Unia doigrała się Brexitu. Eurosceptycy tryumfują, skowyt histerii wśród euroentuzjastów (od lewa do PISu). Wielka Brytania przed historyczną szansą, a co z Polską? Czekam na Polexit.


rys. Gatis Sluka

rys. Gatis Sluka

„Gdy lud rzekł – chcę być wolny – zawsze wolnym został

Dedykujemy tę myśl Jakuba Jasińskiego uczestnikom referendum brytyjskiego…    Bo nie chodzi tu o gospodarkę, o zyski tu  czy straty tam,  co podkreśla establishment.  Zwłaszcza jeśli  ubolewa nad tym także wielki filantrop  Soros,  strasząc armageddonem i wszelkimi możliwymi plagami.

Chodzi o wolność i suwerenność,  plain and simple. Cała reszta jest tego pochodną.  Chodzi o to aby o własnych sprawach, takich jak kontyngenty „uchodzców” do przyjęcia, decydował naród a nie obce interesy.  Nie chodzi o separację, chodzi o opcję udziału lub nie, decydowaną przez suwerenny kraj a nie biuro polityczne w Brukseli.   Błędny głos w wyborach można skorygować co cztery lata.   Błędnego  głosu  w tym referendum skorygować się nie da.

Alternatywą nie jest żaden armageddon  ani żadna odizolowana wyspa pośrodku Altantyku.  Alternatywą – najgorszą z  kilku możliwych – jest status Szwajcarii. Nie jest to może pełen ideał ale z całą pewnością dużo lepiej niż pozłacana nawet kajuta na tonącym euro Titanicu…” (cynik9)

całość tu: Wolnym zostać

„…Jak Brytyjczycy dogadają się z Unią? Czy wybiorą model norweski czy całkowite wyjście ze struktur „wspólnoty”? Wielu chce straszyć i rozpaczać nad utraconymi przez Wielką Brytanię korzyściami handlowymi, jednak zapominają jednocześnie, że wiążą się z tym też potencjalne korzyści z otwarcia na resztę świata. Stany Zjednoczone, Chiny, Brazylia i wiele innych krajów, z którymi Brytyjczycy mogą handlować. A i kraje Unii nie będą wcale chętne na wojnę celną i regulacyjną z Wyspiarzami. Juncker et consortes mogli straszyć potwornymi konsekwencjami przed referendum, w nadziei na to, że Anglicy sie przelękną i wybiorą opcję „remain”. Ale w konfrontacji z faktem dokonanym, przyjmą moim zdaniem o wiele łągodniejszą retoryke i zrobią wiele, jeśli nie wszystko, byle tylko załagodzić perturbacje gospodarcze i ułatwić handel europejskim importerom i eksporterom z Londynem. Wszak obie strony liczą tutaj straty w razie nieudanych negocjacji, a nie tylko jedna.

Ci zaś, którzy boją się „tłumów Polaków wracających z Wysp” wyrzuconych przez brytyjskich nacjonalistów, również przesadzają, gdyż po pierwsze Anglicy potrzebują siły roboczej, a po drugie, już dziś wielu imigrantów spoza Unii żyje i pracuje na Wyspach i nie grozi im deportacja.

Zakończyć więc wypada optymistycznie: nie warto siać paniki i załamywać rąk, bowiem nic szczególnego się nie stało. Unię czeka reforma, albo dalszy rozpad i to jest najważniejsze, a trwające w tle negocjacje z Brytyjczykami powinny być przestrogą dla eurokratów, że państwa członkowskie nie muszą bezwolnie godzić się na wszystko, co podyktuje im Bruksela. Tylko ze świadomością, że „nie istnieje scenariusz zbyt straszny aby nie mógł sie wydarzyć” można pchnąć Europę we właściwym kierunku. Unia potrzebuje teraz stanowczych, silnych eurosceptyków, którzy powściągną na każdym kroku federacyjne i antywolnorynkowe zapędy brukselskich elit wskazując palcem na case Londynu. Jeśli ta nauczka nie zostanie wykorzystana, Unię czeka stopniowa agonia albo nawet szybki upadek na podobieństwo reakcji łańcuchowej.” (Rafał Trabski)

całość tu: Brexit!

podobne: Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy? oraz: „To be or not to be”. Cameron pod coraz większą presją w kwestii obecności GB w UE i to: Eurosceptycyzm rośnie w siłę. W. Brytania (UKIP), Francja (FN; UMP), Dania i Szwecja (nie chcą EURo), Nowa Prawica w Polsce a także: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. i jeszcze: Historia naturalna i porwanie Europy, oraz wybrane propozycje nie do odrzucenia z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami. UE w dołku Healey’a polecam również: Emocje wokół obsady unijnych stanowisk. Wielka Brytania nie chce federalisty na stanowisku przewodniczącego Komisji Europejskiej.

Od rana skocznie i radośnie pogrywa sobie w mojej głowie „Marsz angielskich grenadierów” 🙂

„…Brexit: The Movie naświetla niebezpieczeństwa członkostwa w UE. Zadaje pytanie, czy bezpiecznym jest pozwalać sterować sobą przez odległych biurokratów pozostających poza kontrolą? Czy jest bezpiecznym wiązanie się z krajami dryfującymi w stronę ruiny finansowej? Ukazuje samolubną biurokrację, cynizm polityczny, brak odpowiedzialności, przywileje, kumoterstwo, korupcje.

Brexit: The Movie patrzy w przyszłość twierdząc, zdecydowanie i przekonująco, że jest bezpieczniej i mądrzej żyć w kraju, który jest wolny, niezależny, samorządny…” („Brexit” DLACZEGO BRYTYJCZYCY CHCĄ WYJŚĆ Z UE? pełna wersja z tłumaczeniem na polski)

A teraz słowo do wolnościowców (eurosceptyków)… ale do tych prawdziwych a nie „trochę socjalistów”, którzy będą się spuszczać nad proroctwami jakie to wielkie zmiany dla Polski nadejdą bo UE „będzie musiała się naprawić”, i że czeka ją jakaś ożywcza reforma. Otóż nie nadejdą żadne zmiany dopóki pozwalamy u siebie rządzić ludziom którzy jedzą UE (i innym zagranicznym dworom) z ręki, nie zwracając uwagi na realne koszta tego paktu z diabłem. Nie zważają bo dla nich liczą się granty i nic nie znaczące „salonowe” zaszczyty. Nie liczą się realne koszta, liczby i fakty dobijania „unijnymi normami” oraz tzw. „prawem” polskiego potencjału ludzkiego i gospodarczego (Tomasz Cukiernik o niekorzystnym bilansie 11 lat członkostwa Polski w UE), ani zadłużenie jakie zostało wygenerowane przy okazji wydawania „funduszy unijnych”, którymi zostały obciążone nasze lokalne społeczności (Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów…). Bo gdyby liczyły się fakty zamiast kłamliwej propagandy, to już dawno mielibyśmy w Polsce rzetelnie poinformowaną opinię publiczną, a w konsekwencji presję na podobne do brytyjskiego referendum… (Odys)

podobne: 10 lat Polski w UE: nowa polska emigracja. „Święto Szklanych Paciorków” (Ziemkiewicza) oraz „Unijna dekada” (cynik9) oraz: Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia?

„There’s no such thing as a free lunch” Wielka Brytania była zawsze dla UE płatnikiem netto .To znaczy, że wpłacała więcej niż otrzymywała.  To ułatwiło obywatelom GB ich rozsądną decyzję.W Polsce rzadko kto zastanawia się jak naprawdę wygląda nasz bilans korzyści z członkostwa w UE. Polska jest podobno płatnikiem brutto, to znaczy wpłaca do kasy unijnej mniej niż otrzymuje. Jeżeli nawet to prawda pieniądze otrzymujemy wyłącznie na projekty zgodne z ideologią  i praktyką biurokratycznej machiny UE.  Dotacje na infrastrukturę oznaczają między innymi najdroższe stadiony świata, baseny w małych miejscowościach, których utrzymanie przekracza możliwości samorządów, zupełnie zbędne orliki ze śmierdzącą brudnymi skarpetami sztuczną trawą, powstające obok zwykłych, od lat używanych, tradycyjnych  boisk.  Podnosi się zwykle argument znaczenia unijnych dotacji dla rolników. Tymczasem powinniśmy rozumieć, że dotacje niszczą rolnictwo zamiast je rozwijać. Przede wszystkim likwidowana jest konkurencja produktów i usług prowadząca do poprawy ich jakości.  Pomijając takie idiotyzmy jak wymagana przepisami unii krzywizna banana czy zaliczanie ślimaków do ryb dotacje unijne są nieracjonalne,  wymuszane najczęściej przez grupy nacisku.
Dam przykład z dziedziny, na której się znam, z hodowli koni. Dotacje na hodowlę hucułów spowodowały rozpowszechnienie się tej sympatycznej lecz mało użytecznej i prymitywnej rasy na nizinach. Miejscem hucułów są bieszczadzkie połoniny. To koniki silne, wytrzymałe, mało wymagające, nie mają jednak żadnego znaczenia sportowego ani tym bardziej wyścigowego. Poważny jeździec nie wybierze sobie hucuła do konkursu skoków. Nadają się wyłącznie dla dzieci i turystów. Populacja hucułów była  dotąd regulowana w naturalny sposób przez użyteczność tej rasy. Hodowane w nadmiernych ilościach, po zniesieniu dotacji powędrują do rzeźni.
Nasze prawdziwe „korzyści” z przynależności do UE to haracz płacony za emisję CO2, likwidacja naszych stoczni,  bezprawne  interwencje w sprawy wewnętrzne naszego kraju, narzucanie nam uchodźców. Ukoronowaniem tego bezprawia jest bezczelna propozycja płacenia przez nas 250 tysięcy euro za każdego uchodźcę nieprzyjętego.
Jak dotąd propozycje zreformowania tego upiornego eurokołchozu jakim jest UE przypominały rewizjonistyczne projekty reformowania socjalizmu. Unia tak  – wypaczenia  nie, a wypaczenia to unijna biurokracja, oraz jej interwencje w sprawy państw narodowych.
Jednak jak się okazuje Niemcy i Francja chcą zarządzać kryzysem wywołanym przez Brexit przyspieszając i pogłębiając integrację czyli praktycznie likwidując państwa narodowe. Ku memu zdumieniu politycy polscy jednym głosem wyrażają troskę o przyszłość unii zamiast korzystając z okazji  iść za przykładem Anglików. Szczytem hipokryzji jest zachwalanie korzyści z utworzenia unijnej straży granicznej, która skutecznie będzie bronić państw Unii przed imigrantami, a jednocześnie zapominanie, że to przecież Niemcy wywołały ten kryzys zapraszając ich do Europy.
Wartości, którym hołduje UE to wartości czysto lewackie. W dodatku wprowadzane  są w życie (jak to zawsze w przypadku lewackich wartości bywało) zdecydowanie wybiórczo. Niemcy futrując na przykład stocznię w Rostoku jednocześnie nakazywały  likwidację stoczni polskich. Hołdowanie tym utopijnym wartościom sprowadziło na unię potworny kryzys imigracyjny. Spowodowało rakowaty rozrost unijnej biurokracji.  Pewien brytyjski polityk powiedział: „Unia to szlachetna idea, ale nie nadaje się do zastosowania w życiu”. Komunizm też był podobno szlachetną ideą, ale jak wiemy sprowadził na świat same nieszczęścia. Nie wątpię, że komunizm był bardzo korzystny dla partyjnych notabli. Dla zwykłego człowieka oznaczał jednak zniewolenie, rabunek i ucisk. Jak mawiali Rosjanie : „всē для народа,  но ты не получишь”. (Izabela Brodacka Falzmann – Czekam na Polexit)

Nie po to swojego czasu wszystkie znaczące siły polityczne stręczyły Polakom UE (dla osobistych korzyści tzw. „elit politycznych”) żeby teraz się z tego wycofywać, na co słusznie zwraca uwagę Pan Michalkiewicz:

„…Skoro tedy role zostały rozdane, a emploi ustalone, to nawet jeśli jakaś pamiętliwa Schwein przypomni sobie, że w 2003 roku Anschluss do Unii Europejskiej stręczyła nie tylko Platforma Obywatelska, ale również Prawo i Sprawiedliwość, albo, że 1 kwietnia 2008 roku za ustawą upoważniającą prezydenta do ratyfikowania traktatu lizbońskiego głosowali nie tylko posłowie Platformy Obywatelskiej, ale również wielu posłów Prawa i Sprawiedliwości z prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele – to nawet wtedy nic strasznego jeszcze się nie stanie, bo zawsze można powiedzieć: no tak, i my i oni robiliśmy to samo, ale jeśli dwóch robi to samo, to wcale nie jest to samo. Platforma Obywatelska, jeśli już cokolwiek robi, to robi to z wrodzonej predylekcji do zdrady i zaprzaństwa, podczas gdy Prawo i Sprawiedliwość, jeśli już cokolwiek robi, to robi to z gorącej miłości do ojczyzny i płomiennego patriotyzmu. Słowem – jak mawiano w Hitlerjugend – „czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty” i nie zaszkodzi mu nic, nawet Rassenschande…” (całość tu: Będzie jak za Gierka?)

Więcej na ten temat Brexit – komentarz Grzegorza Brauna. podobne: Duchowni w służbie KGB, SB i poprawności politycznej (na tle medalu papieskiego dla Rzeplińskiego i anszlusu Polski do UE).

„Wielu ekspertów i polityków cierpi ostatnio na ostrą odmianę kaca. Brexit przeszedł. Wszystko w co wierzyli i o czym przekonywali odnośnie nieprawdopodobnego przypadku Brytyjczyków wybierających suwerenność ponad stabilizację legło w gruzach. Gorzej nawet, fora internetowe bezlitośnie kronikują każdy wypowiedziany nonsens i każdą sknoconą prognozę które pozostaną tam na lata. Trudno będzie później wyłgać się i wybielić życiorys dowodząc że było się za a nawet przeciw.

Złożony z samych ekspertów portal wsieci.pl na przykład poważnie rozważa podobno zmianę swojej nazwy na „wkacu.pl”. Całość po-brexitowych opinii produkujących brexitsię tam ekspertów składa się na rodzaj interesującego potpourri w poczekalni u psychiatry. Jedni chcą unię reformować metodą, jak się zdaje, stania na głowie i wachlowania uszami. Do tego sprowadzają się postulaty oddolnej reformy zabetonowanej na dobre w Brukseli mafii. Drudzy, jak ex (na szczęście) prezydent Komorowski, dowodzą bez ładu i składu konieczności dalszego „zacieśniania integracji” unijnej. Przypomina to nieco zacieśnienianie przyjaźni polsko-radzieckiej której nie można było nigdy zacieśnić wystarczająco. Może zresztą nie bez swoistej logiki bo w końcu każdy wisielec nie marzy o niczym bardziej niż o dalszym zacieśnianiu. Męczy się wówczas krócej…

pod „naprawianiem” min. Waszczykowski ma na myśli coś innego. Chce mianowicie „nowego zdefiniowania suwerenności państw członkowskich”. Ale znowu nie zdradza jak. Uznanie że prezydent Kaczyński podpisując traktat lizboński nie popełnił aktu zdrady zrzekając się na rzecz obcego państwa suwerenności narodowej do chronienia której był konstytucyjnie zobowiązany? Zaprzeczyć że cały sejm go w tym poparł? Czyżby chciał odkręcić teraz ten akt i zacząć przywracać krajowi utraconą suwerenność? Nigdy na to wprawdzie nie za późno ale to dopiero pachnie nam fanaberią, a może nawet wizją bratniej pomocy na którą sejm też się przecież zgodził…

Przede wszystkim jednak min. Waszczykowski chce „zbadać jakie argumenty dotarły do społeczeństwa brytyjskiego i przekonały je do głosowania za wyjściem z Unii”. Nie wiemy jednak czy jest tutaj cokolwiek do badania. Suwerenność, panie Waszczykowski, suwerenność. Albo się ją ma, i naród decyduje, i to nawet bez braterskiej pomocy. Albo się jej nie ma i nawija się wtedy bez sensu o jej „nowym zdefiniowaniu” a decyduje Schultz z Junckerem i biuro polityczne w Brukseli…” (cynik9 – Gigantyczny kac pobrexitowy)

Pamiętajmy więc o WSZYSTKICH stręczycielach tego niewolniczego i kosztownego projektu. Nie dajmy się nabrać na lep słodkich słówek o jakiejś „misji uzdrowieńczej” jaką rzekomo Polska ma do wykonania wobec tworu, który z SAMEGO ZAŁOŻENIA był i pozostaje utopią. W której to „unii” NIC ważnego nie zależy od takich narodów jak Polska a wszystko od takich jak Niemcy i Francja, które przy wykorzystaniu „wspólnotowych” mechanizmów doglądają WŁASNEGO interesu (i trudno im się dziwić), narzucając swoją wolę polityce i gospodarkom innym „mniej poważnym” państwom. Nie dajmy sobie wmówić że tkwienie w patologii nowego związku socjalistycznego (republik europejskich) leży w naszym narodowym interesie, tylko dlatego że propaganda rządu i opozycji zapewnia nas o powszechnym „dobrobycie i bezpieczeństwie” z tej przynależności.

Bagno można oczyścić tylko w jeden sposób – przez jego wysuszenie (czytaj – odcięcie UE i eurokratów od pieniędzy podatników suwerennych narodów). Mądrzy ludzie piją wodę z własnego i własnoręcznie oczyszczonego zbiornika. Nie udają z fałszywej grzeczności wobec samozwańczej „zachodniej elity” (a raczej z powodu kompleksów i braku pomysłu na własne państwo), że to co im się podaje do picia jest gwarancją zdrowia niczym najczystszej próby woda, skoro w rzeczywistości śmierdzi bagnem i wywołuje biegunkę…(Odys)

„…Ponieważ od ćwierćwiecza rządzą nami politycy owładnięci mitologią „integracji europejskiej” i utrzymywania „dobrosąsiedzkich relacji” z Niemcami i Rosją, zewsząd dobiega lament nad rzekomo fatalnymi skutkami Brexitu i „osłabienia spoistości” Unii Europejskiej

...Łatwo dostrzec, że w obliczu takich wydarzeń, cała tzw. klasa polityczna III RP mówi jednym, całkowicie zgodnym głosem. Nie ma różnicy, między biadoleniem Andrzeja Dudy, lamentami Kwaśniewskiego i wywodami poprzedniego lokatora Belwederu…

…W III RP nie wolno głosić prawdy, że nie mamy interesu w popieraniu prorosyjskiej i proniemieckiej polityki przywódców UE. Nie wolno również przypominać, że akces unijny nie jest formą nierozwiązywalnego sakramentu i winien być oceniany wyłącznie według polskich, narodowych racji.

Od czasu narzucenia Europie „ładu jałtańskiego”, polityka „georealistów” stanowi największą barierę dla naszych dążeń niepodległościowych i wszędzie tam, gdzie uwzględnia priorytety Berlina i Moskwy – ignoruje lub podważa nasze.

Istota polityki prowadzonej dziś pod auspicjami UE nie polega bowiem na zapewnieniu bezpieczeństwa i równego rozwoju państwom Europy Wschodniej, lecz na zabezpieczeniu interesów najbogatszych graczy Unii (ze szczególnym uwzględnieniem Niemiec) oraz zagwarantowaniu Rosji „miejsca wśród narodów świata”. W oczach Zachodu, koegzystencja z Rosją jest możliwa, jeśli państwo to otrzyma „należną” strefę wpływów i zaspokoi swoje mocarstwowe ambicje. Dlatego „ceną spokoju” brukselskich eurołajdaków jest dziś Ukraina, a jutro być może Polska.

Łatwo zapomnieliśmy, że w ostatnich ośmiu latach III RP spełniała rolę rosyjskiego konia trojańskiego. Analiza tego okresu pozwala zrozumieć, że swoje europejskie interesy Rosja realizuje poprzez Unię Europejska i sojusz z Niemcami. Podstawowym elementem tej polityki była ekspansja Gazpromu na rynki europejskie. W ślad za nią podążały zastępy rosyjskich agentów i przedsiębiorców, powiązanych ze służbami specjalnymi. Dlatego w ostatnich latach, Moskwa nie tylko nie dostrzegała zagrożenia w procesie „integracji”, ale reżim Putina był żywotnie zainteresowany jak najściślejszym współdziałaniem Warszawy i Brukseli

…Wrzawa związana z Brexitem powinna też uświadomić, że głównym problem Europy są Niemcy i ich agresywna, ekspansywna polityka, obliczona na ustanowienie „internacjonalistycznej wspólnoty” pod protektoratem niemieckim. To państwo nie tylko przejęło główne nici decyzyjne w strukturach Unii Europejskiej, ale od wielu lat próbuje narzucać dyktat krajom byłego Bloku Wschodniego i wspólnie z Rosją dąży do odbudowy sowieckiego imperium.

Każda akceptacja tej polityki, wyrażana przez czynniki polskie, jest aktem głupoty, ocierającym się o zdradę i tak powinna być traktowana przez ludzi świadomych zagrożeń.

Tylko lewackiemu szaleństwu i historycznej ignorancji przywódców Zachodu zawdzięczamy, że Niemcy znów mogą dyktować warunki współistnienia państw europejskich i narzucać swoją wolę krajom doświadczonym hitlerowską butą. To, co niemieccy politycy zaproponowali Europie nazajutrz po Brexicie – rząd europejski, przyjmowanie uchodźców i koniec państw narodowych, jest wyrazem niebywałej pogardy i przeświadczenia o wyższości racji niemieckich nad innymi. Jeszcze większym absurdem jest przyzwolenie, by Berlin decydował o gwarancjach udzielanych nam przez NATO i mógł blokować rozwiązana korzystne dla Polski.

Dyktat niemiecki zawsze prowadził Europę do katastrofy. Szczęśliwie, gdy będzie to kataklizm polityczny, polegający na rozpadzie współczesnej konstrukcji unijnej. Tragicznie, gdy zgoda na nadzór niemiecki nad UE i pakt Moskwa – Berlina doprowadzi do kolejnej konfrontacji militarnej i zniewolenia państw byłego Bloku Wschodniego.

Od wielu lat Unia Europejska staje się narzędziem służącym realizacji interesów niemieckich…” (Aleksander Ścios)

całość tu: BREXIT A SPRAWA POLSKA

podobne: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”  oraz: Tusk będzie zabiegał o (niemiecki?) kompromis ws. Ukrainy. Niemcy i Rosja zadowolone z wyboru. „Le Monde” o niemieckich sympatiach Tuska. Krajowe konsekwencje „ucieczki do raju”. i to: Dlaczego umiarkowane wobec Moskwy Niemcy popierają na stanowisko „prezydenta UE” polityka z Polski (nastawionej do Rosji negatywnie). PIS popiera Tuska. a także: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium. i jeszcze: UE wycofuje się z polityki wschodniej.

W kontekście tego co pisze Pan Ścios odnośnie sojuszu niemiecko-rosyjskiego bardzo (nie)ciekawy scenariusz odnośnie Polski po „Brexicie” snuje dr. Brzeski –  NAI: Co może się zdarzyć po Brexicie?

Nie dajmy się też wciągać w jałowe dyskusje i wróżenie z fusów co też dobrego lub złego wyniknie z Brexitu dla samego projektu UE i jej szkodliwych inżynierii politycznych, społecznych, czy finansowych jakie pod pretekstem „norm” i „standardów” narzucono Polsce. Co obecnie jest dalej kontynuowane pod płaszczykiem „dobrej zmiany”, której propagandowa reżimówka w postaci TVP (zwanej dla niepoznaki „narodową tiwi”) ostatnie dni przed referendum poświęciła na kreowanie dobrego wizerunku tej patologii, powołując się nawet o zgrozo na opinię/przestrogę Pana Sorosa (tego samego którego krytykowano za mieszanie się w wewnętrzne sprawy Polski i ratowanie GW), przekłamując jednocześnie intencje oraz motywacje eurosceptyków. Tu odsyłam raz jeszcze do wspomnianego wcześniej filmu „Brexit” DLACZEGO BRYTYJCZYCY CHCĄ WYJŚĆ Z UE? (pełna wersja z tłumaczeniem na polski) każdego kto chce poznać PRAWDZIWE powody gniewu ŚWIADOMEJ części społeczeństwa brytyjskiego.
Ludziom prawym i przyzwoitym powinno być kompletnie obojętne jak na tę „zuchwałość” Brytyjczyków zareaguje patologiczna instytucja jaką jest UE, i jej propagandowe ekspozytury w postaci „elit” politycznych zniewolonych w eurokołchozie narodów. Mnie osobiście interesuje jak Brytyjczycy zagospodarują to co odzyskali.
Bazujmy na faktach a są one następujące – Oto jeden z narodów doszedł do wniosku że ma dość politycznej dominacji zgrai samozwańczych „elit europejskich” i wyraził wolę SAMOSTANOWIENIA o swojej polityce, prawie i gospodarce. To jest wartość nie do przecenienia i zupełnie nie do zagadania przez jakikolwiek argument zwolenników UE.

Na koniec słowo do dzielnego narodu. Sons of Britain… I salut You 🙂 God save Great Britain!… (Odys)
Braveheart (1995) – Best scene – William Wallace’s speech (HD)

Reklamy

Apetyt żyjących z podatków oraz misja na Pluton kontra „informatyzacja” ZUS czyli… skala marnotrawstwa „publicznych” pieniędzy.


„Prezydenci największych polskich miast oraz prezesi państwowych spółek zarabiają miliony złotych mimo funkcjonowania tzw. ustawy kominowej. Jak zahamować apetyt żyjących z podatków?…

…W ostatnim czasie spore zainteresowanie wzbudziła tzw. lista prezydentów, zawierająca nazwiska najbogatszych prezydentów polskich miast. Powstała na bazie danych opublikowanych przez urzędy miejskie. Podstawowe zarobki z tytułu bycia prezydentem są oczywiście porównywalne (mniej niż 13 tys. złotych miesięcznie), niemniej lista dodatków i sposobów dorabiania jest imponująca.

Największe roczne zarobki ma bezapelacyjnie prezydent Krakowa – ok. 160 tys. złotych za pracę w urzędzie miasta plus ponad 280 tys. złotych za pracę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Drugie miejsce przypadło prezydent stolicy – Hannie Gronkiewicz-Waltz. Do 166 tys. zł zarobionych w urzędzie miasta trzeba dodać 103 tys. za wykłady na Uniwersytecie Warszawskim. Powyższe kwoty są (zgodnie z oświadczeniem prezydent Warszawy) kwotami brutto.

Wysokie kwoty płynące na konta prezydent Warszawy i prezydenta Krakowa sprawiły, że włodarze pozostałych miast w rankingach przygotowanych przez „Super Express”, „Fakt” czy „Gazetę Wyborczą” zostali daleko w tyle. Jedynie prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak, zbliżył się do powyższej dwójki – do swoich 105 tys. za pracę w urzędzie miasta dodać może 68 tys. złotych, które zarabia, zasiadając w zarządzie Szklarskiej Poręby Sport (to spółka zajmująca się m.in. zarządzaniem stadionem lekkoatletycznym wraz z przyległym ośrodkiem sportowym – czytamy na ich stronie internetowej).

Krezusi z państwowych spółek

Idące w setki tysięcy roczne wynagrodzenia płynące z państwowych uczelni do kieszeni prezydentów dwóch największych miast nie mogą się jednak mierzyć z kwotami, jakie spływają do kieszeni szefostwa państwowych spółek. Oprócz „podstawy”, wynikającej z ograniczeń ustawy kominowej, za pośrednictwem kontraktów menadżerskich prezesi potrafią zarabiać nawet kilka milionów złotych…”

całość tu: Rośnie apetyt żyjących z podatków

„Wysłanie kosmicznej sondy na Plutona kosztowało 700 mln $ ( ok. 2,6 mld zł). Informatyzacja ZUSu natomiast pochłonęła już ponad 3 mld zł.” (Petros Tovmasyan)

„…Ocenę tego czy wizyta na Plutonie okazała się tak „promocyjna”, czy też może jednak jesteśmy mistrzami w marnotrawieniu publicznych pieniędzy pozostawiamy Waszej rozwadze. Postanowiliśmy jednak przyjrzeć się kilku innym, głośnym w ostatnich latach wydatkom z budżetu państwa, żeby w odpowiedniej skali porównać je z wycenianą na około 2,6 miliarda złotych wycieczką w odległe zakątki Układu Słonecznego.

(…)

O ile jeszcze problematyka zbrojeń wydaje się zrozumiała, tak o wiele mniej atrakcyjnie w gronie wydatków budżetowych rysuje się obsługa długu publicznego, na którą rocznie przeznaczamy około 37 miliardów złotych – kolejnych 15 wypraw kosmicznych. T. Cukiernik w ciekawym artykule wylicza, że około 50 miliardów złotych zbędnych wydatków pożera biurokracja, m.in. poprzez przyznawanie urzędnikom pensji wyższych niż w sektorze prywatnym, wspieranych przy tym dodatkowymi przywilejami. Wskazuje przy tym, że w budżecie roi się od wycenianych na miliardy pomysłów typu „zwiększanie aktywności społecznej w funkcjonowaniu państwa w zakresie dialogu obywatelskiego”, o których nie do końca wiadomo, co one mogą w ogóle oznaczać.

Koszt budowy Stadionu Narodowego „zamknął się” w okolicy 2,2 miliarda złotych, czyli mniej więcej „jednego Plutona”, choć początkowe szacunki były znacznie niższe. Czy tak duży wydatek na arenę sportową miał sens? Tutaj odpowiedź zależeć będzie zapewne w dużej mierze od aktualnej formy Reprezentacji…

Pogłoski o nieudolnej informatyzacji ZUS są niestety prawdziwe, ale skoro sama tylko nowa strona ZUS o możliwościach na poziomie Bezprawnika kosztowała mniej więcej 18 milionów złotych, nie sposób się dziwić, że projekt przez lata pochłonął przez lata równowartość jednej misji na Plutona (a nieoficjalnie mówi się nawet o równowartości dwóch misji, choć dziennikarze śledczy wliczają tutaj m.in. nieudokumentowaną korupcję). „Jeden Pluton” to mniej więcej także roczne zarobki wszystkich pracowników ZUS…

(…)

I żeby była jasność – zdaję sobie sprawę, że do tego sprowadza się idea Państwa, by w interesie społecznym obracać dużymi kwotami wspólnie uzbieranych pieniędzy. Nie mam wątpliwości co do tego, że należy nam się piękny obiekt sportowy, który zresztą dobrze nam służy. Jednocześnie jednak nie sposób nie zauważyć, że część z tych publicznych pieniędzy jest wydawana źle, a nawet bardzo źle – na dodatek na przestrzeni lat. Prym w tej materii niestety niezmiennie wiedzie system ubezpieczeń społecznych…”

całość tu: bezprawnik.pl

podobne: Polska podbija kosmos. Kosmiczne złoża metali pod Myszkowem. oraz: NIK negatywnie o nadzorze nad budową Stadionu Narodowego. Przetarg na zadaszenie Stadionu Śląskiego – do unieważnienia. i to: Prokom/Asseco synonimem afery? ZUS znowu musi wyjaśnić sprawę przetargu na system informatyczny. a także: Forsal: 10 najgorszych polskich inwestycji ostatnich 10 lat

fragment wspomnianego artykułu Tomasza Cukiernika:

„…Nawet jeśli przyjąć socjalistyczne założenia, że poza wojskiem, policją i wymiarem sprawiedliwości w rękach państwa powinna być służba zdrowia, edukacja, wydatki socjalne i system emerytalny, to pozostaje jeszcze ogromne pole manewru w likwidacji wydatków państwa.

Biurokracja – oszczędności: ok. 54 mld zł

Najbardziej oczywistą kwestią jest likwidacja niepotrzebnej biurokracji. Na płace dla urzędników, którzy zarabiają ok. 1100 zł więcej niż średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw, idzie rocznie około 65 mld zł. Wystarczy część z nich zwolnić, a reszcie obniżyć płace do poziomu płac w przedsiębiorstwach i w ten sposób bez problemu można by zaoszczędzić co najmniej 30 mld zł! Mało tego, tylko w latach 2008-12 wydatki na biurokrację (zwiększenie zatrudnienia urzędników i zwiększenie ich pensji) poszybowały w górę o 10,6 mld zł. Do tego dochodzą tzw. „trzynaste” pensje dla urzędników (proceder, którego nie ma w sektorze prywatnym), na które tylko w 2012 roku wydano 5 mld zł. Ponadto na inwestycje budowlane i zakupy inwestycyjne urzędów w 2014 roku państwo ma wydać ponad 8 mld zł.

O zbędności znacznej części urzędniczej kasty świadczy choćby cel, na który w budżecie na rok 2014 przeznaczono „drobne” 20 mln zł. Ta okrągła sumka ma zostać wydana na „zwiększanie aktywności społecznej w funkcjonowaniu państwa w zakresie dialogu obywatelskiego”. Według tego urzędniczego bełkotu, „podstawowe znaczenie w realizacji zadania ma tworzenie warunków dla rozwoju wolontariatu oraz podmiotów prowadzących działalność pożytku publicznego, a także współpracy tych podmiotów z organami administracji publicznej oraz prowadzenie dialogu obywatelskiego. Równie istotne jest wspieranie społeczeństwa obywatelskiego i gospodarki społecznej poprzez rozwój instytucji gospodarki społecznej, jak również wsparcie programów partycypacyjnych w kreowaniu i wdrażaniu polityk publicznych”. I już wiemy, że chodzi wyłącznie o uzasadnienie urzędniczym bełkotem niepotrzebnych nikomu (poza urzędasami) wydatków – żeby nadal mogli tkwić w biurokratycznym bagnie, czyli pracować bez zbędnego wysiłku i kreatywności do samej emeryturki.

Należałoby także zlikwidować wszelkie partykularne przywileje różnych grup, które pasą się na podatniku i powodują zobowiązania finansowe ze strony finansów publicznych, na przykład przywileje emerytalne czy dotacje dla partii politycznych (w 2012 roku kosztowały ponad 125 mln zł). Sama znienawidzona przez kierowców Inspekcja Transportu Drogowego będzie kosztowała w 2014 roku prawie 133 mln zł. Ponad 10 mln zł kosztuje Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, 9,4 mln zł – Ośrodek Studiów Wschodnich im. Marka Karpia, a ponad 4,2 mln zł – Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Należy także zaniechać szkodliwych polityk, które uskutecznia nadmierna biurokracja, jak inicjatywy zapewniające wzrost udziału odnawialnych źródeł energii w bilansie paliwowo-energetycznym, w tym biopaliw (ponad 132 mln zł) czy przeciwdziałanie zmianom klimatu. Ostatnio nowy prawicowy rząd Australii wycofuje się z polityki walki z „globalnym ociepleniem”.

Wsparcie dla biznesu – oszczędności: ok. 33 mld zł

Państwo nie powinno wtrącać się do gospodarki nie tylko poprzez nieuchwalanie regulacji, a ustalanie racjonalnie niskich i nieskomplikowanych podatków, ale z drugiej strony powinien istnieć całkowity zakaz jakichkolwiek dotacji, programów wsparcia i pomocy dla biznesu czy to prywatnego czy państwowego, także dla nowo powstających firm czy też bankrutujących. Tymczasem tego typu wydatki stanowią znaczą część budżetu na rok 2014. Likwidacja wielu regulacji rynku pociągnie za sobą konieczność zlikwidowania całego szeregu niepotrzebnych instytucji państwowych: Urząd Nadzoru Finansowego (ponad 218 mln zł), Urząd Komunikacji Elektronicznej (ponad 102 mln zł), Urząd Regulacji Energetyki (ponad 36 mln zł), Urząd Transportu Kolejowego (prawie 27 mln zł). Podmioty na rynku mają działać w ramach prawa, a wszelkie spory powinny rozwiązywać sądy i do tego nie jest potrzebny dodatkowy urząd

(…)

Praca – oszczędności: ponad 22 mld zł

Państwo nie powinno wtrącać się także do kwestii zatrudnienia i nawet jeśli ureguluje pewne sprawy, to na pewno nie powinno na ten cel wydawać pieniędzy podatników, bo skutek jest przeciwny do zamierzonego. Zamiast się zmniejszać, w wyniku interwencji państwa bezrobocie rośnie…

(…)

Dlaczego dziura budżetowa jest coraz głębsza, a zadłużenie publiczne coraz większe? Czy państwu brakuje pieniędzy? Otóż nie! – państwo ma ich za dużo, tylko marnotrawi i wydaje nie na to, na co potrzeba. Dlatego konieczna jest racjonalizacja wydatków publicznych i głębokie cięcia w tych dziedzinach, w których państwo nie powinno w ogóle ingerować. Tylko powyższe propozycje pozwolą w łatwy sposób zaoszczędzić co najmniej 144 mld zł wypracowanych i zabranych podatnikom pod przymusem (prawie połowa wydatków budżetu!). To tylko początek. Celem są wydatki publiczne na poziomie około 20 procent PKB, tak jak w Hongkongu, a nie prawie 50 procent PKB, jak w krajach UE.” (Tomasz Cukiernik)

…polecam lekturę całości tego artykułu tu: Można zredukować wydatki o 144 mld zł. Jest to całkiem rzetelne studium skali marnotrawstwa „pieniędzy publicznych”, wcześniej rzecz jasna będących pieniędzmi prywatnymi, ale zabranymi ciężko pracującym w sektorze prywatnym obywatelom, by zapewnić dobrą pracę urzędnikom, politykom, ich rodzinom, znajomkom, kochankom i całego tego dworu który można nazwać Towarzystwem Wzajemnej Adoracji. Tyle że to towarzystwo siłą sobie tych przywilejów nie wywalczyło, ale za zgodą i w ramach mandatu którego co kilka lat udzielają mu tzw. wyborcy. Pomijając bowiem fakt że oni sami sobie uchwalili takie prawo, to jednak widziały gały co brały i mogły już dawno (na przełomie 25 lat nawet kilka razy!) całe to towarzystwo wymienić, skoro widać było do czego idzie już po pierwszym razie.

Tymczasem przywilej rabowania podatników w imieniu tzw. „prawa” jest tylko (smutną) konsekwencją tego, że ludzie oddają komuś nieograniczoną władzę nad swoim majątkiem. Pomijając absurdalność samego pomysłu, jako człowiek myślący MUSZĘ zakładać, że ktoś komu oddaję taką władzę ma możliwość zrobić z tym majątkiem co chce (zwłaszcza że nie jest to nigdzie uściślone poza „prawem” jakie TWA samo sobie uchwala). Jeśli tego nie zakładam to jestem po prostu durniem. Jeżeli chcemy utrzymać taki system jak obecnie to trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób zamierzamy oduczyć ludzi kraść i kombinować ZANIM dostaną władzę nad innymi.

Tymczasem wolą „większości” do władzy i na stanowiska dostają się ludzie którzy uchwalają prawo pod siebie (i swoich kumpli). Tworzą i przegłosowują przepisy, które umożliwiają jednym podpisem takiego czy innego ministra/naczelnika/dyrektora urzędu likwidować całe firmy, albo doprowadzać do takie stanu żeby ktoś (kolega) mógł  sobie taką firmę przejąć za grosze, albo pozbyć się w ten sposób konkurencji – a wszystko zgodnie z prawem. Bo trzeba sobie zdawać sprawę że socjalizm to nie jest tylko rozdawnictwo. To władza monopolu państwowego a przede wszystkim RABUNEK i pasożytnictwo na tych którzy SAMI coś tworzą bez „pomocy państwa”. I im większy jest ten aparat, tym patologia większa i nie da się już niestety nad tym zapanować bo jest tego za dużo (urzędów, spółek i agencji rządowych/samorządowych jest tyle że o niektórych ludzie nawet pojęcia nie mają). Żeby nad tym zapanować, to trzeba by było nad każdym ważniejszym „szlachcicem” postawić UCZCIWEGO obywatela, żeby patrzył mu na ręce. A czyż nie jest tak że mamy do tej funkcji powołanych szereg służb i organów kontrolnych, a poróbstwo i złodziejstwo jak było tak dalej ma się dobrze? To nie jest proszę Państwa kryzys państwa ale KONSEKWENCJA istnienia koryta z którego ta cała czereda czerpie sobie ile chce bez ograniczeń. Prawda według której „okazja czyni złodzieja” ma tu jak najbardziej właściwe zastosowanie.

Żeby nie było! Sama władza nie jest zła bo ktoś musi rządzić, ale nie na takich zasadach jakie funkcjonują obecnie bo to jest nie do obrony (zbyt kosztowne i niesprawiedliwe). Nie wystarczy bowiem wymienić ludzi w systemie, bo to nie jest tylko problem ludzi a patologicznej administracji i prawa. Ci co tym systemem zarządzają i w nim funkcjonują robią to co robią bo MOGĄ i taka jest ich praca. Wiara w to że wystarczy te setki tysięcy ludzi (które niejednokrotnie pracują po urzędach całymi rodzinami!) zamienić na „uczciwych” (jak to zweryfikować?) co to odejmą sobie od pyska z własnej woli, jest jeszcze większą utopią jak sama wiara w istnienie państwa opiekuńczego. Dość popatrzeć jak poszczególne działy sektora publicznego żyjące z publicznego grosza jeden za drugim wychodzą dziś na ulicę i wysuwają coraz śmielsze żądania finansowe – jak ich wszystkich nawrócić? NIE DA SIĘ!

Trzeba systemowych zmian poczynając od likwidacji koryta i ograniczenia ZNACZNEGO władzy państwowej nad gospodarką. Nie można jednocześnie mieć ciastka i zjeść ciastka. Albo chcemy wolności by się swobodnie rozwijać i bogacić, albo idziemy w drugą stronę (tyle że już po drugiej stronie byliśmy – komuna zbankrutowała). Wolność to tyle ile każdy z nas z osobna (a nie „rząd” czy inna „władza”) ma „w kieszeni” jako SWOJĄ PRYWATNĄ WŁASNOŚĆ. Etatyzm, centralizm, socjalizm w wydaniu „państwowym” doprowadził właśnie do tego co mamy obecnie – WYWŁASZCZENIA z własności i PRAW OSOBISTYCH. Im więcej cedujemy na państwo tym mniej mamy do gadania jako obywatele i po prostu ludzie. Ergo wiara w to że okazja przestanie czynić złodzieja jest niczym nieuzasadniona poza życzeniowym podejściem do problemu. Uczciwi ludzie są w mniejszości i to zdecydowanej. Nie można mieć pretensji do złodzieja że kradnie skoro sami mu to umożliwiamy. Na co komu milionowa armia urzędników? Nie chodzi o sam koszt ale o zwykłą SAMODZIELNOŚĆ oraz jedynie uczciwy przepływ kapitału – od pracodawcy do pracobiorcy, bez żadnych państwowych pośredników którzy tylko kosztują (i to coraz więcej)… (Odys)

podobne: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. oraz: Polskie górnictwo węglowe to skansen i elektrownie go nie uratują. Podatek od srebra i miedzi dobija przemysł wydobywczy. Biurokracja największym wrogiem polskiej gospodarki. NIK o marnotrawstwie w Polskim Holdingu Obronnym. i to: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu. a także: Marnowanie publicznych pieniędzy czyli NIK i „kontrakty socjalne”. polecam również: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie? i to: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka.

rys. Gatis Sluka

rys. Gatis Sluka

Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?


„…Bankierzy zazwyczaj chętnie wspierali finansowo najbardziej śmiałe plany rządowe, a im większe i bardziej karkołomne wydatki, tym lepiej – następne rządy i pokolenia będą przecież zmuszone spłacać zaciągnięte zobowiązania i odsetki od nich.

Zupełnie nie rozumiem zatem niechęci specjalistów mBanku do demokracji, któraż to demokracja właśnie sprawia im kolejne prezenty.

Czy jednak – odnosząc się bezpośrednio do treści twitta mBank Research – podobne ruchy wyborców w innych krajach Europy mogłyby zagrozić eurostrefie? Raczej wątpliwe, gdyż projekt budowy unii walutowej jak najbardziej wspomaga rozbuchane wydatki państw członkowskich i zachęca je do korzystania ze wspólnej waluty – kosztem reszty krajów, których politycy byli odrobinę bardziej odpowiedzialni. Wbrew pozorom im więcej socjalizmu i etatyzmu w państwach członkowskich, tym strefa euro będzie się miała lepiej, bo zapotrzebowanie na pieniądze z EBC będzie rosnąć, a nie spadać.

Tak więc analityk mBanku, który redagował powyższego twitta jest w głębokim błędzie…”

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…Analityk owszem jest w błędzie, ale ten błąd to na…robienie we własne gniazdo 🙂 Za co z pewnością zostanie przywołany do porządku i odwołany co najmniej z dostępu do komputera. To jednak nie znaczy że nie powiedział innej prawdy i to tej NAJWAŻNIEJSZEJ która czeka gdzieś na końcu całego tego „papierowego” szaleństwa. Bo wiadomo ostatecznie do czego ten system obecnie dąży i jak się skończy.

Najpierw groźbą realnego bankructwa (niewypłacalności) sfery „publicznej” poszczególnych państw, a co za tym idzie rozpadem struktur tej.tzw. „wspólnoty europejskiej”, która z patologii (kredytu, długu i rabunku fiskalnego) uczyniła sobie źródło dochodu. Prawdopodobnie skończy się to również ostatecznie koniecznością umorzenia przez „międzynarodową finansjerę” długów poszczególnym państwom, w których obywatele zwłaszcza ci żyjący za „publiczne” pieniądze, i cała reszta przyzwyczajonych do socjalistycznego zbytku (dotacji, subwencji i innych mechanizmów uzależniających prowadzenie biznesu od „państwowej pomocy”) wyjdą po prostu na ulicę tak jak w Grecji. Rządy będące z jednej strony zmuszone do spłaty zadłużenia, a z drugiej strony dobijające fiskalnie na tę okoliczność zdrową część sektora prywatnego poddadzą się w końcu woli „lódu” tak jak w Grecji. Jednak na na fali populizmu ale odcięci od zewnętrznego finansowania, doleją oliwy do ognia drukując już na własną rękę pusty pieniądz doprowadzając tym samym do ostatecznego upadku siebie i chaosu na ulicach swoich państw, gdzie biedni z taczkami nic nie wartego śmiecia zaczną po prostu rabować realne dobro na bogatych i poleje się krew… Bo to ostatecznie albo najedzony albo głodny „lód” decyduje o być lub nie żyć poszczególnych rządów, oraz o innych których uznają za złodziei (rzecz jasna posiadaczy)… Można to porównać do świątecznego przejedzenia które dla wielu kończy się szpitalem a przecież zaczynało się całkiem uroczyście, z nadzieją i na bogato.

rys. Artur Krynicki

rys. Artur Krynicki

Co niektórzy z bankierów tak jak ten co się „wygadał”, a może i wszyscy (tylko się do tego nie przyznają publicznie) wiedzą doskonale czym się skończy ich chciwość, której sami nie chcą przecież przerwać bo dalej rozdają kredyty – od konsumenckich po „skupowanie” długów państwowych. Słusznie też za ten stan rozpasania oskarżają demokrację, bo to właśnie ciemny „lód” sankcjonuje swoimi wyborami (demokratycznie) wszystkie te socjalistyczne (nie)rządy w Europie pozwalając uprawiać im oraz bankierom keynesizm, by zarabiali na nim niebotyczne kwoty (kosztem ciemnego „lóda”). Wszystko wyglądało dobrze na początku kiedy było pod względną kontrolą, ale teraz kiedy to już wymknęło się spod kontroli, i zbliża się czas na płacenie rachunków, to cała ta demokracja zaczyna zjadać własny ogon. Pytanie jak daleko od ogona znajduje się głowa, i ile w związku z tym pozostało jeszcze czasu. Za tę niefrasobliwość oddania „demolódom” władzy, i wyzyskiwania ich jednocześnie przy tej okazji poprzez nakręcanie na kredyt przyjdzie banksterce zapłacić. I to właśnie demokracja czyli dosłownie władza „lódu” osobiście ten wyrok wykona. Jak bowiem i kto zdoła zapanować nad coraz bardziej roszczeniowym tłumem który jedyne za czym potrafi podnosić łapę (bo tak został nauczony) to pełna „darmowa” micha? Czarno to widzę. Zbliża się nieuchronnie „wykonanie wyroku” na posiadaczach, którzy w zglobalizowanym świecie mogą nie mieć gdzie się ukryć.

Gatis Sluka

Gatis Sluka

Demokracja była jednak od początku (a nie dopiero teraz) złym pomysłem, tak jak złym pomysłem jest przyzwyczajanie ludzi do zbytku na kredyt bez rzeczywistego przełożenia kapitału na pracę i własność prywatną (ale nie w wykonaniu karteli, monopoli, oligopoli, trustów i całej tej szarańczy która przekupuje władze i sama ją stanowi – 1% ludzi globu). Wszak wszystko co jeszcze nie zostało spłacone jest dziś własnością banków a tylko ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, ale dowiedzą się o tym natychmiast kiedy system bankowy zacznie z powodu kłopotów finansowych egzekwować swoje prawo do „własności na kredyt”.

Sama zaś wiara w papierowy pieniądz i bezkarności banków w nielimitowanym „dodruku” pieniądza kiedy już na poważnie zostanie zachwiana, może się nigdy nie odrodzić. Jak na tym ucierpi realna gospodarka będzie czas obejrzeć być może na własne oczy. Faktem stanie się natomiast to o czym swojego czasu mówił F. Bastiat: „Życie na kredyt, czyli zjadanie przyszłości, to metoda, którą się obecnie stosuje, żeby sprzeczności [dużo korzyści i żadnych podatków] ze sobą pogodzić. Próbuje się osiągnąć niewielkie korzyści bieżące, ryzykując wielkie straty w przyszłości. Taki sposób postępowania przybliża widmo bankructwa, które kładzie kres kredytom.”

…Odys

podobne: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. oraz:  „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli. i to: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie. a także: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). polecam również: Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów” oraz: Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?) podobne: Niezależny Portal Finansowy: Czas zacząć dodruk złotówek

rys. Paweł Kuczyński

rys. Paweł Kuczyński

ANTISTATE

mbank

Oto, co myślą bankierzy: demokracja może zaszkodzić naszym interesom. Niewątpliwie unia walutowa jaka jest eurostrefa to krok na drodze do wzmocnienia kartelizacji bankowego sektora w Europie a zwycięstwo partii Syriza w Grecji może niepokoić bankierów. Aczkolwiek czy ich obawy są uzasadnione?

Z tego, co mówią działacze Syrizy, raczej nie są oni wrogo nastawieni do sektora bankowego, wręcz przeciwnie, kandydatka tej partii, niejaka Rachel Makri przed wyborami ogłosiła, że „jeśli będzie trzeba”, to Grecja wydrukuje sama 100 miliardów euro. Zapewne na pokrycie rozbuchanych wydatków, jakie wynikają z ich utopijnego programu politycznego.

A taki masowy dodruk pieniądza to dla sektora bankowego prawdziwe Eldorado. Bankierzy zazwyczaj chętnie wspierali finansowo najbardziej śmiałe plany rządowe, a im większe i bardziej karkołomne wydatki, tym lepiej – następne rządy i pokolenia będą przecież zmuszone spłacać zaciągnięte zobowiązania i odsetki od nich.

Zupełnie nie rozumiem zatem niechęci specjalistów mBanku do demokracji, któraż to demokracja właśnie sprawia im kolejne prezenty.

View original post 94 słowa więcej

Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią.


1. Londyn: Ministrowie za wystąpieniem z UECzy jest przyszłość dla Londynu w UE.

30.12.2014 (IAR) – Część ministrów w rządzie premiera Davida Camerona chce prowadzić otwartą kampanię na rzecz wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej przed referendum w tej sprawie zapowiedzianym na koniec 2017 roku. Sam premier opowiada się za pozostaniem w Unii, obiecując, że uzyska od Brukseli daleko idące zmiany w warunkach brytyjskiego członkostwa.

Referendum nie jest jeszcze bynajmniej pewne. Aby je rozpisać, David Cameron musiałby najpierw wygrać wybory 7 maja przyszłego roku. Ale jeśli do tego dojdzie, premier zapowiada, że nie będzie zmuszał działaczy i posłów konserwatywnych do zachowania dysypliny partyjnej i głosowania tak jak on.

Tymczasem dzisiejszy „Times” ujawnia, że grono co najmniej dziewięciorga konserwatywnych ministrów w obecnym rządzie koalicyjnym domaga się zdjęcia dyscypliny partyjnej również z nich – wbrew zasadzie jedności i kolektywnej odpowiedzialności gabinetu. „Times” przypomina, że w poprzednim referendum, w 1975 roku, zdecydował się na to ówczesny premier Harold Wilson, unikając rozłamu w rządzie, a kraj opowiedział się za pozostaniem we Wspólnym Rynku. Premier David Cameron unika dotychczas otwartej deklaracji, jak postąpi, jeśli w ciągu dwóch lat nie uda mu się uzyskać od Unii zadowalających ustępstw. Część jego obecnych ministrów, w tym szef dyplomacji Philip Hammond, zapowiada jednak, że zagłosuje wówczas za wystąpieniem.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/ab

03.01.2015 (IAR) – Ten rok zdecyduje o relacjach Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. Na Wyspach w maju odbędą się wybory parlamentarne i od ich wyniku zależy czy za dwa lata zostanie zorganizowane referendum o wyjściu Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty.

Powszechne głosowanie odbędzie się, jeśli majowe wybory wygrają konserwatyści. Zapowiedział to obecny premier David Cameron, który domaga się poluzowania więzów Wielkiej Brytanii z Unią i wyłączenia z części europejskich przepisów. Wraz z jego zwycięstwem zaczną się zabiegi w Brukseli, by odwieźć Brytyjczyków od pomysłów wystąpienia z Unii. „Będą padały obietnice dotyczące zmiany traktatów i przepisów, by wyjść naprzeciw oczekiwaniom Davida Camerona” – powiedział Polskiemu Radiu Bruno Waterfield, brukselski korespondent brytyjskiej gazety „Daily Telegraph”.

David Cameron już zapowiedział, że chce wyłączenia Wielkiej Brytanii z przepisów dotyczących wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. Brytyjski premier wziął na celownik imigrantów, którym chce ograniczyć przywileje.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/jp

podobne: Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy? oraz: „To be or not to be”. Cameron pod coraz większą presją w kwestii obecności GB w UE i to: Eurosceptycyzm rośnie w siłę. W. Brytania (UKIP), Francja (FN; UMP), Dania i Szwecja (nie chcą EURo), Nowa Prawica w Polsce

2. Prasa w Niemczech zaniepokojona GrecjąNiemcy już nie boją się wyjścia Grecji ze strefy euro„Sueddeutsche Zeitung”: nie panikować w sprawie Grecji

30.12.2014 (IAR) – Prasa w Niemczech z zaniepokojeniem przyjęła wiadomość o przedterminowych wyborach parlamentarnych w Grecji. Komentatorzy piszą o bolesnej porażce premiera Antonisa Samarasa.

Po ogłoszeniu przedterminowych wyborów Grecja wchodzi w fazę politycznej i gospodarczej niestabilności – czytamy w dzienniku „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Dziennik dodaje, że nikt nie może być z tego zadowolony. Parlament zniweczył plan premiera Samarasa, który chciał zawczasu wybrać nowego prezydenta, aby potem móc spokojnie kończyć negocjacje z tak zwaną Trojką. Samaras się przeliczy – ocenia „FAZ”.

Dziennik „Sueddeutsche Zeitung” dodaje, że grecki premier zagrał i przegrał. Chciał ratować swój rząd, a teraz został z pustymi rękami. Przyszłość Grecji znowu jest niepewna. Gazeta ostrzega, że przedterminowe wybory mogą oznaczać koniec polityki zaciskania pasa w Atenach. W Berlinie i Brukseli zbyt szybko radowano się z uratowania Grecji – czytamy w „Sueddeutsche Zeitung”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/ab

04.01.2015 (IAR) – Niemcy już nie boją się ewentualnego wyjścia Grecji ze strefy euro – tak przynajmniej podaje niemiecki tygodnik „Der Spiegel”. Pod koniec miesiąca w Grecji odbędą się wybory od których wyniku może zależeć czy kraj pozostanie w eurolandzie.

W najgorętszej fazie kryzysu Niemcy robiły wszystko, aby nie dopuścić do wyjścia Grecji ze strefy euro. Władze w Berlinie obawiały się, że doprowadzi to do rozlania kryzysu na pozostałe kraje i do rozpadu eurolandu. Teraz sytuacja wygląda inaczej. Jak podaje „Der Spiegel” kanclerz Angela Merkel i jej minister finansów Wolfgang Schaeuble uważają, że strefa euro wytrzymałaby ewentualne wyjście Grecji. To dlatego, że inne kraje jak Irlandia czy Portugalia są już w dużo lepszej kondycji, a poza tym działa już Europejski Mechanizm Stabilizacyjny. „Der Spiegel” dodaje, że władze w Berlinie uznają wyjście Grecji z eurolandu za nieuniknione jeśli władze w Atenach przejmie ugrupowanie Syriza i zgodnie z zapowiedziami przestanie spłacać zagraniczne kredyty i zerwie z polityką oszczędności. Syriza prowadzi w sondażach przed zaplanowanymi na 25 stycznia wyborami parlamentarnymi.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/łp

05.01.2015 (IAR) – Nie ma powodu do paniki w związku z sytuacją w Grecji – przekonuje niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. Zdaniem komentatora gazety, reakcje na ostatnie wydarzenia polityczne w Atenach są przesadzone.

Jak czytamy, wcale nie jest pewne, że przyspieszone wybory w Grecji wygrają rebelianci z partii Syriza. A nawet jeśli tak, to wcale nie jest powiedziane, że rzeczywiście zrealizują swoje przedwyborcze obietnice, czyli zerwą z polityką oszczędności narzuconą przez Unię Europejską. Komentator gazety pisze, że nawet gdyby do tego doszło, nie musiałoby to mocno dotknąć strefy euro, ani międzynarodowych rynków finansowych, które mają już dostatecznie dużo kryzysowego doświadczenia. Jak czytamy, oznacza to także, iż nie ma powodu aby wychodzić Grekom na przeciw, jeśli ci zaczną łamać porozumienia. Strefa euro nie jest już podatna na szantaż i może obstawać przy zasadzie kredyty w zamian za reformy – czytamy w „Sueddeutsche Zeitung”.

25 stycznia w Grecji odbędą się wybory parlamentarne, które może wygrać lewicowa Syriza. Partia nie chce spłacać zagranicznych kredytów i odrzuca unijne plany reform. W Niemczech coraz głośniej mówi się, że jeśli do tego dojdzie, Grecja będzie musiała opuścić strefę euro.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Szymański,Berlin/dyd

podobne: EMS zgodny z konstytucją. Niemcy będą ratować zadłużoną Europę! oraz: Grek mądry po szkodzie? i to:  MFW: Grecja zapewne będzie potrzebować dalszej pomocy polecam również: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny.

3. Słabsze euro – pomoc dlagospodarki eurostrefy?

02.01.2015 (IAR) – Znów spadek wartości euro. Europejska waluta jest najsłabsza w stosunku do dolara od 2010 roku. Zdaniem obserwatorów to konsekwencja sugestii szefa Europejskiego Banku Centralnego, który zapowiedział, że możliwe będzie tak zwane luzowanie ilościowe.

Luzowanie ilościowe, czyli – jak mówią bardziej bezpośredni ekonomiści – dodruk pieniędzy. O takiej możliwości mówił prezes banku, Mario Draghi w rozmowie z niemiecką gazetą „Handelsblatt”. Cel takiego wpompowania pieniędzy w system bankowy to zahamowanie spadku cen i pobudzenie gospodarki. Po komentarzach Draghiego wartość euro spadła o siedem dziesiątych procent, za dolara płacono niewiele ponad jedno euro i dwadzieścia centów. Jednak, jak mówi IAR szef Towarzystwa Ekonomistów Polskich, Ryszard Petru, luzowanie ilościowe to rozwiązanie na krótką metę. „Słabsze euro to perspektywa trochę bardziej konkurencyjnego eksportu. Pamiętajmy jednak, że żaden kraj w długim okresie nie jest w stanie budować swojej konkurencyjności na słabej walucie”.

Jednocześnie znów potaniała ropa. Dziś w Europie za baryłkę płacono niecałe 57 dolarów -najmniej od ponad pięciu lat.

InformacyjnaAgencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/mg

podobne: EBC rzuca koło ratunkowe. W UE strach przed eurosceptykami oraz: Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. polecam również: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego.

4. Francja: ponure perspektywy przed francuską gospodarką.

03.01.2015 (IAR) – Fatalne prognozy snują ekonomiści przed francuską gospodarką na 2015 rok. Zastój w rozwoju i zwiększające się w zastraszającym tempie zadłużenie państwa – nie skłaniają do optymizmu w nowym roku.

Gospodarka jest sparaliżowana, drepce w miejscu, a władze nie maja pojęcia jak się wydostać z ideologiczno-ekonomicznej uwięzi państwa opiekuńczego by ją ożywić. Takiego zdania są francuscy eksperci, których prognozę w ostatnich dniach starego roku potwierdził premier Manuel Valls. Jego zdaniem na poprawę sytuacji ekonomicznej i wypchnięcie francuskiej gospodarki z letargu trzeba będzie poczekać co najmniej rok. Władze mają nadzieję, że wzrost gospodarczy będzie odrobine większy od notowanych w ostatnim kwartale ubiegłego roku, ale te prognozy nie opierają się na optymizmie związanym z dynamicznym rozwojem gospodarki, lecz ze spadkami cen na światowych rynkach paliwowych.

Sceptycy twierdzą, że wprowadzenie przez socjalistyczny rząd tak zwanego „Paktu Odpowiedzialności” nie przyniesie spodziewanych efektów. Chodzi o obcięcie firmom o 40 miliardów euro kosztów na cele socjalne w zamian za stworzenie do 2017 roku pół miliona nowych miejsc pracy. Według ekspertów z Krajowego Instytuty Statystycznego INSEE liczba bezrobotnych będzie wzrastała, co najmniej do połowy tego roku.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/jp

podobne: Francja prognozuje spowolnienie gospodarki. Ponad jedna trzecia Francuzów nie może związać końca z końcem. Laffer – Europa powinna postawić na decentralizację. oraz: Francuscy pracodawcy chcą reform. 47 proc. mieszkańców Francji korzysta z jakiejś formy zasiłków.

polecam również: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie.

5. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią.

06.01.2015 (IAR) – Jednym z pierwszoplanowych celów naszego rządu jest powrót do negocjacji z Unią Europejską – oświadczył premier Islandii Sigmundur Davíd Gunnlaugsson. Jest to zaskakująca deklaracja, bo od czasu objęcia władzy w 2013 r. przez obecną liberalno- konserwatywną koalicję. mimo zapowiedzi, nic w tej dziedzinie nie uczyniono.

Rozmowy z Brukselą rozpoczął poprzedni lewicowy rząd premier Johanny Sigurdardottir w 2009 r. Działo się to w sytuacji dramatycznej zapaści finansowej kraju. Członkostwo we Wspólnocie miało pomóc wydostaniu się z tej pułapki. Zapowiadano rekordowo szybkie, półtoraroczne negocjacje. Otwarto wówczas 27 z 33 rozdziałów negocjacyjnych a 11 zamknięto porozumieniami. Nie ruszono jednak najważniejszych dla wyspiarzy problemów: rybołówstwa i rolnictwa. Islandia chciała w tych dziedzinach otrzymać prawie wolną rękę, nie godząc się między innymi na ograniczenie połowów wielorybów.

Obecny rząd zamroził negocjacje obiecując szybkie przeprowadzenie powszechnego referendum na temat przystąpienia wyspy do Unii. W ocenie obserwatorów znając antyunijne nastroje premier Gunnlaugsson jest przekonany, że dzięki referendum uzyska poparcie do ostatecznego odrzucenia koncepcji członkostwa Islandii w UE.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Michał Haykowski, Sztokholm/mcm/

podobne: 75 proc. Europejczyków obawia się pogłębienia kryzysu w ich krajach oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i to: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

źródło: stooq.pl

rys. Gatis Sluka

rys. Gatis Sluka

Rosja nie przepuściła ponad 200 ton owoców, w tym z Polski. Polityka przeciwko gospodarce. Sankcje – bardziej cierpi Europa niż Rosja, która dzięki amerykanom skupuje akcje i złoto za grosze!


1. Rosja nie przepuściła ponad 200 ton owoców, w tym z Polski.

05.01.2015 (IAR) – Rosyjska służba sanitarna w pierwszych dniach nowego roku nie przepuściła ponad 200 ton owoców i warzyw. Produkty zostały zwrócone na Białoruś, przez którą jechały tranzytem.

„Rossielchoznadzor”poinformował, że na drodze Mińsk-Moskwa zatrzymano ponad 90 ton polskich i mołdawskich jabłek „przewożonych z naruszeniem ustalonych zasad tranzytu”. Z kolei ponad 70 ton owoców i warzyw było wiezionych „z niewiarygodnymi dokumentami wydanymi przez Republikę Białoruś”. Oprócz tego około 20 ton jabłek z Serbii nie posiadało niezbędnych oznaczeń fitosanitarnych inspektorów z Białorusi.

Wcześniej 2 stycznia inspektorzy „Rossielchoznadzoru” zakazali przewozu do Kazachstanu 19 ton polskich jabłek oraz nie przepuścili do tego kraju 45 ton ukraińskiego masła śmietankowego.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Włodzimierz Pac,Moskwa/dyd

podobne: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś. oraz: Rosyjskie embargo wciąż szkodzi polskiej żywności. Nowe otwarcie w polsko-białoruskich stosunkach gospodarczych. We Włoszech marnotrawienie kapitału ludzkiego i kryzys moralny. i to: Sankcje w praktyce: w Kaliningradzie wstrzymano transport żywności. Drwina z Polskiej dobrej miny do złej gry. Rosyjskie media pytają o wzrost cen żywności, póki co drożeją akcje rosyjskiej spożywki. a także: Rozmowy o tranzycie polskich towarów przez Białoruś. Rosjan nie niepokoją sankcje, ale firmy z Europy Środkowej mają się czego obawiać

2. An­drzej Szczę­śniak: Sankcje – bardziej cierpi Europa niż RosjaPolityka przeciwko gospodarce.

„…Sankcje były skuteczne w krótkim terminie – bo zadziałały na Moskwę szokowo i spowodowały kryzys finansowy – ale w dłuższej perspektywie nie przyniosą efektów – twierdzi ekspert ds. energetyki Andrzej Szczęśniak. – Bardziej zadziałają na Europę i to ona będzie ponosiła koszty tych sankcji. Już ponosi koszty osłabienia rubla, bo eksport do Rosji zmniejszył się i firmy nie mają zamówień – ocenił.

Jak dodał, trzeba pamiętać o tym, że Rosja ma ciągle ok. 400 mld dol. rezerw walutowych. – Amerykańskie sankcje nałożone wspólnie z Europą nie poradziły już sobie z Iranem. To mała gospodarka w porównaniu z rosyjską, dlatego nie wydaje się, że w tym przypadku to zadziała – z uwagi na wielkość gospodarki, ale także powiązania nie tylko z Zachodem, ale również Azją – dodał.

Szczęśniak podkreślił, że sankcje nie przestraszyły Putina i raczej wywołały efekt integracji niż dezintegracji. – Notowania Putina wzrosły. To też wzmocniło takie procesy jak na przykład nacjonalizacja biznesu, czyli wycofywanie z rajów podatkowych kapitału rosyjskiego, co było zawsze bolączką Rosji – zaznaczył. PAP 31.12.2014″

………………………………………

rys. Gatis Sluka

rys. Gatis Sluka

„Polska w swoich stosunkach z Rosją jest dramatycznie rozdarta między gospodarką a polityką. Bliskość geograficzna, kulturowa, dawne związki sprzed 1989 roku, powiązania energetyczne, na których można budować… To wszystko dla polskiej polityki nie jest atutem, a wręcz przeciwnie – balastem.

Jeśli przyjrzeć się stosunkom państw europejskich z Rosją, to Litwa, Polska i państwa bałtyckie są twardymi jastrzębiami, pomimo silnych związków ekonomicznych z Rosją. Szczególnie karkołomna politykę prowadzi Litwa, mająca ogromny udział obrotów handlowych z Rosją w swoim PKB (32%). Jednocześnie prezydent Litwy określa swego sąsiada jako „państwo terrorystyczne„. Wysokie wskaźniki wymiany gospodarczej z Rosją mają również i Estonia (14%) i Łotwa (10%).

Polska to 5% wymiany handlowej do PKB, jednak znacznie większy wolumen niż kraje bałtyckie ze względu na wielkość gospodarki. Politycznie zaś stanowimy czołówkę wśród państw o polityce skierowanej przeciwko Rosji. Nic więc dziwnego, że Litwa i Polska – poniosły największe straty z powodu rosyjskich kontr-sankcji. Takie połączenie jest niszczące dla interesów gospodarczych.

Inne kraje dawnych „demoludów” – jak Bułgaria, Węgry czy Czechy – są bardziej gołębiami niż jastrzębiami, czasami próbując to wygrać politycznie i gospodarczo (przodują Węgry, także Słowacja i Czechy, Bułgaria jest za słaba politycznie, by cokolwiek wygrać wbrew Waszyngtonowi i Brukseli).

Jakie są przyczyny naszego rozdarcia? Z pewnością zależność od politycznych potęg, centralnych punktów dzisiejszego systemu politycznego. Dla każdej centrali związki peryferiów z innymi ośrodkami są kłopotliwe. Kraje graniczne mogą rozgrywać swoje położenie geograficzne dla budowania własnej pozycji, wzmacniania się gospodarczo i politycznie.

Dlatego centrale dążą do zerwania lub przynajmniej zminimalizowania takich związków, szczególnie strategicznie ważnych, jak choćby energia. Problem w tym, że niszczenie takich naturalnych (bliskość geograficzna i kulturowa, powiązania gospodarcze i społeczne) współzależności jest niszczące dla kraju. Osłabia go gospodarczo i politycznie, pozbawia rynków zbytku i alternatywy wobec oferty centrali, która ekonomicznie bywa mało atrakcyjna (patrz gazoport i gaz katarski). Przykładem ekspresowego zrywania takich więzi i katastrofalnych skutków dla gospodarki i społeczeństwa jest dzisiaj Ukraina. Jednak żeby walczyć o swoje interesy z centralą, trzeba mieć odwagę Viktora Orbana.”

źródło: szczesniak.pl

podobne: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy oraz: Smród podrzuconej przez UE świni unosi się nad Ukrainą i Polską i to: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”…”za wolność naszą i waszą” a także:  USA nakładają sankcje na Węgry za wspieranie Rosji! polecam również: Niemcy i Węgry przeciwne antyrosyjskim sankcjom. Francuski Total prowadzi rozmowy z Łukoilem. oraz: BRICS deklarują ściślejszą współpracę (powołanie Nowego Banku) i wsparcie Rosji. Bałkany na rozdrożu. i to: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról” a także: Litwini wynegocjowali niższe ceny rosyjskiego gazu. Szczęśniak o unii energii i rosyjskim kurku. Gazociąg Nabucco oraz: Sankcje sankcjami, ale biznes to biznes: ExxonMobil i Rosnieft rozpoczęły wydobycie ropy w rosyjskiej Arktyce (Rosja gotowa poszerzyć współpracę). „Co smuci Polaków, to cieszy Turków”.

3. Putin ograł zachodnich inwestorów jak małe dzieciCzyli jak dzięki amerykanom Putin skupuje akcje i złoto za grosze!

Przed kryzysem na Ukrainie duża część akcji rosyjskich spółek energetycznych należała do amerykańskich i europejskich inwestorów. Prawie połowa zysku z koncernów naftowych i gazowych trafiało do zachodnich akcjonariuszy. Zamiast zasilać budżet rosyjskiego skarbu państwa zyski wypływały za granicę.

Ze względu na sytuację na Krymie, rubel zaczął gwałtownie spadać, rosyjski bank Bank Centralny nie reagował. Pojawiały się pogłoski, że Rosja nie posiada wystarczających pieniędzy w celu wsparcia kursu rubla. 

Po oświadczeniu Władimira Putina, że będzie chronić rosyjską ludność na Ukrainie doprowadziły do dramatycznego spadku wartości akcji rosyjskich spółek energetycznych. Zachodni inwestorzy w panice nagle zaczęli sprzedawać akcje na giełdzie bojąc się całkowitej utraty ich wartości.

Putin tylko się uśmiechał na konferencjach prasowych i czekał na odpowiedni moment przez tydzień. Gdy uznał że cena akcji jest wystarczjąca niska nakazał natychmiastowego zakupu aktywów, które były w rękach Amerykanów i Europejczyków! Gdy inwestorzy zachodni zorientowali się w czym rzecz było już za późno. Akcje były w rękach rosyjskich!

Rosja skupiła w swych rekach prawie 100% aktywów tych firm, kosztem zaledwie 20 mld $.
Teraz większość zysków z ropy i gazu pozostanie w Rosji.

Rosja odkupiła za grosze swoje zapasy ropy i gazu warte miliardy dolarów. Takiej niezwykłej operacji nie widziano od czasu ustanowienia rynku akcji. 

(„to był być może największy zwrot wydarzeń i powrót byków w historii rynków kapitałowych. Rosyjski RTS od swojego dołka w zaledwie 3 dni zyskał 32%!” stooq.pl)

Jak cena ropy na rynkach światowych była dwa razy wyższa zysk dla rosji z eksploatacji złóż wynosił około 50 procent. Jak cena spadła o połowę co miało zabić rosyjską gospodarkę bo tak twierdzili zachodni „eksperci”, Rosja ma już prawie 100% zysku dla siebie!
Spadek cen na światowych rynkach ropy i gazu przełożył się na wzrost udziału rosyjskiego skarbu państwa w zyskach!

Putin ograł zachodnich inwestorów jak małe dzieci. Wytrawny gracz potrafi zarobić zawsze niezależnie czy akcje spadają czy rosną!

Chiny wsparły rubla dopiero jak Putin zdążył zrobić porządek z zachodnimi inwestorami!

Wypowiedzi tzw. ekspertów w naszych mediach na temat kondycji rosujskiej gospodarki mówiąc delikatnie „mijają się z prawdą”.

Spadek cen ropy na świecie o np. 50% nie oznacza dla Rosji straty 50%. Mają bowiem większy pakiet akcji niż wcześniej.

Ceny nośników energii unormują się wcześniej czy póżniej ale zachodni inwestorzy już póki co nie zarobią na rosyjskim gazie i ropie. Inwestorzy z Azji są zainteresowani wypełnić lukę po zachodnich akcjonariuszach. Putin po tych doświadczeniach robi to z rozwagą wbrew naszym mediom którzy twierdzą że Chiny i inni już przejmują Rosję. Jak na razie to Putin przejął akcje firm zachodnich ale o tym cisza!

Tego nie przeczytasz w „poważnych” polskich portalach gospodarczych, finansowych, analiz giełdowych.

Bardzo niewiele osób rozumie, co Putin robi w tej chwili .  I prawie nikt nie rozumie, co chce robić w przyszłości podał globalresearch.ca
Nie ważne jak może się to wydawać dziwne, ale teraz, Putin że sprzedaży rosyjskiej ropy i gazu skupuje złoto. Putin nie krzyczy o tym na całym świecie. I oczywiście, że wciąż akceptuje dolary jako pośredni środek płatniczy.  Ale od razu wymienia te wszystkie dolary uzyskane ze sprzedaży ropy naftowej i gazu na fizyczne złoto!

Aby to zrozumieć, wystarczy spojrzeć na dynamikę wzrostu rezerwy złota Rosji i porównać te dane z obrotów dewizowych z Rosji, pochodzących ze sprzedaży ropy naftowej i gazu w tym samym okresie. W trzecim kwartale tego roku, Rosja kupiła ogromną ilość złota w ilości 55 ton.  To więcej niż wszystkich banki centralne wszystkich krajów świata, w połączeniu  (według oficjalnych danych)! W sumie, banki centralne wszystkich krajów świata zakupiły w trzecim kwartale 2014 93 ton metali szlachetnych. Z 93 ton złota zakupów przez banki centralne na całym świecie w tym okresie, 55 ton należy do Rosji.

Fed i EFS sztucznie zaniża cenę złota żeby wzmocnić dolara poprzez manipulacje na rynku.
Korzysta z tego Putin kupująć masowo złoto po zaniżonych cenach tak jak to zrobił wcześniej z akcjami!

Cytat o Putinie za globalresearch.ca

„Oskarżenia Zachodu wobec Putina tradycyjnie opierają się na fakcie, że pracował w KGB. W związku z tym jest on osobą okrutną i niemoralną. Putin obwinia się za wszystko. Ale nikt nie oskarżył Putina o brak inteligencji. Zdolność Putina dla szybkiego analitycznego myślenia i podejmowania jasnych i wyważonych decyzji politycznych i gospodarczych. Często zachodnie media porównują tę umiejętności ze zdolnościami arcymistrza w szachach”.

Opracował Gregory Gorenzay za wirtualnapolonia.com

podobne: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli. oraz: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin. i to: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę.  polecam również: Obama złożył deklarację bezpieczeństwa dla Polski.Tymczasem Rosja dostaje po kieszeni a Europa (wschodnia) rykoszetem. a także: Rosjanie poczuli międzynarodową izolację, ale są gotowi na wyrzeczenia. Niezależny Portal Finansowy: Co się dzieje z cenami ropy?

Gatis Sluka - Witajcie w Rosji

Gatis Sluka – Witajcie w Rosji

Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców).


„Polityka społeczna, głupcze!”…???

A to nie macie ludzie już dość pchania łap przez tę „politykę” do rodziny? Jak ja bym chciał żeby państwo się właśnie wycofało! (niestety jest dokładnie na odwrót). A co ja tu czytam na „wolnościowym” (takie odnosiłem dotychczas wrażenie) portalu? Artykuł jakiegoś marksisty a w nim kwiatuszek jaki:

„…Bezpośredni wpływ państwa na zarobki jest ograniczony. Obniżanie składek i stawek podatków nakładanych na pracę spowodowałoby, że tylko część z tych środków trafiłaby do kieszeni pracownika, a część do pracodawcy (ponieważ pracodawca nie byłby zmotywowany do transferu korzyści ze zmniejszonych danin do zatrudnionego – wolałby zachować całość dla siebie…”

Koszty pracy

Koszty pracy

…lewicowy bełkot bez logicznego poparcia (bo takiego być rzecz jasna nie może), stawiający taką oto tezę że winny wszystkiemu jest ten kto DAJE PRACĘ (sic!) a nie ten kto nakłada na tę pracę podatki i „składki” (zarówno na przedsiębiorcę jak i na pracownika). Autor snuje w czerwonej malignie jakieś wyssane z palca „podejrzenia” względem przedsiębiorców (którzy według niego tylko czekają żeby okraść pracownika), podczas gdy każdy z nas ma przykład NAOCZNY (bądź ze słyszenia), ile nasi rodacy zarabiają u tych „krwiopijców” na zachodzie i że jest to CZTERY RAZY WIĘCEJ jak w Polsce. No popatrz Pan! Mają z czego rabować a nie rabują swoich pracowników. No durnie! Może autor powinien tam pojechać i przypomnieć tym kapitalistycznym świniom że powinni swoich pracowników bardziej rabować bo mu „teoria” nie sztymuje 🙂

Polecam zatem sprawdzić dlaczego tam można a u nas nie można (i jaki to ma związek m.in. z kwotą wolną od podatku, oraz z wielością miejsc pracy których ani państwo nie tworzy ani z nieba nie spadły) i tylko proszę bez konkluzji typu „bo płaca minimalna jest wysoka” bo na płacenie wysokiej płacy minimalnej trzeba mieć najpierw „skądś” pieniądze… Po prostu rzygać się chce, kiedy się czyta tego typu manipulacje… WSTYD!

Polecam więc na odtrutkę wykład Pana Skiby, który tłumaczy używając logiki i prawidłowego poglądu na przyczonowo-skutkową politykę „prorodzinną” jaką uprawia państwo, pewne oczywiste FAKTY! – do czego prowadzi „państwowa opieka” w rodzinie… Czy dzisiaj istnieje prawdziwa rodzina?

Otóż niebezpieczeństwa jakie przyczyniają się do jej rozkładu, to przede wszystkim fałszywie pojmowana i wpajana przez zwodnicze lewicowe ideologie „równość” jako „sprawiedliwość społeczna”. Jest też o redystrybucji dóbr przez państwo, rabunkowej polityce fiskalnej, które są zamachem na własność prywatną (Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm…), co doprowadza do zubożenia rodziny i deprecjonuje powinność (zdolność) władzy rodzicielskiej do zapewniania bytu rodzinie, oraz podważa jej autorytet, który jest zastępowany przez „państwo opiekuńcze” w ramach tzw. „pomocy społecznej” i „ubezpieczenia społecznego” („gwarantowanego” przez państwo, które w zamian za nikłą szansę „emerytury” gdzieś w przyszłości, już dziś REALNIE pozbawia rodzinę kapitału). Które to państwo rości sobie również prawo do własności nad dziećmi, poprzez coraz wcześniejszy przymus edukacji, gdzie dziecku wpajane są „wartości” deprecjonujące władzę rodzicielską, a utrwala się w nim przekonanie że tylko państwo stać na opiekę i wychowanie, oraz że tylko państwo stoi na straży praw dziecka, nie ucząc go jednak obowiązków wobec rodziców i narodu a tylko wobec państwa i jego „prawa”. Słusznie pisał swojego czasu Pan Adam Doboszyński w swojej książce: „Gospodarka Narodowa”:

„…Zdrowe społeczeństwo opiera się na pracy i na rodzinie. Lecz najbardziej zwarta rodzina rozprzęga się szybko, o ile nie ma wsparcia we własności. Dopiero własność daje rodzinie możliwość trwania, pozwala jej wykształcić się w silną komórkę społeczną i nawiązać ciągłość tradycji rodzinnej. Rodzina nie może być przejściowym zrzeszeniem kilku osób, które żyją razem póki rodzice nie wymrą, a dzieci nie dorosną. Musi ona stanowić czynnik ciągły, musi liczyć swój wiek nie na lata, lecz na generacje. Ta ciągłość tradycji rodzinnej, której podstawowym warunkiem jest własność przekazywana sobie kolejno przez pokolenia, daje człowiekowi to poczucie godności osobistej i wrośnięcia w swój naród i w swą ziemię, które upodabnia chłopa do księcia, a którego brak czyni z miejskiego proletariusza ludzki atom zawieszony w próżni, poza ludzkością i jej historią. Rodzina i własność stanowią więc pojęcia nierozdzielne. Dopiero gdy uwłaszczymy każdą rodzinę, możemy zrealizować sprawiedliwy ustrój społeczny…” (inną kwestią jak podaje dalej autor jest zapanowanie nad potencjałem władzy jaką daje własność – tu potrzebne jest wychowanie ludzi w poczuciu dostrzeżenia wartości i poszanowania innego człowieka – w skrócie, bez etyki w biznesie każda własność i każda taka rodzina może stać się potencjalnym zagrożeniem dla reszty społeczeństwa, co jednak skutecznie zahamowane być może w warunkach WOLNEJ konkurencji)…

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

Jawnych kłamstw, przeinaczeń i odwróconej logiki przyczynowo-skutkowej jest w tym artykule na który się wczoraj nadziałem wiele. W najbliższym (bądź w dłuższym) czasie punkt po punkcie przełożę te czerwone wywody na język logiki, która została w nim w sposób chytry i perfidny odwrócona (będę dopisywał akapity w miarę chcenia i natchnienia, bo przyznam się szczerze że czasem nie chce mi się kolejny raz pisać tego samego, a kto wie czego szukać i chce się dowiedzieć więcej na temat „zbawczej roli państwa” w życiu obywateli, może znaleźć setki innych i lepszych od mojego tekstów obalających ten marksistowski bełkot). Bo każdy kto wie (szkoda że większość nie zdaje sobie z tego nawet sprawy!) ile i w jakiej formie zabiera mu państwo pieniędzy, ten wie „przy okazji” doskonale jak bardzo przyczynia się ono do zubożenia obywatela w tym kraju. O ironio najwięcej właśnie zubaża tego biednego którym się rzekomo „opiekuje” (i to „za darmo” 🙂 ).

Nie jest bowiem tak jak się sugeruje w artykule że państwo „…formę „maksimum” przyjmuje tylko w sferze fiskalizmu…” – to kłamstwo. NAJGORSZY rabunek jakim się państwo wykazuje dotyczy właśnie sfery pozafiskalnej. Chodzi rzecz jasna o tzw. „ubezpieczenie społeczne”, „zdrowotne” i inne „fundusze” które nazywa się mylnie „składkami”, dzięki którym rabowane są nie tylko pieniądze (co do których państwo orzekło poprzez wyrok Sądu Najwyższego że nie są nasze!), by obiecać „coś” w przyszłości (która z każdym podniesieniem wieku emerytalnego się oddala, niektórzy jej po prostu nie dożyją a ich pieniądze znikną w państwowym brzuchu – cynik9 i „Liczenie na ZUS”), ale rabowane jest poczucie solidarności pokoleniowej w rodzinie. Bo oskładkowanie pracy uczy PRZEDE WSZYSTKIM właśnie EGOIZMU i liczenia na drapane od państwa, rugując ze świadomości potrzebę życia i myślenia o przyszłości tu i teraz.

Człowiek który ma coś obiecane od państwa „na starość” (jak dożyje 🙂 )mało przykłada wagę do tego, żeby kwitła w rodzinie prawdziwa solidarność międzypokoleniowa, bo jego „rodziną” i „wspólnikiem” jest państwo, któremu oddawał przez całe zawodowe życie swój majątek, więc to państwo jest jego opiekunem i „rodziną” na starość zamiast dzieci, które w „rewanżu” (konsekwencji!) nie muszą się martwić czy obchodzić rodziców skoro rodzic ma „emeryturę”. Co innego gdyby rodzic zamiast emerytury miał oszczędności (nieprawdaż?) wtedy nawet najgorszy prymityw będzie się rodzicem opiekował by coś po nim odziedziczyć. Niestety tak w większości przypadków NIE BĘDZIE! bo „dziedziczy” państwo, które temu człowiekowi wszystko zabrało! (dlatego m.in. „państwo opiekuńcze” postanowiło jeszcze bardziej ulżyć w życiu emeryta zezwalając na wprowadzenie kolejnej bankowej usługi zwaną „odwróconą hipoteką” by ludzie starsi nie musieli żyć z głodowych emerytur i by wyprzedali się do cna zanim umrą).

To co w większości zostało opisane w tym artykule to nie są skutki „liberalizmu” czy „kapitalizmu” w gospodarce, ale właśnie socjalizmu i etatyzmu państwowego. Już dziś realizują się (wbrew temu co autor napisał) KONSEKWENCJE tego bezhołowia i „wiary” w „misję społeczną” państwa, które ZAWSZE dba wyłącznie o siebie – aparat, i o „swoich” – czyli wybrańców którzy z nim współpracują w rabunku pozostałej reszty. Nie dlatego że nie realizuje swoich zadań (które na siebie wzięło i za które każe sobie słono płacić) jak trzeba, ale właśnie DLATEGO że je na siebie wzięło (kasując z góry stosowną opłatę) w zamian za nic nie warte „gwarancje”, które co jakiś czas zmienia. Pozbawiając tym samym rodzinę jednym ruchem długopisu pod taką czy inną ustawą JUŻ DZIŚ władztwa nad jej majątkiem, i prawa rodziców do bycia jedynym autorytetem i źródłem dobrobytu dla swoich dzieci. Konsekwencje możemy gołym okiem obserwować… Rodzina jest rabowana (i zadłużana na koszt tej „opieki”) jednym ciągiem na kilka pokoleń naprzód!

Największą głupotą w tym artykule jest stawianie sprawy z niską dzietnością w takiej oto zależności, że żeby zapewnić sobie przyszłość wystarczy urodzić dużo dzieci (niech sobie autor na Afrykę spojrzy!)… Niestety zależność jest taka, że nie wystarczy „mieć” dzieci. Trzeba jeszcze myśleć (zawczasu!) o tym za co je wychować, nakarmić, ubrać, znaleźć CZAS dla nich, żeby się nie chowały samopas. Na to wszystko trzeba mieć środki tu i teraz (a nie „na przyszłość”), żeby móc te dzieci odpowiedzialnie i po swojemu wychować. A nie oddawać je na wychowanie państwu i to coraz wcześniej. To tu i teraz potrzebne są rodzicom środki, by mogli wychowywać swoje pociechy w miłości i odpowiedzialności za przyszłość. Za przyszłość swoją i rodziców, którzy na to właśnie pracują żeby miał ich kto na starość obchodzić tak jak oni obchodzą swoje dzieci kiedy są bezbronne i niezaradne. Dzieci nie są państwową własnością, rodzice nie troszczą się o nie w celu wyhodowania parobków/podatników/dłużników i wyznawców państwowego „lewa”, ale DLA SIEBIE jako pociechę i opiekę na starość. Państwo socjalistyczne swoją pseudo „opieką” tę możliwość rodzicom odbiera a dzieci od małego uczy egoizmu!

Katastrofa demograficzna jest skutkiem socjalizmu a nie liberalizmu (chyba że ktoś ma na myśli „liberalizm” obyczajowy, ale to się nazywa wtedy libertynizm). W państwach zachodnich widać to najlepiej ale już w innym wymiarze. Bo tam biedy (jeszcze) nie ma, ale przyczyną niskiej dzietności jest z kolei „kultura” hedonizmu i chęć czerpania przyjemności z życia (czyli libertynizm właśnie) a nie stan zamożności (który jest tylko środkiem), bo gdyby było inaczej, to Polacy którzy wyjechali na zachód nie mnożyliby się w takim tempie a uprawialiby ten sam „styl życia” jak autochtoni. Część oczywiście już zasymilowała się z tym „stylem zachodnim”, ale zdecydowana większość ciągle jednak wie po co żyje i realizuje się w „konserwatywnym stylu” – rodzicielstwa. Trzeba więc pamiętać o tym, że kapitał to TYLKO środek a jak jest wykorzystywany to zależy od charakteru człowieka. Zgniły zachód wykorzystuje go do korzystania z życia nie licząc się z przyszłością, zaś Polacy jeszcze wiedzą czym jest rodzina i dzieci, więc wykorzystują ten sam kapitał po to żeby się realizować w tradycji jaką nasiąkli i zabrali ze sobą z Polski.

Polaków są na zachodzie MILIONY! Wystarczy więc (tylko!) przywrócić normalne warunki gospodarcze w Polsce by zła sytuacja demograficzna zniknęła w jednej chwili, za sprawą powrotu tych milionów naszych rodaków wraz z dziećmi pod polską strzechę… Jednak bez likwidacji „państwa opiekuńczego”, które dziś przeciętnego Polaka kosztuje około 80% jego dochodów (w postaci różnych podatków, „składek”, opłat i nie licząc innego rodzaju sposobów na wyciskanie podatników, jak np. „ratowanie” takich czy innych państwowych firm które przynoszą tylko straty, gdzie pousadzali się mężowie, żony, kochanki, córki, synowie, pociotki i przyjaciele królika) nikt do Polski nie będzie chciał wracać by tu wydawać i inwestować swoje ciężko zarobione na zachodzie pieniądze, żeby dorabiać obcych sobie ludzi… Tymczasem Polacy od 25 lat wybierają do władzy etatystów i populistów, którzy ciągle chcą się nimi „opiekować”, i są bombardowani podobnymi do gniota który pozwoliłem sobie skomentować ideami rodem z marksizmu leninizmu. Mamy więc to co mamy jako KONSEKWENCJĘ głupoty, więc nie dziwmy się że młodzi emigrują za chlebem pozostawiając swoich rodziców na pastwę „państwa opiekuńczego”.

Konkludując zatem w nawiązaniu do prowokacyjnego tytułu: „Czemuś głupi? Boś biedny! Czemuś biedny? Boś głupi!”. Jak ktoś nie lubi czytać to niech sobie posłucha tego: Dlaczego w Polsce nie ma pracy? i tego: Dlaczego niższe podatki oznaczają większe zarobki

…Odys

Polecam lekturę: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu.  oraz: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Socjalizm po polsku. Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) polecam również: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie.

rys. Gatis Sluka

rys. Gatis Sluka

Wirtualna Polonia

Liberalizm nas zabije

 +

.
+

Demografowie biją na alarm – do 2050 roku populacja naszego kraju zmniejszy się o przeszło 4,5 miliona osób. Równocześnie wśród Polaków szerzy się ideologia, która zakłada całkowite wycofanie się państwa z prowadzenia polityki społecznej. W czasie, gdy walka o naród oznacza przede wszystkim walkę o dzietność polskich matek, o niedopuszczenie do demograficznej i ekonomicznej katastrofy, jak wirus rozprzestrzenia się liberalne zaczadzenie.

Na rodziny ani złotówki!

View original post 2 537 słów więcej

Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie.


1. Ukraina Sytuacja na WschodzieObserwatorzy OBWE: w Donbasie jest spokojniej

16.09.2014 (IAR) – Mimo zawieszenia broni, na Wschodzie Ukrainy trwają ataki rosyjskich wojsk i separatystów na ukraińskie stanowiska. Najgorsza sytuacja jest w Doniecku.

W tym mieście separatyści i Rosjanie starają się zdobyć lotnisko, jedyne miejsce w całym Doniecku kontrolowane przez Ukraińców. W ciągu minionej doby zanotowano co najmniej 10 długotrwałych ostrzałów. Praktycznie ukraińskie pozycje ostrzeliwane są bez przerwy z różnych stanowisk, stałych i ruchomych, za pomocą artylerii, wyrzutni Grad i moździerzy. Cierpią przy tym mieszkańcy okolic lotniska oraz innych dzielnic Doniecka. Rada Miejska poinformowała, że wczoraj zginęło 3 cywilów, 5 zostało rannych.

Separatyści i rosyjskie wojska aktywizują swoje działania także w innych miastach na Wschodzie. Koncentrują swoje siły w okolicach Łysyczańska i Debalcewa. Rosjanie zbierają się też pod Wołnowachą. Ostrzeliwana jest ukraińska armia w miejscowości Sczastie.

W zajętych przez siebie miejscowościach Rosjanie tworzą komendantury wojskowe, które mają zarządzać zajętym terytorium. Zajmują się one też poszukiwaniem dezerterów, czyli mężczyzn, którzy nie chcą walczyć w oddziałach samozwańczych republik donieckiej i ługańskiej. Komendantury walczą też z tymi, którzy grabią cywilów i pozostawione domy i mieszkania. Dochodzi do przypadków rozstrzeliwań.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Piotr Pogorzelski, kijów/pbp

16.09.2014 (IAR) – W Donbasie, w pobliżu rosyjsko-ukraińskiej granicy jest spokojniej. Tak twierdzą obserwatorzy OBWE, od kilku tygodni pracujący w obwodzie rostowskim. W ich opinii, zwaśnione strony częściowo przestrzegają porozumień o zwieszeniu broni. Misja OBWE monitoruje dwa przejścia graniczne między Rosją a kontrolowanym przez separatystów Donbasem: Donieck i Gukow.

Raporty powstają na podstawie własnych obserwacji i rozmów z osobami przekraczającymi rosyjsko-ukraińską granicę. „Słyszymy, że tam jest już względny spokój. Wcześniej regularnie huczały działa, a teraz wybuchy zdarzają się rzadko” – opowiada Polskiemu Radiu szef misji obserwacyjnej Paul Picard. Przedstawiciele OBWE wraz z zawarciem porozumienia o zawieszeniu broni odnotowali zwiększony ruch na rosyjsko-ukraińskiej granicy. „Zauważyliśmy, że więcej ludzi idzie na Ukrainę niż z Ukrainy do Rosji” – twierdzi Picard. Dodaje, że granicę przechodzą również ludzie w ubraniach wojskowych, ale bez broni. „W ostatnich dniach ich liczba gwałtownie się zwiększyła” – mówi szef misji obserwacyjnej. Na rosyjsko-ukraińskiej granicy pracuje 16 zagranicznych obserwatorów. Jak twierdzą, w wypełnianiu misji pomaga im rosyjskie MSZ.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Rostów nad Donem/em/

podobne: OBWE informuje o naruszaniu rozejmu.

2. Ustawa o specjalnym statusie DonbasuPoroszenko o ustawie.

16.09.2014 (IAR) – Rada Najwyższa przyjęła na zamkniętym posiedzeniu ustawy o specjalnym statusie rejonów obwodów donieckiego i ługańskiego oraz amnestię dla bojówkarzy. Projekt zaproponował prezydent Ukrainy Petro Poroszenko.

Ustawa to część porozumienia zawartego 5 września w Mińsku. Chodzi o wprowadzenie na 3 lata szczególnych zasad funkcjonowania niektórych rejonów obwodów donieckiego i ługańskiego. Przede wszystkim, Kijów gwarantuje amnestię dla separatystów, ale muszą oni oddać broń, zwolnić zakładników i opuścić zajmowane budynki użyteczności publicznej. Nie dotyczy to tych, którzy są podejrzewani o popełnienie ciężkich przestępstw, w tym tych, którzy mogli być związani z zestrzeleniem malezyjskiego samolotu pasażerskiego.

Ustawa zawiera też gwarancje wykorzystania języka rosyjskiego we wszystkich sferach życia publicznego i prywatnego. Na wschodzie kraju mają się odbyć wybory lokalne. Prawdopodobnie odbędą się one na początku listopada. Miejscowe władze mają brać udział w nominacjach na stanowiska prokuratorów i sędziów. Z kolei władze centralne mogą z lokalnymi zawierać umowy dotyczące rozwoju ekonomicznego i kulturalnego rejonów. Kijów ma też finansowo pomagać w rozwoju Zagłębia Donieckiego, ale poszczególne rejony mogą współpracować też z Rosją. Przewidziano także utworzenie oddziałów „milicji ludowej”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/dw/pbp

16.09.2014 (IAR) – Prezydent Ukrainy podkreśla, że ustawy o amnestii dla bojówkarzy i szczególnym statusie niektórych rejonów obwodów donieckiego i ługańskiego pomogą w przywróceniu pokoju na Wschodzie. Ustawy zostały przyjęte dziś za zamkniętymi drzwiami, jakoby bez omówienia i bez poprawek, przy wyłączonej tablicy pokazującej, kto jak głosuje.

Właśnie sposób przyjęcia ustaw był szeroko krytykowany przez część deputowanych. Pojawiły się także głosy, że władze w Kijowie poddały się naciskom Moskwy i wspieranych przez nią bojówkarzy. Prezydent nie odniósł się do kwestii tego, w jaki sposób je przyjęto, podkreślił jedynie, że odbyło się ich omówienie w sali obrad, a sposób głosowania wybrali sami deputowani. Dodał też, że bez przyjęcia ustaw sytuacja na Wschodzie byłaby o wiele gorsza. „Nam nie jest po drodze z ludźmi, którzy chcą brać broń do ręki i zabijać, którzy chcą mieć dziesiątki tysięcy ofiar, które do niczego nie doprowadzą. Bo Ukraina chce pokoju i on nastanie” – dodał.

Petro Poroszenko zaznaczył, że jeżeli separatyści nie wyjdą naprzeciw i nie będą starali się realizować planu pokojowego, wtedy ustawy nie będą stosowane. Zdaniem prezydenta, wybory lokalne, które mają się odbyć jeszcze w tym roku, pozwolą mieszkańcom części Zagłębia Donieckiego na wybranie nowych władz, z którymi Kijów będzie mógł rozmawiać.

Oprócz amnestii i wyborów ustawy przewidują, że władze rejonów, które obecnie kontrolują separatyści, będą mogły utworzyć lokalne milicje, a także wybierać własnych sędziów i prokuratorów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/em/

podobne: Rozejm działa, ale UE/USA i tak wprowadzają sankcje. Rosja rozważy embargo na używane samochody, tekstylia i produkty naftowe. Jałta Ukrainy: umowa stowarzyszeniowa z UE na rosyjskich warunkach (odroczona), decentralizacja kraju i autonomia regionów (przyklepane). Poroszenko zabiega o specjalny status Ukrainy w NATO. oraz: Poroszenko i Putin dogadali rozejm i wstępne warunki porozumienia. Federalizacja Ukrainy, autonomia dla Doniecka i Ługańska, wymiana jeńców. 

3. Opinie: Manewry NATO na Ukrainie dla Putina nic nie znacząOpinie: Europa nie powie Putinowi stop.

16.09.2014 (IAR) – Ćwiczenia wojsk ukraińskich i NATO na zachodzie Ukrainy na Putina nie działają. Czy w manewrach bierze udział 5 czy 6 tysięcy żołnierzy dla planów Kremla nie ma znaczenia – powiedział w Polskim Radiu 24 były komandos, major Arkadiusz Kups.

Zdaniem eksperta, Rosja nie tylko ma dobrze przygotowane siły konwencjonalne, ale także jeden istotny argument – osiem i pół tysiąca głowic jądrowych. Większość z nich stanowią ładunki taktyczne – dodał.

Zdaniem majora Kupsa, manewry odbywające się pod kryptonimem „Szybki Trójząb” są działaniami propagandowymi, obliczonymi jedynie na demonstrację siły NATO.

Jak podkreśla były komandos, dla Rosji nie ma żadnego znaczenia czy w Polsce wylądują cztery Black Hawki, czy na Ukrainie będą dwa czy trzy ćwiczenia wojskowe. Mało istotne jest również, czy Obama zapowie pomoc Estonii i Ukrainie. Jedynym sposobem na Rosję jest konsolidacja całej Europy – uważa ekspert.

Wszelkie działania Władimira Putina mają na celu rozbić jedność Unii Europejskiej oraz NATO, i tym samym osłabić Ukrainę – dodał gość Polskiego Radia 24.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Polskie Radio 24/JF/to/

podobne: Po szczycie NATO: „Bazy” rotacyjne („szpica”?) w Polsce. Korpus NATO w Szczecinie podnosi gotowość bojową. USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę (manewry na zach. Ukrainy). Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. Rosja: reakcja na szczyt, manewry wojsk rakietowych, baza wojskowa w Arktyce. oraz: Szczyt w Mińsku a stosunki Rosyjsko-Ukraińskie. Kryzys ukraiński a jedność Europy.

…UE sama się „rozbija i osłabia”. Za dużo w niej NATURALNYCH partykularnych interesów (również w Rosji) a to dlatego że teren Europy zach. nigdy nie był i nie będzie jednolitym państwem. Ukraina nie jest słaba dlatego że UE nie jest mocna i jednolita a dlatego że jest od początku konfliktu używana instrumentalnie i właśnie została przy milczącej zgodzie zachodu który udawał że występuje w jej interesie (kto się dał nabrać ten sam sobie winien) sprzedana i rozebrana do spółki z Rosją… (Odys)

16.09.2014 (IAR) – Europa jest zakładnikiem umów z Rosją. Gospodarka Niemiec funkcjonuje dzięki taniemu rosyjskiemu gazowi i ropie – ocenił w Polskim Radiu 24 major Arkadiusz Kups. To układ swoistego szantażu gospodarczego – dodał były komandos.

Zachód zarabia na Rosji, Rosja sprzedaje surowce, Niemcy – technologie zbrojeniowe, Francuzi – okręty. To wszystko jest powiązane. Jak podkreślił major Kups, „Putin doskonale o tym wie, że może sobie na to pozwolić, bo nikt nie powie mu stop”.

Działania Rosji obliczone na destabilizację Ukrainy, skierowane są jedynie na jej przemysłową, wschodnią część – podkreśla ekspert. Zdaniem majora Kupsa, Putin zainteresowany jest znajdującymi się tam zakładami zbrojeniowymi. Jak podkreśla były komandos, organizowane przez Rosję konwoje humanitarne miały dwa cele: z jednej strony podniesienie prestiżu Rosji, a w drodze powrotnej były doskonałym sposobem transportu surowców i maszyn z zakładów, produkujących rakiety i samoloty.

Zdaniem gościa Polskiego Radia 24, dalszym kierunkiem ekspansji Rosji będzie Mołdawia.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Polskie Radio 24/JF/to/

podobne: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy oraz: „Jedność zachodu”. Dywagacje nad „sankcjami” i brak reakcji KE na austriacki transport wieprzowiny do Rosji. i to: Test Mistrali – czy Francja ominie sankcje? Słowacja nie chce baz NATO u siebie. Ukraina: rosyjski konwój, OBWE informuje o naruszaniu rozejmu. Broń dla Ukrainy może oznaczać eskalację działań: polskie MSW wesprze Ukrainę, MON nie mówi nie.

…i nie sądzę żeby Rosja pozostawała obojętna na machanie jej przed nosem kijem w postaci ćwiczeń NATO niedaleko własnej granicy i terenów uznawanych przez Rosjan za swoją strefę wpływów… Reakcja jest natychmiastowa…

4. Rosyjskie służby zajęły i przeszukały budynek Medżlisu – parlamentu Tatarów krymskich. Moskwa dozbroi Krym. 

16.09.2014 (IAR) – Rosyjskie służby zajęły i przeszukały budynek Medżlisu – parlamentu Tatarów krymskich w Symferopolu. Na razie nieznany jest oficjalny powód tych działań.

Jak podaje Radio Svoboda, funkcjonariusze szukali w budynku zakazanej w Rosji islamskiej literatury. Mieli zabrać ze sobą jakieś dokumenty.

Wcześniej przeszukane zostało mieszkanie jednego z członków Medżlisu. Funkcjonariusze skonfiskowali mu jego komputer.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/wczesn/radiosvoboda/md/pbp

podobne: Turcja upomina się o krymskich Tatarów. oraz: Rosja zajmuje Krym bez walki. Zachód (i NATO) póki co kiwa palcem w bucie.

16.09.2014 (IAR) – Rosja utworzy na Krymie samodzielne formacje wojskowe. Poinformował o tym minister obrony Siergiej Szojgu. W jego opinii – zaostrzenie sytuacji na Ukrainie oraz coraz większa obecność zagranicznych wojsk, w pobliżu rosyjskich granic, zmuszają Moskwę do takich działań.

Krym po aneksji został włączony do Południowego Okręgu Wojskowego Federacji Rosyjskiej, z siedzibą w Rostowie nad Donem. To właśnie dowództwo tego Okręgu będzie zobowiązane do utworzenia na półwyspie, dodatkowych oddziałów wojskowych. Resort obrony planuje zwiększenie liczebności: wojsk obrony wybrzeża, Floty Czarnomorskiej i lotnictwa.

Rosjanie od kilku miesięcy, systematycznie przerzucają swoje oddziały na anektowany Krym. Minister Obrony Siergiej Szojgu podkreśla przy tym, że działania wzmacniające gotowość bojową jednostek na półwyspie muszą zostać przyspieszone ze względu na zaostrzającą się sytuację na Ukrainie. Zauważa również, że Moskwę zmuszają do takich działań zachodni partnerzy. Chodzi między innymi o zwiększającą się obecność wojsk NATO, w pobliżu rosyjskich granic.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/ Rostów nad Donem/mcm/

podobne: Niemcy: „powrót” Krymu do Rosji nie jest sprzeczny z prawem (wiceszef CSU). Prasa zaostrza ton wobec Rosji i krytykuje zachowawczą postawę UE. oraz: Amerykański niszczyciel Donald Cook opuścił Morze Czarne. Michał Soska: USA, Rosja i kwestia ukraińska i to: W większej skali czyli… O co tak naprawdę chodzi w ukraińskiej tragedii

5. Zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie.

16.09.2014 (IAR) – W Mołdawii pojawiły się „zielone ludziki”. Taką informację podał naczelny dowódca sił NATO w Europie gen. Philip Breedlove. Dziennikarka zajmująca się polityką wschodnią Maria Przełomiec wyjaśnia, że autonomiczne Naddniestrze pozostaje pod wpływem Rosji. Zaniepokojeni są także członkowie Unii Celnej Białorusi, Kazachstanu i Rosji – dodaje.

Jak mówi Maria Przełomiec, według strony mołdawskiej, w Naddniestrzu nieustannie trwają ćwiczenia wojskowe. Dziennikarka przypomina, że stacjonują tam rosyjskie siły pokojowe. Rozmówczyni IAR wyjaśnia, że państwa takie jak Białoruś i Kazachstan czują się zaniepokojone i obserwują reakcję Zachodu na sytuację na Ukrainie. To jak uległe będą wobec Rosji zdecyduje o działaniach Zachodu – wyjaśnia dziennikarka.

Naddniestrze w latach 90. ogłosiło niepodległość. Na arenie międzynarodowej tylko Abchazja i Osetii Południowa traktuje ten region jako niepodległe państwo. Pozostałe kraje nadal uważają Naddniestrze za część Mołdawii.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Katarzyna Ingram/to/

podobne: 200 ofiar kotła pod Iłowajskiem (ochotnicy oskarżają dowództwo ukraińskiej armii). Putin i Poroszenko zadowoleni z rozejmu. Kijów nie cofnie procesów autonomizacji Donbasu. Kolej na Naddniestrze? oraz: Resentyment postkolonialny kontra postawy szowinistyczne na Ukrainie czyli… Dlaczego Rosja straciła Ukrainę i dlaczego Ukraina nie jest jednolitym państwem.

źródło: stooq.pl

Gatis Sluka - Witajcie w Rosji

Gatis Sluka – Witajcie w Rosji