Plankt na śmierć Bolesława Chrobrego. Święci i sprawiedliwi: królewicz Kazimierz Jagiellończyk i Joanna d’Arc (Kaczmarskiego)


Jan Matejko - Koronacja pierwszego króla R.P. 1001. (Bolesław Chrobry)

Jan Matejko – Koronacja pierwszego króla R.P. 1001. (Bolesław Chrobry)

Bolesław Chrobry, książę polski od 992 roku, król od 1025 roku. Najstarszy syn Mieszka I i księżniczki czeskiej Dobrawy. Urodził się już w kraju chrześcijańskim. Gdy miał sześć lub siedem lat, jego ojciec, Mieszko, został zmuszony oddać go jako zakładnika na dwór cesarski. Nie wiemy, jak długo tam przebywał. Być może wtedy właśnie zawarł wiele przyjaźni z przedstawicielami niemieckiej arystokracji. Może też wtedy nauczył się niemieckiego. Wydaje się, że wraz z dojściem do pełnoletności i zawarciem małżeństwa uzyskał Bolesław własną dzielnicę, najprawdopodobniej była nią ziemia Wiślan ze stolicą w Krakowie.

Data urodzenia: 966 lub 977 n.e.

Książę Czech 1003 – 1004 r.

Data śmierci: 17 czerwca 1025 n.e.

źródło: Numizmatyczny portret władcy – Bolesław Chrobry

Mapa Polski za panowania Bolesława Chrobrego (992-1025)

Omnis etas, omnis sexus, Omnis ordo currite (Carmen lugubre)

Ludzie wszelkiej płci i wieku! Wszystkie stany, spieszcie! Pogrzeb króla Bolesława w bólu dziś obaczcie! Nad wielkiego męża zgonem ze mną w płacz uderzcie! Biadaż nam, o Bolesławie! Gdzież twa sława wielka? Gdzie twe męstwo? Kędy blask twój? Kędy moc twa wszelka? Jeno łzy ma dziś po tobie Polska-rodzicielka!

Podźwignijcie mnie mdlejącą, pany-towarzysze, Wojownicy, niech współczucie z waszych ust posłyszę! Żem dziś wdowa, żem samotna – spójrzcie, ach, przybysze! Jakaż boleść, jaka żałość śród książąt Kościoła! Wodze w smutku odrętwieli, pochylili czoła. I kapłany, i dworzany – każdy „biada” woła.

Wy, Panowie, co nosicie łańcuch, znak rycerzy, Coście dzień po dniu chadzali w królewskiej odzieży, Wraz wołajcie: „Biada wszystkim! Wszędy ból się szerzy!”

Wy, matrony, swe korony rzućcie niepotrzebne! W kąt schowajcie stroje cenne, złociste i srebrne, W suknie strójcie się włosienne, żałosne i zgrzebne!

Przecz odchodzisz od nas, ojcze Bolesławie? …Gorze! Przecz mężowi tak wielkiemu śmierć zesłałeś, Boże? Przecz nie dałeś i nam wszystkim umrzeć w jednej porze?

Cała ziemia opuszczona, wdowa swego króla, Jako pusty dom bezpański, w którym wicher hula, Pada, słania się w żałobie, ani się utula.

Wszyscy ze mną czcijcie pogrzeb męża tej zacności; Bogacz, nędzarz, ksiądz czy rycerz, i wy, kmiecie prości, Czy kto rodem jest z słowiańskich, czy z łacińskich włości!

Czytelniku, niech ma prośba nie będzie daremną; I ty wzrusz się i łzę wylej, choćby potajemną! Bo nieludzki byłbyś wielce, byś nie płakał ze mną!

Anonim tzw. Gall  Przekład Jόzef Birkenmajer lub Roman Grodecki  

źródło: prawica.net

podobne: (NIE)odpowiedzialni za państwo. Dwa oblicza Sarmatów i Quincunx Orzechowskiego czyli Wielka Polska Katolicka. oraz: Unia w Horodle jako dziedzictwo polskości, oraz Feliks Koneczny o Polsce między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?

muzyka: „Omnis etas, omnis sexus” (wykonawca: Ensemble Peregrina & Agnieszka Budzinska-Bennett)

Jan Matejko - Święty Kazimierz Jagiellończyk

Jan Matejko – Święty Kazimierz Jagiellończyk

Władca roztropny nie podejmuje pochopnych decyzji, nie działa ze szkodą dla poddanych, a stara się wyważać racje i znaleźć najlepsze rozwiązanie. Sprawiedliwość królewicza Kazimierza była widoczna, gdy sam rozstrzygał spory, czy gdy w jego obecności sprawowano sądy. To miało ogromne znaczenie w budowaniu tego poczucia, że monarcha jest sprawiedliwy i stara się o to, by każdemu oddać to co jest mu należne. Zarówno co do postępków, jak i co do zasług – mówi w rozmowie z pch24.pl prof. Krzysztof Ożóg, historyk UJ, wybitny mediewista.

Jest wiele świadectw mówiących o tym, że królewicz był człowiekiem o bardzo głębokim poczuciu sprawiedliwości. Kiedy miał możliwość czynienia sprawiedliwości, czy wpływania na to jak ta sprawiedliwość funkcjonuje w państwie, podejmował działania, szczególnie gdy przez dwa lata (1481-83) rządził Koroną w zastępstwie ojca. Król był wtedy na Litwie i borykał się z wieloma trudnymi problemami – buntem, spiskiem na jego życie. W tym okresie widać wyraźnie jak u królewicza ta cnota sprawiedliwości, roztropności oraz umiarkowania znajduje zastosowanie w codziennym działaniu monarszym.

…Wśród cnót kardynalnych mamy też męstwo. Tu trzeba podkreślić, że Kazimierz musiał się zmierzyć z trudnymi problemami, w tym klęską polityki swego ojca. Po matce, Elżbiecie Habsburżance (Rakuskiej), jej synowie mieli prawa do tronu czeskiego i węgierskiego. Tron czeski objął w 1471 roku pierwszy z synów króla Kazimierza – Władysław. W tym samym roku rozpoczęła się wojna z Maciejem Korwinem, królem węgierskim, który przez Jagiellonów był uznawany za uzurpatora tronu. Właśnie królewicz Kazimierz, z woli ojca, stanął na czele wyprawy na Węgry, by odsunąć Macieja Korwina i przejąć tron. Z różnych powodów wojna się przedłużała i nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. W efekcie Kazimierz zimą 1472 roku musiał się wycofać. Zatem on, jako ten, który był przeznaczony na tron węgierski zmierzył się z tą poważną klęską jagiellońskiej polityki. To była też jego porażka, bo droga do węgierskiego tronu pozostała zamknięta…” (Marcin Austyn • pch24.pl)

całość tu: Kazimierz – sprawiedliwy i święty królewicz

„…Kazimierz urodził się 3 października 1458 roku jako drugi syn Kazimierza Jagiellończyka. Był drugi w kolejce do tronu polskiego. W 1471 roku jego starszy brat Władysław został królem Czech. W tym samym mniej więcej czasie na Węgrzech wybuchł bunt przeciwko królowi Maciejowi Korwinowi. Niechętni mu możnowładcy zaprosili na tron Kazimierza. Miał on wówczas zaledwie 13 lat i trudno przypuszczać, by samodzielnie podjął decyzję o przyjęciu bądź odrzuceniu intratnej propozycji. Jednak cechą przyszłych świętych jest nadzwyczajna roztropność, a już jego pierwszy nauczyciel Jan Długosz podkreślał, że młodzieńca tak szlachetnego, tak rzadkich zdolności i niepospolitej nauki raczej dla ojczystej ziemi zachować, niż go oddać obcym. Kronikarz pod rokiem 1471 jednakże notuje:Lud czeski […] ze wstrętem odrzuciwszy króla węgierskiego jako znanego ze srogości i obmierzłego ciemięzcę, […]całe owo sejmujących koło […]Władysława, najstarszego syna króla Kazimierza, czeskim królem obrało i wykrzyknęło. […]Królewicz Kazimierz, na prośbę senatu węgierskiego, który znienawidził tyranię króla Macieja, zostaje wysłany z wojskiem na Węgry.

A zatem: zostaje wysłany, choć z całą pewnością wyprawę tę postrzega jako okazję do pójścia w ślady stryja Władysława Warneńczyka, którego chwalebny przykład wskazywał mu nauczyciel Jan Długosz. Jednak wyprawa zakończyła się niepowodzeniem. Król Maciej ani myślał ułatwiać Jagiellonom realizację polityki dynastycznej, a po przybyciu pod stołeczną Budę okazało się, że roztaczane przez wysłanników węgierskiej opozycji wizje powszechnego poparcia dla Kazimierza były grubo przesadzone. Piewcy jego świętości pisali później o niechęci do przelewu krwi chrześcijańskiej jako przyczynie odwrotu królewicza. Wydaje się jednak, że była ona bardziej prozaiczna. Na skutek braku pomocy Węgrów, zdecydowanej postawy Macieja Korwina oraz trudności z opłaceniem wojsk najemnych, Kazimierz musiał się wycofać do Polski. O tym, że miał zakusy na koronę św. Stefana oraz polską, świadczą przypisywane mu słowa: celem moim było zjednoczenie Węgier z Polską, a nie wywołanie bratobójczej krwawej walki wewnętrznej.

Problematyczna była zresztą już sama obecność trzynastoletniego następcy tronu na niebezpiecznej i dalekiej wyprawie. Spory panów polskich dotyczyły nie tyle tego, czy skorzystać z węgierskiego zaproszenia, ale czy wysyłać Kazimierza wraz z wojskiem. Ostatecznie przeważyły racje propagandowe. Z politycznej kalkulacji wyszło, że korzystniej będzie pokazać Węgrom nowego króla.

Do porzucenia – tymczasowo – przez Jagiellonów kierunku węgierskiego przyczyniła się również interwencja papieża Sykstusa IV, który próbował wskrzesić ideę krucjat i zjednoczyć chrześcijańską Europę do walki z Turkami. Wenecki poseł Ambrosio Contarini, który w 1474 roku spotkał się z Jagiellończykiem i jego synami (później porównał ich do pięknych aniołów, zwłaszcza Kazimierza, który rozmawiał szczególnie rozumnie) przybył na zamek lubelski w sprawie zawiązania koalicji antytureckiej.

Rozczarowanie nieudaną ekspedycją na Węgry nie przesądziło o wyborze przez królewicza sukienki duchownej. Wprawdzie 12 sierpnia 1472 roku przystąpił on do konfraterni zakonu Paulinów, ale wraz z nim przyjęto do zgromadzenia całą rodzinę królewską. Następnie Jagiellonowie udali się z pielgrzymką na Jasną Górę, co uwiecznił Tomasz Dolabella na obrazie Komunia Jagiellonów.

Ponieważ pierworodny syn Jagiellończyka sprawował rządy w Czechach, Kazimierz brał czynny udział w życiu politycznym u boku ojca i sposobił się do odziedziczenia tronu. Wbrew temu, co sugerują hagiografowie, modlitwy nie zajmowały mu całego czasu. Przeciwnie – uczestniczył w audiencjach zagranicznych poselstw, towarzyszył królowi podczas sejmów, a w 1476 roku udał się z ojcem do Malborka, gdzie zrobił duże wrażenie roztropnością i elokwencją…

Jesienią 1481 roku dwór polski podjął starania o wyswatanie dla Kazimierza Kingi Habsburżanki, córki cesarza Fryderyka III. Jednak małżeństwo nie doszło do skutku. Za powód podaje się często brak entuzjazmu królewicza, który podobno złożył śluby czystości (tę cechę chętnie wychwalają hagiografowie), jednak gdyby poważnie myślał on o koronie polskiej, musiałby ze ślubów zrezygnować, by zapewnić ciągłość dynastii. Najbardziej prawdopodobną przeszkodą w zawarciu tego związku była choroba przyszłego świętego, który cierpiał na ataki suchot, co można uznać za początki gruźlicy. Aby zapewnić synowi zdrowsze powietrze, w 1483 roku król Kazimierz wezwał go na Litwę. Spełnił tym samym prośby Litwinów, którzy od co najmniej pięciu lat nalegali na przysłanie królewicza, by wprawiał się także w rządzeniu wielkim księstwem. Król długo się przed tym wzbraniał, jednak ostatecznie ustąpił.

Po przybyciu do Wilna królewicz Kazimierz początkowo pełnił funkcję królewskiego podkanclerzego, jednak trapiony chorobą zrezygnował z urzędu. Oddał się modlitwom i działalności dobroczynnej, która przeszła potem do legendy i zyskała mu miano obrońcy ubogich. W końcu jednak choroba go zmogła. zmarł 4 marca 1484 roku na zamku w Grodnie, w wieku zaledwie 26 lat. Dzień ten został później wpisany do kalendarza liturgicznego jako święto Kazimierza, patrona Polski i Litwy. Szczególnie uroczyście obchodzi się go w Wilnie i Radomiu. Na Litwie dzień św. Kazimierza to słynne Kaziuki, gdy sprzedaje się obwarzanki, pierniki i palmy. W 1983 roku Jan Paweł II ustanowił św. Kazimierza patronem Radomia, a w 1992 całej diecezji radomskiej.

…Jagiellonowie mieli ambicję posiadania w rodzie świętego, jak przystało każdej liczącej się dynastii królewskiej. Na dodatek wciąż jeszcze byli gdzieniegdzie postrzegani jako neofici, ochrzczeni niespełna sto lat wcześniej. Małżeństwo Jagiełły ze Jadwigą, późniejszą świętą, nie wystarczało. Władysław Jagiełło świętym nie mógł zostać z racji tego, że urodził się poganinem i pognębił Krzyżaków pod Grunwaldem. Władysław III Warneńczyk co prawda zginął za wiarę, ale w młodym wieku i dość niejasnych okolicznościach, Kazimierz Jagiellończyk stale prowadził zmagania z zakonem krzyżackim. Dlatego najlepszym kandydatem był królewicz Kazimierz – skromny, wykształcony, a przy tym opromieniony opinią miłosiernego i sprawiedliwego, zmarły młodo i w stanie bezżennym.

Szansa na kanonizację była duża, a czas – wydawało się – sprzyjający. Rosła bowiem potęga i wpływy Jagiellonów w Europie, która potrzebowała jedności, by obronić się przed ekspansją turecką. A to z kolei wzmacniało papieską przychylność dla dynastii. Jednak polityczne zawirowania sprawiły, że niemal wiek minął, nim Kazimierz został kanonizowany. Czasy były już nieco inne, ale wzorce osobowe i święci, u których można szukać wsparcia, zawsze są w cenie.” (Andrzej Brzozowski, historyk mediewista, redaktor naczelny miesięcznika „Pamięć.pl”)

całość tu: jandlugosz.edu.pl Święty Kazimierz – boski młodzieniec

podobne: „Święci w dziejach Narodu Polskiego” – Hetman Stanisław Żółkiewski oraz: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych

 „…widać, w niej było coś takiego, co tkwiło w indywidualności św. Franciszka – dar narzucania ludziom swego autorytetu. Odwiedza sama, choć w towarzystwie tegoż wuja, ponownie pana de Baudricourt i robi na nim takie wrażenie, że po dłuższych, co prawda, wahaniach pomaga jej wybrać się w podróż. Skaptowała sobie sześciu rycerzy, pan de Baudricourt ofiarował jej miecz rycerski.

Na królu młoda dziewczyna robi tak poważne wrażenie, że życzy sobie porozmawiać z nią na osobności i tutaj, w cztery oczy, zwierza się jej, że nie wie, czy powinien domagać się korony, bo wątpi, aby był prawdziwym delfinem, czyli następcą tronu. Urodził się przecież w czasie, kiedy choroba umysłowa jego formalnego ojca była bardzo ciężka i kiedy królowa, jego matka, żyła prawie otwarcie ze swym kochankiem, księciem Orleańskim.

…Skąd płynie to, że wydaje rozkazy rycerzom, a rycerze ją słuchają? Przecież jest pastuszką ze wsi, nieumiejącą pisać i czytać. Czyż nie należy przypuszczać, że jest po prostu czarownicą nasłaną przez diabła? To przecież jest chyba wyjście najprostsze i najbardziej naturalne.

Zaczynają się indagacje, w których bierze udział ta część episkopatu, która zamieszkuje terytorium będące we władzy Karola VII. Roztrząsa tę kwestię uniwersytet w Poitiers. Ale ktoś z najmędrszych przypomina, że diabeł nie może działać poprzez dziewicę – dziewice z samego przyrodzenia nie są i być nie mogą służebnicami diabła…

…Staje na czele armii, która idzie na Orlean. Wydaje rozkazy, przemawia nawet tonem surowego wodza: „Jeśli w tej chwili nie zrobisz tego, co ci mówię, to każę ci uciąć głowę”. Bitwa pod Orleanem jest wygrana. Entuzjazm ogarnia tłumy. Anglicy są bici na łeb, na szyję. Joanna trzyma w ręku biały sztandar ze złotymi liliami, herbem domu Kapeta, herbem także naszej Jadwigi. Wśród triumfów wojennych prowadzi Karola VII do Reims i jest obecna, stoi koło niego, w czasie jego namaszczenia i koronacji. Potem pierwsza pada przed nim na kolana i całuje jego nogi jako wierna poddanka…” (Stanisław Cat-Mackiewicz fragment książki „Herezje i prawdy”)

źródło: Stanisław Cat-Mackiewicz Joanna d’Arc

Jan Matejko - Dziewica Orleańska (Joanna dArc fragment)

Jan Matejko – Dziewica Orleańska (Joanna dArc fragment)

„…W 1337 roku wybuchła wojna między Francją i Anglią, zwana później stuletnią. Główną przyczyną konfliktu był skomplikowany spór dynastyczny o koronę i terytorium wielkiego królestwa Francji pomiędzy angielskimi Plantagenetami a francuskimi Walezjuszami. W roku 1428 wydawało się, że Anglicy ostatecznie zajmą całą Francję. Zakute w ciężkie zbroje, przeważające liczebnie rycerstwo „pierwszego w chrześcijaństwie królestwa” przegrywało wielkie bitwy ze znakomitymi łucznikami angielskimi. Teraz wyspiarze trzymali w żelaznej dłoni Paryż, Normandię, Bretanię, Bordeaux; Księstwo Burgundii było ich sojusznikiem.

…Skromne władztwo Karola we Francji było chronione linią Loary i położonych nad rzeką zamków. Regent Francji, angielski lord Bedford, w 1428 roku postanowił przerwać tę linię, dobić francuskiego króla i zająć całe terytorium na rzecz Anglii. Na jego rozkaz 12 października Anglicy pociągnęli na Orlean. Była to twierdza-klucz, otwierająca drogę do centralnej Francji. Anglicy pod ostrzałem artylerii i kuszników silnie umocnioną twierdzę otoczyli bastejami, czyli ziemnymi umocnieniami, usiłując odciąć dowóz żywności. Nowy dowódca, John Talbot, jak i dwór francuskiego króla byli przekonani, że upadek Orleanu i królestwa Karola VII jest tylko kwestią czasu. Francuzi od blisko stu lat umieli bowiem głównie przegrywać.

I wtedy na arenie dziejów pojawiła się postać niczym z baśni – Joanna Darc (Tarc). Takie nosiła nazwisko, nim została uszlachcona. Kim była?

Wiele o niej wiemy z akt późniejszego procesu i kronik. Urodziła się około 1410 roku i wychowała we wsi Domrémy, w Wogezach, w biednej, skromnej, pobożnej rodzinie jako jedno z pięciorga dzieci. W zaścianku położonym na granicy z Lotaryngią, którego poza jednym incydentem nie dotknęły okropności wojny, choć wiele wieści o łupiestwach i bitwach docierało i tutaj. Domrémy sprzyjało Walezjuszom, ale już 3 km dalej inna wieś opowiadała się za Burgundczykami i Anglikami. Joanna była pasterką; jej matka prawdopodobnie pielgrzymowała do Rzymu, więc widziała więcej świata. Być może mówiła o nim Joannie i miała rozeznanie w rozgrywających się zdarzeniach. Wiemy też o wpływie franciszkanów na jej wychowanie i pobożność; zapewne też od księdza spowiednika słyszała o łupiestwach i okrucieństwie angielskich najeźdźców.

I oto w wieku 13 lat skromna, łagodna, pracowita, ponoć niezwykle piękna Joanna usłyszała po raz pierwszy niespodziewanie w ogrodzie koło domu „Głosy Niebieskie”. Objawili jej się też święci: Michał, Katarzyna i Małgorzata. Już później dodawała, że nie znała ich imion, sami święci jej o tym powiedzieli. Zdumiewające było ukazanie się jej postaci błogosławionych związanych z dziejami Francji i jej przyszłą misją. Wtedy też ślubowała zachowanie dziewictwa i zaprzestała tańców.

Bo Głosy i Święci, których widziała w światłości przez kilka lat, oznajmili Joannie, że ma misję do spełnienia. Bóg ustami świętych zlecił jej ocalenie Francji: wypędzenie Anglików i doprowadzenie do koronacji prawowitego dziedzica tronu, Karola Delfina. Podjęcie misji przez Joannę nie wiązało się zatem z zemstą za gwałt i śmierć najbliższych, jak sugeruje film Luca Bessona. Z biegiem lat zadania się skonkretyzowały: niespełna już wówczas 18-letnia Joanna zgodnie z życzeniami Głosów miała udać się zamku Vaucouleurs i jej komendanta Roberta Boudricourta. Od niego miała otrzymać zbrojny oddział, by przedrzeć się przez niespokojny kraj na dwór Karola Delfina. „Jestem biedną wieśniaczką – odparła wystraszona Joanna. – Nie umiem jeździć konno ani wojować”.

Okazało się, że umiała – i to jak. Mimo wielu przeciwieństw, które zniechęciłyby niejednego średniowiecznego herosa. Komendant bowiem, przed którym stanęła w maju 1428 roku, przyjął ją, jak na wojskowego przystało: niepiśmienną dziewicę uznał za wariatkę i odesłał nie do króla, ale z powrotem do wioski. Jednakże podczas następnej wizyty coś zdumiało i poruszyło rubasznego Boudricourta. Oto piękna Dziewica 12 lutego 1429 roku powiedziała: „W imię Boże! Zanadto zwlekasz z odesłaniem mnie. Dzisiaj miły Delfin poniósł wielką klęskę koło Orleanu”. Chyba w kilka dni później przyszła wieść o pogromie Francuzów w tzw. bitwie śledziowej. Anglicy, konwojujący beczki z postnymi śledziami dla pobożnych kolegów oblegających Orlean, zostali zaatakowani przez kilkakroć silniejsze siły francuskie. Mimo to niesforni Francuzi zostali rozbici; pole bitwy zasłały nie tylko trupy nieszczęsnych rycerzy francuskich, ale i śledzie z rozbitych beczek. Boudricourt czym prędzej wyprawił więc zadziwiającą Pannę w daleką ryzykowną podróż do Chinon. W męskim przebraniu na dwór Karola Delfina.

…Spróbujmy spojrzeć na niedługie już życie Joanny d’Arc przez pryzmat rzeczy niecodziennych, skoro codzienne zupełnie dobrze znamy. Skromna dziewczyna przebywa 400 km bez przeszkód przez groźny kraj, porażony wojną. Przewiduje śmierć strażnika, który ją wyśmiewa na moście w Chinon; w godzinę później nieszczęśnik wpada do wody i tonie. W pamiętnej scenie na tymże zamku Karol Delfin celowo zakłada skromny strój i chowa się w tłumie dworzan. Joanna – dziewczyna ze wsi – nie zwracając uwagi na dostojników w jedwabiach, obwieszonych drogimi kamieniami, wiedziona tajemną siłą dociera od razu do Delfina i składa mu ukłon. Oznajmia o misji wypędzenia Anglików i skłania melancholijnego, depresyjnego władcę do dłuższej, dwugodzinnej rozmowy (to z pewnością nie był wesołek, jak na filmie). Zdaje się, że podczas niej przywraca wiarę apatycznemu Karolowi i pozyskuje jego zaufanie: „mówię ci to od Pana, że jesteś prawdziwym dziedzicem Francji i synem króla. Posłał mnie Pan do ciebie, abym zawiodła cię do Reims i byś tam otrzymał koronę i namaszczenie”.

Mimo to Karol VII polecił śledzić Joannę i wysłał do uczonych teologów z Poitiers. Po tygodniach badań wyrok sędziów kanonicznych pod przewodem arcybiskupa Reims i kanclerza Regnaulta de Chartres brzmiał: szczera, dziewicza i pobożna, „od jej narodzenia przez całe życie wiele wydarzeń cudownych uznano za prawdziwe”. Prosta wieśniaczka wywiera też ogromne wrażenie dwornością, polotem, jazdą konno, władaniem włócznią. Kto ją tego nauczył? Wreszcie przepowiada cztery zdarzenia: że zmusi Anglików do opuszczenia Orleanu, doprowadzi Delfina do koronacji w Reims, że książę orleański powróci z niewoli w Anglii, a Karol VII odzyska Paryż (co stanie się już po śmierci Joanny). Kto ułożył jej taki „program polityczny”?

W ciężkiej zbroi, na białym rumaku, z krótko obciętymi włosami, 28 kwietnia 1429 roku ruszyła z Blois na Orlean na czele 3-4 tys. zbrojnych ze sztandarem, który własnoręcznie wyhaftowała: Bóg błogosławiący białe lilie i napis „Jezus-Maria”. To był wstrząs dla ówczesnych: kobieta w armii i na jej czele! Wytrzymywała trudy, które zwaliłyby z nóg atletę; raczej nie dowodziła, choć bardzo trudno to ocenić. Natomiast z niesłychaną odwagą prowadziła natarcia, powiewając chorągwią, nie rozlewając krwi ludzkiej. Wygłodniały Orlean był bliski poddania się Anglikom; lecz gdy pojawiła się Joanna, Francuzi z przedziwnym zapałem rzucili się do walki i zdobyli trzy główne basteje. 7 maja w wyniku krwawych walk padła najważniejsza basteja angielska chroniąca most na Loarze – Tourelles. Most zarwał się pod uciekającymi Anglikami i wielu znacznych potonęło, zresztą ku zgrozie żołnierzy liczących na sowite okupy. John Talbot i inni dowódcy angielscy dostali się w niewoli; Anglicy przegrali też wielką bitwę pod Patay.

Tak nieoczekiwana zmiana sytuacji sprawiła, że imię Joanny stało się znane w całej niemal Europie; na jej temat zabrali głos najwięksi wówczas uczeni. Najgorzej ocenili Dziewicę teolodzy uniwersytetu paryskiego, oskarżając ją o czary; niebawem Anglicy mieli to wykorzystać. Tymczasem ich armia wpadała w panikę; Joanna naciskała więc na Karola Delfina, by podjął ryzykowny marsz na Reims. I ta ciężka, długa i nieprzygotowana wyprawa nieoczekiwanie powiodła się: po zajęciu kilku ważnych twierdz 17 lipca Karol VII uroczyście został ukoronowany w katedrze w Reims, czemu przypatrywała się Joanna stojąca obok ze sztandarem.

Był to jednak kres wielkich triumfów Joanny d’Arc. Król nie wykorzystał entuzjazmu narodu i nie zdołał zdobyć Paryża ani wyrzucić Anglików z królestwa, do czego zdążała Dziewica i co wówczas było możliwe. Pozostawiona z kilkoma oddanymi dowódcami, podczas odsieczy Compiegne Joanna dostała się 23 maja 1430 roku do niewoli Burgundczyków. Ci odsprzedali ją Anglikom za 10 tys. skudów.

Przebiegli wyspiarze uczynili jak Piłat przed niemal półtora tysiącem lat wobec Jezusa, oddając Go pod sąd żydowski. Teraz Anglicy oddali Dziewicę pod sąd francuski: normandzki i paryski. Na czele stanął proangielski, skrajnie stronniczy i obłudny biskup Pierre Cauchon. Sam Karol VII nie pofatygował się, by wykupić tę, której zawdzięczał koronę ze świętymi olejami oraz przebudzenie narodu francuskiego w obronie dynastii i Francji.

Proces Joanny d’Arc, który rozpoczął się w grudniu 1430 roku, był wielkim skandalem: na rozkaz Cauchona od razu naruszono prawo, osadzając ją nie w więzieniu kościelnym, a cywilnym, gdzie narażona była nawet na próby gwałtu. Podobno dlatego m.in. nadal żądała męskich szat. Cauchon chciał doprowadzić do uznania Dziewicy Joanny za czarownicę, i to mu się po półrocznym procesie udało. Wyobraźcie sobie samotną, prostą dziewczynę naprzeciw uczonych teologów; ileż hartu, siły wewnętrznej i emocjonalnej inteligencji miała, by przetrzymać ten huragan podstępnych pytań zadawanych przez niechętnych jej duchownych. Raz nawet, na cmentarzu, w obliczu tłumów, załamała się i przyznała do herezji, ale w kilka dni odwołała zeznanie. Sędziowie uznali ją jednak za „heretyczkę, odszczepieńca, bałwochwalczynię”, a naczelnym dowodem miało być noszenie przez nią męskich ubrań i krótkiej czupryny. Zasądzili dożywocie i przekazali Anglikom. Ci 30 maja 1431 roku założyli na bakier mitrę na głowę i spalili na staromiejskim rynku w Rouen. Umierała odważnie, wybaczając oprawcom; ponoć nawet kardynał angielski płakał wraz z innymi dostojnikami. Prochy wielkiej męczennicy wyspiarze wyrzucili do Sekwany.

Ale Anglicy nie zdołali już zatopić ani pamięci, ani wzbudzonego przez d’Arc patriotyzmu Francuzów. Wypadki przebiegły w zgodzie z przepowiedniami Joanny. Ona sama doczekała się szybko rehabilitacji, w 1920 roku została kanonizowana, przedtem stając się bohaterką narodową Francji…” (Jerzy BesalaTajemnica Joanny D’arc)

podobne: „Nie ma ludzi” i Kisiel wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii, moralności, cnoty i nacjonalizmu   oraz: Cyceron: „Cnota jest doskonałym rozumem”. O uczciwości, przebaczeniu i poświęceniu dla drugiego człowieka i to: Święci papieże. Beatyfikacja i kanonizacja. Najbardziej znane cytaty z wystąpień Jana Pawła II

– Joanno, szykuj się na śmierć.

Igor Sid

Igor Sid

– Dlaczego śmiercią mnie straszycie?
Wszystko najgorsze już poza mną –
Dni rozciągnięte na torturach,
Śmierć moim wybawieniem, nazwą.
Krew, pot i łzy, co ze mnie uszły,
Ciało zsuszyły na pergamin,
Co spłonie szybko, lecz bez duszy,
Która powieje popiołami
Nad bladym światem pogrzebowo,
Bo kłamstwem żyje wasze słowo.

– Joanno, szykuj się na potępienie.

– Dlaczego piekłem mnie straszycie?
Wszystko najgorsze już poza mną –
Piekło zostawiam za plecami,
Na których waszych rąk są ślady.
Znam piekło sławy, piekło władzy
I piekło strachu przed zawiścią,
Która zabija za brak wiary
Tych, którym wiara daje życie.
Gorszego ognia Bóg nie wznieci,
Niż ten spod palców jego dzieci.

– Joanno, szykuj się na zapomnienie.

– Czemu niebytem mnie straszycie?
Przecież mój niebyt już poza mną –
I sami w ciele mym rzeźbicie
Mój pomnik – kijem, ogniem, stalą.
Niech krzyknę: Ludzie! Chcą mnie spalić! –
To tysiąc głośno się zaśmieje,
A drugi tysiąc mnie ocali.
Płonąc zostaję jak nadzieja –
Joanną w krwi niewinnej, w łzach.
Inkwizytorzy, szykujcie się na strach!

Jacek Kaczmarski 1978

poprzednio: „Portret płonący”

Reklamy

Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej.


1. Powściągliwe supermocarstwo i jej peryferyjny aliant. Miejsce Polski w szeregu.

„…Jakkolwiek Amerykanie bez większego problemu obsługują swój dług (obligacje USA są nadal poszukiwane na rynku), to mają świadomość, że nie da się bez końca żyć ponad stan. Eksperci przewidują, że, o ile nie dojdzie do zasadniczej zmiany po stronie wpływów lub wydatków, pod koniec trzeciej dekady XXI wieku budżet ugnie się pod ciężarem finansowania opieki zdrowotnej, systemu emerytalnego i armii.

Aby wyjść ze spirali zadłużenia, waszyngtońskie elity polityczne winny zawrzeć kompromis dotyczący cięć w budżecie lub podniesienia podatków. Nie są go w stanie osiągnąć od lat i dlatego polityka amerykańska znajduje się w stanie permanentnego systemowego kryzysu. Ustrój USA skonstruowany jest na zasadzie „sprawdzaj i równoważ” (check and balance), gdzie poszczególne władze (wykonawcza, ustawodawcza i sądownicza) wzajemnie się ograniczają. Skuteczność takiego systemu zależy od zdolności elit do zawierania kompromisów. Ich brak skutkuje paraliżem machiny państwowej, a w konsekwencji nieskutecznością Ameryki na arenie międzynarodowej…

…W trakcie ostatniego szczytu NATO w Newport we wrześniu 2014 r. Amerykanie odmówili realnego wzmocnienia wschodniej flanki NATO i nie zgodzili się na stałe stacjonowanie tam kilku ciężkich brygad US Army. To stanowisko Departament Stanu potwierdził w czerwcu 2015 zapewniając, że podczas przyszłorocznego szczytu NATO w Warszawie nie zostanie podjęta decyzja o budowie stałych baz w Polsce. I uzasadnił to tym, że w 1997 mocarstwa zachodnie zobowiązały się wobec Moskwy, że nie będą rozmieszczały „poważnych sił” na terytoriach nowych państw członkowskich Sojuszu.
Stanowisko to wyjaśnia doktryna regulacji, zgodnie z którą w sytuacji kryzysowej działania dyplomatyczne mają przewagę nad użyciem sił zbrojnych. Jak pokazał przykład Gruzji w 2008 r. atak na sojusznika Ameryki wcale nie musi oznaczać jej automatycznej zbrojnej odpowiedzi. Polska różni się oczywiście od Gruzji tym, że związana jest z USA traktatem północnoatlantyckim. Trudno jednak nie zauważyć, że doktryna regulacji osłabia nasze gwarancje bezpieczeństwa. Zgodnie z jej zasadami, Stany Zjednoczone użyją sił zbrojnych tylko w wypadku zagrożenia swoich żywotnych interesów. Czy zatem zdecydują się na wojnę, gdy Polska zostanie zaatakowana przez Rosję? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Doktryna regulacji sugeruje zastosowanie przez USA pomocy moralno-dyplomatycznej przed militarną.

W razie ewentualnego ataku na Polskę decyzja o wysłaniu jednostek US Army uzależniona będzie także od gotowości do przyjścia nam z pomocą sojuszników europejskich. Dlatego wstrzemięźliwy stosunek Niemiec do obrony flanki wschodniej winien nas bardzo niepokoić. Opinie części polskich ekspertów i polityków, którzy nie życzą sobie żołnierzy Bundeswehry na polskiej ziemi, są więc wysoce nierozsądne.

Amerykańscy stratedzy z zasady nie dostrzegają Polski. Większość z nich nie przewiduje dla niej żadnej roli w planach utrzymania globalnego przywództwa. Wyjątkiem jest Zbigniew Brzeziński, ale i on wyznacza jej rolę statysty. W „Strategicznej wizji” poświęca naszemu krajowi trzy akapity. Polska miałaby być rodzajem przyzwoitki dla mocarstw zachodnioeuropejskich, Francji i Niemiec, które współdziałałyby z Ameryką na rzecz rozszerzenia o Rosję wspólnoty politycznej Zachodu.

Polska nie jest skazana na bycie słabym krajem peryferyjnym. Jej awans w hierarchii międzynarodowej jest możliwy. Przykład winniśmy brać z Turcji, ale także pamiętać, że powrót do roli mocarstwa regionalnego zajął jej prawie 100 lat.

Polska jako kraj średni mogłaby aspirować do roli mocarstwa regionalnego, ale obecnie nie dysponuje odpowiednimi zasobami. Armia jest drastycznie zredukowana i słabo uzbrojona. Emigracja i drastyczny spadek dzietności są wyraźnymi symptomami katastrofy demograficznej. Z kolei nadmierna zależność od Niemiec utrzymuje gospodarkę w stanie peryferyjnej podrzędności. Brakuje elit, które zdolne byłyby prowadzić podmiotową politykę zagraniczną…

…Region środkowoeuropejski po zakończeniu „zimnej wojny” przestał odgrywać istotną rolę w polityce Waszyngtonu. Z tego powodu już w roku 1989 prezydent George Bush (starszy) zaoferował Niemcom partnerstwo w przywództwie (partnership in leadership). Ta propozycja wynikała z realistycznej oceny sił. Ameryka zamiast sama gwarantować równowagę w Europie główny ciężar odpowiedzialności chciała przekazać największemu mocarstwu kontynentalnemu. To Berlin był głównym adwokatem członkostwa państw środkowoeuropejskich w NATO i UE, i beneficjentem tego procesu. W praktyce Waszyngton uznał więc nasz region za obszar szczególnych wpływów Niemiec…

  • W relacjach międzypaństwowych, w których decyduje równowaga sił, rozstrzygające słowo mają mocarstwa. Polska jest słabym, peryferyjnym krajem Zachodu, który na dodatek nie ma potencjału, a momentami również ochoty do gry ani na wielkiej, ani na małej szachownicy. Po roku 2008 zrezygnowała nawet z aktywnej polityki regionalnej, ustępując pola największemu mocarstwu europejskiemu – Niemcom.
  • Satelicka polityka nie przyniosła efektów. W zamian za uległość nie uzyskaliśmy poważnych koncesji na rzecz realizacji naszych interesów. A musieliśmy żyrować słone rachunki mocarstw, godząc się na traktat lizboński, pakiet klimatyczny, czy niemiecko-rosyjskie partnerstwo gazowe.
  • Część polskich elit politycznych szansy na poprawę pozycji międzynarodowej Polski szuka w USA, wierząc, że oba kraje łączą specjalne i uprzywilejowane stosunki. To tylko połowiczna prawda. Waszyngton jest dla Warszawy rzeczywiście najważniejszym partnerem, choćby dlatego, że to on stoi za natowskimi gwarancjami bezpieczeństwa. Jednak ta relacja nie jest symetryczna. Z punktu widzenia USA jesteśmy partnerem drugorzędnym, co zawdzięczamy peryferyjnemu charakterowi naszego regionu i bierności naszej dyplomacji…

Ażeby zwrócić uwagę Ameryki, Polska winna dokonać zwrotu w dotychczasowej polityce zagranicznej. Powrócić do budowy silnej pozycji w regionie. Wzrost jej geopolitycznej wagi może odbyć się jednak tylko kosztem Niemiec i Rosji. Budowa ugrupowania regionalnego, nawet silnego, nie może mieć za jedyny cel konfliktu z tymi mocarstwami. Amerykańscy stratedzy, a szczególnie zwolennicy zasady równowagi sił i koncertu mocarstw, tacy jak Kissinger, uznaliby nas za burzycieli porządku międzynarodowego. Środkowo i wschodnioeuropejska koalicja, której liderem mogłaby być Polska, musiałaby wpisywać się w ewentualną amerykańską strategię politycznej rewitalizacji Zachodu…” (Krzysztof Rak)

polecam lekturę całości tu: Powściągliwe supermocarstwo i jej peryferyjny aliant

podobne: Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka? oraz: USA. Limit długu wraca jak bumerang i przyprowadza kolegę „Obamacare”. i to: Nasz Dziennik: Czas najwyższy na rewizję strategii obronnej. a także: Siemoniak: Zachód musi zbudować system reagowania. Jesienią kolejni amerykańscy żołnierze w Polsce  polecam również: Niemcy podzielone miedzy Zachodem a Rosją. i jeszcze: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę. oraz: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce. Czy Obama i Putin uzgodnią nowy reset?

„… Pozycja Polski w Europie jest słaba ale nie dlatego, że tak być musi, bo jesteśmy mali i nic nie znaczący. Wystarczy spojrzeć na mapę aby dostrzec, że nie jesteśmy małym krajem a ze względu na położenie geograficzne, Polska ma kluczowe znaczenie w środkowo-wschodniej części Unii Europejskiej.

Od momentu upadku komunizmu jednak nie staramy się swoich atutów wykorzystać ponieważ dosyć liczna grupa Polaków przyzwyczajona jest do traktowania siebie i swojego kraju tak jakby po 1989 roku nic się nie zmieniło i Polska nadal była krajem pozbawionym suwerenności. Ten spadek po komunizmie jest głównym hamulcowym zmiany pozycji Polski na arenie międzynarodowej i dopóki nie nastąpi naturalna wymiana pokoleniowa niewiele się w tej kwestii zmieni na lepsze.

Na razie są tylko symptomy poprawy. Polacy wybrali Prezydenta, który otwarcie mówi o tym, że z Polską trzeba się liczyć i uwzględniać jej zdanie w każdej decyzji dotyczącej wschodnich rubieży Unii Europejskiej. Andrzej Duda nie mówi niczego kontrowersyjnego jednak w porównaniu z kończącą się już mam nadzieję polityką „płynięcia w głównym nurcie”, to rzeczywiście przewrót iście kopernikański.

Symboliczne jest to, że postawę dumy narodowej reprezentuje młody polityk a w roli jego krytyków występują najczęściej polityczni weterani. Niestety do tej grupy należy także Minister Spraw Zagranicznych, który chyba przestraszył się, że jego własny postulat zmiany formatu normandzkiego może rzeczywiście zostać zrealizowany…”

całość tu: Miejsce Polski w szeregu

podobne: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości. oraz: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty).

…w świetle powyższej analizy naszej sytuacji na arenie międzynarodowej i sugestii o budowie silnej pozycji w regionie tekst Adolfa Bocheńskiego…

2. „Aktualność idei jagiellońskiej”. 

„… Polacy, którzy ją wysuwają, uważają się za przyjaciół mniejszych narodów Europy Wschodniej i sądzą, że zrobią im przyjemność przebąkując o Jagiellonach. Jednocześnie jednak ta sama idea jagiellońska jest dla tych małych narodów największym straszakiem i symbolem najbardziej agresywnego imperializmu polskiego… 

…Jeżeli chodzi o Polskę, to przede wszystkim stwierdzić trzeba, że idea jagiellońska dała nam wyniki nadzwyczajne, wbrew woli ówczesnych generacji naszego narodu. Jeżeli bowiem jako istotę okresu jagiellońskiego określimy spolszczenie wyższych warstw ludności kresowej, dzięki liberalnej polityce narodowościowej Polski, to zrozumiemy, że liberalizm ten nie zawsze był zgodny z wolą kierowniczej warstwy polskiej w owym czasie. Wręcz odwrotnie, był on właściwie narzucony przez dynastię jagiellońską, po bardzo ciężkich walkach staczanych z najbardziej kwalifikowanymi reprezentantami opinii polskiej. Chodzi nam tu oczywiście o liberalizm w sensie czysto narodowościowym. Inna rzecz, że i Jagiellonami kierował wtedy nie tyle patriotyzm, ile interes dynastyczny, który wymagał odrębności dziedzicznej Litwy, w przeciwieństwie do elekcyjnej Korony. Niemniej jednak oni byli głównymi promotorami tego prawie bezbolesnego zasymilowania szlachty litewskiej, które nastąpiło może właśnie głównie dlatego, że miała ona swą nienaruszoną niepodległość państwową. Możnowładcy polscy – przy całym swym niewątpliwym patriotyzmie – nie zdawali sobie sprawy z trudno dostrzegalnego, ale niemniej ciągle postępującego naprzód procesu asymilacji szlachty litewskiej. Korzyści dla Polski poszukiwali też nie tyle w asymilacji narodowej, ile w ścisłym związaniu prawno-państwowym obu krajów. Gdyby możnowładztwo polskie zrealizowało istotnie swój inkorporacyjny program w stosunku do Litwy, wywołałoby to prawdopodobnie tak silną reakcję, iż asymilacja w ogóle nie byłaby nastąpiła, tak natomiast nastąpił proces niespodziewany przez samych jego autorów. Profesor Dąbrowski podkreśla, iż unia horodelska, która wedle jego koncepcji była wielkim ustępstwem na rzecz autonomii państwowej Litwy ze strony polskiej, była jednocześnie ogromnym krokiem naprzód, o ile chodzi o asymilację narodu litewskiego…

…Dziś już nie tylko co wybitniejsi publicyści polscy zdają sobie sprawę, że właśnie liberalna polityka okresu jagiellońskiego prowadziła do asymilacji narodowej. Zdają sobie z tego sprawę i ci, którzy byli tej polityki niegdyś obiektem, tzn. Litwini i Rusini. I ta właśnie okoliczność niesłychanie osłabia możliwość wysuwania wspomnień jagiellońskich i możliwość powtórzenia tego okresu jako czynnika mającego wiązać ze sobą te trzy narody…

Jagiellonowie i Litwini

…związek z Polską rzeczywiście przyczynił się do obrony całości terytorialnej wielkiego księstwa – to jednak ugodził Litwinów w punkt najczulszy każdego narodu. Zagroził on bowiem istnieniu w ogóle jakiejkolwiek litewskiej odrębności narodowej. (…) Właśnie wspomnienie jagiellońskie jest głównym powodem niemożliwości uregulowania stosunków polsko-litewskich. Ten nierealny wobec małego, ale dzielnego narodu majak asymilacyjny nabiera tu cech nawet wprost koszmarnych i ciąży nad teraźniejszością przez siłę i wyrazistość swego kształtu dziejowego. Usuńmy Jagiellonów w niepowrotną przeszłość. Uznajmy tamten eksperyment za skończony, a niewątpliwie ułatwimy sobie porozumienie z Litwinami.

Jagiellonowie i Ruś

…Ekspansja polskości na Ukrainę nie była tak pokojowa jak na Litwę. Pomijając już sprawę unii i walk, które dookoła niej się zrodziły, sam proces szlacheckiego osadnictwa polskiego na Podolu połączony był z całą litanią gwałtów, które głęboko zapadły w dusze Ukraińców. Wiaczesław Lipiński 7) w swej mistrzowskiej biografii Stanisława Krzyczewskiego uwydatnił tę stronę stosunków polsko-ukraińskich. O ile „idea jagiellońska” w oczach Litwinów posiada przede wszystkim charakter przyjaźni, która kończy się pochłonięciem narodu, o tyle w oczach ukraińskich nabiera ona wprost cech rozboju. Takie też ujęcie idei jagiellońskiej jest dominujące we współczesnej publicystyce ukraińskiej. Pomijam tu drażliwą sprawę, czy twierdzenia Ukraińców są słuszne, czy też kłamliwe. Chodzi tylko o zapoznanie czytelnika polskiego z reakcjami ościennych narodów na hasło idei jagiellońskiej. Z reakcjami, jakie są – nie zaś, jakie powinny być.

Jeżeliby ktoś chciał krótko i dobitnie odmalować stosunek Ukraińców do naszej idei jagiellońskiej, to najlepiej do tego nadawałaby się następująca anegdota francuska. Ludwik Filip, przemawiając na zebraniu chłopów w Normandii, zakończył swą mowę gromkim okrzykiem: „Je veux votre bien.” Na to jeden z włościan odmruknął półgłosem: „Tu ne l`auras pas.” 8) Mówiąc o idei jagiellońskiej, chcemy okazać Ukraińcom – życzliwość, chcemy ich dobra. Ale oni to dobro rozumieją bardziej przyziemnie, jako własną substancję narodową, którą znowu chcemy im zabrać.

Zupełnie natomiast odmiennie znów przedstawia się oddziaływanie słowa „epoka jagiellońska” i „idea jagiellońska” na Węgrzech i w Czechach. Tam bowiem Władysław i Ludwik Jagiellończycy pozostawili po sobie dobrze zasłużoną reputację najniedołężniejszych monarchów, jacy w ogóle kiedykolwiek w tych krajach rządzili. Et c’est beaucoup dire… 9)

Wielka przeszłość i średnia teraźniejszość

Trudno więc wyobrazić sobie frazes agitacyjny gorzej wybrany w stosunku do mniejszych narodów Europy Wschodniej, jak frazes jagielloński. Czyż może to być jednak decydującym argumentem? Jak daleko wreszcie pójdziemy w ograniczeniu naszych upodobań zależnie od zachcianek sąsiednich narodów? Już i tak wyzbyliśmy się starożytnej nazwy „Ruś” dla zupełnie coś innego w polskim języku oznaczającej „Ukrainy”. Czyż miałoby sens dla przypodobania się Ukraińcom i Litwinom znów przestać’ mówić o „idei jagiellońskiej”? I dlatego po zbadaniu kwestii, jaki wpływ wysuwanie tej idei wywiera na naszych sąsiadów, musimy zastanowić się nad jej wewnętrznym pożytkiem…

…Polska warstwa rządząca podobnie jak węgierska wchłonęła w siebie mnóstwo elementów należących do narodów ościennych….

…W okresie, w którym nastąpiła wyżej wspomniana asymilacja, szlachta stanowiła jedyną naprawdę aktywną warstwę narodu. Odebranie narodowi szlachty wykreślało go właściwie z listy żyjących politycznie. Stąd u narodów, które innym szlachtę zabrały, wyrobiło się przeświadczenie, że te inne narody właściwie w ogóle nie istnieją i że pojawienie się ich na arenie dziejowej jest jakimś przykrym nieporozumieniem. Prawdziwe tradycje tych narodów miały być tam, gdzie znajdowała się ich szlachta. Tradycje Litwinów i Rusinów w historii polskiej; Słowaków w historii węgierskiej. Pragę wielu historyków niemieckich uważa za miasto właściwie niemieckie. Z drugiej strony wielowiekowe przyzwyczajenie do spotykania pewnych narodów tylko wśród niższych warstw społeczeństwa wyrobiło głębokie przeświadczenie o ich niższości, a własnej wyższości, tak samo przejawiające się na przykład w naszym ustosunkowaniu się do Ukraińców. Na tle tych dwu przeświadczeń wyrasta też iluzja ponownej asymilacji względnie nadzieja na powtórzenie procesu jagiellońskiego…

Odebrawszy tym narodom ich szlachtę w poprzednich wiekach, staliśmy się narodem wyższym od nich, bardziej niewątpliwie pańskim. Ale nie zyskaliśmy żadnych atutów do przeprowadzenia na nowo tej asymilacji narodowej. 

Nareszcie zapomnijmy o możliwościach asymilowania sąsiadujących z nami narodów. Żadna mądra idea, choćby układało ją dziesięciu Piaseckich i Wasiutyńskich, nie potrafi dziś spolszczyć tych narodów, które już raz o mało nie zostały spolszczone i mają się na baczności. Zrozumiejmy, że ani Litwini, ani Ukraińcy, ani Białorusini nie mają najmniejszej ochoty zostać Polakami – i uszanujmy tę ich wolę.

Nie tyle potrzeba nam idei do asymilowania, ile zdrowego programu politycznego. Rozpisanie konkursu na „ideę” w ślad za konkursem Akademii Literatury na hymn narodowy pozostawiamy lepszym czasom. Jeżeli mamy mieć jakąś ideę na zewnątrz, to niech będzie to idea nienarzucania nikomu żadnych idei, lecz pozostawienia narodom pełnej możliwości urządzenia sobie samemu własnego życia narodowego. Głęboka zasada: „Nic o nich bez nich”, wraz ze zrozumieniem, że w interesie Polski jest powstanie w naszym pobliżu maksymalnej ilości organizmów państwowych, powinna być tu wytyczną. Nie ma nic wspólnego pomiędzy ofensywą polityczną a narzucaniem innym narodom własnych koncepcji kulturalnych. Im mniej będziemy zaborczy kulturalnie, tym większe będą możliwości realizacji naszych celów politycznych.

Ich wzajemne antagonizmy osłabiłyby niewątpliwie ostrze imperializmów godzących dziś w granice Rzeczypospolitej Polskiej. Tylko przez pełną realizację zasady: „Nic o nich bez nich”. możemy właściwie dojść do spokojnej realizacji naszego naczelnego hasła: „Nic o nas bez nas.” Dążenie natomiast do zapanowania nad sąsiednimi narodami i narzucania im jakiejś asymilacji, drogą ad hoc tworzonych „idei” czy nawet starej i szacownej idei jagiellońskiej, to czynienie z nas marnej karykatury imperializmu rosyjskiego i niemieckiego, i niesłychane ułatwianie roboty tym państwom.

całość tu: magazynzapisz.wordpress.com

Faktem jest, że pozostawienie Ukrainy komuchom po wojnie z bolszewikami było błędem. Od tamtej pory żyjemy w nienawiści i wzajemnych pretensjach (podsycanych przez lata przez bolszewików) i ciężko to będzie nadrobić o ile nigdy nam się to nie uda, jeżeli właśnie nie staniemy się atrakcyjnym rynkiem pracy i kultury dla Ukraińców. Dotyczy to zresztą również Litwinów i Białorusinów… I do tego powinniśmy dążyć – wiązać ich bezpośrednio z nami na PARTNERSKICH zasadach a nie stręczyć im potwora zwanego UE…

Dlatego też to najpierw u siebie musimy zrobić porządek. Najpierw sami musimy stać się potęgą gospodarczą i kulturową, a wtedy nasi sąsiedzi sami będą chcieli się schować pod nasze skrzydła i chętnie będą utożsamiali się z Polską. Budujmy więc swoją niezależną pozycję i nie wpierniczajmy się do ich wewnętrznych spraw, bo żadne autonomiczne państwo nie lubi jak mu się ładuje z buciorami jakiś watażka który sam u siebie ma niezły burdel. Zgadzam się w 100% ze stwierdzeniem że polityką wyższości, czy też imperialnymi ambicjami, nie zdołamy dziś przekonać do siebie narodów które kiedyś tworzyły jedną wielonarodową Rzeczypospolitą. Tamte czasy minęły bezpowrotnie jeśli nie odbudujemy w pierwszej kolejności własnej pozycji i nie będziemy mieli tym narodom/państwom do zaoferowania czegoś więcej jak własnych ambicji… Odys

podobne:Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy a także: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny. i to: Adam Śmiech: System Dmowskiego czyli… „zagraniczną politykę musicie robić naszą”. oraz: Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. Polscy i ukraińscy żołnierze w mołdawsko-rumuńskim batalionie sił pokojowych. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie. i jeszcze: Badania opinii publicznej na Litwie: co czwarty (27%) respondent uznał Polskę za „wrogie państwo”. polecam również: Ośrodek Analiz Strategicznych: Potencjał militarny Białorusi. i to: cynik9: Kulminacja cyklu wojny w 2014. Czego szuka stary podżegacz na Ukrainie. oraz: Kowalski: obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków. Poroszenko podpisał ustawę uznającą prawny status bojowników o wolność, w tym członków UPA (nazizm i komunizm na cenzurowanym). IPN-y Polski i Ukrainy powołają platformę dialogu historycznego.

Potęga Rzeczypospolitej u zenitu. Złota wolność. Elekcja. R.P. 1573 - Jan Matejko

Potęga Rzeczypospolitej u zenitu. Złota wolność. Elekcja. R.P. 1573 – Jan Matejko

„Normalny wariat” i „Żarty na bok” czyli… Gdyby światem rządziły błazny, durnie nie mieliby w nim czego szukać.


Francisco de Goya - Dom obłąkanych w Saragossie

Francisco de Goya – Dom obłąkanych w Saragossie

„Powiedział ktoś kiedyś
że jestem ” normalny wariat”
Nie zaprzeczyłem no bo przecież
we współczesnym, porąbanym świecie
normalnego spotkać możecie
w domu „bez klamek”
Oddanego tam na przechowanie
przez „psychicznego medyka”
który boi się przygłupów i,
raczej ich nie tyka
Zaś ten normalny w zamkniętym domu
leczy się z normalności
patrząc przez okno na pokręcony świat
zza narzuconych krat

Kiedy też tam trafię na leczenie z normalności
spotkam podobnych sobie gości
i któryś z nich patrząc w dal z „oczami w słup”
szepnie mi cicho:
Never ever give up”

Argo

„Wszys­cy jes­teśmy świad­ka­mi głupo­ty. Niektórzy na­wet koronnymi.” (Otulona) Dlatego nie będzie ani o wariatach ani o durniach (choć pośrednio także i o nich) a o błaznach którzy najbardziej zasługują na miano koronnych (koronowanych?) świadków głupoty (nawet dosłownie królewskiej) 🙂

Fragment książki Waldemara Łysiaka: „Francuska Ścieżka” (rozdział „Śmierć błazna”)

Adrian Borda - Ruch Błazna

Adrian Borda – Ruch Błazna

„…Instytucja zawodowego błazna narodziła się w Starożytności (w Persji lub Egipcie). Ze Wschodu zwyczaj utrzymywania błaznów na dworach możnych i panujących przeniknął do Grecji, stąd zaś do Rzymu. W Europie początek ich świetności przypada na Średniowiecze, zaś apogeum na Renesans. Wówczas to zajął błazen pozycję wybitną w elicie władzy, chociaż bowiem formalnie władzy nie dzierżył, lecz jako jedyny obywatel królestwa miał wolność mówienia panującemu prawdy, byle dowcipnie. 

Pięciu najwybitniejszych błaznów w dziejach, królowie renesansowej i barokowej prawdy: Triboulet, Brusquet, Thony, Chicot i L’Angely — posiadali więcej rozumu niż sawanci, byli mózgami tak olśniewającymi, że przez całe stulecia fascynowali głośnych twórców kultury francuskiej. Rabelais sławił Tribouleta, zwąc go „morohem”, to jest błaznem–mędrcem, a uwiecznili go Verdi w „Rigoletcie” i Hugo w „Król się bawi”; o Brusquerie pisali Brantôme, Rouchet i Noël du Fail; Thony’ego opiewał prozą Brantôme, a wierszem Ronsard; Chicota unieśmiertelnił Dumas; L’Angely’ego odnajdziemy w „Marion de Lorme”. 

Trudno przecenić rangę tych błaznów, zważywszy, że nawet płomienni kaznodzieje cedzili swe słowa bojąc się gniewu ziemskich półbogów, a błaznowie nie — tylko dzięki nim naga prawda docierała do tronu, by smagać pomazańca. Król sam nie zawsze mógł sobie pozwolić na luksus mówienia prawdy, a błazen mógł, stając się w ten sposób jedynym człowiekiem bez maski. Gdy błazen płacił głową za swą odwagę, świadczyło to, że monarcha nie jest godny tronu, usunął bowiem godniejszego od siebie, tak jak usuwa się rywala do korony.

Prawdziwi władcy pozwalali wielkim błaznom w specyficzny sposób dominować nad sobą, chociaż akceptacja ta była zawsze liną bardzo napiętą i groziła pęknięciem. Lecz wielkim błaznem był tylko ten, który nieustannie naciągał linę, aż trzeszczały włókna, zaś mądrym monarchą taki, który nie tolerował innego rodzaju błazna. Konstruowany inteligencją obu stron mechanizm przewagi błazna nad królem — dziś już nie do zbadania — prowadzący ku dwóm frazom wieńczącym obopólne zwycięstwo partnerstwa:
BŁAZEN: Pokaż mi, jakiego masz błazna, a powiem ci, jakim jesteś królem.
KRÓL: Mój błazen świadczy o mnie.
O wielkości Henryka VIII (którego, jak wiadomo, do furii doprowadzał cień sprzeciwu) stanowi nie tyle fakt, że ściął pewną liczbę swych żon, ile to, że nie ściął swego błazna, Willa Summersa. Karol V, nie oszczędzany przez Thevenina de Saint–Léger, uczcił go po śmierci pięknym nagrobkiem w kościele Świętego Maurycego w Senlis. Zygmunt Stary kochał jak brata najmądrzejszego wśród polskich trefnisiów, Stańczyka, chociaż nieraz mu się od niego dostało. Z wizerunkiem Tribouleta, trzymającego błazeńskie berło, bito monety w tych samych mennicach, w których tłoczono monety z wizerunkami władcy. Geniusz Tribouleta rozciągał linę aż do naderwania, a że i wówczas błazen wychodził bez szwanku — dowodziło to, iż nie tylko król wart błazna, lecz i błazen króla. Zapomniawszy o różnicy między drwiną z władcy a ośmieszaniem pani jego łoża, Triboulet dopiekł faworycie i został skazany na śmierć. Monarcha w swej łaskawości pozwolił mu wybrać sobie rodzaj śmierci. Błazen zastanowił się i rzekł:
— Wybieram śmierć ze starości.

rys.Andrzej Krauze

rys.Andrzej Krauze

Ocalił tym życie, a król, nim jeszcze przestał się śmiać, pojął, że niełatwo jest zabić błazna pełnej krwi. Tylko ćwierćkrwi królowie zabijali błaznów. Takim był Fryderyk Wilhelm I, który na śmierć zadręczył swego błazna, Jakoba Gundlinga: mianował go baronem i prezydentem Pruskiej Akademii Nauk, odział w cyrkowy strój i perukę z koziej sierści, po czym rozkazał mu całować identycznie ubraną małpę, którą zwał synem Gundlinga i przypalał błaznowi pośladki rozżarzonymi patelniami. Kiedy skatowany Gundling umarł, król kazał wepchnąć zwłoki do beczki z winem i tak pochować. Nie bez przyczyny zwano go „królem–sierżantem”.

Czas wreszcie powiedzieć coś o Chicocie, który między wszystkimi błaznami jest kolosalną figurą. Cóż go tak wyróżnia? Nie mózg przecież, chociaż inteligencja Chicota miała ostrość skalpela. Gdybym próbował klasyfikować błaznów według mądrości, byłbym równie śmieszny jak owa grupa chilijskich naukowców pracujących pod kierunkiem amerykańskiego profesora Morrisa, którzy A.D. 1969 ustalili listę najinteligentniejszych ludzi w dziejach: wygrał Herr Goethe (210 punktów), bijąc drugiego Szkopa. Leibniza (205), żabojada Pascala (195) oraz makaroniarza da Vinciego ex aequo z madame de Staël (po 180); pani Jerzy Sand wyprzedziła Napoleona, a Kepler, Pitagoras, Galileusz, Newton, Szekspir, Darwin, Heraklit i wielu innych w ogóle się nie znaleźli na liście wskutek braku odpowiednich atrybutów umysłowych.

Chicot wyróżniał się czymś innym — był błaznem od okazji do okazji, będąc jednocześnie prawą ręką dwóch kolejnych królów Francji, dyplomatą, szpiegiem, „komandosem” (wykonawcą specjalnych misji), wreszcie żołnierzem, którego brawura nie ustępowała celności dowcipu. Szukał ryzyka tak jak inni pieniędzy (co nie znaczy, że tych ostatnich unikał, wprost przeciwnie), a wziąwszy etat błazna wynegocjował dla siebie prawo udziału we wszystkich ważnych operacjach militarnych. Walczył m. in. pod Arques i pod Ivry. Nie miał równego sobie w zabijaniu językiem, szpadą i intrygą. Pamiętacie to rzucone mimochodem do króla pytanie: „— Czytałeś, Henryczku, Makiawela?… Nie? Żałuj”.

Pierwszym jego „Henryczkiem” był Henryk III, wielce osobliwy, zdegenerowany ostatni Walezjusz, który zapisał się dla historii współautorstwem Nocy Świętego Bartłomieja, a później wyjechał do Lechistanu, skąd umknął po kilku miesiącach pajacowania na sarmackim tronie. Pajacował tam w otoczeniu białogłów przedkładających strój Ewy nad każdy inny („oddawał się polowaniu, grom karcianym, tańcom i rozpustnym ucztom, na które, jak powiadano, gołe dziewczęta były wprowadzane” — świadczy Reinhold Heidenstein). Unikalnym tego Walezjusza tytułem do chwały i politycznej mądrości jest cudowny błazen–zausznik–żołnierz– desperado, który nim sterował, a któremu on poddawał się, wiedziony nie spłukanymi w perwersyjnych rozrywkach („włoski ohydny nałóg”) ze swymi „mignonnes” (drugi czy trzeci pederasta na sarmackim tronie?) resztkami zdrowego instynktu. „Aby przywoływać się do rozumu królowie mieli błaznów” (André Willemetz).

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Nie było dla Chicota świętości, więc każdy, kto wchodził na dwór, musiał być świadom, że stanie się celem złośliwych żartów. Nawet damy. Brantôme w swoich „Żywotach pań swawolnych” opisuje scenę, której był świadkiem: „Znalem na dworze iedną wielgą damę, która miała reputacyą, iż daie sobie wygadzać swemu lektorowi a bakalarzowi; tak iż Szykot, trefniś królewski, wycylowal w nią iednego dnia uszczypek przed J. K. Mością y mnogiemi innemi osobami ze dworu, powiadaiąc iey, zali nie wstydu się dawać sobie wygadzac (tu rzekł całe słowo) tak brzydkiemu i szpetnemu samcowi, y nie ma tyle rozumu, aby sobie wybrać pięknieyszego. Kompania zaczęła się sielnie śmiać, a zaś dama płakać, podeźrzewaiąc, iż to król kazał iey wyrządzić tę posługę: bowiem zwyczayny był takich igrów”*.

Winą Brantôme’a jest, że to pospolicie (prawdę rzekłszy: wulgarnie) wygląda, bo opisał scenę i streścił „uszczypek”, miast cytować słowa Chicota, który ubierał swe złośliwości we frazy skrzące się pięciogwiazdkowym humorem, mądrością, subtelną refleksją, goryczą, zależnie od tego, czy był z królem sam na sam, czy też w obecności dworu. To duża różnica, gdyż — o czym nie wolno zapominać — błazen był ekspozycją władcy wobec dworu i dworu wobec władcy, lecz kiedy byli sami, wytwarzał się inny układ, którego możemy się tylko domyślać. Może czułość? Brantôme nie jest tu odpowiednim źródłem, chyba że ktoś przedkłada butelkę nad zawartość; koneserom trunku polecam Dumasa, który ze starych kronik wyłowił kilka pereł Chicota. Napijmy się.

Pałac królewski, Luwr. Nieoczekiwanie Chicot wraca z jakiejś sekretnej eskapady, wchodzi do komnaty króla rozmawiającego ze swym faworytem, Quelusem, i milcząco zaczyna pożerać słodycze będące dekoracją półmiska.
— Otóż i ten hultaj Chicot — krzyknął gniewnie król — próżniak i włóczęga!
— Co mówisz, synku? — spytał Chicot, kładąc ubłocone buty na królewskim krześle. — Pewnie już zapomniałeś ów powrót z Polski, kiedyśmy uciekali jak jelenie, a szlachta goniła nas jak sfora psów, hau!… hau!… hau!… A cóżeś zdziałał podczas mej nieobecności? Powiesiłeś przynajmniej jednego ze swych ufryzowanych lizusków?… Ouu!, przepraszam, panie Quelus, nie zauważyłem cię doprawdy… I znowu zainteresował się ciastem, ledwo słysząc pytanie króla: 

Jan Matejko - Stańczyk

Jan Matejko – Stańczyk

— Coś robił w tym czasie?!
— Co robiłem, synku? Wystaw sobie, skomponowałem procesję o trzech aktach. Akt pierwszy — pokutnicy drą swe włosy idąc ku Montmartre. Akt drugi — pokutnicy obnażeni do pasa biczują się między Montmartre a Świętą
Genowefą. Akt trzeci — pokutnicy, nie przestając wymierzać sobie kańczugami sprawiedliwości, wracają do Luwru… Tymczasem, moi panowie, bawmy się! 
— Najpierw wyjaw, gdzie byłeś — rzekł król, śmiejąc się — bo ja kazałem cię szukać po wszystkich spelunkach Paryża!
— Mniemam, Henryczku, że zacząłeś od Luwru?”.
Czyż nie był Chicot filozofem?

Był także szlachcicem (Henryk III nobilitował go w 1584) — stąd rozszerzone oczy zawdzięczającego Chicotowi życie Bussy’ego i wykrzyknik:
„— Na Boga! Jesteś dzielnym szlachcicem, panie Chicot!”. A z drugiej strony wyszczerzone uśmiechem zęby:„— Do diabła, wiem o tym!”.

Wiedział co czyni przywdziewając skórę błazna. Jedynie takim sposobem mógł górować nad wszystkimi i bawić się niby król. Nie tylko zresztą alegorycznie, lecz i dosłownie, zdarzało mu się bowiem przebierać za króla (gdy monarcha wchodził do sali z jednej strony. Chicot wchodził z drugiej, wywołując chwilową dezorientację), a konkretnie za dwóch monarchów, gdyż po nagłej śmierci Henryka III wstąpił na służbę u Henryka IV.

Kilka danych biograficznych. Świat zobaczył w Gaskonii około roku 1540. Prawdziwe nazwisko: Antoni Anglerays vel Anglarez. Służył politycznie marszałkowi de Villars–Brancas. Później przeszedł na żołd królewski. W aktach figurował jako „Nosiciel płaszcza królewskiego”. Pod La Rochelle odznaczył się brawurą i bezwzględnością. Nie nienawidził hugonotów — nienawidził wrogów króla. Błaznem został około roku 1580, przybierając pseudo: Chicot, co można tłumaczyć jako: Drzazga, a co mówi samo za siebie. Pisano o nim: „wielki, mężny błazen”, podkreślając jego rzadką inteligencję, niezrównaną złośliwość i niepohamowaną bezczelność (świadectwo Aubignégo).
W 1592, walcząc blisko Rouen, Chicot wziął do niewoli hrabiego de Chaligny i cisnął jeńca pod stopy króla,  mówiąc: „— Trzymaj, daję ci go!”. Obecni wybuchnęli szyderczym śmiechem — darowanie jeńca było zniewagą jeńcowi wyrządzoną. Chwilę później hrabia, purpurowy ze wstydu, gdyż na domiar upokorzenia teraz dopiero pojął, że dał się wziąć błaznowi — znienacka rąbnął Chicota rękojeścią szpady przez łeb.

Gyuri Lohmuller - Światem rządzą Błazny

Gyuri Lohmuller – Światem rządzą Błazny

Wielki błazen umierał w wielkim stylu. Długie piętnaście dni. Jego śmiertelne wyrko stało obok łóżka konającego żołnierza, do którego wezwano spowiednika, miejscowego proboszcza. Ten odmówił żołnierzowi rozgrzeszenia wskutek różnic wyznaniowych. Wówczas Chicot zwlókł się z łoża śmierci, skopał fanatyka i wyrzucił go za drzwi przeklinając. Tak powiedział ostatnią prawdę w swoim życiu. Henryk IV płakał po nim, choć mówiono, że o łzy u tego króla niełatwo. Czyż można się wszakże dziwić rozpaczy pomazańca, który wiedział, że trudno będzie znaleźć godnego następcę Chicota? Następcą został Angoulevent, lecz do klasy, stylu, charakteru i odwagi Chicota było mu tak daleko, jak kucykowi do araba.
Testamentem z roku 1585 Chicot życzył sobie, by pochowano go w zamku Loches, którym — decyzją króla — władał od roku 1574. Nie spełniono tego życzenia. W kościele przy zamku Loches umieszczono tylko portret błazna; zwłoki złożono w Pont–de–1’Arche. Dzieci Chicota i Renaty Barré żyły jeszcze jakiś czas blisko zamku. Loches leży 60 kilometrów na wschód od Montsoreau. Jest to wielki kompleks, składający się z ruin potężnej fortecy (XI–XII wiek), Rezydencji Królewskiej i łączącej je kolegiaty. Forteca, której ozdobę stanowi kolosalny donżon, od XV wieku służyła za więzienie stanu — tutaj Ludwik XI trzymał w drewnianej klatce kardynała Balue, a Ludwik XII księcia Mediolanu Ludwika Sforzę. Rezydencja Królewska Stara pochodzi z XIV wieku i mieszczą się tam zwłoki kochanki Karola VII, Agnieszki Sorel; Nowa, z XV wieku, olśniewa wspaniałą fasadą „flamboyant” (Gotyk Płomienisty). Wszystko to się tutaj pamięta i reklamuje, i rozświetla mocą spektaklu „son et lumière” za jedne dwa i pół franka. Wszystko, prócz Chicota. Ani słowa o wielkim błaźnie. Identyczna historia jak w Chambord z Saint–Germainem. Do licha! Czemu zawsze pomija się to, co najciekawsze?!
Sam fakt, że był Chicot ostatnim genialnym błaznem nie tylko Francji, ale i całej Europy — daje mu wszelkie prawa do wieczne go panowania w Loches. Co prawda ostatnim urzędowym błaznem Francji został L’Angely, lecz jego milczenie można już było kupić (uciułał sobie tą metodą 25 tysięcy talarów), a w końcu, chociaż piętnował jedynie występki, oszczędzając występnych (to tak jakby potępiać karty, wybaczając szulerom) — Ludwik XVI przegnał go ze dworu. W tym samym czasie Fryderyk Wilhelm I zamordował Gundlinga i skończyło się mówienie prawdy panującym.

Gdybym był belfrem historii, a uczeń na pytanie o istotę Absolutyzmu odpowiedziałby: „— Pozbyto się błaznów” — dałbym celującą notę. Absolutyzm bowiem nie kochał nagiej prawdy — absolutystyczna obyczajność wymagała, by prawda nie paradowała goło. Ubrali ją pochlebcy i klakierzy, wychowały szeregi przyzwoitek, aż osiągnęła cenzuralną doskonałość w skromności, która jest zaprzeczeniem bezczelności błazna.

Epoka, kiedy na okrzyk: „— Umarł błazen!” król odpowiadał: „— Niech żyje błazen!”, przeszła do sfery nocnych widziadeł. Gdybyś dzisiaj krzyknął: „— Vive le bouffon!”, mury zamkowe Loches odpowiedzą: „— Le bouffon est mort!”. Oto czemu i dzisiaj niełatwo jest zabić błazna pełnej krwi. Bo go nie ma. Są tylko smutne arlekiny na obrazach Picassa i w życiu.”

…………………….

Matthew Almy - Dom wesołości

Matthew Almy – Dom wesołości

Żył sobie błazen mądry nad wyraz
co trzeźwy bywał niezwykle rzadko.
Tak się upajał głupotą innych
aż się nią zapił i umarł….gładko.

Głupota bowiem ma to do siebie
że im kto głębiej się w nią zanurza.
Tego już żadna mądrość nie zbawi
chyba że będzie to „mądrość” kurza.

Łatwiej jest bowiem żyć na tym świecie
kiedy ni myśleć ni robić nie trzeba
Mądry zapyta – Cóż to za życie?
Głupi zakrzyknie – Trafiłem do nieba!

Śmierć Błazna – Odys, styczeń 2015

Szekspir napisał: „Odkąd uciszono mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie”. Dlatego też z dwoj­ga: by­cia błaz­nem lub mędrcem, wy­bieram byt błaz­na. Błazen bowiem tyl­ko uda­je głup­ca (i tylko po to by z głupoty się natrząsać), zaś mędrzec często swej głupo­ty nie uda­je. I wielu takich mędrków z dyplomami „poważnych” uczelni dyktuje dziś błaznom na ile mogą sobie żartować i z czego, z drugiej strony pozwalając głupszym od siebie żartować ze wszystkiego o ile jest to mędrkom na rękę i nie jest nakierowane na krytykę mędrków.

W demokratycznym świecie – gdzie nie liczy się wartość, a o racji decyduje „większość” – szlachetne błazny nie są mile widziane. Tym to sposobem mądrość dosłownie rozpuściła się w morzu głupoty. Nie mają już błazny żadnych mocy sprawczych, ani nawet szansy na to żeby szepnąć królowi odpowiednie słówko w celu powstrzymania szaleństwa durniów. Nastały czasy w których o racji decyduje nieracjonalny, kierujący się emocjami (najczęściej egoistycznymi i prymitywnymi), pozbawiony wiedzy o świecie motłoch. Czasy w których już nie trzeba się kierować prawdą obiektywną i przekonywać do niej ludzi. Dziś rządzi ten komu uda się przekupić masy iluzją „sukcesu” lub wizją „darmowego” chleba i igrzysk. Nastał czas durniów a wręcz psychopatów z którymi na dodatek żartów nie ma, bo to oni dziś decydują o tym kto ma sprawować władzę, i to z nich w „większości” ta władza się wywodzi. Którzy nie dość że mordują nas pomału pod znieczuleniem wspomnianych wcześniej iluzji (tak jak można ugotować żywe żaby) przy użyciu pisanego przez siebie (i pod siebie) „prawa”, czasem tylko stosując wprost fizyczną przemoc wobec najbardziej niepokornych, to jeszcze po drodze dają się nam we znaki swoją nieskończoną głupotą i zarażając nią mniej odporne i ambitne jednostki jako powszechnie obowiązującą „normą”.

Pamiętajmy więc w tych niebezpiecznych dla mądrości i prawdy czasach o własnym bezpieczeństwie. Żeby podczas stawiania tamy i piętnowania głupoty nie dać się „zabić”, czy zniszczyć tego co w nas najlepsze. Nie ma bowiem większej krzywdy dla świata jak utrata jednego mądrego człowieka (choćby był błaznem)… Nigdy wszak nie wiadomo kiedy nadejdzie taki czas, że ludziom spadną z oczu klapki a durnie zostaną zdemaskowani. Wtedy błazny znowu wrócą do łask, a kto wie, może jeden z nich okaże się Klaudiuszem… (Odys)

Wśród osłów, osłem bądź i ukryj swe serce.
Zapytaj głupca – odpowie, że mądrym jest wielce.
Ten zaś, co oślich uszów wcale nie posiada,
We wszystkim heretykiem jest dla osłów stada” (Avicenna)

podobne: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie. oraz: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). i to: William Szekspir Sonet 66 (do grafiki Gustave Dore) polecam również: Kisiel: „Felieton optymistyczny”… jak „Perfidia” Łysiaka i to: O chłopcach w krótkich spodenkach

Ivan Slavinsky - Żarty na bok

Ivan Slavinsky – Żarty na bok

Tropem Wikingów. PAN zbada DNA polskich władców. Badania nad rewelacjami Paula Russella. Definicja IIIRP wg. Marka Stefana Szmidta


1. Czy Piastowie byli wikingami?

08.12.2014 (IAR) – Czy pierwsi polscy władcy byli wikingami? A może do Polski przyjechali z Moraw? Poznańscy naukowcy sprawdzają, skąd pochodziła dynastia Piastów. Na zbadanie genotypu męskiej linii władców, poznański Instytut Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk ma 5 lat.

Badania są w początkowej fazie. Naukowcy zbierają materiał genetyczny z kości znalezionych w grobach – mówi prof. Marek Figlarowicz dyrektor instytutu chemii bioorganicznej PAN w Poznaniu. Jak tłumaczy naukowiec zbadane DNA w męskiej linii władców zostanie naniesione na mapę genetyczną Europy. Dzięki temu istnieje możliwość, że uda się ustalić czy ten genom był charakterystyczny dla ludzi zamieszkujących centralną i wschodnią Europę czy dla ludzi, zamieszkujących Skandynawię. Istnieje bowiem teoria, że Piastowie byli powiązani jakoś z wikingami – dodaje prof. Figlarowicz.

Badania obarczone są jednak ryzykiem. Może się okazać, że któraś z żon polskich władców nie była królowi wierna. Jeżeli zdrada wyjdzie teraz na jaw ustalenie pochodzenia piastów może być trudne.

IAR/Skoczek/Włodarczyk Radio Merkury Poznań/darad/buch

…czy po śmierci można zostać rogaczem? 😀 A co jeśli gdzieś w Skandynawii żyje prawowity król polski a obecne polskie władze są nielegalne? 😉

2. Polscy Wikingowie, czyli drużyna Mieszka I (fragment):

„…NEWSWEEK HISTORIA: Które znaleziska archeologów w Polsce są kluczowe do opowiedzenia pełnej historii wikingów?

PAUL RUSSELL: Polska jest ważną częścią tej układanki i z pewnością trwające obecnie badania na cmentarzu w Bodzi, nad jeziorem Lednickim, w Truso i w Wolinie w istotny sposób przybliżają nas do zrozumienia historii Wikingów. Oprócz tego są też pozostałości po polskich Wikingach poza granicami Polski, jak na przykład szkielety polskich żołnierzy znalezione w Trelleborgu w Danii, które, według badaczy, mogą być szczątkami sławnych Wikongów z Jomsborga, którzy walczyli dla Haralda Sinozębego.

NEWSWEEK HISTORIA: Jakie są wnioski z najnowszych badań DNA tysiącletnich szkieletów wikingów znalezionych na cmentarzu koło Bodzi?

PAUL RUSSELL: Musimy być ostrożni mówiąc o DNA w archeologii, podobnie jak wtedy, gdy mówimy o dowodach z miejsca zbrodni, gdyż nawet wyniki DNA mogą być przedmiotem rozbieżnych interpretacji. Profesor Andrzej Buko utrzymuje w swojej pracy, że jeden ze szkieletów znalezionych w Bodzi wydaje się potwierdzać związki ze Skandynawami, jednak jest niezwykle trudno zidentyfikować miejsce pochodzenia ciał, które mają tysiąc lat. Żaden z badanych szkieletów nie wykazuje związków rodzinnych z pozostałymi, mamy więc do czynienia z niespokrewnionymi wojownikami. Analiza izotopów strontu sugeruje, że szkielety należały do mężczyzn i jednej kobiety, którzy nie byli tubylcami (poza jednymi szczątkami). Pochodzili ze Skandynawii albo okolic Kijowa.

NEWSWEEK HISTORIA: Co okazało się najciekawszym ustaleniem podczas prac nad „Wikingami”?

PAUL RUSSELL: Odkrycie tego, że Wikingowie posiedli dogłębną wiedzę na temat dynamiki płynów. Dzięki temu – wykorzystując siłę wiatru i wody oraz wiedzę inżynierską – byli w stanie budować niesamowite, wyspecjalizowane łodzie. Były one szybkie i lekkie, zbudowane z użyciem toporów, uwzględniając naturę drewna (nie znano jeszcze bowiem pił). Elastyczne i wodoszczelne: mogły tańczyć na falach i były wystarczająco lekkie, by je przenosić lądem na krótkich dystansach, tak jak podczas ataku na Konstantynopol. Bez tych łodzi nie zrodziłaby się potęga wikingów. Równie fascynujący jest zakres międzynarodowego handlu prowadzonego ponad tysiąc lat temu: koraliki z Bagdadu i Budda z brązu z Pakistanu trafiły już wówczas do Skandynawii. Często myślimy, że globalizacja jest współczesnym ruchem, ale obiekty z ery wikingów przypominają nam o tym, że intensywna międzykulturowa wymiana nie jest nowym zjawiskiem.

NEWSWEEK HISTORIA: Przeprowadziliście wywiady z ekspertami, archeologami i pracownikami naukowymi w Polsce. Czyja wypowiedź okazała się najbardziej zaskakująca albo najważniejsza?
PAUL RUSSELL: Trudno wskazać jedną. Profesor Buko uświadomił nam mnogość narodowości w Polsce w erze Wikingów, a żywa opowieść doktora Filipowiaka odmalowała Wolin jako wyjątkowy i tolerancyjny ośrodek przenikania się kultur. Te dwie wypowiedzi zdecydowanie najbardziej zapadły nam w pamięć. Profesor Duczko pomógł nam zrozumieć zasięg wpływów Skandynawów w Europie Środkowo-Wschodniej. Rozmach wykopalisk w Truso, prowadzonych przez profesora Jagodzińskiego zrobił na nas ogromne wrażenie. Z przyjemnością wsłuchaliśmy się również w tezy Zdzisława Skroka
[Zdzisław Skrok – „Czy wikingowie stworzyli Polskę?”], którego zdaniem pierwszy król Polski był Wikingiem i który przyrównuje pierwsze królestwa Wikingów w Europie Środkowo-Wschodniej do wielonarodowej firmy z dużą liczbą oddziałów, które utrzymywały ze sobą kontakt.

NEWSWEEK HISTORIA: Dlaczego rola Wikingów w historii Polski nie została do końca wyjaśniona?

PAUL RUSSELL: To podchwytliwe pytanie. Nie możemy przenieść teraźniejszej mentalności na jedenastowieczną rzeczywistość. Wikingowie nie zostawili żadnych pisanych źródeł swoich czynów, więc trzeba się zdać na te, które powstały po ich erze. A owe kroniki nie są im przychylne ze względu na wierzenia Wikingów – chrześcijański świat nie mógł sobie pozwolić na gloryfikowanie pogan. Są jednak dwie oczywiste kwestie związane z rolą Wikingów w państwie polskim: jedna jest polityczna, a druga etniczna. Z jednej strony każdemu narodowi trudno jest zaakceptować fakt, że najeźdźca odegrał tak ważną rolę w formowaniu początkowego stadium państwa, które później kształtowali już miejscowi przywódcy. Z drugiej strony trudno uwierzyć, że ktokolwiek oprócz tubylców mógł stworzyć państwo z tak silnym poczuciem narodowym. Cóż, tak samo jak w przypadku Anglii, Włoch i większości krajów europejskich: prawda historyczna ma wiele niuansów i nie nadaje się na prosty wykład o narodowym i politycznym pochodzeniu. W Anglii duński król Kanut Wielki miał ogromny wpływ na strukturę państwa, a mimo to jest uważany za obcokrajowca. Pół Anglii było zdominowane przez wikingów (co do dzisiaj znajduje odzwierciedlenie w miejscowych dialektach), a do dziś Brytyjczycy mają problem z zaakceptowaniem tego faktu. Z tym samym problemem mamy do czynienia w Polsce. Istnieli polscy wikingowie i skandynawscy wodzowie, wpływy kulturowe z Estonii i Litwy, a wszystko powiązane „wikińskim systemem”, dzięki któremu kupcy, zarówno miejscowi, jak i obcy, stawali się bogaci. Doktor Filipowiak twierdzi, że nazwanie Wolina miastem Wikingów byłoby jak nazwanie Nowego Jorku irlandzkim miastem. Czy naprawdę pochodzenie pierwszego króla Polski jest aż tak ważne, jeśli nie będziemy brać pod uwagę współczesnych nacjonalistycznych doktryn?

NEWSWEEK HISTORIA: Ale czy państwo polskie i politycy usiłowali pana zdaniem zataić rolę Skandynawów przy powstaniu Polski?

PAUL RUSSELL: Tak, bez wątpienia.

NEWSWEEK HISTORIA: Co chcielibyście, by widzowie wynieśli z polskiego odcinka serialu o Wikingach?
PAUL RUSSELL: Mamy nadzieję, że zostanie im w pamięci wrażenie ogromnego zasięgu świata wikingów, ale i złożoności tej społeczności. Było tam miejsce dla złoczyńców i bohaterów, kupców i łupieżców, pogan i chrześcijan, ale przede wszystkim niesamowicie odważnych i uzdolnionych mężczyzn i kobiety. Kwestie polityczne, o których była mowa wcześniej, nie są charakterystyczne tylko dla Polski. Znajdujemy je również w sercu krainy wikingów, bo Norwegowie i Szwedzi odmiennie postrzegają Wikingów. Podobnie w Anglii i Francji. Ludzie cały czas zadają sobie pytania: kim byli Wikingowie? I czy jesteśmy wreszcie w stanie bez uprzedzeń zaakceptować ich wkład w świat, w którym dzisiaj żyjemy?

źródło: newsweek.pl

…i dwa najciekawsze komentarze spod artykułu trochę prostujące meandry hipotezy o skandynawskim rodowodzie Piastów:
1. Pisze ~R.W. :
„Uwielbiam to niezmierne precyzyjne w tego rodzaju POPULARNOnaukowych opracowaniach zamienne określanie „skandynawscy wojownicy” i „wikingowie”… Choć sam wywiad (a w zasadzie wypowiedzi Russela) jest całkiem w porządku (dla tych co mają jakieś pojęcie w temacie i potrafią czytać ze zrozumieniem).„Profesor Andrzej Buko utrzymuje w swojej pracy, że jeden ze szkieletów znalezionych w Bodzi wydaje się potwierdzać związki ze Skandynawami, jednak jest niezwykle trudno zidentyfikować miejsce pochodzenia ciał, które mają tysiąc lat. Żaden z badanych szkieletów nie wykazuje związków rodzinnych z pozostałymi, mamy więc do czynienia z niespokrewnionymi wojownikami.” …z czego tylko jeden, póki co, „wydaje się potwierdzać związki ze Skandynawami”
Choć osobiście nie wykluczam, a wręcz z dużym prawdopodobieństwem zakładam, iż najemnicy (w tym skandynawscy) stanowić mogli część ochrony pierwszych Piastów, to jednak przesadnie nie wyolbrzymiałbym ich znaczenia w kształtowaniu polskiej państwowości. Potrafię też zrozumieć, że zafascynowany wikingami Brytyjczyk ulegał będzie tezom u podstaw których legła bliższa mu koncepcja forsowana ongiś usilnie przez niemieckich badaczy*, warto jednak przy tym pamiętać, że prawda jak zwykle leży zapewne gdzieś pośrodku.

* Spór narodowo-politycznym toczony między badaczami polskimi a niemieckimi dotyczył wpływu starożytnych ludów germańskich na kształtowanie się Słowiańszczyzny, jak również kwestii germańskości lub słowiańskości starożytnych mieszkańców ziem polskich, a także roli jaką Skandynawowie odegrać mieli w powstaniu państwa polskiego. Uczeni niemieccy byli zwolennikami upatrywania w Mieszku I wikinga (czego echa nadal pokutują w wielu współczesnych teoriach), w odpowiedzi na co historycy polscy przez lata starali się zaprzeczać jakiejkolwiek obecności ludności skandynawskiej na ziemiach słowiańskich. Dopiero w ostatnich dziesięcioleciach XX wieku zaczęto, głównie pod naciskiem jednoznacznych wyników odkryć archeologicznych, podważać większość fałszywych, a silnie dotąd się utrzymujących (po obu stronach) stereotypów. Prowadzone badania z jednej strony potwierdziły silne zjawisko osadnictwa skandynawskiego na wybrzeżach słowiańskich we wczesnym średniowieczu (szczególne w ośrodkach kupiecko-rzemieślniczych), z drugiej zaś dużą aktywność handlową i militarną Słowian na Bałtyku od VIII do XII stulecia (włącznie z akcjami osiedleńczymi na wyspach południowoduńskich, w Skanii i w niektórych miastach Skandynawii).”

 
2. Pisze ~Postarkończyk do ~R.W. :
„R.W. komentarz jest niezwykle istotny, wręcz doskonały, ja dodam cytaty z mojego opracowania i internetowych doniesień: „Badania archeologiczne obozowisk ruskich Waregów to potwierdzają. Owocują przy tym nie mniej liczną niż skandynawska, ceramiką Słowian połabskich (kabłączki skroniowe) – zapewne Wolinian, Lutyków i Ranów (zwanych także co ciekawe: Rusami …). Wg prof. P. Urbańczyka znane są zresztą i z terenów Skandynawii, ślady wspólnych wypraw i osadnictwa mocno już zeslawizowanych Rusów; i Wieletów w tym zwłaszcza Wolinian…”, „Podczas wykopalisk na wyspie Zelandii duńscy archeolodzy odkryli cmentarzysko wojowników żyjącego w pierwszej połowie X w., Sinozębego. Odnalezione tam części broni i naczyń nie pozostawiają złudzeń: większość Wikingów duńskiego władcy najprawdopodobniej była Słowianami z ziem dzisiejszej Polski…”, „Okazuje się, że podobne problemy, jakie mają Polacy z zaakceptowaniem pobytu Normanów na ziemiach polskich, są również nieobce Skandynawom. Ich problem jest jednak zdecydowanie większy niż nasz, bo i nieporównywalnie większa była skala osadnictwa słowiańskiego we wczesnośredniowiecznej Skandynawii.”„W roku 2001 ukazała się drukiem potężna książka – będąca pod względem rozmiaru największym doktoratem w historii szwedzkiej archeologii. Jej autor Mats Roslund − archeolog pracujący na Uniwersytecie w Lund zatytułował swoje dzieło „Gäster i huset” czyli „Goście w domu”, w rozumieniu „Słowianie w Skandynawii”. W pracy ukazano ogrom skali […] występowania ceramiki słowiańskiej na Północy.” czego nie chce przyjąć do wiadomości np. Z. Skrok”
…a teraz coś z całkiem innej beczki…
3. Fragment z Idea Polski w myśli konserwatywnej”, której autorem jest Marek Stefan Szmidt, ps. Stefan Detko (prezentuje Pan Romuald Szeremietiew):

„Nadchodzi czas powrotu do Normalności, a w tym kształtowania Prawa, regulującego działania Organizmu państwowego w kierunku odzyskania utraconej pozycji Rzeczypospolitej, jako Ośrodka emanującego Wolnością, Porządkiem prawnym, Kulturą i Tolerancją, na państwa Europy Środkowej i Wschodniej; w ten właśnie sposób tworząc Enklawę cywilizacyjną, upadającej pod presją marksizmu kulturowego, Cywilizacji Zachodu.”

 

Zanim praca Stefana trafi do czytelnika przytoczę z niej dwa małe fragmenty. W części pierwszej Autor podaje obowiązującą definicję obecnego państwa:

„Polska, duże państwo środkowo – europejskie, jest nowoczesną, jednolitą i trwałą oczywistością, opartą na solidnych podstawach prawa międzynarodowego, chronioną przez NATO, rządzoną według zasad demokratycznych przez elitę obywateli, działających w – szeroko rozumianym – interesie politycznym i gospodarczym zamieszkującej na jej terenie ludności.”

I następnie konkluduje:

„Z punktu widzenia Myśli konserwatywnej, przekonanie powyższe jest z gruntu fałszywe i złudne, o czym, poniżej – w rozdziałach Części pierwszej.”

Następnie na kolejnych stronach analizuje czym tzw. III RP jest i tak ją definiuje:

„Polska, buforowe państewko pomiędzy Niemcami a Rosją, w granicach narzuconych bez udziału i zgody jej przedstawicieli przez Konferencję Jałtańską jest anachroniczną, niejednolitą i nietrwałą konstrukcją, pozbawioną oparcia na solidnych podstawach prawa międzynarodowego, wykorzystywaną przez Unię Europejską do finansowania jej struktur i jako zaplecze logistyczno-konsumpcyjne, a przez organizację polityczno-wojskową Paktu Północnoatlantyckiego NATO, jako rezerwuar bezpłatnego żołnierza i przedpole do wymiany ciosów atomowych; rządzoną przez cywilizacyjną anty-elitę, powiązaną z systemami totalitarnymi i agenturą państw trzecich, działającą na – szeroko rozumianą – szkodę polityczną i gospodarczą zamieszkujących na jej terenie Obywateli. Quod erat demonstrandum!”

Autor kończy swoją pracę stwierdzając, że:

„Prawdziwą przyczyną napisania traktatu „Idea Polski w Myśli konserwatywnej” była świadomość spustoszeń, jakich dokonał w umysłach, a zwłaszcza już tych Młodych, system przywiślański i jego anty-cywilizacyjny model państwa prawa,…”

Mimo to jednak:

„Traktując system przywiślański i jego problemy oraz perturbacje wewnętrzne, a przede wszystkim jego animatorów w kategoriach Fizyki, stwierdzam śmiało, iż znajdują się – wcale nie zdając sobie z tego sprawy – w bańce Czasu Przeszłego, który musi odejść, rozpływając się w Nicości, a jego koniec, jako mierzwy Historii jest nieuchronny i nieodwołalny, choć powolny i uciążliwy – a jak długo jeszcze ten proces potrwa, zależy także od Ciebie, drogi Czytelniku…”

źródło: prawica.net

podobne: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce. oraz: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. i to: „Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu” czyli… Zakontraktowane łgarstwo „święta wolności” oraz „lux in tenebris”.

Jan Matejko - Zaprowadzenie chrześcijaństwa R.P. 965

Jan Matejko – Zaprowadzenie chrześcijaństwa R.P. 965

Zenon Dziedzic: Esej o indoktrynacji. Istotą pełni życia człowieka myślącego jest jego wolność… ku dobru


Wady ludzkości - Jan Matejko

Wady ludzkości – Jan Matejko

„Jeżeli informacja, nawet ta o treści religijnej, zniewala – jest indoktrynacją. Autorzy takiego przekazu już za swojego życia są  godni pogardy i tym bardziej skazują siebie na odtrącenie, im bardziej służą obcej wolności – doktrynie. Istotą pełni życia człowieka myślącego jest jego wolność. Ta wartość realizuje się teraz i w wieczności. Stwórca bowiem nie ujednolica, ale w swojej nieskończoności powołuje do bytu coraz to nowsze istoty, które różnią się od siebie i miarą tej różnicy jest także, a może przede wszystkim, ich indywidualne podejście do wolności. Zbawienie i życie twarzą w twarz z Bogiem ma sens tylko wtedy, gdy dusza zmarłego jest wolna, bo jakaż to chwała Stwórcy, gdyby przymuszał do szczęścia; do swojej Wielkości,  Wspaniałości i Wszechmądrości? To niewątpliwa tajemnica stworzenia, że Bóg nie zniewala, nie indoktrynuje, nie ujednolica!

   Sokrates i Platon widzą tę wolność w rozwijaniu cnót, które nadają człowiekowi głębszy sens istnienia. Platon wyróżnia cnotę mądrości, męstwa i wstrzemięźliwości. One konstytuują człowieczeństwo, lecz wtedy, gdy są dyscyplinowane poprzez cnotę sprawiedliwości. Cnota więc w ich ujęciu jest wyrazem wolności człowieka i jego duszy.

   Teologia chrześcijańska uzupełni tę prawdę o fakt istnienia Bytu Samego w Sobie, „od którego wszystko pochodzi i do którego wszystko powraca” (por. Pisma wybrane, św. Karol Boromeusz). Wolność jest w tym ujęciu dążnością do szczęścia i jak powie św. Tomasz z Akwinu „Człowiek szczęśliwy doznaje doskonałej przyjemności poprzez działanie cnoty”, (Suma Teologiczna I – II ae q4 a8). Wolna wola jest więc działaniem „do czegoś”, w naszym przypadku, do idei, nie zaś „od czegoś”. Zasada odrzucania praw dobra wspólnego, odrzucania praw porządku naturalnego wydaje się być destrukcją człowieka i w praktyce prowadzi do niewoli. Cnota nie zniewala, zniewala indoktrynacja, w której niekiedy wykorzystuje się cnoty jako narzędzie instrumentalizacji człowieka. To okrutna forma zniewalania. Znajdziemy ją w sektach i u dewotów. Tak więc, okazuje się, że cnota podana w instrumencie indoktrynacji przestaje być cnotą, mimo, iż forma pozostaje ta sama. Paradoks, czy zmiana pojęcia? Celowa gra, czy głupota?

   Bronić się trzeba przed indoktrynerami. Jest ich pełno w mediach powszechnego rażenia, w nauczycielach posłusznych dyrektywom samorządowo-unijnym, w kapłanach miałkiej inteligencji i słabej wiary, w politykach pilnujących własnych profitów, w tak zwanych autorytetach indoktrynacji – im obsceniczna akcja, tym bardziej kreowana na wzór i „jedynie słuszną linię poprawności politycznej”. Indoktrynacja więc ogłupia i tą drogą zniewala. Dążenie do cnót zaczyna być śmieszne, infantylne, staromodne, mimo, że cnoty te były wstępnie wychwalane jako oręż człowieczeństwa. Im szybciej odkryjemy fałsz indoktrynacji, tym szybciej wyzwolimy się ku wolności.

   Nie jest prawdą, że wezwanie „ róbcie cokolwiek chcecie” jest hasłem wolności. Zawołanie to jest pomysłem anarchistów, którzy doskonale wiedzą, że nie ma dojrzałych ludzi, że człowiekowi daleko jest do realizowania w swoim życiu cnót teologalnych ( bowiem często brakuje mu łaski) i kardynalnych (ponieważ brakuje nam wytrwałości). Człowiek jest wciąż ograniczany niewolami zewnętrznymi i wewnętrznymi. Wybór więc proponowanej wolności będzie zawsze ucieczką od czegoś. „Róbcie cokolwiek chcecie” ma sens tylko przy całkowicie wolnym człowieku, przy człowieku w pełni dojrzałym, do końca ukształtowanym i to w prawach zgodnych z naturą, i Bożą ideą ładu oraz  porządku.

   Bywa że wychowanie do wartości jest indoktrynacją. Pedagog stawia siebie wtedy w roli mentora, odrzuca podmiotowość wychowanka i wszelkie prawdy narzuca w jedynie słusznej, a proponowanej przez siebie, interpretacji. To oczywiste, wychowanek odrzuci te treści jako ciężar, który był atrybutem jego niewoli. Zacznie szukać i dobrze, gdy w tym poszukiwaniu zwycięży dobro, źle, gdy górę wezmą cechy podłe. Tak tresowany człowiek, tresowany poprzez indoktrynację wychowawczą, jest narażony na utratę swojego człowieczeństwa, gdyż ślepy bunt może zatracić go całkowicie. To w tym przypadku słowa Jezusa Chrystusa nabierają pełnego znaczenia: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą, ale Tego, który po zabiciu ma władzę wtrącić wasze dusze w otchłań piekielną” (Łk 12, 4-6). To niezwykła perfidia niedojrzałości nauczyciela, gdy piękne treści o cnotach podawane są „z biczem w ręku”. Wniosek nasuwa się sam – wychowywanie do cnót musi odbywać się w dialogu, w partnerstwie dostosowanym do intelektualnej i psychicznej percepcji podopiecznego. Tak więc, pedagog uniża się, jest pokorny, a treści głoszone przez niego muszą mieć pokrycie w jego osobistym przykładzie. Inaczej mamy do czynienia z indoktrynacją.” (Zenon Dziedzic źródło: konserwatyzm.pl)

podobne tu: Wolnośc a samowola czyli – Goń libertyna!  polecam również: O „wolności słowa” w internecie…  oraz: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych

…ograniczanie wyjącego w człowieku „róbta co chceta” do minimum… stawianie tamy zachciewajkom, które dają ulgę żądzy posiadania ale w dłuższej perspektywie uzależniają nas czyniąc niewolnikami zmysłów… ograniczanie własnych słabości i niedoskonałości a nie folgowanie im – dążenie do doskonałości to prawdziwa wolność. Człowiek okuty w zbroję samodyscypliny i cnoty jest nie do pokonania (kupienia) ani przez słowo ani przez materię. Niedoścignionym wzorem Bóg a my powinniśmy dążyć właśnie do niego. Dążyć nieustannie bo człowiek ulega i całe życie będzie ulegał słabościom – ale świadomie trzymać kurs na właściwy kierunek wbrew sobie (wbrew temu co w nas najgorsze) to prawdziwa wolność.

…Odys

Wolność - Bryan Larsen

Wolność – Bryan Larsen

Johnny Cash: „Wszystko zgodnie z księgą”… W słowach proroka słychać krzyk Boga o sprawiedliwość.


Zmierzch popiołów - Leszek Bujnowski

Zmierzch popiołów – Leszek Bujnowski

 

Widzisz to w filmach, gazetach i wiadomościach TV
Czyjaś armia jest od zawsze w ruchu
Odbędzie się bitwa
a pozycje wojsk zostały już nakreślone
Mają broń, czołgi i samoloty

Studnie wyschną, wody zostaną zatrute
a z nieba spadnie kwaśny deszcz
Wojna goni wojnę i coraz głośniej o tej na wschodzie
Z głębin ziemi słychać „dudnienie” i mówi się o „bestii”

Matki płaczą bo rzeki wzbierają
Krwią zbyt wielu synów
I choć niektórzy mówią, że pokój już blisko
To najgorsze dopiero przed nami

Śmierć na bladym koniu - Gustave Dore

Śmierć na bladym koniu – Gustave Dore

Pisali o tym prorocy
Mówił o tym Jezus
Jan też to widział
I powiedział nam o tym co zobaczył
bo łatwo jest dostrzec, gdy…
Wszystko idzie zgodnie z księgą

Armie są już w miastach a rakiety gotowe do lotu
„Blady koń” w swym galopie
niczym podmuch wiatru w noc
Dudnienie z pustyni wzmaga się
i zbliża podobne grzmotu piorunów
A „trąba” w gotowości by w nią zadąć
Będzie krzyk który ubudzi zmarłych,
więc bądźmy gotowi do drogi

Ponieważ pisali o tym prorocy
I Jezus mówił o tym
I Jan musiał to widzieć
Więc powiedział nam o tym co zobaczył
bo łatwo jest dostrzec, gdy…

Wszystko idzie zgodnie z księgą
Kiedy wszystko idzie zgodnie z księgą…

Johnny Cash – Goin’ By The Book

tłumaczył Odys 01.09.2013

„…Emocjonalny i osadzony w wyobraźni język proroków: stalowy w wymowie, rytmiczny w tonacji, plastyczny w formie, nosi znamiona stylu poetyckiego. A jednak nie chodzi tu o rodzaj poezji, który ma swoje źródło, jak mówił Wordsworth, „we wzruszeniu przypomnianym w głębokim spokoju”. To styl daleki od stanu wewnętrznej harmonii czy opanowania, naznaczony wzburzeniem, udręką i duchem niezgody. Troska proroka zwraca się nie ku naturze, lecz ku historii, ta zaś daleka jest od spokoju.

Jan Chrzciciel - Roberto Ferri

Jan Chrzciciel – Roberto Ferri

Autentyczna wypowiedź wynika z utożsamienia się osoby i słowa, jej znaczenie zaś zależy od pilności i doniosłości tematu mowy. Takim tematem jest u proroka całe życie ludzkości, stąd utożsamienie trwa znacznie dłużej niż tylko chwilę. Prorok utożsamia się nie tylko z tym, co mówi; jest związany nierozerwalnie z narodem poprzez to, co zapowiada. Oto tajemnica stylu prorockiego: jego życie i dusza leżą na szali tego, co mówi, i tego, co według jego słów ma się wydarzyć. To związek, który odbija się echem. Co więcej, zarówno temat, jak i utożsamienie się należy postrzegać na trzech płaszczyznach. Nie chodzi tylko o proroka i naród, lecz także o samego Boga, który związany jest tym, co niesie ze sobą proroctwo.

Wypowiedzi proroków rzadko są zagadkowe, zawieszone pomiędzy Bogiem a człowiekiem; to nieustanne ponaglanie, niepokojenie i wymuszanie, jak gdyby słowa tryskały z Bożego serca, poszukując drogi do serca i umysłu człowieka, niosąc w sobie zarówno wezwanie, jak i zobowiązanie. Liczy się dostojeństwo, a nie godność. Język jest jasny, ale i gwałtowny; zdecydowany, ale i powściągliwy; szorstki, ale i pełen współczucia – to jeden łańcuch przeciwieństw.

Prorok nie tyle opowiada historię, ile zarzuca wydarzeniami. Nie tyle podnosi krzyk, ile poddaje surowej naganie. Nie tylko przekłada rzeczywistość według poetyckiego klucza, lecz czyni o wiele więcej: to kaznodzieja, którego celem nie jest wyrażanie własnego „ja” ani „oczyszczenie emocji”, lecz komunikowanie. Jego przekaz nie ma świecić – on ma płonąć.

Prorok jest pochłonięty zwiększeniem wagi odpowiedzialności, rozdrażniony w obliczu usprawiedliwień, pełen pogardy wobec fałszu i użalania się nad sobą. Jego głos, rzadko miły czy pieszczotliwy, często przynosi pocieszenie i ukojenie od ciężaru; ale jego słowa nierzadko uderzają niby biczem, zdają się nawet potworne – ich zadaniem jest wstrząsnąć, a nie pouczyć.

Usta proroka to „ostrze miecza”. On sam jest „zaostrzoną strzałą”, wyjętą z kołczanu Boga (Iz 49, 2).

Lękajcie się, beztroskie!
Zadrżyjcie, pewne siebie!
Rozbierzcie się i obnażcie,
przepaszcie worem biodra!
Iz 32, 11

Lektura słów proroków jest wystawieniem na próbę emocji, rozdarciem uśpionego sumienia…

Wady ludzkości - Jan Matejko

Wady ludzkości – Jan Matejko

…Nie istnieje język, który byłby wspólny nam i prorokom. Nam moralna kondycja społeczeństwa, mimo ogromu jego zbrukania, zdaje się przyzwoita i porządna; dla proroków jest tylko ohydna. Tak wiele wokoło czynów miłosierdzia, taka dobroć promieniuje dniem i nocą; a jednak w oczach proroków uspokojenie sumienia to jedynie pruderia i ucieczka od odpowiedzialności. Nasze kryteria są mizerne, poczucie niesprawiedliwości jest wyrozumiałe i bojaźliwe, oburzenie zaś z powodu moralnej nieprawości – tylko ulotne. A przecież ludzka przemoc jest nieskończona, ustawiczna i niemożliwa do udźwignięcia. Dla nas życie ma często pogodny obraz, ale w oczach proroków świat wiruje w chaosie. Prorok nie godzi się na taryfę ulgową, jeśli idzie o człowiecze możliwości. Wykazując nikłe zrozumienie dla ludzkiej słabości, nie jest w stanie znaleźć usprawiedliwienia dla popełnionych przewinień.

Któż zniesie życie dniem i nocą wypełnione obrzydzeniem? Sumienie stawia granice, podlega znużeniu, tęskni za wytchnieniem, snem, ukojeniem. Lecz ci, którzy doznali krzywdy, jak i Ten, który mieszka w wieczności, nigdy nie drzemią ani nie zasypiają.

Życie proroka jest pozbawione snu i przepełnione trudem. Kadzidło miłosierdzia nie może osłodzić zbrodni. Ceremonialność i woń pobożności zmieszane z bezwzględnością napawają obrzydzeniem tego, który nie śpi i ugina się pod ciężarem.

Być może prorok wiedział znacznie więcej o ukrytym plugastwie zwykłej nieuczciwości i prześlizgującym się niepostrzeżenie złu przyjętych form zobojętnienia niż ci, którzy swą wiedzę oparli jedynie na inteligencji i obserwacji.

Pan mnie pouczył i zrozumiałem;
wtedy przejrzałem ich postępki.
Jr 11, 18

Prorok słyszy nawet nieme westchnienie.

Daniel w jaskini lwów - Peter Paul Rubens

Daniel w jaskini lwów – Peter Paul Rubens

W upaniszadach świat materialny pozbawiony jest wartości – to nierzeczywistość, pozór, iluzja, sen – ale w Biblii świat materialny jest rzeczywistym dziełem Boga. Władza, potomstwo, zdrowie, pomyślność stanowią dobrodziejstwa, które należy szanować, a jednak człowiek dumny i żyjący w dostatku z całą swoją potęgą i sukcesem postrzegany jest jako pusty, tandetny i pozbawiony znaczenia.

Oto narody są przed Nim niby kropla u wiadra
i znaczą tyle, co pyłek na wadze
(…)
Wszystkie narody są niczym przed Jego obliczem,
nicością i marnością są wobec Niego.
Iz 40, 15. 17 (BPozn)

Cywilizacja dobiegnie kiedyś kresu, a rodzaj ludzki przeminie. Obecny świat nie jest cieniem idei jakiegoś wyższego porządku; jest rzeczywisty, choć nie ostateczny. Realność świata ufundowana jest na zgodności z Bogiem. Kiedy inni upojeni są dniem dzisiejszym, prorok dostrzega już kres.

Spojrzałem na ziemię i widzę bezładną pustkę;
na niebo, a widzę, że nie ma na nim światła.
Spojrzałem na góry, a one się trzęsą
i wszystkie pagórki się chwieją.
Spojrzałem i widzę, że nie ma już ludzi
i z nieba znikły ptaki.
Spojrzałem, a oto urodzajny kraj staje się pustynią,
a wszystkie jego miasta obracają się w ruinę,
przed Panem, pod żarem Jego gniewu.
Jr 4, 23–26 (BPaul)

Wojciech Siudmak - Posłaniec

Wojciech Siudmak – Posłaniec

Prorok jest człowiekiem z krwi i kości, a jednak wymawia dźwięki o jedną oktawę za wysoko dla naszych uszu. Doświadcza chwil, które sprzeciwiają się naszemu rozumowaniu. Nie jest „wznoszącym krzyk świętym” ani „moralizującym poetą”, lecz kimś, kto atakuje nasz umysł. Nierzadko jego słowa wybuchają płomieniem tam, gdzie nie dociera już sumienie….

…Słowa proroków są surowe, gorzkie i bolesne. Lecz zza surowości wyłaniają się miłość i współczucie dla ludzkości. Ezechiel mówi to, co zdają się podzielać wszyscy inni prorocy: „Czy rzeczywiście pragnę śmierci bezbożnego – wyrocznia Pana Boga? Czy raczej nie tego, by porzucił swoje grzeszne postępowanie i żył?” (Ez 18, 23 BPaul). W istocie każda zapowiedź nieszczęścia jest wezwaniem do skruchy. Prorok ma nie tylko karcić, lecz także „pokrzepić ręce osłabłe, wzmocnić kolana omdlałe” (Iz 35, 3). Niemal każdy prorok wraz z naganą i skargą przynosi pocieszenie, obietnicę i nadzieję pojednania ze Stwórcą. Rozpoczyna od „zapowiedzi sądu”, kończy zaś „przesłaniem nadziei” [5].

Istotą wypowiedzi proroków jest nie tyle przewidywanie, ile napominanie. Choć samo przepowiadanie przyszłych wydarzeń jest istotnym elementem i może być oznaką autorytetu proroka (Pwt 18, 22; Iz 41, 22; 43, 9), to jednak zasadniczym jego zadaniem jest obwieszczenie słowa Bożego tu i teraz; odsłonięcie przyszłości, aby rozświetlić to, co kryje się w teraźniejszości [6]…” (fragment artykułu autorstwa Abrahama Heschel: Jakim człowiekiem jest prorok?)

Amos – prorok Bożej sprawiedliwości

Jacek Kaczmarski: „Źródło wszelkiego zła” do obrazów Jana Matejko


Wady ludzkości - Jan Matejko

Wady ludzkości – Jan Matejko

Schną mężczyźni, śnią kobiety
Błysk biseksualnych bielizn,
Płodzą uniwersytety
Permisywizm i ateizm.
W spisku cyrkla i fartucha
(Zamiast maski – okulary)
Chrześcijańskiego dusi ducha
Szatan pychy i niewiary.
   Sprawy mroczne i ogromne:
   Świat na naszych oczach kona.
   Wszystko wina to masona,
   Że o Żydzie tutaj już nie wspomnę.

Usprawiedliwiają krocie
Wskazującym boskim palcem,
Zaprzeczają wszelkiej cnocie,
Która się nie sprawdzi w walce.
Wykupują łaskę Pana
Zer bezmiarem w komputerach,
Hostią ostryg i szampana
Chcą się zbawić tu i teraz.
   Sprawy mroczne i ogromne:
   W kłamstwie cały świat i w kantach.
   Wszystko wina protestanta,
   Że o Żydzie tutaj już nie wspomnę.

Chorych łudzą, głodnych mnożą,
Koronują złotogłowiem,
Przekłamują wolę bożą
Swym strzelistym pustosłowiem.
Wielbią krzyże i kajdany,
Nędza dla nich wielkość znaczy;
Obnażonym i skazanym
Kroją święty strój rozpaczy.
   Sprawy mroczne i ogromne:
   Hipokryzja świat połyka.
   Wszystko wina katolika,
   Że o Żydzie tutaj już nie wspomnę.

Unicestwić, pozarzynać,
Wobec śmierci się nie wahać
Biorąc z sobą poganina
W wielkim hołdzie dla Allacha.
By pijane rozpasanie
Wieczność trwało w tamtym świecie –
Trup z hurysą na kolanie
Prorokowi służył przecież!
   Sprawy mroczne i ogromne:
   Cały świat krwią naszą spłynie.
   Muzułmanin temu winien,
   Że o Żydzie tutaj już nie wspomnę.

Jest żyć po co, ginąć po co,

Triumf Szatana - Jan Matejko

Triumf Szatana – Jan Matejko

Kochać, mnożyć i zabijać,
Na olbrzyma ruszać z procą,
W labiryncie nić odwijać.
W trąby dąć by mury kruszyć,
Gadać z krzewem lub kamieniem,
Stawiać nieśmiertelność duszy
W zakład z własnym nieistnieniem.
   W kwestie mroczne i ogromne
   Słodka świata treść wycieka:
   Wszystko wina to człowieka,
   Że o Bogu tutaj już nie wspomnę…

Jacek Kaczmarski – „Źródło Wszelkiego Zła

15.9.1997                      

poprzednio: “Pielgrzymka” do obrazu Nikolaya Nekrasova

Jacek Kaczmarski: „Bajka” do obrazu Jana Matejko „Polonia zakuwana w kajdany”


Polonia - Zakuwana Polska - Jan Matejko

Polonia – Zakuwana Polska – Jan Matejko

Był Kraj, co wieki cierpień znał,
Pieśń pismem blizn pisaną śpiewał,
A ziemia żyzna mierzwą ciał
Rodziła myśli jako drzewa.
Aż powiał nad nią twardy wiatr
I posiał w glebę plon zatruty.
Wymarłym wielkim drzewom w ślad
Skarlałe rodzą się kikuty.

Kto chce – niech zowie borem – sad
Przyciętych drzewek na rozstaju.
Nie zmieni tym najprostszej z prawd:
Nie ma już – drodzy – tego kraju.
Jest tylko wiatr, bezwzględny wiatr,
Co nagle w środku nocy budzi
I, jak spod ziemi – puszcza w świat
Zupełnie odmienionych ludzi.

Był sobie kraj, był sobie kraj.

Jeden – do góry wzniósłszy dłoń
Ślepymi strzela Norwidami,
Lecz tak, by czasem Boże broń!
Nie trafić kogoś i nie zranić.
Wedeta robotniczych sag
Wkłada sukienkę w czarny deseń,
Choć przecież na rządowy raut
Zajeżdża białym mercedesem!

Inny bohater wielkich chwil
Klasyków w służbę władzy wdraża
I czci wallenrodyczny styl
Z dwuznaczną miną – na dwóch twarzach.
Purpurat gnie się zaś co sił
To przed mundurem, to przed Bogiem,
Choć już wśród wiernych zawisł był
Raz biskup, co rozmawiał – z wrogiem!

Był sobie kraj, był sobie kraj.

W tle pożądliwie brzęczy rój
Komentatorów i pisarzy,
Co myśl ostatnią zmienią w gnój,
Byle w tysiącach egzemplarzy.
Bo tak dziś przecież musi być!
Bo oni wiedzą, co się święci!
Bo trzeba chronić wątłą nić!
Prawdę przechowa się – w pamięci!

Ginie niewysłowiona myśl,
A pamięć ginie razem z ciałem.
O tym, coś widział – mów i pisz!
– Nic nie widziałem, zapomniałem.
Więc znowu kiedyś tłumy widm
Minione nam przypomną zdrady,
Znowu rozważnym – kurz, jak wstyd
Zakryje – puste – dno szuflady.

Byliśmy z nimi i wśród nich,
Lecz każdy się inaczej budzi.
To dla nas oprawiony sztych…
Nie ma już – drodzy – dawnych ludzi,
A dla nich – drodzy – nie ma nas.
Siedząc przy nawarzonym piwie
Też opowiedzą sobie baśń,
Żyć będą długo i szczęśliwie.

Był sobie kraj, był sobie kraj.

1983 Jacek Kaczmarski – Bajka

poprzednio: “Arka Noego” do obrazu Potop – Leona Comerre

Jacek Kaczmarski: „Elekcja” do obrazu Jana Matejki


Potęga Rzeczypospolitej u zenitu. Złota wolność. Elekcja. R.P. 1573 - Jan Matejko

Potęga Rzeczypospolitej u zenitu. Złota wolność. Elekcja. R.P. 1573 – Jan Matejko

Ramiona do nieba wzniesione wzburzeniem
Łacina spieniona na wargach,
Żył sznury na skroniach, przekrwione spojrzenie
Przekleństwo, modlitwa lub skarga.

Pod nos podtykane i palce i pięści,
Na racje oracji trwa bitwa,
Szablistą polszczyzną tnie, świszcze i chrzęści
Przekleństwo, skarga, modlitwa.

„Czas ratować państwo chore,
Szlag mnie trafia – ergo sum!
Po sąsiadach partię zbiorę,
Uczynimy szum!”

Ten Prusom gardłuje, ten Wiednia partyzant,
Ów ruskiej się chwyta sukienki,
A troską każdego szczęśliwa ojczyzna –
Stąd modły, przekleństwa i jęki.

Polityką zwie się ów spór Panów Braci
W kolokwiach elekta z elektem;
Schlebiają szarakom złociści magnaci
Wśród jęków, modlitw i przekleństw.

„Czas ratować państwo chore,
Szlag mnie trafia – ergo sum!
Po sąsiadach partię zbiorę,
Uczynimy szum!”

„Pojedziemy do stolicy,
Wszak Warszawa to nie Rzym,
Tam rabują przedawczycy,
Poświecimy im!”

Co czub i wąsiska – to wróż i historyk,
Niezbite też ma argumenta;
Lecz Wiednie Sobieskich i Pskowy Batorych
Dziś każdy inaczej pamięta!

Więc grunt to obyczaj, obyczaj – rzecz święta,
By Rzeczpospolita zakwitła.
Niech rządzi kto bądź – byle wolnych nie pętał
W przekleństwach, skargach, modlitwach!

„Czas ratować państwo chore,
Szlag mnie trafia – ergo sum!
Po sąsiadach partię zbiorę,
Uczynimy szum!”

„Pojedziemy do stolicy,
Wszak Warszawa to nie Rzym,
Tam rabują przedawczycy,
Poświecimy im!”

„Jest nas patryjotów siła,
Żaden nam nie straszny wróg,
A Ojczyzna sercu miła
I łaskawy Bóg.

Rozniesiemy na szabelkach
Zdrajców, co nam wodzą rej,
Rzeczpospolita jest wielka
Starczy dla nas jej!”

Ramiona do nieba wzniesione przed zgonem,
Krew czarna zaschnięta na wargach,
A w oczach otwartych milczenie zdumione
I skarga…

Rozniesiemy na szabelkach
Zdrajców, co nam wodzą rej,
Rzeczpospolita jest wielka
Czy
Starczy dla nas jej?

Jacek Kaczmarski – Elekcja
13.1.1993

poprzednio: “Kara Barabasza” do obrazu Gustave Dore