W służbie zdrowiu czyli prosto do nieba. O walce rządu z „toksyczną konkurencją” w szpitalach i aptekach kosztem pacjentów i konsumentów


Jakub Kulesza (Kukiz ’15) za odrzuceniem ustawy Prawo farmaceutyczne!

„…Wedle jakiej metodologii ustalono, że 2 apteki w promieniu 1 km to za dużo i że takie zagęszczenie szkodzi klientom? Dalej, skoro apteki i tak zatrudniają farmaceutów – jakie sens ma przymus aby farmaceuta był właścicielem lub współwłaścicielem apteki?

Pytania te oczywiście nie znajdują racjonalnej odpowiedzi, gdyż prawo w Polsce stanowią nie ludzie racjonalni i poważni, tylko ogłupiali politycy podatni na podszepty grup interesu.

W tym przypadku łatwo odgadnąć, kto jest beneficjentem tej ustawy: farmaceuci, ze szczególnym naciskiem na tych, którzy są właścicielami już istniejących aptek lub dysponują znacznym kapitałem i gotowi są zainwestować w uruchomienie takiego biznesu, lecz najpierw chcą pozbyć się istniejącej lub potencjalnej konkurencji.

Obawiam się, że w ślad za aptekarzami mogą pójść inne grupy interesu, przedstawiciele innych branż, którzy w awersji PiSu do wolnego rynku dostrzegą szansę dla siebie na polityczne zmonopolizowanie rynku i zacementowanie swoich zysków kosztem reszty społeczeństa.” (antistate – Apteki dla aptekarzy, sejm dla debili)

podobne: Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę! oraz: W Hiszpanii nie ma rządu a gospodarka rośnie. Opłacalność „ekonomi trynitarnej” kontra interwencjonizm państwowy i to: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii a także: Cukiernik o tym, że moglibyśmy być dwa razy bogatsi od Niemców i dlaczego nie jesteśmy polecam również: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Demobilizacja czyli zatrudnienie publiczne (zysk czy strata?) i jeszcze: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

„W dniach ostatnich Sejm nieznaczną większością głosów przyjął ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Ustawa wprowadzą tak zwana „sieć szpitali”. Dzięki tej nowelizacji – jak zapewnia pan dr Zbigniew Kuźmiuk – „zostanie wreszcie przerwany proces wysysania z NFZ ogromnych środków finansowych przez szpitalny sektor prywatny w sytuacji, kiedy odpowiedzialność za zdrowie większości Polaków spoczywa jednak na placówkach sektora publicznego”…

…No to teraz kombinatorzy z prywatnych szpitali nawet nie powąchają tych pieniędzy, bo trafią one w jedynie słuszne ręce szpitali państwowych, których sieć pan minister Konstanty Radziwiłł ogłosi już wkrótce, to znaczy – do czerwca. Teraz, jeśli nawet między szpitalami państwowymi rozgorzeje walka o te pieniądze, to będzie to walka sportowa, na uczciwych zasadach, o których jeszcze w czasach stalinowskich pisał w samych superlatywach Jan Brzechwa w nieśmiertelnym poemacie dla dzieci pod tytułem „Opowiedział dzięcioł sowie” w którym mowa o spółdzielni, jaką leśne zwierzęta, za radą niedźwiedzia Błażeja, założyły gwoli przeciwstawienia się nieuczciwej konkurencji ze strony Wilka Barnaby („w lesie, który widać na bezkresie, mieszkał bury Wilk Barnaba, zamożniejszy od nababa”) – że mianowicie „nikt nikogo nie oszwabia, nikt na nikim nie zarabia” – a czuwał nad tym – no, drogie dzieci – któż by inny, jak nie Lis Mikita, który został kierownikiem sklepu?!

Zgodnie tedy z zasadami sprawiedliwości społecznej zostanie utworzona sieć szpitali – powiatowych, ponadpowiatowych i wojewódzkich, a także – specjalistycznych, które dostaną 91 procent forsy przeznaczonej na szpitale, a pozostała reszta będzie rozdzielana na zasadzie przetargu – żeby nie było, że nie ma u nas wolnego rynku usług medycznych. Jakże nie ma – kiedy przecież jest! Szpitale włączone do sieci będą miały gwarantowaną umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia, żeby tam nie wiem co. Mimo tego rygoryzmu finansowego, reforma ma też charakter kompromisowy. W odróżnieniu od poprzednich reform, kiedy to likwidowane, abo „reorganizowane” były biurokratyczne struktury, teraz Narodowy Fundusz Zdrowia nie zostanie postawiony w stan likwidacji, a tylko straci uprawnienia decyzyjne. Oczywiście do czasu, to znaczy – do następnego etapu reformy, bo pan minister Konstanty Radziwiłł już dawno zapowiadał likwidację Narodowego Funduszu Zdrowia i powołanie na jego miejsce Państwowego Funduszu Celowego, który będzie dysponował pieniędzmi „przede wszystkim z podatków”, ale nie o to przecież chodzi, tylko o to, by tymi pieniędzmi dysponowali w strukturach Państwowego Funduszu Celowego odpowiedni ludzie. Jak powiadają zblazowani Amerykanie, chodzi o to, by dysponowały nimi tzw. „nasze sukinsyny”, a sukinsyny jakieś takie nie nasze, żeby zostały od tych pieniędzy odsunięte jak najdalej. Taki właśnie cel miały również wszystkie poprzednie reformy ochrony zdrowia – zarówno wiekopomna reforma charyzmatycznego premiera Buzka, która wprowadziła kasy chorych, jak i reforma premiera Leszka Millera, która kasy chorych likwidowała i wprowadzała Narodowy Fundusz Zdrowia, no i reforma nadchodząca – która Narodowy Fundusz Zdrowia zastąpi Państwowym Funduszem Celowym, w którym „nasze sukinsyny” już tam jakoś te pieniądze pochodzące „przede wszystkim z podatków” podzielą tak, żeby było dobrze, to znaczy – żeby wszyscy byli zadowoleni. Ale ponieważ jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził, to wszyscy zadowoleni być nie mogą, W takiej sytuacji dobrze będzie, jeśli zadowoleni będą przynajmniej niektórzy. A którzy „niektórzy”? Ano, najlepiej, żeby zadowoleni byli ci, co to dniami i nocami troszczą się, jakby tu obywatelom, a zwłaszcza – obywatelom chorym – przychylić nieba. Cóż bowiem wynagradzać w tych zepsutych czasach, jeśli nie troskliwość i oddanie?

Nie rozumieją tego tak zwani „wolnościowcy”, którzy uważają, że najlepiej byłoby, gdyby nikogo nie leczyło „państwo”, tylko doktorzy, a pacjenci, żeby płacili im za leczenie tymi pieniędzmi, które „państwo” im teraz odbiera pod pretekstem, że przychyla im nieba. Powołują się przy tym na niejakiego Miltona Friedmana, który powiadał, jakoby były tylko cztery sposoby wydawania pieniędzy: pierwszy – gdy obywatele wydają swoje pieniądze na siebie. Friedman twierdził, że wtedy wydają oszczędnie i celowo. Drugi sposób – kiedy obywatele wydają swoje pieniądze na kogoś innego. Wtedy nadal wydają oszczędnie, ale już nie tak celowo, jak w przypadku pierwszym, bo potrzeb tego innego już nie znają tak dobrze, jak własnych. Sposób trzeci – gdy obywatele wydają cudze pieniądze na siebie samych. Wtedy nie wydaja oszczędnie – bo któż by wtedy oszczędzał – ale przynajmniej celowo. No i sposób czwarty – gdy obywatele wydają cudze pieniądze na kogoś innego – ot na przykład – „nasze sukinsyny” z Państwowego Funduszu Zdrowia na pacjentów. Wtedy ani nie wydają tych pieniędzy oszczędnie, ani też celowo. Toteż tak zwani „wolnościowcy” powiadają, że trzeba w związku z tym zlikwidować czwarty sposób wydawania pieniędzy, a te, wydawane dotychczas w tym sposobie, przesunąć do sposobu pierwszego, kiedy każdy wydaje swoje na siebie. Takie przesunięcie byłoby możliwe gdyby „państwo” tych pieniędzy obywatelom zwyczajnie nie odbierało. Tak bałamucą naród ci tak zwani „wolnościowcy”, co nieubłaganym palcem wytknął im sam pan prezes Kaczyński, całkiem niedawno przypominając zbawienną prawdę, że tylko państwo może obywatelom przychylić nieba, bo sami sobie tego załatwić nie potrafią. „Państwo”, to znaczy – nasi dobrodzieje i opiekunowie w osobach urzędników państwowych, co to o sobie nie myslą, a tylko – jakby tu nam przychylić nieba…” (Stanisław Michalkiewicz – Rząd dał odpór „toksycznej konkurencji”)

podobne: Chora „służba zdrowia”. Radomskie szpitale toną w długach ale główny problem władzuchny to prof. Chazan. Komentarz Michalkiewicza i Ziemkiewicza. Prawdziwe oblicze „in vitro” oraz: Chora „służba zdrowia” leży, tymczasem prywatne lecznice są masowo kontrolowane  i to: Chora Służba Zdrowia. NIK negatywnie o kontraktowaniu usług przez NFZ. a także: Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej) w ramach inżynierii społecznej. Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią  polecam również: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy?

„…Ludwig von Mises (+1973) nazywał wolny rynek demokracją konsumentów, gdyż codziennie ma tu miejsce głosowanie za pomocą ich pieniędzy na preferowane towary i usługi. Kupując lub wstrzymując się od zakupu, konsumenci decydują o sukcesie lub porażce producentów. Wybierają w ten sposób tych przedsiębiorców, którzy najlepiej zaspokoili ich potrzeby, a odbierają środki produkcji tym, którzy nie wiedzą, jak im najlepiej służyć. Człowiek na wolnym rynku jest wolny i może dokonywać wyborów nie kierując się tylko czynnikiem ekonomicznym. Może kierować się na przykład względami moralnymi. Homo oeconomicus to fikcyjny człowiek wymyślony na potrzeby mainstreamowej ekonomii i nie istnieje w rzeczywistości.

Ale nie istnieje również coś takiego jak pełna „suwerenność konsumenta”. Murray Rothbard (+1995), uczeń Misesa, twierdził, że w całkowicie wolnym społeczeństwie każda jednostka jest suwerenem wobec swojej własnej osoby oraz mienia i korzysta z suwerenności osobistej. Konsumenci nie mają władzy, aby zmusić producentów do wykonywania konkretnych prac i zawodów. Człowiek jest w pełni wolny, aby przeciwstawić się upodobaniom konsumentów, na przykład nie sprzedając dóbr lub usług tym, wobec których ma zastrzeżenia natury moralnej, ale musi być gotowy, aby zrezygnować z zysku, jaki mógłby uzyskać z takiego przedsięwzięcia.

Warto poczytać ekonomistów ze szkoły austriackiej. Młody poseł z ugrupowania Kukiz’15, Jakub Kulesza, przy okazji debaty nad ustawą o aptekach zachęcał posłów do czytania Misesa. Przypomniał im z mównicy sejmowej, że na wolnym runku konsumenci mogą poradzić sobie z naturalnym monopolem, otwierając w pobliżu konkurencyjną aptekę, ale nie poradzą sobie ze sztucznym monopolem stworzonym przez państwo. Teraz będą mogli zbudować aptekę, ale w odległości jednego kilometra i jeżeli będą sami farmaceutami.

Ten sam tok rozumowania można zastosować do zakazu handlu w niedzielę. Jeżeli konsumenci rzeczywiście nie chcieliby niczego kupować w niedzielę, to po prostu nie chodziliby na zakupy i sklepy byłyby pozamykane. Kościół nie musi popierać ustawy o częściowym zakazie handlu w niedzielę. Wystarczy, że w niedzielę będzie od czasu do czasu przypominał swoim wiernym z ambony, że dzień święty należy świętować. Gdyby ludzie kierowali się nie tylko czynnikiem ekonomicznym, ale również przesłankami moralnymi, to świat wyglądałby inaczej. Katolicy chodziliby w niedzielę po Mszy św. na kawę, a w supermarketach pracowaliby co najwyżej niepraktykujący… (Ks. Jacek GniadekDemokracja konsumentów)

podobne: Ks. Jacek Gniadek: Kościół niczego nie narzuca. Wiara zasadza się na dobrowolności czyli… wolność religijna i ekonomiczna  oraz: Myśleć na sposób Boży czyli… Ks. Jacek Gniadek o paradoksach w religii i ekonomii  i to: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną

Jerzy Wasiukiewicz

Reklamy

Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro.


rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Wygląda na to, że ominą nas dobrodziejstwa jednolitego podatku. Głównym powodem rezygnacji z tego projektu jest jego wpływ na drobnych przedsiębiorców, którzy płaciliby niemal dwukrotnie wyższą stawkę niż obecnie. Projekt poległ w dużej mierze ze względu na to, że był tym czym miał nie być. Założenia mówiły o uproszczeniu podatku dla osób fizycznych by wszystkie daniny złączyć w jedną. Po drodze powstał dziwny kompromis mający spełniać założenia sprawiedliwości społecznej, który gwałtownie skomplikował cały projekt. Efektem był chaos i kolejne niedotrzymane terminy. Grabarzem projektu okazał się kalendarz. Mamy 21 grudnia, a projektu nie dało się już skończyć by obowiązywał od 2017 roku. Na szczęście w budżecie nie zapisano dodatkowych wpływów, które miały pochodzić z tej unifikacji.

Rekordowy deficyt w 2017 roku

Na rok 2017 zapowiadany jest w Polsce niemal 60 miliardowy deficyt budżetowy. To najwyższa wartość jaka kiedykolwiek trafiła do ustawy budżetowej. Wartość ta ma jeden podstawowy negatywny skutek. Będziemy się musieli najprawdopodobniej silnie zadłużyć za granicą. Pomysł przeniesienia zadłużenia wewnątrz kraju poprzez nakłonienie obywateli do reinwestowania środków z programu 500+ w obligacje okazał się niemal zupełnym fiaskiem. Analitycy zwracają uwagę, że silne uzależnienie od kredytowania z zewnątrz może powodować jego mniejszą stabilność. W efekcie jeżeli inwestorzy będą tracić zaufanie koszty kredytu mogą istotnie wzrosnąć co dalej pogłębi deficyt i osłabi złotego(internetowykantor.pl – Bez ważnej zmiany w podatkach. Rekordowy deficyt)

podobne:  „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą. oraz: Trader21: Obligacje rządowe gwarantem straty. Inflacja i dewaluacja jako narzędzie walki z długiem. W czyich rękach spoczywa polski dług, i czy krach finansów publicznych zakończy się eutanazją?

„…Jeżeli więc mimo rządów pobożnego PiS-u piekło zagrozi Polakom to przynajmniej nie w 2017.  PiS-owi nie uda się tym docisnąć  podatkowo samo zatrudnionych tak aby wyzwolić ich spod  nieznośnej perspektywy płacenia mniej niż etatowcy.

Skorygowanie tej kapitalistycznej anomalii  wprowadzonej  jeszcze przez komunistów Millera w 2004 – umożliwienie samo zatrudnionym płacenia stawki liniowej 19% PIT-u – było punktem honoru PiS-u. Od lat była to furtka do obejścia podatkowego piekła normalnego PIT-u i ZUS-u razem,  jednego z najwyższych takich obciążeń w Europie.  PiS zdeterminowany był furtkę tę zamknąć i owinąć ją do tego drutem kolczastym.

Łączenie wszystkiego w jeden wysoki podatek „jednolity” miało pomóc Janosikowi Morawieckiemu w jego planach „odpowiedzialnego rozwoju” i „mobilizacji” kapitału polskiego.  Od dawna twierdziliśmy że  o ile dobra zmiana  jakimś cudem zmobilizuje tym polski kapitał to tylko do ucieczki zagranicę.  Wolnego kapitału polskiego od tego z pewnością nie przybędzie lecz przeciwnie, będzie go mniej.

Tym bardziej że dobra zmiana wyrzuca do kratki ściekowej nawet ten kapitał którego nie ma i który musi pożyczać  na swoje rozdawnictwo 500+.  Nic dziwnego że na rok 2017 zapowiadany jest w Polsce prawie 60 miliardowy deficyt budżetowy.  W międzyczasie Janosik Morawiecki wymyśla nowe metody finansowego terroru.  Jego najnowszym pomysłem jest projekt ustawy o centralnej bazie rachunków  Jak widać socjaliści PiS-u tak nawykli do „centralizmu demokratycznego” za komunizmu że w głowie im się nie mieści aby cokolwiek mogło nie być „centralne”.  Potrzebna jak psu piąta noga ustawa przewiduje nowy centralny urząd,  najpewniej z paroma setkami centralnych biurw,  śledzący centralnie  wszelkie możliwe miejsca w których ludzie pochować jeszcze mogli jakąś wartość.  Centralnym zadaniem urzędu będzie centralne informowanie o tym innych urzędów centralnych(cynik9 – Dobra zmiana bierze się za bitcoiny)

podobne: Rabunek na zlecenie czyli… oZUSowanie umów cywilno-prawnych oraz: Premier: pełne oskładkowanie wszystkich umów byłoby ze stratą dla ludzi

…Pani minister Rafalska w kwestii rozdawnictwa 500+ niedawno stwierdziła co następuje:

“Każda dyskusja na temat wprowadzenia programu zaczynała się od zarzutu, że rodziny na pewno zmarnotrawią pieniądze, wydadzą na alkohol. Dziś wiemy, że to problem marginalny. Średnio zmiana pieniędzy na inne świadczenia, bony, usługi dotyczy miesięcznie 600 rodzin. Przy skali programu to margines – wyjaśniała Rafalska. – To dowód, że rodziny same najlepiej wiedzą na co wydawać te pieniądze – mówiła minister.”

Mając więc dowód na to że rodziny same najlepiej wiedzą jak wydawać swoje pieniądze, Pani minister chwali program rządowy który sprowadza się do zabierania owych pieniędzy tymże rodzinom pod przymusem w ramach tzw. „pomocy rodzinie”… Prawda że logiczne? Oczywiście że nie, bo tu chodzi o inną „logikę”:

„…Tylko w ten sposób może potem błaznować w roli św. Mikołaja i rozdawać je intelektualnej elicie narodu. Tylka ta elita, dziwnym zbiegiem okoliczności, sama wie najlepiej  na co je wydać i pomocy Rafalskiej przy tym jakoś nie potrzebuje.  Wystarczy że troszczy się ona o kasę. Trochę wprawdzie gorzej u tej elity z wiedzą jak tę kasę samemu zarobić ale od czego w końcu elity mają  PiS i jego czerwoną ministrę?” (cynik9 – Na co wydać swoje pieniądze)

podobne: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.

Mamy zatem czarno na białym przyznanie się polityków do uprawiania bezczelnego procederu przekupywania podatników za ich pieniądze. I chociaż nie będzie tego procederu (póki co) ułatwiał „jednolity podatek”, to kierunek uzależnienia obywatela od  „redystrybucji” zostanie utrzymany w inny sposób – w ramach tzw. „uszczelniania” obecnie obowiązującego systemu podatkowego… (Odys)

„…Od 1 stycznia 2017 r. mali oraz średni przedsiębiorcy będą podlegali obowiązkowi składania comiesięcznego pliku JPK_VAT (ewidencja zakupu i sprzedaży VAT). Pierwsze sprawozdania ww. przedsiębiorcy będą musieli złożyć do 25 lutego 2017 r. Obecnie JPK przesyłają już duże firmy.

Zaliczenie do określonej grupy przedsiębiorców zależy od liczby zatrudnianych osób oraz od wielkości obrotów firmy.

Rozszerzenie katalogu podmiotów, które mają obowiązek raportowania, ma za zadanie pozyskanie bieżącej informacji o transakcjach podlegających opodatkowaniu VAT. Umożliwi to szybką i skuteczną identyfikację wyłudzeń oraz unikania opodatkowania…” (inforfk.plNowy obowiązek dla małych i średnich przedsiębiorców)

…natomiast pod pretekstem „procesu elektronizacji i usprawnienia obrotu gospodarczego, a także upowszechnienia płatności bezgotówkowych” i „prac nad systemem fiskalizacji online”, zaplanowano że…

„…kasy fiskalne od stycznia 2018 roku będą podłączone online i będą automatycznie przesyłać dane o sprzedaży do centralnego repozytorium prowadzonego przez MF. Jednocześnie, kasy poza wydawaniem papierowych paragonów klientom będą wysyłać elektroniczne paragony zainteresowanym użytkownikom, którzy wyrażą na to zgodę i zarejestrują się. Pośredniczyć w tym będzie przygotowywana przez KIGEiT platforma dystrybucji paragonów elektronicznych z kas fiskalnych bezpośrednio do konsumentów. System ten ma gwarantować pełną anonimowość przesyłanych danych. Najprostszą formą będzie przekazanie paragonu elektronicznego na pocztę e-mail lub sms, czy też do aplikacji mobilnych” – wyjaśniono…

Ministerstwo uzasadnia wprowadzenie obowiązkowych e-paragonów ograniczeniem szarej strefy. Według resortu „wyniki analizy ekonometrycznej wskazują, że przyrost liczby aktywnych kas fiskalnych w relacji do liczby aktywnych przedsiębiorstw w Polsce o 0,1 prowadzi średnio do spadku udziału szarej strefy w PKB o 0,33 pkt. proc.” MR powołuje się też na doświadczenia innych państw, takich jak Węgry, Bułgaria, Chorwacja, Słowenia czy Gruzja – gdzie wprowadzenie systemu rejestrowania sprzedaży za pomocą kas fiskalnych poprawiło wpływy z VAT. Resort rozwoju liczy także na „zwiększenie akceptacji płatności bezgotówkowych oraz zapewnienie konsumentom dostępu do paragonów elektronicznych w jednym miejscu”. (PAP) mick/ je/ (stooq.pl – MR: podpisano porozumienie ws. utworzenia platformy e-paragonów)

„…od przyszłego roku wszystkie firmy mają przesyłać co miesiąc do policji skarbowej wszystkie faktury, stany magazynowe nawet wyciąg z konta.
Totalna kontrola wszystkich, zapewne już na poziomie ogólnopolskiej bazy danych za pomocą algorytmów, które mają wyłapać podejrzane rzeczy.
Do wytypowanych nieszczęśników zapuka policja skarbowa, które może wlezć wszędzie nawet do miejsc niepowiązanych z prowadzoną działalnością, zażądać dowolnych dokumentów również niepowiązanych z prowadzoną działalnością, wejść oczywiście bez uprzedzenia jak dotychczas.
Jeśli “gestapo” uzna że jakaś faktura jest lipna wg ich kryteriów można iść na 25 lat do więzienia, do dyspozycji mają też konfiskate rozszerzoną, czyli trzeba udowodnić im pochodzenie majątku, który posiadamy nawet i 20 lat, pod groźbą jego odebrania.

Na dodatek, jeśli komuś nie do śmiechu, ministerstwo finansów, które tak dzielnie walczy z hazardem, że od lipca będzie nakazywało blokować tysiące domen rozmaitych kasyn online, samo staje się takowym organizując loterie paragonową, ciekawe czy zablokują sami siebie.” (Szelo)

Mamy więc do czynienia z konkretnym krokiem w kierunku upieczenia jeszcze jednego półgęska umożliwiającego nadzór nad obywatelem i jego własnością tj. ze stopniowym eliminowaniem gotówki, w walce z którą najciekawszy przypadek wydarzył się w Indiach… (Odys)

„…Banknoty o nominałach 500 i 1000 rupii, stanowiące 86% gotówki będącej w obiegu, z dnia na dzień przestały być w Indiach legalnym środkiem płatniczym. Premier Narendra Modi ogłosił swoją decyzję 8 listopada, kiedy cały świat emocjonował się wyborami w USA. Szef rządu Indii stwierdził, że przyczyną zmian jest „walka z unikaniem opodatkowania oraz szarą strefą”

…Na stronie Ministerstwa Rozwoju można znaleźć dokument dotyczący „zwiększania obrotu bezgotówkowego”. Zgodnie z jego założeniami, udział gotówki w transakcjach na obszarze Polski, ma spaść w ciągu 5 lat z 21,5% do 15%. W tym celu rozważane jest m.in. obniżenie limitu transakcji gotówkowych.

Jeden ze sposobów na przekonanie Polaków do obrotu bezgotówkowego, zakłada wprowadzenie specjalnych ulg podatkowych. W przypadku transakcji elektronicznych, stawki podatku VAT miałyby zostać obniżone o 1 punkt procentowy, do 22% i 7%…

…Wszystko odbywa się pod pięknie brzmiącymi przykrywkami, ale prawdziwym motywem jest możliwość grabienia ludzi na skalę większą niż kiedykolwiek w historii.

Ogromna liczba krajów boryka się dziś z problemem zadłużenia. Wycofanie gotówki byłoby dla polityków wymarzonym rozwiązaniem. Społeczeństwo bezgotówkowe umożliwia wprowadzenie negatywnych stóp procentowych. Obywatele byliby zmuszeni do płacenia za trzymanie pieniędzy w bankach, a zadłużenie zostałoby zredukowane. Z kolei rządy mogłyby zapożyczać się po zerowym koszcie. Co stałoby zatem na przeszkodzie, aby politycy mogli dalej zadłużać obywateli i sponsorować za to coraz bardziej absurdalne wydatki? Można jedynie domyślać się, jakie obietnice wyborcze pojawiłyby się w programach poszczególnych partii.

Czego możemy spodziewać się obecnie? Z pewnością walka z gotówką zmobilizuje przezorną część społeczeństwa do ucieczki w metale szlachetne. Potwierdzają to wydarzenia w Indiach.

Warto zaznaczyć, że sposób wprowadzenia zmian w Indiach nie wyglądał rozsądnie z punktu widzenia elit, gdyż wywołał wściekłość ludzi. Można zatem zakładać, że był to eksperyment – co stanie się, jeśli w jednym momencie zdelegalizujemy większość banknotów. Nie zmienia to faktu, że większość zmian mających na celu walkę z gotówką, to mniej odczuwalne działania (wycofanie pojedynczego nominału, obniżenie limitu transakcji gotówkowych). Ich wychwycenie wymaga od społeczeństwa większej czujności. To tzw. powolne gotowanie żaby – jeśli walka z gotówką będzie prowadzona etapowo, to ludzie nie zauważą zmian.

Jeśli w przyszłości dojdzie do wycofania gotówki, będzie to prawdopodobnie połączone z wprowadzeniem bezwarunkowego dochodu gwarantowanego. Zostanie on ustawiony na takim poziomie, aby zapewnić najbiedniejszym minimum potrzebne do przeżycia, a jednocześnie pozbawić masy motywacji do wyjścia na ulicę.” (Zespół Independent Trader – Walka z gotówką przybiera na sile)

podobne: „Dziennik Gazeta Prawna”: NBP eliminuje obrót gotówką. „Puls Biznesu”: Podatkowe pole minowe oraz: Cynik9: Szaleństwo dobermanów czyli… Wielki Brat chodzi po suficie

Cytowany wyżej cynik9 założył że wraz z rezygnacją rządu z „jednolitego podatku”, nie dojdzie do „oskładkowania” ostatniej już grupy pracowników zwolnionej w Polsce z ZUSowskiego haraczu. Niestety rząd wcale z tego pomysłu nie zrezygnował, i już niedługo wszyscy pracownicy będą „sprawiedliwie” (bo po równo) okradani… (Odys)

Umowy o dzieło to ostatnia z form zatrudnienia, przy których nie trzeba płacić składek ZUS. Ale już niedługo. Rząd, który dokonał przeglądu systemu ubezpieczeń społecznych, wprost zaleca w nim rozważenie „rozszerzenia katalogu tytułów podlegania ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym” o osoby wykonujące pracę na podstawie tego rodzaju umowy.

Przegląd jest już oficjalnym dokumentem przyjętym przez Radę Ministrów i niebawem zajmie się nim Sejm. Można się więc wkrótce spodziewać szczegółowych propozycji w tej sprawie. Ozusowanie umów o dzieło byłoby próbą załatania dziury w systemie. Do 2015 r. z tej formy korzystało rocznie około 200 tys. pracujących – takich, dla których była to jedyna podstawa zatrudnienia. Można zakładać, że w 2016 r. popularność dzieła jeszcze wzrosła po tym, jak składkami na ubezpieczenie społeczne obłożono wszystkie umowy-zlecenia (wcześniej to one były podstawowym typem tzw. umowy śmieciowej; w 2015 r. na ich podstawie pracowało ponad milion osób)…” (Czytaj więcej tu: praca.interia.pl – PiS łata dziury w systemie. Oskładkuje umowy o dzieło)

To oczywiście w żaden sposób nie naprawi niewydolnego systemu „ubezpieczeń społecznych”. Dlatego też rząd szykuje kolejną jego reformę. Cytuję:

„…Zapewne zdajecie sobie sprawę, że nie chodzi o to żeby emerytury były wyższe. Istnieje na przykład koncepcja, że aby dostać emeryturę trzeba będzie przepracować 15 lat. Jak ktoś przepracuje mniej, mimo, że ZUS będzie podprowadzał swoją cześć, to dostanie emeryturę w wysokość 0 złotych (słownie: zero złotych). Pieniędzy oczywiście nie odzyska tez w inny sposób. Mówiąc wprost – Państwo ukradnie mu w majestacie prawa całkiem sporo pieniędzy. A… jest też szansa, że to ile wpłacamy do najukochańszej instytucji Polaków też nie ma znaczenia, bo wszyscy dostaniemy tyle samo. Czyli tyle żeby w miarę szybko umrzeć i nie obciążać systemu…” (DWS24.pl13 lutego 2017 roku)

Więc jak ktoś myślał że pomysł obcinania emerytur dotknie tylko UBeków, to ma teraz dowód na zwodniczość tego rodzaju autosugestii. Ja lojalnie ostrzegałem że precedens z UBeckimi emeryturami to tylko rozgrzewka przed nabraniem prędkości w mieleniu przez wielkie koło „sprawiedliwości społecznej” własności ludzi którzy niczym sobie na tego rodzaju „Prawo i Sprawiedliwość” nie zasłużyli.

Wychodzi więc na to że PIS jako naturalnie socjalistyczny projekt/partia nie tylko kontynuuje reformy zapoczątkowane przez takich samych ideologicznie poprzedników (Tusk znowu obiecuje (grozi) że da (zabierze). Michalkiewicz: „Źle było, źle będzie…”), ale wykazuje się na dodatek dużo bardziej bezwzględną kreatywnością  wymyślając coraz to nowe i perfidne w swej naturze sposoby rabunku… „Domiar podatkowy”, „solidarność podatkowa”, czy kolejna „reforma emerytalna” nie są bowiem żadną nowością, ale zdecydowanie się na ich wdrożenie jak również stworzenie narzędzi w postaci „centralnej bazy rachunków”, „e-paragonu” i „oskładkowanie” ostatniej już formy zatrudnienia, z całą pewnością ułatwi PISowi sięgnięcie głębiej do kieszeni Polaków. „Damy radę!” nabiera całkiem realnych kształtów…(Odys)

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz oraz: Do dziurawego wora FUS (dzięki oskładkowaniu „śmieciówek”) trafi 650 milionów złotych. i to: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne i to: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu.

„…„sprawiedliwość społeczna”, to elegancka nazwa rozmaitych łajdactw, przeważnie – rabunku maskowanego pozorami legalności. Gdybym z pistoletem w ręku zgłosił się do bogatszego ode mnie i pod groźbą użycia broni zażądał od niego natychmiastowego podzielenia się ze mną majątkiem, to każdy sąd uznałby to za rabunek. Jeśli jednak wynajmę sobie posła i ministra, opłacając ich walutą głosów wyborczych, to ten sam czyn zostanie uznany za realizację „sprawiedliwości społecznej”. A przecież istota czynu pozostaje taka sama. Niestety nie rozumie tego nawet papież Franciszek, który niedawno pochwalił komunistów, że myślą według zasad nauki Chrystusowej. Jest to oczywista nieprawda, bo Chrystus mówił: „daj!”, podczas gdy komuniści mówią: „bierz!” Ale żeby dać, to najpierw trzeba mieć, a zatem warunkiem sine qua non praktykowania chrześcijańskiego przykazania miłości bliźniego, jest własność prywatna. Tymczasem podstawowym punktem programu komunistycznego jest właśnie likwidacja własności prywatnej, zatem między chrześcijaństwem a komunizmem istnieje sprzeczność nie do pokonania…” (Stanisław Michalkiewicz – Hołota panoszy się w Sejmie)

podobne: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie. oraz: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo i to: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa.

Jeśli ktoś nie potrafi sobie wyobrazić do czego tego rodzaju polityka potrafi doprowadzić, albo uważa że to jakaś wirtualna rzeczywistość i że nie ma żadnego związku między deficytem/długiem a polityką fiskalną oraz własnością, to polecam jeszcze jedną lekturę… (Odys)

„…decyzją rządu B. Szydło w Ostrowicach wprowadzono pod koniec 2016 zarząd komisaryczny. Ma to być przygotowaniem do rozparcelowania gminy między bardziej poczytalnych sąsiadów…

…Samorząd gminy, jak małpa z brzytwą, pożyczał zresztą chaotycznie nie tylko na infrastrukturę.  Raz były to szkoły, innym razem prąd do latarni. Wreszcie w ramach kolejnej reorganizacji postanowił sięgnąć po najnowsze zdobycze finansowej inżynierii, co gminę  ostatecznie pogrążyło. Pozbył się mianowicie swojego majątku związanego z wodociągami po to aby go z powrotem zaleasować. Potem, w sytuacji podbramkowej, gmina w panice ratowała sytuację bieżącą odkupując ten majątek za znacznie większą kwotę. Ktoś sprytny się obłowił, gmina zaś pozostała z workiem.

Uwagę przyciągają 3 miliony złotych które gmina wydaje rocznie na obsługę długów. Na długu 35M oznacza to zwrot bliski 10%, który w obecnych warunkach niskich stóp procentowych jest prawdziwym klejnotem. Wkłada go do swojej kieszeni prawdopodobnie przedsiębiorczy finansista gminy, parabank z którym samorząd robił interesy. Przewija się w papierach skupująca długi spółka z Łodzi  której burmistrz genialnym posunięciem sprzedał część długów gminy. Pewnie myślał że nie musi ich dłużej spłacać…

Jest w tej historii coś niepokojącego, i nie jest tym bynajmniej bankructwo. Bywają sytuacje nieprzewidziane, są popełniane błędy i owszem, od czasu do czasu ktoś bankrutuje. Świat się na tym nie kończy. Tym niepokojącym czynnikiem jest natomiast chocholizm niewielkiej społeczności niezdolnej do samodzielnego rządzenia się,  połączony z  porażającą bezmyślnością jej wybranych decydentów. Gdyby mieszkańcom gminy socjalizm nie przerwał witalnego nerwu łączącego portfel z mózgiem i sami musieliby płacić za swoje wodociągi czy kanalizację to wnet by odkryli że cudów nie ma i że ich na to nie stać. Znaleźli by rozwiązania alternatywne, lepsze  i przede wszystkim mieszczące się w budżecie. Ale nie, mimo sygnałów zbliżającej się katastrofy i ratowania się ryzykownymi pożyczkami zarząd gminy parł z programem daleko przekraczającym jej finansowe możliwości. Zamiast wdepnąć na hamulec uciekał się do coraz bardziej ryzykownych gimnastyk finansowych, robiąc biznes z parabankami. Nikomu jakoś te partnerskie związki lisa z drobiem nie wydały się podejrzane. Nikomu nie zaświeciła się czerwona lampka ostrzegawcza. I wiadomo dlaczego – bo to nie ich pieniądze,  tylko pożyczone(cynik9 – Polski Detroit)

podobne: gigantomania chorobą samorządów. oraz: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia. oraz: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu i to: Hulaj dusza piekła nie ma! Umorzenie dochodzenia nie musi być uzasadnione. Samorządy domagają się ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Za błędy urzędnika płaci ubezpieczyciel. a także: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. polecam również: Konsekwencje zadłużania – Rząd sięga po kolejne rezerwy

Adam Wycichowski niewolnik - emerytury gwiezdne

Adam Wycichowski niewolnik – emerytury gwiezdne

Trader21: Obligacje rządowe gwarantem straty. Inflacja i dewaluacja jako narzędzie walki z długiem. W czyich rękach spoczywa polski dług, i czy krach finansów publicznych zakończy się eutanazją?


Adam Wycichowski (niewolnik) - jak w banku

Adam Wycichowski (niewolnik) – jak w banku

„…Aby nie dopuścić do bankructw poszczególnych krajów banki centralne zaczęły skupować dług, windując ceny obligacji, tym samym sztucznie zaniżać wysokość wypłacanych odsetek. Kilkanaście miesięcy temu po raz pierwszy w historii rentowność obligacji rządowych spadła poniżej zera. W przypadku Japonii dotyczy to nawet papierów wartościowych z 30-letnim okresem zapadalności. Przez wiele dekad uznawano, że taka sytuacja nigdy nie będzie mieć miejsca, tymczasem dzisiaj obligacje gwarantujące stratę są już jednym z elementów świata finansów

…Warto uświadomić sobie, co tak naprawdę oznacza negatywne oprocentowanie obligacji. Jeśli rentowność obligacji wynosi – 1%, to pożyczając np. 100 tys. złotych, rząd musi oddać jedynie 99 tys. złotych. Nawet nie uwzględniając inflacji, inwestor nabywa obligacje gwarantujące stratę. Jest to oczywiście chora sytuacja, jednak część inwestorów utrzymuje swoją aktywność na rynku. Dzieje się tak, ponieważ mają oni nadzieję, że rentowność obligacji nadal będzie spadać, a więc rosnąć będą ich ceny. Jeśli inwestycji dokonuje się nie z powodu atrakcyjnej wyceny, ale tylko po to, by odsprzedać drożej kolejnemu głupiemu, to mamy niezbity dowód na obecność bańki spekulacyjnej. Tak było w 2001 roku, kiedy ludzie rzucali się na akcje firm technologicznych nieprzedstawiających żadnej wartości, zakładając, że zdążą je sprzedać, zanim dojdzie do spadków. Podobnie określić można sytuację na rynku chińskim z 2015 roku, kiedy na giełdzie pojawiło się mnóstwo nowych inwestorów, skuszonych wzrostem cen akcji, a nie ich rzeczywistą wartością.

Duży wpływ na obecną sytuację mają działania banków centralnych, które stały się największymi kupcami obligacji. Doprowadza to do nieprawdopodobnych absurdów…

…Znaczna część inwestorów, którzy chcą obronić się przed inflacją, przenosi swój kapitał na rynek akcji. W efekcie po raz kolejny usłyszeliśmy o rekordach notowanych przez amerykańskie indeksy, co ma być dowodem na znakomitą kondycję gospodarki

…Jedną z ofiar negatywnie oprocentowanych obligacji staną się fundusze emerytalne, które nie będą w stanie wypracować zysków dla swoich klientów. Jako że są one zwolnione z podatku, ustawodawcy najprawdopodobniej zmuszą je do okazania wdzięczności i zainwestowania np. 50% kapitału w „bezpieczne” obligacje. W drugiej kolejności rząd wywrze wpływ również na indywidualne konta emerytalne. Ostatecznie dojdzie do sytuacji, w której emerytom nie pozostanie nic innego, jak tylko zwrócić się po pomoc bezpośrednio do państwa. Będzie to dalszy ciąg trwającego od wielu dekad procesu, polegającego na uzależnianiu obywateli od woli polityków. Jego odzwierciedleniem jest poziom wydatków publicznych, które stale rosną w stosunku do PKB

…Negatywne oprocentowanie jest kolejnym dowodem na to, że polityka banków centralnych nie przynosi pozytywnych efektów. Nigdy w historii dodruk pieniądza nie okazał się skuteczny i tym razem również nie będzie wyjątku – gospodarki po prostu nie da się uzdrowić w ten sposób. Zapewne już wkrótce będziemy mieć do czynienia ze stagflacją. Oznacza to zerowy wzrost gospodarczy wynikający z ogromnego ciężaru długu, a także przyspieszającą inflację, której kontrolowanie stanie się dla rządów niewykonalne…” (Zespół Independent Trader)

całość tu: Obligacje rządowe gwarantem straty

podobne: Independent Trader: Malutka Belgia ratuje obligacje USA czyli… jak zjeść ciastko i mieć ciastko. oraz: Gaszenie pożaru benzyną czyli… Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił i to: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„…Obecny system, w którym drukuje się walutę opartą na długu, doszedł do końca swojej drogi. Bez konkretnych zmian nie da się go dłużej utrzymać. Przyrost waluty i jeszcze szybszy wzrost zadłużenia spowodowały, że suma zobowiązań Amerykanów jest około 5 razy większa, niż ilość dolarów w obiegu. Tak duża dysproporcja powoduje, że nawet jeśli FED dodrukuje duże ilości pieniędzy, to i tak dług będzie większy niż ilość waluty. Wynika to bezpośrednio z rezerwy cząstkowej, ponieważ każdy kolejny dolar tworzony jest wraz z należnością w stosunku do systemu bankowego. To właśnie z powodu tego mechanizmu bankierzy centralni zawodzą w rozkręceniu wysokiej inflacji, a waluta zamiast szybko się dewaluować, utrzymuje względną siłę nabywczą.

Rozwiązaniem tego problemu, zgodnie z pierwszym pomysłem Bernanke, jest rozdanie ludziom dużej ilości pieniędzy. Aby móc wdrożyć taki plan w życie, trzeba by przeprowadzić daleko idące zmiany prawne. Przede wszystkim rząd musiałby odzyskać władzę nad pieniądzem w taki sposób, aby móc go drukować bez długu, przy eliminacji pośredników (czyli banków komercyjnych – tzw. primary dealers – oraz banku centralnego, u którego rząd zaciąga zobowiązanie pod wykreowaną walutę)…

…Rząd, gdy dysponuje nieograniczoną podażą waluty, może nakręcić inflację i skutecznie dewaluować długi. Aby przeprowadzić całą akcję, nie są konieczne żadne zmiany prawne czy zgoda społeczeństwa. Wystarczy rozkręcić rządowe rozdawnictwo, czy to z pomocą głębokich inwestycji infrastrukturalnych, czy powszechnych programów socjalnych.

Słabo wyedukowane ekonomicznie społeczeństwo, co najwyżej przyklaśnie politykom i stanie się świadkiem rządowego rozdawnictwa. Zanim ukażą się wszystkie konsekwencje, program zostanie zakończony, a założona dewaluacja waluty zostanie osiągnięta. Na programie nie ucierpi zaufanie do sektora bankowego, ponieważ ten nie będzie uczestniczył w tym procederze. Obejdzie się również bez kaskady bankructw banków, a więc i bail-inów  czy bail-outów. Dewaluacji zostanie poddana każda forma pieniądza, tak elektronicznego, jak i papierowego, dzięki czemu dalej będzie można wykonywać kolejne posunięcia, w celu zupełnego wyeliminowania gotówki z obiegu…

…Po osiągnięciu wyznaczonych celów, bankierzy centralni zrzucą winę za wysoką inflację na nieodpowiedzialne działania polityków i umocnią tym samym swoją pozycję, jako stabilizatora systemu monetarnego. Długi zostaną zdewaluowane i uda się uniknąć spektakularnych bankructw dużych korporacji czy banków inwestycyjnych (ich bankructwo mogłoby zagrozić stabilności finansowej całego świata). Najważniejsze trendy w dzisiejszej bankowości (z rozrośniętym sektorem finansowym) czy dążeniem do eliminacji gotówki, zostaną utrzymane. Winą za trudną sytuację zostanie obarczona aktualnie rządząca ekipa, która zostanie sprawnie podmieniona na kolejną. Ben Bernanke lobbuje obecnie w Japonii za dokładnie takim rozwiązaniem. To właśnie Japonia ma stać się polem doświadczalnym, na którym mogłoby zostać wdrożone nowe rozwiązanie monetarne, zanim zostanie ono wprowadzone na całym świecie.” (Zespół Independent Trader)

całość tu: Kolejne szaleństwa Bena Bernanke

podobne: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. oraz: Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?) i to: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

 W 1992 roku Janusz Korwin-Mikke zaproponował z mównicy sejmowej, aby wprowadzić do konstytucji zakaz uchwalania budżetu z deficytem. Niestety, pomysł polityka został przez pozostałych posłów wyśmiany, a dzisiaj przychodzi nam zmagać się z konsekwencjami ich decyzji. Dzięki deficytowi (czyli wydawaniu większej ilości pieniędzy, niż udało się zebrać w podatkach), rząd może finansować dodatkowe programy socjalne, zatrudniać kolejnych urzędników czy zwiększyć skalę inwestycji strukturalnych. Wszystko ma jednak swoją cenę. Oprócz oczywistych następstw, czyli zwracania pożyczkodawcom kwoty większej niż wartość pożyczki – w postaci odsetek od obligacji, uzależnienie państwa od zewnętrznego finansowania ma szereg konsekwencji politycznych…

…Oficjalny dług publiczny wynosi obecnie 899 mld PLN i stanowi to 51,3% w stosunku do PKB kraju. Zadłużenie denominowane w walutach obcych to – w przeliczeniu na PLN – kwota o wartości 291 mld.

Oprócz oficjalnej wysokości długu publicznego istnieje jeszcze realne zadłużenie państwa. Szacuje się, że jego wysokość przekracza ponad 1 bln PLN, ale na potwierdzenie tej liczby nie mamy żadnych konkretnych danych. Problem polega na tym, że zobowiązania zostały ukryte w spółkach skarbu państwa lub instytucjach użyteczności publicznej (na poziomie centralnym i regionalnym). Wykorzystywane są do tego takie jednostki jak Krajowy Fundusz Drogowy (który uprzednio wyłączono z podmiotów wliczanych do bilansu długu). Z kolei urzędnicy miejscy korzystają z np. spółek świadczących usługi komunikacji miejskiej, do których przerzuca się część zobowiązań miast.

Oprócz długu jawnego – czyli oficjalnego – Polska posiada również dług ukryty. Chodzi przede wszystkim o sumę różnego rodzaju świadczeń socjalnych, czyli umów państwa z obywatelem, na wypłacenie mu pieniędzy w dłuższym okresie czasu. Najważniejsze w tej kategorii są zobowiązania ZUS–u, które opiewają na kwotę znacznie przekraczającą 3 bln PLN. Środki te nie są jednak uwzględniane, ponieważ sama wypłata jest uzależniona od decyzji polityków i nie posiada konkretnego terminu zapadalności. W tej sytuacji najbardziej spodziewany bieg wydarzeń przedstawia się następująco: gdy państwo popadnie w problemy finansowe, znaczna część zobowiązań ukrytych zostanie anulowana, najprawdopodobniej poprzez silną dewaluację złotówki…

…Skoro kapitał zagraniczny posiada w Polsce około 60% udziałów (w sektorze bankowym i pozabankowym), to tak naprawdę większość z 350 mld PLN długu w rękach rezydentów znajduje się nadal w posiadaniu podmiotów z kapitałem zagranicznym. Zobowiązania polskiego rządu, z puli oficjalnego długu, to łącznie około 700 mld PLN, które znajdują się w rękach zagranicznych. Podsumowując – prawie 80% obligacji skarbowych jest w posiadaniu obcego kapitału!

…Znaczna część długu publicznego jest w posiadaniu instytucji z USA. Stamtąd też pochodzą najważniejsze agencje ratingowe. Płynność finansowa Polski jest zatem uzależniona od Zachodu. Gdyby polski rząd zaczął prowadzić politykę zagraniczną niezgodną z wytycznymi Waszyngtonu czy Brukseli, zostalibyśmy zapewne zaatakowani bronią ekonomiczną. Atak zostałby przeprowadzony w bardzo prosty sposób: najpierw zrzucono by na rynek część polskich obligacji (wyraźnie obniżając ich cenę, ale podnosząc tym samym ich rentowność). Agencje ratingowe szybko obniżyłyby wówczas oceny stabilności polskiej gospodarki, przez co nasiliłyby odpływ kapitału z Polski. W konsekwencji wszelki opór na Wiejskiej zostałby szybko złamany poprzez wyższe koszty obsługi długu publicznego i trudności w znalezieniu kupców na nowe emisje obligacji.

Podsumowanie

Konsekwencje odrzucenia postulatu Korwin–Mikkego o zakazie ustalania budżetu z deficytem, stają się coraz bardziej widoczne. Polska jest praktycznie w 100% zależna od zewnętrznych ośrodków decyzyjnych i kaprysów rynków kapitałowych. Jeśli nie rozwiążemy problemu z przyszłym finansowaniem państwa, to nie mamy szans na żadne suwerenne posunięcia, czy to w polityce gospodarczej, czy zagranicznej.

Nawet jeśli polski rząd będzie wykonywał polecenia z zagranicy co do joty, to kryzysu na rynku długu nie da się uniknąć, a coraz wyższe koszty finansowania państwa (przez ograniczony dostęp do rynków długu) dodatkowo obciążą społeczeństwo. I gdyby nawet rząd zdecydował się na inflacyjne wyjście z długów (co uderzy najmocniej w klasę średnią posiadającą oszczędności), to późniejsza podwyżka stóp procentowych, wprowadzona przez Radę Polityki Pieniężnej w celu opanowania sytuacji, jest nieunikniona. Posunięcie takie bezpośrednio uderzy w osoby obciążone wysokimi kredytami…” (Zespół Independent Trader)

całość tu: W czyich rękach spoczywa polski dług?

podobne: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko. a także: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. i to: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie.

„…W oczekiwaniu na ten moment nie mogę powstrzymać uczucia żalu, że w 1990 roku nie udało nam się (nam, to znaczy – Unii Polityki Realnej) przekonać opinii publicznej do pomysłu utworzenia Funduszu Emerytalnego z 30 procent akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw państwowych. Wielokrotnie prezentowaliśmy ten pomysł nawet za pośrednictwem telewizji, ale zdecydowana większość opinii publicznej nie uwierzyła nam, tylko nadymanym zarozumialcom w rodzaju pana Andrzeja Celińskiego, który nawet i dzisiaj demonstruje zadowolenie ze swego rozumu, Oni o żadnym „Funduszu Emerytalnym” nie chcieli nawet słyszeć, bo w przeciwnym razie ich protektorowie z wywiadu wojskowego nie tylko przestaliby ich nadymać, ale jeszcze przełożyli przez kolano i przypomnieli, skąd wyrastają im nogi. Warto dodać, że i pan prezes Jarosław Kaczyński też nie chciał słyszeć o żadnym „Funduszu Emerytalnym”. W rezultacie „prywatyzowane” przedsiębiorstwa państwowe zostały z błogosławieństwem soldateski viribus unitis rozkradzione i obecnie Funduszu Emerytalnego nie ma już z czego stworzyć.

Tymczasem bankructwo systemu wisi nad nami i coś trzeba z tym zrobić. Sprawy zaszły tak daleko, że nie ma już rozwiązań dobrych; są już tylko same złe. To, które poniżej przedstawię, też jest złe. Ono ma tylko taką zaletę, że inne są od niego jeszcze gorsze. Pomysł polega na zlikwidowaniu przymusu ubezpieczeń społecznych. One byłyby nadal możliwe, ale wyłącznie jako dobrowolne. Gdyby tak zatem od 1 stycznia 2018 roku znieść przymus ubezpieczeń społecznych, to z tą chwilą ustałby dopływ tzw. „składek” do systemu, bo przecież żaden normalny człowiek nie zrobiłby tego głupstwa. Tymczasem państwo ma zobowiązania, które zaciągnęło wcześniej i z których musi się wywiązać. Nie ma zatem innego wyjścia, jak tego samego dnia ustanowić podatek celowy na emerytury i renty. W pierwszych latach byłby on tej samej, a w porywach nawet większej wysokości co „składka” emerytalna, ale w miarę upływu czasu ta wysokość by się zmniejszała, aż wreszcie po 40 latach można by ten zupełnie już symboliczny podatek zlikwidować. Wadą tego rozwiązania jest to, że dwa pokolenia (pokolenie, to 25-30 lat) obywateli zostałoby obciążonych nieekwiwalentnym świadczeniem – zwłaszcza pokolenie pierwsze, bo drugie już nieznacznie. Bez żadnej swojej winy, bo grzech zaniechania popełniło pokolenie poprzednie – dzisiaj pławiące się w rozmaitych „legendach”. Jeśli jednak tego nie zrobimy, to nie dwa – ale wszystkie następne pokolenia będą obciążone świadczeniem rosnącym – bez względu na jego formalną podstawę. Oczywiście do momentu dopóki się nie zbuntują, nie poślą tych starców-wampirów do wszystkich diabłów – wśród nich również rozwydrzone damy, które dzisiaj tak pilnują swoich „wagin” i „macic”, żeby potem wyciągać proszalną rękę do cudzych dzieci. – aż wreszcie w katolickim społeczeństwie pojawi się masowe poparcie dla legalizacji eutanazji.” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Dwie wiadomości

ZUS jest agendą państwową, i jest zainteresowany, byśmy żyli krótko! – Stanisław Michalkiewicz

Rząd nie ma już nic do sprzedania, więc musi nas zadłużać u lichwiarzy – Stanisław Michalkiewicz

Mamy narzędzie, które już raz użyliśmy, by odblokować potencjał gospodarczy – Stanisław Michalkiewicz

podobne:  Znowu Ukradli Składki. Plan Morawieckiego podstawą III rozbioru OFE, czyli o tym jak PIS dokończy „reformę emerytalną” zaPOczątkowaną przez Rostowskiego (dla ratowania piramidy finansowej i POdreperowania budżetu). oraz: Znikające miliardy z kont emerytalnych, tymczasem ZUS będzie potrzebował coraz więcej „składek”.  i to: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy?

Olivier Bonhomme

Olivier Bonhomme

Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa.


Po ośmiu latach rządów PO i PSL zwycięzcy najbliższych wyborów otrzymają w spadku największą w historii dziurę budżetową i rozdęty aparat urzędniczy, korzystający z luksusów za pieniądze podatników. Jeśli będą chcieli zreformować państwo, w pierwszej kolejności trzeba będzie naprawić system finansów publicznych.

Po nas choćby potop!

60 miliardów złotych – tyle rocznie kosztuje utrzymanie wszystkich polskich urzędników (prawie 900 tysięcy osób łącznie z pracownikami szczebla samorządowego). Na tę potężną kwotę składają się nie tylko pensje biurokratów (12 zwykłych plus obowiązkowa „trzynastka”), lecz również dziesiątki milionów złotych wydawane na ich przywileje: samochody służbowe (liderem jest Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa z ponad 500 samochodami służbowymi, których utrzymanie kosztuje rocznie ponad 20 milionów złotych), wyjazdy zagraniczne pod pozorem szkoleń lub konferencji międzynarodowych (tutaj rekordzistą jest Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej – jego pracownicy wyjeżdżali m.in. do Korei Południowej).

Praca armii urzędników przynosi skutki odwrotne od zamierzonych: problemy, z którymi mają walczyć biurokraci, nasilają się; patologii społecznych jest coraz więcej, a same urzędy coraz częściej znajdują się w zainteresowaniu prokuratury ścigającej afery. Zdrowy rozsądek i nieubłagane prawa ekonomii nakazują zwolnić natychmiast około 95-98% urzędników państwowych, jednak żadna z politycznych ekip nie odważyła się na to. Wszystko dlatego, że biurokraci i ich rodziny to betonowy elektorat rządzącej partii. Są zainteresowani jedynie utrzymaniem swoich „ciepłych posadek” i płynących z tego korzyści, a to może im zagwarantować jedynie partia rządząca. Dlatego więc w każdych wyborach armia urzędników karnie stawia się przy urnach i głosuje na swoich pracodawców. Ten klientelizm polityczny kosztuje podatnika 60 miliardów złotych rocznie plus kilkakrotność tej sumy z tytułu efektów działania aparatu urzędniczego – tj. angażowania czasu i energii podatnika na sprawy zupełnie niepotrzebne.

W błoto

Tyle samo, bo 60 miliardów złotych rocznie, kosztują odsetki od polskiego długu zagranicznego, którego historia sięga czasów Edwarda Gierka. Kwota rośnie z każdym rokiem, bo rządy Tuska i Kopacz zadłużyły państwo do granic nieznanych w historii…”

…do pouczającej lektury całości, gdzie autor zwraca uwagę również na marnotrawstwo tzw. „środków publicznych”, na ucieczkę za granicę polskiego kapitału przed nadmiernym fiskalizmem „własnego” państwa, oraz na chaos w systemie prawa i bezpieczeństwie Polski zapraszam tu: Leszek Szymowski – Spadek po Platformie

podobne: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.  i to: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.

Tomasz Cukiernik – PO zawiodła przedsiębiorców.

PO naruszyła fundamentalne bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej. Wprowadziła do praktyki podatkowej pojęcie nagłej zmiany interpretacji bez zmiany prawa, co wiąże się z naliczaniem odsetek pięć lat wstecz. Tego nie było ani za AWS, ani za SLD, ani za PiS. Ten wynalazek wiceministra finansów Jacka Kapicy był głównym powodem, dla którego przedsiębiorcy odwrócili się od PO – powiedział w wywiadzie z „Rzeczpospolitą” Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Z kolei dr Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha powiedział w Polskim Radiu, że szkodliwe regulacje przynoszą „straty polskim przedsiębiorcom, idące w dziesiątki miliardów złotych rocznie”.

Dzisiaj polski przedsiębiorca, prawie dwa miesiące ze swojego życia poświęcać na obowiązki administracyjne, które nie służą ani administracji, ani jemu. Zamiast ten czas wykorzystywać do budowania firmy, zwiększać skalę swojej aktywności, to ją marnuje na czynności kompletnie nikomu niesłużące. Dlatego ciągle mamy tak duży dystans do innych gospodarek krajów Unii Europejskiej, ze względu na czas, który nieefektywnie wykorzystujemy – uważa Sadowski.

Prezes Kaźmierczak przypomina ponadto, że PO nie uprościła systemu podatkowego i nie ograniczyła biurokracji, a „w dodatku PO zapowiedziała, że obniży podatki, po czym je podwyższyła”. Wylicza też ofiary rządów PO.

– Tymi ofiarami są firmy zajmujące się skażaniem alkoholu na skalę przemysłową, które zaczęły padać, gdy wiceminister Kapica zmienił dopuszczalne metody skażania. W pułapkę wpędzono importerów samochodów z homologacją oraz przedsiębiorców zajmujących się montażem szaf. Przypuszczono atak na firmy szkoleniowe i badawcze – mówi Kaźmierczak w „Rz”. – Niszczenia firm nie przypominam sobie za rządów PiS. Za to obniżono wtedy koszty pracy i VAT na materiały budowlane, co było jedną z przyczyn boomu budowlanego – dodaje.” 

podobne: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę oraz: „Dziennik GP” – Firmy uderzone VAT-em. Ożywienie w gospodarce dusi przedsiębiorczość? a także: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? i to: Przedsiębiorcy walczą o skażony alkohol. Wiceminister popełnił przestępstwo? polecam również: Prawy.pl: Dlaczego sektor MSP w preferencjach wyborczych nie wskazał KNP Janusza Korwin-Mikkego? i jeszcze: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków

Trader21 – Czy obietnice wyborcze są realne czy raczej zbankrutują Polskę?

„Dwa dni temu w Polsce miały miejsce wybory parlamentarne. Wyniki zna większość z Was. Dla mnie sama idea demokracji parlamentarnej jest poważnie wypaczona. Wybieramy przedstawicieli, którzy mają w teorii nas reprezentować. Problem jest taki, że władza korumpuje, politycy obiecują cuda, byleby tylko zostać wybranym, a społeczeństwo w zasadzie nigdy nie rozlicza polityków z obietnic. Problemów z efektywnością systemu, w którym żyjemy, jest wiele. Ja odniosłem się zaledwie do kilku z nich, poświęcając więcej uwagi obietnicom wyborczym składanym przez największe partie.

Obiecuj, obiecuj, obiecuj…

Najważniejszym problemem demokracji parlamentarnej jest to, że do władzy najczęściej dochodzi ten, kto najskuteczniej sprzeda nam obietnice bez pokrycia. Im więcej nam się obiecuje, tym więcej środków niezbędnych jest na realizację obietnic. Skąd pochodzą te środki? Oczywiście: z naszych podatków, ale tego większość populacji, zaślepiona obietnicami prezentów wyborczych, już nie widzi.

Magiczne 90 dni

Jeżeli partie polityczne, które wygrywają wybory, rzeczywiście zamierzają przeprowadzić faktyczne zmiany – muszą to zrobić w ciągu pierwszych 90 dni od objęcia władzy. Jeżeli tego nie zrobią, zapomnijcie o ich realizacji. Skąd bierze się 90 dni? Otóż, część zmian (reform) wymaga niepopularnych decyzji. Im szybciej się je przeprowadzi, tym większa szansa, że przykre – aczkolwiek konieczne – konsekwencje zmian zostaną zapomniane (czy wybaczone) do kolejnych wyborów.

Największym problemem polityków jest to, że już w momencie objęcia władzy zaczynają myśleć o kolejnych wyborach. Taka sytuacja paraliżuje ich przed wprowadzeniem koniecznych (aczkolwiek niepopularnych) zmian – nawet jeżeli są one absolutnie konieczne.

Główny problem – nadmierny rząd

Ogromnym problemem, z którego nie zdajemy sobie sprawy, jest nadmierny udział rządu w życiu publicznym. Gdy tylko pojawia się problem, politycy od razu proponują rozwiązania, nie zdając sobie sprawy, że to właśnie rozdmuchany rząd, czy zbędne regulacje – są głównym źródłem problemów.

W krajach o najwyższym poziomie wolności gospodarczej udział rządu w gospodarce (wydatki rządowe / PKB) jest minimalny i kształtuje się na poziomie między 5-15%. Dla porównania: w Polsce jest to 41%.

W krajach, które najszybciej się rozwijają – sektor rządowy jest minimalny i koncentruje się wyłącznie na zapewnieniu sprawnego sądownictwa, policji, straży pożarnej oraz odpowiada za infrastrukturę drogową czy energetyczną. Im wyższy jest udział rządu w relacji do stanu gospodarki, tym częściej rząd przejmuje funkcje sektora prywatnego, obniżając efektywność kraju i marnując kapitał.

Zwiększenie wydatków rządowych zawsze finansowane jest z naszych pieniędzy

Kiedykolwiek słyszymy, że: „rząd sfinansuje”…, „rząd przyzna”… itp. musimy zdawać sobie sprawę z jednej rzeczy. Im więcej rząd zamierza wydać, tym więcej musi nam zabrać. Rząd nie ma pieniędzy sam z siebie. Ma tylko środki, które nam zabiera z podatków lub z dodruku waluty, co z kolei uderza w nas ukrytym podatkiem inflacyjnym.

W Polsce dzień wolności podatkowej przypada na połowę czerwca. Oznacza to, że państwo zabiera nam ok. 44% naszych dochodów. Jeżeli przyjąć, że przeciętne gospodarstwo domowe dysponuje kwotą 4000 zł netto / m-c – okazuje się, że kolejne 3150 zł oddajemy państwu w postaci podatków, za które otrzymujemy wątpliwej jakości usługi. Czy są one rzeczywiście tyle warte? Oczywiście, że nie! Po prostu, państwo marnotrawi większość naszych pieniędzy.

Ocena obietnic wyborczych

Zważywszy na fakt, iż jestem apolityczny, odniosę się do najważniejszych propozycji wyborczych – zarówno partii, która wygrała niedzielne wybory, jak i do partii konkurencyjnych…

[zachęcam do pouczającej lektury szczegółów na stronie Tradera – Odys]

…Jak pokazały ostatnie wybory – wygrywa ten, kto więcej obieca. Nie liczą się konkrety. Jak to kiedyś słusznie określił jeden polityk: „Ciemny lud to kupi”. Problem z obietnicami jest taki, że część z nich powinno się zrealizować, a na to potrzeba środków.

Podatki są na tyle wysokie, że ich podnoszenie przyniesie skutek odwrotny do założonego. Na ich obniżkę – politykom nie znającym praw ekonomii – brakuje odwagi. Pozostaje zatem zwiększenie zadłużenia, które nie uderza w polityków personalnie, lecz jest ogromnie destruktywne dla gospodarki.

Politycy, którzy wygrali wybory, zapowiedzieli inwestycje warte 1,4 bln zł. Nie wiem, co mieli na myśli, gdyż kwota ta odpowiada 60% PKB. Jeżeli rządowe programy inwestycyjne mają opiewać chociaż na 10% wymienionej kwoty, to w połączeniu z innymi, obiecanymi wydatkami – deficyt dosłownie eksploduje.

NBP nie może wprost dodrukować złotówek, aby finansować deficyt. Rząd może jednak wyemitować obligacje, które skupi Bank Gospodarstwa Krajowego za pieniądze pochodzące z NBP. Formalnie, nie łamiemy Konstytucji, ale efekt jest ten sam: większa podaż pieniądza.

Problem jest jednak taki, że spora część polskiego zadłużenia jest w rękach zagranicznych instytucji finansowych. Jeżeli plany zwiększenia zadłużenia wzbudzą w nich obawy, to z dużym prawdopodobieństwem pozbędą się polskich obligacji, co podniesie koszt obsługi długu oraz doprowadzi do osłabienia się polskiej waluty. Aby temu przeciwdziałać, Rada Polityki Pieniężnej może podnieść stopy procentowe, co w sytuacji ogromnego zadłużenia Polaków, doprowadzi do załamania gospodarczego. Efekt takich działań opisywałem w wywiadzie dotyczącym Ukrainy.

Źródło: www.finanse.mf.gov.pl

Przed nami pierwsze 90 dni rządu, w trakcie których okaże się, czy obietnice wyborcze były tylko narzędziem do kupienia głosów, aby przeprowadzić prawdziwe reformy, czy jednak politycy (podobnie jak ich poprzednicy) zamierzają pchać kraj w kierunku nieuchronnego bankructwa. Na koniec jeszcze raz podkreślam, iż powyższe poropozycje pochodzą od różnych ugrupowań politycznych od których się dystansuję. (Trader21)

podobne: Andrzej Talarek: „Obiecywacze, czyli szopki przedświąteczne” i maraton populizmu. oraz: Szewczak o expose Kopacz: „obiecanki cacanki, a głupiemu radość”. Kosztowne obietnice wymagają POdjęcia działań blokujących odpływ kapitału do rajów podatkowych. i to: Papier wszystko przyjmie czyli… Po nierealnych założeniach krótkowzroczny budżet. a także: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy. polecam również: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.

Oczekując na „przełom” Felieton    tygodnik „Polska Niepodległa”    7 listopada 2015

„…kiedy w roku 1997 wybory wygrała AWS i utworzyła koalicję z Unią Wolności, to okazało się, że nie ma jak wynagrodzić swego zaplecza politycznego. W tej sytuacji charyzmatyczny premier Buzek nie miał innego wyjścia, jak wprowadzić cztery wiekopomne reformy, których następstwem było skokowe zwiększenie liczby synekur w sektorze publicznym, no i oczywiście – wzrost kosztów funkcjonowania państwa o prawie 100 miliardów złotych. Wśród tych wiekopomnych reform była reforma ochrony zdrowia, polegająca na stworzeniu 16 terytorialnych Kas Chorych i siedemnastej – „mundurowej”.

Synekury objęli swoi ludzie – oczywiście z prawnymi gwarancjami nieusuwalności, zwłaszcza na wypadek zmiany rządu. Toteż kiedy w roku 2001 rząd Leszka Millera chciał wepchnąć tam swoich ludzi, to nie było innego wyjścia, jak zreformować reformę; w miejsce Kas Chorych utworzony został Narodowy Fundusz Zdrowia z 16 oddziałami terytorialnymi – i tak dalej. Była to instytucja całkiem nowa, toteż synekury obsadzili już właściwi ludzie. W tej sytuacji bez zdziwienia podczas kampanii wyborczej wysłuchałem deklaracji, że nowy rząd po raz kolejny zreformuje ochronę zdrowia; w miejsce NFZ przywróci Kasy Chorych – i tak dalej. No naturalnie, jakże by inaczej! Ale taka intencja to ogromny znak zapytania dla tych, którzy spodziewają się „przełomu” w postaci odblokowania narodowego potencjału ekonomicznego. Wielu takich nie ma, między innymi dlatego, że większość obywateli wierzy, iż rząd bierze pieniądze z piwnic Narodowego Banku Polskiego, gdzie kocą się one, niczym w beskidzkich opowieściach o Ondraszkowych talarach i cała sztuka polega na tym, żeby rząd podzielił się tymi talarami z biednymi ludźmi.

Więc wielu zwolenników odblokowania narodowego potencjału ekonomicznego nie ma, ale trochę ich jednak jest. Jeśli oni też spodziewają się „przełomu”, to mogą się go nie doczekać, bo przełom w tej dziedzinie mógłby polegać na przywróceniu ustawy o działalności gospodarczej w brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku, uchyleniu wszystkich regulacji sprzecznych z ta ustawą i rozmontowaniu znacznej części aparatu biurokratycznego, stworzonego w następstwie ustaw, które teraz byłyby uchylone. Obawiam się, że w tej akurat dziedzinie żadnego „przełomu” nie będzie, nawet gdyby nie było Unii Europejskiej z dyrektywami Komisji Europejskiej, które stanowią podstawę większości współczesnego polskiego ustawodawstwa. A przecież ona jest i żadna osobistość ze zwycięskiej formacji akurat tutaj nie przewiduje żadnej rewolucji.

W związku z tym naszły mnie wspomnienia z kampanii poprzedzającej referendum w sprawie Anschlussu Polski do Unii Europejskiej w czerwcu roku 2003. Płomienni zwolennicy Anschlussu, wśród których było wielu działaczy PiS z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele, argumentowali, że jeśli nie dojdzie do Anschlussu, to wylądujemy „we Władywostoku”, a w najlepszym razie – w „Białorusi”. Zwracałem wówczas uwagę, że taka np. Szwajcaria nie jest w UE, bo nie chce, a cóż złego byłoby, gdyby Polska upodobniła się do Szwajcarii? No tak – słyszałem w odpowiedzi – ale Szwajcaria jest bogatym krajem, podczas gdy Polska – nie. – Owszem – odpowiadałem – Szwajcaria jest bogatym krajem, ale przecież nie dlatego, że zapisała się do Unii, tylko, że się dobrze rządzi. No to my też spróbujmy dobrze się rządzić, a nie łudźmy się nadziejami, że Unia sypnie złotem i znowu będzie jak za Gierka. Stało się jednak inaczej, a co się stało, to się nie odstanie. W tej sytuacji oczywiście też można liczyć na „przełom”, ale taki – wedle stawu grobla.” (Stanisław Michalkiewicz)

podobne: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. oraz: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni.

…tymczasem okazuje się że można inaczej! a populizm o jaki jest oskarżane środowisko wolnościowe może być realnym programem naprawczym państwa. Oto bowiem Brytyjczycy postanowili prawnie usankcjonować jeden z pomysłów „szalonego Korwina”- Parlament UK przegłosował ustawowy zakaz deficytu budżetowego. Ktoś w końcu zrozumiał to o czym JKM i środowiska wolnościowe mówią w Polsce od lat – czym jest dług i że to właśnie zadłużanie się jest szaleństwem… nic nie szkodzi że dopiero w 23 lata po Korwinie, bo lepiej późno niż wcale 🙂

„Konserwatyści obiecywali, że po wyborach będą chcieli wprowadzić odpowiedzialność budżetową zabraniającą zadłużania państwa. Przegłosowana ustawa mówi, że od 2019 roku budżet będzie musiał wychodzić na 0, a w późniejszym czasie tworzyć nadwyżki.

Zakaz tworzenia deficytu budżetowego oznacza, że państwo odcina się od życia „ponad stan”. Całe funkcjonowanie państwa ma być pokrywane z przychodów, na trudniejsze czasy ma być tworzona rezerwa budżetowa. O chęć trwania w deficycie konserwatyści oskarżali głównie laburzystów – tymczasem nawet bardziej umiarkowani laburzyści nie sprzeciwili się wprowadzonym ograniczeniom. Pomimo dyscypliny partyjnej 21 posłów laburzystów wstrzymało się od głosu.

Zapisy ustawy mówią, że budżet ma zostać zrównoważony najpóźniej w 2019 roku, później wszystkie kolejne lata mają zamykać się nadwyżką lub przynajmniej zrównaniem wydatków i przychodów budżetowych.

Ustawa przewiduje możliwość rozluźnienia regulacji jeżeli Wielka Brytania znajdzie się w niezwykłej sytuacji. George Osborne mówił podczas wystąpienia dotyczącego dyscypliny budżetowej: „Prawda jest taka, że wieczny deficyt budżetowy to nie społeczne współczucie tylko ekonomiczne okrucieństwo i Wielka Brytania nie chce mieć z tym nic wspólnego”.

…u nas niestety nie wygląda to najlepiej, a zważywszy na wspomniane wyżej plany dalszego rozdawnictwa może być już tylko gorzej… Parodia (a wręcz bezczelność) takiego np. „500 zł. na dziecko” polega m.in. na tym że w tym samym czasie oprócz tzw. „becikowego”…

„…dziecko to przy narodzeniu otrzymuje obywatelstwo polskie – razem z zadłużeniem ok. 70.000 złotych. I dług ten rośnie. Rośnie dlatego, że rządzi nami Lewica. Rządzą (tfu!) Demokraci. Wszyscy ci z PiS, PO, SLD, PSWL, SP i RP – to Lewica. Oni powołują się na Wolę (tfu!) Ludu, na (tfu!): „społeczeństwo”. A „społeczeństwo” chce się zadłużać i bawić się, zadłużać i żreć, zadłużać i pić…

Prawica mówi o Narodzie. Naród to nasi Przodkowie, którzy przekazali nam Zasady. Np. „Pamiętaj rozchodzie żyć z przychodem w zgodzie”. To nasze dzieci. Nasze wnuki. Nasze prawnuki… To jest Naród!

Niestety: przodkowie, dzieci, wnuki i prawnuki nie mają prawa głosu. Więc „społeczeństwo” robi, co chce. Zadłuża bez cienia litości.
Kongres Nowej Prawicy broni praw naszych dzieci i wnuków. Już w 1992 roku w Sejmie domagałem się zakazu zadłużania Polski. Niestety – przegrałem, bo Prawica i Centro-Prawica miały w Sejmie raptem kilkunastu posłów.
Dziś ludzie zaczynają rozumieć absurd tego zbrodniczego systemu. Niech Dzień Dziecka Zadłużonego będzie okazją do uświadomienia sobie, że państwem powinny rządzić Zasady, a nie (tfu!) Wola Ludu.
Brońmy praw naszych dzieci – przed „społeczeństwem”!”  (Janusz Korwin-Mikke)

podobne: Mamy wolnościowców w Sejmie ale bez KORWiNa (strach przed wolnością?). Pyrrusowe zwycięstwo PiS i perspektywa terroryzmu ekonomicznego by ratować „teoretyczne państwo” w spadku po PO.  oraz: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.


1. „Dziennik Gazeta Prawna” Radni wystawiają rachunek„Puls Biznesu” Samorządy znów się zadłużą.

02.04.2015 (IAR) – Gminy w całym kraju zatwierdzają podwyżki opłat za dostawę wody i odbiór ścieków, które w nowych taryfach podsuwają im spółki wodociągowe. O sprawie pisze Dziennik Gazeta Prawna.

Jak czytamy w nim, wiele podwyżek weszło w życie 1 kwietnia. Radnym nie przeszkadza to, że i tak płacimy niemało. Z ubiegłorocznych danych firmy doradczej EY wynika, że rocznie jest to 2 procent domowego budżetu. Dla porównania: w Niemczech 0,8 procent, a w Grecji 0,2 procent.

Woda i ścieki to nie koniec. Wzrosły też opłaty za wywóz śmieci i komunikację miejską. Gminy zazwyczaj tłumaczą się niezbędnymi modernizacjami. UOKiK podejrzewa jednak, że w wielu przypadkach samorządy wykorzystują pozycję monopolisty.

Więcej w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Dziennik Gazeta Prawna”/vey/łp

podobne: Konsekwencje zadłużania – Rząd sięga po kolejne rezerwy. oraz: Likwidacja progu ostrożnościowego: „Zadłużeniowy szantaż” dla krótkookresowych korzyści.

14.04.2015 (IAR) – Nowe inwestycje i coraz większe dziury w budżecie. Ten rok przyniesie istotny, 12-procentowy wzrost zadłużenia samorządów w państwach naszego regionu. Tak wynika z badania agencji Standard&Poor’s, o którym pisze „Puls Biznesu”.

Jak czytamy w dzienniku, samorządy w tej części Europy czeka na pewno wzrost zadłużenia spółek komunalnych. Standard&Poor’s spodziewa się, że będzie ono wyższe o 6 procent i sięgnie 42,5 miliardów euro. Jest to spowodowane tym, że lokalne władze coraz więcej zadań inwestycyjnych zlecają własnym spółkom, co pozwala im uniknąć zaliczenia długu do nowego limitu zadłużenia.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Puls Biznesu/md/kry

podobne: Hulaj dusza piekła nie ma! Umorzenie dochodzenia nie musi być uzasadnione. Samorządy domagają się ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Za błędy urzędnika płaci ubezpieczyciel. i to: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. oraz: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu.

…co tu komentować. Klasyczny przykład (konsekwencja) wydawania cudzych pieniędzy.

„… Chodzi o przywrócenie ludziom władzy nad bogactwem, jakie swoją pracą wytwarzają, a z jakiej zostali podstępnie wyzuci przez Umiłowanych Przywódców pod pretekstem opieki. Jak zauważył nieżyjący już amerykański noblista Milton Friedman, mamy cztery sposoby wydawania pieniędzy. Pierwszy – kiedy wydajemy własne pieniądze na siebie samych. Wydajemy oszczędnie, a przede wszystkim – celowo, bo doskonale własne potrzeby znamy. Sposób drugi – kiedy wydajemy własne pieniądze na kogoś innego. Nadal wydajemy oszczędnie, ale już nie tak celowo, bo potrzeb tego innego człowieka nie znamy tak dobrze, jak własnych. Sposób trzeci – gdy wydajemy cudze pieniądze na nas samych. Nie liczymy się wtedy z kosztami, ale przynajmniej wydajemy celowo. I wreszcie sposób czwarty – gdy wydajemy cudze pieniądze na kogoś innego; ani oszczędnie, ani celowo, zwłaszcza gdy tych „innych” jest 38 milionów.

Państwo wydaje pieniądze w sposób trzeci i czwarty – bo nigdy nie ma własnych, tylko zawsze „cudze” tzn. – podatkowe…” (Stanisław Michalkiewicz)

2. cynik9: Rentowność polskiego długu w CHF ujemna. Gigantyczne koszty obsługi długu.

Awansowaliśmy do wąskiego grona emitentów długu z ujemną rentownością – pieją z zachwytu nad ministrem Szczurkiem media. Powodem piania ma być to że min. Szczurek dołożył ostatnio do polskiego zadłużenia zagranicznego blisko 2.5 miliarda złotych, sprzedając emisję rządowych krótkoterminowych obligacji we franku szwajcarskim. Obligacje musiały być chodliwe skoro rentowność sprzedanej emisji wyniosła ciut poniżej zera – minus 0.213% dokładnie. Oznacza to praktycznie że rząd zainkasuje o CHF3.7 mln więcej niż suma CHF580 mln którą będzie musiał zwrócić za 3 lata. Do tego nie będzie musiał płacić żadnych odsetek. Czy to dobrze czy źle?

Na powierzchni wygląda to na świetny deal. Min. Szczurek znalazł gdzieś grupę dzięciołów której opylił po fenomenalnie wysokiej cenie papier który prawdopodobnie za 3 lata warty będzie jedynie frakcję dzisiejszej ceny. Za te postrzyżyny dzięcioły w dodatku zdrowo mu płacą, a nie on im. Gdzie znalazł tylu? Tego nie wiemy. Pewne clue stanowi tu pewnie fakt że blisko połowę emisji nabyły podmioty polskie… 😉

Naszym zdaniem byłoby dużo lepiej gdyby min. Szczurek polski dług raczej redukował i tym się chwalił, zamiast wciągać naród w bagno jeszcze większego zadłużenia, nad parametrami którego nie ma w dodatku żadnej kontroli.(…) 

(…) czy negatywna rentowność obligacji w obcej walucie ma w tej sytuacji w ogóle jakieś znaczenie? Być może ma jedno – jest  kanarkiem w kopalni ostrzegającym przed nieuniknionym kolapsem. Negatywne rentowności oznaczają naszym zdaniem terminalną fazę mega bańki którą kończy się długa, sekularna hossa w długu suwerennym. W porównaniu do nadchodzącego kolapsu długu suwerennego kryzys 2008 wspominany będzie jako niedzielny piknik w parku.

Jeżeli minister Szczurek musiał nas bardziej zadłużać to pewnie lepiej że sprzedał dług dzięciołom drogo zamiast sprzedawać go tanio. Gorzej że sprzedał go w znacznej mierze dzięciołom polskim. Negatywne rentowności nie są jednak nigdy powodem do zadowolenia i nie są oznaką zdrowia. Są raczej symptomem choroby trawiącej system  i miernikiem obłędu inwestoriatu który nie kojarzy że mniej straci zaszywając po prostu franki szwajcarskie w siennik niż płacąc min. Szczurkowi za ich przechowanie. To dużo bezpieczniejsza opcja.

całość tu: twonuggets.com

podobne: Rabunek OFE nie pomógł, zadłużenie sektora finansów publ. wzrosło. Nierząd podniesie rządowi PKB. Na wojnie polsko-ruskiej zarobi Białoruś. oraz: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy. i to: Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach. Kondycja gospodarki Australii. Zatrudnienie w USA. Globalna prognoza ekonomiczna.

„Tylko w ubiegłym roku obsługa długu krajowego i zagranicznego pochłonęła 34,4 mld zł. W tym roku może być niestety gorzej. Wydana przez Ministerstwo Finansów broszura pt. „Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2015-2018” przewiduje, że w roku 2015 relacja kosztów obsługi długu do PKB wyniesie 1,8 proc. Jeśli wierzyć oficjalnym prognozom w 2015 roku polski PKB wyniesie ok. 550 mld USD, co licząc po kursie 3,70 zł daje nam 2 bln 35 mld zł. Wspomniane 1,8 proc. to 36,6 mld zł, czyli grubo ponad dwa miliardy złotych więcej niż wyniosły koszty obsługi długu w 2014 roku.

W kontekście powyższego warto odnotować, że zapadalność (czyli moment, kiedy dług należy oddać) w tym roku osiągnie aż 78,1 mld zł pożyczek i obligacji zaciągniętych w latach poprzednich. Uwzględniając dotychczasową politykę rządu polegającą na ciągłym rolowaniu zapadalnego długu (tj. zaciąganiu nowych pożyczek na poczet spłaty starych) niewykluczone, że ekipa Platformy pobije w tym roku rekord pod względem wysokości zaciągniętych długów, a tym samym jeszcze mocniej wyśrubuje koszty obsługi zadłużenia naszego kraju. Niestety za spłatę tych zobowiązań nie będą odpowiadali zaciągający je politycy lecz zwykli polscy podatnicy. Rząd będzie potrzebował coraz większej ilości pieniędzy, aby móc zaspokoić zagranicznych wierzycieli. W jaki sposób to uczyni? Nie inaczej jak tylko łupiąc Polaków fiskalnie jeszcze mocniej niż dotychczas. By żyło się lepiej!”

źródło: niewygodne.info.pl

podobne: FOR: dług publiczny to 250 proc. PKB; licznik długu znów na billboardach i to: Budżetowa ciuciubabka reaktywacja, czyli… Zadłużamy was dalej i co nam zrobicie?

3. „Nasz Dziennik” Państwo trzyma się za kieszeń„Puls Biznesu” Wojna o podatki„Puls Biznesu” Rząd nie lubi się dzielić z podatnikami„Nasz Dziennik” Fiskus łupi rodzinę.

20.04.2015 (IAR) – Prokuratura Generalna zniechęca ludzi ograbionych przez PRL do walki o zwrot swojego mienia – pisze „Nasz Dziennik”.

Jej szef Andrzej Seremet 10 kwietnia podpisał pismo, które wysłane zostało do wszystkich prokuratur. Zlecił w nim prokuratorom zainteresowanie się sygnałami o nieprawidłowościach w postępowaniach dotyczących restytucji mienia bądź uzyskania odszkodowań za mienie przejęte przez państwo po II wojnie światowej.

Zdaniem Andrzeja Seremeta, w całym kraju może dochodzić do patologii dotyczących reprywatyzacji. Zwraca też uwagę na brak ustawy, która regulowałaby zwrot przejętego mienia.

Z informacji Prokuratury Okręgowej w Warszawie wynika, że w ciągu ostatnich 2 lat zarejestrowano 30 postępowań wyjaśniających dotyczących restytucji mienia przejętego przez państwo w drodze nacjonalizacji lub wywłaszczenia.

Więcej o tym – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Nasz Dziennik”/vey/dyd

podobne: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. oraz: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta.

20.04.2015 (IAR) – Organ rządu przeciwko prezydenckiemu projektowi zmian w ordynacji podatkowej. O sprawie pisze „Puls Biznesu”. Chodzi o zaproponowane przez Bronisława Komorowskiego zmiany mające zwiększyć ochronę podatników przed fiskusem.

Jak czytamy w gazecie, pełniący pomocniczą rolę Stały Komitet Rady Ministrów zaakceptował dokument ostro krytykujący projekt i rekomendujący Radzie Ministrów zablokowanie nad nim prac w Sejmie. Komitet stwierdził, że propozycje są nieprecyzyjne, mogą powodować spory między podatnikami, a organami skarbowymi i uderzyć w dochody budżetu państwa oraz stanowić zagrożenie dla stabilności finansów publicznych.

Szef Pracodawców RP Andrzej Malinowski wyraził nadzieję, że Ewa Kopacz nie odrzuci zmian zaproponowanych przez głowę państwa. Dodał, że są one oczekiwane przez podatników, a premier przyznawała, że nie jest przeciwna wprowadzeniu rozstrzygania wątpliwości na korzyść obywateli.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Puls Biznesu”/vey/dyd

podobne: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. oraz: Polska gospodarka: Embargo nie zatrzymuje polskich owoców i warzyw (Rosja wylicza nam straty). Polski system podatkowy nieprzyjazny, państwo przegrywa z oszustami, tragiczna polityka surowcowa. Banki chcą by rząd dopłacał do ich zysków (KNF: to odsuwanie problemów w czasie), pieniądze ze SKOKów poza Kasą (będzie komisja śledcza?).

21.04.2015 (IAR) – Choć rząd ma pozytywne prognozy dla polskiej gospodarki i chce, by nasz kraj wyszedł z unijnej procedury nadmiernego deficytu, to nie planuje rychłej obniżki podatków. Pisze o tym wtorkowy „Puls Biznesu”.

Dziennikarze dotarli do szczegółów projektu programu konwergencji, który rząd musi przesłać do końca miesiąca do Brukseli. Wynika z niego, że minister finansów liczy na przyspieszenie tempa wzrostu PKB z obecnych 3,4 procent do 4 procent, ale dopiero za trzy lata. Mateusz Szczurek ma też nadzieję, że do 2018 roku dług publiczny spadnie do 49,1 procenta PKB, z 51,7 procenta w tym roku. Kilka dni temu minister zapowiedział, że będzie chciał uwolnić Polskę z unijnej procedury nadmiernego deficytu, która zabrania podejmowania działań obniżających dochody budżetu.

„Puls Biznesu” pisze, że ta procedura była do tej pory dla rządu wygodnym wytłumaczeniem, gdy wywoływany był temat obniżki podatków. Jak jednak wynika z programu konwergencji, tej w najbliższym czasie nie będzie. Ale są też plusy – nie wzrosną obciążenia dla branży tytoniowej i spirytusowej. Zyska też budżetówka, której rząd chce wreszcie odmrozić płace.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Puls Biznesu/md/kry

podobne: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków oraz: Szewczak o expose Kopacz: „obiecanki cacanki, a głupiemu radość”. Kosztowne obietnice wymagają POdjęcia działań blokujących odpływ kapitału do rajów podatkowych. polecam również: Jakub Wozinski: Nieczyste intencje chcących obniżać podatki

28.04.2015 (IAR) – Choć zrobili wszystko zgodnie z informacją uzyskaną od urzędnika i byli przekonani, że przysługuje im zwolnienie z podatku, to okazało się, że tak nie jest. Teraz muszą zapłacić kilkanaście tysięcy złotych. O fiskusie łupiącym rodzinę pisze „Nasz Dziennik”.

Gazeta opisuję historię małżeństwa z Krakowa, które najpierw kupiło małe mieszkanie, zaciągając kredyt. Później okazało się, że małżonkom potrzebne jest większe lokum. Mieszkanie sprzedali ze sporym zyskiem, by wkrótce kupić nowe. Z opinii uzyskanej w urzędzie skarbowym wynikało, że jeżeli wszystkie pieniądze ze sprzedaży przeznaczone zostaną na zakup nowego lokum, to małżeństwo zostanie zwolnione z obowiązku płacenia 19-procentowego podatku od dochodu.

Zgodnie z ustnym zapewnieniem urzędnika, pan Przemysław i jego żona wydali wszystkie pieniądze ze sprzedaży pierwszego mieszkania. Tymczasem po 5 latach skarbówka zmieniła sposób interpretacji przepisów. Nagle okazało się, że małżeństwo musi zapłacić zaległy podatek wraz z odsetkami – w sumie około 14 tysięcy złotych.

Więcej – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Nasz Dziennik/Siekaj

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz. oraz: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę

4. Innowacje muszą stać się udziałem MSPZwiązkowcy z „Polskiej Miedzi”bedą protestować w Warszawie

25.04.2015 (IAR) – Zbyt mało firm inwestuje w innowacje, badania i rozwój. Taka jest konkluzja raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości poświęconego innowacyjnej przedsiębiorczości.

Minister gospodarki zwrócił uwagę, że dziś zupełnie inaczej rozumiemy same innowacje. „Nie tak dawno jak w sektorze piekarniczym wymieniliśmy piec 25-letni na 5-letni to zaliczaliśmy do wielkiego efektu. Dzisiaj mówimy zupełnie o czymś innym” – stwierdził Janusz Piechociński. Wicepremier zauważył, że najbardziej innowacyjne są firmy o dużym kapitale. „Teraz trzeba wejść w sektor małych i średnich przedsiębiorstw, aby to u nich dokonał się postęp techniczno-technologiczny” – powiedział Janusz Piechociński. Dodał, że innowacyjność to także postawa, mentalność i proeksportowość.

Minister gospodarki przyznał, że na skutek problemów z eksportem na wschód zmniejszyła się liczba przedsiębiorstw sprzedających swoje produkty i usługi za granicą. To zdaniem Janusza Piechocińskiego przełożyło się również na mniejszą skłonność do inwestowania, zwłaszcza we wschodniej Polsce. Jak mówił wicepremier wśród małych i średnich firm w tym regionie utraciliśmy też potencjał chęć wychodzenia poza lokalny czy krajowy rynek.

IAR/Tomasz Marciniuk/jp

podobne: Lubowski: musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach. Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność”  oraz: Polska gospodarka: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie, chiński biznes zainteresowany polską żywnością. i to: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa.

…tak jest! Trzeba żeby państwo wejszło (najlepiej siłom) do sektora MŚP i ustawą nakazało innowacje (proponuję posadzić w każdej firmie urzędasa żeby tego pilnował) 😀 Tymczasem „przyjazna” polskiej przedsiębiorczości polityka rządu dokonuje dalszych „postępów” na polu jej wspierania (a tym samym „rozwoju” i opłacalności innowacyjności) tak że nawet taki potentat i perspektywiczna firma jak KGHM ma po dziurki w nosie państwowej troski o polski biznes (dość też wspomnieć o ostatnim przetargu na helikoptery dla wojska gdzie polski zakład ze Świdnika musiał obejść się smakiem)…

16.04.2015 (IAR) – Związkowcy z „Polskiej Miedzi” podejmują kolejną próbę walki z podatkiem od niektórych kopalin. Taką daninę największy dolnośląski koncern musi płacić jako jedyny w Polsce.

Chodzi o ponad 6 milionów złotych dziennie. Pojutrze z Lubina do Warszawy wyjedzie kilkaset osób, by przypomnieć rządowi, że poprzez taki wzrost kosztów, praca wielu oddziałów przestała być opłacalna – podkreśla Leszek Hajdacki, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego.

„Jedziemy w najbliższą sobotę do Warszawy, żeby przed ministerstwem skarbu i przed ministerstwem finansów powiedzieć, że się mylą, że powinni jeszcze raz rozpatrzyć problem i nie patrzeć w kategoriach bliskiego czasu, ale przyszłości całego regionu” – mówi związkowiec.

Reprezentanci załogi w Radzie Nadzorczej wystosowali specjalną petycję do ministrów: skarbu państwa i finansów. Pozostali członkowie Rady – odmówili złożenia podpisów pod dokumentem. Strona rządowa od początku obowiązywania podatku podkreśla, że wpływy z KGHM-u poprzez budżet centralny trafiają do biedniejszych regionów naszego kraju – głównie na wschodzie.

IAR/Legnica, Andrzej Andrzejewski/Radio Wrocław//moc/buch

podobne: „List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Koszt zaniechania prywatyzacji. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm. oraz: Polskie górnictwo węglowe to skansen i elektrownie go nie uratują. Podatek od srebra i miedzi dobija przemysł wydobywczy. Biurokracja największym wrogiem polskiej gospodarki. NIK o marnotrawstwie w Polskim Holdingu Obronnym.

źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Jak Grabski zrujnował II RP czyli… o praktycznym znaczeniu złudzeń


„…Okres powojenny charakteryzował się dużym chaosem i trudnościami ze zorganizowaniem jednolitej administracji na terenach, które przez ponad stulecie znajdowały się pod innym zarządem. Dlatego też, choć już 28 lutego 1919 roku ogłoszono, że marka polska zostaje zastąpiona przez polskiego złotego, ze względu na opóźnienie w druku nowych banknotów w Paryżu wprowadzenie nowej waluty trzeba było odłożyć na później. Wkrótce okazało się też, że w warszawskiej siedzibie Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej znaleziono wydrukowane przez Niemców banknoty marek polskich o wartości 360 milionów i premier Jędrzej Moraczewski w obliczu opóźniającego się druku nowych pieniędzy podjął decyzję o wypuszczeniu ich w obieg.

Decyzja socjalistycznego premiera Moraczewskiego stanowiła pewien wyznacznik chaosu, który zapanował w polityce finansowej lat powojennych. Jednorazowe puszczenie w obieg tak dużej liczby banknotów przy braku odpowiednich rezerw w złocie mogło przynieść jedynie katastrofalne skutki. Na dodatek do 1920 roku Polska ponosiła ciężar ogromnych wydatków wojennych i zmuszona była nieustannie zwiększać deficyt budżetowy. Podczas gdy w 1919 roku deficyt wynosił 9 milionów marek polskich, w 1920 roku było to już 58,5 miliona, a w 1923 roku 113,7 miliona. Taki rozwój wydarzeń mógł przynieść ze sobą jedynie krach, który nadszedł w 1923 roku. W okresie 1919-1924 państwo polskie miało zarobić na druku banknotów sumę rzędu 500-800 milionów dolarów, lecz odbyło się to kosztem całej gospodarki i społeczeństwa. Zyski z druku banknotów PKKP przeznaczało na pożyczki na wojnę z bolszewikami, odbudowę kraju oraz inne państwowe inwestycje. Ostatecznie w połowie 1923 roku doszło do hiperinflacji. Podczas gdy w końcu 1918 za 1 dolara USA płacono 9 marek polskich, w 1920 – 590, a w kwietniu 1924 aż 9 250 000 (!).

Zadanie naprawy systemu i podniesienia Polski z kolan powierzono Władysławowi Grabskiemu, który uzyskał od Sejmu specjalne pełnomocnictwo na 6 miesięcy, umożliwiające mu wydawanie rozporządzeń z mocą ustawy. Dokonał waloryzacji podatków, nałożył 1 miliard franków podatku na rolnictwo, przemysł i inne branże, a także w przyspieszonym trybie podatek majątkowy oraz ograniczył większość wydatków i zrezygnował z dotacji dla kolei. W ten sposób udało się uzyskać równowagę budżetową i stopniowo opanować tempo inflacji, a Grabski zyskał miano bohatera, który ocalił polską gospodarkę.

Większość historyków wydaje reformie Grabskiego jednoznacznie pozytywną ocenę, lecz warto zauważyć, że polityk ów w ciągu kolejnych kilku miesięcy doprowadził kraj na skraj upadku. Ponadto, od samego początku II RP lobbował na rzecz utworzenia nowego banku emisyjnego, który posiadałby odmienną od PKKP strukturę oraz prawo do emisji własnych banknotów. Uzyskawszy od Sejmu specjalne pełnomocnictwo, skrupulatnie je wykorzystał. 20 stycznia 1924 roku powołano do życia Bank Polski SA. Grabski zakładał, że nowa instytucja, w której statut wpisano, że emisja banknotów powinna mieć znacznie wyższe niż uprzednio pokrycie w złocie lub dewizach, pozwoli świeżo upieczonemu państwu odzyskać zaufanie inwestorów i samej ludności. Jak się jednak później okazało, sam stał się przyczyną kolejnego wielkiego krachu.

Sytuacja polityczno-gospodarcza w 1924 roku była obarczona sporą niepewnością – w 1920 roku niemal cudem udało się wypędzić z Polski bolszewików, Niemcy nieustannie zgłaszali pretensje do ziem leżących na zachodzie, a świat pogrążony był w powojennej stagnacji. Kredyt był drogi, a Grabskiemu udało się wyhamować hiperinflację kosztem oszczędności Polaków. Najtańszy kredyt w tych ciężkich czasach mogło dać jedynie państwo, ale było ono dosłownie spłukane.

Rozwiązanie Grabskiego było następujące: kapitał na założenie banku miały dać osoby prywatne (bank centralny będzie spółką akcyjną), a państwo miało udzielić bankowi centralnemu wszelkich dostępnych przywilejów prawnych. Wyemitowano milion akcji po 100 zł każda, które nabyło 176 tysięcy akcjonariuszy. Skarb Państwa posiadał początkowo zaledwie 1 procent akcji. Bank Polski zaczął udzielać kredytów lombardowych i dyskontowych (czyli tradycyjnych pożyczek dla banków o chwiejnej płynności) na bardzo niski procent i w ten sposób od razu zyskał sobie serce całego sektora bankowego.

Otwarcie nowej instytucji dokonało się z wielką pompą w gmachu Filharmonii Warszawskiej, a w warszawskiej katedrze odbyło się nawet specjalne nabożeństwo pod przewodnictwem kardynała. Jak można się było spodziewać, największymi akcjonariuszami banku centralnego były największe ówczesne banki: Pocztowa Kasa Oszczędności, Bank Angielsko-Polski oraz Bank Gospodarstwa Krajowego.

Początkowy plan był bardzo ambitny, gdyż banknoty Banku Polskiego miały posiadać spore pokrycie w złocie i dewizach. 1 złoty został nawet zdefiniowany jako 1/3,444 g czystego złota i związany sztywnym kursem z frankiem szwajcarskim. Jednakże podczas gdy emisja banknotów z maja 1924 była pokryta kruszcami i dewizami w 87%, w roku 1925 pokrycie wynosiło już 36%. Choć pierwotny statut banku przewidywał, że zasady pokrycia mogły zostać zmienione tylko odpowiednią ustawą, w praktyce znów ucieknięto się do dodruku banknotów. Mimo iż w 1924 roku Władysław Grabski z tak wielkim trudem narzucił ograniczenia wydatków, w ciągu kolejnych kilkunastu miesięcy bezmyślnie dopuścił do ich radykalnego wzrostu. Złoty zaczął tracić na wartości, na co wpływ miała zapewne także wojna celna z Niemcami, która zdusiła Polski eksport. Polskie towary nie mogły wyjeżdżać za granicę, więc spadło zapotrzebowanie na polską walutę, co miało przełożenie na obniżenie jej kursu w stosunku do innych walut. Bank Polski podjął walkę o utrzymanie kursu złotego poprzez wyprzedaż dewiz, lecz sytuacja była nie do opanowania. Ostatecznie cenę złotego poddano rynkowi i doszło do kolejnego załamania. Reforma Grabskiego przyniosła poprawę jedynie przez kilkanaście miesięcy….

…Z ostatniego przed wojną zestawienia długu państwa wynikało, że skarb był zadłużony na 2 miliardy złotych, czyli naprawdę astronomiczną sumę (dla porównania, miesięczne zarobki wykwalifikowanego robotnika wynosiły 120 zł). Obywateli zachęcano do nabywania obligacji hasłami odbudowy kraju, wielkich inwestycji oraz stworzenia odpowiedniej infrastruktury, zdolnej połączyć ziemie różnych zaborów. Wielokrotnie powoływano się na patriotyczny obowiązek, a hasło to miało przed wojną wielką nośność. W ten sposób udawało się podtrzymywać przy życiu gospodarkę, która w kolejnych latach aż do wybuchu wojny stawała się coraz bardziej regulowana, kontrolowana i izolowana od świata…” (Jakub Wozinski, całość tu: nczas.com)

podobne: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? polecam również:  Jak zainstalowano w Polsce “kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi i to: Sławomir Suchodolski: Dwa miliony nielegalnych zapalniczek czyli… monopole w II RP oraz: cynik9: Nosił wilk razy kilka czyli… związkowa „przedsiębiorczość” w PKP, oraz „refleksja historyczna” z etyką kolejarską na tle przedwojennej PKP. a także: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji

„…tak zwana reforma walutowa Grabskiego, była gwarantowana przez banco italiana, którego kierownikiem był Józef Toeplitz, brat Teodora Toeplitza działacza PPS. Ta cała reforma to jest jeden z nieważnych całkiem fetyszów, którymi posługują się publicyści historyczni, by niczego nie wyjaśnić. Piszą zwykle o niej tak, jakby Grabski był jakimś geniuszem finansów. Tymczasem był to normalny socjał, agresywny dureń i kabotyn, którego w wyniku partyjnych gierek zrobiono ministrem od finansów. Żadna reforma się nie uda, jeśli nie jest gwarantowana przez poważną instytucję finansową. Ta zaś, za swoje gwarancję każe sobie płacić. I tu dochodzimy do istoty rzeczy, czyli do tego co ważne i ukryte. Czym kazali sobie zapłacić włoscy faszyści za ustabilizowanie polskiej waluty? Nie chodzi mi o klauzule jawne, ale o te drugie. Jeśli ktoś mi powie, że w umowie nie było tajnych klauzul wyleci. Pamiętamy wszyscy do czego się sprowadzają dyskusje o polityce polskiej w międzywojniu – było świetnie, była reforma Grabskiego, była Gdynia, COP i Stalowa Wola, a potem był komunizm i nic nie było. Otóż nie, potem był komunizm i rzeczywiście nic nie było, ale nagle zaczęły się pojawiać wielkie zakłady, a w telewizji serial pod tytułem „Pejzaż horyzontalny”. Nikt jakoś nie dostrzegł póki co żadnych związków pomiędzy polityką Gierka, a polityką sanacji stabilizującej walutę. Ja dostrzegam, choć zarysy są niewyraźne póki co. Chodzi o to, że tak zwana stabilizacja i rozwój nie jest żadną stabilizacją i rozwojem, ale wstępem do dewastacji na niespotykaną skalę. Dokonuje się jej za pomocą wojny, albo za pomocą pokojowej rewolucji. Dyskusje zaś o polityce międzywojnia nie dochodzą do tego momentu, bo skupiają się na kwestii – Ach! Gdyby dano nam szansę! No właśnie chodzi o to, że tej szansy nie było, była pułapka, w którą zostaliśmy zapędzeni i było mnóstwo nieważnych gadżetów, do których wszyscy się przywiązali nie zwracając uwagi na sprawy istotne i ukryte. Jeśli bowiem Toeplitz Józef udzielił Polsce pożyczki, za pomocą której ustabilizowano walutę, to znaczy, ze uzyskał realny wpływ na politykę państwa. I nie ma co się cieszyć, że Grabski wypuścił z więzienia jego bratanka, po rozstrzelaniu jakichś mniej ważnych komunistycznych szpiegów. To było zachowanie idioty, który nie rozumie gdzie jest. Nie rozumie, że oto na jego oczach odbywa się jedyny w swoim rodzaju spektakl – agent bolszewizmu zostaje uwolniony przez swojego stryja bankiera i nie przestaje być agentem bolszewizmu. Potem, kiedy minął czas wyroku, wraca normalnie do kraju i zakłada wraz z Nowickim i Żakowskim spółdzielnię mieszkaniową na Żoliborzu. Jaki z tego wniosek? A taki, że bankierzy mają wiele wspólnego z bolszewikami, ale ludzie, którzy dali się zapędzić w pułapkę socjalizmu niepodległościowego tego ni w ząb nie rozumieją. Dlaczego nie rozumieją? Bo są bezradni wobec pieniędzy wręczanych im rzekomo za darmo przez tych bankierów sponsorujących bolszewizm. Zachęcam wszystkich do kontynuowania tego wątku…” (coryllus – O praktycznym znaczeniu złudzeń)

„W książce pt.”Social and Political History of the Jews in Poland , 1919-1939″ pana Josepha Marcusa na stronach 83-86 jest pełna informacja o założeniu Banku Handlowego w Warszawie przez Leopolda Kronenberga i o akcjonariacie. Z informacją, że tzw. polska arystokracja była w tym banku „dla ornamentyki”. Wśród akcjonariuszy znajdują się m.in:bracia Ludwik, Henryk i Jakub Natansonowie (mający na boku bank Selig Natanson&Sons), bankierzy Henryk i Józef Toeplitz, Hipolit Wawelberg (właściciel Banku Zachodniego), Julius Wertheim handlowiec i bliski współpracownik Kronenberga oraz sześciu członków rodziny Kronenberga. Ojciec Toeplitzów Bonawentura Toeplitz przez wiele lat aż do śmierci w roku 1905 był szefem konglomeratu przemysłowego w przemyśle ciężkim (produkcja stalowa, huta w Warszawie a może i druga, wagony kolejowe dla Rosji , 100% urządzeń rolniczych na zabór rosyjski etc) Lilpop , Rau &Loebenstein. Zabawa polegała na tym, że cały przemysł ciężki w wykonaniu Lilpopa był skredytowany przez Bank Kronenberga, podobnie jak wszystkie cukrownie. Bank Kronenberga od początku zmonopolizował obsługę finansową eksportu produktów rolnych z ówczesnej Polski czyli zaboru rosyjskiego. Bank operował też w Rosji z uwagi na gwałtowny rozwój przemysłu. Wszystkie te biznesy funkcjonowały do roku 1939 a spółka Lilpop Rau & Loevenstein podobno nawet do 1944. Co chciał budować Lilpop w ramach np. zamówień rządowych (Kolej Warszawsko Wiedeńska, wodociągi warszawskie) to mu kredytował Bank Handlowy.
Cały boom bankowo-przemysłowy rozpoczęty PO upadku Powstania Styczniowego (i zapewne zebraniu kapitału początkowego na obrocie skonfiskowanymi majątkami naiwnych Polaków) – przez tę grupę panów – ciągnął się lepiej lub gorzej do końca II RP, więc Grabski musiał tak tańczyć jak mu zagrali a nie jest wykluczone, że to oni go postawili na tej posadzie.
Kronenberg i koledzy plus niejaki Bloch założyli jedyny w zaborze rosyjskim bank hipoteczny. A jego założyciele, jak pisze pan Marcus, należeli do największych właścicieli nieruchomości w największych miastach. W 1913 r. trzymał podobno 75% depozytów całego zaboru rosyjskiego. Z niejakim Kirszrotem założyli też „pierwszy bank spółdzielczy”.
Natomiast pan Józef Toeplitz w dalekiej Italii był prezesem Banku Włoskiego , którego akcjonariat przedstawiał się następująco: Deutsche Bank, Dresdner Bank, Bank fuer Handel und Industrie, Bleichroeder, Oppenheim, Berlinergesselschaft, Anglo-Oesterreichische Bank, Wiener Bank , Oesterreichische Kreditanstallt i oraz po jednym bank szwajcarski i bank francuski. Czyli to Niemcy via Milano złożyli Grabskiemu ofertę nie do odrzucenia.” (pink panther 14 maja 2017)

Obecnie łUnia (czyli Niemcy) sponsorując największe projekty „zrównoważonego rozwoju Polski” dzięki tzw. „funduszom” (tj. kredytowi), pomaga przeżyć kolejnej już edycji „sanacji” (tj. „dobrej zmiany”). Oto jak historia walcem się toczy, a Polacy coraz cieniej są przez nią rozsmarowywani… (Odys)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i jeszcze: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu. oraz: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą.

Grabski zaś do dziś kojarzony jest jako wybitny ekonomista i zbawiciel polskiej gospodarki międzywojnia (głównie z powodu sentymentu za „młodym” bo dopiero co „niepodległym” państwem). Mało kto potrafi skojarzyć jego reformatorskie posunięcia ze stosowaną dziś przez wiele państw polityką ratunkową sektora bankowego kosztem kapitału obywatelskiego (prywatnego) i psuciem pieniądza (popularnie zwanym „drukowaniem”) – czyli z czymś co wielu entuzjastów Grabskiego kojarzy jednoznacznie negatywnie, ale to nie przeszkadza im uważać jego postać za bohatera… (Szumowiny drukujące pieniądze na koszt podatników! – Godfrey Bloom MEP)

Swojego czasu Pan Grzegorz Braun udzielił wypowiedzi na temat zaplecza politycznego pewnej partii, której wodzostwo i elektorat charakteryzuje się właśnie ślepym uwielbieniem polityki (również gospodarczej) jaką prowadzono w czasach II RP… Fragment zacytuję:

„…To jest takie myślenie o państwie że właśnie państwo to musi być wielki projekt a zatem budowa jakiejś piramidy chyba, że nie będzie państwa jeżeli władza nie będzie zaangażowana we wznoszenie czegoś, konstruowanie. Jakiegoś nie wiem, jakaś „Nowa Gdynia”, jakiś „Centralny Okręg Przemysłowy” im się marzy. Ja tutaj nie chcę wchodzić w zaszłości historyczne, ale pragnę przypomnieć że zanim ukończyła się budowa „COPu”, no to nas Niemcy z Moskalami skasowali. A jaki wyzysk fiskalny! Jaki wyzysk fiskalny był tym kosztem, który trzeba było zapłacić za budowanie właśnie jakiejś gigantomanii  na skalę całego państwa. To zaowocowało wielkim rozgoryczeniem i zniechęceniem wielu Polaków do państwa polskiego.  A zatem sądzę że dzisiaj nie może polski niepodległościowiec  nie rozumieć tego, że zanim my tutaj jakąś piramidę wybudujemy jakiś COP następny no to właśnie przeciwnik podyktuje nam nowe reguły gry. Przeciwnik nam je podyktuje i w związku z tym moim zdaniem kluczowa sprawa jest taka, żeby państwo polskie było mniej dolegliwe dla własnych obywateli.  Żeby Polaków samo państwo polskie nie zniechęcało do Polski. Otóż dzisiaj to co się za państwo polskie podaje – ta atrapa, te sztaby, te paśniki, te biura centralnej okupacyjnej biurokracji warszawskiej – to wszystko Polaków do Polski zniechęca…”

…podstawowy błąd (nie wiem czy z głupoty, czy pod dyktando obcej agentury) jaki zrobiła władza wtedy – tj. w 20 leciu międzywojennym – jak i w latach 90 tych (podczas tzw. „transformacji ustrojowej” po „obaleniu komuny”) to brak uwłaszczenia obywateli i socjalistyczne (tj. centralne) sterowanie gospodarką za zrabowane narodowi w podatkach pieniądze. Widać taka już nasza „narodowa” tradycja samemu się upadlać w niewolnictwie lewicowej doktryny „ekonomicznej”, która po dziś dzień jest realizowana wszystkimi siłami politycznymi jakie były u sterów Polski przez ostatnie 25 lat (komuny nie licząc).

Wiara w centralne zarządzanie i w „sprawiedliwą społecznie” redystrybucję ze „wspólnego” kotła, do dziś powoduje że ciężko będzie skierować w ten sposób spaczone umysły na doktrynę choćby takiego Rybarskiego, o Doboszyńskim nawet nie wspominają bo to dla socjalistów całkowity odlot. Być może dlatego że umysły „elit” (i nie tylko) naszego „nieszczęśliwego kraju” trawi ekonomiczny analfabetyzm… (Odys)

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

Papier wszystko przyjmie czyli… Po nierealnych założeniach krótkowzroczny budżet.


09.10.2013 (IAR) – To krótkowzroczny budżet. Tak komentuje plan przyszłorocznych finansów ekonomista doktor Dariusz Woźniak, z Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu. Posłowie zajęli się dziś projektem ustawy budżetowej na 2014 rok.

Niezbyt rozważnym krokiem jest cały czas szukanie środków po stronie dochodów uważa ekspert. Zwiększamy obciążenia podatkowe a zapominamy o redukcji wydatków, co powoduje, że coraz bardziej się zadłużamy twierdzi Dariusz Woźniak. Jego zdaniem zwiększenie dochodów poprzez na przykład planowany wzrost akcyzy na alkohol i papierosy niczego nie rozwiązuje . Stracą na tym zarówno konsumenci jak i producenci. Zmniejszy się wartość sprzedaży i do budżetu wpłynie mniej pieniędzy podkreśla ekonomista.

Projekt ustawy budżetowej na 2014 rok zakłada między innymi inflację na poziomie 2,4 procent i wzrost PKB o 2,5 procent. Bezrobocie na koniec roku ma wynieść 13,8 procent, a deficyt budżetowy nie powinien przekroczyć 47,7 miliarda złotych.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Monika Chrobak/tk

źródło: stooq.pl

…nie ma co komentować… oznaczony tłustym drukiem fragment opinii zawiera wszystko co najistotniejsze i jest wystarczająco zrozumiały…. Zamiast komentarza obrazek a o założeniach można przeczytać tu: Papier wszystko przyjmie, czyli założenia do budżetu na 2014 rok.

…Odys

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Efektywność zarządzania środkami publicznymi… Będzie lepiej bo gorzej już było?


1. MF chce zwiększyć efektywność zarządzania środkami publicznymi

02.08. Warszawa (PAP) – Resort finansów chce zwiększyć efektywność zarządzania środkami publicznymi i płynnością Skarbu Państwa – wynika z projektu nowelizacji ustawy o finansach publicznych, który w piątek trafił do uzgodnień. Zmiany mają obniżyć w 2014 r. państwowy dług o 6,8 mld zł.

Zmiany przepisów są konieczne, aby obniżyć poziom długu publicznego oraz zminimalizować koszty jego obsługi m.in. „poprzez zmniejszenie potrzeb pożyczkowych Skarbu Państwa wynikających z wykorzystania aktywów finansowych jednostek sektora finansów publicznych w zarządzaniu płynnością budżetu państwa” – wskazano w uzasadnieniu do projektu.

Wyjaśniono, że niektóre jednostki sektora finansów publicznych np. jednostki kultury, PAN, samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej, uczelnie publiczne, niewykorzystujące na bieżącą działalność części posiadanych pieniędzy, lokują je np. w bankach. A tymczasem Skarb Państwa, by finansować potrzeby pożyczkowe pozyskuje pieniądze na rynku sprzedając skarbowe papiery wartościowe. Podkreślono, że część tych papierów kupują banki, za pieniądze ze środków lokowanych przez jednostki sektora finansów publicznych.

MF podkreślił, że taka sytuacja jest nieefektywna z punktu widzenia zarządzania i gospodarowania środkami publicznymi oraz płynnością Skarbu Państwa, a także całego sektora finansów publicznych, gdyż generuje niepotrzebne koszty.

Chodzi o różnice między kosztem wykupu papierów wartościowych przez Skarb Państwa a oprocentowaniem lokat, na których jednostki te lokują niewykorzystane środki.

Z wyliczeń resortu wynika, że proponowane zmiany mogą dać oszczędności związane z obsługę długu. Dodano, że w efekcie zmian w 2014 r. państwowy dług publiczny mógłby obniżyć się o 6 mld 751 mln zł, czyli o 0,4 proc. PKB.

„Szacunek wpływu proponowanych rozwiązań tylko z tytułu poprawy zarządzania płynnością na poziom państwowego długu publicznego w 2014 r., wskazuje na możliwość obniżenia długu o ok. 0,4 proc. w relacji do PKB, a także nieznacznej poprawy wyniku sektora finansów publicznych” – napisano. (PAP)

Hipokryzja…czyli zamiast promować oszczędzanie wśród „instytucji użyteczności publicznej” (nie mówiąc już o zbilansowaniu ich działalności która według sporej liczby fachowców „nie musi” się bilansować) „minusterstwo fajansów” widzi lepsze zastosowanie dla tych pieniędzy? Ciekawe jakie? 🙂 Nie wiem jak Państwu ale mnie wcale się nie wydaje, żeby przesypywanie pieniędzy z jednego państwowego wora do drugiego było zbawcze dla jakiegokolwiek długu, po za zmniejszeniem kosztów jego obsługi (bo o to tutaj chodzi) i to pod warunkiem że właśnie na to zostaną spożytkowane te środki! Dług należy zmniejszać MNIEJ WYDAJĄC niż się dostaje w podatkach, czyli ograniczać liczbę „podmiotów użyteczności publicznej” które utrzymują się z pieniędzy podatników… Księgowe sztuczki bywają bardzo dobre dla kredytowania takiej czy innej „użyteczności publicznej” ale taka „poprawa wyniku sektora finansów publicznych” niewiele ma wspólnego z istotą problemu… Od mieszania łyżeczką w herbacie wcale nie robi się ona słodsza….

2. Wśród firm, które bankrutują w Polsce najwięcej jest spółek budowlanych

04.08.2013 (IAR) – Wśród firm, które bankrutują w Polsce znowu najwięcej jest spółek budowlanych – wynika z najnowszego raportu firmy Euler Hermes Collections.

Wśród 98 przedsiębiorstw zatrudniających w sumie 3,5 tysiąca pracowników, które upadły w lipcu aż 1/3 – 33 – to zakłady związane z budownictwem. Jest to największa liczba od października ubiegłego roku. Wtedy jednak było to zakończenie sezonu budowlanego, podczas gdy obecnie jesteśmy w jego szczycie – zaznacza jeden z autorów raportu, Grzegorz Błachnio.

Dodaje, że bankructwa te skoncentrowane są na terenie kilku województw – głównie na południu kraju. Na 33 firmy, które upadły w lipcu 18 działo na Śląsku, Dolnym Śląsku, Podkarpaciu i w Małopolsce.

Grzegorz Błachnio dodaje, że chodzi głównie o spółki zajmujące się budową dróg, rurociągów, sieci przesyłowych i rozdzielczych oraz pracami wykończeniowymi tych inwestycji.

W innych województwach notowano upadłości głównie firm budownictwa mieszkaniowego.

Od początku roku upadło w Polsce 581 firm.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

…wśród upadających firm prym wiodą te które zajmują się ogólnie pojętą budową i modernizacją infrastruktury. I nic dziwnego! Infrastruktura jest to bowiem sfera państwowa i jako taka podlega chorym zasadom „efektywnego zarządzania środkami publicznymi”, których „efektywność” (w upadaniu firm) rośnie wprost proporcjonalnie do marnowania owych środków… Drogo, dużo i bez sensu – takie są kryteria i efekt owej działalności tzw. „państwa” które nie dość że z groszem publicznym się nie liczy, to przyczyniło się walnie do recesji w sektorze budownictwa (Przypomnienie: POlska (wiecznie) w budowie czyli…). Drodzy Państwo „efekt Euro2012” będzie się ciągnął za polską gospodarką jeszcze dość długo… aż „polskie” państwo całkowicie zbankrutuje. Chyba że odetniemy je od zajmowania się tego typu kwestiami jak gospodarka… Co wcale nie jest niewykonalne – Liberalizm – to działa! Czyli “Europa kładzie się do trumny” – a powinno być przez nas – obywateli (sponsorów tego „efektywnego zarządzania”) pożądane.

Podobny temat tu: Budowlanka legła w gruzach i nie zamierza się podnosic i tu NIK oceniła rozstrzyganie przetargów przez GDDKiA

…Odys

Tusk: istotą PO prowadzenie Polaków do zwycięstw… ale raport NIK temu zaprzecza!


W Chorzowie Pan Tusk powiedział: „W wolnej Polsce, w wolnej gospodarce, nie wszyscy sobie dadzą radę i dlatego tyle, ile państwa będzie trzeba (tyle) będzie”. A ile tego państwa w gospodarce jest i jakie są tego skutki? Według mnie jest go zdecydowanie za dużo a skutki są delikatnie mówiąc opłakane (skok „nierządu” na OFE jest wystarczająco wymowny!) Jak można za przeproszeniem raz pier… o „elastyczności w traktowaniu wzrostu i dyscypliny finansowej” (folgowaniu dyscyplinie budżetowej) a w kolejnym zdaniu mówic, że „politykę gospodarczą można prowadzić bez przeciwstawiania wzrostu i oszczędności” (czyli udawac że się oszczędza) kiedy NIK w ostatnim raporcie pokontrolnym dotyczącym instytucji państwowych informuje o takich oto „oszczędnościach”, które nawet w dośc swobodnej interpretacji wykraczają daleko po za elastyczne traktowanie dyscypliny finansowej….

18,7 mld zł – to finansowa skala nieprawidłowości wykryta przez Najwyższą Izbę Kontroli w instytucjach państwowych w 2012 roku. Tak dużych strat pieniędzy podatników kontrolerzy nie wykryli nigdy wcześniej. Złożyły się na nie m.in. środki wydawane niezgodnie z prawem, zmarnowane przez niegospodarność, zawyżone ceny państwowych zakupów i błędy księgowe. W konsekwencji NIK złożyła 136 zawiadomień o popełnieniu przestępstw. Do tej pory tylko jedno z nich zakończyło się wyrokiem, a trzy aktem oskarżenia prokuratury. 

Abstrakcyjna dla przeciętnego obywatela suma 18,7 mld zł to równowartość podatków PIT, CIT, VAT i akcyzy płaconych przez ponad 1,9 mln statystycznych Polaków przez cały 2012 rok (suma podatków przypadająca średnio na obywatela to ok. 9,8 tys. zł). To trzykrotnie więcej niż wydatki na pensje wszystkich 122,9 tys. urzędników ze służby cywilnej (stanowią tylko 12 proc. budżetówki) i więcej niż cały budżet Warszawy. Co stało się z tymi pieniędzmi? 
Większość tej kwoty (14,7 mld zł) to „sprawozdawcze skutki nieprawidłowości”, przez które NIK rozumie różnego rodzaju błędy w księgach rachunkowych, które miały wpływ na roczne sprawozdania finansowe. 1,7 mld zł to pieniądze wydane niezgodnie z prawem. Pozostałe środki zostały zmarnowane przez niegospodarność, m.in. niepotrzebne zakupy i zawyżone ceny. Pod niezrozumiałymi dla przeciętnego obywatela terminami ekonomicznymi kryją się konkretne błędy urzędników. O tym, w jaki dokładnie sposób co dwudziesta złotówka z podatków została zmarnowana lub źle policzona, dowiadujemy się po dokładnym przyjrzeniu się raportom z ubiegłego roku. 

Tragiczna służba zdrowia 

Nie wszystkie z ponad 400 kontroli NIK skończyły się negatywną oceną. W 2012 roku pozytywnie oceniono m.in. pracę ratowników medycznych i lekarzy pogotowia – to jeden z najlepiej funkcjonujących elementów służby zdrowia – ocenili kontrolerzy. Dobrze oceniono również nabór do służb mundurowych. Jednak liczący 469 stron raport NIK, podsumowujący ubiegły rok, to wyliczanka błędów i nieprawidłowości w państwowych instytucjach. 
Jednym z najgorzej wypadających w kontrolach sektorów działalności państwa jest ochrona zdrowia. Jak wynika z raportów NIK, co trzeci szpital nie wykorzystywał odpowiednio sprzętu zakupionego dzięki środkom z UE. Powód to niedbale przygotowane projekty – m.in. zamawianie sprzętu, do którego obsługi nie było odpowiednio wykwalifikowanych osób i niedostosowanie laboratoriów i innych pomieszczeń, chociaż w środkach z Unii były na to pieniądze. W konsekwencji, sprzęt, którego brakowało w niektórych szpitalach, stał nieużywany w innych. – Nowoczesne i specjalistyczne urządzenia przez wiele miesięcy stały niewykorzystane, a zamiast oczekiwanej poprawy, doszło nawet do pogorszenia sytuacji finansowej niektórych szpitali, ponieważ musiały ponosić koszty m.in. amortyzacji sprzętu – czytamy w raporcie NIK. 

Kolejny problem to brak odpowiedniego nadzoru NFZ nad placówkami, które otrzymują kontrakty z publicznych pieniędzy. Jak wyliczyła NIK, NFZ nie sprawdza odpowiednio często jakości usług medycznych, za które płaci. Każda placówka służby zdrowia jest kontrolowana średnio raz na 12 lat. Najgorzej jest z ośrodkami podstawowej opieki zdrowotnej, z którymi pacjenci najczęściej mają kontakt. Są kontrolowane tak rzadko, że inspekcja z funduszu zdrowia ma szansę pojawić się tam raz na 24 lata. – NFZ łamie w ten sposób własne regulacje oraz naraża zdrowie pacjentów. Jakość i dostępność świadczeń medycznych w Polsce pozostaje praktycznie poza kontrolą – stwierdza NIK. 

Dramatycznie wygląda też sytuacja niektórych z najlepszych szpitali specjalistycznych. Jak pokazuje przykład Centrum Zdrowia Dziecka, brak odpowiedniego nadzoru ze strony ministerstwa i błędy w zarządzaniu placówką doprowadziły ją na skraj bankructwa. Kontrole wykazały, że w podobnej sytuacji są wszystkie z sześciu sprawdzonych przez Izbę instytutów leczących najtrudniejsze przypadki.

Kolej w rozkładzie 

Nieprawidłowości na ogromną skalę od lat gołym okiem widać po stanie polskich kolei. Smutna prawda, której od dawna domyślali się wszyscy pasażerowie pociągów w Polsce, wyszła na jaw, gdy kontrolerzy przyjrzeli się m.in. PKP PLK. Finansowe skutki nieprawidłowości wyceniono w tej spółce na 165,3 mln zł. – NIK negatywnie oceniła działania PKP Polskie Linie Kolejowe S. A. w zakresie realizacji inwestycji infrastrukturalnych w okresie objętym kontrolą. Zarządca infrastruktury kolejowej, tj. PLK S. A., zbadane przez Izbę zadania wykonywał nieterminowo, niegospodarnie, nielegalnie i nierzetelnie – czytamy w sprawozdaniu. 

(fot. WP.PL)

Instytucja negatywnie oceniła również przygotowanie do wykorzystania środków UE, dlatego i ich uzyskanie przez Polskę jest zagrożone. – W związku z powyższym, NIK krytycznie oceniła również działania ministra właściwego do spraw transportu, odpowiadającego za rozwój infrastruktury kolejowej – piszą kontrolerzy. Kolejne kontrole wykazały również zagrożenie dla bezpieczeństwa pasażerów. Usuwanie awarii na kolei trwa nawet dwa lata, a przez zły stan torów, na 60 proc. linii pociągi jeżdżą wolniej. Jak wyjaśnia Izba na swojej stronie internetowej, „PKP PLK zaniedbuje audyty zarządzania bezpieczeństwem. Jeśli kontrole są przeprowadzane, to realizacja zaleceń przeciąga się i trwa od 7 do 18 miesięcy”. 

Przy tak druzgocącej ocenie, nie należy się dziwić, że nawet minister transportu przyznaje, że podległe mu spółki są siedliskiem korupcji. – Grupa PKP ma 20 mld zł rocznego obrotu, w tym duża część to pieniądze pochodzące z podatków. Do tej pory PKP przypominało durszlak, przez który te pieniądze przeciekały. Poza tym, grupa PKP zatrudniająca prawie 100 tys. pracowników musi być wreszcie zarządzana jak normalna korporacja – przez profesjonalistów, bo dotąd była prawdopodobnie jedną z ostatnich firm w Polsce, której funkcjonowania nie regulowały zasady wolnego rynku, w związku z czym pokusa zarabiania w niejasnej atmosferze była olbrzymia – mówił w rozmowie z WP.PL minister Nowak

Innym „kwiatuszkiem” może „pochwalic” się Policja, która wydała wydała 20 milionów na specjalną aplikację i sprzęt w ramach wdrażania systemu „e-posterunek”, który miał być kamieniem milowym w rozwoju tej służby, a nie został wprowadzony w życie i stał się dziurawym worem na nasze pieniądze.

Lista zarzutów NIK wobec Policji jest ogromna i zaczyna się już na etapie wymaganych do projektu dokumentów. Przygotowywano je nierzetelnie, czasem nawet łamiąc przy tym wewnętrzne przepisy policji. „Policjanci nie mieli pojęcia, co chcą osiągnąć, jak to ma dokładnie działać ani ile będzie kosztowało w przyszłości” – zaznacza „GW”. Jak by tego było mało, ta niewielka część komputerów wdrożonych w system łamała ustawę o ochronie danych osobowych, nie mając żadnych zabezpieczeń przed wykradaniem informacji.

Jak donosi „niezalezna.pl” Lista nieprawidłowości jakie NIK zamieścił w raporcie jest bardzo długa.

Znajdują się na niej m.in. projekty naukowe, zlecanie niepotrzebnych usług doradczych, organizacji konferencji i innych wydatków w państwowych spółkach i dziurawy system ubezpieczeń społecznych.

Większość tych przestępstw nie ma żadnych konsekwencji. Doniesienia NIK do prokuratury dotyczyły najczęściej przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez urzędników, fałszowania dokumentów lub błędów w księgowości. Izba podaje, że ze 136 spraw zgłoszonych w 2012 r. organom ścigania znany jest już finał 49 z nich. Jedno zgłoszenie zakończyło się wyrokiem sądu, a trzy aktem oskarżenia. W pozostałych przypadkach prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania lub je umorzyła.

źródło: wiadomosci.wp.pl;  niezalezna.pl

…tymczasem Pan Tusk w kilka dni później na konwencji PO w Chorzowie mówi do Polaków, że Platforma jest gwarantem „polskiego optymizmu wbrew okolicznościom” :

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

„Mnie energii dla Polski nie zabraknie tak długo jak będę żył, bo warto żyć, warto pracować dla Polski, dla Śląska, dla naszych rodzin, dla wszystkich Polaków. Naprawdę warto. Dlatego jesteśmy tak optymistyczni, dlatego PO jest w stanie wygrywać dla Polski te wielkie rzeczy”…

Przyznał, że w Polsce jest wystarczająco dużo ludzi niezadowolonych i rozgoryczonych, że ta rozmowa nie zawsze była komfortowa. Ale, jak podkreślił, „nie powinniśmy ustąpić przed tymi, którzy pesymizm, niewiarę w Polskie siły, będą chcieli zamienić w istotę, w treść polskiego dialogu”. 

„Jesteśmy tu także po to, żeby spojrzeć prosto w oczy tym, którzy mają do nas pretensje, nawet jeśli wśród nich są często po prostu zawodowi zadymiarze, jak często się zdarza w wielu miejscach w Polsce, kiedy taką dyskusję o Polsce się podejmuje” – oświadczył premier.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Przekonywał jednak, że nawet wtedy PO musi umieć z podniesionym czołem rozmawiać. „W Polsce, a tu na Śląsku szczególnie, ludzie cenią rzetelne argumenty. Jeśli wszyscy uważamy, że Śląsk jest tym polskim diamentem, to nie tylko dlatego, że w tej polskiej ziemi tak dużo różnych diamentów, przede wszystkim ten czarny, ten skarb narodowy jakim jest węgiel, bo największym skarbem tu, na Śląsku zawsze w historii, byli przede wszystkim ludzie” – zauważył Tusk.

Jak dodał, najwyższy czas, żeby w debacie publicznej wygrywały uczciwe argumenty, uczciwi ludzie…

…Kolejną zasadą jest, by nie mówić źle o PO. „Być może kluczowe tak, jak w przypadku w PO, tak jak w przypadku Polski będzie to, żeby w debacie publicznej w Polsce wszyscy mówili krytycznie, kiedy trzeba, ale z wiarą we własną ojczyznę. PO była i będzie tego gwarantem”…

źródło: stooq.pl

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

wystarczy jak dla mnieDalej cytował nie będę bo nie lubię byc lżony przez ludzi którzy nie potrafią prawidłowo ocenic rzeczywistości. Wcale nie uważam, za prawdę obiektywną opinii ludzi, uważających się za „elitę”, która dla zasady zawsze ma rację, tylko dlatego że zajmuje jakieś stanowisko z politycznego nadania i ma za sobą aparat przymusu. W tym „głębokim przekonaniu” (częsty stan umysłu Pana Tuska)  o własnej nieomylności myślą sobie, że mogą bezkarnie mijac się z faktami i prawdą? Siebie okłamywac zawsze mogą, ale w tym wypadku Pan Tusk kpi z Polaków, przekręcając fakty i wskazując sukces (Cukiernik: Zderzenie propagandy PO z rzeczywistością – Najwyższy Czas!) tam gdzie mamy do czynienia nie tyle z POrażką, ale wręcz z usankcjonowanym prawnie złodziejstwem, które według NIKu tylko w tym roku kosztowało każdego polskiego podatnika ok. 9,8 tys. zł na głowę (z tego co NIK zdołał skonrolowac)… W zderzeniu z owymi faktami, Pan Tusk zachowuje się jak rozpieszczony bachor (O chłopcach w krótkich spodenkach), który uważa, że może BEZKARNIE tupac nogą i czerpac pełnymi garściami z życia na które reszta obywateli zapier… w pocie czoła. W zamian nie dając nawet minimum tego do czego jako Premier RP się zobowiązał a wręcz

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

przeciwnie udawac że wszystko jest w jak najlepszym porządku kiedy nasza krwawica przecieka mu przez palce. Ten luksus jakim otacza się on i owa „klasa próżniacza” na którą tyle pomstował kiedy zakładał PO, a którą na naszych oczach rozbudował i uczynił decydentami i „POlepszaczami” naszego życia, kosztuje nas dziś ponad 80% naszych dochodów. Ten człowiek w swoim samozadowoleniu prześcignął chyba samego diabła który dla samolubnej wizji „jedynie słusznej racji” zanegował dobre Boskie prawa i prawdę…

Zgodnie ze słowami Pana Tuska, ja „zadymiarz” patrzę mu więc głęboko w oczy ale zamiast „uczciwych argumentów” i „dialogu” widzę tylko kolejne kłamstwa (które nie mają pokrycia w liczbach bezlitosnych dla stanu polskiej gospodarki!) i monolog propagandysty nie mającego krzty przyzwoitości na to, żeby pogodzic się z nagimi FAKTAMI. Widzę, że tego człowieka który ŻADNEGO ze swoich sztandarowych postulatów nie wprowadził w życie za to zdążył zadłużyc nas na bilion zł. (nie licząc ukrytego długu), nie pierwszy już raz nie stac na to, żeby po męsku przyznac się do porażki. Widzę jak zamiast „przepraszam” i „rezygnuję” po raz kolejny uprawia agresywną wobec uzasadnionej krytyki propagandę. Takiej pychy i bezczelności jak żyję do tej pory nie widziałem. I są to jedyne słowa jakimi powinno się określac ten „optymizmu wbrew okolicznościom” jakim Pan Tusk popisywał się w Chorzowie, waląc nerwowo pięścią w mównicę. Rekordowe marnotrawstwo wymagało rekordowej obłudy. Pytanie – do kogo Pan Tusk kierował te wszystkie banały?

…Odys

podobne: Forsal: 10 najgorszych polskich inwestycji ostatnich 10 lat oraz: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński polecam również: Korupcja w MSZ, GUS, MSWiA, KGP. 20 zarzutów o zmowę przetargową. i to: Apetyt żyjących z podatków oraz misja na Pluton kontra „informatyzacja” ZUS czyli… skala marnotrawstwa „publicznych” pieniędzy. a także: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność.

Kto za krzywdę odpowiada ten najgłośniej krzyczy biada czyli – UE „troszczy się” o deficyt. Bezrobocie (znieść ustawą!)


1UE – Polska musi zredukować deficyt

21.06.2013 (IAR) – Polska musi w ciągu dwóch lat zredukować nadmierny deficyt do dozwolonego poziomu 3 procent PKB. Tak ustalili unijni ministrowie finansów na spotkaniu w Luksemburgu.

Zatwierdzili tym samym rekomendacje Komisji Europejskiej z końca maja. Oprócz Polski, dodatkowe dwa lata na zmniejszenie deficytu finansów publicznych dostały Hiszpania, Francja i Słowenia. Z kolei Portugalia i Holandia dodatkowy rok.

Komisja rekomendowała też krajom członkowskim reformy uzdrawiające sytuację gospodarczą i finanse publiczne. Polsce zaleciła między innymi zmiany w kasie rolniczego ubezpieczenia społecznego – KRUS, skuteczniejszą walkę z wysokim bezrobociem wśród młodzieży. Rekomendowała też usprawnienie działalności administracji publicznej, oraz poprawę infrastruktury.

2KE o straconym pokoleniu

21.06.2013 (IAR) – Komisja Europejska wzywa kraje unijne do konkretnych działań, które rozwiążą problem bezrobocia wśród młodych ludzi. Alarmuje, że 6 milionów osób poniżej 25 roku życia jest bez pracy. Najgorzej sytuacja wygląda w Grecji, gdzie 59 procent ludzi, którzy skończyli szkołę, jest bezrobotnych. Temu problemowi będzie poświęcony zaplanowany na przyszły tydzień szczyt Rady Europejskiej w Brukseli.

Rzecznik prasowy w Komisji Europejskiej Cezary Lewanowicz mówił w Warszawie, że szybkie działania są niezbędne, w przeciwnym razie będziemy mogli mówić o straconym pokoleniu. „Komisji bardzo zależy, żeby po tym szczycie można było powiedzieć, że państwa członkowskie przestały dyskutować, a zabrały się do realizowania reform”, powiedział. Dodał, że instrumentów jest bardzo dużo. „Są instrumenty ustawodawcze i finansowe, najwyższy czas, żeby zaczęły działać”, podkreślił Lewanowicz.

Komisja Europejska jest za tym, by kraje unijne wdrożyły systemy gwarantujące osobom poniżej 25-tego roku życia ofertę pracy, możliwość dalszej edukacji albo szkolenia zawodowego w ciągu czterech miesięcy od chwili utraty pracy bądź ukończenia szkoły.

Programy mają być wspierane między innymi z Europejskiego Funduszu Społecznego. Bruksela proponuje, by kraje, gdzie bezrobocie wśród młodych przekracza 25 procent, do października przedstawiły konkretne plany w tym zakresie. Są wśród nich między innymi Grecja, Hiszpania, Portugalia, Włochy, ale także i Polska. Pozostali mają czas do wiosny przyszłego roku. Komisja wzywa także kraje członkowskie, by zagwarantowały, że co najmniej 25 procent środków polityki spójności trafi do Europejskiego Funduszu Społecznego.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

…bardzo „interesujące” propozycje wobec Polski (i reszty krajów), zwłaszcza że to administracja publiczna i „poprawa infrastruktury” są w większości odpowiedzialne za  deficyt. Ponieważ po pierwsze to administracja (konkretnie rząd) uchwala co roku deficyt i to właśnie administracja w dalszej kolejności marnuje najwięcej spośród publicznych pieniędzy realizując to co wcześniej sama uchwaliła. Oczywiście nie należy zapominac o wkładzie samej UE w tę zbrodnię na rozsądku jaką jest deficyt, gdyż to właśnie UE współfinansuje wiele z rządowych projektów marnowania publicznego grosza. Co zresztą zdążyła wcześniej przeprowadzic w pozostałych krajach Europy, którym dziś „wspaniałomyślnie” przesuwa kolejne terminy zrównoważenia owych deficytów… Ale jak widac UE nie ma zamiaru poprzestac na tym czego do tej pory dokonała. Dziś na złagodzenie skutków własnych chorych pomysłów w postaci różnego rodzaju funduszy UE proponuje kolejne pomysły na redystrybucję pieniędzy podatników. Tym razem UE wymyśliła sobie że nałoży na kraje członkowskie obowiązek „pomocy” dla tych którzy sobie nie radzą na rynku pracy. Kraje unijne mają wdrożyc „systemy gwarantujące osobom poniżej 25-tego roku życia ofertę pracy”. (sic!) Trzeba byc

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

naprawdę niespełna rozumu żeby nie wiedziec od czego zależy chęc zatrudniania przez firmy kolejnych pracowników. Administracyjnie nic prostszego jak stworzyc miliony stanowisk urzędniczych tylko skąd na to wziac pieniądze skoro wszędzie budżety się nie dopinają. Kolejne mżonki dyletantów ekonomicznych oderwanych od rzeczywistości w ktorej to właśnie polityka życzeniowa będąca w całkowitym konflikcie z logiką i matematyką doprowadziła Europę na skraj bankructwa…

3. Tymczasem socjaliści we Włoszech domagają się „Pracy i demokracji” (sic!)

22.06.2013 (IAR) – Pracy i demokracji domagało się w Rzymie sto tysięcy uczestników manifestacji zorganizowanych przez trzy największe centrale związkowe. Są one zniecierpliwione biernością rzadu wobec rosnącego bezrobocia To pierwsza od dziesięciu lat wspólna manifestacja central CGIL, CISL i UIL, na dowód powagi sytuacji. Lider lewicowej centrali CGIL Susanna Camusso powiedziała, że kraj potrzebuje natychmiastowych odpowiedzi, które pozwolą wyjść z kryzysu. Przywódca postsocjalistycznego UIL Luigi Angeletti ostrzega, że ” jeśli ktoś odłączy ten rząd od kontaktu, będą to pochody bezrobotnych i zmuszonych do przymusowego urlopu”. Konkretnych posunięć domaga się lider postchadeckiego CISL-u Raffaele Bonanni: władze muszą zmniejszyć o połowę podatki pracowników i emerytów.

Związki zawodowe są zdegustowane, że nowy koalicyjny rząd w ciągu pierwszych 50 dni podjął żadnej konkretnej inicjatywy w walce z bezrobociem, lecz ogranicza się do deklaracji.

źródło: stooq.pl

…nieuleczalni są ci związkowcy… Nie potrafią zrozumiec że to głównie ich polityka doprowadziła do podniesienia kosztów pracy a co za tym idzie do likwidacji miejsc pracy wielu spośród ich członków! Idiotyzm czy bezczelnośc? Chyba jedno i drugie.

…Odys

podobne: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa oraz: Pożyczka dla Grecji. Włochy – Bezrobocie najwyższe od 37 lat. Sardynia chce do Szwajcarii. polecam również: Godfrey Bloom i dzień przeciętnego podatnika.

Demagogia społeczna - by Arkadiusz

Demagogia społeczna – by Arkadiusz

POmyłka czy pomyłka? Dane z GUS niewiarygodne!


O jedną dziesiątą od recesji | Makro – Puls Biznesu – makroekonomia, inflacja, stopy NBP, RPP, PKB, bezrobocie

Główny Urząd Statystyczny przyznał wczoraj, że solidnie pomylił się w obliczeniach dotyczących rachunków narodowych w Polsce. Jak stwierdził, w czwartym kwartale 2012 r. wzrost gospodarczy spadł do skromnych 0,7 proc., a nie do 1,1 proc., jak urząd podał w marcu. Jeśli najnowsze dane GUS są wiarygodne, w ujęciu kwartalnym nasz PKB rósł już tylko 0,1 proc., co oznacza, że w końcówce minionego roku otarliśmy się o recesję.

Po tej publikacji spadła wiarygodność danych GUS. Po pierwsze, skala rewizji jest jedną z największych w ostatnich latach. Po drugie, rewizji uległa cała struktura wzrostu, co zmienia ogólny obraz sytuacji gospodarczej w kraju pod koniec ubiegłego roku — uważa Łukasz Tarnawa, główny ekonomista BOŚ.

Inwestorzy mają przerwę

Mocne wyhamowanie wzrostu gospodarczego w czwartym kwartale to przede wszystkim skutek tąpnięcia w inwestycjach. Według nowych szacunków GUS, nakłady inwestycyjne w polskiej gospodarce skurczyły się o 4,1 proc., a nie o 0,3 proc., jak wcześniej podano. To najgorszy wynik od prawie trzech lat. Kurczą się inwestycje publiczne, bo kończy się rozdanie unijnych funduszy na lata 2007-13, a przedsiębiorcy boją się inwestować, bo czują słaby popyt i nie wierzą w jego silne umocnienie. Na szczęście, lepiej, niż sądzono, zachowuje się polska konsumpcja. Spadła zaledwie o 0,2 proc., a nie o 1 proc., jak GUS podał w marcu. To i tak najgorszy wynik konsumpcji od dwóch dekad, ale przynajmniej regres ten przebiega mniej gwałtownie, niż pokazywały to dotychczasowe dane.”…

W gorszym stanie, niż się wydawało, są też polskie finanse publiczne. Jak podałGUS, deficyt w finansach publicznych wyniósł 3,9 proc. PKB, a nie 3,5 proc., jak prognozował rząd. Oznacza to, że w minionym roku polskie państwo wydało o 62,7 mld zł więcej, niż „zarobiło”. Resztę musiało pożyczyć na rynku, co powiększyło nam dług publiczny do rekordowych 886,8 mld zł. Czyli na statystycznego Polaka (w tym niemowlę i starca) przypada już średnio po 23,2 tys. zł długu i kwota ta nadal rośnie. Jacek Rostowski, wicepremier i minister finansów, przyznał wczoraj, że Komisja Europejska w bieżącym roku nie zdejmie z Polski procedury nadmiernego deficytu. Przy 3,5 proc. byłaby na to szansa, przy 3,9 proc. — to już właściwie wykluczone…

całośc tu: O jedną dziesiątą od recesji | Makro – Puls Biznesu – makroekonomia, inflacja, stopy NBP, RPP, PKB, bezrobocie.

…znowu dupa blada

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

…Odys