Od wielkości do śmieszności czyli… różnica między powagą Wielkiej Brytanii a Polski w UE. Czym jest londyńskie „City”, Europa dwóch prędkości i „Exchange Stabilization Fund”. Gdy światem rządzą banksterzy i gangsterzy


Michał Dziekan – Źle dla ciebie dobrze dla nas

„…Exchange Stabilization Fund to dowód, że w rozwiniętym kraju zwykli obywatele mogą być bardzo daleko od pełnej wiedzy na temat systemu. ESF jest podmiotem anonimowym, który nie jest poddawany żadnej kontroli, co umożliwia mu prowadzenie działalności, która w normalnych warunkach spotkałaby się z oporem Kongresu USA. Całkowita niezależność ESF pokazuje, że obywatele USA mają niewielki wpływ na to, co dzieje się w ich kraju. Mogą oczywiście wybrać prezydenta, podczas gdy banki dyktują, kto ma zostać sekretarzem skarbu…

…Najwięcej informacji dotyczących wysiłków propagandowych ESF/CIA pochodzi z lat 70-tych. W 1973 roku The Washington Star opisał relacje łączące CIA z dziennikarzami. Szczegółowe informacje na ten temat pochodziły od dyrektora agencji – Williama Colby’ego.

Kongres zareagował powołaniem dwóch komisji w tej sprawie. Jak stwierdzono w raporcie jednej z nich, relacje łączące media z CIA były tak zróżnicowane, że oddzielenie ich od siebie było niemożliwe.

Przechodząc do konkretów, komisja poinformowała, że CIA korzystało w tamtym okresie z usług ponad 700 nauczycieli akademickich oraz absolwentów, którzy okazjonalnie pisali książki bądź tworzyli inne materiały używane następnie do siania propagandy.

Należy pamiętać, że były to kompletnie inne czasy, książki miały znacznie większą siłę rażenia. Szef CIA ds. tajnych operacji stwierdził w notatce, że „książki różnią się od innych sposobów propagandy. Pojedyncza książka jest w stanie znacząco zmienić spojrzenie czytelnika na określone kwestie. Nie da się tego porównać z innym medium”.

Powiązania agencji z mediami i środowiskiem akademickim wywołały oczywiście oburzenie opinii publicznej. W połowie lat 70-tych dyrektor CIA oświadczył, że jakiekolwiek kontakty z dziennikarzami zostały natychmiast zakończone. Dziwnym trafem w tym samym czasie lista płac nie będącego pod niczyją kontrolą ESF wzrosła z 300 do 500 osób. Dziennikarze oraz wykładowcy przeskoczyli zatem z jednej listy płac na drugą, znajdując się od tej pory poza zasięgiem Kongresu.

Propaganda w praktyce

Burza wokół propagandowej sieci CIA rozpętała się w latach 70-tych, jednak wówczas było już za późno. Wszystko, co najważniejsze, miało miejsce dekadę wcześniej.  

W latach 60-tych podstawy ekonomii został wywrócone do góry nogami. Klasyczna szkoła została zastąpiona keynesizmem. Zgodnie z ekonomią klasyczną deficyt budżetowy musi prowadzić do szkodliwej inflacji. Do początku lat 60-tych była to oczywistość. Zdziwienie wywoływały osoby domagające się od państwa wyższych wydatków. Dlaczego? Ponieważ deficyt musiał prowadzić do inflacji, a ta z kolei do zubożenia zwykłych obywateli.

Jednocześnie taki sposób myślenia stanowił zagrożenie dla ESF. Postanowiono zatem skorzystać z sieci propagandy, aby ustalić nowe zasady ekonomii. Od tej pory deficyt nie oznaczał już inflacji, lecz permanentny rozwój gospodarczy – o recesji nie mogło być mowy.

To w tamtym okresie stworzono mit niebezpiecznej deflacji. W wydaniu New York Times z 11 września 1962 roku pojawiła się wypowiedź Pera Jacobssona, dyrektora MFW, który przekonywał, że należy mniej martwić się odpływem złota z USA, a bardziej groźbą globalnej deflacji.

Propaganda uderzyła z ogromną siłą. MFW przekonywał, że od teraz należy podchodzić do deflacji z tak wielką ostrożnością, z jaką wcześniej traktowano inflację. Z perspektywy czasu widać, jak istotny był to moment. Nie da się zaprzeczyć, że plan przyniósł efekt. Ostatecznie dziś większość osób uważa, że deflacja jest bardziej niebezpieczna od inflacji.

Zmiana myślenia umożliwiła dalsze ratowanie dolara. Pod koniec lat 60-tych do pomocy zaangażowano Japonię, która zaczęła skupować ogromne ilości amerykańskich obligacji. Inni „sojusznicy” nabywali amerykańską broń. USA za jednym razem wzmacniały rangę waluty oraz zdobywały coraz większą przewagę w branży militarnej.

Na początku lat 80-tych propaganda stała się jeszcze bardziej agresywna. Zaczęto wmawiać społeczeństwu, że nie ma żadnego powiązania między deficytem a inflacją. Stany Zjednoczone poszły w kierunku gigantycznych deficytów, natomiast inflacja była niższa niż w latach 70-tych. W ten sposób „udowodniono” brak powiązania miedzy deficytem a inflacją. Dolar zaczął się umacniać, a zyski ESF rosły.

Jak to możliwe, że dolar był drukowany w tak dużych ilościach, a inflacja nie występowała? Oczywiście taka była specyfika systemu petrodolara, dzięki któremu Amerykanie nabywali dobra niemal za darmo

…Stosunkowo często wspominamy o ESF w odniesieniu do interwencji na rynkach finansowych. W naszej opinii informacje zawarte w artykule jednoznacznie pokazują, że zasięg oddziaływania funduszu jest ogromny. Trudno przypuszczać, aby ESF omijał rynki finansowe, których kondycja jest niezwykle istotna dla systemu.

Przez wszystkie lata istnienia ESF dolar był niszczony. Obecnie amerykańska gospodarka jest w dramatycznej kondycji, rośnie odsetek osób które potrzebują wsparcia socjalnego, natomiast rola dolara z roku na rok jest coraz mniejsza. Cudów nie będzie – dolar utraci ostatecznie status waluty rezerwowej. Pytanie brzmi: ile informacji na temat działań ESF wyjdzie na jaw?

Naszym zdaniem niewiele. Niezależnie od pogarszającej się sytuacji zwykłych mieszkańców USA, kraj ten będzie obecny przy tworzeniu fundamentów pod nowy system. Może się zatem okazać, że osoby, które do tej pory umożliwiały istnienie i działalność ESF, już wkrótce będą współodpowiedzialne za kreowanie nowego systemu opartego na SDR-ach.” (Zespół Independent Trader – Czym naprawdę jest Exchange Stabilization Fund?)

podobne: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku  oraz:  Independent Trader: Malutka Belgia ratuje obligacje USA czyli… jak zjeść ciastko i mieć ciastko a także: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko polecam również:  Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie i jeszcze:  Długi krajów rozwiniętych na historycznym poziomie a G20 wzywa USA do pilnego podniesienia limitu zadłużenia.

„Jeżeli to prawda… że świat dzieli się na banksterów i gangsterów to nasza sytuacja wygląda tak: nie istnieją realnie państwa demokratyczne. Istnieją tylko dekoracje zarządzane przez banki, które to dekoracje – parlamenty, rządy, narody, związki wyznaniowe, służą temu by banki mogły generować zyski. Pytanie więc czy kapitał ma narodowość jest z założenia głupie. Nie ma jej, a jeśli już się przy tym upieracie, to z pewnością nie jest to narodowość polska. Nie istnieją polskie banki, obojętnie jakimi byśmy się złudzeniami nie karmili. System tego nie zaplanował i już, jeśli zaś istnieją to niebawem istnieć przestaną, ich aktywa zaś zostaną przejęte. Prawdopodobnie bezszelestnie. I nikt tego nawet nie zauważy. Stwarzanie złudzeń dotyczących siły finansowej rodzimych banków, jeśli istnieje, musi się więc wiązać z jakimiś planami na przyszłość. Jakimi? Zapewne dotyczącymi konfliktu pomiędzy lokalnymi „niezależnymi” potencjami, który to konflikt stanie się kolejnym sposobem na powiększenie zysku banków.

 Jeśli nie istnieją państwa demokratyczne to znaczy, że nie istnieje polityka zagraniczna rządów. Jest ona fikcją. Ministrowie spraw zagranicznych zaś są powoływani po to, by przekazywać do lokalnych oddziałów Banku Rezerw Federalnych polecenia i sugestie…

Rządy jednak istnieją. Po co? Po to by prowadzić politykę wewnętrzną, czyli tresować poddanych, lub jak wolicie obywateli. Innej funkcji nie mają i mieć nie mogą. Służą także do prowokowania sytuacji generujących zyski i obsługi lokalnych instytucji finansowych. Jaki jest plan? Tego nie wiem. Mówią jednak, że zbliża się wojna z Iranem. Iran zaś to jedno z państw gangsterów, czyli takich państw, w których nie rządzą mafie międzynarodowe, ale lokalne. Inne tego typu państwa to Rosja, Chiny i Izrael. I fakt, że jedne z nich są zorganizowane w sposób demokratyczny a inne w sposób zamordystyczny nie ma żadnego znaczenia. Państwa gangsterskie mogą walczyć lub współpracować z banksterami. Jak rozwija się sytuacja zależy zawsze od bangsterów i od tego co rozumieją oni akurat pod pojęciem zysku. Tak więc wojna z Iranem może być wojną o ropę, ale nie musi…

Putin pozwoli na wojnę z Iranem, wytarguje Kaukaz i pacyfikację Polski oraz zaprowadzenie tu rządów swojej mafii. Pieniądze zmienią właściciela i wszyscy będą szczęśliwi. Na jakiś dość długi czas oczywiście. Do następnej katastrofy i następnego przetasowania. Europa popatrzy na nas ze smutkiem, ale też z radością, że tak małym kosztem udało jej się zażegnać kryzys. Będzie dobrze. W Iranie zatriumfuje demokracja, tak jak już zatriumfowała w Afryce północnej. Napisali ostatnio – naprawdę – że cała ta rewolucja zaczęła się od jakiegoś tunezyjskiego sklepikarza. Tak po prostu. Granice wstydu zostały więc przekroczone po raz kolejny.

Warto się zastanowić czy wobec dominującej roli banków przyjedzie taki moment, że państwa narodowe zostaną zlikwidowane. Moim zdaniem nie. Bo przynoszą one zbyt duże zyski. Nie zostaną zlikwidowane także państwa gangsterskie. Są bardzo potrzebne. Jeśli jakiegoś zabraknie, bo zawali się wskutek łapczywości lokalnych kacyków, stworzy się nowe. Banksterzy są poza tym jak wampiry – nie mogą wyjść na światło dzienne, bo zginą. Muszą żyć w ukryciu. Ujawnienie się zaprzeczy istocie ich obecności na Ziemi. Muszą mieć więc jakieś przekonujące dekoracje…” (coryllus – Jeżeli to prawda)

podobne: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról” oraz: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego) i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem a także: BRICS i VII szczyt w Ufie: Nowy bank ma pomóc zreformować światowe rynki finansowe. Czy BRICS stanie się formą organizacyjną dla cywilizacji przyszłości? Wojciech Jakóbik o hołdzie chińskim polecam również: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

Jakiś czas temu doszło jednak do ujawnienia (się) tego co powinno być ukryte, a więc do potwierdzenia fasadowości instytucji zwanej „demokratycznym państwem”… Jak śpiewa poeta „poczuli siłę i czas”, więc nie muszą się dłużej ukrywać. Zwłaszcza że niewielu dostrzegło i zrozumiało wyjątkowość tej informacji…(Odys)

Zdaniem Barniera porozumienie w sprawie dostępu londyńskiego City do wspólnego rynku może być niezbędne, aby uniknąć utraty stabilności finansowej w Europie.

Brytyjskie dziennik „Guardian” napisał, że Barnier miał powiedzieć na zamkniętym spotkaniu z europosłami, że „musimy wykonać bardzo konkretną pracę w tym obszarze”. „Aby uniknąć niestabilności finansowej, (…) będzie musiała zostać nawiązana specyficzna, szczególna relacja” – miał powiedzieć były unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego. Dzienniki powołuje się na wewnętrzną notatkę z tego spotkania i pisze, że to zapowiedź specjalnej umowy regulującej pozycje Londynu jako jednego z centrów finansowych dla Europy i rozliczeń we wspólnej walucie, euro. Zdaniem „Guardiana” to także zapowiedź odejścia Brukseli od „twardego Brexitu”...” (źródło rp.pl: Unia musi dogadać się z londyńskim City)

„…W związku z tym potrzebne są dwa traktaty negocjacyjne dotyczące Brexitu, jeden dla Korony, a drugi dla City. To jest z mojego punktu widzenia informacja wręcz fantastyczna. Podał ją wczoraj Puls Biznesu, ale póki co nikt z tak zwanych publicystów się nawet na ten temat nie zająknął. To co wymsknęło się panu Michelowi Barnierowi, zostało natychmiast zdementowane, jako błąd w tłumaczeniu czy inna jakaś bzdura. Nie pamiętam już kto powiedział, że nie wierzy w wiadomości nie zdementowane, ale nie jest to w tym momencie istotne – zdementowali znaczy prawda. Drugi raz nie zdementują, bo się ośmieszą już całkiem…

City nie jest Anglią, a królowa nie ma tam nic do powiedzenia, kiedy przekracza granicę tego dziwnego obszaru staje się po prostu Elżbietą Windsor i ma słuchać co jej bankierzy mówią. I jeszcze się nie zdarzyło, żeby nie posłuchała. Cóż więc teraz? Jasne jest, że Brexit będzie przebiegał dwoma torami – jawnym i tajnym, od czasu do czasu słyszeć będziemy tylko jakieś dziwne dźwięki dochodzące z zaplecza. Może się także okazać, że City nigdy nie wyjdzie z UE i będzie po prostu finansowym łącznikiem pomiędzy wyautowaną Koroną, a interiorem finansowym Unii do niedawna zwanym kontynentem. Co z nami wobec tego? To zależy co postanowią ci ludzie których teraz City straszy i jakimi metodami zaczną obniżać koszty. Mam nadzieję, że nie będą potrafili ich obniżyć i strach przed Arabami zwycięży w ich sercach strach przed City. Wtedy jest szansa, że nic nam się nie stanie, a tamci przyślą tu parę drobnych, żebyśmy popatrzyli jak wzrasta potęga gospodarcza naszego kraju i żeby każdy miał już nie 500+ ale wręcz 1000+ na dziecko. Jeśli UE przestraszy się bardziej City, może się okazać, że najpierw rozprawi się z Arabami, a potem za pośrednictwem pana Putina z nami, bo za bardzo fikamy i domagamy się zbyt wiele, zamiast iść do roboty na szwalnię i czekać na deputat szarego mydła, jak to bywało dawnymi laty.

Jakby tego było mało wicekról Ameryki Donald Trump zapowiedział, że nie przyjedzie do Davos, a więc cały ten lewacki burdel zaczyna mieć się z pyszna i szuka tak zwanych nowych dróg rozwoju. Skoro nie będzie Trumpa, na miejscu ma się pojawić prezydent Chin. Ciekawe co na to powiedzą zwolennicy jedwabnego szlaku i „zbliżenia” z Chinami. Wybuchną entuzjazmem czy nie? Chiny miałby dać nowe gwarancje temu, co przed chwilą nazwałem lewackim burdelem i wyasygnować świeżą kasę na zasiłki dla Arabów, żeby ci podpuszczeni przez City nie poucinali głów unijnym urzędnikom i nie latali z tymi czerepami po ulicach miast. Ciekawe czy coś od tych Chińczyków wydębią, czy przyjedzie ten prezydent i wyjedzie wzruszywszy ramionami, bo okaże się, jak już nie raz bywało, że izolacja jest dla Chin lepszym wyjściem niż angażowanie się w niepewne interesy z obyczajowymi i finansowymi aferzystami…” (coryllus – Czy City wyjdzie z Unii?)

Opisana przez coryllusa wizja wpisuje się dość „dobrze” w ambicje londyńskiego City, które streszczają się w następującej kwestii: „…Brexit wzmocni pozycję City jako jedynej stolicy finansów konkurencyjnej wobec Nowego Jorku” (całość: Część przedstawicieli City za Brexitem)

podobne: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty). oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? i to: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin polecam również:  Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

Adam Wycichowski niewolnik – pierwsza gwiazdka

„Przewodniczący Komisji Europejskiej Jan Klaudiusz Juncker, ten sam, który w trybie ekspresowym wyznaczył na 21 grudnia ubiegłego roku posiedzenie Komisji Europejskiej poświęcone ostatecznemu rozwiązaniu kwestii polskiej – tym razem, podczas kolejnej Konferencji Monachijskiej, wygłosił opinię, że wypracowanie nowego modelu stosunków między Unią Europejską a Wielką Brytanią zajmie „więcej niż 24 miesiące”. Skąd przewodniczący Juncker może wiedzieć takie rzeczy, skoro negocjacje UE z Wielką Brytanią jeszcze się nie zaczęły – tajemnica to wielka. Jesteśmy skazani na domysły, ale skoro już jesteśmy skazani, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się…

…mamy dwie możliwości: albo obydwie instytucje wynegocjowane porozumienie zatwierdzą, albo nie. Powiedzmy jednak, że zatwierdziły. Wtedy zainteresowane państwo opuszcza szczęśliwą rodzinę unijną na warunkach wynegocjowanych i zatwierdzonych. No dobrze – ale co dzieje się w przypadku, gdy albo negocjacje nie doprowadzą do porozumienia, albo nawet doprowadzą, ale nie zostanie ono zatwierdzone? Wtedy zainteresowane państwo też może opuścić Unię Europejską, ale dopiero po 2 latach. 2 latach – czyli 24 miesiącach, o których z obfitości serca wspomniały usta Jana Klaudiusza Junckera! Po cóż Unii Europejskiej te 24 miesiące? Wyjaśnić to można odwołując się do innej instytucji traktatu lizbońskiego, mianowicie tzw. „klauzuli solidarności”. Stanowi ona, że w razie pojawienia się zagrożenia demokracji w jakimś kraju członkowskim, Unia Europejska, na prośbę państwa zagrożonego, może udzielić mu „bratniej pomocy” w celu usunięcia zagrożeń dla demokracji. A skąd wiadomo, że zagrożenia dla demokracji się pojawiły? No cóż; czyż potrzeba lepszego dowodu na zaistnienie tych zagrożeń, jak ów wniosek o wystąpienie z Unii? Nie potrzeba – a 24 miesiące chyba wystarczą, by te zagrożenia usunąć. A skąd będziemy mieli pewność, że zostały one usunięte? Stąd, że rząd ustanowiony w następstwie „bratniej pomocy” natychmiast wniosek o wystąpienie z Unii wycofa. Ciekawe, czy Jan Klaudiusz Juncker, wspominając o czasie nawet dłuższym niż 24 miesiące, miał na myśli właśnie tę mitręgę, czy też ta freudowska pomyłka przytrafiła mu się bez żadnej konkretnej intencji?” (Stanisław Michalkiewicz – Domyślajmy się!)

„…z ulgą i nadzieją witamy plany Angeli Merkel Europy dwóch prędkości. Mogą być śmiało nawet trzy, albo i więcej. Naturalnie pod warunkiem że J. Kaczyński nie zwariuje w międzyczasie i nie będzie starał się kraju zakwalifikować na pasmo najszybszego ruchu…

…Umiarkowana prędkość w dobrym kierunku jest lepsza niż ekspresowe pogłębianie euro integracji w złym, na co nalega Frau Merkel.

Jej celem, jak się zdaje, jest ekspresowe sprowadzenie reszty Afryki i Bliskiego Wschodu do serca Europy, zanim śpiące społeczeństwo niemieckie ocknie się aby bronić swojej tożsamości. Na czas tej turbo integracji Niemiec z islamem ich sąsiedzi zrobią dobrze jeśli zwolnią i odgrodzą się nawet od powstającego kalifatu płotem, jak Orban. Zbyt szybka integracja nie wyjdzie nikomu na zdrowie. Wręcz przeciwnie, rozsadzić może kohezję społeczną i doprowadzić do przyspieszonego rozkładu Niemiec z ich własnej i nieprzymuszonej woli. Ten rodzaj odwróconego Drang nach Osten, jak kto woli, leży w interesie ich sąsiadów. Nie bardzo więc wiemy czemu J. Kaczyński się tym martwi choć jednocześnie słusznie wskazuje palcem na Merkel jako na sprawczynię katastrofy i na role w tym jej piona w Brukseli Tuska, bezkrytycznie wentylującego niemieckie groźby pod adresem innych o astronomicznych karach za każdego nie przyjętego „uchodźcę”.

Interesujący jest timing tego pędu Angeli ku większej integracji. Wygląda to na reakcję euro establishmentu na Brexit, decyzję mających dość integracji Brytyjczyków i ich pragnienie aby się właśnie od kontynentu odintegrować. Czemu służyć ma przeciwstawienie się temu narzuconą przez Niemcy przyspieszoną integracją? Temu oczywiście aby stworzyć fakty dokonane przez co gotowość innych do próbowania kolejnego exitu z euro raju odpowiednio osłabnie. Wątpimy jednak czy strategia ta odniesie sukces.” (cynik9Europa dwóch prędkości)

„…Zaczęliście od powiedzenia nam, że musimy zapłacić rachunek, całe 52 miliardy funtów – kwota wyraźnie wzięta z powietrza, faktycznie forma żądania okupu. Moglibyście zauważyć, że włożyliśmy netto ponad 200 miliardów funtów w ten projekt, jesteśmy w istocie udziałowcami tego budynku i całej reszty majątku, i naprawdę to wy powinniście złożyć nam ofertę nie do odrzucenia, byśmy wyszli. A jak zawsze uroczy pan Verhofstadt, główny negocjator Parlamentu, w swojej rezolucji, nad którą mamy głosować później, mówi nam, że nie wolno nam omawiać potencjalnych umów handlowych z nikim innym na świecie, dopóki nie opuścimy Unii Europejskiej. Nie ma to żadnych zupełnie podstaw w prawie traktatowym i jest to tak, jakby powiedzieć, że nie możesz zaaranżować sobie mieszkania, na czas gdy wyjdziesz z więzienia…

…I oczywiście pan Tusk, którego nie ma dziś z nami – podejrzewam, że nadal płacze, wyglądał na dosyć załzawionego, nieprawdaż, po tym jak ambasador brytyjski doręczył list w zeszłym tygodniu – mówi nam w swoim memorandum, że wszelkie przyszłe umowy handlowe muszą zapewnić, że UK nie może mieć przewagi konkurencyjnej. To wszystko jest niemożliwe, a dokładacie do tego hipokryzję, że z jednej strony mówicie, że UE będzie negocjować jako jedność, a klauzula 22 dokumentu Tuska mówi, że w istocie Gibraltar, że Hiszpanie mogą mieć całkowite weto wobec całej umowy, jeśli nie będą usatysfakcjonowani suwerennością Gibraltaru. My wierzymy w narodowe samostanowienie – waszym celem i ambicją jest zniszczenie demokracji państwa narodowego. Gibraltar jest zdecydowanie rzeczą nie do przyjęcia na obecnych warunkach.

Okazaliście tymi żądaniami, że jesteście mściwi, paskudni. Mogę jedynie powiedzieć: dzięki Bogu, że wychodzimy. Zachowujecie się jak mafia. Myślicie, że jesteśmy zakładnikiem. Nie jesteśmy, wolno nam odejść…

…daje się nam żądanie okupu. Ale co musi być bardzo trudne dla was wszystkich do pojęcia, to że istnieje większy świat, tam na zewnątrz, niż Unia Europejska. 85 procent światowej gospodarki jest poza Unią Europejską. I jeśli chcecie nie mieć żadnej umowy, jeśli chcecie zmusić nas do odejścia od stołu, to nie my na tym ucierpimy. Wiecie, my nie musimy kupować niemieckich samochodów, nie musimy pić francuskiego wina, nie musimy jeść belgijskiej czekolady. Jest wielu innych ludzi, którzy nam to dostarczą. Powrót do taryf narazi miejsca pracy setek tysięcy ludzi żyjących w Unii Europejskiej, a jednak co mówicie, to że chcecie przedłożyć interesy Unii Europejskiej ponad interesy waszych obywateli i waszych firm. I jeśli będziecie dalej iść tą drogą, to nie tylko Zjednoczone Królestwo uruchomi artykuł 50, będzie jeszcze wiele kolejnych.” (karasekUS, Nigel Farage: UE jak mafia… niech będzie gangsterzy)

podobne: Unia doigrała się Brexitu. Eurosceptycy tryumfują, skowyt histerii wśród euroentuzjastów (od lewa do PISu). Wielka Brytania przed historyczną szansą, a co z Polską? Czekam na Polexit oraz: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego

W przeciwieństwie do państw takich jak Polska (a w zasadzie ich elit politycznych) wiecznie do czegoś aspirujących, zatroskanych o swój wizerunek „zagranico”, państwa poważne (a do takich należy Wielka Brytania) mają to do siebie że potrafią uzasadnić swoje racje, nawet jeśli argumenty na owe racje wydają się nieco „przestarzałe”. Demonstrując tym samym wyższość i przywiązanie do własnego porządku i dorobku prawno cywilizacyjnego… (Odys)

„…w portalu Obserwator finansowy ukazał się tekst Jacka Ramotowskiego zatytułowany Wielkie banki przygotowują się do brexitu. I w tym tekście znajduje się taki oto fragment:

Na wniosek Giny Miller brytyjski Sąd Najwyższy orzekł w listopadzie, że rząd nie może złożyć notyfikacji zamiaru opuszczenia Unii bez zgody parlamentu. Rząd odpowiednią ustawę przedstawił, ale nie zawiera ona szczegółów. Domaga się upoważnienia go do uruchomienia art. 50 Traktatu Lizbońskiego i podjęcia negocjacji zgodnie z tzw. klauzulą Henryka VIII z 1539 roku. Klauzula ta pozwala na zmianę, a nawet uchylenie ustawy bez zgody parlamentu.

Można uchylić ustawę bez zgody parlamentu, bo są odpowiednie narzędzia prawne w tradycji legislacyjnej na Wyspie. Tylko kto o tym decyduje? Wczoraj myśleliśmy, że król. A jeśli tak, to sądziłem, że będą z tym brexitem czekać, aż pani Ela odłoży łyżkę i na tronie zasiędzie Harry czy może te drugi, bardziej piegowaty. Dziś z rana okazało się, że w takich sprawach decyduje tajna rada, a skład tajnej rady możecie sobie znaleźć w sieci, bo nie jest on znowu aż tak tajny. No, ale jak napisałem na początku nie będzie trzeba sięgać po klauzule z roku 1539, bo już jest po sprawie, brexit rozpocznie się przed końcem marca.

Widzimy na tym przykładzie jak poważna jest tradycja polityczna Wielkiej Brytanii i jak serio traktuje się tam decyzje. Oczywiście, ktoś powie, że od dawna wiadomo było, że wyjdą potrzebowali tylko uzasadnienia. No, ale potrafią to uzasadnienie znaleźć i za jego pomocą przymusić Izbę Lordów to uległości. To jest właśnie poważna polityka.

Popatrzmy teraz jak poważna polityka wygląda u nas. Poważną polityką są w Polsce kwestie dotyczące 500+ i strajku nauczycieli o 10 procentową podwyżkę, poważną polityką jest nieudany skok na stanowisko szefa PE, a także powracające stale gawędy o tym czy uzbroić Polaków czy też może pozostawić ich bez broni, a za to zorganizować obronę terytorialną. Za poważną wewnętrzną politykę w Polsce uchodzi medialna propaganda najgorszego gatunku, taka jaką zaprezentował w najnowszej, jeszcze nie wydrukowanej Gazecie Polskiej Tomasz Sakiewicz. Na okładce widzimy tramwaj z czasów okupacji, z którego wychyla się Angela Merkel, a na pierwszym planie stoi Donald Tusk w mundurze esesmana. Proszę bardzo https://twitter.com/GPtygodnik/status/841348170584076289

W środku jak widzicie mamy tradycyjną, znaną nam z tygodników wydawanych za Gierka, mapkę przedstawiającą potencjał wojenny krajów Europy, z tym, że odwrotnie niż wtedy zagrożeniem nie jest zachód a Rosja. Mamy więc tu połączenie dwóch poetyk. Nachalnej propagandy i pseudonaukowej strategii. Każdy oczywiście, kto to skrytykuje zostanie z miejsca nazwany ruskim agentem. Bo ten manewr także jest wpisany w mechanizm działań poważnej polityki wewnętrznej w Polsce. Jeśli do tego dodamy to, co powiedziała pani Fotyga niedawno, w związku ze sprawą uzbrojenia Polaków, to mamy komplet. Powiedziała – przypomnę tylko – że w Polsce, odwrotnie niż w USA nie ma tradycji noszenia broni. Gadałem o tym wczoraj z Jackiem i on powiedział w pewnym momencie, że w Polsce jest za to tradycja noszenia ołowianych kul w potylicy. Ja zaś pomyślałem, że to dobry bon mot, bo on opisuje czynną nad Wisłą i wiecznie żywą tradycję potyliczną. Mamy nawet taki prawicowy portal – Wpotylicę. Prowadzą go bracia Karnowscy…” (coryllus – O tradycji politycznej i tradycji potylicznej)

podobne: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego oraz: Międzymoże, czyli o wpuszczaniu Polski w kanał casus belli przez gigantomaniaków którzy nie panują nad własnym państwem.

„…ma się w Rzymie odbyć uroczysty „szczyt” Unii Europejskiej, na którym delegacja polska ma znowu pokazać europejsom” nie tylko, jakie z nich palanty, ale stanąć na nieubłaganym gruncie europejskiej jedności, a także – jedności euroatlantyckiej. W związku ze szczytem pani premier Szydło żałośliwym tonem wygłosiła specjalne orędzie do narodu, informując, co i jak. Ten żałośliwy ton wynika, jak przypuszczam, z trudności położenia w jakim znalazła się nie tylko ona, ale całe PiS wobec swoich wyznawców. Z jednej strony pan prezes Kaczyński chciałbym im zaimponować przedstawieniem, jak to pod jego przywództwem Polska „wstaje z kolan” i tak dalej, ale z drugiej strony targa nim jaskółczy niepokój, że jak tylko spróbuje wstać, to nie dostanie forsy, od której nasi Umiłowani Przywódcy uzależnili nie tylko Polskę, ale i samych siebie. Przed taką możliwością ostrzegł panią premier Szydło francuski prezydent Hollande, zauważając, że „wy macie zasady, a my – subwencje”. Wprawdzie pani premier skwitowała to lekceważącą uwagą, że prezydent Hollande ma zaledwie 4 procent poparcia, ale procenty to jedna rzecz, a forsa, to rzecz druga. Ale cóż; wobec wyznawców trzeba trzymać fason („on tu jeden trzyma fason ponad Żydów podłą zgrają i on jeden nie jest mason, chociaż – czego nie gadają?” – powiada poeta), więc pani premier zapowiedziała, że jeśli polskie żądania nie zostaną w Rzymie spełnione, to Polska nie podpisze końcowej deklaracji. Nie wiem czemu, ale przypomina mi to scenę spotkania meksykańskiej cesarzowej Charlotty z cesarzem Napoleonem III. Charlotta chciała namówić Napoleona na interwencję w Meksyku, gdzie powstańcy oprymowali jej męża, cesarza Maksymiliana. Napoleon wykręcał się jak tylko mógł, więc Charlotta użyła ostatecznego w jej mniemaniu argumentu, oświadczając, że jeśli nie będzie interwencji, to oboje z mężem abdykują. – Ależ abdykujcie jak najprędzej! – wyrwało się wtedy Napoleonowi, na co Charlotta najpierw dostała spazmów, potem zaczęła wyrzucać francuskiemu cesarzowi jego niskie pochodzenia, aż wreszcie zwariowała. Takie rzeczy pokazują, że w polityce światowej sprawy tragiczne sąsiadują z komicznymi…” (Stanisław Michalkiewicz – Czyżby znowu moralne zwycięstwo?)

podobne: Dwie prawdy zamiast polityki oraz: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec” i to: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą a także: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Reklamy

Trader21: Obligacje rządowe gwarantem straty. Inflacja i dewaluacja jako narzędzie walki z długiem. W czyich rękach spoczywa polski dług, i czy krach finansów publicznych zakończy się eutanazją?


Adam Wycichowski (niewolnik) - jak w banku

Adam Wycichowski (niewolnik) – jak w banku

„…Aby nie dopuścić do bankructw poszczególnych krajów banki centralne zaczęły skupować dług, windując ceny obligacji, tym samym sztucznie zaniżać wysokość wypłacanych odsetek. Kilkanaście miesięcy temu po raz pierwszy w historii rentowność obligacji rządowych spadła poniżej zera. W przypadku Japonii dotyczy to nawet papierów wartościowych z 30-letnim okresem zapadalności. Przez wiele dekad uznawano, że taka sytuacja nigdy nie będzie mieć miejsca, tymczasem dzisiaj obligacje gwarantujące stratę są już jednym z elementów świata finansów

…Warto uświadomić sobie, co tak naprawdę oznacza negatywne oprocentowanie obligacji. Jeśli rentowność obligacji wynosi – 1%, to pożyczając np. 100 tys. złotych, rząd musi oddać jedynie 99 tys. złotych. Nawet nie uwzględniając inflacji, inwestor nabywa obligacje gwarantujące stratę. Jest to oczywiście chora sytuacja, jednak część inwestorów utrzymuje swoją aktywność na rynku. Dzieje się tak, ponieważ mają oni nadzieję, że rentowność obligacji nadal będzie spadać, a więc rosnąć będą ich ceny. Jeśli inwestycji dokonuje się nie z powodu atrakcyjnej wyceny, ale tylko po to, by odsprzedać drożej kolejnemu głupiemu, to mamy niezbity dowód na obecność bańki spekulacyjnej. Tak było w 2001 roku, kiedy ludzie rzucali się na akcje firm technologicznych nieprzedstawiających żadnej wartości, zakładając, że zdążą je sprzedać, zanim dojdzie do spadków. Podobnie określić można sytuację na rynku chińskim z 2015 roku, kiedy na giełdzie pojawiło się mnóstwo nowych inwestorów, skuszonych wzrostem cen akcji, a nie ich rzeczywistą wartością.

Duży wpływ na obecną sytuację mają działania banków centralnych, które stały się największymi kupcami obligacji. Doprowadza to do nieprawdopodobnych absurdów…

…Znaczna część inwestorów, którzy chcą obronić się przed inflacją, przenosi swój kapitał na rynek akcji. W efekcie po raz kolejny usłyszeliśmy o rekordach notowanych przez amerykańskie indeksy, co ma być dowodem na znakomitą kondycję gospodarki

…Jedną z ofiar negatywnie oprocentowanych obligacji staną się fundusze emerytalne, które nie będą w stanie wypracować zysków dla swoich klientów. Jako że są one zwolnione z podatku, ustawodawcy najprawdopodobniej zmuszą je do okazania wdzięczności i zainwestowania np. 50% kapitału w „bezpieczne” obligacje. W drugiej kolejności rząd wywrze wpływ również na indywidualne konta emerytalne. Ostatecznie dojdzie do sytuacji, w której emerytom nie pozostanie nic innego, jak tylko zwrócić się po pomoc bezpośrednio do państwa. Będzie to dalszy ciąg trwającego od wielu dekad procesu, polegającego na uzależnianiu obywateli od woli polityków. Jego odzwierciedleniem jest poziom wydatków publicznych, które stale rosną w stosunku do PKB

…Negatywne oprocentowanie jest kolejnym dowodem na to, że polityka banków centralnych nie przynosi pozytywnych efektów. Nigdy w historii dodruk pieniądza nie okazał się skuteczny i tym razem również nie będzie wyjątku – gospodarki po prostu nie da się uzdrowić w ten sposób. Zapewne już wkrótce będziemy mieć do czynienia ze stagflacją. Oznacza to zerowy wzrost gospodarczy wynikający z ogromnego ciężaru długu, a także przyspieszającą inflację, której kontrolowanie stanie się dla rządów niewykonalne…” (Zespół Independent Trader)

całość tu: Obligacje rządowe gwarantem straty

podobne: Independent Trader: Malutka Belgia ratuje obligacje USA czyli… jak zjeść ciastko i mieć ciastko. oraz: Gaszenie pożaru benzyną czyli… Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił i to: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„…Obecny system, w którym drukuje się walutę opartą na długu, doszedł do końca swojej drogi. Bez konkretnych zmian nie da się go dłużej utrzymać. Przyrost waluty i jeszcze szybszy wzrost zadłużenia spowodowały, że suma zobowiązań Amerykanów jest około 5 razy większa, niż ilość dolarów w obiegu. Tak duża dysproporcja powoduje, że nawet jeśli FED dodrukuje duże ilości pieniędzy, to i tak dług będzie większy niż ilość waluty. Wynika to bezpośrednio z rezerwy cząstkowej, ponieważ każdy kolejny dolar tworzony jest wraz z należnością w stosunku do systemu bankowego. To właśnie z powodu tego mechanizmu bankierzy centralni zawodzą w rozkręceniu wysokiej inflacji, a waluta zamiast szybko się dewaluować, utrzymuje względną siłę nabywczą.

Rozwiązaniem tego problemu, zgodnie z pierwszym pomysłem Bernanke, jest rozdanie ludziom dużej ilości pieniędzy. Aby móc wdrożyć taki plan w życie, trzeba by przeprowadzić daleko idące zmiany prawne. Przede wszystkim rząd musiałby odzyskać władzę nad pieniądzem w taki sposób, aby móc go drukować bez długu, przy eliminacji pośredników (czyli banków komercyjnych – tzw. primary dealers – oraz banku centralnego, u którego rząd zaciąga zobowiązanie pod wykreowaną walutę)…

…Rząd, gdy dysponuje nieograniczoną podażą waluty, może nakręcić inflację i skutecznie dewaluować długi. Aby przeprowadzić całą akcję, nie są konieczne żadne zmiany prawne czy zgoda społeczeństwa. Wystarczy rozkręcić rządowe rozdawnictwo, czy to z pomocą głębokich inwestycji infrastrukturalnych, czy powszechnych programów socjalnych.

Słabo wyedukowane ekonomicznie społeczeństwo, co najwyżej przyklaśnie politykom i stanie się świadkiem rządowego rozdawnictwa. Zanim ukażą się wszystkie konsekwencje, program zostanie zakończony, a założona dewaluacja waluty zostanie osiągnięta. Na programie nie ucierpi zaufanie do sektora bankowego, ponieważ ten nie będzie uczestniczył w tym procederze. Obejdzie się również bez kaskady bankructw banków, a więc i bail-inów  czy bail-outów. Dewaluacji zostanie poddana każda forma pieniądza, tak elektronicznego, jak i papierowego, dzięki czemu dalej będzie można wykonywać kolejne posunięcia, w celu zupełnego wyeliminowania gotówki z obiegu…

…Po osiągnięciu wyznaczonych celów, bankierzy centralni zrzucą winę za wysoką inflację na nieodpowiedzialne działania polityków i umocnią tym samym swoją pozycję, jako stabilizatora systemu monetarnego. Długi zostaną zdewaluowane i uda się uniknąć spektakularnych bankructw dużych korporacji czy banków inwestycyjnych (ich bankructwo mogłoby zagrozić stabilności finansowej całego świata). Najważniejsze trendy w dzisiejszej bankowości (z rozrośniętym sektorem finansowym) czy dążeniem do eliminacji gotówki, zostaną utrzymane. Winą za trudną sytuację zostanie obarczona aktualnie rządząca ekipa, która zostanie sprawnie podmieniona na kolejną. Ben Bernanke lobbuje obecnie w Japonii za dokładnie takim rozwiązaniem. To właśnie Japonia ma stać się polem doświadczalnym, na którym mogłoby zostać wdrożone nowe rozwiązanie monetarne, zanim zostanie ono wprowadzone na całym świecie.” (Zespół Independent Trader)

całość tu: Kolejne szaleństwa Bena Bernanke

podobne: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. oraz: Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?) i to: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

 W 1992 roku Janusz Korwin-Mikke zaproponował z mównicy sejmowej, aby wprowadzić do konstytucji zakaz uchwalania budżetu z deficytem. Niestety, pomysł polityka został przez pozostałych posłów wyśmiany, a dzisiaj przychodzi nam zmagać się z konsekwencjami ich decyzji. Dzięki deficytowi (czyli wydawaniu większej ilości pieniędzy, niż udało się zebrać w podatkach), rząd może finansować dodatkowe programy socjalne, zatrudniać kolejnych urzędników czy zwiększyć skalę inwestycji strukturalnych. Wszystko ma jednak swoją cenę. Oprócz oczywistych następstw, czyli zwracania pożyczkodawcom kwoty większej niż wartość pożyczki – w postaci odsetek od obligacji, uzależnienie państwa od zewnętrznego finansowania ma szereg konsekwencji politycznych…

…Oficjalny dług publiczny wynosi obecnie 899 mld PLN i stanowi to 51,3% w stosunku do PKB kraju. Zadłużenie denominowane w walutach obcych to – w przeliczeniu na PLN – kwota o wartości 291 mld.

Oprócz oficjalnej wysokości długu publicznego istnieje jeszcze realne zadłużenie państwa. Szacuje się, że jego wysokość przekracza ponad 1 bln PLN, ale na potwierdzenie tej liczby nie mamy żadnych konkretnych danych. Problem polega na tym, że zobowiązania zostały ukryte w spółkach skarbu państwa lub instytucjach użyteczności publicznej (na poziomie centralnym i regionalnym). Wykorzystywane są do tego takie jednostki jak Krajowy Fundusz Drogowy (który uprzednio wyłączono z podmiotów wliczanych do bilansu długu). Z kolei urzędnicy miejscy korzystają z np. spółek świadczących usługi komunikacji miejskiej, do których przerzuca się część zobowiązań miast.

Oprócz długu jawnego – czyli oficjalnego – Polska posiada również dług ukryty. Chodzi przede wszystkim o sumę różnego rodzaju świadczeń socjalnych, czyli umów państwa z obywatelem, na wypłacenie mu pieniędzy w dłuższym okresie czasu. Najważniejsze w tej kategorii są zobowiązania ZUS–u, które opiewają na kwotę znacznie przekraczającą 3 bln PLN. Środki te nie są jednak uwzględniane, ponieważ sama wypłata jest uzależniona od decyzji polityków i nie posiada konkretnego terminu zapadalności. W tej sytuacji najbardziej spodziewany bieg wydarzeń przedstawia się następująco: gdy państwo popadnie w problemy finansowe, znaczna część zobowiązań ukrytych zostanie anulowana, najprawdopodobniej poprzez silną dewaluację złotówki…

…Skoro kapitał zagraniczny posiada w Polsce około 60% udziałów (w sektorze bankowym i pozabankowym), to tak naprawdę większość z 350 mld PLN długu w rękach rezydentów znajduje się nadal w posiadaniu podmiotów z kapitałem zagranicznym. Zobowiązania polskiego rządu, z puli oficjalnego długu, to łącznie około 700 mld PLN, które znajdują się w rękach zagranicznych. Podsumowując – prawie 80% obligacji skarbowych jest w posiadaniu obcego kapitału!

…Znaczna część długu publicznego jest w posiadaniu instytucji z USA. Stamtąd też pochodzą najważniejsze agencje ratingowe. Płynność finansowa Polski jest zatem uzależniona od Zachodu. Gdyby polski rząd zaczął prowadzić politykę zagraniczną niezgodną z wytycznymi Waszyngtonu czy Brukseli, zostalibyśmy zapewne zaatakowani bronią ekonomiczną. Atak zostałby przeprowadzony w bardzo prosty sposób: najpierw zrzucono by na rynek część polskich obligacji (wyraźnie obniżając ich cenę, ale podnosząc tym samym ich rentowność). Agencje ratingowe szybko obniżyłyby wówczas oceny stabilności polskiej gospodarki, przez co nasiliłyby odpływ kapitału z Polski. W konsekwencji wszelki opór na Wiejskiej zostałby szybko złamany poprzez wyższe koszty obsługi długu publicznego i trudności w znalezieniu kupców na nowe emisje obligacji.

Podsumowanie

Konsekwencje odrzucenia postulatu Korwin–Mikkego o zakazie ustalania budżetu z deficytem, stają się coraz bardziej widoczne. Polska jest praktycznie w 100% zależna od zewnętrznych ośrodków decyzyjnych i kaprysów rynków kapitałowych. Jeśli nie rozwiążemy problemu z przyszłym finansowaniem państwa, to nie mamy szans na żadne suwerenne posunięcia, czy to w polityce gospodarczej, czy zagranicznej.

Nawet jeśli polski rząd będzie wykonywał polecenia z zagranicy co do joty, to kryzysu na rynku długu nie da się uniknąć, a coraz wyższe koszty finansowania państwa (przez ograniczony dostęp do rynków długu) dodatkowo obciążą społeczeństwo. I gdyby nawet rząd zdecydował się na inflacyjne wyjście z długów (co uderzy najmocniej w klasę średnią posiadającą oszczędności), to późniejsza podwyżka stóp procentowych, wprowadzona przez Radę Polityki Pieniężnej w celu opanowania sytuacji, jest nieunikniona. Posunięcie takie bezpośrednio uderzy w osoby obciążone wysokimi kredytami…” (Zespół Independent Trader)

całość tu: W czyich rękach spoczywa polski dług?

podobne: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko. a także: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. i to: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie.

„…W oczekiwaniu na ten moment nie mogę powstrzymać uczucia żalu, że w 1990 roku nie udało nam się (nam, to znaczy – Unii Polityki Realnej) przekonać opinii publicznej do pomysłu utworzenia Funduszu Emerytalnego z 30 procent akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw państwowych. Wielokrotnie prezentowaliśmy ten pomysł nawet za pośrednictwem telewizji, ale zdecydowana większość opinii publicznej nie uwierzyła nam, tylko nadymanym zarozumialcom w rodzaju pana Andrzeja Celińskiego, który nawet i dzisiaj demonstruje zadowolenie ze swego rozumu, Oni o żadnym „Funduszu Emerytalnym” nie chcieli nawet słyszeć, bo w przeciwnym razie ich protektorowie z wywiadu wojskowego nie tylko przestaliby ich nadymać, ale jeszcze przełożyli przez kolano i przypomnieli, skąd wyrastają im nogi. Warto dodać, że i pan prezes Jarosław Kaczyński też nie chciał słyszeć o żadnym „Funduszu Emerytalnym”. W rezultacie „prywatyzowane” przedsiębiorstwa państwowe zostały z błogosławieństwem soldateski viribus unitis rozkradzione i obecnie Funduszu Emerytalnego nie ma już z czego stworzyć.

Tymczasem bankructwo systemu wisi nad nami i coś trzeba z tym zrobić. Sprawy zaszły tak daleko, że nie ma już rozwiązań dobrych; są już tylko same złe. To, które poniżej przedstawię, też jest złe. Ono ma tylko taką zaletę, że inne są od niego jeszcze gorsze. Pomysł polega na zlikwidowaniu przymusu ubezpieczeń społecznych. One byłyby nadal możliwe, ale wyłącznie jako dobrowolne. Gdyby tak zatem od 1 stycznia 2018 roku znieść przymus ubezpieczeń społecznych, to z tą chwilą ustałby dopływ tzw. „składek” do systemu, bo przecież żaden normalny człowiek nie zrobiłby tego głupstwa. Tymczasem państwo ma zobowiązania, które zaciągnęło wcześniej i z których musi się wywiązać. Nie ma zatem innego wyjścia, jak tego samego dnia ustanowić podatek celowy na emerytury i renty. W pierwszych latach byłby on tej samej, a w porywach nawet większej wysokości co „składka” emerytalna, ale w miarę upływu czasu ta wysokość by się zmniejszała, aż wreszcie po 40 latach można by ten zupełnie już symboliczny podatek zlikwidować. Wadą tego rozwiązania jest to, że dwa pokolenia (pokolenie, to 25-30 lat) obywateli zostałoby obciążonych nieekwiwalentnym świadczeniem – zwłaszcza pokolenie pierwsze, bo drugie już nieznacznie. Bez żadnej swojej winy, bo grzech zaniechania popełniło pokolenie poprzednie – dzisiaj pławiące się w rozmaitych „legendach”. Jeśli jednak tego nie zrobimy, to nie dwa – ale wszystkie następne pokolenia będą obciążone świadczeniem rosnącym – bez względu na jego formalną podstawę. Oczywiście do momentu dopóki się nie zbuntują, nie poślą tych starców-wampirów do wszystkich diabłów – wśród nich również rozwydrzone damy, które dzisiaj tak pilnują swoich „wagin” i „macic”, żeby potem wyciągać proszalną rękę do cudzych dzieci. – aż wreszcie w katolickim społeczeństwie pojawi się masowe poparcie dla legalizacji eutanazji.” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Dwie wiadomości

ZUS jest agendą państwową, i jest zainteresowany, byśmy żyli krótko! – Stanisław Michalkiewicz

Rząd nie ma już nic do sprzedania, więc musi nas zadłużać u lichwiarzy – Stanisław Michalkiewicz

Mamy narzędzie, które już raz użyliśmy, by odblokować potencjał gospodarczy – Stanisław Michalkiewicz

podobne:  Znowu Ukradli Składki. Plan Morawieckiego podstawą III rozbioru OFE, czyli o tym jak PIS dokończy „reformę emerytalną” zaPOczątkowaną przez Rostowskiego (dla ratowania piramidy finansowej i POdreperowania budżetu). oraz: Znikające miliardy z kont emerytalnych, tymczasem ZUS będzie potrzebował coraz więcej „składek”.  i to: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy?

Olivier Bonhomme

Olivier Bonhomme

Polska gospodarka: rośnie czy się kurczy? Chciwość i głupota zakończona szczodrością dla wybranych (Hipoteki frankowe w Polsce).


„…Jak to jest możliwe, że wzrost gospodarczy rośnie nam o 64%, podczas gdy siła nabywcza przeciętego wynagrodzenia wzrasta o 15 – 25% w zależności od struktury wydatków? 

Otóż wzrost gospodarczy jest w rzeczywistości dużo niższy, niż nam się to przedstawia…

…System monetarny jest skonstruowany w taki sposób, że z każdym rokiem wzrasta ilość pieniądza w obiegu, w efekcie czego mamy inflację, czyli rosnące ceny. Wzrost PKB powinniśmy zatem skorygować o wartość inflacji. Gdybyśmy mieli 3,8% inflację lub wyższą okazałoby się, że o żadnym wzroście gospodarczym nie ma mowy. Wystarczy jednak aby zastosować odpowiednią metodologię liczenia inflacji (CPI), pozwalającą na zaniżanie inflacji, w efekcie czego wzrost gospodarczy nam się sam wygeneruje, przynajmniej na papierze…

…Dużym problemem jest fakt, że do PKB wliczamy wydatki rządowe. Rząd polski, jak i każdy na świecie, bardzo chętnie się zadłuża. Politycy, aby zdobyć władzę lub się przy niej utrzymać obiecują najróżniejsze świadczenia czy programy. Absolutna większość z nich to czyste marnotrawstwo naszych pieniędzy, ale kogo to obchodzi. Ostatecznie chodzi o popularność i głosy wyborców.

Aby pozyskać środki na spełnienie obietnic rząd ma 3 możliwości. Obciąć wydatki w różnych miejscach (niepopularne), podnieść podatki (także niepopularne) lub po prostu się zadłużyć. Trzecia możliwość jest najczęściej wykorzystywana, gdyż w mojej ocenie, dla co najmniej 95% społeczeństwa wzrost zadłużenia kraju nie jest problemem. Niestety, ale mało kto zdaje sobie sprawę z konsekwencji rosnącego długu…

…Szacuje się, że optymalny udział rządu w gospodarce nie powinien przekraczać 10% max 15%. Rząd powinien zapewnić infrastrukturę energetyczną, drogową, bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne oraz sprawne sądownictwo.

Ingerując w kolejne aspekty życia, rząd robi to, co umie najlepiej. Trwoni nasze pieniądze. Większy udział rządu wymaga większej ilości urzędników, których efektywność sami możecie ocenić. Większa ilość urzędników = większa biurokracja = większe potrzeby fiskalne.

Obecnie w Polsce mamy 11 razy więcej regulacji, niż w odbiurokratyzowanej Estonii i trzy razy więcej urzędników niż mieliśmy w 1989 roku.

Co więcej, udział wydatków rządowych w relacji do PKB wynosi prawie 45%. To się nazywa dopiero kapitalistyczna gospodarka wolnorynkowa!

…Oficjalnie słyszymy, że podatki w Polsce nie są wysokie, zwłaszcza na tle Europy. Jest to kompletna bzdura. Europa jest regionem o ekstremalnie wysokich podatkach. Jaki jest sens porównywać się do najgorszych?

Aby zdać sobie sprawę z rzeczywistej wysokości podatków, powinniśmy odnieść się do dnia wolności podatkowej, który określa jak długo pracujemy na podatki, a jak długo dla siebie. W Polsce w 2014 roku dzień ten przypadał na 14-go czerwca. Oznacza to, że rząd pod przykrywką podatków i opłat zabiera nam wszystko, na co pracujemy przez prawie pół roku (165 dni)…

…Ogólnie jakość życia Polaków na przestrzeni ostatnich 14 lat uległa nieznacznej poprawie pod względem siły nabywczej. Niestety część tego wzrostu została wygenerowana znacznym wzrostem zadłużenia na poziomie konsumenckim, co negatywnie wpłynie na wzrost w kolejnych latach.

Ogromnym problemem są horrendalnie wysokie podatki oraz udział rządu w gospodarce, przez co tłumi się inicjatywę oraz możliwości rozwoju w prywatnym sektorze, który tworzy produktywne miejsca pracy.

Kolejnym wielkim problemem jest także dysfunkcyjny aparat sądowy oraz UOKiK, który zamiast pilnować konkurencji, zezwala na tworzenie się monopoli i oligopoli w różnych sektorach gospodarki, co z pewnością przełoży się na spadek pozycji konsumenta w najbliższych latach.

Wskaźnikiem, którym rząd się nieustannie chwali jest niskie bezrobocie, ale gdyby nie fala ponad 2 mln emigracji bezrobocie byłoby na nieporównywalnie wyższym poziomie. Wyjazd tak dużej liczby osób w wieku produkcyjnych jest sporym problemem, bowiem przyśpiesza proces starzenia się polskiego społeczeństwa i wzrost osób korzystających ze świadczeń względem osób pracujących.” (Trader21)

polecam lekturę całości i komentarzy pod artykułem tu: Czy gospodarka w Polsce rośnie czy się kurczy?

podobne: Wskaźnik ZEW dla polskiej gospodarki w dół. Niższy od oczekiwanego odczyt PP wskazuje na spadek PKB. Polska może pozostać zagłębiem taniej siły roboczej. oraz: Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa. polecam również: Polska gospodarka: Embargo nie zatrzymuje polskich owoców i warzyw (Rosja wylicza nam straty). Polski system podatkowy nieprzyjazny, państwo przegrywa z oszustami, tragiczna polityka surowcowa. Banki chcą by rząd dopłacał do ich zysków (KNF: to odsuwanie problemów w czasie), pieniądze ze SKOKów poza Kasą (będzie komisja śledcza?). a także: Polska gospodarka: Produkcja przemysłowa w sierpniu dużo gorsza od oczekiwań, eksport będzie rósł (pomaga ruch przygraniczny). Zlikwidujmy opłaty targowe apelują kupcy. i to: Polska gospodarka – co się opłaca a co nie.

„…Każdy poseł, im koryto bardziej zagrożone tym bardziej, chce nagle rozdawać nie swoje biednym w potrzebie. A przoduje w tym odchodząca do historycznego lamusa marginalna frakcja starych kiejkutów, której na niczym już pewnie zależeć nie może. Nie chcemy przy tym twierdzić iż nie robienie nic w tej akurat sprawie byłoby gorsze od robienia czegokolwiek. Wręcz przeciwnie, byłoby na pewno lepsze niż to co gremialnie uradzono w Sejmie w tym tygodniu.

A co uradzono? Generalnie uradzono bailout frankowiczów na koszt banków. Ci którzy nigdy nie powinni byli otrzymać kredytu w pierwszym rzędzie zostaną  za swoją bezmyślność i niefrasobliwość wynagrodzeni możliwością  przewalutowania kredytu i doprowadzenia go do poziomu porównywalnego z kredytem jaki zaciągnięty byłby w złotych polskich od początku. Innymi słowy, selektywna możliwość cofnięcia taśmy życia od popełnionego błędu wstecz, finansowana przez banki które nakazem Sejmu połknąć mają 90% związanych z tym strat. Szkoda tylko że szczodrość jest nie dla wszystkich. Frankowicze wyjdą przy tym na bohaterów, ci którzy przewidywali problemy i wybrali mądrze hipoteki złotowe wyjdą na durni, a banki zostaną z workiem. Demokracja w działaniu. Nie dziw że banki na giełdzie wpadły z tego powodu w spadek swobodny. Kto wie czy kolejne demokratyczne ratowanie za jakiś czas nie będzie dotyczyło właśnie podupadłych banków. W końcu gospodarka to system naczyń połączonych.

Ironią w tym wszystkim jest to że owszem, hipoteki frankowe stanowiły problem i że należało z tym coś zrobić. Więcej, koszty z tym związane powinny w większości spaść na banki, które jako instytucje zaufania publicznego dopuściły się kryminalnych zaniedbań. Bank wciskający klientowi hipotekę frankową w sytuacji gdy wiedział iż klient nie kwalifikuje się na złotową, powinien ponieść tego rozsądnie wycenione konsekwencje. Było to złamaniem reguł dobrego biznesu, kryminalnym naruszeniem zaufania na linii bank – klient co powinno bank dyskwalifikować. Pewne konsekwencje własnej głupoty powinien także ponieść frankowicz który w żadnym wypadku nie powinien być za nią wynagradzany. I tym powinien zająć się Sejm, jeśli bankom nie starczało biznesowego sensu i fasonu aby samemu zawczasu wyjść z taką inicjatywą…” (cynik9)

całość tu: Hipoteki frankowe w Polsce czyli gejzery socjalistycznego rozdawnictwa

i coś dla „nieświadomych” czym jest tzw. „kredyt we frankach” – Podziemna TV: Robią nas w konia: Kredyty we frankach – jak oszukuje się ludzi „na kredyt walutowy” #126

podobne: Frankowicze pozywają banki i chcą się na nich odegrać. Banki pracują nad pomocą. oraz: Cisza przed burzą. Toksyczne aktywa w systemach bankowych Polski i Hiszpanii. Przestajemy płacić kredyty mieszkaniowe. „Troika” wróciła do Hiszpanii. a także: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Kredyt. i to: Bankowy Tytuł Egzekucyjny niezgodny z konstytucją (ZBP ostrzega przed skutkami jego likwidacji). Banki pracują nad innym zabezpieczeniem kredytów. Znienawidzony ECB: ujemne stopy procentowe i „atak” na szefa. polecam również: Banki chcą by rząd dopłacał do ich zysków (KNF: to odsuwanie problemów w czasie)

Banksterzy

Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny). Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. ECB wyręcza FED i odpala własne QE.


1. Koalicja protestujących przeciwko płacy minimalnej w NiemczechOPZZ oburzony działaniami władz w sprawie wynagrodzeń polskich kierowców.

23.01.2015 (IAR) – Coraz liczniejsza jest grupa państw, która protestuje przeciwko podwyższeniu płacy minimalnej w Niemczech. Dziś w Brukseli konsultacje przedstawicieli 10.krajów, w tym Polski, a zapowiadane są kolejne.

Przepisy, które mają objąć także zagranicznych kierowców przejeżdżających przez Niemcy, wywołują niepokój europejskich przewoźników. W Polskę uderzają szczególnie, bo ma ona drugą co do wielkości flotę samochodów ciężarowych w Unii.

Oprócz Polski, zastrzeżenia do niemieckich przepisów ma większość państw z grupy, która weszła do Unii w 2004 roku i później. To właśnie przedstawiciele tych krajów będą dziś ustalać wspólny front i przygotowywać się na kolejne spotkania z Komisją Europejską. Poparcie dla tej 10-tki sygnalizuje także pięć krajów Europy Zachodniej – Hiszpania, Portugalia, Grecja, Irlandia i Wielka Brytania.

Sprzeciw wywołuje nie tylko podwyższenie płacy minimalnej i objęcie przepisami także zagranicznych przewoźników, ale i nowe, biurokratyczne wymogi. Zaalarmowana protestami Komisja Europejska rozpoczęła przeciwko Niemcom postępowanie i sprawdza przepisy pod kątem zgodności z unijnym prawem. Władze w Berlinie dostały nie 70 dni jak to zwykle bywa, a 30 na przysłanie wyjaśnień.

O podjętych działaniach Komisja poinformowała wczoraj Polskę, która z Węgrami jako pierwsza zaprotestowała. Bruksela zapewniła w liście, że niemieckie przepisy zostaną uważnie przeanalizowane. W przyszłym tygodniu na rozmowy do Berlina lecą dwie unijne panie komisarz – do spraw transportu i kwestii socjalnych.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/B.Płomecka,Bruksela/dyd

23.01.2015 (IAR) – Rząd niemiecki bardziej troszczy się o godziwe wynagrodzenia dla naszych pracowników niż władze polskie. Tak działania rządu w sprawie płacy minimalnej obejmującej kierowców komentują przedstawiciele związków zawodowych.

Od 1 stycznia stawka za godzinę, która dotyczy Niemców, ale też obywateli innych państw pracujących w tym kraju ma wynosić co najmniej 8,5 euro za godzinę. Zdaniem przewodniczącego OPZZ Jana Guza, to bardzo dobra wiadomość dla polskich kierowców i dlatego działania rządu w tej sprawie są dla związkowców niezrozumiałe. W rozmowie z IAR Guz zaznaczył, że jeśli Niemiec zarabia 8,5 euro to i Polak powinien zarabiać tyle samo. Dodał, że związki zawodowe są zbulwersowane staraniami polskiego rządu o to, by Polacy zarabiali w Niemczech mniej i jest to nic innego jak tworzenie z naszych rodaków ludzi drugiej kategorii. Według Jana Guza, prawa pracownicze w Europie powinny być jednakowe. Zgadzają się z tym niemieckie związki zawodowe i jak widać niemieckie władze.

Według interpretacji Berlina, nowe niemieckie przepisy mają zastosowanie także dla kierowców z firm transportowych spoza Niemiec. W praktyce, każda firma, której samochód przejeżdżałby tranzytem przez terytorium naszego sąsiada, musiałaby płacić kierowcom stawki obowiązujące w Niemczech.

Przedsiębiorcy zwrócili się o pomoc do pani premier Ewy Kopacz. Jak tłumaczą niemieckie przepisy oznaczają upadłość wielu polskich firm i zwalnianie pracowników.

Oprócz rządu polskiego o przyjrzenie się niemieckim przepisom poprosiły Komisję Europejską także władze Węgier, krajów bałtyckich, Rumunii a także Holandii i Wielkiej Brytanii. Stąd Bruksela zwróciła się do Niemiec o wyjaśnienie przepisów o płacy minimalnej.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR) Elżbieta Łukowska/dyd

podobne: Słabszy niemiecki przemysł. Merkel po raz 7. w Chinach. oraz: „Solidarnośc” i „sprawiedliwośc społeczna” Związkowców

…nie ma to jak piłowanie gałęzi na której się samemu siedzi… Proponuję właścicielom firm przewozowych pozamykać interesy, a związkowcom i kierowcom którzy uznali to bezprawie za świetna okazję do zarobku zapakować się na tiry i jechać do Merkelowej. Niech ich utrzymuje skoro tak im ciasno na polskim rynku pracy.

No niech mi ktoś powie że ci ludzie ze związków dbają o pracowników, skoro firmy w których pracują kierowcy mogą zbankrutować przez jeden głupi a do tego bezczelny przepis obcego państwa, które dyktuje płacę minimalną przedsiębiorcom z innych krajów! Jest to rzecz jasna „sprytny” zabieg mający na celu wykluczyć polskich przewoźników z konkurencji międzynarodowego transportu (zwłaszcza do Rosji, na który Niemcy nabierają coraz większej ochoty), a fala szkodliwej dla polskich pracowników związkokracji dokłada do tego sabotażu swoją czerwoną cegiełkę. Jak nie problemy z Rosją – której embargo przyczyniło się do kłopotów sektora przewoźników, to teraz „sojusznicy” z UE nam się „przysłużyli”…(Odys)

ale to jeszcze nie koniec „partnerskiej” polityki jaką Niemcy (zresztą nie tylko oni) uprawiają w stosunku do Polski na „wspólnym rynku”, ponieważ…

2. Czarne chmury nad polską wieprzowinąOpinie: W kontekście wieprzowiny Rosja nie jest najważniejsza.

21.01.2015 (IAR) – Znoszenie embarga na wieprzowinę tylko dla niektórych krajów to policzek dla polskich producentów – uważa Witold Choiński ze związku „Polskie Mięso”. Rosja zgodziła się na częściowe przyjmowanie wyrobów z Francji. Niebawem zielone światło mają uzyskać kolejni czołowi dostawcy: Niemcy czy Dania. Komisja Europejska zgodziła się bowiem na dwustronne rozmowy państw UE z Rosją w sprawie zniesienia zakazu.

Ekspert zauważa, że taka strategia Brukseli godzi w inne rynki, w tym Polskę. Za rozmowami dwustronnymi skutecznie lobbowali najwięksi eksporterzy. Brak solidarności Unii w tej sprawie embarga pokazuje, że nie można jej oczekiwać w trudnych sytuacjach w przyszłości. Choiński dodaje, że ewentualne rozmowy Polski z Rosją byłyby trudne. Na terenie naszego kraju wykryto bowiem przypadki Afrykańskiego Pomoru Świń. Ognisko tej choroby nie występuje co prawda w stadach trzody chlewnej, ale wśród dzików wykryto już 31 przypadków. W dodatku znajdujemy się w bliskim sąsiedztwie z Litwą, która nie radzi sobie z ASF. Wszystko to dzieje się kilkadziesiąt kilometrów od granicy z Polską. Sytuację utrudnia również obecna napięta sytuacja polityczna między Polska i Rosją.

Wirus ASF pojawił się w krajach Unii właśnie z Rosji. Według nieoficjalnych danych, jest tam ponad 600 ognisk tej choroby. Pomór, przez teren Białorusi, przedostał się do Polski i Litwy.

Przed wprowadzeniem embarga, polska wieprzowina stanowiła 13 procent eksportowanego surowca z Unii Europejskiej do Unii Euroazjatyckiej. Zakaz sprzedaży obejmuje też rynki: Chin, Japonii i Korei Południowej.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Michał Fedusio/magos

podobne: Rosja rozszerzy embargo na polską wołowinę, drób i wędliny. Tusk udaje że nie wie o co chodzi i dalej liczy na „solidarność” UE.

23.01.2015 (IAR) – Przyszłość polskich wyrobów mięsnych nie jest w Rosji, a w Chinach – twierdzi w rozmowie z IAR wiceszef Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP Piotr Ziemann. Jak dodaje, do zniesienia są tam podobnego rodzaju bariery.

O tym, że rosyjskie embargo nie musi oznaczać rynkowej stagnacji w handlu mięsem pokazują Niemcy. To oni paradoksalnie czerpią dziś największe korzyści z zakazu – zauważa ekspert. Wszystko dlatego, że obecnie wysyłają tam dziesięć razy więcej produktów niż przed wprowadzeniem blokady przez Moskwę. Dziś inne kraje Unii mogą im tylko pozazdrościć.

Ziemann zauważa, że zapotrzebowanie na kolejnych dostawców w Chinach stale się zwiększa. Wieprzowina jest też tam najchętniej konsumowanym mięsem. To mogłaby być duża szansa także dla polskich producentów i przetwórców. Wówczas nie mielibyśmy do czynienia z regresem cen zbytu surowca. Zapotrzebowanie byłoby na stałym poziomie. Przez obecną sytuację, w ostatnich miesiącach cena zmalała o prawie 40 procent – przypomina.

Rynek Chin jest dla Polski zamknięty z uwagi na występowanie wirusa ASF. Aby usunąć blokadę konieczne jest zaangażowanie najwyższych władz państwowych – mówi Piotr Ziemann. Tego wymaga bowiem tamtejsza kultura negocjacyjna. Sami przedstawiciele branży, związków spożywczych oraz minister rolnictwa to za mało. W mediacjach udział brać muszą dodatkowo: prezydent, premier i szef dyplomacji – uważa ekspert..

Podobnie jak Rosjanie, Chińczycy nie uznają w stosunku do Polski tak zwanej regionalizacji. Embargo nałożone jest więc na cały kraj, a nie obszar na którym faktycznie stwierdzono afrykański pomór świń.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Michał Fedusio/sk

podobne: Polska gospodarka: rośnie eksport żywności, wieprzowina, delegacja przedsiębiorców i misja gospodarcza z Chin. oraz: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś.

3. Komisja ds. przemysłu PE odrzuciła raport ws. rezerwy stabilizacyjnejMastalerek: premier Kopacz powinna była zawetować pakiet klimatyczny.

22.01.2015 (IAR) – Komisja ds. przemysłu, badań i energii Parlamentu Europejskiego odrzuciła raport w sprawie utworzenia rezerwy stabilizacyjnej na europejskim rynku pozwoleń na emisję CO2. To zła wiadomość, bo dokument zawierał rozwiązania korzystne dla Polski.

Rezerwa stabilizacyjna na rynku pozwoleń na emisję doprowadzi do podniesienia cen uprawnień, co ma skłonić przemysł do realizacji unijnych celów energetyczno-klimatycznych. Obecnie trwają rozmowy w Parlamencie dotyczące tego, od kiedy taka rezerwa powinna obowiązywać. Zgodnie z propozycją Komisji Europejskiej, miałoby to nastąpić w 2021 roku, ale niektórzy europosłowie dążą do szybszego wprowadzenia mechanizmu , co byłoby niekorzystne dla naszego kraju. W raporcie komisji ds. przemysłu udało się co prawda przegłosować późniejszą datę, jak i rozwiązania osłaniające najbardziej energochłonne gałęzie przemysłu, ale cały dokument ostatecznie został odrzucony. „Komisja ds. przemysłu wstrzymuje się od całościowej oceny sytuacji, natomiast poszczególne głosowania cząstkowe są bardzo znaczące jeśli chodzi o efekt końcowy, czyli głosowanie na sesji plenarnej” – tłumaczył szef komisji Jerzy Buzek. Zanim jednak to nastąpi, decyzję w tej sprawie podejmie parlamentarna komisja ds. środowiska, która odgrywa tu główną rolę i która najprawdopodobniej opowie się za przyspieszeniem daty wprowadzenia rezerwy. Głosowanie na sesji plenarnej najpewniej w marcu.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/

podobne: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

23.01.2015 (IAR) – Premier Ewa Kopacz powinna była zawetować pakiet klimatyczny – powiedział rzecznik prasowy PiS Marcin Mastalerek. Gość radiowej Trójki. dodał, że węgiel jest podstawą polskiego przemysłu i gospodarki, dlatego trzeba odrzucić „te wszystkie wymysły o emisjach CO2”.

Rzecznik PiS odniósł się tym samym do październikowego unijnego szczytu klimatycznego w Brukseli. Przywódcy państw i rządów UE uzgodnili wówczas, że do 2030 roku Unia ograniczy emisję CO2 co najmniej o 40 procent.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/PR3/esz/dabr

podobne: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą. Cameron nie ma wątpliwości: UE chce ukraść pieniądze ludzi, których reprezentuje. Czy w GB przeleje się czara goryczy?

…co tu dużo mówić. Zarówno w kwestii przewoźników, jak i branży mięsnej a na energetyce węglowej skończywszy Polska przez ostatni rok sporo straciła. Rzecz jasna w to miejsce zyskuje ktoś inny – i to jest dopiero koszt jaki musi ponieść kraj który wyzbywa się możliwości samodzielnego decydowania o własnej gospodarce i polityce zagranicznej. Rzecz jasna na własne życzenie i za podpuszczeniem „krajów trzecich” zwanych poważnymi… (Odys)

4. EBC wydrukuje 60 mld euro miesięcznie. Ekspert o decyzji EBC

22.01.2015 (ISBnews) – Europejski Bank Centralny (EBC) poszerzy skup aktywów do wartości 60 mld euro miesięcznie, poinformował bank w komunikacie. EBC włączy do programu skup obligacji rządów i instytucji europejskich „Rada Prezesów Europejskiego Banku Centralnego ogłosiła dziś poszerzony program skupu aktywów. Mając na celu wypełnienie funkcji stabilizacji cen, w ramach programu EBC będzie, oprócz prowadzonych już programów skupu aktywów sektora prywatnego, nabywać także obligacje rządowe, aby zredukować ryzyko zbyt długo trwającego okresu niskiej inflacji” – czytamy w komunikacie. Łączne miesięcznie kwoty nabycia wynosić będą 60 miliardów euro. Program będzie prowadzony przynajmniej do września 2016 lub do czasu, kiedy Rada Prezesów zaobserwuje trwałą korektę ścieżki inflacyjnej spójnej z celem jakim jest średniookresowa inflacja blisko, lecz poniżej, 2%. (ISBnews)

…Dziś w strefie euro notowana jest deflacja na poziomie 0,2 procent. Według części ekonomistów, spadek cen może być groźny dla perspektyw wzrostu gospodarki.

Nowy program zastąpi również obecnie funkcjonujące programy wsparcia krajów strefy euro, zagrożonych bankructwem, ale skup obligacji Grecji czy Portugalii będzie obostrzony dodatkowymi kryteriami.

Po decyzji, kurs euro spadł wobec głównych walut. Wobec dolara o pół procent. Umocnił się także złoty polski.

EBC poinformował dziś także o utrzymaniu podstawowej stopy procentowej na niezmienionym poziomie 0,05 procent.

IAR/łp/magos

22.01.2015 (IAR) – …Analityk biura maklerskiego TMS, Bartosz Sawicki zwraca uwagę, że program pomoże zwiększyć popyt i zapewnić dostęp do taniego kredytu. Skorzystają na nim między innymi mocno zadłużone Włochy, które będą mogły taniej pożyczać pieniądze. Skup aktywów osłabi też wspólną walutę, a to, według eksperta, przełoży się na większą konkurencyjność produkcji na Starym Kontynencie. Nie znaczy to jednak, że Europa pożegna się z deflacją czyli spadkami cen. Tutaj decydującym czynnikiem, według Bartosza Sawickiego, są taniejące surowce.

Zdaniem rozmówcy IAR program skupu obligacji ogłoszony przez Europejski Bank Centralny Może nieco zaskakiwać. Bartosz Sawicki wskazuje na możliwość uczestnictwa w programie, od połowy roku, greckiego długu. Wcześniej nie brano tego pod uwagę. Drugą ważną sprawą jest podział ryzyka niewypłacalności. 20 procent długu będzie gwarantowane na skalę całej unii walutowej.

Spokojnie, przynajmniej na razie mogą spać ci, którzy zaciągnęli kredyt w szwajcarskiej walucie. Euro traci zarówno do franka, jak i do złotówki. Wzajemny kurs tych ostatnich walut jest stabilny.

EBC zacznie skupować obligacje kraje strefy euro w marcu. Autorzy planu mają nadzieję, że napędzi to ospałą koniunkturę eurolandu, a także doprowadzi do wzrostu inflacji, która była w ostatnich miesiącach niebezpiecznie niska.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze/jj

podobne: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. oraz: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego.

…no i proszę jak się boją deflacji… A przecież spadek cen to ewidentna korzyść dla zwykłych ludzi, no i poza tym jest to konsekwencja dobijania gospodarki Europy, którą postanowiono właśnie dobić jeszcze bardziej… I czy przypadkiem nie mówiono już nam że kryzys został zażegnany a z gospodarką Europy wszystko jest w porządku? 🙂

Komentarz cynika9…

„Wiadomo teraz czego się Szwajcarzy obawiali

ECB wyszedł w końcu z programem druku papieru do oporu… Linię oporu wyznaczono daleko,  we wrześniu 2016,  po czym linia oporu będzie najpewniej  przesuwana dalej i dalej.   To jest,  o ile przynajmniej strefa euro nie rozpadnie się wcześniej.

Druk pieniędzy w strefie euro ma postać skupywania obligacji i innych krajowych instrumentów przez krajowe banki centralne,  a więc nie bezpośrednio przez ECB. Ma to nie dopuścić zbyt wcześnie do rozruchów ulicznych pytań Niemców z jakiej paki ich Bundesbank miałby niby skupywać scheiss papiery dłużne południowych bankrutów. Forsy na to nadrukują wystarczająco – €60 miliardów miesięcznie. To razy 18 miesięcy (początek w marcu) daje razem okrągłą sumę €1.1 biliona. Jest to po wyższej stronie przewidywań rynkowych.

Gdyby tak to wszystko rozrzucić z helikoptera raz a dobrze to przynajmniej wszyscy by mogli zaznać błogiego uczucia brodzenia w banknotach €500 po kostki. Tyle rzeczy by to rozwiązało! Wystarczyłoby trochę pozamiatać i już odłożone na emeryturę… 😉  Hipoteka na mieszkanie?  Niepotrzebna,  pozbierać z trawnika.  Nowy samochód?  Idem.  A tak pierwsza do wodopoju będzie jak zwykle banksterka i hedge funds które załadowały się w tańszy dług euro bankrutów przewidując że ECB go w końcu odkupi.   Teraz pozbędą się go po absurdalnie wysokich cenach  otrzymując w zamian „liquidity” do ręki.    Gdzie się podzieje ta liquidity?

Na giełdy by! Europejskie giełdy mogą mieć teraz run porównywalny z giełdami USA w czasie tamtejszego QE.  Startują jednak już z wysokiego poziomu,  nie tak jak za oceanem 4 lata temu.  Nigdy jeszcze jednak poziom giełd nie był tak wysoki aby nie mógł być jeszcze wyższy.  Tym bardziej że po niezłym 2013 zeszły rok w Europie był trochę skromniejszy.  Goniąc uciekające w górę akcje europejski inwestor będzie musiał tylko uważać  żeby nie wyjść na tym jak disneyowski pies Pluto na zakręcie. Pluto goni jak burza, aż się orientuje że w zasadzie stoi w miejscu. Kiedy popatrzy w dół co się dzieje  spada od razu w przepaść bo się nie wyrobił na zakręcie a nie zorientował się że nie ma gruntu pod nogami. Efektu gonienia i stania w miejscu jednocześnie dostarczyć mogą giełdy rosnąc w euro które jednak spada jak cegła w wodzie w stosunku do dolara i CHF.

Na efekt spadania przyjdzie czas później.”

źródło: dwagrosze.com

…póki co rynki finansowe będą dyskontować efekt luzowania, gdyż FED został „godnie” zastąpiony. A gdy już ci co „stoją za wszystkim” wymienią dostateczną ilość nic niewartego papieru (na tzw. górce) na prawdziwą własność to świat nawiedzi prawdziwy kryzys… Kiedy to nastąpi nie warto nawet spekulować, ważne że wiemy już dziś jak to się skończy, bo że się kiedyś skończy jest pewne „jak w banku” 😉 …Odys

Wojny walutowe wkraczają na nowy poziom
TMS Brokers – Biznes 23 Sty 2015, 16:55
Kontynuowana wyprzedaż euro w piątek musi wywoływać uśmiech na twarzy Mario Draghiego. Zapowiedziany wczoraj program skupu aktywów na kwotę co najmniej 1,1 bln euro spełnia swój główny cel. ECB nie ma co liczyć na efekty podobne do tych, jakie przyniosło luzowanie ilościowe Fed. W USA skup obligacji skarbowych miał poprawić warunki finansowania dla przedsiębiorstw poprzez zawężenie spreadów kredytowych, a także podbicie wyceny na rynku akcji. W Europie ten kanał będzie mniej skuteczny dla ożywienia gospodarczego, gdyż przedsiębiorstwa europejskie w mniejszym stopniu polegają na finansowaniu długiem (dominuje kredyt bankowy), a indeksy giełdowe są relatywnie wysoko. Jedyna droga, jaka została Europejskiemu Bankowi Centralnemu, to deprecjacja waluty, by podnieść konkurencyjność europejskiego eksportu i importować inflację.

Jednakże deflacja i gasnący wzrost gospodarczy to nie tylko problemy strefy euro. Dla gospodarek silnie powiązanych handlowo z Eurolandem aprecjacja ich walut względem euro nie będzie łatwo tolerowanym zjawiskiem. Narodowy Bank Szwajcarii wprawdzie poddał obronę minimalnego kursu wymiany euro za franka, ale stara się zatrzymać aprecjację swojej waluty poprzez ujemne stopy procentowe i naszym zdaniem nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Bank centralny Danii dwukrotnie w tym tygodniu obniżył główną stopę procentową do -0,35 proc., by zmniejszyć presję wywieraną na usztywniony kurs EUR/DKK. Następne w kolejności są Riksbank i Norges Bank. Ten pierwszy już w lutym może sprowadzić koszt pieniądza poniżej zera, a nawet pokusić się o własne QE. Norges Bank ma większe pole do działania z główną stopą na 1,25 proc. Rośnie też presja na Radę Polityki Pieniężnej, choć ostatnio przeszkodą dla dalszego luzowania stały się obawy o negatywny wpływ na złotego i niepogorszenie sytuacji kredytobiorców w CHF. Podsumowując, wojny walutowe wkraczają na nowy poziom.

NADCHODZĄCY TYDZIEŃ: NIEZŁOMNY FED

W przyszłym tygodniu posiedzenie FOMC (wt-śr) jest kluczowym wydarzeniem. W komunikacie po zebraniu (brak konferencji prasowej) oczekujemy podtrzymania dotychczasowych założeń polityki pieniężnej Fed, co wesprze nasze przekonanie o starcie podwyżek stóp procentowych w czerwcu. Rynek stopy procentowej pozostaje bardziej gołębi, więc jastrzębi komunikat powinien przełożyć się na wzmocnienie USD. Wśród danych poznamy pierwszy odczyt PKB za IV kwartał (pt), gdzie powinniśmy otrzymać potwierdzenie solidnego ożywienia na poziomie 3,2 proc.

W Europie główną uwagę skupi wynik greckich wyborów parlamentarnych (nd). Wygrana Syrizy (ale bez bezwzględnej większości) będzie odebrana jako neutralna dla sentymentu rynkowego i w niewielkim stopniu negatywne dla euro. Unijna waluta będzie pozostawać jeszcze w szoku po decyzji ECB o QE, a EUR/USD (EURUSD,1.12105 -1.39%, News) pozostaje narażony na upłynnianie krótkich pozycji („kupuj plotki, sprzedawaj fakty” na jastrzębiości FOMC także stanowi ryzyko). Dane z Eurolandu (Ifo, podaż pieniądza, HICP) po uruchomieniu QE tracą na istotności.

Z Wielkiej Brytanii otrzymamy pierwszy szacunek PKB za IV kwartał (wt), jednak przy całym pesymizmie uwzględnionym w wycenie funta, nawet odczyt zgodny z prognozą (2,8 proc. r/r) może wystarczyć, by podbić GBP. Wokół PKB z Kanady za listopad (pt) większe są szanse na negatywne zaskoczenia, a ujemny odczyt (prog. 0,1 proc. m/m) z pewnością pociągnie CAD w dół. Na Antypodach najważniejszą publikacją będzie CPI z Australii za IV kw. (śr) i potwierdzenie słabnącej presji cenowej umocni oczekiwania na cięcie stóp procentowych przez RBA, podtrzymując sprzedaż AUD. Po tym, jak po niespodziewanym cieciu ze strony banku kanady rynek zwiększył oczekiwania na obniżkę stóp procentowych w Nowej Zelandii, bardziej stonowany komentarz z RBNZ powinien wpłynąć na relatywną siłę NZD względem AUD. W Polsce GUS poda ostatnią porcję danych za grudzień (sprzedaż detaliczna, stopa bezrobocia) oraz wstępny szacunek PKB za cały 2014 r. (wszystko we wtorek). Dane o dynamice mogą mieć wpływ na złotego, jeśli wyraźnie będą odbiegać od konsensusu (3,3 proc.). Poza tym klimat wokół złotego jest pozytywny i EUR/PLN (EURPLN, 4.20078 -1.25%, News) powinien osuwać się w stronę testu 4,20.

(Konrad Białas – DM TMS Brokers SA)

podobne: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie. oraz: Globalna gospodarka jedzie na niskim biegu. MFW o świecie i o Polsce. i to: OECD tnie prognozy gospodarcze (dla strefy euro o 1/3). a także: Długi krajów rozwiniętych na historycznym poziomie a G20 wzywa USA do pilnego podniesienia limitu zadłużenia. polecam również: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.

Michał Dziekan - down down down

Michał Dziekan – down down down

Niezależny Portal Finansowy: Czas zacząć dodruk złotówek


W ciągu ostatnich dni głośno dyskutuje się odnośnie zmian w ustawodawstwie  pozwalających na bezpośredni skup obligacji przez NBP. Rozumiemy przez to zwiększenie podaży polskiej waluty aby w ten sposób pokryć wydatki, na które nie starczyło środków zebranych w postaci podatków.

Narodowy Bank Polski jest instytucją odpowiedzialną za emisję pieniądza. Od roku 1997, kiedy to zmieniano Konstytucję, kreacją pieniądza zajęły się banki komercyjne. NBP udzielał pożyczek bankom, które następnie skupowały obligacji emitowane przez rząd. Konstytucja wprost zabraniała finansowania deficytu długiem zaciągniętym w NBP. Poza bankami komercyjnymi rząd mógł zadłużać się także w międzynarodowych instytucjach finansowych i co istotne także w walutach obcych.

Mieliśmy zatem sytuację, w której rząd nie mógł zadłużać się w banku narodowym lecz wyłącznie w sektorze bankowym (polskim i zagranicznym). Miało to dobre i złe strony.

Z jednej strony, uniemożliwiało finansowanie deficytów czystym dodrukiem pieniądza przez NBP co hamowało przyrost pieniądza w obiegu a tym samym inflacje. Aby bowiem pozyskać środki, rząd mógł emitować obligacje w ilości, która nie podważała zaufania inwestorów do Polski. Gdyby nagle rząd zdecydował się drastycznie zwiększyć zadłużenie wzbudziłoby to niepokój w sektorze bankowym co przełożyłoby się na brak chętnych na papiery rządowe. Mniejsza ilość kupców z kolei oznacza wzrost rentowność obligacji. Wzrost kosztów obsługi długu był swoistym hamulcem bezpieczeństwa chroniącym nas przed nieobliczalnymi politykami.

Z drugiej strony brak możliwości zadłużania się we własnym banku centralnym którego zyski przekazywane są do budżetu oznaczało, że wszystkie zyski z odsetek od obligacji trafiały do prywatnego sektora bankowego. Dodatkowo w sytuacji nagłego odpływu kapitału z Polski (ataku finansowego) kraj był narażony na skokowy wzrost kosztów obsługi długu i zdany na łaskę czy niełaskę międzynarodowych instytucji finansowych tzw. pożyczkodawców ostatniej szansy (MFW na Ukrainie). 

Biorąc pod uwagę skłonność polityków do kupowania głosów kosztem zwiększenia zadłużenia system taki miał sens.  Nie zmienia to faktu, że ani NBP nie wywiązywał się z zadań jak chociażby utrzymanie inflacji na poziomie 2,5% ani rząd, który nie powinien zwiększać zadłużenia kraju.

Poniżej znajduje się przykładowy koszyk produktów oraz ich cen w roku 2003 i 2013.

Ceny dziś i 10 lat temu

Obrazują one zmianę cen na przestrzeni 10 lat. Jak widać większość cen uległa podwojeniu. Realna inflacja wyniosła zatem po uśrednieniu 7% rocznie, a nie jak wskazują oficjalne dane 3%.

Jeżeli realnie polska waluta traciła na sile nabywczej ok 7% rocznie to jak kształtowała się rentowność obligacji rządu? 

rentowność obligacji

Jest to piekielnie ważny wykres pokazujący w jakim tempie okrada nas państwo ukrytą inflacją. Na powyższym wykresie widzimy 3 rzeczy:

a) czarny kolor obrazuje ile odsetek generowały nam 10-letnie obligacje rządowe na przestrzeni ostatniej dekady

b) linia niebieska przedstawia uśrednioną wysokość odsetek w ciągu 10 lat

c) linia czerwona natomiast przedstawia realną inflację

Widzimy zatem, że realna inflacja była wyższa niż odsetki od długu rządowego. W takiej sytuacji zazwyczaj dług publiczny w relacji do PKB spada. Niestety w polskich realiach stało się odwrotnie w efekcie zbyt szybkiego przyrostu długu. 

Dług Polski

Mimo, iż rząd mógł zapożyczać się po koszcie mniejszym niż realna inflacja, przy ogromnych dochodach z prywatyzacji oraz 150 mld zagarniętych z OFE to dług w relacji do PKB wzrósł prawie o 1/3 na przestrzeni 10 lat.

Powyższe dane pozwalają zrozumieć że, realny wzrost gospodarczy oscyluje w okolicy zera. Oczywiście możemy trzymać się oficjalnych statystyk, wg których mamy 2-3 % wzrost co roku. Jak jednak wyjaśnić fakt, że w latach 2004 – 2013 skumulowany wzrost gospodarczy wyniósł 40,8% (paiz.gov.pl) podczas gdy z pierwszej tablicy powyżej jasno wynika, że siła nabywcza obywateli nieznacznie się zmniejszyła na przestrzeni ostatniej dekady? Czy w sytuacji 40% wzrostu gospodarczego nie powinno być odwrotnie?

Albo zatem rząd wraz z bankiem centralnym celowo zaniża realną inflację aby pochwalić się wzrostem gospodarczym albo prawa ekonomii już nie obowiązują.


Dodruk waluty

Wracając jednak do sedna. Po latach zabawy z finansami rządzący zdali sobie sprawę, iż dochody budżetowe w nadchodzących latach dramatycznie spadną i trzeba znaleźć rozwiązanie pozwalające na pokrycie deficytu bez koniczności wprowadzania niepopularnych cięć wydatków. Skoro podwyżka podatków odpada zostaje dodruk waluty, wywołanie wyższej inflacji a tym samym zwiększenie podatku inflacyjnego, którego nie rozumie 95% społeczeństwa.

Są dwa sposoby na uruchomienie dodruku. 

a) W Konstytucji wprowadzone zostaną zmiany pozwalające na bezpośredni skup obligacji przez NBP za nowo wydrukowane złotówki.  Może to wywołać opór wśród niektórych kręgów politycznych. Poza tym jest to oczywisty sygnał, że rząd zamierza prowadzić nas ścieżką rodem z lat 90-tych, która skończyła się hiperinflacją. Ze względu na jasny cel zmian ta opcja jest mało prawdopodobna.

b) Zgodnie z obowiązującym prawem zarówno polskim jak i UE, bank centralny ma zakaz skupowania obligacji na rynku pierwotnym (rząd emituje obligacje, które skupuje NBP za nowo wykreowane złotówki). Nie ma jednak żadnych przeszkód aby NBP udzielił kredytów bankom np. PKO BP czy BGK, które skupią od rządu nowe obligacje, a następnie odsprzedzą je do NBP. Bank centralny oczywiście zapłaci za nie nowymi złotówkami.

Pod względem prawnym są to zupełnie inne operacje lecz efekt jest ten sam. Rząd zwiększa zadłużenie. Bank centralny zwiększa podaż pieniądza.

Co dalej?

Jeżeli proces ten raz się uruchomi jest on nie do zatrzymania. Mając możliwość dodrukowania pieniędzy rządy stają się przeciwne wprowadzaniu niepopularnych lecz koniecznych reform. Czemu rząd miałby ograniczać świadczenia socjalne czy redukować zbędne wydatki skoro zawsze może dodrukować złotówek? Pamiętajmy, dodruk zawsze jest zły gdyż ostatecznie doprowadza do inflacji która jest ukrytym podatkiem płaconym przez wszystkich oszczędzających przy czym zbyt szybki dodruk zawsze kończy się hiperinflacją oraz załamaniem gospodarki.

Nawet jeżeli pojawi się pewien sprzeciw wśród społeczeństwa to medialni eksperci będą bronić NBP czy rządu argumentując dodruk koniecznością dewaluacji złotówki aby w ten sposób wesprzeć eksporterów, rynek nieruchomości czy ceny akcji. Skąd my to znamy?

Dla rządu jest to komfortowa sytuacja ale dla przeciętnych obywateli dramat. Wyższa inflacja to wyższe ceny. Wyższe wynagrodzenia, wyższe ceny nieruchomości czy akcji oznaczają wzrost opodatkowania nominalnych dochodów. Kupując np. nieruchomość dziś i sprzedając ją za 4 lata po cenie dwukrotnie wyższej zapłacimy 19% podatek od wzrostu ceny. Będzie on nieuchronny i bez znaczenia będzie fakt, że tym samym wartość naszych pieniędzy spadła o 50%. Zysk nominalny jest więc podatek się należy.

Wyższa inflacja w sytuacji negatywnych stóp procentowych jest także na rękę rządowi oraz sektorowi bankowemu. Wg nowego ustawodawstwa NBP będzie mógł udzielać bankom komercyjnym kredytów stabilizacyjnych, przy czym o wysokości oprocentowania będzie decydował NBP. Możemy mieć zatem sytuację, w której realna inflacja będzie na poziomie 15%, obligacje będą płaciły 8% odsetek, RPP ustali stopy procentowe na poziomie 5%. Przeciętny obywatel chcąc ocalić oszczędności kupi obligacje rządowe, na których straci 7% (8% odsetek – 15% inflacja). Strata będzie jeszcze większa jeżeli uwzględni się podatek Belki od otrzymanych odsetek.

Dla odróżnienia sektor banków będzie mógł otrzymać od NBP kredyt stabilizacyjny oprocentowany na poziomie 4%, po czym za uzyskane środki kupi obligacje płacące 8%. Obracając pożyczonymi środkami bank zarobi 4% i w jego przypadku inflacja nie będzie miała znaczenia.

Podsumowanie

Zarówno rząd jak i NBP swoimi działaniami sprowadzają nas na ścieżkę rozpadu waluty. Mimo, iż wielu ignorantów ekonomicznych, patrz polityków, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji podejmowanych decyzji, to moim zdaniem niszczenie złotówki jest celowym działaniem.

Skoro większość obywateli sprzeciwia się wprowadzeniu Euro czyli pozbycia się resztek suwerenności to należy doprowadzić do sytuacji, w której obywatele zmienią zdanie i sami zaczną domagać się rozwiązania zaproponowanego czy to przez MFW, BŚ czy inne globalne instytucje finansowe. Obecny proces skoordynowanego niszczenia walut nie jest chaotycznym działaniem bezmyślnych urzędników lecz celowym planem mającym na celu dalszą centralizację władzy monetarnej.

Jeżeli ktoś uważa, że działania NBP służą interesowi Polski niech spróbuje się dokopać do struktury właścicielskiej banku centralnego. Mi się nie udało. Na pytanie kto jest właścicielem banku nie potrafił mi też udzielić odpowiedzi wysoki urzędnik pracujący w tejże instytucji. 

Trader21

źródło: independenttrader.pl

podobne: Szumowiny drukujące pieniądze na koszt podatników! oraz: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli. a także: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.

polecam również: Drugie dno „NBP gate” czyli, jak nie wiadomo o co chodzi….

Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach. Kondycja gospodarki Australii. Zatrudnienie w USA. Globalna prognoza ekonomiczna.


Ujemne stopy procentowe w Eurolandzie pomogą zadłużonym na mieszkania nad Wisłą. I to bez względu na to, czy spłacają kredyty w euro, franku czy w złotym. Już dziś każdy z nich ma ratę o grosze lub nawet złote niższą niż jeszcze na początku tygodnia.

Bezprecedensowa decyzja Europejskiego Banku Centralnego o obniżeniu depozytowej stopy procentowej do -0,1 proc. oraz głównej stopy procentowej z 0,25 proc. do 0,1 proc. już przełożyła się na spadek EUROIBOR-u. Stawka ta poza marżą decyduje o oprocentowaniu kredytów w euro, a w Polsce spłaca je 113,2 tys. klientów zadłużonych na mieszkania, nie licząc całej rzeszy przedsiębiorców. Gdy w czwartek EURIBOR 3 M wynosił 0,3 proc. w piątek spadł do 0,292 proc. i będzie się obniżać dalej. Ale to nie topniejący EUROIBOR będzie głównym powodem obniżki kosztów obsługi kredytu. Największym prezentem zarówno dla spłacających kredyty w euro jak i we franku będzie umocnienie złotego (PLN_I74.0546 +0.19%News).

Sprzyjała temu różnica między stopami procentowymi w strefie euro – główna stopa 0,1 proc., w Polsce -2,5 proc. Na dodatek wzmocnieniu złotego pomaga też tempo rozwoju naszej gospodarki, gdy nad Wisłą możemy po I kwartale chwalić się 3,4 proc. wzrostu PKB, najlepszym wynikiem od I kw. 2012 r. to w Eurolandzie EBC już koryguje prognozę tegorocznego wzrostu z 1 do 0,7 proc.

Nic dziwnego, że w takich warunkach euro osiągnęło najniższe notowania od 13 miesięcy, dzisiejszy średni kurs euro w NBP – to 4,1211 zł. Utrzymanie się takiego stanu, ewentualnie spadek poniżej 4,1 zł to dobre wieści dla spłacających kredyty w euro. Średnia notowań z minionych 12 miesięcy przekracza bowiem 4,2 zł. Tymczasem dla klienta, który pożyczył w połowie 2010 r. w euro 300 tys. zł, z marżą 2,8 proc. rata wynosi dziś ok. 330 euro, co oznacza, że euro kupione o 10 gr. taniej daje 33 zł oszczędności na miesięcznej racie.

Również dobrze nie zachowuje się CHF, ale i tak jest nieźle. Frank zbliżył się do niskich notowań ze stycznia tego roku, kiedy to kosztował 3,36 zł. Obecnie w NBP jest po 3,385 zł o 5 groszy drożej niż w czwartek, ale i o 5 gr. mniej niż w środę. Pamiętający franka po 2 zł, nie wzdychają jeszcze z zachwytu, jednak po uwzględnieniu średniej notowań z ostatnich 12 miesięcy – 3,427 zł z pewnością zauważą różnicę. Rata 300 tys. zł kredytu we franku zaciągniętego w połowie 2008 r., apogeum popularności, to dziś 488 franków, co oznacza, że każde 5 gr. na franku mniej pozwoli zapłacić ratę niższą o 24 zł. Mowa tu o oszczędnościach 580,5 tys. gospodarstw domowych, bo tyle według Komisji Nadzoru Finansowego spłacanych było kredytów we franku na koniec 2012 r.

Przy niskim oprocentowaniu kredytów walutowych to właśnie cena euro czy franka ma decydujący wpływ na wysokość raty. I wszelkie wahania przypadające na czas spłaty raty, przekładają się na nią od razu. W przeciwieństwie do aktualizacji stawki WIBOR, EUROIBOR, czy LIBOR, na którą zazwyczaj trzeba czekać kilka miesięcy. Banki zmieniają jej poziom przeważnie na koniec lub na początek kwartału kalendarzowego, albo co trzy miesiące licząc od momentu podpisania umowy kredytowej. I to czasami pod warunkiem, że zmiana osiągnęła pewien minimalny pułap.

Co do zaangażowania klientów indywidualnych w kredyty walutowe, to 2012 r. zarówno jeśli chodzi o euro jak i franka sytuacja szczególnie się nie zmieniła, bo banki właściwie zaprzestały udzielania kredytów w walutach obcych. W 2013 r. w wartości nowej sprzedaży kredyty walutowe nie przekroczyły 1 proc. Na dodatek zgodnie ze zmienioną Rekomendacją S, od lipca banki będą miały już całkowity zakaz pożyczania w innej walucie niż dochody klienta.

Na nowej sytuacji uda się też skorzystać obsługującym złotowe kredyty mieszkaniowe. Ich suma jest obecnie największa. Na koniec kwietnia zadłużenie w PLN na mieszkania wyniosło 174,3 mld, podczas gdy w CHF 135,4 mld zł, w EUR 30,9 mld zł, a w pozostałych walutach 2,5 mld zł.

Różnica stóp procentowych pomiędzy Polską a eurolandem będzie wywierała presję na Radę Polityki Pieniężnej i skłaniała ją do dalszych cięć i tak niskiego oprocentowania. Delikatne sygnały takiej ewentualności już ze strony RPP się pojawiły, choć jej przewodniczący i prezes NBP – Marek Belka, zastrzegł, że nie należy jego słów traktować jako zapowiedzi obniżek. Decydujące znaczenie dla dalszych ruchów RPP będzie miała publikowana w lipcu prognoza inflacji oraz wzrostu gospodarczego. Ale inwestorzy prognozujący wysokość 3-miesięcznej stawki WIBOR już są przekonani, że spadnie ona w najbliższych miesiącach do 2,5- 2,55 proc. z obecnych 2,7 proc. WIBOR na działania EBC zareagował zresztą od razu, po tym jak w czwartek wynosił 2,7 proc. w piątek było to 2,69 proc. Im większe będzie prawdopodobieństwo spadku stóp procentowych tym szybciej zobaczymy to w wysokości WIBOR-u, który to zawsze z w yprzedzeniem reaguje na działania RPP.

Co oznacza przewidywany przez inwestorów WIBOR 3M na poziomie 2,5 proc.? Przy 30-letnim kredycie w wysokości 300 tys. zł i marży 1,7 proc. rata spadnie z 1503 zł do 1467 zł. Zmiana nie jest spektakularna, ale zawsze to w kieszeni kilkadziesiąt złotych więcej niż mniej.

(Halina Kochalska – Open Finance)                       …źródło: stooq.pl

70. rocznica lądowania aliantów w Normandii to tzw. D-Day. W kontekście wydarzeń tego tygodnia nazwa ta nabiera nowego znaczenia, ze względu na działania EBC. Wydarzeniem mijającego tygodnia, które również przejdzie do historii była bowiem czwartkowa obniżka stóp procentowych oraz konferencja prasowa Mario Draghiego. Stąd nazwę D-Day można rozwinąć do Draghi-Day.(…)

Niemiecki wzrost cen spowolnił do najniższego tempa od ponad 4 lat i wyniósł w maju 0,6 proc r/r. (HICP). Zharmonizowana inflacja w całej strefie euro również wyhamowała bardziej niż spodziewali się tego ekonomiści i ukształtowała się na poziomie zaledwie 0,5 proc. w ujęciu rocznym. Te kolejne dezinflacyjne odczyty skłoniły Europejski Bank Centralny do działania. Właśnie decyzja EBC w sprawie stóp procentowych, a także późniejsza konferencja prasowa z udziałem Mario Draghiego były bez wątpienia wydarzeniami, które wstrząsnęły w tym tygodniu rynkami. Europejskie władze monetarne zdecydowały się powziąć wiele kroków luzujących politykę monetarną. Pierwszym z nich jest obniżka stóp, podstawowej do 0,15 proc. i depozytowej do -0,1 proc. Drugi to wsparcie płynności w sektorze bankowym operacjami ukierunkowanymi LTRO, o wartości 400 mld euro. Nastąpiło również odejście od sterylizacji programu SMP. Co więcej, Mario Draghi dobitnie zaznaczył także, że w przyszłości (i to raczej niedalekiej) możliwe jest przeprowadzenie skupu aktywów. Wydaje się jednak, że wprowadzenie LTRO odkłada możliwość szybkiego wdrożenia QE. Uzasadnieniem dla modyfikacji kształtu polityki są zrewidowane prognozy dynamiki PKB i cen. W 2014 roku tempo wzrostu ma wynieść zaledwie 1,0 proc., a dynamika HICP ukształtować się na poziomie 0,7 proc. r/r. Projekcje z marca zakładały, że wskaźniki przybiorą wartości odpowiednio 1,2 i 1,0 proc. Bardzo ważne jest również to, że w dół zrewidowano inflacyjną prognozę na 2016 rok. Wynosi ona teraz 1,5 proc. wobec marcowych założeń na poziomie 1,7 proc.

USA: ZATRUDNIENIE POWYŻEJ SZCZYTU Z 2008 ROKU

Stopa bezrobocia w maju utrzymała się na prawie 6-letnim minimum, czyli poziomie 6,3 proc. W sektorze pozarolniczym przybyło 217 tys. nowych miejsc pracy. Pozwoliło to na wyjście całkowitego zatrudnienia ponad poziom z początku 2008 roku. Odbudowa rynku pracy trwała zdecydowanie najdłużej w historii powojennych recesji w USA. Stało się tak pomimo, że na słabszy od poprzedniego odczyt wskazywały m.in. wzrost czterotygodniowej średniej liczby wniosków o zasiłek z 312 do 322 tysięcy oraz szczegóły indeksu ISM dla usług. Takie ryzyko dodatkowo wzrosło po niższej od konsensusu wartości indeksu ADP. Co ciekawe payrolle były rewidowane w górę w 19 z ostatnich 20 miesięcy. Pomimo to kwietniowy odczyt został zrewidowany w dół o 6 tys., a więc dopiero po raz drugi w ciągu ponad półtorej roku.

AUSTRALIA: GOSPODARKA W DOBRE FORMIE

We wtorek RBA zdecydował o pozostawieniu głównej stopy procentowej na niezmienionym poziomie 2,5 proc. Jest to już 10 miesiąc z rzędu utrzymywania rekordowo niskiego kosztu pieniądza. Głównym celem obniżki sprzed niemal roku było wywołanie wzrostu konsumpcji a także przeniesienie inwestycji z sektora górniczego do pozostałych. Okazuje się, że operacja ta przebiega bardzo sprawnie. Firmy planują przeznaczyć na CAPEX 137,1 miliardów dolarów australijskich w latach 2014-2015. Prezes RBA powiedział także, że widać stopniową poprawę na rynku pracy, jednak potrzeba jeszcze trochę czasu zanim bezrobocie ustabilizuje się na niskim poziomie.

O dobrej sytuacji w australijskiej gospodarce może świadczyć wycofanie się banku JPMorgan z prognozy zakładającej obniżkę stóp procentowych w sierpniu tego roku. W I kwartale 2014 odnotowała ona najszybsze tempo wzrostu od 2 lat. Bardzo ważny jest także fakt, że inflacja znajduje się pod kontrolą. Wzrost PKB w I kwartale wyniósł 3,2 proc w ujęciu rocznym, a także 1,1 proc. k/k. Głównymi składowymi, które wpłynęły na tak dobry odczyt były: eksport (wzrost o 4,8 proc. k/k), który odpowiedzialny był za 1,1 pkt. proc. przyrostu PKB oraz inwestycje mieszkaniowe (wzrost 4,7 proc. k/k), które dodały 0,2 pkt. proc. do rozwoju gospodarczego.

Dolar australijski jest w tym roku najsilniejszą walutą z grona G10. Zyskał on zarówno wobec dolara, jak i euro około 5 proc. AUD może skorzystać na bezprecedensowej decyzji ECB o obniżeniu stóp centowych, w tym depozytowej do poziomu ujemnego oraz wprowadzenia LTRO. Duży wpływ na to mają rozbieżne drogi zarówno, gospodarek Australii i strefy euro, a także ich banków centralnych. Polityka RBA zmierza w kierunku normalizacji, a ECB wprowadza niekonwencjonalne metody luzowania. Australijska inflacja jest pod kontrolą, natomiast strefa euro zmaga się z postępującą dezinflacją. W końcu, wzrost gospodarczy kraju kangurów jest najwyższy od 2 lat, a gospodarka strefy euro rozwija się w tempie dalekim od zadowalającego. Co ciekawe dolar australijski zyskuje pomimo spadku cen rudy żelaza, czyli głównego eksportowego surowca tego kraju.

(Błażej Kiermasz – DM TMS Brokers SA)                       …źródło: stooq.pl

podobne: Kondycja globalnej gospodarki nadal krucha… Spadek wskaźnika zatrudnienia w USA. oraz: EMS zgodny z konstytucją. Niemcy będą ratować zadłużoną Europę! polecam również: Malutka Belgia ratuje obligacje USA oraz: Szef KE powołał grupę ekspertów ds. uwspólnotowienia długu eurolandu

Punkty niestabilne politycznie, wrażliwe gospodarczo ale i te o wysokim poziomie zaufania – które kraje mogą wspierać lub opóźniać światowy wzrost?”

Euler Hermes przedstawia informację o kierunkach (i zagrożeniach dla) światowego wzrostu gospodarczego, sporządzoną na bazie swojego ostatniego, majowego Przeglądu Ekonomicznego. Zwracamy uwagę na umieszczenie Francji i Niemiec – głównych partnerów gospodarczych Polski wśród rynków obecnie ekonomicznie „wrażliwych”. Prezentujemy także możliwe scenariusze wpływu konfliktu na wschodzie Europy na tempo rozwoju gospodarczego Polski (mniejszy efekt) i strefy euro (większy – co pośrednio uderzyć może w polskich eksporterów).

– Zgodnie z ostatnią globalną prognozą ekonomiczną firmy Euler Hermes, gospodarki najbardziej rozwiniętych krajów nabierają tempa, oczekujemy w 2014 roku wzrostu ich wzrostu o +2,0%, najwyższego od 2010 roku

– Z drugiej strony – pomimo ożywienia wzrostu światowego PKB (+2,9% w 2014 roku) jego tempo pozostanie powolne (poniżej 3% trzeci roku z rzędu) i przeważy ryzyko wystąpienia spadku.

Wielka Brytania (PKB +2,4%) i członkowie strefy euro (+1,0%) kontynuują wzrost, podczas gdy Stany Zjednoczone (+2,8%) jak na razie pozostawały nieco w tyle z powodu wyjątkowo ostrej zimy. Abekonomia jest wciąż źródłem stałego wzrostu w Japonii (+1,2%), chociaż potrzeba większych zmian aby go utrzymać. Gospodarki rozwijające się pozostają głównymi motorami globalnego wzrostu (+4,3% w 2014 roku), ale związane z nimi oczekiwania uległy obniżeniu po gwałtownej rewizji perspektyw wzrostu w Rosji, jak również z powodu spodziewanego spowolnienia wzrostu w Brazylii, w RPA i w Turcji.

DROGA NAPRZÓD – KTO JEST NIESTABILNY, A KTO WRAŻLIWY?

Nowy globalny raport ekonomiczny Euler Hermes zidentyfikował na światowej mapie lokalizację punktów niestabilnych, wrażliwych gospodarczo i o wysokim poziomie zaufania, które razem prawdopodobnie wpłyną na globalną wymianę handlową w perspektywie krótkoterminowej:

Punkty niestabilne w zakresie polityki: Rosja i Ukraina oraz w mniejszym zakresie Turcja pozostają niestabilnymi punktami w zakresie polityki ze względu na ryzyko geopolityczne obciążające ich gospodarkę i potencjalnie występujące negatywne skutki uboczne.

Bez odnoszenia się do możliwego scenariusza rozwoju sytuacji w sferze politycznej pokusić się można o rozważenie kierunku rozwoju sytuacji na wschodzie Europy w sferze gospodarczej. W chwili obecnej sankcje mają przede wszystkim wymiar polityczny (pomijając oczywiście bariery w imporcie mięsa) i spodziewać się można, iż scenariusz utrzymania się takiej sytuacji ma 80% szans na realizację. Tylko 20% szans na realizację przyznać można scenariuszowi eskalacji w kontekście wymiany handlowej wschód-zachód (co zmniejszyłoby wymianę handlową strefy euro z Rosja o połowę). Ale nie tylko wymiana handlowa jest na szali – na sytuację wpływ mają również przepływy inwestycji (istotnych np. w Holandii), ceny energii, zdolność firm rosyjskich do regulowania swoich zobowiązań (z tytułu importu z UE) oraz ekspozycja (zaangażowanie) kapitałowa banków europejskich w Rosji (istotna np. dla banków austriackich). Skutki odczułaby również Rosja – m.in. poprzez dalsze przyspieszenie odpływu kapitału ze spodziewanych obecnie 120 mld USD w skali rocznej do 200 mld USD a przede wszystkim osunięciem się w recesję (ze spodziewanego obecnie wzrostu PKB +0,7% do spadku o -2,5% na skutek załamania się eksportu o 20% i importu o 15%).

W chwili obecnej – przy zakładanym bazowym scenariuszu rozwoju sytuacji, bez mnożenia dalszych przeszkód w wymianie handlowej polski wzrost PKB będzie zmniejszony o ok. 0,1%, podobnie jak w całej strefie euro. Gdyby sankcje jednak zostały zaostrzone zarówno polski wzrost PKB jak i w strefie euro ucierpiałyby o ok. 0,9% w skali rocznej. W efekcie w Polsce nadal mielibyśmy wzrost gospodarczy na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego lub nawet lepszym, natomiast w krajach strefy euro w przypadku eskalacji konfliktu handlowego z Rosja wzrost gospodarczy byłby zbliżony do zera…co w konsekwencji pośrednio uderzyłoby w dalszej kolejności w popyt na polskie towary, w 75% kierowane przecież na rynek strefy euro.

Punkty wrażliwe w zakresie gospodarki: Brazylia, RPA i w mniejszym zakresie Indie są punktami wrażliwymi w zakresie gospodarki, ponieważ muszą dostosować się do świata, w którym rynki rozwijające się nie są już z definicji „pupilkami” inwestorów. W tej grupie znajduje się również Francja, która musi ponownie przeanalizować swój model biznesowy, oraz Niemcy, które stykają się z wyzwaniem dominujących nacisków deflacyjnych w strefie euro, jak również z silnym kursem euro.

Punkty o wysokim poziomie zaufania: USA i Wielka Brytania są punktami o wysokim poziomie zaufania, ponieważ wzrost uzyskał siłę pociągową. Europa Południowa wykazuje oznaki poprawy perspektyw ekonomicznych i odzyskuje zaufanie po kilku latach bolesnych dostosowań i trudności gospodarczych. Chiny są również członkiem tej grupy, pomimo wyzwań dotyczących zmiany modelu biznesowego, ponieważ występują pozytywne oznaki pomyślnej transformacji.

Różne losy gospodarek rozwijających się: ‚Wrażliwa 10’ przekształciła się w ‚Ulegającą poprawie czwórkę’, ‚Niestabilną piątkę’ i Argentynę

Jak podkreślaliśmy pod koniec zeszłego roku, zdolność gospodarek rozwijających się do przetrwania trudności w dużym stopniu zależy od ich podstaw finansowych. Władze krajowe muszą być wyczulone i elastyczne w zakresie tworzenia polityki kompensującej. Na początku 2014 roku firma Euler Hermes sklasyfikowała kraje rozwijające się według dwóch kryteriów:

– ich wrażliwość w odniesieniu do programu łagodzenia polityki pieniężnej USA, oraz

– ich zależność od eksportu do Chin, tj. spowolnienia wzrostu PKB w Chinach i transformacji ich modelu ekonomicznego.

Powstała w ten sposób lista 10 najbardziej wrażliwych krajów w perspektywie krótkoterminowej, ‚Wrażliwe 10’, obejmuje Argentynę, Brazylię, Chile, Kolumbię, Indie, Indonezję, Meksyk, Filipiny, RPA i Turcję.

Od tej pory jakość polityki gospodarczej i wrażliwość władz na program łagodzenia polityki pieniężnej i podnoszenie ryzyka geopolitycznego w ostatnich miesiącach wykazuje, że niektóre kraje są lepiej przygotowane na burze niż inne. Powstała grupa państw ‚Ulegających poprawie 4’ (Chile, Kolumbia, Meksyk i Filipiny), grupa państw ‚Niestabilnych 5’ (Brazylia, Indie, Indonezja, RPA i Turcja) oraz osobno Argentyna.

PUNKTY NIESTABILNE POLITYCZNIE

Ukraina i Rosja: Krajowy kryzys polityczny nasilił się prowadząc do poważnego konfliktu pomiędzy Ukrainą i Rosją po tym, jak Rosja zaanektowała Krym, co odbiło się na gospodarce obu krajów, ale do tej pory nie wpłynęło znacząco na Europę. Oczekuje się, że wzrost rosyjskiego PKB zwolni do 0,7%, a na Ukrainie w 2014 roku najprawdopodobniej wystąpi głęboka recesja (-3%). Przeważa znaczne ryzyko spadku.

Turcja: Produkcja w 2013 roku okazała się odporna na zawirowania polityczne i niepokoje na globalnych rynkach finansowych. Popyt krajowy był jedyną siłą napędową wzrostu, przy wzroście konsumpcji prywatnej o 4,6%, konsumpcji publicznej o 5,9% i inwestycji o 4,3%. W 2014 roku oczekuje się, że popyt krajowy będzie umiarkowany w wyniku zacieśniania polityki monetarnej i deprecjacji liry tureckiej (TRY). W rezultacie oczekuje się, że w 2014 roku wzrost PKB ulegnie spowolnieniu do 3%.

PUNKTY WRAŻLIWE W ZAKRESIE GOSPODARKI

Francja i Niemcy: Po tym, jak Francja nie spełniła swojego wstępnego celu w zakresie deficytu fiskalnego na poziomie -3% PKB w 2013 roku, nowy premier Francji zapowiedział wiele reform w 2014 roku mających na celu wspieranie konkurencyjności gospodarki oraz siły nabywczej gospodarstw domowych. Jest mało prawdopodobne, aby te środki doprowadziły do szybkiego obniżenia deficytu fiskalnego (prognozy Euler Hermes: -3,9% w 2014 roku i -3,3% w 2015 roku), ale będą wspierać inne kraje strefy euro za pośrednictwem podwyższenia importu. W przeciwieństwie do Francji, model gospodarczy Niemiec obejmuje dobrze rozwijający się i napędzany eksportem przemysł, czego dowodem jest duża nadwyżka na rachunku bieżącym. Jednak ostatni wskaźnik PMI w zakresie danych dotyczących zamówień eksportowych i dane Bundesbanku wskazują na możliwy spadek tempa rozwoju. Niemiecki sektor eksportowy stoi w obliczu wiatru wiejącego w twarz zarówno ze strefy euro (presja deflacyjna), jak i z zagranicy (odnowiona konkurencja ze strony Japonii i USA, których główne sektory eksportowe nakładają się z niemieckimi).

Brazylia: Wcześniejsze doświadczenia wykazują, że organizowanie dużych imprez sportowych nie zawsze wywiera pozytywny wpływ na gospodarkę kraju gospodarza. Nawet, jeżeli Brazylia mogłaby być wyjątkiem, ponieważ jest -gospodarzem trzech mega-wydarzeń sportowych z rzędu, firma Euler Hermes oczekuje, że będzie to miało niewielki wpływ na wzrost w horyzoncie krótkoterminowym i średnioterminowym. Spowolnienie brazylijskiej gospodarki jest głównie spowodowane słabością strukturalną, której nie mogą poprawić wydarzenia sportowe. Chociaż popyt krajowy zyskał w ostatnich latach na połączeniu polityki fiskalnej pobudzającej popyt, na niskim bezrobociu, wzroście płac realnych i masywnym napływie kapitału zagranicznego, inwestycje pozostały na niskim poziomie. Obecnie występuje brak dopasowania pomiędzy dynamicznym popytem krajowym i słabą podażą krajową. Potrzebne są głębokie reformy strukturalne, aby poradzić sobie z brakiem konkurencyjności lokalnego przemysłu, brakami infrastrukturalnymi i ubogim środowiskiem gospodarczym. Oczekuje się, że wzrost pozostanie na niskim poziomie wynoszącym 2,0% w 2014 roku oraz 2,5% w 2015 roku, dużo poniżej wynoszącego 5% rocznego wzrostu sprzed kryzysu.

Indie: Gospodarka hinduska w ciągu ostatnich dwóch lat osiągnęła gorsze wyniki od spodziewanych ze wzrostem PKB na poziomie średnio poniżej +5% w porównaniu z potencjałem wzrostu na poziomie +7%. Ekspansja produkcji została stłumiona słabym popytem krajowym. Wysoka inflacja nadal osłabia siłę nabywczą, ograniczając wzrost konsumpcji prywatnej. Inwestycje uległy spowolnieniu, ze względu na restrykcyjne warunki finansowe i ograniczenie popytu. Eksport netto obniżył się w wyniku podwyższenia importu z powodu wysokich cen surowców (ropa naftowa i złoto stanowią odpowiednio 34% i 8% importu) oraz słabszych od oczekiwanych wyników gospodarczych głównych partnerów Indii, czyli USA i Chin. Od połowy 2013 roku Indie są obserwowane w ramach radaru rynku finansowego i inwestora ze względu na pogarszające się perspektywy gospodarcze oraz wysoki deficyt fiskalny i na rachunkach bieżących. Należy dalej stawiać czoło słabości strukturalnej, ale niektóre kroki we właściwym kierunku zostały już podjęte. Stabilność finansowa (a zatem redukcja w zakresie napływu kapitałów krótkoterminowych) jest jednym z kluczowych priorytetów nowego prezesa Banku Centralnego, Rajana, a obecny rząd zapoczątkował reformy mające na celu zachęcenie inwestorów zagranicznych do inwestowania w kluczowe sektory.

Republika Południowej Afryki: Wzrost PKB pozostanie na przeciętnym poziomie: +2,8% w 2014 roku i +3,5% w 2015 roku, z ryzykiem spadku. Polityka monetarna pozostanie restrykcyjna, aby chronić randa i rezerwy międzynarodowe, ceny złota są niskie, a napięte stosunki pracy ograniczają produkcję w niektórych kluczowych sektorach, szczególnie w zakresie wydobycia platyny. Brak elastyczności strukturalnej pozostaje źródłem problemów, obejmując wysoki stopień bezrobocia, dużą nierówność przychodów, niski poziom dostarczania usług, trudne relacje przemysłowe oraz deficyty fiskalne i na rachunkach bieżących.

PUNKTY O WYSOKIM POZIOMIE ZAUFANIA

Stany Zjednoczone: Na większości obszaru USA wystąpiła rekordowo zimna i śnieżna zima, co spowodowało duże spowolnienie gospodarcze. PKB wzrósł zaledwie o 0,1% w stosunku rocznym za I kwartał 2014 roku. Jednak trudna zima również przygotowała scenę do odbudowania aktywności gospodarczej wiosną, co pomoże zwiększyć PKB w II kwartale i prawdopodobnie popchnie wzrost PKB za cały 2014 rok do poziomu 2,8% – wciąż poniżej trendu światowego, ale lepiej niż 1,9% w 2013 roku. Produkcja wydaje się gotowa do znacznego ożywienia, ponieważ koszty zatrudnienia nadal spadają; zatrudnienie w produkcji wzrastało w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy. Bank Rezerwy Federalnej prawdopodobnie całkowicie zakończy swój program łagodzenia polityki pieniężnej do końca 2014 roku, ale pozostaje wysoce przystosowawczy ze względu na znaczne ilości nadmiaru rezerw płynnych, które mogą zostać wykorzystane w gospodarce.

Chiny: Wzrost chińskiego PKB okazał się w 2013 roku wytrzymały, rosnąc na podobnym poziomie jak w poprzedzającym roku (+7,7%). W 2014 roku przewiduje się niewielki spadek do poziomu +7,5%, co jest związane z trwającą transformacją gospodarczą mającą na celu uzyskanie wzrostu PKB w wyniku popytu krajowego. Przekształcenie rozpoczęło się i pozytywne oznaki już są widoczne. Po pierwsze, rząd przeszedł z podejścia skoncentrowanego ściśle na bieżącym wzroście do bardziej zrównoważonego, mając jednocześnie na celu tworzenie miejsc pracy, stabilność cen i wzrost gospodarczy. Po drugie – wzrost rynku konsumenckiego posiadającego silne podstawy jest faktem. Po trzecie – zachodzi normalizacja warunków finansowych (oddala się groźba bańki kredytowej), po ulepszeniu jakości kredytów oraz redukcji finansowania pozabankowego i pozabilansowego. Kontynuacja wsparcia konsumpcji krajowej przez pożyczki bankowe i tworzenie miejsc pracy oraz dalsze inwestycje w wiedzę i branże o wysokiej wartości dodanej mogą przyspieszyć wzrost długoterminowy.

Europa Południowa i Wielka Brytania: Po kilku latach bolesnych zmian oraz głębokiego kryzysu finansowego i państwowego kraje Europe Południowej w końcu powracają na ścieżkę wzrostu, głównie dzięki poprawie w zakresie eksportu w wyniku korzyści uzyskanych z konkurencyjności. W połączeniu z trwającymi zmianami fiskalnymi, reformami strukturalnymi i dzięki zmniejszeniu apetytu inwestorów na rynki rozwijające się, został uzyskany masowy powrót zaufania, a zatem wzrost wpływów do portfela i zagranicznych inwestycji bezpośrednich. Jednak nie można wykluczyć krótkoterminowej zmienności, ponieważ pozostaje znaczna wrażliwość gospodarki. Bezrobocie pozostaje na bardzo wysokim poziomie, sektor bankowy wciąż czyści bilans, a długotrwała niska inflacja może zaszkodzić ożywieniu. W Wielkiej Brytanii popyt krajowy pozostaje głównym motorem wzrostu PKB (+2,4%) ze względu na coraz bardziej przyjazne środowisko dla biznesu.

Rada Współpracy Państw Zatoki [Gulf Cooperation Council] (GCC): Kraje GCC posiadają ponad 29% globalnych rezerw ropy naftowej i ponad 23% rezerw gazu. Produkcja sektora węglowodorów była kluczowym czynnikiem wzrostu od 2011 roku do chwili obecnej, gdy standardowe ceny ropy naftowej wyniosły 100 USD za baryłkę lub jeszcze więcej. Przy łącznej populacji na poziomie 49 milionów osób przychody z eksportu ropy naftowej wciąż przyczyniały się do tworzenia silnych rezerw walutowych i akumulacji aktywów finansowych w funduszach państwowych (ich szacowana kwota wynosi 2.250 mld USD). Tego typu rezerwy umożliwiają krajom GCC zwiększenie popytu krajowego za pośrednictwem wydatków państwowych na projekty infrastrukturalne i na cele społeczne. Można więc oczekiwać, że handel z krajami GCC będzie dalej prężenie się rozwijał, szczególnie biorąc pod uwagę poprawę klimatu biznesowego w ciągu ostatnich lat. Wzrost PKB w krajach GCC prawdopodobnie ulegnie podwyższeniu do poziomu lub powyżej poziomu średniej dla regionu (+3,6% w 2014 roku).

(Euler Hermes)                                       …źródło: stooq.pl

podobne: Ekonomiczna prognoza na rok 2014 czyli… pożyjemy zobaczymy. oraz: MFW prognoza dla Polski i światowej gospodarki – będzie słabo. polecam również: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.

Światowa gospodarka

Niezależny Portal Finansowy: Inwestycje dla mniej zamożnych


fragment:

Negatywne stopy procentowe utrzymywane od 2009 roku są prawdziwą zmorą klasy oszczędzającej. Osoby, które co miesiąc mają pewne nadwyżki dawniej po prostu mogły wpłacić je na lokatę i bez ryzyka zainkasować 3% zysk powyżej inflacji.

Obecnie utrzymanie wartości nabywczej pieniędzy graniczy z cudem, co ma m.in. zachęcić jak najwięcej osób do zabawy w inwestorów. Niestety, dla co najmniej 80% osób kończy się to utratą znacznej części kapitału. Przyczyn takiego stanu jest wiele. Począwszy od zwykłego lenistwa i oporu przez edukacją finansową kończąc na życzeniowym myśleniu w stylu, że nasz „doradca finansowy” wie lepiej w co zainwestować. Pytanie, dla kogo lepiej pozostawiam bez odpowiedzi.

Jeżeli ktoś bez wiedzy finansowej przeszedł przez wszystkie artykuły i komentarze, co podobno zajmuje ok 10 – 12 godzin, to zna stan obecnej sytuacji gospodarczej i wie czemu trzymam się z dala od akcji czy obligacji. Co nam po akcjach, które wypłacą 5 % dywidendy jeżeli ich cena spadnie o 30%?

Moim zdaniem dla osób bez kapitału początkowego mających do dyspozycji 300 – 500 zł / m-c najbardziej odpowiednie będzie fizyczne srebro pod warunkiem, że poznają w pełni specyfikę metalu.

Jeżeli dla niektórych osób srebro jest zbyt zmienne to zalecałbym skupić się na złocie. Są oczywiście osoby, które podzielają poglądy niektórych komentujących, iż cena złota będzie spadać do 300 USD i wolą trzymać się z dala od metali.

W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem będzie lokata bankowa najlepiej w jednym z banków opisywanych na blogu jako w miarę bezpieczne. Środki w banku lub po prostu w gotówce trzymamy do czasu aż dojdzie i zakończy się bessa na rynkach akcji. Przy odpowiednio niskich wycenach oraz ekstremalnej przewadze pesymizmu do akcji zakup ETF’u naśladującego rynek dużych stabilnych spółek może być optymalnym rozwiązaniem.

Najważniejsze to jednak dobra edukacja, rozsądek i świadomość, że by odnieść sukces w inwestycjach należy postępować odwrotnie niż robią to masy i doradzają medialni eksperci.

Trader21

…całość artykułu w którym autor opisuje pokrótce kilka najpopularniejszych (najbardziej znanych) sposobów pomnażania kapitału, wraz z jego subiektywną oceną „warto/nie warto” pod linkiem independenttrader.pl

poprzednio: Eksperci: inwestycje w ziemię dobrą lokatą, ale długoterminową  podobne: Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych.

Michał Dziekan - Pieniądze

Michał Dziekan – Pieniądze

Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków


fragment artykułu Tomasza Cukiernika:

„…Przyjęty przez rząd PO-PSL Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2014-2017 przewiduje, że do 2017 roku zamrożone zostaną na obecnym poziomie: kwota wolna od podatku w PIT (3091 zł rocznie), koszty uzyskania przychodu (1335 zł rocznie) oraz próg podatkowy (85.528 zł rocznie). Jednak z wysokością kwoty wolnej od podatku związane są kwoty do odliczenia wynikające z ulgi na dzieci, w związku z czym również one pozostaną na niezmienionym poziomie. W sytuacji inflacji pieniądza realnie oznacza to podwyżki podatków. Kwoty te nie były waloryzowane od 2009 roku, chociaż w tym czasie inflacja wyniosła w sumie około 16 procent. – Tymczasem mamy inflację i rosną koszty utrzymania, natomiast będziemy płacić podatki od tych kwot, które płaciliśmy kilka lat temu, czyli efektem tego jest wzrost opodatkowania dla każdego przeciętnego, statystycznego mieszkańca naszego kraju – mówi w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową Andrzej Sadowski z Centrum Adama Smitha.

Jak szacuje samo Ministerstwo Finansów, dodatkowe wpływy dla fiskusa z tytułu zamrożenia progów wyniosą około 0,1 procent PKB rocznie. W 2010 roku było to 1,5 mld zł, ale w 2015 roku będzie to już 1,8 mld zł, a w 2017 roku – 2 mld zł. Łącznie w latach objętych planem ma to być 6,5 mld zł. Tym samym rząd sam przyznaje się, że jego plan to nic innego jak podwyżki podatków. Natomiast Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA – niezależna, apolityczna jednostka naukowo- -badawcza skupiająca się na analizie konsekwencji polityki społeczno-gospodarczej – wyliczyło, że zamrożenie progów podatkowych do 2017 roku obniży dochody polskich gospodarstw domowych o 1,32 mld zł w 2015 roku, 2,9 mld zł w 2016 roku i 4,76 mld zł w 2017 roku. Z kolei dochody gospodarstw z dziećmi spadną w wyniku tej polityki odpowiednio o 0,79 mld zł, 1,75 mld zł i 2,87 mld zł. O takie kwoty Polacy zapłaciliby mniejsze podatki, gdyby progi podatkowe rosły w kolejnych latach w sposób odpowiadający indeksacji górnego progu podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe ZUS.

„W wyniku tej polityki w 2017 roku dochody najuboższych gospodarstw obniżą się przeciętnie o 8,50 zł miesięcznie, zaś w przypadku gospodarstw z najwyższego decyla miesięczne dochody zmniejszą się średnio o 106,20 zł” – napisano w raporcie CenEA. Zdaniem dr. Michała Mycka, dyrektora CenEA, „mrożenie kosztów uzyskania przychodu oraz kwoty wolnej od podatku idzie na przekór polityce nakierowanej na podniesienie poziomu zatrudnienia”.

Z wyliczeń „Rzeczpospolitej” wynika, że w efekcie braku waloryzacji progów podatkowych podatek najbardziej uderza jednak w osoby najbiedniejsze, a wysokość płaconych podatków rośnie szybciej niż wysokość płac! – Zamrożenie skali w rzeczywistości oznacza podniesienie efektywnych stawek podatkowych. Zwłaszcza biedniejsi ludzie płacą coraz wyższe podatki – mówi w „Rzeczpospolitej” prof. Krzysztof Rybiński, rektor uczelni Vistula. – I nie wątpię, że skala zostanie jeszcze przez wiele lat utrzymana na poziomie z 2009 roku. W ten sposób rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków – dodaje. – Wprowadzenie w życie Wieloletniego Planu Finansowego Państwa będzie oznaczać wyższe podatki – potwierdza na Interia.pl ekonomista Piotr Bujak…”

całość tu: nczas.com

podobne: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu.

polecam również: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę?

oraz: CBOS Polacy chcą bezpiecznego państwa, ale nie chcą płacić podatków.

rys. Żukow

rys. Żukow

…Jakiś czas temu Pan Tusk przepraszał za to, że kiedykolwiek wspominał swoim wyborcom o obniżaniu podatków. Widocznie tak bardzo męczyło go sumienie z tego powodu, że postanowił zadośćuczynić owej strasznej zbrodni biorąc się konkretnie za robotę i dociskając śrubę fiskalną.

Jak śpiewa poeta: To już nie polowanie, nie obława, nie łów! To planowe niszczenie gatunku!

…Odys

Polska gospodarka: Wskaźnik Dobrobytu, Produkcja Przemysłowa. Słabe wyniki górnictwa – Zarząd KW wstrzyma wydobycie.


1. BIEC: Wskaźnik Dobrobytu wzrósł w kwietniu o 1,2 pkt. mdm

17.04. Warszawa (PAP) – Wskaźnik Dobrobytu, odzwierciedlający ekonomiczną kondycję polskiego społeczeństwa, wzrósł w kwietniu o 1,2 pkt. w porównaniu z ubiegłym miesiącem i był to najwyższy jednorazowy wzrost wskaźnika od ponad 3 lat – podało Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC).

„Wskaźnik ulega poprawie od maja ub. roku, lecz do tej pory jego wzrosty były raczej umiarkowane. Niska inflacja, wzrost wynagrodzeń oraz poprawa na rynku pracy spowodowały tak znaczną w tym miesiącu poprawę ekonomicznej kondycji Polaków. Najsilniej wzrosły wynagrodzenia. Co prawda w stosunku do ich wartości z poprzedniego miesiąca nieco zmalały, ale lutowe dane o wynagrodzeniach podwyższone były wypłatami z tytułu tzw. trzynastek” – napisano w raporcie.

„W nieco mniejszym stopniu poprawia się sytuacja na rynku pracy, wyrażona zmianami w wielkości zatrudnienia. Od jesieni 2012 roku zatrudnienie ulegało stopniowej redukcji, a pod koniec ub. roku stabilizacji. Dopiero w lutym i marcu br. odnotowano wzrost zatrudnienia w relacji do sytuacji sprzed roku” – dodano.

Analitycy BIEC piszą, że do poprawy wskaźnika przyczyniła się również stabilna i niska inflacja.

„Stopniowa poprawa na rynku pracy, wyższe wynagrodzenia oraz niska inflacja zwiększają siłę nabywczą gospodarstw domowych i ich poczucie dobrobytu. Tym samym zwiększa się rola spożycia indywidualnego we wzroście gospodarczym” – napisano. (PAP)

map/ asa/ je/

podobne: Ożywienie gospodarcze na razie tylko w statystyce… Kiedy Polacy odczują poprawę gospodarczą? polecam również: W tym ubóstwie jest metoda czyli… cynik9 o zaletach bycia niedorozwiniętym (gospodarczo)

2. Produkcja przemysłowa w górę, ale poniżej oczekiwań; słabe wyniki górnictwa

17.04. Warszawa (PAP) – Produkcja przemysłowa rozkręca się coraz bardziej, w marcu w ujęciu rocznym wzrosła o 5,4 proc., było to jednak mniej niż przewidywali analitycy. Bardzo dobrze radzą sobie producenci mebli i farmaceutyków; słabe są m.in. wyniki górnictwa.

Główny Urząd Statystyczny podał w czwartek, że produkcja przemysłowa w ubiegłym miesiącu wzrosła o 5,4 proc. licząc rok do roku, a w porównaniu z lutym wzrosła o 9,4 proc. Po uwzględnieniu czynników sezonowych produkcja wzrosła o 5,7 proc. rdr. W pierwszym kwartale była o 4,8 proc. wyższa niż w tym samym okresie przed rokiem.

Dane dotyczące produkcji przemysłowej są jednym ze wskaźników, dzięki którym można prognozować zmiany PKB. Eksperci spodziewali się, że czwartkowy odczyt potwierdzi, iż nasza gospodarka radzi sobie coraz lepiej. Analitycy przewidywali wzrost o 6,5 proc. rdr. Marcowy wynik jest zatem sporo niższy od przewidywań, ale wciąż najwyższy w tym roku. W lutym dynamika produkcji przemysłowej wynosiła w ujęciu rocznym 5,3 proc, natomiast w styczniu 4,1 proc.

„Marcowe wyniki przemysłu są nieco lepsze od tych, z jakimi mieliśmy do czynienia w lutym, ale wyraźnie gorsze od oczekiwań. Należy liczyć się z tym, że na aktywność przedsiębiorstw wpływa sytuacja na Ukrainie” – ocenił w komentarzu Dyrektor Biura Polskiego Związku Funduszy Pożyczkowych Piotr Rogowiecki.

W porównaniu do ubiegłego roku wzrost odnotowano w 22 spośród 34 działów przemysłu. Największy wzrost, o ponad 33 proc., dotyczy producentów cementu, ceramiki, szkła, wapna i betonu. Ponad 21-procentowy wzrost odnotowali producenci wyrobów farmaceutycznych i mebli, a ponad 18-procentowy wzrost dotyczy maszyn i urządzeń.

Według wstępnych danych produkcja budowlano-montażowa, obejmująca roboty o charakterze inwestycyjnym i remontowym, zrealizowana przez firmy powyżej 9 osób, była w marcu o 17,4 proc. wyższa niż w marcu 2013. Budowlanka radzi sobie znacznie lepiej niż przed rokiem, bo przed 12 miesiącami produkcja ta spadała o 18,5 proc.

Wzrost zrealizowanych robót budowlanych odnotowano we wszystkich działach budownictwa, zarówno w porównaniu z marcem ub. roku, jak i lutym tego roku. W okresie styczeń-marzec tego roku produkcja budowlano-montażowa była o 10,6 proc. wyższa niż w analogicznym okresie ub. roku, kiedy to notowano spadek o 15,1 proc. Zdaniem Rogowieckiego takie wyniki dobrze wróżą odczytom dotyczącym inwestycji.

Największy, 14-proc. spadek rdr w produkcji przemysłowej dotyczy wydobycia węgla kamiennego i brunatnego. Powodów do zadowolenia nie mają też producenci komputerów, wyrobów elektrycznych i optycznych (-11,3 proc.), napojów, (-9,2 proc.) oraz zaopatrujących w energię elektryczną, gaz i gorącą wodę (-7,3 proc.).

„Spada aktywność branży wydobywczej. Jest to o tyle groźne, że górnictwo nadal odgrywa znaczącą rolę na rynku pracy” – podkreślił Rogowiecki.

Zespół analiz banku Pekao ocenił, że z punktu widzenia polityki monetarnej czwartkowe dane stanowią swego rodzaju „neutralizację” środowych optymistycznych danych z rynku pracy i są wsparciem dla tych członków Rady Polityki Pieniężnej, którzy sugerują wydłużanie okresu stabilizacji stóp procentowych.

Informacje o produkcji przemysłowej zbierane są przez GUS z przedsiębiorstw zatrudniających ponad 9 osób.(PAP)

stk/ je/

podobne: Polska gospodarka: bankructwa firm, eksport, inwestycje zagraniczne.

3. Zarząd KW chce na miesiąc wstrzymać pracę części kopalń – związkowcy

17.04. Katowice (PAP) – Zarząd Kompanii Węglowej (KW) przyjął uchwałę wstrzymującą pracę należących do tej spółki kopalń od 28 kwietnia do 5 maja. Według związkowców, w dalszych planach zarządu jest dłuższa, miesięczna przerwa produkcji w niektórych kopalniach KW. Związki protestują.

Uchwalona przez zarząd przerwa w pracy to efekt spadku zapotrzebowania na węgiel. Planowanemu przez zarząd „przestojowi ekonomicznemu” było poświęcone czwartkowe spotkanie zarządu spółki ze związkowcami.

„Zarząd poinformował nas, że zamierza ogłosić przestój ekonomiczny praktycznie we wszystkich jednostkach organizacyjnych od 28 kwietnia do 5 maja włącznie. Centrala KW zaczynałaby przestój już od 22 kwietnia. Ponadto zarząd zamierza też wprowadzić przestój na cały miesiąc – maj lub czerwiec – w kopalniach: Piekary, Brzeszcze, Sośnica-Makoszowy i Pokój” – powiedział dziennikarzom po spotkaniu z zarządem szef górniczej Solidarności Jarosław Grzesik.

Propozycje zarządu spotkały się ze sprzeciwem związkowców. Ich zdaniem postojowe w żaden sposób nie poprawi trudnej sytuacji ekonomicznej spółki. W najbliższą środę w kopalniach zostaną zorganizowane spotkania informacyjne dla górników.

Jak powiedział wiceprzewodniczący górniczej Solidarności Stanisław Kłysz, w czasie postoju pracownicy otrzymaliby ok. 55 proc. dotychczasowych wynagrodzeń. Wynika to z wcześniejszych porozumień między zarządem spółki i stroną społeczną.

Związkowcy obawiają się jednak czegoś gorszego – że miesięczna przerwa to początek likwidacji kopalń. „Konia z rzędem temu, kto później te kopalne uruchomi. We wszystkich występują duże zagrożenia – tąpaniami, zaciskanie wyrobisk. Po miesiącu nikt tam nie uruchomi ściany, nikt nie uruchomi przodka, a zacznie się likwidacja kopalń” – uważa szef górniczej „S”.

Rzecznik KW Zbigniew Madej potwierdził, że zarząd podjął uchwałę, która wstrzymuje produkcję, a jednocześnie ogranicza świadczenie pracy przez pracowników w kilku kopalniach od 28 do 5 maja włącznie. W niektórych kopalniach będzie to częściowe ograniczenie produkcji i częściowe ograniczenie świadczenia pracy – dodał.

„Przyczyną takiej decyzji jest gwałtowny spadek sprzedaży węgla. Zwały zamiast maleć musiałby wzrastać, co jest niedopuszczalne, również ze względów ekonomicznych. Trudno gromadzić produkt, który trudno sprzedać” – powiedział Madej. Dodał, że zwały węgla mogą wkrótce urosnąć do 5 mln ton.

Pytany czy zarząd planuje przerwać w niektórych kopalniach pracę na cały miesiąc, rzecznik odpowiedział, że takiego zapisu nie ma w przyjętej uchwale. „Trudno komentować domniemania czy domysły. Przewidziane są różne rozwiązania, w zależności od sytuacji ekonomicznej, od sytuacji na rynku” – dodał Madej.

Według związkowców, w 10 zakładach należących do spółki postój miałby trwać tydzień, a w czterech kopalniach wydobycie miałoby zostać wstrzymane na cały miesiąc. Od 28 kwietnia do 5 maja postojowe zostałoby wprowadzone w kopalniach Bobrek-Centrum, Bolesław Śmiały, Piast, Ziemowit, Chwałowice, Jankowice, Piekary, Sośnica-Makoszowy, Brzeszcze, Pokój oraz w specjalistycznych jednostkach organizacyjnych.

Drugi etap postoju miałby trwać od 5 do 30 maja lub od 1 do 30 czerwca. W tym okresie kopalnie Piekary, Sośnica-Makoszowy, Brzeszcze i Pokój miałyby całkowicie wstrzymać wydobycie, natomiast kopalnie Knurów-Szczygłowice, Halemba-Wirek, Bielszowice, Marcel i Rydułtowy-Anna miałyby częściowo ograniczyć produkcję z jednoczesnym zwolnieniem części pracowników z obowiązku świadczenia pracy.

W ubiegłym roku KW straciła na sprzedaży węgla ponad miliard zł. Dzięki wdrożeniu programu restrukturyzacji spółka chce do 2020 r. zaoszczędzić ok. 1,2 mld zł. Na trzy lata zamrożone zostaną wypłaty 14. pensji dla administracji, a bezpłatny deputat węglowy dla emerytów będzie mniejszy o jedną tonę na osobę.

Ze względu na niskie ceny węgla w trudnej sytuacji jest także Jastrzębska Spółka Węglowa. Według jej prezesa w tym roku spółka – która poprzedni zakończyła zyskiem netto w wysokości 82 mln zł – musi raczej przygotować się na stratę.

Trzecia górnicza spółka, Katowicki Holding Węglowy, w 2013 r. wypracowała prawie 43 mln zł zysku netto.(PAP)

kon/ mhr/ osz/

podobne: Kompania Węglowa ratuje się kosztem kooperantów. 

W ubiegłym roku KW straciła na sprzedaży węgla ponad miliard zł… Przyczyną wstrzymania wydobycia jest gwałtowny spadek sprzedaży węgla. Zwały zamiast maleć musiałby wzrastać, co jest niedopuszczalne, również ze względów ekonomicznych. Trudno gromadzić produkt, który trudno sprzedać”. Logiczne? Nie dla związkowca! bo ich zdaniem postojowe w żaden sposób nie poprawi trudnej sytuacji ekonomicznej spółki…. 😀

Konia z rzędem temu kto uzasadni produkcję czegoś, co jest nieopłacalne bo nikt tego nie chce kupić. Nie przemawia do wyobraźni rosnąca sterta węgla (który jest droższy od importowanego) i strata finansowa ponad miliard zł! Mało związkowcom 55% uposażenia za brak świadczenia płacy. Górnik jest od kopania a nie bezrobocia! 😀

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że głąby ze związków górniczych SAMI od dłuższego czasu usilnie „pracują” na swoją zgubę. Wywalczyli sobie pracę i przywileje w branży, której opłacalność z uwagi na „politykę klimatyczną” (Polska zapłaci wysoką cenę za pakiet klimatyczny) prowadzoną od dłuższego czasu przez naszych „umiłowanych przywódców” stoi pod dużym znakiem zapytania. Teraz swoimi protestami walczą tak naprawdę o zadłużanie swoich zakładów pracy, które bez odpowiedniej restrukturyzacji i obniżenia kosztów produkcji za jakiś czas po prostu zbankrutują. Tego typu kosmetyczne zabiegi jak zamrożone wypłaty 14. pensji (sic!) na 3 lata (tylko dla administracji), oraz zmniejszenie o połowę bezpłatnego deputatu węglowego dla emerytów w momencie kiedy już od dłuższego czasu jest źle, to jak przysłowiowe „umarłemu kadzidło”.

Problem narastał od lat. Odkąd nasi „umiłowani przywódcy” zdecydowali, że najważniejsze jest „ratowanie klimatu” kosztem polskiej energetyki węglowej (Czy sytuacja na Ukrainie wpłynie na zmianę polityki klimatycznej UE? cynik9 i “globalne ocipienie”)… Co tym czasem robili związkowcy i menadżerowie kopalni? Polecam lekturę: Polska gospodarka, polski (jeszcze) węgiel i autostrady (pod niemiecką lupą).

Polecam również: “Die Zeit”: Polska ma powody, by bronić węgla jako źródła energii i tu: Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej?

…Odys

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Jak Grabski zrujnował II RP czyli… o praktycznym znaczeniu złudzeń


„…Okres powojenny charakteryzował się dużym chaosem i trudnościami ze zorganizowaniem jednolitej administracji na terenach, które przez ponad stulecie znajdowały się pod innym zarządem. Dlatego też, choć już 28 lutego 1919 roku ogłoszono, że marka polska zostaje zastąpiona przez polskiego złotego, ze względu na opóźnienie w druku nowych banknotów w Paryżu wprowadzenie nowej waluty trzeba było odłożyć na później. Wkrótce okazało się też, że w warszawskiej siedzibie Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej znaleziono wydrukowane przez Niemców banknoty marek polskich o wartości 360 milionów i premier Jędrzej Moraczewski w obliczu opóźniającego się druku nowych pieniędzy podjął decyzję o wypuszczeniu ich w obieg.

Decyzja socjalistycznego premiera Moraczewskiego stanowiła pewien wyznacznik chaosu, który zapanował w polityce finansowej lat powojennych. Jednorazowe puszczenie w obieg tak dużej liczby banknotów przy braku odpowiednich rezerw w złocie mogło przynieść jedynie katastrofalne skutki. Na dodatek do 1920 roku Polska ponosiła ciężar ogromnych wydatków wojennych i zmuszona była nieustannie zwiększać deficyt budżetowy. Podczas gdy w 1919 roku deficyt wynosił 9 milionów marek polskich, w 1920 roku było to już 58,5 miliona, a w 1923 roku 113,7 miliona. Taki rozwój wydarzeń mógł przynieść ze sobą jedynie krach, który nadszedł w 1923 roku. W okresie 1919-1924 państwo polskie miało zarobić na druku banknotów sumę rzędu 500-800 milionów dolarów, lecz odbyło się to kosztem całej gospodarki i społeczeństwa. Zyski z druku banknotów PKKP przeznaczało na pożyczki na wojnę z bolszewikami, odbudowę kraju oraz inne państwowe inwestycje. Ostatecznie w połowie 1923 roku doszło do hiperinflacji. Podczas gdy w końcu 1918 za 1 dolara USA płacono 9 marek polskich, w 1920 – 590, a w kwietniu 1924 aż 9 250 000 (!).

Zadanie naprawy systemu i podniesienia Polski z kolan powierzono Władysławowi Grabskiemu, który uzyskał od Sejmu specjalne pełnomocnictwo na 6 miesięcy, umożliwiające mu wydawanie rozporządzeń z mocą ustawy. Dokonał waloryzacji podatków, nałożył 1 miliard franków podatku na rolnictwo, przemysł i inne branże, a także w przyspieszonym trybie podatek majątkowy oraz ograniczył większość wydatków i zrezygnował z dotacji dla kolei. W ten sposób udało się uzyskać równowagę budżetową i stopniowo opanować tempo inflacji, a Grabski zyskał miano bohatera, który ocalił polską gospodarkę.

Większość historyków wydaje reformie Grabskiego jednoznacznie pozytywną ocenę, lecz warto zauważyć, że polityk ów w ciągu kolejnych kilku miesięcy doprowadził kraj na skraj upadku. Ponadto, od samego początku II RP lobbował na rzecz utworzenia nowego banku emisyjnego, który posiadałby odmienną od PKKP strukturę oraz prawo do emisji własnych banknotów. Uzyskawszy od Sejmu specjalne pełnomocnictwo, skrupulatnie je wykorzystał. 20 stycznia 1924 roku powołano do życia Bank Polski SA. Grabski zakładał, że nowa instytucja, w której statut wpisano, że emisja banknotów powinna mieć znacznie wyższe niż uprzednio pokrycie w złocie lub dewizach, pozwoli świeżo upieczonemu państwu odzyskać zaufanie inwestorów i samej ludności. Jak się jednak później okazało, sam stał się przyczyną kolejnego wielkiego krachu.

Sytuacja polityczno-gospodarcza w 1924 roku była obarczona sporą niepewnością – w 1920 roku niemal cudem udało się wypędzić z Polski bolszewików, Niemcy nieustannie zgłaszali pretensje do ziem leżących na zachodzie, a świat pogrążony był w powojennej stagnacji. Kredyt był drogi, a Grabskiemu udało się wyhamować hiperinflację kosztem oszczędności Polaków. Najtańszy kredyt w tych ciężkich czasach mogło dać jedynie państwo, ale było ono dosłownie spłukane.

Rozwiązanie Grabskiego było następujące: kapitał na założenie banku miały dać osoby prywatne (bank centralny będzie spółką akcyjną), a państwo miało udzielić bankowi centralnemu wszelkich dostępnych przywilejów prawnych. Wyemitowano milion akcji po 100 zł każda, które nabyło 176 tysięcy akcjonariuszy. Skarb Państwa posiadał początkowo zaledwie 1 procent akcji. Bank Polski zaczął udzielać kredytów lombardowych i dyskontowych (czyli tradycyjnych pożyczek dla banków o chwiejnej płynności) na bardzo niski procent i w ten sposób od razu zyskał sobie serce całego sektora bankowego.

Otwarcie nowej instytucji dokonało się z wielką pompą w gmachu Filharmonii Warszawskiej, a w warszawskiej katedrze odbyło się nawet specjalne nabożeństwo pod przewodnictwem kardynała. Jak można się było spodziewać, największymi akcjonariuszami banku centralnego były największe ówczesne banki: Pocztowa Kasa Oszczędności, Bank Angielsko-Polski oraz Bank Gospodarstwa Krajowego.

Początkowy plan był bardzo ambitny, gdyż banknoty Banku Polskiego miały posiadać spore pokrycie w złocie i dewizach. 1 złoty został nawet zdefiniowany jako 1/3,444 g czystego złota i związany sztywnym kursem z frankiem szwajcarskim. Jednakże podczas gdy emisja banknotów z maja 1924 była pokryta kruszcami i dewizami w 87%, w roku 1925 pokrycie wynosiło już 36%. Choć pierwotny statut banku przewidywał, że zasady pokrycia mogły zostać zmienione tylko odpowiednią ustawą, w praktyce znów ucieknięto się do dodruku banknotów. Mimo iż w 1924 roku Władysław Grabski z tak wielkim trudem narzucił ograniczenia wydatków, w ciągu kolejnych kilkunastu miesięcy bezmyślnie dopuścił do ich radykalnego wzrostu. Złoty zaczął tracić na wartości, na co wpływ miała zapewne także wojna celna z Niemcami, która zdusiła Polski eksport. Polskie towary nie mogły wyjeżdżać za granicę, więc spadło zapotrzebowanie na polską walutę, co miało przełożenie na obniżenie jej kursu w stosunku do innych walut. Bank Polski podjął walkę o utrzymanie kursu złotego poprzez wyprzedaż dewiz, lecz sytuacja była nie do opanowania. Ostatecznie cenę złotego poddano rynkowi i doszło do kolejnego załamania. Reforma Grabskiego przyniosła poprawę jedynie przez kilkanaście miesięcy….

…Z ostatniego przed wojną zestawienia długu państwa wynikało, że skarb był zadłużony na 2 miliardy złotych, czyli naprawdę astronomiczną sumę (dla porównania, miesięczne zarobki wykwalifikowanego robotnika wynosiły 120 zł). Obywateli zachęcano do nabywania obligacji hasłami odbudowy kraju, wielkich inwestycji oraz stworzenia odpowiedniej infrastruktury, zdolnej połączyć ziemie różnych zaborów. Wielokrotnie powoływano się na patriotyczny obowiązek, a hasło to miało przed wojną wielką nośność. W ten sposób udawało się podtrzymywać przy życiu gospodarkę, która w kolejnych latach aż do wybuchu wojny stawała się coraz bardziej regulowana, kontrolowana i izolowana od świata…” (Jakub Wozinski, całość tu: nczas.com)

podobne: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? polecam również:  Jak zainstalowano w Polsce “kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi i to: Sławomir Suchodolski: Dwa miliony nielegalnych zapalniczek czyli… monopole w II RP oraz: cynik9: Nosił wilk razy kilka czyli… związkowa „przedsiębiorczość” w PKP, oraz „refleksja historyczna” z etyką kolejarską na tle przedwojennej PKP. a także: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji

„…tak zwana reforma walutowa Grabskiego, była gwarantowana przez banco italiana, którego kierownikiem był Józef Toeplitz, brat Teodora Toeplitza działacza PPS. Ta cała reforma to jest jeden z nieważnych całkiem fetyszów, którymi posługują się publicyści historyczni, by niczego nie wyjaśnić. Piszą zwykle o niej tak, jakby Grabski był jakimś geniuszem finansów. Tymczasem był to normalny socjał, agresywny dureń i kabotyn, którego w wyniku partyjnych gierek zrobiono ministrem od finansów. Żadna reforma się nie uda, jeśli nie jest gwarantowana przez poważną instytucję finansową. Ta zaś, za swoje gwarancję każe sobie płacić. I tu dochodzimy do istoty rzeczy, czyli do tego co ważne i ukryte. Czym kazali sobie zapłacić włoscy faszyści za ustabilizowanie polskiej waluty? Nie chodzi mi o klauzule jawne, ale o te drugie. Jeśli ktoś mi powie, że w umowie nie było tajnych klauzul wyleci. Pamiętamy wszyscy do czego się sprowadzają dyskusje o polityce polskiej w międzywojniu – było świetnie, była reforma Grabskiego, była Gdynia, COP i Stalowa Wola, a potem był komunizm i nic nie było. Otóż nie, potem był komunizm i rzeczywiście nic nie było, ale nagle zaczęły się pojawiać wielkie zakłady, a w telewizji serial pod tytułem „Pejzaż horyzontalny”. Nikt jakoś nie dostrzegł póki co żadnych związków pomiędzy polityką Gierka, a polityką sanacji stabilizującej walutę. Ja dostrzegam, choć zarysy są niewyraźne póki co. Chodzi o to, że tak zwana stabilizacja i rozwój nie jest żadną stabilizacją i rozwojem, ale wstępem do dewastacji na niespotykaną skalę. Dokonuje się jej za pomocą wojny, albo za pomocą pokojowej rewolucji. Dyskusje zaś o polityce międzywojnia nie dochodzą do tego momentu, bo skupiają się na kwestii – Ach! Gdyby dano nam szansę! No właśnie chodzi o to, że tej szansy nie było, była pułapka, w którą zostaliśmy zapędzeni i było mnóstwo nieważnych gadżetów, do których wszyscy się przywiązali nie zwracając uwagi na sprawy istotne i ukryte. Jeśli bowiem Toeplitz Józef udzielił Polsce pożyczki, za pomocą której ustabilizowano walutę, to znaczy, ze uzyskał realny wpływ na politykę państwa. I nie ma co się cieszyć, że Grabski wypuścił z więzienia jego bratanka, po rozstrzelaniu jakichś mniej ważnych komunistycznych szpiegów. To było zachowanie idioty, który nie rozumie gdzie jest. Nie rozumie, że oto na jego oczach odbywa się jedyny w swoim rodzaju spektakl – agent bolszewizmu zostaje uwolniony przez swojego stryja bankiera i nie przestaje być agentem bolszewizmu. Potem, kiedy minął czas wyroku, wraca normalnie do kraju i zakłada wraz z Nowickim i Żakowskim spółdzielnię mieszkaniową na Żoliborzu. Jaki z tego wniosek? A taki, że bankierzy mają wiele wspólnego z bolszewikami, ale ludzie, którzy dali się zapędzić w pułapkę socjalizmu niepodległościowego tego ni w ząb nie rozumieją. Dlaczego nie rozumieją? Bo są bezradni wobec pieniędzy wręczanych im rzekomo za darmo przez tych bankierów sponsorujących bolszewizm. Zachęcam wszystkich do kontynuowania tego wątku…” (coryllus – O praktycznym znaczeniu złudzeń)

„W książce pt.”Social and Political History of the Jews in Poland , 1919-1939″ pana Josepha Marcusa na stronach 83-86 jest pełna informacja o założeniu Banku Handlowego w Warszawie przez Leopolda Kronenberga i o akcjonariacie. Z informacją, że tzw. polska arystokracja była w tym banku „dla ornamentyki”. Wśród akcjonariuszy znajdują się m.in:bracia Ludwik, Henryk i Jakub Natansonowie (mający na boku bank Selig Natanson&Sons), bankierzy Henryk i Józef Toeplitz, Hipolit Wawelberg (właściciel Banku Zachodniego), Julius Wertheim handlowiec i bliski współpracownik Kronenberga oraz sześciu członków rodziny Kronenberga. Ojciec Toeplitzów Bonawentura Toeplitz przez wiele lat aż do śmierci w roku 1905 był szefem konglomeratu przemysłowego w przemyśle ciężkim (produkcja stalowa, huta w Warszawie a może i druga, wagony kolejowe dla Rosji , 100% urządzeń rolniczych na zabór rosyjski etc) Lilpop , Rau &Loebenstein. Zabawa polegała na tym, że cały przemysł ciężki w wykonaniu Lilpopa był skredytowany przez Bank Kronenberga, podobnie jak wszystkie cukrownie. Bank Kronenberga od początku zmonopolizował obsługę finansową eksportu produktów rolnych z ówczesnej Polski czyli zaboru rosyjskiego. Bank operował też w Rosji z uwagi na gwałtowny rozwój przemysłu. Wszystkie te biznesy funkcjonowały do roku 1939 a spółka Lilpop Rau & Loevenstein podobno nawet do 1944. Co chciał budować Lilpop w ramach np. zamówień rządowych (Kolej Warszawsko Wiedeńska, wodociągi warszawskie) to mu kredytował Bank Handlowy.
Cały boom bankowo-przemysłowy rozpoczęty PO upadku Powstania Styczniowego (i zapewne zebraniu kapitału początkowego na obrocie skonfiskowanymi majątkami naiwnych Polaków) – przez tę grupę panów – ciągnął się lepiej lub gorzej do końca II RP, więc Grabski musiał tak tańczyć jak mu zagrali a nie jest wykluczone, że to oni go postawili na tej posadzie.
Kronenberg i koledzy plus niejaki Bloch założyli jedyny w zaborze rosyjskim bank hipoteczny. A jego założyciele, jak pisze pan Marcus, należeli do największych właścicieli nieruchomości w największych miastach. W 1913 r. trzymał podobno 75% depozytów całego zaboru rosyjskiego. Z niejakim Kirszrotem założyli też „pierwszy bank spółdzielczy”.
Natomiast pan Józef Toeplitz w dalekiej Italii był prezesem Banku Włoskiego , którego akcjonariat przedstawiał się następująco: Deutsche Bank, Dresdner Bank, Bank fuer Handel und Industrie, Bleichroeder, Oppenheim, Berlinergesselschaft, Anglo-Oesterreichische Bank, Wiener Bank , Oesterreichische Kreditanstallt i oraz po jednym bank szwajcarski i bank francuski. Czyli to Niemcy via Milano złożyli Grabskiemu ofertę nie do odrzucenia.” (pink panther 14 maja 2017)

Obecnie łUnia (czyli Niemcy) sponsorując największe projekty „zrównoważonego rozwoju Polski” dzięki tzw. „funduszom” (tj. kredytowi), pomaga przeżyć kolejnej już edycji „sanacji” (tj. „dobrej zmiany”). Oto jak historia walcem się toczy, a Polacy coraz cieniej są przez nią rozsmarowywani… (Odys)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i jeszcze: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu. oraz: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą.

Grabski zaś do dziś kojarzony jest jako wybitny ekonomista i zbawiciel polskiej gospodarki międzywojnia (głównie z powodu sentymentu za „młodym” bo dopiero co „niepodległym” państwem). Mało kto potrafi skojarzyć jego reformatorskie posunięcia ze stosowaną dziś przez wiele państw polityką ratunkową sektora bankowego kosztem kapitału obywatelskiego (prywatnego) i psuciem pieniądza (popularnie zwanym „drukowaniem”) – czyli z czymś co wielu entuzjastów Grabskiego kojarzy jednoznacznie negatywnie, ale to nie przeszkadza im uważać jego postać za bohatera… (Szumowiny drukujące pieniądze na koszt podatników! – Godfrey Bloom MEP)

Swojego czasu Pan Grzegorz Braun udzielił wypowiedzi na temat zaplecza politycznego pewnej partii, której wodzostwo i elektorat charakteryzuje się właśnie ślepym uwielbieniem polityki (również gospodarczej) jaką prowadzono w czasach II RP… Fragment zacytuję:

„…To jest takie myślenie o państwie że właśnie państwo to musi być wielki projekt a zatem budowa jakiejś piramidy chyba, że nie będzie państwa jeżeli władza nie będzie zaangażowana we wznoszenie czegoś, konstruowanie. Jakiegoś nie wiem, jakaś „Nowa Gdynia”, jakiś „Centralny Okręg Przemysłowy” im się marzy. Ja tutaj nie chcę wchodzić w zaszłości historyczne, ale pragnę przypomnieć że zanim ukończyła się budowa „COPu”, no to nas Niemcy z Moskalami skasowali. A jaki wyzysk fiskalny! Jaki wyzysk fiskalny był tym kosztem, który trzeba było zapłacić za budowanie właśnie jakiejś gigantomanii  na skalę całego państwa. To zaowocowało wielkim rozgoryczeniem i zniechęceniem wielu Polaków do państwa polskiego.  A zatem sądzę że dzisiaj nie może polski niepodległościowiec  nie rozumieć tego, że zanim my tutaj jakąś piramidę wybudujemy jakiś COP następny no to właśnie przeciwnik podyktuje nam nowe reguły gry. Przeciwnik nam je podyktuje i w związku z tym moim zdaniem kluczowa sprawa jest taka, żeby państwo polskie było mniej dolegliwe dla własnych obywateli.  Żeby Polaków samo państwo polskie nie zniechęcało do Polski. Otóż dzisiaj to co się za państwo polskie podaje – ta atrapa, te sztaby, te paśniki, te biura centralnej okupacyjnej biurokracji warszawskiej – to wszystko Polaków do Polski zniechęca…”

…podstawowy błąd (nie wiem czy z głupoty, czy pod dyktando obcej agentury) jaki zrobiła władza wtedy – tj. w 20 leciu międzywojennym – jak i w latach 90 tych (podczas tzw. „transformacji ustrojowej” po „obaleniu komuny”) to brak uwłaszczenia obywateli i socjalistyczne (tj. centralne) sterowanie gospodarką za zrabowane narodowi w podatkach pieniądze. Widać taka już nasza „narodowa” tradycja samemu się upadlać w niewolnictwie lewicowej doktryny „ekonomicznej”, która po dziś dzień jest realizowana wszystkimi siłami politycznymi jakie były u sterów Polski przez ostatnie 25 lat (komuny nie licząc).

Wiara w centralne zarządzanie i w „sprawiedliwą społecznie” redystrybucję ze „wspólnego” kotła, do dziś powoduje że ciężko będzie skierować w ten sposób spaczone umysły na doktrynę choćby takiego Rybarskiego, o Doboszyńskim nawet nie wspominają bo to dla socjalistów całkowity odlot. Być może dlatego że umysły „elit” (i nie tylko) naszego „nieszczęśliwego kraju” trawi ekonomiczny analfabetyzm… (Odys)

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

PKB dla Polski – fatalny „szacunek” i kiepska perspektywa, czyli nic nowego na „zielonej wsypie”.


14.05. Warszawa (PAP) – Główny ekonomista Banku Pocztowego Monika Kurtek o szacunku GUS dotyczącym wzrostu PKB w pierwszym kwartale br., który wyniósł 0,4 proc. rdr oraz 0,1 proc. mdm:

Dzisiejszy wstępny szacunek GUS potwierdził, że w pierwszych miesiącach br. polska gospodarka nadal znajdowała się w fazie wyraźnego spowolnienia. Kolejne kwartały przynieść powinny niewielką poprawę tempa wzrostu PKB, niemniej jednak będzie to przede wszystkim efekt statystyczny – obniżająca się baza odniesienia z poszczególnych kwartałów poprzedniego roku – a nie oznaka faktycznej poprawy koniunktury.

Nie można wykluczyć, że do nieznacznej poprawy w polskiej gospodarce faktycznie dojdzie w drugiej połowie tego roku, ale to nastąpić mogłoby – naszym zdaniem – tylko wtedy, gdyby pojawiło się długo oczekiwane i na razie odsuwające się w czasie ożywienie w strefie euro.

Dla Rady Polityki Pieniężnej dzisiejsze dane raczej są zaskoczeniem, gdyż prezes NBP Marek Belka na ostatniej konferencji wskazywał na dynamikę PKB w wysokości 0,8 proc. rdr. Na pewno członkowie Rady czekać będą na publikację GUS zaplanowaną na 29 maja, kiedy to pokazana zostanie struktura wzrostu PKB.

Jest coraz bardziej prawdopodobne, że przy kontynuowanym spadku inflacji już na najbliższym czerwcowym posiedzeniu RPP zdecyduje o kolejnym cięciu stóp procentowych i nie wykluczamy, że do jeszcze jednej obniżki dojdzie w lipcu.” (PAP)

za pomocą Kurtek: w kolejnych kwartałach możliwa lekka poprawa wzrostu PKB (opinia) – Stooq.

…Inflacja spada bo popytu nie ma… a popytu nie ma bo ludzie nie kupują… a nie kupują bo boją się o przyszłośc (więc obniżanie stóp nic nie da! ludzie nie chcą taniego pieniądza który nie należy do nich!)… a boją się o przyszłośc bo firmy nie dośc że mają problem z popytem na swój towar to jeszcze mają w perspektywie „podwyżki płacy minimalnej” (czytaj wyższą składkę na ZUS) i to Rostowski vs. gospodarka…10 POtężnych ciosów dla przedsiębiorców …Co by tu jeszcze… aha! Dawno o budowlance nie było no to już jest:

14.05. Warszawa (PAP) – Produkcja cementu w kwietniu 2013 roku spadła o 33,8 proc. rdr i wyniosła 1.036,3 tys. ton – podało w komunikacie Stowarzyszenie Producentów Cementu. W okresie styczeń-kwiecień produkcja spadła o 33,5 proc. do 2.687,0 tys. ton. Sprzedaż cementu w kwietniu spadła o 24,1 proc. rdr do 1.185,1 tys. ton. W okresie styczeń-kwiecień sprzedaż spadła o 31,1 proc. do 2.815,5 tys. ton. (stooq)

…co znaczy zła koniunktura na rynku budowlanym dla KAŻDEJ gospodarki to chyba nie muszę nikomu tłumaczyc… ot popyt reguluje podaż a podobno w Polsce się buduje 😉 …chyba na plażach i piaskownicach.

…Odys

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze