„Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)


Zaczyna się niewinnie… Od wyszydzenia i odrzucenia „starego porządku” przez niedojrzałe intelektualnie ale „ambitne” siły postępu. Błędy przeszłości wynikające z niedostosowania się do nowoczesności – taka jest oficjalna wersja „potrzeby zmian”. Romantyczna walka „młodych gniewnych” ze skostniałym ciemnogrodem jest tym co tłumaczy każde „nowoczesne” łajdactwo… No ale nie byłoby tego wszystkiego gdyby nie naiwna wiara w dobre chęci rewolucjonistów, kult młodości jako samoistnej wartości, i w przekonanie że „każdemu się należy” (z cudzego)… (Odys)

„Wreszcie dowiedzieliśmy się, na czyich ideach opiera swoje pomysły wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki. Na Kongresie Innowatorów Europy Środkowo-Wschodniej „Central Eastern Europe Innovators Summit” Morawiecki spotkał się z prof. Marianą Mazzucato, która jest autorką książki „Przedsiębiorcze państwo”, w której stara się udowodnić, że wszelkie wynalazki i innowacje technologiczne nie wynikają z istnienia wolnego rynku, ale z działalności państwa i jego urzędników.

Podczas dyskusji panelowej o gospodarce, będącej częścią Kongresu Innowatorów Europy Środkowo-Wschodniej „Central Eastern Europe Innovators Summit” wraz z profesor Marianą Mazzucato z University College w Londynie wicepremier przekonywał, że dla innowacji państwo jest niezwykle ważne.

 Zobacz także: 88 procent przedsiębiorców pesymistycznie patrzy na Polską gospodarkę. Zobacz, dlaczego biznesmeni nie uwierzyli w slajdy Morawieckiego [KOMENTARZ]

Morawiecki chce innowacyjności, dzięki urzędnikom

Morawiecki podkreślił, że państwo z jednej strony chce wspierać innowacyjność, ale drugiej należy myśleć o różnych systemach opodatkowania tych wynalazków.

No bo jeśli myślimy, że te wynalazki, które widzimy dzisiaj (…), są wynalazkami jednej osoby czy też zespołu, to nie jest prawda…” (Radek Piwowarczykwolnosc24.pl)

podobne: Polska gospodarka: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie, chiński biznes zainteresowany polską żywnością. oraz: Lubowski: musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach. Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność” i to: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.

Ivan Vladimirov – Развлечения подростков в императорском саду Петрограда (samowola podrostków w parku)

„…Do poznawania rzeczywistości, o czym mimo licznych w kraju uniwersytetów nie każdy wie, potrzebne są narzędzia. Nie chodzi mi oczywiście o takie narzędzia jak piła motorowa czy kielnia. Chodzi mi o metodę. Narzędzia bywają dobre i złe. Można je wykorzystywać właściwie lub na opak, można nawet – chcąc wprowadzić ludzi w błąd – sprzedawać im narzędzia, które do niczego się nie nadają, ale wyglądają bardzo dobrze i ludzie wierzyć będą, że one posłużą im właściwie.

Jeśli na przykład chcemy dowiedzieć się czegoś o socjalizmie i komunizmie, jego celach i metodach poszukujemy pism socjalistów i komunistów, czytamy je i zdobywamy potrzebną wiedzę. Dowiadujemy się z tych pism, że socjaliści chcieli dobrze, a komuniści jeszcze lepiej albowiem bolał ich niesprawiedliwy podział dóbr i chcieli je podzielić od nowa. Tak to z grubsza wyglądało. Jest to oczywiście kłamstwo, które zostało wielokrotnie skompromitowane, ale wraca ponieważ od ostatniej kompromitacji minęło dużo czasu i ludzie wszystko zapomnieli, a do tego dorosły nowe roczniki, którym można sprzedawać dawne komunistyczne utopie w nowym europejskim opakowaniu i oni to kupiąSą młodzi, ideowo lub konsumpcyjnie nastawieni do życia i leniwi jak jasna cholera, a podprogowy przekaz komunistów – być może ich najważniejszy przekaz – jest taki: nie będziesz się musiał chłopie narobić, a wszystko ci samo łatwo przyjdzie. O trudzie i walce komuniści mówią tylko na początku, potem jest już tylko konsumpcja owoców zwycięstwa, czyli vodka and ogórcy…” (coryllusVodka and ogórcy albo czytajcie literaturę postępową!)

a oto wielokrotnie już przez socjalistów i komunistów odgrzewana oferta (nie do odrzucenia) dla obywateli/niewolników. Tym razem udrapowana w „narodowe” barwy, więc pozytywny do niej stosunek jest jednocześnie deklaracją patriotyzmu… a kto nie z nami ten wiadomo… albo zdrajca, albo jeszcze gorzej bo „ruski agent”… (Odys)

4.02.2017, Toruń (PAP) – Najpierw państwo, później własność i rynek – mówił w sobotę w Toruniu prezes PiS Jarosław Kaczyński. Zaznaczył, że zadaniem rządu PiS jest stworzenie szerokiej sfery swobód. Według niego w Polsce problemem jest niska skłonność przedsiębiorców do inwestowania i innowacji.

Prezes PiS wziął udział w konferencji „Odpowiedzialność przedsiębiorców za Polskę” w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej. W konferencji uczestniczył też m.in. wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki i przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów minister Henryk Kowalczyk. Obecni byli też prezesi PKN Orlen – Wojciech Jasiński i PKO Banku Polskiego – Zbigniew Jagiełło oraz wiceprezesi BOŚ Banku – Anna Milewska i PZU – Andrzej Jaworski.

Jarosław Kaczyński mówił o wolności gospodarczej i czynnikach ją ograniczających. Odniósł się też do tematu głównego konferencji, czyli odpowiedzialności przedsiębiorców. Jak zaznaczył, ma ona dwa poziomy. „Po pierwsze to zdanie sobie sprawy z tego, że istnieje państwo, że istnieją inni, że to wszystko trzeba brać pod w uwagę. Jeżeli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach, to znaczy, że się po prostu do tego nie nadaje” – powiedział.

Jak dodał, czasem podczas spotkań z przedsiębiorcami słyszał postulaty, które sprowadzały się do tego, by odrzucić te ograniczenia, w tym dotyczące relacji z pracownikami. „Jeżeli ktoś we współczesnej Europie, współczesnej Polsce nie jest w stanie działać efektywnie, jeżeli te ograniczenia nie będą odrzucone, to po prostu powinien zająć się czymś innym – mówił prezes PiS.

Po drugie, mówił Kaczyński, odpowiedzialność przedsiębiorców wiąże się też ze „zobowiązaniami wobec wspólnoty”. „Do państwa należy to, żeby ten rozwój był możliwie sprawiedliwy, by nie prowadził do zbyt wielkich różnic społecznych, by korzyści z niego odczuwały wszystkie większe grupy społeczne, wszyscy, którzy pracują. Natomiast do przedsiębiorców – i to jest ich ogromna odpowiedzialność – należy to wszystko, co jest potrzebne, by ten rozwój następował. A tu mamy dwa problemy” – powiedział Kaczyński.

Pierwszy z nich „to problem skłonności do inwestowania i związanego z tym ryzyka”. „To jest kwestia, która w Polsce stoi, bo skłonność do inwestowania jest niewielka” – powiedział. Druga kwestia to skłonność przedsiębiorców do wprowadzania innowacji, „z którą też jest w tej chwili nie najlepiej”.

Kaczyński powiedział, że po odejściu od systemu komunistycznego Polska „weszła w fazę wolności anarchicznej”, a potem przeszła do „fazy bardzo daleko idącego ograniczenia wolności”.

„Zadanie, które stoi dzisiaj przed nami, stoi także przed tym rządem, przed premierem, ministrem rozwoju Mateuszem Morawieckim, to jest doprowadzenie tego stanu do sytuacji, którą można by określić jako racjonalną. To znaczy mamy ideę szybkiego rozwoju, także ideę sprawiedliwości – tę ideę realizujemy – mamy pewien kontekst kulturowy w Polsce, mamy także kontekst zewnętrzny związany przede wszystkim z Unią Europejską i musimy w tym szukać możliwie szerokiej sfery swobód, wolności” – powiedział Kaczyński.

Według niego to jest szansa na powtórzenie „wielkiej aktywności założycielskiej trwającej od połowy lat 80-tych, a bardzo intensywnie od końca lat 80-tych i w pierwszych latach 90-tych” i na to, że „ten proces, który wtedy przyniósł Polsce około sześciu milionów miejsc pracy i przyniósł ruszenie z miejsca po latach spadków PKB, mógłby być powtórzony”.

„To jest szansa, przed którą stoimy nie mając jednocześnie złudzeń, że możemy w Polsce stworzyć system libertariański, że polskiej kulturze można narzucić taki zupełnie skrajny indywidualizm” – dodał prezes PiS.

Według prezesa PiS „jeśli spojrzeć na ostatnie 27 lat, to można powiedzieć, że najpierw mieliśmy do czynienia z taką swobodą, w wielkiej mierze anarchiczną”. „Taką, która po części była w ogóle nieregulowana i nieobjęta działalnością państwa. Znaczna część tej wybuchającej w końcu lat 80. i 90. działalności gospodarczej początkowo nie była objęta, albo w minimalnym stopniu objęta, ograniczeniami związanymi z podatkami” – powiedział Kaczyński.

Jego zdaniem ten stan „w niemałej mierze” trwa po dziś dzień. „W szczególności, jeśli chodzi o działalność podmiotów zagranicznych. Mamy tutaj do czynienia z takimi elementami kolonialnymi, jeżeli chodzi o nasz kraj. Mamy do czynienia z sytuacją, w której te przedsiębiorstwa nie przestrzegają pewnych reguł prawnych, ale także moralnych. Krótko mówiąc, funkcjonują w sposób, który w ich własnych krajach byłby absolutnie niemożliwy do przyjęcia” – podkreślił prezes PiS.

Kaczyński zaznaczył, że relacja między państwem, rynkiem i własnością definiuje wolność gospodarczą. Według niego „na pierwszym miejscu trzeba wymienić państwo, bo bez państwa nie mógłby istnieć rynek, ale przede wszystkim nie mogłaby istnieć własność”.

„Dam państwu bardzo prosty przykład i to – może zaskoczę – ze świata zwierząt. Nie tak dawno opisywano, były zdjęcia takiego wydarzenia. Otóż dwa wilki upolowały sarnę. Przybył niedźwiedź przepędził wilki, pożarł sarnę. Czyli prawo własności wobec tej sarny zostało siłą zakwestionowane. Załóżmy, że to jest Mandżuria, tam żyją takie wielkie tygrysy, mógłby przybyć tygrys i próbować zakwestionować prawo niedźwiedzia. Nie wiadomo, kto by wygrał, w każdym razie mógłby próbować. Takie relacje istniałyby wtedy, gdyby nie było państwa, gdyby państwo nie mogło gwarantować własności” – mówił prezes PiS.

„Najpierw państwo, później własność, bez której nie może być wolności jednostki, no i rynek. Czy rynek może istnieć bez państwa? Nie może istnieć bez państwa, państwo musi zagwarantować bezpieczeństwo ogólne, osobiste tych, którzy funkcjonują na rynku, bezpieczeństwo obrotu. Musi powołać także różnego rodzaju instytucje, które funkcjonują na rynku, w związku z rynkiem, no i przede wszystkim pieniądz” – mówił prezes PiS.

Kaczyński podkreślił, że musi też istnieć pewien poziom bezpieczeństwa socjalnego, który jest zapewniany przez państwo, a także pewien poziom bezpieczeństwa osobistego oraz zdolność do działań antykryzysowych ze względu na zmiany koniunktury.

„Państwo musi dysponować zasobami, czyli musi ściągać podatki, składki, daniny publiczne. Czyli wolność doznaje tutaj pewnego ograniczenia, bo część owoców działalności gospodarczej musi być przejęta przez państwo i to jest konieczność obiektywna, dyskutowalna tylko w tym zakresie, w jakim stawiamy pytanie o to, jak wielkie te podatki mają być i jaką metodą mają być ściągane” – mówił prezes PiS.

Kaczyński ocenił, że nie jest to jedyne ograniczenie wolności gospodarczej. „Takie ograniczenia muszą istnieć także ze względu na to wszystko, co można odnieść do innych jednostek (…) ich prawo do życia, prowadzenia działalności gospodarczej. Inni stanowią też pewne ograniczenia, które muszą znaleźć wyraz w przepisach prawa, muszą być egzekwowane przez państwo” – powiedział.

Kaczyński zaznaczył, że jednostki żyją we wspólnotach, a te „tworzą sytuacje, które można określić, jako wymogi a te wymogi – jeżeli tylko są egzekwowane przez państwo – to są ograniczeniami wolności”.

W jego ocenie poszczególne gospodarki narodowe „podlegają pewnej idei ogólnej, idei regulatywnej”. „Te idee to szybki rozwój, sprawiedliwość społeczna. To nie jest tylko idea czysto komunistyczna, to jest także idea, która jeśli ją traktować, jako dążenie do zmniejszenia różnic społecznych, funkcjonowała i funkcjonuje w różnych innych niekomunistycznych ustrojach” – tłumaczył prezes PiS. Jako przykład podał Skandynawię.

„Jest idea równowagi społecznej. Można odwołać się tutaj przede wszystkim do amerykańskiego +New Deal’u+. To nie była koncepcja jakoś mocno związana z ideą sprawiedliwości, natomiast mocno związana z koncepcją odzyskania po kryzysie społecznej i ekonomicznej równowagi” – powiedział. Jak dodał, są też różnego rodzaju idee związane z religią, w szczególności w państwach muzułmańskich, które też wpływają na działalność gospodarczą.

„Są w końcu idee związane z koncepcją państwa, które przede wszystkim szuka siły militarnej, i to może być zarówno w wersji ofensywnej, jak w wypadku państw komunistycznych, a w szczególności Związku Sowieckiego czy dzisiaj w dalszym ciągu Korei Północnej, ale może to też być idea defensywna, jak w wypadku Izraela” – powiedział.

Jak mówił prezes PiS, te idee związane są także z określeniem zakresu gospodarczych swobód. Podkreślił, że swoboda gospodarcza zawsze podlega daleko idącym ograniczeniom. „Te ograniczenia są różne w różnych momentach. Dzisiaj na przykład ograniczeniem, które nas wszystkich bardzo dotyka, nie będę tutaj dyskutował, na ile jest słuszne, na ile jest niesłuszne, jest ograniczenie związane z ekologią” – mówił Kaczyński.

Prezes PiS mówił też o zjawisku „inżynierii prawnej szczególnie wokół prawa handlowego”. „Tutaj jest to bardzo ważne pytanie, w jakiej mierze trzeba to ograniczyć, w jakiej można to ograniczyć, w jakiej mierze cały ten system finansowy, który został skonstruowany po wojnie a później poddany różnego rodzaju daleko idącym przemianom, nie powinien być jeszcze raz zakwestionowany; na ile trzeba zadać pytanie o to, czy nie należałoby go zmienić” – mówił prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Przed rozpoczęciem konferencji odbyła się manifestacja kilkudziesięcioosobowej grupy KOD, z transparentami ruchu i biało-czerwonymi flagami. Grupa rozeszła się, gdy zaczęła się debata. (Kaczyński: najpierw państwo, potem własność i rynek. PAP – Biznes 4 Lut 2017)

„…własność, rozumiana jako władza nad rzeczą, a także rynek, jako wymiana dóbr, zaistniały wcześniej, niż państwo. Jakiś człowiek oswoił dzikiego konia i przez to zyskał nad nim władzę. To był jego koń i to wcale nie dlatego, że jakieś „państwo” o tym zadecydowało, tylko dlatego, że to on schwytał i ujeździł tego konia, nabywając władzę nad nim dzięki włożonej w to pracy. Podobnie rolnik, który wyhodował zboże, posiadł nad nim władzę w postaci możliwości zrobienia zeń użytku według własnej woli nie dlatego, że jakieś „państwo” mu tę władzę nadało, tylko dlatego, że to on je wyhodował, to znaczy – włożył w jego wyhodowanie swoją pracę. To jest legitymacja własności, a nie – jak to z rozbrajającą szczerością powiedziała w rozmowie z Robertem Mazurkiem ówczesna faworyta prezesa Kaczyńskiego, pani Elżbieta Jakubiak – „zaświadczenie” wydane przez urząd. Dlatego właśnie właściciel ma władzę nad rzeczą, to znaczy – możliwość zrobienia z niej użytku, jaki sam uważa za stosowny. Skoro tak, to może swoją rzecz również wymienić na cudzą, jeśli właściciel innej rzeczy też wyrazi objawi taką intencję. Spotkanie takich dwóch właścicieli i osiągnięte przez nich porozumienie w sprawie wymiany należących do nich rzeczy tworzy rynek. Jak widzimy, wbrew temu, co mówił pan prezes Kaczyński, „państwo” wcale nie było, ani nie jest potrzebne ani do powstania własności, ani do zaistnienia wymiany rzeczy, czyli rynku. Przykład z sarną, wilkami, niedźwiedziem i tygrysem wcale nie dowodzi ani konieczności istnienia państwa, ani – tym bardziej – jego pierwotnego charakteru względem własności i rynku. Jeśli ma czegokolwiek dowodzić, to najwyżej tylko tego, że pan prezes Kaczyński nie rozumie, o czym mówi.

Ale chociaż nie rozumie, to w tej ignorancji jest metoda. Nadawanie „państwu” charakteru pierwotnego zarówno względem własności, jak i rynku, jest prezesowi Kaczyńskiemu potrzebne do uzasadnienia konieczności pierwszeństwa „państwa” nad gospodarką, to znaczy – wytwarzaniem i wymianą dóbr...

…Państwo monopolizuje przemoc, podobnie jak właściciel monopolizuje władzę nad rzeczą i z tym „towarem” wchodzi na rynek, ale nie po to, by cokolwiek wymieniać, tylko po to, by zawłaszczać. Ponieważ rozsądek, a także hipokryzja nakazuje udrapowanie przemocy w jakiś kamuflujący kostium, „państwo” chętnie drapuje się w kostium sprawiedliwości…

…Jedyną gwarancją autentyczności weryfikacji wzajemnych oczekiwań jest dobrowolny charakter umowy, a to oznacza, że przy tym sposobie rozumienia sprawiedliwości, może być ona praktykowana jedynie w warunkach wolności

…Tymczasem pan prezes Kaczyński, eksponując „państwo” jako źródło własności i organizatora rynku, forsuje zupełnie inny model państwa i inny model ustawodawstwa. O ile wcześniej można było tylko podejrzewać, że jego ideałem jest przedwojenna sanacja, to po toruńskim wykładzie mamy w tym względzie całkowitą pewność. Model państwa według prezesa Kaczyńskiego doskonale wpisuje się w artykuł 4 ust. 1 konstytucji kwietniowej z 1935 roku, gdzie czytamy, że „w ramach państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. To znaczy, że to „państwo” a więc – urzędniczy aparat państwa wyznacza owe „ramy” i metodami władczymi „kształtuje” w ich obrębie nie tylko stosunki gospodarcze, ale całe „życie społeczeństwa”. Według ust. 2, to „państwo” zapewnia mu (tj. społeczeństwu” – SM) „swobodny rozwój”, a gdy dobro powszechne wymaga, nadaje mu kierunek lub normuje jego warunki. Nie ulega wątpliwości, że ocena, czy „dobro powszechne” czegoś wymaga, czy nie, należy do wyłącznych kompetencji „państwa”, które wtedy „nadaje kierunek” całemu społeczeństwu. Czy w sytuacji, gdy „państwo” działając w sposób sobie właściwy, to znaczy – rozkazując i wymuszając spełnienie swoich rozkazów siłą – „nadaje kierunek”, można jeszcze mówić o „swobodnym rozwoju”?

W tym kontekście przedstawiony przez ministrów rządu pani premier Beaty Szydło program „repolonizacji”, będący w istocie programem renacjonalizacji gospodarki, nie pozostawia wątpliwości, że długofalowym celem Prawa i Sprawiedliwości jest przywrócenie w Polsce ustroju socjalistycznego tyle, że bez Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Bardzo możliwe, że prezes Kaczyński wyczuł tęsknotę znacznej części polskiego społeczeństwa za państwem socjalistycznym w którym, „czy się stoi, czy się leży”, każdy jakoś tam spadnie na cztery łapy. Warto zwrócić uwagę, że ci, którzy nie bali się wolności, w większości z Polski wyjechali, a tym, którzy zostali, socjalizm specjalnie nie przeszkadza, przeciwnie – nawet napawa nadzieją na życie beztroskie. Bardzo możliwe, że ten Manifest Socjalistyczny, w powiązaniu z inicjatywami skierowanymi na opanowanie samorządów terytorialnych i programami rozdawnictwa, przyniesie PiS-owi wyborcze zwycięstwo – ale przywrócenie socjalizmu w naszym nieszczęśliwym kraju nie doprowadzi do odblokowania narodowego potencjału gospodarczego, skutecznie zablokowanego zarówno przez ustanowiony w 1989 roku model kapitalizmu kompradorskiego, przez postępującą biurokratyzację państwa i przez niemiecki projekt Mitteleuropa z roku 1915. Powiem więcej – widoczna coraz bardziej tendencja do renacjonalizacji i przywrócenia wiodącej roli „państwa” w gospodarce stanie się kolejnym czynnikiem blokującym narodowy potencjał, skutecznie zniechęcając ludzi przedsiębiorczych do inwestowania – bo po cóż i w co właściwie inwestować w sytuacji, kiedy właśnie nadchodzą bolszewicy?” (Stanisław Michalkiewicz – Manifest Socjalistyczny)

Przed wojną centralny Bank Polski był niezależny i prywatny! – Stanisław Michalkiewicz

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica” oraz: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków i to: Kacza „sprawiedliwośc” – zabrac bogatym, czyli… ukarać biednych a także: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne polecam również: W służbie zdrowiu czyli prosto do nieba. O walce rządu z „toksyczną konkurencją” w szpitalach i aptekach kosztem pacjentów i konsumentów

Dobrze to sobie zapamiętajmy, żeby wiedzieć komu i za co podziękować kiedy już manifest komunistyczny zacznie zbierać swoje żniwo:

 „Najpierw państwo, później własność”
to państwo powinno być szafarzem, a nawet kreatorem wolności”
Jeżeli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach, to znaczy, że się po prostu do tego nie nadaje”
Jeżeli ktoś we współczesnej Europie, współczesnej Polsce nie jest w stanie działać efektywnie(…) to po prostu powinien zająć się czymś innym”

…zanim jednak posłucha „dobrej rady” by zająć się „czymś innym”, niech najpierw sprawdzi czy ma stosowne zezwolenie, oraz zastanowi się czy jest gotowy podporządkować się regułom gry ustalonym przez starszych i mądrzejszych… Takim np. o jakich piszą tu: Ministerstwo Sprawiedliwości: 3 lata za ubój świni bez zgłoszeniagdzie możemy wyczytać: „Ministerstwo Zbigniewa Ziobry proponuje także, aby sądy karały bezwzględnie finansowo takich rolników na cele związane z ochroną zwierząt. Propozycja kar ma wahać się od 1000 do nawet 100 tys. zł!…” Genialne nieprawdaż? I wcale nie chodzi mi o wysokość kary. Niech tam niektóre (niejadalne) zwierzęta też coś mają z tytułu „nielegalnego” mordowania współbraci… Taka tam przenośnia…Bo to nie jest tak że można zająć się czymś innym i mieć ich wszystkich z głowy. Nawet jak się nie chce grać w jednej drużynie ze zwycięzcami, to i tak trzeba się stosować do ich reguł bo inaczej… wiadomo… (Odys)

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz

„…Nie chodzi bowiem nawet o to, że Prawo i Sprawiedliwość, dzięki poparciu amerykańskiemu oraz uruchomieniu programów rozdawniczych może wygrać następne wybory przynajmniej w stopniu umożliwiającym samodzielne ustanowienie rządu, tylko przede wszystkim o to, że uruchamiając wspomniane programy rozdawnicze, PiS wprowadził nasz naród i nasze państwo na jednokierunkową ulicę, którą można zmierzać już tylko ku swemu przeznaczeniu. Rzecz w tym, że w rozumieniu prawa, program rozdawniczy w rodzaju „rodzina 500 plus”, wyposaża swoich beneficjentów w tak zwane „prawa nabyte”. Wprawdzie ustawa dezubekizacyjna pokazuje, że kiedy trzeba, a ściślej – kiedy można takie posunięcie zaprezentować jako realizację sprawiedliwości dziejowej, to prawodawcy specjalnie się nie krępują prawami nabytymi, ale w przypadku wspomnianego programu rozdawniczego sytuacja jest inna. Po pierwsze – krąg osób uprawnionych jest na tyle szeroki, że mało kto ośmieliłby się zamachnąć na ten przywilej, a po drugie – gdyby nawet taki desperat się znalazł, to niezawisłe sądy natychmiast podważyłyby legalność takiego zamachu i musiałby wycofać się z podwiniętym ogonem. Oznacza to, że nawet taki desperado musiałby realizować program, który nie tylko uważa za sprzeczny z ideą wolności, ale w dodatku – za zabójczy dla państwa, zwłaszcza na dłuższą metę.

Program ten jest sprzeczny z ideą wolności, bo w sposób trwały uzależnia obywateli od państwa, w dodatku zmuszając ich do popierania programu zwiększania dochodów budżetowych – ponieważ realizacja tego programu wymaga utrzymania wysokiego, a nawet – rosnącego budżetu, gdyż w kolejce czekają następne programy w rodzaju „mieszkanie plus”, a przecież i to nie jest ostatnie słowo. Według zasady Murphy’ego, jeśli może stać się coś złego, to na pewno się stanie, a cóż dopiero w sytuacji, kiedy właśnie od tego, czy się stanie, zależy zwycięstwo wyborcze? Program ten jest sprzeczny i ideą wolności również z tego powodu, że realizowany jest za pieniądze pożyczone. Jak wiadomo, koszty programu „rodzina 500 plus” wynoszą ok. 24 mld złotych rocznie, a zaplanowany w ustawie budżetowej na rok 2017 deficyt wynosi prawie 60 mld złotych. Jasne jest więc, że zarówno pierwszy, jak i wszystkie następne programy rozdawnicze będą realizowane za pieniądze pożyczone, to znaczy – kosztem wydatnego powiększenia długu publicznego. Dług publiczny naszego nieszczęśliwego kraju powiększa się o prawie 500 mln zł na dobę, a to znaczy, że go nie spłacamy, tylko „obsługujemy”. Według oficjalnych informacji, koszty obsługi długu publicznego wyniosą w roku bieżącym ponad 30 miliardów złotych. Mamy wszelako do czynienia z fenomenem, że dług wprawdzie rośnie, ale koszty jego obsługi spadają, nawet do „rekordowo niskiego poziomu”. Ale nie takie fenomeny zdarzały się u nas w przeszłości, kiedy Edward Gierek zafundował społeczeństwu iluzję dobrobytu na kredyt – oczywiście dopóki wszystko się nie skawaliło. Zatem – jak tam z tymi kosztami obsługi jest naprawdę – to zostanie nam objawione w stosownym czasie. Tak czy owak, koszty te rozkładają się na obywateli i jeśli nawet przyjąć za dobrą monetę oficjalną informację, to oznacza to, iż na jednego obywatela rzeczywiście mieszkającego w Polsce przypada ok 800 zł rocznie. Zatem 5-osobowa rodzina tylko na obsługę długu publicznego musi zapłacić 4000 zł, rocznie – a przecież są jeszcze inne koszty. Oznacza to, że rządy kupują poparcie polityczne za cenę wpychania obywateli w coraz głębszą niewolniczą zależność od lichwiarskiej międzynarodówki. Niewolniczą – bo istota niewolnictwa polega na tym, że niewolnik musi pracować na swojego pana. Pracować, czyli oddawać mu coraz większą część bogactwa, które swoją pracą wytwarza. Właśnie w taką zależność obywatele są wpychani przez własne, „wrażliwe społecznie” rządy…” (Stanisław Michalkiewicz – Ucieczka od wolności)

podobne: Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej) w ramach inżynierii społecznej oraz: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? a także: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.

W ten sposób dochodzi do werbunku na masową skalę… Jest budżet, to jest i siła – idea trwalsza od spiżu więc któż przeciw nam? (Odys)

Ilya Repin – Demonstration on October 17, 1905

„…Myślą, myślą i wymyślają niesprawiedliwość społeczną. Stąd już tylko krok do uzbrojonych band próbujących ową niesprawiedliwość zlikwidować, band zwanych trybunałami rewolucyjnymi lub jakoś podobnie. Bandy owe wprowadzają najpierw ubezpieczenia społeczne, a potem śrubują podatki. Kiedy okazuje się, że i to za mało, żeby utrzymać wszystkich, którzy postanowili w myśl zilustrowanej na początku drugim zdaniem doktryny, żyć z kradzieży i rabunku, bandy usiłują przywrócić system feudalny. Żeby było co jeść po prostu. To się udaje, ale trzeba do tego zlikwidować to, co doprowadziło do powstania najpierw teorii o niesprawiedliwość społecznej, a potem samych band, żyjących w komforcie i lenistwie, czyli technologię. Po likwidacji niepotrzebnych nowemu społeczeństwu feudalnemu i szkodliwych nowinek takich jak ciepła woda w kranie, kibelek dla każdej rodziny i wolna prasa, okazuje się jednak, że system oparty na rabunku dalej nie działa. Czołowi teoretycy niesprawiedliwości społecznej siadają więc kołem i zaczynają myśleć co jest nie tak. No i wymyślają, że skoro feudalizm nie działa jak trzeba to należy powrócić do tego co było przed nim, czyli – jak powiedział jeden mądry – do niewolnictwa…

…Niewolnicy mają jednak zwyczaj buntować się co jakiś czas, a socjaliści chcieliby ciągle więcej i więcej, systemy więc zaczynają erodować. Dochodzi w końcu do przełamania kordonów i wszystko się miesza. Raby uwiązane dotąd do ziemi, kawalerki i tokarki ruszają obejrzeć socjalizm, a wychuchani w biurach i korporacjach durnie jadą obejrzeć wyjałowiony step, czyli tak zwane pozostałości po imperium. Wszyscy są zadowoleni, ale do czasu. Przychodzi bowiem moment, kiedy znów trzeba się zastanawiać nad tym co robić z tą masą ludzi, która pałęta się z kąta w kąt i samą siłą rozpędu tylko zaczyna obrastać w jakieś dobra, jakaś gotówka im się z kieszeni wysypuje i coś tam usiłują kupować sobie w sklepach. Zaczyna się więc wymyślanie nowych programów gospodarczych dla państw będących w kryzysie.

I tu dochodzimy do sedna. Wymyślanie owo nie jest niczym innym jak próbą kolejnego rabunku ludzi, którym nie dało się wcześniej – ze względu na poprzednią rabunkową doktrynę – nic zarobić. Programy gospodarcze – przy udziale wspomnianej już propagandy – zaczynają pełnić funkcję taką, jaką w systemie feudalnym pełniły prawdy objawione czyli są gwarancją istnienia tegoż systemu. Każdy chcący się dorwać do władzy idiota zaczyna swoją perorę od programu gospodarczego, który podaje w punktach. W punktach napisanych mu przez jakiegoś oszusta przecież, bo nie przez niego samego. Punkty te są boleśnie przewidywalne, wręcz tożsame z innymi punktami, innych programów, często zatytułowanych dla niepoznaki biegunowo różnymi od tego obecnego przymiotnikami. To bowiem co się tam wpisze w tym programie jest dalece bez znaczenia. Ważne jest jedno; pracujemy i zarabiamy, albo nie pracujemy i kradniemy. Tyle…(coryllus – Program gospodarczy jako figura retoryczna)

„…chrześcijanin powinien przestrzegać Dekalogu, a tam jest 10 przykazanie, zakazujące nawet pożądania cudzej rzeczy. Niektórzy uważają, że właśnie to przykazanie jest dowodem na wszechwiedzę Pana Boga, który jeszcze w głębokiej Starożytności przewidział pojawienie się socjalistów i specjalnie przeciwko nim sformułował to przykazanie. Zauważmy bowiem, że ekscytowanie w ludziach pożądania cudzego mienia należy do istoty ideologii socjalistycznej, co w najkrótszy sposób przedstawił Włodzimierz Eljaszewicz Ulianow, znany jako „Lenin”, wołając: „grab nagrabliennoje!” – bo według socjalistów, własność jest kradzieżą. Tymczasem Pan Bóg, zakazując pielęgnowania w sobie takiej pożądliwości, wiedział, co robi. Człowiek, który nie potrafi opanować pożądania cudzego mienia, prędzej, czy później złamie przykazanie siódme, zabraniające kradzieży, a być może – również piąte, zakazujące mordowania – jeśli właściciel zechce swojej własności bronić. Rewolucja bolszewicka, rzucając hasło gwałtownej zmiany stosunków własnościowych, doprowadziła do ludobójstwa na skalę niespotykaną, ani przedtem, ani potem. Aleksander Sołżenicyn wspomina, że komunistyczny eksperyment doprowadził do zagłady co najmniej 100 milionów ludzi, a wobec tego ogromu liczba ofiar holokaustu, to znaczy – liczba Żydów zamordowanych podczas II wojny światowej, wydaje się stosunkowo niewielka. W jaki zatem sposób chrześcijanin może jednocześnie być socjalistą – tajemnica to wielka, którą można wyjaśnić tylko w ten sposób, że nie ma w takim postępowaniu żadnej logiki.” (Stanisław Michalkiewicz – Czarny sztandar anarchii czerwieni się ze wstydu)

podobne: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem oraz: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie i to: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków)

Z uwagi na dwie siły działające w świecie – tj. dobro i zło (które jest BRAKIEM dobrego działania), lub (jeśli ktoś jest „niewierzący” i nie przemawia do jego wyobraźni tego rodzaju „wartościowanie”) w oparciu o prosty mechanizm pracy/budowania albo kradzieży/niszczenia, nasze działanie można sprowadzić do dokonywania prostego w zasadzie wyboru. Albo sami, w oparciu o własne siły budujemy strukturę opartą o dobro i pracę, albo „ktoś” inny zbuduje dla nas (i za nas) strukturę opartą na tej drugiej „alternatywie”… Oczywiście naszym kosztem bo nikt obcy mający na względzie swój interes nie będzie sobie odbierał od pyska żeby nam dogadzać. Nie było bowiem w historii takiego państwa które z własnej woli oddałoby się w wyzysk innemu, wmawiając przy tym bezczelnie własnemu narodowi że to dobry interes… Nie było do czasu powstania tzw. Unii Europejskiej, która jest doktryną wrogą pracy i budowaniu czegokolwiek poza uzależnieniem od kredytu.

Można tu oczywiście dywagować nad tym czy aby w dobie powszechnie obserwowanego skoku cywilizacyjnego i dobrobytu (w porównaniu ze stanem posiadania/konsumpcji przed przystąpieniem Polski do UE) jest na co narzekać, ale zamiast wyliczać szczegółowo kolejny raz te same wielokrotnie już przypominane zarzuty (można przeczytać tu: Majtki w dół czyli… 6 mitów na temat dotacji z Unii. Cukiernik: Prawda i fałsz o dotacjach z UE), posłużę się pytaniem i cytatem. Pytanie brzmi – co czeka rodzinę której ojciec alkoholik wziął na swoje „potrzeby” pożyczkę (i to u gangsterów) pod zastaw rodzinnego domu? Cytat zaś brzmi tak:

„Gdyby wszystkie konsekwencje jakiegoś działania dotykały jego sprawcy, uczylibyśmy się znacznie szybciej. Zdarza się, że nasze działanie nam przynosi dobre, widoczne skutki, a komuś innemu złe, niewidoczne – a to sprawia, że jeszcze trudniej nam je dostrzec. Musimy wówczas czekać, aż zareagują ci, którzy ponoszą owe złe konsekwencje naszego czynu. Czasem czekać trzeba bardzo długo, przez co panowanie błędu trwa dłużej. Człowiek dokonuje czynu, który przynosi mu dobre konsekwencje równe 10 i złe konsekwencje równe 15, które rozdzielane są na trzydziestu innych ludzi, w taki sposób, że na każdego z nich przypada tylko ½. W sumie mamy stratę, więc koniecznie musi pojawić się reakcja. Jednak na reakcję będziemy czekać tym dłużej, im na większą ilość społeczeństwa rozłoży się zło, podczas gdy dobro, będzie skoncentrowane w jednym punkcie.” (Frédéric Bastiat)

Efektem istnienia „demokratycznego państwa prawa” i fruktów z tego tytułu płynących w gardła poszczególnych grup interesów przyssanych do koryta, jest również społeczne potępienie dla unikania opodatkowania. W myśl zasady którą wielu praworządnych obywateli z dumą wyznaje że „to, co jest legalne, musi być dobre” (inaczej: „Biało-czerwoni biorą paragony!”). Dzięki tego rodzaju wartościowaniu (propagandzie) skarb państwa istnieje w świadomości Polaków jako obiektywne dobro, a rabunek mienia dokonywany przez państwo na tychże obywatelach na konto owego „skarbu” cieszy się powszechną estymą.

W świetle już podjętych a także zaplanowanych konkretnych administracyjnych decyzji na kierunku zwanym „uszczelnianie” (Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro), każdego kto traktuje cytowaną deklarację i sugestie w niej zawarte jako troskę o obywatela (który „bez państwa sobie nie poradzi”) należy traktować jako sprzymierzeńca systemu kradzieży zuchwałej.

Polecam z tej okazji wykład: ANATOMIA KRADZIEŻY – POJĘCIA PODSTAWOWE CZ. 7a Odcinek jest rozwinięciem części siódmej pojęć podstawowych wiedzy społecznej i mówi o systemie zalegalizowanej i społecznie akceptowanej formy kradzieży, jaką jest kreacja pustego pieniądza umożliwiającego anonimowe okradanie anonimowych producentów przez anonimowe elity pasożytnicze. (Krzysztof Karoń). Pamiętajmy jednak o tym że system stworzony przez banki (podobnie jak dilerzy narkotyków) nie zmuszają ludzi do uzależniania się od łatwej gotówki. Wielu ludzi nie musi się zapożyczać, tak jak nie musi wybierać do władzy tych którzy „stymulują” gospodarkę w ten sposób, zapożyczając całe narody i to na kilka pokoleń… Wystarczy że robią to agenci i pożyteczni idioci, naprawdę nie musimy im w tym pomagać własnoręcznie… (Odys)

„…W prawdziwym świecie było bowiem i jest nadal tak: grupa posiadających legitymacje obcych wywiadów gangsterów zdobywa władzę nad dużym terytorium, na przykład nad Polską. Ponieważ nie są oni elementem obcym, ale lokalnym trudno im cokolwiek zarzucić. Rządy jednak jakie wprowadzają, nie są emanacją stosunków lokalnych, które ukształtowały się na przestrzeni stuleci. One te stosunki i ich konsekwencje całkowicie ignorują, wprowadzając swoje porządki, co polega głównie na zabieraniu jednym i dawaniu drugim, tym, którzy dotąd nic nie mieli lub mieli za mało by aspirować do czegokolwiek. Przez swój udział w pracach socjalistycznych gangów zasłużyli się jednak i uważają, że należy im się udział, w budowie nowego, lepszego społeczeństwa.
Ludzie ci, nawet nie mogą dostrzec jak są oszukiwani i o co toczy się gra. Wielka polityka bowiem polega na konstruowaniu pułapek na wielkie grupy ludzi, na przykład na całe narody…

…Nie tak dawno usłyszałem, że w roku 1938 czy 39 bolszewicy przygotowywali plan utworzenia marionetkowego państwa polskiego, po odcięciu kresów rzecz jasna. Państwo to miało powstać w oparciu o istniejące struktury urzędnicze i wojskowe czyli w oparciu o agenturę i pożytecznych idiotów. Premierem zaś rządu w tym państwie miał być Stefan Starzyński, znany socjalista i członek kilku wpływowych mafii. Ministrem wojny miał być oczywiście wspomniany już Juliusz Rómmel. Jeśli dotrze do nas cała groza tych informacji, nie będziemy już mogli mówić o kodzie kulturowym i nie będziemy traktować wspomnień oszukanych idealistów jako recepty na naprawę państwa.
Dlaczego elity urzędniczo wojskowe tak się zachowywały? Bo nic poza etatem nie posiadały. To jest odpowiedź najprostsza. Chęć zaś utrzymania etatu jest siłą przemożną, dla której człowiek zrobi wszystko. Myślę, że są tacy, którzy sprzedaliby własne dzieci, byle tylko móc każdego ranka jeździć tramwajem do pracy w ministerstwie.
Pisząc „elity urzędniczo wojskowe nic nie posiadały” mam na myśli nie tylko dobra ruchome i nieruchome, ale także plan, czyli to co czasem nazywamy tu doktryną. Elity istotne, a nie te które opisuje Vermeer, nie miały żadnego planu. Ich plan polegał na tym, by stać po stronie silniejszego, bo ten gwarantuje posadę. Okazało się jednak, że tragizm polskich losów jest głębszy niż mogli to sobie wyobrazić panowie Starzyński i Rómmel. Polega on na tym, że póki w Polsce produkować będzie się cokolwiek, od kalafiorów poczynając, na turbinach lotniczych kończąc, kraj nasz zawsze będzie spychany w pułapkę. Przynętą zaś w tej pułapce będzie kod kulturowy powiązany ściśle z kodem kulturowym (to jest dla wszystkich intelektualistów oczywiste) demokracji zachodnich. No więc Polska aspiruje i musi dorastać, a kiedy już dorośnie to ją okradają i piorą po łbie, bo nie o to chodziło. I na to przychodzi pan o nicku Vermeer i pisze: czy aby nie jesteśmy zbyt idealistyczni? Czy nie powinniśmy czasem trzymać się realizmu? Czyli co? Mamy iść na włam? Mamy się sprzedać i udawać, że nic się nie dzieje? Mamy się zastanawiać czy z Niemcami czy z Rosją? Czy może mamy wszyscy emigrować?…

…Ja tu już pisałem o organizacjach, które są podstawą wszystkiego i o doktrynie też pisałem. No więc z doktryny i organizacji należy wypreparować znak i charyzmaty, bez tego nigdzie nie pojedziemy. Doktryna musi być powiązana z Kościołem i Panem Bogiem. Nie z socjalizmem, nie z uszczęśliwianiem dużych grup ludzi okradanych następnie za pomocą podatków, które gwarantują byt mafiom urzędniczym i wojskowym. Charyzmaty zaś wypływają wprost z tego czym zajmować się będą czynne w Polsce organizacje, a winny się one zajmować pomnażaniem budżetów. Ściąganiem pieniędzy zza granicy i przeciwstawianiem się w sposób czynny, ale zgodny z prawem mafiom działającym w strukturach państwa, bo one wykonują złą robotę. Są na usługach obcych, którzy nie mają dobrego planu dla nas, a przeciwnie mają plan upiorny…” (coryllus – O elitach naiwnych i mściwych)

podobne: Kultury dobre i złe, oraz reglamentacje, prowokacje i profanacje czyli… materialna i niematerialna sztuka rewolucji. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu oraz: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości” i to: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego. a także: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i jeszcze: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą polecam również: Czerwonym szatanom bez żadnej klasy o polskiej prywatnej własności i ziemi czyli… jak Karp międzynarodowym rynkiem zbożowym zatrząsł, oraz wspomnienia księdza Blizińskiego

Zadziwiająca jest ta „potrzeba” przekonania się kolejny raz na własnej skórze co znaczy obranie wspomnianej wyżej metody „gospodarowania” (rządzenia), i jeszcze dorabianie jej twarzy rzekomej sprawiedliwości. Zadziwiająca jest też pretensja jaka później towarzyszy romantycznemu uniesieniu, kiedy po raz kolejny rwąc koszulę na piersi i z pianą na ustach udajemy się na barykady, żeby (jak się nam wmawia) szlachetnie zginąć w walce z reżimem, „dając przykład” kolejnym pokoleniom („za wolność naszą i waszą”) jak NIE należy postępować żeby nie znaleźć się w sytuacji najpierw niewolnika, a potem kata tych których samemu się wybierało… Choć nikt nas nie zmuszał, a wszyscy wiedzą że kradzież to grzech… Kończy się na prawnie usankcjonowanej przemocy, choć nie tak żeśmy się z władzą umawiali.

Dzięki tej patologicznej zależności Pan Kaczyński mógł pozwolić sobie na bezkarne udzielenie urzędnikom „dobrej zmiany” instrukcji, czym powinni się kierować w wypadku wystąpienia konfliktu interesów na linii państwo – obywatel. Najpierw K… My!…(Odys)

polecam również: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach.

Ivan Vladimirov – Погром винного магазина (rabunek sklepu z alkoholem)

 

Reklamy

Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.


1. „Dziennik Gazeta Prawna” Radni wystawiają rachunek„Puls Biznesu” Samorządy znów się zadłużą.

02.04.2015 (IAR) – Gminy w całym kraju zatwierdzają podwyżki opłat za dostawę wody i odbiór ścieków, które w nowych taryfach podsuwają im spółki wodociągowe. O sprawie pisze Dziennik Gazeta Prawna.

Jak czytamy w nim, wiele podwyżek weszło w życie 1 kwietnia. Radnym nie przeszkadza to, że i tak płacimy niemało. Z ubiegłorocznych danych firmy doradczej EY wynika, że rocznie jest to 2 procent domowego budżetu. Dla porównania: w Niemczech 0,8 procent, a w Grecji 0,2 procent.

Woda i ścieki to nie koniec. Wzrosły też opłaty za wywóz śmieci i komunikację miejską. Gminy zazwyczaj tłumaczą się niezbędnymi modernizacjami. UOKiK podejrzewa jednak, że w wielu przypadkach samorządy wykorzystują pozycję monopolisty.

Więcej w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Dziennik Gazeta Prawna”/vey/łp

podobne: Konsekwencje zadłużania – Rząd sięga po kolejne rezerwy. oraz: Likwidacja progu ostrożnościowego: „Zadłużeniowy szantaż” dla krótkookresowych korzyści.

14.04.2015 (IAR) – Nowe inwestycje i coraz większe dziury w budżecie. Ten rok przyniesie istotny, 12-procentowy wzrost zadłużenia samorządów w państwach naszego regionu. Tak wynika z badania agencji Standard&Poor’s, o którym pisze „Puls Biznesu”.

Jak czytamy w dzienniku, samorządy w tej części Europy czeka na pewno wzrost zadłużenia spółek komunalnych. Standard&Poor’s spodziewa się, że będzie ono wyższe o 6 procent i sięgnie 42,5 miliardów euro. Jest to spowodowane tym, że lokalne władze coraz więcej zadań inwestycyjnych zlecają własnym spółkom, co pozwala im uniknąć zaliczenia długu do nowego limitu zadłużenia.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Puls Biznesu/md/kry

podobne: Hulaj dusza piekła nie ma! Umorzenie dochodzenia nie musi być uzasadnione. Samorządy domagają się ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Za błędy urzędnika płaci ubezpieczyciel. i to: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. oraz: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu.

…co tu komentować. Klasyczny przykład (konsekwencja) wydawania cudzych pieniędzy.

„… Chodzi o przywrócenie ludziom władzy nad bogactwem, jakie swoją pracą wytwarzają, a z jakiej zostali podstępnie wyzuci przez Umiłowanych Przywódców pod pretekstem opieki. Jak zauważył nieżyjący już amerykański noblista Milton Friedman, mamy cztery sposoby wydawania pieniędzy. Pierwszy – kiedy wydajemy własne pieniądze na siebie samych. Wydajemy oszczędnie, a przede wszystkim – celowo, bo doskonale własne potrzeby znamy. Sposób drugi – kiedy wydajemy własne pieniądze na kogoś innego. Nadal wydajemy oszczędnie, ale już nie tak celowo, bo potrzeb tego innego człowieka nie znamy tak dobrze, jak własnych. Sposób trzeci – gdy wydajemy cudze pieniądze na nas samych. Nie liczymy się wtedy z kosztami, ale przynajmniej wydajemy celowo. I wreszcie sposób czwarty – gdy wydajemy cudze pieniądze na kogoś innego; ani oszczędnie, ani celowo, zwłaszcza gdy tych „innych” jest 38 milionów.

Państwo wydaje pieniądze w sposób trzeci i czwarty – bo nigdy nie ma własnych, tylko zawsze „cudze” tzn. – podatkowe…” (Stanisław Michalkiewicz)

2. cynik9: Rentowność polskiego długu w CHF ujemna. Gigantyczne koszty obsługi długu.

Awansowaliśmy do wąskiego grona emitentów długu z ujemną rentownością – pieją z zachwytu nad ministrem Szczurkiem media. Powodem piania ma być to że min. Szczurek dołożył ostatnio do polskiego zadłużenia zagranicznego blisko 2.5 miliarda złotych, sprzedając emisję rządowych krótkoterminowych obligacji we franku szwajcarskim. Obligacje musiały być chodliwe skoro rentowność sprzedanej emisji wyniosła ciut poniżej zera – minus 0.213% dokładnie. Oznacza to praktycznie że rząd zainkasuje o CHF3.7 mln więcej niż suma CHF580 mln którą będzie musiał zwrócić za 3 lata. Do tego nie będzie musiał płacić żadnych odsetek. Czy to dobrze czy źle?

Na powierzchni wygląda to na świetny deal. Min. Szczurek znalazł gdzieś grupę dzięciołów której opylił po fenomenalnie wysokiej cenie papier który prawdopodobnie za 3 lata warty będzie jedynie frakcję dzisiejszej ceny. Za te postrzyżyny dzięcioły w dodatku zdrowo mu płacą, a nie on im. Gdzie znalazł tylu? Tego nie wiemy. Pewne clue stanowi tu pewnie fakt że blisko połowę emisji nabyły podmioty polskie… 😉

Naszym zdaniem byłoby dużo lepiej gdyby min. Szczurek polski dług raczej redukował i tym się chwalił, zamiast wciągać naród w bagno jeszcze większego zadłużenia, nad parametrami którego nie ma w dodatku żadnej kontroli.(…) 

(…) czy negatywna rentowność obligacji w obcej walucie ma w tej sytuacji w ogóle jakieś znaczenie? Być może ma jedno – jest  kanarkiem w kopalni ostrzegającym przed nieuniknionym kolapsem. Negatywne rentowności oznaczają naszym zdaniem terminalną fazę mega bańki którą kończy się długa, sekularna hossa w długu suwerennym. W porównaniu do nadchodzącego kolapsu długu suwerennego kryzys 2008 wspominany będzie jako niedzielny piknik w parku.

Jeżeli minister Szczurek musiał nas bardziej zadłużać to pewnie lepiej że sprzedał dług dzięciołom drogo zamiast sprzedawać go tanio. Gorzej że sprzedał go w znacznej mierze dzięciołom polskim. Negatywne rentowności nie są jednak nigdy powodem do zadowolenia i nie są oznaką zdrowia. Są raczej symptomem choroby trawiącej system  i miernikiem obłędu inwestoriatu który nie kojarzy że mniej straci zaszywając po prostu franki szwajcarskie w siennik niż płacąc min. Szczurkowi za ich przechowanie. To dużo bezpieczniejsza opcja.

całość tu: twonuggets.com

podobne: Rabunek OFE nie pomógł, zadłużenie sektora finansów publ. wzrosło. Nierząd podniesie rządowi PKB. Na wojnie polsko-ruskiej zarobi Białoruś. oraz: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy. i to: Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach. Kondycja gospodarki Australii. Zatrudnienie w USA. Globalna prognoza ekonomiczna.

„Tylko w ubiegłym roku obsługa długu krajowego i zagranicznego pochłonęła 34,4 mld zł. W tym roku może być niestety gorzej. Wydana przez Ministerstwo Finansów broszura pt. „Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2015-2018” przewiduje, że w roku 2015 relacja kosztów obsługi długu do PKB wyniesie 1,8 proc. Jeśli wierzyć oficjalnym prognozom w 2015 roku polski PKB wyniesie ok. 550 mld USD, co licząc po kursie 3,70 zł daje nam 2 bln 35 mld zł. Wspomniane 1,8 proc. to 36,6 mld zł, czyli grubo ponad dwa miliardy złotych więcej niż wyniosły koszty obsługi długu w 2014 roku.

W kontekście powyższego warto odnotować, że zapadalność (czyli moment, kiedy dług należy oddać) w tym roku osiągnie aż 78,1 mld zł pożyczek i obligacji zaciągniętych w latach poprzednich. Uwzględniając dotychczasową politykę rządu polegającą na ciągłym rolowaniu zapadalnego długu (tj. zaciąganiu nowych pożyczek na poczet spłaty starych) niewykluczone, że ekipa Platformy pobije w tym roku rekord pod względem wysokości zaciągniętych długów, a tym samym jeszcze mocniej wyśrubuje koszty obsługi zadłużenia naszego kraju. Niestety za spłatę tych zobowiązań nie będą odpowiadali zaciągający je politycy lecz zwykli polscy podatnicy. Rząd będzie potrzebował coraz większej ilości pieniędzy, aby móc zaspokoić zagranicznych wierzycieli. W jaki sposób to uczyni? Nie inaczej jak tylko łupiąc Polaków fiskalnie jeszcze mocniej niż dotychczas. By żyło się lepiej!”

źródło: niewygodne.info.pl

podobne: FOR: dług publiczny to 250 proc. PKB; licznik długu znów na billboardach i to: Budżetowa ciuciubabka reaktywacja, czyli… Zadłużamy was dalej i co nam zrobicie?

3. „Nasz Dziennik” Państwo trzyma się za kieszeń„Puls Biznesu” Wojna o podatki„Puls Biznesu” Rząd nie lubi się dzielić z podatnikami„Nasz Dziennik” Fiskus łupi rodzinę.

20.04.2015 (IAR) – Prokuratura Generalna zniechęca ludzi ograbionych przez PRL do walki o zwrot swojego mienia – pisze „Nasz Dziennik”.

Jej szef Andrzej Seremet 10 kwietnia podpisał pismo, które wysłane zostało do wszystkich prokuratur. Zlecił w nim prokuratorom zainteresowanie się sygnałami o nieprawidłowościach w postępowaniach dotyczących restytucji mienia bądź uzyskania odszkodowań za mienie przejęte przez państwo po II wojnie światowej.

Zdaniem Andrzeja Seremeta, w całym kraju może dochodzić do patologii dotyczących reprywatyzacji. Zwraca też uwagę na brak ustawy, która regulowałaby zwrot przejętego mienia.

Z informacji Prokuratury Okręgowej w Warszawie wynika, że w ciągu ostatnich 2 lat zarejestrowano 30 postępowań wyjaśniających dotyczących restytucji mienia przejętego przez państwo w drodze nacjonalizacji lub wywłaszczenia.

Więcej o tym – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Nasz Dziennik”/vey/dyd

podobne: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. oraz: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta.

20.04.2015 (IAR) – Organ rządu przeciwko prezydenckiemu projektowi zmian w ordynacji podatkowej. O sprawie pisze „Puls Biznesu”. Chodzi o zaproponowane przez Bronisława Komorowskiego zmiany mające zwiększyć ochronę podatników przed fiskusem.

Jak czytamy w gazecie, pełniący pomocniczą rolę Stały Komitet Rady Ministrów zaakceptował dokument ostro krytykujący projekt i rekomendujący Radzie Ministrów zablokowanie nad nim prac w Sejmie. Komitet stwierdził, że propozycje są nieprecyzyjne, mogą powodować spory między podatnikami, a organami skarbowymi i uderzyć w dochody budżetu państwa oraz stanowić zagrożenie dla stabilności finansów publicznych.

Szef Pracodawców RP Andrzej Malinowski wyraził nadzieję, że Ewa Kopacz nie odrzuci zmian zaproponowanych przez głowę państwa. Dodał, że są one oczekiwane przez podatników, a premier przyznawała, że nie jest przeciwna wprowadzeniu rozstrzygania wątpliwości na korzyść obywateli.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Puls Biznesu”/vey/dyd

podobne: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. oraz: Polska gospodarka: Embargo nie zatrzymuje polskich owoców i warzyw (Rosja wylicza nam straty). Polski system podatkowy nieprzyjazny, państwo przegrywa z oszustami, tragiczna polityka surowcowa. Banki chcą by rząd dopłacał do ich zysków (KNF: to odsuwanie problemów w czasie), pieniądze ze SKOKów poza Kasą (będzie komisja śledcza?).

21.04.2015 (IAR) – Choć rząd ma pozytywne prognozy dla polskiej gospodarki i chce, by nasz kraj wyszedł z unijnej procedury nadmiernego deficytu, to nie planuje rychłej obniżki podatków. Pisze o tym wtorkowy „Puls Biznesu”.

Dziennikarze dotarli do szczegółów projektu programu konwergencji, który rząd musi przesłać do końca miesiąca do Brukseli. Wynika z niego, że minister finansów liczy na przyspieszenie tempa wzrostu PKB z obecnych 3,4 procent do 4 procent, ale dopiero za trzy lata. Mateusz Szczurek ma też nadzieję, że do 2018 roku dług publiczny spadnie do 49,1 procenta PKB, z 51,7 procenta w tym roku. Kilka dni temu minister zapowiedział, że będzie chciał uwolnić Polskę z unijnej procedury nadmiernego deficytu, która zabrania podejmowania działań obniżających dochody budżetu.

„Puls Biznesu” pisze, że ta procedura była do tej pory dla rządu wygodnym wytłumaczeniem, gdy wywoływany był temat obniżki podatków. Jak jednak wynika z programu konwergencji, tej w najbliższym czasie nie będzie. Ale są też plusy – nie wzrosną obciążenia dla branży tytoniowej i spirytusowej. Zyska też budżetówka, której rząd chce wreszcie odmrozić płace.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Puls Biznesu/md/kry

podobne: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków oraz: Szewczak o expose Kopacz: „obiecanki cacanki, a głupiemu radość”. Kosztowne obietnice wymagają POdjęcia działań blokujących odpływ kapitału do rajów podatkowych. polecam również: Jakub Wozinski: Nieczyste intencje chcących obniżać podatki

28.04.2015 (IAR) – Choć zrobili wszystko zgodnie z informacją uzyskaną od urzędnika i byli przekonani, że przysługuje im zwolnienie z podatku, to okazało się, że tak nie jest. Teraz muszą zapłacić kilkanaście tysięcy złotych. O fiskusie łupiącym rodzinę pisze „Nasz Dziennik”.

Gazeta opisuję historię małżeństwa z Krakowa, które najpierw kupiło małe mieszkanie, zaciągając kredyt. Później okazało się, że małżonkom potrzebne jest większe lokum. Mieszkanie sprzedali ze sporym zyskiem, by wkrótce kupić nowe. Z opinii uzyskanej w urzędzie skarbowym wynikało, że jeżeli wszystkie pieniądze ze sprzedaży przeznaczone zostaną na zakup nowego lokum, to małżeństwo zostanie zwolnione z obowiązku płacenia 19-procentowego podatku od dochodu.

Zgodnie z ustnym zapewnieniem urzędnika, pan Przemysław i jego żona wydali wszystkie pieniądze ze sprzedaży pierwszego mieszkania. Tymczasem po 5 latach skarbówka zmieniła sposób interpretacji przepisów. Nagle okazało się, że małżeństwo musi zapłacić zaległy podatek wraz z odsetkami – w sumie około 14 tysięcy złotych.

Więcej – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Nasz Dziennik/Siekaj

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz. oraz: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę

4. Innowacje muszą stać się udziałem MSPZwiązkowcy z „Polskiej Miedzi”bedą protestować w Warszawie

25.04.2015 (IAR) – Zbyt mało firm inwestuje w innowacje, badania i rozwój. Taka jest konkluzja raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości poświęconego innowacyjnej przedsiębiorczości.

Minister gospodarki zwrócił uwagę, że dziś zupełnie inaczej rozumiemy same innowacje. „Nie tak dawno jak w sektorze piekarniczym wymieniliśmy piec 25-letni na 5-letni to zaliczaliśmy do wielkiego efektu. Dzisiaj mówimy zupełnie o czymś innym” – stwierdził Janusz Piechociński. Wicepremier zauważył, że najbardziej innowacyjne są firmy o dużym kapitale. „Teraz trzeba wejść w sektor małych i średnich przedsiębiorstw, aby to u nich dokonał się postęp techniczno-technologiczny” – powiedział Janusz Piechociński. Dodał, że innowacyjność to także postawa, mentalność i proeksportowość.

Minister gospodarki przyznał, że na skutek problemów z eksportem na wschód zmniejszyła się liczba przedsiębiorstw sprzedających swoje produkty i usługi za granicą. To zdaniem Janusza Piechocińskiego przełożyło się również na mniejszą skłonność do inwestowania, zwłaszcza we wschodniej Polsce. Jak mówił wicepremier wśród małych i średnich firm w tym regionie utraciliśmy też potencjał chęć wychodzenia poza lokalny czy krajowy rynek.

IAR/Tomasz Marciniuk/jp

podobne: Lubowski: musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach. Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność”  oraz: Polska gospodarka: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie, chiński biznes zainteresowany polską żywnością. i to: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa.

…tak jest! Trzeba żeby państwo wejszło (najlepiej siłom) do sektora MŚP i ustawą nakazało innowacje (proponuję posadzić w każdej firmie urzędasa żeby tego pilnował) 😀 Tymczasem „przyjazna” polskiej przedsiębiorczości polityka rządu dokonuje dalszych „postępów” na polu jej wspierania (a tym samym „rozwoju” i opłacalności innowacyjności) tak że nawet taki potentat i perspektywiczna firma jak KGHM ma po dziurki w nosie państwowej troski o polski biznes (dość też wspomnieć o ostatnim przetargu na helikoptery dla wojska gdzie polski zakład ze Świdnika musiał obejść się smakiem)…

16.04.2015 (IAR) – Związkowcy z „Polskiej Miedzi” podejmują kolejną próbę walki z podatkiem od niektórych kopalin. Taką daninę największy dolnośląski koncern musi płacić jako jedyny w Polsce.

Chodzi o ponad 6 milionów złotych dziennie. Pojutrze z Lubina do Warszawy wyjedzie kilkaset osób, by przypomnieć rządowi, że poprzez taki wzrost kosztów, praca wielu oddziałów przestała być opłacalna – podkreśla Leszek Hajdacki, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego.

„Jedziemy w najbliższą sobotę do Warszawy, żeby przed ministerstwem skarbu i przed ministerstwem finansów powiedzieć, że się mylą, że powinni jeszcze raz rozpatrzyć problem i nie patrzeć w kategoriach bliskiego czasu, ale przyszłości całego regionu” – mówi związkowiec.

Reprezentanci załogi w Radzie Nadzorczej wystosowali specjalną petycję do ministrów: skarbu państwa i finansów. Pozostali członkowie Rady – odmówili złożenia podpisów pod dokumentem. Strona rządowa od początku obowiązywania podatku podkreśla, że wpływy z KGHM-u poprzez budżet centralny trafiają do biedniejszych regionów naszego kraju – głównie na wschodzie.

IAR/Legnica, Andrzej Andrzejewski/Radio Wrocław//moc/buch

podobne: „List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Koszt zaniechania prywatyzacji. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm. oraz: Polskie górnictwo węglowe to skansen i elektrownie go nie uratują. Podatek od srebra i miedzi dobija przemysł wydobywczy. Biurokracja największym wrogiem polskiej gospodarki. NIK o marnotrawstwie w Polskim Holdingu Obronnym.

źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Medycyna: obiecujący lek na raka pęcherza moczowego, pacjenci testują egzoszkielet, statyny kontra cholesterol. Nauka: Tani wynalazek zastąpi kosztowny mikroskop, grafenowe kamizelki kuloodporne.


1. Medycyna: Obiecujący lek na raka pęcherza moczowego. Pacjenci testują egzoszkielet. Statyny w leczeniu cholesterolu.

27.11.2014 (IAR) – Postęp w leczeniu raka pęcherza moczowego. Jak podaje tygodnik Nature /wym. NEJ-czer/ nowy, eksperymentalny lek, dał bardzo dobre rezultaty.

Specyfik wyprodukowany przez firmę Roche został podany 68 osobom z zaawansowanym rakiem pęcherza moczowego – dawano im sześć do ośmiu miesięcy życia. Zastosowany specyfik blokuje białko PD-L1, które pomaga nowotworom „ukrywać” się przed układem odpornościowym.

W wyniku eksperymentalnego leczenia u ponad połowy pacjentów ze stwierdzonym białkiem PD-L1 zaobserwowano oznaki zdrowienia; u dwóch chorych rak zniknął całkowicie. By lek był powszechnie dostępny potrzebne są kolejne, większe próby kliniczne.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/nyg

podobne: Unikalna metoda leczenia raka trzustki została wynaleziona przez 17-letnią Joannę Jurek. oraz: Odkrycie polskich naukowców: Białko z ludzkich włosów pomoże w leczeniu czerniaka.

polecam również: Burzyński – Rak to poważny biznes (Burzynski. Cancer is serious business)

28.11.2014 (IAR) – Dzięki niemu na nowo mogą uczyć się chodzić. Kolejni pacjenci w Polsce testują opracowany w Stanach Zjednoczonych egzoszkielet. Służy on rehabilitacji osób niepełnosprawnych ruchowo, na przykład ze stwardnieniem rozsianym czy z dystrofią mięśniową.

Sprzęt jest przypinany systemem pasków. Pozwala poszkodowanemu wstać a specjalny program steruje jego nogi. Skuteczność egzoszkieletu bada się teraz między innymi w Centrum Rehabilitacji „Tukan” w Łabowej koło Nowego Sącza. Korzysta z niego 77 -letnia Zofia Noga, która jest po udarze mózgu i ma niedowład lewej części ciała. W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową mówi, że jest bardzo zadowolona. Mogła wreszcie wstać z wózka inwalidzkiego.

Rehabilitant Adrian Michalik dodaje, że egzoszkielet umożliwia naturalne poruszanie się pacjenta. Jak tłumaczy sprzęt służy przede wszystkim do ponownej nauki chodzenia ale jest też przydatny dla pacjentów z uszkodzonym rdzeniem kręgowym bo pomaga zachować siłę mięśni i ruchomość w stawach. Ordynator Stacjonarnego Oddziału Rehabilitacji Neurologicznej lekarz Mirosław Rodak jest przekonany, że sprzęt mógłby poprawić skuteczność leczenia i pomóc szybciej wrócić choremu do sprawności ruchowej.

Egzoszkielet jest testowany w różnych placówkach od marca. Realizatorem projektu, który pozwala go przetestować w wielu miastach w Polsce jest gliwicka firma Technomex. Nie wiadomo, kiedy trafi na stałe do ośrodków rehabilitacyjnych. Główną barierą są koszty. Jego cena to około 150 tysięcy dolarów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Monika Chrobak/zr

podobne: Nauka/medycyna: Polsko-brytyjski przełom w neurochirurgii. Wrocławscy lekarze postawili na nogi sparaliżowanego mężczyznę. Francja: Obiecujące badania naukowców w walce z zanikiem mięśni.

„…jednym z największych osiągnięć kardiologii ostatnich 25 lat jest zastosowanie statyn…” – to słowa jednego z najwybitniejszych żyjących kardiologów na świecie, prof. Eugena Braunwalda. Statyny stosuje się w ciężkich przypadkach hipercholesterolemii (hipercholesterolemia rodzinna). Są skuteczne w leczeniu wtórnych zaburzeń lipidowych u chorych na cukrzycę, z zespołem nerczycowym czy po transplantacji narządów. Sprzedaż statyn wzrasta z roku na rok a w Wlk. Brytanii simwastatyna w dawce 10 mg jest nawet sprzedawana bez recepty. Być może już w niedalekiej przyszłości będziemy profilaktycznie łykać statyny niczym witaminę C.

W Polsce choroby sercowo – naczyniowe są odpowiedzialne za 46% ogółu zgonów spośród chorób niezakaźnych (dane na 2011 rok). Choroby układu krążenia to 17 mln zgonów rocznie w skali światowej.

a zaczęło się gdy…

ponad 100 lat temu niemiecki patolog  Rudolf Virchow odkrył że w ścianach naczyń osób zmarłych  ,, na serce” znajdują się duże złogi cholesterolu.

Badanie INTERHEART przeprowadzone w 52 krajach sklasyfikowało zaburzenia lipidowe jako główny czynnik prowadzący do zawałów serca. W 2011 roku podwyższony poziom cholesterolu wykryto u 61% kobiet i mężczyzn w przedziale wiekowym 18 – 79 lat. Prawie 2 – krotnie częściej zaburzenia lipidowe występują u osób >60 r.ż. niż u osób młodszych.

Mechanizm działania statyn.

Statyny działają w wątrobie. Zmniejszają syntezę ,,złego” cholesterolu (LDL) i trójglicerydów (TG) w komórkach wątrobowych (hepatocytach). Zwiększają natomiast poziom ,,dobrego” cholesterolu HDL (lipoproteiny o dużej gęstości). Wydalane są głównie z kałem i w mniejszym stopniu z moczem. Zaprzestanie przyjmowania statyn prowadzi do powrotu stężenia cholesterolu do wartości przed leczeniem. Statyny powinny być przyjmowane wieczorem, ponieważ największa produkcja cholesterolu następuje w godzinach nocnych…”

całość tu: zobaczzrozum.wordpress.com

podobne: Joanna Blythman: Wszystko, co mówiono ci o zdrowym odżywianiu, to bzdury

2. Nauka: Tani wynalazek zastąpi kosztowny mikroskopGrafenowe kamizelki kuloodporne

25.11.2014 (IAR) – Brytyjski student poszedł po rozum do głowy i jednym wynalazkiem zaoszczędził równowartość pół miliona złotych. Adam Lynch w prosty sposób zaadaptował prymitywny mikroskop tak, by dawał on obraz porównywalny ze sprzętem najwyższej klasy.

W trakcie studiów doktoranckich na Uniwersytecie Brunela, Lynch zorientował się, że jeśli odwróci tani mikroskop, to zobaczy detale, jakie dawałby mikroskop za sto tysięcy funtów. W rozmowie z BBC tłumaczył: „Potrzeba matką wynalazku. Chciałem badać ruch komórek. Ma to duże znaczenie na przykład przy ustalaniu własności komórek odpornościowych”.

Adam Lynch kupił trzy mikroskopy, odwrócił je do góry nogami, zmienił światło i zastosował specjalny, napisany od początku program komputerowy. Wszystko kosztowało go 160 funtów. To ponad sześćset razy mniej niż koszt potrzebnego do takich badań mikroskopu z górnej półki. Doktorant mówi, że nie ma zamiaru patentować swego wynalazku: chce oddać go ludzkości za darmo.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/zr

podobne: Brytyjscy naukowcy opatentowali nowy sposób wytwarzania niezwykle cienkich ekranów wysokiej rozdzielczości.

29.11.2014 (IAR) – Nowoczesny materiał – grafen – może być wykorzystany do produkcji kamizelek kuloodpornych. Tak twierdzą amerykańscy naukowcy, których publikację zamieszcza tygodnik„Science” /wym. SA-jens/.

Cieniutkie jakatom warstwy grafenu mogą być lepsze od stali, jeśli chodzi o pochłanianie energii silnych uderzeń. Wskazują na to wyniki eksperymentów. Podczas testów naukowcy z Uniwersytetu Massachusetts strzelali „mikronabojami” w płachty grafenu. Byłyone ułożone warstwowo – od dziesięciu do stu takich warstw na raz. Okazało się, że grafen wytrzymywał nawet dziesięciokrotnie większą energię niż stal. Mikronaboje pozostawiały jednak duże dziury, dlatego naukowcy mówią, że nowoczesne kamizelki kuloodporne powinny też zawierać jakiś dodatkowy materiał kompozytowy. Zdaniem ekspertów grafen to materiał przyszłości: jest elastyczny, wytrzymały i przewodzi prąd. Może zrewolucjonizować elektronikę i inne technologie.

InformacyjnaAgencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/mg

podobne: Nauka: Sztuczne mięśnie żyją i działają. Polski grafen – duże pieniądze na technologię przyszłości. oraz:  Naukowcy z AGH opracowują nowatorski materiał z wykorzystaniem grafenu.

źródło: stooq.pl

Inteligencja, Rozum, Tryby, nauka

Wskaźnik ZEW dla polskiej gospodarki w dół. Niższy od oczekiwanego odczyt PP wskazuje na spadek PKB. Polska może pozostać zagłębiem taniej siły roboczej.


1. Wskaźnik ZEW dla Polski spadł o 16,4 pkt m/m do 25,0 pkt w lipcu.

Warszawa, 17.07.2014 (ISBnews) – Wskaźnik oczekiwań dotyczących polskiej gospodarki spadł o 16,4 pkt m/m do 25,0 pkt w lipcu, podały Europejskie Centrum Badań nad Gospodarką w Mannheim (ZEW) i Erste Group w komunikacie.

Wskaźnik ocen sytuacji bieżącej spadł także o 16,4 pkt w ujęciu miesięcznym i wyniósł 30,3 pkt.

Wskaźnik oczekiwań dla Europy Środkowo-Wschodniej wraz z Turcją spadł w tym czasie o 9,8 pkt do 27,3 pkt, zaś wskaźnik ocen zmniejszył się o 14,3 pkt do poziomu -0,1 pkt, podano także.

(ISBnews)

podobne: Polska gospodarka – Optymistyczne prognozy NBP.

2. Słabe dane o produkcji przemysłowej.

17.07.2014 (IAR) – Najgorsze od ponad roku dane o produkcji przemysłowej. Główny Urząd Statystyczny podał, że produkcja wzrosła w czerwcu o 1,7 procent rok do roku. Eksperci spodziewali się wzrostu na poziomie około 4 procent.

Główny ekonomista banku Societe Generale Jarosław Janecki uważa, że słabszy wynik to efekt między innymi pogorszenia sytuacji w gospodarce europejskiej. Jak wyjaśnia – mniejsze zamówienia, między innymi z Niemiec, przekładają się na sytuację rodzimych przedsiębiorców.

Ekonomista ocenia, że w tej chwili trudno powiedzieć, jak długo potrwa spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego. Może się okazać, że działania Europejskiego Banku Centralnego wkrótce poprawią sytuację w Unii Europejskiej, a zwłaszcza w strefie euro.

Jarosław Janecki uważa, że jeśli kolejne dane gospodarcze będą się również okazywały gorsze od oczekiwań, Rada Polityk Pieniężnej może się zdecydować obniżyć stopy procentowe.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Arkadiusz Augustyniak/ab

podobne: Wskaźnik Dobrobytu, Produkcja Przemysłowa. Słabe wyniki górnictwa – Zarząd KW wstrzyma wydobycie.

3. Dane o produkcji potwierdzają, że wzrost PKB w II kw. był niższy wg analityków.

Warszawa, 17.07.2014 (ISBnews) – Rozczarowujące dane o produkcji przemysłowej za czerwiec – których zapowiedzią były jednak niezbyt optymistyczny poziom wskaźnika PMI oraz wskaźnika koniunktury gospodarczej GUS – potwierdzają, że II kw. tego roku przyniósł niższy wzrost PKB niż 3,4% r/r odnotowane w I kw., uważają analitycy.

Ekonomiści liczą jednak, że kolejne miesiące przyniosą przynajmniej poprawę tempa wzrostu produkcji o kilka pkt proc. Wskazują przy tym, że coraz większą rolę będzie odgrywał popyt wewnętrzny, zaś eksporterzy mogą liczyć na stabilnego złotego.

Ogółem produkcja sprzedana przemysłu zwiększyła się w poprzednim miesiącu o 1,7% r/r (wobec oczekiwanego wzrostu średnio o 3,5%). Produkcja przedsiębiorstw budowlanych wzrosła o 8,0% r/r (oczekiwano wzrostu średnio o 7,3%).

W stosunku do czerwca ub. roku wzrost produkcji sprzedanej odnotowano w 20 (spośród 34) działach przemysłu. GUS zwraca uwagę, że w większości z nich wzrost ten był jednak wolniejszy od notowanego przed miesiącem, co mogło być związane z osłabieniem dynamiki sprzedaży produkcji przemysłowej na eksport.(…)

Poniżej przedstawiamy najciekawsze wypowiedzi ekonomistów in extenso:

Produkcja przemysłowa w czerwcu zaskoczyła na minus notując wzrost znacznie poniżej prognoz rynkowych. Słabe wyniki w sektorze górniczym to jeden z elementów oddziałujących negatywnie na wynik produkcji ogółem. Od początku br. produkcja w górnictwie liczona na bazie rocznej notuje ujemne poziomy i tak było również w czerwcu. Kluczowe znaczenie dla potrzymania pozytywnych tendencji mają wyniki sektorów produkujących na eksport. Z opublikowanych danych wynika, że produkcja w tych działach utrzymuje wyższą dynamikę wzrostu niż produkcja ogółem. Na dynamikę produkcji w czerwcu negatywnie oddziaływał również niekorzystny układ dni roboczych wynikający z faktu, iż w czerwcu br. mieliśmy o jeden dzień mniej niż miesiąc wcześniej. Na słabszy odczyt wskazywały również spadających wskaźnikach koniunktury (PMI, wskaźnik koniunktury gospodarczej GUS). Zarówno wskaźnik diagnozy bieżącej sytuacji, jak i prognozujący przyszłą produkcje zanotował gorsze wynik niż w maju br. Średnia produkcja po trzech miesiącach br. wyniosła 3,9 proc., jednoznacznie sygnalizując, naszym zdaniem, wyhamowanie tempa wzrostu gospodarczego w II kw. br.W miesiącach wakacyjnych spodziewamy się dodatnich dynamik wzrostu dynamiki produkcji rzędu 3-6 procent, a pewnego osłabienia oczekujemy w kolejnych dwóch miesiącach. Budownictwu nie sprzyjają już efekty pogodowe, a w czerwcu nie sprzyjały również efekty kalendarzowe. Na pewną poprawę sytuacji w budownictwie wskazują również dane o wzroście zatrudnienia w tym sektorze notowane od kwietnia tego roku, aczkolwiek skala tego przyrostu jest niższa niż przed rokiem. Dane te wpisują się w scenariusz stopniowego wzrostu aktywności gospodarczej” – główny ekonomista BPS TFI Krzysztof Wołowicz

„Spodziewamy się poprawy danych o produkcji przemysłowej w kolejnych miesiącach. Szacujemy, że coraz ważniejszą rolę we wzroście aktywności sektora przemysłowego będzie odgrywał sektor krajowy przy odbudowie wzrostu zamówień z rynków eksportowych. Ponadto, kurs walutowy pozostaje stabilny, co wspiera konkurencyjność sprzedaży zagranicznej. Wśród ważnych zagrożeń dla dynamicznej poprawy sytuacji w sektorze należy wymienić przede wszystkim nasilający się konflikt ukraińsko-rosyjski i ewentualne jego reperkusje w postaci ograniczeń w handlu zagranicznym. W tym kontekście ważna będzie odpowiedź Rosji na ostatnie zaostrzenie sankcji ze strony Zachodu. Dla kształtowania się przyszłych zamówień eksportowych istotne są także dane o produkcji w przemyśle niemieckim, które w ostatnim czasie nie dają powodów do optymizmu. Inflacja PPI wyniosła w czerwcu 0,0% m/m i -1,7% r/r wobec -0,2% m/m i -1,0% r/r w maju. W przetwórstwie przemysłowym ceny spadły o 1,9% r/r wobec spadku o 1,0% r/r miesiąc wcześniej, a w górnictwie o 5,4% r/r wobec spadku o 6,1% r/r w maju. Silny spadek inflacji PPI w ujęciu r/r jest efektem wysokiej ubiegłorocznej bazy. Niska inflacja w sektorze przetwórczym wskazuje, że popyt w sektorze nie stwarza problemu niedoboru wolnych mocy produkcyjnych. W kontekście polityki pieniężnej, podtrzymujemy nasz scenariusz stabilizacji stóp procentowych na obecnym poziomie aż do połowy przyszłego roku” – analityk Banku Pekao Wojciech Matysiak

„Wcześniejsze badania koniunktury (zarówno prowadzone przez GUS jak i indeks PMI) sugerowały, że czerwiec był miesiącem pogorszenia aktywności w przemyśle, jednak takiej skali spowolnienia trudno było oczekiwać. Można by sądzić, że sygnalizowane już od kilku tygodni osłabienie popytu, przede wszystkim zagranicznego, zebrało swoje żniwo. Jednak naszym zdaniem negatywny odbiór danych praktycznie niwelują dwa czynniki. Po pierwsze, do spadku dynamiki w przemyśle przyczyniły się istotnie spadki w górnictwie, a samo przetwórstwo przemysłowe wygląda nieco lepiej. Po drugie i ważniejsze, dane po wyeliminowaniu wahań sezonowych wskazują na wzrost produkcji o 0,4 proc. rdr w porównaniu z majem oraz o 2,1 proc. rdr (czyli w stopniu zbliżonym do zanotowanego przed miesiącem, 2,5 proc. rdr). Ponieważ to dane odsezonowane w lepszym stopniu pokazują fundamentalne tendencje, opublikowane dziś dane oceniamy jako neutralne, pokazujące stabilizację tempa wzrostu (podobne wnioski można wyciągnąć także z danych dla sektora budowlanego). Sądzimy, że dane będą neutralne dla RPP, jednak uwaga rynków skupi się na spadku nieodsezonowanej dynamiki produkcji (i negatywnej niespodziance), co przyczyni się do wzrostu oczekiwań na cięcie stóp” – główny ekonomista Banku BGK Tomasz Kaczor

„Na słabsze wyniki produkcji w czerwcu mogły mieć częściowo wpływ czynniki sezonowe, ponieważ spowolnienie wzrostu po ich wyeliminowaniu było mniejsze niż w przypadku ogólnego wskaźnika. Podobnie jak w poprzednich miesiącach negatywny wpływ na wyniki przemysłu miały spadki produkcji w sekcji górnictwa i wydobycia oraz wytwarzania i zaopatrywania w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę. Wyraźnie spowolniła także produkcja w przetwórstwie przemysłowym, gdzie wzrost wyniósł 2,1% r/r wobec 5,7% r/r miesiąc wcześniej. Spadła też liczba branż, które zanotowały wzrost produkcji w czerwcu i wyniosła 20 wobec 27 przed miesiącem. Wciąż dynamiczne wzrosty notowały branże o dużym udziałem eksportu, jednak również w ich przypadku nastąpiło wyhamowanie wzrostów. Wyhamowała też dynamika produkcji budowlano montażowej, która wyniosła w czerwcu 8,0% r/r wobec 10,0% r/r w maju. Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym wzrost produkcji budowlano-montażowej wyniósł 8,7% r/r i przyspieszył z 8,3% r/r w maju. W stosunku do czerwca ub. roku wzrost zrealizowanych robót odnotowano w jednostkach wykonujących głównie roboty związane z budową obiektów inżynierii lądowej i wodnej i roboty budowlane specjalistyczne. W przedsiębiorstwach zajmujących się wznoszeniem budynków wystąpił spadek produkcji o 12,1% r/r. Wciąż nie ma presji cenowej na poziomie producentów. Roczny spadek cen produkcji wyniósł w czerwcu 1,7% wobec 1,0% r/r w maju, choć był mniejszy niż nasz szacunek. Utrzymywanie się deflacji cen produkcji wynika z sytuacji na rynkach surowcowych oraz dużej konkurencyjności na ryku wyrobów gotowych. Kondycja przemysłu w czerwcu była słabsza niż oczekiwano i wskazują na słabsze wyniki całego drugiego kwartału w stosunku do pierwszych trzech miesięcy tego roku. Wyhamowanie wzrostów w przemyśle wiązać się może z wyhamowaniem wzrostu gospodarczego w Niemczech, choć warto zwrócić uwagę, że spadki indeksu PMI w Polsce były w ostatnich miesiącach głębsze niż w Niemczech. Biorąc pod uwagę odbudowę popytu krajowego w Polsce, taka rozbieżność wydaje się nieuzasadniona, stąd pogorszenie wzrostu przemysłu może okazać się przejściowe. Dzisiejsze dane zwiększą rynkowe oczekiwania na obniżki stóp procentowych, jednak wyniki jednego miesiąca nie muszą zmienić optyki RPP. dopiero trwałe sygnały spowolnienia wzrostu gospodarczego mogą przekonać Radę do cięcia stóp procentowych” – ekonomiści Banku Millennium

„Produkcja przemysłowa wzrosła w czerwcu o zaledwie 1,7% r/r, co było znacząco poniżej naszej prognozy (4,4%) i konsensusu rynkowego (4%). Wynik sektora budowlano-montażowego nie zaskoczył – wzrost o 8% r/r. Oznacza to, że średni wzrost produkcji przemysłowej w ostatnich trzech miesiącach był o ok. 1 pkt proc. poniżej wyniku z I kwartału. Z drugiej strony, wyniki w sektorze budowlanym w drugim kwartale nieco się poprawiły. Wciąż czekamy na wyniki czerwcowej sprzedaży detalicznej, jednak wszystko wskazuje na to, że drugi kwartał pokaże niższą dynamikę PKB. Naszym zdaniem, wciąż utrzyma się ona powyżej 3%. Nie zmieniamy naszej prognozy, że RPP utrzyma stopy procentowe bez zmian przez dłuższy czas. Głównym ryzykiem dla takiego scenariusza byłaby kontynuacja spowolnienia gospodarki w III kwartale, czego nie oczekujemy” – ekonomiści Banku Zachodniego WBK

(ISBnews)

podobne: Koniunktura w przemyśle: Gorzej niż przed miesiącem i przed rokiem

4. Polska może pozostać zagłębiem taniej siły roboczej.

17.07.2014 (IAR) – Bez poważnych inwestycji Polska może pozostać zagłębiem taniej siły roboczej. Z raportu firmy doradczej Deloitte wynika, że ponad połowa polskich firm planuje zwiększyć wydatki na badania i rozwój. Jednak potrzeby są znacznie większe, jeśli rodzime firmy chcą skutecznie konkurować na rynku międzynarodowym.

Magdalena Burnat-Mikosz z Deloitte wyjaśnia, że niskie koszty pracy będą ważnym atutem Polski jeszcze przez pięć lat. Jednak chcąc utrzymać konkurencyjność, trzeba w coraz większym stopniu opierać gospodarkę na wiedzy. Magdalena Burnat-Mikosz podkreśla, że wydatki na badania i rozwój to nie tylko inwestycje, które kończą się opatentowaniem wynalazków. Chodzi także na przykład o poprawę jakości oferowanych usług, czy wprowadzanie na rynek nowych produktów.

Autorzy raportu wskazują, że w Polsce dwie trzecie pieniędzy wydawanych na badania i rozwój pochodzi z sektora publicznego. Prywatni przedsiębiorcy skarżą się na brak zachęt, na przykład podatkowych lub w formie dotacji.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Arkadiusz Augustyniak/ab

podobne: Lubowski: musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach. Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność” oraz: Polska gospodarka – co się opłaca a co nie. polecam również: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty.

źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną.


18.05. Warszawa (PAP) – Startując praktycznie od zera, Polska ma szansę na zbudowanie jednego z najnowocześniejszych systemów energetyki rozproszonej, prosumenckiej – ocenia prezes Banku Ochrony Środowiska Mariusz Klimczak. Według niego przełomem będzie przyjęcie ustawy o OZE.

Należący w większości do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej BOŚ oferuje różne typy produktów, np. preferencyjne kredyty czy finansowanie z dopłatami z NFOŚ na przedsięwzięcia związane z szeroko pojętą polityką ochrony środowiska.

„Czytelna sytuacja prawna pozwoli na szybkie wprowadzanie najnowszych rozwiązań, da też impuls do rozwoju rodzimego biznesu w obszarze mikroźródeł. Dlatego konieczne jest jak najszybsze domknięcie regulacji prawnych, uchwalenie ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE)” – powiedział PAP Klimczak.

Projekt ustawy został już przyjęty przez rząd, który zakłada, że prawo wejdzie w życie z początkiem 2015 r.

Zdaniem Klimczaka, rozwój rynku prosumenta, czyli tysięcy gospodarstw domowych wytwarzających energię zarówno elektryczną, jak i cieplną z odnawialnych źródeł, daje szansę na stworzenie jednego z najnowocześniejszych systemów energetycznych w Europie.

„Zaczynając niemal od zera, możemy skorzystać z doświadczeń innych krajów, które postawiły na mikroźródła już kilka lat temu. Jednocześnie implementując najnowsze rozwiązania znajdziemy się w czołówce krajów wyznaczających trendy w zielonej energetyce” – podkreślił Klimczak.

„Nie ma innej drogi – zielona energetyka będzie się rozwijać, w tym również ta mała, prosumencka. I to na masową skalę” – ocenił prezes BOŚ. Według niego wraz z rozwojem rynku fotowoltaiki ceny technologii odnawialnych będą spadać, co doprowadzi do przebudowy rynku energetycznego, na którym przyłączenie się do sieci w dzisiejszym rozumieniu tego słowa nie będzie już jedynym rozwiązaniem.

„Koncerny energetyczne powinny wykorzystać ten moment i rozwijać kompetencje w zarządzaniu systemem rozproszonych mikroźródeł czy magazynowaniem energii w nich wytwarzanej. Już dziś trzeba myśleć o zmianie długofalowych strategii – przyniesie to korzyści dla firm energetycznych i całej polskiej gospodarki” – powiedział.

Również Sekretarz Generalny Społecznej Rady ds. Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej, prof. Krzysztof Żmijewski uważa, że projekt ustawy o OZE, mimo że ma pewne niedociągnięcia, generalnie oznacza początek rewolucji energetycznej w Polsce. Jego zdaniem projekt spełnia podstawowe przesłanki, aby prosumentów zaczęło szybko przybywać – gwarantuje opłacalność przy produkcji energii na własne potrzeby i możliwości techniczne przyłączenia do sieci.

Prof. Żmijewski zwraca m.in. uwagę na rozliczanie prosumentów z oddanej do sieci i zużytej energii za pomocą Net Meteringu, czyli na podstawie jej bilansu w określonym czasie. „Bez znaczenia, czy Net Metering jest półroczny, czy kwartalny. Dzięki rozliczaniu bilansowemu daje możliwość +magazynowania+ energii w sieci” – powiedział PAP Żmijewski. Jak dodał, z punktu widzenia znakomitej części społeczeństwa Net Metering jest rozwiązaniem tańszym niż inne.

Prof. Żmijewski ocenił też, że na podstawie proponowanych w projekcie przepisów najbardziej opłacalny model to konsumpcja własna 100 proc. produkowanej energii, co jednak jest praktycznie niemożliwe. „Ale już bardziej realny model konsumowania 70 proc. własnej produkcji i magazynowania pozostałych 30 proc. w sieci jest też bardzo opłacalny. Nieopłacalna jest natomiast produkcja wyłącznie na sprzedaż do sieci” – podkreślił.

Zdaniem prezesa Klimczaka Polacy w krótkim czasie przekonają się do OZE, a jednym z argumentów będą korzyści finansowe – uniezależnienie się, choćby częściowe, od rosnących cen energii. Podkreślił, że już dziś BOŚ – zgodnie ze swoją misją – promuje mikroinstalacje OZE, na przykład za pomocą produktu BOŚ EKO System, który – jak zaznaczył – umożliwia „radykalne” ograniczenie kosztów ogrzewania w domach.

Klimczak podkreślił, że oferta BOŚ nie ogranicza się tylko do samego sfinansowania zakupu instalacji, ale bank pomaga dobrać stosownie do potrzeb klienta odpowiednią kombinację paneli i kolektorów słonecznych oraz pompy ciepła, co ma zasadnicze znaczenie dla opłacalności. Zapewnia też montaż i serwis. (PAP)

wkr/ pad/ gma/                                                         …źródło: stooq.pl

podobne: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa  oraz: Nauka: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

polecam również: MFW: subsydiowanie energii ma bardzo poważne negatywne skutki

a także: Małe reaktory jądrowe (SMR)

Lubowski: musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach. Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność”


01.05. Warszawa (PAP) – Polska po akcesji do UE dokonała gigantycznego postępu, nieźle wydaliśmy też unijne pieniądze, teraz trzeba pomyśleć o tym, co zrobić, gdy wyschnie strumień europejskich funduszy; musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach – mówi ekonomista Andrzej Lubowski.

Zdaniem Lubowskiego o ile przebieg transformacji ustrojowej może budzić u niektórych zastrzeżenia, to akcesja bez wątpienia była ogromnym sukcesem.

„Sądzę, że w świadomości społecznej nie łączymy w wystarczającym stopniu gigantycznego postępu, jaki się dokonał w ostatnim dziesięcioleciu z faktem, że do Polski nadeszły ogromne pieniądze unijne” – uważa Lubowski.

Podkreślił, że nowe polskie drogi, czy oczyszczalnie ścieków w dużym stopniu sfinansowano przez podatników zachodnioeuropejskich. „Myślę, że te pieniądze wykorzystaliśmy w sumie nieźle. Wszystko zawsze można zrobić lepiej – zwłaszcza oceniając sprawy po fakcie. Ale dziś o wiele ważniejsze, niż spory o ocenę przeszłości jest myślenie o tym, co dalej – co robić, gdy wiemy, że bardzo wartki w ostatnich latach strumień pieniędzy unijnych mocno przyschnie” – zaznaczył.

Lubowski podkreśla, że mimo wielu zmian w Polsce ciągle hamuje nas niesprawne sądownictwo i ociężała administracja. Że nieustannie gnębi nas „zmora biurokracji”, i że płacimy wysoki rachunek za brak symbiozy nauki z biznesem. „Wleczemy się w unijnym ogonie, jeśli chodzi o udział wydatków na badania i rozwój. Wprawdzie przewiduje się, że ten udział wyraźnie skoczy do 2020 r., ale niewiele to zmieni, jeśli będziemy pieniądze wydawać źle – na parki przemysłowe, które stoją puste, na sprzęt, który jest nieużywany itd.” – wyliczał.

Przypomniał, że nawet wówczas, gdy powstają u nas nowe przełomowe technologie, takie jak niebieski laser (używany do odtwarzania filmów blu ray) czy metoda produkcji taniego grafenu (materiału przyszłości, który jest lekki i wytrzymały), nie znaleźliśmy sposobu, aby na tych wynalazkach zarabiać. „Jesteśmy wyjątkowo niesprawni w komercjalizacji tego, co stworzyliśmy” – ocenił.

Jego zdaniem może to wynikać po części z braków kompetencyjnych. I dodaje: „Jeśli ściągamy zagranicznych ekspertów do trenowania naszych piłkarzy, siatkarzy czy biegaczy narciarskich, to znaczy, że w kraju ich brakuje. Dlaczego nie sięgniemy po obce talenty, ludzi z doświadczeniem, sukcesami, znajomością rynków światowych, gdy gra toczy się o znacznie wyższą stawkę, bo o komercjalizację naszych wynalazków”.

Lubowski uważa, że Polska powinna podpatrywać rozwiązania dotyczące wielu sfer życia, jakie sprawdzają się dobrze w innych krajach. „Większość problemów i wyzwań, z jakimi mamy do czynienia, czy to jest reforma systemu emerytalnego, pijaństwo na drogach, partnerstwo publiczno-prywatne, czy telewizja publiczna, zostało rozwiązane w innych krajach” – zwrócił uwagę.

Andrzej Lubowski – ekonomista, mieszka od lat 80. w Stanach Zjednoczonych. Pracował na kierowniczych stanowiskach w wielkich globalnych korporacjach m.in. Citibanku. Jest autorem książki „Świat 2040. Czy Zachód musi przegrać?”.

Krzysztof Strzępka (PAP)                 …źródło: stooq.pl

„Sądzę, że w świadomości społecznej nie łączymy w wystarczającym stopniu gigantycznego postępu, jaki się dokonał w ostatnim dziesięcioleciu z faktem, że do Polski nadeszły ogromne pieniądze unijne” mówi Lubowski. Ależ łączymy to w wystarczającym stopniu Panie Lubowski (ekonomisto 😛 ). Propaganda sączona codziennie z prasy i telewizji do głów biednych ludzi skutecznie zakodowała ten „sukces” jako „unijny”. Popytaj Pan ludzi na ulicach a każdy Panu powie że „to unia dała, unia wybudowała” i że w ogóle „wszystko dzięki unii, nic bez unii”. Problem jest taki, że to jest zakłamywanie rzeczywistości bo Unia nie ma swoich pieniędzy. To co zrobiono w Polsce „za unijne pieniądze” (już bez wnikania w jaki sposób i z jakim skutkiem finansowym) nie

rys.  Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

ma nic wspólnego z unią! Biedni ludzie nie wiedzą, że budowali za swoje pieniądze, które wyssane z ich kieszeni w postaci podatków i uszczuplone znacznie po przejściu przez łańcuszek decyzyjny (karmiąc po drodze rzesze urzędników – również w UE), wróciły do kraju z którego wypłynęły – by zostać wydane. A w jaki sposób to już Pan sam słusznie zauważa – nie na to co napędza gospodarkę i stwarza przewagę na rynku globalnym (czyli nowoczesne technologie i ich komercjalizacja)…. Ładny rysunek jest na ten temat 🙂  (a nawet dwa)…

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Przyjrzyjmy się jednak tej innowacyjności za „unijne pieniądze” której się tak domaga Pan Lubowski zwany ekonomistą

Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność” (fragment):

te wieloletnie pranie mózgu i propaganda „innowacyjności” służyła wyłącznie jednemu – skokowi na kasę podatnika.

Beznadziejni pszenno-buraczani polscy przedsiębiorcy nie raczą płacić różnym profesorom za nic, żądają konkretów i ich wręcz wulgarnego zastosowania komercyjnego, a przecież wiadomo, że ważna jest tylko „czysta nauka”, badania podstawowe i innowacyjność. A polskich naukowców „szukanie dochodów rynkowych upokarza” i jest „uwłaczające”, jak to otwarcie przyznał jeden z polityków – naukowców.

Jeśli przedsiębiorca-cham nie chce dawać, bo nie rozumie innowacyjności bez efektu, to trzeba haracz wydusić na podatniku. Nie chce płacić cham dobrowolnie za nasze pisane przez studentów „badania i analizy”, to zapłaci pod przymusem państwowym, jak podatnik!

Z głębokim żalem zawiadamiam, że się udało.

Tylko na stworzenie technologii wydobycia łupków ma pójść 1 mld złotych. Po co wydawać 1 mld złotych pieniędzy podatnika, na coś co już dawno jest wymyślone, jako prosty przedsiębiorca nie umiem pojąć. Chyba, żeby to zrozumieć trzeba być profesorem.

Rząd – który również nie rozumie realnej gospodarki – dał się nabrać.

rys.  Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Na rynku nie brakuje pieniędzy. Jest ich wręcz nadmiar. Jestem przekonany, że na rzeczywiście innowacyjny projekt, można znaleźć pieniądze i nie jest to trudne. Polscy naukowcy jednak odmawiają podporządkowania się regułom rynkowym. Nie są w stanie niczego stworzyć za co ktokolwiek chciałby cokolwiek zapłacić – to robią skok na kasę podatnika, który to skok niczego nie rozumiejący rząd im właśnie podpisał.

Oczywiście są również polscy naukowcy, którzy pracują dla biznesu i opracowują dla niego różne rozwiązania i otrzymują za to pieniądze. Bo  ich rozwiązania są tego warte. Są jednak zbyt zajęci swoją pracą i nie mają czasu na bieganie po konferencjach rządowych, żeby propagować „innowacyjność”.

Przedsiębiorcy nie są idiotami i nie będą płacić za niekończące się „badania i analizy”, z których nic lub niewiele konkretnego wynika.  Rząd – pieniędzmi podatnika – postanowił płacić. A biedny polski podatnik dostał w zwielokrotnionym wymiarze na kark kolejną grupę, którą będzie musiał utrzymywać, innowacyjność jego mać.

całość tu: kazmierczak.tocowazne.pl

…tymczasem prawdziwie innowacyjni naukowcy pracują za granicą: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki. Między innymi dlatego że pieniądze wyrywane przedsiębiorcom pod szyldem „innowacyjności” są marnowane na jałowe projekty, bo państwo wie lepiej!

polecam również: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie, chiński biznes zainteresowany polską żywnością.

rys. Buch

rys. Buch

podobne: Nauka: Sztuczne mięśnie żyją i działają. Polski grafen – duże pieniądze na technologię przyszłości.

Polska gospodarka: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie, chiński biznes zainteresowany polską żywnością.


1. Deloitte wytyka, że Polska nie wspiera innowacji, jak inni w regionie

24.04. Warszawa (PAP) – Polska jest jednym z krajów o najmniej innowacyjnej gospodarce w Europie, jednak w przeciwieństwie do naszych sąsiadów, innowacyjni przedsiębiorcy nie mogą liczyć na żadne ulgi, czy krajowe programy wsparcia – wynika z raportu firmy Deloitte.

W niemal 40 państwach na świecie obok grantów, stosuje się zachęty podatkowe, by stymulować przedsiębiorców do projektów badawczo rozwojowych (B+R) – wynika z „Przeglądu zachęt na działalność B+R na świecie” Deloitte.

Sąsiedzi Polski nie oglądają się przy tym na środki unijne, nie szukają też wymówek w postaci konieczności zmniejszania wydatków budżetowych. Firmy, które realizują prace badawcze, mogą liczyć np. na ulgi w podatkach. W Polsce – jak wskazują nasi przedsiębiorcy – bardziej opłaca się sprawdzić z zagranicy gotowe, innowacyjne rozwiązanie, niż opracować je na miejscu. W tym pierwszym przypadku koszty można bowiem odliczyć od podatku, w tym drugim już nie.

Inaczej jest np. na Węgrzech, gdzie wydatki związane z B+R mogą być odjęte od podstawy opodatkowania CIT. Ulga w przypadku kosztów działalności badawczo-rozwojowej wynosi tam aż 200 proc. Zachętę w wysokości na wdrażanie projektów naukowo-badawczych mają też Czesi. W Chorwacji ulga ta wynosi od 175 do 250 proc., a na Litwie wprowadzono odliczenie o wartości 300 proc.

Od 1 lipca 2014 r. również na Łotwie zostanie wprowadzona ulga w wysokości 300 proc. na kwalifikowane koszty B+R obejmujące m.in. koszty pracy i płatności na rzecz instytucji badawczych oraz akredytowanych podmiotów testujących i certyfikujących wyniki tych prac.

„W 2014 roku do grona państw stosujących efektywne zachęty podatkowe na działalność B+R dołączy również Słowacja, a to oznacza, co może istotnie osłabić pozycję konkurencyjną Polski” – mówi cytowany w komunikacie Michał Turczyk, Dyrektor w dziale R&D and Government Incentives, Deloitte.

Deloitte zauważa, że polski rząd przyjął „Program Rozwoju Przedsiębiorstw do 2020 r.”, w którym pojawia się zapowiedź poprawy sytuacji przedsiębiorstw inwestujących w B+R. Chodzi o wprowadzenie nowej premii z tytułu prowadzenia projektów badawczo rozwojowych, w miejsce aktualnej, która faworyzuje nabycie praw do nowych rozwiązań opracowanych przez podmioty trzecie.

Analitycy podkreślają jednak, że założenia systemu nie są jeszcze znane, a wprowadzenie zmian w prawie będzie możliwe dopiero po tym, jak Polska wyjdzie z unijnej procedury nadmiernego deficytu, czyli najwcześniej w 2016 r. Do tego czasu minister finansów nie chce uszczuplać budżetu państwa przez nowe wydatki, ani też zmniejszać przychodów przez nowe ulgi, nawet proinnowacyjne.

Tymczasem, jak wskazuje Magdalena Burnat-Mikosz z Deloitte, granty udzielane są w trybie konkursów, na projekty nierozpoczęte, a zatem trudno założyć, że mogą być bezpiecznym źródłem finansowania ryzykownych przedsięwzięć firm. „Dlatego zachęty podatkowe są efektywniejsze w planowaniu długofalowym wzrostu opartego na nowej wiedzy” – oceniła.

Polska jest jednym z krajów o najmniej innowacyjnej gospodarce w Europie. Z ostatniego rankingu przygotowanego przez Komisję Europejską „Innovation Union Scoreboard” wynika, że niżej od nas spośród 28 krajów unijnych plasuje się jedynie Bułgaria, Łotwa i Rumunia.(PAP)

stk/ mhr/                                      

podobne: Śmieci przygniotły “nierząd”…i spadliśmy pod względem konkurencyjności.  oraz:  Raz w górę, raz w dół. Dwa rankingi o “wolności gospodarczej”. Komu wierzyć?

rys.  Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

…co tu komentować. „Czemuś biedny? Boś głupi” – tak najkrócej można określić politykę podatkową w naszym kraju która zasadza się na opodatkowaniu wszystkiego co tylko można. Bo chodź (nie)rząd tłumaczy się że nie ma pieniędzy na złagodzenie polityki podatkowej, to sam sobie pozwala na zwiększanie co i rusz deficytu, zawieszanie progów ostrożnościowych odnośnie długu, rabuje pieniądze z funduszy emerytalnych a wszytko po to żeby zmarnować te pieniądze w sposób zupełnie nieuzasadniony na swoją rozbuchaną (nie)działalność –  Marnotrawstwo i totalna głupota w Ministerstwie Pracy czyli… 49 milionów złotych na “portal dla bezdomnych”!. Prawda jest taka że rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę

polecam również: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i “karny podatek” Kaczyński

2. Ekspert; bezrobocie nadal wysokie.

24.04.2014 (IAR) – Polska żegna się z kryzysem, ale nadal zbyt wiele osób nie ma pracy. Tak ostatnie dane Głównego Urzędu Statystycznego komentuje analityk rynku finansowego Piotr Kuczyński. Ze statystyk GUS wynika, że bezrobocie w marcu tego roku spadło i osiągnęło poziom 13,5 procent. W porównaniu z lutym spadło o 0,4 procent.

Kuczyński zaznacza, że to są cały czas złe dane. Jego zdaniem należy wziąć pod uwagę osoby, które wyjechały z Polski w poszukiwaniu pracy. Gdyby zostały w kraju, prawdopodobnie zasiliłyby szeregi bezrobotnych. Wynika z tego, że polska gospodarka cały czas nie nadąża z tworzeniem miejsc pracy – podsumowuje ekspert. Zwraca jednak uwagę, że według prognoz, liczba osób bezrobotnych będzie spadać.

Z rządowych założeń wynika, że do końca roku bezrobocie spadnie poniżej 10 procent. w 2017 roku ma osiągnąć poziom ośmiu procent.

Z danych GUS wynika także, że rośnie produkcja, liczba ofert pracy a także sprzedaż detaliczna.

Zdaniem Piotra Kuczyńskiego, polska gospodarka wychodzi z dołka. Może temu jednak przeszkodzić rosyjska inwazja na Ukrainę, której dziś nie można wykluczyć. W tej sytuacji Stany Zjednoczone oraz Unia Europejska nałożą na Rosję sankcje, co spotka się z adekwatną odpowiedzią Kremla. Zamrożenie polskiego eksportu do Rosji kosztowałoby nasz kraj dwa punkty procentowe PKB. Dziś jest on wart ponad 11 miliardów dolarów.

Piotr Kuczyński uważa,że rosyjskie embargo na polską wieprzowinę nie powinno się negatywnie odbić na polskiej gospodarce. Polski rząd powinien jednak szukać nowych rynków zbytu dla rodzimych produktów rolnych.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/A.Pszoniak/to/

podobne: Skuteczniejsza walka z bezrobociem młodych potrzebna od zaraz. Tymczasem nowych miejsc pracy nie przybędzie. oraz: ofeR-rma w urzędach bezrobocia – bez znaczenia dla rynku pracy

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

…który to już raz ogłaszane jest wyjście z kryzysu? Nie pierwszy i nie ostatni bo Polska od dziesięcioleci jest w kryzysie (o ile zaczniemy traktować Polskę jako portfele naszych obywateli i poważnie podejdziemy do rynku pracy z którym jest źle) a kilkomilionowa emigracja zarobkowa która nie słabnie jest na to najdobitniejszym dowodem.

3. Przedstawiciele chińskiego biznesu rozmawiają z polskimi producentami żywności

25.04.2014 (IAR) – Przedstawiciele chińskiego biznesu przyjechali do Polski na rozmowy z producentami żywności. Namawiają naszych przedsiębiorców do odważniejszego wchodzenia na tamtejszy rynek. Specjalne spotkanie zorganizowano w ministerstwie rolnictwa.

Przedstawiciel chińskiego biznesu Alex Chu mówi, że we współpracy z Polską widzi olbrzymi potencjał. – Najważniejszą kwestią jest fakt, że Chiny przywiązują dziś dużą wagę do bezpieczeństwa żywności. Polskie produkty słyną z tego, że są wolne od modyfikacji genetycznych i ekologiczne. Myślę, że dlatego będą się świetnie sprzedawały i wypromują się w Chinach – mówi Alex Chu. Chińscy handlowcy twierdzą, że na tamtejszym rynku świetnie może sprzedawać się chociażby polskie mięso, czy miód.

Agnieszka Różańska z Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego mówi, że chiński rynek to dla nas wielka szansa. Jest ogromny, a tamtejsze społeczeństwo szybko się bogaci. – Chiny są znane z tego, że spożycie mięsa wzrasta, szczególnie widać zamiłowanie do wieprzowiny. Konsument chiński jest coraz bardziej świadomy i ma coraz grubszy portfel co powoduje, że sięga po coraz ciekawsze potrawy. Chińczycy coraz więcej podróżują, stąd ciekawość tych odkryć kulinarnych również działa na naszą korzyść – mówi Agnieszka Różańska.

W promocję polskiej żywności w Chinach mocno angażuje się minister rolnictwa. Marek Sawicki wybiera się w maju w podróż na Daleki Wchód. – Po pierwsze to targi w Szanghaju, po drugie po drodze spotkanie z ministrami rolnictwa Korei i Hong Kongu. Po trzecie chcielibyśmy się spotkać z ministrem rolnictwa Chin, tamtejszym szefem inspekcji weterynaryjnej, a także z przedstawicielami polityki chińskiej. Jak wiadomo w Chinach często od polityków więcej zależy niż od ministrów – mówi minister Marek Sawicki.

Polska strona naciska szczególnie na chińskich partnerów, aby znieśli ograniczenia w imporcie, które pojawiły się po wystąpieniu w naszym kraju przypadków afrykańskiego pomoru świń.

Szacuje się, że Chiny staną się w najbliższym czasie największym importerem żywności na świecie. Tamtejsi przedsiębiorcy oceniają, że zapotrzebowanie na jedzenie rośnie w Chinach co roku nawet o 15 procent.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Radomir Czarnecki/jj

…krótko. Przestańmy drżeć o Rosję, która naważyła nam bigosu i sobie z nami pogrywa politycznie, bo nie jest to wiarygodny partner do biznesu. Polscy producenci muszą szukać nowych rynków zbytu – zwłaszcza w Chinach, których możliwości importu są przeogromnie większe bo tam się ludzie dynamicznie bogacą. Poza tym Chiny nie ulegają takim kaprysom jak Rosjanie na arenie międzynarodowej i jako państwo graniczące z Rosją już się z nią przepychają na jej wschodnich rubieżach. W niedalekiej przyszłości punktem zapalnym między oboma państwami może być Syberia, którą Chiny sukcesywnie kolonizują i lepiej dla nas być po stronie Chin – choćby jako partner handlowy.

Na początek trzeba zniwelować skutki rozdmuchanej przez Rosję hucpy z ASF – Chiny wstrzymały import polskiej wieprzowiny – która daleko niewspółmiernie do skali zagrożenia uderzyła w nasz przemysł mięsny. Branża spożywcza to nie jest też jedyna okazja dla której Chiny interesują się Polską – Chiny stawiają na gaz łupkowy; mogą być zainteresowane Polską

…Odys

Polska podbija kosmos. Kosmiczne złoża metali pod Myszkowem.


11.04.2014 (IAR) – Polska podbija kosmos. Z danych ministerstwa gospodarki wynika, że polskie firmy mają coraz więcej zamówień w tym sektorze przemysłu. W ramach programu wsparcia Europejskiej Agencji Kosmicznej Polska realizuje już 23 projekty.

Jak mówi Paweł Wojtkiewicz ze związku pracodawców przemysłu kosmicznego, polska produkcja trafi do prawie każdego mieszkańca Europy, poprzez np. nawigację satelitarną oraz różnego rodzaju mapy satelitarne. Te są wykorzystywane zarówno przez osoby planujące podróże, jak i przez instytucje, które tworzą system wczesnego ostrzegania. Specjalistycznymi mapami satelitarnymi są także zainteresowane firmy transportowe.

W jednym z projektów uczestniczy Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. Jest to program edukacyjny dla nauczycieli. Chodzi o o to, by potrafili oni wyszkolić naukowców i inżynierów zajmujących się przemysłem kosmicznym. Jak mówi dyrektor Centrum Robert Firmhofer, potencjał wśród młodych ludzi jest ogromny. Ocenia on, że planetarium jest najbardziej obleganym miejscem w Centrum. Przeprowadzono także badania, z których wynika, że prezentacja różnych dziedzin wiedzy z punktu widzenia kosmosu znacznie wzmaga zainteresowanie nią.

Polska została członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej w listopadzie 2012 roku.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/A. Pszoniak/dyd        źródło: stooq.pl

podobne: Tekstylia, meble, motoryzacja – siłą polskiego przemysłu na rynkach zachodnich

Ryszard Chachulski, starosta powiatu myszkowskiego, żyje na granicy dwóch światów. Gdy wygląda z okna ratusza, widzi setki snujących się bezrobotnych, sierot po upadłych ostatnio czterech dużych zakładach pracy. Jednocześnie kilkaset metrów pod fundamentami ratusza zalega skarb, który może odmienić los jego powiatu. Ten skarb to złoża molibdenu i wolframu (jednych z najbardziej poszukiwanych na świecie metali), największe w Europie, jedne z największych na świecie – zapewniają geolodzy z Państwowego Instytutu Geologii.

Ze stopów molibdenu i wolframu wytwarza się elementy reaktorów jądrowych, rakiet (w tym kosmicznych), najnowocześniejszych pocisków, samolotów. Przetwórstwo tych metali to elita światowego przemysłu metalurgicznego. Złożom molibdenu towarzyszy ponadto złoto, srebro i selen. Niewiele jest miejsc na świecie, gdzie nagromadziło się tyle rud cennych metali, ile pod Myszkowem – oceniają eksperci z PIG. Dzięki myszkowskiemu skarbowi Polska może się stać znaczącym partnerem i dostawcą surowców dla największych europejskich producentów zaawansowanych technologii. Molibdenem spod ratusza starosty Chachulskiego zainteresował się już niemiecki koncern Thyssen Krupp, światowy potentat w branży metalurgicznej.

Wszędzie molibden
– Na głębokości 400 metrów między Myszkowem, Koziegłowami i Masłowem zalegają pokłady miedzi, a 800 metrów pod ziemią występuje molibden i wolfram – tłumaczy starosta Chachulski. Według wstępnych szacunków Biura Projektów Metali Nieżelaznych Birtomet, zasoby myszkowskiego złoża sięgają 80 mln ton. Oznacza to, że gdyby zbudować kopalnię wydobywającą rocznie 4 mln ton wszystkich występujących tu rud, wystarczyłoby ich na 20 lat. Najlepiej rozpoznane są okolice Myszkowa. Wykonano tam prawie 30 odwiertów. – Rudy molibdenowo-wolframowe mogą występować od Lublińca na Wyżynie Wieluńskiej aż po Kraków, i niewykluczone, że są tam o wiele bogatsze złoża niż pod Myszkowem – twierdzi dr Albin Zdanowski, dyrektor górnośląskiego oddziału Państwowego Instytutu Geologicznego. Surowca może wystarczyć nawet na sto lat.

Rakieta z Polski
– Rocznie polskie huty potrzebują około tysiąca ton molibdenu, domieszki przy produkcji wysoko przetworzonej stali – szacuje senator Jerzy Markowski, były wiceminister przemysłu. Surowiec ten importujemy głównie z Ameryki Południowej; nie tylko my – także wszyscy producenci stali przetworzonej w całej Europie. Zaskoczenia obfitością polskich zasobów molibdenu nie krył ostatnio Reinchard Quidt, jeden z wiceprezesów zarządu koncernu Kruppa, któremu Markowski przedstawił projekt wykorzystania złóż.
– Molibden jest stosowany jako składnik stopu do wysoko przetworzonej stali, do wszelkiego rodzaju narzędzi, blach, ma zastosowanie między innymi w przemyśle motoryzacyjnym – informuje
dr Jan Piętaszewski z Wojskowej Akademii Technicznej. Z czystego molibdenu wykonuje się elementy reaktorów jądrowych i żarówek, a ze stopów (na przykład z wolframem) dysze rakiet, części skrzydeł samolotów. Podobne do molibdenu właściwości ma wolfram. Dodaje się go między innymi do stali pancernych, stosuje w przemyśle lotniczym i elektronicznym.
Jeśli tylko ruszy rodzima produkcja molibdenu, będziemy mieli więcej stali mogącej konkurować na zagranicznych rynkach – stwierdza z przekonaniem Lech Szota, dyrektor ds. produkcji w Hucie Częstochowa. Co miesiąc huta potrzebuje 10 ton stopu żelaza i molibdenu (za tonę płaci 52 tys. zł). Kupuje go u pośrednika, który surowiec ten sprowadza ze Wschodu.

Sny pana starosty

– Tu jest praca dla co najmniej 1200 osób – nie ukrywa emocji starosta Chachulski, który kilka razy w miesiącu wsiada w auto i objeżdża kryjące skarb podmyszkowskie pola. On wierzy w powodzenie przyszłej inwestycji. Także dlatego, że główne złoże jest oddalone tylko 2,5 km od stacji kolejowej, 15 km od drogi szybkiego ruchu i 30 km od międzynarodowego lotniska w Pyrzowicach. Myszków, gdzie cztery duże zakłady pracy dawały niegdyś zatrudnienie dziesięciu tysiącom osób, znów stanąłby na nogi. – Jeżeli tylko znajdą się chętni do zainwestowania w kopalnię, to nie powinno być większych problemów z uzyskaniem koncesji – zapewnia Jacek Jezierski z Ministerstwa Ochrony Środowiska i Zasobów Naturalnych.

– To jest olbrzymie bogactwo narodowe, które należy wykorzystać, dlatego powinniśmy się starać o to, by uruchomić taką kopalnię, kiedy tylko nadarzy się okazja – przekonuje wiceminister infrastruktury Andrzej Szarawarski. Kiedy? – Nie w sytuacji, gdy na świecie panuje dekoniunktura gospodarcza – uważa prof. Roman Ney z Polskiej Akademii Nauk. – Ale sytuacja się zmieni – upiera się Chachulski. Na budowę kopalni trzeba jednak przeznaczyć co najmniej 400 mln zł. Skąd je wziąć? Nie z budżetu. Z kieszeni prywatnych inwestorów. – Thyssen Krupp jest naprawdę zainteresowany myszkowskimi złożami i gotów jest wnieść swój znaczący wkład w budowę kopalni – twierdzi senator Markowski.
Autor Krzysztof Grzegrzółka

źródło: wprost.pl

podobne: Polski grafen – duże pieniądze na technologię przyszłości.

Mariusz Lewandowski - Droga do gwiazd

Mariusz Lewandowski – Droga do gwiazd

Nauka: Profesor Grażyna Ginalska nagrodzona za sztuczną kość.


04.04.2014 (IAR) – Profesor Grażyna Ginalska z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie – wynalazczyni tak zwanej sztucznej kości – laureatką nagrody „Innowator Nauki i Biznesu” Konfederacji Lewiatan.

Sztuczna kość to kompozyt, bliski właściwościami tkance kostnej człowieka. Można nim wypełniać ubytki kostne. Wynalazek zbiera nagrody w kraju i za granicą. – Wciąż brak środków na rozpoczęcie produkcji, choć Lublin mógłby zasłynąć z niej na całym świecie – mówi profesor Ginalska. – Ale warunek jest taki, że przedsiębiorcy przyjdą z funduszami, bo jeżeli nie przyjdą, to ten wynalazek po prostu zostanie w takiej formie, jak jest – dodaje.

Grażyna Ginalska podkreśla, że „musi być pierwszy kapitał, który spowoduje, że będziemy mogli opłacić proces certyfikacji, dopuszczenia tego produktu jako produkt medyczny, implantacyjny na rynek”. Dla komercjalizacji badań naukowych uczelnia powołała dwa lata temu spółkę Medical Inventi, którą kieruje profesor Ginalska. Wobec braku ofert od przedsiębiorców, spółka rozważa sfinansowanie produkcji przez towarzystwa inwestycyjne.

Nagrody dla innowatorów wręczono podczas IV Gali Nauki i Biznesu Pracodawców Lubelszczyzny Lewiatan w Lublinie.

J.Bieniaszkiewicz, Radio Lublin/Siekaj/kl/Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

źródło: stooq.pl

podobne: Sztuczne mięśnie żyją i działają. Polski grafen – duże pieniądze na technologię przyszłości.