednak najważniejszych dla wyspiarzy problemów: rybołówstwa i rolnictwa. Islandia chciała w tych dziedzinach otrzymać prawie wolną rękę, nie godząc się między innymi na ograniczenie połowów wielorybów.

Obecny rząd zamroził negocjacje obiecując szybkie przeprowadzenie powszechnego referendum na temat przystąpienia wyspy do Unii. W ocenie obserwatorów znając antyunijne nastroje premier Gunnlaugsson jest przekonany, że dzięki referendum uzyska poparcie do ostatecznego odrzucenia koncepcji członkostwa Islandii w UE.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Michał Haykowski, Sztokholm/mcm/

podobne: 75 proc. Europejczyków obawia się pogłębienia kryzysu w ich krajach oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i to: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

źródło: stooq.pl

rys. Gatis Sluka

rys. Gatis Sluka

Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach. Kondycja gospodarki Australii. Zatrudnienie w USA. Globalna prognoza ekonomiczna.


Ujemne stopy procentowe w Eurolandzie pomogą zadłużonym na mieszkania nad Wisłą. I to bez względu na to, czy spłacają kredyty w euro, franku czy w złotym. Już dziś każdy z nich ma ratę o grosze lub nawet złote niższą niż jeszcze na początku tygodnia.

Bezprecedensowa decyzja Europejskiego Banku Centralnego o obniżeniu depozytowej stopy procentowej do -0,1 proc. oraz głównej stopy procentowej z 0,25 proc. do 0,1 proc. już przełożyła się na spadek EUROIBOR-u. Stawka ta poza marżą decyduje o oprocentowaniu kredytów w euro, a w Polsce spłaca je 113,2 tys. klientów zadłużonych na mieszkania, nie licząc całej rzeszy przedsiębiorców. Gdy w czwartek EURIBOR 3 M wynosił 0,3 proc. w piątek spadł do 0,292 proc. i będzie się obniżać dalej. Ale to nie topniejący EUROIBOR będzie głównym powodem obniżki kosztów obsługi kredytu. Największym prezentem zarówno dla spłacających kredyty w euro jak i we franku będzie umocnienie złotego (PLN_I74.0546 +0.19%News).

Sprzyjała temu różnica między stopami procentowymi w strefie euro – główna stopa 0,1 proc., w Polsce -2,5 proc. Na dodatek wzmocnieniu złotego pomaga też tempo rozwoju naszej gospodarki, gdy nad Wisłą możemy po I kwartale chwalić się 3,4 proc. wzrostu PKB, najlepszym wynikiem od I kw. 2012 r. to w Eurolandzie EBC już koryguje prognozę tegorocznego wzrostu z 1 do 0,7 proc.

Nic dziwnego, że w takich warunkach euro osiągnęło najniższe notowania od 13 miesięcy, dzisiejszy średni kurs euro w NBP – to 4,1211 zł. Utrzymanie się takiego stanu, ewentualnie spadek poniżej 4,1 zł to dobre wieści dla spłacających kredyty w euro. Średnia notowań z minionych 12 miesięcy przekracza bowiem 4,2 zł. Tymczasem dla klienta, który pożyczył w połowie 2010 r. w euro 300 tys. zł, z marżą 2,8 proc. rata wynosi dziś ok. 330 euro, co oznacza, że euro kupione o 10 gr. taniej daje 33 zł oszczędności na miesięcznej racie.

Również dobrze nie zachowuje się CHF, ale i tak jest nieźle. Frank zbliżył się do niskich notowań ze stycznia tego roku, kiedy to kosztował 3,36 zł. Obecnie w NBP jest po 3,385 zł o 5 groszy drożej niż w czwartek, ale i o 5 gr. mniej niż w środę. Pamiętający franka po 2 zł, nie wzdychają jeszcze z zachwytu, jednak po uwzględnieniu średniej notowań z ostatnich 12 miesięcy – 3,427 zł z pewnością zauważą różnicę. Rata 300 tys. zł kredytu we franku zaciągniętego w połowie 2008 r., apogeum popularności, to dziś 488 franków, co oznacza, że każde 5 gr. na franku mniej pozwoli zapłacić ratę niższą o 24 zł. Mowa tu o oszczędnościach 580,5 tys. gospodarstw domowych, bo tyle według Komisji Nadzoru Finansowego spłacanych było kredytów we franku na koniec 2012 r.

Przy niskim oprocentowaniu kredytów walutowych to właśnie cena euro czy franka ma decydujący wpływ na wysokość raty. I wszelkie wahania przypadające na czas spłaty raty, przekładają się na nią od razu. W przeciwieństwie do aktualizacji stawki WIBOR, EUROIBOR, czy LIBOR, na którą zazwyczaj trzeba czekać kilka miesięcy. Banki zmieniają jej poziom przeważnie na koniec lub na początek kwartału kalendarzowego, albo co trzy miesiące licząc od momentu podpisania umowy kredytowej. I to czasami pod warunkiem, że zmiana osiągnęła pewien minimalny pułap.

Co do zaangażowania klientów indywidualnych w kredyty walutowe, to 2012 r. zarówno jeśli chodzi o euro jak i franka sytuacja szczególnie się nie zmieniła, bo banki właściwie zaprzestały udzielania kredytów w walutach obcych. W 2013 r. w wartości nowej sprzedaży kredyty walutowe nie przekroczyły 1 proc. Na dodatek zgodnie ze zmienioną Rekomendacją S, od lipca banki będą miały już całkowity zakaz pożyczania w innej walucie niż dochody klienta.

Na nowej sytuacji uda się też skorzystać obsługującym złotowe kredyty mieszkaniowe. Ich suma jest obecnie największa. Na koniec kwietnia zadłużenie w PLN na mieszkania wyniosło 174,3 mld, podczas gdy w CHF 135,4 mld zł, w EUR 30,9 mld zł, a w pozostałych walutach 2,5 mld zł.

Różnica stóp procentowych pomiędzy Polską a eurolandem będzie wywierała presję na Radę Polityki Pieniężnej i skłaniała ją do dalszych cięć i tak niskiego oprocentowania. Delikatne sygnały takiej ewentualności już ze strony RPP się pojawiły, choć jej przewodniczący i prezes NBP – Marek Belka, zastrzegł, że nie należy jego słów traktować jako zapowiedzi obniżek. Decydujące znaczenie dla dalszych ruchów RPP będzie miała publikowana w lipcu prognoza inflacji oraz wzrostu gospodarczego. Ale inwestorzy prognozujący wysokość 3-miesięcznej stawki WIBOR już są przekonani, że spadnie ona w najbliższych miesiącach do 2,5- 2,55 proc. z obecnych 2,7 proc. WIBOR na działania EBC zareagował zresztą od razu, po tym jak w czwartek wynosił 2,7 proc. w piątek było to 2,69 proc. Im większe będzie prawdopodobieństwo spadku stóp procentowych tym szybciej zobaczymy to w wysokości WIBOR-u, który to zawsze z w yprzedzeniem reaguje na działania RPP.

Co oznacza przewidywany przez inwestorów WIBOR 3M na poziomie 2,5 proc.? Przy 30-letnim kredycie w wysokości 300 tys. zł i marży 1,7 proc. rata spadnie z 1503 zł do 1467 zł. Zmiana nie jest spektakularna, ale zawsze to w kieszeni kilkadziesiąt złotych więcej niż mniej.

(Halina Kochalska – Open Finance)                       …źródło: stooq.pl

70. rocznica lądowania aliantów w Normandii to tzw. D-Day. W kontekście wydarzeń tego tygodnia nazwa ta nabiera nowego znaczenia, ze względu na działania EBC. Wydarzeniem mijającego tygodnia, które również przejdzie do historii była bowiem czwartkowa obniżka stóp procentowych oraz konferencja prasowa Mario Draghiego. Stąd nazwę D-Day można rozwinąć do Draghi-Day.(…)

Niemiecki wzrost cen spowolnił do najniższego tempa od ponad 4 lat i wyniósł w maju 0,6 proc r/r. (HICP). Zharmonizowana inflacja w całej strefie euro również wyhamowała bardziej niż spodziewali się tego ekonomiści i ukształtowała się na poziomie zaledwie 0,5 proc. w ujęciu rocznym. Te kolejne dezinflacyjne odczyty skłoniły Europejski Bank Centralny do działania. Właśnie decyzja EBC w sprawie stóp procentowych, a także późniejsza konferencja prasowa z udziałem Mario Draghiego były bez wątpienia wydarzeniami, które wstrząsnęły w tym tygodniu rynkami. Europejskie władze monetarne zdecydowały się powziąć wiele kroków luzujących politykę monetarną. Pierwszym z nich jest obniżka stóp, podstawowej do 0,15 proc. i depozytowej do -0,1 proc. Drugi to wsparcie płynności w sektorze bankowym operacjami ukierunkowanymi LTRO, o wartości 400 mld euro. Nastąpiło również odejście od sterylizacji programu SMP. Co więcej, Mario Draghi dobitnie zaznaczył także, że w przyszłości (i to raczej niedalekiej) możliwe jest przeprowadzenie skupu aktywów. Wydaje się jednak, że wprowadzenie LTRO odkłada możliwość szybkiego wdrożenia QE. Uzasadnieniem dla modyfikacji kształtu polityki są zrewidowane prognozy dynamiki PKB i cen. W 2014 roku tempo wzrostu ma wynieść zaledwie 1,0 proc., a dynamika HICP ukształtować się na poziomie 0,7 proc. r/r. Projekcje z marca zakładały, że wskaźniki przybiorą wartości odpowiednio 1,2 i 1,0 proc. Bardzo ważne jest również to, że w dół zrewidowano inflacyjną prognozę na 2016 rok. Wynosi ona teraz 1,5 proc. wobec marcowych założeń na poziomie 1,7 proc.

USA: ZATRUDNIENIE POWYŻEJ SZCZYTU Z 2008 ROKU

Stopa bezrobocia w maju utrzymała się na prawie 6-letnim minimum, czyli poziomie 6,3 proc. W sektorze pozarolniczym przybyło 217 tys. nowych miejsc pracy. Pozwoliło to na wyjście całkowitego zatrudnienia ponad poziom z początku 2008 roku. Odbudowa rynku pracy trwała zdecydowanie najdłużej w historii powojennych recesji w USA. Stało się tak pomimo, że na słabszy od poprzedniego odczyt wskazywały m.in. wzrost czterotygodniowej średniej liczby wniosków o zasiłek z 312 do 322 tysięcy oraz szczegóły indeksu ISM dla usług. Takie ryzyko dodatkowo wzrosło po niższej od konsensusu wartości indeksu ADP. Co ciekawe payrolle były rewidowane w górę w 19 z ostatnich 20 miesięcy. Pomimo to kwietniowy odczyt został zrewidowany w dół o 6 tys., a więc dopiero po raz drugi w ciągu ponad półtorej roku.

AUSTRALIA: GOSPODARKA W DOBRE FORMIE

We wtorek RBA zdecydował o pozostawieniu głównej stopy procentowej na niezmienionym poziomie 2,5 proc. Jest to już 10 miesiąc z rzędu utrzymywania rekordowo niskiego kosztu pieniądza. Głównym celem obniżki sprzed niemal roku było wywołanie wzrostu konsumpcji a także przeniesienie inwestycji z sektora górniczego do pozostałych. Okazuje się, że operacja ta przebiega bardzo sprawnie. Firmy planują przeznaczyć na CAPEX 137,1 miliardów dolarów australijskich w latach 2014-2015. Prezes RBA powiedział także, że widać stopniową poprawę na rynku pracy, jednak potrzeba jeszcze trochę czasu zanim bezrobocie ustabilizuje się na niskim poziomie.

O dobrej sytuacji w australijskiej gospodarce może świadczyć wycofanie się banku JPMorgan z prognozy zakładającej obniżkę stóp procentowych w sierpniu tego roku. W I kwartale 2014 odnotowała ona najszybsze tempo wzrostu od 2 lat. Bardzo ważny jest także fakt, że inflacja znajduje się pod kontrolą. Wzrost PKB w I kwartale wyniósł 3,2 proc w ujęciu rocznym, a także 1,1 proc. k/k. Głównymi składowymi, które wpłynęły na tak dobry odczyt były: eksport (wzrost o 4,8 proc. k/k), który odpowiedzialny był za 1,1 pkt. proc. przyrostu PKB oraz inwestycje mieszkaniowe (wzrost 4,7 proc. k/k), które dodały 0,2 pkt. proc. do rozwoju gospodarczego.

Dolar australijski jest w tym roku najsilniejszą walutą z grona G10. Zyskał on zarówno wobec dolara, jak i euro około 5 proc. AUD może skorzystać na bezprecedensowej decyzji ECB o obniżeniu stóp centowych, w tym depozytowej do poziomu ujemnego oraz wprowadzenia LTRO. Duży wpływ na to mają rozbieżne drogi zarówno, gospodarek Australii i strefy euro, a także ich banków centralnych. Polityka RBA zmierza w kierunku normalizacji, a ECB wprowadza niekonwencjonalne metody luzowania. Australijska inflacja jest pod kontrolą, natomiast strefa euro zmaga się z postępującą dezinflacją. W końcu, wzrost gospodarczy kraju kangurów jest najwyższy od 2 lat, a gospodarka strefy euro rozwija się w tempie dalekim od zadowalającego. Co ciekawe dolar australijski zyskuje pomimo spadku cen rudy żelaza, czyli głównego eksportowego surowca tego kraju.

(Błażej Kiermasz – DM TMS Brokers SA)                       …źródło: stooq.pl

podobne: Kondycja globalnej gospodarki nadal krucha… Spadek wskaźnika zatrudnienia w USA. oraz: EMS zgodny z konstytucją. Niemcy będą ratować zadłużoną Europę! polecam również: Malutka Belgia ratuje obligacje USA oraz: Szef KE powołał grupę ekspertów ds. uwspólnotowienia długu eurolandu

Punkty niestabilne politycznie, wrażliwe gospodarczo ale i te o wysokim poziomie zaufania – które kraje mogą wspierać lub opóźniać światowy wzrost?”

Euler Hermes przedstawia informację o kierunkach (i zagrożeniach dla) światowego wzrostu gospodarczego, sporządzoną na bazie swojego ostatniego, majowego Przeglądu Ekonomicznego. Zwracamy uwagę na umieszczenie Francji i Niemiec – głównych partnerów gospodarczych Polski wśród rynków obecnie ekonomicznie „wrażliwych”. Prezentujemy także możliwe scenariusze wpływu konfliktu na wschodzie Europy na tempo rozwoju gospodarczego Polski (mniejszy efekt) i strefy euro (większy – co pośrednio uderzyć może w polskich eksporterów).

– Zgodnie z ostatnią globalną prognozą ekonomiczną firmy Euler Hermes, gospodarki najbardziej rozwiniętych krajów nabierają tempa, oczekujemy w 2014 roku wzrostu ich wzrostu o +2,0%, najwyższego od 2010 roku

– Z drugiej strony – pomimo ożywienia wzrostu światowego PKB (+2,9% w 2014 roku) jego tempo pozostanie powolne (poniżej 3% trzeci roku z rzędu) i przeważy ryzyko wystąpienia spadku.

Wielka Brytania (PKB +2,4%) i członkowie strefy euro (+1,0%) kontynuują wzrost, podczas gdy Stany Zjednoczone (+2,8%) jak na razie pozostawały nieco w tyle z powodu wyjątkowo ostrej zimy. Abekonomia jest wciąż źródłem stałego wzrostu w Japonii (+1,2%), chociaż potrzeba większych zmian aby go utrzymać. Gospodarki rozwijające się pozostają głównymi motorami globalnego wzrostu (+4,3% w 2014 roku), ale związane z nimi oczekiwania uległy obniżeniu po gwałtownej rewizji perspektyw wzrostu w Rosji, jak również z powodu spodziewanego spowolnienia wzrostu w Brazylii, w RPA i w Turcji.

DROGA NAPRZÓD – KTO JEST NIESTABILNY, A KTO WRAŻLIWY?

Nowy globalny raport ekonomiczny Euler Hermes zidentyfikował na światowej mapie lokalizację punktów niestabilnych, wrażliwych gospodarczo i o wysokim poziomie zaufania, które razem prawdopodobnie wpłyną na globalną wymianę handlową w perspektywie krótkoterminowej:

Punkty niestabilne w zakresie polityki: Rosja i Ukraina oraz w mniejszym zakresie Turcja pozostają niestabilnymi punktami w zakresie polityki ze względu na ryzyko geopolityczne obciążające ich gospodarkę i potencjalnie występujące negatywne skutki uboczne.

Bez odnoszenia się do możliwego scenariusza rozwoju sytuacji w sferze politycznej pokusić się można o rozważenie kierunku rozwoju sytuacji na wschodzie Europy w sferze gospodarczej. W chwili obecnej sankcje mają przede wszystkim wymiar polityczny (pomijając oczywiście bariery w imporcie mięsa) i spodziewać się można, iż scenariusz utrzymania się takiej sytuacji ma 80% szans na realizację. Tylko 20% szans na realizację przyznać można scenariuszowi eskalacji w kontekście wymiany handlowej wschód-zachód (co zmniejszyłoby wymianę handlową strefy euro z Rosja o połowę). Ale nie tylko wymiana handlowa jest na szali – na sytuację wpływ mają również przepływy inwestycji (istotnych np. w Holandii), ceny energii, zdolność firm rosyjskich do regulowania swoich zobowiązań (z tytułu importu z UE) oraz ekspozycja (zaangażowanie) kapitałowa banków europejskich w Rosji (istotna np. dla banków austriackich). Skutki odczułaby również Rosja – m.in. poprzez dalsze przyspieszenie odpływu kapitału ze spodziewanych obecnie 120 mld USD w skali rocznej do 200 mld USD a przede wszystkim osunięciem się w recesję (ze spodziewanego obecnie wzrostu PKB +0,7% do spadku o -2,5% na skutek załamania się eksportu o 20% i importu o 15%).

W chwili obecnej – przy zakładanym bazowym scenariuszu rozwoju sytuacji, bez mnożenia dalszych przeszkód w wymianie handlowej polski wzrost PKB będzie zmniejszony o ok. 0,1%, podobnie jak w całej strefie euro. Gdyby sankcje jednak zostały zaostrzone zarówno polski wzrost PKB jak i w strefie euro ucierpiałyby o ok. 0,9% w skali rocznej. W efekcie w Polsce nadal mielibyśmy wzrost gospodarczy na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego lub nawet lepszym, natomiast w krajach strefy euro w przypadku eskalacji konfliktu handlowego z Rosja wzrost gospodarczy byłby zbliżony do zera…co w konsekwencji pośrednio uderzyłoby w dalszej kolejności w popyt na polskie towary, w 75% kierowane przecież na rynek strefy euro.

Punkty wrażliwe w zakresie gospodarki: Brazylia, RPA i w mniejszym zakresie Indie są punktami wrażliwymi w zakresie gospodarki, ponieważ muszą dostosować się do świata, w którym rynki rozwijające się nie są już z definicji „pupilkami” inwestorów. W tej grupie znajduje się również Francja, która musi ponownie przeanalizować swój model biznesowy, oraz Niemcy, które stykają się z wyzwaniem dominujących nacisków deflacyjnych w strefie euro, jak również z silnym kursem euro.

Punkty o wysokim poziomie zaufania: USA i Wielka Brytania są punktami o wysokim poziomie zaufania, ponieważ wzrost uzyskał siłę pociągową. Europa Południowa wykazuje oznaki poprawy perspektyw ekonomicznych i odzyskuje zaufanie po kilku latach bolesnych dostosowań i trudności gospodarczych. Chiny są również członkiem tej grupy, pomimo wyzwań dotyczących zmiany modelu biznesowego, ponieważ występują pozytywne oznaki pomyślnej transformacji.

Różne losy gospodarek rozwijających się: ‚Wrażliwa 10’ przekształciła się w ‚Ulegającą poprawie czwórkę’, ‚Niestabilną piątkę’ i Argentynę

Jak podkreślaliśmy pod koniec zeszłego roku, zdolność gospodarek rozwijających się do przetrwania trudności w dużym stopniu zależy od ich podstaw finansowych. Władze krajowe muszą być wyczulone i elastyczne w zakresie tworzenia polityki kompensującej. Na początku 2014 roku firma Euler Hermes sklasyfikowała kraje rozwijające się według dwóch kryteriów:

– ich wrażliwość w odniesieniu do programu łagodzenia polityki pieniężnej USA, oraz

– ich zależność od eksportu do Chin, tj. spowolnienia wzrostu PKB w Chinach i transformacji ich modelu ekonomicznego.

Powstała w ten sposób lista 10 najbardziej wrażliwych krajów w perspektywie krótkoterminowej, ‚Wrażliwe 10’, obejmuje Argentynę, Brazylię, Chile, Kolumbię, Indie, Indonezję, Meksyk, Filipiny, RPA i Turcję.

Od tej pory jakość polityki gospodarczej i wrażliwość władz na program łagodzenia polityki pieniężnej i podnoszenie ryzyka geopolitycznego w ostatnich miesiącach wykazuje, że niektóre kraje są lepiej przygotowane na burze niż inne. Powstała grupa państw ‚Ulegających poprawie 4’ (Chile, Kolumbia, Meksyk i Filipiny), grupa państw ‚Niestabilnych 5’ (Brazylia, Indie, Indonezja, RPA i Turcja) oraz osobno Argentyna.

PUNKTY NIESTABILNE POLITYCZNIE

Ukraina i Rosja: Krajowy kryzys polityczny nasilił się prowadząc do poważnego konfliktu pomiędzy Ukrainą i Rosją po tym, jak Rosja zaanektowała Krym, co odbiło się na gospodarce obu krajów, ale do tej pory nie wpłynęło znacząco na Europę. Oczekuje się, że wzrost rosyjskiego PKB zwolni do 0,7%, a na Ukrainie w 2014 roku najprawdopodobniej wystąpi głęboka recesja (-3%). Przeważa znaczne ryzyko spadku.

Turcja: Produkcja w 2013 roku okazała się odporna na zawirowania polityczne i niepokoje na globalnych rynkach finansowych. Popyt krajowy był jedyną siłą napędową wzrostu, przy wzroście konsumpcji prywatnej o 4,6%, konsumpcji publicznej o 5,9% i inwestycji o 4,3%. W 2014 roku oczekuje się, że popyt krajowy będzie umiarkowany w wyniku zacieśniania polityki monetarnej i deprecjacji liry tureckiej (TRY). W rezultacie oczekuje się, że w 2014 roku wzrost PKB ulegnie spowolnieniu do 3%.

PUNKTY WRAŻLIWE W ZAKRESIE GOSPODARKI

Francja i Niemcy: Po tym, jak Francja nie spełniła swojego wstępnego celu w zakresie deficytu fiskalnego na poziomie -3% PKB w 2013 roku, nowy premier Francji zapowiedział wiele reform w 2014 roku mających na celu wspieranie konkurencyjności gospodarki oraz siły nabywczej gospodarstw domowych. Jest mało prawdopodobne, aby te środki doprowadziły do szybkiego obniżenia deficytu fiskalnego (prognozy Euler Hermes: -3,9% w 2014 roku i -3,3% w 2015 roku), ale będą wspierać inne kraje strefy euro za pośrednictwem podwyższenia importu. W przeciwieństwie do Francji, model gospodarczy Niemiec obejmuje dobrze rozwijający się i napędzany eksportem przemysł, czego dowodem jest duża nadwyżka na rachunku bieżącym. Jednak ostatni wskaźnik PMI w zakresie danych dotyczących zamówień eksportowych i dane Bundesbanku wskazują na możliwy spadek tempa rozwoju. Niemiecki sektor eksportowy stoi w obliczu wiatru wiejącego w twarz zarówno ze strefy euro (presja deflacyjna), jak i z zagranicy (odnowiona konkurencja ze strony Japonii i USA, których główne sektory eksportowe nakładają się z niemieckimi).

Brazylia: Wcześniejsze doświadczenia wykazują, że organizowanie dużych imprez sportowych nie zawsze wywiera pozytywny wpływ na gospodarkę kraju gospodarza. Nawet, jeżeli Brazylia mogłaby być wyjątkiem, ponieważ jest -gospodarzem trzech mega-wydarzeń sportowych z rzędu, firma Euler Hermes oczekuje, że będzie to miało niewielki wpływ na wzrost w horyzoncie krótkoterminowym i średnioterminowym. Spowolnienie brazylijskiej gospodarki jest głównie spowodowane słabością strukturalną, której nie mogą poprawić wydarzenia sportowe. Chociaż popyt krajowy zyskał w ostatnich latach na połączeniu polityki fiskalnej pobudzającej popyt, na niskim bezrobociu, wzroście płac realnych i masywnym napływie kapitału zagranicznego, inwestycje pozostały na niskim poziomie. Obecnie występuje brak dopasowania pomiędzy dynamicznym popytem krajowym i słabą podażą krajową. Potrzebne są głębokie reformy strukturalne, aby poradzić sobie z brakiem konkurencyjności lokalnego przemysłu, brakami infrastrukturalnymi i ubogim środowiskiem gospodarczym. Oczekuje się, że wzrost pozostanie na niskim poziomie wynoszącym 2,0% w 2014 roku oraz 2,5% w 2015 roku, dużo poniżej wynoszącego 5% rocznego wzrostu sprzed kryzysu.

Indie: Gospodarka hinduska w ciągu ostatnich dwóch lat osiągnęła gorsze wyniki od spodziewanych ze wzrostem PKB na poziomie średnio poniżej +5% w porównaniu z potencjałem wzrostu na poziomie +7%. Ekspansja produkcji została stłumiona słabym popytem krajowym. Wysoka inflacja nadal osłabia siłę nabywczą, ograniczając wzrost konsumpcji prywatnej. Inwestycje uległy spowolnieniu, ze względu na restrykcyjne warunki finansowe i ograniczenie popytu. Eksport netto obniżył się w wyniku podwyższenia importu z powodu wysokich cen surowców (ropa naftowa i złoto stanowią odpowiednio 34% i 8% importu) oraz słabszych od oczekiwanych wyników gospodarczych głównych partnerów Indii, czyli USA i Chin. Od połowy 2013 roku Indie są obserwowane w ramach radaru rynku finansowego i inwestora ze względu na pogarszające się perspektywy gospodarcze oraz wysoki deficyt fiskalny i na rachunkach bieżących. Należy dalej stawiać czoło słabości strukturalnej, ale niektóre kroki we właściwym kierunku zostały już podjęte. Stabilność finansowa (a zatem redukcja w zakresie napływu kapitałów krótkoterminowych) jest jednym z kluczowych priorytetów nowego prezesa Banku Centralnego, Rajana, a obecny rząd zapoczątkował reformy mające na celu zachęcenie inwestorów zagranicznych do inwestowania w kluczowe sektory.

Republika Południowej Afryki: Wzrost PKB pozostanie na przeciętnym poziomie: +2,8% w 2014 roku i +3,5% w 2015 roku, z ryzykiem spadku. Polityka monetarna pozostanie restrykcyjna, aby chronić randa i rezerwy międzynarodowe, ceny złota są niskie, a napięte stosunki pracy ograniczają produkcję w niektórych kluczowych sektorach, szczególnie w zakresie wydobycia platyny. Brak elastyczności strukturalnej pozostaje źródłem problemów, obejmując wysoki stopień bezrobocia, dużą nierówność przychodów, niski poziom dostarczania usług, trudne relacje przemysłowe oraz deficyty fiskalne i na rachunkach bieżących.

PUNKTY O WYSOKIM POZIOMIE ZAUFANIA

Stany Zjednoczone: Na większości obszaru USA wystąpiła rekordowo zimna i śnieżna zima, co spowodowało duże spowolnienie gospodarcze. PKB wzrósł zaledwie o 0,1% w stosunku rocznym za I kwartał 2014 roku. Jednak trudna zima również przygotowała scenę do odbudowania aktywności gospodarczej wiosną, co pomoże zwiększyć PKB w II kwartale i prawdopodobnie popchnie wzrost PKB za cały 2014 rok do poziomu 2,8% – wciąż poniżej trendu światowego, ale lepiej niż 1,9% w 2013 roku. Produkcja wydaje się gotowa do znacznego ożywienia, ponieważ koszty zatrudnienia nadal spadają; zatrudnienie w produkcji wzrastało w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy. Bank Rezerwy Federalnej prawdopodobnie całkowicie zakończy swój program łagodzenia polityki pieniężnej do końca 2014 roku, ale pozostaje wysoce przystosowawczy ze względu na znaczne ilości nadmiaru rezerw płynnych, które mogą zostać wykorzystane w gospodarce.

Chiny: Wzrost chińskiego PKB okazał się w 2013 roku wytrzymały, rosnąc na podobnym poziomie jak w poprzedzającym roku (+7,7%). W 2014 roku przewiduje się niewielki spadek do poziomu +7,5%, co jest związane z trwającą transformacją gospodarczą mającą na celu uzyskanie wzrostu PKB w wyniku popytu krajowego. Przekształcenie rozpoczęło się i pozytywne oznaki już są widoczne. Po pierwsze, rząd przeszedł z podejścia skoncentrowanego ściśle na bieżącym wzroście do bardziej zrównoważonego, mając jednocześnie na celu tworzenie miejsc pracy, stabilność cen i wzrost gospodarczy. Po drugie – wzrost rynku konsumenckiego posiadającego silne podstawy jest faktem. Po trzecie – zachodzi normalizacja warunków finansowych (oddala się groźba bańki kredytowej), po ulepszeniu jakości kredytów oraz redukcji finansowania pozabankowego i pozabilansowego. Kontynuacja wsparcia konsumpcji krajowej przez pożyczki bankowe i tworzenie miejsc pracy oraz dalsze inwestycje w wiedzę i branże o wysokiej wartości dodanej mogą przyspieszyć wzrost długoterminowy.

Europa Południowa i Wielka Brytania: Po kilku latach bolesnych zmian oraz głębokiego kryzysu finansowego i państwowego kraje Europe Południowej w końcu powracają na ścieżkę wzrostu, głównie dzięki poprawie w zakresie eksportu w wyniku korzyści uzyskanych z konkurencyjności. W połączeniu z trwającymi zmianami fiskalnymi, reformami strukturalnymi i dzięki zmniejszeniu apetytu inwestorów na rynki rozwijające się, został uzyskany masowy powrót zaufania, a zatem wzrost wpływów do portfela i zagranicznych inwestycji bezpośrednich. Jednak nie można wykluczyć krótkoterminowej zmienności, ponieważ pozostaje znaczna wrażliwość gospodarki. Bezrobocie pozostaje na bardzo wysokim poziomie, sektor bankowy wciąż czyści bilans, a długotrwała niska inflacja może zaszkodzić ożywieniu. W Wielkiej Brytanii popyt krajowy pozostaje głównym motorem wzrostu PKB (+2,4%) ze względu na coraz bardziej przyjazne środowisko dla biznesu.

Rada Współpracy Państw Zatoki [Gulf Cooperation Council] (GCC): Kraje GCC posiadają ponad 29% globalnych rezerw ropy naftowej i ponad 23% rezerw gazu. Produkcja sektora węglowodorów była kluczowym czynnikiem wzrostu od 2011 roku do chwili obecnej, gdy standardowe ceny ropy naftowej wyniosły 100 USD za baryłkę lub jeszcze więcej. Przy łącznej populacji na poziomie 49 milionów osób przychody z eksportu ropy naftowej wciąż przyczyniały się do tworzenia silnych rezerw walutowych i akumulacji aktywów finansowych w funduszach państwowych (ich szacowana kwota wynosi 2.250 mld USD). Tego typu rezerwy umożliwiają krajom GCC zwiększenie popytu krajowego za pośrednictwem wydatków państwowych na projekty infrastrukturalne i na cele społeczne. Można więc oczekiwać, że handel z krajami GCC będzie dalej prężenie się rozwijał, szczególnie biorąc pod uwagę poprawę klimatu biznesowego w ciągu ostatnich lat. Wzrost PKB w krajach GCC prawdopodobnie ulegnie podwyższeniu do poziomu lub powyżej poziomu średniej dla regionu (+3,6% w 2014 roku).

(Euler Hermes)                                       …źródło: stooq.pl

podobne: Ekonomiczna prognoza na rok 2014 czyli… pożyjemy zobaczymy. oraz: MFW prognoza dla Polski i światowej gospodarki – będzie słabo. polecam również: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.

Światowa gospodarka

Biurokraci z UE: Kto jest kim i co może.


Comrade Bar-Barroso

Comrade Bar-Barroso

12.05. Bruksela (PAP) – Przewodniczący Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej czy Parlamentu Europejskiego, szef unijnej dyplomacji – który z nich ma większe kompetencje i jakie podejmuje decyzje? Wszystkie te stanowiska będą do obsadzenia w wyniku wyborów do Parlamentu Europejskiego.

Do wejścia w życie Traktatu z Lizbony za twarz UE uchodził mianowany przez szefów państw i rządów, a potem zatwierdzany przez Parlament Europejski, przewodniczący Komisji Europejskiej. Ten podwójny mandat daje przewodniczącemu KE dużą władzę polityczną, o ile potrafi z niej skorzystać. Wzmacnia ją fakt, że KE, która jest rodzajem rządu UE, uosabia ponadnarodowy charakter Unii Europejskiej i ma „wspierać jej ogólny interes”.

Przede wszystkim jednak KE ma prawo inicjatywy legislacyjnej, wykonuje budżet i jest „strażniczką traktatów”, czyli unijnego prawodawstwa. Dużo zależy od osobowości polityka, który piastuje stanowisko jej szefa. Za wzór charyzmatycznego i odważnego przewodniczącego z wizją do dziś stawia się Jacquesa Delorsa (1985-1994), który stworzył jednolity rynek, koncepcję wspólnej waluty euro oraz wieloletnie plany budżetowe UE.

Decydując o bieżącej pracy Komisji, jej przewodniczący wywiera bezpośredni wpływ na kierunek integracji europejskiej, zwołuje i przewodzi cotygodniowym kolegiom wszystkich komisarzy. Traktat Amsterdamski wzmocnił jego pozycję, potwierdzając, że komisarze pracują pod „politycznym kierownictwem” przewodniczącego. Nie dobiera ich jednak sobie dowolnie, bowiem w praktyce „swoich” komisarzy wskazują rządy poszczególnych państw. Ale to przewodniczący ustala zakres obowiązków i rozdziela pomiędzy nich teki. Może dokonywać zmian w rozdziale obowiązków w trakcie kadencji, tworzyć grupy robocze komisarzy i wyznaczać ich szefów. Może też – w ostateczności – zażądać dymisji komisarza.

Przewodniczący KE reprezentuje też ją na zewnątrz, przyjmuje głowy państw, uczestniczy w szczytach UE z krajami trzecimi, reprezentuje UE na spotkaniach G7 (do niedawna G8) i forach gospodarczych, bierze udział w unijnych szczytach, w kluczowych debatach Parlamentu Europejskiego, może też występować na posiedzeniach Rady ministrów UE.

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

To wszystko uprawnia do stwierdzenia, że choć decyzje KE zapadają na obradach komisarzy na zasadzie kolegialności, to przewodniczący jest kimś o wiele ważniejszym, niż tylko „pierwszym między równymi”. A jego silnej pozycji sprzyja rozrost KE wraz z kolejnymi rozszerzeniami UE (i większą liczbą komisarzy). Nie jest tajemnicą, że obecny szef KE Jose Barroso rządził w KE twardą ręką.

KE i jej przewodniczący pozostają mimo wszystko zależni od rządów krajów członkowskich. Według krytyków Barroso nie chciał odważnymi i kontrowersyjnymi posunięciami narażać się najważniejszym stolicom. Wielokrotnie tłumaczył, że nie ma sensu proponować takiej czy innej dyrektywy, skoro i tak przepadnie w Radzie UE, złożonej z przedstawicieli rządów.

Rada UE to wraz z PE główny organ legislacyjny Unii Europejskiej; to tam zapada większość decyzji wymagających ustalenia jednolitego stanowiska krajów członkowskich. W zależności od debatowanych spraw, składa się z właściwych ministrów (np. Rada ds. Zagranicznych składa się z szefów dyplomacji, zaś Rada ds. Środowiska – z ministrów środowiska). Na posiedzeniach Rady ds. Ogólnych spotykają się ministrowie ds. europejskich albo ambasadorowie akredytowani w Brukseli. Posiedzenia odbywają się w Brukseli i Luksemburgu z różną częstotliwością: raz na miesiąc (finanse, rolnictwo, sprawy zagraniczne) albo co kilka miesięcy (edukacja, kultura). Przewodnictwo w Radzie sprawuje rotacyjna prezydencja UE, poza Radą ds. Zagranicznych, której przewodniczy przedstawiciel UE ds. zagranicznych Catherine Ashton.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Ustanowiony w Traktacie z Lizbony przewodniczący Rady Europejskiej miał być osobą, do której zadzwoni prezydent USA, kiedy zechce porozmawiać „z Europą”, ale w Brukseli są wątpliwości, czy Herman Van Rompuy zdołał wypracować sobie taki autorytet. Wybrany większością kwalifikowaną przez szefów państw i rządów, zwołuje unijne szczyty (czyli Rady Europejskie) i im przewodniczy, zapewniając ciągłość prac i pomagając – jak stanowi Traktat – „osiągnąć spójność i konsensus” między przywódcami. Za te umiejętności Van Rompuy był powszechnie chwalony. To przewodniczący PE zapewnia reprezentację Unii na zewnątrz w sprawach dotyczących wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Wszystkie te obowiązki w czasach Traktatu z Nicei należały do szefa rządu kraju, który sprawował półroczne rotacyjne przewodnictwo w UE.

Kolejną część obowiązków prezydencja oddała wysokiemu przedstawicielowi UE ds. polityki zagranicznej. Jest on mianowany i odwoływany większością kwalifikowaną szefów państw i rządów UE, ale za zgodą przewodniczącego KE. Zasiada w KE w randze wiceprzewodniczącego i „czuwa nad spójnością działań zewnętrznych UE”, przyczynia się swoimi propozycjami do opracowania polityki zagranicznej i jej realizowania – ale tylko z upoważnienia ministrów spraw zagranicznych i w ściśle określonych ramach. Dotyczy to zarówno polityki zagranicznej w ścisłym sensie, jak i bezpieczeństwa i obrony.

Parlament Europejski to jedyna unijna instytucja o demokratycznej legitymacji (pochodząca z wyborów powszechnych), która z ciała konsultacyjnego stała się z biegiem lat prawdziwym organem prawodawczym. Jej przewodniczący wybierany jest przez eurodeputowanych ze swojego grona na początku kadencji, kieruje całością prac instytucji i jej organów (Prezydium i Konferencja Przewodniczących). Prowadzi też debaty na posiedzeniach plenarnych, w czym jednak często wyręcza go 14 wiceprzewodniczących. Do jego obowiązków należy też czuwanie nad przestrzeganiem regulaminu PE i rola arbitra, kiedy pojawiają się konflikty zagrażające prawidłowemu funkcjonowaniu PE.

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

Jednak to nie przewodniczący PE, ale zebrani w tzw. Konferencji Przewodniczących szefowie grup politycznych mają decydujący głos o tym, czym zajmuje się Parlament Europejski, jakie akty legislacyjne są przyjmowane i w jakiej kolejności. To Konferencja określa bowiem porządek prac całego PE oraz kalendarz i porządek dzienny posiedzeń plenarnych. Często ma to duże polityczne znaczenie. Uwzględniając rozkład sił w PE, Konferencja Przewodniczących ustala też skład komisji parlamentarnych i podział kompetencji między nimi. Może też zażądać, by przewodniczący KE lub jeden z komisarzy przyszedł do PE tłumaczyć się z tej czy innej decyzji.

Natomiast przewodniczący PE reprezentuje swą instytucję w sprawach prawnych i wszelkich stosunkach zewnętrznych, przyjmując w Brukseli i Strasburgu zagranicznych gości. Ma prawo wypowiadać się we wszystkich istotnych kwestiach międzynarodowych i składać propozycje zaleceń mających na celu wzmocnienie UE. Dlatego zapraszany jest na początek każdego unijnego szczytu, gdzie przedstawia stanowisko PE. Jednym z jego ceremonialnych zadań jest złożenie podpisu pod budżetem Unii, który dopiero wtedy może zostać wdrożony. Podpisuje też wraz z przewodniczącym Rady ministrów UE wszystkie akty prawne podjęte w ramach tzw. współdecyzji. (PAP)

Urzędnicy - Honoriusz Balzak

Urzędnicy – Honoriusz Balzak

podobne: 620 mln EUR na pensje dla EUrzędników

oraz: TNS Polska: Polacy o UE – mało wiedzy, mimo to (a może właśnie dlatego) sporo zaufania

polecam również: Partie anty systemowe w wyborach do Parlamentu Europejskiego zgarną niemal 1/3 głosów

oraz: Pociąg do Unii… autor nieznany (do rysunku Arkadiusza Gacparskiego)

W. Brytania – Sukces eurosceptyków w wyborach lokalnych a Szwedzi nie chcą euro.


W. Brytania – Sukces eurosceptyków w wyborach lokalnych

03.05. Londyn (PAP) – Nacjonalistyczna i eurosceptyczna Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) Nigela Farage’a osiągnęła duży sukces w czwartkowych wyborach lokalnych w Anglii i Walii – wynika z ogłoszonych w piątek końcowych rezultatów głosowania.

Według danych z 27 hrabstw i siedmiu autonomicznych jednostek administracyjnych UKIP zdobyła 139 mandatów; w poprzednich wyborach w 2009 roku UKIP uzyskała zaledwie siedem mandatów.

Torysi premiera Davida Camerona stracili ogółem 335 mandatów, ale pozostali najliczniejszą reprezentacją we władzach lokalnych Anglii i Walii. Osiemnaście lokalnych rad samorządowych jest w rękach konserwatystów, a trzy – laburzystów. W 14 radach żadna z partii nie ma większości. Ogółem o 2362 mandaty ubiegało się ok. 10 tys. kandydatów.

Według BBC procentowo wybory wygrali laburzyści, gdyż oddano na nich 29 proc. ogółu głosów. Torysi zdobyli 25 proc. głosów, zaś UKIP 23 proc. Liberałowie spadli na czwarte miejsce z 14 proc. głosów.

UKIP może też mówić o sukcesie w wyborach uzupełniających do Izby Gmin w okręgu South Shields, w których ich kandydat zajął drugie miejsce, za – już wcześniej typowaną na zwyciężczynię – kandydatką Partii Pracy. Torysi zajęli w wyborach trzecie miejsce, a liberałowie nie przekroczyli pięcioprocentowego progu wyborczego.

Wybory lokalne uważane są za ważny sprawdzian układu sił politycznych w Wielkiej Brytanii z uwagi na wzrost notowań UKIP, która zdobywa poparcie wśród elektoratu rządzącej Partii Konserwatywnej i wprowadziła do publicznej debaty temat imigracji i tony nacjonalistyczne.

Polityczna konkurencja ze strony UKIP powoduje, że torysi schodzą coraz bardziej na prawo i trudno im w niektórych sprawach wypracować wspólne stanowisko. Ostatnio na podziały wewnętrzne wśród torysów skarżył się ich koalicyjny partner, lider Liberalnych Demokratów Nick Clegg.

Komentatorzy twierdzą, że konserwatyści, mając prawicowego konkurenta, zajmą twardsze stanowisko w sprawie UE i imigracji. Pierwsze wypowiedzi torysów pod adresem UKIP były pojednawcze. Minister ds. międzynarodowego rozwoju Justine Greening powiedziała, że jej partia „powinna uszanować wolę wyborców głosujących w wyborach lokalnych na UKIP”.

Lider UKIP, europoseł Nigel Farage twierdził przed wyborami, że dobry wynik jego partii będzie oznaczał, iż brytyjski system z trójpartyjnego (torysi, laburzyści i Liberalni Demokraci) przekształci się w czteropartyjny. (PAP)

Szwedzi nie chcą euro

06.05.2013 (IAR) – Szwedzi coraz bardziej nieufni wobec Unii Europejskiej i wspólnej waluty. Z ostatniego sondażu Instytutu SOM w Göteborgu wynika, że tylko 9 procent z nich chciałoby wejścia ich kraju do strefy euro. Spadła także liczba zwolenników członkostwa Szwecji w Unii – obecnie jest ich 42 procent. 3 lata temu wskaźnik ten wynosił 53 procent. Zaledwie co 10 mieszkaniec Szwecji chciałby utworzenia „Stanów Zjednoczonych Europy”.

Eksperci oceniają, że coraz bardziej negatywny stosunek Szwedów do Unii Europejskiej to efekt kryzysu gospodarczego.

Eurokołchoz…Eurosceptycy podnoszą głowę i coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegac i przeciwstawiac się federacyjnemu szaleństwu które bankrutuje na naszych oczach i które sprowadziło na narody klęskę bezrobocia i nędzy. Jest to bowiem twór sztuczny i działający całkowicie wbrew zasadom logiki, matematyki i ekonomii… Nie na darmo porównuje się „UE” do ZSRR. Godfrey Bloom – metoda wspólnotowa

…Odys

polecam również: Eurosceptycyzm przybiera na sile. Geert Wilders apeluje o wyjście Holandii z UE i strefy euro. i to: Szwecja w recesji. Socjalizm sucks!