„Roztargnieni pod specjalną ochroną” czyli prawo w służbie niesprawiedliwości (krótka lekcja z WOSu na temat władzy realnej)


„… tym, którzy przez wytrwałość w dobrych uczynkach szukają chwały, czci i nieśmiertelności – życie wieczne; tym zaś, którzy są przekorni, za prawdą pójść nie chcą, a oddają się nieprawości – gniew i oburzenie. Ucisk i utrapienie spadnie na każdego człowieka, który dopuszcza się zła, najpierw na Żyda, a potem na Greka. 10 Chwała zaś, cześć i pokój spotka każdego, kto czyni dobrze – najpierw Żyda, a potem Greka. 11 Albowiem u Boga nie ma względu na osobę. 

12 Bo ci, którzy bez Prawa zgrzeszyli, bez Prawa też poginą, a ci, co w Prawie zgrzeszyli, przez Prawo będą sądzeni. 13 Nie ci bowiem, którzy przysłuchują się czytaniu Prawa, są sprawiedliwi wobec Boga, ale ci, którzy Prawo wypełniają, będą usprawiedliwieni. 14 Bo gdy poganie, którzy Prawa nie mają, idąc za naturą3, czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie mają, sami dla siebie są Prawem. 15 Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające. 16 [Okaże się to] w dniu, w którym Bóg sądzić będzie przez Jezusa Chrystusa ukryte czyny ludzkie według mojej Ewangelii. 
17 Jeżeli jednak ty dumnie nazywasz siebie Żydem, całkowicie zdajesz się na Prawo, chlubisz się Bogiem, 18 pouczony Prawem znasz Jego wolę i umiesz rozpoznać co lepsze, 19 a jesteś przeświadczony, żeś przewodnikiem ślepych, światłością dla tych, którzy są w ciemności, 20 wychowawcą nieumiejętnych, nauczycielem prostaczków, mającym w Prawie wyraz wszelkiej wiedzy i prawdy… 21 Ty, który uczysz drugich, sam siebie nie uczysz. Głosisz, że nie wolno kraść, a kradniesz…” (Z listu św Pawła apostoła do Rzymian)

„… Właśnie opinia publiczna została poruszona salomonowym wyrokiem Sądu Najwyższego, który uniewinnił sędziego przyłapanego na kradzieży 50 złotych, a więc nawet nie żadnego „złota”, tylko papierowego Scheissu o niewielkiej wartości. Niezawisły (jeszcze) Sąd Najwyższy przyjął bowiem, że ów sędzia nie miał wcale złych intencji i tych 50 złotych wcale nie „ukradł”, tylko „wziął” wskutek roztargnienia. Najwyraźniej musiał być tak przyzwyczajony do chowania do kieszeni każdego banknotu, jaki znalazł się w zasięgu jego wzroku, że to przyzwyczajenie zeszło u niego do poziomu instynktów, a jak wiadomo, instynkt wyłącza działanie świadome. Tymczasem, według staroświeckich poglądów, które przydają się również, a może nawet zwłaszcza w takich sytuacjach, wyłączenie świadomości sprawcy czynu tempore criminis sprawia, że nie można przypisać mu winy, nawet nieumyślnej, a skoro tak, to nie ma innej rady, jak tylko delikwenta uniewinnić. Toteż niezawisły (jeszcze) Sąd Najwyższy tak właśnie uczynił, być może kierując się przesłanką tak zwanej notoryjności sądowej – że żaden sędzia nie potrafiłby oprzeć się pokusie schowania do kieszeni banknotu, jaki znalazł się w zasięgu jego wzroku i ręki. Skoro bowiem sędziowie stanowią wyjątkową pod każdym względem „kastę” ludzi, to muszą się od ludzi normalnych różnić jakąś, przynajmniej jedną, istotną właściwością. Dlaczego zatem nie taką?… 

nasycenie środowiska sędziowskiego i prokuratury konfidentami, wywołuje dodatkowe skutki, zarówno w zakresie ustawodawstwa, jak i praktyki wymiaru sprawiedliwości. Rzecz w tym, że agentura w prokuraturze i sądach jest wykorzystywana nie tylko do ochrony bezpieczniaków przed odpowiedzialnością karną za rozkradanie państwa i inne machinacje, ale również do ochrony przed odpowiedzialnością karną zwyczajnych konfidentów, którzy przez swoich mocodawców i zleceniodawców wynagradzani są właśnie bezkarnością. Żeby uniknąć niepotrzebnej ostentacji, przeprowadzone zostały odpowiednie zmiany w ustawodawstwie. Bo zazwyczaj konfident przyłapany na dorabianiu sobie za pomocą kradzieży, bywa pod rozmaitymi pretekstami oczyszczany z zarzutów, z czego oczywiście korzystają również funkcjonariusza organów ścigania, zgodnie z biblijną jeszcze zasadą, że „nie zawiążesz gęby wołowi młócącemu”. Wtedy taki konfident musi tylko opłacić łapówki – oczywiście „po czinu”, czyli według rangi zajmowanej w strukturze organów ścigania przez osobę tuszującą sprawę. Ale bywa i tak, że taki jeden z drugim konfident zostanie przyłapany na gorącym uczynku i ze względu na rozgłos w opinii publicznej sprawy zatuszować nie można bez utraty prestiżu i wywołania podejrzeń wobec organów ścigania. Na taką okoliczność we wrześniu 2013 roku, a więc w ramach grillowania premiera Donalda Tuska z powodu nieudanej próby uzyskania autonomii wobec starych kiejkutów, które zrobiły z niego człowieka, uchwalona została nowelizacja kodeksu postępowania karnego, w ramach której wprowadzona została instytucja tzw. dobrowolnego poddania się karze. Jeśli taki jeden z drugim konfident zostanie przyłapany na gorącym, to układa się z prokuratorem, że dobrowolnie podda się karze. Prokurator w takiej sytuacji już nie drąży sprawy, tylko występuje z odpowiednim wnioskiem do niezawisłego sądu, który bez przeprowadzania rozprawy i bez żadnego postępowania dowodowego, przyklepuje przyłapanemu karę, którą tamten uzgodnił z prokuratorem – jak się możemy domyślać – nie za darmo. Prawdopodobnie i sędzia też podłączany bywa do spółdzielni, bo nowelizacja obfituje w rozmaite zachęty; sędzia „może”, ale „nie musi”, a skoro tak, to trzeba go jakimiś argumentami do tego przekonać. W tej sytuacji tylko głupek by nie skorzystał, a wiadomo, że wśród niezawisłych sędziów żadnych głupków nie ma. Wszyscy są więc zadowoleni; przestępca – bo unika kłopotliwych pytań, nie mówiąc już o podłączaniu do prądu, dzięki czemu może chronić wspólników, którzy w tej sytuacji poczuwają się do solidarności i składają na łapówki. Funkcjonariusze organów ścigania – bo nie muszą przemęczać się pracą, a pieniążki płyną – jak mówi poeta: „skąd, gdzie – ani wiesz!” , no i niezawisłe sądy – bo postępowania toczą się sprawnie, jak na NKWD-owskim konwejerze, żadnych apelacji nie ma co się obawiać, a co się odłoży, to się odłoży… ” (Stanisław MichalkiewiczRoztargnieni pod specjalną ochroną)

podobne: „Ludzie skłonni są myśleć, że to, co jest legalne, musi być dobre” czyli… Stanisław Michalkiewicz o konsekwencjach bezprawia.  oraz: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) i to: (Nie)pewne skutki reformy sądownictwa czyli… Sąd sądem ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie a także: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów.

”…Rzeczy materialne w tym świecie są dobrami rzadkimi. Szatan jest bytem inteligentnym i sprytnie to wykorzystuje. Kusi nas i jest mistrzem ubierania zła w pozory dobra. Człowiek nigdy nie wybiera zła za swój cel działania. Zawsze znajduje usprawiedliwienie dla swoich wyborów. Jezus był kuszony na pustyni przez Szatana, aby kamienie zamienił w chleb. Rzeczy materialne, same w sobie stworzone przez Boga, są dobre. Są neutralne, ale to my nadajemy im wartość w naszym działaniu. I nigdy nie powinny stać się celem naszych działań. Na pierwszym miejscu naszej skali wartości powinno być miejsce tylko dla Boga…” (Ks. Jacek GniadekZrobić miejsce dla Chrystusa)

„… Ludzie mogą żyć i zaspokajać swe potrzeby tylko dzięki bezustannej pracy… 

…wszystkie prawne środki powinny chronić własność i prześladować rabunek.

Lecz ogólnie rzecz biorąc prawo jest tworzone przez jednego człowieka albo przez jedną grupę ludzi. A ponieważ prawo nie może działać bez sankcji i wsparcia przeważającej siły, siła ta musi zostać złożona w ręce tworzących prawo.

Fakt ten, w powiązaniu z fatalną ludzką skłonnością do zaspokajania potrzeb możliwie najmniejszym wysiłkiem, wyjaśnia niemal powszechne odwrócenie funkcji prawa. Łatwo więc zrozumieć, w jaki sposób prawo, zamiast zwalczać niesprawiedliwość, staje się jej niezwyciężonym narzędziem. Łatwo zrozumieć, dlaczego prawodawca używa prawa, by niszczyć wolność osobistą innych ludzi za pomocą różnych stopni niewoli, ich wolność za pomocą ucisku i ich własność za pomocą rabunku. Wszystko to dzieje się dla dobra osoby wydającej prawa, proporcjonalnie do posiadanej przez nią władzy.

Ofiary legalnego rabunku
Ludzie oczywiście buntują się przeciw niesprawiedliwości, gdy stają się jej ofiarami. Dlatego gdy prawo organizuje rabunek na korzyść tworzących prawo, wszystkie obrabowywane klasy próbują środkami pokojowymi albo rewolucyjnymi uczestniczyć w tworzeniu praw. W zależności od stopnia oświecenia klasy uciskane mogą wybrać dwa zasadniczo odmienne cele swego dostępu do władzy: mogą zechcieć albo wstrzymać legalny rabunek, albo w nim uczestniczyć.

Biada krajowi, w którym ten ostatni cel przeważy, gdy z kolei masy ofiar legalnego rabunku posiądą władzę tworzenia praw!

Zanim tak się stanie, mniejszość uprawia legalny rabunek większości – powszechna praktyka tam, gdzie udział w tworzeniu praw jest ograniczony do niewielkiego kręgu ludzi. Ale potem w tworzeniu praw zaczynają brać udział wszyscy, i wszyscy próbują zrównoważyć swe przeciwstawne interesy za pomocą wszechobecnego rabunku. Zamiast usunąć niesprawiedliwość ze społeczeństwa, ludzie czynią ją powszechną. Gdy tylko klasy okradane posiądą władzę polityczną, ustanawiają system odwetu na innych klasach. Nie likwidują legalnego rabunku – to wymagałoby wyższego stopnia oświecenia, niż przez nie posiadany. Zamiast tego naśladują złych poprzedników uczestnicząc w legalnym rabunku, nawet wbrew własnym interesom.

Jak gdyby każdy musiał, zanim zapanuje sprawiedliwość, odcierpieć swoją część okrutnej odpłaty w części za zło, w części za niezrozumienie.

Rezultaty legalnego rabunku
Nie można wprowadzić w społeczeństwie donioślejszej zmiany ani większego zła, niż zamiana prawa w narzędzie rabunku.

Jakie są konsekwencje takiej przemiany? Trzeba tomów, by opisać je wszystkie. Musimy się więc zadowolić wypunktowaniem najbardziej uderzających.

Przede wszystkim sumienie ludzkie przestaje rozróżniać między sprawiedliwością a niesprawiedliwością.

Żadne społeczeństwo nie może istnieć, jeżeli jego prawa nie są przynajmniej w pewnym stopniu przestrzegane. Najpewniejszym sposobem zapewnienia poszanowania praw jest uczynienie ich godnymi szacunku. Gdy prawo i moralność stoją w sprzeczności, obywatel jest postawiony przed okrutnym wyborem: albo utraci zmysł moralny, albo poszanowanie dla prawa. Oba te zła mają równe konsekwencje i człowiekowi trudno pomiędzy nimi wybierać.

Naturą prawa jest strzeżenie sprawiedliwości. To wiele znaczy, bo w umysłach ludu prawo i sprawiedliwość są tym samym. Każdy z nas mocno skłania się ku uznawaniu tego, co legalne także za sprawiedliwe. Pogląd ten jest tak bardzo powszechny, że wielu ludzi mylnie sądzi, że rzeczy są „uczciwe”, bo prawo je takimi czyni. Dlatego aby dla wielu sumień rabunek wyglądał na uczciwy i uświęcony, trzeba tylko, by został zadekretowany i usankcjonowany przez prawo. Niewola, ograniczenia własności i monopole znajdują obrońców nie tylko wśród tych, którzy na nich korzystają, ale również wśród tych, którzy przez nie cierpią…

…Musimy wypowiedzieć wojnę socjalizmowi. Zgodnie z definicją socjalizmu autorstwa Charlesa Dupin, słowa te znaczyły: Musimy wypowiedzieć wojnę rabunkowi.

Ale o jakim rabunku mówił? Istnieją przecież dwa rodzaje rabunku: legalny i nielegalny.

Nie sądzę, aby nielegalny rabunek, taki jak kradzież albo oszustwo, który prawo karne określa, przewiduje i karze, mógł być nazwany socjalizmem. To nie ten rodzaj rabunku systematycznie podkopuje fundamenty społeczeństwa. W każdym razie walka z tym rodzajem rabunku nie rozpoczęła się na rozkaz wymienionych panów. Walka z nielegalnym rabunkiem toczyła się od zarania dziejów. Na długo przed rewolucją 1848 roku, na długo przed pojawieniem się socjalizmu istniały we Francji policja, sędziowie, żandarmeria, więzienia, lochy i szubienice do zwalczania nielegalnego rabunku. Walkę tę prowadzi samo prawo i uważam (oraz życzę sobie), że powinno ono zawsze zachowywać to nastawienie przeciw rabunkowi.

Prawo chroni rabunek
Jednak nie zawsze tak się dzieje. Niekiedy prawo broni rabunku i w nim uczestniczy. Oszczędza beneficjentom rabunku wstydu, niebezpieczeństwa i skrupułów, na jakie byliby bez tego narażeni. Niekiedy prawo oddaje do dyspozycji rabujących cały aparat sądów, policji i żandarmerii, a ofiarę, gdy ta się broni, traktuje jako przestępcę. Krótko mówiąc, jest to legalny rabunek, który bez wątpienia miał na myśli de Montalembert.

Taki właśnie legalny rabunek może być tylko izolowanym wtrętem wśród dostępnych ludziom środków prawnych. Jeżeli tak jest, to najlepiej znieść go bez zbędnych mów i oświadczeń, wbrew głosom ukrytych interesów.

Jak rozpoznać legalny rabunek?
Ale jak rozpoznać legalny rabunek? Jest to całkiem proste. Trzeba sprawdzić, czy prawo zabiera jednym osobom to, co do nich należy i daje innym osobom, które nie mają do tego prawa. Trzeba sprawdzić, czy prawo daje korzyści jednemu obywatelowi kosztem innego, w sposób, jakiego sam obywatel nie może się podjąć nie popełniając przestępstwa.

Prawo takie trzeba bezzwłocznie znieść, bo jest ono nie tylko złe samo w sobie, ale staje się ono także obfitym źródłem dalszego zła, powodując odwet. Jeżeli taki izolowany przepis nie zostanie natychmiast uchylony, poszerzy się, zwielokrotni i rozrośnie w system.

Osoba ciągnąca korzyści z takiego przepisu będzie się gorzko skarżyć, broniąc swych praw nabytych. Będzie podnosić, że państwo ma obowiązek ochrony i ułatwiania jego partykularnej działalności; że proceder ten wzbogaca państwo, bo chroniona sfera jest zdolna do większych wydatków i może więcej płacić ubogim pracownikom.

Ta sofistyka kryjąca prawdziwe interesy nie jest warta uwagi. Uznanie tych argumentów pozwoli na rozbudowę legalnego rabunku w system, co już się właściwie stało. Dzisiejsze oszustwa polegają na usiłowaniu wzbogacenia wszystkich kosztem wszystkich, uczynienia rabunku powszechnym pod pretekstem jego zorganizowania.

Legalny rabunek ma różne oblicza
Legalnego rabunku można dokonywać na niezliczone sposoby. Mamy więc niezliczone nazwy dla planów jego organizowania: cła, ochrona, zasiłki, dotacje, zachęty, progresywne podatki, szkoły publiczne, gwarantowane zatrudnienie, płaca minimalna, gwarantowane zyski, prawo do zasiłku, prawo do narzędzi pracy, nieoprocentowany kredyt i tak dalej. Całość tych planów, zmierzających do legalnego rabunku, tworzy socjalizm.

Ponieważ z definicji tej wynika, że socjalizm jest tu podstawową doktryną, nie można zaatakować go inaczej, niż za pomocą innej doktryny…(Frederic Bastiat – Prawo)

podobne: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy podatki dają pracę? (czy może odbierają) oraz: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców) polecam również: Zamiast reprywatyzacji i własności, „nacjonalizacja” i więzienia z pustaków na kredyt (zwane „MieszkaniePlus”) czyli… O tradycji wywłaszczania Polaków przez „elity” naiwne i mściwe (II). Dwór który wciąż jest.

” Otóż władza może być albo święta albo tajna. Nie ma innej możliwości, bo inna władza po prostu nie spełnia swojej funkcji, nie działa. To znaczy działa jakiś krótki czas, a następnie degeneruje się w brzydki sposób.” (Gabriel Maciejewski – O prawdziwej naturze władzy)

„…Fikcja, w którą wierzymy opisywana jest w podręcznikach do WOS-u. Władza dzieli się na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, a jej gwarantem jest naród, który głosuje w powszechnych wyborach. Naród ten nazywany jest czasem suwerenem. Realnie władza dzieli się na flotę, armię i bojówkę lub bojówki. Te ostatnie mają nadrzędny w stosunku do armii i floty charakter, albowiem za ich pomocą dyscyplinuje się generałów i admirałów. W obecnym świecie bojówka ma charakter oficjalny i nosi nazwę tajnych służb. Ponieważ każda kolejna władza musi mieć pewność, że bojówka jest wierna, bo od niej zależy wszystko, tworzy nowe służby, które kontrolują poprzednie. Tamte zaś rozwiązuje, albo i nie, jeśli okaże się, że nazbierali oni tyle haków na władzę, że nic im nie można zrobić. W takiej sytuacji wszyscy siadają do negocjacji i coś ustalają. A co z suwerenem? Nic. Naród już od dawna ma w nosie wybory, głosuje tylko 30 proc. społeczeństwa i tak jest dobrze. Nikt nie chce tego zmieniać, bo gdyby wszyscy uprawnieni poszli do wyborów, zmieniły by się w sposób istotny realia polityczne, a to pociągnąć mogłoby za sobą rozruchy, w wyniku których ktoś musiałby zginąć. A ci co giną, zawsze są wcześniej do śmierci wyznaczeni. Nie informuje się ich jednak o tym, bo ta śmierć jest przedmiotem targów, pomiędzy władzą aspirującą, mającą do dyspozycji nową bojówkę, a starą bojówką i częścią władzy, która nie ma sił, by utrzymać się na powierzchni i szuka nowych rozwiązań. U nas jeszcze do takich rzeczy nie doszło, ale one są znane z historii. Przykład wielkiego pensjonariusza Niderlandów – Jana de Witt i jego brata Cornelisa jest tu najbardziej wyrazisty.

W opisanym wyżej układzie potrzebny jest jakiś stabilizator czyli gwarant. I to zawsze jest bank, który daje zabezpieczenie aktywom starej bojówki i nowej władzy. Ten bank może przez to wpływać realnie na to kto będzie rządził. I to jest clou systemu, ale o tym się nie mówi. To znaczy nie mówi się dziś, w epoce rozbuchanych mediów, wolnego słowa i różnych innych fikcji jakże podobnych do konfederatek i kontusików oszalałych mitomanek biegających ulicami polskich miast w latach 1863-64. Dawniej pisało się o tym otwarcie w gazetach… ” (coryllus – O realnym i fikcyjnym podziale władzy)

podobne: O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością oraz: Od kłamstwa do przemocy czyli skutki nierozliczenia rewolucji – rehabilitacja komunistów i to: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…”

Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zadrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadziwcie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie starając jedynie o zaspokojenieswych żądz…” (List Jakuba 4:1-3)

Folwark Zwierzęcy

Reklamy

„Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)


Zaczyna się niewinnie… Od wyszydzenia i odrzucenia „starego porządku” przez niedojrzałe intelektualnie ale „ambitne” siły postępu. Błędy przeszłości wynikające z niedostosowania się do nowoczesności – taka jest oficjalna wersja „potrzeby zmian”. Romantyczna walka „młodych gniewnych” ze skostniałym ciemnogrodem jest tym co tłumaczy każde „nowoczesne” łajdactwo… No ale nie byłoby tego wszystkiego gdyby nie naiwna wiara w dobre chęci rewolucjonistów, kult młodości jako samoistnej wartości, i w przekonanie że „każdemu się należy” (z cudzego)… (Odys)

„Wreszcie dowiedzieliśmy się, na czyich ideach opiera swoje pomysły wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki. Na Kongresie Innowatorów Europy Środkowo-Wschodniej „Central Eastern Europe Innovators Summit” Morawiecki spotkał się z prof. Marianą Mazzucato, która jest autorką książki „Przedsiębiorcze państwo”, w której stara się udowodnić, że wszelkie wynalazki i innowacje technologiczne nie wynikają z istnienia wolnego rynku, ale z działalności państwa i jego urzędników.

Podczas dyskusji panelowej o gospodarce, będącej częścią Kongresu Innowatorów Europy Środkowo-Wschodniej „Central Eastern Europe Innovators Summit” wraz z profesor Marianą Mazzucato z University College w Londynie wicepremier przekonywał, że dla innowacji państwo jest niezwykle ważne.

 Zobacz także: 88 procent przedsiębiorców pesymistycznie patrzy na Polską gospodarkę. Zobacz, dlaczego biznesmeni nie uwierzyli w slajdy Morawieckiego [KOMENTARZ]

Morawiecki chce innowacyjności, dzięki urzędnikom

Morawiecki podkreślił, że państwo z jednej strony chce wspierać innowacyjność, ale drugiej należy myśleć o różnych systemach opodatkowania tych wynalazków.

No bo jeśli myślimy, że te wynalazki, które widzimy dzisiaj (…), są wynalazkami jednej osoby czy też zespołu, to nie jest prawda…” (Radek Piwowarczykwolnosc24.pl)

podobne: Polska gospodarka: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie, chiński biznes zainteresowany polską żywnością. oraz: Lubowski: musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach. Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność” i to: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.

Ivan Vladimirov – Развлечения подростков в императорском саду Петрограда (samowola podrostków w parku)

„…Do poznawania rzeczywistości, o czym mimo licznych w kraju uniwersytetów nie każdy wie, potrzebne są narzędzia. Nie chodzi mi oczywiście o takie narzędzia jak piła motorowa czy kielnia. Chodzi mi o metodę. Narzędzia bywają dobre i złe. Można je wykorzystywać właściwie lub na opak, można nawet – chcąc wprowadzić ludzi w błąd – sprzedawać im narzędzia, które do niczego się nie nadają, ale wyglądają bardzo dobrze i ludzie wierzyć będą, że one posłużą im właściwie.

Jeśli na przykład chcemy dowiedzieć się czegoś o socjalizmie i komunizmie, jego celach i metodach poszukujemy pism socjalistów i komunistów, czytamy je i zdobywamy potrzebną wiedzę. Dowiadujemy się z tych pism, że socjaliści chcieli dobrze, a komuniści jeszcze lepiej albowiem bolał ich niesprawiedliwy podział dóbr i chcieli je podzielić od nowa. Tak to z grubsza wyglądało. Jest to oczywiście kłamstwo, które zostało wielokrotnie skompromitowane, ale wraca ponieważ od ostatniej kompromitacji minęło dużo czasu i ludzie wszystko zapomnieli, a do tego dorosły nowe roczniki, którym można sprzedawać dawne komunistyczne utopie w nowym europejskim opakowaniu i oni to kupiąSą młodzi, ideowo lub konsumpcyjnie nastawieni do życia i leniwi jak jasna cholera, a podprogowy przekaz komunistów – być może ich najważniejszy przekaz – jest taki: nie będziesz się musiał chłopie narobić, a wszystko ci samo łatwo przyjdzie. O trudzie i walce komuniści mówią tylko na początku, potem jest już tylko konsumpcja owoców zwycięstwa, czyli vodka and ogórcy…” (coryllusVodka and ogórcy albo czytajcie literaturę postępową!)

a oto wielokrotnie już przez socjalistów i komunistów odgrzewana oferta (nie do odrzucenia) dla obywateli/niewolników. Tym razem udrapowana w „narodowe” barwy, więc pozytywny do niej stosunek jest jednocześnie deklaracją patriotyzmu… a kto nie z nami ten wiadomo… albo zdrajca, albo jeszcze gorzej bo „ruski agent”… (Odys)

4.02.2017, Toruń (PAP) – Najpierw państwo, później własność i rynek – mówił w sobotę w Toruniu prezes PiS Jarosław Kaczyński. Zaznaczył, że zadaniem rządu PiS jest stworzenie szerokiej sfery swobód. Według niego w Polsce problemem jest niska skłonność przedsiębiorców do inwestowania i innowacji.

Prezes PiS wziął udział w konferencji „Odpowiedzialność przedsiębiorców za Polskę” w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej. W konferencji uczestniczył też m.in. wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki i przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów minister Henryk Kowalczyk. Obecni byli też prezesi PKN Orlen – Wojciech Jasiński i PKO Banku Polskiego – Zbigniew Jagiełło oraz wiceprezesi BOŚ Banku – Anna Milewska i PZU – Andrzej Jaworski.

Jarosław Kaczyński mówił o wolności gospodarczej i czynnikach ją ograniczających. Odniósł się też do tematu głównego konferencji, czyli odpowiedzialności przedsiębiorców. Jak zaznaczył, ma ona dwa poziomy. „Po pierwsze to zdanie sobie sprawy z tego, że istnieje państwo, że istnieją inni, że to wszystko trzeba brać pod w uwagę. Jeżeli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach, to znaczy, że się po prostu do tego nie nadaje” – powiedział.

Jak dodał, czasem podczas spotkań z przedsiębiorcami słyszał postulaty, które sprowadzały się do tego, by odrzucić te ograniczenia, w tym dotyczące relacji z pracownikami. „Jeżeli ktoś we współczesnej Europie, współczesnej Polsce nie jest w stanie działać efektywnie, jeżeli te ograniczenia nie będą odrzucone, to po prostu powinien zająć się czymś innym – mówił prezes PiS.

Po drugie, mówił Kaczyński, odpowiedzialność przedsiębiorców wiąże się też ze „zobowiązaniami wobec wspólnoty”. „Do państwa należy to, żeby ten rozwój był możliwie sprawiedliwy, by nie prowadził do zbyt wielkich różnic społecznych, by korzyści z niego odczuwały wszystkie większe grupy społeczne, wszyscy, którzy pracują. Natomiast do przedsiębiorców – i to jest ich ogromna odpowiedzialność – należy to wszystko, co jest potrzebne, by ten rozwój następował. A tu mamy dwa problemy” – powiedział Kaczyński.

Pierwszy z nich „to problem skłonności do inwestowania i związanego z tym ryzyka”. „To jest kwestia, która w Polsce stoi, bo skłonność do inwestowania jest niewielka” – powiedział. Druga kwestia to skłonność przedsiębiorców do wprowadzania innowacji, „z którą też jest w tej chwili nie najlepiej”.

Kaczyński powiedział, że po odejściu od systemu komunistycznego Polska „weszła w fazę wolności anarchicznej”, a potem przeszła do „fazy bardzo daleko idącego ograniczenia wolności”.

„Zadanie, które stoi dzisiaj przed nami, stoi także przed tym rządem, przed premierem, ministrem rozwoju Mateuszem Morawieckim, to jest doprowadzenie tego stanu do sytuacji, którą można by określić jako racjonalną. To znaczy mamy ideę szybkiego rozwoju, także ideę sprawiedliwości – tę ideę realizujemy – mamy pewien kontekst kulturowy w Polsce, mamy także kontekst zewnętrzny związany przede wszystkim z Unią Europejską i musimy w tym szukać możliwie szerokiej sfery swobód, wolności” – powiedział Kaczyński.

Według niego to jest szansa na powtórzenie „wielkiej aktywności założycielskiej trwającej od połowy lat 80-tych, a bardzo intensywnie od końca lat 80-tych i w pierwszych latach 90-tych” i na to, że „ten proces, który wtedy przyniósł Polsce około sześciu milionów miejsc pracy i przyniósł ruszenie z miejsca po latach spadków PKB, mógłby być powtórzony”.

„To jest szansa, przed którą stoimy nie mając jednocześnie złudzeń, że możemy w Polsce stworzyć system libertariański, że polskiej kulturze można narzucić taki zupełnie skrajny indywidualizm” – dodał prezes PiS.

Według prezesa PiS „jeśli spojrzeć na ostatnie 27 lat, to można powiedzieć, że najpierw mieliśmy do czynienia z taką swobodą, w wielkiej mierze anarchiczną”. „Taką, która po części była w ogóle nieregulowana i nieobjęta działalnością państwa. Znaczna część tej wybuchającej w końcu lat 80. i 90. działalności gospodarczej początkowo nie była objęta, albo w minimalnym stopniu objęta, ograniczeniami związanymi z podatkami” – powiedział Kaczyński.

Jego zdaniem ten stan „w niemałej mierze” trwa po dziś dzień. „W szczególności, jeśli chodzi o działalność podmiotów zagranicznych. Mamy tutaj do czynienia z takimi elementami kolonialnymi, jeżeli chodzi o nasz kraj. Mamy do czynienia z sytuacją, w której te przedsiębiorstwa nie przestrzegają pewnych reguł prawnych, ale także moralnych. Krótko mówiąc, funkcjonują w sposób, który w ich własnych krajach byłby absolutnie niemożliwy do przyjęcia” – podkreślił prezes PiS.

Kaczyński zaznaczył, że relacja między państwem, rynkiem i własnością definiuje wolność gospodarczą. Według niego „na pierwszym miejscu trzeba wymienić państwo, bo bez państwa nie mógłby istnieć rynek, ale przede wszystkim nie mogłaby istnieć własność”.

„Dam państwu bardzo prosty przykład i to – może zaskoczę – ze świata zwierząt. Nie tak dawno opisywano, były zdjęcia takiego wydarzenia. Otóż dwa wilki upolowały sarnę. Przybył niedźwiedź przepędził wilki, pożarł sarnę. Czyli prawo własności wobec tej sarny zostało siłą zakwestionowane. Załóżmy, że to jest Mandżuria, tam żyją takie wielkie tygrysy, mógłby przybyć tygrys i próbować zakwestionować prawo niedźwiedzia. Nie wiadomo, kto by wygrał, w każdym razie mógłby próbować. Takie relacje istniałyby wtedy, gdyby nie było państwa, gdyby państwo nie mogło gwarantować własności” – mówił prezes PiS.

„Najpierw państwo, później własność, bez której nie może być wolności jednostki, no i rynek. Czy rynek może istnieć bez państwa? Nie może istnieć bez państwa, państwo musi zagwarantować bezpieczeństwo ogólne, osobiste tych, którzy funkcjonują na rynku, bezpieczeństwo obrotu. Musi powołać także różnego rodzaju instytucje, które funkcjonują na rynku, w związku z rynkiem, no i przede wszystkim pieniądz” – mówił prezes PiS.

Kaczyński podkreślił, że musi też istnieć pewien poziom bezpieczeństwa socjalnego, który jest zapewniany przez państwo, a także pewien poziom bezpieczeństwa osobistego oraz zdolność do działań antykryzysowych ze względu na zmiany koniunktury.

„Państwo musi dysponować zasobami, czyli musi ściągać podatki, składki, daniny publiczne. Czyli wolność doznaje tutaj pewnego ograniczenia, bo część owoców działalności gospodarczej musi być przejęta przez państwo i to jest konieczność obiektywna, dyskutowalna tylko w tym zakresie, w jakim stawiamy pytanie o to, jak wielkie te podatki mają być i jaką metodą mają być ściągane” – mówił prezes PiS.

Kaczyński ocenił, że nie jest to jedyne ograniczenie wolności gospodarczej. „Takie ograniczenia muszą istnieć także ze względu na to wszystko, co można odnieść do innych jednostek (…) ich prawo do życia, prowadzenia działalności gospodarczej. Inni stanowią też pewne ograniczenia, które muszą znaleźć wyraz w przepisach prawa, muszą być egzekwowane przez państwo” – powiedział.

Kaczyński zaznaczył, że jednostki żyją we wspólnotach, a te „tworzą sytuacje, które można określić, jako wymogi a te wymogi – jeżeli tylko są egzekwowane przez państwo – to są ograniczeniami wolności”.

W jego ocenie poszczególne gospodarki narodowe „podlegają pewnej idei ogólnej, idei regulatywnej”. „Te idee to szybki rozwój, sprawiedliwość społeczna. To nie jest tylko idea czysto komunistyczna, to jest także idea, która jeśli ją traktować, jako dążenie do zmniejszenia różnic społecznych, funkcjonowała i funkcjonuje w różnych innych niekomunistycznych ustrojach” – tłumaczył prezes PiS. Jako przykład podał Skandynawię.

„Jest idea równowagi społecznej. Można odwołać się tutaj przede wszystkim do amerykańskiego +New Deal’u+. To nie była koncepcja jakoś mocno związana z ideą sprawiedliwości, natomiast mocno związana z koncepcją odzyskania po kryzysie społecznej i ekonomicznej równowagi” – powiedział. Jak dodał, są też różnego rodzaju idee związane z religią, w szczególności w państwach muzułmańskich, które też wpływają na działalność gospodarczą.

„Są w końcu idee związane z koncepcją państwa, które przede wszystkim szuka siły militarnej, i to może być zarówno w wersji ofensywnej, jak w wypadku państw komunistycznych, a w szczególności Związku Sowieckiego czy dzisiaj w dalszym ciągu Korei Północnej, ale może to też być idea defensywna, jak w wypadku Izraela” – powiedział.

Jak mówił prezes PiS, te idee związane są także z określeniem zakresu gospodarczych swobód. Podkreślił, że swoboda gospodarcza zawsze podlega daleko idącym ograniczeniom. „Te ograniczenia są różne w różnych momentach. Dzisiaj na przykład ograniczeniem, które nas wszystkich bardzo dotyka, nie będę tutaj dyskutował, na ile jest słuszne, na ile jest niesłuszne, jest ograniczenie związane z ekologią” – mówił Kaczyński.

Prezes PiS mówił też o zjawisku „inżynierii prawnej szczególnie wokół prawa handlowego”. „Tutaj jest to bardzo ważne pytanie, w jakiej mierze trzeba to ograniczyć, w jakiej można to ograniczyć, w jakiej mierze cały ten system finansowy, który został skonstruowany po wojnie a później poddany różnego rodzaju daleko idącym przemianom, nie powinien być jeszcze raz zakwestionowany; na ile trzeba zadać pytanie o to, czy nie należałoby go zmienić” – mówił prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Przed rozpoczęciem konferencji odbyła się manifestacja kilkudziesięcioosobowej grupy KOD, z transparentami ruchu i biało-czerwonymi flagami. Grupa rozeszła się, gdy zaczęła się debata. (Kaczyński: najpierw państwo, potem własność i rynek. PAP – Biznes 4 Lut 2017)

„…własność, rozumiana jako władza nad rzeczą, a także rynek, jako wymiana dóbr, zaistniały wcześniej, niż państwo. Jakiś człowiek oswoił dzikiego konia i przez to zyskał nad nim władzę. To był jego koń i to wcale nie dlatego, że jakieś „państwo” o tym zadecydowało, tylko dlatego, że to on schwytał i ujeździł tego konia, nabywając władzę nad nim dzięki włożonej w to pracy. Podobnie rolnik, który wyhodował zboże, posiadł nad nim władzę w postaci możliwości zrobienia zeń użytku według własnej woli nie dlatego, że jakieś „państwo” mu tę władzę nadało, tylko dlatego, że to on je wyhodował, to znaczy – włożył w jego wyhodowanie swoją pracę. To jest legitymacja własności, a nie – jak to z rozbrajającą szczerością powiedziała w rozmowie z Robertem Mazurkiem ówczesna faworyta prezesa Kaczyńskiego, pani Elżbieta Jakubiak – „zaświadczenie” wydane przez urząd. Dlatego właśnie właściciel ma władzę nad rzeczą, to znaczy – możliwość zrobienia z niej użytku, jaki sam uważa za stosowny. Skoro tak, to może swoją rzecz również wymienić na cudzą, jeśli właściciel innej rzeczy też wyrazi objawi taką intencję. Spotkanie takich dwóch właścicieli i osiągnięte przez nich porozumienie w sprawie wymiany należących do nich rzeczy tworzy rynek. Jak widzimy, wbrew temu, co mówił pan prezes Kaczyński, „państwo” wcale nie było, ani nie jest potrzebne ani do powstania własności, ani do zaistnienia wymiany rzeczy, czyli rynku. Przykład z sarną, wilkami, niedźwiedziem i tygrysem wcale nie dowodzi ani konieczności istnienia państwa, ani – tym bardziej – jego pierwotnego charakteru względem własności i rynku. Jeśli ma czegokolwiek dowodzić, to najwyżej tylko tego, że pan prezes Kaczyński nie rozumie, o czym mówi.

Ale chociaż nie rozumie, to w tej ignorancji jest metoda. Nadawanie „państwu” charakteru pierwotnego zarówno względem własności, jak i rynku, jest prezesowi Kaczyńskiemu potrzebne do uzasadnienia konieczności pierwszeństwa „państwa” nad gospodarką, to znaczy – wytwarzaniem i wymianą dóbr...

…Państwo monopolizuje przemoc, podobnie jak właściciel monopolizuje władzę nad rzeczą i z tym „towarem” wchodzi na rynek, ale nie po to, by cokolwiek wymieniać, tylko po to, by zawłaszczać. Ponieważ rozsądek, a także hipokryzja nakazuje udrapowanie przemocy w jakiś kamuflujący kostium, „państwo” chętnie drapuje się w kostium sprawiedliwości…

…Jedyną gwarancją autentyczności weryfikacji wzajemnych oczekiwań jest dobrowolny charakter umowy, a to oznacza, że przy tym sposobie rozumienia sprawiedliwości, może być ona praktykowana jedynie w warunkach wolności

…Tymczasem pan prezes Kaczyński, eksponując „państwo” jako źródło własności i organizatora rynku, forsuje zupełnie inny model państwa i inny model ustawodawstwa. O ile wcześniej można było tylko podejrzewać, że jego ideałem jest przedwojenna sanacja, to po toruńskim wykładzie mamy w tym względzie całkowitą pewność. Model państwa według prezesa Kaczyńskiego doskonale wpisuje się w artykuł 4 ust. 1 konstytucji kwietniowej z 1935 roku, gdzie czytamy, że „w ramach państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. To znaczy, że to „państwo” a więc – urzędniczy aparat państwa wyznacza owe „ramy” i metodami władczymi „kształtuje” w ich obrębie nie tylko stosunki gospodarcze, ale całe „życie społeczeństwa”. Według ust. 2, to „państwo” zapewnia mu (tj. społeczeństwu” – SM) „swobodny rozwój”, a gdy dobro powszechne wymaga, nadaje mu kierunek lub normuje jego warunki. Nie ulega wątpliwości, że ocena, czy „dobro powszechne” czegoś wymaga, czy nie, należy do wyłącznych kompetencji „państwa”, które wtedy „nadaje kierunek” całemu społeczeństwu. Czy w sytuacji, gdy „państwo” działając w sposób sobie właściwy, to znaczy – rozkazując i wymuszając spełnienie swoich rozkazów siłą – „nadaje kierunek”, można jeszcze mówić o „swobodnym rozwoju”?

W tym kontekście przedstawiony przez ministrów rządu pani premier Beaty Szydło program „repolonizacji”, będący w istocie programem renacjonalizacji gospodarki, nie pozostawia wątpliwości, że długofalowym celem Prawa i Sprawiedliwości jest przywrócenie w Polsce ustroju socjalistycznego tyle, że bez Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Bardzo możliwe, że prezes Kaczyński wyczuł tęsknotę znacznej części polskiego społeczeństwa za państwem socjalistycznym w którym, „czy się stoi, czy się leży”, każdy jakoś tam spadnie na cztery łapy. Warto zwrócić uwagę, że ci, którzy nie bali się wolności, w większości z Polski wyjechali, a tym, którzy zostali, socjalizm specjalnie nie przeszkadza, przeciwnie – nawet napawa nadzieją na życie beztroskie. Bardzo możliwe, że ten Manifest Socjalistyczny, w powiązaniu z inicjatywami skierowanymi na opanowanie samorządów terytorialnych i programami rozdawnictwa, przyniesie PiS-owi wyborcze zwycięstwo – ale przywrócenie socjalizmu w naszym nieszczęśliwym kraju nie doprowadzi do odblokowania narodowego potencjału gospodarczego, skutecznie zablokowanego zarówno przez ustanowiony w 1989 roku model kapitalizmu kompradorskiego, przez postępującą biurokratyzację państwa i przez niemiecki projekt Mitteleuropa z roku 1915. Powiem więcej – widoczna coraz bardziej tendencja do renacjonalizacji i przywrócenia wiodącej roli „państwa” w gospodarce stanie się kolejnym czynnikiem blokującym narodowy potencjał, skutecznie zniechęcając ludzi przedsiębiorczych do inwestowania – bo po cóż i w co właściwie inwestować w sytuacji, kiedy właśnie nadchodzą bolszewicy?” (Stanisław Michalkiewicz – Manifest Socjalistyczny)

Przed wojną centralny Bank Polski był niezależny i prywatny! – Stanisław Michalkiewicz

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica” oraz: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków i to: Kacza „sprawiedliwośc” – zabrac bogatym, czyli… ukarać biednych a także: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne polecam również: W służbie zdrowiu czyli prosto do nieba. O walce rządu z „toksyczną konkurencją” w szpitalach i aptekach kosztem pacjentów i konsumentów

Dobrze to sobie zapamiętajmy, żeby wiedzieć komu i za co podziękować kiedy już manifest komunistyczny zacznie zbierać swoje żniwo:

 „Najpierw państwo, później własność”
to państwo powinno być szafarzem, a nawet kreatorem wolności”
Jeżeli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach, to znaczy, że się po prostu do tego nie nadaje”
Jeżeli ktoś we współczesnej Europie, współczesnej Polsce nie jest w stanie działać efektywnie(…) to po prostu powinien zająć się czymś innym”

…zanim jednak posłucha „dobrej rady” by zająć się „czymś innym”, niech najpierw sprawdzi czy ma stosowne zezwolenie, oraz zastanowi się czy jest gotowy podporządkować się regułom gry ustalonym przez starszych i mądrzejszych… Takim np. o jakich piszą tu: Ministerstwo Sprawiedliwości: 3 lata za ubój świni bez zgłoszeniagdzie możemy wyczytać: „Ministerstwo Zbigniewa Ziobry proponuje także, aby sądy karały bezwzględnie finansowo takich rolników na cele związane z ochroną zwierząt. Propozycja kar ma wahać się od 1000 do nawet 100 tys. zł!…” Genialne nieprawdaż? I wcale nie chodzi mi o wysokość kary. Niech tam niektóre (niejadalne) zwierzęta też coś mają z tytułu „nielegalnego” mordowania współbraci… Taka tam przenośnia…Bo to nie jest tak że można zająć się czymś innym i mieć ich wszystkich z głowy. Nawet jak się nie chce grać w jednej drużynie ze zwycięzcami, to i tak trzeba się stosować do ich reguł bo inaczej… wiadomo… (Odys)

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz

„…Nie chodzi bowiem nawet o to, że Prawo i Sprawiedliwość, dzięki poparciu amerykańskiemu oraz uruchomieniu programów rozdawniczych może wygrać następne wybory przynajmniej w stopniu umożliwiającym samodzielne ustanowienie rządu, tylko przede wszystkim o to, że uruchamiając wspomniane programy rozdawnicze, PiS wprowadził nasz naród i nasze państwo na jednokierunkową ulicę, którą można zmierzać już tylko ku swemu przeznaczeniu. Rzecz w tym, że w rozumieniu prawa, program rozdawniczy w rodzaju „rodzina 500 plus”, wyposaża swoich beneficjentów w tak zwane „prawa nabyte”. Wprawdzie ustawa dezubekizacyjna pokazuje, że kiedy trzeba, a ściślej – kiedy można takie posunięcie zaprezentować jako realizację sprawiedliwości dziejowej, to prawodawcy specjalnie się nie krępują prawami nabytymi, ale w przypadku wspomnianego programu rozdawniczego sytuacja jest inna. Po pierwsze – krąg osób uprawnionych jest na tyle szeroki, że mało kto ośmieliłby się zamachnąć na ten przywilej, a po drugie – gdyby nawet taki desperat się znalazł, to niezawisłe sądy natychmiast podważyłyby legalność takiego zamachu i musiałby wycofać się z podwiniętym ogonem. Oznacza to, że nawet taki desperado musiałby realizować program, który nie tylko uważa za sprzeczny z ideą wolności, ale w dodatku – za zabójczy dla państwa, zwłaszcza na dłuższą metę.

Program ten jest sprzeczny z ideą wolności, bo w sposób trwały uzależnia obywateli od państwa, w dodatku zmuszając ich do popierania programu zwiększania dochodów budżetowych – ponieważ realizacja tego programu wymaga utrzymania wysokiego, a nawet – rosnącego budżetu, gdyż w kolejce czekają następne programy w rodzaju „mieszkanie plus”, a przecież i to nie jest ostatnie słowo. Według zasady Murphy’ego, jeśli może stać się coś złego, to na pewno się stanie, a cóż dopiero w sytuacji, kiedy właśnie od tego, czy się stanie, zależy zwycięstwo wyborcze? Program ten jest sprzeczny i ideą wolności również z tego powodu, że realizowany jest za pieniądze pożyczone. Jak wiadomo, koszty programu „rodzina 500 plus” wynoszą ok. 24 mld złotych rocznie, a zaplanowany w ustawie budżetowej na rok 2017 deficyt wynosi prawie 60 mld złotych. Jasne jest więc, że zarówno pierwszy, jak i wszystkie następne programy rozdawnicze będą realizowane za pieniądze pożyczone, to znaczy – kosztem wydatnego powiększenia długu publicznego. Dług publiczny naszego nieszczęśliwego kraju powiększa się o prawie 500 mln zł na dobę, a to znaczy, że go nie spłacamy, tylko „obsługujemy”. Według oficjalnych informacji, koszty obsługi długu publicznego wyniosą w roku bieżącym ponad 30 miliardów złotych. Mamy wszelako do czynienia z fenomenem, że dług wprawdzie rośnie, ale koszty jego obsługi spadają, nawet do „rekordowo niskiego poziomu”. Ale nie takie fenomeny zdarzały się u nas w przeszłości, kiedy Edward Gierek zafundował społeczeństwu iluzję dobrobytu na kredyt – oczywiście dopóki wszystko się nie skawaliło. Zatem – jak tam z tymi kosztami obsługi jest naprawdę – to zostanie nam objawione w stosownym czasie. Tak czy owak, koszty te rozkładają się na obywateli i jeśli nawet przyjąć za dobrą monetę oficjalną informację, to oznacza to, iż na jednego obywatela rzeczywiście mieszkającego w Polsce przypada ok 800 zł rocznie. Zatem 5-osobowa rodzina tylko na obsługę długu publicznego musi zapłacić 4000 zł, rocznie – a przecież są jeszcze inne koszty. Oznacza to, że rządy kupują poparcie polityczne za cenę wpychania obywateli w coraz głębszą niewolniczą zależność od lichwiarskiej międzynarodówki. Niewolniczą – bo istota niewolnictwa polega na tym, że niewolnik musi pracować na swojego pana. Pracować, czyli oddawać mu coraz większą część bogactwa, które swoją pracą wytwarza. Właśnie w taką zależność obywatele są wpychani przez własne, „wrażliwe społecznie” rządy…” (Stanisław Michalkiewicz – Ucieczka od wolności)

podobne: Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej) w ramach inżynierii społecznej oraz: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? a także: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.

W ten sposób dochodzi do werbunku na masową skalę… Jest budżet, to jest i siła – idea trwalsza od spiżu więc któż przeciw nam? (Odys)

Ilya Repin – Demonstration on October 17, 1905

„…Myślą, myślą i wymyślają niesprawiedliwość społeczną. Stąd już tylko krok do uzbrojonych band próbujących ową niesprawiedliwość zlikwidować, band zwanych trybunałami rewolucyjnymi lub jakoś podobnie. Bandy owe wprowadzają najpierw ubezpieczenia społeczne, a potem śrubują podatki. Kiedy okazuje się, że i to za mało, żeby utrzymać wszystkich, którzy postanowili w myśl zilustrowanej na początku drugim zdaniem doktryny, żyć z kradzieży i rabunku, bandy usiłują przywrócić system feudalny. Żeby było co jeść po prostu. To się udaje, ale trzeba do tego zlikwidować to, co doprowadziło do powstania najpierw teorii o niesprawiedliwość społecznej, a potem samych band, żyjących w komforcie i lenistwie, czyli technologię. Po likwidacji niepotrzebnych nowemu społeczeństwu feudalnemu i szkodliwych nowinek takich jak ciepła woda w kranie, kibelek dla każdej rodziny i wolna prasa, okazuje się jednak, że system oparty na rabunku dalej nie działa. Czołowi teoretycy niesprawiedliwości społecznej siadają więc kołem i zaczynają myśleć co jest nie tak. No i wymyślają, że skoro feudalizm nie działa jak trzeba to należy powrócić do tego co było przed nim, czyli – jak powiedział jeden mądry – do niewolnictwa…

…Niewolnicy mają jednak zwyczaj buntować się co jakiś czas, a socjaliści chcieliby ciągle więcej i więcej, systemy więc zaczynają erodować. Dochodzi w końcu do przełamania kordonów i wszystko się miesza. Raby uwiązane dotąd do ziemi, kawalerki i tokarki ruszają obejrzeć socjalizm, a wychuchani w biurach i korporacjach durnie jadą obejrzeć wyjałowiony step, czyli tak zwane pozostałości po imperium. Wszyscy są zadowoleni, ale do czasu. Przychodzi bowiem moment, kiedy znów trzeba się zastanawiać nad tym co robić z tą masą ludzi, która pałęta się z kąta w kąt i samą siłą rozpędu tylko zaczyna obrastać w jakieś dobra, jakaś gotówka im się z kieszeni wysypuje i coś tam usiłują kupować sobie w sklepach. Zaczyna się więc wymyślanie nowych programów gospodarczych dla państw będących w kryzysie.

I tu dochodzimy do sedna. Wymyślanie owo nie jest niczym innym jak próbą kolejnego rabunku ludzi, którym nie dało się wcześniej – ze względu na poprzednią rabunkową doktrynę – nic zarobić. Programy gospodarcze – przy udziale wspomnianej już propagandy – zaczynają pełnić funkcję taką, jaką w systemie feudalnym pełniły prawdy objawione czyli są gwarancją istnienia tegoż systemu. Każdy chcący się dorwać do władzy idiota zaczyna swoją perorę od programu gospodarczego, który podaje w punktach. W punktach napisanych mu przez jakiegoś oszusta przecież, bo nie przez niego samego. Punkty te są boleśnie przewidywalne, wręcz tożsame z innymi punktami, innych programów, często zatytułowanych dla niepoznaki biegunowo różnymi od tego obecnego przymiotnikami. To bowiem co się tam wpisze w tym programie jest dalece bez znaczenia. Ważne jest jedno; pracujemy i zarabiamy, albo nie pracujemy i kradniemy. Tyle…(coryllus – Program gospodarczy jako figura retoryczna)

„…chrześcijanin powinien przestrzegać Dekalogu, a tam jest 10 przykazanie, zakazujące nawet pożądania cudzej rzeczy. Niektórzy uważają, że właśnie to przykazanie jest dowodem na wszechwiedzę Pana Boga, który jeszcze w głębokiej Starożytności przewidział pojawienie się socjalistów i specjalnie przeciwko nim sformułował to przykazanie. Zauważmy bowiem, że ekscytowanie w ludziach pożądania cudzego mienia należy do istoty ideologii socjalistycznej, co w najkrótszy sposób przedstawił Włodzimierz Eljaszewicz Ulianow, znany jako „Lenin”, wołając: „grab nagrabliennoje!” – bo według socjalistów, własność jest kradzieżą. Tymczasem Pan Bóg, zakazując pielęgnowania w sobie takiej pożądliwości, wiedział, co robi. Człowiek, który nie potrafi opanować pożądania cudzego mienia, prędzej, czy później złamie przykazanie siódme, zabraniające kradzieży, a być może – również piąte, zakazujące mordowania – jeśli właściciel zechce swojej własności bronić. Rewolucja bolszewicka, rzucając hasło gwałtownej zmiany stosunków własnościowych, doprowadziła do ludobójstwa na skalę niespotykaną, ani przedtem, ani potem. Aleksander Sołżenicyn wspomina, że komunistyczny eksperyment doprowadził do zagłady co najmniej 100 milionów ludzi, a wobec tego ogromu liczba ofiar holokaustu, to znaczy – liczba Żydów zamordowanych podczas II wojny światowej, wydaje się stosunkowo niewielka. W jaki zatem sposób chrześcijanin może jednocześnie być socjalistą – tajemnica to wielka, którą można wyjaśnić tylko w ten sposób, że nie ma w takim postępowaniu żadnej logiki.” (Stanisław Michalkiewicz – Czarny sztandar anarchii czerwieni się ze wstydu)

podobne: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem oraz: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie i to: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków)

Z uwagi na dwie siły działające w świecie – tj. dobro i zło (które jest BRAKIEM dobrego działania), lub (jeśli ktoś jest „niewierzący” i nie przemawia do jego wyobraźni tego rodzaju „wartościowanie”) w oparciu o prosty mechanizm pracy/budowania albo kradzieży/niszczenia, nasze działanie można sprowadzić do dokonywania prostego w zasadzie wyboru. Albo sami, w oparciu o własne siły budujemy strukturę opartą o dobro i pracę, albo „ktoś” inny zbuduje dla nas (i za nas) strukturę opartą na tej drugiej „alternatywie”… Oczywiście naszym kosztem bo nikt obcy mający na względzie swój interes nie będzie sobie odbierał od pyska żeby nam dogadzać. Nie było bowiem w historii takiego państwa które z własnej woli oddałoby się w wyzysk innemu, wmawiając przy tym bezczelnie własnemu narodowi że to dobry interes… Nie było do czasu powstania tzw. Unii Europejskiej, która jest doktryną wrogą pracy i budowaniu czegokolwiek poza uzależnieniem od kredytu.

Można tu oczywiście dywagować nad tym czy aby w dobie powszechnie obserwowanego skoku cywilizacyjnego i dobrobytu (w porównaniu ze stanem posiadania/konsumpcji przed przystąpieniem Polski do UE) jest na co narzekać, ale zamiast wyliczać szczegółowo kolejny raz te same wielokrotnie już przypominane zarzuty (można przeczytać tu: Majtki w dół czyli… 6 mitów na temat dotacji z Unii. Cukiernik: Prawda i fałsz o dotacjach z UE), posłużę się pytaniem i cytatem. Pytanie brzmi – co czeka rodzinę której ojciec alkoholik wziął na swoje „potrzeby” pożyczkę (i to u gangsterów) pod zastaw rodzinnego domu? Cytat zaś brzmi tak:

„Gdyby wszystkie konsekwencje jakiegoś działania dotykały jego sprawcy, uczylibyśmy się znacznie szybciej. Zdarza się, że nasze działanie nam przynosi dobre, widoczne skutki, a komuś innemu złe, niewidoczne – a to sprawia, że jeszcze trudniej nam je dostrzec. Musimy wówczas czekać, aż zareagują ci, którzy ponoszą owe złe konsekwencje naszego czynu. Czasem czekać trzeba bardzo długo, przez co panowanie błędu trwa dłużej. Człowiek dokonuje czynu, który przynosi mu dobre konsekwencje równe 10 i złe konsekwencje równe 15, które rozdzielane są na trzydziestu innych ludzi, w taki sposób, że na każdego z nich przypada tylko ½. W sumie mamy stratę, więc koniecznie musi pojawić się reakcja. Jednak na reakcję będziemy czekać tym dłużej, im na większą ilość społeczeństwa rozłoży się zło, podczas gdy dobro, będzie skoncentrowane w jednym punkcie.” (Frédéric Bastiat)

Efektem istnienia „demokratycznego państwa prawa” i fruktów z tego tytułu płynących w gardła poszczególnych grup interesów przyssanych do koryta, jest również społeczne potępienie dla unikania opodatkowania. W myśl zasady którą wielu praworządnych obywateli z dumą wyznaje że „to, co jest legalne, musi być dobre” (inaczej: „Biało-czerwoni biorą paragony!”). Dzięki tego rodzaju wartościowaniu (propagandzie) skarb państwa istnieje w świadomości Polaków jako obiektywne dobro, a rabunek mienia dokonywany przez państwo na tychże obywatelach na konto owego „skarbu” cieszy się powszechną estymą.

W świetle już podjętych a także zaplanowanych konkretnych administracyjnych decyzji na kierunku zwanym „uszczelnianie” (Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro), każdego kto traktuje cytowaną deklarację i sugestie w niej zawarte jako troskę o obywatela (który „bez państwa sobie nie poradzi”) należy traktować jako sprzymierzeńca systemu kradzieży zuchwałej.

Polecam z tej okazji wykład: ANATOMIA KRADZIEŻY – POJĘCIA PODSTAWOWE CZ. 7a Odcinek jest rozwinięciem części siódmej pojęć podstawowych wiedzy społecznej i mówi o systemie zalegalizowanej i społecznie akceptowanej formy kradzieży, jaką jest kreacja pustego pieniądza umożliwiającego anonimowe okradanie anonimowych producentów przez anonimowe elity pasożytnicze. (Krzysztof Karoń). Pamiętajmy jednak o tym że system stworzony przez banki (podobnie jak dilerzy narkotyków) nie zmuszają ludzi do uzależniania się od łatwej gotówki. Wielu ludzi nie musi się zapożyczać, tak jak nie musi wybierać do władzy tych którzy „stymulują” gospodarkę w ten sposób, zapożyczając całe narody i to na kilka pokoleń… Wystarczy że robią to agenci i pożyteczni idioci, naprawdę nie musimy im w tym pomagać własnoręcznie… (Odys)

„…W prawdziwym świecie było bowiem i jest nadal tak: grupa posiadających legitymacje obcych wywiadów gangsterów zdobywa władzę nad dużym terytorium, na przykład nad Polską. Ponieważ nie są oni elementem obcym, ale lokalnym trudno im cokolwiek zarzucić. Rządy jednak jakie wprowadzają, nie są emanacją stosunków lokalnych, które ukształtowały się na przestrzeni stuleci. One te stosunki i ich konsekwencje całkowicie ignorują, wprowadzając swoje porządki, co polega głównie na zabieraniu jednym i dawaniu drugim, tym, którzy dotąd nic nie mieli lub mieli za mało by aspirować do czegokolwiek. Przez swój udział w pracach socjalistycznych gangów zasłużyli się jednak i uważają, że należy im się udział, w budowie nowego, lepszego społeczeństwa.
Ludzie ci, nawet nie mogą dostrzec jak są oszukiwani i o co toczy się gra. Wielka polityka bowiem polega na konstruowaniu pułapek na wielkie grupy ludzi, na przykład na całe narody…

…Nie tak dawno usłyszałem, że w roku 1938 czy 39 bolszewicy przygotowywali plan utworzenia marionetkowego państwa polskiego, po odcięciu kresów rzecz jasna. Państwo to miało powstać w oparciu o istniejące struktury urzędnicze i wojskowe czyli w oparciu o agenturę i pożytecznych idiotów. Premierem zaś rządu w tym państwie miał być Stefan Starzyński, znany socjalista i członek kilku wpływowych mafii. Ministrem wojny miał być oczywiście wspomniany już Juliusz Rómmel. Jeśli dotrze do nas cała groza tych informacji, nie będziemy już mogli mówić o kodzie kulturowym i nie będziemy traktować wspomnień oszukanych idealistów jako recepty na naprawę państwa.
Dlaczego elity urzędniczo wojskowe tak się zachowywały? Bo nic poza etatem nie posiadały. To jest odpowiedź najprostsza. Chęć zaś utrzymania etatu jest siłą przemożną, dla której człowiek zrobi wszystko. Myślę, że są tacy, którzy sprzedaliby własne dzieci, byle tylko móc każdego ranka jeździć tramwajem do pracy w ministerstwie.
Pisząc „elity urzędniczo wojskowe nic nie posiadały” mam na myśli nie tylko dobra ruchome i nieruchome, ale także plan, czyli to co czasem nazywamy tu doktryną. Elity istotne, a nie te które opisuje Vermeer, nie miały żadnego planu. Ich plan polegał na tym, by stać po stronie silniejszego, bo ten gwarantuje posadę. Okazało się jednak, że tragizm polskich losów jest głębszy niż mogli to sobie wyobrazić panowie Starzyński i Rómmel. Polega on na tym, że póki w Polsce produkować będzie się cokolwiek, od kalafiorów poczynając, na turbinach lotniczych kończąc, kraj nasz zawsze będzie spychany w pułapkę. Przynętą zaś w tej pułapce będzie kod kulturowy powiązany ściśle z kodem kulturowym (to jest dla wszystkich intelektualistów oczywiste) demokracji zachodnich. No więc Polska aspiruje i musi dorastać, a kiedy już dorośnie to ją okradają i piorą po łbie, bo nie o to chodziło. I na to przychodzi pan o nicku Vermeer i pisze: czy aby nie jesteśmy zbyt idealistyczni? Czy nie powinniśmy czasem trzymać się realizmu? Czyli co? Mamy iść na włam? Mamy się sprzedać i udawać, że nic się nie dzieje? Mamy się zastanawiać czy z Niemcami czy z Rosją? Czy może mamy wszyscy emigrować?…

…Ja tu już pisałem o organizacjach, które są podstawą wszystkiego i o doktrynie też pisałem. No więc z doktryny i organizacji należy wypreparować znak i charyzmaty, bez tego nigdzie nie pojedziemy. Doktryna musi być powiązana z Kościołem i Panem Bogiem. Nie z socjalizmem, nie z uszczęśliwianiem dużych grup ludzi okradanych następnie za pomocą podatków, które gwarantują byt mafiom urzędniczym i wojskowym. Charyzmaty zaś wypływają wprost z tego czym zajmować się będą czynne w Polsce organizacje, a winny się one zajmować pomnażaniem budżetów. Ściąganiem pieniędzy zza granicy i przeciwstawianiem się w sposób czynny, ale zgodny z prawem mafiom działającym w strukturach państwa, bo one wykonują złą robotę. Są na usługach obcych, którzy nie mają dobrego planu dla nas, a przeciwnie mają plan upiorny…” (coryllus – O elitach naiwnych i mściwych)

podobne: Kultury dobre i złe, oraz reglamentacje, prowokacje i profanacje czyli… materialna i niematerialna sztuka rewolucji. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu oraz: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości” i to: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego. a także: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i jeszcze: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą polecam również: Czerwonym szatanom bez żadnej klasy o polskiej prywatnej własności i ziemi czyli… jak Karp międzynarodowym rynkiem zbożowym zatrząsł, oraz wspomnienia księdza Blizińskiego

Zadziwiająca jest ta „potrzeba” przekonania się kolejny raz na własnej skórze co znaczy obranie wspomnianej wyżej metody „gospodarowania” (rządzenia), i jeszcze dorabianie jej twarzy rzekomej sprawiedliwości. Zadziwiająca jest też pretensja jaka później towarzyszy romantycznemu uniesieniu, kiedy po raz kolejny rwąc koszulę na piersi i z pianą na ustach udajemy się na barykady, żeby (jak się nam wmawia) szlachetnie zginąć w walce z reżimem, „dając przykład” kolejnym pokoleniom („za wolność naszą i waszą”) jak NIE należy postępować żeby nie znaleźć się w sytuacji najpierw niewolnika, a potem kata tych których samemu się wybierało… Choć nikt nas nie zmuszał, a wszyscy wiedzą że kradzież to grzech… Kończy się na prawnie usankcjonowanej przemocy, choć nie tak żeśmy się z władzą umawiali.

Dzięki tej patologicznej zależności Pan Kaczyński mógł pozwolić sobie na bezkarne udzielenie urzędnikom „dobrej zmiany” instrukcji, czym powinni się kierować w wypadku wystąpienia konfliktu interesów na linii państwo – obywatel. Najpierw K… My!…(Odys)

polecam również: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach.

Ivan Vladimirov – Погром винного магазина (rabunek sklepu z alkoholem)

 

Rzadkość zasobów w polemice z antyekonomią granic, dyskryminacji i importu (Frederic Bastiat o równowadze handlowej). Nie samym chlebem żyje człowiek czyli o bogactwie i moralności.


Frederic Bastiat (ekonomia, przewidywalność, skutki, zysk, strata)

„…Głos ulicy uważa, że ekonomia to tylko dziedzina wiedzy ludzkiej, a nie zbiór zewnętrznych, niezależnych od ludzi praw wynikających z natury rzeczywistości. Sami zresztą piszą:

„Prawa ekonomii nie są niezależnymi od nas prawami logiki czy matematyki ani prawami przyrodniczymi.”

Ach, no tak, zatem rzadkość zasobów (scarity of resources) [Starve the state! #24 – Lekcja ekonomii dla lewaków, czyli o rzadkości dóbr – 31.01.2016] to czysty wymysł człowieka? W rzeczywistości dysponujemy nieskończonymi zasobami węgla, ropy naftowej, złota, diamentów i wszystkiego innego, ale ktoś się pomylił, napisał w książce ekonomicznej, że zasoby są rzadkie i dlatego świat męczy się z fikcyjnymi problemami ekonomicznymi? A co z ceną rynkową? Z czego, Panowie-reformatorzy, wynikają ceny? Też są sztucznie ustalane? Nie maja nic wspólnego z  podażą, popytem, wartościowaniem? Katalaktyka to także, jak rozumiem, arbitralna dziedzina wiedzy nie mająca nic wspólnego z realna rzeczywistością?

No dobrze, dyskusja z nimi na poziomie teorii nie ma sensu, uparli się, że można wygrać z prawami natury i tyle – natura boleśnie ich za to ukarze, gdy mając w szafce 100 gramów mąki spróbują upiec kiedyś 20 kg chleba 😉 Lepiej zająć się faktycznymi postulatami, jakie napotykamy w kolejnym wpisie naszych reformatorów z ulicy zatytułowanym „Chleb rodzi się na polu, nie w banku”.

„Zamyka się dwie szkoły, żeby utrzymać trzecią.”

A o nauce jaka jest demografia i aktualnej piramidzie demograficznej słyszeliście? Kto ma chodzić do tej trzeciej szkoły? Duchy? Kogo maja uczyć nauczyciele tam pracujący?

„Likwiduje się dwa szpitale, żeby utrzymać trzeci.”

Rozumiem, że lepiej będzie, jeśli zbankrutują wszystkie trzy naraz, bo dwa rentowne będą dopłacały do tego trzeciego, nierentownego?

„Zwalnia się ludzi z pracy, żeby kupić maszyny.”

Panowie, wyobraźcie sobie hipotetyczna sytuację: prowadzicie prywatne przedsiębiorstwo, zatrudnijcie 20 robotników i płacicie im po 1500 zł na miesiąc, czyli 30.000 zł miesięcznie. Robotnicy produkują co miesiąc dobra które sprzedacie za 35.000 zł. Inne koszty działania fabryki, sprzedaż i reklama to 4 tysiące zł. Zostaje Wam 1 tysiąc zysku. Możecie zastąpić 10 pracowników dwiema maszynami, których koszt pracy wynosi 3 tysiące złotych miesięcznie. Bilans: (10×1500)+(2×3000)+4000= 25.000 zł. 35.000-25.0000=10.000 zł. Pytanie do Was: zatrudniacie dalej 20 robotników, czy kupujecie maszyny? Zapewne powiecie, że dla „dobra ogólnego” byście zatrudniali. To teraz troszkę urealnię ten przykład – wszyscy konkurenci kupią maszyny, będą mogli obniżyć o 20% cenę swoich dóbr i wasz towar przestanie się sprzedawać. Bankrutujecie. Proste?

„Mówią nam, że w Polsce nic się nie opłaca. Nie opłaca się tanio budować, nie opłacają się szkoły, szpitale, koleje, kultura.”

Opłaca się, ale minimalnie. Opłacałoby się bardziej, ale rząd nakłada gigantyczne podatki, multum regulacji, zakazów, nakazów, utrudnień, licencji, koncesji i jeszcze ustala płacę minimalną, kontrole skarbowe, sanitarne, środowiskowe i cholera wie co jeszcze.

„Rolnictwo najlepiej zredukować, zamknąć kopalnie, huty, fabryki.”

Jeśli mam do wyboru, aby z moich podatków dofinansowano nierentownego chłopka ze wschodniej Polski, który nawet nie uprawia swojego pola, bo Unia mu za to płaci, aby nie uprawiał, to wolę, aby rolnictwo zlikwidowano, pieniądze pozostały w mojej kieszeni i żebym mógł kupić zboże z Brazylii, Chin albo skądkolwiek, gdzie ludzie jeszcze nie stracili rozumu.

„Tak jest, ale czy tak musi być?”

Oczywiście że nie musi – są dwa wyjścia. Możemy uciąć chciwe łapska rządowych złodziei i unijnych biurokratów oraz sypiających z nimi w jednym łóżku bankierów i korporacje i wprowadzić prawdziwy wolny rynek albo – zgodnie z Waszymi postulatami – wprowadzić jakieś wariacje na temat socjalizmu, gdzie „kredyt jest publiczny” a prawa ekonomii nie są brane pod uwagę. Kambodża, Związek Sowiecki, Chiny Mao – oni wszyscy tez myśleli, że ekonomia to burżuazyjne wymysły….”

całość tu: Chleb nie rodzi sie na polu, tylko w piekarni…. czyli krótki komentarz na majaki Głosu ulicy.

„…Narzędziem do przeciwdziałania importowi są cła. (…) to nie JA dysponuję wpływami z ceł, a państwo. I nie jest to dla mnie dobre, bo płacąc cło, mam mniej pieniędzy. Ale posiada je państwo, a ono — jak mówił inny profesor — działa dla wspólnego dobra, w tym również i mojego. No więc sprawdźmy, czy to państwo działa na rzecz naszego dobra. Ono za te pieniądze na przykład buduje drogi, lotniska, czy stadiony. Może to i dobrze, bo dzięki tym drogom, mogę sprawniej zaimportować mój nowszy samochód. Ale nie należy nie dostrzegać, w jaki sposób ono to robi. Drogę, której nie było, a teraz jest, trzeba odśnieżać i remontować. Droga, której nie było, to nowy koszt, którego nie było, a teraz jest. Jeżeli budowa drogi została jeszcze nawet tylko częściowo sfinansowana długiem, to obsługa długu jest też kosztem, którego nie było, a teraz jest. W taki oto sposób koszty, których nie było, a się pojawiły generują potrzebę wprowadzenia nowych ceł. Ponieważ państwa są zmuszone ponieść ciężar nowych kosztów, to są zmuszone poszukać kogoś, komu by tu jeszcze ochronić jego „miejsce pracy”. Na siłę. Takie: nie „chcem”, ale „muszem”.

Nie należy nie dostrzegać jeszcze innego aspektu spraw, związanych z cłami. Importować można, gdy się chce albo się musi. Muszę importować, gdy nie jestem w stanie czegoś wyprodukować u siebie nie dlatego, że nie chcę, a dlatego, że nie umiem. Ostatnio czytałem na przykład, że nie jesteśmy w stanie w Polsce wyprodukować podwozia do jakiejś haubicy i zrobią to dla nas Koreańczycy. Tak samo jak pojedynczy ludzie nie umieją robić wszystkiego, tak całe społeczeństwa nie umieją produkować wszystkiego. Nikt nie jest samowystarczalny, samowystarczalne nie są gminy, powiaty, województwa, czy państwa i takie jest prawo przyrody, że z tego powodu musimy wejść w relację z drugim człowiekiem, czy grupą ludzi. To się nawet opłaca i to nie tylko dlatego, że dzięki takiej współpracy mogę mieć coś, czego nie jestem w stanie wytworzyć sobie sam. Wiemy to choćby od takiego Ricardo, który jeszcze do tego udowodnił, że oprócz tego, że na takiej współpracy korzystam zarówno ja, jak i ten drugi, to bardziej na tej relacji korzysta biedniejszy z nas. Natura wspomaga biedniejszego. Bogacimy się obydwaj, ale biedniejszy z nas bogaci się w szybszym tempie. Z samego tylko podjęcia współpracy są więc korzyści, a do tego dochodzi jeszcze zjawisko synergii, które w świecie przyrody jest czymś powszechnym… Straszliwie to wszystko skomplikowane…

…Mój samochód zaimportowałem, bo uważałem i uważam, że leży to w moim interesie. Przypuszczam, że poprzedni właściciel wyeksportował go, bo uważał, że taki jest jego interes. Korzyści z importu i eksportu mają importer i eksporter. Jeżeli moim celem jest import, a eksport tylko środkiem do tego celu, to nakładając cła na import — nakładam je sam na siebie i nie działam we własnym interesie. I jeżeli cła, spływające do budżetów państw są używane do tworzenia nowego kapitału tych państw, który nie daje zwrotu (niektóre stadiony, drogi, lotniska), a który z kolei trzeba odtwarzać, co generuje dług i nowe koszty, to państwa muszą wymyślać nowe cła i chronić jakieś inne „miejsca pracy”, bez zastanawiania się już nad tym, czy ta ochrona ma sens. Bez względu na wszystko, potrzebne są wtedy nowe cła, aby obsłużyć nowe koszty. Te państwa przypominają człowieka, który siedzi na wózku, znajdującym się na równi pochyłej, na dole której czeka katastrofa. Jeżeli przy tym przez wprowadzanie nowych ceł zniewalają one ludzi, to po pierwsze muszę być Matce Naturze wdzięczny za tę katastrofę, bo ona przywróci mi wolność…

ostatnio usłyszałem od jednego profesora, że inflacja jest „dobra”, a deflacja „groźna” i że trzeba koniecznie ją zwalczać. (…) mam dysonans, bo to przecież w warunkach deflacji mogę sobie coraz więcej kupić za tę samą kwotę. To dzięki deflacji mam coraz więcej, nawet tylko leżąc na kanapie i dłubiąc w nosie. Staram się jednak nie poddawać chorobie, walczę z nią ile mam sił i próbuję dalej sobie wmawiać, że jeśli od lat zarabiam ciągle tyle samo, to inflacja jest dla mnie mimo wszystko dobra, choć dzięki niej mogę sobie coraz mniej za mój stały zarobek kupić…” (Leszek Rydzak – O granicach, dyskryminacji i imporcie)

Frederic Bastiat – Równowaga handlowa (genialny esej) 🙂

Frederic Bastiat (prawo naturalne, Bóg, państwo opiekuńcze, dotacje, subwencje, cło, podatki, opieka społeczna, socjalizm, wolność, etatyzm, biurokracja, urzędnicy)

„…Zdaniem Smitha o ile wyraźnie przeceniamy znaczenie nagromadzonego bogactwa dla naszego szczęścia, o tyle należy pamiętać, że właśnie dzięki ambicji powołano do życia rolnictwo, zbudowano miasta, odkryto wielkie prawdy naukowe i stworzono dzieła sztuki, które „upiękniają życie ludzkie”. Według filozofa właściciel dużego gospodarstwa, który nadzoruje pracę na swoich polach, wyobraża sobie, że jest w stanie to wszystko skonsumować, co Smith ujmuje następująco: „Popie oczy, wilcze gardło, co zobaczy, to by żarło”. Gdy więc właściciel ten nabywa więcej ziemi, aby ją uprawiać, wówczas uważa, że robi to, aby zaspokoić swój ogromny apetyt. Tymczasem pragnienia tego człowieka okazują się tak naprawdę dość ograniczone. Ostatecznie i tak musi się podzielić nadwyżkami produkcji, zatrudniając ludzi do pracy na roli, do prowadzenia domu, do dbania o ogród i do pielęgnacji wozów. Wszystko to zapewnia godne życie dziesiątkom innych ludzi.

Oto podsumowanie tego, co zdaniem Smitha osiągają w rzeczywistości ludzie o wygórowanych ambicjach: Niewidzialna ręka prowadzi ich do dokonania nieomal takiego samego podziału artykułów pierwszej potrzeby, który by następował, gdyby podzielić ziemię na jednakowe części między wszystkich jej mieszkańców, i w ten sposób samorzutnie i bezwiednie przyczynia się do zwiększenia korzyści społeczeństwa i dostarcza środków do rozmnażania gatunków. Dzieląc ziemię między kilku właścicieli, Opatrzność nie zapomniała ani nie pominęła tych wszystkich, których jakoby pozostawiła bez przydziału…

…Filozof powiada, że nosimy w sobie silny impuls i wielkie ambicje, które nam jako jednostkom służą kiepsko, ale ostatecznie wyprowadziły nas z jaskiń do słońca cywilizacji. Myślę, że to komplement, choć dość nieoczywisty.

…Zanim Albert Einstein stworzył teorię względności, zanim Auguste Rodin wyrzeźbił Mieszczan z Calais, zanim powstały wieża Eiffla i budynek Chryslera, zanim Brutus założył Londyn, zanim pierwszy człowiek zdał sobie sprawę, że można zasiać ziarno i poczekać, aż urośnie, zanim zakorzeniona głęboko w nas ambicja wywołała te wszystkie zmiany w warunkach bytowania człowieka, byliśmy podobno myśliwymi i zbieraczami żyjącymi w małych bandach albo klanach. Przetrwanie stanowiło szczyt marzeń tak trudnych do spełnienia. Życie było bardzo kruche, śmierć przychodziła wcześnie i często.

W takim świecie sposób, w jaki wchodziliśmy w interakcje ze sobą, był dosłownie sprawą życia i śmierci. Nie istniały firmy ubezpieczeniowe, które chroniłyby naszą dzidę. Nie było rządów, które wypłacałyby zasiłki chorobowe, gdybyś złamał nogę w pogoni za obiadem. Ludzie musieli polegać na sobie w bardzo dużym stopniu. Podstawą było zaufanie. Niezdolność do dołożenia się, do udzielenia pomocy, do wykonania swojej części obowiązków musiała być karana cały czas i dość tanio, początkowo za pomocą wstydu i złości, a z czasem poprzez wykluczenie i wygnanie, jeżeli sytuacja nie uległa zmianie. Każda rodzina, każda większa rodzina, a może i każda grupa czy każdy klan, dzielili się ze sobą tym, co mieli, z konieczności.

…Współczesna postać aktywności gospodarczej bardzo się różni od tej, którą znali nasi przodkowie. Obecnie konieczne są bowiem zupełnie inne normy społeczne i rozwiązania prawne, które umożliwiają nam wymianę handlową. Jak wskazał Leonard Read, nawet bardzo prosty produkt, taki jak ołówek, wymaga nieskoordynowanej współpracy milionów ludzi. Ten niezwykły rodzaj współpracy, która się wyłania bez udziału żadnego menedżera, tylko dzięki ludzkiej skłonności do „umowy, wymiany i kupna”, często określa się mianem rynku — choć jego podręcznikowa wersja pozostaje oczywiście mechanistyczna. Smith rozumiał, że proces ten ma charakter organiczny i jest bardzo złożony.

Kiedy dzwonimy do dostawcy albo nawet do kogoś z naszej firmy, lecz na drugim końcu kraju, mamy styczność z obcą osobą, której nasz dobrostan prawie na pewno jest obojętny. Oczywiście istnieją normy kulturowe, które tonują egoizm w tego rodzaju sytuacjach. Równie istotne są zasady łagodzące konkurencję — moje pragnienie wykorzystania klienta, który jest mi obcy, zostaje powściągnięte przez niebezpieczeństwo, że osoba ta pójdzie do konkurencji. Wkrótce odkrywamy, że jeżeli będziemy się zachowywali tak, jakbyśmy dbali o swoich klientów — choć tak naprawdę nie obchodzą nas ich losy — zyskamy większe szanse na sukces. Miejsce pracy jednak nigdy nie będzie przypominało naszego domu.

W tym samym okresie, kiedy wchodzimy w dorosłe życie — i zaczynamy mieć styczność z właścicielami, pracodawcami, konkurentami w biznesie — często zakładamy rodzinę. Wtedy znów widzimy ostry kontrast między pełnym miłości światem małżeństwa i rodzicielstwa, gdzie wszystko jest wspólne i współpraca wyrasta z miłości, a mniej przyjaznym światem pracy, gdzie współpraca jest sprzężona z potencjalnym zyskiem i obawą przed poniesieniem strat.

Światy te są zupełnie różne. (…) Według von Hayeka chcemy próbować choć trochę upodobnić makroekonomię do mikrokosmosu naszej rodziny, biorąc obowiązujące w niej normy równości i przenosząc je, za pomocą ustroju politycznego, na całe społeczeństwo.

Von Hayek uważał, że wskutek rozciągnięcia norm obowiązujących w rodzinie na całe społeczeństwo znaleźlibyśmy się na drodze do tyranii. Nie wiem, czy Smith zgodziłby się z tym stwierdzeniem; socjalizm, marksizm, komunizm w 1759 roku jeszcze nie istniały. Filozof jednak przeczuwał, że nie możemy przenosić miłości i zainteresowania innymi ludźmi (zarówno bezinteresownego, jak i egoistycznego) poza krąg najbliższych nam osób. Możemy tylko udawać, że to robimy…

Na szczęście nie muszę kochać dyrektorów generalnych fabryk, gdzie produkuje się zastawki, samochody, które spalają sześć litrów benzyny na 100 kilometrów, albo iPhone’y. Jednocześnie owi dyrektorzy nie muszą kochać mnie. Czynią moje życie łatwiejszym i bardziej interesującym, mimo że nigdy mnie nie zobaczą ani tym bardziej nie poczują do mnie tego, co czuje moja rodzina. I dobrze. Szukasz miłości? Rozejrzyj się wokół siebie. W życiu i tak mamy bardzo mało tego cennego uczucia, więc zarezerwujmy je dla tych, z którymi się widujemy na co dzień. Kochaj lokalnie, handluj globalnie.” (Russ Roberts)

Fragment książki „Jak Adam Smith może odmienić Twoje życie. Zaskakujące rozważania o ludzkiej naturze i szczęściu”

polecam lekturę całości tu: „Czytając Adama Smitha (2). O bogactwie i moralności”

„…Człowiek dąży do zaspokojenia potrzeb wyższych, ale nie jest to możliwe bez uprzedniego zaspokojenia fizycznego głodu. Jest to uczucie, które człowiek doznaje każdego dnia. Tylko na pierwszy rzut oka jedzenie należy do prozaicznych czynności. Ludwig von Mises, dwudziestowieczny austriacki filozof i ekonomista twierdzi, że celem działającego człowieka jest zawsze usunięcie dyskomfortu w przyszłości i nie dotyczy to przyszłości w ogóle, ale konkretnego odcinka czasu w najbliższej przyszłości. Ludzkie życie uwarunkowane jest przez czynniki naturalne. Najważniejszym zadaniem człowieka jest więc ciągłe zmaganie się z ograniczeniami, które nakłada na niego natura. Tym działaniem, to znaczy świadomym dążeniem do możliwie jak najskuteczniejszego wyeliminowania dyskomfortu, zajmuje się ekonomia. Dzisiaj ekonomia głównego nurtu została jednak postawiona do góry nogami…

sposób rozumowania, który zakłada, że dobrobyt człowieka nie jest ograniczony rzadkością, jest jedną z największych iluzji ekonomicznych naszych czasów. Rzadkość dostępnych zasobów niezbędnych do przetrwania nie jest sztucznym wytworem ustanowionym przez człowieka. To taki, a nie inny świat jest miejscem stworzonym i danym człowiekowi przez Boga, gdzie ma on dążyć do swojej doskonałości i swojego zbawienia. Nie ma innego świata. Każda próba wyobrażenia sobie innego świata i próba wprowadzenia go w życie jest szatańską pokusą…

…W świecie na co dzień zmagamy się z rzadkością zasobów w stosunku do nieograniczonych potrzeb. Miejsce pustynne jest miejscem szczególnym, gdzie doświadczamy tej rzadkości. Jezus zabiera nas dzisiaj na pustynię, gdyż doskonale wie, że jest to idealne miejsce, gdzie możemy nauczyć się tego, co to znaczy być wewnętrznie wolnym. To doświadczenie jest niezbędne do tego, by móc później w życiu podejmować odpowiednie decyzje wolne od instynktownych czynników.

Dobra materialne są moralnie obojętne. Pisał o tym w II wieku Klemens Aleksandryjski w traktacie o stosunku do dóbr materialnych zatytułowanym „Który człowiek bogaty może być zbawiony”. To tylko od człowieka zależy, czy będzie ich używał dobrze albo źle. Rzeczy materialne powinny być tylko środkami do osiągnięcia innych, wyższych pragnień

…Cele ostateczne człowieka w ekonomii nie podlegają ocenie z punktu widzenia absolutnych standardów, gdyż nikt nie ma prawa decydować o szczęściu drugiego człowieka. Ekonomiści nie mają tutaj nic do powiedzenia. Cele te są subiektywne i dlatego każdy sam musi je sobie wyznaczyć. Nie ma to jednak nic wspólnego z relatywizmem moralnym, gdyż każdy człowiek sam musi odkryć Boga jako cel swojego życia. Nie jest to łatwe, gdyż nasze życie w ziemskim pielgrzymowaniu nie istnieje bez pokus. A pokusy istnieją dlatego, gdyż występuje rzadkość danych nam przez Boga zasobów do przeżycia…” (ks. Jacek Gniadek)

całość tu: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…” (Jak zbudować własną skalę wartości?)

…świadomość ograniczonych zasobów (posiadają ją zwłaszcza ci którzy zaznali głodu i niedostatku) uczy nas jeszcze czegoś – poszanowania dla ludzkiej pracy i przedsiębiorczości. Tak przynajmniej było kiedyś, ale dziś z tą świadomością jest coraz gorzej. Sytość i przesyt zostały uznane za „naturalne” prawo każdego „cywilizowanego” człowieka, i stały się celem samym w sobie. Być może ludzkość potrzebuje totalnej katastrofy która wywoła ogólnoświatowy głód i kryzys dostępu do zasobów, żeby wrócić na drogę przedsiębiorczości i powrotu do poszanowania prawdziwego prawa naturalnego, gdzie zaspokojenie potrzeb to uczciwa zapłata adekwatna do włożonej pracy… (Odys)

podobne: Niewidzialna ręka rynku wg. Adama Smitha. Kisiel: Nie ufać fachowcom. a także: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną. oraz: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. i to” Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach. polecam również: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy.

Jan Paweł II (mieć, być, bogactwo)

Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)


Albert Einstein (niebezpieczeństwo, zło dobro, ignorancja, bezczynność, ludzie)

„Prawo zdeprawowane! I policja, władza państwa zdeprawowana razem z nim! Prawo, twierdzę, nie tylko odwróciło się od swojego właściwego zadania, ale zostało zmuszone do osiągnięcia całkowicie przeciwnego celu! Prawo stało się narzędziem siły każdego rodzaju chciwości! Zamiast powstrzymywać przestępstwo, prawo samo jest winne przestępstwom, które mniema się, że powinno karać! Jeśli to jest prawdziwe, to jest to poważnym faktem i moralny obowiązek wymaga ode mnie by zwrócić uwagę na to moich współobywateli.”

„Jeden z najważniejszych tekstów Fryderyka Bastiata napisany na krótko przed jego śmiercią w 1850 r. Treść niezwykle aktualna również w dzisiejszych czasach. Czyta profesjonalny lektor p. Tomasz Agencki”. Źródło: bastiat.pl

podobne: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? oraz: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność i to: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. a także: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”?

Frédéric Bastiat – Prawo

„…Sprawiedliwość nie jest zemstą. Także nasze działania na rzecz lustracji nie miały nic wspólnego z zemstą czy odwetem. To była przede wszystkim próba zbudowania nowych struktur państwa i służby publicznej, także z udziałem byłych konformistów i byłych komunistów, aż do zdrajców włącznie. Podstawowym kryterium wykluczenia z nowych struktur służby publicznej był brak wiarygodności danej osoby, uniemożliwiający dalsze pełnienie przez nią wysokiej funkcji publicznej; dopiero w drugim rzędzie prawna kwalifikacja ich czynów z przeszłości.

Ci, którzy zostali wykluczeni ze służby publicznej w procesie lustracyjnym, nie mieli owej wiarygodności, ponieważ wcześniej za plecami swoich współobywateli pracowali przeciwko nim oraz czerpali ze swojej bez wątpienia uprzywilejowanej pozycji konkretne korzyści, których inni nie mieli. Można powiedzieć, że w wyniku podjętej współpracy z dyktaturą, ich sytuacja była nieporównanie lepsza od tej, w jakiej znajdowali się wszyscy pozostali. Jeśli mieli na przykład konflikt z prawem, mogli uniknąć procesu przed sądem i kary dzięki interwencji służby bezpieczeństwa. To była oczywista forma uprzywilejowania. Mogli być także faworyzowani w pracy zawodowej, mogli mieć ułatwioną drogę kariery i często też tak właśnie było. Jest dla mnie sprawą zupełnie oczywistą, że to właśnie ten element uprzywilejowania jest argumentem na rzecz bardziej surowego potraktowania tych ludzi dzisiaj.

Tutaj nie chodzi o dokładne rozstrzygnięcie, kto z nich był dobry, a kto zły, ale o stwierdzenie, kto z nich nadal nadaje się do pracy w służbie publicznej, a kto nie. Jest to motywowane pragnieniem wyrównania krzywd i odpowiedzialnością za ustanowienie nowych struktur państwa

…Zakładam, że także w Polsce były różne rodzaje nieoficjalnej współpracy. Byli więc tacy, których zmuszano do składania podpisów, inni podpisywali dobrowolnie, jeszcze inni byli po prostu gadatliwi i nieostrożni albo kierowali się jakimś rodzajem lewicowego idealizmu. Na pewno trzeba na te wszystkie przypadki patrzeć w sposób zróżnicowany i nie można każdego nieoficjalnego współpracownika uznać od razu za łajdaka i zdrajcę. Można natomiast powiedzieć, że oni wszyscy przekroczyli pewną granicę, na którą większość ich kolegów miała baczenie

…Jaspers powiada: wina nie jest tylko problemem karno-prawnym. Jeśli zdefiniujemy ją tylko w aspekcie prawa karnego, to jedyną odpowiednią instancją do jej oceny jest sąd. Wina ma jednak również kontekst osobisty, moralny, ale wtedy sąd przestaje być odpowiednią instancją do jej rozpatrywania. Taką instancją stają się inni, przede wszystkim ci, wobec których dopuszczono się niesprawiedliwości. Do tego dochodzi jeszcze wymiar metafizyczny i teologiczny.

Kiedy więc chodzi o wykroczenia, wymierzone w innych ludzi, nie powinniśmy zbyt pochopnie rezygnować z możliwości zdobycia realnej wiedzy o nich, z przeanalizowania ich charakteru, z poszukiwania prawdy. Taka postawa w istocie czyni ludzi bezbronnymi wobec zła. Jeżeli bowiem państwo nie podejmuje swojej roli w organizowaniu warunków sprawiedliwości, to tym samym daje wyraźny sygnał, iż w istocie nie wierzy w to, aby ludzie potrafili dokonywać właściwych wyborów w krytycznych moralnie sytuacjach. A przecież chodzi tylko o to, aby dać ludziom możliwość zdobycia wiedzy, dzięki której mogą ustalić swój pogląd i właściwą ocenę, trzeba tylko otworzyć archiwa, dostarczyć informacji i ustalić, jakie kryteria będą nas wszystkich obowiązywać w dążeniu do prawdy. Nie wystarczy mieć sędziów, potrzebne są także spisane reguły, które będą ich obowiązywać.

…Jeśli weźmiemy przykład Pańskiego kraju, to zobaczymy w jak paradoksalnej sytuacji znaleźli się dzisiaj byli opozycjoniści prześladowani przez służbę bezpieczeństwa. Mogą jedynie oszołomieni przyglądać się bezradnie, jak byli funkcjonariusze robią kariery na najwyższych szczeblach państwa, a jedyne, co im pozostaje, to tylko krzyczeć z wściekłości. (…) Tym ludziom pozostała tylko wściekłość, ponieważ państwo nie wykonało swojego obowiązku, swojego podstawowego zadania, jakim jest sprawiedliwość. I należałoby wprost zapytać, dlaczego państwo w Polsce uchyliło się od tego zadania. Chciałbym na koniec wrócić jeszcze do jednej bardzo ważnej kwestii. Mówiłem wcześniej o syndromie taniej łaski. To pojęcie pochodzi od Dietricha Bonhoeffera. W swoich teologicznych pracach zwracał uwagę na to, że nie należy minimalizować aspektu boskiej sprawiedliwości. Nie można traktować Boga jak dobrego wujka, który – chyba powiedział to Wolter – po prostu ma przebaczać, bo to w końcu jest jego zawód. I w tym teologicznym kontekście Bonhoeffer sformułował problem taniej łaski. Problem ten pojawia się zawsze wtedy, kiedy ludzie nie chcą znać prawdy, kiedy nie chcą jej dociekać. Dlatego uważam, że wybaczenie, pojednanie jest praktycznie niemożliwe, jeśli nie posiadamy wiedzy na temat przeszłości lub mamy jedynie okruchy tej wiedzy…” (Joachim GAUCK)

całość tu: „Sprawiedliwość jako warunek pojednania”

„Gdy wybuchł ostatni skandal z Lechem Wałęsą i tzw. szafą Kiszczaka, prezes IPN wystąpił z apelem, aby ubecy pooddawali ukradzione dokumenty. Chyba sobie żartował. Ludzie, których przez ponad ćwierć wieku nie rozliczono za mordy polityczne popełnione podczas 45 lat trwania komuny mieliby odszukać przyzwoitość w swoich sercach i potulnie odnieść władzom kartony sprywatyzowanych raportów i teczek operacyjnych? Można się modlić, aby tak się stało, ale liczyć na to raczej jest naiwnością, być może oprócz paru wyjątków.

Ponadto, dlaczego niby tajni policjanci PRL mieliby pozbywać się źródła dochodu? Przecież wyniesione akta to źródło wiedzy o konkretnych ludziach. Ludzi tych się prowadziło i przed, i po 1989 r. Właściwie tylko garstka umoczonych miała odwagę cywilną publicznie przyznać się do swoich grzechów. To świetnie załatwiało sprawę, bo wszystko wyszło na jaw i nie było na nich już haków. Ale większość zataiła swoją współpracę, a to już ze wstydu, z nadzieją, że wszystko się skończyło (przecież „padła komuna”, nie?) czy z przyzwyczajenia brnąc nadal w kłamstwo. I najważniejsze: milczano, bowiem czerpano z tego brudnego układu wymierne korzyści. Nawet gdy umoczeni ludzie wzbili się na wyżyny finansowe dzięki brudnym układom i wydawało im się, że pieniędzmi wyemancypowali się z jarzma swych oficerów prowadzących, zwykle kupując sobie potężniejszych goryli-ochroniarzy, to i tak przecież funkcjonowali w ramach stworzonego w 1989 r. układu okrągłostołowego, czyli postkomunistycznego. I w tym sensie widmo przeszłej współpracy wlokło się za nimi. Byli nadal podatni na szantaż. Ich sukces opierał się na podłości, kłamstwie i złu…

Od 27 lat ten ten sam modus operandi, to ten sam swołocz transformacji.

…czyli zachowania z systemu komunistycznego jak najwięcej form, symboli i personelu na prominentnych stanowiskach w polityce, gospodarce, społeczeństwie i kulturze. Co krok kłaniają się nie tyle zaniedbania czy nawet zaniechania, ale wręcz kryminalna bezkarność ubeków. Bezkarność ta wpisana była w proces transformacji systemowej. Trzeba z tym zerwać, trzeba ich w końcu rozliczyć. Posłowie PiS powinni uchwalić odpowiednie prawodawstwo. Najpierw zaproponować amnestię 24 godzin (mieli 27 lat), a następnie wystąpić do IPN o bazę danych ubeków. Każdego przesłuchać prokuratorsko pod przysięgą, każdemu zajrzeć w brudne interesy. Odebrać zrabowane dokumenty, zlustrować gospodarczo. Każdego…” (prof. Marek Jan Chodakiewicz – Rozliczyć ubeków)

podobne: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów. oraz: Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dysonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”). i to: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce.

A oto przykład na żywym organizmie owego modus operandi transformacji…

„Piotr Puchta – funkcjonariusz wojskowych służb specjalnych PRL, którego karierę w Zarządzie II Sztabu Generalnego WP, poprzedniczce WSI, wspierali generałowie Kiszczak i Jaruzelski został postawiony na czele ważnego departamentu MSZ. Jego ojciec Janusz Puchta był wiceszefem WSI i wieloletnim agentem II Zarządu Sztabu Generalnego WP w PRL.

Ojciec i syn specjalizowali się w stosunkach polsko-izraelskich. Jako to możliwe, że rząd Beaty Szydło pielęgnuje takiego dyrektora w tak ważnym resorcie? Chcemy wierzyć, że to jedynie wypadek przy pracy.

Biogramu Piotra Puchty darmo szukać w Internecie. Oficjalne notki biograficzne podają jedynie lakonicznie, że pracę w MSZ rozpoczął w… 1985 r. Jak ustaliliśmy przez wiele lat Piotr Puchta (syn wiceszefa Wojskowych Służ Informacyjnych) pracował w Izraelu i był oficerem spec służb wojskowych kierowanych przez gen. Kiszczaka w słynnej później z czasów WSI jednostce 3362 (pod takim samym numerem co Zarząd II funkcjonowały potem WSI). Teraz jest szefem Departamentu Afryki i Bliskiego Wschodu w MSZ kierowanym przez ministra Witolda Waszczykowskiego z PiS, co potwierdziło nam biuro prasowe ministerstwa.

Historia Puchty juniora, a tym bardziej jego ojca, zapisana na kartach w IPN balansuje pomiędzy tym, co prawdziwe, a tym, co niedopowiedziane. Chociaż sam zainteresowany dla systemu IPN nie istnieje, „Warszawskiej” udało się go znaleźć tam, gdzie się jego biogramu spodziewaliśmy…

Dziennikarskie śledztwo „Warszawskiej Gazety” wprost od Ahmada Sameha Abu Mizera opisanego w tekście „Mossad na serwerach” doprowadziło do dzisiejszego dyrektora w MSZ.

W czasach PRL Piotr Puchta pomagał w Tel Awiwie niekryteryjnemu dla bezpieki Abu Mizerowi załatwić stały pobyt w Polsce Ludowej. Palestyńczyk rozpracowywany był zarówno przez polską jak i prawdopodobnie palestyńską służbę bezpieczeństwa pod kątem współpracy z wywiadem izraelskim. Choć był „niepożądany” ze względu na „bezpieczeństwo państwa”, Puchta zdecydował, że napisze z prośbą w jego imieniu do polskich bezpieczniaków w PRL.

To właśnie w tych teczkach z zasobów IPN „Warszawska” po raz pierwszy natrafiła na obecnego podwładnego ministra Waszczykowskiego.

Materiały, do których dotarliśmy mrożą krew w żyłach. Podobnie jak w przypadku Ahmada Sameha Abu Mizera na podstawie tej historii może powstać dobry szpiegowski film. Cały materiał opublikujemy w wydaniu papierowym „Warszawskiej” 18 marca 2016 roku.” (Magdalena Myk, Robert Wit Wyrostkiewicz – Oficer wojskowej „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)

podobne: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS” oraz: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI?

Ten „przypadek” (i dwa kolejne o których również będzie mowa) wPISuje się  dość jednoznacznie w to co od wielu lat powtarzam i na co zwracałem uwagę ostatnio pisząc, że o największych „ludziach honoru” uciekających przed „rozliczeniem” z pewnością się dowiemy z komunikatów prasowych, bo media „niezależne” będą trąbić z wielką egzaltacją, jak to PIS samym swoim „majestatem” robi „porządek”. Natomiast o tym ilu z tych nieodrodnych synów ludowej rzeczypospolitej zachowa swoje posadki uzyskując status „naszych sukinsynów” (jeśli przysięgną lojalność nowej władzy) nie dowiemy się zbyt szybko. Jeśli jednak  przypadkiem się dowiemy, to będzie nam to z pewnością dobrze wytłumaczone. W przeciwnym wypadku ci ludzie będą się bronić przed ujawnieniem, strasząc kogo trzeba wiedzą na temat co niektórych aparatczyków z PISu 🙂 Bo taka jest cena za bycie partią „kompromisu” i zadawnionych układów rodem z Magdalenki, oraz kadrami z PZPRu (więcej tu: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza i tu: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta). Wpisuje się to również bardzo „niefortunnie” w niedawną „dziwną” wypowiedź Pana Dudy odnośnie tajnych współpracowników. Tego Dudy co to prezydentem (to znaczy obrońcą) „wszystkich Polaków” został i chyba już wiem co to znaczy „wszystkich”… (Odys)

„…Prezydent Andrzej Duda skomentował sprawę teczki dotyczącej Jerzego Zelnika. Dokumenty na temat aktora miały zostać znalezione w IPN. Sam Jerzy Zelnik wydał w tej sprawie oświadczenie.

Prezydent pytany o sprawę Zelnika wypowiedział się w sposób dość zaskakujący.

Jaki był wpływ pana Jerzego Zelnika na rzeczywistość po 1989 roku? Bo nie o to chodzi, czy ktoś współpracował czy nie, bo było ich wielu. Można to spokojnie pominąć, ale problem polega na tym, jaki i który z nich miał wpływ na zmiany na polską rzeczywistość po 1989 roku i na ile przeszłość agenturalna była jawna. Na ile w związku z tym można było poprzez daną osobę wywierać wpływ na polską rzeczywistość polityczną

— ocenił prezydent. Dodając, że „w przestrzeni tego wpływu pan Jerzy Zelnik nie miał zasadniczo żadnej siły sprawczej”.

Niestety z takim sposobem stawiania sprawy nie można się zgodzić…

nieszczęśliwe słowa Prezydenta Dudy uderzają w bohaterstwo tych, którzy mimo represji, szykan, niszczenia itd. oparli się bezpiece, nie dali się złamać. A takich było przecież niemało. Jak w świetle ich bohaterstwa brzmią dzisiejsze słowa Andrzeja Dudy? Jak w świetle historii bohaterskich postaw oceniać słowa prezydenta…

Przecież właśnie chodzi o to, że niektórzy dali się złamać – z bardzo różnych powodów – a inni nie. I dziś tylko jedna z postaw jest godna pochwały. Postawa tych, którzy się dali złamać nie. Nie chodzi o to, by ludziom współpracującym przekreślać na całe życie, chodzi o to, by piętnować postawy, które były de facto szkodzeniem innym ludziom i szkodzeniem wolnej Polsce. Próba wskazywania, że nie ma znaczenia, czy ktoś coś podpisał w PRL-u czy nie, jest przykładaniem ręki do niszczenia jasnych wartości – rozróżnienia dobra i zła. Bo jeśli współpraca z bezpieką PRL-owską nie będzie zła, jeśli nie będzie to jednoznacznie oceniane przez Polaków, nie uda nam się zbudować jasnego katalogu wartości.

Decyzja o uwikłaniu się we współpracę z bezpieką była zła. Sugerowanie, że dziś tamte decyzje nie mają wartości moralnych jest dla społeczeństwa szkodliwe…” (Stanisław Żaryn – Bardzo nieszczęśliwe słowa prezydenta Dudy)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? i to: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki.

…i kolejny kwiatek…

„Nie podoba mi się to, w jaki sposób Prezydent RP Andrzej Duda potraktował księdza Stanisława Małkowskiego, usiłującego spotkać się z nim i porozmawiać o przyszłości śledztwa w sprawie zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki.

Na poniższym filmie ksiądz relacjonuje ten niemiły i dający do myślenia incydent. W moim odczuciu Kancelaria Prezydenta RP zabawiła się w “głuchy telefon” z kapłanem, który przeszedł już swoje w życiu i płacił przez długie lata wysoką cenę za Prawdę i swoją walkę o Wolną Polskę. Czy tak ma wyglądać zapowiadana przez PiS “dobra zmiana”?

Same frazesy pisane przez podrzędnych kancelistów Prezydenta i odsyłanie niechcianych “petentów”, oczekujących reakcji rządzących na tę ważną sprawę, do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta, to moim zdaniem jakaś chucpa, a nie “dobra zmiana”.(Uparta • niepoprawni.pl – „Głuchy telefon” w Kancelarii Prezydenta)

„…Nie może być tak, że partia, której politycy mają gęby pełne patriotycznych frazesów, nie chce podjąć śledztwa w sprawie śmierci księdza Jerzego. Trzeba zmusić (podkreślam) tych ludzi do jednoznacznych decyzji i deklaracji. To nasz obowiązek. W tej kwestii nie interesuje mnie dobre samopoczucie pana prezydenta ani „racje polityczne” ludzi PiS. Jeśli – z jakichkolwiek powodów, nie podejmą sprawy zbrodni założycielskiej III RP, trzeba ich nazwać wspólnikami matactw i winnymi haniebnego przemilczenia” (Aleksander Ścios)

…Nie pierwszego haniebnego przemilczenia/zaniedbania/zdrady (Narada szczurów czyli… Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską i to: W rocznicę mordu w Jedwabnem. „Pokłosie” błędu Lecha Kaczyńskiego). I kolejny kamyczek prosto z ogródka „dobrej zmiany”:

„Ostatnie zmiany kadrowe w kontrolowanej przez skarb państwa Giełdzie Papierów Wartościowych wskazują, że spółka ta może stać się bezpieczną przystanią dla ludzi Marka Belki, który za kilka miesięcy kończy kadencję szefa NBP.

Już teraz intratną posadę znalazł w niej Michał Kaszuba, jeden z najbardziej zaufanych ludzi Belki. Kaszuba będzie dbał o PR i marketing tej spółki kluczowej dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa – w praktyce będzie decydował o krociowym budżecie marketingowym.

Przypomnijmy, Belka (były premier z ramienia SLD, zarejestrowany przez SB jako TW) był jednym z bohaterów afery taśmowej – wraz z Bartłomiejem Sienkiewiczem omawiał sposoby zabezpieczenia interesów rządzącej wówczas PO. A będąc w NBP, otoczył się dawnymi PZPR-owskimi aparatczykami, z których część widnieje w archiwum IPN-u jako współpracownicy służb PRL-u

źródło: Przystań dla ludzi Belki

…oraz:

„…PiS przed wyborami było głównym krytykiem Marka Belki, szczególnie po ujawnieniu przez tygodnik „Wprost” tzw. nagrań kelnerów w „aferze ośmiorniczkowej”. Teraz nastąpiła zaskakująca zmiana frontu:

– Powiedziałam w jednym z wywiadów prasowych, że Marek Belka będzie kandydatem polskiego rządu i zgłaszamy go oficjalnie

– potwierdziła informacje MF premier na konferencji prasowej, że Belka jest oficjalnym kandydatem rządu na szefa EBOiR.

Chodzi nie tylko o bardzo prestiżowe stanowisko. Prezes EBOiR, zawiadujący dobrze wyposażoną w kapitał, międzynarodową instytucją finansową, to bardzo wpływowa osoba na europejskich salonach. EBOiR (ang. The European Bank for Reconstruction and Development – EBRD) to międzynarodowa instytucja finansowa założona w 1991 r. w celu wspierania budowy nowego ładu w Centralnej i Wschodniej Europie po zakończeniu zimnej wojny. Udziałowcami tego banku są 64 państwa oraz Unia Europejska i Europejski Bank Inwestycyjny.

Jaką grę rozgrywa PiS profesorem Markiem Belką, że chce zapewnić mu nie tylko miękkie, ale i intratne lądowanie na europejskiej placówce? Czy to może jakieś „czynniki” europejskie oczekują, że właśnie Belka zastąpi na stanowisku kończącego także w czerwcu kadencję obecnego szefa EBOR Sumy Chakrabartiego?

Wielu wyborców PiS, a sądzić można, że nie tylko tej partii, może być w szoku. Rozmawiając z nimi, lub czytając ich opinie w internecie, można szybko zorientować się, że raczej mieli nadzieję, ze Belka zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, a może nawet stanie przed Trybunałem Stanu za domniemanie przestępstwa przeciwko Konstytucji RP (Art 220, 216). Że będzie ukarany, zgodnie z prawą i sprawiedliwą linią nowej władzy. O pociągnięciu do odpowiedzialności Marka Belki za pochopne deklaracje w „aferze ośmiorniczkowej”, wyrażające gotowość NBP dodruku pustego pieniądza na życzenie byłej, rządzącej koalicji PO PSL, mówił nawet we wrześniu 2014 r. Antoni Macierewicz.

– Sienkiewicz i Belka omawiali, jak złamać istotę ustroju RP. To jest sprawa dla komisji śledczej i Trybunału Stanu

– twierdził wówczas w programie „Dziś wieczorem” w TVP Info wiceszef PiS Antoni Macierewicz, m.in. tym uzasadniając konieczność powołania komisji śledczej dotyczącej sprawy podsłuchów.

Część analityków bankowych uważało też, że Marek Belka stojąc też na czele Rady Polityki Pieniężnej wydawał w 2011 i 2013 r. bezowocnie rezerwy dewizowe NBP na podtrzymywanie kursu złotego – na interwencje na rynku walutowym, które jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, nie przyniosły długoterminowych rezultatów w postaci zmiany trendu kursu złotego w stosunku do walut obcych.

Belka był też za podtrzymywaniem stałej gotowości Międzynarodowego Funduszu Walutowego do utrzymywania otwartej, a nie wykorzystywanej tzw. elastycznej linii kredytowej (w wys. 33,8 mld dolarów), za którą budżet musiał zapłacić za tzw. gotowość do zaciągania zobowiązań ok. 114 mln dolarów.

Jest więc co najmniej dziwne i podejrzane, że PiS nie tylko nie odciął się od swoich antybohaterów raptem z przed dwóch lat, a jeszcze winduje ich do góry…”  (Robert Azembski – PiS popiera Belkę, a niedawno widział go przed Trybunałem Stanu)

…tak oto zamiast obiecanego kryminału, lub przynajmniej wywalenia na zbity pysk i blokady kariery w instytucjach zależnych od rządu polskiego, Pan Belka został  nagrodzony i awansował z ramienia tego samego ugrupowania, którego wierchuszka (Kaczyński, Kamiński i Macierewicz) obiecywała jeszcze nie tak dawno go rozliczyć. Jest to dla mnie przykład tej samej patologii, z jakiej słynął pogardzany przez obecny establiszment były obóz rządzący. Kolejny zresztą przykład, bo od tej strony zdążyłem już się na PISie poznać, o czym więcej tu: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? Wpisuje się to zresztą w strategię transformacji ustrojowej (zaplanowanej właśnie w Magdalence), która przewidywała że trzeba będzie wiele zmienić („by wszystko zostało po staremu” 😉 ). W takim wypadku „rola konfidentów staje się kluczowa, bo tylko oni potrafią zapewnić ciągłość między dawnymi i nowymi laty – oczywiście pod warunkiem ulokowania ich na odpowiednich stanowiskach” (jak mówi Pan Michalkiewicz). Myślę że „zesłanie” Pana Belki do EBOiR, (instytucji odpowiedzialnej za budowanie „nowego ładu” w Europie Środkowo Wschodniej) zasługuje na miano „odpowiedniego stanowiska” dla tego typu zdolniachy – gotowego utopić gospodarkę własnego kraju (z pominięciem prawa) w pustym pieniądzu. Sam EBOiR ma bowiem „wybitne” osiągnięcia na polu „odbudowy” Polski ze zgliszczy komuny, jak też w budowaniu „dobrobytu” innych krajów byłego bloku wschodniego. Dość popatrzeć na ogromny jakościowy dystans jaki dzieli gospodarki państw z tego rejonu od państw „zachodnich”. No ale trudno się dziwić tym wynikom, zważywszy na grono najważniejszych udziałowców tej „międzynarodówki”… (Odys)

 „…Jest coś głęboko tragicznego w dzisiejszych oczekiwaniach elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. W tym, co chcielibyśmy zobaczyć po publikacji „teczek Kiszczaka” i odczytać w intencjach ludzi, którym okazaliśmy zaufanie.
Jest też zagadka zabobonnej wiary, jakoby partia pana Kaczyńskiego miała wolę rozliczenia zbrodni komunizmu i postępków jego sukcesorów, w tym usilnym przeświadczeniu, że okaże się zdolna obalić porządek „okrągłego stołu” i zbudować nam państwo wolnych Polaków. Ten tragizm okazuje się tym bardziej widoczny, im pogłębia się kontrast między oczekiwaniami milionów wyborców, a praktyką partyjnych macherów.
Wiem, skąd bierze się ta wiara, lecz nie potrafię jej usprawiedliwić. Nie pytam też – dlaczego jest umacniana, bo spodziewam się najgorszej odpowiedzi.  
Trzeba mocno zaciskać oczy, by nie dostrzec logiki „dobrych zmian” – partyjnych pochwał dla „demokracji” i „ducha dialogu”, gloryfikowania „roli opozycji” i zapewnień o „poszanowaniu” jej praw. Trzeba zapomnieć o bojaźni wobec dyktatu brukselskich terrorystów, o poparciu dla szkodników i kapusiów bezpieki, o szemranych nominacjach i geszeftach z ośrodkami propagandy, o słowach, które uwłaczały Polakom i niosły zapowiedź prawdziwych intencji – „nie możemy w tej chwili myśleć o żadnym rewanżu, o żadnym odwecie”. Trzeba udawać, jak nieistotna jest  prawda o śmierci księdza Jerzego i wiedza zawarta w aneksie. Trzeba zapomnieć o setkach przestępstw i niegodziwościach poprzedniego reżimu, o krzyku z Krakowskiego Przedmieścia, o zdradzie hierarchów „pojednanych” z wysłannikiem Putina i zaprzaństwie politycznych „elit”. O tym, kto i co mówił po Smoleńsku i jak dalece cuchnął agenturą lub pospolitym tchórzostwem. Trzeba nie widzieć głupoty i słabości ministrów tego rządu i rozgrzeszać ich błędy dialektyką „ataków ze strony opozycji”. Trzeba powtarzać sobie – jak wspaniałego mamy prezydenta, byle nie dostrzec pustki półrocznego bilansu, pijarowskiej fasady i deficytu realnych działań.
Zaiste – trzeba też pogardy dla prawdy, rozumu i własnych aspiracji, by nadal powtarzać mantrę o „wybitnych strategach”, „potrzebie cierpliwości” i „mobilizacji”.

Ze smutkiem czytam teksty, w których przewija się teza o „zamachu” na prezydenta Dudę. Teza prosta i politycznie pożądana, bo nikt bardziej nie docenia kreacji „ofiary”, jak ci, którzy budują na niej własną mitologię. Dlatego łatwiej jest przyjmować optykę „oblężonej twierdzy” niż udźwignąć ciężar konsekwentnej walki z komunistyczną hybrydą. Łatwiej grać na wyobrażeniach elektoratu niż zmierzyć się z prawdą o III RP…

jak długo wyborcy będą wierzyli, że tak załgana nomenklatura jest tylko wyrazem „strategii politycznej” PiS-u, a nie oznaką trwałości komunistycznej hybrydy?

Obco dziś brzmią słowa Mackiewicza –  My musimy komunizm wyniszczyć, wyplenić, wystrzelać! Żadnych względów, żadnego kompromisu! I nadal przerażają – zastępy Skwiecińskich i Warzechów, rzesze partyjnych hochsztaplerów i środowiska małych demiurgów…(Aleksander Ścios – KWIATY DLA SUKCESORÓW I LOGIKA MACKIEWICZOWSKA)

„Jeśli uczynicie z Prawa stanowionego, obowiązującego wszystkich obywateli, strażnika wolności i własności, jeśli będzie ono tylko uporządkowaniem indywidualnego prawa do uprawnionej obrony – oprzecie na Sprawiedliwości rządy racjonalne, proste, zrozumiałe dla każdego, kochane przez wszystkich, użyteczne dla wszystkich, obarczone znakomicie zdefiniowaną odpowiedzialnością, wyposażone w trudno wzruszalną stabilność.

Jeśli, przeciwnie, w interesie jednostek lub całych klas uczynicie z Prawa stanowionego narzędzie Rabunku – każdy będzie chciał przede wszystkim tworzyć to Prawo, a następnie wykorzystywać je na swą korzyść. Powstanie wielki tłok przy drzwiach Gmachu Ustawodawstwa, nastąpi zażarta walka wewnątrz, anarchia w ludzkich umysłach, rozpad wszelkiej moralności, przemoc stosowana przez zainteresowane organy, zażarte walki wyborcze, oskarżenia, wzajemne pomówienia, zawiści, niegasnące nienawiści, wprzęgnięcie w służbę niesprawiedliwej chciwości czynnika państwowego, powołanego do jej ograniczania, pojęcia prawdy i fałszu wymazane zostaną z ludzkich umysłów, pojęcia tego, co sprawiedliwe, a co niesprawiedliwe znikną z ludzkiej świadomości, nastąpią rządy odpowiedzialne za wszystkich i upadające pod ciężarem tak wielkiej odpowiedzialności, będą polityczne konwulsje, nieustanne bunty, zostaną ruiny, na które przyjdą próbować swych sił wszelkiego rodzaju odmiany socjalizmu i komunizmu; takie są plagi, których nie omieszka uwolnić psucie Prawa.” (Frédéric Bastiat „Rabunek a Prawo” 1850 r. Tłumaczył Marian Miszalski 2015 r. )

Pytam zatem (po raz kolejny), gdzie się zapodziało elementarne poczucie sprawiedliwości oraz odpowiedzialność i troska o profesjonalizm/wiarygodność państwa którym „nowa władza” zarządza? Co to za „prawo” które pozwala przymykać oko na niesprawiedliwość? Tzw. „dobra zmiana” (której włodarze zapowiadali rozliczenie z patologiami poprzedniego systemu), to żadna zmiana skoro idzie drogą wyparcia i lekceważenia powinności, zarówno względem obywateli (którym obiecała „prawo i sprawiedliwość”), jak i państwa którego stery z takim przytupem i szumnymi hasłami objęła. Zastanówmy się więc, i wyciągnijmy wnioski z tego co się rzeczywiście dzieje i czemu nie dzieje się właściwie a wręcz przeciwnie… (Odys)

podobne: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. i to: Jak Kaczyński oszukuje Polaków? polecam również: wMeritum: Obłudnicy z „pseudoprawicy”.

Kaczyński i Tusk

Kaczyński i Tusk

Lecz nade wszystko – słowom naszym,
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość – sprawiedliwość.

WOŚP czyli szantaż moralny na służbie „państwa opiekuńczego”.


„Gdyby ogłoszono jako zasadę, przyjęto w praktyce i zatwierdzono ustawowo, że każdy ma prawo do własności innych, darowizna utraciłaby już swą wartość, a miłosierdzie i wdzięczność nie byłyby już cnotami” (Frederic Bastiat)

„…Święty Jan Paweł II nauczał, że człowiek nie może zrealizować się w pełni inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego. Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że tylko miłość bliźniego jest czymś bezinteresownym, a transakcja handlowa opiera się już na korzyści własnej i jest czymś złym. Powstaje więc pytanie, czy między ziemską a Bożą ekonomią istnieje konflikt interesów. 

Chrystus pokazał nam, że wcale tak być nie musi. Wszystko zależy od tego, co jest naszym celem, któremu chcemy podporządkować wszystkie nasze działania, w tym również ekonomiczne transakcje, gdyż człowiek nie funkcjonuje tylko jak homo oeconomicus. To od naszego celu w życiu zależy, jakie środki będziemy dobierać, aby ten cel osiągnąć. Wiele zależy od zewnętrznych warunków. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że każde państwo, który nie szanuje własności prywatnej, zniewala człowieka. Kościół naucza jednak, że zagrożenie płynie również od wewnątrz, ze strony słabości moralnej człowieka, i dlatego warunkiem prawdziwej wolności jest nasz rzetelny stosunek do prawdy…

WOŚP nie jest taką samą organizacją jak Caritas, Lekarze Nadziei czy  Fundacja Tysiąclecia. Fundacja J. Owsiaka przy kwestowaniu korzysta z konkretnych usług państwa, w tym publicznej telewizji… 

…Nie tylko księża, ale również większości polityków, uważa że taka pomoc wpisana jest do podstawowych obowiązków państwa. Myśląc tak, opowiadają się za konkretnym politycznym rozwiązaniem i dlatego dyskusji wokół WOŚP nie można oderwać od polityki

…Zwolennicy WOŚP są najczęściej zwolennikami państwa opiekuńczego. Wysokie podatki uzasadniają m.in. wydatkami na państwową służbę zdrowia i pomoc charytatywną. Twierdzą, że te dwa sektory życia społecznego nie funkcjonowałby właściwie w świecie liberalnej gospodarki, pozbawione państwowego wsparcia, a raczej przymusu. Powstaje więc pytanie, dlaczego w drugą niedzielę stycznia liczą na to, że ludzie wyciągną dobrowolnie swoje pieniądze i wrzucą je do puszki.

Spór pojawiający się każdego roku wokół WOŚP jest w rzeczywistości sporem politycznym o rolę państwa w naszym życiu. Pozostaje jeszcze kwestia jałmużny. Zgadza się, że jest ona obowiązkiem każdego chrześcijanina, ale nie jest ona tylko zwyczajnym wsparciem okazywanym człowiekowi w potrzebie. Jałmużna powinna być zawsze rezultatem świadomego wyrzeczenia się i umartwiania z motywów religijnych. Dobroczynność jest skoncentrowana na potrzebującym, a jałmużna na darczyńcy, który ustawicznie pracuje nad sobą ze względu na osiągnięcie ostatecznego celu, a jest nim życie wieczne.

Księga Syracha zachęca do jałmużny: „Woda gasi płonący ogień, a jałmużna gładzi grzechy” (Syr 3,30). Czy księża z naklejkami WOŚP będą w tą niedzielę o tym pamiętać?

Jałmużna jest obowiązkiem każdego chrześcijanina. Szkoda, że niektóry robią to tylko raz w roku” (Ks. Jacek Gniadek)

całość tu: Świąteczna jałmużna i tu: Król i krzyż

„Nasi przeciwnicy sądzą, że działalność, która nie jest ani finansowana, ani regulowana przez państwo, jest skazana na upadek. My uważamy, że jest wręcz przeciwnie. Oni wierzą w ustawodawcę, a nie w ludzi. My wierzymy w ludzi, a nie w ustawodawcę.” (Frederic Bastiat)

„…bez względu na prywatnie wyznawane poglądy – nikomu nie wolno unikać poświęceń dla wielkiej idei socjalizmu. Kto próbuje się od tej świętej powinności uchylać, to nie ulega chyba wątpliwości, że przede wszystkim jest wrogiem chorych dzieci, a więc – pozbawionym ludzkich uczuć najgorszym wrogiem, a jeśli nawet nie zaraz „wrogiem”, to w każdym razie – na pewno świnią. I o to właśnie chodzi, bo czyż w inny sposób można budować upragnioną jeszcze przez Edwarda Gierka jedność moralno-polityczną narodu pod przewodnictwem partii?

Więc ożywiona takimi szczytnymi ideałami Nationalsozialistische Volkswohlfahrt corocznie, już od wczesnej jesieni przystępowała do organizowania Winterhilfswerk czyli Pomocy Zimowej, która polegała na zbieraniu datków od społeczeństwa. Zbieraniem tych datków zajmowało się ponad milion wolontariuszy, głównie młodych, skupionych w masowych organizacjach, również nastawionych na nieustanne poruszanie sumień. Potem uzyskane w ten sposób zasoby były rozdzielane przez funkcjonariuszy Narodowosocjalistycznej Ludowej Opieki Społecznej, dzięki czemu każdy obdarowany wiedział, komu winien jest dozgonną wdzięczność i w ten sposób prawidłowo kalibrował sobie sumienie.

Dzięki prawidłowo skalibrowanym sumieniom i umysłom, nawet w momencie zachwiania zaufania do intencji dygnitarzy z Narodowego Funduszu Zdrowia, żaden z autorytetów moralnych, jakie zostały zaangażowane do zdiagnozowania sytuacji, nie podał w wątpliwość konieczności dysponowania przez Fundusz pieniędzmi pacjentów. Pomysł, żeby pieniądze nie „szły za pacjentem” w coraz bardziej wydłużającej się odległości, tylko podążały RAZEM Z NIM, bo by mu ich przedtem nikt nie odebrał niby dla jego dobra – już nie przyszedł nikomu do głowy. I to jest miarą naszego przygotowania do wzorowego uczestnictwa w Unii Europejskiej, w czym „Jurek” Owsiak, niezależnie od tego, czy to sobie też wykalkulował, czy nie – ma wielki udział. Słusznie tedy partia wynagradza go jak tam może, oddając do jego dyspozycji zasoby tych resztek państwa, jakie jeszcze jej do dyspozycji pozostały, to znaczy – telewizję i samoloty F-16.” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Winterhilfswerk

podobne: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo. oraz: O tym jak Państwo Opiekuńcze przeszkadza w opiece niepaństwowym instytucjom charytatywnym czyli… poproszę zaświadczenie że jest Pan/Pani biednym.

…ciężko jest być dobroczynnym w kraju w którym na rzecz państwa obywatel musi oddawać około 80% swojego dochodu w różnego rodzaju „składkach”, podatkach i opłatach. To prawdziwy cud ludzkiej wrażliwości i dobrego serca, że mimo tego rabunku ludzie potrafią jeszcze z własnej woli dzielić się tym co mają, i że funkcjonują fundacje zajmujące się uczciwą dystrybucją zebranych w ten sposób pieniędzy. Cud o ile te instytucje nie wykorzystują dobroczynności innych by opływać w luksusy na cudzy koszt, tudzież żeby pod jej płaszczykiem lansować czyjeś, lub uprawiać własne ambicje polityczne (o czym więcej tu: Matka Kurka: „WOŚP to konglomerat biznesowy oparty na ideologii i brutalnym marketingu”. i tu: O matko! (Kurka) Owsiak będzie musiał pokazać z czego zrobiony jest „Złoty Melon”). Nie chodzi o to żeby linczować Pana Owsiaka za jakąś kradzież, bo ludzie w końcu sami z własnej woli wpłacają na WOŚP. Chodzi wyłącznie o prawdę (tj. wiedzę) na temat tego ile z tych pieniędzy trafia w rzeczywistości do ludzi potrzebujących, a ile jest po drodze przejadanych przez tzw. obsługę, ile jest marnowanych (m.in. na taką imprezę jak Woodstock), a ile transferowanych na inne niestatutowe cele nie mające nic wspólnego z pierwotnym przeznaczeniem a zatem wolą darczyńców… (Odys)

O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo.


„…nie sa istotne pieniądze krążące między Jankiem, Jakubem, Adamem i Mariuszem, lecz włąśnie potencjalne dobra i usługi, których państwo pozbawia ludzi dokonując wywłaszczeń i transferów. Ilość pieniędzy nie zmienia się w skutek redystrybucji, mimo to społeczeństwo biednieje…” 

całość tu: | ANTISTATE on WordPress.com

„Kiedy Jakub Poczciwiec daje urzędnikowi pięć franków w zamian za rzeczywistą i pożyteczną usługę, to jest to dokładnie to samo, jak gdyby dał szewcowi pięć franków za parę butów, Ty mi dajesz, ja ci daję – jesteśmy kwita. Ale kiedy Jakub Poczciwiec przekazuje pięć franków urzędnikowi, by w zamian nie otrzymać żadnej usługi, a przy tym usłyszeć zniewagi, to tak jakby dał te pieniądze złodziejowi. Nie ma sensu mówić, że wydając pięć franków, urzędnik przyczynia się do stworzenia w kraju nowego miejsca pracy; tak samo zrobiłby złodziej, tak samo zrobiłby Jakub Poczciwiec, gdyby na swojej drodze nie spotkał pasożyta, nieważne czy działającego nielegalnie, czy zgodnie z prawem.” (Frederic Bastiat)

podobne: Polityka prorodzinna okiem libertarianina, czyli „Bez retuszu” 5.07.2015. NIK „w Polsce polityka prorodzinna praktycznie nie istnieje”. polecam również: O tym jak Państwo Opiekuńcze przeszkadza w opiece niepaństwowym instytucjom charytatywnym czyli… poproszę zaświadczenie że jest Pan/Pani biednym. a także: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne i to: Apetyt żyjących z podatków oraz misja na Pluton kontra „informatyzacja” ZUS czyli… skala marnotrawstwa „publicznych” pieniędzy. oraz: Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni. i jeszcze: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność. a także: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Demobilizacja czyli zatrudnienie publiczne (zysk czy strata?) podobne: Socjalizm po polsku. Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) oraz: Polak biedny bo musi się dzielić… z państwem i to: Marnotrawstwo i totalna głupota w Ministerstwie Pracy czyli… 49 milionów złotych na „portal dla bezdomnych”! a także: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców).

Socjalizm

Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność.


„Cóż robią państwowcy? Zaprzeczają nieustannie sami sobie. Najpierw bowiem stwierdzają, że nikt z nas – ludzi rozumnych – nie jest wcale na tyle rozumny, aby sam móc decydowac o sobie i swoim życiu, Zaprzęgają nas zatem w kieraty obracające wielką maszynerią państwa i jego instytucji redystrybuujących, kontrolujących i ścigających. Twierdza przy tym uparcie, że sami, bez tej całej maszynerii na plecach, bez biurokratycznej kuli uwiązanej łańcuchem regulacji u nogi, nie poradzilibyśmy sobie w życiu…”

całość tu: Wewnętrzna sprzeczność

Zgadzam że tego rodzaju sprzeczność w relacji władza – obywatel, a raczej bezczelność na którą autor zwraca uwagę,  występuje (tu można się pokusić o stwierdzenie: prędzej czy później) w mniejszym lub w większym stopniu w każdym państwie. Ale posługiwanie się przez ludzi sprawujących władzę (kiedy jest IM to potrzebne i „zasadne”) „argumentem” jakoby obywatele byli nieodpowiedzialni, przez co trzeba się nimi „zaopiekować” (oczywiście na ich koszt 🙂 ), jest oczywistą (praktykowaną dość nagminnie) – demagogią. Tak samo kiedy jest to władzy na rękę posługuje się ona argumentem wręcz odwrotnym, zwłaszcza jeśli demolód „z własnej woli” wybiera „jedynie słuszne” rozwiązania podsuwane mu przez władzę (gruntujące jej trwanie i poszerzanie). Wtedy to (według władzy) lód jest mądry i odpowiedzialny, choć w rzeczywistości WCALE nie wybrał dobrze dla siebie, tylko właśnie dla władzy. Tu mała dygresja, bo mam uzasadnione wątpliwości czy można tych ludzi nazywać państwowcami, skoro ewidentnie zatracili wiedzę na temat genezy i istoty istnienia takiego tworu jak państwo. Uważam że bardziej trafne określenie dla tego rodzaju postawy to etatyzm, który polega na tworzeniu mitów mających uzasadniać ciągłe rozbudowywanie w ramach państwa ZBĘDNEGO aparatu biurokratycznego. Który rzekomo ma być potrzebny obywatelom, a tak naprawdę potrzebny jest tylko tej części, która w owym aparacie funkcjonuje („pracuje”) czerpiąc z tego tytułu nieuzasadniony zysk, oraz korzystając z pewnego rodzaju przywilejów kosztem innych. W związku z powyższym czy to rzeczywiście państwo (albo państwowcy) są tu problemem?

Żyjemy w realnym świecie gdzie państwa/narody/plemiona i inne mniej lub bardziej sformalizowane (oficjalnie lub nie) skupiska ludzi po prostu istnieją. Pytanie dlaczego istnieją, i czemu w każdej takiej społeczności są „przywódcy stada” czy inna „rada starszych”. Czemu człowiek sam wykazuje skłonność/wolę do organizowania się w mniejsze lub większe grupy pod jakimś zinstytucjonalizowanym przywództwem cedując na nie pewne kompetencje czyli władzę? Odpowiedź jest bardzo prosta – dla gwarancji rozwoju, wspólnoty interesu i stabilizacji materialnej, ale przede wszystkim dla bezpieczeństwa (ochrony), którego każdy instynktownie prędzej czy później szuka (zwłaszcza kiedy się czegoś dorobił albo posiada coś wartościowego), a szuka bo ma oczy i widzi do czego są zdolni inni ludzie którzy nie potrafią (nie chcą) panować nad swoimi popędami i coraz bardziej chciwie spoglądają na to co posiadają inni, aż w końcu przestają tylko patrzeć.

Na tym głównie polega cały dramat „konieczności” istnienia mniej lub bardziej zinstytucjonalizowanej „państwowości”. Tego się nie da zawrócić czy odwrócić, bo to by wymagało zniszczenia w człowieku zazdrości, egoizmu, pożądliwości i innych złych cech którymi często się kierujemy (nawet najlepsi z nas!) będąc po prostu ludźmi (choć to podobno nieludzkie jeśli przyjmiemy że człowiek to istota rozumna a więc znająca pojęcie etyki i moralności). Zwalczmy więc najpierw zło które w nas potencjalnie drzemie a potem zlikwidujmy państwo – wracając tym samym do Edenu. Możliwe? Ja uważam że nie, więc dajmy spokój utopiom o powszechnej szczęśliwości i równości w jakichś enklawach (chyba że na innej planecie 🙂 z dala od starego świata i jego grzesznych implementacji – tylko na jak długo?), a skupmy się na dążeniu do w miarę normalnego porządku, który powinien być jak najbliższy powszechnemu (obiektywnemu) poczuciu sprawiedliwości.

Nawet jeśli znalazłaby się taka grupa ludzi, która żyłaby sobie w idealnej harmonii, nieuzbrojona w siłowe mechanizmy porządkowe czy obronne (bo po co skoro ani sobie ani innym nie zagraża), bogacąc się bez czynienia komukolwiek krzywdy, to choćby była wzorem do naśladowania dla reszty świata, to jednak ten świat zewnętrzny istnieje i może wcale nie być pokojowo nastawiony! Taka grupa nie będzie miała nigdy gwarancji że „inni” się do niej nie przypier… papier, by zagarnąć to na co w pocie czoła uczciwie pracowała. Ten oczywisty (dla ludzkiej natury) stan że nie wszyscy są „na równi” obdarzeni sprytem, kreatywnością, pracowitością i co NAJWAŻNIEJSZE – cnotami (by panować nad żądzami), wymusza w sposób naturalny stworzenie sobie przez taką grupę, mniej lub bardziej rozbudowanych mechanizmów bezpieczeństwa i obrony przed potencjalną przemocą. I teraz miej człowieku pretensje o to że jakaś grupa skupia się w mniej lub bardziej zinstytucjonalizowany twór zwany państwem. Swoją drogą to też jest niejako pewnego rodzaju łamigłówka, kiedy można w ogóle mówić że oto w tym czy w tamtym przypadku mamy do czynienia z „państwem”? Owszem istnieją definicje które to ściśle określają, ale jak należałoby nazwać taką grupę oderwaną od państwa i żyjącą „samopas”? Jak nazwać twór w ramach którego taka zorganizowana bądź co bądź grupa sobie istnieje?

Dlaczego zakładać ad hoc, że coś takiego jak państwo to zło wcielone? Ono owszem bywa w pewnych zakresach swojej działalności (nie kogo innego jak samych mieszkańców) złe, ale nie jest złe jako potrzeba organizowania się w „zgrany kolektyw”. Uważam zatem, że sam pomysł, (wynikający prędzej czy później z naturalnej potrzeby) organizowania się w państwo nie jest zły. Zło pojawia się wtedy kiedy dochodzi w takim państwie do etatyzacji działalności ludzkiej poza konieczną potrzebę obrony i bezpieczeństwa, a „administracja” powołana w tej dobrej wierze stania na straży bezpieczeństwa i porządku (czyli powszechnego DOBRA), zaczyna czerpać z tego tytułu niewymierne korzyści, z tendencją do nieuprawnionego zabezpieczania i poszerzania interesu samej instytucji (ponad dobro pierwotne) – i to jest moim zdaniem zadanie dla wolnościowców/libertarian(?) żeby pokazywać co i gdzie jest normą w państwie a co już jest patologią i dlaczego. Do największego wroga państwa zaliczyć należy zatem nie samą władzę, ale jej nadużycie oraz bezprawie, tudzież prawo niesprawiedliwe… (Odys)

„…Wróćmy tedy do spostrzeżenia kanclerza Jana Zamoyskiego, który powiada, że państwo, wszystko jedno – demokratyczne, czy nie – jest po to, „byśmy wolności naszych zażywali”. Z tego spostrzeżenia wynika, że państwo, jako monopol na przemoc, nie jest, a w każdym razie – nie musi być wrogiem wolności. Przeciwnie – Wolności musi towarzyszyć Moc, która by jej strzegła i ją gwarantowała. To właśnie dlatego anarchiści nie mają racji; państwo, jako monopol na przemoc jest potrzebne, a dodatkowym moralnym uzasadnieniem tego monopolu jest okoliczność, iż przemoc może być – i bywa – używana w służbie sprawiedliwości. Zatem celem państwa jest służenie wolności i sprawiedliwości. Czy jednak jest to możliwe, czy wolność jest do pogodzenia ze sprawiedliwością?

Wolność jest naturalnym stanem człowieka, polegającym na możliwości świadomego wybierania. Ta zdolność ma charakter naturalny, to znaczy, że nie wynika z nadania jakiejkolwiek władzy. W takiej sytuacji żadna władza nie powinna ograniczać wolności, chyba, że jakiś jej przejaw zagraża bezpieczeństwu powszechnemu, albo wolności innych ludzi. Na przykład – propagowanie sodomii. Jak wiadomo, syfilitycy nie są dopuszczani do prac związanych z przygotowywaniem żywności i nikt nie uważa tego za dyskryminację. Dlaczego? Bo dopuszczenie syfilityków do takich prac niosłoby za sobą ryzyko syfilitycznej pandemii, która mogłaby zagrozić gatunkowi ludzkiemu… 

…Zwrócił na to uwagę również Mikołaj Machiavelli definiując ucisk; ucisk ma miejsce wtedy, gdy ograniczenie wolności nie służy powszechnemu bezpieczeństwu.

Z kolei sprawiedliwość można rozumieć dwojako: po pierwsze – jako idealny stan stosunków społecznych – jak chcieliby marksiści, którzy zilustrowali ten ideał formułą „od każdego według jego możliwości, każdemu – według potrzeb”. Od razu widać, ze aby praktykować tak pojmowaną sprawiedliwość, musi być ktoś, czyje decyzje odnoszące się zarówno do możliwości i potrzeb, musiałyby być przyjmowane „powszechnie i bez zastrzeżeń”. Oznacza to, że jeśli nawet można by praktykować w ten sposób sprawiedliwość, to za cenę zamordowania wolności. Słowem – albo myć ręce, albo myć nogi. Na szczęście istnieje inny sposób rozumienia sprawiedliwości. Według rzymskiego prawnika Ulpiana Domicjusza, „iustitia est firma et perpetua voluntas suum cuique tribuendi” (sprawiedliwość jest to niezłomna i stała wola oddawania każdemu co mu się należy). Nie jakiś wymuszony, idealny stan stosunków społecznych, tylko sposób życia, dla którego Ulpian dostarczał dodatkowych wskazówek: honeste vivere, alterum non laedere, suum cuique tribuere (uczciwie żyć, drugiego nie krzywdzić, każdemu należne oddawać). Tutaj też musimy odpowiedzieć na pytanie, kto ustala, co się komu należy? Na to pytanie może odpowiedzieć każdy człowiek, ale z ludźmi wiadomo; trzeba ufać i kontrolować. Toteż wszystko zależy od tego, czy istnieje jakiś sposób weryfikowania takich deklaracji, możliwy do zastosowania w skali masowej. Owszem, istnieje; takim sposobem weryfikowania deklaracji odnoszących się do oczekiwań są umowy. W nich właśnie ludzie komunikują sobie wzajemne oczekiwania i jeśli sami uznają je za uzasadnione, dochodzi do transakcji. Weryfikacja jest autentyczna, kiedy umowa jest dobrowolna, to znaczy – gdy nie towarzyszy jej żadna zewnętrzna przemoc. Zatem przy takim pojmowaniu sprawiedliwości nie zachodzi żadna sprzeczność między wolnością i sprawiedliwością. Przeciwnie – wolność jest warunkiem sine qua non praktykowania sprawiedliwości.

Skoro gwarantowanie wolności jest podstawowym celem państwa, to musi to znajdować odzwierciedlenie w konstytucji, która pełni role sui generis statutu państwa. W szczególności dotyczy to wolności gospodarczej, której niepodobna wyobrazić sobie bez poszanowania własności, która gwarantuje obywatelom autonomię również względem władzy publicznej…” (Stanisław Michalkiewicz – Po co nam państwo?)

i cytat z mojego ulubionego ekonomisty:

„(…) aby dwie wymieniane usługi miały tę samą wartość, aby wymiana była sprawiedliwa, musi być spełniony jeden warunek: wymiana musi dokonywać się w sposób wolny. (…) równowartość wynika z wolności. (…) rola państwa polega raczej na tym, by zapobiegać, a zwłaszcza przeciwstawiać się podstępom i oszustwom, to znaczy zagwarantować wolność, a nie tę wolność gwałcić. (Frederic Bastiat)

podobne: Wolnośc a samowola czyli – Goń libertyna! oraz: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. i to: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji. a także: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach. polecam również: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? i jeszcze: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy? na koniec: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału?

Jan Paweł II (naród, wolność, ucisk)

Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Roboty publiczne (interwencjonizm).


„…Naturalne jest, kiedy narόd zapewniony, że jakieś wielkie przedsięwzięcie przyniesie korzyść wspόlnocie, daje publiczne fundusze na jego wykonanie. Przyznaję jednak, że moja cierpliwość się wyczerpuje, gdy słyszę, jak na poparcie zamierzonych prac wywołuje się taki oto błędny argument: “W każdym razie jest to środek stworzenia miejsc pracy.”

Państwo buduje drogę lub pałac, naprawia ulicę, kopie kanał. Przez to daje pracę pewnej liczbie ochotnikόw – t o w i d a ć . Jednocześnie pozbawia pracy innych – t e g o n i e w i d a ć .

Oto droga w budowie. Tysiąc pracownikόw przyjeżdża co rano, wraca do domu wieczorem, pobiera wynagrodzenie. Jeżeli budowa nie byłaby postanowiona i fundusze przegłosowane, ci dzielni ludzie nie spotkaliby się, nie mieliby pracy ani pensji. To pewne. Ale czy to wszystko? Czy cała sprawa nie obejmuje jeszcze czegoś? Czy w momencie, gdy p. Dupin wypowiada sakramentalne “Zgromadzenie przyjęło”, miliony frankόw cudownie spływają do państwowej kasy? Czy nie potrzeba, aby państwo zapewniło (Prawdopodobnie chodzi o Andrzeja Marię Jana Dupin (1753-1846) – prawnika i polityka, przewodniczącego Izby Deputowanych i członka Akademii Francuskiej) sobie fundusze tak, jak postanowiło o wydatkach? Czyż nie musi wysłać w bόj poborcόw, be zebrali pieniądze podatnikόw? Rozważajcie zatem problem w tych jego dwόch aspektach. Widząc użytek, jaki państwo robi z przegłosowanych milionόw, nie zapominajcie o użytku, jaki zrobiliby podatnicy – a nie mogą. W ten sposόb zrozumiecie, że państwowe przedsięwzięcia to medal o dwόch stronach. Z jednej robotnik zatrudniony z podpisem: T o w i d a ć , z drugiej pozbawiony pracy: T e g o n i e w i d a ć .

Sofizmat, ktόry tutaj zwalczam jest jeszcze bardziej niebezpieczny w przypadku robόt publicznych. Służy on wtedy do usprawiedliwienia pomysłόw najgłupszych i największego marnotrawstwa. Jeżeli linia kolejowa lub most mają rzeczywistą użyteczność wystarczy ją przywołać. Jednak gdy nie można, co się robi? Ucieka do oszustwa: “Trzeba zapewnić pracę robotnikom.” To powiedziawszy, każe się usypywać i niwelować tarasy na Polach Marsowych. Napoleon, jak wiadomo, wierzył, że spełnia dobry uczynek każąc kopać i zasypywać rowy. “Nie patrzcie na wynik pracy, patrzcie jak bogactwo rozprzestrzenia się wśrόd klas pracujących.”

Przejdźmy do sedna i nie dajmy się zwodzić pieniądzom. Domaganie się od wszystkich pieniężnego wsparcia dla wspόlnego działania, jest w rzeczywistości domaganiem się od nich pracy, bowiem każdy poprzez pracę stara się o sumę należnego podatku. A więc, jeżeli zbieramy obywateli dla wykonania rzeczy ogόlnie użytecznej, to może być zrozumiałe. Rekompensatą dla nich będzie sam jej rezultat. Ale jeżeli zwoławszy, zmusimy ich do budowy drogi, ktόrą nikt nie będzie jeździł lub pałacu, gdzie nikt nie zamieszka, i to pod pretekstem dostarczenia im zajęcia, będzie to niedorzecznością. Z pewnością odmόwią: “Z tej pracy mamy tylko zmęczenie, wolelibyśmy pracować na własny rachunek.” Procedura, ktόra wymusza od obywateli składkę pieniężną, a nie pracę, nie zmienia ogόlnego rezultatu. Jedynie, w przypadku tej drugiej, strata rozkłada się na wszystkich, podczas gdy w pierwszej ci, ktόrych państwo zatrudnia uciekają od swojej części dokładając ją do ponoszonej przez resztę rodakόw.

Jest w Konstytucji artykuł stanowiący: “S p o ł e c z e ń s t w o  u ł a t w i a  i  p o p i e r a  w z r o s t  i l o ś c i  m i e j s c  p r a c y … p o p r z e z  o r g a n i z o w a n i e  p r z e z  P a ń s t w o , d e p a r t a m e n t y  i  g m i n y  r o b ό t  p u b l i c z n y c h  d l a  z a t r u d n i e n i a  b e z r o b o t n y c h ”. Jako środek przejściowy, w okresie kryzysu lub ciężkiej zimy, ta interwencja ogόłu podatnikόw może przynieść dobre skutki. Działa ona podobnie do ubezpieczenia. Nie przynosi wzrostu globalnego zatrudnienia i wynagrodzenia, lecz zabiera je czasom zwyczajnym, by dodać, ze stratą oczywiście, czasom trudnym. Jako środek stosowany permanentnie, nie jest niczym innym jak ekonomiczną sprzecznością, rujnującym oszustwem, ktόre pokazuje niewiele uzyskanych miejsc pracy, k t ό r e  w i d a ć , a ukrywa wiele straconych, k t ό r y c h  n i e  w i d a ć .”

źródło: „Co widać i czego nie widać”

Stymulowanie gospodarki przez państwo (fragment z filmu Martina Durkina: „Bilionowy brytyjski horror”)

i to: Z Wiplerem o gospodarce – część 1: protekcjonizm oraz: Interwencjonizm państwowy: przyczyny i skutki – Janusz Korwin-Mikke jako ekspert (5)

poprzednio: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy państwo powinno dotować sztukę? (o interwencjonizmie).

podobne: Przypomnienie: POlska (wiecznie) w budowie czyli… i to: Marnowanie publicznych pieniędzy czyli NIK i „kontrakty socjalne”. oraz: Apetyt żyjących z podatków oraz misja na Pluton kontra „informatyzacja” ZUS czyli… skala marnotrawstwa „publicznych” pieniędzy. a także: „Efekt Euro2012″: NIK skieruje sprawę przebudowy Stadionu Śląskiego do prokuratury. i jeszcze: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną. polecam również: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy?

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Szara strefa w polskiej gospodarce. Ks. Jacek Gniadek: Czy praca na czarno jest grzechem? czyli… „nielegalna” praca w odpowiedzi na „legalny” rabunek.


Szarą strefa w polskiej gospodarce.

20.03.2015 (IAR) – W tym roku szara strefa w Polsce będzie stanowiła 19,2 procent produktu krajowego brutto – wyliczył Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. Jak podkreśla Marcin Peterlik z Instytutu, ta nieformalna gospodarka, bez uiszczania należnych podatków i opłat na rzecz państwa, dotyczy wielu obszarów. Wśród nich sektora handlowego, budownictwa, rolnictwa, usług. IBnGR obejmuje swoimi badaniami także korepetycje, prace domowe, opiekę nad dziećmi, a także działalność wróżbiarską.

Badania wykazały, że główną przyczyną prowadzenia działalności w szarej strefie są nadmierne regulacje w gospodarce, wysokie podatki i skomplikowany system podatkowy oraz nieprzejrzyste, nieprzyjazne przedsiębiorcom prawo.

Marcin Peterlik zwrócił uwagę, że zjawisko szarej strefy wywiera negatywny wpływ na gospodarkę. Chodzi nie tylko o to, że budżet państwa nie uzyskuje części należnych podatków, a osoby pracujące „na czarno” nie są objęte systemem zabezpieczenia społecznego. Tracą na tym także uczciwi przedsiębiorcy, którzy muszą stawić czoła nieuczciwej konkurencji.

Z wyliczeń Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową wynika, że w tym roku dzień wyjścia z szarej strefy przypadł na 11 marca. Jak wyjaśnia Marcin Peterlik, gdyby przyjąć, że od początku roku cała działalność gospodarcza jest prowadzona tylko i wyłącznie w szarej strefie, to 11 marca ta szara strefa by się skończyła. Od tego dnia produkcja odbywa się umownie już wyłącznie w oficjalnym obiegu gospodarczym – wyjaśnia Peterlik.

W ubiegłym roku dzień wyjścia z szarej strefy przypadł na 12 marca. Szara strefa ma się więc w Polsce całkiem dobrze – wynika z danych IBnGR.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Elżbieta Łukowska /ab

…otóż nie jest tak że szara strefa nie płaci podatków, bo tak czy inaczej oraz prędzej czy później wszystkie „nielegalnie” zarobione pieniądze są wydawane w sklepach albo są nimi płacone rachunki, bo nikt tych pieniędzy nie je ani nie chowa. Każdy pieniądz idzie ostatecznie na konsumpcje (tj. usługi i towary innych ludzi) która jest przecież opodatkowana.

Bo w tym kraju WSZYSTKO jest opodatkowane więc siłą rzeczy nie da się podatków całkowicie uniknąć (chyba że ktoś jest całkowicie samowystarczalny, ale wtedy nie można mieć do takiej osoby o to pretensji bo ma do tego prawo). Legalny biznes nic nie traci na szarej strefie (bo przecież istnieje i zarabia na siebie czyż nie?). Jedyną stratę jaką ponoszą „legalne” biznesy to rzecz jasna haracz jaki muszą płacić państwu, od którego nic nie otrzymują w zamian, albo otrzymują w wymiarze nie adekwatnym do tego co są zmuszeni oddawać lub „odkładać”. Jedynym poszkodowanym na szarej strefie sektorem jest pasożytniczy (utrzymujący się z podatków) sektor publiczny i to stąd ten lament nad szarą strefą 🙂

Trzeba też pamiętać o tym, że szara strefa dzięki temu że nie „odkłada” i nie oddaje państwu to i niczego od niego żądać nie może. Szara strefa utrzymuje się więc sama i to BEZKOSZTOWO dla reszty społeczeństwa. Poza tym pełni bardzo ważną funkcję społeczną, gdyż dzięki niej ludzie którzy są bez szans na legalne zatrudnienie z powodu nieopłacalności ich legalnego zatrudnienia mają w ogóle pracę. Zbyt wysokie oskładkowania umów o pracę i tzw. „płaca minimalna” uczyniły z wielu prostych prac kosztowny luksus dla pracodawców, którzy właśnie przez to musieli zrezygnować z legalnego zatrudnienia ludzi o niskich kwalifikacjach. Tak więc dzięki szarej strefie ludzie słabo wykształceni i bez pożądanych na rynku kwalifikacji mogą SAMODZIELNIE przeżyć nie prosząc państwa o wzięcie ich na garnuszek. KAŻDY zatrudniony w szarej strefie żyje tym samym na własny rachunek, nie obciążając państwa bezrobociem a podatników socjalem, więc jest to ewidentny plus pracy na czarno.

Ja proponuję zamienić całą polską gospodarkę w jedną wielką szarą strefę a sektorowi „usług publicznych” podziękować za ich mizerne i zbyt kosztowne usługi a wtedy wszystkim ludziom będzie żyło się lepiej i dostatniej bez tych wszystkich kosztów, które już dziś polskiego podatnika w składkach, podatkach, para podatkach, opłatach i innych ukrytych gwiazdkach kosztują ponad 80% dochodu. Skala wyzysku jaką państwo gnębi swoich obywateli jest jedyną i w pełni niesprawiedliwą przyczyną rozrostu szarej strefy. Dopóki etatyści tego nie zrozumieją i nie zreflektują swojej pazerności to… niech żyje szara strefa! 😉 (Odys)

podobne: ofeR-rma w urzędach bezrobocia – bez znaczenia dla rynku pracy oraz: CBOS: w co czwartej polskiej rodzinie osoby bezrobotne. i to: Konspiracja w odpowiedzi na przemoc – Stanisław Michalkiewicz a także: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu.

„…Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza, że istnieją cztery grzechy wołające o pomstę do nieba. Jako czwarty jest wymieniona  ”niesprawiedliwość względem pracownika” (KKK 1867). Katechetyczna tradycja jest tutaj bardziej precyzyjna i stwierdza, że grzechem tym jest „zatrzymanie zapłaty pracownikom” (por Jk 5,4). To pokazuje, że niesprawiedliwość  polega na niedotrzymaniu umowy przez pracodawcę. Istotą tej relacji jest wolna umowa. Wysokość wynagrodzenia nie jest tutaj istotna, gdyż jest ona zawsze subiektywna.

Czym jest taka umowa? Ludwik von Mises (†1973), austriacki filozof i ekonomista, twierdzi, że wysokość płac za każdy rodzaj pracy zależy na rynku od podaży na pracę i materialnych czynników pracy oraz od przewidywanych przyszłych cen towarów konsumpcyjnych. Do zatrudnienie dochodzi wtedy, kiedy jednostka ceni wyżej wynagrodzenie, które odzwierciedla marginalną produkcyjność świadczonej przez nią pracy, niż pozostanie bez pracy w domu. Pracodawca patrzy na to, co pracownik wyprodukował i to jest dla niego podstawą do przyznania mu według niego słusznego wynagrodzenia. Widzimy, że praca na wolnym rynku jest złożonym procesem. Nie tylko przedsiębiorcy poszukują pracowników, ale również pracownicy potrafią czekać z podjęciem pracy na rynku.

Tak wygląda to w teorii. W praktyce proces ten jest zakłócany przez interwencję państwa, które zmusza pracodawcę do zatrudnienie pracownika legalnie, co wiąże się z dodatkowymi poważnymi fiskalnymi obciążeniami. Wielkość podatków jest zawsze wynikiem arbitralnej decyzji polityków. Podwyższanie podatków i wydawanie tych pieniędzy przez skarb państwa na bieżące wydatki, a nie do akumulacji dodatkowego kapitału przez przedsiębiorców, hamuje rozwój gospodarki i wzrost krańcowej produktywności pracy, a więc związany z nim wzrost płac. Ten rodzaj polityki fiskalnej tylko pozornie uderza w ofiary, czyli bogatych. Tracą na tym przede wszystkim biedni.

Na pierwszy rzut oka zatrudnianie na czarno jest uważane za nielegalne. Ale nie wszystko co jest nielegalne, jest samo w sobie złe i niemoralne. Często takie działanie na rynku jest próbą obrony przed państwem, które nie tylko ogranicza swobodę jednostek do kierowania się własnymi celami, ale „zabiera jednym osobom to, co do nich należy i daje innym osobom, które nie mają do tego prawa”. Francuski wolnorynkowy ekonomista Frédéric Bastiat (†1850) nazywa takie działanie legalnym rabunkiem. Prawo to daje możliwość państwu działania, jakiego przeciętny obywatel nie mógłby się sam podjąć nie popełniając przestępstwa.

Wpływ na wysokość obciążeń podatkowych mamy poprzez wybory do ciał ustawodawczych, ale we współczesnej demokracji to bardzo długa droga. Jednym ze sposobów na unikanie płacenia wysokich podatków przez pracodawcę jest zatrudnianie na czarno, a przez pracownika podjęcie nielegalnej pracy. Czy jest to grzech? To raczej desperacka ucieczka przed państwem agresorem.

Warto w tym miejscu postawić inne pytanie. A czy parlamentarzysta, który głosuje za podniesieniem podatków, nie popełnia grzechu? Czy wyborca, który oddaje głos na partie, w których programach jest podwyższenie podatków i utrzymanie instytucji banku centralnego, nie popełnia grzechu? Czy pożądanie cudzego mienia i kradzież pod przykrywką prawa to nie jest grzech ciężki? Podwyższenie wieku emerytalnego do 67. roku życia zostało ostatnio uznane przez Trybunał Konstytucyjny za zgodne z konstytucją. To zwykłe niedotrzymanie umowy. Czy nie jest to działanie wołające o pomstę do nieba? Mark Twain (†1910) określił to bardzo trafnie: „Niczyje zdrowie, wolność ani mienie nie są bezpieczne, kiedy obraduje parlament”.

Z zatrudnieniem na czarno wiąże się wiele błędnych przekonań. Do jednych z nich należy stanowisko, że zatrudnienie na czarno jest to niesprawiedliwość względem pracownika. Trudno się z tym zgodzić, gdyż nawet w przypadku tych pracowników, których krańcowa wartość produkcyjna jest znacznie wyższa niż ich zarobki, nie można powiedzieć, że są eksploatowani przez pracodawcę. Ich zatrudnienie jest oparte na obustronnej wolnej umowie z przedsiębiorcą i tak długo, jak nie używa on siły, nie można mówić o wyzysku.

Praca na czarno jest szczególnym rodzajem działalności produkcyjnej. Jest ona wyjątkowa ze względu na na jej wyjątkowy ekonomiczne charakter. Pozwala ona najmniej produktywnym jednostkom znaleźć pracę i tym samy nie stają się one ciężarem dla reszty społeczeństwa, które we współczesnym państwie żyłoby na zasiłku dla bezrobotnych. Ci, którzy chcą pomóc biednym, powinni popierać legalizację pracy na czarno. 

Człowiek  nie może być nielegalny. Każdy ma prawo mieszkać, pracować i wydawać swoje pieniądze tam, gdzie uważa to za stosowne. Te osobowe prawa każdego człowieka muszą być respektowane.

Państwo nie może ingerować w swobodę zawierania dobrowolnych umów pomiędzy pracodawcą a pracobiorcą. Jego zadaniem jest kontrolowanie, czy obywatele przestrzegają reguł życia w społeczeństwie w sposób pokojowy, w tym czy dochowują zawartych umów. Nie można zrezygnować z tej formy przymusu i oprzeć społeczeństwa wyłącznie na dobrowolnym przestrzeganiu prawa i umów. Tak uważał nie tylko wcześniej wspomniany austriacki wolnorynkowy ekonomista, ale również św. To­masz z Akwinu (†1274), według którego prawo powinno zakazywać grzechów niszczących ład społeczny, do których zalicza przede wszystkim zabójstwa i kradzieże.

Kiedy byłem w liceum, każdego roku przez miesiąc wakacji pracowałem u wujka w prywatnym zakładzie stolarskim. Pracowałem nielegalnie. Zarobione przeze mnie pieniądze pozwalały mi spędzić następny wakacyjny miesiąc najczęściej na górskich szlakach. Zacząłem wtedy wydawać własne pieniądze. Poczułem ich smak. Dawało mi to ogromne zadowolenie.

Praca na czarno w czasie wakacji to był doskonały pomysł moich rodziców. Do dzisiaj wspominam ją jako prawdziwą szkołę życia w czasach PRL-u. Za zgodą rodziców pracowałem nie tylko na czarno, ale także jako dziecko. Nigdy nie miałem wyrzutów sumienia, że popełniłem grzech. Mój wujek chyba również.  

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Ks. Jacek Gniadek

Tekst pierwotnie został opublikowany na stronie autorskiej księdza Gniadka:  www.jacekgniadek.com

podobne: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech.

oraz: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy.

a także:  Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy podatki dają pracę? (czy może odbierają)

polecam również: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców).

i jeszcze: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy.

Robert Gwiazdowski vs Jan Guz

Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy państwo powinno dotować sztukę? (o interwencjonizmie).


CZY PAŃSTWO POWINNO DOTOWAĆ SZTUKĘ

„Wiele można powiedzieć za i przeciw. Dla poparcie systemu dotacji wypada stwierdzić, że sztuka uwzniośla duszę narodu, odrywa ją od trosk materialnych, daje zmysł piękna i w ten sposόb wpływa korzystnie na jego zwyczaje, moralność, a nawet przemysł. Możemy się zastanawiać, jaka byłaby muzyka francuska bez Konserwatorium, malarstwo i rzeźba bez naszych galerii, sztuka dramatyczna bez Teatru Francuskiego. Idźmy dalej i zapytajmy, czy bez dotacji i centralizacji sztuk pięknych rozwinąłby się ten wyrafinowany smak, ktόry pomaga francuskim towarom na całym świecie. Czy w tej sytuacji nie byłoby wielce nieostrożnym rezygnować ze skromnej składki naszych obywateli, ktόra ostatecznie jest przyczyną przewagi i chwały Francji w Europie? Tym racjom i wielu innym, ktόrym nie odmawiam siły, można przeciwstawić nie mniej ważkie.

Na początek istnieje problem sprawiedliwości rozdzielczej. Czy prawo ustawodawcy idzie tak daleko, że może on zmniejszać płace rzemieślnika na korzyść aktora? Pan Lamartine powiedział: “J e ż e l i  z n i e s i e c i e  d o t a r c i e  d o  t e a t r ό w , g d z i e  z a t r z y m a c i e  s i ę  n a  t e j  d r o d z e ? C z y  n i e b ę d z i e l o g i c z n e  z n i e ś ć  j e d l a  u c z e l n i, m u z e ό w  i  b i b l i o t e k?” Można Mu odpowiedzieć: “Jeżeli chcecie dotować wszystko, co dobre i pożyteczne, gdzie zatrzymacie się na tej drodze? Czy logicznie nie doprowadzi to do upaństwowienia rolnictwa, przemysłu, handlu i dobroczynności.” Dalej, czy jest pewne, że dotacje sprzyjają rozwojowi sztuki? To pytanie dalekie jest od odpowiedzi i widzimy, że najlepiej działają teatry, ktόre utrzymują się z własnych środkόw. Wreszcie, stawiając rzecz na wyższym poziomie, trzeba zauważyć, że ludzkie potrzeby i wymagania rosną i stają sie coraz bardziej wyrafinowane, w miarę jak wzrastająca zamożność społeczeństwa jest w stanie je zaspokajać. Rząd nie powinnien się w to mieszać, ponieważ przy danej ilości środkόw, nie może, przez podatki, pobudzać dziedzin przemysłu służących luksusowi bez blokowania rozwoju najbardziej podstawowych. Odwracanie naturalnego porządku ludzkich potrzeb, sztuczne przemieszczanie środkόw i ludzkiej pracy, tworzy sytuację niebepieczną, ktόra nie ma solidnej podstawy. Takie argumenty, dotyczące wyboru kolejności, w jakiej obywatele chcą zaspokajać swoje potrzeby i – w konsekwencji – dziedzin ich aktywności, przywołują przeciwnicy interwencji państwa w finansowanie sztuki. Co do mnie, to uważam, że wybόr powinien być dokonywany na dole, a nie na gόrze, przez obywatela, a nie przez ustawodawcę. Doktryna przeciwna prowadzi do zniszczenia wolności i godności ludzkiej. Jednak o co oskarża się ekonomistόw, fałszywie i niesprawiedliwie? O to, że odrzucając dotację, odrzucają samą rzecz dotowaną i są wrogami całych obszarόw ludzkiej działalności. My zaś chcmy jedynie, aby dziedziny te, pozostając wolnymi, same szukały dla siebie środkόw.

Domagamy się, by państwo nie mieszało się, przez podatki, do religii – jesteśmy ateistami. Domagamy się tego samego w szkolnictwie – nienawidzimy nauki. Mόwimy, że państwo nie powinno, przez podatki, sztucznie zawyżać wartości ziemi w stosunku do przemysłu – jesteśmy wrogami własności i pracy. Sądzimy, że państwo nie powinno dotować sztuki – jesteśmy barbarzyńcami używającymi sztukę za niepotrzebną. Protestuję z całej siły przeciw tym oskarżeniom. Dalecy jesteśmy od absurdalnych pomysłόw o zniszczeniu religii, szkoły, własności i sztuki, kiedy domagamy się, by państwo chroniło swobodny rozwόj ich wszystkich, bez kupowania jednych za pieniądze zabrane innym. Przeciwnie, wierzymy, iż w wolnym społeczeństwie one same będą rozwijać się harmonijnie i żadna nie stanie się, jak to ma miejsce dzisiaj, źrόdłem kłopotόw, nadużyć, zniewolenia i nieładu.

Nasi przeciwnicy sądzą, że dziedzina nie wspomagana i nie reglamentowana przez rząd jest skazana na zniszczenie, my – przeciwnie. Oni wierzą w ustawodawcę, nie w ludzi, my raczej w ludzi niż w ustawodawcę. Pan Lamartine: “W  i m i ę  t e j  d o k t r y n y  t r z e b a  b ę d z i e  z l i k w i d o w a ć  w s z y s t k i e  p u b l i c z n e  e k s p o z y c j e , k t ό r e s ą  d u m ą  i  s t a n o w i ą  o  w i e l k o ś c i  t e g o  k r a j u . ” Moja odpowiedź brzmi: “Z waszego punktu widzenia, nie dotować, to zniszczyć, ponieważ wszystko, co istnieje, istnieje z woli państwa i dzięki podatkom. Ale zwracam przeciwko wam wasz przykład, gdyż musicie przyznać, że największa, niedoskonalsza, najbardziej uniwersalna i, użycia tego słowa nie uważam tutaj za przesadę, ogόlnoludzka jest wystawa przygotowana w Londynie, do ktόrej nie mieszał się i ktόrej nie dotował żaden rząd.

Wracając do sztuk pięknych można, powtarzam, przytaczać rόżne argumenty i nie jest najważniejszym tematem tej pracy przesądzanie, ktόrym z nich przyznać bezwzględne pierwszeństwo. Ale p. Lamartine użył jeszcze argumentu, ktόrego nie mogę pominąć milczeniem, gdyż dotyczy ściśle spraw przeze mnie omawianych. Powiedział on, cytuję: Ekonomiczna strona sprawy teatrόw streszcza się w jednym słowie: praca. Natura tej pracy nie jest istotna, to praca rόwnie płodna i pożyteczna jak każda inna. Teatry, wiecie o tym dobrze, żywią i utrzymują we Francji nie mniej, niż osiemdziesiąt tysięcy robotnikόw rόżnych zawodόw: malarzy, dekoratorόw, murarzy, architektόw i innych, ktόrzy zamieszkują całe dzielnice naszej stolicy i, z tego powodu, powinni cieszyć się waszą sympatią! Waszą sympatią! – przekłada się; waszymi pieniędzmi. I dalej: Uroki Paryża dają pracę i konsumpcję prowincji, a zbytek bogatych daje utrzymanie i chleb blisko dwustu tysiącom robotnikόw wszystkich specjalności, żyjących z tylu teatrόw na obszarze Republiki. Korzystają oni z tych szlachetnych rozrywek, ktόre są ozdobą Francji i żywią ich, ich rodziny i dzieci. To im właśnie dacie te 60 000 frankόw. [brawo! bardzo słusznie! liczne oznaki aprobaty] Co do mnie, to mόwię: źle i niesłusznie!; organiczając, oczywiście, swόj sąd do aspektόw ekonomicznych, o ktόre teraz chodzi. Owszem, owe 60 000 trafi, przynajmniej w części, do pracownikόw teatrόw. Jakaś część może zawieruszy się po drodze, a jeżeli policzymy dokładnie zapewne odkryjemy, że ciastko powędrowało zupełnie gdzie indziej i szczęśliwi robotnicy, gdy dotrą do nich choć okruchy! Ale niech będzie, że cała dotacja dotrze do malarzy, dekoratorόw, fryzjerόw, itd. T o w i d a ć . Lecz skąd idą pieniądze? Oto odwrotna strona problemu, niemniej ważna. Gdzie jest źrόdło tych 60 000, gdzie poszłyby one, gdyby głosowanie nie skierowało ich najpierw do Ministerstwa Finansόw, a stamtąd do Zarządu Teatrόw? T o j e s t  t o , c z e g o  n i e  w i d a ć .

Z pewnością nikt nie ośmieli się twierdzić, że pieniądze narodziły się w urnie w wyniku głosowania, że są czystym dodatkiem do narodowego bogactwa i że bez tego cudownego głosowania pozostałyby na zawsze niewidoczne i nieuchwytne. Trzeba zgodzić się, że wszystko, co mogła zrobić większość, to zdecydować o zabraniu ich z jednego miejsca i przesłaniu w inne. Jeżeli rzecz ma się w ten sposόb, jasne jest, iż podatnik zmuszony do zapłacenia jednego franka, nie może już nim dysponować. Jasne jest, iż będzie on pozbawiony możliwości wydania go na cokolwiek, a robotnik pozbawiony zapłaty za wykonaną rzecz lub usługę. Nie łudźmy się zatem, że głosowanie dodało cokolwiek. Przesunęło jedynie zadowolenie i wynagrodzenie. Ot i wszystko.

Powiecie, że idzie ono w kierunku potrzeb bardziej pilnych, uzasadnionych i moralnych? Mogę walczyć i na tym terenie. Zabierając podatnikom owe 60 000, zmniejszacie dochody cieśli, rolnikόw, powoźnikόw i o tyleż zwiększacie dochody śpiewakόw, fryzjerόw, dekoratorόw. Nic nie dowodzi, że te ostatnie grupy są godniejsze zainteresowania, niż inne. P. Lamartine tego nie twierdził. Mόwił, że praca teatrόw jest r ό w n i e produktywna (nie bardziej) jak każda inna, co może być samo w sobie kontestowane, gdyż najlepszym dowodem stanu przeciwnego jest, że one właśnie zwracają się o wsparcie. Ale rozważanie związku między ceną a wewnętrzną wartością rόżnych rodzajόw pracy nie jest moim zamiarem. Wszystko co chcę osiągnąć, to wskazywać, że kiedy p. Lamartine i ci, ktόrzy bili mu brawo, widzieli lewym okiem dochody zyskane przez aktorόw, winni byli ujrzeć prawym stratę pozostałych podatnikόw, inaczej bowiem wystawiają się one na śmieszność b i o r ą c  p r z e z s u n i ę c i e  d o c h o d u  z a  d o c h ό d . Jeżeli byliby konsekwentni w swoim rozumowaniu, domagaliby się dużo większych subwencji. To, co jest prawdą dla 60 000, jest prawdą, w tych samych warunkach, dla miliarda.

Kiedy idzie o podatki, panowie, wykażcie ich potrzebę przez solidne argumenty, a nie przez błędne założenia, że “W y d a t k i  p u b l i c z n e  d a j ą  u t r z y m a n i e  r o b o t n i k o m .” Ukrywa ono fakt podstawowy: wydatki publiczne dokonywane są zawsze zamiast wydatkόw prywatnych i, w konsekwencji, mogą one dać utrzymanie jednemu robotnikowi zamiast drugiemu, ale nie wspomagają w niczym losu klasy pracującej jako całości. Wasze rozumowanie jest teraz w modzie, lecz jest zbyt absurdalne, by ukryć prawdę.”…

źródło: „Co widać i czego nie widać”

poprzednio: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Kredyt.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

podobne: Sektorowi państwowemu grozi efekt domina interwencjonizmu w górnictwie. Przez „flapsy” JSW straciło największego odbiorcę węgla. Michalkiewicz o najkrótszym programie gospodarczym. oraz: Raport NIK. Efekt dopłat to wyłudzenia i bezprawne korzystanie z gruntów skarbu państwa. i to: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś. a także: Mit „unijnej pomocy” oficjalnie obalony. Nie idźmy tą drogą!  polecam również: Niewidzialna ręka rynku wg. Adama Smitha. Kisiel: Nie ufać fachowcom. 

Michalkiewicz – Interwencjonizm państwowy w Księdze Rodzaju – Józef Egipski

Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Kredyt.


KREDYT

Od dawna, a zwłaszcza ostatnimi czasy, ludzie śnią o upowszechnieniu bogactwa poprzez upowszechnienie kredytu. Nie sądzę bym przesadzał mόwiąc, że od czasu rewolucji lutowej prasa paryska wydała ponad 10 tysięcy broszur gorąco zachwalających ten sposόb rozwiązywania “problemόw socjalnych”. Niestety rozwiązanie to opiera się na czystej iluzji. Zaczyna się od pomylenia pieniądza z towarami, następnie myli się papierowe banknoty z pieniędzmi i tymi dwoma błędami zamierza poprawić rzeczywistość. Rozważając ten problem należy stanowczo zapomnieć o pieniądzach i innych środkach pośredniczących w wymianie dόbr, a widzieć jedynie same dobra będące rzeczywistym przedmiotem kredytu.

Kiedy rolnik pożycza 50 frankόw na pług to faktycznie otrzymuje nie 50 frankόw lecz pług, a kiedy kupiec pożycza 20 000 frankόw na dom to otrzymuje dom na kredyt. Pieniądze pojawiają się wyłącznie po to, aby ułatwić wymianę między wieloma stronami. Piotr może nie chcieć pożyczyć pługu, a Jakub jest gotόw pożyczyć pieniądze. Co zatem robi Filip? Pożycza pieniądze od Jakuba i kupuje pług od Piotra. W rzeczywistości przedmiotem pożyczki nigdy nie są same pieniądze, ale dobra i w żadnym kraju nie może zmienić właściciela więcej produktόw niż się w nim znajduje. Jakakolwiek byłaby suma pieniędzy w obiegu, ogόł kredytobiorcόw nie może otrzymać więcej pługόw, domόw, narzędzi i surowcόw niż posiada ich ogόł potencjalnych kredytodawcόw. Musimy sobie dobrze uświadomić, że każdy pożyczkobiorca wymaga pożyczkodawcy, a sam kredyt zawsze jest długiem.

Do czego zatem służą instytucje kredytowe? Mogą one ułatwić spotkanie tych, ktόrzy posiadają, z tymi, ktόrzy chcą pożyczyć. Ale to, czego nie mogą, to zwiększyć ilości dostępnych dόbr. Tymczasem tego właśnie trzeba byłoby dokonać, by osiągnąć cel reformatorόw, bowiem pragną oni dać pługi, domy, narzędzia i surowce wszystkim, ktόrzy ich pożądają. W jaki sposόb chcą tego dokonać? Dając kredytom państwową gwarancję. Przyjrzyjmy się bliżej tej sprawie, gdyż są t u r z e c z y , k t ό r e w i d a ć i t a k i e , k t ό r y c h n i e w i d a ć .

Załόżmy, że Piotr jest właścicielem jednego pługu we Francji, a Jan i Jakub chcą go pożyczyć. Jan przez swą pracowitość, cechy charakteru i dobrą reputację jest wiarygodny – ma kredyt. Jakub nie wzbudza zaufania lub wzbudza go mniej. W tej sytuacji Piotr pożyczy pług Janowi. Ale oto wkracza socjalistyczne państwo i mόwi do Piotra: “Pożycz pług Jakubowi, ja gwaratuję ci spłatę, a gwarancja ta jest warta więcej niż Jana. On bowiem odpowiada sam za siebie, a ja, choć nie mam nic, to dysponuję majątkiem podatnikόw i w razie potrzeby ich pieniędzmi spłacę kapitał i odsetki.” W rezultacie Piotr pożyczy pług Jakubowi i t o j e s t t o , c o w i a d a ć . Socjaliści zacierają ręce mόwiąc: “Patrzcie, nasz plan się powiόdł. Dzięki interwencji państwa biedny Jakub ma pług. Nie musi dłużej używać radła, wkroczył na drogę do dobrobytu. To korzyść dla niego i społeczeństwa.”

Ależ nie, panowie! To żaden zysk dla narodu, bo oto t o , c z e g o n i e w i d a ć . Nie widać, że pług otrzymał Jakub tylko dlatego, że nie ma go Jan. Nie widać, że kiedy Jakub zamienił radło na pług, Jan nadal używa radła. To co uważalibyśmy za wzrost kredytu jest niczym innym jak tylko jego przemieszczeniem. Ponadto nie widać, że to przemieszczenie pociąga dwie głębokie niesprawiedliwości: 1. Względem Jana, ktόry zasłużył na kredyt, zdobył go przez swą uczciwość i aktywność i czuje się oszukany. 2.Względem podatnikόw narażonych na spłatę długu, ktόry ich nie dotyczy. Powiecie, że rząd oferuje te same ułatwienia Janowi i Jakubowi? Ale nie można pożyczyć dwόch pługόw ponieważ jest tylko jeden. Wraca tutaj ciągle to, że poprzez interwencję państwa nie przybędzie kredytu – pług reprezentuje ogόł dostępnego kapitału.

To prawda, że redukuję całą operację do jej najprostszego przypadku. jednak jeżeli przeanalizujecie podobnie najbardziej złożone rządowe instytucje kredytowe , przekonacie się, że mogą one tylko jedno: przemieścić kredyt, a nie zwiększyć jego ilość. W danym kraju i danym czasie suma dostępnego kapitału jest ograniczona i wszyscy do niego aspirują. Gwarantując niemożliwe państwo może zwiększyć liczbę kredytobiorcόw, podnieść stopę procentową (zawsze ze szkodą podatnika) ale nie może zwiększyć całkowitej ilości kredytu. Nie sugerujcie mi jednak wniosku, od ktόrego niech mnie Bόg broni. Mόwię, że prawo nie może sztucznie ułatwiać pożyczek, ale nie mόwię, że powinno je utrudniać. Jeżeli w naszym prawie hipotecznym lub gdzie indziej znajdują się przeszkody dla stosowania i upowszechnienia kredytu trzeba je usunąć – nic lepszego, nic bardziej słusznego. To jednak wszystko czego powinni domagać się od prawa godni swego Reformatorzy…”

poprzednio: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy podatki dają pracę? (czy może odbierają)

podobne: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.  oraz:  Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa? i to: Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?) a także: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

polecam również:

Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy podatki dają pracę? (czy może odbierają)


PODATKI

„Czy nigdy nie słyszeliście: “Podatki to najlepsze biuro zatrudnienia, to życiodajna rosa. Spόjrzcie, ilu rodzinom pozwalają przeżyć, prześledźcie ich wpływ na gospodarkę – jest nieskończony. One dają jej życie.” Aby zwalczać ten pogląd, częściowo powtόrzę poprzednie rozumowanie. Wiem dobrze, że argumenty ekonomiczne nie są na tyle zabawne, by ciągle je powtarzać, ale przywołuję na pomoc przysłowie: repetita docent. Płace urządnikόw i korzyści tych, u ktόrych je wydają w i d a ć . Szkόd, jakie ponoszą podatnicy i ich potencjalni dostawcy n i e w i d a ć , choć powinny być oczywiste dla każdego, kto prόcz oczu używa też rozumu. Kiedy urzędnik wydaje sto sous więcej, oznacza to, że podatnik wydaje sto sous mniej. Jednak wydatki urzędnika widać, ponieważ się dokonały, podczas gdy wydatkόw podatnikόw niestety nie widać – nie pozwolono im się dokonać.

Porόwnujecie narόd do wysuszonej ziemi i podatki do zbawiennego deszczu. Niech będzie. Ale powinniście zastanowić się, gdzie jest jego źrόdło i czy to nie podatki właśnie osuszają glebę. Pomyślcie także, czy jest możliwe, aby ziemia otrzymywała dokładnie tyle cennej wilgoci w postaci deszczu, ile traci przez parowanie. Jest najzupełniej pewne, że kiedy Jakub Poczciwiec odlicza sto sous dla poborcy podatkόw, nie otrzymuje nic w zamian. Kiedy urzędnik wydając pieniądze wręcza je Jakubowi, czyni to w zamian za dostarczony towar lub pracę. Ostatecznym rezultatem dla Jakuba jest strata.

Prawdą jest, że często – niech będzie najczęściej – urzędnik świadczy Poczciwcowu usługę potrzebną i wartą zapłaty. W tej sytuacji nie ma straty z żadnej strony, jest wymiana. Moja argumentacja nie dotyczy w żadnej mierze usług pożytecznych. Mόwię jedynie: jeśli chcecie stworzyć nowe stanowisko, wykażcie jego użyteczność. Wykażcie, że to, co daje podatnikowi, jest warte jego zapłaty. Ale nie przywołujcie jako argumentu zyskόw, jakie przynosi urzędnikowi, jego rodzinie i otoczeniu, nie mόwcie, że tworzy się nowe miejsce pracy.

Kiedy Jakub daje pieniądze urzędnikowi za usługę rzeczywiście użyteczną, to jakby dawał szewcowi za parę butόw. Lecz gdy zanosi swe pieniądze nie otrzymując nic lub otrzymując utrudnienia, to tak jakby oddawał złodziejowi. Nic tu nie pomoże gadanie, że wydatki urzędnika przynoszą pożytek gospodarce narodowej – to samo dotyczy wydatkόw złodzieja, to samo Jakuba, gdyby nie spotkał na swej drodze pasożyta, legalnego lub nie. Zatem nauczmy się sądzić rzeczy nie tylko po tym, c o w i d a ć , ale też po tym, c z e g o n i e w i d a ć .

W ubiegłym roku byłem członkiem Komisji Finansόw. Muszę przyznać, że za rządόw Konstytuanty członkowie opozycji nie byli systematycznie usuwani ze wszystkich komisji i w tym zakresie Konstytuanta działała poprawnie. Pan Thiers mόwił: “Spędziłem życie walcząc z ludźmi z partii legitymistόw i klerykałami. Od kiedy zagraża nam wspόlne niebezpieczeństwo, od kiedy ich częściej spotykam i poznaję, od kiedy szczerze rozmawiamy, zdałem sobie sprawę, że nie są takimi potworami, jak mi się wydawało.” Zgoda, nieufność i niechęć są wyolbrzymiane i narastają pomiędzy oddzielonymi od siebie grupami, i gdyby rządząca większość pozwoliła członkom opozycji brać udział w komisjach, przekonałaby się, iż ich poglądy nie są tak oddalone, a przede wszystkim, intencje tak przewrotne jak przypuszcza.

Jakkolwiek by było, w roku ubiegłym byłem członkiem Komisji Finansόw. Ilekroć ktoś mόwił o utrzymaniu wydatkόw Prezydenta, ministrόw i ambasadorόw na umiarkowanym poziomie odpowiadano mu: “Dla dobra służby publicznej należy otaczać pewne stanowiska splendorem. To środek dla przyciągnięcia ludzi zasłużonych. Niezliczni nieszczęśnicy zwracają się do Prezydenta Republiki. Wymuszając, by wszystkim odmawiał pomocy, stawiano Go w bardzo przykrj sytuacji. Pewna wystawność gabinetόw ministerialnych i służby dyplomatycznej jest konieczna dla podtrzymywania prestiżu konstytucyjnego rządu itd.” Choć te argumenty mogą być kontrowersyjne, z pewnością zasługują na poważne rozpatrzenie. Bazują na interesie publicznym, dobrze lub źle pojmowanym i, jeżeli chodzi o mnie, nie robię z tego problemu, w przeciwieństwie do wielu naszych Katonόw wiedzionych przez ducha skąpstwa i zawiści. Ale to, przeciwko czemu buntuje się moja ekonomiczna wiedza, to, co wywołuje rumieniec wstydu za poziom intelektualny naszego kraju, to ten absurdalny, zawsze dobrze przyjmowany banał: “Przepych wysokich urzędnikόw państwa sprzyja rozwojowi sztuki, przemysłu, tworzy nowe miejsca pracy. Wydając przyjęcie i organizując festyny, ministrowie ożywiają wszystkie części społeczeństwa. Ograniczyć ich wydatki, to zniszczyć przemysł paryski i, konsekwentnie, gospodarkę narodową.” Łaski panowie! Szanujcie przynajmniej arytmetykę i nie występujcie przed Zgromadzeniem Narodowym Francji mόwiąc, aby uzyskać Jego aprobatę, że dodawanie od gόry do dołu daje inny wynik, niż od dołu do gόry.

Umawiam się z robotnikiem, że wykopie rόw na moim polu. Umawiamy się na 100 sous. W tym momencie przychodzi poborca podatkowy, zabiera moje pieniądze, przekazuje je ministrowi i pan minister dokłada danie do swego obiadu. Na jakiej podstawie ośmielacie się twierdzić, że ten jego wydatek coś dodaje gospodarce. Nie rozumiecie, że to tylko przesunięcie pracy i zaspokojonej potrzeby. Stόł ministra lepiej zastawiony, to prawda, ale pole robotnika nadal zabagnione – to też prawda. Zgadzam się, że restaurator paryski zarobił 100 sous, lecz zgόdźcie się, że robotnikowi na prowincji 100 sous odebrano. Wszystko co można powiedzieć to to, że danie ministra i zadowolonego resturatora w i d a ć , pozbawionego pracy człowieka i podmokłego pola n i e w i d a ć .

Mόj Boże, jak ciężko w ekonomii dowieść, że dwa i dwa daje cztery. Gdy to się uda, słychać krzyk: “To takie oczywiste, nudzisz nas.” Potem głosowanie. Znowu tak, jakby nic nie zostało powiedziane.”…

źródło: „Co widać i czego nie widać”

poprzednio: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Demobilizacja czyli zatrudnienie publiczne (zysk czy strata?)

podobne: Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest. oraz: Jakub Wozinski: Nieczyste intencje chcących obniżać podatki i to: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech. a także: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy? jeszcze: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu polecam również: O analfabetyzmie ekonomicznym, czyli… wysokich kosztach braku wiedzy

rys. Żukow

rys. Żukow

polecam również:

Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Demobilizacja czyli zatrudnienie publiczne (zysk czy strata?)


DEMOBILIZACJA

„Z narodami jest jak z ludźmi. Muszą zdecydować, czy cena, jaką płacą za zaspokojenie potrzeby nie jest zbyt wysoka. Dla narodu niebezpieczeństwo jest dobrem najważniejszym. Jeżeli trzeba w tym celu utrzymywać pod bronią sto tysięcy ludzi i wydawać sto milionόw, to trudno. Nie mam nic przeciwko [temu] i nie o tym piszę. Czynię to zastrzeżenie, by nie być opacznie zrozumianym.

Pewien deputowany zaproponował zmniejszenie armii o sto tysięcy ludzi, by ulżyć podatnikom. Gdyby odpowiedź brzmiała: “Ci ludzie i wydawane miliony są niezbędne dla bezpieczeństwa narodu. To ofiara, bez ktόrej państwo byłoby rozrywane przez zwaśnione frakcje i najechane z zewnątrz” – nie miałbym nic do powiedzenia na ten temat. Stwierdzenie powyższe może być prawdziwe albo fałszywe, nie zawiera jednak ekonomicznej herezji. Herezja zaczyna się, kiedy ofiarę prόbuje przedstawić się jako korzyść, bowiem przynosi komuś zyski. O ile się nie mylę, autor propozycji nie zdążył zejść z mόwnicy, kiedy pojawił się inny deputowany. “Zwolnić sto tysięcy ludzi! O czym pan mόwi? Co się z nimi stanie? Z czego będą żyli, czy starczy dla nich pracy? Nie wie pan, że wszędzie jej brakuje i wszystkie posady są w niebezpieczeństwie? Chce pan wzmόc konkurencję i obniżyć płace? W czasie, kiedy tak trudno zarobić na życie, czyż nie jest wielkim szczęściem, że państwo daje na chleb stu tysiącom? Co więcej, niech zważy pan na ilość wina, ubrań i broni zużywanych przez armię. Daje ona pracę wielu fabrykom i niezliczonym dostawcom wokόł garnizonόw, jest ich wielkim dobroczyńcą. Czy nie wzdraga się pan na myśl o zniszczeniu całego tego ogromnego przemysłu?”Dyskusja owa zakończyła się utrzymaniem stanu armii, bez wspominania o potrzebach obronności, a jedynie ze względόw ekonomicznych. 

Argumenty te odrzucam. Sto tysięcy ludzi, kosztujących podatnika sto milionόw, żyje i pozwala żyć swym dostawcą: t o w i d a ć . Lecz pieniądze te, wychodząc z kieszeni podatnika, pozbawiają jego i jego dostawcόw wszystkich płynących z nich pożytkόw: t e g o n i e w i d a ć . Oszacujcie, policzcie i powiedzcie, gdzie tu korzyść dla ogόłu? Ja, ze swej strony, powiem wam gdzie s t r a t a .

Aby rzecz uprościć, mόwmy o jednym człowieku i tysiącu frankόw. Jesteśmy w miejscowości A. Odbył się pobόr, wojsko zabrało mężczyznę, a poborcy tysiąc frankόw. Mężczyznę i pieniądze przewieziono do Metz, by pozwolili zarabiać innym przez rok. Jeżeli patrzycie jedynie na Metz, macie po stokroć rację. Dla tego miasta sytuacja to bardzo korzystna. Lecz kiedy zwrόcicie wzrok także na miejscowość A, osądzicie rzecz inaczej. Ujrzycie bowiem, jeżeli nie jesteście ślepi, że A straciło robotnika, tysiąc frankόw jego zapłaty, całą jego pracę i aktywność. Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż wszystko się rόwnoważy. Co działo się w A, przeniosło się do Metz i to cała zmiana. Ale oto gdzie jest strata. W A człowiek narzekał i pracował – był robotnikiem. W Metz robi zwroty w przόd i w tył – jest żołnierzem. Pieniądze w obu przypadkach krążą tak samo, lecz w pierwszym mamy trzysta dni pożytecznej pracy, a w drugim trzysta dni zajęcia bezużytecznego, zakładając cały czas, że część armii nie jest już konieczna dla bezpieczeństwa publicznego. Przychodzi demobilizacja.

Pokazujecie sto tysięcy robotnikόw, konkurencję na rynku pracy i nacisk na obniżenie płac. To widzicie. Jednak nie widzicie, że odsyłając do domόw sto tysięcy żołnierzy, nie niszczymy stu milionόw, lecz zwracamy je podatnikom. Nie widzicie, że wraz ze stu tysiącami robotnikόw, pojawia się sto milionόw, aby ich opłacać, że środek zwiększający p o d a ż pracy jednocześnie zwiększa na nią p o p y t . Wynika stąd, iż przewidywana przez was obniżka 5 wynagrodzeń nie nastąpi. Nie widzicie, że zarόwno po, jak i przed demobilizacją jest w kraju sto milionόw dla stu tysięcy, lecz przed – kraj płaci im za bezczynność, po – za pracę. Nie widzicie wreszcie, że czy podatnik daje pieniądze żołnierzowi za nic, czy robotnikowi za usługę, krążą one tak samo. Jednak w drugim przypadku jest wykonana pewna praca, w pierwszym nie otrzymuje nic w zamian. Rezultatem dla narodu jest czysta strata. Sofizmat przeze mnie tutaj zwalczany, nie ostoi się, gdy sprόbujemy wyciągnąć z niego ostateczne konsekwencje. Gdyby, zważywszy wszystkie korzyści i straty, okazało się, iż z y s k i e m d l a n a r o d u jest zwiększenie armii, dlaczegόż nie zaciągnąć pod sztandary wszystkich sprawnych obywateli?„…

źródło: „Co widać i czego nie widać”

poprzednio: Fryderyk Bastiat: Rozbita szyba czyli „zysk” z destrukcji.

podobne: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni. oraz: „Za rządów Tuska przybyło całe miasto urzędników wielkości Pułtuska lub Wieliczki!” i to:  Socjalizm po POlsku: „Armia urzędników wyrosła na śmieciach” a także: „Dziel i rządź!” – nagrody urzędników.  polecam również: ofeR-rma w urzędach bezrobocia – bez znaczenia dla rynku pracy

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

polecam również:

Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Rozbita szyba czyli „zysk” z destrukcji.


„W ekonomii każdy czyn, zwyczaj, prawo lub instytucja nie pociąga zwykle jednego a wiele następstw. Z nich jedne są natychmiastowe – t e w i d a ć , inne pojawiają się stopniowo – t y c h n i e w i d a ć . Dobrze, kiedy możemy je p r z e w i d z i e ć .

Między złym a dobrym ekonomistą jest tylko jedna rόżnica: pierwszy dostrzega i bierze pod uwagę skutki w i d o c z n e i bezpośrednie, drugi przewiduje rόwnież o d l e g ł e . Ta rόżnica ma jednak zasadniczy charakter, gdyż prawie zawsze [skutki] bezpośrednie są odmienne od ostatecznych. Stąd zły ekonomista szuka niewielkiej aktualnej korzyści i przedkłada ją nad wielkie straty w przyszłości, dobry szuka korzyści trwałych, ryzykując nawet przejściowe ofiary.

Podobnie jest w innych dziedzinach życia i moralności. Im słodsze pierwsze owoce, tym bardziej gorzkie kolejne. Przykładem – rozpusta, lenistwo, rozrzutność. Człowiek przyciągnięty przez to, c o w i d a ć , nie nauczywszy się jeszcze sądzić po tym, c z e g o n i e w i d a ć , oddaje się zgubnym zwyczajom nie tylko przez słabość, lecz także przez wyrachowanie. To tłumaczy tak bolesną ewolucję ludzkości. U jej źródła leży ignorancja. Utwierdza się ona w swym postępowaniu śledząc pierwsze jego następstwa, jedyne, jakie jest w stanie dostrzec. Dopiero później musi brać pod uwagę inne. Dwaj mistrzowie bardzo odmiennej natury, uczą ją tego: Doświadczenie i Przewidywanie. Doświadczenie działa skutecznie, lecz brutalnie. Uczy o skutkach naszych czynów dając nam je odczuć – kiedy leżymy na stosie musimy uwierzyć, że ogień pali. Tego surowego nauczyciela chciałbym, tak dalece, jak jest to możliwe, zastąpić łagodniejszym: Przewidywaniem. Dlatego zbadam skutki niektόrych ekonomicznych poczynań przeciwstawiając temu, c o w i d a ć , to, c z e g o n i e w i d a ć .

ROZBITA SZYBA

Czy byliście kiedyś świadkami furii poczciwego mieszczanina, gdy jego niesforny syn zbił szybę? Jeżeli uczestniczyliście w tym przedstawieniu, z pewnością zauważyliście, że wszyscy widzowie, choćby było ich trzydziestu, pocieszali nieszczęśliwego właściciela słowami: “W pewnej mierze jest z tej straty jakiś pożytek. Takie wypadki sprawiają, że przemysł ma zajęcie. Wszak ludzie muszą z czegoś żyć. Co stałoby się ze szklarzami, gdyby nigdy nie tłuczono szyb?” W tych słowach odnajdujemy zastosowaną do najprostszego przypadku doktrynę, ktόra, niestety, kieruje większością naszych ekonomicznych instytucji.

W pełni zgadzam się ze zdaniem, że wypadek ten dostarczy pracy i zarobku szklarzowi. Przyjdzie on, zrobi co do niego należy, zgarnie 6 frankόw i w sercu będzie dziękował niesfornemu dziecku. T o w i d a ć . Ale jeżeli, jak to się bardzo często dzieje, dochodzi się do wniosku, że dobrze jest wybijać szyby, bowiem przyspiesza to obieg pieniądza i wspomaga przemysł, to muszę zakrzyknąć: “Stop”! To rozumowanie opiera się na tym, c o w i d a ć , a nie uwzględnia, c z e g o n i e w i d a ć . N i e w i d a ć , że ponieważ nasz mieszczanin wydał 6 frankόw na jedną rzecz, nie będzie mόgł nabyć innej. N i e w i d a ć , że mając do wymiany szybę, nie może wymienić swych sfatygowanych butόw lub kupić nowej książki. Krόtko mόwiąc, wydałby swoje 6 frankόw dając zatrudnienie innej niż szklarz osobie.

Weźmy teraz pod uwagę przemysł jako c a ł o ś ć . Szyba została zbita, szklarze i producenci szyb dostali sześć frankόw – t o w i d a ć . Gdyby wypadek nie nastąpił, pieniądze poszłyby do innego przemysłu – t e g o n i e w i d a ć . Zatem dla przemysłu jako całości obojętne jest, czy szyby są bite czy nie. A jak wygląda rachunek naszego mieszczanina? W przypadku zbitej szyby wydaje on pieniądze i nie ma nic więcej, niż poprzednio. Gdyby szyba nie została zbita, kupiłby nowe buty i mόgłby cieszyć i z butόw, i z szyby. Ponieważ stanowi on część społeczeństwa stwierdzamy, biorąc je jako całość, że traci ono wartość szyby. W ten sposόb, uogόlniając, dochodzimy do nieoczekiwanej konkluzji: “Społeczeństwo traci, gdy rzeczy są bezużytecznie niszczone” – i do stwierdzenia, ktόre powinno zjeżyć włosy na głowie wszystkim zwolennikom protekcjonizmu: “Niszczenie, marnotrawstwo – nie przynosi korzyści gospodarce, nie daje zysku.

Cόż zatem powiecie panowie z “Monitora przemysłowego” uczniowie poczciwego pana de Saint-Chamans, ktόry z taką precyzją wyliczył zyski, jakie odniόsłby przemysł z pożaru w Paryżu, z racji konieczności odbudowy domόw. Przykro mi obalać ten zmyślny rachunek, tym bardziej, że znalazł on zrozumienie w Parlamencie. Proszę jednak zrobić go raz jeszcze licząc to, c o w i d a ć i to, c z e g o n i e w i d a ć .

Trzeba, aby czytelnik dobrze zrozumiał, że w scenie, ktόrą przedstawiłem pod jego rozwagę występują nie dwie, a trzy postacie. Pierwsza – nasz mieszczanin – reprezentuje konsumenta, pozbawionego przez zniszczenie swojego dobra. Druga – szklarz – to przedstawiciel producentόw, ktόry zyskuje wskutek wypadku. Wreszcie trzecia – to szewc (lub przedstawiciel dowolnej innej dziedziny) z tej samej przyczyny ponoszący stratę. Ta trzecia osoba zawsze pozostaje w cieniu i symbolizuje to, c z e g o n i e w i d a ć . Ona jest nieodzowna, by zrozumieć, jak absurdalne jest dopatrywanie się zysku w zniszczeniu. Ona rόwnież, wkrόtce, pouczy nas, iż nie mniej absurdalne jest szukanie korzyści w protekcjonizmie, ktόry w ostateczności nie jest niczym innym, jak częściową destrukcją.

Jeżeli dokładnie przyjrzycie się argumentom na jego rzecz, znajdziecie tam jedynie przerόbkę tej popularnej maksymy: “C o s t a ł o b y s i ę z e s z k l a r z a m i , g d y b y n i g d y n i e t ł u c z o n o s z y b ”?…

źródło: „Co widać i czego nie widać”

podobne: Majtki w dół czyli… 6 mitów na temat dotacji z Unii. Cukiernik: Prawda i fałsz o dotacjach z UE*  oraz: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Sektorowi państwowemu grozi efekt domina interwencjonizmu w górnictwie. Przez „flapsy” JSW straciło największego odbiorcę węgla. Michalkiewicz o najkrótszym programie gospodarczym. a także: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

polecam również:

Atak euro i polosocjalizmu. Przedsiębiorcy protestowali przeciwko polityce rządu. Będzie wspólny protest przewoźników i sadowników?


W jednym dniu usłyszeliśmy dwie złe wiadomości mówiące o kolejnych szaleństwach eurosocjalistów i socjalistów rodzimych. Przedsiębiorcy mają dość regulacji i zdzierstwa podatkowego i protestują.

W ramach ekoterrorystycznego szału Unii Europejskiej od nowego roku ceny paliwa dla statków na Morzu Bałtyckim mogą wzrosnąć o 40 procent. To wynik tego, że w życie wchodzi unijna dyrektywa, która ogranicza zawartość siarki w paliwach używanych przez statki na Bałtyku i Morzu Północnym do 0,1 procenta.

Z kolei Sejm uchwalił ustawę, która wprowadza nową koncesję – na obrót węglem z zagranicy. Ustawa utrudnia też import węgla do Polski przez wprowadzenie systemu zabezpieczeń majątkowych, jakie mają składać importerzy. Ponadto ustawa zwiększa o 40 etatów ilość urzędasów w Urzędzie Regulacji Energetyki, na co podatnicy wydadzą 4 mln zł rocznie. Za uchwaleniem nowelizacji głosowało 435 posłów. Tylko dwaj posłowie zagłosowali inaczej. Przeciw była Anna Grodzka z Partii Zielonych, a Przemysław Wipler, poseł KNP, wstrzymał się od głosu.

W kogo uderzają euro- i polosocjaliści? Bezpośrednio w przedsiębiorców, którym utrudnia się prowadzenie działalności gospodarczej i podnosi jej koszty, a pośrednio w konsumentów, którzy pozostają na samym końcu gospodarczego łańcucha pokarmowego i za to wszystko będą musieli ostatecznie zapłacić z własnej kieszeni. Szacuje się, że w rezultacie droższego paliwa dla statków dojdzie do kilkunastoprocentowej podwyżki cen frachtu i biletów na promy. Natomiast utrudnienie importu węgla to uderzenie w sektor energetyczny, któremu trudniej będzie kupić tańszy węgiel z zagranicy i w efekcie więcej za prąd zapłacą i Polacy prywatnie, i polskie firmy.

W tej sytuacji nie ma się co dziwić, że przedsiębiorcy mają dość i około 200 właścicieli małych i średnich firm protestowało przed Sejmem przeciwko antyrynkowej polityce rządu PO-PSL. Jak poinformowało Polskie Radio, przedsiębiorcy żądali wprowadzenia ułatwień w funkcjonowaniu małych i średnich przedsiębiorstw, w tym m.in. zmiany sposobu rozliczania faktur i podniesienia kwoty wolnej od podatku, zmian w zasadach opłacania ZUS-u, ograniczenia uprawnień urzędników skarbowych, którzy dostają premie za wystawianie mandatów oraz uproszczenia przepisów.”

Tomasz Cukiernik za nczas.com

podobne: Tani węgiel solą w oku lobby górniczego. POwszechna zgoda na komunizację (certyfikaty jakości, koncesje) branży i dopłacanie do interesu za pieniądze podatników. oraz: „List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm. i to: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą. Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy? polecam również: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

Przedsiębiorcy protestowali przeciwko polityce rząduBędzie wspólny protest przewoźników i sadowników?

07.11.2014 (IAR) -Przedsiębiorcy protestowali przeciwko polityce rządu. Przed Sejmem około stu właścicieli małych i średnich firm domagało się zmiany polityki rządu wobec tego typu firm.

Protestujący w trakcie manifestacji podpalili kukły premier Ewy Kopacz oraz ministra finansów.

Piotr Surmacki organizator protestu wyjaśniał, że przedsiębiorcy oczekują od rządu wprowadzenia ułatwień w funkcjonowaniu małych i średnich przedsiębiorstw i przedstawił kilka postulatów. Właściciele firm domagają się między innymi zmiany sposobu rozliczania faktur i podniesienia kwoty wolnej od podatku – mówili, że w Polsce jest ona najniższa – 3 tysiące złotych w Anglii 10 tysięcy funtów. Przedsiębiorcy domagają się również zmian w zasadach opłacania ZUS-u, oraz ograniczenia uprawnień urzędników skarbowych, którzy mają premie za wystawianie mandatów właścicielom firm.

Dominik Chernik podkreślał, że przedsiębiorcy chcą też, by Urzędy Skarbowe mogły sprawdzać ich dokumenty za krótszy niż do tej pory okres. Obecnie urzędnicy mogą kontrolować dokumenty za okres pięciu lat i dowolnie interpretować przepisy, tymczasem właściciele firm chcą, by ten okres skrócić do roku. Ponadto oczekują też uproszczenia przepisów dotyczących działalności.

Właściciele firm skarżyli się także na to, że są traktowani jak złodzieje i potencjalni oszuści, że nie są szanowani choć stwarzają aż 80 procent miejsc pracy w Polsce.

Przedsiębiorcy podkreślali, że górnictwo to tylko 3 procent polskiego PKB, a małe i średnie firmy to 67. Dlatego pytają „dlaczego rząd godzi się na dokładanie pieniędzy do kopalń, a przedsiębiorcom rzuca kłody pod nogi?”.

Przedsiębiorcy złożyli też w kancelarii Sejmu petycję ze swoimi postulatami.

Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/sk

podobne: Przedsiębiorcy walczą o skażony alkohol. Wiceminister popełnił przestępstwo? oraz: Kosztowna głupota. Nacjonalizacja rynku podręczników doprowadzi do bankructwa wielu przedsiębiorców, a dzieci stracą możliwość nauki z lepszych książek. i to: „Dziennik GP” – Firmy uderzone VAT-em. Ożywienie w gospodarce dusi przedsiębiorczość? a także: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy. polecam również: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? i to: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków oraz: Marcin Nowacki o dokręcaniu śruby polskim przedsiębiorcom. a także: Rostowski vs. gospodarka…10 POtężnych ciosów dla przedsiębiorców polecam również: Dla złodziei figa z makiem – MISie mówią dośc!

10.11.2014 (IAR) – Przewoźnicy liczą milionowe straty i tracą cierpliwość. Od kilku miesięcy, po wprowadzeniu rosyjskiego embarga na unijne produkty, nasza sytuacja stale się pogarsza, a rząd nie reaguje – alarmują transportowcy i nie wykluczają wspólnych protestów z sadownikami.

Prezes Ogólnokrajowego Stowarzyszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych i Spedytorów „Podlasie” Waldemar Jaszczur powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej, że decyzja o dołączeniu do protestów może zapaść jeszcze w tym tygodniu.

Waldemar Jaszczur zwrócił uwagę, że problemy przewoźników mogą przełożyć się wkrótce na rynek pracy. „Tysiące kierowców, spedytorów i dyspozytorów, ludzi bezpośrednio i pośrednio związanych z naszą branżą tracą miejsca pracy” – alarmował rozmówca IAR. Podkreślił, że we wszystkich firmach tendencja jest taka, aby redukować zatrudnienie i sprzedawać zalegające na parkingach pojazdy, które generują koszty i od których przewoźnicy muszą płacić podatki.

Z niepokojem sytuację obserwują mieszkańcy regionów, w których szczególnie dużo jest firm transportowych. Do takich należy powiat łukowski na Lubelszczyźnie – przyznaje starosta Janusz Kozioł. Zwrócił uwagę, że tylko w gminie Trzebieszów funkcjonuje kilkadziesiąt firm, z których każda posiada kilkanaście lub kilkadziesiąt samochodów ciężarowych.

Polska jest liderem drogowych przewozów transportowych w Europie. Flota polskich przewoźników liczy ponad 150 tysięcy aut.

IAR/Tomasz Marciniuk/buch

źródło: stooq.pl

podobne: Pisarska: rosyjskie embargo wpływa tylko na ułamek eksportu do Rosji. Przewoźnicy o embargu: wielu grozi bankructwo. Moskiewskie media piszą o ewentualnym polskim embargu na rosyjski węgiel. oraz: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś.

zamiast komentarza cytat:

…Oto właściciele ziemscy – na czym im zależy? By ziemia była płodna, a pogoda sprzyjająca. Ale co z tego wynika? Że zboża będzie pod dostatkiem, a cena się obniży, a więc zyskają na tym ci, którzy nie mieli majątku. Oto producenci – o czym nieustannie myślą? Aby udoskonalać swoją pracę, zwiększać moc maszyn, zdobywać surowce na jak najlepszych warunkach. A do czego to wszystko prowadzi? Do obfitości i niskiej ceny produktów, to znaczy, że wszystkie wysiłki podejmowane przez producenta, który się tego nawet nie domyśla, przekształcają się w zysk konsumenta, którym także ty jesteś. To samo dotyczy wszystkich zawodów. Co więcej, także kapitaliści podlegają temu prawu. Oni są bardzo zajęci zarabianiem pieniędzy, oszczędzaniem, czerpaniem korzyści z tego wszystkiego, co robią. To bardzo dobrze, ale im większy sukces odnoszą, tym bardziej przyczyniają się do zwiększania kapitałów i siłą rzeczy do obniżania procentu. A kto czerpie korzyść z obniżania procentu? Czyż najpierw nie pożyczkobiorcy, a w końcu konsumenci produktów, które są wytwarzane dzięki kapitałom? Nie ma zatem wątpliwości, że końcowy rezultat wysiłków każdej klasy to dobro wspólne wszystkich klas….” (Frédéric Bastiat)

Frederic Bastiat socjalizm