Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”


rys. Andrzej Krauze

„…Polska odzyskała niepodległość 11 listopada 1918 r. Tego samego dnia w rewolucyjnej, bolszewickiej Moskwie doszło do wydarzenia, które wówczas wydawało się nieistotne, ale zaważyło fatalnie na naszej przyszłości. „Polscy” bolszewicy skupieni w Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL) zebrali się, aby debatować nad… przyszłością Polski. Nie mogli pogodzić się z faktem, że powstaje polskie państwo jako organizm niepodległy, niepodlegający kontroli czy wręcz zwierzchności sowieckich komunistów. Usiłowali więc temu zaradzić przez stworzenie partii komunistycznej, która byłaby narzędziem propagandowym i ideologicznym „ojczyzny proletariatu”. Doszło do tego już 16 grudnia 1918 r. przez proklamowanie Komunistycznej Partii Robotniczej Polski jako zjednoczenia SDKPiL oraz PPS-Lewicy (w 1925 r. skrócono jej nazwę do KPP)…

Już w połowie 1919 r. KPRP została zdelegalizowana jako organizacja terrorystyczna, która jawnie występowała przeciwko strukturom państwa, prowadząc działalność szpiegowską, propagandową i sabotażową na rzecz bolszewików. Jawne wystąpienie przeciwko strukturom państwa polskiego podczas wojny z bolszewikami w 1920 r. spowodowało, że powszechnie postrzegano komunistów jako sowieckich agentów, a z racji bardzo silnego nasycenia ich instancji kierowniczych przez działaczy pochodzenia żydowskiego powstało pojęcie „żydokomuny”, co miało dodatkowo podkreślać niepolskie pochodzenie tej organizacji. Pewni swego zwycięstwa bolszewicy w lipcu 1920 r. utworzyli Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski (Polrewkom), który miał być tymczasowym rządem dla podbitych terenów. W jego skład weszli m.in. Julian Marchlewski (przewodniczący), Feliks Dzierżyński, Feliks Kon i Józef Unszlicht. Polrewkom ogłosił formowanie tzw. Polskiej Armii Czerwonej, ale zgłosiło się do niej zaledwie 176 osób, co świadczyło o braku jakiegokolwiek faktycznego poparcia dla najeźdźców.

Liczebność partii nie była wówczas znaczna, a podstawowa kadra działaczy centralnych i terenowych składała się głównie z przedstawicieli mniejszości narodowych (Żydów, Ukraińców i Białorusinów). W 1923 r. utworzono dwie autonomiczne struktury: Komunistyczną Partię Zachodniej Ukrainy (KPZU) i Komunistyczną Partię Zachodniej Białorusi (KPZB). Oprócz tego od 1920r. istniała Komunistyczna Partia Górnego Śląska (KPGŚ), a na Pomorzu i w Wielkopolsce komórki Komunistycznej Partii Niemiec (KPD).

Partia była bardzo mocno zhierarchizowana. Jej trzon składał się z funkcjonariuszy (zwanych po sowiecku „funkami”), którzy pozostawali na jej wyłącznym utrzymaniu. Trzeba przyznać, że za całkowitą dyspozycyjność i bezwzględne posłuszeństwo komuniści płacili więcej niż polskie państwo swym urzędnikom czy nauczycielom… Partia była też wewnętrznie bardzo rozbudowana, jej komórki organizacyjne miały za zadanie obserwować wszelkie dziedziny życia społecznego i politycznego. Najważniejsze były Wydziały Wojskowe (na szczeblu centralnym i okręgowym), których działalność skierowana była na szpiegostwo, sabotaż i ewentualną demoralizację szeregów armii, wyszukiwanie słabszych ideowo jednostek i werbowanie ich do zadań na rzecz Związku Sowieckiego, choć nie zawsze było to – ze zrozumiałych względów – ujawniane…

Jedną z pierwszych czynności było dostosowanie nazwisk do specyfiki kraju przeznaczenia. I tak, towarzysze żydowscy z Polski przybierali masowo nazwiska „słowiańskie”. Z tego samego kursu, w którym uczestniczyła wspomniana wyżej tow. Estera, „Lea Kantorowicz przeobraziła się w Jelenę Kamińską; jej mąż Icchak Gordon – w Aleksandra Leonowicza; Nechama i Józef Feigenbaum stali się Natalią i Osipem Krawczyńskimi; Chana Milsztajn jest tu Hanną Turską; Motke Hajman to teraz Mikołaj Wojnarowicz; z jednego Rapaporta zrodził się Krawiecki, z drugiego, częstochowskiego – Józef Karpiński”.

Po solidnych przeszkoleniach towarzysze rozsyłani byli dosłownie po całym świecie, aby propagować rewolucję jako lekarstwo na wszelkie zło i wspomagać miejscowe, na ogół rachityczne struktury konspiracji komunistycznej…” (Leszek Żebrowski, naszdziennik.pl za: wzzw.wordpress.com)

podobne: Leszek Żebrowski: 1945 rok – wyzwolenie czy początek nowej okupacji? oraz: (GN)Ida antypolonizmu czyli reżyserska wizja Heleny Wolińskiej-Brus (pierwotnie Felicja Fajga Mindla Danielak, ps. Lena)

„…W samym Lublinie istniały trzy punkty filtracyjne NKWD plus obóz  NKWD na Majdanku. Czyli „polski PKWN” mógł odetchnąć pełną piersią i spać spokojnie. Bowiem 13 października 1944 r. słynny „polski rząd” w osobie niejakiego Berii wydał rozkaz nr 001266 o sformowaniu 64 Zbiorczej Dywizji NKWD, która tworzona była w owym Lublinie. Do 20 października 1944 r jak pisze pan Pietrzak :”… liczyła ona już 9574 żołnierzy, a w grudniu 1944 r. jej stan osobowy przekroczył 14 tys. W tym samy czasie cały aparat bezpieczeństwa PKWN liczył zaledwie 2,5 tys. funkcjonariuszy….”. W maju 1945 r. oddziały NKWD liczyły na terenie Polski już 35 tysięcy a w lecie 1945 r. odpowiednio 45 tysięcy funkcjonariuszy NKWD. W styczniu 1945 r. na rozkaz Berii sformowane zostały 2 dodatkowe dywizje NKWD.  
Zadania polegające na wyłapaniu oddziałów polskich i „zneutralizowaniu” polskich elementów patriotycznych ale też nadzór nad demontażem infrastruktury przemysłowej m.in. na Śląsku i zarządzanie obozami filtracyjnymi NKWD, obozami pracy i obozami rolnymi.  W maju 1945 było ich 16 a w pod koniec 1945 r. – 28.
 A przecież nie byli to jedyni Rosjanie uprawiający terror na terenach „wyzwolonej Polski” i „wyzwalanego Śląska”. Armia Czerwona kiedy ruszyła w styczniu 1945 r. znad Wisły, liczyła ok. 3,8 mln sołdatów. Oni byli doskonale poinformowani, kiedy mijają granicę niemiecko-polską z 1939 r. i co im wolno. W wolnej chwili oczywiście. Oni już obejrzeli filmy propagandowe o wyzwoleniu niemieckiego obozu na Majdanku w Lublinie a doskonale pamiętali „dokonania niemieckie” na terenach Białorusi i ogólnie ZSRR.  
Tak więc do tych 45 tysięcy funkcjonariuszy NKWD należy dodać codziennie jakieś 200 tysięcy sołdatów wałęsających się w „wolnych chwilach” kiedy nie było walk i poszukujących różnych fajnych przedmiotów, które chcieli wysłać jako podarki dla mamy i narzeczonej. Zazwyczaj „kolekcjonerstwo” obejmowało: zegarki, biżuterię, sukienki, pantofle ale też rowery a nawet piły. „W pakiecie” był samogon i gwałty…

…Mnie zainteresowało, ilu Polaków realnie kierowało Wojewódzkimi Urzędami Bezpieczeństwa , zwłaszcza na Śląsku w momencie „zero” i na samym początku.  No i okazuje się, że nawet docent wiki daje ciekawe dane o narodowości szefów tych WUBP, podlegających MBP.  Wybierając nazwiska tych, którzy kierowali takimi urzędami na początku czyli w latach 1945-1947 dochodzimy do ciekawych ustaleń.
Oto parę fiszek osobowych pokazujących, jak to „Polacy przejęli władzę na Śląsku” w 1945 r. Mamy już tego Pinka Mąkę w randzie kapitana i z tym „przebitkowym papierem z nadaniem”. Wiadomo, że on organizował pierwszą ekipę Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Katowicach i zatrudnił tam m.in. swoich 2 braci, jakieś żydowskie koleżanki z Będzina etc.
A teraz ciekawsze postacie:

1)      Bronisław Trochimowicz, Rosjanin, ur. 1904 r. w rejonie Krasnodarska. W latach 1918-1926 żołnierz Armii Czerwonej zwalczający oddziały „Białych”, w latach 1928-1941 r. kierownik elektrowni i szef budownictwa w Krasnodarze i Leningradzie. W 1943 r. odkomenderowany do Armii Polskiej z ZSRR. Od 22.11.1944 r. z-ca Komendanra Komendantury RBP w Lublinie, w latach 1945-1947 – Z-ca Kierownika UB na Okręg Dolny Śląsk!!! Od 1947 r. szef  WUBP w Gdańsku,

2)     Faustyn Grzybowski, Rosjanin, ur. 1913 w Mikołajewie k. Dnipra, od. 1933 aktywista KPZR i pracownik kołchozu, od 1935 Armia Czerwona, 1938 r. ukończenie szkoły podoficerskiej 64 Pułku NKWD, od 1943 oddelegowany do Armii Polskiej w ZSRR, 13.08.1944- 16.01.1945 – szef WUBP w Białymstoku, 16.01.1945- 30.11. 1945 r. szef WUBP w Lublinie, 06.12.1945- 15.04.1948 r. – szef WUBP we Wrocławiu. Pełne 3 lata.

3)      Józef Kratko  Żyd, ur. 1914 Pińsk, od 09. 1941 ochotnik w Armii Czerwonej, od 15.08. 1944 r. Komendant MO Miasta Stołecznego Warszawy, 1945 – Szef Inspektoratu KG MO w Warszawie, 1946-1947 szef WUBP w Katowicach, 1947-1953 Szef IV Departamentu MBP

4)     Józef Jungman (Jurkowski) Żyd,  ur. 1913 w Lublinie, w latach 30-tych w KZMP, od 1941 r. w Armii Czerwonej, od 1943 r. w Wojsku Polskim w ZSRR, od 1944 r. oficer do zadań specjalnych Resortu Bezpieczeństwa Publicznego PKWN, od 23.01.1945 r. Szef Grupy Operacyjnej na Górny Śląsk, 23.12. 1945 r. szef. WUBP  w Bydgoszczy, 15.03.1948 r. szef WUBP – w Gdańsku, 15.08.1950-30.11.1951 r. w MBP Warszawa, w okresie 1.12.1951- 31.05.1955 r. szef WUBP w Katowicach,  najbliższy szef Pinka Mąki.

5)      Jan Wołkow, Żyd, ur. 1916 Ozdziutynach na Wołyniu, w latach 30-tych w KPZU, od 1939 3 lata w „aparacie partyjnym komunistycznym na Wołyniu”, w 1943 szkolenie w tzw. Polskim Batalionie Szturmowym, w 1944 zrzucony do Polski  w AL. U Grzegorza Korczyńskiego, w okresie 28.09.1945 -2.08.1947 – w WUBP w Gdańsku, śledczy , „prowadził” sprawę „Inki” oraz 5 Brygady Łupaszki na terenie Pomorza,

6)      Nachum Chmielnicki ur. 1914 Żyd, w Kamionce Rosja, w 1945 w WUBP w Katowicach, 1946-1947  z-ca szefa PUBP w Nysie, 1948 – szef PUBP w Bytomiu, 1949 szef PUBP w Lublincu, 1951-1954 – z-ca szefa WUBP w Katowicach,

7)      Beniamin Kanarek ur. 1917 w Tarnowie, Żyd, 1945 oficer śledczy WUBP w Katowicach, 01.01.1946 – kierownik MUBP w Chorzowie, 1946 – szef UBP w Gliwicach, 1948 – inpektor WUBP w Katowicach

8)      Leon Weintraub, ur. 1914 w Sosnowcu, Żyd, 05.03.1945- 31.01.1946 r. w I Wydziale WUBP w Katowicach, 01.02.1946 – 06,.1946 – zca szefa wydziału VII WUBP w Katowicach, 1948-1949 szef wydziału V w WUBP w Katowicach…

…oczywiście można starać się udowadniać, że Polacy samodzielnie i bez pomocy innych mścili się na Niemcach, ale widać, że to było dzieło komunistów, których ojczyzną był Związek Sowiecki a nie Polska…” (Pink Panther – John Sack, Mąka, Łuszczyna i NKWD czyli kto męczył Niemców po wojnie)

podobne: „Nie rzucim żłobu, skąd nasz ród!”… Marek Jan Chodakiewicz – „O prawicy i lewicy” oraz: Najnowsza historia Polski wciąż czeka na odkrycie, źródła leżą w Moskwie (wywiad z prof. Wieczorkiewiczem)

„…Logika panów „byłych oficerów” nie jest skomplikowana i sprowadza się do klasycznej manipulacji, w której pracę w organach okupanta sowieckiego nazywa się „pracą dla Polski”, zaś między „obroną socjalizmu”, a służbą na rzecz suwerennego państwa, stawia znak równości. Przez cały okres III RP, to ordynarne kłamstwo pozwalało ludziom bezpieki kreować się na polskich patriotów oraz znawców problematyki bezpieczeństwa narodowego…

…„Wiadomość” o braku lojalności państwa wobec byłych esbeków, nie musi nas interesować. Intryguje jednak, że tę samą „wiadomość” mają również odbierać „młodsi oficerowie, pozostający w służbie”

Naruszanie fundamentalnej w całym świecie zasady bezwzględnej lojalności oficera wobec Państwa i Państwa wobec oficera wiedzie do relatywizacji tej więzi. (…) Skoro Państwo może bywać lojalne lub nie według zasady „widzimisię”, to oficer wywiadu (lub inny funkcjonariusz Państwa) może zachować się co najmniej symetrycznie albo gorzej – spodziewając się „wystawienia do wiatru”, taki oficer może uprzedzająco się „do wiatru” ustawić. A znając inteligencję obecnie służących oficerów kontrwywiadu (tych w ABW i tych w AW), którzy także są bystrymi czytelnikami ustaw, przewidujemy, że ich gorliwość w tropieniu obcych szpiegów będzie umiarkowana.”

Jakby mało takich nieszczęść, b. funkcjonariusz Departamentu I SB MSW ostrzega rządzących, że „w tej ustawie widzimy ukryty komunikat rządu do służb specjalnych innych państw. Te mniej nam przyjazne uzyskały potężną dźwignię werbunkową wobec polskich funkcjonariuszy. Argument o państwie nielojalnym wobec własnego urzędnika, użyty w odpowiednim kontekście, może przekonać osoby nawet bardzo uparte i nieprzejednane. Wiemy co mówimy. Akurat w tym jesteśmy fachowcami.”

Można byłoby przejść do porządku na tym ahistorycznym i niedorzecznym wywodem i uznać go za wyraz frustracji środowiska byłych esbeków, gdyby nie fakt, że wielu z tych ludzi nadal posiada wpływ na służby III RP i jest aktywnymi uczestnikami życia publicznego. Lekceważenie takiego sygnału, byłoby tym bardziej pochopne, że sugestia o możliwej nielojalności „młodszych oficerów, pozostających w służbie” wpisuje się w szereg innych gróźb, próśb i deklaracji, które w normalnym państwie byłyby potraktowane z uwagą przez służby i prokuraturę…” (Aleksander Ścios – MY NIE WIEMY – RZECZ O GRANICACH)

podobne: Stanisław Michalkiewicz: o umizgach do Ameryki (na „tajnej” konferencji MOSTY), i o braku instynktu samozachowawczego UBęcwalencji (czy nadejdzie opamiętanie?)

„…Rosja ma za to wyśmienitą dyplomację, biegłą w sztuce dzielenia i skłócania, co rozbija w porę wszelkie przeciwrosyjskie sojusze; ma chytrych i elokwentnych agitatorów, gotowych we wszystkich stolicach Europy z nieskończoną bezczelnością głosić jej trjumfy i wyższość jej racyj w chwilach największego Rosji poniżenia i klęski. I dzięki tej prowadzonej od pokoleń polityce zdołała zaszczepić kulturę nierozumnego moskalofilstwa nie tylko na salonach Paryża, Berlina, Wiednia, ale także wśród narodów własną jej ręką rzuconych w błoto i pod jej butem upodlonych: Czechów, Litwinów, Polaków. Oto jest zwycięstwo nad zwycięstwami: nie dość, że pobić, to zmusić pobitych – nie, nie zmusić – sprawić, że z własnej woli przyjdą całować knut gnębiciela.”[1]

…wymieniając niebezpieczeństwa i zagrożenia wojenne dla Federacji Rosyjskiej wśród „głównych zewnętrznych niebezpieczeństw wojennych” Doktryna wymienia „wykorzystywanie technologii informacyjnych i komunikacyjnych w celach wojskowo – politycznych do prowadzenia działań sprzecznych z prawem międzynarodowym, skierowanych przeciwko suwerenności, niezawisłości politycznej, integralności terytorialnej oraz stanowiących zagrożenie dla międzynarodowego pokoju, bezpieczeństwa, stabilności globalnej i regionalnej”. Jako jedno z głównych wewnętrznych niebezpieczeństw wojennych Doktryna wskazuje na „działalność w zakresie oddziaływania informacyjnego na społeczeństwo, w pierwszym rzędzie na młodych obywateli, mająca na celu przerwanie historycznych, duchowych i patriotycznych tradycji w zakresie obrony Ojczyzny.” …

Doktryna wyraźnie odwołuje się do koncepcji wojen hybrydowych oraz wojen „buntowniczych” …

…należy podkreślić fakt, iż przestrzeń informacyjna nie tylko została oficjalnie za piąte środowisko walki (po lądzie, morzu, przestrzeni powietrznej i kosmicznej), ale wręcz wymieniona na pierwszym miejscu, co dodatkowo podkreśla znaczenie, jakie twórcy Doktryny przywiązują do wojny informacyjnej… 

W „Długim Telegramie” z 22 lutego 1946 r. do Georga Marshalla Kennan stwierdzał: „u podłoża neurotycznego spojrzenia Kremla na sytuację światową leży instynktowne, rosyjskie poczucie braku bezpieczeństwa. (…) gdy Rosja zetknęła się z gospodarczo rozwiniętym Zachodem doszedł do tego strach przed bardziej kompetentnymi, potężniejszymi i lepiej zorganizowanymi społeczeństwami. (…) Przywódcy mieli bowiem nieustanne poczucie, że ich władza w swoim kształcie jest archaiczna, że opiera się na sztucznie wymyślonych podstawach psychologicznych, że jest krucha i nie wytrzyma porównania i kontaktów z systemami politycznymi Zachodu. Z tych powodów zawsze obawiali się penetracji obcokrajowców, obawiali się bezpośrednich kontaktów pomiędzy światem zachodnim a ich światem, obawiali się tego, co mogłoby nastąpić, gdyby Rosjanie poznali prawdę o świecie zewnętrznym, a obcokrajowcy prawdę o rosyjskim świecie zewnętrznym. I nauczyli się poszukiwać bezpieczeństwa jedynie w cierpliwej, ale zażartej walce, której celem jest zniszczenie przeciwnika, a nigdy ugoda czy kompromis”.[4] (Tomasz Aleksandrowicz – Informacja jako broń i cel ataku)

podobne: MON o korpusie szeregowych zawodowych. Wzrosną wydatki na zbrojenia. Ministrowie Obrony UE o wojnie informacyjnej i hybrydowej. oraz: W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za porażkę w cyberwojnie, rośnie przepaść między bogatymi i biednymi, Kongres chce zlikwidować Obamacare (w pakiecie reformy gospodarcze) polecam również: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach” i to: Nowe oblicze armii Putina. Udany test międzykontynentalnego pocisku balistycznego. USA-Rosja ponad podziałami (milcząca zgoda na interwencję w Syrii). Amerykański sprzęt wojskowy w Polsce.

„…Dziś wiemy, że cały proces „transformacji ustrojowej” był kierowany i nadzorowany przez bezpiekę. Nim rozpoczęły się rozmowy okrągłego stołu, instrukcje SB wskazywały na potrzebę „wspierania zwolenników konstruktywnego nurtu opozycji w naszym kraju, kosztem wyhamowania najbardziej agresywnych inicjatyw podejmowanych przez ekstremistów”.
W ramach dyspozycji wydanych przez szefa bezpieki, inspirowano więc powstawanie nowych partii i środowisk politycznych. Udział w tym procederze brali ludzie powiązani z policją polityczną PRL, którzy po roku 1990 przemienili się w biznesmenów, bankierów i polityków. Jedną z partii, w której znalazły się takie postacie, był Kongres Liberalno Demokratyczny, z którego, w roku 2001 powstała Platforma Obywatelska…

…Zdaniem niektórych mediów, powołanie PO poprzedziło intrygujące wydarzenie. W styczniu 2001 roku, w warszawskim gmachu Intraco doszło do spotkania zorganizowanego przez byłego funkcjonariusza Departamentu I SB MSW Gromosława Czempińskiego. W latach 70. Czempiński był oficerem prowadzącym Andrzeja Olechowskiego (KO ps.”Must”, „Tener”). Zebranych wówczas „przyjaciół jednej służby”, pułkowników: Krzysztofa Smolińskiego, Romana Deryłę, Marka Szewczyka, Zygmunta Cebulę i Wojciecha Czerniaka, Czempiński miał namawiać do wsparcia Platformy i zachęcać do budowania wokół tej partii grupy doradców i specjalistów od służb specjalnych…

„Logika obecnej wojny hybrydowej nie jest zależna od tego, co zrobi lub czego nie zrobi PiS w ramach pokracznej „demokracji parlamentarnej”, bo żadne z dotychczasowych działań w niczym nie zagroziły decydentom III RP. Jest natomiast zależna od pragmatyki pracy służb specjalnych i metod operacyjnych, bo z takim mechanizmem i środowiskiem decydenckim mamy dziś do czynienia. Tzw. politycy „opozycji” oraz poszczególne indywidua wystawiane na widok publiczny, spełniają tylko rolę „słupów ogłoszeniowych” i nie posiadają żadnych właściwości sprawczych.”
Jest zadziwiające, że ludzie, którzy publicznie stawiają (słuszny) zarzut środowisku „opozycji”, iż broni ono i wspiera byłych esbeków i działa na rzecz interesów sukcesorów komuny, nie chcą jednocześnie przyjąć, że działaniami owej „opozycji” rządzą mechanizmy zaczerpnięte z arsenału policji politycznej PRL, a ona sama stanowi tylko „użyteczne, w dużym stopniu kontrolowane narzędzie realizacji ekonomicznych interesów”. Przyjęcie takiej tezy zrujnowałoby jednak mitologię demokracji III RP i zmusiło rządzących do zastosowania środków adekwatnych do skali zagrożenia. Łatwiej zatem posługiwać się efekciarską demagogią i stawiać publicystyczne zarzuty o puczu i próbie zamachu stanu, nie podejmując przy tym żadnych działań, niż powiedzieć Polakom, że mają do czynienia z elementami wojny hybrydowej, prowadzonej przez polityczną agenturę wpływu, pod dyktando wrogich ośrodków i „realnej grupy kierowniczej”…

…W tekście „NIEDYSKRETNY UROK REŻIMU PREZYDENCKIEGO” z października 2014 mogłem już napisać, że „Odsunięcie nadto skompromitowanego Donalda Tuska i kilku innych osób, szczególnie zaangażowanych w sprawę kłamstwa smoleńskiego, jest zabiegiem od dawna planowanym i korzystnym dla triumwiratu III RP. W tle obecnej kombinacji znajdziemy bez wątpienia interesy środowiska belwederskiego, ale ma ona również szerszy wymiar dotyczący interesów rosyjskich i niemieckich. (…) Mocnym preludium, zapowiadającym te roszady była tzw. afera podsłuchowa, w której ludzie bliscy kręgom belwederskim wystawili figurantów mających uwiarygodnić pochodzenie komprmateriałów…

kombinację zmierzającą do zdyscyplinowania grupy Tuska i wymiany ówczesnej ekipy, mógł podjąć tylko taki ośrodek władzy, który dysponował realnymi narzędziami wpływu i potrafił zapewnić mechanizmy bezpiecznego przeprowadzenia „nowego rozdania”. Bezpiecznego, a zatem takiego, które nie doprowadzi do niekontrolowanego upadku triumwiratu (politycy-oligarchowie-służby) i nie zagrozi fundamentom magdalenkowego tworu…” (Aleksander Ścios – MY NIE WIEMY – RZECZ O GRANICACH)

podobne: Tusk będzie zabiegał o (niemiecki?) kompromis ws. Ukrainy. Niemcy i Rosja zadowolone z wyboru. „Le Monde” o niemieckich sympatiach Tuska. Krajowe konsekwencje „ucieczki do raju” i to: Duchowni w służbie KGB, SB i poprawności politycznej (na tle medalu papieskiego dla Rzeplińskiego i anszlusu Polski do UE). Istotą Kościoła jest wiara w Boga i pokora wobec mądrości zasad.  i jeszcze: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI? polecam również: Sumliński i patologie III RP. Sprawa ks. Popiełuszki sprawdzianem chęci rozliczenia PIS z PRL. Klątwa FOZZ i kompromisu z komuną a także: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.

„W książce „GRU. Radziecki wywiad wojskowy”, Wiktor Suworow opisywał poszczególne kategorie sowieckich agentów. Wymienił przy tym „kategorię najbardziej ze wszystkich obrzydliwą” i określił ją mianem „gawnojedów”…

…Przez szereg lat, ta najniższa kategoria rosyjskich paputczików obejmowała głownie osoby z kręgów lewackich i lewicowych – rozmaitych ekologów, liberałów i „postępowych demokratów”, piewców światowego „odprężenia” i ogłupiałych rzeczników „resetów”, traktujących państwo Putina niczym solidnego partnera w rozwiązywaniu globalnych problemów.
Ta ostatnia patologia – bodaj najpowszechniejsza we współczesnej polityce, jest pochodną sowieckiej idei zbieżności – zwanej teorią konwergencji. Uknuta w podziemiach Łubianki „doktryna” kazała wierzyć, że dwa rywalizujące za sobą i początkowo krańcowo odmienne systemy polityczne, w miarę rozwoju wzajemnych kontaktów, będą stopniowo upodabniały się do siebie i mogły nawiązywać bliższe kontakty. „Konwergencja” usprawiedliwiała więc wszelkie związki ze światowym komunizmem i rozgrzeszała zgraję łajdaków z paktowania z kremlowskimi bandytami. Dzięki uprawianiu tej hiper bredni, zalegalizowaniu partii i środowisk komunistycznych, sowieckie zniewolenie bez przeszkód torowało sobie drogę do zachodnich szkół i uniwersytetów, co wkrótce doprowadziło do sytuacji, w której znaczna część wpływowych środowisk opiniotwórczych znalazła się pod inspiracją „idei marksistowskich”. Tym samym – „konwergencja”, w wydaniu sowieckim, doprowadziła do „oswojenia” Zachodu z komunizmem i zainfekowania całej myśli politycznej błędnymi teoriami i wyobrażeniami…

Putin będzie więc socjalistą dla zaczadzonych socjalizmem i narodowcem, dla wyznawców idei narodowych. Stanie się gorliwym chrześcijaninem, gdy przyjdzie mu oszukać chrześcijan i pierwszy sięgnie po symbole wolnomularstwa, gdy sprzymierzy się z masonami. Dla Żydów założy jarmułkę, a muzułmanom zbuduje meczet. Nie ma takich idei, doktryn i religii, których „prawdziwy czekista” nie byłby w stanie wyznawać.
Odradzanie komunizmu pod różnymi nazwami i w różnych mutacjach dowodzi, że jest on istotnie „nieśmiertelny” – w tym sensie, że wykorzystując rozmaite idee i pasożytując na zdobyczach myśli ludzkiej, dąży do zaspokojenia najbardziej zbrodniczych skłonności i pragnień…

…Przedstawiciele rosyjskiej Dumy, w wydanej wczoraj uchwale na temat polsko-ukraińskiej „Deklarację pamięci i solidarności”, zarzucili Polsce i Ukrainie „podważanie nienaruszalność własnych granic” i stwierdzili wprost – „Rosja, jako spadkobierczyni ZSRR, zwycięzcy w czasie drugiej wojny światowej, nie pozwoli na dokonanie rewizji jej historii”.
W ramach naszej, polskiej racji stanu, leży zatem ocena potencjalnych partnerów w kontekście ich relacji z Rosją. Nikogo nie zmusimy do zaniechania „normalizacji” stosunków z Putinem i izolowania kremlowskiego watażki, ale interes Polski wymaga, by dostrzegać i równoważyć to zagrożenie… 

2017 rok, przyniesie kolejną ofensywę „rosyjskiej siły”, wspartą na pomocy „konserwatywnej” agentury i życzliwości tysięcy „prawicowych” gawnojedów. Putin, kreując się na decydenta w sprawach terroryzmu i Bliskiego Wschodu oraz posługując się retoryką narodowo-konserwatywną, już zapewnił sobie nienależną pozycję „rabina – wybawcy”. To dziś najpoważniejsza broń Kremla…(Aleksander Ścios – KONSERWATYŚCI WSZYSTKICH KRAJÓW, ŁĄCZCIE SIĘ!)

podobne: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. oraz: Służby specjalne i dane Polaków. Pieniądze na walkę z rosyjską propagandą. Czy „taśmy Wprost” wypłyną raz jeszcze? Wyciek stenogramów (smoleńskich) pokazuje słabość państwa. Niemcki wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku? i to: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli

Tymczasem zachwyconych Putinem i jego metodami sprawowania władzy przybywa. Rośnie też grupa wyznawców panslawizmu i pogańskiej „słowiańszczyzny”, które stanowią ideologiczne (i religijne) zaplecze dla pro putinowskiej propagandy.
Równolegle neguje się i wyśmiewa tę części historii Polski (o której można przeczytać na samym początku wpisu), która nas tragicznie „łączy” z Rosją. Chętnie uznaje za prawdę że naziści byli Niemcami (tu paradoks, bo wbrew oficjalnemu stanowisku pupila – Putin usprawiedliwia pakt Ribbentrop-Mołotow a Niemców uznaje za „ofiary nazizmu”), ale tej że komuniści byli Rosjanami już nie uznają. Dla nich winę za zbrodnie komunizmu ponoszą wyłącznie Żydzi, ale już samą okupację naszego państwa (i nie tylko naszego) przez ZSRR, do tej pory (na wszelki wypadek) uznają za wyzwolenie. Tak samo do dnia dzisiejszego powtarzają za komunistyczną propagandą że rządy „króla Stasia” i jego obiady czwartkowe (pod protektoratem Katarzyny II) to najbardziej światłe w historii naszego narodu dzieje, a rozbiory były potrzebne dla zachowania przy życiu (przez zaborców rzecz jasna) naszej „tożsamości narodowej”, którą według tych ludzi zaprzepaściła szlachta… a nie zaborcy.
Dla wykreowania odpowiedniego kontrastu i dystansu wobec komunizmu i polityki ZSRR, próbuje się nas epatować banderyzmem, tylko dlatego że był on bardziej brutalny i prymitywny od swoich braci (nazizmu i komunizmu). Logiczną konsekwencją takiego stawiania problemu, jest oczywiście próba wyrobienia w Polakach przekonania że to nie od Rosji a nawet nie od Niemców, ale od Ukraińców doznaliśmy największego w historii upokorzenia i krzywdy. Ma to przesłaniać wszystkie inne tragedie oczywiście bez zbytniego ich negowania, bo w tak tendencyjnym zestawieniu nie ma takiej potrzeby. Wielu się na tę nachalną i prostacką propagandę nabrało i ciągle nabiera, wystarczy rzucić na stół zdjęcie (obraz) wbitego na sztachetę/widły niemowlaka a doły Katynia i oświęcimska rampa mogą się schować. W tym m.in. celu nakręcono film „Wołyń”, którego nieprzypadkowym właścicielem jest Gazeta Wyborcza. Za kamerą zaś postawiono człowieka, który we wcześniejszych swoich filmach nie stroni od groteskowego eksponowania „naszych wad narodowych”.

W ten prymitywny sposób, podatne na emocje romantyczne polskie głowy, zostały zainfekowane jedynie słusznym kryterium rozliczania krzywd i tragedii narodowych, a jako obiektywne remedium na owe bolączki widzą zemstę. Nic dziwnego że wielu z nich upaja się wojną na Ukrainie, kibicując „separatystom” albo wprost Putinowi. Potakując narracji o „spontanicznym buncie ludności Donbasu” przeciw „rezunowym rządom”, i jakoby kawałkowanie Ukrainy odbywało się w naszym interesie (niektórzy piszą wprost o potrzebie przyłączenia się do rozbioru).

Zadziwiająca jest wiara tych ludzi w opozycję Putina wobec międzynarodowego żydostwa, kiedy on sam nawiązuje do chwały ZSRR i Armii Czerwonej, a wszystkich tych tzw. „Polskich Żydów” którzy przez niemal pół wieku „budowali” w Polsce komunizm, chowa sobie po archiwach (a nam figą przed nosem kiwa). Tymczasem kolejne pokolenia tamtej swołoczy do dziś kreują naszą rzeczywistość, i dalej jesteśmy traktowani jako „bliska zagranica”, bez prawa do prowadzenia własnej polityki – zgodnie z doktryną ZSRR, którego krytykowanie jest w Rosji zakazane prawem. To zadziwiające jaką sympatią ze strony Polaków cieszy się człowiek nawiązujący wprost do wrogiej Polsce imperialnej tradycji Moskali.

To jednak co po łebkach poruszyłem jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Fakty owe należą bowiem do tej sfery wiedzy do której każdy może dotrzeć sam bo ją widać najlepiej, i leży że tak powiem w zainteresowaniu. Największy jednak problem z Moskalem to jego całkowicie niekompatybilna do naszej duchowość… „W tym kształcie, który znamy, z tymi ich cerkwiami, popami, świeczkami i tym ich papieżem, który większość swego czasu spędza między Kremlem a centralą GRU, Rosja to wróg. I nie dajmy sobie wmówić, że tam się dzieje coś jeszcze, co daje nam szansę na choćby minimalną zmianę” (fragment artykułu z najnowszego numeru (14) „Szkoły Nawigatorów” pod roboczym tytułem „rosyjska”, którego lekturę gorąco polecam. Od recenzji u Magazyniera do zakupu tu: Księgarnia Coryllusa)

Wracając do wojny hybrydowej czyli rozgrywki propagandowej, chcę też zwrócić uwagę na inny problem. Kochani ludkowie „dobrej zmiany”! Nie można bez żadnego namysłu i umiaru nazywać ruskim agentem każdego, kto krytykuje polskie władze (zwłaszcza jeśli jest za co). Nic też nie da obarczanie Putina i jego służb odpowiedzialnością za każdą podejrzaną akcję. Urabianie tej postaci do rozmiarów wszechmocnej i wszechwładnej służy tylko i wyłącznie Moskwie. To nie rozwiąże problemu. Nie da się też w ten sposób zaszczepić obywatelom umiejętności krytycznego patrzenia i wyczulenia na obcą/wrogą propagandę. Politycy czy inni „eksperci” zatroskani o bezpieczeństwo narodowe, którzy w ten sposób „edukują” (mobilizują?) społeczeństwo, wywołują raczej efekt odwrotny od zamierzonego. Ile można słuchać o „agentach Putina”, gdzie to oni nie siedzą oraz do czego są zdolni, jeśli nie idą za tym zatrzymania i inne konkrety potwierdzające skalę zagrożenia, pokazujące w jaki sposób zamierzamy z tym walczyć. „Dobra zmiana” musi zmienić taktykę, i zacząć ludziom solidnie tłumaczyć „agenturalne” niuanse, albo skończy z jednej strony ze stadem paranoików węszących wszędzie agenturę, a z drugiej ze świadomymi lub nieświadomymi „gawnojedami”, którzy przez głupie gadanie jakichś ambicjonerów/paranoików poczują się obco we własnym kraju, zatracą poczucie wspólnoty, a w skrajnych przypadkach zaczną szukać jej gdzie indziej… Nazywanie ruskimi agentami ludzi po prostu ogłupionych (bo nieuświadomionych) nie jest mądre… za to może okazać się szkodliwe… Jest też odwracaniem uwagi od rzeczy/informacji dużo ważniejszych, będących jak najbardziej w zasięgu mocy decyzyjnych (potwierdzonych konkretną zgromadzoną wiedzą) obecnej władzy (Odys)

„…Państwo powinno docenić obywateli i im zaufać. U nas niestety panuje choroba, którą nazywam „ściśle tajnością”. Wszystko, o cokolwiek by zapytać, także w trybie dostępu do informacji publicznej, jest tajne. Za tym można ukryć każdą niekompetencję – i tak się u nas dzieje. A co w dzisiejszym świecie jest tajne? No, może konkretne obiekty, ale poza tym już nic. Niedawno na stronach FBI przeczytałem ostrzeżenie przed firmami rosyjskimi, które mogą być powiązane z wywiadem. Tak to działa w normalnym świecie: uczula się obywateli na zagrożenia, zachęca do współpracy, nie po to, żeby mieć całą masę agentów, tylko po to, by zapewnić ludziom bezpieczeństwo…

służby należałoby sformować od nowa, mając na uwadze wiążące się z tym zagrożenia. Bo malowanie ruin jest zawsze malowaniem ruin. Ile się farby nie nałoży, zawsze będą pod tym zgliszcza…

w naszych służbach nie zmieniła się mentalność. Jako że gros funkcjonariuszy przeszła z jednej epoki do drugiej, to oni swoim myśleniem zainfekowali następnych. I to jest zabawne, jak szybko nowi przejmowali starą mentalność. Pamiętam takiego jednego, nieważne jego nazwisko, on rzeczywiście był represjonowany w latach 80. Kiedyś wchodzę do jego gabinetu i widzę portrety Lenina, Dzierżyńskiego, figurki, kupa tych rzeczy. Zbieranina pamiątek po PRL-u i po SB. Pytam: po co ci to? A on, że to jest fajne…

razem z tymi artefaktami mamy do czynienia z przejmowaniem pewnego rodzaju mentalności. Świat się zmienił, ale nie ludzie. Uważam, że wywiad, który jest bardzo drogą zabawką, powinien być o wiele mniejszy, zadaniowany. A główną polską służbą powinien być kontrwywiad, działający na wszystkie strony z odpowiednim rozłożeniem sił i środków. Ale na to i tak nikt nie zwróci uwagi, ponieważ każdy chce mieć służby specjalne, którymi będzie mógł się zabawiać…

…Praca w służbach uczy wrażliwości na drugiego człowieka, na jego zachowania, wyłapywanie momentów, kiedy ten panikuje. Pamięta pani moment, w którym premier Tusk zaczął mówić o tym, że scenariusz afery podsłuchowej pisany był cyrylicą? Szybko to ucichło, premier ewakuował się z kraju, podczas wielkiego kryzysu. Ja już wiedziałem, że to koniec tego rządu. Zwłaszcza że pojawiło się na tych nagraniach nazwisko pewnego biznesmena ukraińskiego, z rosyjskimi korzeniami, którego sprawę prowadziłem w latach 90. I mi ją zabrano, kiedy napisałem raport, że tego człowieka jak najszybciej powinniśmy się pozbyć z Polski. A potem ten człowiek pojawia się jako współwłaściciel kilku restauracji, w których przy ośmiorniczkach prowadzone są rozmowy – moim zdaniem – operacyjne, w których biorą udział najwyżsi funkcjonariusze państwa.

To poproszę konkretnie: kto za tym stał? Komu to przyniosło korzyść? Rosjanom, co wydaje się pan sugerować?

Nie wiem, czy za tym stali Rosjanie. A może Rosjanie z kimś, np. z Niemcami. Mogli stać nawet i Chińczycy. Niektórzy mówili, że to jakaś wojna między CBŚ a CBA, ale to bzdura totalna. Przypuszczam, że to była robota zewnętrzna. Poza tym za coś temu Falencie zapłacono. Bo ten wyrok jest zapłatą, jemu nic nie grozi. Bo my się użalamy nad nim, ale ile on dostał? Dwa i pół roku więzienia. A ile odsiedział? Za ile wyjdzie? Gdzie zniknie razem z pieniędzmi? Kolejna sprawa to Amber Gold. To przecież jest idealnie to samo – i ta sejmowa komisja śledcza niczego nie znajdzie, bo to trzeba rozpracować operacyjnie. Prokurator szpiega w życiu nie złapie…

choć rozumiem wolność prasy, to media powinny być monitorowane. Co nie ma nic wspólnego z cenzurą i zakładaniem knebla. Z amerykańskiej rozgłośni Radio Wolna Europa za komuny nie poszedł żaden przekaz, który nie zostałby wcześniej uzgodniony z centralą. Ale odejdźmy od czasów zimnej wojny, dziś także w krajach zachodnich, w Niemczech, USA czy Wielkiej Brytanii wszystkie media powiązane z obcym kapitałem są na celowniku. Na przykład w Niemczech media mogą mieć tylko 20 proc. obcego kapitału, bo więcej stanowiłoby zagrożenie dla państwa. A co zrobili Amerykanie? Wywalili ludzi związanych z pewnym think tankiem, czyli wywiadownią rosyjską. Bo Rosja to jest wróg. Z Rosją nie można być przyjacielem. Oni nie mają przyjaciół, oni mają niewolników. Z nimi można rozmawiać jedynie z pozycji siły. Albo wspólnych interesów: my wam tyle i tyle ton jabłek, wy nam tyle i tyle kasy. Bez tych pierdół pansłowiańskich, które niestety zyskują coraz większą akceptację w społeczeństwie…

…I to Rosjanie wykorzystują, uderzając w idealistów, którzy nie mają pojęcia, że według tej ideologii Słowianin to człowiek, który pisze cyrylicą. Słabe jest to, że ludzie nie myślą, łapią każdą głupotę, którą wyczytają w sieci. A jeszcze gorsze, że nie mają oparcia w państwowych służbach, które by im rozjaśniły w głowach. Więc zachwycają się sieciowymi trollami, jak np. Aleksander Jabłonowski, który lobbuje na rzecz naszych wschodnich sąsiadów. U nas nikt tego nie kontroluje, więc pewna gazeta, której nazwy nie wymienię, a której kapitał pochodzi właśnie ze Wschodu, z niewielkiego pisemka rozprowadzanego z ręki rozwinęła się w poważne wydawnictwo, które można kupić w każdym kiosku. To bardzo prawicowe pismo. Mogę powiedzieć, że środowiska związane z Macierewiczem i prawicą nie mogą na to patrzeć. Oni wręcz uważają, że to jest ruska impreza. Ale z Ruskimi tak jest, że oni uwielbiają antyrosyjskie organizacje, łatwo się za nimi schować.

To się nazywa dezinformacja.

Bezpieczeństwo cyberprzestrzeni, te ataki hakerskie, jest o wiele łatwiej wykryć niż dezinformację. Ostatnio czytałem kawałki Aleksandra Dugina, guru Putina. Jestem pod wrażeniem. Facet jest świetny. Nam brakuje specjalistów w tej dziedzinie. FSB założyło specjalny wydział hejterów do monitorowania sieci, odnoszą sukcesy, a my ekscytujemy się ochroną informatyczną, hasłami, bajerami. Nie rozumiemy, jak to działa. A wystarczy nieco psychologii…” (Mira Suchodolska, Kinga Król (wsp.) • gazetaprawna.pl – Służby skażone Dzierżyńskim)

podobne: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski”. i to: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu. oraz: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka? a także: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. polecam również: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW.

„…Ludzie zwykle piją alkohol, cudzołożą, kradną i oszukują, a czasem jeden drugiego zabije. I to w zasadzie wszystko. Z czynów tych spowiadają się chętnie i w przeważającej liczbie przypadków uważają, że mogą być z nich dumni. Jeśli zaś ktoś brał udział w zabójstwie lub jakimś innym grubszym przestępstwie czuje się wręcz zobligowany do tego, by opowiadać w towarzystwie o wypadkach jakie były jego udziałem.

Wszystko przez to, że człowiek zatracił całkowicie poczucie wstydu i wie doskonale, że im więcej dynamicznych historii z własnego życia, a niechby i nieprawdziwych, opowie tym większe wzbudzi zainteresowanie innych. Jeśli dodatkowo ci inni, będą – przypadkiem zupełnie – redaktorami z telewizji lub jakiejś gazety może uda mu się nawet zarobić parę złotych, a potem je przepić…

…Jest jednak jeden rodzaj czynów, które każdy człowiek chowa tylko dla siebie, jest coś do czego nie przyzna się nigdy, coś co wyjawić może dopiero śledczym po najcięższych przesłuchaniach. Chodzi o współpracę z tajną policją czy jak kto woli o donoszenie na bliźnich, wpędzanie ich w kłopoty i czynienie z ich życia piekła. Tego żaden przestępca ani człowiek zwany przez siebie samego uczciwym, nie wyjawi nigdy i nikomu.

Wśród sprokurowanych w dzisiejszych czasach usprawiedliwień dla różnych brudnych czynów brakuje póki co tego najważniejszego, brakuje usprawiedliwienia za donoszenie i zdradę bliźniego swego wobec sił przemocy i zła. Usprawiedliwienia takie od lat funkcjonują w Rosji i widnieje na nich nadruk: dla dobra państwa. U nas jeszcze ich nie ma, dopiero się piszą. Przygotowywane są starannie przez teoretyków prawa i moralności, a wszystko po to, by ci, którzy na bliźnich swych donosili mogli utrzymać się u władzy

Stąd ten antylustracyjny szał. Oni doskonale wiedzą, że na to co czynili nigdy nie będzie usprawiedliwienia, bo system – ich system – nigdy go nie wyda. Zanegowałby sam siebie. To nie Rosja, gdzie pamięć wyciera się gumką umieszczoną na końcu ołówka oficera śledczego. Tutaj się pamięta długo i każdy kto ma władzę o tym wie. Stąd właśnie owa potrzeba dużego marginesu dyskrecji. Stąd również wściekłość i bezsilność różnych kapusiów, co teraz prowadzą tok szoły.

Usprawiedliwienia nie będzie nigdy. Potępienie zaś może przyjść w każdej chwili. Ono już jest, ale nie jest potwierdzone urzędowo. Będzie jednak, jeśli opresyjne państwo uzna, że leży to w jego interesie.

Jest oczywiście wyjście z tej skomplikowanej sytuacji – ekspiacja. I powiem wam, że osobiście sądzę iż wielu byłych i obecnych donosicieli ma na to wielką ochotę. Na zaworze bezpieczeństwa, którym zakręcona jest nasza kultura napisane jest bowiem słowo – przebaczenie, nie zaś – święta wojna – jak to ma miejsce na innych zaworach. Jest jednak coś, co ich powstrzymuje. Przede wszystkim strach przed siłą państwa opresyjnego. Ono bowiem nigdy nie darowałoby donosicielowi przejścia na drugą stronę, podobnie jak nie darowaliby mu tego inni donosiciele

Państwo opresyjne dopieszcza więc swoich kapusiów, by im do głowy nie przyszło kogoś tam przepraszać. Z drugiej jednak strony grozi palcem. Wielu jednak nie trzeba grozić, bo dobrze wiedzą, że utraciwszy pozycję, którą otrzymali za swoje usługi będą warci mnie niż roznoszone przez jesienny wiatr liście. Stąd właśnie bierze się wierność donosicieli wobec państwa oraz uparta wrogość wobec obywateli. Państwo opresyjne uczyniło z donosicieli wybrańców, którzy poprzez swoje ześwinienie doznali przeobrażenia w istoty nieziemskie...

…Czy uważacie, że grupa ludzi doświadczająca tak złożonych i kolorowych emocji, na każdym właściwie kroku, w dodatku w większości dobrze opłacanych, może tak po prostu zgodzić się na otwarcie archiwów IPN? Nigdy. I nie chodzi nawet o to, że stracą tę pozycję. Chodzi o to, że przestaną być wybrańcami we własnych oczach. Tego na pewno by nie znieśli.” (coryllus – O największych tajemnicach ludzkości)

podobne: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu oraz: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki. i to: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)

„…Historyk zapytany o to, czyim jest żołnierzem, odpowiedział, że jest „żołnierzem prawdy historycznej”. Jego zdaniem prezes IPN powinien być „elastyczny, bo pełni funkcję w istocie polityczną”. Dodał, że nigdy nie był zwolennikiem swojej kandydatury na to stanowisko.

Cenckiewicz przyznał, że ma poczucie pewnej klęski, bo „uprawianie zawodu historyka i pisanie nie przekładają się na mądrość polityków i rodaków. Ileż ja napisałem tekstów o absurdzie lustracji sądowej, tym potworku ustawy lustracyjnej. Nieraz rozmawiałem na ten temat z Jarosławem Kaczyńskim. Jestem państwowcem i chciałbym, by państwo posiadało narzędzia eliminacji ludzi służących dawnemu reżimowi i tajnej policji. Mam poczucie, że wiem, jak powinno być, i że ktoś tego nie chce zrealizować. To jak walenie głową w mur”…” („Dziennik Gazeta Prawna”, tvp.info, fronda.pl – Sławomir Cenckiewicz wyjawia, dlaczego nie został prezesem IPN)

podobne:  Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? oraz: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów 

W świetle tego do czego przyznał się Pan Cenckiewicz, uważam że nazwa firmy w której pracuje jest adekwatna do pewnego powiedzonka o „dobrej pamięci”… ale nie tego o prawdzie. Gdyby było inaczej takiecoś jak IPN nie byłoby w ogóle potrzebne. Zatem z samego faktu jej istnienia powinniśmy wyciągać wnioski niestety przykre, a wobec wszelkich sensacji w postaci „raportów” i „list” z nazwiskami (firmowanych nazwiskami innych znanych i szanowanych), tj. wobec wszelkiego rodzaju POŚREDNICTWA między tym co „tajne” a publiczne powinniśmy zachować podwójną czujność. Z tego co nam oficjalnie podają do wierzenia, powinniśmy czytać nie tylko to co widać, ale również to czego ciągle brakuje. To samo dotyczy wiedzy „objawionej przypadkiem” jak ją nazywam, czyli wszelkich przecieków i wycieków informacji oficjalnie zastrzeżonych. Po owocach tego typu akcji widać że większość z nich została zaplanowana i wykonana na szczególne polityczne zamówienie.

Co innego wiedza znajdująca się w „szafach” prywatnych (o których kto chce ten wie), przy której nazwisko Wałęsa (którego po samych czynach już dawno można było odhaczyć) jest cienkie jak przysłowiowy Bolek. Zamiast tego próbuje się wyborców utrzymać w podnieceniu nad dywagacjami o tym, czy i na ile tzw. „zbiór zastrzeżony” IPNu powinien być dalej zastrzeżony. Dla dobra Polski rzecz jasna, żeby nikomu nie przyszło do głowy zamknąć otwartą z sensacji na oścież buzię i rozejść się do innych „obowiązków wobec ojczyzny”, albo nie daj Boże zapytać o jakieś ważne rzeczy zamiast wysłuchiwać kolejnego tysiącpięćsetpierwszego odcinka o tym „jak to było naprawdę”, z ust komiwojażerów po „tajnych dokumentach” którzy sobie tylko znanym sposobem „dotarli” (bez niczyjej wiedzy i zgody 🙂 ) do źródła.

Kiedy ktoś zakłada takie towarzystwo jak IPN, zamiast po prostu uczynić dokumenty dostępnymi powszechnie, a strażników postawić co najwyżej po to żeby papierów nikt nie wynosił/nie niszczył, otóż dla mnie osobiście urządzenie tego rodzaju (nie)dostępu do źródeł jest jednoznaczne… Nie będę też nazywał ludzi tam pracujących, z całym szacunkiem dla Pan Cenckiewicza i innych, którzy tym czymś zawiadują w zasadzie nie wiem po co, poza kreowaniem w oczach opinii publicznej własnego wizerunku, i poza służbą dla grupy z której się wywodzą i której zawdzięczają etat w instytucji… Taniej i ciekawiej wychodzi poczytać pamiętniki starych UBeków i aparatczyków (jeśli je wydają za własne pieniądze), niż czekać łaski „jaśnie oświeconego” pana i władcy na urzędzie.

Rzeczywistość jest taka, że wielu rzeczy się już nie dowiemy, bo choć „likwidacja zbioru zastrzeżonego IPN” niemrawo ruszyła z miejsca, to dla mnie jest to sygnał że w owym zbiorze nie pozostało już nic ważnego, co mogłoby wstrząsnąć polską sceną polityczną i tzw. „administracją publiczną”. Tak jak do tej pory będą się pojawiać co jakiś czas przecieki tudzież dziennikarskie „dotarcia do prawdy”, ale tylko i wyłącznie w celu podrażniania/mobilizacji opinii publicznej dla celów stricte politycznych. Tak jak do tej pory będzie się to odbywać bez żadnych poważnych konsekwencji dla osób „umoczonych”, choć będzie się to oficjalnie nazywać „rozliczaniem przeszłości”… (Odys)

polecam również: Sławomir Cenckiewicz: Wielu rzeczy się już nie dowiemy (referat w Doylestown, PA)

Andrzej Krauze

Szwagrzyk i „Wyklęci”, romantycy czy realiści? Czy postokrągłostołowe rozbójnicze elity to jest to o co walczyli? Legenda NSZ i próba jej oczernienia przez PRL. Brygada Świętokrzyska.


Żołnierze Wyklęci

Wirtualny pomnik Żołnierzy „Wyklętych”

„…Płot wciąż stoi. Ran nie goi. Nie ma już sołdata.
Rembertów jest w metropolii. Przeminęły lata.
W lesie cicho. Gdzieś śpi licho. Nie śpią dawne siły.
Przywróćcie wielkość pomnikom, gdzie nasze mogiły!

Wywiezionych z Rembertowa nikt nie odnotował.
Ten, co wrócił, pieśń zanucił. Słowa w duszy schował.
Nie opowie nic o sobie. Nigdy nie zapomni.
Świat się jednak kiedyś dowie, że byli Niezłomni!”

fragment wiersza Marka Gajowniczka – Niezłomni

„…Prawdziwe oburzenie wywołują zakulisowe informacje. Jak bowiem wynika z zasłyszanych wieści, Prof. Szwagrzyk ma zostać poświęcony. Okazuje się bowiem, że dla wysokich rangą polityków „dobrej zmiany” ważniejsza jest partyjna walka klanów niż szybka identyfikacja szczątków Żołnierzy Wyklętych. Jeśli przecieki okażą się prawdziwe, to 1-go marca, o godz. 18-ej być może po raz ostatni (oby nie) będziemy mogli zobaczyć i wysłuchać prawego Człowieka…

…Do dymisji Profesora doszło, po pierwsze w wyniku trudności we współpracy z prokuraturą IPN (sezon „wykopkowy” zgłoszony do prokuratur, ale nie ma decyzji). Przecież dla nikogo nie jest tajemnicą, że dopiero po decyzji można robić przetargi na np. koparkę a wiosna już blisko. Druga sprawa to Szczecin i identyfikacje, od lat leżą szczątki na Wólce a identyfikacji nie robią, a z te z Białegostoku jakoś można wykonać. A także obecne działania pionu śledczego IPN, którego prokuratorzy zachowują się jak słoń w składzie porcelany.

Naukowiec nie ukrywa rozgoryczenia. – Dziś w naszych pracach jesteśmy całkowicie sparaliżowani . Dziś o tym gdzie i jak pracować decydują politycy, prokuratorzy i urzędnicy państwowi, którzy nie rozumieją, że poszukiwanie szczątków naszych bohaterów to sprawa honoru, sprawa święta dla nas wszystkich – powiedział w programie „Warto Rozmawiać” Krzysztof Szwagrzyk. Wskazuje to na konflikt między prof. Szwagrzykiem a prokuratorami IPN-u.

Musimy mieć świadomość ciągle trwającego konfliktu. – Pamiętajmy, że mimo, że dymisja prof. Szwagrzyka nie została przyjęta, problem nie został wciąż rozwiązany, a tylko zawieszony. Misja prof. Szwagrzyka może się drastycznie zakończyć…” (pressmania.pl – prof. Krzysztof Szwagrzyk musi w IPN zostać!)

podobne: Instytut Pamięci… Nietykalnej: „Zbiór zastrzeżony”, POzorowanie śledztwa na „Łączce” i niepotrzebna wiedza o zbrodniach stalinowskich. „Wyzwolenie” PO sowiecku. oraz: Dwunastu polskich bohaterów, ofiar terroru komunistycznego odzyskało nazwiska. a także: Przywrócmy ich pamięci! Żołnierze Wyklęci i to: Pamięci Danuty Siedzikówny „Inki”, która zachowała się jak trzeba.

„…Mieczysław Moczar – były partyzant komunistycznej Gwardii Ludowej, a później dygnitarz PRL – w swoich pamiętnikach napisał, że NSZ „to kilka najpotworniejszych kreatur reprezentujących czarną reakcję współpracującą z Niemcami, banda krzyżaków, płatnych sługusów pozostających na żołdzie pruskim”. W całej „czarnej legendzie” NSZ tylko zarzut, że walczył on, nie przebierając zresztą w środkach, z komunistycznymi oddziałami i bandami jest bez wątpienia prawdziwy…

…Do baraku, w którym do posiłku zasiadał komendant obozu wraz z innymi strażnikami, wpadł starszy strzelec Robert Ćwikło. „Przy stole siedziały również dozorczynie SS-manki – są jeszcze w szlafrokach! Na nasz widok wszyscy osłupieli z przerażenia. Rozbrajamy wszystkich i wyprowadzamy przed barak, na główną ulicę obozu. Stoją pokorni w dwuszeregu, z rękami w górze… – wspomina Ćwikło. – Z sąsiedniego baraku wybiega ze szmajserem wachman, ale seria z pepeszy łamie go w pół. Obstawiamy pozostałe baraki. Są zadrutowane. Idą w ruch kolby karabinów. Po chwili drzwi baraków zostają wyrwane z zawiasów. Z wnętrza bije w nozdrza okropny smród – mieszanina ludzkiego kału i moczu. Wewnątrz ciasno stłoczone kobiece szkielety, okryte łachmanami, z wyrazem obłąkania w oczach. Były to Żydówki. Kobiety polskie, słysząc mowę ojczystą, widząc polskie mundury i orzełki na czapkach, pierwsze rzuciły się do drzwi z okrzykiem: Wojsko polskie!”. Skąd w czeskim Holeszowie, gdzie znajdowała się jedna z filii obozu koncentracyjnego Flossenbürg, wzięli się polscy żołnierze, którzy uwolnili prawie tysiąc więźniarek, przede wszystkim Francuzek, Żydówek i Polek? Żołnierze, którzy wyzwolili więźniarki, należeli do Brygady Świętokrzyskiej, jednej z największych formacji partyzanckich działających na ziemiach polskich. Była to ostatnia akcja zbrojna Brygady. Brygada Świętokrzyska była jednostką Narodowych Sił Zbrojnych, konspiracyjnej organizacji wojskowej obozu narodowego.

Proces formowania NSZ rozpoczął się w 1942 r. w wyniku rozłamu w podziemnej Narodowej Organizacji Wojskowej i Stronnictwa Narodowego. Tylko część członków tych formacji podporządkowała się późniejszym decyzjom o scaleniu z Armią Krajową. Reszta obawiała się zdominowania armii podziemnej przez czynniki sanacyjne. Uznała, że chcą walczyć o Polskę samodzielnie, uznawała rząd w Londynie, ale znajdowała się w opozycji wobec polityki premiera Sikorskiego.

Podziemie nie było monolitem

Działający samodzielnie NSZ nie mógł oczekiwać wsparcia, także finansowego, ze strony rządu i aliantów takiego jak AK. Komenda Główna NSZ i władze polityczne organizacji sprzeciwiały się wywołaniu powstania w Warszawie, uważając, że nie ma ono szans powodzenia. Jednak po jego wybuchu sformowane oddziały wzięły w nim udział. NSZ zajmował inne niż AK stanowisko w sprawach politycznych. Walczył z Niemcami i komunistycznymi bandami, ale kiedy było jasne, że Niemcy przegrywają wojnę, za głównego wroga uznał Sowietów. Sprzeciwiał się też lansowanej przez rząd w Londynie koncepcji ujawniania się przed Sowietami. Ta formacja nigdy nie uwierzyła, że Stalin jest „sojusznikiem naszych sojuszników”. Jednak obie podziemne organizacje współpracowały w sprawach akcji zbrojnych. „NSZ było zdania, że nie jest głównym zadaniem organizacji oporu pomóc naszym aliantom zachodnim przez walkę z okupantem. Zadanie to przypadło naszym oddziałom na Zachodzie… Naszym zadaniem w Polsce była przede wszystkim obrona społeczeństwa polskiego przed barbarzyństwem zarówno okupanta, jak i band komunistycznych i nieraz po prostu band rabunkowych” – charakteryzuje postawione sobie przez NSZ cele Władysław Marcinkowski ps. „Jaxa”, zastępca dowódcy Brygady Świętokrzyskiej…

…Skutecznie urabiana w PRL czarna legenda NSZ pokutuje do dzisiaj, co wynika z niewiedzy. Mimo znacznej liczby wydanych w ostatnich latach poważnych opracowań historycznych, prawda o NSZ i Brygadzie Świętokrzyskiej z trudem przebija się do świadomości społecznej. Mało kto czyta poważne naukowe publikacje. Jest szansa na zmianę, bo coraz częściej żołnierze wyklęci, w tym członkowie NSZ, stają się bohaterami dokumentów filmowych, popularnych opracowań, a także powieści i filmów fabularnych. Z pewnością wielki marsz Brygady Świętokrzyskiej należy do najmniej znanych, a godnych spopularyzowania tematów. Tym bardziej, że historia marszu to prawdziwie filmowy scenariusz.” (Edward Kabiesz • gosc.pl –  ■■ WIELKIE KŁAMSTWO ■■)

„…Gdy front wschodni sypnął się, dowództwo Brygady improwizowało. Po walkach z Niemcami i ostrzale Sowietów, jednostka wycofała się na Zachód. Początkowe umowy lokalne z Wehrmachtem, które posłużyły wstępnie za przepustkę, zostały potem zastąpione innymi formami współpracy. Ponieważ Brygada odmówiła walki po stronie niemieckiej, poszła na ustępstwa i zgodziła się wysłać spadochroniarzy do Polski oraz patroli pieszych. Żadne niemieckie rozkazy emisariuszy nie obowiązywały. Dlaczego Niemcy na to się zgodzili?

Oficerowie wywiadu padającej III Rzeszy, po pierwsze, kontynuowali swoje działania instytucjonalne, szczycąc się rzekomymi sukcesami zza biurka, a w tym polskimi spadochroniarzami (i tym sposobem unikali zesłania na front wschodni); po drugie – tworzyli alibi u anglosaskich zwycięzców, że polskiej jednostki nie zniszczyli, a ocalili (a na dodatek pozwolili wyciągać jej ludzi z obozów koncentracyjnych, w tym i żonę premiera Mikołajczyka); a po trzecie – tworzyli legendę potężnej siatki współpracowników w sowieckiej zonie okupacyjnej. Stąd oprócz Polaków z BŚ na spadochronach spadli Ukraińcy, Białorusini, Chorwaci i inni. Niemcy, którzy decyzje o takich lotach podjęli, wnet otwarcie chwalili się Amerykanom (z którymi od jakiegoś czasu utrzymywali tajne kontakty) o swych rzekomo niesamowitych wpływach na Wschodzie. Tym samym stali się Anglosasom potrzebni i nie ponieśli kary za swoje przestępstwa.
W tym sensie Brygada była pionkiem w większej grze. A dziewczynom i chłopakom z NSZ chodziło o walkę o Polskę, przygotowanie się na wojnę z nowym, komunistycznym okupantem…” (Marek Jan Chodakiewicz, Waszyngton, www.iwp.edu – „Wyborcza” kontra Sienkiewicz w spódnicy)

podobne: Rosyjska Gazeta: „AK zabijała czerwonoarmistów” (publikacja dokumentów o AK). IPN odpowiada na rosyjską prowokację. Żołnierze Wyklęci i ostatnie polskie powstanie oraz: „1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną. a także: Tomasz Sommer: „Operacja Polska” czyli rozstrzelać Polaków!

„Jak pogodzić, z jednej strony krytykę insurekcyjną (…) z jednoczesną pochwałą działania Żołnierzy Niezłomnych/Wyklętych? Bo wydaje się (…), że zbrojna walka z komunistami w roku 1945 była z militarnego punktu widzenia jeszcze bardziej bezsensowna niż walka zbrojna w 1944 roku z Niemcami”.

Zdaniem Rafała Ziemkiewicza ta sprzeczność jest pozorna. Krytyka dotyczy bezsensownych i nieodpowiedzialnych decyzji podejmowanych przez polityków szafujących życiem podległych im żołnierzy w 1944 roku. Czym innym natomiast jest walka żołnierzy, którzy wypełniali swój obowiązek i byli wierni złożonej przysiędze. Poza tym, po 1945 roku wciąż istniała nadzieja na realizację planu konfrontacji z ZSRR autorstwa Churchilla („operation unthinkable”). Wówczas utrzymanie oddziałów siły zbrojnej było jedynym sensownym działaniem. Później, gdy było wiadomo, że takiej konfrontacji nie będzie, żołnierze nie mieli już drogi odwrotu. „Pozostało tylko walczyć i to nie była walka bezsensowna, ponieważ opóźniła postępy stalinizacji w Polsce… 

Piotr Zychowicz również potwierdził, że nie ma sprzeczności pomiędzy krytykowaniem decyzji polityków i dowódców wysokiego szczebla, a pochwałą żołnierzy wypełniających swój obowiązek w stosunku do obydwu wrogów – Niemców i Sowietów. Stosunek Żołnierzy Wyklętych był taki sam do obydwu wrogów. To Komenda Główna AK zrezygnowała z koncepcji dwóch wrogów po 1941 roku, a ujawnianie się żołnierzy AK wobec Sowietów skończyło się katastrofą. „Koncepcja Żołnierzy Wyklętych była dokładnie odwrotna. Oni uważali, że bolszewicy są okupantem i z okupantem nie ma co się dogadywać, tylko trzeba do niego strzelać (…) Jasnym jest to, że te grupy, które walczyły w lasach nie miały szansy pokonać całego imperium sowieckiego i wyzwolić Polski. Ci ludzie stali przed wyborem, że albo pójdą do lasu, albo zostaną zamordowani przez ubecję, trafią do kazamatów, zostaną być może tam zamordowani, albo złamani przez aparat sowiecki (…) Olbrzymim podziwem darzę tych ludzi – wbrew wszystkiemu z bronią w ręku wystąpili przeciwko nowemu okupantowi”.

(…) Byli wychowywani w przeświadczeniu, że żadna krew się nie marnuje (…). Istniało przekonanie, że nie tylko nadzieja na wojnę, utwierdzana przez kurierów z Zachodu, na Wielką Wojnę ludów (mickiewiczowską), która znowu da Polsce szansę wybicia się na niepodległość, ale również ta świadomość odpowiedzialności za przyszłe pokolenia, potrzeby ocalenia honoru istniała. Oni w jakimś sensie świadomie tę ofiarę składali”.

Drugim wątkiem podjętym przez Pawła Lisickiego była kwestia „cienia” – przypadków, które trudno nam dziś bronić – w działalności Żołnierzy Wyklętych, i na ile mogą one zaważyć na ocenie ich bohaterstwa.

…po naszej stronie pojawia się czasami chęć tworzenia lukrowanej historii Żołnierzy Wyklętych, tzn. pokazywania ich jako chodzące anioły i istoty uduchowione, myślące wyłącznie o obronie ojczyzny. A byli to przecież ludzie z krwi i kości, „wśród nich zdarzali się również ludzie, którzy mieli na swoich pancerzach rysy, często mniej lub bardziej głębokie. (…) Natomiast chciałbym z całą stanowczością podkreślić, że był to absolutny margines. (…)

„… wielu młodych ludzi uwierzyło w tę tradycję solidarnościową podaną przez „Gazetę Wyborczą”, czyli rolę pojedynczych osób: Wałęsy, Michnika, Kuronia, Mazowieckiego, Geremka czy Baumana. I gdy po powstaniu IPN-u zaczęły się pojawiać artykuły na temat tych osób i ich roli w latach 40-tych czy 50-tych, to ta propagandowa tradycja solidarnościowa została przez młodych odrzucona. Bardziej przemówiła do nich postawa pełnego buntu antykomunistycznego z lat 40-tych i 50-tych...” (całość tu: Żołnierze Wyklęci – romantycy czy realiści?)

podobne: 70. rocznica zdobycia Wilna w operacji „Ostra Brama”. oraz: „Musimy zerwać z poprawnością patriotyczną”. Powstanie Warszawskie prowokacją (z ukraińskim kryzysem w tle). i to: Powstanie warszawskie: „strumień wody może być obrócony na koło młyńskie i przynosić pożytek, albo obrócony na dom i zalać go i zniszczyć” a także: Powstanie Styczniowe. Cześć i chwała bohaterom! Hańba na nieodpowiedzialnych prowodyrów. Socjalistyczne korzenie zrywu z podpuszczenia i analogia do Ukrainy. polecam: Sejm Wielki i Konstytucja 3 maja. Marian Piłka: Nieodpowiedzialny patriotyzm

Ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
pozostał po nich w kopnym śniegu
żółtawy mocz i ten ślad wilczy

szybciej niż w plecy strzał zdradziecki
trafiła serce mściwa rozpacz
pili samogon jedli nędzę
tak się starali losom sprostać

już nie zostanie agronomem
,,Ciemny” a ,,Świt” – księgowym
„Marusia” – matką ,,Grom” – poetą
posiwia śnieg ich młode głowy

nie opłakała ich Elektra
nie pogrzebała Antygona
i będą tak przez całą wieczność
w głębokim śniegu wiecznie konać

przegrali dom swój w białym borze
kędy zawiewa sypki śnieg
nie nam żałować – gryzipiórkom
i gładzić ich zmierzwioną sierść

ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
został na zawsze w dobrym śniegu
żółtawy mocz i ten trop wilczy

„Wilki” – Zbigniew Herbert (Marii Oberc)

„…Od pewnego bowiem czasu w toczącej się w naszym kraju politycznej wojnie pojawiły się również głosy szkalujące pamięć najwierniejszych żołnierzy Rzeczypospolitej. Nietrudno domyślić się, z jakich kręgów te głosy dochodzą. Z przedstawicieli kolejnych generacji moskiewskich psiaków, które pragnęłyby kontynuować proces wdeptywania w ziemię już nawet nie samych bohaterów, ale nawet pamięci o nich. Jest to reakcja III pokolenia UB na zmianę pokoleniową. Młodzi ludzie zaczęli rozgarniać śmietnik historii i odrzucając zaśmierdziałe „legendy”, spreparowane przez żydokomunę na użytek mniej wartościowego narodu tubylczego, natrafili na kości bohaterów, pochylili się nad nimi z zainteresowaniem i miłością. Wzbudziło to żywe zaniepokojenie III pokolenia UB, które poczuło się zagrożone, czy aby nie zbliża się kres dobrego fartu. Próbuje zatem zohydzać pamięć najwierniejszych żołnierzy Rzeczypospolitej, oskarżając ich o zbrodnie, między innymi – na „cywilach”, a wtórują im rozmaite półgłówki, których przypadek wyniósł najwyraźniej zbyt wysoko. Warto zatem zarówno gwoli prawdy, jak i gwoli pouczenia, rozszyfrować tych „cywilów” – co oni za jedni. Otóż większość tych „cywilów” to po prostu konfidenci, tajni współpracownicy NKWD i UB, których likwidowanie było ze strony Żołnierzy Wyklętych realizowaniem prawa do obrony koniecznej. Charakterystyczne jet to, że w tej kampanii szkalowania „Żołnierzy Wyklętych” przoduje żydowska gazeta dla Polaków pod redakcją pana red. Adama Michnika, który od lat wyłazi ze skóry by podtrzymać zatęchłą „legendę” byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju Lecha Wałęsy.” (Stanisław Michalkiewicz – Żołnierze Wyklęci to następstwo Jałty)

„…Już się wydawało, że wszystko załatwione; sierżant Śmietański i inni bojownicy o wolność i demokrację rozstrzelali wszystkich skazanych prawomocnie przez niezawisłe sądy, inni zginęli podczas próby ucieczki albo zostali zgładzeni na gorącym uczynku. Reszta gniła w więzieniach, a jeśli nawet ten i ów został wypuszczony, to przecież czekiści ani na chwilę nie spuszczali ich z oczu, dając na różne sposoby do zrozumienia, że jeden fałszywy ruch i znowu wracają do turmy. Słowem: „krok w bok, krok w przód, krok w tył – konwój otwiera ogień”. Dzięki temu można było bez przeszkód spreparować prawidłową wersję procesu dziejowego, według którego bojownikom z reakcyjnym podziemiem nie tylko Historia przyznała rację, ale również obdarowała trofeami wydartymi reakcyjnej hydrze. Jak bowiem zauważył poeta, bojownicy o wolność i demokrację „kiedy zwycięskie toczą boje ze straszną reakcyjną hydrą, to chcą mieć pewność, że na zawsze zdobędą to, co hydrze wydrą”. Pierwsze pokolenie jeszcze nie bardzo umiało te możliwości wykorzystać, ale już drugie, które najlepiej personifikował Aleksander Kwaśniewski, używało już życia całą paszczą, nosiło garnitury, mówiło językami, chorowało na wykwintne, filipińskie choroby, a ich małżonki do tego stopnia się wyrobiły towarzysko, że nawet umiały jeść bezę. Nic więc dziwnego, że nowa szlachta szybko dogadała się ze szlachtą jerozolimską, która wprawdzie „z miszpuchy cycełesowatej”, ale nieomylnym tropizmem kieruje się zawsze we właściwą stronę: „Nasi wygrywają! Jacy »nasi«? No ci, co wygrywają!”.

Chodzi o to, że interes, jaki jest do zrobienia, ma taką specyfikę, iż mniej wartościowemu narodowi tubylczemu trzeba przyprawić wizerunek narodu morderców, a właściwie nie tyle narodu, co dzikiej hordy. W tym celu u Jana Tomasza Grossa, w międzyczasie awansowanego do rangi „historyka”, i to od razu „światowej sławy”, obstalowano makabryczne seriale, którym urządzono prawdziwy festiwal na całym świecie. Zachęceni przykładem tak oszołamiającej kariery tubylczy ludzie chałtury na wyścigi rzucili się do kręcenia filmów, czy to o pokłosiu, czy to o (GN)Idzie, a za to obs…ywanie mniej wartościowego narodu tubylczego obsypywani są nagrodami i pochwałami. Niektórym – jak na przykład młodemu Szczurowi – takie rzeczy uderzają do głowy, więc z małpią zręcznością wspina się na piedestał autorytetu moralnego i z tej wysokości próbuje mniej wartościowy naród tubylczy moralizować.

W tej sytuacji, gdy tak skomplikowany biznes zaczął kręcić się na pełnych obrotach, ni z tego, ni z owego, jak z podziemi wypełzli Żołnierze Wyklęci, a ich pojawienie się zaczęło wzbudzać entuzjastyczne zainteresowanie części młodzieży. Młodzi ludzie nie tylko się z nimi identyfikują, nie tylko otaczają kultem ich pamięć, nie tylko urządzają historyczne rekonstrukcje, ale w dodatku, jakby już nie mieli nic lepszego do roboty, zaczynają dociekać, co to się z nimi stało, kto ich o śmierć przyprawił i dlaczego, a wreszcie – co też dzisiaj robią potomkowie ich katów. Czyż trzeba tłumaczyć, jakie zagrożenie niesie to nie tylko dla znakomicie rozkręconego biznesu, nie tylko dla pedagogiki wstydu, ale również, a może nawet przede wszystkim – dla „legend”, z mitem założycielskim III RP na czele?…” (Stanisław Michalkiewicz – Kawał mokrej roboty)

podobne: Stanisław Michalkiewicz o POPISowej „służbie Polsce” za 54 „partyjne” miliony (i zegarek) a wszystko na poczet 60 mld dolarów jakie „sprawiedliwi wśród narodów świata” według Schetyny są winni Żydom. oraz: Holokaust jako przedsiębiorstwo zakłamywania historii, pedagogiki wstydu i wyłudzania pieniędzy od Polaków. i to: Judejczykowie, durnie, zdrajcy, legaci, watahy, notariusze – Stanisław Michalkiewicz o atrapie państwa polecam również: W rocznicę mordu w Jedwabnem. „Pokłosie” błędu Lecha Kaczyńskiego a także: Zamordowanie generała Fieldorfa było manifestacją siły. Młodzi pamiętają o Żołnierzach Wyklętych.

„…historyczny naród polski od 1944 roku zmuszony jest dzielić terytorium państwowe z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą, która nie tylko reprodukuje się w kolejnych pokoleniach moskiewskich psiaków, ale już raz, to znaczy 13 grudnia 1981 roku, zbrojnie wystąpiła przeciwko niepodległościowym aspiracjom historycznego polskiego narodu, a obecnie próbuje realizować scenariusz zmierzający do poddania Polski po raz kolejny obcej okupacji za cenę zagwarantowania wspólnocie rozbójniczej przez okupanta możliwości dalszego pasożytowania na historycznym narodzie polskim.

Początki wspólnoty rozbójniczej tkwią w mrokach okupacji niemieckiej i sowieckiej. Kiedy we wrześniu 1939 roku władze rozpadającego się państwa polskiego nakazały otwarcie więzień, opuściły je masy kryminalistów, którzy niemal natychmiast powrócili do swoich ulubionych zajęć, to znaczy – rabunku. Ponieważ Niemcy raczej rzadko zaglądali na wieś, ludność wiejska w Generalnej Guberni została wydana na łup bandytyzmu. Wspomina o tym w swoich pamiętnikach Adam hr. Ronikier, podczas okupacji prezes Rady Głównej Opiekuńczej – drugiej po PCK polskiej organizacji oficjalnie działającej w Generalnym Gubernatorstwie. Na terenie okupacji sowieckiej kryminaliści, podobnie jak znaczna część ludności żydowskiej, zasilili sowieckie organy władzy, w charakterze milicjantów i konfidentów. Kiedy rozpoczęła się wojna niemiecko-sowiecka, ludność żydowska jeśli nie uciekła z Armią Czerwoną w głąb Rosji, została izolowana od ludności polskiej i w znacznej części wymordowana. Los kryminalistów na Kresach był zgoła odmienny. Albo zasilili niemieckie formacje pomocnicze, albo działali w bandach rabunkowych, albo i jedno i drugie.

…W miarę zajmowania polskiego terytorium przez Sowieciarzy, bojownicy Armii Ludowej zasilali aparat terroru i aparat władzy, zwłaszcza na niższych szczeblach, bo na wyższych Stalin wolał umieszczać Żydów – absolwentów komunizmu z ulicy Gęsiej, czy Smoczej, których też nie trzeba było uczyć pasożytowania na narodzie polskim, dodatkowo jeszcze znienawidzonym i pogardzanym. To towarzystwo spod ciemnej gwiazdy porozdzielało między siebie dygnitarstwa, poawansowało się na generałów i dyrektorów, słowem – utworzyło „elitę”, którą Sowieci przyprawili historycznemu narodowi polskiemu w miejsce wymordowanej, zdegradowanej i rozpędzonej elity organicznej. Po likwidacji elity organicznej, wspólnota rozbójnicza rozpoczęła odcinanie historycznego narodu polskiego również od duchowieństwa katolickiego, w którym Sowieci upatrywali elitę zastępczą. Towarzyszyła temu intensywna ateizacja, zmierzająca do wykorzenienia wszelkich śladów chrześcijańskiej przeszłości i chrześcijańskich składników tożsamości.

…W dodatku ci, na których przywództwo historyczny naród polski mógłby i powinien liczyć tym bardziej, że do tego przywództwa pretendują, albo nie potrafią stanąć na wysokości zadania – niekiedy ze względu na agenturalną przeszłość – albo – co gorsza – wodzą naród na manowce idiotycznych „dialogów z judaszyzmem”. W rezultacie historyczny naród polski w obliczu świetnie zorganizowanego i świadomego swoich celów wroga cierpi na chroniczny kryzys przywództwa…” (Stanisław Michalkiewicz – Moc, czy tylko narkoza?)

„… prawdziwej wolności nie kupuje się za cenę „okrągłych stołów” i wódki wypijanej w Magdalence. Ona musi mieć swoją wartość, czasem mierzoną krwią i poświęceniem. Ta cena wzrasta tym więcej, im większą mamy świadomość, jakimi metodami wprowadzano w Polsce okupację sowiecką. Wierzyć, że po 50 latach odzyskaliśmy Polskę – bez ofiar, trudu i walki, jest więcej niż głupotą. Trudność ze zrozumieniem tej prawdy jest szczególnie widoczna, gdy wspominamy heroizm Żołnierzy Niezłomnych. Podziwiamy ich i czcimy, ale nie chcemy dostrzec, jaką cenę trzeba zapłacić za pokonanie komunistycznej hybrydy. Ci ludzie nie tłumaczyli sobie, że z kolaboracji ze złem wychodzi się zwycięsko, lub idąc z nim na ustępstwa, można ocalić dobro. Nie szukali „dróg kompromisu”, bo każda łatwa droga prowadziła do upadku i zaprzaństwa. Nie próbowali odnajdywać „zgody budującej”, bo mieli świadomość, że jednymi budowlami komunizmu były baraki obozów i miliony bezimiennych grobów. Dlatego próby odwoływania się do tego utraconego dziedzictwa, przy jednoczesnej negacji obowiązku wytyczenia „kanciastej granicy”, prowadzą do zafałszowania prawdy o polskich bohaterach i do zamazania naszej rzeczywistości.” (Aleksander Ścios)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? oraz: Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski. i to: AKUPA Michowicza i „Wołyńska” manipulacja czyli o zarządzaniu stadem za pomocą nacjonalizmu (na ruskim sznurku), ksenofobii i antysemityzmu, oraz o „dobrodziejstwie” komunizmu w celu „pojednania”

…mam więc spore wątpliwości czy żołnierze „wyklęci” którzy poświęcili swoje życie na organizowanie oporu przeciw komunie, czuliby się spełnieni i nie mieliby nic przeciwko temu, że tak często powołują się na nich i nawiązują do ich ofiary elity mieniące się „patriotycznymi”, a będące w rzeczywistości przez tzw. „zdobycze demokracji” tejże komuny kontynuacją (oczywiście bez kazamatów, wyrywania paznokci i strzelania w tył głowy). Wracając do żołnierzy podziemia antykomunistycznego polecam profesjonalny wykład pod linkiem Narodowe Siły Zbrojne 1942 – 1947 – Michalkiewicz i Żebrowski promują książkę Gniadka-Zielińskiego

Tej historii nie wymyślił żaden wieszcz
krwi inkaustem została spisana
(nie)żołnierska ścigała was śmierć
wróg wolności czerwona zaraza

Na nich były polowania z nagonką
dla nas czarnej legendy ballady
a gdy to nie pomogło jej zgnieść
„amnesti” stawiano sidła zdrady

Z wolna milkło groźne wycie w UBojniach
gdy wyrwano im kły skórę zdarto
kręgosłupy złamano i cześć
w końcu sznur, kula w łeb, dół z pogardą

Czekaliście przed światem schowani
białe plamy w bezimiennych grobach
na podwójne milczenie skazani
aż ktoś w końcu o prawdę zawoła

Dziś czas prochom tych niezłomnych kości
powstać z dumnie postrzeloną głową
i odkurzyć zakazane pieśni
a historię przepisać na nowo

Czas dokładnie wsłuchać się w wasz zew
treść właściwą nadać złej pamięci
zebrać plon z tego co zasiała krew
i wyjść z lasu… jak wychodzą „wyklęci”

„Chłopcy wychodzą z lasu” Odys, 1 marca 2015

podobne: Dawid Hallmann “Chłopcy z lasu”… National Armed Forces (NSZ) polecam: Żywe kamienie i to: „Królestwo Bez Kresu”.

Żołnierze Wyklęci De Press – Piosenka ludzi bez domu

Jak honor (w Wersalu) i etnos (w Rydze) kresów Polskę pozbawiły czyli… Piłsudski, Dmowski, Żydzi i patriotyzm na Targu (Kaczmarskiego)


Jacek Malczewski - W tumanie

Jacek Malczewski – W tumanie

„…Jeszcze przed zawieszeniem broni p. A. Tyszkiewicz w przewidywaniu, że Niemcy będą musieli kraj opuścić, a Rosjanie go nie zajmą, opracował projekt współżycia czterech głównych nasz kraj zamieszkujących elementów: polskiego, białoruskiego, litewskiego i żydowskiego. Zakomunikowawszy swój elaborat kilku przedstawicielom każdej z trzech chrześcijańskich grup, udał się także do pewnego rabina, uchodzącego za bardzo wpływowego pośród wileńskiego żydostwa, którego nazwiska w tej chwili sobie nie przypominam1. Mędrzec Izraela, któremu odczytał cały swój memoriał, gdy skończył czytanie, powiedział mu z tą zewnętrzną proroczą powagą, którą kiedyś tak wyśmienicie sobie przyswajał sławny aktor Żółkowski w sztuce „Żydzi”, mniej więcej dosłownie: „Wszystko, co pan graf mi przeczytał, może być bardzo interesujące z punktu widzenia teoretycznego; ale z praktycznego ja sądzę, że to żadnego skutku mieć nie może. Kiedy pan graf pofatygował się wniknąć w rozmaite fazy tej wielkiej wojny, w jej przebieg i w jej rezultaty, to mógł się już przekonać, że walczyły między sobą i wzajemnie się wyniszczały rozmaite narody i państwa chrześcijańskie, ale prawdziwymi triumfatorami będziemy bez wątpienia my. I my także pomyśleliśmy o przedmiocie, który pana grafa interesuje, i mamy nasz własny plan. Ale on się od pańskiego bardzo różni.”…

…Kilka dni po zawieszeniu broni 11 listopada 1918 roku odwiedził Orłowskiego baron Maurycy de Rothschild, ambitny członek parlamentu światowo mu znany, i nie bez pewnej uroczystości mu oświadczył, że udaje się do niego jako do wybitnego członka Kolonii polskiej z ostrzeżeniem, które może mieć dla jego, Orłowskiego, ojczyzny duże znaczenie. Osobiście p. Rothschild, pamiętając, że aż do końca XVIII wieku Polska była najbardziej w Europie tolerancyjnym dla Żydów państwem, życzyłby sobie, żeby kwestia żydowska zupełnie nie była na Kongresie poruszana, lecz pozostawiona układom w samej Warszawie między obywatelami obu wyznań, mojżeszowego i chrześcijańskiego, które potrafią dojść do zgody. Ale ten pogląd nie jest wśród Izraela ogólnie przyjęty. Między chrześcijanami panuje przekonanie, że całe żydostwo na całym świecie jest absolutnie solidarne i w kwestiach politycznych maszeruje jak jeden człowiek. To jest wielki błąd: bo istnieje cały szereg zagadnień, co do których panuje między samymi Żydami wielka rozbieżność; np. w kwestiach socjalnych i ekonomicznych, on, Rothschild Żyd, i p. Lejba Trocki także Żyd, idą w zupełnie przeciwnych kierunkach.

Lecz jest jeden punkt, na którym rzeczywiście cały naród Izraela jest do ostatniego człowieka absolutnie solidarny, mianowicie kiedy idzie o honor Izraela. Np. w historycznej sprawie Dreyfusa bardzo mało Żydów dbało o to, czy jakiś p. Alfred Dreyfus będzie, czy nie będzie gnił dożywotnie na „Wyspie Diabła”. – Ale żaden Żyd na całym świecie nie mógł dopuścić, aby było sądownie przyznane i stwierdzone, że oficer Żyd może być zdrajcą swego munduru. Dlatego wówczas Izrael wystąpił rzeczywiście jak jeden człowiek i zwyciężył.

Otóż teraz występuje casus zupełnie analogiczny. Jeśli na Kongresie oficjalnym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej będzie (nie wymieniając nazwiska) ten „były od miasta Warszawy członek Dumy Państwowej Rosyjskiej”, który zyskał wszechświatowy rozgłos jako zajadły antysemita, to cały Izrael i p. Rothschild sam będą uważali taką nominację za policzek wymierzony w twarz całego ich narodu i stosownie do tego postąpią. Hrabia Orłowski powinien wiedzieć, że wpływy żydowskie na postanowienia Kongresu pokojowego są bardzo wielkie. Niechaj wie z góry i uprzedzi, kogo należy, że kiedy Polska będzie oficjalnie reprezentowana przez tego pana, to Izrael zastąpi jej drogę ku wszystkim jej celom, a one są nam znane. „Wy nas znajdziecie na drodze do Gdańska, na drodze do Śląska pruskiego i do Cieszyńskiego, na drodze do Lwowa, na drodze do Wilna i na drodze wszelkich waszych projektów finansowych. Niech pan hrabia to wie i stosownie do tego postąpi.”…

…Gdy Orłowski skończył swoją opowieść, zapytałem go: „A cóż, czy powtórzyłeś tę całą rozmowę z Rothschildem p. Romanowi Dmowskiemu?” – „Nie, bo to było bardzo drażliwe, ale uprzedziłem jego bliskiego przyjaciela Jana Żółtowskiego.” – O ile znam zacnego, ale do przesady delikatnego p. Jana Żółtowskiego, to musiał on tego polecenia nie spełnić. Zresztą pytanie, czy nawet uprzedzony i gotów do osobistego poświęcenia p. Dmowski mógłby z licznych innych względów usunąć się bez znacznej szkody dla sprawy. Tylko prawdopodobnie miałby się na ostrożności i uniknąłby pewnych antysemickich manifestacyj, które Żydów i ich Kongresowych szabesgojów jeszcze bardziej rozjątrzyły. – „W każdym razie uprzedzam ciebie, Ksawery, że ponieważ żadnego zastrzeżenia o poufnym charakterze swojej opowieści nie zrobiłeś, to ja jej przyznaję takie znaczenie historyczne, że zachowuję sobie prawo ją przy okoliczności rozgłosić.” – „A rozgłaszaj sobie, kiedy chcesz!”. Otóż i rozgłaszam.” (coryllus – Hipolit Korwin Milewski i traktat wersalski)

podobne: Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą oraz: AKUPA Michowicza i „Wołyńska” manipulacja czyli o zarządzaniu stadem za pomocą nacjonalizmu (na ruskim sznurku), ksenofobii i antysemityzmu, oraz o „dobrodziejstwie” komunizmu w celu „pojednania”.

Po wielkiej wojnie wszystkich
Gdy świat sam siebie złupił
Na krwawym targowisku
Czekamy kto nas kupi
Najlepszych z nas wybili
A reszcie mało trzeba
Zbyt dużośmy przeżyli
By móc się dobrze sprzedać…

„…W roku 1919 Lewis Namier, dawny Ludwik Bernstein-Namierowski reprezentował Wielką Brytanię na kongresie pokojowym w Paryżu, gdzie ustalano granice państw w nowej Europie. Był tam również Roman Dmowski, którego Namier pamiętał jeszcze ze Lwowa i nienawidził serdecznie za postawę, jaką lwowska endecja wobec niego przyjęła. Bohater nasz zwalczał ze wszystkich sił pomysły, by granica Polski przesunięta była maksymalnie na wschód, Andrzej Zięba wiąże to nie tylko z niechęcią wobec polskości jako takiej, ale także z niechęcią do spolonizowanej rodziny, której majątki pozostać musiałyby za kordonem, gdyby jego pomysły wcielono w życie. Dmowskiego w Paryżu zwalczał Namier szczególnie zajadle i podstępnie. Ponoć posunął się nawet do tego, że zafałszował przebieg linii Curzona, przesuwając ją głęboko na zachód w ten sposób, by Lwów został po stronie bolszewickiej Rosji. Nie wahał się przy tym argumentować na rzecz niepodległości Ukrainy, co było wyjątkowym fałszem z jego strony, albowiem wielokrotnie dawał dowody na to, że nie wierzy w istnienie żadnego narodu ukraińskiego. Twierdził otwarcie, że cały wschód Rzeczypospolitej powinien po prostu należeć do Rosji Sowieckiej, co było oczywiście w całości zgodne z planami politycznymi Wielkiej Brytanii.

Całe szczęście wojna z Rosją nie potoczyła się po myśli Ludwika Namiera i polityków Brytyjskich. Ze skorygowanej ponoć przez niego linii Curzona skorzystali za to po II wojnie światowej politycy wielkiej trójki, którzy wyznaczyli granicę Polski tak, jak to widzimy na mapach dzisiaj. Dzięki czemu Lwów jest miastem ukraińskim.

Aspiracje Namiera zostały przez Brytyjczyków wykorzystane, a on sam po spełnieniu swojej roli przesunięty został w cień. W czasie drugiej wojny światowej, choć szukał towarzystwa Polaków przebywających na emigracji, nie miał już żadnego wpływu na politykę brytyjską wobec Polski. Nie musiał mieć, bo to co w Polsce było najbardziej wartościowe i pełne, czyli wielka własność ziemska której nienawidził, nie istniało. Zostało zlikwidowane przez obydwu okupantów. Właściciele dóbr na Podolu zostali zamordowani lub uciekli za granicę, to samo dotyczyło szlachty litewskiej, o której tak pięknie pisał Michał Kryspin Pawlikowski. Pozostał tylko lud, który Namier kokietował swoją fałszywą miłością, lud który niczego nie rozumiał i niczego nie chciał poza ochłapami z porozbijanych pańskich stołów. Politycy Wielkiej Brytanii, USA i Rosji poradzili sobie po II wojnie światowej bez Namiera. Mógł on więc spokojnie zająć się pisaniem swoich oszukanych pamiętników. Potrzebny był tylko wtedy, kiedy w Polsce istniała jeszcze jakaś siła i jakaś własność, która mogła zatrzymać plany wielkich tego świata. Kiedy jej zabrakło, sfrustrowany młodzieniec którym Namier pozostał do końca życia, przestał być potrzebny…

…Nie sposób pozostawić bez słowa jeszcze jednego aspektu działalności Lewisa Namiera. Otóż odrzucony przez polskich nacjonalistów stał się syjonistą, nacjonalistą żydowskim. (…) Nie wiem czy go zaakceptowali, przypuszczam że nie, bo w każdym takim przypadku – czy to polskim, czy brytyjskim, czy syjonistycznym – działa ten sam mechanizm odrzucenia. W jego istnienie jednak Lewis Namier nie uwierzył do końca życia.” (fragment książki Gabriela Maciejewskiego „Baśń jak niedźwiedź”)

podobne: Piotr Szubarczyk: „Pakt Hitler – Stalin”. Powersalski porządek świata jako przyczyna II Wojny Światowej oraz: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa

…Na wzgórzach jak w teatrze
Ruchome horyzonty
Możemy stąd wypatrzeć
Ruiny naszych świątyń
Na placu pośród ruin
Krzyżują się poglądy
Szczekają beczą plują
Psy owce i wielbłądy…

„…Dlaczego tego nie uczą w szkołach? Czy to nie dziwne? Na oczach zdumionego świata, jakiś urzędas, który ledwo pięć lat jest poddanym Jego Królewskiej Mości, fałszuje linię wyznaczoną przez byłego lorda gubernatora Indii i nic się nie dzieje! Rząd brytyjski nie protestuje, Dmowski nie woła – zaraz panowie, to skandal, jak można uprawiać taką hucpę! Dlaczego? Może dlatego, że Dmowski nie miał zbyt wielkiego sentymentu do Kresów? Nie to co Sienkiewicz i Piłsudski. Ja nie próbuję nawet zgadywać. No, ale jak w takim razie uwierzyć, że Namier dokonał tego fałszerstwa przeciwko Dmowskiemu, który był takim samym doktrynerem jak on, tyle, że z przeciwnie ustawionym wektorem.
Całe szczęście sprawa przynależności Lwowa rozstrzygnęła się w tamtych czasach nie w czasie dyplomatycznych pogawędek, ale w boju. Gorzej było ze sprawą Mińska, nie wiemy czy pan Namier także maczał w tym palce czy podstawili tam kogoś innego, bardziej przekonującego. Trudno jednak uwierzyć, by korekty granic na wschodzie odbywały się w tamtych czasach, bez udziału urzędników Korony.
Kwestia sfałszowania linii Curzona nie została w Polsce podniesiona chyba nigdy, a na zachodzie oszustwo to nazwano po prostu linią Curzona B. I tak już zostało. Nie pytajcie mnie dlaczego. Domyślać się możemy, że Namier, człowiek który wspierał ruch syjonistyczny, wydawał pieniądze swoich żon i te pochodzące z budżetu Korony, na żydowskie bojówki, jest dziś autorytetem nie do ruszenia. Nie można go tak po prostu potępić i nazwać kanciarzem politycznym. Był wybitnym naukowcem, przyjacielem Freuda, pionierem psychohistorii, obojętnie co by to nie oznaczało. Wychował kilku równie jak on wybitnych historyków, którzy stali się po wojnie podporą lewicy. Nienawidził Niemiec i pisał, że już przed wojną zauważył, że Niemcy są zagrożeniem dla całej europejskiej cywilizacji. Jaka szkoda, że nie zauważył zagrożenia sowietów, jaka szkoda, że nie pisał o głodzie na Ukrainie i o likwidacji Polaków na Białorusi po podpisaniu traktatu ryskiego. Co za wybiórcze podejście do historii….” (coryllus – Pan Bernstein-Namier ziomal Sienkiewicza)

podobne: „1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną oraz: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…”

…Ci bardziej doświadczeni
Co ich sprzedano nieraz
Na gołej siedzą ziemi
Nie chcą się z nikim spierać
A są wśród nich uczeni
Artyści rzemieślnicy
I chłopi są bez ziemi
I mówcy bez mównicy…

„…Pan Piłsudski mocno nastawał na to, że prosty lud na Kresach właściwie nie jest polskim, żadnego patriotyzmu polskiego odczuwać nie może i trzeba by było wyjaśnić, co Polska tej ludności przyniesie, aby ją do siebie przywiązać i zyskać jej dobrowolne uznanie. Ponieważ na tej myśli zatrzymywał się z niemałym naciskiem, zabrałem głos i powiedziałem mniej więcej: że jeśli pan Naczelnik Państwa pod tym, co Polska przyniesie tym obcoplemieńcom, szczególnie Białorusinom, rozumie, jakieś ideały, porywy uczuciowe, głośne hasła patriotyczne, polityczne, nawet socjalne, religijne itd., jest pewne że ona im właściwie nic nie przyniesie i przynosić im tego nie warto, bo ci ludzie, których (przynajmniej Białorusinów) dobrze znam, są na te wszystkie pobudki ideowe najkompletniej nieczuli. – Ale za to ci ludzie są wielce praktyczni. Doskonale rozumieją, co im jest potrzebne i korzystne. Nie są jeszcze kulturalni, ale potrzebę kultury już głęboko odczuwają i namiętnie do niej dążą. A tu właśnie Polska może im dać dobro dla nich nieocenione, którego ani od Rosji carskiej, ani od niemieckich okupantów, jeszcze bardziej od bolszewików nie doznali, tj. dobrą i praktyczną administrację. W ogóle we wszystkich krajach polityka, formy rządowe itp. interesują często do namiętności tylko sfery inteligentne lub półinteligentne. Lecz administracja interesuje do żywego najskromniejszego pachołka na wsi. On już czuje, że mu są potrzebne najrozmaitsze dogodności życiowe, których ani on sam, ani jego gmina dostarczyć mu nie mogą, lecz tylko państwo. On już potrzebuje i to coraz gwałtowniej dobrych dróg komunikacyjnych, szkół, szpitali, poczt, dobrych sądów, dobrej policji, instytucyj asekuracyjnych, kas oszczędnościowych itd. itd. To wszystko należy nie do dziedziny polityki, ani do form zewnętrznych rządu, ale do administracji. Niech Polska tym ludnościom obcoplemiennym, pozbawionym dotychczas tak polskiego jak i rosyjskiego patriotyzmu, ale potrzebującym i pragnącym we wszystkich kierunkach postępu, przyniesie to, co się nazywa dobrą administracją, to one się do niej prędko przywiążą i będą jej broniły tak, jak chłop i prostak niemiecki, którzy dali Wilhelmowi II wyssać prawie ostatnią kroplę ich krwi i potu nie dlatego, żeby im szło o wielkość domu Hohenzollernów lub o „Deutschland über alles”, ale dlatego, że niemiecka administracja im dostarczyła masy codziennie odczutych korzyści i wygód, bez których nie mogliby się już obejść. Inaczej mówiąc, czuli się akcjonariuszami ogromnego stowarzyszenia, które im dawało dużą dywidendę…” (coryllus – Piłsudski hipnotyzuje Hipolita Milewskiego)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? oraz: Piotr Zychowicz: „Pakt Piłsudski–Lenin, czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium”

…Nie w cenie nasza wiedza
Ambicje i talenty
Kupcy orzechy jedzą
I mają wzrok niechętny
Handlarze chodzą z kijem
Prostują słabe grzbiety
A kupcy wino piją
I patrzą na kobiety…

„…wbrew szablonowym demagogicznym twierdzeniom wartość, produkcyjność i twórczość większych narodów nigdzie nie zależała i jeszcze nie zależy od gatunku jego plebsu. Zależy wyłącznie od jego warstwy czołowej, tak zwanej elity, stosunkowo nielicznej; bez jej kilkusetwiekowej pracy i wysiłków ten plebs jeszcze by się składał z prawdziwego stada dwunożnych stworzeń okrytych zwierzęcymi skórami, żyjących pod szałasami z gałęzi, broniących swego życia od drapieżników za pomocą kamieni lub kołów drewnianych. Otóż w końcu XVIII wieku, jeśli plebs kresowy różnił się swoją gwarą domową i po części obyczajami od rdzennie polskiego, to warstwa czołowa i tu, i tam była do takiego stopnia zlana i zrównana, jak się tego jeszcze wtenczas nie zauważało między południowymi i północnymi Francuzami lub Niemcami. – Nawet, i to jest także zjawisko ogólnoeuropejskie u wszystkich większych narodów, ta wschodnia elita polska miała uczucie patriotyczne raczej silniejsze niż zachodnia. Dawał się też u niej zauważyć fenomen, którego po dziś dzień nie można nie zauważyć u innych narodów europejskich, mianowicie: że jakościowo ta elita kresowa przedstawia nie mniejszą lecz raczej większą wartość specyficzną niż wśród ludności od granic kraju bardziej oddalonej

…od jesieni 1920 r., dzięki już opisanemu systematycznemu odpolszczaniu Kresów oraz zbrodniczemu traktatowi w Rydze, dokonywuje się to, co można by nazwać „rozwodem Jadwigi z Jagiełłą”. I to nieodwołalnie, bez możebności przyszłego pogodzenia, bo z jednej strony nikt już temu cieśli senatora Korostowcewa, który jesienią 1920 roku pytał się z przerażeniem, co to za człowiek ten Białorus i skąd on się wziął, nie wyjmie z głowy, że tym Białorusinem jest on sam, i że między nim a Polakiem jest antagonizm nie tylko klasowy (o czym zawsze wiedział) lecz i narodowościowy, a z drugiej strony, kiedy Rzeczpospolita Polska, co jest rzeczą najdalej jednego pokolenia, wyzuje z majątków całą szlachtę polską kresową, wszystkich tych „Niedobitowskich na bastionie wschodnim” Marii Rodziewiczówny, którzy jeszcze się pazurami trzymają tej swojej gleby, co dzień pod nimi się kurczącej jak skóra szagrynowa Balzaka, to z nimi na wieki wieków zgaśnie ten płomień polskości, który się tam wbrew wszystkim gwałtom rosyjskim utrzymywał i nawet rósł aż do czasów ostatnich. Na to, żeby wśród danej ludności wyrobiła się „śmietana” narodowa, potrzebne są liczne pokolenia: na to, żeby wyschła, jak to widzimy obecnie w Rosji, wystarcza jednego…

…Naród polski posiada niezaprzeczony dar szybkiego asymilowania sobie cudzych myśli i metod; bogatą wyobraźnię, dowcip oraz niezwykłą proporcję „spryciarzy”. To już wyklucza myśl o idiotyzmie. Ale potęga i twórczość narodów nie zależą od ich zalet umysłowych, lecz od ich zalet charakteru…

…W 1914 roku dawny legendowy patriotyzm polski, zwykle niedorzeczny lecz zawsze bezinteresowny, był po stu dwudziestu latach daremnych cierpień wyczerpany do dna. Choć wydawano go dalej jako pretekst, lecz podkładem jego była w najlepszym z lepszych razie chęć popisu, a u ogromnej większości bądź u socjalistów-terrorystów, bądź u narodowców różnych odcieni ten niby patriotyzm już nie był romantycznym, lecz utilitarnym, dążącym do opanowania czy gwałtem, czy drogą strategii politycznej „talerza z masłem” w różnych jego kształtach; to pociąga za sobą usuwanie od niego konkurencyjnych firm. Stąd „agentury”, które były, są i będą…” (Fragment tekstu – Hipolit Korwin Milewski. Rozwód Jadwigi i Jagiełły)

podobne: Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego. oraz: Unia w Horodle jako dziedzictwo polskości, oraz Feliks Koneczny o Polsce między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?   i to: (Nie)aktualność idei jagiellońskiej.

…Na dachach naszych domów
Posągi obcych bogów
Przed nimi my w pokłonach
Na naszym własnym progu
Przeżyliśmy! – To słowo
Z wszystkiego nas rozlicza
Dozorcy krzyk nad głową
Zapędza nas do życia.

Jacek Kaczmarski „Targ” (muzyka) 

poprzednio: Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… „Obława II” i korpoustRÓJ.

„…Mamy więc samych chrześcijan i narodowców, wydawców i milionerów, którzy popierają ideę polskiej szkoły i marzą o tym, by Polska była wolna. Mamy też dwory i zakładane w nich szkoły, o których mało piszą autorzy z dworów się wywodzący, bo im się ten temat wydaje nudny i nie mają aż takiego poczucia misji, jak socjaliści i ludzie idący z postępem…

…Czy wobec tego uda nam się tu teraz zbudować opozycję pomiędzy bogatymi i oświeconymi członkami społeczeństwa polskiego, wywodzącymi się z gmin starozakonnych, ludźmi sponsorującymi oświatę, ochronki, pisarzy, domy dla robotników, ludźmi całym sercem kochającymi Polskę, a rozwydrzonym ziemiaństwem, które do lisa i zająca strzelało kulą i posyłało trumny do numeru jakichś biednych obsesjonatów, opętanych myślą o śmierci? Jasne, że się nie uda. Już tłumaczę dlaczego. Prócz jednych i drugich istniał tam jeszcze ktoś trzeci, ktoś kogo w początkowym okresie reprezentował wróg Dmowskiego – Piłsudski, ale i on znalazł się w końcu w grupie zarządzanej przez Józefa Bernsteina. Co nie znaczy, że jego macierzysta drużyna została rozwiązana. Przeciwnie, ona się umocniła i została dofinansowana przez innych sponsorów. Należeli do owej drużyny ludzie tacy jak Feliks Dzierżyński, w Polsce, a Rosji zaś Włodzimierz Lenin i Lew Trocki. Potem kiedy się wszystko wymieszało, po wojnie i rewolucji, pojawił się w tej grupie ktoś jeszcze, mało znaczący działacz nazwiskiem Ozjasz Szechter. I on, całkiem niespodziewanie stał się symbolem naszych czasów, a także symbolem opozycji w łonie patriotów polskich, bo co do tego, że Ozjasz był patriotą, nie można mieć żadnych wątpliwości. Wygląda ta opozycja następująco: z jednej strony papa Bernstein, jego czarnoziemy, gorzelnie, jego fabryki kontakty i jego plany jakże budujące, a z drugiej papa Szechter. On też ma plany i budżet, ale jest jedynie jego dysponentem i nie zawiaduje niczym osobiście, my zaś traktujemy go dziś tutaj jedynie jako symbol. Jest papa Szechter częścią wielkie piramidy finansowanej przez tych samych ludzi, którzy załatwili pracę w komisji pokojowej w Paryżu Lewisowi Namier’owi rodem z Woli Okrzejskiej. Być może on sam o tym nie wie, ale my wiemy, bo w książce wybitnego brytyjskiego historyka Normana Davisa zatytułowanej „Orzeł biały, czerwona gwiazda” znajdujemy zdanie: Piłsudskiemu brakowało ogłady intelektualnej bolszewików. Naprawdę, Norman tak napisał, jego miłość do Polski i Polaków jest bowiem znana szeroko w świecie.

Czas pokazał, że wybory papy Bernsteina były niestety chybione, nie rozumiał on bowiem wszystkiego. Nie sposób jednak odmówić mu szczerych intencji. Jego pomyłka co do nadchodzących czasów brała się pewnie stąd, że był zbyt bogaty i czuł się zbyt pewnie. Co innego papa Szechter, on był czujny i wiedział skąd wiatr wieje. Opozycja, którą tu zarysowałem przekłada się na dwie wizje Polski. Wizję demokratyczną i wizję jeszcze bardziej demokratyczną. My zaś możemy sobie wybrać, która nam bardziej odpowiada, oświecona, reformatorska, zasobna wizja papy Bernsteina, który nie wahał się wydziedziczyć swojego syna renegata, czy rewolucyjna i bardziej dynamiczna wizja papy Szechtera. Decydować musimy teraz, nie ma wyjścia, za progiem kolejne wybory.

Nie podoba Wam się, co? Chcielibyście trzeciego wyjścia? Chcielibyście z Zalutyńskim kulą do lisów strzelać? Prowokacje w teatrach urządzać? Toasty z Hallerem wznosić? Niedoczekanie, do nauki…do pracy na rzecz ojczyzny trzeba Was zagonić, wartości pozytywne powinniście krzewić, potęgę kraju budować….Tak właśnie…i jeszcze te, mieszkania na kredyt kupować, w osiedlach dla młodych małżeństw, co nie mają się gdzie podziać. Podobne całkiem do tych co je Wawelberg, ten wydawca Sienkiewicza, w dawnych czasach budował.

Aha, byłbym zapomniał, Polską Macierzą Szkolną kieruje dziś żona znanego działacza narodowego i matka równie znanego działacza narodowego i katolickiego pani Giertychowa.” (coryllus – Żydzi i polski patriotyzm)

podobne: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

Ostatnia chudoba - Aleksander Kotsis

Ostatnia chudoba – Aleksander Kotsis

 

 

 

Wielu pamięta o powstaniu, niewielu o upadku Warszawy. Meldunek „Montera”, rzeź na Woli i 12 ton prochów. O patologii martyrologicznej propagandy.


Zaczęło się od „kontrowersyjnego” do dziś meldunku „Montera” o którym można przeczytać na portalu Historycy.org tu Czy Powstanie Warszawskie było potrzebne? Na zachętę fragment z dyskusji:

„…Meldunki zawierające ocenę sytuacji z dnia nawet jeszcze 27 lipca są o tyle nieistotne, że ostateczna decyzja zapadła dopiero 31 lipca, i to w sposób nagły – najwyraźniej na podstawie oceny dokonanej samodzielnie przez Montera, tylko pytanie – na podstawie jakich meldunków? Skąd? Z jakiego czasu? Jest relacja, jakoby Monter sam pojechał na Pragę (nie do Falenicy czy Miłosnej, tylko na Pragę, czyli w ówczesnych realiach całkiem blisko) i miał usłyszeć (od kogo?) że „niedaleko widziano sowieckie czołgi”. Ale tak naprawdę konkretów brak…” (Darth Stalin)

„…Skutki, jakie spowodował ten meldunek oraz ich zrozumienie, to zagadnienia nieporównanie istotniejsze niż zastanawianie się, co w danym momencie robił ten bądź inny sowiecki batalion. Ten meldunek stał się przysłowiowym języczkiem u wagi i składając go Monter przesądził o losie miasta i jego mieszkańców. I z tej odpowiedzialności nic go nie zwolni. Zatem proszę jednak o odpowiedź: dlaczego Monter złożył swój meldunek na półtorej godziny przed planowanym zebraniem, w obecności dwóch innych ludzi najmocniej nalegających na przyjęcie rozwiązania zbrojnego, a w nieobecności tych, którzy mogliby znowu zasiać u Bora wątpliwości w tej kwestii. Dlaczego Monter, co nie było ani jego obowiązkiem ani zadaniem, opatrzył meldunek komentarzem, że „jeśli nie przystąpimy do walki, to będzie za późno”? To są momenty kluczowe i warto się nad nimi zastanawiać…

…co rozegrało się w kluczowych chwilach pomiędzy akowskimi decydentami, bo to jest najistotniejszy moment i zastanawiam się przede wszystkim, jak ocenić postępowanie tych ludzi. Bo można to widzieć na kilka różnych sposobów:

1. Dokonali oni niewłaściwej oceny sytuacji
2. Dokonali oceny właściwej, ale uznali, że i tak trzeba działać (osobiście uważam, że tak właśnie było)

…interesują mnie okoliczności podjęcia decyzji o wybuchu powstania oraz o rozpoczęciu tej akcji w określonym terminie i dążę do uzyskania odpowiedzi na pytanie: czy Bór uległ manipulacji oficerów, którzy dążyli do rozpoczęcia działań zbrojnych.

…Wątek ten (nacisków ze stronu Okulickiego, Pełczyńskiego i Montera) przewija się w zbyt wielu relacjach i opracowaniach, by przejść nad nim do porządku dziennego. Ja osobiście sądzę, że rzeczywiście w KGAK ścierały się różne koncepcje co do dalszego postępowania wobec sukcesów sowieckich i szybkiego zbliżania się Armii Czerwonej do Warszawy…

…Okulicki, Pełczyński i Chruściel byli zdecydowani działać bez względu na pewne konsekwencje, bowiem uważali, że samo powstanie jest konieczne (rezultat bezpośredni powstania jest mniej istotny, liczy się jego wydźwięk propagandowy). Według mnie był to ciężki błąd i zachowanie irracjonalne. Jak słusznie zauważyłeś, decyzja bezpośrednio nie należała do nich, ale oni decydowali o tym, kiedy powstanie zacząć. W moim przekonaniu, gdyby kierowali się przesłankami racjonalnymi (nie powstanie dla demonstracji, lecz powstanie mające konkretne cele), być może dokonaliby właściwszej oceny co do właściwego terminu rozpoczęcia walk. Trudno powiedzieć, na ile to było możliwe, wysuwam to tylko jako pewną supozycję. I pozostaję przy mojej ogólnej ocenie, że ci trzej oficerowie zachowali się tu nieodpowiedzialnie. Zastanawia mnie natomiast, na ile był w to umoczony Bór-Komorowski. Osobiście wydaje mi się, że odpowiedzialność rozkłada się bardziej na wymienionych trzech oficerów, choć sam Bór szlachetnie podkreślił w wywiadzie, że decyzja należy do dowódcy i dowódca ponosi odpowiedzialność. Jeśli się z tym zgodzić (a w zasadzie wypada się zgodzić) to winą Bora było to, że uległ naciskom…” (adso74)

a teraz o skutkach tego zrywu….

„Film dokumentalny (2008) o niemieckich zbrodniach popełnionych na Polakach w czasie Powstania Warszawskiego na Woli. W filmie m.in. fragmenty niemieckich kronik propagandowych nakręconych w czasie Powstania, wypowiedzi nieosądzonego zbrodniarza – H.Reinefartha – kata Warszawy, wspomnienia kobiety która przeżyła swoją egzekucję będąc w 9 miesiącu ciąży (trójka pozostałych jej dzieci została zamordowana), oraz wspomnienia innych świadków i uczestników wydarzeń.”

12 ton – Oni tam wszyscy są. (Powstanie Warszawskie)

Od 40 do 60 tys. mieszkańców warszawskiej Woli zginęło w dniach 5-7 sierpnia 1944 r. w masowych egzekucjach dokonywanych przez oddziały niemieckie na rozkaz Hitlera w celu „oczyszczenia Warszawy z ludności cywilnej”. W tym roku mija 69 lat od tamtych wydarzeń. Poniższe relacje to fragmenty zeznań osób, które „rzeź Woli” przeżyły. Zeznania zostały złożone przed prokuratorami Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce.

Władysław Pec, kontroler MZK, ur. 23 stycznia 1900 r.
Zeznanie z dnia 29 IV 1947 r.

W dniu 5 sierpnia 1944 r. około 12-tej Niemcy podpalili fabrykę makaronów, zaczęło w piwnicy robić się zbyt gorąco, ludność cywilna wyszła w liczbie 57 mężczyzn i nieco więcej kobiet z dziećmi. Ja i 10 mężczyzn ukryliśmy się jeszcze w piwnicy, po chwili jednak żandarmi przeszukujący piwnicę wykryli nas przy pomocy psa i wyciągnęli na podwórze. (…) Po odejściu kobiet z podwórza nam mężczyznom kazano stanąć pod parkanem murowanym z rękoma podniesionymi do góry, potem nastąpiły salwy z karabinu maszynowego. Strzelający celował w głowę. Otrzymałem postrzał w rękę, w okolicy kostki. (…) Zalała mnie krew z podniesionej ręki i upadłem. Gdy salwy i jęki ucichły, usłyszałem pojedyncze strzały. Żandarmi chodzili pomiędzy trupami, trącali leżących nogą, sprawdzając, czy kto jeszcze żyje, po czym dobijali pojedynczymi strzałami.
Po pewnym czasie leżąc z twarzą zakrytą okrwawioną ręką usłyszałem gwar od strony ulicy, potem salwy, jęki, błagania o litość i pojedyncze strzały. Zorientowałem się, że przybyła nowa grupa do rozstrzelania. Potem przyprowadzono jeszcze pięć razy grupy do rozstrzelania, przywaliły mnie dwa trupy. Egzekucja trwała do godz. 18-tej z przerwami na dobijanie i doprowadzenie coraz nowych grup.
(…) Leżałem pod trupami bez ruchu (bojąc się dobicia) aż do godz. 12 w nocy. Potem, ze względu na to, że panowała cisza, wyczołgałem się z fabryki makaronów do domu przy ul. Płockiej 25, który stał w płomieniach.

Ks. Bernard Filipiuk, ksiądz.
Zeznanie z dnia 20 III 1946 r.

5 sierpnia Niemcy znowu wkroczyli do Szpitala Wolskiego już w większej liczbie (…) rozeszli się po całym szpitalu i pod groźbą karabinów zaczęli z łóżek wyrzucać chorych, kobiety, mężczyzn, wszystkich bez wyjątku.
(…) Na dziedzińcu fabrycznym ustawiono nas po 12 osób. Takich dwunastek naliczyłem sześć w tej partii ludzi, w której ja byłem. (…) Padła salwa, a ja przewróciłem się razem z ks. Żychoniem, który mnie słabego po operacji trzymał cały czas pod rękę – on mnie też za sobą pociągnął.
Od razu zorientowałem się, że żyję i nie jestem ranny, ale zacząłem udawać trupa, wiedząc, że gestapowiec dobija żyjących. Gdy do mnie podszedł, kopnął mnie w kolana, zaklął i strzelił do głowy z rewolweru – kula przeszła koło ucha. Byłem więc uratowany. Po tym stale rozstrzeliwano następne dwunastki ludzi.
(…) Muszę podkreślić, że nie tylko sami mężczyźni zostali rozstrzelani przy ul Górczewskiej ze mną, ale też były i kobiety, choć zasadniczo gestapowcy wybierali z fabryki samych mężczyzn. Myślę, że były to żony, matki i córki, które przyłączyły się same do swych najdroższych – najbliższych, prowadzonych na śmierć. Chciały widocznie zginąć razem ze swymi ukochanymi. W mojej dwunastce razem ze mną była kobieta. Na ręku trzymała dziecko małe, które mogło mieć rok. Z tym dzieckiem została rozstrzelana. Prosiła gestapowca, aby najpierw zabił dziecko, a potem ją. Uśmiechnął się tylko i nic nie odrzekł. Dziecko to długi czas po rozstrzelaniu kwiliło i płakało, słyszałem to, a jego kwilenie krew mi w żyłach mroziło.

Janina Józefa Mamontowicz, lat 26, zam. ul. Wolska 59, m. 9
Zeznanie z dnia 15 I 1946 r.

W dniu 5.VIII.1944 r. wpadł do naszego domu oddział około 6 uzbrojonych żołnierzy niemieckich rzucając granaty do mieszkań i wołając, by mieszkańcy wychodzili (raus). Wyszłam prowadząc dwóch moich synków, Zygmunta lat 9 i Tadeusza lat 6. (…) Żołnierze zapędzili naszą grupę pomiędzy mieszkaniem dozorczyni a trzepakiem otaczając ja dookoła, ograbili nas z kosztowności. Na środku podwórka ustawili karabin maszynowy, dali do nas salwę. (…) Gdy strzały seryjne umilkły, posłyszałam pojedyncze strzały z pistoletu.
Zobaczyłam, iż żołnierze chodzą pomiędzy zwłokami dobijając z pistoletu lub kolbą karabinu żyjących jeszcze, którzy poruszali się lub jęczeli. Syn mój Zygmunt musiał się poruszyć, ponieważ, już odchodząc od miejsca, gdzie leżeliśmy, żołnierz niemiecki strzelił mu dwa razy w skroń, po czym syn mój skonał.
Zaraz po odejściu żołnierzy podniosłam się razem z synem Tadeuszem, który także żył i nie był ranny. (…) W grupie ocalałych po egzekucji przeszłam na II piętro naszego domu nr 23 przy ul. Płockiej. Znajdowało się tam w pewnej łazience okno wychodzące na teren sąsiedniej posesji fabryki makaronów i cykorii, mieszczącej się przy ul. Wolskiej 60. Wyskoczyłam oknem pierwsza prosząc siostrę, by mi wyrzuciła dziecko. Jednakże siostra zdenerwowana przeżyciami wyskoczyła sama, a za nią Kołaczówna i Biernacki, zostawili mojego synka, który pomimo nawoływań wyskoczyć nie chciał i pozostał sam w płonącym domu.”

źródło: „Zbrodnie okupanta hitlerowskiego na ludności cywilnej w czasie powstania warszawskiego w 1944 roku (w dokumentach)”, Wydawnictwo MON

Dominik Tomczyk - Pomnik Powstania Warszawskiego (1944)

Dominik Tomczyk – Pomnik Powstania Warszawskiego (1944)

W roku 1944, po konferencji i układzie w Teheranie, sprawa Polska była już przegrana definitywnie, a utrata suwerenności na rzecz ZSSR – przesądzona. Polska została uznana za część ceny, jaką Zachód godzi się zapłacić Stalinowi za pomoc w pokonaniu Niemiec. Oficjalnie ustaleń konferencji polskiemu rządowi nie przekazano aż do listopada, ale istnieją relacje dowodzące, że kanałami prywatnymi i wywiadowczymi rząd londyński szybko zyskał wiedzę o sytuacji.
W związku z ubitym w Teheranie dilem zmienił się znacząco stosunek do sojuszniczej Polski zachodnich polityków i prasy. Nie było już mowy o wyrazach podziwu, zachwytach nad bohaterstwem ani duserach o „wzorcu dla wolnego świata”, jakimi karmiono Polaków do czasu agresji Hitlera na Sowiety. Nieustannie pojawiały się za to oskarżenia, że Polacy uchylają się od walki z Niemcami, że są cichymi sojusznikami Hitlera i piątą kolumną w antyniemieckiej koalicji… 

…Po Teheranie i Katyniu każdy odpowiedzialny polski rząd powinien, w imię żywotnych polskich interesów, wygasić w kraju walkę z Niemcami, ograniczając ją do ochrony ludności cywilnej. W sposób oczywisty narzucało się zawarcie z Niemcami, na poziomie np. wywiadowczym, cichego porozumienia, na mocy którego AK powstrzymałaby się od ataku na niemieckie zaplecze, a Niemcy w zamian – od eksterminowania Polaków. Oczywistym interesem Polski było w tej sytuacji powstrzymanie się od sabotowania frontu wschodniego, aby obaj nasi wrogowie wykrwawiali się tam wzajemnie jak najdłużej…

Nie miał oczywiście, bo wobec sytuacji geostrategicznej nie mógł mieć znaczenia fakt, iż polscy przywódcy do samego końca dochowywali lojalności swym sojuszniczym zobowiązaniom oraz trzymali się stanu prawnego, zgodnie z którym Polska nie znajdowała się w stanie wojny z ZSSR, atak dokonany 17 września 1939 był „wkroczeniem” mającym na celu ochronę ludności polskiej przed Niemcami, a oczywiste zbrodnie sowieckie na Polakach oficjalnie nie miały miejsca. Z tego samego powodu polskie Państwo Podziemne nie prowadziło żadnych zorganizowanych akcji przeciwko komunistycznej agenturze.
Nie do końca jest prawdą, że polski rząd nie miał żadnego pomysłu. Miał, tylko że był to pomysł krańcowo naiwny. Nadal realizowaliśmy naszkicowaną przez generała Sikorskiego koncepcję „kapitału krwi”, zakładająca, że po pokonaniu Niemiec państwa koalicji antyhitlerowskiej wynagrodzone zostaną w proporcji do wysiłku włożonego w wojnę, mierzonego poniesionymi ofiarami. Polacy starali się więc wzmożonym wysiłkiem i spektakularną ofiarnością (Monte Cassino) przekonać sojuszników, że ich oskarżenia o wycofywanie się Polski z walki z Niemcami są bezpodstawne. Do tych samych argumentów odwoływali się także inicjatorzy powstania w Warszawie. Krańcowe poświęcenie okazane w walce z Niemcami miało wzruszyć zachodnią opinię publiczną i skłonić zachodnie rządy, żeby jakoś wzięły nas w obronę przed Sowietami…

…Z kolei, by poprawić postrzeganie Polski przez „sojusznika naszych sojuszników” i zademonstrować mu dobrą wolę, podjęto akcję „Burza”, nakazując Armii Krajowej i strukturom państwa podziemnego na obszarach zajmowanych przez Armię Czerwoną udzielanie jej zbrojnej pomocy przez atak na tyły niemieckie, połączony z całkowitą dekonspiracją i ujawnieniem „wyzwolicielom” wszystkich struktur. Dowódcom i przedstawicielom cywilnym Delegatury Rządów nakazano witanie wkraczających „w roli gospodarzy”. Pierwsze doświadczenia akcja „Burza” przyniosła na Wołyniu – wszyscy „witający” zostali przez sowietów aresztowani i wywiezieni w nieznanym kierunku (do dziś miejsca ich kaźni i pochówku nie są znane), odziały AK rozbrojone i częściowo wymordowane na miejscu, częściowo wywiezione – incydentalnie część szeregowców wcielano do tzw. ludowego wojska względnie bezpośrednio do Amii Czerwonej. Wiedząc o tym, Komenda Główna AK ponowiła rozkaz do wykonania „Burzy” na Wileńszczyźnie, potem w Małopolsce Wschodniej, na Lubelszczyźnie – wszędzie z takim samym skutkiem.
W ten sposób, wyjąwszy kilka oddziałów, których dowódcy łamiąc dyscyplinę wojskową odmówili wykonania rozkazu, budząca taki niepokój Stalina AK na większości obszaru kraju praktycznie przestała istnieć jako zorganizowana siła – w lesie pozostały jej rozproszone szczątki, dając początek drugiej konspiracji, zwanej dziś „żołnierzami wyklętymi”…

…Pułapka zastawiona przez Stalina i Zachód była prosta i nawet niektórzy politycy w Londynie zdawali sobie z niej sprawę. Jeśli w Warszawie nie wybuchnie powstanie, a oddziały AK wyjdą z miasta, to Sowieci w chwili wkroczenia nakażą demonstrację zbrojną swojej komunistycznej partyzantce, nazwą to wyzwolicielskim powstaniem ludowym i przed całym światem ogłoszą niezbity dowód, że, jak to od dawna wszyscy podejrzewali, faszystowski rząd w Londynie i AK po cichu współpracują z Niemcami. Jeśli natomiast Londyn i AK dadzą hasło do przeprowadzenia „Burzy” także w stolicy, to Armia Czerwona wskutek skomplikowanej sytuacji operacyjnej i konieczności podciągnięcia odwodów będzie zmuszona wstrzymać ofensywę na czas potrzebny Niemcom do pacyfikacji miasta i po zajęciu ruin dorżnie ewentualnie pozostające tam niedobitki.
Wobec takiego dylematu w Londynie postanowiono nie podejmować żadnej decyzji, de facto cedując ją na lokalnych dowódców w Warszawie. Wódz naczelny, Kazimierz Sosnkowski, zalecił, by powstania nie rozpoczynać, i z tym zaleceniem wysłano jako kuriera do kraju Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który jednak, jak sam wspominał, na miejscu poddał się ogólnemu entuzjazmowi i stwierdził, że powstanie wybuchnąć musi, bo zbyt długo się do niego przygotowywano i nie tylko żołnierze, ale cała ludność oczekuje odwetu na Niemcach.
Daty wybuchu powstania, wyznaczonego na godz. 17.00 1 sierpnia 1944 roku nie udało się utrzymać w tajemnicy. Niemcy przygotowali się do niego doskonale, zajmując i fortyfikując wszystkie strategiczne punkty w mieście. Nie udało się także dozbroić oddziałów szturmowych, których wyposażenie było symboliczne – generał Chruściel poradził żołnierzom, żeby kto nie ma broni brał „siekierę, łom albo kamień” i zdobył ją na wrogu.
Wieczorem 1 sierpnia nie było już wątpliwości, że próba powstania zakończyła się masakrą pierwszego rzutu, żadnego z wyznaczonych celów natarcia nie udało się zrealizować, a straty przekraczają najgorsze obawy. Zgodnie z planem, należało w tej sytuacji oderwać się od nieprzyjaciela i wyprowadzić pozostałe siły z miasta, co komendanci poszczególnych okręgów zaczęli robić, a komendant Żoliborza zdołał nawet wykonać całkowicie. Komenda Główna nakazała jednak kontynuować Powstanie, mimo braku szans, sił i perspektyw, motywując to potrzebą zademonstrowania światu niezłomnej polskiej woli walki.
Ponieważ Stalin odmówił samolotom zachodnich aliantów korzystania z lotnisk i tankowania w zajętej przez Sowietów strefie, możliwości zrzutu broni dla Powstania z Zachodu były czysto symboliczne – niemniej, sam Stalin, mimo ogłoszenia powstania akcją wymierzoną przeciwko ZSSR, zadbał, aby trawiący Warszawę płomień nie wygasł za wcześnie, podsycając go ograniczonymi zrzutami broni i samobójczym desantem części 1 Dywizji LWP. (Desant ten przedstawiano potem jako rzekomą samowolę dowódcy dywizji, Berlinga – jest to oczywisty fałsz, dywizja nie miała w ogóle środków przeprawowych, przydzieliło je dowództwo sowieckie.)
Niemcy likwidowali otoczone i podzielone ich pozycjami miasto dzielnica po dzielnicy, wykorzystując brak koordynacji działań i słabość powstańców.
Prowadzona z bezprzykładnym bohaterstwem, beznadziejna walka trwała 63 dni, do wyczerpania ostatnich możliwości oporu. Rozmiary oczekiwanego odwetu określa liczba strat niemieckich, według różnych szacunków, od tysiąca do 1,5 tysiąca żołnierzy i esesmanów. Straty powstańców wyniosły od 15 do 18 tysięcy zabitych, zginęło też ok. 180 tysięcy cywilnych mieszkańców miasta, z czego co najmniej 50 tysięcy wymordowanych w ramach wielkich akcji eksterminacyjnych (m.in. „rzeź Woli”). Pół miliona ocalałych cywili wypędzono. Historyczna stolica Polski uległa prawie całkowitemu zniszczeniu wraz z zabytkami i skarbami kultury narodowej – ocalałe resztki zniszczyli po 1945 roku komuniści w ramach tzw. odbudowy miasta, wyburzając resztki „burżuazyjnej” zabudowy pod nowe, stalinowskie założenia architektoniczne…

…Polska utraciła w II wojnie światowej 12 proc. obywateli – nieporównanie więcej niż którekolwiek z innych biorących w niej udział państw. Zwycięskie mocarstwa, ustalając powojennym porządek, nie wzięły pod uwagę „kapitału krwi” i potraktowały nas dokładnie tak samo, jak pozostałe państwa regionu, walczące po stronie Hitlera lub nie biorące udziału w konflikcie.
Powstanie Warszawskie pozostaje do dziś epizodem historii praktycznie nieznanym na Zachodzie i notorycznie mylone jest z rozpaczliwą próbą stawienia zbrojnego oporu podjętą przez Żydów przeciwko likwidacji warszawskiego getta w 1943.
Tak wyglądają w największym skrócie fakty dotyczące rocznicy obchodzonej z roku na rok coraz huczniej i coraz bardziej ustawianej w centrum polskiej narracji historycznej jako wzorzec dla przyszłych pokoleń. Staram się nie dodawać do nich żadnego komentarza. Wnioski pozostawiam czytelnikom.
—–
PS. Zainteresowanym pozwolę sobie przypomnieć, że więcej na ten temat znaleźć mogą w mojej książce „Jakie Piękne Samobójstwo”. (Rafał Ziemkiewicz)

źródło: Interia (całość tu: PUŁAPKA 1944)

„…Powstaje bowiem serial o żołnierzach wyklętych. Mamy już trailer. Możemy się z tego trailera dowiedzieć, że to będzie dokładnie taki sam fajans, jak to Miasto 44, ze wszystkimi standardowymi widokami, przeznaczonymi dla młodej wrażliwości, którą trzeba oswajać z myślą o bohaterskiej śmierci na jakimś śmietniku. Widzimy zadzierżystego oficera, jego podwładnych, widzimy zmontowane komputerowo niebo pełne niemieckich samolotów, a także bohaterską walkę kończącą się uwięzieniem. Potem jednak przychodzi wolność i mamy znowu bohaterską walkę oraz równie bohaterskie przedzieranie się do krainy wolności czyli na zachód. Śnieg nas przysypie z takimi narracjami….Te filmy są dokładnie takie jak przed II wojną światową. Tak samo fałszywe, tak samo płaskie i tak samo beznadziejne. I tak samo chwalone przez gromadę podnieconych histeryczek, które muszą oglądać tych żołnierzyków, bo to je wprowadza wprost w stan nirwany. Porzućmy to, bo doprowadzimy się w ten sposób do kolejnej katastrofy. Propaganda filmowa jest ściśle związana z polityką i zdradza, wprost, albo ogródkami, cele tej polityki. Celem polityki realizowanej przez serial o wyklętych jest zdewastowanie kolejnego pokolenia i odebranie mu szansy.

…Czego ty znowu chcesz – zapyta ktoś. Mamy wreszcie prawdziwe, patriotyczne filmy upamiętniające naszych bohaterów. Już mówię czego chce. Propaganda nie ma charakteru obronnego, jest to za każdym razem akcja zaczepna wymierzona w kogoś. Jeśli chcecie mi powiedzieć, że serial o wyklętych jest wymierzony w Rosjan, to już teraz możecie położyć sobie kompres na głowę. Jeśli tak jest, to z miejsca fakt ów zostanie wykorzystany przeciwko nam. To jasne. A czego ja chcę? Filmu o Rettinegrze na przykład. Chcę filmu o tym dlaczego Monter przyszedł do kwatery głównej z wiadomością, że widział ruskie czołgi, choć ich wcale nie widział. Chcę filmu o zerwaniu rokowań z von dem Bachem wskutek otrzymania informacji z Londynu, że nadchodzi pomoc i uruchomiony będzie most lotniczy. Chcę filmu, w którym mordercy polskich dzieci nie będą jakimiś nołnejmami, ale wymieni się ich z nazwiska i oskarży wprost o spowodowanie tej zbrodni. Tego się jednak nie doczekamy, bo byłoby to oskarżenie przeciwko polityce łatwej. Ta zaś jest wiecznie żywa. I nie ma nic prostszego dla polityka niż przeznaczyć na śmierć jedno czy dwa pokolenia młodzieży. (coryllus)

całość tu: Propaganda żydowska i polska

 

podobne: Rocznica powstania warszawskiego. Dramatyczny zryw narodowy w którym zabrakło rozwagi. Z tego płynie nauka, jak nie uprawiać polityki. oraz: „Musimy zerwać z poprawnością patriotyczną”. Powstanie Warszawskie prowokacją (z ukraińskim kryzysem w tle). i to: Powstanie warszawskie: „strumień wody może być obrócony na koło młyńskie i przynosić pożytek, albo obrócony na dom i zalać go i zniszczyć” a także: Powstanie warszawskie: Polemika trzech Piotrów (Gursztyna i Gontarczyka z Zychowiczem)

Pomnik Powstania Warszawskiego 1944

Pomnik Powstania Warszawskiego 1944

Szyderczy śmiech historii czyli… „Przyjeżdżają tu rowerami, pływają i wracają do domu naszymi samochodami”.


„…Sierpień 2014, podberliński dom spokojnej starości. Opa Franz, pogodny staruszek dobiegający setki, wierci się w fotelu przed telewizorem. Drżą mu ręce, gdy odstawia na nocny stolik kubek z herbatą. Uśmiecha się do dziewczyny, która pochylona szczelnie okręca jego artretyczne stopy kraciastym wełnianym pledem. Opa Franz jest sklerotykiem – utracił pamięć kilka lat temu. Czegóż potem nie wyczyniał! Trzeba go było oddać pod opiekę specjalistów, wynająć osobistą pielęgniarkę, tę dziewczynę z Warszawy. Polki są pracowite, w lot chwytają, czego od nich się wymaga. I najważniejsze: żądają za swoją pracę mniej niż Niemki. A Opa Franz? Nie wie już nawet, czy nazywa się Müller, Schmidt czy Schneider. Nie rozpoznaje swoich dzieci i wnuków. Cała przeszłość stała się dlań białą kartą.

Czasem śni mu się jeszcze dziwaczny sen, ten sam co zawsze, teraz jednak całkowicie niezrozumiały. Ma dwadzieścia lat, w czarnej skrzynce ze skrzydłami unosi się nad płonącym miastem, wypatruje dachów ze znakiem krzyża, czerwonego krzyża. Kiedy znajdzie się tuż nad budynkiem oznaczonym w taki sposób, pociąga za dźwignię, a z czarnej skrzynki wypadają kawałki metalu i fruną w dół. Teraz leci nad ulicą, bardzo nisko. Dobrze widzi postacie ludzkie. Nie wie, dlaczego chowają się w bramach kamienic. Chciałby do nich pomachać, zawołać: „Hej, tu jestem! Przed kim uciekacie?”. Za swoimi plecami słyszy rytmiczny klekot, ludzie na ulicy padają. Właśnie wtedy Franz jęczy przez sen, a pielęgniarka zrywa się ze swojej kozetki i gładzi go po rozpalonym czole, po starych, kościstych dłoniach.

Co tydzień dzwonią do niej z Polski. „Jak ci tam jest, wnusiu? – odzywa się w słuchawce drżący kobiecy głos. – Nie wolałabyś do nas wrócić?”. I zawsze coś o drugiej wojnie, o powstaniu. „Babciu, przeszłość to przeszłość, liczy się tu i teraz – odpowiada wnuczka. – Przecież trzeba jakoś żyć”.

Teraz, kiedy pomogła Franzowi umościć się w fotelu, kiedy zawinęła mu nogi w koc, włącza telewizor. Staruszek lubi transmisje sportowe. Nie wiadomo, ile pojmuje z tego wszystkiego, ale zawsze się uśmiecha i mruczy pod nosem. Dziś początek mistrzostw świata w pływaniu. Spiker przedstawia drużyny. Kobieta chwyta kubek z nocnego stolika i wychodzi do kuchni. Na ekranie ekipa polskich pływaków. W tle wesoły głos spikera: „Przyjeżdżają tu rowerami, pływają i wracają do domu naszymi samochodami”. Gromki śmiech publiczności. Brawa.

„Naszymi samochodami” – powtarza bezmyślnie Opa Franz. Ot, arytmetyka historii…”

całość tu: Ćwiczenia z arytmetyki

podobne: Gotz Aly: „Każdy obywatel Niemiec do dzisiaj korzysta z ograbienia Europy”. Państwo opiekuńcze za łupy wojenne. oraz: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców…(?) a także: Grecja chce od Niemiec reparacji wojennych. i to: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny. polecam również: „1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną. i jeszcze: Polscy historycy zbulwersowani niemiecko-rosyjskim podręcznikiem.

Najnowsza historia Polski wciąż czeka na odkrycie, źródła leżą w Moskwie (wywiad z prof. Wieczorkiewiczem)


„…najnowsza historia Polski została już w całości opisana? Nie ma już w niej nic do odkrycia?

– Wręcz przeciwnie. Właściwie przyzwoicie nie została opisana w ogóle. Jest w niej nadal wiele niewyjaśnionych zagadek i tajemnic. Wiele poglądów i teorii, w które wszyscy głęboko wierzymy, nie ma nic wspólnego z prawdą. W dużej mierze to wina polskich historyków, o których, mówię to z bólem, mam bardzo złe zdanie.

Dlaczego?

– To grupa osób o bardzo zachowawczym sposobie myślenia. Nie są w stanie wyobrazić sobie, że w rzeczywistości mogło być inaczej, niż im się wydaje. A poglądy i teorie wyrabiali sobie, czytając prace swoich poprzedników pracujących w warunkach komunistycznego zniewolenia. Polscy historycy to grupa skostniała intelektualnie.

Oskarżam polskich historyków o brak wyobraźni i elastyczności, o niemożność oderwania się od schematów. A w pokoleniu 60-latków są to schematy wypracowane w PRL. Wszyscy jesteśmy ich więźniami. Powtarzamy w kółko stereotypowe, błędne sądy i przekazujemy je naszym wychowankom. Środowisku polskich historyków potrzebny jest silny, ozdrowieńczy wstrząs. Może byłby nim proces lustracyjny.

To jaki powinien być dobry historyk?

– Powinien być otwarty na nowe koncepcje. Powinien do badanych problemów podchodzić na nowo, odrzucając wszystko, co napisano w PRL. Powinien stawiać najbardziej szalone tezy i pytania, bo w szaleństwie jest zalążek geniuszu. Praca historyka polega na zadawaniu pytań, a nie powtarzaniu w kółko tych samych odpowiedzi.

Mój postulat jest następujący: wymażmy całkowicie całą pisaną historię Polski po 1939 roku i napiszmy ją od nowa!

Panie profesorze, czym powinni się zająć historycy II wojny światowej?

Przykład pierwszy z brzegu. Grot-Rowecki i jego aresztowanie. Grono historyków zajmujących się Armią Krajową ze względów patriotyczno-dżentelmeńskich do dziś nie ujawnia prawdy o tym, jak generał wpadł w ręce gestapo. A są ślady, które wskazują na osobę bliską córce Grota, jej narzeczonego, który miał to zrobić dla pieniędzy. Mało tego, najrozsądniejsi z oficerów gestapo wcale nie byli zadowoleni z tego aresztowania. To wcale nie był dla nich, tak jak my twierdzimy, wielki sukces. Zatrzymanie dowódcy AK, a co za tym idzie zamęt i reorganizacja ugrupowania, burzyło bowiem cały system kontroli, jaką Niemcy sprawowali nad podziemiem.

Kontroli?

– Mamy dwie legendy podziemia niepodległościowego. Podziemie podczas II wojny światowej i podziemie solidarnościowe podczas stanu wojennego. Przykra prawda jest jednak taka, że jedno i drugie było w 80 procentach rozpracowane przez policje polityczne.

Dlaczego więc w obu przypadkach nie zlikwidowano tych organizacji?

– Bo każda dobra policja polityczna, a zarówno w SB, jak i gestapo byli wysokiej klasy fachowcy, uważa, że rozpracowany przeciwnik jest mniej niebezpieczny, bo niczym nie może zaskoczyć. Można go kontrolować, a czasami nawet inspirować jego działania poprzez wkręconą w jego szeregi agenturę (w przypadku „Solidarności” armia TW, których ujawniono w ostatnich latach, to tylko wierzchołek góry lodowej). Rozbicie istniejącej struktury podziemnej poprzez masowe aresztowania powoduje zaś, że przeciwnik podejmuje działalność samorzutną, nieprzewidywalną. A więc z punktu widzenia służb specjalnych bardziej niebezpieczną. Z czasem zaś założy nowe struktury, które trzeba będzie na nowo rozpracowywać. Po co zadawać sobie tyle trudu?

Tak rozumowali Niemcy w okupowanej Polsce?

– Owszem. Poza tym w gestapo znajdowali się też rozsądni ludzie, co nie zmienia faktu, że byli zbrodniarzami, którzy uważali, iż prędzej czy później, gdy do Europy zacznie się zbliżać sowiecki walec, trzeba się będzie z Polakami jakoś dogadać. Pewne niepisane porozumienia i układy zawierano zresztą i wcześniej. Sprowadzały się mniej więcej do tego, że obie organizacje robią swoje, ale od pewnego poziomu nie robią sobie krzywdy.

A jak wyglądała kwestia infiltracji AK przez Sowiety?

– Obawiam się, że jeszcze gorzej. Sowieccy agenci w szeregach polskich władz i polskiej armii podziemnej mieli wielkie wpływy. Wykorzystywali to, że AK z czasem zaczęła skręcać mocno w lewo. Polskie podziemie ostatecznie nie podjęło w końcu działań zgodnych z niemieckimi interesami, ale z sowieckimi. Choćby nieszczęsna operacja Burza z powstaniem warszawskim na czele. Na powstaniu zyskała tylko jedna strona – Sowiety. Należy sobie zadać pytanie, czy Stalin mógł, a jeżeli tak, to w jaki sposób, wpłynąć na to, że Warszawa akurat 1 sierpnia 1944 roku stanęła do walki. Odpowiedź na to pytanie mogłaby się okazać szokująca.

Wstydliwą dla podziemia sprawą jest chyba również kwestia jego budżetu.

– O tak, to bardzo niewygodny temat. Z Londynu szedł do kraju strumień pieniędzy. Znaczna ich część była jednak wydawana na cele prywatne, czyli po prostu defraudowana. Kolejna część trafiała zaś do kas rozmaitych partyjek, koterii i grupek. A kto w podziemiu miał pieniądze, rozdawał karty.

W Polsce mamy również tendencję do robienia bohaterów z ludzi, którzy na to nie bardzo zasługują.

Wiem, do czego pan pije – Sikorski. Rzeczywiście nie był to mąż stanu. Sytuacja, w której się znalazł, znacznie go przerosła. Abstrahując od tego, kto i dlaczego go zabił, jako premier i naczelny wódz nie zdał egzaminu. Ale i wcześniej miał poważne grzechy na sumieniu. Mam o nim bardzo negatywne zdanie. Myślę, że w okresie międzywojennym był agentem francuskim, a przynajmniej tak się zachowywał, jakby nim był. Działał na szkodę państwa polskiego i jako taki powinien zostać prawomocnie skazany. Udzielał Francuzom bardzo wyczerpujących informacji o polskim wojsku, w 1938 roku skłonny był te same informacje przekazać Czechom. Naciskał na Francuzów, żeby żądali dymisji Becka. Zachowywał się niezbyt pięknie.

A Anders?

– Anders również nie był postacią bez skazy i mało nadaje się na bohatera narodowego. W 1941 roku na Łubiance mówił NKWD wszystko, co chciała usłyszeć.

(…)

Panie profesorze, czy w swoich analizach nie przecenia pan roli tajnych agentów i służb?

– Historyk, który mówi krytycznie o tak zwanej spiskowej teorii dziejów, jest historykiem niepoważnym, hołdującym historii dla idiotów lub prostaczków, którzy wierzą w to, co widzą w telewizji i czytają w gazetach. Jest bowiem historia prawdziwa i historia medialna, fasadowa. Ta prawdziwa w dużej mierze toczy się za kulisami. A za nimi działają przede wszystkim tajne służby.

Jakie tajemnice kryją dzieje służb specjalnych PRL?

– Tysiące tajemnic! W tej sprawie naprawdę mało wiemy. Choćby, wydawałoby się szalona, sprawa tak zwanych matrioszek, czyli agentów podstawianych do armii Andersa czy później Berlinga. To jest mniej więcej to samo, co pokazano w Stawce większej niż życie. Zamiana Kowalskiego na podobnego do niego Iwanowa. Uczono faceta języka polskiego oraz biografii osoby, którą miał zastąpić.

(…)

…Niewykluczone, że wszystkie tak zwane wydarzenia, do których dochodziło w PRL, były prowokacjami służb. Poznań 56, Grudzień 70, Czerwiec 76, a wreszcie Sierpień 80. W każdym z tych wypadków jest to bardzo prawdopodobne. My teraz budujemy wokół tamtych wydarzeń patriotyczne ołtarze, a rzeczywistość mogła być zupełnie inna. Tak samo można zresztą postawić hipotezę, że powstanie listopadowe było prowokacją, a powstanie styczniowe to już z pewnością.

(…)

– Rezydent sowieckiego wywiadu w Polsce gen. Pawłow, notabene jeden z najmądrzejszych ludzi w KGB, w swoich pamiętnikach pisał, że już w połowie lat 70. dostał polecenie z Moskwy, żeby nie budować już agentury sowieckiej w partii władzy. Nie miało to już sensu. Kazano mu wziąć się do opozycji, która być może kiedyś przejmie władze. Agentura umieszczona wewnątrz Solidarności zostaje odpowiednio poinstruowana, służby rozgrywają swoją partię. A potem już idzie samo: Okrągły Stół, wybory, wyprowadzenie sztandaru PZPR i utworzenie nowego układu. Z ludźmi bezpieki na górze, a właściwie w cieniu. Czyli to, o czym mówiłem: fasadowa historia i prawdziwe ośrodki decyzyjne, o których zwykły śmiertelnik nic nie wie. Dzisiejsze partie polityczne mogą być nie tylko zinfiltrowane, ale nawet stworzone przez sowiecki, a później rosyjski wywiad. I nie muszą to być partie lewicowe…”

całość tu: niezlomni.com

podobne: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”. oraz: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki. a także: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia i to: „Psy Stalina” Nikity Pietrowa – kelejdoskop zbrodniarzy i anatomia zbrodni  polecam również: Kolejny dowód na kłamstwo katyńskie. Alianci ukrywali prawdę żeby zadowolić Stalina. oraz: „Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu” czyli… Zakontraktowane łgarstwo „święta wolności” oraz „lux in tenebris”. i jeszcze: Polscy historycy zbulwersowani niemiecko-rosyjskim podręcznikiem.

Gloria Steinem - Prawda

Gloria Steinem – Prawda

Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka?


1. Eugeniusz Januła: Geopolityka, mocarstwa i wojny.

„…Z reguły państwa, bez względu na przynależność formacyjno-ustrojową, permanentnie między sobą walczą o terytoria, precjoza, inne dobra, itd. Jeżeli spojrzy się na dzieje wojen, czyli praktycznie całą historię świata, to na ogół zwyciężały państwa posiadające w swojej epoce status mocarstw. Te mniejsze, słabsze czy też ogarnięte kryzysem, na ogół przegrywały i bądź w skrajnych wypadkach traciły suwerenność, bądź też musiały zrzec się części własnego terytorium, zapłacić kontrybucje itd. na rzecz zwycięzców.

W dziejach cywilizacji występowały okresy dominacji wielkich mocarstw swoich epok. Najbardziej znany przykład, to wielowiekowa dominacja Rzymu nad całą resztą świata w rozumieniu ówczesnych pojęć. Oczywiście w systemie zupełnie niezależnym, równolegle funkcjonowało cesarstwo chińskie. Nie należy też zapominać o państwach na wyżynie Dekan itd., nie mówiąc już o cywilizacjach rozwijających się na kontynencie amerykańskim. Świat jednak w układzie politycznym dąży w naturalny sposób do stanu równowagi, najczęściej, jak wykazuje historia – dość labilnej [2]. Dlatego też, wracając do historii przywoływanego już Rzymu, musiał on prowadzić bardzo twarde wojny z Kartaginą, później z azjatyckimi Partami i ich następcami Persami, by na koniec ulec plemionom germańskim będących w etapie „wędrówki ludów”. Podobnie było i w kolejnych etapach cywilizacyjnego rozwoju tego zakątka świata. Powstające wielkie mocarstwa, zwykle dość szybko napotykały godnych siebie przeciwników i albo ulegały w walce, albo też trwały długo i ulegały degradacji wskutek obiektywnych procesów ekonomicznych i społecznych. Były też imperia wielkie i silne, ale jednocześnie dość nietrwale. Takim była chociażby epoka napoleońska. Generał, konsul a później cesarz Napoleon Bonaparte umiał świetnie wykorzystać reformy ekonomiczne i systemowe, jakie były owocem wielkiej rewolucji i wykorzystać je do próby ustalenia dominacji Francji w całej Europie. Jak się to skończyło po początkowych, wielkich sukcesach – wszyscy wiemy. Jednak szereg reform podjętych przez tego genialnego człowieka przetrwał nie tylko we Francji i w dodatku stał się silnym motorem postępu społecznego.

Rozkwit mocarstw odbywał się zwykle metodą klasyczną, zarówno w świecie starożytnym, średniowiecznym, jak i nowożytnym. Szanse zostania mocarstwem miały państwa wielkie obszarowo i ludnościowo. Równocześnie musiały być to też kraje, które czymś, czyli jakimiś walorami dominowały nad innymi kontrpartnerami politycznej gry…

(…) 

Kolejno I i II wojny światowe zmieniły poglądy na działania i nauki wojenne, w szczególności na strategię, sztukę operacyjną itp. Po raz kolejny potwierdziła się teza Carla von Clausewitza, że „wojna jest tylko i wyłącznie przedłużenie polityki a zarazem forma osiągania politycznej przewagi” [3]. W I wojnie światowej wystąpiły już nie poszczególne państwa, lecz zwarte bloki państw. Prawdą jest, że nie był to pierwszy przypadek, jednak przed rozpoczęciem tego konfliktu poszczególne bloki postawiły sobie polityczne cele, jakie powinny poprzez konflikt osiągnąć. Dla Niemiec, należących do państw centralnych, było to spowodowanie ponownego podziału świata przez „odbicie” części kolonii Zjednoczonemu Królestwu i Francji oraz osiągniecie roli mocarstwa nr 1 na kontynencie europejskim. Drugim celem było podporządkowanie sobie Ukrainy po to, aby właśnie Niemcy decydowały również o kwestiach rynku surowcowego i żywnościowego. Dla Austro-Węgier natomiast cele były bardziej defensywne. To głęboko zatomizowane, szczególnie pod względem narodowościowym, państwo w tej wojnie walczyło o przetrwanie. Przy okazji jednak chciało na Bałkanach wyeliminować Serbię, podporządkować południową Ukrainę oraz sięgnąć po terytoria północnych Włoch. To ostatnie dążenie spowodowało, że Italia, początkowy sojusznik tej grupy państw, znalazła się szybko po przeciwnej stronie Ententy.

(…)

Również ta „wielka wojna”, jak nazywają ją dziś historycy i publicyści, została rozstrzygnięta przez siłę ekonomiczną i demograficzną i w końcu militarną Stanów Zjednoczonych. Rozważań, również naukowych na temat, co by było, gdyby USA nie przystąpiły do tej wojny, jest wciąż wiele. Jeden z uczestników tego konfliktu, a nawet jeden z reżyserów tego wielkiego światowego spektaklu, stwierdzał, że państwa centralne wygrałyby wojnę, bo rozbiły Rosję. Francja była bliska upadku, a w wypadku ugięcia się Paryża, Londyn nie miałby żadnego interesu, by dalej prowadzić wojnę [4]. Raczej należałoby postawić pytanie, na jakich warunkach Niemcy zgodziłyby się zakończyć konflikt.

(…)

Po stronie przegranych, co jest naturalne musiała występować chęć rewanżu. To, że ten, który zogniskował polityczny rewanżyzm, nazywał się Adolf Hitler, miało geopolitycznie znaczenie nawet trzeciorzędne. Gdyby nie ten diaboliczny, ale na pewno inteligentny osobnik, na pewno znalazłby się ktoś inny – może tylko kilka lat później. Reżimy autorytarne, a przecież inaczej nie można też nazwać formuły rządów, która po I wojnie światowej ukształtowała się w ZSRR, budowały siłę militarna. Właśnie cechą reżimów autorytarnych jest to, że mogą one skoncentrować wysiłki w kilku określonych dziedzinach i osiągnąć, bardzo wysokim kosztem, ale jednak sukces. Tak było z odbudową przemysłu wojennego w Niemczech, jak i socjalistyczną industrializacją w ZSRR. Można i trzeba krytykować te reżimy, ale w zakresie rozbudowy ciężkiego przemysłu w Niemczech i budowy niemal od podstaw analogicznych instalacji i technologii w ZSRR, kraje te osiągnęły sukces, który miał być jedną z podstaw budowy ich siły militarnej. Siłę tę uzyskały w zaskakująco szybkim czasie. Zaskoczone były tym kręgi militarne tradycyjnych mocarstw, czyli Francji i Wielkiej Brytanii. Elity polityczne tych państw nie całkiem chciały wierzyć w realną i ciągle rosnącą siłę militarną Niemiec i ZSRR.

(…)

Druga wojna zmieniła układ sił, ale z jedną różnicą w stosunku do okresu po I wojnie światowej. Tym razem był to już naprawdę globalny układ sił,  którym liczyły się tylko takie państwa, które miały siłę i środki działania do dyspozycji pod każdą szerokością geograficzną. Awans w dalszym ciągu, stalinowskiego ZSRR nie mógł być niespodzianką, tak jak degradacja takich dotychczasowych mocarstw, jak Wlk. Brytania i Francja. Formalnie, ale tylko formalnie odzwierciedleniem układu sił miało być członkowstwo w Radzie Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych, rzecz jasna w układzie stałych członków. Jednak już i tu pojawiła się wyraźna asymetria. Udział ówczesnych czangkaiszekowskich Chin był raczej chichotem historii, żeby nie napisać – groteską. Z kolei wiadomym było, że najbliższe po wojnie lata oba mocarstwa kolonialne, czyli Zjednoczone Królestwo i Francja, muszą poświecić próbie ratowania lub przekształcania swoich imperiów kolonialnych. Z kolei, co nie może dziwić – USA znalazły się pod bardzo słabym kierownictwem politycznym…

(…) 

Podobnie, jak Niemcy kilka lat wcześniej, kiedy uderzyły na Związek Radziecki, żywiąc przekonanie, że dosłownie w kilka tygodni rozbiją Rosjan, tak amerykański establishment wyciągnął mylne wnioski z okresu wojny, biorąc za aspekt najważniejszy, sytuację, że bez pomocy Zachodu ZSRR po prostu wojnę by przegrał. Stalinowskie kierownictwo umiało jednak wyciągać odpowiednie wnioski zarówno z rozwoju sytuacji, jak i przewidywalnych perspektyw. J. Stalin po wojnie tylko w niewielkim stopniu zdemobilizował siły zbrojne. Użył natomiast około 2,5 mln niemieckich jeńców wojennych, z ich umiejętnościami, do modernizacji kraju. Nie jest prawdą, że jeńców, przynajmniej nie wszystkich, kierowano tylko do wyrębu lasów w syberyjskiej tajdze. W dodatku Rosjanie bez skrupułów wywozili do swojego kraju cale linie technologiczne ze zdobytego terenu. Dotknęło to też naszych ziem zachodnich i północnych. Rabunek szedł tak daleko, że np. demontowano, upalając po prostu palnikami, słupy trakcyjne zelektryfikowanej linii kolejowej Wrocław-Jelenia Góra-Szklarska Poręba. Zabierano też i wywożono na samochodach… kompletne linie kolejowe [13]. Mimo, że nie wszystkie zrabowane instalacje technologiczne zdołano w pełni uruchomić, jednak w zakresie mocy technologicznych w ZSRR po wojnie nastąpił prawdziwy skok…

(…) 

Ideologia społeczeństwa ludzi „równych” była w tym okresie niezmiernie pociągająca dla wielu szczególnie młodych ludzi, którzy na Zachodzie sympatyzowali z ZSRR. Amerykańskie FBI po prostu przespało ten aspekt, a późniejsze skrajnie histeryczne reakcje, z procesem i egzekucją małżeństwa Rosenbergów, nie dodały bynajmniej Ameryce splendoru. Jednak to przełamanie nuklearnego monopolu było politycznym policzkiem dla Stanów Zjednoczonych, ale i szokiem dla opinii publicznej. Natomiast dla elity władzy w USA było to bardzo wyraźne ostrzeżenie, że nie uda się wybudować pax Americana, czyli modelu świata unipolarnego. Takiego, w którym to Waszyngton podejmowałby wszelkie ważne decyzje dotyczące całego globu. Wojskowi i politycy amerykańscy, którzy budowali doktrynę amerykańskiej dominacji w świecie właśnie na monopolu na posiadanie broni nuklearnej, znaleźli się praktycznie w impasie. W USA tej epoki dobrze bowiem wiedziano, że ZSRR posiada miażdżącą przewagę, jeżeli chodzi o armię lądową. Przewagę tę zwielokrotniała jeszcze siła armii poszczególnych sojuszników ZSRR. Nawet, jeżeli olbrzymia przewaga liczebna ówczesnego Układu Warszawskiego, który de iure powstał nieco później, mogłaby być częściowo zrekompensowana przez lepszą jakość zachodniego sprzętu bojowego i logistycznego, co było faktem, to i tak radziecka przewaga była olbrzymia. Na zachodzie zdawano sobie sprawę, że ZSRR może „wyzwolić” zachodnią Europę. Skoro upadła kategoria obrony Europy za pośrednictwem atomowego „parasola”, to wojna o europejski kontynent stawała się coraz bardziej realna…

(…) 

Wojna na pewno nie ograniczyłaby się do szybkiego rajdu sił pancernych i zmechanizowanych Układu Warszawskiego przez Europę. Strona przegrywająca użyłaby broni nuklearnych na wielką skalę. Przykładowo francuska doktryna wojenna tamtego okresu przewidywała od razu pierwsze uderzenie w radzieckie wielkie miasta. To musiałoby wywołać ripostę zaś eskalacja konfliktu na skalę globalną była nieunikniona.

Związek Radziecki nie zdołał wywołać wojny. Jego pozycja od schyłku lat 1970’ zaczęła w tempie dość gwałtownym degradować się. Cały Układ Warszawski w nieodległym czasie przeszedł do historii tak, jak i ZSRR, którego miernym substytutem była Wspólnota Niepodległych Państw z Rosją jako zwornikiem.

* * *

Polityka nie znosi pustki. Tak też może nie zupełna, ale poważna luka polityczna i militarna pozostająca po ZSRR, szybko zaczęła się wypełniać. Coraz większy ciężar gatunkowy, miały i to już od wczesnych lat 1970’ Chiny, których ambicje, wywodzące się z konfucjanizmu, sięgają objęcia hegemonii nad światem. Ambicje a realia to jednak dwie rożne sprawy. Mimo, że Chiny posiadają najliczniejszą w chwili obecnej armię na świecie, to wg ocen profesjonalistów jest ona w dalszym ciągu typową armią z epoki właśnie lat 1970’. Potencjał rakietowo-nuklearny oceniany jest natomiast i przyrównywany do dawnego potencjału radzieckiego z końca lat 1960’…

(…) 

Analogiczna sytuacja panuje w Indiach i Brazylii. Te wielkie państwa rozbudowują w ostatnich latach swoje siły zbrojne kosztem nawet wielkich wyrzeczeń socjalnych własnych obywateli. Nie można zapominać też o Rosji, która ocaliła dwa główne elementy swojego dawnego militarnego systemu – strategiczne siły rakietowe i Specnaz. Aktualnie Federacja Rosyjska jest z powrotem eksporterem broni nr 2 na świecie, sprzedając m.in. Indiom atomowe okręty podwodne.

Rośnie w niepokojący sposób liczba państw posiadających bronie nuklearne. To nie tylko Indie i Pakistan, ale też Brazylia, która jest o krok od uzyskania tego typu uzbrojenia. Korea Północna – określana jako jedno z najbardziej „bandyckich” państw na świecie, także posiada kilka jednostek broni nuklearnej oraz zapas kilkunastu rakiet. Również islamistyczny Iran usilnie pracuje nad uzyskaniem „atomowych pazurów”. Izrael, który nigdy nie potwierdził, ale też nie zdementował informacji na temat swojego nuklearnego arsenału, oceniany jest na posiadanie ok. 250 jednostek broni nuklearnych. Szacuje się też, że takie państwa neutralne jak Szwajcaria i Szwecja również tego typu broń posiadają.

Mimo upływu lat i wieków, parytet siły w stosunkach międzynarodowych w dalszym ciągu stanowi o możliwościach politycznych państw. Globalizacja, która postępuje bardzo szybko, powoduje, że państwa dysponujące potężnymi silami militarnymi po prostu mogą więcej. Stąd bardzo korzystnym jest, że nasz kraj pozostaje w strukturze Sojuszu Północnoatlantyckiego – najpoważniejszej siły politycznej i militarnej na świecie. Nieuniknionym jest, że w nieodległym odcinku czasu NATO i ANZUS, znajdą formułę, która pozwoli im się połączyć i wspólnymi siłami zabezpieczać pokój na świecie. W dalszym ciągu poprzez siłę, bo ta kategoria nie tylko nie straciła, ale wciąż zyskuje na znaczeniu.”

całość tu: geopolityka.org

podobne: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”. oraz: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii. i to: Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”.

2.Dorota Miłoszewska: Koncepcja imperium.  

 „…Koncepcja imperium w amerykańskiej myśli neokonserwatywnej ewoluowała wraz z samym nurtem neokonserwatywnym. Powrócono do niej, ze zdwojoną wręcz siłą, za prezydentury George’a W. Busha – który w swoim podejściu do polityki zdawał się być bezkompromisowy i zbyt często wykorzystywał potęgę militarną w imię żywotnych interesów amerykańskich. USA stały się imperium opartym w dużej mierze na sile militarnej, kosztem dyplomacji i kultury. Jednakże przez cały ten czas mocarstwo używało zarówno „twardych”, jak i „miękkich” środków, które stanowią podstawę koncepcji imperialnej. Zamysł ten istniał od momentu powstania Stanów Zjednoczonych, natomiast w całej amerykańskiej historii nadużywano hard lub soft power – zawsze któraś płaszczyzna siły była niedoceniana.

Pozycja do kupienia TUTAJ

Termin „imperium” pochodzi bezpośrednio z łacińskiego imperium, oznaczającego „rozkaz”, „autorytet”, „rządzenie” – czy bardziej ogólnie – „władzę”. Sama zaś koncepcja imperium wywodzi swe znaczenie jeszcze z tradycji rzymskiej. Pojęcie to oznacza wielki obszar terytorialny (mocarstwo) tj. specyficzną organizację społeczno-polityczną i geograficzną, której podstawowym celem jest rozszerzanie swoich wartości na podbite terytoria: strefy wpływów, stając się bezpośrednio inicjatorem zmian na tych obszarach. Imperium jest więc wzorem do naśladowania dla całej społeczności międzynarodowej, a przede wszystkim – inicjatorem wszelkich zmian porządku światowego. Tworzy ono pewnego rodzaju „dobro”, czyli stabilizuje ład globalny, dzięki swej potędze. Tym samym ma za zadanie krzewienia idei uniwersalistycznych, pociągając za sobą państwa chętne do ich propagowania. Koncepcja ta zawiera w sobie trzy płaszczyzny tzw. determinanty potęgi: militarną, gospodarczą oraz kulturową. Te istotne wymiary polityki imperialnej związane są z dążeniem do politycznej zwierzchności, pogłębiania wzajemnych zależności, emanowania swoją kulturą i tym, co imperium posiada najlepszego, czyli szerzenia wolności oraz demokracji w imię „wyższego dobra”.

Polityka imperialna nie jest już tylko związana z rozciągnięciem bezpośredniego panowania nad terytoriami ujarzmionymi uprzednio przez siły zbrojne (gdyż wtedy byłaby to wyłącznie polityka imperialistyczna). Chodzi więc o wywieranie wpływu (z reguły pośredniego) przy wykorzystaniu maksymalnie szerokiego spektrum środków nacisku – poczynając od perswazji czy kreowania nowych idei, a skończywszy na użyciu przemocy – tylko wtedy, gdy zaistnieje taka potrzeba. Koncepcja imperium jest więc na początku połączeniem imperializmu jako używania (a nie wykorzystywania) siły militarnej i ekonomicznej, po to, by móc przejść w drugiej fazie do „miękkiego oddziaływania politycznego”, równoważąc jednocześnie wszystkie trzy wymienione wcześniej siły, by w końcu stać się potęgą opartą na zasadzie smart power.

(…)

W miarę rozrostu amerykańskiej potęgi imperialnej, wpływową grupą analityków stosunków międzynarodowych stawali się neokonserwatyści, widoczni w otoczeniu prezydentów. Głównymi przedstawicielami, „ojcami chrzestnymi” tego nurtu stali się Norman Podhoretz i Irving Kristol. W latach 90. XX w., czyli u progu nowego stulecia, neokonserwatyzm stał się silnie obecny w polityce Białego Domu, za sprawą drugiego (młodszego) pokolenia neokonserwatystów. Ich styl doradzania głowie państwa był nakierowany na stworzenie ze Stanów Zjednoczonych imperium, któremu pod względem militarnym, ekonomicznym, kulturowym nie dorówna żadne inne państwo. Koncepcja mesjanizmu oraz szerzenia demokracji jako jedynego i najlepszego ustroju, propagującego najszersze wolności, stała się dla nich najważniejsza. USA miały za zadanie przewodzić reszcie świata, jak również dominować – a wszystko w imię dobra wspólnoty międzynarodowej oraz stabilności porządku międzynarodowego

całość tu: geopolityka.org

podobne: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów oraz: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i to: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS.

3. Jacek K. Matysiak: Czym (jeszcze) żyje Ameryka?

„…Kilka dni temu Sąd Najwyższy USA ogłosił legalność małżeństw homoseksualnych we wszystkich 50 stanach (49 + DC). Dotychczas takie decyzje tradycyjnie należały do poszczególnych stanów, więc tak ważna decyzja osłabia tradycyjną autonomię praw stanowych wzmacniając Waszyngton. Co ciekawe, sędziowie stosunkiem 5 do 4 głosów wyrazili swoją prywatną wolę, przekonanie, bez umocowania w Konstytucji. Decyzja ta wywraca do góry nogami ponad tysiącletni naturalny model funkcjonujący w społeczeństwach całego świata. Oczywiście należy się spodziewać daleko idących konsekwencji w innych obszarach życia społecznego.

(…)

Co powoduje staczanie się republikańskiego ustroju opartego na Konstytucji w stronę tyranii oligarchicznego państwa? Wcześniej wymieniłem kilka przyczyn, m.in. zadłużanie budżetu, ofiarowywanie napompowanych usług jak ubezpieczenia medyczne ObamaCare, które już załamują budżety poszczególnych stanów. Wprowadzanie w życie abstrakcyjnych idei powszechnej równości (znane nam Polakom z komunizmu) i premiowania interesów i opcji małych grup kosztem dużych.

Promowanie małżeństw homoseksualnych, orientacji obliczanej na ok 1,6-2% populacji jest zapowiedzią otwarcia przez rząd puszki Pandory i rozpoczęcia przyśpieszonego procesu rozbijania tradycyjnej rodziny (gejowskie adopcje dzieci, potencjalne sądy o dyskryminacje i wykończenie religii chrześcijańskiej).

(…)

Innym środkiem rządzących kół do wprowadzenia zamętu w dotychczasowym porządku społecznym jest destabilizowanie państw i sprzyjanie napływowi mas niewyedukowanych uchodźców tak do państw Unii Europejskiej jak i USA, co ma prowadzić do koniecznego wzrostu siłowych resortów i dalszej rozbudowy kontrolującego systemy państwowej biurokracji.

(…)

Wszystkie te inicjatywy rządzących inżynierów społecznych elit mają doprowadzić do tego, aby burząc dotychczasowy porządek społeczny jednocześnie motywować poddanych (byłych obywateli) o czynne żądanie jeszcze większej kontroli i regulacji ze strony potężniejącego Państwa. Zapominając o Konstytucji wolnych obywateli, zagrożony obywatel sam zrzecze się swoich praw prosząc o silniejszy i interwencyjny rząd…

Zwalczając i rugując z życia publicznego chrześcijaństwo (semickie religie: islam i judaizm mają inny status) wszechmogący rząd rozpanoszył się we wszystkich obszarach życia od edukacji, opieki medycznej dla wszystkich, finansowanie wydatków na mieszkania, darmowa żywność dla milionów biednych i mało zarabiających, dożywianie dzieci w szkołach i nawet darmowe telefony (Obama phones)…

Ktoś by powiedział: a co w tym złego, przecież to wzniosłe idee o których śpiewał nie tylko Karol Marks, ale i cała młodzież wyedukowana w systemie włoskiego socjalisty Antoniego Gramsci, którego wyznawcy dość skutecznie dokonali zaboru kultury, rozrywki i edukacji. Dziś na ich celowniku jest podstawowy fundament cywilizacji, czyli Rodzina oparta na prawie moralnym zaczerpniętym z religii…

Zastanawiającym jedynie jest, że ten rząd stojący w obronie biednych jest równie hojny w stosunku do najbogatszych, miliarderów, baronów biznesu i potężnych międzynarodowych korporacji. Dokąd prowadzi ta droga, faszyzm pozwalał funkcjonować wielkim korporacjom…Wrogiem, podobnie jak za komuny, jest „kułacka” klasa średnia ludzi energicznych i niezależnych, która zawsze będzie opierała się tyranom…

Globaliści mnożą swoją potęgę przez konfliktowanie grup społecznych, promowaniu praw mniejszości i podporządkowaniu i ograniczaniu praw większości na rzecz mniejszości. Rozsadzenie spójnej tradycji większości dokonuje się poprzez ośmieszanie i rugowanie historycznego patriotyzmu i ugruntowanej w ciągu dziejów tradycji, religii z autorytetem Boga i moralności jako oleju łagodzącego i modulującego stosunki międzyludzkie w każdym społeczeństwie.

(…)

Ruchy totalitarne pod płaszczykiem nowoczesności i haseł liberalnej lewicy spychają w stronę pogaństwa tradycyjną kulturę i tradycje chrześcijańskie. To wszystko może zakończyć się wypchnięciem chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej, co z kolei otworzy Europę, USA i cały świat zachodni na religijnie uzbrojony wojowniczy islam. Przecież to już się dzieje na naszych oczach…” (Jacek K. Matysiak)

całość tu: wzzw.wordpress.com

podobne: USA. Limit długu wraca jak bumerang i przyprowadza kolegę „Obamacare”. oraz: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem oraz: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu”. i to: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Instytut Pamięci… Nietykalnej: „Zbiór zastrzeżony”, POzorowanie śledztwa na „Łączce” i niepotrzebna wiedza o zbrodniach stalinowskich. „Wyzwolenie” PO sowiecku.


1. „Aby dziś przeprowadzić rzeczywistą lustrację, nie można wyłączać części zbiorów archiwalnych, bo wtedy lustracja traci sens…”

tymczasem

„…Ci najbardziej przydatni, najbardziej wpływowi, z nazwiskami, kontaktami i pieniędzmi zostali bezpiecznie ukryci w Zbiorze Zastrzeżonym IPN.

Zbiór Zastrzeżony powoduje, że po umieszczeniu w nim danego osobnika IPN nie ma prawa gdziekolwiek i kiedykolwiek nawet sugerować, że współpracował on z SB za czasów PRL, a całe archiwa IPN są czyszczone ze wszelkich śladów na temat tej osoby. Tym samym każdy TW lub były oficer SB znajdujący się w Zbiorze Zastrzeżonym (a Śp. Janusz Kurtyka wspominał o zatrważającej ilości takich osób) bez problemu uzyska od Instytutu Pamięci Narodowej zaświadczenie o niefigurowaniu w zasobach, a nawet status pokrzywdzonego, jeżeli przed podjęciem współpracy albo np. w przerwie między współpracami lub w jej trakcie, był jednocześnie inwigilowany (np. celem uwiarygodnienia informacji) albo ktoś inny pisał na niego donosy – co było częste bo agenci zazwyczaj nie wiedzieli o sobie.

Tym samym istnienie Zbioru Zastrzeżonego powoduje nie tylko problem w prowadzeniu badań historycznych, ale też prowadzi wprost do wprowadzania w błąd opinii publicznej i może mieć nawet poważne konsekwencje prawne oraz finansowe, np. w stosunku do osób, które są skazane na przegrane procesy z agentami, pomimo, iż sami znają rzecz z autopsji, a nawet mają swoje własne dowody. Co z tego, kiedy chroniony współcześnie agent ma kwit z IPN, że nie współpracował.

Oficerowie WSI razem z pracownikami IPN niszczyli dokumenty tajnych służb PRL. (…)

Ustawa o powołaniu IPN zawiera zapis blokujący dekonspirowanie najbardziej wpływowej agentury PRL. Szef UOP i minister obrony narodowej mogli zastrzec, że do przekazywanych przez nich do IPN dokumentów nikt poza wskazanymi przez nich osobami nie będzie miał dostępu.

Powstanie zbioru zastrzeżonego IPN było doskonale zaplanowanym wprowadzeniem kontroli tajnych służb nad działalnością IPN. Chodziło przede wszystkim o ochronę danych agentury, głównie osób publicznych (…) Skutek był taki, że wiele osób publicznych pozytywnie przeszło lustrację. Zbioru zastrzeżonego nie uwzględniono także w trakcie śledztw historycznych prowadzonych przez IPN.

Większość tajnych współpracowników służb PRL czynnych obecnie w biznesie, mediach czy polityce pozostała niezdemaskowana. Gdy SB w 1989 r. zaczęła niszczyć swoje archiwa (przede wszystkim zaczynając od tych dotyczących najbardziej wpływowych osób), kopie trafiały do ZSRR.

Tajne rosyjskie służby używały i używają akt uzyskanych od służb PRL do działań werbunkowych w Polsce…”

całość tu: Zbiór zastrzeżony IPN…

podobne: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia oraz: Judejczykowie, durnie, zdrajcy, legaci, watahy, notariusze – Stanisław Michalkiewicz o atrapie państwa.

2. IPN pozoruje śledztwo na Łączce

„…Posiłkując się językiem prawniczym: nie podejmuje się czynności procesowych zmierzających do kompleksowego i ostatecznego wyjaśnienia zbrodni dotyczącej wszystkich zrzuconych na Łączce ofiar.

Śledztwo w tym zakresie nie jest prowadzone, bo nie może być – wobec przyjętej przez IPN wadliwej wykładni prawnej. W swoim piśmie potwierdza to nawet Andrzej Arseniuk: „prokurator (zarówno prokuratury powszechnej, jak i IPN‑u) nie ma żadnych uprawnień do zarządzenia przeniesienia grobu”. Chodzi oczywiście o groby powstałe w górnej części Łączki – nad dołami śmierci – na mocy decyzji dyktatora stanu wojennego Wojciecha Jaruzelskiego w celu zatuszowania popełnionej tam przez jego kolegów w latach 40. i 50. zbrodni komunistycznej. Dlatego te groby, m.in. w opinii adwokata Piotra Łukasza Andrzejewskiego, są nielegalnie. I jako takie nie powinny stanowić przeszkody w ekshumowaniu z dołów pod nimi wszystkich Żołnierzy Wyklętych-Niezłomnych. A przeprowadzenie tej priorytetowej dla wolnej i niepodległej Rzeczypospolitej operacji jest głównym celem powstania i działania Fundacji „Łączka”.

Andrzej Arseniuk na dowód tego, że prokuratura IPN‑u rzekomo nie może przenieść grobów z górnej części Łączki, powołuje się na negatywne opinie na ten temat innych podmiotów. Takich opinii jednak nie znamy. Bo jeśli mówimy o tych samych opiniach, które Fundacja „Łączka” uzyskała od IPN‑u w trybie dostępu do informacji publicznej, a więc piśmie wojewody mazowieckiego z 12 maja 2014 r., piśmie prezydenta m.st. Warszawy z 21 maja 2014 r. i piśmie ministra sprawiedliwości z 6 czerwca 2014 r. – w żadnej z nich nie jest napisane, że w obecnym stanie prawnym groby z górnej części stanowią niewzruszalną przeszkodę do ekshumacji szczątków Żołnierzy. Każda z tych opinii stwierdza, że ekshumacji może dokonać prokurator IPN‑u w ramach prowadzonego przez siebie śledztwa. Warunkiem jest oczywiście wszczęcie takiego śledztwa.

To logiczne – prokuratura IPN‑u właśnie po to powstała, właśnie po to została wyodrębniona z prokuratury powszechnej, aby ścigać zbrodnie popełnione na narodzie polskim, w tym zbrodnie komunistyczne. A chyba nikt nie ma wątpliwości, że na Łączce mamy do czynienia ze zbrodnią komunistyczną. Dlatego prowadzenie w tej sprawie śledztwa jest nie tylko prawem, ale i obowiązkiem IPN‑u. Tymczasem IPN od takiego obowiązku się uchylił i wciąż się uchyla...”

całość tu: wzzw.wordpress.com

podobne: Śledztwo w sprawie „śmierci nieustalonych osób” czyli… Prokuratura zabrania prof. Szwagrzykowi ekshumacji ofiar zbrodni komunistycznych (uwaga!) na wniosek samego IPN. oraz: Poszukaj informacji o swoich przodkach. IPN stworzył Centrum Informacji o Ofiarach II Wojny Światowej.

…Dokładnie pamiętam jaka była moja pierwsza myśl kiedy ogłoszono powołanie tej instytucji do życia. Bo jeżeli władza wywodząca swój rodowód z postkomuny powołuje organ do ścigania „swoich” przestępstw, w którego akcie założycielskim zapisuje się takie kwiatki jak art. 39 „…Odpowiednio szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i szef Agencji Wywiadu lub Minister Obrony Narodowej może zastrzec, na czas określony, że do określonych dokumentów nie może mieć dostępu żadna inna osoba poza wyznaczonymi przez nich przedstawicielami, jeżeli jest to konieczne dla bezpieczeństwa państwa…”, to można to tylko w jeden sposób skonkludować – ustawka, pozoracja i kontrola. Ma to ten sam głęboki sens, jaki zawiera słynne powiedzenie „złodziej najgłośniej krzyczy łapaj złodzieja”. Ten instytut powstał wyłącznie po to by trzymać łapę nad przeszłością i suflować ludziom wyłącznie wybrane z niej elementy – takie które nie zaszkodzą starej/nowej władzy. Dlatego warto w tym miejscu podziękować i wspierać wszelkie PRYWATNE (i niezależne w żaden sposób od pieniędzy „publicznych”) inicjatywy dążące do poszukiwania, rozpowszechniania i kultywowania prawdy… (Odys)

PS… „IPN pod koniec czerwca odrzucił wniosek rodzin pomordowanych o przesłuchanie osoby posiadającej wiedzę na temat nieznanych do tej pory okoliczności śmierci polskich jeńców w Kazachstanie 1940 r. O sprawie pisze „Gazeta Polska Codziennie”.

Pion prokuratorski IPN zajmujący się zbrodnią katyńską nie przesłucha emerytowanego funkcjonariusza służb Piotra Wrońskiego, który twierdzi, że podczas swojej pracy w UOP w latach 1989–1993 posiadł wiedzę o okolicznościach przetrzymania, zamordowania oraz pochowania w zbiorowych mogiłach czterech tysięcy Polaków zamordowanych na rozkaz Stalina…” (więcej tu: IPN nie chce informacji o stalinowskich zbrodniach)

podobne: Tomasz Sommer: „Operacja Polska” czyli rozstrzelać Polaków! oraz: „Psy Stalina” Nikity Pietrowa – kelejdoskop zbrodniarzy i anatomia zbrodni

3. Grabież, grabież, grabież!

„…Zjawisko to można chyba tylko porównać do tego, jakie zaznali mieszkańcy średniowiecznej Europy z najazdów mongolskich czy tatarskich. Nawet Huno/Wandalowie nie dokonywali takich zniszczeń wkraczając, zdobywając tereny wspóczesnej im Europy IV/V w.

To co wyczyniali Sowieci na terenach czysto polskich oraz tych przyznanych czyli tzw Odzyskanych po prostu nie mieści się nawet w kategorii … grabieży, gdyż miało to przebieg, charakter czegoś, na co aż trudno znależć właściwe określenie. Totalne wyszarpywanie wszystkiego, co miało jakakolwiek wartość, ładowanie na wagony i na wschód. Wszystkiego w dosłownym tego słowa rozumieniu.

W ten sposób rozgrabiono, rozkradziono resztkę tego co jeszcze pozostało po sześcioletniej dewastacji, wojennej eksploatacji za Niemca czyli nie tylko resztówki po COP.

Generalnie dość trudno jest wycenić wielkość szkód, strat poniesionych przez Polskę, gdyż prl’wskie szumowiny do 89 roku skrzętnie zamazywały te dane. A potem tzw III RP nie kwapiła się do poczynienia tych rachunków.

Tak więc metoda wyliczenia jest trudna, ale możliwy jest szacunek wielkości tych strat, szkód grabiezy sowieckiej po 45r. To na dziś daje wielkość ok. 60 mld $,( bez odsetek!!!) nie wliczając w to majątku zagrabionego z terenów tzw odzyskanych oraz tego rozkradzionego po 17 września 1939 na Kresach wshodnich.

Dziś dzieci, wnuki i prawnuki tej jakże dla Polski kosztownej kominterowsko/służalczej agentury nad Wisłą nadal są w głownym rozdaniu. Ba! Usiłują nas pouczać, rugać, zawstydzać. Uczą nas nawet … tolerancji i poprawnego pojmowania historii, ekonomii! I o zgrozo … patriotyzmu!…”

całość tu: Straszliwa cena za przywleczone nad Wisłę stalinowsko/kominternowskie szumowiny

podobne: Leszek Żebrowski: 1945 rok – wyzwolenie czy początek nowej okupacji? oraz: Rosyjska Gazeta: „AK zabijała czerwonoarmistów” (publikacja dokumentów o AK). IPN odpowiada na rosyjską prowokację. Żołnierze Wyklęci i ostatnie polskie powstanie. i to: Rosja: „Dzień zwycięstwa” demonstracją siły. Merkel oddaje hołd żołnierzom radzieckim („Tagesspiegel” krytycznie o pomijaniu w Niemczech zbrodni Stalina). Putin usprawiedliwia pakt Ribbentrop-Mołotow a Niemców uznaje za „ofiary nazizmu”(!). Łukaszenka: „w świecie zwycięża nie siła prawa, a prawo siły”. a także: „Pamiętna wiosno wojny, wiosno urodzaju!”. Prawdziwe oblicze kampanii rosyjskiej z 1812 roku

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną.


1. 1920 – zapomniany appeasement i murzyńskość zachłyśniętych zachodem…

Staram się widzieć siebie samego -jako Polaka- bez sentymentów  i szczególnych względów. Krytyczny ogląd mojej narodowej tożsamości nigdy nie jest jednak powodem do samobiczowania, co jest modną perwersyjną rozrywką wielu medialnych pozerów. Obiektywizm w ocenie polskich wad różni się dla mnie zasadniczo od salonowego masochizmu na pokaz. Lizusostwo wobec tak zwanych lepszych nacji, każe wielu zakompleksionym krajowym pseudointelektualistom wyrażać się z pogardą o rodakach. Odraza budzi ciągłą konieczność obrazy. Nienawistnik czuje się wciąż obrażany utożsamianiem go z polskością, więc ciągle musi obrażać tę swoją wstydliwą przynależność. Intryguje mnie jednak nie tyle sam ten psychospołeczny fenomen, ile jego pochodzenie. Znakomitą pracą, która pozwala zrozumieć tę przypadłość współczesnych anty-Polaków, jest tom profesora Andrzeja Nowaka  „Pierwsza zdrada Zachodu. 1920 – zapomniany  appeasement”. Ograniczenie czasowe zawarte w tytule jest nieco zwodnicze. Wartość tej książki nie polega wyłącznie na wnikliwej analizie zdradzieckiej polityki państw zachodnich wobec polskich aspiracji niepodległościowych w roku wojny odrodzonej Rzeczypospolitej z bolszewicką Rosją. Autentyczny autorytet profesora z Krakowa skłonił mnie w rozmowie z nim do pytań o narzucające się analogie do czasów współczesnych. Następstwa tamtych sprzeniewierzeń, zaprzaństw i nielojalności są widoczne do dziś. Idealizm polskości przetrwał jednak wszystko, więc wypada mieć nadzieję, że nie jest śmiertelny, ożywiany przez Polaków, którzy wciąż są wierni, jednak oby już bez naiwności zdradzonych o świcie…

(…) 

Słowo „appeasement” zostało spopularyzowane właściwie dopiero w 1938 roku w związku z konferencją w Monachium, która w odróżnieniu od tej „pierwszej zdrady Zachodu” z 1920 roku, została lepiej zapamiętana. Lepiej to znaczy dokładniej i z pewnym zawstydzeniem, że jednak porozumienie z Hitlerem na Konferencji w Monachium zawarte przez premiera Wielkiej Brytanii Neville’a Chamberlaina i premiera Francji  Édouarda Daladiera okazało się nie tylko moralnie obrzydliwe, ale też głupie. Nic nie dało po prostu. Przedłużyło pokój, który z taką dumą ogłosił Neville Chamberlain wracając do Londynu z konferencji, na której sprzedał Czechosłowację Hitlerowi, na raptem kilka miesięcy. Hitler oczywiście nie ograniczył swojego apetytu jak każdy totalitarny barbarzyńca tylko do małego kawałka tortu. Chciał połknąć cały tort, czyli całą Europę. To samo dotyczyło właśnie Rosji Sowieckiej w 1920 roku, czego Lloyd George nie rozumiał. Potem mamy następny rozdział appeasementu, również bardziej znany niż ten z 1920 roku, czyli Jałtę. To jest też appeasement czyli „zaspokajanie”, bo to znaczy w istocie to słowo: zaspokajanie totalitarnego agresora kosztem słabszych jego sąsiadów przez zachodnie mocarstwa.

A w jaki sposób Polska Piłsudskiego i Dmowskiego broniła się przed wiarołomstwem liberalnych mocarstw?

Decydujące znaczenie miało to, że Polska zmobilizowała się do samoobrony, jeżeli można tak powiedzieć. To znaczy, że ten mniej więcej milion żołnierzy, który stanął pod bronią w 1920 roku nie zdezerterował, nie załamał się tym brakiem jakiegokolwiek poparcia ze strony Wielkiej Brytanii. Trzeba powiedzieć, że nie cały Zachód nas zdradził w tym momencie. My Polacy wykorzystaliśmy pomoc moralną i materialną, jaką uzyskaliśmy od Francji. Ta francuska pomoc moralna polegała na obecności 700 oficerów francuskich rozproszonych przy oddziałach polskich  broniących Warszawy i kraju przed bolszewikami w sierpniu 1920 roku, ale także na sprzęcie zakupionym do lata 1920 roku we Francji. To nie były żadne dary, to było przez Polskę kupione za ciężką gotówkę lub na kredyt, potem spłacany. Ta właśnie mobilizacja, umiejętne wykorzystanie tych szans, które dawało porozumienie z Francją przede wszystkim, spowodowało, że Polska się obroniła wbrew Lloyd George’owi. Ale to warto pamiętać, że latem 1920 roku, premier brytyjski i społeczeństwo brytyjskie, zwłaszcza jego lewicowe kręgi, związki zawodowe i Labour Party …

Sabotowały polskie dążenia …

Tak, robiły wszystko, żeby Polska upadła. Nie było możliwości wysyłania jakichkolwiek dostaw sprzętu wojskowego do Polski latem 1920 roku, bo występowali przeciwko temu dokerzy brytyjscy. A zablokowali drogę do Polski od południa Czechosłowacy. Ich rola w 1920 roku jest wyjątkowo ohydna, powiedziałbym, że jeszcze bardziej ohydna niż rola Brytyjczyków. To zasługuje na osobną książkę, ale tu mówię głównie o polityce brytyjskiej i amerykańskiej.

(…)  

Mamy tutaj w naszym regionie taki kocioł narodowościowy, polityczny. Z jakiego powodu ta prawdziwa niepodległość narodów w środku Europy to jest kwestia tak drażniąca Zachód? Dlaczego pojawiły się nawet takie określenia, które Pan cytuje: „these  cursed small  states”,  „te przeklęte, małe państwa” ?

(…) Ten okrzyk to poczucie  beznadziejności Europy Wschodniej, która przeszkadza tylko Zachodowi. Dlaczego przeszkadza? Cóż, występuje tu połączenie dwóch elementów – ignorancji i arogancji. Ignorancję najlepiej wyraża powiedzenie premiera Chamberlaina z konferencji w Monachium o Czechosłowacji:  „Przecież nie będziemy wywoływać wojny o kraj daleki, o którym nic nie wiemy”. A mówił to o kraju w samym środku Europy. I drugie powiedzenie prezydenta Roosevelta, wyjątkowo ciemnej, ohydnej, obrzydliwej postaci,  jeśli idzie o stosunek do Polski. Na równi  go stawiam z Lloydem Georgem. Roosevelt  w Jałcie mówił: „Polska przeszkadza nam od pięciuset lat”. Mówił to prezydent kraju, który istniał dopiero sto siedemdziesiąt lat  – wtedy,  w czasie konferencji jałtańskiej.

(…)

…za Niemcami są tylko barbarzyńcy, dzikie pola. Nic tam nie ma.

„Dalekie kraje, o których nic nie wiemy.”

Tak, a dalej jest Rosja. Rosja, która zamieszkują barbarzyńcy z punktu widzenia zachodnich elit, ale za to barbarzyńcy, którzy potrafili zbudować silne imperium. Trzeba się z nimi liczyć. Rosja jest traktowana inaczej niż Niemcy, ale też poważnie.  W początku XXI wieku to się zmieniło, bo Rosja zyskała ten element szacunku i podziwu, który miały Niemcy na początku XX wieku. Kultura rosyjska stała się wizytówką i swego rodzaju legitymacją w oczach elit zachodnich. Pamiętam taki szokujący dla mnie komentarz, kiedy kraje naszego regionu weszły do Unii Europejskiej w maju 2004 roku. Na łamach literackiego dodatku „Sunday Timesa” w Londynie ukazał się ogromny esej amerykańskiego historyka. Wywodził  on, że bardzo źle się stało, iż kraje takie jak Polska, Węgry, Czechy przystąpiły do Unii Europejskiej, bo to odsuwa Rosję, kraj wielkiej kultury. A te kraje nic przecież, żadnej kultury nie mają. Tak jakby ten człowiek, należący przecież do kulturalnej elity amerykańskiej, nie słyszał  nigdy o Chopinie, o Bartoku, o Dworzaku. Nie mówię już o literaturze, ale język muzyki jest bardziej uniwersalny. On słyszał tylko Czajkowskiego, Szostakowicza i Strawińskiego, nie wiedząc naturalnie, choć szkoda jako historyk, że Szostakowicz, czy Strawiński byli z pochodzenia Polakami.

Cytujemy współczesne elity intelektualne, płynnie przeszliśmy do naszych czasów. A chciałbym przypomnieć, że takie dyskredytujące Polaków epitety pojawiają się w ustach naszych polityków. No, bo jeżeli mówimy o Kafirach, to pojawiło się w wypowiedzi byłego szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego słowo o naszej „murzyńskości”.  Eksminister postawił trafną diagnozę, czy to jest raczej świadectwo jego własnego mentalnego zniewolenia?

Myślę, że mówił po prostu o sobie. Najczęściej to, co mówimy przede wszystkim świadczy o nas, a nie o tych, o których mówimy. Ja w tej chwili też wystawiam głównie sobie świadectwo. Sądzę, że część polskich elit przyjmuje taką perspektywę uległości i podporządkowania. Perspektywę, którą niektórzy nazywają postkolonialną czy kolonialną, że „my zawsze gorsi, musimy się kłaniać, my nic nie umiemy, dopiero muszą przyjść i nas nauczyć”. Część natomiast traktuje nasze relacje z Zachodem w sposób bardziej normalny. Jest wiele rzeczy, których od Zachodu powinniśmy się uczyć i jest wiele takich rzeczy w zachodnich elitach, które powinniśmy piętnować i przypominać Zachodowi, że właśnie zdradza swoje ideały. Myślę, że taką rolę też powinniśmy pełnić w relacjach z Zachodem, a nie tylko kulić się pod razami intelektualnymi, czy pod szpicrutą, którą elity zachodnie chciałyby nas okładać. Tutaj zresztą dodam taki drobiazg. Czasem 1920 rok niektórzy pamiętają przez pryzmat znanej książki lorda D’Abernona, lidera misji między-alianckiej wysłanej w 1920 roku w lipcu do Warszawy. W tej książce bitwa z bolszewikami jest uznana za 18 decydującą bitwę świata. Możemy podbechtać swoje ego, jak to dobrze pisze o nas lord D’Abernon. Niestety, badałem jego listy wysyłane na bieżąco z Warszawy. One na początku odzwierciedlają dokładnie ten punkt widzenia, że Polacy to ludzie, którzy nic nie potrafią i trzeba postawić nad każdym Polakiem jednego nadzorcę, tak jak w Egipcie. Mówił to, bo wcześniej był gubernatorem w Egipcie. Ale stopniowo zmieniał swój pogląd, bo był na miejscu w Warszawie w tych gorących dniach i on, inaczej niż Lloyd George, zmienił swój punkt widzenia. Dobrze by było, żebyśmy nie przyjmowali  punktu widzenia na Polskę tych, którzy siedzą w Londynie, w Nowym Jorku, czy w Paryżu i nigdy w Polsce nie byli. Nie widzieli, jak różni są Polacy. Są tacy, którzy zasługują na określenie „murzyńskość”. Być może nawet część elit. Ale są też tacy, którzy z pewnością na to nie zasługują.

(…)

Pan cytuje określenie Stalina, który nazwał Polskę „przepierzeniem” do Niemiec, a ja się zastanawiam, czy wciąż nad naszym krajem nie wisi taka właśnie „stalinowska klątwa” tego określenia.

No cóż, ona się nie wiąże ze Stalinem. To jest  geopolityczne dziedzictwo rozbiorów i kiedy czytam, słucham wypowiedzi Putina, skierowanych do niemieckich odbiorców, a bardzo często prezydent Putin kontaktuje się mediami niemieckimi, to zawsze nawiązuje do takiej właśnie metafory,  a mianowicie odwołuje się do tych „złotych pięknych czasów”. Odwołuje się nie do paktu Ribbentrop – Mołotow, co byłoby politycznie niepoprawne, ale do czasów kanclerza Bismarcka i kanclerza Gorczakowa, czyli do XIX w. kiedy, jak podkreśla prezydent Putin, Europa miała się najlepiej, była w rozkwicie, wszystkie imperia kwitły i Rosja kwitła.

„Piękny koncert mocarstw”, ale nie dla nas – piękny.

Piękny koncert, bo przecież między Rosją a Niemcami, nie było nic, była tylko granica. Do tego zachęca publiczność niemiecką Władimir Putin. No cóż, pozostaje nam nie tylko mieć nadzieję, że nie zachęci, ale pozostaje nam pracować wytrwale, żeby przypominać publiczności niemieckiej, ale także brytyjskiej i francuskiej, że tego rodzaju pokusy źle się kończą dla nich samych.

Cytowałem Stalina, ale w Polskiej debacie publicznej pojawia się czasem bardziej brutalne określenie niż „przepierzenie”. Mianowicie, mówi się czasami, że po zagadkowej tragedii smoleńskiej  jesteśmy „wycieraczką we wspólnym domu Berlina i Moskwy”. Pan by się zgodził z takim radykalnym określeniem naszej dotychczasowej polityki zagranicznej?

Nie do końca rozumiem metaforę „wycieraczki”. Spotykam się z nią pierwszy raz. Rozumiem, że można tam wycierać te zabłocone buty, z krwi także, chociaż przypominam sobie także metaforę, której użył znany dzisiaj polityk, pan Donald Tusk w swoim eseju publikowanym w „Znaku” w 1987r.

„Polskość to nienormalność” .

„Polskość to nienormalność”, ale tam właśnie mówi o tym, że jesteśmy takim „korytarzem”, w którym „brudne buciory” ciągle wycierają sobie nasi sąsiedzi i że byłoby dobrze, gdybyśmy właśnie mogli uniknąć tego stanu. Oczywiście wszyscy chcielibyśmy tego stanu, realności tej metafory, uniknąć. Pytanie jak właśnie zmienić ten stan rzeczy? Myślę, że należy zmienić nasze stosunki, przede wszystkim z zachodnim naszym sąsiadem i nie zapominać o tej pracy. Jeszcze raz to powtórzę:  elitom zachodnim, społeczeństwom zachodnim, ogólnie rzecz biorąc, trzeba przypominać, że na wschód od Niemiec jest coś jeszcze więcej oprócz Rosji, że są tam jakieś kraje. Myślę, że jedenaście lat naszej obecności w Unii, ta niestety tragiczna dla Polski emigracja, masowa emigracja setek tysięcy młodych, zdolnych Polaków na Zachód, paradoksalnie odgrywa być może pod tym względem pozytywną rolę, w kontaktach ze swoimi zachodnimi rozmówcami. Jest co raz więcej polskich studentów na uczelniach brytyjskich, niemieckich, amerykańskich. To powoduje pewnego rodzaju „osmozę ideową”. Są ci Polacy gdzieś na zachodzie Europy i mówią, że jest Polska. Tam często jest inaczej niż w kraju, niż w tej części krajowych mediów opiniotwórczych. Ci młodzi ludzie stykając się  z pytaniem- „A skąd wy jesteście?”- szukają korzeni i odkrywają je. Wtedy przyznają się stopniowo z dumą:  „tak, jestem z Polski”.  I tak niejako bronią nas przed powtórką z „appeasementu”.

Neutralnoscrozmawiał Bogdan Zalewski

całość tu: Irokez Murzyna

polecam również: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

podobne: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa. oraz: „Orzeł niezłomny” o marginalizowaniu przez Zachód tragicznych doświadczeń Polaków w czasie wojny.

W kontekście aluzji Pana profesora do czasów współczesnych i zachowania się zachodu na tle konfliktu ukraińskiego polecam również: Porozumienia genewskie sukcesem Rosji i klęską państw zachodnich. Sueddeutsche Zeitung: „Putin maszeruje, Zachód tylko reaguje”. i to: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego. oraz: Rosja: „Dzień zwycięstwa” demonstracją siły. Merkel oddaje hołd żołnierzom radzieckim („Tagesspiegel” krytycznie o pomijaniu w Niemczech zbrodni Stalina). Putin usprawiedliwia pakt Ribbentrop-Mołotow a Niemców uznaje za „ofiary nazizmu”(!). Łukaszenka: „w świecie zwycięża nie siła prawa, a prawo siły”.

2. Rachunek z bolszewickiej inwazji ciągle czeka na wystawienie…

„…Ostatnio z racji 75 rocznicy rozpoczęcia wywózki Polaków na Sybir i dokonania zbrodni katyńskiej nadano kolejną powtórkę programu Wołoszańskiego o zbrodniach Stalina i Berii /tak jakby to tylko oni ponosili za nie odpowiedzialność/.

(…)

…masowe deportacje Polaków w 1940 roku były poprzedzone licznymi aresztowaniami i mordowaniami w roku 1939. Objęły one nie tylko tych którzy stawiali zbrojny opór bolszewickiej inwazji we wrześniu 1939 roku, ale wielu znajdujących się na przygotowanych przez ich agentury listach proskrypcyjnych, a nawet osobach przygodnych.

(…)

Już w czasie wojny były zarówno przez armię Andersa, rząd w Londynie i władze krajowe polskiego państwa podziemnego, zbierane dane na temat liczby wywiezionych. PRL starannie unikała tego tematu stwierdzając że na „gościnnej ziemi radzieckiej Polacy znaleźli schronienie”, a po wojnie byli repatriowani.

Nie mniej istnieją dane statystyczne dotyczące tych którzy ocaleli i udało im się wydostać z tej „gościnnej” ziemi.

Jednym z licznych, a szczególnie haniebnych grzechów „III Rzeczpospolitej” jest fakt że mimo posiadania licznych i kosztownych służb nie dokonała ona starannego wyliczenia ofiar bolszewickiej agresji w stosunku do Polski począwszy od 17 września 1939 roku, a także w latach poprzedzających ją czyli od chwili objęcia władzy przez bolszewików.

(…)

Naród polski ma prawo otrzymania możliwie pełnej informacji na temat swojej historii ze szczególnym uwzględnieniem najbardziej zafałszowanej historii najnowszej.

I temu dziełu powinny być poświęcone prace licznych instytucji zajmujących się dotąd sprawami bagatelnymi i podrzędnymi, a między innymi również działalność informacyjna z TVP „Historia” włącznie.

Odrębną sprawą jest obowiązek przedstawienia przez autorytatywne władze polskie pełnego zestawienia naszych strat i krzywd poniesionych w wyniku wspólnej agresji niemiecko sowieckiej.

Takie opracowanie zawierające wszelkie niezbędne informacje powinno być opublikowane w postaci dokumentu mającego moc ustawy i stanowić podstawę dla niezbitego polskiego prawa do zadośćuczynienia.

Ponad wszelką wątpliwość napaść na Polskę we wrześniu 1939 roku była wspólnym dziełem Niemiec i Sowietów działających w zbrodniczej zmowie. Obydwa te kraje złamały obowiązujące je traktaty z Polską i prawo międzynarodowe. Pozostaje zatem w mocy polskie żądanie uznania winy i poniesienia wszelkich konsekwencji materialnych i niematerialnych związanych z tym przestępstwem przez jego sprawców, lub prawnych następców. Orzeczenie sądowe może być wydane przez powołany specjalnie trybunał lub istniejące sądy międzynarodowe.

Dla Polski istotne znaczenie ma prawne ustalenie charakteru i rozmiarów zbrodni zarejestrowane jednoznacznie w narodowej pamięci.

Polska ma prawo, a jej legalne i prawdziwe przedstawicielstwo – obowiązek przedstawienia całemu światu rachunku ofiar i strat, a także kosztów /to ostatnie stanowi jedyny bodajże język zrozumiały w tzw. „zachodnim świecie”/ naszego pierwszego i bezprecedensowego oporu w stosunku do grabieżczych sił zagrażających bytowi cywilizowanego świata.

Andrzej Owsiński • naszeblogi.pl  całość tu: wzzw.wordpress.com

podobne: Tomasz Sommer: „Operacja Polska” czyli rozstrzelać Polaków! oraz: Instytut Pamięci… Nietykalnej: „Zbiór zastrzeżony”, POzorowanie śledztwa na „Łączce” i niepotrzebna wiedza o zbrodniach stalinowskich. „Wyzwolenie” PO sowiecku. i to: Leszek Żebrowski: 1945 rok – wyzwolenie czy początek nowej okupacji?

3. Niech cała Polska tworzy politykę historyczną.

„…Budowa świadomej i odpowiedzialnej polityki historycznej, opartej na prawdzie, to zadanie niesłychanie istotne do którego powołany jest każdy obywatel. Realizacja tego zadania wymaga jednak przede wszystkim zaangażowania trzech elementów: edukacji w szkołach, nowoczesnych środków komunikacji oraz polityków. Ich współdziałanie na odpowiednich poziomach może przynieść znakomite efekty.

Jak podkreśla wielu nauczycieli i rodziców, a także sami uczniowie, edukacja historii z powodu źle zorganizowanego rozkładu zajęć w najlepszym wypadku kończy się na I wojnie światowej, a historia Polski po tej dacie, a zwłaszcza po 1945 roku jest robiona po łebkach, choć to właśnie w tym okresie Polska i Polacy przeżywali największe dramaty – okupację niemiecką i sowiecką, a potem komunistyczne zniewolenie. Opuszczając szkolne mury duża część absolwentów ma niewielkie pojęcie o historii Polski w XX wieku.

(…)

Także politycy mają ogromną rolę do odegrania, zwłaszcza jeśli chodzi o wizerunek naszego kraju na świecie. Polska musi skutecznie bronić swojej racji stanu nie tylko za oceanem, ale także tu w Europie. Fiasko polityki historycznej ma dziś swoje konsekwencje w relacjach z Litwą, Ukrainą, a także wbrew oficjalnej propagandzie także Niemczech, czego dowodem był szkalujący Polskę serial „Nasze matki, nasi ojcowie”, który skwapliwie wyemitowała TVP.

Obecna ekipa rządząca nie potrafiła też twardo wyartykułować tak oczywistych rzeczy jak ludobójczy wymiar zbrodni katyńskiej i rzezi wołyńskiej, zastępując je politpoprawnymi eufemizmami.

(…)

Przy obecnej dostępności internetu i ogromnej roli jaką odgrywa dziś kultura masowa budowanie świadomości historycznej wśród Polaków jest łatwiejsze niż kiedykolwiek. Jeszcze kilka lat temu na próżno było szukać raperów śpiewających o Żołnierzach Niezłomnych i sklepów z patriotyczną odzieżą. A właśnie w ten sposób najłatwiej i najszybciej dotrzeć zwłaszcza do młodego pokolenia.

Budowaniu właściwych postaw służą także filmy, co bardzo dobrze pokazuje przykład Stanów Zjednoczonych. Amerykanie przez ostatnie dziesięciolecia nakręcili setki filmów i seriali opowiadających o walce z państwami Osi (często wyolbrzymiając swoje zasługi), co pozwoliło im stworzyć mit państwa, który wziął na siebie cały ciężar walki z hitleryzmem…”

Marcin Strzymiński • wpolityce.pl  całość tu: wzzw.wordpress.com

…z uwagi na to że politycy albo mają we d… politykę historyczną, albo traktują historię w sposób wybiórczy – fałszując fakty lub przeinaczając je dla wygody tudzież ochrony partyjnych lub prywatnych interesów, osób i środowisk powiązanych ideowo bądź z racji rodowodu z władzą, ideą bądź ludźmi która Polskę okupowała, wyzyskiwała i grabiła (często mordując przy tym tysiące Polaków) – należy odebrać politykom monopol na kształtowanie opinii publicznej w tym zakresie, a tym bardziej na edukację. Historią powinni zajmować się przede wszystkim ludzie prywatni nie związani z żadnym politycznym środowiskiem (a to jest ściśle związane ze źródłem finansowania). Co na szczęście w dobie internetu jest coraz bardziej powszechne, pełniąc obok edukacyjnej pożyteczną funkcję kształtowania świadomości narodowej.

W tej chwili należy bardzo krytycznie podchodzić do tego co nam tzw. „publiczne” ośrodki badań nad historią (z nadania państwowego) przedstawiają do „wierzenia”, zwłaszcza jeśli ma to formę opinii.

podobne: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” oraz: „Niezbędnik Historyczny” Lewicy i to: „Die Welt” broni AKowców a także: Rosyjska Gazeta: „AK zabijała czerwonoarmistów” (publikacja dokumentów o AK). IPN odpowiada na rosyjską prowokację. Żołnierze Wyklęci i ostatnie polskie powstanie. i jeszcze: Pakt Ribbentrop-Mołotow i wybiórcza pamięć lewicy. polecam również: Polscy historycy zbulwersowani niemiecko-rosyjskim podręcznikiem.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Leszek Żebrowski: 1945 rok – wyzwolenie czy początek nowej okupacji?


„W ramach „Praskich spotkań z historią” – cyklu edukacji historycznej w Urzędzie Dzielnicy Praga-Północ m.st. Warszawy, przy ul. Ks I. Kłopotowskiego, odbył się kolejny wykład zorganizowany przez Stowarzyszenie KoLiber oraz władze tej dzielnicy. 

Tematem wykładu była sytuacja w Polsce w latach 1944-1945 roku.

„Polska Rzeczpospolita Ludowa istnieje nadal” – mówił historyk – „chociaż już się tak nie nazywa. Zostały zachowane instytucje, zasoby kadrowe, ci sami ludzie, tylko teraz są dwa szczeble wyżej. Ci, co byli porucznikami w bezpiece są pułkownikami w służbach. Ci co byli w Informacji Wojskowej, WSW teraz są w organach służb wojskowych. Nie odcięliśmy się od tej przeszłości i za to trzeba płacić”.

„To całe zło czyli komunizm w Polsce, jego panowanie, eksterminacja tych, którzy ocaleli z okupacji niemieckiej, ma swoje korzenie wcześniej. Nie zaczęło się od wejścia Armii Czerwonej w 1945, ale w 1939 roku. Wtedy Polska została napadnięta przez dwa mocarstwa ideologiczne. Pierwszy raz w dziejach zdarzyło się, że nie potęga militarna czy polityczna podbija jakieś państwo, zniewala daną społeczność, nawet eksterminuje część tej społeczności, tu doszła ideologia. Bez jej zrozumienia nie zrozumiemy tego, co zrobili z nami”. – podkreślił. 

„W nocy z 3 na 4 stycznia 1944 roku, kiedy weszła Armia Czerwona na ziemie II Rzeczypospolitej, rozpoczynała się nowa, sowiecka okupacja, jednocześnie było to inne, autentyczne wyzwolenie spod poprzedniej okupacji – niemieckiej. Zmiana okupacji nastąpiła w sposób płynny, nawet niezauważalnie. Jedni wyszli, drudzy weszli”.

Partnerem cyklu „Praskie Spotkania z Historią” jest stowarzyszenie Studenci dla Rzeczpospolitej, a patronami medialnymi są: „wSieci Historii”, „Polska Niepodległa”, Blogpress.pl, wPolityce.pl, Prawapolityka.pl, PCh24.pl, „Myśl Praska” i „Kurier Praski”. 
źródło: wzzw.wordpress.com
Komunizm, ZSRR, Koń trojański

Rosja: „Dzień zwycięstwa” demonstracją siły. Merkel oddaje hołd żołnierzom radzieckim („Tagesspiegel” krytycznie o pomijaniu w Niemczech zbrodni Stalina). Putin usprawiedliwia pakt Ribbentrop-Mołotow a Niemców uznaje za „ofiary nazizmu”(!). Łukaszenka: „w świecie zwycięża nie siła prawa, a prawo siły”.


1. Rosja – Putin: hitlerowska awantura była straszną lekcją dla świataGlukhovsky: Rosja wskrzesza stare zwycięstwa, bo nowych nie maUkraina – Poroszenko: świat bojkotuje Rosję

09.05. Moskwa (PAP) – Podczas uroczystości upamiętniających 70. rocznicę pokonania III Rzeszy prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył w sobotę, że hitlerowska awantura była straszną lekcją dla świata, który nie od razu dostrzegł śmiertelne zagrożenie w ideologii nazizmu.

Putin przestrzegł też przed próbami budowy jednobiegunowego świata. Wezwał również do stworzenia – jak to ujął – systemu równego bezpieczeństwa dla wszystkich państw.

Prezydent Rosji powiedział to przemawiając podczas defilady wojskowej na Placu Czerwonym w Moskwie, upamiętniającej 70. rocznicę zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami w II wojnie światowej.

Tę największą w historii Rosji paradę Putin odebrał w towarzystwie weteranów tamtej wojny, premiera Dmitrija Miedwiediewa i ministra obrony, generała armii Siergieja Szojgu. Ten ostatni wcześniej sprawdził gotowość wojsk do defilady.

Wśród zgromadzonych na trybunie obok Mauzoleum Lenina byli przywódcy 23 z zaproszonych 68 państw, w tym m.in. prezydenci Chin, Indii, RPA, Egiptu, Kuby, Kazachstanu, Azerbejdżanu i Serbii. Byli tam także sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun i szefowa UNESCO Irina Bokowa.

Ze względu na rolę Rosji w konflikcie na Ukrainie zdecydowana większość liderów krajów zachodnich nie przyjęła zaproszenia od Putina na obchody Dnia Zwycięstwa. Kilku – m.in. prezydent Czech Milosz Zeman i premier Słowacji Robert Fico – przyjęło zaproszenie na uroczystości, jednak nie przyszło na Plac Czerwony, by obserwować paradę, uznaną na Zachodzie za demonstrację siły.

Prezydent Rosji podkreślił, że to Armia Czerwona i naród radziecki ocaliły ojczyznę, zadecydowały o wyniku II wojny światowej i wyzwoliły narody Europy od faszystów. Zarazem wyraził wdzięczność sojusznikom za wkład w rozgromienie nazizmu.

„Wielkie Zwycięstwo na zawsze pozostanie heroicznym szczytem historii naszego kraju. Wszelako pamiętamy o naszych sojusznikach z antyhitlerowskiej koalicji. Jesteśmy wdzięczni narodom Wielkiej Brytanii, Francji i Stanów Zjednoczonych za ich wkład w zwycięstwo. Jesteśmy wdzięczni antyfaszystom różnych państw, którzy ofiarnie walczyli w oddziałach partyzanckich i w podziemiu, w tym w samych Niemczech” – powiedział.

Putin oznajmił, że po 70 latach historia znów apeluje do świata o rozsądek i czujność. „Nie powinniśmy zapominać, że idee rasowej dominacji i wyjątkowości doprowadziły do najkrwawszej z wojen” – wskazał.

Podkreślił że „to Związek Radziecki przyjął na siebie najcięższe uderzenia wroga”. „To tutaj zostały ściągnięte doborowe wojska nazistów, skoncentrowana była cała ich wojskowa potęga, to tutaj odbyły się największe, decydujące bitwy II wojny światowej” – powiedział.

Prezydent Rosji przestrzegł przed próbami budowy jednobiegunowego świata. Oświadczył, że w ostatnich dziesięcioleciach często ignorowane były fundamentalne zasady współpracy międzynarodowej. „Widzimy próby budowy jednobiegunowego świata. Widzimy jak nabiera obrotów myślenie w kategoriach bloków wojskowych. Wszystko to podważa stabilność światowego rozwoju” – wskazał.

Putin ocenił, że powstałe po II wojnie światowej instytucje międzynarodowe, które – jak zauważył – stworzyły podstawy powojennego ładu światowego, udowodniły swoją skuteczność w rozwiązywaniu sporów i konfliktów.

„Pamiętamy historyczne spotkanie sojuszników na Łabie. Pamiętamy zaufanie i jedność, które stały się naszą wspólną spuścizną, przykładem zjednoczenia narodów w imię pokoju i stabilności. To właśnie te wartości legły u podstaw powojennego ładu światowego” – powiedział.

W historycznej części defilady maszerowali żołnierze w mundurach z lat II wojny światowej, w tym kozaków. Wśród uczestników tej części parady były też pododdziały sił zbrojnych Azerbejdżanu, Armenii, Białorusi, Chin, Indii, Kazachstanu, Kirgistanu, Mongolii, Serbii i Tadżykistanu.

Następnie przez Plac Czerwony przedefilowało ponad 16,5 tys. żołnierzy i oficerów, reprezentujących wszystkie rodzaje sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej, a także kadeci oraz wykładowcy i słuchacze akademii, uniwersytetów, instytutów i uczelni wojskowych. Wśród uczestników parady byli też żołnierze i oficerowie wojsk wewnętrznych MSW, ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych i Służby Granicznej Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Przez Plac Czerwony przejechało również ponad 190 transporterów opancerzonych, wozów bojowych, czołgów, dział samobieżnych i wyrzutni rakietowych. A nad nim przeleciały 143 samoloty i śmigłowce bojowe.

Po raz pierwszy przy takiej okazji pokazane zostały wielogłowicowe pociski balistyczne dalekiego zasięgu na mobilnych wyrzutniach RS-24 Jars, czołgi T-14 Armata, skonstruowane na tej samej platformie wozy bojowe piechoty T-15 i transportery opancerzone Kurganiec-25, samobieżne dwulufowe armato-haubice Koalicja-SW, wozy bojowe desantu BMD-4M, transportery opancerzone desantu Rakuszka, transportery opancerzone Bumerang, transportery opancerzone z napędem na sześć kół Tajfun-U (Ural) i mobilne przeciwpancerne wyrzutnie rakietowe Kornet-D (na bazie samochodów opancerzonych zwiadu Tygrys).

W zmechanizowanej części parady zaprezentowały się też same samochody Tygrys, opancerzone transportery z napędem na sześć kół Tajfun-K (Kamaz), transportery opancerzone BTR-82A, czołgi T-90A, samobieżne haubice Msta-S, rakiety operacyjno-taktyczne Iskander-M, systemy rakiet przeciwlotniczych Tor-M2U i Buk-M2, baterie przeciwrakietowe i przeciwlotnicze S-400 Triumf oraz Pancir-S.

Przez Plac Czerwony przejechały także legendarne czołgi T-34 i samobieżne haubice SU-100 z lat II wojny światowej.

Na lotniczą część defilady złożył się przelot na wysokości od 150 do 500 metrów 143 śmigłowców i samolotów. Wystartowały one z 12 lotnisk w europejskiej części FR.

Jako pierwszy pokazał się ponaddźwiękowy bombowiec strategiczny Tu-160, za którego sterami siedział dowódca sił lotniczych FR generał Wiktor Bondariew. Później nad Placem Czerwonym zaprezentowały się śmigłowce wielozadaniowe Mi-8AMTSz, ciężkie transportowe Mi-26, ciężkie bojowe Mi-35 oraz szturmowe Mi-28N i Ka-52 Aligator, a także szkolno-treningowe Ansat-U.

Przeleciały również w różnych konfiguracjach bombowce strategiczne Tu-160, Tu-95MS i Tu-22M3, samoloty transportowe Ił-76 i An-124 Rusłan, samoloty-cysterny Ił-78, jak również szturmowo-bombowe Su-24, szturmowe Su-25, myśliwce przechwytujące Su-27, myśliwce frontowe MiG-29SMT, ciężkie myśliwce przechwytujące MiG-31, wielozadaniowe Su-30, Su-34 i Su-35, a także szkolno-treningowe Jak-130.

Ostatnim akcentem moskiewskiej defilady, którą trwała 1 godzinę i 20 minut, a którą dowodził dowódca wojsk lądowych FR generał Oleg Saljukow, był przemarsz 1000-osobowej orkiestry Garnizonu Moskiewskiego.

Po paradzie Putin i jego zagraniczni goście przeszli do Parku Aleksandrowskiego, gdzie na Grobie Nieznanego Żołnierza wspólnie złożyli girlandę z kwiatów. Później razem udali się na Kreml, gdzie prezydent Rosji wydał uroczyste przyjęcie, upamiętniające 70. rocznicę zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.

Parady wojskowe w sobotę odbyły się też w 30 innych miastach FR, w tym Petersburgu, Smoleńsku, Bałtijsku, Murmańsku, Tule, Wołgogradzie (d. Stalingradzie), Noworosyjsku i Władywostoku, a także w Sewastopolu i Kerczu na Krymie oderwanym przez Rosję od Ukrainy w marcu 2014 roku.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP)

mal/ lm/ pz/

podobne: Ukraina: protesty górnicze, walka oligarchów, uchwała dotycząca wojny, pomoc humanitarna z USA (dla Donbasu). Rosja: Putin tłumaczy politykę. Scenariusz inkorporacji Ukrainy przez Rosję oraz: Ukraina: broń dla armii, Poroszenko zapowiada demobilizację. Film o Putinie (jak Krym uratował) z antypolską i antyzachodnią propagandą w tle. Siły separatystów (w ich szeregach Niemcy). USA zmieniają taktykę wobec Syrii (negocjacje z Assadem).

09.05. Warszawa (PAP) – Współczesna Rosja to kraj bez ideologii, dlatego postanowiono wskrzesić dni największych zwycięstw sprzed 70 lat, jeszcze z czasów Związku Radzieckiego, bo nowszych zwycięstw nie było – mówi PAP rosyjski pisarz i dziennikarz Dmitrij Glukhovsky.

Udostępniamy nagranie wideo:

http://serwiswideo.pap.pl/wideo/Glukhovsky-o-paradzie-w-Moskwie-Rosja-wskrzesza-stare-zwyciestwa-bo -nowych-nie-ma.mp4

Rosja ma dziś z wielką pompą świętować zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami; elementem pokazu siły ma być m.in. parada wojskowa na niespotykaną skalę.

„Mimo braku świeżych zwycięstw co roku Dzień Zwycięstwa obchodzony jest coraz huczniej. Współczesna Rosja to kraj bez ideologii, dlatego postanowiono wskrzesić dni największych zwycięstw sprzed 70 lat, jeszcze z czasów Związku Radzieckiego – bo nowszych zwycięstw nie było” – podkreśla Glukhovsky.

„To, co stało się na Krymie jest prezentowane jako zwycięstwo: Rosja podnosząca się z kolan, próbująca odbudować imperium. Ale myślę, że w wielu aspektach dzieje się tak tylko na użytek wewnętrzny. Przygląda się temu świat, ale adresatami są obywatele rosyjscy, efektem ma być mobilizacja społeczeństwa” – dodaje.

Glukhovsky podkreśla, że im gorzej funkcjonuje gospodarka, tym „więcej propagandy potrzeba, aby sprawić, żeby ludzie zapomnieli, że żyje im się gorzej niż jeszcze niedawno”. „A zatem parada z okazji Dnia Zwycięstwa jest przeznaczona przede wszystkim do użytku wewnętrznego w Rosji” – konkluduje pisarz.(PAP)

ajw/ laz/

Pobranie jest możliwe po podaniu loginu i hasła:

użytkownik: wideo01

hasło: OZsV2TzG%!if

Pliki wideo można przejrzeć i pobrać (w formacie mp4) korzystając z adresu: http://www.pap.pl/wideo

podobne: Polska: ćwiczenia z udziałem „Patriotów”, manewry w rejonie Bałtyku, program Wisła (przeciwrakietowy parasol za kilka lat). Rosja: odpowiedź na zbrojenia Polski (Czy Polsce grozi agresja?) Wypowiedzenie traktatu o siłach konwencjonalnych. Broń nuklearna na Krymie? Ćwiczenia pod Stawropolem. Miller o armii europejskiej. Ukraina: Poroszenko o stratach i nowej granicy, pomoc wojskowa z USA. Irak: armia odbija Tikrit oraz: „Chcesz miec pokój? Gotuj się do wojny!”, czyli – Na co gotuje się Rosja?

Czemu służą parady wojskowe? Jednym do straszenia wrogów bez których nie potrafią sobie zorganizować życia politycznego we własnym kraju, innym służą do kultywowania tradycji oręża i historii.

I wszystko by było dobrze gdyby tak w jednym jak i w drugim wypadku kończyło się na przedstawieniu. Tymczasem historia pokazuje że w pierwszym przypadku nie zawsze kończy się tylko na „demonstracji siły”. Ci pierwsi udowodnili bowiem już nie raz na przestrzeni dziejów, że potrafią nie tylko maszerować po placu czerwonym, ale zapędzali się często na tereny swoich sąsiadów, wsławiając się w „wyzwalaniu” (czyt. zaborze) sporej części Europy wschodniej w tym Polski z tragicznymi dla niej skutkami. Mało tego! Do tej pory ci „wyzwoliciele” lubują się w poniżaniu Polski traktując nas jako przedmiot swojej imperialnej polityki (do spółki rzecz jasna z innymi krajami jak np Niemcy a czasem Amerykanie), grożąc rakietami rozmieszczonymi nad granicą i wpieprzając się co i rusz do tego czy jako kraj suwerenny też możemy sobie kupić rakiety czy nie możemy, tylko dlatego że Polska śmie należeć do innego bloku gospodarczo politycznego.

Najsmutniejsze jest to że w ramach polityki ogłupiania własnego narodu, który „funduje” władzy tego rodzaju megalomańskie imprezy, w innej branży na odcinku tej samej propagandy brakuje pieniędzy żeby zapłacić ludziom za uczciwą pracę przy wystrzeleniu w kosmos rakiety… (Odys)

09.05. Kijów (PAP) – Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko uznał w sobotę, że nieobecność przywódców światowych na paradzie z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie jest wyrazem poparcia dla jego kraju, który walczy ze wspieranymi przez Rosję separatystami w Donbasie.

„Ukrainę popiera cały świat. Jednym z przejawów tego poparcia jest szeroki bojkot międzynarodowy dzisiejszej parady na Placu Czerwonym w Moskwie” – powiedział podczas uroczystości z okazji Dnia Zwycięstwa w Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w Kijowie.

Prezydent oświadczył, że Ukraina już nigdy nie będzie świętowała zwycięstwa nad nazizmem według pisanych w Rosji scenariuszy, które – jak powiedział – przewidują „zimnokrwiste wykorzystywanie Dnia Zwycięstwa dla wywyższania ekspansjonistycznej polityki wobec sąsiadów, by utrzymać ich w swojej orbicie wpływów i by odrodzić imperium”.

Z okazji święta Poroszenko odznaczył medalami państwowymi ponad 3,1 tysiąca żołnierzy, którzy walczą z separatystami prorosyjskimi na wschodzie kraju.

Tego dnia w centrum Kijowa zorganizowano także flash mob, którego uczestnicy ułożyli z pustych pudełek kartonowych hasło: Pamiętamy, Zwyciężamy, 1939-1945. Organizatorzy akcji nawoływali, by do tych pudełek składać pomoc dla żołnierzy, którzy walczą na wschodzie.

Uroczystości z okazji Dnia Zwycięstwa w Kijowie zakończą się w późnych godzinach wieczornych, kiedy to w parkach stolicy odbędzie się maraton orkiestr wojskowych. Jeden z głównych parków, Marijinski, zajmie orkiestra Wojska Polskiego. W innych zagrają orkiestry z Estonii, Litwy, Jordanii i Serbii.

Wbrew oczekiwaniom władz podczas obchodów Dnia Zwycięstwa na Ukrainie nie doszło do prowokacji, przed którymi ostrzegano od wielu dni. W Odessie nad Morzem Czarnym odbyła się jednak manifestacja zwolenników polityki prorosyjskiej, podczas której kilkuset jej uczestników wykrzykiwało: „Precz z juntą!” i „Banderowskie diabły – precz z Odessy!”.

W piątek Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony uprzedziła, że w trakcie uroczystości z okazji Dnia Zwycięstwa, organizowanych na zajętych przez prorosyjskich separatystów ziemiach wschodniej Ukrainy, może dojść do krwawych wydarzeń z ofiarami wśród ludności cywilnej.

Ich celem miało być zerwanie mińskich porozumień (pokojowych) i wznowienie działań bojowych w Donbasie. Według ukraińskich mediów w miastach opanowanych przez siły prorosyjskie było w sobotę spokojnie.đđđđđđ Na Ukrainie od połowy kwietnia obowiązują wzmożone środki bezpieczeństwa w związku trwającymi tu obecnie tzw. świętami majowymi; środki te wprowadzono w obawie przed próbami destabilizacji sytuacji w kraju. Szczególnym nadzorem objęte zostały granice, zwłaszcza z Rosją.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)

jjk/ kar/

podobne: Putin: Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród (tymczasem Ukraina ponownie prosi o siły pokojowe). Norweski wywiad o rosyjskiej aktywności. Rosyjska armia na poligonach od Kaliningradu po Sachalin. Polska zaniepokojona Iskanderami, potrzebna twarda infrastruktura NATO i zmiana koncepcji obrony (w odpowiedzi na doktrynę rosyjską). O roli Niemiec w polityce wschodniej (dodatkowe miliardy na armię).

2. Niemcy i Rosjanie oddali w Berlinie cześć żołnierzom Armii CzerwonejMerkel złożyła wieniec przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Moskwie.

09.05. Berlin (PAP) – Kilkanaście tysięcy osób – Niemców i Rosjan – oddało w sobotę w Berlinie cześć żołnierzom Armii Czerwonej poległym w II wojnie światowej. Główne uroczystości w 70. rocznicę zakończenia wojny odbyły się na cmentarzach-pomnikach w Treptow i Tiergarten.

10 tys. osób uczestniczyło w rocznicowych obchodach zorganizowanych pod pomnikiem w Treptow we wschodniej części miasta – miejscu spoczynku 7 tys. żołnierzy poległych w walce o Berlin.

Wieńce i czerwone goździki składali ambasadorowie akredytowani w Niemczech. Szef dyplomatycznej placówki Rosji, Władimir Grinin, powiedział, że pamięć o zakończeniu wojny jest bardzo ważna – „dla nas i dla wszystkich”.

Uczestnicy powiewali rosyjskimi flagami, niektórzy nieśli transparenty ze zdjęciami kombatantów. Obecni byli też członkowie i sympatycy popieranego przez Władimira Putina klubu motocyklistów „Nocne Wilki”.

Centralnym punktem nekropolii jest mierzący 11 metrów posąg żołnierza trzymającego jedną ręką uratowane dziecko i opierającego się o miecz, którym wcześniej roztrzaskał swastykę.

Kilka tysięcy ludzi przyszło pod pomnik żołnierzy radzieckich w Tiergarten nieopodal Bramy Brandenburskiej. Groby żołnierskie przykrył dywan z wieńców i kwiatów. Tutaj także uczestnicy powiewali flagami – rosyjskimi, radzieckimi z sierpem i młotem, a także flagami samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej (DRL).

Biorący udział w obchodach Niemcy nieśli transparenty z napisami „Dziękujemy żołnierzom sowieckim za wyzwolenie”. Grupa „Nocnych Wilków” ograniczyła się do pamiątkowych zdjęć na tle czołgów i armat będących elementem pomnika.

Kobieta z flagą ukraińską, która pojawiła się w okolicach pomnika, została wyzwana przez kilka osób od faszystek i zdrajczyń.

Były premier Brandenburgii Matthias Platzeck, kierujący obecnie Forum Niemiecko-Rosyjskim, podkreślił, że narody ZSRR złożyły podczas wojny „największą daninę krwi”. Polityk SPD powiedział, że Niemcy wykazali się podczas wojny „niewyobrażalnym okrucieństwem”. Żołnierze Armii Czerwonej, którzy zmarli w niemieckiej niewoli, powinni jego zdaniem zająć w niemieckiej pamięci takie samo miejsce jak ofiary Holokaustu. Jak zaznaczył, nauką z wojny powinien być sprzeciw wobec nacjonalizmu i rasizmu. Zaapelował do Rosjan, by również w swoim kraju walczyli z nacjonalizmem i „militaryzacją życia”.

Dzień Zwycięstwa stał się pretekstem do wyjścia na ulicę dla neonazistów i skrajnej prawicy. Uczestnicy wiecu pod dworcem głównym w Berlinie domagali się odwołania sankcji wobec Rosji i wycofania wojsk amerykańskich z Europy. „Ami go home” – skandowali neonaziści. Wśród narodowych flag niemieckich widoczne były też flagi tzw. DRL, a nawet flaga zakonu krzyżackiego.

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)

lep/ ksaj/ kar/

Jeśli ktoś jest zdziwiony przyjazną reakcją Niemców wobec swoich historycznych pogromców – przypominającą syndrom sztokcholmski – to polecam lekturę: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?

10.05. Moskwa (PAP) – Kanclerz Niemiec Angela Merkel w towarzystwie prezydenta Rosji Władimira Putina w niedzielę złożyła wieniec przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Parku Aleksandrowskim, przed murem Kremla.

Niemiecka kanclerz oświadczyła wcześniej, że chce w ten sposób uczcić pamięć milionów żołnierzy radzieckich, którzy polegli w II wojnie światowej, a za których śmierć odpowiedzialni są Niemcy.

Po uroczystości Putin i Merkel udali się na Kreml na rozmowy. Witając szefową rządu Niemiec w swojej rezydencji, prezydent Rosji opowiedział się za jak najszybszym rozwiązaniem problemów występujących w relacjach między dwoma krajami.

„Wiele uczyniliśmy, by stosunki między Rosją i Niemcami rozwijały się pomyślnie. Wiele udało nam się osiągnąć. Dzisiaj występują znane problemy. Im szybciej skończą negatywnie oddziaływać na rozwój naszych relacji, tym lepiej. Będziemy do tego dążyć” – oznajmił Putin, nawiązując do sankcji nałożonych przez kraje zachodnie na Rosję i kontrsankcjach strony rosyjskiej.

„Mam nadzieję, że podczas naszego dzisiejszego spotkania uda nam się porozmawiać również o stosunkach dwustronnych, o rozwoju relacji Rosji z Unią Europejską. I o najostrzejszych problemach międzynarodowych, w tym o sytuacji na Ukrainie” – powiedział.

Merkel ze swej strony oświadczyła, iż jest rada, że jej spotkanie z prezydentem Rosji doszło do skutku. „Dobrze, że spotkaliśmy się w Moskwie, aby porozmawiać o naszych stosunkach dwustronnych, relacjach Rosji z Unią Europejską i – oczywiście – integralności terytorialnej Ukrainy” – powiedziała, podkreślając konieczność rozwiązywania problemów środkami dyplomatycznymi.

Ze względu na aneksję Krymu i rolę Rosji w wydarzeniach na wschodzie Ukrainy szefowa rządu Niemiec – podobnie jak zdecydowana większość przywódców zachodnich – nie przyjęła zaproszenia Putina na sobotnie obchody Dnia Zwycięstwa w Moskwie, których kulminacyjnym momentem była defilada wojskowa na Placu Czerwonym. Do stolicy Rosji przyleciała dopiero w niedzielę.

W czwartek szefowie MSZ Rosji i Niemiec, Siergiej Ławrow i Frank-Walter Steinmeier, oddali w Wołgogradzie, dawnym Stalingradzie, hołd ofiarom II wojny światowej. Steinmeier wskazał na skalę cierpień zadanych tam cywilom i żołnierzom przez Niemcy hitlerowskie.

Wcześniej dwaj ministrowie w Rossoszkach pod Wołgogradem złożyli wieńce na terenie zespołu memorialnego upamiętniającego żołnierzy Armii Czerwonej poległych pod Stalingradem. W Rossoszkach znajduje się też kwatera z grobami żołnierzy niemieckich, którzy zginęli w walkach o Stalingrad w latach 1942-1943.

Ławrow oznajmił po spotkaniu ze Steinmeierem, że Moskwa wiąże duże nadzieje z niedzielnymi rozmowami Putina z Merkel. „Sytuacja w Europie nie jest dziś spokojna, rozwija się według nie najbardziej pozytywnego scenariusza. W związku z tym przywiązujemy szczególną wagę do rozwoju dialogu między Moskwą a Berlinem” – wyjaśnił.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP)

mal/ ksaj/ dym/

podobne: Rosja: 9 maja w Moskwie bez Merkel i Camerona. Oskarżeni w sprawie Niemcowa zmieniają zeznania. Szczyt UE bez sankcji ale z rezolucją w sprawie Rosji (żądanie zwrotu polskiego Tupolewa). Ukraina: kredyt z MFW, Czy UE grozi fala uchodźców z Ukrainy? oraz: „Biały konwój” opuścił Ukrainę (podobno nie wrócił na pusto). Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej, Merkel studzi nadzieje na przełom negocjacji z Rosją.

3. Putin w obecności Merkel usprawiedliwiał pakt Ribbentrop-Mołotow„Tagesspiegel” krytycznie o pomijaniu w Niemczech zbrodni Stalina.

10.05. Moskwa (PAP) – Prezydent Rosji Władimir Putin w niedzielę usprawiedliwiał pakt Ribbentrop-Mołotow, oświadczając, że jego celem było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR. Oznajmił też, że Polska „padła ofiarą polityki, którą sama próbowała prowadzić w Europie”.

Prezydent Rosji powiedział to na wspólnej z kanclerz Niemiec Angelą Merkel konferencji prasowej po ich rozmowach w Moskwie. Merkel przyleciała w niedzielę do stolicy Rosji, aby uczcić pamięć obywateli ZSRR, którzy w latach II wojny światowej zginęli w walce z hitlerowskimi Niemcami.

Pytany o obawy Polski i krajów bałtyckich dotyczące systemu bezpieczeństwa, którego budowę proponuje Rosja, Putin oznajmił, że „strach jest wewnętrznym stanem tych, którzy się boją”. „Nie należy żyć fobiami przeszłości, lecz patrzeć w przyszłość” – poradził.

W tym kontekście przywołał pakt Ribbentrop-Mołotow. Według niego „ZSRR podjął wiele starań, aby przeciwstawić się faszyzmowi w Europie”. „Wszystkie te próby zakończyły się niepowodzeniem” – oznajmił, dodając, że właśnie to zmusiło Związek Radziecki do podjęcia kroków mających na celu niedopuszczenie do bezpośredniej konfrontacji z Niemcami, czego wynikiem był pakt Ribbentrop-Mołotow. „Sensem tego paktu było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR” – powiedział.

„Pragnę przypomnieć, że po podpisaniu układu monachijskiego sama Polska podjęła działania, zmierzające do zaanektowania części czeskiego terytorium. Wyszło na to, że po pakcie Ribbentrop-Mołotow i rozbiorze Polski ona sama padła ofiarą polityki, którą próbowano prowadzić w Europie” – podkreślił.

Putin dodał, że „wszystko to trzeba mieć na uwadze, niczego nie zapominać”. „Skuteczny system bezpieczeństwa międzynarodowego można zbudować tylko na gruncie pozablokowym” – oznajmił.

Merkel nie zgodziła się z oceną prezydenta Rosji. „Pakt Ribbentrop-Mołotow trudno zrozumieć, jeśli nie uwzględni się tajnego protokołu do niego. Z tego punktu widzenia uważam, że to było niewłaściwe, że zostało to uczynione bezprawnie” – oświadczyła.

Podkreśliła, że „zarzewiem II wojny światowej były narodowosocjalistyczne Niemcy”. „I my, Niemcy, ponosimy za to odpowiedzialność. Jest to nasza historyczna odpowiedzialność. Stale będziemy o tym przypominać. I o tym, że z naszej winy straciły życie miliony ludzi i że Armia Czerwona odegrała decydującą rolę w wyzwoleniu Niemiec” – powiedziała.

Putin podziękował Merkel za przyjazd do Moskwy. „Nasz kraj walczył nie z Niemcami, lecz z nazistowskimi Niemcami. Z Niemcami, które były pierwszą ofiarą reżimu nazistowskiego, nie walczyliśmy nigdy. Zawsze mieliśmy tam wielu stronników i przyjaciół. Do dzisiejszych Niemiec odnosimy się jak do partnera i przyjaznego kraju. Jest więc naturalne, że kanclerz przyjechała” – oznajmił.

Prezydent Rosji oświadczył, że rozumie decyzje tych liderów, którzy nie przybyli do Moskwy na uroczystości upamiętniające 70. rocznicę zwycięstwa, jednak uważa, że doraźna koniunktura polityczna jest mniej ważna niż fundamentalne problemy związane z podtrzymaniem pokoju i stabilności. „To ich wybór, ich decyzje” – wskazał.

Zwrócił też uwagę, że w sobotnim przyjęciu na Kremlu brali udział weterani wojenni z USA, Wielkiej Brytanii, Polski i innych krajów. „To oni byli głównymi uczestnikami uroczystości. Jestem rad, że byli z nami” – powiedział.

Ze względu na aneksję Krymu i rolę Rosji w wydarzeniach na wschodzie Ukrainy szefowa rządu Niemiec – podobnie jak zdecydowana większość przywódców zachodnich – nie przyjęła zaproszenia Putina na sobotnie obchody Dnia Zwycięstwa w Moskwie, których kulminacyjnym momentem była defilada wojskowa na Placu Czerwonym. Do stolicy Rosji przyleciała dopiero w niedzielę.

Wizytę rozpoczęła od złożenia – w towarzystwie Putina – wieńca przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Parku Aleksandrowskim, przed murem Kremla. Merkel oświadczyła wcześniej, że chce w ten sposób uczcić pamięć milionów obywateli radzieckich, którzy zginęli w II wojnie światowej, a za których śmierć odpowiedzialni są Niemcy.

Po tej uroczystości Putin i Merkel udali się na Kreml na rozmowy, jednym z głównych tematów których była sytuacja na Ukrainie.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP)

mal/ kar

podobne: Polacy w 1940 roku mordowani byli w trybie specjalnym. Katyń był największym kłamstwem Europy XX wieku. Brytyjczycy wiedzieli kto dokonał zbrodni ale prawdę zataili. Putin wykorzystuje tragedię smoleńską (podobnie jak Stalin używał Katynia) do rozgrywek politycznych.

10.05. Berlin (PAP) – Niemiecki dziennik „Der Tagesspiegel” w komentarzu dotyczącym obchodów 70. rocznicy końca wojny krytykuje pomijanie przez Niemców zbrodni ZSRR. Gdyby Stalin był jedynym zwycięzcą wojny, cała Europa stałaby się kolonią karną – pisze autor komentarza.

„O Hitlerze powiedziano już wszystko. Jego duchowy brat – Stalin wypada natomiast zaskakująco dobrze, pomimo tego, że według różnych szacunków z jego rozkazu zamordowano od 9 do 22 mln ludzi, w większości obywateli ZSRR” – pisze autor komentarza Harald Martenstein.

Komentator ubolewa, że ofiary Stalina nie mają nawet swego dnia pamięci. 23 sierpnia, dzień przypominający o pakcie Ribbentrop-Mołotow, obchodzony jest w Europie „w sposób wyważony i niezauważalny”.

Jak zaznacza autor, właśnie teraz odsłonięto w Rosji nowy pomnik „masowego mordercy”, Stalina. „To dowód na to, co to znaczy wygrać wojnę. Jeżeli jako masowy morderca wygrasz wojnę, to wszystko jest w porządku” – pisze Marteinstein.

Stalin unicestwił średnią klasę chłopską mordując 600 tys. osób. W ramach kolektywizacji komuniści zagłodzili 14,5 mln ludzi, jako pierwsze umierały dzieci, zginęło też 3,5 mln Ukraińców. Nikt nie pielęgnuje pamięci o tym ludobójstwie.

„Jestem wdzięczny za to, że Hitler przegrał wojnę i że nie muszę żyć w kraju nazistowskim. Ale jestem też wdzięczny za to, że ZSRR nie był jedynym zwycięzcą w tej wojnie. Gdyby Stalin sam wygrał tę wojnę, cała Europa stałaby się kolonią karną” – czytamy w „Tagesspieglu”.

„Koniec Hitlera był wyzwoleniem. Po jego pokonaniu, w okupowanej przez Sowietów części Europy rozpoczęła się budowa nowego systemu ucisku” – pisze Marteinstein.

Autor zarzuca niemieckim mediom i niemieckiej klasie politycznej, że przejęły język i rytuały z czasów NRD, które z kolei pochodzą z czasów stalinowskich – „Związek Radziecki nas wyzwolił, pokonał Hitlera, za to powinniśmy mu być dozgonnie wdzięczni”.

Martenstein przypomina, że osłabiona „morderczą orgią Stalina” Armia Czerwona mogła w 1942 roku prowadzić wojnę tylko dzięki dostawom broni i sprzętu z USA.

„To, że Niemcy są dziś wolnym krajem, zawdzięczamy przede wszystkim temu, że zimną wojnę wygrały Stany Zjednoczone, a nie ZSRR” – konkluduje Martenstein. Gdyby historia potoczyła się inaczej, w Berlinie odbywałyby się ciągle jeszcze defilady wojskowe i apele. Istniałby też wódz, któremu nikt bez narażenia się na niebezpieczeństwo nie może się sprzeciwić” – tłumaczy komentator.

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)

lep/ lm/ dym/

podobne: Putin przeinacza historię. Pomnik smoleński w zamian za krasnoarmiejski. Grecja chce od Niemiec reparacji wojennych.

4. Łukaszenka: Białoruś odeprze dowolną agresję.

09.05. Mińsk (PAP) – Białoruska armia i naród są gotowe odeprzeć dowolną agresję zewnętrzną i ochronić niepodległość kraju – oświadczył w sobotę prezydent Alaksandr Łukaszenka, przyjmując w Mińsku paradę wojskową z okazji 70. rocznicy zwycięstwa w II wojnie światowej.

„Potencjał białoruskiej armii jest obecnie oceniany przez ekspertów wojskowych jako jeden z najwyższych we wschodniej Europie. Wykonano ogromną pracę, aby wzmocnić gotowość bojową armii oraz wojsk obrony terytorialnej. Wzrosła konkurencyjność sektora obronnego gospodarki. Stworzono nowe, obiecujące rodzaje broni i sprzętu wojskowego” – zaznaczył.

Podkreślił, że Białoruś buduje swój mocny i bezpieczny dom, prowadząc pokojową politykę zewnętrzną. Przy tym zaznaczył, że „białoruska armia została poddana bardzo głębokiej modernizacji, by móc odpowiedzieć na dowolne współczesne wyzwania”.

Według niego wielu ludzi zapomniało o naukach wynikających z II wojny światowej i obecnie „w świecie zwycięża nie siła prawa, a prawo siły”.

„Świat i Europa zbliżają się do niebezpiecznej granicy. Musimy zapamiętać najważniejszą naukę II wojny światowej: nie ma nic cenniejszego od pokoju. Żadne ambicje, żadne rachuby, żadne interesy nie są warte tego, by składać ofiarę z życia ludzkiego” – zaznaczył.

Uznał też za „głęboko symboliczne”, że w sobotniej paradzie w Mińsku maszerują obok siebie żołnierze z Rosji i z USA.

W mińskiej paradzie wzięła udział 40-osobowa orkiestra wojskowa sił powietrznych USA. Wśród zagranicznych żołnierzy zdecydowanie dominowali jednak Rosjanie, którzy stanowili około jedną trzecią uczestniczących w niej ponad 5 tys. wojskowych.

Podczas parady zaprezentowano 250 jednostek sprzętu wojskowego, z czego rekordowa liczba także pochodziła z Rosji. Mieszkańcy Mińska mogli zobaczyć m.in. czołgi T-90, a w powietrzu samoloty Jak-130 i Su-34. Zaprezentowana została również po raz pierwszy najnowsza broń produkcji białoruskiej, m.in. wieloprowadnicowa wyrzutnia rakietowa Polonez.

Z Mińska Małgorzata Wyrzykowska (PAP)

mw/ lm/ ura/

podobne: UE – spory zwolenników i przeciwników sankcji wobec Rosji. Wojna handlowa Rosji i Kazachstanu. Łukaszenka: Białoruś nigdy nie będzie częścią Rosji. Białoruscy i rosyjscy żołnierze ćwiczą blisko polskiej granicy. Rosja sprzedała rakiety S-400 Chinom i znosi embargo dla Iranu. Izrael protestuje przeciwko polityce Rosji, testuje „Procę Dawida” i krytykuje umowę z Iranem.

źródło: stooq.pl

Najpierw o faktach historycznych: Prof. Materski: pakt Ribbentrop-Mołotow porozumieniem typowo ofensywnym.

10.05. Warszawa (PAP) – Pakt Ribbentrop-Mołotow nie był porozumieniem defensywnym, ale typowo ofensywnym – tak historyk Wojciech Materski skomentował słowa prezydenta Rosji Władimira Putina, który usprawiedliwiał pakt oświadczając, że jego celem było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR.

„Sposób stawiania kwestii paktu Ribbentrop-Mołotow przez Putina to nie jest sprawa nowa. Cała tzw. polityka historyczna jego ekipy od pierwszej kadencji prezydenckiej jest skierowana na tezę, że pakt był odpowiedzią na konferencję monachijską w kwestii Czechosłowacji, do której ZSRR nie został zaproszony, że tym samym był izolowany w Europie, decyzje miały zapadać poza nim i można się domyślić, że przeciwko niemu” – powiedział PAP w niedzielę członek Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych prof. Wojciech Materski.

Jak mówił, w tej narracji ZSRR chcąc przeciwdziałać izolacji, musiał „zacieśnić stosunki z Niemcami”, bo to wymuszała sytuacja, jaka się wytworzyła w Europie i polityka mocarstw zachodnich, które nie wprowadzały ZSRR w najważniejsze decyzje. „I dlatego pewne kwestie dotyczące bezpieczeństwa własnego kraju Moskwa musiała wyjaśniać w bezpośrednich kontaktach z Niemcami. To takie zawracanie głowy, bo te bezpośrednie sprawy, które Moskwę jakoby miały interesować są przedstawiane w aspekcie polityki bezpieczeństwa, że te bezpośrednie kontakty z Niemcami miały to bezpieczeństwo ZSRR zwiększyć” – mówił Materski.

Tymczasem – jak zaznaczył – pakt Ribbentrop-Mołotow nie był żadnym porozumieniem defensywnym, ale typowo ofensywnym. „Tajny protokół, który był jego integralną częścią wyraźnie wskazywał, że zanim jeszcze doszło do konfliktu, oba państwa zaczęły dzielić między siebie łupy wojenne. To była sprawa oczywista, niemniej pakt ten przedstawia się kłamliwie nie jako wyraz dążeń do ekspansji terytorialnej, ale dążenie do zabezpieczania państwa przed wciągnięciem w wojnę. I to nie tylko w takich wypowiedziach okazjonalnych, ale również w rosyjskich podręcznikach szkolnych i uniwersyteckich. Jako wymuszone przez sytuację zachowanie mające zapewnić bezpieczeństwo ZSRR w 1939 r., by znalazł się poza konfliktem. A tymczasem znalazł się w samym centrum konfliktu, bo był jedną ze stron, które agresywnie dokonywały rozbioru Europy” – przypomniał historyk.

Jego zdaniem więc taka interpretacja jest nie do przyjęcia, podobnie jak pojawiająca się teza, że geneza II wojny zaczyna się od deklaracji polsko-niemieckiej z 1934 r., którą Rosjanie nazwali paktem Piłsudski-Hitler. „To właśnie było typowo defensywne porozumienie zawarte w ramach tzw. polityki równowagi między ZSRR a Niemcami. W 2009 r. w kontekście obchodów wybuchu wojny propaganda rosyjska usiłowała narzucić taką interpretację, że od 1934 r. można mówić o początku genezy II wojny i że pakt Ribbentrop-Mołotow był podobnym typem porozumieniem. W sensie dokumentu jawnego tak, ale on był grą pozorów, a właściwą zmowę agresorów zawierały tajne klauzule. Od tej oczywistej dla wszystkich interpretacji paktu Rosja się odcina, usiłuje ją zafałszować i stąd są takie wypowiedzi” – mówił Materski.

Odwołanie się Putina do zajęcia przez Polskę części Czechosłowacji i stwierdzenie, że „padła ofiarą polityki, którą sama próbowała prowadzić w Europie” to w ocenie Materskiego „faul interpretacyjny”.

„Po Monachium, kiedy nastąpiła zapaść państwa czechosłowackiego, Polska rzeczywiście przyłączyła się do jego rozbioru. Ale przyłączyła w granicach związanych z rzadko pamiętanymi wydarzeniami z 1919 r. Bezpośrednio po odzyskaniu przez Polskę niepodległości między lokalnymi radami na Śląsku Zaolziańskim doszło do porozumienia, na podstawie którego region podzielono na część czechosłowacką i polską. Część polska była w naszych granicach do wojny polsko-bolszewickiej i kiedy sytuacja na tym froncie była bardzo trudna, wojska czeskie wkroczyły i zaanektowały ten obszar” – dodał historyk.

„I w tym sensie akcja polska kojarzyła się z działaniami Hitlera w tym okresie. Jednak miała charakter nie agresji, lecz rewindykacji – zapewne trudnej do obrony, ale z pewnością nieporównywalnej do zmowy czerwonego i brunatnego totalitaryzmu. To jest kwestia często wyciągana przez Rosjan w ramach polemiki z Polakami. Chodzi też o to, że co prawda Polska padła ofiarą totalitaryzmu niemieckiego i sowieckiego, ale sama też miała swoje grzechy i jak wyraźnie dał do zrozumienia Putin – zasłużyła na swój los. Zapewne w jego mniemaniu na deportacje i mord katyński też zasłużyła” – podkreślił Materski.

Komentując słowa Putina, że „skuteczny system bezpieczeństwa międzynarodowego można zbudować tylko na gruncie pozablokowym” zaznaczył, że Rosja zawsze wolała „dogadywać się z poszczególnymi państwami niż mieć przeciwko sobie koalicję”. „Znacznie trudniej jest rozmawiać z Unią Europejską niż z oddzielnymi krajami – jednym dać, innym zabrać, jednym pogrozić, drugim wynagrodzić. Typowa polityka +dziel i rządź+” – zaakcentował historyk.

Według niego obecnie kanclerz Merkel ma bardzo trudną sytuację. „Z jednej strony rozumie, że to polityka agresywna, na którą nie można pozwolić, z drugiej wie, że to jest jednak kolosalny rynek i na dziś, i na przyszłość, że nie można nadmiernie zaostrzać stosunków. Ma więc trudną sytuację. Jednak Merkel dba o imponderabilia i o to, żeby ważne kwestie polityczne i bezpieczeństwa chociaż były nazwane albo zasugerowane. Nie udaje przynajmniej, że ich nie ma” – powiedział Materski.

W jego ocenie generalnie jeśli chodzi o politykę historyczną Putina w wystąpieniu tym nie ma nic nowego. „Jeśli chodzi o stosunki rosyjsko-niemieckie to jest to moment dosyć trudny. Wizyta Merkel w Moskwie nie daje jasnego sygnału czy się zmienia polityka wobec Rosji. Raczej jednak nie. My jesteśmy bardzo uczuleni na wszelkie sygnały wskazujące zbliżenie, alians rosyjsko-niemiecki. Dlatego się temu tak dokładnie przyglądamy, niekiedy może przesadzając” – podsumował Materski. (PAP)

akn/ ura/

podobne: Niezawisimaja Gazieta przypomina Rosjanom że 17 września ZSRR wbił nóż w plecy Polski. Piotr Szubarczyk: Brunatno-czerwona apokalipsa.

„…Nie było agresora i „wyzwoliciela”. Było dwóch agresorów, jednakowo bezwzględnych. Były porównywalne, nieodwracalne straty wśród Polaków po obydwu stronach. A potem jeszcze były ofiary powojennego dominium sowieckiego w Polsce.

II wojna światowa rozpoczęła się we wrześniu 1939 na podstawie tajnego porozumienia Niemiec i Sowietów o IV rozbiorze państwa polskiego i jego ostatecznej likwidacji, co „gwarantują dwa najpotężniejsze państwa tej ziemi”, jak zapewniał chełpliwie Hitler w październiku 1939 roku. Dwa, nie jedno…

Te dwa zbrodnicze państwa będą ściśle współpracowały w dziele eksterminacji Narodu Polskiego. Planowo, na podstawie tajnego protokołu do układu granicznego z 28 września 1939 roku. Zbrodnia katyńska i zbrodnie niemieckie na polskiej inteligencji lat 1939-1940 były skoordynowane w czasie. Coraz więcej na to wskazuje…”

…To co świętują Rosjanie, czyli „Zwycięstwo ZSRRu nad hitlerowskimi Niemcami” nie było naszym zwycięstwem, i nie ma tu ŻADNYCH wspólnych wartości jakie z Rosją moglibyśmy świętować. Zbrodniczy ZSRR i zbrodnicza Rzesza napadły w sojuszu na Polskę a to że się później między sobą pogryźli nie wniosło dla naszego narodu żadnej wartości, co udowodniły kolejne dziesięciolecia rządów pachołków Moskwy w Polsce.

Ten czas „pobiedy” to zatem koniec gehenny pod butem jednego oprawcy na rzecz drugiego (jeszcze gorszego). Początek straszliwych mordów i represji w imię ideologii którą Stalin zamierzał zanieść reszcie Europy (tak jak 20 lat wcześniej próbował to zrobić Lenin) ale mu się nie udało. Wojna nie skończyła się dla nas ani zwycięstwem ani wyzwoleniem – skończyła się dla nas zaborem. I nie tylko dla nas ponieważ komuniści opanowali (okupowali) całą wschodnią Europę, przez co do dziś Rosja utrzymuje w tzw. bloku postsowieckim swoje wpływy (agenturalne). Zwycięstwo armii czerwonej to m.in. gwałty, rabunki i mordy na Polakach przez prawie pół wieku! Zachód rzecz jasna był sojusznikiem ZSRR ale wcześniej tym sojusznikiem były hitlerowskie Niemcy, które do spółki z ZSRR (na podstawie paktu Ribbentrop Mołotow) napadły i rozebrały Polskę. Choć byliśmy po stronie zwycięzców to wojnę przegraliśmy – sprzedani przez tzw. „sojuszników” z zachodu w niewolę innym „sojusznikom” ze wschodu (tzw. „wyzwolicielom”). Skutki tego były dla nas opłakane, bo Polska została wymordowana (z elit i nie tylko), zgwałcona, ograbiona i zniewolona na niemal pół wieku, czego konsekwencje odczuwamy do dziś…

A teraz najlepsze kwiatuszki z wydarzenia o którym mowa w komunikatach prasowych. Trzy cytaty:

„…Prezydent Rosji Władimir Putin usprawiedliwiał pakt Ribbentrop-Mołotow, oświadczając, że jego celem było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR. Oznajmił też, że Polska „padła ofiarą polityki, którą sama próbowała prowadzić w Europie”…”

…podkreślił, że to Armia Czerwona i naród radziecki ocaliły ojczyznę, zadecydowały o wyniku II wojny światowej i wyzwoliły narody Europy od faszystów…”

…Putin przestrzegł też przed próbami budowy jednobiegunowego świata. Wezwał również do stworzenia – jak to ujął – systemu równego bezpieczeństwa dla wszystkich państw…”

Na podstawie tylko tych trzech cytatów można sobie dokładnie obejrzeć jak INSTRUMENTALNIE władze Rosji traktują historyczne fakty, i w jak specyficzny sposób na tej podstawie rozumieją „bezpieczeństwo dla wszystkich państw”. Pomijanie Polski w szeregu sojuszników antyhitlerowskiej koalicji i przypisywanie jej roli prowodyra „hitlerowskiej zawieruchy”, albo sugerowanie że sama jest sobie winna napaści przez wrogie państwa, przy jednoczesnym wybielaniu zbrodniczej roli jednego z agresorów i przerabianiu tej roli ze zbrodniczej na „wyzwoleńczą” trąci skrajnym cynizmem i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jest to ordynarne kłamstwo podszyte na dodatek nieskrywaną pogardą, a przekaz takiego stawiania sprawy jest jasny – „bezpieczeństwo dla wszystkich” to bezpieczeństwo Rosji, kosztem wolności innych i ich prawa do samodecydowania o kierunkach zbliżenia politycznego (jeśli nie są zbieżne z rosyjską racją stanu). Jest to typowo imperialistyczne zachowanie.

Obłudnym do szpiku kości jest wzywanie świata do „systemu równego bezpieczeństwa”, podczas kiedy samemu ma się gdzieś jakąkolwiek równość i prawa innych narodów do samostanowienia – dając im do zrozumienia że są tylko przedmiotem. Czy to za pomocą machiny wojennej, czy też wciągania w kontakty handlowe na zasadzie klientelizmu, gdzie jedynym rodzajem współpracy jaką Rosja uważa za słuszną jest podporządkowanie się jej wpływom na jej warunkach. W przeciwnym wypadku jest się wrogiem Rosji, którego należy upokarzać również za pomocą przekłamywania historycznych faktów.

Ale tak to już jest z putinowską Rosją, że kiedy widzi w tym interes dla siebie to potrafi grać bardzo nieczysto. Tak jak z drugiej strony (kiedy widzi korzyść gdzie indziej) potrafi „upominać” się nawet o obce interesy – jak np. o nasze ofiary z II wojny światowej (pamiętając wtedy rzecz jasna o Polakach jako sojusznikach ZSRRu), wycierając sobie nimi gębę (jak np. w kwestii zbrodni Ukraińców na Wołyniu), rzecz jasna po to tylko żeby nas skłócić czy to z Ukrainą czy z Litwą czy z kimś innym. To prosta i perfidna strategia (dziel i rządź) od lat stosowana przez Rosję na arenie międzynarodowej. Populizm „ocieplania wizerunku” za pomocą „zatroskania” o mniejszości narodowe w krajach gdzie Rosja ma swoje interesy do załatwienia to jednak tylko pozory przyjaźni. Za nim idą bowiem konkretne polityczne cele i trzeba być tego świadomym, gdyż nie był to pierwszy raz kiedy Putin manipuluje faktami z historii żeby usprawiedliwić zbrodnie ZSRR i armii czerwonej – na których legendzie opiera narodową tożsamość Rosjan.

Rosjan ale nie słowian, a już na pewno nie Polaków! Ci którzy daliby sobie rękę uciąć za to że Putin jest wobec Polski przyjaźnie nastawiony nie mieliby już k… ręki 😀 (jak mawiał klasyk). Nie rozumiem zatem jak ktoś kto od lat (i w zasadniczych dla Polski kwestiach) nie szanuje obiektywnej prawdy, naginając ją z premedytacją do wrogich Polsce celów politycznych, może się cieszyć wśród niektórych Polaków tak wielką sympatią.

Tym samym życzę wszystkim putinofilom mieniącym się „polskimi patriotami”, żeby przejrzeli na oczy i zastanowili się nad swoim uwielbieniem dla człowieka który Polskę i Polaków ma gdzieś. Nie jest on i nigdy nie będzie naszym przyjacielem. Przyjaźnie nastawiony lider państwa nigdy by nie postąpił tak jak postąpił (i od lat postępuje) Putin opowiadając kłamstwa na temat tego jaką rolę odegrała Polska w II wojnie światowej i jaka była prawdziwa relacja między naszym krajem a ZSRR. Człowiek z tego typu podejściem do prawdy nie jest wzorem „chrześcijanina” ani żadnych cnót. Jest wzorem wyrafinowanego i bezwzględnego polityka, który patrzy wyłącznie swojego interesu – czego mu oczywiście wyrzucać nie można, ale tego w jaki sposób realizuje ten interes i że jest to skrajnie nieuczciwe (oparte na jawnej wrogości którą nazwać należy szowinizmem) nie należy sobie w żaden sposób usprawiedliwiać.

Na koniec wisienka apropos usprawiedliwiania. Polecam przyjrzeć się jeszcze jednej dość istotnej wypowiedzi Putina, cytuję „…Nasz kraj walczył nie z Niemcami, lecz z nazistowskimi Niemcami. Z Niemcami, które były pierwszą ofiarą reżimu nazistowskiego, nie walczyliśmy nigdy…” Tego rodzaju retoryka powinna zapalić już nie tylko żółtą, ale nawet czerwoną lampkę dając mocno do myślenia wszystkim „fanom” Putina. O ile jeszcze myśleć i kojarzyć potrafią, do czego zmierza tego rodzaju retoryka w kwestii ofiar II wojny światowej (bez sentymentów i emocji) 🙂 (Odys)

polecam również: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli. oraz: „Odkłamać wczoraj i dziś”. Spotkanie z prof. Mieczysławem Rybą. Rosyjska „durnoj sintez” i to: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Schetyna: przejazd „Nocnych Wilków” przez Polskę to prowokacja. Załdostanow: Polacy są wojownikami, z którymi łącza nas wspólne wartości. Rosyjskie media: Ukraińcy dali w twarz polskiemu prezydentowi


Schetyna: przejazd „Nocnych Wilków” przez Polskę to prowokacjaZałdostanow: Polacy są wojownikami, z którymi łącza nas wspólne wartości.

15.04.2015 (IAR) – Przejazd „Nocnych Wilków” przez Polskę to prowokacja polityczna- uważa szef polskiej dyplomacji. Grzegorz Schetyna stwierdził, że to nasze służby graniczne ocenią czy rosyjscy motocykliści mają wszystkie niezbędne dokumenty wymagane do przekroczenia granicy.

„Nocne Wilki” chcą uczcić 70. rocznicę zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami, jadąc z Moskwy do Berlina, między innymi przez Polskę. Ich przejazd wzbudza kontrowersje przede wszystkim z tego powodu, że niektórzy z nich brali czynny udział w rosyjskiej aneksji Krymu.

Grzegorz Schetyna na konferencji prasowej wyraził zdziwienie, że media tak bardzo interesują się tą inicjatywą. „Polska jest państwem prawa i każdy może ją odwiedzać pod warunkiem, że robi się to zgodnie z obowiązującym prawem”- mówił polityk i dodał, że akcja rosyjskich motocyklistów od początku wygląda jak prowokacja polityczna.

Motocykliści spod znaku wilka często spotykali się z prezydentem Władimirem Putinem, który nie kryje swoich sympatii dla liderów tego gangu. Grzegorz Schetyna zaznaczał, że rząd w związku z przejazdem „Nocnych Wilków” nie będzie podejmował żadnych nadzwyczajnych kroków. To funkcjonariusze straży granicznej, zgodnie z ich kompetencjami, będą podejmować decyzję o możliwości wjazdu uczestników rajdu na teren Polski. „Większe zainteresowanie rajdem Rosjan jest na rękę tym, którzy nie życzą dobrze Polsce” – tłumaczył minister spraw zagranicznych.

Na czele „Nocnych Wilków” i Rosyjskiej Organizacji Motocyklistów od początku stoi Aleksiej Załdostanow, pseudonim „Chirurg”. Ulubieniec prezydenta Rosji urodził się w 1963 roku na Ukrainie, w Kirowgorodzie, w rodzinie lekarzy. Od kilku lat, a szczególnie w ciągu ostatniego roku Załdostanow mocno angażuje się w polityczne projekty wspierające Władimira Putina. Wraz z „Nocnymi Wilkami” w marcu 2014 roku wzywał do przyłączenia Krymu i Donbasu do Rosji.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Tomasz Majka,wcześn./darad/dyd

15.04.2015 (IAR) – Nie zamierzałem obrażać Polaków, twierdzi lider rosyjskich motocyklistów. Aleksandr „chirurg” Załdostanow odpowiadając na pytanie Polskiego Radia tłumaczył, że on i jego koledzy szanują Polaków i polską historię. Jak dodał, mają też w naszym kraju wielu przyjaciół. Rosyjscy motocykliści spod znaku „Nocnych wilków” nie zrezygnują z rajdu Moskwa – Berlin, którym chcą uczcić 70 rocznicę zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.

Lider grupy Aleksandr Załdostanow nie wierzy, aby w Polsce mogły jego kolegów spotkać jakieś nieprzyjemności. Zadrażnienia, do których doszło w ostatnim czasie tłumaczy brakiem rzetelności niektórych mediów. „Chirurg” jest przekonany, że rosyjscy motocykliści mogą liczyć na pomoc i opiekę polskich sympatyków dwóch kółek. Na pytanie Polskiego Radia, dlaczego obraził Polaków nazywając nas „policjantami obozów koncentracyjnych” odpowiedział, że jego słowa zostały źle zrozumiane. -„Po pierwsze tak was nie nazwałem. Powiedziałem, że było bardzo dużo polskich wojowników, żołnierzy którzy z Armią Czerwoną doszli do Berlina i są współuczestnikami wielkiego zwycięstwa. Dodałem też, że byli i ludzie, którzy służyli jako policjanci i banderowcy, ale przecież takich było również dużo w Rosji. Nasz rajd mógłby nie podobać się właśnie tym ludziom. Z Polską łączą nas wspólne wartości” – podkreślił Załdostanow.

Lider „Nocnych wilków” nie wie czy weźmie udział w rajdzie do Berlina, ponieważ planował pozostać w Rosji na uroczystościach 70 rocznicy zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami. Ze względu na napięcia ze strony, niektórych środowisk w Polsce rozważa udział w rajdzie, ale na razie nie ma odpowiedniej wizy. Według niego Z Moskwy wyjedzie grupa kilkunastu motocyklistów, do których będą po drodze dołączać: Białorusini, Polacy, Czesi i Niemcy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/mg

Trzeba rozróżnić dwie kwestie…

To co świętują Rosjanie, czyli „Zwycięstwo ZSRRu nad hitlerowskimi Niemcami” nie było naszym zwycięstwem, i nie ma tu ŻADNYCH wspólnych wartości jakie z Rosją moglibyśmy świętować. Zbrodniczy ZSRR i zbrodnicza Rzesza napadły w sojuszu na Polskę a to że się później między sobą pogryźli nie wniosło dla naszego narodu żadnej wartości, co udowodniły kolejne dziesięciolecia rządów pachołków Moskwy w Polsce.

Ten czas „pobiedy” to zatem koniec gehenny pod butem jednego oprawcy na rzecz drugiego (jeszcze gorszego). Początek straszliwych mordów i represji w imię ideologii którą Stalin zamierzał zanieść reszcie Europy (tak jak 20 lat wcześniej próbował to zrobić Lenin) ale mu się nie udało. Wojna nie skończyła się dla nas ani zwycięstwem ani wyzwoleniem – skończyła się dla nas zaborem. I nie tylko dla nas ponieważ komuniści opanowali (okupowali) całą wschodnią Europę, przez co do dziś Rosja utrzymuje w tzw. bloku postsowieckim swoje wpływy (agenturalne). Zwycięstwo armii czerwonej to m.in. gwałty, rabunki i mordy na Polakach przez prawie pół wieku! Zachód rzecz jasna był sojusznikiem ZSRR ale wcześniej tym sojusznikiem były hitlerowskie Niemcy, które do spółki z ZSRR (na podstawie paktu Ribbentrop Mołotow) napadły i rozebrały Polskę. Choć byliśmy po stronie zwycięzców to wojnę przegraliśmy – sprzedani przez tzw. „sojuszników” z zachodu w niewolę innym „sojusznikom” ze wschodu (tzw. „wyzwolicielom”). Skutki tego były dla nas opłakane, bo Polska została wymordowana (z elit i nie tylko), zgwałcona, ograbiona i zniewolona na niemal pół wieku, czego konsekwencje odczuwamy do dziś.

Druga kwestia to fakt że Rosjanie mają prawo świętować swoje zwycięstwo po swojemu i dopóki robią to w sposób kulturalny to ja nie mam nic przeciwko takim rajdom. „Rajd Katyński” jest witany w Rosji ze zrozumieniem i należy się Rosjanom wzajemność (o ile zachowają się przyzwoicie). Rzecz oczywista że władze na Kremlu traktują przejazd „Nocnych Wilków” jako narzędzie rosyjskiej propagandy, jednak dopóki nie jest to manifestacja reżimu komunistycznego i odbywa się w sposób kulturalny, to nie ma takiej mocy prawnej żeby zabronić tym motocyklistom przejazd przez Polskę. Czy będzie to prowokacja jak określił Pan Schetyna, to dopiero można będzie powiedzieć po tym jak się będą ci panowie zachowywać. Tymczasem większy wydźwięk propagandowy niż sam fakt przejazdu, robi niezdrowe podniecanie się tym przejazdem i nakręcanie spirali nienawiści zwłaszcza w pro PISowskich mediach. Poddawanie się histerii zanim cokolwiek się wydarzyło (i epatowanie czarnym PR z ekranów telewizorni na widzów) jest po prostu nieprofesjonalne. Nie służy to ani polskiej racji stanu ani bezpieczeństwu tej „wycieczki”. W Polsce naprawdę jest dużo więcej problemów jak przejazd jakiejś grupy (póki co) turystów. I nie jest żadnym argumentem „przeciw” to że ktoś ich ochrzcił „ulubieńcami Putina”… (Odys)

PS… Hipokryzją w związku z powyższym można nazwać nabranie wody w usta przez sporą część naszych władz (a przede wszystkim opinii publicznej z tzw. „niezależnych mediów”) z okazji usankcjonowania nie tak dawno w parlamencie ukraińskim zbrodni OUN/UPA (w wyniku których zginęło na kresach dawnej RP dziesiątki tysięcy Polaków) jako bohaterskiego czynu niepodległościowego, co propagandowo podchwyciły z kolei rosyjskie media (rzecz jasna po to by podsycać antagonizmy między Polską a Ukrainą)…

14.04.2015 (IAR) – O „ukraińskim policzku” dla polskiego prezydenta napisała rządowa „Rossijskaja Gazieta”. Dziennik przypomina, że niedawno w Kijowie Bronisław Komorowski wyciągał pomocną dłoń do Ukraińców, a ci kilka godzin później uznali członków Ukraińskiej Powstańczej Armii za bojowników o niepodległość.

„Rossijskaja Gazieta” przypomina, że w latach 1943-1945 UPA wymordowała tysiące Polaków. Dziennik cytuje polskich polityków, którzy krytycznie odnieśli się do uchwały ukraińskiej Rady Najwyższej i poradzili prezydentowi Komorowskiemu, aby był mniej bezkrytyczny wobec kijowskich władz. Rządowa gazeta podkreśla, że wielu polskich parlamentarzystów jest oburzonych uznaniem „banderowców””za bohaterów i zapowiada, że przy każdej okazji będzie nazywać ich bandytami, a UPA organizacją przestępczą. Rosyjskie media od początku konfliktu ukraińskiego wykorzystują tego typu incydenty, aby przekonać opinię publiczną, że na Ukrainie do władzy doszli niebezpieczni nacjonaliści.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Maciej Jastrzębski/Moskwa/dabr

…nie trawię osobiście tego rodzaju fałszywej troski, żeby jakaś rosyjska gadzinówka zamiast pilnować rozliczenia własnych grzechów wobec Polaków (Katyń, działalność NKWD oraz Armii Czerwonej i ich pachołków z polskim paszportem) wycierała sobie pysk zbrodniami Ukraińców, ale co zrobić kiedy to „okazja czyni złodzieja” a potem często taki złodziej sam krzyczy najgłośniej „łapaj złodzieja”… (Odys)

podobne: Putin przeinacza historię. Pomnik smoleński w zamian za krasnoarmiejski. Grecja chce od Niemiec reparacji wojennych. oraz: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Polacy w 1940 roku mordowani byli w trybie specjalnym. Katyń był największym kłamstwem Europy XX wieku. Brytyjczycy wiedzieli kto dokonał zbrodni ale prawdę zataili. Putin wykorzystuje tragedię smoleńską (podobnie jak Stalin używał Katynia) do rozgrywek politycznych.


1. Historycy: Polacy w 1940 roku mordowani byli w trybie specjalnym.

03.04.2015 (IAR) – Polacy w 1940 roku byli mordowani w trybie specjalnym – przypominają historycy. 75 lat temu NKWD rozpoczęło wywóz polskich oficerów z obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. 3 kwietnia 1940 ruszyły pierwsze transporty śmierci z jeńcami z Kozielska do Katynia.

Był to początek zbrodni, której dokonano w Katyniu, Charkowie i Miednoje. NKWD wymordowało wówczas blisko 22 tysiące obywateli polskich wziętych do niewoli po agresji ZSRR na Polskę w 1939 roku.

Jak przypomina profesor Wojciech Materski, polscy jeńcy zostali objęci na rozkaz Stalina specjalną procedurą. To był tryb – wyjaśnia historyk – w którym nie trzeba było stawiać wniosku na forum sądowym, fatygować prokuratora, obrońcy, oskarżonych. Po prostu „trzech panów” zamykało się w pomieszczeniu, brało odpowiednie dokumenty i tworzyło listy śmierci. W ten sposób – dodaje profesor Materski – skazano i wymordowano od 4 kwietnia do 15 maja 1940 roku prawie 22 tysiące ludzi, bez formalnego wyroku, bez procedur, które dawałby szansę na obronę. Założenie było jedno – przypomina naukowiec – „polscy jeńcy są kontrrewolucjonistami, są niebezpieczni, niepotrzebni trzeba ich zabić”.

Historyk Witold Wasielewski podkreśla, że egzekucje przeprowadzono z makabryczną precyzją. Poszczególnych oficerów sprowadzano do celi więzienne w piwnicy, tam z zaskoczenia strzelano im w tył głowy. Następnie przez specjalne okienko zwłoki wyrzucano na stojącą przy budynku ciężarówkę.

Wśród zamordowanych w ten bestialski sposób byli nie tylko oficerowie Wojska Polskiego, ale także policjanci, urzędnicy, uczeni, profesorowie wyższych uczelni, artyści, lekarze, nauczyciele i prawnicy.(…)

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Witold Banach/dabr

podobne: 70. rocznica ujawnienia zbrodni katyńskiej. i to: Tomasz Sommer: „Operacja Polska” czyli rozstrzelać Polaków!

2. MSZ: Brytyjczycy wiedzieli kto dokonał zbrodni katyńskiej ale prawdę zataili. Kunert: Katyń był największym kłamstwem Europy XX wieku.

02.04.2015 (IAR) – Brytyjczycy w czasie II wojny wiedzieli kto dokonał zbrodni katyńskiej, ale prawdę zataili. Ministerstwo Spraw Zagranicznych opublikowało 62 brytyjskie dokumenty z lat 1942-1980 dotyczące tej zbrodni. Wynika z nich, że zarówno Winston Churchill, jak i jego następcy w imię poprawnych stosunków ze Związkiem Radzieckim, nie chcieli ujawnić tragicznej dla Polaków prawdy.

Historyk MSZ Piotr Długołęcki wyjaśnia, że archiwalia jednoznacznie dowodzą, że Brytyjczycy mieli pełną wiedzę o zbrodni z 1940 roku popełnionej przez sowietów na polskich jeńcach. Strona brytyjska dysponowała dokumentami przekazanymi przez polskie władze, materiałami swojego wywiadu, a także przechwyconymi niemieckimi depeszami, z których jasno wynikało, kto dokonał zbrodni. Brytyjczycy mieli też wgląd w materiały niemieckiej komisji lekarskiej, która prowadziła prace w Katyniu.

MSZ wśród dokumentów opublikował między innymi utajniony przez Churchilla raport Owena O’Malleya z 1943 roku, który jednoznacznie wskazywał na odpowiedzialność sowietów.

Piotr Długołęcki tłumaczy, że wśród archiwaliów znalazły się też dokumenty z lat 50-tych ubiegłego wieku. Ukazują one między innymi stosunek Brytyjczyków do przedstawicieli Komisji Śledczej Kongresu USA do Zbadania Zbrodni Katyńskiej pod przewodnictwem Raya Maddena. Pracownicy Foregin Office – tłumaczy badacz – piętrzyli problemy administracyjne, nie przekazali Amerykanom żadnych dokumentów, a także nie wskazali miejsca pobytu świadków, którzy przebywali w Wielkiej Brytanii.

Piotr Długołęcki wyjaśnia, że opublikowane dokumenty z lat 70-tych ubiegłego wieku ukazują też niechęć Brytyjczyków do budowy pomnika katyńskiego w Londynie. Historyk wyjaśnia, że w sprawie budowy pomnika protestowały ambasady PRL-u i Związku Radzieckiego, a te protesty Brytyjczycy przyjmowali z „bardzo dużą życzliwością”. Strona brytyjska – podkreśla badacz – robiła wszystko, by zahamować tę inicjatywę i nie dopuściła do budowy pomnika w centrum Londynu. W efekcie powstał on na obrzeżach miasta na kościelnej działce.

Dokumenty ukazują też zmianę polityki brytyjskiej po 1979 roku, po dojściu do władzy Margaret Thatcher.

Archiwalia zostały opublikowane na kilka dni przed 75 rocznicą rozpoczęcia rozstrzeliwania ponad 21 tysięcy polskich jeńców, którzy trafili do sowieckiej niewoli w 1939 roku.

Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/K.P.

podobne: Kolejny dowód na kłamstwo katyńskie. Alianci ukrywali prawdę żeby zadowolić Stalina. oraz: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa.

03.04.2015 (IAR) – Katyń był największym kłamstwem Europy XX wieku – uważa gość radiowej Jedynki profesor Andrzej Kunert. Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa dodaje, że Katyń w niesłychanie wyrazisty sposób pokazuje, że niestety można w imię wielkich interesów poświęcać prawdę.

Profesor Kunert mówił, że Katyń był też kłamstwem założycielskim Polski Ludowej. Naturalną konsekwencją tej zbrodni było stworzenie, przy ogromnym udziale władz sowieckich, nowych, alternatywnych struktur komunistycznej władzy w Polsce. Historyk podkreślił ponadto, że zbrodnia katyńska była wymierzona w Drugą Rzeczpospolitą. „Mocodawcy świetnie zdawali sobie sprawę, kto jest najmocniejszym przeciwnikiem systemu” – skonstatował.

Poranny gość Polskiego Radia zapewnił, że mauzoleum upamiętniające ofiary zbrodni komunistycznych na Powązkach zostanie zbudowane w planowanym terminie. Dzisiaj w Rada ogłosi ostatecznego zwycięzcę konkursu na projekt mauzoleum. Decyzję podejmuje Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, bo w konkursie organizowanym przez SARP na koncepcję architektoniczną mauzoleum zwycięzca naruszył prawa autorskie. Narodowy pogrzeb polskich bohaterów ma odbyć się we wrześniu.

Informacyjna Agencja Radiowa/Jedynka/esz

3. Historycy: Stalin sprytnie wykorzystał ujawnienie informacji o zbrodni katyńskiej przez Niemców. Rosja wykorzystuje tragedię smoleńską do rogrywek politycznychOpinie: Kowal: teorie spiskowe to wynik sposobu prowadzenia śledztwa smoleńskiego.

13.04.2015 (IAR) – Stalin sprytnie wykorzystał ujawnienie informacji o zbrodni katyńskiej przez Niemców – przypominają historycy. Dziś obchodzimy dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej, który przypada w rocznicę ujawnienia przez Niemców informacji o odnalezieniu masowych mogił polskich oficerów w lesie katyńskim, zamordowanych przez Sowietów. 11 kwietnia 1943 roku Agencja Transocean nadała komunikat o odnalezieniu zwłok kilku tysięcy polskich żołnierzy. 13 kwietnia informacje te powtórzyło Radio Berlin, tego dnia również w okupowanej Polsce usłyszano o makabrycznym odkryciu.

Historyk doktor Sławomir Kalbarczyk tłumaczy, że dla polskich władz na uchodźstwie było to tragiczne potwierdzenie podejrzeń co do losu polskich jeńców, jednak Stalin potrafił niewygodną prawdę wykorzystać. Stalin uważał, że polskie władze w Londynie sprzymierzyły się z Niemcami i oskarżają o zbrodnię Sowietów. Tym samym – tłumaczy doktor Kalbarczyk – przywódca Związku Radzieckiego „nie widział innej możliwości jak tylko zerwanie kontaktów z rządem polskim”.

Choć Polska była w koalicji antyhitlerowskiej ze Związkiem Radzieckim to Stalin, przy biernej postawie Brytyjczyków i Amerykanów, zdecydował się na ten krok i oznajmił to w nocy z 25 na 26 kwietnia 1943 roku. Tym samym, niemiecka kampania pomogła Stalinowi tworzyć nowe, zależne od niego polskie władze – wyjaśnia historyk doktor Marcin Przegiętka. Jak tłumaczy w tamtym czasie, krótko przed ujawnieniem informacji o zbrodni, w Moskwie doszło do utworzenia Związku Patriotów Polskich, z którego w przyszłości wywodził się rząd pozostający w ścisłej współpracy z Sowietami.

Zarazem – tłumaczy doktor Kalbarczyk – w odpowiedzi na niemiecką kampanię informacyjną, Sowieci rozpoczęli już 15 kwietnia 1943 roku akcję propagandową, która miała z nich zdejmować odpowiedzialność za zbrodnię. Sowieci twierdzili, że polskich jeńców, pracujących na terenach, które zajęli Niemcy w 1941 zamordowali, ci którzy informację ujawnili czyli właśnie Niemcy.

Taka wersja zbrodni katyńskiej była podtrzymywana do 1990 roku kiedy to 13 kwietnia ówczesne władze radzieckie przyznały, że blisko 22 tysiące polskich jeńców wojennych zostało z rozkazu Stalina rozstrzelanych wiosną 1940 roku przez NKWD.

Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/sk

podobne: Katyń przeszkadzał koalicji zachodu z ZSRR oraz: Adam Wielomski: Błędy polityki generała Sikorskiego. Dlaczego Polska nie dogadała się z ZSRR? i to: Poncjusz Piłat mieszka w Strasburgu czyli… Jałta nie pierwsza i nie ostatnia.

10.04.2015 (IAR) – Podobnie jak zbrodnię katyńską, Rosja wykorzystuje tragedię Smoleńską do rozgrywek politycznych. Tak uważa poranny gość Polskiego Radia Katowice, Zbigniew Gołasz z katowickiego oddziału IPN.

Zwraca on uwagę, że fakt przetrzymywania przez stronę rosyjską pięć lat głównego dowodu w śledztwie – czyli wraku samolotu oraz brak chęci wydania go Polsce, świadczy o tym, że Rosji nie zależy na wyjaśnieniu przyczyn katastrofy. „To wygodne narzędzie w rozgrywkach politycznych” – dodaje Zbigniew Gołasz.

Od katastrofy prezydenckiego Tupolewa pod Smoleńskiem mija dzisiaj pięć lat. W wypadku zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński z żoną, a także ostatni prezydent RP na uchodźstwie, generałowie, parlamentarzyści, urzędnicy państwowi, duchowni, przedstawiciele rodzin katyńskich, załoga i funkcjonariusze BOR. W wielu miejscach w kraju odbywają się uroczystości upamiętniające ofiary tragedii.

IAR/Dorota Stabik, Jerzy Zawartka PR Katowice/jj

podobne: Putin przeinacza historię. Pomnik smoleński w zamian za krasnoarmiejski. Grecja chce od Niemiec reparacji wojennych. oraz: Wyciek stenogramów (smoleńskich) pokazuje słabość państwa. Niemcki wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku?

10.04.2015 (IAR) – W opinii Kowala istnieje ścisły związek pomiędzy pojawieniem się teorii spiskowych dotyczących katastrofy, a sposobem prowadzenia śledztwa w tej sprawie. Począwszy od tego, że nie mamy czarnych skrzynek i bazujemy na tym, co dadzą nam Rosjanie, a zaufanie do nich jest zerowe.

Były sekretarz stanu w MSZ zwraca też uwagę, że teorie spiskowe towarzyszą niemal wszystkim wielkim wydarzeniom na świecie, więc nie ma się dziwić ich pojawianiu, choć w przypadku katastrofy smoleńskiej ten termin nie do końca w jego opinii pasuje. To raczej różne wersje wypadku, których nie da się ani w pełni udowodnić, ani zanegować, ponieważ materiał dowodowy znajduje się w Rosji. Brak zaufania do śledztwa i kolejne wersje wydarzeń owocują rozmaitymi interpretacjami – uważa Paweł Kowal. Jednocześnie sami eksperci w jego opinii mogą w takich warunkach określać jedynie prawdopodobieństwo przyczyn katastrofy, a nie jej faktycznie przyczyny.

Katastrofa rządowego Tu-154 miała miejsce 10 kwietnia 2010 roku. Zginęło w niej niemal 100 spośród najważniejszych w państwie osób. Celem ich lotu było uczestnictwo w obchodach 70 rocznicy zbrodni katyńskiej.

Informacyjna Agencja Radiowa/P.Pawełek/buch

podobne: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.

…To już 5 lat odkąd w Polsce mamy do czynienia z jednej strony z potrzebą kultu mitu „męczeństwa smoleńskiego” – lansowanym przez PIS dla potrzeb politycznych obarczenia prominentnych działaczy PO „współudziałem w morderstwie”, z drugiej zaś z zachowawczą (uległą wobec Rosji czy ze strachu czy z innych pobudek to już mniejsza o to) postawą środowiska PO, które boi się wyjaśniania tej tragedii i odpowiedzialności przed polskim społeczeństwem za własną nieudolność. Zamiast tego PO woli straszyć swój elektorat i resztę społeczeństwa złym Putinem, udając że wszelkie naciski na zwrot wraku to niemal wypowiedzenie wojny Rosji.

Tymczasem wrak i czarne skrzynki są w rękach Rosji, a jej służby prawdopodobnie znają przyczynę tragedii smoleńskiej (taj jak prawdopodobnie znają ją Amerykanie). Wiedza ta (a w zasadzie nasza niewiedza), pozwala Rosji szermować do woli dowodami w tej sprawie i rozgrywać co jakiś czas polską scenę polityczną. Rosja z oczywistych dla siebie powodów (sianie chaosu, dezinformacji i strachu w polskim społeczeństwie) nie widzi konieczności by rozwiewać jakiekolwiek wątpliwości Polaków w tej sprawie.

Osobiście z czystym sumieniem mogę powiedzieć tylko tyle, że NIE WIEM do tej pory co było przyczyną tragedii. Bo to nie jest kwestia prawdopodobieństwa czy wiary w jakąś z wersji. Tu albo się coś wie albo nie, bo dopiero na podstawie wiedzy można szermować oskarżeniami i rozliczeniami a co dopiero prawdą i faktami do których klucze w postaci wraku i czarnych skrzynek trzyma Rosja… Odys

podobne: Kolejna rocznica „katastrofy w Smoleńsku” – zimna wojna trwa oraz: Telefony w sprawie Smoleńska i to: Stanisław Michalkiewicz: „Z gadzinowego funduszu” czyli… NPW albo „brzoza warszawska”.

źródło: stooq.pl

Rajmund Gałecki - Katyń-Smoleńsk 1940-2010

Rajmund Gałecki – Katyń-Smoleńsk 1940-2010

Putin przeinacza historię. Pomnik smoleński w zamian za krasnoarmiejski. Grecja chce od Niemiec reparacji wojennych.


1. Schetyna o pomniku smoleńskim. Rosyjski ekspert wytyka Putinowi przeinaczanie historii

02.04.2015 (IAR) – Minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna ma dziś rozmawiać z ambasador RP w Moskwie o budowie pomnika smoleńskiego. Rosja chce, by w zamian za zgodę na budowę pomnika w Smoleńsku, Polska zezwoliła na wzniesienie w Krakowie pomnika czerwonoarmistów. Takie stanowisko przekazał minister kultury Rosji polskiej ambasador Katarzynie Pełczyńskiej – Nałęcz. Grzegorz Schetyna, który gościł w radiowej Trójce, powiedział, że trudno to traktować jako poważną propozycję strony rosyjskiej. Jego zdaniem, pomysł, by zastosować „zasadę wzajemności” budowy pomników smoleńskiego i czerwonoarmistów, określił to jako „kiepski żart”.

Minister spraw zagranicznych przyznał, że „są pewne trudności, wynikające z tego, iż nie ma jednego śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej”, lecz postępowania równolegle prowadzą Polska i Rosja. Jak mówił, w 2010 roku, kiedy podejmowano tę decyzję, „wszyscy byli w szoku”. „Zawsze będziemy to stawiać w kontekście tego, co zrobili Holendrzy po katastrofie swego samolotu, ale też sytuacja była inna” – mówił Schetyna. Chodzi o zestrzelenie 17 lipca nad Ukrainą samolotu malezyjskich linii lotniczych, w którym leciało między innymi 193 Holendrów. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi holenderska prokuratura.

Szef MSZ wyraził nadzieję, że w tym roku nasi śledczy zakończą śledztwo, dotyczące katastrofy TU154M. „Wówczas będzie można podjąć ewentualną decyzję o dalszych działaniach” – dodał.

Centralne uroczystości 5. rocznicy katastrofy samolotu TU-154M odbędą się rano 10 kwietnia na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Uroczysta msza święta zostanie odprawiona w Świątyni Opatrzności Bożej o godz. 11.00.

Trójka/IAR/dw/magos

podobne: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. oraz: Kolejna rocznica „katastrofy w Smoleńsku” – zimna wojna trwa

23.03.2015 (IAR) – Prezydent Rosji przeinacza historię, wykorzystując ją do swoich gier politycznych. Do takiego wniosku doszedł były kremlowski doradca Andriej Iłłarinow, który opublikował na stronach radia Echo Moskwy obszerną analizę zatytułowaną „Bezwstydne wywody, niemające niczego wspólnego z prawdą”. Iłłarionow przypomniał, że niedawno prezydent Rosji na posiedzeniu komitetu organizacyjnego 70-tej rocznicy zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami wezwał do przeciwstawienia się fałszowaniu historii.

Władimir Putin oskarżył Zachód o kłamstwo i przeinaczanie faktów historycznych po to, żeby moralnie osłabić Rosję. Były doradca Kremla zebrał kilka wypowiedzi rosyjskiego prezydenta, odnoszących się do ważnych wydarzeń historycznych i posługując się analizami znanych historyków, podważył prawdziwość słów Wladimira Putina. Między innymi przypomniał, że kiedyś rosyjski prezydent porównał obronę Westerplatte z obroną Twierdzy Brzeskiej. Putin dziwił się, że z takim pietyzmem mówi się o bohaterach, którzy bronili się zaledwie 7 dni, ostrzeliwani przez niemiecki pancernik. W jego ocenie bohaterami byli radzieccy żołnierze broniący Twierdzy Brzeskiej, którzy nie podawali się, a do niewoli trafiali tylko wtedy, gdy tracili przytomność. Andriej Iłłarionow przypomniał Putinowi, że na Westerplatte nie było twierdzy, a jedynie strażnica broniona przez 182 źle wyposażonych żołnierzy, na których nacierało 3500 hitlerowców, wspieranych przez marynarkę wojenną i lotnictwo. Natomiast w Brześciu już w pierwszych dniach walk poddało się ponad 3000 czerwonoarmistów. Iłłarionow dodaje, że Twierdzy Brzeskiej broniło 9 tysięcy żołnierzy, na których nacierało 17 tysięczne ugrupowanie, a regularna obrona trwała zaledwie jeden dzień dłużej, od tej na Westerplatte.

W tekście Andrieja Iłłarionowa znalazły się również sprostowania do historycznych wypowiedzi rosyjskiego rezydenta odnoszących się do tworzenia rosyjskiej państwowości i związków Rosji z Krymem.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/dw

podobne: Rosyjska Gazeta: „AK zabijała czerwonoarmistów” (publikacja dokumentów o AK). IPN odpowiada na rosyjską prowokację. Żołnierze Wyklęci i ostatnie polskie powstanie. oraz: W rocznicę obchodów wyzwolenia Auschwitz (bez Pileckiego). Mosze Kan­tor: „Putin jest wiel­kim przy­ja­cie­lem śro­do­wisk ży­dow­skich”. Czy żydom grozi exodus? Brytyjski historyk ostro o bierności Zachodu wobec zagłady. i to: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli.

2.  Niemcy: MSZ Grecji chce kompromisu ws. reparacjiGrecja chce od Niemiec 279 miliardów euro za straty wojenne

23.03.2015 (IAR) – Szef greckiej dyplomacji chce kompromisu z Niemcami w sprawie odszkodowań za straty z czasów drugiej wojny światowej. Nikos Kodzias mówi o tym w wywiadzie dla dziennika „Sueddeutsche Zeitung”. Sprawa reparacji wojennych może zostać poruszona podczas dzisiejszych rozmów kanclerz Angeli Merkel z premierem Grecji.

W ostatnich tygodniach greccy politycy głośno domagali się powrotu do rozmów na temat odszkodowań za zbrodnie Trzeciej Rzeszy. Grecki minister obrony mówił niedawno, że jego kraj, w przeciwieństwie do innych europejskich państw nie otrzymał odszkodowań za straty wojenne. Rząd w Berlinie uważa jednak sprawę za zamkniętą, przypominając, że w 1960 roku zawarto z Grecją umowę odszkodowawczą i wypłacono Atenom 115 mln ówczesnych marek. W wywiadzie dla dzisiejszego wydania „Sueddeutsche Zeitung” szef greckiej dyplomacji opowiada się za wypracowaniem kompromisu. Jak mówi, trzeba znaleźć drogę, aby rozmawiać z Niemcami racjonalnie. Nikos Kodzias proponuje powołanie rady mędrców, która miałaby zająć się tematem odszkodowań. „Sueddeutsche Zeitung” ocenia, że wypowiedź greckiego ministra to próba łagodzenia napiętych relacji z Berlinem. Jeszcze niedawno niektórzy greccy politycy grozili konfiskatą niemieckiej własności w Grecji.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/sk

07.04.2015 (IAR) – Prawie 279 miliardów euro – tyle, zdaniem władz w Atenach, Niemcy powinny zapłacić Grecji za straty poniesione w czasie drugiej wojny światowej. Wyliczyli to greccy specjaliści. Niemcy jednak uznają sprawę reparacji za zamkniętą.

Odkąd władzę w Grecji przejęła radykalna Syriza, pod adresem Niemiec coraz częściej padają żądania dotyczące odszkodowań za straty wojenne. Teraz po raz pierwszy pojawia się jednak konkretna kwota. Z wyliczeń greckiego Ministerstwa Finansów i tamtejszego banku centralnego wynika, że Niemcy są winne Grekom 278,7 mld euro.

Władze w Berlinie jednak regularnie odrzucają greckie żądania. Przypominają, że w 1960 roku Niemcy zawarły z Grecją umowę odszkodowawczą i wypłaciły Atenom 115 mln ówczesnych marek. W umowie zapisano też, że sprawę odszkodowań uważa się za zamkniętą.

Reagując na najnowsze greckie wyliczenia, wicekanclerz Niemiec Sigmar Gabriel powiedział, że z prawnego punktu widzenia kwestia odszkodowań jest załatwiona. Skrytykował też próby łączenie tej sprawy z aktualnym zadłużeniem Grecji. Jak stwierdził, „to głupie”. Wicekanclerz Niemiec przyznał jednocześnie, że na Niemcach nadal spoczywa moralna odpowiedzialności za zbrodnie III Rzeszy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański, PR Berlin/dj

podobne: Gotz Aly: „Każdy obywatel Niemiec do dzisiaj korzysta z ograbienia Europy”. Państwo opiekuńcze za łupy wojenne. oraz: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców…(?) i to: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu.

źródło: stooq.pl

Niemcy - Rosja (propaganda)

Gimnazjaliści nie radzą sobie z trudniejszymi zadaniami, ale szkołę lubią. Prawo do odręcznego pisania. Polscy historycy zbulwersowani niemiecko-rosyjskim podręcznikiem.


13.03.2015 (IAR) – Najprostsze zadania rozwiązują od ręki, tam gdzie trzeba chwilę pomyśleć – często jest porażka. To wnioski z badania umiejętności humanistycznych gimnazjalistów, przeprowadzonego przez Instytut Badań Edukacyjnych.

Doktor Krzysztof Biedrzycki tłumaczył, że gimnazjaliści często nie radzili sobie z zadaniami typu otwartego. „Były pytania zamknięte, które ich jakoś naprowadzały, po czym sami musieli sobie poradzić z konkluzją. Tam gdzie prowadziliśmy ich za rękę to odpowiadali dobrze. Tam gdzie tę rękę puściliśmy to nagle tonęli” – mówił.

Krzysztof Biedrzycki zauważył, że młodzież posługuje się przede wszystkim współczesnym językiem. Przyzwyczajeni są do skrótowych zwrotów, które są przecież popularne dzięki smsom czy komunikatorom internetowym. Stąd na przykład problem, żeby napisać podanie. Zauważa jednak, że gimnazjaliście znacznie lepiej się wypowiadają, nawet językiem urzędowym. Problem polegał jednak na tym, że nie słuchają rozmówcy. To znaczy, że nie reagują na to co powiedział przedmówca, tylko w tym czasie w głowie przygotowują sobie swoją wypowiedź.

Wielkim problemem gimnazjalistów jest interpunkcja. Potrafią w zdaniu złożonym wskazać zdanie podrzędne i nadrzędne, nie mają jednak pojęcia, że trzeba tam postawić przecinek.

Podobnie jest z ortografią. Na przykład gimnazjaliści wiedzą, że „ó” wymienia się na „o”, ale oni i tak napiszą „u”.

W badaniu wyszło też, że nauczyciele za bardzo trzymają się tradycyjnego języka. Zdaniem Krzysztofa Biedrzyckiego powinni oni otworzyć się trochę na język młodzieżowy. Dzięki temu nawiążą dialog, który pozwoli przekazać młodzieży również inne systemy wypowiedzi.

Badanie zostało przeprowadzone w 180 szkołach i obejmowało wszystkie klasy gimnazjum. W sumie wzięło w nim udział prawie 17 tysięcy uczniów, ale także prawie 500 nauczycieli.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Kamil Szwarbuła/mitro/

15.03.2015 (IAR) – Statystyczny gimnazjalista lubi szkołę. Takie wnioski płyną z raportu przygotowanego przez Instytut Badań Edukacyjnych. Atmosferę w szkole jako dobrą ocenia 60 procent gimnazjalistów, a w klasie nawet 70 procent.

Tymi wynikami zaskoczony był współautor badania doktor Krzysztof Biedrzycki, przyzwyczajony do tego, że uczniowie raczej nie lubią szkoły. Pytania ankietowe sprawdzały to jednak z wielu stron. Dodatkowo okazało się, że zdanie gimnazjalistów na ten temat było podobne z opiniami ich rodziców i nauczycieli.

Uczniowie z Gimnazjum nr 6 w Tomaszowie Mazowieckim przekonują, że szkołę da się lubić. To nie tylko kwestia fajnych nauczycieli. Chwalą też zajęcia dodatkowe takie jak zumba, chór czy treningi łyżwiarskie.

Sympatię do szkoły sprawdzano przy okazji badania umiejętności humanistycznych gimnazjalistów. Okazało się młodzież najprostsze zadania rozwiązuje od ręki, a tam gdzie trzeba trochę pomyśleć – często jest porażka.

Badanie zostało przeprowadzone w 180 szkołach i obejmowało wszystkie klasy gimnazjum. W sumie wzięło w nim udział prawie 17 tysięcy uczniów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Kamil Szwarbuła/K.P.

…Trudno nie lubić szkoły która dostosowuje się „poziomem nauczania” do ucznia, a nauczyciele zmuszeni są używać „młodzieżowego języka” żeby utrzymać kontakt z uczniem. Chwała tym dzieciakom którzy mają ambicję uczyć się ponad poziom „gwarantujący zaliczenie” najprostszych i zamkniętych zadań nie wymagających głębszej analizy czy też kreatywności. Chwała rodzicom jeżeli sami dbają o to w domu, wymagając od swych pociech czegoś więcej ponad „zaliczanie” z tzw. „klucza”,  ucząc samodzielnego myślenia i używania języka polskiego w sposób poprawny… (Odys)

więcej o tzw. edukacji w gimnazjach tu: “Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”… podobne: Na II „Kongresie Polskiej Edukacji” o kondycji gimnazjów, czyli edukacyjny „miś na miarę naszych możliwości” polecam również: Izabela Brodacka: Jesteśmy idiotami??” – Przez uprzejmość nie zaprzeczę czyli…. oraz: Wielkie żarcie się kończy! Zmierzamy ku edukacyjnej katastrofie.

…kolejnym etapem równania w dół powinien być pomysł na jaki wpadli Finowie, tj….

15.03.2015 (IAR) – W obronie odręcznego pisania stanął Instytut Grafologii w Urbino we Włoszech. Jest on zaniepokojony decyzją władz oświatowych Finlandii, by zrezygnować z nauczania ręcznego pisania na rzecz posługiwania się komputerem.

Instytut w Urbino podziela stanowisko niemieckiego neuropsychiatry Manfreda Spitzera, który ostrzega przed „cyfrową demencją” przyszłych pokoleń. Przyłącza się jednocześnie do amerykańskiej kampanii na rzecz odręcznego pisania, którą poparł UNICEF, Fundusz Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci. Kierownictwo Instytutu, prowadzonego od czterdziestu lat przez włoskich Franciszkanów, przypomina, że odręczne pisanie towarzyszy człowiekowi przez całe życie. Jak to określono: od dziecinnych bazgrołów po testament. Umiejętność ta jest rezultatem tzw. melodii kinetycznej, łączącej umysł, serce i rękę. Dlatego możemy mówić o prawie każdego do odręcznego pisania i poczuwać się do obowiązku obrony młodych pokoleń przez próbą pozbawienia ich tego prawa.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/mg

…a kiedy wszyscy już będą „odpowiednio wykształceni” i „sprawni intelektualnie” wtedy nie trzeba będzie się przejmować propagandą i kłamstwami produkowanymi na polityczne zamówienie (bo i tak nikt ich nie zrozumie)…

15.03.2015 (IAR) – Polscy historycy zbulwersowani niemiecko-rosyjskim podręcznikiem. Kilka dni temu naukowcy z Niemiec i Rosji przedstawili wspólny podręcznik do historii XX wieku. Publikacja zawiera dwa odmienne stanowiska w sprawie interpretacji paktu Ribbentrop-Mołotow i jego skutków dla Polski.

Według rosyjskich badaczy Stalin, znalazł się w 1939 roku w sytuacji bez wyjścia i zmuszony był do zawarcia paktu z Hitlerem. Rosjanie kwestionują fakt wspólnej z Wehrmachtem defilady wojskowej w Brześciu, a także stosowanie pojęcia „reżim okupacyjny” do terenów Polski opanowanych przez Armię Radziecką. Nie zgadzają się również na stawianie na jednej płaszczyźnie działań hitlerowskich Niemiec i ZSRR.

Prezes Instytutu Pamięci Narodowej doktor Łukasz Kamiński uważa, że tego rodzaju próby zakłamywania faktów są bardzo niepokojące. Rosja – uważa prezes IPN – nie tylko bardzo wyraźnie podtrzymuje swoją interpretację paktu, ale zmierza do podważania faktów – na przykład defilada wojskowa w Brześciu, która jest nie tylko opisana ale i sfotografowana.

Prezes IPN uważa, że tego rodzaju interpretacja przeszłości pokazuje, że mamy do czynienia z „państwową wizją historii”, która jest niezgodna z ustaleniami naukowców. Zarazem zdaniem Łukasza Kamińskiego trudno nie porównywać działań Niemców i Rosjan po 1939 roku.

W latach 1939 -41 – tłumaczy doktor Kamiński – mamy doszło do wspólnego ataku i okupacji Polski. Poza tym, dodaje historyk, pakt Ribbentrop-Mołotow pociągnął za sobą dalsze agresje sowieckie, które odbywały się równolegle z działaniami Niemców.

Z kolei profesor Wojciech Materski wyjaśnia, że zakłamywanie faktów związanych z paktem Ribbentrop-Mołotow wynika z polityki propagandowej Rosji, o wielkim zwycięstwie w „wojnie ojczyźnianej” Armii Czerwonej nad faszyzmem. Na taką wersję historii nie może padać żaden cień, ponieważ jak tłumaczy historyk, na zwycięstwie w II wojnie światowej budowana jest obecnie tożsamość Rosjan. Dlatego – jego zdaniem – w kontekście tego wydarzenia nie wolno wspominać o pakcie Ribbentrop-Mołotow, masowych deportacjach, zbrodni katyńskiej, napaści na republiki nadbałtyckie.

Profesor Materski dodaje, że Rosjanie za wszelką cenę będą próbować walczyć z jednoznaczną oceną paktu Ribbentrop-Mołotow i forsować tezę, że był to akt obronny, będący odpowiedzią na ówczesną politykę wielkich mocarstw zachodnich, która zmierzała do zniszczenia Związku Radzieckiego.

Umowa Ribbentrop-Mołotow została podpisana 23 sierpnia 1939 roku i była formalnie paktem o nieagresji pomiędzy III Rzeszą Niemiecką i Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Jednak tajne protokoły dotyczyły rozbioru terytoriów lub rozporządzenia niepodległością suwerennych państw: Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii i Rumunii.

informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/magos

podobne: „Niezbędnik Historyczny” Lewicy oraz: „Die Welt” broni AKowców i to: Rosyjska Gazeta: „AK zabijała czerwonoarmistów” (publikacja dokumentów o AK). IPN odpowiada na rosyjską prowokację. Żołnierze Wyklęci i ostatnie polskie powstanie. a także: „Psy Stalina” Nikity Pietrowa – kelejdoskop zbrodniarzy i anatomia zbrodni  polecam również: Tomasz Sommer: „Operacja Polska” czyli rozstrzelać Polaków! i jeszcze: Pakt Ribbentrop-Mołotow i wybiórcza pamięć lewicy.

źródło: stooq.pl

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze