Znowu Ukradli Składki. Plan Morawieckiego podstawą III rozbioru OFE, czyli o tym jak PIS dokończy „reformę emerytalną” zaPOczątkowaną przez Rostowskiego (dla ratowania piramidy finansowej i POdreperowania budżetu).


„…W poniedziałek, 4 lipca br. przed sesją odbyła się konferencja prasowa wicepremiera, ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego oraz prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju Pawła Borysa, na której został przedstawiony plan wykorzystania środków z OFE.

W jaki sposób zostaną wykorzystane środki OFE?

Minister Morawiecki stwierdził, że OFE nie zostaną znacjonalizowane, ale środki w nich zgromadzone zostaną wykorzystane w inny sposób, gdyż ten system się nie sprawdził. Zdaniem ministra środki się marnują i nie dają korzyści gospodarce, ani nie zwiększają oszczędności emerytalnych. Rząd planuje oddać te środki Polakom, ale nie przedstawiono konkretów, w jaki sposób to się stanie. Do tej pory Powszechne Towarzystwa Emerytalne, zarządzające OFE, zarobiły około 20 mld zł i taki stan rzeczy nie może być utrzymany. Środki z OFE zostaną przekazane do Funduszu Rezerwy Demograficznej. Oprócz oszczędności w FRD, na emeryturę będzie też można oszczędzać w ramach Pracowniczych Programów Kapitałowych (PPK) – planowane są zachęty podatkowe oszczędzania w ten sposób. Trwają już prace nad tym, w jaki sposób „transakcja” przeniesienie środków z OFE do FRD zostanie przeprowadzona i jak będzie wyglądał przebudowany II filar emerytalny. Jedno jest pewne, OFE jakie znamy zakończą swój dotychczasowy byt.

Jak transakcja będzie wyglądać w praktyce?

35 mld zł płynnych aktywów innych niż polskie akcje zostanie przeniesione do Funduszu Rezerwy Demograficznej. Pozostałe 103 mld zł aktywów w postaci polskich akcji zostanie przydzielone do III filara na konto Otwarte Fundusze Inwestycyjne Polskich Akcji w ramach IKE. To wszystko są na razie założenia prace trwają.

Jaki jest cel i oczekiwane efekty demontażu OFE?

Celem zmian w OFE i całego planu wzmacniana oszczędności jest zwiększenie oszczędności Polaków i zmniejszenia luki zastąpienia, czyli różnicy pomiędzy ostatnią pensją, a pierwszą emeryturą. Dodatkowo, rząd chce zmienić strukturę zadłużenia naszego kraju tak, abyśmy byli mniej zależni od inwestorów zagranicznych, zwłaszcza kapitału portfelowego.” 

źródło: OFE są kaput! Oto jak będzie wyglądała przebudowa II filara emerytalnego

Zobacz obraz na Twitterze

Rząd chyba wymyślił, jak dopiąć budżet w 2018 r. – 25% środków z OFE trafi nie do III filara ale do FRD.

Pierwsza reakcja giełdy na publikację planu była jednoznacznie negatywna. Prawie 2% spadki sprawiły, że byliśmy najsłabszym indeksem na świecie. W trakcie konferencji na wszelki wypadek GPW nie uruchomiła notowań.

9.06 i na wszelki wypadek notowań GPW nie ma :). Przypadek?!

Polski system emerytalny idzie w kierunku amerykańskiego

Według zapewnień rządu, środki z OFE mają trafić na indywidualne konta emerytalne i tam być zarządzane przez wiele instytucji finansowych. Przyszły emeryt sam będzie mógł decydować jaką strategię inwestycyjną wykorzysta. Idea zbliżona do amerykańskich kont emerytalnych 401K. OFE zmienią się w fundusze inwestycyjne, które będą konkurować o nasze pieniądze różnymi produktami i strategiami inwestycyjnymi. Idea słuszna, ale zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce.”

źródło: Pieniądze z OFE mają być lepiej wykorzystane, ale podreperują też budżet na 2018 rok

„…System ubezpieczeń społecznych, z którym mamy do czynienia w Polsce, przedstawiany jest w mediach jako system kapitałowy. Jest to, oczywiście, nieprawda. Obowiązuje u nas system redystrybucji, który polega na tym, że z naszej składki opłaca się emerytury innych osób. Mimo, iż jesteśmy informowani o tym, ile wpłaciliśmy do tej pory na emeryturę i ile w przyszłości może wynieść nasze świadczenie, to jego wysokość zależy wyłącznie od kaprysu rządu. Jeśli politycy stwierdzą, że nie da się już dłużej utrzymywać wypłat na obecnym poziomie, nikogo nie będzie obchodziła wysokość składek opłacanych przez nas w ciągu całego życia.

Jak długo dodatni przyrost naturalny zapewniał, że większa ilość uczestników wpłacała pieniądze, a mniejsza  je „wypłacała”, tak długo system działał poprawnie. Niestety nastąpiła sytuacja, w której społeczeństwo ma ograniczone możliwości rozwoju, co w konsekwencji sprawia, że zaczyna się kurczyć. Tymczasem, by schemat Ponziego (znany nam pod nazwą piramidy finansowej) mógł przetrwać, wymaga nieustannego zwiększania ilości uczestników. Wraz ze spadkiem stosunku wpłacających do otrzymujących, skończyły się również nadwyżki w systemie emerytalnym. Państwo, gwarant stabilności, aby podtrzymać miraż rozwoju i dobrobytu, zaczęło dopłacać do świadczeń. Trzeba przy tym podkreślić, że skala dopłat zwiększa się każdego roku. Wyżej opisana sytuacja obrazuje jasno, że socjalistyczny system finansowy, w którym żyjemy, nie może przetrwać na dłuższą metę. Rozdawnictwo skończy się wraz z cudzymi pieniędzmi, a ZUS jest tego najlepszym przykładem.

W końcu trzeba będzie powrócić do realiów, a te nie napawają optymizmem. Przy obecnym poziomie demografii (który wynosi 1,3), emerytur, jakie znamy, wkrótce nie będzie. Zastępowalność pokoleń wymaga wskaźnika dzietności przynajmniej na poziomie 2,1. Jesteśmy zatem bardzo daleko nawet od wymaganego minimum, nie mówiąc już o zakresie pozwalającym na rozwój społeczeństwa. Wg prognoz, program 500+, po początkowym krótkim boomie, podniesie dzietność w okolice 1,5. Rząd zatem będzie musiał uciec się do innych metod, by zapewnić utrzymanie osobom, które nie będą mogły już pracować.

Najprostszym sposobem na rozwiązanie tej problemowej sytuacji, jest obarczenie dzieci opieką nad własnymi rodzicami. Coś, co kiedyś było oczywistością, dzisiaj coraz trudniej jest przełknąć. Sprzeciw ze strony dzieci ma oczywiście swoje merytoryczne uzasadnienie. Państwo, które przez lata zabierało rodzicom ich pieniądze, w zamian za obietnicę zapewnienia im bytu na starość, teraz próbuje zrzucić odpowiedzialność finansową na dzieci. Dochodzi nawet do takich absurdów, jak alimenty na rodzica, którego dziecko nigdy nie widziało. Problem nabiera coraz bardziej na znaczeniu, ponieważ rośnie obecnie pokolenie, w którym przeważają jedynacy. W tych okolicznościach oburzające jest wymaganie od dziecka, by utrzymywało dwoje rodziców, gdy samo obłożone będzie niemałą ilością podatków. System emerytalny, jakim go znamy, już upada, a ulegnie radykalnej zmianie, gdy skończy się możliwość rolowania długu publicznego przez państwo Polskie…

…Przy obecnym poziomie emerytur nie da się utrzymać piramidy finansowej, jaką jest ZUS. Redukcja wypłat i – docelowo – wyrównanie świadczenia dla każdego, bez znaczenia na ilość przepracowanych lat czy wysokość składek, jest praktycznie pewna. Wicepremier Morawiecki wstępnie sugeruje poziom 800 PLN. Żaden z obywateli dobrowolnie nie zgodzi się na tak radykalną zmianę. Aby przeprowadzić tę reformę, potrzebny będzie odpowiednio duży kryzys, który zmusi rząd do działania. Kryzys finansowy już mamy. Mimo, iż nie jest on jeszcze dla przeciętnego obywatela widoczny, wszystko ulegnie zmianie wraz z nasileniem się problemów w sektorze finansowym. Ostatecznie dopiero bankructwo Polski zmotywuje rządzących do zmian, a społeczeństwo do ich akceptacji.

…nim przejdziemy do nowego systemu emerytalnego, po drodze napotkać możemy jeszcze kilka innych przystanków.

Po zajęciu obligacji, a potem akcji z OFE, przyjdzie czas na III filar i inne programy pomocowe. Ratowanie systemu pieniędzmi należącymi do emerytów jest standardem na Zachodzie, a rozwiązania takie niedługo pojawią się także u nas. W Japonii, gdy rząd dostaje zlecenie, aby ratować kurs obligacji amerykańskich, nakazuje funduszom emerytalnym zwiększyć na nie ekspozycje. Natomiast w USA, pojawiły się konta oszczędnościowe przeznaczone dla przyszłych emerytów, które inwestują wyłącznie w dług rządowy.

Rozwiązania tego typu będą łatwe do uzasadnienia, zwłaszcza gdy dojdzie do krachu na światowych giełdach. Polska gospodarka oczywiście dostanie rykoszetem, a fatalne wyniki funduszy emerytalnych to problem, na którym rząd będzie mógł zarobić dodatkowe pieniądze. Oczywiście o nacjonalizacji w tym przypadku nie może być mowy. Są to przecież środki ulokowane w prywatnych funduszach. Zamiast tego, dostaną one ultimatum, by przekierować strumień pieniędzy w obligacje skarbowe.

Kolejnym łatwym celem mogą stać się poliso-lokaty czy odwrócona hipoteka. Powszechnie znane są już przekręty, jakich dopuściły się firmy zarządzające owymi funduszami. Możemy wymienić cały katalog: od klauzul zakazanych (umożliwiających konfiskatę większości kapitału w przypadku wcześniejszego rozwiązania umowy), po zwykłe oszustwa, na przyszłych bankructwach kończąc. Jest to świetne pole do uwłaszczenia państwa na bazie zagrożonego majątku obywateli, który przejmą fundusze za cichym przyzwoleniem KNF-u.

Propozycje oszczędzania indywidualnego

W okresie naszej starości będziemy dysponować większym kapitałem, jeśli sami zgromadzimy oszczędności, zamiast przekazywać środki do wyspecjalizowanych funduszy. Problem nie polega na samych stopach zwrotu, tylko na przechowaniu oszczędności. Trzymanie pieniędzy na kontach czy lokatach w bankach, przy dzisiejszym stanie rynków kapitałowych, jest skrajnie niebezpieczne. Posiadanie samych walut jest również obarczone sporym ryzykiem, spowodowanym między innymi przez decyzję rządów, dług publiczny i inflację…

W obecnych uwarunkowaniach poleganie na państwie polskim w temacie przyszłej emerytury to samobójstwo. Mamy przed sobą gwarantowane, skrajne uszczuplenie wypłat (oczywiście, jeśli w ogóle system emerytalny przetrwa). Praktycznie każda forma, jaką wybierzemy na przechowanie naszych oszczędności może zostać zajęta, znacjonalizowana, czy po prostu skradziona. Problem dotyczący naszej finansowej egzystencji w wieku emerytalnym jest bardzo trudny, ale niezwykle ważny. Nie należy więc przechodzić koło niego nonszalancko czy obojętnie. Najlepszym sposobem, jaki mogę polecić drogim czytelnikom, jest dywersyfikacja. Oszczędności należy zdywersyfikować nie tylko pomiędzy aktywami, ale również jurysdykcjami, unikając przy tym funduszy, których przywileje powiązane są z państwowymi gwarancjami. Niezastąpiona byłaby w tej kwestii kilkuosobowa firma, która generowałaby stały dochód.

Najstarszym i moim zdaniem najlepszym sposobem na zapewnienie sobie bytu na starość (o którym nie wspomniałem jeszcze w tym artykule) są oczywiście dzieci. Nasze potomstwo, jeśli tylko zostanie dobrze wychowane, może pomóc swoim rodzicom przeżyć ostatnie lata swojego życia w przyzwoitych warunkach.” (Zespół Independent Trader)

całość tu: Oszczędzać na emeryturę samemu czy zdać się na ZUS?

Jak to leciało? Zmuś OFE które sam powołałeś w ramach „reformy emerytalnej” do inwestowania oszczędności Polaków na giełdzie (i w państwowy dług), potem wywołaj nieodpowiedzialną polityką finansową państwa deficyt finansów podważając zaufanie do obligacji państwowych i spadki na giełdzie, a na koniec powtarzaj obywatelom że ich oszczędności w OFE nie są bezpieczne i topnieją z powodu „chciwości” OFE (które pobierają opłaty w wysokości zgodnej z prawem ustanowionym przez państwo) i giełdowych zawirowań… Wyjątkowa obłuda. Jestem ciekaw czy któryś (i ilu) z obecnie zatroskanych o emerytury Polaków piewców „planu Morawieckiego” protestował i głosował przeciw powołaniu OFE do życia. Ciekawe co wtedy myślał i mówił o OFE Pan Kaczyński… (Odys)

podobne: O waryja(n)tach OFErmy i oszczędzaniu na emeryturę oraz: Szewczak: Do OFE przypisano nas bez pytania. To jedno z największych oszustw III RP… Jeśli tak to jak nazwać ZUS? Michalkiewicz podaje rozwiązanie i to: Znikające miliardy z kont emerytalnych, tymczasem ZUS będzie potrzebował coraz więcej „składek” a także: III filar na emeryturę albo dom. Trader 21: Własna firma czy inwestycja w mieszkanie? polecam również: cynik9: OFE – ubój rytualny dojnej krowy czyli dyskusja nie na temat i jeszcze: „W majestacie prawa” i „Koń by się uśmiał, czyli drugi rozbiór OFE w Sejmie” oraz: OFE destabilizują finanse publiczne… w takim razie jak nazwac to co robi ZUS

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Reklamy

Inwestowanie a spekulacja. Jak stracić 100 tys. dolarów w jedną noc?


„…Czy inwestowanie jest spekulacją? W jakim stopniu spekulacja jest częścią inwestowania? (…) Możliwe są tu dwie różne filozofie podejścia.

Jednym z nich jest podejście inwestora, które nazwać możemy też „podejściem Peryklesa”. Inwestor uważa że przyszłości zasadniczo przewidzieć się nie da, wbrew natrętnej nieraz reklamie promotorów rozmaitych inwestycyjnych produktów które mają „pobić rynek”. A skoro przewidzieć się jej nie da to próby podejmowane w tym kierunku będą bezowocne. Bardziej sensownie jest skupić uwagę na należytej dywersyfikacji całego portfela inwestycyjnego tak aby być odpowiednio przygotowanym na każdy wariant obrotu spraw. Tak do rzeczy podejdzie inwestor.

Oznacza to zasadniczo „siedzenie w rynkach” na dobre i na złe. Inwestor nie odgaduje co będzie specjalnie „hot” w przyszłym roku albo czego należy unikać. Byłoby to może pomocne ale skoro przyszłości z należytą pewnością przewidzieć się nie da to sprowadzałoby się to właśnie do spekulacji. Kontentuje się zatem zwrotem rynkowym, średnim, takim samym jaki dostępny jest dla wszystkich innych uczestników rynku. Inwestor zwróci natomiast uwagę na to aby zwrot ten zrealizowany został pewnie, tanio i bezpiecznie. Sprowadza się to najczęściej do zajęcia pozycji w szerokich indeksach rynkowych i funduszach zrównoważonego wzrostu raczej niż w indywidualnych walorach…

…W odróżnieniu od inwestora cel spekulanta jest inny. Jest nim próba zrealizowania zwrotu ponad rynkowego, lepszego niż rynkowy czy, jak kto woli, „bijącego rynek”. W poszukiwaniu zwrotu ponad rynkowego nie ma naturalnie niczego złego. Spekulant musi jednak rozumieć że porywając się na wynik lepszy niż rynkowy wejść musi również w strefę ryzyka wyższego niż rynkowe. Czasem okazuje się ono dużo większe i nie zawsze kompensuje potencjalnie większą nagrodę.

Zwrot ponad rynkowy nie jest dostępny dla wszystkich, lecz jedynie dla niewielkiej i zmieniającej się grupy. Spekulant musi również dobrze rozumieć że aby odnieść sukces w spekulacji, to jest osiągnąć wynik niedostępny dla innych, dysponować musi pewną przewagą wiedzy, umiejętności czy technologii nad innymi. Popularną iluzją mas jest spodziewanie się sukcesu w spekulacji bez posiadania tej wbudowanej przewagi.

O ile pomiędzy tak zdefiniowanymi obszarami inwestowania i spekulacji istnieje stosunkowo ostre rozróżnienie to często się zdarza że inwestor jest też po części zaangażowany w spekulację i vice versa…” (cynik9)

całość tu: Inwestowanie a spekulacja

podobne: Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze i to: Akcje – Czy warto inwestować w wartość? oraz: Niezależny Portal Finansowy: Inwestycje dla mniej zamożnych a także: Łukasz Nowacki: Analiza 2000-2014: KGHM, Colian, Forte, LPP – metodą Mebana Fabera

„Inwestycje na giełdzie zawsze wiążą się z ryzykiem utraty części środków. Zwłaszcza jeśli kupuje się nie tyle akcje, co instrumenty pochodne z dużym lewarem…. 

…Kontrakt, który opiewa na 100 tys. PLN może zostać kupiony za 10 tys. PLN środków pochodzących od spekulanta i 90 tys. kredytu PLN. Dzięki temu, młodzi spekulanci chcą zwiększyć swoje zyski w krótszym czasie. Dysponują oni z reguły niewielkimi kwotami wypracowanych oszczędności i pragną szybko się wzbogacić. Nagły ruch indeksu w niewłaściwą stronę powoduje wyzerowanie depozytu początkowego, przeznaczonego na zakup kontraktu, a niekiedy powstanie długu na koncie, który później musi zostać pokryty.

1. Do czego może doprowadzić lewar i spekulacja obrazuje perfekcyjnie przykład pewnego Amerykanina. Joe Cambell, bo o nim mowa otworzył krótką pozycję na kontraktach terminowych, opiewających na akcje KaloBios Pharmaceuticals. Firma ta popadła w poważne kłopoty finansowe. Zapowiadano wyprzedaż majątku trwałego i wygaszenie działalności spółki. Bankructwo było bardzo prawdopodobne. W takich okolicznościach, krótka pozycja Campbella, zyskująca na spadku ceny akcji, wydawała się mieć sens.

W środę 18 listopada cena akcji oscylowała w przedziale 1-2 dolarów, a dalsze perspektywy były bardzo niekorzystne. Joe kupił więc kontrakty short, opiewające na kwotę 35 tys. USD, licząc na dalszy spadek ceny akcji. Zważywszy, że przy transakcji zastosowano znaczny lewar, łączny kapitał jakim dysponował Joe był o 50% niższy niż wartość transakcji.

Tuż po zawarciu pechowej transakcji, inwestor Martin Shkreli zaczął skupować akcje spółki, przejmując pakiet kontrolny. Ogłosił także, że doszedł do porozumienia z zarządem KaloBios oraz przedstawił propozycje rozwiązania problemów finansowych.

W ciągu nocy kurs akcji wzrósł o 700% do poziomu 16 dolarów za akcję. Joe, który jeszcze wczoraj posiadał kontrakty short oraz 18 tys. USD na koncie maklerskim, obudził się w czwartek i spostrzegł, że ma wezwanie do zapłaty opiewające na kwotę 106 tys. USD.

W zaledwie kilka godzin, z osoby posiadającej oszczędności, stał się dłużnikiem brokera. Nie dość, że pechowy Joe stracił wszystkie środki jakimi dysponował, to na skutek jednej, bardzo ryzykownej transakcji, popadł w długi przekraczające 100 tys. USD. Lewar bywa zabójczy…

…Niech błędy innych osób będą dla Was przestrogą, zwłaszcza w nadchodzących miesiącach. Rynki finansowe dają wiele ciekawych możliwości, ale wiążą się również z ogromnym ryzykiem i odpowiedzialnością. Strat podczas inwestowania nie da się uniknąć, ale można zabezpieczać swoje pozycje, przez dywersyfikację i unikanie instrumentów finansowych z dużą dźwignią. Jest ona zabójcza nawet dla doświadczonych traderów, a zmienność, z którą mamy aktualnie do czynienia, skasuje konto niejednego spekulanta.” (Trader21)

całość tu: Jak stracić 100 tys. dolarów w jedną noc?

podobne: Skoro ze złotem jest źle, to czemu Chiny je skupują? Im większy pesymizm tym bliżej do zmiany trendu i różnica między spekulacją, inwestycją a zabezpieczeniem kapitału. Co to znaczy „dobrobyt”? oraz: Zysk czy bezpieczeństwo? (a może jedno i drugie). Cynik9 o inwestowaniu w srebro. i to: Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych.

rys. Zbirek

rys. Zbirek

Zysk czy bezpieczeństwo? (a może jedno i drugie). Cynik9 o inwestowaniu w srebro.


„… zmienność srebra jest legendarna i przysłowiowa. I to powinno cieszyć, a nie smucić inwestorów o zacięciu spekulacyjnym bo to właśnie, a nie modlenie się o wyższe ceny manipulowane rzekomo przez złych banksterów, umożliwia im wypracowanie i realizację zysku.

(…)

Trzeba jedynie myśleć, nie czytać bezkrytycznie całej internetowej  sieczki jak leci, a przede wszystkim zdać sobie dobrze sprawę po co jesteśmy w rynku? Dla zysku? Czy dla narzekania na niskie ceny i manipulację? A może ceny w ogóle nas nie interesują bo spodziewamy się wieszczonego przez promotorów srebra końca świata w którym papier zniknie w ogniu hiperinflacji a w jaskiniowym barterze który go zastąpi liczyć się będą jedynie twarde aktywa? W tym ostatnim zresztą przypadku nie bardzo wiadomo jednak czy nawet złoto nam coś pomoże…

Jeśli jesteśmy w rynku dla zysku to zbieramy zyski kiedy się okazja nadarza, kropka. Raz będzie to wcześniej, raz później, o ile przynajmniej pamiętamy o żelaznej zasadzie wchodzenia w to co tanie a pozbywania się tego co drogie. Nikt jeszcze od tego nie zbiedniał i jest dobra szansa że nie zbiednieje także w przyszłości. Problem jest wtedy kiedy bezcelowo tracimy uzbierany wcześniej kapitał nie zdając sobie sprawy z tego co się dzieje, słuchając jedynie podszeptów promotorów i nie mając pojęcia jaka nasza strategia w końcu jest.

(…)

A jeśli decydujemy się już trzymać to co mamy i przesiedzieć bessę to siedzimy przynajmniej cicho nie powtarzając frazesów o rychłym odbiciu i o potencjalnych zyskach. Wytłumaczenie tego może być tylko jedno – graniczące z religijnym fanatyzmem siedzenie w fizycznym srebrze w naiwnej wierze w koniec świata i wystrzał cen w kosmos, w sytuacji gdy wbrew zapewnieniom promotorów cena metalu od 4 lat doznaje poważnych  spadków.”

całość tu: Srebrne nożyce czyli egzorcyzmów nad srebrem ciąg dalszy

podobne: cynik9: I ty nie zostaniesz inwestorem czyli przepraszanie za bessę. Po co jest złoto? oraz: Szwajcarzy podejmą decyzję, czy zwiększyć do 20 procent minimalne rezerwy złota. Trader21 i inwestowanie w spółki wydobywcze. i to: Independent Trader: Koniec London Silver Fix. Kiedy skończy się manipulacja cenami metali szlachetnych? a także: Niezależny Portal Finansowy: Inwestycje dla mniej zamożnych.

i dwa najciekawsze moim zdaniem komentarze spod artykułu:

Kartel bankowo polityczny, doskonale zna psychologię ulicy. Przed czekającymi świat nieciekawymi wydarzeniami ekonomicznymi przeprowadza ostateczne manewry na metalach, chce załadować jak najwięcej „Januszy” w papier a sam o ile to możliwe w fizyczne metale się pakuje. Wie że nikt fizyka nie sprzedaje ale panika jest i „Janusze” świata ciągną do papieru jak ćmy do światła. „Janusze” obecnie liczą jacy to „bogaci w papier” ale kartel wie że oni są z punktu psychologicznego za słabi aby pozamykać kontrakty, kupić za nie metal (taka powinna być logiczna ich decyzja) i wsadzić do swoich sejfów no bo w nic innego obecnie ładować kasy tak naprawdę nie warto. Hahaha. Niestety dla nich mam złą wiadomość, jak świat światem zawsze przyrzeczenia na papieże ostatecznie dochodziły do zera. Natomiast „metal luby” Mają obecnie kwaśny moment w tej nierównej grze, moje współczucie, ale jeszcze chwile poczekajcie a słoneczko zaświeci na waszą ulice ze zdwojoną siłą. Metale jak historia świata uczy, nigdy nie doszły do zera, a w najgorszym razie za uncje srebra zawsze chlebek się kupi. Pozdrawiam obie drużyny i nie przestaje im kibicować, zapowiada się fantastyczna rozgrywka końcowa, pomimo że w obecnej chwili sędziowie głowni oszukuję ze wskazaniem na drożynę „Januszy”. Jestem pewien jednak że drużyna „metal lubów” Wspaniałym finiszem odniesie nad nimi wielopunktowe zwycięstwo.

Wartość nabywczą chcę przechować do mojej emerytury (za jakieś 30 lat) i ma ona pozwolić na zakup takiej samej ilości żywności, ubrań, opału, wycieczek itp. w czasie kiedy nie będę już chciał być aktywny zawodowo, a zajmować się innymi aktywnościami, bądź też na zakup takiej samej ilości czesnego, wniesieniu kapitału na mieszkanie/dom dla moich dzieci/wnuków jeśli mnie już nie będzie. PMs nie są religią, są sposobem na przechowanie wartości z dziś przez dziesięciolecia, poza zasięgiem urzędasów, uwalniając mnie jednocześnie od efektów głupich rządów (zeszmacenia złotówki)…
Teoretycznie dzięki dzisiejszemu nawisowi papieru na cenie, powinny zarówno złoto jak i srebro – już po uwolnieniu ceny od papierowej manipulacji – zyskać jeszcze względem innych dóbr, ale to już jest element spekulacyjny.

…tradycyjnie zachęcam do lektury cynika9 i dyskusji pod artykułem… Wiele różnych spojrzeń na problem, pomysłów i myśli pozwala na skonfrontowanie własnych poglądów, tudzież dokształcenie się lub porzucenie błędnych przekonań… (Odys)

rys. Zbirek

rys. Zbirek

Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.


1. „Dziennik Gazeta Prawna” Radni wystawiają rachunek„Puls Biznesu” Samorządy znów się zadłużą.

02.04.2015 (IAR) – Gminy w całym kraju zatwierdzają podwyżki opłat za dostawę wody i odbiór ścieków, które w nowych taryfach podsuwają im spółki wodociągowe. O sprawie pisze Dziennik Gazeta Prawna.

Jak czytamy w nim, wiele podwyżek weszło w życie 1 kwietnia. Radnym nie przeszkadza to, że i tak płacimy niemało. Z ubiegłorocznych danych firmy doradczej EY wynika, że rocznie jest to 2 procent domowego budżetu. Dla porównania: w Niemczech 0,8 procent, a w Grecji 0,2 procent.

Woda i ścieki to nie koniec. Wzrosły też opłaty za wywóz śmieci i komunikację miejską. Gminy zazwyczaj tłumaczą się niezbędnymi modernizacjami. UOKiK podejrzewa jednak, że w wielu przypadkach samorządy wykorzystują pozycję monopolisty.

Więcej w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Dziennik Gazeta Prawna”/vey/łp

podobne: Konsekwencje zadłużania – Rząd sięga po kolejne rezerwy. oraz: Likwidacja progu ostrożnościowego: „Zadłużeniowy szantaż” dla krótkookresowych korzyści.

14.04.2015 (IAR) – Nowe inwestycje i coraz większe dziury w budżecie. Ten rok przyniesie istotny, 12-procentowy wzrost zadłużenia samorządów w państwach naszego regionu. Tak wynika z badania agencji Standard&Poor’s, o którym pisze „Puls Biznesu”.

Jak czytamy w dzienniku, samorządy w tej części Europy czeka na pewno wzrost zadłużenia spółek komunalnych. Standard&Poor’s spodziewa się, że będzie ono wyższe o 6 procent i sięgnie 42,5 miliardów euro. Jest to spowodowane tym, że lokalne władze coraz więcej zadań inwestycyjnych zlecają własnym spółkom, co pozwala im uniknąć zaliczenia długu do nowego limitu zadłużenia.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Puls Biznesu/md/kry

podobne: Hulaj dusza piekła nie ma! Umorzenie dochodzenia nie musi być uzasadnione. Samorządy domagają się ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Za błędy urzędnika płaci ubezpieczyciel. i to: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. oraz: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu.

…co tu komentować. Klasyczny przykład (konsekwencja) wydawania cudzych pieniędzy.

„… Chodzi o przywrócenie ludziom władzy nad bogactwem, jakie swoją pracą wytwarzają, a z jakiej zostali podstępnie wyzuci przez Umiłowanych Przywódców pod pretekstem opieki. Jak zauważył nieżyjący już amerykański noblista Milton Friedman, mamy cztery sposoby wydawania pieniędzy. Pierwszy – kiedy wydajemy własne pieniądze na siebie samych. Wydajemy oszczędnie, a przede wszystkim – celowo, bo doskonale własne potrzeby znamy. Sposób drugi – kiedy wydajemy własne pieniądze na kogoś innego. Nadal wydajemy oszczędnie, ale już nie tak celowo, bo potrzeb tego innego człowieka nie znamy tak dobrze, jak własnych. Sposób trzeci – gdy wydajemy cudze pieniądze na nas samych. Nie liczymy się wtedy z kosztami, ale przynajmniej wydajemy celowo. I wreszcie sposób czwarty – gdy wydajemy cudze pieniądze na kogoś innego; ani oszczędnie, ani celowo, zwłaszcza gdy tych „innych” jest 38 milionów.

Państwo wydaje pieniądze w sposób trzeci i czwarty – bo nigdy nie ma własnych, tylko zawsze „cudze” tzn. – podatkowe…” (Stanisław Michalkiewicz)

2. cynik9: Rentowność polskiego długu w CHF ujemna. Gigantyczne koszty obsługi długu.

Awansowaliśmy do wąskiego grona emitentów długu z ujemną rentownością – pieją z zachwytu nad ministrem Szczurkiem media. Powodem piania ma być to że min. Szczurek dołożył ostatnio do polskiego zadłużenia zagranicznego blisko 2.5 miliarda złotych, sprzedając emisję rządowych krótkoterminowych obligacji we franku szwajcarskim. Obligacje musiały być chodliwe skoro rentowność sprzedanej emisji wyniosła ciut poniżej zera – minus 0.213% dokładnie. Oznacza to praktycznie że rząd zainkasuje o CHF3.7 mln więcej niż suma CHF580 mln którą będzie musiał zwrócić za 3 lata. Do tego nie będzie musiał płacić żadnych odsetek. Czy to dobrze czy źle?

Na powierzchni wygląda to na świetny deal. Min. Szczurek znalazł gdzieś grupę dzięciołów której opylił po fenomenalnie wysokiej cenie papier który prawdopodobnie za 3 lata warty będzie jedynie frakcję dzisiejszej ceny. Za te postrzyżyny dzięcioły w dodatku zdrowo mu płacą, a nie on im. Gdzie znalazł tylu? Tego nie wiemy. Pewne clue stanowi tu pewnie fakt że blisko połowę emisji nabyły podmioty polskie… 😉

Naszym zdaniem byłoby dużo lepiej gdyby min. Szczurek polski dług raczej redukował i tym się chwalił, zamiast wciągać naród w bagno jeszcze większego zadłużenia, nad parametrami którego nie ma w dodatku żadnej kontroli.(…) 

(…) czy negatywna rentowność obligacji w obcej walucie ma w tej sytuacji w ogóle jakieś znaczenie? Być może ma jedno – jest  kanarkiem w kopalni ostrzegającym przed nieuniknionym kolapsem. Negatywne rentowności oznaczają naszym zdaniem terminalną fazę mega bańki którą kończy się długa, sekularna hossa w długu suwerennym. W porównaniu do nadchodzącego kolapsu długu suwerennego kryzys 2008 wspominany będzie jako niedzielny piknik w parku.

Jeżeli minister Szczurek musiał nas bardziej zadłużać to pewnie lepiej że sprzedał dług dzięciołom drogo zamiast sprzedawać go tanio. Gorzej że sprzedał go w znacznej mierze dzięciołom polskim. Negatywne rentowności nie są jednak nigdy powodem do zadowolenia i nie są oznaką zdrowia. Są raczej symptomem choroby trawiącej system  i miernikiem obłędu inwestoriatu który nie kojarzy że mniej straci zaszywając po prostu franki szwajcarskie w siennik niż płacąc min. Szczurkowi za ich przechowanie. To dużo bezpieczniejsza opcja.

całość tu: twonuggets.com

podobne: Rabunek OFE nie pomógł, zadłużenie sektora finansów publ. wzrosło. Nierząd podniesie rządowi PKB. Na wojnie polsko-ruskiej zarobi Białoruś. oraz: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy. i to: Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach. Kondycja gospodarki Australii. Zatrudnienie w USA. Globalna prognoza ekonomiczna.

„Tylko w ubiegłym roku obsługa długu krajowego i zagranicznego pochłonęła 34,4 mld zł. W tym roku może być niestety gorzej. Wydana przez Ministerstwo Finansów broszura pt. „Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2015-2018” przewiduje, że w roku 2015 relacja kosztów obsługi długu do PKB wyniesie 1,8 proc. Jeśli wierzyć oficjalnym prognozom w 2015 roku polski PKB wyniesie ok. 550 mld USD, co licząc po kursie 3,70 zł daje nam 2 bln 35 mld zł. Wspomniane 1,8 proc. to 36,6 mld zł, czyli grubo ponad dwa miliardy złotych więcej niż wyniosły koszty obsługi długu w 2014 roku.

W kontekście powyższego warto odnotować, że zapadalność (czyli moment, kiedy dług należy oddać) w tym roku osiągnie aż 78,1 mld zł pożyczek i obligacji zaciągniętych w latach poprzednich. Uwzględniając dotychczasową politykę rządu polegającą na ciągłym rolowaniu zapadalnego długu (tj. zaciąganiu nowych pożyczek na poczet spłaty starych) niewykluczone, że ekipa Platformy pobije w tym roku rekord pod względem wysokości zaciągniętych długów, a tym samym jeszcze mocniej wyśrubuje koszty obsługi zadłużenia naszego kraju. Niestety za spłatę tych zobowiązań nie będą odpowiadali zaciągający je politycy lecz zwykli polscy podatnicy. Rząd będzie potrzebował coraz większej ilości pieniędzy, aby móc zaspokoić zagranicznych wierzycieli. W jaki sposób to uczyni? Nie inaczej jak tylko łupiąc Polaków fiskalnie jeszcze mocniej niż dotychczas. By żyło się lepiej!”

źródło: niewygodne.info.pl

podobne: FOR: dług publiczny to 250 proc. PKB; licznik długu znów na billboardach i to: Budżetowa ciuciubabka reaktywacja, czyli… Zadłużamy was dalej i co nam zrobicie?

3. „Nasz Dziennik” Państwo trzyma się za kieszeń„Puls Biznesu” Wojna o podatki„Puls Biznesu” Rząd nie lubi się dzielić z podatnikami„Nasz Dziennik” Fiskus łupi rodzinę.

20.04.2015 (IAR) – Prokuratura Generalna zniechęca ludzi ograbionych przez PRL do walki o zwrot swojego mienia – pisze „Nasz Dziennik”.

Jej szef Andrzej Seremet 10 kwietnia podpisał pismo, które wysłane zostało do wszystkich prokuratur. Zlecił w nim prokuratorom zainteresowanie się sygnałami o nieprawidłowościach w postępowaniach dotyczących restytucji mienia bądź uzyskania odszkodowań za mienie przejęte przez państwo po II wojnie światowej.

Zdaniem Andrzeja Seremeta, w całym kraju może dochodzić do patologii dotyczących reprywatyzacji. Zwraca też uwagę na brak ustawy, która regulowałaby zwrot przejętego mienia.

Z informacji Prokuratury Okręgowej w Warszawie wynika, że w ciągu ostatnich 2 lat zarejestrowano 30 postępowań wyjaśniających dotyczących restytucji mienia przejętego przez państwo w drodze nacjonalizacji lub wywłaszczenia.

Więcej o tym – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Nasz Dziennik”/vey/dyd

podobne: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. oraz: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta.

20.04.2015 (IAR) – Organ rządu przeciwko prezydenckiemu projektowi zmian w ordynacji podatkowej. O sprawie pisze „Puls Biznesu”. Chodzi o zaproponowane przez Bronisława Komorowskiego zmiany mające zwiększyć ochronę podatników przed fiskusem.

Jak czytamy w gazecie, pełniący pomocniczą rolę Stały Komitet Rady Ministrów zaakceptował dokument ostro krytykujący projekt i rekomendujący Radzie Ministrów zablokowanie nad nim prac w Sejmie. Komitet stwierdził, że propozycje są nieprecyzyjne, mogą powodować spory między podatnikami, a organami skarbowymi i uderzyć w dochody budżetu państwa oraz stanowić zagrożenie dla stabilności finansów publicznych.

Szef Pracodawców RP Andrzej Malinowski wyraził nadzieję, że Ewa Kopacz nie odrzuci zmian zaproponowanych przez głowę państwa. Dodał, że są one oczekiwane przez podatników, a premier przyznawała, że nie jest przeciwna wprowadzeniu rozstrzygania wątpliwości na korzyść obywateli.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Puls Biznesu”/vey/dyd

podobne: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. oraz: Polska gospodarka: Embargo nie zatrzymuje polskich owoców i warzyw (Rosja wylicza nam straty). Polski system podatkowy nieprzyjazny, państwo przegrywa z oszustami, tragiczna polityka surowcowa. Banki chcą by rząd dopłacał do ich zysków (KNF: to odsuwanie problemów w czasie), pieniądze ze SKOKów poza Kasą (będzie komisja śledcza?).

21.04.2015 (IAR) – Choć rząd ma pozytywne prognozy dla polskiej gospodarki i chce, by nasz kraj wyszedł z unijnej procedury nadmiernego deficytu, to nie planuje rychłej obniżki podatków. Pisze o tym wtorkowy „Puls Biznesu”.

Dziennikarze dotarli do szczegółów projektu programu konwergencji, który rząd musi przesłać do końca miesiąca do Brukseli. Wynika z niego, że minister finansów liczy na przyspieszenie tempa wzrostu PKB z obecnych 3,4 procent do 4 procent, ale dopiero za trzy lata. Mateusz Szczurek ma też nadzieję, że do 2018 roku dług publiczny spadnie do 49,1 procenta PKB, z 51,7 procenta w tym roku. Kilka dni temu minister zapowiedział, że będzie chciał uwolnić Polskę z unijnej procedury nadmiernego deficytu, która zabrania podejmowania działań obniżających dochody budżetu.

„Puls Biznesu” pisze, że ta procedura była do tej pory dla rządu wygodnym wytłumaczeniem, gdy wywoływany był temat obniżki podatków. Jak jednak wynika z programu konwergencji, tej w najbliższym czasie nie będzie. Ale są też plusy – nie wzrosną obciążenia dla branży tytoniowej i spirytusowej. Zyska też budżetówka, której rząd chce wreszcie odmrozić płace.

Więcej – w „Pulsie Biznesu”

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Puls Biznesu/md/kry

podobne: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków oraz: Szewczak o expose Kopacz: „obiecanki cacanki, a głupiemu radość”. Kosztowne obietnice wymagają POdjęcia działań blokujących odpływ kapitału do rajów podatkowych. polecam również: Jakub Wozinski: Nieczyste intencje chcących obniżać podatki

28.04.2015 (IAR) – Choć zrobili wszystko zgodnie z informacją uzyskaną od urzędnika i byli przekonani, że przysługuje im zwolnienie z podatku, to okazało się, że tak nie jest. Teraz muszą zapłacić kilkanaście tysięcy złotych. O fiskusie łupiącym rodzinę pisze „Nasz Dziennik”.

Gazeta opisuję historię małżeństwa z Krakowa, które najpierw kupiło małe mieszkanie, zaciągając kredyt. Później okazało się, że małżonkom potrzebne jest większe lokum. Mieszkanie sprzedali ze sporym zyskiem, by wkrótce kupić nowe. Z opinii uzyskanej w urzędzie skarbowym wynikało, że jeżeli wszystkie pieniądze ze sprzedaży przeznaczone zostaną na zakup nowego lokum, to małżeństwo zostanie zwolnione z obowiązku płacenia 19-procentowego podatku od dochodu.

Zgodnie z ustnym zapewnieniem urzędnika, pan Przemysław i jego żona wydali wszystkie pieniądze ze sprzedaży pierwszego mieszkania. Tymczasem po 5 latach skarbówka zmieniła sposób interpretacji przepisów. Nagle okazało się, że małżeństwo musi zapłacić zaległy podatek wraz z odsetkami – w sumie około 14 tysięcy złotych.

Więcej – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Nasz Dziennik/Siekaj

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz. oraz: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę

4. Innowacje muszą stać się udziałem MSPZwiązkowcy z „Polskiej Miedzi”bedą protestować w Warszawie

25.04.2015 (IAR) – Zbyt mało firm inwestuje w innowacje, badania i rozwój. Taka jest konkluzja raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości poświęconego innowacyjnej przedsiębiorczości.

Minister gospodarki zwrócił uwagę, że dziś zupełnie inaczej rozumiemy same innowacje. „Nie tak dawno jak w sektorze piekarniczym wymieniliśmy piec 25-letni na 5-letni to zaliczaliśmy do wielkiego efektu. Dzisiaj mówimy zupełnie o czymś innym” – stwierdził Janusz Piechociński. Wicepremier zauważył, że najbardziej innowacyjne są firmy o dużym kapitale. „Teraz trzeba wejść w sektor małych i średnich przedsiębiorstw, aby to u nich dokonał się postęp techniczno-technologiczny” – powiedział Janusz Piechociński. Dodał, że innowacyjność to także postawa, mentalność i proeksportowość.

Minister gospodarki przyznał, że na skutek problemów z eksportem na wschód zmniejszyła się liczba przedsiębiorstw sprzedających swoje produkty i usługi za granicą. To zdaniem Janusza Piechocińskiego przełożyło się również na mniejszą skłonność do inwestowania, zwłaszcza we wschodniej Polsce. Jak mówił wicepremier wśród małych i średnich firm w tym regionie utraciliśmy też potencjał chęć wychodzenia poza lokalny czy krajowy rynek.

IAR/Tomasz Marciniuk/jp

podobne: Lubowski: musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach. Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność”  oraz: Polska gospodarka: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie, chiński biznes zainteresowany polską żywnością. i to: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa.

…tak jest! Trzeba żeby państwo wejszło (najlepiej siłom) do sektora MŚP i ustawą nakazało innowacje (proponuję posadzić w każdej firmie urzędasa żeby tego pilnował) 😀 Tymczasem „przyjazna” polskiej przedsiębiorczości polityka rządu dokonuje dalszych „postępów” na polu jej wspierania (a tym samym „rozwoju” i opłacalności innowacyjności) tak że nawet taki potentat i perspektywiczna firma jak KGHM ma po dziurki w nosie państwowej troski o polski biznes (dość też wspomnieć o ostatnim przetargu na helikoptery dla wojska gdzie polski zakład ze Świdnika musiał obejść się smakiem)…

16.04.2015 (IAR) – Związkowcy z „Polskiej Miedzi” podejmują kolejną próbę walki z podatkiem od niektórych kopalin. Taką daninę największy dolnośląski koncern musi płacić jako jedyny w Polsce.

Chodzi o ponad 6 milionów złotych dziennie. Pojutrze z Lubina do Warszawy wyjedzie kilkaset osób, by przypomnieć rządowi, że poprzez taki wzrost kosztów, praca wielu oddziałów przestała być opłacalna – podkreśla Leszek Hajdacki, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego.

„Jedziemy w najbliższą sobotę do Warszawy, żeby przed ministerstwem skarbu i przed ministerstwem finansów powiedzieć, że się mylą, że powinni jeszcze raz rozpatrzyć problem i nie patrzeć w kategoriach bliskiego czasu, ale przyszłości całego regionu” – mówi związkowiec.

Reprezentanci załogi w Radzie Nadzorczej wystosowali specjalną petycję do ministrów: skarbu państwa i finansów. Pozostali członkowie Rady – odmówili złożenia podpisów pod dokumentem. Strona rządowa od początku obowiązywania podatku podkreśla, że wpływy z KGHM-u poprzez budżet centralny trafiają do biedniejszych regionów naszego kraju – głównie na wschodzie.

IAR/Legnica, Andrzej Andrzejewski/Radio Wrocław//moc/buch

podobne: „List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Koszt zaniechania prywatyzacji. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm. oraz: Polskie górnictwo węglowe to skansen i elektrownie go nie uratują. Podatek od srebra i miedzi dobija przemysł wydobywczy. Biurokracja największym wrogiem polskiej gospodarki. NIK o marnotrawstwie w Polskim Holdingu Obronnym.

źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

cynik9: I ty nie zostaniesz inwestorem czyli przepraszanie za bessę. Po co jest złoto?


„…Niestety, większość ludzi zatrzymuje się właśnie w sferze marzeń.  Nie są materiałem na inwestorów i prawdopodobnie nigdy nimi nie będą. Po prostu potrzebne są do tego pewne predyspozycje, pewna znajomość rzeczy,  samodzielność,  tolerancja na ryzyko. I nie mówię tutaj o rzeczach ewidentnie ryzykownych, o wchodzeniu na cienkie gałązki aby zerwać soczysty owoc spekulacji. Mówię o rzeczach najbardziej prozaicznych – takich jak chociażby nabycie złotego krugerranda i zrozumienie tego konsekwencji.

Dla inwestora który rozumie rolę złota fizycznego w zdywersyfikowanym portfelu inwestycyjnym,  szczególnie w kontekście zbliżającej się zmiany systemu monetarnego,  stanowi to komfort psychiczny. Dla reszty będzie to głównie źródło dyskomfortu i okazja do nieprzespanych nocy. Stało się to całkiem jasne z tenoru wczesnych komentarzy w 2GR które po każdorazowej korekcie w złocie przypominały swoistą poczekalnię u psychiatry. To był nasz błąd który skorygowaliśmy dawno temu. Powiedziałem wtedy never again; terapie nie będą obszarem naszego zainteresowania.

(…)Mogę zapewnić że zmian w naszej strategii inwestycyjnej w odniesieniu do złota nie ma żadnych. Jak od lat, trzon portfela inwestycyjnego stanowi niezmiennie złoto fizyczne. Czas aby część tę ewentualnie uzupełnić może być obecnie lepszy niż był od dawna,  co niekoniecznie znaczy że bessa się kończy.  Ryzykiem inwestora jednak nie jest mieć złoto w bessie;  ryzykiem jest nie mieć złota w hossie

(…)To że ktoś jest rozczarowany wynikami złota w ostatnich latach jest rzeczą w pełni zrozumiałą,  chociaż sygnalizującą błędne przesłanki dla których kiedyś je nabył.  To że ktoś nieprzygotowany do roli inwestora pozbył się w desperacji kupionej wcześniej złotej monety jest natomiast rzeczą niefortunną.  Nie powinien naszym zdaniem tego robić,  zwłaszcza w bessie.  Za jakiś czas znowu zaświeci słońce i dla większości ludzi złoto fizyczne którego się wczesniej nie pozbyli będzie prawdopodobnie jedną z nielicznych rzeczy luźno związaną z finansami którą warto się będzie pochwalić wnukom.

W odróżnieniu od spekulacji która rządzi się innymi prawami nie ma „złego czasu” do inwestowania w złoto. Jest jedynie „inwestowanie” w złoto przez tych którzy od jakiegokolwiek inwestowania powinni trzymać się z daleka. Bezpieczniej skupić się na wrzucaniu obiegowego bilonu do porcelanowego prosiaczka.

Niestety,  potwierdza to tylko trafność naszej dawnej decyzji – i ty nie zostaniesz inwestorem.”

całość tu: dwagrosze.com

…i komentarz który nie wymaga komentarza gdyż nie dość że świetnie uzupełnia sam artykuł, to traktuje o „spiritus movens” inwestycji w takie aktywo jak złoto… albowiem kto wie do czego ono służy (obok wyrobu biżuterii) ten będzie spał spokojnie podczas bessy takich czy innych papierów bo wie, że póki ten metal cieszy się zasłużonym zainteresowaniem to wszystkie drogi i tak ostatecznie prowadzą do niego, a że po drodze będą górki i dołki to już taka kolej rzeczy (nie tylko dla złota)… (Odys)

„1) Jest zły czas na inwestowanie w złoto – czas w którym jest ono drogie – tzn. wówczas gdy kupić za nie można więcej niż 20 baryłek ropy, oczywiście wówczas złoto jest w „hossie” i wszelkiej maści ynwestorzy merdają ogonkami, „bo siedzą w pociągu z napisem hossa”… A wystarczy sobie zrobić wykres Gold:Oil i obserwować, gdzie na wykresie się znajdujemy.
2) Do tego jednak trzeba zrozumieć złoto. Jeśli ktoś go nie rozumie będzie pisał o hossach i bessach, będzie płakał jak mu będzie spadać wartość w $/EUR/PLN… Po co inwestujemy w złoto? Czyż nie po to, żeby zachować kapitał na czas, kiedy nie będziemy już zdolni do pracy, a będziemy chcieli korzystać z życia, a nie grzebać w śmietnikach? I co w związku z tym za różnica, czy dziś złoto kosztuje 1200$, 1800$, 2400$, 12000$? A no jest różnica, bo jeśli dziś złoto kosztowałoby 2400$, to zamiast 1oz. stać nas byłoby zaledwie na 1/2 oz. A przy cenie 12k $ zaledwie na 1/10 oz! Chwalmy więc banksterów, że pozwalają nam na tanie zakupy – największe nieszczęście to rosnąca cena złota!!!
3) Jak można w ogóle rozpatrywać papierową cenę złota w przeddzień upadku systemu monetarnego, który obowiązuje na świecie od 43 lat? Jest to system fiat money bez żadnego linku do metali – eksperyment jakiego świat nie znał – ze zmanipulowaną w dół ceną metali szlachetnych, aby ukryć dramatycznie pikującą wartość papierowych walut. Sorry ale ja od kilku lat jestem w nieustannych przygotowaniach do hiperinflacji, która dotknie $, a wraz z jego upadkiem do rewaluacji złota, która musi nastąpić, żeby zastąpić jego wartość w bilansach banków centralnych, wartością czegoś, co tam czeka, żeby zostać zrewaluowanym…
4) Jak można w ogóle rozpatrywać dziś inwestycję w akcje, obligacje, czy inne papiery – kiedy od 30 lat trwa w najlepsze orgia papierowa, która „kończy się dziś” orgietką na „junk bonds”. Co prawda ceny akcji mogą rosnąć, przy upadających gospodarkach (np. Merval), jednakże wówczas metal jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem. Ponadto nad papierami wisi cały czas góra około $700 bilionów (ang. trilions) derywatyw, a już 2008 rok pokazał, co się dzieje, kiedy pęka „łańcuszek szczęścia”.

Mógłbym jeszcze tak długo – o upadającym petrodolarze, o azjatach skupujących całe możliwe do wzięcia złoto, nie oglądających się na bessy i hossy, o pustych skarbcach w Londynie, które jeszcze dwa lata temu wyładowane były złotem po sufit…

Ale powtórzę – narzekający na spadki ceny złota kompletnie nie rozumieją po co je posiadają, więc ich narzekanie jest podobne do narzekania posiadacza polisy na życie, który sobie karku nie skręcił.”

podobne: Złoto – mieszane nastroje oraz: Szwajcarzy podejmą decyzję, czy zwiększyć do 20 procent minimalne rezerwy złota. Trader21 i inwestowanie w spółki wydobywcze. i to: Cena złota utrzyma się w okolicach 1200-1400 USD/ uncję, do hossy droga daleka. a także: Independent Trader: Koniec London Silver Fix. Kiedy skończy się manipulacja cenami metali szlachetnych?

Polecam również „perfidne” spojrzenie na problem złota i innych aktywów w kontekście stricte politycznym z domieszką teorii spiskowej  autorstwa Piotra Siarki – Dlaczego cena złota spada i spadać będzie.

Złota zasada Murphiego

Złota zasada Murphyego

Szwajcarzy podejmą decyzję, czy zwiększyć do 20 procent minimalne rezerwy złota. Trader21 i inwestowanie w spółki wydobywcze.


1. Szwajcarzy podejmą decyzję, która może być brzemienna w skutki.

30.10.2014 (IAR) – Szwajcarzy za miesiąc podejmą decyzję, która może być brzemienna w skutki dla 700 tysięcy Polaków, którzy spłacają kredyt mieszkaniowy we frankach szwajcarskich. 30 listopada powiedzą w referendum, czy opowiadają się za zwiększeniem w ich kraju do 20 procent minimalne rezerwy złota. Zdaniem analityków, to może, ale nie musi oznaczać umocnienia się ich waluty.

Prezes Związku Banków Polskich również studzi emocje. Apeluje, by nie podkręcać napięcia, a spokojnie poczekać, co się wydarzy. Krzysztof Pietraszkiewicz dodaje, że to jak się zachowuje kurs jakieś waluty jest składową wielu, a nie jednego czynnika.

Krzysztof Pietraszkiewicz podkreśla, że kredyty we frankach w Polsce są bardzo spłacane. Przy okazji po raz kolejny zaapelował, by kredyty mieszkaniowe zaciągać tylko w tej walucie, w której się zarabia.

Wczoraj, Jan Krzysztof Bielecki poinformował, że premier Ewa Kopacz zwróciła się do szefa Komisji Nadzoru Finansowego, by ten przeprowadził tak zwane testy wytrzymałościowe banków na wypadek umocnienia się szwajcarskiego franka. Przewodniczący Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów podkreślił, że nie ma na razie mowy o jakimkolwiek ewentualnym projekcie wsparcia kredytobiorców z budżetu państwa.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/K.P./dj

źródło: stooq.pl

podobne: cynik9: Szwajcarzy odrzucają płacę minimalną. Lewactwo odprawione z kwitkiem.

2. Niezależny Portal Finansowy: Inwestowanie w spółki wydobywcze.

„…Po trzyletnim okresie bessy potencjał do spadków, zarówno cen metalu, jak i akcji spółek wydobywczych jest relatywnie mały. Nikt, jednak nie zagwarantuje nam, że ceny od razu zaczną rosnąć lub spadki się nie pogłębią w nadchodzących miesiącach. Co więcej, wahania notowań mogą dostarczyć ogromnych emocji, które jak wiadomo są najgorszym doradcą. Czasami lepiej odpuścić sobie dane aktywo i spać spokojnie…”

Inwestowanie w kompanie zajmujące się wydobyciem złota i srebra jest o wiele bardziej ryzykowne, od zakupu fizycznego złota, czy srebra. Posiadając metal fizyczny jesteśmy niezależni od systemu. Co więcej, jedynym co utrzymuje niską cenę metalu jest manipulacja papierowymi derywatami, która w obliczu ogromnego transferu metalu na wschód, zakończy się docelowo znacznie wyższymi cenami metalu, niż obecnie.

Z akcjami kompanii wydobywczych nie jest tak prosto. Cena metalu, determinująca przychody firmy, to tylko jedna strona metalu. Po drugiej stronie, znajduje się mniej lub bardziej kompetentny zarząd oraz geolodzy. Często trzeba zmagać się ze związkami zawodowymi, czy ekologami. Nie można także zapominać o ryzyku politycznym, począwszy od znacznego wzrostu opłat związanych z wydobyciem, kończąc na nacjonalizacji w imię wyższych celów.

Z drugiej strony, jednak w przypadku wzrostu cen metalu, akcie kompanii wydobywczych mogą doznać spektakularnego rajdu, wielokrotnie wyższego od wzrostu ceny złota, czy srebra.

Najważniejszy w całym procesie inwestowania w spółki wydobywcze jest fakt, że obecnie zdecydowana większość firm generuje minimalny zysk lub nie generuje go wcale. Powodem są oczywiście niskie ceny metalu. Większość producentów, mimo iż drastycznie obniżyła koszty, często posuwając się do zamknięcia nierentownych kopalń,  nadal ma problem z wypracowywaniem zysku.

W ostatnim czasie środowisko kompanii obiegła informacja, że w odpowiedzi na zaniżanie cen srebra, First Majestic Silver Corporation zawiesza 35% wydobycia. Co więcej, Prezes Kompanii – Neumeyer powiedział, iż nie będą wydobywać srebra za pół darmo i, że First Majestic mówi dość. Neumeyer wezwał także innych producentów srebra do przeciwstawienia się manipulacji.

Na jakim poziomie są ceny akcji producentów złota i srebra?

Dobrym wskaźnikiem zachowania akcji kompanii wydobywających złoto i srebro jest indeks XAU. Odzwierciedla zmiany cen akcji 30 największych firm z branży.

indeks XAU

Jak widzimy na wykresie, ceny akcji spółek wydobywczych spadły obecnie prawie do poziomów z końca 2008 roku, kiedy dochodzliśmy do dna bessy w akcjach, a ceny metali sięgnęły 750 USD w przypadku złota i 10 USD dla srebra. Co prawda, w ciągu ostatnich 6 lat znacznie wzrosły koszty wydobycia obu metali, jednak nic nie uzasadnia aż takiej skali spadków. Warto zrócić także uwagę na fakt, że ceny akcji kompanii wydobywczych oscylowały na podobnych poziomach, jak dziś w latach 2002 – 2005, kiedy ceny obu metali były wielokrotnie niższe niż obecnie.

Czy po trzech latach spadków cen akcji spółek wydobywczych możemy wreszcie oczekwiać powrotu do normalności?

Otóż, moim zdaniem, spadek, o którym mowa zakończył się w grudniu 2013. Od tego czasu, ceny kompanii poruszają się w pewnym kanale.

Od grudnia 2013 roku ceny dużych spółek dwukrotnie wzrosły o ok. 20 – 25%, po czym oddawały cały wypracowany zysk. Dla porównania, indeks małych spółek rosł, w tym samym czasie o prawie 50%, jednak i w tym przypadku spadki były bardziej spektakularne. Obecnie, ponownie jesteśmy w tym samym miejscu, co w grudniu 2013.

Jeżeli kogoś nie odstrasza taka zmienność, to przejdę do opisu, w jaki sposób inwestować w spółki wydobywcze. Zacznę może jednak nietypowo, w jaki sposób bezwzględnie nie inwestować?

Czego nie robić?

Najgorsze, co możemy zrobić, to kupić akcje jednej, czy dwóch firm z branży, tylko dlatego, że ktoś nam akurat tak doradził lub przeczytaliśmy jakiś artykuł. Akcje reprezentują konkretne przedsiębiorstwo, zaś niezależnie od tego, jak dobrze jest ono zarządzane, zawsze istnieje ryzyko bankructwa, a tym samym ryzyko spadku ceny akcji do zera!

Dobrym przykładem są np. spółki będące na początkowym etapie wydobycia, tzw. Junior Miners. Jeżeli przyjrzymy się dziś, np. 10 takim firmom, to w perspektywie 3-5 lat co najmniej dwie z nich zbankrutują. Trzy firmy będą przejadać kapitał inwestorów na uruchomienie produkcji, która może nigdy nie wystartować. Kolejne cztery uruchomią produkcję i przyniosą przyzwoite zyski. Jedna natomiast okaże się prawdziwą perełką, której cena akcji może wzrosnąć dziesięciokrotnie, czy więcej. Czy kupując akcje dziś trafimy na bankruta czy perełkę? Tego nie wiemy.

Jak zatem inwestować w akcje producentów złota czy srebra?…”

Trader 21

polecam całość jak zwykle interesującej lektury tu: independenttrader.pl

Trader 21 i:

– sytuacja dolara oraz program rzekomego zakończenia QE

– sytuacja na rynku spadających cen ropy naftowej

– rola Chin w obecnym zamieszaniu na rynkach finansowych

– kwestia referendum w Szwajcarii oraz oraz system kreacji pieniądza tu independenttrader.pl

podobne: Independent Trader: Koniec London Silver Fix. Kiedy skończy się manipulacja cenami metali szlachetnych? oraz: Co z tym złotem? Goldmanowe podjudzanie do sprzedaży „papierków”, kontra ciche skupywanie fizycznego złota przez Chiny. polecam również: Złoty parytet czyli… cynik9 o „London Gold Pool” (rocznica kolapsu) i to: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin. a także: Cena złota utrzyma się w okolicach 1200-1400 USD/ uncję, do hossy droga daleka.

Stanislav Plutenko - W ogień

Stanislav Plutenko – W ogień

Sprawdź komu powierzasz pieniądze a dla dobra ZUSu żyj krótko i nie wydawaj za dużo, czyli jak Pilon „pomógł” Piratowi. TFI – Teraz Chiny?


1. Uwaga na skomplikowane produkty do oszczędzaniaSprawdź komu powierzasz pieniądze.

10.08.2014 (IAR) – Na emeryturę warto odkładać. Na oszczędzających czyhają jednak pułapki. Skomplikowane produkty finansowe i nierzetelność sprzedających odstraszają od oszczędzania na starość.

Rzecznik Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Małgorzata Cieloch podkreśla, że przybywa skarga na skomplikowane produkty finansowe, które łączą funkcję inwestycji i ubezpieczenia. W ostatnich miesiącach UOKiK na jeden z podmiotów oferujących takie produkty otrzymał ponad 200 skarg. Klienci często nie są informowani o ryzyku inwestycyjnym czy o opłatach za rezygnację z produktu.

Urząd przygotowuje raport na temat skomplikowanych polis inwestycyjnych. Rozmówczyni IAR dodaje, że sprzedawcy oferują je czasem osobom, które nie powinny z nich korzystać. Większość skomplikowanych produktów finansowych działa przez 10 czy 15 lat. Nie zawsze osoby powyżej 70. roku życia są w stanie skorzystać z odłożonych pieniędzy.

Szczegółowy raport na temat długoterminowych inwestycji finansowym będzie gotowy pod koniec tego roku. Już teraz specjalną kampanię informacyjną „Sprawdź, komu powierzasz” prowadzi Komisja Nadzoru Finansowego wspólnie z Polskim Radiem.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk/nyg

10.08.2014 (IAR) – Czytać umowy i sprawdzać komu powierzamy pieniądze. To prosty sposób, żeby uniknąć rozczarowania i nie stracić oszczędności życia. Komisja Nadzoru Finansowego i Polskie Radio prowadzą kampanię informacyjną w tej sprawie.

Przedstawiciel nadzoru finansowego, Maciej Krzysztoszek ostrzega, że część produktów finansowych jest skomplikowana. Zachęca on do czytania umów. W niej zawarte są wszystkie informacje i warunki. Podpisując ją zobowiązujemy się do jej przestrzegania. Jeżeli nie rozumiemy zasady działania produktu finansowego, możemy poprosić o wyjaśnienia.

Warto sprawdzić też samą instytucję finansową. Chodzi o gwarancje Ubezpieczeniowego lub Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. A na stronie internetowej nadzoru (www.knf.gov.pl) można znaleźć też listę ostrzeżeń. Są na niej podmioty, które prowadzą działalność niezgodnie z prawem. Przyda się także rozmowa z klientami instytucji oraz sprawdzenie forów internetowych.

KNF realizuje kampanię informacyjną wspólnie z Polskim Radiem oraz TVP. Jej celem jest edukacja Polaków w obszarze problematyki gospodarczej.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk/nyg

podobne: Polska rajem dla oszustów polecam również: NIK: może nie starczyć na emerytury (prezydencka minister uważa dopłacanie do FUS za „wypłacalność”)

…ta troska o nasze pieniądze oprócz tego że jest jak najbardziej uzasadniona, to w zestawieniu z pewnymi okolicznościami jakie są udziałem większości ludzi dysponujących w Polsce dochodem jest wprost wzruszająca. W związku z tymi okolicznościami ciekawi mnie więc brak na owej liście „ostrzeżeń” i brak słowa w kampanii ostrzegawczej na temat największej piramidy finansowej na rynku ubezpieczeń w Polsce, która nie tylko nie bawi się w zawieranie umów z klientem a raczej petentem, (co niejako usprawiedliwia brak ostrzeżenia przed ich czytaniem – brak umowy, kłopot z głowy! 😉 ), ale uważa się powszechnie, że jej oferty nie dotyczy pojęcie „ryzyka inwestycyjnego” (wbrew wynikom jakie osiąga z roku na rok, będąc na coraz większym minusie!). Nie wspominając o tym, że ta „instytucja” NIKOGO nie oszczędza w kwestii rozczarowania z jej wyników finansowych, chociaż każdy pracujący powierza jej przez CAŁE ZAWODOWE ŻYCIE nie małe środki (i to wcale nie z własnego wyboru), z których to środków nie jeden „ubezpieczony” (nie tylko po 70 roku życia a nawet wcześniej!) nie zdążył wydać nawet złotówki.  Co się z tymi osieroconymi środkami dalej dzieje to swoją drogą też ciekawy temat – Złodzieje Ukradli Składki: Zniknęło 8 mld zł z kont emerytalnych w ZUS… Mowa oczywiście o „gwarancie” naszej przyszłości i „jedynie sprawiedliwym” systemie ubezpieczeniowym na świecie – ZUSie.

…Gdyby ubezpieczenia społeczne funkcjonowały na zasadzie umowy, to wyglądałaby ona tak: ty obywatelu „ubezpieczony” będziesz przez co najmniej 30, albo 35 lat oddawał ubezpieczalni połowę swego dochodu, a ubezpieczalnia kiedyś coś ci da. „Kiedyś” – bo Sejm zawsze może zmienić wiek emerytalny – i właśnie to zrobił oraz „coś” – bo Sejm zawsze może zmienić sposób naliczania emerytur – i właśnie się do tego szykuje. Jeśli w takiej sytuacji ktoś jeszcze uważa przymusowe ubezpieczenia społeczne za dobrodziejstwo i wiekopomną zdobycz ludu pracującego, to znaczy, że jest humańskim durniem, wobec którego nie powinno być żadnej litości… (Stanisław Michalkiewicz)

2. Długowieczność jest super, ale nie dla portfelaGUS – Wydłuża się nasze życieOszczędzanie na emeryturę. Skąd wziąć pieniądze. 

Żyjemy coraz dłużej i powinniśmy się z tego cieszyć. Poza oczywistymi plusami, długowieczność ma też słabsze strony. Podstawową jest to, z czego to dłuższe życie będziemy finansować. Możliwości jest kilka, ale tą, na którą mamy największy wpływ my sami, jest po prostu regularne oszczędzanie. Niestety, nic tego nie zastąpi.

Zgodnie z opublikowanym właśnie przez GUS raportem dotyczącym trwania życia, mężczyźni urodzeni w 2013 roku mogą liczyć na to, że średnio dożyją 73,1, a kobiety 81,1 roku życia. Średnia długość trwania życia wydłuża się dynamicznie i nieprzerwanie od 1991 roku. Wówczas mężczyźni dożywali niespełna 66, a kobiety nieco ponad 75 roku życia.

Co więcej, średnia długość życia wydłuża się szybciej, niż w swoich oficjalnych prognozach zakładał GUS. Wg ostatniej takiej prognozy, na lata 2008-2035, GUS oczekiwał, że średnio 81 roku życia dożywały będą dopiero kobiety urodzone po 2020 roku. Podobnie jest w przypadku mężczyzn, dla których średnia długość trwanie życia miała przekroczyć 73 lata dla urodzonych w okolicach 2018-2019 roku.

To co cieszy chyba nas wszystkich, jest niestety dużym zmartwieniem dla ZUS-u. Wylicza on bowiem nowe emerytury, uwzględniając między innymi właśnie średnie dalsze trwanie życia na podstawie specjalnie w tym celu co roku publikowanych przez GUS tablic. Krótko mówiąc, jeśli długość dalszego życia została na tej podstawie w wyliczeniach ZUS-u niedoszacowana, to osoby starające się o emeryturę będą pobierały ją dłużej niż się zakłada, zatem i potrzeby finansowe ZUS-u będą większe niż obecnie się zakłada. Te braki trzeba będzie czymś sfinansować. Bazując na ostatnich doświadczeniach, na myśl przychodzi najpierw zagarnięcie pieniędzy, które pozostały jeszcze w OFE (aktualnie to ok. 147 mld zł), a potem pozostaje już tylko podnoszenie podatków.

Żyjemy dłużej, bo – jak wskazuje ZUS – korzystamy z rozwoju nowych technologii medycznych i nowoczesnych metod diagnostycznych, ale także z generalnej poprawy kondycji zdrowotnej Polaków, realizowanej przez prozdrowotny styl życia. Jeśli jednak polepszającą się kondycją chcemy cieszyć się na emeryturze, powinniśmy też uwzględniać wydłużające się oczekiwane dalsze trwanie życia we własnych kalkulacjach. Z gusowskich tablic wynika, że mężczyźni, którzy w 1990 roku mieli 30 lat, przeciętnie mieli dożyć 69,1, zaś kobiety 77,2 roku życia. W 2013 roku jest to już odpowiednio 74,3 i 81,8 lat. Warto jednak zwrócić uwagę, że im dłużej żyjemy, tym wiek statystycznie możliwy do osiągnięcia zwiększa się. Z tablic wynika bowiem, że w 2013 roku 60 letni mężczyzna przeciętnie może dożyć 78,7, a kobieta 83,9 roku życia.

Podsumowując, wiele wskazuje na to, że obecni 30-40 latkowie mają duże szanse na to, żeby dożyć dziewięćdziesiątki. A to oznacza, że przy aktualnym wieku emerytalnym, który dla kobiet i mężczyzn wynosi 67 lat, trzeba się liczyć tym, że życie na emeryturze potrwa nawet grubo ponad 20 lat. Dlatego, odkładając z myślą o dodatkowej emeryturze, trzeba zdecydowanie uwzględnić to, na jak długo – potencjalnie – te oszczędności będą nam potrzebne. Jeśli ktoś, kto ma obecnie 30 lat, czyli do emerytury pozostaje mu jeszcze 37 lat, zacznie teraz odkładać miesięcznie 200 zł, przy średniej rocznej stopie zwrotu na poziomie 5 proc., w chwili przejścia na emeryturę ma szansę zgromadzić kapitał w wysokości ok. 260 tys. zł. Jeśli potem ulokuje go na bezpiecznej lokacie, z której będzie miał 3 proc. zysku rocznie, to wystarczy, że co miesiąc przez 15 kolejnych lat, będzie wypłacać sobie, z kapitału i z zysku, dodatkową emeryturę wysokości niespełna 1800 zł. Warto w tym miejscu odnotować, że za te 1800 zł za 40 lat będzie można kupić mniej więcej tyle, ile dziś na 700 zł (jeśli średnia roczna inflacja w tym czasie wyniesie 2,5 proc.). Jeśli teraz ten ktoś, wiedząc, że musi się liczyć z tym, że na emeryturze spędzi znacznie więcej czasu, w powyższych obliczeniach zmieni tylko jedną zmienną, a mianowicie wydłuży okres wypłaty na 25 lat, to jego miesięczny dodatek do państwowej emerytury spadnie o jedną trzecią, do zaledwie 1200 zł (na dzisiejsze pieniądze to ok. 450 zł).

Co zrobić, żeby uzupełnić deficyt? Odpowiedź jest prosta: trzeba odkładać więcej. Zamiast 200 zł miesięcznie, trzeba by odkładać ok. 300 zł. Innym rozwiązaniem jest np. coroczna indeksacja odkładanej kwoty. Możemy więc zacząć od 200 zł miesięcznie, a następnie zwiększać tę kwotę o 3 proc. każdego roku, żeby osiągnąć mniej więcej ten sam efekt, jakbyśmy odkładali przez cały okres stałą kwotę równą 300 zł.

Długowieczność, poza chyba oczywistymi korzyściami jakie z niej płyną, rodzi także oczywiste problemy natury finansowej. Może i nie każdy, ale na pewno większość z nas, chciałaby żyć jak najdłużej, ale pracować jak najdłużej pewnie już nie koniecznie. Żeby tak było, trzeba o tym zacząć myśleć odpowiednio wcześniej, pamiętając o tym, że im wcześniej zaczyna się oszczędzać o myślą o tak odległym w czasie celu jak emerytura, tym mniejszym jest to wyrzeczeniem, bo mniejsze kwoty trzeba odkładać. A na przyszłą emeryturę można przejść nie czekając do 67 urodzin.

(Bernard Waszczyk – Open Finance)

podobne: Reforma emerytalna: OFE, ZUS, IKZE. Zakaz inwestowania OFE w obligacje – groźny oraz: „Ostateczne” zmiany w OFE wchodzą w decydującą fazę… kradzieży.

10.08.2014 (IAR) – W Polsce rodzi się mało dzieci. Żyjemy coraz dłużej. To oznacza, że emerytury dzisiejszych 30 czy 40-latków będą niższe niż obecnie.

Rzecznik prasowy Głównego Urzędu Statystycznego, Artur Satora, podkreśla, że Polacy żyją coraz dłużej. W 1950 roku mężczyźni żyli średnio nieco ponad 56 lat, a kobiety prawie 62 lata. W 2013 roku było to odpowiednio ponad 73 lata i ponad 81 lat.

Wciąż jednak sporo brakuje nam do europejskiej czołówki. Wśród 40 krajów nasz kraj zajmuje lokatę dopiero w trzeciej dziesiątce: mężczyźni 28, kobiety 24 miejsce. Najdłużej żyją mężczyźni w Islandii i Szwajcarii (odpowiednio 81,6 i 80,6 lat), najkrócej w Rosji – 63 lata. Wśród kobiet za długowieczne można uznać Hiszpanki czy Francuzki, które żyją przeciętnie ponad 85. Najkrócej w Europie żyją Mołdawianki -74,9 oraz Albanki i Rosjanki – 75 lat.

Negatywnie na przyszłe emerytury Polaków wpływa też mała liczba urodzeń. W rozmowie z IAR, rzecznik Głównego Urzędu Statystycznego, wyjaśnia, że w Polsce 100 kobiet rodzi około 130 dzieci. To zbyt mało, żeby zapewnić prostą zastępowalność pokoleń.

W minionym tygodniu GUS zaprezentował tablice długości życia Polaków w 2013 roku. Wynika z nich, że w porównaniu do 1990 roku kobiety żyją dłużej średnio prawie 6 lat, a mężczyźni prawie 7.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze /GUS/sk

…emerytury nie biorą się z dzieci ale z PRACY i KAPITAŁU wytwarzanego w MIEJSCACH PRACY. W Polsce pomimo milionów ludzi którzy wyemigrowali ZA PRACĄ jest ponad milion DŁUGOTRWALE bezrobotnych i to jest główny problem niewydolności ZUSu zaraz obok ogromnej rzeszy ludzi którym ZUS wypłaca „ubezpieczenie” chociaż nie dołożyli oni do systemu ANI ZŁOTÓWKI… Będą miejsca pracy to i będzie komu odkładać na emeryturę. Nie wspominając o tym, że ludzi bez pracy nie tyle nie stać na odkładanie na emeryturę (niby z czego?) ale przede wszystkim nie stać ich na posiadanie dzieci…

10.08.2014 (IAR) – Warto oszczędzać na emeryturę, ale skąd wziąć dodatkowe środki? Eksperci twierdzą, że problemem nie są zbyt niskie zarobki, ale brak kontroli nad wydatkami.

Autor bloga „Finanse bardzo osobiste”, Marcin Iwuć podkreśla, że większość z nas może wygospodarować nadwyżkę w domowym budżecie. W wielu przypadkach wydajemy pieniądze nieświadomie i kupujemy przedmioty, które nie są nam potrzebne. Rozmówca IAR wyjaśnia, że pierwszym krokiem do wygospodarowania oszczędności jest zaplanowanie budżetu domowego.

Kawa czy posiłki spożywane na mieście nadwyrężają nasz budżet. Podobnie jest z zakupami w marketach. W obu przypadkach planowanie pozwoli zaoszczędzić kilkadziesiąt do kilkuset złotych miesięcznie.

Jak wybrać sposób inwestowania pieniędzy? Większe zyski oznaczają zwykle większe ryzyko utraty kapitału. Ci, którzy mają więcej czasu do emerytury mogą zdecydować się na inwestycje w akcje. Starsi powinni inwestować w bardziej bezpieczne obligacje czy lokaty.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Arkadiusz Augustyniak / Karol Tokarczyk/sk

podobne: Opodatkowanie IKZE. Zachęcają żeby samemu oszczędzać a i tak wszędzie rabują.

większość z nas może wygospodarować nadwyżkę w domowym budżecie. W wielu przypadkach wydajemy pieniądze nieświadomie i kupujemy przedmioty, które nie są nam potrzebne… Ale że się wyrażę – co to kogo obchodzi na co ludzie wydają SWOJE pieniądze? Przecież większość z nas oddaje nie małe sumy przez całe zawodowe życie (nie z własnej woli i często nieświadomie) na „ubezpieczenie”, gdzie nie dość że w sporej części są marnowane i wypłacane ludziom którzy ani złotówki nie dołożyli do wspólnego wora, to na dodatek są one nieefektywnie zarządzane a braki jakie z tego tytułu powstają w domowych budżetach są zgubne bezpośrednio dla ich właścicieli jak i dla gospodarki. Gdyby nie przymus tego wydatku, to ludzie mogliby spokojnie odkładać te sumy na konto, albo w inny sposób inwestować (choćby w dzieci) samemu zabezpieczając swoją przyszłość a państwo nie miałoby obowiązku „troszczyć” się i „zapewniać” komukolwiek (nie)godnej emerytury.

W świetle kwot jakie są ludziom pod przymusem zabierane, obywatel w ogóle nie powinien zastanawiać się nad szukaniem dodatkowych oszczędności skoro ktoś już za niego „oszczędza” i pobiera na ten cel spore pieniądze. Takie podejście do kwestii oszczędzania na emeryturę, jest dla mnie odwracaniem uwagi od głównego problemu – piramidy finansowej zwanej ZUSem. Kto mając choć trochę elementarnej wiedzy na ten temat, pomija wkład ZUSu w dywagacjach nad emeryturą (celowo czy przez przeoczenie), ten jest albo cichym wspólnikiem systemu mającym na celu pogodzić ludzi z sytuacją w której są okradani, albo jest kretynem bo nie wie czym jest ZUS i jakie generuje on koszta dla zarobków i możliwości oszczędzania przez ludzi pieniędzy. Najpierw oddać ludziom ich pieniądze a potem można krytykować ich za rozrzutność – taka jest logiczna i uczciwa kolejność.

Skąd wziąć pieniądze? NIE ODDAWAĆ do ZUSu!

Jako żywo przypomniał mi się jeden z rozdziałów książki John’a Steinbeck’a: Tortilla Flat. Bohaterowie to kloszardzi zamieszkujący chwilowo mały domek i tworzący coś w rodzaju komuny. W wolnym czasie, a maja tylko taki, paisanos piją wino, romansują i pomagają, komu się da. Mają własną filozofię życiową i własny kodeks honorowy. 

W jednym z rozdziałów czytamy więc o tym jak jeden z bohaterów powieści o imieniu Pilon, cieszący się wśród przyjaciół opinią myśliciela humanisty i społecznika, postanawia „zatroszczyć” się o przyszłego towarzysza i lokatora domu Danny’ego (wesoło zamieszkiwanego przez zgraną paczkę paisanos, wiecznie spragnionych taniego wina i głodnych kur sąsiadki Pani Morales), lekko upośledzonego paisano którego wszyscy w Monterey zwą „Piratem”. Czytając tę książkę łatwo dajemy się złapać na lep rozbrajająco niewinnego stylu w jakim opisywane są przemyślenia i perypetie paisanos z Monterey. Zupełnie nam nie przeszkadza fakt, że w zasadzie to Pilonowi i lokatorom domu Danny’ego (wiecznym nierobom, drobnym złodziejaszkom, pijaczkom i lamerom) chodzi o pieniądze „Pirata”, które ów „drogi przyjaciel” (z czego sam (nie)zainteresowany nie zdawał sobie sprawy) ciężką uczciwą pracą, rąbiąc w lesie szczapy drewna na opał, gromadził od dłuższego czasu – co sprytny i mający oczy wokół głowy Pilon zaobserwował. Ze względu na swoje lekkie upośledzenie „Pirat” nie potrafił zatroszczyć się jednak o siebie i pomimo posiadania „znacznego majątku” ubierał się w łachmany, spał w kurniku i jadał resztki jedzenia które dostawał chodząc po restauracjach a którymi to resztkami karmił głównie swoje pięć psów, które towarzyszyły mu wszędzie gdziekolwiek „Pirat” chodził. Spragnionych wina przyjaciół Danny’ego naszła więc któregoś razu nieodparta chęć „udzielenia pomocy” „drogiemu przyjacielowi” i zaopiekowania się nim (skoro sam tego zrobić nie umiał). Obmyślili więc plan jak zwabić Pirata do domu i jak dobrać się do jego pieniędzy, które „Pirat” miał zwyczaj chować w lesie… Analogia owej historii do „szczerej troski” rządzących o naszą przyszłość z której jesteśmy „radośnie” (bo w majestacie prawa) ograbiani, jak ów bezradny wobec przemożnego opiekuńczego instynktu swoich „przyjaciół” upośledzony bohater książki Steinbeck’a noszący dumne „imię” Pirata, jest zdumiewająca.

Tak w ogóle to polecam lekturę całej książki – już bez analogii do szwindla zwanego ZUSem… Tak na poprawę humoru (o ile ktoś ma poczucie)

 3. TFI – Teraz Chiny?

Tytuł może nieco na wyrost, ale TFI inwestujące w walory Chin i Dalekiego Wschodu znalazły się w sytuacji znamionującej możliwość sporej dynamiki. Stąd pewna analogia do tytułu znanego niegdyś filmu.

Dość gwałtownie bowiem zmieniają się liderzy, a najlepsze stopy zwrotu wydają się przemieszczać z rynku tureckiego na wschód. Sprawa jest o tyle interesująca, że wygląda to na obiecujący początek, zapowiadający możliwość kontynuacji. Jak zobaczymy poniżej, znalezione fundusze po długiej konsolidacji odnotowują wybicie w górę.

Mapy ryzyko-zysk okazały się bardzo pomocne w wykryciu tej tendencji.

Na końcu artykułu zamieściliśmy kilka zdań objaśniających funkcjonowanie map ryzyko-zysk.

TFI – WĘDRÓWKA DO CHIN

Poniżej prezentujemy znalezione przy pomocy map ryzyko-zysk najbardziej zyskowne fundusze inwestycyjne w ostatnich trzech miesiącach. Większość znajduje się także w grupie najlepszych za ostatni miesiąc.

Jak wynika z map ryzyko – zysk, cała czołówka ma zbliżone wartości miar ryzyka.

Mapa Stopa zwrotu Maksymalny drawdown – fundusze o najlepszych parametrach (największych stopach zwrotu i małych obsunięciach kapitału) znajdują się w górnym lewym narożniku, a najsłabsze (najmniejsze stopy zwrotu, największe obsunięcia kapitału) – w dolnym prawym

Kolejna mapa zawiera kilka najlepszych funduszy wyselekcjonowanych spośród wszystkich dostępnych. Widzimy, że wartość miary ryzyka, jaką jest tu maksymalne obsunięcie kapitału (drawdown) jest zbliżona dla wszystkich czołowych funduszy.

Podobnie rzecz ma się np. ze średnim czasem odrabiania strat (wychodzenia z drawdownu), co ilustruje następna mapa:

Jak widać, lista najlepszych funduszy, którą prezentujemy niżej, zawiera praktycznie wyłącznie fundusze inwestujące na rynku chińskim, lub ogólniej na rynkach Dalekiego Wschodu.

NAJLEPSZE

Po raz kolejny słuszne okazało się monitorowanie dynamicznie zmieniającej się sytuacji wśród licznych funduszy przy pomocy map, które niezmiernie ułatwiają wykonanie tego zadania.

Sytuację jednego ze znalezionych funduszy (zbliżoną dla całej czołówki) ilustruje wykres:

Uwaga: Jedynym oficjalnym i miarodajnym źródłem wyników funduszy są odpowiednie Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.

KILKA ZDAŃ OBJAŚNIAJĄCYCH

Każdemu punktowi na mapie RYZYKO/ZYSK odpowiada jeden fundusz inwestycyjny. Górny lewy róg mapy zawiera fundusze z punktu widzenia inwestora najbardziej atrakcyjne: o wysokiej stopie zwrotu (oś pionowa) i niskim ryzyku(oś pozioma). Analogicznie – dolny prawy róg mapy, to fundusze o niższych stopach zwrotu, a przy tym parametr określający ryzyko (tutaj średni czas trwania drawdownu, czyli czas odrabiania strat) przyjmuje najmniej korzystne wartości.

Podczas analizy można stosować różne miary ryzyka, jak na przykład odchylenie standardowe, średni drawdown czy też średni czas trwania drawdownu (czas wychodzenia z drawdownu). Wybór miary ryzyka zależy od indywidualnych preferencji inwestycyjnych.

Istotne jest także odpowiednie dobranie długości okresu analizy – dobre wyniki w krótkim okresie nie zawsze muszą przekładać się na stabilne wzrosty długoterminowe.

(Ryszard Łukoś, Zbigniew Łukoś – InvestTracer.com)

podobne: TFI rynku pieniężnego – sposób na bessę. oraz: TFI – jak znaleźć perełki?

Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów. (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy. Zgodnie z powyższym autor, InvestTracer.com oraz Stooq nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszych komentarzy.
źródło: stooq.pl
rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Gdy giełdy tracą… TFI rynku pieniężnego – sposób na bessę.


1. Giełdy w cieniu geopolitycznego zamieszania.

Superfund TFI – Biznes
18 Lip 2014. Katastrofa malezyjskiego samolotu na wschodzie Ukrainy i wejście armii Izraela do Strefy Gazy. Sytuacja geopolityczna na świecie wygląda obecnie nie najlepiej co odbija się na zdecydowanej większości europejskich i azjatyckich parkietów. Po wczorajszych spadkach odrabia Wall Street.

Tymczasem spada wartość akcji rosyjskich spółek i rubla. Na moskiewskim parkiecie już drugi dzień z rzędu inwestorzy notują znaczne straty. Do wczoraj spadki były jedynie wynikiem amerykańskich sankcji nałożonych na Rosję, dziś do czynników dołujących moskiewską giełdę dołączyła katastrofa samolotu. Wiele wskazuje na to, że inwestorzy mogą odwrócić się od rosyjskiego parkietu co oznaczałoby ciężkie dni dla tamtejszego rynku finansowego oraz przecenę większości rosyjskich spółek.

Jeżeli chodzi o publikowane dziś dane makroekonomiczne – nadwyżka na rachunku obrotów bieżących strefy euro spadła w maju do 19,5 miliardów euro, podał Europejski Bank Centralny. To wynik zdecydowanie gorszy od oczekiwań – konsensus rynkowy wynosił bowiem 23,1 miliardów euro nadwyżki – a także gorszy od wyniku kwietniowego, kiedy to nadwyżka wyniosła 21,6 miliardów euro. Po 5 sesjach wzrostów i przekroczeniu w czwartek poziomu 2400 punktów, niepokój o podłożu geopolitycznym sprawił, że dzisiejsza sesja przy Książęcej zakończyła się spadkiem. Na początku sytuacja wyglądała bardzo źle – już po 10 minutach indeks WIG20 tracił ponad 1%, jednak w późniejszej fazie notowań strona podażowa straciła na sile i ostatecznie indeks zakończył ostatnią sesję tygodnia 0,38% pod kreską. WIG30 stracił dokładnie tyle samo, a indeks szerokiego rynku WIG spadł o 0,41%.

Notowania WIG20, 1 Tydzień, źródło: Teletrader.com

Europejskie parkiety niemal zgodnie tracą. Rosną jedynie Mediolan i Paryż, a Londyn znajduje się lekko ponad kreską. Rosyjski Micex stracił dziś 1,87%. Wall Street odrabia straty po wczorajszej korekcie.

W kontekście amerykańskiego parkietu warto wspomnieć o wczorajszych posesyjnych wynikach Google, po publikacji, których kurs w notowaniach posesyjnych wzrósł o ponad 1%. Choć zysk na akcję w II kwartale był nieco niższy niż się spodziewano, reszta elementów raportu daje powody do zadowolenia akcjonariuszom spółki. Przychody wzrosły o 21,7% do prawie 16 miliardów dolarów, a zysk netto wzrósł w ujęciu rocznym o 25,8% do niemal 3,5 miliardów dolarów. Warto dodać, że aż 90% wszystkich przychodów Google to przychody z reklam. Spółka ma ponad 120 miliardów dolarów majątku, z czego 61,2 miliardów to gotówka i obligacje.

W poniedziałek nie dojdzie do publikacji ważnych danych makroekonomicznych. Jednak nawet jeśli takowe miałyby miejsce – najważniejsze będą weekendowe wydarzenia i decyzje w kontekście katastrofy malezyjskiego samolotu na Ukrainie, które w najgorszym wypadku mogą bardzo zaostrzyć stosunki Rosji z Zachodem.

(Paweł Grubiak – Superfund TFI)  

podobne: Rosja dostaje po kieszeni a Europa (wschodnia) rykoszetem. oraz: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy

2. TFI – sposób na bessę.

InvestTracer.com – Biznes
19 Lip 2014. Tytułowy sposób na bessę, to inwestycja w fundusze rynku pieniężnego. Opłaca się w nie inwestować, gdy trudno wypracować zyski w funduszach akcyjnych. Najczęściej więc podczas bessy. Fundusze pieniężne pozwalają przeczekać bessę z niewielkimi zyskami

Generalnie fundusze rynku pieniężnego (lub fundusze pieniężne) to grupa funduszy inwestycyjnych, które inwestują w bezpieczne i płynne instrumenty finansowe. Cel nadrzędny, to stałe (choć zazwyczaj powolne) pomnażanie kapitału przy możliwie najmniejszym ryzyku.

Aktywa funduszy pieniężnych w większości stanowią krótkoterminowe (termin zapadalności do roku) papiery dłużne i instrumenty rynku pieniężnego emitowane, poręczane lub gwarantowane przez Skarb Państwa lub NBP(certyfikaty depozytowe, bony skarbowe i komercyjne, obligacje rządowe, czy papiery dłużne związane z agencjami rządowymi). Mniejszą część lokat mogą stanowić inne papiery dłużne oraz jednostki uczestnictwa funduszy pieniężnych, co zwiększa nieco ryzyko inwestycji.

STOPY ZWROTU FUNDUSZY PIENIĘŻNYCH

Fundusze pieniężne z założenia są funduszami bezpiecznymi, nie przynoszącymi ogromnych zysków. Stopa zwrotu to obecnie 4 -5% w skali roku. Zdarzają się jednak fundusze pieniężne przynoszące wyższe stopy zwrotu i warto je znaleźć. Lepsze wyniki osiągane są w oparciu o instrumenty o nieco większym ryzyku, co oznacza, że ryzyko pojawiania się niewielkich spadków jest zwiększone Zwykle jednak są to spadki krótkoterminowe.

Można pokusić się o ustalenie pewnego benchmarku dla funduszy pieniężnych, czyli w tym wypadku rocznej stopy zwrotu, poniżej której fundusz nie powinien zejść. Inwestując rok temu w obligację zerokuponową o terminie wykupu zbliżonym do obecnego, można było osiągnąć stopę zwrotu ok. 2.9% jedynie trzymając obligację aż do wykupu. Poniżej pokazano przebieg rentowności obligacji skarbowych dla terminu do wykupu wynoszącego 1 rok.

Jak widać, rok temu rentowność ta wynosiła ok. 2.9%, a obecnie wynosi ok. 2.4%.

JAK ZNALEŹĆ DOBRE FUNDUSZE PIENIĘŻNE?

Jak już wiadomo z poprzednich artykułów, znane z analizy portfelowej mapy ryzyko-zysk są doskonałym narzędziem oceny różnego rodzaju strategii inwestycyjnych, w tym również wyników funduszy inwestycyjnych.

Umożliwiają bardzo szybką selekcję najlepszego funduszu z licznej grupy. Każdemu punktowi na mapie odpowiada jeden fundusz inwestycyjny. Kilka zdań objaśniających temat, tradycyjnie na końcu artykułu.

Tym razem przy pomocy map ryzyko-zysk poszukamy funduszy pieniężnych o lepszych niż przeciętna rocznych stopach zwrotu.

Oczywiście nie rezygnujemy ze stosowania miar ryzyka. Korzystamy z nich w procesie selekcji, gdy zdarzą się fundusze o podobnie wysokiej stopie zwrotu. Wówczas naturalnie wybierzemy te o mniejszym ryzyku.

BIEŻĄCA ANALIZA OSIĄGNIĘĆ TFI – FUNDUSZE PIENIĘŻNE

Poniżej prezentujemy fundusze pieniężne znalezione przy pomocy map ryzyko-zysk, które charakteryzują się przede wszystkim wysoką stopą zwrotu. Już sam fakt, że są to właśnie fundusze pieniężne implikuje niskie ryzyko. Tym niemniej drugim kryterium wyboru był poziom obsunięcia kapitału (drawdown). Stopa zwrotu miała jednak charakter priorytetowy, ponieważ chodziło m.in. o stwierdzenie, jak pod tym względem radzą sobie fundusze pieniężne, które przecież z założenia muszą inwestować w instrumenty bezpieczne, a zarazem mało rentowne.

Mapa Stopa zwrotu Maksymalny drawdown – fundusze o najlepszych parametrach (największych stopach zwrotu i małych obsunięciach kapitału) – funduszy pieniężnych szukamy wśród tych, które charakteryzują się niskim ryzykiem, czyli w pobliżu lewej krawędzi mapy.

Po wyodrębnieniu kilkunastu funduszy sprawdzamy najpierw, jak długo zwykle odrabiały przejściowe straty. Okazuje się, że jest to czas od 4 do 8 dni, co pokazuje kolejna mapa.

Końcowe rezultaty selekcji przedstawiono w zamieszczonej poniżej tabeli. Zawiera ona wyłącznie fundusze pieniężne, które znalazły się na mapie Średni czas trwania drawdownu/stopa zwrotu. Okazuje się więc, że można znaleźć na rynku bardzo bezpieczne fundusze pieniężne, o stopach zwrotu znacznie przewyższających założony benchmark.

Przebieg notowań jednego z wyselekcjonowanych funduszy – stabilny wzrost przy stosunkowo niewielkich obsunięciach kapitału w analizowanym okresie:

Uwaga: Jedynym oficjalnym i miarodajnym źródłem wyników funduszy są odpowiednie Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.

KILKA ZDAŃ OBJAŚNIAJĄCYCH

Każdemu punktowi na mapie RYZYKO/ZYSK odpowiada jeden fundusz inwestycyjny. Górny lewy róg mapy zawiera fundusze z punktu widzenia inwestora najbardziej atrakcyjne: o wysokiej stopie zwrotu (oś pionowa) i niskim ryzyku(oś pozioma). Analogicznie – dolny prawy róg mapy, to fundusze o niższych stopach zwrotu, a przy tym parametr określający ryzyko (tutaj średni czas trwania drawdownu, czyli czas odrabiania strat) przyjmuje najmniej korzystne wartości.

Podczas analizy można stosować różne miary ryzyka, jak na przykład odchylenie standardowe, średni drawdown czy też średni czas trwania drawdownu (czas wychodzenia z drawdownu). Wybór miary ryzyka zależy od indywidualnych preferencji inwestycyjnych.

Istotne jest także odpowiednie dobranie długości okresu analizy – dobre wyniki w krótkim okresie nie zawsze muszą przekładać się na stabilne wzrosty długoterminowe.

(Ryszard Łukoś, Zbigniew Łukoś – InvestTracer.com)

 

Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów. (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy. Zgodnie z powyższym autor, InvestTracer.com oraz Stooq nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszych komentarzy.

podobne: TFI – jak znaleźć perełki?

źródło: stooq.pl

Paweł Kuczyński - Rodeo

Paweł Kuczyński – Rodeo

Ostatnia sesja miesiąca – sygnały systemu Mebane Fabera


9 maja 2014 roku w ramach bloku Szkoła inwestowania opublikowaliśmy banalnie prosty system, który przynosi całkiem dobre efekty w dłuższym czasie. Opis systemu znajdziecie Państwo pod linkiem:

W trakcie badań tego systemu doszedłem do kilku wniosków, które również w tym artykule spisałem. W dużym skrócie to następujące zasady:

SYSTEM: „Kupuj na ostatniej sesji w miesiącu, kiedy kurs indeksu przebija prostą średnią 10-miesięczną. Sprzedawaj na ostatniej sesji w miesiącu, kiedy indeks przebija w dół tę samą średnią”

Dodatkowe zasady:

1. Warto łączyć tę metodę z PA tzn. uwzględniając wsparcia, opory i kształt świec sygnałowych.

2. Lepsze efekty niż podążanie ślepo za oryginalną metodą, która nie została opracowana dla naszego rynku, jest jej modyfikacja tzn. dopasowanie średniej do historii wykresu. Z moich badań wynika, że dla większości spółek najlepiej sprawdza się średnia SMA 15.

3. Opłacalne może być wprowadzenie tzw. zabezpieczenia antykryzysowego tzn. zamiast czekać do końca miesiąca na zamknięcie świecy, która mocno spada – ustawiamy SL np. 20% pod średnią, w ten sposób chronimy nasz kapitał przed większymi obsunięciami.

4. Ten sam sposób opłaca się zastosować do sygnałów kupna. Uznajemy sygnał kupna za poprawny, gdy cena zamknięcia wzrostowej świecy nie jest wyższa od poziomu średniej o np. więcej niż 20%.

5. Warto weryfikować sytuację na całej giełdzie tzn. kupujemy tylko gdy system Fabera pokazuje, że można kupować na indeksie WIG. Dodatkowo można sprawdzać np. sektory.

6. Oprócz tych przemyśleń wynikających z szerokich badań systemu Fabera na polskim rynku, uważam ponadto, że wybrana spółka powinna spełniać kryteria:

– powinna często poruszać się w trendach, a rzadko w konsolidacjach

– powinna być spółką o dobrej płynności, niedopuszczalne są duże luki cenowe

– powinna być spółką o zdrowych fundamentach tzn. nie chodzi o zagłębianie się w raporty finansowe, ale przynajmniej nie powinna być to spółka tzw. śmieciowa, mało stabilna itp.

Zgodnie z systemem dostosowanym do naszej GPW, przyjrzałem się spółkom z interwału miesięcznego i oto spojrzenie na naszą giełdę przez pryzmat systemu Fabera. Średnia krocząca to zawsze SMA 15. Najpierw ogólna sytuacja na giełdzie:

Szeroki indeks WIG nadal znajduje się pod działaniem sygnału kupna wygenerowanego na ostatniej sesji sierpnia 2012 roku. Patrząc technicznie, znajdujemy się nad poprzednim szczytem, który teraz stanowi wsparcie. Sygnałem ostrzegawczym będzie spadek poniżej niebieskiej linii czyli ok. 48 500 punktów.

Spośród indeksów sygnał kupna pojawia się na WIG Chemia. Co ciekawe cała sytuacja mocno przypomina poprzedni sygnał kupna, kiedy po podobnie solidnej i dużej świecy wzrostowej pojawił się sygnał kupna, który pozwolił naprawdę sporo zarobić.

Teraz czas na spółki. Sygnały sprzedaży:

Integer – mamy już od zeszłego miesiąca sygnał sprzedaży. Spółkę ratuje silny trend wzrostowy, więc jeśli jeszcze mamy akcje w portfelu można dać szansę ostawiając zlecenie obronne pod niebieską linią czyli ok. 215 zł. Takie postępowanie jest zgodne z przyjętymi zasadami, w których oprócz średniej liczy się także ogólna sytuacja techniczna czyli w tym wypadku: trend, wsparcie oraz kształt świecy (pin bar), który może oznaczać dołek korekty.

Helio – tutaj pojawia się bezwzględny sygnał sprzedaży. Oczywiście można znaleźć jakieś wsparcie ale świeca sygnałowa nadaje impetu spadkom, a jak widać po historii notowań spółka jest mocno trendowa i czarne świece występują raczej całymi seriami.

Ronson – słaby sygnał sprzedaży, przy którym posiadacze akcji mogą dać spółce szansę ustawiając SL na poziomie ok. 1,38 zł. Kształt świecy oraz to wsparcie może oznaczać tylko większą korektę w trendzie wzrostowym.

Prochem – podobna sytuacja jak na Ronsonie. Także mamy przeciętą średnią, ale świece przecinające to pin bary, które tworzą pewne wsparcie, dlatego warto dać spółce szansę ustawiając SL po długimi cieniami świec czyli ok. 22 zł.

ZPUE – sygnał sprzedaży po już dość długo trwającym trendzie wzrostowym i na historycznie dość wysokim poziomie. Dlaczego także tej spółce warto zostawić margines? Otóż, mamy długi cień świecy u dołu, trend wzrostowy oraz czytelne wsparcie, którego wybicie będzie oznaczało bezwzględny sygnał sprzedaży. Zaznaczony SL to okolice 319,80 zł.

Teraz przyjemniejsza część czyli sygnały kupna:

Bakalland – silne wzrosty w tygodniu wygenerowały sygnał kupna. Z jednej strony, gdy zejdziemy na niższe interwały widać, że wybicie dotarło do zaznaczonej strefy oporu, a następnie mamy kilka dni realizacji zysków, które można wykorzystać na kupno po niższej cenie licząc, że wybicie było tylko początkiem trendu wzrostowego. Pewne obiekcje wynikają z dość dużego SL zarówno ustawiając go pod świecą miesięczną jak i np. 20% pod średnią – SL jest dość spory ok. 30% od aktualnej ceny. Myślę, że osoby sceptycznie nastawione mogą poczekać aż do wybicia tego wsparcia, wtedy nastąpi prawdziwa zmiana długoterminowego trendu na wzrostowy. Zatem będziemy obserwować spółkę.

Duda – mamy świecę sygnałową, która dodatkowo na wsparciu tworzy z poprzednią formację objęcia hossy na najwyższym interwale. SL to poziom 0,59 zł. Problem to trend spadkowy i w takim przypadku trzeba realnie oceniać potencjał wzrostu na poziomie ok. 0,91 zł (czerwona linia) oznaczałoby to zysk ok. 15%. Wydaje się, że w przypadku wzrostów do poziomu oporu należałoby albo zainkasować zysk albo go mocno chronić poprzez podniesienie SL.

Groclin – tutaj pojawia się chyba najlepszy sygnał kupna łudząco podobny do poprzedniego sygnału. Mamy trend wzrostowy, jesteśmy po dużej korekcie, ostatnio miały miejsce spore wzrosty i pojawiła się taka prawie formacja objęcia hossy (prawie bo zgodnie z nazewnictwem jest to formacja przenikania hossy, odrobinę słabszy odpowiednik). Ponadto aktualna cena znajduje się blisko średniej a zatem nie jest tak, że sama świeca sygnałowa „pożarła” znaczną część zysku. Ponadto potencjał wzrostu wydaje się spory, a silne techniczne wsparcie wskazuje nam logiczny SL na poziomie ok. 17,5 zł.

Wielton – bardzo fajny sygnał, gdyż przecięcie średniej jest dokonane przez pin bar, który dokładnie testuje historycznie kluczową strefę wsparcia. Dodając do tego trend wzrostowy oraz dość podobne te 3 duże korekty, pojawia się naprawdę ciekawy sygnał kupna.

LPP – tutaj w klasycznym rozumieniu teorii Fabera nie pojawia się żaden sygnał, gdyż średnie nie została przecięta od góry w zeszłym miesiącu (warto spojrzeć z bliższej perspektywy) i nadal obowiązuje kierunek północny wskazany na ostatniej sesji lutego 2012 roku. Piszę o LPP, gdyż obecna sytuacja przypomina sytuację z końca 2011 roku (niebieska linia). Wtedy wystąpił sygnał sprzedaży lecz ustawiając zlecenie SL pod pin barem udałoby się nam utrzymać w trendzie. Aktualną sytuację należy zatem traktować jako sygnał ostrzegawczy, który nakazuje np. podnieść swoje zlecenie obronne lub sygnał do dalszych zakupów i kupno z niewielkim ryzykiem blisko ostatnich minimów (blisko niebieskiej linii).

Podsumowując, aby móc sprawdzić system Fabera postanowiłem przyjąć proste założenie. Kupno dzieli się na właściwe (zakup akcji za 3000 zł) oraz zakup wstępny (pilotażowy) lub jak kto woli kupno sprawdzające – ma ono miejsce, gdy mamy sygnał kupna, ale ogólna sytuacja techniczna np. potencjał do wzrostów lub poziom ryzyka nie są najlepsze (kupno za 1000 zł).

Kupować można tylko w przypadku występowania lub podtrzymania sygnału kupna na indeksie WIG. Zatem nie uczestniczymy w trendach spadkowych.

Nasz Portfel Fabera:

Zdecydowałem o zakupie wstępnym Bakallandu oraz właściwym Groclinu i Wieltona, gdyż na nich mamy bardziej klarowne sygnały kupna. Odrzuciłem sygnał na Dudzie ze względu na trend spadkowy i niewielki potencjał wzrostu (pod względem technicznym). Mamy zatem 3 spółki, wszystkie dość przyzwoicie wyglądają jeżeli popatrzeć na np. przychody ze sprzedaży, a przede wszystkim są to znane i rozpoznawalne marki.

Do zobaczenia na kolejnej ostatniej sesji miesiąca, już 30 czerwca.

(Łukasz Nowacki – Comparic.pl)                                               źródło: stooq.pl

poprzednio: Analiza 2000-2014: KGHM, Colian, Forte, LPP – metodą Mebana Fabera

 
Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów. (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy. Zgodnie z powyższym autor, Comparic.pl oraz Stooq nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszych komentarzy.

Niezależny Portal Finansowy: Inwestycje dla mniej zamożnych


fragment:

Negatywne stopy procentowe utrzymywane od 2009 roku są prawdziwą zmorą klasy oszczędzającej. Osoby, które co miesiąc mają pewne nadwyżki dawniej po prostu mogły wpłacić je na lokatę i bez ryzyka zainkasować 3% zysk powyżej inflacji.

Obecnie utrzymanie wartości nabywczej pieniędzy graniczy z cudem, co ma m.in. zachęcić jak najwięcej osób do zabawy w inwestorów. Niestety, dla co najmniej 80% osób kończy się to utratą znacznej części kapitału. Przyczyn takiego stanu jest wiele. Począwszy od zwykłego lenistwa i oporu przez edukacją finansową kończąc na życzeniowym myśleniu w stylu, że nasz „doradca finansowy” wie lepiej w co zainwestować. Pytanie, dla kogo lepiej pozostawiam bez odpowiedzi.

Jeżeli ktoś bez wiedzy finansowej przeszedł przez wszystkie artykuły i komentarze, co podobno zajmuje ok 10 – 12 godzin, to zna stan obecnej sytuacji gospodarczej i wie czemu trzymam się z dala od akcji czy obligacji. Co nam po akcjach, które wypłacą 5 % dywidendy jeżeli ich cena spadnie o 30%?

Moim zdaniem dla osób bez kapitału początkowego mających do dyspozycji 300 – 500 zł / m-c najbardziej odpowiednie będzie fizyczne srebro pod warunkiem, że poznają w pełni specyfikę metalu.

Jeżeli dla niektórych osób srebro jest zbyt zmienne to zalecałbym skupić się na złocie. Są oczywiście osoby, które podzielają poglądy niektórych komentujących, iż cena złota będzie spadać do 300 USD i wolą trzymać się z dala od metali.

W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem będzie lokata bankowa najlepiej w jednym z banków opisywanych na blogu jako w miarę bezpieczne. Środki w banku lub po prostu w gotówce trzymamy do czasu aż dojdzie i zakończy się bessa na rynkach akcji. Przy odpowiednio niskich wycenach oraz ekstremalnej przewadze pesymizmu do akcji zakup ETF’u naśladującego rynek dużych stabilnych spółek może być optymalnym rozwiązaniem.

Najważniejsze to jednak dobra edukacja, rozsądek i świadomość, że by odnieść sukces w inwestycjach należy postępować odwrotnie niż robią to masy i doradzają medialni eksperci.

Trader21

…całość artykułu w którym autor opisuje pokrótce kilka najpopularniejszych (najbardziej znanych) sposobów pomnażania kapitału, wraz z jego subiektywną oceną „warto/nie warto” pod linkiem independenttrader.pl

poprzednio: Eksperci: inwestycje w ziemię dobrą lokatą, ale długoterminową  podobne: Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych.

Michał Dziekan - Pieniądze

Michał Dziekan – Pieniądze

Łukasz Nowacki: Analiza 2000-2014: KGHM, Colian, Forte, LPP – metodą Mebana Fabera


W 2006 roku zarządzający funduszami inwestycyjnymi Mebane Faber przedstawił nietypowy pomysł inwestowania na amerykańskiej giełdzie. Cały system to zaledwie 2 zdania:

„Kupuj na ostatniej sesji w miesiącu, kiedy kurs indeksu przebija prostą średnią 10-miesięczną. Sprzedawaj na ostatniej sesji w miesiącu, kiedy indeks przebija w dół tę samą średnią”

Średnia ruchoma 10 miesięczna jest dostępna w każdym programie do analizy. To zwykła SMA 10 zastosowana na interwale miesięcznym.

Mebane Faber sprawdził ten system w latach 1901 – 2012. Wyniki są zdumiewające:

Przez ostatnie ponad 100 lat system Fabera pozwolił praktycznie wyjść bez szwanku z wielkiego kryzysu lat 30-stych. Nieustannie osiąga lepsze wyniki, także lepiej radził sobie podczas ostatniej bessy, co widać dokładnie na następnym wykresie.

Powyższy wykres to porównanie od 1990 roku czyli można powiedzieć – nasza epoka. Początkowo, aż do roku 2002 metoda Fabera osiągała trochę gorsze wyniki. Co jednak istotne – tak samo jak w latach 30-stych, także na początku XXI wieku pozwoliła ominąć duże spadki. Proszę spojrzeć na znany nam kryzys z 2008 roku. Jak głęboko zanurkowały wtedy wszystkie giełdy na świecie, a system Fabera był w tym czasie po za rynkiem, ostatecznie wyprzedzając porównywany indeks S&P 500.

Powyższa tabela przedstawia najgorsze lata dla S&P 500. Ta tabela pokazuje tak naprawdę genialność tej prostej metody, a zarazem znanej wszystkim metody podążania za trendem, gdyż na tym ona się opiera. W najgorszym roku 1931, gdy indeks stracił prawie 44% wartości, system Fabera zyskał 1,41%. Sytuacja powtarzała się przy okazji kolejnych, najgorszych okresów m.in. w 2008 roku. Jedynie raz system okazał się nieznacznie słabszy od indeksu, było to w 1973 roku, system przegrał o niecały 1%. Można powiedzieć, że metoda ta nie zawsze wygrywała, ale wygrywa w dłuższym okresie czasu i przede wszystkim chroni nas w latach kryzysowych.

System Fabera zakłada kupno szerokiego indeksu, który odzwierciedla zachowanie całej giełdy. U nas dokonanie tego poprzez giełdę stanowi pewien problem, tak samo jak np. krótka sprzedaż. Sprawdziłem zatem jak system ten sprawdzi się na wykresach spółek giełdowych i na indeksie WIG.

Na warsztat wziąłem jedną z najpłynniejszych i generujących znaczne obroty spółkę na naszej giełdzie jaką jest niewątpliwie KGHM. Sygnały kupna, pojawiające się od roku 2000 zaznaczyłem niebieskim symbolem ▲. Sygnał kupna następował, gdy cena na ostatniej sesji w miesiącu znajdowała się powyżej średniej SMA10.

Sygnałów takich było 11 czyli średnio rzadziej niż 1 na rok. Większość to transakcje stratne, aczkolwiek przynoszące niewielkie straty. System pozwolił wstrzelić się w 4 duże ruchy, które przyniosły wynik ponad 1200%.

Wszystkie wyliczenia zawarłem w powyższej tabeli. Przyjąłem założenie, że zaczynamy z kapitałem 2500 zł i nie dokładamy do niego ani grosza. Najlepiej jest wybrać do tego systemu spółki, które wypłacają często dywidendy. Uznałem, że dywidendy, które zgromadzimy nie będą reinwestowane lecz odkładane na osobne konto. Mając pierwszy sygnał kupna – kupiliśmy za 2500 zł 154 akcje KGHM. Sprzedajemy je po sygnale sprzedaży i za to co zostało, w tym przypadku 2313,66 zł kupujemy ponownie, gdy pojawi się sygnał kupna. Zawsze kupujemy za całość, która została z poprzedniej inwestycji. W ten sposób uzyskaliśmy po 14 latach stopę zwrotu 1205% uwzględniając 6 dywidend, które zostały nam w tym czasie wypłacone. Sam zysk z dywidend wyniósł ponad 9 tysięcy zł. W obliczeniach uwzględniłem prowizje o standardowej wielkości 0,39% liczone od kupna i od sprzedaży (nie wiem jakie prowizje były 10 lat temu, ale nie wpłynęłyby one znacząco na wynik). Z 2500 zł otrzymujemy ponad 30 tysięcy. Nawet gdyby spółka upadła, to same dywidendy zapewniłyby nam pomnożenie ponad 3 krotne początkowego kapitału. Czas pracy to 168 dni w ciągu 14 lat (wszystkie ostatnie sesje każdego miesiąca).

Chciałem także sprawdzić czy system działa na indeksie WIG – okazuje się, że tak. Po kilku próbach odszedłem od oryginalnego ustawienia średniej, uznając że w przypadku WIG-u, a także większości spółek z naszego parkietu, lepiej sprawdza się średnia SMA 15, która powoduje, że mamy mniej fałszywych sygnałów.

Oto co uzyskałem dla indeksu WIG:

Od 200 roku sygnał kupna pojawił się zaledwie 5 razy. Dwukrotnie był mylący i doprowadził do niewielkich strat. Trzykrotnie pozwolił wejść na rynek w początkowej fazie hossy (2003-2007), (2009-2011) oraz w roku 2012 (ten sygnał kupna trwa nadal). Dzięki systemowi byliśmy na rynku od początku do samego końca hossy, szybko uciekliśmy z rynku przed krachem i dość szybko powróciliśmy w 2009 roku, gdy giełda najgorsze spadki miała już za sobą.

Tak jak wspominałem, dla naszej giełdy lepiej działa SMA 15. Także na KGHM lepiej ona wygląda, dając kilka sygnałów fałszywych mniej niż 10-tka. Oczywiście zastosowanie wolniejszej średniej oznacza wejście w nową hossę trochę później, ale taka jest cena unikania fałszywych sygnałów i wychodzenia przedwcześnie z hossy.

Dzisiaj rano opublikowałem analizę spółki Colian, która została zamówiona. Na końcu obiecałem, że jeszcze dzisiaj przedstawię jej analizę inną metodą. Poniżej właśnie analiza Colian systemem Fabera:

Jest to dobra spółka do tego systemu. Uważam, że warto spojrzeć wstecz i wybierać te spółki, które dotychczas często poruszały się w trendach, a unikać konsolidacji. Od roku 2000 mamy 4 sygnały kupna, jeden nieudany, jeden dający mały zysk i jeden dający nam „bilet” na hossę 2003-2007. Jak spojrzymy na ten okres, widzimy że często kurs schodził do średniej i jakby się od niej odbijał. Jest to dość częste zachowanie, które zaobserwowałem na wielu wykresach giełdowych. Taką samą sytuację mamy obecnie, co możemy interpretować na 2 sposoby. Po pierwsze mamy sygnał, że korekta zbliża się ku końcowi i być może lada moment zobaczymy wzrosty. Po drugie jest to także sygnał ostrzegawczy, że być może przyjdzie nam sprzedać te akcje w ostatnim dniu miesiąca. Ciekawy obraz daje uwzględnianie w systemie Fabera kilku innych metod np. price action, ale o tym na końcu.

Poniżej spółka Forte 2000-2014:

Także mocno trendowa spółka, dająca przez ostatnie 14 lat 5 sygnałów kupna. Tylko na 2 nie szło zarobić, ale także straty były niewielkie. System pozwolił załapać się na wszystkie duże trendy wzrostowe i szybko uciekać przed spadkami.

Na koniec najdroższa spółka naszej giełdy czyli LPP:

Od roku 2002 mamy 3 sygnały kupna. Na wszystkich znacząco byśmy się wzbogacili. Jest to wyjątkowa spółka, podobnie jak np. Wawel, który rośnie od kilkunastu lat. Wybrałem ją z jednego powodu, chciałem zobaczyć czy system Fabera pokaże nam, że cena jest już za wysoko. System pokazał to w roku 2011, ale kilka miesięcy później ponownie pojawił się sygnał kupna. Uwzględniając price action, a w szczególności wizualną ocenę świec – być może uniknęlibyśmy w tym czasie sprzedaży akcji. Sygnał sprzedaży został wygenerowany przy pomocy dwóch świec pin bar. Osobiście, gdybym miał taki sygnał, ustawiłbym zlecenie SL pod tym pin barem i jeszcze dał spółce szansę. Aktualnie system ostrzega przed spadkami lecz ponownie na szczycie widzimy świece z dość długimi cieniami u dołu. Do końca miesiąca jeszcze trochę pozostało więc musimy poczekać, ale wstępna ocena jest taka sama jak przy spółce Colian. Jest to jeden z 2 wariantów, albo końca trendu, albo końca korekty.

W trakcie prezentowania moich poczynań warsztatowych wspomniałem o łączeniu metod. Otóż analizując kilkadziesiąt spółek pod kątem systemu Fabera, doszedłem do ciekawych wniosków:

1. Warto łączyć tę metodę z PA tzn. uwzględniając wsparcia, opory i kształt świec sygnałowych tzn. jeżeli mamy sygnał kupna, ale wzrostowa świeca zamyka się blisko ważnego oporu – nie kupujemy. Tak samo w przypadku sygnału sprzedaży – jeżeli świeca przecinająca SMA 15 jest pin barem (tak jak aktualnie na LPP lub Colian, choć trzeba poczekać do końca miesiąca) nie musimy od razu sprzedawać, można ustawić SL pod tą świecą. Jeżeli mamy jakieś wsparcie, na którym spadki się zatrzymały, tak samo – ustawmy pod nim zlecenie sprzedaży z limitem aktywacji.

2. Lepsze efekty niż podążanie ślepo za oryginalną metodą, która nie została opracowana dla naszego rynku, jest jej modyfikacja tzn. dopasowanie średniej do historii wykresu. Z moich badań wynika, że dla większości spółek najlepiej sprawdza się średnia SMA 15.

3. Próbowałem przyspieszyć system, stosując go na interwale W1. Nie sprawdza się jednak proste przeliczenie średniej z MN na W1 – takie ustawienie daje mnóstwo fałszywych sygnałów, a także zwiększa czas pracy do każdego piątku, podczas gdy na MN pracujemy tylko 1 dzień w miesiącu.

4. Próbowałem zastosować system na Forex – efekty nie są najgorsze, aczkolwiek lewar chyba dyskwalifikuje tę metodę, gdyż nikt nie będzie czekał do końca miesiąca patrząc jak traci kapitał w „lewarowanym tempie”.

5. Opłacalne może być wprowadzenie tzw. zabezpieczenia antykryzysowego tzn. zamiast czekać do końca miesiąca na zamknięcie świecy, która mocno spada – ustawiamy SL np. 20% pod średnią, w ten sposób chronimy nasz kapitał przed większymi obsunięciami.

5. Ten sam sposób opłaca się zastosować do sygnałów kupna. Uznajemy sygnał kupna za poprawny, gdy cena zamknięcia wzrostowej świecy nie jest wyższa od poziomu średniej o np. więcej niż 20%. Często mają miejsca sygnały kupna, kiedy wzrostowa świeca zamyka się tak wysoko, że mimo późniejszych, wzrostowych miesięcy, gdy zbliża się sygnał sprzedaży kończymy całą transakcję na minusie. Rezygnujemy z sygnałów kupna, które samą świecą sygnałową pochłaniają dużą część zysku.

6. Warto weryfikować sytuację na całej giełdzie tzn. kupujemy tylko gdy system Fabera pokazuje, że można kupować na indeksie WIG. Dodatkowo można sprawdzać np. sektory.

7. Oprócz tych przemyśleń wynikających z szerokich badań systemu Fabera na polskim rynku, uważam ponadto, że wybrana spółka powinna spełniać kryteria:

– powinna często poruszać się w trendach, a rzadko w konsolidacjach

– powinna być spółką o dobrej płynności, niedopuszczalne są duże luki cenowe

– powinna być spółką o zdrowych fundamentach tzn. nie chodzi o zagłębianie się w raporty finansowe, ale przynajmniej nie powinna być to spółka tzw. śmieciowa, mało stabilna itp. Wybierajmy dobre, znane, renomowane firmy. System na pewno pomoże osobom, które analizują spółki pod względem fundamentalnym, mają swój ranking dobrych, wartościowych spółek. Wtedy system Fabera pomoże jedynie w wyznaczeniu momentu kupna lub sprzedaży.

System udowadnia, że metoda podążania za trendem działa, choć wątpliwości towarzyszą inwestorom od zawsze i śmiem twierdzić, że również zawsze będą towarzyszyły nam opinie, że podążanie za trendem przestało już działać.

Czy grając tym systemem można zbankrutować? Śmiem twierdzić, że szanse na totalną porażkę są bliskie zeru, oczywiście przy choćby podstawowej znajomości zagadnień zarządzania kapitałem. Jedno jest pewne – ten system zakłada grę zgodną z trendem, co tak naprawdę najbardziej chroni nas przed bankructwem.

Wiele osób ma problem z określaniem trendu, wiele osób próbuje za wszelką cenę złapać dołek czyli najniższy punkt na spadającym wykresie, aby wejść w nowy trend na absolutnym dołku, na samym starcie. Kilkukrotnie przeprowadzałem analizę na zamówienie spółek takich jak np. Petrolinvest. Analizy te cieszyły się znacznie większym zainteresowaniem niż analizy stabilniejszych spółek, których kurs rośnie. Przejrzałem fora giełdowe i mogę stwierdzić, że ta spółka jest ulubieńcem forumowych spekulantów, choć jej wartość nieustannie spada od pierwszego dnia debiutu na giełdzie.

Nie wiem na 100% czy ta metoda absolutnie chroni przed utratą pieniędzy na giełdzie przynajmniej w dłuższym terminie, bo właśnie na taki termin została stworzona, ale z własnego doświadczenia wiem jedno – arkusz zleceń giełdowych pełny jest ofert kupna dziwnych spółek np. takich które ciągle spadają, a rynek pełen jest osób twierdzących, że nie da się na nim zarobić.

Stosując tę metodę mamy pewność, że nigdy nie pokaże nam ona sygnału kupna takiej spółki jak np. Petrolinvest. Sygnał kupna pojawi się dopiero wtedy, gdy kurs rzeczywiście zacznie rosnąć, a my przestaniemy tracić czas na forumowych rozmowach na temat „czy kolejna śmieciowa spółka niebawem zacznie rosnąć”.

Byk i Niedźwiedź. Gdy rynkiem rządzą byki (kupujący), mamy hossę. W przypadku przewagi sprzedających (niedźwiedzi) wykresy pokazują trendy spadkowe i mamy bessę

Byk i Niedźwiedź. Gdy rynkiem rządzą byki (kupujący), mamy hossę. W przypadku przewagi sprzedających (niedźwiedzi) wykresy pokazują trendy spadkowe i mamy bessę

Być może geniusz tkwi w prostocie, dlatego Comparic postanawia to sprawdzić. W każdy piątek przedstawimy stosując metodę Fabera, sytuację na popularnych spółkach lub też na całych indeksach. W każdą ostatnią sesję miesiąca podamy Wam sygnały kupna lub sprzedaży generowane przez ten prosty system. Sprawdzimy na żywo czy proste rzeczy nadal działają.

(Łukasz Nowacki – Comparic.pl)

źródło: stooq.pl

Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów. (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy. Zgodnie z powyższym autor, Comparic.pl oraz Stooq nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszych komentarzy.

Eksperci: inwestycje w ziemię dobrą lokatą, ale długoterminową


10.05. Warszawa (PAP) – Zakup ziemi może być dobrą lokatą kapitału, ale trzeba się liczyć z tym, że inwestycja jest długoterminowa – uważają eksperci. Do zakupu gruntów zachęcają rosnące ceny ziemi, a zysk jest wyższy niż na lokatach bankowych.

Ceny ziemi zależą od koniunktury. Gdy gospodarka się rozwija, popyt na ziemię rośnie i działki drożeją. Ważne jest położenie gruntów, a w przypadku ziemi rolnej – jakość gleby – mówi dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarski Żywnościowej Andrzej Kowalski.

Od przemian ustrojowych ziemia drożeje, ale w latach 90. na skutek złej koniunktury chętnych do zakupu ziemi było mało. W 1992 r. państwowe grunty kosztowały średnio 500 zł za hektar, dziesięć lat później 3,4 tys. zł/ha. W latach 1999-2002 ceny ziemi spadały, ale później już tylko rosły. W 2003 roku ziemia kosztowała średnio 3,7 tys. zł/ha, w 2013 r. ok. 22 tys. za hektar. Jeszcze droższe były grunty w tzw. obrocie prywatnym, średnio za hektar ziemi w ubiegłym roku trzeba było zapłacić 25 tys. zł.

Ceny nieruchomości rolnych podskoczyły po wstąpieniu Polski do UE. Było to spowodowane m.in. chęcią zwiększenia produkcji, a przede wszystkim unijnymi dopłatami bezpośrednimi, które przysługują wszystkim posiadaczom tych dóbr. Jeżeli wówczas ktoś zaryzykował i kupił ziemię, była to bardzo dobra lokata kapitału. Można ocenić z dzisiejszej perspektywy, jednak wtedy było wiele niewiadomych i decyzja mogła być ryzykowna – zaznaczył Kowalski.

Między 2003 r. a 2012 r. cena ziemi w Polsce wzrosła pięciokrotnie. Mimo to, jest ona tańsza niż w krajach UE-15. „Moim zdaniem ceny ziemi nie będą już rosły tak szybko, jak dotychczas. Choć niektórzy twierdzą, że grunty bardzo zdrożeją, gdy prawo do ich zakupu uzyskają cudzoziemcy (od maja 2016 r.)” – powiedział szef Instytutu. Jego zdaniem, jeżeli weźmie się pod uwagę, że specjalnie nie ma chętnych na kupno nieruchomości rolnych w nowych niemieckich landach (b. NRD), gdzie dopłaty bezpośrednie są znacznie wyższe niż w naszym kraju, to niekoniecznie ceny polskiej ziemi muszą rosnąć. A w województwie wielkopolskim już obecnie ziemia jest droższa niż za zachodnią granicą.

Dobry interes można zrobić na „odrolnieniu gruntów”. Dotyczy to zwłaszcza ziemi w pobliżu dróg, dużych miast czy planowanych inwestycji. Taka ziemia bardzo zyskuje na wartości, więc niektórzy spekulują. Jest jednak ryzyko w postaci np. zmiany planów inwestycyjnych – stało się tak w przypadku budowy obwodnicy Augustowa – zauważył Kowalski. „Takich sytuacji by nie było, gdyby gminy miały uchwalone plany przestrzennego zagospodarowania, a tym nie są zainteresowane obecnie żadne siły polityczne” – stwierdził.

Zdaniem analityka Marcina Krasonia z Home Brokers, ziemia jako lokata kapitału jest niezłym pomysłem, „bo jest to dobro ograniczone i zawsze będzie na nie popyt”. Czy łatwo będzie sprzedać działkę? Zależy to od lokalizacji – jeżeli będzie ona w pobliżu szlaku komunikacyjnego czy osiedla, to można na niej zarobić. Najlepiej jest kupować grunty na aukcjach komorniczych, bo są zazwyczaj sprzedawane poniżej ceny rynkowej i już z tego tytułu się zyskuje – dodał.

Jeżeli chodzi o ziemię rolną, to ze statystyk wynika, że najbardziej drożeje ziemia niskiej jakości. Najłatwiej można ją odrolnić i przeznaczyć na działki budowlane – wyjaśnił ekspert. Krasoń uważa, że inwestycje w ziemię są długotrwałe i ryzykowne, bo nie ma gwarancji, że właśnie akurat w tym miejscu ziemia zdrożeje, ale można na takich inwestycjach zarobić zdecydowanie więcej niż na lokacie bankowej czy przy zakupie obligacji.

Podobnie uważa ekspert Lion’s Bank Bartosz Turek. „Ziemię warto kupować, bo dotychczas stopa zwrotu z tej inwestycji jest bardzo wysoka” – powiedział.

Z wyliczeń Lion’s Bank wynika, że w ciągu 9 lat cena ziemi zdrożała o 234 proc. (po uwzględnieniu inflacji). Dla porównania w tym czasie, kupując mieszkanie w śródmieściu Warszawy, można było liczyć na wzrost wartości o ok. 95 proc. (realnie 53 proc.); odkładając pieniądze na przeciętnej lokacie bankowej zarobiłoby się 49,4 proc. (realnie 17 proc.).

Od 2004 r. wzrost cen ziemi rolnej jest imponujący, rynek ten jest już od kilku lat w fazie wzrostowej, jednak istnieje ryzyko poniesienia straty. Najlepiej można zyskać na odrolnieniu ziemi, bo grunty pod zabudowę są kilkakrotnie droższe i w tym także można upatrywać zarobku. Na to potrzeba jednak więcej czasu. Dodał, że kupno ziemi jest inwestycją dla osób, które mają gotówkę, gdyż na ten cel trudno uzyskać kredyt. (PAP)

awy/ je/ mow/                         …źródło: stooq.pl

podobne: Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze polecam również: NIK: luki w prawie pozwalają cudzoziemcom przejmować ziemię w Polsce.

Wojciech Siudmak - Żyzna Przestrzeń

Wojciech Siudmak – Żyzna Przestrzeń 

Open Finance: Fundusze obligacji korporacyjnych w zachodnim wydaniu


Rosnąca popularność obligacji korporacyjnych przekłada się także na wzrost zainteresowania funduszami inwestującymi w ten typ instrumentów finansowych. Wybierać można nie tylko spośród produktów oferowanych przez krajowe firmy zarządzające. Wiele tego typu rozwiązań, nierzadko bardziej zyskownych i mniej ryzykownych, można znaleźć w ofercie zagranicznych instytucji.

Fundusze polskich obligacji korporacyjnych przeżywają bodaj najlepszy okres w swojej historii. Od ponad roku nie było miesiąca, w którym saldo wpłat i umorzeń byłoby niższe od 100 mln zł, a z reguły wynosi ponad 300 mln zł. To spore pieniądze, zważywszy, że rynek obligacji korporacyjnych w Polsce, w porównaniu z Europą Zachodnią czy Stanami Zjednoczonymi, jest bardzo skromny. Do papierów dłużnych emitowanych przez przedsiębiorstwa skłaniają niskie rynkowe stopy procentowe, wpływające na mało atrakcyjną ofertę depozytową ze strony banków czy niskie oprocentowanie możliwe do uzyskania na obligacjach skarbowych. Inwestorów przyciągają relatywnie wysokie odsetki, w porównaniu z lokatami czy obligacjami skarbowymi właśnie, oraz bezpieczeństwo inwestycji, które jest na ogół kojarzone ze słowem „obligacja”. Niestety w przypadku długu emitowanego przez przedsiębiorstwa z bezpieczeństwem bywa różnie. Ryzyko kredytowe emitenta, na które naraża się inwestor posiadający obligacje, nierzadko jednak się materializuje.

Saldo wpłat i umorzeń do funduszy polskich obligacji korporacyjnych

Źródło: Analizy Online.

Niewypłacalność ogłaszana od czasu do czasu przez emitentów obligacji nie jest czymś dziwnym. Jest to element gry rynkowej, wszak obietnica wyższych odsetek niż w banku nie bierze się znikąd. Ryzyko zawsze jest i będzie większe. W przypadku funduszy inwestycyjnych, ale także inwestując na własny rachunek, dużym utrudnieniem jest płynność inwestycji, czyli po prostu możliwość ewentualnego wyjścia z niej w dowolnie wybranym momencie. Większość funduszy kupuje obligacje korporacyjne na rynku pierwotnym i trzyma je aż do wykupu, a obrót wtórny jest w ich wykonaniu znikomy. Rodzi to ryzyko, że w razie problemów z wypłacalnością emitenta, fundusz, a raczej jego uczestnicy, mogą być postawieni pod ścianą, notując straty jakich się nie spodziewali, a w skrajnych przypadkach tracąc dostęp do swoich pieniędzy nawet na kilka miesięcy.

Stopy zwrotu dostępnych w Polsce funduszy zagranicznych obligacji korporacyjnych

fundusz
data
wyceny
1M
3M
12M▼
36M
od początku
roku
Schroder ISF Euro High Yield A (Acc) (EUR)
05.05
0,8%
3,6%
9,2%
4,4%
BlackRock GF Global High Yield Bond A2 (USD)
05.05
0,3%
3,1%
6,6%
24,2%
3,4%
ING (L) Globalny Długu Korporacyjnego (ING SFIO)
02.05
0,5%
2,7%
6,1%
30,7%
3,2%
KBC Bonds Corporates Euro C1 (EUR)
02.05
1,6%
3,1%
5,8%
22,1%
4,5%
Schroder ISF Global High Yield A1 (Acc) (USD)
05.05
0,5%
3,2%
5,6%
17,9%
3,4%
Robeco CGF High Yield Bonds DH (EUR)
05.05
0,6%
2,7%
5,5%
24,9%
3,1%
Skarbiec Lokacyjny (Skarbiec FIO)
02.05
0,5%
2,2%
5,2%
25,2%
2,5%
Franklin High Yield Fund A (Acc) (USD)
05.05
0,4%
3,0%
5,1%
24,4%
3,6%
Schroder ISF EURO Corporate Bond A1 (Acc) (EUR)
05.05
1,0%
2,4%
4,8%
15,6%
3,8%
Fidelity Funds Global High Yield Focus Fund A (Acc) (USD)
05.05
0,4%
3,2%
4,7%
3,3%
HSBC GIF Euro Credit Bond EC (EUR)
02.05
1,2%
2,4%
4,1%
23,1%
3,2%
BlackRock GF Euro Corporate Bond A2 (EUR)
05.05
1,0%
2,1%
3,8%
21,2%
3,5%
Raiffeisen-Euro-Spółki R (EUR)
05.05
1,1%
1,9%
2,8%
19,0%
3,3%
BlackRock GF Global Corporate Bond A2 (USD)
05.05
1,5%
2,9%
2,3%
18,1%
4,3%
PKO Obligacji Korporacyjnych FIZ seria A
02.05
0,0%
0,0%
2,1%
0,0%
Templeton Global High Yield Fund A (Acc) (USD)
05.05
-0,2%
2,5%
2,0%
16,7%
2,1%
Schroder ISF Global Corporate Bond A1 (Acc) (USD)
05.05
1,2%
2,5%
1,6%
13,0%
3,6%
JPM Global Strategic Bond C (acc) (USD)
05.05
0,2%
1,4%
1,3%
10,2%
1,1%
KBC Bonds Corporates USD C1 (USD)
02.05
1,5%
2,3%
0,9%
15,2%
3,9%
Generali PPF Corporate Bonds Fund A (EUR)
01.05
-0,8%
-1,5%
0,6%
15,9%
-1,5%
Novo Obligacji Przedsiębiorstw (Novo FIO)
02.05
0,8%
2,4%
0,5%
10,2%
2,1%
JPMI Global High Yield Bond Fund D (acc) PLN (hedged)
05.05
0,5%
3,0%
0,5%
3,5%
Nordea 1 – Global High Yield Bond Fund E (PLN)
05.05
0,1%
1,0%
0,1%
35,4%
3,3%
HSBC GIF Global Emerging Markets Corporate Debt AC (USD)
02.05
1,1%
4,1%
-1,0%
15,5%
4,1%
Provide Obligacje Korporacyjne Zabezpieczone FIZ
02.05
1,7%
1,5%
-4,0%
-2,4%
KBC Bonds High Interest C1 (EUR)
02.05
0,7%
1,9%
-9,0%
4,6%
1,4%
Skarbiec Globalnych Obligacji Korporacyjnych FIZ
02.05
0,6%
2,9%
3,2%
BNP Paribas PARVEST Bond World High Yield D (EUR)
05.05
-4,9%
-2,4%
-2,2%

Źródło: Analizy Online.

I właśnie w tym miejscu ujawnia się podstawowa przewaga funduszy zagranicznych obligacji korporacyjnych. Zarządzający takimi funduszami, w przeciwieństwie do kolegów z Polski, zazwyczaj nie borykają się z problemem niskiej płynności, co pozwala im szybko reagować na zmiany zachodzące w kondycji poszczególnych emitentów, redukując odpowiednio zaangażowanie w ich papiery. Ponadto, pojawia się też szansa na dodatkowy zarobek, bo o ile krajowi zarządzający mogą liczyć w zasadzie wyłącznie na zyski z tytułu kuponu, tak ci zagraniczni mogą zarabiać także na zmianie kursów kupna i sprzedaży obligacji, czyli na zmianie rentowności.

Nie bez znaczenia jest również wielkość zagranicznych rynków i ich różnorodność. Umożliwia to zarządzającemu funduszem zbudowanie mocno zdywersyfikowanego portfela, w którym będzie znacznie większa różnorodność branżowa, sektorowa czy geograficzna.

Na polskim rynku dostępnych jest co najmniej 28 funduszy korporacyjnych (w tym tych zaliczanych do kategorii high-yield). Kilka oferują krajowe instytucje, ale większość to produkty zagranicznych koncernów inwestycyjnych. Warto się im przyjrzeć, bo nierzadko przynoszą wyższe stopy zwrotu niż ich krajowe odpowiedniki. Minusem jest niestety ryzyko walutowe, przed którym część funduszy się zabezpiecza, ale niestety nie wszystkie. Umocnienie złotego (PLN_I73.7532 -0.05%News) wobec waluty rozliczeniowej funduszu (najczęściej EUR lub USD), czyli spadek jej kursu wyrażonego w PLN, oznacza dla polskiego uczestnika takiego funduszu uszczuplenie ewentualnych zysków. Z drugiej strony, osłabienie naszej waluty to dodatkowy zysk.

(Bernard Waszczyk – Open Finance)

podobne: Co wybrać? Lokaty czy obligacje skarbowe? oraz: Odsetki od obligacji w parze z dywidendą. polecam również: Konta oszczędnościowe: alternatywa dla lokat, ale i pułapka.

Odsetki od obligacji w parze z dywidendą.


Akcje i obligacje należą do różnych kategorii papierów wartościowych. Inwestorzy wybierają jedne lub drugie, kalkulując ryzyko i spodziewane zyski. Źródłem interesującego materiału do porównań w tym zakresie może być fakt, że część spółek emituje i akcje i obligacje i płaci zarówno dywidendę, jak i odsetki.

Spółki, w zależności od potrzeb i preferencji, w celu pozyskania środków na działalność i rozwój, emitują akcje lub obligacje. Inwestorzy, w zależności od upodobań i preferencji, kupują akcje lub obligacje, licząc w pierwszym przypadku, na wzrost kursu i dywidendę, w drugim, na zwrot kapitału i odsetki. Nierzadko ta sama spółka emituje i akcje i obligacje, płacąc akcjonariuszom dywidendę, a posiadaczom obligacji odsetki. Inwestor może więc wybierać, co woli. Ale może też mieć i jedno i drugie. Co prawda najczęściej w skład zdywersyfikowanych portfeli wchodzą akcje i papiery skarbowe, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by dorzucić do nich także obligacje korporacyjne. Taka mieszanka, przy odpowiednim doborze, może dawać dobre efekty, optymalizując zarówno ryzyko, jak i zysk.

Skonstruowanie efektywnego portfela nie jest łatwe. W dużej mierze jego skład zależy od indywidualnych preferencji inwestora, w szczególności tolerancji poziomu ryzyka i od oczekiwań w odniesieniu do skali zysku. Podpowiedzi w kwestii tego, co wybrać do portfela, można szukać porównując rynkowe parametry poszczególnych składników. Najczęściej do tego typu porównań używa się średnich stóp zyskowności dla danych grup papierów. W przypadku rynku akcji są to średnie zmiany indeksów giełdowych oraz średnia stopa dywidendy, w przypadku obligacji głównym parametrem jest średnia wysokość oprocentowania, rzadziej brane są pod uwagę zmiany kursowe. Problem w tym, że w oparciu o średnie wielkości, trudno dobrać do portfela konkretne papiery. W przypadku polskich obligacji korporacyjnych i komunalnych dodatkowy kłopot stanowi brak powszechnie dostępnego i uznanego indeksu. Pojawiły się dopiero pierwsze inicjatywy w tym zakresie.

W tej sytuacji pewnym rozwiązaniem może być porównanie stóp dywidendy z wysokością oprocentowania obligacji korporacyjnych, wykorzystując fakt, że część giełdowych spółek oprócz akcji, emituje także obligacje, które notowane są na prowadzonym przez giełdę rynku Catalyst. Pamiętać przy tym należy, że sam fakt wypłacania dywidendy, jak i jej wysokość, są pochodną zysków osiąganych przez konkretną spółkę oraz jej planów biznesowych i polityki rozwojowej, zaś wysokość oprocentowania obligacji to głównie wypadkowa ryzyka, związanego wiarygodnością i wypłacalnością jej emitenta oraz rynkowego kosztu pieniądza. W związku z tym, trudno doszukiwać się związku między stopą dywidendy danej spółki, a wysokością oprocentowania jej obligacji. Stopa dywidendy dodatkowo ulega fluktuacjom, wynikającym z tego, że kwotę dywidendy, ustalanej i wypłacanej w przeważającej części przypadków raz w roku, odnosi się do zmieniającego się rynkowego kursu akcji, nawet jeśli bierze się jego średnią wartość dla dłuższego okresu.

W przypadku obligacji korporacyjnych mapa ryzyka, wynikająca z różnic w wysokości oprocentowania jest bardzo czytelna. Najniższe odsetki płacą inwestorom spółki o najwyższej wiarygodności finansowej i znajdujące się w niebudzącej wątpliwości kondycji. Po obligacjach największych banków, takich jak PKO i BZ WBK, czy takich firm jak PKN Orlen, PGNiG, czy PGE, nie należy spodziewać się odsetek wyższych niż 3,5-4,5 proc., a więc porównywalnych z oprocentowaniem obligacji skarbowych. Znacznie wyższe, sięgające 5,5-7,5 proc. odsetki płacą spółki deweloperskie i budowlane, czyli przedstawiciele branż, które po niedawnym kryzysie finansowym nie cieszą się zaufaniem inwestorów i są zaliczane do grona najbardziej ryzykownych podmiotów gospodarczych. Kupując obligacje Robygu, Ronsona, Dom Development, czy Unibepu, można liczyć na wypłatę powyżej 7 proc. od kapitału w skali rocznej. Do tej grupy zaliczają się też między innymi Pragma Faktoring i MW Trade, a więc firmy działające w tej części sektora usług finansowych, z którym związane jest wyższe ryzyko. Jednocześnie jednak, zarówno w przypadku tych dwóch ostatnich spółek, jak i części deweloperów, okazuje się, że z ryzykiem idzie w parze wyższa zyskowność ich działalności. Stopa dywidendy, wypłaconej akcjonariuszom Robygu z zysku za 2012 r. wyniosła 5,7 proc., dla Dom Development sięgnęła 4 proc., a w przypadku MW Trade 8,4 proc., a więc była wyższa niż oprocentowanie obligacji tej spółki. W przypadku banków i spółek o dużej kapitalizacji, stopa dywidendy na ogół nie jest wysoka i sięga od 2 do 4 proc., a więc jest także skromniejsza niż odsetki od obligacji. W ubiegłym roku wyjątek od tej reguły stanowiła Polska Grupa Energetyczna, dla której stopa dywidendy wyniosła 5 proc., a więc była o 1,6 punktu procentowego wyższa niż oprocentowanie obligacji.

Zastanawiając się nad wyborem papierów do portfela warto wziąć pod uwagę wskazówki płynące z zaprezentowanych porównań, tym bardziej, że rynek obligacji korporacyjnych, choć jest we wczesnej fazie rozwoju, oferuje coraz więcej możliwości.

(Roman Przasnyski – Open Finance)                             …źródło: stooq.pl

poprzednio: Fundusze: zamknięte kontra otwarte

polecam również: Oszczędzanie alternatywne: Co wybrać? Lokaty czy obligacje skarbowe?

Dziewiąta fala - Ivan Slavinsky

Dziewiąta fala – Ivan Slavinsky

Fundusze: zamknięte kontra otwarte


Fundusze zamknięte mają swoje zalety, ale mają także i wady, z których koniecznie należy zdawać sobie sprawę, jeśli rozważa się taką inwestycję

Jak wynika z danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami, na koniec ubiegłego roku w 700 funduszach inwestycyjnych ulokowanych było blisko 189 mld zł. 71,36 mld zł, czyli ponad jedna trzecia tej kwoty (37,8 proc.) przypadała na fundusze zamknięte (FIZ). Pozostałymi 117,62 mld zł (62,2 proc.) zarządzały funduszeotwarte (FIO) i specjalistyczne otwarte (SFIO). Dla porównania, na koniec 2007 roku łączne aktywa powierzone funduszom przekraczały 135 mld zł, z czego na FIZ-y przypadało ledwie nieco ponad 10 mld zł, czyli ok. 7,6 proc. Ostatnie lata przyniosły więc bardzo dynamiczny rozwój tego segmentu rynku. W dużej mierze zawdzięczamy go funduszom aktywów niepublicznych, tworzonych przez instytucje finansowe dla instytucji finansowych, więc niedostępnych dla przeciętnego zjadacza chleba. Nie oznacza to jednak, że wszystkie fundusze zamknięte są dla nich… zamknięte. Jest spora grupa funduszy zamkniętych, których klientem może zostać każdy. FIZ-y mają swoje zalety, ale mają także i wady, z których koniecznie należy zdawać sobie sprawę, jeśli rozważa się taką inwestycję.

Porównując fundusze zamknięte ze zwykłymi funduszami otwartymi, pierwszym, co rzuca się w oczy, są znacznie szersze możliwości inwestycyjne. FIZ-y mogą na przykład lokować środki w wierzytelnościach, udziałach w spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością, walutach, instrumentach pochodnych czy nieruchomościach, czego nie wolno zwykłemu funduszowi inwestycyjnemu otwartemu. Teoretycznie umożliwia to jeszcze lepszą dywersyfikację ryzyka i zwiększa szansę na wypracowanie zysku, np. poprzez stosowanie strategii absolutnej stopy zwrotu.

Dodatkowym atutem są też wyższe limity inwestycyjne. O ile np. fundusz otwarty nie może zainwestować więcej niż 5-10 proc. aktywów w akcje jednej spółki, to fundusz zamknięty mógłby ulokować w nich aż 20 proc. Z jednej strony zwiększa to szansę na zarobek (jeśli zarządzający dokonał właściwego wyboru), a z drugiej potęguje ryzyko (jeśli zarządzający jednak się pomylił).

Utrudnieniem są ograniczone możliwości wyjścia z inwestycji. Fundusz zamknięty emituje bowiem certyfikaty inwestycyjne, które pod względem konstrukcji zdecydowanie bardziej przypominają akcje niż jednostki uczestnictwa funduszy otwartych. Te ostatnie można nabyć i umorzyć w dowolnym momencie, a każda z tych operacji nie trwa dłużej niż dwa, trzy dni. Certyfikat inwestycyjny jest zdecydowanie trudniej spieniężyć. Każdy fundusz oczywiście na żądanie inwestora odkupuje certyfikaty, ale czyni to nie każdego dnia roboczego, tylko o wiele rzadziej, np. raz na kwartał. Drugą opcją jest sprzedanie certyfikatu na giełdzie (większość z nich jest wprowadzana do obrotu). Jednak na naszym rynku w większości przypadków płynność tych papierów nie jest zadowalająca, co może spowodować, że sprzedaż większej ich liczby po satysfakcjonującej nas cenie może być mocno utrudniona, o ile w ogóle możliwa. Ilustracją może tu być przykład Arka BZ WBK Rynku Nieruchomości. Zgodnie ze statutem, jeśli posiadacz certyfikatu przedstawi takie żądanie, fundusz powinien go od niego wykupić. Ostatni termin wykupu wypadał 31 stycznia. Następny będzie pod koniec kwietnia, za kolejne trzy miesiące następny, itd. Pod koniec grudnia ub.r. fundusz poinformował jednak, że zgodnie ze statutem podjęto decyzję o nieprzeprowadzeniu wykupu przewidzianego na koniec stycznia. Zatem kolejna taka możliwość pojawi się dopiero za trzy miesiące. Jeśli właścicielowi certyfikatu bardzo zależy na spieniężeniu inwestycje, pozostaje mu sprzedaż na giełdzie. Tu jednak musi się liczyć ze sporym rozczarowaniem, bowiem wartość aktywów netto funduszu przypadająca na jeden certyfikat, jaką fundusz podaje co kwartał, na koniec stycznia wynosiła niecałe 90 zł, zaś notowania giełdowe w tym czasie nie przekraczały 60 zł. Godzenie się na taką cenę sprzedaży oznaczałoby ponad 30-proc. stratę.

Co do wyników inwestycyjnych, to na przykładzie działających już od kilku lat funduszy Legg Mason Skoncentrowany FIZ i PZU FIZ Akcji, zaliczanych do kategorii funduszy akcji polskich uniwersalnych, można się przekonać, że generalnie nie odbiegają one w szczególny sposób od wyników funduszy otwartych z tej samej kategorii. W ciągu ostatnich trzech lat, licząc do końca stycznia br., średnia stopa zwrotu w tej grupie funduszy wyniosła 0,3 proc., przy czym najlepszy zarobił ponad 21 proc.(Quercus Agresywny), zaś najsłabszy stracił prawie 65 proc. (Idea Akcji). Obydwa wymienione wcześniej fundusze zamknięte wypracowały wynik lepszy od średniej, PZU FIZ Akcji nieznacznie (2,5 proc. zysku), a Legg Mason Skoncentrowany FIZ nieco lepiej, bo zarobił 9,6 proc., co dało mu szóstą lokatę na ponad 40 działających w tym czasie funduszy polskich akcji. W krótszych okresach jest w miarę podobnie.

Nie można jednoznacznie wskazać czy fundusz zamknięty jest lepszy od otwartego, czy też może jest odwrotnie. Każdy z nich ma swoje plusy i minusy, które powyżej staraliśmy się przedstawić. Warto o nich pamiętać, podejmując decyzję o inwestycji w fundusz zamknięty.

(Bernard Waszczyk – Open Finance)                                    …źródło: stooq.pl

polecam: Oszczędzanie alternatywne: Co wybrać? Lokaty czy obligacje skarbowe? oraz:  Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze