Zabij Bura i porozmawiajmy o śluzie czyli za co lewica kocha Terlikowskich, i o tym jak świat (na przykładzie RPA) naprawiała


Na początek będzie film. Przy kawie o sprawie. Czy bić mężczyzn?

Niby żart, ale jak się ostatecznie z jednego z komentarzów samych twórców pod owym błyskotliwym dziełem dowiedziałem, wcale nie żart… Bić czy nie bić mężczyzn, to poważna sprawa. W tym wypadku jednak tylko pretekst, i wcale nie po to by właśnie na ten temat porozmawiać, bo normalny człowiek sam dobrze o tym wie i nie potrzebuje żadnego specjalnego konsylium na ten temat.  Tutaj chodzi o to żeby „wykazać”, że istnieje ścisły związek między tradycją a przemocą, bo według tych Pań ktoś „usprawiedliwia przemoc tradycją”. Rzecz jasna nie byle jaką tradycją bo katolicką. Mamy więc tu do czynienia ze „sprytnie” (no może nie całkiem bo część osób się jednak zorientowała) wykreowanym i odpowiednio spreparowanym (w myśl jednej z zasad Chomskiego) problemem, któremu dzielna lewica daje natychmiastowy  odpór, dodając sobie i wyznawcom animuszu poprzez udrapowanie go w pseudo inteligentną szyderę.

Wyszło to moim zdaniem marnie, ale zanim przejdę do rzeczy nadmienię tylko że przewodniczącą/prowadzącą tej loży szyderczyń  jest Pani Agata Diduszko. Nazwisko być może dla niektórych znane, albowiem jest to ślubna (ciekawe czy kościelna) prowokatora który udawał trupa podczas jednej z zadym, jakie przeciw naszej umiłowanej de-mo-kra-ty-cznie (akcentuję, bo ci ludzie mienią się demokratami pełną gębą) wybranej władzy, zorganizowała jakiś czas temu tzw. opozycja. Reszty zaproszonych do tych wygłupów bogato utytułowanych gościń/gościnin? (przepraszam ale nie wiem jak się to odmienia) jak ich nazywa Pani prowadząca wymieniał nie będę. Szkoda miejsca i czasu (w materiale wszystko jest). Wspominam o tej scenie tylko dlatego że nie jest udawana, a więc przez swą autentyczność zabawna. One tam nie udają zwykłych kobiet, o których interes/prawa rzekomo walczą, ale z wielkim namaszczeniem i dumą prezentują się jako niezwykłe, co od razu każdego chama powinno właściwie spionować i nauczyć pokory wobec tego co mówią. Polecam zatem obejrzeć chociaż początek 🙂

Pożartowali a teraz do rzeczy. Ta satyra bowiem oprócz tego co już napisałem, ma głównie na celu coś o wiele ważniejszego. Chodzi o odwrócenie uwagi od rzeczywistych sprawców przyzwolenia na przemoc, i przedmiotowego traktowania drugiego człowieka nie tylko w skali rodziny, czy relacji kobieta mężczyzna. Pierwszy lepszy przykład to  ideowy kolega owego zgromadzenia (a dla niektórych pewnie więcej jak ideowy), produkujący się od lat na łamach bratniego medium (TVN u, albo Polsatu), podstarzały dzieciak który pozwala na siebie mówić Kuba, czyli niejaki Wojewódzki. Wszak to właśnie on wcielił w praktykę tradycyjnie lewicowe postrzeganie drugiego człowieka (zwłaszcza kobiety) jako przedmiotu. To on przecież w sposób jak najbardziej stereotypowy i uwłaczający godności kobiety spopularyzował postać tzw. „wodzianki”. Nieudolnie sparodiowanej jako żarcik w omawianym materiale, oczywiście bez wskazania z imienia i nazwiska prawdziwego ojca tego „sukcesu”. Wszak nie o to chodzi żeby własne gniazdo kalać, ale ewentualnie o to żeby smród pozostał w rodzinie, i żeby z tego tytułu pięknie się różnić, obstawiając jednocześnie (w ostateczności) kierunek samokrytyki obywatelskiej.

Bo to nikt inny jak właśnie lewica odpowiada za niszczenie podmiotowości ludzkiej natury (nie tylko kobiety)… Zrzucanie skutków lansowanej przez wieki idei o „nawozie historii” na inną tradycję jak lewicowa, w dodatku w tak głupkowaty sposób jak to przedstawiono w tym teatrzyku jest żałosne, a obliczone rzecz jasna na prymitywny ze strony oglądaczy poziom świadomości /wiedzy o tym kto tak naprawdę odpowiada za to, na co te kobiety postanowiły zwrócić uwagę. A w zasadzie to wykorzystać to co się samemu narobiło do obrzucenia odwiecznego wroga lewicy, zwanego wymownie w doktrynie „opium dla mas”.
Niby żartem ale ostatecznie całkiem na serio paniusie odgrywają swoje role pastwiąc się nie nad tym na czym powinny. Próbując w ten sposób zamienić miejscami ofiarę ze sprawcą. Debatują nad kompletnie zmyślonym problem, jakim według nich jest przyzwolenie w Polsce na przemoc, i jej rzekome usankcjonowanie przez tradycję katolicką, którą lewica traktuje ad hoc jako przemoc samą w sobie.

Nie wzięto w obroty tych tradycji, które rzeczywiście taką przemoc usprawiedliwiają. Polecam studia nad tym jaką rolę kobiecie przypisuje Islam który lewica tak bezinteresownie ukochała, i co faktycznie może kobiecie bezkarnie zrobić mężczyzna wyznający Allaha, gdy nie jest ona tej tradycji posłuszna. Nie wspominając o specyficznym postrzeganiu kobiety innych wyznań czy kultur. Pole do popisów dają też inne, jeszcze bardziej egzotyczne kultury, gdzie od dziecka kobiety są poddawane różnym bestialskim rytuałom. Gdzie przemoc wobec nich, niejako wprost z ustawy jest dopuszczalna. Czy na ten przykład wycinanie łechtaczki tudzież inne zabiegi pielęgnacyjne to nie jest wymarzony materiał na jeszcze bardziej pikantną satyrę dla gościnin? Drżeć się na myśl o Kościele który napomina o godności osobistej i ochronie życia, a w wymienionych faktach zachowywać „zdrowy dystans” i „zrozumienie” to moim zdaniem spory dysonans poznawczy (wyrażając oględnie).

Nasza tradycja jest pod tym względem naprawdę zacofana. Zwłaszcza część wywodząca się z religii  Katolickiej, która od zarania jej dziejów piętnuje jako grzech (w prawie karnym przestępstwo) każde najmniejsze agresywne zachowanie wobec drugiego człowieka, i to już na poziomie myśli. Bez różnicowania ludzi na płeć, wiek, zdrowie umysłowe i fizyczne, czy status społeczny.

podobne: O polityce miłości (inaczej). Francja: Feministki przeciwko seksizmowi w zabawkach. Niemcy: Zatrzymać seksualizację dzieci. Polska: MEN chce ograniczyć uprawnienia rodziców. Lepkowski o pedofilii wśród Rabinów.

A oto fragment wpisu który obnaża rzeczywiste skutki lewicowych pomysłów na  świat, koniecznie bez białych rąk, ubranych w rękawiczki „opresyjnych tradycji”. Polecam tę notkę owym pańciom jako temat na prawdziwy tym razem problem do dyskusji – lewicy portret własny… Niczym portret Doriana Greya. Nie tego co prawda Greya który w obecnym czasie wywołuje u niektórych osobników płci obojga wypieki na mózgu, choć jakby dobrze pogrzebać to i tu znalazłyby się trafne analogie. Bo niektórym sprawianie drugiemu człowiekowi bólu i poniżanie go sprawia ogromną przyjemność… (Odys)

„… Dziennie zabija się w RPA 51 osób a gwałt na kobiecie w RPA dokonywany jest co 26 sekund a policja pociesza, że jednak jest lepiej, bo tylko co 36 sekund. Dzieci są gwałcone co 24 minuty, nie wyłączając niemowląt.

Od lat liczba gwałtów (zarejestrowanych przez policję) sięga 48 tysięcy rocznie. Gwałcone są kobiety białe i czarne – bez różnicy. Gwałceni są mężczyźni a co najstraszniejsze – 41% gwałtów ogółem dokonywana jest na dzieciach a tym 15% na dzieciach w wieku poniżej lat 9. W 2000 r. policja zanotowała 21.538 gwałtów lub usiłowań gwałtów na osobach poniżej 18 roku życia.

Wg badań prowadzonych przez różne agencje rządowe i naukowe – ilość mężczyzn, którzy zgwałcili kobietę nie będącą ich żoną/narzeczoną wynosi 15% a w niektórych regionach sięga 37%.

Zaczyna królować styl myślenia gangów i np. dzieci szkolne już nie uważają gwałtu czy molestowania seksualnego za przestępstwa a tzw. gang rape staje się częścią stylu życia.

Jeśli chodzi o tzw. przemoc w rodzinie, o której uwielbiają godzinami debatować panie nowoczesne w TVN, oskarżając „katolicką kulturę patriarchalną”, to w RPA wg statystyk – co 6 godzin zabijana jest jakaś kobieta przez swojego męża lub tzw. narzeczonego. O gwałtach na żonie/narzeczonej nawet się już nie wspomina. Tendencja jest rosnąca, albowiem np. w roku 1994/1995 zanotowano 44 tysiące gwałtów a w roku 2004/2005 – już 55 tysięcy i dało wskaźnik 114 na 100.000 osób. Pierwsze miejsce na świecie.

Dla porównania: Szwecja czyli „europejska stolica gwałtu” – to 65,3 na 100.000 i 6-te miejsce , USA – 27,3 na 100.000 i 14-te miejsce, Izrael – 17,6 i 26-te miejsce a Polska 4,1 na 100.000 i miejsce 69, co też nie jest powodem do chwały, bo Węgry mają wskaźnik 2,5 na 100.000 i miejsce 84, podobnie jak Słowacja.

Jeśli chodzi o mordy, to wg statystyk obejmujących państwa z ludnością powyżej 35 mln – RPA zajmuje również pierwsze miejsce ze wskaźnikiem na poziomie 31 na 100.000 obywateli.

Towarzyszy tym zjawiskom masowa emigracja białych obywateli RPA, głównie do Australii, Nowej Zelandii czy do Kanady. Efektem jest rosnący brak specjalistów i znikanie małych i średnich firm oraz kapitału.

Specjaliści wyliczyli, że od roku 1994 wyemigrowało z RPA ok. 1,6 mln specjalistów, niekoniecznie tylko białych ale za to z wiedzą i kapitałem. Podobno wyjazd każdego z tych przedsiębiorców i specjalistów spowodował likwidację 100-200 miejsc pracy co się przekłada na zniknięcie ok. 3-5 milionów miejsc pracy w realnej gospodarce ale też w administracji gospodarczej.

A zaczęło się niewinnie. W ramach „likwidacji nierówności w biznesie” rządy ANC opracowały wielowątkową „akcję afirmatywną”, w ramach której firmy RPA miały obowiązek „posiadać czarnego członka zarządu” i/albo – udziałowca. Cała ta operacja została nazwana programem Black Economic Empowerment czyli Ekonomiczne Równouprawnienie Czarnych. Na skalę masową zaczęło się to w 2001 r. Ale szlaki przecierali ludzie związani z liderami ANC czyli Afrykańskiego Kongresu Narodowego.

Takim sposobem do miliardów doszedł szwagier przyszłego pana prezydenta RPA Cyrila Ramaphosa kolegi pana Nelsona Mandeli – pan Patrice Motsepe… „ (Pink Panther – Polska i RPA czyli Muzeum Polin, „Zabij Bura”, biali farmerzy i Janusz Waluś)

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm

Niech żyje wolna od białych Afryka… Europa… I Polska…

Polecam również tekst Toyaha, w którym obnażony został klasyczny przykład ignorancji pewnego znanego dziennikarza (podobno prawicowego) tym temacie. Ignorancji na tyle paskudnej i bezczelnej gdyż silącej się na uzasadnianie ww okrucieństwa jako sprawiedliwego odwetu na białych, za lata kolonializmu. Czy redaktor Klarenbach wie, że w Afryce nie mówi się po murzyńsku?

Oraz jeszcze jeden obrazek, będący przykładem iście diabelskiego sprytu w kreowaniu przez lewicę okazji, czyli promocji tzw. pożytecznych idiotów jako wizerunku „prawdziwego/fajnego katolicyzmu”, który w rzeczywistości jest jego karykaturą… Krótki fragment, a po szczegóły zapraszam pod linkiem… (Odys)

„… Coryllus napisał coś takiego: „Wyobraźmy sobie, że człowiek, który przez całe życie karmił się treściami z GW i TVN, nagle stwierdził, iż są one niekompatybilne z jego codziennym, praktycznym doświadczeniem, a także obserwacjami czynionymi na bardzo podstawowych poziomach. Zrezygnował więc z pochłaniania tych treści i rozpoczął poszukiwanie nowych. Zamyślił się i powiedział sam do siebie – a może w tym całym Kościele mają coś interesującego? No i sięgnął po pierwszą rzecz z zakresu publicystyki katolickiej jaka mu się w sieci nawinęła. Była to recenzja książki Terlikowskiego o Wenantym Katarzyńcu umieszczona na stronach portalu prowadzonego przez Targalskiego, kolejnego tuza myśli prawicowej. Koniec. Nasz hipotetyczny poszukujący prawdy czytelnik, dokończył lekturę, po czym ze spokojem powrócił do GW i TVN, bo uznał, że to jest jednak jakiś poziom, nawet jeśli go oszukują, to czynią to w sposób nie ubliżający zarówno inteligencji, jak i emocjom. No może czasem, ale to jest doprawdy nic, w porównaniu z tym co robi Terlikowski”.

Moim zdaniem Zarząd Agory ma pełną świadomość słuszności tego, co pisze Coryllus i dlatego właśnie zlecili red. Sroczyńskiemu przeprowadzenie rozmowy z Małgorzatą Terlikowską. Nie oszukujmy się. Oni doskonale wiedzą, że przeciętne polskie katolickie małżeństwo, starannie praktykujące swoją wiarę, modlące się wspólnie z dziećmi przed zaśnięciem, chroniące dzieci przed tym co złe i wychowujące je na ludzi uczciwych i porządnych, tą są dokładnie tacy sami ludzie jak oni, tylko znacznie, znacznie lepsi, a przede wszystkim szczęśliwsi i w najmniejszym stopniu nie przypominający tej parki freaków. I oni zrobią wszystko, by świat się tej prawdy nie poznał. I dlatego do skutecznej realizacji tego swojego poplątanego planu potrzebują kogoś, kto ten styl życia skutecznie światu obrzydzi, a do tego celu potrzebują ludzi takich jak Terlikowscy, którzy dostarczą mu zaledwie dwóch informacji. Pierwszej takiej, że typowy polski katolik modli się głównie o to, by Bóg im zesłał pieniądze na nowy samochód, ewentulanie większy telewizor, a kiedy już się to uda załatwić, żeby pozwolił mu na czysto rozwiązać dylematy związane z integralną i jakże fundamentalną sferą życia, jaką jest dupa. Wystarczy.” (Toyah – 17 mgnień wiosny, czyli o funkcji dupy i pieniądza w życiu człowieka pobożnego)

podobne: Gazeta Wyborcza i kult tolerancji dla pedofilii czyli… kogo ochrania i kto zarabia na Lex Trynkiewicz. O grzebaniu w psyche i „świat na opak” oraz: Na chłopski rozum o „transmisji myśli w kosmos”, talencie wybrańców losu, transgresji i ektoplazmie „poezji” czyli… „o mafii bardzo kulturalnej” („arystokracji rozumu”) oraz magii Nobla Władysława Reymonta (alias Rejmenta-Balcerka)

„(…) A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi. Pełni są też wszelakiej nieprawości, przewrotności, chciwości, niegodziwości. Oddani zazdrości, zabójstwu, waśniom, podstępowi, złośliwości; potwarcy, oszczercy, nienawidzący Boga, zuchwali, pyszni, chełpliwi, w tym, co złe – pomysłowi, rodzicom nieposłuszni, bezrozumni, niestali, bez serca, bez litości. Oni to, mimo że dobrze znają wyrok Boży, iż ci, którzy się takich czynów dopuszczają, winni są śmierci, nie tylko je popełniają, ale nadto chwalą tych, którzy to czynią…” (Z listu do Rzymian św. Pawła apostoła)

Shahrzad Hazrati – Historia

Reklamy

Gazeta Wyborcza i kult tolerancji dla pedofilii czyli… kogo ochrania i kto zarabia na Lex Trynkiewicz. O grzebaniu w psyche i „świat na opak”


Gustave Dore – The Inferno, Canto 18. Ah! how they made them bound at the first stripe! Panderers and seducers – marching in opposite directions, whipped by demons

„…Justyna Kopińska, autorka cyklu reportaży o degeneratach i przestępcach. Jej postawa i dzieło mają zaktywizować różne dzielne dziewczyny, które marzą wieczorami, o tym, by poznać kogoś interesującego, kto we właściwy sposób będzie stymulował ich emocje. Na przykład za Mariusza Trynkiewicza, albo innego jakiegoś przestępce, co zakopywał swoje ofiary w lasku za stodołą. Dziewczyny te pragną z całej duszy przeżyć coś niezwykłego, co odmieni ich życie, jeśli nie na zawsze, to na pewno na jakiś dłuższy czas. Proza pani Kopińskiej ma jeszcze jeden cel, ona służyć temu, by zrównać hierarchie patologiczne z hierarchiami kościelnymi. To trzeba powiedzieć wprost, bo pani Kopińska mówi o tym wprost w różnych telewizyjnych programach. Gdyby nie było Kościoła nie byłoby patologii i morderców. Taki jest przekaz. Ktoś może się teraz zastanawiać co w takim razie ma być, skoro rodzina jest niedobra, wspólnoty religijne są niedobre, co pozostaje? Życie grupowe, a ponieważ to nie może się toczyć bezproduktywnie, coś się zaraz do zrobienia dla naszych dzielnych dziewczyn znajdzie. Ja wiem, że już zaczynam przynudzać, ale nie ma innego wyjścia, trzeba to powtarzać ile można, bo w pewnym momencie zabronią. Osoby takie, jak ta Kopińska, Szczuka i cała reszta tych istot służą temu jedynie by przygotować grunt na nastanie piekła na ziemi. Podobnie jak sto lat temu grunt taki przygotowywały wariatki-socjalistki, walcząc o lepsze jutro dla prostego ludu. To są rzeczy, których nie da się niestety wytłumaczyć inaczej jak siłą, stąd też jak mniemam organizacje reakcyjne były nieraz tak bardzo brutalne. To zostało w pewnym momencie zauważone i dokonano sprytnej podmiany prawdziwych organizacji reakcyjnych na fikcyjne, takie jak na przykład Zakon Rycerzy Kolumba, albo ONR. To są organizacje założone i prowadzone przez duchowych spadkobierców Egona Olsena, a służą one temu jedynie, by nasze dzielne dziewczyny miały dobre tło do występów…” (coryllus – Nasze dzielne dziewczyny?)

podobne: Czy feministka i wiewiórka to „istota czująca”? O roli kobiety według lumpenproletariatu i o podejrzanym zapachu z ekologicznej i patriotycznej d…ziupli

a oto przykład takiego występu

„….wywiad z żoną Trynkiewicza, pedofila i mordercy, który ma na sumieniu życie niewinnych dzieci. Pani ta wzięła z tym Trynkiewiczem ślub w więzieniu i teraz pisze do niego listy, a także promuje go gdzie może. No i środowiska postępowe z Gazetą Wyborczą na czele, bo autorka jest dziennikarką tam zatrudnioną, promują tę jej postawę…

„…najchętniej krzyczałabym o naszej miłości, gdybym tylko miała dużo pieniędzy i nie bała się, że stracę pracę. Ale muszę być odpowiedzialna, bo przecież utrzymuje siebie, Kasię i Mariusza. W Gostyninie podopieczni dostają tylko podstawowe wyżywienie, a mój mąż lubi sobie podjeść. Wysyłam mu różne serki, wędliny oraz nikoretki, bo nadal rzuca palenie. Jestem dumna z bycia panią Trynkiewicz. […]

      Jak wreszcie będzie wolny, to pojedziemy w podróż poślubną do tego lasu w Piotrkowie Trybunalskim, który Mariusz tak kocha. To ten sam las, w którym Mariusz spalił ciała dzieci, ale Mariusz ma wiele innych wspomnień związanych z tym miejscem. Tam dorastał, jeździł na pierwszym rowerku, spacerował. Jako dziecko bardzo lubił spokój, który daje natura. Kochał zdjęcia, fotografował las o różnych porach dnia. Dlatego to miejsce kojarzy mi się z takim małym Mariuszkiem, jeszcze zanim został skrzywdzony. Nie zdajesz sobie sprawy, jaki ból czuje człowiek, gdy usłyszy wyrok śmierci. Wiem, że później Mariusz uniknął tej kary. Ale przez kilka miesięcy musiał żyć ze świadomością, że zostanie zabity, to okropna krzywda, której już mu nikt nie wynagrodzi. […]

      Mariusz nie jest psychopatą, ludzie nie biorą pod uwagę, że po pierwsze te zabójstwa były dawno, a po drugie, nie wiadomo, kim obecnie byłyby te dzieci. Może by wyrosły na zabójców lub złodziei. Kto włóczy się samotnie przy rzece w wieku kilkunastu lat? To jest dopiero brak odpowiedzialności! […] To była ich decyzja, że nie żyją”.

…co by się stało, gdyby jakiś ksiądz katolicki oskarżony o pedofilię opublikował podobne wyznania w piśmie „Gość niedzielny” i zadeklarował to co ta nieszczęsna wariatka na końcu, że przecież nic się nie stało, bo te dzieci są same sobie winne, po co przychodziło na plebanię. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku biskupa Wesołowskiego, dziś już zmarłego, który próbował się bronić tym, że te nieszczęsne istoty same przychodziły i się do niego łasiły, a on ulegał pokusie. Wycie jakie rozległo się wtedy w całym internecie było nie do opisania. Biskup Wesołowski już dziś nie żyje i piekło jest spokojniejsze. No, ale pan Trynkiewicz żyje, ma się dobrze i właśnie planuje dziecko ze swoją żoną. Jedynym zaś sensem tekstu jaki napisała o nim dziennikarka Kosińska jest wzbudzenie współczucia wśród czytelników. Tylko to. Oni mają nienawidzić siostry Bernadetty i litować się nad Trynkiewiczem (…), albowiem odbiorca tego rodzaju treści nie jest wymagający, a tekst zrobi w jego umyśle jeszcze większe spustoszenia i skłoni go, jak to czasem mawiają w programach reklamujących książki, do myślenia

…Ja zaś mam pytanie takie – czy z rodzicami zamordowanych przez Trynkiewicza dzieci rozmawiał ktoś z Gazety Wyborczej i czy ktoś zapytał tych ludzi jak się czują, kiedy widzą takie książki, jak ta Kopińskiej, kiedy słyszą o nich, że są nagradzane? Czy oni sami nie wpadli kiedyś na pomysł, by załatwić tego Trynkiewicza i uwolnić od niego świat, a jeśli wpadli, to czy ktoś im wytłumaczył, że nie mogą tego zrobić, albowiem pan Trynkiewicz, seryjny morderca, gwałciciel dzieci, jest z socjologicznego punktu widzenia niezbędny w Polsce. Jest bowiem punktem odniesienia dla wielu rozważań, które „skłaniają ludzi do myślenia” i otwierają różne dyskusje na potrzebne i ważne tematy. Gdyby nie było pana Trynkiewicza, gdyby dosięgła go zemsta sprawiedliwa i okrutna, cóż poczęliby dziennikarze Gazety Wyborczej? Wokół czyich czynów budowali by swoje pozytywnie wibrujące narracje? Gazety Wyborczej nikt nie oskarży o to, że promuje postawy patologiczne i przyczynia się w ten sposób do wzrostu tolerancji dla zła. Oni to przecież publikują w imię wolności i w imię prawdy…” (coryllus – Na pohybel samotnym mścicielom)

podobne: Pedofilia w Kościele. Ideologiczny raport Komitetu ONZ. Bezpardonowy atak marksizmu

„W tej sprawie narzucają mi się dwa spostrzeżenia. Pierwsze to takie, że kiedy się spojrzy na dzisiejsze zdjęcie Trynkiewicza z więzienia: bezzębnego menela z mętnym wzrokiem, to widać, że te słodkie opisy słodkiej miłości i oczekiwania „jej konsumpcji” dokonywane przez laureatkę  m.in nagrody im. Kapuścińskiego i nagrody im. T.Torańskiej to produkt, mający „dźgnąć w oko znienawidzonych katoli”,żeby ujrzeli w całej krasie – swoją bezsilność. Jej teksty są tylko i wyłącznie prowokacją.

Druga sprawa to rola Gazety Wyborczej w kampanii PRO-pedofilskiej, jaka jest od dekad prowadzona w USA i krajach europejskich z  dyskretną życzliwością miejscowych władz.

W internecie jest lista organizacji lansujących zalegalizowanie pedofilii to znaczy zalegalizowanie seksu dorosłych mężczyzn z chłopcami w wieku od 12 lat. To się zaczęło już w latach 80-tych i na początku lat 90-tych  a nasiliło około roku 2006.

Na liście tych organizacji – legalnie rejestrowanych w sądach krajowych znajdują się m.in;

– NAMBLA -The North American Man /Boy Love Association, zarejestrowana w New Yorku i działająca w NY i w Kalifornii. Celem jest „zaprzestanie opresji wobec mężczyzn  i nieletnich chłopców, który WYBRALI  wspólnie ten rodzaj relacji”. W latach 80-tych organizacja miała 300 członków i była wspierana m.in przez Allana Ginsberga.

Na wiki jest lista tych organizacji wg krajów. Prym wiodą Niemcy, gdzie w różnym czasie działało lub działa obecnie łącznie 15 organizacji o charakterze stowarzyszeń czy fundacji lub „grup badawczych” promujących legalizację pedofilii, Belgia ma 5 organizacji a Holandia 4 ale za to jedna z nich – Vereniging MARTIJN, jest określana jako „najważniejsza organizacja pedofilska w Europie” a losy jej rejestracji wskazują na jakieś naciski na miejscowy wymiar sprawiedliwości, aby mimo wielkich oporów społecznych – takim organizacjom „ułatwiać życie”. Okazuje się, że grupa została zarejestrowana w 1982 r. a dopiero w 2012 r. jakiś sąd holenderski dopatrzył się jakiś nieprawidłowości co do zgodności statutu organizacji z przepisami i 27 lipca 2012 uznał organizację za nielegalną i nakazał natychmiastowe zaprzestanie działalności. Ale już w kwietniu 2014 r. sąd wyższej instancji uchylił wyrok sądu niższej instancji uzasadniając, że „klub nie dopuszcza się przestępstw i ma prawo korzystać z wolności zrzeszania się”. Dopiero Sąd Najwyższy uchylił wyrok sądu wyższej instancji. Ciekawe jest to, że nawet opublikowanie przez tę organizację na swojej stronie internetowej w roku 2007 pewnej ilości zdjęć księżniczki Amalii  of Orange wówczas lat 4 , córki ówczesnego następcy tronu Wilhelma Alexandra nie spowodowało jej delegalizacji natychmiastowej. Książę „poszedł do sądu’ i zażądał usunięcia zdjęć i odszkodowania w wysokości 50.000 euro a sąd się przychylił, ale karę ustalił na poziomie 5000 euro „jeżeli w przyszłości takie zdjęcia się ukażą”. Tyle mógł przyszły Król Niderlandów.

W Norwegii  są dwie organizacje: Norwegian Peadophile Group i „Amnesty for Child Sexuality”. W Szwajcarii jedna o nazwie Schweizerische Arbeitsgemeinschaft Pädophile.

Ponadto tego rodzaju organizacje działały lub działają po wyrokach w utajeniu w takich krajach jak: Austrialia -2, Kanada -2, Dania i Francja po jednej. Wszystkie walczą o „wolność dla pornografii dziecięcej”.
Zwracam uwagę, że granice Polski są otwarte a dzieci giną. W Polsce. Trynkiewicz ma troskliwą opiekę w więzieniu i ochronę „przed prawdziwymi zbrodniarzami’ i już szykuje się do „skonsumowania małżeństwa”.
Nie wierzę, że ta akcja gazowni jest „wyrwana z kontekstu”. Gazownia chce się wykazać i musi się wykazać. Jak zwykle te działania mają charakter długofalowy. Ta kobieta, która wspomaga bestię : mordercę i pedofila jest wpuszczana do Łazienek Królewskich jako „gość honorowy’, któremu wręczano (również Dariuszowi Rosiakowi) nagrodę im Kapuścińskiego. Na uroczystości w Łazienkach Królewskich był ówczesny wiceminister kultury Jacek Kurski. Na afterparty w Centrum Artystyczym Fabryka Trzciny w 2015 r. zrobił sobie z nią zdjęcie m.in pan Henryk Sawka.  Tak to wygląda. Kara śmierci i powszechny dostęp do broni to minimalny postulat wobec bezkarnego promowania bezkarności pedofilii przez tzw. elity kulturalne i polityczne „tenkraju”.” (pink panther 7 marca 2017)

..i nie tylko w naszym kraju, ale przede wszystkim w tzw. krajach „rozwiniętych”, często stawianych wyżej w hierarchii dorobku kulturowego i porządku prawnego od naszego „ciemnogrodu” i „zaścianka”, jak lubi Polskę przedstawiać „zagranico” środowisko skupione wokół Gazety Wyborczej, oraz inne podobne jej ośrodki opiniotwórcze…(Odys)

„Jak podaje na stronie portalu niemieckiego fakty24.pl reżyser Smarzowski, ulubieniec „patriotycznych mediów” miał powiedzieć, że :”.. że robiąc „Księdza”, chciał zwrócić uwagę na pedofilię w Kościele. – Kościół nie rozliczył się z pedofilią w swoich szeregach i to jest temat, który mnie uwiera. I że kompletnie nie zajmuje się ofiarami, co jest po prostu podłe. Wkurza mnie to…”.
Pan Smarzowski jest, jak zwykle tutejsza prowincjonalna nadwiślańska atrapa elit twórczych- mocno spóźniony, albowiem kiedy on się biedził nad 17 minutami o „księdzu”, to w 2016 r. były prawdziwe „żniwa policyjne” w zakresie likwidacji tzw. kółek pedofilskich w różnych krajach.
Po kolei: – Norwegia: aresztowanie 51 mężczyzn w ramach operacji „Dark Room’ oskarżonych o uczestniczenie w wielu różnorakich „kółkach pedofilskich” i zabezpieczenie 150.000 giga bajtów materiałów dotyczących pedofilli, wiadomość z 16 listopada 2016
– Europol wydał oświadczenie, że w ramach Operacji Rescue zostało aresztowanych 184 członków pedofilskiego kółka (raczej masowej organizacji, bo podejrzanych „członków internetowych” naliczono 70.000 !!! (słownie: siedemdziesiąt tysięcy) , w tym 5 Amerykanów i „uratowano 230 dzieci” w wieku lat 7-14. Europol podał, że podobne działania wykonują policje UK i Austrialii. Wśród 13 krajów, skąd mieli pochodzić pedofile – Polska NIE została wymieniona.
Dla odmiany dziennik The Telegraph z 3 października 2016 r. podał, że właśnie ujawniane są nazwiska wysokiej rangi policjantów brytyjskich, którzy opóźniali i utrudniali śledztwo przeciwko prominentnych polityków brytyjskich podejrzanych na okoliczność wykorzystywania seksualnego małych chłopców – i mordowania ich. Wiadomość pod tytułem „Review of VIP peadophile ring investigation could name individual police officers”.
Znaleziono też „paedophile ring” w Kościele Anglikańskim w Newcastle – wiadomość z 20 lipca 2016 r.
W The Guardian z 29 maja 2015 r. jest artykuł Symona Hilla pt. :”Protestans can no longer dismiss abuse as „Catholic problem”. ( Protestanci nie mogą już odsuwać wykorzystywania jako „problemu katolickiego”) I podaje na początek info o przeprosinach Kościoła Metodystów w Wielkiej Brytanii 1885 ofiar molestowania seksualnego. Wg docenta wiki kościół metodystów ma zaledwie wg różnych szacunków 200-500 tysięcy wiernych i 1500-200 pastorów. The Telegraph podał 22 października 2015 r., że prominentny biskup Kościoła Anglikańskiego niejaki reverend George Bell, Bishop of Chichester – wg zeznań osób podających się za ofiary molestowania – „aktywny przez 30 lat”. Inny biskup anglikański z diecezji Lewes poszedł siedzieć za molestowanie 19 chłopaczków. 11 września 2015 r. BBC News podał, że zostało aresztowanych i skazanych 7 członków „kółka pedofilskiego” w Wielkiej a jednym z ich pomysłów było zamówienie sobie od kobiet „urodzenia dziecka do adopcji” w celach wykorzystania go seksualnie. Policja była wstrząśnięta a BBC zdjęcia tych panów ujawniło.
Jak państwo wiedzą, żadna z tych informacji (wybrane tylko wysokonakładowe, wiarygodne pisma) nie została podana w Polsce. W Polsce reżyser Smarzowski kręci „prawdę czasu, prawdę ekranu” jak sowiecka propaganda o „polskich panach zaprzęgających chłopa do pługa” i „psujących dziewki”. (pink panther 22 marca 2017)

podobne: Wlk. Brytania: W reakcji na skandal ze zniknięciem akt świadczących o pedofilii wśród wysoko postawionych polityków aresztowano ponad 650 osób. Co począć z 10 tysiącami pedofilów?

„…e-maile Podesta-Clinton ujawnione przez WikiLeaks wskazują także na szereg niewymownie odrażających praktyk, jakich dopuszczali się Clintonowie i ludzie z ich najbliższego otoczenia. Chodzi m.in. o uczestnictwo w rytuałach satanistycznych organizowanych przez satanistyczną „artystkę” Marinę Abramovic. Chodzi wreszcie o powiązanie Clintonów i ich otoczenia z pedofilią. Istnieje między innymi ścisły związek Clintonów między innymi z miliarderem, szefem funduszy hedgingowych (skazanym za pedofilię) Jeffreyem Epsteinem, w którego rezydencji na Manhattanie i prywatnej nieruchomości na Karaibach odbywały się przestępcze praktyki z udziałem demokratycznych polityków, celebrytów. Bill i Hillary Clintonowie wielokrotnie odwiedzili „Sex Slave Island” pozostającą poza jurysdykcją władz. Więziono tam dzieci i nastolatki wykorzystywane seksualnie.

Śledztwo w sprawie kongresmena Anthony’ego Weinera i najnowsze rewelacje pochodzące z jego komputera wskazują, że na najwyższych szczeblach władzy w Waszyngtonie od wielu lat panuje przyzwolenie na seksualne wykorzystywanie dzieci przez polityków i ich wpływowych przyjaciół…” (więcej tu: Rokosz i Elekcja, Hitchcock i histeria, Trump(y) i trąf(y) czyli rozgrywanie tłumu w służbie demokracji)

„…Nikt nie podaje statystyk, ile dzieci i młodych dziewczyn ginie na drogach Pomorza Zachodniego i terenów przylegających do niemieckiej granicy ale warto pamiętać, że prowadzenie burdeli w Niemczech jest zwyczajną działalnością gospodarczą a w przeciwieństwie do placów budów – nie są to „biznesy” szczególnie kontrolowane „na okoliczność” przetrzymywania osób bez dokumentów. O dzieciach nie wspomnę, bo jest jeszcze „wątek organów’. Tyle lat działa już organizacja ITAKA i ci ludzie, którzy tam są to prawie święci, ale co oni mogą. Ciekawe, że żaden rząd po 1989 r. zupełnie nie analizował statystyk zaginięć dzieci i młodzieży – w tym kontekście. Znowu odwracają głowę od problemu a cały ten „satanizm -okultyzm” stojący za organizacjami pedofilskimi – panoszy się już wszędzie. Papierkiem lakmusowym są „listy poparcia dla Polańskiego”, który w USA jest zwyczajnie ścigany listem gończym.
Do dzieci zaginionych dodajmy polskie dzieci odbierane polskim rodzinom w takich krajach jak Niemcy, Norwegia czy Holandia, gdzie pedofile działają „tylko trochę w konspiracji”.
To wszystko zresztą pokazuje, jaką gangreną jest środowisko tzw. wymiaru sprawiedliwości, gdzie tajemnicze „ktosie” potrafią doprowadzić do tego, aby Trynkiewicz „żył jak król” a z drugiej strony 21-letni chłopak usiłujący pomagać matce wdowie w utrzymaniu 4 dzieci i kradnący wiadro węgla na torach (wraz z innymi, ale on dał się złapać) – chory na cukrzycę – nie otrzymuje w więzieniu elementarnej pomocy lekarskiej i zabrania się rodzinie podania mu lekarstw, w wyniku czego on UMIERA. Skazali go na rok czy dwa bezwzględnego więzienia. Polska to straszny i odrażający kraj. Wystarczy tylko lekko poskrobać te wszystkie „gale, żurnale, biennale, bale” tzw. elit. A tam widać potworną gębę bezzębnego Trynkiewicza.” (pink panther 7 marca 2017)

podobne: Palikot, czyli od „obrońcy krzyża” do…pedofila? oraz: W Kościele nie ma miejsca dla pedofilów. Ścigany za pedofilię Polański bezkarny i to: Lepkowski o pedofilii wśród Rabinów  oraz: O dzieciach krzywdzonych w imię POstępu i tolerancji i jeszcze: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. PIS odrzucił projekt ustawy o ochronie życia. Nieubłagany palec postępu wskazał na bezkarność (w drodze do deprawacji)

„…Ktoś gdzieś powiedział, że my nie powinniśmy mieć pretensji do Kopińskiej o to, że ona oddaje głos żonie Trynkiewicza bez słowa komentarza, dlatego że na tym właśnie polega idealny reportaż – na tym, że między obrazem, a widzem nie ma jakiegokolwiek pośrednika, dzięki czemu my sami możemy najlepiej ocenić to co zobaczyliśmy, obiektywnie, a przez to prawdziwie. I ja oczywiście byłbym skłonny przyjąć tę perspektywę, gdyby nie dwie rzeczy. Po pierwsze, w książce, o której od paru dni rozmawiamy, reportaż o zakochanej w masowym mordercy kobiecie nie jest jedyny. Tam jest znacznie więcej i to nie mniej poruszających historii, z tym że z tego co zdążyłem zauważyć, jedynie ta dziwna kobieta może tu gadać do woli, bez ryzyka, że ktoś jej przerwie, lub choćby rzuci krótkim komentarzem, a zatem trudno się opędzić od wrażenia, że ta historia miała nas raczej zauroczyć, niż nami wstrząsnąć. W końcu, jeśli wolno mi powtórzyć swoją refleksję w odpowiedzi na jeden z komentarzy, czyż nie ma w tym swego rodzaju prawdy, że po cholerę się te dzieci tam kręciły, zamiast siedzieć w domu, pomagać mamie i odrabiać lekcje?
No i tu pojawia się kolejna kwestia. Oto w dalszej części książki Kopińskiej znajdujemy podwójny reportaż o piekle, jakie będącym pod ich opieką dzieciom zgotowały prowadzące ośrodek dla patologicznej młodzieży siostry zakonne, na czele z niesławną siostrą Bernadetą. I tam już jest zupełnie inaczej. Przede wszystkim tytuł: „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie”. Proszę zwrócić uwagę, że Kopińska nie zastanawia się, czy Bóg wybaczy Trynkiewiczowi. Gdy chodzi o Trynkiewicza, ona oddaje głos zakochanej w nim kobiecie, która go zna i zaświadcza o jego wrażliwości, inteligencji, wewnętrznym cieple i cudownym spojrzeniu, a wszystko pod tytułem „Spokojny sen Anny”. No a skoro nie istnieje dylemat odnośnie tego, jak Bóg oceni dzieło Trynkiewicza, można też spokojnie odłożyć na bok ewentualną kwestię odpowiedzialności dzieci, jakim przyszło trafić pod karzącą rękę siostry Bernadety za to, że przez swoje lenistwo, złe zachowanie, czy zwykłą głupotę, zamiast się grzecznie prowadzić w domu czy w szkole, zgotowały sobie swój okrutny los. W reportażu na temat owego zdziczenia Kościoła Katolickiego, Kopińska ani jednym słowem nie sprowokowała nas do zadania sobie pytania: „A czy te dzieci przypadkiem nie są same sobie winne, że te siostry je skazały na takie cierpienia? Przecież jest mnóstwo dzieci, które żyją w biedzie, mają rodziców pijaków, a nie trafiają do ośrodków prowadzonych przez siostry zakonne”.
Nie. W ośrodku w Zabrzu w ogóle nie zadaje się pytań. Tam są wyłącznie historie, jakie Kopińskiej opowiedzieli pensjonariusze ośrodka, a owe historie są takie, że od nich lepszą być może – choćby przez to, że prawdziwą – mogłyby opowiedzieć jedynie zgwałcone i zamordowane przez Trynkiewicza dzieci. No ale nie opowiedzą, bo nie żyją, no a to co ewentualnie mieliby do powiedzenia ich rodzice, którzy z całą pewnością mogą wciąż żyć i mają swoje przemyślenia, Kopińskiej już nie interesuje…” (toyah – Czy Bóg wybaczy destabilizowanie umysłów?)

W związku z tym że zło nie przebiera w środkach, a ci którzy je popełniają podlegają na dodatek ochronie prawnej, zastanawiam się czy nas powinna w ogóle obchodzić motywacja zbrodniarzy i degeneratów, oraz to co mają na swój temat do powiedzenia. Albo co mają do powiedzenia na ich temat różni nawiedzeni ludzie? Komu i do czego poza rozbudzaniem emocji i zaspokojenia niezdrowej fascynacji jest to potrzebne? Miejmy świadomość że tego rodzaju reportaże, wywiady, książki, pisane w dodatku w taki sposób na jaki zwracają uwagę toyah i coryllus nie służą żadnej prawdzie. Jest to cyniczna i bezczelna próba (czy udana czy nie to już od przytomności odbiorców zależy) oswajania ludzi z patologią, i urabianie pod tolerancję dla zwyrodnień. Dlatego zastanawiam się czy pisanie czegokolwiek na ten temat, poza zwróceniem uwagi na cynizm i manipulację „promotorów” tych historii ma jakikolwiek sens. Czy w dzisiejszym świecie da się z podobnych historii wyciągnąć coś więcej jak „kontrowersyjny” temat do dyskusji? Czy opisywanie „przygód” ewidentnie chorych, ale działających z premedytacją ludzi, i babranie się w obleśnych szczegółach z ich życia jest w stanie powstrzymać mechanizm samej patologii? Czy jest w stanie „obudzić sumienia” (zwłaszcza tam gdzie go nie ma), jeśli nie idzie za tym zdecydowana i jednoznaczna reakcja PAŃSTWA, które jako jedyne dysponując legalnym mechanizmem przemocy, tj. ścigania i karania nie radzi sobie z „postępem”… No bo jak to się stało że wybudowano taki Gostynin? Co to w ogóle jest? Dlaczego tego rodzaju ośrodki wczasowe powstają z publicznych pieniędzy, i dlaczego zamiast pełnić rolę kary za zbrodnię, być postrachem-ostrzeżeniem dla innych potencjalnych zwyrodnialców, ewentualnie resocjalizować przez dokuczliwość odosobnienia, organizują kryminalistom beztroskie życie na koszt podatnika, urządzają „śluby”, oraz umożliwiają zrobienie kariery. To jest dopiero temat do dyskusji, a nie jakieś jałowe dywagacje nad „pięknem” relacji między kryminalistą i wariatką.

Mamamadzi, Trynkiewicz i kto tam jeszcze był przed nimi (a i po nich przyjdą kolejni) tak się wbił w masową „kulturę”, że jedyne co z tym można dziś zrobić to nie podejmować tematu. Dla mnie osobiście nie ma o czym dyskutować. Choć za każdym razem kusi żeby coś powiedzieć, szuka się w głowie argumentów by wytłumaczyć że tak nie można, albo chociaż krzyknąć „ludzie co wy wyrabiacie!”, to trzymam się obranej już jakiś czas temu innej taktyki. Kiedy ktoś przy mnie zaczyna rozmowę na podobny temat po prostu wychodzę, zwracając uwagę rozmówcom że ludzie normalni nie rozmawiają o g… i nie puszczają bąków w żadnym towarzystwie (nie tylko przy jedzeniu).

Najbardziej zaś powinno nas interesować, jakim cudem tego rodzaju historie stały się interesującymi publicznie tematami do dyskusji, a ich „bohaterowie” to celebryci budzący niezdrową sensację i fascynację publiki, oraz wyzwanie dla różnych wolnomyślicieli czarodziejów. Czemu historie kryminalistów nie kończą się za murami więzienia? Moim zdaniem współodpowiedzialni za ten stan rzeczy są rządni sławy i pieniędzy absolwenci studiów z tzw. psychologii i socjologii, oraz szerzona przez nich fascynacja i moda na grzebanie w cudzych głowach, sercach i duszach w poszukiwaniu jak najciekawszych przypadków, dzięki którym można stać się osobą znaną i uznaną jako „specjalista”, a „nauka” zyskuje możnych sponsorów i może się dalej rozwijać. Wygląda na to że pewna część ludzi kończących tego rodzaju szkoły, mogłaby spokojnie konkurować pod względem braku empatii i parcia na szkło z żoną Trynkiewicza, którą również zafascynował i wprawił w dumę „wyjątkowy” człowiek. Mamy do czynienia z mechanizmem wyprania i wypierania z ludzkich mózgów poczucia elementarnych zasad przyzwoitości, co w konsekwencji doprowadziło do zatarcia poczucia rzeczywistości – patologia przestała być tak oczywista jak była przed „diagnozą”. Wmawia się nam, że wspomniane branże to „nauka” i „dorobek intelektualny”, tymczasem to właśnie dzięki temu „dorobkowi” psychopaci i degeneraci zyskali miano „osobowości”, czego efektem jest zaistnienie tych ludzi jako bohaterów nie tylko w mediach, które są tu „tylko” bezmyślnym rezonatorem prymitywnej sensacji dzięki której jakiś naukowiec robi karierę, ale fascynują w niezdrowy sposób zwykłych ludzi…

I to jest ta prawda na której żerują tacy pisarze jak Kopińska, która chce oprócz tego zarobić na ludzkiej krzywdzie… (Odys)

„…jeśli idzie o wszystkich psy-, z którymi mam do czynienia, radzę sobie zupełnie dobrze. Gorzej jest, kiedy oglądam ich w telewizji, albo czytam to co mają do powiedzenia w gazetach. I nawet nie muszę wracać wspomnieniami do zmarłego już Andrzeja Samsona, ani do wszystkich bardzo elokwentnych jego oklaskiwaczy, żeby przedstawić swoją tu tezę. Nie muszę, dlatego że mam bardzo silne przekonanie, że w ciągu ostatnich lat nie było w naszej przestrzeni publicznej takiego wysypu pustego, niczym nie podpartego mądrzenia się, jak w przypadku właśnie psychologów. I również, w ciągu całej tej naszej najnowszej historii, nie udało mi się zauważyć grupy zawodowej, która miałaby tak nieprawdopodobne, a jednocześnie niczym nieusprawiedliwione parcie na ekran. Każdego dnia możemy oglądać co raz to innych socjologów, politologów, prawników, czy nawet jakichś trzeciorzędnych artystów. I każdego dnia możemy być świadkami pustki wręcz nieporównywalnej z niczym innym. Z jednym wyjątkiem. Zawsze jest szansa, że w tym całym tłumie zaplączą się jacyś psycholodzy i dopiero oni nas porażą.
Dowiadujemy się na przykład, że gdzieś w Niemczech, czy w Finlandii jakiś szaleniec zastrzelił 10 osób. Natychmiast pojawia się jakaś mądra pani psycholog, którą media poproszą, żeby nam opowiedziała, co to się stało w głowie tego nieszczęśnika. I oczywiście natychmiast usłyszymy odpowiednią diagnozę. Gdzieś ktoś zakatował na śmierć swoje dziecko. Natychmiast przed kamerą siada jakaś kolejna wystrojona pani i przedstawia analizę i duszy tego dziecka i duszy tych dziwnych rodziców. Co tam mordercy i sadyści! Spali się ludziom dom, a już mamy kolejnego psychologa, który nam opowie, co czują ludzie, którzy stracili dom. Okaże się, że gdzieś jakiś bank naciągnął kolejną rodzinę. Proszę bardzo – już mamy kolejkę psychologów chcących wyrazić opinie na temat stanu psychicznego owej rodziny. Przecież to jest zupełnie tak samo, jakby do telewizji zaprosili jakiegoś lokalnego kardiologa, pokazali mu moje zdjęcie i zapytali mnie, jak on by mi pomógł. Ja wiem, że przede wszystkim żaden porządny kardiolog nie przyszedłby do telewizyjnego studia, żeby stawiać diagnozy ludziom, których nawet nie widział na oczy. Ale jest przecież oczywiste, że nawet gdyby został jakoś w to wmanewrowany i otrzymał tego typu pytanie, to by się z całą pewnością popukał w czoło. Dlaczego? Bo jest lekarzem a nie czarownikiem. Tymczasem telewizyjne studia w ostatnich latach aż gotują się od najróżniejszych psychologów, często – jeśli wnioskować po wyglądzie – ledwo co po studiach, którzy mądrzą się na każdy możliwy temat, a biedni ludzie kiwają z podziwem głowami, że jacy to niektórzy potrafią być mądrzy…” (toyah – Puk, puk. Przyszliśmy po twoją duszę (repryza)

„…W opisach takich przypadków zawsze nachodzi człowieka wielka pokusa psychologizowania. Wyjaśniania tej ohydy poprzez Freuda, albo coś innego, jakieś kompleksy Edypa czy inne historie. Wynika to wprost z natury mediów, które chcą nam przez to powiedzieć: sprawdźcie sami, czy wy nie macie w głowie tego samego, co ten bydlak…

…No i wynajduje prawo, na którego końcu znajduje się dziwny fotel z kablami ustawiony w wykafelkowanym pokoju. Nic innego nie może zrobić. No i jeszcze poza dozbrojeniem funkcjonariuszy policji i rozdaniem broni obywatelom.
Ponieważ jak to już kiedyś ustaliliśmy, na świecie toczy się walka dobra ze złem, a temu drugiemu chodzi o to jedynie by płynęła krew niewinnych, owe środki zaradcze wywołują natychmiastową krytykę w innych państwach i innych systemach. Pomijam wszystkie inne poza tym jednym, dotyczącym bezpieczeństwa osobistego ludzi. Pojawiają się nowe koncepcje, nowe pomysły na to jak chronić życie niewinnych, a najważniejszy z nich jest taki, by tych niewinnych pozbawić całkowicie możliwości obrony. Mamy więc w jednym miejscu kradzież czasu, a w drugim kradzież godności, co oczywiście nazywane jest inaczej. W tym drugim systemie, właściwie z miejsca, wartości nabiera życie zbrodniarza. No, bo coś jednak musi mieć wagę, skoro odbiera się ją życiu niewinnych. No i mamy tego Breivika, który w USA, zostałby na miejscu położony trupem, albo w niedługim czasie skazany na krzesło elektryczne. Kraj zaś pogrążyłby się w żałobie po śmierci niewinnych ofiar, potem by z niej wyszedł i pozostał w stanie oczekiwania na wyczyn kolejnego zbrodniarza. Breivik jest jednak ciągle żywy i udziela ponoć nawet wywiadów w mediach. Ma się dobrze i oczy mu błyszczą, nie to co przerażonemu psychologowi Samsonowi, kiedy go pokazywali jak siedzi na sali sądowej. Od razu było widać, że w tym więzieniu nikt nie miał dla niego litości. Z Breivikiem jest inaczej. On ma się dobrze i system go chroni…” (coryllus – Świat na opak)

podobne: Durne lex – sed lex czyli… Prawa człowieka kontra Trynkiewiczowa rzeczywistość. oraz: Homoseksualizm przegłosowany, czyli jak nauka z demokracją przegrała i to: Raport Regnerusa. Charakterystyka dorosłych dzieci wychowywanych przez pary homoseksualne a także: Międzynarodowy „Dzień Walki z Homofobią”, czyli kto komu na łeb wchodzi polecam również: „Konwencja CAHVIO” i „Monaliza” czyli zamiast mniej to więcej przemocy w i na rodzinie  i jeszcze: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym.

Michał Dziekan – Terapeuta białych kołnierzyków

AKUPA Michowicza i „Wołyńska” manipulacja czyli o zarządzaniu stadem za pomocą nacjonalizmu (na ruskim sznurku), ksenofobii i antysemityzmu, oraz o „dobrodziejstwie” komunizmu w celu „pojednania”.


Bassam Alemam - Gra

Bassam Alemam – Gra

„…nie można pogodzić dwóch narodów za pomocą wodewilu, w którym widać jak odrąbuje się ludziom głowy. Dwa narody można pogodzić, jak się ma dobrego arbitra, na przykład Izrael albo USA. Taki arbiter przyjdzie, wyciągnie z kieszeni paczkę dolarów i powie, że wszyscy mają trzymać ręce przy sobie, mordy w kubłach i grzecznie słuchać co się do nich mówi, bo będzie źle. O, w takich okolicznościach wszyscy szybko się pogodzą i przestaną myśleć o głupstwach. Co innego film, albo inne produkcje artystyczne, one nie doprowadzą do żadnej zgody, a to z tego względu, że ich sens zostanie przez taką zgodę zanegowany. One mogą – w ramach promocji i reklamy – zamarkować jakieś dochodzenie do prawdy, jakieś nieszczere uśmiechy i uściski, po to, żeby zwiększyć sprzedaż i oglądalność. To jest ważna funkcja, ale nie ma ona, z czego powinniśmy zdawać sobie sprawę, wpływu na realne relacje na poziomie państwowym pomiędzy Polską i Ukrainą, bo te regulowane są w sposób opisany troszkę wyżej…

…Oto producenci i dystrybutorzy prowadzą nas wprost na manowce oskarżeń zbiorowych, które – o czym dobrze wiemy – są z powodzeniem wykorzystywane także wobec nas. Powiem to najprościej jak umiem – nie ma win zbiorowych i nie ma zbiorowych sprawców. Są ludzie mający nazwiska, motywacje, budżety i cele, które realizują według napisanych przez kogoś instrukcji. To jest jedyny sposób na dochodzenie prawdy, wszystkie inne są narzędziami propagandowymi, które można używać w dowolny sposób, przeciwko dowolnym ludziom. Szczególnie jeśli chce się przy tym zwiększyć sprzedaż jakiegoś produktu. Takie pozycjonowanie sił działających w dramatycznych momentach historii, jakie widzimy w filmie Wołyń służy jedynie temu, by rozgrywać tu i teraz różne grupy polityczne, działające w stanie silnego wzmożenia emocjonalnego. Smarzowski już na samym początku powiedział, że jest to film wymierzony w nacjonalizm. I ja już trzeci raz piszę, że nie chodzi o nacjonalizm ukraiński, bo ten jest dobrze wymieszany z internacjonalizmem i socjalizmem, z czego sami działacze ukraińscy nie bardzo zdają sobie sprawę. Chodzi o nasz nacjonalizm, bo to film zrobiony w Polsce i w Polsce dystrybuowany. To co dzieje się na ekranie będzie mieć swoje reperkusje w życiu realnym, ponieważ film ten powstał z jawnym zamysłem propagandowym. Tak więc podsumujmy – pozorna zgoda posłuży zwiększeniu sprzedaży, oskarżenie zaś nacjonalizmu en masse posłuży do walenia pałką po łbie tego co uważane jest w Polsce za ruch nacjonalistyczny. Mylą się ci, którzy sądzą, że film ten upamiętnia ofiary. Nie upamiętnia, albowiem podobnie jak sprawcy nie są one tam wymienione z imienia i nazwiska. To ważne, albowiem mamy do czynienia ze sprawą poważną, z ludobójstwem mianowicie. A wobec takiego wydarzenia należy się zachowywać ze stosowną powagą. Czy ktokolwiek tak czyni? Nie… 

…Film Wołyń jest typową publicystyczną pułapką, z której nie ma dobrego wyjścia. Wielu ludzi ekscytuje się tym, że jest antypolski i zrównuje ofiary ze zbrodniarzami, a oni by chcieli, żeby wreszcie ktoś powiedział, że Polacy to ofiary i należy im się cześć i pamięć. Proszę Państwa, takie rzeczy nie są możliwe i wcale nie z tego względu, że Smarzowski miał inne zlecenie. Nie można pokazać żadnej prawdy i oddać nikomu żadnej sprawiedliwości, jeśli stoimy wyłącznie na gruncie emocji. Tego zaś domaga się większość polskich krytyków filmu. Żeby było jeszcze więcej jednoznacznych emocji. Mamy więc z jednej strony manipulację, a z drugiej emocjonalną bezradność. Większość świadków tamtych wydarzeń, była w roku 1943 i 44 dziećmi, ich świat był światem maluchów, które nagle zostały wrzucone do piekła. Dorośli nie żyją, historia jest programowana przez polityków dla doraźnych potrzeb, a rynek filmu i książki działa jeszcze inaczej. Wszystkie zaś te sfery mają być zasilane tymi właśnie dziecięcymi emocjami, które w świadkach rzezi wołyńskiej nie wystygły? Czy wyście powariowali?…

Na koniec jeszcze jedno. Odnalazłem w sieci taką oto wypowiedź pana Tymy

Rosja manipuluje historią, trzyma na smyczy, również finansowej, polskie
organizacje nacjonalistyczne. Jeśli tak dalej pójdzie, ucierpią na tym
nie tylko mniejszość ukraińska w Polsce i, nie daj Boże, polska
mniejszość na Ukrainie, ale też polskie państwo.

…Pan Tyma wystąpił w programie razem z księdzem Zaleskim i bawił się tam nieźle. Uznał więc, mniemam, że po załatwieniu kwestii sprzedażowych będzie można dalej pisać i mówić, że polskiej organizacje patriotyczne, bez żadnego rozróżniania ich i klasyfikacji, chodzą na pasku Rosji. To jest niesłychanie wygodne z punktu widzenia organizacji ukraińskich i dość ambarasujące z naszego punktu widzenia. Oto na Ukrainie można organizować imprezy poświęcone dywizji SS, bo to taki patriotyzm, a w Polsce nie można organizować imprez patriotycznych, bo to taki faszyzm. Do zatarcia tych różnic służy również film Wołyń…” (coryllus)

źródło: O istotnych powodach nakręcenia filmu Wołyń

„…Ukraiński nacjonalizm według Igora Janke podsycany był tym, że nie mieli, oj nie mieli Ukraińcy szans, by pracować w dobrych zawodach i robić kariery w II RP. I przez to właśnie musieli się srodze zemścić. Odbijanie tych argumentów jest równie idiotyczne co one same, bo ktoś napisał, że Polacy nie mieli też za dużych szans na to, by robić kariery w zaborze pruskim, a jednak nie dokonywali masowych mordów na Niemcach. Tak wygląda poziom dyskusji, która w opinii recenzentów ma doprowadzić do pojednania. Gdybym chciał się w tę dyskusję wpisać dodałbym, że mój dziadek mieszkając przed wojną przy stacji w Nałęczowie, chodził codziennie do roboty wąskimi torami do Karczmisk, a wszystko za dwa złote dniówki. I też żadnej kariery nie zrobił, a po siekierę nie sięgnął. Idźmy dalej tym tropem, a będziemy tłumaczyć każdego durnia z przyrodzonymi deficytami, któremu przyjdzie pewnego dnia do głowy, żeby zarąbać sąsiada – bo nie miał możliwości zrobienia kariery

…właścicielem kanału dystrybucji filmu Wołyń jest Gazeta Wyborcza, która będzie na tej dystrybucji zarabiać. Każdy więc głos podnoszący temperaturę emocji wokół tego filmu jest głosem oddanym na Adama Michnika. Niestety spirala została nakręcona już tak, że nie ma znaczenia właściwie czy ja się to włączę czy nie. Oni i tak są zarobieni. Jeśli idzie o dystrybucję na świecie to jej warunki, jak mniemam, będą omawiane szczegółowo z każdym zainteresowanym dystrybutorem, pokazy zaś filmu Wołyń, będą zorganizowane tak, by nie robić za dużej wiochy. To oczywiście spowoduje kolejny wybuch emocji i banda durniów zacznie wołać, że odcina się ludzi od prawdy o tym jak Ukraińcy mordowali Polaków. Te, jakże poważne ograniczenia dystrybucyjne powodują, że film Wołyń nie ma w zasadzie innej funkcji niż deprawacyjna. To znaczy, że zamiast wyjaśniać, zaciemnia, zamiast tłumaczyć bełkoce, zamiast pokazać winnych pokazuje motłoch, a przez te działania wzbudza falę emocji, które nie doprowadzą do niczego strasznego, jak się niektórym wydaje, będą tylko pożywką dla słabych umysłów przez najbliższe miesiące i posłużą do odwrócenia uwagi od spraw o wiele istotniejszych…

…Ukraińscy nacjonaliści to socjaliści domagający się tak zwanego sprawiedliwego podziału ziemi według kryteriów etnicznych. Ich największym wrogiem był polski pan, ale od czasu kiedy Józef Piłsudski z kolegami, współpracując z niejakim Petlurą, przekonali wszystkich, że polskiego pana da się unieważnić podatkami i reformą rolną, ukraiński nacjonalizm rozszerzył pojęcia wroga pozostając przy formule etnicznej jako jedynej ważnej przy ustalaniu co jest czyje. Jak wiadomo tego rodzaju pomysły mogą się rozprzestrzeniać albo nie. Wszystko zależy kto jest właścicielem kanału dystrybucji tych treści. Jeśli to ustalimy będziemy mogli zrobić prawdziwy film o przyczynach ludobójstwa na kresach. Ukraińskie organizacje nacjonalistyczne w II RP, jak wszystkie organizacje świata, miały swój budżet, statut i cele. Te zaś były realizowane za pomocą tego budżetu. Należy koniecznie sprawdzić kto był sponsorem tego budżetu, jaki procent całości należał do polskiej, tajnej policji politycznej, a jaki do innych tajnych policji. To ważne w ocenie wypadków. Tych, którzy się będą w tym miejscu oburzać spieszę poinformować, że w II RP było sporo wpływowych osób popierających aspiracje autonomiczne Ukraińców, co w każdym pojedynczym przypadku czynione było bez zrozumienia. Dziś zaś, i to jest tak zwana ironia tak zwanego losu, spotyka się z pełnym zrozumieniem i akceptacją. Ludzie zaś którzy te ukraińskie aspiracje popierali byli zawsze z przekonania socjalistami-rewolucjonistami…” (coryllus)

całość tu: O deprawacyjnej funkcji filmów fabularnych

„…sympatie prokomunistyczne wśród wysokich urzędników II RP – jest jej największą tajemnicą. Do dziś nie można wyjaśnić ilu było czerwonych kretów w urzędach i armii, a to z tego względu, żeby nie zniszczyć mitu odrodzonej po 120 latach niewoli Polski. Skąd oni się tam brali? No stąd, że ZSRR był, jest i jeszcze długo będzie dla wielu ludzi szalenie atrakcyjny intelektualnie, w przeciwieństwie do organizacji takich jak Kościół Katolicki. Dlaczego tak? Bo ZSRR dawał ludziom szansę na spełnienie ich marzeń. Oni tak to widzieli. Program komunistów był programem wielkiej budowy, która miała ulepszyć świat. A jak się komuś zawróci w głowie wizją, to on już się z tej hipnotycznej fazy nie wydobędzie nigdy. Będzie myślał już tylko o budowie wielkich miast na stepie, o piecach Magnitogorska i o tamach przegradzających rzeki Azji. Nie zrozumie, że komunizm to nie żadna budowa, ale piekło metodycznego zniszczenia wszystkiego dookoła. Nie zrozumie, bo komunizm jest atrakcyjny intelektualnie i stwarza złudzenia jakich nie może dać nikt, nawet Hollywood. Ono bowiem lansuje postawy indywidualne, komuniści zaś wprowadzają do mózgu złudzenie współdziałania w grupie, w której to uwiedziony intelektualnie urzędnik II RP widzi dla siebie miejsce przywódcze, albowiem wie, że dopiero tam docenią jego niezwykłe zdolności. Oczywiście, że docenią, a jak już je wykorzystają strzelą mu w łeb z bliskiej odległości, ale tej klauzuli akurat nie będzie w kontrakcie…” (coryllus)

całość tu: O atrakcyjności intelektualnej Polski i innych organizacji

Dlatego propaganda „zarządzających stadem” ciągle wtłacza nam do mózgownicy jak należy czytać dzieje historii, i z którym wykwitem nacjonalizmu” należy nam się pojednać a który stanowczo potępić i zwalczać.

Rzeźnik

Rzeźnik

Tym oczywiście właściwym z którym winniśmy się pojednać jest „nacjonalizm” u którego źródeł leży socjalizm – umiłowana ideologia „drugiej” a w konsekwencji „czwartej”, tudzież „piątej” już eRPe (nie wyłączając z tego zaszczytnego grona „czeciej”). Albowiem tylko ten system dzięki wdrażaniu „sprawiedliwości społecznej” (czyt. redystrybucji zagrabionego) i „równości” (w biedzie) jest w stanie stłumić i wykorzenić „prawdziwą” przyczynę nacjonalizmu którą ci chorzy ludzie widzą w „braku możliwości zrobienia kariery” przez „prostego chłopa”. Trzeba wszystkim zrobić tak „dobrze i równo” żeby już nikt nie myślał o mordowaniu sąsiada za to że ma więcej i lepiej, przynajmniej nie bez stosownego zezwolenia mającego znamiona „prawa i sprawiedliwości”. Dlatego „zarządzający stadem” zrobią wszystko żeby prosty człowiek nigdy się nie dowiedział, że za całym tym bestialstwem stoi zorganizowana grupa przestępcza mająca swój budżet i kanały dystrybucji prowadzące wprost do ludzi i rządów zwanych po prostu socjalistami.

Złodziej wie dlaczego kradnie i nigdy nie nazwie tego sprawiedliwością. Socjalista zawsze znajdzie wytłumaczenie dla swoich zbrodniczych planów, a kiedy rewolucyjny walec zmiażdży już dostateczną liczbę „nawozu historii” bez chwili wahania wskaże nieubłaganym palcem „prawa i sprawiedliwości” winnych tej masakry. Wskaże oczywiście na kogoś innego – „wroga” tzw. „ludu” czyli posiadacza/kułaka i innych którzy czegoś się dorobili. Co prawda ta taktyka bazuje na najprymitywniejszych instynktach ludzkich podsycając takie uczucia jak zawiść, zazdrość i chciwość. Ale to nie prości ludzie i nie ich emocje organizują bandy zwyrodnialców w sprawnie naoliwiony krwią ludzką rewolucyjny walec. Robią to (za)rządy i ich propaganda. Biedni ludzie mają wiedzieć tylko to, że bieda i niski status społeczny to wystarczający powód do odwiedzenia sąsiada z siekierą w ręku.

Dlatego właśnie choć ukraiński nacjonalizm jest zły to jednak nie do końca, i z tego też względu „wszyscy” którzy nie chcą się dzielić tym na co sami ciężko pracowali, mają coś za uszami. I dlatego chociaż „dobra zmiana” twierdzi że walczy z komuną to w rzeczywistości robi coś zupełnie innego. Bo komunizm tłumiąc (z natury) każdą formę spontanicznej ludzkiej aktywności (jak powiada Pan Michalkiewicz m.in. tu Kijem i marchewką) przy okazji tłumi te nikczemne, a jak wiemy z różnych antypolskich ośrodków zarządzania emocjami w naszym kraju (jak chociażby Gazeta Wyborcza) – w mrocznych zakamarkach duszy narodu polskiego drzemią straszliwe demony ksenofobii i antysemityzmu. Nieważne że te demony to tylko taki szczur, ważne że jak już się go wypuści czy to z lewej czy z „prawej” strony klatki, to zawsze uruchomi stada niewyżytych „nacjonalistów” i „prawdziwych patriotów” (jak o sobie mówią) gotowych na pstryknięcie palcami „drugiej strony” (której żywo nienawidzą) skompromitować prawicę ku uciesze lewej strony mocy, która ma później pretekst do nazywania Polaków narodem faszystów i antysemitów. Tak to „sze kręci”…  (Odys)

„…Chodzi o to, by wywołać jak najwięcej jak najbardziej prymitywnych reakcji antysemickich. Nie sądzę, by inną motywacją kierował się Adam Michnik mówiąc reporterowi Der Spiegel, że jego rodzice zginęli w holocauście, choć przecież żadnego holocaustu na oczy nie oglądali. To samo jest z Zychowiczem, który wyszperał tę rzekomo zapomnianą zbrodnię i mówi, że nie można znaleźć dołu ze szczątkami, a powołuje się przy tym na licznych świadków potwierdzających udział AK w tej zbrodni. To są rzeczy, jak mawiają niektórzy, szyte. A ja dodam jeszcze, że robione na tam zwanego chama. Na chama Michnik okłamuje dziennikarza, na chama Zychowicz wciska nam ten kit, a jedynymi osobami, które zwracają na ów fakt uwagę są blogerzy. Reszta milczy. Jak myślicie dlaczego? Powiem najprościej jak umiem – bo to jest jedna banda. Milczą, bo nie wiedzą co powiedzieć i jaka będzie mądrość kolejnego etapu. Ja zaś przypuszczam to co napisałem na początku, że zaczyna się walenie kijem po kratach, czyli wywoływanie reakcji mającej udowodnić z góry założoną tezę. Dlatego właśnie każdy prowokator, który będzie tu wpisywał rewelacje o prowokacjach żydowskich mających doprowadzić do zagłady narodu polskiego będzie przeze mnie wyrzucany.

Mamy jak wiecie całą kastę gawędziarzy, którzy zajmują się wyłącznie opowiadaniem o przeniewierstwach żydów. Niektórzy zajmują się tym z pasji, a inni bo nie mają nic ciekawszego do roboty, są też pewnie tacy, którzy dostają za to jakiś grosz. Wszyscy jednak mają jeden wspólny mianownik – zajmują się tym bo wolno. Gdyby nie było wolno przerzuciliby się na coś innego. Z moich obserwacji wynika, że ludzie zajmujący się nachalnym, demonstracyjnym antysemityzmem, gotowi zawsze reagować na wszelkie prowokacje, to etatyści. To znaczy mają zabezpieczone tyły, przychodzi do nich emerytura, albo dostają niemałą pensję i z wyżyn tej stabilizacji oceniają resztę. Nie wiem jaki procent wśród nich to byli funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa współpracujący niegdyś z tymi samymi żydami, o których dziś piszą – chazaria, nie wiem jaki procent z nich to wojskowi, ale zakładam, że spory.

Jeśli z jednej strony mamy więc Michnika z jego chamską prowokacją i Zychowicza z jego tandetą, to z drugiej czekają już na nas nachalni antysemici gotowi wskazać nam wroga, któremu my rzecz jasna nie możemy nic zrobić, poza tym, że sobie pogadamy. W zasadzie alternatywa, przed którą stoimy jest jasna – powinniśmy się do kogoś lub czegoś przyłączyć. No więc nie ma na to zgody, przynajmniej na tym blogu. Nie ma zgody na ten sposób zarządzania stadem…” (coryllus)

całość tu: O istotnych funkcjach nachalnego antysemityzmu a o tym co zrobił wspomniany Zychowicz tuAK=UPA czyli przyrodniczy film o żydach

Aż się prosi wymienić nazwy blogów i stron o których wspomina coryllus (z których „oferty informacyjne” sam kiedyś korzystałem) w ramach przestrogi dla „młodych”, ale nie będę im robił reklamy, ani ryzykował że ktoś przeze mnie załapie bakcyla. W końcu rozstaliśmy się dawno temu po kilku osobliwych wymianach poglądów, po których do tej pory mam niesmak i nie chce mi się do tego bagna wracać. Łatwo ich rozpoznać po knajackim języku jakiego używają w „polemice” i po zianiu jawną nienawiścią do tych którzy mają odmienne zdanie od ichniego, nie wspominając o sztandarowej myśli przewodniej jak na załączonym poniżej obrazku… (Odys)

podobne: Żydzi (nie)są perfekcjonistami w robieniu rachunku sumienia innym. Janusz Korwin Mikke vs Szewach Weiss czyli… Jak rozmawiać z żydem bez postawy służebnej. Niemcy wypłacą renty i emerytury z tytułu pracy w getcie. oraz: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie? i to: Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym. a także: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? polecam również: Jacek Kaczmarski: „Pięć sonetów o umieraniu komunizmu” i jeszcze: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny.

Żydzi

Ciemnogród w postępowej gazecie? Ks. Tischner udzielił Wyborczej „wywiadu”… zza grobu.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„…Wszyscy pamiętają scenę z filmu „Potop”, kiedy Kmicic przybywa do Lubicza i tam rozpoczyna się pijaństwo, takie prawdziwe, ostre pijaństwo, z gwałceniem niewiast i strzelaniem do portretów przodków. Wydaje się, że nic nie zmityguje uczestników i porwą się oni na wszelkie szczyty oraz osiągną wszystkie możliwe dna, jakie człowiek pijany może osiągnąć. W jednym momencie jednak przychodzi opamiętanie. Oto jeden z uczestników libacji chce wznieść toast za zdrowie osoby dawno nieżyjącej. Na to inni wołają z oburzeniem – co ty? Zdrowie nieboszczyka pijesz?! No właśnie – są granice, których, jak pisała dawno temu Zofia Nałkowska, przekraczać nie wolno.

Komu nie wolno, temu nie wolno. Powiedzcie dziennikarzom gazowni, żeby nie pijali zdrowia nieboszczyków, a ofukną Was tylko. Jak któryś będzie miał dobry humor, powie, że im akurat wolno, a reszta ma siedzieć cicho i trzymać gęby na kłódkę. Jak pewnie już wszyscy wiedzą, gazownia przekroczyła kolejny Rubikoń, wyemitowano wywiad z księdzem Tischnerem, który gada o Smoleńsku. Ja niestety, z racji zbytniego obciążenia obowiązkami, straciłem umiejętność finezyjnego szydzenia z absurdów, ale spróbuję napisać coś tak po prostu, bo mam przeświadczenie, że trzeba.

Nie ma to jak wykreować sobie całkowicie fikcyjny autorytet, wmówić w siebie samego, że jest to sama moc i potem kazać mu gadać po śmierci. To jest coś jak Golem, ale gorsze, bo na ulicę wyjść nie może. Możne jednak udzielać odpowiedzi, co było do okazania. W piosence Jacka Kaczmarskiego zatytułowanej „Mimochodem” jest taka fraza – swego boga za słomianą szarpią brodę….I to jest ów moment, gazownia zaczęła szarpać za słomianą brodę swego boga, którego wcześniej pracowicie kreowała przez wiele lat. Katolicki ksiądz – Józef Tischner został obsadzony w roli pogańskiej wyroczni, która orzeka o wypadkach jak najbardziej współczesnych. Sybilla w koloratce normalnie. Do wieszczenia już tylko jeden krok, do wieszczenia za opłatą dwa. I to akurat może się przydać, bo ja pamiętamy odebrano gazowni możliwość czerpania z budżetu państwa. Przynajmniej oficjalnie, bo w to, że im odebrano tak naprawdę i wszystko to ja łatwo nie uwierzę. No, ale ksiądz Tischner to tylko wstęp. Poczekajcie na to co się będzie działo jak umrze Michnik. Oby mu Pan Bóg dał jeszcze długie lata i ze sześcioro dzieci. Tam za nim już jest jednak kolejka młodzieńców, z których każdy szykuje się na jego miejsce. Latka lecą, Adam uporczywie żyje, a im włosy wypadają i oczy zachodzą mgłą. Jak temu nieszczęsnemu Karolowi, który może i liczył na koronę po matce, ale sam już nie pamięta kiedy to było. Ile można czekać? I tu znowu wracamy do wódki i innej piosenki Kaczmarskiego – po marzeniach przyszła kolej na dziewczyny oraz łyk, co pozwolił nam zapomnieć o czekaniu. No właśnie, jeden łyk, drugi, trzeci i w końcu któryś wstał i mówi – to może, kurna, ożywimy Tischnera? Że kogo? – Smoleński na to. – Tischnera mówię przecież wyraźnie. – A po co? – Niech powie, że w Smoleńsku nie było zamachu. – A po co? – Jak to ku…a „a po co”? Żeby wszyscy uwierzyli, że nie było! – I tak nie uwierzą….No, ale my się mniej będziemy nudzić…czekając aż Adam odwali kitę…” (coryllus – Słomiana broda księdza Tischnera)

„… już Aleksander Fredro wkłada w usta Rejenta Milczka sentencję, że „nie brak świadków na tym świecie”, a kropkę nad „i” w powieści „Kariera Nikodema Dyzmy” stawia adwokat konsystorski, któremu Nikodem Dyzma powierzył prowadzenie sprawy unieważnienia małżeństwa Niny Kunickiej z grandziarzem i hochsztaplerem Kunickim, który tak naprawdę nazywał się „Kunik”. Na spostrzeżenie Dyzmy, że niektórzy świadkowie już nie żyją, adwokat pyta, czy Dyzma naprawdę uważa, że wydobycie zeznań zza grobu powinno kosztować taniej? A któż lepiej od funkcjonariuszy „Gazety Wyborczej” może wiedzieć, jak się takie zeznania wydobywa? Przecież na takich właśnie relacjach opiera się jeśli nie cały, to w każdym razie znaczna część „przemysłu holokaustu”, a w Stanach Zjednoczonych – o czym sam mogłem się przekonać – w miarę upływu czasu pojawia się coraz więcej tak zwanych „świadków historii”, którzy na obstalunek zeznają, co tylko trzeba. Podobnie zresztą było i w Polsce za pierwszej komuny, o czym w swoim „Dzienniku 1954” wspomina Leopold Tyrmand. Oto podczas jakiegoś zjazdu rewolucjonistów z całego świata zasłabł grecki rewolucjonista Apostologs Grozos. Do hotelu sejmowego, gdzie rewolucjoniści kwaterowali, wezwano tedy doktora Dobrzańskiego, który próbował się z pacjentem porozumieć w różnych językach: a to po angielsku, a to po francusku, ale bez skutku. Próbował też po rosyjsku, ale Grek w obecności ubeckiej nadzorczyni o manierach ruskiego generała, po rosyjsku też nie rozumiał. Wezwano tedy rewolucjonistkę z Argentyny, co znała wszystkie języki świata. Zagadała ona do Greka w narzeczu, które doktor Dobrzański, nawiasem mówiąc, z pierwszorzędnymi „korzeniami”, pamiętał z przedwojennych Nalewek. Zrobił pacjentowi zastrzyk i pożegnał go życzliwym: „a giten cześć!” Okazało się, że „Grek” jest uczestnikiem tzw. „cyrku Stalina”, w którym żydowscy absolwenci komunizmu z ulicy Gęsiej lub Smoczej w Warszawie, przedstawiają, a to argentyńskich peonów, a to bohaterskich Malajów. Sama z nimi wygoda; takiego jednego z drugim peona, czy Malaja całymi tygodniami trzeba by uczyć, jak ma nawijać, podczas gdy tubylczy absolwent komunizmu chwyta mądrości etapu w lot. No to dlaczego on nie ma być świadkiem? Okazuje się, że za sprawą żydowskich migracji, stalinowskie wynalazki znakomicie przyjęły się i sprawdzają również w Stanach Zjednoczonych!

Ksiądz Tischner został przez funkcjonariusza „Gazety Wyborczej” przesłuchany na okoliczność katastrofy smoleńskiej i nie trzeba chyba dodawać, że rozsmarował złowrogiego Antoniego Macierewicza na podłodze. Taki wywiad może być pośrednim dowodem na istnienie życia pozagrobowego, nawet jeszcze lepszym od tych, które co i rusz odkrywa judeochrześcijański portal „Fronda”, bo tam podają jakieś mgliste poszlaki, a tu proszę – świadkuje nam sam ksiądz profesor Tischner we własnej osobie! Ale nie o to przede wszystkim chodzi, tylko o to, że na potrzeby ostatecznej rozgrywki z rządem, Wojskowe Służby Informacyjne mobilizują wszystkie rezerwy. Nie tylko partyjnych, ale i bezpartyjnych, nie tylko niewierzących, ale i wierzących, nie tylko żywych, ale nawet umarłych!” (Stanisław Michalkiewicz – WSI mobilizują nieboszczyków)

Swoją drogą to ciekawe że medium podające się za chorążego postępu i co rusz racjonalizujące podejście Polaków do kwestii takich jak wiara w życie pozagrobowe samo wywołuje ducha, i to nie byle kogo bo księdza katolickiego żeby przeprowadzić z nim wywiad (spirytystyczny).  🙂 (Odys)

podobne: Tajne przez poufne: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?” oraz: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”. i to: Profesjonalizm dziennikarzy, czyli… a także: Stanisław Michalkiewicz: „Wchodzimy w etap konfrontacji” czyli kto dla kogo mosty pali. Spadek sprzedaży Wyborczej i „inwigilacja” Durczoka.

Dinozaur (martwi, żywi)

Holokaust jako przedsiębiorstwo zakłamywania historii, pedagogiki wstydu i wyłudzania pieniędzy od Polaków.


Podjęta przez Żydów próba w 1939 roku zbudowania na polskich ziemiach autonomii żydowskiej jest zbrodnią przeciwko narodowi polskiemu. Polacy walczyli, bili się, krwawili. (…) Cały świat wie, że Żydzi cierpieli, Żydzi ginęli, o nas nikt nie wie. (…) Jedyne co jest przerażające dla mnie, to stosunek państwa polskiego do tematu, że my pojedynczy obywatele nie mamy siły przebicia. (…) po 1989 roku żaden rząd nie prowadził polityki historycznej i odkłamywania tej historii, tych bzdurnych oskarżeń wobec Polaków. My, Polacy musimy się bić w piersi, że tego nie pilnujemy.(…) Trochę tak jest, że to jest nasz styl, nasza mentalność, ale musimy się, proszę Państwa, obudzić.

(…) Mamy nowy rząd, mamy nowe władze i naprawdę trzeba zacząć dbać o dobre imię Polski i pokazać te dwa elementy zakłamania.” Zakłamanie, jak przypomniała dr Ewa Kurek, dotyczy też ceny, jaką ponosili Polacy za przechowanie Żydów w czasie wojny. Encyklopedie żydowskie nie zawierają informacji o karze śmierci dla przechowującego i dla jego rodziny.
Kolejnym tematem do odkłamania podniesionym przez Hannę Dobrowolską była wina żydowska wobec własnego narodu: „(…) Kolejnym mitem, który moim zdaniem obalasz skutecznie w książce, jest takie powszechnie wygłaszane przekonanie, że wyłącznymi katami narodu żydowskiego byli nie-Żydzi.”
W odpowiedzi dr Ewa Kurek przypomniała, że Judenrat dostał w 1940 roku prawo ściągania podatków od ludności mieszkającej w autonomii żydowskiej. Emanuel Ringelblum, kronikarz getta warszawskiego relacjonował, że podatki w getcie były tak wysokie, że ludzie nie byli w stanie ich płacić. Opodatkowany został chleb i „dlatego ludzie umierali na ulicach, a policja żydowska i Judenrat (…) myślała o otwieraniu kasyn. To nie ja wymyśliłam otwieranie kasyn, to jest w „Dziennikach” Czerniakowa (…) O roli Żydów w mordowaniu Żydów krzyczą żydowskie źródła, (…) najbardziej takim wstrząsającym [przykładem] jest przetłumaczona na polski „Pieśń o zamordowanym narodzie żydowskim” Icchaka Kacenelsona (…) Jeden z wierszy brzmi (…) tak:

„Jam jest ten, który to widział, który przyglądał się z bliska,
Jak dzieci, żony i mężów, i starców mych siwogłowych
Niby kamienie i szczapy na wozy oprawca ciskał
I bił bez cienia litości, lżył nieludzkimi słowy.
Patrzyłem na to zza okna, widziałem morderców bandy –
O, Boże, widziałem bijących i bitych, co na śmierć idą…
I ręce załamywałem ze wstydu… wstydu i hańby –
Rękoma Żydów zadano śmierć Żydom – bezbronnym Żydom!”

Dr Ewa Kurek podkreśliła, że zadaje w swoich książkach pytanie o to, ile Niemcy musieliby użyć wojska i policji by wyłapać 3,5 mln Żydów. „Tych ludzi wyłapali Żydzi. Chapeau bas dla Polańskiego, który w swoim filmie „Pianista” oddał rzeczywiście atmosferę getta, ale mało kto zwraca na to uwagę, jak Szpilmana prowadzą do wagonu już na śmierć z rodziną, z szeregu wyciąga go policjant żydowski, on jest ubrany w mundur [policji żydowskiej]… 

Czerniakow i gmina żydowska podsunęła Niemcom całą listę wychrzczonych Żydów. (…) Czasem bywało tak, że rodzina była od trzeciego pokolenia chrześcijanami i z donosu gminy żydowskiej i Czerniakowa przychodziło do domu Gestapo, dawało dziesięć minut na spakowanie i zabierało do getta. (…) Nie było w Polsce kościoła, proboszcza, który jakiemukolwiek Niemcowi udostępnił księgi parafialne (…) Proboszcz prędzej spalił te księgi niż pokazał Niemcom. (…) Często ci ludzie nie wiedzieli, że ich dziadkowie byli Żydami, bo od drugiego, trzeciego pokolenia już funkcjonowali jako katolicy i stracili życie, bo to był dla nich wyrok śmierci. Dotykamy tematów, o których mówią nam żydowskie źródła.” Jak wspomniała dr Ewa Kurek badania swoje celowo opiera na źródłach żydowskich, by nie być posądzoną o stronniczość.

…Dr Ewa Kurek przypomniała również dwa prawa żydowskie: pierwsze obowiązujące od II wieku po Chrystusie mówi, że w czasie niebezpieczeństwa wspólnota żydowska może poświęcić część swoich członków by ratować resztę i drugie, mówiące, że Żyd dla uratowania własnego życia może wydać na śmierć wszystkich, nawet rodzinę, bo jedynym obowiązkiem jest ratowanie własnego życia „(…) jak naród, który ma ratować przede wszystkim swoje własne życie może oskarżać nas, że za mało umieraliśmy za Żydów? (…) Mamy się wstydzić za naszych dziadów, że wybrali życie i dzięki temu my żyjemy?” Kolejna, przed oddaniem głosu publiczności, kwestia poruszona przez Hannę Dobrowolską dotyczyła autorstwa historii Żydów podczas II wojny światowej. Dr Ewa Kurek podkreśliła, że Żydzi pracujący w Judenratach, policji, a nawet w Gestapo to byli zasymilowani Żydzi mówiący po polsku, natomiast 85% Żydów przed wojną było Chasydami.
„Nazywam ich z wielką miłością „biedne Joski chude”. To ludzie, którzy nie znali polskiego, to żydowska biedota doprowadzona do biedy przez kahały, które ściągały podatki, to ludzie wysiedlani z małych miasteczek w 1939 i 1940 roku. (…) Oni cierpieli głód w getcie, dlatego, że musieli zapłacić od każdej kromki podatek. Ocaleli tylko oprawcy, ocaleli ludzie, którzy byli wysoko postawieni w Judenratach (…). Ben Gurion w 1946 roku, cytuję to w jednej z książek, do polskich Żydów powiedział otwartym tekstem:

„gdybyście nie byli ostatnimi łotrami, nie stalibyście tutaj przede mną” (…) Prawie wszyscy Żydzi, przyzwoici ludzie zginęli. Głos po wojnie mieli Żydzi, którzy sprawowali władze w autonomiach, ci oprawcy i robili oczywiście wszystko, żeby tę prawdę o swojej roli ukryć. Druga grupa Żydów, którzy mieli głos, to byli komuniści, którzy przyszli do Polski i przedostali się na zachód ze Związku Radzieckiego. (…) My, Polacy o tych biednych Żydach musimy pamiętać. Nawet jak pójdziemy do Muzeum Żydów Polskich, to nie ma słowa o tym, że 85% polskich Żydów to byli Chasydzi, w chałatach z pejsami. Nie ma ich zdjęć, nie ma śladu po nich. To głębsza sprawa – Żydzi zasymilowani wstydzili się naszych Chasydów, dla nich to była sekta, to był Taliban. (…) W getcie wśród tych Żydów zasymilowanych chodziło powiedzenie, że motłoch musi zginąć, motłoch czyli ci Chasydzi (…)”

Dr Ewa Kurek wspomniała również o ostatniej części swojej książki zatytułowanej „Jedwabne – anatomia kłamstwa”. Chciałaby by sprawa ta została rozwiązana do końca. Jej zdaniem, niedobrze się stało, że przyjęliśmy wszyscy, w tym prezydent „to historyczne kłamstwo z Jedwabnym. Dopuściliśmy do wstrzymania ekshumacji czyli daliśmy się wmanewrować w rozpowszechnianie o nas kłamstwa.(…) Myślę, że w najbliższym czasie doprowadzimy do wznowienia ekshumacji i do wyjaśnienia sprawy Jedwabnego.” (Dr Ewa Kurek)

całość tu: Przedsiębiorstwo zakłamania, z którym mamy do czynienia od 70 lat – wieczór autorski Pani dr Ewy Kurek 

podobne: Polska znowu oskarżana o kolaborację z nazistami przy holokauście Żydów. oraz: Fikcja kontra fakty czyli: „Obywatel” Stuhr i jego paranoidalna wizja „polskiego” antysemityzmu, „Króle Srule i koszerna husaria”, Ziemkiewicz o „antysemityzmie” Dmowskiego.  polecam również: Robert Cisek: Pokłosie czyli… inkryminacja Polaków o antysemityzm vs. historyczne fakty. i to: Żydzi (nie)są perfekcjonistami w robieniu rachunku sumienia innym. Janusz Korwin Mikke vs Szewach Weiss czyli… Jak rozmawiać z żydem bez postawy służebnej. Niemcy wypłacą renty i emerytury z tytułu pracy w getcie. a także: (GN)Ida antypolonizmu czyli reżyserska wizja Heleny Wolińskiej-Brus (pierwotnie Felicja Fajga Mindla Danielak, ps. Lena) i jeszcze: O „wyższości” holokaustu.IL nad holokaustem.PL

Ewa Kurek w klubie Ronina „„Polacy i Żydzi: problemy z historią” – 10.11.2015

Fragment książki Albina SIWAKA „BEZ STRACHU”:

„W telewizji kablowej jest program rosyjski, który często oglądam. U nich na temat Żydów mówi się więcej i śmielej. 17 sierpnia 2002 r. telewizja rosyjska nadała na prośbę ludności pewien program. Był on zapowiadany wiele wcześniej, bo zainteresowanie nim było bardzo duże. Wzięli w nim udział znani politycy oraz publiczność w studio. Temat audycji był aktualny, a dotyczył tego, czy ci, którzy mają mieszkania, domy, mienie, które przed wojną były własnością Żydów teraz muszą je zwracać? Prowadzący program zwrócił się do obecnego w studio ministra spraw zagranicznych Igora Iwanowa z pytaniem jak to jest w świetle prawa rosyjskiego i światowego? Minister Iwanow odpowiedział:

Ze wszystkich krajów, do których Żydzi wysuwają żądania zwrotu majątków po rodzicach lub dziadkach, tylko Polska uznaje te żądania i zwraca ale nie ma to nic wspólnego ani z prawem międzynarodowym, ani polskim. Nie ma też nic wspólnego z przyjętymi zasadami i prawem na świecie.. Prawo wszystkich państw stanowi jasno, że rodzice mają prawo przekazać swój majątek swym najbliższym. I nie chodzi tu o Żydów czy inne narodowości. Chodzi o wszystkich ludzi.
Prawo w Rosji – mówił minister – tak, jak prawo na świecie stanowi, że jeśli żyli u nas przed wojną Żydzi, to w czasie wojny wyemigrowali, bądź zginęli w obozach i nie zostawili spadkobierców. Dopiero po upływie wielu lat ich potomkowie wnoszą skargi i żądania zwrotu i chcą odzyskać majątek. Taki majątek nie jest zwracany ani w Rosji, ani na świecie. Z wyjątkiem Polski. Majątek ten zgodnie z prawem dawno stał się własnością skarbu państwa. Tylko w Polsce – mówił minister Iwanow – od czasu zakończenia II wojny światowej Żydzi będący cały czas przy władzy pilnowali, by te prawa uzyskać i, co gorsza, egzekwować je od państwa, czyli podatnika. U nas, w Rosji, jest takie samo prawo jak w Ameryce i na świecie. Żadnych majątków nie zwracaliśmy i nie będziemy zwracać. Oczywiście, że były liczne próby nacisku na rząd rosyjski, a nawet próby szantażu politycznego, ale myśmy się nie ugięli i zgodnie z prawem, majątek przeszedł na skarb państwa” – zakończył minister.

A u nas? Zwraca się oficjalnie i nieoficjalnie. Podstawia się ludzi żydowskiego pochodzenia, którzy nie byli rodziną akurat tych Żydów, którzy posiadali majątek i zginęli w czasie wojny. A przy tym jakież poparcie uzyskuje taki problem wśród naszych polityków i dziennikarzy! W stosunku do Polski Żydzi żądają zwrotu majątku, nawet jeśli dawno zmarli jego właściciele i w ogóle nie mieli potomstwa ani krewnych. Uzasadniają te żądania tym, że ten majątek nawet w przypadku całkowitego braku spadkobierców, musi być przekazany państwu żydowskiemu. Takie kuriozum mogli wymyślić tylko oni. Nikt nigdzie na świecie nie wpadł na taki pomysł.

Zewnętrzna interwencja Unii Europejskiej (czyli Niemiec) w Polsce możliwość takiego rabunku zdecydowanie przybliża…

„…w związku z tym lobby żydowskie w Polsce pozwala wykorzystywać się Niemcom na tej samej zasadzie, jak żydowska policja w gettach podczas okupacji. Wykonywała ona brudną robotę, podczas gdy Niemcy tylko się przyglądali i najwyżej zachęcali żydowskich policjantów do większej gorliwości. Historia, jak widzimy, powtarza się na naszych oczach, ale finał oczywiście zależy do tego, czy Unia Europejska tylko szczeka, ale nie gryzie, czy tez jednak gryzie.

Uruchomienie procedury sprawdzania przez KE stanu praworządności w Polsce musi bowiem zakończyć się jakimiś konkluzjami. Jeśli KE dojdzie do wniosku, że z praworządnością w Polsce wszystko jest w jak najlepszym porządku, będzie to sygnał, że Unia Europejska rzeczywiście tylko szczeka, a nie gryzie. Jeśli jednak przedstawi diagnozę odwrotną, że praworządność w Polsce jest zagrożona, to przedstawi też zalecenia, które będzie trzeba wykonać, by zagrożenia usunąć. Co to mogą być za zalecenia? Ano bez względu, czy będą dotyczyły Trybunału Konstytucyjnego, czy też przyjęcia do TVP pana red. Lisa i wypłacenie mu wielomilionowego odszkodowania za doznane zgryzoty, czy opodatkowania banków, wszystkie one będą zmierzały do utrwalenia okupacji Polski, albo jej resztówki przez RAZWIEDUPR, no i wypłacenia haraczu Żydom. Jeśli polski rząd tę diagnozę i narzucone warunki kapitulacji przyjmie, no to nawet będzie miał pozwolenie na markowanie rządzenia, bo w końcu rezultaty demokratycznych wyborów wypada respektować. Jeśli jednak i diagnozę i warunki odrzuci, to nastąpi eskalacja politycznej wojny w Polsce i przekazanie sprawy przez KE do Rady Europejskiej, by ta nałożyła na Polskę sankcje i inne środki dyscyplinujące.

Z tym może być atoli problem, bo węgierski premier Wiktor Orban już z góry oświadczył, że nie ma mowy o tym by Węgry poparły jakiekolwiek sankcje przeciwko Polsce – a decyzja Rady Europejskiej w takiej sprawie musi być jednomyślna. W takiej sytuacji Unia Europejska będzie musiała ugryźć, bo inaczej utraci wszelki prestiż. W tym celu Niemcy będą musiały zmobilizować RAZWIEDUPR i lobby żydowskie do eskalacji politycznej wojny, to znaczy – przeniesienia jej na ulice i wywołania gwałtownych rozruchów. Rząd będzie musiał jakoś na nie zareagować i to właśnie będzie mogło stać się pretekstem do uruchomienia zapisanej w traktacie lizbońskim tzw. klauzuli solidarności, która przewiduje możliwość interwencji Unii w państwie członkowskim, jeśli wystąpiło tam zagrożenie dla demokracji. Zgodnie z zapisami traktatu lizbońskiego taka interwencja może nastąpić wskutek zagrożenia demokracji przez terroryzm i na prośbę władz państwa zainteresowanego. Cóż jednak zrobić w przypadku, gdy zagrożenie dla demokracji płynie z terrorystycznych działań samych władz? Wiadomo, że z żadną prośbą o interwencję w obronie demokracji one nie wystąpią, a w tej sytuacji musi zastąpić je Komitet Obrony Demokracji, który w tym właśnie celu został już zawczasu przez RAZWIEDUPR stworzony i nadymany jest nieustannie przez żydowskie lobby, przede wszystkim – przez żydowską gazetę dla Polaków pod kierownictwem pana red. Adama Michnika, który w ten oto sposób daje się instrumentalnie wykorzystywać Niemcom, niczym jakiś żydowski policjant w getcie.”  (Stanisław Michalkiewicz) 

całość tu: Czy Unia szczeka, czy również gryzie? jako uzupełnienie: Jak Żydzi chcą oskubać Polskę? Red. St. Michalkiewicz

podobne: Stanisław Michalkiewicz o POPISowej „służbie Polsce” za 54 „partyjne” miliony (i zegarek) a wszystko na poczet 60 mld dolarów jakie „sprawiedliwi wśród narodów świata” według Schetyny są winni Żydom. oraz: Michalkiewicz wyprorokował: Emerytury dla ocalałych z Holocaustu czyli… Przełom i wyłom w polskiej kasie „Zespołu HEART”.  i to: Judejczykowie, durnie, zdrajcy, legaci, watahy, notariusze – Stanisław Michalkiewicz o atrapie państwa.

z komiksu Kajko i Kokosz - Rozprawa z Dajmiechem

z komiksu Kajko i Kokosz – Rozprawa z Dajmiechem

 

Pułapka „demokratycznego państwa prawa” i racji „sejmowej większości” czyli walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego i czwartej władzy.


„…koalicja PO-PSL, świadoma politycznej porażki, postanowiła pójść na skróty, dzięki siuchcie, do jakiej doszło wcześniej z udziałem pana prof. Andrzeja Rzeplińskiego, prezesa Trybunału Konstytucyjnego i jego zastępcy, którzy napisali „pod siebie” projekt nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Skoro dzięki siuchcie z panem prezesem Trybunał Konstytucyjny wydawał się zblatowany tym bardziej, że pan prezes Rzepliński działał w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która tylko w roku bieżącym została wsparta milionem dolarów przez finansowego grandziarza Jerzego Sorosa, za pośrednictwem Fundacji Społeczeństwa Otwartego. Finansowy grandziarz angażuje się finansowo w wspieranie nieubłaganego postępu. Co z tego ma – to osobna sprawa – ale nie ulega wątpliwości, że alimenty otrzymywane przez Helsińską Fundację od grandziarza, wystawiają na próbę również niezawisłość Trybunału Konstytucyjnego.

Ale nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej. Wprawdzie Trybunał wydawał się zblatowany, ale co to komu szkodzi, by był zblatowany jeszcze bardziej? Toteż koalicja PO-PSL rzutem na taśmę wcisnęła do Trybunału jeszcze dwóch sędziów – jestem pewien, że w przekonaniu, iż za to wciśniecie będą dozgonnie wdzięczni – oczywiście w granicach sławnej sędziowskiej niezawisłości, to jasne! Te rachuby nie były chyba bezpodstawne, jeśli się zważy, że ci sędziowie pozwolili się w takim trybie wybrać. Mając tedy Trybunał Konstytucyjny zblatowany aż do przesady, to znaczy – ponad konieczną potrzebę, koalicja PO-PSL była pewna, że mimo przegranej w wyborach, dzięki zblatowanemu Trybunałowi nadal będzie w pozycji wygranej, bo sławna niezawisłość sędziowska zawsze podpowie sędziom, jakie stanowisko powinni zająć, żeby było dobrze…

…jeśli ktoś po tym wszystkim będzie jeszcze wierzył w niezawisłość Trybunału, to mogę uważać go za wyjątkowo ciężkiego idiotę. Wyjątkowo ciężkiego – bo w sytuacji, gdy sędziów do TK wybiera Sejm – organ upolityczniony aż do przesady, to jakże z tej rozpanoszonej polityczności może się wyłonić apolityczny Trybunał? Ponieważ coraz częściej pojawiają się głosy wskazujące na potrzebę zmiany konstytucji, to de lege ferenda postulowałbym zmiany następujące. Po pierwsze – odejść raz na zawsze od systemu parlamentarno-gabinetowego na rzecz systemu prezydenckiego. Prezydent już teraz jest wybierany w głosowaniu powszechnym, więc ma demokratyczny mandat znacznie silniejszy, niż jakikolwiek prezes Rady Ministrów. Tymczasem kompetencje rozdzielone są odwrotnie; prezydent prawie nie ma samodzielnych uprawnień władczych, w które autorzy konstytucji z 1997 roku wyposażyli premiera. Jeśli zatem wprowadzony byłby system prezydencki, to trzeba by też odstąpić od zasady, że sędziów Trybunału wybiera Sejm. Sejm bowiem w tej sytuacji występuje jakby sędzia we własnej sprawie, bo przecież Trybunał ocenia zgodność z konstytucją ustaw, które produkuje Sejm. Nie jest zatem wskazane, by Sejm wybierał sobie oceniacza swojej własnej działalności, no a poza tym – jakże z upolitycznionego Sejmu ma się wyłonić apolityczny Trybunał? Dlatego druga propozycja polega na tym, by Krajowa Rada Sądownictwa przedstawiała na każdy wakat w Trybunale trzy kandydatury prezydentowi, a ten dokonywałby wyboru – ale tylko spośród trójki przedstawionej mu przez Krajową Radę Sądownictwa.” (Stanisław Michalkiewicz – Obrońcy demokracji dostali w łeb?

podobne: Czy sądy czeka ręczne sterowanie?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Myślę że obecna koalicja rządząca zdaje sobie doskonale sprawę z tego że nawet jeśli postawią na swoim i „zgodnie z prawem” będą mieli w składzie TK „swoich” 5 sędziów, to i tak niczego nie zmienia jeśli w pozostałej części skład sędziowski zechce solidarnie zablokować którąś z ustaw PISu (arytmetyka jest tu nieubłaganie niekorzystna dla PIS). W tej sytuacji uważam że w „wojnie o trybunał” chodzi PISowi o zepsucie jego reputacji, czyniąc z niego niejasnymi posunięciami prawnymi ciało niekonstytucyjnie niekonstytucyjne, a więc pozbawione ewentualnej mocy prawnej tak blokowania jak ich przyklepywania (w zgodności z Konstytucją) czegokolwiek. Chytrzy stratedzy z PISu postanowili jak ten zazdrosny amant okaleczyć dziewczynę której posiąść w żaden sposób „PO dobroci” nie byli w stanie, albo jak kto woli postanowiono jednym bezprawnym ruchem wylać bękarta razem z kąpielą. Tym to sposobem im większy „gewałt”, czyt. im bardziej bezprawnie i zuchwale PIS „zamachuje” się na legalność TK tym (moim zdaniem) jest on coraz mniej uprawniony do decydowania o czymkolwiek, a z całą pewnością w umysłach obywateli zaczyna kiełkować społeczne poparcie dla natychmiastowego usunięcia tej patologii – nie tylko na poziomie ustawy ale przede wszystkim konstytucji. Osobiście nie widzę innej przyczyny dla której PIS miałby ryzykować całą tę awanturę o 5 czy 3 sędziów którzy przecież nie są w stanie „przegłosować” pozostałych. Dziwi mnie w związku z tym brak jakiegokolwiek odzewu konstytucjonalistów, prawników i tzw. „ekspertów” w całej tej właśnie sprawie. Bądź tu teraz mądrym czy taki trybunał ma w ogóle prawo orzekać o czymkolwiek czy też nie?

Wracając zaś do tematu „niezależności” i upolitycznienia TK uważam tak samo jak Pan Michalkiewicz. Kto twierdzi że ten organ będzie kiedykolwiek niezależny, skoro wybór jego „funkcjonariuszy” ZALEŻY od woli politycznej dwóch innych władz (niezależnie od tego kto akurat rządzi), ten sam sobie szkodzi, i nie ma o czym z kimś takim dyskutować. Rozsiewanie na ten temat kłamliwych informacji że TK będzie odpartyjniony tylko wtedy jeśli taka czy inna opcja będzie akurat u władzy jest typowym nielogicznym bełkotem dla… (nie dokończę 🙂 kogo). I tu właśnie dochodzimy do istoty problemu trwania tego rodzaju przekonań i wiedzy w umysłach poszczególnych wyborców, którzy z uporem maniaka jeden przeciw drugiemu (w zależności od opcji politycznej) wyrywają sobie nawzajem prawo do „niezależności” czy „niezawisłości”, prezentując bardziej lub mniej zajadłą typową moralność Kalego. Tego rodzaju „wymiany poglądów” podporządkowane wyłącznie partyjnym interesom, nie zasługują na nic innego jak (w najlepszym wypadku) uśmiech politowania… (Odys)

„…któregoś razu TK wydał orzeczenie opatrzone aż dziewięcioma zdaniami odrębnymi, Autorzy jednych zdań odrębnych uznawali wyrok za zbyt surowy, zaś autorzy drugich – za zbyt łagodny. Okazało się, że ocena wyroku zależała od daty nominacji konkretnych sędziów, co rzuca snop światła na przyszłe badania nad niezawisłością. Mając na uwadze te zależności między nominacją i niezawisłością, PiS postanowił wybrać innych, nie powiem, że „swoich” sędziów, bo ci też będą niezawiśli, jak zresztą wszyscy. Jurysprudencja, politykieria i żuliarystyka podzieliła się na dwa obozy; jedni uważają, że skoro sędziowie zostali raz wybrani, to Roma locuta i causa finita, a drudzy – że vim vi repellere licet, co się wykłada, że siłę godzi się odeprzeć siłą, a w przełożeniu na praktykę polityczną – jak wy nam tak, to my wam tak…” (Stanisław Michalkiewicz – Co z konfidentami?)

Zasada trójpodziału władzy i ściśle z nią związana zasada niezależności sądów i niezawisłości sędziów stanowi niekwestionowany fundament współczesnego państwa. Przestrzeganie tej zasady jest wręcz warunkiem wstępu do społeczności międzynarodowej. Pomimo tego politycy tworzący władze ustawodawczą i wykonawczą nie ustają w wysiłkach, aby podporządkować sobie sądy, bądź przynajmniej uzyskać jak największy wpływ na sądy i sędziów. Na tym najbardziej tracą zwykli obywatele, których w ten sposób pozbawia się ochrony ich praw. Bo głównym zadaniem sądów i trybunałów jest dbanie o to, by pozostałe władze nie naruszały praw obywateli.

Problem utrzymania, a w zasadzie raczej uzyskania pełnej niezależności władzy sądowniczej od pozostałych dwóch władz (…) nie dotyczy tylko krajów dawnego bloku socjalistycznego, budujących dopiero swą demokrację, ale także takich krajów jak Niemcy, czy Włochy.

Porównanie doświadczeń w tym zakresie prowadziło do wniosku, iż metody stosowane przez polityków dla uzyskania wpływu na sądy i sędziów mają w zasadzie jedną wspólną cechę. Cechą tą jest przyznanie sobie przez polityków, w drodze wprowadzenia odpowiednich regulacji prawnych, prawa podejmowania decyzji w sprawach istotnych dla sędziów, bądź prawa do swobodnego, i nie poddanego żadnej realnej kontroli obsadzania stanowisk, z piastowaniem których wiąże się podejmowanie takich decyzji. To zaś prowadzi do sytuacji, w której podjęcie decyzji może być uzależniane od tego, czy dany sędzia postępuje w sposób oczekiwany przez podejmującego decyzję. Jest to bardzo poważne zagrożenie, ponieważ praktycznie każdy sędzia, w którymś momencie kariery znajdzie się w sytuacji, w której będzie mu zależało na uzyskaniu pozytywnej decyzji w jakiejś sprawie. Jeżeli zaś w rękach polityków (bezpośrednio bądź pośrednio) znajdują się instrumenty pozwalające zarówno „nagradzać”, jak i „karać” sędziów to oznacza to, że dysponują oni realnymi środkami pozwalającymi wywierać realny wpływ na sędziów. Cóż bowiem więcej, prócz „kija i marchewki” potrzeba by sprawować nad kimś kontrolę?…” (całość tu: CZY NAPRAWDĘ „TRZECIA WŁADZA”?

podobne: „Ludzie skłonni są myśleć, że to, co jest legalne, musi być dobre” czyli… Stanisław Michalkiewicz o konsekwencjach bezprawia. oraz: Politycy jak hieny żerujące na tragedii ludzkiej. Tworzenie “prawa” pod wpływem emocji

Pojawia się też inne niebezpieczeństwo…

„…Partia Jarosława Kaczyńskiego sporą część czasu od objęcia rządów przeznaczyła na bezsensowny spór o Trybunał Konstytucyjny, zakończony nieskutecznym, bo uzależnionym od większości rządowej, przejęciu TK. Kiedy PiS straci władzę, a kiedyś to się stanie, bo nic nie trwa wiecznie, będziemy mieli do czynienia z tzw. demokratycznym wahadłem, bo każdy kolejny rząd, który przyjdzie po PiS-ie będzie mógł podważyć podstawy funkcjonowania obecnego składu TK i przeprowadzić podobną batalię, co PiS w pierwszym roku swoich rządów. W rezultacie zabezpieczenie konstytucyjnego porządku w Polsce będzie czysto teoretyczne. Zgadzam się z Markiem Jurkiem, że PiS „dał się wpuścić w pułapkę PO, która naruszyła prawo i udało jej się sprowokować działanie w przeciwnym kierunku”. Wystarczyło złożyć wniosek o unieważnienie wyboru dwóch sędziów, zgodnie z pierwotnym zamierzeniem PiS, a potem sukcesywnie wybierać nowych sędziów w momencie wygaśnięcia kadencji starych…” (Paweł Kubala • polskaniepodlegla.pl – PiS tchórzliwy i nieskuteczny!)

Całą histerię wokół TK nakręcają rzecz jasna nierzetelne i propagandowe media, które tak samo są „podzielone” na słuszne i słuszniejsze w zależności od opcji politycznej której się wysługują, gdyż tradycyjnie nie ma wśród nich ludzi samodzielnie myślących, tudzież odważnych by powiedzieć obywatelom co się naprawdę dzieje (i gdzie w tym wszystkim jest interes narodu – nie mylić z państwem 🙂 ). Nawet jeśli trafiają się takie rodzynki, to niestety natychmiast toną pośród całej reszty wezbranej fali nieobiektywnego bełkotu innych „ekspertów” i komentatorów, których twarze przewijają się codziennie przy różnych okazjach przez wszystkie „najważniejsze” stacje telewizyjne. Komentarzy i analiz obiektywnych jest w obiegu medialnym jak na lekarstwo. Dlatego z czystym sumieniem, jako uzupełnienie dla cytowanych komentarzy Pana Michalkiewicza, mogę polecić materiał Podziemnej TVRobią nas w konia: Wojna PARTII o TK (Trybunał Konstytucyjny) #137

Dlatego też jedną z kluczowych dla obywateli kwestii powinien być dostęp do WOLNYCH (czyt. niezależnych) i obiektywnych mediów/informacji, aby mogli prawidłowo odnajdywać tak siebie jak i swój interes pośród całego tego POPISowego bełkotu. Żeby oprócz dostępu do nachalnej propagandy jednej czy drugiej strony polityki, mogli odnaleźć niezależne od obu obozów informacje, fakty i opinie. Mają one bowiem zasadnicze znaczenie dla zgodnej z prawdą obiektywną oceny praworządności (w postępowaniu tak władzy jak i opozycji), oraz dla budowania u obywateli zdrowych podstaw właściwego i SAMODZIELNEGO orientowania się w poczuciu sprawiedliwości, oraz osobistych praw i wolności… (Odys)

„…Jeśli nowy rząd myśli poważnie nad zbudowaniem mediów publicznych i odkłamaniem przekazu medialnego, musi też znaleźć sposób na ograniczenie oddziaływania prywatnych nadawców i obcych koncernów wydawniczych. Błędne jest przeświadczenie, jakoby takie działania podważały pluralizm informacyjny lub godziły w niezależne dziennikarstwo. Te wartości są całkowicie nieznane pracownikom spółek medialnych i dawno zostały podporządkowane interesom establishmentu III RP lub interesom obcych mocarstw.

Najprostszym i powszechnie dostępnym narzędziem, byłby całkowity bojkot ich przekazu. Ośrodkom tym należy odebrać widzów i czytelników, skazać je na marginalizację i finansowe „zagłodzenie”.

Krok pierwszy – polegałyby na wycofaniu wszelkich reklam i ogłoszeń spółek Skarbu Państwa i instytucji rządowych oraz zaprzestaniu prenumerowania gazet i wydawnictw rozpowszechnianych przez prywatne spółki handlowe, typu Agora czy Axel Springer. Żadne kampanie reklamowe i informacyjne nie mogą odbywać się za pośrednictwem takich ośrodków. Jest to krok łatwy, zależny od decyzji poszczególnych ministrów i instytucji nadzorowanych przez państwo.

Krok drugi – to odmowa uczestnictwa przedstawicieli rządu i wyższych urzędników państwowych w audycjach i programach telewizyjnych oraz brak zgody na udzielanie wywiadów i wypowiedzi rozgłośniom i gazetom wydawanym przez obce koncerny. Nie ma żadnych powodów, by premier lub jej ministrowie zabiegali o uwagę wrogich, niechętnych Polakom mediów. (…) Ośrodki te, pozbawione udziału czołowych postaci życia politycznego i odcięte od dostępu do informacji, zostaną skazane na marginalizację. Nietrudno zrozumieć, że programy publicystyczne i informacyjne, w których wystąpią wyłącznie przedstawiciele PO-PSL-SLD, nie przyciągną widzów i nie będą uznawane za wiarygodne. Ponieważ znaczenie tych ośrodków wynika ze wskaźnika tzw. oglądalności, już kilkumiesięczny bojkot może okazać się zabójczy dla największych stacji telewizyjnych i radiowych.

Krok trzeci – to zaprzestanie nagłaśniania, rezonowania i propagowania treści prezentowanych w tych mediach oraz odmowa prowadzenia jakichkolwiek polemik i dyskusji z pracownikami prywatnych spółek medialnych. W tym procederze przodują dziś media zwane „wolnymi” i „niezależnymi”. Po upadku reżimu PO-PSL to one są głównym przekaźnikiem propagandy i nagłaśniają niemal każdy produkt TVN-u, GW czy Polsatu. Dość otworzyć portal internetowy braci Karnowskich lub nieopatrznie wejść na stronę niezalezna.pl., by dowidzieć się – co powiedział Michnik, jak chrząknął Żakowski lub co porabia T. Lis. Przeświadczenie, że są to informacje cenne, a ich nagłaśnianie jest formą walki z propagandą, jest wyrazem zabobonów i środowiskowych kompleksów. (…) Póki będą istniały takie praktyki, a na „niezależnych” łamach będzie prowadzona polemika z tezami zawodowych łgarzy, nie tylko nie ma szans na autonomię przekazu i pokonanie przeciwnika, ale nie sposób marzyć o stworzeniu prawdziwie wolnych mediów. Tam, gdzie aktywność dziennikarska odbywa się wyłącznie w kontrakcji do tzw. mainstreamu i polega na podglądactwie i naśladownictwie, nie ma miejsca ma obszary wolnej myśli i samodzielną wizję rzeczywistości…

…Polski rząd i społeczeństwo nie mają interesu we wspieraniu obcych agend medialnych i uleganiu dyktatowi spółek prawa handlowego. Jeśli chcą one nadal istnieć, muszą respektować polskie powinności i służyć sprawom Polaków. Jeśli odmawiają takiej służby – nie ma dla nich miejsca w społeczności ludzi wolnych. Jedynym medium, któremu Polacy mogliby zaufać, winny być narodowe media publiczne. Trzeba je stworzyć od podstaw i obdarzyć monopolem informacyjnym…(Aleksander Ścios – TRZY KROKI

podobne: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”? i to: „Zawieszenie i dziewczyna”, fobia, absurdy oraz niusy ważne i mniej ważne (wizyta Dudy w Chinach na cenzurowanym). „Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich”(?) mediach. oraz: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. a także: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia i jeszcze: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu. polecam również: Tajne przez poufne: “Resortowe dzieci” czyli “Kto go rodził?”

…no i właśnie. Wśród propozycji całkowicie zdrowych i nieinwazyjnych (zwłaszcza w prawo obywateli do wielości źródeł informacji) – jak bojkot i nie karmienie trolli rodem z III RP (całkiem słusznie i natychmiast do zrobienia) – widać jednak kilka w moim przekonaniu całkowicie paranoidalnych i zupełnie niepotrzebnych, które grożą wraz z usunięciem niepożądanych i wrażych dla polskiej racji stanu elementów również tych, które stanowią o podstawie i sile rozwoju zdrowego i uczciwego dziennikarstwa. Przecież to właśnie ograniczenie możliwości powstawania konkurencji dla monopolu na „prawdę”, znajdującego się w rękach państwa i koncesjonowanych przez to państwo stacji komercyjnych (sami sobie koncesji nie przyznali), i pozostawienie w rękach tegoż aparatu całkowitej decyzyjności w sprawie nadawania koncesji, przyznawania grantów, i innego rodzaju zasilaniu finansowym jak wykup reklam czy prenumeraty, czyli de facto wynikającej z tego zależności finansowej, doprowadziło prostą drogą do niejasnych i patologicznych powiązań biznesowo-medialno-politycznych, oraz do pokusy używania przez władzę III RP propagandy medialnej dla swoich celów (z porównywalną do komunistycznej skalą), i zogniskowania jej w swoistym oligopolu/kartelu – TVP/TVN/Polsat/władza.

„…Weźmy na przykład niezależne media głównego nurtu. Zatrudnieni tam funkcjonariusze są o stan demokracji w naszym nieszczęśliwym kraju najboleśniej zatroskani i na każdym kroku dają temu wyraz. Czy jednak nie chodzi im przypadkiem o zmniejszenie wpływów finansowych, jeśli na przykład spółki Skarbu Państwa w nowej obsadzie personalnej przestaną futrować ich reklamami? Wprawdzie zmiany kadrowe w spółkach Skarbu Państwa rzeczywiście wiążą się z procedurami demokratycznymi, ale identyfikowanie finansowych korzyści z obroną demokracji wydaje się mimo wszystko naciągane…” (Stanisław Michalkiewicz – Cholewy wystają spod płaszcza)

Postulowanie w związku z powyższym jeszcze bardziej hermetycznego mechanizmu na monopol przy jednoczesnym „dożynaniu” konkurencji, obciążone jest ryzykiem, że KAŻDA kolejna władza będzie używać tego mechanizmu bez skrupułów, i bez cienia choćby pozornej przyzwoitości będzie mogła legalnie urabiać pod siebie (manipulować) opinię publiczną, a jedynym dla niej ograniczeniem będzie własna fantazja. Wycięcie z rynku informacji konkurencji w postaci mediów prywatnych, jest więc mieczem obosiecznym zarówno wobec samej władzy (zwłaszcza jeśli za kilka lat się zmieni – a wraz z nią punkt widzenia otaczającej Polaków rzeczywistości 🙂 tak jak to się dzieje obecnie), ale przede wszystkim wobec obywateli – którzy będą po prostu skazani na „jedynie słuszną” rację (i to pod przymusem bo innej opcji nie będzie) – póki co PISowską z całym dobrodziejstwem inwentarza, jak chociażby uprawianą przez tę partię ideologię narodowego socjalizmu i etatyzmu, z jego złodziejskimi tendencjami do ucisku fiskalnego, rozdętej biurokracji, i marnotrawstwa jakie towarzyszy modelowi państwa i prawa zbudowanego w oparciu o interwencjonizm gospodarczy i „sprawiedliwość społeczną”. W skrócie ludzie nie dowiedzą się nigdy że okradanie ich na rzecz budowania takiego modelu państwa to zakamuflowana komuna… a każdy kto będzie o tym informował zostanie przez „narodowe” media spacyfikowany, choćby mówił prawdę. Nie ma w tej ideologii niczego z prawicy, o czym więcej tu: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

I dziwi mnie tylko że pomysłodawcą tej satrapii jest ktoś (bloger), kto sam funkcjonuje na swego rodzaju rynku medialnym właśnie dzięki istnieniu pluralizmu (wielości źródeł informacji), oraz dzięki temu że władza (jakakolwiek by nie była) nie może mu zamknąć ust ani w sposób legalny (bez naruszania prawa do wolności słowa) ani też stygmatyzując go i zaszczuwając jako „wroga narodu”, „szpiega” czy innego „agenta” poprzez jedynie słuszną tubę informacyjną w postaci „narodowych mediów publicznych” (pomijając nazywanie etatystycznego państwowego tworu „narodowym”).

Prawda nie potrzebuje monopolu ani pozycji siły! Zawsze broni się sama bo jest prawdą, a zmiana u władzy której od niedawna jesteśmy świadkami dobitnie pokazuje że kłamstwo/manipulacja choćby obwarowane wielkimi siłami i środkami w końcu przestaje być opłacalne. I nie zrobiono tego ustawą, ani wielkim nakładem ze środków publicznych, bo zrobiła to głównie blogosfera i „internety” – niezależne tak od państwowego jak i korporacyjnego finansowania. Jeśli jednak „nowa” władza ma zamiar pójść drogą poprzedników, nie wyciągając z porażki „monopolu na rację” lekcji dla siebie, to skończy dokładnie tak jak ci, którym od lat zarzuca manipulację i zamordyzm medialny. Stworzy potwora od którego sama zginie, jeśli nie od własnej pychy, to od pychy tych którzy przyjdą po niej i użyją odlanych przez obecną władzę armat. Bez prawa do istnienia konkurencji PRYWATNEJ wobec państwowego monopolu, ludzie będą skazani na taką samą propagandę jak za znienawidzonej komuny. Jeśli nikt nie ma prawa patrzeć władzy na rękę bez obawy że nie zostanie „uciszony” za „zdradę” i przeszkadzanie w jej interesach, to można zapomnieć o wolności i prawie do informacji. Liczyć się będzie tylko to co władza ma nam (łaskawie) do przekazania i wiadomo że sama siebie nigdy krytykować nie będzie… (Odys)

cytat: „Każdy może, prawda, krytykować, a mam wrażenie, że dopuszczanie do krytyki panie to nikomu… Mmmm… Tak, nie… Nie podoba się. Więc dlatego z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było. Tylko aplauz i zaakceptowanie. Tych naszych, prawda, punktów, które stworzymy.” (Rejs – krytyka!)

„…Kilka lat temu Piotr Lisiewicz w tekście „Salon. Przedpokój. Ulica” opisał, jak widzi podział poszczególnych sfer polskiej rzeczywistości. „Salon jest u nas najsilniejszy, jednak czasem zdarza mu się tracić wpływy. Wtedy do głosu dochodzi konkurencja, na którą składają się przedpokój i ulica” – pisał Lisiewicz. Dziś salon najbardziej boi się opisywanej ulicy, czyli środowiska ludzi, którzy chcą realnych zmian. Nie pudrowania, nie uników i dogadywania się. Wyborcy też oczekują swoistej „miotły” – działań, które przyniosą realną zmianę zarówno w polityce historycznej, kulturalnej, jak i w polityce zagranicznej, ekonomicznej oraz społecznej. Ten właśnie salon ze strachu zaczyna wyć. Zaczyna wmawiać obywatelom, że przerażenie elit III RP musi się również jemu udzielić. Tomasz Lis traci stołek w TVP i histeryzuje. Kowalski, histeryzuj i ty. Cóż, mają problem z Kowalskimi. Jak na razie do obrony pluszowych męczenników chętnych nie ma. Bo Kowalski rozumie, że gdy się świnki odrywa się od koryta – słychać kwik. On ten kwik zniesie pod warunkiem, że jemu, zwykłemu obywatelowi, zacznie się lepiej żyć. W tym tkwi największe wyzwanie dla Prawa i Sprawiedliwości oraz rządu Beaty Szydło.” (Samuel Pereira)

całość tu: Skowyt tracących koryto podobne:  Po debacie w “Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na “patriotyzm” i “konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi

…święte słowa Panie Pereira, ale proszę pamiętać że PIS już na etapie założeń (w samych tylko obietnicach) odróżnia interes partii/władzy od interesu Kowalskich dokładnie w taki sam sposób jak poprzednicy – przedkładając ten pierwszy nad drugim. Inaczej nie opierałby swojej polityki gospodarczej o rabunek i dalsze zadłużanie Polaków. Czyż nie? Na tej podstawie można uczciwie powiedzieć że świnia świni równa (ale jak Pan woli to niech będzie równiejsza 🙂 )

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Na skutek brutalnej RZECZYWISTOŚCI coraz większa rzesza obywateli naszego kraju zaczyna publicznie wyrażać swoje niezadowolenie i co gorsza (dla władzy i jej heroldów) nie da się już ich upchać do wora z napisem „PIS”. Ludzie zaczynają się bowiem organizować poza korytowym nurtem politycznym, którego mają dość. Mają dość partii, które podzieliły się sceną polityczną dla obopólnej korzyści „trwania przy korycie” w wiecznym uścisku nienawiści i permanentnej wojny (dla zajęcia umysłu wyborców). Władza jak i opozycja są zresztą po równi zaniepokojone tą „nową siłą”, która nie daje się wciągnąć do wojenki przez żadną ze stron. Ci ludzie nie chcą bowiem widzieć dłużej u władzy skompromitowanej magdalenkowym układem kliki. Coraz głośniej mówią, że chcą SAMI decydować o swoich pieniądzach, własności prywatnej, rodzinach. POstmagdalenkowy układ nie boi się tak PISu (którą to opcję polityczną i jej otoczenie uważa za „groźnych” ale SWOICH przewidywalnych oszołomów – w końcu ś.p. L. Kaczyński też brał udział w Magdalence), jak boi się właśnie tej części elektoratu, która do tej pory stała bezczynnie przyglądając się z niesmakiem temu co się w Polsce wyrabia. Kukiz jest tylko tego przedsmakiem. Nie zapominajmy że monopol PISu u władzy uratował cud nieprzekroczenia przez wolnościowców KORWiN’y progu wyborczego (stąd m.in. moje podejrzenia że „komuś” ze strachu przed formacją JKMa bardziej pasowała pełnia władzy PIS). Wyborcy PISu to zaledwie część z tej połowy uprawnionych do głosowania która pofatygowała się na wybory, więc nadużyciem jest podczepianie się tej partii pod reprezentowanie jakiejś „większości obywateli”, a zwłaszcza pod ludzi którzy mają ten cały POPIS gdzieś. Za jakiś czas może dojść do podobnej sytuacji jak w pewnym dowcipie:

Z pamiętnika młodego partyzanta
01.07 – pogoniliśmy niemców z lasu
02.07 – niemcy nas pogonili z lasu
03.07 – pogoniliśmy niemców z lasu
04.07 – niemcy nas pogonili z lasu
05.07 – gajowy się zdenerwował i wszystkich pogonił z lasu

Tak naprawdę to nie PISowcy, ale ten nowy (gajowy 🙂 ) ruch społeczny (jeszcze nie nazwany a jednak istniejący) tak nieboszczkę/POprzedniczkę przestraszył. Przestraszył ją do tego stopnia, że zaczęto „produkować” za pomocą służb POtencjalnych „zamachowców” (Brunonów K.), różnej maści „faszystów” i „zakłócaczy POrządku” (od których PIS też się stanowczo odcina – Stanisław Michalkiewicz o „cyngielmanach” prezesa Kaczyńskiego), Trzeba było przecież jakoś zmobilizować własny elektorat pod parasolem strachu i permanentnego zagrożenia, ale nie tylko! Wszak w imię POkoju i dla potrzeby powstrzymania „wojny domowej” państwo wręcz MUSI(!) zacząć ograniczać pewne swobody obywatelskie takie jak wolność zgromadzeń, wolność słowa, dostęp do informacji publicznej jednocześnie nadając coraz większe uprawnienia „organom POrządkowym” i innym „tajemniczym” (cenzura w internecie – Nowa spec służba), żeby „państwo” mogło „zgodnie z prawem” zapanować nad „histerią oszołomów” (o czym więcej tu: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów. i tu: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Komu to wszystko służy?). Obawiam się że nowe władze mają za zadanie dokończenie marszu ku zamordyzmowi rozpoczętego przez PO. Obecnie toczona ustawka o TK jest tylko kolejnym etapem/pretekstem w docelowym uchwyceniu PRAWDZIWEGO buntu za pysk żeby nigdy do niego nie doszło. Czas oczywiście pokaże dokąd zabrniemy, i tak jak dała się poznać PO tak i PIS po owocach poznamy.

To co do tej pory w kwestii ograniczania praw obywatelskich zrobiła platforma zwana niesłusznie „obywatelską” poraża totalitaryzmem, ale jeśli PIS pójdzie tą samą drogą, oszukując ludzi że tego wymaga „prawdziwy” patriotyzm, to kiedy jego polityka tak gospodarczo jak i ideologicznie zbankrutuje, będzie musiał odejść z dużo większym hukiem jak jego poprzednicy… (Odys)

PS. „…Smutne, że tzw autorytety, które milczały, gdy zamachu na TK dokonywała PO, a teraz krzyczą wniebogłosy, gdy prawo zmienia PiS okazują się tym samym być hipokrytami. Smutne, że tzw autorytety nie rozumieją, że 20% Pawła Kukiza to wcale nie jest „end of story”. Jeszcze trochę kompromitacji i hipokryzji i za 4 lata rządzić Polską będzie nawet nie Paweł Kukiz, ale Liroy do spółki z Dodą (i wówczas Panowie Profesorowie, Adwokaci, Sędziowie i inni zatęsknią jeszcze nawet nie do PO, ale nawet do PiS).

Mam wrażenie, że Polska stoi w obliczu dramatycznego wyboru. Gdy Prezydent Andrzej Duda wykonał kilka gestów wobec opozycji (np powołując do Rady ds. Rozwoju Adama Daniela Rotfelda, który otwarcie przecież poparł kandydaturę Bronisława Komorowskiego) tzw „salon” nawet tego nie zauważył. Miałem wrażenie, że i tu poczucie wyższości nie pozwalało nawet na odnotowanie gestu. Szkoda, bo była szansa, aby choć w zakresie polityki zagranicznej wnieść się na poziom dojrzałych państw.

Dlaczego tyle piszę o tych elementach psychologicznych? Ano dlatego, że to one – a nie żadne racje polityczne czy też prawne – zadecydują o kierunku w którym pójdzie polska polityka. W psychologii istnieją dwa podstawowe negatywne uczucia – nienawiść i pogarda. Nienawiść pomiędzy głównymi siłami politycznymi jest zapewne wzajemna, ale to nie ona niczym miecz Damoklesa zagraża Polsce. Dialog i kompromis uniemożliwia otóż pogarda…

…Polska znajduje się na rozstaju dróg. Wina leży po obu stronach. I tylko Polski żal. Polski bowiem nie stać na wojnę polsko – polską. Na tej zyska wyłącznie Władimir Putin…” (Witold Jurasz)

całość tu: Bawcie się tak Panie i Panowie dalej…

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

Sejmowa
arytmetyka
silniejsza
niż moc
w językach!
Tryb,
banały
i uchwały.
Oszalały
liberały.
Hipokryzja.
Dwa?
Trzy?
Pięć???
Telewizjo!
Dalej kręć!

Marek Gajowniczek: „Moc w językach”

„Zawieszenie i dziewczyna”, fobia, absurdy oraz niusy ważne i mniej ważne (wizyta Dudy w Chinach na cenzurowanym). „Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich”(?) mediach.


rys. Wojciech Romerowicz

rys. Wojciech Romerowicz

cytat: „Środki masowego przekazu, nawet jeżeli im nie wierzymy, jeżeli uważamy, że kłamią, mają na człowieka olbrzymi wpływ, ponieważ ustalają mu listę tematów, ograniczając w ten sposób jego pole myślenia do informacji i opinii, jakie decydenci sami wybiorą i określą. Po pewnym czasie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, myślimy o tym, o czym decydenci chcą, abyśmy myśleli (najczęściej są to sprawy błahe, lecz celowo wyolbrzymione, albo fałszywie przedstawione problemy). Dlatego ktoś, kto mniema, że myśli niezależnie, ponieważ jest krytyczny wobec treści przekazywanych mu przez środki masowego, przekazu – jest w błędzie. Myślenie niezależne to sztuka myślenia własnego, osobnego, na tematy samodzielnie wywodzone ze swoich obserwacji i doświadczeń, z pominięciem tego, co usiłują narzucić mass media.(Ryszard Kapuściński)

„…Czy my w obecnych czasach mamy jakiekolwiek pojęcie które jest dokładnie sprecyzowane i w stosunku do którego nie ma konfliktów w interpretacji? Czy „dziennikarze” wyjaśniają nam na czym polega dane pojęcie, czy po prostu tylko podgrzewają atmosferę dolewając oliwy do ognia.

Wolność słowa, populizm, państwo prawa, zamach stanu, zamach na demokrację, konstytucjonalista, prawo karne, prawo łaski, nacjonalista, ksenofob, rasista, imigrant, uchodźca, lewak, kosmopolita, sztuka, porno, wolność sztuki, mowa nienawiści, itd., itd.

Zapraszają ludzi do programów, a człowiek który obejrzy ma jeszcze większy mętlik w głowie, bo temat nie dość że nie zostanie wyjaśniony to rozciągnięty na dodatkowe płaszczyzny.

Znacie pojęcie, czy nawet słowo w stosunku do którego nie powstanie konflikt interpretacji? Może my już jesteśmy skazani na podgrzewanie atmosfery, natomiast nigdy na wypracowanie optymalnego ustawienia na kaloryferze.

Kim według mnie powinien być dziennikarz? Powinien być osobą która łączy pozyskane informacje w jedną całość która przedstawia widzom, jest źródłem spójnej, zrozumiałej informacji, wiedzy kształtującej poglądy ale jednocześnie poszerzającej horyzont widza, czytelnika na sprawy które podejmuje.

Obecnie mamy przesyt publicystów mianujących się dziennikarzami i ich współpracowników nazywanych dziennikarzami. Dziennikarze to wymierający gatunek.

Pantera śnieżna należy do rodziny kotów, gatunek zagrożony wyginięciem. Dziwne przecież na świecie jest tyle kotów. Kot to, to kot, nieprawdaż, więc po co podejmować temat.” ()

polecam lekturę całości tu: „Zawieszenie i dziewczyna”.

podobne: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”.

„…Nienawiść = Strach

Na przejawy racjonalnego myślenia, próby wytłumaczenia, że istnieje realne zagrożenie zamachami i ludzi męczy jak najbardziej zasadny strach przed terrorystami, ci wszyscy eksperci reagują histerycznie, oskarżając autora takich słów o nienawiść. A potem ci sami socjologowie czy dziennikarze widząc Marsz Niepodległości potrafią opowiadać, że autentycznie boją się i czują duże zagrożenie ze strony tłumu z polskimi flagami. Potrafią godzinami opowiadać o swoim strachu przed „demonami polskiego patriotyzmu” i obrażać Polskę i Polaków na różne sposoby, od wsadzania polskiej flagi w gówno, aż po zrównywanie patriotyzmu z rasizmem.

Muzułmanów z bombami się nie boją, a jeśli widzą kogoś kto się boi – to znaczy że to nienawiść. Polaków z flagami się boją, i to w żadnym stopniu nie jest uprzedzenie, ksenofobia czy polonofobia. To zwykły strach.

Myślenie tych ludzi sprowadza się więc do takiego schematu.

Muzułmanie robią zamachy – obywatel mówi, że się boi.

Pan ekspert komentuje – to nie strach. To jest nienawiść i nie wolno tego rozpowszechniać!

Polacy maszerują z flagami – Pan ekspert obraża ich, wyzywa i okazuje pogardę.

To nie jest nienawiść. To jest uzasadniony strach i należy jak najwięcej osób przekonać, że to jest zagrożenie!..”

źródło: Żelazna Logika – FOBIA

podobne: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. oraz: „Chodzi o to aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa”, czyli… Terror propagandy

cytat: „Media informacyjne natomiast podają nam treść, która, jak to ktoś policzył, w 80 procentach jest wygenerowana przez firmy PR-owskie i lobbingowe. I nie ma tam dżingla ostrzegawczego: „Kryptoreklama”. Ale nie to jest jeszcze najgorsze. Do dewaluacji słowa, do spadku wiary w wartość informacji najbardziej przyczynia się to, że jednego dnia jakiś news podawany nam jest jako kosmicznie ważny, a następnego dnia już jest zapomniany. I dodajmy do tego jeszcze tabloidy, które informują, że do Torunia przypłynął Wisłą wieloryb, w Łodzi grasuje kotojeleń, a na polu pod Suchedniowem kosmici zdradzają rolnikom tajemnicę zwycięskich numerów Totolotka. W tej sytuacji kłamstwo jest powszechne, a informacja przestaje mieć jakąkolwiek wartość.” (Tomasz Piątek)

Od czego by tu zacząć skoro absurd goni absurd?

Może od wczorajszej okładki gówna. W unijną flagę i rozpaczą, jak się traktuje taki śwety symbol. Nie przypadkowo napisałem „święty”. Otóż wszelkiego typu ekspertom przypomniało isę, ze flaga nawiązuje do chrześcijańskich korzeni Europy. Czyżby Unia Europejska miała się okazać ukrytą instytucją wyznaniową? Co z rozdziałem kościoła od państwa? Gdzie jest Ewa Kopacz ostrzegająca przed PiSowskim państwem wyznaniowym – oczywiście chwile po tym jak wstała z kolan na które padła przed Franciszkiem? Jestem pewny, że nikt na te pytania nie odpowie. Mało tego – nikt ich nie zada.

Skoro jesteśmy przy umiłowanej Unii to jej instytucje pracują. Obecnie opracowują dyrektywę określającą maksymalną wysokość… płomienia świecy. Ponadto dyrektywa wyjaśni nam w końcu czym jest świeca: „jest to rzecz, która ulega częściowemu spaleniu w temperaturze 20-27 stopni Celsjusza a jej główną funkcją jest dawanie jasnego płomienia”, a także nakłada na użytkownika świec obowiązek pilnowania czy świece są stabilne, a także stałego kontrolowania czy ryzyko oparzenia się  „jest tak niskie, jak to tylko możliwe”. Jakim cudem ludzkość przetrwała tyle tysięcy lat bez tak istotnej dyrektywy pozostanie jedna z tajemnic historii…

…Na koniec już… Niedawno GóWno opublikowało artykuł, że w poznańskiej szkole prześladowany jest uczeń z Ukrainy. Typowe GóWniane ujadanie o ksenofobii wyssanej przez „polaczków” z mlekiem matki. Dzisiaj Wirtualna Polska opublikowała artykuł z którego wynika, że nic takiego nie miało miejsca. Powołując się na rozmowę z rodzicami chłopca, oświadczenie ich prawnika i dyrekcji szkoły. Co prawda fakt, że w GóWnie prawdziwy jest tylko tytuł gadzinówki nie dziwi, ale kiedyś w swoich kłamstwach były bardziej… hm… wyrafinowane…”

całość tu: DWS – 27 listopada 2015 roku

podobne: 113% frekwencji czyli unijne absurdy wybrane oraz źle wydane pieniądze. Bankrutujący „raj” Szwecji kontra raj podatkowy na Krymie. oraz: Stanisław Michalkiewicz: „Wchodzimy w etap konfrontacji” czyli kto dla kogo mosty pali. Spadek sprzedaży Wyborczej i „inwigilacja” Durczoka. i to: Kto za krzywdę odpowiada…Ten najgłośniej krzyczy “Biada!” GW donosi na stadiony!

„…Przez 4 dni Wiadomości TVP pokazały łącznie 9 minut i 48 sekund relacji z wizyty prezydenta Andrzeja Dudy do Chin. Łączny czas ujęć spotkań delegacji polskiej z Chińczykami wyniósł 3 minuty i 5 sekund, natomiast łączna długość wypowiedzi prezydenta wyniosła 48 sekund. Dłużej mówił sam korespondent, bo przez 2 minuty i 24 sekundy. Koszty wysłania polskiej ekipy telewizyjnej do Chin nie odzwierciedlały jakości przekazu z Państwa Środka.

Z przykrością należy stwierdzić, że Jacek Tacik pojechał do Chin bardziej na wycieczkę, niż po to, by relacjonować wizytę prezydenta. Wiele rzeczy zostało pokazanych byle jak, po łebkach, a niektóre w ogóle zostały pominięte jak choćby spotkanie Andrzeja Dudy z Polakami mieszkającymi w Chinach. Pozornie mało istotne wydarzenie nabiera jednak znaczenia w momencie, gdy uświadomimy sobie, że takie spotkania podczas zagranicznych wizyt stanowią ważny element polityki prezydenta. Korespondent TVP skupiał się często na rzeczach mało istotnych, takich jak historia Muru Chińskiego, czy kwestie związane z oprawą uroczystości…” 

całość tu: Andrzej Duda w Chinach

„…Niusy ważne:

1. Akcja z Lewicką, oczywiście reportaż pseudośmieszny. Trwał coś koło 3 minut. Główna teza, taka jakiej można się spodziewać. Opinie ze wszystkich stron, ale samej rozmowy wam drodzy widzowie nie pokażemy, bo jeszcze byście mogli sobie wyrobić własne zdanie. A to jest nasza rola żeby wam mówić co macie myśleć! Do tego reportaż pomieszany z pornosztuką we Wrocławiu. Obrazu komedii dopełniają słowa Knapika, który na słowa kilku polityków PiS o sztuce dał komentarz „mówią co myślą, choć nie widzieli”. I dokładnie to samo zrobił ze swoimi widzami.

2. Raport otwarcia Kancelarii Prezydenta. Znany od tygodnia ale do Faktów trafił dopiero, gdy znaleźli jakąś kontrę. Oczywiście ta kontra czyli jakiś nocleg Dubienieckiego to była główna treść reportażu. A co tam Broniu nabroił, no to tego już się z Faktów nie dowiemy. Potem jakieś bzdury o pustej szafie Macierewicza, która miała być chyba zabawną puentą. Razem jakieś 3 minuty głupot.

3. I nagle nius naprawdę istotny. Najważniejsza wizyta prezydenta RP od co najmniej roku. Andrzej Duda pojechał do Chin. Reportaż o tym trał ok. 30-40 sekund. Przebitka z Szanghaju, wypowiedź Prezydenta o nowym szlaku jedwabnym, zero puenty, zero przybliżenia tematu, bo….

4. … Wjeżdża nius dla Polski najważniejszy! Blisko trzyminutowy reportaż o wizytach zagranicznych prezydenta Francji. O proszę, Cameron przyjechał, Tusk przyjechał, jutro jedzie do USA, a w czwartek do Rosji. Zagrożenie terroryzmem i tak dalej.

5. Potem jeszcze kolejny trzyminutowy reportaż o pijanym wójcie, który udzielił ślubu i czy teraz ślub jest ważny? I jeszcze jeden dwuminutowy supernius o zmianie dyrektorki w jakiejś szkole.

Mamy zatem dwie pieczenie w tym krótkim wpisie.

1. Już wiemy jakie niusy są wg Faktów ważniejsze od wizyty prezydenta Polski w drugim największym światowym mocarstwie.
Nocleg Dubienieckiego, zepsuta szafa, pornosztuka, nowa dyrektorka jakiejś szkoły i pijany wójt – to wszystko w Faktach zyskało więcej czasu antenowego niż Prezydent Polski nawiązujący w Chinach do Nowego Szlaku Jedwabnego, który może być inwestycją kluczową dla całej Polski na kolejne dekady.

2. Wiemy też, że ważniejsze od wizyt zagranicznych prezydenta Polski, są wg Faktów, wizyty zagraniczne prezydenta Francji i o tym postanowili powiedzieć Polakom zdecydowanie więcej.

Prawdziwy popis dezinformacji. Winszuję redaktorom i gratuluję szczerze, że po takich codziennych dawkach jesteście nadal w stanie ze spokojem spoglądać sobie w lustro.”

całość tu: Żelazna Logika – Polskie media o kluczowej wizycie Andrzeja Dudy w Chinach

cytat: „Pustą głową łatwiej jest potakiwać. Myślenie to najcięższa praca, dlatego tak niewielu jej się podejmuje.”

„…Przyzwyczajacie od lat swoich widzów, że polityka to pyskówki w „Kropce nad I„, zabawne riposty w „Kawie na ławę„, ostry język w Waszych reportażach, gdzie zawsze wybieracie najbardziej wulgarne wypowiedzi z kilkunastu godzin pracy kilkuset osób.

Pokazujecie ludziom jakieś infantylne pseudozabawne reportaże o „kulisach polityki na luzie” i jednocześnie to jest cała treść Waszych programów. Albo pyskówki, albo opinie, albo dowcipy. A informacja? Przy okazji czasem się trafi ale zawsze koniecznie z omówieniem tejże.

I Wy się jeszcze dziwicie, że oglądalność telewizji spada, a młode pokolenie czerpie dla siebie informacje już tylko z Internetu? A skąd ma brać, jak u Was tylko pierdoły lecą. Chcieliście wychować sobie widza-przygłupa. Częściowo Wam się udało, bo są ludzie którzy z braku czasu są skazani na Wasze codzienne 30-minutowe streszczenia dnia i w efekcie w plebiscycie na „Wydarzenie roku”, dwukrotnie wygrywa… mama Madzi a w TOP3 jest usunięcie piersi przez Angelinę Jolie.  Faktycznie. Wydarzenia roku.
Ale nie przewidzieliście, że będzie też gigantyczna grupa ludzi, którzy z braku rzetelnej informacji w telewizji, zaczną szukać jej gdzie indziej.

Telewizja odchodzi do lamusa. Telewizja informacyjna umiera na własne życzenie ledwo osiągnąwszy pełnoletność.

I nikt po Was nie zapłacze. Nikt, bo to co serwujecie jest tak marne, że nie będzie żadnej straty dla dostępu do informacji.”

całość tu: Żelazna Logika – Stacja informacyjna z ambicjami 24-godzinnej telewizji rozrywkowej

podobne: Heglowska logika mediów w sprawie Wiplera czyli „Jeśli fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów”. oraz: Profesjonalizm dziennikarzy, czyli…

cytat: „Kiedy przeanalizowano 14 tysięcy materiałów z jednego dnia na Google News, największego agregatora internetowego dziennikarstwa, okazało się, że wszystkie wywodzą się z 24 materiałów informacyjnych. Tak wyglądają teraz proporcje. 24 razy ktoś wykonał prawdziwą dziennikarską robotę, czyli poinformował o wydarzeniu. Reszta dopisała do tego materiały pochodne. (…) Cała ta publicystyka mogła być dobra albo zła, ale nie będziemy mieć wartościowej publicystyki bez tekstów informacyjnych. A ich wciąż ubywa”. (Andrew Nagorski)

Od czego są dziennikarze?

Jeśli od tego by prezentować nam swoje prywatne poglądy, albo z góry ustaloną „prawdę” (czy inne „fakty”), to nie potrzebują do tego gości, ekspertów, rozmówców itp. „przyzwoitek”. Niech usiądą sobie w studiu (sami) i sami sobie odpowiadają na zadane przez siebie pytania. Zgodnie ze swoją wiedzą, intencjami i w stylu jaki sobie (też sami) narzucą. A jeśli są od tego żeby zaprezentować czyjeś stanowisko, to niech nie robią ze studia rzeźni a z zaproszonych gości świń, zaś z widzów tępych konsumentów tego co przerobią na swoją modłę, co w efekcie można nazwać popularnym dla tego rodzaju „informacji” określeniem, tj. parówką. „Zaprosić” kogoś do studia po to by go urabiać, a jeśli się nie uda urobić to się go próbuje wybijać z rytmu wypowiedzi prowokacyjnym, nachalnym i bezczelnym przerywaniem (jaki sens ma „dopytywanie” przed wysłuchaniem do końca?), po to żeby ludzie siedzący przed telewizorem nie poznali przypadkiem innego punktu widzenia (poza dziennikarskim) jest oczywistą próbą manipulacji widzem… I dla każdego dziennikarza tego rodzaju „praca” powinna się zakończyć dyscyplinarnym zwolnieniem… (Odys)

„…jeśli chcemy oddać media publiczne ludziom, uspołecznić je i wyrwać z rąk politruków, to musimy solidnie się namyślić.

To, jak teraz – na powrót – skonstruujemy media publiczne, pozostanie na długie lata.

Nowy ład medialny musi bowiem służyć nie „nam” a krajowi, państwu, społeczeństwu. Z ekranów publicznej telewizji powinien przestać wylewać się potok kłamstwm kpin z obywateli i obrażania naszych przodków (np. emisja serialu „Nasze Matki, Nasi Ojcowie”).

Kanał TVP Kultura powinien zostać natychmiast przebudowany.

Za genderowo – antypolski kształt produkcji tego kanału odpowiada Katarzyna Janowska. Dla niej już nie będzie już miejsca w nowej TVP.

Z szefowania telewizyjnej „dwójce” natychmiast powinien zostać usunięty ziejący nienawiścią do opcji niepodległościowej Jerzy Kapuściński, człowiek o nikłej kulturze i niewielkich dokonaniach.

Niedawny, niezbyt rozgarnięty, prezes TVP Juliusz Braun nigdzie się nie ukryje, czeka go proces za świadome niszczenie substancji publicznej jaką jest TVP.

Przestępcze decyzje – m.in. podpisane, przez peowsko – peeselowski zarząd TVP – o zawarciu umów z podejrzaną firmą i wyrzuceniu, na jej podstawie, wielu dziennikarzy poza obręb TVP muszą zostać ocenione i na podstawie tej oceny powinny zostać sporządzone wnioski do prokuratury…

…Pora też uwolnić telewizje od najgorszych transferów w jej dziejach – maleństwo Lisów już powinno szukać sobie zajęcia daleko poza ulicą Woronicza.

Tomasz Sekielski – autor słynnych „taśm Beger”, wredna przystawka do niejakiego Morozowskiego, niech już teraz spakuje swoje manele i wraca do macierzystej stacji. Jego czas w TVP właśnie dobiega końca.

Piotr Kraśko – istnieje wielka szansa, ze wreszcie utnie się w telewizji publicznej wpływy komunistycznego klanu rodziny Kraśków – Piotr Kraśko, osobiście odpowiedzialny na uleganie Godlewskiemu i redagowanie najbardziej załganego w tej części Europy serwisu informacyjnego, już tym razem się nie wyślizga.

Stał się symbolem reżimowej propagandy i jako symbol powinien ponieść za to konsekwencje.

Do wymiany jest nie tylko całe kierownictwo TVP Info (gdzie trzeba przeprowadzić gruntowną operację plewienia peeselowskich chwaścików), ale też czołowe twarze ludzi występujących na wizji w rolach „prezenterów” i „reporterów politycznych, zwłaszcza sejmowych” , do zwolnienia są wydawcy, autorzy serwisów i autorzy propagandowych – kłamliwych – nagonek na polityków niedawnej jeszcze opozycji.

Wszyscy ci ludzie powinni stracić pracę nie za poglądy – bo te każdy dziennikarz może mieć jakie sobie chce – ale za świadome szerzenie kłamstw, fałszowanie rzeczywistości – to przecież najcięższe dziennikarskie przestępstwa…”

całość tu: Witold Gadowski – Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura

podobne: Tajne przez poufne: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?”  oraz: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia

…Nie mam więc żadnych zastrzeżeń co do win i uwag jakie poczynił Pan Gadowski wobec nazwisk wymienionych w artykule. Bo to właśnie ci ludzie walnie przyczynili się do tego że przestałem śledzić (i nie tylko ja) serwisy informacyjne i programy publicystyczne w tzw. „telewizji publicznej” (i nie tylko tego medium), gdyż nie było w nich ani rzetelności, ani bezstronności. Była za to wybiórczość w serwowaniu „informacji” oraz polityczna poprawność w ich interpretowaniu (to samo zresztą dotyczy największych stacji „prywatnych”). Jednak na tym się mój brak uwag kończy. Bo jeżeli Pan Gadowski upiera się przy upaństwowieniu (czyli właśnie upolitycznieniu) mediów zwanych publicznymi sądząc że to je „uspołeczni” (sic!), nie zauważając że to jest właśnie główna przyczyna i mechanizm ich stronniczości (przecież takie media NIGDY nie będą źle mówić o władzy która im płaci!), wierząc w to i przekonując (kogo?) że media państwowe mogą być bezstronne i niepodatne na wpływy polityczne to jest albo naiwny albo… (nie dokończę) 🙂

Z dedykacją dla Pana Gadowskiego i innych dziennikarzy, publicystów, autorytetów i ekspertów z samozwańczego obozu „niepokornych” (zwanych również „niezależnymi), cytat: Jeżeli my wracamy do struktur, w ramach których rząd mianuje szefa telewizji i to ma być odpolitycznienie mediów publicznych, to mamy do czynienia z taką sytuacją, ja aż milknę, że jeżeli się ma odpowiednie poparcie w mediach, to można dosłownie wszystko. Można pokazywać czarną ścianę i mówić, że jest biała.” Ich autorem jest ś.p. Lech Kaczyński – brat człowieka od którego partii Pan Gadowski domaga się rozliczeń i stworzenia od nowa mediów państwowych. Prawda że niezły paradoks?

Będąc niejednokrotnie świadkiem wybiórczej stronniczości mediów zwanych do niedawna „opozycyjnymi” (tudzież „niezależnymi” alias „niepokornymi”) jak np. TV Republika (więcej tu: Kukiz wyszedł z kina (TVRebublika) czyli… przesłuchanie prawie antysystemowca przez prawie Olejnik), bo „zaprzyjaźnionymi” z nową władzą (a do niedawną opozycją), śmiem wątpić w to, że misja „odnowy mediów publicznych” zakończy się ich powrotem do rzetelnego i bezstronnego informowania o otaczającej Polskę i Polaków rzeczywistości. Uważam że pod nowym auspicjum „media publiczne” będą tak samo upolitycznione jak do tej pory, tyle że teraz będą nas informowały z innego (rzecz oczywista) klucza, poprzez usta swoich sprawdzonych i wiernych propagandystów… (Odys)

podobne: Po debacie w „Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na „patriotyzm” i „konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi. oraz: Dr Hanna Karp o promocji Telewizji Republika w lewicowych mediach i to: Powyborczy Przegląd Tygodnia w Klubie Ronina czyli o tym jak demokraci wyśmiewają monarchistę, ale sami żądają od władzy żeby sama się obaliła. KNP brata się z Ruchem Narodowym! a także: POPIS na posiedzeniu „Parlamentarnego Zespołu ds. obrony wolności słowa” czyli… wiódł ślepy kulawego (Nagroda Darwina dla obu). Stanisław Michalkiewicz o „cyngielmanach” prezesa Kaczyńskiego. polecam również: „Do dwunastu mediów” czyli „wiersz do każdego polskiego ucha”.

„…Media w Polsce przypominają mi Koloseum – na arenie walczą gladiatorzy i od kaprysu gawiedzi zależy kto wygra a kto zginie, argumentem jest siła i widowisko, czasami ukrzyżuje się większą ilość chrześcijan, czasami wypuszczą lwy, ludziom rozda się chleb, a gdy przybędzie cezar udekoruje się arenę kwiatami, by dać namiastkę luksusu.

Nie chodzi o piękno, lecz jedynie o to, żeby nikt nie opuścił trybun. Tymczasem na zapleczu, w podcieniach, trwa handel niewolnikami, pojawiają się kolejni możni, którzy ustawiają walki i opłacają klakierów.

Koloseum zaprezentuje każdego, kto wystarczająco dużo zapłaci, aby tylko kontynuować widowisko. Tyle, że nie można spędzić na trybunach całego życia, ani też to co widzimy na arenie nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością się poza jego murami. A im głupsze i bardziej brutalne widowisko tym większe poczucie dysonansu kiedy przestaje się na to patrzeć.

Jeśli tylko wyjść poza mury amfiteatru okazuje się, że jest wiele dużo ważniejszych spraw. Jest nauka, przynosząca codziennie nowe odkrycia i potrzeba by ludzie o nich się dowiadywali, bo może właśnie nowa terapia uratuje tobie albo twojemu bliskiemu życie. Jest kultura i sztuka które cieszą, zachwycają, bawią, zmuszają do refleksji i zadumy, dzięki którym kształtuje się wewnętrzną wrażliwość. Jest edukacja, dzięki której nasze dzieci lepiej rozumieją otaczającą nas rzeczywistość, rozwijają się i kształtują na dobrych, mądrych ludzi. Jest gospodarka, którą należy rozwijać z korzyścią dla jak największych grup obywateli, nie zapominając o solidarności z tymi, którzy są na tyle nieporadni że potrzebują wsparcia. Jest prawo które należy kształtować tak, że przetrwa nasze i kolejne pokolenia, zapewniając obywatelom poczucie bezpieczeństwa, sprawiedliwości oraz możliwość wyrażania swojego zdania, w najważniejszych kwestiach dotyczących wspólnoty i działania dla dobra wszystkich, a nie tylko wybranych grup interesu kosztem pozostałych…” (Anna Białoszewska)

źródło: „Media publiczne tworzą dziś obywatele”

podobne: Dziennikarstwo to odpowiedzialna służba dobru wspólnemu. Konserwatystki w polskich mediach. i to: Blizna: Dlaczego zwykły IDIOTA oraz facet z trzema FAKULTETAMI i doktoratem MÓWIĄ i MYŚLĄ dokładnie tak SAMO?

…na szczęście mamy internet i póki co wolność słowa, dzięki czemu istnieje swobodny dostęp do dość szerokiego wachlarzu pluralizmu informacyjnego, a demografia i postęp technologiczny sprzyjają rozwojowi niezależnych (od budżetu państwa) mediów elektronicznych. Jak śpiewa klasyk: „…wystarczy wsłuchać się i schylić żeby mieć, a im się nie chce…”, więc za kilkanaście lat takie TVP, Wyborcza, Polsat czy TVN będą musiały zrewidować swoją politykę (dez)informacyjną inaczej nikt (albo jakieś resztówki) po nie nie sięgnie, czyniąc ich biznes niepotrzebnym i nieopłacalnym… (Odys)

PS… „Za panowania cesarza Marka Aureliusza istniała niespotykana jak na tamte czasy swoboda wypowiedzi. Na przykład pisarz komediowy Marullus pozwalał sobie na krytykę władzy, nie ponosząc żadnych konsekwencji.

Cesarz był otwarty na krytykę, co było niespotykanym przypadkiem w historii. Każdy inny cesarz rzymski skazałby pisarza na śmierć. Marek Aureliusz, nazywany „Filozofem na tronie”, pomimo swojego pochodzenia, wykształcenia, bogactwa, władzy i przywilejów, był prostym i bardzo wyrozumiałym człowiekiem. Do wszelkich obowiązków podchodził z rozwagą, rządził sprawiedliwie. Był wierny dla swoich przyjaciół i rodziny, litościwy dla wrogów; hojny dla potrzebujących. Był wzorem dobrotliwego monarchy, o którym wspominał Sokrates.” (Imperium Romanum)

Żeby nie było tak całkiem sztywno 🙂 „Za chwilę dalszy ciąg programu” przedstawia: Rozmowa z posłem, czyli wywiad w Sejmie

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Marsz „Polski dla Polaków” i antypolska histeria w „zagranicznych” mediach dla których nacjonalizm to rasizm.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

1.Antypolska histeria w kraju.

Na początek ciętym co prawda językiem, ale w punkt sytuację w tzw. korytowym nurcie „polskich” mediów opisuje Pan Kokoszkiewicz:

„…Sytuacja, w jakiej po wyborczej przegranej znaleźli się przedstawiciele tak zwanego salonu III RP jest z psychologicznego punktu widzenia bardzo ciekawym zjawiskiem. Oto na margines odchodzi cała generalicja i adiutantura „autorytetów moralnych i medialnych”, której poczucie wyższości wynikało nie tyle z intelektualnej przewagi nad innymi, ile z trwającego całe ćwierćwiecze wzajemnego pompowania własnych ego. Środowisko skupione wokół „Gazety Wyborczej” posługując się dość prostym patentem i przewagą na konkurencją, jaką otrzymali w czasie uzgodnień zawartych przy okrągłym stole – działało według zasady: My ogłosimy, że jesteś wyjątkowo mądry, a ty w drodze rewanżu powiesz, że my jesteśmy jeszcze mądrzejsi. My okrzykniemy cię posiadaczem najpiękniejszego życiorysu, a ty skromnie odpowiesz, że nasze życiorysy nie są wcale gorsze.

Ona jest nie tylko śmieszna i żałosna, ale dla mnie jak najbardziej zrozumiała. Mamy oto kliniczny przypadek syndromu odrzucenia określany przez fachowców, jako RS (rejection sansitiviti). Oni czują się dzisiaj jak dziecko, którego z powodu gorszej sprawności fizycznej nikt z podwórka czy podczas lekcji w-f nie chce już wybrać do drużyny. Oni wyglądają jak podpierający ścianę na wiejskiej zabawie kawalerowie z dużymi kolorowymi grzebieniami w tylnych kieszeniach oraz pryszczate pokraczne panny, z którymi nikt już nie chce zatańczyć.

Przyjrzyjcie się Drodzy Czytelnicy oraz posłuchajcie dzisiaj Michnika, Smolara, Jastruna, Hartmana, Stuhra, Żakowskiego, Lisa, Kraśki, Kuźniara, Miecugowa, Olejnikowej, Lewickiej, Kublikowej, Środy czy Wielowieyskiej. To jest usilne i rozpaczliwe zabieganie o akceptację w czasach, kiedy nikt nie chce już ich oglądać i słuchać.

Spróbujmy wczuć się dzisiaj w Michnika i zrozumieć jego cierpienie. On przez dwie prezydenckie kadencje Kwaśniewskiego i jedną Komorowskiego, – czyli całe 15 lat – wchodził do Pałacu Prezydenckiego, kiedy chciał i jak chciał. Do tego stopnia czuł się tam jak u siebie, że czasami nawet zapominał zmienić butów i biegał po komnatach w plastikowych sandałach, albo wprowadzał tam cały pluton swoich pisarczyków do odznaczenia. Kto teraz będzie pamiętał o jego imieninach i urodzinach? Kto do niego zadzwoni lub napisze? Kto uzupełni orderami klapy jego wyciągniętej psu z gardła marynarki, aby w końcu wyglądał jak prawdziwy sowiecki generał?

Nad tymi wszystkimi odrzuconymi ktoś powinien się w końcu pochylić i ufundować im jakąś zbiorową terapię. Zaapelujmy o to do nowego ministra zdrowia zanim dopadnie ich choroba sieroca i zaczną na klęczkach kiwać się rytmicznie wbijając w ścianę płaczu swój nieobecny tępy wzrok.”

całość tu: kokos26 – Na kolana!

Prawda że smutna to sytuacja, kiedy nasi (bądź co bądź) rodacy przeżywają tak głęboką traumę tylko dlatego że demokracja pokazała swoje prawdziwe oblicze? 🙂

Niestety! Kto mieczem (etatyzmu , protekcjonizmu i demokracji) wojuje ten od miecza ginie… natychmiast! gdy tylko inna (wraża) ręka, która ma SWOJE interesy do załatwienia (i swoje gęby do wykarmienia) za niego chwyci. Gdyby bowiem pewne środowiska poszły po rozum do głowy i myślały perspektywicznie (a przede wszystkim nie egoistycznie) to nie stworzyłyby mechanizmów do tego, by państwo i jego aparat mogły zostać użyte do zagwarantowania jakiejś grupie interesów z mocy „prawa” monopolu na „prawdę” (rację). Nie siałyby kłamstwa i terroru o tym że „większość ma zawsze rację”, i nie miałyby w związku z tym problemu że kiedyś lódowi się odwidzi. I to do tego stopnia, że wybierze on sobie do władzy jako „reprezentację” inną grupę interesu (o innych poglądach i „prawdach”). Którzy wykorzystają ten sam mechanizm do własnych celów – przeciwko staremu układowi. Zagrażając zdobyczom dotychczasowej waaadzy prawem zwycięzcy i silniejszego, z mocy TAKIEGO SAMEGO mandatu demokratycznego, w myśl zasady „teraz k..wa MY!”. O pułapce socjalistycznego modelu rządzenia państwem pisze Ks Gniadek:

„…Z organizatorami marszu nie było mi do końca po drodze, ale nie widzę równocześnie niczego niewłaściwego w haśle narodowców „Polska dla Polaków”. To, że ktoś nie chce mieszkać razem z Niemcami lub muzułmanami, nie oznacza jeszcze, że nie chce z nimi handlować na odległość. Może jest i prawdą, że dzięki imigracji wzrosłyby dochody, ale dobrobyt i bogactwo to pojęcia subiektywne. H.H. Hoppe trafnie zauważa, że to dobrowolność kontaktów umożliwia ludziom odmiennych ras, narodów, języków, religii czy kultur nawiązanie pokojowych relacji, a co a tym idzie wolny handel (Demokracja,- bóg, który zawiódł, Warszawa 2006).

Dobrowolność kontaktów jest tu istotna i dlatego jeszcze bardziej nie po drodze jest mi z tymi, którzy są przeciwko organizatorom Marszu Niepodległości. Myślałem, że argumenty na rzecz wolnego handlu wydają się od czasów D. Ricarda (+1823) logicznie niepodważalne. Ze świeczką jednak szukać w Polsce partii politycznej, która nie popierałby polityki państwowego protekcjonizmu. Trudno mówić o wolności, jeżeli nie mogę według mojego uznania wymieniać własnych produktów z dowolnymi partnerami poza granicami mojego kraju. Współczesnych ruchów imigracyjnych też nie można utożsamiać z wolnością, gdyż są one wymuszone przez państwowy interwencjonizm, który hojnie obdarza imigrantów prawem do zasiłku integracyjnego.

J. H. de Soto, współczesny hiszpański ekonomista i przedstawiciel austriackiej szkoły ekonomii, taki system nazywa niehumanitarnym, ponieważ uniemożliwia człowiekowi wolne dążenie do wyznaczonych celów przy pomocy środków, które są według niego najwłaściwsze i dostępne. System, który oparty jest na instytucjonalnej agresji wobec wolności korzystania z funkcji przedsiębiorczej, jest definiowany przez hiszpańskiego ekonomistę jako socjalizm.

Pius XI przyznał, że socjalizmu nie można pogodzić z chrześcijaństwem (Quadragesimo anno, nr 120)…”

całość tu: Ks. Jacek Gniadek – Polska dla Polaków

podobne: Dlaczego w Polsce jest jak jest? Julian Drozd o socjalistycznym populizmie pod płaszczykiem prawicy. oraz: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem

…tymczasem spirala antypolskiej histerii tzw. „salonu” idącego wbrew zdrowemu rozsądkowi pod prąd coraz silniejszego zapotrzebowania (zwłaszcza wśród młodych) na tożsamość narodową, kręci się coraz szybciej. Lewica (bo to jest właśnie środowisko lewicowe) do tego stopnia straciła kontakt z rzeczywistością, że nawet brak przemocy i poważnych incydentów na tegorocznym „marszu niepodległości” ustami (z poważnej miny) niejakiego Sierakowskiego uznała niemal za problem (sic!) – bo oto „faszyzm” „rasizm” i „ksenofobia” zamiast jawnie zamanifestować swoje brunatne oblicze jawną przemocą (paląc np. jakiś wóz transmisyjny wiadomej stacji „komercyjnej” przed jej kamerami) schowało się za biało czerwonymi  flagami, racami, hasłami „Bóg, honor, ojczyzna”, do tego stopnia „terroryzując” Warszawę, że według tego Pana wyglądała na wyludnioną, smutną i przestraszoną (sic!). Nie wiem co ten Pan wziął, i dlaczego on i kilku innych redaktorków z wyraźnym żalem w głosie dyskutowali o tym że oto nic się nie dzieje (bo krew się nie leje?), ale tego rodzaju zachowanie można określić tylko w jeden sposób – psychoza, czyli „…stan umysłu, w którym doznaje się silnych zakłóceń w percepcji (postrzeganiu) rzeczywistości. Osoby, które doznają stanu psychozy, doświadczają zaburzeń świadomości, spostrzegania, a ich sposób myślenia ulega zwykle całkowitej dezorganizacji. Osoba znajdująca się w stanie psychozy ma przekonanie o realności swoich przeżyć i wydaje się jej, że funkcjonuje normalnie. Istotą psychozy jest brak krytycyzmu wobec własnych, nieprawidłowych spostrzeżeń i osądów…”. Geneza tego szaleństwa przebiegała w sposób następujący:

„…Nie udało się wcisnąć Polakom, że „patriotyzm jest jak rasizm”, więc spróbowano ich świętowanie skierować w stronę „kolorowej niepodległej”

Nie udało się świętowanie Niepodległości „na kolorowo”, więc spróbowano wkręcić, że „Święto zostało ukradzione”

Nie udało się wkręcić, że „Święto zostało ukradzione”, więc postanowiono przyjąć wersję szerszą – „Po co nam Niepodległość? Wszak zabory przyniosły postęp i modernizację!”

Nie udało się wcisnąć Polakom, żeby wybrali Europejskość zamiast Polskości, więc wracamy do punktu wyjścia. „Patriotyzm jest jak….”

I przy okazji w taki oto sposób użyto symbolu Polskiego Lotnictwa, które ma wybitne zasługi w walce z faszyzmem.”

o czym pisze

podobne: „Niezbędnik Historyczny” Lewicy a także: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”.

…ten przykry a przy tym absurdalny dla oka i ucha stan gdzie „Polska dla Polaków” ma być rzekomo hasłem rasistowskim i ksenofobicznym (co to jest rasizm i ksenofobia, oraz na czym polegają polecam doczytać samodzielnie) trafnie określa Pan Michalkiewicz:

„…To jest, mówiąc nawiasem, jakaś epidemia wśród Zasrancen zatrudnionych w charakterze chłopaków, czy panienek do pisania w żydowskiej gazecie dla Polaków. Każdemu z nich wydaje się, że zjadł wszystkie rozumy, tymczasem każdy tylko świeci światłem odbitym od majestatu Judenratu. Gdyby tak, dajmy na to, panu redaktorowi Michnikowi zepsuł się telefon, to wśród tamtejszych Zasrancen zapanowałby chaos: nie wiemy, co myślimy. Na szczęście Pan Bóg miarkuje wiatr na wełnę jagnięcia, w związku z czym telefon pana redaktora Michnika jest cały czas sprawny. Wracając zaś do pani red. Katarzyny Wiśniewskiej, to właśnie rozkazała Episkopatowi Polski, żeby przed 11 listopada zrobił porządek z uczestnikami marszu Niepodległości, a konkretnie – żeby odwiódł tych „zadymiarzy” od wznoszenia haseł „nacjonalistycznych”. Na przykład: „Polska dla Polaków”, bo wiadomo przecież, że Polska nie jest dla żadnych Polaków, tylko przede wszystkim – dla Żydów, potem – dla „uchodźców” – najlepiej z Syrii (bo oni wszyscy są teraz „ z Syrii”, nawet gdy pochodzą z Afganistanu), a dopiero potem – ewentualnie – dla Polaków – bo ktoś przecież musi zarówno Żydów, jak i „uchodźców” obsługiwać…

całość tu: Stanisław Michalkiewicz – Z majestatu Judenratu „Prawy.pl” (prawy.pl) • 13 listopada 2015

…Pozostaje zapytać wprost – To dla kogo w końcu ma być ta Polska i dlaczego nie dla Polaków, skoro to jest właśnie nasze (Polaków!) państwo? Czyżby dla środowisk opiniotwórczych zogniskowanych wokół GW, Krytyki Politycznej, Niusłika (i innych pomniejszych) publikujących również za pieniądze podatników (Polaków) najmniej pożądanym i uprawnionym „elementem” do zamieszkiwania w tym kraju byli właśnie Polacy? To kim WY tak naprawdę jesteście? Mam rozumieć że nie Polakami? Czy to dlatego tak chętnie podajecie się za krytyczny wobec Polski głos „zagranicy”?

polecam: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?”

2. Antypolska histeria „zagranico”.

„…Ledwie Beata Szydło podała skład swojego przyszłego rządu, w niemieckich mediach zapanowało poruszenie.

Tamtejsi dziennikarze natychmiast uznali, że nowy gabinet będzie trudny do zaakceptowania nie tylko dla Berlina, ale i Brukseli. Sadząc po pierwszych komentarzach, Niemcy najbardziej obawiają się nowego polskiego ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego i szefa MON Antoniego Macierewicza. To oczywiście dla Polski dobra informacja – i wskazówka, że nowy rząd realizował będzie interesy Warszawy, a nie Berlina.

Największe obawy wzbudziła nad Renem nominacja Witolda Waszczykowskiego na szefa polskiego MSZ. Niemieckie media informują, że wraz z nim stwardnieje linia polskiej dyplomacji, która teraz będzie wyjątkowo konserwatywna i skierowana w kontrze wobec Brukseli i Berlina. Jednocześnie gazety chwalą dyplomatyczne doświadczenie Waszczykowskiego oraz doceniają jego dobre i wszechstronne wykształcenie. Dużo miejsca poświęcono także Antoniemu Macierewiczowi. O przyszłym ministrze obrony narodowej dziennikarze zza zachodniej granicy mówią właściwie wyłącznie w kontekście katastrofy smoleńskiej.

Dziennik „Südwest Presse” zaalarmował po podaniu przyszłego składu rządu, że Polską będą teraz rządzić nacjonaliści. Zarzutem było to, że zwycięzcy październikowych wyborów stawiają… jedynie na narodowe interesy. Dziennik obawia się szefa polskiej dyplomacji, który zapowiedział współpracę z sąsiadami respektującymi potrzeby Polski w kwestii bezpieczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem rosyjskich zagrożeń. „Niemcy w tej chwili, zdaniem Waszczykowskiego, nie należą do tej grupy, albowiem przedkładają nad wszystko interesy z Rosją” – żali się niemiecka gazeta (przy okazji myląc nazwisko przyszłego szefa polskiej dyplomacji nazywając go Witoldem Waszczowskim). Ten sam dziennik sugeruje, że Jarosław Kaczyński już w trakcie kampanii wyborczej straszył szariatem, więc pewnie teraz odrzuci umowy dotyczące imigrantów, do których zobowiązała się Ewa Kopacz. Przed zbyt nacjonalistycznym rządem ostrzega także dziennik „Schwäbische Post”…

całość tu: Waldemar Maszewski – Niemieckie media w popłochu…

podobne: Szyderczy śmiech historii czyli… „Przyjeżdżają tu rowerami, pływają i wracają do domu naszymi samochodami”.

…pomijając śmieszność twierdzenia że rząd PISu będzie realizował polską rację stanu (chyba że będzie zbieżna z USraelską to i owszem), należy zwrócić uwagę na małostkowość i bezczelność pretensji „zagranicznej prasy” (dlaczego w cudzysłowiu o tym będzie później) o to, że jakiś rząd chce realizować swoje narodowe interesy nie pytając nikogo obcego o zdanie. Pozostaje zadać niemieckiej prasie pytanie: czyje zatem interesy powinien Polski rząd realizować? 😀 (i dlaczego nie swoje). Należałoby też uspokoić „zatroskanych” pismaków, bo pierwsze publiczne deklaracje (przyszły minister ds. europejskich Konrad Szymański: „… Nie odwołamy decyzji ws. przyjęcia uchodźców przez Polskę […] Nie ma podstaw prawnych, by decyzja w sprawie przyjęcia uchodźców przez Polskę została unieważniona.”) chociażby w kwestii tzw. „uchodźców” wskazują na to że Warszawa będzie posłuszna UE w tej kwestii i będzie solidarna z każdym postanowieniem jakie zostanie przez ten twór uchwalone. Nie wspominając już o tym że i za pierwszej kadencji PISu u władzy współpraca z Niemcami kosztem polskiej racji stanu również miała miejsce, o czym więcej tu: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”. i tu: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? Nie wspominając już o samym anszlusie Polski do UE za którym PIS również agitował. Głos ma znowu Pan Michalkiewicz:

„…W związku z tym naszły mnie wspomnienia z kampanii poprzedzającej referendum w sprawie Anschlussu Polski do Unii Europejskiej w czerwcu roku 2003. Płomienni zwolennicy Anschlussu, wśród których było wielu działaczy PiS z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele, argumentowali, że jeśli nie dojdzie do Anschlussu, to wylądujemy „we Władywostoku”, a w najlepszym razie – w „Białorusi”. Zwracałem wówczas uwagę, że taka np. Szwajcaria nie jest w UE, bo nie chce, a cóż złego byłoby, gdyby Polska upodobniła się do Szwajcarii? No tak – słyszałem w odpowiedzi – ale Szwajcaria jest bogatym krajem, podczas gdy Polska – nie. – Owszem – odpowiadałem – Szwajcaria jest bogatym krajem, ale przecież nie dlatego, że zapisała się do Unii, tylko, że się dobrze rządzi. No to my też spróbujmy dobrze się rządzić, a nie łudźmy się nadziejami, że Unia sypnie złotem i znowu będzie jak za Gierka. Stało się jednak inaczej, a co się stało, to się nie odstanie. W tej sytuacji oczywiście też można liczyć na „przełom”, ale taki – wedle stawu grobla.”

całość tu: Stanisław Michalkiewicz – Oczekując na „przełom”

„…Nie jest tedy rzeczą przypadku, że pierwszy Marsz Niepodległości odbył się 11 listopada 2009 roku – w miesiąc po ratyfikowaniu przez pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego traktatu lizbońskiego. Wszedł on w życie 1 grudnia 2009 roku, zaś najważniejszym jego postanowieniem było proklamowanie nowego podmiotu prawa międzynarodowego pod nazwą „Unia Europejska” (…) Bardzo wiele osobistości gorliwie przekonywało nas wtedy, że Unia Europejska nie jest państwem…

…Nie ma jeszcze własnych sił zbrojnych, ale kto wie, czy wkrótce nie będzie ich miała, bo np. pan Waszczykowski bardzo ten pomysł popiera, słowem – Unia Europejska ma wszelkie atrybuty państwa. Dlaczego w takim razie tyle, zdawać by się mogło, poważnych osobistości gorliwie przekonywało nas i nadal próbuje przekonywać, że Unia Europejska żadnym państwem nie jest? Nietrudno się domyślić – dlaczego. Otóż gdyby przyznali, że Unia Europejska jest państwem, wtedy trzeba by odpowiedzieć na kłopotliwe pytanie, jaki w takim razie jest status prawno-międzynarodowy krajów członkowskich, przede wszystkim – czy są one nadal niepodległe, czy już nie. Kraje członkowskie stanowią bowiem części składowe Unii Europejskiej, a historia poucza nas, że nigdy żadna część składowa jakiegokolwiek państwa nie była niepodległa. Owszem – mogła mieć mniejszy czy większy zakres autonomii, ale podlegała władzom państwa, w którego skład wchodziła, właśnie jako jego część składowa. Zatem, gdyby się okazało, że Unia Europejska państwem jednak jest, to by oznaczało, że 1 grudnia 2009 roku Polska, podobnie jak inne kraje członkowskie Unii Europejskiej, utraciła niepodległość.

…Ciekawe też, że dopiero po formalnej rezygnacji z niepodległości, rozpoczęły się u nas Marsze Niepodległości. Czy przypadkiem nie powinny nazywać się Marszami Zamiast Niepodległości?…”

całość tu: Stanisław Michalkiewicz – Ten tylko się dowie, kto cię stracił

podobne: Sprzedawczyki spod Lizbony zawłaszczają Kościół czyli… PiS udaje, że reprezentuje elektorat katolicki. oraz: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm.

…jest jeszcze jeden znaczący element tej antypolskiej histerii. Dotyczy on posługiwania się opiniami rzekomej zagranicy przez i na potrzeby lokalnych antypolskich środowisk, które dla celów politycznych próbują za pomocą propagandy obliczonej na wywołanie nieuzasadnionego poczucia wstydu manipulować i wywołać u Polaków mylne przekonanie o niskiej wartości…

„W mediach III RP obrodziło tytułami w rodzaju: „Niemiecka prasa przestrzega przed rządami PiS”, „Belgijska gazeta zaniepokojona przyszłością demokracji w Polsce”, „Washington Post: rządy PiS groźne dla Polski i Europy”, i tak dalej. Nic nowego…

Okazuje się, że w zdecydowanej większości autorami materiałów, którymi – jako głosami Zachodu, a więc Białego Człowieka pouczającego głupich tubylców – epatuje czytelników „Gazeta Wyborcza” i media jej pokrewne, są autorzy „Gazety Wyborczej” i mediów jej pokrewnych.
Gromi rządy PiS „The Guardian”? Tak, piórem Adama Leszczyńskiego z „Gazety Wyborczej” i Agaty Pyzik z „Krytyki Politycznej”. Przestrzega przed PiS „New York Times”? Owszem, piórem, Joanny Berendt z „Gazety Wyborczej”, wymiennie z Hanną Kozłowską, stałą autorką portalu Tomasza Lisa. Krytykują gazety niemieckie? Owszem, w „Die Welt” Julia Szyndzielorz z „Newsweek Polska” a w „Berliner Zeitung” Jan Opielka z „Krytyki Politycznej”…

…Nie chcę zanudzać czytelników wyliczaniem nazwisk, tytułów i konkretnych publikacji. Kto ciekawy, znajdzie je w tygodniku „Do Rzeczy” albo na portalu „Żelazna Logika”, a pewnie drugie tyle wyguglać może sam. Jedno nie ulega wątpliwości – źródło antypolskiego hejtu bije tu, nad Wisłą. To stąd przegrany obóz władzy i totalnie odrzucona przez Polaków lewica skamla do zachodnich towarzyszy: ratujcie!…

…Powiedzmy sobie szczerze, zachodnia opinia publiczna raczej nie poświęca wspomnianym materiałom wielkiej uwagi – ma dość własnych problemów. Owszem, dokładają one swoje do stereotypu Polski – i całej w ogóle środkowej Europy – jako siedliska ciemnoty i nacjonalistycznych zabobonów, dzikusów, nie umiejących się z należytą potulnością odwdzięczyć za łaskę, jaką było przyjęcie ich do Unii Europejskiej i obsypanie dotacjami (miliardów wyciąganych dzięki tej „łasce” z regionu przez zachodnie banki i koncerny nikt tam oczywiście publicznie nie rachuje). Ale przede wszystkim obliczone na oddziaływanie na tutejszą, tubylczą ludność…

Kto zna naszą literaturę, historię, wie, że od wieków obok Polaka niepokornego, upierającego się przy wolności i niezawisłości, przewija się w niej postać Polaka-renegata, którego wszystko co polskie brzydzi, wkurza i boli, a najbardziej go boli to, że nie urodził się Francuzem, Anglikiem czy Niemcem, niechby nawet Ruskim, tylko nadwiślańskim podludziem.
Za okupacji zyskało to nawet urzędową nazwę – volksdeutsch. Tak, ja wiem, że to drastyczne porównanie, bo przecież nie można zestawiać zbrodniczej okupacji hitlerowskiej z patriarchalną, kolonialną eksploatacją przez lepiej rozwinięte kraje, dobrotliwie odpłacające za pracowitość szklanymi paciorkami. Ale kiedy słyszę jak czołowy publicysta Salonu bez cienia wstydu oznajmia, że właśnie życzy sobie, aby Niemcy zmusiły – zmusiły! – Polskę do przyjęcia większej liczby „uchodźców”, bo trzeba Polaków ucywilizować przymusem, sami z siebie się przecież z ciemnoty nie dźwigną, to nie umiem tego nazwać inaczej niż mentalnością volksdeutscha…”

całość tu: Rafał Ziemkiewicz – Jesień volksdeutscha

podobne: Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną. oraz: Do przyjaciół narodowców… polecam również: POtrioci o patriotyźmie, czyli… „Nie znam się ale się wypowiem” i to: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

…na koniec garść obiektywnych i racjonalnych uwag (godnych zapamiętania) porządkujących doznania którymi jesteśmy bombardowani w kraju i „zagranico”:

„…Metody są proste – bombardowanie publicznej przestrzeni medialnej coraz to nowymi wymysłami, wymysłami oczywiście najbardziej chwytliwymi z chwyliwych. A to akcje, w stylu tej przed wyborami: “Zabierz dowód babci”; a to przypisywanie negatywnych cech oponentom, które w sposób szczególnie efektywny wbijają się w głowę osób przeciętnych, którzy tak na co dzień nie interesują się polityką: “Moherowe berety”; “Zacofanie”; “Państwo religijne”. Można wymieniać dalej, tylko po co?

No właśnie. Skoro świadomość o powszechnym manipulowaniu jest tak mało obecna? Polacy są wciągnięci w nieustanny wir strachu, który różni się tym, z której strony nadchodzi. Czy z lewa, czy z prawa. Ginie w tym głównie merytoryczna dyskusja, ale i nie tylko. Szkody są jak po każdej większej nawałnicy – opłakane, lecz chyba mało kto się tym przejmuje, oprócz osób, które są dotykane tym bezpośrednio. Absurd tej całej zaistniałej paranoi strachu przestał być w zasadzie publicznie zauważany. Paranoiczne nieprzemyślane okrzyki lęku są równie, a czasem i nawet bardziej szkodliwe dla “sprawy” niż czyny, które można by wprowadzić.

Niestety ta mentalność ludzi chorych na wyolbrzymiony lęk, połączona jest naturalnie – z niewiedzą, która potęguje tylko mocno osadzone w psychice „Kowalskiego” poczucie niskiej wartości – w kontekście “czynu”. Każda ze stron pielęgnuje ten festiwal wzajemnych obaw. Politycy – politykom. Dziennikarze – dziennikarzom. Zwykli ludzie – zwykłym ludziom. Każdy zagubiony, ale w tym chaosie szukający swojej szansy. Swoich pięciu sekund na szczycie. Wzajemne ciągnięcie się w przepaść. Sytuacja absurdalna, ale prawdziwa.

Pamiętajmy by nawet jeśli się z czymś nie zgadzamy, dać temu szansę by ukazało swoje oblicze, a kontrolę sprawować bardziej prywatną, osobistą, cichą, aniżeli bezmyślnie krzykliwą i nieokrzesaną. Być czujnym, ale w przemyślany i sprytny sposób. Skoro jesteśmy przez socjologicznych specjalistów traktowani wyrachowanymi podstępami, My – społeczeństwo musimy wyrachowanie reagować.

W tym oto momencie pozostaje mi życzyć państwu trafnych, ale przede wszystkim przemyślanych analiz, ostrzeżeń i czujności, która potrafi się wyrwać z obłędu, by stanowić realny, płynący z rozsądku i niczym nieograniczony głos w dyskusji na dowolny temat, który dotyczy kręgu Naszych zainteresowań…

całość tu: Sołtysik Grzegorz – Polska malowana strachem

podobne: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”. oraz:  “Chodzi o to aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa”, czyli… Terror propagandy polecam również: Profesjonalizm dziennikarzy, czyli… i to: Kłamstwo “postępu”: “Ludzie! Jesteście zajebiści!” a także: O „Lisie łańcuchowym” i innych „hienach”…

PS… „11.11.1918 jest datą, kiedy Polska – po 123 latach rozbiorów – stała się ponownie niepodległym państwem. Aby upamiętnić tą rocznicę, każdego roku ulicami w centrum Warszawy maszeruje blisko 100 tysięcy osób. Z dumą mogę ogłosić, że wśród tłumów maszerowało ponad stu Węgrów. Tylko sama delegacja młodzieżówki Jobbiku liczyła sobie około 50 osób.”  (Posel Jobbiku Gergely Farkas w węgierskim parlamencie o Marszu Niepodległości)

„Nie ma ludzi” i Kisiel wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii, moralności, cnoty i nacjonalizmu. Nacjonalizm!!! [Tuba Cordis 12 I A.D. 2014]

Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta.


CEZARY GMYZ: Tykająca bomba podsłuchowa 

Lektura akt robi ogromne wrażanie. Z wyjaśnień kelnerów wynika, że zarejestrowali oni rozmowy czołowych przedstawicieli Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Kelnerzy udzielili informacji obciążających nie tylko Marka Falentę, ale przede wszystkim czołowe postaci polskiego życia publicznego.

Na taśmach według wyjaśnień kelnerów znajdować się miały dowody m.in. na udział Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego  w aferze Rywina oraz w sprawie więzień CIA. Pisze o tym na swoich stronach internetowych tygodnik „Wprost”.

Najobszerniejsze informacje złożył Konrad L., sommelier z Amber Room. Wyjaśnienia jakich udzielił dotyczą najważniejszych osób w Polsce.

Fragment notatki CBŚ z rozmowy z Konradem L.

„Ważne spotkania jakie nagrałem dotyczyły:

Spotkania Jana Kulczyka z:

Pawłem Grasiem (kilka spotkań) – dotyczące przejęcia przez Jana Kulczyka firmy CIECH S.A. na warunkach stawianych przez Kulczyka

Ministrem Skarbu Państwa Pawłem Tamborskim (dwa lub trzy spotkania) dotyczące wywierania nacisku przez Jana Kulczyka za pośrednictwem Tamborskiego na Radę Nadzorczą CIECH S.A.

Janem Krzysztofem Bieleckim – dotyczącym możliwości dotarcia przez Jana Kulczyka do grona zaufanych ludzi premiera Donalda Tuska

Radosławem Sikorskim – dotycząca obecnej sytuacji politycznej i gospodarczej na Ukrainie w perspektywie robienia interesów przez Jana Kulczyka na Ukrainie wspólnie z RP (Kulczyk miał być osobą inicjującą działania). Radosław Sikorski podczas tej rozmowy wyraża swoją przychylność propozycjom Kulczyka oraz dodatkowo wiąże z tymi planami własne plany tj. zamierza zostać Unijnym Komisarzem ds. Energetyki – aby mógł czuwać nad tymi inwestycjami i mieć z tego korzyści.

Spotkanie Ministra Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego z Jackiem Rostowskim (rozmowa opublikowana przez Wprost)

Spotkanie Jacka Rostowskiego ze Sławomirem Sikorą – prezesem Citibanku Handlowego dotyczących planów politycznych Sikory i rozwiązań, o których rozmawiał z Rostowskim dot. ekonomii i gospodarki.

Spotkanie Marka Dochnala ze swoimi doradcami – rozmowa dot. luk w prawie dzięki którym można zrealizować intratne inwestycje w branży transportu i energetyki z korzyścią dla Marka Dochnala.

Spotkanie Sławomira Nowaka z prezesem PKP Jackiem (naprawdę Jakubem – przyp. red.) Karnowskim odnośnie prywatyzacji PKP i zamieszania związanego ze składami Pendolino. Rozmówcy uzgadniali możliwości wytłumaczenia nieprawidłowości przy zakupie składów Pendolino oraz echa prywatyzacji PKP CARGO.

Spotkania Janusza (naprawdę Józefa przyp. red.) Wojciechowskiego prezesa JW. Construction z członkiem Rady Nadzorczej i jednym z doradców Wojciechowskiego, rozmowa na temat kopalni węglowych na terenie RP (w posiadaniu Wojciechowskiego oraz innych należących do Skarbu Państwa). Dotyczy możliwości kupna-sprzedaży państwowych kopalni oraz ich rentowności;

Spotkania prezesa KGHM Huberta (naprawdę Herberta – przyp. red.) Wirtha z jedną z osób zarządzających grupą KGHM w obecności asystenta Huberta Wirtha – Łukasza Kowalika. Rozmowa dotyczy planów inwestycyjnych KGHM oraz ewentualnych rozgrywek personalnych i inwestycyjnych z negatywnymi skutkami dla Skarbu Państwa;

Spotkania ministra sportu Marka (w rzeczywistości Andrzeja – przyp. red) Biernata – rozmowa dotycząca sytuacji w polskim sporcie, okraszona dużą ilością anegdot – treść rozmowy mogłaby ośmieszyć rozmówców przy upublicznieniu;

Spotkanie Krzysztofa Kwiatkowskiego prezesa NIK z Janem Kulczykiem – podczas rozmowy Jan Kulczyk sonduje możliwość uzyskania preferencyjnych rozwiązań prawnych dla spółek, których jest właścicielem przy czym słychać wyraźny nacisk ze strony Kulczyka, aby interpretacja przepisów przez NIK była korzystna dla Kulczyka. Kwiatkowski poleca konkretne osoby, które mogą udzielić pomocy w tej sprawie. Sprawa dotyczy prawdopodobnie przejęcia firmy CIECH przez Jana Kulczyka. Kwiatkowski powołuje się na jakąś sprawę na terenie Ukrainy, w której wykorzystując swoje możliwości rozwiązał ją w podobny sposób na korzyć zainteresowanego” – czytamy w notatce CBŚ.”

źródło: dorzeczy.pl

No i proszę… A przecież wszystko miało pozostać w Wiśle (Epilog „afery podsłuchowej”)… Jednak prawdą jest że trupy nienależycie obciążone po jakimś czasie wypływają na powierzchnię 😉

podobne: „Przykra sprawa”, ale nie ma odpowiedzialnych za „teoretyczne państwo”. Drugie dno „NBP gate” czyli, jak nie wiadomo o co chodzi….

Afera taśmowa zatacza coraz szerszy krąg„PB”: House of Cards po polsku – Schetyna jak Underwood? PO o aferze podsłuchowej.

16.03.2015 (IAR) – Kolejne doniesienia prasowe w sprawie afery taśmowej i decyzja praskiej prokuratury, która nie chce zajmować się kolejnymi wyciekami, a decyzję w sprawie śledztwa, pozostawia Prokuraturze Apelacyjnej.

Nowe fakty ujrzały światło dzienne w „Gazecie Wyborczej” i „Wprost”. Chodzi o zeznania kelnerów, którzy nagrali Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego rozmawiających o więzieniach CIA w Polsce. Obaj politycy mieli na tych taśmach ustalać wspólną wersję zdarzeń i zdecydować że będą zasłaniali się niepamięcią w tej sprawie.

Rzecznik praskiej prokuratury Renata Mazur poinformowała, że śledczy skierowali wniosek do Prokuratury Apelacyjnej o podjęcie decyzji w sprawie ewentualnego śledztwa. „Chcemy zachować bezstronność. Te akta są w naszej prokuraturze. Znaczny krąg osób może mieć do niech dostęp a nie ulega wątpliwości, że przynajmniej część materiałów, która została opublikowana na pewno pochodzi z akt sprawy” – powiedziała IAR prokurator Mazur.

Zeznania złożone przez kelnerów w CBŚ ujawniają kulisy nagrywania ważnych osobistości w restauracji „Sowa & Przyjaciele”. Łukasz N. i Konrad L. przyznali, że nagrywali na zlecenie biznesmena Marka Falenty, a nagrania przekazywali mu na kodowanych pendrivach.

Początkowo te materiały miały być wykorzystywane jedynie w celach biznesowych. Jednak, jak twierdzi podejrzany, później chodziło o polityczny szantaż i próbę obalenia rządu Donalda Tuska.

Po wybuchu afery podsłuchowej Falenta miał uspokajać kelnerów, że „dostaną nagrodę od PiS, bo ma tam dobre kontakty a partia ta przejmie władzę po spodziewanej zmianie władzy” – to ustaliła „Gazeta Wyborcza”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Ksenia Maćczak/dyd

podobne: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka? oraz: Raport o CIA – tajne więzienia i tortury. To nie Polska dała CIAła za kiejkutowe miliony i o POufnym (nie)bezpieczeństwie słów kilka. i to: „Wprost” donosi: „Polski syf i folklor”oraz „murzyńskość” relacji Polska – USA czyli… miś który sobie zgnije na świeżym powietrzu.

16.03.2015 (IAR) – House of Cards po polsku. „Puls Biznesu” sugeruje w okładkowym tekście, że obecny szef MSZ Grzegorz Schetyna mógł stać za ponownym wypłynięciem afery podsłuchowej.

Dziennik łączy kilka ostatnich wydarzeń z pogranicza nielegalnych podsłuchów, akcji służb specjalnych, kontrolowanych przecieków do mediów z próbą pozycji w PO przez Grzegorza Schetynę. „Puls Biznesu” wspomina tu o niedawnym raporcie NIK w sprawie nieprawidłowości przy budowie gazoportu, ujawnieniu zeznań kelnerów w aferze taśmowej, wejścia CBA do PZU w kontekście wyboru nowych władz w spółce. Podobnie jest w przypadku wyborów zarządu w kontrolowanej przez Skarb Państwa KGHM. Dziś zbiera się rada nadzorcza miedziowej spółki. Inspiratorem tego ciągu zdarzeń miał być – według „Pulsu Biznesu” – Grzegorz Schetyna, chcący uderzyć w ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego.

„Według naszej wiedzy, minister mógł posunąć się o krok dalej. Wiemy o naciskach dotyczących zmian w zarządzie KGHM. (…) Słyszymy o jego doskonałych relacjach z szefami CBA i Służby Wywiadu Wojskowego. Bez trudu znajdujemy też informacje, że najbliżsi współpracownicy ministra spraw zagranicznych są dobrymi znajomymi Marka Falenty” – pisze gazeta, sugerując polityczne inspirowanie wypłynięcia kolejnych wątków afery podsłuchowej, a także próbę odbudowywania wpływów poprzez zmiany w zarządzie KGHM.

Dziennik zastrzega jednocześnie, że tekst to próba połączenia w logiczną całość kilku wątków. „Kiedy można je poprzeć informacjami z wielu źródeł i kiedy bez nadmiernego przerostu wyobraźni łączą się w logiczną całość czas na komentarz” – przekonuje zastępca redaktora naczelnego Marcin Goralewski.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/”Puls Biznesu”/kd /buch

…Tuska nie ma już na pokładzie tzw. Platformy więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby oczyścić tę formację z niepożądanego i skompromitowanego elementu, dozując społeczeństwu „szok” (który i tak musi nastąpić, bo taśm z tego co widać jeszcze trochę ocalało) adekwatnie do pamięci zbiorowej naszej „młodej demokracji”, która zdążyła już niemal zapomnieć o pierwszej edycji prawdziwego programu wyborczego PO, który cały czas się realizuje a brzmi „ch…d… i kamieni kupa”. Strach przed kolejnym „niekontrolowanym wyciekiem” był tak wielki, że tym razem posłużono się „sprawdzonym” medium (bez konsekwencji siłowego forsowania pomieszczeń redakcyjnych) by choć w pewnym stopniu uprzedzić wydarzenia i nadać im kontrolowany bieg teraz, by elektorat zdążył po raz kolejny zapomnieć o tzw. „aferze podsłuchowej”. Zresztą patrząc na konsekwencje jakie spotkały główne postaci pierwszej edycji „tańca z taśmami”, można było dojść do wniosku że nie ma czego się bać, i że można sprawę dalej załatwiać w trybie „nie mamy Pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobi?”.

Więc jeśli rzeczywiście za tym „come back’iem” stoi Pan Schetyna (który zawsze miał w PO opinię szarej eminencji i człowieka od „mokrej roboty”) to wybrał on dobry czas na dorżnięcie resztek dworu Tuska, by projekt pod nazwą Platforma Obywatelska ostatecznie ocalał i miał szansę powalczyć o kolejną kadencję w następnych wyborach parlamentarnych jako partia oczyszczona z „elementu”. A wszystko to bez wyrządzenia krzywdy największemu kapitałowi tej formacji – Panu Donaldowi Tuskowi (o czym już kiedyś wspominałem tu: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.) i by „władzy raz zdobytej nie oddać już nigdy”… Odys

podobne: Sienkiewicz naprostował koalicjanta za pomocą podległych sobie służb. Koniec afery podsłuchowej?  oraz: PWPW pod nadzorem MSW (Sienkiewicz dopiął swego). Życie po życiu Prokom Investments

16.03.2015 (IAR) – Próba odwrócenia uwagi od kwestii SKOK-ów. To odpowiedź Platformy Obywatelskiej na postulat Prawa i Sprawiedliwości dotyczący sejmowej debaty o aferze podsłuchowej. Mówił o tym prezes PiS-u Jarosław Kaczyński. W jego opinii, istnieją poważne przesłanki, by sądzić, że rządzący oraz część opozycji nie powinni w ogóle uczestniczyć w życiu publicznym.

Poseł PO Mariusz Witczak mówił na konferencji prasowej, że sprawą podsłuchów zajmuje się prokuratura. „Nikt niczego w tej kwestii nie chce zamiatać pod dywan” – zapewnia. Dodaje, że politycy różnych opcji mają w sprawie status pokrzywdzonego, a nie stawia się im zarzutów. W ocenie Witczaka, mówienie o komisji śledczej w sprawie afery podsłuchowej to odwracania uwagi od prawdziwego problemu, jakim jest sprawa SKOK-ów.

Poseł Marcin Święcicki przypomniał, że Spółdzielcze Kasy, które miały służyć ludziom obrosły prywatnymi spółkami oraz fundacją, która się na majątku SKOK-ów wzbogaciła. Dodał, że jej prezes – Grzegorz Bierecki – mieszał funkcje nadzorcze z właścicielskimi. „To oczywisty konflikt interesów” – przekonywał Święcicki. Jego zdaniem, prezes Bierecki zapewniał sobie ochronę PiS-u pośrednio finansując kampanię i różnego rodzaju imprezy oraz przychylne partii Kaczyńskiego media. Trzeba ten układ odsłonić, nie damy się zastraszyć jakimiś innymi komisjami śledczymi – powiedział.

Sprawą SKOK-ów w najbliższą środę zajmie się sejmowa komisja finansów.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Naukowicz/dyd

podobne: Polska gospodarka: Embargo nie zatrzymuje polskich owoców i warzyw (Rosja wylicza nam straty). Polski system podatkowy nieprzyjazny, państwo przegrywa z oszustami, tragiczna polityka surowcowa. Banki chcą by rząd dopłacał do ich zysków (KNF: to odsuwanie problemów w czasie), pieniądze ze SKOKów poza Kasą (będzie komisja śledcza?). i to: Śledztwo ws. Belki i Sienkiewicza umorzone.

Prezydent kieruje ustawę o sądach do Trybunału Konstytucyjnego.

16.03.2015 (IAR) – Prezydent skierował do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację ustawy o sądach powszechnych. Bronisław Komorowski zrobił to w trybie kontroli prewencyjnej – czyli przed podpisaniem ustawy.

Wcześniej Krajowa Rada Sądownictwa apelowała do prezydenta właśnie o skierowanie ustawy do Trybynały w obawie o konstytucyjność nowych przepisów.

Sędziowie twierdzą, że ustawa jest niezgodna z konstytucją i daje zbyt duże uprawnienia ministrowi sprawiedliwości – między innymi praktycznie nieograniczony dostęp do akt.

Zwolennicy nowej regulacji przekonują, że dzięki przyjętym przez parlament przepisom minister będzie miał większą kontrolę nad sędziami, przede wszystkim tymi odpowiedzialnymi za przewlekłość spraw.

Odesłania ustawy o sądach do Trybunału Konstytucyjnego domagała się też Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

IAR/mitro/dabr

podobne: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów.

…nie żebym był wierzącym w apolityczność sądów (nie chcę generalizować, ale czasem to po prostu widać i czuć), niemniej jednak mają one obecnie podstawę prawną do tego by być niezawisłymi i apolitycznymi instytucjami (w jakim wymiarze z tego prawa korzystają to już inna bajka). Oddanie ich działalności pod kontrolę polityka jakim jest Minister Sprawiedliwości, to byłby bardzo niedobry „prezent” od władzy dla obywateli (choć pewnie ci drudzy i tak by tego nie zauważyli o wyciąganiu wniosków nawet nie wspominając)… (Odys)

„Dekretowiec”: ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta

16.03.2015 (IAR) – Byli właściciele warszawskich nieruchomości odebranych im w 1945 roku dekretem Bieruta – przeciwni tak zwanej małej ustawie reprywatyzacyjnej, która przygotował Senat. Na specjalnie zwołanej konferencji przekonywali, że projektowane przepisy są bardziej represyjne niż sam dekret.

Ewa Wierzbowska ze stowarzyszenia Dekretowiec powiedziała IAR, że projekt jest aktem komunistycznego prawa, represyjnego wobec obywateli warszawskich. W jej ocenie, projekt zabiera wszystkie nieruchomości, które jeszcze są do oddania, nie zapewniając żadnych odszkodowań. „Pod hasłem ustawy reprywatyzacyjnej robi się ustawę antyreprywatyzacyjną” – powiedziała Ewa Wierzbowska.

Przygotowany w Senacie projekt przyznaje Skarbowi Państwa lub miastu stołecznemu Warszawa prawo pierwokupu nieruchomości objętych roszczeniami, na których znajdują się instytucje użyteczności publicznej. Zdaniem mecenasa Ireneusza Ratko, projekt ma szerszy zasięg i przewiduje możliwość zabrania nieruchomości w bardzo wielu przesłankach wskazujących zarówno na cel publiczny, jak i na cel niepubliczny.”Projekt operuje uznaniem administracyjnym, co oznacza, że urzędnik będzie mógł swobodnie decydować o tym, czy daną nieruchomość zwróci czy jej nie zwróci. Nie przewiduje się w nim żadnych rekompensat ani gruntów zamiennych dla byłych właścicieli – mówi mecenas Ratko.

Nowe przepisy dotyczące reprywatyzacji zawarte są w nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami oraz w zmianie Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Przygotowali je warszawscy politycy Platformy Obywatelskiej. Pierwsze czytanie projektu odbędzie się podczas najbliższego posiedzenia Sejmu, które rozpoczyna się w środę.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Danuta Zaczek/dabr

podobne: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. oraz: Cukiernik o tym, że moglibyśmy być dwa razy bogatsi od Niemców i dlaczego nie jesteśmy. i to: Jak zainstalowano w Polsce „kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Stanisław Michalkiewicz: „Wchodzimy w etap konfrontacji” czyli kto dla kogo mosty pali. Spadek sprzedaży Wyborczej i „inwigilacja” Durczoka.


„…Tak czy owak, pożar Mostu Łazienkowskiego oznacza, że wkraczamy w etap konfrontacji między bezpieczniackimi bandami. Wyrazem tej konfrontacji jest nawet drobiazg w postaci inwigilacji redaktora Kamila Durczoka z TVN, w której obok funkcjonariuszy policji uczestniczyli funkcjonariusze tygodnika „Wprost”. Podejrzewam, że ten tygodnik od samego początku był odkrywką jednej z ubeckich frakcji, podobnie jak TVN, którą to stację podejrzewam, że jest telewizyjną ekspozyturą wojskowej razwiedki. To nawet dobra wiadomość, bo jak zaczynają się rezać między sobą, to mają mniej czasu żeby prześladować nas. Najlepiej byłoby, by się nawzajem co do jednego powyrzynali – czego im serdecznie życzę. Stanisław Michalkiewicz.”

Ja bym jednak nie byłbym aż takim optymistą jak Pan Michalkiewicz… Przecież Panowie Szlachta nawet kiedy organizowali zajazdy na swoich sąsiadów, to nie dawali w tym czasie odpocząć swoim folwarkom i ludziom w nich pracujących. Praca musiała wrzeć chociażby po to żeby Pan Szlachcic mógł sobie wojować – bo wojna ZAWSZE kosztuje. A zatem i w tym wypadku będzie wprost przeciwnie! Mało tego.

Przecież „łatwopalny most” (swoją drogą interesująca sprawa jak w ogóle most mógł się zapalić, przecież to nie kanister z benzyną, ani jakaś kurna chata) trzeba będzie odbudować i to za nie małe pieniądze (oczywiście PUBLICZNE). Podobno remont Mostu Łazienkowskiego „w szerszej perspektywie” był planowany przez warszawski ratusz jeszcze przed pożarem. No cóż, perspektywa znacznie się poszerzyła (i przyspieszyła) po pożarze 😉 I tu podejrzewam niecny plan na mańkę historii o „zbitej szybie„. Kto zostanie wyznaczony do tego geszeftu i z czyjego nadania, może dać nam wskazówkę na pytanie kim był „chuligan” który spalił za sobą ten most i w czyim interesie to zrobił. Bo niestety obawiam się że samo śledztwo w tej sprawie wskaże kolejny raz na „samobójstwo” tym razem mostu 😛 (dlaczego nie!, w tym kraju nie takie cuda już się zdarzały). Wytłumaczenie obywatelom naszego nieszczęśliwego kraju którzy czerpią swoją wiedzę o świecie z telewizora, że mieliśmy w tym wypadku do czynienia ze „złośliwością natury rzeczy martwych” tudzież z „Bożym dopustem” (w państwie znajdującym się „pod okupacją Watykanu” wszystko jest możliwe 😛 ) z pewnością wielu obywatelom wystarczy za wiarygodną przyczynę tej „pięknej tragedii”, nawet jeśli są niewierzący (wszak wiadomo że nie chodzi o to że Boga nie ma, ale o to że jest zły bo dopuszcza do takich tragedii)…

Fakty bowiem są takie (póki co) że jest okazja do zarobku kosztem właśnie podatników, więc niech nikogo nie zmyli drugorzędność „operacji most” na tle innych „poważniejszych” wydarzeń – wszak kiedy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi przeważnie o pieniądze. W wypadku mostu odpowiedni inwestorzy (może powstanie na tę okoliczność jakaś kolejna spółka celowa typu NCS 🙂 z (nie)pełnosprawnym menadżerem typu Pan Kapler) już niedługo policzą o jak duże pieniądze (z naszych kieszeni) chodzi 😉

Premier spyta ministra finansów o pieniądze na Most Łazienkowski.
IAR – Kraj
17.02.2015 (IAR) – Rząd chce pomóc w odbudowie Mostu Łazienkowskiego. Rzeczniczka gabinetu Ewy Kopacz zapowiedziała w TVN24, że dziś premier ma prosić o pieniądze ministra finansów, Mateusza Szczurka.

Małgorzata Kidawa-Błońska podkreśliła, że Warszawa musi otrzymać wsparcie na odbudowę, bo Most Łazienkowski nie służy wyłącznie mieszkańcom stolicy. Trasa Łazienkowska jest de facto tranzytowa. Rząd na razie czeka na oszacowanie strat, a to może potrwać nawet kilka tygodni. Na razie wiadomo, że sytuacja jest poważna, a odbudowa będzie kosztowna – powiedziała rzeczniczka rządu.

Warszawski Most Łazienkowski zapalił się w sobotę. Gaszony był do niedzieli rano. Przeprawa do tej pory nie została otwarta, a jej dotychczasowi użytkownicy są kierowani na objazdy. Niewykluczone, że konieczny będzie remont generalny mostu, pierwotnie planowany na przyszły rok. Sprawę pożaru bada prokuratura.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/TVN24/to/magos

…Nie jest zatem aż tak ważne to że ktoś za sobą mosty pali (o czym pisze Pan Michalkiewicz w innym kontekście), ważne kto dostanie „kontrakt” na ich odbudowanie, i jaka nowa „spółka” (nawiązując do wspomnianego kontekstu)  dzięki tej odbudowie rozkwitnie, oraz kto za ten interes zapłaci  😉

To są oczywiście luźne dywagacje i nie zamierzam nikomu udowadniać że w przypadku spalonego mostu „tak to właśnie leciało”. To o czym napisałem jest jedną z hipotez a historia oceni czy słuszną. Wolałbym się mylić (naprawdę). Tymczasem pilnujmy mostów! bo raz – ich odbudowa sporo kosztuje, a dwa – nie będziemy mieli gdzie mieszkać gdy już nasz gmach Polska się zawali. 😉

…Odys

PS… Sprawy Durczoka (gościa od upier… stołu) nie znam, ale fakt że dopiero teraz ją nagłośniono choć ma ona już swoją historię (o czym więcej tu: Kto i czym „upierdolił” stół Kamila Durczoka? i żeby nie wyjść na oszołoma że to „prawackie pomówienia” również tu: Znany dziennikarz telewizyjny, Ten, którego imienia nie wolno wymawiać, który składa swoim pracownicom dwuznaczne propozycje, a czasem nawet bardzo jednoznaczne), może sugerować że pewne środowiska zerwały ze sobą tzw. „sztamę” i tak jak brzydzę się babraniem w tego typu „sensacjach”, tak jestem ciekaw co jeszcze w tym lewackim kotle wypłynie na wierzch (liczę na coś poważniejszego od obyczajowego skandalu). Swoją drogą ciężko uwierzyć, że w stacji która tak głęboko się pochyla nad kwestią godności kobiet (walcząc z tradycyjnym modelem rodziny, obrzydzając kobietom rolę matki oraz żony) mogłoby dojść do czegoś wręcz odwrotnego, tj. do pochylania samych kobiet w niecnym celu ich wykorzystania właśnie. No dobra… wcale mi nie jest ciężko w to uwierzyć, bo te media to po prostu amoralne szambo (o czym więcej tu: Lewackie media , pedofilia, Michnik , Durczok) lansujące wizję seksualizacji relacji międzyludzkich (o czym więcej tu: “Nowoczesne” społeczeństwo, czyli “róbta co chceta” a nawet więcej róbta!).

Na koniec zwracam uwagę na inną optymistyczną informację z że tak powiem medialnego podwórka (bratniego dla stacji TVN), otóż: „Rozpowszechnianie płatne razem „Gazety Wyborczej”, wydawanej przez Agorę, spadło w 2014 roku do 191,7 tys. egzemplarzy z 220,06 tys. rok wcześniej, wynika z danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy, opracowanych przez portal Wirtualnemedia.pl. Średnia sprzedaż egzemplarzowa wydań drukowanych „Gazety Wyborczej” spadła w ciągu 2014 roku o 14,81% i wyniosła 113 009 egz. Sprzedaż ogółem z kolei spadła r/r do 170,24 tys. w 2014 roku, podano w zestawieniu…” (ISBnews)

polecam również: Przypomnienie: POlska (wiecznie) w budowie czyli… podobne: Coraz mniej Polaków wybiera „Wyborczą” – kolejny miesiąc spadku sprzedaży.

rys. Jerzy Krzetowski

rys. Jerzy Krzetowski

Wirtualna Polonia

Sytuacja polityczna w naszym nieszczęśliwym kraju jest albo odbiciem kompromisów, jakie państwa poważne zawierają między sobą – i wtedy w polityce wewnętrznej mamy „rok spokojnego Słońca” – albo konfliktu interesów – i wtedy mamy, niekiedy nawet bardzo gwałtowną – „wojnę na górze”. 

View original post 816 słów więcej

Od oszołoma do szpiega czyli „mądrości etapu” bezradnych propagandystów. Konrad Rękas: Szpiegomania (z bezpieczeństwem energetycznym w tle).


Jak powszechnie wiadomo – szpiegów się nie łapie, tylko wykrywa, dezinformuje, przewerbowuje, używa do różnego typu gier wywiadowczych.

Jeśli więc mamy do czynienia z zatrzymaniami, wydaleniami, cudownymi przeciekami i ogólnie show organizowanym przez ABW do spółki z dziennikarzami i politykami na N-kach, czyli niejawnych etatach służb specjalnych – to jest to zagadnienie z zakresu propagandy, a nie wywiadu. Rzecz jasna nie oznacza to jednak, że szopki takie pozostają bez wpływu na bezpieczeństwo państwa.

Polacy się nie dali

Manipulowanie polską opinią publiczną realizowane jest przede wszystkim pospołu przez głównonurtowe media i dyplomację III RP, czyli instrumenty połączone posiadaniem ośrodków decyzyjnych poza granicami kraju. W ostatnich tygodniach jednak nadużywane metody przekazu wyraźnie złapały zadyszkę, a ich przeciwskuteczność stawała się coraz bardziej oczywista. Toporność, jednostronność i prymitywizm propagandy, mającej z całej złożoności kryzysu ukraińskiego wybrać tylko anielsko czystych banderowców i oligarchów, przeciwstawionych krwawej Rosji – nie dały spodziewanych efektów. Jak można się było spodziewać – Polacy zostali wprawdzie skutecznie nastraszeni rzekomą agresywnością Rosji, ale po pierwsze ani trochę nie przekonało nas to do ukraińskich aferzystów i szowinistów. Po drugie zaś – nasi rodacy zachowali się nad podziw racjonalnie stwierdzając, że skoro w środowisku międzynarodowym robi się dla Polski niebezpiecznie, a na pewno drogo i biednie – to lepiej nie podskakiwać i pilnować własnych spraw.

Tymczasem dość ewidentnie oczekiwano diametralnie innych skutków. Polacy mieli poderwać się do boju o naszą i (głównie) waszą, nie bacząc na koszty oddać Ukraińcom darmo węgiel, a w zamian kupić od nich zboże (zamiast polskiego). Mieli też marznąć, przekazując własny gaz i ryzykując wojnę energetyczną z Rosją. A wszystko to przy dziarskich okrzykach, że nie ma co myśleć po sklepikarstwu, kiedy tu panie strategia, honor, Giedroyć z nieba patrzy, a Applebaum zza oceanu dopinguje! A tu nic z tego. Polacy tym razem nie okazali się frajerami. Propaganda jednak polega wszak na powtarzaniu i podkręcaniu emocji – konieczne więc stało się wejście na wyższy poziom.

Russian Scare”

Logika „Zimnej Wojny” nie ulega zmianie od dekad. Najpierw agresor musi przedstawić zaczepianego czy napadniętego – jako napastnika, przed którym MUSI się bronić. Tak oto rozpętawszy wojnę na Ukrainie – strona atlantycka konsekwentnie przekonuje, że konflikt rozgorzał z winy Rosjan, którzy w rzeczywistości od kilku miesięcy nie robią w zasadzie nic innego, niż pilnowanie by nie dać się weń wciągnąć choćby jednym paznokciem rosyjskiego żołnierza. Ta ostrożność spowodowała, że zabrakło pretekstu do wprowadzenia wojsk NATO na Ukrainę. Kolejnym krokiem – jest zastraszenie własnych społeczeństw i impregnowanie ich na jakiekolwiek argumenty drugiej strony, czy po prostu logiczne myślenie.

Współczesnym odpowiednikiem „Red Scare” stały się najpierw opowieści o rzeszach agentów piszących posty krytykujące banderyzm i jego obrońców, licznych wśród elit III RP. Następnie zaczęły się czynne ataki na przeciwników angażowania Polski w konflikt ukraiński, próby rozbijania pikiet antywojennych – a wreszcie rozpoczęcia polowania na szpiegów.

Odpowiedni klimat postarano się stworzyć newsami w Polsce z reguły traktowanymi z większym nabożeństwem – a więc z zagranicy. Miniaturowy rosyjski okręt podwodny atakujący szwedzie wybrzeża, rosyjskie samoloty co i raz dostrzegane przez władze państw bałtyckich, również zainteresowane podnoszącym ich znaczenie podbijaniem antyrosyjskiego bębenka – zimnowojenni propagandyści nie wahają się przed niczym, byle w końcu Polaków zachęcić do wojny z Rosją o czekoladę Poroszenki i dolary Wall Street, zagrożone rozwojem alternatywnej sieci powiązań gospodarczych krajów spoza dyktatu Waszyngtonu.

Polacy jakoś nadal się nie palą do atlantyckiej krucjaty. Uspokajające opowieści KowalaKwaśniewskiego, że banderowców nie ma, a Ukraina to niemal nasza druga ojczyzna (tylko ważniejsza) też nie znajdują nadmiaru życzliwych słuchaczy. Wstrząsają opowieść Applebaumowego jak toTuskowi wmuszał Putin Lwów, ale nasi panowie heroicznie go (niczym Bierut) nie chcieli – też wywołała pół rozbawienie, pół rozczarowanie obywateli. Pora więc przyszła na argument przedostatni, zanim TVN z „Wyborczą” zorganizują jakąś nową prowokację gliwicką. Trzeba było „złapać szpiega”.

Kloss łapie Stirlitza

A dokładniej – kilku. Pierwsza próba okazała się średnia. Podpułkownik J. miał bowiem dostęp do tak dramatycznie tajnych i ważnych dla bezpieczeństwa państwa informacji, jak kalendarz imprez patriotycznych oraz wykaz spóźnionych powrót z przepustek. Po kilku dniach „sensacyjnych przecieków” z antyszpiegowskiej akcji prowadzonej wspólnie przez ABW, telewizję i tabloidy – jakoś nie pojawił się spodziewany nastrój wojowniczej grozy. Nie towarzyszył on też cofnięciu akredytacji i zapowiedzianemu wydaleniu z Polski dziennikarza, Leonida Swiridowa, czyli „aferze” sprokurowanej w dość oczywisty sposób w nadziei, że po naturalnej retorsji rosyjskiej – znowu zaczepiający będzie mógł uchodzić za niewinnie krzywdzoną ofiarę.

Znowu więc podkręcono tempo – ujawniając, zatrzymując i aresztując diabolicznego prawnika, który ponoć w wyniku szatańskiego planu wszedł w posiadanie dokumentu, do którego nie tylko dostęp miało co najmniej kilkaset osób w Polsce, ale który też zawierał (wg wszelkiego prawdopodobieństwa) ustalenia do znalezienia w artykułach zamieszczonych na dowolnym w miarę rzetelnym portalu zajmującym się polityką energetyczną. Mówiąc prościej – p. Stanisław Szypowski miał zabiegać o przeczytanie ustaleń NIK na temat gazoportu. Tymczasem nie znając ich – wypada tylko powtórzyć to, co eksperci piszą od miesięcy – że jest to przedsięwzięcie poronione. Zbyt drogie, opóźnione, a przede wszystkim realizowane bez ekonomicznego sensu dla Polski, w żaden sposób nie przybliżające nas do mitycznego „energetycznego bezpieczeństwa”, cokolwiek by pod tym pojęciem nie rozumiano.

Słowem – nie chodzi ani o energetykę, ani o szpiegostwo, tylko o kolejną odsłonę show, mającego wreszcie popchnąć Polaków czynnie przeciw Rosji – a w najłagodniejszej wersji przynajmniej utrzymywać napięcie we wzajemnych relacjach, pozwalając przerzucać na Polskę znaczną część ekonomicznych skutków obecnego kryzysu międzynarodowego. Skoro nas szpiegują – to mamy moralny obowiązek im na złość dalej odmrażać sobie uszy, wręcz żądać utrzymywania embarga na polską produkcję na rynkach wschodnich, za to uprzywilejowania produkcji europejskiej na obszarze celnym Unii Europejskiej. Za tych dwóch szpiegów (?) mamy oddawać nasz gaz Ukrainie choćby nam Rosja zakręciła na zimę kurek. Mamy wreszcie przyjąć do wiadomości, że to wprawdzie my jesteśmy od wymachiwania szablą w kierunku Moskwy, ale na razie to polityczne zaplecze władz w Kijowie ma zgodę Zachodu na artykułowanie żądań rewizjonistycznych wobec polskich terytoriów, bo przecież już wyrocznia Applebaum orzekła, że nacjonalizm jest dobry i pożyteczny, o ile jest nacjonalizmem ukraińskim.

Że co, że to głupie, prymitywne, szyte grubymi nićmi i Polacy się nie dadzą tak wpuścić w maliny? Na razie nie dawali, teraz też kolejnych newsów słuchali z pewną nieufnością. Zostaje więc tylko się bać co jeszcze wymyślą rządzący i propagandyści, żebyśmy na kryzysie ukraińskim stracili jeszcze więcej.

Konrad Rękas (za konserwatyzm.pl)

…osobiście nie uważam budowania gazoportu za pomysł poroniony, gdyż jest to jakby nie patrzeć okno na świat energetyczny w którym to świecie ceny gazu LNG potrafią być niższe od rosyjskiego. Dla samego postraszenia partnerów z Rosji i pokazania im że nie zamierzamy być całkowicie uzależnieni od jednego źródła warto taki gazoport budować i mieć tego rodzaju kartę przetargową w rozmowach nad kolejnymi umowami gazowymi z Rosją. Problemem nie jest bowiem sam gazoport (czy wcześniej rura podwodna do Norwegii, który to pomysł też w niejasnych okolicznościach „ktoś” zarzucił) ale niekorzystna umowa na gaz z Kataru (Drogi Katar (znaczy się gaz) jeszcze nie przypłynie. Terminal LNG najwcześniej gotowy pod koniec roku), bo przecież źródeł gazu skroplonego jest na świecie całe mnóstwo. Podejrzanie dziwnie wyglądają też opóźnienia przy budowie tego terminalu, osobiście nie wygląda mi to na zwyczajne zakłócenia (ale to tylko moje wrażenie, gdyż dowodów na agenturalną działalność sabotażystów nie posiadam).

Awantura z „pieremyczką” mającą omijać Ukrainę by biec przez polskie terytorium też nie jest tak jednoznaczna jak sugeruje Pan Rękas. Wszystko odbywało jak na mój rozum za bardzo „nieoficjalnie” (okazało się że sam premier „nie wiedział” że takie rozmowy na linii EuRoPol GAZ – Gazprom są prowadzone – Ruska rura i awantura…a gdzie agentura?) a zatem istniało podejrzenie że umowa miała służyć czemuś innemu jak tylko „tranzytowi gazu na Słowację”, nikt też na dobrą sprawę nie wiedział co miała dla nas konkretnie dać odnoga pod nazwą Jamal II – konkretów nie znamy (wsio tajne 🙂 ). Przypominam też że za czasów zamieszania z niesławnym „memorandum” Ukrainą rządził Janukowycz a sam kraj znajdował się w zupełnie innym miejscu politycznym i gospodarczym jak obecnie. Ukraina samodzielnie negocjowała umowę gazową z Rosją,  prowadząc jednocześnie pewne ruchy mające uniezależnić ją od rosyjskiego gazu (Ukraina o krok bliżej do gazu łupkowego), łącznie ze spłatą zadłużenia wobec Gazpromu, w czym miały pomóc równoczesne negocjacje „umowy stowarzyszeniowej” z UE (Zmiana frontu na Ukrainie. Umowa stowarzyszeniowa z UE oddala się. Gazprom odroczył płatności i zredukował zadłużenie Naftohazu), co ostatecznie doprowadziło do podpisania korzystnej umowy gazowej z Rosją (Ukraina z tarczą czyli… 260 USD za 1000 m3 bez podpisania Unii Celnej.) która chciała koniecznie zatrzymać przy sobie jednego ze strategicznych partnerów gospodarczych.

Co do propagandy naszych mediów i władz w kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej na Ukrainie to też nie do końca się z autorem zgadzam. To że z fazy „prześmiewczej” z krytyków „jedynie słusznej linii”: Ukraina dobra & Rosja zła, tak media i aparat państwa wspólnie i w porozumieniu przeszły do fazy „poważnej”, tj. szukania szpiegów rosyjskich i agentów wpływu, dobrze o nich świadczy. Złe i nieprofesjonalne jest jednak szukanie owych agentów na siłę i obrzucanie tym oskarżeniem każdego kto powie coś krytycznego o polityce rządu względem Ukrainy czy Rosji. Kierowanie się tego rodzaju uprzedzeniem prowadzi do ośmieszających państwo w świetle jupiterów „gaf” i robienia z przysłowiowej igły wideł. Szum informacyjny jaki dzięki temu powstaje sprzyja ukrywaniu się i pozwala na swobodę działania prawdziwym agentom wpływu. Nie ma sensu naginanie faktów do wersji wydarzeń która nie ma nic wspólnego z obserwowaną rzeczywistością… Putin całej Ukrainy nie zajął, pomimo wielu prowokacji by mieć ku temu pretekst. Wystarczy więc trzymać się tego co już się stało faktem, bo jest to wystarczający materiał do działań zapobiegawczych (ale nie zaczepnych). W kwestii Krymu powinny się wstydzić również te państwa, które gwarantowały na piśmie (Memorandum Budapeszteńskie) integralność terytorialną Ukrainy po jej rozbrojeniu. Czemu nie poparły tej deklaracji czynem? Nie wiem ale się domyślam. Ukraina Ukrainą, ale z Rosją łączy te kraje poważniejszy stosunek i dużo bardziej kosztowne interesy nie tylko w Europie ale i na świecie, i z tego też powinniśmy wyciągnąć dla siebie stosowny wniosek…(Odys)

podobne: ABW kontrwywiaduje na terenie SKW. Złapanie szpiegów to prężenie muskułów. Trzeba działać w cieniu, a nie w świetle kamer. „Nasz Dziennik” Medal dla szpiega. oraz: Rosja kończy ćwiczenia wojskowe. Koziej, Pisarski: scenariusze zachowania Rosji wobec Ukrainy. Braun o podżeganiu do wojny – POPIS Kowala. i to: Skoro „media kłamią” to jaka jest prawda o wojnie na Ukrainie? Konrad Rękas: Po co powstrzymywać Putina? a także: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. polecam również: POżyteczni idioci zwani „prawdziwymi patriotami” chcą niewoli Ukrainy czyli „nieudane eurowesele” cynika9 oraz: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę.

Szpieg

KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii.


Kongres Nowej Prawicy

Kongres Nowej Prawicy

(…) Dziś, gdy opadł już wyborczy pył bitewny, opinia publiczna powoli oswaja się z nową rzeczywistością polityczną. Komentujących można z grubsza podzielić na dwie grupy. Wśród pierwszych dominuje przede wszystkim dojmujące zdziwienie, że przedwyborcze sondaże jednak się sprawdziły i taki „niespodziewany” sukces w ogóle mógł mieć miejsce. Drudzy zaś (którym łatwiej przychodzi akceptacja rzeczywistości i nieuchronność wydarzenia uświadomili sobie już nieco wcześniej) robią to, co zwykle następuje po dowolnym „szoku poznawczym” – uzewnętrzniają wywołane nim negatywne emocje. Część poprzestaje na krytyce głosujących, którzy „mieli czelność” dokonać takiego wyboru, niektórzy zaś dodatkowo usiłują go „usprawiedliwić” – czy to niedojrzałością elektoratu, czy też jego „naiwnym oburzeniem”.Niestety, wśród tej powodzi komentarzy i analiz nie znajdziemy wyjaśnienia najbardziej naturalnego i oczywistego – że wyborcy KNP, którymi w ogromnej mierze są ludzie młodzi, podjęli po prostu decyzję racjonalną, dojrzałą i zgodną ze swoim interesem. Czas zatem najwyższy się przedstawić. Kim jesteśmy i czego chcemy? I – co równie ważne – dlaczego opiniotwórcze elity nie muszą się ani na nas oburzać, ani się nas bać?

Przeciw protekcjonalnym mądralom

Piszący o nas popełniają najczęściej dwa podstawowe błędy. Sądzą bowiem, że nie wiemy, na co głosujemy. A gdy nawet przyznają, że wiemy – to przypisują nam swoje własne wyobrażenie o tym, na co oddajemy głos.

Źródłem pierwszego błędu jest arbitralne odmówienie nam umiejętności podejmowania dojrzałych i przemyślanych decyzji – tylko z racji niedostatecznego wieku. To założenie łamie jedną z podstawowych zasad poprawnego osądu – nikt nie powinien zostać uznany za winnego, dopóki nie udowodni mu się winy. Nikomu nie można odmawiać racjonalności tylko dlatego, że jego poglądy różnią się kompletnie od naszych. Krytycyzm, sprzeciw i wreszcie bunt wobec zastanej rzeczywistości nie są „dowodem na niedojrzałość” – to po prostu jedna z możliwych postaw wobec świata. Ani lepsza, ani gorsza, dopuszczalna tak samo jak każda inna. Bez empirycznych, poprawnych metodologicznie badań nie można oceniać wyborów 20- i 30-latków – tylko z powodu wieku i „kontrowersyjności” ich decyzji, „bo tak się nam wydaje” – jako bardziej niedojrzałych niż wybory 40- czy 60-latków. Chyba że ma się w pogardzie minimalne reguły rozsądnego dyskursu publicznego i protekcjonalnie traktuje resztę jego uczestników.

Niestety, nawet ci, którzy z trudem, bo z trudem, ale jednak uznają naszą dojrzałość, praktycznie nigdy tych wyborów nie rozumieją właściwie.

Oczywiście nie głosowaliśmy – wbrew powszechnym stereotypom – za ”wykluczeniem niepełnosprawnych, odbieraniem prawa głosu kobietom i monarchią”. Żadna z tych rzeczy nie jest elementem programu wyborczego KNP! Za to znaleźć w nim można to, co uważamy za ważne i potrzebne – niskie podatki, ”państwo minimum” i wolność gospodarczą…

(…)My bowiem nie głosowaliśmy na takie czy inne prywatne poglądy, które nie dotyczą w jakikolwiek sposób polityki i gospodarki. Oczekujemy po prostu określonej wizji państwa – a taką prezentuje dziś tylko KNP.

Mamy dość

Dlaczego jednak oddajemy głos na tak bezkompromisowo wolnorynkową partię? Ponieważ nie możemy dłużej znosić sytuacji, w której na nasze barki złożono największą część kosztów utrzymania obecnego systemu społeczno-gospodarczego. Choć jego kształt nie był głównym przedmiotem wyborów europejskich, to po prostu dopiero tym razem uwierzyliśmy, że nasz głos nie będzie głosem zmarnowanym.

Dość często powtarza się mity o różnych grupach społecznych, których ”nikt nie reprezentuje” – emerytach, chorych, najuboższych – bo nie są tak zorganizowani jak nauczyciele, głośni jak górnicy czy nie mają ”własnej” partii jak rolnicy. Tymczasem to my jesteśmy częścią społeczeństwa najsilniej dotkniętą brakiem kogokolwiek, kto realnie zadbałby o nasze interesy. Tak jest np. z tzw. prawem pracy, o które związki zawodowe toczą zażarte boje – chroni ono dzisiejszych pracowników, ale odbiera szanse na pracę nam, którzy dopiero wchodzą na rynek. Podobnie działają wysokie, pozapłacowe koszty pracy i płaca minimalna. Jeśli zaś mamy już to szczęście, że znajdziemy zatrudnienie, to w różnych formach – w podatku dochodowym, podatkach pośrednich i parapodatkach w postaci składek na ZUS i NFZ – oddajmy ponad 50 proc. swojego ciężko wypracowanego dochodu państwu.

Co dostajemy w zamian? W porównaniu z poniesionymi nakładami – nic.

(…)Dlatego wybieramy jedyną liczącą się na polskiej scenie partię, która może przywrócić elementarną sprawiedliwość relacjom międzypokoleniowym.

Nie chcemy żadnych nowych przywilejów ani tym bardziej rekompensat.

Nie protestujemy przeciwko brakowi pracy i perspektyw, ale przeciwko konkretnym rozwiązaniom prawnym i gospodarczym, które do tych braków prowadzą.

Oczekujemy wyłącznie normalności, przywrócenia zachwianej równowagi i zakończenia największego w naszej historii międzypokoleniowego transferu środków.

Zwyczajnie i po ludzku nie godzimy się na bycie okradanym na rzecz wąskiej kasty uprzywilejowanych – dzisiejszych emerytów, rencistów, wszelkiej maści biurokratów, związkowców ze spółek skarbu państwa i innych beneficjentów tej grabieży.

Ta krzywdząca nierówność od dawna była oczywistością dla niektórych z nas. Jednak dzisiaj dostrzegają ją już nie tylko jednostki, lecz spora część całej generacji. Ale w przeciwieństwie do niektórych grup społecznych nie przyjmujemy w rezultacie postawy roszczeniowej – bo „nam się należy”. Chcemy tylko powrotu zdrowego rozsądku do życia publicznego. By „solidarne” było nie państwo, ale społeczeństwo. By dobroczynność była zawsze wyborem serc, jak chociażby podczas Wielkiej Orkiestry, nigdy zaś przymusem.

I dlatego mówimy basta – systemowi politycznemu oraz tworzącej go klasie politycznej.

We have a dream

(…)Mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek marzyć o innej, lepszej rzeczywistości. Takiej, w której obywatel jest podmiotem, a nie przedmiotem. W której politycy nie mówią nam, jak mamy żyć. Gdzie sami decydujemy o swoich potrzebach i o tym, co robić z naszymi ciężko zarobionymi pieniędzmi.

Marzymy, by państwo nie traktowało własnych obywateli jak dzieci, które trzeba dla ich dobra otoczyć zakazami i nakazami. Chcemy, aby każdy był właścicielem samego siebie, a nie własnością garstki urzędników decydujących za nas o naszym zdrowiu, edukacji i majątku.

Co ważniejsze, to nasze marzenie jest szansą dla wszystkich – nie tylko tego pokolenia, ale całego społeczeństwa. Niektórzy, jeśli nawet na nim coś stracą, to tylko w bardzo krótkim okresie. W perspektywie średnio- i długoterminowej zyskujemy wszyscy. Na bardziej efektywnej gospodarce, sprawniejszym państwie, pomocy trafiającej do tych, którzy naprawdę jej potrzebują. Dlatego ta walka o zmiany, w przeciwieństwie do działań różnych innych znanych nam środowisk, nie jest motywowana jakimś wąsko rozumianym „interesem grupowym”. Jest starciem o przyszłość nas wszystkich.(…)

Strachy na Lachy

(…) wierzymy i chcemy bronić przed zakusami napędzanej taką czy inną ideologią władzy wolności słowa, wolności zgromadzeń czy indywidualnej własności. Walczymy o państwo prawa, czytelny podział władz i transparentność administracji publicznej. Bardziej niż ktokolwiek inny dostrzegamy realne współczesne patologie – nepotyzm, korupcję czy klientelizm – i chcemy z nimi walczyć. Nie jesteśmy też w żadnym razie „wrogami Europy”, lecz jedynie jej obecnej postaci – chcemy tylko, by wróciła do swych korzeni: strefy wolnego handlu i układu z Schengen.

Łączą nas wspólne wartości i wspólni wrogowie – ci, którzy wierzą, że w imię swoich subiektywnych przekonań mogą nam wszystkim narzucić własne hierarchie celów i potrzeb oraz odebrać jeszcze więcej wolności.(…)

Dziś bezapelacyjnie dominuje – jak pokazały ostatnie wybory – narracja wolnościowa. Mamy zatem prawo mówić, że ten „głos Feniksów” jest w dużej mierze głosem całej generacji. Ale tak nie musi być zawsze. Jeśli więc nie chcecie powiewających nad Sejmem flag z sierpem i młotem ani sztandarów z falangą, idźcie z nami. A przynajmniej – nie bójcie się pokolenia Feniksów.

*Arkadiusz Łepecki, publicysta, rocznik 1987       źródło: wyborcza.pl

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………
Budżet państwa i system podatkowy w świetle programu Kongresu Nowej Prawicy (całość tu: wmeritum.pl)

2

Powyższe koszty ulegną jeszcze pewnemu obniżeniu poprzez likwidację ZUS i KRUS (ok 5 mld zł) oraz niektórych pozycji wydatkowych ZUS wyżej nie wyszczególnionych (jak np. zasiłki chorobowe, zasiłki pogrzebowe, itd.). Sukcesywna spłata zobowiązań Państwa i zaprzestanie deficytowych budżetów także przyczyni się z czasem do obniżenia kwoty związanej z obsługą długu publicznego.

Sposoby finansowania (system podatkowy):3

Przechodząc do tego jak zamierzamy finansować takich wymiarów zobowiązania, KNP stawia na prostotę i w tym względzie postulujemy aby system podatkowy składał się z m.in.: VAT, akcyz, podatków od nieruchomości (dwuskładnikowego, zwyczajny od powierzchni i katastralny), podatku pogłównego, podatku od firm i składki zdrowotnej pobieranej od emerytów i rencistów (w wysokości takiej jak obecnie). Poniżej podjąłem próbę oszacowania wpływów z przedstawionych podatków:

* Wpływy podatkowe z VAT i akcyzy w 2011 roku wyniosły blisko 180 mld. Średnie opłaty na tzw. ZUS i podatek dochodowy to ok. 1900 zł, po odliczeniu pogłównego to ok. 1500, zakładając że większość z tych pieniędzy zostanie wydana na rynku to 15% z tej wartości wróci w VAT i akcyzach. Daje to kwotę, blisko 50 mld zł. Licząc dochody podatkowe z towarów i usług pozostających jak dotąd w szarej strefie oraz wzrost wpływów będący konsekwencją wzrostu gospodarczego liczę na wzrost jeszcze o dodatkowe ok 15 mld zł wpływów.

** W Polsce jest przeszło 24 mln osób zdolnych do pracy, zakładamy, że po naszych reformach będą chcieli podjąć zatrudnienie albo wyjdą z szarej strefy (do wszystkich obliczeń przyjąłem liczbę 19,2 mln osób pracujących).4

Powyższe wpływy nie uwzględniają grzywien, mandatów, kosztów sądowych oraz innych pozabudżetowych wpływów do budżetu. Więc nawet w sytuacji kiedy ożywienie gospodarcze nie nastąpi w przeciągu pierwszych kilu miesięcy, to na pewno znajdą się środki w budżecie, które tą czasową nierówność budżetu zbilansują. Chociażby wpływy ze sprzedaży czy wynajmu nieruchomości obecnie zajmowanych przez zbędną administrację Państwa wraz z budynkami ZUS-u i KRUS-u. Poza tym praktyką normalną jest najpierw ciąć wydatki a dopiero potem wydatki, tak więc w krótkim czasie liczę, że pojawią się spore oszczędności, aby przygotować się na reformy podatkowe.

Jeżeli okaże się, że powyższe szacunki będą niewystarczające i wpływom do budżetu nie pomoże obniżka VAT i akcyz do poziomu optymalnego (jako poziom startowy możemy zacząć od 18-20% VAT i akcyzy na paliwa na poziomie min. wymaganego przez UE), oraz proponowane podatki nie pokryją wydatków, to trzeba będzie myśleć czy podwyższać podatki od nieruchomości czy np. podatek pogłówny. Można także osób 50 albo 55+ nie zwalniać z ubezpieczenia ZUS – jednak myślę, że obejdziemy się bez tego.

W proponowanym wyżej systemie podatkowym osoba zarabiająca obecnie 3000 brutto, na rękę otrzyma blisko 3300 zł. Obecnie przy pensji brutto na tym poziomie pracownik na rękę otrzymuje 2150 zł, przy czym koszta zatrudnienia przez pracodawcę są bliskie 3650 zł.

Artur Mryczko
Kongres Nowej Prawicy – Mielec
www.arturmryczko.pl

UWAGA! Docelowo KNP VAT-u oraz akcyz nie przewiduje, jednak z uwagi na kolosalne zobowiązania względem obecnych i przyszłych emerytów i rencistów są one niezbędne. Obecnie także istnieją wymogi członkostwa w UE, które zobowiązują nas do pewnych stawek VAT i akcyz – jednak stawki te w miarę wzrostu gospodarczego i sukcesywnego spłacania zobowiązań będziemy obniżać, aby tylko utrzymać równowagę w budżecie. Chcemy wprowadzić jedną stawkę VAT na produkty i usługi – spowoduje to podwyższenie cen usług i towarów obecnie objętych VAT-em preferencyjnym, ale jednocześnie spowoduje obniżkę cen większości towarów, więc bilans dla osób najgorzej sytuowanych powinien wyjść zdecydowanie na plus. KNP nie jest zwolennikiem bonu edukacyjnego docelowo, jednak jest to pomysł, który akceptujemy jako ten, który ma szansę szybciej uzyskać akceptację.

Grafika: facebook.com/livexpromotions

podobne: Socjalizm po polsku. Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) oraz: KNP: ogłosić bankructwo i znieść obowiązek ubezpieczeń społecznych! i to: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy?

Musimy zablokować wzrost długu publicznego! – Przemysław Wipler

………………………………………………………………………………………………………………………..

JKM likwiduje koryto

JKM likwiduje koryto

Najpierw o tym jaką rolę według mnie powinna odgrywać KNP po nowym rozdaniu (tj. po dostaniu się do Sejmu)… Partia przede wszystkim powinna wystrzegać się „współrządzenia”. Żadnych koalicji, czy wchodzenia w układy w zamian za taką czy inną tekę „malowanego ministra”. Należy się wystrzegać obejmowania z nadania politycznego jakichkolwiek synekur w ramach „koalicji” z kimkolwiek z „bandy pięciorga”. Partia powinna wykorzystać swoją obecność w parlamencie, do promowania z trybuny sejmowej i w mediach własnych inicjatyw ustawodawczych, mających na celu ograniczanie wpływu władz centralnych oraz samorządowych na gospodarkę. Nie wspominając o oczywistym dążeniu do zmniejszenia fiskalizmu, czy likwidacji przymusu tzw. „ubezpieczeń społecznych”. Walka z etatyzmem, socjalizmem i marnotrawstwem jest kluczowa dla państwa, więc partia która chce tym państwem rządzić musi mieć w tych kwestiach opracowane konkretne plany. „Obce” inicjatywy ustawodawcze powinny być wspierane wyłącznie wtedy, kiedy wypełniają te podstawowe warunki. Pierwszą i najistotniejszą sprawą powinno być doprowadzenie do debaty publicznej na temat długu publicznego, żeby naród wreszcie się dowiedział o tym że „niczego nie będzie”, i że będzie zmuszony ponosić koszta poprzednich rozrzutnych nierządów, oraz kto za ten stan rzeczy odpowiada. KNP powinno wykorzystać moment i jako pierwsza partia poważnie mówić ludziom o tym że ZUS jest bankrutem, oraz wskazywać ludziom jak widzi rozwiązanie tego problemu.

Równolegle należy budować oddolne struktury około partyjne, oraz dążyć do okrzepnięcie samej partii. Ludzie którzy chcą się dołączyć do ruchu muszą wiedzieć do czego chcą się dołączyć i dlaczego. Ci którzy przyszli z własnej woli bycia aktywnym działaczem (członkiem struktury politycznej) bo chcą zmian (a nie dlatego że im się Korwin podoba) powinni tym bardziej dbać o samą ideę, natomiast osobiste ambicje powinni schować do kieszeni. Sama partia powinna pozostać strukturą elitarną, zhierarchizowaną i powinna skupić się na jakości (a nie ilości) przyjmowanych członków. Członkowie partii powinni być w swoich poglądach jak najbliżsi ideału wolnościowca-konserwatysty. Nie ma sensu rozwadniać tej struktury „odpadami” z innych partii. Pluralizm poglądów na tzw. dołach jest wskazany i tam powinny się docierać „niejasności”, „niuanse” i „drobne różnice poglądowe”, ale szefostwo po prostu musi sobą reprezentować ściśle określoną ideę. Należy w związku z tym, za każdym razem podkreślać ideowość tej partii i opierać się o niewzruszalne zasady (program gospodarczy jest ważny, ale dopóki obowiązuje demokracja, to jest on raczej niemożliwy do przeforsowania, co nie znaczy że nie mamy go mieć, bo trzeba być zawsze gotowym na jego prezentowanie). Idea natomiast, jest wartością nie do podrobienia, i to jest to co przyciągnęło tylu ludzi do KNP i dalej będzie przyciągać, bo obóz przeciwny coraz bardziej się kompromituje na tym polu.

Partię czeka długi marsz po władzę i mam nadzieję że kiedyś po nią sięgnie. Jednak do tego czasu należy uczulać młody narybek na to, że to się nie stanie z dnia na dzień (tudzież w kolejnych wyborach). Nie należy młodych mamić wizją szybkiego objęcia rządów! Należy ich ukierunkowywać na ciężką pracę i motywować przede wszystkim do działania w ich naturalnym środowisku (w rodzinie i wśród znajomych) i mobilizować do tego żeby SAMI chodzili na wybory, bo nie chodzą! Łatwo jest narzekać na partię, ale partia której wyborcy „sympatycy” nie chodzą głosować jest tylko nazwą na stronie internetowej (na której chętnie każdy się wpisuje by coś skomentować, albo żeby kliknąć w „lajka”).

A teraz będzie trochę obok tematu, ale jednak jakby nie patrzeć w związku z obecną złą sytuacją gospodarczą i społeczną jaka ma miejsce w Polsce, oraz na poczet zmian jakie osobiście chętnie bym widział jako sympatyk KNP… Będzie zatem o ustroju politycznym i gospodarczym…

W zasadzie nazwa rządów jest nieważna a chodzi o ich proste i sprawne zorganizowanie. Tak naprawdę to w każdym ustroju chodzi o „monarchię” a ściślej o związane z władzą przywileje i czerpanie z tego tytułu korzyści. Jest zrozumiałe, że żeby sprawnie zarządzać państwem to trzeba ludziom nim zawiadującym nadać pewne nadzwyczajne uprawnienia i chodzi tylko o to, żeby one w jak najmniejszym stopniu kosztowały obywateli i nie były używane do załatwiania prywaty czy tworzenia monopolu, oraz żeby aparat władzy był jak najmniejszy i jak najmniej zbiurokratyzowany. Chodzi też o zerwanie łańcuszka powiązań gospodarka – aparat państwa i żeby państwo nie rabowało obywatela i każdego traktowało równo wobec prawa.

Problem leży „tylko” w tym, że dzisiejsi nasi suwereni mieniący się „demokratycznie wybranymi przedstawicielami” to nic innego jak pamiętna „szlachta gołota” (w jej najgorszym – swawolnym i zdradzieckim wydaniu) która zorganizowała się w tzw. „zewnętrzne organa władzy” tylko w jednym wspólnym celu (niezależnie od sztandarów jakimi powiewa a zwłaszcza że jest to tak naprawdę jeden sztandar tylko o różnych odcieniach czerwoności) – okradania całej reszty pracujących w sektorze prywatnym obywateli (jak chłopów pańszczyźnianych). Wszyscy ci „panowie bracia” są w swej władzy nadmiernie uprzywilejowani, przez co bezkarni – obwarowani prawem, które każdego szarego obywatela z góry skazuje w konfrontacji z państwem na przegraną i dotkliwą (kosztowną) karę. Ta „klasa próżniacza” żyje kosztem reszty obywateli stojąc ponad nimi a ich odpowiedzialność za ewentualne nadużycia jest rozmyta bo liczba „zawiadowców” i „dobrodziejów” (za cudze) idzie w setki tysięcy „urzędników” najróżniejszej maści (od sołectw po ministerstwa, kancelarie premiera i prezydenta), którzy regulują niemal każdy aspekt życia społecznego. Każdy jeden z tych „szlachciców” decyduje o sporym kawałku naszej własności (zagrabionej w podatkach i składkach) czyli tak naprawdę decyduje o polskiej gospodarce (i na nasz koszt) o naszym mieć lub nie mieć – czerpiąc na dodatek z tego tytułu nieuzasadnione zyski.

Monarcha dziedziczny, (zaprzysiężony na konstytucję gwarantującą wolność gospodarczą, własność prywatną i wolność wyznania) z gabinetem doradców (ministrów) w zupełności wystarczy do kierowania państwem – stania na straży porządku i przestrzegania prawa (faktycznej opieki nad jego najważniejszym ogniwem – obywatelem/poddanym). Monarcha stoi na straży tego by ludzie w spokoju (nie krzywdząc się nawzajem) SAMI organizowali sobie usługi jakie im do życia potrzebne. Król nie może narzucić niczego co miałoby w ostateczności wpływ na gospodarkę i własność prywatną (poza wyjątkowymi sytuacjami jak wojna czy katastrofa naturalna) oraz wolności obywatelskie zapisane w konstytucji. Stoi na straży prawa – ogólnych zasad funkcjonowania państwa (konstytucji) ale nie organizuje ludziom gospodarki w terenie ani systemu sprawiedliwości… Tak to właśnie kiedyś wyglądało że ludzie sami sobie organizowali życie społeczne, zawodowe i kulturalne (a obok tego istniały instytucje królewskie) więc dziś przy obecnej technice, wykształceniu i ucywilizowaniu świata samoorganizacja życia gospodarczego i społecznego jest jeszcze łatwiejsza. A zatem monarcha oraz 6 osobowy rząd ministrów: skarbu, policji i służb, armii, dyplomacji i gospodarki (ziemia i środowisko), oraz sprawiedliwości (jako doradców króla i pod jego przewodnictwem) pracują nad prawem ogólnokrajowym, które król zatwierdza lub nie.

W terenie panuje SAMORZĄDNOŚĆ. Gmina jako najbardziej zbita i zgrana społeczność w której wszyscy w miarę się znają powinna stanowić podstawę podziału administracyjnego – żadnych powiatów czy województw (i dublowania w związku z tym kompetencji). Naród jako zorganizowana w terenie gospodarczo i administracyjnie siła z NIENARUSZALNYM prawem własności jako źródło utrzymania minimalnego państwa z jego królem, ministrami, armią policją i służbami specjalnymi… Bogaty naród – to silny i „nakarmiony” aparat władzy oraz armia, policja i służby specjalne które nie dysponując prawem do zawiadowania niczyją własnością (poza swoją prywatną) muszą dbać o to żeby jego prawdziwy suweren czuł się bezpiecznie i mógł pomnażać swoje bogactwo z którego utrzymywany jest cały aparat. Mieszkańcy gminy w ramach samorządności wyznaczają spośród sobie znanych osób (stąd gmina jako jedyna komórka podziału administracyjnego) swoich administratorów i sami organizują sobie życie: pracę i lokalne struktury w postaci szkoły, służby zdrowia i tego co do życia potrzebne. Co tu kontrolować i po co, skoro ludzie SAMI sobie urządzają świat? Byle bez naruszania porządku prawnego i z poszanowaniem takich samych praw i swobód u współobywateli.

Jeden linowy podatek dla obywateli od tzw. konsumpcji, i jeden podatek dla przedsiębiorców też linowy od obrotu (celowy). Podatek linowy jest moim zdaniem sprawiedliwy bo proporcjonalnie dotyka każdego w taki sam sposób. Konsumpcyjny i od obrotu dlatego, że nikt go wtedy nie uniknie bo KAŻDY kupuje i konsumuje. Dochód z takiego podatku powinien być transparentnie (publicznie prezentowany) rozdzielany na poszczególne resorty władzy jak skromna administracja terenowa (coś na zasadzie trybunów ludowych w Rzymie – oczy i uszy króla), oraz wojsko, policję i służby specjalne. Wymiar sprawiedliwości (sędziowie i prokuratorzy) powinien być organizowany lokalnie i wybierany z lokalnej społeczności a co za tym idzie utrzymywany z lokalnych opłat żeby sędziowie i prokuratorzy wiedzieli komu służą.

Budżet ma być zbilansowany a jak coś się nie domyka to czas na oszczędności – koniec kropka! (bezwzględny zakaz uchwalania budżetu z deficytem!). Zwiększenie wydatków państwa może nastąpić wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach: 1. za zgodą obywateli na czasowe podniesienie podatku; 2. bez zgody wyłącznie w wypadku wojny. Zakaz emisji papierów wartościowych przez państwo. Na prywatnym rynku jak ktoś chce to niech sobie pożycza i się zadłuża, ale niech nie liczy na pomoc państwa czy ratowanie systemu bankowego. W razie kłopotów niewypłacalności jakiejkolwiek instytucji finansowej działającej na polskim rynku (choćby zagranicznej) wchodzi do niej polski komisarz i nadzoruje zabezpieczenie jej majątku na poczet polskich obywateli którzy trzymali tam pieniądze… Pieniądz to towar a zatem powinien podlegać takiemu samemu prawu jak reszta towarów i powinien móc być emitowany również przez banki prywatne. Wtedy tylko szaleniec będzie chciał go psuć obniżając zaufanie do swojej instytucji. W skrócie trzeba skończyć z monopolem na drukowanie pieniądza i zakończyć powiązania bankstersko-państwowe poprzez nieodpowiedzialne „akcje kredytowe” (emisje obligacji). Dochód państwa nie może być przedmiotem spekulacji dla kapitału zagranicznego. W silnym gospodarczo państwie, dynamicznie się rozwijającym i sprawnym administracyjnie, z niskimi podatkami i możliwościami rozwoju dla każdego kto zechce firmę założyć, wartość pieniądza może tylko rosnąć. Problem w tym że reformę trzeba zacząć od wszystkiego NA RAZ bo wszystkie te elementy stanowią nierozerwalną całość… nie da się odbudować silnej waluty bez gruntownej naprawy gospodarki (i na odwrót)…

To o czym napisałem to oczywiście tylko wzór jak ja to widzę. Trzeba zacząć od przywrócenia ludziom władzy nad własnym życiem i majątkiem żeby się bogacili i zaczęli poczuwać się do odpowiedzialności za własne życie. Żeby przestali wyciągać ręce do państwa po „pomoc” i „darmowe”, bo to prowadzi do rozrostu biurokracji i kosztownego marnotrawstwa. Kluczem jest wolność i własność prywatna. Należy maksymalnie zmniejszyć obciążenia fiskalne jednocześnie likwidując zbędną i przerośniętą administrację. Pozwolić rodzimym „MIŚom” normalnie działać, żeby mogły skutecznie konkurować z firmami zagranicznymi… Pozwolić ludziom cieszyć się z tego na co ciężko pracują i nie przeszkadzać im w samodzielnym funkcjonowaniu… Państwo niech pilnuje porządku i chroni nas przed wrogiem zewnętrznym… Polak potrafi tylko trzeba mu zostawić pieniądze w kieszeni a już on będzie wiedział co z nimi zrobić. Mając więcej w kieszeni obywatel chętnie podzieli się z państwem z którym wreszcie zacznie się identyfikować. Bogaty obywatel chętniej też podzieli się tym na czym mu zbywa z innymi obywatelami którzy są mniej zaradni (nie z własnej winy).

Miroslav Yotov - Odwaga - W jedności siła

Miroslav Yotov – Odwaga – W jedności siła

Przywróć nam Boże monarchię! Za monarchii Polska była potęgą i była sprawnie zarządzana jako państwo. Wszystko zaczęło się psuć od momentu nadawania przywilejów szlachcie, nawet spod znaku tzw. „gołoty” (bez majątku, przez co podatnej na łapówki) i coraz większych jej wpływów na rządzenie państwem – w ramach tzw. „demokracji szlacheckiej” – kosztem władzy suwerena (króla). Analogia tej patologii do dzisiejszych czasów jest aż nadto widoczna.

Pisałem na początku o partii, na koniec parę przemyśleń w kontekście „szarych” wyborców – zwłaszcza niezdecydowanych i rozczarowanych Polską, zobojętniałych ale jednak czujących że zmiany są potrzebne. Bo zanim wykształcimy w oparciu o działalność partii i sympatyków kolejne pokolenia wolnościowców, to należy się starać przemówić i dotrzeć do tej rzeszy Polaków, która gdyby zechciała dać się przekonać stanowiłaby realną siłę mogącą przesądzić o politycznych możliwościach KNP na realną władzę w państwie już dziś. Jednak bez zmiany mentalności u stosownej „większości” obywateli (dopóki system rządzenia zasadza się na głupiej demokracji) nikt nie będzie w stanie przeforsować choćby najbardziej potrzebnych, a jednocześnie niepopularnych i przez to trudnych do zaakceptowania przez stosowną „większość” reform. Społeczeństwo nie będzie po prostu tych zmian popierało i może się zbuntować. Bez poprzedzenia zmian ustawowych zmianą mentalną ciężko będzie na dzień dzisiejszy cokolwiek realnie zmienić.

Póki co nie uważam żeby ktokolwiek w Polsce potrafił potrząsnąć Polakami na tyle mocno, żeby się masowo z dnia na dzień obudzili z chocholego tańca. Uważam niestety tak jak ktoś kiedyś napisał, że (z pamięci) „ludzie obudzą się dopiero wtedy gdy po włożeniu karty do bankomatu przeczytają napis POCAŁUJ MNIE W D…” i taka jest brutalna prawda, więc czas na poważne zmiany jeszcze nie nadszedł. Wolnościowców jest w społeczeństwie za mało! Jedyny czas jaki nadszedł, to czas na wyrugowanie z umysłów Polaków naiwnej wiary w demokrację, etatyzm i socjalizm. Jest czas na wskazywanie ludziom alternatywy, oraz sukcesywne gromadzenie wokół niej ludzi szczerych, nie bojących się konkretnych zmian w kierunku WOLNOŚCIOWYM, i gotowych tę ideę propagować bezkompromisowo wśród reszty Polaków. Do tego czasu partia powinna działać organicznie w terenie, zaś sympatycy którym brak zmysłu organizacyjnego (czy chęci na poświęcenie czasu polityce) zawsze mogą skutecznie działać nawet poza polityczną organizacją. To co każdy z nas może zrobić, to zwykła rozmowa z ludźmi z najbliższego otoczenia – w rodzinie, w towarzystwie kolegów, znajomych, współpracowników, na rzecz przekonania tych którzy chcą słuchać (nie musimy przekonywać wszystkich! to jest zresztą niemożliwe do wykonania 🙂 ) do wolnościowych poglądów i głosowania w jakichkolwiek wyborach na KNP.

Czas bardziej gwałtownych zmian nadejdzie moim zdaniem dopiero wraz z wojną lub z kryzysem „bankomatowym”. Do tego czasu należy ludzi leczyć z demokracji i socjalizmu oraz modlić się (tak właśnie!) o nawrócenie moralne (albo chociaż o ROZUM i chęć dokonywania prawidłowych wyborów w życiu – nie tylko przy urnie) i o króla który zagwarantuje ludziom ich słuszne prawo do wolności, własności, praworządności, porządku i bezpieczeństwa.

…Odys

podobne: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie. a także: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? i to: Naród a państwo oraz Ile jest z narodowca w socjaliście. oraz: cynik9: Dyskretny urok monarchii konstytucyjnej. W 80-tą rocznicę Ermächtigungsgesetz.

Feniks, odradzający sie jak Polska z popiołów (alegoria)

Feniks, odradzający sie jak Polska z popiołów (alegoria)

Śmierdzącym dmuchem „Wprost” w Romana Giertycha. Komentarz Stanisława Michalkiewicza.


07.07.2014 (IAR) – (…) Z publikacji tygodnika wynika, że Giertych chciał stworzyć mechanizm wyłudzania pieniędzy od najbogatszych Polaków, wśród których byłby Jan Kulczyk, Zygmunt Solorz, Leszek Czarnecki oraz Michał Sołowow. Według „Wprost”, w trakcie spotkania zainicjowanego przez Romana Giertycha z dziennikarzem Piotrem Nisztorem i Janem Pińskim , były lider LPR miał składać „szokujące propozycje”. Z nagranej rozmowy wynika, że Giertych chciał odkupić prawa autorskie do książki o Janie Kulczyku, by wstrzymać jej publikację (miał proponować Piotrowi Nisztorowi 400 tysięcy złotych za rezygnację z planów wydania książki). Zaproponował też napisanie kolejnych pozycji, które zawierałyby tak zwane haki na czołówkę rodzimych biznesmenów.

Według Piotra Nisztora, były wicepremier proponował mu stworzenie spółki, która w podobny sposób wymuszałaby pieniądze od najbogatszych Polaków.

Roman Giertych broni się, że propozycja była blefem. Utrzymuje, że język rozmowy oraz argumentacja były dostosowane do „gangstera”, który do niego przyszedł. Mianem „gangster” określił Piotra Nisztora, który był jednym z dziennikarzy publikujących niedawne podsłuchane rozmowy polityków. Zaznaczył też, że zapis rozmowy uzyskano dzięki nielegalnemu podsłuchowi.

Giertych twierdzi, że używał takiej argumentacji, by wykupić prawa autorskie do książki. Zdaniem byłego wicepremiera, publikacja taśm to zemsta za prowadzenie spraw kilku podsłuchanych polityków. Jako adwokat Giertych reprezentuje Radosława Sikorskiego i Jacka Rostowskiego przeciwko „Wprost” w sprawie podsłuchów. Oskarża on dziennikarzy o działanie w grupie przestępczej oraz o ujawnianie treści, uzyskanych drogą nielegalnych podsłuchów.

Sprawą już zainteresował się rzecznik dyscyplinarny warszawskiej Rady Adwokackiej. Sprawdza on, czy zachowanie i wypowiedzi Romana Giertycha mogą być podstawą do wszczęcia przeciwko niemu postępowania dyscyplinarnego. Doktor Łukasz Chojniak poinformował, że zlecił już przeprowadzenie czynności sprawdzających mających na celu zweryfikowanie wypowiedzi Giertycha we „Wprost” i w „Gazecie Wyborczej”.

Według rzecznika dyscyplinarnego, zbadania wymaga doniesienie tygodnika jakoby mecenas Giertych miał szukać „haków” na znane osoby oraz fragment wypowiedzi mecenasa dla „Gazety Wyborczej”, w którym mówi, że co do pewnych kwestii nie jest związany tajemnicą adwokacką.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/wcześn./lu/dyd

źródło: stooq.pl

…Oto ledwo zdążyłem zauważyć, że od pewnego czasu pan mecenas Roman Giertych, co to nie tylko przeszedł na jasną stronę Mocy, ale i pomyślnie odbył kwarantannę, której Salon, z obawy przed strefieniem, wymaga od nawróconych szabesgojów – że tenże pan mecenas Roman Giertych jest nie tylko intensywnie nadymany, ale nawet chyba stręczony mniej wartościowemu narodowi tubylczemu w charakterze autorytetu politycznego i moralnego – a tu nagle historia dokonała zwrotu o 180 stopni i nie wiadomo co będzie z tak pięknie zapowiadającą się karierą pana mecenas Romana Giertycha. A przecież prawie już nie wychodził z telewizora i nawet resortowa „Stokrotka”, która kiedyś nie chciałaby dotknąć pana mecenasa Gierytcha nawet przez papierek, teraz, bez śladu dawnej władczej arogancji, cicha i pokornego serca, spijała mu z dzióbka polityczne i moralne mądrości etapu. Nieomylny był to znak, że starsi i mądrzejsi i to tacy, przed którymi zgina się każde kolano: niebieskie, ziemskie i piekielne, wyznaczyli panu mecenasu Giertychu jakąś ważną rolę do odegrania na tubylczej politycznej scenie.

Nawet nietrudno było domyślić się – jaką – zwłaszcza po proklamowaniu przez naszych okupantów świętej wojny z „faszyzmem”, co przypadkowo zbiegło się w czasie z utworzeniem z grona tzw. „byłych ludzi” sławnego Instytutu Myśli Państwowej, w którym obok pana mecenasa Giertycha zasiadł także wystrugany ongiś z banana przez Jarosława Kaczyńskiego były premier („yes, yes, yes!”) Kazimierz Marcinkiewicz, też zresztą przez resortową „Stokrotkę” obcmokiwany, a także do niedawna przypominający prosię tylko zewnętrznie pan Michał Kamiński, a obok Leszka Moczulskiego również człowiek o zszarpanych nerwach, czyli Stefan Niesiołowski. Podejrzewam, że ten cały Instytut został utworzony na wypadek, gdyby nasi okupanci, w ramach świętej wojny z „faszyzmem”, postanowili nie tylko obciąć głowę młodemu pokoleniu mniej wartościowego narodu tubylczego, które zaczęło im szurać, ale w miejsce obcięte przyprawić swoją główkę-detaszkę – właśnie w postaci wspomnianego Instytutu.

I oto kiedy wydawało się, że pan mecenas Giertych, który w dodatku został był Doradcą Doskonałym przy panu ministrze Sikorskim, co to myśli, że im droższe wino, tym lepsze – więc kiedy się wydawało, że pan mecenas Giertych już wita się z gąską – nagle z redakcji „Wprost”, której od samego początku towarzyszyła fama, że jest medialną odkrywką jakiejś bezpieczniackiej watahy, wyszły na świat kolejne śmierdzące dmuchy, tym razem chyba wykonane własnoręcznie przez pana red. Nisztora, który najwyraźniej musiał zapatrzyć się w pana red. Michnika, co to ma w zwyczaju nagrywać swoich gości, a przynajmniej jednego z nich, w osobie Lwa Rywina. Śmierdzący charakter tych dmuchów nie polega na tym, że pan mecenas negocjował z panem Nisztorem wysokość odstępnego za poniechanie dyffamowania pana Jana Kulczyka – bo adwokaci w ramach swego zawodu siłą rzeczy muszą stykać się z wszelkiego rodzaju szubrawcami, między innymi – z szantażystami – ale na tym, że pan mecenas Giertych natrząsał się z homoseksualistów, co w oczach Salonu jest zbrodnią porównywalną do dowcipkowania o Żydach.

Nieomylny to znak, że kwarantanna nie przyniosła spodziewanych rezultatów, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość, a nawet w sile wieku, trąci. I chociaż „Gazeta Wyborcza”, do której pan mecenas Giertych pobiegł się poskarżyć i wypłakać, niby stanęła w jego obronie, ale w taki sposób, że ta obrona w każdej chwili może zmienić się w bezlitosny atak w rodzaju „Giertych do wora, wór do jeziora!” Najwyraźniej pan red. Michnik nie zdążył jeszcze skonsultować się w tej sprawie z sanhedrynem, w związku z czym na razie nie wiemy, co myślimy tym bardziej, że redakcja „Wprost” publikując nagranie akurat teraz, też mogła być inspirowana przez bezpieczniacką watahę, która z jakiegoś, sobie znanego, powodu, postanowiła wykorzystanie Instytutu Myśli Państwowej storpedować. Być może zatem rekonstrukcja tubylczej sceny politycznej będzie znacznie głębsza, niż się obecnie wydaje tym bardziej, że niemiecka prasa daje do zrozumienia, iż tamtejsze służby nie tylko o nagraniach „Pod Pluskwami” wiedziały, ale nawet – że dysponują pełnym ich kompletem. To drugie poważne ostrzeżenie ze strony drugiego strategicznego partnera może oznaczać, że nie tylko rekonstrukcja będzie głębsza, ale również – że nieubłaganie przybliża się realizacja scenariusza rozbiorowego. No bo skoro historia zaczyna galopować, to wszystko staje się możliwe, z obdarowaniem naszego mniej wartościowego narodu tubylczego nową, jerozolimską szlachtą włącznie.

Stanisław Michalkiewicz

podobne: Największy kryzys w rządach Tuska. Kto kontroluje sytuację? czyli „Don Corleone Kiepski” (Rafała Ziemkiewicza) oraz: Buldogi na dywanie czyli… walka służb o ochłapy władzy (i pieniędzy) i to: Stanisław Michalkiewicz: Przygotowania się przeciągają

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Gazeta Wyborcza: NIK wykrył gender czyli… albo kompetencje, albo „równość”.


fragment:

Jak wynika z przeprowadzonej przez NIK kontroli, różnica pomiędzy wynagrodzeniami kobiet i mężczyzn w sektorze publicznym jest niekorzystna dla kobiet aż w 80 proc. spośród 109 rodzajów stanowisk w ministerstwach, urzędach centralnych i wojewódzkich, jednostkach samorządu terytorialnego oraz w spółkach skarbu państwa i spółkach komunalnych.

Różnice w pensji mężczyzn lepiej zarabiających od kobiet sięgają nawet 30 proc., a w przypadku kobiet zarabiających lepiej od mężczyzn tylko 15 proc. W 73 proc. badanych stanowisk mężczyźni mają też wyższe od kobiet wynagrodzenia łączne, czyli pensję zasadniczą wraz z dodatkami. Znaczące różnice w zarobkach- od kilkunastu do kilkudziesięciu procent – na rzecz mężczyzn występują w wypadku 43 proc. badanych stanowisk. W ministerstwach mężczyźni referenci zarabiają ponad 6 proc. więcej od kobiet referentek. W urzędach centralnych, gdzie kierunkowe wykształcenie jest kluczowe do zatrudnienia w komórkach specjalistycznych, mężczyźni na stanowisku specjalisty zarabiają o 15 proc. więcej od kobiet na stanowisku specjalistek, zatrudnionych głównie ze względu na posiadane wykształcenie w działach obsługi urzędu.

„Mężczyźni mogą też liczyć na wyższe bonusy od pracodawców. Otrzymują średnio więcej nagród, w dodatku w wyższej wartości. W spółkach komunalnych różnica ta wynosi 18 proc., w ministerstwach 7 proc., a w jednostkach samorządu terytorialnego 2 proc. Jedynie w urzędach wojewódzkich kobietom przyznawane są wyższe o 10 proc. nagrody. Mężczyźni o wiele częściej korzystają też z dodatkowych świadczeń, np. służbowego telefonu, laptopa, ryczałtu na paliwo, dofinansowania nauki. Jedynie w samorządach kobiety częściej korzystają ze służbowego laptopa (55 proc.) oraz dofinansowania szkoły czy studiów (76 proc.)” – informuje NIK.Analiza wynagrodzeń 891 osób, w tym 499 kobiet, wskazuje, że różnice w wysokości wynagrodzenia nie są spowodowane naruszaniem przez pracodawców prawa dotyczącego obowiązku równego traktowania kobiet i mężczyzn. Zróżnicowanie płac w grupach porównywalnych stanowisk wynikało przede wszystkim z roli jaką dla całej instytucji pełniła komórka organizacyjna, w której pracownik był zatrudniony, a co za tym idzie, z zakresu powierzonych mu obowiązków. Różnice między zarobkami kobiet i mężczyzn w dużej mierze spowodowane są większym udziałem mężczyzn w grupie stanowisk kierowniczych. Szczególnie jest to widoczne w spółkach skarbu państwa i spółkach komunalnych, a także w niektórych urzędach centralnych. Dyrektorami czy kierownikami są tam zdecydowanie częściej mężczyźni.

W ramach szczegółowej analizy wynagrodzeń 891 osób NIK przeprowadziła także bezpośrednią analizę porównawczą 59 par kobieta-mężczyzna, w których zakres wykonywanej pracy albo posiadane kwalifikacje, staż pracy lub kompetencje były porównywalne. Bezpośrednia analiza potwierdziła, że pracodawcy kształtując wynagrodzenie nie naruszali obowiązku równego traktowania kobiet i mężczyzn. Jedynie w dwóch przypadkach (3,4 proc. badanych par) wystąpiła różnica w wynagrodzeniach na korzyść mężczyzn, która mogła wynikać z nierównego potraktowania pracowników ze względu na płeć.

„Ta niekorzystna dla kobiet sytuacja, związana m.in. z posiadanym kierunkowym wykształceniem oraz nabytym dzięki temu doświadczeniem i dodatkowymi kwalifikacjami, może wynikać również z pośrednich przyczyn o charakterze kulturowo-społecznym – np. decydujących o wyborze kierunku studiów – nieobjętych kontrolą ze względu na ograniczone ustawowo kompetencje NIK” – czytamy w komunikacie NIK….

całość tu: praca.interia.pl

podobne: Genderyzm czyli szaleństwo importowane z zachodniego śmietnika ideologii.

…słówko komentarza do ostatniego akapitu… Kto dziś może zabronić kobiecie kształcenia się w takim kierunku i na takiej uczelni która „gwarantuje” lepiej płatną pracę? Kto broni kobiecie nabywać doświadczenia i umiejętności premiowanych w pracy lepszymi stanowiskami? Jak w dzisiejszych czasach – powszechności szkół, mnogości kierunków kształcenia i wolności wyboru kariera/dom – jakakolwiek kobieta może się uskarżać na jakieś „kulturowo-społeczne” hamulce? Mało to kobiet sukcesu w biznesie, i na stanowiskach kierowniczych w tzw, administracji publicznej? Czy inne nie potrafią pójść ich śladem, czy też może im się nie chce, bo taki ich wybór? A jeśli to nie jest ich wybór to czyj? Kto prowadzi kobiety na sznurku (z pistoletem przy skroni?) i karze im być niekompetentnymi? Polecam lekturę: “Kobiety, dajcie spokój kobietom!”

…Odys

Demagogia społeczna - by Arkadiusz

Demagogia społeczna – by Arkadiusz

Stan wojenny był tragedią dla Polski, ale niektóre środowiska dalej robią sobie żarty gloryfikując komunistów.


12.12.2013 (IAR) – Stan wojenny był tragedią dla Polski – oceniają historycy. W nocy z 12. na 13. grudnia Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego na czele z generałem Wojciechem Jaruzelskim wprowadziła stan wojenny.

Historyk, profesor Andrzej Paczkowski przypomina, że była to decyzja mająca na celu powstrzymanie procesów demokratycznych rozpoczętych w 1980 roku, przez zgodę na powstanie Niezależnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Komunistyczne władze, tłumaczy naukowiec, nie potrafiły tak zmienić systemu, by znalazło się w nim miejsce dla jawnie działającej opozycji. Dlatego stan wojenny miał na celu wyeliminowanie kilku tysięcy osób, które zostały uznane za przywódców, i złamanie coraz silniejszego sprzeciwu wobec komunistycznych władz.

Komunistyczne władze po rozpoczęci stanu wojennego, internowały około 10. tysięcy osób i zdelegalizowały „Solidarność”.

Historyk, profesor Antoni Dudek przypomina, że wprowadzenie stanu wojennego było też związane z bardzo poważnymi ograniczeniami swobód obywatelskich. Odebrano prawo do stowarzyszeń, manifestacji i protestów. Wprowadzono godzinę milicyjną, wyłączone były telefony i inne środki łączności.

Historyk, profesor Andrzej Chojnowski podkreśla, że stan wojenny wpędził polskie społeczeństwo w głęboki kryzys. Wprowadzenie stanu wojennego zabiło w Polakach nadzieję na zmiany w kraju i entuzjazm związany z powstaniem Niezależnych Związków Zawodowych. Stan wyjątkowy „wypalił” polskie społeczeństwo, które do lat 90-tych pozostawało w marazmie i zniechęceniu.

Stan wojenny spowodował też gigantyczną zapaść polskiej gospodarki i spowodował że lata 80 ubiegłego wieku to dla polski jeden z najbardziej ponurych okresów w historii.

O dziś o północy, jak co roku, dawni opozycjoniści będą manifestowali przed domem generała Jaruzelskiego. W ten sposób chcą pokazać głównemu odpowiedzialnemu za wprowadzenie stanu wojennego, że pamięć o tym tragicznym wydarzeniu nie przeminie.

Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/ab    …źródło: stooq.pl

Dużo się w ostatnich dniach – jak co roku w okolicy „rocznicy” (kto to w ogóle wymyślił żeby takie tragiczne wydarzenie zaliczać w poczet „rocznic”?) – mówi o tym historycznym wydarzeniu… A jaka była główna przyczyna wzięcia za pysk Polaków w tym czasie? Władimir Bukowski w 45 sekund wyjaśnia to co „oczywiste” (szkoda że nie dla wszystkich) – Władimir Bukowski dlaczego wprowadzono stan wojenny (fragment filmu Grzegorza Brauna: „Towarzysz Generał idzie na wojnę”).

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…Ten dzień to nie tylko tragedia, ale przede wszystkim zbrodnia na narodzie Polskim… Tymczasem „żydowska gazeta dla Polaków” zwana dla niepoznaki „Wyborczą” opublikowała jak zwykle na tę okoliczność prowokacyjny tekst o SBeku który domaga się przeprosin (bo dziś im już wszystko wolno!) którego nie zacytuję bo się brzydzę a jak ktoś sobie życzy to znajdzie go pod linkiem – Honor esbeka, ale za to zacytuję w całości komentarz do tej kpiny który „mówi jak jest”…

Ten artykuł jest tak skurwiały, że będzie trochę inaczej. Będzie, cytując bramkarza Pogoni Szczecin, jedno wielkie wkurwienie. Wrażliwi niech nie czytają. Ten artykuł jest idealnym pokazaniem jak skurwiona została dzisiejsza Polska przez kurwy różnego sortu.

1. Kurwy najwyższego rzędu – esbecy, komuniści ze schyłku systemu. Kiedyś zabijali i służyli systemowi, w który w latach 80-tych nikt już nie wierzył. Wtedy w esbecji siedzieli już tylko karierowicze nienawidzący ludzi i wyładowujący swoje frustracje na społeczeństwie. Siedzieli bo mieli przywileje i tylko o to im chodziło. Dzisiaj taki skurwysyn jeden z drugim na łamach największej polskiej gazety stwierdza że „miał robotę jak każdą inną”. Otóż nie skurwysynu. Miałeś robotę taką samą jak esesman czy czekista. Z nimi się porównaj, nie ze stoczniowcami, nauczycielami czy górnikami których ty i twoi koledzy zabijali na rozkaz kurew z większa ilością gwiazdek. Hitler, Stalin i Mengele też twierdzili że „moralnie są czyści”. Gratuluję towarzystwa.

rys. Żukow

rys. Żukow

Dzisiaj skurwysynu się tłumaczysz, że wierzyłeś w system? Chyba kpisz, nikt już nie wierzył. Tak to może mówić jakiś komunista-literat z lat 20-tych, wtedy może faktycznie paru dało się omamić. Ale ty? Widzący na co dzień ten komunizm ze świniami lepszymi i gorszymi, szykanujący opozycję, korzystałeś z przywilejów kosztem innych obywateli? Ty masz czelność dziś kłamać że wierzyłeś?

Szczytem jest domaganie się przeprosin, bo ktoś kogo gnoiłeś stwierdził że nie udało się go zatrzymać. Ty się skurwysynu ciesz, że możesz w tym swoim mieszkaniu w Gdyni siedzieć i nie zostałeś pozbawiony praw obywatelskich. 

2. Kurwy podłe i zakłamane. Ziemkiewicz w jednej ze swoich książek wyliczał co Gazeta Wyborcza wrzuca na swoje łamy zawsze w rocznicę 13 grudnia. Zawsze, konsekwentnie od lat są to wywiady albo z Kiszczakiem albo z Jaruzelskim, to znowu z jakimś rosyjskim generałem albo esbekiem. Zawsze to samo, relacja jednej skurwiałej strony. Ziemkiewicz słusznie zauważył, że Wyborcza ujmowała się w swoich tekstach za wszystkimi ofiarami wszelkich wojen i sporów politycznych na świecie. Wojna w Serbii, gdzieś w Afryce, Ukraina to znowu jakieś ruchawki w Pakistanie czy zamordyzm w Chinach. Wszystkie reżimy potępiane, wszyscy opozycjoniści gloryfikowani. Za wyjątkiem jednego, reżimu komunistów w Polsce lat 1968-1989 (daty celowo bo czasem o stalinizmie czy Bierucie zdarzyło im się źle napisać).

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

I co robią dzisiaj te kurwy fałszywe? A jakże, wywiad z esbekiem. Tytuł z gatunku zimne słońce – „honor esbeka”. To jest coś takiego? A w ogóle to od kiedy wy, walczący z honorem, macie coś na ten temat do powiedzenia?
Są dla was dwie propozycje. Pogadajcie z Gwiazdą (czyli nierealny) albo dajcie relację z codziennego życia w obozie w Auschwitz oczami Rudolfa Hoessa, następnie obozowych kapo, potem dr Mengele. Będzie ubaw po pachy, zatytułujcie teksty „honor esesmana”, „Gestapo ocaliło żydów przed zagładą bo by Polacy weszli” albo „pamiętniki Rudolfa H.” Będzie tak samo uczciwe jak to co robicie ze stanem wojennym.
Stan wojenny jest matką waszych wszystkich skurwiałych kłamstw.

Tak, to co napisałem to jest jeden wielki rzyg. Ale na te kurwy przebrzydłe tylko rzygać można.

Gardzę wami, wy kurwy.       …źródło: Żelazna Logika

…i na sam koniec „Bluzg” na jednego takiego „generała” w wykonaniu Emiliana Kamińskiego – „Bluzg” czyli Życzenia dla Generała

„Pa­mięć jest przek­leństwem, to fakt […], ale również naj­wspa­nial­szym z darów. Bo jeśli stra­cisz pa­mięć, stra­cisz wszystko.” ( Anne Rice)

…a zatem pamiętajmy o tym – kto co i jak. Skąd człowiek pyszny i głupi ma wiedzieć co oznacza maksyma „historia was osądzi” i że dopóki żyją ludzie którzy są nieprzekupni to tej zależności nie da się przekręcić i bezkarnie domknąć od d..py strony. Skąd człowiek wyprany z przyzwoitości i skromności ma wiedzieć, że odpowiedzialność przed Bogiem i historią to nie jest tylko piękny slogan i że sprawiedliwość jak oliwa…. Gwałcicielu historii i pamięci! Gwałcisz sam siebie a bękart który z tego się urodził będzie żył w wiecznej nienawiści u ludzi których przekręcić nigdy ci się nie uda! Ku przestrodze dla kolejnych pokoleń. I daj Boże dla rozliczenia was wszystkich zakłamanych bandytów kiedyś w wolnej Polsce.

…Odys

podobne: Co takiego czczą “farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego “Nocną zmianę” oraz: Jeszcze o alternatywnej wersji historii pichconej przez lewicę i to: „Układ zamknięty” znów dał głos – „rzeźnik z Trójmiasta” niewinny. a także:  Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”.

jaruzel