Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy. Odzyskać MSZ.


„…Polska inteligencja nie miała doświadczenia w budowaniu państwa i troszczeniu się o nie w skrajnie trudnych warunkach geopolitycznych. Powstała głównie ze zbiedniałej porozbiorowej szlachty, swoje idee brała zaś ze specyficznie odczytanego mitu romantycznego i arystokratycznych aspiracji. Chłopami się brzydziła, a mieszczańskiej klasy średniej, która zbudowała nowoczesne państwa na Zachodzie, nie rozumiała. Oczywiście, najwybitniejsi przedstawiciele polskiej inteligencji potrafili stać się jednostkami niezaprzeczalnie wielkimi, zwłaszcza w nauce, wystarczy wspomnieć polską szkołę logiczno-matematyczną, filozoficzną i socjologiczną. Inteligencja prawie zawsze operowała jednak raczej na poziomie abstrakcji niż konkretów, a w swej masie ciążyła ku dość dyletanckiej i wtórnej salonowej humanistyce…

To dlatego polscy inteligenci w dziewiętnastym wieku tak naiwnie angażowali się we wszystkie możliwe rewolucje lub też w imię „realizmu” stawali się bezwolnymi narzędziami obcej polityki. To stąd brała się kompensacyjna, mistyczna megalomania lóż emigracyjnych połączona z bolesnym zakompleksieniem wobec europejskich intelektualistów.

(…)

Częściowo w oparciu o tezy J. F. Staniłki można byłoby wręcz skonstruować katalog siedmiu, grzechów głównych inteligenckiego myślenia w polityce zagranicznej. Byłyby to 1) manichejskie (czarno-białe) postrzeganie polityki zagranicznej; 2) moralizowanie i estetyzowanie; 3) ciążenie ku obcym elitom wbrew interesom narodowym; 4) przecenianie znaczenia polityki historycznej i symbolicznej; 5) brak wiedzy o najnowszych globalnych trendach; 6) kompleks niższości; 7) dziecinny realizm historyczny.

(…)
poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy.

Polska tymczasem zamiast trwałymi interesami kieruję się raczej dość zmiennymi i etycznie zabarwionymi sympatiami. Z pozoru wydaje się, na przykład, że w naszym interesie jest zachowanie integralności europejskich granic i trzymanie Rosji na bezpieczną odległość, a najlepiej oddzielenie się od niej łańcuchem sprzymierzonych krajów. Z jednej jednak strony, wbrew naszemu dążeniu do stabilności granic na kontynencie, opowiedzieliśmy się za niepodległością Kosowa. Z drugiej zaś, wbrew naszej zasadzie budowania regionalnych sojuszy pryncypialnie obrażamy się na Węgry i Białoruś, co tylko jeszcze bardziej zbliża je do optyki Kremla. Nie chcemy zrozumieć, że kraje te w obliczu rosnącej agresywności Rosji i dość obojętnej postawy Niemiec i USA starają się uprawiać niebezpieczną politykę balansowania między mocarstwami. Możemy im w tym pomóc. Możemy np., kiedy trzeba, wzmacniać nieco ich pozycję w kontaktach z Niemcami, a w zamian za to wymagać, by one wzmacniały naszą politykę w kontaktach z Rosją. Wymagałoby to jednak kunsztu politycznego jakiego dziś brak polskim politycznym elitom.

W samej Rosji natomiast polski inteligent musi przede wszystkim przestać rozmawiać z tamtejszą inteligencją opozycyjną. O ile bowiem w Polsce mamy do czynienia z pewnym rozdźwiękiem pomiędzy inteligencją a społeczeństwem, o tyle inteligent rosyjski (zwłaszcza opozycjonista) jest po prostu obcokrajowcem w swoim własnym kraju i, co do zasady, znacznie lepiej dogaduje się ze zwykłym Francuzem czy Niemcem niż ze zwykłym Rosjaninem. Prawidłowość tę zauważył już Dostojewski i nic nie wskazuje na to, aby miała ona ulec zmianie. Należy więc sobie powiedzieć wprost, że szlachetni „bracia Moskale” w przewidywalnej przeszłości nie będą zdolni do wywierania jakiekolwiek wpływu na władzę, nie mówiąc już o jej przejęciu. Ludzie którzy okupują zaś kremlowski „wertykał wlasti” to, z grubsza rzec biorąc, przedstawiciele służb i oligarchii. Z ich szeregów będzie się też rekrutował następca Władimira Putina i to z nimi będziemy musieli twardo i rzeczowo rozmawiać jeszcze długo po tym, jak zapomnimy o konflikcie na Ukrainie.

Co powie Europa, co powie Waszyngton?

Tyle, że inteligencka polityka zagraniczna nie zna właściwie pojęcia „twardej rozmowy”. To przecież trąci jakimś dorobkiewiczowskim targowaniem się. Tymczasem inteligencka strategia negocjacyjna opiera się zwykle na okazywaniu niepohamowanej pogardy adwersarzom i równie niepohamowanej spolegliwości sojusznikom. Administracja amerykańska może, na przykład, kupić sobie zgodę polskiego rządu na niebywale niebezpieczne i raczej wątpliwe moralnie działania na naszym terenie za śmieszną sumę 15 mln dolarów. Tutaj akurat jakoś się moralnie nie wzmogliśmy.

Podobnie ze stoickim spokojem przyjęliśmy uderzający w naszą energetykę pakiet klimatyczny. Brak nam wyraźnie tupetu Wielkiej Brytanii, która raz uzyskanego od UE w latach osiemdziesiątych rabatu nie oddała nigdy, a wobec wizji Brexitu może w Brukseli uzyskać nawet dalej idące ustępstwa. W stosunkach z USA brak nam śmiałości Turcji, która postawiła sprawę jasno: udostępnimy bazy wojskowe do działań przeciwko Państwu Islamskiemu tylko jeśli otrzymamy gwarancję, że nie powstanie państwo kurdyjskie a Waszyngton da Ankarze zielone światło do działań przeciwko bazom Partii Pracujących Kurdystanu. Targu jak się zdaje dobito, potem Turcy udostępnili swoje bazy.

Polska stosuje tymczasem inną strategię: najpierw wyświadcza Waszyngtonowi przysługę, np. rusza z nim do Iraku czy Afganistanu wbrew polityce zachodniej Europy, a potem wiernie czeka na nagrodę, którą wzruszony jej szlachetnym uczynkiem Waszyngton powinien Polsce przyznać. 

(…)

W polityce i publicznym dyskursie o polityce zagranicznej realizm dobrze zinternalizowany to tymczasem realizm niemal niewidoczny. Realizm bardzo znaczący w czynach i bardzo oszczędny w słowach. Proszę sobie na przykład wyobrazić, że niemieckie wysokonakładowe gazety piszą coś w stylu: „Ach, gdybyśmy tylko z inwazją na ZSRR poczekali do wiosny 1942, albo w ogóle rozpoczęli całą wojnę dwa lata później, w 1941. Przecież bylibyśmy dziś największym mocarstwem na świecie, a Hitler byłby uważany za największego człowieka w historii ludzkości”. Albo zwizualizujmy sobie następujący passus w prasie amerykańskiej: „Ach, gdybyśmy tylko posłuchali McArthura i w 1950 zrzucili bomby atomowe na chińskie miasta, nie mielibyśmy dziś żadnej konkurencji na Pacyfiku”. Tymczasem w polskiej prasie i świetnie się sprzedających polskich książkach możemy z łatwością znaleźć wizje przymierza z Hitlerem i wspólnej wyprawy Moskwę. W tym kontekście nie powinno dziwić, że tak wielu Rosjan i Amerykanów uważa nas za kryptofaszystów, a wielu Niemców ma nas zapewne za pożytecznych idiotów, którzy z nich to odium zdejmują.

(…)

…wydaje się, że nadchodzi globalne przesilenie, które stawia przed naszym krajem nowe wyzwania, ale otwiera też przed nim nowe możliwości. By z nich skorzystać, musimy jednak mieć państwo w którym politykę zagraniczną prowadzi się w oparciu o zimną kalkulację, a nie mrzonki czy też dyletancki pseudorealizm.” (Michał Kuź)

całość tej całkiem trafnej analizy naszej polityki zagranicznej tu: „Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić” czyli o aktualności myśli J. Piłsudskiego.

podobne: Adam Śmiech: System Dmowskiego czyli… „zagraniczną politykę musicie robić naszą”. oraz: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny. polecam również: W rocznicę śmierci: Jan Emil Skiwski – „Piłsudski a Polska wieczna”. Cywilizacja a tolerancja.

Pan Grzegorz Braun – Aternatywne Sojusze z Białorusią, Turcją i Skandynawią

„… Polska zrezygnowała z jakichkolwiek prób budowy sojuszu państw środkowoeuropejskich jako przeciwwagi dla mocarstw kontynentalnych. Zamiast tego postawiono na zbliżenie z Berlinem i Moskwą, licząc, że przywódcy tych dwóch mocarstw kontynentalnych potraktują Warszawę jak partnera – co prawda młodszego, ale zawsze.

Prezydent Komorowski ze spokojem przyglądał się więc obumieraniu naszej polityki regionalnej. Dialog polityczny z Litwą, tak intensywny za czasów Lecha Kaczyńskiego, zamarł, a relacje pomiędzy obydwoma krajami stały się tak złe, jak nigdy w historii po 1989 r.

Stosunki z Białorusią zostały de facto zawieszone. Polska przestała tolerować politykę balansowania Łukaszenki pomiędzy Moskwą a Brukselą. Co więcej świadomie postawiono na siły polityczne wewnątrz białoruskiej opozycji, które dążyły (lub udawały, iż dążą) do przewrotu politycznego w Mińsku, a nie do dialogu i ewolucji. Odrzucając „okrągłostołową” filozofię polityczną, Warszawa, w warunkach silnej władzy w Mińsku z jednej strony oraz słabej i zinfiltrowanej przez KGB opozycji z drugiej de facto wspierała scenariusz, którego jedynym możliwym końcem był scenariusz siłowy, a tym samym izolacja reżimu i jego wpadnięcie w ramiona Moskwy.

W miarę dobrze się kontakty z prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem, co jest skądinąd paradoksem zważywszy na to, iż ani z demokracją, ani z kursem politycznym Kijowa nie działo się – z polskiego punktu widzenie – dobrze.

Priorytetem stały się stosunki z Rosją i Niemcami, a właściwie tworzenie „dobrej atmosfery”. Przestaliśmy się przy tym spierać o interesy, a twardą grę zastąpiliśmy PR na wewnątrz i swoistym leseferyzmem na zewnątrz. Bronisław Komorowski jeszcze w roku 2011 przekonywał Polaków, że prezydent Rosji Miedwiediew jest partnerem „godnym zaufania”, a „ostatnie miesiące wykazały, że wypełnia obietnice i wszystko świadczy o tym, że zależy mu na dobrych relacjach z Polską i na głębokiej modernizacji Rosji”. Podobnie zachowywał się w stosunku do naszego zachodniego partnera. W roku 2014 przemawiając przed Bundestagiem mówił tylko o „pojednaniu” i „wspólnocie odpowiedzialności”, a ani słowa nie poświęcił różnicom interesów i nierozwiązywanym od dekad tzw. problemom trudnym w stosunkach dwustronnych.

(…)

Głównym powodem reorientacji polskiej strategii winna być jej zupełna nieskuteczność. Berlin w zamian za nasza zgodę na swoje przywództwo nie zaoferował niczego. Nie próbował nawet łagodzić sprzeczności interesów w stosunkach dwustronnych. Nadal forsował strategiczne partnerstwo energetyczne z Moskwą oraz niezgodną z naszymi elementarnymi interesami politykę klimatyczną. Rosjanie natomiast nawet nie starali się udawać, że traktują nas jak partnera, o czym premier Tusk boleśnie przekonał się w momencie, gdy Moskwa w styczniu 2011 roku zaskoczyła go publikacją raportu nt. katastrofy w Smoleńsku. Pełne fiasko zbliżenia z dwoma mocarstwami kontynentalnymi wyszło na jaw, gdy w 2014 roku okazało się, że dla Polski zabrakło miejsca przy dyplomatycznym stole, decydującym o przyszłości Ukrainy.

(…)

Niestety, prezydent Komorowski nie wykorzystał szansy, jaką sprezentował mu los. Co prawda w końcu roku 2014 przedstawił nową strategię bezpieczeństwa narodowego, ale nie wiadomo, dlaczego w ogóle nie brała ona pod uwagę powstałych zagrożeń. W szczególności bagatelizowała ona te ze strony Rosji…

…Doktryna bezpieczeństwa winna wyjaśniać naturę zagrożeń ze strony Rosji. Po pierwsze, tych natury geopolitycznej. Wskazać na to, że pierwszoplanowym celem Moskwy jest zniszczenie politycznej wspólnoty Zachodu. Najpierw poprzez wbicie klina w więzi transatlantyckie, co będzie skutkowało wycofaniem się Stanów Zjednoczonych z Europy i likwidacją NATO lub jego przekształceniem z sojuszu obronnego w organizację współpracy politycznej. W miejsce wspólnoty transatlantyckiej Moskwa chciałaby stworzyć sojusz eurazjatycki wraz z kontynentalnymi mocarstwami zachodnioeuropejskimi (Niemcami, Francją i Włochami) i w efekcie zastąpić istniejący system bezpieczeństwa swoistym „koncertem mocarstw”. Sukces tych zamierzeń oznaczałby dla Polski marginalizację polityczną i geopolityczne osamotnienie. Przede wszystkim jednak oznaczałby brak realnych gwarancji bezpieczeństwa.

(…)

…Polska po agresji Rosji na Ukrainę po raz pierwszy po zakończeniu zimnej wojny znalazła się w sytuacji realnego zagrożenia militarnego. Prezydent jako konstytucyjny strażnik „suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium” powinien zapomnieć o sugestii b. prezydenta Francji J. Chiraca, który sugerował, że Polska winna „siedzieć cicho” i przejść do dyplomatycznej ofensywy, której adresatem byłby Waszyngton, Berlin i Paryż. Niestety, nie zdecydował się na podjęcie asertywnej polityki i podczas szczytu Sojuszu w Newport bez słowa protestu przyjął decyzje mocarstw zachodnich o niewzmacnianiu flanki wschodniej… (Krzysztof Rak)

całość tu: Letniość nie jest polityczną cnotą

podobne: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty) oraz: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska? a także: Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka? i jeszcze: Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. oraz: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów.

PS… „…Przypominamy, że ambasadorem Polski w Stanach Zjednoczonych jest Ryszard Sznepf, jednocześnie członek żydowskiej loży „Synów Przymierza” (B’nai B’rith Polin).

W ostatnich dniach dowiedzieliśmy się też, że stanowisko ambasadora w Kijowie ma objąć obecny rzecznik prasowy MSZ, a wcześniej publicysta „Gazety Wyborczej”, Marcin Wojciechowski, ten sam, według którego „Bandera bywa demonizowany przez środowiska kresowe”. To tak jakbym ja napisał, że środowiska żydowskie demonizują postaci Adolfa Hitlera i Adolfa Eichmanna.

Przypominam, że poprzednim rzecznikiem prasowym MSZ był inny publicysta „Gazety Wyborczej”, Marcin Bosacki, który dzisiaj pełni funkcję ambasadora Polski w Kanadzie. Jak widzimy, aby pracować w polskiej dyplomacji trzeba pochodzić z zaciągu Geremka, albo być wcześniej publicystą „Gazety Wyborczej”. Niebagatelne znaczenie ma również pochodzenie etniczne. W 2012 roku polska opinia publiczna dowiedziała się, że w MSZ zatrudnionych jest 131 byłych tajnych współpracowników komunistycznych służb specjalnych, z czego 7 kieruje naszymi placówkami za granicą…” (całość tu: Musimy odzyskać MSZ)

 Polska dyplomacja

Reklamy

Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. Polscy i ukraińscy żołnierze w mołdawsko-rumuńskim batalionie sił pokojowych. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie.


1. Ukraina – Rząd otrzymał prawo wstrzymywania spłaty zadłużeniaPutin: Rosja mogłaby już zażądać od Ukrainy spłaty długu. Miedwiediew: zajmiemy twardą postawę w razie niewypłacalności Ukrainy

19.05. Kijów (PAP) – Ukraiński parlament przyjął we wtorek ustawę, dającą rządowi prawo do wstrzymywania spłaty zadłużenia zagranicznego, zaciągniętego u kredytodawców komercyjnych. W uzasadnieniu wyjaśniono, że celem tych działań jest obrona interesów narodowych.

Rząd wniósł projekt ustawy do Rady Najwyższej we wtorek, prosząc deputowanych, by go poparli w związku z trudną sytuacją gospodarczą oraz – jak to ujęto – dla obrony państwa przed „atakami nieżyczliwych kredytodawców”. Rada Ministrów zapewniła jednak, że prawo ogłoszenia moratorium na spłatę zadłużenia nie będzie miało wpływu na zobowiązania kredytowe Ukrainy.

„Jest to bardzo trudny dokument, który albo da szansę porozumienia się z kredytodawcami, albo otworzy możliwość ogłoszenia bankructwa technicznego” – oświadczył Jurij Łucenko, szef frakcji prezydenckiego Bloku Petra Poroszenki.

Premier Arsenij Jaceniuk, prosząc posłów o poparcie rządowego projektu ustawy, oświadczył, że w ciągu najbliższych czterech lat Ukraina powinna zwrócić 30 mld dolarów zadłużenia zagranicznego i spłacić 17 mln dolarów pożyczek wewnętrznych, na co obecnie nie ma pieniędzy.

Jaceniuk zapewnił, że decyzja parlamentu, zezwalająca na ogłoszenie moratorium na spłatę zadłużenia, „jest prawem”, z którego rząd może skorzystać lub nie. Wyjaśnił też, że Ukraina chce zwrócić długi, jednak – jak podkreślił – „na warunkach, które proponuje ukraiński rząd i państwo”.

Szef rządu wyjaśnił, że jego kraj znajduje się obecnie w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej, wynikającej z utraty zaanektowanego przez Rosję Krymu oraz z konfliktu z separatystami we wschodnich obwodach. Zaznaczył, że zadaniem parlamentu jest odciążenie gospodarki i przyszłych pokoleń od zadłużenia w wysokości 40 mld dolarów, zaciągniętego przez ekipę obalonego w ubiegłym roku prezydenta Wiktora Janukowycza. Premier podkreślił, że obecnie Ukraina winna jest swym partnerom ogółem 70 mld dolarów.

W ubiegłym tygodniu Jaceniuk oświadczył, że zagraniczni kredytodawcy muszą się zgodzić na „uzasadniony” układ zaoferowany przez władze Ukrainy w rozmowach na temat restrukturyzacji około 23 mld dolarów zadłużenia kraju.

Stanowisko to przekazał, gdy grupa największych posiadaczy ukraińskich obligacji ponownie zgłosiła obiekcje do jakiegokolwiek umorzenia kapitałowej części długu, a resort finansów Ukrainy zarzucił kredytodawcom, że nie chcą negocjować w dobrej wierze.

Przemawiając wówczas w parlamencie, Jaceniuk oświadczył, że posiadacze obligacji powinni wziąć pod uwagę fatalny stan ukraińskich finansów.

„Kraj jest w stanie wojny. Straciliśmy 20 proc. naszej gospodarki. Zwróciliśmy się do kredytodawców, przedstawiając im jasne stanowisko w kwestii procedury i warunków restrukturyzacji” – mówił premier. „Prosimy, apelujemy i nalegamy, żeby zewnętrzni kredytodawcy wzięli pod uwagę obecną sytuację i przyjęli propozycję ukraińską, która jest uzasadniona i która jest sposobem na przyjście Ukrainie z pomocą” – dodał.

Propozycja przedstawiona przez władze w Kijowie zakłada m.in. wydłużenie okresu zapadalności obligacji i redukcję części kapitałowej zadłużenia.

W zeszłym tygodniu komitet kredytodawców, w skład którego wchodzi firma inwestycyjna Franklin Templeton i który reprezentuje inwestorów posiadających ukraińskie obligacje wartości ok. 10 miliardów dolarów poinformował, że przedłożył nowe, szczegółowe propozycje dotyczące restrukturyzacji, ale plan ten w dalszym ciągu wyklucza redukcję kapitałową.

Ukraina ma niewiele czasu na porozumienie się z kredytodawcami, ponieważ Międzynarodowy Fundusz Walutowy chce, by porozumienie w sprawie restrukturyzacji zadłużenia zostało zawarte zanim zakończy się najnowszy przegląd programu ratunkowego dla Ukrainy wartego 17,5 mld USD; kierownictwo MFW ma się nim zająć w czerwcu. Od wyników przeglądu zależy wypłacenie Ukrainie drugiej transzy wysokości ok. 2,5 mld USD. Pieniądze te są Ukrainie pilnie potrzebne.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP) jjk/ agy/ kar/

20.05. Moskwa (PAP) – Rosja mogłaby już żądać od Ukrainy przedterminowego uregulowania jej zadłużenia, ale nie czyni tego ze względu na prośbę Kijowa i Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) – powiedział w środę prezydent Władimir Putin.

Jak wyjaśnił Putin na spotkaniu z członkami rosyjskiego rządu, Rosja zainwestowała część swoich rezerw w państwowe obligacje ukraińskie. „Mamy prawo już dawno żądać przedterminowej spłaty tych środków, ze względu na to, że według warunków naszego porozumienia w przypadku, gdy łączny poziom długu publicznego Ukrainy przewyższy 60 procent PKB, to pojawia się prawo do przedterminowej spłaty (zadłużenia)” – powiedział.

Dodał, że „zgodnie z prośbą ukraińskich partnerów oraz MFW” Rosja nie korzysta z tego prawa. „Nie chcemy pogłębiać i tak już trudnej sytuacji gospodarczej naszych partnerów i sąsiadów” – oznajmił.

Polecił, by sytuacją, jaka powstała w związku z długiem Kijowa, zajął się premier Dmitrij Miedwiediew. Konsultacje na ten temat ma prowadzić minister finansów Rosji Anton Siłuanow. „Słyszymy oświadczenia osób oficjalnych o tym, że rozpatrywana jest możliwość nieoddawania kredytów wziętych przez poprzednie władze (Ukrainy). Chcemy poznać zamiary naszych partnerów” – powiedział Putin.

Zadłużenie Ukrainy, o którym mówił prezydent Rosji, to 3 mld dolarów, które Moskwa w grudniu 2013 roku, tj. jeszcze przed odsunięciem od władzy poprzedniego prezydenta Wiktora Janukowycza w lutym 2014 roku, zainwestowała w ukraińskie obligacje państwowe. Pożyczkę tę Kijów dostał na spłatę długów za gaz kupiony w Rosji.

Putin skomentował także decyzję parlamentu Ukrainy, który przyjął we wtorek ustawę dającą rządowi prawo do wstrzymywania spłaty zadłużenia zagranicznego zaciągniętego u kredytodawców komercyjnych. Zdaniem Putina władze w Kijowie wykazały się „niskim poziomem profesjonalizmu, ogłaszając faktycznie nadchodzące bankructwo”.

Miedwiediew ze swej strony podkreślił, że Moskwę niepokoi nie tylko sprawa długu państwowego, ale także długu komercyjnego, tj. zaciągniętego przez stronę ukraińską w rosyjskich bankach. Wysokość tego zadłużenia premier Rosji oszacował na 25 mld dolarów.(…)

(PAP) mal/ awl/ mmp/ mc/

23.05. Moskwa (PAP/Reuters,TASS,Interfax-Ukraina) – Rosja zajmie twarde stanowisko w przypadku, gdy Ukraina zadecyduje o niespłacaniu długów zaciągniętych przez jej poprzednie władze – oświadczył premier Dmitrij Miedwiediew w wywiadzie wyemitowanym w sobotę w telewizji państwowej.

„Jeśli formułować to w ten sposób, to byłaby to niewątpliwie niewypłacalność Ukrainy. W tym przypadku zajęlibyśmy tak twarde stanowisko, jak to tylko możliwe, i bronilibyśmy naszych interesów narodowych” – powiedział Miedwiediew w programie informacyjnym „Wiesti” w państwowej telewizji Rossija.

Miedwiediew skomentował decyzję parlamentu Ukrainy, który przyjął we wtorek ustawę dającą rządowi prawo do wstrzymywania spłaty zadłużenia zagranicznego zaciągniętego u kredytodawców komercyjnych. Ocenił, że w odniesieniu do Rosji te długi „nie są całkiem komercyjne”, bowiem „były zaciągane w naszych bankach, w tym tych z udziałem państwa”. Te długi „nie są nam obojętne, będziemy je egzekwować” – dodał.

Dodał także, że samo podjęcie przez Radę Najwyższą takiej decyzji, nawet jeśli nie będzie realizowane w praktyce, może być uważane za podstawę do zażądania przedterminowej spłaty kredytów.(…)

 (PAP) awl/ woj/ arch.

podobne: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego). oraz: Ukraina: USA dadzą kolejne dolary, kredyty z Niemiec, pomoc finansowa MFW, obywatele o korupcji. i to: Rok po wyborze Poroszenki Ukraina pogrążona w chaosie. Robert Potocki: PostMajdanowa (de)oligarchizacja i Samobójcze prawo serii.

2. Ekspertka PISM o Partnerstwie Wschodnim i „szczycie minimum” w RydzeAmbasador UE w Rosji: partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło.

20.05. Warszawa (PAP) – Nadchodzący szczyt Partnerstwa Wschodniego zapoczątkuje dłuższy trend powolnego wycofywania się UE ze Wschodu, bo kraje „28” są coraz mniej zainteresowane integracją tego regionu z Unią. Będzie to szczyt minimum – mówi PAP ekspertka PISM Elżbieta Kaca.

Analityczka przekonuje jednak, że nie oznacza to fiaska tej zapoczątkowanej w 2009 roku z inicjatywy Polski i Szwecji polityki UE wobec wschodnich sąsiadów: Ukrainy, Gruzji, Mołdawii, Armenii, Azerbejdżanu i Białorusi, lecz jedynie jej osłabienie.

Czwartkowo-piątkowe spotkanie w Rydze odbędzie się w cieniu kryzysu imigracyjnego na południu UE i dyskusji o kwotach odnośnie do przyjmowania uchodźców. Do priorytetów szefowej unijnej dyplomacji Federiki Mogherini nie należy PW, lecz walka z przemytnikami ludzi oraz angażowanie się w relacje UE z Rosją – uważa Kaca.

„Będzie to szczyt minimum. Właściwie chodzi o to, żeby Unia nie wycofała się z tego, co już zostało zrobione i podtrzymała dotychczasowe zobowiązania, głównie w kwestiach kontynuowania liberalizacji procesu wizowego i wdrażania umów o pogłębionych strefach wolnego handlu oraz finansowych” – wyjaśnia ekspertka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Jej zdaniem nie ma szans na to, by w deklaracji końcowej pojawiły się zapisy dotyczące perspektywy członkostwa w Unii dla krajów PW. „Zgodnie z przeciekami zapisy są mocno osłabione, bo państwa członkowskie obawiają się antagonizowania Rosji poprzez przedstawienie ambitnej polityki Partnerstwa Wschodniego” – mówi Kaca.

Jak wyjaśnia, w ocenie wielu państw, zwłaszcza na południu UE, sugerowanie perspektywy członkostwa przez ostatnie kilka lat sprawiło, że wzrosły społeczne oczekiwania krajów Partnerstwa Wschodniego. Tymczasem „Unia nie mogła realnie zaproponować takiej możliwości” – mówi.

Przedstawiciele tych państw członkowskich UE winą za kryzys ukraiński obarczają właśnie PW. „Uważają, że teraz absolutnie nie możemy kontynuować polityki obietnic. Ich zdaniem należy jak najbardziej realnie przedstawić krajom PW sytuację i sprowadzić Partnerstwo do klasycznej polityki zagranicznej, a nie polityki pseudorozszerzeniowej. W kontekście kryzysu ukraińskiego deklaracja będzie oddawała taki sposób myślenia” – tłumaczy ekspertka.

Jak dodaje, krążą pogłoski, że UE wycofa się z wprowadzonej w 2011 roku tzw. zasady more for more, polegającej na tym, że kraje najlepiej wywiązujące się z reform mogą liczyć na większe środki finansowe. Jednak ekspertka tłumaczy, że zasada ta jest już wdrożona na siedem lat i będzie obowiązywała do 2020 roku, kiedy kończy się obecna perspektywa budżetowa UE. Może być po prostu w mniejszym stopniu stosowana względem niektórych krajów.

Rezygnując z more for more, Unii może chodzić o wysłanie sygnału, że PW jest wyłącznie gospodarczą inicjatywą, bez charakteru politycznego, oraz o „wycofanie się z dowartościowywania najlepszych krajów”. „Dałoby im to do zrozumienia, że nie powinny spodziewać się, iż za wielkimi osiągnięciami będą szły większe obietnice i środki” – mówi.

„Najpewniej chodzi o to, że Polska i kraje, które walczą o PW, postulowały znaczne zwiększenie pieniędzy dla państw, które wdrażają handlową część umowy stowarzyszeniowej. Komisja Europejska chce się bronić przed takimi rozwiązaniami, likwidując more for more” – uważa Kaca.

Zdaniem ekspertki PISM na szczycie w Rydze „nie należy spodziewać się rewolucji ani konkretnych zmian jeśli chodzi o PW”. Powodem jest m.in. prowadzony obecnie przegląd polityki sąsiedztwa. Do końca czerwca potrwają publiczne konsultacje, których rezultaty zostaną ogłoszone jesienią i dopiero wtedy zostaną podjęte decyzje na temat ewentualnych zmian. „Nie należy wiązać z tym jednak wielkich nadziei. Nie ma konstruktywnych pomysłów, by coś zmieniać” – zastrzega.

Szczyt w Rydze „pokaże trend osłabienia zainteresowania Unii pogłębioną integracją regionu wschodniego z UE; w ciągu najbliższych kilku lat będziemy świadkami dłuższego trendu polegającego na powolnym politycznym wycofywaniu się UE ze Wschodu” – ocenia ekspertka. „Będzie chodziło jedynie o promowanie pogłębionej integracji gospodarczej” – dodaje.

Kaca przewiduje, że UE będzie podtrzymywać współpracę z krajami PW na poziomie technicznym, a stosunki z tymi państwami będą przypominały relacje Unii z Turcją, z tą różnicą, że Ankara otrzymała perspektywę członkostwa. „Turcy wdrażali warunki, ale teraz wszystko się rozbija o kwestie polityczne” – przypomina analityczka. Gdy kraje PW osiągną reżim bezwizowy, na co w najbliższych latach szanse mają Gruzja i Ukraina, i z czego od roku korzystają obywatele Mołdawii, oraz gdy będą już w pełni obowiązywały umowy o wolnym handlu, nadejdzie okres zniechęcenia Unią, co obserwujemy w Turcji.

Zdaniem ekspertki UE stawiała krajom PW zbyt duże wymagania, oferując im w zamian relatywnie niewielkie zyski, w dodatku głównie długoterminowe. „A te kraje potrzebują konkretnych zachęt” – przekonuje.

„Poza ruchem bezwizowym w PW nie ma rozwiązań typu win-win” – ocenia Kaca. Choć Unia domaga się od krajów PW kompleksowych reform, np. administracji publicznej, całego sektora energii czy transportu, bądź utworzenia systemu niezawisłego sądownictwa, to niedostatecznie monitoruje wdrażanie tych zmian. „UE naciska na zmianę prawa i powoływanie nowych instytucji, ale kompletnie nie monitoruje wdrażania tych reform, wręcz nie chce patrzeć, jak są one wprowadzane w życie. Po sześciu latach funkcjonowania PW efekt jest taki, że mamy większość rezultatów na papierze, a realnie niewiele się zmienia” – mówi Kaca.

„Trzeba skończyć z tą iluzją” – podkreśla. Ekspertka proponuje zmniejszenie pieniędzy wydawanych za pomocą wsparcia budżetowego i przerzucenie się na granty, przetargi dla biznesu, NGOsów, konkretne projekty infrastrukturalne, czy też zwiększenie środków dla małych i średnich przedsiębiorstw, których funkcjonowanie w krajach oligarchicznych jest utrudnione.

Julia Potocka (PAP) jhp/ ap/

Robert Potocki: Partnerstwo (bez) złudzeń: przypadek Ukrainy, fragment:

„…Ukraina i Gruzja oczekiwały dwóch zasadniczych deklaracji: (1) potwierdzenia perspektywy przyszłego członkowstwa w UE i uznania całego dotychczasowego procesu tranzycji systemowej obu wspomnianych państw oraz (2) określenia daty i zasad wprowadzenia ruchu bezwizowego [1]. O ile w przypadku Kijowa kunktatorstwo to jest w pełni zrozumiałe, gdyż władze państwowe od czasu EuroRewolucji ciągle w sposób „niemrawy” wprowadzają reformy, zaś „dylemat niepewności” sprawia, że należy liczyć się z określonymi napięciami społecznymi, czy też napływem uchodźców w przypadku eskalacji wojny noworosyjskiej, o tyle w przypadku Tbilisi musi to już budzić wątpliwości, gdyż z jednej strony Gruzja może – pomimo zamrożenia konfliktów w Osetii Południowej i Abchazji – uchodzić za pioniera okcydentalizacji przestrzeni poradzieckiej, a z drugiej – brak większego zaangażowania Brukseli w regionie Morza Czarnego zmusza władze państwowe w Tbilisi do balansowania między euratlantyzmem a eurazjatyzmem [2].

(…)Ostatecznie też w deklaracji końcowej zapowiedziano liberalizację ruchu granicznego dla krajów Partnerstwa Wschodniego, choć bez skonkretyzowania terminów, co można uznać za porażkę dyplomatyczną prezydenta Petra Poroszenki, który liczył na dyplomatyczny sukces w obliczu pogarszającej się kondycji finansowej kraju [4]. Równie niejednoznacznie brzmiały zapewnienia o uznaniu „aspiracji europejskich”, zwłaszcza, że powyższa deklaracja nie musi oznaczać poparcia dla procesu akcesji w sytuacji, gdy zasadniczym celem Unii Europejskiej nie jest zjednoczenie Starego Kontynentu. Także stwierdzenie przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska:„nikt nie obiecywał, że Partnerstwo Wschodnie będzie automatyczną drogą do członkostwa [Unii Europejskiej]” nie skłania do nadmiernego optymizmu w tym wymiarze.(…)

Od momentu powstania zasadniczym celem istnienia Partnerstwa Wschodniego było zacieśnienie relacji bilateralnych z krajami, które znajdują się na peryferiach Unii Europejskiej w celu stworzenia w obrębie jej „bliskiej zagranicy” strefy bezpieczeństwa i stabilności społeczno-politycznej. Teoretycznie pozwalało to na wypracowanie nowych form współpracy i kooperacji na szczeblu regionalnym, ze szczególnym uwzględnieniem umów stowarzyszeniowych oraz tworzeniem pogłębionych i kompleksowych stref wolnego handlu. Nie bez znaczenia był również fakt, że wypracowanie wspomnianych instrumentów oddziaływania politycznego poprzedzał proces dostosowawczy poszczególnych krajów do wymogów i standardów unijnych. Najskuteczniejszą formułą zewnętrznego inspirowania procesów tranzycji była oczywiście perspektywa członkostwa, która jednak w przypadku Partnerstwa Wschodniego została odłożona ad Kalendas Graecas…”

polecam lekturę całości tu: geopolityka.org

podobne: Świat. Korea Północna: przełom w programie rakietowym? USA: 500 milionów dla syryjskiej opozycji. Ukraina, Mołdawia, Gruzja podpisują umowy z UE oraz: Eurokołchoz: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów. Za unijne fundusze płacimy dwa razy. Kwoty mleczne uwolnione (rolnicy boją się o spadek cen). i to: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem).

20.05. Wilno (PAP) – Litewskie partnerstwo strategiczne z Polską podupadło – ocenił ambasador UE w Moskwie Vygaudas Uszackas, b. szef MSZ Litwy. W wywiadzie dla prywatnej telewizji litewskiej wyraził nadzieję, że przywódcy Litwy dołożą starań, by odbudować relacje z Polską.

„Z żalem przyznaję, że deklarowane partnerstwo strategiczne z Polską o ile nie poniosło fiaska, to znacznie podupadło” – powiedział Uszackas litewskiej telewizji Lietuvos Ryto.

Jego zdaniem „należy koniecznie usunąć zadrażnienia, które nagromadziły się w wyniku naszej bezczynności i braku woli politycznej”. „Jak długo można rozmawiać o zalegalizowaniu pisowni polskich nazwisk ? Sądzę, że musimy się wywiązać z naszych zobowiązań” – wskazał Uszackas.

Ambasador ocenił, że należy aktywizować współpracę polityczną, kulturalną i gospodarczą. „Prokremlowscy politolodzy rosyjscy w rozmowach ze mną czasami żartują, że Litwini nie potrafią ułożyć sobie relacji z Polską i w ten sposób służą nie swoim, a czyimś interesom” – powiedział ambasador UE.

„Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że Polska jest naszym partnerem strategicznym bez względu na to, czy tak ją określamy, czy nie” – kontynuował Uszackas. Przypomniał, że Polska „jest najbliższą sąsiadką Litwy z czterdziestomilionowym rynkiem konsumentów i największym w Europie Wschodniej państwem członkowskim NATO, z którym łączą nas relacje historyczne”.

Ambasador przyznał, że w historii narodów polskiego i litewskiego są bolesne karty. Jednocześnie podkreślił, że „po tym, gdy wstąpiliśmy do UE i NATO, gdy stoją przed nami wspólne wyzwania, którym musimy podołać, jednym z najważniejszych zadań polityki zagranicznej jest odbudowa i normalizacja relacji polsko-litewskich”.

Z Wilna Aleksandra Akińczo (PAP) aki/ awl/ ala/

podobne: Litwa: Zarzuty pod adresem Akcji Wyborczej Polaków. Gaz-System i litewski Amber Grid budują interkonektor. Litwa uniezależnia się od Gazpromu. Ukraina: Dowody na udział w walkach rosyjskich żołnierzy. Poroszenko rozwiąże parlament? oraz: NATO: szpica rośnie, więcej wojsk na wschodzie Europy, litewsko-polsko-ukraińska brygada w Lublinie, Moskwa zdziwiona. „Świdnik” centrum produkcji śmigłowca AW149 na cały świat. i to: Kowalski: obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków. Poroszenko podpisał ustawę uznającą prawny status bojowników o wolność, w tym członków UPA (nazizm i komunizm na cenzurowanym). IPN-y Polski i Ukrainy powołają platformę dialogu historycznego.

3. Powstanie mołdawsko-rumuński batalion sił pokojowych.

22.05. Kiszyniów (PAP/Interfax-Ukraina) – Ministrowie obrony Rumunii i Mołdawii uzgodnili w Bukareszcie, że oba kraje w najbliższym czasie utworzą wspólny batalion sił pokojowych. Opowiedziano się też za włączeniem w skład batalionu żołnierzy z Polski i Ukrainy – podał w piątek resort obrony Mołdawii.

„W działaniu batalionu planuje się wykorzystanie znacznego doświadczenia rumuńskich żołnierzy, nabytego przez nich w trakcie wypełniania misji pokojowych i ćwiczeń międzynarodowych” – czytamy w oświadczeniu mołdawskiego ministerstwa obrony po spotkaniu szefa tego resortu Viorela Cibotaru z rumuńskim ministrem obrony narodowej Mirceą Dusą.

„Mołdawia traktuje Rumunię jako swego strategicznego partnera w wojskowo-politycznym dialogu. Chcemy i gotowi jesteśmy zabezpieczyć ciągłość tego procesu, aby nasza armia była profesjonalna i aktywna” – napisano w oświadczeniu. W rumuńskich uczelniach wojskowych podnosi kwalifikacje wielu oficerów mołdawskich.

Według komunikatu ostatnie spotkanie ministrów obrony Mołdawii i Rumunii stanowiło „nowy etap w umacnianiu wojskowo-politycznych więzi między Mołdawią a Rumunią i stało się płaszczyzną dyskusji i wymiany opinii o stanie i perspektywach dwustronnej współpracy”.

W Rumunii przeprowadzono niedawno ćwiczenia z udziałem pododdziałów sił zbrojnych gospodarzy, żołnierzy z Wielkiej Brytanii, USA i Mołdawii. Kolejne ćwiczenia w tym kraju mają odbyć się w czerwcu. (PAP)

jo/ ap/

podobne: Ukraina: Debalcewo niedomówione w Mińsku więc walki trwają, separatyści grożą i dyktują Ukrainie sojusze. Łotwa i Estonia: dozbrojenie Ukrainy, bezpieczeństwo granicy z Rosją. Szwecja i Finlandia zacieśniają współpracę wojskową.

4. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie.

24.05.2015, Berlin (PAP) – Zdaniem tygodnika „Der Spiegel” Rosja nie planuje – wbrew temu, co twierdzą władze w Kijowie – nowej ofensywy w Donbasie, lecz wręcz przeciwnie – szuka wyjścia z konfliktu o Ukrainę. Podczas niedawnych rozmów USA-Rosja nie było mowy o Krymie.

Wieloletni korespondent „Spiegla” w Moskwie Christian Neef w materiale w najnowszym wydaniu tygodnika zwraca uwagę na ostatnie wypowiedzi prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, w których jest mowa o przygotowywaniu przez Kreml ofensywy przeciwko Ukrainie. Autor zauważa, że pretekstem do „wojowniczych wypowiedzi” Poroszenki było zatrzymanie dwóch żołnierzy rosyjskich oddziałów specjalnych, pojmanych przez siły rządowe na wschodzie kraju.

„To, że rosyjskie kierownictwo wysyła bojowników na Ukrainę i kłamie (zaprzeczając), od dawna wiadomo” – czytamy w „Spieglu”. Nie usprawiedliwia to jednak – zdaniem Neefa – mówienia o rosyjskiej „ofensywie”. Jak twierdzi niemiecki dziennikarz, jest wręcz przeciwnie – „Moskwa idzie na ustępstwa”.

Na potwierdzenie tej tezy Neef przytacza wypowiedz szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa, który powiedział, że tereny opanowane przez separatystów mają pozostać częścią Ukrainy i że należy wspierać Poroszenkę. „Der Spiegel” dodaje, że Rosja oficjalnie pożegnała się z projektem „Noworosji”, co związane jest z „upadkiem ekonomicznym” Rosji. „Dlaczego Kreml miałby inwestować w Ukrainę jeszcze więcej krwi i pieniędzy?” – pyta Neef.

„Wojenna retoryka” jest natomiast – zdaniem „Spiegla” – w interesie Poroszenki. „Kraj znajduje się w obliczu bankructwa, a dług zagraniczny wzrósł do 40 mld dolarów (…)” – pisze Neef. W tej sytuacji „wojenna melodia” jest pożądana – nie tylko, aby podsycać patriotyczne nastroje, lecz także, aby ostrzec Zachód (przed zbliżeniem z Rosją).

„Der Spiegel” zwraca uwagę, że Waszyngton podjął na nowo dialog z Moskwą, gdyż jest zainteresowany kooperacją z Rosją w sprawie Syrii. Amerykanie mają ponadto przedstawić propozycję dotyczącą Ukrainy wschodniej. W czasie niedawnej wizyty sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego w Moskwie ani razu nie padło słowo „Krym” – czytamy w „Spieglu”. (PAP)

lep/ mc/

podobne: Ukraina: protesty górnicze, walka oligarchów, uchwała dotycząca wojny, pomoc humanitarna z USA (dla Donbasu). Rosja: Putin tłumaczy politykę. Scenariusz inkorporacji Ukrainy przez Rosję i raport Niemcowa. oraz: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję. i to: Ukraina: Donbas głoduje po odcięciu finansowania z Kijowa. W rok po Majdanie – 31 procent uważa że był to przewrót państwowy, za którym stała ukraińska opozycja albo Zachód. Sondaż o wojnie – Ławrow: Ukraina przygotowuje się do ataku.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Eurokołchoz: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów. Za unijne fundusze płacimy dwa razy. Kwoty mleczne uwolnione (rolnicy boją się o spadek cen).


1. UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów.

21.03.2015 (IAR) – Mało ambitne plany Unii Europejskiej wobec wschodnich sąsiadów. Wspólnota ma niewiele im do zaoferowania. Tak wynika z projektu deklaracji przygotowanego na majowy szczyt Partnerstwa Wschodniego w Rydze, do którego dotarło Polskie Radio.

Ukraina, Gruzja i Mołdawia, które z sześciu krajów Partnerstwa utrzymują najbliższe relacje z Unią Europejską, liczyły na jasny sygnał o woli do bliższej współpracy. Wiele na to wskazuje, że w Rydze usłyszą niewiele. I choć nikt nigdy nie obiecał tym krajom członkostwa w Unii Europejskiej, to jednak można było usłyszeć, że umowy stowarzyszeniowe, które podpisały, nie są ostatecznym celem w ich relacjach ze Wspólnotą.

Teraz w projekcie deklaracji te słowa nie padają, nie ma też żadnej wzmianki o europejskiej perspektywie tych krajów. Mowa jest tylko o ich europejskim wyborze.

Ponadto, Ukraina i Gruzja liczyły na to, że na szczycie padnie obietnica zniesienia wiz, co zbliżyłoby jeszcze bardziej te kraje do Wspólnoty, a ich obywatelom pokazało korzyści płynące ze współpracy. Ale w projekcie deklaracji zapisano bardzo ogólnie, że postępy są uzależnione od przeprowadzanych reform.

To byłoby potwierdzenie tego, co można od jakiegoś czasu usłyszeć w Brukseli – że na majowym szczycie Partnerstwa Wschodniego Unia nie ogłosi planu zniesienia wiz dla Ukrainy, w przypadku Gruzji szanse wynoszą 50 procent. Do deklaracji mogą być oczywiście jeszcze wprowadzane poprawki, ale jest mało prawdopodobne, by jej kształt uległ znaczącej zmianie.

Informacyjna Agecnja Radiowa/IAR/Beata Płomecka, PR Bruksela/dj

podobne: Ukraina: Wojna destabilizuje sytuację gospodarczą. Nowe sankcje USA i UE wobec Rosji. Rosyjska wojna na słowa i reakcja za eurointegrację Mołdawii. oraz: Świat. Korea Północna: przełom w programie rakietowym? USA: 500 milionów dla syryjskiej opozycji. Ukraina, Mołdawia, Gruzja podpisują umowy z UE a także: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem). i to: Jałta Ukrainy: umowa stowarzyszeniowa z UE na rosyjskich warunkach (odroczona), decentralizacja kraju i autonomia regionów (przyklepane)

2. Dziennik Gazeta Prawna – Za unijne fundusze płacimy dwa razy.

23.03.2015 (IAR) – Za przygotowanie wniosków o dotację z Unii Europejskiej podatnicy płacą dwa razy – alarmuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Gminy wynagradzają swoich urzędników za przygotowanie wniosków, a następnie prywatne firmy. Praca urzędników sprowadza się do wpisania we wnioskach o fundusze, danych, które przygotowały profesjonalne podmioty. Firmom samorządy płacą nawet 10 procent wartości pozyskanego wsparcia z Unii Europejskiej. To ogromne kwoty, zważywszy, że od wejścia Polski do wspólnoty, samorządy zrealizowały projekty współfinansowane przez Brukselę za 178 miliardów złotych. „Dziennik Gazeta Prawna” podaje przykład Bydgoszczy. Miasto, by pozyskać 76 milionów złotych, zapłaciło firmie zewnętrznej 443 tysiące za przygotowanie wniosku.

Eksperci podkreślają, że w sytuacji gdy gminy nie potrafią samodzielnie postarać się o unijne fundusze, powinny zwolnić urzędników, zajmujących się dotacjami i zadanie to w całości zlecić zewnętrznym doradcom.

Więcej w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.IAR/DGP/łp/kry

polecam również: „Jakże do syta tym się najeść Co końcem było od początku?” i jeszcze: Biurokraci z UE: Kto jest kim i co może. oraz: 620 mln EUR na pensje dla EUrzędników i to: TNS Polska: Polacy o UE – mało wiedzy, mimo to (a może właśnie dlatego) sporo zaufania a także: Raport NIK. Efekt dopłat to wyłudzenia i bezprawne korzystanie z gruntów skarbu państwa.

3. Rolnicy boją się o ceny mleka.

01.04.2015 (IAR) – Pierwszy kwietnia przyniósł rolnikom zajmującym się produkcją mleka poważne zmiany. Od dziś przestał funkcjonować w Europie system kwot mlecznych. Oznacza to, że gospodarze nie muszą się już przejmować limitami i mogą produkować tyle mleka, ile chcą, ale może się okazać, że będą problemy z jego sprzedażą.

Wilhelm Juniewicz, hodowca bydła z Gołąbek koło Pasłęka mówi, że rolnicy z Warmii i Mazur boją się dalszych spadków cen na rynku. Jak dodaje, cena mleka znacznie obniżyła się już pół roku temu, w wyniku rosyjskiego embarga, więc teraz sytuacja jeszcze się pogorszy.

„Niektóre mleczarnie płacą już rolnikom poniżej kosztów produkcji. Są duże obawy, jak to się dalej potoczy” – podkreśla.

Część rolników musi jeszcze zapłacić kary za nadprodukcję za ubiegłe miesiące. Komisja Europejska zgodziła się rozłożyć opłaty za ostatni rok kwotowy na raty, które rolnicy będą musieli zapłacić przez najbliższe trzy lata.

IAR za PR Olsztyn/hk/dj

…kłopoty całej branży o zwykła konsekwencja sztucznego przez lata regulowania rynku, który sam się teraz oczyści z nadmiaru producentów i nadmiernych kosztów produkcji… Sztucznie utrzymywane ceny nie pozwalały na normalną konkurencję przez co branża rozdęła się ponad miarę bez konieczności szukania sobie rynku zbytu bo państwo (za pieniądze podatnika) dopłacało sobie do czyjegoś biznesu… Oto przyszła pora zapłacić frycowe za „publiczną pomoc”(to samo przerabia branża mięsna – Zgubne skutki skupu wieprzowiny)… Odys

podobne: UE w poszukiwaniu budżetu na 2015 rabuje polską wieś. Na celowniku grupy producenckie, branża mleczarska i małe gospodarstwa. i jeszcze: Eurokołchoz kosztuje: Kwoty na mleko przekroczone (zapłacimy ok. 195 mln zł). Czynsze mogą wzrosnąć. 620 mln EUR na pensje dla EUrzędników a także: Sadowski: Dotacje tworzą dług, a nie dobrobyt oraz: Majtki w dół czyli… 6 mitów na temat dotacji z Unii a także: Mit “unijnej pomocy” oficjalnie obalony. Nie idźmy tą drogą! i to: Z deszczu pod rynnę czyli… jak Polska dorabia Europę oraz: PAN: przepisy i system dopłat nie sprzyjają rolnictwu ekologicznemu.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii.


1. Rosja sprzedaje Indiom broń i reaktory atomowe. Czy porozumienia z Chinami i z Turcją, zdezorganizują NATO? Nowa doktryna wojenna.

11.12.2014 (IAR) – Rosja i Indie podpisały kilkadziesiąt umów, wartych miliardy dolarów. Tak o wizycie Władimira Putina w Delhi informują rosyjskie media. Dziennikarze podkreślają, że Indie są dla Rosji jednym z kluczowych partnerów gospodarczych w Azji.

Już na początku rosyjsko-indyjskiego szczytu premier Narendra Modi zapewnił Włdimira Putina, że Rosja pozostanie głównym dostawcą uzbrojenia dla indyjskiej armii. „Doceniamy przyjaźń i zaufanie indyjskich partnerów” – oświadczył gospodarz Kremla. Z podpisanych w Delhi umów wynika, że Rosja w ciągu 20 lat wybuduje w Indiach 12 reaktorów jądrowych. Moskwa chwali się, że odpowiadać one będą najostrzejszym kryteriom bezpieczeństwa. Oprócz tego koncern Rosnieft przez 10 lat będzie sprzedawał ropę indyjskim odbiorcom. Oba kraje podejmą też współpracę w przemyśle kosmicznym. Część komentatorów krytycznie oceniła obecność w delegacji Władimira Putina przedstawiciela władz anektowanego Krymu. O przylocie Siergieja Aksjonowa nie było powiadomione indyjskie MSZ. Według komentatorów, rosyjska delegacja postawiła władze Indii w niezręcznej sytuacji przed planowaną na styczeń wizytą Baracka Obamy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/em/

podobne: BRICS deklarują ściślejszą współpracę (powołanie Nowego Banku) i wsparcie Rosji. Bałkany na rozdrożu.

„Reakcje Rosji wobec wojny ekonomicznej, jaką wypowiedziały jej państwa członkowskie NATO, przypominają klasyczną wojnę. Moskwa uległa jednostronnym sankcjom, by lepiej wciągnąć przeciwnika na wybrany przez nią teren i jednocześnie, by zabezpieczyć sobie przyszłość. Zawarła porozumienia z Chinami i z Turcją, by zdezorganizować NATO. Tak, jak w wypadku wojen z Francją lub z Niemcami, początkowe porażki mogą jej zagwarantować ostateczne zwycięstwo…

…1 grudnia W. Putin również udał się do Ankary. Oddzielając kwestie ekonomiczne od politycznych, przestawił długo przygotowywaną propozycję: bezprecedensowy sojusz ekonomiczny między obydwoma narodami. Dobrze rozumiejąc, że ta nieoczekiwana propozycja była jedynym wyjściem wobec Waszyngtonu, prezydent R. T. Erdogan podpisywał wszystkie, przygotowane przez Rosjan, dokumenty. Zgadzał się na wzmocnienie czarnomorskiego gazociągu, łączącego jego kraj z Rosją; zakup po dobrej cenie rosyjskiego gazu i nawet cywilnych reaktorów jądrowych dla zasilania swojego przemysłu, dostarczanie Rosji produktów rolniczych, mimo istnienia embarga ze strony wszystkich pozostałych krajów atlantyckich itp.

Dla NATO, turecki program zamienił się w koszmar.

W. Putin z pewnością nie zmienił zdania na temat R. T. Erdogana, który w kręgach rosyjskich uważany jest za „podrzędnego kryminalistę”, który dołączył do Braci Muzułmańskich, zaś do władzy został wyniesiony dzięki CIA i który zachowuje się dziś, jak prawdziwy szef mafii. Jednak rosyjski prezydent nawykł do oligarchów czy przywódców krajów Środkowej Azji, którzy są niewiele lepsi. Sam przecież wspiął się na Kreml w otoczeniu Borysa Jelcyna i Borysa Bierezowskiego.

Ze swej strony R. T. Erdogan wie, że swoją władzę zawdzięcza NATO i że dziś wystawia się mu rachunek. Odstępstwa przychodzą mu bez trudności: jest sojusznikiem politycznym Waszyngtonu i gospodarczym Moskwy. Wie, że nigdy żadne państwo nie wyszło z Sojuszu, ale wyobraża sobie, że w tej podwójnej grze utrzyma się przy władzy.

Spójrzmy teraz na strategię W. Putina….

…Pierwszą odpowiedzią W. Putina było podpisanie największego w historii kontraktu z chińskimi partnerami, zwracając przyszłość swego w kierunku Dalekiego Wschodu. Następnie wykorzystał Turcję przeciwko NATO, by obejść zachodnie „sankcje” handlowe. Czy to z Chinami, czy to z Turcją, Rosja sprzedaje swoją energię za lokalną walutę lub w wymianie barterowej, ale nigdy za dolary.

Rosyjscy eksperci szacują, że Waszyngton będzie interweniować, jeśli kurs ropy utrzyma się przez ponad 6 miesięcy poniżej 60 USD za baryłkę. Dwa miesiące temu, zarządzająca rosyjskim bankiem centralnym Elwira S. Nabiulina, potwierdziła przed Dumą, że jest przygotowana na taki scenariusz, a rezerwy w podległej jej instytucji są wystarczające.

Choć na razie Rosja mocno odczuwa natowski atak ekonomiczny, sytuacja może się w konsekwencji, odwrócić za 6 miesięcy. By utrzymać swoje panowanie nad światem, Waszyngton byłby zmuszony interweniować w celu podwyższenia cen ropy. W międzyczasie ta wojna zablokuje Unię Europejską i NATO, podczas gdy Rosja przekieruje swoją gospodarkę w stronę chińskiego sojusznika. Ostatecznie Rosja działa tu tak, jak działała zawsze. Niegdyś, stosowała „taktykę spalonej ziemi”, kiedy Francja Napoleona lub hitlerowskie Niemcy ją zajmowały. Niszczyła swoje własne bogactwa na obszarach zajmowanych przez nieprzyjacielskie armie i nieustannie wycofywała się daleko na wschód, by następnie wrócić i wymieść wyczerpanych zbyt głęboką penetracją zaborców.”

całość tu: geopolitics.org.pl

podobne: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”. oraz:  Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin. i to: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. a także: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji). polecam również: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin.

26.12.2014 (IAR) – Zwiększenie zdolności bojowej NATO oraz destabilizacja sytuacji w kraju. To najważniejsze zagrożenia według uaktualnionej, rosyjskiej doktryny wojennej. Dokument podpisał prezydent kraju, Władimir Putin.

NATO wymienione jest w rozdziale traktującym o największych zagrożeniach zewnętrznych. Jak czytamy, chodzi o „rozszerzanie siłowego potencjału Sojuszu Północnoatlantyckiego”, a także „przybliżenie wojennej infrastruktury państw – członków NATO do granic Federacji Rosyjskiej” oraz „dalszego rozszerzenia bloku”.

Zagrożenie destabilizacją sytuacji w kraju, między innymi przez terrorystów, jest z kolei zawarte w doktrynie jako najważniejsze niebezpieczeństwo, grożące Rosji „od wewnątrz”.

IAR/kremlin.ru/jj

podobne: Ukraina i NATO (komentarz Janusza Korwin-Mikke). Rosja testuje pocisk balistyczny „Buława” i zwiększa aktywność wojskową.

2. Le Monde uważa, że Putin przegrał wojnę ekonomicznąRosyjski RTS od swojego dołka w zaledwie 3 dni zyskał 32%!

17.12.2014 (IAR) – Putin przegrał wojnę gospodarczą – pisze francuski popołudniowy dziennik Le Monde. Gazeta jest zdania, że sytuacja, w jakiej znalazł się rubel, może niepokoić giełdy na całym świecie.

Spadek wartości rubla i oscylowanie ceny ropy naftowej za baryłkę w pobliżu 60 dolarów to – zdaniem dziennika Le Monde – główne przyczyny porażki polityki prowadzonej przez prezydenta Rosji. Dziennik pisze o obawach Rosjan, wykupujących dewizy, byle by tylko uciec od niepewnej waluty rosyjskiej, która straciła połowę ze swojej wartości. To „uderzenie ekonomicznego tsunami” odczuły także giełdy zachodnie, na przykład w Paryżu, której notowania wirują, bo do kryzysu rosyjskiego dokładają się jeszcze grecki i notowania na rynku paliw. Tymczasem o ile Angela Merkel i prezydent Francois Hollande wyciągają pomocną dłoń do Putina, co skwapliwie zauważyły media nad Sekwaną, o tyle Kongres amerykański zaostrza ton wobec Kremla. Niedawno w wywiadzie dla francuskiej stacji telewizyjnej France 24 minister spraw zagranicznych Rosji Sergiej Ławrow tłumaczył, że rusofobia Kongresu jest wynikiem tego, iż 80% kongresmenów nie wychyliło nosa poza Stany Zjednoczone.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/em/

podobne: Rosjanie poczuli międzynarodową izolację, ale są gotowi na wyrzeczenia. Niezależny Portal Finansowy: Co się dzieje z cenami ropy? oraz: Rubel i cena ropy w dół. Rosjanie będą musieli „zacisnąć pasa”, ale na kryzys nie narzekają. W Ługańsku protesty. Rosjanie gotowi przyjąć uchodźców z Ukrainy. Sankcje Moskwy irytują Białoruś. i to: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”…”za wolność naszą i waszą”. Bruksela dzieli wsparcie dla rolników, Warszawa mówi NIE.

To z czym mieliśmy do czynienia w tym tygodniu, to był być może największy zwrot wydarzeń i powrót byków w historii rynków kapitałowych. Rosyjski RTS od swojego dołka w zaledwie 3 dni zyskał 32%!

Na wykresie powstał najdłuższy, tygodniowy, dolny cień w historii ludzkości – prawdopodobnie jeszcze nigdy żaden rynek nie zawrócił z tak wielką siłą w przeciągu zaledwie jednego tygodnia.

Ktoś stracił, a ktoś zarobił obrzydliwie wielkie pieniądze. Pojawienie się tak agresywnego popytu nie może jednak dziwić analityków fundamentalnych, bowiem indeks rosyjski jest najtańszy na świecie pod każdym względem. Na uwagę zasługuje szczególnie Schiller P/E (tzw. CAPE) który wynosi w tej chwili zaledwie 5,2 w porównaniu z 28 dla USA i 13 dla Polski. Zwykłe C/Z kształtuje się na poziomie 7, natomiast C/WK równe jest 0,8 przy stopie dywidendy 5%.

(Albert Rokicki – Longterm.pl)

podobne: Obama złożył deklarację bezpieczeństwa dla Polski.Tymczasem Rosja dostaje po kieszeni a Europa (wschodnia) rykoszetem.

3. Miliony z Waszyngtonu na wzmocnienie EuropyObama ogłosił wznowienie stosunków dyplomatycznych z Kubą. Dalsze sankcje wobec Krymu.

13.12.2014 (IAR) – 175 milionów dolarów z USA dla Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii do września 2017 roku na wzmocnienie ich zdolności obronnych. W ramach nowego budżetu obronnego Stanów Zjednoczonych, kraje bałtyckie oraz Ukraina mają dostać wsparcie w szkoleniu i wyposażeniu swoich armii. W osobnym pakiecie Ukraina, tym razem w zestawieniu z Mołdawią i Gruzją ma korzystać z funduszu w wysokości 57 milionów dolarów, dzięki któremu USA chcą wzmocnić swoje relacje wojskowe z tymi krajami.

Dodatkowe 635 milionów dolarów ma pójść na inne programy wojskowe w Europie, w ramach ogłoszonego w czerwcu w Warszawie przez Baracka Obamę European Reassurance Initiative czyli wzmocnienia Europy w obliczu napiętych stosunków z Rosją.

IAR/defensenews.com/łp/ab

podobne: Wstrząsy wtórne „kryzysu ukraińskiego”. Japonia – Chiny – Niemcy – USA – Syria. Niemieckie wsparcie wojskowe dla państw bałtyckich. oraz: Siemoniak o szpicy NATO. Niemcy dostarczą żołnierzy do obrony Polski. Co dała Polsce misja w Afganistanie?

17.12.2014 (IAR) – Historyczny zwrot w relacjach amerykański-kubańskich. Prezydent Barack Obama ogłosił wznowienie stosunków dyplomatycznych z Kubą oraz złagodzenie embarga handlowego.

Prezydent Barack Obama w telewizyjnym wystąpieniu poinformował, że polecił sekretarzowi stanu natychmiastowe rozpoczęcie rozmów na temat wznowienia stosunków dyplomatycznych z Kuba. W najbliższych miesiącach, Waszyngton zamierza otworzyć ambasadę w Hawanie.

„Ostatnich 50 lat pokazało, że polityka izolacji jest nieskuteczna. Czas na nowe podejście” – mówił amerykański prezydent.

Barack Obama ogłosił też złagodzenie embarga handlowego wobec Kuby. Rząd USA rozszerzy grupę osób mogących podróżować na Kubę i zezwoli na posługiwanie się tam amerykańskimi kartami kredytowymi. Osoby wracające z Kuby będą mogły przywieźć produkty o wartości do 400 dolarów.

„Nie spodziewam się, że zmiany na Kubie nastąpią w jeden dzień. Jestem jednak przekonany, że polityka zaangażowania będzie lepiej służyć naszym wartościom i skuteczniej pomoże kubańczykom się zmienić wchodząc w XXI wiek” – dodał Barack Obama.

Decyzję Baracka Obamy ostro krytykują republikanie. Senator Marco Rubio powiedział, że prezydent USA jest nie tylko naiwny ale również, że jego decyzje są szkodliwe dla kraju.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Wałkuski, PR Waszyngton/dj

podobne: Bezpośrednie starcie w Strefie Gazy. Kwestia Irańskiego atomu. Merkel łagodzi napięcie z Waszyngtonem (CIA przeniesie się do Warszawy?). Putin na Kubie m.in. o wojskowej stacji nasłuchowej. oraz: Obama przed szkodą i po szkodzie głupi. Znowu będzie wspierał „umiarkowaną opozycję” w Syrii. Zapowiada zniszczenie ISIL ale wojsk nie wyśle, za to wyśle armię do „walki” z Ebolą. Secesyjne plany Teksasu.

19.12.2014 (IAR) – Stany Zjednoczone zakażą eksportu towarów, technologii i usług na Krym. Zapowiedział to Barack Obama, wzywając Rosję, by zakończyła okupację półwyspu. Prezydent USA upoważnił też departament skarbu, by nałożył sankcje na osoby i firmy, działające na Krymie. Obama oświadczył, że ma to zapewnić przejrzystość amerykańskim przedsiębiorstwom, które mają interesy w tym regionie świata. Zapewnił też, ze Stany Zjednoczone nie zaakceptują rosyjskiej okupacji Krymu.

Wczoraj sankcje wobec Krymu zaostrzyła Unia Europejska. Zostanie wprowadzony zakaz działalności europejskich firm turystycznych na półwyspie. Jest również zakaz kupowania i finansowania firm na półwyspie przez Europejczyków. To ma utrudnić Rosjanom plany odbudowania Krymu. Wspólnota wprowadziła również zakaz sprzedaży technologii wykorzystywanych przy wydobyciu ropy i gazu. To także ma uderzyć w Rosję, która chce mieć dostęp do złóż ropy naftowej na Morzu Czarnym, ale potrzebuje do tego europejskich, nowoczesnych technologii.

Daily Mail&rtr/IAR/dw/to/

podobne: 113% frekwencji czyli unijne absurdy wybrane oraz źle wydane pieniądze. Bankrutujący „raj” Szwecji kontra raj podatkowy na Krymie. oraz: Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie. i to: USA nakładają sankcje na Węgry za wspieranie Rosji!

4. Czeczeńskie bataliony wspierają Ukraińców i separatystówTurczynow nie wyklucza stanu wojennego. Wzmocnienia zdolności obronnych kraju

12.12.2014 (IAR) – Zbrojne grupy Czeczenów po obu stronach rosyjsko-ukraińskiego konfliktu.

Po stronie separatystów walczy między innymi batalion „Smierć” złożony z Czeczenów – żołnierzy lub oficerów armii rosyjskiej i służb specjalnych. Na kurtkach i czapkach mają naszywki w kolorach flagi czeczeńskiej – zielono-biało-czerwonej. Są to tak zwani „Kadyrowcy”. Nazwa pochodzi od popieranego przez Moskwę prezydenta Czeczenii Ramzana Kadyrowa.

Po stronie ukraińskiej walczą żołnierze czeczeńskiego batalionu im. Dżochara Dudajewa. Dowódca oddziału, Isa Munajew twierdzi, że w ten sposób spłaca dług, ponieważ :”kiedy nam było ciężko i bardzo potrzebowaliśmy pomocy, bratni naród Ukrainy udzielił wsparcia mojemu narodowi, mojej ojczyźnie, Czeczeńskiej Republice Iczkerii”.

Isa Munajew widzi wiele wspólnego miedzy obecną sytuacją w Ukrainie i tym co działo się w Czeczenii w 1994 roku. Przekonuje, że wówczas jego naród też myślał, że nic złego się nie wydarzy. Jednak życie pokazało, że Moskwa sama się nie zatrzyma. Dlatego należy połączyć wysiłki i walczyć aż do zwycięstwa.

Czeczeński dowódca jednoznacznie ocenia działania „kadyrowców’. Jego zdaniem są to zdrajcy ojczyzny. Przestrzega również Rosjan, że „jeśli nie wyzbędą się choroby pod nazwą „rusizm” i Władimira Putina to zapłacą bardzo wysoką cenę.

Na początku grudnia, na kilka godzin przed orędziem prezydenta Rosji Putina, w Groznem doszło do ataku. Grupa uzbrojonych mężczyzn porwała kilka taksówek na przedmieściach, zabiła trzech policjantów drogówki i zajęła budynek Domu Prasy w centrum stolicy. Eksperci ds. Kaukazu ostrzegają, że to może oznaczać wznowienie konfliktu w Republice Czeczeńskiej. Do tej pory udawało się Rosji gasić ten konflikt poprzez znaczące dotacje i nadanie wielu uprawnień prorosyjskiemu prezydentowi Ramzanowi Kadyrowowi.

IAR/Radio Swoboda/iwa/zr

podobne: Kryzys na Ukrainie a prawa człowieka. Zbrodnie wojenne Ukraińców na Ukraińcach. i to: Resentyment postkolonialny kontra postawy szowinistyczne na Ukrainie czyli… Dlaczego Rosja straciła Ukrainę i dlaczego Ukraina nie jest jednolitym państwem.

26.12.2014 (IAR) – Sekretarz Ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa dopuszcza możliwość wprowadzenia stanu wojennego, jeśli nie uda się rozwiązać konfliktu w Zagłębiu Donieckim drogą pokojową.

Aleksander Turczynow powiedział to w wywiadzie dla telewizji Kanał 5. Sekretarz Rady zastrzegł, że prezydent ma pełną świadomość sytuacji w kraju i nie będzie podejmował pochopnych decyzji. Jeśli jednak zajdzie taka potrzeba – nie zawaha się skorzystać ze swych uprawnień. „Gdy dojdzie do wniosku, że nie ma innego wyjścia – wprowadzi stan wojenny, a Rada Bezpieczeństwa przygotuje stosowny dokument.” – oświadczył Aleksander Turczynow.

Dodał, że najważniejszym zadaniem jego kraju jest obecnie stworzenie silnej, dobrze wyszkolonej i wyposażonej armii. „Musimy sobie jasno powiedzieć, że walczymy nie ze zbrojnymi grupami separatystów, lecz z Rosją. Prowadzone są wprawdzie rozmowy o wycofaniu rosyjskich wojsk z terytorium Ukrainy, lecz Kreml liczy się tak naprawdę tylko z silnymi – podkreślił polityk.

IAR/Interfax Ukraina/Kanał5/zr

29.12.2014 (IAR) – Zaplanowane w budżecie Ukrainy na rok 2015 zwiększenie wydatków na siły zbrojne ma się przyczynić do wzmocnienia zdolności obronnych kraju. Premier Arsenij Jaceniuk wielokrotnie informował społeczeństwo, iż w okresie rządów Wiktora Janukowycza ukraińska armia została rozkradziona.

Walerij jest żołnierzem kontraktowym. Został skierowany do działań w ramach operacji antyterrorystycznej przez swoje wojskowe dowództwo. Szczerze opowiada, iż kontraktowi żołnierze są źle wyposażeni, a dowództwo specjalnie się tym nie przejmuje: „Wszystkich ich interesują pieniądze, a nie to jak ich podwładni będą ubrani, czy będą się mogli gdzieś ogrzać, czy będą mieli co jeść. Dla nich ważniejsze jest nabijanie kabzy, aniżeli zapewnienie swoim żołnierzom tego, co jest potrzebne”. Walerij nie ma także wątpliwości, że powstające od lata tego roku bataliony ochotnicze są w lepszej sytuacji. Jego zdaniem jest znacznie lepiej być ochotnikiem, aniżeli służyć w armii kontraktowej. „Wolontariusze, którzy rzeczywiście służą narodowi ukraińskiemu i ukraińskiemu państwu zapewniają im właściwie wszystko”. Podobne opinie usłyszeć można i od innych żołnierzy. Dlatego miejscowi komentatorzy są zdania, iż Ukrainie potrzebne są oprócz pieniędzy na siły zbrojne, także głębokie reformy w armii.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Krzysztof Renik, Zaporoże/mg

podobne: Koziej o konflikcie na Ukrainie. Jaceniuk mówi „wojna”, ale Poroszenko o „operacji antyterrorystycznej” i zaznacza że wszystko jest pod kontrolą. Wojsko się wycofuje ale nowy pobór nie pójdzie na front. Zachód nie powstrzyma Rosji. oraz: Ukraina: 200 ofiar kotła pod Iłowajskiem (ochotnicy oskarżają dowództwo ukraińskiej armii). Putin i Poroszenko zadowoleni z rozejmu. Kijów nie cofnie procesów autonomizacji Donbasu. Kolej na Naddniestrze? i to: Rada Najwyższa nie odwołała Jaceniuka, ale nie wszystkie reformy zostały przegłosowane. Oszczędności na pensjach urzędników i więcej pieniędzy na armię.

 polecam również: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i złotem) a także: Ukraina: Donbas głoduje po odcięciu finansowania z Kijowa. W rok po Majdanie – 31 procent uważa że był to przewrót państwowy, za którym stała ukraińska opozycja albo Zachód. Sondaż o wojnie – Ławrow: Ukraina przygotowuje się do ataku.

źródło stooq.pl

Paweł Kuczyński - Dyktator

Paweł Kuczyński – Dyktator

Rosja kończy ćwiczenia wojskowe. Koziej, Pisarski: scenariusze zachowania Rosji wobec Ukrainy. Braun o podżeganiu do wojny – POPIS Kowala.


1. Rosyjska armia kończy ćwiczenia przy granicy z Ukrainą.

08.08.2014 (IAR) – Rosyjska armia kończy manewry przy granicy z Ukrainą. Ministerstwo obrony w Moskwie poinformowało, że żołnierze rozpoczęli przygotowania do powrotu do baz, pakowany jest sprzęt. Teraz wrócą do koszar.

Rosyjskie oddziały ćwiczyły przy ukraińskiej granicy, gdzie po drugiej stronie prorosyjscy separatyści walczą z odziałami ukraińskiej armii rządowej.

Interfax.riu/IAR/dyd

podobne: NATO-Rosja: manewry wojskowe i „renesans wrogości”

2. Pisarski: konflit na Ukrainie analogiczny do wojny w GruzjiKoziej: możliwe wszystkie scenariusze zachowania Rosji wobec Ukrainy.

08.08.2014 (IAR) – Dokładnie sześć lat temu wybuchła wojna pomiędzy Rosją a Gruzją. Przebieg wydarzeń z roku 2008 w dużej mierze przypomina obecny konflikt z udziałem ukraińskich separatystami.

Jak mówi Zbigniew Pisarski, prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego – wywołanie konfliktu w Gruzji miało na celu wywarcie presję na lokalnym rządzie, by nie intergrował się z Zachodem. Obecne mamy do czynienia z powtórzeniem sprawdzonego schematu. „Taka sama sytuacja oczywiście jest na Krymie i na wschodzie Ukrainy, w związku z czym mamy tu bez wątpienia analogię” – mówi Informacyjnej Agencji Radiowej Pisarski. Zwraca jednak uwagę, że prowokacja w Gruzji była znacznie bardziej otwarta, gdy rosyjskie wojska dokonały interwencji nie kryjąc swojej tożsamości. Na terenie Krymu wojska pojawiły się jako słynne ‚zielone ludziki’, w związku z czym jest to inny typ działań wojennych, a właśnie z takimi działaniami mamy według niego do czynienia na Ukrainie.

Rosja korzysta obecnie z doświadczenia, jakie zdobyła w destabilizacji regionów, gdzie przejawiają się tendencje separatystyczne. Prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego poza Abchazją i Południową Osetią wymienia także Naddniestrze, Górski Karabach i Krym. Wszystkie te regiony, które Rosja zdestabilizowanła w swoim bliskim sąsiedztwie, a właśnie takim regionem jest w opinii Pisarskiego region Doniecka, są świadomie utrzymywane w tym stanie. „Są czynione zabiegi, by takie upadłe enklawy były gdzieś na pograniczu Rosji, bo one pozwalają destabilizować gospodarkę i politykę państw na terenie których się znajdują i tu chodzi oczywiście o to, by destabilizować Ukrainę” – podsumowuje Pisarski.

Jak mówi prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego – Rosja będzie dokładała wszelkich starań, by mieć stały wpływ na zdestabilizowane przez nią regiony na wschodzie Ukrainy.

Przedmiotem konfliktu Rosji z Gruzją, który rozpoczął się w nocy z 7 na 8 sierpnia, były dążące do niepodległości autonomiczne republiki Abchazji i Osetii Południowe. Zamiast stać się niezależnymi państwami, są obecnie protektoratami Rosji, nieuznawanymi w dodatku na arenie międzynarodowej.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Przemysław Pawełek/jj

08.08.2014 (IAR) – Wszystkie scenariusze konfliktu rosyjsko-ukraińskiego są możliwe. Jak mówi szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego generał Stanisław Koziej, Rosja wkroczyła na drogę eskalacji w swoim najbliższym otoczeniu geopolitycznym.

Również negatywny scenariusz staje się bardziej prawdopodobny – stwierdził w radiowej Trójce generał Koziej. Sprecyzował jednak, że chodzi o sytuację na Ukrainie. Władimir Putin ma w tej chwili wszystkie instrumenty przygotowane do realizacji każdego scenariusza – powiedział Stanisław Koziej, dodając, że „wyjątkowo mało prawdopodobny” jest atak Rosji na kraje NATO.

Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego przekonywał, że kluczowe decyzje zapadną na wrześniowym szczycie NATO w Walii. Jego zdaniem, kraje Sojuszu są bliższe wspólnego stanowiska niż jeszcze miesiąc temu. Na początku września, po szczycie zwołana zostanie Rada Bezpieczeństwa Narodowego – mówił Stanisław Koziej. Chodzi o dokładne zreferowanie przebiegu szczytu i wypracowanie sposobu realizacji strategicznych założeń, które zostaną wypracowane na spotkaniu państw Paktu Północnoatlantyckiego.

Szczyt NATO odbędzie się w dniach 4-5 września w Newport na południu Walii.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Trójka/kd/K.P.

źródło: stooq.pl

podobne: Zmiany planów obronnych NATO. UE nie broni polskich interesów. oraz: Rosja – USA czyli… Złapał Kozak Tatarzyna a Tatarzyn za łeb trzyma. a także: W większej skali czyli… O co tak naprawdę chodzi w ukraińskiej tragedii

3. Grzegorz Braun o łajdakach i zbliżającej się wojnie. „Gówniarz”, „Kozak” czy… Kowal?

Grzegorz Braun analizuje sytuację Polski na arenie przyszłej wojny. Demaskuje łajdaków którzy zachęcaja Polaków do udziału w wojnie. (polecam materiał filmowy pod linkiem w tytule)

Źle kiedy ludzie uznający się za inteligentnych nie potrafią dostrzec tej prostej jak but prawdy o której mówi Pan Braun i Pan Mikke (stosując co prawda inną retorykę ale jednak o tym samym) – o potrzebie uwolnienia Polaków od ucisku fiskalnego i rozliczenia zadłużaczy/złodziei, oraz o zwracaniu uwagi na fałszywą retorykę PISu czyli pilnowanie polskiej racji stanu bez słuchania podszeptów zza granicy (USraela) że Ukraina powinna być dla nas ważniejsza od własnych interesów. Daliśmy się wpuścić w bezsensowny spór z Rosją który to nas (obywateli) już dziś kosztuje miliardy.

Tymczasem wierchuszka z PISu w fałszu i obłudzie krzyczy od wczoraj najgłośniej żeby ratować rekompensatami polskich rolników, hodowców i sadowników (oczywiście z kieszeni polskiego podatnika)… To jest niesamowite co się w tym kraju dzieje i ilu jeszcze ludzi jest zaczadzonych tzw. „opozycją” lejąc krokodyle łzy nad tym do czego swoimi marszami na Majdanie z banderowcami pod pachę przyczynił się m.in. Pan Jarosław Kaczyński (o „ukraińcu” Kowalu nie wspominając). Z drugiej strony to samo środowisko stara się wodzić rej i popędzać „znienawidzonego Tuska” go do ostrej reakcji na arenie międzynarodowej względem Rosji wysługując się alfonsom z UE i USraela…. Czy w tzw. „opozycji” siedzą sami paranoicy i zdrajcy polskiej racji stanu?

Apropos Pana Kowala…

…Można by było pomyśleć, że to poważny i zasłużony polityk, jakich w Polsce występuje wielki deficyt.

Niestety, nic z tego. Wszystkie jego ewentualne zasługi i jego myśli jako politologa w niektórych sprawach przekreśla to, że jest – tak jak 99% innych polityków – przemądrzały, arogancki, kąpany w gorącej wodzie oraz politykiem bardzo niebezpiecznym tak dla Polski, jak i dla Europy. Jest nie tylko zwolennikiem doktryny politycznej Jerzego Giedroycia, która ma uczynić z Polski parobka Litwy, Ukrainy i Białorusi (bo czym innym może być Polska dla tych państw, które swoją państwowość budują na antypolonizmie, o czym wiedzą nawet Eskimosi i Papuasi, ale nie politycy polscy!), ale wręcz bardzo niebezpiecznym agentem spraw ukraińskich w Polsce (za co otrzymał od rządu ukraińskiego Order za Zasługi w 2007 roku), do tego stopnia, że chce, aby Polacy umierali za Ukrainę. Aby Warszawa, a zapewne i cała Polska, dla Ukrainy zamieniła się ponownie w kupę gruzów. Otóż z  mediów dowiadujemy się, że kozak z wyboru – Paweł Kowal w radiowej Trójce krytykując politykę Europy Zachodniej wobec Rosji stwierdził: Boją się wojny, zdziecinnieli, bo myślą, że przez kilka lat można prześlizgnąć się przez swój urząd nie podejmując żadnych decyzji” („Paweł Kowal: Europejscy politycy zdziecinnieli. Boją się wojny”Dziennik.pl 23.7.2014).

Tylko wariat a la Hitler może chcieć wojny! I to w imię czego czy dla kogo? Dla potęgi i chwały banderowskiej Ukrainy, która, a to jest więcej niż pewne, będzie wrogiem państwa polskiego?!

Codziennie w telewizji oglądamy tragizm wojny w Donbasie i jeszcze większy w Gazie: niszczone miasta, tysiącami zabijanych i rannych ludzi, w tym masę, masę niewinnych dzieci. Tragedia ludzka wprost nie do opisania. Widzimy potworny terror wojenny na całym Bliskim Wschodzie. Pokazuje go także akurat wyprodukowany film o Powstaniu Warszawskim – o 200 000 jego ofiarach i zniszczeniu Warszawy – „Miasto 44”.

Czy gówniarz-kozak (ze względu na młody wiek jak na wartościowego polityka) Paweł Kowal tego nie ogląda? Czy raczej obojętnie przechodzi obok dokonanego zniszczenia i nie do opisania tragedii ludzkich?

Raczej to drugie, bo dla niego liczy się jedynie realizacja jego głupiej idei politycznej. I ta obojętnoć i bielmo, które ma na to oczach, pchają go do wojny w obronie jego jedynej życiowej miłości – banderowskiej Ukrainy (bo innej nie ma; w obecnym rządzie ukraińskim jest 5 psubratów banderowców). To dla niej Polacy mają ginąć i w ruinę obrócić się ponownie Warszawa i cała Polska. Bo jak wybuchnie wojna to więcej niż pewne, że na Polskę polecą bomby atomowe.

Idiota, któremu zachciewa się wojny!

Każdy przeciwnik obecnej polityki polskiej wobec Ukrainy jest nazywany agentem Putina czy agentem rosyjskim (dowód: komentarze wielu internautów, szczególnie zwolenników PiS). Ja na pewno nie jestem agentem Putina, którego stawiam na równi z ukraińskimi banderowcami. Jego i ich uważam za sukinsynów, wrogów Polski i narodu polskiego. Powiem więcej: módlmy się o upadek Putina. Nie zgadzam się jednak z rodakami, którzy chcą wybiarać między rakiem a cholerą. Obie choroby zabijają i obu unikajmy przez odpowiednie zachowania i dietę oraz higienę. Czyli przez prowadzenie MĄDREJ polityki zagranicznej, zawsze zgodnej z polskim interesem narodowym. Ani Rosja, szczególnie rządzona przez Putina i jemu podobnych polityków, ani Ukraina, szczególnie rządzona przez antypolskich banderowców, NIGDY nie będą naszymi przyjaciółmi. Ale to nie znaczy, że nie możemy dążyć do względnie poprawnych stosunków z OBU państwami. Starczy nie wtrącać się do kłótni między nimi i budować swoje bezpieczeństwo w oparciu o Unię Europejską (starajmy się tylko o jej zreformowanie) i NATO. Tym bardziej, że konflikt na Ukrainie udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że Rosja, chociaż zasobna w broń atomową i pełna zapędów imperialistycznych, tak naprawdę jest dzisiaj papierowym tygrysem, który nie może sobie pozwolić ze względów ekonomicznych na prowadzenie polityki imperialistycznej. To jest dla Polski i Europy wielkie odkrycie, niosące ze sobą nową rzeczywistość polityczną. Korzystną dla Polski i Europy. Dlatego od teraz nie Rosja jest zagrożeniem dla Polski, ale banderowska Ukraina, która, a tylko ślepi i głupcy tego nie widzą!, ma także ambicje imperialistyczne, które bardziej od rosyjskich mogą zagrażać Polsce.

Wojna z Rosją na pewno nie byłaby w interesie Polski. Ale mogła by być w interesie Ukrainy i na to liczą banderowcy, którzy na pewno to sobie przemyśleli. Bowiem Polska byłaby jej pierwszą ofiarą i państwem najbardziej przez nią poszkodowanym. Tak zniszczona, że przestała by pełnić rolę klucza do Wschodniej Europy (gen. de Gaulle) i najważniejszym państwem w rejonie środkowo-wschodnim Europy. A czy wojna byłaby w interesie Ukrainy? Jak najbardziej tak. Pod warunkiem, że spełnione zostały by dwa życzenia nacjonalistów ukraińskich: pierwszy, że Rosja nie niszczyła by Ukrainy, mając na celu jej odzyskanie i biorąc pod uwagę to, że mieszka tu 10 milionów Rosjan, a po drugie, że Zachód szybko wygra wojnę, czyli pokona Rosję. Wówczas nie tylko, że Ukraina wyszła by cało czy względnie cało z konfliktu, ale mogła by od pokonanej Rosji zagarnąć tereny po Morze Kaspijskie, o czym marzą nacjonaliści ukraińscy od ponad stu lat. Wyeliminową z gry w Europie Polskę zostąpiła by teraz Ukraina, która chciała by w nowej sytuacji geopolitycznej zrealizować swoje drugie marzenie: zawiązanie sojuszu niemiecko-ukraińskiego, który gwarantował by niemiecko-ukraińską hegemnonię w Europie, lub co najmniej na wschód od Niemiec, Austrii i Włoch. Taka Ukraina na pewno posunęła by się do dowolnego przesunięcia granicy polsko-ukraińskiej w głąb Polski, co jest także marzeniem każdego banderowca.

Czy Paweł Kowal jako rzekomy politolog nie wziął nigdy takiej możliwości pod uwagę, gdyby rzeczywiście doszło do wojny z Rosją? – Jeśli nie to marny z niego politolog, albo po prostu zdrajca, wysługujący się Ukrainie!            

  1. Tadeusz Isakowicz-Zaleski we „Fronda.pl” (Internet) napisał: (Paweł Kowal, były pupilek Lecha i Jarosława Kaczyńskich i realizator ich wspólnej polityki wschodniej, po odejściu z PiS – M.K.) „używa obecnie hasła „Polska Jest Najważniejsza”. Z całą odpowiedzialnością, powiedziałbym, że p. Kowal powinien na swoich sztandarach napisać: „Ukraina Jest Najważniejsza”, a nawet dodać: „Ukraina Banderowska Jest Najważniejsza””.

A ja mam pytanie do Pawła Kowala: czy jest on Polakiem czy Ukraińcem? Bo w Internecie ukazały się informacje, że jest Ukraińcem (np. patrz poniżej i komentarze pod artykułem „Paweł Kowal dla Onetu: ws. zbrodni wołyńskiej Lech Kaczyński nie używał słowa „ludobójstwo”” Onet 13.7.2013, w którym Kowal twierdził, że zamordowanie przez Ukraińców 100 000 Polaków nie było ludobójstwem: np. ~PiS+: „Pan Kowal ma tryzuba w sercu”). Powinien ustosunkować się więc do mojego pytania, które może wiele nam powiedzieć. Bo jeśli jest Ukraińcem – to sprawa jest jasna, natomiast jeśli jest Polakiem – to zachowaj Boże Polskę od takich Polaków i takich polskich polityków…

całość tu: wirtulanapolonia.com

podobne: Czy Polskę stać na wojnę z Rosją? oraz: gen. Pacek: ” nie wykluczamy, że blisko Polski będzie konflikt na szerszą skalę”.

Nina Y - Władca Lalek (Master of puppets)

Nina Y – Władca Lalek (Master of puppets)

jako podsumowanie kilka wersów z Kaczmarskiego…

„…Karki jak dęby, serca – dzwony,
W umysłach prawda, jak łza, czysta:
Nie bacząc na rachunek słony
Grzmimy, jak jeden wielki wystrzał.
Szubrawcy drżą, padają trony,
Jutrzenka nam się jawi mglista;
Przed lustrem ćwiczy już ukłony
Ten, który bunt nasz wykorzysta…”  

całość tu: „Weterani”

Świat. Korea Północna: przełom w programie rakietowym? USA: 500 milionów dla syryjskiej opozycji. Ukraina, Mołdawia, Gruzja podpisują umowy z UE


1. Korea Północna: przełom w programie rakietowym?

27.06.2014 (IAR) – Korea Północna znów grozi atakiem na Koreę Południową, ale jednocześnie ogłasza przełom w programie rakietowym. Północnokoreańscy naukowcy udoskonalili precyzyjne rakiety naprowadzane. Jak piszą dziś media na Północy, właśnie przeprowadzono udany test jednej z nich.

Północnokoreańska agencja prasowa w depeszy poświęconej próbom rakietowym pisze o „przełomie”. Testy miał obserwować sam Kim Dzong Un. Nie podano, kiedy miało do nich dojść, ale wczoraj w rejonie Morza Japońskiego – według źródeł południowokoreańskich – spadły 3 pociski rakietowe wystrzelone z Korei Północnej.

Tego, czy Korea Północna dokonała przełomu w swoim programie rakietowym, nie są w stanie na razie zweryfikować niezależni eksperci wojskowi. Rzeczniczka amerykańskiego departamentu stanu zwróciła jednak uwagę, że wszelkie próby rakietowe prowadzone przez komunistyczną Północ stanowią zagrożenie.

Pjongjang od lat – wbrew ostrzeżeniom i kolejnym sankcjom ONZ – kontynuuje rozwój programów rakietowego i jądrowego.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Tomasz Sajewicz/Pekin/dabr

podobne: Bębny wojny? Korea Północna testuje rakiety.

2. USA: 500 milionów dla syryjskiej opozycji

27.06.2014 (IAR) – Prezydent Barack Obama wystąpił do Kongresu o 500 milionów dolarów na wsparcie syryjskiej opozycji. Pieniądze mają trafić do umiarkowanych ugrupowań stanowiących konkurencję dla islamskich ekstremistów.

Do tej pory Barack Obama wzbraniał się przed dozbrajaniem syryjskiej opozycji. Obawiał się, że broń ta może trafić w recę grup powiązanych z organizacjami terrorystycznymi. Ostatnie sukcesy sunnickich ekstremistów, którzy na terenach Syrii i Iraku chcą stworzyć własne państwo, spowodowały jednak zmianę stanowiska Obamy.

Biały Dom podkreślił, że 500 milionów dolarów, o którą to kwotę amerykański prezydent wystąpił do Kongresu, zostanie przeznaczone na szkolenie i wyposażenie umiarkowanych i dobrze „prześwietlonych” ugrupowań opozycyjnych. Doradczyni prezydenta Caitlin Hayden podkreśliła, że amerykańskie wsparcie pozwoli bojownikom lepiej odpierać ataki sił rządowych, a także walczyć z ekstremistami, którzy w Syrii znaleźli bezpieczne schronienie.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski /Waszyngton/jj

podobne: Obama gotów wesprzeć syryjską opozycję

3. Ukraina, Mołdawia, Gruzja podpisują umowy z UE

27.06.2014 (IAR) – Na szczycie Unii Europejskiej zostanie dziś podpisania handlowa część umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą. Zaoferuje ona otwarcie unijnego rynku poprzez stopniowe znoszenie ceł. Zharmonizuje też ukraińskie prawo i normy z unijnymi. Zdaniem ekspertów, przed Ukrainą duża szansa, ale też trudne zadanie.

W Brukseli umowy stowarzyszeniowe podpiszą także Mołdawia i Gruzja. Tutaj również mogą wystąpić problemy, głównie z powodu niechęci Rosji.

Jak podkreśla Tomasz Piechal z portalu Eastbook.com, ukraińskie przedsiębiorstwa będą musiały dostosować się do standardów unijnych. I choć to duże wyzwanie, to Ukraina dostaje szansę na rozwój państwa i zbliżenie z zachodem. „Otwarcie rynków europejskich, podnoszenie standardów produktów, to wszystko jest korzystne dla Ukrainy” – podkreśla ekspert. Przyznaje przy tym, że wiąże się to z czasowymi trudnościami dla państwa ukraińskiego czy tamtejszych firm.

Jednak zdaniem Adama Eberhardta z Ośrodka Studiów Wschodnich, realizacja umowy, czyli przeprowadzenie odpowiednich reform, nie będzie łatwe w sytuacji, gdy Ukraina doświadcza agresywnej polityki ze strony Kremla. Zdaniem eksperta, na tym etapie wielopłaszczyznowego konfliktu z Rosją, Ukraina nie będzie dysponowała możliwością wprowadzania w życie umowy stowarzyszeniowej czy umowy o pogłębionej strefie wolnego handlu.

Adam Eberhardt przewiduje również zaostrzenie rosyjskiej polityki wobec Mołdawii po podpisaniu przez nią umowy z Unią. Jak wyjaśnia, tutaj Kreml użyje narzędzi głównie gospodarczych, aby wpływać na mołdawską scenę polityczną. „Rosja w najbliższych tygodniach będzie starała się obrzydzić Mołdawianom rzadzącą koalicję proeuropejską” – uważa Eberhardt. Jak wyjaśnia, Rosjanie zrobią wszystko, by władzę przejęli komuniści.

Umowy stowarzyszeniowe, chociaż zakładają zbliżenie trzech krajów z Unią, nie mówia jednak o perspektywie ich wstąpienia do Wspólnoty.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Buszko/jj

Rosjanie zrobią wszystko, by władzę przejęli komuniści… a jak nazwać obecnych polityków Mołdawii, którzy dążą do zjednoczenia z tworem politycznym, który urządza gospodarkę Europy na podstawie 5 latek sterowanych i dotowanych centralnie przez niedemokratyczny organ z Brukseli (swoiste politbiuro), narzucający odgórnie prawa gospodarcze sprzeczne z zasadami wolnego rynku? (Godfrey Bloom i dzień przeciętnego podatnika)… Pan „ekspert” ma specyficzne podejście do nazywania rzeczy po imieniu 🙂 …Jak to się dziwnie w świecie układa – tam gdzie jeden się pcha, stamtąd  drugi pragnie się wydostać – Właściciel sieci Biedronka chce uciec przed rujnującymi podatkami i niekompetencją banków do Szwajcarii.

…Ekonomista Ihor Burakowski zaznacza, że umowa powinna zostać, jak najszybciej ratyfikowana przez parlament i nie powinno to stać się przedmiotem sporów politycznych. Dodaje, że i tak obecnie obowiązują niskie cła dla towarów z Unii Europejskiej, dlatego de facto, sytuacja ukraińskich producentów niewiele się zmieni. Za to najważniejszym zadaniem jest obecnie harmonizacja ukraińskiego prawa z unijnym. Jest około 350 aktów prawnych Unii Europejskiej, które trzeba wprowadzić.

Ekspert podkreśla przy tym, że dla biznesu konieczna jest jasna przyszłość rozwoju kraju i właśnie umowa stowarzyszeniowa to Ukrainie daje. Część ekonomiczna obejmuje też powołanie strefy wolnego handlu z Unią Europejską, co oznacza, że kraj nie może być już częścią promowanego przez Moskwę Sojuszu Celnego Rosji, Białorusi i Kazachstanu.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów   …źródło: stooq.pl

polecam również: Towary ukraińskie już bez cła w UE. Będą tańsze od polskich.

USA, Rosja, Unia Europejska

W większej skali czyli… O co tak naprawdę chodzi w ukraińskiej tragedii


rys. Kichka

rys. Kichka

…Zachód, czyli Ameryka, Europa plus Izrael, który pod pozorem „demokracji” (dzisiaj jest to równie zakrwawione słowo jak dawniej „socjalizm”), dokonał interwencji w Libii, dzisiaj umywa ręce od tego, co dzieje się w tym kraju, mimo że miliony ludzi, które żyły we względnym dostatku, odarte zostały z dobrobytu i bezpieczeństwa pod sztandarami „wyzwolenia”.

Zachód, który sfinansował, zainstalował i wsparł z Izraelem i Arabią Saudyjską rewoltę islamistów w Syrii, w nosie miał dochodzące stamtąd wieści o hekatombie niemuzułmańskiej ludności cywilnej, mordowanej, gwałconej i na iście starożytne sposoby torturowanej, obudził się dopiero wówczas, gdy siepacze ISIS-u wyposażeni w: zdobyczny sprzęt amerykański, fajne pick-upy, M16, chorwackie bazooki Osa, takoż chorwackie granatniki RBG-6 (wszystko via Arabia Saudyjska), chińskie pociski przeciwpancerne HJ-8 o skutecznym zasięgu do 6 km – zaczęli zagrażać jego interesom na terenie Iraku i wypierać Kurdów etc. Wygląda więc na to, że USA dzisiaj strzygą trawnik, który najpierw same podlewały – wyrósł nie tam, gdzie trzeba.

Dlaczego trzeba było rozwalić Syrię, zastępując ją oazą islamskiego terroryzmu? O to powinniśmy pytać w Tel Awiwie.

Syria była poważnym wrogiem Izraela w regionie, sprzymierzonym z Iranem i korzystającym z poważnego wsparcia militarnego Rosji w zamian za pełnienie roli śródziemnomorskiej forpoczty. Wcześniej, zanim doszło do „rewolty”, Izrael bombardował syryjskie instalacje i stanowczo występował przeciwko próbom dozbrajania przez Moskwę Asada. Kreml w 1992 roku darował Syryjczykom znaczne zadłużenie, a następnie skredytował dostawy nowoczesnej broni.

Gdy Putin nie uległ tym naciskom, zabrano się za destabilizowanie Syrii od środka. Operacja wyszła nie do końca, po pierwsze, dlatego, że trudno było znaleźć odpowiedniego kalibru syryjskich „demokratów” gotowych do podjęcia się roli marionetki, a po drugie, Kreml zareagował o wiele ostrzej niż w przypadku Libii, gdzie całkowicie odpuścił swoje interesy.

Typową rosyjską ocenę przedstawia gen. Garajew z Akademii Nauk Wojskowych w „Wojenno-Promyszlennym Kurierze”: „Demokracja”, która obecnie jest przemocą narzucana światu, przybiera monstrualne formy. Naga przemoc, jakiej poddano Kadafiego, to efekt nie tylko niedostatków demokracji czy obecności taniej ropy, ale przede wszystkim libijskich planów stworzenia unii państw afrykańskich, nacjonalizacji bogactw naturalnych i wprowadzenia afrykańskiej waluty. Następne w kolejce są Syria i Iran. (…)

Cele polityczne osiąga się we współczesnym świecie dwojako. Po pierwsze, przez działania wewnętrzne, „kolorowe rewolucje” w krajach, które stoją nam na drodze, i prowadzenie działań dezinformacyjnych na szeroką skalę, a po drugie, poprzez wywoływanie lokalnych wojen i konfliktów, tak jak to uczyniono przeciwko Jugosławii, Irakowi, Południowej Osetii i Afganistanowi, a jak to obecnie stara się uczynić przeciwko Syrii i Iranowi. Aby się przed tym zabezpieczyć, Rosja musi być silna ekonomicznie i technologicznie – konkluduje Garajew.

Sprzedaż rosyjskiej broni dla władz w Damaszku warta jest obecnie 1,5 mld dol.

W maju 2013 roku premier Izraela Benjamin Netanjahu osobiście pofatygował się na Kreml, by przekonywać Putina do wstrzymania sprzedaży systemu obrony przeciwlotniczej S-300 i 144 rakiet. Jak podawało „Daily Mail”, podczas spotkania G-8 w 2013 Putin wywołał jednak konsternację, kiedy zapytany, jak Rosja odniesie się do ataków na Syrię amerykańskimi pociskami samosterującymi lub samolotami, odparł wprost, pomożemy się jej bronić.

Postawa ta – po pierwsze – powstrzymała taki atak Zachodu na Damaszek po rzekomym użyciu przez reżim gazów, a po drugie, spowodowała przestawienie wajchy w stosunkach z Moskwą.

U Orwella w „1984” świat jest podzielony między trzy mocarstwa, które w różnych układach walczą ze sobą i bombardują się rakietami. Przy czym, kiedy mocarstwo A zrywa sojusz z mocarstwem B, uznając za wroga, ministerstwo propagandy twierdzi, że było tak od zawsze i odpowiednio przepisuje podręczniki historii.

Dzisiaj jesteśmy świadkami demonizacji Putina dokładnie według tej orwellowskiej metody, bo przecież jeszcze nie tak dawno pani Clintonowa wciskała w Moskwie guzik „resetu”, minister Sikorski otwierał granice z obwodem kaliningradzkim i generalnie panowała transgraniczna miłość i zaufanie. Coś zatem najwyraźniej nie wyszło, coś się zmieniło, i ta zmiana nie zaczęła się od kijowskiego majdanu, lecz dużo wcześniej – majdan był jej rezultatem

źródło: wirtualnapolonia.com

polecam również: BRICS deklarują ściślejszą współpracę (powołanie Nowego Banku) i wsparcie Rosji. Bałkany na rozdrożu. oraz: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara.

USA - Chiny - dług

USA – Chiny – dług

…Okazało się, że kluczem do pokonania bloku Chiny-Rosja-Iran jest Iran, a kluczem do pokonania Iranu jest Syria, a kluczem do pokonania Syrii jest Flota Czarnomorska, która ma swoje bazy właśnie na Krymie…

fragmenty artykułu autorstwa „PlebanZenobiusz”:

Aby zrozumieć przyczyny konfliktu tuż za nasza wschodnią granicą, trzeba wyrzucić ten cały syf, jakim nam faszerują w głowy media głównego nurtu i cofnąć się kawałek w przeszłość. Przeanalizować wszystkie konflikty, jakie działy się w tym czasie i wyłoni się pewna prawidłowość, na pierwszy rzut oka niezauważalna. Ktoś kiedyś popełnił takie stwierdzenie, że ze środka lasu nie widać lasu bo go drzewa zasłaniają. Dokładnie tak samo jest w tym przypadku. Docierają do nas pojedyncze informacje, które są pojedynczymi drzewami i dopiero spojrzenie na nie wszystkie razem, z odpowiedniego dystansu, spowoduje że zauważamy pewne prawidłowości i powiązania – zobaczymy LAS. Należy zatem wyjść spomiędzy drzew na odległą polanę i spojrzeć na to wszystko z pewnego dystansu. I wtedy puzzle tej układanki zaczną nam się pięknie układać w jeden wyrazisty obraz…

…Obecnie świat podzielił się dokładnie na pół. Jest dokładnie tak, jak przed I wojną światową i II wojną światową. Wszyscy pozawiązywali sojusze, pogrupowali się w bloki wzajemnie się osłaniające w przypadku napaści. Sytuacja przypomina klocki domina, gdzie wystarczy trącić jeden, aby III wojna światowa się na dobre rozpoczęła. Z jednej strony mamy blok zachodni, w skład którego wchodzą USA, UE, Izrael, Japonia, Korea Południowa, a z drugiej strony mamy Chiny, Rosję, Iran, Koreę Północną (Syria ma sojusz wojskowy tylko z Iranem). Te wszystkie konflikty, z jakimi ostatnimi czasy mieliśmy i mamy do czynienia, to nic innego, jak zwyczajne kopanie się po kostkach tych dwóch bloków po to, aby mieć jak najlepszą pozycję w zbliżającym się nieubłaganie konflikcie. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że III wojna światowa już trwa, tyle tylko że obecnie jest w stadium embrionalnym i dla prostej ludności tego świata jeszcze niewidocznym. Na razie się tylko tli, ale tylko czekać gdy ktoś doleje do tego parę galonów benzyny….

…Chińczycy rozpierzchli się po całym świecie z walizkami pełnymi dolarów, wykupują i przejmują różne strategiczne gałęzie przemysłu w innych krajach (zupełnie jak plan Mitteleuropa dla Chin). A CIA w tychże właśnie krajach, gdzie dobrze usadowili swoje interesy Chińczycy, knuje spiski i przewroty tylko po to, aby stamtąd Chińczyków wykopać.

Jest taki dziwny zbieg okoliczności (czasami się zdarzają, ale ogólnie warto w nie nie wierzyć), że wszędzie tam, gdzie Chiny mają swoje strategiczne interesy (głównie Afryka), następują przewroty, zamachy na przywódców, bądź przeciągające się w czasie krwawe wojny domowe. Oczywiście wszędzie finansowane przez CIA. I oczywiście zawsze chińskie interesy i kontrakty wydobywcze albo są wypowiadane przez nową władzę, albo sam fakt, że państwo jest „upadłe”, uniemożliwia jakiekolwiek interesy.

I tutaj dochodzimy do Iranu, wokół którego toczy się cały taniec. Iran jest strategicznym i głównym partnerem Chin i bez surowców (głównie ropy) z tegoż kraju Chiny pogrążają się w chaosie. Iran jest najsłabszym krajem z koalicji „wschodu”, ale jednocześnie pokonanie go dałoby USA wygranie konfliktu. Zastosowana jest tutaj wilcza strategia osaczania i odcinania najsłabszego w stadzie osobnika od reszty stada i pokonania go.

I dopiero teraz jesteśmy w stanie zrozumieć, o co tak naprawdę wybuchła wojna w Czeczenii, konflikt gruziński oraz dzisiejsza zawierucha na Ukrainie. Proszę postudiować mapy a zauważycie pewną prawidłowość…

…naprawdę warto przeczytać całość: wolnemedia.net

…jako komentarz pasuje tu słynne powiedzenie „boga wojny” Napoleona Bonaparte który powiedział: Są tylko dwa kraje: Wschód i Zachód, i dwa ludy: Wschodu i Zachodu. Nie zapominajmy też o precedensie Jugosławii i Kosowa, gdzie przetestowano utrwalanie „demokracji” i ciche sojusze.

…Więc kiedy pod koniec lat 80–tych wystąpiły objawy załamywania się porządku jałtańskiego i grupa krajów środkowo–europejskich podjęła współpracę polityczną w ramach najpierw Quadra, potem Penta, a wreszcie – Heksagonale, Niemcy zachęciły Słowenię i Chorwację do proklamowania niepodległości i jako pierwsze na świecie ich niepodległość uznały. Doprowadziło to do krwawej wojny o granice i oczywiście – rozpadu Jugosławii. Najwyraźniej jednak tym razem postanowiono rozwiązać serbski problem raz na zawsze i nie tylko zlikwidować Wielką Serbię, ale przeprowadzić rozbiór samej Serbii, oczywiście metodami pokojowymi i demokratycznymi, bo dzisiaj takie akurat nastały czasy. Niemcy bowiem najwidoczniej nie chcą tolerować uważanej za enklawę wpływów rosyjskich Serbii w tej części Europy, którą, nie bez podstaw, już uważają za swoją. Wybory w Kosowie i sukces Demokratycznej Partii Kosowa, która domaga się „niepodległości” tej prowincji, to znaczy – oderwania jej od Serbii, jest kolejnym etapem realizacji planu rozbioru. Rosja zapewne się na to zgodzi, bo ta pozycja wydaje się i tak stracona, po drugie – strategiczne partnerstwo wymaga elastyczności, no a poza tym Niemcy mogą się zrewanżować nie tylko finansowaniem Gazociągu Północnego, ale i innymi przysługami w przyszłości… (Serbskie memento STANISŁAW MICHALKIEWICZ)

podobne: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów

i tu:  Kto wynajął śmierć na Majdanie? Zimny czekista Putin, czy dobry Wuj Sam?

polecam również: Najwyższy Czas!: Spisek jako metoda uprawiania polityki

W nieodpowiedniej perspektywie ciężko rozpoznac nawet słonia

W nieodpowiedniej perspektywie ciężko rozpoznac nawet słonia