Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza.


„…Obecny polski wymiar sprawiedliwości jest kontynuacją tworu, który powstał w 1943 r. w Związku Sowieckim. Po aresztowaniu przedwojennych sędziów, tzw. „grupy operacyjne” wkraczające z Rosjanami zakładały nowe sądy, których celem było wychowanie tzw. „sędziów nowego typu”, służących komunistom. To ich odziedziczyła III RP i przyjęła, że nadają się, by pełnić rolę wymiaru sprawiedliwości niepodległego państwa.

Decyzję prezydenta Andrzeja Dudy, by bez czekania na drugą instancję unieważnić jawnie niesprawiedliwy wyrok wobec Mariusza Kamińskiego, można odczytać jako demonstrację. Tego, że fikcja, zgodnie z którą narzędzie stworzone przez komunistyczny totalitaryzm do walki z Polakami, może ich sprawiedliwie sądzić, kończy się.

Środowisko sędziowskie nigdy po 1989 r. nie zostało poddane weryfikacji. Olbrzymie zło, wyrządzone obywatelom przez wielopokoleniową sędziowską sitwę, musi zostać rozliczone, a ci, którzy sprzeniewierzyli się zasadom niezawisłości, usunięci i ukarani. Tego chce większość Polaków – według sondaży ponad połowa z nich nie ufa wymiarowi sprawiedliwości.

Historia tego, jak powstawał i rozwijał się ów stworzony przez Związek Sowiecki twór, jest w III RP jednym z tematów tabu. Artykuł Piotra Lisiewicza z miesięcznika „Nowe Państwo” przerwał zmowę milczenia w tej sprawie. Poniżej zamieszczamy go w całości. (red.)

Skazał na śmierć „Nila” i szkolił elitę sędziów III RP

„Bierni i wrodzy”, „reakcyjne elementy w prawnictwie”, „usiłujący kompromitować młody aparat bezpieczeństwa” – tak mówiła o przedwojennych sędziach propaganda PRL, co skutkowało ich aresztowaniami i wyrzucaniem z pracy. Ich miejsce zajął wyszkolony w trybie przyspieszonym „młody narybek prawniczy”, potrafiący pokonać „skostnienie i formalizm” i „dojrzeć – gdzie czyha wróg”. Nowy wymiar sprawiedliwości wchodził do Polski, nierzadko dosłownie, na sowieckich bagnetach. Ale „walka o nowy typ sędziego” wymagała dziesięcioleci pracy ideologicznej nad świadomością narybku.

Ten narybek, wprawdzie inaczej niż w pierwszych latach PRL, mający już maturę, a nawet skończone studia, odziedziczyła III RP. I przyjęła, że „sędziowie nowego typu” nadają się do tego, by wypełniać rolę wymiaru sprawiedliwości niepodległego państwa.

Satyryk Bohdan Smoleń mawiał, że niezawisłość sędziowska polega u nas głównie na tym, że żaden sędzia jeszcze nie zawisł. Samo środowisko prawnicze w swej większości nigdy nie widziało potrzeby oczyszczenia się z ludzi wsadzających do więzień tych, którzy walczyli o wolną Polskę.

Do rangi symbolu urasta fakt, że uczniem prof. Igora Andrejewa, w latach stalinowskich głównego ideologa „walki o nowy typ sędziego”, jest prof. Lech Gardocki, pierwszy prezes Sądu Najwyższego z lat 1998–2010, odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Andrejew teorię łączył z praktyką – był jednym z trzech sędziów, którzy utrzymali w mocy wyrok śmierci na gen. Emila Fieldorfa „Nila”, a następnie negatywnie zaopiniował prośbę o jego ułaskawienie.

Nie był to fakt w PRL szerzej znany. Nie stanowiło natomiast dla nikogo zorientowanego tajemnicy, że Andrejew w latach stalinowskich piastował stanowisko dyrektora Centralnej Szkoły Prawniczej im. Teodora Duracza, zwanej „Duraczówką”, którą to nazwę ludowa mądrość połączyła z rosyjskim słowem „durak”, czyli głupek. To tam w ciągu dwuletnich przyspieszonych kursów pod kierunkiem Andrejewa szkolono w ideologicznym zapale kadry kierownicze zbrodniczego stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości. Matury nie wymagano.

Mimo to po likwidacji skompromitowanej „Duraczówki” przez cały PRL Andrejew wychowywał pokolenia sędziów na Uniwersytecie Warszawskim i w Polskiej Akademii Nauk. Zaś jego uczeń Gardocki nie widział przeszkód, by w 1988 r. jako redaktor naukowy opracować „Tom specjalny wydany dla uczczenia pracy naukowej Igora Andrejewa”.

Sądy i prokuratura – największa klęska III RP

W wyniku utrzymania tej ciągłości, którą symbolizują nazwiska Andrejewa i Gardockiego, mamy aparat sprawiedliwości niezdolny do bronienia honoru Polski po smoleńskiej tragedii. Od 26 lat niepotrafiący rozliczyć komunistycznych zbrodni. A na co dzień – nienadający się do skutecznej walki z przestępczością białych kołnierzyków. Za to nierzadko wsadzający do więzień i szpitali psychiatrycznych osoby niemające pieniędzy na adwokata, które popadły w konflikty z urzędniczymi sitwami.

Ubocznym skutkiem braku weryfikacji w wymiarze sprawiedliwości jest niechęć do rozmowy o jego historii. Owszem, o zbrodniach stalinowskich wiemy sporo. Natomiast nic lub prawie nic nie pisze się o tym, jak powstał aparat prokuratorski i sądowniczy zdolny do tych zbrodni. I jak przetrwał różne historyczne zakręty…” (Piotr Lisiewicz)

całość tu: Koniec bezkarności postsowieckiego wymiaru sprawiedliwości!

O tak! Z pewnością pewna część polskiego wymiaru sprawiedliwości nadaje się do wymiany, a być może powinna nawet trafić za kratki. Ale jeśli nowa władza chce tę niewątpliwą konieczność przeprowadzić z pozycji moralnej wyższości, z zachowaniem obiektywnego poczucia sprawiedliwości (i prawa), a nie dlatego że „większość się domaga”, to nie może równolegle dokonywać zamachu na istotę sądownictwa – jego niezależność. Co do „większości”, to czy wcześniej jej nie było? (tyle że wspierała innych) Co to w ogóle za argument? No i jaka to większość skoro wyborcy PISu to zaledwie część z tej połowy która w ogóle poszła na wybory. Nie może „nowa” władza która w szyldzie ma „prawo i sprawiedliwość” posługiwać się niejasnymi regułami i tworzyć niebezpieczne na przyszłość precedensy prawa dla politycznych celów. Gdyż mogą one zostać później wykorzystane w niecny sposób jako „praktyka prawna”, ze szkodą dla obiektywnego poczucia sprawiedliwości. Tę stajnię Augiasza należy wyczyścić a nie spalić do cna łącznie z fundamentami (ideą niezależności), robiąc miejsce dla jakiegoś potwora. Nieuczciwych sędziów trzeba „wycinać”, ale nie można jednocześnie razem z nimi wyciąć istoty wymiaru sprawiedliwości.

Dotyczy to również ułaskawiania przestępców (i to z naruszeniem prawa) po to żeby ich umieszczać na wysokich stanowiskach, jakim jest np. minister koordynator służb specjalnych. Nie ma to nic wspólnego z „poczuciem sprawiedliwości”. Bardzo źle świadczy o nowej władzy fakt że całą akcję przeprowadzono po to, by oddać resort służb specjalnych człowiekowi któremu udowodniono totalniackie zapędy. Mowa tu o ułaskawianiu (prawnym i moralnym) Pana Kamińskiego, który nadużywał władzy do bezprawnych działań polegających na fabrykowaniu sytuacji przestępczych, po to żeby wabić w nie ludzi i na sfingowanej przez siebie od początku podstawie ich zamykać. Taki człowiek powinien siedzieć a nie nadzorować służby specjalne w Polsce…

„…Kamiński – mimo braku uzasadnienia popełnienia przestępstwa w aferze gruntowej – zdecydował się przeprowadzić operację specjalną, a podległych mu funkcjonariuszy podżegał do przestępstwa. Polegało ono na kierowaniu niezgodnymi z prawem działaniami operacyjnymi – wręczenia łapówki Piotrowi Rybie i Andrzejowi K. oraz „funkcjonariuszom publicznym”. Prokuratura uznaje to za „niedozwoloną prowokację”.
Według zarzutu, Kamiński działał ze „z góry powziętym zamiarem” i odpowiada karnie za działania całej nadzorowanej przez siebie instytucji – powinien był bowiem nie dopuszczać do nadużywania uprawnień przez podległych sobie funkcjonariuszy, co stanowi niedopełnienie obowiązków szefa CBA. „Za jego wiedzą i zgodą podlegli mu funkcjonariusze podrobili szereg dokumentów osób fizycznych i jednostek samorządowych” – głosi uzasadnienie zarzutu.
– W tej sprawie stwierdziliśmy kilka przypadków stosowania kontroli operacyjnej bez zgody prokuratora i sądu – podkreśliła rzeczniczka prokuratury Mariola Zarzyka-Rzucidło. Według prowadzących śledztwo Kamiński miał świadomość, że w oparciu o podrobione dokumenty zostanie wydana w ministerstwie rolnictwa decyzja administracyjna naruszająca prawa osób trzecich – właścicieli gruntu w Muntowie…” więcej na Szef CBA usłyszał zarzut. Nie przyznaje się podobne tu: „Z miłości do prawa łamać prawo”, czyli jeszcze raz o Sawickiej

Cała ta chucpa oraz przekonanie wyborców i dworaków PIS o słuszności posunięć Dudy, w niczym nie zmienia faktu że Pan Kamiński został słusznie przez sąd pierwszej instancji skazany. Cała ta „afera gruntowa” przypominała bowiem „zabawę” w którą czasem bawią się strażacy – sami podpalają by później mieć co gasić. Afera została bowiem od początku do końca zorganizowana i zrealizowana przez CBA, w dodatku z nadużyciem władzy (podobnie było w przypadku Beaty Sawickiej, innym zaś przykładem może być ABW i Brunon K.). Ostatecznie prowokatorom udało się wciągnąć tylko jedną osobę z zewnątrz (Pana Rybę). Drugi podejrzany (Pan Kryszyński) okazał się „byłym” funkcjonariuszem (skończył elitarną szkołę wywiadu w Kiejkutach i był oficerem UOP). A że ze służb nigdy się nie wychodzi, to tylko Ryba dostał odsiadkę, zaś Kryszyńskiego ukarano grzywną. To z kolei rodzi domysły że Kryszyński mógł pełnić w tej aferze rolę „tajniaka”, a jego zadaniem było prawdopodobnie sztuczne napędzanie całej afery, łącznie z prowokowaniem, kreowaniem i nakłanianiem do zachowań korupcyjnych „wspólnika” – Ryby. Jeśli CBA powołano do tego by wytwarzać sytuacje korupcyjne, to w tym kraju ŻADEN obywatel nie może czuć się bezpieczny. Jest to typowo ubecka metoda działania którą można podsumować słynnym cytatem „dajcie mi człowieka a paragraf się znajdzie”. Tego rodzaju „specjalne uprawnienia” stanowią też pokusę do pozbawionego ryzyka „zarobku” dla skorumpowanych funkcjonariuszy. Bo nawet jak wpadną to zawsze będą mogli się wytłumaczyć, że przecież to była taka specjalna akcja-prowokacja – całkowicie legalna!

Ludzi którzy uważają ten sposób postępowania za potrzebny i praworządny nie uważam za godnych prawa łaski, ani za właściwych kandydatów na funkcjonariuszy czy ministrów mających pełnić nadzór nad służbami. Są to zbiry najgorszego sortu, bo potrafią bez skrupułów wykorzystać powierzoną im władzę do szukania haków nawet na niewinnych ludzi (gdyby nie nakłanianie CBA to nie popełniliby sami z siebie przestępstw). To jest jakieś kuriozum, a wszczęcie procedury ułaskawienia kogoś, kto nie został jeszcze prawomocnie skazany jest przy tej okazji „piękną” konkluzją paradoksu z jakim mamy do czynienia. Być może drugorzędnym problemem (dla zwykłych obywateli), ale jednak pokazującym jak paskudnie zaczyna się bawić „nowa” władza, i jak potrafi wyzbyć się skrupułów żeby osiągnąć polityczny cel… I tę hucpę postanowił żyrować człowiek który skończył prawo i klęka na mszy w Kościele…tfuuuu. Prezydent „obrońca” – prywaty i partyjnych interesów.

Trochę innych standardów oczekiwałem od Pana Dudy (Rola prezydenta RP). Nawet Komorowski ze swoją WSIową oprawą (który ma sporo innych rzeczy na sumieniu) nie połasił się na to żeby przerywać sądom przed zakończeniem postępowania, by ułaskawić kumpla przeznaczonego na ministerialny stołek. Najgorsza w tym wszystkim jest premedytacja na określone polityczne zapotrzebowanie. Duda najprawdopodobniej wiedział że Kamiński zostanie skazany więc zdecydował się na „mniejsze zło” (w swoim mniemaniu), zanim do Kamińskiego przylgnie wyrok przestępcy skazanego prawomocnym wyrokiem. Wyręczył więc sąd drugiej instancji i postawił się w roli sędziego który lekkim ruchem ręki na podstawie własnego widzimisię ocenia kto jest słusznie sądzony a kto nie. To że złamał w ten sposób prawo miało w tym wypadku trzeciorzędne znaczenie. Bo „społeczne poparcie” wyborców PIS, jak i całego intelektualnego zaplecza tej partii, hurtem okrzyknęły że był to jedynie słuszny (i o zgrozo! sprawiedliwy) ruch. Zaś dla tej części która polityką się w ogóle nie interesuje był to kolejny nieinteresujący rozdział wojny na górze. Mało kto się zastanawia nad niebezpieczeństwem wynikającym z tego precedensu a w zasadzie bezprawia. Priorytetem ponad wszystko było to, żeby kandydat na ministra koordynatora służb specjalnych mógł tym ministrem zostać bez łatki „prawomocnie skazanego”. Nie mógłby bowiem w sposób nieskrępowany wykonywać swoich funkcji, bez dostępu do informacji tajnych i ściśle tajnych (nie daje się tego rodzaju uprawnień kryminalistom). Dlatego też dołożono wszelkich starań (łącznie z zamachem na praworządność) żeby Pan Kamiński nie został prawomocnie skazany.

Należy zwrócić uwagę również na to, że Pan Duda jednocześnie zdjął z lobby sędziowskiego (ukłon w stronę palestry z racji wyuczonego zawodu?) presję ewentualnej konieczności uchylenia pierwszego wyroku (który był jak najbardziej słuszny i nie do podważenia). Sąd po prostu nie mógłby uniewinnić Kamińskiego bez naplucia sobie w gębę gdyż nie miał do tego podstaw. Całe odium (nie)odpowiedzialności spadło więc na urząd prezydenta, który przerwał niewygodny impas. Sędzia do którego trafiło pismo o ułaskawieniu z rozbrajającą szczerością przyznał że nie wie co z tym fantem zrobić, ale jednocześnie zasugerował że dalszy proces jest bezcelowy. Tylko na jakiej podstawie?

Pozostaje pytanie – kim jest Pan Kamiński, że Pan Duda rzuca na szalę swoją reputację jako uczciwego człowieka, powagę urzędu prezydenta i porządek prawny, by w wielkim pośpiechu i bez uzasadnienia (poza subiektywnym odczuciem – SIC!) oddać przysługę człowiekowi który nie jest tego wart, bo naginał prawo dla politycznych celów (czy swoich czy kogoś innego to nie ma znaczenia), w związku z czym nie powinien pełnić ŻADNEJ funkcji publicznej, a co dopiero takiej władzy jaką posiada minister koordynator służb specjalnych. Dlaczego MUSIAŁ być to właśnie Kamiński? Myślę że PIS potrzebuje „sprawdzonej” osoby na tym stanowisku, która nie cofnie się przed niczym kiedy partia będzie tego potrzebować. Jeśli takie mają być standardy „prawa i sprawiedliwości” to ja dziękuję. Osobiście jako zwykły szary i nic nie znaczący obywatel mogę mieć to gdzieś, ale jako człowiek który przykłada wagę do porządku, sprawiedliwości i uczciwości w życiu publicznym, nie mogę udawać że nie widzę tego co się dzieje. Nie będę udawał z fałszywej sympatii dla „dobrych chęci” i „konieczności dania szansy” nowej władzy, że wolno im więcej kosztem elementarnych zasad stworzonych dla NASZEGO (obywateli) bezpieczeństwa właśnie przed potencjalną zbyt rozbuchaną chciwością władzy.

Analizując zaś sam proces „ułaskawienia” Pana Mariusza Kamińskiego przez Pana Andrzeja Dudę należałoby zacząć od wyjaśnienia co to takiego ułaskawienie. Dokładnie nazywa się to „prawo łaski” i wynika z art 139. Konstytucji RP, jednak sama konstytucja nie definiuje tego pojęcia w żaden sposób! Przepis ten stanowi tylko tyle że: „Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski. Prawa łaski nie stosuje się do osób skazanych przez Trybunał Stanu.” Z samej treści tego artykułu nie wynika absolutnie nic poza czysto semantycznym znaczeniem słów „stosuje prawo łaski” (zdanie pierwsze) i kogo ta łaska nie dotyczy (zdanie drugie). Co się przekłada „możesz iść, ale nie wolno Ci pójść w lewo”. Jednak mając na uwadze to, że na tej drodze nie jesteś sam, bo istnieją jeszcze inne organa władzy jak ustawodawcza a zwłaszcza sądownicza obwarowane tak samo ważnymi kompetencjami (w ramach tej samej konstytucji), to nie możesz sobie chodzić jak chcesz, bez uważania na innych! I o tym właśnie jakby część klakierów PISu zapomina.

Tymczasem z uwagi na nieprecyzyjność pierwszego zdania (na czym to prawo łaski miałoby konkretnie polegać) cała reszta dopowiedzeń, w jaki sposób i kiedy prezydent może, a w jaki sposób i kiedy nie może skorzystać z tego prawa, po prostu MUSI uwzględniać inne przepisy. Zwłaszcza zawarte w konstytucji (czyli tej samej rangi i powagi), mówiące o rozdziale władzy sądowniczej od ustawodawczej i wykonawczej, oraz zawarte w aktach prawnych niższego rzędu (kodeksy, ustawy) w ramach – lex specialis (gdyż istnieją również takie). Przepisy te powinny zatem owo prawo łaski o ile nie definiować to przynajmniej precyzować, jednocześnie nie ograniczając jego sensu.

„Łaska” oznacza w praktyce prawniczej „darowanie kary”. A zatem sensem „prawa łaski” jest uwolnienie od KARY (dolegliwości) a nie winy (za popełniony czyn), która jednak musi być wcześniej udowodniona (w ramach procesu), żeby można było w ogóle mówić o ukaraniu (i jego podstawach). Ułaskawienie dotyczy więc skazanego, i to PRAWOMOCNIE – bo tylko takich osób dotyczy UKARANIE. Nie ma skazania (prawomocnego) – nie ma kary – nie ma ułaskawienia. Taki jest logiczny ciąg zależności. Osoba „nieprawomocnie skazana” nie podlega bowiem żadnej sankcji, którą można by jej w ramach „prawa łaski” darować. Więc każdy kto twierdzi że można ułaskawić kogoś (a nie uniewinnić! – uniewinnienie to nie jest to samo co łaska 🙂 ) kto nie został uprzednio skazany (a w związku z tym nie podlega karze) po prostu bredzi. O tym zresztą traktuje pośrednio drugie zdanie art. 139 konstytucji. Przyjmując na chwilę logikę Pana Dudy za dopuszczalną, (że prawo łaski nie wymaga skazania i że może być ono stosowane na każdym etapie postępowania sądowego SIC!) można byłoby łatwo obejść ograniczenie zawarte w zdaniu drugim, które swoją drogą nieprzypadkowo zestawia „łaskę” ze „skazanym” (tyle że w ramach ograniczenia). Wystarczyłoby bowiem, żeby prezydent nie czekał aż Trybunał Stanu kogoś skaże, tylko uruchomił procedurę ułaskawienia w trakcie lub natychmiast po wszczęciu takiego postępowania przed Trybunałem Stanu i już można sobie tym ograniczeniem podetrzeć d…udę 😉 I to samo na zasadzie analogii można byłoby stosować w sądach powszechnych. Jest to po prostu absurd i jawne bezprawie!

Nie można prawem łaski skracać postępowania karnego czy sądowego. To naruszałoby albo wręcz likwidowało prawo oskarżonego (pozwanego) zarówno do udowodnienia przed sądem swojej niewinności, jak i do skazania oraz ukarania przez sąd sprawcy czynu zabronionego któremu udowodniono winę. Byłoby to naruszenie elementarnych zasad prawa i poczucia sprawiedliwości w społeczeństwie. Zamykałoby bowiem możliwość ustalenia, kto jest winien (i dlaczego), poprzez jedną decyzję prezydenta. Taka ingerencja w wymiar sprawiedliwości byłaby niebezpieczna zwłaszcza w sprawach funkcjonariuszy państwowych związanych z władzą „panującego”. Skoro rzekomo Konstytucja (ani inne przepisy) nie mają prawa ograniczać prezydenta w stosowaniu prawa łaski, to równie dobrze można zlikwidować całą władzę sądowniczą bo jest niepotrzebna, a prawo łaski to żadne „prawo” a po prostu licencja na nieomylność prezydenta w sprawach sądowych. Nadawanie jednemu człowiekowi takiej władzy to faktyczne połączenie w jednym ręku władzy wykonawczej z sądowniczą (niemal absolutyzm). Skoro ułaskawienie jest dopuszczalne na KAŻDYM etapie sprawy, to co stoi na przeszkodzie żeby prezydent zażyczył sobie takiego „ułaskawienia” natychmiast po wniesieniu oskarżenia, przerywając cały proces na samym początku, tak żeby nikt nie dowiedział się żadnych faktów dotyczących oskarżenia takiego czy innego „kolegi prezesa” 😉 Bo zgodnie z „nowym prawem” prezydent nie musi czekać na to, aż cokolwiek będzie komuś udowodnione. Nie musi się też liczyć z argumentami skoro jeszcze żaden nie wybrzmiał! Sąd może się zatem nie wysilać w zbieraniu i rozpatrywaniu dowodów, przesłuchiwaniu świadków czy w innych czynnościach mających na celu dążenie do ustalenie prawdy obiektywnej, bo ona się nie liczy. Liczy się tylko „poczucie sprawiedliwości” Pana prezydenta – koniec kropka!

Dlatego najważniejszy w całej tej sprawie w zestawieniu z art. 139 konstytucji, jest art. 7, który mówi, że organy władzy działają nie tylko na podstawie, ale i w granicach prawa, a przede wszystkim art. 173. gdzie stoi jak wół napisane, że sądy i trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz. Skracanie postępowania sądowego przez prezydenta (czyli inną władzę – wykonawczą) jest zatem działaniem poza granicami prawa, oraz naruszeniem odrębności sądu jak i niezależności toczącego się postępowania, gdyż dopiero wyrok (i to prawomocny) takie postępowanie kończy. Prezydent powinien ZACZEKAĆ na zakończenie postępowania, by dopiero od jego skutków (KARY ale nie od winy) móc swojego kolegę legalnie „zwolnić”. Jednak to by oznaczało że Pan Kamiński pozostanie winny popełnionego przestępstwa, a tylko nie wyląduje za to w więzieniu.

„…Zważywszy na to, że okazany przez prezydenta Dudę akt łaski godzi w elementarne poczucie sprawiedliwości i podważa fundamenty państwa prawa, wypada jedynie trzymać kciuki aby Sąd Okręgowy nie uległ presji większości doktryny prawa konstytucyjnego. Powinien uznać, że akt łaski zastosowany przez Prezydenta wykraczał poza jego prerogatywy, przez co był bezskuteczny. Skutkować to winno odmową umorzenia postępowania karnego i merytorycznym rozpoznaniem apelacji (o ile tylko, wobec ponownego wyboru Mariusza Kamińskiego na posła nie ma potrzeby ponownego uchylenia mu immunitetu, co już jest jednak zupełnie inną kwestią). A nuż w wyniku rozpoznania apelacji sąd w drugiej doszedłby do wniosku, że przestępstwo nie zostało popełnione i uniewinnił oskarżonego. Byłoby to z wielkim pożytkiem dla samego Kamińskiego (który mandat do sprawowania funkcji publicznych wywodziłby wówczas z oceny niezawisłego sądu, a nie z posiadania wpływowych kolegów), ale przede wszystkim dla budowy w Polsce państwa prawa.” (Tomasz Ludwik Krawczyk – Ułaskawienie nieskazanego Mariusza Kamińskiego a konstytucja)

…wypada więc powtórzyć za Panem Kokoszkiewiczem…

…Istnieje jednak pewne niebezpieczeństwo zagrażające każdej grupie rządzącej zwłaszcza, kiedy posiadła ono pełnię władzy. Mam na myśli triumfalizm, arogancję i przemożną pokusę spożywania zakazanych owoców, które takiej władzy często podtyka się jak na tacy. Bardzo ważne, aby media, które przez lata wspierały PiS nie poczuły się organami partyjnymi i nie przyjęły wraz z rządzącymi zasady TKM, czyli „Teraz K…a MY”.

I tu widzę bardzo ważne zadanie dla „Warszawskiej Gazety”, na której okładce nad winietą widnieją pisane drobną kursywą słowa: Nie obchodzą nas partie lub te czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski-polskiej. Te dwa zdania zaczerpnięte zostały z ulotki kpt. Władysława Łukasiuka, „Młota” z 6 Brygady Wileńskiej AK.

Pamiętajmy, aby radość z tego, kto dzisiaj Polską rządzi nie przesłoniła nam nigdy czegoś o wiele ważniejszego, czyli tego jak rządzi i jakie cele stara się realizować. Powyższy cytat zapamiętajmy i traktujmy, jako wzornik i kopiał, który zawsze przykładać będziemy do każdej decyzji i poczynań nowej władzy. Jeżeli cokolwiek nie będzie pasowało do tego wzornika będziemy informować, a kiedy trzeba alarmować nie zważając, że komuś może się to nie spodobać. Trzeba pamiętać, że zawsze najłatwiej oszukać tych najbardziej i ślepo zakochanych. Dziennikarzom nie wypada tak na zabój kochać się we władzy bo utracą jakąkolwiek wiarygodność dołączając do Michnika, Lisa, Żakowskiego czy „Stokrotki” Olejnik.” (Mirosław Kokoszkiewicz)

źródło: Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę

… i liczyć na deklarowaną niezależność od nowej władzy by dać świadectwo owej wiarygodności o której jest mowa w cytacie. Tymczasem do tego co się wydarzyło jak ulał pasuje fragment z „Pana Tadeusza”:

„…Mistrz coraz takty nagli i tony natęża,
A wtem puścił fałszywy akord jak syk węża,
Jak zgrzyt żelaza po szkle – przejął wszystkich dreszczem
I wesołość pomięszał przeczuciem złowieszczem.
Zasmuceni, strwożeni, słuchacze zwątpili,
Czy instrument niestrojny? czy się muzyk myli?…” 

Pora przejść do innej sprawy…

„Ledwo na cztery dni przed zwycięstwem PiS w wyborach parlamentarnych Tomasz Siemoniak, wicepremier i minister obrony narodowej, powołał na stanowisko rektora AON byłego żołnierza komunistycznej bezpieki wojskowej gen. Bogusława Packa” – czytamy w serwisie Niezależna.pl.

Siemoniakowi nie przyszło do głowy, by skonsultować tę decyzję z Andrzejem Dudą, zwierzchnikiem sił zbrojnych. Ale gen. Pacek długo się stanowiskiem nie cieszył. Wczoraj odwołał go nowy minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. Decyzja była jedną z pierwszych, które podjął.

To symboliczne. Tym samym w szeregi pozostałych w strukturach wojskowych pracowników, współpracowników i konfidentów komunistycznej bezpieki poszedł jasny sygnał:

„grubej kreski” nie będzie.

To samo dotyczy zapewne poukrywanych tu i ówdzie żołnierzy WSI, tak zaciekle zwalczających likwidatora „długiego ramienia Moskwy”.

Bez dokończenia procesu lustracji, bez wyeliminowania z życia publicznego ludzi zakorzenionych w PRL i ZSRS, nie ma możliwości przeprowadzenia sanacji życia publicznego.

Wiedzą o tym wszyscy, a najbardziej przeciwnicy nowego ministra obrony. Dlatego tak zaciekle go atakują.” (Wojciech Mucha)

źródło: Przegonić bezpiekę

Wiedzą o tym wszyscy… zauważa Pan Mucha pisząc o potrzebie lustracji (bardzo słuszna koncepcja) i odżegnując nowe władze od „grubej kreski” (do której nie powinno nigdy dojść). Na dowód realizacji tych potrzeb przywołuje odwołanie z funkcji rektora AON byłego żołnierza komunistycznej bezpieki wojskowej gen. Bogusława Packa. Jednak mało kto wie, że ten gest nie ma po pierwsze nic wspólnego z lustracją, ani z likwidacją grubej kreski, a jest po prostu elementem polityki kadrowej w ramach zmiany u władzy. Jak ktoś nie wierzy niech się zapozna z podstawą prawną zwolnienia gen. Packa.

Jest to zapewne jeden z wielu gestów które jeszcze przed nami a które szumnie będzie się nazywać „sprawiedliwością dziejową” i oczyszczaniem aparatu państwa z wrażego elementu. W ilu wypadkach będzie to rzeczywiście podyktowane troską o kompetencje i uzasadnionym brakiem zaufania do delikwenta (z racji starych grzechów) to można będzie ocenić na podstawie ilości udowodnionych przed sądem przestępstw, niekompetencji i „zdrad” (nie spodziewam się zbyt dużo tego typu spraw). Z pewnością przypadek gen. Packa zmobilizuje prawdziwe szuje do samodzielnego ruchu w pożądanym przez nowe władze kierunku, i odejdą z zajmowanych stanowisk na własną prośbę, oszczędzając tym samym czasu i zachodu nowym pryncypałom – i tyle z tego będzie dobrego. O największych „ludziach honoru” uciekających przed „rozliczeniem” z pewnością się dowiemy z komunikatów prasowych, bo media „niezależne” będą się na ten temat rozpisywać, trąbiąc o tym jak to PIS samym swoim „majestatem” robi „porządek”. Natomiast o tym ilu z tych nieodrodnych synów ludowej rzeczypospolitej zachowa swoje posadki uzyskując status „naszych sukinsynów” (jeśli przysięgną lojalność nowej władzy) nie dowiemy się zbyt szybko. Jeśli jednak  przypadkiem się dowiemy, to będzie nam to z pewnością dobrze wytłumaczone. W przeciwnym wypadku ci ludzie będą się bronić przed ujawnieniem, strasząc kogo trzeba wiedzą na temat co niektórych aparatczyków z PISu 🙂 Bo taka jest cena za bycie partią „kompromisu” i zadawnionych układów rodem z Magdalenki, oraz kadrami z PZPRu.

Ta „dekomunizacja” z pewnością zadowoli na jakiś czas część elektoratu PIS. Nic tak bowiem nie rajcuje najzagorzalszych fanatyków jak pozbawienie tłustych kotów i aparatczyków poprzedniej władzy funkcji i apanaży. Tylko co potem kiedy już chęć zemsty zostanie nasycona? Ilu Polakom ta odwilż da pracę, ułatwi prowadzenie działalności gospodarczej, ulży w fiskalnym ucisku, wyrwie z biedy albo pozwoli na powrót z emigracji? Ile stanowisk przez tę „falę rozliczeń” się zwolni, i komu przypadną? Dokładnie nie wiadomo, ale wiadomo że szary obywatel (do tego nie związany z nową władzą) będzie mógł się na tego typu „miejsce pracy” tylko popatrzeć. Stąd właśnie radość z tego rodzaju „czystki” nazwałem jałową, bo żaden obywatel nie odniesie z tego tytułu żadnej wymiernej korzyści poprawiającej jego byt. Zwolnione przez jedne tłuste koty synekury przejmą inne tłuste koty, a naród dalej będzie musiał to wszystko utrzymywać. Co prawda PIS chce wprowadzić zmiany w kontraktach managerskich i zmniejszyć wysokość odpraw w spółkach Skarbu Państwa, które dzięki poprzedniej władzy przybrały wymiar po prostu rabunkowy, ale to jest również tylko gest. Bo cały ten majątek może być efektywnie zarządzany również w prywatnych rękach, a w wielu wypadkach (jak np. kopalnie) powinien być natychmiast sprywatyzowany (najlepiej oddany górnikom w zamian za część przyszłych zysków z przeznaczeniem na fundusz emerytalny) żeby nie obciążać więcej podatników kosztami jego (nie)funkcjonowania.

„…Prawo i Sprawiedliwość w projekcie ustawy chce ograniczyć długość okresu odprawy do 3 miesięcy, a tzw. zakaz konkurencji do 12 miesięcy jeżeli te okresy zawarte w już podpisanych umowach na zarządzanie i różnego rodzaju kontraktach managerskich są dłuższe, to wypłaty z nich wynikające będą opodatkowane 65% stawką podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT). Temu rozwiązaniu ma towarzyszyć także obniżka samych wynagrodzeń dla zarządzających w spółkach Skarbu Państwa, przy czym to rozwiązanie będzie dotyczyło tych nowo zatrudnionych. Zapowiadający wprowadzenie tych rozwiązań w Sejmie prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński powiedział, że w Polsce nie jest najlepiej z równością wobec prawa i obniżenie wynagrodzeń zarządzających w spółkach Skarbu Państwa i wysokiego opodatkowania odpraw będzie pierwszym przejawem wprowadzania tej równości.

W spółkach Skarbu Państwa po wygranych wyborach przez Prawo i Sprawiedliwość co oczywiste szykują się zmiany w szczególności powinni być wymienieni ci managerowie, którzy zostali nagrani na „taśmach prawdy”. Z tych rozmów bowiem bardzo często wynika, że podstawowym ich zajęciem wcale nie jest dobre zarządzanie powierzonym im majątkiem ale raczej tworzenie układów z politykami Platformy, aby jak najdłużej można się by było utrzymać na tym intratnym stanowisku. W takiej sytuacji likwidacja tzw. złotych spadochronów jest jak najbardziej na czasie i powinna być uchwalona w możliwie jak najszybciej…”

całość tu: Koniec „złotych spadochronów” podobne: PrzElewarr czyli… jak obejść ustawę kominową i jak z państwowej spółki zrobić prywatny folwark (raport NIK). oraz: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni.

Cała ta „wymiana” (za wyjątkiem usunięcia szubrawców i złodziei) jest narodowi potrzebna jak kolejny serial w TV. Co innego gdyby za tymi personalnymi czystkami szła jednocześnie likwidacja etatów, a pieniądze które rząd do tej pory wydawał na ich utrzymanie pozostały w całości w kieszeniach Polaków. To co proponuje PIS to żadna sprawiedliwość a zwykłe usprawiedliwienie dla istnienia urzędniczych paśników. Oczywiście zmiany jakościowe są potrzebne – zwłaszcza w organach kluczowych dla obronności i bezpieczeństwa, jak i w sądach czy prokuraturze. Jednak w pozostałych resortach i tzw. „administracji” należałoby po prostu zlikwidować etaty których poprzednia władza namnożyła, a sam proces zarządzania państwem (zwłaszcza gospodarką) powinien zostać zderegulowany. Tymczasem wcale się na to nie zanosi, bo zbyt łakomy to kąsek dla „nowych” co też chcą się nachapać.

Robią nas w konia: Expose Premier Szydło i rządu PiS – koniec złudzeń #136

Niestety naród ten plan (swoim wyborem) przyklepał, gdyż władzy udało się mu wmówić że systemu nie trzeba reformować a wystarczy tylko zamienić świnie przy korycie na „bardziej uczciwe”.  A wtórują temu przekonaniu całe sztaby „specjalistów” i „autorytetów” zwanych „niezależnymi” i „niepokornymi”, które aż przebierają nogami żeby się wśliznąć na miejsca znienawidzonych poprzedników, po to by podczepić się pod różnego rodzaju kurki z publicznym szmalem.

Ta postawa pełnej ambicji pseudoelity tłoczącej się u podnóżka nowej władzy ma przełożenie na wyborców, których większość skłonna jest niewątpliwe polepszenie jakościowe rządów pod władzą PiS traktować jako cel sam w sobie.

Problem polega na tym, że to polepszenie nie jest wystarczające do załatwienia problemów. Sytuacja wygląda tak, jakby lekarz truciciel został odsunięty i zastąpiony przy łóżku chorego na nowotwór pacjenta przez niepodtruwającego już medyka, który zaczyna leczyć zapalenie spojówek, a na uwagi, że trzeba zająć sie rakiem, oskarża (ku akceptacji publiki i rodziny chorego) o radykalizm i ryzykanctwo. Finał jest do przewidzenia.

Dlatego wydaje mi się, że ,,radykalizm” będzie jednak niezbędny. Choroby nie wyleczono.” (Wojciech Miara)

podobne: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa. oraz: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy.

Jak się przedstawia stan świadomości części tego elektoratu (i nie tylko tego) również w kontekście znajomości historii, wydarzeń politycznych i wyciągania na podstawie tej wiedzy stosownych (a przede wszystkim prawdziwych) wniosków, które mogłyby prowadzić do odzyskiwania tożsamości narodowej (nie mylić z polityczną 🙂 ) i świadomości obywatelskiej niech opowie lektura: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu.

Pan Mucha mówi o tym że trzeba „dokończyć lustrację”. Prawda! Tyle że dziwnym trafem oczekuje – a w zasadzie jest przekonany o tym – że dokona tego środowisko, w którym tak jak w poprzedniej ekipie, nie brakuje ludzi z komunistycznym rodowodem i z socjalistyczno etatystycznym pomysłem na państwo. Pan Mucha zachowuje się jakby nie wiedział, że za uwalenie lustracji w przeszłości (kiedy była najlepsza na to pora) odpowiada m.in Pan Macierewicz, który wspomnianej uchwały lustracyjnej nie wykonał, choć został do jej wykonania przez Sejm zobowiązany….

„…nie przeprowadzil lustracji. Ujawnil tylko tych agentow, ktorzy juz nie pracowali. Czyli tych, ktorzy zakonczyli wspolprace z SB. Nie ujawnil natomiast tych osob, ktore pracowaly nadal dla UOP. Czyli ze rzucil nam ochlap w osobach Wieslawa Chrzanowskiego i Lecha Walesy, ktorzy z punktu widzenia tworcow Magdalenki byli tylko pionkami. Natomast nie ujawnil nikogo, kto dalej kontynuowal dzialalnosc w UOP, a ci agenci byli bardziej grozni od juz nieczynnych, poniewaz to oni podejmowali kluczowe decyzje. Przypominam chociazby sprawe Skubiszewskiego…” (całość tu: Co takiego czczą „farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego „Nocną zmianę”)

…Pisze też o poukrywanych tu i ówdzie jakichś bezimiennych żołnierzach WSI (dobre ma oko jeśli chodzi o płotki), podczas gdy grube ryby wydają się póki co pływać w mętnej wodzie niewiedzy całkowicie bezkarnie, choć przysłowiowych haków na których można by je powiesić nie brakuje… o czym przypomina Pan Sumliński:

„…Dziś, gdy w Pałacu Prezydenckim zasiada „nasz” prezydent, a pełnię władzy przejęła partia pana Kaczyńskiego, należałoby oczekiwać, że Polacy poznają prawdę o byłym lokatorze Belwederu. Trudno bowiem wyobrazić sobie tematykę bardziej „nośną” medialnie, jak informacje zawarte w zeznaniach świadka Winiarskiego. Usłyszeliśmy przecież o wielorakich kontaktach Komorowskiego ze służbami rosyjskimi i wschodnioniemieckimi, o poszukiwaniu „haków” na polityków PiS, o „ochronie” byłego prezydenta, mającej ścisłe powiązania z gangsterami, o przestępczych próbach zastraszania i zdobycia tajnego aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI, o związkach Komorowskiego z ProCivili i kilku innych sprawach, zdolnych wywołać polityczne trzęsienie ziemi i reakcje każdego wymiaru sprawiedliwości.

Milczenie środowiska PiS i związanych z nim „wolnych mediów” jest praktyką tym wielce zadziwiającą, że tuż po 30 października ukazały się dwie, niezwykle istotne wypowiedzi na temat wiarygodności świadka Winiarskiego. Ten bowiem argument – brak wiarygodności, był najczęściej podnoszony przez luminarzy „wolnych mediów” i miał rzekomo decydować o braku zainteresowania…

To raczej ci, którzy już 30 października okrzyknęli zeznania Winiarskiego „niewiarygodnymi”, nie zadbali o jakiekolwiek argument na obronę swoich twierdzeń. Ich zarzuty pod adresem świadka bardziej wyglądały na próbę usprawiedliwienia własnego asekuranctwa niż dowodziły rzetelności dziennikarskiej.

Nazwanie takiej sytuacji zadziwiającą, byłoby zaledwie bladym eufemizmem. Uważam, że mamy do czynienia z ogromnym skandalem i niezwykle groźnym zjawiskiem. Jeśli dziś je przemilczymy, wkrótce możemy zapłacić za to wysoką cenę.

Bronisław Komorowski jest bowiem najciemniejszą postacią świata polityki III RP. Jest osobą, za którą rozpościera się cień wielu ponurych tajemnic i niewyjaśnionych spraw. Prezydentura tego człowieka była czasem hańby, destrukcji i nienawiści. To okres, w którym utraciliśmy poczucie bezpieczeństwa i zdolność do suwerennych działań, w którym znacząco osłabiono potencjał obronny państwa i skierowano polityczne priorytety na proces „zbliżenia” z putinowską Rosją. Nie chodzi tylko o obszar propagandy i nachalnej demagogii wylewającej się z ust polityków PO-PSL i hierarchów Kościoła. „Zbliżenie” z państwem Putina miało wymiar koncepcji bezpieczeństwa narodowego, w której Rosja miałaby stanowić „istotny gwarant bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa”. [o czym więcej tu: Na Kremlu ogłoszono: FSB i SKW będą współpracowac(?) – Odys]

Z takiej perspektywy trzeba oceniać prezydenturę Komorowskiego oraz więzi łączące go z Rosjanami. Nigdy nie wyjaśniono okoliczności, w jakich człowiek ten kontaktował się z ludźmi Putina, tuż po 10 kwietnia 2010 roku. Chodzi m.in. o majową wizytę w Katyniu (wspólnie z Jaruzelskim), o spotkanie 21 czerwca 2010 roku z rosyjskimi wojskowymi w Erewaniu, o wspólny pobyt w Sopocie Komorowskiego i Patruszewa w lipcu 2011 roku, o spotkanie w Jekaterynburgu w grudniu 2011 z wysłannikiem Putina Aleksandrem Charłowem, o lądowanie w Irkucku na Syberii, w drodze do Chin, o „międzylądowanie” w Azerbejdżanie, 6 marca 2012 roku (dwa dni po wyborach prezydenckich w Rosji) i rozmowy z prezydentem tego państwa Ilhamem Alijewem – żarliwym zwolennikiem Putina. To zaledwie część tematów wymagających wyjaśnienia. Jest oczywiste, że nie tylko wcześniejszy życiorys Komorowskiego, ale czas jego prezydentury obfitują w rozliczne „białe plamy” i zagadkowe sytuacje.

Ponieważ ten człowiek jest nadal aktywny w życiu publicznym, posiada realny obszar wpływów oraz potencjał polityczny, który niebawem (jak sądzę) zostanie wykorzystany – należałoby uczynić wszystko, by Polacy poznali prawdziwe oblicze owego „katolika – konserwatysty”. Uważam to za rzecz priorytetową dla naszego bezpieczeństwa…

…Nie wyobrażam też sobie, by (jak ma to miejsce obecnie) środowisko „naszego” prezydenta mogło nadal ukrywać informacje na temat aneksu z Weryfikacji WSI i udzielało w tej sprawie tyleż nonsensownych, jak skandalicznych odpowiedzi. Mamy prawo wiedzieć – czy aneks znajduje się w tajnym sejfie prezydenta Dudy oraz – czy i kiedy zostanie ujawniona jego treść?…

…Jeśli nowa władza nie podejmie żadnych czynności weryfikujących informacje przekazane przez tego świadka i nadal będzie unikała prześwietlenia i rozliczenia prezydentury Komorowskiego, otrzymamy mocną przesłankę na istnienie parasola ochronnego nad byłym prezydentem.

Odpowiedź na pytanie – dlaczego taki parasol miałby istnieć, pozwoliłaby wówczas zrozumieć logikę „nowego rozdania”. (Aleksander Ścios)

całość tu: PARASOL NAD KOMOROWSKIM ? oraz: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.

…jednocześnie człowiek odpowiadający za sporządzenie owego tajemniczego aneksu do raportu (za którego ukrywanie do politycznych rozgrywek być może zginął Lech Kaczyński) w jednej z wypowiedzi zapowiada (i nie zapowiada – taki myk) kolejne aneksy, choć pierwszego jeszcze nie opublikowano, za to poszukiwanie konfidentów ma się odbywać dalej (bo poufnych informacji nigdy dość)…

„…Macierewicz wskazuje, że gdy szefowie nowych służb natkną się na informacje, które zgodnie z ustawą weryfikacyjną wymagają napisania następnego aneksu, czyli kolejnego uzupełnienia do „Raportu z weryfikacji WSI”, to muszą to zrobić – czyli jest to ich ustawowy obowiązek.

„Mówię o tym dlatego, żeby była jasność: z punktu widzenia ustawowego istnieją wszystkie narzędzia, aby kontynuować proces weryfikacyjny” – podkreśla wiceprezes PiS.

Pytany czy będzie kolejny aneks Macierewicz wyjaśnia: „Nie zapowiadam żadnych kolejnych aneksów. Od razu chciałbym to powiedzieć tym komentatorom, którzy mogą podnieść histeryczne krzyki, że Macierewicz zapowiada następne aneksy. Przypominam jedynie, co mówi ustawa, i że przewidziano w niej taką sytuację, że wykryte przestępcze działania byłych żołnierzy WSI wymagają opublikowania następnego aneksu i wyciągnięcia z niego konsekwencji”…” (Antoni Macierewicz: Istnieje możliwość dokończenia weryfikacji)

…Bardzo to pasuje do dotychczasowej taktyki przemilczania o jakiej wspomina Pan Sumliński. I nie dziwota! Kto by się chwalił publicznie wiedzą na taki temat. Tylko ten który nie może już z niej zrobić użytku. Upublicznienie tego rodzaju danych to pozbycie się przysłowiowego „asa w rękawie” w postaci haków na poszczególne osoby (tak z władzy jak i jej oficerów prowadzących). Poza tym, to całe (prze)milczenie jakie gwałtownie zapanowało w obozie „płomiennych patriotów” wobec „naturalnego” wroga jakim jest Pan Komorowski, bardzo pasuje do resetu resetu pierwszego resetu (to nie jest powtórzenie, ponieważ kierunek wiatru dziejów zmienił się już dwukrotnie) kiedy to swojego czasu Barack Obama proponował Rosji sojusz w ramach tworzenia wspólnego międzynarodowego bloku „bezpieczeństwa”, czyli wspomnianego przez Sumlińskiego „nowego rozdania”.

Ktoś zapyta a co ma wspólnego taki czy inny dogawor USA i Rosji z tym co się akurat dzieje w „polskim piekiełku” polityki? Ano ma wiele wspólnego, jeśli tylko zdajemy sobie sprawę z tego, że Polska nie jest podmiotem a przedmiotem w polityce międzynarodowej, i w zależności od tego jak akurat kształtują się relacje między mocarstwami, tak kształtuje się kierunek sympatii i antypatii „polskich” władz (a to na pro amerykańską, a to na pro rosyjską, a to na pro niemiecką). Więc jeśli nawet jakiś czas temu Putin i Rosja były beee (bo Gruzja, bo Ukraina, bo coś tam) to od jakiegoś czasu można zaobserwować jak nasi sojusznicy z USA kokietują Rosję (z wzajemnością) pod pretekstem walki z terroryzmem (a głównie ze strachu przed rosnącą potęgą Chin), i znowu ocieplają wzajemne stosunki. Z tego też powodu może wynikać zobowiązanie „nowych” polskich władz, do pewnych drobnych „gestów” wpisujących się w aktualną tendencję sojusznika z USA, czyli nie robienia krzywdy ludziom z obozu prorosyjskiego, z którym poprzez WSI (które podobno zostały zlikwidowane przez Macierewicza) identyfikowany jest Pan Komorowski.

Inne wytłumaczenie to oczywiste zaszłości wynikające z początków tzw. „transformacji ustrojowej”, gdzie protoplasta obecnego PISu (Porozumienie Centrum) było reprezentowane na rozmowach z komunistyczną bezpieką (również wojskową) w Magdalence przez ś.p. Lecha Kaczyńskiego. Z uporem maniaka wypominam po raz kolejny tę słynną popijawę, bo to właśnie tam ustalono że „wy nie ruszacie naszych a my nie ruszamy waszych”. Stąd też m. in. wynikają pewne szczególne zobowiązania Pan Macierewicza, bo chociaż był „zawzięcie” ścigany przez „starą” władzę” za swoją „szkodliwą” dla państwa działalność, to jednak skończyło się tylko na ściganiu i nieprzyjaznej prasie (o czym więcej tu: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI?)

Na koniec jeden z mocniejszych pozytywów ostatnich dni (taka kropla miodu w beczce dziegciu), choć będący póki co również w fazie gestu, bo czy cokolwiek wyniknie z tej sprawy w postaci ukarania odpowiedzialnych za to osób, to już od prokuratury będzie zależało. Mowa o raporcie Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy na temat nadużyć i defraudacji popełnianych przez poprzednich właścicieli „zamku”, a być może i samego byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego…

„…W raporcie zwrócono uwagę m. in. na niebywałe zmiany w strukturze zatrudnienia wprowadzane w ostatnich miesiącach urzędowania Bronisława Komorowskiego. Od 24 maja do 6 sierpnia 8 pracownikom zamieniano umowy terminowe na umowy na czas nieokreślony, zatrudniono 6 nowych pracowników, 14 osobom przyznano awans, w tym 4 zaraz przed rozwiązaniem stosunku pracy.

3 osoby rozwiązały umowy o pracę z Kancelarią, by przejść do pracy w sztabie wyborczym Bronisława Komorowskiego. Odprawy i ekwiwalenty za niewykorzystany urlop oraz dni nadpracowane wyniosły w sumie 57 tys. złotych. Wszystkie te osoby wkrótce zostały ponownie zatrudnione, jedna z nich otrzymała awans, dwie pozostałe – podwyżki. Nowe zasady funkcjonowania Kancelarii wprowadzono 31 lipca, czyli tydzień przed zakończeniem urzędowania prezydenta Komorowskiego.

„Trudno znaleźć obiektywne uzasadnienie dla tego typu zmian pod koniec kadencji Prezydenta, poza chęcią wypłaty wysokich odpraw bliskim współpracownikom ustępującego z urzędu Prezydenta” – stwierdza raport.

Łączna kwota wypłaconych odpraw wyniosła 587 tys. złotych, w tym najwyższa odprawa dla jednego pracownika – 81 tys. złotych. W czerwcu – a więc już po przegranych wyborach prezydenckich – Bronisław Komorowski utworzył aż 5 nowych stanowisk kierowniczych.

Jeszcze większa była suma nagród, jakie w ciągu omawianych niecałych czterech miesięcy otrzymali pracownicy Kancelarii. Nagrodzono finansowo 328 osób na łączną kwotę prawie 1,5 miliona złotych.

Na podobną kwotę składają się upominki wręczane przez byłego prezydenta w okresie od 1 stycznia do 6 sierpnia. Wydano 1 476 780 złotych, z czego większość (prawie milion) w ciągu ostatnich miesięcy urzędowania…

…To tylko niektóre elementy audytu z działania kancelarii Bronisława Komorowskiego. Pełna treść raportu jest do pobrania na stronie Prezydenta RP. 

– To, co się rzuca w oczy to brak szacunku dla pieniędzy publicznych. Brak planowania, chaos w zarządzaniu i wydawanie lekką ręką ogromnej ilości publicznych pieniędzy. Jest szereg przykładów tych rażących nieprawidłowości. Dla mnie najbardziej rażące przykłady to likwidacja 1246 składników majątkowych należących do Kancelarii na kwotę ponad miliona złotych – tylko w tym roku. Na przestrzeni ostatnich 7 lat w Kancelarii zlikwidowano 150 składników na kwotę 61 tysięcy. Jak należy nazwać coś takiego?!..”

źródło: Pełny raport podsumowujący szokujące działania kancelarii Bronisława Komorowskiego podobne: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.

…Wszystko o czym tu tak długo ględziłem spisując przez kilka dni i układając w (jak sądzę) logiczną całość, przejrzyście, lekko i w sposób najprostszy z możliwych opisał w swoim stylu Pan Michalkiewicz, więc na koniec jego tekst jako synteza…

„Zaledwie tydzień mija od zaprzysiężenia rządu pani premierzycy Beaty Szydło, a już widać, że na podmiance przy rządzie przebudowa sceny politycznej w naszym nieszczęśliwym, a właściwie odtąd już szczęśliwym kraju się nie skończy. Z tym nieszczęśliwym krajem jest tak, że wielu Czytelników ma do mnie pretensję o to sformułowanie. Dotychczas na takie uwagi odpowiadałem pytaniem, czy uważają, że nasz kraj jest szczęśliwy. Ponieważ żaden tak nie uważał, dalej spokojnie używałem określenia „nieszczęśliwy kraj”, będącego zresztą cytatem z powieści Bolesława Prusa „Lalka”, w której tak właśnie o Polsce, a właściwie – o Prywiślińskim Kraju – mówi Książę. Teraz jednak sytuacja się zmieniła, teraz Czytelnik nadesłał mi opinię, że kraj nasz może się wreszcie uważać za szczęśliwy, bo rządy objął pan prezes Jarosław Kaczyński ze współpracownikami w osobach pana prezydenta Andrzeja Dudy i pani premierzycy Beaty Szydło, żeby nie wspomnieć o pozostałych członkach rządu. Skoro tak, to co innego, chociaż z drugiej strony przezorność nakazuje nie chwalić dnia rano, tylko dopiero wieczorem, co przywódca SLD Leszek Miller wyraził w postaci wskazówki, po czym poznaje się prawdziwego mężczyznę – nie po tym, jak zaczyna, tylko po tym, jak kończy.

Otóż pan prezes Kaczyński ze swymi współpracownikami najwyraźniej dopiero zaczyna przebudowywać również kulisy politycznej sceny. Skoro bowiem przechodzimy pod kuratelę amerykańską, tym razem już chyba na dobre – chociaż któż może wiedzieć, jakie bajki będzie opowiadał wybrany w przyszłym roku nowy amerykański prezydent i z jakiego klucza będzie i nam wypadało ćwierkać, jeśli na przykład – na co się coraz bardziej zanosi – sojusznikiem naszych sojuszników zostanie zimny ruski czekista Putin – no to jest rzeczą oczywistą, że nasi sojusznicy („niech żyją nasi sojusznicy, Amerykanie i Anglicy!”) muszą na tubylczej politycznej scenie zainstalować swoich sukinsynów, a wyeliminować sukinsynów jakichś takich nie swoich i to nie tylko od frontu, ale i od kulis. Toteż zaraz po przegłosowaniu wotum zaufania dla nowego rządu, co nastąpiło po expose pani premierzycy Beaty Szydło, w którym zapowiedziała ona dla naszego nieszczęś… – to znaczy – pardon – oczywiście szczęśliwego kraju „rozwój, rozwój i jeszcze raz rozwój”, dzięki bilionowi złotych, które przeznaczy się na inwestycje, rozpoczęła się energiczna kuracja przeczyszczająca.

Bilion, czyli tysiąc miliardów złotych, stanowi równowartość mniej więcej trzech rocznych budżetów państwa, więc trudno dziś odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób polska gospodarka, w której – mówiąc nawiasem – narodowy potencjał ekonomiczny jest wykorzystany w niewielkim zaledwie stopniu, miałaby wygenerować takie nadwyżki i to w ciągu najbliższych dwóch, a najwyżej trzech lat. Ten potencjał jest zablokowany z jednej strony przez ustanowiony w roku 1989 przez generała Kiszczaka i grono osób zaufanych ekonomiczny model pastwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego, a z drugiej – przez rosnącą biurokratyzację kraju, z której korzystają Umiłowani Przywódcy i polityczne zaplecze wszystkich dotychczasowych kierunków politycznych. Najprawdopodobniej tedy opowieści o potrójnym rozwoju można będzie spokojnie włożyć między bajki, bo osobiście sądzę, że nowy rząd może – po pierwsze – poodkręcać zainstalowane u nas w poprzednich latach wynalazki politycznej poprawności w rodzaju genderactwa i temu podobnych bredni, a po drugie – że zacznie prowadzić politykę historyczną, w której będzie dawał odpór politykom historycznym niemieckiej i żydowskiej – oczywiście w granicach dopuszczonych przez naszych sojuszników, którzy i w tej sprawie mają przecież wiele do powiedzenia.

Więc zaraz po przegłosowaniu wotum zaufania dla nowego rządu, rozpoczął on kurację przeczyszczającą, dymisjonując szefów tajnych służb: Kontrwywiadu Wojskowego i Wywiadu wojskowego. Najwyraźniej oni też powiększą grono „żołnierzy wyklętych”, którym bohaterskie legendy będzie pewnie dorabiała niezawodna „Gazeta Wyborcza”, gdzie redakcyjny Judenrat takie umiejętności powysysał z mlekiem stalinowskich przodków, co to podobne legendy dorabiali „generałowi Walterowi” („ziemia spadła na ciało, zapachniała jak senny las, ale serce zostało na przedmieściach hiszpańskich miast, ale serce szło z wojskiem przez obszary Republik Rad, do wolności przez Polskę, a do Polski przez cały świat”) i innym.

Nocne posiedzenie komisji do spraw służb, podczas której kuracja została przeprowadzona, pan Biernacki z PO uznał za „zamach stanu”, ale to się tylko tak mówi, bo w posiedzeniu uczestniczył nowy minister-koordynator Mariusz Kamiński, który przez prezydenta Dudę właśnie został ułaskawiony, chociaż niezawisły sąd apelacyjny jeszcze nie zdążył wydać w jego sprawie prawomocnego wyroku. Ta decyzja pana prezydenta spowodowała powstanie w tubylczej jurysprudencji dwóch szkół: jedna szkoła utrzymuje, że pan prezydent może ułaskawić każdego delikwenta w każdym czasie. „W każdym” – a więc nawet ZANIM zdąży popełnić jakieś przestępstwo, podczas gdy druga twierdzi, że owszem – ale prawo łaski prezydent może zastosować dopiero wtedy, gdy zapadnie prawomocny wyrok skazujący. Ta druga szkoła powołuje się na to, że w kodeksie postępowania karnego procedura ułaskawienia jest omawiana w dziale zatytułowanym „Postępowanie po uprawomocnieniu się orzeczenia” oraz na art. 7 konstytucji stanowiący, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa” z czego wynika, że nie można domniemywać kompetencji organu władzy publicznej, np. pana prezydenta.

Ale jurysprudencja – swoją drogą, a wymagania wynikające z konieczności przebudowy sceny politycznej i jej bezpieczniackich kulis pod kątem potrzeb obecnej amerykańskiej polityki w Europie – swoją drogą i od razu widać, że sojusznicy chyba dłużej nie chcieli czekać. Tym bardziej, ze kuracja przeczyszczająca obejmuje również jurysprudencję – na razie w postaci Trybunału Konstytucyjnego, gdzie poprzedni Sejm rzutem na taśmę wybrał na zapas pięciu sędziów. Jednak prezydent Duda ich nie zaprzysiągł, a PiS w czwartek przepycha przez Sejm nowelizację ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, dzięki której zamiast tamtych, wybierze nowych sędziów. Ciekawe, którzy sędziowie dali się wtedy wybrać i jacy dadzą wybrać się teraz – bo zarówno tamten rzut na taśmę w wykonaniu koalicji PO i PSL, jak i ten w wykonaniu PiS rzuca jaskrawe światło na sławną „niezawisłość” sędziów i trybunałów. Nikt chyba nie będzie miał już odtąd wątpliwości, że również i ją możemy spokojnie włożyć sobie między bajki, a bajki – wiadomo – zawsze są, a w każdym razie – zawsze mogą być piękniejsze od rzeczywistości, dzięki czemu im więcej bajek, tym szczęśliwszy będzie stawał się nasz, dotychczas nieszczęśliwy kraj.”

źródło: Na fasadzie i za kulisami

„…Ponieważ pan minister Kamiński nie został skazany prawomocnie, to w myśl zasady domniemania niewinności powinien być uważany za niewinnego również przez pana prezydenta.

Pan prezydent bowiem, podobnie jak inne organy władzy publicznej, zgodnie z art. 7 konstytucji, działa, a w każdym razie – powinien działać „na podstawie i w granicach prawa”. W przełożeniu na język ludzki oznacza to, że nie można domniemywać uprawnień organu władzy publicznej, której każdy krok powinien następować z wyraźnego upoważnienia. Tymczasem kodeks postępowania karnego umieszcza procedurę traktującą o ułaskawieniu w dziale zatytułowanym: „Postępowanie po uprawomocnieniu się orzeczenia”, co interpretatorzy hołdujący potępianej za pierwszej komuny metodzie formalno-dogmatycznej uznaliby za argument, iż ułaskawić można tylko osobę prawomocnie skazaną. Podobno jednak nie można było czekać z ułaskawieniem pana ministra Mariusza Kamińskiego ani chwili dłużej i z tego powodu pan prezydent nie miał innego wyjścia, jak ułaskawić pana ministra Kamińskiego, niechby nawet z niewinności.

Może to stworzyć kłopotliwy precedens dla jurysprudencji, bo jaki właściwie jest status obywatela ułaskawionego z niewinności? Czy na skutek ułaskawienia z niewinności obywatel traci niewinność, czy przeciwnie – nie tylko jej nie traci, ale nawet uodpornia się na utratę niewinności w przyszłości, analogicznie jak w przypadku zaszczepienia ospy prawdziwej? W pierwszym przypadku pan prezydent swoją stachanowską decyzją wyświadczyłby panu ministrowi Kamińskiemu niedźwiedzią przysługę, natomiast w przypadku drugim pan minister Kamiński mógłby dokazywać jeszcze śmielej, niż w przypadku afery gruntowej, korzystając z nabytej odporności na winę, zgodnie z nazistowską jeszcze zasadą, że „czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty”.

Na tym przykładzie widać, ile nowych zadań spadnie na naszą tubylczą jurysprudencję, w związku z kuracją przeczyszczającą, przeprowadzaną w naszym bantustanie dla potrzeb naszego sojusznika. Czy będzie ona w ogóle w stanie tym oczekiwaniom sprostać? To nie jest takie pewne tym bardziej, że w najtwardszym jądrze jurysprudencji, czyli Trybunale Konstytucyjnym zapanował zamęt nie do opisania. Najsampierw koalicja Platformy Obywatelskiej i PSL, rzutem na taśmę dokonała wyboru pięciu sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Ci sędziowie byli, ma się rozumieć, niezawiśli, podobnie jak wszyscy inni, ale co to komu szkodzi, jak niezawisłość będzie wzbogacona wdzięcznością za nominację? Takie rzeczy się zdarzały; któregoś razu TK wydał orzeczenie opatrzone aż dziewięcioma zdaniami odrębnymi, Autorzy jednych zdań odrębnych uznawali wyrok za zbyt surowy, zaś autorzy drugich – za zbyt łagodny. Okazało się, że ocena wyroku zależała od daty nominacji konkretnych sędziów, co rzuca snop światła na przyszłe badania nad niezawisłością. Mając na uwadze te zależności między nominacją i niezawisłością, PiS postanowił wybrać innych, nie powiem, że „swoich” sędziów, bo ci też będą niezawiśli, jak zresztą wszyscy. Jurysprudencja, politykieria i żuliarystyka podzieliła się na dwa obozy; jedni uważają, że skoro sędziowie zostali raz wybrani, to Roma locuta i causa finita, a drudzy – że vim vi repellere licet, co się wykłada, że siłę godzi się odeprzeć siłą, a w przełożeniu na praktykę polityczną – jak wy nam tak, to my wam tak

…co z konfidentami? Wiadomo przecież, że agentura jest podstawowym narzędziem, przy pomocy którego RAZWIEDUPR utrzymuje okupację naszego nieszczęśliwego kraju. Ta agentura, którą można spokojnie liczyć w dziesiątkach tysięcy, uplasowana została w miejscach, gdzie podejmuje się decyzje, gdzie kontroluje się kluczowe segmenty gospodarki, gdzie decyduje się o energicznych śledztwach – komu zrywamy paznokcie, a komu na razie nie – gdzie wydaje się wyroki, no i gdzie wytwarza się masowe nastroje, a więc mediach i środowiskach opiniotwórczych. Ci konfidenci gotowi w zamian za synekurę, gotowi są służyć każdemu, więc z punktu widzenia naszego sojusznika kuracja przeczyszczająca nie jest tu potrzebna, no ale oprócz sojusznika, który na tubylcze synekury nie poluje, są jeszcze inni polujący, więc nie jest wykluczone, że kuracja przeczyszczająca obejmie również konfidentów. Czy jednak wtedy można będzie jeszcze rządzić naszym nieszczęśliwym krajem?” 

źródło: Co z konfidentami?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

 

Reklamy

Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Dziś na kolejnej rozprawie procesu dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego oskarżonego o rzekomą płatną protekcję podczas weryfikacji żołnierzy WSI wystąpił jako świadek Krzysztof Winiarski, biznesmen i były przyjaciel Bronisława Komorowskiego. Zeznania Winiarskiego, na które oczywiście należy patrzeć z dużą ostrożnością, są wstrząsające.

Na początek przypomnijmy, co w 2011 r. pisała o Winiarskim Dorota Kania w „Gazecie Polskiej Codziennie”: W archiwum Krzysztofa Winiarskiego znajdują się m.in. dokumenty i nagrania dotyczące jego kontaktów z posłem, a później marszałkiem Bronisławem Komorowskim. Biznesmen poinformował Komorowskiego, a następnie także Tuska o posiadanych dowodach, świadczących o działalności międzynarodowych grup przestępczych.

„GPC” dodawała: Winiarski w 2009 roku dwukrotnie odwiedził BBN. We wrześniu 2009 roku przekazał informację i materiały dotyczące propozycji złożonej mu przez ówczesnego marszałka Sejmu. Bronisław Komorowski miał mu zaoferować 100 tys. złotych i funkcję podsekretarza stanu za przyniesienie mu kopii fragmentu aneksu do raportu, w którym mowa o przestępczej działalności ówczesnego marszałka Sejmu.

Dziś na procesie Winiarski – wobec którego wiarygodności trzeba być rzecz jasna ostrożnym – powtórzył te informacje. Stwierdził m.in., że ludzie z ochrony Bronisława Komorowskiego chcieli kupić od niego tajny aneks z weryfikacji WSI. Ale dodał także, że w 2007 r. Komorowski chciał, by Winiarski znalazł „haki” na Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza i Zbigniewa Ziobrę. „Mam zapis tej rozmowy” – zadeklarował Winiarski.

Biznesmen opowiadał też o swoich wcześniejszych kontaktach z Komorowskim. „Dotarło do mnie, że gdy Komorowski został szefem MON [było to w 2000 r.], rozpaczliwie szukał informacji o swoich kontaktach z Rosjanami i WSI” – powiedział Winiarski. W swoich zeznaniach zasugerował, że Komorowski wraz z współpracownikami chodził do agencji towarzyskiej dla Rosjan.

Winiarski wielokrotnie podkreślał, że obawia się o swoje życie. Mówił, że ochrona Bronisława Komorowskiego proponowała mu przez łącznika z mafii łapówkę za ujawnienie jego wiedzy o Komorowskim. Winiarski dowodził również, że służby specjalne zastraszały jego rodzinę, co miało być konsekwencją „zadarcia z Komorowskim”. Biznesmen zaznaczał, że ma materiały obciążające Komorowskiego, fundację Pro Civili i polityków PO, w tym nagrania rozmów z byłym prezydentem; mają być one zdeponowane za granicą. Jak zapewnił Winiarski – jeśli coś mu się stanie, światowe media będą miały o czym pisać. Świadek napomknął, że nie wie, czy powinien zeznawać w piątek, bo w Polsce jest to dzień samobójców.

Krzysztof Winiarski był też pytany przez Wojciecha Sumlińskiego o dawne relacje Bronisława Komorowskiego i Jadwigi Zakrzewskiej, posłanki PO, w 2001 r. będącej zastępczynią Komorowskiego w MON. Winiarski odmówił odpowiedzi na otwartej rozprawie, ironizując jedynie: „Zakrzewska była pod Komorowskim. W znaczeniu podwładna”.

Dzisiejsze zeznania Winiarskiego, podobnie jak wcześniejsze rozprawy, zostały całkowicie przemilczane przez mainstreamowe media. Co każe się zastanowić, czy Winiarski jest zwykłym mitomanem lub prowokatorem, czy może jednak nie…”

źródło: Komorowski i agencja towarzyska dla Rosjan

podobne: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom. Bronisław Komorowski zostanie przesłuchany ws. Wojciecha Sumlińskiego. Sprawa Kiszczaka musi poczekać. Śledztwo ws. Belki i Sienkiewicza umorzone. oraz: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI. i to: Państwo prawa: Podjęcie procesu Kiszczaka ws. stanu wojennego. Akt oskarżenia ws. zabójstwa gen. Papały trafi do sądu. Nie będzie śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów. Umorzenie śledztwa ws. nieprawidłowości raportu z WSI. a także: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu. i jeszcze: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona?

…dla przypomnienia Wojciech Sumliński o Bronisławie Komorowskim, WSI, Fundacji Pro Civili… (22.04.2015)

…można spokojnie powtórzyć za Krzysztofem Wyszkowskim…

„…Sławne nagrania dobrze pokazały z jakimi kadrami mamy obecnie do czynienia. Z jaką pogardą ci ludzie wypowiadali się na temat różnych aspektów życia gospodarczego, społecznego. Jak oni traktowali polskie interesy, swoją ojczyznę. Te kadry trzeba faktycznie wyczyścić. Słownik może nie oferować lepszego słowa, ale chodzi o wysprzątanie tej Stajni Augiasza. To jest konieczne, aby postawić to państwo na nogi. Korpus urzędniczy też trzeba przejrzeć, bo to nie tylko chodzi o „mianowańców” z Platformy, często rażąco niekompetentnych…”

…jest tylko jeden problem. Otóż nie wierzę w dokonanie czystki (a co dopiero porządku) przez środowisko, którego korzenie (tak jak PO) sięgają Magdalenki, Okrągłego Stołu a nawet zamierzchłego PRLu. Nazwiska takie jak Kryże czy Kaczmarek (i funkcje jakie Kaczyński im powierzał) są wystarczająco wymowne, a to tylko wierzchołek góry lodowej kard PISu. Czy można mieć zaufanie w kwestii „rozliczeń” do ugrupowania w którego szeregach ważną rolę pełni człowiek który uwalił Lustrację? Oto mamy rok 2015 i nie przez przypadek ŻADEN z dotychczasowych rządów (choć zmieniały się od lewa do lewa) nie zdołał nikogo ważnego ani za afery ani za inne POmniejsze zbrodnie rozliczyć. Poza rzecz jasna nielicznymi kozłami ofiarnymi będącymi płotkami i narzędziami w rękach „starszych i mądrzejszych”.

Oni wszyscy stanowią awers i rewers tej samej fałszywej monety – systemu opartego o etatystyczno-socjalistyczny model państwa który pozwala tak jednym (rządzącym) jak i drugim (opozycji) drenować kieszenie podatnika. Kłócą się ze sobą już tyle lat a tak naprawdę obie strony „konfliktu” są dla narodu tak samo pasożytnicze. Na dodatek potrafią się całkiem sprytnie i niewinnie wymieniać co jakiś czas tymi „skłóconymi” kadrami, gdyż ideowo wcale się od siebie nie różnią, gdyż ich wspólna idea to KORYTO. To jest tak naprawdę jedyna rzecz która ich interesuje i której pilnują wspólnie i w porozumieniu (jak mocno byliby ze sobą nie pokłóceni) by żadna ze stron nie zlikwidowała przypadkiem żadnego z urzędniczych paśników (za to pozwalają je sobie mnożyć), bo dzięki temu każdy członek układu może zamoczyć swój pysk w melasie publicznego grosza. To jest właśnie POkłosie magdalenkowego układu. Ugruntowane na niepisanej zasadzie „my nie ruszamy waszych wy nie ruszacie naszych”. Gwarantowane wiedzą „tajemną” jednych o drugich – hakami, kwitami, aktami, IPNami i innymi „wrażliwymi danymi” o których wspomina w zeznaniach Winiarski… (Odys)

„…Pytaniem zasadniczym, które powinien sobie zadać dziś każdy normalny Polak jest to: Czy akceptacja kolejnych, nowych wcieleń „socjalizmu” – „komunizmu” – „lewicy”, wynika z wolnego i świadomego wyboru, czy może jest rezultatem manipulacji i narzuconego stereotypu?

W praktyce „Negacja systemu” (opcja radykalna) wyklucza z życia politycznego nie tylko „rząd” PO, ale również innych przedstawicieli patologicznych opcji, a także tych, którzy w ramach operacyjnej przykrywki domagają się „wyborczej zmiany”. „Opozycja” (opcja umiarkowana) natomiast nie zwalcza lewicy, lecz konkuruje z jej przedstawicielami w demokratycznych wyborach, ponieważ akceptuje lewicę jako jedną z orientacji światopoglądowych. Tym samym politycy prawicy systemowej (m.in. PiS) jawią mi się jako konformiści niezdolni do przeprowadzenia zasadniczych zmian w Polsce, umożliwiających uwolnienie od lewicowej patologii.” (CzarnaLimuzyna • ekspedyt.org)

rys. Artur Żukow

rys. Artur Żukow

…pomijając nieuprawnione moim zdaniem przyszywanie PISowi miana „prawicy” zgadzam się w całości z konkluzją że PIS to systemowi konformiści. W związku z tym nie widzę z tej mąki chleba dla zwykłych Polaków, za wyjątkiem tych środowisk, które firmują i kontestują działalność partii o nazwie „Prawo i Sprawiedliwość”… (Odys)

„…Raz jeden dałem się porwać i włączyłem w wir działań na rzecz PiS licząc, że zaistniały realne przesłanki, na to aby Kaczyńscy odsunęli od koryta całą lewacką żulię bolszewicką rodem z czasów Bieruta i towarzysza Wiesława.

Pierwszym moim zdziwieniem był wybór na szefa lokalnych struktur PiS, dużego miasta powiatowego, największego kombinatora, człowieka wywodzącego się wprost z czasów słusznie minionych. Kandydowanie na posła pani doktor, która jeszcze dziś posiada legitymację i liczne dyplomy uznania za piastowanie ważnych funkcji w PZPR. Pani doktor weszła do Sejmu, pan przewodniczący szybko z pełnionej funkcji zrobił sobie kolejne źródło dochodu. Opisywałem te fakty jako publicysta i dziennikarz lokalnej prasy. W ostatecznym rozrachunku, aby nie przynudzać, struktury powiatowe dużego miasta na Wybrzeżu zostały rozwiązane.

Tamtym spektakularnym sukcesem PiS zawiodło się tysiące ludzi zaangażowanych w działania partii braci Kaczyńskich. Okazało się bowiem, że lista partyjnych funkcjonariuszy nieboszczki PZPR reprezentująca władze PiS jest tak długa, że… Zainteresowanych odsyłam do jednego ze źródeł: http://forum.gazeta.pl/forum/w,902,69711960,69727895,Czlonkowie_PZPR_w_szeregach_PiS.html

Dziś na tamten, że się wyrażę, wypadek przy pracy PiS-u patrzę przez pryzmat minionego czasu i zdarzeń jakie miały miejsce:
osiem lat rządów mafii politycznej PO & PSL, katastrofy prezydenckiego samolotu, szeregu niewyjaśnionych zgonów ważnych osób niewygodnych dla wspomnianej mafii politycznej układu rządzącego i tzw. wymiaru sprawiedliwości przez grasującego samobójcę. Wszystkie te „samobójstwa” noszą dwie cechy wspólne: piątek i brak udziału osób trzecich.

Napiszę wprost, nie w imieniu wszystkich, tylko w swoim i być może tych, którym mój pogląd na sprawę jest bliski: uważam, że w ramach rozliczeń – a nie rozrachunków – do aresztów w pierwszej kolejności powinni trafić czołowe figury PO i PSL z byłym i obecnym szefem Platformy na czele, prezesem banku centralnego, i wielu, wielu innych z ujęciem tych osób, które zostały nagrane przy ośmiorniczkach, złapane na kilometrówkach i zegarkach po kilkanaście kawałków za sztukę.

Taki sam los powinien spotkać popleczników układu rządzącego działających w obszarach biznesu, mediów i szeroko pojętego wymiaru sprawiedliwości. Urzędnicy? Powinni szybko odejść sami. Areszty mogą, że się znów wyrażę, być przewlekłe i mające charakter wydobywczy.

Kiedy kreślę te słowa to oczyma wyobraźni widzę taki areszt – nie ważne czy w Gdańsku, Wrocławiu, czy Krakowie – w którym siedzą, ale nie razem, same szychy: ważniacy z urzędów, wszystkich ze skarbowym na czele; kilku uznanych adwokatów, którzy nigdy nie przeszli weryfikacji; lekarzy poświadczających nieprawdę w dokumentach medycznych; sędziów i prokuratorów; lokalnych kacyków tej i tamtej partii; panów policjantów w mundurach, po cywilu i tych w ciemnych okularach z CBŚ, ABW i innych dużych literek. Widzę tam również panią i pana dyrektora mniejszej i większej placówki oświatowej oraz tych speców od przetargów, czyli literalnie czytając – swojaków otrzymujących zlecenia na naprawę krzesełka w przedszkolu, ławki w szkole, odnowienia katedry na uniwersytecie za odstępne, np. wyremontowanie domu, zaaranżowaniu i wykonaniu ogrodu lub trawnika posesji, otrzymane wczasy pod gruszą na Cyprze lub innym równie atrakcyjnie pogodowo miejscu. Widzę tam też tych, którzy dziś pilnują przebywających w aresztach i zakładach karnych od dyrektorów tychże zaczynając, a na klawiszach kończąc. Nie wszyscy oczywiście nie wszyscy. Są ludzie porządni, którym żadna posada ani żadna mamona rozumu nie odebrały. Zawsze tacy byli w każdych czasach są może mniej rzucają się w oczy, ale byli, są i zawsze będą bez względu na czasy, panujący system stan wojny czy pokoju.

Ja rozumiem, ja się nawet zgadzam, że rodzina, że bliscy są najważniejsi, że koszula .. ciału. Tylko, że naiwnie zapytam. Dlaczego ten pan i tamta pani z urzędu robi prywatny folwark?..” (Wiktor Smol)

całość tu: Rozrzucone bierki

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…dlaczego? Bo może! Żeby nie mógł, i żeby nie trzeba było z duszą na ramieniu pilnować każdego urzędnika/funkcjonariusza czy się wywiązuje ze swoich obowiązków uczciwie czy nie, pomijając fakt nieprzydatności pracy urzędniczej dla przeciętnego obywatela (bo i na co komu do wykonywania codziennych ludzkich spraw taki czy inny nadzorca poza rzecz jasna obroną praw osobistych i własnościowych?), trzeba po prostu te wszystkie „urzędy” (paśniki) zlikwidować. To okazja czyni złodzieja więc zlikwidujmy okazję a złodzieje/nieuczciwi/cwaniacy i cała ta masa „budżetowa” niech szuka uczciwej pracy na WŁASNY rachunek i żyje ze SWOJEJ pracy…

Krótko. Albo system wolnościowy, gdzie pracownicy/konsumenci decydują o sobie, albo niewolniczy (alias socjalistyczny, alias „opiekuńczy”) gdzie o pracownikach/konsumentach i ich „dobru” decydują ich „właściciele” zwani dla niepoznaki „przedstawicielami”. Tymczasem PIS jest tak samo żywo zainteresowany funkcjonowaniem etatystyczno socjalistycznego modelu zarządzania państwem jak ich POprzednicy. O czym m. in. opowiada Pan Wojciech Cejrowski – Wolne Głosy 2015-10-21. (Odys)

podobne: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS”. oraz: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS i to: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu. a także: Jak Kaczyński oszukuje Polaków ? polecam również: Po debacie w “Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na “patriotyzm” i “konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi.

„Ktoś” chciał zniesławić całą branże SKOKów a wygląda na to że nie Bierecki tylko Platforma i kumple z WSI oberwą rykoszetem za Wołomiński skok na kasę.


Opinie: Sprawa SKOK-ow upolitycznionaBierecki broni się ws. SKOKKomisja finansów niejawnie o SKOK. Przemysław Wipler zawiadamia prokuraturę w sprawie SKOK-ów.

18.03.2015 (IAR) – Politycy zajmą się przekształceniami własnościowymi w sektorze SKOK. Szef Komisji Nadzoru Finansowego przedstawi posłom informację na ten temat. O 12:30 zbiera się sejmowa komisja finansów publicznych.

Wcześniej nadzór finansowy wystąpił z taką informacją do organów ścigania oraz do premier Ewy Kopacz. Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak ma wątpliwości co do formy, w której KNF przedstawiła informacje o SKOK-ach. Szef ZPP nie wyklucza, że stoją za tym polityczne działania, które mogą szkodzić zarówno sektorowi jak i całemu krajowi. Zdaniem Cezarego Kaźmierczaka, obecna opozycja, w przypadku wygranej w wyborach parlamentarnych, może ulec pokusie i wziąć odwet na przykład na sektorze bankowym. Przewodniczący związku uważają, że politycy posuwają się za daleko.

Rozmówca Polskiego Radia 24 dziwi się, że rządzący zdecydowali o ustanowieniu nadzoru nad SKOK-ami dopiero pod koniec 2012 roku. Cezary Kaźmierczak przypomina, że ani kasy, ani opozycja nie decydowały o objęciu sektora nadzorem finansowym. Decydowała o tym niezmienna od ośmiu lat większość parlamentarna i to ona powinna być obciążona odpowiedzialnością za obecną sytuację – mówi prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Ponad tydzień temu przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego skierował do szefów organów ścigania oraz premier Ewy Kopacz wystąpienie, w którym przedstawił informacje o przekształceniach własnościowych w instytucjach i firmach związanych z sektorem kas oszczędnościowo-kredytowych. Wystąpienie nadzoru finansowego bazowało na publicznie dostępnych informacjach z Krajowego Rejestru Sądowego. Sprawą zajmuje się Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku.

Zrzeszająca SKOK-i Kasa Krajowa twierdzi, że zarzuty wobec niej są nieuprawnione i pojawiają się w związku z trwającą kampanią wyborczą. Zwraca uwagę, że „otoczenie prawne”, w których funkcjonują spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe od 2012 roku, jest wyjątkowo niestabilne. Istotne wątpliwości – jak czytamy w oświadczeniu – budzi także jakość przepisów dotyczących kas.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Karol Tokarczyk/wcześn./dabr

18.03.2015 (IAR) – Senator Grzegorz Bierecki zabiera głos w sprawie nieprawidłowości w SKOK. Sprawę ujawnioną przez „Wprost” i „Gazetę Wyborczą” określa jako powtarzający się atak na niego, dodatkowo przeprowadzany w czasie kampanii wyborczej.

Kilka dni temu szef Komisji Nadzoru Finansowego alarmował, że wart kilkadziesiąt milionów złotych majątek zlikwidowanej w 2010 roku fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych szefowanej przez Biereckiego wyprowadzono poza strukturę SKOK-ów. Media podały, że pieniądze trafiły do spółki będącej własnością kilku osób, w tym Grzegorza Biereckiego i jego brata, którzy mieli największe udziały.

Zawieszony w klubie PiS senator stwierdził w TVP Info, że tylko fundator – którym była Światowa Rada Związków Kredytowych – mógł podjąć decyzję o przekazaniu środków, a w 2010 roku „nie było innych potrzeb”, na które można było przeznaczyć pieniądze.

Grzegorz Bierecki mówił w TVP Info, że spółka nie należała do niego. „Nie było to spółka Biereckiego, tylko instytut naukowy, który prowadzi szeroką działalność. Jestem tylko powiernikiem tego majątku, wykonuje zlecone zadania, ten instytut jest prowadzony przez spółkę, którą ja reprezentuje.” – oświadczył Grzegorz Bierecki.

Tymczasem w Sejmie od 12.30 trwa tajne posiedzenie sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Posłowie dyskutują w spraiwe nieprawidłowości w spółdzielczych kasach.

Grzegorz Bierecki twierdzi, że afera dotyczy tylko SKOK-u Wołomin. Zdaniem senatora, głos w tej sprawie powinien zabrać Bronisław Komorowski. Zdaniem senatora, w SKOK-u Wołomin działały Wojskowe Służby Informacyjne.

Grzegorz Bierecki powiedział, że sprawa SKOK-ów pojawia się przy okazji każdej kampanii „To ten sam odgrzewany kotlet, który ma mnie zranić, jestem dumny, że nie ma mnie czym innym zaatakować” – dodał senator.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/TVP Info/kd/dyd

18.03.2015 (IAR) – Sejmowa komisja finansów przez ponad osiem godzin omawiała nieprawidłowości w systemie SKOK i związane z nimi postępowania. Posiedzenie było niejawne.

Zdaniem Dariusza Jońskiego z SLD, informacje przekazane posłom przez szefów Komisji Nadzoru Finansowego, CBA, ABW i przedstawicieli prokuratora generalnego świadczą o tym, że „mamy do czynienia z Amber Gold 2, a może nawet z Amber Gold do kwadratu”. Świadczą o tym zdaniem posła Sojuszu powiązania osobowo-biznesowe i polityczne oraz wydawanie pieniędzy przez SKOK-i. Według Dariusza Jońskiego to co się dzieje i działo ze SKOK-ami przed 2012 rokiem „mrozi krew w żyłach”.

Poseł niezrzeszony Przemysław Wipler powiedział, że podczas posiedzenia była mowa o zorganizowanych grupach przestępczych, które zastraszają funkcjonariuszy publicznych zajmujących się SKOK-ami. To jeden z elementów, które- jego zdaniem- różnią tą sprawę od afery Amber Gold. Przemysław Wipler uważa, że ze SKOK-ów nie da się zrobić afery jednej partii opozycyjnej i jednego człowieka, bo jest to „coś co uderza bardzo szeroko ogólnie w system ludzi stanowiących i wykonujących w Polsce prawo”.

Zdaniem posła Wiplera, gdyby powstała komisja śledcza, to powinna zająć się zbadaniem działania organów państwa w sprawie SKOK-ów, opcji walutowych, frankowiczów i afery Amber Gold – czyli tych wszystkich przypadków, w których jego zdaniem KNF nie dała sobie rady.

Poseł PiS Jerzy Szmit powiedział, że komisja konkretnych wniosków nie wypracowała, a fakty każdy może interpretować na swój sposób. Wyraził nadzieję, że posiedzenie komisji przyczyni się do lepszego funkcjonowania rynku finansowego, gdyż „wiele wątpliwości zostało tam rozwianych”. Poseł Szmit dodał, że już przed posiedzeniem komisji miał o SKOK-ach dużą wiedzę teoretyczną i praktyczną, bo od lat funkcjonuje w tym systemie. Dyskusję ocenił jako szczerą i otwartą i wyraził nadzieję, że także KNF wyciągnie z niej wnioski.

Poseł Marcin Święcicki z Platformy Obywatelskiej powiedział, że nie może mówić o wrażeniach z posiedzenia, bo wszystkie informacje są zastrzeżone. Dodał, że najprawdopodobniej odbędzie się jeszcze kolejne spotkanie w trybie niejawnym, bo można się wówczas więcej dowiedzieć o mechanizmach i sprawach, które „zilustrowane są konkretami”.

Kiedy będzie kolejne posiedzenie komisji finansów w sprawie SKOK- na razie nie wiadomo. Nie wiadomo też, czy koalicja zdecyduje się na wniosek o powołanie komisji śledczej.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Szczęsna&Zaczek/dyd

19.03.2015 (IAR) – Poseł Przemysław Wipler składa dwa zawiadomienia do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Polityk podejrzewa Komisję Nadzoru Finansowego i jej pracowników o niedopełnienie obowiązków oraz przekroczenie uprawnień.

Chodzi o niedopełnienie nadzoru nad SKOK-iem Wołomin. Jak twierdzi poseł Wipler, senator Grzegorz Bierecki skierował do Komisji pismo o nieprawidłowościach w SKOK-ach w 2012 roku. Parlamentarzysta podkreśla, że dopiero 24 maja 2013 roku prezes Komisji skierował do prokuratury powiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

Poseł zarzuca także urzędnikom przekroczenie uprawnień. Jego zdaniem prowadzą oni medialną kampanię wymierzoną w senatora Grzegorza Biereckiego i przekazują mediom informacje uzyskane dzięki nadzorowi.

Wcześniej posłowie Platformy Obywatelskiej opowiedzieli się za powołaniem specjalnego gremium przy Komisji Finansów Publicznych. Jego zadaniem ma być zbadanie sytuacji w sektorze SKOK-ów.

Wczoraj posłowie ponad osiem godzin omawiali nieprawidłowości w Spółdzielczych Kasach Oszczędnościowo-Kredytowych. PO mówi o patologiach w kasach i wyprowadzeniu z nich wielomilionowego majątku, wykazanych w raportach Komisji Nadzoru Finansowego. PiS odpiera zarzuty.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze/zr

„Tydzień temu niektóre media, powołując się na korespondencję szefa KNF do premier Kopacz oraz ABW i CBA, oskarżyły twórcę SKOK-ów, senatora Biereckiego, że w minionych latach Fundacja na Rzecz Polskich Związków Kredytowych wytransferowała kwotę 70 mln zł na rzecz Spółdzielczego Instytutu Naukowego, którego współwłaścicielem jest właśnie Grzegorz Bierecki. W całej historii najdziwniejsze jest to, że KNF nie formułuje zarzutów karnych i nie zgłasza sprawy do prokuratury. Ale premier Ewa Kopacz na konferencji prasowej określa sprawę jako poważną, a PiS zawiesza senatora w klubie parlamentarnym. Leszek Balcerowicz mówi natomiast, że „sprawa SKOK-ów to największa afera finansowa w ramach naszego sektora finansowego”. Czy klienci SKOK-ów maja powody do niepokoju? Czy państwo powinno interweniować w obronie klientów instytucji finansowych? W jaki sposób? Czemu mają służyć fundusz restrukturyzacji i fundusz stabilizacyjny postulowane przez Związek Banków Polskich? Kto ma finansować te fundusze? Kto, czy co, zagraża polskiemu sektorowi bankowemu…” dorzeczy.pl

O co chodzi w tzw. aferze SKOK? Dlaczego ktoś tak długo i bezkarnie wyłudzał kredyty w Kasie Wołomin? Jak wyglądały działania lub zaniechania Komisji Nadzoru Finansowego? Jan Pospieszalski: Bliżej 19.03.2015

…Najpierw o samej sprawie SKOKów, która po zapoznaniu się z wołomińskim wałkiem według mnie wygląda trochę (a nawet sporo) inaczej jak się ją próbuje ludziom za pośrednictwem mediów przedstawiać. Przyznam że osobiście z dużą ciekawością i nastawiony raczej sceptycznie do Pana Biereckiego obejrzałem jego „przesłuchanie” przez „funkcjonariusza” Kraśko na antenie TVP Info. Jednak po tej rozmowie, podczas której Pan Bierecki w sposób opanowany rzeczowy i logicznie spójny stopniowo rozwiewał wszystkie moje wątpliwości, a podczas której Pan Kraśko zachowywał się jak spuszczony ze smyczy, łapiąc za słówka, przerywając co chwilę i próbując wybić z rytmu swojego gościa/przesłuchiwanego, próbując podejść człowieka by podważyć jego wiarygodność, chwytając się co chwilę czegoś innego (co mu „oficer prowadzący” szeptał do słuchawki) – otóż po tej rozmowie zmieniłem swój pogląd na osobę Pana Biereckiego z nieufnej na pozytywną.

Jak dla mnie nie pozostawił już żadnych złudzeń co do tego, że miał posłużyć za ofiarę machlojek innych ludzi – całkowicie odpowiedzialnych za całe zamieszanie w SKOKach. Chodzi tu w zasadzie o jeden „sztandarowy” wałek, który niesłusznie położył się cieniem na całej spółdzielczej bankowości – CAŁKOWICIE (to chciałbym podkreślić) polskiej więc niejako mamy do czynienia z próbą dyskredytacji narodowego interesu. Mowa tu o SKOKu zwanym wymownie Wołomin, który dziwnym trafem cieszył się jak dla mnie zbyt wielką tolerancją wśród zarówno organów zwanych „nadzorem finansowym”, jak i organów ścigania, nie wspominając o legislaturze która nie zrobiła absolutnie NIC żeby naprawić to prawo które w ostatnich dniach zostało uznane za patologiczne – no to ja się pytam co zrobiono w tej kwestii od czasu kiedy Pan Bierecki złożył stosowne zawiadomienie? Otóż NIC nie zrobiono, prawdopodobnie po to, żeby Wołomin mógł spokojnie realizować swoją „tajną misję” a potem cała wina miała spaść na kasy spółdzielcze.

Pan Kurski sugeruje wprost, że dopóki SKOKi były samorządne i dopóki miały samodzielny wewnętrzny system kontroli, nie było upadłości i żadnych wyprowadzeń pieniędzy z Kas. Wszystko zaczęło się od momentu kiedy łapę na SKOKach położyła „platforma” ustalając nad nimi ustawowo nadzór komisaryczny KNFu. Mamy do czynienia z zamachem na polski kapitał w systemie finansowym. Chodzi o doprowadzenie SKOKów do stanu masy upadłościowej, by komercyjna część „polskiego” systemu finansowego mogła go przejąć pod swoje skrzydła. Jest to kapitał nie do pogardzenia w perspektywie kłopotów banków komercyjnych z tzw. „złymi kredytami” gdzie prym wiodą kredyty we frankach (banki te wymyśliły sobie taki oto system ratowania że ich nieodpowiedzialne „rozdawnictwo” kredytowe mają odpowiadać/sponsorować podatnicy – Banki chcą by rząd dopłacał do ich zysków). Reasumując zacytuję jednego z rozmówców programu Pana Pospieszalskiego: „Nie ma afery SKOKów – Jest afera SKOKu Wołomin”… (Odys)

„…Swą karkołomną tezę o największej aferze III RP opierają profesor Balcerowicz oraz inne zaangażowane do montażu autorytety na tezie: do nieprawidłowości by nie doszło, gdyby w porę objęto sektor spółdzielczości finansowej nadzorem KNF, a nie objęto, bo śp. Lech Kaczyński zaskarżył ustawę wprowadzającą ten nadzór do Trybunału Konstytucyjnego, a jako prawnik pisał to zaskarżenie Andrzej Duda…

Fakty są nieco inne i autorytety nie mogą o tym nie wiedzieć. Prezydent Kaczyński zaskarżył istotnie ustawę o objęciu spółdzielczości nadzorem, ale wcześniej sam taką ustawę przedstawił, i w roku 2008 została ona odrzucona głosami PO. A ustawa z 2010 mogła wejść w życie dopiero w 2012 dlatego, że wniosek Kaczyńskiego, ten rzekomo pisany przez Dudę na podstawie rzekomo stronniczych ekspertyz prawnych, podtrzymał kolejny prezydent – Bronisław Komorowski. Kto więc miota oskarżenia, że PiS „dał czas Biereckiemu” na wyprowadzanie pieniędzy wspierającej SKOK-i Fundacji do Luksemburga, powinien uczciwie podzielić tę winę między śp. Lecha Kaczyńskiego i jego następcę.

Tyle, że teza, iż do strat w SKOK-ach doszło wskutek braku nadzoru, jest też karkołomna. W wypadku SKOK Wołomin, który wygenerował ponad dwie trzecie strat, cały przestępczy proceder zaczął się dopiero po objęciu nadzorem KNF. Powiem więcej – dopiero wtedy zaczął być możliwy, bo, przepraszam, że pominę już szczegóły, dopiero wraz z nadzorem kasy spółdzielcze uzyskały możliwość oferowania pewnych niedostępnych dla nich wcześniej produktów bankowych, których do przekrętu użyto. Stąd teza kontr-montażu, że PO, czytaj WSI, właśnie po to przepchnęła nadzór nad spółdzielczością finansową w swojej, a nie wcześniejszej, pisowskiej wersji, żeby obrobić kasę w Wołominie.

Jest jeszcze jedno piętro montażu: dotychczasowe 3 miliardy to nie wszystko, bo SKOK-i nie mają dla swoich kredytów pełnego pokrycia i niedługo wpadną w kłopoty, i BFG będzie musiał „zapłacić” kolejne miliardy. Faktycznie, upadek SKOK-ów i przejęcie ich przez banki komercyjne z zaangażowaniem dużych sum z BFG jest w tej chwili bardzo prawdopodobny, a jeśli Bronisław Komorowski i PO wygrają wybory niemal pewny – ale nie ma to nic wspólnego ani z data objęcia ich nadzorem, ani z ich takimi czy innymi działaniami. Żaden bank nie ma dziś takich rezerw, które by mu pozwoliły przetrwać potężną propagandową i wspieraną przez władzę kampanię odstraszania klientów. Także te uchodzące za bezpieczne banki zagraniczne o polskich nazwach, które gwarantują cokolwiek tylko do wysokości kapitału własnego, obecnego w Polsce, bo rejestrowane są tu jako osobne spółki akcyjne – a swe zyski transferują do formalnie nie odpowiadających za ich zobowiązania zachodnich spółek-matek. Jeśli do najpotężniejszego nawet banku zgłosi się w krótkim czasie jedna piąta klientów z żądaniem zwrotu powierzonych lokat, albo tylko przez długi czas przestaną się zgłaszać nowi – jego upadek i przejęcie będzie pewne, można rzec, jak w banku.

Prawda, w świetle faktów, jest mało medialna. System jest taki, że partia musi mieć oparcie finansowe. Najskuteczniejszym sposobem zaszkodzenia jej jest uderzenie właśnie w to oparcie (…)

Spór pomiędzy PiS a PO dotyczył nie tyle objęcia SKOK-ów nadzorem, bo wobec ich rozrostu to było oczywiste – ale w jaki sposób to zrobić. PO chce po prostu SKOK-i zniszczyć, PiS chciał je maksymalnie uprzywilejować, a senator Bierecki lobbował wewnątrz PiS i kupował sobie przychylność poszczególnych jego działaczy, bo przecież po to przecież łożył na prawicową partię i media, żeby sobie zbudować własne polityczne imperium. Z kolei na polityczne interesy PO nałożyły się oskoma powiązanych na różne sposoby z tą partią banków komercyjnych. Co prawda, cały sektor spółdzielczy wyceniany jest na ledwie 15 miliardów – jedną dziesiątą wartości rynku kredytów we franku – ale na ciasnym rynku to łakomy kąsek do przejęcia (…)

I na te interesy nałożyła się kampania wyborcza i pijarowska potrzeba zneutralizowania afer PO, nie przez udawanie, że nie jest ona partią złodziei, bo tego żaden pijarowiec nie będzie tak głupi, żeby próbować, ale przez zmontowanie wrażenia, że opozycja nie lepsza. Wydaje się zresztą, że sięgając po SKOK władza przestrzeliła, bo przypomniała, via Wołomin, o niejasnych powiązaniach między urzędującym prezydentem a WSI…” (Rafał Ziemkiewicz)

całość tu: interia.pl

…a teraz o innym wątku „afery SKOKów”, czyli o służbach specjalnych…

„Wojskowe Służby Informacyjne dokonywały oszustw na gigantyczną skalę, śledztwa przeciwko oficerom WSI były blokowane, działalności fundacji Pro Civili – to temat posiedzenia sejmowej komisji. Nie brakuje również sensacyjnych faktów o akcji WSI w SKOK Wołomin i powiązaniach Bronisława Komorowskiego z WSI.

Podczas dzisiejszego posiedzenia pracującego od wielu miesięcy Parlamentarnego Zespołu ds. skutków działalności Komisji Weryfikacyjnej (ten materiał trzeba koniecznie obejrzeć! Odys) pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza i Jana Olszewskiego, głównym tematem są „Powiązania Bronisława Komorowskiego ze SKOK Wołomin”.

Oto fragment z raportu z rozwiązania Wojskowych Służb Informacyjnych odczytany na posiedzeniu zespołu parlamentarnego: Okoliczności powstania Fundacji „Pro Civili” nie są do końca znane. W końcu 1999 r. postępowanie w tej sprawie wszczęła Prokuratura Wojskowa, jednak aż do chwili obecnej żadnej osobie związanej z Fundacją „Pro Civili” nie przedstawiono zarzutów. W Radzie Fundacji zasiadały następujące osoby: Piotr Polaszczyk, Krzysztof Werelich, Marek Olifierczuk, Stanisław Świtalski, Dariusz Czapski, Janusz Maksymiuk, Tomasz Lis (Komisja nie ustaliła tożsamości tej osoby). Zarząd Fundacji tworzyli Tadeusz Dousa i Elżbieta Polaszczyk.

Podczas posiedzenia pokazano zdjęcia wskazujące na znajomość polityków PO z władzami SKOK Wołomin.

(prezentacja tu: Komorowski i WSI. Fakty, daty, nazwiska, powiązania – PREZENTACJA)

Przewodniczący komisji poseł Bartosz Kownacki ujawnia fakty nieznane dotychczas opinii publicznej, cytowane są również fragmenty z raportu z likwidacji WSI, roli Piotr P., który – jak ujawnił kilka dni temu Jacek Kurski (obecny na posiedzeniu komisji) – bywał w Kancelarii Prezydenta.

A czym była Fundacja Pro Civili? Dowiedzieliśmy się właśnie podczas posiedzenia komisji.

„W rzeczywistości jedynym celem fundacji było prowadzenie działalności przestępczej opartej na wyłudzeniach kredytów, podatku VAT, czy sprzedaż nieistniejących towarów oraz praniem brudnych pieniędzy dla Polskich i międzynarodowych grup przestępczych. Grupą tą dowodzili oficerowie WSI Piotr P, ps. „czarny piotruś” vel bentley, Jerzy K. i Marek W. Z uwagi na fakt, iż Piotr P. był oficerem obiektowym Wojskowej Akademii Technicznej, gros jego działań było ukierunkowanych na wyłudzenia z kas tej uczelni. WAT podpisała z fundacją oraz spółkami zarządzanymi przez członków grupy Piotra P. setki niekorzystnych umów, m.in. na kupno nieistniejącego programu komputerowego, na eksploatację złóż żwiru, czy eksploatację nienadającego się do użytku jachtu. Taką usługą był na przykład handel nieistniejącym programem komputerowym „axis”, czy też „united” Programy istniały tylko na papierze, dzięki czemu można było wyłudzać wielomilionowe podatki VAT, przy czym wartość usług dodatkowo zawyżano. Raz ten sam program kosztował 10 tys. zł za licencję, a raz 25 tys. zł. Firmy zamiast pieniędzy dostawały z Wojskowej Akademii Technicznej fakturę, która świadczyła o gwarancji zapłaty. Na tej podstawie firmy związane z fundacją Pro Civili występowały do banków o kredyty. Bank PKO BP stracił w ten sposób około 100 mln zł. Pracownik banku, który współpracował z Piotrem P. zginął w tajemniczych okolicznościach. Następnie jeden z członków grupy został zadźgany nożem, inny zginął w wypadku samochodowym, a kolejny dwukrotnie postrzelił się przypadkowo w brzuch. Łącznie wyłudzono około 400 mln zł, które wytransferowano na Cypr.Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu dopiero po dwudziestu latach od założenia fundacji Pro Civili, tj. w 2014 roku. Do sądu okręgowego Warszawa-Prawa wpłynął w kwietniu 2014 roku akt oskarżenia w tej sprawie wyłudzania kredytów z banków przez firmy współpracujące z Wojskową Akademią Techniczną. Sprawa jeszcze się nie rozpoczęła. Akt oskarżenia obejmuje 10 osób, pracowników uczelni WAT.
Główni oskarżeni to Piotr P., Krzysztof W. i Karol G. Zawiadamiającymi o procederze były poszkodowane banki. „

Pojawił się również wątek syna Bronisława Komorowskiego, który był prokurentem w spółce Med. Investments.

„Dzięki pomocy nadzorowanego przez Bronisława Komorowskiego WSI, Piotr P. i jego grupa działali dalej, także po rozwiązaniu WSI. Prasa donosiła o przejęciu przez nich za bezcen gruntów po fabryce w Ursusie. Dokonano tego za pośrednictwem spółki należącej do adwokata Lwa Rywina, którą wpisano do KRS na kilka dni przed przetargiem na grunty po fabryce. Wymagane wadium wpłaciła z pieniędzy otrzymanych ze spółki należącej do Piotra P., a które to pieniądze pochodziły z kredytu zaciągniętego w SKOK-Wołomin. Ostatecznie spółkę, która kupiła grunty za 94 mln zł sprzedano za 212 mln zł. Konsorcjum, które kupiło grunty wyodrębniono spółkę celową „Med Investments”, której niezwykle dobrze płatną posadę zajął syn Bronisława Komorowskiego – Tadeusz„.

Na koniec zabrał głos Antoni Macierewicz. – Od publikacji raportu WSI minęło 7 lat. Od tego czasu ludzie tam opisani brali udział w szeregu przestępstw. Bezkarni i nietykalni. Ludzie WSI prezentują obecnie stanowisko Polski w sprawie rosyjskiej agresji w mediach nie tylko prywatnych, ale również publicznych. Oni uczą Polaków jak mają patrzeć na Rosję. Ta sprawa ma związek z bezpieczeństwem kraju – mówi Antoni Macierewicz. Zaapelował również o nie promowanie ludzi WSI w mediach.

– Przez wiele lat toczył się proces o nielegalny handel bronią, który był prowadzony z doniesienia komisji weryfikacyjnej. Zapadły wyroki skazujące w ostatniej instancji na bezwzględne kary więzienia. Osobą, która broniła do samego końca skazanych i procederu nielegalnego handlu bronią był Bronisław Komorowski – powiedział na koniec posiedzenia wiceprezes PiS.”

źródło: niezalezna.pl

Więcej szczegółów na temat związku Bronisława Komorowskiego z tą aferą dowiedzą się państwo z wywiadu z Wojciechem Sumlińskim: Dziwne przypadki pana prezydentaNa zachętę mały fragment

Gdy obecny prezydent był marszałkiem Sejmu, zapytałem go o fundację „Pro Civili”. Bardzo się zdenerwował, wyprosił z gabinetu mnie i ekipę Telewizji Polskiej. Zrozumiałem, że chyba przekroczyłem Rubikon i że już nie mogę się z tej sprawy wycofać – mówi w rozmowie z PCh24.pl Wojciech Sumliński, dziennikarz śledczy, autor wydanej ostatnio książki „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”.

Obecny prezydent powszechnie prezentowany jest jako piewca zgody i powszechnego pojednania, osoba łagodna, wręcz dobroduszna, wprawdzie nieustrzegająca się wpadek, ale sympatyczna. Słowem, swój człowiek. Czy Pańska wiedza na temat Bronisława Komorowskiego odpowiada takiemu wizerunkowi?

Jest z nim całkowicie sprzeczna. Nigdy nie planowałem śledztwa dotyczącego pana prezydenta Komorowskiego. Zająłem się tą postacią, gdyż zainteresowano mnie niezwykłym śledztwem prowadzonym przed laty przez Centralne Biuro Śledcze, a dotyczącym dużej liczby zdumiewających samobójstw. Pierwszym z nich była śmierć Krzysztofa Sutora, dyrektora IV Oddziału Banku PKO BP, który, jak wynikało z oficjalnych danych, najpierw oddał do siebie śmiertelny strzał, a potem jeszcze dwa kolejne, w tym jeden z odległości kilku metrów. Oficerowie CBŚ zaraz gdy zobaczyli, w jaki sposób został zakwalifikowany ten zgon, od razu zainteresowali się nim. Szybko odkryli, że podobnych „samobójstw” było jeszcze szesnaście i wszystkie mają związek z fundacją, o której ostatnio jest głośno, a ja pisuję o niej od dawna i robiłem programy telewizyjne na jej temat jeszcze w roku 2007. Doprowadziła ona do śmierci wielu osób i do defraudacji miliardów złotych. Chodzi o założoną przez oficerów Wojskowych Służb Informacyjnych fundację „Pro Civili”, poprzez którą dotarłem do postaci Bronisława Komorowskiego. Kiedy był on ministrem obrony narodowej zachowywał się dokładnie tak, jak gdyby prowadził wobec niej działania osłonowe. Rozmawiałem z trzema osobami, które twierdziły, że mówiły mu o tej przestępczej fundacji i według ich relacji każdej z tych osób Bronisław Komorowski łamał karierę. Ostatnią z tych osób był Krzysztof Borowiak, w owym czasie dyrektor Departamentu Szkolnictwa Wyższego MON, zdymisjonowany w trybie błyskawicznym ze swojego stanowiska…”

…Tym samym uważam podobnie jak Pan Michalkiewicz że mamy do czynienia z walką buldogów („cywilne” służby specjalne kontra wojskowe) która się zaostrza i spod dywanu przenosi się na dywan. Wszystko w ramach gwałtownej reaktywacji wpływów w naszym kraju stronnictwa USraelskiego, które chyba już podjęło decyzję o odsunięciu od władzy PO, które co prawda kiwa groźnie na Putina (bo to nic nie kosztuje i taka jest mądrość etapu) ale niezbyt konkretnie, więc lepiej USraelitom zamienić obecny obóz władzy na bardziej wojowniczy i zdecydowanie antyrosyjski czyli PIS. Jest to akcja zakrojona na dużo szerszą skalę jak Polska bo i tuż za naszą zachodnią granicą, tj. w Niemczech ostatnimi czasy też widać pewne zmiany w retoryce wobec Rosji, a nawet w konkretnych zapowiedziach wydatków na zbrojenia (od czego Niemcy wcześniej się odżegnywały – Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej i to: Niemcy nie chcą zwiększać wydatków na obronność). O tym że tak Polska jak i Niemcy są terenem walki wywiadowczej między USA i Rosją zwracałem uwagę tu – Niemcy wydalają przedstawiciela CIA. „Sueddeutsche Zeitung”: cezura w historii stosunków z USA.

Powrót afery taśmowej i wyciągnięcie sprawy SKOKów (wcale nie na PIS jakby się wydawało, a właśnie przeciw PO i Komorowskiemu podejrzewanemu o związki z WSI czyli „dziedzica” PRLowskiej prorosyjskiej razwiedki) ma uderzyć w zdobywające coraz większą kontrolę nad naszym krajem odradzające się kosztem cywilnych – wojskowe służby specjalne (które nie mogą się jakoś uwolnić od dawnych związków 😉 ). (Odys)

podobne: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta. oraz: SKOK na Wołomin! W bankach wyłudzenia, ale bankowcy patrzą w przyszłość z optymizmem. i to: Walka naszych służb z przestępczością gospodarczą i zorganizowaną to jedna wielka ściema. a także: Tusk ściga „Superwizjer” za „Amber Gold”. Polska rajem dla oszustów. polecam również: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona? i jeszcze: ABW kontrwywiaduje na terenie SKW. Złapanie szpiegów to prężenie muskułów. Trzeba działać w cieniu, a nie w świetle kamer. „Nasz Dziennik” Medal dla szpiega. oraz: Złodziej złodzieja złodziejem pogania w Ministerstwie Sprawiedliwości i w Agencji Wywiadu.

„Chciałbym dowiedzieć się, czy pan Piotr P. – szef stowarzyszenia WSI, które doprowadziło do bankructwa SKOK Wołomin – często bywał w Pałacu Bronisława Komorowskiego i czy wina, które stawiał panu prezydentowi pochodziły z tych pieniędzy?” Jacek Kurski czyli Skok na SKOKi – WSI, Komorowski, KNF i inni

Proszę zwrócić uwagę na to jak „dziennikarz” nazwiskiem Piasecki poddenerwowany urywa temat, oraz w jak wymowny sposób sygnalizuje Kurskiemu historię ś.p. Leppera który również posiadał niebezpieczną dla siebie wiedzę 😉 (Odys)