Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?


„[…] najwyższą niemoralnością dla człowieka kulturalnego jest przystosowanie się do przeciętnego poziomu swej epoki.” (Oscar Wilde)

„…Często i poetyzowanie i retoryka łączą się z pewnym doktrynerstwem, podporządkowaniem sztuki z góry powziętej tendencji przedstawienia czegoś poetycko i artystycznie gwoli pewnemu parti pris, np. gloryfikowaniu maszyny, bo symbolizuje nowoczesność. Te formy nieszczerości wewnętrznej i upadku prawdziwej twórczości w sztuce sygnalizują nam utajone rozdwojenia wewnętrzne, ale na ich tle czy jako dalsza tego konsekwencja pojawia się perwersyjne „odwracanie wartości” gwoli pewnemu parti pris – doktrynom prądów rozkładowych. Gdy, jak tak często ostatnimi czasy się zdarzało, poezja gloryfikuje homoseksualizm – każdy normalny człowiek wyczuje w tym perwersję, ale tam, gdzie w grę wchodzi wartościowanie subtelniejsze – poezja anarchizuje i wywraca na opak nasz świat wartości całkiem niepostrzeżenie.

dostojeństwo nadaje człowieczeństwu wartość wewnętrzna, uznana za jego istotę – nie odwrotnie i człowieczeństwo byle jakie nie jest jeszcze wartością. A istniał i rozpowszechniony jest do dziś ten „łatwy humanitaryzm” czyniący z wszystkiego wartość tylko dlatego, że jest ona ludzką. Ten niwelujący humanitaryzm jest już bliski gloryfikowania wszystkiego, nawet tego, co „ludzkie, arcyludzkie”, i nieznacznie przechodzi do podporządkowywania wyższych nawet wartości tym ludzkim i arcyludzkim dlatego… że są ludzkie. Ten humanitaryzm przejawił się i w tym określonym rodzaju pacyfizmu, którego treścią moralną była teza nihilistyczna: nie ma takiej rzeczy, dla której warto umierać…

…Rzekomo przezwyciężyło się sztukę tendencyjną dopiero w dzisiejszych czasach triumfu czystego artyzmu. Jest właśnie akurat odwrotnie: tendencyjność, doktrynerstwo przeżera dzisiejszą sztukę – jak nigdy chyba…

Po to teoretycznie głosiło się, że artyzm jest wszechmocny, żeby można było poetyzować byle co. Po to głosiło się, że temat nic nie znaczy, żeby wierząc lub nie wierząc w to, świadomie lub nieświadomie gloryfikować pustkę, płytkość, lub wartości ujemne… 

…Poetyzujący dekadent poczucie wszechwładzy swej nad światem zasadza na tym, żeby kimkolwiek będąc, wszystko móc artystycznie przedstawić. I im obojętniejszy lub dalszy od wartości temat, tym większą zdawała się być ta wszechwładza. Stąd ten paradoks: tym większy poeta im dalszy od wszelkich wartości świat może opromienić poezją, tym większy – im dalszy od natchnienia i z większą dowolnością to robi!

To było tło, to były „koniunktury”, można było pod władzą rozpowszechnionych doktryn „brązować”, odwracać wartości a rebours, potęgować rozszczepienie i rozkład, dając mu wyraz i sankcję piękna. Taki jest sens hasła: czysty artyzm „może wszystko”. Tak, wszystko, nawet to, o czym nie wie! Dlatego właśnie czysty artyzm został ubóstwiony, że to było niezbędną formą ujścia sił… które poza nim stały.

A skoro czysty artyzm „może wszystka” – to nie gorsza jest „czysta” metodyczność naukowa i nie gorsza „czysta” polityka. Usiłowały też nieraz dowieść, że… wszystko jest na odwrót i wbrew rozsądkowi. Więc niektórzy freudyści „dowodzili”, że moralność i podporządkowanie się wartościom wiedzie do zakłamania i choroby i na tej zasadzie już w każdym akcie moralnym wietrzyli perwersję i wmówienie. Dość było uznać pewną metodę zdobywania prawdy za jedynie naukową, by odmówić miana prawdy – prawdom zdobytym na innej drodze, a potem już „dowieść”, że sztuka nie może zawierać prawd. Sofistyka kwitnie…

…Najpospolitsze doktryny, przesądy i dogmaty przybierają szaty naukowych pewników, a fakty, dowody i rozważania naukowe zwalcza się wzgardą, szyderskim epitetem i wszelkimi względami ubocznymi jako „nienaukowe”…

…Destrukcyjne te dążenia działają szczególnie silnie dzięki niezwykłej podatności na sugestię psychiki dzisiejszego człowieka z jednej – agresywności sugerujących z drugiej strony. Pierwszy z tych czynników tłumaczy się stosunkowo bardzo łatwo. Niesłychanie szybkie i gwałtowne przemiany form życia rozszerzyły możliwości niemal i w nieskończoność. Tyle rzeczy niemożliwych stało się faktem, że ludzie gotowi są wierzyć w rzeczy mało prawdopodobne. Niwelacja osobowości pod presją ciężkich warunków gospodarczych, mechanizacji pracy, biurokratyzmu, przymusu państwowego, zubożenie życia duchowego i umysłowego stanowi grunt podatny dla wszelkiej presji z zewnątrz. A chaos i rozbieżność dążeń, upadek form i tradycji zrobił z ludzi plastyczną masę. Ci którzy przyjmują istnienie specjalnych instynktów stadnych, mogliby zapewne mówić o dzisiejszym ich rozbudzeniu, o tendencjach do życia w tłumie i podleganiu sugestii tłumu.

Podatność na sugestie przejawia się między innymi w fetyszyźmie słów, ciekawym zjawisku psychologii tłumu, dzięki czemu słowa-straszaki, jak np. totalizm, faszyzm, zastępują argumenty

Moda w najszerszym tego słowa znaczeniu nabrała siły demonicznej dzięki temu, że stała się bożyszczem parweniuszów. A stała się bożyszczem i tabu, bowiem trzymanie się jej kurczowe to sui generis legitymowanie się parweniuszów przynależnością do elity umysłowej. Skoro być „postępowym” i „nowoczesnym” to tyleż co należeć do elity umysłowej, więc wszystko, co niosą prądy, trzeba natychmiast przyswoić sobie, obwarować się tym i walić po łbie resztę – odpychać ich od zajętych stanowisk jako barbarzyńców lub zacofańców. Stąd też ta bezwzględność i fanatyzm neofitów, świeżo ochrzczonych na wiarę idei rozkładającej się burżuazji.Utwierdza ich w przekonaniu, że to, w co uwierzyli, jest nowe – fakt, że dla nich, to co przyjęli, było nowością i odkryciem! Wątpliwości nie mają, bo te nowe prądy, którymi nasiąkli, są jedyną ich wiedzą (wszak panował antyhistoryzm!).

Wierzący w coś z własnego przekonania pragnie i innemu do przekonania trafić – ale wierzący w mus jakiś idący z zewnątrz chce, żeby inny człowiek ugiął się przed musem: stąd ta terrorystyczna agresywność w propagandzie. Jest to nienawiść ślepych niewolników do tych, co nie chcą uznać musu, do tych, co sami z siebie chcą wierzyć. Terror narzucania – to właśnie jedyny wyraz ich credo.

Potworna karuzela: skaczą ludziska na „awangardowo” pomalowane koniki i z wściekłością ćwiczą… swoich sąsiadów: oni to winni, że koniki postępu kręcą się w kółko nie mogąc niczego wyprzedzić. Winni ci, co nie chcą uznać musu! A przy tym wciąż i wciąż działa jeszcze wiara w automatycznie działający postęp. Słuszność sądu Brzozowskiego, że najgorszym rodzajem klerykalizmu jest tzw. polska myśl postępowa, jest aż nadto oczywista. Bierna masa tzw. inteligencji i pseudointeligencji oszołomiona kalejdoskopem gwałtownych przemian demonizuje i automatyzuje wszelkie silniejsze prądy…(Stefan Kołaczkowski)

całość tu: „O niewidzialnym terrorze i idei przełomu” [1938]

podobne: „Muza nie żyje”: Kiedy sztuka jest wyrazem wysokiej kultury? „Jezus wyszydzony”: Zmaganie się o duszę tego świata. oraz: Śmierć i dziewczyna” czyli… Socjal Demokracja jako sztuka dymania podatnika. Czas skończyć z „coolturą” za publiczne pieniądze. i to: „Nie ma ludzi” i Kisiel wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii, moralności, cnoty i nacjonalizmu.

„Jednym z kluczowych aspektów kulturowego marksizmu jest postmodernizm:

Postmodernizm stoi w opozycji do cywilizacji, w szczególności cywilizacji Zachodu, i w opozycji do prawdy, że społeczeństwo posiada zaakceptowaną prawdę absolutną. Mogą to być prawdy religijne bądź moralne, z którymi większość postmodernistów się nie zgadza i które usiłuje zdyskredytować długoterminowo (długi marsz przez instytucje) w celu ponownego ukształtowania myśli i „ludzkiej świadomości” w przeciw-Narodowe, przeciw-religijne, przeciw-rodzinne, przeciw-płciowe i przeciw-tożsamościowe poglądy…

Widzi Zachodnią cywilizację jak tą w wojnie i cierpieniu i nigdy nie postrzegają jej jako cywilizacji, która dała tak wiele światu w nauce, technologii, medycynie, odkryciach, eksploracji przestrzeni kosmicznej, sztuce, muzyce, etc… 

Poczucie lojalności i obowiązku wobec swego Narodu, kultury, naszej religii jest widziane jako bycie przez ludzi prezentujących te przymioty ofiarami okoliczności, tzn. postmodernizm wierzy, że jest to system, do którego ludzie się rodzą i nie mają wyboru w decydowaniu za samych siebie. Więc ktokolwiek, kto jest religijny lub patriotą podpiera to „represyjne” społeczeństwo w oczach postmodernistów. Dla postmodernisty wszystko jest społeczną konstrukcją, tzn. nie jest prawdziwe.

Ludzie mają wolność wierzenia w Boga jeśli tak sobie życzą, ale postmoderniści nie uznają tego indywidualnego wyboru, lecz raczej używają go do realizowania swoich rewolucyjnych zamiarów. To samo tyczy się do ich buntowniczej postawy wobec Narodów, kultury, tradycji, rodziny i wszystkich podstaw zrodzonych z przed- i współczesnego świata. Widzą je jako przestarzałe i represyjne a siebie widzą jako mających indywidualne prawo, przez racjonalność i ludzki rozsądek, odrzucić te kulturowe normy na korzyść postmodernistycznych idei, które są rewolucyjne i w opozycji do wszystkich form religii (Chrześcijaństwa w szczególności), patriotyzmu, wartości rodzinnych i koncepcji dobra i zła.

Postmodernizm widzi świat z egalitarnego punktu widzenie. Wszystko powinno być równe i przez dekonstruowanie „starego” z „nowym”, w co jak wierzą ma nadejść. Ta fałszywa idea objawia się na wiele sposobów. Naród i jego kulturowa i etniczna tożsamość zostaną wykorzenione na rzecz świata bez granic, gdzie każdy jest taki sam i „równy”.

…Naturalne role płciowe mężczyzny i kobiety w powstającej się rodzinie są wyśmiewane i opisywane jako staromodne Chrześcijańskie zniewolenie kobiety i dzieci, uznawane że dzieci są lepiej wychowywane i edukowane poza środowiskiem rodzinnym. To miejsce, gdzie radykalny feminizm wkracza do gry i homoseksualnego porządku…

…Argumentują, że homoseksualność jest naturalna jak heteroseksualność i tak samo naturalna jak tradycyjna, bo tradycyjna rodzina jest konstrukcją społeczną i nie jest „prawdziwa”…

postmodernizm i kulturowy marksizm są dwiema stronami tej samej monety…

całość tu: Postmodernizm i kulturowy marksizm polecam również: Czym jest kulturowy marksizm؟ Imigracja, gender, język, polityczna poprawność

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. i to: „Konwencja CAHVIO” i „Monaliza” czyli zamiast mniej to więcej przemocy w i na rodzinie. a także: O dzieciach krzywdzonych w imię POstępu i tolerancji polecam również: Michalkiewicz o porządkach rewolucyjnych wg. strategii bolszewickiej (na podstawie 6-cio latków i konwencji „CAHVIO”), oraz Szczureida (do Szczurospolitej) czyli… „wolność” w postkomunizmie. i jeszcze: Pedofilia w Kościele. Ideologiczny raport Komitetu ONZ. Bezpardonowy atak marksizmu. oraz: „Egzamin z orgazmu” kontra „Wychowanie Seksualne w Rodzinie”. a także: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym.

Jak wychować społeczeństwo…

„…kołtun, w retoryce liberalnej lewicy, oznacza zwyczajnego człowieka. A zwyczajnego człowieka postępowcy nienawidzą, bo jest zadziwiająco odporny na księżycową ideologię. Blisko 30 lat intensywnej pracy nad stworzeniem posłusznego głupca, który dowolną zasuflowaną mu brednię uzna za własne intelektualne odkrycie, ciągle nie przyniosło lewicy spodziewanych owoców.

…Zachód, w odróżnieniu od Polski, okazał się znacznie bardziej podatny na inżynierię społeczną. Kto wie, może gdybyśmy nie trafili po wojnie pod sowiecki but, przypominalibyśmy dziś Hiszpanię, do niedawna katolicką i porządną, która próbuje dziś z gorliwością neofity udowodnić Europie, jak bardzo jest nowoczesna.

Choć i tam po legalizacji adopcji przez pary homoseksualne i usunięciu z języka urzędowego pojęcia ojca i matki (no bo jak stwierdzić, który z dwóch gejów jest mamusią?) wyborcy przegnali oszalałego premiera Zapatero, gdy ten postanowił nadać prawa człowieka szympansom.

Gdy życie doczesne staje się priorytetem i jedynym celem, wszystko to, co wcześniej kierowało człowiekiem – religia, moralność i tradycja – zostaje zastąpione przez mamonę. Na marginesie warto tu dodać, że niejeden polski leming, który w poszukiwaniu sukcesu wyjechał za pracą do wielkiej korporacji, stał się równie bezrefleksyjną ofiarą tego samego procesu.

W Europie awans społeczny też zrobił swoje, schlebianie różnym idolom hołoty: gwiazdom filmowym czy muzycznym, które oferowały publiczności zdjęcie własnego tyłka lub siarczysty bluzg do mikrofonu. Wszystko to było pożądane, bo „przełamywało konwencje”. Konwencje dobrego smaku, kultury, rozumu. A więc niszczyło te wartości, oddając je w ręce barbarzyńców.

Odcięciu Polski od pogoni za kasą sprzyjała wówczas nie tylko wszechobecna komunistyczna bieda, ale także silna pozycja Kościoła. W odróżnieniu od tak chwalonej od czasów Webera etyki protestanckiej katolicyzm zachował zdrowy dystans do bogactwa i przestrzegał w swoim nauczaniu przed dyktaturą mamony.

Tymczasem protestancka etyka pracy traciła stopniowo swój religijny charakter, stając się po prostu etyką chciwości. Ostatni gwóźdź do trumny wbili sobie sami zachodnioeuropejscy protestanci, pragnąc dopasować swój Kościół do nowych czasów i nadążać za postępowymi hasłami, a to wyświęcając kobiety, a to dopuszczając gejów do posługi duszpasterskiej, a to udzielając ślubów parom homoseksualnym.

Pragnienie podążania za kolejnymi fascynacjami wiernych doprowadziło ostatecznie Kościół protestancki do upadku. Bo po co komu Kościół, który nie stawia żadnych wysokich wymagań swoim członkom? Nic dziwnego, że zbory w niemal całej protestanckiej części Europy zamienione są dzisiaj w sklepy z pamiątkami. Wierni poszli zarabiać kasę i nie mają czasu na zabobony….

„Nowoczesność” to tyrania mniejszości, która narzuca większości swoją wolę. Instrumentem tyranów jest polityczna poprawność, która usuwa z przestrzeni publicznej wszystko to, co mogłoby podważyć władzę mniejszości.

Są tu grupy uprzywilejowane: osoby homoseksualne, feministki, antyklerykałowie wszelkiej maści, wyznawcy Kriszny, Brahmy, czarnej magii i kolorowych wielorybów, panie mające się za panów i odwrotnie, poprawiacze historii i literatury oraz przedstawiciele wszelkich ras i kultur, pod warunkiem że nie są biali i nie mają nic wspólnego z kulturą europejską. Słowem, konglomerat osób, które mogą mieć kłopoty z odnalezieniem się wśród zwykłych ludzi, otoczony troskliwą opieką lewicowych kapłanów.

Zwykli ludzie są w tym systemie akceptowani pod warunkiem, że narzucony im dyktat mniejszości uznają za własny, dobrowolny wybór. Nie wystarczy bowiem przyjąć „nowoczesności” jako historycznej konieczności, trzeba jeszcze się z nią utożsamiać i w nią wierzyć…

…Ściągani masowo do niskopłatnej pracy muzułmanie mieli być sojusznikami postępowców w walce z rodzimą reakcją. Ideologia multikulturalizmu, do której wciągnięto także Afrykanów, Azjatów i innych przybyszów z dawnych kolonii, mała rozmiękczyć chrześcijańską tożsamość Europy, sprawić, że pod zasłoną bogactwa różnych kultur uda się pozbawić zarówno Europejczyków, jak i imigrantów ich kręgosłupów.

Ten zamysł udał się w przypadku Europejczyków, co pokazuje tylko, w jak fatalnej kondycji znajduje się dziś cywilizacja zachodnia. Kompletnie za to zawiódł w przypadku imigrantów, zwłaszcza muzułmańskich. Jedyna nauka, jaką muzułmanie wyciągnęli z przymilnych uśmiechów lewicowych dandysów, była taka, że Zachód to pękające w szwach siedlisko zepsucia. I że niewiele potrzeba, aby się z nim rozprawić, zagarniając przy okazji całe jego bogactwo.

Dżihad islamistów to odpowiedź na próby modernizacji podejmowane przez postępowców na Bliskim Wschodzie i w Afryce. To również reakcja na słabość Zachodu. Islamiści są fanatykami, ale nie są na tyle głupi, aby rozpoczynać wojnę bez przekonania, że można ją wygrać. Wielu z nich, zwłaszcza Afrykanom, dodatkowo pomaga fakt, że Europejczycy biją się ciągle w piersi z powodu bezeceństw, których się dopuścili w czasach kolonialnych.

Oczywiście to prawda, ale największym bezeceństwem była paniczna ucieczka z kolonii i oddanie ich pod władzę satrapów, którzy doprowadzili swoje państwa do katastrofy. Wszystko to oczywiście pod postępowym hasłem walki z kolonializmem.

W rezultacie zamiast postępu Zachód boryka się z nieustającą imigracją. Imigracją, która nabija kabzę przemytnikom ludzi, bo przecież postępowa Europa nie może się uchylać od przyjmowania uchodźców, nawet jeśli ci gardzą Europą i szukają w niej tylko niezłej pracy.

Najazd uchodźców wyżłobił jednak rysę na postępowym obrazie Europy. Oto jak grzyby po deszczu zaczęły się w ostatnich latach pojawiać na Zachodzie partie protestu. Niemal wszystkie – od najdłużej działających, takich jak Front Narodowy we Francji, Partia Wolnościowa w Holandii czy Wolnościowa Partia Austrii, po te świeższej daty, jak Pegida w Niemczech – sprowadzają swoje hasła do jednego: zaostrzenia prawa azylowego i ograniczenia napływu imigrantów. Celem jest ochrona miejsc pracy, przywrócenie poczucia bezpieczeństwa oraz obrona przed islamizacją.

…Mimo że zachodnioeuropejski mainstream wrzuca te ugrupowania do jednego worka z nazistami i faszystami, próbując je w ten sposób wykluczyć z debaty publicznej, żadna z nich – może poza Frontem Narodowym – nie jest tak naprawdę partią prawicową.

Większość z nich to partie liberalne, które – jak Holendrzy z ugrupowania nieżyjącego już Pima Fortuyna – nie chcą, aby jacyś zasmarkani muzułmanie, Polacy czy inni Murzyni psuli ich otwarte i tolerancyjne państwa.

Brzmi absurdalnie? Owszem, ale taka jest ideologia tych partii. Chcą otwartości i tolerancji, ale tylko we własnym, ekskluzywnym, zachodnioeuropejskim sosie.

Sam Fortuyn został zamordowany w 2002 roku przez niejakiego Volkera van der Graafa. Morderca, działający jako aktywista na rzecz praw zwierząt, uzasadnił zamach stwierdzeniem, że Fortuyn „traktował muzułmanów jak kozły ofiarne”, co – jak można wnioskować – mogło w jego mniemaniu urągać również kozłom.

Tak czy owak Fortuyn był niedoszłym komunistą i zdeklarowanym gejem. Z prawicą, podobnie jak wielu innych liderów tego typu partii, nie miał nigdy nic wspólnego.

Jorg Haider, również nieżyjący już lider Austriackiej Partii Wolnościowej, był synem nazisty, zwolennikiem idei pangermańskiej i zaciekłym antyklerykałem.

Lutz Bachmann, szef Pegidy, to urodzony w NRD syn rzeźnika. Był dilerem narkotykowym oraz właścicielem klubu nocnego.

Biografie i poglądy liderów zachodnich partii protestu wskazują, że Europa, pomimo narastającego sprzeciwu wobec establishmentu, nie wraca do korzeni. Przeciwnie, postępowa ideologia rodzi nowe dzieci. Pełne ksenofobii, rasizmu, ale za to wolne od religijnych czy obyczajowych przesądów. Można się zastanawiać, czy nowa antyimigrancka rewolta obali dotychczasowy reżim, ale nie należy się raczej po niej spodziewać chrześcijańskiego miłosierdzia.

…jedynie przekonanie o sile wyznawanych wartości może stanowić skuteczną tarczę przed obcymi kulturami. Dopiero wtedy, gdy zapewnione jest wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa, staje się możliwe miłosierdzie wobec naprawdę potrzebujących pomocy.

Takiego bezpieczeństwa nie zapewnią nam z pewnością kapłani fałszywej religii z ich ciągle powtarzaną mantrą o otwartości i tolerancji. Zwłaszcza że za ich plecami kryje się już zgraja liberalnych mini-Hitlerków czekających na okazję, aby tę otwartość i tolerancję ograniczyć wyłącznie do narodów wybranych.” (Konrad Kołodziejski)

źródło: rp.pl polecam również: Współczesna Edókacja i Poprawność Polityczna – napisy PL

„…Ci ludzie nie wierzą w żadnego Boga. Tych ludzi wcale nie interesuje zbawienie, nie chcą nikogo nawracać. Oni wierzą tylko w nieograniczoną totalną władzę, którą dla siebie i sobie podobnym chcą zdobyć. Ich świątynie to punkty i platformy wymiany i pomnażania pieniądza, banki i giełdy zarządzające rozmnażającą się biurokracją, która ma kontrolować podległą populację. Oni imitują raka, dlatego normalnym ludziom tak trudno w porę rozpoznać ich cele i intencje.

Oni realizują swój program stwarzając kryzysowe sytuacje, aby następnie ofiarować nam pomoc, której przyjęcie stopniowo pozbawi nas zdobytych zasobów, wolności i wreszcie naszej tożsamości. Gołym okiem widać też, że właśnie te siły destabilizują świat islamu używając go w pierwszym rzędzie do zniszczenia chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie.

Ci spiskowcy uchodzą zwykle za mecenasów uciśnionych mniejszości i do perfekcji opanowali sztukę zawłaszczania zasobów większości, oraz konfliktowania jednych grup przeciwko drugim, bez znaczenia czy są to grupy gender, mniejszości narodowe, religijne, rasowe, a nawet wiekowe. Oni w sposób widoczny może nie niszczą fizycznie pomników historii jak ISIS, oni są znacznie groźniejsi. Niszczą stopniowo wyznawane przez nas wartości, na których opiera się przez wieki wypracowana nasza kultura i nasza tożsamość.

Jednocześnie dominując w głównym nurcie mediów i systemie edukacji wmawiają nam, że czynią nas doskonalszym, nowoczesnym człowiekiem wyzwalając nas z ograniczeń tradycji, zabobonu i religii. Usilnie i wielotorowo pracują nad rozluźnieniem wypracowanych przez tysiąc lecia więzi, które łączą nas w rodzinę, religię, naród i państwo. Tak więc nie rozbijając przepięknych pomników i zabytków kultury, zabijają ją samą, próbując ośmieszyć i zniszczyć wartości, będące fundamentami całej naszej cywilizacji.

Wrogiem tych sił jest tradycyjna rodzina, wrogiem jest patriotyzm i państwo narodowe, a śmiertelnym ich wrogiem jest religia. Dopiero mozolna praca począwszy od szkoły, poprzez media i masową kulturę na ośmieszyć stary porządek, tak aby ludzi zatomizować i pozbawić rodzinnej, środowiskowej i narodowej więzi. Produkt takiej operacji staje się ludzkim pustakiem i wydmuszką, którą mogą kierować ze swojej świątyni kontrolującej pieniądz i stworzone nowe potrzeby i społeczne interakcje.

To oni używają kryzysów, prowokacji i buntów wszczynając niepokoje, aby rękoma naiwnych rozbijać sprawdzone przez wieki instytucje i struktury, od rodziny do państwa narodowego. Stwarzając chaos, używając jednych przeciwko drugim chcą doprowadzić istniejący porządek do ruiny i zaprojektować podwaliny pod nowy porządek społeczny, którym kierować będą już tylko oni.

Ciągle mamy jednak szansę, aby nie ulec siłom, które chcą nas oderwać od polskości i sobie podporządkować. Potrzebna jest patriotyczna edukacja i wykazanie kim są ci ludzie, którzy gardzą polską tożsamością i z których nihilizmem przychodzi nam się zmierzyć.

Akurat my Polacy mamy piękną tradycję w sytuacjach zagrożeń jednoczenia się w obronie patriotycznych idei i wartości. Wierzę, że przy poświęceniu, sumiennej pracy i odrobinie szczęścia i Bożego błogosławieństwa tę walkę wygramy. W tym jakże wyjątkowym okresie Świąt Bożego Narodzenia ofiarujmy również swoją refleksję w trosce o Polskę.

Tak nam dopomóż Bóg!” (Jacek K. Matysiak)

całość tu: Jakie siły zagrażają dzisiaj Polsce i Europie?

podobne: Marsz „Polski dla Polaków” i antypolska histeria w „zagranicznych” mediach dla których nacjonalizm to rasizm. oraz: Kłamstwo „POstępu” i neobolszewizm czyli… „Ustawa o uzgodnieniu płci”. Niemiecka AfD ma już dość gender. Marek Chodakiewicz: Trwa czwarta faza rewolucji – atak na rodzinę i to: Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł). a także: O polityce miłości (inaczej). Francja: Feministki przeciwko seksizmowi w zabawkach. Niemcy: Zatrzymać seksualizację dzieci. Polska: MEN chce ograniczyć uprawnienia rodziców. Lepkowski o pedofilii wśród Rabinów. polecam również: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu”.

Henri Bergson, według którego główną rolę w procesie życiowym odgrywa nie rozum, ale pęd życiowy powiedział:

„Na szczęście, niektórzy rodzą się z duchowymi systemami odpornościowymi, które wcześniej czy później odrzucają iluzoryczny światopogląd zaszczepiany im od urodzenia przez społeczne warunkowanie. Zaczynają odczuwać, że coś jest nie w porządku i zaczynają szukać odpowiedzi. Wewnętrzna wiedza i nietypowe doświadczenia zewnętrzne pokazują im stronę rzeczywistości, na którą inni są niepomni, i tak zaczyna się ich podróż przebudzenia. Każdy krok tej podróży wynika z podążania za sercem zamiast podążania za tłumem i poprzez wybieranie wiedzy ponad woale ignorancji.”

Parafrazując, można zgodnie z literą tej mądrości powiedzieć że…

Na szczęście niektórzy rodzą się (na pohybel gender propagandy i mitycznemu „terrorowi” któremu są poddawane kobiety) z duchowymi systemami odpornościowymi zwanymi zdrowym rozsądkiem, logiką i wyczuciem prawdy o tym że te tzw. „nietypowe doświadczenia zewnętrzne” to tylko wybryki natury i wyjątki od naturalnej reguły. Dzięki temu nawet jeśli w młodości dają się uwieść ideologii marksistowskiego postmodernizmu, to prędzej czy później odrzucają iluzoryczny światopogląd postmodernistów/marksistów, nachalnie wciskający ludziom kit (z pogwałceniem ich prawa do wolności) o tym, że idee takie jak etyka, moralność, tradycja, indywidualizm, wolna wola i prawda (obiektywna) nie istnieją albo że są fałszywe tudzież „opresyjne”. Bo to właśnie owe uwarunkowania trzymają jeszcze jakoś ten świat w ryzach, które próbują poluźnić różnego rodzaju libertyni i psychopaci żeby móc bez przeszkód realizować swoje chore fantazje. Ludzie zaczynają odczuwać (czują) że coś jest nie w porządku w próbie pogwałcenia ich prawa do indywidualności (w imię niedookreślonego egalitaryzmu), tudzież w twierdzeniu że homoseksualizm jest „naturalnym” przejawem seksualności ludzkiej (na równi z hetero), albo że mężczyzna może być kobietą (i na odwrót), marchewka to owoc, kwiat to życie ale człowiek poczęty już nie.

Zaprzeczanie wiedzy ugruntowanej na wielowiekowych osiągnięciach nauk przyrodniczych, fizyki, filozofii, prawa, matematyki, logiki i etyki, oraz doświadczeniu wynikającemu z obiektywnej empirycznie i racjonalnie obserwacji życia – przejawiającej się w nieustannym rozwoju ludzkości, pokazują prawdziwą stronę rzeczywistości z której wynika że koń to nie słoń, i że lepiej karać zbrodniarzy za zło które popełniają, niż pozwalać im chodzić wolno w myśl prawa do „swojej prawdy”, otóż zaprzeczanie tej rzeczywistości jest czystym szaleństwem i prowadzi prostą drogą do degradacji człowieczeństwa i sensu jego istnienia.

Niepomnych na tę „brutalną” rzeczywistość w swoim „poczuciu wolności” że jest (albo że powinno być) „na odwrót”, jeśliby kiedykolwiek próbowali wyjść poza swoje święte prawo do wierzenia w „potwora spagetti”, w kierunku ugruntowania go przymusem państwowym na polu prawa, tak by zmusić innych ludzi do „postępowego” patrzenia na świat, otóż takie towarzystwo należałoby po prostu wyłapać i odizolować od reszty społeczeństwa jako niebezpiecznych dla otoczenia wariatów. Dopóki sobie wierzą i uprawiają te swoje teorie we własnym środowisku (na swój koszt i odpowiedzialność), to niech sobie żyją jak chcą. Tak jak się zaczęła ich „podróż przebudzenia”, tak każdy kolejny krok tej podróży wynikającej z podążania (w ich mniemaniu) „za sercem” niech pozostanie na zewnątrz tego tłumu (którym przecież gardzą za jego małostkowość), albowiem to tzw. serce okazuje się w ich wykonaniu zwykłą chucią, zachcianką, tudzież inną chwilową i subiektywną zwierzęcą potrzebą (rodem ze śmietnika ideologii) wynikającą z prymitywnego pożądania, której nikt inny poza samymi zainfekowanymi nie potrzebuje żeby żyć jak człowiek, albo się nią w jakiś sposób dowartościowywać.

Tymczasem (na szczęście) lód woli najwyraźniej pozostawać w „woalach ignorancji” i ma do tego prawo. Wszak szanujący się postępowiec wierzy po pierwsze w to że każdy człowiek jest wolny (abstrahując od tego co jeden z drugim rozumie pod pojęciem wolności), a nawet jeśli nie ma takiego prawa to przecież prawem demokracji (również uwielbianej przez postępowców) gdzie większość ma zawsze „rację” jednak posiada prawo do jakiejś racji, nieprawdaż? Więc wszelkiego rodzaju mniejszości nie mają innego wyjścia jak przekonać do siebie tę większość, lub się jej podporządkować. Czyż uprawiając relatywizm i dowolność, oraz wywracając obiektywne prawdy i porządek do góry nogami, ci tzw. „oświeceni” i „postępowi” nie ukręcili sami na siebie bat? Czyż to nie paradoks że sami wytrącają ludzkości z ręki jedyny oręż zdolny przemówić masom do rozumu? Bo albo rządzi prawda i dobro obiektywne (niezależne od kaprysu tłumu, czy jednostek), albo subiektywna wola mniejszości czyli prawo do mania racji przez każdego. Skoro wszyscy mogą mieć rację (bo prawdy obiektywnej nie ma) to o co tak naprawdę walczą postępowcy? Czyżby o to żeby nikt jej jednak nie miał? Czy w związku z tym nie powinni jej mieć na pierwszym miejscu głosiciele tego bezsensu?… (Odys)

rys. Wojciech Romerowicz

rys. Wojciech Romerowicz

(Do)Nosił wilk… tfuuu!… Lis razy kilka. Konwulsje zdychającej III RP w obronie „demokratycznego państwa prawa”.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„…Akurat tak się składa, że doskonale pamiętam atmosferę, jaka zapanowała w Polsce po wyborczym podwójnym zwycięstwie PiS-u w 2005 roku. Opisałem ją dokładnie w książce „Jak zabijano Polskę”. Wówczas naprawdę rozpoczęło się wielkie polowanie z międzynarodową nagonką i zaangażowaną na tę okazję sforą wściekłych kundli, na tle którego dzisiejsza ich reakcja to tylko anemiczne poszczekiwania i popiskiwania wystraszonych Burków, Azorków, Tofików, Fafików i Ramonek.

7 października 2006 roku przeszedł przez stolicę „Niebieski Marsz” z hasłami: „Dość dyktatury kurdupli umysłowych”, „Bolszewia”, „Kiedyś zabory, potem komuna, zbudź się narodzie. Dziś twoją duszę próbuje ukraść domowy złodziej”, „Precz z komuną, kaczki na stół”. Pamiętam jak dziś dzień 17 maja 2007 roku, kiedy w auli Uniwersytetu Warszawskiego zebrał się sam kwiat „obrońców demokracji” dowodzony przez „Alka” Kwaśniewskiego, u boku którego stali: Lech „Bolek” Wałęsa, Andrzej „Must” Olechowski, Mietek „kapciowy” Wachowski, Paweł Piskorski, Jan Widacki, Marek Ungier, Mieczysław Rakowski, Marek Siwiec, Jerzy Szmajdziński, Piotr Tymochowicz, Bronisław Geremek, Jan Winiecki, Andrzej Zoll, Marek Safjan, Andrzej Wajda, Daniel Olbrychski, Zbigniew Hołdys. Pamiętam doskonale jak zgodnie z narzucanym tonem i budowaną atmosferą powszechnego zagrożenia reagowały na te kierowane w świat donosy: Internet, media krajowe i zagraniczne od Gabonu na Jamajce kończąc. Pamiętam jak rozbudzona i podniecona była Czerska z Michnikiem, Stasińskim, Blumsztajnem, Wrońskim, Wielowieyską oraz całą resztą tego lewackiego towarzystwa. Przypominam, że „Gazeta Wyborcza” sprzedawała wtedy 440 tys. egzemplarzy, kiedy teraz bliski jest dzień, gdy marzyć będą o 100 tysiącach. Michnik i jego drużyna do złudzenia przypominają dzisiaj umykające spod Moskwy obdarte, pokonane i wygłodzone resztki armii Napoleona, której niedobitki z licznymi odmrożeniami przekraczają właśnie Berezynę. Katastrofa – przecież jeszcze nie tak dawno mogli liczyć na 600 tys. szabel i muszkietów.

Jaka jest dzisiaj siła rażenia owych „wielkich” nazwisk – wyłączając oczywiście tych, którzy odeszli już na łono Abrahama? Żadna! Jak mogą gryźć i kąsać osobniki typu Michnik, Blumsztajn, Wajda czy Olbrychski skoro na naszych oczach, co najwyżej zjadają swoje trzecie i czwarte tym razem już śnieżno-białe zęby stając się przy okazji pośmiewiskiem internautów? Czy odważyliby się jak kiedyś zaśpiewać nam w Święto Niepodległości piosenkę „Dymać Orła Białego”, albo sprowadzić niemieckie bojówki by atakowały polskich patriotów?

Trochę szkoda mi dzisiaj czasu na szczegółowe przyglądanie się i drobiazgowe analizowanie zachowań tych wszystkich lewackich szmondaków, którzy nie tyle atakują, ile robią ze strachu w gacie roztaczając wokół siebie niemiłosierny smród interpretowany przez niektórych publicystów niczym wielka kontrofensywa ranionego smoka. Przyjrzyjcie się dokładnie – to nie smok, ale zwykły szczur zagoniony narodową miotłą do kąta…

…Lis odgrażający się, że:„Kaczyński chce swojej dyktatury. Ale jeśli chce być Janukowyczem, musi wiedzieć – w Warszawie będzie Majdan!” – staje się ogólnopolskim wygwizdywanym marnym i żałosnym klaunem. Pewnie z Żakowskim i Czuchnowskim powołają do życia „Lewy Sektor” wznosząc barykady z idących w tony zwrotów „Wyborczej”. To on wkrótce spakuje swój majdan i będzie ewakuował się z Woronicza, a jego „Newsweek” odcięty zostanie od rządowych reklam, ogłoszeń i obowiązkowych prenumerat sztucznie windujących sprzedaż tej propagandówki…” (Mirosław Kokoszkiewicz)

całość tu: Konwulsje zdychającej III RP

„…Nieprawdą jest, że zapada czarna noc demokracji. Raczej wręcz przeciwnie: dzięki decyzjom wyborczym — decyzjom wyborczym podobnym we wszystkich grupach społeczno-demograficznych, wszędzie bowiem na pierwszym miejscu lądował PiS — jesteśmy bliżsi lepszego balansu po 25 latach dominacji jednej tylko opcji ideowej w przestrzeni publicznej.

Wreszcie jest w miarę normalnie: jedni mają Gazetę Wyborczą, drudzy Gazetę Polską. Jedni demonstrują w sobotę, inni w niedzielę. Jak dla mnie, demokracja nam zakwita, a nie goreje.

Najważniejsze pytanie jest jednak jeszcze inne: czy uda się stworzyć mechanizmy (stworzyć je często od początku), dzięki którym ZMIANA nie będzie li tylko ZAMIANĄ?

Czy po etapie swoistego kolejnego „dorzynania watah” à rebours, odreagowywania, po przeniesieniu budżetów, po kilku pokazowych procesach dojdziemy do etapu normalności, w której równe prawo głoszenia mądrości (lub głupot, jak kto woli) będzie prawem wszystkich uczestników sceny publicznej?

Na tym przecież polega demokracja i wolność słowa, o czym nie kto inny, jak właśnie Demos przypomniał nam ostatnio swoimi decyzjami przy wyborczych urnach.” (całość tu: Eryk Mistewicz – „Musimy przez to przejść”)

Tymczasem niektórzy stracili poczucie nie tylko umiaru ale i przyzwoitości próbując na rzekomym „kryzysie demokratycznego państwa prawa” upiec swoje (prywatne) półgęski. Oto bowiem Tomasz Lis skarży się w niemieckiej telewizji ARD 

Człowiek który donosi na własne państwo obcym (żeby nie nazwać wrogim) ośrodkom propagandy to żenujący spektakl, który jedyne co może wywołać na twarzy państwowca (ceniącego przede wszystkim suwerenność własnego kraju) to uśmiech politowania i niesmak, i to bez względu na to, jak bardzo jest się niezadowolonym z władz których donos dotyczy. Osobiście też nie należę do fanów obecnego obozu rządzącego, ale to dlaczego tak jest (i gdzie widzę zagrożenie dla obywateli) staram się uzmysławiać przede wszystkim obywatelom, żeby sami się zastanawiali i dokonywali w przyszłości innych wyborów SAMODZIELNIE, a nie pod wpływem obcej propagandy czy nacisków politycznych zza Odry.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Tego typu „troską” o „wolność” jaką zademonstrował Pan Lis (i reszta salonu III RP), wykazywali się swojego czasu zdrajcy spod znaku Targowicy (Targowiczanin herbu „Ciołek” i jego naśladowcy herbu „euro”. Milczące psy Katarzyny II) którzy właśnie u obcych mocarstw szukali wsparcia (łącznie ze zbrojnym) dla swoich praw, przywilejów i wolności, które charakteryzowały się czystą prywatą i to najgorszego sortu bo kosztem siły i niepodległości całego państwa i większości jego obywateli.

Pana Lisa można więc bez kozery nazwać foxdojczem, używając parafrazy dla nazwy jaką stosowano wobec polaków podpisujących (z własnej woli) za czasów hitlerowskiej okupacji Polski tzw. „folkslisty”, by się przypodobać okupantowi tudzież partycypować w podboju Polski przez wrogie siły. Nie żebym go porównywał do nazistów czy nazywał zdrajcą, chodzi tylko o to że nie da się uciec od przekonania graniczącego z pewnością, że tak samo jak u targowiczan (czy części folksdojczów właśnie) tak w wypadku Pana Lisa jak i pozostałych KODowów cały ten kwik jest emanacją dość przyziemnego żalu i strachu przed utratą wpływów, splendoru, posad i zysków wynikających z przyspawania tych ludzi i ich „biznesów” do państwowego koryta z pieniędzmi podatników, które jak słusznie zauważa Pan Kokoszkiewicz w sposób dość „sprytny” za pomocą legalnych powiązań biznesowych, utrzymywały całą tę propagandową sitwę III RP (o czym więcej tu: Targowica KODrywanych od koryta POdnosi wrzask i tu: Coraz mniej Polaków wybiera „Wyborczą” – kolejny miesiąc spadku sprzedaży). I pomijam milczeniem spekulacje na temat tego, czy te wszystkie ośrodki medialne i „eksperckie” nie są przy okazji haniebną ekspozyturą obcych (dokładniej niemieckich) interesów politycznych i gospodarczych w Polsce.

„…Powstał już, jak wiadomo, odpowiedni Komitet, który – kiedy tylko Nasza Złota Pani, albo jej Złoty Następca, da odpowiedni sygnał – natychmiast poprosi Unię Europejską do wdrożenia przewidzianych w traktacie lizbońskim procedur tak zwanej „klauzuli solidarności”, bardzo przypominających starą, poczciwą „doktrynę Breżniewa”, która w roku 1968 posłużyła w charakterze teoretycznej podbudowy operacji „bratniej pomocy” dla Czechosłowacji. Nawiasem mówiąc, w styczniu 2014 roku prezydent Komorowski podpisał ustawę o „bratniej pomocy”, która stwarza pozory legalności dla sił zbrojnych obcych państw, które na terenie Rzeczypospolitej tłumiłyby rozruchy. Jeśli tedy Trybunał Konstytucyjny chciałby odzyskać w oczach opinii publicznej chociaż resztkę wiarygodności, to zamiast kotłować się w obronie sędziów, którzy pozwolili koalicji PO-PSL wybrać się do Trybunału w charakterze partyjnych cyngli, powinien niezwłocznie zając się oceną legalności tamtej ustawy i w przypadku uznania jej za sprzeczną z konstytucją, zainicjować pociągnięcie do odpowiedzialności karnej za zdradę stanu wszystkich, którzy w tym łajdactwie maczali palce. Bo praktykując tolerancję dla obcej agentury w strukturach państwa daleko nie zajedziemy i dlatego powinniśmy brać przykład z państw poważnych, w których agentów bez ceregieli bierze się na powróz…” (Stanisław Michalkiewicz – Nadchodzą „ciekawe czasy”)

„…Oto swego rodzaju paradoks Ludzie nie wyszli na ulicę gdy POPSL zmieniał wiek emerytalny zmuszając ludzi do pracy prawie do śmierci. Ludzie nie protestowali gdy POPSL ukradło ich oszczędności z OFE. Ludzie nie protestowali gdy POPSL zamiatało dziesiątki afer pod dywan nie rozliczone 42 afery w tym skok na kredyty we frankach na które banki nie miały pokrycia. Ludzie nie protestowali gdy na taśmach słyszeli jak politycy PO sprzedają ojczyznę rozdzierając jej strzępki między siebie. Ludzie nie protestowali gdy w ciągu 8 lat rządów PO wymieniła ponad 10 sędziów w TK zapewniając sobie ciągłość władzy… Ludzie nie protestowali gdy wychodziły związki mediów z władzą patrz kontrakty i rządowe zamówienia za grube miliony dla Agory Ludzie nie protestowali gdy w myśl prawa PO często wyrzucano ludzi z domów ich siedzib lub mieszkań na bruk. Ludzie nie protestowali gdy z powodu biedy odbierano dzieci rodzicom i oddawano do adopcji… Ludzie nie protestowali gdy projekty publiczne trafiały w sejmie zdominowanym przez PO do kosza…
Za to dziś słyszymy ludzi którzy mówią Cytat – JA PROTESTUJE bo w tvn24 mówili że jest źle i że Kaczyński robi zamach stanu!!!
albo ze Nowoczesna płaci 40 zł za udział w … Przykład film nadany właśnie w kłamliwej TVN który nie wycieli przez nieuwagę
Dziś za to w jednym szeregu z komunistami ramie w ramię z panią Kazimierą Sztuką panem Petru panem Giertychem całą SLD PSL PO protestowali ludzie którym władza albo wyprała do cna rozumy i zdrowe poczucie uczciwości i rozsądku albo ci którzy tej że władzy coś zawdzięczają Nasuwa się pytanie co ? Kolejki w służbie zdrowia umowy śmieciowe pracę do 70 lat !!! A może to TK i jego PRLowscy sędziowie byli i są tak ważni!!!…” (PodziemnaTV/posts)

Swoją drogą warto zdawać sobie sprawę z tego co to za twór to „demokratyczne państwo prawa”, w którego rzekomo obronie stają na „majdan” wywrotowcy spod znaku KOD…

„…tylko ktoś taki, jak Aleksander Kwaśniewski mógł wymyślić, a przynajmniej firmować podobnie idiotyczne wskutek swej wewnętrznej sprzeczności sformułowanie. Chodzi o to, że państwo może być „demokratyczne” – ale wtedy nie może być „prawne”, bo jeśli byłoby „prawne”, to nie mogłoby być „demokratyczne”. Demokracja bowiem, jako metoda, polega na przyznawaniu z góry racji większości. Kieruje się ona zasadą, że im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja. Tymczasem „państwo prawne” polega na tym, że kieruje się zasadami, których słuszność nie jest poddawana żadnemu głosowaniu. Na przykład ustawodawstwo państwa prawnego poddane jest zasadzie: „volenti non fit iniuria”, co się wykłada, iż chcącemu nie dzieje się krzywda – i ta zasada przesądza o wolnościowym charakterze systemu prawnego. Tymczasem w porządku prawnym kształtowanym według metody demokratycznej dopuszczalna byłaby ustawa stanowiąca, iż majątek obywateli urodzonych w latach nieparzystych podlega konfiskacie i przekazaniu obywatelom urodzonym w latach parzystych. W związku z tym sformułowanie: „demokratyczne państwo prawne” ma w sobie tyle samo sensu, co sformułowanie: „żonaty kawaler”. Takiego zwierzęcia nie ma, więc nic dziwnego, że na tle tak zredagowanej konstytucji, również Trybunał musi wydawać z siebie rozmaite bełkoty…” (Stanisław Michalkiewicz – Rozpoznanie walkąwięcej o demokracji tu: Dyktatura Durni)

…co udowodnił swojego czasu Sokrates a po nim Chrystus którzy zostali zabici za głoszenie prawdy przeciwko tzw. „racji większości”, która tak bardzo nie chciała słuchać słów prawdy że posunęła się do zabójstwa. Prawdę więc miał ten kto stwierdził kiedyś że „demokracja jest największą z tyranii”, jak i ten który powiedział że „prawda leży tam gdzie leży” a nie „po środku”, więc nie podlega głosowaniu ani innej „woli ludu”. Stąd też paradoksalnie mylą się obie strony sporu. Mylą się zarówno KODowcy jeśli sądzą że broniąc demokracji równocześnie bronią prawa (o ile synonimem prawa ma być obiektywna racja i sprawiedliwość, no chyba że nie 🙂 ), i tak samo myli się Pan Morawiecki z Panem Dudą jeśli uważają „wolę ludu” za nadrzędną rację (czyli rację ma ten kto nie koniecznie ma rację ale że ma większość to ma rację), bo zarówno „nadrzędność” jak i „racja” w tego typu wykładni, kończą się wyłącznie na przewadze szabel w parlamencie. Zmieni się kiedyś układ polityczny (a z pewnością kiedyś się zmieni) to i racja się zmieni – zgodnie z racją silniejszego. Tylko czy o takie standardy powinno nam chodzić? Czy nie stać nas na wybranie sobie władzy która będzie służyła prawdzie obiektywnej a nie racji jakiejś „większości”?

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się ile tej demokracji zaznajecie? Nie chodzi tutaj o ogólnikowe pojęcia wolność tego i tamtego, zwodnicze zwroty typu – w demokratycznym państwie tego a tamtego nie można, a to i tamto należy.Chodzi o faktyczną siłę, możliwość wpływania na państwo jakie demokracja i powiązane z nią wolne wybory dają. Więc jak wiele demokracji jest w demokracji?” (polecam rozwinięcie tej myśli przez  pod linkiem: Demokracja. Więc jak często w swoim życiu smakujesz demokracji?)

Wracając jednak do głównego wątku należy sobie zadać pytanie, skąd ludzie tacy jak Pan Lis w ogóle wpadli na pomysł donoszenia na to co się w Polsce dzieje do niemieckich instytucji medialnych (i nie tylko), i dlaczego właśnie „zagranico” upatrują odsieczy, obnosząc się ze swoimi prywatnymi problemami, urabianymi do rangi zamachu na rację stanu państwa polskiego. Otóż możliwość tę stworzyło wejście Polski do struktur UE właśnie dzięki „woli większości” (sic!), która demokratycznie stwierdziła (wbrew racji mniejszości która mówiła głośno o zagrożeniach z tego wynikających) że Polska ma być jej częścią. Częścią tworu o którym nie dość że wiadomym było iż jest mechanizmem podporządkowania krajów słabszych silniejszym (gdzie prym wiodą Niemcy), to cały ten „anszlus” odbył się przecież kosztem ograniczenia (z własnej woli!) naszych kompetencji na własnym podwórku. I to zarówno pod kątem praktycznego stanowienia prawa, jak i „porządku” w jakim ma się to odbywać, czyli w zgodzie z enigmatycznymi „standardami europejskimi”, które Niemcy (i inne silniejsze kraje) traktują w dość specyficzny sposób, sprowadzając je do prostej zasady „Polska powinna wiedzieć kiedy milczeć”, zwłaszcza jeśli w jej interesie mówią starsi i mądrzejsi „partnerzy” z zachodu. Tym to sposobem prawo w Polsce musi być w pierwszej kolejności zgodne z prawem i „standardami unijnymi”, nawet jeśli demokratycznie wybrane władze (abstrahując w tym momencie od tego na ile jest to reprezentatywne dla narodu) mają w Polsce tzw. większość, czyli realny i legalny mandat społeczny do zaprowadzania takich zmian w państwowych instytucjach (w tym w mediach publicznych, i tam gdzie tylko aparat państwa ma wpływy) jakie sobie tylko umyślą.

I tu należy przypomnieć że PIS uczestniczył z pełnym zaangażowaniem i z premedytacją w stręczeniu Polakom tego erokołchoźnianego tworu, narażając tym samym nasz kraj na to że nie będzie w pełni suwerennym, godząc się tak samo jak PO na udzielenie obcym ośrodkom decyzyjnym mandatu do bezczelnego pouczania polskich władz (jakiekolwiek by one nie były) w kwestii tego co im wolno a czego nie. Te kompetencje dodatkowo jeszcze ograniczył Traktat Lizboński podpisany przez ś.p. Lecha Kaczyńskiego. Należy o tym pamiętać kiedy za służalczość wobec Niemiec (czy innych państw) krytykowana jest obecna opozycja, bo nie byłoby dziś w tej kwestii żadnych pretekstów gdyby nie wprowadzenie Polski do „wspólnoty”. Ja rozumiem że PO i cały dwór najróżniejszych lewicowych środowisk (a nie żadnych liberałów jak się ich odmalowuje w materiale filmowym) jest główną siłą napędową tej Targowicy, ale pamiętajmy dlaczego może sobie na tę bezczelność pozwolić, żeby LEGALNIE móc donosić na Polskę do instytucji propagandy i polityki naszych „sojuszników” w ramach „europejskich standardów demokracji” i pseudo wolności. PIS będzie musiał wypić piwo przy którego ważeniu sam nieźle namieszał… O czym więcej tu: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”. i tu:  Sprzedawczyki spod Lizbony zawłaszczają Kościół… (Odys)

„…Te „standardy” składają się na program rewolucji komunistycznej według strategii nakreślonej przez Antoniego Gramsciego i narzucanej europejskim narodom na poziomie ponadnarodowym za pośrednictwem instytucji Unii Europejskiej. Możliwość narzucenia Polsce tych „standardów” pojawiła się w następstwie referendum akcesyjnego z roku 2003, wskutek czego Polska, wraz z 8 innymi państwami Europy Środkowej, 1 maja 2004 roku została przyłączona do Unii Europejskiej – a także ratyfikowania traktatu lizbońskiego 10 października 2009 roku przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Warto przypomnieć, że ratyfikacja tego traktatu, w następstwie którego Polska z roku na rok traci suwerenność polityczną, podjęta została na podstawie upoważnienia udzielonego prezydentowi Kaczyńskiemu przez Sejm w drodze ustawy uchwalonej 1 kwietnia 2008 roku. Warto zatem przypomnieć, że Prawo i Sprawiedliwość w 2003 roku opowiedziało się za Anschlussem Polski do Unii Europejskiej, podobnie jak w roku 2008 – za ratyfikacją traktatu lizbońskiego…” (Stanisław Michalkiewicz)

podobne: O „Lisie łańcuchowym” i innych „hienach”… i to: Marsz „Polski dla Polaków” i antypolska histeria w „zagranicznych” mediach dla których nacjonalizm to rasizm. oraz: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. a także: Murzyńskość zachłyśniętych zachodem polecam również: Tajne przez poufne: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?” i jeszcze: Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Zawieszenie i dziewczyna”, fobia, absurdy oraz niusy ważne i mniej ważne (wizyta Dudy w Chinach na cenzurowanym). „Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich”(?) mediach.


rys. Wojciech Romerowicz

rys. Wojciech Romerowicz

cytat: „Środki masowego przekazu, nawet jeżeli im nie wierzymy, jeżeli uważamy, że kłamią, mają na człowieka olbrzymi wpływ, ponieważ ustalają mu listę tematów, ograniczając w ten sposób jego pole myślenia do informacji i opinii, jakie decydenci sami wybiorą i określą. Po pewnym czasie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, myślimy o tym, o czym decydenci chcą, abyśmy myśleli (najczęściej są to sprawy błahe, lecz celowo wyolbrzymione, albo fałszywie przedstawione problemy). Dlatego ktoś, kto mniema, że myśli niezależnie, ponieważ jest krytyczny wobec treści przekazywanych mu przez środki masowego, przekazu – jest w błędzie. Myślenie niezależne to sztuka myślenia własnego, osobnego, na tematy samodzielnie wywodzone ze swoich obserwacji i doświadczeń, z pominięciem tego, co usiłują narzucić mass media.(Ryszard Kapuściński)

„…Czy my w obecnych czasach mamy jakiekolwiek pojęcie które jest dokładnie sprecyzowane i w stosunku do którego nie ma konfliktów w interpretacji? Czy „dziennikarze” wyjaśniają nam na czym polega dane pojęcie, czy po prostu tylko podgrzewają atmosferę dolewając oliwy do ognia.

Wolność słowa, populizm, państwo prawa, zamach stanu, zamach na demokrację, konstytucjonalista, prawo karne, prawo łaski, nacjonalista, ksenofob, rasista, imigrant, uchodźca, lewak, kosmopolita, sztuka, porno, wolność sztuki, mowa nienawiści, itd., itd.

Zapraszają ludzi do programów, a człowiek który obejrzy ma jeszcze większy mętlik w głowie, bo temat nie dość że nie zostanie wyjaśniony to rozciągnięty na dodatkowe płaszczyzny.

Znacie pojęcie, czy nawet słowo w stosunku do którego nie powstanie konflikt interpretacji? Może my już jesteśmy skazani na podgrzewanie atmosfery, natomiast nigdy na wypracowanie optymalnego ustawienia na kaloryferze.

Kim według mnie powinien być dziennikarz? Powinien być osobą która łączy pozyskane informacje w jedną całość która przedstawia widzom, jest źródłem spójnej, zrozumiałej informacji, wiedzy kształtującej poglądy ale jednocześnie poszerzającej horyzont widza, czytelnika na sprawy które podejmuje.

Obecnie mamy przesyt publicystów mianujących się dziennikarzami i ich współpracowników nazywanych dziennikarzami. Dziennikarze to wymierający gatunek.

Pantera śnieżna należy do rodziny kotów, gatunek zagrożony wyginięciem. Dziwne przecież na świecie jest tyle kotów. Kot to, to kot, nieprawdaż, więc po co podejmować temat.” ()

polecam lekturę całości tu: „Zawieszenie i dziewczyna”.

podobne: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”.

„…Nienawiść = Strach

Na przejawy racjonalnego myślenia, próby wytłumaczenia, że istnieje realne zagrożenie zamachami i ludzi męczy jak najbardziej zasadny strach przed terrorystami, ci wszyscy eksperci reagują histerycznie, oskarżając autora takich słów o nienawiść. A potem ci sami socjologowie czy dziennikarze widząc Marsz Niepodległości potrafią opowiadać, że autentycznie boją się i czują duże zagrożenie ze strony tłumu z polskimi flagami. Potrafią godzinami opowiadać o swoim strachu przed „demonami polskiego patriotyzmu” i obrażać Polskę i Polaków na różne sposoby, od wsadzania polskiej flagi w gówno, aż po zrównywanie patriotyzmu z rasizmem.

Muzułmanów z bombami się nie boją, a jeśli widzą kogoś kto się boi – to znaczy że to nienawiść. Polaków z flagami się boją, i to w żadnym stopniu nie jest uprzedzenie, ksenofobia czy polonofobia. To zwykły strach.

Myślenie tych ludzi sprowadza się więc do takiego schematu.

Muzułmanie robią zamachy – obywatel mówi, że się boi.

Pan ekspert komentuje – to nie strach. To jest nienawiść i nie wolno tego rozpowszechniać!

Polacy maszerują z flagami – Pan ekspert obraża ich, wyzywa i okazuje pogardę.

To nie jest nienawiść. To jest uzasadniony strach i należy jak najwięcej osób przekonać, że to jest zagrożenie!..”

źródło: Żelazna Logika – FOBIA

podobne: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. oraz: „Chodzi o to aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa”, czyli… Terror propagandy

cytat: „Media informacyjne natomiast podają nam treść, która, jak to ktoś policzył, w 80 procentach jest wygenerowana przez firmy PR-owskie i lobbingowe. I nie ma tam dżingla ostrzegawczego: „Kryptoreklama”. Ale nie to jest jeszcze najgorsze. Do dewaluacji słowa, do spadku wiary w wartość informacji najbardziej przyczynia się to, że jednego dnia jakiś news podawany nam jest jako kosmicznie ważny, a następnego dnia już jest zapomniany. I dodajmy do tego jeszcze tabloidy, które informują, że do Torunia przypłynął Wisłą wieloryb, w Łodzi grasuje kotojeleń, a na polu pod Suchedniowem kosmici zdradzają rolnikom tajemnicę zwycięskich numerów Totolotka. W tej sytuacji kłamstwo jest powszechne, a informacja przestaje mieć jakąkolwiek wartość.” (Tomasz Piątek)

Od czego by tu zacząć skoro absurd goni absurd?

Może od wczorajszej okładki gówna. W unijną flagę i rozpaczą, jak się traktuje taki śwety symbol. Nie przypadkowo napisałem „święty”. Otóż wszelkiego typu ekspertom przypomniało isę, ze flaga nawiązuje do chrześcijańskich korzeni Europy. Czyżby Unia Europejska miała się okazać ukrytą instytucją wyznaniową? Co z rozdziałem kościoła od państwa? Gdzie jest Ewa Kopacz ostrzegająca przed PiSowskim państwem wyznaniowym – oczywiście chwile po tym jak wstała z kolan na które padła przed Franciszkiem? Jestem pewny, że nikt na te pytania nie odpowie. Mało tego – nikt ich nie zada.

Skoro jesteśmy przy umiłowanej Unii to jej instytucje pracują. Obecnie opracowują dyrektywę określającą maksymalną wysokość… płomienia świecy. Ponadto dyrektywa wyjaśni nam w końcu czym jest świeca: „jest to rzecz, która ulega częściowemu spaleniu w temperaturze 20-27 stopni Celsjusza a jej główną funkcją jest dawanie jasnego płomienia”, a także nakłada na użytkownika świec obowiązek pilnowania czy świece są stabilne, a także stałego kontrolowania czy ryzyko oparzenia się  „jest tak niskie, jak to tylko możliwe”. Jakim cudem ludzkość przetrwała tyle tysięcy lat bez tak istotnej dyrektywy pozostanie jedna z tajemnic historii…

…Na koniec już… Niedawno GóWno opublikowało artykuł, że w poznańskiej szkole prześladowany jest uczeń z Ukrainy. Typowe GóWniane ujadanie o ksenofobii wyssanej przez „polaczków” z mlekiem matki. Dzisiaj Wirtualna Polska opublikowała artykuł z którego wynika, że nic takiego nie miało miejsca. Powołując się na rozmowę z rodzicami chłopca, oświadczenie ich prawnika i dyrekcji szkoły. Co prawda fakt, że w GóWnie prawdziwy jest tylko tytuł gadzinówki nie dziwi, ale kiedyś w swoich kłamstwach były bardziej… hm… wyrafinowane…”

całość tu: DWS – 27 listopada 2015 roku

podobne: 113% frekwencji czyli unijne absurdy wybrane oraz źle wydane pieniądze. Bankrutujący „raj” Szwecji kontra raj podatkowy na Krymie. oraz: Stanisław Michalkiewicz: „Wchodzimy w etap konfrontacji” czyli kto dla kogo mosty pali. Spadek sprzedaży Wyborczej i „inwigilacja” Durczoka. i to: Kto za krzywdę odpowiada…Ten najgłośniej krzyczy “Biada!” GW donosi na stadiony!

„…Przez 4 dni Wiadomości TVP pokazały łącznie 9 minut i 48 sekund relacji z wizyty prezydenta Andrzeja Dudy do Chin. Łączny czas ujęć spotkań delegacji polskiej z Chińczykami wyniósł 3 minuty i 5 sekund, natomiast łączna długość wypowiedzi prezydenta wyniosła 48 sekund. Dłużej mówił sam korespondent, bo przez 2 minuty i 24 sekundy. Koszty wysłania polskiej ekipy telewizyjnej do Chin nie odzwierciedlały jakości przekazu z Państwa Środka.

Z przykrością należy stwierdzić, że Jacek Tacik pojechał do Chin bardziej na wycieczkę, niż po to, by relacjonować wizytę prezydenta. Wiele rzeczy zostało pokazanych byle jak, po łebkach, a niektóre w ogóle zostały pominięte jak choćby spotkanie Andrzeja Dudy z Polakami mieszkającymi w Chinach. Pozornie mało istotne wydarzenie nabiera jednak znaczenia w momencie, gdy uświadomimy sobie, że takie spotkania podczas zagranicznych wizyt stanowią ważny element polityki prezydenta. Korespondent TVP skupiał się często na rzeczach mało istotnych, takich jak historia Muru Chińskiego, czy kwestie związane z oprawą uroczystości…” 

całość tu: Andrzej Duda w Chinach

„…Niusy ważne:

1. Akcja z Lewicką, oczywiście reportaż pseudośmieszny. Trwał coś koło 3 minut. Główna teza, taka jakiej można się spodziewać. Opinie ze wszystkich stron, ale samej rozmowy wam drodzy widzowie nie pokażemy, bo jeszcze byście mogli sobie wyrobić własne zdanie. A to jest nasza rola żeby wam mówić co macie myśleć! Do tego reportaż pomieszany z pornosztuką we Wrocławiu. Obrazu komedii dopełniają słowa Knapika, który na słowa kilku polityków PiS o sztuce dał komentarz „mówią co myślą, choć nie widzieli”. I dokładnie to samo zrobił ze swoimi widzami.

2. Raport otwarcia Kancelarii Prezydenta. Znany od tygodnia ale do Faktów trafił dopiero, gdy znaleźli jakąś kontrę. Oczywiście ta kontra czyli jakiś nocleg Dubienieckiego to była główna treść reportażu. A co tam Broniu nabroił, no to tego już się z Faktów nie dowiemy. Potem jakieś bzdury o pustej szafie Macierewicza, która miała być chyba zabawną puentą. Razem jakieś 3 minuty głupot.

3. I nagle nius naprawdę istotny. Najważniejsza wizyta prezydenta RP od co najmniej roku. Andrzej Duda pojechał do Chin. Reportaż o tym trał ok. 30-40 sekund. Przebitka z Szanghaju, wypowiedź Prezydenta o nowym szlaku jedwabnym, zero puenty, zero przybliżenia tematu, bo….

4. … Wjeżdża nius dla Polski najważniejszy! Blisko trzyminutowy reportaż o wizytach zagranicznych prezydenta Francji. O proszę, Cameron przyjechał, Tusk przyjechał, jutro jedzie do USA, a w czwartek do Rosji. Zagrożenie terroryzmem i tak dalej.

5. Potem jeszcze kolejny trzyminutowy reportaż o pijanym wójcie, który udzielił ślubu i czy teraz ślub jest ważny? I jeszcze jeden dwuminutowy supernius o zmianie dyrektorki w jakiejś szkole.

Mamy zatem dwie pieczenie w tym krótkim wpisie.

1. Już wiemy jakie niusy są wg Faktów ważniejsze od wizyty prezydenta Polski w drugim największym światowym mocarstwie.
Nocleg Dubienieckiego, zepsuta szafa, pornosztuka, nowa dyrektorka jakiejś szkoły i pijany wójt – to wszystko w Faktach zyskało więcej czasu antenowego niż Prezydent Polski nawiązujący w Chinach do Nowego Szlaku Jedwabnego, który może być inwestycją kluczową dla całej Polski na kolejne dekady.

2. Wiemy też, że ważniejsze od wizyt zagranicznych prezydenta Polski, są wg Faktów, wizyty zagraniczne prezydenta Francji i o tym postanowili powiedzieć Polakom zdecydowanie więcej.

Prawdziwy popis dezinformacji. Winszuję redaktorom i gratuluję szczerze, że po takich codziennych dawkach jesteście nadal w stanie ze spokojem spoglądać sobie w lustro.”

całość tu: Żelazna Logika – Polskie media o kluczowej wizycie Andrzeja Dudy w Chinach

cytat: „Pustą głową łatwiej jest potakiwać. Myślenie to najcięższa praca, dlatego tak niewielu jej się podejmuje.”

„…Przyzwyczajacie od lat swoich widzów, że polityka to pyskówki w „Kropce nad I„, zabawne riposty w „Kawie na ławę„, ostry język w Waszych reportażach, gdzie zawsze wybieracie najbardziej wulgarne wypowiedzi z kilkunastu godzin pracy kilkuset osób.

Pokazujecie ludziom jakieś infantylne pseudozabawne reportaże o „kulisach polityki na luzie” i jednocześnie to jest cała treść Waszych programów. Albo pyskówki, albo opinie, albo dowcipy. A informacja? Przy okazji czasem się trafi ale zawsze koniecznie z omówieniem tejże.

I Wy się jeszcze dziwicie, że oglądalność telewizji spada, a młode pokolenie czerpie dla siebie informacje już tylko z Internetu? A skąd ma brać, jak u Was tylko pierdoły lecą. Chcieliście wychować sobie widza-przygłupa. Częściowo Wam się udało, bo są ludzie którzy z braku czasu są skazani na Wasze codzienne 30-minutowe streszczenia dnia i w efekcie w plebiscycie na „Wydarzenie roku”, dwukrotnie wygrywa… mama Madzi a w TOP3 jest usunięcie piersi przez Angelinę Jolie.  Faktycznie. Wydarzenia roku.
Ale nie przewidzieliście, że będzie też gigantyczna grupa ludzi, którzy z braku rzetelnej informacji w telewizji, zaczną szukać jej gdzie indziej.

Telewizja odchodzi do lamusa. Telewizja informacyjna umiera na własne życzenie ledwo osiągnąwszy pełnoletność.

I nikt po Was nie zapłacze. Nikt, bo to co serwujecie jest tak marne, że nie będzie żadnej straty dla dostępu do informacji.”

całość tu: Żelazna Logika – Stacja informacyjna z ambicjami 24-godzinnej telewizji rozrywkowej

podobne: Heglowska logika mediów w sprawie Wiplera czyli „Jeśli fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów”. oraz: Profesjonalizm dziennikarzy, czyli…

cytat: „Kiedy przeanalizowano 14 tysięcy materiałów z jednego dnia na Google News, największego agregatora internetowego dziennikarstwa, okazało się, że wszystkie wywodzą się z 24 materiałów informacyjnych. Tak wyglądają teraz proporcje. 24 razy ktoś wykonał prawdziwą dziennikarską robotę, czyli poinformował o wydarzeniu. Reszta dopisała do tego materiały pochodne. (…) Cała ta publicystyka mogła być dobra albo zła, ale nie będziemy mieć wartościowej publicystyki bez tekstów informacyjnych. A ich wciąż ubywa”. (Andrew Nagorski)

Od czego są dziennikarze?

Jeśli od tego by prezentować nam swoje prywatne poglądy, albo z góry ustaloną „prawdę” (czy inne „fakty”), to nie potrzebują do tego gości, ekspertów, rozmówców itp. „przyzwoitek”. Niech usiądą sobie w studiu (sami) i sami sobie odpowiadają na zadane przez siebie pytania. Zgodnie ze swoją wiedzą, intencjami i w stylu jaki sobie (też sami) narzucą. A jeśli są od tego żeby zaprezentować czyjeś stanowisko, to niech nie robią ze studia rzeźni a z zaproszonych gości świń, zaś z widzów tępych konsumentów tego co przerobią na swoją modłę, co w efekcie można nazwać popularnym dla tego rodzaju „informacji” określeniem, tj. parówką. „Zaprosić” kogoś do studia po to by go urabiać, a jeśli się nie uda urobić to się go próbuje wybijać z rytmu wypowiedzi prowokacyjnym, nachalnym i bezczelnym przerywaniem (jaki sens ma „dopytywanie” przed wysłuchaniem do końca?), po to żeby ludzie siedzący przed telewizorem nie poznali przypadkiem innego punktu widzenia (poza dziennikarskim) jest oczywistą próbą manipulacji widzem… I dla każdego dziennikarza tego rodzaju „praca” powinna się zakończyć dyscyplinarnym zwolnieniem… (Odys)

„…jeśli chcemy oddać media publiczne ludziom, uspołecznić je i wyrwać z rąk politruków, to musimy solidnie się namyślić.

To, jak teraz – na powrót – skonstruujemy media publiczne, pozostanie na długie lata.

Nowy ład medialny musi bowiem służyć nie „nam” a krajowi, państwu, społeczeństwu. Z ekranów publicznej telewizji powinien przestać wylewać się potok kłamstwm kpin z obywateli i obrażania naszych przodków (np. emisja serialu „Nasze Matki, Nasi Ojcowie”).

Kanał TVP Kultura powinien zostać natychmiast przebudowany.

Za genderowo – antypolski kształt produkcji tego kanału odpowiada Katarzyna Janowska. Dla niej już nie będzie już miejsca w nowej TVP.

Z szefowania telewizyjnej „dwójce” natychmiast powinien zostać usunięty ziejący nienawiścią do opcji niepodległościowej Jerzy Kapuściński, człowiek o nikłej kulturze i niewielkich dokonaniach.

Niedawny, niezbyt rozgarnięty, prezes TVP Juliusz Braun nigdzie się nie ukryje, czeka go proces za świadome niszczenie substancji publicznej jaką jest TVP.

Przestępcze decyzje – m.in. podpisane, przez peowsko – peeselowski zarząd TVP – o zawarciu umów z podejrzaną firmą i wyrzuceniu, na jej podstawie, wielu dziennikarzy poza obręb TVP muszą zostać ocenione i na podstawie tej oceny powinny zostać sporządzone wnioski do prokuratury…

…Pora też uwolnić telewizje od najgorszych transferów w jej dziejach – maleństwo Lisów już powinno szukać sobie zajęcia daleko poza ulicą Woronicza.

Tomasz Sekielski – autor słynnych „taśm Beger”, wredna przystawka do niejakiego Morozowskiego, niech już teraz spakuje swoje manele i wraca do macierzystej stacji. Jego czas w TVP właśnie dobiega końca.

Piotr Kraśko – istnieje wielka szansa, ze wreszcie utnie się w telewizji publicznej wpływy komunistycznego klanu rodziny Kraśków – Piotr Kraśko, osobiście odpowiedzialny na uleganie Godlewskiemu i redagowanie najbardziej załganego w tej części Europy serwisu informacyjnego, już tym razem się nie wyślizga.

Stał się symbolem reżimowej propagandy i jako symbol powinien ponieść za to konsekwencje.

Do wymiany jest nie tylko całe kierownictwo TVP Info (gdzie trzeba przeprowadzić gruntowną operację plewienia peeselowskich chwaścików), ale też czołowe twarze ludzi występujących na wizji w rolach „prezenterów” i „reporterów politycznych, zwłaszcza sejmowych” , do zwolnienia są wydawcy, autorzy serwisów i autorzy propagandowych – kłamliwych – nagonek na polityków niedawnej jeszcze opozycji.

Wszyscy ci ludzie powinni stracić pracę nie za poglądy – bo te każdy dziennikarz może mieć jakie sobie chce – ale za świadome szerzenie kłamstw, fałszowanie rzeczywistości – to przecież najcięższe dziennikarskie przestępstwa…”

całość tu: Witold Gadowski – Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura

podobne: Tajne przez poufne: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?”  oraz: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia

…Nie mam więc żadnych zastrzeżeń co do win i uwag jakie poczynił Pan Gadowski wobec nazwisk wymienionych w artykule. Bo to właśnie ci ludzie walnie przyczynili się do tego że przestałem śledzić (i nie tylko ja) serwisy informacyjne i programy publicystyczne w tzw. „telewizji publicznej” (i nie tylko tego medium), gdyż nie było w nich ani rzetelności, ani bezstronności. Była za to wybiórczość w serwowaniu „informacji” oraz polityczna poprawność w ich interpretowaniu (to samo zresztą dotyczy największych stacji „prywatnych”). Jednak na tym się mój brak uwag kończy. Bo jeżeli Pan Gadowski upiera się przy upaństwowieniu (czyli właśnie upolitycznieniu) mediów zwanych publicznymi sądząc że to je „uspołeczni” (sic!), nie zauważając że to jest właśnie główna przyczyna i mechanizm ich stronniczości (przecież takie media NIGDY nie będą źle mówić o władzy która im płaci!), wierząc w to i przekonując (kogo?) że media państwowe mogą być bezstronne i niepodatne na wpływy polityczne to jest albo naiwny albo… (nie dokończę) 🙂

Z dedykacją dla Pana Gadowskiego i innych dziennikarzy, publicystów, autorytetów i ekspertów z samozwańczego obozu „niepokornych” (zwanych również „niezależnymi), cytat: Jeżeli my wracamy do struktur, w ramach których rząd mianuje szefa telewizji i to ma być odpolitycznienie mediów publicznych, to mamy do czynienia z taką sytuacją, ja aż milknę, że jeżeli się ma odpowiednie poparcie w mediach, to można dosłownie wszystko. Można pokazywać czarną ścianę i mówić, że jest biała.” Ich autorem jest ś.p. Lech Kaczyński – brat człowieka od którego partii Pan Gadowski domaga się rozliczeń i stworzenia od nowa mediów państwowych. Prawda że niezły paradoks?

Będąc niejednokrotnie świadkiem wybiórczej stronniczości mediów zwanych do niedawna „opozycyjnymi” (tudzież „niezależnymi” alias „niepokornymi”) jak np. TV Republika (więcej tu: Kukiz wyszedł z kina (TVRebublika) czyli… przesłuchanie prawie antysystemowca przez prawie Olejnik), bo „zaprzyjaźnionymi” z nową władzą (a do niedawną opozycją), śmiem wątpić w to, że misja „odnowy mediów publicznych” zakończy się ich powrotem do rzetelnego i bezstronnego informowania o otaczającej Polskę i Polaków rzeczywistości. Uważam że pod nowym auspicjum „media publiczne” będą tak samo upolitycznione jak do tej pory, tyle że teraz będą nas informowały z innego (rzecz oczywista) klucza, poprzez usta swoich sprawdzonych i wiernych propagandystów… (Odys)

podobne: Po debacie w „Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na „patriotyzm” i „konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi. oraz: Dr Hanna Karp o promocji Telewizji Republika w lewicowych mediach i to: Powyborczy Przegląd Tygodnia w Klubie Ronina czyli o tym jak demokraci wyśmiewają monarchistę, ale sami żądają od władzy żeby sama się obaliła. KNP brata się z Ruchem Narodowym! a także: POPIS na posiedzeniu „Parlamentarnego Zespołu ds. obrony wolności słowa” czyli… wiódł ślepy kulawego (Nagroda Darwina dla obu). Stanisław Michalkiewicz o „cyngielmanach” prezesa Kaczyńskiego. polecam również: „Do dwunastu mediów” czyli „wiersz do każdego polskiego ucha”.

„…Media w Polsce przypominają mi Koloseum – na arenie walczą gladiatorzy i od kaprysu gawiedzi zależy kto wygra a kto zginie, argumentem jest siła i widowisko, czasami ukrzyżuje się większą ilość chrześcijan, czasami wypuszczą lwy, ludziom rozda się chleb, a gdy przybędzie cezar udekoruje się arenę kwiatami, by dać namiastkę luksusu.

Nie chodzi o piękno, lecz jedynie o to, żeby nikt nie opuścił trybun. Tymczasem na zapleczu, w podcieniach, trwa handel niewolnikami, pojawiają się kolejni możni, którzy ustawiają walki i opłacają klakierów.

Koloseum zaprezentuje każdego, kto wystarczająco dużo zapłaci, aby tylko kontynuować widowisko. Tyle, że nie można spędzić na trybunach całego życia, ani też to co widzimy na arenie nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością się poza jego murami. A im głupsze i bardziej brutalne widowisko tym większe poczucie dysonansu kiedy przestaje się na to patrzeć.

Jeśli tylko wyjść poza mury amfiteatru okazuje się, że jest wiele dużo ważniejszych spraw. Jest nauka, przynosząca codziennie nowe odkrycia i potrzeba by ludzie o nich się dowiadywali, bo może właśnie nowa terapia uratuje tobie albo twojemu bliskiemu życie. Jest kultura i sztuka które cieszą, zachwycają, bawią, zmuszają do refleksji i zadumy, dzięki którym kształtuje się wewnętrzną wrażliwość. Jest edukacja, dzięki której nasze dzieci lepiej rozumieją otaczającą nas rzeczywistość, rozwijają się i kształtują na dobrych, mądrych ludzi. Jest gospodarka, którą należy rozwijać z korzyścią dla jak największych grup obywateli, nie zapominając o solidarności z tymi, którzy są na tyle nieporadni że potrzebują wsparcia. Jest prawo które należy kształtować tak, że przetrwa nasze i kolejne pokolenia, zapewniając obywatelom poczucie bezpieczeństwa, sprawiedliwości oraz możliwość wyrażania swojego zdania, w najważniejszych kwestiach dotyczących wspólnoty i działania dla dobra wszystkich, a nie tylko wybranych grup interesu kosztem pozostałych…” (Anna Białoszewska)

źródło: „Media publiczne tworzą dziś obywatele”

podobne: Dziennikarstwo to odpowiedzialna służba dobru wspólnemu. Konserwatystki w polskich mediach. i to: Blizna: Dlaczego zwykły IDIOTA oraz facet z trzema FAKULTETAMI i doktoratem MÓWIĄ i MYŚLĄ dokładnie tak SAMO?

…na szczęście mamy internet i póki co wolność słowa, dzięki czemu istnieje swobodny dostęp do dość szerokiego wachlarzu pluralizmu informacyjnego, a demografia i postęp technologiczny sprzyjają rozwojowi niezależnych (od budżetu państwa) mediów elektronicznych. Jak śpiewa klasyk: „…wystarczy wsłuchać się i schylić żeby mieć, a im się nie chce…”, więc za kilkanaście lat takie TVP, Wyborcza, Polsat czy TVN będą musiały zrewidować swoją politykę (dez)informacyjną inaczej nikt (albo jakieś resztówki) po nie nie sięgnie, czyniąc ich biznes niepotrzebnym i nieopłacalnym… (Odys)

PS… „Za panowania cesarza Marka Aureliusza istniała niespotykana jak na tamte czasy swoboda wypowiedzi. Na przykład pisarz komediowy Marullus pozwalał sobie na krytykę władzy, nie ponosząc żadnych konsekwencji.

Cesarz był otwarty na krytykę, co było niespotykanym przypadkiem w historii. Każdy inny cesarz rzymski skazałby pisarza na śmierć. Marek Aureliusz, nazywany „Filozofem na tronie”, pomimo swojego pochodzenia, wykształcenia, bogactwa, władzy i przywilejów, był prostym i bardzo wyrozumiałym człowiekiem. Do wszelkich obowiązków podchodził z rozwagą, rządził sprawiedliwie. Był wierny dla swoich przyjaciół i rodziny, litościwy dla wrogów; hojny dla potrzebujących. Był wzorem dobrotliwego monarchy, o którym wspominał Sokrates.” (Imperium Romanum)

Żeby nie było tak całkiem sztywno 🙂 „Za chwilę dalszy ciąg programu” przedstawia: Rozmowa z posłem, czyli wywiad w Sejmie

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Polska gospodarka. Prawo geologiczne i górnicze uchwalone. Rząd złoży skargę ws. dyrektywy tytoniowej. Sawicki o łagodnym potraktowaniu producentów mleka.


1. Wojciech Jakóbik: Prawo geologiczne i górnicze uchwalone.

Posłowie, podczas posiedzenia Sejmu 11 lipca br., przyjęli w ostatecznym kształcie nowelizację ustawy Prawo geologiczne i górnicze oraz niektórych innych ustaw. Nowelizacja reguluje racjonalne poszukiwanie i wydobycie węglowodorów: gazu ziemnego, w tym łupkowego oraz ropy naftowej.

Jedna koncesja

Nowelizacja wprowadza jedną koncesję na poszukiwanie i rozpoznawanie złoża węglowodorów oraz ich wydobywanie ze złoża. Zamiast dotychczasowych kilku rodzajów koncesji ustawa wprowadza jedną – poszukiwawczo-rozpoznawczo-wydobywczą.

Podmiot zainteresowany koncesją będzie w postępowaniu kwalifikacyjnym sprawdzany m.in. pod kątem tego, czy posiada doświadczenie polegające na rozpoznaniu i udokumentowaniu co najmniej jednego złoża węglowodorów lub na prowadzeniu wydobycia co najmniej przez 3 lata. Wykaz pozytywnie zweryfikowanych podmiotów zostanie udostępniony publicznie.

Jednocześnie nowelizacja zapewnia zachowanie praw nabytych inwestorów. Koncesje udzielone przed wejściem w życie ustawy zachowają swoją ważność z możliwością przedłużenia ich ważności lub przekształcenia w koncesję nowego typu.

Przetargi dla przedsiębiorców

Koncesja będzie przyznawana przez Ministra Środowiska w postępowaniu przetargowym prowadzonym z urzędu. Ubiegać się o nią będzie mogło kilka podmiotów łącznie, gdy złożą wspólnie jedną ofertę w przetargu i wskażą operatora. Koncesja będzie udzielana na 10 – 30 lat.

Inne zmiany

Nowelizacja wprowadza też obowiązek ustanowienia zabezpieczenia m.in. z tytułu niewykonania lub nienależytego wykonania warunków określonych w koncesji. Zabezpieczenie nie będzie mogło przekroczyć równowartości 20 proc. wysokości kosztów prac geologicznych.

Ułatwienia dla przedsiębiorców

Ustawa przewiduje ponadto szereg ułatwień dla przedsiębiorców zajmujących się poszukiwaniem i wydobyciem węglowodorów. Daje im m.in. możliwość rozpoczęcia wydobycia surowca już w trakcie trwania fazy poszukiwania i rozpoznawania. Ponadto będą oni mogli wykonywać badania geofizyczne w celu zbadania struktur geologicznych wyłącznie na podstawie zgłoszenia.

W celu należytego zabezpieczenia uprawnień Skarbu Państwa, jako właściciela złóż, nowelizacja wzmacnia uprawnienia kontrolne organów nadzoru górniczego oraz inspekcji ochrony środowiska. Przewiduje również monitorowanie przez Ministra Środowiska wykonywania koncesji. Nowe przepisy przewidują również ułatwienia dotyczące decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach.

Teraz ustawa trafi do podpisu prezydenta. Nowelizacja ma wejść w życie 1 stycznia 2015 r. 

podobne: Projekt ustawy węglowodorowej w Sejmie przed wakacjami, chyba że przedłużą się konsultacje – MŚ oraz: Finalne prace nad gazem łupkowym będą prowadzić tylko rodzime firmy.

2. Rząd złoży skargę ws. dyrektywy tytoniowej.

15.07.2014 (IAR) – Rząd zdecydował, że zaskarży do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dyrektywę tytoniową. Polska chce, aby dokument częściowo został uznany za nieważny.

Dyrektywa przewiduje między innymi wycofanie z rynku unijnego rynku papierosów smakowych, w tym mentolowych. Mają być one zakazane od 2016 roku. Ich listę ma opracować Komisja Europejska. Wyjątkiem mają być papierosy mentolowe, które objęto 4-letnim okresem przejściowym. Polska sprzeciwiała się dyrektywie tytoniowej, ponieważ jest największym producentem gotowych wyrobów tytoniowych i drugim co do ilości producentem tytoniu w Unii Europejskiej.

Polska argumentuje, że papierosy mentolowe są obecne na rynku polskim od 1953 r. i powinny być traktowane jak wyroby tradycyjne. W Polsce są one produkowane przez 6 fabryk. Na eksport trafia ok. 70 procent produkcji, z czego 50 procent na rynki państw członkowskich Unii. Zdaniem Polski, całkowity zakaz wprowadzania do obrotu tych papierosów spowoduje istotne konsekwencje gospodarcze…

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/komunikat cir + wcześniejsze/kry/gaj        …źródło: stooq.pl

podobne: Dyrektywa tytoniowa ostatecznie przyjęta. oraz: Pierwsze ofiary akcyzowej POlityki nierządu. Zakłady Tytoniowe w Lublinie złożyły wniosek o upałość

3. Sawicki o łagodnym potraktowaniu producentów mleka.

14.07.2014 (IAR) – Powraca pomysł łagodniejszego potraktowania producentów mleka w Unii Europejskiej. Chodzi o to, by nie płacili nadmiernych kar za przekroczenie limitów. Zastosowanie innej metodologii liczenia ma sprawić, że kwoty będą dwukrotnie wyższe. Rozmawiają na ten temat w Brukseli unijni ministrowie rolnictwa. To ważna sprawa między innymi dla polskich rolników, którzy zaczynają powiększać stada i obory w związku z przyszłorocznym zniesieniem kwot mlecznych. Ale teraz za nadprodukcję grożą wysokie kary. „Mielibyśmy dodatkowo nieco ponad 1 procent limitu, więc w pełni nas to od kar za nadprodukcję nie uwolni, natomiast te kary byłyby znacznie niższe” – powiedział minister rolnictwa Marek Sawicki. O zwiększeniu limitów mlecznych unijni ministrowie rozmawiali przed miesiącem. Wtedy jednak zgody nie było. Polska była w grupie 17 krajów, które domagały się łagodniejszego potraktowania producentów mleka, ale to nie wystarczyło dla uzyskania kwalifikowanej większości. Przeciwko były między innymi duże państwa jak Francja i Włochy. Teraz – jak mówił minister Sawicki – jest nadzieja, że zmienią one zdanie.

IAR/Beata Płomecka/Bruksela/em/                   …źródło: stooq.pl

podobne: Kwoty na mleko przekroczone (zapłacimy ok. 195 mln zł) oraz: KE pozywa i upomina Polskę ws. niewdrożonych przepisów i chce zwrotu ponad 5,5 mln euro z funduszy na rolnictwo

 

Chiny produkują milionerów, tymczasem „eurokołchoz” domaga się rabunku.


1. Chiny produkują milionerów

20.06.2014 (IAR) – Gdzie najszybciej dorobić się majątku? Okazuje się, że m.in. w Chinach, które znalazły się na trzecim miejscu rankingu państw o największej liczbie nowych milionerów.

Według agencji, która przygotowała raport na temat zamożności obywateli poszczególnych państw w 2014 roku, w Chinach jest 758 000 milionerów. Pod uwagę brano tylko osoby o majątku przekraczającym milion dolarów amerykańskich. W porównaniu z rokiem ubiegłym ich liczba w Państwie Środka zwiększyła się o prawie 18%. Przed Chinami plasują się Japonia i Kuwejt. Na kolejnych miejscach są Hongkong i Stany Zjednoczone.

Analitycy zwracają uwagę, że choć zawrotna liczba milionerów w Chinach robi wrażenie, to jest to wciąż zaledwie 5,5% wszystkich bogaczy świata. W rankingu wzięto pod uwagę dane z 70 państw.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Tomasz Sajewicz / Pekin /mcm/

2. Hiszpania: reforma podatkowa i immunitet dla Juana Carlosa

20.06.2014 (IAR) – Dzień po zaprzysiężeniu króla Filipa VI hiszpański rząd przyjął projekt ustawy nadającej Juanowi Carlosowi immunitet. Zaakceptował też plan reformy podatkowej, która zmniejsza liczbę progów z siedmiu do pięciu i obniży ich wielkość. Dokument został skrytykowany przez Brukselę.

Zgodnie z projektem, Hiszpanie zarabiający rocznie poniżej 24 tys. euro zapłacą o jedną-czwartą niższy podatek, a pozostali średnio o 12 proc. mniej. Z 52 do 47 proc. obniżono najwyższy próg podatkowy, a o 3 proc. – podatki od spółek. Jak uzasadnił minister skarbu, Cristobal Montoro, zmniejszając obciążenia fiskalne rząd chciał zrekompensować społeczeństwu lata kryzysu i wyrzeczeń.

Europejski komisarz ds. gospodarczych, Olli Rehn poinformował, że reformę przyjęto bez konsultacji z Brukselą i przypomniał, że Komisja Europejska domaga się od Hiszpanii podniesienia VAT-u.

Rząd w Madrycie zdecydował się też objąć immunitetem króla Juana Carlosa, który podpisując akt abdykacji stracił nietykalność. Projekt zmiany prawa jest już w parlamencie i zostanie poddany pod głosowanie za 2 tygodnie.

Informacyjna Agencja Radiowa/Ewa Wysocka-Barcelona/kawo

źródło: stooq.pl

reformę przyjęto bez konsultacji z Brukselą (…) Komisja Europejska domaga się od Hiszpanii podniesienia VAT-u….

…Państwo czytają i ogarniają czym jest UE zwłaszcza w kontekście dynamicznie rozwijających się Chin gdzie ludzie się bogacą a ich przedsiębiorczość wypiera europejską.

…Odys

podobne: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa polecam również: Efekt płacy minimalnej w Hiszpanii? Stada bezrobotnych kretynów.

rys. Żukow

rys. Żukow

Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach. Kondycja gospodarki Australii. Zatrudnienie w USA. Globalna prognoza ekonomiczna.


Ujemne stopy procentowe w Eurolandzie pomogą zadłużonym na mieszkania nad Wisłą. I to bez względu na to, czy spłacają kredyty w euro, franku czy w złotym. Już dziś każdy z nich ma ratę o grosze lub nawet złote niższą niż jeszcze na początku tygodnia.

Bezprecedensowa decyzja Europejskiego Banku Centralnego o obniżeniu depozytowej stopy procentowej do -0,1 proc. oraz głównej stopy procentowej z 0,25 proc. do 0,1 proc. już przełożyła się na spadek EUROIBOR-u. Stawka ta poza marżą decyduje o oprocentowaniu kredytów w euro, a w Polsce spłaca je 113,2 tys. klientów zadłużonych na mieszkania, nie licząc całej rzeszy przedsiębiorców. Gdy w czwartek EURIBOR 3 M wynosił 0,3 proc. w piątek spadł do 0,292 proc. i będzie się obniżać dalej. Ale to nie topniejący EUROIBOR będzie głównym powodem obniżki kosztów obsługi kredytu. Największym prezentem zarówno dla spłacających kredyty w euro jak i we franku będzie umocnienie złotego (PLN_I74.0546 +0.19%News).

Sprzyjała temu różnica między stopami procentowymi w strefie euro – główna stopa 0,1 proc., w Polsce -2,5 proc. Na dodatek wzmocnieniu złotego pomaga też tempo rozwoju naszej gospodarki, gdy nad Wisłą możemy po I kwartale chwalić się 3,4 proc. wzrostu PKB, najlepszym wynikiem od I kw. 2012 r. to w Eurolandzie EBC już koryguje prognozę tegorocznego wzrostu z 1 do 0,7 proc.

Nic dziwnego, że w takich warunkach euro osiągnęło najniższe notowania od 13 miesięcy, dzisiejszy średni kurs euro w NBP – to 4,1211 zł. Utrzymanie się takiego stanu, ewentualnie spadek poniżej 4,1 zł to dobre wieści dla spłacających kredyty w euro. Średnia notowań z minionych 12 miesięcy przekracza bowiem 4,2 zł. Tymczasem dla klienta, który pożyczył w połowie 2010 r. w euro 300 tys. zł, z marżą 2,8 proc. rata wynosi dziś ok. 330 euro, co oznacza, że euro kupione o 10 gr. taniej daje 33 zł oszczędności na miesięcznej racie.

Również dobrze nie zachowuje się CHF, ale i tak jest nieźle. Frank zbliżył się do niskich notowań ze stycznia tego roku, kiedy to kosztował 3,36 zł. Obecnie w NBP jest po 3,385 zł o 5 groszy drożej niż w czwartek, ale i o 5 gr. mniej niż w środę. Pamiętający franka po 2 zł, nie wzdychają jeszcze z zachwytu, jednak po uwzględnieniu średniej notowań z ostatnich 12 miesięcy – 3,427 zł z pewnością zauważą różnicę. Rata 300 tys. zł kredytu we franku zaciągniętego w połowie 2008 r., apogeum popularności, to dziś 488 franków, co oznacza, że każde 5 gr. na franku mniej pozwoli zapłacić ratę niższą o 24 zł. Mowa tu o oszczędnościach 580,5 tys. gospodarstw domowych, bo tyle według Komisji Nadzoru Finansowego spłacanych było kredytów we franku na koniec 2012 r.

Przy niskim oprocentowaniu kredytów walutowych to właśnie cena euro czy franka ma decydujący wpływ na wysokość raty. I wszelkie wahania przypadające na czas spłaty raty, przekładają się na nią od razu. W przeciwieństwie do aktualizacji stawki WIBOR, EUROIBOR, czy LIBOR, na którą zazwyczaj trzeba czekać kilka miesięcy. Banki zmieniają jej poziom przeważnie na koniec lub na początek kwartału kalendarzowego, albo co trzy miesiące licząc od momentu podpisania umowy kredytowej. I to czasami pod warunkiem, że zmiana osiągnęła pewien minimalny pułap.

Co do zaangażowania klientów indywidualnych w kredyty walutowe, to 2012 r. zarówno jeśli chodzi o euro jak i franka sytuacja szczególnie się nie zmieniła, bo banki właściwie zaprzestały udzielania kredytów w walutach obcych. W 2013 r. w wartości nowej sprzedaży kredyty walutowe nie przekroczyły 1 proc. Na dodatek zgodnie ze zmienioną Rekomendacją S, od lipca banki będą miały już całkowity zakaz pożyczania w innej walucie niż dochody klienta.

Na nowej sytuacji uda się też skorzystać obsługującym złotowe kredyty mieszkaniowe. Ich suma jest obecnie największa. Na koniec kwietnia zadłużenie w PLN na mieszkania wyniosło 174,3 mld, podczas gdy w CHF 135,4 mld zł, w EUR 30,9 mld zł, a w pozostałych walutach 2,5 mld zł.

Różnica stóp procentowych pomiędzy Polską a eurolandem będzie wywierała presję na Radę Polityki Pieniężnej i skłaniała ją do dalszych cięć i tak niskiego oprocentowania. Delikatne sygnały takiej ewentualności już ze strony RPP się pojawiły, choć jej przewodniczący i prezes NBP – Marek Belka, zastrzegł, że nie należy jego słów traktować jako zapowiedzi obniżek. Decydujące znaczenie dla dalszych ruchów RPP będzie miała publikowana w lipcu prognoza inflacji oraz wzrostu gospodarczego. Ale inwestorzy prognozujący wysokość 3-miesięcznej stawki WIBOR już są przekonani, że spadnie ona w najbliższych miesiącach do 2,5- 2,55 proc. z obecnych 2,7 proc. WIBOR na działania EBC zareagował zresztą od razu, po tym jak w czwartek wynosił 2,7 proc. w piątek było to 2,69 proc. Im większe będzie prawdopodobieństwo spadku stóp procentowych tym szybciej zobaczymy to w wysokości WIBOR-u, który to zawsze z w yprzedzeniem reaguje na działania RPP.

Co oznacza przewidywany przez inwestorów WIBOR 3M na poziomie 2,5 proc.? Przy 30-letnim kredycie w wysokości 300 tys. zł i marży 1,7 proc. rata spadnie z 1503 zł do 1467 zł. Zmiana nie jest spektakularna, ale zawsze to w kieszeni kilkadziesiąt złotych więcej niż mniej.

(Halina Kochalska – Open Finance)                       …źródło: stooq.pl

70. rocznica lądowania aliantów w Normandii to tzw. D-Day. W kontekście wydarzeń tego tygodnia nazwa ta nabiera nowego znaczenia, ze względu na działania EBC. Wydarzeniem mijającego tygodnia, które również przejdzie do historii była bowiem czwartkowa obniżka stóp procentowych oraz konferencja prasowa Mario Draghiego. Stąd nazwę D-Day można rozwinąć do Draghi-Day.(…)

Niemiecki wzrost cen spowolnił do najniższego tempa od ponad 4 lat i wyniósł w maju 0,6 proc r/r. (HICP). Zharmonizowana inflacja w całej strefie euro również wyhamowała bardziej niż spodziewali się tego ekonomiści i ukształtowała się na poziomie zaledwie 0,5 proc. w ujęciu rocznym. Te kolejne dezinflacyjne odczyty skłoniły Europejski Bank Centralny do działania. Właśnie decyzja EBC w sprawie stóp procentowych, a także późniejsza konferencja prasowa z udziałem Mario Draghiego były bez wątpienia wydarzeniami, które wstrząsnęły w tym tygodniu rynkami. Europejskie władze monetarne zdecydowały się powziąć wiele kroków luzujących politykę monetarną. Pierwszym z nich jest obniżka stóp, podstawowej do 0,15 proc. i depozytowej do -0,1 proc. Drugi to wsparcie płynności w sektorze bankowym operacjami ukierunkowanymi LTRO, o wartości 400 mld euro. Nastąpiło również odejście od sterylizacji programu SMP. Co więcej, Mario Draghi dobitnie zaznaczył także, że w przyszłości (i to raczej niedalekiej) możliwe jest przeprowadzenie skupu aktywów. Wydaje się jednak, że wprowadzenie LTRO odkłada możliwość szybkiego wdrożenia QE. Uzasadnieniem dla modyfikacji kształtu polityki są zrewidowane prognozy dynamiki PKB i cen. W 2014 roku tempo wzrostu ma wynieść zaledwie 1,0 proc., a dynamika HICP ukształtować się na poziomie 0,7 proc. r/r. Projekcje z marca zakładały, że wskaźniki przybiorą wartości odpowiednio 1,2 i 1,0 proc. Bardzo ważne jest również to, że w dół zrewidowano inflacyjną prognozę na 2016 rok. Wynosi ona teraz 1,5 proc. wobec marcowych założeń na poziomie 1,7 proc.

USA: ZATRUDNIENIE POWYŻEJ SZCZYTU Z 2008 ROKU

Stopa bezrobocia w maju utrzymała się na prawie 6-letnim minimum, czyli poziomie 6,3 proc. W sektorze pozarolniczym przybyło 217 tys. nowych miejsc pracy. Pozwoliło to na wyjście całkowitego zatrudnienia ponad poziom z początku 2008 roku. Odbudowa rynku pracy trwała zdecydowanie najdłużej w historii powojennych recesji w USA. Stało się tak pomimo, że na słabszy od poprzedniego odczyt wskazywały m.in. wzrost czterotygodniowej średniej liczby wniosków o zasiłek z 312 do 322 tysięcy oraz szczegóły indeksu ISM dla usług. Takie ryzyko dodatkowo wzrosło po niższej od konsensusu wartości indeksu ADP. Co ciekawe payrolle były rewidowane w górę w 19 z ostatnich 20 miesięcy. Pomimo to kwietniowy odczyt został zrewidowany w dół o 6 tys., a więc dopiero po raz drugi w ciągu ponad półtorej roku.

AUSTRALIA: GOSPODARKA W DOBRE FORMIE

We wtorek RBA zdecydował o pozostawieniu głównej stopy procentowej na niezmienionym poziomie 2,5 proc. Jest to już 10 miesiąc z rzędu utrzymywania rekordowo niskiego kosztu pieniądza. Głównym celem obniżki sprzed niemal roku było wywołanie wzrostu konsumpcji a także przeniesienie inwestycji z sektora górniczego do pozostałych. Okazuje się, że operacja ta przebiega bardzo sprawnie. Firmy planują przeznaczyć na CAPEX 137,1 miliardów dolarów australijskich w latach 2014-2015. Prezes RBA powiedział także, że widać stopniową poprawę na rynku pracy, jednak potrzeba jeszcze trochę czasu zanim bezrobocie ustabilizuje się na niskim poziomie.

O dobrej sytuacji w australijskiej gospodarce może świadczyć wycofanie się banku JPMorgan z prognozy zakładającej obniżkę stóp procentowych w sierpniu tego roku. W I kwartale 2014 odnotowała ona najszybsze tempo wzrostu od 2 lat. Bardzo ważny jest także fakt, że inflacja znajduje się pod kontrolą. Wzrost PKB w I kwartale wyniósł 3,2 proc w ujęciu rocznym, a także 1,1 proc. k/k. Głównymi składowymi, które wpłynęły na tak dobry odczyt były: eksport (wzrost o 4,8 proc. k/k), który odpowiedzialny był za 1,1 pkt. proc. przyrostu PKB oraz inwestycje mieszkaniowe (wzrost 4,7 proc. k/k), które dodały 0,2 pkt. proc. do rozwoju gospodarczego.

Dolar australijski jest w tym roku najsilniejszą walutą z grona G10. Zyskał on zarówno wobec dolara, jak i euro około 5 proc. AUD może skorzystać na bezprecedensowej decyzji ECB o obniżeniu stóp centowych, w tym depozytowej do poziomu ujemnego oraz wprowadzenia LTRO. Duży wpływ na to mają rozbieżne drogi zarówno, gospodarek Australii i strefy euro, a także ich banków centralnych. Polityka RBA zmierza w kierunku normalizacji, a ECB wprowadza niekonwencjonalne metody luzowania. Australijska inflacja jest pod kontrolą, natomiast strefa euro zmaga się z postępującą dezinflacją. W końcu, wzrost gospodarczy kraju kangurów jest najwyższy od 2 lat, a gospodarka strefy euro rozwija się w tempie dalekim od zadowalającego. Co ciekawe dolar australijski zyskuje pomimo spadku cen rudy żelaza, czyli głównego eksportowego surowca tego kraju.

(Błażej Kiermasz – DM TMS Brokers SA)                       …źródło: stooq.pl

podobne: Kondycja globalnej gospodarki nadal krucha… Spadek wskaźnika zatrudnienia w USA. oraz: EMS zgodny z konstytucją. Niemcy będą ratować zadłużoną Europę! polecam również: Malutka Belgia ratuje obligacje USA oraz: Szef KE powołał grupę ekspertów ds. uwspólnotowienia długu eurolandu

Punkty niestabilne politycznie, wrażliwe gospodarczo ale i te o wysokim poziomie zaufania – które kraje mogą wspierać lub opóźniać światowy wzrost?”

Euler Hermes przedstawia informację o kierunkach (i zagrożeniach dla) światowego wzrostu gospodarczego, sporządzoną na bazie swojego ostatniego, majowego Przeglądu Ekonomicznego. Zwracamy uwagę na umieszczenie Francji i Niemiec – głównych partnerów gospodarczych Polski wśród rynków obecnie ekonomicznie „wrażliwych”. Prezentujemy także możliwe scenariusze wpływu konfliktu na wschodzie Europy na tempo rozwoju gospodarczego Polski (mniejszy efekt) i strefy euro (większy – co pośrednio uderzyć może w polskich eksporterów).

– Zgodnie z ostatnią globalną prognozą ekonomiczną firmy Euler Hermes, gospodarki najbardziej rozwiniętych krajów nabierają tempa, oczekujemy w 2014 roku wzrostu ich wzrostu o +2,0%, najwyższego od 2010 roku

– Z drugiej strony – pomimo ożywienia wzrostu światowego PKB (+2,9% w 2014 roku) jego tempo pozostanie powolne (poniżej 3% trzeci roku z rzędu) i przeważy ryzyko wystąpienia spadku.

Wielka Brytania (PKB +2,4%) i członkowie strefy euro (+1,0%) kontynuują wzrost, podczas gdy Stany Zjednoczone (+2,8%) jak na razie pozostawały nieco w tyle z powodu wyjątkowo ostrej zimy. Abekonomia jest wciąż źródłem stałego wzrostu w Japonii (+1,2%), chociaż potrzeba większych zmian aby go utrzymać. Gospodarki rozwijające się pozostają głównymi motorami globalnego wzrostu (+4,3% w 2014 roku), ale związane z nimi oczekiwania uległy obniżeniu po gwałtownej rewizji perspektyw wzrostu w Rosji, jak również z powodu spodziewanego spowolnienia wzrostu w Brazylii, w RPA i w Turcji.

DROGA NAPRZÓD – KTO JEST NIESTABILNY, A KTO WRAŻLIWY?

Nowy globalny raport ekonomiczny Euler Hermes zidentyfikował na światowej mapie lokalizację punktów niestabilnych, wrażliwych gospodarczo i o wysokim poziomie zaufania, które razem prawdopodobnie wpłyną na globalną wymianę handlową w perspektywie krótkoterminowej:

Punkty niestabilne w zakresie polityki: Rosja i Ukraina oraz w mniejszym zakresie Turcja pozostają niestabilnymi punktami w zakresie polityki ze względu na ryzyko geopolityczne obciążające ich gospodarkę i potencjalnie występujące negatywne skutki uboczne.

Bez odnoszenia się do możliwego scenariusza rozwoju sytuacji w sferze politycznej pokusić się można o rozważenie kierunku rozwoju sytuacji na wschodzie Europy w sferze gospodarczej. W chwili obecnej sankcje mają przede wszystkim wymiar polityczny (pomijając oczywiście bariery w imporcie mięsa) i spodziewać się można, iż scenariusz utrzymania się takiej sytuacji ma 80% szans na realizację. Tylko 20% szans na realizację przyznać można scenariuszowi eskalacji w kontekście wymiany handlowej wschód-zachód (co zmniejszyłoby wymianę handlową strefy euro z Rosja o połowę). Ale nie tylko wymiana handlowa jest na szali – na sytuację wpływ mają również przepływy inwestycji (istotnych np. w Holandii), ceny energii, zdolność firm rosyjskich do regulowania swoich zobowiązań (z tytułu importu z UE) oraz ekspozycja (zaangażowanie) kapitałowa banków europejskich w Rosji (istotna np. dla banków austriackich). Skutki odczułaby również Rosja – m.in. poprzez dalsze przyspieszenie odpływu kapitału ze spodziewanych obecnie 120 mld USD w skali rocznej do 200 mld USD a przede wszystkim osunięciem się w recesję (ze spodziewanego obecnie wzrostu PKB +0,7% do spadku o -2,5% na skutek załamania się eksportu o 20% i importu o 15%).

W chwili obecnej – przy zakładanym bazowym scenariuszu rozwoju sytuacji, bez mnożenia dalszych przeszkód w wymianie handlowej polski wzrost PKB będzie zmniejszony o ok. 0,1%, podobnie jak w całej strefie euro. Gdyby sankcje jednak zostały zaostrzone zarówno polski wzrost PKB jak i w strefie euro ucierpiałyby o ok. 0,9% w skali rocznej. W efekcie w Polsce nadal mielibyśmy wzrost gospodarczy na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego lub nawet lepszym, natomiast w krajach strefy euro w przypadku eskalacji konfliktu handlowego z Rosja wzrost gospodarczy byłby zbliżony do zera…co w konsekwencji pośrednio uderzyłoby w dalszej kolejności w popyt na polskie towary, w 75% kierowane przecież na rynek strefy euro.

Punkty wrażliwe w zakresie gospodarki: Brazylia, RPA i w mniejszym zakresie Indie są punktami wrażliwymi w zakresie gospodarki, ponieważ muszą dostosować się do świata, w którym rynki rozwijające się nie są już z definicji „pupilkami” inwestorów. W tej grupie znajduje się również Francja, która musi ponownie przeanalizować swój model biznesowy, oraz Niemcy, które stykają się z wyzwaniem dominujących nacisków deflacyjnych w strefie euro, jak również z silnym kursem euro.

Punkty o wysokim poziomie zaufania: USA i Wielka Brytania są punktami o wysokim poziomie zaufania, ponieważ wzrost uzyskał siłę pociągową. Europa Południowa wykazuje oznaki poprawy perspektyw ekonomicznych i odzyskuje zaufanie po kilku latach bolesnych dostosowań i trudności gospodarczych. Chiny są również członkiem tej grupy, pomimo wyzwań dotyczących zmiany modelu biznesowego, ponieważ występują pozytywne oznaki pomyślnej transformacji.

Różne losy gospodarek rozwijających się: ‚Wrażliwa 10’ przekształciła się w ‚Ulegającą poprawie czwórkę’, ‚Niestabilną piątkę’ i Argentynę

Jak podkreślaliśmy pod koniec zeszłego roku, zdolność gospodarek rozwijających się do przetrwania trudności w dużym stopniu zależy od ich podstaw finansowych. Władze krajowe muszą być wyczulone i elastyczne w zakresie tworzenia polityki kompensującej. Na początku 2014 roku firma Euler Hermes sklasyfikowała kraje rozwijające się według dwóch kryteriów:

– ich wrażliwość w odniesieniu do programu łagodzenia polityki pieniężnej USA, oraz

– ich zależność od eksportu do Chin, tj. spowolnienia wzrostu PKB w Chinach i transformacji ich modelu ekonomicznego.

Powstała w ten sposób lista 10 najbardziej wrażliwych krajów w perspektywie krótkoterminowej, ‚Wrażliwe 10’, obejmuje Argentynę, Brazylię, Chile, Kolumbię, Indie, Indonezję, Meksyk, Filipiny, RPA i Turcję.

Od tej pory jakość polityki gospodarczej i wrażliwość władz na program łagodzenia polityki pieniężnej i podnoszenie ryzyka geopolitycznego w ostatnich miesiącach wykazuje, że niektóre kraje są lepiej przygotowane na burze niż inne. Powstała grupa państw ‚Ulegających poprawie 4’ (Chile, Kolumbia, Meksyk i Filipiny), grupa państw ‚Niestabilnych 5’ (Brazylia, Indie, Indonezja, RPA i Turcja) oraz osobno Argentyna.

PUNKTY NIESTABILNE POLITYCZNIE

Ukraina i Rosja: Krajowy kryzys polityczny nasilił się prowadząc do poważnego konfliktu pomiędzy Ukrainą i Rosją po tym, jak Rosja zaanektowała Krym, co odbiło się na gospodarce obu krajów, ale do tej pory nie wpłynęło znacząco na Europę. Oczekuje się, że wzrost rosyjskiego PKB zwolni do 0,7%, a na Ukrainie w 2014 roku najprawdopodobniej wystąpi głęboka recesja (-3%). Przeważa znaczne ryzyko spadku.

Turcja: Produkcja w 2013 roku okazała się odporna na zawirowania polityczne i niepokoje na globalnych rynkach finansowych. Popyt krajowy był jedyną siłą napędową wzrostu, przy wzroście konsumpcji prywatnej o 4,6%, konsumpcji publicznej o 5,9% i inwestycji o 4,3%. W 2014 roku oczekuje się, że popyt krajowy będzie umiarkowany w wyniku zacieśniania polityki monetarnej i deprecjacji liry tureckiej (TRY). W rezultacie oczekuje się, że w 2014 roku wzrost PKB ulegnie spowolnieniu do 3%.

PUNKTY WRAŻLIWE W ZAKRESIE GOSPODARKI

Francja i Niemcy: Po tym, jak Francja nie spełniła swojego wstępnego celu w zakresie deficytu fiskalnego na poziomie -3% PKB w 2013 roku, nowy premier Francji zapowiedział wiele reform w 2014 roku mających na celu wspieranie konkurencyjności gospodarki oraz siły nabywczej gospodarstw domowych. Jest mało prawdopodobne, aby te środki doprowadziły do szybkiego obniżenia deficytu fiskalnego (prognozy Euler Hermes: -3,9% w 2014 roku i -3,3% w 2015 roku), ale będą wspierać inne kraje strefy euro za pośrednictwem podwyższenia importu. W przeciwieństwie do Francji, model gospodarczy Niemiec obejmuje dobrze rozwijający się i napędzany eksportem przemysł, czego dowodem jest duża nadwyżka na rachunku bieżącym. Jednak ostatni wskaźnik PMI w zakresie danych dotyczących zamówień eksportowych i dane Bundesbanku wskazują na możliwy spadek tempa rozwoju. Niemiecki sektor eksportowy stoi w obliczu wiatru wiejącego w twarz zarówno ze strefy euro (presja deflacyjna), jak i z zagranicy (odnowiona konkurencja ze strony Japonii i USA, których główne sektory eksportowe nakładają się z niemieckimi).

Brazylia: Wcześniejsze doświadczenia wykazują, że organizowanie dużych imprez sportowych nie zawsze wywiera pozytywny wpływ na gospodarkę kraju gospodarza. Nawet, jeżeli Brazylia mogłaby być wyjątkiem, ponieważ jest -gospodarzem trzech mega-wydarzeń sportowych z rzędu, firma Euler Hermes oczekuje, że będzie to miało niewielki wpływ na wzrost w horyzoncie krótkoterminowym i średnioterminowym. Spowolnienie brazylijskiej gospodarki jest głównie spowodowane słabością strukturalną, której nie mogą poprawić wydarzenia sportowe. Chociaż popyt krajowy zyskał w ostatnich latach na połączeniu polityki fiskalnej pobudzającej popyt, na niskim bezrobociu, wzroście płac realnych i masywnym napływie kapitału zagranicznego, inwestycje pozostały na niskim poziomie. Obecnie występuje brak dopasowania pomiędzy dynamicznym popytem krajowym i słabą podażą krajową. Potrzebne są głębokie reformy strukturalne, aby poradzić sobie z brakiem konkurencyjności lokalnego przemysłu, brakami infrastrukturalnymi i ubogim środowiskiem gospodarczym. Oczekuje się, że wzrost pozostanie na niskim poziomie wynoszącym 2,0% w 2014 roku oraz 2,5% w 2015 roku, dużo poniżej wynoszącego 5% rocznego wzrostu sprzed kryzysu.

Indie: Gospodarka hinduska w ciągu ostatnich dwóch lat osiągnęła gorsze wyniki od spodziewanych ze wzrostem PKB na poziomie średnio poniżej +5% w porównaniu z potencjałem wzrostu na poziomie +7%. Ekspansja produkcji została stłumiona słabym popytem krajowym. Wysoka inflacja nadal osłabia siłę nabywczą, ograniczając wzrost konsumpcji prywatnej. Inwestycje uległy spowolnieniu, ze względu na restrykcyjne warunki finansowe i ograniczenie popytu. Eksport netto obniżył się w wyniku podwyższenia importu z powodu wysokich cen surowców (ropa naftowa i złoto stanowią odpowiednio 34% i 8% importu) oraz słabszych od oczekiwanych wyników gospodarczych głównych partnerów Indii, czyli USA i Chin. Od połowy 2013 roku Indie są obserwowane w ramach radaru rynku finansowego i inwestora ze względu na pogarszające się perspektywy gospodarcze oraz wysoki deficyt fiskalny i na rachunkach bieżących. Należy dalej stawiać czoło słabości strukturalnej, ale niektóre kroki we właściwym kierunku zostały już podjęte. Stabilność finansowa (a zatem redukcja w zakresie napływu kapitałów krótkoterminowych) jest jednym z kluczowych priorytetów nowego prezesa Banku Centralnego, Rajana, a obecny rząd zapoczątkował reformy mające na celu zachęcenie inwestorów zagranicznych do inwestowania w kluczowe sektory.

Republika Południowej Afryki: Wzrost PKB pozostanie na przeciętnym poziomie: +2,8% w 2014 roku i +3,5% w 2015 roku, z ryzykiem spadku. Polityka monetarna pozostanie restrykcyjna, aby chronić randa i rezerwy międzynarodowe, ceny złota są niskie, a napięte stosunki pracy ograniczają produkcję w niektórych kluczowych sektorach, szczególnie w zakresie wydobycia platyny. Brak elastyczności strukturalnej pozostaje źródłem problemów, obejmując wysoki stopień bezrobocia, dużą nierówność przychodów, niski poziom dostarczania usług, trudne relacje przemysłowe oraz deficyty fiskalne i na rachunkach bieżących.

PUNKTY O WYSOKIM POZIOMIE ZAUFANIA

Stany Zjednoczone: Na większości obszaru USA wystąpiła rekordowo zimna i śnieżna zima, co spowodowało duże spowolnienie gospodarcze. PKB wzrósł zaledwie o 0,1% w stosunku rocznym za I kwartał 2014 roku. Jednak trudna zima również przygotowała scenę do odbudowania aktywności gospodarczej wiosną, co pomoże zwiększyć PKB w II kwartale i prawdopodobnie popchnie wzrost PKB za cały 2014 rok do poziomu 2,8% – wciąż poniżej trendu światowego, ale lepiej niż 1,9% w 2013 roku. Produkcja wydaje się gotowa do znacznego ożywienia, ponieważ koszty zatrudnienia nadal spadają; zatrudnienie w produkcji wzrastało w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy. Bank Rezerwy Federalnej prawdopodobnie całkowicie zakończy swój program łagodzenia polityki pieniężnej do końca 2014 roku, ale pozostaje wysoce przystosowawczy ze względu na znaczne ilości nadmiaru rezerw płynnych, które mogą zostać wykorzystane w gospodarce.

Chiny: Wzrost chińskiego PKB okazał się w 2013 roku wytrzymały, rosnąc na podobnym poziomie jak w poprzedzającym roku (+7,7%). W 2014 roku przewiduje się niewielki spadek do poziomu +7,5%, co jest związane z trwającą transformacją gospodarczą mającą na celu uzyskanie wzrostu PKB w wyniku popytu krajowego. Przekształcenie rozpoczęło się i pozytywne oznaki już są widoczne. Po pierwsze, rząd przeszedł z podejścia skoncentrowanego ściśle na bieżącym wzroście do bardziej zrównoważonego, mając jednocześnie na celu tworzenie miejsc pracy, stabilność cen i wzrost gospodarczy. Po drugie – wzrost rynku konsumenckiego posiadającego silne podstawy jest faktem. Po trzecie – zachodzi normalizacja warunków finansowych (oddala się groźba bańki kredytowej), po ulepszeniu jakości kredytów oraz redukcji finansowania pozabankowego i pozabilansowego. Kontynuacja wsparcia konsumpcji krajowej przez pożyczki bankowe i tworzenie miejsc pracy oraz dalsze inwestycje w wiedzę i branże o wysokiej wartości dodanej mogą przyspieszyć wzrost długoterminowy.

Europa Południowa i Wielka Brytania: Po kilku latach bolesnych zmian oraz głębokiego kryzysu finansowego i państwowego kraje Europe Południowej w końcu powracają na ścieżkę wzrostu, głównie dzięki poprawie w zakresie eksportu w wyniku korzyści uzyskanych z konkurencyjności. W połączeniu z trwającymi zmianami fiskalnymi, reformami strukturalnymi i dzięki zmniejszeniu apetytu inwestorów na rynki rozwijające się, został uzyskany masowy powrót zaufania, a zatem wzrost wpływów do portfela i zagranicznych inwestycji bezpośrednich. Jednak nie można wykluczyć krótkoterminowej zmienności, ponieważ pozostaje znaczna wrażliwość gospodarki. Bezrobocie pozostaje na bardzo wysokim poziomie, sektor bankowy wciąż czyści bilans, a długotrwała niska inflacja może zaszkodzić ożywieniu. W Wielkiej Brytanii popyt krajowy pozostaje głównym motorem wzrostu PKB (+2,4%) ze względu na coraz bardziej przyjazne środowisko dla biznesu.

Rada Współpracy Państw Zatoki [Gulf Cooperation Council] (GCC): Kraje GCC posiadają ponad 29% globalnych rezerw ropy naftowej i ponad 23% rezerw gazu. Produkcja sektora węglowodorów była kluczowym czynnikiem wzrostu od 2011 roku do chwili obecnej, gdy standardowe ceny ropy naftowej wyniosły 100 USD za baryłkę lub jeszcze więcej. Przy łącznej populacji na poziomie 49 milionów osób przychody z eksportu ropy naftowej wciąż przyczyniały się do tworzenia silnych rezerw walutowych i akumulacji aktywów finansowych w funduszach państwowych (ich szacowana kwota wynosi 2.250 mld USD). Tego typu rezerwy umożliwiają krajom GCC zwiększenie popytu krajowego za pośrednictwem wydatków państwowych na projekty infrastrukturalne i na cele społeczne. Można więc oczekiwać, że handel z krajami GCC będzie dalej prężenie się rozwijał, szczególnie biorąc pod uwagę poprawę klimatu biznesowego w ciągu ostatnich lat. Wzrost PKB w krajach GCC prawdopodobnie ulegnie podwyższeniu do poziomu lub powyżej poziomu średniej dla regionu (+3,6% w 2014 roku).

(Euler Hermes)                                       …źródło: stooq.pl

podobne: Ekonomiczna prognoza na rok 2014 czyli… pożyjemy zobaczymy. oraz: MFW prognoza dla Polski i światowej gospodarki – będzie słabo. polecam również: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.

Światowa gospodarka

Emocje wokół obsady unijnych stanowisk. Wielka Brytania nie chce federalisty na stanowisku przewodniczącego Komisji Europejskiej.


05.06.2014 (IAR) – Obsada stanowiska szefa Komisji Europejskiej wywołuje wielkie emocje.

W Brukseli mówi się o brytyjskiej histerii i sprzeciwie Londynu wobec kandydatury Jean-Claude Junckera. A pozostałe kraje, w tym także Polska, w kuluarach zabiegają o stanowiska komisarzy dla siebie. Kilka stanowisk jest również na celowniku Warszawy w Parlamencie Europejskim.

Jedna z brytyjskich gazet napisała, że Jean-Claude Juncker jest najbardziej niebezpiecznym człowiekiem w Europie, a wszystko przez jego przywiązanie do idei federalizmu. Nominacja Luksemburczyka na stanowiska szefa Komisji może przekreślić szanse premiera Davida Camerona na dobry wynik w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych i na przekonanie Brytyjczyków by pozostali w Unii. „Czy takie artykuły utrudniają moją pracę? Nie odpowiem, ale będę kontynuował swoją misję” – powiedział przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy, który prowadzi negocjacje z deputowanymi w sprawie obsady stanowiska szefa Komisji.

A unijne kraje nie tracą czasu i sygnalizują jakimi dziedzinami są zainteresowane w nowej Komisji. Polska – albo unijną dyplomacją, albo energią, rynkiem wewnętrznym, albo konkurencją. Zabiegi trwają też o obsadę stanowisk w Parlamencie Europejskim. Wiceprzewodniczącym największej grupy – chadeckiej został wczoraj Jacek Saryusz-Wolski. Platforma Obywatelska chce też obsadzić stanowisko przewodniczącego jednej z komisji parlamentarnych – mówi się o energii i Jerzym Buzku. Możliwe jest także stanowisko wiceszefa Europarlamentu i tu wymienia się Różę Thun. Prawo i Sprawiedliwość, które trafiło do mniejszej grupy – konserwatystów i reformatorów, chce mieć w niej wiceprzewodniczącego – ma nim zostać Ryszard Legutko. W kręgu zainteresowania PiS-u jest też stanowisko przewodniczącego komisji lub delegacji parlamentarnej, na przykład do spraw Ukrainy.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/nyg                               …źródło: stooq.pl

Folwark zwierzęcy - świnie

Folwark zwierzęcy – świnie

podobne: Biurokraci z UE: Kto jest kim i co może.

„Pięknie rośnie bezrobocie…”  Czy „zacznie się” we Włoszech?


03.06.2014 (IAR) – We Włoszech bezrobocie wciąż rośnie. Jak informuje tamtejszy główny urząd statystyczny, bez pracy jest obecnie trzy i pół miliona Włochów i problem ten dotyka już 46 procent młodzieży Urząd ogłosił dziś dane za pierwszy kwartał bieżącego roku. Przybyło w tym czasie 212 tysięcy bezrobotnych, jest ich obecnie trzy miliony 487 tysięcy. Stanowią 13,6% ogółu osób w wieku produkcyjnym. Zjawisko jest szczególnie dotkliwe na południu kraju. Tam współczynnik bezrobocia wynosi ponad 21%, a wśród młodych ludzi wieku od 15 do 24 roku życia ponad 60%. Średnia krajowa to 46,0%. Sytuację pogarsza fakt, że dwa i pół miliona osób poniżej 30 roku nie studiuje, ani nie pracuje.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/dw   źródło: stooq.pl

podobne: Bezrobotni z Włoch wyjeżdżają za chlebem. polecam również: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

rys.  Jerzy Krzetowski

rys. Jerzy Krzetowski

(NIE)Bezpieczeństwo energetyczne. W planach mniejsza zależność od dostaw surowca z Rosji. Steinmeier przeciwko wspólnym zakupom gazu.


28.05. Bruksela (PAP) – Gdyby tej zimy nastąpiły zakłócenia dostaw rosyjskiego gazu do UE przez Ukrainę, stanowiłoby to istotne wyzwanie zwłaszcza dla Bułgarii, Rumunii, Węgier i Grecji. W razie przerwania dostaw z Rosji zimą także Polska byłaby narażona na zakłócenia – podaje KE.

Komisja Europejska przeanalizowała stan bezpieczeństwa energetycznego UE w kontekście wydarzeń na Ukrainie. Prezydent Rosji Władimir Putin ostrzegał europejskich przywódców w kwietniu, że narastający dług Ukrainy za gaz może w ostateczności spowodować zakłócenia w tranzycie surowca do UE.

„Rozwój rynków i infrastruktury gazowej (interkonektory, zwrotny przepływ i magazyny) poprawiają odporność (na kryzysy), ale krótkotrwałe zakłócenia zimą dostaw tranzytem przez Ukrainę stwarzają istotne wyzwanie, zwłaszcza dla Bułgarii, Rumunii, Węgier i Grecji” – czytamy w opublikowanej w środę analizie. Dlatego KE ma zaproponować, by kraje UE przeprowadziły tzw. stress testy swoich systemów energetycznych w świetle ryzyka przerwania dostaw zimą, zwiększyły zapasy gazu, rozwinęły infrastrukturę kryzysową i zredukowały popyt na energię w bardzo krótkim terminie.

KE zaznaczyła, powołując się na przewidywania europejskiej sieci operatorów systemów przesyłowych gazu (ENTSO-G), że w razie przerwania wszystkich dostaw z Rosji zimą (od października do marca), dodatkowo także Polska, Czechy, Słowacja, Chorwacja i Słowenia, a także trzy kraje bałtyckie (Litwa, Łotwa i Estonia) są narażone na zakłócenia.

Mimo że zgodnie z unijnymi przepisami kraje UE powinny utrzymywać 30-dniowe zapasy gazu, to średnio w UE utrzymywane są rezerwy kilkunastodniowe.

KE wskazuje, że poza zapasami gazu i intekonektorami odporność systemów gazowych poprawiają też terminale LNG, elastyczność systemów przesyłowych i sposób zarządzania nimi. Komisja zaleca też dalsze inwestycje w „fizyczne rewersy”, czyli gazociągi pozwalające na zwrotny przepływ gazu.

Jak zauważono w raporcie, rosnąca zależność UE od importu gazu stanowi wyzwanie i zwiększa ryzyko dla bezpieczeństwa dostaw, które potencjalnie może być złagodzone poprzez transparentny i połączony rynek. „UE importuje ponad 60 proc. (konsumowanego) gazu, a jedna trzecia tego importu pochodzi z krajów spoza europejskiego obszaru gospodarczego. Kraje bałtyckie, Finlandia, Słowacja i Bułgaria są zależne od jednego dostawcy dla całego importu gazu. Czechy i Austria także mają bardzo skoncentrowane dostawy gazu z importu” – wskazuje KE.

„Elastyczność dostaw w krótkim terminie i dostępność alternatywnych zewnętrznych źródeł zależy od konkurencji na światowych rynkach, zwłaszcza na (rynku gazu skroplonego) LNG i od stopnia, w jakim takie źródła są już zarezerwowane przez długoterminowe kontrakty albo inne zobowiązania (np. umowy międzyrządowe). W UE długoterminowe kontrakty na gaz przesyłany gazociągami pokrywają ok. 17-30 proc. popytu, prawie całość (kontraktów długoterminowych pochodzi) z Rosji” – wskazuje KE. Rosja stosuje wieloletnie kontrakty, w których cenę gazu uzależnia od ceny ropy, co usztywnia rynek.

Jeśli chodzi o ropę, KE doszła do wniosku, że ryzyko zakłócenia dostaw jest łagodzone płynnym rynkiem globalnym i regulowanymi zapasami, ale napięta równowaga między popytem i podażą, koncentracja dostawców i duża zależność od importu „może prowadzić do szoków cenowych ze znaczącymi konsekwencjami gospodarczymi w razie zakłócenia dostaw”.

Unijne przepisy wymagają utrzymywania przez kraje UE minimum 90-dniowych zapasów ropy.

Odnosząc się do energii elektrycznej, analitycy Komisji podkreślili coraz bardziej zróżnicowany miks energetyczny i wysoką niezawodność systemu, zwrócili jednak uwagę na potrzebę bardziej zintegrowanej infrastruktury. Jeśli zaś chodzi o energię odnawialną zauważyli, że to własne, a więc najbardziej niezależne źródło z największą różnorodnością paliw, niemniej występują obawy co do zmiennej natury wiatru i energii słonecznej, co stanowi wyzwanie w zakresie niezawodności i wymaga dostosowania sieci elektroenergetycznej.

Z Brukseli Julita Żylińska (PAP)

jzi/ mhr/ gma/

28.05. Bruksela (PAP) – W czasie kryzysu między Rosją i Ukrainą kwestia zmniejszenia zależności od dostaw energii przesunęła się wyżej na unijnej liście priorytetów – powiedział komisarz UE ds. energii Guenther Oettinger. Zapowiedział stress testy i odniósł się do unii energetycznej.

W środę Komisja Europejska zaproponowała strategię wzmocnienia bezpieczeństwa dostaw energii do UE w kontekście wydarzeń na Ukrainie i ryzyka zakłóceń w dostawach rosyjskiego gazu przesyłanego do UE tranzytem przez terytorium Ukrainy.

„W czasie kryzysu pomiędzy Federacją Rosyjską i Ukrainą (…) kwestia energii i bezpieczeństwa dostaw energii jest na unijnej agendzie. Kwestia zależności od dostaw energii przesunęła się wyżej na agendzie i jest obawą wszystkich” – powiedział Oettinger.

„Europa jest największym importerem energii z krajów trzecich: 88 proc. naszej ropy, 66 proc. naszego gazu i 42 proc. naszych paliw stałych jest importowane do UE z krajów trzecich” – wymienił. UE płaci codziennie za import energii ok. 1 mld euro dziennie.

Komisarz zauważył, że od kilku lat UE stosuje politykę dywersyfikacji w sektorze gazu. Ocenił, że sytuacja UE jest lepsza niż w czasie kryzysu gazowego w 2006 r. i 2009 r., kiedy zostały przerwane dostawy rosyjskiego gazu przez terytorium Ukrainy. Choć największym dostawcą gazu do UE jest rosyjski Gazprom, UE ma też gaz z Norwegii i Algierii oraz gaz LNG transportowany statkami do terminali w Europie – wskazał Oettinger.

„Jednak mamy zróżnicowaną sytuację w UE, mamy cztery kraje, które nie importują gazu z Gazpromu: Irlandię, Wielką Brytanię, Portugalię i Hiszpanię; 18 krajów importuje gaz z Rosji, ale nie tylko (…) Sześć krajów w UE importuje 100 proc. gazu z Gazpromu: Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa, Bułgaria i Słowacja” – wymienił.

Na wrzesień zapowiedział propozycję dotyczącą efektywności energetycznej; jego zdaniem odpowiedni byłby wiążący cel w tym zakresie. Przed końcem roku KE ma też dokonać przeglądu przepisów o bezpieczeństwie dostaw energii; określają one m.in. 30-dniowy poziom zapasów gazu. Możliwa jest też nowa regulacja dotycząca wczesnego zaangażowania KE w negocjacje gazowych umów międzyrządowych.

KE proponuje też w swojej strategii ukończenie wewnętrznego rynku energii, dywersyfikację dostaw energii, wzmocnienie mechanizmu reagowania kryzysowego i solidarności w UE, zwiększenie produkcji własnej energii oraz „poprawę koordynacji krajowych polityk energetycznych i mówienie jednym głosem w zewnętrznej polityce energetycznej”.

Oettinger zapowiedział też, że w nadchodzących miesiącach KE chce – wraz z krajami UE i europejskim sektorem gazowym – przeprowadzić stress testy, czyli ocenić wytrzymałość krajowych systemów energetycznych na wypadek zakłóceń dostaw energii nadchodzącej zimy. „Chcemy sprawdzić zapasy gazu, jakie mamy w tej chwili, włącznie z tymi na Ukrainie (), chcemy spojrzeć na zwrotny przepływ gazu m.in. ze Słowacji na Ukrainę. Chcemy upewnić się, że terminale LNG mogą być rozwinięte w najbliższych miesiącach i latach” – wymienił komisarz.

Odnosząc się do sporu ukraińsko-rosyjskiego o zawyżoną cenę za gaz i zadłużenie Kijowa z tytułu dostaw gazu, powiedział, że strony mają odpowiedzieć na jego propozycję rozwiązania konfliktu do wieczora. Podkreślił, że oczekuje, że rosyjscy partnerzy zaproponują Ukrainie „uczciwe, uzasadnione rynkowe ceny, które mogą być podstawą negocjacji”. Powiedział, że KE ma pogląd na to, jaka byłaby to cena, ale jak zastrzegł, bez wstępnej, częściowej spłaty zadłużenia Ukraina będzie w trudnej sytuacji i „razem musimy uniknąć eskalacji działań dotyczących wymogów przedpłat (stawianych przez Rosję) czy braku dostaw lub dostaw tranzytem tylko do UE”.

Dodał, że okres letni musi być wykorzystany na zapełnienie przed zimą magazynów gazu w krajach UE i na Ukrainie.

Oettinger podał, że pięć z sześciu punktów zawartych w propozycji unii energetycznej premiera Donalda Tuska jest częścią „europeizacji polityki energetycznej” i prac KE. Jak dodał, szósty punkt, dotyczący utworzenia agencji zakupów gazu, „jest na razie wciąż analizowany”. „Analizujemy to pod kątem prawa konkurencji, przepisów rynku wewnętrznego i prawa własności” – wymienił. Zapowiedział kompleksową odpowiedź do szczytu UE pod koniec czerwca.

Zdaniem Oettingera najlepiej jednak, by optymalna rynkowa cena gazu była osiągnięta poprzez ukończenie budowy wewnętrznego rynku energii, wówczas taka agencja nie byłaby potrzebna. „Ukończenie wewnętrznego rynku i budowa gazowej infrastruktury, łączenie krajów członkowskich, terminali (LNG), gazociągów tak, że dostawy (gazu) mogą być rozsyłane po Unii, pozwoli uzyskać sprawiedliwą cenę, na której zależy premierowi Tuskowi” – podsumował Oettinger.

Komisarz UE ds. budżetu Janusz Lewandowski podkreślił, że w środowej propozycji KE „można wyraźnie wyczytać postulaty polskiej strony”. Jego zdaniem punktem, który wyraźnie nawiązuje do polskich propozycji jest punkt dotyczący mówienia jednym głosem na arenie międzynarodowej. „Zmierzanie do tego, aby to była gra zespołowa w obliczu przede wszystkim tych decydujących dostawców ze wschodu, z przywołaniem agencji Euratom, agencji wspólnych zakupów uranu dla UE” – powiedział Lewandowski.

Minister ds. europejskich Piotr Serafin powiedział w środę dziennikarzom, że z polskiej perspektywy komunikat Komisji to „zamknięcie ważnego etapu przekłuwania idei unii energetycznej w język praktycznych kroków, które powinny być podejmowane na poziomie europejskim”. „Od dzisiaj możemy już mówić nie tyle o propozycji polskiej, co komunikacie Komisji Europejskiej, o propozycji Komisji Europejskiej, która w dużym stopniu, myślę, że w ponad 90 proc., odzwierciedla to, co postulowała Polska przez ostatnie dwa miesiące” – powiedział.

Jak dodał, unia energetyczna jest projektem na lata. „Widzimy, w jaki sposób zmienił się klimat w Europie dla dyskusji o bezpieczeństwie energetycznym. Pewnie efekty polskiego pomysłu unii energetycznej są widoczne już dzisiaj. W najbliższych tygodniach i miesiącach powinny zostać podjęte prace przygotowujące Europę na ewentualny kryzys gazowy. Również do końca roku, tam gdzie są potrzebne zmiany prawa europejskiego, KE powinna zostać zachęcona do przedstawienia zmian prawnych” – powiedział.

Na początku kwietnia polski premier zaproponował sześć filarów europejskiej unii energetycznej. Wśród elementów projektu unii energetycznej Tusk wymieniał: wspólne negocjacje gazowe całej UE, inwestycje w infrastrukturę energetyczną, szczególnie gazową, lepsze wykorzystywanie własnych, europejskich źródeł energii (jak węgiel czy gaz łupkowy), wyraźne wzmocnienie mechanizmu solidarności na wypadek embarga na dostawy energii oraz „intensywne otwarcie na innych dostawców energii” niż Rosja i Gazprom.

Z Brukseli Julita Żylińska (PAP)

jzi/ awi/ luo/ amac/ mow/

28.05. Berlin (PAP) – Szef MSZ Niemiec Frank-Walter Steinmeier powiedział w środę w Berlinie, że polityka energetyczna jest polityką zagraniczną i bezpieczeństwa. Sytuacja na Ukrainie potwierdza tę ocenę, przyjmowaną dotąd przez wielu z niedowierzaniem – stwierdził minister.

Steinmeier podkreślił, że żaden kraj UE nie powinien być zależny od jednego eksportera energii. Europa musi zdywersyfikować źródła energii, budując sieć rurociągów i tworząc terminale gazu płynnego – wyjaśnił niemiecki polityk.

Steinmeier uczestniczył w konferencji dotyczącej bezpieczeństwa energetycznego, zorganizowanej przez redakcję „Frankfurter Allgemeine Zeitung” oraz Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa.

Unia energetyczna nie może jednak oznaczać powrotu do gospodarki państwowej i do tworzenia przez kraje kupujące gaz karteli – zastrzegł Steinmeier. „Im większa zależność poszczególnych krajów UE (od dostaw energii – PAP), tym większa jest wśród nich nerwowość” – powiedział szef niemieckiej dyplomacji cytowany przez agencję dpa.

Jego zdaniem w dziedzinie zaopatrzenia w energię niemożliwe są szybkie zmiany. „Do rewolucji dochodzi rzadko, szczególnie w polityce energetycznej” – zauważył. (PAP)

lep/ akl/ ro/

źródło: stooq.pl

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

podobne: Posłowie PE podzieleni ws. polskiej koncepcji unii energetycznej.

polecam również: Gazprom i CNPC podpisały kontrakt na dostawę gazu z Rosji do Chin.

oraz: Ściema zwana „rewers gazu” czyli… Wszystkie rurki prowadzą do Rosji.

Eurokołchoz. Bezrobotni z Włoch wyjeżdżają za chlebem.


28.05.2014 (IAR) – W ciągu ostatnich pięciu lat 100 tysięcy młodych Włochów wyjechało za granicę w poszukiwaniu pracy. To rezultat sięgającego 40 procent bezrobocia wśród osób w wieku od 15. do 29. roku życia.

Najwięcej młodych Włochów szukających poza granicami swego kraju widoków na przyszłość wybiera Wielką Brytanię. Liczba osób, które wyjechały tam w ubiegłym roku, wzrosła o osiemdziesiąt procent w porównaniu z rokiem 2012. Największym powodzeniem cieszy się niezmiennie Londyn. Włoska młodzież wyjeżdża także w celach zarobkowych do Niemiec, Szwajcarii i Francji, które były celem włoskiej emigracji po II wojnie światowej. Na nowo została także odkryta Argentyna. Jej ludność w 50 procentach ma włoskie korzenie.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/em/   …źródło: stooq.pl

podobne: Włochy – Bezrobocie najwyższe od 37 lat. oraz: KE o straconym pokoleniu  a także: Sadowski: Dotacje tworzą dług, a nie dobrobyt

polecam również: Dobry zwyczaj nie pożyczaj i „spadek bezrobocia” czyli… dwa absurdy prosto z „eurokołchozu”. oraz: Eurokołchoz. Jelity przy pracy… Wszystkich do wora a wór do jeziora a także: 75 proc. Europejczyków obawia się pogłębienia kryzysu w ich krajach – Stooq

rys. Marcin Skoczek

rys. Marcin Skoczek

…bez komentarza. Obrazek

 

Tomasz Cukiernik: KNP z poparciem 7.2 proc. wyborców wchodzi do PE. Misja Nowej Prawicy w Europie. Komentarz Michalkiewicza i cynika9


fragment artykułu z „Najwyższy Czas!”:

„Celem KNP jest likwidacja UE poprzez redukcję tego sztucznego, etatystyczno-fiskalno-ideologicznego tworu do strefy wolnego handlu – pierwotnej Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, która była źródłem sukcesów gospodarczych oraz dobrobytu Zachodu po II wojnie światowej” – czytamy w deklaracji KNP, która nazywana jest programem na wybory do europarlamentu. Prawicowi działacze dodają, że w unioparlamencie chcą „odgrywać rolę twardej opozycji – zwalczającej wszystkimi dostępnymi sobie sposobami centralistyczne zapędy federastów – dążąc do ośmieszenia, ograniczenia, a w końcu zlikwidowania eurosocjalizmu”.

Celem Nowej Prawicy jest dokonanie kontrrewolucji i radykalna zmiana tego, co jest, czyli celem jest powrót do normalności – powiedział startujący ze Śląska Janusz Korwin-Mikke.

Żądają deregulacji

Jednak sam KNP, a nawet wspólnie z innymi partiami eurosceptycznymi, które dostaną unijne mandaty, nie będzie w stanie zmienić socjalistycznego charakteru Unii Europejskiej. Według szacunków, eurosceptyczni deputowani mogą uzyskać jedną czwartą mandatów i stać się trzecią siłą polityczną w 751-osobowym europarlamencie. Różne badania dają od 17 do nawet 29 procent poparcia dla antyunijnych sił (prawicowych i lewicowych).

30 procent Brytyjczyków deklaruje gotowość głosowania na Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa Nigela Farage’a. Francuski Front Narodowy Maryny Le Pen ma 22-procentowe poparcie w sondażach – tyle samo co Wolnościowa Partia Austrii. Na Ruch Pięciu Gwiazd Beppe Grillo chce głosować 25 procent Włochów, na Prawdziwych Finów – 18 procent, na holenderską Partię Wolności Geerta Wildersa – 17 procent, na Duńską Partię Ludową – 24 procent, a na Złotą Jutrzenkę – 12 procent Greków. Narodowy Jobbik ma 20-procentowe poparcie na Węgrzech, nie wspominając o rządzącym Fideszu Viktora Orbána, który również jest sceptycznie nastawiony do Brukseli. Nawet u naszego zachodniego sąsiada, który najwięcej zyskuje na członkostwie w UE, rośnie w siłę Alternatywa dla Niemiec, która może liczyć na 7-procentowe poparcie.

Jednak unijny ośrodek decyzyjny to nie europarlament, lecz Rada Europejska, czyli szefowie rządów i państw unijnych (żeby nie napisać: niemiecki rząd) i tworzona przez nią Komisja Europejska oraz Rada Unii Europejskiej (ministrowie państw członkowskich). Oznacza to, że nie można przejąć władzy w Unii Europejskiej, mając nawet większość członków w Parlamencie Europejskim. Do tego potrzebne jest zwycięstwo w wyborach krajowych większości państw członkowskich (a przynajmniej w tych najważniejszych), a następie utworzenie krajowych eurosceptycznych rządów, które wtedy będą mogły prowadzić politykę zmienioną o 180 stopni, czyli antysocjalistyczną i antyfederalistyczną. Na dodatek – jak pisze w swojej książce „Parlament ANTYeuropejski” Marek Migalski, europoseł, który startuje z ramienia Polski Razem Jarosława Gowina – w Parlamencie Europejskim decyzje podejmują największe frakcje (aktualnie chadecy, którzy nie są chadekami, i socjaliści), a „o poszanowaniu mniejszości politycznych nie ma mowy. Są pomijane, omijane, upokarzane, ośmieszane”.

Oczywiście zwycięstwo w eurowyborach czy choćby umacnianie sił w europarlamencie może pomóc w późniejszym stopniowym przejmowaniu władzy w poszczególnych krajach. Obierając tę drogę, KNP zapowiada szereg działań na forum unioparlamentu. Partia – wzorem Nigela Farage’a i Godfreya Blooma z Partii Niepodległości Wielkiej Brytanii – chce „głośno i odważnie wytykać absurdy UE oraz bezlitośnie krytykować szkodliwe działania Komisji Europejskiej i unijnej biurokracji”. Działacze KNP zapewniają też, że będą „głosować przeciwko wszelkim aktom prawnym zwiększającym w jakikolwiek sposób lub w jakimkolwiek zakresie interwencjonizm, etatyzm lub fiskalizm superpaństwa UE” oraz utworzą „specjalną Komisję Deregulacyjną, która – wzorem ostatnich działań rządu Australii (za jednym zamachem uchylił ok. 10,5 tys. szkodliwych ustaw) – będzie działać na rzecz usuwania z prawa UE jak największej liczby regulacji ograniczających wolność gospodarczą i swobody osobiste (jak zakaz wędzenia kiełbas, używania termometrów rtęciowych, używania klasycznych żarówek itp.) narzucanych z powodów ideologicznych”.

Aktywiści KNP zadeklarowali też działania na rzecz „uwolnienia Internetu w Polsce z okowów obowiązującego prawa”, aby funkcjonował on „w zupełnej wolności”, a także sprzeciwili się dalszemu obarczaniu biurokratycznymi obowiązkami rolników.

Uwaga, złodziej!

– Jeżeli z woli wyborców dane mi będzie pracować w PE, postaram się zaangażować w prace, które moim zdaniem najbardziej naruszają wolność Polski i Polaków, ingerują w nasze codzienne życie, niszczą naszą gospodarkę oraz ograniczają wolny rynek. Mam zamiar aktywnie włączyć się w prace komisji Parlamentu Europejskiego, m.in. w prace Komisji Handlu Zagranicznego czy Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów – mówi Janina Żupańska-Adamiak, kandydatka do europarlamentu z listy KNP w Wielkopolsce. Niestety Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, więc nie może proponować także prawa deregulującego gospodarkę, ale może – poprzez media – piętnować regulacje proponowane przez inne unijne organy władzy czy też podejmować wezwania wobec Komisji Europejskiej, które jednak nie mają żadnej mocy wiążącej. Wydaje się, że medialna propaganda, która mogłaby być szerzona we wszystkich krajach członkowskich, wzmocniona „autorytetem” Parlamentu Europejskiego, ma w tym przypadku podstawowe znaczenie.

KNP deklaruje też, że aby skończyć z całkowitą bezkarnością unijnych polityków i urzędników, po zapowiadanym utworzeniu Prokuratury Europejskiej (co umożliwia traktat lizboński) będzie kierował do niej zawiadomienia i wnioski o wszczęcie postępowań karnych w związku z aferami, a także łamaniem prawa przez eurourzędników….

całość tu: nczas.com

podobne: Eurosceptycyzm rośnie w siłę. W. Brytania (UKIP), Francja (FN; UMP), Dania i Szwecja (nie chcą EURo), Nowa Prawica w Polsce. oraz: Partie antysystemowe w wyborach do Parlamentu Europejskiego zgarną niemal 1/3 głosów 

polecam również: JKM: Rządzą nami idioci – lewicowi intelektualiści. Odtrudką – KNP

Tej siły już nie zatrzymacie! 🙂

cynik9:

„…W porównaniu do zachodu unii jeszcze raz ujawnia się zacofanie prowincji polskiej w której po 7 latach nieprzerwanej, nieudolnej władzy i nieprzerwanych afer 1/3 wyborców nadal głosuje na partię będącą kreacją służb specjalnych, z nadreprezentacją agentów minionego systemu. Wprawdzie niewielka frekwencja zdaje się wskazywać że znaczną część wyborców stanowili sami kandydaci i ich rodziny ale zawsze… Wszystkie przecież możliwe obietnice partii Donalda Tuska co do jednej zostały złamane i spodziewać się było można że większy odłam wyborców wyciągnie z tego jakieś wnioski.

To że masowym beneficjentem tego nie został PiS składać można chyba tylko na karb całkowitej zbiorowej bezmózgowości tej formacji. Aby przekonująco pobić PO PiS-owi wystarczyłoby dosłownie nierobienie nic. Dość było ograniczyć się do obietnicy konsekwentnego odkręcania większości tego co zamota PO, z perspektywą obniżania podatków i redukcji socjalizmu rozwijanego pod wodzą dawnego liberała włącznie. To jednak najwyraźniej nie przechodzi przez gardło ideowym übersocjalistom PiSu z prezesem na czele. A już kompletnym obciachem partii wskazującym na branie wyborców za idiotów było wykrzykiwanie „Ukraini sława” wraz z banderowcami na Majdanie, ostatnie dwa słowa jakie słyszały tysiące Polaków mordowanych siekierami w masakrze wołyńskiej. Czas może łagodzić rany ale nie każdy ma jeszcze Alzheimera.

Mimo 2/3 głosów oddanych na partie establishmentu nawet jednak w Polsce zauważyć można pewne, choć drobne elementy zmian. I tak obok umiarkowanej reprezentacji postkomunistycznego betonu, którego resortowy elektorat stopniowo wymiera, odnotować należy sukces Nowej Prawicy Korwin Mikkego. Nowa Prawica wysunęła się na 4 miejsce, wyprzedzając kameleonów z PSL i wchodząc do europarlamentu. Zapowiada się więc ciekawie, tyle że nie wiadomo czy z KNP teraz w Brukseli wiele z niej pozostanie w kraju… Na sukces partii Korwin Mikkego wskazywała zmasowana i nieprzebierająca w środkach nagonka ze strony partii establishmentu, wyraźny znak że komuś  nie wytrzymały nerwy. Wprawdzie przypinać łatkę clowna Korwinowi jest łatwo, ale kto tak czyni nie przypinając jednocześnie podobnej Tuskowi obłapującemu Putina w Smoleńsku czy Kaczyńskiemu skandującemu sławę Ukrainie wraz z Tiahnybokiem najwyraźniej nie docenia myślącej części elektoratu….”

całość tu: dwagrosze.com

Stanisław Michalkiewicz:

„…Wreszcie odbyły się wybory do Parlamentu Europejskiego. Sam Parlament nie ma wielkiego znaczenia, więc wybory te raczej odzwierciedlają polityczne tendencje w Europie – w tym również w naszym nieszczęśliwym kraju. W słodkiej Francji niekwestionowanym zwycięzcą okazał się Front Narodowy, co oznacza, że Francuzi już są zniecierpliwieni sytuacją, w której tamtejszy rząd wykorzystuje Francję w charakterze narzędzia wypłacania haraczu Arabom i Senegalczykom w zamian za powstrzymanie się przed urządzaniem rozruchów. Co z tego wyniknie – zobaczymy, ponieważ o ile pamiętam, francuski Front Narodowy forsuje program narodowo-socjalistyczny, to znaczy – nacjonalistyczny w sferze społecznej oraz socjalistyczny w gospodarce.

Tę samą strunę trąca w naszym nieszczęśliwym kraju Prawo i Sprawiedliwość, próbując blokować wtargnięcie na scenę polityczną Ruchu Narodowego, w którym ta tendencja jest również widoczna – zaś podstawową troską PiS jest właśnie blokowanie możliwości pojawienia się politycznej alternatywy z prawej strony, bo w przeciwnym razie monopol tej partii zarówno na prawicowość, jak i na patriotyzm, mógłby zostać złamany. Podobną strategię realizuje Platforma Obywatelska, która z kolei próbuje blokować możliwość pojawienia się alternatywy z drugiej strony, to znaczy – alternatywy licytującej się z PO na polu „modernizacji” Polski. Dlatego zarówno ze strony PiS, jak i PO, nie mówiąc już o ugrupowaniach drobniejszego płazu, jednym głosem atakowany był przed wyborami Kongres Nowej Prawicy.

KNP, dzięki poparciu jakiego udzielili mu młodzi wyborcy, wyborcy ostatecznie rozczarowani Platformą oraz część ofiar uwodzicielskiej szarlatanerii Janusza Palikota, zdołał włożyć nogę w drzwi na polityczną scenę, do tej pory szczelnie zatrzaśnięte przed napływem zarówno świeżej krwi, jak i świeżych idei. Być może zdoła ten wyłom poszerzyć, ale nie jest wykluczone, a nawet – bardzo prawdopodobne, że okupujące nasz nieszczęśliwy kraj bezpieczniackie watahy, przy akompaniamencie okrzyków aprobaty zarówno ze strony obozu zdrady i zaprzaństwa, jak i obozu płomiennych strażników patriotycznego monopolu, będą starały się tę nogę jak najszybciej odrąbać.”

całość tu: michalkiewicz.pl

Demagogia społeczna - by Arkadiusz

Demagogia społeczna – by Arkadiusz

Drodzy Państwo trzeba nam wolności! Wolności od etatystów i socjalistów którzy duszą nasz kraj podatkami i regulacjami. Potrzeba OD NICH wolności. To „tylko tyle”, ale w związku z tym w jak chorym systemie przyszło nam dziś żyć i jak ciężko będzie w obecnym urządzeniu sceny politycznej w Europie tego dokonać – AŻ tyle. Wolność od patologii, jest to jednak warunek niezbędny do tego, żeby NAM – konsumentom, oraz polskim przedsiębiorcom (małym i średnim firmom), żyło się na własnej ziemi w końcu normalnie. NORMALNIE – bez kombinowania i chowania się przed państwem, czy ucieczki za granicę.

Żarty się skończyły bo państwo zadłużane w takim tempie jak dziś długo nie wytrzyma a wtedy będąc w całkowitym rozkładzie wszyscy będziemy bezbronni wobec sił które od wieków działają na niekorzyść Polski żeby ją po kawałku dla siebie wykorzystywać. Nawet jeżeli KNP nie zdobędzie w tych ani w przyszłych wyborach „parlamentarnej większości”, to bardzo ważne jest żeby dostało się do Sejmu w którym będzie forsować swoje projekty ustaw pisane w oparciu o wolność gospodarczą. Kto na polskiej scenie politycznej nie będzie tych projektów wspierał i za nimi głosował, ten pokaże społeczeństwu swoje prawdziwe komusze oblicze a KNP będzie zyskiwało na popularności i rosło w siłę aż w końcu będzie miało większość na tyle wystarczającą żeby „demokratycznymi procedurami” zmienić nasze państwo SYSTEMOWO (o ile przez ten czas obecna struktura sama się nie rozleci). Żeby jednak do tego doszło, to trzeba najpierw naród obudzić z czerwono-różowej maligny, żeby Polacy zechcieli słuchać tego co proponuje KNP i potraktowali tę partię jako realną siłę polityczną zdolną do wprowadzenia istotnych zmian systemowych w Polsce.

Do pełnego sukcesu droga jest daleka. I trzeba nam dużej dozy silnej woli, żeby nasze zaangażowanie przekuło się na realny sukces w postaci uchwycenia władzy i uzyskania „demokratycznej większości” (póki takie zasady obowiązują – wszystko zależy od naszej mobilizacji). Trzeba Polaków przekonywać i namawiać na tę ostatnią próbę uchwycenia normalności, żeby zaczęli doceniać tę alternatywę i dostrzegli różnicę między etatyzmem a wolnością. Pora oderwać te stare ryje od koryta do którego to MY ciągle dokładamy. Kto żyw namawia znajomych i rodzinę na alternatywę i głosuje na KNP.

Janusz Korwin-Mikke…Odys

polecam również: To będzie już inna Unia Europejska. Wysokie zwycięstwa eurosceptyków w Europie

Posłowie PE podzieleni ws. polskiej koncepcji unii energetycznej.


18.05. Warszawa (PAP) – Większa niezależność od Rosji i bezpieczeństwo energetyczne, a z drugiej strony oportunizm i wspieranie węgla – to skrajne opinie europosłów o polskiej koncepcji utworzenia w UE unii energetycznej.

Lider Frakcji Socjalistów i Demokratów w PE Hannes Swoboda podkreśla, że pomysł premiera Donalda Tuska nie jest nowy. „Zaproponował go wcześniej (były przewodniczący Komisji Europejskiej) Jacques Delors i w przeszłości wspierałem jego ideę unii energetycznej. Korzyścią z niej byłaby oczywiście większa niezależność od Rosji i innych krajów, ale także niższe ceny, dzięki wspólnym zakupom gazu i gazociągom” – powiedział PAP.

Dodał, że Unia Europejska musi inwestować również w rozwój alternatywnych źródeł energii, która pozwolą na tworzenie nowych miejsc pracy. „Unia energetyczna prawdopodobnie mogłaby przykładowo zapobiec sytuacji, w której w trakcie ukraińskiego kryzysu premier Węgier Viktor Orban podpisuje porozumienie dotyczące energetyki jądrowej z prezydentem Rosji Władimirem Putinem” – zaznaczył.

Europoseł Herbert Reul z Europejskiej Partii Ludowej, lider delegacji CDU/CSU w Parlamencie Europejskim podkreśla, że premier Tusk ma całkowitą rację, iż w kwestii energetyki Unia Europejska musi mówić jednym głosem i działać wspólnie.

„Państwa UE są znacznie uzależnione od importu energii z krajów trzecich. Jeśli połączymy nasze wspólne interesy, zyskamy więcej. Możemy również dzięki temu zwiększyć bezpieczeństwo dostaw. Poza tym wszystkie państwa UE muszą szukać większej niezależności od importu energii w lepszym wykorzystaniu zasobów znajdujących się na ich własnym terytorium oraz zwiększając efektywność energetyczną (…). W kwestii odnawialnych źródeł energii musimy szybko osiągnąć system ich wsparcia na poziomie europejskim, ponieważ krajowe systemy wsparcia są nieefektywne i drogie” – powiedział PAP.

Lider Zielonych w PE Claude Turmes uważa tymczasem, że propozycja Tuska jest „czystą hipokryzją”. „Żaden rząd nie walczy z postępem w polityce energetycznej i klimatycznej Unii Europejskiej tak aktywnie jak rząd Tuska. Koncepcja unii energetycznej jest czysto oportunistyczna, bo instrumentalizuje ukraińsko-rosyjski konflikt, żeby obronić coś, czego obronić się nie da – więcej węgla” – powiedział PAP.

Jak dodał, w Polsce jest bardzo silne lobby wspierające węgiel i gaz łupkowy. „Dlaczego Tusk i Kaczyński blokują energię wiatrową w Polsce? Polska i przede wszystkim jej porty, jak Gdańsk i Gdynia, zyskają na zintegrowanym systemie energii elektrycznej na Bałtyku na bazie energii wiatrowej i wodnej” – podkreślił.

Europoseł Konrad Szymański z Grupy Europejskich Konserwatorów i Reformatorów podkreśla, że rozmawiać o kwestiach energetycznych zawsze warto, ale w projekcie unii energetycznej brakuje konkretów i odniesienia do przyszłego pakietu klimatycznego UE. „Problemem unii energetycznej jest to, że jest to projekt bardzo ogólny. Zawarte są w nim elementy, które już zostały załatwione w Unii Europejskiej. Niektóre propozycje są mgliście zarysowane, jak na przykład gaz łupkowy czy węgiel. Jeśli ktoś chce obronić węgiel, to powinien bardziej przyłożyć się do negocjacji klimatycznych, a nie przedstawiać uogólnione plany” – zaznaczył.

Szymański nie wierzy też w stworzenie jednej europejskiej agencji służącej zakupom gazu. „Zaproponowanie dzisiaj dziesiątkom firm, że zamykamy rynek i monopolizujemy obrót gazem poprzez agencję czy giełdę, jest oderwane od realiów europejskich” – zaznaczył.

Na początku kwietnia premier Donald Tusk zaproponował sześć filarów europejskiej unii energetycznej i zapowiedział ofensywę dyplomatyczną w tej sprawie. Wśród elementów projektu unii premier wymienia: wspólne negocjacje gazowe całej UE, inwestycje w infrastrukturę energetyczną, szczególnie gazową, lepsze wykorzystywanie własnych, europejskich źródeł energii (jak węgiel czy gaz łupkowy), wyraźne wzmocnienie mechanizmu solidarności na wypadek embarga na dostawy energii oraz „intensywne otwarcie na innych dostawców energii” niż Rosja i Gazprom.

W czwartek dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” napisał, że komisarz UE ds. energii Guenther Oettinger odrzuca polski pomysł unii energetycznej. „Nie zgodzę się na wyznaczoną politycznie jednolitą cenę” – powiedział Oettinger w wywiadzie, o którym „FAZ” informował na swojej stronie internetowej. Z wyjaśnień KE wynika jednak, że Oettinger w dużej mierze zgadza się z pomysłem, choć nie w całości.

Komisja Europejska na czerwcowym szczycie UE ma przedstawić kompleksowy plan zmniejszenia uzależnienia energetycznego Europy od Rosji; polska koncepcja unii energetycznej ma być punktem wyjścia i przedmiotem dyskusji w całej Unii.

Łukasz Osiński (PAP)                                             …źródło: stooq.pl

luo/ drag/ gma/

podobne: „Die Zeit”: Polska ma powody, by bronić węgla jako źródła energii

polecam również: Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany.

…jako komentarz fragment artykułu autorstwa Wojciecha Jakóbika:

Rzecznik prasowy Komisarza ds. energii Gunthera Oettingera zdementował już informacje jakoby sprzeciwiał się on pomysłowi Unii Energetycznej. Taki wniosek można wyciągnąć z tytułu wywiadu, którego komisarz udzielił Frankfurter Allgemeine Zeitung, cytowanego przez Polską Agencję Prasową. Sprzeciwia się on wspólnym zakupom i cenie gazu dla Europy. Burza w szklance wody szybko się skończyła, ale można z niej wyciągnąć ważne wnioski.

Powołanie instytucji służącej wspólnym zakupom gazu i ustalenie wspólnej ceny dla europejskich klientów były najmniej realnymi pomysłami ze zbioru przedstawionego przez premiera RP Donalda Tuska. Opór komisarza Oettingera wobec nich można uzasadnić na kilka sposobów. Po pierwsze, Komisja Europejska próbuje depolitycyzować sektor energetyczny. Widać to na przykładzie śledztwa antymonopolowego przeciwko Gazpromowi, które pierwotnie miało zakończyć się wiosną, ale nadal trwa, bo Komisja nie chce zostać posądzona przez Rosjan o upolitycznianie procesu. Dlatego Oettinger przekonuje, że gaz to zwykły towar. Po drugie, wspólne zakupy i cena gazu uderzyłyby w interesy największych kupców – Niemców i Włochów, którzy w relacjach bilateralnych z Gazpromem mogą ugrać więcej. Na stanowisko Brukseli rzutują także daleko idące powiązania europejskiego biznesu z Rosją, na czele z relacjami polityków oraz biznesmenów z Gazpromem. Europejczycy nie mogą sobie pozwolić na sankcje przeciwko tej firmie i objęcie jej szefa zakazem wizowym jak zrobili to w przypadku dyrektora Rosnieftu mniej zależni od rosyjskich firm Amerykanie. W Europie biznes sam zabiega o dobre relacje z Rosją, pomimo aneksji Krymu działalności rosyjskich służb specjalnych we wschodniej Ukrainie. Potwierdzałyby to informacje anonimowego źródła Wiedomosti, które informuje, że firmy energetyczne z Niemiec, Włoch i Francji doprowadziły do usunięcia dyrektora Gazpromu Aleksieja Millera z nowej listy oficjeli rosyjskich objętych sankcjami. To one realizują prawdziwą politykę zagraniczną państw Unii Europejskiej i upolityczniają gaz ziemny. Dlatego premier RP słusznie, na przekór unijnemu komisarzowi, przekonuje, że gaz nie jest towarem i może być bronią energetyczną. Powtórzył to dzisiaj podczas konferencji GLOBSEC w Bratysławie. Mówił też o braku spójnego stanowiska na ten temat w Europie. Potwierdził wprost, że nawet w ramach Grupy Wyszehradzkiej, która powinna być fundamentem integracji energetycznej naszego regionu panują odmienne zdania na temat podejścia do Rosji.(…)

(…)Zwiększenie dofinansowania unijnego dla projektów infrastrukturalnych do 75 procent to z kolei najbardziej realny punkt Unii Energetycznej. Polska dyplomacja powinna go forsować w pierwszej kolejności. Kiedy powstanie zsieciowana infrastruktura, Rosjanie będą mogli ją zablokować bez porozumienia z Unią Europejską jedynie za pomocą zamachu terrorystycznego. W ramach porozumienia z Europą będą mogli wywalczyć wyłączenia spod regulacji antymonopolowych dla swoich gazociągów, co sprawi, że nawet zsieciowana infrastruktura pozostanie pod przemożnym wpływem Gazpromu.

Skoro już wiadomo, że gaz nadal nie jest zwykłym towarem a relacje biznesowe z Rosją to tak naprawdę polityka, Europa powinna w odpowiedzi na ten stan faktyczny dalej tworzyć wspólną politykę w tym zakresie. Unikanie upolitycznienia śledztwa antymonopolowego i trzeciego pakietu energetycznego jest bezcelowe. To broń energetyczna Europy, z której powinna ona skorzystać, gdy Rosja używa swojej broni (gazowej) przeciwko Ukrainie. Stanowisko Europy będzie kluczowe dla przyszłości tego kraju, który 25 maja może polec w walce o przeprowadzenie ważnych wyborów prezydenckich a 3 czerwca może stracić dostęp do rosyjskiego gazu, jeżeli nie spłaci długu wobec Gazpromu…

całość tu: konserwatywnie.wordpress.com

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

poprzednio: Szczęśniak o unii energii

podobne: Czy sytuacja na Ukrainie wpłynie na zmianę polityki klimatycznej UE? cynik9 i „globalne ocipienie”.

polecam również: Niemcy i Węgry przeciwne antyrosyjskim sankcjom. Francuski Total prowadzi rozmowy z Łukoilem.

oraz: Rosja chce monopolu a UE konkurencyjności.

Tomasz Cukiernik: Dotacje to wywiad gospodarczy


We współczesnym obrocie gospodarczym pierwszorzędną rolę odgrywa informacja. Wywiady gospodarcze zarówno krajów jak i poszczególnych przedsiębiorstw poszukują m.in. danych o kondycji ekonomicznej firm, ich osiągnięciach technicznych, planowanych działaniach. Na tej podstawie podejmowane są strategiczne decyzje gospodarcze zarówno zarządów firm konkurencyjnych jak i podmiotów publicznych zajmujących się sprawami gospodarczymi. Tymczasem wystarczy bliżej przyjrzeć się wnioskom o dotacje z Unii Europejskiej dla podmiotów gospodarczych i załącznikom do tych wniosków, a oczywiste staje się, że cała ta hucpa z systemem dotacji unijnych służy oprócz propagandy głównie jednemu celowi: jest to najzwyczajniejsze szpiegostwo gospodarcze.

Większość z tych bardzo szczegółowych informacji w normalnych wolnorynkowych warunkach nigdy nie są przez firmy przekazywane podmiotom zewnętrznym, szczególnie jeśli chodzi o ich planowanie inwestycyjne, prognozowanie swoich dochodów, zysków, zatrudnienia czy zwiększenia produkcji a także danych technicznych czy informacji o dostawcach i swoich klientach. Dzięki marnym ochłapom w postaci dotacji Bruksela wszystkie te informacje otrzymuje jak na tacy. Nie musi wydawać pieniędzy na opłacanie drogiego wywiadu gospodarczego, bo wszystkie informacje, jakie potrzebuje otrzyma dobrowolnie, bez specjalnych trudności i bez narażania się na jakiekolwiek oskarżenia o niecne zamiary. Z pewnością są one bazowane w jakimś centralnym systemie komputerowym, aby przedstawiały pełny obraz gospodarki kraju i pomagały w planowaniu i podejmowaniu strategicznych decyzji odnośnie aktualnej polityki gospodarczej realizowanej przez władze w Brukseli.

Jakich informacji domagają się zatem brukselscy urzędnicy od naiwnych polskich przedsiębiorców chcących otrzymać jałmużnę z kasy Unii Europejskiej? Praktycznie na każdy temat dotyczący tych firm oraz ich otoczenia rynkowego. Przede wszystkim informacje o firmie składającej wniosek – zarówno o obecnej jak i przeszłej oraz przede wszystkim przyszłej działalności. Odnośnie aktualnej działalności są to następujące dane:

1. informacje ogólne o firmie

2. przychody netto ze sprzedaży towarów, wyrobów, usług i operacji finansowych

3. dane produkcyjne: wielkość produkcji w ostatnim r. obrotowym w ujęciu ilościowym i wartościowym z uwzględnieniem grup produktów i usług; struktura sprzedaży krajowej i eksportowej; szacunkowy udział w rynku, poziom sprzedaży dóbr i usług  z uwzględnieniem udziału w przychodach ogółem

4. zasoby techniczne z uwzględnieniem rodzajów maszyn i urządzeń, r. produkcji i szacunkowej wartości

5. zaplecze materiałowe i warunki lokalizacyjne

6. zasoby osobowe: personel firmy oraz kadra kierownicza wraz z takimi informacjami jak wiek poszczególnych osób, wykształcenie, doświadczenie i stanowisko pracy

7. dane finansowe: bilans z ostatnich dwóch lat, rachunek zysków i strat

Na temat przyszłej działalności firmy we wniosku o dotację koniecznie należy przedstawić:

1. bilans na 6 kolejnych lat, prognozowany rachunek zysków i strat na 6 lat, prognoza rachunku przepływów środków pieniężnych na najbliższe 6 lat

2. prognozowane przychody z działalności wnioskodawcy ze sprzedaży produktów, usług, materiałów i towarów w ciągu następnych 6 lat od daty ubiegania się o dotację nie związane z projektem

3. koszty wnioskodawcy nie związane z realizacją projektu na kilka lat do przodu

4. cena produktu wnioskodawcy i prognoza sprzedaży w ciągu najbliższych 5 lat

5. likwidacja i tworzenie nowych miejsc pracy z podziałem na kobiety i mężczyzn

6. opis planowanej działalności inwestycyjnej wnioskodawcy na 6 lat do przodu wraz z jej wartością w poszczególnych latach (w tym m.in.: specyfikacje techniczne maszyn i urządzeń, procesy techniczne produkcji, planowane efekty inwestycji, wskazanie wszystkich planowanych nakładów inwestycyjnych).

7. ocena ewentualnego wpływu projektu na środowisko naturalne

Oprócz powyższych danych wnioskodawca musi zawrzeć w swoim projekcie także informacje na temat firm, z którymi współpracuje:

1. aktualne i potencjalne źródła zaopatrzenia, procentowy udział różnych dostawców, ich wady i zalety

2. charakterystykę warunków rynkowych, w których działa wnioskodawca oraz kształtowanie się rynku po otrzymaniu dotacji przez wnioskodawcę: określenie rynku, informacje o klientach i ich struktura, oczekiwania i potrzeby klientów, gdzie wzrasta popyt a gdzie maleje

Konieczne są również dane na temat firm konkurencyjnych wobec przedsiębiorstwa wnioskodawcy, takie jak: ich rynek, porównanie ofert z ofertami konkurencji, ocena konkurencji, porównanie siły rynkowej odnośnie jakości, ceny, reklamy, promocji, potencjału finansowego, grup klientów; reakcja konkurencji na uruchomienie projektu wnioskodawcy.

Wnioskodawca jest zobowiązany do przedstawiania rocznych i końcowych raportów monitoringowych oraz raportów wykonawczych, dzięki czemu urzędnicy są szczegółowo poinformowani, co się dalej dzieje z firmą podczas i po zakończeniu inwestycji.

Ponadto wnioskodawca musi podpisać zobowiązanie do umożliwienia uprawnionym osobom wizytacji terenowej w miejscu realizacji projektu i wglądu w dokumentację. Tymi uprawnionymi osobami są przedstawiciele Regionalnych Instytucji Finansujących (są one wybierane w drodze konkursu lub wskazywane przez Zarząd Województwa i pełnią równocześnie funkcję Jednostek Kontraktujących), służb Komisji Europejskiej oraz Trybunału Obrachunkowego.

Dzięki tak szczegółowym informacjom brukselska biurokracja będzie miała pełny obraz gospodarki kraju i dane do prowadzenia planowania gospodarczego. Będzie wiedziała, gdzie może nałożyć dodatkowe obciążenia fiskalne i inne obowiązki a gdzie nie może, aby prowadzić własną politykę niekoniecznie korzystną dla beneficjantów dotacji. Posiadanie takich informacji może być bardzo niebezpieczną bronią: mogą one być wykorzystywane w celu zniszczenia firm, które mogą stać się konkurencyjne w stosunku do firm, którym sprzyjają brukselscy urzędnicy. Takie działania bezpośrednio prowadzą do całkowitego uzależnienia gospodarki od polityków i biurokracji w Brukseli, co w dalszej kolejności wiedzie w kierunku państwa totalitarnego. Ponadto tak dokładne i aktualne dane wraz z zamierzeniami rozwojowymi konkretnych firm będą wielką pokusą dla nieuczciwych przedsiębiorców, aby je wykraść i wykorzystać w celu wyprzedzenia lub zniszczenia konkurencji.

Należy także zwrócić uwagę na fakt, że skomplikowane czasami nieracjonalne wymogi formalnie (np. fakt, że wiosek musi być napisany na komputerze odpowiednią czcionką o odpowiedniej wielkości, nie może być pomyłki w kodzie interwencji, kolejne strony wniosku muszą być ponumerowane i parafowane, nawet jeśli jest to strona pusta) powodują, że łatwo odrzucić wniosek o dotację, a podane przez przedsiębiorstwo informacje zostają w rękach urzędników.

Otrzymanie unijnej dotacji w przyszłości z pewnością odbije się czkawką w nie jednej polskiej firmie, w której naiwni przedsiębiorcy wierzą, że ktoś da im coś za darmo nie oczekując niczego w zamian. Dotacje unijne spowodują dalsze uzależnienie polskiej gospodarki od arbitralnych, etatystycznych decyzji podejmowanych w Brukseli, która posiadając tak cenne informacje gospodarcze będzie jeszcze bardziej sterowała gospodarkami poszczególnych państw członkowskich. W ten sposób będzie się ugruntowywał socjalizm, a w raz z nim brak wzrostu gospodarczego i rozwój państwa socjalnego, co przekłada się bezpośrednio na bezrobocie, biedę, brak perspektyw i zwiększające się zadłużenie.

całość artykułu tu – Prawda i fałsz o dotacjach z UE*

eurokołchoz, firma, dotacjepodobne: Z deszczu pod rynnę czyli… jak Polska dorabia Europę i tu: 6 mitów na temat dotacji z Unii.

polecam również: Rytualny ubój polskiej gospodarki

oraz: „Wspólna Polityka Rolna” kosztem polskiego przemysłu rolno-spożywczego.

a także: PAN: przepisy i system dopłat nie sprzyjają rolnictwu ekologicznemu.

Biurokraci z UE: Kto jest kim i co może.


Comrade Bar-Barroso

Comrade Bar-Barroso

12.05. Bruksela (PAP) – Przewodniczący Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej czy Parlamentu Europejskiego, szef unijnej dyplomacji – który z nich ma większe kompetencje i jakie podejmuje decyzje? Wszystkie te stanowiska będą do obsadzenia w wyniku wyborów do Parlamentu Europejskiego.

Do wejścia w życie Traktatu z Lizbony za twarz UE uchodził mianowany przez szefów państw i rządów, a potem zatwierdzany przez Parlament Europejski, przewodniczący Komisji Europejskiej. Ten podwójny mandat daje przewodniczącemu KE dużą władzę polityczną, o ile potrafi z niej skorzystać. Wzmacnia ją fakt, że KE, która jest rodzajem rządu UE, uosabia ponadnarodowy charakter Unii Europejskiej i ma „wspierać jej ogólny interes”.

Przede wszystkim jednak KE ma prawo inicjatywy legislacyjnej, wykonuje budżet i jest „strażniczką traktatów”, czyli unijnego prawodawstwa. Dużo zależy od osobowości polityka, który piastuje stanowisko jej szefa. Za wzór charyzmatycznego i odważnego przewodniczącego z wizją do dziś stawia się Jacquesa Delorsa (1985-1994), który stworzył jednolity rynek, koncepcję wspólnej waluty euro oraz wieloletnie plany budżetowe UE.

Decydując o bieżącej pracy Komisji, jej przewodniczący wywiera bezpośredni wpływ na kierunek integracji europejskiej, zwołuje i przewodzi cotygodniowym kolegiom wszystkich komisarzy. Traktat Amsterdamski wzmocnił jego pozycję, potwierdzając, że komisarze pracują pod „politycznym kierownictwem” przewodniczącego. Nie dobiera ich jednak sobie dowolnie, bowiem w praktyce „swoich” komisarzy wskazują rządy poszczególnych państw. Ale to przewodniczący ustala zakres obowiązków i rozdziela pomiędzy nich teki. Może dokonywać zmian w rozdziale obowiązków w trakcie kadencji, tworzyć grupy robocze komisarzy i wyznaczać ich szefów. Może też – w ostateczności – zażądać dymisji komisarza.

Przewodniczący KE reprezentuje też ją na zewnątrz, przyjmuje głowy państw, uczestniczy w szczytach UE z krajami trzecimi, reprezentuje UE na spotkaniach G7 (do niedawna G8) i forach gospodarczych, bierze udział w unijnych szczytach, w kluczowych debatach Parlamentu Europejskiego, może też występować na posiedzeniach Rady ministrów UE.

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

To wszystko uprawnia do stwierdzenia, że choć decyzje KE zapadają na obradach komisarzy na zasadzie kolegialności, to przewodniczący jest kimś o wiele ważniejszym, niż tylko „pierwszym między równymi”. A jego silnej pozycji sprzyja rozrost KE wraz z kolejnymi rozszerzeniami UE (i większą liczbą komisarzy). Nie jest tajemnicą, że obecny szef KE Jose Barroso rządził w KE twardą ręką.

KE i jej przewodniczący pozostają mimo wszystko zależni od rządów krajów członkowskich. Według krytyków Barroso nie chciał odważnymi i kontrowersyjnymi posunięciami narażać się najważniejszym stolicom. Wielokrotnie tłumaczył, że nie ma sensu proponować takiej czy innej dyrektywy, skoro i tak przepadnie w Radzie UE, złożonej z przedstawicieli rządów.

Rada UE to wraz z PE główny organ legislacyjny Unii Europejskiej; to tam zapada większość decyzji wymagających ustalenia jednolitego stanowiska krajów członkowskich. W zależności od debatowanych spraw, składa się z właściwych ministrów (np. Rada ds. Zagranicznych składa się z szefów dyplomacji, zaś Rada ds. Środowiska – z ministrów środowiska). Na posiedzeniach Rady ds. Ogólnych spotykają się ministrowie ds. europejskich albo ambasadorowie akredytowani w Brukseli. Posiedzenia odbywają się w Brukseli i Luksemburgu z różną częstotliwością: raz na miesiąc (finanse, rolnictwo, sprawy zagraniczne) albo co kilka miesięcy (edukacja, kultura). Przewodnictwo w Radzie sprawuje rotacyjna prezydencja UE, poza Radą ds. Zagranicznych, której przewodniczy przedstawiciel UE ds. zagranicznych Catherine Ashton.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Ustanowiony w Traktacie z Lizbony przewodniczący Rady Europejskiej miał być osobą, do której zadzwoni prezydent USA, kiedy zechce porozmawiać „z Europą”, ale w Brukseli są wątpliwości, czy Herman Van Rompuy zdołał wypracować sobie taki autorytet. Wybrany większością kwalifikowaną przez szefów państw i rządów, zwołuje unijne szczyty (czyli Rady Europejskie) i im przewodniczy, zapewniając ciągłość prac i pomagając – jak stanowi Traktat – „osiągnąć spójność i konsensus” między przywódcami. Za te umiejętności Van Rompuy był powszechnie chwalony. To przewodniczący PE zapewnia reprezentację Unii na zewnątrz w sprawach dotyczących wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Wszystkie te obowiązki w czasach Traktatu z Nicei należały do szefa rządu kraju, który sprawował półroczne rotacyjne przewodnictwo w UE.

Kolejną część obowiązków prezydencja oddała wysokiemu przedstawicielowi UE ds. polityki zagranicznej. Jest on mianowany i odwoływany większością kwalifikowaną szefów państw i rządów UE, ale za zgodą przewodniczącego KE. Zasiada w KE w randze wiceprzewodniczącego i „czuwa nad spójnością działań zewnętrznych UE”, przyczynia się swoimi propozycjami do opracowania polityki zagranicznej i jej realizowania – ale tylko z upoważnienia ministrów spraw zagranicznych i w ściśle określonych ramach. Dotyczy to zarówno polityki zagranicznej w ścisłym sensie, jak i bezpieczeństwa i obrony.

Parlament Europejski to jedyna unijna instytucja o demokratycznej legitymacji (pochodząca z wyborów powszechnych), która z ciała konsultacyjnego stała się z biegiem lat prawdziwym organem prawodawczym. Jej przewodniczący wybierany jest przez eurodeputowanych ze swojego grona na początku kadencji, kieruje całością prac instytucji i jej organów (Prezydium i Konferencja Przewodniczących). Prowadzi też debaty na posiedzeniach plenarnych, w czym jednak często wyręcza go 14 wiceprzewodniczących. Do jego obowiązków należy też czuwanie nad przestrzeganiem regulaminu PE i rola arbitra, kiedy pojawiają się konflikty zagrażające prawidłowemu funkcjonowaniu PE.

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

Jednak to nie przewodniczący PE, ale zebrani w tzw. Konferencji Przewodniczących szefowie grup politycznych mają decydujący głos o tym, czym zajmuje się Parlament Europejski, jakie akty legislacyjne są przyjmowane i w jakiej kolejności. To Konferencja określa bowiem porządek prac całego PE oraz kalendarz i porządek dzienny posiedzeń plenarnych. Często ma to duże polityczne znaczenie. Uwzględniając rozkład sił w PE, Konferencja Przewodniczących ustala też skład komisji parlamentarnych i podział kompetencji między nimi. Może też zażądać, by przewodniczący KE lub jeden z komisarzy przyszedł do PE tłumaczyć się z tej czy innej decyzji.

Natomiast przewodniczący PE reprezentuje swą instytucję w sprawach prawnych i wszelkich stosunkach zewnętrznych, przyjmując w Brukseli i Strasburgu zagranicznych gości. Ma prawo wypowiadać się we wszystkich istotnych kwestiach międzynarodowych i składać propozycje zaleceń mających na celu wzmocnienie UE. Dlatego zapraszany jest na początek każdego unijnego szczytu, gdzie przedstawia stanowisko PE. Jednym z jego ceremonialnych zadań jest złożenie podpisu pod budżetem Unii, który dopiero wtedy może zostać wdrożony. Podpisuje też wraz z przewodniczącym Rady ministrów UE wszystkie akty prawne podjęte w ramach tzw. współdecyzji. (PAP)

Urzędnicy - Honoriusz Balzak

Urzędnicy – Honoriusz Balzak

podobne: 620 mln EUR na pensje dla EUrzędników

oraz: TNS Polska: Polacy o UE – mało wiedzy, mimo to (a może właśnie dlatego) sporo zaufania

polecam również: Partie anty systemowe w wyborach do Parlamentu Europejskiego zgarną niemal 1/3 głosów

oraz: Pociąg do Unii… autor nieznany (do rysunku Arkadiusza Gacparskiego)

Francja: Front Narodowy prowadzi w sondażach przed wyborami europejskimi


07.05.2014 (IAR) – We Francji skrajna prawica prowadzi w sondażach przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Zdania Francuzów są podzielone co do korzyści płynących dla nich z przynależności do Unii Europejskiej.

Kolejne badania opinii publicznej, tym razem przeprowadzone przez ośrodek Harris-Interactive, potwierdzają obserwowaną od pewnego czasu tendencję. Sympatycy liderki Frontu Narodowego Marine Le Pen odpowiadają na jej apel, aby przeciwnicy Unii tłumnie stawili się przy urnach wyborczych 25 maja, po to, by zgodnie z zaleceniami szefowej skrajnej prawicy móc blokować budowę wspólnej Europy.

Za Frontem Narodowym opowiada się 22 procent ankietowanych. O jeden procent mniej chce głosować na republikańską opozycję prawicową z neo-gaullistowskiej partii UMP. Na trzecim miejscu z 17-procentowym poparciem znajdują się rządzący socjaliści, zaś poniżej 10 procent mają centryści, ekolodzy i skrajna lewica.

Nieco ponad jedna trzecia ankietowanych uważa, że przynależność do Unii jest dla Francji korzystna. 28 procent jest przeciwnego zdania, a kolejna jedna trzecia uważa, że to ani źle ani dobrze.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Marek Brzeziński/Paryż/dabr

źródło: stooq.pl

rys. A. Gacparski

rys. A. Gacparski

poprzednio: Partie antysystemowe w wyborach do Parlamentu Europejskiego zgarną niemal 1/3 głosów

podobne: Eurosceptycyzm rośnie w siłę. W. Brytania (UKIP), Francja (FN; UMP), Dania i Szwecja (nie chcą EURo), Nowa Prawica w Polsce.