Atak hakerski na międzynarodową skalę i Snowden jako czubek góry lodowej czyli… o bezpieczeństwie informacji, równych i równiejszych, masie (bez)krytycznej, oraz Polsce skazanej na zagładę


Paweł Kuczyński – Confessional

27.06.2017, Moskwa, Londyn (PAP/AFP/Reuters/media) – Szybko rozprzestrzeniająca się fala ataków hakerskich dotknęła we wtorek wiele firm i instytucji na Ukrainie, w Rosji, a następnie w Europie Zachodniej, aż dotarła do USA. Systemy teleinformatyczne zainfekowane zostały wirusem żądającym okupu (ransomware). Wydaje się, że najbardziej ucierpiała Ukraina, gdzie celem zmasowanego ataku były: system bankowy i telekomunikacyjny, rządowe sieci komputerowe, najważniejsze lotniska w kraju, ciepłownie, elektrownie oraz metro w Kijowie i sieć supermarketów Auchan.

Hakerzy zaatakowali m.in. sieć komputerową nieczynnej elektrowni atomowej w Czarnobylu, gdzie trzeba było przejść na ręczny monitoring promieniowania wokół czwartego reaktora, który wybuchł w 1986 roku.

W Rosji zaatakowano m.in. serwery państwowego koncernu naftowego Rosnieft, a także kontrolowanej przez koncern spółki naftowej Basznieft, koncernu metalurgiczno-wydobywczego Evraz oraz bankowe systemy teleinformatyczne, których część udało się hakerom zainfekować, choć działalność banków nie została przerwana.

„Atak hakerski mógł mieć poważne konsekwencje, ale firma przeszła na rezerwowy system przetwarzania i produkcji; ani wydobycie, ani rafinowanie nie zostały wstrzymane” – zapewnił Rosnieft w komunikacie zamieszczonym na Twitterze.

Przedstawiciele rosyjskiej firmy Group-IB zajmującej się badaniem przestępstw komputerowych ogłosili, że w sumie kilkadziesiąt firm w Rosji i na Ukrainie zostało zaatakowanych za pomocą wirusa Petrwrap, nowej wersji wirusa Petya bądź Pety.A (czyt. Pietia), który blokuje komputery aż do przekazania pod wskazany adres równowartości 300 dolarów w bitcoinach.

„Jeśli widzisz ten tekst, to oznacza, że Twoje pliki nie są już dostępne, bo zostały zaszyfrowane. Być może jesteś teraz zajęty poszukiwaniem sposobu, by odzyskać swoje pliki, ale nie trać czasu. Nikt nie może odzyskać plików bez odszyfrowania ich przez nas” – głosił napis, jaki pojawił się na ekranach komputerów.

Następnie poinformowano, że w wyniku cyberataków ucierpiały w Europie Zachodniej m.in. duński koncern A.P. Moeller-Maersk działający głównie w branży transportu morskiego i energii, brytyjska firma WPP – gigant z branży reklamy i public-relations, terminale w największym w Europie porcie w Rotterdamie oraz francuski koncern produkujący materiały budowlane Saint-Gobain.

O awarii systemów komputerowych firma A.P. Moeller-Maersk, która zatrudnia 120 tys. pracowników w 135 krajach, poinformowała rzeczniczka koncernu, potwierdzając, że powodem jest cyberatak na liczne należące do koncernu firmy i strony internetowe.

Do A.P. Moeller-Maersk należy m.in. firma APM Terminals, która potwierdziła, że również padła ofiarą cyberataku, który zakłócił pracę 17 należących do niej terminali kontenerowych, w tym dwóch w porcie w Rotterdamie.

Norweskie służby odpowiedzialne za cyberbezpieczeństwo przekazały, że w Norwegii celem ataku stała się „międzynarodowa firma”, której nazwy nie podano. Również w tym przypadku hakerzy zażądali okupu za odblokowanie serwerów.

Niemiecka telewizja NDR podała, że „nic nie działa w siedzibie” firmy Beiersdorf, znanej z produkcji kremu Nivea.

Potem fala ataków hakerskich dotarła do USA, gdzie pierwszą ofiarą stał się odział koncernu farmaceutycznego Merck na Wschodnim Wybrzeżu. Awarię sieci teleinformatycznych zgłosił też koncern spożywczy Mondelez, producent m.in. ciastek Lu i Oreo.

Eksperci ostrożnie wypowiadają się o dokładnym sposobie wtorkowego ataku. Część wskazuje na podobieństwo do działania wirusa WannaCry, którego użyto do międzynarodowego cyberataku w maju br., kiedy to zarażone zostały setki tysięcy komputerów na świecie. Rosyjska firma ds. cyberbezpieczeństwa Kaspersky Labs podaje jednak w wątpliwość, czy rzeczywiście chodzi o wirus Petya, jak twierdzą władze niektórych krajów.

„Nasza wstępna analiza sugeruje, że nie chodzi o wersję ransomware Petya, jak dotąd wskazywano, ale o nowy rodzaj ransomware, dotąd nieznany. Z tego powodu nazwaliśmy go NotPetya” – głosi komunikat firmy, która zaleca uaktualnienie używanej wersji systemu operacyjnego Windows.

Amerykański producent oprogramowania antywirusowego Symatec wskazał, że za atakiem stoi grupa hakerska Lazarus, którą wiąże się z Koreą Północną.

Strona ukraińska obciążyła Rosję odpowiedzialnością za cyberatak. (PAP)

podobne: Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie). Ukraina: Ofensywa na pozycje separatystów. Konwój (nie)humanitarny Rosji, ćwiczenia wojskowe przy granicy UE i na Wyspach Kurylskich.

„„Folwark Zwierzęcy” to jedna z bardziej znanych powieści George’a Orwella. Jej głównymi bohaterami są zwierzęta, które postanowiły przeprowadzić „rewolucję” wewnątrz gospodarstwa i pozbyły się znienawidzonych gospodarzy, by poprawić własną sytuację. Tuż po buncie, zwierzęta ustaliły kilka głównych zasad z których kluczowa brzmiała: Wszystkie zwierzęta są równe.

Bardzo szybko okazało się, że ktoś jednak musi mieć ostateczny głos przy podejmowaniu decyzji. Władzę przejęły świnie. Czas mijał, cele które pierwotnie przyświecały rewolucji wydawały się coraz bardziej odległe, a świnie z dnia na dzień coraz bardziej upodabniały się do przegonionych gospodarzy. Wszystko to było możliwe ze względu na bierną postawę reszty zwierząt, które były zbyt wystraszone by reagować. Ostatecznie świnie zdecydowały się nieco zmodyfikować główną zasadę. Od tej pory brzmiała ona: Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych.

Wspomniana powieść Orwella to lektura obowiązkowa. Jednym z głównych celów angielskiego pisarza było ośmieszenie stalinizmu. Między innymi dlatego powieść Orwella była w Polsce zakazana przez cenzurę aż do 1988 roku.

Upadek Związku Radzieckiego nie oznaczał jednak, że „Folwark Zwierzęcy” stracił na aktualności. Ostatecznie powieść stanowi ostrzeżenie przed każdym totalitaryzmem, a w ostatnich dekadach wiele rozwiniętych krajów zaczęło podążać właśnie w kierunku tego ustroju. Liczba „świń” (skorumpowanych polityków, ich współpracowników, przekupnych dziennikarzy, przekupnych sędziów, przekupnych urzędników itd.) zaczęła szybko rosnąć. A im więcej świń i im większa ich chęć do utrzymania władzy, tym większe koszty dla zwykłych obywateli i powszechniejsze ograniczanie wolności. To naturalna konsekwencja – władza opiera się na zastraszaniu w stylu „obronimy Was przed tym zagrożeniem, jeżeli pozwolicie wprowadzić takie i takie prawo”. I tak krok po kroku, obywatele rezygnują z wolności na rzecz iluzji bezpieczeństwa. A politycy stają się coraz bardziej bezczelni…” (cdn.)

podobne: Zamiast emerytury czeka nas los Boxera z „Folwarku zwierzęcego” oraz: Totalna kontrola populacji. Amerykański Wielki Brat implementuje Orwella i to: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? a także: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”

„Afera związana z ujawnieniem przez Edwarda Josepha Snowdena, byłego współpracownika specjalnych agend rządowych USA, tj. Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) oraz Centralnej Agencji Wywiadu (CIA zakresu inwigilacji prowadzonego w ramach wieloletnich programów szpiegowania), dała kolejną okazję do moralizowania przez zawodowych hipokrytów, pośród których prym wiedli, jak zwykle przy tego rodzaju okazjach, politycy chcący poprawić swój medialny image, udający że właśnie dopiero co dowiedzieli się o takich praktykach ze strony wyspecjalizowanych agend rządowych. Oczywiście udawane oburzenie jest odnoszone do działania agend obcych rządów, a nie do agend rządu własnego, no ale jak wiadomo, każdy aspirujący do kariery polityk jest nieuchronnie skażony moralnością Kalego. Co najwyżej może odczuwać dyskomfort z takiego oto powodu, iż agendy podległe jego rządowi nie dysponują tak dużymi możliwościami w tym zakresie, co agendy podległe innemu rządowi. I ten dyskomfort odreagowuje powtarzaniem moralitetów o tym, co wypada w relacjach międzynarodowych, a czego nie wypada w żadnym razie. Takie to są bajania dla naiwnych wyborców, którzy wszak powinni bezwzględnie kultywować wiarę w demokratyczne gusła, albo jak kto woli, standardy.
Rozwój programów inwigilacji jest w prostej proporcji pochodną rozwoju technik informatycznych i teledetekcyjnych, na które wszystkie liczące się kraje nie skąpią funduszy. Waga przechwytywanych (zwłaszcza bez wiedzy adresatów) danych jest równie istotna, co dysponowanie stosownym potencjałem odstraszania. Jeśli potencjały militarne mogą się wzajemnie szachować, wówczas przewaga uzyskana w zakresie rozpoznania faktycznych oraz potencjalnych planów, zamiarów, strategii i taktyki działań politycznych i gospodarczych podejmowanych przez przeciwników (jak też sojuszników), pozwala na uzyskiwanie zakładanych efektów bez uciekania się do użycia destrukcyjnego arsenału zbrojnego...

…Rozwinięciem programu Echelon stał się program totalnej inwigilacji internetu o ładnej nazwie PRISM (Pryzmat), będącej akronimem, którego pełny tytuł brzmi: Planning Tool for Resource Integration, Synchronization and Management. Nazwa miała określać, że jest to jakieś banalne narzędzie służące do planowania, integracji i synchronizacji zarządzania. Zielone światło dla przygotowania technik zbierania tak dużego zakresu danych dał pod koniec swojej kadencji prezydent George Walker Bush. Gotowość operacyjną PRISM osiągnął od 2008 roku i była ona stale rozwijana w trakcie obydwu kadencji prezydentury Baracka Husseina Obamy.
A oto, co, m.in., w zakresie możliwości systemu PRISM zostało ujawnione lub udało się ujawnić w necie. Otóż zarządza tym programem NSA, zaś w jego ramach posiada dostęp do serwerów gigantów rynku internetowego, jak np. Microsoft. Google, Apple, Facebook, Yahoo, You Tube, AOL, a poprzez serwery do zasobów poczty e-mail, treści wiadomości z komunikatorów, filmów i zdjęć zamieszczanych i przesyłanych w sieciach, czatów głosowych, wideokonferencji, zawartości plików przesyłanych pomiędzy serwerami wewnątrz danej sieci, profili z portali społecznościowych czy plików gromadzonych i przechowywanych w tzw. chmurach. Oczywiście wszystkie te dane są precyzyjnie oznaczone czasem ich logowania. Co chyba najważniejsze, system PRISM umożliwia dostęp do dowolnych danych w czasie rzeczywistym. Rzecz jasna, głównym celem i zadaniem PRISM jest zbieranie informacji o charakterze wywiadowczym które są następnie wykorzystywane w działaniach dyplomatycznych, gospodarczych, kulturalnych, propagandowych etc…

Ponadto operatorzy na rynku telekomunikacyjnym zostali zobowiązani do dostarczania codziennie billingów ze wszystkich rozmów odbytych poza granice USA oraz rozmów wewnątrz USA, włącznie z połączeniami lokalnymi, przez okres każdego kolejnego kwartału. A to wcale nie wszystko do czego mogą mieć dostęp służby. Np. na inwigilację i analizę połączeń w ramach telefonii komórkowej opracowano odrębne oprogramowanie systemu MAINWAY (jest to tylko jeden z wykorzystywanych systemów, ale nie sposób omawiać wszystkich istniejących, nawet tych, co do których są opublikowane jakiekolwiek dane), uruchomione w pełnym wymiarze operacyjnym w początkach bieżącego stulecia. Otóż oprogramowanie tego systemu pozwala na zgromadzenie danych dotyczących numerów telefonów, pomiędzy którymi dokonano połączeń, datę i czas rozpoczęcia rozmowy oraz czas aktywnego połączenia.
Ponadto zakup amerykańskich spółek telekomunikacyjnych lub nabycie kontrolnego pakietu ich udziałów/akcji możliwe jest pod warunkiem przekazywania przez nowych właścicieli danych żądanych przez amerykańskie agencje wywiadowcze

…W ostatnich latach NSA dokonało skutecznego przełamania zabezpieczeń używanych przez agendy rządowe oraz organizacje komercyjne obcych państw

…„Afera” z podsłuchami rozmów prowadzonych z telefonów kanclerzycy A. Merkel czy prezydenta F. Hollande w ramach systemu PRISM wskazuje, iż zabezpieczenia wprowadzone przez służby kontynentalnych państw europejskich przed inwigilacją nie stanowią wystarczającej bariery wobec możliwości oprogramowań stosowanych przez Anglosasów… (stanislaw-orda, szkolanawigatorow.pl – Snowden albo czubek góry lodowej)

podobne: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach”  oraz: W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za porażkę w cyberwojnie i to: LONDYN: Kolejne rewelacje Snowdena z ustawą o przechowywaniu danych w tle a także: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom.  polecam również: Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… i jeszcze: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. oraz: 10 chwytów ciemnych typów

(cd.) „…Wpływy kasty rządzącej rosną, co pozwala na korumpowanie dziennikarzy, sędziów czy nawet znanych osób z życia publicznego. W efekcie powstaje ogromna machina, która zastrasza ludzi odpowiednią narracją, a następnie pozwala sobie na podejmowanie coraz bardziej bezczelnych decyzji… 

…Politycy mają coraz większy wpływ na życie obywateli, rosnące armie urzędników blokują rozwój gospodarczy, jesteśmy coraz silniej inwigilowani, a poziom bezpieczeństwa wcale się nie podnosi. Wręcz przeciwnie, na wielu do tej pory rozwiniętych obszarach, poziom bezpieczeństwa spada. Na przykładzie Europy możemy wspomnieć chociażby o sytuacji w Szwecji, zachodnich Niemczech czy wielu dzielnicach Paryża bądź Brukseli.

Należy podkreślić gigantyczną rolę, jaką w tym wszystkim odgrywają media. Każdy kraj czy grupa osób, które działają w sposób niezależny, bardzo szybko staje się obiektem drwin… 

…Jak z tym walczyć? Rozwiązanie brzmi prosto – dywersyfikować źródła informacji i CZYTAĆ. Wyrzucić telewizor przez okno i pozostać przy Internecie. Niestety, rozwiązanie dotyczy zarówno tych zapracowanych, jak i osób z większa ilością wolnego czasu. Bez wysiłku i poświęcenia czasu nie da się być w pełni świadomym człowiekiem. Dopiero czytając i rozwijając wiedzę na temat obecnej sytuacji jesteśmy w stanie podejmować odpowiednie decyzje i chronić resztki wolności. W innym wypadku zostaniemy zdominowani strachem, a to bardzo silne uczucie…” (Zespół Independent Trader – Nie daj się zastraszyć)

podobne: Permanentna inwigilacja, czyli… co Pan/Pani robią z prądem oraz: Dzień ochrony danych osobowych. Krok po kroku będą wiedzieć o nas co raz więcej i to Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  a także: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski” polecam również: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW. i jeszcze: Ciasteczkowy POtwór, czyli kolejne „ministerstwo” w akcji

„…Tak to już bowiem jest, że w naszym starciu z systemem ponosimy klęskę już na samym początku, na poziomie opisu podstawowego. Weźmy cztery elementy, trzy organizacje i coś, co nazwiemy masą. Przy udziale tych czterech elementów budowane są obowiązujące wszystkich gawędy, które następnie, pokolenie czy dwa po ich powstaniu są utrwalane przez różnych genialnych pisarzy i dramaturgów. Oto uniwersytet, media i rynek książki, a także odbiorcy czyli w oczach szefów wymienionych organizacji masa. Masa ma reagować wedle wskazówek wymyślonych w tajnych kamerach władzy i teoretycznie nie może z niej wyjść nic, co sprawiłoby władzy jakiś kłopot lub wywołałby sytuację ambarasującą. No, ale jest uniwersytet, którego misją jest dochodzenie do prawdy i ustalanie faktów ważnych ponad wszelką wątpliwość, a więc walka z kłamstwem. Tak więc władza musi przede wszystkim opanować i zmienić w sposób niejawny misję uniwersytetu. Do tego służy rewolucja, ale jednorazowo tej sprawy załatwić się nie da. Nawet jeśli rewolucja wymieni całą kadrę i z woźnych zrobi profesorów, a z profesorów woźnych. Prędzej czy później jakiś niezorientowany gamoń zapyta głośno na zebraniu rady wydziału, jak to było z tym Newerlym w Oświęcimiu. Żeby utrwalić zmianę potrzebne są media. One mają powielać obowiązujące narracje i bez przerwy je powtarzać

One się jednak szalenie podobają, bo pozwalają ludziom zachować coś, do czego masa i jacyś ząbkujący politycznie liderzy masy są przywiązani najbardziej. Chodzi mi rzecz jasna o poglądy. Poglądy aplikowane są masie jak pavulon umierającym w karetkach łódzkiego pogotowia ratunkowego. Nośnikami poglądów są kreacje medialne. Dla chamów są to kreacje ze świata rozrywki, na przykład Kukiz, a dla ludzi aspirujących do pewnej subtelności, są to profesorowie. Po połknięciu codziennej porcji poglądów wygłoszonych przez namaszczonych mędrców masa, jak kraj długi i szeroki zasypia…

Jakie środki podejmuje władza, żeby wyeliminować ryzyko zakwestionowania pozorów misji uniwersytetu, a tym samym ryzyko zadawania głupich pytań przez niezorientowany element? (…) Powstają całe serie książek o przygodach bohaterów, od pozycji poważnych, w których czytamy, że bohaterowie nie byli postaciami jednoznacznymi, ale przecież nie możemy się czepiać o wszystko, do serii popularnych, gdzie bohaterowie zajmują się głównie uwodzeniem dziewcząt…

…To nie wszystko jednak. Prócz rynku książki władza organizuje także grupy ekstremistów.(…) Rola grup ekstremistycznych jest szalenie ważna. Doświadczenie bowiem uczy, że jeśli ktoś nie wykonuje poleceń żadnej organizacji i nie ogląda za dużo TVN, skłonny jest do tego, by porozumieć się ze swoim bliźnim, nawet jeśli bliźni ten jest kaczystą. To są rzeczy nie do pomyślenia. One muszą być eliminowane już w zarodku, czyli w momencie, kiedy człowiek pomyśli – a po co my się tak szarpiemy, przecież możemy porozmawiać? Nie można do tego dopuścić i dlatego uruchamia się właśnie grupy ekstremistyczne. To znaczy Zandberga z tamtej strony i sami wiecie kogo z naszej. No i w zasadzie jest pozamiatane.

Na ten, niedoskonały przyznam opis, narzucić trzeba siatkę uzależnień globalnych. Ale to nie wszystko, dodać trzeba jeszcze tępotę i chciwość polityków lewicy. No i zwykłą zdradę. Ktoś powie, że politycy dobrej zmiany, celowo nie piszę prawicy, bo żadnej prawicy nie ma już od roku 1932, też nie są lepsi. No nie, tak tępi jak Zandberg i tak roszczeniowi jednak nie są. Oni oczywiście nie analizują historii i nie analizują poszczególnych politycznych casusów w dziejach w sposób właściwy tajnym kamerom Londynu, ale coś im tam w głowach pieje od czasu do czasu. U Zandberga nie ma nic, poza niedokładnie przeczytaną instrukcją. O co chodzi? O to, by będąc krajem o mocno zaznaczonych ograniczeniach lokalnych prowadzić politykę globalną. To jest misja Polski, która, jeśli jej nie będzie wypełniać, ponosząc koszty i ryzyko, zostanie zlikwidowana. (…) No, ale – powie ktoś – żeby realizować twój program bracie, potrzebne są czyjeś gwarancje. Na ile one są szczere? Odpowiadam – gwarancje są nieszczere z istoty, no chyba, że dotyczą utrzymania wspomnianych tu lokalnych ograniczeń. Co innego jest ważne. Chodzi o to, by korzystając z chwilowego, trwającego dwa, trzy pokolenia spokoju zbudować, w oparciu o fałszywe gwarancje tyle sprawnych i oddanych racji stanu organizacji, które nie pozwolą krajowi upaść. Taka jest misja państwa poważnego. No, ale…kto niby miałby stanąć na czele takich organizacji? Jak to kto? Janek Pietrzak, Marcin Wolski, Kukiz i redaktor Sakiewicz…ludzie, którzy mają słuszne poglądy i których oglądamy w mediach…to chyba oczywiste… Tylko ze świadomością, że oni stoją na straży najdroższych nam wartości, my, szara i bezmyślna masa, będziemy mogli spokojnie zasnąć. Dzień jednak wstanie….” (coryllus, szkolanawigatorow.pl – Dlaczego Polska skazana jest na zagładę?)

podobne: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą oraz: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu  i to: Wolność, równość, szyderstwo (od PRLu do fejsbuka) czyli walka z cenzurą kiedyś i dziś. O skutkach ubocznych pracy najemnej i deklasacji kultury a także: Komisja Edukacji Narodowej oraz Dekret Kasacyjny czyli o konieczności rozbiorów Polski w imię postępu, o „bohaterach” z polskich podręczników („oświeconych” rabusiach), oraz o „narodowym potencjale” (elitach) polecam również: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego

Adam Wycichowski niewolnik – złota rybka

Reklamy

Z postępem robotyzacji znikają miejsca pracy. Tesla i Panasonic będą produkować baterie słoneczne w USA. O relacji człowiek-maszyna.


Matt Dixon – Pusty

PAP – Biznes, 27 Gru 2016, 20:47 Nowy Jork (PAP) – Rozwój sztucznej inteligencji i postęp robotyzacji prowadzi do likwidowania miejsc pracy, zwłaszcza tych, które nie wymagają dużej wiedzy. Rozwój ten jest jednak niezbędny, choć może pogłębić przepaść między różnymi grupami społecznymi – głosi raport Białego Domu.

Raport Białego Domu, który omawia „Washington Post”, sugeruje między innymi, że w celu zrównoważenia dobrodziejstw płynących z postępu technologicznego z niekorzystnymi trendami ma rynku pracy należy zwiększyć dostęp do edukacji technicznej. Niezbędna jest zarazem większa pomoc finansowa dla ludzi, którzy stracili zatrudnienie.

Są to zalecenie, których nie wcieli już w życie ustępujący rząd. Dokument, jak podkreśla „WP”, został ogłoszony na niespełna miesiąc przed zaprzysiężeniem Donalda Trumpa, które nastąpi 20 stycznia.

Nacisk na kształcenie osób z najuboższych warstw społecznych i obniżanie kosztów nauki nie należy jednak do priorytetów Republikanów, którzy wygrali wybory prezydenckie i utrzymali większość w Kongresie. Mało prawdopodobne jest też wprowadzenie w życie postulatu o potrzebie podniesienia świadczeń dla bezrobotnych, w związku ze znikaniem miejsc pracy na skutek automatyzacji i robotyzacji. Kontrolujący Izbę Reprezentantów i Senat politycy Partii Republikańskiej (GOP) zamierzają okroić tego rodzaju wydatki.

Raport Białego Domu prognozuje, że zmiany związane wykorzystaniem sztucznej inteligencji, komputeryzacją i robotyzacją będą najszybciej następowały w sektorze transportowym oraz rolnictwie. Negatywnych skutków doświadczą przede wszystkim pracownicy o zarobkach poniżej 20 dolarów za godzinę i ludzie, którzy nie skończyli szkoły średniej.

Według raportu nowoczesne technologie i rozwój sztucznej inteligencji przyczynią się do zwiększenia wydajności pracy; roboty zastępujące człowieka stają się bowiem coraz szybsze i sprawniejsze.

Nie przeoczył tego szef holdingu CKE Restaurants Andrew Puzder desygnowany przez Donalda Trumpa na ministra pracy. Traktuje on inteligentne maszyny jako sposób na obniżanie wydatków firm związanych ze wzrostem płac i kosztów opieki zdrowotnej. Jak mawia, roboty wymagają konserwacji i czasami się psują, ale łatwiej nimi zarządzać niż ludźmi, a poza tym nie stwarzają problemów natury prawnej.

„Są zawsze uprzejme, namawiają klientów do kupna dodatkowych rzeczy, nigdy nie biorą urlopu, nigdy nie pojawiają się za późno, nigdy nie ma obawy, że się poślizną czy przewrócą albo będą pozywać (do sądu) za dyskryminację ze względu na wiek, płeć czy na tle rasowym” – wyjaśnił Puzder w wywiadzie dla magazynu „Bussines Insider”. On sam wprowadził roboty do Hardee’s – sieci restauracji typu fast food.

Trump prowadził kampanię wyborczą pod hasłami pomocy w tworzeniu miejsc pracy dla Amerykanów. Podkreślał też, że automatyzacja przyśpiesza redukcję zatrudnienia w niektórych obszarach. Nie przeszkodziło mu to powołać Puzdera na kluczowe stanowisko w swym gabinecie.

Nowojorski miliarder obiecywał w kampanii wyborczej deportację nielegalnych imigrantów i powrót stanowisk przenoszonych w ramach globalizacji za granicę. Mniej koncentrował się na tym, że wielu pracowników, także w sektorze wytwórczym, zastępują nowoczesne urządzenia. Jak podkreślają teraz amerykańskie media, nowy prezydent może walczyć skutecznie z nielegalną imigracją, ale wątpliwe jest, czy powstrzyma proces udoskonalania robotów.

Zdaniem Darrella Westa, dyrektora Centrum Innowacji Technologicznej w ośrodku Brookings Institution, automatyzacja procesów produkcji czy usług będzie postępować niezależnie od tego, czy nowa administracja USA zachowa dotychczasową stawkę płacy minimalnej. Roboty będą coraz tańsze w eksploatacji.

Boston Consulting Group przewiduje, że do roku 2025 koszty operacyjne robota-spawacza spadną poniżej dwóch dolarów za godzinę. Wynagrodzenie spawacza wynosi dzisiaj w USA 25 dolarów za godzinę.

Maszyny uczą się coraz lepiej wykonywania nowych zadań. Sprzęt oparty na sztucznej inteligencji zastępuje pracowników na przykład w centrach obsługi telefonicznej, na lotniskach i w sklepach.

Na sytuację na rynku pracy wpłynie też wprowadzanie autonomicznych samochodów. Według zrzeszenia związków zawodowych transportowców American Trucking Associations w USA w 2010 roku około 3 mln osób pracowało jako kierowcy ciężarówek, a 6,8 mln pracowników zajmowało stanowiska związane z prowadzeniem działalności przewozowej, także przy produkcji ciężarówek i ich obsłudze. W sumie jeden na 15 pracowników w USA był zatrudniony w branży związanej z sektorem transportu samochodowego. Około 300 tys. osób, według danych resortu pracy, pracuje jako taksówkarze i kierowcy. Wkrótce wielu z nich może stracić zatrudnienie.

Co więcej, według badania firmy software’owej Intuit do 2020 roku około 40 proc. osób pracujących zostanie niezależnymi zleceniobiorcami, pracownikami tymczasowymi lub przedsiębiorcami działającymi na własny rachunek. Stałe etaty staną się jeszcze rzadszą formą zatrudnienia niż dzisiaj.

Dla około 60 milionów Amerykanów będzie to oznaczać na przykład brak wynagrodzenia w trakcie choroby, brak ubezpieczenia zdrowotnego oferowanego przez pracodawcę i brak innych świadczeń.

W ciągu następnej dekady – przestrzegają amerykańskie media – technologia zdziesiątkuje miejsca pracy w wielu zawodach. Ludzie najgorzej wykształceni, nawet jeśli nie staną się bezrobotni, będą mogli liczyć na pracę mniej płatną niż obecnie i okrojoną ze świadczeń. Za najbardziej bezpieczne miejsca pracy uznaje się teraz przede wszystkim stanowiska wymagające wysokiego poziomu kreatywności, myślenia analitycznego i dobrej komunikacji interpersonalnej.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP) ad/ fit/ mc/ (stooq.pl)

podobne: DAO i roboty czyli… IV rewolucja przemysłowa i przyszłość na rynku pracy. Era korporacji, freelancerów, wirtualnych firm i koniec umów o pracę. oraz: W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za brak bezpieczeństwa, rośnie przepaść między bogatymi i biednymi, Kongres chce zlikwidować Obamacare (w pakiecie reformy gospodarcze)

PAP – Biznes, 29 Gru 2016, 18:35, Warszawa (PAP) – Japoński producent sprzętu elektronicznego Panasonic i amerykański wytwórca samochodów z napędem elektrycznym Tesla chcą uruchomić produkcję baterii słonecznych w fabryce w Buffalo w stanie Nowy Jork – podała agencja AP.

Wytwarzane tam ogniwa i moduły fotowoltaiczne będą wykorzystywane w panelach solarnych montowanych w pokryciach dachowych oraz szklanych dachówkach słonecznych, których produkcję chce uruchomić Tesla. Przedsięwzięcie ma ruszyć w połowie 2017 roku.

Dzięki nowej inwestycji, jak twierdzą przedstawiciele Tesli, powstanie 1 400 miejsc pracy. Panasonic ma również we współpracy z Teslą rozpocząć prace nad technologią nowej generacji – zapowiedzieli przedstawiciele obu firm.

Władze stanu Nowy Jork mają przeznaczyć na budowę i wyposażenie zakładu w południowej części Buffalo 750 mln dolarów. Należąca do Tesli firma produkująca panele słoneczne Solar City Corp., która zajmuje się uruchomieniem fabryki, zobowiązała się m.in. do zainwestowania w ciągu dziesięciu lat 5 mld dolarów w stanie Nowy Jork oraz zatrudnienia w zakładzie w Buffalo w ciągu pięciu lat blisko 1 500 pracowników, a także stworzenia dodatkowych 2 000 miejsc pracy na terenie stanu. Wszystko w zamian za możliwość korzystania z należącej do państwa fabryki. (PAP) maja/ son/ (stooq.pl)

podobne: Tesla – brama do nowej motoryzacji? oraz: Nauka: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki

…problem tego rodzaju inwestycji to rzecz jasna subsydiowanie z pieniędzy podatników. Cóż to bowiem za postęp i interes dla podatnika, skoro bez pytania go o zgodę ładuje się jego pieniądze w czyjś prywatny sukces, za który później (by z niego skorzystać) będzie musiał jeszcze raz „prywatnie” zapłacić nabywając towar. Państwo powinno co najwyżej dbać o optymalne warunki dla rozwoju kreatywnych ludzi, nie przeszkadzać w ich przedsięwzięciach, oraz nie łupić z owoców czyjejś ciężkiej i pożytecznej pracy. Ewentualna interwencja powinna dotyczyć sytuacji która narusza własność i prawo do takiego samego rozwoju innych ludzi.

Jak historia pokazuje, wraz z rozwojem technologii pojawia się zapotrzebowanie na pracowników ją „obsługujących”, oraz na kadrę naukową która tych pracowników „dostosuje” do potrzeb rynkowych z tą technologią związanych. Jaki będzie ostateczny bilans postępu technologicznego (z którym trzeba się pogodzić jeśli ktoś ma zamiar skutecznie konkurować) czas pokaże… Póki co zarówno brak zapotrzebowania na pewne umiejętności, jak i zapotrzebowanie na coraz to nowe jest faktem. A za jakiś czas staniemy przed innym, być może dużo poważniejszym problemem… (Odys)

podobne:  Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach.

„…Chciałabym zachęcić do dyskutowania nad problemem relacji człowiek-maszyna i śledzenia rozwoju robotyki, ale nie tylko ze strachu przed zmianami na rynku pracy. W mojej ocenie nie chodzi wyłącznie o ekonomię – możliwość utraty miejsc pracy czy zniknięcia niektórych zawodów z powodu robotów, obok dyskusji o dochodzie minimalnym. Przede wszystkim o zadanie sobie pytania, ile wirtualności i robotyki jesteśmy w stanie zaakceptować w swoim życiu. Robot jest przecież intruzem (pojawił się, a wcześniej go nie było) i kwestią etyki będzie zdecydowanie, jak się z tym czujemy i co zrobimy. W tym kontekście przywoływana jest coraz częściej historia luddystów (ruchu społecznego, który zareagował na pojawienie się maszyn tkackich w XIX w.), jednak nie jestem pewna, czy jest ona kluczem do zrozumienia dzisiejszych problemów. Pojawienie się maszyn tkackich było związane z wynalazkiem i wprowadziło zmiany gwałtownie. Dlatego ludzki opór również był zdecydowany.” (wszystkoconajwazniejsze.pl, Ewa Fabian – O relacji człowiek-maszyna. Prace Brukseli, luddyści i efekt gotowanej żaby)

Matt Dixon – Zagubiony

System wyborczy to bubel bo źle przygotowano specyfikację przetargową. Nie wiadomo kiedy wyniki, ale PKW dostanie jeszcze więcej pieniędzy. Rekordowa liczba głosów nieważnych. Opozycja domaga się skrócenia kadencji nowych samorządów. Komorowski Broni. „códu nad órną”.


1. KBW źle przygotowało specyfikację przetargową. Nie wiadomo, kiedy wyniki wyborów. Większy budżet dla PKW na wybory

19.11.2014 (IAR) – Popr. w tytule depeszy „Krajowe Biuro Wyborcze źle przygotowało przetarg na system wyborczy. Dlatego do prestiżowego przetargu stanęła tylko jedna firma”. Tak uważa Paweł Dobrowolski z Warsaw Enterprie Institute, który przeanalizował zamówienie KBW.

Zwraca on uwagę na szkolenie użytkowników oprogramowania. W zamówieniu ujęto szkolenie dla około 150-200 użytkowników i uroczystą kolacją dla nich. Paweł Dobrowolski zwraca uwagę, że zamawiający nie potrafił sprecyzować co ma podlegać szkoleniu i jak mają być mierzone zamierzone cele szkolenia. Ale za to autor specyfikacji przetargowej pamiętał by dopisać, że w zakres szkolenia wchodzi „uroczysta kolacja”.

Zdaniem Pawła Dobrowolskiego, w takiej sytuacji nie można się dziwić, że zainteresowanie tym prestiżowym zamówieniem było tak małe. „Do takiego przetargu powinna ustawić się cała plejada najlepszych firm informatycznych z całego świata, chociażby po to, by w następnych później chwalić się, że zrealizowała tak ważne zamówienie” – mówi. Przypomina przy tym, że do walki stanęła tylko jedna, nikomu nieznana firma, bo nikt nie chciał ryzykować udziału w przetargu, w którym przedmiot zamówienia nie został określony. Zdaniem Dobrowolskiego straty tego co się stało są niemożliwe do wyliczenia, bo to szkody nie tylko materialne. Jak mówi, przede wszystkim naruszone zostało zaufanie do państwa, a tym samym ucierpiała polska demokracja. „Coraz więcej polityków domaga się powtórzenia wyborów, pojawiają się zarzuty fałszowania wyborów” – mówi.

Paweł Dobrowolski dodaje, że lekarstwem na podobne wpadki nie jest zmiana procedur zamawiania, lecz zwiększenie nadzoru obywateli nad władzą poprzez większą jawność. Prawo o zamówieniach publicznych powinno być przejrzyste na każdym etapie procedury przetargowej. Poza tym osoby tworzące specyfikacje przetargowe powinny częściej korzystać z obowiązującej procedury tzw. dialogu technicznego czyli sięgać po opinie ekspertów w nieznanych sobie dziedzinach.

IAR/Monika Gosławska/magos/jj

19.11.2014 (IAR) – Nie wiadomo, kiedy można się spodziewać oficjalnych wyników wyborów samorządowych – przyznaje wiceszef PKW Stanisław Kosmal. Trwa chaos związany z liczeniem głosów w wyborach samorządowych. Tymczasem obwodowe i terenowe komisje wyborcze w każdej chwili mogły przejść na ręczne liczenie głosów. Taką możliwość dawała specjalna uchwała PKW z 4 listopada, przygotowana na wypadek awarii systemu komputerowego.

Wiceszef PKW, sędzia Stanisław Kosmal podkreśla, że tu nie ma żadnego znaczenia, czy protokół został wygenerowany przez komputer, czy też napisany ręcznie. Po podliczeniu ręcznym trzeba bowiem sporządzić protokół, który podpisują wszyscy członkowie komisji.

Sędzia Kosmal powiedział, że obwodowe komisje terenowe już dawno poradziły sobie z przeliczeniem kart wyborczych. Problemy są w komisjach terenowych. Dodatkowe opóźnienie powstało z powodu nocnego ataku hakerskiego na stronę internetową Komisji. Trzeba było zablokować przyjmowanie danych, wymienić kody dostępu.

Przerwa spowodowana wymianą kodów trwała około 5 godzin. O ataku hakerskim i możliwości popełnienia przestępstwa zostały powiadomione Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i prokuratura.

Jednocześnie Stanisław Kosmal, który jest emerytowanym sędzią Sądu Najwyższego, powiedział, że nie jest możliwe spełnienie pojawiających się postulatów unieważnienia przez Sąd Najwyższy wyników wyborów. O unieważnieniu wyborów decyduje sąd okręgowy, do którego można składać protesty, a nie Sąd Najwyższy.

Sojusz Lewicy Demokratycznej domaga się powtórki wyborów do sejmików wojewódzkich i rad powiatowych. Lider partii Leszek Miller argumentował, że nastąpiły liczne przypadki łamania praw wyborczych, została oddana ogromna liczba głosów nieważnych, a także brakuje zabezpieczeń baz danych PKW. Konstytucjonalista profesor Marek Chmaj mówi jednak, że wybory można powtórzyć tylko w danym okręgu, dlatego apel Leszka Millera nie ma prawnego uzasadnienia.

Profesor dodaje jednak, że jeśli są wątpliwości co do uczciwości wyborów, trzeba złożyć protest wyborczy, do właściwego sądu okręgowego. W tym proteście dopiero możemy zarzucić albo przestępstwo przeciwko wyborom albo złamanie przepisów ordynacji wyborczej, co mogło mieć wpływ na wynik wyborczy.

Prawo i Sprawiedliwość apeluje tymczasem do prezydenta, aby doprowadził do odwołania członków Państwowej Komisji Wyborczej. Opozycja chce też wyjaśnienia powodów chaosu z liczeniem głosów przez Państwową Komisję Wyborczą. Szef klubu Prawa i Sprawiedliwości Mariusz Błaszczak zaprosił szefów klubów, poza Twoim Ruchem, na godzinę 17:00 do jednej z sal w Sejmie.

Poseł Błaszczak podkreślał, że rozmowa jest potrzebna niezwłocznie, bo przedłużające się liczenie głosów podważa autorytet państwa i zaufanie obywateli do instytucji. Może też w przyszłości wpłynąć negatywnie na frekwencję wyborczą.

Z sędziami, odpowiedzialnymi za powoływanie PKW, spotkał się dziś prezydent. Bronisław Komorowski zaapelował o spokój, by komisje regionalne i sama PKW mogły policzyć wszystkie głosy w wyborach samorządowych. Jego zdaniem, odwołanie członków Państwowej Komisji Wyborczej w trakcie wyborów to szaleństwo. „Nie dajmy się zwariować. To się da wszystko policzyć” – mówił prezydent.

Według niego, po wyborach PKW powinna sama wyciągnąć wnioski z sytuacji. Prezydent zasugerował nowelizację kodeksu wyborczego. Jego zdaniem, powinno się wprowadzić kadencyjność członków Komisji i ich rotacyjny wybór. Ponadto, trzeba by – w opinii prezydenta – zwiększyć uprawnienia szefa PKW i poszerzyć jego nadzór nad Krajowym Biurem Wyborczym.

Prezydent nie zgadza się natomiast na powtórzenie wyborów. „To odmęty szaleństwa” – mówi o sugestiach, że głosowanie było nieuczciwe.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/dw/ab

….tym czasem kluby parlamentarne doszły do zadziwiającego porozumienia że PKW powinna dostać jeszcze więcej pieniędzy na zakup kolejnego systemu informatycznego!

 20.11.2014 (IAR) – Zwiększyć budżet Państwowej Komisji Wyborczej. To postulat marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego. Pieniądze mają być przeznaczone na zakup systemu informatycznego, który sprawnie policzy głosy w przyszłorocznych wyborach prezydenckich i parlamentarnych.

W tej sprawie zapanowała wyjątkowa zgoda pomiędzy przedstawicielami klubów parlamentarnych. Marcin Kierwiński z PO tłumaczy, że na niektórych wydatkach nie można oszczędzać. Państwowa Komisja Wyborcza potrzebuje dobrego systemu liczenia głosów – podkreśla.

To ostatni dzwonek na to, żeby dokonać przesunięć w budżecie – mówi wicemarszałek Sejmu Eugeniusz Grzeszczak z PSL-u. Jego zdaniem, nie powinno być większych problemów ze zwiększeniem puli pieniędzy na PKW. Jak podkreślił, chodzi o to, żeby tego typu problemy w przyszłości się nie powtarzały.

Dariusz Joński z SLD pracuje w sejmowej komisji finansów. Jak mówi, w projekcie budżetu na 2015 rok przeznaczono mniej pieniędzy dla PKW niż w roku obecnym. – A w przyszłym roku mamy dwie kampanie: prezydencką i parlamentarną – zwraca uwagę polityk. Przyznaje też, że stracił już cierpliwość, bo już 4 dzień czeka na wyniki wyborów samorządowych. Jego zdaniem, budżet PKW trzeba zwiększyć oraz zmienić mentalność jej członków.

Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak propozycji marszałka Sejmu nie mówi nie. Zaznacza jednak, że muszą być spełnione dwa warunki Prawa i Sprawiedliwości. Pierwszym jest wymiana sędziów Państwowej Komisji Wyborczej. Drugim warunek jest taki, by nowy system informatyczny opracowali i wdrażali ludzie związani z Komisją.

Trwa chaos związany z liczeniem głosów w wyborach samorządowych i nie wiadomo, kiedy można się spodziewać oficjalnych wyników. System informatyczny Państwowej Komisji Wyborczej, który miał wspomóc pracę organów wyborczych podczas niedzielnych wyborów samorządowych w Polsce, nie zadziałał prawidłowo. 

IAR/Naukowicz / gaj

…tak jest! Dać nieudacznikom więcej pieniędzy w nagrodę za ich niekompetencję. To z pewnością zmieni mentalność każdego nieudacznika (o ile będzie to nieudacznik nadany do komisji z ramienia PIS albo SLD) 🙂 Takie jaja możliwe są tylko w republice bananowej. (Odys)

2. Rekordowa liczba głosów nieważnych do sejmikówW Senacie emocje przy wniosku Jana Rulewskiego o informacje PKW

19.11.2014 (IAR) – Nawet 40 procent nieważnych głosów w wyborach do sejmiku województwa pomorskiego. Takie dane pochodzą z kilku komisji w Wejherowie. Na terenie całego województwa pomorskiego średnia to 20-25 procent.

Tak było np. w Malborku i Nowym Dworze Gdańskim gdzie niemal 1/4 głosów została unieważniona. Na razie wojewódzka komisja wyborcza ma dane z 5 kolejnych powiatów. To Gdańsk, Tczew, Kwidzyn, Kościerzyna i Wejherowo.

Według sędziego Macieja Klonowskiego przewodniczącego wojewódzkiej komisji wyborczej, najpewniej tysiące wyborców popełniło błąd, kreśląc krzyżyk na każdej ze stron karty do głosowania, a nie tylko na jednej.

IAR/Sylwester Pięta – Radio Gdańsk/łp/buch

19.11.2014 (IAR) – Senat nie wysłucha informacji przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej na temat gwarancji przeprowadzenia rzetelnych i terminowych wyborów do samorządu terytorialnego. Głosami Platformy Obywatelskiej odrzucono wniosek senatora PO Jana Rulewskiego w tej sprawie.

Polityk nie ukrywa żalu. Jego zdaniem, koledzy z PO nie rozumieją powagi sytuacji. Jak zaznacza, opóźnienie w liczeniu głosów może spowodować, że druga tura wyborów nie zostanie przeprowadzona we właściwym czasie.

Jan Rulewski uważa, że za liczne nieprawidłowości w wypełnianiu kart do głosowania winę ponosi ustawodawca, który dopuścił do tego, że zamiast kart wyborcy otrzymywali – jak mówi – książeczki do głosowania. Senator wini też Państwową Komisję Wyborczą za to, że „nie przełożyła tego na język wyborców”. Przypomina, że spoty wyborcze mówiły o czterech kartach wyborczych, tymczasem wyborcy dostali różną liczbę. Często też uważali, że „książeczka” jest zbiorem wielu kart, a nie jedną i oddawali głos na każdej stronie.

Za wnioskiem senatora Rulewskiego głosowało 25 senatorów PiS i Józef Pinior – senator PO. Przeciw było 45 senatorów PO, 3 niezależnych oraz dwoje z PSL. 

IAR/D.Zaczek/to/ab 

3. Kaczyński, Miller i Gowin chcą skrócenia kadencji nowych samorządów.

19.11.2014 (IAR) – Wspólny postulat prawicy i lewicy w Sejmie: ustawowe skrócenie kadencji samorządów i nowe wybory.

Z inicjatywy PiS w Sejmie spotkali się Jarosław Kaczyński, Jarosław Gowin i Leszek Miller. Ich zdaniem podczas ostanich wyborów doszło do tak licznych nieprawidłowości, że można mówić o zagrożeniu dla systemu demokratycznego.

Według Jarosława Gowina zarzut nie dotyczy sfałszowania wyborów ale „wypaczenia” ich wyników. Teraz trzeba, jego zdaniem, ustalić czy doszło do tego na skutek celowych działań, czy w wyniku błędów systemowych i „totalnej dezorganizacji”.

Jarosław Kaczyński podkreślił, że istotą problemu jest „coś dziwnego”, co nastąpiło w komisjach obwodowych, a nie wady systemu informatycznego. Dlatego – przekonywał – trzeba skrócić kadencję tych władz, które jego zdaniem w sposób głeboko nieprawidłowy zostaną wybrane. Prezes PiS dodał, że skrócenie kadencji jest najprostszą drogą do powtórzenia wyborów. Przypomniał, że Sejm może to zrobić, bo już przedłużył kadencję w 1998 roku i Trybunał Konstytucyjny tego nie zakwestionował.

Według Leszka Millera, są cztery powody, by powtórzyć wybory i każdy z nich jest powodem wystarczającym.

Podkreślił, że źródłem wszystkich kłopotów było to, co stało się podczas przygotowywania kart wyborczych i procedury głosowania.

Według lidera SLD na pierwszej stronie tak zwanej książeczki wyborczej powinien znaleźć się spis treści i instrukcja jak głosować, a nie lista komitetu wyborczego.

Wszyscy trzej politycy zapowiedzieli, że nadal będą prowadzić normalną kampanię wyborczą przed drugą turą.

Wszyscy też skrytkowali prezydenta Bronisława Komorowskiego, który mówił dzisiaj, że nie zgodzi się na powtórkę wyborów i apelował o spokój.

Jarosław Kaczyński podkreślił, że Polska nie potrzebuje prezydenta-notariusza, ale prezydenta aktywnego, który strzeże polskiego ustroju i wykonuje swoje konstytucyjne obowiązki.”Nie wiem, czy prezydent nie chce, czy z różnych względów nie może wykonywać tej roli” – mówił prezes PiS.

Według lidera Polski Razem Jarosława Gowina, emocje prezydenta rozmijają się z emocjami milionów normalnych obywateli. Jego zdaniem większość wyborców ma poczucie, że wynik wyborów jest niemiarodajny, i że naruszono fundamentalną dla demokracji zasadę uczciwych wyborów.

Także Leszek Miller wyraził głębokie rozczarowanie postawą prezydenta Komorowskiego. „Rysuje się nieodparte wrażenie, że prezydent jest gotów przymykać oczy na bardzo głębokie nieprawidłowości, z jakimi mamy do czynienia” – mówił lider Sojuszu. Jego zdaniem podczas głosowania nad ustawą o skróceniu kadencji samorządów będzie można się przekonać, kto jest za uczciwymi wyborami, a kto jest przeciw nim.

W zwołanym przez PiS spotkaniu nie wzięli udziału przedstawiciele PO i PSL. Janusz Palikot nie został zaproszony.

Spotkanie odbyło się w jednej z sejmowych sal, bez udziału dziennikarzy. O ustaleniach poinfnormowali najpierw Jarosław Kaczyński, Mariusz Błaszczak i Jarosław Gowin. Potem, na tle tych samych, specjalnie ustawionych biało-czerwonych flag wystąpił osobno Leszek Miller. 

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/I.Szczęsna/jj 

Jak zwykł był mawiać Pan Max Kolonko „moja ocena tego jest następująca” 😉

…Pierwsza rzecz to wspomniany system do głosowania gdzie można bez kozery sobie powiedzieć iż popularna maksyma o zabarwieniu teorii spiskowej że „nie ważne jak ludzie głosują, ważne kto liczy głosy” przestała być w końcu tylko teorią a nawet należy jej się „post scriptum”, bo jeszcze ważniejsze jest to kto ma klucze do liczydła 😉 To że taki klucz może uzyskać byle informatyk jest pierwszą sprawą kryminalną.

Kolejna sprawa kryminalna to kulisy przeprowadzenia nieudolnego przetargu na ów system informatyczny do liczenia głosów do którego wystartowała nie dość że JEDNA to do tego „NIEZNANA” (nikomu?) firma. Pomijając fakt na co komu w ogóle taki system? Nie można było tego ręcznie policzyć skoro i tak po zakończeniu głosowania każdą kartę sprawdza się ręcznie, czy aby oddany głos jest ważny czy nie? Od czego są protokoły i FAX żeby taki protokół przesłać wyżej żeby kolejni ludzie zliczali to do kupy (w końcu za to biorą pieniądze siedząc w komisjach). Jak ktoś chce poczytać o tym dlaczego w Polsce przetargi wyglądają tak a nie inaczej i jaka jest skala związanych z tym patologii to polecam lekturę – Prokom/Asseco synonimem afery? ZUS znowu musi wyjaśnić sprawę przetargu na system informatyczny.

Kolejna potencjalna sprawa kryminalna to zbicie kart wszystkich komitetów w tzw. „książeczki” do głosowania, co mogło rzecz jasna i skończyło się oddaniem ogromnej liczby nieważnych głosów. Chodzi o to czy ktoś nie wymyślił tego celowo. Nie będę się tu bowiem rozpisywał o kretynizmie samych wyborców którzy jestem przekonany że zrobili dokładnie tak jak sugerują komentatorzy tj. zamiast z „książeczki” wybrać jeden komitet i zaznaczyć na nim jedno nazwisko polecieli z krzyżykami na każdej ze stron, tym samym nieświadomie unieważniając swój głos. Co jednak dalej nie tłumaczy podejrzanej skuteczności PSLu (to trzecia sprawa może już nie kryminalna ale mocno podejrzana).

Ostatnia podejrzana kwestia to udawanie przez zwycięzców wyborów (a pozostaje nim jakby nie patrzeć koalicja PO-PSL właśnie ze względu na zaskakujący wynik koniczynek 😉 a nie PIS) że nie ma o czym dyskutować a sama próba powtórzenia wyborów wobec tak kuriozalnych wyników i okoliczności dzięki którym są one takie a nie inne (tj. kuriozalne) jest według nich a nawet samego prezydenta „szalonym pomysłem”. Ktoś tu z pewnością oszalał i jest to moim zdaniem obóz rządzący z panem Komorowskim w tym wypadku na czele, skoro uważa że tego rodzaju patologie to zupełnie naturalny element demokracji 🙂 Nie żebym był obrońcą demokracji, ale skoro już na niej bazujemy to bazujmy uczciwie i czyśćmy ją z patologii. Chyba że chodzi właśnie o to żeby patologiami obrzydzić ludziom wybory i pozbawiając złudzeń dać im do zrozumienia że ich głosy tak czy siak są g… warte bo „nie ważne jak zagłosują, ważne kto liczy głosy” 😉

Jego Wybiórczość Pan Komorowski najwyraźniej postanowił Bronić „códu nad órną” jak własnej niepodległości (i trudno mu się dziwić – ma władzę więc korzysta)…Odys

„…System władzy zbudowany przez Wysoko Układające się Strony w Magdalence działa niby leibnizowska monada, która zawiera w sobie wszystko co niezbędne do jej istnienia, będąc jednocześnie niezależną od świata zewnętrznego. Co istotne leibnizowska monada jest substancją prostą. Stąd nie należy się obawiać, aby mogła ulec rozpadowi – na części. Jest swoistym perpetuum mobile. Monady mogą powstać drogą tworzenia (np. przy okrągłym stole), a zginąć drogą unicestwienia, „gdy tymczasem to co jest złożone, powstaje i ginie częściami” – twierdził niemiecki filozof. Dlatego niemożliwa jest reforma monady (systemu pookrągłostołowego). Można ją jedynie przyjąć w całości, albo w całości odrzucić.   
Wiedzą o tym doskonale twórcy i beneficjenci magdalenkowego ustroju, dlatego wczoraj wieczorem rzucili się pudrować maszkarona, z którego posypała się tapeta. Jaki piękny obrazek można było ujrzeć dzisiejszego ranka w Internecie: dwu szpakowatych panów: Kaczyński (prawica narodowo-europejska) i Miller (postkomunizm paneuropejski), którzy przecież tyle razem przeszli w ciągu ćwierćwiecza teraz wznoszą się ponad podziały w „obronie demokracji”. W ten sposób Jarosław Kaczyński przyznał, przyciśnięty do muru przez okoliczności, że uważa iż w Polsce jest demokracja i że należy ją bronić. O Budapeszcie nad Wisłą, na temat którego jeszcze nie tak dawno tu i ówdzie dziarsko pokrzykiwał, nie ma już mowy.  
Czy obaj panowie obronią „demokrację”? Ależ owszem, czemu nie! To jeszcze dość sprawne zderzaki systemu, wezmą uderzenie na klatę i wytrzymają. Co najwyżej trochę popuszczą, ale nie bądźmy drobiazgowi. Później wszystko potoczy się już swoją drogą. Za kilka miesięcy jedne wybory (samorządowe), później drugie (prezydenckie – może wspólny kandydat? 🙂 i w końcu – parlamentarne. Po wyborach rozmowy koalicyjne, groźne miny, wzniosłe deklaracje, patriotyczne uniesienia. To dla nas, dla publiki. Bo w kuluarach zwykła polityczna kuchnia: dla nas trzy ministerstwa, ale za to tylko dwie prezesury w spółce skarbu państwa, dla was jedno,  ale za to trzy prezesury oraz dwa fotele w radzie nadzorczej dla żony i wujenki…
Uroki naszej małej stabilizacji w fekaliach po pachy…” (Robert Kościelny całość tunaszeblogi.pl

PS. Jak powinno wyglądać głosowanie w normalnym kraju? Moim zdaniem „system do głosowania” powinien wyglądać tak: kartka (mały blankiet) na którym jest zapisana formułka „ja niżej podpisany (tu imię i nazwisko głosującego) legitymujący się dowodem osobistym (numer), oddaję swój głos na kandydata (tu imię i nazwisko kandydata) i podpis”. Blankiecik wypełnia się korzystając ogólnej listy wywieszonych nazwisk (kandydatów). Druczek (ścisłego zarachowania!) nie może być pusty! (można pomyśleć nad samokopiującym się blankietem). Z wypełnionym druczkiem podchodzimy do komisji, która ma przed sobą listę i na podstawie tego blankietu komisyjnie w naszej obecności odznacza ten głos przy nazwisku które wpisaliśmy na druczku (za pomocą kolejnej liczby, 51,52,53, itd.) – owa lista jest JEDYNYM protokołem z aktu głosowania. Nasz blankiet ląduje w segregatorze… i tyle. Jest tanio(!) i przejrzyście, bo nie potrzeba tu sztabu „fachowców” od liczenia, informatyków czy urn. Samo się też liczy, KONTROLUJE i nie ma nieważnych głosów! Dziękuję za uwagę 🙂 …Póki co mamy „Komputer” i (nie)sprawnego „Inkasenta” (w postaci PKW) który znać się na liczeniu nie musi, więc nie ma żadnego znaczenia ile się na „liczniku” nabiło. Bareja wiecznie żywy 😛 (Odys)

podobne: POPIS z PSL wygrywa wybory zwane „samorządowymi”. Partie antysystemowe „persona non grata”. Czy koryto zjednoczy lewicę bezbożną i pobożną? oraz: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie. i to: CBOS: coraz więcej Polaków czuje się lekceważonych przez władzę, ale ponad połowa nie wie, co było ważne w 2013 roku. oraz: Komorowski w Nowym Sączu, czyli wybrał się władca na wycieczkę do miasta…

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Złodziej złodzieja złodziejem pogania w Ministerstwie Sprawiedliwości i w Agencji Wywiadu.


20.03. Warszawa (PAP) – Sprawa związana z nieprawidłowościami finansowymi w Agencji Wywiadu podważa zaufanie do tej służby, ale pośrednio do innych działających w kraju służb – oceniają posłowie sejmowej speckomisji. W czwartek komisja spotkała się z szefem AW gen. Maciejem Hunią.

W czwartek „Gazeta Wyborcza” opisała, jak defraudowano pieniądze z funduszu operacyjnego Agencji Wywiadu. Jedna ze spraw prowadzonych przez prokuraturę, a opisanych przez „GW”, dotyczyła defraudacji ponad 2 mln zł z kasy Agencji, druga sprawy sięgającej 1994 r. i ówczesnego UOP, i gry na giełdzie pieniędzmi z funduszu operacyjnego, która przyniosła straty – miało chodzić o 8,7 mln zł.

Nowy przewodniczący komisji ds. służb specjalnych Zbigniew Sosnowski (PSL) poinformował, że szef AW przedstawił w czwartek komisji informację o sytuacji w Agencji. „Wyjaśnił, że wszystkie informacje do artykułu pozyskane zostały z prokuratury, z zebranego materiału dowodowego w jawnej części, a więc nie złamano żadnych przepisów w tej sprawie” – powiedział PAP Sosnowski.

„Z informacji generała wynika, że kontrole były prowadzone, natomiast kasjer tak umiejętnie działał, że zdołał zawsze przed kontrolą tak przygotować kasę, że wszystko wydawało się w porządku” – relacjonował poseł.

„Komisja z ubolewaniem przyjęła, że do takich opisanych w artykule sytuacji dochodzi, bo to trochę podważa zaufanie do służby” – podkreślił Sosnowski. „Wierzymy głęboko, że taka sytuacja już się nie powtórzy” – dodał.

Stanisław Wziątek (SLD) powiedział PAP, że komisja uzyskała od gen. Huni bardziej rozszerzoną i bardziej precyzyjną informację na ten temat niż ujawniona w artykule. W ocenie Wziątka to, że takie sytuacje w AW miały miejsce, podważa wiarygodność służby. „A tak naprawdę podważa wiarygodność służb w ogóle i trzeba zrobić wszystko, żeby ten autorytet odbudować sprawnością działania” – powiedział.

W ocenie Marka Opioły (PiS) sprawa opisana w „GW” pokazuje, że w Agencji Wywiadu tak naprawdę nie było nadzoru nad funduszem operacyjnym. „To nie jest pierwsza sprawa w Agencji Wywiadu; w 2010 r. była podobna, choć nie o takiej skali. Sprawa również dotyczyła wydatkowania funduszu operacyjnego” – powiedział PAP poseł PiS.

„Widać, że Agencja Wywiadu w tej materii nie wprowadziła żadnych procedur, bo nie doszłoby do takiego stanu, który mamy dzisiaj, czyli zaginięcia ogromnej ilości pieniędzy” – ocenił.

Opiołę zbulwersowało również to, że komisja nie została o sprawie wcześniej poinformowana. „My o tym wszystkim dowiedzieliśmy się z mediów i to dla nas bardzo skandaliczna sytuacja” – powiedział.

„To podważa nasze – komisji ds. służb, jako organu kontroli – zaufanie do Agencji Wywiadu. O takich rzeczach – jeżeli wydarzyły się w poprzednim roku – powinniśmy być poinformowani w dokumentach, które komisja otrzymuje, pilnuje, kontroluje i sprawdza” – mówił Opioła. „A tak nie było” – dodał.

Po posiedzeniu komisji szef AW nie chciał wypowiedzieć się dla PAP i skomentować artykułu.

Według „GW” do wykrycia jednej z opisanych defraudacji doszło w 2012 r. Urzędniczka z biura finansów AW odkryła wówczas, że zamiast banknotów w kasie Agencji znajdują się pocięte kawałki papieru. Zaalarmowany szef AW powiadomił policję, a kasjer Agencji Andrzej M. został zatrzymany. Chodziło o defraudację ponad 2 mln zł.

Druga sprawa sięga 1994 r., kiedy grupa naczelników UOP wyciągnęła z kasy 8 mln 700 tys. zł. „Mieli zagrać na giełdzie, szybko zarobić i pieniądze zwrócić. Nie udało się (…)” – pisze „GW”.

Według dziennika kolejny wątek dotyczy b. oficera Dariusza S., który w latach 2002-12 pobrał z kasy AW w dolarach równowartość 1,5 mln zł. Pieniądze te miały pochodzić od CIA.

Pod koniec ub. roku do sądu trafił akt oskarżenia wobec dwóch mężczyzn, ktorym zarzucono przywłaszczenie w latach 2003-2012 ok. 1,5 mln zł na szkodę Agencji Wywiadu; grozi im do 10 lat więzienia. Według prokuratury okręgowej w Warszawie, Andrzejowi M. – ówczesnemu funkcjonariuszowi publicznemu – postawiono cztery zarzuty: korupcyjnego przekroczenia uprawnień oraz przywłaszczenia na szkodę AW od 2003 r. do 2012 r. pieniędzy w łącznej kwocie 1,5 mln zł. Dariusz S. usłyszał cztery zarzuty przywłaszczenia w tym samym okresie tych pieniędzy. Pieniądze miały być wyprowadzane w kilku transzach, z przerwami. (PAP) ago/ itm/ woj/  (źródło: stooq.pl )

podobne: Handlarz bronią jeździł po świecie, a faktury za hotele, czartery i restauracje wysyłał Polskiemu Holdingowi Obronnemu polecam również: Buldogi na dywanie czyli… walka służb o ochłapy władzy (i pieniędzy)

Co tu dużo gadać… kradli i kraść będą bo MOGĄ. Bo nikt ich nie trzyma za mordę, bo nikt takiego prawa nie ma, bo wszyscy mają coś za uszami. Czasem wpadnie jeden z drugim za zbytnią pazerność, to się takiego przy milczącym zezwoleniu wyższych rangą skazuje jako kozła i życie toczy się dalej. Na ich miejsce przychodzą inni a interes się kręci… Chciałbym tylko zwrócić uwagę na kilka słów, stwierdzeń kluczy którymi się pierze mózgi opinii publicznej… które właśnie leżą u podstawy jednego kluczowego aspektu wielokrotnie powtarzającej się patologii – BEZKARNOŚCI… (Odys)

„Komisja z ubolewaniem przyjęła, że do takich opisanych w artykule sytuacji dochodzi, bo to trochę podważa zaufanie do służby” – podkreślił Sosnowski. „Wierzymy głęboko, że taka sytuacja już się nie powtórzy” – dodał… 

…sprawa opisana w „GW” pokazuje, że w Agencji Wywiadu tak naprawdę nie było nadzoru nad funduszem operacyjnym. „To nie jest pierwsza sprawa w Agencji Wywiadu; w 2010 r. była podobna, choć nie o takiej skali. Sprawa również dotyczyła wydatkowania funduszu operacyjnego”… 

…”Widać, że Agencja Wywiadu w tej materii nie wprowadziła żadnych procedur, bo nie doszłoby do takiego stanu, który mamy dzisiaj, czyli zaginięcia ogromnej ilości pieniędzy”…  

…”To podważa nasze – komisji ds. służb, jako organu kontroli – zaufanie do Agencji Wywiadu. O takich rzeczach – jeżeli wydarzyły się w poprzednim roku – powinniśmy być poinformowani w dokumentach, które komisja otrzymuje, pilnuje, kontroluje i sprawdza”

…to nie pierwsza sprawa (nie no – serio? 🙂 ) nie wdrożono procedur (a czemu? przecież to trzeba zapisać w ustawie!), nie ma nadzoru (a czemu nie ma?! kto za to odpowiada?), powinniśmy być poinformowani (to sami złodzieje mieli się wam zameldować czy jak? 🙂 ), ubolewanie (o łaskawcy!), trochę podważa zaufanie (naprawdę „trochę”? 😀 ),  i jako podsumowanie wierzymy głęboko, że taka sytuacja już się nie powtórzy.

Michał Dziekan - Strata Agencji

Michał Dziekan – Strata Agencji

Krótko: BEZKARNOŚĆ ROZZUCHWALA! No ale jak skorumpowani i nieudolni politycy mają rozliczać albo stawiać do konta kogoś kto wie o ich ciemnych interesach wszystko? Nie da się!

21.03. Warszawa (PAP) – CBA zawiadomiło prokuratora generalnego o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z udzielaniem zamówień publicznych przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Dotyczy dwóch osób, które nie pracują już w ministerstwie – dyrektora departamentu i naczelnika.

Łączna wartość nieprawidłowo udzielonych zamówień przekroczyła 100 mln zł – powiedział w piątek PAP rzecznik prasowy CBA Jacek Dobrzyński.

Zawiadomienie dotyczy osoby, która pełniła funkcję dyrektora departamentu informatyki i jednego z pracowników resortu – powiedział Dobrzyński. Chodzi o zarzut przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego – dodał. Za taki czyn grozi do 3 lat więzienia.

Rzeczniczka prasowa ministerstwa sprawiedliwości Patrycja Loose powiedziała PAP, że zawiadomienie dotyczy byłych pracowników. „Ani dyrektor, ani pracownik departamentu od dawna nie pracują już w ministerstwie. Nie pracowali już, gdy ministrem został obecny szef resortu Marek Biernacki” – zaznaczyła.

Biernacki powiedział w piątek dziennikarzom w Sejmie, że zawiadomienie jest najprawdopodobniej efektem kontroli zamówień z wolnej ręki w MS, o którą poprosił CBA po tym, jak objął resort. „Było wiele przetargów z wolnej ręki. To mnie zdziwiło, bo to jest grosz publiczny. Więc chciałem, żeby to zweryfikowała instytucja do tego upoważniona – CBA” – powiedział.

Rzecznik prasowy Prokuratora Generalnego Mateusz Martyniuk poinformował PAP, że zawiadomienie trafiło w piątek do prokuratury i dotyczy lat 2009-12. „Prokuratura Generalna otrzymała zawiadomienie szefa CBA. Jest to zawiadomienie dotyczące niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień przez b. dyrektora departamentu informatyzacji i rejestrów sądowych oraz naczelnika wydziału w tym departamencie, w związku z przygotowywaniem zakupów oprogramowania informatycznego” – powiedział PAP Martyniuk.

Pytany, czy chodziło o korupcję, odpowiedział, że CBA w zawiadomieniu „nie wskazuje na zaistnienie przestępstwa o charakterze korupcyjnym”. „Prokuratura Generalna obecnie bardzo wnikliwie analizuje to zawiadomienie. W najbliższych dniach prokurator generalny wskaże jednostkę, która będzie wyjaśniać tę sprawę i prowadzić postępowanie” – powiedział PAP prok. Martyniuk.

Rzecznik CBA powiedział PAP, że „zawiadomienie to realizacja tego, co szef CBA Paweł Wojtunik zapowiadał w związku z infoaferą – że będziemy się przyglądać również innym resortom i instytucjom”. Wyjaśnił jednak, że nie ma ono bezpośredniego związku ze sprawą Centrum Projektów Informatycznych MSWiA.

Zawiadomienie skierowano po kontroli CBA w Ministerstwie Sprawiedliwości, która objęła lata 2007-13. Biuro zaczęło kontrolę przed rokiem – w marcu 2013 i prowadziło ją do października. Zawiadomienie dotyczy zamówień publicznych udzielanych w latach 2009-12.

„Sprawdzaliśmy decyzje dotyczące udzielania zamówień publicznych oraz rozporządzania mieniem, w związku z wydawaniem środków na zakup usług i sprzętu teleinformatycznego, w tym projektu Centrum Świadczenia Usług Rejestrowych w Ministerstwie Sprawiedliwości” – powiedział PAP Dobrzyński.

Zaznaczył, że Biernacki zapoznał się z protokołem pokontrolnym CBA. „Podpisał go szybko i bez zastrzeżeń, zresztą dobrze współpracowało się nam z ministerstwem w czasie samej kontroli” – podkreślił rzecznik Biura.

Rzeczniczka MS przypomniała, że to szefowie resortu występowali o kontrolę CBA po wykryciu w ramach wewnętrznych procedur możliwych nieprawidłowości przy przetargach informatycznych. „To ministrowie sprawiedliwości występowali o kontrolę CBA – zarówno minister Jarosław Gowin, jak i Marek Biernacki – której efektem jest piątkowe zawiadomienie do prokuratury. Od początku kontroli ministerstwo współpracowało z Biurem, teraz czekamy na efekty pracy i decyzje prokuratury w tej sprawie” – powiedziała PAP Loose.

Z kolei Gowin w piątek powiedział, że działania CBA zostały podjęte z jego inicjatywy. „Konsekwencją tego audytu była moja decyzja o zwolnieniu całego kierownictwa departamentu informatyzacji oraz złożenie do CBA zawiadomienia po możliwości popełnienia przestępstwa. Jak widać moje podejrzenia, niestety, nie były bezpodstawne” – zaznaczył.

Były minister dodał, że nieprawidłowości, do których miało dojść, obejmują lata 2009-2012. „Mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że doszło do nich w poprzedniej kadencji, a ja ukróciłem te praktyki” – zaznaczył.

Pod koniec 2012 r. resort sprawiedliwości, po przeprowadzeniu wewnętrznego audytu, poinformował CBA o swoich wątpliwościach dotyczących m.in. zakupu w trybie niekonkurencyjnym sprzętu komputerowego oraz oprogramowania. W marcu 2013 r. CBA rozpoczęło kontrolę w MS na jego wniosek. Resort chciał zbadać, czy nie doszło do naruszenia interesu Skarbu Państwa w procedurze udzielania zamówień publicznych.

W tej sprawie z zawiadomienia ministerstwa w lipcu 2013 r. prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie przestępstwa przy przetargu na budowę systemu usług elektronicznych dla resortu. Śledztwo objęło okres od sierpnia 2011 do czerwca 2012 r. Szkoda, która miała powstać w wyniku tamtego przestępstwa, to 26 mln zł.

Piątkowe zawiadomienie, to nowa sprawa, niewynikająca bezpośrednio z tamtego zawiadomienia – zaznaczył Dobrzyński.

Według piątkowej „Rzeczpospolitej” chodzi o dyrektora Jarosława P., który nie pracuje już w resorcie, a w zawiadomieniu do wszczętego w lipcu śledztwa był też wskazany, jako odpowiedzialny za rozpisanie tamtego przetargu.

„Rzeczpospolita” podała, że sprawa dotyczy czterech przypadków zamówień z wolnej ręki. Chodzi m.in. o przetarg za 33 mln zł w ciągu trzech lat, na system informatyczny Sawa – ułatwiający obsługę dokumentów i informacji w sądach powszechnych oraz wart 136 mln zł projekt Centrum Świadczenia Usług Rejestrowych – tworzenie informatycznych rejestrów sądowych i udostępnianie danych firmom i obywatelom.

„Rz” podała, że zamówienie na system Sawa dostała sopocka spółka Krajowej Rady Komorniczej – Currenda. Resort uzasadniał, że wybrano go, bo 84 proc. sądów miało już program tej firmy, ale bez należących do firmy kodów źródłowych. Umowę z sopocką spółką rozwiązano w 2013 r. – podała gazeta.

Oprócz resortu sprawiedliwości CBA prowadzi też kontrole w czterech innych resortach – nauki, kultury, spraw zagranicznych i sportu. W tym ostatnim sprawą zajmuje się już prokuratura, w resorcie nauki kontrola zakończyła się i trwają czynności pokontrolne, a w dwu pozostałych termin zakończenie kontroli to maj.

CBA to służba specjalna, która od 2006 r. zajmuje się ściganiem przestępczości łapówkowej, sprawdzaniem oświadczeń majątkowych oraz przestrzeganiem zakazu łączenia funkcji publicznych z działalnością gospodarczą. Sprawdza m.in. procedury prywatyzacyjne i komercjalizacyjne, a także związane ze wspieraniem finansowym przedsiębiorstw, udzielaniem zamówień publicznych, przydzielaniem koncesji, zezwoleń i zwolnień podatkowych. (PAP) ago/ krz/ mja/ bno/ jbr/   (źródło: stooq.pl)

podobne: Korupcja w MSZ, GUS, MSWiA, KGP. 20 zarzutów o zmowę przetargową.

…Szkoda że przy każdej tego typu aferze nasz “nieszczęśliwy naród tubylczy” nie potrafi wyciągnąć tego jednego oczywistego wniosku który pozwoliłby na  praktyczne rozwiązanie problemu raz na zawsze. Ten wniosek to prosta prawda, że “okazja czyni złodzieja” i żeby złodziejstwo wyeliminować nie można w nieskończoność szukać “uczciwych” polityków, tylko należy ich całkowicie odciąć od publicznych pieniędzy likwidując koryto… (Odys)

Polecam również: O korupcji i jej “zwalczaniu”

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

NIK złożył do CBA doniesienie na przebieg przetargu w ZUS.


28.02. Warszawa (PAP) – Prezes NIK poinformował szefa CBA o poważnych wątpliwościach dotyczących zachowania bezstronności przez pracowników ZUS w postępowaniu przetargowym na system informatyczny – powiedział PAP rzecznik Izby Paweł Biedziak. Przetarg ten wygrała firma Asseco.

„Prezes Najwyższej Izby Kontroli poinformował szefa CBA, że ustalenia poczynione przez kontrolerów NIK budzą poważne wątpliwości, co do zachowania bezstronności przez pracowników ZUS w postępowaniu przetargowym dotyczącym Kompleksowego Systemu Informatycznego (KSI). Wątpliwości te wymagają wyjaśnienia przy użyciu środków prawnych, którymi dysponuje CBA” – powiedział PAP Biedziak.

KSI to główny system informatyczny ZUS, dzięki któremu są m.in. naliczane renty i emerytury. Przetarg na utrzymanie KSI wygrała firma Asseco Poland, która w połowie lat 90. zbudowała system i od tego czasu wygrywała przetargi na jego utrzymanie.

Przed dwoma tygodniami „Fakty” TVN – które poinformowały również o wniosku NIK do CBA – podały, że przy ubiegłorocznym przetargu w ZUS mogło dojść do złamania prawa. Dziennikarze stacji ustalili, że dwie osoby z Asseco, dwie z ZUS oraz osoba pracująca w Urzędzie Zamówień Publicznych, który nadzoruje takie przetargi, zasiadały w radzie nadzorczej jednej z fundacji. „Fakty” podały także, że wymagania przetargowe ZUS były tak precyzyjne, że dotyczyły nawet doświadczenia i wykształcenia 87 specjalistów. W rezultacie do przetargu przystąpiła tylko jedna firma – Asseco Poland – i wygrała.

Po tej informacji szef rady nadzorczej ZUS Marek Bucior zwrócił się do prezesa ZUS o przedstawienie pisemnej informacji dotyczącej doniesień medialnych, w których pojawiły się sugestie dotyczące nieprawidłowości w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego na utrzymanie Kompleksowego Systemu Informatycznego ZUS.

W środę po posiedzeniu rady, jej członek Jeremi Mordasewicz mówił PAP, że biorąc pod uwagę dostępne dokumenty przetargowe oraz opinie prawników nie ma podstaw, by kwestionować wartą 600 mln zł umowę na system informatyczny dla ZUS, którą Zakład zawarł z Asseco.

„Moim zdaniem w świetle dokumentów, które posiadamy oraz wyników kontroli, nie ma podstaw do kwestionowania umowy zawartej z Asseco Poland” – powiedział PAP tuż po zakończeniu posiedzenia rady nadzorczej ZUS Mordasewicz. Dodał, że opinie prawne, które otrzymała rada Zakładu stwierdzają, że prawo nie zostało złamane.

Jak poinformował w czwartek rzecznik NIK Paweł Biedziak, Izba prowadzi w ZUS dwie kontrole. „W ramach dorocznej kontroli budżetowej Izba sprawdza, jak zorganizowano i przeprowadzono w ZUS przetarg na utrzymanie Kompleksowego Systemu Informatycznego (KSI). NIK rozpoczęła też kontrolę przygotowania Zakładu Ubezpieczeń Społecznych do realizacji zadań wynikających z ustawy (z 6 grudnia 2013 r.), która zmieniła dotychczasowe zasady funkcjonowania systemu emerytalnego w Polsce” – mówił.

NIK sprawdzi, jak zorganizowano i przeprowadzono w ZUS przetarg na utrzymanie Kompleksowego Systemu Informatycznego. Izba zbada, w jaki sposób przygotowano SIWZ, czy przetarg spełniał kryteria bezstronności, czy zawarta umowa gwarantuje efektywne funkcjonowanie KSI.

„Izba wykorzysta w swoich czynnościach ustalenia KPRM, która prowadziła własne postępowanie kontrolne w ZUS. Jak jednak poinformowała KPRM, postępowanie to nie dotyczyło wprost przebiegu przetargu na utrzymanie KSI” – zaznaczył Biedziak.

Rzecznik CBA Jacek Dobrzyński w rozmowie z PAP potwierdził, że pismo dotarło do CBA. „Pismo skierowane do szefa CBA dotarło w piątek późnym popołudniem. Prawdopodobnie w poniedziałek zapozna się on z nim” – stwierdził. Dodał, że z tego powodu trudno jest na razie mówić o jakichkolwiek decyzjach.

„Pismo będzie tak samo rozpatrzone jak każde inne pismo, które wpływa do CBA; będzie analizowane z pełną dokładnością i powagą” – podkreślił.(PAP)

rbk/ mki/ mow/                                                                    …źródło: stooq.pl

poprzednio:  Prokom/Asseco synonimem afery? ZUS znowu musi wyjaśnić sprawę przetargu na system informatyczny.

podobne: NIK chce odtajnienia raportu na temat umów gazowych.

rys.  Jerzy Krzetowski

rys. Jerzy Krzetowski

Prokom/Asseco synonimem afery? ZUS znowu musi wyjaśnić sprawę przetargu na system informatyczny.


13.02. Warszawa (PAP/media) – ZUS będzie musiał wyjaśnić, czy zachowano standardy przy przetargu na system informatyczny – powiedział PAP członek rady nadzorczej Zakładu Jeremi Mordasewicz, odnosząc się do doniesień TVN. Wart 600 mln zł przetarg wygrało w ubiegłym roku Asseco.

Według czwartkowych „Faktów” TVN przy przetargu w ZUS mogło dojść do złamania prawa. Dziennikarze stacji ustalili, że dwie osoby z Asseco, dwie z ZUS oraz osoba pracująca w Urzędzie Zamówień Publicznych, który nadzoruje takie przetargi, zasiadały w radzie nadzorczej jednej z fundacji.

„Fakty” podały także, że wymagania przetargowe ZUS były tak precyzyjne, że dotyczyły nawet doświadczenia i wykształcenia 87 specjalistów. W rezultacie do przetargu przystąpiła tylko jedna firma – Asseco Poland – i wygrała.

Zeszłoroczny kontrakt ZUS dotyczył utrzymania i konserwacji informatycznej sieci KSI.

Jak powiedział PAP w czwartek późnym wieczorem Mordasewicz, Asseco mogło jako jedyne spełniać wymagania kontraktu. „Takie rzeczy mogą się przydarzyć. Nie chciałbym oceniać w tej chwili wyniku przetargu, bo nie jestem w stanie” – zaznaczył.

Dodał, że przy tak dużych zamówieniach w instytucjach publicznych przetargi powinny odbywać się w „standardzie, który wyklucza wszelkiego rodzaju podejrzenia”.

„W tym wypadku nie przesądzam, czy znajomość tych osób miała wpływ na wynik przetargu. To, co w tej chwili będziemy musieli zrobić jako rada nadzorcza ZUS, to sprawdzić, czy standardy przetargu były zachowywane. Druga sprawa to to, czy wynik przetargu był właściwy” – mówił.

„Być może do niczego nie doszło, może wybór był prawidłowy. Jednak znajomość tych osób budzi podejrzenia, dlatego tę sprawę trzeba będzie wyjaśnić” – podkreślił Mordasewicz. (PAP)

rbk/ wkr/ pad/ jra/                                                   ….źródło: stooq.pl

podobne tu: Korupcja w MSZ, GUS, MSWiA, KGP. 20 zarzutów o zmowę przetargową.

Niezatapialne Asseco znowu w grze! Normanie pusty śmiech ogarnia… będzie POwtórka z rozrywki? Który to już raz z udziałem tej firmy, na zamówienie ZUSu i za nasze pieniądze? Wystarczy wygooglować hasło „Prokom Asseco afery” a cała litania się wyświetli 😉

Problem jest następujący… Pisze ~wiesniak…

Nie pierwsza i nie ostatnia nieprawidłowość w przetargu w ZUS. ZUS praktycznie ciągle ogłaszał przetargi i praktycznie zawsze wygrywał Prokom (teraz Asseco). Zawsze zdarzały się nieprawidłowości, a czasami nawet sprawy trafiały do sądu (np. S. Alot z 2000r) . Ale nie pamiętam, aby kiedykolwiek kogoś skazano (S. Alota uniewinniono w 2007). Połączenie ZUS-Asseco, jest takie jak połączenie użytkownika samochodu (na gwarancji) marki X z serwisem samochodów marki X, czyli nie do rozerwania. Różnica jest jedynie taka, że serwisów samochodowych marki X jest wiele, a Asseco jest jedno, więc ZUS nie ma wyboru. Dodatkowo decydenci z ZUS, zarządzają nie swoimi, lecz publicznymi pieniędzmi. Jest to smutne, ale nie da się, a przynajmniej jest bardzo trudno, tego zmienić.

…i ma niestety sporo racji wskazując problem który jest faktem dostrzegalnym gołym okiem a wszystko oczywiście „zgodnie z prawem” 😉 …Ciągle Asseco i Asseco jakby innych firm na rynku nie było! A może właśnie MA NIE BYĆ! Skoro taki ZUS stawia wymagania jakich nikt inny stający do przetargu spełnić nie może …„Fakty” podały także, że wymagania przetargowe ZUS były tak precyzyjne, że dotyczyły nawet doświadczenia i wykształcenia 87 specjalistów… To się nazywa trafić w wymagania klienta, albo… (sami Państwo wiedzą co 😉 ). No bo ja też mogę ogłosić konkurs w którym wszystkie kobiety mogą się o mnie starać na równych prawach, pod warunkiem że są Pamelą Anderson 😀 …Oczywiście samo Asseco (czy wcześniej Prokom) nie odpowiada za taki stan prawny. Ta firma po prostu z niego korzysta bo decyduje ZUS a ustawy uchwala kto inny w tym kraju (podobno Sejm).

Jak powstał ten problem? Pisze „kuzyn_maupy”…

…dodałbym 3 sprawy, bo Pan opisuje tylko patologie, u podstaw których leży w Polsce kilka poważnych zagadnień gospodarczych, z czego 3 najważniejsze, moim zdaniem, to:

rys. Buch

rys. Buch

1) wprowadzenie w 1994 roku ustawy o zamówieniach publicznych (po co ???), która w polskim wydaniu jest jedną z najbardziej korupcjogennych ustaw, gdyż jej celem jest ochrona publicznych zamawiających przed jakąkolwiek odpowiedzialnością faktyczną – przed wprowadzeniem tej ustawy pewnym (niewielkim) problemem było kumoterstwo, lecz prezydentów, burmistrzów, wójtów, sołtysów rady mogły przynajmniej merytorycznie rozliczać z ich decyzji finansowych, co ustawa o zamówieniach publicznych skutecznie zasłoniła magicznymi hasłami „procedury” i „postępowania”, więc kumoterstwo jest takie samo, jak było przed wprowadzeniem ustawy, tyle, że jest teraz chronione magiczną formułą, że „przeprowadzono postępowanie zgodnie z przepisami pzp” i „kwitami”, a nie argumentami merytorycznymi, ani nawet opłacalnością i już nic nie da się zrobić z żadnym cwanym złodziejem, koniec i kropka, bo jest pod ochroną takiego „prawa” – gdyby przynajmniej wprowadzono progi zgodne z zaleceniami dyrektyw EU, to takie rzeczy działyby się tylko przy największych zamówieniach, no ale w Polsce musimy być świętsi od samego papieża, więc absurdalne progi typu 3 tysiące euro (teraz 14 tysięcy) sprowadziły ten rodzaj spekulacji na najniższy poziom – nie wiem po co ? chyba tylko po to, żeby wszyscy uczyli się metod biurokratycznego oszustwa, kosztem gospodarczych absurdów na skalę całej gospodarki, gdy do zamówienia na poziomie kilku lub kilkunastu tysięcy Euro trzeba w postępowania angażować machinę biurokratyczną kosztem kilkudziesięciu tysięcy Euro lub więcej…, gdzie w tym elementarna racjonalność ? gdzie logika ?

2) wprowadzenie w 1996 roku do jeszcze nie najgorszej wcześniej ustawy o prawach autorskich z 1952 roku, całego systemu korupcyjnych monopoli tzw. „własności intelektualnej”, który to przez te ostatnie 16 lat zdołał już wywrócić całą polską gospodarkę do góry nogami – tego fenomenu nie będę tu opisywał w szczegółach, gdyż Pan jest w tym zakresie ekspertem, więc doskonale Pan wie, co to jest monopol oraz jakie niesie skutki gospodarcze i społeczne;

3) zmiana w 1999 roku podziału administracyjnego kraju z wprowadzeniem powiatów, nie tylko skomplikowała czytelny i najbardziej efektywny trójpoziomowy podział gmina-wojewódzwo-kraj, lecz przede wszystkim, zupełnie niepotrzebnie rozdęła sektor publiczny ponad wszelką miarę, który przecież trzeba jakoś utrzymać, więc skutek gospodarczy mamy gigantyczny, ale przy tym, rozmyła dodatkowo odpowiedzialność za większość decyzji i zadań publicznych;

na końcu można do tego dodać jeszcze postępującą i powszechną już monopolizację całej gospodarki, gdzie praktycznie każdy nowy przepis służy okopaniu się monopolistów dla wzmocnienia ich pozycji, kosztem oczywiście całego społeczeństwa (vide ostatnio operatorzy telekom i podobni, których nie obowiązują praktycznie już żadne powszechnie obowiązujące zasady obrotu gospodarczego, jakie przecież nas wszystkich obowiązują) i to wszystko dzieje się przecież w świetle „prawa” sprzecznego z prawem, bo nawet odwieczną zasadę prawa „lex specialis derogat legi generali” postawiono w Polsce na głowie twierdzeniem autorytetów tego „prawa”, że prawo szczególne uchyla prawo ogólne, zamiast prawo szczególne uchyla inne interpretacje prawa ogólnego, niż taka, którą określa prawo szczególne, ale nigdy to drugie nie może zaprzeczać pierwszemu, ale w Polsce jak najbardziej sprzeczne być może i jest na każdym kroku,

podsumowując to zbyt długie wystąpienie – nie może dziwić, że społeczeństwo, które wbrew własnym interesom, samo przeciw sobie i własnemu bytowi podejmuje bezmyślnie takie decyzje i działania, jak wyżej opisałem, zaczyna w końcu tonąć w takich patologiach, jakie Pan opisał…, przecież 2+2 to 4, a nie 10, ale jak się własną pracą szasta na prawo i lewo bez opamiętania, z takim rozmachem bez grama pokory i szacunku dla samego siebie, to już nic nie dziwi… (Informatyzacja: ta afera rzuca cień na całe środowisko)

…”psy szczekają a karawana jedzie dalej”. W styczniu tego roku ZUS wybrał ofertę Asseco Poland za 46,6 mln zł brutto jako najkorzystniejszą na modyfikację i rozbudowę oprogramowania KSI ZUS w zakresie zmian wynikających z ustawy o zmianach w OFE. (biznes.interia.pl)  A że była to JEDYNA oferta, więc wybór był prosty. „I tak k…wa do zaje….”. Państwo wiedzą czyje pieniądze wydaje ZUS? „Pan płaci, Pani płaci”. 😉

…Odys

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Korupcja w MSZ, GUS, MSWiA, KGP. 20 zarzutów o zmowę przetargową.


20.11. Warszawa (PAP) – 20 zarzutów o zmowę przetargową oraz kilka korupcyjnych postawiła prokuratura 20 osobom zatrzymanym w śledztwie ws. zamówień teleinformatycznych przez Centrum Projektów Informatycznych b. MSWiA oraz KGP. Wobec trzech osób są wnioski o areszt.

Wobec 17 osób zastosowano nieizolacyjne środki zapobiegawcze, takie jak poręczenia majątkowe, dozory policji i zakaz kontaktowania się między sobą – poinformował w środę wieczorem PAP rzecznik prowadzącej śledztwo Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie Zbigniew Jaskólski. Część osób już zwolniono; wobec pozostałych procedura trwa.

Zarazem prokuratura wniosła do stołecznego sądu o zastosowanie 3-miesięcznego aresztu wobec trzech osób, spośród kilku, które dostały także inne zarzuty niż tylko o zmowę przetargową (za co grozi do 3 lat więzienia).

Prokuratura chce aresztu dla Krzysztofa K. (według mediów – wiceprezesa Głównego Urzędu Statystycznego), któremu zarzucono przyjęcie korzyści majątkowej lub osobistej – za co grozi do 10 lat więzienia. Ponadto śledczy wnoszą o areszt dla Moniki F., b. urzędniczki MSZ, która zajmowała się tam zamówieniami publicznymi. Postawiono jej zarzut przekroczenia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej – grozi za to do 10 lat więzienia. Trzecia osoba, dla której aresztu chce prokuratura to Agnieszka P. (ma ona kilka zarzutów dotyczących zmowy przetargowej).

Kodeks karny stanowi, że kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, udaremnia lub utrudnia przetarg publiczny albo wchodzi w porozumienie z inną osobą działając na szkodę właściciela mienia albo osoby lub instytucji, na rzecz której przetarg jest dokonywany, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

„Mamy nadzieję, że w czwartek sąd rozpatrzy wnioski o areszty” – dodał prok. Jaskólski. Według niego areszty są niezbędne dla „zapewnienia prawidłowego toku postępowania”.

W całej sprawie CBA zatrzymało w sumie 20 osób. Od października 2011 r. w tej sprawie zatrzymano w sumie 37 osób. „Dotyczy ono przyjmowania korzyści majątkowych przez osoby pełniące funkcje publiczne w CPI d. MSWiA oraz KGP w związku z prowadzeniem postępowań o zamówienie publiczne, jak też prania pieniędzy pochodzących z łapówek” – informował we wtorek Jaskólski.

Dodał, że w toku śledztwa zebrano dowody wskazujące na podejrzenie popełnienia przestępstw związanych z przeprowadzeniem zamówień publicznych w innych instytucjach państwowych, w tym MSZ i GUS. Wśród zatrzymanych są przedstawiciele firm informatycznych i osoby, które pełniły lub pełnią funkcje publiczne.

Zarzuty obejmują 38 postępowań o zamówienie publiczne przeprowadzanych w CPI oraz 89 postępowań przeprowadzanych w Komendzie Głównej Policji o łącznej wartości zamówień przekraczającej 1,5 mld zł.

Do pierwszych zatrzymań w śledztwie doszło w październiku 2011 r. – CBA zatrzymało siedem osób, z których sześć usłyszało zarzuty. Aresztowano wówczas byłego dyrektora CPI MSWiA Andrzeja M., jego żonę oraz Janusza J., szefa firmy podejrzanego o wręczenie mu łapówki za wygraną w przetargu dotyczącym informatyzacji resortu. To oni usłyszeli najpoważniejsze zarzuty: M. i J. dotyczące przyjęcia i wręczenia łapówki w wysokości 211 tys. zł (grozi za to do 12 lat więzienia), a żona byłego dyrektora – prania brudnych pieniędzy, czyli ukrywania łapówki. Grozi za to do 10 lat więzienia.

Zarzuty w tej sprawie usłyszeli też zastępca M. – Piotr K., pracownica wydziału promocji projektów informatycznych w dawnym MSWiA oraz członek rodziny M. Jak informował Waldemar Tyl, wiceszef warszawskiej prokuratury apelacyjnej, na przełomie 2011 i 2012 r. prokuratura rozszerzyła zarzuty; dotyczą one już kilkumilionowych łapówek.

W styczniu 2012 r. zatrzymano dwie kolejne osoby – b. dyrektorów sprzedaży z międzynarodowych korporacji informatycznych: IBM i HP. Oni również zostali aresztowani.

B. dyrektor CPI MSWiA Andrzej M. i jego zastępca pracowali w ministerstwie w latach 2008-2010; byli oddelegowani z Komendy Głównej Policji i do chwili zatrzymania pracowali tam w biurach logistycznych. M. został zwolniony z MSWiA w 2010 r. przez ówczesnego szefa resortu Jerzego Millera. (PAP) sta/ pz/ as/  (źródło: stooq.pl)

 podobne tu: Człowieki honoru i standardy PO czyli…”Praca za głos” i “tylko jeden zegarek” Nowaka

…teraz wiadomo dlaczego co niektóre partie dążą od samego początku do likwidacji CBA. Po prostu prominentni politycy z tych partii oraz stada krążących wokół koleżków (co to mają za dużo zegarków po kieszeniach) zasiadający na różnego rodzaju stanowiskach gdzie przewija się „konkretny szmal” nie mogą przez to bezpiecznie „inwestować” publicznego grosza jaki im wpada w łapy… I to tyle na obronę CBA.

w większości wypadków tego typu afery to prawdziwe przestępstwa, tyle że czasem w państwie gdzie korupcja ma się dobrze od dawna – co może sugerować że same służby są w niej umaczane – są one wyciągane na światło dzienne w konkretnym celu politycznym (takie przyjemne z pożytecznym)… Kiedy władza zapędza się w korupcji a niezadowolenie obywateli z tego tytułu zaczyna przybierać gwałtownie na sile, to służby zaczynają się niepokoić że może się pojawić na scenie politycznej nowa „nieokiełznana” opcja (rządna rozliczać każdego kto jest u władzy) której nie będą w stanie kontrolować. W takiej sytuacji służby nie czują się związane lojalnością z dotychczasową władzą i zaczynają zwijać swój parasol ochronny nad nieudacznikami, pozwalając ich szarpać mediom samemu przy tym ujawniając afery (które najprawdopodobniej leżały w szufladach i czekały na swój czas)…

Może się to wydać nieprawdopodobne ale na tym właśnie polega władza w kraju którego elity są skorumpowane do szpiku kości więc nie są w stanie kontrolować żadnej służby która wie o nich wszystko i nie musi być im w związku z tym posłuszna. Służy więc własnemu interesowi… Tylko czysty i nieumoczony w żaden układ polityk mógłby to całe towarzystwo wziąć za pysk, bo tylko taki cieszyłby się dostatecznym poparciem narodu. Takie poważanie skłoniłoby służby specjalne do rzeczywistej służby i oczyszczenia własnego środowiska, bo nie jest tak że pracują w nich wyłącznie czarne owce. Fakt faktem ci co naciskali na likwidację CBA wiedzieli dlaczego to robią, bo akurat w CBA (stosunkowo młodej formacji) odsetek czarnych owiec jest najmniejszy.

Szkoda że przy każdej tego typu aferze nasz „nieszczęśliwy naród tubylczy” nie potrafi wyciągnąć tego jednego oczywistego wniosku który pozwoliłby na  praktyczne rozwiązanie problemu raz na zawsze. Ten wniosek to prosta prawda, że „okazja czyni złodzieja” i żeby złodziejstwo wyeliminować nie można w nieskończoność szukać „uczciwych” polityków, tylko należy ich całkowicie odciąć od publicznych pieniędzy likwidując koryto. Zawsze to powtarzam przy różnego rodzaju „inwestycjach strukturalnych”, „przetargach”, „zamówieniach publicznych” i innych okazjach do wydawania publicznego grosza. Dziś można tylko gdybać co by było gdyby rząd nie zajmował się W OGÓLE gospodarką a po prostu łapał złodziei i oszustów prywatnej własności…Odys

polecam również: O korupcji i jej “zwalczaniu” – Stanisław Michalkiewicz i to: Czy w Ministerstwie Finansów działa mafia podatkowa? ZPP donosi do CBA – Najwyższy Czas!

rys. Andrzej Mleczko

rys. Andrzej Mleczko

Ciasteczkowy POtwór, czyli kolejne „ministerstwo” w akcji


Cookies – czyli kolejny przykład tego, że władza reguluje, bo nie ma nic lepszego do roboty – PCh24.pl – prawa strona internetu. Wydarzenia, opinie, w dobrym stylu.

fragment:

Ogólnie rzecz biorąc, regulacja ta wprowadza powszechny obowiązek informowania „w sposób jednoznaczny, łatwy i zrozumiały” odwiedzającego stronę internetową o użyciu i charakterze użycia owych bardzo powszechnych „ciasteczek” (między innymi). Idea wydawałoby się – słuszna, w końcu chodzi o uświadomienie użytkownikom internetu, jakie informacje trafiają na ich komputery, i czy służą ich identyfikacji i śledzeniu ich przez internet (jak to robią czasami firmy reklamowe). Jeżeli jednak ma się jakieś pojęcie o internecie, o tym jak ludzie z niego korzystają, o stopniu zagrożenia śledzeniem i stopniu uciążliwości wprowadzonych regulacji, dojdzie się do wniosku, że jest to kolejny przykład tego kiedy coś jest regulowane, bez większej wiedzy na temat przedmiotu regulacji (w najlepszym wypadku, bo można tu podejrzewać złą wolę)….

Nie ulega wątpliwości, że na dłuższą metę utrudni to Polakom założenie własnej strony internetowej, ponieważ najpopularniejsze oprogramowanie, które w tym pomaga, nie uwzględnia polskiej specyfiki prawnej – zazwyczaj używa ciasteczek, i nie informuje o tym. Wśród nieobeznanych osób spowoduje więc to przede wszystkim strach przed korzystaniem z obcych technologii – a w dłuższej perspektywie strach przed publikowaniem czegokolwiek w internecie na własną rękę, bo gdzieś tam zawsze będzie odstraszająca świadomość, że można przypadkowo nie dopełnić jakiegoś obowiązku i narazić się na karę. Jest to dokładnie ta sama świadomość, która odstrasza wiele osób od założenia własnej firmy, i tak samo jak jesteśmy gospodarczo zacofani, tak teraz mamy być intelektualnie i społecznie zacofani, w bezpośrednich konsekwencjach egzekucji tego szaleństwa.

Każdy też wie, że większość posiadaczy stron internetowych nie wcieli tego obowiązku w życie, przynajmniej, póki nie zaczną być wyciągane z tego tytułu konsekwencje. Założyłeś/aś dawno temu stronę internetową, o której zapomniałeś/aś ale wciąż jest gdzieś w internecie i nie spełnia obowiązku ustawowego? Kara. Użyłeś do postawienia strony systemu zarządzania treścią, nie będąc świadomym dokładnie jak działa i czy narzuca Ci obowiązki wynikające z powyższego artykułu? Kara. Nie znasz się na technicznej stronie działania stron internetowych a chcesz uniknąć kary? Cóż, będziesz musiał/a wydać pieniądze na zainstalowanie przez informatyka odpowiedniego komunikatu (uwaga na naciągaczy – to jest kilka/naście minut pracy). Co się zaś stanie jeżeli biurokracja Cię zlokalizuje? Najpierw zbierze o Tobie dane, powiązane ze stroną, którą posiadałeś/aś w ramach postępowania egzekucyjnego, a potem poprosi o dane o Twoich dochodach, żeby móc określić podstawę kary. Nie martw się, to wszystko dla Twojej prywatności. 😉

Bardzo zabawnie w tym kontekście brzmi zapewnienie ze strony internetowej Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji: „Ciasteczka (cookies) w komputerach. Bez nich nasze życie w Internecie byłoby uciążliwe (…)”. Brawo. Rozwiązaliście ten problem, od teraz dzięki nim, nasze życie stanie się uciążliwe…”

podobne: Cynik9 – Totalna kontrola populacji. Amerykański Wielki Brat implementuje Orwella oraz: Permanentna inwigilacja, czyli… co Pan/Pani robią z prądem i to: Dzień ochrony danych osobowych. Krok po kroku będą wiedzieć o nas co raz więcej a także: Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze