Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków).


Z teologicznego punktu widzenia każda praca wymaga przestrzeni wolności, gdyż jest ona ludzkim czynem podjętym w sposób wolny i świadomy. W podobny sposób na pracę patrzył austriacki ekonomista i filozof, Ludwig von Mises (†1973) . Praca według niego ma wszelkie znamiona działania jako dobrowolnej wymiany, w której człowiek próbuje zastąpić mniej satysfakcjonujący stan rzeczy stanem bardziej zadowalającym. W celu usunięcia odczuwalnego dyskomfortu działający człowiek porządkuje i stopniuje dostępne w świecie środki według nadanej im użyteczności.” (ks. Jacek Gniadek)

Tyle na temat uczciwych warunków pracy i płacy, a teraz o patologicznych (ale zgodnych z prawem) pomysłach tzw. władzy by żyć na koszt innych.

1.Tak Zwana „Średnia Krajowa”.

„Powiedzenie „istnieje kłamstwo, bezczelne kłamstwo i statystyka”, z powodzeniem można by zastąpić dziś „jest kłamstwo, wierutne kłamstwo i średnia krajowa”

GUS liczy średnią krajową zbierając dane od przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób. Jest to ok. 40% wszystkich zatrudnionych w Polsce na umowę o pracę.

40% z 11,6 milionów to 4.64 mln ludzi.

Powróćmy do liczby wszystkich zatrudnionych – 15,5 mln.

4,64 mln branych pod uwagę przy wyliczaniu średniej krajowej spośród 15,5 mln wszystkich zatrudnionych. To nawet mniej niż 30%! Przyjmijmy błąd w szacunkach, niech sięgnie nawet 10% i weźmy ponad 5 mln z 15,5, otrzymamy idealne 33% czyli jedną trzecią społeczeństwa.

Zatem do obliczenia średniej krajowej w Polsce bierze się pod uwagę wynagrodzenia 1/3 pracujących tylko w największych firmach (oczywiście z budżetówką na czele).

To wiecie już skąd się wzięło 3,9 tys. złotych brutto.

„Średnia”

„Gdy idę z psem na spacer, to statystycznie średnio mamy trzy nogi” – to zdanie idealnie pasuje do świeżych rewelacji w sprawie wynagrodzeń w spółkach państwowych. Jak się dowiedzieliśmy, Prezes jednej z takich spółek zarabiał ok. 500 tys. złotych miesięcznie. Zatem gdy weźmiemy jego oraz owego człowieka pracującej za minimalne wynagrodzenie 1850 złotych – obaj średnio zarabiają 251 tys. złotych.

Zaś żeby z tym jednym tylko prezesem osiągnąć owe 3,9 tys. złotych „średnio” potrzeba dla równowagi, 236 osób z minimalnym wynagrodzeniem.

Tyle mniej więcej warte jest liczenie „średnich wynagrodzeń”.

No dobrze, to jak sprawdzić realne zarobki?

Istnieją jeszcze dwa pojęcia podawane przy sprawdzaniu zarobków. Mediana i dominanta.

Mediana to wskaźnik, który dzieli wszystkich pracujących na dwie połowy. 50% zarabia więcej niż dana kwota i 50% zarabia mniej. Dla Polski w roku 2014, mediana wynosiła 3,1 tys. zł brutto.

Dominanta zaś to wskaźnik który podaje najczęściej spotykane wynagrodzenie wśród zatrudnionych. Wg GUS w 2014 roku było to nieco poniżej 2,5 tys. złotych brutto

Podsumowanie

Mamy zatem średnią krajową liczoną z 33% zatrudnionych na poziome 3,9 tys. zł brutto

Medianę dzielącą nas na pół – 3,1 tys. zł brutto

Dominantę, najczęstsze wynagrodzenie – 2,5 tys. zł brutto.

Który z nich najlepiej odzwierciedla faktyczny stan zamożności społeczeństwa? Tego nie podejmujemy się ocenić. Jednakże warto znać zarówno wszystkie wskaźniki, jak i przede wszystkim dane wyjściowe i metodologię liczenia, która w sposób oczywisty odbiega od rzetelnego badania opartego na twardych danych dla całej populacji.

PS. Aha. To wszystko są kwoty brutto, zatem realnie zarabiamy ok. 70% z podanych kwot.”

źródło: Kłamstwo, wierutne kłamstwo i średnia krajowa

Pytanie. Co komu po średniej krajowej skoro możliwe jest obliczenie dominanty? Jak dla mnie chodzi o sianie propagandy i wywołanie w głowach obywateli iluzji bycia bardziej zamożnym niż się jest w rzeczywistości. Uśrednianie dochodów to jeden z  celów socjalistycznej utopii, który próbuje się osiągnąć przez tzw. redystrybucję („sprawiedliwy” podział), będącą w rzeczywistości kradzieżą własności jednych ludzi by dać ją innym… (Odys)

podobne: Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest. oraz: Jaka jest naprawdę „średnia” płaca w Polsce i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło.

2.Tak Zwana „Płaca Minimalna”.

„…Sieć Wendy’s zmuszona nagle do wypłacania kasjerowi stawki $15 za godzinę, zamiast $8, zostaje niejako zmuszona do szukania tańszej alternatywy – w tym przypadku będzie to robot kasowy. Jednak pamiętać należy, że choć robot będzie pracował taniej od kasjera – powiedzmy że koszt jego funkcjonowania wyniesie $10 za godzinę – to nadal wydatki poniesione przez przedsiębiorce będą wyższe, od dotychczasowych $8 wypłacanych kasjerowi.
Jedyna sytuacja, w której zatrudnienie robotów w miejsce kasjerów byłoby korzystne z ekonomicznego punktu widzenia, to sytuacja w której dzięki rozwoju technologii i/lub spadku ceny i/lub kosztów eksploatacji robotów, godzina pracy maszyny okazałaby się tańsza od dotychczasowej ceny godziny pracy kasjera – czyli spadła poniżej $8. Wówczas mielibyśmy do czynienia z efektywniejszym wykorzystaniem czynników produkcji przez przedsiębiorcę, a ponadto uwolniono by pracę ludzką, którą można by skierować do innych przeznaczeń.
Aby podwyżka płacy minimalnej do $15 nie spowodowała redukcji zatrudnienia, kasjerzy musieliby być na tyle wydajni, aby przychód przedsiębiorcy wynikający z 1 godziny ich pracy przewyższał kwotę $15. W przeciwnym razie jest po prostu niemożliwością, aby pracownicy zachowali swoje stanowiska pracy. Identycznie sprawa ma się z zatrudnianiem maszyn – ich praca zostanie zatrudniona, gdy będą wytwarzały dobra/usługi warte dla konsumentów tyle, że zapłacą oni przedsiębiorcy więcej, niż wynosi koszt utrzymania maszyn.
W każdym przypadku więc, gdy rząd dekretuje sztuczny wzrost ceny jakiegoś dobra, np. pracy, generuje to nieodwracalne straty dla całej gospodarki. Wysokość tych strat wynikających z nieoptymalnego wykorzystania czynników produkcji, wynosi tyle, ile różnica w cenie nowych czynników zatrudnionych po zmianie, a starych, zatrudnianych przed nią...” (Rafał Trabski – Czy płaca minimalna sprzyja postępowi?)

O co chodzi z płacą minimalną? Im więcej pracodawca musi zapłacić pracownikowi tym wyższa składka/podatek trafia z tytułu tej „podwyżki” do Skarbu Państwa. Co się dzieje z miejscami pracy które nie są warte podwyższonych kosztów? Jeśli przestają się opłacać przedsiębiorcy są rzecz jasna likwidowane, albo przechodzą do tzw. „szarej strefy”. Ten naturalny mechanizm (wynikający z prawa tzw. „krzywej Laffera”) nie dotyczy oczywiście tych „miejsc pracy” które utrzymują się z owych podatków i składek (tu prym wiodą wszelkie urzędnicze etaty)… (Odys)

podobne: cynik9: Szwajcarzy odrzucają płacę minimalną. Lewactwo odprawione z kwitkiem. oraz: Efekt płacy minimalnej w Hiszpanii? Stada bezrobotnych kretynów i to: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy

polecam również: Tomasz Jaskóła (Kukiz’15) „TO PAŃSTWO ŻYJE NA KOSZT WSZYSTKICH!” i to: Posłowie Kukiz’15 MASAKRUJĄ pomysł ZWIĘKSZENIA PŁACY MINIMALNEJ!

3. Rząd PISu pozwoli bankom ukraść Twoje oszczędności.

„Mija 3-cia rocznica rabunku deponentów na Cyprze, w akcji unijnej zwanej od tamtego czasu „cypryzacją”. Pamięć o tym wydarzeniu jest w narodzie dobra, ale niestety krótka. Świadczy o tym niedawna dyskusja na tym blogu w której dały się słyszeć głosy że może cypryzacja nie była aż takim skandalem jakim była, albo inne które dowodziły że skandal przycięcia depozytu bankowego ” średnio o 7-9%” jest znacznie mniejszy niż przycięcie go o 40%. To oczywiście jest wariantem syndromu sztokholmskiego wg którego należy dziękować rabusiowi za to że ci przestrzelił tylko kolano bo mógł przecież czaszkę. W pokrewnym rozumowaniu w innym wątku dotyczącym Brexitu drogi czytelnik nie widzi związku tego wydarzenia z Polską i domaga się aby zamiast tego pisać o osiągnięciach gospodarczych PiS.

Docenią ją dopiero wtedy gdy osiągnięcia gospodarcze PiS doprowadzą do cypryzacji banku na rogu. Względnie, w przypadku Brexitu, dopiero po niewczasie zrozumieją jaką szansę kraj stracił nie reagując na tektoniczne zmiany w strukturze EU jakie wydarzenie to może spowodować…

…Istotne w tym jest co innego. Nie ma żadnej gwarancji że w kolejnej cypryzacji, być może w wyniku sukcesów gospodarczych PiS-u, unijne gwarancje depozytów będą honorowane gdziekolwiek. Spodziewanie się tego przez niektórych jest skrajną naiwnością. To co wygląda dobrze na papierze w przypadku odizolowanego upadku jednego banku na skutek tzw. gromu z jasnego nieba nie ma zastosowania w wypadku systemowego kryzysu bankowego i seryjnego padu całego szeregu banków, jeden pociągający za sobą drugi. Nie bez powodu przecież EU wcisnęła w gardło opornym rządom dyrektywę „cypryzacyjną”, ustalającą kolejność strzyżenia w cypryzacjach, pardon me, „przymusowych restrukturyzacjach”. Po długim ociąganiu się polski rząd również przepchał mozolnie przez sejm swoje ustawy dostosowujące polskie ustawodawstwo do tego…” (cynik9 – Memento unijnego strzyżenia)

podobne: Informacja warta 3,7 mld Euro, czyli „cypryzacja depozytów bankowych” – DwaGrosze oraz: Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze a także: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” 

„…20 maja br. Sejm 221 głosami Prawa i Sprawiedliwości uchwalił ustawę o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, w której znajduje się między innymi art. 201 ust. 1, zgodnie z którym Bankowy Fundusz Gwarancyjny może „bez zgody właścicieli oraz wierzycieli podmiotu w restrukturyzacji dokonać 1) umorzenia lub konwersji zobowiązań w celu dokapitalizowania podmiotu w restrukturyzacji; 2) umorzenia lub konwersji zobowiązań przenoszonych do instytucji pomostowej w celu wyposażenia jej w fundusze własne; 3) umorzenia lub konwersji zobowiązań przenoszonych w ramach instrumentu wydzielania praw majątkowych; 4) umorzenia zobowiązań w ramach instrumentu przejęcia przedsiębiorstwa.” Ustęp 2 tego artykułu stanowi, że „umorzenie lub konwersja zobowiązań w celu dokapitalizowania podmiotu w restrukturyzacji jest dopuszczalna w przypadku, gdy w jej wyniku podmiot w restrukturyzacji spełni określone odrębnymi przepisami warunki prowadzenia działalności oraz istnieją uzasadnione przesłanki, że w wyniku restrukturyzacji o której mowa w art. 214, osiągnie długoterminowa stabilność finansową.”

Co z tego wynika? Ano to, że Sejm przeszedł do porządku nad art. 64 ust. 3 konstytucji, stanowiącym, że „własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy I TYLKO W ZAKRESIE, W JAKIM NIE NARUSZA ISTOTY PRAWA WŁASNOŚCI.” (podkr. SM). Umorzenie lub konwersja wierzytelności bez zgody wierzyciela jest naruszeniem istoty prawa własności, do której należy plena in re potestas czyli pełne władztwo nad rzeczą, przysługujące WŁAŚCICIELOWI, z wyłączeniem innych osób. Regulacja te sprzeczna jest również z art. 508 kodeksu cywilnego, który stanowi, że zobowiązanie wygasa, gdy WIERZYCIEL zwalnia dłużnika z długu, a dłużnik zwolnienie przyjmuje. W tej czynności nikt nie może wierzyciela zastąpić i umorzyć wierzytelności w jego imieniu, nawet gdyby bankowi, co to znalazł się w finansowych tarapatach, było to bardzo na rękę. Tymczasem wspomniana ustawa idzie jeszcze dalej, stanowiąc w art. 105 ust. 3, że „prawomocny wyrok sadu administracyjnego stwierdzający wydanie przez Fundusz decyzji z naruszeniem prawa, nie wpływa na ważność czynności prawnych dokonanych na jej podstawie i nie stanowi przeszkody do prowadzenia przez Fundusz działań na jej podstawie, w przypadku gdyby wstrzymanie tych działań stwarzało zagrożenie dla wartości przedsiębiorstwa podmiotu, ciągłości wykonywania zobowiązań, których ochrona jest celem przymusowej restrukturyzacji, stabilności finansowej lub nabytych w dobrej wierze praw osób trzecich, w szczególności osób, które nabyły prawa majątkowe lub przejęły zobowiązania w wyniku decyzji Funduszu o zastosowaniu instrumentów przymusowej restrukturyzacji.”

Skąd ta skwapliwość Sejmu do ochrony interesów bankowych nawet kosztem ochrony własności i prawa obywateli do sądu? Okazuje się, że wynika to z konieczności dostosowania polskiego prawa do dyrektyw Unii Europejskiej, a konkretnie – do dyrektywy z 15 maja 2014 roku, bo za opóźnienia w jej implementacji Unia Europejska „surowe głosi kary”. Mamy więc osobliwą sytuację, że za zasłoną spektakularnego sporu o Trybunał Konstytucyjny, gdzie zarówno rząd, jak i prezes Jarosław Kaczyński ma możliwość pokazania całej Polsce, jak to stawia czoło unijnym mandarynom w rodzaju Fransa Timmermansa i broni suwerenności – otóż za zasłoną tego spektaklu rząd pani Beaty Szydło w podskokach realizuje banksterskie dyrektywy. W takiej sytuacji lepiej rozumiemy przyczyny, dla których, mimo gromkich pohukiwań o obronie suwerenności, jakoś nie słychać o uchyleniu podpisanej 24 stycznia 2014 roku przez prezydenta Komorowskiego ustawy nr 1066 o bratniej pomocy. Może ona przydać się jak znalazł, kiedy trzeba będzie konfiskować depozyty i otoczyć banki kordonem żandarmów, chroniących je przed naporem zdesperowanych wierzycieli.

Jakby tego było mało, to na deser warto przytoczyć relację ze spotkania pana wicepremiera Mateusza Morawieckiego z przedsiębiorcami w Gorzowie Wielkopolskim 30 maja br., którą otrzymałem od pana Rafała Z. Pan Rafał podczas tego spotkania zapytał wicepremiera Morawieckiego o szanse przywrócenia ustawy o działalności gospodarczej, autorstwa Mieczysława Wilczka z brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku i oto co usłyszał w odpowiedzi. „Pan premier był do bólu szczery. Zwrócił się do zebranych, aby pokazali mu kraj, gdzie wprowadzono podobne, wolnościowe prawo. Dodał, że takie rozwiązanie, jak to, które obowiązywało w Polsce od 1 stycznia 1989 roku, może działać tylko wtedy, gdy zachodzą rewolucyjne zmiany w warunkach „głębokiej transformacji”. Państwo, które musi zaaplikować sobie 70 procent legislacji z zewnątrz, czyli z Brukseli, nie może pozwolić sobie na ustawę o wolności gospodarczej. Poza tym, po 27 latach od ustawy Wilczka, po 12 latach w UE, w Polsce – kontynuował – jest dużo poukładane. Jest gąszcz sprzecznych interesów różnych grup, co wytwarza konflikt, jak w przysłowiu „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Ponadto – podkreślił premier – Polska nie może wprowadzić ustawy o działalności gospodarczej, wzorowanej na Wilczku, bo wejdzie w głęboki konflikt z UE. Kończąc odpowiedź na moje pytanie, rzucił optymizmem i zadeklarował: „ale będziemy upraszczać”. Zapewne miał na myśli ulżenie przedsiębiorcom, czy coś w tym guście. Wcześniej mówił o tym, skąd Polska weźmie pieniądze na rozwój gospodarczy. No więc weźmie z nowych kredytów, które zaciągnie w zachodnich bankach. To jest tani pieniądz – zaznaczył – bo w zasadzie nieoprocentowany.”

Skoro tak, to lepiej rozumiemy skwapliwość rządu w spełnianiu najskrytszych marzeń banksterów, kosztem ochrony własności, podobnie jak gromkie pokrzykiwania pana prezesa Kaczyńskiego w obronie suwerenności. Tyle naszego, to znaczy – tyle tej całej „suwerenności”, co sobie pokrzyczymy. I na koniec nie mogę oprzeć się przypomnieniu, dlaczego w 2003 roku byłem przeciwko Anschlussowi. Otóż w 1990 roku na zaproszenie UPR przyjechał do Polski prof. Milton Friedman, który spotkał się z parlamentarzystami Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Podczas tego spotkania udzielił rady, która i dzisiaj jest aktualna. Polska – mówił – nie powinna naśladować bogatych krajów zachodnich, bo nie jest bogatym krajem zachodnim. Polska powinna naśladować rozwiązania, jakie bogate kraje zachodnie stosowały u siebie, gdy były tak biedne, jak Polska. Święte słowa – ale w następstwie umowy stowarzyszeniowej ze wspólnotami europejskimi, Polska zaczęła dokonywać recepcji tzw. standardów, to znaczy – zachowywać się, jakby była bogatym krajem zachodnim. Warto porównać postępy w recepcji owych „standardów” ze zwiększaniem się corocznych deficytów budżetowych. Zależność bije w oczy.

Toteż w 2003 roku próbowałem przekonywać, że poza Unią też jest życie i jako przykład podawałem m.in. Szwajcarię. Moi oponenci powiadali wówczas, że Szwajcaria to zły przykład, bo to kraj bogaty. – Owszem, bogaty – odpowiadałem – ale przecież nie dlatego, że zapisał się do Unii, tylko z jakichś innych przyczyn, na przykład – że się mądrze rządzi. No to my też spróbujmy mądrze się rządzić, zamiast robić sobie iluzje, ze Unia sypnie złotem i znowu będzie, jak za Gierka. Warto to przypomnieć zwłaszcza dziś, kiedy to w ostatnim referendum Szwajcarzy większością prawie 79 procent głosów odrzucili komunistyczny pomysł wprowadzenia „dochodu gwarantowanego”, czyli 2500 franków miesięcznie „od państwa” dla każdego. U nas – odwrotnie; iluzja zwyciężyła i zwycięża, a deklaracja pana wicepremiera Morawieckiego w Gorzowie pokazuje, że rzeczywiście znowu może być, jak za Gierka – zwłaszcza pod koniec „przerwanej dekady”.” (Stanisław Michalkiewicz – Będzie jak za Gierka?)

podobne: Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych  i to: „Eurokołchoz” – Złodzieje tracą wiarygodnośc ale ciągle im mało! oraz: Bezpiecznie „jak w banku”? Już nie! a także: UE – Za kłopoty banków zapłacą ich udziałowcy i wierzyciele (oraz podatnicy i depozytariusze) polecam również: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”. i jeszcze: Co sie stało sie na Cyprze?… i co dalej?

4. Tak Zwany „Bezwarunkowy dochód gwarantowany”.

„…Szwajcarzy jako jeden z nielicznych narodów doskonale zdają sobie sprawę, że prawdziwy wolny rynek (nie mylić z monopolami) oraz ograniczony udział rządu przekłada się na dobrobyt społeczny, dzięki czemu kilka miesięcy temu opowiedzieli się przeciwko wprowadzeniu płacy minimalnej. W zeszły weekend zagłosowali także przeciwko wprowadzeniu bezwarunkowego dochodu gwarantowanego, do czego w dużym stopniu przyczyniła się świadomość, że jeżeli rząd ma Ci coś dać, to w pierwszej kolejności musi zabrać z podatków przynajmniej półtora raza tyle

…Wysokość zasiłków, szczególnie w przypadku licznej rodziny sprawia, że nikt z nich nie myśli o pracy, rozwoju czy o edukacji dzieci. Model rodziny żyjącej z socjału przechodzi z pokolenia na pokolenie. Podobnych przykładów zresztą nie trzeba szukać daleko. W ostatnim czasie w polskich mediach aż huczy nt. rodziców przepijających zasiłki otrzymywane w ramach programu 500 +.

Zupełnie inaczej podchodzi się do pieniędzy zarobionych, a inaczej do tych otrzymanych od państwa. Jeżeli przez miesiąc ciężko pracujemy na nasze wynagrodzenie to szanujemy pieniądze. Zasiłki natomiast wielu traktuje na zasadzie „łatwo przyszło, łatwo poszło”.

…Nigdy, ale to przenigdy nie możemy zapominać, że na każde świadczenie, które otrzymujemy od rządu musimy się w pierwszej kolejności sami złożyć...

Największą patologią dzisiejszego świata jest wszechobecny socjalizm połączony z dyktaturą korporacji, z czego zdaje sobie sprawę mniej niż 5% społeczeństwa. W większości „zachodnich” krajów udział państwa w gospodarce kształtuje się między 40 – 45%. W zbankrutowanej UE jest to astronomiczne 48%. Za połowę gospodarki odpowiada niewydolne i skorumpowane państwo. W Polsce odsetek ten jest trochę niższy, ale i tak wynosi 41,5%. Rozrośnięty rząd, zbędne regulacje oraz świadczenia socjalne sprawiają, że utrzymanie państwa jest niezwykle drogie. Efekt jest taki, że obywatele muszą oddawać państwu prawie połowę swoich dochodów. W Polsce dzień wolności podatkowej przypada na 11 czerwca. Oznacza to, że w ujęciu rocznym na państwo pracujemy przez prawie pół roku! Dla porównania na początku XX wieku w USA dzień wolności podatkowej przypadał na koniec stycznia. Państwo mogło funkcjonować i funkcjonowało doskonale, utrzymując się z podatków 7-krotnie niższych niż obecnie.

Uzależnienie społeczeństwa od rządowej jałmużny jest jednocześnie tym, na czym politykom zależy. Otrzymując coś od państwa skazujemy się na łaskę i niełaskę rządzących, stając się nowoczesnymi niewolnikami. Władza korumpowała od zawsze. Nie zmienimy ludzkiej natury. Celem nadrzędnym polityków jak i prawdziwych architektów systemu jest kontrola, a tą zapewnia system dystrybucji kapitału…” (Trader21 – Bezwarunkowy dochód gwarantowany)

podobne: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo oraz: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii i to: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa a także: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy?

„Czegoś głupi? Boś biedny. Czegoś biedny? Boś głupi. – głosi popularne porzekadło. Ukazuje ono stosunek wynikania między biedą a głupotą. No dobrze – ale co to właściwie jest głupota? Sięgnijmy do katechizmu, który wprawdzie o głupocie expressis verbis nie mówi, natomiast wspominając o siedmiu grzechach głównych, a więc – najbardziej rozpowszechnionych – na pierwszym miejscu wymienia pychę…

co to właściwie jest, ta pycha? Najłatwiej określić ją przez jej przeciwieństwo, czyli pokorę. Pokora, jak wiadomo, polega na postrzeganiu własnej osoby bez złudzeń, tylko w prawdzie. Jest zatem spełnieniem ideału starożytnych mędrców, którzy zachęcali, by poznać samego siebie. Człowiek pokorny, to innymi słowy człowiek mądry. No a człowiek pyszny? Skoro pycha jest odwrotnością pokory, to człowiek pyszny jest po prostu głupi…

…Czy głupota może być źródłem bogactwa? Wydaje się, że nie – ex nihilo nihil fit, co się wykłada, że z niczego nic nie powstanie. Skoro zatem głupota nie może być źródłem bogactwa, to czy może być źródłem biedy? To już prędzej, chociaż nie zawsze można to natychmiast zauważyć…

Szwajcarzy pokazali, że w większości są mądrzy, bo rozumieją, że „państwo” niczego nikomu dać nie może, a jeśli daje, to tylko to, co wcześniej odbierze. Odbieranie jednemu, żeby dać drugiemu, jest kradzieżą, a jeśli – jak w przypadku państwa – dokonuje się pod przymusem, to nawet kradzieżą zuchwałą. Siódme przykazanie Dekalogu zabrania kradzieży, więc Szwajcarzy udowodnili, że opierają swój system prawny na zasadach etyki chrześcijańskiej, w odróżnieniu od wielu innych narodów, które wprawdzie chełpią się swoim przywiązaniem do chrześcijaństwa, ale jak tylko mogą coś komuś ukraść, zwłaszcza w tak zwanym „majestacie prawa”, to nie przepuszczą takiej okazji. Bo między chrześcijaństwem, a komunizmem jest zasadnicza i nieusuwalna różnica. Chrześcijaństwo mówi: „daj!”, podczas gdy socjalizm i komunizm – „bierz!”…” (Stanisław Michalkiewicz – Czegoś biedny? Boś głupi!)

Wraz ze wzrostem wolności wzrasta poczucie odpowiedzialności – Stanisław Michalkiewicz

polecam również: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„…Trzecim filarem cywilizacji łacińskiej jest etyka chrześcijańska, jako podstawa systemu prawnego państwa. Podstawą tej etyki jest uznanie, że każdemu człowiekowi, niezależnie od pozycji społecznej i sytuacji materialnej, przysługują naturalne prawa i pewne minimum godności, jako dziecku Bożemu – a prawo stanowione powinno to respektować. Jak łatwo przekonać się już na podstawie tego pobieżnego przedstawienia, cywilizacja łacińska opiera się na stabilnych podstawach, w przeciwieństwie do społecznych inżynierii. Dlatego też ideologie skoncentrowane na społecznych inżynieriach dążą do unicestwienia cywilizacji łacińskiej. W ulubionej kultowej piosence komunistów śpiewa się między innymi, że „przeszłości ślad dłoń nasza zmiata”. O jaki „ślad przeszłości” tu chodzi? A o jakiż by, jeśli nie o znienawidzoną przez komunistów łacińską cywilizację? Komunizm pozostaje w głębokiej i nieusuwalnej sprzeczności z łacińską cywilizacją. Nie uznaje bowiem obiektywnego charakteru prawdy, ponieważ kieruje się „mądrością etapu”. Nie uznaje zasad prawa rzymskiego, bo jest wrogiem własności. Wreszcie, nie uznaje etyki chrześcijańskiej, ponieważ forsuje walkę klas. Niektórzy durnie, również utytułowani, dopatrują się podobieństw między chrześcijaństwem i komunizmem. Ale żadnych podobieństw między chrześcijaństwem a komunizmem nie ma. Najlepiej widać to właśnie na przykładzie podejścia do nierówności społecznych. Chrześcijaństwo mówi: „daj!”, podczas gdy komunizm judzi: „bierz!” Warto o tym pamiętać zwłaszcza dzisiaj, kiedy to bardzo wielu poczciwców duraczonych jest przez grandziarzy, uwijających się wokół ugruntowania w opinii publicznej przekonania o bezalternatywnym charakterze nieubłaganego postępu…

chociaż strategia się zmieniła, to cel rewolucji komunistycznej się nie zmienił; jej celem jest wyhodowanie człowieka sowieckiego, który tym się różni od normalnego człowieka, że wyrzekł się wolnej woli. Z tego powodu człowiek sowiecki nie może żyć w normalnym świecie, bo w normalnym świecie codziennie trzeba dokonywać samodzielnych wyborów, a tej umiejętności on się nie tylko wyrzekł, ale nawet ją znienawidził. Dlatego drugim celem rewolucji komunistycznej jest stworzenie człowiekom sowieckim sztucznego środowiska, w którym mogliby żyć, w postaci państwa totalitarnego. Charakteryzuje się ono m.in. tym, ze nie toleruje żadnej władzy poza własną, a więc np. władzy rodzicielskiej, władzy religijnej, czy wreszcie – władzy właściciela nad rzeczą…” (Stanisław Michalkiewicz – Zielony i czerwony daje brunatny)

5. Moralność rządowych „programów socjalnych” (na przykładzie „500+”).

Moralność… „gr. ethos − obyczaj, zwyczaj; łac. moralitas – obyczajność – ogólny obowiązek, który narzuca się człowiekowi w jego relacjach z drugimi, z sobą samym i z przyrodą; wymaganie, które – w przeciwieństwie do prawa – jest wyzwaniem, a w odróżnieniu od obiegowego zwyczaju i społecznego obyczaju, nie obowiązuje jedynie ze względu na sankcje społeczne, ale z tej racji, że skierowuje się do człowieka jako bytu rozumnego i wolnego. Człowiek, stosujący się do tych wymagań, działa dobrze; gdy zaś wykracza przeciw nim, czyni zło. Jest on poddany uwarunkowaniom biologicznym, psychologicznym i socjokulturalnym; nie są one jednak jego determinacjami. W miarę jak je uobiektywnia, poznaje albo na nowo poznaje, osądza lub za nie odpowiada, odrzuca albo próbuje zmienić, realizuje się jako byt moralny.”

„…Nam dziś wszędzie wmawiają „nie oceniaj” . A jak w takim razie się uczyć w tej szkole życia skoro nie mamy sobie ustalać kryteriów jakichś zdarzeń czy postępków? Myślę, że niuans tkwi w „nie potępiaj” – a to już całkiem co innego. Mam prawo ocenić wszystko- czy to swoje działania czy to czyjeś inne. Całkiem osobną sprawą jest w jaki sposób podchodzę … głównie do ludzi, których postępowanie oceniam ( bo tego dotyczył wymazany komentarz). Wiele razy już w necie pisałem, że jest subtelna różnica w powiedzeniu „jesteś głupi” a „głupio postąpiłeś”. To pierwsze daje piętno na człowieka – dołuje i nie daje możliwości rozwoju (choć tak naprawdę bez obłudy to też może być- dziś jesteś głupi ale jutro masz szansę zmądrzeć).  No w każdym razie powiedzenie „głupio postąpiłeś” daje nam konkretny materiał do pracy bo wskazuje na konkretną czynność- daje szansę wyciągnięcia wniosków. A jeśli jasne jest, że traktuję wszystkich wraz ze sobą jako uczniów w szkole życia to oczywiste jest, że traktuję to jako jedną z lekcji- postępuję adekwatnie do sytuacji itp.

Natomiast takie ogólne „nie oceniaj”- zakaz absolutny plącze ręce czy też nogi (albo język- rodzaj knebla), nie daje żadnej możliwosci ruchu. Koniec- nie oceniaj!- no żesz kurka wodna ! „taki już jestem i mnie nie oceniaj”-  to się do cholery zmień!! Te kneble „nie oceniaj” stosują lenie duchowe. Ja kiedyś pobłażałem temu a dziś gnam tego typu osoby.

…osoby żądające od nas „nie oceniaj”chcą uporczywie kontynuować z nami relacje NA SWOICH WARUNKACH. Ja się nie „wcinam” w jego/jej życie – chcesz to sobie tak żyj ale beze mnie, chcesz usłyszeć co ja na ten temat myślę to proszę , nie chcesz też twój wybór. Ważne dla mnie, że ja kontynuować takich układów nie zamierzam. I tu pojawia się:”JAK TO???” ( w domysle: taka wspaniała propozycja, ja jestem taki wspaniały/a – jak można odrzucić takie „dobro”?) Wyłazi skrywany egoizm, dziecinada, niemowlęctwo duchowe w dorosłym życiu sprytnie pokryte rozmaitymi sztuczkami i manipulacją,

A dlaczego to niby nie wolno na forum wpisać swojej oceny jakichś postaw i wzorców życiowych? Tym bardziej, że nie są skierowane do nikogo personalnie…” (michalxl600 – Nie oceniaj)

Jakiś czas temu toczyłem spór o ocenę moralną kradzieży (jakim jest program 500+ obecnej partii rządzącej) z ludźmi którzy uważają się za prawicowców poważających etykę chrześcijańską, ale nie widzą niczego złego w tym że ktoś (władza) pod pozorem „prawa” i pod przymusem grabi dobro jednych obywateli by dać je innym pod pewnymi warunkami, które według owej władzy uprawniają ją do tego rodzaju „interwencji”.

Dłuuuugo próbowałem „zmusić” dyskutantów do jednoznacznej odpowiedzi na pytanie czy tego rodzaju kradzież (maskowaną pod różnymi szczytnymi hasłami jak „redystrybucja” albo „wyrównywanie szans”) jest złem czy też nie, i czy godzi się w jakimkolwiek wypadku ją usprawiedliwiać. Nikogo przy tym personalnie nie nazwałem złodziejem. Wobec jednej z osób użyłem natomiast określenia manipulant, kiedy zamiast odpowiedzieć mi na wyżej wspomniane pytanie wprost, osoba ta uwarunkowała prawo do oceny  moralnej programu „500+” od posiadania przeze mnie dzieci. Jakbym bez spełnienia tego „warunku” nie miał prawa nazywania patologii po imieniu. Najbardziej poraża fakt że ta osoba (i nie tylko ona) uważała jednocześnie konieczność istnienia zasad moralnych (takich jak nie kradnij, nie pożądaj cudzej rzeczy) jako obiektywnego dobra służącego prawidłowemu rozwojowi społecznemu. Pozostaje pytanie na co komu jakiekolwiek zasady (tudzież publiczne identyfikowanie się z nimi) skoro jednocześnie publicznie i z premedytacją relatywizuje się ich sens i cel. Nie rozumiem też dlaczego osoby uprawiające tego rodzaju „ekwilibrystykę ideologiczną” (zaprzeczające przy tym samemu sobie) obrażają się i czują się personalnie atakowane kiedy zwróci się im na to uwagę.
Uważam że pobłażanie i puszczanie oka do takich postaw (a nie samych ludzi bo człowiek zawsze może się zmienić – byle na dobre) w imię „dobrosąsiedzkich stosunków”, lub tzw.”pragmatyzmu” według którego „jeśli dają to trzeba brać” (co było m.in. jednym z „argumentów” mających usprawiedliwić wspomnianą inżynierię społeczną) to współudział w szerzeniu zła. Wyłapywanie i nazywanie po imieniu  tego rodzaju manipulacji to po prostu obowiązek każdego kto uważa się za osobę „moralną” i deklaruje konieczność istnienia w relacjach międzyludzkich pewnych elementarnych i obiektywnie dobrych zasad. Nie potępiam ludzi! Bo po pierwsze nie jestem w stanie nikogo skazać na takie potępienie, a po drugie nie wykazuję nawet takich aspiracji. Logiczne zestawienie słów/czynów z zasadami na które w końcu pewne osoby SAME się powołują to nie jest potępianie ani wywyższanie się… (Odys)

„Każdy, kto podporządkowuje się niesprawiedliwemu prawu, ponosi odpowiedzialność za to wszystko, co jest tego konsekwencją”  (Mahatma Gandhi)

PodziemnaTV – Robią nas w konia: Prezydent Duda o 500+ państwo coś wreszcie daje a nie zabiera #149 oraz: Niższe zarobki Polaków w Polsce niż za granicą #152 (czyli skąd się bierze bogactwo)

podobne: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej. oraz: Czy „500 zł na dziecko” to polityka prorodzinna czy też marnowanie pieniędzy rodziny? Dzieci rodzą się z miłości a nie z pieniędzy!

Frederic Bastiat (ekonomia, przewidywalność, skutki, zysk, strata)

Reklamy

Tomasz Cukiernik o niekorzystnym bilansie 11 lat członkostwa Polski w UE.


„…składka, która od wejścia Polski do UE do końca 2015 r. wyniosła około 160 mld zł, nie jest jedynym kosztem, jaki ponosi nasz kraj w związku z członkostwem. Do tego dochodzą koszty związane z nakładanymi przez Brukselę coraz to bardziej bzdurnymi regulacjami, a także koszty dotyczące pozyskiwania unijnych dotacji: niepotrzebne wydatki na gigantyczną liczbę biurokratów (w urzędach zajmujących się rozdzielaniem unijnej „pomocy”, w urzędach, najczęściej samorządowych, które biorą dotacje, oraz u beneficjentów prywatnych), którzy zarabiają znacznie więcej niż średnia w gospodarce, prefinansowanie i współfinansowanie funduszy przez budżet oraz beneficjentów, koszty przygotowania wniosków o dotacje (także tych odrzuconych), obligatoryjne kredyty związane z inwestycjami współfinansowanymi z unijnych dotacji. Do tego dochodzi również tworzenie korupcjogennego styku na linii państwo–sektor prywatny. Wymienione koszty mają znaczny wpływ na wzrost polskiego długu publicznego. To wszystko powoduje, że patrząc na stronę finansową, Polska traci na byciu członkiem Unii Europejskiej.

…Oczywiście to kłamstwo, że wszystko to „sfinansowano ze środków UE”. Jeśli już, to współfinansowano. Dodajmy do tego co najmniej trzy uwagi. Po pierwsze, nie „ze środków UE”, tylko z pieniędzy zabranych pod państwowym przymusem unijnym podatnikom. Proszę zauważyć, że Unia nie ma fabryk ani nie jest właścicielem firm usługowych, więc nie zarabia pieniędzy, a wszystko, co ma i rozdaje, musiała komuś najpierw zabrać. Po drugie, to tylko jedna strona medalu. W dużej mierze są to inwestycje na kredyt, czyli z pieniędzy, których samorządy czy firmy nie mają, a skoro nas na to nie stać, to nie powinniśmy inwestować ponad nasze możliwości. Lepiej zainwestować mniej, z oszczędności, ale z głową i sensownie, nie zadłużając przyszłych pokoleń. Tym bardziej że inwestycje, o których Pan mówi, nie przyniosą zysków w przyszłości, to są inwestycje konsumpcyjne…

…To, czy rozwijalibyśmy się szybciej poza Unią, to sprawa bardziej tego, kto rządziłby Polską, a nie faktu członkostwa lub jego braku w Unii. Gdyby Polska nie była w Unii, to trzeba by przyjąć jakąś inną strategię rozwoju. Optymalnym rozwiązaniem byłoby przyjęcie modelu szwajcarskiego, o czym pisałem swego czasu w miesięczniku „Opcja na Prawo”. Będąca członkiem EFTA Szwajcaria, która ma z Brukselą podpisane osobne umowy, nie musi przyjmować unijnych regulacji – np. sama ustala wysokość akcyzy na paliwa i VAT może mieć na poziomie 2,5 proc. i 8 proc. zamiast minimalnych unijnych stawek 5 i 15 proc. Nie płaci składek członkowskich, nie utrzymuje unijnej biurokracji, nie musi starać się o żadne bezsensowne i szkodliwe dotacje. Ma własną mocną walutę (nikt jej nie zmusza, by przyjęła euro, na co zgodziła się Polska, przystępując do UE) i zdrowe finanse publiczne. Z drugiej strony szwajcarska gospodarka korzysta na wolnym handlu, swobodnym przepływie ludzi (układ z Schengen) i kapitałów z UE i może też podpisywać umowy wolnohandlowe z krajami trzecimi. Poza tym jeśli spojrzy się na twarde dane statystyczne, to człowiek przestaje być już takim optymistą odnośnie do wzrostu gospodarczego Polski „dzięki Unii”. Otóż jak napisałem w mojej książce, w latach 2004–2013 średnioroczny wzrost gospodarczy Polski wyniósł niecałe 4 proc., podczas gdy w dekadzie poprzedzającej wstąpienie naszego kraju do UE – sięgnął 4,6 proc. Co ciekawe, poza Unią także szybciej wzrastał polski eksport i import. W latach 1995–2004 wartość handlu zagranicznego po uwzględnieniu inflacji wzrosła o 130 proc., podczas gdy w latach 2004–2013 – o zaledwie 69 proc. Warto dodać, że wszystkie dotacje z UE w ciągu 10 lat wyniosły zaledwie niecałe 3 proc. PKB Polski.

Niestety dane statystyczne twardo wskazują, że kiedy Polska była poza Unią Europejską, płace w naszym kraju wzrastały aż dwa razy szybciej. Otóż zgodnie z danymi GUS­u, w latach 1995–2004 średnie wynagrodzenie brutto w Polsce po uwzględnieniu inflacji (realnie) zwiększyło się aż o 56 proc., podczas gdy w latach 2004–2014, kiedy Polska była już członkiem Unii, wzrosło zaledwie o 26 proc. Ale jeszcze gorzej, jeśli spojrzymy na siłę nabywczą niektórych produktów. W 2004 r. za średnią pensję netto można było kupić 1358 m3 gazu ziemnego wraz z przesyłem, a w 2014 r. już tylko 1022 m3, co oznacza spadek o 25 proc. (UE nie pomogła Polsce w walce z Rosją o niższe ceny tego surowca). W roku przystąpienia do UE za średnią płacę krajową Polak mógł kupić 558 l oleju napędowego, a w 2014 r. – tylko 499 l tego paliwa (UE wymusiła wzrost akcyzy). W 2004 r. za średnie wynagrodzenie netto można było nabyć 1200 bochenków chleba, 1200 l mleka, 112 kg żółtego sera lub 142 kg wołowiny, a w roku 2014 już tylko 680 bochenków, 850 l mleka, 82 kg żółtego sera lub 94 kg wołowiny. Jeśli chodzi o papierosy, to w 2004 r. za średnią pensję netto można było kupić 340 paczek, a w zeszłym – 209.

Nigdy nie będzie dobrze, jeśli o inwestycjach będzie decydował urzędnik, który się na nich nie zna i za nic nie odpowiada. Dlatego dotacje idą na obiekty, które potem trzeba utrzymywać (stadiony, filharmonie, opery, aquaparki, muzea), na fotoradary, na niepotrzebne szkolenia, które zniszczyły całkowicie rynek szkoleń, czy na lekcje gender w przedszkolach. Mimo wzrostu wartości bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce w ciągu 10 lat członkostwa spadł udział przemysłu w wytwarzaniu polskiego PKB z około 22 proc. do zaledwie 18 proc. To unijne regulacje – bezpośrednio lub pośrednio – w znacznym stopniu są odpowiedzialne za likwidację polskiego górnictwa, hutnictwa, rybołówstwa, stoczni, cementowni czy cukrowni…

…przy większości dotacji istnieje konieczność brania kredytu, nawet jeśli beneficjent go nie potrzebuje. W efekcie brania unijnych dotacji łączne zadłużenie polskich samorządów na koniec 2014 r. przekroczyło 72,1 mld zł, co oznacza, że w ciągu 10 lat wzrosło aż o 290 proc.! Coraz więcej samorządów posiłkuje się nawet bardzo niekorzystnymi chwilówkami (może to dotyczyć nawet 300 gmin!), inne czeka wkrótce bankructwo. Na przykład zadłużenie gminy Ostrowice w województwie zachodniopomorskim jest trzy razy większe od jej rocznych dochodów! Kto spłaci te kredyty wraz z gigantycznymi odsetkami?

Unijne regulacje wraz z dotacjami to odmiana centralnego sterowania gospodarką. To ingerencja w rynek, która go zniekształca, narusza jego równowagę i powoduje nieuczciwą konkurencję. W efekcie podmioty działające na rynku są mniej wydajne, niż gdyby istniała wolność w tym zakresie. Ponadto z powodu regulacji wszystko jest znacznie droższe, niż byłoby bez tych regulacji. I nie chodzi tu tylko o akcyzę od paliw czy papierosów, która bardzo wywindowała ceny tych produktów. Czy ktoś pamięta, że jeszcze w 2004 r. paczka papierosów kosztowała średnio 4,6 zł, a litr benzyny bezołowiowej 3,2 zł? Cena metra mieszkania wzrosła o 65 proc. W wyniku prowadzenia absurdalnej wspólnej polityki rolnej znacznie wzrosły ceny mleka, cukru i innych produktów spożywczych. Bez uwzględniania inflacji od 2004 r. ceny chleba wzrosły o 200 proc., wołowiny aż o 164 proc., ziemniaków o 114 proc., a niektórych ryb o ponad 200 proc. Dotacje wymuszają państwowe planowanie i inwestycje jak za PRL­u. Ponadto zachęcają do różnego rodzaju patologii na styku polityki i gospodarki. A to praca, a nie dotacje, buduje dobrobyt i myślę, że uprawnione jest twierdzenie, iż z powodu konieczności wchłaniania unijnych dotacji rozwijamy się wolniej, niż gdyby ich nie było!…” (Tomasz Cukiernik)

całość tu: Odkrywamy prawdę! Niewygodny bilans 11 lat członkostwa Polski w UE: Polacy zbiednieli przez Unię Europejską!

podobne: 10 lat Polski w UE: nowa polska emigracja. „Święto Szklanych Paciorków” (Ziemkiewicza) oraz „Unijna dekada” (cynik9) oraz: Mit „unijnej pomocy” oficjalnie obalony. Nie idźmy tą drogą! i to: Eurokołchoz: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów. Za unijne fundusze płacimy dwa razy. Kwoty mleczne uwolnione (rolnicy boją się o spadek cen). a także: Sadowski: Dotacje tworzą dług, a nie dobrobyt i jeszcze: 113% frekwencji czyli unijne absurdy wybrane oraz źle wydane pieniądze. Bankrutujący „raj” Szwecji kontra raj podatkowy na Krymie. polecam również: „Wspólna Polityka Rolna” kosztem polskiego przemysłu rolno-spożywczego. oraz: POPISowo udupione fundusze. Wszyscy brali, nikt nie kontrolował – zapłaci jak zwykle podatnik. i to: PAN: przepisy i system dopłat nie sprzyjają rolnictwu ekologicznemu i jeszcze: Majtki w dół czyli… 6 mitów na temat dotacji z Unii. Cukiernik: Prawda i fałsz o dotacjach z UE*

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji.


„…Utrata suwerenności była w Polsce procesem długotrwałym, w którym dominowały dwie tendencje. Pierwszą z nich była marginalizacja znaczenia i degradacja najbardziej wpływowych uprzednio warstw społecznych i środowisk opiniotwórczych. To umożliwiało władzy politycznej zdobywać nowe przestrzenie aktywności; opanować związki zawodowe, przedstawicielskie organizacje gospodarcze, media publiczne, stowarzyszenia regionalne, organizacje pozarządowe etc. W dalszej kolejności władze polityczne zaangażowały się w „regulację” stosunków rodzinnych, kreowanie nowej „etyki”, a nawet w forsowanie karykaturalnej koncepcji „nowoczesnego patriotyzmu”. Zaczęły bezceremonialnie wtrącać się w życie religijne; w wewnętrzne stosunki Kościoła, nie powstrzymując się od ingerencji w sprawy personalne.

Omawiany proces był słabo rozpoznawany przez społeczeństwo. Dopiero po długim czasie dostrzeżono, ze jest to proces umacniania totalitarnego charakteru władzy.

Druga tendencja składała się z serii działań o charakterze prawno-regulacyjnym, które zabezpieczały interesy polityczne, ekonomiczne i finansowe oligarchii światowej. Bez uwzględnienia tej tendencji lub powierzchownego traktowania władzy politycznej jako autonomicznej (tylko zantagonizowanej ze społeczeństwem) zrozumienie sytuacji politycznej jest niemożliwe. Dostrzegamy w tym zakresie po 1989 roku dwie fazy. W pierwszej władze polityczne wprowadzały regulacje prawne „otwierające” polską gospodarkę i społeczeństwo na wpływy zewnętrzne, czemu towarzyszyły optymistyczne (lecz nacechowane obłudą) iluzje nadchodzącego dobrobytu. Strategicznym elementem polityki realizowanej w tym okresie była koncepcja tzw. „przyspieszonej prywatyzacji”, zaś w praktyce – zorganizowane na skale przemysłową wrogie przejęcia kapitału polskiego. W drugiej fazie władze polityczne podporządkowały krajowe normy społeczne i regulację prawną ideologii i regulacji zagranicznej, na którą same nie miały najmniejszego wpływu.

Sygnalizowana korozja legitymizacji władzy politycznej w Polsce jest procesem równoległym do utraty suwerenności politycznej, ekonomicznej i finansowej. W tej sytuacji konieczne jest tworzenie kolejnych scenariuszy „demokratycznych wyborów”, które miałyby na celu z jednej strony „rozgrzeszenie” dotychczasowej władzy politycznej, a z drugiej zaś odnowienie jej zniszczonego wizerunku politycznego.

Zapewne nie wszyscy zgodzą się z tak ostrym stawianiem sprawy. Niektórzy mogą formułować zarzut, iż błąd naszego rozumowania tkwi w milczącym założeniu, że składające się na „klasę polityczną” (stosujemy tutaj fałszywe określenie, którym chętnie posługują się polscy parlamentarzyści) ugrupowania są wrzucone do jednego worka. Takiego zarzutu nie da się jednak utrzymać, ponieważ różnice ideowe i polityczne między poszczególnymi partiami nie mają tutaj większego znaczenia. Wszystkie – podkreślmy: wszystkie bez wyjątku – partie polityczne w Polsce przyjmują brak suwerenności za dobrą monetę (co najwyżej zapowiadając starania o respektowanie polskich interesów przez struktury unijne, co w warunkach niesuwerenności jest czystym idiotyzmem). Tym samym, świadomie czy nieświadomie, kreują pozytywny obraz zewnętrznej władzy politycznej i ekonomicznej nad Polską. Nawet wtedy, gdy władza zewnętrzna jest niegodziwa i agresywna.

Mówiąc najkrócej o krajowej władzy politycznej: jest to jeden talerz bulionu. Wybory przypominają raczej mieszanie łyżką w tym talerzu, a nie wybory przedstawicieli narodu…”

Prof. dr hab. Artur Śliwiński – Mit demokratycznych wyborów w Polsce

…Co do diagnozy przyczyn utraty suwerenności przez Polskę nie mam żadnych uwag. Chcę tylko podkreślić że NIE WSZYSTKIE partie polityczne przyjmują brak suwerenności za „dobrą monetę” (?). Przecież nawet te które do tego doprowadziły nie mówią o tym w ten sposób  jak Pan profesor sugeruje. I w związku z tym nie wszystkie partie mają tak „życzliwy” stosunek do obecności/rozgrywek obcych interesów na terenie Polski, bo sprzeciwiają (od lat!) dość głośno cedowaniu autonomii Polski na struktury takie jak NATO czy UE.

To że nie widać/słychać tych głosów w mediach, czy szeroko pojmowanej „opinii publicznej” (z oczywistych przyczyn) nie znaczy że nie istnieją, albo że nie są dostrzegalne/słyszalne gdzie indziej (do internetu Pan profesor czasem zagląda?). Trzeba być ślepym albo głuchym żeby nie zdawać sobie sprawy z istnienia takich środowisk. Pan profesor (o ile właśnie nie jest ślepy ani głuchy) z pewnością słyszał o ugrupowaniach politycznych i środowiskach wolnościowych, które doszły do tych samych wniosków co Pan, i stanowczo przeciwko takiej rzeczywistości protestują. Nawet jeśli toczka w toczkę z tym co Pan twierdzi nie artykułują swoich wniosków (choć ja tu widzę niemal 100% zbieżność we wskazywaniu zarówno przyczyn jak i wyciągniętych wniosków) to nie można udawać i wmawiać ludziom, że nikt nie krytykuje obecnego stanu rzeczy, albo że absolutnie wszyscy mają „życzliwy stosunek” do przedmiotowości Polski na arenie międzynarodowej, i że NIKT nie widzi iż odbywa się to kosztem suwerenności Polski. Jeśli Pan profesor nie widzi ŻADNYCH wyjątków to ja muszę zdecydowanie zaprotestować i podkreślić oczywisty dla mnie fakt, że ŹLE Pan patrzy! (albo klei Pan durnia)… Gorąco polecam Panu ten materiał (a za nim setki innych nie tylko w wykonaniu JKMa)… (Odys)

Janusz Korwin-Mikke o Unii Europejskiej i eurosceptycyzmie 13.05.2012

i lekturę… Eurosceptycyzm rośnie w siłę. W. Brytania (UKIP), Francja (FN; UMP), Dania i Szwecja (nie chcą EURo), Nowa Prawica w Polsce.

„…Raport GUS potwierdza neokolonialny charakter III RP. Już nawet rządowe agendy potwierdzają, iż model gospodarczy zaimplementowany w III RP po roku 1989 roku ma wszelkie znamiona neokolonialnego. Główny Urząd Statystyczny opublikował raport pt. „Dochody i warunki życia ludności Polski”, opracowany na podstawie danych z 2013 r. i będący częścią kolejnej edycji raportu Europejskie Badania Warunków Życia. Niestety, podobnie jak w przypadku wielu innych dokumentów organizacji zagranicznych, takich jak Better Life Index OECD czy Global Wealth Databook banku Credit Suisse, także w tym przypadku obraz jaki się z niego wyłania jest wyjątkowo nieciekawy. Ponad połowa polskich gospodarstw domowych nie jest w stanie nagle wydać 1000 zł na niezaplanowany wydatek. Aż 2/3 rodzin ma trudności, aby aktualne dochody wystarczyły im „od pierwszego do pierwszego”. 58,9 proc. gospodarstw domowych nie może sobie pozwolić na tygodniowy odpoczynek całej rodziny raz w roku – wśród pracowników odsetek ten wynosi 53 proc. 1,3 mln Polaków, czyli 13 proc. zatrudnionych, zarabia wynagrodzenie minimalne lub niższe. W budownictwie to aż 28 proc. pracowników, w usługach administracyjnych 25 proc., a w handlu i gastronomii 24 proc. Natomiast 1,4 mln osób pracuje tylko na umowach cywilnoprawnych. (Opublikowano za: http://www.nacjonalista.pl/2015/03/05/raport-gus-potwierdza-neokolonialny-charakter-iii-rp/)

podobne: „Polityka społeczna” (dla głupców). oraz: Polityka prorodzinna okiem libertarianina, czyli „Bez retuszu” 5.07.2015. NIK „w Polsce polityka prorodzinna praktycznie nie istnieje”.

dlatego brońmy się przed rodzimą polityką neokolonialną, narzucaną nam i wymuszaną przez „nasze”, „rodzime” władze. O tej właśnie potrzebie samoobrony przed socjalistycznym państwem, i ukrywającym się pod płaszczykiem „państwa opiekuńczego” złodziejstwem dyskutowano na Panelu dyskusyjnym XII Kongresu Konserwatywnego.

podobne: Polak biedny bo musi się dzielić… z państwem polecam również:  o tym, że moglibyśmy być dwa razy bogatsi od Niemców i dlaczego nie jesteśmy. oraz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu. a także: Rzeczpospolita niskich płac i zawyżonych średnich. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest. i jeszcze: Socjalizm po polsku. Ministerstwo daje i zabiera… biednym.

„…już św. Tomasz z Akwinu powiedział, że „Niegodziwe sprawowanie (władzy) przez licznych, nazywa się demokracją, czyli władzą ludu.” Po nim, zaś, po tragicznej, dla świata, rewolucji francuskiej, papież Leon XII, jakby myśląc o nas, nauczał: „Demokracja i socjalizm są złem największym”.

Nas, w tym dobrobycie, te nauki, wielkich i świętych myślicieli, nie dotyczą. Są, jakby zupełnie nie z tego świata. Jakby ich nie było. Nikt o nich nie wie, nie uczą w szkołach, nie wspominają, oczywiście, w, niepolskich mediach. Są przekazane do niepamięci, jak zużyte i niemodne ciuchy, bo nie pasują do, nakazanej przez Centralne Siły Polityczne, dziwacznej, wrogiej człowiekowi struktury, powszechnie obowiązującej w tzw. „postępowym”, czyli nowoczesnym świecie, w którym demokracja i skrywany w niej, socjalizm, stała się religią…

…Niebawem zaś, znowu wybory parlamentarne, czyli umizgiwanie się do Narodu, pardon, do obywateli, o pójście do urn wyborczych…

…„Jest, prawie dla każdego z nas, jasne, że „dane społeczeństwo składa się z osobników od (kompletnych) idiotów do (też kompletnych) geniuszy włącznie. (…) W każdym społeczeństwie, względna ilość głupców wyraźnie przeważa nad względną ilością tzw. mądrych.” (Janusz B. Kępka) Doskonale, o tym, wiedzą ci, którzy, przez te długie lata, jako instrument tzw. demokracji, sami stworzyli, dla siebie, ordynację wyborczą gwarantującą im dalsze niszczenie Polski i polskości, oraz własne korzyści, i bardzo liczą na tych pożytecznych idiotów. I, jak dotąd, nie zawodzą się…

Dlatego też, jak ognia, boją się jednomandatowych okręgów wyborczych.

Czy to rzeczywiście Twój wybór? Czy ci, których wskażesz, to ludzie godni Twojego zaufania? Ludzie autorytetu?

Jak pisał prof. Andrzej Kojder, autorytet, to czyjaś, ogólnie uznana, powaga, szczególny szacunek i uznanie. To ktoś, kto jest osobą godną zaufania, na której można polegać. Jest obdarzony poważaniem i respektem. Zawsze liczymy się z jego zdaniem, bierzemy pod uwagę jego opinie, a jego sądy są dla nas drogowskazem. Najogólniej mówiąc, to człowiek, do którego mamy absolutne zaufanie. Przypisujemy mu zawsze, obok umiejętności i doświadczenia, także walory moralne takie jak: prawość i sprawiedliwość, szlachetność intencji, czy bezstronność werdyktów. Ludzie posiadający autorytet, pośrednio, lub bezpośrednio wskazują, jak należy postępować, co wolno, a czego nie wolno. Autorytetami są nie tylko jednostki, czy też określone zbiorowości, lecz także instytucje.

W jaki sposób powstają autorytety, kto je tworzy?

Otóż najczęściej, nowe autorytety tworzą ci, którzy już mają autorytet. To ci ludzie, obdarzeni społecznym zaufaniem, wskazują na innych, zapewniając, iż są oni miarodajnymi ludźmi i także godnymi zaufania…

…A później, rozpoczęła swą, metodyczną, pracę nad kreowaniem autorytetów, tzw. publiczna telewizja. Autorytetów, do których władza miała pełne zaufanie, a które potrafiłyby przekonać społeczeństwo, że np. realizacja umów „okrągłego stołka”, to najlepsze, co Polskę mogło spotkać, nie brakowało. Słynne wieczorne „kazania” pana Małachowskiego, czy też Jacka Kuronia, wprowadziły zamęt w głowach rodaków. Zapomniano szybko o zbiorowej mądrości Narodu, a stara biblijna prawda, iż „po owocach ich poznacie”, zmusiła niektórych Polaków do zastanowienia.

Jak to możliwe – pytano, by ten, który wypowiedział wojnę własnemu narodowi, został pierwszym prezydentem III Rzeczpospolitej, wybrany zresztą głosami solidarnościowych posłów (w tym, tzw. prawicowca, Marka Jurka)? Dlaczego Wałęsa wzmacnia „lewą nogę”?

Nikt komunistów nie chciał skazywać na śmierć, lecz zdumienie ogarniało Naród, gdy zamiast rozliczać ich z 50-ciu lat działalności antynarodowej, pan T. Mazowiecki wprowadził i realizował, wraz z innymi towarzyszami „Solidarności”, tzw. grubą kreskę. A my oczekiwaliśmy na prawdę o minionych latach, tak jak liczyliśmy, że zło zostanie napiętnowane i wskazane palcem; że organizacja PZPR, zostanie oficjalnie uznana za zbrodniczą, a jej prominenci, przynajmniej, zostaną odsunięci od rządzenia nową Polską. Inne kraje, np. Czechy, potrafiły dokonać rozliczenia z przeszłością, a nasz jeden z autorytetów – A. Michnik, pokrzykiwał w Sejmie „ odpieprzcie się od generała”.

Proces lustracji był tym, czego postkomuniści i liberałowie najbardziej się obawiali i obawiają się nadal. Wszyscy dokładnie pamiętamy, z jaką trudnością rozpoczęły się prace Sądu Lustracyjnego. Dzisiaj, nie ma już tego sądu, a problem pozostał. Wszystkie dotychczasowe rządy, wspólnie z prezydentem wszystkich Polaków, wice magistrem Kwaśniewskim, robiły wszystko, by praktycznie zdusić proces lustracyjny. Kiedyś była cała nadzieja w ówczesnym prezesie IPN i determinacji PiS-u. Dziś już nie ma nadziei.

Fatalne rządy J. Buzka i jego ministrów, zmusiły Naród do gremialnego głosowania, w następnych wyborach parlamentarnych, na SLD. Powiedzmy to sobie wreszcie jednoznacznie i wprost: to J. Buzek, wspólnie z M. Krzaklewskim, odpowiedzialni są za rozkład i kompromitację prawicy, za ośmieszenie jej. I to oni rozpoczęli proces wciskania nas do tej masońskiej, socjalistycznej Unii Europejskiej. A potem, raz jeszcze uwierzyliśmy i władzę przekazaliśmy Kaczyńskim. Ten proces zakończył, nieświętej pamięci, prezydent Kaczyński, podpisując wyrok na Polskę, czyli konstytucję unijną, zwaną traktatem.

Dzisiaj już wiemy, (chyba nie wszyscy), że nie było to myślenie o dobru państwa polskiego i Polaków. A skutki takiego rządzenia – entuzjastyczne oddanie suwerenności państwa, obcej i wrogiej mu, strukturze, już ponosimy i ponosić będziemy przez pokolenia…

…Brak autorytetów i niski poziom zaufania, skutkuje nie tylko kosztami społecznymi, lecz także brakiem zaufania do instytucji państwowych; ma również swoje wyraźne skutki gospodarcze. Zła reputacja jednej instytucji, rodzi nieufność do całego aparatu państwowego i wytwarza przekonanie w społeczeństwie, że każdy „ma coś na sumieniu”, że każdego można przekupić, że wszystko można załatwić, tylko trzeba wiedzieć ile i komu dać, w myśl zasady, że nie ma takiej bramy, przez którą nie przeszedłby osioł obładowany złotem…” (Kazimierz Bielecki)

całość tu: Poszukiwany autorytet.

podobne: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? oraz: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem i to: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. a także: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. i jeszcze: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy. polecam również: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”. oraz: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. i to: Stanisław Michalkiewicz: „Wilki zmieniły skórę” czyli… jak 4 czerwca upadł komunizm (na cztery łapy)

Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest.


1. „Dziennik Gazeta Prawna” Rzeczpospolita niskich płacJak GUS manipuluje statystykamiKluby za rozszerzeniem odwróconego VAT-u na telefony komórkowe i przenośne komputery

17.02.2015 (IAR) – W ciągu ostatnich 6 lat ponad dwukrotnie wzrosła liczba pracowników, którzy otrzymują minimalne wynagrodzenie – pisze „Dziennik Gazeta Prawna”.

Jak czytamy w gazecie, statystyki Głównego Urzędu Statystycznego nie pozostawiają złudzeń. W 2013 roku aż 436 tysięcy osób otrzymywało najniższą przewidzianą przepisami pensję. Od 2007 roku grono pobierających minimalne wynagrodzenie powiększyło się aż o 225 tysięcy osób.

Jak twierdzi Jakub Borowski, główny ekonomista banku Credit Agricole, zjawisko jest efektem tego, że wynagrodzenie minimalne rosło szybko, często szybciej niż przeciętne wynagrodzenie w całej gospodarce.

Z kolei profesor Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych twierdzi, że wzrost w statystykach związany jest z bezrobociem. To dlatego, że gdy jest ono wysokie, pracodawcy płacą zazwyczaj tylko tyle, ile muszą zgodnie z przepisami.

Więcej na ten temat – w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

podobne: Polak biedny bo musi się dzielić… z państwem

„Jak informuje portal niewygodne.info.pl, zgodnie z najnowszymi danymi GUS średnia płaca w Polsce w 2014 roku wynosiła 3783 zł brutto, czyli około 2700 zł netto. Jednak GUS do swoich wyliczeń uwzględnia płace tylko 8,8 mln Polaków pracujących w firmach zatrudniających powyżej 9 pracowników. Płace pozostałych 7 mln Polaków (prowadzących własną działalność, pracujących na umowach śmieciowych, okazjonalnie lub w firmach zatrudniających do 9 osób) nie są brane pod uwagę. Eksperci szacują, że gdyby te płace uwzględnić w statystykach, to przeciętne wynagrodzenie miesięczne w Polsce spadłoby do poziomu około 2700 zł brutto, czyli nieco ponad 1900 zł netto.

Oznacza to, że średnia płaca brutto w Danii jest prawie 8 razy wyższa, a w Luksemburgu ponad 7 razy wyższa niż w Polsce! Nawet średnie płace w bankrutującej Grecji są dwa razy wyższe! Także w Estonii czy Chorwacji zarobki są wyższe niż w pookrągłostołowej III RP.”

Źródło: niewygodne.info.pl

…Jedna uwaga. Umowami śmieciowymi są te gdzie zabiera się ludziom „składkę” na śmieciową emeryturę… Umowy cywilnoprawne pozbawione tego PODATKU to normalne umowy.

podobne: Jaka jest naprawdę „średnia” płaca w Polsce

18.02.2015 (IAR) – Wszystkie kluby za projektem ustawy, który rozszerza zastosowanie odwróconego VAT-u na telefony komórkowe, smartfony, tablety, notebooki, laptopy i konsole do gier. To kolejna, po stali i gazach cieplarnianych, grupa wyrobów od której kupujący, a nie sprzedający będzie odprowadzał podatek od towarów i usług.

Marcin Święcicki, sprawozdawca komisji finansów poinformował podczas drugiego czytania projektu w Sejmie, że uszczelni on system poboru podatku VAT w obszarach, gdzie dochodzi do szczególnie dużych nadużyć. Poseł dodał, że przyjęte rozwiązanie może jednak opóźnić płatności do Skarbu Państwa.

Jan Łopata z PSL wyraził żal, że podczas prac komisyjnych nie uwzględniono postulatu objęcia odwróconym VAT-em półproduktów z aluminium, cynku i ołowiu, tym bardziej, że zrobili to nasi sąsiedzi, Niemcy i Czesi. Poseł nie ma wątpliwości, że ten proceder oszustw związanych z VAT-em przeniesie się w związku z tym do naszego kraju. – Nie jestem pewien czy nie popełniamy błędu zaniechania – mówił poseł.

Ryszard Zbrzyzny z SLD podał dane z których wynika, że skala wyłudzeń podatku VAT jest niepokojąco wysoka. O ile w 2007 roku straty budżetu z tego tytułu wyniosły około 0,6 procent PKB, to już w 2013 roku osiągnęły poziom prawie 3 procent PKB. – Mniej więcej tyle ile wynosi deficyt budżetu państwa – mówił Zbrzyzny.

Podczas drugiego czytania rządowego projektu nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy – Prawo zamówień publicznych nie zgłoszono żadnych poprawek. Uchwalenie zmian w piątek, podczas porannego bloku głosowań.

iar/D.Zaczek/mitro/

podobne: Przywileje emerytalne rolników i górników oraz delegacje prokuratorów kosztują, więc rząd przyjął założenia do noweli ustawy o VAT. oraz: „Dziennik GP” – Firmy uderzone VAT-em. Ożywienie w gospodarce dusi przedsiębiorczość? i to: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę

…owszem pośle Łopata! To jest błąd zaniechania… Zaniechania w OBNIŻANIU opodatkowania, które gdyby było na odpowiednio niskiej wysokości to nikt by przed nim nie uciekał, bo by się to po prostu nie kalkulowało. Niski podatek i likwidacja „zwrotów”, zmniejszyłyby znacznie skalę problemu unikania opodatkowania i wyłudzeń (w drugim wypadku problem zniknąłby całkowicie). Wiadomo że w pierwszym wypadku nie w całości, bo złodzieje i kombinatorzy zawsze się znajdą, ale nie działoby się to na taką skalę jak obecnie. Tymczasem za własną pazerność państwo „płaci” podwójnie, znowu obarczając ducha winnych konsumentów (choć w zasadzie to i tak konsument płaci za wszystko co po drodze państwo sobie zabiera) … No ale w takich normalnych warunkach nie miałyby co robić te wszystkie urzędy od ścigania przestępstw podatkowych… No i poseł Łopata nie miałby się czym zajmować 😉 (Odys)

2. Sejm odrzucił projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatkuNAGRODY W RZĄDZIE 95 mln zł na nagrody w urzędach

„Za odrzuceniem projektu noweli ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych autorstwa Twojego Ruchu było 232 posłów, przeciwko 200, a 3 wstrzymało się od głosu. Za odrzuceniem projektu głosowały kluby PO i PSL. Przeciwni byli w zdecydowanej większości posłowie klubów PiS, SLD, KPSP i TR.

„Należy uznać, iż w najwyższym stopniu niemoralna i zarazem sprzeczna z elementarnym poczuciem sprawiedliwości społecznej jest obecna sytuacja, w której państwo pobiera daniny od dochodów, które nie pozwalają na pokrycie wydatków na żywność i opłaty za mieszkanie. Nie ulega więc najmniejszej wątpliwości, iż obecne regulacje określające wysokość kwoty wolnej od podatku wymagają pilnej zmiany” – przekonywali autorzy inicjatywy.

Autorzy propozycji wyjaśnili, że chodzi o dochody nieprzekraczające kwoty, która wystarcza jedynie na pokrycie wydatków związanych z zaspokojeniem najbardziej podstawowych potrzeb życiowych.

Według definicji przyjętej przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych (IPiSS): „minimum egzystencji wyznacza poziom zaspokojenia potrzeb konsumpcyjnych, poniżej którego występuje biologiczne zagrożenie życia i rozwoju psychofizycznego człowieka”. Tym samym w Polsce można nakładać podatki na osoby żyjące w skrajnym ubóstwie.

Zgodnie z obecnymi przepisami nie podlegają opodatkowaniu dochody do kwoty 3091 zł, a tzw. kwota zmniejszająca podatek to 556,02 zł. W przypadku, gdy dochód podatnika jest niższy lub równa się 85 tys. 528 zł, wysokość naliczonego podatku jest równa różnicy 18 proc. dochodu i kwoty 556,02 zł. Od dochodu przekraczającego 85 tys. 528 zł płaci się 32 proc. podatek.

Autorzy propozycji wskazywali, że kwota 3092 zł jest ponad dwukrotnie niższa od dwunastokrotności minimum egzystencji w jednoosobowym gospodarstwie pracowniczym. Podawali, że zgodnie z danymi Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych w 2012 r. wysokość miesięcznego minimum egzystencji dla jednoosobowego gospodarstwa pracowniczego wynosiła 521,11 zł, co w skali roku daje kwotę równą 6253,32 zł…” (całość pod linkiem w tytule)

podobne: CBOS Polacy chcą bezpiecznego państwa, ale nie chcą płacić podatków. oraz: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. i to: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie.

„…W resorcie Grzegorza Schetyny (52 l.) na nagrody i premier w zeszłym roku rozdano około 26 mln zł. Okazuje się, co wynika z informacji otrzymanych przez nas z ministerstwa, że średnia miesięczna nagroda dla pracownika to 483,81 zł. A takich pracowników jest, jak mówi nam rzecznik resortu, około 4500. Co więcej, to właśnie w tym ministerstwie urzędnicy zarabiają najlepiej – średnia pensja, jak wynika ze stron rządowych, to ponad 7700 zł brutto. Szczodry jest także minister finansów, Mateusz Szczurek (40 l.). W jego resorcie na nagrody poszło ponad 17 mln zł, a średnia płaca jest niewiele niższa niż w MSZ – to ponad 7200 zł brutto.

Ponad 7 mln zł nagród i premii rozdano także w ministerstwie pracy, obrony narodowej i spraw wewnętrznych. Niewiele mniej, bo niemal 6,5 mln zł, swoim pracownikom dał w ramach nagród Janusz Piechociński (55 l.), szef resortu gospodarki.

Wydane z publicznych pieniędzy 95 mln zł bynajmniej nie zamyka wydatków rządu na nagrody i premie dla resortowych urzędników. Niektóre z 17 ministerstw wciąż nie ujawniły, ile środków z pieniędzy podatników, rozdały swoim pracownikom. A przecież obok pieniędzy z premii, nagród i „trzynastek”, ministerialni urzędnicy dostają bardzo często także bony na święta, różnego rodzaju karnety i miejsca na opłaconych kursach języków obcych.

Patrząc na stan naszej gospodarki i pensję minimalną – 1237 zł netto w 2014 r. – za którą żyją miliony Polaków, trudno odnieść wrażenie, że urzędnicy w ministerstwach zasłużyli na takie nagrody!…” (całość pod linkiem w tytule)

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz. oraz: „Dziel i rządź!” – nagrody urzędników. i to: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni. a także: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy.

„…Podczas konferencji politycy Partii KORWiN skomentowali budżetowy populizm premier Ewy Kopacz.

– Gdy wojsko je obiad, to najpierw jedzą żołnierze, a potem dopiero oficerowie – rozpoczął Janusz Korwin-Mikke. – A u nas panuje obyczaj, że pieniędzy może nie być, ale urzędnicy państwowi muszą je dostać. Otóż nie – urzędnicy państwowi powinni dostawać je jako ostatni!

Janusz Korwin-Mikke, kandydat Partii KORWiN na prezydenta RP, mówił:

– Druga sprawa jest taka, że mamy deficyt budżetowy. To, że mamy 20 miliardów więcej nie oznacza, że nie mamy deficytu, bo on jest i wynosi 47 miliardów złotych.(…). A pani Kopacz zapowiedziała, że zwiększy wypłaty dla budżetówki, czyli dla ostatniej grupy, która powinna dostawać te pieniądze.

Dodał także: Ja takiego budżetu jako prezydent RP nigdy nie podpisze, chcę, żeby było to jasne.

– Wczorajsze obietnice złożone przez panią premier Kopacz w Lublinie, że w 2016 roku odmrozi pensje w budżetówce to kiełbasa wyborcza, przed którą przestrzegałem, gdy nacjonalizowano OFE (…) – powiedział poseł Przemysław Wipler. – Mówiłem wtedy, że te pieniądze zostaną przejedzone na bieżące wydatki i że rząd będzie chciał kupić sobie kolejną kadencję za te środki. Pani premier Kopacz obiecała, że przychyli nieba urzędnikom za pieniądze, których nie ma, ponieważ jak mówił przed chwilą Janusz Korwin-Mikke, deficyt zaplanowany na ten rok w finansach publicznych wynosi 47 miliardów złotych. Szwecja wprowadziła zasadę konstytucyjną, że politycy nie mogą wydawać więcej pieniędzy, niż zbiorą w podatkach. Niemcy po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat mają zrównoważony budżet na poziomie federalnym(…).

Poseł Przemysław Wipler mówił:

W trudnej geopolitycznej i międzynarodowej sytuacji, w sytuacji zagrożenia, państwa, które mają długi, które pożyczają pieniądze, to państwa, które będą miały problemy z obsługą tych długów i z pożyczaniem pieniędzy na bieżące wydatki. Pani premier Ewa Kopacz prowadzi szkodliwa politykę (…).Obietnice spełnić będzie mogła dopiero po wyborach, ponieważ dopiero w listopadzie i w grudniu będzie miało miejsce uchwalanie tych ustaw. Mam nadzieje, ze Polacy nie poprą takiej nieodpowiedzialnej polityki, że pani premier Ewa Kopacz nie będzie wtedy premierem. I nie będzie możliwości spełnienia tych nieodpowiedzialnych, szkodliwych dla Polski obietnic…”

źródło: nczas.com

rys. Grzegorz Radziewicz

rys. Grzegorz Radziewicz

Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa.


1. NIK: Mazowsze za dużo wydajeKomornik niesłusznie zabrał pieniądze rodzinie.

28.01.2015 (IAR) – Województwo mazowieckie wydaje więcej niż powinno – ocenili kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli. Według nich, brak wystarczających cięć w wydatkach, a nie „janosikowe” jest głównym powodem problemów finansowych województwa. Kontrola miała związek z kłopotem w regulowaniu należności za tak zwane „janosikowe”.

NIK sprawdził finanse Mazowsza i stwierdził, że zarząd województwa nie mógł przeciwdziałać zmniejszeniu wpływów, które spadły wraz z pogorszeniem koniunktury gospodarczej. Można było jednak rozsądniej wydawać pieniądze, które są.

Z raportu NIK wynika, że w 2013 roku, województwo przekroczyło dopuszczalny próg zadłużenia. W konsekwencji znalazło się na przedostatniej, piętnastej pozycji wśród województw pod względem średnich dochodów w przeliczeniu na mieszkańca.

W zaleceniach NIK proponuje dokonanie przeglądu wydatków w celu stworzenia rezerwy potrzebnej na obsługę zadłużenia oraz realizację projektów ze środków Unii Europejskiej. Zarząd województwa powinien też dostosować planowanie wydatków do realnie oszacowanych dochodów.

Przy okazji NIK zwrócił uwagę na błędną konstrukcję mechanizmu wyrównania finansowego („janosikowego”). Wpłata do budżetu państwa jest ustalana na podstawie dochodów sprzed dwóch lat, co przy spadku dochodów jest dla Mazowsza poważnym problemem.

NIK/IAR/jp/magos

28.01.2015 (IAR) – Kolejny komornik przekracza swoje uprawnienia. Zajął konto matki trójki dzieci, na które wpływa zasiłek z pomocy społecznej. Mieszkająca w Bolesławcu kobieta, wychowująca samotnie trójkę dzieci, ma 13 tysięcy długu za czynsz. Na zajętym koncie miała prawie 2,5 tysiąca złotych z pomocy społecznej. Były to pieniądze na jedzenie dla dzieci i opał. Izabela Folga straciła zasiłki i alimenty za listopad i grudzień. Jak mówi, przetrwała tylko dzięki wsparciu i pożyczkom przyjaciół.

Rzeczniczka izby komorniczej we Wrocławiu Monika Janus mówi, że komornik „nie zajął zasiłków, czy alimentów, do czego nie miał prawa, tylko konto”. 7 stycznia otrzymał od dłużniczki dokumenty, że były tam wyłącznie środki wolne od zajęcia. Dyrektor ośrodka pomocy społecznej w Bolesławcu Tadeusz Kupczak nazywa jednak działalność komornika skandaliczną. Jak mówi, powinien był on wiedzieć, że wychowująca troje dzieci kobieta ma przychody wyłącznie z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, a te nie mogą być zajęte.

Monika Janus z Izby Komorniczej zapewnia, że zgorzelecki komornik niezwłocznie odda niesłusznie zabrane pieniądze.

IAR/Piotr Słowiński / Radio Wrocław/dw/ab

podobne: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. oraz:  cynik9 o „promocji” Ryanaira na pustych lotniskach w Polsce za „unijną” kasę. i to: Efektywność zarządzania środkami publicznymi… Będzie lepiej bo gorzej już było? a także: Otworzyć ten układ polecam również:  Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”? oraz: Cezary Kaźmierczak: „Urzędnicy Tuska gorsi od mafii!”. kataryna: „Minister na baterie” czyli recykling lobbing.

2. Program dobrowolnych odejść w PKP CargoKrakowianie walczą o tanie pociągi

28.01.2015 (IAR) – Firma ogłasza sukces, a związkowcy zapowiadają protesty. PKP Cargo chwalą się programem dobrowolnych odejść. Ma z niego skorzystać 3 tysiące osób. Większość z nich ma nawet dziesięcioletnie gwarancje zatrudnienia.

Pakt gwarancji pracowniczych został wynegocjowany przed wejściem przewoźnika na giełdę. Jednak, jak mówi prezes PKP Cargo Adam Purwin, uczestnicy programu dostaną odprawy za krótszy okres.Osoby, które mają dziesięcioletnią gwarancję pracy, dostaną odprawę równą trzyletniej pensji, a ci pracownicy, którzy otrzymali w 2012 roku czteroletnią gwarancję zatrudnienia, dostaną wypłatę za 14 miesięcy.

Wysokość odpraw nie podoba się związkom zawodowym, działającym na kolei. Szef kolejarskiej Solidarności Henryk Grymel twierdzi, że pracownicy spółki byli zastraszani i zmuszani do wzięcia udziału w programie. Związkowcy twierdzą, że władze firmy groziły zwolnieniem z obowiązku świadczenia pracy i przekazywania jedynie 60 procent pensji. Grymel zaznaczył, że w świetle tych wydarzeń dobrowolność jest fikcją.

Związki zawodowe są w sporze zbiorowym z zarządem PKP Cargo. Dziś kończy się tam referendum strajkowe. Jego wyniki będą znane w przyszłym tygodniu. Związkowcy zapowiadają, że będą protestować przeciwko planom redukcji załogi.

PKP Cargo to największy w Polsce i drugi w Europie kolejowy przewoźnik towarowy. Po redukcji zatrudnienia spółka będzie zatrudniać 23 tysiące osób.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/A. Pszoniak/magos

28.01.2015 (IAR) – Najpierw zebrali sto tysięcy podpisów pod petycją o przywrócenia pociągu „Matejko”. Dziś przyjechali do Warszawy. Od początku roku mieszkańcy Krakowa walczą o przywrócenia tanich połączeń kolejowych z Warszawą. Organizatorzy akcji rozmawiali w tej sprawie z minister Infrastruktury i Rozwoju Marią Wasiak. Gabriela Łazarczyk, która uczestniczyła w negocjacjach, mówi, że padły konkretne obietnice. Maria Wasiak zapowiedziała, że będzie negocjować z PKP Intercity, by przewoźnik wydłużył czas obowiązywania promocyjnych biletów na pociąg Pendolino, które kosztują 49 złotych. Maria Wasiak nie wykluczyła też przywrócenia tanich pociągów. Mogłyby je obsługiwać PKP Intercity.

Jeden z pomysłodawców akcji, Michał Olszewski mówi, że likwidacja tanich połączeń między Krakowem a Warszawą była błędem. Przypomniał on, że kolejarze uzasadniali swoją decyzję stratami, które generuje to połączenie. Olszewski przypomina jednocześnie, że w ciągu miesiąca kursowania Pendolino, pociągi te miały 50 – procentową frekwencję. Zaznaczył też, że wielu ludzi nie będzie stać na kupno biletu za 150 złotych, w związku z tym zaczną korzystać z połączeń drogowych.

W tej chwili jedyny tani pociąg z Krakowa do Warszawy wyjeżdża o godzinie piątej rano, a wraca o godzinie 19.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/A. Pszoniak/magos

podobne: Za szybka i za droga zabawka w rękach polityków (na koszt podatników) czyli… historia Pendolino w Polsce. oraz: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. i to: cynik9: Nosił wilk razy kilka czyli… związkowa „przedsiębiorczość” w PKP, oraz „refleksja historyczna” z etyką kolejarską na tle przedwojennej PKP.

3. Kosztowne remonty i utrzymanie dróg. Afera więzienna na A2.

26.01.2015 (IAR) – Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wyda w tym roku ponad 522 miliony złotych na utrzymanie i remonty dopiero zbudowanych dróg szybkiego ruchu. To – jak wylicza ‚Puls Biznesu” – więcej niż jedna trzecia całkowitych kosztów utrzymania wszystkich dróg, jakie leżą w jej gestii.

Według specjalistów, koszty te będą rosły, bo w 2019 roku będzie to już ponad miliard złotych. To rachunki za m.in. odśnieżanie, koszenie traw i czyszczenie znaków drogowych. Wzrost będzie spowodowany tym, że sieć autostrad i dróg ekspresowych będzie rozbudowana.

„Puls Biznesu”/IAR/dyd

28.01.2015 (IAR) – Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi postępowanie sprawdzające w sprawie wykorzystywania niezgodnej z prawem pracy więźniów przez szefa Służby Więziennej.

Newsweek napisał, że generał Jacek Włodarski „załatwił” prywatnej firmie skierowanie więźniów do prac przy budowie autostrady . Miało to uratować firmę kolegi generała Włodarskiego przed wysokimi karami za niedotrzymanie terminów kontraktu.

Przemysław Nowak – rzecznik Prokuratury Okręgowej – poinformował, że postępowanie zostało wdrożone z urzędu. Wyjaśnił, że prokurator w ciągu 30 dni podejmie decyzję, czy wszcząć śledztwo w tej sprawie. Będzie chciał ustalić to, czy zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, a w szczególności, czy funkcjonariusze przekroczyli uprawnienia lub nie dopełnili obowiązków w związku z tę sprawą – podkreślił.

Generał Jacek Włodarski podał się do dymisji. Minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk tłumaczył dziś w radiowej Jedynce, że złożenie dymisji było spowodowane względami osobistymi.

Informacyjna Agencja Radiowa/ IAR / Góra./magos

…że przypomnę pewien fakt z czerwca 2012 roku odnośnie stosowania się do procedur (nie dośc że ułomnych) określających przyznawanie kontraktów na budowę „dróg i autostrad”, fragment:
GDDKiA odmawia ujawnienia nazwisk urzędników, którzy przyznali bez przetargu wart 756 mln zł kontrakt na budowę odcinka C autostrady A2…. (Polskie drogi po „Euro” i Hiszpańskie autostrady za EURo)

podobne: NIK wytyka błędy przy budowie ekranów akustycznych. oraz: NIK oceniła rozstrzyganie przetargów przez GDDKiA

4. Inwestorzy giełdowi piszą list do …górników w JSW.

28.01.2015 (IAR) – Inwestorzy giełdowi piszą list do górników w JSW. Przypominają w nim, że blisko 45% akcji koncernu jest w „prywatnych rękach”. Dodatkowo w ciągu ostatnich 3 lat liczba związków zawodowych w Jastrzębskiej Spółce Węglowej wzrosła o ponad 30 procent.

Akcje na giełdzie JSW tanieją za to o blisko 5 procent. To reakcja inwestorów na strajk w pięciu kopalniach . Związkowcy domagają się wycofania z planu oszczędnościowego. Prezes spółki Jarosław Zagórowski twierdzi, ze strajk jest nielegalny.

Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych podkreśla w liście, że nie może być obojętne na sytuację spółki JSW, a w szczególności jej akcjonariuszy. „Fakty są takie, że od momentu giełdowego debiutu Jastrzębskiej Spółki Węglowej w lipcu 2011 roku, wartość spółki bardzo znacząco się obniżyła. Ponieważ jest to spółka oparta na wydobyciu surowca, jej wycena, jak i w szczególności osiągane przez spółkę wyniki finansowe, w dużym stopniu zależą od czynników zewnętrznych, w tym światowych cen węgla. W tym czasie liczba związków zawodowych w Państwa firmie wzrosła z 34 do 50, a stopień uzwiązkowienia sięgnął 125% czyli ci sami pracownicy należą do wielu organizacji”. – czytamy w komunikacie.

Skarb Państwa ma obecnie 56% wszystkich akcji JSW. Doba strajku w JSW oznacza utratę ponad 30 milionów złotych przychodów .

Związkowcy żądają spełnienia pięciu postulatów. Chodzi o rezygnację z planu oszczędnościowego, odstąpienie od planowanego zwolnienia 9-ciu liderów związkowych, odwołanie zarządu, zagwarantowanie pracownikom kopalni Knurów – Szczygłowice takich samych warunków pracy jak pozostałym pracownikom spółki oraz zlikwidowanie spółki-córki Szkolenie i Górnictwo, przez którą na gorszych warunkach są przyjmowani obecnie nowi górnicy.

Decyzję o strajku podjęły górnicze związki zawodowe, na podstawie wyniku referendum w JSW. Dziś akcja koncernu kosztuje niespełna 19 złotych, a w 2011 roku Skarb Państwa sprzedawał jeden udział po…136 złotych.

IAR/Tomasz Majka i wcześn./magos

podobne: „List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Koszt zaniechania prywatyzacji. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm. oraz: PG Silesia vs. Kompania Węglowa czyli efektywność i wydajność vs. szaleństwo. NIK skontroluje funkcjonowanie górnictwa.

5. Lewandowski, Jest nas coraz mniej, bo ludzie nie widzą perspektyw„Puls Biznesu” – Firmy mnożą się wolniej.

28.01.2015 (IAR) – Coraz częściej młodzi ludzie nie widzą dla siebie w Polsce perspektyw. Nie mogą się rozwijać, nie mogą znaleźć pracy i rozwijać swoich pasji. To główne przyczyny emigracji – ocenia Paweł Lewandowski, socjolog z Fundacji Republikańskiej. GUS opublikował raport, z którego wynika, że systematycznie ubywa Polaków. W końcu roku 2014 było nas mniej o ponad 12 tysięcy niż w roku 2013.

Na emigrację decydują się głownie młodzi, dobrze wykształceni i przedsiębiorczy Polacy – dodał gość Polskiego Radia 24. Zdaniem Pawła Lewandowskiego, jeszcze parę lat temu były to osoby, które długotrwale nie mogły znajdować pracy licząc, że znajdą pracę na zachodzie. Dzisiaj są to młodzi, bardzo obyci i odważni ludzie, którzy szukają swoich szans rozwoju a nie tylko przetrwania.

Jak podkreśla socjolog, ta tendencja będzie się utrzymywała do chwili, kiedy gospodarka Polska nie stanie się bardziej innowacyjna i przyjazna dla prowadzenia działalności gospodarczej. Problemem jest również brak właściwej polityki prorodzinnej. Zdaniem Pawła Lewandowskiego, nie chodzi o to, żeby komuś coś dawać. Przede wszystkim chodzi o to, żeby nie odbierać. A w tej chwili mamy bardzo wysokie podatki. W dochodach przeciętnego obywatela wydatki na podstawowe dobra, jedzenie i opłaty, stanowią znaczną część. Nie ma pieniędzy na rozwój osobisty czy dziecka. To jest problem systemowy. Wiele rzeczy trzeba w kraju zmienić, żeby to zaczęło działać – dodaje socjolog.

Z prognoz GUS wynika, że jeśli nie wzrośnie przyrost naturalny i nie zmieni sytuacja na rynku pracy, w roku 2035 Polska będzie liczyła zaledwie 36 milionów, a w 2050 tylko 34 miliony obywateli.

Polskie Radio 24/JF/Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

podobne: Polska gospodarka: bankructwa firm, eksport, inwestycje zagraniczne.

28.01.2015 (IAR) – Polacy w ubiegłym roku zarejestrowali 343 tysiące biznesów, czyli mniej niż rok wcześniej, po raz pierwszy od kryzysu w 2008 roku. Tak wynika z analizy Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej. O sprawie pisze „Puls Biznesu”. Liczba nowych firm zmniejszyła się w stosunku do 2013 roku o blisko 10 tysięcy.

Eksperci jednak uspokajają, że nie należy się tym niepokoić. „Mniejsza liczba rejestracji indywidualnych działalności związana jest z poprawą na rynku pracy. Nie należy się martwić minimalnym spadkiem zakładanych firm, bo ciągle rejestruje się w naszym kraju blisko 350 tysięcy rocznie” – mówi gazecie prezes COIG Jarosław Nowrotek.

Najwięcej firm w ubiegłym roku założono w województwie mazowieckim – 34 procent, na kolejnych miejscach są: wielkopolskie – 12 procent i śląskie – 9 procent.

Więcej na ten temat – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/”Puls Biznesu”/kry/dj

podobne: Niemcy: obcokrajowcy to czysty zysk dla budżetu. Czeka nas kolejna fala emigracji. Przyczyną nie są tylko rządy PO a kapitalizm kompradorski. oraz: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). i to: W maju upadło 70 firm, a od początku roku 398 oraz: Polska gospodarka: Ubój rytualny znowu legalny. Wyrok TK sukcesem rolników (którzy wiedzą komu zawdzięczają straty). Polska krajem biznesu z przymusu.

6.Polska lepiej w indeksie wolności gospodarczej. Opinie: Dobre dane z polskiej gospodarki.  Stabilna kondycja sektora przedsiębiorstw.

27.01.2015 (IAR) – z 23 na 19 miejsce w Europie awansowała Polska w Indeksie Wolności Gospodarczej Heritage Foundation i „The Wall Street Journal”. W światowym zestawieniu, jesteśmy na 42 miejscu. Rok temu byliśmy na 50. miejscu.

Najwięcej w awansie zawdzięczamy poprawie wskaźnika poziomu korupcji. Ten, traktowany z osobna, plasuje nas na 37 miejscu w świecie. Gorzej wyglądamy jeśli chodzi o cząstkowy wskaźnik wolności działalności gospodarczej. Mierzy on między innymi, ile rodzajów procedur i czasu potrzebnych jest do założenia firmy czy uzyskania koncesji. Tu z 67 punktami jesteśmy na 81 miejscu. Poprawiliśmy się, jeśli chodzi o wydatki rządowe, ale z dużym udziałem finansów publicznych w PKB jesteśmy bliżej końca niż początku stawki – na 137 miejscu.

W rankingu regionalnym od Polski lepiej radzi sobie w indeksie 18 państw. Na ich czele jest Szwajcaria z 80,5 punktu, a zaraz za nią Estonia i Irlandia. Wyprzedza na jeszcze między innymi Wielka Brytania, Litwa, Gruzja, Czechy i Łotwa. Na końcu europejskiego rankingu jest Grecja, Rosja, Białoruś i Ukraina.

W światowym zestawieniu króluje Hong-Kong, Singapur, Nowa Zelandia i Australia. Ostatnia jest Korea Północna i Kuba. Z 42 miejscem, między Bahamami i Urugwajem jesteśmy w grupie państw z gospodarkami „umiarkowanie wolnymi”.

IAR/Łukowska/łp/mitro/

podobne: Raz w górę, raz w dół. Dwa rankingi o „wolności gospodarczej”. Komu wierzyć?

27.01.2015 (IAR) – Zgodne z oczekiwaniami, ale pozytywne – tak ekspert ocenia dane z polskiej gospodarki. Główny Urząd Statystyczny podał wstępnie, że polski PKB w 2014 roku urósł o 3,3 procent. Sprzedaż detaliczna w grudniu była o 1,8 procent wyższa niż przed rokiem.

Główny ekonomista banku Citi Handlowy, Piotr Kalisz podkreśla, że informację z GUS-u są pozytywne. W ostatnim kwartale, wbrew przewidywaniom, wzrost gospodarczy nie wyhamował poniżej 3 procent, lecz pozostał powyżej tego poziomu. Jego składowe czyli konsumpcja i inwestycje pozostają stabilne i w opinii ekonomisty trudno spodziewać się drastycznych zmian.

Według rozmówcy IAR, dane o bezrobociu świadczą o tym, że rynek pracy w Polsce jest mocny. 11,5 procent to więcej o 0,1 punktu procentowego niż w listopadzie, ale zdecydowanie mniej niż przed rokiem. Wtedy wynosiło 13,4 procent. Piotr Kalisz zwraca uwagę, że rynkowi pracy nie zaszkodził ani kryzys w Rosji, ani spowolnienie w krajach starej Unii Europejskiej.

Ekspert wskazuje też na dobre informację na temat sprzedaży. Ta w ujęciu nominalnym była w grudniu większa niż przed rokiem o 1,8 procent. Ekonomista wyjaśnia jednak, że uwzględniając deflację czyli ogólny spadek cen, produkcja była około 4 procent wyższa niż rok wcześniej.

Ekonomiści prognozowali, że sprzedaż detaliczna w grudniu wzrosła w ujęciu rocznym o 1,7 procent, a bez pracy pozostawało 11,6 procent Polaków. Według informacji Ministerstwa Pracy i Polityki społecznej bezrobocie w grudni wyniosła 11,5 procent. Jak podaje GUS bez pracy w Polsce pozostaje ponad 1 milion 820 tysięcy osób.

To już komplet informacji z polskiej gospodarki w grudniu.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze/jj

podobne: Dane makro z polskiej gospodarki: PKB i koniunktura w kwietniu oraz: Polska gospodarka: Produkcja przemysłowa w sierpniu dużo gorsza od oczekiwań, eksport będzie rósł (pomaga ruch przygraniczny). Zlikwidujmy opłaty targowe apelują kupcy.

28.01.2015 (IAR) – Względnie dobra koniunktura na rynku krajowym sprawiła, że kondycja sektora przedsiębiorstw w IV kwartale ubiegłego roku była stabilna. Potwierdza to raport opracowany przez Narodowy Bank Polski.

O dobrej kondycji przedsiębiorstw zdecydowała przede wszystkim względnie wysoka rentowność, której sprzyjały niskie ceny surowców. Niekorzystny wpływ na kondycję firm miało natomiast utrzymanie embarga na import żywności przez Rosję, chociaż był on nieco mniejszy niż prognozowano. Niekorzystny wpływ miało też osłabienie koniunktury w krajach strefy euro, zwłaszcza w Niemczech.

Z raportu NBP wynika również, że poprawiają się prognozy przedsiębiorstw dotyczące popytu, zamówień oraz produkcji. Co więcej przedsiębiorstwa oczekują trwałej poprawy koniunktury.

Na bardzo wysokim poziomie utrzymuje się także konkurencyjność cenowa oraz opłacalność eksportu. Mimo to prognozy eksporterów pozwalają spodziewać się w najbliższym czasie dość niskiej dynamiki eksportu. Tylko jednak w niewielkim stopniu może to być skutkiem konfliktu rosyjsko-ukraińskiego.

Wyraźnie poprawiły się prognozy dotyczące zatrudnienia. Już od ponad roku więcej firm planuje tworzenie miejsc pracy niż ich likwidację. Wskaźnik zatrudnienia wzrósł o 4 punkty procentowe w ujęciu kwartalnym i o 4,2 punktu procentowego w ujęciu rocznym. Nowe miejsca pracy planują tworzyć zarówno firmy usługowe, jak i przemysł oraz budownictwo. Firmy nie planują natomiast znacznych podwyżek wynagrodzeń w tym kwartale.

Raport NBP wskazuje też na wzrost udziału firm, które nie miały problemów z utrzymaniem płynności.

W sumie kondycja przedsiębiorstw jest dobra i przedsiębiorcy oczekują dalszej poprawy sytuacji.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR) Elżbieta Łukowska/magos

podobne: Wskaźnik ZEW dla polskiej gospodarki w dół. Niższy od oczekiwanego odczyt PP wskazuje na spadek PKB. Polska może pozostać zagłębiem taniej siły roboczej. oraz: Polska gospodarka: bankructwa firm, eksport, inwestycje zagraniczne.

7. Meblarstwo to jeden z największych polskich hitów ekportowych.

28.01.2015 (IAR) – Meblarstwo to jednej z największych polskich hitów eksportowych. Dyrektor Adamowicz Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli Marek Adamowicz podkreśla, żebranża rozwija się bardzo dynamicznie. W ubiegłym roku sprzedaliśmy meble za blisko 34 miliardy złotych, czyli o 14 procent więcej niż rok wcześniej. 90 procent produkcji idzie na eksport.

Jednym z głównych odbiorców naszych mebli są Niemcy, ale rosnące, rozwijające są również inne rynki – na przykład czeski, francuski, angielski.

Polska jest 7 na świecie producentem mebli, a 4 eksporterem.

IAR K.P. /magos

podobne: Tekstylia, meble, motoryzacja – siłą polskiego przemysłu (na rynkach zachodnich). Droga energia realnym zagrożeniem. oraz: „Rzeczpospolita” – Niemcy skarżą się Brukseli na meble z Polski.

źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Polska gospodarka: Produkcja przemysłowa w sierpniu dużo gorsza od oczekiwań, eksport będzie rósł (pomaga ruch przygraniczny). Zlikwidujmy opłaty targowe apelują kupcy.


1. Kuczyński: Wyniki przemysłu w sierpniu dużo gorsze od oczekiwań.

17.09.2014 (IAR) – Produkcja przemysłowa w sierpniu tego roku spadła o 1,9 procent, licząc rok do roku. W porównaniu z lipcem zmniejszyła się o 8,5 procent – podał GUS.

Analityk Domu Maklerskiego Xelion Piotr Kuczyński ocenił w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową, że podane przez Główny Urząd Statystyczny wyniki przemysłu są dużo gorsze od oczekiwań. Spodziewano się bowiem delikatnego, 1,7- procentowego wzrostu. Tymczasem wyniki są bardzo złe – zaznaczył Kuczyński. Przyznał, że wyprzedzające wskaźniki, indeksy PMI pokazujące, jak się rozwija gospodarka od strony służb zaopatrzeniowo-logistycznych, od sześciu miesięcy spadały. To sygnalizowało, że gospodarka niestety spowalnia – podkreślił analityk. Dodał, że nie tylko drugi ale również trzeci kwartał zaczyna być problemem. Według rozmówcy IAR, duży wpływ na to ma panująca atmosfera. Jeśli wciąż mówi się o wojnie, która Polsce nie grozi, ale niestety ciągle się o tym mówi, to przedsiębiorcy, choć mają środki, wstrzymują się z inwestycjami, a ludzie nie chcą wydawać pieniędzy. To zaś, jak zaznaczył Piotr Kuczyński, wpływa na produkcję.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Elżbieta Łukowska/Siekaj

podobne: PMI sygnalizuje wyraźną poprawę, wzrost PKB w ’14 może przekroczyć 3 proc. – Durjasz, RG oraz: Sankcje wpłyną na gospodarkę i handel. Górnicy chcą składów węgla, konsolidacji branży i embarga na rosyjski węgiel. Nowa fala emigracji zarobkowej do Wlk. Brytanii.

2. Oxford Economics/ HSBC: Polski eksport będzie rósł o ok. 9% rocznie w 2014-2016Ruch przygraniczny pomaga Polsce.

Warszawa, 16.09.2014 (ISBnews) – Eksport z Polski będzie rósł w tempie ok. 9% w ciągu najbliższych trzech lat, co uplasuje nasz kraj w grupie najdynamiczniejszych eksporterów na świecie, wynika z prognoz HSBC i Oxford Economics.

„Poprawa sytuacji na światowym rynku to dobry sygnał dla polskich firm aktywnych na rynku międzynarodowym. Analitycy Oxford Economics przewidują, że w ciągu najbliższych trzech lat eksport z Polski będzie rósł w tempie ok. 9%. W ujęciu globalnym podobny wynik mogą uzyskać Chiny czy Meksyk, a lepszy jedynie Wietnam, Indie i Korea. W Europie szybszy wzrost eksportu niż Polska może mieć tylko Turcja” – czytamy w raporcie HSBC.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), eksport w okresie styczeń-lipiec 2014 r. wzrósł o 5,5% r/r do 93,86 mld euro, zaś import zwiększył się o 4,% r/r do 94,03 mld euro. W całym 2013 r. wzrost eksportu wyniósł 8,0%, a importu – 1,9%.

Wobec powolnego wzrostu w Europie Zachodniej, będącej głównym odbiorcą polskich towarów eksportowych, oraz obecnej sytuacji geopolitycznej na Wschodzie Europy, rynki wschodzące mogą mieć coraz większe znaczenie w handlu zagranicznym Polski, podkreślono w materiale.

„Analitycy Oxford Economics przewidują, że udział Europy w polskim eksporcie spadnie z ponad 80% obecnie do 77% w ciągu kolejnych kilkunastu lat. Alternatywą dla europejskich odbiorców polskich towarów będą prawdopodobnie nabywcy z Azji, gdzie już dziś, za pośrednictwem Niemiec, trafia wiele towarów ‚znad Wisły'” – czytamy dalej.

„Wiele towarów eksportowanych przez Niemcy do Azji to produkty składane z komponentów produkowanych w Polsce. Niemniej jednak polskie firmy coraz odważniej spoglądają na Daleki Wschód, starając się budować swoją własną markę, ‚Made in Poland’, w świadomości azjatyckich odbiorców i współpracując z nimi bezpośrednio” – skomentował Departamentu Finansowania Handlu i Faktoringu HSBC Bank Polska Andrzej Puta, cytowany w komunikacie banku.

Ekspert podkreśla, że sytuacja za naszą wschodnią granicą uderza głównie w producentów żywności koncentrujących się na rynku rosyjskim czy ukraińskim, niemniej jednak udział żywności w wartości polskiego eksportu ogółem jest stosunkowo niewielki.

„Kluczową rolę odgrywają maszyny przemysłowe i sprzęt transportowy, które cały czas dobrze sprzedają się za granicą” podsumował Puta.

Według HSBC, wzrost PKB Polski wyniesie 3,4% w tym roku i 3,6% w przyszłym roku (wobec 1,6% w ub.r.).

(ISBnews)

podobne: Polska żywność popłynie do Azji. oraz: Pisarska: rosyjskie embargo wpływa tylko na ułamek eksportu do Rosji. Przewoźnicy o embargu: wielu grozi bankructwo. Moskiewskie media piszą o ewentualnym polskim embargu na rosyjski węgiel. i to: Polska gospodarka: rośnie eksport żywności, wieprzowina, delegacja przedsiębiorców i misja gospodarcza z Chin. a także: Polska gospodarka: bankructwa firm, eksport, inwestycje zagraniczne.

18.09.2014 (IAR) – Rosyjscy obywatele omijają handlowe restrykcje na linii Rosja – Unia Europejska. Przyjeżdżają na zakupy do Polski. Liczba przekroczeń na granicy z Obwodem Kaliningradzkim może sięgnąć 7,5 miliona.

Konsul generalny Polski w Kaliningradzie, Marcin Nosal podczas wschodniego Kongresu Gospodarczego w Białymstoku poinformował, że Rosjanie częściej niż rok temu przyjeżdżają do Polski. W tym roku konsul spodziewa się 7,5 miliona przekroczeń. W ubiegłym roku było ich 6,5 miliona. Marcin Nosal w rozmowie z IAR dodaje, że Rosjanie przyjeżdżają do Polski na zakupy czy w celach turystycznych.

Wiceminister finansów, Jacek Kapica podkreśla, że ruch przygraniczny rekompensuje cześć strat wiązanych z restrykcjami handlowymi między Unią Europejską a Rosją. Rozmówca Informacyjnej Agencji Radiowej podkreśla, że eksport do Rosji spadł o około 10 procent, a na Ukrainę nawet 20 procent. Szef służby celnej powiedział, że to zwiększa znaczenie małego ruchu granicznego, który przynosi budżetowi pieniądze.

Z danych Ministerstwa Gospodarki wynika, że w pierwszym półroczu eksport do Rosji wart był 4,8 miliarda dolarów. To o 6,7 procent mniej niż rok wcześniej.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Białystok / Karol Tokarczyk/jj

…tak to właśnie wygląda na wschodniej granicy gdzie „podróżni” w jedną stronę ciągną paliwo, papierosy i alkohol a w drugą wszystko co jest potrzebne do życia po drugiej stronie „żelaznej kurtyny” 🙂 o czym wspominałem już tu – Rosyjska prasa dziękuje za sankcje, które mogą podzielić UE

podobne: Sankcje w praktyce: w Kaliningradzie wstrzymano transport żywności. Drwina z Polskiej dobrej miny do złej gry. Rosyjskie media pytają o wzrost cen żywności, póki co drożeją akcje rosyjskiej spożywki. i to: Koniec uproszczonych odpraw na granicy z Federacją Rosyjską. Czy Rosja izoluje się gospodarczo? polecam również:  Rozmowy o tranzycie polskich towarów przez Białoruś. Rosjan nie niepokoją sankcje, ale firmy z Europy Środkowej mają się czego obawiać

3. Zlikwidujmy opłaty targowe apelują kupcy.

18.09.2014 (IAR) – Zlikwidujmy opłaty targowe – apelują do posłów kupcy. W Sejmie porozumienie w tej sprawie podpisali Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz Ryszard Kalisz poseł niezależny Dom Wszystkich Polska.

Krzysztof Gawkowski z SLD podkreśla, że opłaty targowe to anachronizm. Taka opłata nie służy niczemu innemu jak ograbianiu kupców – dodaje.

Ryszard Kalisz tłumaczy, że opłata targowa działa od 23 lat, a w tej chwili jest już zbędna. Jest daniną na rzecz gminy, a gmina z kolei nie daje kupcom nic – ocenia Kalisz.

Od pięciu lat kupcy walczą o zniesienie opłaty – mówi Bożenna Kolba prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kupców i Drobnej Wytwórczości. ZUS, podatek, rezerwacja lub dzierżawa – to opłaty, które zarejestrowani kupcy już płacą, a do tego dochodzi jeszcze dodatkowa opłata targowa – zaznacza.

Kupcy liczą na to, że inicjatywę likwidacji opłaty targowej poprą także inne ugrupowania polityczne.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Edyta Poźniak/ K.P.

podobne: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków polecam również:  Dzień wolności podatkowej. Jeden podatek na wszystko może wynieść 17-18%  oraz: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie?

źródło: stooq.pl

rys. Gary Varvel

rys. Gary Varvel

Rabunek OFE nie pomógł, zadłużenie sektora finansów publ. wzrosło. Nierząd podniesie rządowi PKB. Na wojnie polsko-ruskiej zarobi Białoruś.


1. TOMASZ CUKIERNIK: Rabunek OFE niewiele dał. MF: Zadłużenie sektora finansów publ. wzrosło o 1,5% kw/kw w II kw.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, mimo zrabowania z OFE ponad 150 mld zł, w przyszłym roku budżet państwa będzie musiał dopłacić do świadczeń społecznych rekordową kwotę 83 mld zł, czyli prawie 30 procent wszystkich wydatków.

W przyszłym roku dopłata z budżetu do świadczeń społecznych wzrośnie z 30 do 42 mld zł. Do tego dochodzi jeszcze m.in. 5,5 mld zł nieoprocentowanej pożyczki, 17 mld zł dopłaty do KRUS oraz kolejne 15 mld zł na emerytury mundurowych – wylicza „Rz”.

Tymczasem ZUS wesoło trwoni pieniądze przyszłych emerytów. Jak podaje „Fakt”, w hotelu Termy w Nałęczowie bawili się wszyscy najważniejsi urzędnicy z lubelskiego oddziału ZUS, a także m.in. Elżbieta Łopacińska, obecna wiceszefowa ZUS. Jak pisze gazeta, „zabawa była wyjątkowo huczna – żarty, dzikie tańce, lał się mocny alkohol”, a dla kuracjuszy zabrakło miejsca.

źródło: nczas.com

podobne: W OFE zyski i dywersyfikacja ryzyka. W ZUSie gnijące dokumenty i topniejące emerytury. oraz: „Raport o sytuacji ZUS”. Piramida finansowa bankrutuje. i to: „Rzeczpospolita” – KRUS dla każdego. „Puls Biznesu” – Zagadkowa dziura w emeryturach.

…mimo zagrabienia ogromnych pieniędzy jakie ludzie oddali na przechowanie Skarbowi Państwa (w postaci zakupu Skarbowych Papierów Wartościowych w ramach OFE) zadłużenie sektora finansów publicznych w tym sektorze wzrosło do czego przyznaje się samo Ministerstwo Finansów…

Warszawa, 12.09.2014 (ISBnews) – Zadłużenie sektora finansów publicznych po konsolidacji (tj. po wyeliminowaniu przepływów finansowych pomiędzy podmiotami należącymi do tego sektora) wyniosło na koniec II kw. 2014 roku 793,57 mld zł, czyli było o 1,5% wyższe niż kwartał wcześniej, ale o 10,1% niższe niż na koniec 2013 r., podało Ministerstwo Finansów.

„Zmiana PDP w II kwartale 2014 r. wynikała ze:

– wzrostu zadłużenia podsektora rządowego o 12.561,6 mln zł, w tym zadłużenia Skarbu Państwa (SP) o 12.459,0 mln zł,

– spadku zadłużenia podsektora samorządowego o 1.105,6 mln zł, w tym jednostek samorządu terytorialnego o 1.222,4 mln zł,

– wzrostu zadłużenia podsektora ubezpieczeń społecznych o 5,0 mln zł” – czytamy w komunikacie.

W całym I półroczu 2014 r. państwowy dług publiczny spadł o 88,73 mld zł.

„Spadek ten był głównie spowodowany umorzeniem w lutym 2014 r. skarbowych papierów wartościowych (SPW) w efekcie reformy systemu emerytalnego, co skutkowało jednorazowym obniżeniem PDP o 130.187,6 mln zł. Po wyłączeniu efektu umorzenia SPW, ale bez uwzględnienia jego wpływu na koszty obsługi długu, PDP wzrósłby o 41.460,1 mln zł” – napisano także.

W komunikacie podano, że dług sektora instytucji rządowych i samorządowych (EDP) stanowiący jeden z elementów kryterium fiskalnego z Maastricht, wyniósł 830,2 mld zł, co oznacza wzrost o 1,4% kw/kw i spadek o 11,2% od początku roku.

„Podobnie jak w przypadku PDP, spadek długu EDP w I półroczu 2014 r. wynikał głównie ze spadku zadłużenia Skarbu Państwa” – podkreślono.

Ministerstwo podało także, że dług podsektora rządowego stanowił 91,6% całości państwowego długu publicznego, z tego na Skarb Państwa przypadło 91,3%. Z 8,4% przypadających na podsektor samorządowy, 8,0% stanowiło zadłużenie jednostek samorządu terytorialnego i ich związków.

„W latach 2001-2014 zaznacza się tendencja spadkowa udziału długu podsektora ubezpieczeń społecznych w PDP. Udział podsektora rządowego w PDP wzrósł w II kwartale 2014 r. z 91,3% do 91,6%” – czytamy też w komunikacie.

(ISBnews)

podobne: FOR: dług publiczny to 250 proc. PKB; licznik długu znów na billboardach oraz: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy.

2. „Dziennik Gazeta Prawna” – Gospodarka nierządem stoi.

09.09.2014 (IAR) – 16 miliardów złotych – tyle co roku warte są polska prostytucja, przemyt, handel oraz produkcja narkotyków – czytamy w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Jak pisze gazeta, GUS kończy prace nad wliczaniem czarnej strefy gospodarki do PKB. Efekty zobaczymy 23 września. Wtedy urząd zaprezentuje ostateczne i oficjalne wyniki. Ale pierwsze obliczenia są juz dostępne.

„Wstępne opracowania pokazały, że wzrost PKB z tytułu uwzględnienia działalności nielegalnej w rachunkach narodowych nie przekroczy 1 proc.” – twierdzi Witold Marek Woźniak, dyrektor departamentu informacji GUS.

Przeliczając to na konkretne kwoty, oznacza to – czytamy w „Dzienniku Gazecie Prawnej” – że nielegalna działalność nad Wisłą przynosi średnio każdego roku około 16 miliardów złotych. Bo szacowana wielkość produktu krajowego brutto na ten rok to ponad 1,69 bln zł.

Ekonomiści zwracają uwagę – pisze „Dziennik Gazeta Prawna” – że zwiększenie PKB o dochody z nierządu czy handlu i produkcji narkotyków to dobra wiadomość dla rządu, który zamierza zmniejszyć deficyt finansów publicznych poniżej 3 procent PKB w przyszłym roku.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Dziennik Gazeta Prawna”/kry/K.P.

podobne: Od września polski PKB będzie wyższy – GUS wliczy dochody nielegalne do PKB. oraz: Walka naszych służb z przestępczością gospodarczą i zorganizowaną to jedna wielka ściema.

Nierząd i (nie)rząd

Nierząd i (nie)rząd

…Uśmiałem się po pachy… Państwo „prawa” 😀

Po pierwsze – Kiedy mówimy o tego rodzaju „branży” jak prostytucja, przemyt i handel narkotykami to mówimy o działalności przestępczej. W takim wypadku państwo które stara się uzyskać dla siebie jakąś korzyść z procederów PRZESTĘPCZYCH czyli z CZARNEGO RYNKU należy traktować jak zwykłego alfonsa, albo „capo di tutti capi”. Takie państwo powinno samo siebie zaaresztować a nie wliczać działalność przestępczą SZKODLIWĄ DLA OBYWATELI (z której korzyści czerpią WYŁĄCZNIE przestępcy) do PKB. Toż to jakiś obłęd! 😮 😉

„Szara strefa (ang. grey market) – finansowy obszar zdrowej gospodarki państwa, którego dochody osiągane z działalności niezakazanej przez prawo, są ukrywane w całości lub w części przed organami administracji państwowej, podatkowej, celnej itp. Jest nielegalnym obrotem legalnymi towarami i usługami. Nie należy jej mylić z czarnym rynkiem, który obejmuje nielegalne towary i usługi…” (za Wikipedią)

Po drugie – jak może jakikolwiek „ekonomista” twierdzić że dochody z nierządu albo z innej działalności przestępczej w jakikolwiek sposób podnoszą państwowe PKB, skoro państwo wydaje ogromne pieniądze żeby z tą przestępczością walczyć  – z jakim skutkiem to inna historia, ale przecież obie strony rachunku wzajemnie się wykluczają, bo zysk przestępców to strata państwa. I od kiedy to jakikolwiek dochód z działalności przestępczej traktuje się jako element gospodarki „legalistycznego” tworu jakim jest państwo, albo jako czynnik realnie obniżający deficyt finansów skoro z działalności przestępczej państwo nie dostaje ANI GROSZA. Czy to jest gdzieś zaksięgowane? Czy od kontraktów na zabójstwo odprowadzane są składki? Czy diler narkotyków płaci składkę na ubezpieczenie zdrowotne? 😀

Nic więc dziwnego że normalny biznes nie chce się dzielić z JAWNYM przestępcą swoimi UCZCIWIE zarobionymi pieniędzmi i ucieka w szarą strefę. Dlaczego bowiem ludzie normalnie zarabiający na chleb zamiast pracować na utrzymanie siebie i swojej rodziny mają płacić na mafię zwaną rządem? Tzw. szara strefa to NORMALNA gospodarka, która po prostu na siebie zarabia i nie daje się okradać przestępcom w majestacie tzw. „prawa”. Niech więc się (nie)rząd dogaduje z ludźmi na swoim poziomie a uczciwych obywateli zostawi w spokoju a to że chce czerpać korzyści z przestępczości (tej samej na której zwalczanie zabiera ludziom w podatkach pieniądze) powinno obywatelom dać do myślenia, żeby w ogóle na tę mafię nie płacić ani złotówki.

Tymczasem nieodpowiedzialna działalność naszego państwa doprowadziła do tego, że na legalnym biznesie zarabia ktoś inny…

3. Białoruś zarabia na sankcjach UE i Rosji.

10.09.2014 (IAR) – Europa i Rosja nakładają na siebie kolejne sankcje, a Białoruś tymczasem czerpie z tego korzyści. Miński portal internetowy „Nawiny” pisze, że w ubiegłym miesiącu, po wprowadzeniu przez Moskwę restrykcji na produkty rolne z Zachodu, białoruski eksport do Rosji wzrósł o ponad 7 procent i to dopiero początek.

Białoruś w sierpniu o ponad połowę zwiększyła eksport serów i innych produktów mlecznych, a także kiełbas. 99 procent produkcji trafiło do Rosji. Mińsk zamierza jeszcze bardziej zwiększyć eksport w tamtym kierunku dzięki zakupowi surowców za granicą.

Alaksiej Bahdanau z Ministerstwa Rolnictwa powiedział, że już zostały przeprowadzone rozmowy z partnerami z Polski, Litwy i Łotwy. Polskie firmy najbardziej interesują się możliwościami przerobu jabłek na Białorusi. W ubiegłym roku, Rosja importowała z Polski ponad 700 tysięcy ton polskich jabłek. Teraz, Białoruś zapowiedziała, że do końca tego roku będzie mogła przerobić na soki 60 tysięcy tych owoców, czyli niemal 10 procent tego, co nasz kraj sprzedawał w Rosji.

Białorusini zaproponowali stronie polskiej nie tylko przerób surowca, ale i włożenie pieniędzy w modernizację miejscowych fabryk. To pozwoli jeszcze bardziej podnieść jakość białoruskiej produkcji do europejskiego poziomu, w efekcie czego Białorusinom łatwiej będzie eksportować swoje produkty.

„Dzięki temu skorzystają również konsumenci na Białorusi” – podkreśla portal internetowy „Nawiny”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Włodzimierz Pac/Mińsk/dj

podobne: Smród podrzuconej przez UE świni unosi się nad Ukrainą i Polską. Racja stanu sprzedana za obce interesy. i to: Rozmowy o tranzycie polskich towarów przez Białoruś. Rosjan nie niepokoją sankcje, ale firmy z Europy Środkowej mają się czego obawiać. Spadają wpływy z akcyzy na alkohol. Rząd oszczędził na ulgach.

źródło: stooq.pl

rys. Żukow

rys. Żukow

Cezary Kaźmierczak: „Urzędnicy Tuska gorsi od mafii!”. kataryna: „Minister na baterie” czyli recykling lobbing.


„Nie ma miesiąca, żeby Pana ludzie nie weszli do jakiegoś sektora gospodarki i bez zmiany jakichkolwiek przepisów nagle powiedzieli, że to co do tej pory robiliśmy w zakresie prawno-podatkowym było niezgodne z prawem i każą płacić podatki 5 lat wstecz wraz z odsetkami. Pod nóż idą sektory rozproszone, które skupiają małe i średnie polskie firmy. Korporacji, najczęściej zagranicznych, nie ruszacie. Po takiej akcji cały sektor pada, bo nikt nie jest w stanie zapłacić 5 lat wstecz wyimaginowanych podatków z odsetkami” – pisze Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, w liście otwartym do premiera Donalda Tuka.

„Są to działania zorganizowane. Jestem w posiadaniu protokołu z narady kadry Ministerstwa Finansów, podczas którego minister Kapica [Jacek Kapica – wiceminister finansów i szef Służby Celnej – TC] grozi konsekwencjami tym urzędnikom, którzy nie dość entuzjastycznie wdrażają nową interpretację podatkową. Z naszego punktu widzenia jesteście gorsi od mafii. Mafia żąda płatności od dziś. Wy od dziś i 5 lat wstecz. Teraz na warsztacie znalazł się sektor firm badawczych. Wierzę, że nie jest Pan aż tak małostkowy i nie jest to zemsta za wyniki badań preferencji wyborczych. Jeśli się to jakoś szybko nie zmieni, to przypuszczam, że z tych, którzy nie zostali wykończeni – większość wyjedzie, albo zrezygnuje, a działalność gospodarcza pozostanie tylko dla szaleńców. Zawarłby Pan z kimś kontrakt z zapisem, że dowolne zobowiązanie może być w każdej chwili zmienione i należy zapłacić 5 lat wstecz? A taka jest wasza aktualna oferta” – pisze dalej Kaźmierczak, podkreślając, że sektor MSP tworzy 67% PKB i daje pracę dla 3/4 Polaków.

Prezes Kaźmierczak zaproponował premierowi Tuskowi, by oddał na rzecz np. Caritasu 50% swoich zarobków 5 lat wstecz, jednocześnie oskarżając go o niedotrzymywanie obietnic wyborczych: „proszę zajrzeć do swoich programów wyborczych 2007/2011, obejrzeć swoje wystąpienia i swoje obietnice w stosunku do nas. A potem proszę spróbować spojrzeć w lustro”.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Na koniec listu Kaźmierczak zaznacza, że napisał go „wyłącznie po to, żeby ograniczyć Panu możliwość mówienia, jak już wyrżniecie wszystkie polskie firmy, że Pan nie wiedział i to byli źli urzędnicy. Pan nimi kieruje”.

źródło: nczas.com

podobne: “By żyło się lepiej”: skarbówka nie daruje nikomu oraz: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę?

…a teraz przykład mafii w klasycznym wydaniu „załatwiania” sobie korzystnych regulacji prawnych przy kotlecie (ośmiorniczkach)… Pisze kataryna:

Tygodnik Powszechny: By zmienić w Polsce ustawę, wystarczy trochę gotówki, firma PR, ulegający wpływom dziennikarze, kilku posłów i generał policji. Tyle w każdym razie wystarczyło firmie recyklingowej Orzeł Biały, która w ubiegłym roku podjęła starania, by zmienić zapisy ustawy o bateriach i akumulatorach, gdy okazało się, że uderzały w jej interesy. Latem 2012 r. Ministerstwo Środowiska przymuszone przez Parlament Europejski ogłasza, że zliberalizuje jedną z najbardziej restrykcyjnych w Europie ustaw o recyklingu i utylizacji akumulatorów. Chodzi w szczególności o artykuł 63 punkt 2, którego zapis ograniczał swobodę gospodarczą. Ministerstwo proponuje taką jego zmianę, by dopuścić do przetwarzania akumulatorów nowe firmy, które nie mają własnych instalacji recyklingu ołowiu. W takim przypadku miałyby one zlecać usługi wyspecjalizowanym zakładom.

Tygodnik Powszechny „Orzeł może”

Tak się zaczynał materiał opisujący kulisy lobbingu ws. ustawy o bateriach i akumulatorach. Równie ciekawe są dalsze losy tej ustawy, bo to jej ślad – moim zdaniem – znalazł się na jednej z taśm Wprost, tę na której Piotr Wawrzynowicz, „złote dziecko PO”, rozmawia z wiceministrem Gawłowskim.

Wawrzynowicz: Tam się wiele rzeczy po prostu nakłada na siebie. Żebyś sobie przeczytał zobaczył, a ja ci później dam tą jeszcze jak dopracują w szczegółach to…   

Gawłowski: Tylko szybko. Bo my dzisiaj wysłaliśmy, czy wczoraj, bo nie mogliśmy dłużej już jakoś oficjalnie, a wysłaliśmy za 30-40, dużo…

Wawrzynowicz: dobra, ok

Gawłowski:… żeby na razie zdjąć z porządku, żeby doprowadzić do (…) konsultacji, a wtedy dorzucimy te różne jeszcze inne.

Dziennikarz Wprost umiejscawia tę rozmowę w okolicach stycznia lub lutego bieżącego roku. Czy to zbieg okoliczności, że właśnie między 4 a 18 lutego w ustawie zaszły kluczowe, warte miliony złotych zmiany.

4 lutego 2014 roku rząd miał się zająć ustawą o zmianie ustawy o bateriach i akumulatorach. W projekcie przysłanym na to posiedzenie, kluczowy art. 63 punkt 2 brzmiał tak.

Zużyte baterie samochodowe kwasowo-ołowiowe, zużyte akumulatory samochodowe kwasowo-ołowiowe, zużyte baterie przemysłowe kwasowo-ołowiowe lub zużyte akumulatory przemysłowe kwasowo-ołowiowe są poddawane przetwarzaniu wyłącznie na terenie jednego zakładu przetwarzania prowadzącego również recykling ołowiu i jego związków oraz tworzyw sztucznych, a także prowadzącego odzysk lub unieszkodliwienie, z wyjątkiem składowania, odpadów niebezpiecznych powstałych w wyniku przetworzenia zużytych baterii samochodowych kwasowo-ołowiowych, zużytych akumulatorów samochodowych kwasowo-ołowiowych, zużytych baterii przemysłowych kwasowo-ołowiowych lub zużytych akumulatorów przemysłowych kwasowo-ołowiowych”

W uzasadnieniu wnioskodawca wskazuje, że taka zmiana „zaostrza wymagania w celu skuteczniejszej ochrony środowiska”.

Projekt na Radę Ministrów 4 lutego 2014

Uzasadnienie na Radę Ministrów 4 lutego 2014

Decyzja rządu z 4 lutego 2014

4 lutego 2014 roku rząd nie podejmuje jednak decyzji w tej sprawie bo ustawa „spada” z porządku obrad. Dlaczego? Na moje pytanie, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów odpowiedziała„Rada Ministrów, na wniosek Ministra Środowiska, odroczyła rozpatrzenie projektu ustawy do 18 lutego, w związku z planowanym przez Ministra Środowiska przedstawieniem autopoprawki”.

18 lutego 2014 roku projekt ustawy ponownie „staje na rządzie” ale wszystko jest inaczej. W nowym projekcie – opatrzonym wielkimi czerwonymi pieczęciami „NOWY TEKST” i „BARDZO PILNE” – kluczowy art. 63 ust 2 brzmi już inaczej.

Prowadzący zakład przetwarzania, w którym przetwarza się zużyte baterie samochodowe kwasowo-ołowiowe, zużyte akumulatory samochodowe kwasowo-ołowiowe, zużyte baterie przemysłowe kwasowo-ołowiowe lub zużyte akumulatory przemysłowe kwasowo-ołowiowe zapewnia co najmniej przekazanie powstałych w wyniku przetwarzania frakcji zawierających ołów i jego związki oraz frakcji tworzyw sztucznych do instalacji prowadzących recykling ołowiu i jego związków lub recykling tworzyw sztucznych spełniających wymagania określone w przepisach wydanych na postawie art. 7″

Nie trzeba dodawać, że w związku z tą zmianą, zmienia się też uzasadnienie. Znika zapis, że projekt „zaostrza wymagania w celu skuteczniejszej ochrony środowiska”, w miejscu gdzie był pojawia się argument, że projekt „wychodzi naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców, którzy zamierzają przetwarzać zużyte baterie i akumulatory bez konieczności doposażenia takiego zakładu”

Projekt na Radę Ministrów 18 lutego 2014

Uzasadnienie na Radę Ministrów 18 lutego 2014

Decyzja rządu z 18 lutego 2014

Podsumowując. Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy wiceminister środowiska w knajpie U Sowy rozmawia ze związanym z PO lobbystą o „zdjęciu z porządku” czegoś, do czego się potem „dorzuci różne jeszcze inne”, Ministerstwo Środowiska zdejmuje z porządku obrad Rady Ministrów projekt zaostrzający wymagania w zakresie ochrony środowiska i w ciągu tygodnia zmienia w nim kluczowy zapis tak, żeby był na rękę firmom zajmującym się odzyskiem.

Przypadek? Nie sądzę.

źródło: salon24.pl

podobne: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu. oraz: Korupcja w MSZ, GUS, MSWiA, KGP. 20 zarzutów o zmowę przetargową i to: Prokom/Asseco synonimem afery? ZUS znowu musi wyjaśnić sprawę przetargu na system informatyczny. polecam również: Człowieki honoru i standardy PO czyli…”Praca za głos” i „tylko jeden zegarek” Nowaka na koniec: „Przykra sprawa”, ale nie ma odpowiedzialnych za „teoretyczne państwo”. Drugie dno „NBP gate”

…wbić się w niszę na rynku… następnie załatwić sobie takie zapisy prawne które zapewnią biznesowi „prosperity”…  a potem to już tylko liczyć kasę i żyć nie umierać 🙂 Czy zmiany w ustawie poprawiają coś w tej branży nie mnie to oceniać bo nie znam się na niej, ale z całą pewnością nie po to ktoś się fatygował żeby sobie pogorszyć 🙂 Wiem jedno – ktoś kto sobie załatwia jakiekolwiek zmiany dla osobistego zysku z naruszeniem standardów stojących na straży zapewnienia uczciwej konkurencji bez faworyzowania jakiegokolwiek podmiotu na rynku (czy w branży) i ktoś (urzędnik ministerstwa) kto zamiast pogonić takiego petenta „załatwia” pozytywnie „prośbę” doprowadzając do tych zmian, tacy ktosie popełniają przestępstwo i stanowią poważne zagrożenie ekonomiczne dla reszty społeczeństwa. Czy w tym wypadku mieliśmy do czynienia z kupowaniem sobie ustawy? Nie wiem, bo na to trzeba by było dowodów świadczących dobitnie przeciwko konkretnym ludziom że dopuścili się bezpośrednio owych czynów. Schemat znamy ale na sprawców prócz domysłów nie mamy nic…

…Mamy za to sporo na pazerność urzędniczą…

Związkowcy z NSZZ „Solidarność”, reprezentujący pracowników sfery budżetowej, zamierzają rozpocząć skoordynowaną akcję nacisku na rząd Donalda Tuska w sprawie odmrożenia płac biurokratów – informuje serwis podatki.biz.

– Obecna sytuacja robi się coraz bardziej irracjonalna. Gospodarka ponoć się rozwija i płace wzrastają wszędzie poza budżetówką, co powoduje że jej pracownicy stają się zakładnikami rządu. Na dodatek tak długotrwałe zamrożenie funduszu płac sprawia, że przy rosnącej co roku wysokości płacy minimalnej struktura wynagrodzeń zaczyna się spłaszczać – mówi Sławomir Adamczyk, kierownik działu branżowo-konsultacyjnego w Komisji Krajowej NSZZ „S”.

Tymczasem jak wynika z danych opublikowanych przez GUS, przeciętne wynagrodzenie w I kwartale 2013 roku w sektorze publicznym wynosiło 4655 złotych brutto, a w prywatnym tylko 3741 zł brutto, co oznacza, że biurokraci zarabiają o ponad 24% więcej. W przypadku wynagrodzeń wypłacanych „na rękę” sytuacja jest jeszcze bardziej niekorzystna dla pracowników sektora prywatnego, gdyż średnia płaca wynosi tam 2534 zł netto, podczas gdy w sektorze publicznym – 3330 zł. Oznacza to, że urzędasy dostają ponad 31% więcej! Na dodatek jak wynika z danych KPRM pracownicy urzędów centralnych zarabiają przeciętne 6623 zł brutto, a ponadto w sektorze publicznym rzadko pojawiają się zarobki na poziomie płacy minimalnej (poniżej 1% zatrudnionych).

źródło: nczas.com

podobne: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni.  oraz: „Za rządów Tuska przybyło całe miasto urzędników wielkości Pułtuska lub Wieliczki!” i to: Terror związków zawodowych. Wszyscy się boją!

…bez komentarza… Siara określił to najlepiej 😉

Siara - Mają rozmach

Sprawdź komu powierzasz pieniądze a dla dobra ZUSu żyj krótko i nie wydawaj za dużo, czyli jak Pilon „pomógł” Piratowi. TFI – Teraz Chiny?


1. Uwaga na skomplikowane produkty do oszczędzaniaSprawdź komu powierzasz pieniądze.

10.08.2014 (IAR) – Na emeryturę warto odkładać. Na oszczędzających czyhają jednak pułapki. Skomplikowane produkty finansowe i nierzetelność sprzedających odstraszają od oszczędzania na starość.

Rzecznik Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Małgorzata Cieloch podkreśla, że przybywa skarga na skomplikowane produkty finansowe, które łączą funkcję inwestycji i ubezpieczenia. W ostatnich miesiącach UOKiK na jeden z podmiotów oferujących takie produkty otrzymał ponad 200 skarg. Klienci często nie są informowani o ryzyku inwestycyjnym czy o opłatach za rezygnację z produktu.

Urząd przygotowuje raport na temat skomplikowanych polis inwestycyjnych. Rozmówczyni IAR dodaje, że sprzedawcy oferują je czasem osobom, które nie powinny z nich korzystać. Większość skomplikowanych produktów finansowych działa przez 10 czy 15 lat. Nie zawsze osoby powyżej 70. roku życia są w stanie skorzystać z odłożonych pieniędzy.

Szczegółowy raport na temat długoterminowych inwestycji finansowym będzie gotowy pod koniec tego roku. Już teraz specjalną kampanię informacyjną „Sprawdź, komu powierzasz” prowadzi Komisja Nadzoru Finansowego wspólnie z Polskim Radiem.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk/nyg

10.08.2014 (IAR) – Czytać umowy i sprawdzać komu powierzamy pieniądze. To prosty sposób, żeby uniknąć rozczarowania i nie stracić oszczędności życia. Komisja Nadzoru Finansowego i Polskie Radio prowadzą kampanię informacyjną w tej sprawie.

Przedstawiciel nadzoru finansowego, Maciej Krzysztoszek ostrzega, że część produktów finansowych jest skomplikowana. Zachęca on do czytania umów. W niej zawarte są wszystkie informacje i warunki. Podpisując ją zobowiązujemy się do jej przestrzegania. Jeżeli nie rozumiemy zasady działania produktu finansowego, możemy poprosić o wyjaśnienia.

Warto sprawdzić też samą instytucję finansową. Chodzi o gwarancje Ubezpieczeniowego lub Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. A na stronie internetowej nadzoru (www.knf.gov.pl) można znaleźć też listę ostrzeżeń. Są na niej podmioty, które prowadzą działalność niezgodnie z prawem. Przyda się także rozmowa z klientami instytucji oraz sprawdzenie forów internetowych.

KNF realizuje kampanię informacyjną wspólnie z Polskim Radiem oraz TVP. Jej celem jest edukacja Polaków w obszarze problematyki gospodarczej.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk/nyg

podobne: Polska rajem dla oszustów polecam również: NIK: może nie starczyć na emerytury (prezydencka minister uważa dopłacanie do FUS za „wypłacalność”)

…ta troska o nasze pieniądze oprócz tego że jest jak najbardziej uzasadniona, to w zestawieniu z pewnymi okolicznościami jakie są udziałem większości ludzi dysponujących w Polsce dochodem jest wprost wzruszająca. W związku z tymi okolicznościami ciekawi mnie więc brak na owej liście „ostrzeżeń” i brak słowa w kampanii ostrzegawczej na temat największej piramidy finansowej na rynku ubezpieczeń w Polsce, która nie tylko nie bawi się w zawieranie umów z klientem a raczej petentem, (co niejako usprawiedliwia brak ostrzeżenia przed ich czytaniem – brak umowy, kłopot z głowy! 😉 ), ale uważa się powszechnie, że jej oferty nie dotyczy pojęcie „ryzyka inwestycyjnego” (wbrew wynikom jakie osiąga z roku na rok, będąc na coraz większym minusie!). Nie wspominając o tym, że ta „instytucja” NIKOGO nie oszczędza w kwestii rozczarowania z jej wyników finansowych, chociaż każdy pracujący powierza jej przez CAŁE ZAWODOWE ŻYCIE nie małe środki (i to wcale nie z własnego wyboru), z których to środków nie jeden „ubezpieczony” (nie tylko po 70 roku życia a nawet wcześniej!) nie zdążył wydać nawet złotówki.  Co się z tymi osieroconymi środkami dalej dzieje to swoją drogą też ciekawy temat – Złodzieje Ukradli Składki: Zniknęło 8 mld zł z kont emerytalnych w ZUS… Mowa oczywiście o „gwarancie” naszej przyszłości i „jedynie sprawiedliwym” systemie ubezpieczeniowym na świecie – ZUSie.

…Gdyby ubezpieczenia społeczne funkcjonowały na zasadzie umowy, to wyglądałaby ona tak: ty obywatelu „ubezpieczony” będziesz przez co najmniej 30, albo 35 lat oddawał ubezpieczalni połowę swego dochodu, a ubezpieczalnia kiedyś coś ci da. „Kiedyś” – bo Sejm zawsze może zmienić wiek emerytalny – i właśnie to zrobił oraz „coś” – bo Sejm zawsze może zmienić sposób naliczania emerytur – i właśnie się do tego szykuje. Jeśli w takiej sytuacji ktoś jeszcze uważa przymusowe ubezpieczenia społeczne za dobrodziejstwo i wiekopomną zdobycz ludu pracującego, to znaczy, że jest humańskim durniem, wobec którego nie powinno być żadnej litości… (Stanisław Michalkiewicz)

2. Długowieczność jest super, ale nie dla portfelaGUS – Wydłuża się nasze życieOszczędzanie na emeryturę. Skąd wziąć pieniądze. 

Żyjemy coraz dłużej i powinniśmy się z tego cieszyć. Poza oczywistymi plusami, długowieczność ma też słabsze strony. Podstawową jest to, z czego to dłuższe życie będziemy finansować. Możliwości jest kilka, ale tą, na którą mamy największy wpływ my sami, jest po prostu regularne oszczędzanie. Niestety, nic tego nie zastąpi.

Zgodnie z opublikowanym właśnie przez GUS raportem dotyczącym trwania życia, mężczyźni urodzeni w 2013 roku mogą liczyć na to, że średnio dożyją 73,1, a kobiety 81,1 roku życia. Średnia długość trwania życia wydłuża się dynamicznie i nieprzerwanie od 1991 roku. Wówczas mężczyźni dożywali niespełna 66, a kobiety nieco ponad 75 roku życia.

Co więcej, średnia długość życia wydłuża się szybciej, niż w swoich oficjalnych prognozach zakładał GUS. Wg ostatniej takiej prognozy, na lata 2008-2035, GUS oczekiwał, że średnio 81 roku życia dożywały będą dopiero kobiety urodzone po 2020 roku. Podobnie jest w przypadku mężczyzn, dla których średnia długość trwanie życia miała przekroczyć 73 lata dla urodzonych w okolicach 2018-2019 roku.

To co cieszy chyba nas wszystkich, jest niestety dużym zmartwieniem dla ZUS-u. Wylicza on bowiem nowe emerytury, uwzględniając między innymi właśnie średnie dalsze trwanie życia na podstawie specjalnie w tym celu co roku publikowanych przez GUS tablic. Krótko mówiąc, jeśli długość dalszego życia została na tej podstawie w wyliczeniach ZUS-u niedoszacowana, to osoby starające się o emeryturę będą pobierały ją dłużej niż się zakłada, zatem i potrzeby finansowe ZUS-u będą większe niż obecnie się zakłada. Te braki trzeba będzie czymś sfinansować. Bazując na ostatnich doświadczeniach, na myśl przychodzi najpierw zagarnięcie pieniędzy, które pozostały jeszcze w OFE (aktualnie to ok. 147 mld zł), a potem pozostaje już tylko podnoszenie podatków.

Żyjemy dłużej, bo – jak wskazuje ZUS – korzystamy z rozwoju nowych technologii medycznych i nowoczesnych metod diagnostycznych, ale także z generalnej poprawy kondycji zdrowotnej Polaków, realizowanej przez prozdrowotny styl życia. Jeśli jednak polepszającą się kondycją chcemy cieszyć się na emeryturze, powinniśmy też uwzględniać wydłużające się oczekiwane dalsze trwanie życia we własnych kalkulacjach. Z gusowskich tablic wynika, że mężczyźni, którzy w 1990 roku mieli 30 lat, przeciętnie mieli dożyć 69,1, zaś kobiety 77,2 roku życia. W 2013 roku jest to już odpowiednio 74,3 i 81,8 lat. Warto jednak zwrócić uwagę, że im dłużej żyjemy, tym wiek statystycznie możliwy do osiągnięcia zwiększa się. Z tablic wynika bowiem, że w 2013 roku 60 letni mężczyzna przeciętnie może dożyć 78,7, a kobieta 83,9 roku życia.

Podsumowując, wiele wskazuje na to, że obecni 30-40 latkowie mają duże szanse na to, żeby dożyć dziewięćdziesiątki. A to oznacza, że przy aktualnym wieku emerytalnym, który dla kobiet i mężczyzn wynosi 67 lat, trzeba się liczyć tym, że życie na emeryturze potrwa nawet grubo ponad 20 lat. Dlatego, odkładając z myślą o dodatkowej emeryturze, trzeba zdecydowanie uwzględnić to, na jak długo – potencjalnie – te oszczędności będą nam potrzebne. Jeśli ktoś, kto ma obecnie 30 lat, czyli do emerytury pozostaje mu jeszcze 37 lat, zacznie teraz odkładać miesięcznie 200 zł, przy średniej rocznej stopie zwrotu na poziomie 5 proc., w chwili przejścia na emeryturę ma szansę zgromadzić kapitał w wysokości ok. 260 tys. zł. Jeśli potem ulokuje go na bezpiecznej lokacie, z której będzie miał 3 proc. zysku rocznie, to wystarczy, że co miesiąc przez 15 kolejnych lat, będzie wypłacać sobie, z kapitału i z zysku, dodatkową emeryturę wysokości niespełna 1800 zł. Warto w tym miejscu odnotować, że za te 1800 zł za 40 lat będzie można kupić mniej więcej tyle, ile dziś na 700 zł (jeśli średnia roczna inflacja w tym czasie wyniesie 2,5 proc.). Jeśli teraz ten ktoś, wiedząc, że musi się liczyć z tym, że na emeryturze spędzi znacznie więcej czasu, w powyższych obliczeniach zmieni tylko jedną zmienną, a mianowicie wydłuży okres wypłaty na 25 lat, to jego miesięczny dodatek do państwowej emerytury spadnie o jedną trzecią, do zaledwie 1200 zł (na dzisiejsze pieniądze to ok. 450 zł).

Co zrobić, żeby uzupełnić deficyt? Odpowiedź jest prosta: trzeba odkładać więcej. Zamiast 200 zł miesięcznie, trzeba by odkładać ok. 300 zł. Innym rozwiązaniem jest np. coroczna indeksacja odkładanej kwoty. Możemy więc zacząć od 200 zł miesięcznie, a następnie zwiększać tę kwotę o 3 proc. każdego roku, żeby osiągnąć mniej więcej ten sam efekt, jakbyśmy odkładali przez cały okres stałą kwotę równą 300 zł.

Długowieczność, poza chyba oczywistymi korzyściami jakie z niej płyną, rodzi także oczywiste problemy natury finansowej. Może i nie każdy, ale na pewno większość z nas, chciałaby żyć jak najdłużej, ale pracować jak najdłużej pewnie już nie koniecznie. Żeby tak było, trzeba o tym zacząć myśleć odpowiednio wcześniej, pamiętając o tym, że im wcześniej zaczyna się oszczędzać o myślą o tak odległym w czasie celu jak emerytura, tym mniejszym jest to wyrzeczeniem, bo mniejsze kwoty trzeba odkładać. A na przyszłą emeryturę można przejść nie czekając do 67 urodzin.

(Bernard Waszczyk – Open Finance)

podobne: Reforma emerytalna: OFE, ZUS, IKZE. Zakaz inwestowania OFE w obligacje – groźny oraz: „Ostateczne” zmiany w OFE wchodzą w decydującą fazę… kradzieży.

10.08.2014 (IAR) – W Polsce rodzi się mało dzieci. Żyjemy coraz dłużej. To oznacza, że emerytury dzisiejszych 30 czy 40-latków będą niższe niż obecnie.

Rzecznik prasowy Głównego Urzędu Statystycznego, Artur Satora, podkreśla, że Polacy żyją coraz dłużej. W 1950 roku mężczyźni żyli średnio nieco ponad 56 lat, a kobiety prawie 62 lata. W 2013 roku było to odpowiednio ponad 73 lata i ponad 81 lat.

Wciąż jednak sporo brakuje nam do europejskiej czołówki. Wśród 40 krajów nasz kraj zajmuje lokatę dopiero w trzeciej dziesiątce: mężczyźni 28, kobiety 24 miejsce. Najdłużej żyją mężczyźni w Islandii i Szwajcarii (odpowiednio 81,6 i 80,6 lat), najkrócej w Rosji – 63 lata. Wśród kobiet za długowieczne można uznać Hiszpanki czy Francuzki, które żyją przeciętnie ponad 85. Najkrócej w Europie żyją Mołdawianki -74,9 oraz Albanki i Rosjanki – 75 lat.

Negatywnie na przyszłe emerytury Polaków wpływa też mała liczba urodzeń. W rozmowie z IAR, rzecznik Głównego Urzędu Statystycznego, wyjaśnia, że w Polsce 100 kobiet rodzi około 130 dzieci. To zbyt mało, żeby zapewnić prostą zastępowalność pokoleń.

W minionym tygodniu GUS zaprezentował tablice długości życia Polaków w 2013 roku. Wynika z nich, że w porównaniu do 1990 roku kobiety żyją dłużej średnio prawie 6 lat, a mężczyźni prawie 7.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze /GUS/sk

…emerytury nie biorą się z dzieci ale z PRACY i KAPITAŁU wytwarzanego w MIEJSCACH PRACY. W Polsce pomimo milionów ludzi którzy wyemigrowali ZA PRACĄ jest ponad milion DŁUGOTRWALE bezrobotnych i to jest główny problem niewydolności ZUSu zaraz obok ogromnej rzeszy ludzi którym ZUS wypłaca „ubezpieczenie” chociaż nie dołożyli oni do systemu ANI ZŁOTÓWKI… Będą miejsca pracy to i będzie komu odkładać na emeryturę. Nie wspominając o tym, że ludzi bez pracy nie tyle nie stać na odkładanie na emeryturę (niby z czego?) ale przede wszystkim nie stać ich na posiadanie dzieci…

10.08.2014 (IAR) – Warto oszczędzać na emeryturę, ale skąd wziąć dodatkowe środki? Eksperci twierdzą, że problemem nie są zbyt niskie zarobki, ale brak kontroli nad wydatkami.

Autor bloga „Finanse bardzo osobiste”, Marcin Iwuć podkreśla, że większość z nas może wygospodarować nadwyżkę w domowym budżecie. W wielu przypadkach wydajemy pieniądze nieświadomie i kupujemy przedmioty, które nie są nam potrzebne. Rozmówca IAR wyjaśnia, że pierwszym krokiem do wygospodarowania oszczędności jest zaplanowanie budżetu domowego.

Kawa czy posiłki spożywane na mieście nadwyrężają nasz budżet. Podobnie jest z zakupami w marketach. W obu przypadkach planowanie pozwoli zaoszczędzić kilkadziesiąt do kilkuset złotych miesięcznie.

Jak wybrać sposób inwestowania pieniędzy? Większe zyski oznaczają zwykle większe ryzyko utraty kapitału. Ci, którzy mają więcej czasu do emerytury mogą zdecydować się na inwestycje w akcje. Starsi powinni inwestować w bardziej bezpieczne obligacje czy lokaty.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Arkadiusz Augustyniak / Karol Tokarczyk/sk

podobne: Opodatkowanie IKZE. Zachęcają żeby samemu oszczędzać a i tak wszędzie rabują.

większość z nas może wygospodarować nadwyżkę w domowym budżecie. W wielu przypadkach wydajemy pieniądze nieświadomie i kupujemy przedmioty, które nie są nam potrzebne… Ale że się wyrażę – co to kogo obchodzi na co ludzie wydają SWOJE pieniądze? Przecież większość z nas oddaje nie małe sumy przez całe zawodowe życie (nie z własnej woli i często nieświadomie) na „ubezpieczenie”, gdzie nie dość że w sporej części są marnowane i wypłacane ludziom którzy ani złotówki nie dołożyli do wspólnego wora, to na dodatek są one nieefektywnie zarządzane a braki jakie z tego tytułu powstają w domowych budżetach są zgubne bezpośrednio dla ich właścicieli jak i dla gospodarki. Gdyby nie przymus tego wydatku, to ludzie mogliby spokojnie odkładać te sumy na konto, albo w inny sposób inwestować (choćby w dzieci) samemu zabezpieczając swoją przyszłość a państwo nie miałoby obowiązku „troszczyć” się i „zapewniać” komukolwiek (nie)godnej emerytury.

W świetle kwot jakie są ludziom pod przymusem zabierane, obywatel w ogóle nie powinien zastanawiać się nad szukaniem dodatkowych oszczędności skoro ktoś już za niego „oszczędza” i pobiera na ten cel spore pieniądze. Takie podejście do kwestii oszczędzania na emeryturę, jest dla mnie odwracaniem uwagi od głównego problemu – piramidy finansowej zwanej ZUSem. Kto mając choć trochę elementarnej wiedzy na ten temat, pomija wkład ZUSu w dywagacjach nad emeryturą (celowo czy przez przeoczenie), ten jest albo cichym wspólnikiem systemu mającym na celu pogodzić ludzi z sytuacją w której są okradani, albo jest kretynem bo nie wie czym jest ZUS i jakie generuje on koszta dla zarobków i możliwości oszczędzania przez ludzi pieniędzy. Najpierw oddać ludziom ich pieniądze a potem można krytykować ich za rozrzutność – taka jest logiczna i uczciwa kolejność.

Skąd wziąć pieniądze? NIE ODDAWAĆ do ZUSu!

Jako żywo przypomniał mi się jeden z rozdziałów książki John’a Steinbeck’a: Tortilla Flat. Bohaterowie to kloszardzi zamieszkujący chwilowo mały domek i tworzący coś w rodzaju komuny. W wolnym czasie, a maja tylko taki, paisanos piją wino, romansują i pomagają, komu się da. Mają własną filozofię życiową i własny kodeks honorowy. 

W jednym z rozdziałów czytamy więc o tym jak jeden z bohaterów powieści o imieniu Pilon, cieszący się wśród przyjaciół opinią myśliciela humanisty i społecznika, postanawia „zatroszczyć” się o przyszłego towarzysza i lokatora domu Danny’ego (wesoło zamieszkiwanego przez zgraną paczkę paisanos, wiecznie spragnionych taniego wina i głodnych kur sąsiadki Pani Morales), lekko upośledzonego paisano którego wszyscy w Monterey zwą „Piratem”. Czytając tę książkę łatwo dajemy się złapać na lep rozbrajająco niewinnego stylu w jakim opisywane są przemyślenia i perypetie paisanos z Monterey. Zupełnie nam nie przeszkadza fakt, że w zasadzie to Pilonowi i lokatorom domu Danny’ego (wiecznym nierobom, drobnym złodziejaszkom, pijaczkom i lamerom) chodzi o pieniądze „Pirata”, które ów „drogi przyjaciel” (z czego sam (nie)zainteresowany nie zdawał sobie sprawy) ciężką uczciwą pracą, rąbiąc w lesie szczapy drewna na opał, gromadził od dłuższego czasu – co sprytny i mający oczy wokół głowy Pilon zaobserwował. Ze względu na swoje lekkie upośledzenie „Pirat” nie potrafił zatroszczyć się jednak o siebie i pomimo posiadania „znacznego majątku” ubierał się w łachmany, spał w kurniku i jadał resztki jedzenia które dostawał chodząc po restauracjach a którymi to resztkami karmił głównie swoje pięć psów, które towarzyszyły mu wszędzie gdziekolwiek „Pirat” chodził. Spragnionych wina przyjaciół Danny’ego naszła więc któregoś razu nieodparta chęć „udzielenia pomocy” „drogiemu przyjacielowi” i zaopiekowania się nim (skoro sam tego zrobić nie umiał). Obmyślili więc plan jak zwabić Pirata do domu i jak dobrać się do jego pieniędzy, które „Pirat” miał zwyczaj chować w lesie… Analogia owej historii do „szczerej troski” rządzących o naszą przyszłość z której jesteśmy „radośnie” (bo w majestacie prawa) ograbiani, jak ów bezradny wobec przemożnego opiekuńczego instynktu swoich „przyjaciół” upośledzony bohater książki Steinbeck’a noszący dumne „imię” Pirata, jest zdumiewająca.

Tak w ogóle to polecam lekturę całej książki – już bez analogii do szwindla zwanego ZUSem… Tak na poprawę humoru (o ile ktoś ma poczucie)

 3. TFI – Teraz Chiny?

Tytuł może nieco na wyrost, ale TFI inwestujące w walory Chin i Dalekiego Wschodu znalazły się w sytuacji znamionującej możliwość sporej dynamiki. Stąd pewna analogia do tytułu znanego niegdyś filmu.

Dość gwałtownie bowiem zmieniają się liderzy, a najlepsze stopy zwrotu wydają się przemieszczać z rynku tureckiego na wschód. Sprawa jest o tyle interesująca, że wygląda to na obiecujący początek, zapowiadający możliwość kontynuacji. Jak zobaczymy poniżej, znalezione fundusze po długiej konsolidacji odnotowują wybicie w górę.

Mapy ryzyko-zysk okazały się bardzo pomocne w wykryciu tej tendencji.

Na końcu artykułu zamieściliśmy kilka zdań objaśniających funkcjonowanie map ryzyko-zysk.

TFI – WĘDRÓWKA DO CHIN

Poniżej prezentujemy znalezione przy pomocy map ryzyko-zysk najbardziej zyskowne fundusze inwestycyjne w ostatnich trzech miesiącach. Większość znajduje się także w grupie najlepszych za ostatni miesiąc.

Jak wynika z map ryzyko – zysk, cała czołówka ma zbliżone wartości miar ryzyka.

Mapa Stopa zwrotu Maksymalny drawdown – fundusze o najlepszych parametrach (największych stopach zwrotu i małych obsunięciach kapitału) znajdują się w górnym lewym narożniku, a najsłabsze (najmniejsze stopy zwrotu, największe obsunięcia kapitału) – w dolnym prawym

Kolejna mapa zawiera kilka najlepszych funduszy wyselekcjonowanych spośród wszystkich dostępnych. Widzimy, że wartość miary ryzyka, jaką jest tu maksymalne obsunięcie kapitału (drawdown) jest zbliżona dla wszystkich czołowych funduszy.

Podobnie rzecz ma się np. ze średnim czasem odrabiania strat (wychodzenia z drawdownu), co ilustruje następna mapa:

Jak widać, lista najlepszych funduszy, którą prezentujemy niżej, zawiera praktycznie wyłącznie fundusze inwestujące na rynku chińskim, lub ogólniej na rynkach Dalekiego Wschodu.

NAJLEPSZE

Po raz kolejny słuszne okazało się monitorowanie dynamicznie zmieniającej się sytuacji wśród licznych funduszy przy pomocy map, które niezmiernie ułatwiają wykonanie tego zadania.

Sytuację jednego ze znalezionych funduszy (zbliżoną dla całej czołówki) ilustruje wykres:

Uwaga: Jedynym oficjalnym i miarodajnym źródłem wyników funduszy są odpowiednie Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.

KILKA ZDAŃ OBJAŚNIAJĄCYCH

Każdemu punktowi na mapie RYZYKO/ZYSK odpowiada jeden fundusz inwestycyjny. Górny lewy róg mapy zawiera fundusze z punktu widzenia inwestora najbardziej atrakcyjne: o wysokiej stopie zwrotu (oś pionowa) i niskim ryzyku(oś pozioma). Analogicznie – dolny prawy róg mapy, to fundusze o niższych stopach zwrotu, a przy tym parametr określający ryzyko (tutaj średni czas trwania drawdownu, czyli czas odrabiania strat) przyjmuje najmniej korzystne wartości.

Podczas analizy można stosować różne miary ryzyka, jak na przykład odchylenie standardowe, średni drawdown czy też średni czas trwania drawdownu (czas wychodzenia z drawdownu). Wybór miary ryzyka zależy od indywidualnych preferencji inwestycyjnych.

Istotne jest także odpowiednie dobranie długości okresu analizy – dobre wyniki w krótkim okresie nie zawsze muszą przekładać się na stabilne wzrosty długoterminowe.

(Ryszard Łukoś, Zbigniew Łukoś – InvestTracer.com)

podobne: TFI rynku pieniężnego – sposób na bessę. oraz: TFI – jak znaleźć perełki?

Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów. (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy. Zgodnie z powyższym autor, InvestTracer.com oraz Stooq nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszych komentarzy.
źródło: stooq.pl
rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Wskaźnik ZEW dla polskiej gospodarki w dół. Niższy od oczekiwanego odczyt PP wskazuje na spadek PKB. Polska może pozostać zagłębiem taniej siły roboczej.


1. Wskaźnik ZEW dla Polski spadł o 16,4 pkt m/m do 25,0 pkt w lipcu.

Warszawa, 17.07.2014 (ISBnews) – Wskaźnik oczekiwań dotyczących polskiej gospodarki spadł o 16,4 pkt m/m do 25,0 pkt w lipcu, podały Europejskie Centrum Badań nad Gospodarką w Mannheim (ZEW) i Erste Group w komunikacie.

Wskaźnik ocen sytuacji bieżącej spadł także o 16,4 pkt w ujęciu miesięcznym i wyniósł 30,3 pkt.

Wskaźnik oczekiwań dla Europy Środkowo-Wschodniej wraz z Turcją spadł w tym czasie o 9,8 pkt do 27,3 pkt, zaś wskaźnik ocen zmniejszył się o 14,3 pkt do poziomu -0,1 pkt, podano także.

(ISBnews)

podobne: Polska gospodarka – Optymistyczne prognozy NBP.

2. Słabe dane o produkcji przemysłowej.

17.07.2014 (IAR) – Najgorsze od ponad roku dane o produkcji przemysłowej. Główny Urząd Statystyczny podał, że produkcja wzrosła w czerwcu o 1,7 procent rok do roku. Eksperci spodziewali się wzrostu na poziomie około 4 procent.

Główny ekonomista banku Societe Generale Jarosław Janecki uważa, że słabszy wynik to efekt między innymi pogorszenia sytuacji w gospodarce europejskiej. Jak wyjaśnia – mniejsze zamówienia, między innymi z Niemiec, przekładają się na sytuację rodzimych przedsiębiorców.

Ekonomista ocenia, że w tej chwili trudno powiedzieć, jak długo potrwa spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego. Może się okazać, że działania Europejskiego Banku Centralnego wkrótce poprawią sytuację w Unii Europejskiej, a zwłaszcza w strefie euro.

Jarosław Janecki uważa, że jeśli kolejne dane gospodarcze będą się również okazywały gorsze od oczekiwań, Rada Polityk Pieniężnej może się zdecydować obniżyć stopy procentowe.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Arkadiusz Augustyniak/ab

podobne: Wskaźnik Dobrobytu, Produkcja Przemysłowa. Słabe wyniki górnictwa – Zarząd KW wstrzyma wydobycie.

3. Dane o produkcji potwierdzają, że wzrost PKB w II kw. był niższy wg analityków.

Warszawa, 17.07.2014 (ISBnews) – Rozczarowujące dane o produkcji przemysłowej za czerwiec – których zapowiedzią były jednak niezbyt optymistyczny poziom wskaźnika PMI oraz wskaźnika koniunktury gospodarczej GUS – potwierdzają, że II kw. tego roku przyniósł niższy wzrost PKB niż 3,4% r/r odnotowane w I kw., uważają analitycy.

Ekonomiści liczą jednak, że kolejne miesiące przyniosą przynajmniej poprawę tempa wzrostu produkcji o kilka pkt proc. Wskazują przy tym, że coraz większą rolę będzie odgrywał popyt wewnętrzny, zaś eksporterzy mogą liczyć na stabilnego złotego.

Ogółem produkcja sprzedana przemysłu zwiększyła się w poprzednim miesiącu o 1,7% r/r (wobec oczekiwanego wzrostu średnio o 3,5%). Produkcja przedsiębiorstw budowlanych wzrosła o 8,0% r/r (oczekiwano wzrostu średnio o 7,3%).

W stosunku do czerwca ub. roku wzrost produkcji sprzedanej odnotowano w 20 (spośród 34) działach przemysłu. GUS zwraca uwagę, że w większości z nich wzrost ten był jednak wolniejszy od notowanego przed miesiącem, co mogło być związane z osłabieniem dynamiki sprzedaży produkcji przemysłowej na eksport.(…)

Poniżej przedstawiamy najciekawsze wypowiedzi ekonomistów in extenso:

Produkcja przemysłowa w czerwcu zaskoczyła na minus notując wzrost znacznie poniżej prognoz rynkowych. Słabe wyniki w sektorze górniczym to jeden z elementów oddziałujących negatywnie na wynik produkcji ogółem. Od początku br. produkcja w górnictwie liczona na bazie rocznej notuje ujemne poziomy i tak było również w czerwcu. Kluczowe znaczenie dla potrzymania pozytywnych tendencji mają wyniki sektorów produkujących na eksport. Z opublikowanych danych wynika, że produkcja w tych działach utrzymuje wyższą dynamikę wzrostu niż produkcja ogółem. Na dynamikę produkcji w czerwcu negatywnie oddziaływał również niekorzystny układ dni roboczych wynikający z faktu, iż w czerwcu br. mieliśmy o jeden dzień mniej niż miesiąc wcześniej. Na słabszy odczyt wskazywały również spadających wskaźnikach koniunktury (PMI, wskaźnik koniunktury gospodarczej GUS). Zarówno wskaźnik diagnozy bieżącej sytuacji, jak i prognozujący przyszłą produkcje zanotował gorsze wynik niż w maju br. Średnia produkcja po trzech miesiącach br. wyniosła 3,9 proc., jednoznacznie sygnalizując, naszym zdaniem, wyhamowanie tempa wzrostu gospodarczego w II kw. br.W miesiącach wakacyjnych spodziewamy się dodatnich dynamik wzrostu dynamiki produkcji rzędu 3-6 procent, a pewnego osłabienia oczekujemy w kolejnych dwóch miesiącach. Budownictwu nie sprzyjają już efekty pogodowe, a w czerwcu nie sprzyjały również efekty kalendarzowe. Na pewną poprawę sytuacji w budownictwie wskazują również dane o wzroście zatrudnienia w tym sektorze notowane od kwietnia tego roku, aczkolwiek skala tego przyrostu jest niższa niż przed rokiem. Dane te wpisują się w scenariusz stopniowego wzrostu aktywności gospodarczej” – główny ekonomista BPS TFI Krzysztof Wołowicz

„Spodziewamy się poprawy danych o produkcji przemysłowej w kolejnych miesiącach. Szacujemy, że coraz ważniejszą rolę we wzroście aktywności sektora przemysłowego będzie odgrywał sektor krajowy przy odbudowie wzrostu zamówień z rynków eksportowych. Ponadto, kurs walutowy pozostaje stabilny, co wspiera konkurencyjność sprzedaży zagranicznej. Wśród ważnych zagrożeń dla dynamicznej poprawy sytuacji w sektorze należy wymienić przede wszystkim nasilający się konflikt ukraińsko-rosyjski i ewentualne jego reperkusje w postaci ograniczeń w handlu zagranicznym. W tym kontekście ważna będzie odpowiedź Rosji na ostatnie zaostrzenie sankcji ze strony Zachodu. Dla kształtowania się przyszłych zamówień eksportowych istotne są także dane o produkcji w przemyśle niemieckim, które w ostatnim czasie nie dają powodów do optymizmu. Inflacja PPI wyniosła w czerwcu 0,0% m/m i -1,7% r/r wobec -0,2% m/m i -1,0% r/r w maju. W przetwórstwie przemysłowym ceny spadły o 1,9% r/r wobec spadku o 1,0% r/r miesiąc wcześniej, a w górnictwie o 5,4% r/r wobec spadku o 6,1% r/r w maju. Silny spadek inflacji PPI w ujęciu r/r jest efektem wysokiej ubiegłorocznej bazy. Niska inflacja w sektorze przetwórczym wskazuje, że popyt w sektorze nie stwarza problemu niedoboru wolnych mocy produkcyjnych. W kontekście polityki pieniężnej, podtrzymujemy nasz scenariusz stabilizacji stóp procentowych na obecnym poziomie aż do połowy przyszłego roku” – analityk Banku Pekao Wojciech Matysiak

„Wcześniejsze badania koniunktury (zarówno prowadzone przez GUS jak i indeks PMI) sugerowały, że czerwiec był miesiącem pogorszenia aktywności w przemyśle, jednak takiej skali spowolnienia trudno było oczekiwać. Można by sądzić, że sygnalizowane już od kilku tygodni osłabienie popytu, przede wszystkim zagranicznego, zebrało swoje żniwo. Jednak naszym zdaniem negatywny odbiór danych praktycznie niwelują dwa czynniki. Po pierwsze, do spadku dynamiki w przemyśle przyczyniły się istotnie spadki w górnictwie, a samo przetwórstwo przemysłowe wygląda nieco lepiej. Po drugie i ważniejsze, dane po wyeliminowaniu wahań sezonowych wskazują na wzrost produkcji o 0,4 proc. rdr w porównaniu z majem oraz o 2,1 proc. rdr (czyli w stopniu zbliżonym do zanotowanego przed miesiącem, 2,5 proc. rdr). Ponieważ to dane odsezonowane w lepszym stopniu pokazują fundamentalne tendencje, opublikowane dziś dane oceniamy jako neutralne, pokazujące stabilizację tempa wzrostu (podobne wnioski można wyciągnąć także z danych dla sektora budowlanego). Sądzimy, że dane będą neutralne dla RPP, jednak uwaga rynków skupi się na spadku nieodsezonowanej dynamiki produkcji (i negatywnej niespodziance), co przyczyni się do wzrostu oczekiwań na cięcie stóp” – główny ekonomista Banku BGK Tomasz Kaczor

„Na słabsze wyniki produkcji w czerwcu mogły mieć częściowo wpływ czynniki sezonowe, ponieważ spowolnienie wzrostu po ich wyeliminowaniu było mniejsze niż w przypadku ogólnego wskaźnika. Podobnie jak w poprzednich miesiącach negatywny wpływ na wyniki przemysłu miały spadki produkcji w sekcji górnictwa i wydobycia oraz wytwarzania i zaopatrywania w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę. Wyraźnie spowolniła także produkcja w przetwórstwie przemysłowym, gdzie wzrost wyniósł 2,1% r/r wobec 5,7% r/r miesiąc wcześniej. Spadła też liczba branż, które zanotowały wzrost produkcji w czerwcu i wyniosła 20 wobec 27 przed miesiącem. Wciąż dynamiczne wzrosty notowały branże o dużym udziałem eksportu, jednak również w ich przypadku nastąpiło wyhamowanie wzrostów. Wyhamowała też dynamika produkcji budowlano montażowej, która wyniosła w czerwcu 8,0% r/r wobec 10,0% r/r w maju. Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym wzrost produkcji budowlano-montażowej wyniósł 8,7% r/r i przyspieszył z 8,3% r/r w maju. W stosunku do czerwca ub. roku wzrost zrealizowanych robót odnotowano w jednostkach wykonujących głównie roboty związane z budową obiektów inżynierii lądowej i wodnej i roboty budowlane specjalistyczne. W przedsiębiorstwach zajmujących się wznoszeniem budynków wystąpił spadek produkcji o 12,1% r/r. Wciąż nie ma presji cenowej na poziomie producentów. Roczny spadek cen produkcji wyniósł w czerwcu 1,7% wobec 1,0% r/r w maju, choć był mniejszy niż nasz szacunek. Utrzymywanie się deflacji cen produkcji wynika z sytuacji na rynkach surowcowych oraz dużej konkurencyjności na ryku wyrobów gotowych. Kondycja przemysłu w czerwcu była słabsza niż oczekiwano i wskazują na słabsze wyniki całego drugiego kwartału w stosunku do pierwszych trzech miesięcy tego roku. Wyhamowanie wzrostów w przemyśle wiązać się może z wyhamowaniem wzrostu gospodarczego w Niemczech, choć warto zwrócić uwagę, że spadki indeksu PMI w Polsce były w ostatnich miesiącach głębsze niż w Niemczech. Biorąc pod uwagę odbudowę popytu krajowego w Polsce, taka rozbieżność wydaje się nieuzasadniona, stąd pogorszenie wzrostu przemysłu może okazać się przejściowe. Dzisiejsze dane zwiększą rynkowe oczekiwania na obniżki stóp procentowych, jednak wyniki jednego miesiąca nie muszą zmienić optyki RPP. dopiero trwałe sygnały spowolnienia wzrostu gospodarczego mogą przekonać Radę do cięcia stóp procentowych” – ekonomiści Banku Millennium

„Produkcja przemysłowa wzrosła w czerwcu o zaledwie 1,7% r/r, co było znacząco poniżej naszej prognozy (4,4%) i konsensusu rynkowego (4%). Wynik sektora budowlano-montażowego nie zaskoczył – wzrost o 8% r/r. Oznacza to, że średni wzrost produkcji przemysłowej w ostatnich trzech miesiącach był o ok. 1 pkt proc. poniżej wyniku z I kwartału. Z drugiej strony, wyniki w sektorze budowlanym w drugim kwartale nieco się poprawiły. Wciąż czekamy na wyniki czerwcowej sprzedaży detalicznej, jednak wszystko wskazuje na to, że drugi kwartał pokaże niższą dynamikę PKB. Naszym zdaniem, wciąż utrzyma się ona powyżej 3%. Nie zmieniamy naszej prognozy, że RPP utrzyma stopy procentowe bez zmian przez dłuższy czas. Głównym ryzykiem dla takiego scenariusza byłaby kontynuacja spowolnienia gospodarki w III kwartale, czego nie oczekujemy” – ekonomiści Banku Zachodniego WBK

(ISBnews)

podobne: Koniunktura w przemyśle: Gorzej niż przed miesiącem i przed rokiem

4. Polska może pozostać zagłębiem taniej siły roboczej.

17.07.2014 (IAR) – Bez poważnych inwestycji Polska może pozostać zagłębiem taniej siły roboczej. Z raportu firmy doradczej Deloitte wynika, że ponad połowa polskich firm planuje zwiększyć wydatki na badania i rozwój. Jednak potrzeby są znacznie większe, jeśli rodzime firmy chcą skutecznie konkurować na rynku międzynarodowym.

Magdalena Burnat-Mikosz z Deloitte wyjaśnia, że niskie koszty pracy będą ważnym atutem Polski jeszcze przez pięć lat. Jednak chcąc utrzymać konkurencyjność, trzeba w coraz większym stopniu opierać gospodarkę na wiedzy. Magdalena Burnat-Mikosz podkreśla, że wydatki na badania i rozwój to nie tylko inwestycje, które kończą się opatentowaniem wynalazków. Chodzi także na przykład o poprawę jakości oferowanych usług, czy wprowadzanie na rynek nowych produktów.

Autorzy raportu wskazują, że w Polsce dwie trzecie pieniędzy wydawanych na badania i rozwój pochodzi z sektora publicznego. Prywatni przedsiębiorcy skarżą się na brak zachęt, na przykład podatkowych lub w formie dotacji.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Arkadiusz Augustyniak/ab

podobne: Lubowski: musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach. Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność” oraz: Polska gospodarka – co się opłaca a co nie. polecam również: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty.

źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Od września polski PKB będzie wyższy – GUS wliczy dochody nielegalne do PKB.


06.07.2014 (IAR) – Od września polski Produkt Krajowy Brutto będzie wyższy. Niestety, wzrośnie jedynie na papierze, za sprawą wliczania do niego dochodów nielegalnych. Nowy sposób obliczania wzrostu gospodarczego uwzględni między innymi wpływy z prostytucji, czy przemytu.

Wiceprezes Głównego Urzędy Statystycznego Halina Dmochowska przyznaje, że uzyskanie informacji o nielegalnym obrocie nie będzie proste, ale statystycy mają swoje sposoby. Źródłem wiedzy mogą być na przykład informacje pochodzące z policji, organizacji pozarządowych, czy niektórych stowarzyszeń….

…Analityk Paweł Cymcyk podkreśla, że oszacowany zostanie zarówno dotychczasowy, jak i obecny wzrost PKB, Z drugiej strony dług publiczny pozostanie na tym samym poziomie, co oznacza, że rządzącym poprawią się statystyki. Chodzi o to, że spadnie relacja długu do PKB, choć w rzeczywistości nic się nie zmieni. Dlatego ekspert uważa, że wliczanie dochodów nielegalnych do PKB tylko zaciemni obraz gospodarki.

Nowy sposób obliczania wzrostu gospodarczego będzie uwzględniał również między innymi nakłady na badania i rozwój. Pracownicy GUSu podkreślają, że nad wprowadzeniem zmian w metodologii pracują wszystkie europejskie urzędy statystyczne, a wiele pozaeuropejskich już oblicza PKB na nowych zasadach.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Arkadiusz Augustyniak/łp

źródło: stooq.pl

podobne: Burdel filarem unii? czyli zbliżające się ożywienie gospodarcze w prowincjach wschodnich

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

 

Jaka jest naprawdę „średnia” płaca w Polsce


GUS ogłasza i podaje do publicznej wiadomości wysokość średniej płacy w Polsce. W oparciu o ten wskaźnik są indeksowane różne inne wielkości w gospodarce. Wysokość średniej płacy znajdziemy tu:

stat.gov.pl/obszary-tematyczne/praca-wynagrodzenia/zatrudnienie-wynagrodzenie/przecietne-miesieczne-wynagrodzenie-w-gospodarce-narodowej-w-latach-1950-2013,2,1.html

i wyniosła ona w roku 2013

3650,06 PLN

Jednakże, średnia nie jest w tym przypadku miarą, dobrze oddającą to jakie jest przeciętne wynagrodzenie tak jak to rozumie ogół. Rozkład płac jest rozkładem asymetrycznym skośnym prawostronnie, pojęcie czego najlepiej zobrazuje poniższy wykres

W takim przypadku podanie wysokości MEDIANY jest dużo bardziej poprawne i jest to wielkość która powie więcej. Mediana jest to wysokość płacy, którą otrzymuje conajmnije połowa zatrudnionych.

GUS wysokość mediany podaje raz na dwa lata i tylko dla firm zatrudniających powyżej 9 osób

stat.gov.pl/obszary-tematyczne/praca-wynagrodzenia/zatrudnienie-wynagrodzenie/struktura-wynagrodzen-wedlug-zawodow-w-pazdzierniku-2012-r-,5,3.html

Wiedza ta jest o tyle przydatna, że możemy się dowiedzieć, że w roku 2012 mediana stanowiła 80,0% średniej płacy.

Jeżeli rozszerzymy tą wielkość na całą gospodarkę, to otrzymamy

=3650,06 * 80% = 2918,67 PLN

Możemy przypuszczać, że mediana w całej gospodarce narodowej kształtuje się w tych okolicach. Tak naprawdę zapewne jest ona niższa, gdyż o ile śr. płaca w 2012

old.stat.gov.pl/gus/5840_826_PLK_HTML.htm

w przedsiębiorstwach zatrudniających powyżej 9 osób wynosiła

3980 PLN to w przedsiębiorstwach do 9 os. włącznie jedynie

2 172 PLN

75%,3/4 zatrudnionych w takich firmach otrzymywała oficjalnie płacę minimalną

serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/772649,milion-polakow-pracuje-za-wynagrodzenie-minimalne.html

„Na pocieszenie” można dodać, że zatrudnionych w takich firmach było tylko 19,4% osób.

W tej kalkulacji należy uwzględnić także, że cały czas jest mowa o płacach brutto. O ile ktoś nie jest kadrową/ym lub księgową/ym, albo bardzo biegły z prawa podatkowego. To nie przeliczy tego w mig na zapłatę NETTO, czyli „do ręki”. Praca w Polsce jest obłożona GIGANTYCZNYMI podatkami i stąd:

Mediana netto obliczona za pomocą

www.money.pl/podatki/kalkulatory/plac/

Wynosi z płacy brutto 2918,67 PLN

 2 099,85 PLN

 i właśnie przez taką wielkość „zwykły” człowiek rozumie wartość „średnią”/przeciętną. Ok. 2100 PLN(lub niżej) była przeciętną płacą, którą otrzymywał zatrudnony w Polsce w 2013 r. Warto o tym pamiętać, gdy następnym razem usyszysz w mediach, że średnia płaca w Polsce to 4000 zł. Nie jest to kłamsto, jest to „prawda statystyczna” niemożliwa do zinterpretowania przez przeciętnego obywatela.

płacaźródło: iluzja.pieniadza.salon24.pl

podobne: Szwajcarzy odrzucają płacę minimalną. Lewactwo odprawione z kwitkiem.

polecam również: Polak biedny bo musi się dzielić… z państwem

oraz: Efekt płacy minimalnej w Hiszpanii? Stada bezrobotnych kretynów.

a także: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu.

10 lat Polski w UE: nowa polska emigracja. „Święto Szklanych Paciorków” (Ziemkiewicza) oraz „Unijna dekada” (cynik9)


01.05. Warszawa (PAP) – Po wstąpieniu Polski do UE w 2004 r. Polacy na dużą skalę zaczęli, w poszukiwaniu pracy, wyjeżdżać za granicę do państw Unii. Część z nich dorabia się i wraca, a część po zakosztowaniu lepszego życia chce zostać na dobre i ściąga do siebie rodziny.

Rynek pracy dla Polaków się powiększył, więc ludzie jadą tam, gdzie jest jej więcej, jest lepiej płatna i ciekawsza. Dzięki tanim lotom i internetowi mogą zachować kontakt z rodziną, póki nie zdecydują się na jej ściągnięcie za granicę na stałe.

„Wraz z wstąpieniem Polski do UE i stopniowym znoszeniem przez kolejne kraje okresów przejściowych w dostępie do rynku pracy, rynek ten poszerzył się o olbrzymi obszar, na którym funkcjonuje kilkaset milionów ludzi. Zwiększyły się więc możliwości” – tłumaczy PAP dyrektor Ośrodka Badań nad Migracjami UW, profesor Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej Marek Okólski.

Według danych szacunkowych GUS z października 2013 r. zawartych w raporcie o rozmiarach i kierunkach emigracji z Polski w latach 2004-2012, poza granicami w końcu 2012 r. czasowo przebywało 2,13 mln mieszkańców, tj. o 70 tys. więcej niż w 2011 r., przy czym najwięcej – ok. 1,72 mln – w krajach UE; liczba ta zwiększyła się o 50 tys. w stosunku do 2011 r.

Spośród krajów UE nadal najwięcej osób było w Wielkiej Brytanii (637 tys.), Niemczech (500 tys.), Irlandii (118 tys.), Holandii i Włoszech (po 97 tys.), Norwegii (65 tys.), Francji (63 tys.), Belgii (48 tys.), Szwecji (38 tys.), Hiszpanii (37 tys.) i Austrii (28 tys.).

„Tak naprawdę poza granicami żyje dużo więcej Polaków” – podkreśla Okólski. Zwraca uwagę, że wśród tych 2,13 mln znajdują się wyłącznie osoby, które są na stałe zameldowane w Polsce, czyli wg GUS traktuje się je jako czasowo przebywające za granicą. „Ale jest też dodatkowe paręset tysięcy Polaków, którzy nie są już na stałe zameldowani w Polsce, a też wyjechali za granicę w ostatnich latach. Warto pamiętać, że wśród przebywających obecnie za granicą jest ok. 1/4 osób, które wyjechały z Polski przed akcesją do UE” – zastrzega.

Dyrektor OBM informuje, że obecnie jest nieco ponad milion Polaków przebywających za granicą, którzy na pewno, zgodnie z oenzetowską definicją kwalifikują się do emigracji poakcesyjnej; wg niej jest nim osoba, która wyjechała i przebywa za granicą co najmniej rok. Takich osób było na początku 2013 r. 853 tys., ale ponadto trzeba uwzględnić 225 tys. osób, które opuszczając Polskę po 1 maja 2004 r., wymeldowały się z pobytu stałego.

Karolina Grot z Programu Polityki Migracyjnej Instytutu Spraw Publicznych (ISP) także zwraca uwagę, że bardzo trudno precyzyjnie określić skalę poakcesyjnych polskich migracji, gdyż jest to zjawisko niezwykle płynne.

Choć wielu polskich migrantów umyka dostępnym statystykom, to z danych GUS możemy jednak wyciągnąć jakieś wnioski. „Wiemy, że polska emigracja wzrastała od 2004 r., by w okresie najbardziej nasilonego odpływ, czyli w 2007 r. osiągnąć 2,3 mln. Wraz z pogłębiającym się kryzysem ekonomicznym w wielu krajach Europy Zachodniej liczba Polaków za granicą zaczęła stopniowa spadać, by na koniec 2012 r. osiągnąć poziom 2,13 mln” – mówi PAP analityczka.

Grot podkreśla, że w porównaniu do krajów unijnych USA i Kanada nie są tak bardzo popularnymi krajami emigracji. Polacy w UE mają wiele przywilejów: możliwości podjęcia pracy bez specjalnych zezwoleń, korzystają z możliwości zakładania działalności gospodarczej, mają też znacznie łatwiejszy dostęp do zasiłków np. dla bezrobotnych czy z tytułu urodzenia dziecka. Na początku roku burzę nie tylko w Polsce, ale i w UE, wywołała wypowiedź premiera W. Brytanii Davida Camerona, który uznał za błąd otwarcie brytyjskiego rynku pracy w 2004 r. dla obywateli nowych krajów UE, w tym Polski, i zażądał m.in. ograniczenia prawa imigrantów zarobkowych do pobierania zasiłków na dzieci pozostawione w kraju.

Według NBP od czasu wejścia do UE polscy emigranci przysłali do kraju 166,8 mld zł. Jednak z roku na rok tych transferów jest coraz mniej. W 2013 r. było to 17,1 mld zł, o 300 mln zł mniej niż rok wcześniej i o 3 mld zł mniej niż w rekordowym pod tym względem roku 2007. NBP szacuje, że udział transferów w PKB wzrósł po wejściu do UE z 1 do 2,5 proc. Zdaniem NBP, po kryzysie emigranci przestali przesyłać pieniądze i zaczęły ściągać do siebie rodziny; obecnie transfery te wynoszą ok. 1,5 proc. PKB.

Pod koniec listopada ub. r. CBOS opublikował badania dotyczące emigracji zarobkowej z Polski. Od czasu wejścia do UE do pracy za granicę udawał się lub nadal tam pracuje co siódmy dorosły Polak (14 proc.), z kolei co czwarty deklaruje gotowość podjęcia pracy poza ojczyzną. Pracę za granicą najczęściej podejmują osoby młode; częściej mężczyźni (18 proc.) niż kobiety (10 proc.).

Psycholog kulturowy z UJ prof. Halina Grzymała-Moszczyńska uważa, że obecnie z Polski wyjeżdża bardzo wiele grup społecznych i zawodowych. „Wyjeżdżają ludzie młodzi, którzy dopiero wchodzą w życie zawodowe, ale też ustabilizowani profesjonaliści, czy ludzie bezrobotni, którzy bądź stracili jedną pracę, bądź nie zaakceptowali innej” – mówi w rozmowie z PAP.

„Od kilku lat migracje się bardzo zmieniły z uwagi na to, że jest łatwo wyjechać” – uważa Grzymała-Moszczyńska – Nie są to decyzje na całe życie, kiedy ludzie często mieli świadomość, że jak wyjadą, to nie jest pewne, czy kiedykolwiek wrócą, czy kiedykolwiek zobaczą najbliższych. Teraz są to decyzje tymczasowe, migracje wahadłowe na zasadzie: wyjeżdżam, pracuję przez kilka miesięcy i wracam” – wskazuje. Grzymała-Moszczyńska dodaje, że „wyjazdy krótkoterminowe mogą przerodzić się w długotrwałe, ale wcale nie muszą; nie implikują też powrotu do Polski”. „Wyjazd z Anglii nie znaczy, że wrócę do Polski; pojadę dalej do innego kraju europejskiego, a może do USA, a może do Nowej Zelandii” – dodaje.

Karolina Grot również wspomina o migracjach wahadłowych; wskazując wszelako, że już nie tak często jak kiedyś możemy mówić o krótkookresowych migracjach Polaków. „Oczywiście one są; w dalszym ciągu jest wielu Polaków, którzy wyjeżdżają za granicę do pracy sezonowej (Niemcy, Holandia, Włochy czy kraje skandynawskie, głównie w rolnictwie i budownictwie”.

Według Okólskiego „w coraz większym stopniu pobyt Polaków za granicą przybiera charakter trwały”.

Powody wyjazdów są różne. Bardzo wiele osób wyjeżdża, bo chce zakosztować życia pozbawionego napięć finansowych, dającego większe możliwości. Część nie widzi dla siebie perspektyw w kraju, pracy w swoim zawodzie, bo wie, że tej pracy nie znajdzie za godziwe pieniądze, albo, że nie będzie ona satysfakcjonująca.

Instytut Sobieskiego zwraca uwagę, że „ostatnio z Polski wyjechała warstwa najbardziej kreatywna: ponad 1,2 mln osób z wykształceniem co najmniej średnim, w tym ponad 400 tys. z wyższym, czyli prawie 7 proc. ogółu ludności z takim wykształceniem”. W opinii prof. Grzymały-Moszczyńskiej „taką polityką doprowadzamy do dekonstrukcji bazy akademickiej w Polsce, bo w którymś momencie nie będzie wymiany pokoleń. Drenaż mózgów, który sobie generujemy na własne życzenie”.

Coraz więcej Polaków, którzy ruszają na emigrację, to bardzo dobrze wyedukowani ludzie, dla których obcy język nie jest problemem albo którzy w czasie studiów wyjeżdżali za granicę. „I później tacy – jak zauważa wykładowczyni UJ – dokonują świadomego wyboru konsumpcyjnego, czyli który kraj zaoferuje im lepsze warunki, poczucie bezpieczeństwa finansowego, rozwoju, stabilność”. „Na kraj się patrzy jak na coś do skonsumowania” – kwituje rozmówczyni PAP.

Jak mówi Okólski, kraje anglojęzyczne, jak USA, W. Brytania, czy Irlandia, przyciągają znacznie lepiej wykształconych. Ekspert tłumaczy to głównie tym, że Polacy, którzy mają wyższe aspiracje zawodowe, w większości mówią po angielsku. Poza tym, jak wskazują badania wśród polskich imigrantów, ci, którzy są w Anglii, czują większą otwartość tego społeczeństwa na różnorodność kulturową. Mniej wykształceni Polacy udają się w większości do Włoch, Niemiec, Holandii, Norwegii i Islandii.

Analityczka z ISP wskazuje ponadto, że coraz częściej na życie za granicą decydują się np. Polacy ze środowiska LGBT, albo osoby, które zaczynają uwierać wpływy Kościoła katolickiego. Nie zawsze więc motywacja zarobkowa jest tą dominującą wśród wyjeżdżających Polaków. „Część z nich najczęściej już po znalezieniu pracy za granicą zaczyna aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym i politycznym emigracji, np. kandydując na radnych, czy zakładając organizacje pozarządowe” – dodaje Karolina Grot.

Karolina Cygonek (PAP)     …źródło: stooq.pl

cyk/ kot/ eaw/

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

podobne: Emigrowani…. dla chleba Panie dla chleba!

oraz: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty.

polecam również: „Wielka Ucieczka”… za darmochą. A gdyby tak zlikwidować koryto?

…jako komentarz fragment artykułu Rafała Ziemkiewicza: „Święto Szklanych Paciorków”

Tandetne, kretyńskie obchody, spoty reklamowe, baloniki i to ciągłe podkreślanie, że Unia nam wybudowała mostek, basen, kawałek dróżki, to ciągłe epatowanie wyliczaniem miliardów jakie nam daje (przy całkowitym przemilczaniu naszego w nią wkładu) – to już coś gorszego, niż nadęta propaganda, do jakiej nas przyzwyczaił już PRL, a III RP nic w tym względzie nie zmieniła. To po prostu żałosne, haniebne i głupie wyrzekanie się wszystkiego w zamian za obietnicę promocji w supermarkecie. Supermarkecie, który potem wszystkie zarobione na głupich tubylcach pieniądze wytransferuje poza miejscowym opodatkowaniem do siebie, wiedząc, że żaden polski głupol nie zastanowi się, jaki jest związek między poddaniem całej gospodarki kolonizatorom, a żałosnym stanem usług publicznych. A jeśli się nawet zastanowi – to inni tubylcy zakrzyczą go, żeby się zamknął, bo przecież Bwana Kubwa nam tyle daje kasabubu, kolorowych paciorków i szmatek z modnymi logo, że, no, jak można…

Polska nie potrzebuje unijnych dopłat ani dyrektyw. Polacy potrafili, nawet za komuny, budować doskonałe  autostrady (niestety, w Iraku), kształcić specjalistów i dokonywać wynalazków (choć, niestety, w realnym socjalizmie nie dawało się już ich wdrożyć) i większość unijnych dotacji bardziej dziś Polskę niszczy, korumpując i deprawując warstwy rządzące, niż nam pomaga.

Tym, czego Polska potrzebuje, jest uczestnictwo na w miarę równych prawach w europejskim obszarze gospodarczym. Można było to osiągnąć w ostatnim dziesięcioleciu na warunkach znacznie lepszych, nie płacąc milionami obywateli, którzy zamiast na emerytury i dobrobyt Polski pracują dziś na dobrobyt krajów zachodnich, sprawiając, że sypnięte tu dotacje zwracają im się już teraz z nawiązką.

Poparcie dla Unii sięgnęło – z niewielką pomocą Putina – 90 procent, triumfują namiestnicy naszego bantustanu, obiecując, że jeśli damy im te legendarne eurodiety, to wyżebrzą dla nas jeszcze więcej szklanych paciorków. Ja mimo wszystko widzę w tych statystykach powód do ostrożnego optymizmu. Jest więc coś, co się wymyka pakietyzacji i co łączy 90 procent Polaków: to jest przekonanie, że Unia Europejska jest czymś zupełnie innym, niż jest w istocie, i że nasze miejsce w niej jest zupełnie inne, niż naprawdę.

Z deszczu pod rynnę - Żukow

Z deszczu pod rynnę – Żukow

Teraz trzeba jeszcze rozczarowania – a przyjdzie ono nieuchronnie – a 90 procent nabranych zamieni się w 90 procent wkurzonych…

Mariusz Max Kolonko o zaufaniu Polaków do UE – United States of Europe?

więcej o tym skąd bierze się wysokie „poparcie” dla UE – TNS Polska: Polacy o UE – mało wiedzy, mimo to (a może właśnie dlatego) sporo zaufania

…i jeszcze jeden fragment, cynik9 pisze:

…Szkoda że niewielu publicystów, zamiast bezrefleksyjnie wznosić peany za unią, nie pokusiło się o bardziej wnikliwe spojrzenie na to co straciliśmy wstępując do unii, jak by kraj mógł wyglądać rozwijając się bez unii, i co by mógł osiągnąć ciesząc się pełną niepodległością i narodową suwerennością. A mógłby osiągnąć, naszym zdaniem, o wiele więcej niż osiągnął działając ze skrępowaną unijnym sznurkiem jedną ręką i oddając swą suwerenność za unijne srebrniki.

Nie potrafiliśmy niestety przekuć nadarzającej się raz na stulecie wielkiej historycznej szansy w dziejowy sukces wielkiego formatu. Nie stało na to kolektywnej narodowej mądrości, wizji, być może wyobraźni. Wymagałoby to przede wszystkim anulowania magdalenkowego przekrętu i wyczyszczenia post komunistycznej stajni Augiasza do końca, w tym przeprowadzenia pełnej lustracji. Bez demontażu starych struktur wszędzie, przynajmniej do tego stopnia co w Niemczech, łącznie z oświatą i sądownictwem, nie można budować struktur nowych, zdrowych i niezależnych.

Po przygotowaniu jednak przedpola przed krajem – dużym, ludnym, chłonnym po komunistycznym poście, łaknącym wolności i otwartym na biznes otwarłby się okres długotrwałej prosperity. Sprzyjała temu unikalna sytuacja geopolityczna i ekonomiczna. Przynależność do unii i brak suwerenności narodowej są czynnikiem osłabiającym potencjalny wzrost, a nie stymulującym. Dość przypomnieć że w dekadzie przed-unijnej 1995-2004 tempo wzrostu gospodarczego było średnio 4.6%, wobec niecałych 4% w następnej dekadzie. Co więcej, względnie wysokie tempo wzrostu pierwszych lat „unijnych” spadło pod ciśnieniem unijnych regulacji do obecnego poziomu poniżej 1%. W ten sposób kończy się okno kilkunastu lat które mieliśmy dane aby „dogonić” Europę. Owszem, trochę podgoniliśmy. PKB per capita wzrósł w ostatniej dekadzie z 51% unijnej średniej do 67%. Ale średnia mocno spadła po akcesie masy spauperyzowanych post-sowieckich satelitów a na dogonienie „starej unii” nie ma żadnych szans. Aby doganiać trzeba biec szybciej niż inni, a coraz bardziej skrepowany unijnymi regulacjami i drenażem najlepszych sił kraj prędzej niż Niemcy czy UK biec już nie będzie.

A była dobra szansa aby bez unijnego balastu biec szybko i długo, emulując bardziej przykład chiński. To stały, szybki wzrost krajowego PKB buduje bogactwo i prosperity narodu, nie unijne dotacje bez których można się było obejść i które bezpowrotnie się skończą przechodząc w kolejne obciążenie. Nie chodzi tu bynajmniej o odwracanie się od unii i od realiów czego położony w Europie kraj robić nie może. Jednak traktat stowarzyszeniowy z EU, nie powiązany z formalnym wchodzeniem w struktury EU ani z przyjmowaniem wspólnej waluty, był osiągalny i byłby dla kraju znacznie bardziej korzystny. Świadczy o tym pakiet umów wynegocjowanych przez Szwajcarię po tym jak ludność tego kraju w referendum odrzuciła członkostwo w EU, i na całe swoje szczęście. Dodając trochę wody do wina tu i ówdzie Szwajcarzy zachowali suwerenność, stojąc z daleka od unijnego ustawodawstwa i od Brukseli a jednocześnie posiadając pełnię przywilejów nieskrępowanego dostępu do wielkiego wspólnego rynku. Owszem, nie dostają żadnych subsydiów i dopłat z Brukseli, sami nawet tu i ówdzie dokładając. Ale też rozwijają się szybciej niż unia, wolni są od trawiącego ją kryzysu i od konwulsji strefy euro…

Gonić króliczka - Zbirek

Gonić króliczka – Zbirek

Trzecim czynnikiem powodującym że nie jesteśmy gospodarczo tam gdzie moglibyśmy być wiąże się  z postępującą utratą suwerenności narodowej poprzez wprowadzaną  tylnymi drzwiami euro „integrację”,  vide układ lizboński. Nawet jeśli wejście do unii potraktować jako „konieczność historyczną” to nie było żadnej konieczności historycznej podpisywania tego układu. Propaganda przedstawia to jako „logiczną”  progresję, kolejny krok, zacieśnienie współpracy. Nic z tych rzeczy! W rzeczywistości nie był to żaden dalszy ciąg, a w każdym razie nie krok w tym kierunku w którym powinniśmy iść. Była to fundamentalna zmiana układu przeprowadzona w dużej części za kulisami. Przejście z bloku wolnego handlu do którego aspirowaliśmy i do którego weszliśmy 10 lat temu w ponadnarodowe imperium w którym się obudziliśmy. Na to nie powinniśmy się byli nigdy godzić i tu tkwiła kolejna stracona szansa. Raz wpuszczonego do EU kraju nie sposób przecież usunąć, co dawało mu znaczny lewar w negocjacjach. Rządząca wówczas ekipa sama wiedziała że podpisując Lizbonę ociera się o zdradę narodową. Nie bez kozery pominęła dla bezpieczeństwa rozpisanie w tak newralgicznej i zmieniającej charakter naszego uczestnictwa w EU sprawie nowego referendum. Jego wynik pewny nie był.

Podpisanie Lizbony było aktem świadomego zrzeczenia się suwerenności narodowej przez co kluczowe decyzje gospodarcze podejmowane będą odtąd poza krajem tzw. „podwójną większością”. Króliczek będzie więc gonił i gonił, i nigdy nie dogoni.

polecam lekturę całości tu: dwagrosze.com

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

czym jest UE – Z deszczu pod rynnę czyli… jak Polska dorabia Europę

polecam również: Mit „unijnej pomocy” oficjalnie obalony. Nie idźmy tą drogą!

oraz: Majtki w dół czyli… 6 mitów na temat dotacji z Unii. Cukiernik: Prawda i fałsz o dotacjach z UE*

Polska gospodarka: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie, chiński biznes zainteresowany polską żywnością.


1. Deloitte wytyka, że Polska nie wspiera innowacji, jak inni w regionie

24.04. Warszawa (PAP) – Polska jest jednym z krajów o najmniej innowacyjnej gospodarce w Europie, jednak w przeciwieństwie do naszych sąsiadów, innowacyjni przedsiębiorcy nie mogą liczyć na żadne ulgi, czy krajowe programy wsparcia – wynika z raportu firmy Deloitte.

W niemal 40 państwach na świecie obok grantów, stosuje się zachęty podatkowe, by stymulować przedsiębiorców do projektów badawczo rozwojowych (B+R) – wynika z „Przeglądu zachęt na działalność B+R na świecie” Deloitte.

Sąsiedzi Polski nie oglądają się przy tym na środki unijne, nie szukają też wymówek w postaci konieczności zmniejszania wydatków budżetowych. Firmy, które realizują prace badawcze, mogą liczyć np. na ulgi w podatkach. W Polsce – jak wskazują nasi przedsiębiorcy – bardziej opłaca się sprawdzić z zagranicy gotowe, innowacyjne rozwiązanie, niż opracować je na miejscu. W tym pierwszym przypadku koszty można bowiem odliczyć od podatku, w tym drugim już nie.

Inaczej jest np. na Węgrzech, gdzie wydatki związane z B+R mogą być odjęte od podstawy opodatkowania CIT. Ulga w przypadku kosztów działalności badawczo-rozwojowej wynosi tam aż 200 proc. Zachętę w wysokości na wdrażanie projektów naukowo-badawczych mają też Czesi. W Chorwacji ulga ta wynosi od 175 do 250 proc., a na Litwie wprowadzono odliczenie o wartości 300 proc.

Od 1 lipca 2014 r. również na Łotwie zostanie wprowadzona ulga w wysokości 300 proc. na kwalifikowane koszty B+R obejmujące m.in. koszty pracy i płatności na rzecz instytucji badawczych oraz akredytowanych podmiotów testujących i certyfikujących wyniki tych prac.

„W 2014 roku do grona państw stosujących efektywne zachęty podatkowe na działalność B+R dołączy również Słowacja, a to oznacza, co może istotnie osłabić pozycję konkurencyjną Polski” – mówi cytowany w komunikacie Michał Turczyk, Dyrektor w dziale R&D and Government Incentives, Deloitte.

Deloitte zauważa, że polski rząd przyjął „Program Rozwoju Przedsiębiorstw do 2020 r.”, w którym pojawia się zapowiedź poprawy sytuacji przedsiębiorstw inwestujących w B+R. Chodzi o wprowadzenie nowej premii z tytułu prowadzenia projektów badawczo rozwojowych, w miejsce aktualnej, która faworyzuje nabycie praw do nowych rozwiązań opracowanych przez podmioty trzecie.

Analitycy podkreślają jednak, że założenia systemu nie są jeszcze znane, a wprowadzenie zmian w prawie będzie możliwe dopiero po tym, jak Polska wyjdzie z unijnej procedury nadmiernego deficytu, czyli najwcześniej w 2016 r. Do tego czasu minister finansów nie chce uszczuplać budżetu państwa przez nowe wydatki, ani też zmniejszać przychodów przez nowe ulgi, nawet proinnowacyjne.

Tymczasem, jak wskazuje Magdalena Burnat-Mikosz z Deloitte, granty udzielane są w trybie konkursów, na projekty nierozpoczęte, a zatem trudno założyć, że mogą być bezpiecznym źródłem finansowania ryzykownych przedsięwzięć firm. „Dlatego zachęty podatkowe są efektywniejsze w planowaniu długofalowym wzrostu opartego na nowej wiedzy” – oceniła.

Polska jest jednym z krajów o najmniej innowacyjnej gospodarce w Europie. Z ostatniego rankingu przygotowanego przez Komisję Europejską „Innovation Union Scoreboard” wynika, że niżej od nas spośród 28 krajów unijnych plasuje się jedynie Bułgaria, Łotwa i Rumunia.(PAP)

stk/ mhr/                                      

podobne: Śmieci przygniotły “nierząd”…i spadliśmy pod względem konkurencyjności.  oraz:  Raz w górę, raz w dół. Dwa rankingi o “wolności gospodarczej”. Komu wierzyć?

rys.  Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

…co tu komentować. „Czemuś biedny? Boś głupi” – tak najkrócej można określić politykę podatkową w naszym kraju która zasadza się na opodatkowaniu wszystkiego co tylko można. Bo chodź (nie)rząd tłumaczy się że nie ma pieniędzy na złagodzenie polityki podatkowej, to sam sobie pozwala na zwiększanie co i rusz deficytu, zawieszanie progów ostrożnościowych odnośnie długu, rabuje pieniądze z funduszy emerytalnych a wszytko po to żeby zmarnować te pieniądze w sposób zupełnie nieuzasadniony na swoją rozbuchaną (nie)działalność –  Marnotrawstwo i totalna głupota w Ministerstwie Pracy czyli… 49 milionów złotych na “portal dla bezdomnych”!. Prawda jest taka że rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę

polecam również: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i “karny podatek” Kaczyński

2. Ekspert; bezrobocie nadal wysokie.

24.04.2014 (IAR) – Polska żegna się z kryzysem, ale nadal zbyt wiele osób nie ma pracy. Tak ostatnie dane Głównego Urzędu Statystycznego komentuje analityk rynku finansowego Piotr Kuczyński. Ze statystyk GUS wynika, że bezrobocie w marcu tego roku spadło i osiągnęło poziom 13,5 procent. W porównaniu z lutym spadło o 0,4 procent.

Kuczyński zaznacza, że to są cały czas złe dane. Jego zdaniem należy wziąć pod uwagę osoby, które wyjechały z Polski w poszukiwaniu pracy. Gdyby zostały w kraju, prawdopodobnie zasiliłyby szeregi bezrobotnych. Wynika z tego, że polska gospodarka cały czas nie nadąża z tworzeniem miejsc pracy – podsumowuje ekspert. Zwraca jednak uwagę, że według prognoz, liczba osób bezrobotnych będzie spadać.

Z rządowych założeń wynika, że do końca roku bezrobocie spadnie poniżej 10 procent. w 2017 roku ma osiągnąć poziom ośmiu procent.

Z danych GUS wynika także, że rośnie produkcja, liczba ofert pracy a także sprzedaż detaliczna.

Zdaniem Piotra Kuczyńskiego, polska gospodarka wychodzi z dołka. Może temu jednak przeszkodzić rosyjska inwazja na Ukrainę, której dziś nie można wykluczyć. W tej sytuacji Stany Zjednoczone oraz Unia Europejska nałożą na Rosję sankcje, co spotka się z adekwatną odpowiedzią Kremla. Zamrożenie polskiego eksportu do Rosji kosztowałoby nasz kraj dwa punkty procentowe PKB. Dziś jest on wart ponad 11 miliardów dolarów.

Piotr Kuczyński uważa,że rosyjskie embargo na polską wieprzowinę nie powinno się negatywnie odbić na polskiej gospodarce. Polski rząd powinien jednak szukać nowych rynków zbytu dla rodzimych produktów rolnych.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/A.Pszoniak/to/

podobne: Skuteczniejsza walka z bezrobociem młodych potrzebna od zaraz. Tymczasem nowych miejsc pracy nie przybędzie. oraz: ofeR-rma w urzędach bezrobocia – bez znaczenia dla rynku pracy

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

…który to już raz ogłaszane jest wyjście z kryzysu? Nie pierwszy i nie ostatni bo Polska od dziesięcioleci jest w kryzysie (o ile zaczniemy traktować Polskę jako portfele naszych obywateli i poważnie podejdziemy do rynku pracy z którym jest źle) a kilkomilionowa emigracja zarobkowa która nie słabnie jest na to najdobitniejszym dowodem.

3. Przedstawiciele chińskiego biznesu rozmawiają z polskimi producentami żywności

25.04.2014 (IAR) – Przedstawiciele chińskiego biznesu przyjechali do Polski na rozmowy z producentami żywności. Namawiają naszych przedsiębiorców do odważniejszego wchodzenia na tamtejszy rynek. Specjalne spotkanie zorganizowano w ministerstwie rolnictwa.

Przedstawiciel chińskiego biznesu Alex Chu mówi, że we współpracy z Polską widzi olbrzymi potencjał. – Najważniejszą kwestią jest fakt, że Chiny przywiązują dziś dużą wagę do bezpieczeństwa żywności. Polskie produkty słyną z tego, że są wolne od modyfikacji genetycznych i ekologiczne. Myślę, że dlatego będą się świetnie sprzedawały i wypromują się w Chinach – mówi Alex Chu. Chińscy handlowcy twierdzą, że na tamtejszym rynku świetnie może sprzedawać się chociażby polskie mięso, czy miód.

Agnieszka Różańska z Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego mówi, że chiński rynek to dla nas wielka szansa. Jest ogromny, a tamtejsze społeczeństwo szybko się bogaci. – Chiny są znane z tego, że spożycie mięsa wzrasta, szczególnie widać zamiłowanie do wieprzowiny. Konsument chiński jest coraz bardziej świadomy i ma coraz grubszy portfel co powoduje, że sięga po coraz ciekawsze potrawy. Chińczycy coraz więcej podróżują, stąd ciekawość tych odkryć kulinarnych również działa na naszą korzyść – mówi Agnieszka Różańska.

W promocję polskiej żywności w Chinach mocno angażuje się minister rolnictwa. Marek Sawicki wybiera się w maju w podróż na Daleki Wchód. – Po pierwsze to targi w Szanghaju, po drugie po drodze spotkanie z ministrami rolnictwa Korei i Hong Kongu. Po trzecie chcielibyśmy się spotkać z ministrem rolnictwa Chin, tamtejszym szefem inspekcji weterynaryjnej, a także z przedstawicielami polityki chińskiej. Jak wiadomo w Chinach często od polityków więcej zależy niż od ministrów – mówi minister Marek Sawicki.

Polska strona naciska szczególnie na chińskich partnerów, aby znieśli ograniczenia w imporcie, które pojawiły się po wystąpieniu w naszym kraju przypadków afrykańskiego pomoru świń.

Szacuje się, że Chiny staną się w najbliższym czasie największym importerem żywności na świecie. Tamtejsi przedsiębiorcy oceniają, że zapotrzebowanie na jedzenie rośnie w Chinach co roku nawet o 15 procent.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Radomir Czarnecki/jj

…krótko. Przestańmy drżeć o Rosję, która naważyła nam bigosu i sobie z nami pogrywa politycznie, bo nie jest to wiarygodny partner do biznesu. Polscy producenci muszą szukać nowych rynków zbytu – zwłaszcza w Chinach, których możliwości importu są przeogromnie większe bo tam się ludzie dynamicznie bogacą. Poza tym Chiny nie ulegają takim kaprysom jak Rosjanie na arenie międzynarodowej i jako państwo graniczące z Rosją już się z nią przepychają na jej wschodnich rubieżach. W niedalekiej przyszłości punktem zapalnym między oboma państwami może być Syberia, którą Chiny sukcesywnie kolonizują i lepiej dla nas być po stronie Chin – choćby jako partner handlowy.

Na początek trzeba zniwelować skutki rozdmuchanej przez Rosję hucpy z ASF – Chiny wstrzymały import polskiej wieprzowiny – która daleko niewspółmiernie do skali zagrożenia uderzyła w nasz przemysł mięsny. Branża spożywcza to nie jest też jedyna okazja dla której Chiny interesują się Polską – Chiny stawiają na gaz łupkowy; mogą być zainteresowane Polską

…Odys

Polska gospodarka: Wskaźnik Dobrobytu, Produkcja Przemysłowa. Słabe wyniki górnictwa – Zarząd KW wstrzyma wydobycie.


1. BIEC: Wskaźnik Dobrobytu wzrósł w kwietniu o 1,2 pkt. mdm

17.04. Warszawa (PAP) – Wskaźnik Dobrobytu, odzwierciedlający ekonomiczną kondycję polskiego społeczeństwa, wzrósł w kwietniu o 1,2 pkt. w porównaniu z ubiegłym miesiącem i był to najwyższy jednorazowy wzrost wskaźnika od ponad 3 lat – podało Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC).

„Wskaźnik ulega poprawie od maja ub. roku, lecz do tej pory jego wzrosty były raczej umiarkowane. Niska inflacja, wzrost wynagrodzeń oraz poprawa na rynku pracy spowodowały tak znaczną w tym miesiącu poprawę ekonomicznej kondycji Polaków. Najsilniej wzrosły wynagrodzenia. Co prawda w stosunku do ich wartości z poprzedniego miesiąca nieco zmalały, ale lutowe dane o wynagrodzeniach podwyższone były wypłatami z tytułu tzw. trzynastek” – napisano w raporcie.

„W nieco mniejszym stopniu poprawia się sytuacja na rynku pracy, wyrażona zmianami w wielkości zatrudnienia. Od jesieni 2012 roku zatrudnienie ulegało stopniowej redukcji, a pod koniec ub. roku stabilizacji. Dopiero w lutym i marcu br. odnotowano wzrost zatrudnienia w relacji do sytuacji sprzed roku” – dodano.

Analitycy BIEC piszą, że do poprawy wskaźnika przyczyniła się również stabilna i niska inflacja.

„Stopniowa poprawa na rynku pracy, wyższe wynagrodzenia oraz niska inflacja zwiększają siłę nabywczą gospodarstw domowych i ich poczucie dobrobytu. Tym samym zwiększa się rola spożycia indywidualnego we wzroście gospodarczym” – napisano. (PAP)

map/ asa/ je/

podobne: Ożywienie gospodarcze na razie tylko w statystyce… Kiedy Polacy odczują poprawę gospodarczą? polecam również: W tym ubóstwie jest metoda czyli… cynik9 o zaletach bycia niedorozwiniętym (gospodarczo)

2. Produkcja przemysłowa w górę, ale poniżej oczekiwań; słabe wyniki górnictwa

17.04. Warszawa (PAP) – Produkcja przemysłowa rozkręca się coraz bardziej, w marcu w ujęciu rocznym wzrosła o 5,4 proc., było to jednak mniej niż przewidywali analitycy. Bardzo dobrze radzą sobie producenci mebli i farmaceutyków; słabe są m.in. wyniki górnictwa.

Główny Urząd Statystyczny podał w czwartek, że produkcja przemysłowa w ubiegłym miesiącu wzrosła o 5,4 proc. licząc rok do roku, a w porównaniu z lutym wzrosła o 9,4 proc. Po uwzględnieniu czynników sezonowych produkcja wzrosła o 5,7 proc. rdr. W pierwszym kwartale była o 4,8 proc. wyższa niż w tym samym okresie przed rokiem.

Dane dotyczące produkcji przemysłowej są jednym ze wskaźników, dzięki którym można prognozować zmiany PKB. Eksperci spodziewali się, że czwartkowy odczyt potwierdzi, iż nasza gospodarka radzi sobie coraz lepiej. Analitycy przewidywali wzrost o 6,5 proc. rdr. Marcowy wynik jest zatem sporo niższy od przewidywań, ale wciąż najwyższy w tym roku. W lutym dynamika produkcji przemysłowej wynosiła w ujęciu rocznym 5,3 proc, natomiast w styczniu 4,1 proc.

„Marcowe wyniki przemysłu są nieco lepsze od tych, z jakimi mieliśmy do czynienia w lutym, ale wyraźnie gorsze od oczekiwań. Należy liczyć się z tym, że na aktywność przedsiębiorstw wpływa sytuacja na Ukrainie” – ocenił w komentarzu Dyrektor Biura Polskiego Związku Funduszy Pożyczkowych Piotr Rogowiecki.

W porównaniu do ubiegłego roku wzrost odnotowano w 22 spośród 34 działów przemysłu. Największy wzrost, o ponad 33 proc., dotyczy producentów cementu, ceramiki, szkła, wapna i betonu. Ponad 21-procentowy wzrost odnotowali producenci wyrobów farmaceutycznych i mebli, a ponad 18-procentowy wzrost dotyczy maszyn i urządzeń.

Według wstępnych danych produkcja budowlano-montażowa, obejmująca roboty o charakterze inwestycyjnym i remontowym, zrealizowana przez firmy powyżej 9 osób, była w marcu o 17,4 proc. wyższa niż w marcu 2013. Budowlanka radzi sobie znacznie lepiej niż przed rokiem, bo przed 12 miesiącami produkcja ta spadała o 18,5 proc.

Wzrost zrealizowanych robót budowlanych odnotowano we wszystkich działach budownictwa, zarówno w porównaniu z marcem ub. roku, jak i lutym tego roku. W okresie styczeń-marzec tego roku produkcja budowlano-montażowa była o 10,6 proc. wyższa niż w analogicznym okresie ub. roku, kiedy to notowano spadek o 15,1 proc. Zdaniem Rogowieckiego takie wyniki dobrze wróżą odczytom dotyczącym inwestycji.

Największy, 14-proc. spadek rdr w produkcji przemysłowej dotyczy wydobycia węgla kamiennego i brunatnego. Powodów do zadowolenia nie mają też producenci komputerów, wyrobów elektrycznych i optycznych (-11,3 proc.), napojów, (-9,2 proc.) oraz zaopatrujących w energię elektryczną, gaz i gorącą wodę (-7,3 proc.).

„Spada aktywność branży wydobywczej. Jest to o tyle groźne, że górnictwo nadal odgrywa znaczącą rolę na rynku pracy” – podkreślił Rogowiecki.

Zespół analiz banku Pekao ocenił, że z punktu widzenia polityki monetarnej czwartkowe dane stanowią swego rodzaju „neutralizację” środowych optymistycznych danych z rynku pracy i są wsparciem dla tych członków Rady Polityki Pieniężnej, którzy sugerują wydłużanie okresu stabilizacji stóp procentowych.

Informacje o produkcji przemysłowej zbierane są przez GUS z przedsiębiorstw zatrudniających ponad 9 osób.(PAP)

stk/ je/

podobne: Polska gospodarka: bankructwa firm, eksport, inwestycje zagraniczne.

3. Zarząd KW chce na miesiąc wstrzymać pracę części kopalń – związkowcy

17.04. Katowice (PAP) – Zarząd Kompanii Węglowej (KW) przyjął uchwałę wstrzymującą pracę należących do tej spółki kopalń od 28 kwietnia do 5 maja. Według związkowców, w dalszych planach zarządu jest dłuższa, miesięczna przerwa produkcji w niektórych kopalniach KW. Związki protestują.

Uchwalona przez zarząd przerwa w pracy to efekt spadku zapotrzebowania na węgiel. Planowanemu przez zarząd „przestojowi ekonomicznemu” było poświęcone czwartkowe spotkanie zarządu spółki ze związkowcami.

„Zarząd poinformował nas, że zamierza ogłosić przestój ekonomiczny praktycznie we wszystkich jednostkach organizacyjnych od 28 kwietnia do 5 maja włącznie. Centrala KW zaczynałaby przestój już od 22 kwietnia. Ponadto zarząd zamierza też wprowadzić przestój na cały miesiąc – maj lub czerwiec – w kopalniach: Piekary, Brzeszcze, Sośnica-Makoszowy i Pokój” – powiedział dziennikarzom po spotkaniu z zarządem szef górniczej Solidarności Jarosław Grzesik.

Propozycje zarządu spotkały się ze sprzeciwem związkowców. Ich zdaniem postojowe w żaden sposób nie poprawi trudnej sytuacji ekonomicznej spółki. W najbliższą środę w kopalniach zostaną zorganizowane spotkania informacyjne dla górników.

Jak powiedział wiceprzewodniczący górniczej Solidarności Stanisław Kłysz, w czasie postoju pracownicy otrzymaliby ok. 55 proc. dotychczasowych wynagrodzeń. Wynika to z wcześniejszych porozumień między zarządem spółki i stroną społeczną.

Związkowcy obawiają się jednak czegoś gorszego – że miesięczna przerwa to początek likwidacji kopalń. „Konia z rzędem temu, kto później te kopalne uruchomi. We wszystkich występują duże zagrożenia – tąpaniami, zaciskanie wyrobisk. Po miesiącu nikt tam nie uruchomi ściany, nikt nie uruchomi przodka, a zacznie się likwidacja kopalń” – uważa szef górniczej „S”.

Rzecznik KW Zbigniew Madej potwierdził, że zarząd podjął uchwałę, która wstrzymuje produkcję, a jednocześnie ogranicza świadczenie pracy przez pracowników w kilku kopalniach od 28 do 5 maja włącznie. W niektórych kopalniach będzie to częściowe ograniczenie produkcji i częściowe ograniczenie świadczenia pracy – dodał.

„Przyczyną takiej decyzji jest gwałtowny spadek sprzedaży węgla. Zwały zamiast maleć musiałby wzrastać, co jest niedopuszczalne, również ze względów ekonomicznych. Trudno gromadzić produkt, który trudno sprzedać” – powiedział Madej. Dodał, że zwały węgla mogą wkrótce urosnąć do 5 mln ton.

Pytany czy zarząd planuje przerwać w niektórych kopalniach pracę na cały miesiąc, rzecznik odpowiedział, że takiego zapisu nie ma w przyjętej uchwale. „Trudno komentować domniemania czy domysły. Przewidziane są różne rozwiązania, w zależności od sytuacji ekonomicznej, od sytuacji na rynku” – dodał Madej.

Według związkowców, w 10 zakładach należących do spółki postój miałby trwać tydzień, a w czterech kopalniach wydobycie miałoby zostać wstrzymane na cały miesiąc. Od 28 kwietnia do 5 maja postojowe zostałoby wprowadzone w kopalniach Bobrek-Centrum, Bolesław Śmiały, Piast, Ziemowit, Chwałowice, Jankowice, Piekary, Sośnica-Makoszowy, Brzeszcze, Pokój oraz w specjalistycznych jednostkach organizacyjnych.

Drugi etap postoju miałby trwać od 5 do 30 maja lub od 1 do 30 czerwca. W tym okresie kopalnie Piekary, Sośnica-Makoszowy, Brzeszcze i Pokój miałyby całkowicie wstrzymać wydobycie, natomiast kopalnie Knurów-Szczygłowice, Halemba-Wirek, Bielszowice, Marcel i Rydułtowy-Anna miałyby częściowo ograniczyć produkcję z jednoczesnym zwolnieniem części pracowników z obowiązku świadczenia pracy.

W ubiegłym roku KW straciła na sprzedaży węgla ponad miliard zł. Dzięki wdrożeniu programu restrukturyzacji spółka chce do 2020 r. zaoszczędzić ok. 1,2 mld zł. Na trzy lata zamrożone zostaną wypłaty 14. pensji dla administracji, a bezpłatny deputat węglowy dla emerytów będzie mniejszy o jedną tonę na osobę.

Ze względu na niskie ceny węgla w trudnej sytuacji jest także Jastrzębska Spółka Węglowa. Według jej prezesa w tym roku spółka – która poprzedni zakończyła zyskiem netto w wysokości 82 mln zł – musi raczej przygotować się na stratę.

Trzecia górnicza spółka, Katowicki Holding Węglowy, w 2013 r. wypracowała prawie 43 mln zł zysku netto.(PAP)

kon/ mhr/ osz/

podobne: Kompania Węglowa ratuje się kosztem kooperantów. 

W ubiegłym roku KW straciła na sprzedaży węgla ponad miliard zł… Przyczyną wstrzymania wydobycia jest gwałtowny spadek sprzedaży węgla. Zwały zamiast maleć musiałby wzrastać, co jest niedopuszczalne, również ze względów ekonomicznych. Trudno gromadzić produkt, który trudno sprzedać”. Logiczne? Nie dla związkowca! bo ich zdaniem postojowe w żaden sposób nie poprawi trudnej sytuacji ekonomicznej spółki…. 😀

Konia z rzędem temu kto uzasadni produkcję czegoś, co jest nieopłacalne bo nikt tego nie chce kupić. Nie przemawia do wyobraźni rosnąca sterta węgla (który jest droższy od importowanego) i strata finansowa ponad miliard zł! Mało związkowcom 55% uposażenia za brak świadczenia płacy. Górnik jest od kopania a nie bezrobocia! 😀

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że głąby ze związków górniczych SAMI od dłuższego czasu usilnie „pracują” na swoją zgubę. Wywalczyli sobie pracę i przywileje w branży, której opłacalność z uwagi na „politykę klimatyczną” (Polska zapłaci wysoką cenę za pakiet klimatyczny) prowadzoną od dłuższego czasu przez naszych „umiłowanych przywódców” stoi pod dużym znakiem zapytania. Teraz swoimi protestami walczą tak naprawdę o zadłużanie swoich zakładów pracy, które bez odpowiedniej restrukturyzacji i obniżenia kosztów produkcji za jakiś czas po prostu zbankrutują. Tego typu kosmetyczne zabiegi jak zamrożone wypłaty 14. pensji (sic!) na 3 lata (tylko dla administracji), oraz zmniejszenie o połowę bezpłatnego deputatu węglowego dla emerytów w momencie kiedy już od dłuższego czasu jest źle, to jak przysłowiowe „umarłemu kadzidło”.

Problem narastał od lat. Odkąd nasi „umiłowani przywódcy” zdecydowali, że najważniejsze jest „ratowanie klimatu” kosztem polskiej energetyki węglowej (Czy sytuacja na Ukrainie wpłynie na zmianę polityki klimatycznej UE? cynik9 i “globalne ocipienie”)… Co tym czasem robili związkowcy i menadżerowie kopalni? Polecam lekturę: Polska gospodarka, polski (jeszcze) węgiel i autostrady (pod niemiecką lupą).

Polecam również: “Die Zeit”: Polska ma powody, by bronić węgla jako źródła energii i tu: Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej?

…Odys

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski