Czy dziecko szczęścia, Rothschildów, i demokracji zapewni Francji „kolorową” przyszłość? Historia Mac(a)rona nawijanego na uszy


Francisco Goya – Now One, Now Another

„… Jak zauważył klasyk demokracji Józef Stalin, w demokracji najważniejsze jest przygotowanie wyborcom prawidłowej alternatywy. A po czym poznać, czy alternatywa była przygotowana prawidłowo? Po tym, że bez względu na to, kto wygra wybory, będą one wygrane.

Z tego punktu widzenia warto przyjrzeć się rezultatowi wyborów prezydenckich we Francji. Ponieważ Niemcy były zaniepokojone możliwością wyborczego zwycięstwa Maryny Le Pen, a ten jaskółczy niepokój udzielił się również europejsom nawet w naszym nieszczęśliwym kraju, to musiały znaleźć się w partii siły, co by kres tej orgii położyły. Dlatego – jak podejrzewam – francuski wywiad w roku 2016 wystawił do prezydenckiego wyścigu swojego cuganta w osobie pana Emmanuela Macrona, który wśród rozlicznych zalet ma między innymi i tę, że zawsze ma takie poglądy, jak akurat trzeba, podczas gdy na przykład taki Franciszek Fillon, trzymał się różnych przesądów, jak pijany płotu. Z takiego wielkiego pożytku nie ma, podczas gdy pana Emmanuela Macrona można „ w każdą formę ulepić”, więc on właśnie najlepiej nadawał się na Wielką Nadzieję Białych i Czerwonych. Toteż kiedy na czele partii, którą w ubiegłym roku stworzył z niczego i nazwał „Naprzód!” ruszył do wyścigu prezydenckiego, stęskniony naród francuski natychmiast obdarzył go zaufaniem, podobnie jak u nas sprytnego pana Rysia z Nowoczesnej, którego podejrzewam, że jest wydmuszką starych kiejkutów. A kiedy w dodatku pan Emmanuel Macron opowiedział się za pogłębianiem integracji europejskiej i obsztorcował Polskę zgodnie z oczekiwaniami Naszej Złotej Pani z Berlina, w Europie, a zwłaszcza – wśród europejsów zapanowała nieopisana radość, że oto „nasi wygrywają”. Jacy „nasi”? Ano – ci, co wygrywają, to chyba jasne! Więc skoro panu Emmanuelu Macronu pisane było, że ma wygrać, no to wygrał. Ale co to komu szkodzi trochę pomóc przeznaczeniu? To nikomu nic nie szkodzi, a zwłaszcza nie szkodzi demokracji kierowanej, toteż nikt nie zwrócił uwagi, że w niedzielnych wyborach padło ponad 9 procent głosów nieważnych…” (Stanisław Michalkiewicz – Europejsy w kolejce do Volkslisty)

podobne: Rokosz i Elekcja, Hitchcock i histeria, Trump(y) i trąf(y) czyli rozgrywanie tłumu w służbie demokracji oraz: Reanimacja greckiego trupa (w interesie NATO na koszt Europy). Świetlana przyszłość UE kosztem suwerenności członków. Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji i to: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów)

Leon Maxime Faivre – Śmierć Księżnej De Lamballe

„…Jak to w życiu bywa, poza wykształceniem, urodą i inteligencją, trzeba jeszcze mieć szczęście. A tego panu Macronowi od wczesnych lat nigdy nie brakowało. Kiedy uczniowska miłość syna okazała się bardziej niż ostentacyjna, zdruzgotani rodzice wcale nie oskarżyli nauczycielki o molestowanie seksualne czy inne „niedozwolone przez prawo zachowania” tylko wysłali chłopaka do szkoły do Paryża, żeby mu „miłość wyparowała z głowy”.
A tam czekał wielki świat, który chyba do marzenia młodego Emmanuela nawet postanowił poprzeć. Mimo początkowych trudności.
Kiedy młodzieniec ukończył katolickie (mimo wszystko) luksusowe Liceum Ludwika XIV i nawet w 1994 czyli w wieku lat 17 został krajowym laureatem konkursu matur, aż dwa razy oblał egzaminy wstępne do Ecole Normale Superiere (ENA) – wyższej szkoły kształcącej pracowników najwyższej administracji państwowej i gospodarczej. Musiał się więc zadowolić studiami w zakresie nauk politycznych na Uniwersytecie Paris Nanterre. A jak już biedak dostał się jakoś do tej ENA i studiował w Strasburgu w latach 2002 -2004, to się okazało, że ostateczna klasyfikacja absolwentów została anulowana z powodu jakiegoś „zażalenia”. Ogólnie docent wiki trochę narzeka na pewne „dwuznaczności co do przebiegu studiów na ENA” pana Macrona. Ale ostatecznie człowiek jakiś papier ma, chociaż kiedy zaczął opowiadać o swoich doświadczeniach na zajęciach z filozofii prawa wedle Hegla u profesora Etienne’a Balibara, to ten „nie mógł sobie przypomnieć tego epizodu”. Publicznie. Ale profesorowie znani są z roztargnienia.
Jak się kandydat Macron dostał na ENA za trzecim razem nie wiemy, ale skoro był to rok 2002, to kandydat Macron miał wtedy lat 25 i oznacza to, że na swej drodze życia właśnie spotkał multimilionera, pana Henri Hermanda, który co prawda wychował się w domku biednego szewca i miał tylko maturę, ale walczył w Resistance i wybudował mnóstwo supermarketów we Francji i w Europie , dzięki czemu doszedł do majątku rzędu 220 mln Euro.
Starszy pan tak polubił obiecującego młodzieńca, że nie tylko pożyczył mu 550 tysięcy Euro na apartmą w Paryżu, nie tylko był jego drużbą na ślubie z panią Brigitte w roku 2007 ale nawet udzielił mu swoich biur w Paryżu na siedzibę partii „En Marche” (Naprzód!), założoną dla potrzeb kampanii prezydenckiej.
Ogólnie pan Macron miał straszne szczęście do ludzi, bo jak ukończył ENA, to zaraz zapragnął go zatrudnić jako „Inspektora ds. Kontroli Podatkowej przy Ministerstwie Finansów” sam szef Inspecion Generale de Finances pan Jean –Pierre Jouyet. Pan Macron pracował tam w latach 2004 -2008, po drodze żeniąc się z Brigitte i kupując im obojgu gniazdko za pinionżki pana Hernande’a .
Oraz wstępując do Partii Socjalistycznej w 2006 r. gdzie jego nowy szef pan Jouyet przedstawił go panu Francois Hollande I Sekretarzowi Partii i pani Segolene Royal, ówczesnej partnerce pana Hollanda, oczekującej bliskiego ślubu z ojcem swoich czworga dzieci. Swymi marzeniami podzieliła się z mediami, jakże lekkomyślnie.

W pracy „inspektora podatkowego” jego niezwykłe zdolności zostały docenione i już w sierpniu 2007 r. został „sprawozdawcą pomocniczym” (cokolwiek to znaczy) w słynnej na całą Francję „Komisji Attali”, której lider pan Jacques Attali to biznesman, publicysta i reformator gospodarczy. Też słynny.
Szczęście dalej młodego nie opuszczało i musiał się w tej „Komisji Attali” nieźle wybić, bo kiedy szef banku inwestycyjnego Rothschild & Cie pan François Henrot poszukiwał młodego, dynamicznego pracownika , to pan Jacques Attali i jego kumpel Serge Weinberg od razu mu doradzili zatrudnienie pana Emmanuela Macron.
Od tej chwili życie słało mu się różami pod nogi, bowiem kiedy w 2012 r. w banku Rothschild & Cie otrzymano zadanie przejęcia przez Nestle od Pfizera segmentu produkującego odżywki dla dzieci , to się okazało, że parę lat wcześniej młody pan Macron poznał w Komisji Attali szefa Nestle pana Petera Brabecka, to go zrobili doradcą w transakcji o wartości ponad 9 mld Euro. A ponieważ od roku 2008 do roku 2012 chłopak u tych Rothschildów „zaawansował” i był „dodatkowo na procencie”, to z jednej transakcji miał urobku ponad milion Euro.
Łącznie za okres do czasu „opuszczenia Rothschildów” i zajęcia stanowiska szefa sekretariatu Prezydenta Francji pana Hollande w maju 2012, pan Macron wykazał dochody w wysokości ok. 2 miliony Euro brutto a łączne dochody za okres 2009-2013 – 2, 8 mln Euro brutto. Miał wtedy 35 lat…

W sierpniu 2014 r. pan premier Valls zatrudnił pana Macrona na stanowisko ministra ekonomii, przemysłu i cyfryzacji a w lutym 2015 r. już miał na stole „pakiet reform” pod nazwą „loi Macron” (prawo Macrona), które socjaliści przepchnęli przez parlament francuski na podstawie art.49.3 konstytucji czyli „bez głosowania w szczególnych okolicznościach” . Były to głównie zmiany dotyczące pracy w niedzielę, wymiaru czasu pracy oraz płac w przemyśle. Tzw. wolnorynkowe. Na drugą nóżkę pan Macron majstrował przy państwowych pakietach akcji w takich firmach jak np. Renault.
A w sierpniu 2015 r. ogłosił, że opuszcza Partię Socjalistyczną i staje się bezpartyjny.
W kwietniu 2016 r. zaryzykował spokojne życie młodego milionera u boku atrakcyjnej małżonki i założył „liberalną i postępową” partię „En Marche!” (Wpieriod!). I nawet otrzymał od swojego drużby pana Henry Hermanda – w biurze jego firmy w Paryżu „wolne metraże” na siedzibę nowej partii. Pan Henry Hermand , który od lat finansował think thank Partii Socjalistycznej pod nazwą Terra Nova, okazał się „liberalnym i postępowym multimilionerem”. I pomyśleć, że to ten sam człowiek, który w roku 1967 kupił las od Elie de Rotschilda a obecnie zatrudniał 100.000 pracowników.
Jakkolwiek pana Macrona spotkała wielka strata, bowiem w listopadzie zmarł jego drużba w wieku lat 92, to jednak inni szlachetni ludzie udzielili mu poparcia tak silnego, że lud Francji chyba nie ma wyboru i wręcz musi bronić ojczyzny przez Marine Le Pen, wielbicielką Putina.
Wśród indywidualności , które udzielają poparcia kandydatowi są m.in. sam pan Barack Obama, pani kanclerz Angela Merkel, jest nasz pieszczoch Jean Claude Juncker. A żeby było jeszcze ciekawiej, szef Wielkiego Meczetu Paryża wezwał wszystkich muzułmanów do głosowania na Macrona.
To w zasadzie wystarczy za sam program. I wyjaśnia, dlaczego pan Macron podpiera swoją kampanię atakami na polską politykę antyimigracyjną. Dzięki temu nie musi tłumaczyć, w jakich okolicznościach przyrody multimilioner daje pożyczkę 550 tysięcy Euro jednemu z tysięcy ambitnych młodzieńców wstępujących do biurokracji francuskiej, podatkowej zresztą.
I w ten sposób dochodzimy do „naszego człowieka Rotszyldów” pana Jacka Chwedoruka…

(…)

…baronowie Rothschild mają wyjątkowo dobrą rękę do wyszukiwania i promowania prawdziwie wyrazistych życiorysów i osobowości. Mają Francuzi Emmanuela Macrona ale my też nie wypadliśmy sroce spod ogona. Może jeszcze pan Jacek Chwedoruk wystartuje na prezydenta. Jak nie Polski to chociaż Ukrainy.” (Pink Panther – Emmanuel Macron, Jacek Chwedoruk, Rotszyldowie i Escobar)

podobne: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego).

„…Oboje państwo Macron żyją od dawna swoim życiem, ale tak zwane ogólne warunki i sytuacja obyczajowo alkowiana w starej Europie dojrzały do tego, by na stół położyć taką właśnie figurę. W związku z tym odwołano z emerytury tę dziwną kobietę, która dawno temu zniszczyła życie dziecku i zrobiła zeń świra. Jemu zaś powiedziano, że na razie dosyć już dziwek i dragów, bo właśnie przyszła pora, by wypełnił różne zobowiązania i został tym prezydentem. Nie przeczę, ta wersja także jest uprawniona, bo jak wiemy prezydentów, posłów, całe parlamenty, strugać dziś można z kartofli. I nikt z tak zwanych wyborców nic z tym nic nie może zrobić.

Teraz trzeba się zastanowić materializacją czyich marzeń będzie para prezydencka we Francji. Bo co do tego, że ludzie ci są tak dobrani, by inspirować kobiety i mężczyzn nie można mieć wątpliwości. Moim zdaniem będą oni usprawiedliwiać i cieszyć całe to wykolejone społeczeństwo, skupiające się w kręgach władzy nad Sekwaną, ale nie tylko. Wszystkie piony wszystkich światowych korporacji, ze szczególnym wskazaniem na istoty płci obojej przeznaczone już, ze względu na długi staż, do zwolnienia, patrzeć będą ciepło na prezydencką parę i szeptać sobie w duchu – patrzcie im się udało, jacy są szczęśliwi, każdy ma szansę. Choć przecież oczywiste jest, że nie każdy ma i że nie o żadną szansę chodzi.

Dla każdego jest jasne, że Macron to kukła, a jego żona, czy też rzekoma żona to jeden z mechanizmów poruszających kukłą. Pytanie do czego kukła została przeznaczona? Ja jak zwykle mam przypuszczenia najgorsze. To znaczy najgorsze dla Francuzów, bo nie dla nas przecież. Myślę, że on to wreszcie rozmontuje. Po ponad tysiącu lat nieudanych prób, w huku fajerwerków i przy oklaskach Francuzów, ich kraj zostanie unicestwiony…” (coryllus – Kto molestował profesora Krajskiego?)

podobne: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa oraz: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości” i to: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi? a także: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią polecam również: O polityce miłości (inaczej). Francja: Feministki przeciwko seksizmowi w zabawkach. Niemcy: Zatrzymać seksualizację dzieci. Polska: MEN chce ograniczyć uprawnienia rodziców. Lepkowski o pedofilii wśród Rabinów i jeszcze: oraz: Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł)

Jean Jules Antoine Lecomte du Nouy – Śmierć Ojczyzny

Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości”


Ivan Vladimirov - Searching for food in the trash bin. 1919. Starving people in Petrograd, 1918

Ivan Vladimirov – Searching for food in the trash bin. 1919. Starving people in Petrograd, 1918

„…W filmiku na youtubie o krótkim życiu towarzysza Yakowa Swierdłowa, który wydał rozkaz zabójstwa Cara Mikołaja II i jego Rodziny w 39 min. podany zostaje spis zawartości sejfu Yakowa Swierdłowa, zmarłego nieoczekiwanie „od grypy hiszpanki”. Spis jest podpisany przez samego Genrika Jagodę. Otóż klasyczny idealista komunistyczny , zresztą nr 2 zaraz po Leninie, zostawił w tajnym sejfie (który musiał otworzyć wyciągnięty na tę okazję z celi „fachowiec”) m.in złotych monet carskich na kwotę 108.525 rubli, jubilerskich detali 705, kredytowe bilety carskie na kwotę 750.000 rubli, pewna liczba paszportów na różne nazwiska, jeden na nazwisko niemieckie. Łącznie złota było prawie 100 kg. A tymczasem włamu dokonano w poszukiwaniu „głowy cara”, którą miał sobie zażyczyć „na pamiątkę”.” (pink panther – 10 stycznia 2017)

Film o dzielnym tow. Swierdłowie (Jakow Swierdłow Krwawy mechanik władzy radzieckiej) unaocznia czym dla władzy lódowej był ploretariat, i do czego tak naprawdę była komunistom potrzebna mantra o „sprawiedliwości społecznej”, „równości” i innych tym podobnych nośnych dla prostych umysłów klasy robotniczej hasłach. Jakiż wstyd musiał trawić tych wszystkich idealistów, kiedy zamiast „romantycznej” pamiątki z bojowych rewolucyjnych dokonań Swierdłowa (zakonserwowanej w słoiku z formaliną), odkryto w jego sejfie dowody na pospolitą bandyterkę i złodziejstwo. Taki to był idealista, na dodatek hobbysta, numizmatyk i podróżnik (biorąc pod uwagę paszporty).

A oto historia Heńka G… czyli dokonania „idealisty” w skali mikro… (Odys)

„…24 maja. Dziś cała krew we mnie zawrzała, kiedy egzekutorzy rozłożyli się u nas w mieszkaniu. Przyszło dwóch nażartych chamów i kazali sobie od razu zapłacić 57 zł i 54 grosze. Nie było ani grosza w domu. To oni nie czekali długo i zaczęli wyrzucać wszystko z szafy na podłogę i zabrali zegar. Matka zeszła z łóżka i zaczęła ich prosić, i płakać, żeby nie zrobili śmieci, i wszystkiego, żeby poczekali, to się przyniesie pieniądze, ale oni odepchnęli matkę i powiedzieli, że jeszcze protokół spiszą, że przeszkadza.. Pożyczono 30 złotych i dano mu, ale on krzyknął „nie wezmę” i odrzucił pieniądze. […]

25 maja. Zwróciłem się do J.K., który jest sekretarzem w Związku Młodzieży Komunistycznej i powiedziałem, że chce przystąpić do „pracy”. […] Chcę walczyć z kapitalizmem, który wydał takich darmozjadów, jak tamci egzekutorzy! […]

23 lutego 1931. Znowu wyciągnąłem pamiętnik, żeby zapisać ważny fakt. Wczoraj byłem w Łazienkach z Lonią i ona sama mi zaproponowała, że jeśli chcę, mogę z nią spółkować. Położyliśmy się na trawie, tam ją wychędożyłem. Ale wśród tego, złapał mnie policjant za kark i podniósł mnie […]. Policjant powiedział, że płacę złotówkę „za obrazę moralności”. Lonia nie przestraszyła się, dała mi 50 groszy i powiedziała, żebym ja też dał 50 gr. I tak zrobiłem. Lonia była potem zadowolona i powiedziała mi, że postąpiliśmy, jak prawdziwi komuniści.[…]

2 kwietnia 1931. Ładna historja z tą Dorką! Przychodze do niej i proszę, żeby mi dała małą pożyczkę, a ona daje mi chętnie 15 złotych i prosi, żebym z nią poszedł na spacer, bo ma mi powiedzieć coś bardzo ważnego. Schodzimy i ona mi mówi, że spodziewa się wkrótce mieć dziecko! W pierwszej chwili patrzałem na nią jak na obłąkaną, a ona powiada mi, że już była w tej sprawie u doktora i on jej powiedział, że jest w drugim miesiącu. Potem Dorka powiedziała: „Przecież nie zaprzeczysz, że to dziecko jest z ciebie?”. Powiedziałem, że nie jestem wcale pewny, to ona się rozpłakała i powiedziała, że tylko mnie się oddała. […]

7 maja 1931. Dorka popełniła samobójstwo! Ja wiedziałem, że ona nie przetrzyma. Czytam w gazecie o tem i czytam nekrolog – i wcale nie przejmuje się, jakbym ja jej nie znał.[…] Czytam tę wzmiankę i nie czuję żadnego wyrzutu sumienia, ani politowania – jakby była zupełnie obca! Ostatni raz widziałem się z Dorką w ogrodzie[…]

14 marca 1932. Byłem dziś na cmentarzu („szłojszem” po ojcu) i spotkałem matkę Dorki i rozmawiałem z nią. Powiedziała, że nie może zapomnieć o jej śmierci; i ze znaleziono list Dorki zaadresowany do mnie, gdzie pisze, że ona mnie jeszcze kocha i żebym o niej nie zapomniał nawet po jej śmierci. Byłem szczęśliwy, jak się już ta stara odczepiła ode mnie! […]

 Oto mamy bezpośrednią relację z czasów, gdy owo pokolenie, które tak bardzo nam zalazło za skórę, się, że się tak wyrażę, dopiero hartowało. Mogę się oczywiście mylić, natomiast wydaje mi się, że tu właśnie możemy znaleźć nie jedną, nie dwie, ale wiele naprawdę odpowiedzi na dręczące nas pytania.

No i refleksja druga. Po ciężką cholerę organizacja tak z całą pewnością cwana, jak nowojorski Institute for Jewish Reasearch publikuje tekst tak w gruncie rzeczy antysemicki? Otóż mamy i na to pytanie odpowiedź, w dodatku udzieloną przez samych zainteresowanych we wstępie do wspomnień owego Heńka G. Otóż wedle relacji autorów tego opracowania, Heniek to absolutny wyjątek. Heniek to „człowiek pozbawiony idealistycznych złudzeń, który staczał się w stronę społecznego marginesu. [Heniek, choć trudno mu odmówić inteligencji] był zarazem prymitywny, niedojrzały emocjonalnie, brutalny, ogarnięty obsesją seksualną. […] Być może, że działalność w grupie komunistów (do której trafił w sposób raczej przypadkowy) uchroniła go przed całkowitym stoczeniem się do świata przestępczego, ale z drugiej strony nadała jego brutalnym zachowaniom ideologiczne uzasadnienie”.

A zatem (niesamowite, prawda?) i tu dostajemy odpowiedź na każde nasze pytanie, na każdą naszą wątpliwość. Heniek to wyjątek. Można by wręcz powiedzieć, że klasyczny. Autentyczny klasyk. I to wszystko. Dziękuję.” (toyah)

więcej przygód Heńka G. do przeczytania tu: toyah1.blogspot.com –  Z pamiętnika najmłodszego syna Bencjona Segala

podobne: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa.

…A zatem plan doprowadzenia powszechnej szczęśliwości do każdego jednego egzemplarza ludu pracującego miast i wsi był generalnie dobry, tylko Heniek i Swierdłow wszystko zepsuli swoją nadgorliwością. Szczerość w ujawnianiu tego typu przypadków ma zaś za zadanie pozbawić nas czujności niczym powiedzonko o piekle co to jest dobrymi chęciami wybrukowane. Cały problem polega jednak na tym że komunizm (tak jak piekło) z zasady był i pozostaje generatorem prymitywizmu i zbrodniczych skłonności. Nic tu nie pomoże idealizowanie i załamywanie rąk nad wyjątkami, bo fakty historyczne krzyczą same za siebie. Milionami pomordowanych w katowniach oraz z głodu. Wrogiem komuny jest bowiem jak na czyste zło przystało sama komuna… (Odys)

„…rosyjskie gangi okazały się po wielkiej wojnie na tyle mocne, a ich członkowie na tyle zdecydowani, że ludzie pokroju Baumana nie mieli z nimi szans. Trzeba by było bowiem dokonać konfrontacji bezpośredniej, a na to nikt nie mógł sobie pozwolić. To co Memches kwituje zdaniem

W komunizmie dostrzega przypuszczalnie ambitne zadanie budowy nowego, lepszego świata, w którym zostaną przezwyciężone wszelkie podziały między narodami i między klasami społecznymi.

Jest w rzeczywistości konfrontacją pomiędzy funkcjonariuszem tajnej policji i propagandy, a oficerem frontowym. Ten ostatni w rzeczywistości przewalających się frontów, masowych egzekucji, nieliczenia się z życiem i mieniem ludzi, powszechnym rabunkiem i brakiem jakikolwiek zasad, poza tą jedną, która stanowi, że rządzi siła, ma po prostu przewagę. I dlatego pan Zygmunt przeżywa swoje rozczarowania, którymi ekscytuje się Filip Memches. Gdyby oficer frontowy był choć trochę mniej brutalny i mniej zdecydowany pan Zygmunt wysłałby go do piachu i dalej opowiadałby o swojej chęci zbudowania lepszego świata

prześledźmy jak realnie wyglądało wychowanie żydowskiej młodzieży, oraz do jakich zadań ją przeznaczano. To jest wielka nauka, którą powinniśmy sobie wszyscy przyswoić. Ja w celu wyjaśnienia tego, celowo ukrywanego fenomenu, nie będę sięgał do żadnych pism laickich uniwersalistów, ale do pięknych i uwodzicielskich powieści. Moimi ulubionymi zaś są te napisane przez kapitana UB Izabelę Czajkę Stachowicz, która nie zrobiła co prawda tak wielkiej kariery, jak jej kolega Zygmunt, ale swoje zasługi miała.” (coryllus – Zygmunt Bauman – żydowski idealista)

podobne: Próbna matura z…. Baumana (sic!), czyli jak „polska edukacja” pomaga kreować „ałtorytety” oraz: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”.

Ivan Vladimirov - В подвалах ЧК

Ivan Vladimirov – В подвалах ЧК

Zestawiając te wszystkie wyznania i fakty w nich zawarte otrzymujemy „prawidłowość” nie do podważenia. Znika idealizm a naszym oczom ukazuje się cała naga prawda o każdym jednym socjaliście i legendzie komunizmu. Który jeśli nie brał bezpośrednio udziału w gwałtach, rabunku i mordach, to tuszował te sprawy albo zajmował się ideową propagandą by wybielać tych „walczących o lepsze jutro” na pierwszej linii frontu. Normalnym ludziom pozostaje czerpać z tych opowieści wiedzę i cytować wszystkim zakłamanym „ałtorytetom”, które również dziś stręczą nam tę „ideologię” z „romantycznym” zadęciem i w nieutulonym żalu, jak to zabrakło zrozumienia i że gdyby nie głupi opór oraz „wyjątki” to już dziś mielibyśmy raj na ziemi.

Jak to napisał toyah – nie trzeba nam produkować żadnych własnych „przemyśleń” o żydach i komunistach (chyba tylko po to żeby zostać zniszczonym jako antysemita) bo sami się ci wszyscy degeneraci przyznają do tego co robili i w imieniu czego. Trzeba natomiast każdemu któremu łazi po głowie bratanie się czy cywilizowanie patologii, która ciągle imponuje jednemu z drugim „oczytaniem” i „kulturą osobistą” z racji zaczadzenia opium „humanizmu”, tudzież z uwagi na „ambicję” „podyskutowania” sobie z Sierakowskim czy innym nawiedzonym, otóż trzeba takim ludziom rzucać w twarz ww fakty i żądać zajęcia jednoznacznego stanowiska, żeby nie udawali durniów co to niby chcą dobrze tyle że kolejny raz „nie wiedzą co czynią”. Albo się wyciąga wnioski z owoców komunizmu/socjalizmu, albo kończy się na ich ołtarzu jako nawóz, zhańbionym do końca świata (a może i na wieczność) za służbę wcielonemu złu. Nie da się bowiem bezkarnie zwalić wszystkiego na Stalina, po czym zaprosić sieroty po nim jak gdyby nigdy nic do wspólnego stołu, by urządzać świat według kolejnego kompromisu, który oznacza ni mniej ni więcej jak ustępstwo wobec zła. Dopóki „lewa” strona nie zrozumie komu/czemu służy i się nie nawróci (nie wyrzeknie) to nie ma o czym rozmawiać… Ich tożsamość jest toksyczna i wroga z samego założenia nie tylko dla polskości, ale całej ludzkości. Traktowanie ich jako równych z uwagi na „demokratyczne państwo prawa” jest nie tylko błędem, ale w swojej konsekwencji zbrodnią, która prędzej czy później zamieni się w przykrą niespodziankę… (Odys)

podobne: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym oraz: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”

„…Najpierw zrobią z kościoła pomnik narodowy, miejsce zbeszczeszczone i pozbawione duszy, preparat martwy, taki, jakim jest dziś św. Marcin w Neapolu, albo Certosa w Pawji, albo Sainte Chapelle w Paryżu. Mszy nikt tam nie odprawia, modlić się nikt nie będzie; głupi strażnik będzie oprowadzał trzody głupszych jeszcze turystów, którzy kapelusza nie zdejmą, gapiąc się na gro­bowce, albo oglądając relikwie św. Piotra, przeniesione do zakrystii i tam w szklanej umieszczone skrzyni. I to będzie pierwsza faza. Potem pomyślą sobie, że szkoda tak ogromnego gmachu na muzealne jakieś zbiory, i urządzą tu miejsce ludowej zabawy; po kaplicach będą różne sklepy, kupczyki będą pić piwo przed mar­murową Madonną Michała Anioła; wszędzie będą bufety, wido­wiska w kościele, w kopule, a na konfesji apostoła ulicznica śpie­wać będzie nierządne piosenki. W dnie świąteczne orkiestra za­gra kankana monstre na osobnym rusztowaniu za ołtarzem, a jakiś clown przebrany za papieża, otoczony orszakiem histrionów, bę­dzie udawał, że błogosławi naród. To będzie druga faza. Potem potem pokaże się szpara w kopule, więc starą kamienną kopułę zniosą i zastąpią imitacją z żelaza; niedługo jednak spostrzegą się, że nie warto starego gmachu konserwować, więc zrównają z ziemią, założą fabrykę pudrety, a w Chicago zbudują z blachy pomalowanej ogromny model tej bazyliki, aż się sprzykrzy i będzie rozprzedany na bruch.

To będzie koniec

…Za rzecz najgroźniejszą w rewolucji rosyjskiej uważam wypowiedzenie wojny Bogu. Niszcząc ideę Boga, tym samem niszczy się ideę człowieka, jako istoty, noszącej w sobie obraz i podobieństwo Boże. Myślą i duszą człowiek sięga ponad materię; bolszewizm, wypleniając z duszy jego wyższe idealne pierwiastki, deptał ją, plugawił, bestializował. Czy można wyobrazić sobie podlejszy cel? Starałem się to nieraz wykazać, w słowa moje wkładałem całą moc uczucia, naiwnie sądziłem, że niejednemu otworzą się oczy. Były grochem, rzuconym o ścianę, bo kto, powtórzę słowa znakomitego Niemca, ma dziś czas mieć duszę, kogo wzrusza walka o Boga, o duszę?

I słusznie w kołach emigracji rosyjskiej w Paryżu postawiono przed kilku laty kwestię bolszewizmu na nowej płaszczyźnie. „Za­gadnieniem epoki naszej” – mówił prof. Piotr Struwe – „dzielącym ludzkość na dwa przeciwległe i wzajemnie wykluczające się światy, jest wolność, jest uczucie wolności. Jedni ją czują, inni nie. Komu uczucia tego brak, ten jest urodzonym niewolnikiem, i miejsce jego jest w państwie sowietów”. Tę myśl z właściwą sobie siłą i plastycznością rozwinął Miereżkowski: „Brak czucia wolności” – powiedział – „odbija się na obliczu tego, kto go nie zna. On jest czymś zupełnie innym, niż ja jestem, nie tylko du­chowo, ale fizjologicznie, on innymi oddycha płucami. To, czym ja żyję, czym płonę, co kocham, to jego zabija, w atmosferze wol­ności on się dusi. Jesteśmy świadkami powstawania nowego ga­tunku istot; fizycznie są to niby ludzie, moralnie – nie; to antropoidy, stoimy przed straszliwą grozą inwazji antropoidów”.

Zdawałoby się, że elementarne, z naturą człowieka zrośnięte uczucie godności ludzkiej nie zamarło jeszcze, że żyje w tych nawet, co się wyrzekli Boga i duszy. Więc zapłoną oburzeniem, gdy im ktoś pieczęć podłości przyłoży do twarzy i nazwie ich, ponieważ duszą się w atmosferze wolności, istotami tylko fizycznie podobnymi do człowieka, lecz pozbawionymi tego, co człowieka człowiekiem czyni. Gdzie tam! „Zrąb nowej twórczej siły” – czytamy w polskim pisemku komunistycznym – to maszyna przetwarzająca człowieka na obraz i podobieństwo swoje”. Więc zamiast Boga – maszyna, człowiek-maszyna, czy automat, więc „człowiek wyzuty z indywidualności, z sumienia, człowiek z men­talnością szpiega, z duszą kata, a poddany dyscyplinie katorgi”, słowem człowiek spodlony – oto ideał człowieka nowego. Roz­mowę z nim możnaby streścić w następujący sposób: „Czyżbyście chcieli być idiotami moralnymi i nie wstydzicie się tego?” – Cze­go się mamy wstydzić? Co wy zidioceniem moralnym nazywa­cie, jest najwyższym celem historii. Właśnie chodzi nam o czło­wieka bezforemnego, plastycznego, jak glina udeptana, pozba­wionego więzi narodowej, tradycyjnej, pozbawionego wewnętrz­nej autonomicznej więzi moralnej, odpowiedzialnego tylko przed zwierzchnikiem”. Innymi słowy, spodlone, zdziczałe stado ludzi i kij dyktatora, czyniący porządek w tym zdziczałym i spodlonym stadzie

Gdy się imperium Rzymskie rozpadało, zawładnęli nim bar­barzyńcy, ale przyjęli religię i cywilizację ginącego świata. Cywi­lizacja nasza rozpadnie się – przepowiedział to już Ernest Renan – od wewnętrznego barbarzyństwa, i to – dodam – w po­staci najohydniejszej, jaka da się pomyśleć; źle mówię, dotychczas nic podobnego nie dawało się pomyśleć. Przyznawano się do gwał­tów, do okrucieństw, upatrując w tym dowód energii w dąże­niu do celu. Ale kto stawiał świadomie spodlenie powszechne jako cel, kto do własnej podłości triumfalnie się przyznawał?

Przed tym zjawiskiem niechybnego rozkładu i końca stoimy bezsilni i bezradni. Ale trwajmy w oporze naszym. Może jakiś nowy przypadek, zamiast gubić, tym razem uratuje nas.” (magazynzapisz.wordpress.com, Marian Zdziechowski, „W obliczu końca”, Wilno 1938)

podobne: Michalkiewicz o porządkach rewolucyjnych wg. strategii bolszewickiej (na podstawie 6-cio latków i konwencji „CAHVIO”), oraz Szczureida (do Szczurospolitej) czyli… „wolność” w postkomunizmie i to: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos a także: „Muza nie żyje”: Kiedy sztuka jest wyrazem wysokiej kultury? „Jezus wyszydzony”: Zmaganie się o duszę tego świata polecam również: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu” i jeszcze: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm

Walka o Kościół to walka o godność osoby ludzkiej (stworzonej na obraz i podobieństwo Boga). Walka z Kościołem prowadzi więc w prostej drodze do usunięcia owej godności spośród poszukiwanych charyzmatów oraz powszechnego użycia, oraz do „zincitatuizowania” sumień (od konia którego Kaligula obrał senatorem) obyczajów i relacji międzyludzkich. Uzależnienia wolnych ludzi od kaprysu „elit”.
Bo władza może być albo święta – w służbie/ochronie owej godności, albo świecka ze wszystkimi tej „świeckości” (oświecenia) konsekwencjami – równaniem w dół aż do zrównania „nieba” z piekłem na ziemi, zgodnie z wolą człowieka który siłą „większości głosów” ogłosi się demokratycznie bogiem… Innej możliwości, jak sama historia pokazuje nie było, nie ma i nie będzie. Kult władzy/siły oparty o „uświęconą” tzw. „prawem” „rację większości” kończy się zawsze tak samo… (Odys)

rys. Andrzej Krauze

„…nie budujmy świeckich panteonów, bo nawet się nie zorientujemy kiedy podmienią nam bóstwa w nich ustawione. Widać to było doskonale po wojnie, kiedy to bohaterów prawdziwych zastąpili Nowotko i Finder.

Dlaczego polska państwowość nie istnieje bez Kościoła lub jest wtedy jedynie namiastką państwowości, jakimś protektoratem? Ponieważ kościół to dziś jedyna jawna organizacja o charakterze uniwersalnym, która głosi dobrą nowinę.

Państwo zaczyna się od doktryny. W czasach, które opisuję w II tomie Baśni, wszystkie prawie kraje w Europie próbowały uciec od doktryny Kościoła lub zawłaszczyć ją i zbudować własną doktrynę o takim charakterze. Państwo bez doktryny nie istnieje. Pamiętajmy o tym. Jeśli nie ma doktryny staje się łupem innych. W XVI wiecznej Europie trzy potęgi, prócz Kościoła miały doktrynę uniwersalną, imperialną, doktrynę nie tyle podboju, co objęcia opieką całego świata. Były to: Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, Turcja i Moskwa, która rozpoczęła swoją karierę od zbierania ziem ruskich, ale wkrótce ją udoskonaliła i została III Rzymem. To są gracze najmocniejsi, nawet jeśli wydają się chwilowo słabi. Tak ich oceniamy po latach. Siłę czerpały owe organizacje właśnie z doktryny. Żeby dokonywać ekspansji wszystkie trzy musiały walczyć z Kościołem. Moskwa miała swój Kościół, więc początkowo jej wojna z doktryną Kościoła Katolickiego prowadzona była na poziomie najprostszym i najbardziej czytelnym. Była to wojna z Litwą po prostu. Turcy walczyli z papieżem, ponieważ, o czym mało kto pamięta, ich doktryna była doktryną cezariańską. Turcy już od czasów seldżuckich mówili od sobie – Rumi czyli Rzymianie. Sułtan zaś był cesarzem Rumu czyli Rzymu. Rzymem zaś był Konstantynopol. Turcy mówili o sobie w ten sposób jeszcze przed podbiciem Bizancjum, a więc ich doktryna i organizacja były celowo i dobrze zaplanowane. Turcja nie atakowała Europy z pozycji barbarzyńskich, ale z pozycji wyższej cywilizacji, która narzuca swoje prawa i obyczaje, słabszym i gorzej działającym organizacjom. Warto o tym pamiętać, bo oznacza to, że nie mogło być zgody pomiędzy papieżem a sułtanem. Nigdy i na żadnej płaszczyźnie. Papież dysponował bowiem konkurencyjnym w stosunku do sułtańskiego Rzymem, którego mógł nie utrzymać bez pomocy wojsk obcych. Tych zaś dostarczali Niemcy, ale robili to nieszczerze i mieli w tym zbożnym dziele konkurencję. Papieże, przynajmniej ci przytomniejsi zadawali sobie sprawę z tego, że walka pomiędzy cesarstwem niemieckim, a Rzymem nie skończyła się nigdy i każdy niemiecki cesarz, chce podporządkować sobie stolicę apostolską, a potem uzbrojony w dwie doktryny; świecką i religijną, obydwie obejmujące cały znany świat, przystąpić do rozmaitych korekt granic i rabunku mienia na niespotykaną dotąd skalę. Byli więc Niemcy ukrytymi, operującymi na bardzo głębokim poziomie sojusznikami Imperium Otomańskiego w walce z Rzymem. W I połowie XVI wieku, którą opisuję w II tomie Baśni polegało to na systematycznym niszczeniu dwóch królestw, które stanowiły dla papieża oparcie na wschodzie, królestw, które nie połączyły się w jedno, choć była taka szansa i przez to obydwa musiały ponieść klęskę. Węgry padły pierwsze, bo znajdowały się na pierwszej linii walki pomiędzy papieżem a sułtanem. Węgry były krajem papieskim, krajem, który swoją doktrynę opierał na łączności z Kościołem. Niemcy zaś chcieli Kościół podporządkować sobie. To się nie mogło udać bez zniszczenia i podziału Węgier. Cesarze gotowi byli dla tej idei podpisać pakty z diabłami siedzącymi w najgłębszych kręgach piekła, nie tylko z sułtanem. I to właśnie się dokonało. Na oczach zdumionej Europy.

Polska, przez obecność na tronie dynastii litewskiej, której relacje ze stolicą apostolską są głęboko nieuczciwe, usiłuje wydobyć się spod wpływu Rzymu nie rozumiejąc, że oznacza to wprost podział kraju i jego rabunek. Niemcy bowiem nie są zainteresowani utrzymywaniem monarchii polsko- litewskiej w całości. Oni ją wręcz ignorują, tak jakby jej w ogóle nie widzieli. Wydobycie się spod wpływów Rzymu oznacza wprost dostanie się pod bezpośredni wpływ Niemców. Oraz Moskwy, która cały czas porozumiewa się z cesarzami. Podział Polski nie dokonał się z kilku powodów, z których każdy znajdował się daleko poza jej granicami. Był także jeden powód krajowy, który jest cały czas lekceważony w opracowaniach historycznych. Nie może tego zrozumieć nawet ktoś taki jak Jasienica. Oto polska szlachta doskonale zdaje sobie sprawę co się wyrabia na świecie i za nic nie chce by władza królów z dynastii jagiellońskiej sięgała tam gdzie nie powinna. Potem zaś, za nic nie chce by na tronie zasiadł Niemiec.

W Europie są też inne kraje i inne doktryny. Jest Francja, najstarsza córka Kościoła, którą niemiecka propaganda tamtych czasów opisuje w barwach najczarniejszych i straszliwych. Francuzi i ich królowie doskonale jednak rozumieją sytuację i doskonale wiedzą, że kraje, które nie posiadają doktryny uniwersalnej są skazane na zagładę. Oni zaś nie mają takiej doktryny, mają Kościół i dynastię. Kościół ten został nie tak dawno podporządkowany dynastii i teraz, w I połowie XVI wieku zanosi się na to, że zginie wraz z nią. Francja więc wkracza do Włoch, by tam stanąć po stronie słabego papieża przeciwko cesarzowi. Akcja ta jest opisywana jako przejaw nieodpowiedzialności i głupoty królów z Paryża. Ci którzy tak piszą są po prostu durniami. Nie można ich inaczej nazwać. Francja toczy we Włoszech uporczywą wojnę o przeżycie, o wszystko. Przegrywa kampanię za kampanią i dalej ładuje pieniądze w te wojny, bo od tego zależy czy kraj przetrwa. Podobnie czynił później król Stefan w Inflantach, tam również wojna toczyła się o wszystko, choć na pozór rzecz wcale tak nie wyglądała. Francji zarzuca się nacjonalizm, tak jakby nie istniało na świecie Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Francja nie może sobie pozwolić w tamtych czasach na doktrynę narodową, bo zginie. Jest jednak ktoś kto może sobie pozwolić na taką doktrynę, ktoś kto konstruuje ją w dodatku tak, że zapewnia sobie i swoim poddanym sukces i bezwzględną przewagę. Tym krajem jest Anglia, która szybko zamienia się w Wielką Brytanię. Brytyjska doktryna podboju nie opiera na na cezariańskich mrzonkach. Anglicy nie chcą sobie nikogo podporządkowywać i brać zań odpowiedzialności przed historią, Panem Bogiem czy kimś jeszcze. Anglicy chcą panować w oparciu o własne wybraństwo, chcą eksploatować inne kraje i zwozić ich bogactwa do siebie. I to właśnie czynią od początku stulecia XVI do roku 1945. Swoją doktrynę zaś opierają na Starym Testamencie i na wybraństwie Żydów. I to oni wygrywają bezapelacyjnie, choć oczywiście mają kilka słabszych momentów. Chcę podkreślić, że w tamtych czasach nie istnieje, jak to się czasem pisze w polskich książkach, żadna polska doktryna narodowa. Gdyby taka istniała zginęlibyśmy, chyba że byłaby ona oparta na wybraństwie analogicznym do tego które pożyczyli sobie od Żydów Anglicy. Szlachta uważa się co prawda za grupę elitarną i wybraną, ale zawsze podkreśla swoją przynależność do Kościoła. Jest więc częścią organizacji uniwersalnej, częścią średniowiecznego jeszcze, zjednoczonego Kościoła. Szlachta, która przystępuje do obozu reformacyjnego zaś, czyni to wiedziona koniunkturalizmem. Liczy na upadek i podział monarchii polsko-litewskiej.

Po co ja to wszystko piszę w dodatku pod tak mało zachęcającym tytułem? Czynię to ponieważ uważam, że to jest właśnie właściwy sposób omawiania spraw dotyczących Polski, historii i patriotyzmu. Sposób, którego nie ukradnie nam żaden tajniak, ani żaden sprzedawca, bo oni są na to zwyczajnie za głupi. Jeśli zaś pozostaniemy przy wywieszaniu flag i machaniu nimi od czasu do czasu, na komendę w dodatku, to będzie z nami naprawdę źle. Uważajmy więc i nie unikajmy trudnych wyzwań. To nas uratuje.” (coryllus – Zdejmijcie flagi, bo)

podobne: O stawianiu wozu przed wołem czyli o treściach ukrytych naprawdę. „Pokot”, „Wielka Lechia”, „słowiańszczyzna” i folklor jako propaganda specjalnej (o Polaków) troski oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego i to: Od wielkości do śmieszności czyli… różnica między powagą Wielkiej Brytanii a Polski w UE. Czym jest londyńskie „City”, Europa dwóch prędkości i „Exchange Stabilization Fund”. Gdy światem rządzą banksterzy i gangsterzy a także: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

„…Wielu ludziom w Polsce i nie tylko wydaje się, że owym źródłem władzy jest jakaś poważna struktura urzędnicza, albo mafijna, albo mundurowa. Co w sumie na jedno wychodzi. To są złudzenia, w dodatku niebezpieczne, bo każda taka struktura może być zlikwidowana w dwa dni, bez specjalnego kłopotu. Potrzebna jest do tego jedynie determinacja i wroga wobec struktury, ale skrajnie wroga i niszcząca, doktryna…

…istniejące do dziś stowarzyszenie „Czaszka i piszczele”, z którego wywodzą się tacy politycy jak George Bush, zainicjowało swoją działalność okradając grób innego charyzmatycznego Indianina – Geronimo. Im także potrzebny był charyzmat. Dobrze bowiem wiedzą ci nowocześni, bogaci i lekko zblazowani ludzie, że bez charyzmatu wszelkie aspiracje do władzy można potłuc o kant sami wiecie czego. Warto w tym miejscu zapytać, dlaczego oni po prostu nie poszli po błogosławieństwo do tego swojego kościoła tylko rozkopywali groby biednych Indian, którym wcześniej ukradli ziemię. To chyba jasne? Bo ich charyzmat nie ma nic wspólnego z kościołem, ani z tamecznym, ani z Kościołem Katolickim

Co na to Polacy?…

…chcą być nowocześni i uważają, że będą tacy poprzez realizację swoich, całkowicie nie przystających do realiów aspiracji. Polacy utrzymują, że ich polityczna tradycja, tradycja Unii polsko litewskiej, koresponduje z politycznym projektem nazywanym Unią Europejską. To jest absolutna brednia i fałsz, a widać to choćby po tym, że w Unii polsko-litewskiej chodziło o to, by obywatele posiadali coraz więcej i bogacili się wskutek tego posiadania, w tej zaś nowej unii chodzi o coś przeciwnego. O to, by posiadanie było dla obywatela ciężarem oraz o to, by miast bogacić się obywatel zadłużał się coraz bardziej w banku

…Piewcy fałszywego, aspiracyjnego charyzmatu, wierzą także, że istniało coś co nosi dziś roboczą nazwę „polityki jagiellońskiej”. Chodzi o to, by pod jednym berłem zgromadzić jak najwięcej krajów Europy środkowo wschodniej. Pisząc „berłem” szydzę, bo wiadomo, że nie ma mowy o berle, za to jest mowa o parlamencie, procedurach, strukturach, koafiurach i całej reszcie. Otóż nie było żadnej polityki jagiellońskiej. Ową nicość maskuje się w podręcznikach historii fałszywym i oślizłym potworkiem językowym, czyli sławną „polityką dynastyczną Jagiellonów”. Cóż to jest polityka dynastyczna? To jest budowanie złudzenia, że będąc półpogańskim, dzikim Litwinem, zdeprawowanym przez włoskich pederastów i zadłużonym po uszy, można przeciwstawić się niemieckim bankom, cesarzowi, który swoje charyzmaty bierze wprost z Rzymu, Turkom uważającym się za nowych Rzymian od czasu zdobycia Konstantynopola, oraz miastom takim jak Gdańsk, Lubeka, czy Nowogród Wielki, które dyktują ceny zboża na świecie. To są niemożliwe rzeczy proszę Państwa. Polityka dynastyczna Jagiellonów jeśli nawet przyjmiemy, że istniała, polegała na mniej lub bardziej chętnym podporządkowywaniu się decyzjom silniejszych. Po upadku zaś Węgier w roku 1526 Jagiellonom pozostało już tylko słuchanie co mówi do nich cesarz, albo Turcy, albo Gdańsk, a najczęściej na słuchaniu tego co mówi do nich Albrecht Hohenzollern. To co dziś w Polsce nazywa się „polityką jagiellońską” jest w istocie polityką Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy, a raczej Jana Zamojskiego, bo Zygmunt III był organicznie niezdolny do prowadzenia działań politycznych. Polityka ta oparta była o charyzmat Kościoła, w dodatku o ten najważniejszy, czyli misyjny, którego realizacją zajmowały się najważniejsze w Kościele struktury – zakony. W naszym przypadku chodziło o Jezuitów. I to był szalenie ważny moment, bo od razu widać było, że wszystkim w kraju się polepszyło, a ci co mieli słabsze albo oszukane charyzmaty dostali ataku wściekłości. Początkowo ruchy zmierzające do likwidacji charyzmatycznej Rzeczypospolitej były rachityczne, ale w końcu stały się nieco bardziej zdecydowane, a prawdziwych rumieńców nabrały one w roku 1648, kiedy to – jak piszą współcześni mędrcy – zbuntowali się Kozacy i chłopstwo, bo szlachta ich gnębiła i nie chciała utrzymywać kozackiego rejestru, w liczbie 30 tysięcy wojska. Ciekawe co by powiedzieli ci wyrozumiali pseudobadacze, gdyby dziś ktoś im kazał utrzymywać bandę najemników, ot tak na wszelki wypadek, bez żadnej gwarancji, że najemnicy ci nie zdenerwują się bezczynnością i nie napadną na kraj, który im płaci. Albo, że ktoś nie przebije stawki, albo, że oni sami nie zażądają więcej, bo się będą nudzić. Albo, że nie sprowokują wojny z sułtanem jak to już nie raz bywało, bo ile można siedzieć i czekać aż coś się zacznie.
Jeśli już mówimy o buncie biednych, oszukanych Kozaków, porównajmy wpierw pewne liczby. Sicz zaporoska była osadą liczącą stale mniej więcej 3 tysiące mieszkańców, samych mężczyzn. Chmielnicki zaś wyprowadził w roku 1648 w pole aż 17 wielkich pułków, czyli około 50 tysięcy ludzi. Skąd on ich wziął mili Państwo na tych dzikich polach i jakimi drogami oni tam doszli? Toż pielgrzymka ta widoczna być musiała z kosmosu. Ważniejsze zaś pytanie brzmi: kto za ich obecność w szeregach armii Chmielnickiego płacił. Skąd wzięły się pieniądze na te zaciągi. Bo oczywiste jest, że były to zaciągi, a nie żaden spontaniczny bunt oszukanych szeregowców.
Dziś jak widzimy nie jest tak łatwo, albowiem sytuacja różni się znacznie od tej z XVII wieku. Oto wtedy na unię polsko-litewską napadli w kolejności wymienionej: Kozacy, Moskwa, Szwedzi, Węgrzy. A kiedy już się wszystko uspokoiło i szło na lepsze, przyszli jeszcze Turcy. No, a teraz my wraz ze Szwedami, Węgrami, Niemcami oraz całą resztą próbujemy przekonać Kozaków, że powinni się do nas przyłączyć. Nie wysyłamy do nich jednak już jezuitów z sakramentami, których oni zabijali, ale posła Kowala. Jemu proponuje się grzecznie udział w programie kulinarnym, ale to wszystko na razie. O przystąpieniu do unii mowy nie ma bo jak powiedziałem sytuacja jest inna i Chmielnicki z Krzywonosem dziś są na nic. A do stracenia jest znacznie więcej niż wtedy. Dobrze o tym wiemy. No i charyzmaty już nie te.” (coryllus – O fałszywych doktrynach i fałszywej historii)

podobne: Skąd się wzięła Ukraina czyli Rusi Czerwonej rys historyczny, i co to są „granice etniczne”. Nie karmić niedźwiedzia! i to: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości. oraz: Jacek Drozd: „Sarmacki Katyń” – bitwa pod Batohem (czerwiec 1652) a także: cynik9: Kulminacja cyklu wojny w 2014. Czego szuka stary podżegacz na Ukrainie  polecam również: Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. Polscy i ukraińscy żołnierze w mołdawsko-rumuńskim batalionie sił pokojowych. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie i jeszcze: Rok po wyborze Poroszenki Ukraina pogrążona w chaosie. PostMajdanowa (DE) oligarchizacja i Samobójcze prawo serii  oraz: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej i to: Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego

Polityka mi wisi dorodnym kalafiorem.
Błogosławieni cisi i ci, co pyszczą w porę.
Historia mnie nie bierze, literatura nudzi.
Ja tam już w nic nie wierzę, a już na bank – nie w ludzi.

Adam Wycichowski niewolnik

Nawet drzewa twardnieją, by przeżyć,
Co tu mówić o ludziach, frajerzy!

A jak się urządzili ci z władz i z opozycji?
Ten bił, a tego bili – obydwaj dziś w policji.
Więc żaden mnie nie skusi na byle ćmoje-boje.
Błogosławieni głusi i ci, co słyszą swoje.

Nawet drzewa, by przeżyć, korzenie
Zapuszczają głęboko pod ziemię.

Katabas kirchę wznosi nie dla nas, a dla Pana.
Więc jakby sam się prosił by z glana kapelana.
Mnie tego nikt nie wrzepi, ja chcę mieć święty spokój.
Błogosławieni ślepi i ci, co widzą w mroku.

Nawet drzewa rosną w ciemnościach
W dupie mają – na czyich kościach.

Dla mnie się liczy kasa, kwatera i gablota.
Jak trafię skórę – klasa – pierogi wyłomotam.
Wykaże test, żem HIV-nik, to w żyłę – i odjadę.
Błogosławieni sztywni i ci, co żyją z czadem.

Nawet drzewa próchnieją przedwcześnie
A przecież istnieją – bezgrzesznie.

Jacek Kaczmarski – „Odpowiedź na ankietę Twój system wartości”
4.2.1995

podobne: Kaczmarski i 7 grzechów głównych… na przykładzie starożytnego Rzymu i Cyncynat – wzór do naśladowania oraz: Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… „Obława II” i korpoustRÓJ i to: dwa cytaty z coryllusa i jeden z Kaczmarskiego. „A Ty siej…”

Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos


Mirosław Szeib – Msza husarska na Jasnej Górze

„…Myślę, że sprawy mają się tak, że Kościół jest wręcz wciągany na rynek propagandy, także drukowanej, w charakterze chłopca do bicia, po to, by media mogły co jakiś czas ogłaszać światu, że ten czy inny autor się skompromitował, pisząc jakąś książkę, zaś cała ta produkowana przez autorów katolickich pulpa to jest tło, na którym mogą się prezentować pisarze tak fantastyczni jak Olga Tokarczuk, czy Zygmunt Miłoszewski. No, ale jak powiedziałem misja jest realizowana gdzie indziej, a jak to już kiedyś wspólnie ustaliliśmy Kościół uczy przykładem, a protestanci i bezbożnicy metodą, którą ciągle trzeba doskonalić. Metoda zaś jest potrzebna do tego, by ukryć intencję. Podobnie jest z literaturą niekatolicką, jej ciągłe doskonalenie służy ukryciu intencji. To znaczy tak było kiedyś, teraz, kiedy udało się obniżyć kryteria oceny i zlikwidować krytykę, zastępując ją promocją, już w ogóle nie trzeba myśleć o jakości wystarczy kreować kolejnych półgłówków, których media nazywać będą pisarzami i pisarkami…

…sukces księdza prałata polegał na tym, że wyeliminował on z lokalnego rynku obrotu żywnością żydowskich pośredników. Do tego założył spółdzielnię i towarzystwo reasekuracji wzajemnej. Oraz różne inne potrzebne do życia urządzenia. Wieś Lisków zmieniła się w zasadzie od razu, w niewiele lat stała się miejscem gdzie rozkwitała kultura i oświata, gdzie powstała dobra szkoła i sierociniec. Usłyszawszy czego dowiedzieli się jego wysłannicy, Stefan Bratkowski, jak twierdzi mój znajomy, zakazał rozgłaszać te wieści i przestał interesować się fenomenem księdza Blizińskiego. I tak ksiądz prałat, którego dzieło sławne było na całą II Rzeczpospolitą nie stał się bohaterem wyobraźni masowej i nie został wciągnięty do panteonu gierojaw ekonomiczieskiego truda. Znany jest lokalnie, w Kaliszu i okolicach, a w samym Liskowie jego pamięć kultywuje się w sposób niezwykły i poważny. Jasne jest, że nikt w całej Polsce nie sięgnie po przykład księdza Blizińskiego, by pokazać jak powinna wyglądać wzorowa gospodarka wiejska, bo i komu to jest potrzebne w epoce sklepów wielkopowierzchniowych. Ponieważ jednak Kościół uczy przykładem, nie można tego znakomitego przykładu pominąć. Dlatego od dziś w naszej księgarni prezentujemy wspomnienia księdza Wacława Blizińskiego zatytułowane „Wspomnienia mego życia i pracy”. Tom zawiera liczne fotografie, a poprzedzony jest wstępem kardynała Stefana Wyszyńskiego. To nie koniec. Bo trzeba Wam wiedzieć, że dziś w Liskowie proboszczem jest inny znany nam ksiądz, a mianowicie ksiądz Andrzej, który wydaje kwartalnik „Okno wiary”. Tak to się wszystko ładnie plecie. W dzisiejszej rzeczywistości ekonomicznej, dużo bardziej opresyjnej niż w czasach księdza prałata, nie ma już ani w Liskowie, ani gdzie indziej miejsca na podobnie rewolucyjne inicjatywy jak spółdzielnia czy towarzystwo ubezpieczeniowe. Konkurencja zaś, z którą dziś przyszłoby się mierzyć to nie miejscowi pośrednicy, którzy podporządkowali sobie rynek trzech czy czterech powiatów ściągając z okolicy całą żywność, ale wielkie, światowe koncerny. Nie znaczy to wcale, że nie mamy brać przykładu z księdza Wacława. Bo i poza handlem i spółdzielczością jest sporo do zrobienia…” (coryllus – Ksiądz, który wykiwał żydów)

„…Bardzo wyraźnie względem pracy społecznej duchowieństwa wypowiada się Ksiądz Arcybiskup Bilczewski: Mojem najgorętszym pragnieniem, aby kapłani wszędzie byli ojcami ludu, starającymi się nie tylko o niebo dla swych parafian, ale także i obfity chleb doczesny i mieli serce pełne miłości dla wszystkiego, co lud obchodzi, co go cieszy i boli. Pragnę, aby w każdej parafii była biblioteka parafialna, a w każdej wsi czytelnia. Pragnę, aby każda parafia miała swoją kasę raiffeisenowską, swoje sklepiki chrześcijańskie i pożyteczne kółka rolnicze.

W innym liście pasterskim czytamy: Od was kochani bracia zależeć będzie, jaki obrót weźmie ta sprawa. Jeżeli zabierzecie się do niej energicznie i mądrze, nie żałując trudu i grosza, powiedzie się z pewnością i nie małe pożytki przyniesie ona dla dobra Boga i Ojczyzny naszej, a najpierwej dla gromady, to jest dla polskiej rodziny. Jeśli przeciwnie nie przyłożycie ręki do tej organizacji, wymawiając się nadmierną pracą, brakiem środków, albo ciemnotą i niechęcią parafian, przyjdą wkrótce wrogowie i przyprowadzą swoją organizację, z którą potem walczyć będzie trudno. Ufam jednak, że nie masz w diecezji ani jednego duszpasterza, któryby tego rozporządzenia nakładającego ścisły obowiązek, nie chciał realizować…” (coryllus – Przemówienie księdza Prałata Wacława Blizińskiego w seminarium duchownym w Wilnie)

podobne: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech oraz: Prof. Mieczysław Ryba: Rola Kościoła Katolickiego w kształtowaniu elit w XIX i XX wieku.

„…Ten, kto umie posługiwać się światłem Ewangelii, zapewni i strawę dla ducha i korzystniejsze warunki społeczne dla zdobywania chleba. Nawet kubek wody, podany w imię Chrystusa, nie pozostaje przecież bez nagrody

…Ksiądz Wacław powoli, cierpliwie, wytrwale, nie zrażając się przeciwnościami, przełamywał wątpliwości mieszkańców Liskowa i okolicy. Gdy czcimy jego pamięć, powinniśmy jednocześnie uczcić i pierwszych Liskowian, z którymi on pracował. Ksiądz Wacław wyczuł geniusz ukryty w Ludzie Polskim i odkrył jego niezwykłe możliwości, jeżeli tylko przez pracę, wychowanie, przykład i umiejętną organizację potrafi się tymi wrodzonymi wartościami pokierować i uznać je za dar Stwórcy.

Ksiądz Wacław szukał w najbliższym otoczeniu takich właśnie ludzi i znalazł ich. Może na początku nie rozumieli go, ale mu zaufali i zawierzyli. Bo mówił do nich kapłan katolicki, który kierował się nie interesem własnym, ale miłością ludu i słowami Chrystusa: „Żal mi tego ludu”… – „Wy im dajcie jeść” (por. Mt 15, 32-14, 16).

Właśnie dzisiaj w całej Polsce czytany jest list Episkopatu, wydany z okazji 80-lecia ogłoszenia Encykliki Leona XIII, zaczynającej się od słów Rerum novarum cupiditas – „Pragnienie nowych rzeczy”. Jest ona poświęcona warunkom bytowania ludzi pracujących, zwłaszcza świata robotniczego. Słowa papieża Leona XIII są niezwykle aktualne dla dzisiejszego świata. Korzeniami swymi sięgają jednak daleko, aż do Betlejem, do „Krainy Chleba”, gdzie narodziło się Słowo, które stało się Ciałem i Pokarmem. Kościół nie po raz pierwszy zajął się warunkami bytowania ludzi pracujących. Encyklikę Rerum novarum ożywia ten sam duch Ewangelii Chrystusowej – „Żal mi tego ludu”. – „Godzien jest pracownik zapłaty swojej”. – Tym duchem żył także Ksiądz Wacław.

Pamiętamy wszyscy przypowieść o robotnikach w winnicy. Chrystus karze właścicielowi winnicy zapłacić wszystkim po denarze, nawet i tym, którzy pracowali tylko jedną godzinę. Bo chociaż nikt ich nie najął przez cały dzień, to jednak i w tym dniu musieli wyżywić siebie, swoje dzieci i cała rodzinę. Zdawałoby się, że jest to tylko przypowieść. Ileż w niej jednak głębi myślowej, nie tylko filozoficznej, jak i nawet ekonomicznej i gospodarczej! Oczywiście Ewangelia nie jest traktatem o gospodarowaniu. Jest objawieniem Prawdy Bożej, przyniesionej przez Chrystusa od Ojca, który jest w niebie. Jest pouczeniem, jak mamy przejść przez ziemię do Ojca, który jest w niebie. Ewangelia ma przedziwną właściwość przenikania duchem Bożym serc ludzkich. Pobudza nas do wyjścia z siebie i spotkania się z innymi, do podania im dłoni, do uśmiechu życzliwego, do podzielenia się chlebem, do służenia radą i wszechstronną pomocą.

Chociaż więc Ewangelia nie jest traktatem ekonomicznym, czy systemem gospodarczym, ale jako Dobra Nowina, Duchem Bożym ma przenikać wszystkie – a więc i ekonomiczne – dziedziny życia ludzkiego i usprawnić je tak, aby człowiek człowiekowi był bratem i dzielił się z każdym sercem i chlebem…” (coryllus.pl – Kazanie Księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego Prymasa Polski)

O ks. Blizińskim opowiada ks. dr Sławomir Kęszka (Targi Książki Rozetta 2017 w Bytomiu)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i to: Ks. Jacek Gniadek: Kościół niczego nie narzuca. Wiara zasadza się na dobrowolności czyli… wolność religijna i ekonomiczna.

„Niechaj każdy postępuje według własnego zdania. Co do mnie oświadczam, iż uznałem za słuszne, aby wszystko, co tylko jest najcenniejszego służyło celebrowaniu Eucharystii Świętej. Skoro zgodnie ze słowem bożym i nakazem Proroka do złotych kielichów, złotych flaszeczek i małych moździerzy ze złota zbierano krew kozłów, cieląt i czerwonej jałowicy, o ileż bardziej przystoi używać naczyń ze złota, szlachetnych kamieni i wszystkiego co uchodzi za cenne wśród stworzenia, kiedy mamy przyjąć w krew Jezusa-Chrystusa. Ci, co nas krytykują, twierdzą, iż do składania ofiary wystarczy świętość duszy, czystość myśli i wierność intencji, i zgadzamy się, że w istocie to właśnie liczy się przede wszystkim. Stwierdzamy jednak również, iż zewnętrzne ozdoby naczyń świętych także należą do posługi, a już szczególnie do posługi Ofierze Świętej, którą należy sprawować w całej czystości wewnętrznej i w całej szlachetności zewnętrznej”

Suger przeznaczył całe bogactwa klasztoru, aby jak najpełniej zrealizować tę myśl ale także dla chwały króla Francji, który był jego dobroczyńcą i przyjacielem. W latach 1135-1144 przebudował całkowicie kościół opacki. Suger opisał swoje dzieło w dwóchtraktatach: „O zarządzaniu” i „O konsekracji” możemy więc prześledzić jego zamysły, plany i idee jakimi się kierował. Dla Sugera kościół ponad wszystko dziełem teologicznym opartym na Theologia mystica św. Dionizego, patrona opactwa. Bezpośrednią inspiracją zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego był dla Sugera traktat O hierarchii niebieskiej-O hierarchii kościelnej. Główną jego myślą było stwierdzenie, że Bóg jest światłem.

„W tej światłości początkowej, nie stworzonej i stwórczej, uczestniczy wszelkie stworzenie. Wszelkie stworzenie otrzymuje i przekazuje światło boskie wedle swojej możności, to znaczy zależnie od szczebla, jaki zajmuje na drabinie istot, zależnie od poziomu na jakim umieściła je w hierarchii myśl boża. Wywiedziony ze światła wszechświat sam wysyła potoki jasności, a światło emanujące z Istoty Pierwszej Wyznacza nieodmiennie miejsce wszystkiemu, co stworzone. Ale też i wszystko zespala. Jako więź miłości przenika świat, jest ładem i spójnią, ponieważ każda rzecz jest w mniejszym lub większym stopniu tego światła odbiciem, irradiacja ta aż z samych głębin ciemności nieprzerwanym łańcuchem odblasków pnie się ku górze, zmierza z powrotem do źródła swojego promieniowania. W ten sposób świetlisty akt stworzenia sam z siebie ustanawia ruch powrotny, który po stopniach prowadzi ku Istocie niewidzialnej i niewysłowionej, z której się wywodzi.”

„Wszystko wraca do Niej przez rzeczy widzialne, które, im wyżej w hierarchii umieszczone, tym lepiej odbijają jej światło. I tak to co stworzone, po szczeblach analogii i współzgodności wiedzie do tego co przedwieczne.”

Tę koncepcje Suger zmaterializował w nowej sztuce, a kościół który według niej wzniósł był jej wzorem…

…Suger został regentem królestwa kiedy Ludwik VII w połowie XII wieku wyruszył wraz z rycerstwem na wyprawę krzyżową. Zdobycie Ziemi Świętej i wyzwolenie z rąk niewiernych Grobu Chrystusa, było wydarzeniem wywierającym ogromny wpływ na ówcześnie żyjących ludzi. Odkrywano jego ludzką część, stąpano po ziemi po której on chodził, gdzie triumfował i został umęczony. To był Chrystus człowiek i król, w koronie i pełni człowieczeństwa. W takim kontekście relikwie męki pańskiej, które w klasztorze Saint-Denis złożył kiedyś Karol Łysy, nabierały innego znaczenia. Następowało zjednoczenie obrazu Boga wiekuistego jaśniejącego oślepiającym blaskiem swej potęgi, nad którym medytowali mnisi w zakonach, i tego Boga-Człowieka żywego, Chrystusa z opowieści ewangelicznych.

Wspaniale widać to od razu u wejścia do kościoła. Trzyczęściowy portal, wyobrażający Trójcę Świętą, jest wyznaniem wiary przeciwstawiającym się wszelkim heretyckim rozważaniom na ten temat, jakie w XII wieku były bardzo żywe. Jednak zgodnie z nowym spojrzeniem na Boga największą cześć oddaje on jednej z postaci Trójcy, Chrystusowi, która w czasach wypraw krzyżowych jest postacią centralną. Następują więc zmiany w przedstawianiu tej postaci podkreślające jego człowieczeństwo: kolumny staja się posągami królów i królowych ze Starego Testamentu, podkreślając królewskich przodków Jezusa. Jedna w tym przybytku finansowanym i wspieranym przez króla, jednocześnie są one też wyrażeniem majestatu królewskiego Kapetyngów.

Katedry gotyckie nie powstałyby gdyby nie krucjaty i rekonkwista Hiszpanii oraz wielki dorobek intelektualny islamu, a za jego pośrednictwem także starożytnej Grecji, o jakim ówczesny świat chrześcijański nie mógł nawet marzyć. W Toledo mnisi francuscy podążający na francuskimi w większości rycerzami, natychmiast zaczęli tłumaczyć księgi arabskie i zawarte w nich tłumaczenia z greki. W szkołach jakimi stały się katedry pojawiły się traktaty logiczne Arystotelesa dając nowe narzędzie dialektyczne.

„Wszechświat przestaje być zespołem znaków, w którym gubi się wyobraźnia, przyjmuje kształt logiczny i misją katedry jest odtworzyć ten kształt, wszystkiemu, co widzialne, wyznaczając właściwe miejsce.”

Drugą zdobyczą krucjat jest matematyka, znacznie bardziej rozwinięta w kręgu kultury islamu dzięki temu co przejęli oni od Greków. Na użytek szkoły w Chartres przetłumaczono Euklidesa, Ptolomeusza i traktaty algebraiczne. Ale już kościół w Saint-Denis został zbudowany według prawideł geometrii i arytmetyki, a plany sporządzano korzystając z rysunku technicznego i kompasu. Nowa architektura była więc wolna od empiryzmu stylu romańskiego, co dawało nowe możliwości planowania przestrzeni większych, smuklejszych i pełniejszych światła. To nauka liczb pozwoliła na wynalezienie w Paryżu pod koniec XII wieku łuków przyporowych aby jeszcze wyżej wznieść nawę paryskiej Notre-Dame.

„Sztuka Francji, która wykwitła ze szkoły katedralnej, chętnie u podwalin swoich świątyń umieszczała wizerunek siedmiu sztuk wyzwolonych. Od końca XII wieku była to sztuka logików. Wkrótce miała stać się sztuką inżynierów.”…

całość tu: Agnieszka Staf – Bóg jest światłem, a Suger to przedstawił

podobne: Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”) oraz: Plankt na śmierć Bolesława Chrobrego. Święci i sprawiedliwi: królewicz Kazimierz Jagiellończyk i Joanna d’Arc (Kaczmarskiego) i to: Templariusze. Słudzy Kościoła walczącego. Wyprawy krzyżowe i islamski dżihad

Vladimir Kush – Divine Geometry

„…W ostatnim stuleciu starożytności wielu pisarzy (…) zbierało razem, może półświadomie i harmonizowało poglądy bardzo odmiennego pochodzenia, budując synkretyczny model nie tylko z elementów platońskich, arystotelesowskich i stoickich, lecz także z pogańskich i chrześcijańskich. Ten model wieki średnie przyjęły i udoskonaliły. Mówiąc o udoskonalonym Modelu jako dziele, które można postawić obok Summy i Komedii, miałem na myśli to, że może on udzielić podobnego zadowolenia umysłowi i po części z tych samych przyczyn. Jak te utwory jest on na ogromną skalę, ale organiczny i zrozumiały (…) Jego zawartość, choć bogata i urozmaicona pozostaje w harmonii. Widzimy jak wszystko łączy się ze wszystkim, stanowiąc jedność nie w płaskiej równości, lecz w hierarchicznej drabinie. Można by przypuszczać, że to piękno Modelu jest widoczne głównie dla nas, którzy już nie przyjmujemy go za prawdę i którym wolno na niego patrzeć – albo, którzy jesteśmy zmuszeni nań patrzeć – jakby to było dzieło sztuki. Ale ja wierzę, że tak nie jest. Uważam, że istnieją obfite dowody na to, iż dawał on głębokie zadowolenie, gdy jeszcze weń wierzono.

Jak widać na podstawie przytoczonego fragmentu model o jakim tu mowa z pozoru wydawać się może równie chaotyczny jak układ uliczek w średniowiecznym mieście. Elementy, które się nań składają, mogą wywoływać poczucie dezorientacji: filozofia grecka, pogańskie wierzenia, a w końcu nowa chrześcijańska religia. Jednak to właśnie ta ostatnia była azymutem dla całości i łączyła te różne aspekty przeszłości europejskiej w jedność, w Model właśnie.

Harmonia wynika tu ze spójności osiągniętej dzięki podporządkowaniu wszystkich elementów jednej, nadrzędnej idei. Co więcej Model ten, który nam wydawać się może oparty na błędnych przesłankach, czy też przesłankach połączonych w jedno na błędnych zasadach, oparty był w głównej mierze na wierze, inaczej niż w modelu, jaki przyjmujemy współcześnie – modelu racjonalnego myślenia łączącym przyczynę ze skutkiem. Jednak w jednym jak i w drugim przypadku element wiary jest obecny; wierzymy przecież, iż nasze naukowe metody pozwalają na zrozumienie świata, jesteśmy o tym przekonani, chciałoby się rzec „święcie”, podobnie jak o właściwości swego Modelu przekonani byli myśliciele średniowieczni. Model, o którym pisał Lewis, oparty jest o zasadę hierarchii; jedność rzeczy nie jest widziana w „płaskiej równości, lecz w hierarchicznej drabinie”. Hierarchia jest widoczna również w miejskiej przestrzeni; domy mieszkalne, warsztaty, czy sklepy, nie są wszak tak ważne, jak Dom Boga na ziemi – katedra. Katedra stała się kamienną księgą, w której zapisano średniowieczną wiedzę o świecie i wiarę w jego boski ład. Jednocześnie katedra była odbiciem Modelu, a to oznaczało, iż jej estetyka nie wynikała jedynie z religii, ale miała fundamenty w głębokich pokładach pogańskiej filozofii i pogańskich wierzeniach wykorzystanych przez średniowiecznych ku chwale Jednego Boga.

Średniowiecze pozostawało pod dużym wpływem filozofii platońskiej i neoplatońskiej (właśnie platońska myśl okazała się szczególnie „użyteczna” dla nowej religii, która wszak potrzebowała oparcia w filozofii). I tak dla Platona piękno oznaczało przede wszystkim proporcje, inaczej ład, inaczej harmonię, co z kolei Platon przejął od filozofów pitagorejskich: „zachowanie miary i proporcji jest zawsze piękne” – powiada Platon – „brzydota jest brakiem miary”. Dla Pitagorejczyków istotna była przede wszystkim harmonia dźwięków; tak jak w plastyce (także architekturze) istniała złota proporcja – kanon, tak w muzyce pewne melodie były bezkonkurencyjne i były nazywane nomoi. Tak zwana Wielka Teoria Piękna została poddana krytyce dopiero u schyłku epoki starożytnej przez Plotyna. Plotyn nie zaprzeczał, iż piękno leży w proporcji i układzie części, ale sądził, że nie wyłącznie w nich. Argumentował tak: „Po pierwsze gdyby tak było, jak chce Wielka Teoria, to jedynie przedmioty złożone, mające części, mogłyby być piękne; a tymczasem światło, gwiazdy, złoto są piękne, choć nie są złożone. Po wtóre, piękno proporcji pochodzi nie tyle z nich samych, ile z duszy, która przez nie się wypowiada, i jak mówi Plotyn, „prześwieca”.

Teoria Plotyna, rozwinięta następnie przez Pseudo-Dionizego jest dla moich rozważań szczególnie istotna, gdyż miała wielki wpływ na architekturę późnego średniowiecza, architekturę gotycką. Pseudo-Dionizy – anonimowy pisarz z V wieku – znalazł dla tej dualistycznej zasady lapidarną formę: „proporcja i blask” to elementy tworzące piękno. W XII wieku opat Saint-Denis – Suger „podjął próbę precyzyjnego określenia religijnego celu, jaki przyświecać miał budowlom i dekoracjom miejsc kultu. W swej biografii zawarł Suger, pozostający pod silnym wpływem teologii mistycznej Pseudo-Dionizego Areopagity, wykład symboliki światła. Według tej doktryny każde dzieło stworzenia otrzymuje illuminati i przekazuje ją, w stopniu zależnym od swych możliwości. Dusza ludzka, przebywająca w nieprzejrzystej materii, pragnie powrotu do Boga. Może to osiągnąć jedynie za pośrednictwem dających się zobaczyć przedmiotów, które na kolejnych poziomach hierarchii coraz lepiej emanują swe światło”. Koncepcja ta z czasem stała się podstawą dla rozwiązań architektonicznych gotyku. Od Chartres po Salisbury i Strasburg zaczęły powstawać strzeliste katedry, których wertykalna konstrukcja podkreślała sakralny charakter budowli, jej związek z tym, co poza sferą profanum. Diafoniczność formy, możliwa dzięki wykorzystaniu zdobyczy architektonicznych, umożliwiła rozświetlenie wnętrza; ogromne przeszklone przestrzenie pozwalały na uobecnienie owego claritas – blasku, jaki stanowił symbol samego Boga. Główna nawa kościoła przebiegała na linii wschód – zachód, prezbiterium, mieszczące ołtarz główny znajdowało się od strony wschodniej, co posiadało symboliczny charakter; u ołtarza rodziło się światło; natomiast wejście do świątyni, czyli próg między profanum a sacrum, znajdowało się od zachodu, do którego to wierny musiał odwrócić się plecami, aby stanąć twarzą w kierunku świętości, Boga objawiającego się w blasku.

Najmniejszy szczegół świątyni posiadał swe symboliczne znaczenie, począwszy od rzeźbionej elewacji zewnętrznych ścian (na ścianach zewnętrznych często przedstawiano demony, także w kształcie rzygaczy, oznaczające sferę profanum); poprzez portal tworzący nad wejściem tympanon wypełniony płaskorzeźbą ukazującą Chrystusa Tronującego, aż po dekorację rzeźbiarską wnętrza. „Rzeźby, barwne witraże, mozaiki na posadzkach przemieniają rozległe domy Boże w świetliste i migoczące budowle, podobne do tej, jaką Suger chciał mieć w Saint-Denis. Równocześnie jednak pionowe filary, skromne, ozdobione jedynie roślinnymi lub geometrycznymi rysunkami kapitele, kadencja regularnych krzyżujących się ostrosłupów, robiły na wchodzących do świątyni wrażenie jedności i powściągliwości”. Katedra była domem Boga na Ziemi, Boskim Jeruzalem, odbiciem Boskiego ładu, jakiego trudno było oczekiwać w średniowiecznym świecie, szczególnie zaś w średniowiecznym mieście, będącym przestrzenią gęsto i bezładnie zabudowaną, zamieszkałą przez różnego rodzaju element społeczny, trawioną przez zarazy…” 

fragment rozprawy doktorskiej Barbary GłydaMiasto – architektura – ciało człowieka. O przestrzeniach władzy

podobne: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału? oraz: W poszukiwaniu stwórcy, czyli… Naturalne i nadprzyrodzone poznawanie świata.  i to: Bogacz potężniejszy od władców czyli… sztuka dzielenia się pięknem

„…Pojęcie światła to coś pośredniego między ideą Platona, zwłaszcza ideą Dobra, a pojęciem bytu, a może raczej formy, Arystotela. W końcu, Tomasz Lundulf z Akwinu, który miał zostać według planów tatulka opatem benedyktyńskim, ale olał to i został bratem żebrzącym, ten cholerny grubas, zwany wołem w kolegium, nagle bez uprzedzenia zamienia się w baletnicę, co jo godom, w motylka i z tego napięcia między ideą a bytem, w tym swoim fantastycznym piruecie, wypuszcza w świat nie tylko nowe pojęcie bytu, ale i to bez czego bytu być nie może – istnienie.
Uszczypnij się panie bracie, pani siostro, i przekonaj – istniejesz. Twoje zmysły nie mylą twego umysłu, a pierwszy akt umysłu to nie reakcja rozdrażnionego pawiana, żeby ugryźć, ale prawie nieświadomy, jak samo oddychanie, tzw. sąd egzystencjalny: „To jest”. Boli więc jestem, jam jest. I to jest to światło, konkret katedry, każdego jej szczegółu wg Sugera, każdego detalu wszechświata. Niestety albo na szczęście światło niewidzialne dla zmysłów, zapośredniczone jedynie przez feerie fotonów, a nawet będące ciemnością dla poznania naturalnego, bo nic więcej nie da się powiedzieć o tym „jest coś”, można studiować sposób bytowania, ale nie oddzieli się istnienia od formy tego danego bytu, ono jest zabetonowane w formie na amen, nieodwołalne.
Sąd „jest coś” jest subtelny, jak powiew zefiru, i niewzruszony jak mur albo słup. I tu się zaczyna, choć niekoniecznie, tylko dla chętnych lub powołanych, nie mistycyzm, czyli spekulacje, ale mistyka, czyli łup łbem o słup, o słup, który dla Egipcjan był ciemnością, dla Izraelitów oświecał ich reditus, zwany mylnie exodusem — Jestem który jestem, święte imię Najwyższego, ukryte w Imieniu Zbawcy…” (magazynier 10 marca 2017)

*

Jeśli nie ma wizerunków nie ma komunikacji wśród ludzi. To proste przełożenie. Słowo to komunikacja góra-dół, kapral-szeregowy. Dopiero wizerunek wobec którego wszyscy są równi, bo jest o jednakowo wzruszający, bogaty i piękny powoduje, że wszyscy są równi przed Panem. (coryllus)

**

Nie podobała się jednak światu owa równość, i tak oto reewoluujemy od światła do…. „oświecenia” (pod władzę „tego który nie przepuszcza żadnej okazji”), prosto pod bezlitosny walec (koło) historii, która nas „wyrówna” inaczej… Najpierw „runą mury” kościołów i katedr… o tak Francja – burzenie kościołów… (Odys)

„…Oto ogłoszono, że Francja chce usunąć z kalendarza święta katolickie i zastąpić je muzułmańskimi oraz żydowskimi. Święto to jest część rytuału i trudno sobie wyobrazić, by poważni ludzie oddający cześć Bogu i wychowani w określonej tradycji zgodzili się akceptować zasady swojej wiary tylko częściowo, bo tak im pozwala republika. Zechcą więc zapewne wymusić na republice dalsze ustępstwa, które podkreślałby wagę ich tradycji w wymiarze publicznym jeszcze mocniej. Tylko niewiele osób zdaje sobie sprawę, że tak zwana swoboda myśli i przekonań właściwa jest tradycji chrześcijańskiej. Pozostałe zaś, wymienione tu wyznania, to są po prostu rządy tajnych sądów kapturowych, opartych o bardzo surową regułę religijną. W zapisach tej reguły nie ma na przykład miejsca na wyobrażania w jakikolwiek sposób postaci Boga i ludzi. Ktoś powie, że istnieje kultura świecka. Nie istnieje. To jest jasne i tylko największym durniom wydaje się, że jest inaczej. Nie istnieje żadna kultura świecka, bo jej utrzymanie jest w wymiarze prostej praktyki codziennej za drogie. Kultura świecka, żeby funkcjonować musi podpierać się terrorem. Nie ma wyjścia i to było ćwiczone wielokrotnie. Bez terroru ludzie rozejdą się w różne strony i skończy się kultura świecka. Nie wiem dlaczego ludziom się zdaje, że tym razem będzie inaczej. Francja zaś stoi właśnie przed wyborem – albo terror muzułmański, albo terror świecki. Republika nie obroni swoich tak zwanych zdobyczy, bo nikt jej urzędników nie rozumie już dziś po co miałby ich bronić. Poza tym za organizacjami religijnymi, którym republika chce przychylić nieba, ustawią się wkrótce w kolejce inne organizacje, rządy i korporacje, zainteresowane rozwaleniem republiki i przejęciem jej aktywów. Jesteśmy w sytuacji analogicznej do sytuacji w Rosji przed I wojną światową. Wszelkie ustępstwa na rzecz rewolucji powodują nasilenie terroru. Nie można jednak zrezygnować z ustępstw, bo do nich nakłaniają sojusznicy polityczni, którzy obiecują różne rzeczy, jak to na przykład zażegnanie kryzysu ekonomicznego czy inne jakieś historie. To nie są żadni sojusznicy, ale ludzie czekający na poważny kryzys, żeby się poważnie obłowić. Tak było wtedy i tak samo będzie teraz…

…Jesteśmy więc o krok od oficjalnego zanegowania wartości tej sztuki, a stanie się to poprzez zanegowanie rytuałów chrześcijańskich. Po cóż republice te zbiory, skoro nie wyróżnia się niczym chrześcijaństwa? Bo są osadzone w historii państwa? Ale teraz rozpoczyna się nowy rozdział tej historii, znacznie poważniejszy niż poprzednie i on zmieni to państwo na zawsze, tak jak zmieniła je rewolucja 1789 roku…” (coryllus – Co się stanie ze zbiorami sztuki chrześcijańskiej?)

podobne: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne? oraz: Koneczny: „Walka trwa, póki jedna z walczących cywilizacji nie zostanie unicestwiona” czyli… Co łączy masonerię z inwazją islamu na Europę (rozmowa z dr Stanisławem Krajskim). i to: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność. a także: Kultury dobre i złe, oraz prowokacje i profanacje czyli… obrzydzanie sztuki przez socjalistów. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu

Lucian Stanculescu – Burning Faith

„Je suis idiot” czyli… marsz EUnuchów i haracz dla Turcji (z motywem kurdyjskim w tle). Czy zamachy w Belgii to wystarczający powód do zaostrzenia przepisów „antyterrorystycznych” w Polsce?


Kiedy jedno państwo najeżdża inne i destabilizuje lokalny porządek narzucając swój, to musi się liczyć z tym że w sposób naturalny przyczynia się do powstania ruchu oporu oraz chęci odwetu na najeźdźcach… Właśnie tak powstaje terroryzm… (Odys)

podobne: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.  oraz: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?

„…No i stało się, co się stać musiało! Zgromadzeni na placu wściekli Belgowie ścisnęli w dłoniach różnokolorowe kredy i bez komendy zaczęli …..wypisywać na miejskim bruku hasła o miłości i pokoju!!

Jeszcze kilku radykałów uzbroi swoje fejsbukowe monidła w czarno-żółto-czerwone pasy. Jakaś pani komisarz europejska demonstracyjnie uroni łzę na transmitowanej konferencji prasowej. Jacyś zdziczali cywile zorganizują marsz w obronie praw człowieka z transparentami „Je suis Belge” i akt krwawego rewanżu się wreszcie dopełni.

Europa nie pozostawi Belgów samym sobie, kipiąc ze wściekłości. Zdruzgotana pani Merkel wygłosi płomienną mowę, uzasadniając sens kontynuacji amerykańsko-izraelskiej polityki integracji. Wielu prezydentów przytuli ze współczuciem swoich ambasadorów Belgii. Kontynent rozświetli się bolesnymi płomykami zniczy, poutykanymi w dywany kwiatów.

Ktoś ustanowi żałobę narodową, ogłaszając dzień 22 marca dniem walecznego narodu belgijskiego. Inny zarządzi minutę ciszy. Napuchnięta z boleści pani Bieńkowska kolejny raz ogłosi potrzebę natychmiastowego rozbrojenia europejczyków. Firmy reklamowe już zaczną przygotowywać poręczne, składane transparenty z czarnymi napisami; „Je suis Espagnol”, „Je suis Norvegien” itp., by w razie czego nie dać nawet odetchnąć brutalnym muzułmanom…” (Leszek Posłuszny • prawica.net)

całość tu: „Je suis idiot”

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi?

„…Na własne oczy widzimy, że te tak zwane państwa nie służą obywatelom, służą jakiemuś wyższemu, a nieznanemu i nie Bożemu bynajmniej porządkowi. Poznajemy to po zachowaniu się policji w Niemczech i Belgii, która nie potrafi zapewnić minimum komfortu ludziom zwanym obywatelami. Ci zresztą już od dawna nimi nie są, to niewolnicy korporacji, trudno to na razie poznać, bo nikt jeszcze nie dał znaku do masowego przemieszczania dużych grup europejskich niewolników. Póki co przesuwane są inne masy, te lokalne, zakorzenione mogą jeszcze chwilę pobyć u siebie. No, ale nie mogą już liczyć na bezpieczeństwo…

…Media bowiem, tak jak dawniej wszyscy rewolucyjni agitatorzy pochylają się z troską nad niedolą człowieka prostego, chcą go upodmiotowić, dając mu do ręki pilot, tak jak dawniej demokraci chcieli upodmiotowić lud, dając mu do ręki kartkę wyborczą. Do czego to doprowadziło widzimy dzisiaj, to socjotechniki, o jakiej się faraonom nie śniło. Bomby wybuchają na lotniskach, a dziennikarze apelują do ludzi, żeby nie pogrążyli się w islamofobii i nie używali mowy nienawiści. Tu nie chodzi o mowę nienawiści, ale o nazwanie rzeczy po imieniu, co jest trudne albowiem trzeba się przyznać do totalnej bezradności i jasno sobie powiedzieć, że demokracja i Unia to projekty oszukane wymierzone wprost w pojedynczego człowieka…” (coryllus)

źródło: O Duchu Świętym, który nie myli się nigdy

podobne: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?  

W związku z powyższym wydarzeniem „polski rząd” w końcu zadeklarował „zdecydowanie” przeciwne stanowisko w kwestii „przymusowej kwoty uchodźców” jaką zobowiązała się przyjąć poprzednia ekipa. Tylko czy naprawdę trzeba było do tego (póki co deklaracji niepopartej wypowiedzeniem wcześniejszej umowy) aż tak dramatycznego wydarzenia? (Odys)

„Nie widzę możliwości, aby w tej chwili do Polski przyjechali imigranci – powiedziała w rozmowie z Superstacją premier Beata Szydło. Deklarację od razu okrzyknięto jako przełomową. Sęk w tym, że słowa szefowej rządu nie wieszczą żadnego przełomu, a przydzieleni Polsce – za zgodą koalicji PO-PSL – imigranci trafią do naszego kraju, jak tylko UE upora się z problemem ich rejestracji i weryfikacji. Bo zobowiązanie wciąż funkcjonuje

dopóki osoby, które napływają z Bliskiego Wschodu do Europy nie będą odpowiednio weryfikowane, to ciężko mówić o jakiejś ich relokacji czy dystrybucji pomiędzy kraje członkowskie UE.

To oznacza, że żadnej zmiany polityki imigracyjnej nie ma. Polski rząd od tygodni bowiem wije się, by z jednej strony nie podpaść UE, a z drugiej zyskać poparcie społeczeństwa, które nie chce, by do naszego kraju trafili islamscy, nielegalni imigranci. Tym bardziej zaskakiwać może ton narracji mediów wspierających rząd, mówiących o zmianie stanowiska wobec migrantów…” 

całość tu: Zmiana imigracyjnej polityki polskiego rządu tylko iluzoryczna. Będzie weryfikacja, pojawią się też imigranci

Czas pokaże ile z tego „zdecydowania” pozostanie kiedy trzeba będzie rzeczywiście wypowiedzieć umowę jaką zawarli z UE POprzednicy. Przy okazji pamiętajmy o tym jakie stanowisko zajął „polski rząd” wobec pomysłu swobodnego „przemytu” osób z terenów Turcji (już za pół roku), w ramach niedawno zawartego układu „w sprawie uchodźców” między EU a Turcją. Jeśli bowiem te ustalenia wejdą w życie, to wystarczy że każdy migrant (którego dziś Turcja zobowiązała się za gruba kasę przetrzymać) będzie się posługiwał tureckim paszportem, a za pół roku będziemy mieli do czynienia z całkowicie legalną falą obcych na nasze terytorium… (Odys)

„…Wg tego co rozumiemy z doniesień prasowych, ideą przewodnią układu ma być odsyłanie uchodźców z Europy do Turcji, w sprzeczności z dotychczasowymi deklaracjami kanclerz Merkel że każdy jest mile widziany w jej ojczyźnie. Za ich przyjęcie EU zapłaci tureckiemu satrapie przez nos. Satrapa z kolei odwdzięczy się za to wysyłając w miejsce jednego przysłanego innego „uchodźcę” i, z tego co rozumiemy, za to płacić unii nie zamierza. Czyli w „uchodźcach” mamy jeden za jednego, netto nic się nie zmieni. Jedynie klan Erdogana zamiast na Syrii obłowi się na EU. Okay, „wir schaffen das”.

Okazuje się jednak że nie tylko „das” ale i coś innego, znacznie poważniejszego. Wygląda mianowicie na to że Erdoganowi udało się wyciąć w negocjacjach sztuczkę zwaną „red herring” – czerwony śledź.

Czerwony śledź jest zmyłką, nieznaczącym czy nawet całkowicie zmyślonym punktem którego kalkulowane poświęcenie przez jedną stronę negocjacji ma odwracać uwagę drugiej od rzeczy naprawdę ważnej, często o zasadniczym znaczeniu. Otóż strona unijna zgodziła się także na – uwaga – otwarcie granic Schengen dla 76 milionów Turków już za parę miesięcy. To jest dopiero bomba atomowa o której ci którzy „negocjowali” z Erdoganem nie bardzo pewnie zdają sobie sprawę. Zapomnij wkrótce o „uchodźcach” syryjskich! Znikną oni w tłumie milionów „uciekinierów” kurdyjskich!..” (cynik9)

całość tu: Cykliczne wariactwa Niemiec czyli czerwony śledź po kurdyjsku

W sumie mam gdzieś to co sobie na łeb sprowadzają eurokraci. Problem mam z tym że polski (nie)rząd godzi się na tego rodzaju „wspólne stanowisko”. Mimo potrząsania szabelką nikt z obecnego rzekomo „polskiego establiszmentu” nie potrafi jak do tej pory wziąć przykładu z Orbana (na którego w innych kwestiach łatwo się jest powoływać) by powiedzieć swoim obywatelom konkretnie i zdecydowanie „nie przyjmiemy ANI JEDNEGO nachodźcy”. PIS gra z nami w jakąś ciuciubabkę i klei durnia z jednej strony deklarując „szlaban” a z drugiej bredząc coś o jakichś „procedurach kontrolnych” które jeśli zostaną dopracowane to Polska ma wziąć te 7 tys. obcych… CYRK. Tymczasem okazuje się że cynik9 może mieć rację z tymi Kurdami… (Odys)

…„Dzień po tym, w którym zostało ogłoszone, że takie ogromne kwoty, 6 miliardów zostanie przekazane Turcji, Turcja ogłosiła swój projekt militarny; poprawienia stanu armii, który będzie kosztować niecałe 6 miliardów. Krótko mówiąc sfinansowaliśmy Turcji zmodernizowanie swojej armii”

Lider partii KORWiN w Szczecinie wypowiedział się również na temat sytuacji Kurdów, o których solidarnie milczą kraje europejskiej i Stany Zjednoczone: „Turcja uzyskała ciche przyzwolenie, żeby eliminować Kurdów. Oni do tej pory rzekomo walcząc z państwem islamskim, dużą część swoich sił zaangażowali do walki z Kurdami.”

całość tu: Paweł Szut: porozumienie Unii Europejskiej z Turcją zagraża Polsce! Czekają nas zamachy terrorystyczne?

„…31 października 2014 prezydent François Hollande skorzystał z okazji oficjalnej wizyty w Paryżu Recep Tayyip Erdoğana by zorganizować tajne spotkanie w Pałacu, z prezydentem syryjskich Kurdów, Salihem Muslimem. Zdradzając tureckich Kurdów i ich lidera Abdullaha Öcalana, Salih Muslim zgodził się by zostać prezydentem pseudo-Kurdystanu, który miał być utworzony przy okazji obalenia demokratycznie wybranego prezydenta Bachara el-Assada.

To było podczas walki o Kobane. Przez kilka miesięcy syryjscy Kurdowie bronili miasta przed Daesh. Ich zwycięstwo nad dżihadystami miało potrząsnąć polityczną szachownicą – każdy kto naprawdę chciał walczyć z dżihadystami musiał dołączyć do Kurdów. Ale syryjscy Kurdowie swoją narodowość zdobyli dopiero na początku wojny – do tej pory byli tureckimi uchodźcami politycznymi w Syrii, wypędzonymi z kraju podczas represji w latach 1980. Wtedy członkowie NATO uważali PKK, główną kurdyjską formację w Turcji, za organizację terrorystyczną. Ale od tego czasu rozróżniali między „złymi” tureckimi PKK i „dobrymi” syryjskimi YPG, pomimo że te dwie organizacje są ściśle ze sobą powiązane…

…Na spotkaniu UE-Turcja, i niezależnie od wszelkich podejmowanych tam decyzji, prezydent Erdoğan wygłosił przemówienie w TV z okazji 101 rocznicy bitwy o Çanakkale („bitwa o Dardanele” – zwycięstwo Imperium Osmańskiego nad sojusznikami) i dla upamiętnienia ofiar ataku dokonanego w Ankarze kilka dni wcześniej. Powiedział:

„Nie ma powodu żeby bomby które wybuchły w Ankarze nie mogły wybuchnąć w Brukseli albo w innym mieście europejskim (…) Tutaj apeluję do wszystkich krajów które otworzyły ramiona, i które, pośrednio albo bezpośrednio, wspierają organizacje terrorystyczne. Karmicie węża w swoim łóżku, i ten karmiony przez was wąż w każdej chwili może was ukąsić. Może oglądanie w TV tych bomb które wybuchają w Turcji nic dla was nie znaczy – ale kiedy bomby zaczną wybuchać w waszych miastach, to na pewno zrozumiecie co my czujemy. Ale wtedy będzie za późno. Przestańcie wspierać te działania, których nigdy nie tolerowalibyście w swoich krajach, chyba że wycelowane są na Turcję”. [3]

Cztery dni później, ataki miały miejsce w Brukseli…” (Thierry Meyssan, tłum. Ola Gordon)

całość tu: Przyczyna ataków w Paryżu i Brukseli

podobne: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”  oraz: Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji)  i to: Syria: Turcja nie wjedzie do Kobani. Niemcy: znowu starcia Kurdów i salafitów  a także: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę.  i jeszcze: Turczyn rośnie w siłę… bez „Unii”

Tymczasem jedyną rzeczą na którą stać „polski rząd” wobec kryzysu imigracyjnego (na własne życzenie), który na dobrą sprawę jeszcze nie zdążył nas bezpośrednio dotknąć, to „stanowcza reakcja” na rzekomy „wzrost poczucia zagrożenia terroryzmem w Polsce” z powodu… oddalonego od nas setki kilometrów epicentrum (sic!) Oto w ciągu kilkudziesięciu godzin po zamachu w Belgii, nasi „nowi” umiłowani przywódcy zdążyli w podskokach zaprezentować gotowy projekt „specustawy” zwanej „antyterrorystyczną”, która po wprowadzonej nie tak dawno w życie innej zwanej „inwigilacyjną”, jest kolejnym ogniwem do łańcuszka na szyję Polaków, zwiększającym jednocześnie uprawnienia służb specjalnych w Polsce, dla zapewnienia nam „bezpieczeństwa” przed terrorem od którego podobno nawet w Polsce zdołała zgęstnieć atmosfera. No ale zanim się to zagrożenie zmaterializuje w rzeczywistość, to już dziś (zaocznie) poczujmy się wszyscy bezpieczniej, bo tak jak ustawa „inwigilacyjna” tak i „antyterrorystyczna” stanowi dość ciekawy konglomerat przepisów, uprawniających resort siłowy i bezpieczeństwa do chwytania za mordę obywateli polski, jakby ta kwestia była rzeczywiście priorytetem i naglącą potrzebą przeciętnego Polaka, o czym więcej tu: Specustawa antyterrorystyczna wzbudza obawy, nie znamy jej konkretów – Jacek Wilk, Stanisław Tyszka. Tymczasem szaleństwo przedkładania bezpieczeństwa nad zdrowym rozsądkiem prowadzi do takich kwiatków – Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… 🙂 (Odys)

„…Skłonienie paru islamskich fanatyków do wysadzenia się w centrum Paryża, Brukseli czy Warszawy może być łatwe. Bezpośrednie konwekwencje tego są też łatwe do skalkulowania. Ale jest to jedynie cyferblat zegara. Dużo istotniejsze jest zrozumienie mechanizmu który za tym stoi, kto za to płaci i kto pociąga za sznurki. A przez to – kto unią naprawdę rządzi i w jakim kierunku ją steruje. Czy rzeczywiście rządzą nią durnie stojący nominalnie na jej czele? Czy czasem nie wykonują oni jedynie czyichś poleceń?

Bo jeśli to pierwsze to może lepiej aby durnie nie brali się jednak za wydawanie rozkazów… W przeciwnym razie wiadomo od razu jakie te rozkazy będą. Belgijski Trybunał Konstytucyjny odebrał tamtejszym służbom prawo do inwigilacji. Nasz TK je ograniczył. To uniemożliwia zbieranie danych o terrorystach – skarży się na przykład polski min. sprawiedliwości Ziobro. No właśnie, ktoś się gdzieś wysadził więc już twórzmy państwo totalitarne, co zamach to krok do przodu, kontrolujące wszystkich i wszystko. Pod każdym kamieniem kryć się może przecież terrorysta. Zlikwidujmy każdą ostoję prywatności i umiaru, dajmy państwu totalną kontrolę nad każdą transakcją, bo każde €100 może przecież służyć „finansowaniu terroryzmu”. Jeszcze inne głosy nawołują o odwrót od Schengen i o powrót kontroli granicznych. Odgródźmy się drutem kolczastym od wszystkich i sprowadźmy handel do zera bo Mohammed N. się wysadził na, dajmy na to, Okęciu. Well, obawiać się można że na tym się zakończy skoro durnie rządzący Niemcami otwarcie importują do siebie miliony islamitów, rozsadzając tym unię od środka. Ale powiedzmy otwarcie – nie to oznaczać miała dobra idea bloku ekonomicznego bez granic, ani też nie miała ona oznaczać wolności przekraczania zewnętrznej granicy EU przez byle jihadistę z kałachem. Schengen znosił tylko granice wewnętrzne unii i nie zakładał wewnątrz unijnego wariactwa Niemców.

O to dokładnie chodzi terrorystom w bezpośrednim efekcie ich starań – o sianie niepewności i o permanentny stan wyjątkowy, o podważenie naszego sposobu życia, naszej kultury, naszych tradycji. O chór przestraszonych durniów nagabujących rząd aby „coś zrobił”. Jednocześnie liżmy nogi Brukseli i otwierajmy się na przyjęcie tysięcy najeźdźców rozdzielanych z klucza przez tamtejszych psychopatów. Cała unia zaś kolektywnie niech liże nogi Erdogana, niech go przekupuje miliardami euro i zniesieniem granic dla nowych milionów, zamiast jednego pocisku cruise w sam środek sułtańskiego pałacu w Ankarze.

Społeczeństwo nie-durniów nigdy nie da sobie narzucić zalewu obcego elementu. Prędzej wykatapultuje się z unijnego domu wariatów i szariatów. Kalifat berliński proszę bardzo, Frau Merkel, sie schaffen das. Ale nie my. Kalifat warszawski – po naszym trupie. Wtedy tylko pan Ziobro nie będzie musiał zbierać ani danych o terrorystach których nie będzie, ani o trupach których będzie jeszcze mniej. Terroryzm jak tasiemiec, musi mieć swojego żywiciela. Bez żywiciela nie ma terroryzmu.

A jeżeli chodzi o bombardowanie żywicieli terroryzmu to czemu nie? Choćby jutro. Byle by najpierw upewnić się czy aby żywiciel zbombardować się da. Bo czasem może nie być durniem…” (cynik9)

całość tu: EU, durnie i rozkazy czy Europa jest jeszcze do odratowania?

podobne: Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą  oraz: Szczyt UE głównie o Ukrainie, ale też o Grecji (której grozi niewypłacalność) i terroryzmie (gromadzenie danych, kontrola graniczna). Kredyt z MFW dla Ukrainy i jeszcze: Rosja chce współpracować z USA w zwalczaniu terroryzmu. Manewry i rozbudowa infrastruktury wojskowej na Arktyce polecam również: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie  i to: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki  a także: USA: szkolenie syryjskich rebeliantów. Belgowie w szeregach Państwa Islamskiego

jako żywo z teorii Noam’a Chomsky STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE

„Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.”

Należy sobie w związku z powyższym zadać pytanie, czy niedawny zamach w Brukseli (a wcześniej w Paryżu) to w pełni uzasadniony powód do tego żeby służbom w Polsce (podobno ciągle postkomunistycznym i w większości niezweryfikowanym – jak twierdzi „nowa” władza) nadawać kolejne nadzwyczajne, i niebezpieczne nawet dla zwykłego obywatela uprawnienia? Mam co do tego poważne wątpliwości. Wygląda to na kreowanie i wykorzystywanie przez obecną władzę poczucia zagrożenia terroryzmem, po to by nadać sobie specjalne uprawnienia do inwigilacji własnych obywateli. Jest to typowe działanie każdej lewicowej władzy, która nie jest pewna swoich „pro społecznych” rządów tudzież reform. W związku z czym będąc świadomą wynikających z tego tytułu zagrożeń dla siebie, szykuje zawczasu  narzędzia do monitorowania i pacyfikacji ewentualnego niezadowolenia, a nawet buntu swoich niedawnych wyborców, o czym trafnie pisał swojego czasu Reisman… (Odys):

„…Wobec kogo, logicznie rzecz biorąc, obywatele państwa socjalistycznego powinni kierować swoje oburzenie i złość, jeśli nie wobec samego państwa socjalistycznego? To samo państwo, które ogłasza odpowiedzialność za ich życie i obiecuje im żywot w szczęśliwości, w rzeczywistości ponosi odpowiedzialność za urządzenie im z tego życia piekła. Istotnie, przywódcy państwa socjalistycznego przeżywają dylemat. Każdego dnia zachęcają ludzi do wiary, że socjalizm jest systemem doskonałym, którego złego skutki mogą być jedynie efektem działania złych ludzi. Jeśli to prawda, kim więc mogą być ci źli ludzie, jeżeli nie samymi rządzącymi, którzy nie tylko czynią życie innych piekłem, lecz wypaczają rzekomo doskonały system do takiej postaci?
Skutkuje to tym, że przywódcy państwa socjalistycznego muszą żyć w obawie przed innymi ludźmi. Zgodnie z logiką ich działania i ich nauczaniem, kipiące oburzenie ludzi winno wzbierać i zdławić ich w orgii krwawej zemsty. Rządzący to przeczuwają, nawet jeśli nie przyznają się do tego otwarcie. Dlatego też ich największą troską jest trzymanie obywateli pod butemW rezultacie twierdzeniem prawdziwym, choć niewystarczającym, jest to, że socjalizm oznacza brak wolności prasy i wolności wypowiedzi. Z pewnością w socjalizmie brakuje tych swobód.

…Jednak socjalizm sięga dużo dalej niż zaledwie brak wolności prasy i wypowiedzi.
Rząd socjalistyczny całkowicie unicestwia tego rodzaju swobody. Obraca on prasę i każde forum publiczne w środek histerycznej propagandy na własny użytek. Ponadto bezwzględnie prześladuje każdego, kto przynajmniej minimalnie odchyli się od oficjalnej linii partiiPowodem tego jest strach socjalistycznych przywódców przed ludźmi. By chronić siebie, muszą oni utrzymywać ministerstwo propagandy oraz tajną policję, pracujące non stop. Ta pierwsza instytucja niezbędna jest, by odwracać uwagę ludzi od odpowiedzialności socjalizmu i jego przywódców za ludzką nędzę. Druga potrzebna jest do uciszania tych, którzy mogą sugerować odpowiedzialność socjalizmu lub jego przywódców, oraz do unieszkodliwiania każdego, kto zacznie przejawiać oznaki samodzielnego myślenia…” (Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem)

Należałoby też zapytać „prawych i sprawiedliwych” również o to, jak się ma to co robią obecnie do obietnicy „dobrej zmiany” na polu przywrócenia Polakom poczucia godności, oraz nienaruszalności swobód obywatelskich i wolności od państwowej hydry, którą to belkę PIS bezustannie widział w oku POprzedniej ekipy rządzącej? (o czym więcej tu: Nieprawidłowości przy inwigilacji. NIK krytykuje zasady i praktykę uzyskiwania billingów i tu: “Tusku kur…. zrób coś!” czyli… służby spuszczone ze smyczy i walka z “mową nienawiści” oraz tu: „Pałowanie w technicolorze” czyli… Monitoring PO prawdzie i jeszcze tu: Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem?). Czemu PIS buduje państwo policyjne? Czy naprawdę robi to ze strachu przed terrorem, czy też może ze strachu przed własnymi obywatelami… (Odys)

podobne: Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. oraz: Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  i to: Służby specjalne i dane Polaków. Pieniądze na walkę z rosyjską propagandą. Czy „taśmy Wprost” wypłyną raz jeszcze? Wyciek stenogramów (smoleńskich) pokazuje słabość państwa. Niemcki wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku?  i jeszcze: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW.  a także: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka?

Na koniec coś na poprawienie humoru (albo jak kto woli na ból zderzenia z brutalną rzeczywistością)  To coś różowe w środku czyli drugie oblicze szefa brukselskiej Policji 😉

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi?


Najczęstszy ludzki błąd: nie przewidzieć burzy w piękny czas. (Niccolò Machiavelli)

„…Pod koniec miesiąca Europol, unijna agencja policyjna, doniosła, że to właśnie Francja jest europejską stolicą terroryzmu. W roku 2013 tylko w pięciu krajach członkowskich UE planowano 152 zamachy terrorystyczne. Istotnie, już w czerwcu premier Manuel Valls zwiększył rządowe szacunki Francuzów walczących w szeregach ISIS [Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. – Odys] do ośmiuset, przyznając, że kraj „nigdy jeszcze nie stanął wobec takiego wyzwania, kiedy trzeba zapewnić nieustanny monitoring setek osób”….

…Czy można się dziwić tylu próbom użycia przemocy, skoro w tym samym miesiącu wyszło na jaw, że ponad tysiąc supermarketów (łącznie z wiodącymi markami, takimi jak Carrefour) sprzedaje książki, które otwarcie nawołują do dżihadu i zabijania niewiernych, takie jak np. La Voie du Musulman („Muzułmańska ścieżka”)? Owa akcja była częścią „Operacji Ramadan” – inicjatywy mającej promować literaturę islamską. Ponieważ była ona legalna, a dystrybutor ignorował petycje dotyczące usunięcia książek, władze nie miały żadnych podstaw prawnych, by zakazać ich sprzedaży.

Lektura nie poszła w las. Udowodniły to sierpniowe badania opinii publicznej, wykazując że 15 procent francuskich muzułmanów popiera ISIS. Wśród osób pomiędzy 18. a 24. rokiem życia ten wskaźnik wzrasta aż do 27 procent. Największymi przeciwnikami Państwa Islamskiego byli ludzie w najstarszej grupie wiekowej 45-54. Czy należy się zatem dziwić, że aresztowane pod koniec miesiąca niedoszłe sprawczynie podłożenia bomby w głównej synagodze Lyonu liczyły sobie 15 i 17 lat? Nigdy nie spotkały się one osobiście a porozumiewały się jedynie za pomocą mediów społecznościowych…

…Rok 2014 zakończyło wystąpienie kolejnego ministra spraw wewnętrznych, Bernarda Cazeneuve, który w grudniu poinformował, że ponad 1,2 tysiąca Francuzów wyjechało walczyć do Syrii i Iraku [francuscy żołnierze po stronie „Jihadu” – Odys] . Liczba ta oznaczała 50-procentowy wzrost w stosunku do danych ze stycznia. Zgodnie z szacunkami służb francuskich, sześćdziesięciu francuskich dżihadystów zmarło w trakcie działań zbrojnych a 185 wróciło do ojczyzny. Według danych zaprezentowanych przez ministra Cazeneuve, około jedna trzecia wszystkich francuskich islamistów to konwertyci na islam.

Kulturowo w grudniu Republika bogaciła się z jednej strony zabraniając wystawiania tradycyjnych szopek bożonarodzeniowych w miejscach publicznych, z drugiej zaś dziwiąc się nieco nowej powieści jednego z najpoczytniejszych współczesnych pisarzy francuskich, Michela Houellebecque’a, Soumission (wyd. polskie zatytułowano „Uległość”). Autor książki przewidział, że we Francji w ciągu dekady zapanują rządy muzułmańskie…

Nawet wskazując na „błędy europejskiej polityki integracyjnej”, tutejsi zwolennicy masowej imigracji do Polski osób prezentujących obce naszemu krajowi kręgi kulturowe, powielają literalnie te same hasła i frazesy, które na Zachodzie powtarzano już 50 lat temu. Zalecają rozwiązania wprowadzone we Francji grubo wcześniej, tym samym skazując nasz kraj na borykanie się z identycznymi problemami. Co bowiem miałoby Polsce pozwolić uniknąć pomyłek popełnianych wcześniej na zachodzie Europy, skoro utrzymany jest identyczny kierunek zmian oraz – co jeszcze ważniejsze – będąca jego fundamentem ideologia multikulturalizmu (odzwierciedlona w wielu dokumentach, zarówno prawodawstwa narodowego, jak i acquis communautaire)? A przecież kraje od dekad prowadzące politykę otwartych granic i otwartych społeczeństw dzisiaj z niejakim zaskoczeniem odkrywają, że obietnice gospodarczego, społecznego oraz kulturowego „ubogacenia” przy pomocy imigrantów spoza Europy okazały się, niestety, mrzonkami bez pokrycia. Jedyne, co się sprawdziło na pewno, to zapewnienia „wzmocnienia demograficznego”, ale to z kolei wzmocnienie sprawiło, że wielu Francuzów (ale także Brytyjczyków, Niemców czy Szwedów) coraz częściej postrzega się w swoim własnym państwie, jak wyobcowana mniejszość.

Innymi słowy, polityka oparta na sloganie „Francja nie tylko dla Francuzów!” sprawiła, że Francuzi w kraju, o który walczyli ich przodkowie, mają dla siebie coraz mniej przestrzeni i nie czują się jak u siebie. Pytanie tylko, dokąd mają wyemigrować by to zmienić?”

całość tu: dr Monika Gabriela Bartoszewicz – Francuzi już nie są u siebie

podobne: Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan. Przyjmowanie uchodźców dobrowolne (UE potroi środki na walkę z nielegalną imigracją). Polska znowu oskarżana o kolaborację z nazistami przy holokauście Żydów.

„…Żal mi tego lewackiego oraz populistycznego pałatajstwa. Chociaż to też nie do końca prawda – żal mogę odczuwać wobec kogoś, komu coś nie wyszło. A Zachód do ataków w stolicy jednego z największych państw Europy cały czas dążył.

W polityce prawie wszystko jest do przewidzenia. Jak Ukraina straciła wiele na „zyskaniu niepodległości” (tzn. zamianie seniora z Rosji na Niemcy); jak Libia została rozwalona do stanu wołającego o pomstę do Nieba przez Zachód z obrońcą demokracji na czele, tak oczywistym było, że ten atak w Paryżu w końcu dojdzie do skutku i że to nie jest ostatnie słowo bandytów z ISIS.

Sądzę, że Francuzi – wraz z całą hołotą, która promuje bezkrytyczny multikulturalizm – dopiero teraz poznają, co to strach. Masa bez narodowości i wiary zostanie sprawnie zaatakowana przez ludzi, których łączy kultura (niższa od łacińskiej, ale jednak) i – przede wszystkim – wiara. Opacznie rozumiana, ale jednak. Znam kilkoro muzułmanów osobiście, których obawiać się nie trzeba. Ale to są Turcy. Wpuszczanie zaś grupy arabów z terenów objętych wyjątkowo brutalną wojną oraz tabunów Afrykańczyków skończyć się dobrze nie może.

Wynik wojny, która wybuchła w Paryżu, jest przesądzony. Chyba, że Francuzi momentalnie zmądrzeją i zaczną nadrabiać ostatnie 200 lat antyklerykalizmu i wynaradawiania się. Ale to wątpliwe.

całość tu: Dominik Cwikła – Ciężko odczuwać mi żal wobec Francuzów

podobne: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym.

…no i stało się:

„…potwierdzono śmierć co najmniej 128 osób. 200 ludzi jest rannych, w tym 99 w stanie krytycznym. Wśród ofiar nie ma Polaków (z obcokrajowców wiadomo o jednym Szwedzie).

Wyraźnie wstrząśnięty Francois Hollande ogłosił stan wyjątkowy na obszarze całej Francji (po raz pierwszy od wojny algierskiej) i – po raz pierwszy od czasów II wojny światowej: zamknięcie granic – podobno z uwagi na doniesienia kontrwywiadu o następnych planowanych zamachach. Państwo Islamskie ogłosiło, że następnymi celami będą Rzym i Londyn...”

Źródło: Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż

Cele i kraje nieprzypadkowe, bo to „polityka zagraniczna” Francji, Wielkiej Brytanii (o USA nie wspominając) zdestabilizowała bliski wschód i północną Afrykę pod pozorem zaprowadzenia „porządku, wolności i demokracji” (Thierry Meyssan: Geopolityczne podłoże wojen przeciwko Syrii i Państwu Islamskiemu. i to: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej), wywołując eksodus tamtejszej ludności. A teraz rdzenni europejczycy muszą ponosić krwawe konsekwencje nieodpowiedzialności swoich „ustawowych przedstawicieli”, którzy na dodatek podjęli decyzje o otwartych granicach bez pytania swoich obywateli o zdanie. Jedynego zaś rozsądnego polityka w całym tym euro bigosie (Wiktora Orbana) który upominał się o ostrożną politykę graniczną i zagraniczną ta banda hipokrytów nazywa bezczelnie faszystą. Ten fałszywy żal po tragedii, z jakim się teraz obnoszą Merkel i Hollande budzi po prostu obrzydzenie. I najwidoczniej ciągle im mało krwi bo zapowiadają  rozpędzenie machiny przemocy:

„…Francja jak nigdy dotąd podwija rękawy do wojny. „Rozwalimy ich na strzępy” – pisze dzisiaj dziennik Le Parisien. Wczorajsza rzeź na bulwarach Paryża i na Stade de France jest na jedynkach wszystkich gazet. L’Equipe zamiast okładki na czarnym tle pisze: Horror! Marine Le Pen, szefowa Frontu Narodowego na swoich stronach napisała: „Jestem tak wściekłą, że nie ręczę za siebie”…”

całość tu: Joanna Bątkiewicz-Brożek – Rzeź dopiero będzie

…jak to się skończy? Rzecz jasna będą miały miejsce „uzasadnione moralnie” riposty, zemsty, interwencje zbrojne, misje stabilizacyjne i kontrataki do nich. Bo przemoc rodzi zawsze tylko przemoc. Być może właśnie o to „komuś” chodzi, bo nic tak nie napędza „koniunktury gospodarczej” jak wojna pod pozorem walki o pokój, a gdzie dwóch się bije (islam kontra chrześcijaństwo) tam trzeci korzysta:

„…Mleko się wylało i za chwilę wahadło odbije w drugą stronę. Będziemy świadkami odwetu i samosądów na ogromną skalę. Zostaną użyte wszystkie dostępne środki zaradcze, z użyciem wojska na czele. Druga strona nie pozostanie dłużna. Zginie wielu niewinnych ludzi – i to po obu stronach. Granice będą zamykane, a przerażeni ludzie szukać zaczną radykalnych przywódców i ostatecznych rozwiązań. Czas błogiej sielanki w Europie właśnie się skończył…

Nie mieliśmy wiodącego udziału w destabilizacji sytuacji na Bliskim Wschodzie. Nie mieliśmy żadnego wpływu na samobójczą politykę „wędrówki ludów”, jaką zafundowała Europie Angela Merkel. Sprawy zaszły za daleko. Tam już dziś nie ma dobrych rozwiązań.

Nasz rząd ma obowiązek zapewnić nam bezpieczeństwo. Okazuje się, że to jednak Viktor Orban miał słuszność. Proponowałem już pociągnąć mur i zasieki od Węgier aż po Litwę. I przyjmować tylko białych Europejczyków, szukających u nas bezpieczeństwa i normalności. Jesteśmy im to winni – choćby za wspieranie naszej solidarnościowej emigracji. Budujmy zatem baraki dla zachodnich uchodźców!…”

całość tu: Lech Makowiecki – Zaczęło się! Welcome, dżihad…

…ponadto należy się spodziewać tego o czym wspominałem już przy okazji zamachu na „wesołków” z Charliecośtam… (Czekając na barbarzyńców czyli o tym jak góra przyszła do Mahometa po trupach „żartownisiów”) tj. zaostrzenia prawa i ograniczenia swobód obywatelskich, z jednoczesnym poszerzeniem uprawnień dla organów policyjnych i służb specjalnych. Przede wszystkim w kwestii inwigilacji obywateli, na które w normalnych warunkach nikt by się nie zgodził, ale teraz? Wszystko rzecz jasna dla zwiększenia bezpieczeństwa, którego z drugiej strony politycy jednak nie przestrzegają uprawiając politykę otwartych drzwi dla przybyszów, i decydując się wysłać jeszcze więcej żołnierzy do siania zamętu na bliskim wschodzie i w Afryce. Dlatego przygotujmy się na silniejszą inwigilację, blokady internetu i zaostrzeń wewnętrznych systemów obronnych państwa ale nie spodziewajmy się że to w jakiś sposób powstrzyma terrorystów (inaczej już by powstrzymało)…

Francja, Paryż, drzewo, czerwień, wieża Eiffla, pejzażNajlepsze kasztany są na placu Pigalle!
Zuzanna je lubi jesienią.
Pani Kopacz znów przemawia i wyraża żal.
Metody się nigdy nie zmienią.

Telewizje pokazują, lecz reakcja słaba.
Jestem Charlie, a tutaj jest do zjedzenia żaba.
Porównują to do września, ale już listopad.
Tyle ludzi się buntuje. Płonie Europa…

…Tego nikt nie obejmuje. Coś z tym zrobić trzeba.
Kasztany wrzucić do ognia, ktoś się jednak nie bał.
To jest wojna hybrydowa. Trudną mamy próbę.
Teraz padną słowa… słowa… i dokręcą śrubę…

fragment wiersza: Marek Gajowniczek „Kasztany z placu Pigalle”

Pisze sznoldyn – 14 listopada (08:52)

Władcy marionetek przesuwają kolejne piony na szachownicy… mamy się bać, mamy nie ufać… Francja ma się pogrążyć w chaosie… najlepiej- wojnie domowej (tam jest 10 % muzułmanów)…Narastać ma wrogość- stąd pewnie najazd uchodźców… kiedy tak patrzy się bez emocji… wychodzi na to, że plan udaje się Złemu domykać… i konsekwencja robi wrażenie… Powoli- nie ubłaganie… nasączamy się nienawiścią i chęcią odwetu… Ataków będzie więcej- z różnych stron… aż sami zaczniemy wierzyć, że „wojna” coś rozwiąże… A władcy marionetek- ubawu mają po pachy…”

podobne: 10 chwytów ciemnych typów…

Dokładnie tak to widzę… spirala niepotrzebnej nikomu nienawiści się rozpędza. Ale właśnie teraz Europa powinna zachować zimną krew i nie mścić się, nie dać się wciągnąć w wojnę z duchami. Wystarczy że wszyscy zaczną konsekwentnie i ze stoickim spokojem robić to co Orban – po prostu pilnować granic i porządku U SIEBIE. Nie dawać pretekstu, ale stanowczo reagować na wszelkie przejawy agresji. I zanim komukolwiek z Afryki czy bliskiego wschodu pozwolą wjechać do Europy to odpowiednie służby powinny każdego z tych przybyszów obejrzeć sobie 10 razy a resztę po prostu odesłać do domów.

Tymczasem wygląda na to że Francja ma się „wkurzyć” i zrobić to co USA (odciągając tym samym uwagę od tego kraju), przejmując po USrańcach pałeczkę tzw. „wojny z terroryzmem”, tj. uwikłać się w bezsensowny konflikt NIE WIADOMO Z KIM, bo co to jest ISIS czy ISIL (i jak to się tam jeszcze po drodze nazywało – MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”) ściągając tym samym uwagę „terrorystów” na Europę i dając im pretekst do odwetu. Obama już obłudnie zapowiedział „pomoc” Francji w tym samobójstwie. Za Francją zaś w ramach fałszywie pojmowanej „solidarności” mają pójść inne kraje.

A przecież terroryzmu nie da się pokonać militarnie, bo przeciwnik to ideologia i  sposób prowadzenia walki (jak blitzkrieg) a nie konkretne państwo z armią, które można pokonać w walce i okupować. Alianci nie walczyli z blitzem ale z nazistowskimi Niemcami czyli z fizycznie zlokalizowanym przeciwnikiem. Tymczasem terroryści to coś nieuchwytnego dla wojska. Tyle się mówi o tzw. „państwie islamskim” ale co to na dobrą sprawę za państwo skoro nikt go nie potrafi najechać i pobić. To nieregularna armia fanatyków których nie da się wyłapać w jednej czy dwóch walnych bitwach, inaczej już dawno by to zrobiono tak w Iraku jak i w Afganistanie, oraz w każdym innym zakątku świata gdzie były wojska NATO. Wygrać z terroryzmem nie można, ale można przestać dawać mu pożywkę i oficjalny pretekst wycofując europejskich żołnierzy z krajów które nikogo w końcu nie najechały, a mają wyłącznie wewnętrzne problemy. To na rodzimych przywódcach i ludności tych krajów powinno leżeć odium ich rozwiązania – czy to są problemy z władzą (dyktatorami) czy z biedą. Zachód zaś nie powinien władzy w tych krajach destabilizować. Demokracja i wolność osobista jest dla większości tych ludzi obca cywilizacyjnie i na siłę ich uszczęśliwiać w tym kierunku nie można.

Nasilenie „interwencji” wojsk europejskich w Syrii (czy gdziekolwiek) w oczywisty sposób spowoduje że terroryści będą w rewanżu atakować cele w Europie – i tak to się będzie kręcić aż do wybuchu wojny totalnej. Obecnie można tylko niwelować skutki które to właśnie „zachód” (głównie USA, GB i Francja) wywołały swoimi „misjami pokojowymi” destabilizując niemal cały bliski wschód i północną Afrykę. Terroryzm właśnie tym się karmi – NIEUPRAWNIONĄ obecnością „obcych” na swoim terenie. To jest oczywisty pretekst dla Jihadystów do atakowania każdego z krajów Europy, który w jakiś sposób się zaangażował w okupację. Francja pije obecnie piwo którego sama naważyła swoją nieodpowiedzialną polityką zagraniczną (tak jak wcześniej to spotkało USA). Po Francji celem będzie prawdopodobnie Wielka Brytania i inni „koalicjanci” USA. Modlę się tylko o to żeby Polska nie dała się wciągnąć w to bagno i żebyśmy naśladowali wyłącznie mądre posunięcia na arenie międzynarodowej. Pomagać w rejonach konfliktów rzeczywiście prześladowanym (w pierwszej kolejności chrześcijanom) i wspierać Orbana w jego rozsądnej polityce ograniczonego zaufania i kontroli na granicach.

podobne: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki. oraz: Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?)

Całe szczęście jesteśmy (póki co) wystarczająco jednolitym kulturowo, rasowo i narodowo państwem, więc na ten moment niezagrożonym konfrontacją i infiltracją czy też dominacją przez muzułmanów. Ci zaś którzy już żyją wśród nas to nie jest ten sam Islam który się obecnie pcha do Europy (bo liczą się czyny). Nie można w związku z tym obarczać tych ludzi odpowiedzialnością za cudze grzechy i wrzucać do jednego wora z terrorystami tylko dlatego że wyznają inną religię, bo wyznają ją pokojowo i nikomu jej nie narzucają. Dopóki więc żyją pokojowo i zachowują nasze prawa nie ma potrzeby ich prześladować, izolować czy deportować, albo nie daj Boże mordować profilaktycznie. Oni bowiem do tego stopnia zasymilowali się z naszą cywilizacją i obyczajnością że uznają je również za swoją wartość, i tak samo jak my obawiają się swoich „braci w wierze” którzy przybywają tłumnie do Europy w celu zniszczenia tego porządku i stylu życia do jakiego przywykli i zaakceptowali polscy muzułmanie. Dobrze wiedzą czym jest radykalizm ich „braci w wierze”, któremu towarzyszy postawa roszczeniowa oraz pogarda dla „niewiernych” i zdrajców Islamu (jak często są określani zasymilowani z chrześcijanami muzułmanie). I choć sami są muzułmanami to ostrzegają nas przed bezmyślnym importem elementu. Sami bowiem reprezentują całkiem inną postawę, są lojalni wobec państwa w którym znaleźli dom i szczęście. Nigdy też się nie zhańbili postawą roszczeniową czy agresją wobec rdzennych Polaków, Polskę zaś traktują jak swoją ojczyznę żyjąc obok nas pokojowo, pracując i płacąc podatki na wspólne państwo. Czy wśród nich mogą znajdować się zakamuflowani terroryści? Owszem może tak być. Czy w związku z tym należy ich wszystkich „na wszelki wypadek” profilaktycznie całymi rodzinami wymordować albo pozamykać? Uważam że nie. Karać (bezwzględnie) powinno się tylko tych którzy popełnili zbrodnię.

Przy tej okazji warto powtarzać tak znienawidzone przez lewaków „ksenofobiczne” i „rasistowskie” (sic!) hasło „Polska dla Polaków!” gdzie Polakiem jest każdy kto ten kraj szanuje, jego kulturę, prawo i nie szarga religii katolickiej. W tym sensie wielu polskich muzułmanów (jak np. Tatarzy) jest mi bardziej bratem Polakiem niż nie jeden z „dziada pradziada” zaprzaniec i zdrajca. Ich „elitę” stanowi dziś kolejne pokolenie hołoty która przywędrowała do Polski z dziczą sowiecką, by utrwalać marksistowski „porządek”. Rabując, gwałcąc i mordując rdzennych i zadeklarowanych Polaków (również innego pochodzenia), w celu zainstalowania ideologii fałszywej równości, tolerancji, multikulti i całego tego KOMUNISTYCZNEGO szlamu. Tego samego który dziś próbuje równać patriotyzm i nacjonalizm z szowinizmem i nazizmem, i który odpowiada za to że wczoraj Francuzi musieli zapłacić wysoką cenę za wiarę w jego zwodnicze podszepty, których niedługo nawet krytykować nie będzie można…

„…Także postulowanie ustawy o „mowie nienawiści” ma na celu cenzurowanie publicznych wolności i faktyczną likwidację wolności słowa…

…Logiczną konsekwencją tego typu „projektu” jest zawsze pojawienie się przemocy i totalitaryzmu. Obecnie mamy do czynienia z ekspansją praktyki totalitaryzmu demokratycznego, to znaczy demokracji wyzbywającej się jakichkolwiek wartości, demokracji zmanipulowanej i demokracji, w której jedne grupy społeczne łatwo szczuć na inne grupy.

Trzeba też pamiętać, że model totalitarnej demokracji zakłada (to ukryte założenie) ustanowienie totalitarnej dyktatury, bo demokracja totalitarna musi budzić społeczny opór przeciwko anarchizowaniu życia społecznego. Dziś tę anarchię próbuje się wymusić m.in. poprzez aplikacje tzw. standardów europejskich i wymuszenie faktycznej zmiany obowiązującego w Polsce prawa. Czy będziemy mieli do czynienia z przejściem z etapu anarchizowania życia społecznego do totalitarnej dyktatury, to zależy tylko od zakresu społecznego oporu przeciwko aplikacji ww. neobolszewickich zasad w życiu publicznym…”

całość tu: Kłamstwo „POstępu” i neobolszewizm  oraz: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem

…Kim są ci mordercy wściekli?
Może napływowi?
Może to ci, co uciekli?
Nie! To są miejscowi!…

…Nikt nikogo nie rozgrzesza,
ale też nie wyda.
To nas wcale nie pociesza:
Morduje hybryda!

Nic już nie jest czarno-białe.
Wina Ameryki?
Pracują znów nad podziałem
Zielone Ludziki.

Aresztowano rodzinę.
Kogoś, kto pomagał.
Kto zapyta o przyczynę?
Może to jest plaga?

fragment wiersza: Marek Gajowniczek „Wojna francusko-francuska”

„…Globaliści mnożą swoją potęgę przez konfliktowanie grup społecznych, promowaniu praw mniejszości i podporządkowaniu i ograniczaniu praw większości na rzecz mniejszości. Rozsadzenie spójnej tradycji większości dokonuje się poprzez ośmieszanie i rugowanie historycznego patriotyzmu i ugruntowanej w ciągu dziejów tradycji, religii z autorytetem Boga i moralności jako oleju łagodzącego i modulującego stosunki międzyludzkie w każdym społeczeństwie…

…Ruchy totalitarne pod płaszczykiem nowoczesności i haseł liberalnej lewicy spychają w stronę pogaństwa tradycyjną kulturę i tradycje chrześcijańskie. To wszystko może zakończyć się wypchnięciem chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej, co z kolei otworzy Europę, USA i cały świat zachodni na religijnie uzbrojony wojowniczy islam. Przecież to już się dzieje na naszych oczach…” (Jacek K. Matysiak)

całość tu: Jacek K. Matysiak: Czym (jeszcze) żyje Ameryka?

„…Istnieje jeszcze jakaś minimalna szansa, żeby to odkręcić? Bogu dziękować tak i w dodatku nizwykle proste środki wystarczy zastosować. W Europie musi się pojawić europejskość historyczna, czyli silne państwa narodowe oparte na wierze. W szkołach krzyże i odnowione kościoły, wierszyk „Kto ty jesteś, Polak mały” wykuty na blachę. Granice ze szlabanami i po pierwszym strzale w powietrze, następny między oczy intruza. I nie ma w tej wizji żadnego szaleństwa, żadnego obłędu, tak funkcjonowała Europa od tysiącleci, gdy była potęgą i rozmazała kozich synów pod Wiedniem. Równowaga sił jest gwarantem spokoju, rozbrojona i zdemoralizowana tłuszcza europejska jest tylko i wyłącznie mięsem armatnim dla wielu zorganizowany plemion i islamiści wcale nie są tu siłą wiodącą. Przy obecnym bezhołowiu Europa padnie łupem Rosji, Chin i Izraela, pierwsi staną się władcami, drudzy handlarzami, trzeci skarbnikami. USA też średnio zależy na innym rozwiązaniu, ponieważ mają środki, żeby pozostać wśród możnych tego świata. Same banały i żaden ekspert nie powie nic mądrzejszego, za to nagada takich głupot o równouprawnieniu, że owieczkom będzie radośniej krew tryskała z poderżniętych gardeł. Zawsze można też wierzyć w cud i modlić się do końca, najlepiej o rozum. Jak trwoga to do Boga, powiadają starzy mądrzy ludzie i mam wrażenie, że nie za Francję, ale za chwilę Francja zacznie się modlić o powołania dla księży i państwo „wyznaniowe”…”

całość tu: Matka Kurka: Jak chcecie przeżyć to kujcie na blachę „Ojcze Nasz” i „Katechizm polskiego dziecka”

Trzeba koniecznie odwrócić trend degradacji cywilizacji łacińskiej i tożsamości (narodowej, kulturowej i religijnej), do której przyczyniła się rozpanoszona w Europie lewicowa ideologia, czyniąc stylem życia wielu ludzi bezideowy konsumpcjonizm, przez co wielu europejczyków stało się bezwartościowym i bezbronnym rzeźnym bydłem dla ludzi obcej cywilizacji, której celem jest „nawracanie”, podbój i dominacja (prawem szariatu). To nie są żarty. Silniejsza kultura zawsze wypiera słabszą lub „żadną”, a Europa jest coraz bardziej upośledzona pod tym względem i albo wróci do korzeni stając się na powrót IDEOLOGICZNIE silniejsza od innych cywilizacji, albo będzie wegetować w cieniu radykalnego Islamu jako jego niewolnica…

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm.

Powtórzę to co już kiedyś pisałem. KAŻDY kto stanowił prawo i nawoływał do bezmyślnej i bezwarunkowej otwartości na przybyszów ma dziś krew na rękach. Mowa rzecz jasna głównie o politykach i kreaturach opinii publicznej (pożytecznych idiotów nie liczę), którzy uznali kosmopolityzm za „wartość” nadrzędną nad zdrowym nacjonalizmem, rozsądkiem i odpowiedzialnością. Gdyż zrobili to z premedytacją, pomimo wiedzy czym to grozi i wbrew racjonalnym analizom faktów, oraz ostrzeżeniom (również ze służb specjalnych różnych państw, które sygnalizowały infiltrację fali uchodźców przez dżihadystów). Jeśli mowa o naszych umiłowanych przywódcach, to nie wymaga komentarza historia zgody na przyjęcie „tylko kilku tysięcy” tzw. „uchodźców” na których zgodziła się ekspremier Kopacz bo to samo za siebie mówi. Warto za to skomentować fakt że „nowe” polskie władze (choć się zarzekają) niezbyt się różnią w tej kwestii od poprzedników:

„… Nie odwołamy decyzji ws. przyjęcia uchodźców przez Polskę […] Nie ma podstaw prawnych, by decyzja w sprawie przyjęcia uchodźców przez Polskę została unieważniona. Nie mam co do tego wątpliwości – powiedział na antenie RMF FM przyszły minister ds. europejskich Konrad SzymańskiPo tej informacji w internecie rozpętała się burza. Polacy natychmiast dostrzegli, że powoływanie się na brak instrumentów prawnych jest starym wybiegiem, gdy się nie ma woli, bądź odwagi zapobieżenia bulwersującym, acz trudnym sprawom. Słowem jest to medialne umycie rąk… 

…„Wymieniliśmy marionetki, sznurki zostały te same”, „Polacy zawiedli się na ministrze Szymańskim”, „Już rura mięknie?”, „Jak to, przecież deklarowaliście, że nie zgodzimy się na przyjmowanie uchodźców?”, „I po […] taki rząd, który nie słucha narodu. Najwyraźniej jesteście tyle samo warci, co banda PO. (…) „Jeżeli rząd PiS-owski nie odwoła decyzji w sprawie przyjęcia uchodźców, to zapewne wielu wyborców PiS-u będzie czuło się oszukanych. można odwołać przyjęcie uchodźców i bez podstaw prawnych. Ważniejsze jest dobro Polski i Polaków, niż podstawy prawne”, „Nie po to na was głosowałem żebyście utrzymali w mocy tę antypolską decyzję !!”.

…Polacy znów mają wrażenie, że ktoś podejmuje decyzję ponad ich głowami. Część nie jest pewna, czy może nowym ludziom zaufać, zaś inni ewidentnie, po tym jednym wyskoku już ufać przystali…

całość tu: Nowy minister: Trzeba przyjąć imigrantów!

podobne: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

Co prawda ten sam przyszły minister zaraz po zamachu zmienił zdanie, ale ja się pytam co to za mąż stanu który dopiero po tragedii staje się „przewidujący” i używa mózgu po fakcie? Warto też przy okazji rozwinąć myśl: „…Polacy natychmiast dostrzegli, że powoływanie się na brak instrumentów prawnych jest starym wybiegiem, gdy się nie ma woli, bądź odwagi zapobieżenia bulwersującym, acz trudnym sprawom…”. Bo dokładnie tak należy rozpatrywać niedawny „spór” o to kto ma reprezentować Polskę we wiadomej sprawie na „nieformalnym szczycie na Malcie”. Obie partyjne kliki odstawiły bowiem przed narodem klasyczny (nie pierwszy już raz!) POPIS, blokując się wzajemnie (w dobrze pojętym obopólnym politycznym interesie) we wzięciu na siebie odpowiedzialności za konieczność podejmowania niepopularnej decyzji, tchórzliwie cedując tę odpowiedzialność na obce państwo (w tym wypadku Czechy). Bo zarówno Pan prezydent jak i Pani premier doskonale wiedzieli co oznacza na „salonach UE” postawienie się Niemcom (gdyby trzeba było wybrać interes narodowy) i jakie mogą być konsekwencje wewnątrz kraju (kiedy większość Polaków nie życzy sobie imigrantów) po wyrażeniu zgody na „solidarność” w sprawie „kryzysu imigracyjnego”. W przypadku scedowania odpowiedzialności na Czechy i jedni i drudzy mogliby grać z „czystymi” rękami przysłowiowego głupa (tak w UE jak i przed wyborcami w Polsce) jakkolwiek by się ten szczyt nie zakończył.

…Odys

Jean Jules Antoine Lecomte du Nouy - Śmierć Ojczyzny

Jean Jules Antoine Lecomte du Nouy – Śmierć Ojczyzny

 

Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości.


1. „FAZ”: Merkel i Hollande naciskali na władze Ukrainy w sprawie konstytucji

PAP – Świat, 17 Sie 2015, 10:18 Berlin (PAP) – Niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze w poniedziałek o irytacji wśród ukraińskich polityków spowodowanej naciskami przywódców Niemiec i Francji na parlament w Kijowie w celu zmiany ustawy o decentralizacji władzy zgodnie z sugestiami Rosji.

Wiceprzewodnicząca ukraińskiego parlamentu Oksana Syroid zarzuciła kanclerz Angeli Merkel i prezydentowi Francois Hollande’owi, że 14 lipca, bezpośrednio przed pierwszym głosowaniem nad projektem ustawy o zmianach w konstytucji przewidujących decentralizację władzy w państwie, naciskali w rozmowie telefonicznej na szefa parlamentu Wołodymyra Hrojsmana, domagając się wprowadzenia zmian służących wyłącznie rosyjskim interesom.

Syroid powiedziała „FAZ”, że zmiany zostały rzeczywiście wprowadzone i zaakceptowane przez Radę Najwyższą Ukrainy. „Nasi sojusznicy narzucili nam te rozwiązania” – zaznaczyła ukraińska parlamentarzystka z proeuropejskiego klubu Samopomoc.

Wprowadzona zmiana, określana przez Syroid mianem konia trojańskiego, stanowi, że „kształt lokalnego samorządu w określonych rejonach obwodów donieckiego i ługańskiego ustalony zostanie w odrębnej ustawie”.

Jak twierdzi posłanka, projekt „odrębnej ustawy” już istnieje i daje Moskwie wszystko, co chciała: samorząd dla obszarów opanowanych przez separatystów wraz z własną milicją oraz uprzywilejowanymi relacjami z Rosją. „Kto przyznaje separatystom samorząd i zbrojną władzę zanim Rosja wycofa swoje oddziały, ten utrwala na zawsze wpływy Moskwy we wschodniej Ukrainie” – wyjaśnia Syroid. „Konstytucja staje się tym samym bronią Rosji” – dodaje. Jej zdaniem postępowanie Berlina i Paryża jest złamaniem prawa Ukraińców do samostanowienia.

Autor materiału w „FAZ” Konrad Schuller przyznaje, że rozmowa Merkel i Hollande’a z Hrojsmanem na dzień przed zmianą projektu ustawy rzeczywiście się odbyła. Oboje „wyrazili satysfakcję z powodu włączenia fragmentów zgodnych z porozumieniem z Mińska” – czytamy na stronie internetowej biura prasowego niemieckiego rządu.

„FAZ” zwraca uwagę na obawy ukraińskich polityków przed „cichym porozumieniem” z Rosją osłabionego licznymi kryzysami Zachodu. „Wsparcie dla Ukrainy zostanie ograniczone, roszczenie Moskwy do hegemonii po cichu zostanie uznane, a w zamian prezydent (Władimir) Putin pomoże w rozwiązaniu konfliktów w Syrii, Iranie i Korei Północnej” – opisuje Schuller obawy Ukraińców. „FAZ” ostrzega, że postawa Zachodu może doprowadzić do rozbicia proeuropejskich sił w ukraińskim parlamencie.

Parlament Ukrainy wstępnie zaakceptował w połowie lipca prezydencki projekt zmian w konstytucji, który przewiduje szeroką decentralizację władzy w państwie. Posłowie zgodzili się w głosowaniu na skierowanie projektu do Trybunału Konstytucyjnego.

Wcześniej część deputowanych wyrażała obawy związane ze znajdującym się w dokumencie zapisem o „statusie samorządów” na opanowanych przez prorosyjskich separatystów obszarach Donbasu i mówiła, że na przyjęcie prezydenckiego projektu zmian w konstytucji naciskają zachodni partnerzy Ukrainy. Podczas głosowania w parlamencie obecna była m.in. wysoka rangą przedstawicielka amerykańskiego Departamentu Stanu Victoria Nuland. (PAP)

lep/ mmp/ ap/ (za stooq.pl)

„…stabilny kraj został zamieniony w pokryty gruzami bantustan ogarnięty wojną domową. Na zmianach Ukraina wyszła jak Zabłocki na mydle, co nie dziwi, gdyż były one inspirowane z zewnątrz, a pomoc Zachodu we „wprowadzaniu demokracji” faktycznie okazała się podaniem tego państwa na tacy Kremlowi.

I choćby dlatego świat o Ukrainie zapomina, nie przejmuje się wojną domową. Temat nie jest trendy medialnie i politycznie, tym bardziej, że cel — dezintegracja terytorialna i polityczna — został osiągnięty. Więc jeszcze nie tak dawne sążniste reportaże telewizyjne z pola walki zostały zastąpione przez krótkie relacje o tym, że znów ktoś kogoś ostrzelał, znowu zrujnowane zostało jakieś miasteczko czy wieś.

Wojna, jej wywołanie, nigdy nie bierze się z przypadku. Zawsze jest jakiś cel. Biznesowy, czyli zarobienie na konflikcie poprzez sprzedaż uzbrojenia. Oraz polityczny, czyli zastąpienie starego układu nowym, bardziej spolegliwym, pozwalającym rozgrywać dane państwo we własnej polityce zagranicznej, także tej gospodarczej. W tym świetle rewelacje „Frankfurter Allgemeine Zeitung” z 17 sierpnia o tym, że Niemcy i Francja doprowadziły niedawno do przegłosowania przez parlament w Kijowie zmian w konstytucji, przewidujących decentralizację władzy w państwie, zgodnie z interesem Rosji nie są żadnym zaskoczeniem. Z publikacji wiadomo więc np., że w lipcu, bezpośrednio przed pierwszym głosowaniem w tej sprawie, Merkel i Hollande naciskali w rozmowie telefonicznej na szefa parlamentu Wołodymyra Hrojsmana, domagając się wprowadzenia zmian służących wyłącznie Kremlowi. Żądanie to zostało oczywiście zaakceptowane.

Wiceprzewodnicząca parlamentu w Kijowie Oksana Syroid potwierdziła w rozmowie z „FAZ”, że postępowanie Niemiec i Francji jest złamaniem prawa Ukraińców do samostanowienia, a przyjęte pod naciskiem rozwiązania określiła mianem „konia trojańskiego”. W sumie słusznie, gdyż Putin dostał wszystko, co chciał. Zmiany stanowią, że kształt lokalnego samorządu w określonych rejonach obwodów donieckiego i ługańskiego ma zostać ustalony w odrębnej ustawie, już zresztą powstałej. „Kto przyznaje separatystom samorząd i zbrojną władzę, zanim Rosja wycofa swoje oddziały, ten utrwala na zawsze wpływy Moskwy we wschodniej Ukrainie. Konstytucja staje się tym samym bronią Rosji” — kwituje Syroid.

Na tym wszystkim, rzecz oczywista, najgorzej wyszli zwykli Ukraińcy, którzy zostali potraktowani jak mięso armatnie w prorosyjskiej politycznej grze mocarstw zachodnich i Stanów Zjednoczonych. Wmówiono im, jaki to Janukowycz zły, że jak przyjdzie nowa władza, to się polepszy. A zamiast polepszenia zostali mieszkańcami kondominium francusko-niemieckiego z dyskretnym acz silnym poparciem Waszyngtonu, bo przecież nieprzypadkowo podczas głosowania ustawy w parlamencie była w nim obecna wysoka rangą przedstawicielka amerykańskiego Departamentu Stanu Victoria Nuland.

Tak więc i wilk syty i owca cała. Wsparcie dla Ukrainy zostanie ograniczone, roszczenie Moskwy do hegemonii po cichu uznane, a w zamian prezydent Putin pomoże w rozwiązaniu konfliktów w Syrii, Iranie i Korei Północnej. I Ameryka też jest zadowolona, bo uczyniła z Ukrainy pole konfliktu z Rosją daleko poza własnymi granicami.

tekst opublikowany na portalu stefczyk.info Julia M. Jaskólska • jakuccy.pl  źródło: Koń trojański 

podobne: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem).

…Cały ten „spontaniczny przewrót” od początku pachniał ustawką Rosja-USA-UE (Niemcy, Francja) i zdradą Ukraińców przez ich własne elity. Można na ten temat znaleźć sporo opinii w internecie (osobiście już w kwietniu zeszłego roku zwracałem na to uwagę – Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej). Rozumiem że część społeczeństwa Ukrainy mogła nie mieć tej wiedzy, ale żeby tzw. elity były tym zaskoczone to świadczy wyłącznie o nich, zwłaszcza że same brały udział w procedowaniu i głosowaniu tego co im podyktowano, a o co teraz mają żal (nie wiadomo do kogo). Niestety wszystko to było do przewidzenia już od pierwszych głosów zachodu popierających federalizację Ukrainy.

Biedni Ukraińcy będą się musieli niestety przeprosić z „bratnim” narodem Rosyjskim. Na przyszłość powinni jednak uważać na co i komu pozwalają urządzać we własnym kraju „rewolucję”, nie zważając na własny interes i sens tego rodzaju przedsięwzięć. Tyle krwi przelanej i zaognionych relacji z sąsiadem tylko po to by pozostać krajem zrujnowanym, okrojonym terytorialnie i ostatecznie sprzedanym temu od kogo się uciekało. Ciekawi mnie teraz czy ktoś na Ukrainie nie będzie chciał wyciągnąć z tego konsekwencji wobec władz które do tego upokorzenia dopuściły… Czy będzie drugi Majdan?… (Odys)

podobne: Co z paktem Putin-Merkel dotyczącym Ukrainy? oraz: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego. o jeszcze: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję. i to: Merkel będzie mediować „decentralizację” a także: Porozumienia genewskie sukcesem Rosji i klęską państw zachodnich. Sueddeutsche Zeitung: „Putin maszeruje, Zachód tylko reaguje”.

2. Sikorski w „FT”: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej

PAP – Świat 17 Sie 2015, 9:50 Londyn (PAP/Media) – Były szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski skrytykował w poniedziałek na łamach „Financial Times” największe państwa Unii Europejskiej za lekceważenie założeń traktatu z Lizbony i prowadzenie samodzielnej polityki zagranicznej.

Sikorski przypomniał, że sześć lat temu w życie weszły zapisy traktatu z Lizbony, który powołał m.in. stanowisko wysokiego przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej bezpieczeństwa, a także urząd przewodniczącego Rady Europejskiej. Dzięki temu UE miała mówić na zewnątrz jednym głosem, a nie być reprezentowana przez największe państwa takie jak Niemcy i Francja.

„+Dwuznaczność+ nie jest tym pojęciem, którego oczekiwaliśmy w odniesieniu do europejskiej polityki zagranicznej w sześć lat od wejścia w życie traktatu z Lizbony. W czasach, kiedy pakt był negocjowany, słusznie zakładaliśmy, że w porównaniu z innymi potęgami świata wszystkie państwa Europy są małe i mogą stanowić realną siłę, tylko działając razem” – zwraca uwagę Sikorski.

Według niego wspólna polityka zagraniczna UE odniosła pewne sukcesy, ratując m.in. Gruzję przed utratą suwerenności w wyniku inwazji wojsk rosyjskich. Jednak od tego czasu doszło do zmian i powrotu do sytuacji, kiedy pierwsze skrzypce w europejskiej polityce odgrywają znowu Niemcy i Francja.

„Czy to w przypadku Syrii, czy konfliktu izraelsko-palestyńskiego, Libii czy uchodźców państwa członkowskie są bardziej widoczne niż sama UE, mimo podejmowanych prób przez szefową unijnej dyplomacji Federicę Mogherini” – zwraca uwagę Sikorski. „W sprawie Ukrainy UE nie ma nawet przy stole rozmów. W zamian za to Niemcy i Francja, które nawet nie graniczą z tym państwem, wzięły na siebie sprawę rosyjskiej agresji, osiągając zaledwie częściowy sukces” – dodał.

Źródła takiego stanu rzeczy Sikorski doszukuje się w kryzysie finansowym, który podkopał siłę UE i pokazał, że najważniejsze decyzje podejmują najbogatsi. Zdaniem byłego szefa polskiej dyplomacji szczególnie wyraźnie ilustruje to konflikt na wschodzie Ukrainy i nieprzestrzeganie porozumień z Mińska.

„Przywódcy Rosji, Chin i USA będą słuchać tylko największych państw Europy, ale nie będą skłonni do działania zgodnie z tym, co im się zakomunikuje. Jeżeli będą chcieli skontaktować się z +Europą+, nie będą nadal pewni jaki numer (telefonu) powinni wybrać” – ocenia Sikorski.

Podsumowując były szef polskiego MSZ podkreśla, że na takiej polityce traci nie tylko UE, ale także Niemcy i Francja, ponieważ w przypadku fiaska ich działań, to właśnie Berlin i Paryż będą obwiniane za porażkę. Apeluje jednocześnie o powrót do wspólnej polityki UE, przypominając, że tylko działając razem, Europa ma szansę na osiągnięcie swoich celów. (PAP)

lm/ ap/ bk/ (za stooq.pl)

…no to ja tylko przypomnę Panu Sikorskiemu że to właśnie on apelował swojego czasu do Niemiec o większą aktywność (obawiając się bezczynności tego kraju na arenie międzynarodowej) i że to on był pierwszym który swojego czasu groził Ukrainie również w interesie Niemiec i Francji. Być może Pan Sikorski miał na myśli dobro wszystkich wokół, ale za swoją naiwność i służalczość to już niestety niech ma pretensję wyłącznie do siebie, bo tylko idiota może być zaskoczony tym że oba kraje pilnują przede wszystkim swoich interesów frymarcząc interesem pozostałych państw UE. Kolejny raz Pan Sikorski dowodzi smutnej prawdy że milczenie jest złotem, choć zasadniczo racji mu odmówić nie można a co najwyżej realizmu 🙂

I niech się Pan Sikorski tak nie martwi tym że Chiny, USA czy Rosja nie będą wiedziały do kogo w Europie dzwonić za interesami. Wszystkie trzy świnki wiedzą doskonale z kim warto rozmawiać (a na kogo czasu nie warto marnować) bo w Europie wilkiem są Niemcy, bo UE to są właśnie NIEMCY 🙂 (Odys)

Dlaczego należy zmienić władzę w Polsce? – Stanisław Michalkiewicz ukazuje program dla Polski

podobne: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów. oraz: Szczyt w Mińsku a stosunki Rosyjsko-Ukraińskie. Kryzys ukraiński a jedność Europy. a także: Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. i to: Reanimacja greckiego trupa (w interesie NATO na koszt Europy). Świetlana przyszłość UE kosztem suwerenności członków. Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji.

3. Duda: obecność NATO w Polsce powinna być bardziej namacalna i faktyczna.

PAP – Kraj, 15 Sie 2015, 11:28, Warszawa (PAP/PAP Media) – „Cel jest jeden, bardzo prosty – wzmocnienie bezpieczeństwa Polski, wzmocnienie gwarancji bezpieczeństwa dla Europy Środkowo-Wschodniej w tej sytuacji, jaka jest. Myślę, że każdy już dzisiaj widzi, że ta obecność NATO tutaj w Europie Środkowo-Wschodniej, w Polsce powinna być bardziej namacalna, powinna być faktyczna” – mówił prezydent.

„Dzisiaj rzeczywiste istnienie wschodniej flanki Sojuszu – a ja uważam, że my jesteśmy tą wschodnią flanką Sojuszu (…) – musi oznaczać także faktyczną obecność wojsk NATO na naszym terenie” – zaznaczył prezydent. „Myślę tutaj o twardej, czy tak zwanej krytycznej (…) infrastrukturze NATO – myślę tutaj o bazach, choćby polsko-amerykańskich czy innych bazach wojsk NATO” – wyjaśnił. Dodał, że chciałby, aby w tym procesie uczestniczyli polscy żołnierze. „Uważam to także za element budowy silnej polskiej armii. My naszą armię musimy wzmacniać, bo poza gwarancjami sojuszniczymi, przede wszystkim powinniśmy liczyć na siebie” – powiedział Andrzej Duda.

Zwierzchnik Sił Zbrojnych przypomniał, że jeszcze jako prezydent elekt odbył szereg spotkań m.in. z premierem Kanady oraz szefem NATO, na których podkreślał, jak widzi rozwój Sojuszu Północnoatlantyckiego i jaki stawia przed nim cel. „Negocjacje już się dla mnie rozpoczęły. Mam nadzieję, że spotkamy się z przychylnością partnerów – będę je kontynuował, bo przede mną cały szereg ważnych spotkań” – stwierdził Andrzej Duda.

Prezydent zapytany o reakcję na postulaty „drugiej strony” odpowiedział, że odbiera ją jako dobrą. „Dlatego, że nie spotkałem się ze zdecydowanym sprzeciwem, w związku z czym uważam, że temat jest otwarty i temat jest do dyskusji” – powiedział. „Jaki będzie zakres tej obecności (wojsk NATO w Europie Środkowo-Wschodniej-PAP), to oczywiście jest do ustalenia, to jest do wynegocjowania, ale chciałbym, żeby do czasu szczytu NATO w Warszawie za rok, te sprawy były przeprowadzone i stąd taka duża też spodziewana i planowana intensywność moich działań w tej sferze międzynarodowej” – podsumował prezydent.

Prezydent w „Sygnałach dnia” odniósł się także do kontrowersji wokół przetargu na zakup śmigłowców od Airbusa. „Mam takie same wątpliwości, jak podnosi wielu Polaków, jakie podnosiło także wielu polskich polityków” – powiedział. Podkreślił, że „to jest bardzo ważna przede wszystkim polska sprawa, wspólna sprawa, bo to są ogromne pieniądze podatników, które mają zostać wydane na unowocześnienie i dozbrojenie polskiej armii”.

W celu wyjaśnienia spraw związanych z przetargiem, prezydent zadeklarował chęć rozmowy z ministrem obrony narodowej Tomaszem Siemoniakiem. „Ustaliliśmy wstępnie z panem ministrem, że zaproszę pana ministra do siebie w przyszłym tygodniu po to, żeby właśnie porozmawiać m.in. na ten temat” – powiedział Andrzej Duda.

„Ale ja chciałbym z panem ministrem też szerzej rozmawiać, na temat właśnie całego tego wielkiego programu dozbrojenia polskiej armii, w jaki sposób będziemy to realizować” – podkreślił. Zdaniem zwierzchnika Sił Zbrojnych polską armię należy wyposażać w sprzęt możliwie najnowocześniejszy. „To są duże pieniądze, ale trzeba je wydać dobrze i to jest wielkie zadanie i to jest także wielka odpowiedzialność polityków przed społeczeństwem i przed polskim wojskiem, bo ono musi być bezpieczne, ono musi być dobrze wyposażone, musi być silne. Silna armia to podstawa; taka armia, żeby nikomu nie przyszło nawet do głowy podnieść na nas rękę. To jest najistotniejsze w tej chwili” – zaznaczył prezydent.

Andrzej Duda podkreślił, że „przyszłość polskiego przemysłu zbrojeniowego powinna być wielkim elementem przyszłości polskiej gospodarki”. „My mamy bardzo dobre tradycje, jeżeli chodzi o przemysł zbrojeniowy, i to nie jest tak, że my powinniśmy kupować broń wszędzie na świecie” – powiedział. Według prezydenta ważne jest, „żeby pieniądze zarabiali nasi rodacy, polscy pracownicy, tak, żeby one trafiały do polskiego budżetu”. (PAP)

amt/ mww/ je/ (za stooq.pl)

podobne: Po szczycie NATO: „Bazy” rotacyjne („szpica”?) w Polsce. Korpus NATO w Szczecinie podnosi gotowość bojową. USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę (manewry na zach. Ukrainy). Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. Rosja: reakcja na szczyt, manewry wojsk rakietowych, baza wojskowa w Arktyce. oraz: Polski przemysł zbrojeniowy traktowany po macoszemu (Świdnik odpada z przetargu). Amerykanie i Francuzi uzbroją polską armię (MON wybrał „Patrioty” i „Caracale” – opinie podzielone). MON weryfikuje akty prawne („Si vis pacem, para bellum”).

„…„Sueddeutsche Zeitung” stwierdziła, że Andrzej Duda, domagając się rozlokowania w Polsce większych sił NATO, narusza kompromis osiągnięty podczas szczytu NATO w Newport, co grozi, jak twierdzi SZ, konfliktem nie tyle z Rosją co wewnątrz Sojuszu. Słowa dziennikarza niemieckiej gazety, skądinąd znanego z tego, iż nieraz wypowiadał się w duchu otwarcie prorosyjskim i bywa częstym gościem telewizji Russia Today, natychmiast podchwyciły polskie media. Niektóre cytowały tekst z „Sueddeutsche Zeitung” wyłącznie w ramach szukania sensacyjnego tytułu, inne – niestety – w ramach już rozpoczynającej się walki politycznej w Polsce. W sprawie głos zabrał jednak minister obrony Tomasz Siemoniak, który stwierdził, iż nie należy dać się „rozgrywać niemieckiej gazecie”. Można byłoby zastanawiać się nad tym skąd biorą się polskie kompleksy, które powodują, iż jeden tekst w niemieckiej gazecie jest cytowany przez niemal wszystkie portale i co kieruje ludźmi, którzy gotowi są w oparciu o taki artykuł rozpoczynać kolejną odsłonę polsko – polskiej wojny. Należałoby z drugiej strony docenić postawę ministra obrony, który swym wpisem na twitterze zapobiegł eskalacji konfliktu w tej sprawie i stanął po stronie Prezydenta wywodzącego się z zupełnie innego obozu politycznego…

…Nie należy mieć więc złudzeń. Dialog Zachodu z Rosją nie tylko będzie prowadzony, ale już trwa. I nie chodzi wcale o rozmowy nt. Ukrainy. W tle bowiem rodzi się nowy układ sił. Zmierzcha ten, który powstał w wyniku zakończenia Zimnej Wojny, który był wszakże bardziej pochodną czy też echem konfrontacji Zachodu z komunizmem, niż nowym systemem jako takim. Pierwsze skądinąd oznaki, iż ów ład jest etapem przejściowym było widać już kilka lat po naszym wejściu do NATO.

Celem Rosji niewątpliwie jest zastąpienie obecnej architektury bezpieczeństwa układem bezpieczeństwa zbiorowego, czy też – mówiąc nieco prościej – koncertem mocarstw. Zapewne Moskwa nie osiągnie w pełni zakładanych celów, ale nie można też mieć złudzeń, że Zachód układając się z Moskwą nie uzna przynajmniej części jej aspiracji. Zbyt wiele łączy bowiem Zachód z Rosją… 

…W Europie głównym graczem stają się Niemcy – tradycyjnie zbyt słabe by samodzielnie odpowiadać za kontynent i za silne, by być tylko jednym z państw UE i NATO. Wydaje się skądinąd, iż polityka Berlina i Waszyngtonu jest na tyle skoordynowana, że – w ramach pewnych ograniczeń – Biały Dom powierza jednak Urzędowi Kanclerskiemu prowadzenie polityki europejskiej wobec Rosji. To zaś oznacza, iż Moskwa będzie odgrywać poważną rolę w Europie Środkowo – Wschodniej. Im więcej bowiem Rosji w Europie, tym niejako równolegle ważniejszy w Europie jest Berlin. Polska zaś, domagając się potwierdzenia gwarancji bezpieczeństwa, narusza tworzący się układ sił…

…Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na pewien paradoks, którym jest to, iż w naszej debacie publicznej cały czas mowa jest o „europejskiej perspektywie” dla Kijowa i Mińska, a na Zachodzie w tym samym czasie dyskutuje się o czymś zgoła przeciwnym – bliższym jeśli już to raczej duchowi Monachium, niż jakiejkolwiek idealistycznej wizji poszerzania euroatlantyckiej strefy bezpieczeństwa i dobrobytu. Trudno doprawdy o bardziej wyrazisty dowód z jednej strony twardej gry Zachodu, a z drugiej naszej naiwności. Skoro jednak tak, to warto rozważyć, czy Polska powinna grać o ową europejską perspektywę, czy też może traktować to jedynie jako kartę przetargową, by potem uzyskać – w zamian za nasze ustępstwa – finlandyzację Ukrainy i Białorusi. Nie musielibyśmy przy tym wcale mówić Ukraińcom, w ślad za marszałkiem Piłsudskim, że „bardzo przepraszam (y), nie tak miało być”, gdyż Ukraińcy lepiej niż my rozumieją, że Warszawa, poza słowami, niewiele oferuje. Ukraińcy rozumieją też, że jeśli realną alternatywą dla finlandyzacji nie jest wcale integracja z Zachodem, a moskiewski dyktat to, godząc się na ów neutralny status, wygrywają. Pamiętajmy, że wygrywamy również i my. Pytaniem na inny tekst jest, czy ktoś będzie nas pytał o zgodę i czy mamy z czego, poza deklaracjami, które w polityce są nic nie warte, ustępować…

…Tak jak utrzymanie statusu Polski jako członka drugiej kategorii NATO oznacza koniec naszych ambicji w polityce wschodniej tak i – analogicznie – uznanie Białorusi i Ukrainy nie za strefę buforową, a za sferę wpływów Rosji automatycznie oznacza, iż Polska staje się strefą buforową, terytorium o które toczy się gra… 

…Na dziś wszystkie scenariusze, poza tym najbardziej dla nas optymistycznym, są nadal realne. O ile oczywiście polscy politycy, b. ministrowie, analitycy i media czy to z bojaźni, czy dla doraźnych korzyści nie będą godzić się na rozwiązania dla nas niekorzystne na etapie, gdy te są jeszcze tylko balonami próbnymi. Konieczne jest też zrozumienie przez wspomnianych wyżej polityków i analityków faktu, iż na Zachodzie mamy do czynienia co prawda z sojusznikami, ale są to sojusznicy, z którymi w pewnych sprawach mamy sprzeczne interesy…” (Witold Jurasz)

polecam lekturę całości tuNATO dwóch prędkości

„…podjęta 4 czerwca 1992 roku próba ujawnienia agentury, czyli jurgieltników w strukturach państwa polskiego, została zablokowana przez obydwie strony umowy „okrągłego stołu”: RAZWIEDUPR i wyselekcjonowaną przezeń „stronę społeczną”, której soldateska powierzyła w naszym nieszczęśliwym kraju piastowanie zewnętrznych znamion władzy… 

…W rezultacie rządów jurgieltniczych Polska nie uzyskuje nawet tych korzyści, jakie mogłaby uzyskać w związku z przynależnością do NATO i słusznie w wywiadzie dla „Financial Times” prezydent Andrzej Duda zwrócił uwagę, iż w NATO Polska traktowana jest jako „strefa buforowa”. Wynika to ze sformułowanej jeszcze w latach 60-tych przez ówczesnego sekretarz obrony Roberta McNamarę doktryny „elastycznego reagowania”: taktownie nawzajem oszczędzamy własne terytoria, więc haratamy się na przedpolach. Znaczy – w strefach buforowych. Dla obszaru przeznaczonego na „strefę buforową” żaden cymes to nie jest, nawet jeśli amerykańska, czy kanadyjska drużyna uświetni defiladę naszej niezwyciężonej armii. Nie zmienia tej sytuacji „rotacyjna obecność” sojuszniczej kompanii, czy nawet batalionu na terenie Polski, bo nawet gdyby ta obecność nie była „rotacyjna”, to i tak nie wiemy przecież, co te sojusznicze wojska zrobią. Wiemy tylko, czego na pewno nie zrobią; na pewno nie będą słuchały rozkazów rządu polskiego, tylko rozkazów własnych rządów i jeśli na przykład w chwili zagrożenia rozkażą one im się wycofać, to na pewno zrobią to z wielką skwapliwością. Dlatego też Polska nie powinna nasładzać się ani żadnymi „rotacyjnymi obecnościami” ani nawet obietnicami rozlokowania na naszym terytorium baz NATO. Trzeba bowiem pamiętać, że w podpisanym w Moskwie 12 września 1992 roku traktacie „2 plus 4” sygnatariusze zobowiązali się do nieprzesuwania baz ani ciężkiej broni NATO na wschód od dawnej granicy niemiecko-niemieckiej. Traktat ten otworzył drogę do zjednoczenia Niemiec, a i Polska nie powinna go podważać, bo Niemcy zobowiązały się do uznania tego traktatu za traktat pokojowy z Polską – do którego odwoływały się postanowienia konferencji czterech mocarstw w Poczdamie w roku 1945. Wreszcie Niemcy nie życzą sobie żadnych baz na terenie Polski, również z uwagi na strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie. A ponieważ na takie bazy musiałoby wyrazić zgodę całe NATO, to nie ma co na to liczyć.

Dlatego jeśli USA znowu powierzyły Polsce niebezpieczną rolę amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, to w rezultacie podjęcia się tej roli Polska stała się państwem frontowym. Oczekiwalibyśmy zatem od Stanów Zjednoczonych – po pierwsze – solennej obietnicy, że już nigdy, pod żadnym pozorem USA nie będą na Polskę naciskały w sprawie realizacji żydowskich roszczeń majątkowych, a po drugie – że Polska zostanie przez USA potraktowana tak samo, jak inne państwo frontowe, to znaczy – Izrael. Oczekiwalibyśmy takiego samego finansowego wsparcia ze strony USA, jakie corocznie uzyskuje Izrael oraz podobnych udogodnień wojskowych. Nie po to, by instalować na polskim terytorium jakieś „bazy NATO”, nad którymi musiałaby wiecować np. Hiszpania, czy Grecja, tylko żeby wzmocnić i zmodernizować polską armię, która wprawdzie stanowi element sił sojuszniczych na wschodnim skraju obszaru obrony NATO, ale przecież musiałaby słuchać rozkazów rządu polskiego, jaki by on tam nie był.” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Zamiast „strefy buforowej”

Stanisław Michalkiewicz o nowym prezydencie Andrzeju Dudzie

…cały wpis można podsumować znanym cytatem: „…a na końcu i tak wygrywają Niemcy” 😉

podobne: Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy. Odzyskać MSZ. oraz: Ośrodek Analiz Strategicznych: Potencjał militarny Białorusi. i jeszcze: UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. polecam również: Putin: Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród (tymczasem Ukraina ponownie prosi o siły pokojowe). Norweski wywiad o rosyjskiej aktywności. Rosyjska armia na poligonach od Kaliningradu po Sachalin. Polska zaniepokojona Iskanderami, potrzebna twarda infrastruktura NATO i zmiana koncepcji obrony (w odpowiedzi na doktrynę rosyjską). O roli Niemiec w polityce wschodniej (dodatkowe miliardy na armię). i to: Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej. a także: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP

USA, Rosja, Unia Europejska

Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka?


1. Eugeniusz Januła: Geopolityka, mocarstwa i wojny.

„…Z reguły państwa, bez względu na przynależność formacyjno-ustrojową, permanentnie między sobą walczą o terytoria, precjoza, inne dobra, itd. Jeżeli spojrzy się na dzieje wojen, czyli praktycznie całą historię świata, to na ogół zwyciężały państwa posiadające w swojej epoce status mocarstw. Te mniejsze, słabsze czy też ogarnięte kryzysem, na ogół przegrywały i bądź w skrajnych wypadkach traciły suwerenność, bądź też musiały zrzec się części własnego terytorium, zapłacić kontrybucje itd. na rzecz zwycięzców.

W dziejach cywilizacji występowały okresy dominacji wielkich mocarstw swoich epok. Najbardziej znany przykład, to wielowiekowa dominacja Rzymu nad całą resztą świata w rozumieniu ówczesnych pojęć. Oczywiście w systemie zupełnie niezależnym, równolegle funkcjonowało cesarstwo chińskie. Nie należy też zapominać o państwach na wyżynie Dekan itd., nie mówiąc już o cywilizacjach rozwijających się na kontynencie amerykańskim. Świat jednak w układzie politycznym dąży w naturalny sposób do stanu równowagi, najczęściej, jak wykazuje historia – dość labilnej [2]. Dlatego też, wracając do historii przywoływanego już Rzymu, musiał on prowadzić bardzo twarde wojny z Kartaginą, później z azjatyckimi Partami i ich następcami Persami, by na koniec ulec plemionom germańskim będących w etapie „wędrówki ludów”. Podobnie było i w kolejnych etapach cywilizacyjnego rozwoju tego zakątka świata. Powstające wielkie mocarstwa, zwykle dość szybko napotykały godnych siebie przeciwników i albo ulegały w walce, albo też trwały długo i ulegały degradacji wskutek obiektywnych procesów ekonomicznych i społecznych. Były też imperia wielkie i silne, ale jednocześnie dość nietrwale. Takim była chociażby epoka napoleońska. Generał, konsul a później cesarz Napoleon Bonaparte umiał świetnie wykorzystać reformy ekonomiczne i systemowe, jakie były owocem wielkiej rewolucji i wykorzystać je do próby ustalenia dominacji Francji w całej Europie. Jak się to skończyło po początkowych, wielkich sukcesach – wszyscy wiemy. Jednak szereg reform podjętych przez tego genialnego człowieka przetrwał nie tylko we Francji i w dodatku stał się silnym motorem postępu społecznego.

Rozkwit mocarstw odbywał się zwykle metodą klasyczną, zarówno w świecie starożytnym, średniowiecznym, jak i nowożytnym. Szanse zostania mocarstwem miały państwa wielkie obszarowo i ludnościowo. Równocześnie musiały być to też kraje, które czymś, czyli jakimiś walorami dominowały nad innymi kontrpartnerami politycznej gry…

(…) 

Kolejno I i II wojny światowe zmieniły poglądy na działania i nauki wojenne, w szczególności na strategię, sztukę operacyjną itp. Po raz kolejny potwierdziła się teza Carla von Clausewitza, że „wojna jest tylko i wyłącznie przedłużenie polityki a zarazem forma osiągania politycznej przewagi” [3]. W I wojnie światowej wystąpiły już nie poszczególne państwa, lecz zwarte bloki państw. Prawdą jest, że nie był to pierwszy przypadek, jednak przed rozpoczęciem tego konfliktu poszczególne bloki postawiły sobie polityczne cele, jakie powinny poprzez konflikt osiągnąć. Dla Niemiec, należących do państw centralnych, było to spowodowanie ponownego podziału świata przez „odbicie” części kolonii Zjednoczonemu Królestwu i Francji oraz osiągniecie roli mocarstwa nr 1 na kontynencie europejskim. Drugim celem było podporządkowanie sobie Ukrainy po to, aby właśnie Niemcy decydowały również o kwestiach rynku surowcowego i żywnościowego. Dla Austro-Węgier natomiast cele były bardziej defensywne. To głęboko zatomizowane, szczególnie pod względem narodowościowym, państwo w tej wojnie walczyło o przetrwanie. Przy okazji jednak chciało na Bałkanach wyeliminować Serbię, podporządkować południową Ukrainę oraz sięgnąć po terytoria północnych Włoch. To ostatnie dążenie spowodowało, że Italia, początkowy sojusznik tej grupy państw, znalazła się szybko po przeciwnej stronie Ententy.

(…)

Również ta „wielka wojna”, jak nazywają ją dziś historycy i publicyści, została rozstrzygnięta przez siłę ekonomiczną i demograficzną i w końcu militarną Stanów Zjednoczonych. Rozważań, również naukowych na temat, co by było, gdyby USA nie przystąpiły do tej wojny, jest wciąż wiele. Jeden z uczestników tego konfliktu, a nawet jeden z reżyserów tego wielkiego światowego spektaklu, stwierdzał, że państwa centralne wygrałyby wojnę, bo rozbiły Rosję. Francja była bliska upadku, a w wypadku ugięcia się Paryża, Londyn nie miałby żadnego interesu, by dalej prowadzić wojnę [4]. Raczej należałoby postawić pytanie, na jakich warunkach Niemcy zgodziłyby się zakończyć konflikt.

(…)

Po stronie przegranych, co jest naturalne musiała występować chęć rewanżu. To, że ten, który zogniskował polityczny rewanżyzm, nazywał się Adolf Hitler, miało geopolitycznie znaczenie nawet trzeciorzędne. Gdyby nie ten diaboliczny, ale na pewno inteligentny osobnik, na pewno znalazłby się ktoś inny – może tylko kilka lat później. Reżimy autorytarne, a przecież inaczej nie można też nazwać formuły rządów, która po I wojnie światowej ukształtowała się w ZSRR, budowały siłę militarna. Właśnie cechą reżimów autorytarnych jest to, że mogą one skoncentrować wysiłki w kilku określonych dziedzinach i osiągnąć, bardzo wysokim kosztem, ale jednak sukces. Tak było z odbudową przemysłu wojennego w Niemczech, jak i socjalistyczną industrializacją w ZSRR. Można i trzeba krytykować te reżimy, ale w zakresie rozbudowy ciężkiego przemysłu w Niemczech i budowy niemal od podstaw analogicznych instalacji i technologii w ZSRR, kraje te osiągnęły sukces, który miał być jedną z podstaw budowy ich siły militarnej. Siłę tę uzyskały w zaskakująco szybkim czasie. Zaskoczone były tym kręgi militarne tradycyjnych mocarstw, czyli Francji i Wielkiej Brytanii. Elity polityczne tych państw nie całkiem chciały wierzyć w realną i ciągle rosnącą siłę militarną Niemiec i ZSRR.

(…)

Druga wojna zmieniła układ sił, ale z jedną różnicą w stosunku do okresu po I wojnie światowej. Tym razem był to już naprawdę globalny układ sił,  którym liczyły się tylko takie państwa, które miały siłę i środki działania do dyspozycji pod każdą szerokością geograficzną. Awans w dalszym ciągu, stalinowskiego ZSRR nie mógł być niespodzianką, tak jak degradacja takich dotychczasowych mocarstw, jak Wlk. Brytania i Francja. Formalnie, ale tylko formalnie odzwierciedleniem układu sił miało być członkowstwo w Radzie Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych, rzecz jasna w układzie stałych członków. Jednak już i tu pojawiła się wyraźna asymetria. Udział ówczesnych czangkaiszekowskich Chin był raczej chichotem historii, żeby nie napisać – groteską. Z kolei wiadomym było, że najbliższe po wojnie lata oba mocarstwa kolonialne, czyli Zjednoczone Królestwo i Francja, muszą poświecić próbie ratowania lub przekształcania swoich imperiów kolonialnych. Z kolei, co nie może dziwić – USA znalazły się pod bardzo słabym kierownictwem politycznym…

(…) 

Podobnie, jak Niemcy kilka lat wcześniej, kiedy uderzyły na Związek Radziecki, żywiąc przekonanie, że dosłownie w kilka tygodni rozbiją Rosjan, tak amerykański establishment wyciągnął mylne wnioski z okresu wojny, biorąc za aspekt najważniejszy, sytuację, że bez pomocy Zachodu ZSRR po prostu wojnę by przegrał. Stalinowskie kierownictwo umiało jednak wyciągać odpowiednie wnioski zarówno z rozwoju sytuacji, jak i przewidywalnych perspektyw. J. Stalin po wojnie tylko w niewielkim stopniu zdemobilizował siły zbrojne. Użył natomiast około 2,5 mln niemieckich jeńców wojennych, z ich umiejętnościami, do modernizacji kraju. Nie jest prawdą, że jeńców, przynajmniej nie wszystkich, kierowano tylko do wyrębu lasów w syberyjskiej tajdze. W dodatku Rosjanie bez skrupułów wywozili do swojego kraju cale linie technologiczne ze zdobytego terenu. Dotknęło to też naszych ziem zachodnich i północnych. Rabunek szedł tak daleko, że np. demontowano, upalając po prostu palnikami, słupy trakcyjne zelektryfikowanej linii kolejowej Wrocław-Jelenia Góra-Szklarska Poręba. Zabierano też i wywożono na samochodach… kompletne linie kolejowe [13]. Mimo, że nie wszystkie zrabowane instalacje technologiczne zdołano w pełni uruchomić, jednak w zakresie mocy technologicznych w ZSRR po wojnie nastąpił prawdziwy skok…

(…) 

Ideologia społeczeństwa ludzi „równych” była w tym okresie niezmiernie pociągająca dla wielu szczególnie młodych ludzi, którzy na Zachodzie sympatyzowali z ZSRR. Amerykańskie FBI po prostu przespało ten aspekt, a późniejsze skrajnie histeryczne reakcje, z procesem i egzekucją małżeństwa Rosenbergów, nie dodały bynajmniej Ameryce splendoru. Jednak to przełamanie nuklearnego monopolu było politycznym policzkiem dla Stanów Zjednoczonych, ale i szokiem dla opinii publicznej. Natomiast dla elity władzy w USA było to bardzo wyraźne ostrzeżenie, że nie uda się wybudować pax Americana, czyli modelu świata unipolarnego. Takiego, w którym to Waszyngton podejmowałby wszelkie ważne decyzje dotyczące całego globu. Wojskowi i politycy amerykańscy, którzy budowali doktrynę amerykańskiej dominacji w świecie właśnie na monopolu na posiadanie broni nuklearnej, znaleźli się praktycznie w impasie. W USA tej epoki dobrze bowiem wiedziano, że ZSRR posiada miażdżącą przewagę, jeżeli chodzi o armię lądową. Przewagę tę zwielokrotniała jeszcze siła armii poszczególnych sojuszników ZSRR. Nawet, jeżeli olbrzymia przewaga liczebna ówczesnego Układu Warszawskiego, który de iure powstał nieco później, mogłaby być częściowo zrekompensowana przez lepszą jakość zachodniego sprzętu bojowego i logistycznego, co było faktem, to i tak radziecka przewaga była olbrzymia. Na zachodzie zdawano sobie sprawę, że ZSRR może „wyzwolić” zachodnią Europę. Skoro upadła kategoria obrony Europy za pośrednictwem atomowego „parasola”, to wojna o europejski kontynent stawała się coraz bardziej realna…

(…) 

Wojna na pewno nie ograniczyłaby się do szybkiego rajdu sił pancernych i zmechanizowanych Układu Warszawskiego przez Europę. Strona przegrywająca użyłaby broni nuklearnych na wielką skalę. Przykładowo francuska doktryna wojenna tamtego okresu przewidywała od razu pierwsze uderzenie w radzieckie wielkie miasta. To musiałoby wywołać ripostę zaś eskalacja konfliktu na skalę globalną była nieunikniona.

Związek Radziecki nie zdołał wywołać wojny. Jego pozycja od schyłku lat 1970’ zaczęła w tempie dość gwałtownym degradować się. Cały Układ Warszawski w nieodległym czasie przeszedł do historii tak, jak i ZSRR, którego miernym substytutem była Wspólnota Niepodległych Państw z Rosją jako zwornikiem.

* * *

Polityka nie znosi pustki. Tak też może nie zupełna, ale poważna luka polityczna i militarna pozostająca po ZSRR, szybko zaczęła się wypełniać. Coraz większy ciężar gatunkowy, miały i to już od wczesnych lat 1970’ Chiny, których ambicje, wywodzące się z konfucjanizmu, sięgają objęcia hegemonii nad światem. Ambicje a realia to jednak dwie rożne sprawy. Mimo, że Chiny posiadają najliczniejszą w chwili obecnej armię na świecie, to wg ocen profesjonalistów jest ona w dalszym ciągu typową armią z epoki właśnie lat 1970’. Potencjał rakietowo-nuklearny oceniany jest natomiast i przyrównywany do dawnego potencjału radzieckiego z końca lat 1960’…

(…) 

Analogiczna sytuacja panuje w Indiach i Brazylii. Te wielkie państwa rozbudowują w ostatnich latach swoje siły zbrojne kosztem nawet wielkich wyrzeczeń socjalnych własnych obywateli. Nie można zapominać też o Rosji, która ocaliła dwa główne elementy swojego dawnego militarnego systemu – strategiczne siły rakietowe i Specnaz. Aktualnie Federacja Rosyjska jest z powrotem eksporterem broni nr 2 na świecie, sprzedając m.in. Indiom atomowe okręty podwodne.

Rośnie w niepokojący sposób liczba państw posiadających bronie nuklearne. To nie tylko Indie i Pakistan, ale też Brazylia, która jest o krok od uzyskania tego typu uzbrojenia. Korea Północna – określana jako jedno z najbardziej „bandyckich” państw na świecie, także posiada kilka jednostek broni nuklearnej oraz zapas kilkunastu rakiet. Również islamistyczny Iran usilnie pracuje nad uzyskaniem „atomowych pazurów”. Izrael, który nigdy nie potwierdził, ale też nie zdementował informacji na temat swojego nuklearnego arsenału, oceniany jest na posiadanie ok. 250 jednostek broni nuklearnych. Szacuje się też, że takie państwa neutralne jak Szwajcaria i Szwecja również tego typu broń posiadają.

Mimo upływu lat i wieków, parytet siły w stosunkach międzynarodowych w dalszym ciągu stanowi o możliwościach politycznych państw. Globalizacja, która postępuje bardzo szybko, powoduje, że państwa dysponujące potężnymi silami militarnymi po prostu mogą więcej. Stąd bardzo korzystnym jest, że nasz kraj pozostaje w strukturze Sojuszu Północnoatlantyckiego – najpoważniejszej siły politycznej i militarnej na świecie. Nieuniknionym jest, że w nieodległym odcinku czasu NATO i ANZUS, znajdą formułę, która pozwoli im się połączyć i wspólnymi siłami zabezpieczać pokój na świecie. W dalszym ciągu poprzez siłę, bo ta kategoria nie tylko nie straciła, ale wciąż zyskuje na znaczeniu.”

całość tu: geopolityka.org

podobne: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”. oraz: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii. i to: Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”.

2.Dorota Miłoszewska: Koncepcja imperium.  

 „…Koncepcja imperium w amerykańskiej myśli neokonserwatywnej ewoluowała wraz z samym nurtem neokonserwatywnym. Powrócono do niej, ze zdwojoną wręcz siłą, za prezydentury George’a W. Busha – który w swoim podejściu do polityki zdawał się być bezkompromisowy i zbyt często wykorzystywał potęgę militarną w imię żywotnych interesów amerykańskich. USA stały się imperium opartym w dużej mierze na sile militarnej, kosztem dyplomacji i kultury. Jednakże przez cały ten czas mocarstwo używało zarówno „twardych”, jak i „miękkich” środków, które stanowią podstawę koncepcji imperialnej. Zamysł ten istniał od momentu powstania Stanów Zjednoczonych, natomiast w całej amerykańskiej historii nadużywano hard lub soft power – zawsze któraś płaszczyzna siły była niedoceniana.

Pozycja do kupienia TUTAJ

Termin „imperium” pochodzi bezpośrednio z łacińskiego imperium, oznaczającego „rozkaz”, „autorytet”, „rządzenie” – czy bardziej ogólnie – „władzę”. Sama zaś koncepcja imperium wywodzi swe znaczenie jeszcze z tradycji rzymskiej. Pojęcie to oznacza wielki obszar terytorialny (mocarstwo) tj. specyficzną organizację społeczno-polityczną i geograficzną, której podstawowym celem jest rozszerzanie swoich wartości na podbite terytoria: strefy wpływów, stając się bezpośrednio inicjatorem zmian na tych obszarach. Imperium jest więc wzorem do naśladowania dla całej społeczności międzynarodowej, a przede wszystkim – inicjatorem wszelkich zmian porządku światowego. Tworzy ono pewnego rodzaju „dobro”, czyli stabilizuje ład globalny, dzięki swej potędze. Tym samym ma za zadanie krzewienia idei uniwersalistycznych, pociągając za sobą państwa chętne do ich propagowania. Koncepcja ta zawiera w sobie trzy płaszczyzny tzw. determinanty potęgi: militarną, gospodarczą oraz kulturową. Te istotne wymiary polityki imperialnej związane są z dążeniem do politycznej zwierzchności, pogłębiania wzajemnych zależności, emanowania swoją kulturą i tym, co imperium posiada najlepszego, czyli szerzenia wolności oraz demokracji w imię „wyższego dobra”.

Polityka imperialna nie jest już tylko związana z rozciągnięciem bezpośredniego panowania nad terytoriami ujarzmionymi uprzednio przez siły zbrojne (gdyż wtedy byłaby to wyłącznie polityka imperialistyczna). Chodzi więc o wywieranie wpływu (z reguły pośredniego) przy wykorzystaniu maksymalnie szerokiego spektrum środków nacisku – poczynając od perswazji czy kreowania nowych idei, a skończywszy na użyciu przemocy – tylko wtedy, gdy zaistnieje taka potrzeba. Koncepcja imperium jest więc na początku połączeniem imperializmu jako używania (a nie wykorzystywania) siły militarnej i ekonomicznej, po to, by móc przejść w drugiej fazie do „miękkiego oddziaływania politycznego”, równoważąc jednocześnie wszystkie trzy wymienione wcześniej siły, by w końcu stać się potęgą opartą na zasadzie smart power.

(…)

W miarę rozrostu amerykańskiej potęgi imperialnej, wpływową grupą analityków stosunków międzynarodowych stawali się neokonserwatyści, widoczni w otoczeniu prezydentów. Głównymi przedstawicielami, „ojcami chrzestnymi” tego nurtu stali się Norman Podhoretz i Irving Kristol. W latach 90. XX w., czyli u progu nowego stulecia, neokonserwatyzm stał się silnie obecny w polityce Białego Domu, za sprawą drugiego (młodszego) pokolenia neokonserwatystów. Ich styl doradzania głowie państwa był nakierowany na stworzenie ze Stanów Zjednoczonych imperium, któremu pod względem militarnym, ekonomicznym, kulturowym nie dorówna żadne inne państwo. Koncepcja mesjanizmu oraz szerzenia demokracji jako jedynego i najlepszego ustroju, propagującego najszersze wolności, stała się dla nich najważniejsza. USA miały za zadanie przewodzić reszcie świata, jak również dominować – a wszystko w imię dobra wspólnoty międzynarodowej oraz stabilności porządku międzynarodowego

całość tu: geopolityka.org

podobne: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów oraz: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i to: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS.

3. Jacek K. Matysiak: Czym (jeszcze) żyje Ameryka?

„…Kilka dni temu Sąd Najwyższy USA ogłosił legalność małżeństw homoseksualnych we wszystkich 50 stanach (49 + DC). Dotychczas takie decyzje tradycyjnie należały do poszczególnych stanów, więc tak ważna decyzja osłabia tradycyjną autonomię praw stanowych wzmacniając Waszyngton. Co ciekawe, sędziowie stosunkiem 5 do 4 głosów wyrazili swoją prywatną wolę, przekonanie, bez umocowania w Konstytucji. Decyzja ta wywraca do góry nogami ponad tysiącletni naturalny model funkcjonujący w społeczeństwach całego świata. Oczywiście należy się spodziewać daleko idących konsekwencji w innych obszarach życia społecznego.

(…)

Co powoduje staczanie się republikańskiego ustroju opartego na Konstytucji w stronę tyranii oligarchicznego państwa? Wcześniej wymieniłem kilka przyczyn, m.in. zadłużanie budżetu, ofiarowywanie napompowanych usług jak ubezpieczenia medyczne ObamaCare, które już załamują budżety poszczególnych stanów. Wprowadzanie w życie abstrakcyjnych idei powszechnej równości (znane nam Polakom z komunizmu) i premiowania interesów i opcji małych grup kosztem dużych.

Promowanie małżeństw homoseksualnych, orientacji obliczanej na ok 1,6-2% populacji jest zapowiedzią otwarcia przez rząd puszki Pandory i rozpoczęcia przyśpieszonego procesu rozbijania tradycyjnej rodziny (gejowskie adopcje dzieci, potencjalne sądy o dyskryminacje i wykończenie religii chrześcijańskiej).

(…)

Innym środkiem rządzących kół do wprowadzenia zamętu w dotychczasowym porządku społecznym jest destabilizowanie państw i sprzyjanie napływowi mas niewyedukowanych uchodźców tak do państw Unii Europejskiej jak i USA, co ma prowadzić do koniecznego wzrostu siłowych resortów i dalszej rozbudowy kontrolującego systemy państwowej biurokracji.

(…)

Wszystkie te inicjatywy rządzących inżynierów społecznych elit mają doprowadzić do tego, aby burząc dotychczasowy porządek społeczny jednocześnie motywować poddanych (byłych obywateli) o czynne żądanie jeszcze większej kontroli i regulacji ze strony potężniejącego Państwa. Zapominając o Konstytucji wolnych obywateli, zagrożony obywatel sam zrzecze się swoich praw prosząc o silniejszy i interwencyjny rząd…

Zwalczając i rugując z życia publicznego chrześcijaństwo (semickie religie: islam i judaizm mają inny status) wszechmogący rząd rozpanoszył się we wszystkich obszarach życia od edukacji, opieki medycznej dla wszystkich, finansowanie wydatków na mieszkania, darmowa żywność dla milionów biednych i mało zarabiających, dożywianie dzieci w szkołach i nawet darmowe telefony (Obama phones)…

Ktoś by powiedział: a co w tym złego, przecież to wzniosłe idee o których śpiewał nie tylko Karol Marks, ale i cała młodzież wyedukowana w systemie włoskiego socjalisty Antoniego Gramsci, którego wyznawcy dość skutecznie dokonali zaboru kultury, rozrywki i edukacji. Dziś na ich celowniku jest podstawowy fundament cywilizacji, czyli Rodzina oparta na prawie moralnym zaczerpniętym z religii…

Zastanawiającym jedynie jest, że ten rząd stojący w obronie biednych jest równie hojny w stosunku do najbogatszych, miliarderów, baronów biznesu i potężnych międzynarodowych korporacji. Dokąd prowadzi ta droga, faszyzm pozwalał funkcjonować wielkim korporacjom…Wrogiem, podobnie jak za komuny, jest „kułacka” klasa średnia ludzi energicznych i niezależnych, która zawsze będzie opierała się tyranom…

Globaliści mnożą swoją potęgę przez konfliktowanie grup społecznych, promowaniu praw mniejszości i podporządkowaniu i ograniczaniu praw większości na rzecz mniejszości. Rozsadzenie spójnej tradycji większości dokonuje się poprzez ośmieszanie i rugowanie historycznego patriotyzmu i ugruntowanej w ciągu dziejów tradycji, religii z autorytetem Boga i moralności jako oleju łagodzącego i modulującego stosunki międzyludzkie w każdym społeczeństwie.

(…)

Ruchy totalitarne pod płaszczykiem nowoczesności i haseł liberalnej lewicy spychają w stronę pogaństwa tradycyjną kulturę i tradycje chrześcijańskie. To wszystko może zakończyć się wypchnięciem chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej, co z kolei otworzy Europę, USA i cały świat zachodni na religijnie uzbrojony wojowniczy islam. Przecież to już się dzieje na naszych oczach…” (Jacek K. Matysiak)

całość tu: wzzw.wordpress.com

podobne: USA. Limit długu wraca jak bumerang i przyprowadza kolegę „Obamacare”. oraz: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem oraz: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu”. i to: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu.


1. Szczyt UE – zgoda na unię energetycznąUE – będzie unia energetycznaPolskie postulaty okrojone do minimumDekarbonizacja niszcząca dla Polski i Śląska.

19.03.2015 (IAR) – Unijni przywódcy poparli utworzenie unii energetycznej, co zaproponowała Komisja Europejska. Plan ma zagwarantować Europie bezpieczeństwo energetyczne.

Zielone światło oznacza, że Bruksela może rozpocząć prace nad konkretnymi przepisami. Najbardziej sporną kwestią była większa przejrzystość umów na dostawy gazu, zarówno tych międzyrządowych, jak i komercyjnych. Komisja chce mieć prawo do ich sprawdzania pod kątem zgodności z unijnym prawem jeszcze przed podpisaniem. To ma pozwolić na wykrycie ewentualnych pułapek, czy niedozwolonych klauzul i wzmocnić pozycję przetargową Unii w negocjacjach z Rosją.

Europejscy przywódcy poparli większą przejrzystość, choć złagodzili nieco zapisy we wnioskach ze szczytu. Mimo to szef Rady Europejskiej Donald Tusk jest zadowolony z decyzji. „Dostawcy surowców energetycznych nie będą mogli nadużywać pozycji na rynku, łamać unijnego prawa i ograniczać bezpieczeństwa energetycznego” – powiedział Donald Tusk.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/B.Płomecka/Bruksela/mg

20.03.2015 (IAR) – Jest zielone światło dla stworzenia unii energetycznej. Na pomysł zgodzili się szefowie krajów Unii Europejskiej podczas pierwszego dnia szczytu w Brukseli. Chodzi o gwarancję bezpieczeństwa energetycznego w Europie i większą niezależność, gdy chodzi o surowce takie jak gaz.

Unijni liderzy zgodzili się, by Komisja Europejska rozpoczęła prace nad konkretnymi rozwiązaniami. Wiadomo, że Komisja będzie teraz miała prawo wglądu w umowy zawierane zarówno przez poszczególne państwa jak i firmy prywatne. Jeśli znajdzie niedozwolone klauzule lub zapisy zagrażające bezpieczeństwu energetycznemu Wspólnoty, będzie mogła daną inwestycję zablokować.

„Kontrakty gazowe powinny mieć charakter biznesowy, a nie być bronią polityczną” – argumentował w Brukseli przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. „Unia energetyczna ma dla nas ogromne znaczenie. Trzeba zerwać z totalną zależnością energetyczną” – dodawał szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

Nie wiadomo na razie, kiedy Komisja Europejska przygotuje konkretne rozwiązania prawne.

Rozwiązanie przyjęte przez unijnych przywódców jest uboższe od pierwotnej wersji, proponowanej przez ówczesnego polskiego premiera Donalda Tuska. W dokumencie nie ma już bowiem mowy o proponowanych wcześniej wspólnych zakupach gazu.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski, Bruksela/kry

podobne: Konflikt gazowy na Ukrainie reaktywacja. KE o dostawach gazu przez Rosję, Unia Energetyczna ma złamać energetyczną potęgę Moskwy. Prywatna spółka znalazła gaz w Polsce oraz: UE: Porozumienie ws. budżetu na 2015 rok. Juncker za unią energetyczną. Transatlantycki wymiar unijnej energetyki. Hiszpania: dziurawe autostrady.

Im mocniej zagłębimy się w konkluzje czwartkowego (19 marca) szczytu UE tym bardziej wizja Unii Energetycznej zaprezentowanej przez Donalda Tuska rozjeżdża się z rzeczywistością, na którą składa się słynny wspólnotowy kompromis, który osiągnięto wczoraj w Brukseli.

Przygotowując się do napisania komentarza na temat tego co pozostanie z polskiej idei Unii Energetycznej po czwartkowym szczycie UE nie miałem złudzeń, że będzie to tylko szyld. Świadczył o tym już spis propozycji przygotowanych przez Komisję Europejską, na które polski rząd zareagował wypuszczeniem infografiki sugerującej, że zgodziła się ona na pierwotny postulat Donalda Tuska tj. wspólne zakupy gazu. Na pierwszy rzut oka faktycznie tak było, z jedną niewielką różnicą – brukselscy urzędnicy rekomendowali by szczytna inicjatywa funkcjonowała na zasadzie dobrowolności zaangażowanych w nią krajów. W takiej konfiguracji trudno sobie wyobrazić, by preferowani klienci Gazpromu postanowili wspomóc w procesie negocjacyjnym swoich unijnych partnerów, których z Rosjanami łączą nienajlepsze relacje.

Z podobnym rozwiązaniem mamy do czynienia w kontekście postulatu kontrolowania przez Komisję Europejską umów gazowych jakie kraje członkowskie zawierają ze stroną rosyjską. W konkluzjach szczytu zaakcentowano, że kontrakty powinny być bardziej przejrzyste, zgodne z unijnych prawem, ale należy zagwarantować ich poufność (powołano się na tajemnicę handlową). Jak więc widać kontrola brukselskich urzędników będzie miała bardzo relatywny charakter

Im bardziej zagłębiamy się w konkluzje szczytu UE tym bardziej wizja Unii Energetycznej Tuska rozjeżdża się z rzeczywistością, na którą składa się słynny wspólnotowy kompromis. Zabrakło w nim miejsca na mechanizm pomocowy dla państw zagrożonych wrogimi działaniami ze strony Gazpromu. Zamiast proponowanej przez byłego polskiego premiera rehabilitacji węgla mamy natomiast postulat dekarbonizacji. Stanowi on de facto komplementarny element „sukcesu” Ewy Kopacz, która na szczycie klimatycznym UE zgodziła się na 40% redukcję emisji CO2 do 2030 r. (względem 1990 r.) co bez względu na wywalczone ulgi oznacza w przyszłości rezygnację przez Polskę z energetyki opartej na węglu. Rada Europejska odwołała się zresztą wprost do tego wydarzenia, w dokumencie prezentującym wynegocjowane podczas szczytu UE ramy Unii Energetycznej stwierdza się, że będzie ona budowana w oparciu o przyszłościową politykę klimatyczną. Unia ma zamiar stawiać na odnawialne źródła energii i niskoemisyjność (obie kwestie są dla Warszawy drażliwe).

„Ramy” to swoją drogą słowo, które robi od wczoraj istną furorę. Część komentatorów podkreśla bowiem, że o istocie projektu zainicjowanego przez Donalda Tuska zdecydują kolejne negocjacje i proces legislacyjny. Skoro jednak fundamenty są dla Polski niekorzystne to czy ostateczne rozwiązania prawne rodzące się w oparciu o nie będą zgodne z interesem naszego kraju? Aktualne sukcesy negocjacyjne rządu tj. zachowanie nazwy „Unia Energetyczna” dla projektu, który z zamysłu węglowo-łupkowego wyewoluował w stronę dekarbonizacyjno-klimatycznego nie napawają optymizmem. Nie zmieniają tego faktu pozytywne postulaty takie jak: ścisłe przestrzeganie unijnego prawodawstwa (trzeci pakiet energetyczny) czy kwestia dywersyfikacja źródeł energii.

źródło: defence24.pl

…co tu dodawać. Ciśnie się na usta taka oto smutna konstatacja, że oto „nowy” Donald Tusk – jako prezydent UE spuścił w kiblu projekt Donalda Tuska byłego premiera RP, sprzedając przy tym polski interes narodowy jakim jest górnictwo węgla kamiennego brukselskiemu szemranemu interesowi zwanemu paradoksalnie „unią energetyczną” który na podstawie powyższego komentarza można nazwać wprost – bezpieczeństwem energetycznym Rosji w UE za pośrednictwem (rzecz jasna) Niemiec 😉 które NIGDY nie pozbędą się swojej wiodącej roli (i wymiernych korzyści) w pośredniczeniu handlem rosyjskim gazem – o czym więcej tu: Rosja straci na podwyżce cen gazu dla Ukrainy ale zwiększa eksport do Niemiec i Wielkiej Brytanii.  i tu: uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec)… (Odys)

Tajemnica umów gazowych to punkt sporny w negocjacjach w ramach Unii Europejskiej odnośnie uniezależnienia od dostaw z Rosji – donosi Reuters. W centrum sporu, na obu jego biegunach są Polska i Niemcy.

Polacy chcą większej przejrzystości kontraktów gazowych, bo tracą na politycznej cenie oferowanej im przez Gazprom. Niemcy, jako największy klient rosyjskiej firmy w Europie, otrzymują dużo bardziej atrakcyjną ofertę i nie chcą wprowadzać regulacji, które zaszkodziłyby tym relacjom.

Źródło Reutersa przyznaje, że choć początkowo była mowa o transparencji umów międzyrządowych, to Polacy forsują także nowe rozwiązania dla umów między firmami, które zdaniem Niemców są objęte tajemnicą handlową i Komisja Europejska nie powinna w nie ingerować…” (całość tu: konserwatywnie.wordpress.com)

O zapomnianym już sukcesie Kopaczowej tu: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą. Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy?

podobne: Energetyczne szachy: Rosja chce monopolu a UE konkurencyjności oraz: Ściema zwana „rewers gazu” czyli… Wszystkie rurki prowadzą do Rosji. a także: Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %. Gaz-System: o zapasach gazu i interkonektorze z Litwą. PGNiG planuje wykonać 40 otworów do końca roku. i to: (NIE)Bezpieczeństwo energetyczne. W planach mniejsza zależność od dostaw surowca z Rosji. Steinmeier przeciwko wspólnym zakupom gazu. i jeszcze: Gazprom chce zwiększyć udziały w europejskim rynku.

„…Chciałbym zapytać, jak to się stało, że pani premier, pan były premier (…) i że pan prezydent na takie a nie inne rozwiązania się zgodzili. Na rozwiązania, które na przyszłość są niszczące dla polskiego Śląska, są sprzeczne z polskim interesem narodowym, bo nasza gospodarka jest oparta na węglu – zaakcentował Duda.

Jak dzisiaj w takim razie premier Kopacz chce uzyskać jakąkolwiek pomoc publiczną na restrukturyzację polskiego przemysłu wydobywczego, skoro sama się zgodziła wczoraj na przyjęcie w konkluzjach Rady stwierdzenia, które jednoznacznie wskazuje na konieczność nie restrukturyzacji, a likwidacji polskiego przemysłu wydobycia węgla kamiennego? – pytał kandydat PiS.

Duda zaznaczył, że w tym kontekście o stanowisku polskiego rządu w tej sprawie powinny były wiedzieć śląskie samorządy. Wskazał, że zabierając głos w dyskusji nt. unii energetycznej na poprzednim posiedzeniu Parlamentu Europejskiego, m.in. akcentował konieczność zachowania zasady niezależności technologicznej państw UE, zapewnienia państwom prawa rozwoju, a także zabezpieczenia ich interesów opartych o rodzime zasoby.

Poseł PiS Krzysztof Szczerski ocenił w piątek na konferencji prasowej, że premier Ewa Kopacz i Donald Tusk na szczycie unijnym „podpisali wyrok śmierci na polskie górnictwo”.

Dekarbonizacja oznacza dużo więcej, niż pakiet klimatyczny, dużo więcej niż redukcja CO2, bo oznacza eliminację węgla z gospodarki i energetyki europejskiej, oznacza, że Polska będzie musiała przestawić swoją energetykę opartą obecnie na węglu na odnawialne źródła energii, lub na inny rodzaj energii. To jest zamach na polski Śląsk – podkreślił poseł PiS.

Jak zauważył, do tej pory Polska dwukrotnie nie wyrażała zgody, aby w konkluzjach Rady Europejskiej znalazło się słowo „dekarbonizacja”. – To szokująca zmiana stanowiska (rządu), do tej pory słowo dekarbonizacja było przez Polskę eliminowane ze słownictwa europejskiego – ocenił Szczerski.

Jego zdaniem, polskie górnictwo, energetyka i polski Śląsk „tracą na obecności Tuska w Brukseli, podporządkowaniu Tuska interesom silniejszych państw europejskich”…”

źródło: fakty.interia.pl

podobne: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? oraz: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli. i to: Nowe propozycje w sprawie CO2 niekorzystne dla Polski.

…i tu krótkie pytanie. Czy Pan Donald Tusk pracuje tylko nad likwidacją polskiego węgla, czy też może ryje jak kret pod Śląskiem by ludzie go zamieszkujący zbuntowali się przeciwko Polsce i zapragnęli protektoratu Niemiec? Tu polecam komentarz Pana Michalkiewicza z którym warto się zapoznać – To Niemcy mogą prowokować niepokoje na Śląsku! (Odys)

„…Dziś siedzimy w kieszeni Niemców, które są gwarantem naszego istnienia. A Polska od czasów prezydenta Kaczyńskiego pełni rolę dywersanta USA. Niemcy mogą zrezygnować z dominacji w tej części Europy, ale za coś. Moim zdaniem za zgodę USA na rewizję granic i korektę tzw. ziem utraconych. Na reszcie obszaru zostanie nam Judeopolonia – klarował Michalkiewicz. Nie pozostawiał złudzeń – w Judeopolonii główną rolę grać będą Żydzi. – To po załatwieniu roszczeń majątkowych szacowanych na 65 mld dolarów. Środowiska z takimi pieniędzmi zdobędą dominującą pozycję ekonomiczną, społeczną i polityczną. Nasz bunt będzie darem niebios dla Niemców, bo zaczną mówić o wybuchu antysemityzmu. Jak wybuchnie bunt na Śląsku, to ktoś powie, czy aby słusznie przyznaliśmy Śląsk Polsce, że to było błędem – tłumaczył Michalkiewicz…” Cały tekst: gazeta.pl

2. UE – zamieszanie wokół narady w sprawie Grecji – protest małych krajówDuet Niemcy i Francja znowu mocny.

19.03.2015 (IAR) – Zamieszanie wokół narady w sprawie Grecji. Protest małych krajów przeciwko faworyzowaniu dużych. W takiej atmosferze rozpoczął się unijny szczyt w Brukseli.

Belgia, Holandia i Luksemburg skrytykowały pomysł szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska, by organizować naradę w wąskim gronie na temat pomocy finansowej dla Grecji. Zaplanowana została ona dziś wieczorem, na marginesie szczytu. Miał w niej wziął udział premier Grecji, a także przewodniczący Rady, szef Europejskiego Banku Centralnego, szef eurogrupy, oraz przywódcy Francji i Niemiec. Współpracownicy Donalda Tuska tłumaczyli, że nie chciał on organizować osobnego szczytu eurogrupy, bo przerodziłby się on w krytykę Grecji. Zdecydował więc, że wątpliwości co do ewentualnej, wcześniej wypłaty części pożyczki zostaną omówione w węższym gronie.

A tymczasem spotkanie największych rozzłościło małe kraje. „Jestem rozgniewany. To jest błąd w metodzie. Belgia nie dała mandatu ani Francji, ani Niemcom, żeby negocjowały w ich imieniu” – powiedział premier Belgii Charles Michel. Do jego protestu przyłączyły się Holandia, oraz Luksemburg i jeszcze przed rozpoczęciem szczytu zażądały spotkania z przewodniczącym Rady Europejskiej. Jeden z unijnych urzędników poinformował, że Donald Tusk miał obiecać, że na nocnej naradzie w sprawie Grecji nie zapadną żadne decyzje. Dość nieoczekiwanie szef Rady, otwierając unijny szczyt, poruszył ten temat. Zadeklarował, że jeśli będzie wola, to zorganizuje osobny szczyt eurogrupy poświęcony pomocy finansowej dla Grecji. Okazało się jednak, że nie było chętnych.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/B.Płomecka/Bruksela/mg

20.03.2015 (IAR) – Duet Niemcy i Francja znowu nadał ton pracom w Unii. Tym razem przywódcy obu krajów zostali poproszeni o pomoc, choć nie wszystkim się to spodobało. Najpierw Angela Merkel i Francois Hollande przygotowali na szczyt kompromisowe rozwiązanie w sprawie przyszłości unijnych sankcji wobec Rosji. Później jako jedyni spośród liderów 28 krajów uczestniczyli w spotkaniu dotyczącym pomocy finansowej dla Grecji.

Niemcy i Francja od dawna dyktują swoje stanowisko w Unii Europejskiej co wzbudzało opory zwłaszcza mniejszych krajów. Ale na tym szczycie Paryż i Berlin oficjalnie pospieszyli z pomocą, bo poprosił ich o to szef Rady Europejskiej Donald Tusk.

Angela Merkel i Francois Hollande przygotowali kompromisowe rozwiązanie w sprawie sankcji gospodarczych wobec Rosji, a ich propozycja została zaakceptowana. Ale zawrzało, kiedy okazało się, że szef Rady Europejskiej zaprosił duet Merkel-Hollande na spotkanie w wąskim gronie poświęcone pomocy dla Grecji, w którym uczestniczył też premier tego kraju i przedstawiciele unijnych instytucji. Małe kraje zaprotestowały.

„Jestem rozgniewany. Francja i Niemcy nie dostały mandatu, by negocjować w imieniu Belgii”- skomentował premier Belgii Charles Michel. Kraje Beneluksu zażądały wyjaśnień, a szef Rady Europejskiej musiał tłumaczyć. „To spotkanie odbyło się na prośbę premiera Tsiprasa” – mówił Donald Tusk. Zapewniał też, że żadne decyzje nie zostaną podjęte w wąskim gronie, najpierw zostaną skonsultowane ze strefą euro.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/kry

podobne: Eurokołchoz: Islandia nie chce do UE. Wyjście Grecji ze strefy euro byłoby katastrofą (dla UE). Francja i zaostrzenie przepisów z Schengen (terroryzm tylko pretekstem?) oraz: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję. i to: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców…(?)

…kolejny przykład na to o czym pisałem wcześniej… Pan Tusk to prezydent do specjalnych poruczeń na specjalne zamówienie 😉 (Tusk będzie zabiegał o (niemiecki?) kompromis ws. Ukrainy. Niemcy i Rosja zadowolone z wyboru. „Le Monde” o niemieckich sympatiach Tuska. Krajowe konsekwencje „ucieczki do raju”. oraz: Koziej o roli Polski w kryzysie ukraińskim. Dlaczego umiarkowane wobec Moskwy Niemcy popierają na stanowisko „prezydenta UE” polityka z Polski (nastawionej do Rosji negatywnie). PIS popiera Tuska.)

fragment wystąpienia Ryszarda Legutko (Parlament Europejski, Strasburg z 7 października 2015 r)

„…Prezydencie Hollande, Kanclerz Merkel, chciałbym zakończyć następującą supliką, że tak powiem. Wzywam was do większej wrażliwości na rzeczywistość . Im wyżej wznosi się europejska pycha, tym więcej ludzi jest pozostawionych w tyle, nie słuchanych, wypchniętych poza terytorium poważania. To trwa już wystarczająco długo i nie może trwać wiecznie. Polityka europejska potrzebuje mniej samo-uwielbienia, czego obfitą próbkę mieliście dzisiaj, ale potrzebuje więcej świeżego powietrza, przejrzystości i sprawiedliwości.W przeciwnym razie na UE będzie się spoglądać z coraz większą niechęcią i pogardą, jeśli nie wręcz wrogością. A tego nie chcemy, prawda?”

całość tu: Ryszard Legutko wygarnia Angeli Merkel

3. Gazprom sam zapędził się w finansowy kozi róg.

19.03.2015 (IAR) – Nawet 6 miliardów dolarów kosztowała Rosję nieudana próba powstrzymania rewersu gazu dla Ukrainy. Jak wyliczyli eksperci agencji Interfax, tyle Gazprom stracił w związku z ograniczeniami dostaw błękitnego paliwa dla odbiorców w Unii Europejskiej i na Dalekim Wschodzie.

Jak tłumaczy rosyjska agencja, każde ograniczenie dostaw poniżej zamawianej ilości oznacza, że odbiorca ma prawo domagać się kar umownych. Najczęściej zamieniane są one na różnego rodzaju zniżki, ale i tak w konsekwencji Gazprom dostaje mniej pieniędzy niż powinien. Eksperci Interfaksu zauważają, że straty rosyjskiego koncernu w związku z próbami przerwania rewersu gazu dla Ukrainy i tak znacznie przewyższają ukraiński dług. Agencja dodaje także, że unijny rynek gazu doskonale poradził sobie z ograniczeniami, jakie wprowadził Gazprom. System podziemnych magazynów zabezpieczył zarówno potrzeby Unii Europejskiej, jak i dostawy dla Ukrainy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/em/

podobne: Wojna gazowa? Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę. Rosja może stracić Gazociąg Południowy. oraz: Porozumienie gazowe podpisane. Pakiet zimowy – przełom dla Europy, kapitulacja Ukrainy i to: Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %

4. W Polsce można wydobyć ponad 153 mld metrów sześciennych gazu zamkniętegoPGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu Wierzchowice.

17.03.2015 (IAR) – W Polsce można wydobyć ponad 153 miliardy metrów sześciennych gazu uwięzionego w piaskowcach – tzw. gazu zamkniętego. Państwowy Instytut Geologiczny – Państwowy Instytut Badawczy oszacował złoża tego gazu na terenie Polski.

Z przedstawionego przez Instytut raportu wynika, że zasoby tego gazu w trzech badanych strefach mieszczą się w granicach od 1 biliona 528 miliardów do prawie 2 bilionów metrów sześciennych. Według szacunków 10 proc. z tego da się wydobyć. To sporo – mówi prof. Grzegorz Pieńkowski z Państwowego Instytutu Geologicznego – Państwowego Instytutu Badawczego. „Przypominam, że te klasyczne złoża, które w tej chwili posiadamy to jest 134 miliardy metrów sześciennych, jest to podwojenie naszej bazy” – mówi profesor.

Geolodzy zwracają uwagę, że chodzi im o zasoby występujące na głębokości od 4,5 do 6 km. Według raportu w kwestii wydobycia najbardziej perspektywiczne są trzy strefy: poznańsko-kaliska, wielkopolsko-śląska i zachodnia część basenu bałtyckiego.

Gaz wydobywany z piaskowców nie różni się niczym w od gazu ze złóż klasycznych, a jego głównym składnikiem jest metan. Technologia wydobycia jest podobna do tej używanej przy wydobyciu łupków i odbywa się metodą szczelinową. Jak zaznacza Grzegorz Pieńkowski, szczelinowanie skał piaskowych jest łatwiejsze niż skał łupkowych. I dodaje, że gaz zamknięty jest już eksploatowany przy okazji wydobycia złóż konwencjonalnych.

Gaz zamknięty (tight gas) to jeden z trzech rodzajów węglowodorów niekonwencjonalnych. Do tej grupy należą także gaz ziemny w pokładach węgla oraz gaz ziemny i ropa naftowa w łupkach. Geolodzy studzą jednak optymizm i podkreślają, że dane z raportu to szacunkowe liczby.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Katarzyna Ingram/pbp

podobne: Nowela ustawy o inwestycjach w zakresie terminalu LNG. Nowe złoże gazu w Polsce. oraz: Gaz łupkowy. PGNiG wciąż szacuje złoża. Umowa o współpracy z Chevronem. i to: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE.

Warszawa, 18.03.2015 (ISBnews) – Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu Wierzchowice k. Milicza (woj. dolnośląskie), poinformowało Ministerstwo Gospodarki. Projekt uzyskał dofinansowanie unijne w wysokości 491,18 mln zł.

„Rozbudowa magazynu gazu w Wierzchowicach jest bardzo ważna dla poprawy bezpieczeństwa energetycznego Polski. Cieszę się również, że udało nam się ją wesprzeć środkami europejskimi” – powiedziała wiceminister gospodarki Ilona Antoniszyn-Klik, cytowana w komunikacie.

Zwróciła uwagę, że projekt został wsparty dofinansowaniem w ramach Działania 10.1 Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko.

„Jego beneficjentem jest Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo SA, a obejmował rozbudowę podziemnego magazynu gazu o 625 mln m3, tj. od obecnej pojemności 575 mln m3 do 1 200 mln m3. Projekt uzyskał dofinansowanie w wysokości 491,18 mln zł” – dodała.

Realizacja projektu umożliwiła powiększenie pojemności czynnej podziemnych magazynów gazu w Polsce w związku ze wzrostowymi tendencjami zapotrzebowania na gaz.

„Pozwoliła również na podniesienie poziomu bezpieczeństwa energetycznego, gwarantującego nieprzerwane dostawy niezależnie od technicznych, klimatycznych i politycznych zdarzeń” – podkreśliła Antoniszyn-Klik.

W ramach projektu zrealizowany został także montaż urządzeń niezbędnych do obsługi napowierzchniowej i podziemnej części PMG Wierzchowice. Zasadniczą część inwestycji stanowią obiekty technologiczne służące do zatłaczania i odbioru gazu ziemnego, urządzenia technologiczne do oczyszczania, osuszania oraz pomiaru ilości gazu zatłaczanego i odbieranego z podziemnego magazynu gazu.

Głównymi beneficjentami wybudowanej infrastruktury są podmioty zewnętrzne prowadzące działalność w zakresie przesyłania i dystrybucji gazu oraz podmioty korzystające z usług jego magazynowania, podsumowano w komunikacie.

(ISBnews)

podobne: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje oraz: Deficyt dostaw gazu od Gazpromu wzrósł do 45%. Gazprom twierdzi że napełnia magazyny. Opinie: Zmniejszenie dostaw gazu do Polski to gra polityczna Rosjan (na której Polska może zaoszczędzić). Ukraina: Problemy w energetyce. i to: Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Eurokołchoz: Islandia nie chce do UE. Wyjście Grecji ze strefy euro byłoby katastrofą (dla UE). Francja i zaostrzenie przepisów z Schengen (terroryzm tylko pretekstem?)


1. Islandia nie chce do Unii EuropejskiejKE: drzwi do Unii pozostają dla Islandii otwarte.

12.03.2015 (IAR) – Islandia nie chce już do Unii Europejskiej. Kraj, który został silnie dotknięty kryzysem finansowym z 2008 roku, w 2009 roku złożył wniosek o członkostwo we Wspólnocie. Dziś ten wniosek wycofał.

Reykjavík wcześniej szukał pomocy dla zagrożonego bankructwem, przerośniętego sektora bankowego. Islandczycy ostatecznie poradzili sobie z kryzysem, korzystając ze wsparcia Międzynarodowego Funduszu Walutowego i pozwalając na upadek zadłużonych instytucji finansowych. Od tamtego czasu bezrobocie na wyspie znów wynosi poniżej 5 procent, a kraj rozwija się gospodarczo.

Dziś, islandzki MSZ poinformował, że przekazał aktualnie sprawującej przewodnictwo w Unii Łotwie decyzję o zaprzestaniu ubiegania się o członkostwo we Wspólnocie. Decyzja była formalnością, bo już w 2013 roku Reykjavík zawiesił wszelkie starania o zbliżenie z Brukselą.

IAR/icenews.is/łp/dj

13.03.2015 (IAR) – Drzwi do Unii Europejskiej pozostają otwarte dla Islandii. Takie słowa ze strony Komisji Europejskiej padły dzień po tym, jak islandzki rząd formalnie wycofał kandydaturę Islandii do Wspólnoty.

Ministerstwo spraw zagranicznych przekazało komunikat w tej sprawie Łotwie, sprawującej obecnie unijną prezydencję. Rzeczniczka Komisji do spraw polityki zagranicznej Maja Kocijanczicz powiedziała, że Bruksela odnotowała decyzję islandzkiego rządu i szanuje ją. „Islandia jest uprawniona do tego, by podejmować wolne i suwerenne decyzje, dotyczące relacji z Unią Europejską” – powiedziała Kocijanczicz. Jak dodała, Islandia pozostaje ważnym partnerem Unii. „Zwłaszcza z uwagi na udział w porozumieniu Europejskiego Obszaru Gospodarczego, członkostwo w strefie Schengen oraz współpracę dotyczącą kwestii arktycznych. Drzwi do Unii pozostają dla Islandii otwarte” – podkreśliła rzeczniczka.

Eurosceptyczny rząd wyspiarskiego państwa sygnalizował już od dłuższego czasu, że wycofa się z negocjacji z Unią. Wniosek o członkostwo złożono w 2009 roku. Reykjavík szukał wtedy pomocy dla zagrożonego bankructwem, przerośniętego sektora bankowego. Islandczycy ostatecznie poradzili sobie z kryzysem, korzystając ze wsparcia Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Od tamtego czasu bezrobocie na wyspie znów spadło poniżej 5 procent, a kraj rozwija się gospodarczo.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/wczesniejsze/Siekaj

podobne: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. polecam również: Czym jest islandzka rewolucja i dlaczego nie słyszymy o tym w mediach

2. Moscovici: wyjście Grecji ze strefy euro byłoby katastrofą.

13.03.2015 (IAR) – Wyjście Grecji ze strefy euro byłoby katastrofą dla greckiej gospodarki i samej strefy – powiedział w rozmowie z niemieckim dziennikiem „Der Spiegel” europejski komisarz do spraw ekonomicznych i finansowych Pierre Moscovici. „Jeśli jeden kraj opuści unię monetarną, światowe rynki zaczną natychmiast stawiać pytanie, jakie państwo będzie następne. To mogłoby oznaczać początek końca” – powiedział komisarz.

Jego komentarz nastąpił w dzień po wypowiedzi niemieckiego ministra finansów Wolfganga Schaeuble’a. Powiedział on, że wyjście Grecji ze strefy euro jest możliwe, gdyż jej przywódcom nie udało się wynegocjować nowych pożyczek.

Wczoraj w Brukseli spotkali się szef Komisji Europejskiej i premier Grecji. Ustalili, że opowiadają się za większą koordynacją działań na rzecz zakończenia greckiego kryzysu. Jean-Claude Juncker oraz Aleksis Tsipras rozmawiali 3 tygodnie po tym, jak kraje strefy euro zdecydowały o przedłużeniu programu pomocowego dla Grecji o cztery miesiące. Aby otrzymać kolejną transzę wsparcia, Ateny muszą przeprowadzić jednak konieczne reformy.

Informacyjna Agencja Radiowa/wcześn./esz

podobne: Eurokołchoz: Z Grecji uchodzi powietrze. Tsipras prosi Junckera o pomoc. Najpierw reformy, potem pieniądze. Drukowanie euro osłabia tę walutę. oraz: Nowy grecki rząd oszczędzać nie chce. Program Syrizy groźny dla budżetu ale jednocześnie mało realny. Obawa przed wzrostem fali ekonomicznego populizmu w Europie. Inwestorzy czekają na bieg wydarzeń.

3. Francja chce zaostrzenia przepisów z Schengen?

13.03.2015 (IAR) – Francja będzie starała się zaostrzyć przepisy dotyczące wolnego przepływu ludności przez granice państw europejskich przyjęte w Schengen. Tak twierdzi francuska prasa.

Dziennik Le Figaro komentując przyjęte przez ministrów spraw wewnętrznych Unii ustalenia dotyczące zaostrzenia kontroli na zewnętrznych granicach państw europejskich podkreśla, że ma to związek z działalnością islamistów. Chodzi o to, aby sprawniej można było wyłapać osoby wracające z Syrii mające unijne paszporty. Pada na nie podejrzenie, iż są one dżihadystami mogącymi planować zamachy w Europie. Francja chce pójść jeszcze dalej – stwierdza tym razem Le Monde. Paryż, dotknięty terrorystycznymi atakami proponuje wprowadzenie zmian w porozumieniu z Schengen, tak aby nie tylko kontrole na europejskich zewnętrznych granicach były obowiązkowe, ale także chce bardziej skrupulatnego sprawdzania paszportów na takich połączeniach lotniczych, które mogą służyć potencjalnym dżihadystom jako trasy przerzutowe do Syrii i Iraku. Media nie mają wątpliwości, że zaostrzenie tonu to wynik obaw o rezultat zbliżających się wyborów do władz departamentów. Faworytem w nich jest Front Narodowy lansujący ostry, represyjny kurs wobec swobodnego przepływu ludności.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/sk

podobne:  francuscy żołnierze po stronie „Jihadu” oraz: Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. i to: Francja: Front Narodowy prowadzi w sondażach przed wyborami europejskimi

Eurokajdany

Równi i równiejsi: KE łagodnie wobec (nie)dyscypliny budżetowej Belgii, Włoch i Francji, ale na Polskę nakłada karę. Socjalizm po polsku: Polskie firmy w szponach legislacyjnej burzy. Komu i dlaczego przeszkadzają stare auta?


1. KE łagodnie wobec Belgii, Włoch i FrancjiPolska przegrała z KE w Sądzie UE.

25.02.2015 (IAR) – Nie będzie postępowania wobec Włoch i Belgii za nieprzestrzeganie dyscypliny budżetowej. Francja ma dostać dodatkowe dwa lata na redukcję deficytu. O łagodnym potraktowaniu tych trzech państw zdecydowała w środę Komisja Europejska.

Problem Belgii i Włoch dotyczy zbyt dużego długu publicznego, którego wysokość już dawno przekroczyła 60 procent PKB. Mimo to – według Komisji – nie jest to jeszcze powód do ukarania władz w Brukseli i w Rzymie. “Biorąc pod uwagę czynniki takie jak m.in. słaby wzrost gospodarczy czy wprowadzanie reform strukturalnych uznaliśmy, że otwieranie procedury nadmiernego deficytu na tym etapie nie jest uzasadnione ani dla Belgii, ani dla Włoch“ – powiedział wiceszef Komisji ds. euro Valdis Dombrovskis. Przypadek Francji – jak dodał – był dużo bardziej skomplikowany. Paryż na początku zobowiązał się do redukcji deficytu do poziomu 3 procent PKB do roku 2015. Później uznał, że temu wyzwaniu nie sprosta. Z uwagi jednak na to, że francuski rząd podjął ważne reformy, Komisja postanowiła dać mu dodatkowy czas. „Zdecydowaliśmy, że nowym terminem, w którym Francja będzie musiała mieć deficyt poniżej 3 procent, powinien być rok 2017” – dodał Dombrovskis. Decyzję o przesunięciu daty muszą jeszcze zatwierdzić państwa członkowskie. Trzy miesiące po tym Komisja ponownie oceni sytuację we Francji.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/

podobne: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. oraz: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny.

25.02.2015 (IAR) – Polska przegrała z Komisją Europejską w unijnym sądzie w Luksemburgu. Kara za źle wydane fundusze rolne została podtrzymana – sędziowie oddalili skargę Warszawy na Brukselę. Szanse na odzyskanie 34,5 miliona euro z unijnego budżetu są coraz mniejsze, ale Polsce przysługuje jeszcze odwołanie do unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/B.Płomecka/Bruksela/mg

podobne: Co się odwlecze to nie uciecze czyli… Polska musi zwrócić 30 milionów euro do unijnego budżetu (reaktywacja) oraz: KE pozywa i upomina Polskę ws. niewdrożonych przepisów i chce zwrotu ponad 5,5 mln euro z funduszy na rolnictwo. Idziemy drogą Portugalii. Włochy: przybywa ubogich.

2. Polskie firmy w szponach legislacyjnej burzyPO przechodzi samą siebie.

25.02.2015 (IAR) – Trzy godziny i 26 minut powinien poświęcić każdego dnia polski przedsiębiorca aby przeczytać, jakie zmiany zachodzą w przepisach w naszym kraju. Tak wynika z barometru stabilności otoczenia prawnego w polskiej gospodarce przygotowanego przez firmę audytorsko-doradczą Grant Thornton.

Jak zaznaczył Tomasz Wróblewski – partner zarządzający firmy, tylko w ubiegłym roku weszło w życie 1995 nowych aktów prawnych. Było to ponad 25 tysięcy stron maszynopisu nowego prawa. Porównując to z czytaniem książek, jest to blisko 200 egzemplarzy Trylogii Henryka Sienkiewicza i prawie tysiąc egzemplarzy „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza.

Ogromna ilość i zmienność otoczenia prawnego nie tylko utrudnia prowadzenie działalności gospodarczej ale też naraża przedsiębiorców na odpowiedzialność karną i administracyjną za nieświadome łamanie prawa. Wielkim problemem jest zwłaszcza prawo podatkowe, które przy swoim skomplikowaniu jest niezwykle restrykcyjne.

Tymczasem drobnych przedsiębiorców nie stać na zatrudnianie armii prawników, którzy byliby w stanie rozszyfrować zawiłości tych bardzo często niespójnych i nielogicznych przepisów – podkreśla Tomasz Wróblewski Dodaje, że problemem jest również zbyt mała elastyczność kodeksu pracy.

Według ekspertów Grant Thornton lekarstwem na problemy przedsiębiorców jest podniesienie jakości stanowionego prawa i deregulacja, bo im mniej przepisów, tym mniej bolesna jest ich zmienność.

W ramach projektu „Barometr stabilności otoczenia prawnego w Polsce” powstała strona internetowa, na której raz na kwartał uaktualniane będą wyniki badań zmienności prawa w Polsce. Adres strony to http://www.barometrprawa.pl

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR) Elżbieta Łukowska/sk

podobne: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni. oraz: (Nie)odPOwiedzialnośc POlityków która nic ich nie kosztuje. i to: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa.

25.02.2015 (IAR) – Pomysł z kategorii idiotycznych – tak SLD ocenia propozycję PO, by do centrów miast nie wjeżdżały stare samochody. Ostateczną decyzję miałyby podejmować gminy. Takie zapisy funkcjonują między innymi w Berlinie czy Dublinie i mają na celu zmniejszenie smogu w miastach.

Rzecznik SLD Dariusz Joński uważa, że w tym wypadku politycy PO przeszli samych siebie, bo trudno nam porównywać się chociażby do mieszkańców Berlina i ich zarobków.

Joński dodaje, że popiera próbę zmniejszenia smogu w miastach, ale jego zdaniem głównym problemem są nie samochody a kominy i sposób ogrzewania mieszkań. Rzecznik SLD powiedział, że w większości mieszkań nie ma centralnego ogrzewania. Zdaniem Jońskiego tu rząd mógłby poszukać rozwiązań chociażby na wzór wiedeński, gdzie wybudowano spalarnie i wszystkie domy podłączono pod centralne ogrzewanie i zakazano palenia w piecach.

Średnia wieku auta w Polsce to 15 lat.

IAR/Rucińska/sk

…terefere walka z czystym powietrzem 🙂 Po prostu „ktoś” chce zarobić na sprzedaży nowych aut i tyle! Od razu przypomniał mi się głośny nie tak dawno i bezczelny lobbing Volkswagena i Opla…

„Jak zmusić Polaków do kupowania nowych aut i tym samym podreperować portfele właścicieli salonów samochodowych? Pomysłami jak z rękawa sypie Stowarzyszenie Dealerów Volkswagena i Audi. Organizacja zamierza lobbować m.in. za „wprowadzeniem zakazu ponownej rejestracji auta powyżej 12 lat w przypadku zmiany właściciela, jeżeli było [ono] uprzednio zarejestrowane za granicą”. Wejście w życie takiego przepisu oznaczałoby, że prawie na pewno nie bylibyśmy wstanie sprzedać na terenie Polski samochodu sprowadzonego np. z Niemiec, gdy minąłby dwunasty rok od jego wyjazdu z fabryki. Ewentualny kupiec musiałby auto zarejestrować poza Polską albo przeznaczyć na prywatny szrot… To drugie byłoby jednak utrudnione.

Dealerom marzy się bowiem „zmiana systemu złomowania aut”. Organizacja przypomniała na konferencji prasowej, że właściciele, którzy „sami rozbierają stare auta na części lub sprzedają je np. za tysiąc zł komuś, kto się tym trudni”, robią to nielegalnie („samodzielne rozbieranie na części jest zabronione i teoretycznie karane”).

Warto przypomnieć – za radcą prawnym Markiem Hamerlikiem – że zgodnie z polskim prawem „elementy wyposażenia samochodów wycofanych z eksploatacji mogą być wymontowywane tylko przez licencjonowane stacje demontażu”. Za nieprzestrzeganie tego przepisu „Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska może nałożyć karę od 10 do nawet 100 tys. zł”. W praktyce – jak przypomniał portal wp.pl – z ponad 1 mln samochodów wycofanych z eksploatacji w Polsce w 2009 roku (nie posiadamy bardziej aktualnych danych) do legalnych stacji recyklingowych trafiła zaledwie 1/4 pojazdów. Pozostałe (ok. 750 tys. aut) rozpłynęły się w szarej strefie (ich części można było znaleźć głownie na aukcjach internetowych)

Dlatego dealerzy Volkswagena i Audi proponują, aby za zezłomowanie kompletnego samochodu wystawiać „państwowe świadectwa złomowania o wartości 1000 złotych”. W ciągu roku można by je wymienić na „dodatkową zniżkę (…) przy zakupie nowego pojazdu”. Powyższe propozycje zostały oczywiście polukrowane troską oto, aby Polska przestała uchodzić za „złomowisko Europy”. Dealerzy w oficjalnym komunikacie dają do zrozumienia, że po prostu nie chcą, aby „utylizacja starych pojazdów z Europy nadal polegała na sprzedawaniu ich do Polski, ze szkodą dla nas wszystkich”. Odmiennego zdania są Polacy, którzy rocznie kupują ok. 700 tys. używanych samochodów (z salonów wyjeżdża co roku średnio 270 tys. aut). Ich średni wiek wynosi trochę ponad 10 lat. Aż 38% pochodzi z Niemiec….”

całość tu: nczas.com

Jeśli prawdą jest że główną przyczyną smogu w miastach jest sposób ogrzewania domów a nie „stare” auta, to niewątpliwie mamy do czynienia z zakamuflowanym lobbingiem w rodzaju o którym traktuje powyższy artykuł, a wyrzucony wcześniej drzwiami poroniony POmysł wraca dziś oknem (POdpicowany dla niePOznaki trochę inaczej 😉 ).

Pomijając jednak moje domysły należy sobie powiedzieć, że nawet jeśli miasta pójdą na taki dil to nie zmieni to faktu, że ludzi po prostu NIE STAĆ na nowe auto z salonu (chyba że pójdzie za tym coś więcej, co już w Niemczech zrobiono a mianowicie dopłaty państwowe do kupna nowego samochodu 😉 ). Póki co kupno używanego to dla większości ludzi w Polsce jedyna szansa na posiadanie JAKIEGOKOLWIEK auta… Trzeba być kretynem sądząc że po zabraniu niezamożnemu człowiekowi możliwość kupna leciwego samochodu, zmusi się go do tego by kupił nowy… Po prostu nie kupi i tyle będzie zarobku dla VW i Audi… Zobaczą figę a nie zwiększoną sprzedaż! Nie mówiąc o tym ilu ludzi zniechęcą do swoich produktów traktując ich jak bydło rzeźne.

Pomijam tu milczeniem bezczelność z jaką zagraniczne korporacje panoszą się w Polsce by próbować zmieniać prawo pod swoje interesy… Natomiast władza która ugina się pod takim dyktatem nie dość że przynosi wstyd, to jest anty obywatelska (no ale o tym chyba nie trzeba przypominać że partia nosząca w swojej nazwie to słowo jest tak samo obywatelska jak swojego czasu milicja – z całym szacunkiem dla milicji 😛 ).

…Odys

polecam również: Cezary Kaźmierczak: „Urzędnicy Tuska gorsi od mafii!”. kataryna: „Minister na baterie” czyli recykling lobbing.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Wlk. Bryt. krytykuje UE za wejście na Ukrainę ale żołnierzy wyśle. Rosyjskie bombowce koło Kornwalii, brak gotowości obronnej. Co z porozumieniem z Mińska? Był plan rosyjskiej agresji na Ukrainę? Rosja sprzedaje Iskandery, ćwiczenia przy granicy z Estonią. Litwa: wraca powszechny pobór do wojska.


1. Rosyjskie bombowce koło KornwaliiWlk. Bryt.: Brak gotowości obronnejWlk. Bryt.: Unia weszła na Ukrainę „jak lunatyk”W. Bryt. wyśle żołnierzy na Ukrainę.

19.02.2015 (IAR) – Ministerstwo obrony w Londynie poinformowało o przechwyceniu dwóch rosyjskich bombowców strategicznych Tu-95 „Niedźwiedź” u południowo-zachodnich wybrzeży Anglii. Myśliwce Typhoon królewskich sił powietrznych RAF wystartowały wczoraj wieczorem, kiedy Rosjanie zbliżyli się do wybrzeży Kornwalii. Była to już kolejna taka prowokacja.

W styczniu również dwa „Niedźwiedzie” znalazły się nad Kanałem La Manche na południe od Bornemouth, co spowodowało wezwanie rosyjskiego ambasadora do MSZ w Londynie. Dzisiejsze wydania „Timesa” i „Daily Telegrapha” przynoszą wypowiedźż brytyjskiego ministra obrony, że takie loty nie mają precedensu od czasu zakończenia Zimnej Wojny. Minister Michael Fallon, który rozmawiał w nocy z dziennikarzami obu gazet na pokładzie samolotu, w drodze do Sierra Leone, powiedział, że jego zdaniem nie jest to jednak nowa Zimna Wojna: „Kiedy czołgi przekraczają granicę Ukrainy, kiedy porwany zostaje estoński strażnik graniczny, kiedy nad Kanałem La Manche latają samoloty, a po Morzu Północnym pływają okręty podwodne – to wygląda na jej podgrzewanie.”

Brytyjski minister obrony dodał, że widzi „bliskie i realne niebezpieczeństwo” powtórzenia przez Rosję scenariusza ukraińskiego na Litwie, Łotwie i w Estonii. „Niepokoi mnie Putin. Niepokoi mnie jego presja na państwa bałtyckie, to, jak wypróbowuje NATO” – cytują ministra Fallona „Times” i „Daily Telegraph”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/mcm/

20.02.2015 (IAR) – Brytyjscy wojskowi biją na alarm w sprawie braku gotowości kraju na wypadek konfliktu z Rosją. W środę wykryto dwa rosyjskie bombowce strategiczne u wybrzeży południowej Anglii, ale premier David Cameron zbagatelizował to mówiąc: „Podejrzewam, że Rosjanie chcieli nam tym dać jakiś sygnał, ale nie sądzę, aby to zasługiwało na reakcję”.

Były szef sztabu brytyjskiego lotnictwa Michael Graydon powiedział dziś jednak radiu BBC: „Premier ma absolutnie rację – to jest sygnał. To prowokacja. Gdybyśmy byli silniejsi, bardziej zdecydowani, Rosjanie mniej by się do tego palili”. Premier Cameron uspokajał, że Wielka Brytania dysponuje nowoczesnym lotnictwem zdolnym odstraszyć Rosjan. Generał Graydon podkreślał jednak: „Zostało nam obecnie 7 dywizjonów myśliwskich, a wkrótce może ich być sześć. Siły RAF zmniejszyły się o połowę od 2010 roku”. Generał Graydon dodał, że w momencie rozpadu ZSRR brytyjskie lotnictwo dysponowało 16 dywizjonami myśliwców. Od tego czasu spadła też liczba okrętów Marynarki Królewskiej – z 50 do 19, a liczebność armii ze 150 do 102 tysięcy, z dalszą redukcją planowaną na ten rok. Były szef sztabu generalnego Lord Richard Dannatt pisze w opublikowanym dziś liście do „Timesa”: „Inni europejscy członkowie NATO oczekują od Wielkiej Brytanii roli przywódczej. Chodzi nie tylko o naszą obronę, lecz o obronę całej Europy”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

20.02.2015 (IAR) – Brytyjska Izba Lordów gani rząd w Londynie i całą unijną dyplomację w związku z konfliktem ukraińskim. Komisja Izby Lordów do spraw Unii Europejskiej uznała, że Unia weszła na Ukrainę „jak lunatyk”, proponując jej układ stowarzyszeniowy i wykazując „katastrofalne niezrozumienie nastrojów w przededniu kryzysu”.

Komisja podkreśla, że Londyn, jako jeden z czterech sygnatariuszy Memorandum Budapeszteńskiego, nie wywiązał się z gwarancji zachowania całości terytorialnej Ukrainy w zamian za wyrzeczenie się przez nią poradzieckiej broni atomowej. Całe zachodnie podejście do Rosji opierało się na błędnym założeniu, że zmierza ona ku demokracji – uważa Komisja Izby Lordów. A wynikiem tego błędu było kompletne nieprzygotowanie na agresywną postawę Kremla, aneksję Krymu i obecny konflikt na wschodzie Ukrainy. Stąd mocne słowo „lunatyk” w raporcie Komisji.

Były brytyjski ambasador w Moskwie, Sir Andrew Wood powiedział jednak BBC, że również Rosja porusza się w tym konflikcie po omacku. „Rosja jest w stanie – by tak rzec – „zamrożonej anarchii”. To nie jest w pełni państwo. Rosjanie zaczęli awanturę na Ukrainie, ale nie wiedzą, jak ją skończyć”. Ambasador Wood zgodził się z oceną Komisji Izby Lordów, że sytuacja jest groźna, a brytyjskiemu MSZ i całej unijnej dyplomacji potrzebny jest pilny zastrzyk wiedzy i ekspertyzy na temat Rosji.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

24.02.2015 (IAR) – Wielka Brytania wyśle na Ukrainę personel wojskowy, który pomoże szkolić tamtejszą armię. Zapowiedział to brytyjski premier David Cameron dodając, że nastąpi to już w marcu.

Cameron oświadczył w jednej z komisji parlamentarnych, że jeśli nie uda się zatrzymać Rosji na Ukrainie, to może dojść do destabilizacji sytuacji w Mołdawii i krajach bałtyckich. Dodał, że Brytyjczycy będą szkolić ukraińską piechotę, aby podnieść jej wartość bojową. Będą też prowadzić inne szkolenia, od rozpoznania taktycznego przez logistykę po pomoc medyczną.

Według strony internetowej dziennika „Guardian”, misja szkoleniowa miałaby liczyć 75 żołnierzy.

Reuters 24 02 17.36/”Guardian”/Internet/Siekaj/ab/Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

podobne: USA krytykuje plan Putina i niemiecka oferta. Komorowski o wsparciu militarnym dla Ukrainy. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie. Brzeziński o Rosji. Irak: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”. Rozmowy USA-Kuba i to: Co powstrzyma Putina? Wlk. Brytania rewiduje umowę energetyczną z Rosją. oraz: Ukraińskie wojsko zacieśnia okrążenie wokół Doniecka. Separatyści proponują zawieszenie broni. Rosja przekazała Ukrainie 5 oficerów i negocjuje „pomoc humanitarną”. Merkel, Obama i Cameron ostrzegają przed prowokacją.

2. Apel szefów dyplomacji Ukrainy, Rosji, Francji i Niemiec o przestrzeganie porozumień z Mińska.

24.02.2015 (IAR) – Szefowie dyplomacji Ukrainy, Rosji, Niemiec i Francji zaapelowali o przestrzeganie porozumienia z Mińska. Tematem ich rozmów w Paryżu była też ewentualna misja obserwatorów OBWE na Ukrainie. Spotkanie odbyło się z inicjatywy francuskiego ministra spraw zagranicznych Laurenta Fabiusa.

Nie doszło do konsensusu politycznego w sprawie potępienia ofensywy prorosyjskich separatystów na Debalcewe. Natomiast czterej ministrowie byli zgodni co do tego, że strony konfliktu powinny bezwarunkowo i całkowicie dostosować się do przyjętych w Mińsku zobowiązań. Przede wszystkim chodzi o wycofanie broni ciężkiej ze strefy buforowej, oddzielającej pas okupowany przez separatystów od ziem kontrolowanych przez władze w Kijowie, i o natychmiastowe zaprzestanie walk. Komentatorzy podkreślają, że ten drugi punkt jest naruszany przez oddziały prorosyjskich bojowników, którzy szturmują strategiczny port Mariupol położony nad Morzem Azowskim. To ważne miejsce dla Rosji. Pozwoli jej na utworzenie połączenia lądowego z anektowanym Krymem. Według francuskich mediów, większość mieszkańców półwyspu w rok po aneksji jest zadowolona ze zmiany narodowości, mimo że nie mogą płacić kartami bankowymi, nie ma zagranicznych inwestycji i dochodzi do masowych zwolnień. Przeciwnicy są w różny sposób prześladowani.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/em/

podobne: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję.

3. Nowaja Gazieta: był plan rosyjskiej agresji na UkrainęRosja chce sprzedawać Iskandery. Ćwiczenia przy granicy z Estonią.

24.02.2015 (IAR) – Rok temu w Rosji rozważano możliwość aneksji południowo-wschodnich regionów Ukrainy. Artykuł na ten temat opublikowała na swoich stronach internetowych „Nowaja Gazieta”. Redakcja powołuje się na dokument, który w okresie od 4 do 12 lutego 2014 roku miał trafić na Kreml. Dziennik domniemuje, że autorem notatki mógł być oligarcha Konstantin Małofiejew – jeden z rosyjskich biznesmenów wspierających finansowo krymskich i donieckich separatystów.

Tajemniczy dokument zawiera siedem punktów, koncentrujących się na sytuacji społeczno-politycznej Ukrainy i ewentualnych działaniach Rosji. W punkcie pierwszym zwrócono uwagę na polityczne i moralne „bankructwo prezydenta Janukowycza i jego rządzącej rodziny” podkreślając, że Unia Europejska chce to wykorzystać, aby „połknąć” Ukrainę. Dalej autor pyta, czy Rosja jest gotowa wziąć udział w takiej intrydze. W drugim punkcie znalazła się sugestia dla władz Rosji, aby włączyły się w międzynarodową intrygę, zapobiegając „utracie terytorialnej integralności” Ukrainy, a jednocześnie zabezpieczając rosyjskie interesy w tym kraju. W punkcie trzecim wspomniano o integracji Krymu i obwodów południowo-wschodniej Ukrainy z Rosją. Mechanizm aneksji miałby odpowiadać międzynarodowym, a szczególnie unijnym normom. W kolejnych punktach autor zaznacza, że Rosja musiałaby stworzyć odpowiednią otoczkę polityczno-prawną – tak, aby „uprawomocnić ten proces i moralnie uzasadnić”. Dodaje też, że Rosja powinna zaaranżować na Ukrainie akcję na rzecz federalizacji, wykorzystując do celów propagandowych ukraińskie media. Podsumowując treść dokumentu „Nowaja Gazieta” stwierdza, że rekomendacje autorów, dotyczące przejęcia przez Rosję części terytorium Ukrainy, zostały zrealizowane w praktyce.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/em/

podobne: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego. oraz: Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej.

24.02.2015 (IAR) – Rosja chce sprzedawać zagranicznym kontrahentom systemy rakietowe typu „Iskander”. Informację taką miał przekazać agencji Interfax wiceszef agencji odpowiedzialnej za eksport broni. Igor Sewastianow wyjaśnił, że chodzi o systemy typu „Iskander – E”.

Wiceszef Rosoboroneksportu nie ujawnił, kto jest potencjalnym kontrahentem. Rosyjskie media przypominają, że kilka lat temu mocno zaawansowane rozmowy na ten temat były prowadzone z władzami Syrii. Jednak pod silną międzynarodową presją Moskwa musiała przerwać negocjacje. Jeśli tym razem dojdzie do podpisania umowy, będzie to pierwszy przypadek sprzedaży tego typu rakiet zagranicznym partnerom.

„Iskander” to lądowy pocisk balistyczny krótkiego zasięgu na mobilnej platformie. Służy do rażenia strategicznych obiektów przeciwnika, głównie lotnisk, węzłów łączności i stanowisk dowodzenia. Rosja nigdy nie potwierdziła, ale też nie wykluczyła, że „Iskander” może przenosić oprócz głowic konwencjonalnych również głowice jądrowe. Na wyposażeniu rosyjskich sił zbrojnych są systemy typu „Iskander – M”, których zasięg wynosi 500 km. Natomiast wersja eksportowa „Iskander – E” nie przekracza zasięgiem 250 km.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/em/

25.02.2015 (IAR) – Ćwiczenia rosyjskich wojsk powietrzno-desantowych przy granicy z Estonią i Łotwą. Uczestniczy w nich prawie dwa tysiące żołnierzy.

Jak poinformowała rzeczniczka rosyjskiego ministerstwa obrony Irina Krugłowa, ćwiczenia w rejonie Pskowa potrwają do soboty. W ich trakcie zostanie przeprowadzony desant półtora tysiąca spadochroniarzy. Mają oni między innymi zająć i zniszczyć lotnisko, należące do fikcyjnego wroga.

Estonia, która obchodziła wczoraj dzień niepodległości, zorganizowała w Narwie przy granicy z Rosją defiladę, w której uczestniczyły amerykańskie pojazdy wojskowe. Litwa z kolei zapowiedziała częściowe przywrócenie poboru do wojska. Zastępca naczelnego dowódcy sił NATO w Europie, generał Adrian Bradshaw, powiedział w ubiegłym tygodniu, że Rosja może podjąć próbę zajęcia terytorium któregoś z państw Sojuszu.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) AFP ang. 25 02 14.29/Interfax/Internet/Siekaj/dyd

podobne: Po szczycie NATO: „Bazy” rotacyjne („szpica”?) w Polsce. Korpus NATO w Szczecinie podnosi gotowość bojową. USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę (manewry na zach. Ukrainy). Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. Rosja: reakcja na szczyt, manewry wojsk rakietowych, baza wojskowa w Arktyce.

4. Na Litwie znów powszechny pobór do wojska.

24.02.2015 (IAR) – Na Litwie znów powszechny pobór do wojska. Prezydent Dalia Grybauskaite oświadczyła, że w obliczu rosyjskiej agresji pobór rozpocznie się od jesieni.

„Na okres 5 lat musimy koniecznie przywrócić zasadniczą służbę wojskową.” – powiedziała prezydent na konferencji prasowej. W trybie pilnym w Wilnie została zwołana Państwowa Rada Obrony. Planuje się, że corocznie na okres 9 miesięcy mundur założy 3,5 tysiąca młodych ludzi. Te plany musi jeszcze potwierdzić litewski Sejm. Obowiązkowy pobór do wojska na Litwie został zlikwidowany w 2008 roku.

Minister obrony Juozas Olekas zaznaczył, że co roku liczebność sił zbrojnych będzie się zwiększała o 450 żołnierzy. Obecnie siły zbrojne w tym kraju liczą 8 tysięcy żołnierzy zawodowych, około 4,5 tysiąca ochotników i ponad 2 tysiące personelu cywilnego. Niedawno wojsko wyposażono w dodatkowy sprzęt przeciwlotniczy i przeciwpancerny. Rozważana jest możliwość nabycia haubic i transporterów opancerzonych.

W tym roku budżet ministerstwa obrony kraju wynosi 425 milionów euro, czyli 1,11 setnych procent Produktu Krajowego Brutto.

IAR/ Renata Widtmann, Wilno/zr

podobne: Ukraina: Debalcewo niedomówione w Mińsku więc walki trwają, separatyści grożą i dyktują Ukrainie sojusze. Łotwa i Estonia: dozbrojenie Ukrainy, bezpieczeństwo granicy z Rosją. Szwecja i Finlandia zacieśniają współpracę wojskową.

źródło: stooq.pl

Wojna, profity

Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję.


1. Ciężkie walki na wschodzie UkrainyUkraina Poranny front.

11.02.2015 (IAR) – Niezależnie od rozmów w Mińsku trwają ciężkie walki na wschodzie Ukrainy.

Wojska ukraińskie kontynuują natarcie koło Mariupola, a separatyści chcą przejąć kontrolę pod Debalcewem, które leży na skrzyżowaniu szlaków kolejowych.

Sztab operacji antyterrorystycznej informuje o 19 zabitych żołnierzach ukraińskich. Twierdzi, że straty separatystów są czterokrotnie większe.

Rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego Andrij Łysenko mówił na konferencji prasowej, że dzisiejsze walki miały wyjątko dramatyczny przebieg.

W Obwodzie Donickim żołnierze specjalnego batalionu „Lwów” zdołali wyprowadzić spod ognia ciężko rannego dowódcę i szefa wojsk MSW tego obwodu. W wybuchu przydrożnej miny zginął szef Wydziału Bezpieczeństwa. Grupa rannych policjantów wpadła w okrążenie na terytorium, opanowanym przez separatystów. Bronili się kilka godzin, a następnie przedarli się przez pozycje przeciwnika i dotarli do pododdziału, który ruszył im na ratunek.

Rzecznik informuował o postępach ukraińskiego natarcia.

Wojska ukraińskie w okolicach Mariupola wyparły separatystów z 6 miejscowości. Artyleria ostrzelała pozycje rebeliantów. W ciągu ostatniej doby zginęło 87 separatystów. Zniszczono 42 jednostki sprzętu, w tym 12 czołgów, 14 wyrzutni rakietowych i 16 transporterów opancerzonych. Ponadto w obwodzie Ługańskim siły ukraińskie wykryły i zlikwidowały duży skład amunicji, należący do separatystów.

Rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego podkreśla, że w wyniku działań bojowych najbardziej cierpią mieszkańcy regionu, objętego walką. Separatyści prowadzą regularny ostrzał celów cywilnych, niszcząc domy i obiekty użyteczności publicznej. Zburzone elektrownie i kotłownie oznaczają brak prądu i ciepła w domach.

IAR/1+1 TSN/zr

12.02.2015 (IAR) – Mimo prowadzonych w Mińsku rozmów pokojowych, sytuacja na wschodzie Ukrainy pozostaje napięta. Liczba ataków na ukraińskie wojska spadła tylko nieznacznie.

W nocy zanotowano 24 ataki, z tego aż 9 ostrzałów Debalcewa. Separatyści starają się okrążyć miasto, przez które prowadzi najkrótsza trasa łącząca Donieck z Ługańskiem. Samo Debalcewo jest ważnym węzłem kolejowym.

Aktywne działania są także prowadzone pod Mariupolem. Tutaj swoją ofensywę kontynuuje batalion Azow. Rozpoczęła się ona we wtorek. Wojskowi informują, że sytuacja jest coraz bardziej napięta: trwają walki o Szyrokino i Sachankę. Separatyści wykorzystują czołgi, moździerze i artylerię. Bojówkarze próbowali ostrzelać przedmieścia Mariupola, ale – jak twierdzi batalion Azow- ich pozycje są już zbyt daleko od miasta.

W ciągu ostatniej doby zginęło 2 wojskowych, 21 zostało rannych. To znacznie mniejsze straty niż poprzedniej doby, kiedy to separatyści zabili 19 żołnierzy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/pbp

2. Separatyści: Poroszenko nie zna sytuacji w Donbasie.

12.02.2015 (IAR) – Rosyjskie media twierdzą, że to z winy Kijowa opóźnia się podpisanie porozumień pokojowych w Mińsku. Cytowany przez rozgłośnię Echo Moskwy przedstawiciel donieckich separatystów Denis Puszlin oświadczył, że prezydent Ukrainy Petro Poroszenko nie ma wiedzy o rzeczywistej sytuacji w Donbasie.

W opinii separatysty strona ukraińska nie zdaje sobie sprawy z tego, że armia znalazła się w okrążeniu i straciła militarną przewagę. Brak tej wiedzy, zdaniem komentatorów, miał wpłynąć na zgłaszane przez Petra Poroszenkę propozycje uregulowania konfliktu, co z kolei skutkowało odmową podpisania dokumentu przez liderów samozwańczych republik ługańskiej i donieckiej. Rosyjskie media zwracają również uwagę na to, że w trakcie mińskich rozmów pokojowych, w Donbasie nie milkną działa. Agencja Ria Nowosti poinformowała o rzekomym ostrzeliwaniu przez ukraińską armię pozycji separatystów. Ta sama agencja, powołując się na źródła zbliżone do osób prowadzących w Mińsku negocjacje stwierdziła, że ukraińska delegacja nie jest usatysfakcjonowana rosyjskimi propozycjami dotyczącymi linii rozgraniczającej i statusu separatystycznych regionów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/łp/pbp

3. W Mińsku wznowiono rozmowy ws. Ukrainy.

12.02.2015 (IAR) – Zamieszanie na rozmowach w Mińsku dotyczących pokoju na Ukrainie. Rosyjskie media najpierw poinformowały o osiągnięciu porozumienia. Potem wycofały się ze swoich doniesień twierdząc, że rozmowy zostały wznowione.

Początkowo media informowały, że dokument został przygotowany i przesłany do akceptacji przez Grupę Kontaktową do Spraw Ukrainy oraz liderów separatystów z Doniecka i Ługańska. Rozejm w Donbasie miał zacząć obowiązywać od pojutrza. Przy tym prezydent Ukrainy Petro Poroszenko powiedział, że na razie nie ma „żadnych dobrych wieści” i szereg warunków wysuniętych przez Rosję jest „nie do przyjęcia”. Jednocześnie separatyści mieli odrzucić część uzgodnień. Media powoływały się cały czas na swoje „źródła”.

Teraz wiadomo, że przywódcy Niemiec, Francji, Ukrainy i Rosji znowu rozmawiają w Pałacu Niepodległości. Tym razem pojawiła się nowa wiadomość, że najnowsze rozmowy mogą potrwać jeszcze kilka godzin. Z małymi przerwami trwają jużw sumie ponad 15 godzin.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Włodzimierz Pac/Mińsk/pbp

4. Mińsk: jest plan pokojowy dla UkrainyUkraina Komentarz co do rozmów w MińskuOpinie: Politolog: porozumienie mińskie to zasłona dymna.

12.02.2015 (IAR) – Przywódcy Niemiec, Francji, Ukrainy i Rosji uzgodnili w Mińsku porozumienie pokojowe w sprawie Ukrainy. Zakłada ono przerwanie ognia od 15 lutego oraz wycofanie broni ciężkiej z linii walk.

Prezydent Władimir Putin, który po 16 godzinach rozmów podszedł do dziennikarzy poinformował, że Ukraina powinna przeprowadzić reformę konstytucyjną, by szanować prawa ludności na wschodzie Ukrainy oraz wprowadzić w życie wcześniej przyjęte ustawy dotyczące szczególnego statusu Donbasu. „Jeszcze raz chciałbym wezwać obie strony konfliktu do jak najszybszego przerwania przelewu krwi i przejścia do realnego politycznego uregulowania sytuacji” – mówił Putin Jednocześnie prezydent Ukrainy Petro Poroszenko oznajmił, że w ciągu 19 dni dojdzie do wymiany wszystkich jeńców. Wolność ma odzyskać również ukraińska pilot Nadieżda Sawczenko, która przebywa w rosyjskim areszcie. Kijów do końca roku ma też odzyskać kontrolę nad granicą z Rosją w Donbasie, a z terytorium Ukrainy zostaną wycofane wszystkie obce wojska.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/ Włodzimierz Pac/Mińsk/pbp

12.02.2015 (IAR) – Ukraińscy komentatorzy podkreślają, że w najbliższych dniach Ukraińców czekają zaciekłe walki w okolicach Debalcewa. Ma tego dowodzić odłożenie zawieszenia broni do niedzieli, o czym zdecydowano podczas negocjacji w Mińsku.

Dmytro Kuleba z ukraińskiego MSZ zwrócił uwagę, że bez Debalcewa samozwańcze republiki: doniecka i ługańska pozostają zależne od Ukrainy w sferze transportowej. Miasto to nie tylko ważny węzeł kolejowy, ale też wiedzie przez nie najkrótsza droga łącząca Donieck z Ługańskiem.

Eksperci podkreślają, że za sukces można uznać punkt przewidujący wycofanie wszystkich obcych wojsk z terytorium Zagłębia Donieckiego, utworzenie strefy buforowej i zwolnienie wszystkich jeńców i zakładników. Ukraina nie zgodziła się też, jak można było oczekiwać, na utworzenie donieckiej autonomii i federalizację państwa.

Porażką jest jednak to, że dopiero pod koniec 2015 roku, po lokalnych wyborach na wschodzie, Ukraina ma odzyskać kontrolę nad całą granicą z Rosją. Część z niej będzie patrolowana przez OBWE i ukraińskich funkcjonariuszy Służby Granicznej. Obserwatorzy zwracają przy tym uwagę, że nie ma żadnych gwarancji, że mińskie porozumienia będą przestrzegane przez Moskwę i podległych jej separatystów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/pbp

12.02.2015 (IAR) – Politolog nie zostawia suchej nitki na zawartym w Mińsku porozumieniu ws. zawieszenia broni na Ukrainie. Według doktor Renaty Mieńkowskiej-Norkiene jest ono mało konkretne, rozmyte, a jego realizacja stoi pod olbrzymim znakiem zapytania.

Ekspert podkreślała w Polskim Radiu 24, że w jej ocenie porozumienie stanowi „zasłonę dymną”, która ma służyć społeczeństwom Europy, Ukraińcom, ale też Rosji, by pokazać, że Władimir Putin wyraża dobrą wolę. Politolog zaznaczyła, że zapisy postanowienia nie są ani konkretne, ani konstruktywne, przez co wątpliwe jest, by doprowadziły do trwałej poprawy sytuacji na Ukrainie. „Jeśli rzeczywiście walki zostaną przerwane, to my nie wiemy, w jaki sposób to się stanie, a przede wszystkim – czy separatyści i Rosjanie dotrzymają słowa” – mówiła.

Doktor Renata Mieńkowska Norkiene dodała, że z perspektywy politologicznej wszystko to co się działo w Mińsku jest „festiwalem hipokryzji”. Jak wskazywała, Angela Merkel mówiła o „iskierce nadziei” na rozwiązanie konfliktu, a dokument, który powstał teoretycznie ma na celu zakończenie wojny. „A przecież między iskrą nadziei a końcem walk jest przepaść” – podkreśliła.

Porozumienie zawarli na szczycie w Mińsku przywódcy Niemiec, Francji, Ukrainy i Rosji. W białoruskiej stolicy ustalono, że do 15 lutego ma nastąpić zawieszenie ognia na wschodzie Ukrainy i wycofanie ciężkiej artylerii z linii walk. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko oznajmił, że w ciągu 19 dni dojdzie do wymiany wszystkich jeńców. Na wolność ma wyjść również ukraińska pilotka Nadia Sawczenko, która przebywa w rosyjskim areszcie.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/PR24/wczesn/md/nyg

…pewnie że zasłona dymna! Przecież obie strony dały sobie czas (całe 2 dni!) by ostatecznie zadecydowały armaty. Nie po to się przecież wysyła ludzi uzbrojonych na front żeby jakieś dyskusje wyznaczały granice na mapie. Najlepsze jest to że same USA są zadowolone z „ustaleń pokojowych”, dziękują za firmowanie tej farsy Niemcom i Francji (nie wiadomo czy jako reprezentantom całej Europy czy tylko swoich interesów bo dyplomatów UE nie było przy stole), a same są gotowe ograniczyć sankcje jakie nałożono na Rosję 🙂 Czy trzeba światowej opinii publicznej lepszego sygnału co do tego czym jest Ukraina dla swoich „sojuszników”? (Odys)

„…Szczegółowa analiza wspomnianego aneksu dowodzi, iż Rosja może z powodzeniem uchodzić za protektora systemu politycznego nad Dnieprem oraz rozjemcę w sporze między Kijowem a Donbasem. Postulat „wolnych wyborów” (kwestia interpretacji i ich przeprowadzenia jest tu nadrzędna) oraz utworzenia lokalnej milicji (w praktyce legalizacji sił zbrojnych Noworosji, lecz pod inną nazwą) w praktyce może doprowadzić jedynie do „zamrożenia konfliktu”. Implementacja przez władze państwowe Ukrainy wspomnianych postulatów praktyce zmierza także do powołania, wspomnianej już, Autonomicznej Republiki Donbasu (może nawet Noworosji), posiadającej konstytucyjnie zagwarantowane odrębne siły zbrojne (pod nazwą lokalnej milicji) i namiastkę własnej polityki zagranicznej, ze szczególnym uwzględnieniem interesów FR na wspomnianym terytorium i niemal nominalnym zwierzchnictwem Kijowa. To więcej niż posiadała Autonomiczna Republika Krymu w granicach Ukrainy, a ponadto obarcza ten kraj (i tym samym Zachód) kosztami odbudowy miejscowej infrastruktury, przy ograniczonych możliwościach interwencji. Jednym słowem – zaakceptowanie podpisanych postulatów nie tylko w pewien sposób sankcjonuje fantazmat „małej Noworosji” (jeszcze pod nominalnym zwierzchnictwem Kijowa), lecz także pokazuje (uznanie, ze strony rządowej), iż był to projekt wewnątrz-ukraiński (a nie importowany z zewnątrz, jak to pokazywano na Zachodzie w mediach głównego nurtu), powstały w opozycji do wydarzeń EuroMajdanu i „rewolucyjnego przewrotu”. Jednym słowem – wspomniany dokument nie jest przykładem „dyplomatycznej wirtuozerii”, lecz raczej stanu niemocy wszystkich zainteresowanych stron. Jest to swego rodzaju provisorium, wzorowane na casusie Gruzji z początku lat 1990’. Potwierdza także tezę o Ukrainie, jako państwie uzależnionym [2]…” (Robert Potocki: Preliminaria Mińsk-2: analiza treści)

całość tu: geopolityka.org

5. USA o Ukrainie. Kerry: USA gotowe ograniczyć sankcje wobec RosjiPoroszenko chciał rozejmu natychmiast.

12.02.2015 (IAR) – Stany Zjednoczone wyraziły zadowolenie z osiągniętego w Mińsku zawieszenia broni na Ukrainie. Biały Dom podziękował przywódcom Niemiec i Francji za ich zaangażowanie w negocjacje.

Amerykańska reakcja na porozumienie z Mińska jest umiarkowanie pozytywne. Rzecznik Białego Domu Josh Earnest uznał je za „potencjalnie” znaczący krok na drodze do pokojowego rozwiązania konfliktu i przywrócenie suwerenności Ukrainy. „Wzywamy wszystkie strony do bezzwłocznego wypełnienia zobowiązań zawartych w dzisiejszym i poprzednim porozumieniu z Mińska” – oświadczył Earnest. Rzecznik Białego Domu wezwał Rosję do jak najszybszego wycofania żołnierzy i sprzętu ze wschodniej Ukrainy. Podkreślił też, że Ukraina musi przejąć kontrolę nad swoimi granicami.

Zadowolenie z porozumienia w Mińsku wyraził też sekretarz stanu John Kerry. Szef amerykańskiej dyplomacji przyznał jednak, że do przywrócenia pełnej suwerenności Ukrainy jest jeszcze długa droga. Wezwał też wszystkie strony konfliktu do powściągliwości a separatystów i Rosjan do jak najszybszego wstrzymania ataków na ukraińskie miasta. Kerry wyraził też radość z zawartego przez Kijów porozumienia z Międzynarodowym Funduszem Walutowym w sprawie pożyczki w wysokości 17,5 miliarda dolarów

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/mcm/

12.02.2015 (IAR) – Stany Zjednoczone są gotowe ograniczyć sankcje wobec Rosji. Warunkiem jest całkowite wprowadzenie w życie porozumień, zawartych w Mińsku.

Poinformował o tym amerykański sekretarz stanu John Kerry. Polityk zastrzegł, że ograniczenie sankcji będzie uzależnione od ścisłego przestrzegania zarówno ustaleń, które zapadły dziś, jak i tych z września ubiegłego roku.

IAR/RTR/zr/gaj

…niezadowolona jest rzecz jasna „tylko” Ukraina, która za dwa dni (przy zezwoleniu USA, Niemiec i Francji) prawdopodobnie straci kontrolę nad Debalcewem i Mariupolem (a być może i nad większymi połaciami terenów) na rzecz separatystów… No ale kogo obchodzi czego chce Ukraina 😉 Samo gwarantowanie przez USA „starych” ustaleń z września zeszłego roku to niezbyt dobra informacja dla Ukrainy. (Odys)

12.02.2015 (IAR) – To będzie trudne porozumienie – mówi o dokumencie z Mińska prezydent Ukrainy. Pakt, podpisany przez przywódców Rosji, Ukrainy, Francji i Niemiec zakłada wstrzymanie walk w Donbasie od 15 lutego i wycofanie ciężkiej artylerii.

Petro Poroszenko, który odwiedził Brukselę, zwrócił uwagę, że Ukraina od razu chciała „natychmiastowego i bezwarunkowego” rozejmu. Rosja nalegała jednak, by rozpoczął się prawie 3 doby od podpisania porozumienia. A tuż po złożeniu podpisów Rosjanie rozpoczęli ofensywę w Donbasie – zwrócił uwagę Poroszenko. Apelował, by wywierać presję na Moskwę, aby ta dotrzymała obietnic z Mińska.

Według sztabu ukraińskiej armii, minionej nocy granicę z Ukrainą przekroczyło około 50 rosyjskich czołgów, 40 wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych i tyle samo pojazdów opancerzonych.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/T. Majka/to/zr

źródło: stooq.pl

podobne: Kryzys ukraiński: rozmowy w Moskwie, konwencja w Monachium, w środę Mińsk (reaktywacja), zaniżona liczba ofiar wojny. a także: Zachód domaga się dyplomatycznego rozwiązania konfliktu ukraińskiego, ale są też głosy o dostawie broni. Władisław Guliewicz: „Szorstka przyjaźń” Polski i Ukrainy oraz: Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej. i to: Merkel będzie mediować „decentralizację” Ukrainy, tymczasem „rebelianci” się przegrupowują. Słowo o ukraińskich oligarchach. a także: Putin zadowolony z planu Poroszenki ale część armii stawia w pełnej gotowości bojowej ze względu na incydenty na granicy. Amerykanie oskarżają Moskwę. oraz: Szczyt w Mińsku a stosunki Rosyjsko-Ukraińskie. Kryzys ukraiński a jedność Europy. polecam również: Koziej o konflikcie na Ukrainie. Jaceniuk mówi „wojna”, ale Poroszenko o „operacji antyterrorystycznej” i zaznacza że wszystko jest pod kontrolą. Wojsko się wycofuje ale nowy pobór nie pójdzie na front. Zachód nie powstrzyma Rosji. i to: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego.

Ukraina - UE - USA - Rosja

Kryzys ukraiński: rozmowy w Moskwie, konwencja w Monachium, w środę Mińsk (reaktywacja), zaniżona liczba ofiar wojny. Bliski Wschód: sukcesy w walce z islamistami, Iran sceptyczny ws umowy nuklearnej, program atomowy Syrii.


1.Wlk. Bryt.: Reakcje na rozmowy ws. UkrainyRosyjska prasa: Europa wysoko oceniła kremlowskie rozmowyUkraina Tygodnik o planie PutinaOpinie: Drugie dno rozmów w Moskwie? 

06.02.2015 (IAR) – Londyn nie bierze udziału w nowej inicjatywie pokojowej w konflikcie ukraińskim ani nie zabrał dotąd głosu w jej sprawie. Brytyjskie media zauważają, że Angela Merkel i Francoise Hollande pozostawili Anglosasów na uboczu jadąc do Kijowa i Moskwy, aby zabiegać o pokój na Ukrainie, a polityka Zachodu wobec Kremla jest dwutorowa.

Z jednej strony, Merkel i Hollande zabiegają o pokój, z drugiej – Amerykanie mówią o dozbrojeniu armii ukraińskiej. Niepokoi to nie tylko Rosjan – powiedział BBC znawca spraw wschodnioeuropejskich, doktor Martin McCauley z Uniwersytetu Londyńskiego: „Niemcy są również przeciwni uzbrojeniu ukraińskiej armii, bo wiedzą, że jeśli się jej da dużo nowej broni, nie będzie umiała jej użyć. Do tego potrzebni jej będą doradcy. A to stwarza niebezpieczeństwo pośredniej wojny z Rosją” – podkreślił doktor McCauley. W jego opinii, Niemcy i Francuzi forsują porozumienie pokojowe nie tylko z tej przyczyny: „Fakt, że Angela Merkel jedzie do Moskwy, zamiast jak zwykle porozmawiać z Putinem przez telefon, po rosyjsku – świadczy o tym, że sankcje zaczynają doskwierać Niemcom. Również Hollande powiedział miesiąc temu, że należałoby sankcje rozluźnić, bo Francja potrzebuje lepszych stosunków handlowych z Rosją”. Tymczasem prezydent Putin widzi się w roli zwycięzcy: „Są wskazówki, że nie przykłada większej wagi do ceny ekonomicznej, bo kieruje się geopolityką” – powiedział BBC doktor Martin McCauley.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

07.02.2015 (IAR) – Francja i Niemcy wysoko oceniają moskiewskie rozmowy. Tak w rosyjskich mediach komentowane jest wczorajsze spotkanie przywódców: Rosji, Niemiec i Francji. Cytowani przez dziennikarzy współpracownicy: Władimira Putina, Angeli Merkel i Francoisa Hollande’a zgodnie stwierdzają, że dialog był konstruktywny i ostrożny.

Trwające niemal pięć godzin spotkanie liderów trzech państw, zakończyło się uzgodnieniem wstępnych założeń dokumentu, który może być podstawą pokojowego uregulowania ukraińskiego konfliktu. Jak przypominają rosyjskie media, nad szczegółami pracują teraz eksperci, aby już jutro przedstawić wszystkim zainteresowanym stronom gotowy do podpisania projekt.

Telewizja Rossija24 zwraca uwagę na elementy wcześniejszych propozycji prezydenta Władimira Putina, które znaleźć mają się w przygotowywanym dokumencie. Chodzi między innymi o całkowite przerwanie walk i wycofanie ciężkiego sprzęty ze strefy buforowej. Portal Gazieta.ru dodaje, że w projekcie znajdą się także propozycje prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki i nie wykluczone, iż swoje poprawki wniosą także separatyści. Dalej portal tłumaczy, że konflikt w Donbasie doszedł do momentu, który mocno zaniepokoił zarówno Europę, jak i Rosje. Między innymi wskazuje na „wojującą postawę” Polski, Litwy, Łotwy i Estonii, które mogą wciągnąć w konflikt z Rosją NATO i Unię Europejską. „Na razie Europa, choć na parę dni oddaliła się od niebezpiecznej granicy nowej wielkiej wojny” – podkreśla portal i ironicznie dodaje, że zapewne do czasu aż Petro Poroszenko skonsultuje pokojową inicjatywę z Barackiem Obamą.

Inaczej ocenia kremlowskie spotkanie „Moskiewski Komsomolec”. Gazeta sugeruje, że czarne były nie tylko stroje rozmówców, ale również atmosfera spotkania, które w ocenie „Komsomolca” zakończyło się niczym. Podobnie, choć w łagodniejszym tonie opisuje wieczorne rozmowy reporter „Kommiersanta”. W jego ocenie uczestnicy spotkania byli niezbyt zadowoleni z prowadzonego dialogu.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/ pbp

07.02.2015 (IAR) – Zaproponowany przez Władimira Putina plan pokojowego rozwiązania sytuacji na wschodzie Ukrainy jest nie do zaakceptowania dla Kijowa. Tak napisał ukraiński tygodnik „Dzerkało Tyżnia”, powołując się na własne źródła w Administracji Prezydenta.

Tygodnik dotarł do planu, który został przekazany prezydentowi Francji i kanclerz Niemiec przez Władimira Putina. Przewiduje on nadanie autonomii regionom kontrolowanym przez separatystów. Mają one też zostać rozszerzone do granic obwodów donieckiego i ługańskiego w ramach reformy konstytucyjnej, która miałaby przewidywać federalizację Ukrainy. Kijów miałby też dać gwarancje bezpieczeństwa kierownictwu samozwańczych republik. Z terytorium autonomicznych obwodów miałyby zostać wycofane wszystkie siły zbrojne, a także ukraińska milicja.

„Dzerkało Tyżnia” zwraca uwagę, że takie żądania są nie do zaakceptowania dla Kijowa, ponieważ oznaczają rozpad Ukrainy. Niemniej jednak plan rosyjskiego szefa państwa stał się bodźcem do zorganizowania w czwartek wizyty niemieckiej kanclerz i francuskiego prezydenta i opracowania wraz z Petrem Poroszenką nowego dokumentu, który sprowadza się do sprecyzowania wrześniowych porozumień mińskich, na przykład, poprzez zapisanie kalendarium realizacji.

Jeżeli te propozycje zostałyby zaakceptowane przez Władimira Putina, to jutro w Mińsku odbyłoby się jego spotkanie z Petrem Poroszenką, Angelą Merkel i Francois Hollandem. Na razie, po wczorajszych rozmowach przywódców Francji, Niemiec i Rosji w Moskwie, na niedzielę przewidziano jedynie konsultacje telefoniczne.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/ab

07.02.2015 (IAR) – Rozmowy Niemiec i Francji z Rosją są elementem tworzenia nowego porządku międzynarodowego. Tak sądzi gość Polskiego Radia 24, doktor Dominik Smyrgała z Collegium Civitas.

Jego zdaniem, stary porządek międzynarodowy załamał się, a początkiem tego procesu było utworzenie niepodległego Kosowa. Później doszło do rosyjskiego ataku na Abchazję i Południową Osetię, a wreszcie do agresji przeciwko Ukrainie. Gość PR 24 uważa, że Zachód może dążyć do porozumienia z Rosją, przewidującego oddanie jej części Ukrainy. Jednak nie rozwiąże to problemu, gdyż Rosja będzie chciała sobie podporządkować całą Ukrainę. Gość Polskiego Radia 24 uważa jednak, że rozmowy Angeli Merkel i Francois Hollande’a z Władimirem Putinem prawdopodobnie nie przyniosą przełomu.

Mówiąc o udziale Polski w negocjacjach, ekspert wyraził opinię, że jeśli Niemcy i Francja chcą porozumieć się z Rosją ponad głową Kijowa, to lepiej, że nie bierzemy w tym udziału. Jednak z drugiej strony Polska powinna podjąć jakąś inicjatywę, aby przeciwstawić się takim tendencjom.

Po wczorajszych rozmowach Merkel i Hollande’a z Putinem nie ogłoszono żadnego komunikatu. Jutro ma dojść do rozmów telefonicznych przywódców Niemiec, Francji i Rosji oraz prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenki.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Siekaj/buch

…i o tym właśnie od dłuższego czasu mówię… Polska nie powinna się mieszać w żadne ustalenia państw trzecich względem Ukrainy. Solidarność solidarnością, ale kiedy sam zachód podchodzi do sprawy dwu biegunowo (jedni chcą dozbrajać Ukrainę a drudzy chcą ją dzielić z Rosją) to nam nie wolno stawać po stronie kogokolwiek, i ze względu na własny interes narodowy wystarczy że solidaryzujemy się z Ukrainą (bezpośrednio) i wspieramy ją dyplomatycznie (tylko na to nas stać). Jeśli nawet mielibyśmy ją dozbrajać to nie trzeba się tym głośno chwalić, zresztą w tej sprawie nie powinna być to decyzja Polski a NATO (a tu daleko jest do kompromisu w tej sprawie). Słowem nic przeciwko Ukrainie, ale i nie dać się wypchać przed szereg w wygrażaniu Rosji. (Odys)

podobne: „Biały konwój” opuścił Ukrainę (podobno nie wrócił na pusto). Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej, Merkel studzi nadzieje na przełom negocjacji z Rosją. oraz: Co z paktem Putin-Merkel dotyczącym Ukrainy? Gazprom dopuści inne firmy do gazociągów, ale… Po wprowadzeniu sankcji zachodnich Chińczycy czekają na zlecenia z Rosji.

2. Monachium: NATO nie chce konfrontacji z Rosją. Steinmeier: dostawy broni na Ukrainie wysoce ryzykowneMcCain w Monachium: musimy dozbrajać Ukrainę

06.02.2015 (IAR) – NATO nie chce konfrontacji z Rosją, ale Moskwa nie może łamać międzynarodowych zasad – powiedział sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg na rozpoczęcie Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium.

Stoltenberg zaapelował do Rosji o zmianę jej polityki wobec sąsiadów. „To był czarny rok dla naszego bezpieczeństwa, a nowy zaczyna się podobnie”- mówił Stoltenberg komentując wydarzenia polityczne ostatnich miesięcy. Sekretarz generalny NATO oskarżał Rosję o destabilizowanie Ukrainy i wspieranie separatystów. Jak mówił, konflikt na Ukrainie pogłębia się i ma przerażające skutki dla cywilów, a Moskwa sama skazała się przez to na izolację. Stoltenberg zaapelował do Rosji o traktowanie sąsiadów jak suwerenne państwa i do przestrzegania podjętych zobowiązań.

Decyzja o sprzedaży broni Ukrainie należy do poszczególnych członków NATO – mówił. Stoltenberg wyjaśnił, że to nie NATO ma broń, ale jego poszczególni członkowie, i to oni będą decydować o jej ewentualnej sprzedaży. „To nie jest sprawa NATO i to nie leży w naszych kompetencjach” – powiedział Stoltenberg.

Sekretarz generalny podkreślił, że NATO wspiera Ukrainę na płaszczyźnie politycznej. Pomaga też reformę i modernizację ukraińskich sił zbrojnych, a także powiększa potencjał obronny Sojuszu we wschodniej Europie. Ułatwi, to jak powiedział Stoltenberg, odpowiedź NATO na wydarzenia na Ukrainie.

Otwierając Konferencję, minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen sceptycznie odniosła się pomysłu wysyłania broni na Ukrainę. „Skoncentrowanie się tylko na dostawach broni mogłoby rozniecić pożar i oddalić nas od oczekiwanego rozwiązania. W regionie już jest za dużo broni” – mówiła niemiecka minister. Von der Leyen dodała, że jej kraj nie będzie obojętny na aktualne wydarzenia międzynarodowe. Jak mówiła Niemcy są gotowe do przewodzenia, ale nie dominacji nad sąsiadami.

Sytuacja na Ukrainie jest dominującym tematem tegorocznej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Bierze w niej udział 20 przywódców państw i szefów rządów oraz blisko 60 ministrów obrony i spraw zagranicznych z całego świata.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/ agencje/Siekaj /nyg

08.02.2015 (IAR) – Dostawy broni na Ukrainie byłyby wysoce ryzykowne i destrukcyjne – powiedział szef dyplomacji Niemiec Frank-Walter Steinmeier na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium.

Polska nie wyklucza ewentualnego dozbrojenia ukraińskiej armii. Mówili o tym w Monachium polscy ministrowie obrony i spraw zagranicznych. O tym, że ukraińskiej armii trzeba dostarczyć broń, coraz głośniej mówią amerykańscy politycy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/WojciechCegielski/Monachium/ab

08.02.2015 (IAR) – Wpływowy republikański senator John McCain poparł pomysł dozbrajania Ukrainy. Na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium McCain ostrzegał, że Rosja chce zdominować Ukrainę i innych sąsiadów.

Jak mówił amerykański senator, prezydent Władimir Putin wcale nie chce rozwiązania dyplomatycznego. „Co prawda czasami idzie na taktyczne kompromisy, ale to tylko wstęp do dalszej agresji” – powiedział John McCain. Dodał, że w dozbrajaniu ukraińskiej armii nie chodzi o pytanie, czy Ukraina może mierzyć się z Rosją militarnie. Chodzi o to, jak długo Putin będzie w stanie prowadzić wojnę, która – jak wmawia swoim obywatelom – wcale się nie toczy, jeśli pomoże się Ukraińcom zwiększyć koszty dla rosyjskiej armii. „Dlatego musimy dostarczyć Ukrainie defensywną broń” – mówił McCain.

Wcześniej przeciwko dostawom broni owypowiedział się w Monachium szef dyplomacji Niemiec, który nazwał ten pomysł „wysoce ryzykownym”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Szymański/Wojciech Cegielski/Monachium/dabr

podobne: Zachód domaga się dyplomatycznego rozwiązania konfliktu ukraińskiego, ale są też głosy o dostawie broni. Władisław Guliewicz: „Szorstka przyjaźń” Polski i Ukrainy oraz: USA krytykuje plan Putina i niemiecka oferta. Komorowski o wsparciu militarnym dla Ukrainy. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie. Brzeziński o Rosji. Irak: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”. Rozmowy USA-Kuba i to: Merkel: Interwencja wojskowa nie wchodzi w rachubę. Serbskie memento (casus Kosowa). Czy USA zwróci Niemcom złoto z ukraińskich zapasów?

3. Będzie spotkanie w Mińsku ws. UkrainyNiemcy: dziesięciokrotnie więcej zabitych na Ukrainie

08.02.2015 (IAR) – Będzie spotkanie w Mińsku w sprawie Ukrainy. Prezydenci Ukrainy, Rosji i Francji oraz kanclerz Niemiec porozumieli się w tej sprawie telefonicznie podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Wstępnie mówi się o tym, że dojdzie do niego w środę, ale tego terminu na razie nie potwierdza prezydent Rosji Władimir Putin.

Rzecznik niemieckiego rządu poinformował, że środę w stolicy Białorusi o sytuacji na wschodniej Ukrainie będą rozmawiać władze tego kraju, Rosji, Francji i Niemiec. W spotkaniu w Mińsku mają wziąć udział Angela Merkel, Francois Hollande, Władimir Putin i Petro Poroszenko. Jak mówi rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert, celem rozmów będzie znalezienie „wszechstronnego rozwiązania konfliktu”.

Później jednak Władimir Putin powiedział, że środowy termin nie jest przesądzony. Wszystko zależy od tego, czy do tego czasu uda się uzgodnić stanowiska w kluczowych sprawach. Obecnie są one przedmiotem intensywnych rozmów.

Wiele deklaracji w sprawie Ukrainy padło na kończącej się dziś Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium.

Minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier uznał dostawy broni dla Ukrainy za wysoce ryzykowne i i destrukcyjne. Z kolei szef amerykańskiej dyplomacji John Kerry zapewniał, że w polityce wobec Kijowa nie ma podziału między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Zachód jest „zjednoczony, ściśle współpracuje i zgadza się, iż ten konflikt nie zakończy się przez działania militarne”. „Jesteśmy zjednoczeni w naszej dyplomacji” – dodał Kerry.

Szefowa unijnej dyplomacji zadeklarowała dziś poparcie dla ukraińskiej misji Angeli Merkel i Francois Hollande’a. Federica Mogherini mówiła, że bez względu na wynik rozmów negocjacje są obowiązkiem Unii Europejskiej. „Nie wiemy jeszcze, czy te wysiłki się powiodą. Ale naszym obowiązkiem jest próbować. Nie tylko z powodu pilnej potrzeby osiągnięcia trwałego zawieszenia ognia, ale także dlatego, że wiemy, iż nie ma innej możliwości rozwiązania tego kryzysu niż dyplomacja” – powiedziała Mogherini.

Z kolei brytyjski minister spraw zagranicznych Philip Hammond w wypowiedzi dla telewizji SKY ostro potępił Rosję i Władimira Putina. „Ten człowiek posłał wojsko przez granicę międzynarodową i zajął terytorium innego państwa. Postąpił jak jakiś tyran z połowy XX wieku. Cywilizowane narody nie zachowują się w ten sposób w XXI wieku ” – powiedział brytyjski szef dyplomacji Philip Hammond.

Tymczasem prorosyjscy separatyści nie zmniejszają aktywności na wschodzie Ukrainy. W nocy atakowali wojska 39 razy, głównie na Debalcewie, ważnym węźle kolejowym.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/zbiorcza/to/ab

08.02.2015 (IAR) – Niemiecki wywiad szacuje, że liczba ofiar śmiertelnych wojny na Ukrainie jest dziesięciokrotnie większa, niż oficjalne dane. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” podaje, że według informacji wywiadowczych, zabitych jest 50 tysięcy – to zarówno ukraińscy cywile, jak i wojskowi. Prezydent Petro Poroszenko powiedział wczoraj na konferencji w Monachium, że na wojnie zginęło 1200 żołnierzy i 5400 cywilów. Także ONZ podawało mniejszą liczbę zabitych.

Działania wojenne na wschodniej Ukrainie trwają od kwietnia ubiegłego roku. W obwodach donieckim i ługańskim separatyści, wspierani przez Rosję, wystąpili przeciwko rządowi w Kijowie i ogłosili powstanie niezależnych republik. W odpowiedzi na to ukraińskie wojska rozpoczęły na tym terytorium operację antyterrorystyczną, mająca na celu odbicie regionu z rąk prorosyjskich bojówkarzy.

Na środę zapowiedziano nowy szczyt w Mińsku w sprawie Ukrainy. Wezmą w nim udział Angela Merkel, Francois Hollande, Władimir Putin i Petro Poroszenko. Przywódcy Niemiec, Francji, Rosji i Ukrainy ustalili spotkanie podczas rozmowy telefonicznej.

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko oświadczył, że rozmowa przyniosła pewien postęp. Jak dodał, Zachód ma nadzieję, że rozmowy w Mińsku doprowadzą do „rychłego i bezwarunkowego” wstrzymania ognia po obu stronach.

http://www.faz.net &IARwcześń./dw/ab

podobne: Ukraina: Służba Graniczna powstrzymała interwencję Rosji która szykuje kolejny konwój. Parada jeńców w Doniecku kontra czystki etniczne. Szczyt w Mińsku a stosunki Rosyjsko-Ukraińskie. Kryzys ukraiński a jedność Europy. oraz: Kryzys na Ukrainie a prawa człowieka. Zbrodnie wojenne Ukraińców na Ukraińcach.

…to bardzo dziwne że z jednej strony lansuje się Rosję jako bezprawnego agresora a jednocześnie maskuje się prawdziwy wymiar zbrodni najeźdźcy… Czyżby nie tylko Putin dokonywał zbrodni na Ukrainie. Po co mieliby Ukraińcy zaniżać liczbę ofiar jako pokrzywdzony w tej wojnie naród? Może Niemcy wiedzą coś więcej a podanie przez nich tej informacji (dość ważnej uważam) do publicznej wiadomości ma zmusić nowe ukraińskie władze (które być może stoją za sporą częścią niewinnie zabitych ofiar) do ustępstw wobec separatystów w nadchodzących rozmowach w Mińsku? (Odys)

4. Monachium: Kerry o nowych sukcesach w walce z islamistamiIran sceptyczny ws umowy nuklearnejCzy Baszir al-Assad sięga po atom?

08.02.2015 (IAR) – Koalicja przeciwko Państwu Islamskiemu ma na koncie nowe sukcesy – twierdzi amerykański sekretarz stanu John Kerry. Mówił on o tym w czasie zakończonej właśnie Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Zaapelował też, aby kolejne kraje włączały się w walkę z radykalnymi islamistami.

John Kerry twierdzi, że koalicja przeciwko fanatykom w Iraku i Syrii liczy już 60 krajów. Od września dokonano dwóch tysięcy nalotów, w większości z udziałem amerykańskiego lotnictwa.

Amerykański polityk mówił w Monachium, że uderzenia z powietrza oraz walki prowadzone przez iracką i kurdyjską armię poważnie osłabiły Państwo Islamskie. „Dokonaliśmy około dwóch tysięcy nalotów. Odzyskaliśmy 700 kilometrów kwadratowych terenów, jedną piątą terenów, które kontrolowali. Odebraliśmy im 200 instalacji ropy i gazu, z których czerpali dochody. Zniszczyliśmy ich strukturę dowodzenia i podważyliśmy propagandę, eliminując połowę dowództwa. Ograniczyliśmy ich finanse, zniszczyliśmy sieć zaopatrzenia i sprawiliśmy, że dwa razy się zastanowią, zanim pojadą gdziekolwiek w otwartym konwoju” – mówił John Kerry w Monachium.

Amerykanie przestrzegają jednak, że radykałowie nie zostali jeszcze pokonani, a walka z nimi będzie trwała wiele miesięcy. Dlatego John Kerry zaapelował o włączanie się do koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu.

John Kerry podkreślił, że radykałowie w Iraku i Syrii nie mają nic wspólnego z islamem. Jak mówił, prezentują nihilizm i kryminalną anarchię.

„Nie ma takiej historii, religii, ideologii, psychologii, polityki, ekonomii czy osobistych ambicji, które usprawiedliwiają mordowanie dzieci, porywanie i gwałcenie nastolatek czy zarzynanie nieuzbrojonych cywilów. Te okrucieństwa nie mogą nigdy zostać zracjonalizowane czy wybaczone. Musimy przeciwstawić się im każdą cząstką naszego jestestwa i musimy je powstrzymać” – powiedział Kerry.

Od niemal roku fanatycy zajmują kolejne tereny w Iraku i w Syrii i ustanowili tak kalifat, czyli państwo oparte na radykalnej wersji islamu. Na zajętych terenach dokonują brutalnych egezkucji. Z ich rąk zginęły już setki miejscowych szyitów i sunnitów, ale także kilku zagranicznych dziennikarzy i pracowników organizacji humanitarnych.

Wściekłość w krajach arabskich wywołało w ostatnich dniach spalenie żywcem jordańskiego pilota. Po tym zdarzeniu Jordania zdecydowała się na zwiększenie liczby nalotów na pozycje bojowników. Do koalicji przystąpiły niedawno Zjednoczone Emiraty Arabskie, których lotnictwo cieszy się opinią jednego z najskuteczniejszych na Bliskim Wschodzie.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Cegielski/Wojciech Szymański/Monachium/dabr

08.02.2015 (IAR) – Iran nie jest pewien, czy uda się osiągnąć porozumienie nuklearne ze światem. Mówił o tym na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium irański minister spraw zagranicznych. Mohammad Zarif dwukrotnie w ostatnich dniach spotkał się w bawarskiej stolicy z amerykańskim Sekretarzem Stanu Johnem Kerrym. Efekty rozmów nie są znane.

31 marca upływa termin na wynegocjowanie stałego porozumienia świata z Iranem w sprawie programu nuklearnego. Coraz częściej słychać jednak obawy, że do tego czasu stronom nie uda się porozumieć.

Irański minister Mohammad Zarif nie wykluczył w Monachium, że negocjacje zakończą się porażką. „Jestem sceptyczny, bo mam ku temu powody. Ale wierzę, że porozumienie, w którym nie ma wygranych i przegranych i w którym interesy wszystkich stron są zachowane, są na korzyść wszystkich – naszego regionu, pokoju na świecie oraz rozwoju irańskiej nauki” – mówił irański minister.

Jednocześnie Mohammad Zarif powiedział, że jeśli rozmowy poniosą klęskę, to można będzie szukać innych dróg porozumienia. „Jeśli nie będzie porozumienia, to świat się nie skończy. Próbowaliśmy, ale nam się nie udało. To pomyślimy o innych procedurach” – dodał.

Mohammad Zarif podkreślił, że warunkiem porozumienia z Iranem jest zniesienie sankcji nałożonych przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską. „Restrykcje nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Kiedy nakładano sankcje na Iran, mieliśmy niespełna 200 wirówek. Jeśli celem sankcji było powstrzymanie Iranu przed rozwojem programu nuklearnego, to się to całkowicie nie udało. Bo teraz mamy 20 tysięcy wirówek” – podkreślił Zarif w Monachium.

Irański minister przyznał, że dotychczasowe rozmowy nie przyniosły przełomowych zmian w stosunkach Teheranu z Zachodem, bo wciąż po obu stronach pozostała nieufność.

Świat obawia się, że Iran pracuje nad wyprodukowaniem broni nuklearnej, ale Teheran twierdzi, że program atomowy ma służyć wyłącznie celom pokojowym. Międzynarodowi negocjatorzy próbują skłonić Teheran, by ograniczył produkcję, wzbogaconego uranu, który jest głównym składnikiem broni atomowej.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski & Wojciech Szymański, Monachium/ab

podobne: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie. oraz: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji).

źródło: stooq.pl

„Gdy 9 stycznia br. niemiecki tygodnik „Der Spiegel” opublikował na swych łamach sensacyjny raport, zatytułowany „Sekret Assada: dowody wskazują na syryjskie dążenie do pozyskania broni atomowej”, świat nie tylko nie zawrzał oburzeniem, ale wręcz niemal nie zauważył tej publikacji…

…Zgodnie z głównymi tezami publikacji niemieckiego tygodnika, władze w Damaszku – przy wydatnej pomocy i asyście swego irańskiego sojusznika – kontynuują od wielu lat kolejny tajny program nuklearny o militarnym charakterze (a więc mający na celu pozyskanie broni atomowej). Program ów miałby być kontynuacją wcześniejszego, zaawansowanego projektu budowy syryjskiej „broni A”, który przerwany został w 2007 roku w wyniku akcji izraelskich sił powietrznych (operacja „Orchard”). Obecny, „nowy” syryjski program nuklearny, oparty ma być o posiadane już przez Syryjczyków know-how oraz te elementy poprzedniego projektu, które udało się odzyskać lub odtworzyć po operacji izraelskiej. Projekt ten, podjęty już w 2008 roku, pierwotnie prowadzony był zapewne głównie w bazie SAAF (Syryjskich Arabskich Sił Powietrznych) w Madżr as-Sultan koło Damaszku. Faktem jest, że w obiekcie tym, już wcześniej posądzanym o bycie jednym z miejsc składowania syryjskiej broni chemicznej, prowadzona była w latach 2009 – 2011 podejrzana aktywność, która zwróciła uwagę m.in. MAEA. W 2012 roku, ze względu na nasilającą się rebelię i bezpośrednie zagrożenie dla bazy [1], elementy projektu miały zostać ewakuowane w relatywnie spokojniejszy region zachodniej Syrii, w okolice miasta Al-Qusayr. Tam, w podziemnym kompleksie o kryptonimie „Zamzam”, wykutym głęboko w zboczu wzgórza, kontynuowane mają być – zdaniem autorów raportu – prace nad skonstruowaniem syryjskiej broni atomowej.

Teza, postawiona w artykule „Spiegla”, oparta jest jednak na bardzo wątłych przesłankach i zawiera wiele niejasności, a nawet sprzeczności. Co gorsza, wiele faktów i danych ewidentnie interpretowanych jest pod postawioną z góry tezę, zakładającą nieustanne dążenie władz w Damaszku do wejścia w posiadanie własnej broni atomowej.

Autorzy artykułu przyjęli za pewnik, że prezydent Baszir al-Assad wciąż dąży do uzyskania broni jądrowej. Teza taka nie jest jednak racjonalnie i w sposób przekonujący wyjaśniona, opierając się raczej na przypuszczeniach dziennikarzy niemieckiego tygodnika (lub raczej ich tajemniczych informatorów). Nawet jeśli rzeczywiście syryjski prezydent (a wcześniej jego ojciec, Hafez al-Assad) marzył kiedyś o własnej „broni A”, jako strategicznym czynniku odstraszania głównie wobec Izraela, to w obecnych realiach strategicznych i operacyjnych w Syrii raczej nie traktuje już tego celu priorytetowo. Pod koniec czwartego roku krwawej, brutalnej wojny domowej syryjski reżim nie ma warunków, ani tym bardziej sił i środków, na realizację tak ambitnego, kosztownego i co najważniejsze wymagającego spokoju zadania, jakim jest prowadzenie programu nuklearnego (zwłaszcza o charakterze militarnym). Rząd w Damaszku – choć jego sytuacja jest obecnie i tak znacznie korzystniejsza, niż jeszcze dwa-trzy lata temu – wciąż walczy jednak głównie o swoje fizyczne przetrwanie, o być albo nie być zarówno dla siebie, jak i dla tych grup etnicznych i wyznaniowych społeczeństwa syryjskiego, które w ciągu tych kilku lat konfliktu opowiedziały się po jego stronie (oprócz Alawitów są to także szyici, Druzowie, chrześcijanie oraz większość społeczności kurdyjskiej). Specyfika konfliktu syryjskiego sprawia ponadto, że siły wierne B. al-Assadowi walczą dziś równocześnie na wielu frontach: ich przeciwnikiem są nie tylko rebelianci z „umiarkowanych” frakcji islamskich (Front Islamski, Syryjski Front Rewolucyjny) czy resztek Wolnej Armii Syryjskiej (FSA), ale też dżihadyści z Frontu al-Nusrah (oficjalnej ekspozytury Al-Kaidy w Syrii) oraz rosnącego w siłę Państwa Islamskiego (IS). Kontrolując niewiele ponad trzecią część kraju, władze w Damaszku nie mogą więc czuć się na tyle komfortowo, aby pozwolić sobie na trwonienie swych relatywnie szczupłych sił i środków na realizację abstrakcyjnych projektów, takich jak program nuklearny. Nawet, jeśli założyć – co sugerują autorzy raportu „Spiegla” – że projekt taki miałby być realizowany przy wydatnej asyście Irańczyków, a ochraniany przez ich libańskich sprzymierzeńców z Hezbollahu…. 

…Wątek irański? 

W myśl jednej z popularniejszych ostatnio (zwłaszcza w źródłach izraelskich) opcji, instalacja w okolicy Al-Qusayr miałaby służyć nie tyle syryjskiemu programowi zbrojeń nuklearnych, co jego irańskiemu odpowiednikowi. Teoria ta zakłada, że reżim w Syrii udostępnił terytorium swego kraju i swoje zasoby na potrzeby irańskiego projektu atomowego. Zgodnie z tym założeniem, „syryjski” element programu irańskiego – oparty na technologii plutonowej i realizowany przy wydatnej współpracy z Koreą Płn., a ochraniany przez elitarne formacje Hezbollahu – stanowiłby uzupełnienie projektu irańskiego, realizowanego głównie w oparciu o technologię wzbogacania uranu.

Izolacja instalacji w Al-Qusayr, a zwłaszcza jej bliskie sąsiedztwo z terenami zaciekłych walk z rebeliantami, każe jednak wątpić w możliwość wykorzystywania tego obiektu przez Irańczyków jako ich „zagranicznej” instalacji nuklearnej. Zakładając nawet, że Islamska Republika poszukuje alternatywnych (lub komplementarnych) lokalizacji obiektów jądrowych względem własnych instalacji – co jest dość karkołomną tezą – to obiekt w Al-Qusayr zdaje się być najgorszym wyborem z możliwych. W przypadku Syrii, o wiele lepsze warunki (w zakresie bezpieczeństwa, ale też pod względem organizacyjno-logistycznym) istnieją choćby w Tartus lub Latakii – alawickich regionach kraju, od początku wojny kontrolowanych niepodzielnie przez siły reżimu, z lojalną ludnością i niezłym zapleczem techniczno-transportowym (w tym własnymi portami pełnomorskimi).

Podsumowanie

Kwestia, co tak naprawdę kryje tajemnicza instalacja w pobliżu Al-Qusayr, wciąż pozostaje otwarta. Publikacja tygodnika „Der Spiegel” nie przedstawia niestety wiarygodnych i rzetelnych odpowiedzi na to pytanie, dążąc za to (nieco na siłę) do przedstawienia omawianego problemu w jednoznacznie niekorzystnym dla obecnych władz w Damaszku świetle. Fakty wskazują tymczasem, że prawdopodobieństwo istnienia w omawianym kompleksie aktywnej (a więc znajdującej się w fazie operacyjnej) instalacji nuklearnej (niezależnie, jakiego rodzaju) jest niewielkie, a wręcz bliskie zeru.

Powyższa konstatacja nie oznacza jednak, że publikacja niemieckiego tygodnika nie zawiera przysłowiowego „ziarnka prawdy”. Wiele wskazuje bowiem na to, że syryjski reżim rzeczywiście próbował, tuż przed wybuchem wojny domowej w kraju, odtworzyć swój dawny program nuklearny, odbudowując go przy pomocy zarówno Iranu, jak i KRL-D. Należy pamiętać, że o ile w trakcie operacji „Orchard” Izraelczycy zrównali z ziemią obiekt w Al-Kibar, zawierający najpewniej reaktor gazowo-grafitowy, o tyle nie zdołali zniszczyć wszystkich prętów paliwowych i części instalacji odpowiedzialnej za „odzyskiwanie” plutonu, które znajdowały się poza zbombardowaną lokalizacją…” (Tomasz Otłowski)

całość tu:  geopolityka.org

podobne: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS. oraz: Wątek Izraela w syryjskim zamieszaniu czyli… „Uderz w Syrię a nożyce się odezwą”

Paweł Kuczyński - Wojna czy pokój.

Paweł Kuczyński – Wojna czy pokój.

Zachód domaga się dyplomatycznego rozwiązania konfliktu ukraińskiego, ale są też głosy o dostawie broni. Władisław Guliewicz: „Szorstka przyjaźń” Polski i Ukrainy


1. Merkel i Hollande w KijowieFrancja: prezydent Hollande i kanclerz Merkel w Moskwie.

05.02.2015 (IAR) – Angela Merkel i Francois Hollande przedstawiają w Kijowie swoje propozycje pokojowe, a także te, które przekazał im Władimir Putin. Poinformował o tym amerykański sekretarz stanu John Kerry, który też przebywa w ukraińskiej stolicy. Obecnie kanclerz Niemiec i prezydent Francji rozmawiają z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką.

Po rozmowach z ukraińskim premierem Arsenijem Jaceniukiem John Kerry podkreślił, że kilka dni temu europejscy politycy otrzymali propozycje rozwiązania konfliktu w Zagłębiu Donieckim od prezydenta Władimira Putina i przygotowali swoją odpowiedź na nie. To właśnie te różne warianty są omawiane w Kijowie.

John Kerry rozmawiał dziś w Kijowie przede wszystkim o wojnie na wschodzie Ukrainy. Oskarżał jednocześnie Rosję o to, że to ona odpowiada za eskalację konfliktu. Tematem poruszonym w czasie spotkań z prezydentem Petrem Poroszenką i premierem Arsenijem Jaceniukiem były także reformy na Ukrainie oraz wsparcie finansowe dla Kijowa. Waszyngton jest gotowy przekazać 16 i pół miliona dolarów na pomoc przesiedleńcom z Zagłębia Donieckiego, a także udzielić gwarancji kredytowych w wysokości miliarda dolarów w przypadku sukcesów w przeprowadzeniu reform. We wrześniu Stany Zjednoczone udzieliły już jednej takiej gwarancji. John Kerry nie wykluczył też, że Ukraina otrzyma pomoc wojskową od Waszyngtonu.

IAR/pogorzelski/kijów/em/

05.02.2015 (IAR) – Prezydent Francois Hollande w towarzystwie niemieckiej kanclerz Angeli Merkel składa dzisiaj /piątek, 06.02./ niespodziewaną wizytę w Moskwie. Jej celem jest omówienie z prezydentem Władimirem Putinem sposobów rozwiązania konfliktu na Ukrainie.

We Francji w komentarzach podkreśla się, że po raz pierwszy, jeszcze przed odlotem do Kijowa, a potem do Moskwy prezydent V Republiki powiedział, iż tocząca się od roku wojna na wschodniej Ukrainie może zamienić się w konflikt totalny. Oznacza to zagrożenie dla całej Europy. Jeszcze w Paryżu Hollande przypominał stanowisko Francji. Wykluczył możliwość udziału jego kraju w działaniach zbrojnych. Zastrzegł, że władze w Paryżu konsekwentnie są przeciwnie przystąpieniu Ukrainy do NATO, do czego – jak zaznaczają media – dążą Amerykanie. Podkreślił też, że konflikt ukraiński należy rozwiązać na drodze pokojowej, a nie przy użyciu czołgów i ciężkiej artylerii. Prezydent Francji położył nacisk na integralność terytorialną państwa ukraińskiego i ostrzegł, że jeśli Putin odrzuci nowe propozycje, to zapewne niektóre państwa zdecydują się na dostawy broni dla armii ukraińskiej. Hollande nie sprecyzował, jakie kraje ma na myśli. Według Le Figaro, z inicjatywą przyjazdu prezydenta Francji i niemieckiej kanclerz do Moskwy wystąpił prezydent Rosji, mający ponoć nowe oferty.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/em/

2. Kerry w Kijowie: trzeba dyplomatycznego rozwiązania konfliktu ukraińskiegoUkraina Kerry w Kijowie wspiera UA krytykuje RU. USA: McCain o Ukrainie.

05.02.2015 (IAR) – Chcemy dyplomatycznego rozwiązania konfliktu na wschodniej Ukrainie. Rosja może mieć inne zdanie, ale liczą się czyny nie słowa- oświadczył w Kijowie amerykański Sekretarz Stanu John Kerry.

Dodał, że „Rosja musi pokazać swoją wolę pokoju w Donbasie, przestać dozbrajać separatystów i usiąść do stołu rokowań”.

BBCNews/IAR/dyd

05.02.2015 (IAR) – Stany Zjednoczone naciskają na wykonanie przez Moskwę wrześniowych porozumień z Mińska. Zadeklarował to amerykański sekretarz stanu John Kerry po rozmowach w Kijowie z prezydentem Petrem Poroszenką.

Ukraiński szef państwa zaznaczył, że sytuacja na wschodzie się pogarsza, wspierani przez Moskwę separatyści zachowują się coraz agresywniej. „Przeprowadzają codziennie barbarzyńskie ataki, które prowadzą do śmierci wielu cywilów” – zaznaczył Petro Poroszenko.

Amerykański sekretarz stanu John Kerry zdecydowanie krytykował Rosję podkreślając, że to ona odpowiada za konflikt na wschodzie. Zaznaczył, że porozumienia mińskie muszą być natychmiast przestrzegane przez separatystów i Moskwę. Naciskają na to, wraz z Ukrainą, międzynarodowi partnerzy USA, w tym Niemcy i Francja. Ma o tym świadczyć także dzisiejszy przyjazd kanclerz Merkel i prezydenta Hollande do Kijowa.

Zawarte w połowie września porozumienia w Mińsku przewidują zawieszenie broni, utworzenie strefy buforowej i wyprowadzenie ciężkiego sprzętu. Ukraina nadal jest gotowa nadać specjalny status Zagłębiu Donieckiemu pod warunkiem przeprowadzenia wyborów zgodnie z ukraińskim prawem.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/mg

05.02.2015 (IAR) – Wpływowy republikański senator John McCain wezwał Baracka Obamę do rozpoczęcia dostaw broni na Ukrainę. McCain zapowiedział przygotowanie ustawy, która zobowiąże prezydenta USA do podjęcia takich kroków.

John McCain wystąpił na konferencji prasowej z grupą senatorów z partii republikańskiej i demokratycznej. Przekonywali oni, że bez większej pomocy Stanów Zjednoczonych Ukraina nie oprze się rosyjskiej agresji. „To jest walka pomiędzy demokracją a autorytarną dyktaturą i powinniśmy się jednoznacznie opowiedzieć” – oświadczył senator Lindsey Graham. W grudniu ubiegłego roku Kongres przyjął ustawę umożliwiającą przekazanie Ukrainie broni za kwotę 300 milionów dolarów. Prezydent USA ma jednak wolną rękę, czy z tych środków skorzystać. Zapowiedziana przez senatora McCaina ustawa zmuszałaby Baracka Obamę do rozpoczęcia dostaw broni dla Ukrainy. By tego nie zrobić, Obama musiałby tę ustawę zawetować, co mogłoby być niewygodne politycznie dla prezydenta.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/em/

źródło: stooq.pl

„…Po rozpadzie Związku Radzieckiego, gdy Ukraina potrzebowała pomocy z polskiej strony, nacjonaliści ukraińscy starali się okazywać Polakom swój szacunek, wkładający przy tym maski światowych demokratów tak, aby przejść demokratyczny „face control” przy wchodzeniu do Europy.
Kijów próbował kontynuować własne życie polityczne, ale w podziemiach nacjonalistycznej podświadomości wciąż pozostawały prastare idee, według których Polska zaliczała się do grona historycznych nieprzyjaciół ukraińskiej niepodległości.

Po pierwsze: zmieniały się poglądy na to, gdzie powinna leżeć wschodnia granica „sobornej Ukrainy”: ktoś mówił, że nad Kubaniem (Pawło Sztepa), ktoś, że na przedgórzach Kaukazu (Mykoła Machnowski), albo nawet u wybrzeża morza Kaspijskiego (Stepan Rudnickij). Jednak nikt nigdy nie miał wątpliwości gdzie powinna leżeć jej zachodnia granica: punktem odniesienia zawsze pozostawał San.

Bez przyłączenia do Ukrainy tych obszarów nie da się zbudować „soborngo mocarstwa ukraińskiego”, a właśnie takie „mocarstwo” jest głównym i ostatecznym celem ukraińskich nacjonalistów, dla osiągnięcia którego i powstał cały ów nacjonalizm ukraiński.

Po drugie: nacjonalizm ten ma retrospektywny charakter. Nie jest on skierowany ku przyszłości, ale w przeszłość. „Złotego wieku” Ukrainy nacjonaliści doszukują się daleko w minionych czasach. Epokę rozkwitu i aktywnego wzrostu polskiej państwowości nacjonaliści ukraińscy postrzegają jako okres upadku państwowości ukraińskiej, której początek widzą z kolei w epoce istnienia Księstwa Halickiego. Dlatego właśnie momenty dziejowe, wspomnienia, które wzbudzają u Polaków wzruszenie – u Ukraińców wywołują smutek. Zachodzi wyraźna sprzeczność zakresów historycznych, do których obydwa narody lubią się odwoływać. Polacy i ukraińscy nacjonaliści szukają dobrych i złych wspomnień w odmiennych epokach i jedyne co ich łączy – to Rosja. Ona jest dla nich jedynym wspólnym „złem”.

Po trzecie: Ukraina rywalizuje z Polską o misję cywilizacyjną oraz o przywództwo regionalne, na których utratę Polska nie może sobie pozwolić, mając więcej praw historycznych, by nazywać się regionalnym liderem, przy całym właściwym sobie mesjanizmem (bez ocenianiu tu, czy jest to właściwe, czy też nie).

Mesjanizm ukraiński jest rzeczą zmyśloną i spekulatywną. Nacjonaliści ukraińscy zawsze o nim marzyli, ale ani razu go nie wykreowali. Największym marzycielem był twórca wojskowej doktryny OUN Mychajło Kołodziński pisząc: „My, budując mocarstwo ukraińskie, musimy przesunąć granicę Europy do Ałtaju i Dżungarii. Właśnie tej przestrzeni brakuje Europie. Powołaniem Ukrainy jest związać te obszary z Europą w politycznym, gospodarczym i kulturalnym sensie…, aby wyraz „na styku dwóch światów” uzyskał realny sens… JakCezar zdobywając Galię otworzył całą Europę dla cywilizacji i kultury łacińskiej, tak i nasze nacjonalistyczne rewolucyjne armie muszą otworzyć dla kultury zachodnioeuropejskiej tereny, rozciągające się na południe i południowy wschód od Ukrainy…” (M. Kołodziński, „Ukraińska doktryna wojskowa”).

Polska miała okresy potęgi i urzeczywistnienia swoich zdolności przywódczych. Nacjonalizm ukraiński niczego podobnego nigdy nie przeżył. Pragnienie ukraińskich nacjonalistów zastąpienia Polski jako regionalnego przywódcy – to marzenie dziecka o zajęciu miejsca osoby dorosłej.
Po czwarte: pojęcia ideologiczne, sformułowane w przeszłości przez działaczy nacjonalizmu ukraińskiego, są apodyktycznie narzucane do realizacji w praktyce, przy całkowitym braku elementarnej elastyczności myślenia. Co napisane przez D. Doncowa albo przez Jurija Łypę – to święte! Dopuszczane są tylko tymczasowe, koniunkturalne poprawki, ale nigdy nie zmieniają się podstawowe zasady ukraińskiego nacjonalizmu.
Jego radykalność nie różni się od radykalności ekstremizmu islamskiego. Oba nurty głoszą fizyczną zagładę oponentów, ślepe kierowanie się literą własnych postulatów, uważają za wrogów tak Rosję, tak i Zachód, ale są tylko igraszką w rękach tego ostatniego.

To wszystko w sumie skazuje Polskę i Ukrainę na „szorstką przyjaźń”. Polskie władze, podtrzymując nacjonalizm ukraiński, starają się przejść po ostrzu brzytwy i nie pokaleczyć się – tzn. wyciągnąć z tej całej sytuacji maksymalną korzyść polityczną, ale w taki sposób, żeby nie spowodowało to żadnego uszczerbku interesów Polski. Dlatego Warszawa znajduje się w permanentnym poszukiwaniu balansu i punktu równowagi, a polscy politycy i dyplomaci używają karkołomnych chwytów…

…Część polityków już teraz nawołuje do przekazania Kijowi sprzętu wojskowego, a nawet wysłania na front polskich żołnierzy. Druga część na wszelkie sposoby protestuje przeciwko temu, wzywa do niemieszania się w konflikt, w którym „Ruscy” i „banderowcy” mordują się nawzajem.

Owa niepewność wywołuje pretensje ze strony ukraińskich nacjonalistów, którzy już otwarcie mówią o zdradzie przez Zachód interesów Ukrainy. Bez wątpienia do listy zdrajców dopiszą też i Polskę.”

całość tu: geopolityka.org

…już to kiedyś pisałem, ale że było to na samym początku konfliktu (więc już jakiś czas temu) to powtórzę przy okazji. Polsce potrzebna jest w miarę niezależna, ale przede wszystkim stabilna Ukraina. Tak było przed przewrotem zwanym „euromajdanem”. Obecna sytuacja nie służy ani nam, ani Europie a już najmniej samej Ukrainie, która może się czuć oszukana tym, że zachód nie wspiera jej tak jak to sobie Ukraińcy myśleli że będzie wyglądało. Bo choć czasem słychać głosy (prowokacyjne względem Rosji) o potrzebie militarnego wsparcia dla Ukrainy, to za chwilę są one gwałtownie uciszane zdecydowanymi wypowiedziami czołowych polityków zachodu o tym że konflikt należy rozwiązać wyłącznie na drodze dyplomatycznej.

Kiedy się to wszystko już skończy (o ile zakończy się na Ukrainie) to jestem ciekaw stosunku Rosji do „nowej” Ukrainy (zwłaszcza jeżeli wschodnie tereny od niej odpadną).

Tymczasem w Polsce tak rusofile jak i ukrofile rajcujący się czy to banderyzmem, czy to panslawizmem (pod rosyjskim powiernictwem) rzucając w siebie na wzajem obelgami nakręcają „problem” ideologiczny, który póki co tkwi wyłącznie w ich głowach, ale nawet na tym etapie brakuje im przede wszystkim obiektywnego spojrzenia na własny „ogonek”, którym się każda ze stron niczym przysłowiowa pliszka chwali… Prawdziwym problemem tymczasem i tragedią są ludzie żyjący na terenach gdzie toczy się wojna, i  gdzie OBIE strony używają ostrej amunicji nie zawsze i tylko w samoobronie. Zwykli szarzy obywatele cierpią za „bójkę” którą tak jak Poroszenko tak i Putin tylko mogą powstrzymać (bez potrzeby oglądania się na zachód) – pytanie czemu tego nie robią a wykorzystują każdą okazję do prowokowania siebie na wzajem… (Odys)

podobne: Skoro „media kłamią” to jaka jest prawda o wojnie na Ukrainie? Konrad Rękas: Po co powstrzymywać Putina? polecam również: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę. oraz: Murzyn swoje zrobił, murzyn może odejść! Czas na „scenariusz grecki” dla Ukrainy. Co zrobi Putin? i to: Resentyment postkolonialny kontra postawy szowinistyczne na Ukrainie czyli… Dlaczego Rosja straciła Ukrainę i dlaczego Ukraina nie jest jednolitym państwem. a także: Witold Szirin Michałowski: „Skąd się wzięła Ukraina…” Rusi Czerwonej rys historyczny. oraz: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem). i to: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego.

rys. Wojciech Romerowicz

rys. Wojciech Romerowicz

USA krytykuje plan Putina i niemiecka oferta. Komorowski o wsparciu militarnym dla Ukrainy. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie. Brzeziński o Rosji. Irak: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”. Rozmowy USA-Kuba


1. ONZ: USA krytykuje plan Putina„Sueddeutsche Zeitung”: niemiecka oferta dla Putina. Polityka ustępstw wobec Rosji może być niebezpieczna

21.01.2015 (IAR) – Ambasador USA przy ONZ nie zostawia suchej nitki na planie pokojowym Władimira Putina. Samantha Power mówiła na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa w Nowym Jorku, że Putin chce Donbas okupować.

„Plan pokojowy Putina trzeba nazwać po imieniu – rosyjskim planem okupacji.” – mówiła Power. Jej zdaniem, rosyjski prezydent chce w ten sposób „zalegitymizować” podległość Moskwie terytoriów na wschodzie Ukrainy, a także stacjonujących tam rosyjskich żołnierzy i sprzętu wojskowego.

Plan Putina, ogłoszony przez rzecznika Kremla w ubiegłym tygodniu, zakładał między innymi wycofanie przez obie strony ciężkiej artylerii do wyznaczonej linii oraz wpłynięcie na separatystów, by działali na rzecz „uniknięcia dalszych ofiar wśród cywilów.” Rosja przesłała te pomysły listownie Ukrainie, jej prezydent odrzucił ten plan.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/AFP./wcześn/to/łp

podobne: Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie. oraz: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego.

23.01.2015 (IAR) – Niemcy są gotowe do rozmów z Moskwą na temat utworzenie europejsko-rosyjskiej strefy handlowej. Donosi o tym dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. Warunkiem jest jednak załagodzenie przez Rosję konfliktu na Ukrainie.

Gazeta przytacza wypowiedź kanclerz Angeli Merkel, która na forum ekonomicznym w Davos miała powiedzieć, że jest gotowa do rozmów na temat strefy handlowej. Zastrzegła jednak, że warunkiem jest opracowanie kompleksowego rozwiązania kryzysu na Ukrainie. W podobnym tonie miał wypowiadać się także niemiecki wicekanclerz Sigmar Gabriel. Jak czytamy, polityk sugerował, że Unia Europejska musi zastanowić się co zaoferować Rosji po zakończeniu wojny i że Moskwie powinno się zaproponować jakieś wyjście. Gabriel także zastrzegał jednak, że Rosja musi przestrzegać porozumienia pokojowego z Mińska.

„Sueddeutsche Zeitung” nazywa stanowisko niemieckich władz dyskretną ofertą złożoną prezydentowi Rosji w sprawie rozwiązania konfliktu na Ukrainie.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Wojciech Szymański,Berlin/dyd

23.01.2015 (IAR) – Istnieje obawa, że Berlin będzie walczył mocniej o własne interesy, niż o stabilizację – uważa Juliusz Sabak, ekspert serwisu Defence24.pl. Jak donosi niemiecka prasa – politycy tego kraju sugerują, że Unia Europejska powinna zaproponować Rosji dodatkowe korzyści w przypadku zakończenia wojny na wschodzie Ukrainy.

Juliusz Sabak jest wobec nowej koncepcji dość sceptyczny. Niemcy, w jego opinii, zdają się poszukiwać rozwiązania, które bardziej poprawi stosunki niemiecko-rosyjskie niż rosyjsko-unijne, także sytuacja na Ukrainie nie jest tu traktowana najpoważniej. Ekspert uważa, że może to doprowadzić do rozłamu w polityce europejskiej względem Rosji. Już teraz wyraźne są sygnały zarówno z samych Niemiec, gdzie odbywają się protesty o wymowie pacyfistycznej, jak i z Unii Europejskiej, która sama zaczyna czuć ciężar sankcji ekonomicznych.

Niemiecki rząd skłania się obecnie ku ustępstwom wobec Rosji, ale wprowadzenie takiej polityki mogłoby oznaczać niebezpieczny precedens, który – jak uważa Sabak – mógłby stwarzać nowe zagrożenia. Ekspert wyraża obawę o kraje bałtyckie, jak również terytoria, na których znajdują się istotne dla Rosji złoża.

Jak donosi „Sueddeutsche Zeitung”, o gotowości do podjęcia rozmów o utworzeniu z Rosją wspólnej strefy handlu mówiła w Davos Angela Merkel. W podobnym tonie wypowiadał się także wicekanclerz Niemiec.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Przemysław Pawełek/K.P.

podobne: Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. oraz: Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej, Merkel studzi nadzieje na przełom negocjacji z Rosją. i to: Co z paktem Putin-Merkel dotyczącym Ukrainy?  a także: Niemcy i Węgry przeciwne antyrosyjskim sankcjom. Francuski Total prowadzi rozmowy z Łukoilem.

2. Prezydent przeciw rozważaniu bezpośredniego wsparcia militarnego dla Ukrainy.

22.01.2015 (IAR) – Prezydent przeciw rozważeniu ewentualnego bezpośredniego wsparcia polskiego wojska dla Ukrainy. Bronisław Komorowski komentował w rozmowie w TVPInfo słowa byłego opozycjonisty Zbigniewa Bujaka, który uznał, że „byłoby fantastycznie, gdyby polscy żołnierze walczyli w Doniecku”. Do tych słów odniósł się też kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda, który stwierdził, że „to jest bardzo poważna decyzja, trzeba by się nad nią dobrze zastanowić”.

Według Bronisława Komorowskiego, to niepoważna i groźna ocena, szczególnie, że pada z ust pretendenta do roli zwierzchnika sił zbrojnych. Prezydent powiedział, że powadze Polski nie służy opinia kraju, który mógłby w ogóle rozważać scenariusze samodzielnej od Unii Europejskiej i NATO drogi politycznej wobec Ukrainy. Zdaniem prezydenta, Ukrainie służyć może zwartość Unii i NATO we wspieraniu Kijowa w umacnianiu suwerenności. Bronisław Komorowski dodał, że nie sądzi, by ktokolwiek na Ukrainie liczył na wygraną przy użyciu swoich czy obcych żołnierzy z Rosją.

Bronisław Komorowski odniósł się też do oburzenia, jakie w Moskwie wywołały słowa polskiego szefa MSZ. Grzegorz Schetyna zwrócił uwagę na to, że obóz Auschwitz-Birkenau wyzwalali też Ukraińcy walczący w Armii Czerwonej.

Prezydent stwierdził, że należy uszanować, że to Rosjanie stanowili największą grupę wtedy walczącą. Zastrzegł, ze lepiej się skupić na przeżyciu pamięci o likwidacji obozu w Auschwitz i dramatycznym doświadczeniu ludobójstwa. „Nie warto tego plątać w sumie dosyć nie na miejscu, nie w tej chwili istotne spory natury historycznej” – dodał.

IAR/tvpinfo/lp/ab

podobne: Koziej o roli Polski w kryzysie ukraińskim.  oraz: Polski sprzęt dla „szpicy” NATO. Broń dla Ukrainy na własną rękę. Niemcy nie chcą zwiększać wydatków na obronność. Rosja zbuduje własne „Mistrale”. i to: Broń dla Ukrainy może oznaczać eskalację działań: polskie MSW wesprze Ukrainę, MON nie mówi nie.

3. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie.  Z.Brzeziński o Rosji.

21.01.2015 (IAR) – Rosja zwiększyła swoje siły na Ukrainie – potwierdza NATO i ponawia apel do Moskwy o wycofanie wojsk.

Szef Sojuszu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg mówił o zwiększonej liczbie czołgów, artylerii i systemach obrony powietrznej. Nie chciał jednak komentować wypowiedzi ukraińskiego prezydenta i podawać dokładnej liczby wojsk i sprzętu. Petro Poroszenko powiedział dziś w Davos, że na wschodzie Ukrainy rozmieszczonych jest ponad 9 tysięcy rosyjskich żołnierzy, a także ponad 500 rosyjskich czołgów, transporterów opancerzonych i jednostek artylerii. Rosja odrzuciła te oskarżenia. Natomiast Sojusz kolejny raz obwinił Moskwę o łamanie wrześniowego porozumienia z Mińska. Sekretarz generalny NATO podkreślił, że utrzymywanie przedz Rosję wojsk na wschodzie Ukrainy nie przyczynia się do pokojowego rozwiązania konfliktu.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Beata Płomecka/Bruksela/dabr

podobne: Ukraińska armia weszła do Ługańska. Sytuacja z kolumną humanitarną i wojskową (USA nie potwierdzają rosyjskiej agresji). Czechy: ćwiczenia lotnictwa NATO. Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów. Gaza – jak zakończyć wojnę. oraz: Ukraina i NATO (komentarz Janusza Korwin-Mikke). Rosja testuje pocisk balistyczny „Buława” i zwiększa aktywność wojskową.

22.01.2015 (IAR) – Zbigniew Brzeziński apeluje do Stanów Zjednoczonych i NATO o rozlokowanie wojsk na Litwie, Łotwie i w Estonii. Podczas przesłuchania w amerykańskim Senacie wyraził obawę, że Władimir Putin zechce powtórzyć scenariusz krymski w krajach bałtyckich.

Zbigniew Brzeziński uważa, że jeśli Władimir Putin zechce zająć kraje bałtyckie, to nie będą one w stanie przeciwstawić się rosyjskiej agresji. „Jedyny wiarygodny i pokojowy sposób na wzmocnienie regionalnego bezpieczeństwa, to rozlokowanie kontyngentów NATO” – powiedział. Według Zbigniewa Brzezińskiego, wysłanie takich jednostek na Litwę, Łotwę i Estonię nie stanowiłoby zagrożenia dla Rosji, ale sprawiłoby, że w razie inwazji Moskwa ryzykowałaby konfliktem z NATO. Zbigniew Brzeziński zaapelował też o rozlokowanie przez USA i ich sojuszników sprzętu wojskowego w Polsce oraz przekazanie Ukrainie broni defensywnej. „Putin igra z ogniem finansując i zbrojąc lokalną rebelię, a czasami interweniując militarnie bezpośrednio w celu zdestabilizowania Ukrainy ekonomicznie i politycznie, i zniszczenia europejskich aspiracji tego kraju” – powiedział Zbigniew Brzeziński. Zaproponował też dla Ukrainy model fiński, w którym kraj ten pozostanie neutralny militarnie, ale utrzyma związki gospodarcze z Zachodem.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/em/

podobne: Ukraina dąży do NATO, armia nie skorzysta z korytarzy humanitarnych. „Siły pokojowe” OUBZ kontra „siły szybkiego reagowania” NATO. Finowie i Szwedzi w gotowości bojowej, Norwegia i magazyny broni USA. oraz: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów polecam również: Bębny wojny? Korea Północna testuje rakiety. Manewry lotnicze w Rosji. USA wzmocnią siły lądowe i morskie w krajach na wschodzie NATO. Wywiad USA prognozuje wkroczenie Rosjan na wschodnią Ukrainę i to: Zmiany planów obronnych NATO

4. Irak – nowa ofensywa Kurdów. Sukcesy w walce z Państwem Islamskim. Kerry po spotkaniu ws. walki z Państwem IslamskimByli francuscy żołnierze walczą pod sztandarem Państwa Islamskiego

21.01.2015 (IAR) – Iraccy Kurdowie przypuścili nową ofensywę na północy kraju. Chcą w ten sposób odciąć radykałom z Państwa Islamskiego drogi zaopatrzenia z ich baz w Syrii na tereny w Iraku.

Kurdyjscy żołnierze przegnali w ostatnim czasie radykałów z okolicy tamy w Mosulu. Zaopatruje ona w prąd niemal całą prowincję Anbar czyli tereny w Iraku, gdzie fanatycy z Państwa Islamskiego mają największe wpływy. Teraz ofensywa Kurdów postępuje dalej na południe, by odciąć radykałom drogi transportu zaopatrzenia.

Tymczasem od poniedziałku koalicja pod wodzą Amerykanów dokonała już ponad 20 nalotów na pozycje Państwa Islamskiego. Dotychczasowe bombardowania miały wyraźnie osłabić radykałów, choć generałowie podkreślają, że potrzeba jeszcze wiele czasu, zanim będzie można mówić o sukcesie.

Z kolei ONZ ostro potępiła tzw. sądy koraniczne, które ustanowili islamiści na podbitych terenach. „Mamy wiele informacji o kobietach na których dokonano egzekucji w Mosulu i w innych miastach, po wyrokach tzw. sądów religijnych” – mówi rzeczniczka ONZ-owskiego Biura Praw Człowieka Ravina Shamdasani.

ONZ twierdzi, że na należących do islamistów stronach pojawiły się ostatnio zdjęcia kamienowanych kobiet i krzyżowanych mężczyzn.

Od czasu, gdy niemal rok temu sunniccy rebelianci zaczęli przejmować kolejne tereny w Syrii i w Iraku, pojawiają się doniesienia o dokonywanych przez nich czystkach etnicznych na jazydach, chrześcijanach czy szyitach. Po ustanowieniu kalifatu islamiści wprowadzili własne sądy, walutę i kodeks zachowań. Za jego złamanie grożą surowe kary.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/Al-Jazeera/UN/kry

podobne: Obama upoważnił wojsko do ograniczonych ataków w Iraku. Sukcesy islamistów (widmo nowej interwencji)Pełzająca interwencja w Iraku. oraz: USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku i to: Irak: kurdyjscy rebelianci zajęli dwa pola naftowe. polecam również: Wsparcie dla Kurdów w Iraku. Libia prosi o międzynarodową interwencję. a także: Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji) oraz: Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów.

22.01.2015 (IAR) – Amerykanie ogłaszają sukcesy w walce z Państwem Islamskim. Źródła dyplomatyczne twierdzą, że do tej pory w Iraku i w Syrii zabito 6 tysięcy radykalnych bojowników i połowę dowództwa fanatycznej organizacji.

Zarówno z Iraku, jak i z Syrii w ostatnich dniach nadchodzą dobre wieści. Od środy Amerykanie i koalicjanci dokonali w sumie 31 nowych nalotów na pozycje radykałów. Dyplomaci twierdzą, że połowa dowództwa Państwa Islamskiego została wybita, a w sumie zginęło już 6 tysięcy bojowników. Irakijczycy poinformowali dzisiaj o zabiciu dowódcy radykałów w prowincji Anbar na zachodzie kraju.

Wczoraj Kurdowie przypuścili nową ofensywę na północy Iraku niedaleko Mosulu. Chodzi o to, by operującym w Iraku islamistom odciąć drogi zaopatrzenia z Syrii. Wcześniej informowano, że fanatyków wygnano z rejonu strategicznej tamy w Mosulu. Eksperci ostrzegają jednak, że Państwo Islamskie łatwo nie daje za wygraną i w każdej chwili może chcieć wrócić na tereny, z których przegnano bojowników.

Amerykański sekretarz stanu John Kerry informował na konferencji w Londynie, że od sierpnia, gdy rozpoczęła się ofensywa przeciwko radykałom, siły koalicyjne dokonały niemal dwóch tysięcy nalotów.

W ubiegłym roku fanatyczni bojownicy, którzy nazwali się Państwem Islamskim, rozpoczęli zajmowanie kolejnych terenów w Iraku i Syrii. W podbitych miejscach ustanowili islamski kalifat i wprowadzili nowe, surowe zasady postępowania. Z Iraku i Syrii systematycznie dochodzą informacje o torturach, masowych egzekucjach czy gwałtach, jakich dopuszczają się radykałowie. ONZ twierdzi nawet, że bojownicy krzyżują i kamienują nieposłusznych sobie ludzi.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/RTR/Al-Arabiya/CNN/em/

podobne: Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?) i to: Bliski Wschód: Obama upoważnił wojsko do ograniczonych ataków w Iraku. Sukcesy islamistów (widmo nowej interwencji).

22.01.2015 (IAR) – W Londynie zakończyło się spotkanie ministrów spraw zagranicznych 21 państw koalicji walczącej z Państwem Islamskim. Współprzewodniczący obrad, amerykański sekretarz stanu John Kerry dał do zrozumienia, że koalicja 60 państw obecnych na pierwszej takiej naradzie w grudniu w Brukseli ani nie stopniała, ani się nie rozpadła, a dzisiejsze spotkanie miało charakter grupy roboczej.

John Kerry podkreślił, że dzięki wysiłkom irackiej armii, kurdyjskich peszmergów i lotnictwa koalicji udało się zatrzymać dalsze postępy Państwa Islamskiego, które określa arabskim skrótem DAESH (wym. dasz). „Siły lądowe, wsparte przez prawie 2 tysiące uderzeń powietrznych, odbiły z rąk DAESH ponad 700 kilometrów kwadratowych. Trwają szkolenia w Iraku; doradcy koalicyjni intensyfikują swoje wysiłki, aby utworzyć 12 nowych brygad irackich. A tej wiosny rozpoczniemy szkolenie sił syryjskiej opozycji w obozach w Arabii Saudyjskiej, Turcji i Katarze” – powiedział John Kerry. Dodał, że koalicja nie zajmuje się tylko walką z Państwem Islamskim. „Myślimy również, jak pomóc ofiarom DAESH w odbudowie ich życia, kiedy DAESH odejdzie do historii. To ma krytyczne znaczenie” – powiedział amerykański sekretarz stanu i wymienił pomoc w odbudowie administracji i rządów prawa, dostawy wody i energii oraz pomoc humanitarną dla wielu ofiar Państwa Islamskiego, zwłaszcza kobiet i dziewcząt.

Jutro John Kerry podejmie temat walki z dżihadyzmem i radykalizacją na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Davos.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

podobne: Obama przed szkodą i po szkodzie głupi. Znowu będzie wspierał „umiarkowaną opozycję” w Syrii. Zapowiada zniszczenie ISIL ale wojsk nie wyśle, za to wyśle armię do „walki” z Ebolą. Secesyjne plany Teksasu. oraz: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS i to: MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.

22.01.2015 (IAR) – Kilkudziesięciu byłych francuskich żołnierzy walczy pod sztandarem tak zwanego Państwa Islamskiego. Takie informacje przyniosła rozgłośnia RFI.

Wiadomość starał się zbagatelizować minister obrony Jean-Yves Le Drian, który twierdzi, że to marginesowe zjawisko. Tymczasem według informacji zebranych przez media można mówić o kilkudziesięciu osobach, które na terenach zajętych przez tak zwane Państwo Islamskie biorą udział bezpośrednio w walce, zajmują się szkoleniem młodych ochotników przybywających z Francji lub prowadzą instruktaż zastosowania ładunków wybuchowych. W Syrii i w Iraku przebywa ponad tysiąc obywateli francuskich – kobiet i mężczyzn. Ponad połowa z nich walczy z bronią w ręku. Byli francuscy żołnierze, którzy są w oddziałach dżihadystów, albo przeszli na islam, albo wychowali się we Francji w tradycji i kulturze arabsko-muzułmańskiej. Są niezwykle niebezpieczni, gdyż znają tajemnice operacyjne armii francuskiej i jej procedury bojowe. To dotkliwa wiadomość dla znacznej części polityków domagających się wprowadzenia obowiązkowej i powszechnej służby wojskowej, widząc w niej formę wychowania obywatelskiego.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/em/

podobne: Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach.

5. Rozmowy USA-Kuba.

21.01.2015 (IAR) – W Hawanie trwają kubańsko-amerykańskie negocjacje na temat wznowienia stosunków dyplomatycznych pomiędzy oboma krajami. Rozmowy rozpoczęły się od sporu o amerykańską politykę imigracyjna wobec uciekinierów z Kuby.

Przedmiotem sporu podczas rozmów w Hawanie jest zasada zwana „mokra stopa, sucha stopa” pozwalająca na uzyskanie azylu w USA wszystkim Kubańczykom , którzy dotrą na amerykańską ziemię. Kubańskie władze uważają, że zasada ta promuję nielegalną imigrację i zachęca do niebezpiecznych wyprawy przez Cieśninę Florydzką. Przedstawiciele rządu Castro usłyszeli jednak od Amerykanów, że na razie nie ma mowy o zmianie tych przepisów.

Mimo sporu o imigrację rozpoczęte w Hawanie negocjacje mają historyczny wymiar. Są one częścią rozpoczętego przez Baracka Obamę procesu normalizacji stosunków z Kubą. W ubiegłym tygodniu prezydent USA złagodził embargo wobec Kuby i zapowiedział otwarcie ambasady w Hawanie. O tym także amerykańska delegacja rozmawia z kubańskimi władzami.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/łp

Podobne: Putin na Kubie m.in. o wojskowej stacji nasłuchowej.

źródło: stooq.pl

polecam również: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii.

rys. Paweł Kuczyński

rys. Paweł Kuczyński