Joint w rocznicę Powstania Warszawskiego czyli o wojnie przedmurza z zadupiem w kolejnym pokoleniu, o młodzieży na prowokacji chowaniu i złotym intetesie sojuszników z okupantami (patrioty(zm) z Izraela)


rys. Piotr Arendzikowski

„Baliśmy się budując pod ostrzałem
barykadę

Knajpiarz, kochanka jubilera, fryzjer,
wszystko tchórze.
Upadła na ziemię służąca
dźwigając kamień z bruku, baliśmy się bardzo,
wszystko tchórze –
dozorca, straganiarka, emeryt.

Upadł na ziemię aptekarz
wlokąc drzwi od ubikacji,
baliśmy się jeszcze bardziej, szmuglerka,
krawcowa, tramwajarz,
wszystko tchórze.

Upadł chłopak z poprawczaka
wlokąc worek z piaskiem,
więc baliśmy się
naprawdę.

Choć nikt nas nie zmuszał,
zbudowaliśmy barykadę
pod ostrzałem.”

Budując barykadę – Anna Świrszczyńska

„…1 czerwca Umiłowani Przywódcy stwarzają dzieciom możliwość zabawienia się w polityków. (…) Sejmowa sesja parlamentu dziecięcego potwierdziła w całej rozciągłości nie tylko nasilające się w naszym nieszczęśliwym kraju zjawisko dziedziczenia pozycji społecznej (dzieci aktorów zostają aktorami, dzieci piosenkarzy – piosenkarzami, nawet, jak mają tylko pierwszy stopień muzykalności, to znaczy – rozróżniają, kiedy grają, a kiedy nie – dzieci konfidentów zostają konfidentami, a podobno dzieci sędziów też zostają sędziami i to od razu – niezawisłymi, bo niezawisłość – wiadomo: też się dziedziczy), ale również najgorsze podejrzenia, że nie ma już jednolitego narodu polskiego, że historyczny naród polski od 1944 roku musi dzielić terytorium państwowe z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą, która też się rozmnaża i reprodukuje w kolejnych pokoleniach ubeckich i partyjniackich dynastii. Toteż podczas sesji parlamentu dziecięcego wszystkie te sprawy jaskrawo się ujawniły i ton oraz polityczne zabarwienie przemówień zależało od tego, czyje dziecko przemawiało. Jeśli na przykład przemawiało dziecko z porządnej, ubeckiej familii, której protoplasta położył fundamenty pod starą rodzinę („jo strzylołem, a un piniundze broł”), no to mogliśmy usłyszeć nie tylko pryncypialną krytykę rządu i uprawianych przezeń praktyk nepotystycznych – a jeśli przemawiał potomek rodziny pochodzącej z historycznego narodu polskiego, to pomstował na Unię Europejską, która próbuje wymusić na Polsce tak zwaną „relokację”, czyli rozparcelowanie po wszystkich unijnych bantustanach muzułmańskich uchodźców, których Nasza Złota Pani, ulegając własnej propagandzie – zamiast zatrzymać jeszcze na Bliskim, czy Środkowym Wschodzie czy Północnej Afryce – lekkomyślnie ściągnęła do Europy – i tak dalej. Wygląda na to, że przepaść między historycznym narodem polskim, a polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą będzie się z roku na rok jeszcze bardziej pogłębiała i kto wie, czy w końcu nie dojdzie do masowego podpisywania przez przedstawicieli wspomnianej wspólnoty jakiejś europejskiej Volkslisty…” (Stanisław Michalkiewicz – W dżungli praworządności)

„…Przedmurze czy zadupie? To jest podstawowy dylemat, z którym borykają się polscy politycy od bardzo dawna. Dylemat fikcyjny, oparty na głęboko w świadomość wbitych fałszach i dla nas wręcz zabójczy. Dylemat, który odbiera wszystkie szanse i skazuje na peryferyjność. Dylemat, w którym bonusem jest piękna śmierć, a przegrana to życie w kajdanach pod knutem. O czym przekonaliśmy się kilkakrotnie między innymi w czasie Powstania Warszawskiego. I ja tu nie chcę powiedzieć, że to jest jedyna alternatywa jaką tak zwany Zachód ma dla Polski. Na pewno tak nie jest. Zachód bowiem prowadzi politykę finezyjną, w którą w Polsce mało kto wierzy, ale nie ma tyle siły by 40 milionowemu narodowi wmawiać rzeczy nieistniejące lub całkowicie paraliżować działania grup w tym narodzie zorganizowanych oraz aktywnych w tej społeczności jednostek. Tego Zachód nie potrafi. Oni mogą co najwyżej stworzyć warunki dla rozwoju pewnego specyficznego rodzaju lokalnej polityki i pewnego specyficznego rodzaju lokalnych polityków, którzy zaopatrzeni w budżet wypiszą sobie na sztandarach hasło: „Przedmurze czy Zadupie” i ruszą z tym do wyborów lub na barykady. Zależnie od tego jakie będą okoliczności.
Zaangażowanie Polaków w dylemat: Przedmurze czy zadupie, stymulowane jest więc przez polityków polskich, polityków, którzy wierzą w swój szczery patriotyzm i posługują się stosownym zestawem pojęć gwarantujących im, że wyborca lub uczestnik wiecu także weń uwierzy. Bez nich tego dylematu w ogóle by nie było i nie byłoby kłopotu. Ludzie bowiem pozostawieni sami sobie kombinują zwykle tak, by coś ugrać i wyjść na swoich działaniach jak najlepiej. W stronę katastrofy zmierzają dopiero wtedy kiedy na ich czele postawi się jakiegoś światłego przywódcę, który podrzuci im coś ciekawego do przemyślenia, jakiś granat z zapalnikiem samookreślającym. Przedmurze czy zadupie proszę Państwa? Co wybieramy? Czy będziemy bronić Europy i jej kultury przed hordami barbarzyńców ze wschodu? Czy może pozostaniemy zaściankiem, biedą i nędzą w jednym, która dobrowolnie zrezygnuje z udziału w wielkich europejskich projektach? O nie! Tego drugiego zrobić nie możemy, mamy wszak tradycję! Nie tylko wojskową, mamy także tradycję kulturalne, ot choćby taki renesans, kaplicę Zygmuntowską i dzwon! Tego nie wolno zmarnować! Bo wtedy koniec!
Wrócę teraz do Powstania Warszawskiego, wszyscy którzy piszą o postawie Zachodu wobec Powstania zdają sobie sprawę, że w czasie kiedy Warszawa walczyła Roosvelt i Churchill dogadywali się ze Stalinem. I wszyscy uważają, że w ogóle nie ma po co tego roztrząsać. Wojna szła ku końcowi, oni się dogadywali a Polska złożyła daninę krwi, w dodatku – jak twierdzi Romuald Szeremietiew – oddała ją za swoją własną wolność i swoją własną niepodległość. Co prawda po Powstaniu nie było ani wolności, ani niepodległości, przeciwnie była śmierć i prześladowania, ale to nie ma znaczenia. Po raz kolejny obroniliśmy Europę. Bo gdybyśmy jej nie obronili byłoby jeszcze gorzej? Jeszcze gorzej? Nie sądzę. Gdyby Rosjanie rozlokowali się w Europie po Ren dopiero mieliby kłopot z utrzymaniem tego wszystkiego. I doprawdy nie chce mi się wierzyć, by ktokolwiek, poza polskimi politykami opcji prawicowej wierzył w to, że cokolwiek po takiej okupacji stałoby się „europejskiej kulturze”. Deal poszedł górą, a myśmy go nie zauważyli. Polscy politycy zostali oszukani, polscy dowódcy wykorzystani – mając tego świadomość lub nie – to już osobna sprawa, Polska potraktowana jak ogórek na zakąskę próbowała zaś bezskutecznie wydostać się ze słoika, do którego ją wepchnięto.
Powtórzę więc jeszcze raz to co pisałem przy okazji Smoleńska – jeśli ktoś przygotowuje jakieś wydarzenie jest jednym, absolutnym właścicielem wszystkich płynących z tego wydarzenia korzyści. Wszystkich. Wynika to ze skali w jakiej się planuje. Jeśli Zachód podzielił Europę to my i nasze Powstanie staliśmy się – bez względu na naszą wolę i nasze deklaracje jedynie jednym z tych benefitów. Jeśli tego nie zrozumiemy skazujemy się na powtórną obronę europejskiej kultury. Tego zaś możemy nie przetrwać.
Wróćmy do uwag wcześniejszych. Do nonszalancji z jaką ludzie opisujący tamte czasy traktują relacje pomiędzy AK a Londynem, pomiędzy Londynem, Waszyngtonem a Moskwą. Z tego opisywactwa za każdym prawie razem wynika wniosek następujący: oni musieli skończyć wojnę, bo za długo trwała, a my musieliśmy wysłać na śmierć tysiące ludzi, by pokazać im, że także chcemy zakończenia tej wojny i rzeczywiście nam na tym zależy bo należymy do tej samej kultury co oni. I to właśnie jest czysty obłęd, w którym tkwimy od dawna po uszy.
W czasie kiedy my walczymy, europejska kultura i jej emanacje dogadują się z azjatycką dziczą, przed którą my usiłujemy ich bronić. Takiej tezy bronią wszyscy polscy politycy za aspiracjami. Ja to jeszcze raz powtórzę – jeśli taka jest cena przynależności do cywilizacji europejskiej to ja bardzo przepraszam, ale wybieram zadupie. Po prostu. Można zrobić z siebie durnia raz, jak ktoś jest bardzo lekkomyślny może ten błąd powtórzyć, ale notoryczne powtarzanie błędów przy jednoczesnym wyszydzaniu tych wcześniejszych, które uważane być powinny za głęboką naukę, to już jest zbrodnia. Za zbrodnie zaś w cywilizowanych krajach skazuje się zbrodniarzy na długoletnie więzienie.
Zrekapitulujmy teraz to wszystko raz jeszcze; Powstanie Warszawskie to nasza obrona przed prowokatorami politycznymi, którzy szerzą zło. Kolejnych Powstań w takich okolicznościach nie będzie i trzeba to wyraźnie powiedzieć. Powstanie możemy wywołać wtedy kiedy wasze czołgi – wasze, nie ruskie – stać będą nad Wisłą. Nie wcześniej. Jeśli zaś będziecie nas dalej oszukiwać przepuścimy ruskich na wasze podwórko. Po prostu…” (coryllus – Przedmurze czy zadupie)

podobne: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego oraz: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa i to: „Orzeł niezłomny” o marginalizowaniu przez Zachód tragicznych doświadczeń Polaków w czasie wojny polecam również: Kolejny dowód na kłamstwo katyńskie. Alianci ukrywali prawdę żeby zadowolić Stalina.

a teraz coś o mało znanej (bo finezyjnej) polityce naszych sojuszników na okupowanych przez Niemców terenach…

„…Rada Główna Opiekuńcza była organizacją powołaną z inicjatywy amerykańskiej, konkretnie zaś czegoś co nosiło nazwę Joint. Tak pisze Ronikier. Miała ona opiekować się ofiarami wojny i terroru, choć nie można było przecież mówić o terrorze, ze względu na terror właśnie. Początkowo pomoc amerykańska miała przychodzić na jeden adres dla wszystkich – to znaczy dla Polaków, Żydów i Ukraińców. Potem jednak rozdzielono poszczególne nacje, a Ukraińcy domagali się, by dawano im więcej wszystkiego, zawyżając statystyki ludnościowe. Żydzi też się tego domagali i Ronikier musiał się z nimi targować w przytomności sprzyjających im Amerykanów. Mówimy cały czas o początku okupacji niemieckiej w Polsce, o latach 1939-1940. Szaleję okupacyjny terror, rozstrzeliwują za byle co, wywożą profesorów UJ do Dachau, a do Polski przyjeżdżają przedstawiciele amerykańskiej organizacji o nazwie Joint i domagają się fotografii obdarowanych ubraniami ludzi, a także laurek od obdarowanych dzieci, żeby Amerykanie wiedzieli, że pomoc nie idzie na marne. I Ronikier, a także Andrzej Jałowiecki, syn Mieczysława, im tego wszystkiego dostarczają. I teraz uwaga, na początku prezesem RGO był książę Janusz Radziwiłł. Nie mógł on znieść użerania się ze skorumpowaną i rozwydrzoną administracją niemiecką i jak go któryś wkurzył, to napisał po prostu list do Göringa ze skargą. Dlaczego do niego akurat? Bo to właśnie Göring opiekował się na najwyższym szczeblu delegacjami amerykańskimi, a także przychylnie patrzył, na te wszystkie rady opiekuńcze, które instalowano na terenach zabranych…

…Ciekawe, co nie? Jakiś nic nie znaczący w okupacyjnej rzeczywistości prezes nic nie znaczącej rady, która zajmuje się dystrybucją amerykańskich szmat z second handu coś tam powiedział do jakiegoś chłopa spod Włocławka w ciemnej sali pełnej pokasłujących ludzi. I słowa te zostały w try miga zanotowane, opatrzone urzędowymi pieczęciami i wysłane do Berlina, gdzie opinię na ich temat wygłosić miał marszałek, wielki łowczy Rzeszy, dowódca Luftwaffe. No i wygłosił. A jak już wygłosił to i Hans Frank i pan Kruger z krakowskiego gestapo musieli uszy po sobie położyć.

Idźmy dalej. Pisze Ronikier o swojej korespondencji z generałem Sikorskim. Dobry nasz generał w listach do Ronikiera umieszczał informacje o dużych sumach pieniędzy, które wysyłano z Londynu dla potrzeb RGO. Kłopot w tym, że Ronikier nigdy ich nie otrzymywał. Możliwości są dwie – albo Sikorski kłamał, ale dlaczego miałby pozostawiać ślady swoich kłamstw na piśmie, albo pieniądze były wysyłane, ale przejmował je kto inny. Z wściekłości jaka cechowała dr. Krugera oraz innych urzędników niższego, okupacyjnego szczebla, w kontaktach z Ronikierem, wściekłości i bezradności wobec tego ciężko przerażonego przecież człowieka, wnosić możemy, że to nie oni kradli. Jeśli nie oni to znaczy, że forsa trafiała do kogoś postawionego wyżej, komu taki Kruger, a nawet Frank mógł skoczyć na puklerz obiema nogami.

W jednym z listów do Ronikiera Sikorski napisał, że jedzie do USA i tam dostanie od prezydenta Roosevelta 17 milionów dolarów, z czego 6 milionów przeznaczy na RGO. Ronikier odpowiedział, że chciałby, aby część tych pieniędzy została zdeponowana w nowojorskich bankach, a część w szwajcarskich. Rozumiem, że banki te miały przedstawicielstwa w GG i Adam Ronikier mógł stamtąd podejmować gotówkę. Niestety pieniędzy tych nigdy nie otrzymał. Teraz musimy się poważnie zastanowić na tym, czy prezydent Franklin Delano Roosevelt był skłonny lekką ręką dać 17 milionów dolarów jakiemuś Sikorskiemu. Ja sądzę, że tak, problem polegał na tym jedynie, że trzeba by było potem sprawdzić jakie numery mają te banknoty i czy nie pokrywają się one czasem z numerami banknotów zdeponowanymi w bankach amerykańskich lub po prostu krążącymi po kraju. Musiał także mieć pewność, że pieniądze te w części zostaną przekazane do GG. 17 milionów dolarów w roku 1941 to jest suma poważna i tylko poważni ludzie mogą się zajmować jej dystrybucją. Już tu kiedyś rozmawialiśmy o dolarach trafiających do okupowanej Europy i myślę, że wszyscy doskonale rozumieją o co chodzi. Tych dolarów i funtów była masa, ale one prawie wcale nie trafiały tam gdzie powinny, to znaczy do potrzebujących. Gdzieś jednak trafiały. Moim zdaniem do Hermanna i jego ludzi. Trzeba by prześledzić jakie były relacje ojca Hermanna, starego Heinricha, z Amerykanami, trzeba by zbadać jakie relacje z wolnym światem miał jego brat Albert, bo myślę, że tam kryje się tajemnica…

…Nie wiem ile było w Europie takich rad opiekuńczych, ale wnoszę, że wszystkie one podlegały Hermannowi. Jeśli zaś tak było nie można myśleć o tych instytucjach inaczej jak o przykrywce do transferu dużych ilości gotówki na terenu okupowane, co było na rękę zarówno Amerykanom, jak i tym Niemcom, w których znaleźli oni upodobanie…” (coryllus, polecam lekturę całości tu: szkolanawigatorow.pl – Kiedy naprawdę zmarł Hermann Göring)

podobne: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa oraz: Adam Wielomski: Błędy polityki generała Sikorskiego. Dlaczego Polska nie dogadała się z ZSRR?  i to: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? a także: Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego)

„…Powstanie powinno być stałym przedmiotem publicznej dyskusji, ale powinno być z dala od wszelkiej propagandy. Tymczasem ono właśnie jest najczęściej wykorzystywane w rozgrywkach propagandowych i w idiotycznych dyskusjach toczonych wokół alternatywy: bić się czy nie bić. Kretyn, który to wymyślił powinien stanąć pod murem bez wcześniejszej rozprawy sądowej. Zarówno promocja postaw patriotycznych jak i toczone wokół poważnych problemów dyskusje są w Polsce naznaczone fałszem i krótkoterminowym interesem politycznym. Usprawiedliwia się tę ich nędzę zawsze tym samym – wychowaniem młodzieży. Propagatorom tego rodzaju zabaw wydaje się, że pokazanie szarży na bagnety sprawi, że młodzież zapała gorącą miłością do ojczyzny i kiedy przyjdzie pora pozwoli się wymordować w wyniku prowokacji państw obcych, bo tak będzie komuś wygodniej. Musimy przestać uprawiać tę agitację i zacząć myśleć politycznie o naszej historii. Nie możemy pokazywać dzieciom morowych panien, bo prawdziwe morowe panny są w grobach, a zanim tam trafiły zostały spalone żywcem, zgwałcone, powieszone lub rozjechane czołgami. I od tego właśnie powinniśmy naszą młodzież uchronić

To czy dowództwo AK jest odpowiedzialne czy nie nie ma dla nas dziś znaczenia. Znaczenie ma to, że za tragedię Warszawy odpowiedzialni są w wymienionej kolejności: Niemcy, Rosjanie, Brytyjczycy i Amerykanie. I nie ma od tego ucieczki. Trzeba mówić wprost o tym, że śmierć miasta i jego najlepszych oraz najpiękniejszych mieszkańców była wynikiem po pierwsze prowokacji, po drugie zaniechania. I nie wolno nam nikogo zwalniać z tej odpowiedzialności, bo nie jesteśmy do cholery Panem Bogiem i nie mamy takiej mocy.

To zaś co się dziś dzieje wokół tak zwanych narracji patriotycznych nie jest niczym innym tylko przygotowywaniem grup docelowych pod sprzedaż różnych produktów, takich jak ta cholerna gra dla dzieci o łącznikach. Czy wyobrażacie sobie, że w Izraelu ktoś zaczyna sprzedawać grę o tym jak dzielnie bronili się bojowcy z ŻOB przed Niemcami w kwietniu 1943 roku? Takie rzeczy są w ogóle nie do pomyślenia, bo tamto powstanie zostało dawno przesunięte do sfery bytów sakralnych. My zaś ze swojego robimy biznes, w dodatku tani i jeszcze wydaje nam się, że wszystko jest w porządku, bo wychowujemy młodzież. To jest hańba…” (coryllus – Młodzieży chowanie)

podobne: Przyzwoitość, moralna wina i moralni sprawcy czyli… kto i dlaczego w czasie wojny „bał się bardziej Polaków niż Niemców”. Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński. „Workhouse” jako brytyjski wkład w niewol… znaczy się w „państwo opiekuńcze” oraz: Wielu pamięta o powstaniu, niewielu o upadku Warszawy. Meldunek „Montera”, rzeź na Woli i 12 ton prochów. O patologii martyrologicznej propagandy i to: Rocznica powstania warszawskiego. Dramatyczny zryw narodowy w którym zabrakło rozwagi. Z tego płynie nauka, jak nie uprawiać polityki

a propos Izraela (czy też może należałoby powiedzieć w tym wypadku  USraela) i jego historycznego/legendarnego wyczucia do interesów… Z jednej strony mamy bowiem nieustanną nagonkę w ramach tzw. „pedagogiki wstydu” a z drugiej…

„…okazało się, że po tryumfalnym ogłoszeniu bliskiej finalizacji kontraktu na zakup amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej ostatecznie Wojsko Polskie ma zaopatrywać się w antyrakiety izraelskie. Szczegół ten (ładny szczegół, raty liczone w miliardach dolarów!) został tradycyjnie przemilczany przez wszystkie media polskojęzyczne, które wcześniej tak chętnie i wydajnie zaangażowały się w festiwal dezinformacji, gdzie jako główny wabik na naiwnych patriotów posłużyły właśnie legendarne Patrioty. Kiedy Air Force One z prezydentem Trumpem na pokładzie lądował na Okęciu, puszczona została w obieg tryumfalna wieść o tym, że „jeszcze tej nocy” podpisana zostanie „umowa na zakup” sprzętu, którego posiadanie będzie skuteczną „gwarancją bezpieczeństwa Polski”.

Szybko okazało się, że nie umowa, lecz raczej wstępna promesa, że Amerykanie w istocie do niczego się jeszcze nie zobowiązali, że terminy pierwszych dostaw przewidziane są na rok 2022/23, a w ogóle o pełnej zdolności operacyjnej można będzie mówić za 10 lat (jak przyznał kilka dni później wiceminister obrony narodowej Kownacki) (…) wszystko wskazuje na to, że pierwszą ratę, około miliard dolarów, zainkasują najprędzej nie Amerykanie, lecz Izraelczycy… 

„Warszawa nalega [sic!] na zakup pocisków systemu przechwytującego Proca Dawida ze względu na ich znacząco niższą cenę i lepsze osiągi. Izraelski koncern Rafael, który opracował ten system wspólnie z amerykańskim koncernem Raytheon, może się spodziewać zarobku w wysokości miliarda dolarów od tego kontraktu”.

A może to istotnie najlepsze rozwiązanie? Może rzeczywiście nasze bezpieczeństwo ma się radykalnie zwiększyć, a budżet tyle zaoszczędzić na zakupie tańszego sprzętu z państwa położonego w Palestynie? Cóż za niespotykanie korzystny interes: za cenę jednego pocisku typu Patriot można podobno kupić aż dziesięć Dawidów (po 450 tys. dolarów sztuka). Ale jeśli to wszystko tak pięknie się układa, to czemu MON nie reklamuje tak wielkiego sukcesu – nie chwali się swą przezornością i gospodarnością?

I czemu milczą o tym media polskojęzyczne – całkiem zgodnie i solidarnie, zarówno te pro-, jak i antyrządowe?… 

…Czy rzeczywiście system obrony antyrakietowej z importu uczyni Polskę bezpieczną od zagrożenia atakiem rakietowym ze Wschodu – to jedna kwestia w najwyższym stopniu problematyczna. Nie tylko ze względu na bliskość położenia ewentualnych nieprzyjacielskich wyrzutni, ale także i z tego względu, że żaden z tych kosztownych sprzętów nie przeszedł jeszcze takiej akurat próby ogniowej na realnym polu walki. Więc co do możliwości strącania rakiet rosyjskich przez amerykańskie czy żydowskie antyrakiety – to pozostaje ona czysto teoretyczna. Żadnego Iskandera nie trafił jeszcze żaden Patriot ani tym bardziej żaden Dawid – bo po prostu nie było jeszcze, chwała Bogu, takiej wojennej potrzeby. Ale nawet jeśli w tej sprawie uwierzymy naszym kontrahentom na słowo, to poważna różnica jest taka, że amerykańskie Patrioty są w obiegu już ponad cztery dekady (projektowane w latach 60., testowane w latach 70., zdolność bojową uzyskały w połowie lat 80.) – więc przynajmniej wiadomo, że w ogóle istnieją i działają. Tymczasem izraelski system obrony przeciwpowietrznej Proca Dawida wciąż jeszcze nie osiągnął fazy operacyjnej – jest nadal testowany. Czyżby Izraelczycy wpadli na doskonały biznesowy pomysł dokończenia tego projektu w sposób „samofinansujący się” – na nasz koszt?…

…Warto w tym kontekście przypomnieć, jak przykrą niespodziankę sprawili izraelscy kontrahenci Gruzinom w połowie poprzedniej dekady, sprzedając im najpierw sprzęt bojowy, czym skutecznie przyczynili się do eskalacji wojennej – a następnie, jak wieść niesie, przekazując klucze elektroniczne Rosjanom. W rezultacie skuteczność izraelskich cudów techniki w konfrontacji z Moskalami okazała się zerowa. Być może to właśnie ten mały psikus kosztował Gruzinów przegraną wojnę w 2008 r. zakończoną zaborem części terytorium…” (Grzegorz Braun • polskaniepodlegla.pl – GRZEGORZ BRAUN: PATRIOCI, PATRIOTY i PROCA DAWIDA)

podobne: Izrael protestuje przeciwko polityce Rosji, testuje „Procę Dawida” i krytykuje umowę z Iranem oraz: Izrael – Pomyślna próba antyrakiety Strzała 3 i to: Nabici w F-16. Eugeniusz Januła o problemie nie tylko samolotów. Za co Polska musi płacić? a także: Kiedy koniec II wojny? czyli… amerykańscy żołnierze w Polsce i Europie Środkowo Wschodniej. Wasalizacja, pożyteczni idioci i slalom między folkslistami. Sens dyslokacji wojsk z daleka od wschodnich rubieży. Zaniedbany kierunek – Białoruś.

Artur Grottger – Szkoła szlachcica polskiego. Admonicja

„…Polityka Polaków musi być polityką polegającą na wysyłaniu na śmierć całych pokoleń, wyjąwszy oczywiście tych, którzy wcześniej zarezerwowali sobie miejsca w lożach. Nikt się ani przez moment nie zastanowi jak to przerwać. I dobrze wszyscy wiecie dlaczego – bo to urągałoby pamięci zmarłych

…Nie wiem i nigdy się nie dowiem jak wygląda spłacanie zobowiązań agenturalnych. Jedno jest pewne w tych układach nasi najwięksi wrogowie – Niemcy, są wobec swoich agentów stokroć bardziej lojalni niż nasi najwięksi sojusznicy – Brytyjczycy. Bycie sojusznikiem Wielkiej Brytanii nie gwarantuje niczego, nawet pięknej śmierci na barykadzie, bycie sojusznikiem Niemiec gwarantuje emeryturę i dostanie życie na starość, no chyba, że całe Niemcy zostaną zdewastowane tak, jak to się stało po II wojnie światowej…

…Ta konkluzja wypływa wprost z analizy losów różnych patriotycznych działaczy, których kariery rozpoczynały się przed I wojną światową. Ot choćby taki Jędrzej Moraczewski. Dlaczego te Hitlery wstrętne nie wyrzuciły go na bruk z willi w Sulejówku? Przenieśli go tylko do oficyny, a on sobie tam spokojnie mieszkał przez całą okupację, jego żona zaś, która nie niepokojona przez nikogo dożyła lat pięćdziesiątych, zasiadała w czasie okupacji w zarządzie spółdzielni Społem. Ponoć ich dzieci poginęły w różnych akcjach, ale samym Moraczewskim nic złego się nie stało. Tylko ta śmierć pana Jędrzeja, premiera rządu ludowego, taka trochę dziwna się wydaje.

Moraczewski to pikuś, wspominaliśmy tu Krahelską i Owczarkówną, obydwie spokojnie dożyły lat sześćdziesiątych. Do tego jeszcze towarzysz Wincenty Jastrzębski i towarzysz Roman Jabłonowski, a także pewnie setki innych, których nazwisk nie znamy i nigdy nie poznamy. Dlaczego świnio, powie zaraz ktoś, rozliczasz tych ludzi z tego, że przeżyli? Otóż czynię tak ponieważ są ludzie, którzy z różnych wyborów rozliczają na przykład prof. Kieżuna i powieka im przy tych rozliczeniach nie zadrga. Tymczasem Kieżun był, w przeciwieństwie do Moraczewskiego, Krahelskiej, Owczarkównej, Jastrzębskiego, Jabłonowskiego i innych, wprost skazany na śmierć. To on był tym kamieniem, który rzucono na szaniec, bo nie należał do pokolenia wybrańców. Był rocznikiem późniejszym, na którego barki włożono ciężar nie do udźwignięcia, samemu go unikając. No, ale przeżył i żyje do dziś. Ma chłop cholernego pecha. I z tego właśnie faktu, że przeżył i żyje czyni mu się zarzuty. Jednocześnie taki Zychowicz wyciera sobie gębę dziesiątkami tysięcy tych, którzy umarli w Powstaniu. Mieliśmy tu wczoraj gawędę o strajku szkolnym zorganizowanym na niespotykaną skalę, przy zaangażowaniu różnych metod terroru, przez prowokatorów i histeryczki. Myślę, że powinniśmy wprost potraktować to wydarzenie, jako część zbiorowej hipnozy, której jesteśmy co jakiś czas poddawani. Dziś także. Jako próbę generalną przed Powstaniem Warszawskim, w czasie którego także nie dano tym dzieciom żadnego wyboru. Bo wymagała tego racja stanu. Otóż racja stanu niczego nie wymagała, a to z tego względu, że wobec faktycznej likwidacji państwa, wobec uzależnienia rządu emigracyjnego od polityki mocarstw, nie istniała żadna formuła, w której ta racja stanu by się realizowała. Jedyną racją stanu w czasie kryzysów globalnych jest ocalenie jak największej ilości istnień. I teraz ważna rzecz, o której niby wszyscy wiedzą i którą rozumieją. Po co wywołano Powstanie? Żeby powitać bolszewika na swojej ziemi. Czym go powitać? Nie strzałami bynajmniej, ale chlebem i solą, jako sojusznika. Byli bowiem bolszewicy naszymi sojusznikami. No, ale jak wiemy zdradzili nas i wymordowali elitę. Tylko Kieżunowi zaproponowali współpracę…” (coryllus – Potępianie zmarłych i opłakiwanie żywych)

„…Zwykle jest tak, a warunki wojenne wiele tu nie zmieniają, że przed młodym człowiekiem otwiera się kilka możliwości, kilka życiowych dróg. I tak ludzie związani z niepodległościowym podziemiem mieli do wyboru dwie drogi – dół, albo kolaborację, a potem także dół, bo dla uczestników narodowego ruchu oporu nie było miejsca w nowym świecie. No chyba, że ktoś się nazywał Grabski. Jeśli zaś idzie o tych drugich, to im podsuwano trochę więcej opcji – służba w jednostkach liniowych, służba w KBW, albo w UB. Wszystko było płatne i jeszcze do tego gwarantowało emerytury. Tak więc jakiekolwiek oceny stawiające znak równości pomiędzy jedynymi a drugimi nie są uprawnione ani poważne. Przejdźmy jednak do zdemaskowania tych politycznych tradycji. Dlaczego opcja narodowa była tak straszliwie niszczona? Ponieważ ludzie ci uwierzyli, że ich ideologia jest traktowana serio i na równi z ideologią socjalistyczną. A to nie była nigdy prawda. Podkreślam – nigdy. I doskonale zdawał sobie z tego sprawę jeden i drugi Grabski, a także ich progenitura. Ruch narodowy został wymyślony i ukonstytuował się jako konieczne uzupełnienie socjalizmu, który sam z siebie jako ideologia walki klas i walki z Kościołem, nie przyjąłby się w Polsce nigdy. Piłsudski próbował wyjaśnić narodowcom gdzie jest ich miejsce trzy albo cztery razy, ale oni uporczywie nie chcieli tego zrozumieć. Korfanty dopiero w latach trzydziestych założył tę całą Partię Pracy czy jak to się tam nazywało, uznając widocznie, że dalsza walka nie ma już sensu. Po wojnie komuniści, którzy mieli jasno określony program dokończyli to na co sanacja się nie odważyła – powybijali narodową partyzantkę. Przy okazji wytłukli też partyzantkę akowską, która w sporej większości była lewicowa w sensie najbardziej idiotycznym. To znaczy takim, że wydawało się tym ludziom, iż można okraść dziedzica, ale chłopa już nie, bo to zaprzeczy ideom sprawiedliwości społecznej. Wszyscy oni poszli do piachu, bo nie o to chodziło w projekcie socjalizm na ziemiach polskich, żeby ktoś się tu przywiązywał do rzeczy nieważnych i zanieczyszczał doktrynę jakimiś swoimi interpretacjami. Dziś zaś dzieci i wnuki tych, którzy ich wymordowali mówią – słuchajcie, to nie tak, jedni strzelali i drudzy strzelali. To jest bardzo oszukańczy sposób interpretacji zdarzeń, trzeba bowiem jasno wyrazić o co chodziło. Ja to już pisałem wielokrotnie, ale jeszcze powtórzę – chodziło o stosunek do własności oraz o podmiotowość człowieka. To może jest trochę zbyt górnolotne, ale tak właśnie było. Jeśli więc jedni próbują bronić własności i Kościoła i za to są mordowani przez innych, którzy bronią swoich spółdzielczych, resortowych mieszkań oraz nędznych etatów ledwo starczających na przeżycie, to nie ma tu miejsca na rozmyte oceny. I albo staniemy w prawdzie, albo czeka nas kolejna strzelanina…” (coryllus – Brudne serca, czyste ręce)

podobne: O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością oraz: Jak Grabski zrujnował II RP czyli… o praktycznym znaczeniu złudzeń i to: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców.

„…rewolucja socjalistyczna została wywołana m. in. po to, by ostatecznie dobić produkcję przemysłową w zakładach Królestwa Kongresowego, takich jak huta w Starachowicach, a także po to, by przygotować teren dla jakieś planowanej akcji militarnej, prowadzonej przeciw carskiemu imperium kosztem Polaków. Skutki były opłakane, co świetnie widać w wymiarze lokalnym. Koszty rewolucji ponieśli Bogu ducha winni mieszkańcy, płacący znacznym obniżeniem poziomu życia, a niekiedy wprost nędzą za wprowadzanie w życie PPS-owskich koncepcji walki i „czynu”.

W 1926 roku władzę objęli partyjni koledzy tow. Wiktora wprowadzając w kraju nowe porządki. Inwestowano w Starachowickie Zakłady Górnicze, budowano fabrykę zbrojeniową, ale wszystko znów działo się kosztem ogromnych wyrzeczeń ludności, od 1936 roku finansującej ze swoich podatków budowę COPu. Kiedy państwowa propaganda szerzyła hasła wyścigu pracy, część ludności żyła w warunkach urągających ludzkiej godności i niespotykanych tu przez I wojną światową. W 1932 roku burmistrz Wierzbnika W. Sokół odnotował, że na zboczu Góry Trzech Krzyży mieszkańcy żyją w ziemiankach oszalowanych drewnianymi deskami. Jednocześnie spora część produkcji wybudowanych z wielkim poświęceniem zakładów zbrojeniowych szła na eksport do Wielkiej Brytanii. Tak działo się m. in. ze słynnymi armatami przeciwlotniczymi Bofors, produkowanymi na szwedzkiej licencji. Jeszcze we wrześniu 1939 niektóre transporty broni przeznaczano dla Anglii.

Tragicznym skutkiem rewolucji 1905 roku było przyjęcie PPS-owskich metod walki przez dowództwo AK w czasie okupacji niemieckiej. Ofiarą takich działań stał się młody, 21-letni żołnierz AK, Bolesław Papi, ps. „Czerw”. Papi zginął wykonując zamach na gestapowca Ericha Schűtze, posiadającym bardzo silną obstawę inspektorze Sipo i SD z Radomia (22.05.1944). Co zadziwiające, o tym gestapowcu  i jego życiorysie właściwie do dziś nic pewnego nie wiadomo. Mimo, że Schűtze został ciężko ranny i zmarł kilka dni później, silna obstawa zastrzeliła „Czerwia” i jego kolegę. Bolesław Papi był świetnie zapowiadającym się biologiem ornitologiem, nauczycielem szkoły zawodowej w Starachowicach. Jego matką była Bronisława Boeckmann, pochodząca z kurlandzkiego ziemiaństwa. Kolejny zdolny i świetnie zapowiadający się młody człowiek został poświęcony przez konspiracyjne dowództwo, by spełnić churchillowski plan „podpalenia Europy”. Siostra Bolesława, Jadwiga zginęła od odłamka granatu na początku Powstania Warszawskiego. Trudno nie dostrzec tu pokłosia działań rewolucjonistów, którzy już jako podstarzali oficerowie wysyłali ludzi takich jak Papi na niemal pewną śmierć. Tym razem akcje kończyły się dla patriotycznie nastawionej młodzieży tragicznie.” (Stalagmit, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Rewolucja nad Kamienną – glosa do Baśni socjalistycznej)

podobne: „Szkoła” Jacka Kaczmarskiego czyli zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego („Socjalizm i śmierć”)… Bo wszystko już było (na kole historii)  oraz: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i to: Prof. Kieżun i SB. Dokumenty IPN. Czy autorytet to już świętość?

„…No i się stało, co się stało, co się miało stać,

I syn mój zginął – ciężko rzec – pierwszego dnia.
Nie trzeba było mi chłopaka do Powstania brać,
No, ale nie był już w AL – już był w AK.

Ktoś powie – nie on jeden! Tak, lecz dla mnie właśnie on!
Nieszczęścia jakoś sprawiedliwiej, Boże – dziel!
Byleby żył! Za wcześnie Panie Twój ogląda tron!
Byleby żył!
Niechby już sobie był w AL!”

fragment: Jacek Kaczmarski: „Dylemat”

podobne: Jacek Kaczmarski: „Barykada” (Śmierć Baczyńskiego)

Artur Grottger – W Saskim Ogrodzie (metafora traumy społeczeństwa polskiego okaleczonego fizycznie i psychicznie w odnawiających się co pokolenie zrywach niepodległościowych)

 

Reklamy

Atak hakerski na międzynarodową skalę i Snowden jako czubek góry lodowej czyli… o bezpieczeństwie informacji, równych i równiejszych, masie (bez)krytycznej, oraz Polsce skazanej na zagładę


Paweł Kuczyński – Confessional

27.06.2017, Moskwa, Londyn (PAP/AFP/Reuters/media) – Szybko rozprzestrzeniająca się fala ataków hakerskich dotknęła we wtorek wiele firm i instytucji na Ukrainie, w Rosji, a następnie w Europie Zachodniej, aż dotarła do USA. Systemy teleinformatyczne zainfekowane zostały wirusem żądającym okupu (ransomware). Wydaje się, że najbardziej ucierpiała Ukraina, gdzie celem zmasowanego ataku były: system bankowy i telekomunikacyjny, rządowe sieci komputerowe, najważniejsze lotniska w kraju, ciepłownie, elektrownie oraz metro w Kijowie i sieć supermarketów Auchan.

Hakerzy zaatakowali m.in. sieć komputerową nieczynnej elektrowni atomowej w Czarnobylu, gdzie trzeba było przejść na ręczny monitoring promieniowania wokół czwartego reaktora, który wybuchł w 1986 roku.

W Rosji zaatakowano m.in. serwery państwowego koncernu naftowego Rosnieft, a także kontrolowanej przez koncern spółki naftowej Basznieft, koncernu metalurgiczno-wydobywczego Evraz oraz bankowe systemy teleinformatyczne, których część udało się hakerom zainfekować, choć działalność banków nie została przerwana.

„Atak hakerski mógł mieć poważne konsekwencje, ale firma przeszła na rezerwowy system przetwarzania i produkcji; ani wydobycie, ani rafinowanie nie zostały wstrzymane” – zapewnił Rosnieft w komunikacie zamieszczonym na Twitterze.

Przedstawiciele rosyjskiej firmy Group-IB zajmującej się badaniem przestępstw komputerowych ogłosili, że w sumie kilkadziesiąt firm w Rosji i na Ukrainie zostało zaatakowanych za pomocą wirusa Petrwrap, nowej wersji wirusa Petya bądź Pety.A (czyt. Pietia), który blokuje komputery aż do przekazania pod wskazany adres równowartości 300 dolarów w bitcoinach.

„Jeśli widzisz ten tekst, to oznacza, że Twoje pliki nie są już dostępne, bo zostały zaszyfrowane. Być może jesteś teraz zajęty poszukiwaniem sposobu, by odzyskać swoje pliki, ale nie trać czasu. Nikt nie może odzyskać plików bez odszyfrowania ich przez nas” – głosił napis, jaki pojawił się na ekranach komputerów.

Następnie poinformowano, że w wyniku cyberataków ucierpiały w Europie Zachodniej m.in. duński koncern A.P. Moeller-Maersk działający głównie w branży transportu morskiego i energii, brytyjska firma WPP – gigant z branży reklamy i public-relations, terminale w największym w Europie porcie w Rotterdamie oraz francuski koncern produkujący materiały budowlane Saint-Gobain.

O awarii systemów komputerowych firma A.P. Moeller-Maersk, która zatrudnia 120 tys. pracowników w 135 krajach, poinformowała rzeczniczka koncernu, potwierdzając, że powodem jest cyberatak na liczne należące do koncernu firmy i strony internetowe.

Do A.P. Moeller-Maersk należy m.in. firma APM Terminals, która potwierdziła, że również padła ofiarą cyberataku, który zakłócił pracę 17 należących do niej terminali kontenerowych, w tym dwóch w porcie w Rotterdamie.

Norweskie służby odpowiedzialne za cyberbezpieczeństwo przekazały, że w Norwegii celem ataku stała się „międzynarodowa firma”, której nazwy nie podano. Również w tym przypadku hakerzy zażądali okupu za odblokowanie serwerów.

Niemiecka telewizja NDR podała, że „nic nie działa w siedzibie” firmy Beiersdorf, znanej z produkcji kremu Nivea.

Potem fala ataków hakerskich dotarła do USA, gdzie pierwszą ofiarą stał się odział koncernu farmaceutycznego Merck na Wschodnim Wybrzeżu. Awarię sieci teleinformatycznych zgłosił też koncern spożywczy Mondelez, producent m.in. ciastek Lu i Oreo.

Eksperci ostrożnie wypowiadają się o dokładnym sposobie wtorkowego ataku. Część wskazuje na podobieństwo do działania wirusa WannaCry, którego użyto do międzynarodowego cyberataku w maju br., kiedy to zarażone zostały setki tysięcy komputerów na świecie. Rosyjska firma ds. cyberbezpieczeństwa Kaspersky Labs podaje jednak w wątpliwość, czy rzeczywiście chodzi o wirus Petya, jak twierdzą władze niektórych krajów.

„Nasza wstępna analiza sugeruje, że nie chodzi o wersję ransomware Petya, jak dotąd wskazywano, ale o nowy rodzaj ransomware, dotąd nieznany. Z tego powodu nazwaliśmy go NotPetya” – głosi komunikat firmy, która zaleca uaktualnienie używanej wersji systemu operacyjnego Windows.

Amerykański producent oprogramowania antywirusowego Symatec wskazał, że za atakiem stoi grupa hakerska Lazarus, którą wiąże się z Koreą Północną.

Strona ukraińska obciążyła Rosję odpowiedzialnością za cyberatak. (PAP)

podobne: Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie). Ukraina: Ofensywa na pozycje separatystów. Konwój (nie)humanitarny Rosji, ćwiczenia wojskowe przy granicy UE i na Wyspach Kurylskich.

„„Folwark Zwierzęcy” to jedna z bardziej znanych powieści George’a Orwella. Jej głównymi bohaterami są zwierzęta, które postanowiły przeprowadzić „rewolucję” wewnątrz gospodarstwa i pozbyły się znienawidzonych gospodarzy, by poprawić własną sytuację. Tuż po buncie, zwierzęta ustaliły kilka głównych zasad z których kluczowa brzmiała: Wszystkie zwierzęta są równe.

Bardzo szybko okazało się, że ktoś jednak musi mieć ostateczny głos przy podejmowaniu decyzji. Władzę przejęły świnie. Czas mijał, cele które pierwotnie przyświecały rewolucji wydawały się coraz bardziej odległe, a świnie z dnia na dzień coraz bardziej upodabniały się do przegonionych gospodarzy. Wszystko to było możliwe ze względu na bierną postawę reszty zwierząt, które były zbyt wystraszone by reagować. Ostatecznie świnie zdecydowały się nieco zmodyfikować główną zasadę. Od tej pory brzmiała ona: Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych.

Wspomniana powieść Orwella to lektura obowiązkowa. Jednym z głównych celów angielskiego pisarza było ośmieszenie stalinizmu. Między innymi dlatego powieść Orwella była w Polsce zakazana przez cenzurę aż do 1988 roku.

Upadek Związku Radzieckiego nie oznaczał jednak, że „Folwark Zwierzęcy” stracił na aktualności. Ostatecznie powieść stanowi ostrzeżenie przed każdym totalitaryzmem, a w ostatnich dekadach wiele rozwiniętych krajów zaczęło podążać właśnie w kierunku tego ustroju. Liczba „świń” (skorumpowanych polityków, ich współpracowników, przekupnych dziennikarzy, przekupnych sędziów, przekupnych urzędników itd.) zaczęła szybko rosnąć. A im więcej świń i im większa ich chęć do utrzymania władzy, tym większe koszty dla zwykłych obywateli i powszechniejsze ograniczanie wolności. To naturalna konsekwencja – władza opiera się na zastraszaniu w stylu „obronimy Was przed tym zagrożeniem, jeżeli pozwolicie wprowadzić takie i takie prawo”. I tak krok po kroku, obywatele rezygnują z wolności na rzecz iluzji bezpieczeństwa. A politycy stają się coraz bardziej bezczelni…” (cdn.)

podobne: Zamiast emerytury czeka nas los Boxera z „Folwarku zwierzęcego” oraz: Totalna kontrola populacji. Amerykański Wielki Brat implementuje Orwella i to: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? a także: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”

„Afera związana z ujawnieniem przez Edwarda Josepha Snowdena, byłego współpracownika specjalnych agend rządowych USA, tj. Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) oraz Centralnej Agencji Wywiadu (CIA zakresu inwigilacji prowadzonego w ramach wieloletnich programów szpiegowania), dała kolejną okazję do moralizowania przez zawodowych hipokrytów, pośród których prym wiedli, jak zwykle przy tego rodzaju okazjach, politycy chcący poprawić swój medialny image, udający że właśnie dopiero co dowiedzieli się o takich praktykach ze strony wyspecjalizowanych agend rządowych. Oczywiście udawane oburzenie jest odnoszone do działania agend obcych rządów, a nie do agend rządu własnego, no ale jak wiadomo, każdy aspirujący do kariery polityk jest nieuchronnie skażony moralnością Kalego. Co najwyżej może odczuwać dyskomfort z takiego oto powodu, iż agendy podległe jego rządowi nie dysponują tak dużymi możliwościami w tym zakresie, co agendy podległe innemu rządowi. I ten dyskomfort odreagowuje powtarzaniem moralitetów o tym, co wypada w relacjach międzynarodowych, a czego nie wypada w żadnym razie. Takie to są bajania dla naiwnych wyborców, którzy wszak powinni bezwzględnie kultywować wiarę w demokratyczne gusła, albo jak kto woli, standardy.
Rozwój programów inwigilacji jest w prostej proporcji pochodną rozwoju technik informatycznych i teledetekcyjnych, na które wszystkie liczące się kraje nie skąpią funduszy. Waga przechwytywanych (zwłaszcza bez wiedzy adresatów) danych jest równie istotna, co dysponowanie stosownym potencjałem odstraszania. Jeśli potencjały militarne mogą się wzajemnie szachować, wówczas przewaga uzyskana w zakresie rozpoznania faktycznych oraz potencjalnych planów, zamiarów, strategii i taktyki działań politycznych i gospodarczych podejmowanych przez przeciwników (jak też sojuszników), pozwala na uzyskiwanie zakładanych efektów bez uciekania się do użycia destrukcyjnego arsenału zbrojnego...

…Rozwinięciem programu Echelon stał się program totalnej inwigilacji internetu o ładnej nazwie PRISM (Pryzmat), będącej akronimem, którego pełny tytuł brzmi: Planning Tool for Resource Integration, Synchronization and Management. Nazwa miała określać, że jest to jakieś banalne narzędzie służące do planowania, integracji i synchronizacji zarządzania. Zielone światło dla przygotowania technik zbierania tak dużego zakresu danych dał pod koniec swojej kadencji prezydent George Walker Bush. Gotowość operacyjną PRISM osiągnął od 2008 roku i była ona stale rozwijana w trakcie obydwu kadencji prezydentury Baracka Husseina Obamy.
A oto, co, m.in., w zakresie możliwości systemu PRISM zostało ujawnione lub udało się ujawnić w necie. Otóż zarządza tym programem NSA, zaś w jego ramach posiada dostęp do serwerów gigantów rynku internetowego, jak np. Microsoft. Google, Apple, Facebook, Yahoo, You Tube, AOL, a poprzez serwery do zasobów poczty e-mail, treści wiadomości z komunikatorów, filmów i zdjęć zamieszczanych i przesyłanych w sieciach, czatów głosowych, wideokonferencji, zawartości plików przesyłanych pomiędzy serwerami wewnątrz danej sieci, profili z portali społecznościowych czy plików gromadzonych i przechowywanych w tzw. chmurach. Oczywiście wszystkie te dane są precyzyjnie oznaczone czasem ich logowania. Co chyba najważniejsze, system PRISM umożliwia dostęp do dowolnych danych w czasie rzeczywistym. Rzecz jasna, głównym celem i zadaniem PRISM jest zbieranie informacji o charakterze wywiadowczym które są następnie wykorzystywane w działaniach dyplomatycznych, gospodarczych, kulturalnych, propagandowych etc…

Ponadto operatorzy na rynku telekomunikacyjnym zostali zobowiązani do dostarczania codziennie billingów ze wszystkich rozmów odbytych poza granice USA oraz rozmów wewnątrz USA, włącznie z połączeniami lokalnymi, przez okres każdego kolejnego kwartału. A to wcale nie wszystko do czego mogą mieć dostęp służby. Np. na inwigilację i analizę połączeń w ramach telefonii komórkowej opracowano odrębne oprogramowanie systemu MAINWAY (jest to tylko jeden z wykorzystywanych systemów, ale nie sposób omawiać wszystkich istniejących, nawet tych, co do których są opublikowane jakiekolwiek dane), uruchomione w pełnym wymiarze operacyjnym w początkach bieżącego stulecia. Otóż oprogramowanie tego systemu pozwala na zgromadzenie danych dotyczących numerów telefonów, pomiędzy którymi dokonano połączeń, datę i czas rozpoczęcia rozmowy oraz czas aktywnego połączenia.
Ponadto zakup amerykańskich spółek telekomunikacyjnych lub nabycie kontrolnego pakietu ich udziałów/akcji możliwe jest pod warunkiem przekazywania przez nowych właścicieli danych żądanych przez amerykańskie agencje wywiadowcze

…W ostatnich latach NSA dokonało skutecznego przełamania zabezpieczeń używanych przez agendy rządowe oraz organizacje komercyjne obcych państw

…„Afera” z podsłuchami rozmów prowadzonych z telefonów kanclerzycy A. Merkel czy prezydenta F. Hollande w ramach systemu PRISM wskazuje, iż zabezpieczenia wprowadzone przez służby kontynentalnych państw europejskich przed inwigilacją nie stanowią wystarczającej bariery wobec możliwości oprogramowań stosowanych przez Anglosasów… (stanislaw-orda, szkolanawigatorow.pl – Snowden albo czubek góry lodowej)

podobne: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach”  oraz: W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za porażkę w cyberwojnie i to: LONDYN: Kolejne rewelacje Snowdena z ustawą o przechowywaniu danych w tle a także: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom.  polecam również: Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… i jeszcze: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. oraz: 10 chwytów ciemnych typów

(cd.) „…Wpływy kasty rządzącej rosną, co pozwala na korumpowanie dziennikarzy, sędziów czy nawet znanych osób z życia publicznego. W efekcie powstaje ogromna machina, która zastrasza ludzi odpowiednią narracją, a następnie pozwala sobie na podejmowanie coraz bardziej bezczelnych decyzji… 

…Politycy mają coraz większy wpływ na życie obywateli, rosnące armie urzędników blokują rozwój gospodarczy, jesteśmy coraz silniej inwigilowani, a poziom bezpieczeństwa wcale się nie podnosi. Wręcz przeciwnie, na wielu do tej pory rozwiniętych obszarach, poziom bezpieczeństwa spada. Na przykładzie Europy możemy wspomnieć chociażby o sytuacji w Szwecji, zachodnich Niemczech czy wielu dzielnicach Paryża bądź Brukseli.

Należy podkreślić gigantyczną rolę, jaką w tym wszystkim odgrywają media. Każdy kraj czy grupa osób, które działają w sposób niezależny, bardzo szybko staje się obiektem drwin… 

…Jak z tym walczyć? Rozwiązanie brzmi prosto – dywersyfikować źródła informacji i CZYTAĆ. Wyrzucić telewizor przez okno i pozostać przy Internecie. Niestety, rozwiązanie dotyczy zarówno tych zapracowanych, jak i osób z większa ilością wolnego czasu. Bez wysiłku i poświęcenia czasu nie da się być w pełni świadomym człowiekiem. Dopiero czytając i rozwijając wiedzę na temat obecnej sytuacji jesteśmy w stanie podejmować odpowiednie decyzje i chronić resztki wolności. W innym wypadku zostaniemy zdominowani strachem, a to bardzo silne uczucie…” (Zespół Independent Trader – Nie daj się zastraszyć)

podobne: Permanentna inwigilacja, czyli… co Pan/Pani robią z prądem oraz: Dzień ochrony danych osobowych. Krok po kroku będą wiedzieć o nas co raz więcej i to Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  a także: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski” polecam również: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW. i jeszcze: Ciasteczkowy POtwór, czyli kolejne „ministerstwo” w akcji

„…Tak to już bowiem jest, że w naszym starciu z systemem ponosimy klęskę już na samym początku, na poziomie opisu podstawowego. Weźmy cztery elementy, trzy organizacje i coś, co nazwiemy masą. Przy udziale tych czterech elementów budowane są obowiązujące wszystkich gawędy, które następnie, pokolenie czy dwa po ich powstaniu są utrwalane przez różnych genialnych pisarzy i dramaturgów. Oto uniwersytet, media i rynek książki, a także odbiorcy czyli w oczach szefów wymienionych organizacji masa. Masa ma reagować wedle wskazówek wymyślonych w tajnych kamerach władzy i teoretycznie nie może z niej wyjść nic, co sprawiłoby władzy jakiś kłopot lub wywołałby sytuację ambarasującą. No, ale jest uniwersytet, którego misją jest dochodzenie do prawdy i ustalanie faktów ważnych ponad wszelką wątpliwość, a więc walka z kłamstwem. Tak więc władza musi przede wszystkim opanować i zmienić w sposób niejawny misję uniwersytetu. Do tego służy rewolucja, ale jednorazowo tej sprawy załatwić się nie da. Nawet jeśli rewolucja wymieni całą kadrę i z woźnych zrobi profesorów, a z profesorów woźnych. Prędzej czy później jakiś niezorientowany gamoń zapyta głośno na zebraniu rady wydziału, jak to było z tym Newerlym w Oświęcimiu. Żeby utrwalić zmianę potrzebne są media. One mają powielać obowiązujące narracje i bez przerwy je powtarzać

One się jednak szalenie podobają, bo pozwalają ludziom zachować coś, do czego masa i jacyś ząbkujący politycznie liderzy masy są przywiązani najbardziej. Chodzi mi rzecz jasna o poglądy. Poglądy aplikowane są masie jak pavulon umierającym w karetkach łódzkiego pogotowia ratunkowego. Nośnikami poglądów są kreacje medialne. Dla chamów są to kreacje ze świata rozrywki, na przykład Kukiz, a dla ludzi aspirujących do pewnej subtelności, są to profesorowie. Po połknięciu codziennej porcji poglądów wygłoszonych przez namaszczonych mędrców masa, jak kraj długi i szeroki zasypia…

Jakie środki podejmuje władza, żeby wyeliminować ryzyko zakwestionowania pozorów misji uniwersytetu, a tym samym ryzyko zadawania głupich pytań przez niezorientowany element? (…) Powstają całe serie książek o przygodach bohaterów, od pozycji poważnych, w których czytamy, że bohaterowie nie byli postaciami jednoznacznymi, ale przecież nie możemy się czepiać o wszystko, do serii popularnych, gdzie bohaterowie zajmują się głównie uwodzeniem dziewcząt…

…To nie wszystko jednak. Prócz rynku książki władza organizuje także grupy ekstremistów.(…) Rola grup ekstremistycznych jest szalenie ważna. Doświadczenie bowiem uczy, że jeśli ktoś nie wykonuje poleceń żadnej organizacji i nie ogląda za dużo TVN, skłonny jest do tego, by porozumieć się ze swoim bliźnim, nawet jeśli bliźni ten jest kaczystą. To są rzeczy nie do pomyślenia. One muszą być eliminowane już w zarodku, czyli w momencie, kiedy człowiek pomyśli – a po co my się tak szarpiemy, przecież możemy porozmawiać? Nie można do tego dopuścić i dlatego uruchamia się właśnie grupy ekstremistyczne. To znaczy Zandberga z tamtej strony i sami wiecie kogo z naszej. No i w zasadzie jest pozamiatane.

Na ten, niedoskonały przyznam opis, narzucić trzeba siatkę uzależnień globalnych. Ale to nie wszystko, dodać trzeba jeszcze tępotę i chciwość polityków lewicy. No i zwykłą zdradę. Ktoś powie, że politycy dobrej zmiany, celowo nie piszę prawicy, bo żadnej prawicy nie ma już od roku 1932, też nie są lepsi. No nie, tak tępi jak Zandberg i tak roszczeniowi jednak nie są. Oni oczywiście nie analizują historii i nie analizują poszczególnych politycznych casusów w dziejach w sposób właściwy tajnym kamerom Londynu, ale coś im tam w głowach pieje od czasu do czasu. U Zandberga nie ma nic, poza niedokładnie przeczytaną instrukcją. O co chodzi? O to, by będąc krajem o mocno zaznaczonych ograniczeniach lokalnych prowadzić politykę globalną. To jest misja Polski, która, jeśli jej nie będzie wypełniać, ponosząc koszty i ryzyko, zostanie zlikwidowana. (…) No, ale – powie ktoś – żeby realizować twój program bracie, potrzebne są czyjeś gwarancje. Na ile one są szczere? Odpowiadam – gwarancje są nieszczere z istoty, no chyba, że dotyczą utrzymania wspomnianych tu lokalnych ograniczeń. Co innego jest ważne. Chodzi o to, by korzystając z chwilowego, trwającego dwa, trzy pokolenia spokoju zbudować, w oparciu o fałszywe gwarancje tyle sprawnych i oddanych racji stanu organizacji, które nie pozwolą krajowi upaść. Taka jest misja państwa poważnego. No, ale…kto niby miałby stanąć na czele takich organizacji? Jak to kto? Janek Pietrzak, Marcin Wolski, Kukiz i redaktor Sakiewicz…ludzie, którzy mają słuszne poglądy i których oglądamy w mediach…to chyba oczywiste… Tylko ze świadomością, że oni stoją na straży najdroższych nam wartości, my, szara i bezmyślna masa, będziemy mogli spokojnie zasnąć. Dzień jednak wstanie….” (coryllus, szkolanawigatorow.pl – Dlaczego Polska skazana jest na zagładę?)

podobne: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą oraz: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu  i to: Wolność, równość, szyderstwo (od PRLu do fejsbuka) czyli walka z cenzurą kiedyś i dziś. O skutkach ubocznych pracy najemnej i deklasacji kultury a także: Komisja Edukacji Narodowej oraz Dekret Kasacyjny czyli o konieczności rozbiorów Polski w imię postępu, o „bohaterach” z polskich podręczników („oświeconych” rabusiach), oraz o „narodowym potencjale” (elitach) polecam również: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego

Adam Wycichowski niewolnik – złota rybka

Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja


rys. Andrzej Krauze

„…kiedy pani Dżugaszwili oczekiwała narodzin dziecięcia trwała w najlepsze wojna rosyjsko-turecka 1877-1878, której wynikiem był pokój zawarty 3 marca 1878 r. na przedmieściach Konstantynopola w San Stefano pomiędzy przedstawicielami Rosją a Imperium Osmańskim. Na mocy tego traktatu powstało państwo Bułgaria (po 500 latach tureckiego panowania) oraz w zamian za reparacje wojenne Imperium Osmańskie odstępowało Rosji szereg miast na południowo wschodnim Kaukazie (Ardahan, Artvin, Kars, Olti, Beyazit, Alashkert) oraz miasto-twierdzę Batum na wybrzeżu Morza Czarnego. Ponadto Rosja otrzymała północną Dobrudżę, którą przekazała Rumunii w zamian za Besarabię.

Pan premier Disraeli był skrajnie zdegustowany, podobnie jak Austro-Węgry, nie mówiąc o Serbii, w efekcie doszło do słynnego Kongresu Berlińskiego (3 czerwca – 4 lipca 1878), na którym dobre imperia podzieliły sobie cały świat a przy okazji skorygowały porozumienie rosyjsko-tureckie.
Minister Spraw Zagranicznych Królowej Wiktorii markiz Salisbury ubłagał , sorry, wymusił, aby port Batum stał się „wolnym miastem” na jakieś 10 lat a Rosjanie mieli zabronione budowanie fortyfikacji wojskowych i uzbrajanie miasta.
W efekcie w dniu 25 sierpnia 1878 r. generał Dymitr Iwanowicz Światopełk-Mirski wjechał na czele rosyjskiej armii a Derwisz Pasza oddał mu klucze do miasta.

I się zaczęło. W niedalekim Baku dyszącym ropą naftową pan inżynier Iwan Ilimow wyjął kwity z rozrysowanym planem budowy rurociągu Baku-Batumi , uzyskał poparcie samego Dymitra Mendelejewa i już w 1884 inżynier Władimir Szukow wyrysował projekt techniczny rurociągu…

książę Golicyn zasugerował carowi, iż miejscowego kapitału jest trochę za mało, aby rozwinąć wydobycie stosownie do zasobów i aby wykorzystać rurociąg.

Pierwszym dużym graczem okazała się firma Branobel, stworzona przez synów imigranta ze Szwecji poddanego carów pana Immanuela Nobla, wynalazcy min podwodnych i dostawcy broni dla cara Mikołaja I, który osobiście interesował się wynalazkami pana Nobla starszego. Była to spółka zarejestrowana w St Petersburgu przez braci Ludwika (główny udziałowiec), Alfreda i Roberta Noblów oraz generałów rosyjskich (i baronów kurlandzkich, speców od kawalerii): Petera i Aleksandra von Bilderling. Zaczęli od produkcji broni Berdanka i jakichś armat w Iżewsku ale kiedy na horyzoncie pojawił się inżynier Władimir Szukow, w maju 1879 r. powstała spółka akcyjna „Tovarishchestvo Nephtanavo Proisvodtsva Bratiev Nobel” z kapitałem 3 mln rubli: 600 akcji po 5000 rubli akcja. Największymi udziałowcami byli Ludwik Nobel -1,61 mln rubli i gen. Peter von Bilderling- 0,93 mln rubli.

Krótkie rurociągi były budowane z pól roponośnych już od lat 70-tych. Sytuacja się zmieniła w związku z budową kolei południowo kaukaskiej w 1883 r. W listopadzie 1886 r. grupa przemysłowców z Baku zwróciła się do rządu o zgodę na budowę rurociągu trans-kaukaskiego. Sprawy szły błyskawicznie. Nie bez związku z faktem, że w ślad za firmą Branobel w 1883 r. pojawiła się firma The Caspian Black Sea Oil Industrial and Trading Society panów Rothschild, których na miejscu reprezentował pan Alfonse R. Ci rzucili na stół jakieś 6 mln dobrych złotych carskich rubli i zaczęli przejmować miejscowe mniejsze firmy już wydobywające ropę

…Dzięki dynamicznym przemysłowcom i wynalazcom wydobycie ropy w Baku 1898 r. przekroczyło poziom wydobycia ropy naftowej w USA i osiągnęło poziom ok. 8 mln ton. W roku 1901 było to już 11 mln ton i 51% światowej produkcji i 95% produkcji ropy w Rosji. Wzrost liczby szybów wiertniczych przedstawiał się następująco: 1873- 9, 1879 – 251, 1900 – 1710.
No a tam, gdzie przemysłowcy-burżuje oraz robotnicy tam i rewolucjoniści. Przynajmniej w carskiej Rosji.
Więc już w listopadzie 1901 r. komitet R.S.D.L.P. w Tyflisie wysłał Józefa Stalina do Batumi celem zorganizowania pierwszego „kółka rewolucyjnego”. W styczniu 1902 r. ukrywający się Józef Stalin organizuje w Batumi (16 tysięcy mieszkańców, 1 tysiąc robotników w przemyśle petrochemicznym) – podziemną drukarnię.
W styczniu –lutym 1902 towarzysz Stalin, który ma robotę w rafinerii u Rotshchildów od 1901 r. organizuje pierwsze strajki w zakładach Mantyszewa

Generalnie należy zauważyć pewną prawidłowość w podróżach przemysłowców z branży rafineryjnej i rewolucjonistów rosyjskich między Rosją a Londynem. Spośród pierwszych pięciu Kongresów Partii Socjaldemokratycznej Rosji – trzy odbyły się w Londynie. Jeden w Sztokholmie, jeden w Brukseli-Londynie.

Natomiast właściciele firm rafineryjnych z Baku i Batumi, zapewne niezbyt pewni spokoju w regionie wobec oszałamiających sukcesów takich rewolucjonistów jak niedoszły pop Józef Dżugaszwili, którego policja tajna i jawna nie mogła całymi latami złapać w dwóch –trzech małych miasteczkach przemysłowych – podjęli decyzję o utworzeniu w 1912 r. holdingu o nazwie Russian General Oil Corporation – z siedzibą – w Londynie.

W skład którego weszły m.in. takie firmy jak: A.I. Mantashev & Co., G.M. Lianozov Sons, Moscow-Caucasus-Trade Company, Caspian Partnerschip, Russian Petroleum Society, Absheron Petroleum Society i 15 innych podmiotów, w tym banków. Jak łatwo zauważyć, nie ma tu ani Branobel, ani firm panów Rotschild.

W 1914 r. holding miał kapitał wielkości 120 mln rubli. Podjął próbę zakupu znacznej ilości akcji Branobel w 1916 r., ale kontroli nie przejął. Za to Branobel dokonał przejęcia holdingu Russian General Oil Corporation ale też firmy pana Mantasheva , G.M. Liazonov Sons i paru innych.

Co ciekawe, w maju 1920 r. zanim bolszewicy weszli do Baku , rodzina Nobel zdołała sprzedać 50% swoich udziałów w Branobel – do Standard Oil z New Jersey pana Rockefellera. I podobno zdołała zachować piękne zbiory jajek Faberge, chociaż rodzina carska nie uratowała nawet życia.

A po rewolucji Szwecja stała się korytarzem tranzytowym dla wywozu z Rosji Sowieckiej tego, co dało się wywieźć, głównie złota i jubilerki…

…W dniu 3 marca 1918 r. rząd bolszewicki podpisał w Brześciu Litewskim traktat z właśnie przegrywającymi wojnę: Niemcami, Austro-Węgrami, Bułgarią i Imperium Osmańskim. W traktacie tym bolszewicy wyrazili zgodę na następujące żądania państw centralnych: scedowali Państwa Bałtyckie na rzecz Niemiec jako państwa wasalskie, uznali „istnienie niepodległej Ukrainy” oraz scedowali okręg Kars na południowym Kaukazie na rzecz Imperium Osmańskiego, który to okręg zamieszkały głównie przez Ormian został zdobyty przez Rosję w wojnie 1878-1879. Ponieważ w listopadzie 1918 r. państwa centralne się poddały, ustalenia traktatu w Brześciu Litewskim – nie weszły w życie. Na zachodnim froncie. Albowiem w sprawach kaukaskich bolszewicy przeszli sami siebie…

kiedy po II WW ZSRR chciało jako zwycięzca odebrać lekkomyślnie sprezentowane Turcji terytoria, ale nagle się okazało, że to się nie podoba USA i Wielkiej Brytanii a Turcja wskoczyła do NATO i Ormianie mogą sobie popatrzeć na Ararat przez granicę. W dodatku prezent terytorialny stworzył granicę bezpośrednią między Turcją a Iranem na terytoriach kurdyjskich ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Oczywiście rurociąg Baku Batumi w wyniku wojny i rewolucji został zniszczony, podobnie jak większość wież wiertniczych i rafinerii.

Co ma do tego śp. Inżynier Witold Zglenicki, który stworzył podwaliny wydobycia ropy z dna morskiego? Inżynier Zglenicki ur. w 1950 r. k Kutna ukończył ze znakomitym wynikiem Instytut Górniczy w Petersburgu i otrzymał 1891 r. posadę w Urzędzie Probierczym w Rydze a następnie na własną prośbę przeniósł się na identyczne stanowisko rządowe w Baku. W ciągu zaledwie 10 lat czyli do przedwczesnej śmierci na cukrzycę zdołał oznaczyć 31 obszarów roponośnych na lądzie i bliżej nieznaną ilość takich obszarów podmorskich. Ustalił złoża rud: żelaza, pirytu, barytu, kobaltu, molibdenu, węgla, manganu, miedzi, soli kamiennej, złota, srebra i arsenu.
W wolnej chwili zaprojektował urządzenie do podmorskich wierceń i wydobycia ropy naftowej oraz opracował technikę wydobycia, na podstawie której do dzisiaj pracują wszystkie platformy wydobywcze na świecie. Przyrząd do pomiarów prostopadłości wiercenia otworów górniczych – wynalazł i podarował tym wszystkim Noblom i Rothschildom – za frico.

Za te wszystkie niesamowite osiągnięcia car awansował go do stopnia pułkownika ale co ważniejsze dzisiaj – obdarował go prawami do działek naftowych na lądzie i na Morzu Kaspijskim. Sam zresztą kupił sobie też troszkę. Spisał przed śmiercią testament, w którym podstawowy zapis stanowi, że majątek przechodzi na ustanowioną fundację a dochody z fundacji mają być przekazywane do Kasy im. Mianowskiego, która ma realizować zadania społeczne jakie sobie postawił do realizacji: wybudowanie w każdej guberni Królestwa Polskiego – kościoła katolickiego oraz szkoły technicznej dla niezamożnej młodzieży jak również finansowanie laboratoriów badawczych.

Po śmierci Człowieka, który jako jedyny pomyślał, że miasto Baku zasługuje na wodociąg i go wybudował, wszystko poszło nie tak... (Pink Panther, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów i inżynier Zglenicki)

podobne: Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę! oraz: Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka? a także: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego i to: O realnych ośrodkach władzy czyli… sKisłe łupki i inne polskie zasoby energetyczne w kleszczach niemieckiej polityki klimatycznej i rosyjskiej strefy wpływów. Światełko w tunelu dla węgla. Saudyjska i Irańska alternatywa dla ropy polecam również: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji) i jeszcze: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

„…W 1869 r. przedstawiciel wybitnego rosyjskiego rodu Koczubejów, Siergiej Wiktorowicz Koczubej m.in. odpowiedzialny w imieniu imperium za przygotowanie programu budowy kolei żelaznych a konkretnie dostarczenia szyn – za kwotę 24 tysiące funtów odsprzedał parę tysięcy hektarów gruntów na południu Rosji na północ od Morza Azowskiego – pod budowę odlewni żeliwa skromnemu panu Hudgesowi. Który w wolnej chwili w 1870 r. coś tam poumacniał w twierdzy Kronsztadt.
Pod gruntami był węgiel i rudy żelaza a same grunta były nad wyraz żyzne. I płynęła rzeczka. Na tym terenie pan Hudges pojawił się wraz z rodziną (6 synów, 2 córki i małżonka), angielskimi specjalistami w liczbie około 200, pastorem anglikańskim, nauczycielami i lekarzami. Przypłynął w 6 statków, które wiozły również urządzenia do wyposażenia odlewni, kopalń i czego tam jeszcze. W 1872 r. wyprodukował pierwszą surówkę hutniczą (pig iron). W wolnej chwili wybudował: szpital, szkołę, kościół anglikański św. George’a i św. Davida. Miejscowość nazywała się początkowo Hugdesówka (Youzówka). Pan Hugdes zasadniczo był półanalfabetą i podpisywał się drukowanymi literami. Zmarł w 1879 r. ale interes przejęło 4 spośród jego 6 synów i pod koniec 1913 r. kompleks produkował 74% całej rosyjskiej produkcji żeliwa.
Kiedy tak myślimy o tym roku 1869 i przybyciu Johna Hudgesa na Sicz Zaporoską, warto sobie uświadomić, że właśnie wtedy w wyniku klęski Powstania Styczniowego – władze rosyjskie skonfiskowały ok. 1600 polskich majątków ziemskich, które „poszły w dobre ręce”, skasowane zostały wszystkie klasztory w Królestwie a na zesłanie poszło w żelaznych łańcuchach na nogach i rękach 40.000 dobrych Polaków. No a Kronenberg dostał carski medal czy co tam.
No i zostało zlikwidowane Królestwo Kongresowe a na to miejsce pojawił się Priwislanskij Kraj z językiem rosyjskim jako urzędowym i wiele miast utraciło prawa.
Ciekawe, ilu polskich szlacheckich synów już szczęśliwie wyzutych z majątków załapało się do zakładów Hudgesa na robotników w Doniecku.
Kiedy nadeszła rewolucja październikowa, rodzina Hudgesów uciekła do Wielkiej Brytanii. Najprawdopodobniej została w pełni spłacona przez bolszewików. W 1924 r. Hudgesówka została nazwana Stalino a w 1961 – Donieck.

Okazuje się, że nie tylko Donieck jest związany z brytyjskimi przemysłowcami. Również Ługańsk ma zagranicznego założyciela: brytyjskiego przemysłowca z pochodzenia Francuza Charlesa Gascoigne’a , ur. 1739 r. W 1760 r. przystąpił do firmy pod nazwą Carron Company w Edynburgu a w 1765 był już jej dyrektorem i wspólnikiem. Firma dostarczała m.in. jakieś straszne armaty dla marynarki królewskiej a Gascoigne miał takie szczęście, że brytyjski admirał Samuel Greig, który doradzał carycy Katarzynie II w zakresie modernizacji floty  w Krondsztadcie, którego gubernatorem był od roku 1775. Greig przekonał ją o konieczności posiadania własnej produkcji dział na wyposażenie okrętów wojennych i zaprotegował  Gascoigne’a.  Gascoigne przyjechał w 1786 i początkowo modernizował zakłady metalurgiczne w Karelii oraz rozwinął produkcję armat.  W latach 1788-1789 dostarczył carycy 386 armat, za co został nagrodzony orderem św. Włodzimierza 4 stopnia plus wynagrodzenie w walucie lokalnej  w przeliczeniu na funty ok. 2.500.  W 1790 r. został wysłany na południe w celu zbadania kopalin w rodzaju rud żelaza i węgla.

W tej sprawie też się wykazał i do 1795 r. zdołał skompletować urządzenia dla zakładów metalurgicznych i kopalń a w czasie wojny z Napoleonem Ługańsk był jednym z najważniejszym z dostawców broni dla armii rosyjskiej.  Gascoigne zmarł w 1806 r. W XIX i XX w. Ługańsk stał się centrum przemysłu ciężkiego, ze szczególnym uwzględnieniem szyn kolejowych i lokomotyw.

Obaj założyciele Doniecka i Ługańska zostali stosownie uhonorowani pomnikami w marmurze  i złocie.  Oba miasta są pod pewnymi względami całkowicie samowystarczalne i w jakiś tajemniczy sposób nie widać determinacji Kijowa aby odzyskać te ważne dla gospodarki ośrodki.  Powstały tam „republiki”, które niby nie są uznawane, ale jednak jakoś SĄ uznawane.

Nie muszę chyba wspominać, że pomniki obu Anglików pozostają w poszanowaniu, w przeciwieństwie do grobów naszych Rodaków na zachodniej Ukrainie, gdzie napis „SS Hałyczyna” pozostaje nietknięty na pomniku Pomordowanych.  Naszemu burmistrzowi byle policaj ukrainski może jednostronnie cofnąć wizę wjazdową a pamiątki po wielkich Bohaterach jak Hetman Stanisław Żółkiewski są z premedytacją niszczone.

A tyle razy powtarzano mi, że powinniśmy brać przykład z pragmatycznych Czechów i że sojusz z W Węgrami jest wręcz koniecznością.

Narody mają wybór. Jedni się bogacą i inwestują w bogactwo a inni zaczadzają się rewolucyjnymi ideami. Ciekawe, że zarówno kapitał jak i rewolucyjne idee pochodzą z tego samego kraju tylko kierowane są na inne adresy…” (Pink Panther – Donieck i Ługańsk: europejskie prezenty dla Rosji i Wyszegrad)

podobne: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem) i jeszcze: Kosmici wylądowali na Ukrainie! Kukła Poroszenko nadał obywatelstwo trzem innym kukłom żeby mogły zostać ministrami w nowym rządzie oraz: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej i to: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego a także: Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej polecam również: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” i jeszcze: Skąd się wzięła Ukraina czyli Rusi Czerwonej rys historyczny, i co to są „granice etniczne”. Nie karmić niedźwiedzia! oraz: Przyzwoitość, moralna wina i moralni sprawcy czyli… kto i dlaczego w czasie wojny „bał się bardziej Polaków niż Niemców”. Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński. „Workhouse” jako brytyjski wkład w „państwo opiekuńcze”

„…W 2014, jak donosi Oakland Institute, 1,6 miliona hektarów ziemi  na Ukrainie znajdowało się pod kontrolą obcych/zagranicznych korporacji. Rok później ta liczba wzrosła do ok 2,2 miliona hektarów. O takiej ilości wiadomo na pewno, jednak istnieje też duża szara strefa – nie wiadomo kto jest właścicielem ziemi  i nie jest łatwo to ustalić.

Korporacje i akcjonariusze tych korporacji, które kontrolują  ziemię na Ukrainie pochodzą z wielu różnych krajów, np.

  • duńska firma “Trigon Agri” posiada 52 000 ha. Jak powstało “Trigon Agri”? Fundusz założycielski stanowił kapitał pochodzący od “high net  worth individuals” (osób najbardziej zamożnych) obywateli Finlandii. Firma jest notowana na giełdzie w Sztokholmie, a jej największymi akcjonariuszami są JPM Chase (UK 9,5%), Swedbank (Szwecja, 9,4 %); UB Securities (Finlandia, 7,9 %); Euroclear Bank (Belgia, 6,6 %); and JP Morgan Clearing Corp (USA, 6,2 %).
  • The United Farmers Holding Company, której właścicielami są inwestorzy z Arabii Saudyjskiej, kontroluje 33 000 ha za pośrednictwem Continental Farmers Group PLC.
  • Agro Generation posiada 120 000 ha, jest zarejestrowana jako korporacja we Francji, natomiast jej największym akcjonariuszem jest SigmaBleyzer – firma inwestycyjna z Teksasu.
  • NCH Capital – amerykański fundusz emerytalny jest w posiadaniu 450 000 ha ziemi na Ukrainie. Firma powstała w 1993 roku i jest jednym z najwcześniejszych inwestorów na Ukrainie – zaraz po rozpadzie ZSRR. W ciągu ostatnich 10 lat systematycznie bierze w dzierżawę małe działki (wielkości 2-6 ha) i łączy je w wielkie farmy, które rozpoczynają produkcję przemysłową. Dokumenty dzierżawy dają firmie prawo pierwokupu ziemi, gdy zostanie uchylone moratorium na sprzedaż ziemi na Ukrainie.

Jest też duża część korporacji, w których zarząd składa się zarówno z ukraińskich jak i zagranicznych inwestorów. Często firmy te są zarejestrowane w rajach podatkowych takich jak Luksemburg, Cypr lub Austria. Na czele tych firm można również spotkać ukraińskich oligarchów, jak np. w UrkLandFarming, kontrolującej 650 000 ha ziemi, gdzie 95% udziałów należy do Olega Bahmatyuka (pozostałe 5% do amerykańskiej firmy Cargill). Są to dane z 2015 roku. Niestety rok później passa trochę opuściła pana Olega gdyż bank,  Fiansowa Inicjatywa, którego jest właścicielem nie oddał pożyczki w wysokości $160 milionów zaciągniętej w banku centralnym. Sąd nakazał zamrozić ziemię należącą do Bahmatiuka. Inny oligarcha, piąty na liście najbogatszych, Yuriy Kosiuk, jest prezesem jednego z największych ukraińskich przedsiębiorstw rolnych MHP. W ich posiadaniu jest ponad 360 000 ha.

 Kryzys polityczny na Ukrainie sprawił, że firmy z dużymi udziałami ukraińskimi mają poważne problemy. Na przykład zarejestrowana na Cyprze firma Mriya Agro Holding (300 000ha), której właścicielami w 80% jest ukraińska rodzina Guta (pozostałe 20% dostępne dla inwestorów na giełdzie we Frankfurcie) przestała spłacać raty dwóch euroobligacji. Oczywiście znaleźli się chętni do pomocy. Najpierw amerykańska firma Blackstone Group i ukraińska Dragon Capital. Jednak wycofali się już po miesiącu. W końcu założono międzynarodową komisję składającą się głównie z amerykańskich i brytyjskich inwestorów (m.in. CarVal – oddział inwestycyjny firmy Cargill), która przejęła 50% długu firmy Mriya.

Podobnie ma się sprawa z inną ukraińską firmą Sintal Agriculture Public Ltd, zarejestrowaną na Cyprze, notowaną na giełdzie we Frankfurcie (150 000 ha). Firma zaprzestała obrotu akcjami w 2014 roku “do odwołania”.

 Daje się zauważyć pewien trend. Firmy z dużym wkładem ukraińskim mają kłopoty, ale w pomoc przychodzą im korporacje i finansiści zachodni. Jeśli sytuacja rozwinie się podobnie jak w Rumunii jest duża szansa, że dojdzie do przejęcia kontroli nad tą ziemią przez firmy zachodnie. W Rumunii, podobnie jak na Ukrainie, istniał zakaz sprzedaży ziemi rolnej cudzoziemcom jednak luki w ustawodawstwie umożliwiły uzyskanie kontroli nad ziemią firmom zagranicznym w wyniku postępowania upadłościowego…” (DrzewoPitagorasa, szkolanawigatorow.pl – Kto jest właścicielem ziemi na Ukrainie?)

Tu warto przypomnieć że jeszcze we wrześniu 2013 roku serwisy informacyjne donosiły o docelowo 3 mln hektarów gruntów rolnych, które miały trafić w ręce Chin, a dzięki wartemu miliardy juanów projektowi Chińczycy mieli się stać „największym farmerem” na Ukrainie:

„…Projekt związany jest z dążeniem Państwa Środka do zachęcenia krajowych spółek do gospodarowania na zagranicznych polach uprawnych, z uwagi na fakt, że popyt na żywność za Wielkim Murem rośnie w równym tempie z postępującą urbanizacją kraju.

Zgodnie z 50-letnim projektem, początkowo Ukraina udostępni w dzierżawę, co najmniej 100 tys. hektarów – wielkość porównywalną do powierzchni Hongkongu – terenów rolnych o glebach wysokiej jakości we wschodnim regionie Dniepropietrowskim. Spożytkowane mają one być głównie pod uprawę zbóż i hodowlę świń.

Produkcja ma być sprzedawana dwóm chińskim państwowym koncernom zbożowym po preferencyjnych cenach.

W przypadku powodzenia projektu, może on być rozszerzony potencjalnie do 3 mln hektarów. Stanowi to 5 proc. całej ziemi na Ukrainie i 9 proc. użytków rolnych. Jest to więcej od powierzchni 50 państw na świecie i porównywalne m.in. z powierzchnią Belgii, Armenii czy stanu Massachusetts

…W kwietniu 2009 r. Chiny posiadały nieco ponad 2 mln hektarów ziemi rolnej za granicą. Tym samym 3 mln hektarów obecnie kupionych oznaczałoby ogromny projekt” – ocenia Ding Li, starszy pracownik naukowy w Anbound Consulting z Pekinu.

Umowa została podpisana ponoć już w czerwcu pomiędzy Xinjiang Production and Construction Corps. a KSG Agro, wiodącą spółką rolniczą na Ukrainie. Wartości transakcji nie ujawniono, ale dziennik Kiev Post pisał w zeszłym miesiącu, że będzie to „więcej niż 2,6 mld USD”, nazywając inwestycję bezprecedensową w sektorze rolnym na Ukrainie…” (PulsBiznesu – Chiny „kupiły” 5 proc. Ukrainy)

…a potem wybuchł Majdan… (Odys)

podobne: cynik9: Kulminacja cyklu wojny w 2014. Czego szuka stary podżegacz na Ukrainie i to: Resentyment postkolonialny kontra postawy szowinistyczne na Ukrainie czyli… Dlaczego Rosja straciła Ukrainę i dlaczego Ukraina nie jest jednolitym państwem a także: Podczas gdy Ukrainę czeka ciężka droga „vulture funds” robią interes życia polecam również: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy oraz: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego) i jeszcze: Ukraina: USA dadzą kolejne dolary, kredyty z Niemiec, pomoc finansowa MFW, obywatele o korupcji.

Andrzej Krauze

Historia naturalna i porwanie Europy, oraz wybrane propozycje nie do odrzucenia z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami. UE w dołku Healey’a.


Oleksii Gnievyshev - Porwanie Europy

Oleksii Gnievyshev – Porwanie Europy

„…Bunt Odoakra w 476 roku był tylko smutnym potwierdzeniem końca istnienia wielkiego ongiś cesarstwa. Wandalowie w tym czasie byli zajęci budową zrębów swego państwa w północnej Afryce, a Wizygoci pod wodzą Ataulfa wtargnęli do południowej Galii i wokół jednego z jej głównych miast, Tuluzy, utworzyli niewielkie, ale silne państwo. Wkrótce przekroczyli Pireneje i wkroczyli do Hiszpanii. W drugiej połowie V wieku, za panowania Euryka, wyparli resztki administracji cesarskiej i sami podjęli dzieło budowy własnego królestwa.

Na zalanych przez barbarzyńców obszarach byłych prowincji Cesarstwa Rzymskiego zaczęły powstawać państwa, których charakter był odmienny od wcześniejszych związków plemiennych. Dotychczasowa germańska wspólnota plemienna oparta była na demokracji wojennej. Wszelkie decyzje dotyczące polityki plemienia podejmował wiec, w skład którego wchodzili wszyscy wojownicy. Decydujący głos miał wódz lub książę (rzymski dux) oraz starszyzna rodowa. Często zamiast niej wokół księcia funkcjonowała rada plemienna, złożona z naczelników rodów, bądź klanów.

Po upadku Cesarstwa Rzymskiego dawne uprawnienia naczelników klanów zostały ograniczone na rzecz księcia i wyznaczonych przez niego urzędników. Nie powstała jednak administracja oparta na zawodowej warstwie urzędniczej, ani urzędy o ściśle określonych kompetencjach. Władca osobiście udzielał instrukcji dotyczących konkretnej sprawy, a wyznaczony poddany był tylko jego wysłannikiem.

Sądownictwo zachowało dawny charakter patrymonialny, choć w przypadku sporów w łonie rodów arystokratycznych istniała możliwość odwołania się do decyzji księcia. Z reguły jednak wszelkie sprawy natury cywilnej, jak małżeństwa, dziedziczenie, czy umowy kupna i sprzedaży regulowały dawne prawa zwyczajowe. W sprawach kryminalnych, zwłaszcza dotyczących zabójstwa, bądź zniewolenia kobiety, każdemu klanowi przysługiwało prawo krwawej zemsty.

Pierwsi monarchowie

Jako pierwsze do tworzenia organizmów państwowych przystąpiły plemiona germańskie. Przez wieki sąsiadując z Rzymianami, zdołały przyswoić sobie pewne elementy kultury prawnej Rzymian. Część z nich posługiwała się łaciną, a arystokracja niektórych z nich uważała się za obywateli rzymskich.

Najsilniejszym związkiem plemiennym byli Frankowie, którzy odziedziczyli w dawnej prowincji Galii niezłą sieć rzymskich dróg, miasta i obwarowane osady oraz sprawnie działającą organizację kościelną. Pierwszy władca, któremu udało się podporządkować większość Franków, Chlodwig, prędko zrozumiał, jak istotne znaczenie ma Kościół dla scementowania jedności rodzącego się państwa. Zapewne z tego względu w 496 roku, jako pierwszy z germańskich władców, dobrowolnie przyjął chrzest z rąk katolickich duchownych.

Obszar państwa stanowił własność księcia (patrimonium), choć zarówno Chlodwig, jak i jego następcy radzili się w najważniejszych sprawach wiecu. Na wiecach zapadały decyzje o wojnie i pokoju, dokonywano podziałów łupów, a także obierano wodza (księcia), bowiem w pierwszym okresie istnienia państwa frankijskiego tron książęcy nie był dziedziczny.

Dwór monarszy składał się z dostojników świeckich i duchownych. Najważniejszą osobą po księciu był majordom (majordomus), który zastępował władcę we wszystkich sprawach w czasie jego nieobecności. Spośród duchownych ważną rolę odgrywał spowiednik książęcy, choć oficjalnie nie wnikał w meandry polityki. Inni księża zajmowali się przede wszystkim prowadzeniem kancelarii, gdyż byli najczęściej jedynymi osobami umiejącymi pisać, czytać i formułować dokumenty…

Od 493 roku istniało również silne królestwo germańskie w Italii. Jego twórcą był władca Ostrogotów, Teodoryk Wielki, który za namową bizantyjskiego cesarza Zenona pokonał Odoakra. Władca Bizancjum nie miał jednak złudzeń, że Teodoryk zwróci mu władzę nad Italią. Zdecydował się więc na powierzenie mu namiestnictwa, dzięki czemu, przynajmniej formalnie, Italia powróciła do Cesarstwa Bizantyjskiego.

Tak więc Teodoryk stał się z jednej strony bizantyjskim urzędnikiem, z drugiej zaś nadal pełnił funkcję monarchy Ostrogotów.

Rychło po objęciu władzy w Italii okazało się jednak, że Teodoryk nie zamierza ograniczać swoich rządów wyłącznie do wypełniania instrukcji cesarskich. Z własnej inicjatywy skonfiskował ziemie dawnych zwolenników Odoakra, hojnie nagradzając nią zaufanych oficerów, ustalił wysokość podatków, a wobec Ostrogotów nadal stosował zwyczajowe prawa germańskie. Jedynie wobec ludności rzymskiej posługiwał się prawem ustanowionym przez cesarzy. Jako arianin liczył się z silną opozycją katolicką wśród Rzymian, cieszącą się poparciem papieży. Nie ingerował więc w sprawy religijne, wykazując rzadką w tej epoce postawę tolerancji.

Dwór w Konstantynopolu również nie interesował się sprawami wiary w Italii, zwłaszcza że następcy Zenona jawnie sprzyjali monofizytom, uznającym w Chrystusie jedną, ale zarazem boską i ludzką naturę.

W 527 roku sytuacja uległa zmianie. Na tronie w Konstantynopolu zasiadł Justynian, nieprzejednany katolik i w dodatku człowiek o nieposkromionych ambicjach politycznych. W 555 roku ostatni władca Ostrogotów, Tejas, został ostatecznie pokonany, co przypieczętowało los pierwszego barbarzyńskiego państwa w Italii. W kilkanaście lat później, w roku 568, Półwysep Apeniński najechali Longobardowie, wywodzący się z tej samej grupy etnicznej co Ostrogoci.

Jednak już w 574 ich związek plemienny rozpadł się na kilkadziesiąt mniejszych organizmów, co z kolei spowodowało, że Bizantyjczykom udało się utrzymać skrawki Półwyspu. Nietknięte pozostało również państwo Kościelne, a w środkowej Italii niezależność utrzymało księstwo Spoleto.

Longobardowie, w przeciwieństwie do swych poprzedników, porzucili politykę ugodową wobec ludności rzymskiej. Od początku uznali ją za ludność podbitą, wobec której można dowolnie interpretować prawo. Toteż wypracowane przez jurystów rzymskich zasady regulacji sporów były przez nich stosowane tylko wówczas, gdy sprzyjały ich interesom.

W 597 roku na wyspy brytyjskie przybyła misja wysłana przez papieża Grzegorza VII, której udało się schrystianizować południową część Anglii. Z kolei z wyspy Iona, wyruszyła podobna misja do kraju Piktów, kierowana przez mnichów irlandzkich. Również i ona zakończyła się powodzeniem.

Na początku VII wieku Brytania przedstawiała mozaikę walczących ze sobą królestw, ochrzczonych, ale hołdujących nadal pewnym plemiennym zasadom ustrojowym. Obok książąt (coerls), najważniejszą rolę odgrywała arystokracja, skupiona wokół naczelników (earls), bowiem na niej spoczywał militarny wysiłek obrony ziemi oraz prowadzenia wypraw.

Ludność trudniąca się rolnictwem miała status półwolnej (laets), bowiem już wówczas była obarczona pewnymi powinnościami wobec właścicieli ziemskich. Obok niej istniała również pokaźna grupa niewolników (theows), rekrutująca się najczęściej z brańców, rzadziej z zakupu. Handel niewolnikami na miarę antyku nie istniał bowiem w społecznościach germańskich.

Dawną wspólnotę rodową zastąpiły gminy wiejskie (township), zarządzane przez zebrania wolnych mieszkańców (galimot). Decydowały one o wyrębie lasów, użytkowaniu łąk, a przede wszystkim o tym, co w danym roku będzie uprawiane.

Z czasem gminy zostały zastąpione przez centeny, czyli okręgi zamieszkałe przez 100 wojowników, podobnie jak u Germanów na kontynencie. Na czele takiej wspólnoty stał starosta centeny, hundred-moot, którego obowiązkiem było zwoływanie raz w miesiącu zgromadzenia. Ponadto realizował on zadania w zakresie bezpieczeństwa publicznego i przestrzegania obyczajów. Sądownictwo sprawowało 12 starszych, którym przewodniczył sędzia królewski.

Stan posiadania poszczególnych rodów zależał od udanych wypraw wojennych. Jedne stawały się szybko konkurentami władcy, pod względem posiadanego majątku, inne musiały szukać opieki u bogatszych sąsiadów. Earl przyjmujący pod opiekę zubożałych sąsiadów stawał się hlafordem (późniejszym lordem), a więc odpowiednikiem średniowiecznego suwerena. Wszyscy wolni, jak też półwolni mieszkańcy owych państewek mieli obowiązek uczestnictwa w wyprawach wojennych oraz pracach przy budowie mostów, dróg i grobli. Przy czym własny koń i rynsztunek wymagany był od ludzi wolnych.

U progu średniowiecza

Czasy, które nastały po upadku Cesarstwa zachodniego zwykło się określać mianem wczesnego średniowiecza. Trwało ono mniej więcej do X wieku w Europie Zachodniej, a do XII w. w Europie Wschodniej. W tym okresie powstaje większość współczesnych państw europejskich, a własność ziemi i stopień poddaństwa staje się podstawą stosunków feudalnych. Pozycję swą umacnia Kościół, który jednak nie odgrywa do XI wieku zbyt dużej, samodzielnej roli politycznej.

Po śmierci Chlodwiga w 511 roku państwo Franków rozpada się na zachodnią Neustrię i wschodnią Austrazję. Chociaż w obu panują przedstawiciele Merowingów, nie ma między nimi zgodności co do polityki zewnętrznej, a często dochodzi nawet do wojen.

Z czasem coraz większą rolę na frankijskich dworach zaczynają odgrywać majordomowie z domu Karolingów. W 732 roku, jeden z nich, Karol Młot, powstrzymał pod Poitiers napór Arabów z Hiszpanii. Choć w rzeczywistości Arabowie nadal plądrowali Francję, Karol Młot wedle późniejszych legend urósł do rangi obrońcy Europy przed Maurami.

Na wschodzie, około roku 622 Słowianie podnieśli bunt przeciwko Awarom, który zakończył się pomyślnie. Na jego czele stanął tajemniczy kupiec frankijski Samon, któremu udało się zjednoczyć kilka grup plemiennych zamieszkujących obszary dzisiejszych Moraw, Czech i Łużyc. W 631 pokonał nawet silny korpus wojsk frankijskich króla Dagoberta I.

Dopiero Karol Wielki po zjednoczeniu Franków uporządkował sprawy na wschodzie, likwidując chanat Awarów oraz podporządkowując sobie Longobardów i Sasów. Co się działo z Samonem i jego posiadłościami – dokładnie nie wiadomo. Być może zostały one wchłonięte przez rodzące się Państwo Wielkomorawskie.

Tak więc na początku IX wieku, po koronacji Karola Wielkiego na cesarza, Europa podzielona została pomiędzy dwa cesarstwa, pomiędzy którymi egzystowały państwa i państewka o różnej kondycji militarnej i gospodarczej. Tak narodziła się Europa…” (Leszek Stundis)

całość tu: Narodziny Europy

podobne: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne? oraz: Unia w Horodle jako dziedzictwo polskości, oraz Feliks Koneczny o Polsce między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?

„…obecna próba zaprowadzenia w Europie jedności i rządów prawa nie jest bynajmniej pierwsza w historii tego kontynentu. Pierwszą taka próbą było Cesarstwo Rzymskie, a kiedy nawet i ono rozpadło się na Wschodnie ze stolicą w Konstantynopolu i Zachodnie za stolicą w Rzymie – to już tylko Zachodnie. Kiedy jednak i Zachodnie Cesarstwo legło w gruzy za sprawą Odoakra, germańskiego generała z plemienia Cherulów, który w 476 roku nie tylko zrzucił z tronu ostatniego cesarza Romulusa Augustulusa (warto zwrócić uwagę , że słowo „Augustulus” jest zdrobnieniem od słowa „August”, coś jak „Augustek” – zaś słowo „August” oznacza „wywyższony”, a nawet „uświęcony” – to możemy sobie wyobrazić, jak groteskową postacią musiał być ten ostatni cesarz; być może nawet równie groteskową, jak belgijski monarcha, który abdykował na jeden, czy dwa dni, żeby umożliwić legalizację w Belgii aborcji), ale w dodatku odesłał cesarskie insygnia do Konstantynopola. W rezultacie gestu Odoakra, Rosja ma godło w postaci dwugłowego orła. Bo wskutek gestu Odoakra, dziedzicem tradycji obydwu Cesarstw stał się Konstantynopol, który po upadku Zachodniego Cesarstwa przetrwał jeszcze około 1000 lat i upadł dopiero w roku 1453, wskutek najazdu Turków Osmańskich. Z wnuczką cesarza Manuela Paleologa, Zofią Paleolog, ożenił się moskiewski książę Iwan III Srogi, który z racji tego ożenku uznał się za spadkobiercę tradycji obydwu Cesarstw i w roku 1497 wprowadził dwugłowego (z uwagi na tradycje obydwu Cesarstw: Zachodniego i Wschodniego) orła jako godło Rosji – bo wcześniej zaczął posługiwać się tytułem „Gosudara wszystkiej Rusi”, nie uznanym jednak przez polskiego króla Aleksandra Jagiellończyka. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Po „wiekach ciemnych” jakie nastały po upadku Cesarstwa Zachodniego, nadszedł okres „renesansu karolińskiego”. Frankoński król Karol, zwany Wielkim, zarówno ze względu na swoje dokonania, jak i imponującą posturę, którą odziedziczył po matce, Bercie O Wielkiej Stopie, a właściwie O Wielkich Stopach (bo o „Wielkiej Stopie” Berty śpiewał jedynie średniowieczny poeta Franciszek Villon w „Balladzie o paniach minionego czasu”), w dzień Bożego Narodzenia roku 800 przyjął w Rzymie z rąk ówczesnego papieża tytuł Cesarza Rzymskiego – co wyrażało polityczny program odtworzenia w Europie państwa uniwersalnego, na podobieństwo Cesarstwa Rzymskiego. Potęga Karola musiała promieniować daleko poza granice jego państwa, a najlepszym tego świadectwem jest choćby fakt, że we wszystkich językach słowiańskich nazwa osoby panującej pochodzi od imienia „Karol” (łac. Carolus): polski król, czeski kral, serbski kral, rosyjski karol… Kres temu wielkiemu państwu położył w 843 roku traktat w Verdun, dzieląc je między Ludwika Pobożnego, Karola Łysego, Ludwika Niemieckiego i Lotara. Z tych działów powstały dwa państwa: Francka i Niemcy, które przez następne 1000 lat walczyły o pas Lotarowy, rozciągający się od Morza Północnego po Italię. Z tego pasa Lotarowego w 1830 roku wyłoniła się między innymi Belgia, początkowo neutralna, ale po II wojnie przystąpiła do NATO i Wspólnoty Europejskiej.

Ale Wspólnota Europejska miała swoje poprzedniczki w rozmaitych mutacjach państwa uniwersalnego. Po rozpadzie monarchii Karola Wielkiego, od polowy XII wieku formą państwa uniwersalnego stało się „Święte Cesarstwo” później jako Święte Cesarstwo Rzymskie, a jeszcze później – jako Święte Cesarstwo Rzymskie narodu Niemieckiego. W połowie wieku XV na tronie niemieckim zasiedli Habsburgowie, którzy przejęli tytuł Cesarzy Rzymskich i dopiero Napoleon po bitwie pod Austerlitz wymusił na cesarzu Franciszku II zrzeczenie się tego tytułu. Wiele wskazuje na to, że Napoleon wymuszając na Franciszku II zrzeczenie się tytułu cesarza rzymskiego, zamierzał obdarzyć nim własnego syna, który tytuł „króla Rzymu” otrzymał zaraz po urodzeniu. Ale Napoleon został pokonany przez koalicję, której uczestnikiem obok Rosji były również Prusy. No i te Prusy w 1871 roku pokonały Francję, odbierając jej fragmenty pasa Lotarowego w postaci Alzacji i Lotaryngii. W następstwie tego zwycięstwa pruski kanclerz Bismarck doprowadził do proklamowania Cesarstwa Niemieckiego, które wyrażało pruskie ambicje zjednoczenia Europy pod swoim berłem. Te ambicje doprowadziły do wybuchu Wielkiej Wojny, która zakończyła się klęską Niemiec, upadkiem Cesarstwa i rozpadem Austrii.

Próbę ponownego zjednoczenia Europy podjął wkrótce potem pochodzący z Austrii wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler, któremu nawet w znacznym stopniu się to udało – ale został pokonany przez koalicję z udziałem Wielkiej Brytanii. Stanów Zjednoczonych i Związku Sowieckiego – bo taka nazwę przyjęła przejściowo Rosja pod rządami bolszewików. Upokorzona i zbiedniała Francja doszła do wniosku, że dalsze wojowanie z Niemcami o pas Lotarowy i hegemonię w Europie prowadzi tylko do wzmocnienia politycznej potęgi Anglosasów i Rosji, więc postanowiły podjąć jeszcze jedną próbę ustanowienia w Europie państwa uniwersalnego – ale nie metodą „radosnej wojny”, tylko środkami pokojowymi, które okazały się tańsze i nie obciążone takim ryzykiem, zgodnie ze spostrzeżeniem starożytnych Rzymian, ze nie ma takiej bramy, której nie przekroczyłby osioł obładowany złotem. W tym celu Wspólnoty Europejskie, dysponujące zaledwie niecałymi dwoma procentami europejskiego Produktu Brutto, stworzyły cały system przekupstwa, nakierowany przede wszystkim na podane na korupcję elity polityczne poszczególnych krajów europejskich. Może nie byłoby nic złego w tej kolejnej próbie odtworzenia w Europie uniwersalnego państwa na podobieństwo Zachodniego Cesarstwa Rzymskiego, gdyby nie to, że Unia Europejska nie tylko w niczym nie przypomina Cesarstwa Rzymskiego, a jeśli już – to tylko w objawach degeneracji obyczajowej i ideowej. Unia Europejska nie tylko odcina się od rzymskich korzeni, ale w dodatku przy pomocy swoich instytucji forsuje rewolucję komunistyczną, prowadzoną według strategii Antoniego Gramsciego. To po to potrzebna jest owa „jedność”, o której bredzi pan Gwidon Verhofstadt i owe „rządy prawa”, to znaczy, stara, poczciwa pruska dyscyplina, której objawów właśnie zaczynamy doświadczać.” (Stanisław Michalkiewicz)

źródło: Historia naturalna Europy

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. i to: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu”.

„Pełna unia gospodarcza i walutowa była jądrem pierwotnego wielkiego planu, odrzuconego przez państwa członkowskie na etapie projektowania tej waluty. W tym momencie projekt ten powinien był zostać odrzucony. A że nie został odrzucony, że mieliśmy katastrofę w kraju za krajem strefy euro po jego uruchomieniu: pięć zbankrutowało, większość innych ogromnie zwiększyło stosunek zadłużenia do PKB; że obecnie ułatwia się wprowadzenie UGW – narzuca się pytanie: czy taki był plan B od samego początku?

Czy tak myśleli ci, którzy to wszystko uknuli? Katastrofy w rodzaju tych, co w Irlandii i Hiszpanii zostały dokładnie przepowiedziane już w 1998 roku przez tak słynnego ekonomistę jak Paul De Grauwe, a więc musiały również zostać przewidziane przez tych, którzy byli na pierwszym planie we wdrażaniu tej unii walutowej. Czy wszystkich nas wywiedziono w pole? Czy cały ten ból, cierpienie i trud – a nawet śmierć – w Irlandii, w Grecji, w Portugalii, Hiszpanii, Włoszech, Cyprze były przewidziane, a nawet planowane? Jestem przeciwko UGW. Im szybciej Irlandia się wydostanie, tym lepiej…” (Luke Ming Flanagan)

całość tu: Jestem przeciwko UGW

podobne: UE bez pomysłu na siebie pogrąża się w kryzysie. Szczyt w Chinach początkiem końca Europy jaką znamy ? a także: Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia?  oraz: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców…(?)

„…Euro nie działa. Nawet po poluzowaniu ilościowym, wzrost w strefie euro w tym roku to żałosne 1,5%, i to po siedmiu latach od krachu finansowego, na który nadal zrzucacie winę za wszystkie swoje nieszczęścia. We Włoszech wzrost wynosi 0,8%, a w biednej Grecji 0,5%. Po tym, gdy tak wiele zasobów produkcyjnych zostało wyjętych z użytkowania po katastrofie, wasz roczny wskaźnik wzrostu powinien zaczynać się od trzech, a nie od zera, wszędzie w strefie euro. Moi koledzy z grupy EFDD w Ruchu Pięciu Gwiazd ujmują to bardzo dobrze, kiedy mówią: „wystarczająco dużo czasu minęło, aby ocenić polityczną i ekonomiczną porażkę projektu euro”, oraz że „rozbieżności i braki równowagi zostały pogłębione”.

Co do bezrobocia, brytyjska stopa wynosi 5,3%, stopa w strefie euro jest dwukrotnie wyższa: 10,7%, mimo że przejmowaliśmy nadwyżki siły roboczej od was poprzez migrację. A mimo to chcecie więcej przymusowej integracji, zamiast uwalniać odmienne gospodarki w ich własnych walutach i własnych systemach stóp procentowych, nadzorowanych przez ich własne demokracje.

Dół, który kopiecie teraz jest tak głęboki, że wkrótce będziecie w stanie pogrzebać w nim wszystkie perspektywy gospodarcze UE.” (Patrick O’Flynn)

całość tu: Prawo dołków Healey’a

podobne: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów).

„…Unia ma na głowie naprawdę poważne problemy z którymi zmaga się często bardzo nieudolnie, co skutkuje ich narastaniem i w konsekwencji coraz większą jej dezintegracją. Chodzi między innymi o masową imigrację do UE (w 2015 liczba imigrantów przybyłych do UE przekroczyła milion), problemy krajów Południa strefy euro, w tym wręcz dramatycznej sytuacji Grecji, wreszcie ewentualnego Brexitu w wyniku referendum w W. Brytanii w 2017 roku.

Problem masowej imigracji wywołany nieodpowiedzialną polityką Niemiec i ich kanclerz Angeli Merkel, doprowadził do poważnych podziałów wśród krajów UE, część z nich (Węgry, Słowacja i Czechy), skarży decyzję Rady o tzw. kontyngentach uchodźców do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, wreszcie niektóre zawieszają funkcjonowanie przepisów strefy Schengen i wprowadzają kontrole na granicach (np. Dania na granicy z Niemcami, czy Szwecja na granicy z Danią).

Podobnie mimo wpompowania w Grecję ponad 300 mld euro przez instytucje europejskie, kryzys w tym kraju w dalszym ciągu trwa, bezrobocie wśród ludzi młodych przekracza 50% i jeżeli sytuacja się nie zmieni to jak mówią w PE posłowie greccy od lewa do prawa, temu krajowi grozi po prostu rewolucja. Trochę lepsza ale w dalszym ciągu trudna jest sytuacja gospodarcza w Portugalii i Hiszpanii, na granicy recesji znajduje się gospodarka włoska, więc cała strefa euro ciągle chwieje się w posadach.

Wreszcie warunki jakie postawił Radzie i Komisji premier Cameron są takiego kalibru, że raczej nie będzie zgody pozostałych 27 krajów członkowskich na ich spełnienie, a to oznacza, że brytyjskie referendum w 2017 roku może przynieść decyzję o wyjściu tego kraju z UE…(Zbigniew Kuźmiuk • naszeblogi.pl)

całość tu: Posłowie frakcji ECR popierają rząd PiS w sporze z KE

podobne: Reanimacja greckiego trupa (w interesie NATO na koszt Europy). Świetlana przyszłość UE kosztem suwerenności członków. Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji. oraz: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie.

…Pięć lat temu w pisanym na łamy „Polonia Christiana” tekście „Klasycy antypolonizmu” stwierdzałem oczywistości: Oto Polskę krytykuje się, redukuje i stawia w stan likwidacji zawsze z pozycji wyższości cywilizacyjnej – w imię „ogólnoludzkich” celów. Zawsze idzie o jeśli nie o „zabezpieczenie pokoju w świecie”, jeśli nie o „wspólne zwycięstwo” (np. „nad faszyzmem”), to przynajmniej o dobro samej Polski (np. jej „dostosowanie do standardów” i „pełną integrację”). Do kanonu antypolonizmu należy nigdy nie wyrażane wprost, a jednak najgłębiej żywione przekonanie, że Polska zostawiona samej sobie jest potencjalnie niebezpieczna – na zewnątrz (np. zagraża „jedności”) i do wewnątrz (zagraża np. „mniejszości”). Że zatem Polska powinna, musi – w imię nieubłaganych praw postępu – być poddana jakiejś kontroli. Inaczej bowiem niechybnie „zbudzą się demony” (fakultatywnie: „nietolerancji”, „ksenofobii”, „antysemityzmu”). Nie można więc Polski zostawić samopas – trzeba ją urzędowo ubezwłasnowolnić, poddać kurateli oświeconych guwernantek, które już wiedzą jak sprawić, by Polacy wyzbyli się złych nawyków wysysanych z mlekiem matki.

Pozostaje nadzieja, że zwłaszcza w ostatnich latach skokowo maleje podatność Polaków, zwłaszcza młodych na pedagogikę wstydu z jednej, a i zwykłe pogróżki z drugiej strony. Chwała Bogu, wielu z nas zdążyło już zauważyć, że niezależnie od tego, jak daleko zajdziemy na drodze kompromisu, konformizacji, a potem konsekwentnie bezwarunkowej kapitulacji – Polska z zasady jest dla „obozu postępu” w ogóle nie do przyjęcia. Ze strony dziedziców Komeniusza nie ma i nie będzie przyzwolenia na żadną prawdziwą Polskę – zwłaszcza tę trwającą przy Tradycji. Nie ma zatem istotnych źródeł trwałego i pożytecznego Jej istnienia – innych, niż Wola Boża i nasza własna wolna wola. Co sobie z całą mocą uświadomiwszy, możemy odetchnąwszy z ulgą zacząć poważnie myśleć o odzyskaniu kontroli nad własnym życiem narodowym. A to oznaczać powinno opracowanie planu pilnego wycofania się ze stanu tej uwłaczającej zależności, którą Andrzej Olechowski (b. MSZ III RP, w PRL TW SB „Must”, uczestnik spotkań Grupy Bilderbergu i Komisji Trójstronnej), gdy przed laty zachwalał Polakom uroki Eurokołchozu, wskazał jako najważniejszą korzyść: „możliwość współdecydowania o własnych sprawach” (sic!).” (Grzegorz Braun)

całość tu: Perswazje, pogróżki i propozycje nie do odrzucenia. Z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami

podobne: Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą  a także: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce. Czy Obama i Putin uzgodnią nowy reset? oraz: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?  i to: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„…Na czym polegać ma wspólnota?
Czy to jest wolność? Czy zależność?
O wojnę kraj nasz już się otarł.
Gdzie jest przystanek „Niepodległość”?
 
Były rabunki i wyprzedaż
i były pochylone głowy.
My już myślimy: Jak się nie dać… !
Przywrócić system narodowy!
 
A to się obcym nie podoba.
Są groźby i medialna scysja.
Wiersz zna też dosadniejsze słowa –
gdzie go całować ma Komisja!
 
Czy Unia bywa antypolska,
przeciwna ludziom oraz rządom?
Socjalistyczna? Genderowska
i wroga odmiennym poglądom?”

Marek Gajowniczek: „Unia antypolska” 

podobne: „Do dwunastu mediów” czyli „wiersz do każdego polskiego ucha”. oraz: Pociąg do Unii… i to: Sznur…

na koniec: „Je suis idiot” czyli… marsz EUnuchów i haracz dla Turcji (z motywem kurdyjskim w tle). Czy zamachy w Belgii to wystarczający powód do zaostrzenia przepisów „antyterrorystycznych” w Polsce?

Porwanie Europy (przez Islam)

Porwanie Europy (przez Islam)

Unia z Litwą i „przedmurze chrześcijaństwa” czyli Polska między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?


Antoine de Saint-Exupery (doskonałość, ideał)

„…król Jagiełło panuje w Polsce od lat 27, jest starcem, dzieci nie ma, co się stanie z połączeniem Polski i Litwy, gdy umrze?

 On, wielki książę Litwy, złączył oba kraje, bo miał prawo rozporządzać swojem państwem, — lecz nowy wielki książę mógłby mieć inne zamiary, a Litwini zrozumieli już korzyści, jakie wyniknęły z tego połączenia, i chcą utrwalić unję, aby się nie zerwała wraz ze śmiercią Jagiełły. Tego samego pragną i Polacy. Zwycięstwo pod Grunwaldem przekonało oba narody, jak wiele znaczy zgoda i jedność, jak niepokonaną razem stanowią potęgę. To też chcą nadal pozostać w złączeniu, choćby Jagiełło nie zostawił syna. Przybyli się umówić, że Polska bez Litwy, ani Litwa bez Polski nowego pana sobie nie obierze, że chcą na zawsze zostać złączeni, jak bracia, mieć wspólne prawa i jednego władcę. Jest to najpiękniejszy akt w historji ludów: dwa narody łączą się dobrowolnie, bez przymusu i krzywdy, łączą się w imię miłości wzajemnej i wspólnego dobra.  Oto jak się zaczyna ten piękny dokument:

 „W imię Pańskie — amen. Ku wiecznej pamięci. — Nie dozna łaski zbawienia, kto się na miłości nie oprze. Miłość jedna nie działa marnie; promienna sama w sobie, gasi zawiść, osłabia urazy, daje wszystkim pokój; łączy rozdzielonych, podnosi upadłych, gładzi nierówności, wspiera każdego, nie obraża nikogo, i ktokolwiek się schroni pod jej skrzydła, znajdzie się bezpiecznym i nie ulęknie się niczyjej groźby. Miłość tworzy prawa, rządzi królestwami, zakłada miasta, prowadzi do dobrego stanu Rzeczypospolitej, wydoskonala cnoty cnotliwych, a kto nią pogardzi, ten wszystko utraci. Dlatego też my wszyscy zebrani — prałaci, rycerstwo i szlachta Korony polskiej, chcąc spocząć pod puklerzem miłości, i przejęci pobożnem ku niej uczuciem, złączyliśmy się i związali, a niniejszym dokumentem stwierdzamy, że łączymy się i wiążemy nasze domy i rody, nasze rodziny i herby ze wszystką szlachtą i bojarami litewskimi tak, by odtąd i po wsze czasy mogli się posługiwać tymi naszymi herbami i godłami, jakie posiadamy od naszych ojców i przodków, by ich używali jako świadectwa prawdziwej miłości tak, jak gdyby je dziedzicznie po swoich własnych przodkach posiedli. Niech się więc łączą z nami w miłości oraz braterstwie, i niech będą nam równi wspólnością herbów tak, jak nimi już są wspólnością wiary, praw i przywilejów. Przyrzekamy uroczyście, słowem czci i przysięgą, nie opuszczać ich w żadnej przeciwności lub niebezpieczeństwie, lecz pomagać w każdej okoliczności radą i czynem, wspierać przeciw wszelkiemu wrogiemu wobec nich przedsięwzięciu, a wstawiać się najgoręcej do naszego miłościwego pana, Władysława, z woli Bożej króla polskiego, i najjaśniejszego Witolda, wielkiego księcia litewskiego, by jaknajobficiej i najszczodrzej obdarzali braci naszych Litwinów coraz większą wolnością, łaskami i dobrodziejstwami. Co też i przezacni panowie, mieszkańcy ziem litewskich, pod przysięgą i słowem obowiązali się czynić dla nas nawzajem“.

 Było to w 3 lata po bitwie Grunwaldzkiej i stanowiło jej najważniejsze następstwo.”

źródło: Jadwiga i Jagiełło/W Horodle

„…Począwszy od wstąpienia na tron dynastii Jagiellońskiej nie udaje się w Polsce i na Litwie sformułować jakiejś sensownej doktryny usprawiedliwiającej istnienie tego państwa. Unia definiuje się poprzez wrogość swoich sąsiadów. Litwa jest ograniczana i definiowana przez Moskwę jako wróg i zaborca „ziem ruskich”, a Polska jest definiowana przez Niemców, którzy zaczynają ją w pewnym momencie traktować jak kolejny kraj, który należy przyłączyć do Rzeszy. Do tych definicji Moskwa używa żołnierzy, a Niemcy najpierw Krzyżaków, a potem drukowanej propagandy. Prawie dwieście lat panowania dynastii litewskiej na tronie polskim nie przynosi żadnego zadowalającego pogłębienia stosunków Polska-Litwa. Unia jest tworem nietrwałym, bez przyszłości politycznej, który trzyma się tylko dlatego, że strach szlachty przed wrogami zewnętrznymi każe jej bronić tego układu ze wszystkich sił. I Unia się broni skutecznie. Nie jest to jednak zasługą królów z dynastii litewskiej i ich myśli politycznej, ale wynika fakt ów z poświęcenia i zdrowego politycznego rozsądku mieszkańców państwa polsko-litewskiego. Owa nietrwałość Unii daje nadzieje obcym na to, że można będzie kraj rozwalić i w jego miejsce zbudować coś innego. Jakąś Wschodnią Rzeszę konkurencyjną dla Wiednia – co marzy się Hohenzollernom, albo po prostu podzielić się Unią z Moskwą o czym myślą Habsburgowie. Rok 1569 niewiele tu zmienia, bo Unia Lubelska to jedynie potwierdzenie stanu faktycznego. Kilkadziesiąt lat wcześniej Zbigniew Oleśnicki domagał się wprost inkorporacji Litwy i była to koncepcja ze wszech miar słuszna. Oleśnicki był politykiem poważnym i myślącym o przyszłości, czego nie sposób powiedzieć o żadnym władcy z dynastii litewskiej.

Na scenie politycznej stulecia XVI stanęło w pewnym momencie tylu graczy, że podział państwa polsko-litewskiego był po prostu niemożliwy, bo zawsze komuś to przeszkadzało. Niemcy grali przeciwko sobie nawzajem, a Moskwa zaczęła mieć kłopoty ze zwariowanym carem i Londynem, który powoli rozpoczynał kolonizację obszarów północnych. Upadek Węgier, który dawał nadzieję Niemcom i Moskwie na identyczną akcję w stosunku do Polski i Litwy nie przyniósł oczekiwanych skutków. Turcy bowiem stanęli niespełna 300 km od Krakowa, a ich wpływ na politykę Europejską zwiększył się znacznie i wzmocnił graczy peryferyjnych, którzy i tak byli już dosyć silni, poprzez pieniądz i poprzez doktrynę, która definiowała ich państwa – mam tu na myśli Londyn przede wszystkim, ale także Paryż. Wobec tak niekorzystnie rozwijającej się sytuacji i wobec całkowitego podporządkowania się Rzymu Wiedniowi, Niemcy – którzy byli przecież za ten rozwój wypadków odpowiedzialni – musieli znaleźć jakiś sposób na to by wpływać na politykę turecką i studzić ją gwałtownie. I wymyślili – przedmurze chrześcijaństwa. Tym przedmurzem została oczywiście Polska i Litwa, w co – wskutek upowszechnienia się druku i zatrudnienia pożytecznych idiotów z kilku wpływowych rodzin polskich i litewskich w literaturze – zaważyło na naszych losach i definiowało nasze państwo przez ponad stulecie

…Wiek XVIII to rozpaczliwa próba usprawiedliwienia własnego istnienia przez państwo polsko-litewskie polegająca na tak zwanych reformach czyli na upodobnieniu systemu rządów w Polsce do monarchii absolutnych. Było to czynione bez zrozumienia rzeczy podstawowej – monarchie absolutne były prywatnymi folwarkami dynastii, a propagowana przez wynajętych mędrców i filozofów nowoczesność miała jedynie ów fakt maskować. Monarchie te ponadto musiały prowadzić politykę agresji, żeby istnieć. I prowadziły ją wobec tych państw, które nie miały ani doktryny ani złota. Głównie przeciwko Polsce. Ponieważ jednak ta znalazła się w pewnym momencie w całości pod protektoratem Moskwy Niemcy musieli zmienić wektory swojej ekspansji i na chwilę – nie pierwszy już raz zresztą – zwrócili się przeciwko sobie – Prusy oderwały Śląsk od Austrii.

Próba zdefiniowana Polski poprzez wynalazki takie jak konstytucja nie powiodła się, bo powieść się nie mogła. Była ona ponadto prowokacją zmontowaną wcale nie tak sprytnie i wcale nie w ukryciu. Była to prowokacja dość banalna zakładająca, że naiwność elit polskich zdeprawowanych i oszukanych rozmaitymi modami jest tak wielka, że niczego nie trzeba ukrywać. I niczego nie ukrywano. Zupełnie jak dziś.

Najwyraźniej, niestety jedynie w sferze deklaracji, zaznaczyła się polska racja stanu, w czasie niewoli. Sformułował ją i próbował wdrażać w życie książę Adam Jerzy Czartoryski, niekoronowany król nieistniejącego państwa. I wierzcie mi, że jestem ostatnim człowiekiem, który będzie drwił z poczynań starego księcia.

Wszystkie wymienione tu formuły tłumaczące polską rację stanu były albo oszukane albo narzucone. Polska jednak istniała i do tego istniała nie dlatego, że jej wrogowie mieli kłopoty, ale dlatego, że definiowana była poprzez jej obywateli, bardzo świadomych politycznie, którzy opisywali swoje państwo poprzez swoją prywatną własność…” (coryllus – Polska racja stanu)

podobne: Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego oraz: Sejm Wielki i Konstytucja 3 maja. Marian Piłka: Nieodpowiedzialny patriotyzm


 „…Syntezę Zachodu a Wschodu uważam za czczy frazes literacki. a widoczna obecnie w Polsce mieszanina cywilizacyjna jest w mych oczach świadectwem upadku cywilizacji. Cywilizacja albo jest czysta, albo jej nie ma; nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Upadła Polska dlatego, że poszukując niby syntezy Zachodu ze Wschodem, zrobiła ze siebie karykaturę cywilizacyjną – i upadnie znowu, jeżeli nie przestanie na nowo tej karykatury urządzać… 

Zróbmy chronologiczny przegląd faktów, które stawiały naszą przeszłość „pomiędzy Zachodem a Wschodem”. Za najstarszy objaw „Wschodu” na ziemiach polskich uważa się zazwyczaj misję apostołów słowiańskich św. Cyryla i św. Metodego, a tymczasem to właśnie polega na pomyłce – szerzonej skwapliwie przez literaturę rosyjską.

Do państwa bułgarskiego na Bałkanie docierało chrześcijaństwo z obu głównych ognisk, z Bizancjum i Rzymu. Wśród zwolenników Rzymu wyłonił się pomysł, żeby ułatwić sobie nawracanie utworzeniem obrządku słowiańskiego, rzymsko-słowiańskiego, tj. według rytuału rzymskiego, a tylko w języku słowiańskim – i głównymi przedstawicielami tego kierunku byli właśnie „bracia soluńscy”. Apostołowali oni jak wiadomo, pośród Chazarów, którzy posiadali wtedy zwierzchnictwo nad znaczną częścią słowiańszczyzny wschodniej.

A jednak nie przedostał się najmniejszy promyk wiary świętej z nad Donu nad Dniepr, w stronę Kijowa! To, co się mówi o apostolstwie braci soluńskich na Rusi, jest wierutnym wymysłem. Cała działalność misyjna św. Cyryla i św. Metodego nie ma najmniejszego związku ze słowiańszczyzną wschodnią, a w biografii Apostołów słowiańskich nie ma miejsca ni czasu na pobyt ich na Rusi… 

…Głagolica w Polsce niedługo się utrzymała. Istnieje dotychczas w kilkunastu parafiach Istrji i Dalmacji, skazana na zagładę, czego powody i okoliczności nie należą tu do tematu naszego. Nigdy nie miała w sobie nic a nic wschodniego. W nowszych dopiero czasach, kiedy zaczęto „cyrylicę” identyfikować (tendencyjnie) ze św. Cyrylem, rozpowszechniono błędne mniemanie, jakoby apostołowie słowiańscy byli apostołami Słowiańszczyzny wschodniej i jako byli twórcami obrządku grecko- słowiańskiego i praszczurami… prawosławia. Poważna nauka włożyła to dość dawno już między bajki. W 80 lat po chrzcie księcia Wiślan nastąpił chrzest dynastii Piastów, a aczkolwiek w obrządku rzymsko- łacińskim, bliższymi byliśmy natenczas wpływów wschodnich, bizantyńskich, niż za czasów archidiecezji głagolickiej, gdy do niej należały południowe ludy polskie. Chrzest Mieszka I i ostateczne zupełne nawrócenie Polski przypadają na czasy najsilniejszej ekspansji bizantynizmu

…Za Ottona Wielkiego dokonuje się owo gruntowne zaszczepienie bizantynizmu w Niemczech. Panowanie jego zaczyna się od urządzenia dworu na modłę bizantyńską, a kończy się w 927 ożenkiem jego syna z cesarzówną bizantyńską Teofanią (córka Romanosa II, siostra Bazylego II Bułgarobójcy i Anny, późniejszej księżny kijowskiej). Księżniczka ta stanowi osobą swą wykładnik całego rozdziału w dziejach Niemiec i w dziejach powszechnych. Jako małżonka Ottona II, a potem rejentka podczas małoletności Ottona III, posiadała znaczne wpływy polityczne. Dwór jej zasłynął po całym świecie. Roztoczyła niewidziany dotychczas na zachodzie przepych monarszy i wprowadziła bizantyński ceremoniał. Tym razem nie skończyło się jednak na rzeczach zewnętrznych, na sztuce i dworskości. Z gronem wybitnych bizantyńskich uczonych i statystów wytworzyła Teofania środowisko bizantyńskiej idei politycznej, która przyjęła się w Niemczech do tego stopnia, iż stanowi cechę istotną dziejów niemieckich i wywołała dwoistość kultury niemieckiej, przesiąkniętej w znacznej części bizantynizmem. Jakkolwiek nigdy nie opanował on całego społeczeństwa niemieckiego w zupełności, tak, iżby nie było prądu przeciwnego, opierającego się o cywilizację łacińską, jednakże faktem jest, że nigdzie na całym świecie nie osadził się bizantynizm tak mocno, jak w Niemczech. Istnieje niemiecki rodzaj bizantynizmu. Z wyjątkiem panowania Ottona III (którego wyjątkowość stanowi przedmiot zgorszenia pruskiego kierunku historiografii niemieckiej) brnęło cesarstwo niemieckie coraz mocniej w bizantynizm. Odtąd dzieje Niemiec przedstawiają ustawiczne ścieranie się pojęć bizantyńskich z zachodnio-europejskimi; istny dualizm cywilizacyjny w samym środku Europy. Tym tłumaczy się niemoc państwowa cesarstwa niemieckiego, jako takiego, i częste okresy bierności kulturalnej w życiu narodu niemieckiego i samoż utrudnione przyjmowanie się idei narodowej.

Gdyby pierwszy okres naszych dziejów rozwijał się był w zupełnej, bezwzględnej zależności od Niemiec, lub w zupełnej zgodzie z Niemcami, bylibyśmy weszli w krąg cywilizacji bizantyńskiej.

Szczęściem zorganizowaliśmy się w państwo chrześcijańskie nie tylko bez pomocy Niemiec, ale w znacznej części wbrew nim, a za to przy pomocy Papiestwa, zwalczającego już bizantyńskie macki, wysunięte na zachód. Skuteczniejsze było inne uderzenie bizantyńskiej fali, tym razem od wschodu…

…W trzeciej redakcji statutu litewskiego czuje się mieszaninę Zachodu a Wschodu, a litewscy magnaci stają się z czasem istnymi kacykami orientalnymi. Korona nie znała zgoła takiego typu magnata – a zresztą najwięksi latyfundyści koronni byli ubogimi w porównaniu z litewskimi panami. Właściwie w Koronie nie było całkiem „panów”; wszyscy pochodzili z Litwy. Im uboższy kraj, im więcej nędzy w społeczeństwie, tym większe znaczenie bogaczy, choćby nieliczną stanowili warstwę. Polska i Litwa zubożały niesłychanie przez „potop” doznały straszliwych skutków katastrofalnej deprecjacji pieniądza i… wyludnienia ponownego. Zapanowała nie bieda, lecz wprost nędza, a zatem… trzęśli odtąd Polską i Litwą bogaci „panowie” z Litwy. Przestaje Korona wywierać wpływ na Litwę; wszystko przesuwa się wręcz odwrotnie: Korona ulega wpływowi Litwy. Demokracja polska zamienia się w litewską oligarchię, oświata polska ustępuje litewsko- ruskiej niższości kulturalnej. Wszystkie sprawy państwa opanowane zostały przez żywioł litewsko-ruski, Koroniarze zepchnięci w życiu państwowym na drugi plan. Sejmy stały się igraszką samowoli panów litewskich, ich chuci władzy, która dochodziła aż do tego, że niejeden raz pojawiały się pomysły utworzenia osobnego udzielnego państwa dla tego lub owego magnata, któremu zachciewało się korony na jakiej prowincji, gdy nie mógł zostać królem całości. W Koronie bądź co bądź takich pomysłów nie bywało! Na Litwie powstały „milicje nadworne” panów, po prostu wojska prywatne wielmożów, na ich żołdzie i posłuszeństwie, siła zbrojna mająca jawnie służyć prywacie jednostki. Pod sam koniec XVII wieku związała się na Litwie szlachta przeciwko Sapiehom; trwała lat kilka wojna domowa, prawdziwa wojna, ani nawet zwycięstwem walnym szlachty pod Olkienikami nie zakończona (listopad 1700 r.), ani też nie załatwiona „komisją” roku 1702.

To był doprawdy Wschód! Co za orientalizm w „Pamiątkach Soplicy”! Ale skąd się to wzięło? Zubożeniem wyjaśnia się wiele, bardzo wiele – ale ubóstwo może nastać w obrębie każdej cywilizacji. Oczywiście, że nędza cywilizację kazi, psowa, obniża, ale nam tu nie o to chodzi, ale o zmianę cywilizacji. Pijanego szlachcica, najmującego się do zerwania sejmu; analfabetę wyniesionego nad mieszczaństwo, z prawem noszenia szabli na sznurku i otrzymywania kary cielesnej na kobiercu; dewociarza, który każe się braciszkowi od Bernardynów biczować za łotrostwa, które jutro będzie popełniać na nowo; takich typów nie sposób zaliczać do cywilizacji zachodniej. Czyż miała choćby cień jakiegoś pojęcia o prawie publicznym „Alba” Radziwiłłowska? Czy znajdowała posłuch inna władza, jak tylko oparta na majątku i sile, wypływającej ze stosunków osobistych, prywatnych, a mogącej użyć przemocy? czy na rozległej Rusi litewskiej uznawano jakąś powagę, prócz przemocy? czy gwałt nie stał się tam jedynym regulatorem życia? I to miała by być cywilizacja nasza, chrześcijańsko-klasyczna? Spójrzmy na tę sprawę głębiej :Ustrój życia zbiorowego zmienił się radykalnie, z demokratycznego na oligarchiczny, a dostęp do urzędów wpływowych zawisł od osobistych stosunków do członków oligarchii. Nie ma stronnictw, nie ma programów; są tylko partie tego i owego oligarchy. Tylko bogacz, którego stać na utrzymanie dworu i milicji, posiada głos w sprawach państwowych; on bowiem mianuje po prostu posłów sejmowych, wybieranych za jego pieniądze i pod przemocą gwałtów jego zbirów.Wszystko, co się wydaje sprawą publiczną, ma źródło gdzieś w jakiejś sprawie prywatnej. Organizacje wszelkie pochodzą z inicjatywy jakiegoś „pana”, noszą nawet jego mundur. Wytwarza się specjalny feudalizm litewski, iż każdy szlachcic, chcąc żyć spokojnie, musi chwytać się jakiejś pańskiej klamki, zaciągnąć się do czyjejś kohorty. Trzeba się oddać w zawisłość prywatną silniejszemu, jeżeli kto nie chce znaleźć się poza urządzeniami społecznego ładu i względnego przynajmniej bezpieczeństwa. Oto stan Wielkiego Księstwa! Ten brak prawa publicznego odrębnego, a oparcie porządku publicznego na prawie prywatnym, wielce pomnożonym, rozszerzonym – to zasadnicza cecha cywilizacji turańskiej. (…) Byliśmy zupełnie oddaleni od cywilizacji łacińskiej, a wytwarzaliśmy jakąś nową odmianę turańskiej, przynajmniej w prowincjach wschodnich Rzplitej.

Oto skutki dążeń do wynalezienia syntezy Zachodu i Wschodu! Przez tę syntezę zginęliśmy. Bo Wschód zawsze górą, gdy Zachód w imię poszukiwania syntezy do niego się zniża. Utraciliśmy związek z krajami cywilizacji chrześcijańsko-klasycznej, łacińskiej. Nie sąsiadowaliśmy bezpośrednio z żadnym takim krajem. Niegdyś czerpaliśmy cywilizację wprost ze źródeł, z Francji i z Włoch, tak dalece, iż Sienkiewicz mógł wyrazić się, jako inteligentny Polak posiada dwie ojczyzny: polską własną rodzimą, tudzież Włochy, rodzimej uzupełnienie. Niegdyś! Ale jakież były stosunki z Włochami lub Francją w okresie saskim?

A w bezpośrednim sąsiedztwie niemieckim triumfowała właśnie kultura bizantyńsko – niemiecka, wydobywały się na pierwsze miejsce Prusy, a prawo dynastyczne uznawane było powszechnie jako najwyższe prawo państwowe. Okoliczność ta miała zaważyć rozstrzygająco na losach Polski. Kiedy sapere ausus X. Konarski rozpoczął swe zbożne dzieło odrodzenia, zaczął od społeczeństwa, nie od państwa, a więc brał się do rzeczy całkiem po zachodniemu. Podniety i w znacznej mierze wzorów szukał we Francji, a spopularyzowanie języka francuskiego stanowiło środek do wytkniętych przez niego celów. Ponad głowami Niemiec sięgnęliśmy do krynicy Zachodu i to ocaliło przynajmniej narodowość polską, skoro już za późno było ocalić państwo. Tu bowiem padły na szalę siły, którym nie zdołaliśmy jeszcze przeciwstawić dostatecznych własnych: pojęciu państwa dynastycznego i absolutnego jakżeż przeciwstawić skutecznie to państwo, które istniało w Polsce w czasie pierwszego rozbioru, a które stanowiło przedmiot szyderstw w Europie?…

całość tekstu tu: F.Koneczny – „Polska między Wschodem a Zachodem” – Warszawa 1999

„…W olbrzymim skrócie mówiąc, Polska to ostoja, twierdza cywilizacji łacińskiej wciśnięta między państwo cywilizacji turańskiej, – czyli Rosję – oraz państwo reprezentujące model cywilizacji bizantyńskiej, czyli Niemcy.

Mentalność Polaków i koncepcja organizacji państwa polskiego stawia w centrum ideę wolności osobistej. Niemcy i Rosjanie zaś hołdują koncepcji prymatu interesu państwa nad prawami i przywilejami jednostki. W takim myśleniu wolność osobista, prawo do dążenia do indywidualnego szczęścia są wręcz szkodliwe. Mało tego – należy je zwalczać, bowiem – co pokazała historia Najjaśniejszej Rzeczpospolitej – są zaraźliwie atrakcyjne. Dlatego właśnie Niemcy i Rosja we ścisłym współdziałaniu zniszczyły najpierw Pierwszą, a potem również Drugą Rzeczpospolitą. Bo nie mogły znieść u swych granic narodu ludzi wolnych, ludzi kochających swój Naród i Ojczyznę. Martin Schulz czy Günther Oettinger jawią się, jako ideowi spadkobiercy Fryderyka Wilhelma II, Sieversa, Bismarcka, Ribbentropa – gotowi są użyć szantażu a nawet brutalnej siły dla zwalczania wolnościowych postaw Polaków, którzy najzwyczajniej chcą żyć we własnym, wolnym i suwerennym państwie. Tylko dzisiejsi Niemcy wymachują flagami Unii Europejskiej własny, niemiecki interes skrupulatnie ukrywając w cieniu…” (Tomasz Panfil)

źródło: Sprzedali ideę i wartości za srebrniki

F. Koneczny – „Polska między Wschodem a Zachodem” – odczyt wygłoszony w 1927 roku na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim

oraz: „Polak w relacjach z INNYMI”. Ksenofob, nacjonalista czy sprawiedliwy wśród narodów świata? Leszek Zebrowski w Brukseli w cyklu spotkań „Nie bójmy się myśleć” (14. grudnia 2014 roku)

i to: Profesor Mieczysław Ryba: Multikulturalizm wobec zagrożenia islamskiego w Europie

podobne: Mesjanizm i człowiek sowiecki w polskiej duszy. oraz: W rocznicę śmierci: Jan Emil Skiwski – „Piłsudski a Polska wieczna”. Cywilizacja a tolerancja. i to: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona a także: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny polecam również: „Do dwunastu mediów” czyli wiersz do każdego polskiego ucha.  i jeszcze: Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska? oraz: Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli. a także: Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. i to: „Odkłamać wczoraj i dziś”. Spotkanie z prof. Mieczysławem Rybą. Rosyjska „durnoj sintez” polecam również: Wacława Sobieskiego „Pańska buta” do „Rokoszu” Jacka Kaczmarskiego. i na koniec: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej.

Polska, chrześcijaństwo, krzyż, wiara, patriotyzm

Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą.


„Inwazje barbarzyńców” to wyrażenie, po które chętnie sięgają włoscy i francuscy historycy, by opisać powszechne zjawisko lawinowego przemieszczania się heterogenicznej ludności kontynentu euroazjatyckiego w IV i V w. n.e., które zakończyło się jej osiedleniem na terytoriach w większości przypadków należących do Cesarstwa Rzymskiego, różniących się od obszarów, z których pochodziły owe ludy. Warto nadmienić, że w kulturze niemieckiej dla opisania tego zjawiska migracyjnego stosuje się natomiast bardziej neutralne i łagodne określenie: „wędrówka ludów” (Völkerwanderungen).

Biorąc pod uwagę wolę jednostek migrujących, należy rozróżnić tzw. migrację dobrowolną (gdy jednostka dobrowolnie podejmuje decyzję o przemieszczeniu, dążąc do poprawy własnych warunków ekonomicznych), a także przymusową (jako skutek ograniczeń politycznych lub prześladowań czy też działań wojennych lub katastrof naturalnych).

Czynniki wypychające tzn. skłaniające do emigracji, mogą być zatem różnorodne. Jednym z najważniejszych jest czynnik ekonomiczny, o którym mowa, gdy w miejscu pochodzenia możliwości zatrudnienia są nikłe, a standard życia jest niższy niż w miejscu przeznaczenia. Istnieją również tzw. polityczne czynniki wypychające: wojny, konflikty etniczne, prześladowania itp.

Wśród czynników sprzyjających ruchom migracyjnym należy wymienić czynniki społeczne, bazujące na istnieniu swego rodzaju sieci, która zapewnia wsparcie migrantom niedawno przybyłym do kraju przeznaczenia. Taką siecią stosunków społecznych może być społeczność rodaków, która już wcześniej osiedliła się w danym kraju…

…K. Greenhill wyróżnia trzy odrębne kategorie strategicznie zaplanowanych migracji: wywłaszczające, eksportowe i zmilitaryzowane. „Zaplanowanymi migracjami wywłaszczającymi są te, których głównym celem jest zawłaszczenie terytorium lub własności innej grupy/grup czy też eliminacja grupy/grup stanowiących zagrożenie dla etnopolitycznej i gospodarczej przewagi strony, która zorganizowała migrację (lub migracje); przypadek ten obejmuje zjawiska powszechnie znane jako czystki etniczne. Zaplanowanymi migracjami eksportowymi są migracje organizowane, by umocnić wewnętrzną pozycję polityczną (poprzez wydalenie politycznych dysydentów i innych wewnętrznych przeciwników) czy też usunąć lub zdestabilizować jeden lub więcej rządów zagranicznych. Wreszcie, zaplanowane migracje zmilitaryzowane to takie, które zwykle zostają zastosowane podczas konfliktu zbrojnego, by zyskać przewagę militarną nad przeciwnikiem – poprzez zdezorganizowanie lub zniszczenie jego centrum dowodzenia, infrastruktury logistycznej i zdolności operacyjnych – lub też celem umocnienia własnych struktur bojowych poprzez zdobycie dodatkowego personelu lub zasobów” [6].

Mówiąc o fali nielegalnej imigracji, która wstrząsnęła Europą w 2015 roku, prezydent Czech Milos Zeman posłużył się schematem stworzonym przez byłą asystentkę J. Kerry’ego. „Tak zwany kryzys migracyjny – powiedział M. Zeman podczas swojej oficjalnej wizyty w Pardubicach – jest zorganizowaną inwazją, która ma na celu niszczenie europejskich struktur społecznych, kulturowych, gospodarczych i politycznych. To jest dobrze zorganizowana inwazja, nie spontaniczny ruch. Dojdzie do tego, że czeskie wojsko będzie musiało interweniować, by bronić granic Republiki Czeskiej”.

Jak stwierdziła amerykańska profesor w komentarzu z dnia 11 grudnia 2000 r. dotyczącym wojny w Kosowie: „Zmieniła się sama natura wojny; teraz uchodźcy są narzędziem wojny” (“The nature of war itself has changed; now the refugees are the war”).

„Zaplanowane migracje przymusowe” (coercive engineered migrations) wykorzystują zatem niekonwencjonalną broń, która, podobnie jak inne niekonwencjonalne metody walki (terroryzm, manipulacja medialna, hakerstwo, zakłócenia na rynkach akcyjnych), jest stosowana w prowadzeniu wojny, zwanej przez dwóch znanych chińskich polemologów „wojną bez ograniczeń”. Niezwykle ciekawy i nie bez znaczenia jest fakt, że dwaj polemolodzy porównują George’a Sorosa do Osamy Bin Ladena [7]: o cieszącym się złą sławą „filantropie” wspomniał premier Węgier Viktor Orban w jednym z wywiadów w węgierskim radiu Kossuth Rádió, mówiąc o napływie tzw. uchodźców pochodzących z Afryki i Bliskiego Wschodu do Europy: „Jego nazwisko – stwierdził V. Orban – jest prawdopodobnie najmocniejszym przykładem spośród osób, które popierają wszystko, co zaprzecza tradycyjnemu europejskiemu stylowi życia”, natomiast aktywiści jego organizacji, oferując praktyczną pomoc i wsparcie prawne nielegalnym imigrantom, „niezamierzenie stają się częścią międzynarodowej siatki zajmującej się przemytem ludzi”…” (Claudio Mutti)

całość tu: Migracje

podobne: „Islamizacja Europy” kontra „tchórzliwa brutalność” czyli „Problem, Reaction, Solution!” i jeszcze: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

„…No i wreszcie zejdźmy na jeszcze niższy poziom tych piekielnych kręgów. Wędrówka ludów, której ofiarą padają najzamożniejsze państwa starej Europy, jest następstwem wypadku przy pracy, to znaczy – przy operacjach pokojowych, misjach stabilizacyjnych i wojnie o pokój i demokrację, jaką Stany Zjednoczone prowadzą tu i tam – przede wszystkim zaś w krajach, które w przeszłości, słusznie, czy niesłusznie, uważane były za zagrożenie dla bezcennego Izraela. Wskutek pogrążenia tych krajów w stanie krwawego chaosu, potencjalne zagrożenie dla Izraela z ich strony zmalało do zera, zaś ubocznym skutkiem tego chaosu jest właśnie wędrówka ludów ze Środkowego i Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej do Europy. Co najmniej 70 procent „uchodźców” stanowią młodzi mężczyźni przed ukończeniem 30 lat – a więc najbardziej zdolni do walki. Ewakuacja setek tysięcy, a może nawet i miliona takich mężczyzn ze Środkowego i Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej do Europy jeszcze bardziej zmniejsza potencjalne zagrożenie dla bezcennego Izraela, ale zwiększa zagrożenie dla Europy. Czy to nie jest przypadkiem amerykańsko-żydowska odpowiedź zarówno na doktrynę „europeizacji Europy”, której wyznawcami po roku 1990 stały się Niemcy i Francja, jak i pogróżki Jakuba Delorsa z roku 1989, kiedy jako ówczesny przewodniczący Komisji Europejskiej odgrażał się, że celem UE jest wypowiedzenie Stanom Zjednoczonym „wojny ekonomicznej?” Czyżby Europa próbowała rozpocząć strategiczne przeciwnatarcie od sprowokowania mężczyzn „o wyglądzie…” – i tak dalej, do wsadzenia niemieckim panienkom rąk pod spódnice? I tego też wykluczyć nie można tym bardziej, że już starożytni Rzymianie, co to każde spostrzeżenie zaraz ubierali w postać pełnej mądrości sentencji, zauważyli, że na świecie dzieją się rzeczy, które nie śniły się filozofom.” (Stanisław Michalkiewicz: Inter pedes puellarum)

podobne: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?

Kordoniarze - Rafał Zawistowski

Kordoniarze – Rafał Zawistowski

„…Ogromna armada rusza do ziemi obiecanej, do Europy, po swoją ostatnią szansę. Bramy raju – bramy Zachodu zostały dla nich otwarte… Droga wiedzie znad Gangesu w kierunku Sokotry i Suezu i dalej przez Morze Śródziemne do portów Zachodu… Ale Egipt zamyka Kanał Sueski, a salwa z torpedowca zawraca statki z uciekinierami na południe. To długa droga dookoła Afryki. Może pordzewiałe parowce armady zechcą zatrzymać się gdzieś w połowie drogi? Rząd RPA zapowiada, że żaden ciemnoskóry znad Gangesu nie postawi żywy nogi na afrykańskiej ziemi… Mimo to Afrykanerzy w poczuciu przyzwoitości dostarczają statkom paki z żywnością. Te jednak są wyrzucane do morza… Uciekinierzy nie chcą ich, płyną dalej. Nie Afryka jest przecież celem. A Europa? Europa dyskutuje. Media bezrefleksyjnie reagują bezwarunkowym odruchem humanitaryzmu. Pytania, co stanie się z nami, kiedy ten milion wyjdzie na brzeg, zagłuszane są dźwiękami koncertów i krzykiem celebrytów…

W latach siedemdziesiątych francuski pisarz Jean Raspail roztoczył wizję, co mogłoby się stać za trzydzieści lat (Obóz świętych)… Można rzec – wizję nie tyle futurystyczną, co profetyczną – i jakże niepokojącą.

Wtedy – w latach siedemdziesiątych książki nie przyjęto z aplauzem; i nic dziwnego, bo i dzisiaj głosy sprzeciwiające się przyjmowaniu uchodźców są oceniane jako nieprawomyślne, wręcz antyhumanitarne… W książce Raspaila – kiedy armada stała się faktem – to znaczy kiedy dzioby jej pordzewiałych statków zaryły w skały i piaski Lazurowego Wybrzeża, we francuskich nadmorskich kurortach nie pozostał już nikt, nie licząc pewnego profesora, garstki długowłosych dzieci-kwiatów, ortodoksyjnych lewicowców i kilku benedyktyńskich mnichów na granicy demencji… Francuzi po prostu uciekli na północ… Ci sami Francuzi, którzy codziennie przysłuchiwali się wywodom na temat konieczności i obowiązku przyjęcia uciekinierów znad Gangesu. Ci sami, którzy wywieszali transparenty: Wszyscy jesteśmy ludźmi znad Gangesu. I ci sami którzy, potępiali przejawy niechęci wobec każdego, kto mówił inaczej niż głos z telewizyjnych ekranów i codziennych gazet… Zapakowali swoje żony i dzieci do samochodów i w pośpiechu opuścili swoje jasne domy, tłumacząc, że tak trzeba i nie pamiętając, że gdy armada była jeszcze daleko ich dzieci pisały szkolne wtpracowania w rodzaju: Rodzina uciekinierów znad Gangesu prosi o gościnę w moim domu…

Wizja Raspaila sięga dalej – pisarz ujawnia prawdopodobny mechanizm społeczny – ilustruje zjawisko i… straszy.

Może rzeczywiście doczekamy czasów, że będziemy się bać we własnych domach, że przeinterpretujemy pojęcia: odpowiedzialności, miłosierdzia, braterstwa, słabości i siły; nasze rządy staną się bezsilne, a nasze armie nie będą w stanie reagować?

W końcu prognozy demograficzne przywołane przez Raspaila budzą nie tylko niepokój. Siedem miliardów ludzi, w tym tylko siedemset milionów białych, których trzecia cześć – przeważnie ludzi starych będzie zamieszkiwać Europę. I oni mają przeciwstawić się czterystu milionom przybyszów z Bliskiego Wschodu czekających po drugiej stronie Morza Śródziemnego?…” (Roland Maszka)

całość tu: „Prawomyślność i hipokryzja. Czytając Jeana Raspaila”

„…Kontrolowane media zachodnie stawały początkowo na głowie aby tylko nie ujawnić szczegółów. Najpierw chodzić miało tylko o „chuliganów” obmacujących parę dziewczynek tylko w Kolonii. Ani słowa o tym że nie byli to żadni „chuligani” ale Merkel Jugend najnowszej generacji. Podkreślano też że wśród zatrzymanych było aż dwóch Niemców a nawet jeden Amerykanin. Koloru skóry dla pewności nie ujawniono.

Ale potem mleko się rozlało. Zorganizowanych grup Merkel Jugend napastujących kobiety w szeregu miastach nie dało się zamieść pod dywan. Zaczęła w końcu mówić o tym miejscowa telewizja, choć rozdarcie lewackiego serca dalej trudno ukryć. I tak praktyczni Niemcy  chcą zwiększać zatrudnienie w policji na przykład. Bardziej humanitarni od nich Belgowie, których policja dalej nie może złapać sprawców masakry w Paryżu, stawiają przede wszystkim na lekcje wychowania seksualnego w obozach dla uchodzców. No kidding. Oto czego „uchodźcom” głównie potrzeba! Jako podręcznik proponujemy w takim razie Życie seksualne dzikich Malinowskiego, uzupełniony może zajęciami praktycznymi na dworcu w Kölln…

…Media i kosmopolityczna elita dobrze zna olbrzymie ryzyko związane z masową imigracją ale woli tego nie zauważać. Gdy tragedia się wydarzy, jak ostatnio w Paryżu, winny jest zawsze „represyjny klimat” we Francji.

Lewicowe elity sprowadziły na nas wszystkich olbrzymie niebezpieczeństwo wpuszczając zbyt wiele ludzi którzy nie mogą zostać zintegrowani. W odróżnieniu od popularnej opinii, ludzie nie zmieniają się emigrując, zabierają swój kulturalno-religijny bagaż ze sobą.

Współczesne elity utraciły łączność ze swoimi krajami i zostawiły swoje populacje z konsekwencjami narzuconego [przez siebie] multi-kulti i globalizmu…” (cynik9)

całość tu: Merkel Jugend świętuje Nowy Rok na dworcu w Kölln

„…głupek polski, który przyrównał rząd PIS-u do Państwa Islamskiego nawet nie zauważył, że strzelił swojej partii w kolano i przy okazji walnął w pysk całe polskie lewactwo i bojowniczki feminizmu na dodatek! Bo te właśnie środowiska najbardziej zabiegają o przyjęcie do Polski emigrantów islamskich, którzy ponoć uciekają przez Państwem Islamskim. Skoro Państwo Islamskie już mamy nad Wisłą, to jaki uciekinier zechce się tu osiedlić ?

Zapewne z tej przyczyny słowa głupka polskiego o Państwie Islamskim nad Wisłą nie są rozpowszechniane przez media niemieckie, którym zależy na tym, by jak najwięcej islamskich imigrantów upchać w Polsce. Szczególnie teraz – po upojnej nocy sylwestrowej, która dała Niemcom przedsmak kalifatu, który będzie ostatnim akordem polityki multi-kulti Angeli Merkel. Angela oraz inne kobiety ( w tym feministki) mogą jednak liczyć na wiele praw, które im kalifat przyniesie (link).

Na przykładzie Kolonii sami Niemcy zorientowali się, że poruszonej przez Angelę Merkel lawiny nie da się powstrzymać, jak i utworzenia Wielkiego Kalifatu Niemieckiego w samym centrum Europy. Oto w Kolonii hordy arabskich przybyszy dały pokaz „kultury”, która wkrótce zaleje Niemcy mimo prób cenzurowania wiadomości o gwałtach i rabunkach na kobietach, które znalazły się w pobliżu katedry Świętego Piotra i Najświętszej Marii Panny oraz dworca kolejowego. Watahy podpitej hołoty z Południa osaczały niemieckie kobiety molestując je, zdzierając odzienie i rabując. Na 120 zgłoszeń (do tej pory), dwa to gwałty. Inni wyznawcy Proroka bezcześcili w tym czasie średniowieczne sanktuarium, jedne z największych na świecie, załatwiając w jego pobliżu oraz na jego murach swoje potrzeby fizjologiczne. Policja oczywiście nie interweniowała, a niemiecka prasa milczała co dowodzi, że postępowa głupota dotarła do nas z Niemiec.

Mimo to, Niemcy nadal chcieliby nas pouczać o demokracji i o tym, jak walczyć z faszyzmem, ksenofobią oraz brakiem empatii dla zaproszonych przez Angelę Merkel gości. Nie byłem więc zaskoczony, gdy kolejny głupek rodzaju żeńskiego na łamach niemieckiego Newsweeka (ale wydawanego w języku polskim), zaczął nawoływać do cenzurowania informacji o wydarzeniach w Niemczech, gdyż nie tylko w Kolonii doszło do zderzenia postępowej kultury lewackiej z kulturą z Południa. Takie informacje, to byłaby woda na młyn dla całej prawicy, która tylko czeka na takie wiadomości – wyjaśnił głupek polski – zawodowa feministka, wspierająca multi-kulti na łamach polsko-języcznego Newsweeka. Wniosek z tego przekazu jest jeden: Trzeba bez rozgłosu pozwolić wyhasać się zdrowym i młodym wyznawcom Proroka, których przecież zaprosiła do Niemiec sama Angela Merkel ! Natomiast kobietom, które nie zamierzają brać udziału we „współżyciu kultur” (jak to okresliła Merkel) zaleca się chodzić w grupach i na odległość wyciągniętego ramienia od wyznawcy Proroka.

Za to już bez żadnej cenzury opublikowano w pro-niemieckich mediach wiadomość o ucieczce z Polski boksera Salety. Salecie bowiem tak obili mózg, że wybrał wolność w Tajlandii. A więc w kraju, gdzie władzę w 2014 roku przejęła junta wojskowa. Wiadomość o ucieczce Salety paradoksalnie najbardziej zaszkodzi planowi Angeli Merkel umieszczenia w Polsce 7 tysięcy imigrantów z Południa. Kto się bowiem zdecyduje na osiedlenie w kraju, gdzie panuje większy reżim niż w Tajlandii ? Tylko głupek kompletny…” (Kapitan Nemoniepoprawni.pl)

całość tu: Głupek polski po zderzeniu z PIS-em

„…I druga rzecz. Część Niemców nie akceptując medialnej propagandy zaczęła spontanicznie budować – wzorem polskiej prawicy – niezależny od głównego nurtu mediów drugi obieg. Dziś w niemieckim internecie nietrudno znaleźć memy z przekreślonym logiem ARD i ZDF. To wyraz sprzeciwu społeczeństwa. Media grały swoje, a ludzie wokół siebie widzieli co innego.

Niewygodnie dla władzy informacje i opinie zaczęły krążyć zwłaszcza po mediach społecznościowych. Być może nie jest to jeszcze poruszenie na miarę polskiego Trybunału Konstytucyjnego, ale ciosy zaczęły padać. W odpowiedzi rząd Merkel pod pozorem walki z „mową nienawiści” wymusił na Facebooku, Twitterze i Google podpisanie kontrowersyjnego porozumienia. Podejrzane posty mają być usuwane w ciągu 24 godzin, a sama procedura ma ruszyć lada dzień. Łatwo się domyślić, co przede wszystkim będzie usuwane.

Na koniec nie sposób nie postawić pod adresem niemieckich mediów kilku pytań. Jak nazwać solidarne milczenie mainstreamu, kiedy na policję zgłaszały się setki kobiet molestowanych i zgwałconych przez mężczyzn „o wyglądzie wskazującym na pochodzenie z krajów arabskich lub Afryki Północnej”? Co takiego się stało, że te media milczały? Dlaczego milczały tak długo? Dlaczego dopiero masowe pojawienie się pokrzywdzonych kobiet na policji doprowadziło do ujawnienia tych informacji w mediach? Czy spóźniona reakcja mediów wynikała z nacisków władz państwowych, dla których gwałty w Kolonii są ostatnią rzeczą, na którą czekały? Pytania te są istotne, bo w gruncie rzeczy dotyczą powrotu cenzury, a tym samym stanu niemieckiej demokracji…” (Krzysztof Kunertwpolityce.pl)

całość tu: Nokaut dziennikarstwa w Niemczech

„…Ktoś nie poświęcający wiele uwagi otaczającemu go światu, zadowalający się potocznym wyobrażeniem postępu, demokracji i ogólnie pojmowanej „europejskości”, może się zdziwić – no, jak to możliwe? To tysiąc bandziorów szaleje po niemieckich miastach, rozpędzając bez wysiłku zniewieściałą policję, i bezkarnie gwałci oraz rabuje niczym Armia Czerwona po 1945 – i nic o tym nie mówią w telewizji, nie piszą w gazetach? No, przecież to Zachód, przecież wolność słowa, przecież nie ma tam cenzury?!
„Oj, naiwny, naiwny, naiwny, jak dziecko we mgle…” – chciałoby się zaśpiewać piosenkę ze starego kabaretu. Nie, media niemieckie wcale nie są wolne, rzetelne ani uczciwe, i co więcej, nie odbiegają pod tym względem od średniej europejskiej. Dla człowieka, który choć trochę interesował się w ostatnich latach sprawami publicznymi, to żadne odkrycie.
Ukrycie głęboko pod suknem takiego niusa, jak sylwestrowe napaści, nie jest żadnym precedensem. A czy zanim załamała się gospodarka Grecji, mógł się przeciętny Europejczyk dowiedzieć z gazet lub telewizji o nadchodzącej katastrofie, choć fachowcy widzieli ją już kilka lat wcześniej? Czy dotarły do niego jakiekolwiek wątpliwości co do wspólnej waluty? Czy jest uczciwie informowany o rzeczywistym wpływie ludzkiej działalności na klimat i o tym, kto i jakie biliony dolarów zarabia na rzekomej walce z ociepleniem? Czy mógł sobie kiedykolwiek na ten temat wyrobić własne zdanie?
Nie, w tych sprawach i w dziesiątku innych obywatel Zachodu poddany był i jest propagandowemu praniu mózgu dokładnie tak samo, jak obywatel PRL – karmiony dzień po dniu obrazami spuszczanej surówki, terkoczących na polach traktorów, kwitnącego dobrobytu i zadowolonych włókniarek (w latach siedemdziesiątych) albo, odwrotnie, wizjami szalejącego na ulicach bandytyzmu, chaosu i nędzy wywołanej ciągłymi strajkami rozwydrzonej „ekstremy Solidarności”, gdy ta sama telewizja urabiała grunt pod stan wojenny.
Rozciągnięcie tej samej medialnej osłony na cios imigracyjnym młotem, którym europejska oligarchia chciała skruszyć państwa narodowe, zwłaszcza w środkowej Europie, było może tym jednym krokiem za daleko. Euro czy klimat nie mogą prostemu obywatelowi dać po mordzie, a „uchodźcy” jak najbardziej, co sprawiło, że teraz nawet najgłupszy przeżuwacz medialnej papki odczuć musiał jakimś dyskomfort. Inna sprawa, czy na długo. Media w Europie pozostają wciąż w pewnych rękach i na pewno włożą wiele wysiłku w odbudowanie instynktów baraniego stada, dyrygowanego sprawnie z gabinetów polityków i szefów ponadnarodowych korporacji…” (Rafał Ziemkiewicz)

całość tu: Wymacane Niemcy, wymacana wolność słowa.

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi? i to: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. polecam również: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?


„[…] najwyższą niemoralnością dla człowieka kulturalnego jest przystosowanie się do przeciętnego poziomu swej epoki.” (Oscar Wilde)

„…Często i poetyzowanie i retoryka łączą się z pewnym doktrynerstwem, podporządkowaniem sztuki z góry powziętej tendencji przedstawienia czegoś poetycko i artystycznie gwoli pewnemu parti pris, np. gloryfikowaniu maszyny, bo symbolizuje nowoczesność. Te formy nieszczerości wewnętrznej i upadku prawdziwej twórczości w sztuce sygnalizują nam utajone rozdwojenia wewnętrzne, ale na ich tle czy jako dalsza tego konsekwencja pojawia się perwersyjne „odwracanie wartości” gwoli pewnemu parti pris – doktrynom prądów rozkładowych. Gdy, jak tak często ostatnimi czasy się zdarzało, poezja gloryfikuje homoseksualizm – każdy normalny człowiek wyczuje w tym perwersję, ale tam, gdzie w grę wchodzi wartościowanie subtelniejsze – poezja anarchizuje i wywraca na opak nasz świat wartości całkiem niepostrzeżenie.

dostojeństwo nadaje człowieczeństwu wartość wewnętrzna, uznana za jego istotę – nie odwrotnie i człowieczeństwo byle jakie nie jest jeszcze wartością. A istniał i rozpowszechniony jest do dziś ten „łatwy humanitaryzm” czyniący z wszystkiego wartość tylko dlatego, że jest ona ludzką. Ten niwelujący humanitaryzm jest już bliski gloryfikowania wszystkiego, nawet tego, co „ludzkie, arcyludzkie”, i nieznacznie przechodzi do podporządkowywania wyższych nawet wartości tym ludzkim i arcyludzkim dlatego… że są ludzkie. Ten humanitaryzm przejawił się i w tym określonym rodzaju pacyfizmu, którego treścią moralną była teza nihilistyczna: nie ma takiej rzeczy, dla której warto umierać…

…Rzekomo przezwyciężyło się sztukę tendencyjną dopiero w dzisiejszych czasach triumfu czystego artyzmu. Jest właśnie akurat odwrotnie: tendencyjność, doktrynerstwo przeżera dzisiejszą sztukę – jak nigdy chyba…

Po to teoretycznie głosiło się, że artyzm jest wszechmocny, żeby można było poetyzować byle co. Po to głosiło się, że temat nic nie znaczy, żeby wierząc lub nie wierząc w to, świadomie lub nieświadomie gloryfikować pustkę, płytkość, lub wartości ujemne… 

…Poetyzujący dekadent poczucie wszechwładzy swej nad światem zasadza na tym, żeby kimkolwiek będąc, wszystko móc artystycznie przedstawić. I im obojętniejszy lub dalszy od wartości temat, tym większą zdawała się być ta wszechwładza. Stąd ten paradoks: tym większy poeta im dalszy od wszelkich wartości świat może opromienić poezją, tym większy – im dalszy od natchnienia i z większą dowolnością to robi!

To było tło, to były „koniunktury”, można było pod władzą rozpowszechnionych doktryn „brązować”, odwracać wartości a rebours, potęgować rozszczepienie i rozkład, dając mu wyraz i sankcję piękna. Taki jest sens hasła: czysty artyzm „może wszystko”. Tak, wszystko, nawet to, o czym nie wie! Dlatego właśnie czysty artyzm został ubóstwiony, że to było niezbędną formą ujścia sił… które poza nim stały.

A skoro czysty artyzm „może wszystka” – to nie gorsza jest „czysta” metodyczność naukowa i nie gorsza „czysta” polityka. Usiłowały też nieraz dowieść, że… wszystko jest na odwrót i wbrew rozsądkowi. Więc niektórzy freudyści „dowodzili”, że moralność i podporządkowanie się wartościom wiedzie do zakłamania i choroby i na tej zasadzie już w każdym akcie moralnym wietrzyli perwersję i wmówienie. Dość było uznać pewną metodę zdobywania prawdy za jedynie naukową, by odmówić miana prawdy – prawdom zdobytym na innej drodze, a potem już „dowieść”, że sztuka nie może zawierać prawd. Sofistyka kwitnie…

…Najpospolitsze doktryny, przesądy i dogmaty przybierają szaty naukowych pewników, a fakty, dowody i rozważania naukowe zwalcza się wzgardą, szyderskim epitetem i wszelkimi względami ubocznymi jako „nienaukowe”…

…Destrukcyjne te dążenia działają szczególnie silnie dzięki niezwykłej podatności na sugestię psychiki dzisiejszego człowieka z jednej – agresywności sugerujących z drugiej strony. Pierwszy z tych czynników tłumaczy się stosunkowo bardzo łatwo. Niesłychanie szybkie i gwałtowne przemiany form życia rozszerzyły możliwości niemal i w nieskończoność. Tyle rzeczy niemożliwych stało się faktem, że ludzie gotowi są wierzyć w rzeczy mało prawdopodobne. Niwelacja osobowości pod presją ciężkich warunków gospodarczych, mechanizacji pracy, biurokratyzmu, przymusu państwowego, zubożenie życia duchowego i umysłowego stanowi grunt podatny dla wszelkiej presji z zewnątrz. A chaos i rozbieżność dążeń, upadek form i tradycji zrobił z ludzi plastyczną masę. Ci którzy przyjmują istnienie specjalnych instynktów stadnych, mogliby zapewne mówić o dzisiejszym ich rozbudzeniu, o tendencjach do życia w tłumie i podleganiu sugestii tłumu.

Podatność na sugestie przejawia się między innymi w fetyszyźmie słów, ciekawym zjawisku psychologii tłumu, dzięki czemu słowa-straszaki, jak np. totalizm, faszyzm, zastępują argumenty

Moda w najszerszym tego słowa znaczeniu nabrała siły demonicznej dzięki temu, że stała się bożyszczem parweniuszów. A stała się bożyszczem i tabu, bowiem trzymanie się jej kurczowe to sui generis legitymowanie się parweniuszów przynależnością do elity umysłowej. Skoro być „postępowym” i „nowoczesnym” to tyleż co należeć do elity umysłowej, więc wszystko, co niosą prądy, trzeba natychmiast przyswoić sobie, obwarować się tym i walić po łbie resztę – odpychać ich od zajętych stanowisk jako barbarzyńców lub zacofańców. Stąd też ta bezwzględność i fanatyzm neofitów, świeżo ochrzczonych na wiarę idei rozkładającej się burżuazji.Utwierdza ich w przekonaniu, że to, w co uwierzyli, jest nowe – fakt, że dla nich, to co przyjęli, było nowością i odkryciem! Wątpliwości nie mają, bo te nowe prądy, którymi nasiąkli, są jedyną ich wiedzą (wszak panował antyhistoryzm!).

Wierzący w coś z własnego przekonania pragnie i innemu do przekonania trafić – ale wierzący w mus jakiś idący z zewnątrz chce, żeby inny człowiek ugiął się przed musem: stąd ta terrorystyczna agresywność w propagandzie. Jest to nienawiść ślepych niewolników do tych, co nie chcą uznać musu, do tych, co sami z siebie chcą wierzyć. Terror narzucania – to właśnie jedyny wyraz ich credo.

Potworna karuzela: skaczą ludziska na „awangardowo” pomalowane koniki i z wściekłością ćwiczą… swoich sąsiadów: oni to winni, że koniki postępu kręcą się w kółko nie mogąc niczego wyprzedzić. Winni ci, co nie chcą uznać musu! A przy tym wciąż i wciąż działa jeszcze wiara w automatycznie działający postęp. Słuszność sądu Brzozowskiego, że najgorszym rodzajem klerykalizmu jest tzw. polska myśl postępowa, jest aż nadto oczywista. Bierna masa tzw. inteligencji i pseudointeligencji oszołomiona kalejdoskopem gwałtownych przemian demonizuje i automatyzuje wszelkie silniejsze prądy…(Stefan Kołaczkowski)

całość tu: „O niewidzialnym terrorze i idei przełomu” [1938]

podobne: „Muza nie żyje”: Kiedy sztuka jest wyrazem wysokiej kultury? „Jezus wyszydzony”: Zmaganie się o duszę tego świata. oraz: Śmierć i dziewczyna” czyli… Socjal Demokracja jako sztuka dymania podatnika. Czas skończyć z „coolturą” za publiczne pieniądze. i to: „Nie ma ludzi” i Kisiel wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii, moralności, cnoty i nacjonalizmu.

„Jednym z kluczowych aspektów kulturowego marksizmu jest postmodernizm:

Postmodernizm stoi w opozycji do cywilizacji, w szczególności cywilizacji Zachodu, i w opozycji do prawdy, że społeczeństwo posiada zaakceptowaną prawdę absolutną. Mogą to być prawdy religijne bądź moralne, z którymi większość postmodernistów się nie zgadza i które usiłuje zdyskredytować długoterminowo (długi marsz przez instytucje) w celu ponownego ukształtowania myśli i „ludzkiej świadomości” w przeciw-Narodowe, przeciw-religijne, przeciw-rodzinne, przeciw-płciowe i przeciw-tożsamościowe poglądy…

Widzi Zachodnią cywilizację jak tą w wojnie i cierpieniu i nigdy nie postrzegają jej jako cywilizacji, która dała tak wiele światu w nauce, technologii, medycynie, odkryciach, eksploracji przestrzeni kosmicznej, sztuce, muzyce, etc… 

Poczucie lojalności i obowiązku wobec swego Narodu, kultury, naszej religii jest widziane jako bycie przez ludzi prezentujących te przymioty ofiarami okoliczności, tzn. postmodernizm wierzy, że jest to system, do którego ludzie się rodzą i nie mają wyboru w decydowaniu za samych siebie. Więc ktokolwiek, kto jest religijny lub patriotą podpiera to „represyjne” społeczeństwo w oczach postmodernistów. Dla postmodernisty wszystko jest społeczną konstrukcją, tzn. nie jest prawdziwe.

Ludzie mają wolność wierzenia w Boga jeśli tak sobie życzą, ale postmoderniści nie uznają tego indywidualnego wyboru, lecz raczej używają go do realizowania swoich rewolucyjnych zamiarów. To samo tyczy się do ich buntowniczej postawy wobec Narodów, kultury, tradycji, rodziny i wszystkich podstaw zrodzonych z przed- i współczesnego świata. Widzą je jako przestarzałe i represyjne a siebie widzą jako mających indywidualne prawo, przez racjonalność i ludzki rozsądek, odrzucić te kulturowe normy na korzyść postmodernistycznych idei, które są rewolucyjne i w opozycji do wszystkich form religii (Chrześcijaństwa w szczególności), patriotyzmu, wartości rodzinnych i koncepcji dobra i zła.

Postmodernizm widzi świat z egalitarnego punktu widzenie. Wszystko powinno być równe i przez dekonstruowanie „starego” z „nowym”, w co jak wierzą ma nadejść. Ta fałszywa idea objawia się na wiele sposobów. Naród i jego kulturowa i etniczna tożsamość zostaną wykorzenione na rzecz świata bez granic, gdzie każdy jest taki sam i „równy”.

…Naturalne role płciowe mężczyzny i kobiety w powstającej się rodzinie są wyśmiewane i opisywane jako staromodne Chrześcijańskie zniewolenie kobiety i dzieci, uznawane że dzieci są lepiej wychowywane i edukowane poza środowiskiem rodzinnym. To miejsce, gdzie radykalny feminizm wkracza do gry i homoseksualnego porządku…

…Argumentują, że homoseksualność jest naturalna jak heteroseksualność i tak samo naturalna jak tradycyjna, bo tradycyjna rodzina jest konstrukcją społeczną i nie jest „prawdziwa”…

postmodernizm i kulturowy marksizm są dwiema stronami tej samej monety…

całość tu: Postmodernizm i kulturowy marksizm polecam również: Czym jest kulturowy marksizm؟ Imigracja, gender, język, polityczna poprawność

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. i to: „Konwencja CAHVIO” i „Monaliza” czyli zamiast mniej to więcej przemocy w i na rodzinie. a także: O dzieciach krzywdzonych w imię POstępu i tolerancji polecam również: Michalkiewicz o porządkach rewolucyjnych wg. strategii bolszewickiej (na podstawie 6-cio latków i konwencji „CAHVIO”), oraz Szczureida (do Szczurospolitej) czyli… „wolność” w postkomunizmie. i jeszcze: Pedofilia w Kościele. Ideologiczny raport Komitetu ONZ. Bezpardonowy atak marksizmu. oraz: „Egzamin z orgazmu” kontra „Wychowanie Seksualne w Rodzinie”. a także: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym.

Jak wychować społeczeństwo…

„…kołtun, w retoryce liberalnej lewicy, oznacza zwyczajnego człowieka. A zwyczajnego człowieka postępowcy nienawidzą, bo jest zadziwiająco odporny na księżycową ideologię. Blisko 30 lat intensywnej pracy nad stworzeniem posłusznego głupca, który dowolną zasuflowaną mu brednię uzna za własne intelektualne odkrycie, ciągle nie przyniosło lewicy spodziewanych owoców.

…Zachód, w odróżnieniu od Polski, okazał się znacznie bardziej podatny na inżynierię społeczną. Kto wie, może gdybyśmy nie trafili po wojnie pod sowiecki but, przypominalibyśmy dziś Hiszpanię, do niedawna katolicką i porządną, która próbuje dziś z gorliwością neofity udowodnić Europie, jak bardzo jest nowoczesna.

Choć i tam po legalizacji adopcji przez pary homoseksualne i usunięciu z języka urzędowego pojęcia ojca i matki (no bo jak stwierdzić, który z dwóch gejów jest mamusią?) wyborcy przegnali oszalałego premiera Zapatero, gdy ten postanowił nadać prawa człowieka szympansom.

Gdy życie doczesne staje się priorytetem i jedynym celem, wszystko to, co wcześniej kierowało człowiekiem – religia, moralność i tradycja – zostaje zastąpione przez mamonę. Na marginesie warto tu dodać, że niejeden polski leming, który w poszukiwaniu sukcesu wyjechał za pracą do wielkiej korporacji, stał się równie bezrefleksyjną ofiarą tego samego procesu.

W Europie awans społeczny też zrobił swoje, schlebianie różnym idolom hołoty: gwiazdom filmowym czy muzycznym, które oferowały publiczności zdjęcie własnego tyłka lub siarczysty bluzg do mikrofonu. Wszystko to było pożądane, bo „przełamywało konwencje”. Konwencje dobrego smaku, kultury, rozumu. A więc niszczyło te wartości, oddając je w ręce barbarzyńców.

Odcięciu Polski od pogoni za kasą sprzyjała wówczas nie tylko wszechobecna komunistyczna bieda, ale także silna pozycja Kościoła. W odróżnieniu od tak chwalonej od czasów Webera etyki protestanckiej katolicyzm zachował zdrowy dystans do bogactwa i przestrzegał w swoim nauczaniu przed dyktaturą mamony.

Tymczasem protestancka etyka pracy traciła stopniowo swój religijny charakter, stając się po prostu etyką chciwości. Ostatni gwóźdź do trumny wbili sobie sami zachodnioeuropejscy protestanci, pragnąc dopasować swój Kościół do nowych czasów i nadążać za postępowymi hasłami, a to wyświęcając kobiety, a to dopuszczając gejów do posługi duszpasterskiej, a to udzielając ślubów parom homoseksualnym.

Pragnienie podążania za kolejnymi fascynacjami wiernych doprowadziło ostatecznie Kościół protestancki do upadku. Bo po co komu Kościół, który nie stawia żadnych wysokich wymagań swoim członkom? Nic dziwnego, że zbory w niemal całej protestanckiej części Europy zamienione są dzisiaj w sklepy z pamiątkami. Wierni poszli zarabiać kasę i nie mają czasu na zabobony….

„Nowoczesność” to tyrania mniejszości, która narzuca większości swoją wolę. Instrumentem tyranów jest polityczna poprawność, która usuwa z przestrzeni publicznej wszystko to, co mogłoby podważyć władzę mniejszości.

Są tu grupy uprzywilejowane: osoby homoseksualne, feministki, antyklerykałowie wszelkiej maści, wyznawcy Kriszny, Brahmy, czarnej magii i kolorowych wielorybów, panie mające się za panów i odwrotnie, poprawiacze historii i literatury oraz przedstawiciele wszelkich ras i kultur, pod warunkiem że nie są biali i nie mają nic wspólnego z kulturą europejską. Słowem, konglomerat osób, które mogą mieć kłopoty z odnalezieniem się wśród zwykłych ludzi, otoczony troskliwą opieką lewicowych kapłanów.

Zwykli ludzie są w tym systemie akceptowani pod warunkiem, że narzucony im dyktat mniejszości uznają za własny, dobrowolny wybór. Nie wystarczy bowiem przyjąć „nowoczesności” jako historycznej konieczności, trzeba jeszcze się z nią utożsamiać i w nią wierzyć…

…Ściągani masowo do niskopłatnej pracy muzułmanie mieli być sojusznikami postępowców w walce z rodzimą reakcją. Ideologia multikulturalizmu, do której wciągnięto także Afrykanów, Azjatów i innych przybyszów z dawnych kolonii, mała rozmiękczyć chrześcijańską tożsamość Europy, sprawić, że pod zasłoną bogactwa różnych kultur uda się pozbawić zarówno Europejczyków, jak i imigrantów ich kręgosłupów.

Ten zamysł udał się w przypadku Europejczyków, co pokazuje tylko, w jak fatalnej kondycji znajduje się dziś cywilizacja zachodnia. Kompletnie za to zawiódł w przypadku imigrantów, zwłaszcza muzułmańskich. Jedyna nauka, jaką muzułmanie wyciągnęli z przymilnych uśmiechów lewicowych dandysów, była taka, że Zachód to pękające w szwach siedlisko zepsucia. I że niewiele potrzeba, aby się z nim rozprawić, zagarniając przy okazji całe jego bogactwo.

Dżihad islamistów to odpowiedź na próby modernizacji podejmowane przez postępowców na Bliskim Wschodzie i w Afryce. To również reakcja na słabość Zachodu. Islamiści są fanatykami, ale nie są na tyle głupi, aby rozpoczynać wojnę bez przekonania, że można ją wygrać. Wielu z nich, zwłaszcza Afrykanom, dodatkowo pomaga fakt, że Europejczycy biją się ciągle w piersi z powodu bezeceństw, których się dopuścili w czasach kolonialnych.

Oczywiście to prawda, ale największym bezeceństwem była paniczna ucieczka z kolonii i oddanie ich pod władzę satrapów, którzy doprowadzili swoje państwa do katastrofy. Wszystko to oczywiście pod postępowym hasłem walki z kolonializmem.

W rezultacie zamiast postępu Zachód boryka się z nieustającą imigracją. Imigracją, która nabija kabzę przemytnikom ludzi, bo przecież postępowa Europa nie może się uchylać od przyjmowania uchodźców, nawet jeśli ci gardzą Europą i szukają w niej tylko niezłej pracy.

Najazd uchodźców wyżłobił jednak rysę na postępowym obrazie Europy. Oto jak grzyby po deszczu zaczęły się w ostatnich latach pojawiać na Zachodzie partie protestu. Niemal wszystkie – od najdłużej działających, takich jak Front Narodowy we Francji, Partia Wolnościowa w Holandii czy Wolnościowa Partia Austrii, po te świeższej daty, jak Pegida w Niemczech – sprowadzają swoje hasła do jednego: zaostrzenia prawa azylowego i ograniczenia napływu imigrantów. Celem jest ochrona miejsc pracy, przywrócenie poczucia bezpieczeństwa oraz obrona przed islamizacją.

…Mimo że zachodnioeuropejski mainstream wrzuca te ugrupowania do jednego worka z nazistami i faszystami, próbując je w ten sposób wykluczyć z debaty publicznej, żadna z nich – może poza Frontem Narodowym – nie jest tak naprawdę partią prawicową.

Większość z nich to partie liberalne, które – jak Holendrzy z ugrupowania nieżyjącego już Pima Fortuyna – nie chcą, aby jacyś zasmarkani muzułmanie, Polacy czy inni Murzyni psuli ich otwarte i tolerancyjne państwa.

Brzmi absurdalnie? Owszem, ale taka jest ideologia tych partii. Chcą otwartości i tolerancji, ale tylko we własnym, ekskluzywnym, zachodnioeuropejskim sosie.

Sam Fortuyn został zamordowany w 2002 roku przez niejakiego Volkera van der Graafa. Morderca, działający jako aktywista na rzecz praw zwierząt, uzasadnił zamach stwierdzeniem, że Fortuyn „traktował muzułmanów jak kozły ofiarne”, co – jak można wnioskować – mogło w jego mniemaniu urągać również kozłom.

Tak czy owak Fortuyn był niedoszłym komunistą i zdeklarowanym gejem. Z prawicą, podobnie jak wielu innych liderów tego typu partii, nie miał nigdy nic wspólnego.

Jorg Haider, również nieżyjący już lider Austriackiej Partii Wolnościowej, był synem nazisty, zwolennikiem idei pangermańskiej i zaciekłym antyklerykałem.

Lutz Bachmann, szef Pegidy, to urodzony w NRD syn rzeźnika. Był dilerem narkotykowym oraz właścicielem klubu nocnego.

Biografie i poglądy liderów zachodnich partii protestu wskazują, że Europa, pomimo narastającego sprzeciwu wobec establishmentu, nie wraca do korzeni. Przeciwnie, postępowa ideologia rodzi nowe dzieci. Pełne ksenofobii, rasizmu, ale za to wolne od religijnych czy obyczajowych przesądów. Można się zastanawiać, czy nowa antyimigrancka rewolta obali dotychczasowy reżim, ale nie należy się raczej po niej spodziewać chrześcijańskiego miłosierdzia.

…jedynie przekonanie o sile wyznawanych wartości może stanowić skuteczną tarczę przed obcymi kulturami. Dopiero wtedy, gdy zapewnione jest wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa, staje się możliwe miłosierdzie wobec naprawdę potrzebujących pomocy.

Takiego bezpieczeństwa nie zapewnią nam z pewnością kapłani fałszywej religii z ich ciągle powtarzaną mantrą o otwartości i tolerancji. Zwłaszcza że za ich plecami kryje się już zgraja liberalnych mini-Hitlerków czekających na okazję, aby tę otwartość i tolerancję ograniczyć wyłącznie do narodów wybranych.” (Konrad Kołodziejski)

źródło: rp.pl polecam również: Współczesna Edókacja i Poprawność Polityczna – napisy PL

„…Ci ludzie nie wierzą w żadnego Boga. Tych ludzi wcale nie interesuje zbawienie, nie chcą nikogo nawracać. Oni wierzą tylko w nieograniczoną totalną władzę, którą dla siebie i sobie podobnym chcą zdobyć. Ich świątynie to punkty i platformy wymiany i pomnażania pieniądza, banki i giełdy zarządzające rozmnażającą się biurokracją, która ma kontrolować podległą populację. Oni imitują raka, dlatego normalnym ludziom tak trudno w porę rozpoznać ich cele i intencje.

Oni realizują swój program stwarzając kryzysowe sytuacje, aby następnie ofiarować nam pomoc, której przyjęcie stopniowo pozbawi nas zdobytych zasobów, wolności i wreszcie naszej tożsamości. Gołym okiem widać też, że właśnie te siły destabilizują świat islamu używając go w pierwszym rzędzie do zniszczenia chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie.

Ci spiskowcy uchodzą zwykle za mecenasów uciśnionych mniejszości i do perfekcji opanowali sztukę zawłaszczania zasobów większości, oraz konfliktowania jednych grup przeciwko drugim, bez znaczenia czy są to grupy gender, mniejszości narodowe, religijne, rasowe, a nawet wiekowe. Oni w sposób widoczny może nie niszczą fizycznie pomników historii jak ISIS, oni są znacznie groźniejsi. Niszczą stopniowo wyznawane przez nas wartości, na których opiera się przez wieki wypracowana nasza kultura i nasza tożsamość.

Jednocześnie dominując w głównym nurcie mediów i systemie edukacji wmawiają nam, że czynią nas doskonalszym, nowoczesnym człowiekiem wyzwalając nas z ograniczeń tradycji, zabobonu i religii. Usilnie i wielotorowo pracują nad rozluźnieniem wypracowanych przez tysiąc lecia więzi, które łączą nas w rodzinę, religię, naród i państwo. Tak więc nie rozbijając przepięknych pomników i zabytków kultury, zabijają ją samą, próbując ośmieszyć i zniszczyć wartości, będące fundamentami całej naszej cywilizacji.

Wrogiem tych sił jest tradycyjna rodzina, wrogiem jest patriotyzm i państwo narodowe, a śmiertelnym ich wrogiem jest religia. Dopiero mozolna praca począwszy od szkoły, poprzez media i masową kulturę na ośmieszyć stary porządek, tak aby ludzi zatomizować i pozbawić rodzinnej, środowiskowej i narodowej więzi. Produkt takiej operacji staje się ludzkim pustakiem i wydmuszką, którą mogą kierować ze swojej świątyni kontrolującej pieniądz i stworzone nowe potrzeby i społeczne interakcje.

To oni używają kryzysów, prowokacji i buntów wszczynając niepokoje, aby rękoma naiwnych rozbijać sprawdzone przez wieki instytucje i struktury, od rodziny do państwa narodowego. Stwarzając chaos, używając jednych przeciwko drugim chcą doprowadzić istniejący porządek do ruiny i zaprojektować podwaliny pod nowy porządek społeczny, którym kierować będą już tylko oni.

Ciągle mamy jednak szansę, aby nie ulec siłom, które chcą nas oderwać od polskości i sobie podporządkować. Potrzebna jest patriotyczna edukacja i wykazanie kim są ci ludzie, którzy gardzą polską tożsamością i z których nihilizmem przychodzi nam się zmierzyć.

Akurat my Polacy mamy piękną tradycję w sytuacjach zagrożeń jednoczenia się w obronie patriotycznych idei i wartości. Wierzę, że przy poświęceniu, sumiennej pracy i odrobinie szczęścia i Bożego błogosławieństwa tę walkę wygramy. W tym jakże wyjątkowym okresie Świąt Bożego Narodzenia ofiarujmy również swoją refleksję w trosce o Polskę.

Tak nam dopomóż Bóg!” (Jacek K. Matysiak)

całość tu: Jakie siły zagrażają dzisiaj Polsce i Europie?

podobne: Marsz „Polski dla Polaków” i antypolska histeria w „zagranicznych” mediach dla których nacjonalizm to rasizm. oraz: Kłamstwo „POstępu” i neobolszewizm czyli… „Ustawa o uzgodnieniu płci”. Niemiecka AfD ma już dość gender. Marek Chodakiewicz: Trwa czwarta faza rewolucji – atak na rodzinę i to: Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł). a także: O polityce miłości (inaczej). Francja: Feministki przeciwko seksizmowi w zabawkach. Niemcy: Zatrzymać seksualizację dzieci. Polska: MEN chce ograniczyć uprawnienia rodziców. Lepkowski o pedofilii wśród Rabinów. polecam również: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu”.

Henri Bergson, według którego główną rolę w procesie życiowym odgrywa nie rozum, ale pęd życiowy powiedział:

„Na szczęście, niektórzy rodzą się z duchowymi systemami odpornościowymi, które wcześniej czy później odrzucają iluzoryczny światopogląd zaszczepiany im od urodzenia przez społeczne warunkowanie. Zaczynają odczuwać, że coś jest nie w porządku i zaczynają szukać odpowiedzi. Wewnętrzna wiedza i nietypowe doświadczenia zewnętrzne pokazują im stronę rzeczywistości, na którą inni są niepomni, i tak zaczyna się ich podróż przebudzenia. Każdy krok tej podróży wynika z podążania za sercem zamiast podążania za tłumem i poprzez wybieranie wiedzy ponad woale ignorancji.”

Parafrazując, można zgodnie z literą tej mądrości powiedzieć że…

Na szczęście niektórzy rodzą się (na pohybel gender propagandy i mitycznemu „terrorowi” któremu są poddawane kobiety) z duchowymi systemami odpornościowymi zwanymi zdrowym rozsądkiem, logiką i wyczuciem prawdy o tym że te tzw. „nietypowe doświadczenia zewnętrzne” to tylko wybryki natury i wyjątki od naturalnej reguły. Dzięki temu nawet jeśli w młodości dają się uwieść ideologii marksistowskiego postmodernizmu, to prędzej czy później odrzucają iluzoryczny światopogląd postmodernistów/marksistów, nachalnie wciskający ludziom kit (z pogwałceniem ich prawa do wolności) o tym, że idee takie jak etyka, moralność, tradycja, indywidualizm, wolna wola i prawda (obiektywna) nie istnieją albo że są fałszywe tudzież „opresyjne”. Bo to właśnie owe uwarunkowania trzymają jeszcze jakoś ten świat w ryzach, które próbują poluźnić różnego rodzaju libertyni i psychopaci żeby móc bez przeszkód realizować swoje chore fantazje. Ludzie zaczynają odczuwać (czują) że coś jest nie w porządku w próbie pogwałcenia ich prawa do indywidualności (w imię niedookreślonego egalitaryzmu), tudzież w twierdzeniu że homoseksualizm jest „naturalnym” przejawem seksualności ludzkiej (na równi z hetero), albo że mężczyzna może być kobietą (i na odwrót), marchewka to owoc, kwiat to życie ale człowiek poczęty już nie.

Zaprzeczanie wiedzy ugruntowanej na wielowiekowych osiągnięciach nauk przyrodniczych, fizyki, filozofii, prawa, matematyki, logiki i etyki, oraz doświadczeniu wynikającemu z obiektywnej empirycznie i racjonalnie obserwacji życia – przejawiającej się w nieustannym rozwoju ludzkości, pokazują prawdziwą stronę rzeczywistości z której wynika że koń to nie słoń, i że lepiej karać zbrodniarzy za zło które popełniają, niż pozwalać im chodzić wolno w myśl prawa do „swojej prawdy”, otóż zaprzeczanie tej rzeczywistości jest czystym szaleństwem i prowadzi prostą drogą do degradacji człowieczeństwa i sensu jego istnienia.

Niepomnych na tę „brutalną” rzeczywistość w swoim „poczuciu wolności” że jest (albo że powinno być) „na odwrót”, jeśliby kiedykolwiek próbowali wyjść poza swoje święte prawo do wierzenia w „potwora spagetti”, w kierunku ugruntowania go przymusem państwowym na polu prawa, tak by zmusić innych ludzi do „postępowego” patrzenia na świat, otóż takie towarzystwo należałoby po prostu wyłapać i odizolować od reszty społeczeństwa jako niebezpiecznych dla otoczenia wariatów. Dopóki sobie wierzą i uprawiają te swoje teorie we własnym środowisku (na swój koszt i odpowiedzialność), to niech sobie żyją jak chcą. Tak jak się zaczęła ich „podróż przebudzenia”, tak każdy kolejny krok tej podróży wynikającej z podążania (w ich mniemaniu) „za sercem” niech pozostanie na zewnątrz tego tłumu (którym przecież gardzą za jego małostkowość), albowiem to tzw. serce okazuje się w ich wykonaniu zwykłą chucią, zachcianką, tudzież inną chwilową i subiektywną zwierzęcą potrzebą (rodem ze śmietnika ideologii) wynikającą z prymitywnego pożądania, której nikt inny poza samymi zainfekowanymi nie potrzebuje żeby żyć jak człowiek, albo się nią w jakiś sposób dowartościowywać.

Tymczasem (na szczęście) lód woli najwyraźniej pozostawać w „woalach ignorancji” i ma do tego prawo. Wszak szanujący się postępowiec wierzy po pierwsze w to że każdy człowiek jest wolny (abstrahując od tego co jeden z drugim rozumie pod pojęciem wolności), a nawet jeśli nie ma takiego prawa to przecież prawem demokracji (również uwielbianej przez postępowców) gdzie większość ma zawsze „rację” jednak posiada prawo do jakiejś racji, nieprawdaż? Więc wszelkiego rodzaju mniejszości nie mają innego wyjścia jak przekonać do siebie tę większość, lub się jej podporządkować. Czyż uprawiając relatywizm i dowolność, oraz wywracając obiektywne prawdy i porządek do góry nogami, ci tzw. „oświeceni” i „postępowi” nie ukręcili sami na siebie bat? Czyż to nie paradoks że sami wytrącają ludzkości z ręki jedyny oręż zdolny przemówić masom do rozumu? Bo albo rządzi prawda i dobro obiektywne (niezależne od kaprysu tłumu, czy jednostek), albo subiektywna wola mniejszości czyli prawo do mania racji przez każdego. Skoro wszyscy mogą mieć rację (bo prawdy obiektywnej nie ma) to o co tak naprawdę walczą postępowcy? Czyżby o to żeby nikt jej jednak nie miał? Czy w związku z tym nie powinni jej mieć na pierwszym miejscu głosiciele tego bezsensu?… (Odys)

rys. Wojciech Romerowicz

rys. Wojciech Romerowicz

UE bez pomysłu na siebie pogrąża się w kryzysie. Szczyt w Chinach początkiem końca Europy jaką znamy ?


„…Przyczyny unijnych problemów tkwią w reakcji Europy na globalny kryzys finansowy z 2008 r., jakim były dwa lata pompowania ogromnych publicznych pieniędzy w gospodarkę. Minęło siedem lat i produkcja w Europie w przeliczeniu na jednego mieszkańca nie jest wcale wyższa niż na początku kryzysu, tymczasem przeciętny dług publiczny wzrósł aż do 87 proc. PKB, przez co nie ma zbyt wiele miejsca na elastyczność polityczną czy innowacje.

Z dzisiejszej perspektywy aż nadto wyraźnie widać, co trzeba było zrobić. Grecja, która wpompowała najwięcej budżetowych pieniędzy, to kraj, którego gospodarka ucierpiała najbardziej. Kryzys trwa tam nadal, tymczasem państwa takie jak Łotwa, Litwa czy Estonia, które od razu przeprowadziły radykalne oszczędności budżetowe i zliberalizowały gospodarki, dziś cieszą się mocnym wzrostem.

Kłopoty Grecji zwiększyła niedecyzyjność unijnej machiny.

Jeśli chodzi o politykę ekonomiczną, lepsze są często szybkie i błędne decyzje niż ich brak. Zamiast szybko rozwiązać grecki kryzys finansowy, unijni przywódcy pozwolili, by przez pięć długich lat wyparł on dyskusje na inne tematy. Tymczasem Grecja sobie kuśtykała, nie podejmując zdecydowanych kroków, które mogłyby przywrócić jej wiarygodność.

Skupiając się na makroekonomii, UE zaniedbała posunięcia, które mogłyby przywrócić wzrost gospodarczy: uwolnienie rynków, cięcie wydatków (zamiast podnoszenia podatków), a przede wszystkim dalszy rozwój najcenniejszego skarbu – wspólnego europejskiego rynku…

Główne powody kiepskich wyników Starego Kontynentu są dobrze znane: wysokie podatki, za wiele przepisów (i to złych), brak kluczowych rynków czy wysokie wydatki publiczne. A europejskie rządy wydają tyle pieniędzy tylko z jednego powodu: nadmiernej ochrony socjalnej. Jak zauważył Bank Światowy, „nakłady rządów Europy Zachodniej są o około 10 proc. PKB większe niż USA, Kanady i Japonii. Różnica w wydatkach na ochronę socjalną sięga 9 proc. PKB”.

Aby sfinansować te nakłady, trzeba podnosić wpływy do budżetu. A ponieważ trudno jest skutecznie opodatkować kapitał, Europa narzuca potężne daniny na pracę. Na całym kontynencie, ale szczególnie w Europie Południowej, podatki i ścisłe regulacje rynku pracy podtrzymują wysokie bezrobocie, na poziomie 11 proc., i zniechęcają Europejczyków do inwestowania we własną edukację. Naturalne konsekwencje to zbyt niskie zatrudnienie, za małe inwestycje w wyrafinowaną edukację, za mało innowacji i minimalny wzrost wydajności.

…UE straciła szansę, jaką dał jej globalny kryzys finansowy w 2008 r. i kolejny kryzys – w strefie euro. Zamiast wprowadzić trudne zmiany, które umożliwiłyby silne odbicie, europejscy politycy przydusili gospodarkę kolejnymi wydatkami i długiem.

Unia Europejska będzie nadal się słaniać, póki nie uświadomi sobie własnych błędów i nie zacznie wdrażać niezbędnych reform. Dopiero kiedy kontynent wróci na dobre na ścieżkę wzrostu, europejscy przywódcy będą w stanie zmierzyć się z zewnętrznymi zagrożeniami, przed jakimi dzisiaj stoją.” (Anders Åslund)

całość tu: Europa zgubiła drogę. Kontynent bez liderów. Kontynent bez pomysłu

podobne: Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia? oraz: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego. i to: Kryzys wraca do Europy i nad Wisłę. Recesja w strefie euro rykoszetem uderzy w Polskę. a także: Kryzys budżetowy w USA, rządowy we Włoszech i słabe dane z Chin. polecam również: To polityczna ingerencja w rynek spowodowała kryzys subprime. i jeszcze: Cynik9 i recepta EU na wychodzenie z kryzysu, czyli

„…Do tej pory głownie przez lenną postawę Tuska wobec wobec Niemiec nie udało się państwom “Wyszehradu” tworzyć wspólnej polityki. Niemcy zainstalowały “swoich ludzi” za pomocą zależnych od siebie mediów i funduszy pomocowych w zbyt wielu parlamentach tego regionu. Dzięki temu mogły pociągać za wszystkie sznurki wspólnych inicjatyw wprost z Berlina. Przez wiele lat nie tylko w Polsce interes i polityka zagraniczna była zbieżna z polityką Niemiec…

…Tymczasem przyszłość naszego regionu kształtuje się w Azji, która bardzo przychylnym okiem patrzy w kierunku naszego regionu, doskonale zdając sobie sprawę, że Europa Środkowo-Wschodnia może zakończyć okres kondominium dryfującego między UE pod niemieckim przewodnictwem i Rosją, przy biernej postawie U.S.A. , które oddały ten region w ich “władanie”, w zamian za dobre relacje z tymi powyższymi krajami.

“Jeśli nie wiadomo o co chodzi – to chodzi o pieniądze”

Tym razem to nie tylko wielkie pieniądze ale być albo nie być potęgą dla hegemonów. Ponieważ państwa Europy Środkowo-Wschodniej są głównym odbiorcą Niemieckich (unijnych) towarów i technologi oraz głównym odbiorcą Rosyjskich surowców, to także rynki rozwijające się, które będą potrzebowały co raz więcej surowców i technologi. Co się stanie jeśli te kraje ograniczą dotychczasowych dostawców i skierują swój wzrok na wschód ?

Myślę, że zarówno w Berlinie i Moskwie wiedzą, że to najbardziej czarny scenariusz jaki może spotkać te kraje.

Kraje Azjatyckie (również Japonia, Korea Płd. i inne kraje regionu) pod przywództwem Chin tworzą nowy “Jedwabny Szlak”, wodny i lądowy, na który wstępnie jest przeznaczone 40 mld dolarów. Wiemy że Chiny jak dostrzegą potencjał, to są w stanie zainwestować dużo więcej. Ta inicjatywa jest w stanie zburzyć dotychczasowy porządek świata, ponieważ wraz z infrastrukturą transportową, idzie jeszcze świat finansów i stworzenie przeciwwagi dla dominującej pozycji Banku Światowego, Chiny biorą na siebie ciężar kredytowania nowych inwestycji.

Na tę chwilę widać, że najbardziej na tym skorzystać może poza krajami azjatyckimi nasz region. Najbardziej stracić, Europa Zachodnia. Na szlaku leżą także kraje posiadające surowce, które tylko czekają by zastąpić Rosję w dostarczaniu surowców dla naszego regionu. Chętnie dostarczą nam je za pomocą szybkich kolei budowanych przez Chiny ale przede wszystkim drogą morską na czym skorzystałby podwójnie kraje mające porty na bałtyku.

Dlatego musimy się zastanowić i zrewidować swe dotychczasowe cele jako Polska, czy dalej trzymać się gorączkowo UE, U.S.A. i Rosji, które traktują nasze kraje jak terytoria zależne bądź co bądź kolonie, czy stanąć dumnie na nogi i zacząć budować coś nowego patrząc głównie na swój interes narodowy…”  (jabolek13)

źródło: Szczyt w Chinach początkiem końca Europy jaką znamy ?

podobne: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. oraz: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji. i to: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej. a także: Pociąg cargo z polską żywnością wyruszy z Łodzi do Chin. Koncepcja Nowego Jedwabnego Szlaku polecam również: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i jeszcze: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty). oraz: Trader21: Chiny vs. USA – wyższy poziom konfrontacji. cynik9: Chiny przesyłają subtelną wiadomość. Dewaluacja Yuana.

PS. Polecam materiał filmowy (analiza/prognoza) PitońTV: Wojna amerykańsko-chińska w Europie odc.11 „Rozpad Unii Europejskiej 2016-2040”

Chiny vs. USA

„Islamizacja Europy” kontra „tchórzliwa brutalność” czyli „Problem, Reaction, Solution!”


„Socjalizm – jak zauważył Stefan Kisielewski – specjalizuje się w rozwiązywaniu problemów, które sam stworzył. Dziś podobne problemy ma Europa, która przez dekady, w imię źle pojętej idei otwartości oraz demokratyzacji, stawiała na wielokulturowość, tolerując lub ostentacyjnie wspierając różne, budzące wątpliwości, zjawiska o charakterze społecznym, kulturowym, czy religijnym…

Na postępującą islamizację cywilizacji europejskiej oraz niebezpieczeństwa z tym związane zwracano uwagę, w szczególności w kręgach konserwatywnych, już wiele lat temu. W gąszczu poglądów, zachęcających do większej otwartości, trudno było jednak ostatnio przebić się opiniom, które podważały zasadność dążenia do ściślejszych związków ze strukturami unijnej Europy przez państwa takie, jak Turcja – kraj, którego tylko 3% powierzchni znajduje się w granicach geograficznych naszego kontynentu, a która pozostaje w islamskim kręgu kulturowym, różniącym się dobitnie mentalnością od Europy. Oznacza to, że jej potencjalne przyjęcie do Unii Europejskiej byłoby poważnym błędem.

Kolejnym aspektem jest to, że społeczeństwom zachodniej Europy, które pozostają w kontrze do kultury chrześcijańskiej, która przecież winna być trwałym fundamentem cywilizacji europejskiej, będzie niezwykle trudno się oprzeć postępującej islamizacji. Dodatkowo, swobodny przepływ ludzi między Turcją a graniczącymi z nią państwami Bliskiego Wschodu, takimi jak Iran, Irak i Syria – mógłby ułatwić islamskim terrorystom łatwe przedostawanie się do zachodniej Europy.

Zwracanie jednak uwagi na zjawiska i konsekwencje, związane z ruchami migracyjnymi ludności oraz zbyt duża otwartość Europy na islamizację nie oznacza automatycznie braku tolerancji czy poszanowania dla wyznawców tej religii. Należy tu też podkreślić, że Europa jest jednak zupełnie innym zjawiskiem kulturowym, posiada zupełnie inną historię i tradycje, a jej podstawę stanowią dobrodziejstwa filozofii greckiej, prawa rzymskiego i religii chrześcijańskiej. Gdy więc dziś, przez Europę przetacza się fala oburzenia, zgorzknienia, rozczarowania, trosk i niepokojów, będących konsekwencją ostatnich zamachów we Francji, to trzeba postawić pytanie o przyczyny takiego stanu rzeczy?

Odpowiedzią niech będzie nie tylko rozkład wartości i postępująca sekularyzacja, lecz również polityka – ta bieżąca i strategiczna, błędne podejście do wielokulturowości, udowadnianie na siłę wszem i wobec, że jest się nowoczesnym i tolerancyjnym… Warto jednak też zauważyć, że islamiści mogą być zdeterminowani o tyle, że wspólnota europejska, uwiedziona poczuciem amerykańskiej misji zbawiania świata, daje się wciągać w procesy demokratyzacji, zaprowadzania ładu i porządku na modłę zachodnią w państwach Bliskiego Wschodu i wszędzie tam, gdzie islam jest religią panującą i dominującym stylem życia. Trudno więc się dziwić, że wyznawcy Allacha bronią się przed ekspansją obcych sobie wzorców kulturowych, a jednocześnie, tam gdzie mogą, rozpychają się łokciami instalując własne wzorce. Zresztą sami zachodni Europejczycy również też tendencję do pouczania Rosjan, Ukraińców, obywateli pozostałych byłych republik radzieckich, państw azjatyckich i ogólnie wszystkich tych społeczeństw, które żyją i żyć chcą według własnych zasad i wyznawanych przez siebie wartości, starają się pouczać, w jaki sposób należy funkcjonować. Następstwem tej sytuacji jest wzrost napięć i postępująca agresja oraz antyzachodnie krucjaty islamu.

Nie oznacza to wcale, że Europa i kraje cywilizacji zachodniej mają obowiązek zaprzestania umacniania w świecie własnej pozycji, tak kulturowej, jak i ekonomicznej czy militarnej. Należy jednak to robić mądrze, z poszanowaniem praw i obyczajów innych kultur, z większym wyczuciem wobec lokalnych różnic. Natomiast trudno się dziwić konsekwencjom polityki wewnętrznej państw takich, jak Francja, które stawiają na wszelką inność, że oczekują, iż te „inności” nie obrócą się przeciwko nim, iż będzie bardziej europejsko skoro przez dziesięciolecia obstawały za „kulturowym miszmaszem”, poplątaniem z przemieszaniem wartości, pojęć, podejść…

Światowy terroryzm stanowi istotne zagrożenie dla cywilizowanych społeczeństw, lecz, niestety, nie pozostają one bez winy. Musi spotkać się obecnie ze zdecydowanym potępieniem, lecz również z redefinicją polityki wewnętrznej. Mordowanie w imię Allacha jest tak samo odrażające, jak zabijanie w imię chrześcijańskiego Boga. Czy Bóg rzeczywiście chciałby, aby dla niego i w jego imieniu zabijać z zimną krwią kogokolwiek i gdziekolwiek, w szczególności zaś niewinne istoty ludzkie?

Dziś przed Europą stoją poważne wyzwania. Będzie musiała ona, o ile chce oprzeć się kryzysom wynikającym z postępującej islamizacji, porzucić ścieżki wielokulturowości. Europa bowiem jeśli nie będzie zachodnia,  łacińska, wolna – straci rację bytu…” (dr Rafał Zgorzelski)

źródło: geopolityka.org

„…Nad tym wszystkim gęganie komentatorów „w dymach tej wojny usiłujących wędzić swoje ideowe półgęski”, by użyć niezrównanej frazy dawno zapomnianego komucha. A w tle, czy może u korzeni, wielka międzynarodowa polityka i gra tajnych służb.

To, co być może najciekawsze i najbardziej brzemienne w skutki, a o czym najmniej można powiedzieć. Jest stuprocentowo skuteczny sposób, by małe zamieszanie, incydent czy bójkę przekształcić w wielkie zamieszki, w których pójdzie z dymem cała dzielnica i padną liczne ofiary. Policja musi być jednocześnie brutalna i tchórzliwa. Jeśli jest tylko brutalna – to zamieszki stłumi w zarodku. Jeśli jest tylko tchórzliwa, to rozrabiacze szybko się nasycą zwycięstwem. Ale jeśli, na przykład, rozjuszy tłum katując jakąś grupkę przypadkowych ofiar, a potem sromotnie pierzchnie przed lepiej wyposażoną odsieczą – to tego się już łatwo nie zgasi.

Zachowanie Zachodu wobec islamistów jest podobną mieszanką prowokowania i tchórzostwa. Z jednej strony – na znak solidarności z ofiarami europejskie media przedrukowują ich plugawe (i co tu dużo gadać – żenujące w swym chamstwie) „satyry”, co każdy najłagodniejszy nawet wyznawca proroka musi uznać za policzek. Z drugiej – Europa łasi się do islamu z tą samą oślizłą gorliwością z jaką przed prawie wiekiem starała się „ułagodzić” (appeasement) nazizm, w imię „nie urażania imigrantów” zakazuje noworocznych szopek i noszenia krzyży, a nawet, jak ostatnio w pewnej szkole w Szwecji, flag narodowych. Na krótko przed tragedią w Paryżu sąd tamtejszy uznał za karalną „mowę nienawiści” porównywanie imigracji islamskiej z najazdem, a dosłownie w przeddzień przeszły ulicami Niemiec i kilku innych krajów pochody „pożytecznych idiotów” sprzeciwiających się „islamofobii”. Nic zresztą nowego – symbolem europejskiego „impossybilizmu” jest francuska ustawa o zakazie noszenia w miejscach publicznych religijnych nakryć głowy. Ustawa uchwalona dla demonstracyjnego prężenia mięśni przez „laickie państwo” i w imię zdrowego rozsądku martwa, bo policja i sądy boją się ją egzekwować, by nie sprowokować zamieszek.

Państwo nie może zrobić nic głupszego, niż uchwalić represyjne prawo i pokazać, że jest za słabe, by je egzekwować. To się po prostu musi źle skończyć, i każdy, kto miał odrobinę zdrowego rozsądku i uniknął zaczadzenia lewackim ideolo widział to jasno już wiele lat temu. Skromnie nie wspomnę o swoich opowiadaniach i powieściach sprzed lat dwudziestu, których szczęśliwych posiadaczy upraszam o przestawianie teraz  z półki „science fiction” na półkę „literatura współczesna” – ale proszę sobie zadać trud przeczytania choćby ostatnich, bezsilnych apeli do rozsądku śp. Oriany Fallaci. Nie można ich było unieważnić epitetem „prawicowa dziennikarka”, bo nic Fallaci z jakkolwiek rozumiana prawicą nie łączyło, fanatyczką religijną też nie była – a mimo wszystkie jej oczywiste perswazje kompletnie zignorowano.

Dlaczego? Jak zwykle, odpowiedź zawiera się w jednym słowie: „ideolo”. Sprowadzanie i uprzywilejowywanie w krajach Zachodu mniejszości etnicznych i religijnych było częścią kolejnego wielkiego projektu kretynów z lewicy. Projektu „społeczeństwa wielokulturowego”. A w perspektywie bliższej niż „historyczna przemiana” miało być po prostu jednym z młotów, którym wnuki Marksa i Gramsciego zamierzały skruszyć klasowe, patriarchalne społeczeństwa Zachodu, by wyrównać plac budowy pod „nowy wspaniały świat”. Po raz kolejny ich mania niszczenia tego, co jako tako działało, w imię utopijnych fantazmatów kończy się rozpierduchą, ruiną i krwią. Widać „biały człowiek” by użyć tej znienawidzonej przez lewicę frazy jest nieuleczalnym idiotą, którego nic nie nauczy rozumu, i nic dziwnego, że cywilizacje niegdyś pełne kompleksów wobec europejskiej, dziś uznają za swój obowiązek zadać nam cios łaski.

Gdzie narasta napięcie, tym bardziej, im gorliwiej zachowuje się pozory, że „dobrze jest, psiakrew, a kto mówi że nie, to go w mordę!” (jak proroczo puentował swą wizje upadku Europy stary Witkacy) tam ktoś prędzej czy później rzuci iskrę na prochy. W świetle agencyjnych doniesień trudno dywagować, czy ta iskra powstała sama z siebie, czy też egzekutorów do bankrutującego szmatławca (miesiąc temu „satyryczna” gazeta ogłosiła apel do wiernych czytelników, by ratowali ją dobrowolnymi wpłatami) posłał któryś z wielkich macherów światowej polityki…” (Rafał Ziemkiewicz)

całość tu:  fakty.interia.pl

…i komentarz  piotruchg -09.01 (13:04)

„…Problem, Reaction, Solution!.. Braciszkowie moi mili!

Tylko głupcy nie widzą, że cała sekwencja od długiego już czasu, układa się w logiczny ciąg wydarzeń, a każdy ruch na krwawej szachownicy historii jest w lodowaty wręcz sposób zaplanowany, przemyślany i bezwzględnie wcielony w życie. Problem, Reaction, Solution! Każdy spektakl realizowany według powyższego scenariusza wystawia się przy zapchanej do pełna widowni, a Lud Prosty zawsze reaguje tak, jak Wielki Reżyser przewidział. Niczym w tanim sitcomie….. teraz płaczemy, teraz krzyczymy, teraz jesteśmy oburzeni i wściekli, by na koniec okazać niewysłowioną radość, że mityczny Wielki Brat po raz kolejny załatwił Złego na cacy. Lud znów naładowany pozytywnymi emocjami, może wrócić do codziennego życia w chlewikach, ryjąc w pocie czoła by wykarmić swoich właścicieli…… I tak do następnego razu! Zastanawiające jest przy tym to, że nie czują nigdy, że po każdym takim spektaklu ktoś, znów o milimetr mocniej zaciska im na szyi obrożę i podciąga popręg. Chyba to nawet lubią i czasem trudno się dziwić, że chlewik swój ukochali i nie wyobrażają sobie życia poza nim? Bo czyż nie jest pięknie nie musieć myśleć , nie musieć walczyć, ani wybierać? Czyż nie jest komfortowo, otrzymywać w pakietach poglądy wprost z migającego niebieskiego ekranu? Tuczyć się śmieciowym żarciem i popijać przerobioną wodą z g….a? Wiedzieć kiedy spać, żreć, kopulować i defekować i kogo nienawidzić? Przecież to jest marzenie większości, ideał egzystencji, raj na ziemi…. Zna tę zasadę nasz Wielki Brat. On zawsze wie, kiedy przychodzi czas, by wieże zburzyć……. I zdaje się być niezwyciężony i nieomylny, bo w ciemności jest zanurzony, a śladów zostawia po sobie niewiele…… To jednak się zmienia. My Cisi, ale uważni patrzymy i coraz więcej rozumiemy. Wielki Brat nas za to nie lubi i przyjdzie taki czas, że Wielki Brat będzie chciał nas się pozbyć, bo Wielki Brat wie, że Cisi są najbardziej niebezpieczni. Czy będziemy do tego czasu gotowi? Musimy! Nie możemy przecież zostawić tego bajzlu tym, którzy nadejdą po nas! Mamy przed nimi wielką odpowiedzialność…”

Noam Chomski pisał swojego czasu: STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE

Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych. 

…i ciężko dziś nie pokusić się o komentarz że za całą tą PLANOWĄ głupotą stoi coś więcej jak tylko głupota. Zwrócić należy uwagę na żydowskie pochodzenie ofiar zamachu we Francji, pochowanych z pompą na wzgórzu oliwnym w Izraelu. Dlaczego m. in. na to? Bo Izrael ciągle szuka pretekstu do ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej. Chętnie widziałby więc po swojej stronie cały „cywilizowany świat”, który ze strachu przed Islamem, kojarzonym dziś przez sporą część tzw. „opinii publicznej” a głównie przez zdezorientowanych zwykłych ludzi, którzy nie wiedzą o co w tym wszystkim chodzi z terroryzmem (nie wnikając w przyczynę tego stanu rzeczy), przymknie oko na ludobójstwo jakiego dopuszczają się Żydzi na Palestyńczykach i być może zmarginalizuje ich prawo do życia w spokoju i PO SWOJEMU, jak i prawo do zajmowania terenów na które ostrzy sobie zęby Izrael. Prowokacje pajaców z pseudo rozrywkowego – bluźnierczego pisemka „Charlie coś tam”, pomogły więc pokazać światu „prawdziwą twarz Islamu”.

Nie da się więc nie pomyśleć o tym że „ktoś” wykorzystał wojowniczość Islamu po to, żeby raz – zantagonizować oba światy (muzułmański z chrześcijańskim – oba wrogie Judaizmowi), a dwa – żeby dać sobie powód pod postacią jak najbardziej rzeczywistej, ale jednak „fałszywej flagi” by społeczność międzynarodowa zgodziła się ostatecznie na zaprowadzenie przez poszczególne rządy większego zamordyzmu w swoich krajach, doprowadzając do zwarcia szeregów przez siły dążące do coraz większej kontroli internetu, jak i ograniczenia wolności słowa, która choć została „zaatakowana przez Islam” to być może oberwie właśnie od „swoich” – czyż to nie największy paradoks? 😉

…Odys

poprzednio: Czekając na barbarzyńców czyli o tym jak góra przyszła do Mahometa po trupach „żartownisiów”.

polecam również: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym.

"Democracy in Fallujah" Franciszek C. Kulon

„Democracy in Fallujah” Franciszek C. Kulon

Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”.


Zanim Państwo przeczytają dalej proponuję na początek materiał filmowy: Jacek Bartosiak – o sytuacji Polski i Świata w obliczu konfliktu USA – Chinyktóry trochę trwa ale obiecuję że nie będą się Państwo nudzić (o ile takie tematy jak alternatywna wersja historii kogoś rajcują 🙂 )

…a teraz równie ciekawa lektura, w zasadzie polemika wspomnianej w tytule „teorii spiskowej” autorstwa Piotra Siarki stojącej w kontrze (wręcz perfidnie 😉 ) do „zdrowo rozsądkowej” analizy Trader21…. do rzeczy:

„Na blogu Tradera 21 i w większości komentarzy pod artykułami przedstawiona jest teza, że w przyszłości nastąpi krach/reset światowej gospodarki, co w konsekwencji wywinduje ceny złota/srebra mocno w górę. Pytanie dlaczego więc, pomimo logicznych argumentów, tak się nie dzieje; a wręcz przeciwnie – ceny metali zjeżdżają w dół?

Wydaje mi się, że prowadzący bloga oraz większość czytelników popełnia kilka błędów. Pierwszy z nich polega na utożsamianiu posiadanej wiedzy z dziejową koniecznością. Czyli posiadanie przekonania o własnej racji (i to rozsądnie uzasadnionej) prowadzić powinno – zdaniem Tradera i innych – na rynkach do określonych zachowań (czytaj: do wzrostu cen metali). Jest to typowy błąd. 

Np. większość ludzi popełnia go przy zwalczaniu swoich nawyków. Ludzie mają różne problemy np. z alkoholizmem, paleniem papierosów. Większości ludzi wydaje się, że jak już ustalą przyczynę problemu, to sam fakt jego zrozumienia spowoduje jego pokonanie; np. skoro wiem że za dużo palę, to teraz łatwo rzucę palenie poprzez dozowanie papierosów. Nic z tych rzeczy. Sama wiedza człowieka nie pokona jego charakteru, bo charakter/nawyki są silniejsze od wiedzy.

Tak samo jest z wiedzą ekonomiczną. Co z tego, że wiem jak funkcjonuje świat gospodarki i jak powinien funkcjonować, skoro nie mam wpływu na jego (nie)racjonalne zachowania. Co z tego że wiem, iż spółka X jest świetna, perspektywiczna i tania, skoro inni nie mają tej świadomości i nie inwestują w nią – i w konsekwencji ponosimy straty na jej akcjach, pomimo iż obiektywnie powinniśmy odnieść finansowy sukces. 

Ten sam błąd popełnił prof. Rybiński, który rozsądnie prawił, ustalił rozsądną strategię, ale koniec końców jego fundusz fatalnie prosperuje (dzisiaj coś ok. 50% straty na kapitale, nie licząc utraconych zysków!).

I tutaj dochodzimy moim zdaniem do drugiego błędu – niedocenieniem światowej elity finansowej. Jest ona oskarżana o manipulowanie cenami metali, że nie wspomnę o oskarżeniach o wywoływaniu przez nią wojen, czyli ogólnie obwiniana jest o knucie i spiskowanie. Ale jakoś nikt nie ciągnie tego tematu. A mianowicie nikt nie zastanawia się jakie są jej cele i niby dlaczego miałaby ona poddać się bez walki? Jak daleko może się ona posunąć w swoich działaniach? Jaki jest więc cel finansjery? Moim zdaniem jej celem jest ekonomiczny podbój świata.

Po pierwsze – leży to w ich interesie ekonomicznym (bo wtedy nie miałaby konkurencji i można by wszystko zrobić, w tym jeszcze więcej zarobić; nawet reset będzie im niestraszny).

Po drugie – bo taka jest natura hegemona (albo my ich albo oni nas).

Po trzecie – nadchodzący reset (o tym poniżej). Pytanie kto stoi na przeszkodzie hegemonii USA? Na pewno kraje arabskie (tzn. były, bo są już spacyfikowane przez arabskie rewolucje), Iran (ma ostatnią szansę na poprawę – czyli wejść w sojusz z USA). Najważniejszymi przeciwnikami są Rosja i Chiny. Trzeba więc je „zjeść”. A że są duże, to należy zjeść je po kawałku. Na początek Rosja, bo jest słabsza i mniej rozsądna. Najpierw była więc rewolucja na Ukrainie, aby wyszarpać ją Rosji. Rosja wkracza na Krym i do Donbasu i tu okazała swój brak rozsądku. W „odwecie” Zachód nałożył sankcje oraz obniżył ceny ropy i w ogóle surowców (piszę o odwecie w cudzysłowu, bo Ukraina obchodzi Zachód tyle co zeszłoroczny śnieg na Wołyniu).

Dzięki temu Zachód może osiągnąć kilka celów naraz. Po pierwsze – doprowadzić do degradacji ekonomicznej Rosji, a może nawet do jej upadku i podziału. Po drugie – wyeliminowania zagrożenia militarnego ze strony Rosji (co nastąpi przy upadku ekonomicznym). Po trzecie – uniemożliwi eksport surowców z Syberii do Chin (nowy „demokratyczny” rząd rosyjski anuluje kontrakty z Chinami). Po czwarte – pogłębienie spadków na złocie. Rosja ratując się będzie wyprzedawać to co może, a że niewiele ma do zaoferowania światu, to będzie sprzedawać m.in. złoto. To tylko pogłębi spadek cen złota.

Później przyjdzie czas na Chiny. I nagle dowiemy się o tragicznej sytuacji Mongołów w Mongolii Wewnętrznej, Ujgurów w Xinjiangu oraz oczywiście o Tybetańczykach. Zapewne pojawi się Richard Gere z apelem o wolny Tybet (lub jakiś inny celebryta). Powstanie zapewne jakaś akcja społeczna na facebooku w obronie czegoś tam. W mediach poznamy prawdziwe historie torturowanych przedstawicieli mniejszości (bo do tej pory jakoś nie mogą się przebić w TV). Dowiemy się także o prześladowaniach chrześcijańskich kościołów.

Cywilizowany świat z przerażeniem stwierdzi, że Chiny są państwem… totalitarnym, zawyje z oburzenia i wprowadzi sankcje (USA wespół z UE, Australią, Kanadą, Rosją – tak, tak już z tą nową Rosją lub tym co po niej zostanie, Wietnamem, Japonią, Koreą Pd, Tajwanem, Filipinami). Pretekst zawsze się znajdzie. Może to być zatarg Chin z Wietnamem, Japonią lub cokolwiek innego. Dodatkowo rozpowszechni się argument, że oprócz racji moralnej stoi za nami także racja ekonomiczna.

Bojkot Chin spowoduje bowiem szansę na reindustrializację Europy i USA. Połączenie tych dwóch racji da silną motywację społeczeństwu zachodniemu do bojkotu Chin i popierania swoich władz. W końcu nic nie przemawia tak do przekonania jak własny interes. Co będzie dalej? Chińczycy mając pętlę na szyi będą wyprzedawać złoto, co tylko obniży jeszcze bardziej jego cenę.

Społeczeństwo przed resetem należy zniechęcić do złota (w czym pomogą spadki cen). W zamian należy dać społeczeństwu inne możliwości inwestowania. Będzie to – moim zdaniem – jeszcze jeden, wielki, ostatni już boom ekonomiczny (przydadzą się dodrukowywane dolary).

Nikt nie będzie inwestował w złoto, kiedy będzie można zarobić na giełdzie lub na nieruchomościach kilkanaście procent rocznie. Giełdy będą więc rosnąć jak szalone, rynki nieruchomości będą ostro gnały do góry. Wtedy jak „właściwi” ludzie skupią tanio złoto, a ludzie zostaną zapakowani w bańki inwestycyjne – właśnie wtedy będzie można zrobić to co się przewiduje.

Czyli zresetować gospodarkę, oczyścić ją z długów, zmienić zasady polityki społecznej (poprzez likwidację socjału) i wtedy wprowadzić nowy pieniądz, być może oparty na złocie. W każdym bądź razie złoto przyda się przy przechodzeniu z jednej rzeczywistości ekonomicznej w drugą. Ludzie którzy zainwestują w akcje i nieruchomości w wyniku krachu zostaną praktycznie pozbawieni swojego majątku.

Reasumując ceny złota powinny spadać aż do momentu rozprawienia się z Rosją i Chinami. Kiedy to nastąpi? Wydaje się że Zachód ma niewiele czasu. Gdzieś do ok. 2020-2025. Wynika to z kilku powodów. Po pierwsze – demografia; społeczeństwa zachodnie będą zmuszone do utrzymania dużej ilości emerytów z baby boomu, co będzie ponad siły. To będzie dużo emerytów i stosunkowo duże emerytury + wysokie koszty opieki medycznej. Po drugie – emeryci z baby boomu aby utrzymać poziom życia (i przy okazji leczyć się: wydatki na leki, sanatoria, płatne procedury medyczne) zaczną sprzedawać swoje precjoza, m.in. domy, mieszkania (lub zamieniać na mniejsze), akcje, obligacje, wyciągać lokaty z banków.

Spowoduje to więc spadki wartości większości aktywów i wyzwoli oczekiwania na jeszcze większe spadki. Młodsze pokolenia nie posiadają oszczędności na zakupy tychże aktywów. Jedyne co posiadają to długi hipoteczne; poza tym wielu młodych ludzi nie ma rozsądnej pracy (rozumianej jako w miarę pewna i dobrze płatna). Wszystko to zniechęci do inwestowania (po co inwestować w dom, skoro za kilka lat będzie można kupić go taniej; albo będzie można go po prostu odziedziczyć – kłania się niska dzietność). Pokolenie urodzone w latach 1946-1964 właśnie przechodzi na emerytury (licząc 65 lat wieku emerytalnego, to mamy lata 2011-2029).

Po trzecie – nadmierne zadłużenie państw, które non stop rośnie, co ujawni się zapewne dopiero właśnie za kilka lat, gdy inflacja pójdzie do góry i wzrosną koszty obsługi długu. Po czwarte – wynika to z cyklu pokoleniowego/finansowego. Ile lat bowiem można nabierać ludzi na pusty pieniądz? To obecne młode pokolenie po prostu zbuntuje się (rewolucja?), bo narzuca się na nie olbrzymie koszty nie dając nic w zamian. Muszą bowiem utrzymywać emerytów, sami nie posiadając stałej pracy. Muszą także spłacać zadłużenie krajowe, które to pieniądze poszły w dużej mierze na konsumpcję poprzednich pokoleń. Wszystko to plus słabo płatna praca (dobrze jeśli w ogóle jest) powoduje, że nie mają warunków do posiadania dzieci. W zamian obiecuje się im niskie emerytury i nawołuje do oszczędzania na starość. Tak więc cykl pokoleniowy powinien domknąć się z cyklem pieniężnym.

Odchodzenie starego pokolenia połączy się chyba z odejściem starego pieniądza. Przedstawiona teoria ma jedną zaletę i kilka wad. Zaleta to: spiskowość tej teorii, a wiadomo że spiskowe teorie najlepiej tłumaczą rzeczywistość. Jedną z wad tej teorii jest to samo, co sam zarzuciłem na wstępie Traderowi 21 – a mianowicie próba racjonalizowania pewnych faktów i na ich podstawie prognozowanie przyszłości. Ale nie jest źle, bo prognozy mają to do siebie, że niektóre nawet się sprawdzają.”

Piotr Siarka

…to oczywiście nie koniec, bo jest jeszcze odpowiedź Tradera21, ale o tym do poczytania tu: independenttrader.pl Jak zwykle gorrrąco polecam 🙂

…komentarza nie będzie bo nie chcę dodatkowo gmatwać tego o czym trzej Panowie opowiadają… Każdy ze scenariuszy jest możliwy (zwłaszcza że już się realizują) a z historii wiadomo że wojny konwencjonalne są zawsze poprzedzane wojną gospodarczą która obecnie trwa na całego… No może dwa/trzy zdania od siebie dodam 😛 a w zasadzie zsyntetyzuję to co Panowie powiedzieli (napisali) i o czym od dłuższego czasu w kilkudziesięciu (o ile nie w kilkuset) postach już pisałem (m. in. tu: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli), albo zamieszczałem za pośrednictwem innych źródeł (jak tu: Independent Trader: “Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem).

Wygra oczywiście ten „kto się nie boi wojen” (cytując klasyka). Rosja jest tu kluczem do Chin, które wygrywają obecnie wojnę handlową z USA. Stąd tak Amerykanom zależy na podpisaniu z UE umowy „transatlantyckiej” w skrócie TTIP by zawczasu zablokować Chinom ten rynek, na co z kolei Chiny odpowiadają dominacją w Afryce. Rosja właśnie jest dociskana (zmiękczana) ceną ropy, sankcjami gospodarczymi i przedłużającym się konfliktem na Ukrainie, żeby była na tyle słaba by nie dyktować „nowego ładu” po tym jak już się zacznie, ale na tyle silna żeby pomóc Amerykanom w rozprawie z Chinami. Dlatego m.in. nie doszło jeszcze między obiema siłami do konfrontacji siłowej na Ukrainie 😉 (NATO-Rosja: manewry wojskowe i „renesans wrogości” (na pokaz?) i to: Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej.)

Gdzie tu nasz interes? NIGDZIE! Najwyższy czas nie dać się wciągnąć w żadną awanturę – niech się sami leją raz bez Polski. Tak jak słusznie zauważa Jacek Bartosiak wejść powinniśmy na końcu i tylko w wypadku potrzeby obrony. Kluczem do budowy potęgi Polski to rzecz jasna kwitnąca gospodarka która jest fundamentem KAŻDEJ liczącej się siły militarnej i która jest magnesem dla słabszych państw do ściślejszego wiązania się w sojusze gospodarcze, polityczne i militarne, ale póki co wygląda to marnie – Romuald Szeremietiew: Czy będziemy solidarni w obronie?

…Odys

polecam również: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról” i to: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna? oraz: Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową i to: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”…”za wolność naszą i waszą”. a także: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę. polecam również: „Chcesz miec pokój? Gotuj się do wojny!”, czyli – Na co gotuje się Rosja? oraz: Ukraina i NATO (komentarz Janusza Korwin-Mikke). Rosja testuje pocisk balistyczny „Buława” i zwiększa aktywność wojskową. i to: BRICS deklarują ściślejszą współpracę (powołanie Nowego Banku) i wsparcie Rosji. Bałkany na rozdrożu.

Gyuri Lohmuller - Bitwa Gigantów

Gyuri Lohmuller – Bitwa Gigantów

Produkcja miedzi w Europie spada – rośnie w Chinach. „Polska Miedź” potrzebuje 2,5 miliarda złotych kredytu.


1. Produkcja miedzi w Europie spada – rośnie w Chinach

24.06.2014 (IAR) – Produkcja miedzi i jej stopów w Europie spada – rośnie w Chinach. W latach 2007-12 wytwarzanie tego metalu w Państwie Środka wzrosła o blisko 80 procent, podczas gdy w naszym regionie obniżyło się o prawie 30 procent.

Roczna produkcja miedzi na świecie wynosi ponad 16 i pół miliona ton.

Marek Suchowolec z Izby Gospodarczej Metali Nieżelaznych i Recyklingu zaznacza, że jeżeli chodzi o obieg miedzi w gospodarce europejskiej to istotna część pochodzi z odzysku – około 2 miliony ton ze złomu z produktów konsumenckich plus 0,7 miliona z odpadów fabrycznych. Dodaje, że Europa produkuje blisko 0,75 miliona ton surowca pierwotnego, w czym istotną część ma nasz KGHM.

Marek Suchowolec zaznaczał, że około 30 procent produkcji miedzi na świecie powstało z surowca wtórnego – w Europie ponad 40 procent.

Średnia cena tony tego surowca wynosi około 6 tysięcy 900 dolarów.

Jest to jeden z najważniejszych metali wykorzystywany w różnych dziedzinach gospodarki, od budownictwa po przemysł ciężki i elektronikę.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) K.P. g/pbp

…dominacja na światowych rynkach surowca chińskiego pochodzenia odbija się na polskim potentacie miedziowym – oczywiście na własne życzenie. Słynny podatek jakim uraczono rodzime wydobycie miedzi (żeby łatać finanse państwa) musiał odbić się na kosztach wydobycia a co za tym idzie również na konkurencyjności cen surowca polskiego pochodzenia…

2. „Polska Miedź” potrzebuje 2,5 miliarda złotych kredytu

25.06.2014 (IAR) – KGHM „Polska Miedź” potrzebuje 2,5 miliarda złotych kredytu dla dalszego rozwoju. – To będzie największa pożyczka w historii spółki – podkreślają związkowcy i dodają – do zaciągania długów zmusza podatek wprowadzony w ubiegłym roku. To 2 mld złotych rocznie.

Ubiegłoroczny zysk, najniższy od lat – w wysokości 3 mld złotych został podzielony – jedna trzecia trafi do akcjonariuszy, pozostała część na konieczne inwestycje.

Rzecznik spółki Dariusz Wyborski podkreśla, że na płynny rozwój spółka potrzebuje 4 mld złotych.

Miedziowi związkowcy tłumaczą, że na wprowadzeniu podatku zarobią bankowcy, do których zwróci się o kredyt KGHM.

IAR/ Andrzej Andrzejewski/Radio Wrocław/łp/buch

źródło: stooq.pl

podobne: Polska gospodarka: bankructwa firm, eksport, inwestycje zagraniczne. oraz: Jak fiskus wykańcza polskie firmy a także: PGE, PGNiG, KGHM, Tauron i Enea zaprzestały współpracy dot. gazu łupkowego

…po branży łukowej i węglowej zdławionymi w zarodku podobnym stylem pazerności aparatu państwa (w porozumieniu ze związkową sitwą) przyszła pora na miedź… „Polski” rząd potrafi spieprzyć absolutnie każdy biznes.

…Odys

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Wprawiali nas za młodu, abyśmy nie byli wyrodkami od przodków swoich” czyli… 330 rocznica bitwy pod Wiedniem i Lew Lechistanu – Jan III Sobieski.


11.09. Warszawa (PAP) – 12 września 1683 roku pod Wiedniem wojska polsko-habsburskie pod wodzą króla Jana III Sobieskiego pokonały armię Imperium Osmańskiego, dowodzoną przez wezyra Kara Mustafę.

Imperium Osmańskie przez wieki opierało swoją potęgę na podbojach, początkowo głównie obszarów azjatyckich. Jednak w XVII wieku Turcy rozpoczęli podbój terenów europejskich, atakując Bałkany, Węgry, księstwa rumuńskie, Kretę i Siedmiogród. W roku 1672 zajęli należące do Polski Podole, zaś kozacki hetman Piotr Doroszenko uznał zwierzchnictwo Turcji nad Ukrainą.

Bitwa pod Chocimiem 1673 Jerzy Kossak

Bitwa pod Chocimiem 1673 Jerzy Kossak

Po upokarzającym dla Rzeczypospolitej pokoju w Buczaczu Polska nie tylko utraciła Podole, ale także zobowiązała się do płacenia Turcji 22 tys. talarów rocznego haraczu, co czyniło z niej lennika Imperium. Sejm polski odrzucił pokój, a w 1673 roku wojska Rzeczypospolitej – dowodzone przez hetmana Jana Sobieskiego – pokonały Turcję pod Chocimiem. Choć konflikt zakończył się rozejmem, zapowiadał kolejne działania zbrojne.

Sobieski, któremu zwycięstwo pod Chocimiem zapewniło polską koronę, w obliczu nieuchronnego starcia z Turcją rozpoczął poszukiwania sojuszników. Początkowo planował koalicję z Francją i Szwecją, jednak wobec negatywnego nastawienia Ludwika XIV zwrócił się w stronę Habsburgów i Rosji. Choć zarówno car, jak i cesarz nie zareagowali przychylnie na starania Polski, jednak wobec fiaska zabiegów dyplomatycznych i realnego zagrożenia ze strony Turcji Habsburgowie zaczęli dążyć do przymierza z Rzeczpospolitą.

Sojusz, przewidujący wzajemną pomoc w razie ataku tureckiego, podpisano 1 kwietnia 1683 roku; jego gwarantem został papież Innocenty XI. Armia polska miała otrzymać wsparcie finansowe ze strony cesarza i papieża.

W tym samym czasie Turcy podjęli działania zbrojne przeciwko sojusznikom, organizując liczną armię dowodzoną przez wielkiego wezyra Kara Mustafę. Mobilizacja Austriaków przebiegła z opóźnieniem, ponieważ do końca nie było wiadomo, kogo zaatakuje Imperium. Habsburgowie wystawili jedynie kilka oddziałów do obrony granic, zaś resztę – ok. 32 tys. żołnierzy pod dowództwem ks. Karola Lotaryńskiego oraz polski oddział zaciężnych pod wodzą Hieronima Lubomirskiego – skoncentrowali koło Bratysławy. Księstwa niemieckie uwikłane w spór z Francją nie nadesłały wówczas posiłków.

Armia turecka wspierana przez Tatarów, chcąc zaskoczyć przeciwnika, ruszyła na znajdującą się w głębi cesarstwa twierdzę Jawaryn. Skierowały się tam także siły habsburskie, jednak wobec oskrzydlenia przez Turków wycofały się w kierunku Wiednia, przyjmując po drodze potyczkę pod Petronell.

Cesarz zwrócił się do sojuszników z prośbą o pomoc, sam opuszczając miasto. Turcy zbliżyli się do stolicy cesarstwa 14lipca, zaś dwa dni później otoczyli Wiedeń, wypierając oddziały austriackie. Kara Mustafa wysłał także posiłki pod Jawaryn, by uniemożliwić załodze odsiecz dla stolicy oraz wsparł wojskowo powstańców węgierskich planujących atak na Bratysławę. Miastu pomocy udzieliły oddziały ks. Lotaryńskiego, który dał odpór powstańcom i bronił dostępu na Morawy.

Stolica cesarstwa była dobrze przygotowaną do obrony twierdzą, z 11-tysięczną załogą, 5 tys. straży miejskiej i artylerią. Siłami wojskowymi dowodził gen. Ernst Starhemberg, zaś obroną cywilną – Zdenek Kaplii. Podczas dwumiesięcznego oblężenia Turcy dzięki ciągłym atakom i pracom minerów zdobyli pierwsze fortyfikacje miasta, co groziło zajęciem twierdzy, której załoga uległa w czasie obrony znacznemu uszczupleniu.

Bitwa pod Wiedniem - Rotmistrz Miełżyński przyprowadza Janowi III chorągiew husarską pod Wiedeń - Wojciech Kossak

Bitwa pod Wiedniem – Rotmistrz Miełżyński przyprowadza Janowi III chorągiew husarską pod Wiedeń – Wojciech Kossak

Polscy sojusznicy zbierali tymczasem siły. Sejm przegłosował zgodę na działania wojenne poza granicami, na mobilizację oraz na nadzwyczajny podatek na utworzenie blisko 50 tys. armii. Początkowo planowano zebranie już istniejącej armii koronnej w Trembowli na zachodniej Ukrainie, zaś nowego zaciągu w okolicach Lwowa. Litwini mieli grupować się w Janowie Podlaskim.

Wobec ataku Turków na cesarstwo król zarządził mobilizację pod Krakowem, gdzie przybyło 27 tys. wojsk koronnych. Nie czekając na spóźniających się Litwinów, ruszył na pomoc Wiedniowi.

Po przejściu przez Śląsk, Morawy i Czechy 3 września wojska polskie połączyły się nad Dunajem, 40 km od Wiednia, z oddziałami austriackimi i niemieckimi. Dowództwo nad 67-tysięczną armią objął Jan III Sobieski. Zarządził, by oddziały austriackie i niemieckie atakowały Turków wzdłuż prawego brzegu Dunaju, wiążąc w ten sposób ich główne siły. W tym czasie siły polskie przedzierały się pod miasto okrężną drogą.

12 września rano zaczęła się bitwa. Przekonani o swojej przewadze, słabo ufortyfikowani Turcy odpierali atak austriacko-niemiecki wzdłuż Dunaju, pozostawiając odsłonięty teren od strony Lasu Wiedeńskiego, skąd oddziały polskie wyprowadziły w godzinach popołudniowych atak.

Bitwa pod Wiedniem - Jan III Sobieski Na Kahlenbergu - Juliusza Kossak

Bitwa pod Wiedniem – Jan III Sobieski Na Kahlenbergu – Juliusza Kossak

Sobieski najpierw wysłał z rozpoznaniem jedną chorągiew husarii, która wszczęła popłoch w szeregach wroga i wycofując się pociągnęła za sobą większość tureckiej kawalerii – wprost pod ogień polskich armat. Wówczas król polski wykorzystał rozprężenie w szeregach wroga i poprowadził główny atak sił polsko- niemieckich. Brawurowy atak husarii spowodował bezładny odwrót i ucieczkę wojsk tureckich oraz towarzyszących im Tatarów. Król polski z powodu zbyt późnej pory nie kontynuował pościgu, zaś jego wojska zajęły obóz nieprzyjaciela.

tu fragment z Feliksa Koniecznego:

„Król spostrzegł, że wojska tureckie w kilku miejscach poczynały się chwiać: ,jako wódz przeto w takich rzeczach expertus, wiedział już, co ma czynić. Ordynował więc eo instante chorągiew husarską królewicza Aleksandra, z dwustu koni z pocztowymi złożoną, pod rotmistrzem Zbierzchowskim Zygmuntem, chorążym Łomżyńskim, aby bez żadnych innych sukursów sama jedna szła całym pędem wprost na ów sejwan pod samego wezyra i tam kopie kruszyła. W tym punkcie był król JMć prawdziwie jakoby od Boga natchnionym; poczuł, że już będzie miał zwycięstwo w swym ręku, jeśli, korzystając z momentu, rzuci jeszcze popłoch jakoby w samo wojsk tureckich serce. Rzecz to bowiem wiadoma, że nasze husarskie i pancerne chorągwie, lubo po skruszeniu kopii i w odwrocie z różnym szczęściem walczą, gdyż do lekkich obrotów niesposobne, za to wszelako przy natarciu idą z takim impetem, że im nic nigdy zgoła na drodze ostać się nie może. Była więc pewność, że ta chorągiew dojdzie, gdzie potrzeba i konfuzję uczyni, a oto właśnie szło; co by z nią zasie później stać się miało – to już w Boskiej zostawało Opatrzności i łasce. Szła więc owa chorągiew jakoby na stracenie – mała garść sama jedna – w niezliczone tłumy, z tą jednak konwikcją, że ten mały poczet miał nieprzyjaciołom zadać prawie cios ostateczny i krwią swoją ocalić tysiące, które by się w długiej walce jeszcze łamać miały”. 
„Ruszył zatem Zbierzchowski ze swoją chorągwią z taką fantazją, jakoby do tańca; wszystkie oczy na nich tylko patrzyły, dech nam w piersiach zapierał” … „Leciała nasza chorągiew w coraz większym pędzie aż do owego wojska, które asekurowało samego wezyra i w ten tłum uderzono. Co się tam działo, Bóg jeden wie… suponowaliśmy, że już z tej łaźni ani jeden nie wróci. Ale Bóg jest wszechmocny i jak chce, cuda czyni. Przebili się nasi rycerze przez ten cały tłum kilkudziesiąttysięczny nad wszelki podziw szczęśliwie”, a zatem od namiotu wezyra zrobili wielkie koło, z drugiej strony z powrotem, wciąż impetem swym tnąc sobie drogę, aż wreszcie „salwując się pod nasze wojska i nie straciwszy więcej nad dwunastu zacnych z towarzyszy i trzydziestu kilku pocztowych. Ale na Turków padł taki popłoch … ”  („Tło cywilizacyjne odsieczy wiedeńskiej”)

Szarża husarska - Małgorzata Wójtowicz Cichoń

Szarża husarska – Małgorzata Wójtowicz Cichoń

W bitwie poległo ok. 10 tys. Turków, a 5 tys. odniosło rany. Oddziały pod wodzą króla polskiego miały 1,5 tys. zabitych i 2,5 tys. rannych. Większość armii tureckiej zdołała uciec, pozostawiając część uzbrojenia i zapasy. Klęska wiedeńska zakończyła okres zwycięstw Imperium Osmańskiego, a wielki wezyr Kara Mustafa za przegraną zapłacił życiem.

Wiktoria wiedeńska nie została jednak przez Polaków należycie wykorzystana. Chociaż w obozie tureckim zdobyto broń, namioty, siodła, ubiory, cenne tkaniny i arrasy, a cesarz złożył Janowi III Sobieskiemu hołd pod murami swej stolicy, to Leopold I wjechał do miasta na czele wojsk i on jest do dzisiaj w swym kraju uznawany za wybawcę stolicy. Zaś wygrana pod Wiedniem była jednym z ostatnich wielkich zwycięstw I Rzeczypospolitej, coraz słabszej wewnętrznie i zewnętrznie, co zbliżało ją nieuchronnie do klęski rozbiorów. (PAP)

akn/ ls/ gma/ abe/ źródło: stooq.pl

Jan Solak: Mściciel w 320 rocznicę odsieczy wiedeńskiej  

W październiku 1620 r., podczas niefortunnej wyprawy cecorskiej, poległ bohaterską śmiercią jej dowódca, hetman Stanisław Żółkiewski. Najdzielniejszy z dzielnych, człowiek wielkiej prawości, wyruszył z garstką żołnierzy powstrzymać pochód potęgi tureckiej, by dać Rzeczypospolitej czas na zorganizowanie obrony. Ciało Żółkiewskiego sprowadzono do rodzinnej Żółkwi, i pochowano w tamtejszym kościele parafialnym. Na grobowcu bohatera wyryto napis: „OBY Z KOŚCI NASZYCH POWSTAŁ MŚCICIEL”

Dziewięć lat po tragicznej bitwie, w Olesku opodal Lwowa, przyszedł na świat Jan Sobieski, prawnuk (po kądzieli) hetmana Żółkiewskiego… 

…wybitny dowódca, słynny pogromca Tatarów i Turków, mąż pięknej Marysieńki, pisarz, bibliofil, erudyta i mecenas. W 1683 roku, po świetnym zwycięstwie pod Wiedniem, imię polskiego króla Jana III Sobieskiego było na ustach całej Europy.

Jan III Sobieski - Król Polski - Daniel Schultz

Jan III Sobieski – Król Polski – Daniel Schultz

„Wprawiali nas za młodu, abyśmy nie byli wyrodkami od przodków swoich, wystawiając nam i na oczy, jeszcze w dziecinnym będąc wieku, wielką sławę ich, odwagę i ochotę na zaszczyt kościoła bożego i ojczyzny, kazawszy nas zaraz z abecadłem tego wiersza uczyć z nagrobka naszego pradziada: O quam dulce et decorum est pro patria mori! [O, jak słodko i chlubnie umierać za ojczyznę]” – pisał Jan Sobieski o swoim wychowaniu w kulcie wojennego patriotyzmu.

Jan Sobieski urodził się 17 sierpnia 1629 roku w szanowanej rodzinie Sobieskich z Sobieszyna. Jego dziadkiem był Marek Sobieski, wojewoda lubelski, a ojcem Jakub Sobieski, kasztelan krakowski. Ze strony matki, Teofili z Daniłowiczów, spokrewniony był w potężnym rodem Żółkiewskich. Jego rodzina miała rozległe dobra na Rusi, stąd narażona była na ciągłe ataki tatarskie i tureckie. Za wzór stawiano Janowi i jego rodzeństwu męstwo i odwagę ich pradziadka, Stanisława Żółkiewskiego, który poległ za ojczyznę w bitwie z muzułmanami.

Zgodnie z przykazaniem ojca, że lepiej być biednym, ale mądrym, niż bogatym, ale głupim, Jan otrzymał staranne wykształcenie. Uczęszczał do Kolegium Nowodworskiego w Krakowie, a następnie studiował na Wydziale Filozoficznym Akademii Krakowskiej. W latach 1646-1648 odbył razem ze swoim bratem, Markiem edukacyjną podróż po Europie, podczas której zwiedzili Niemcy, Niderlandy, Anglię i Francję. Szkolili się w językach obcych, czytali dzieła literatury klasycznej, podziwiali obrazy, rzeźby i architekturę, ćwiczyli się także w wojskowości.

Kiedy dotarła do nich wiadomość o śmierci króla Władysława IV i wybuchu powstania Chmielnickiego, wrócili do kraju i zaciągnęli się do wojska. Sobieski został wybrany królem Polski podczas wolnej elekcji w 1674 roku. Brał udział w niezliczonych bitwach i potyczkach. Jako zwycięzca spod Podhajec, Bracławia, Kalnika, Niemirowa, Komarna, Chocimia, Lwowa, Żórawna, Trembowli, a nade wszystko spod Wiednia, pisał, że wszystkie owe triumfy zawdzięcza Ostrobramskiej Panience.

Mirosław Szeib - Sobieski pod Wiedniem

Mirosław Szeib – Sobieski pod Wiedniem

Jego spektakularne zwycięstwo nad wojskami Kara Mustafy przyczyniło się do zatrzymania pochodu muzułmańskiej Turcji na Europę, za co otrzymał od papieża tytuł Obrońcy Wiary. Po wiktorii wiedeńskiej okazał się mistrzem propagandy. Jego podobizna pojawiła się w całej Europie na licznych rycinach, drukach ulotnych, monetach, medalach i portretach.

W 1665 roku Sobieski poślubił wdowę po Janie „Sobiepanie” Zamoyskim, piękną Marię Kazimierę d’ Arquien , którą przez całe życie darzył wielkim uczuciem i którą pieszczotliwie zwał Marysieńką. Historia ich miłości była wyjątkowa w świecie wyższych sfer, gdzie małżeństwa miały być przede wszystkim korzystne. Dowodem ich miłości i wzajemnego przywiązania pozostaje obszerna korespondencja między małżonkami. W jednym z listów Sobieski zwraca się do adresatki: „Żoneczko moja najśliczniejsza, największa duszy i serca mego pociecho!” .

Sobiescy doczekali się czwórki dzieci, które osiągnęły pełnoletność (Marysieńka była w ciąży z drugim mężem aż 13 razy!). Najstarszy Jakub był pretendentem do tronu polskiego. Jan III Sobieski pozostawał nie tylko znawcą wojennego rzemiosła, ale także sztuk pięknych i wszelkich nauk. Mówił płynnie po łacinie, francusku, niemiecku, turecku i hiszpańsku. Jego biblioteka liczyła ponad dwa tysiące woluminów z różnych dziedzin, a on sam lubił czytać książki nawet podczas kampanii wojennych.

Wybudował piękny, barokowy pałac pod Warszawą i był współtwórcą jego bogatego programu ikonograficznego. Swój mecenat roztaczał nad artystami oraz naukowcami m.in. malarzami Janem Reisnerem i Jerzym Szymonowiczem Siemiginowskim, Jakubem Hauerem, autorem podręcznika gospodarowania, astronomem Janem Heweliuszem i matematykiem Adamem Kochańskim.

Król pasjonował się geografią i był członkiem pierwszego towarzystwa geograficznego na świecie. Oprócz czytania, do ulubionych rozrywek króla należały polowania, gra w karty, warcaby i szachy, dysputy naukowe, tańce oraz słuchanie muzyki. Szczególnie przepadał za dumkami kozackimi, wykonywanymi przy akompaniamencie bandury.

Współcześni doceniali męstwo Sobieskiego, jego bystry umysł, naturalność i swobodę. Bernard O’Connor, irlandzki lekarz przebywający na dworze polskiego króla, pisał, że Sobieski „jest bardzo przyjemny, wielce dla wszystkich przystępny, wielu świetnymi ozdobiony przymiotami, nie tylko w sztuce wojennej, lecz w nauce, literaturze niezwykle biegły”.

Jak większość wielkich postaci w historii, również Jan III Sobieski to postać wielowymiarowa. Badając liczne wizerunki królewskie, naukowcy wysnuli ciekawą hipotezę na temat osobowości króla. Stwierdzono, że był osobą dominującą, ale ciepłą, miał charakter dość gwałtowny, ale jednocześnie posiadał charyzmę, którą przyciągał ludzi ku sobie tak, że stawali mu się bezgranicznie oddani.

Sobieski pod koniec życia był ciężko schorowanym człowiekiem. Chorował na podagrę, kamicę nerkową, nadciśnienie oraz syfilis. Zmarł na atak serca 17 czerwca 1696 roku w swojej wilanowskiej rezydencji. Pochowany jest na Wawelu, a jego serce spoczywa w kościele kapucynów w Warszawie, ufundowanym przez króla jako votum za wiktorię wiedeńską. Mimo wielu starań, Sobieskiemu nie udało się wynieść na tron najstarszego syna Jakuba. Po śmierci władcy odbyła się wolna elekcja, podczas której na króla Polski wybrano elektora saskiego, Augusta II Mocnego. (PAP)

zk/ mjs/ abe/  źródło: stooq.pl

Miroslaw Szeib - Husaria Polska

Miroslaw Szeib – Husaria Polska

…Odsiecz wiedeńska to piękne czasy polskiego oręża… Paradoks tej przełomowej w dziejach Europy bitwy polega na tym że w ponad 100 lat później państwa które zawdzięczały Rzeczypospolitej ocalenie pozwoliły na jej wymazanie z map historii a Austria przyczyniła się bezpośrednio do jej rozbiorów… Turcja zaś była jednym z nielicznych państw które nigdy nie uznały rozbiorów Rzeczypospolitej (w przeciwieństwie do zachodnich państw a nawet sojuszników Rzeczypospolitej)… Nie podoba mi się jednak nawiązywanie przez niektóre środowiska tamtych szlachetnych w swym wymiarze wydarzeń do obecnych „wojenek” z Muzułmanami których pretekstem jest zamach z 11 września 2001 r. (11/9 WTC). Jakim prawem ktoś w ten sposób manipuluje historią polski!… W pierwszym wypadku, mamy do czynienia ze zwycięstwem militarnym w OTWARTEJ wojnie obronnej… w drugim wypadku sprawa nie jest ani oczywista ani jednoznaczna z kim i z czym mieliśmy tak naprawdę do czynienia.

Na odsiecz Wiedniowi – Bitwa pod Wiedniem

…Odys

Bitwa pod Wiedniem - Jan III Sobieski - Matejko

Bitwa pod Wiedniem – Jan III Sobieski – Matejko