Lustracyjny POPIS i teoria konwergencji w praktyce czyli o „naszych sukin…ach” ze „zbioru zastrzeżonego” Instytutu Pamięci Wybiórczej


rys. Andrzej Krauze

„Dla mnie osobiście w całej historii Polski po 1989 roku, najważniejszą datą jest pierwsza i ostatnia poważna próba lustracji jaką próbowano podjąć zupełnie przypadkowo przez ówczesne koło UPR z januszem Korwin-Mikkem, jako szefem tego 3-osobowego koła poselskiego. Kiedy już było wiadomo, że los rządu masona Jana Olszewskiego jest przesądzony i tylko w zasadzie dni dzieliły go od upadku, poseł UPR wystąpił nieoczekiwanie z propozycją lustracji, wykorzystując moment, kiedy posłowie głównie z Unii Demokratycznej uznali, że ważniejsze jest towarzyszenie prezydentowi Izraela bawiącego z wizytą w Polsce, niż branie udziału w nudnych obradach Sejmu.
Błyskawiczne uchwalenie uchwały lustracyjnej zaskoczyło kompletnie wszystkich, najbardziej chyba z tego co pamiętam Jacka Kuronia, który będąc jak zwykle w stanie kompletnej pomroczności jasnej, zaczął bredzić o chorych z nienawiści oczach Antka. Jak się później okazało, Kuroń się okazał najgorszym szują, moim zdaniem gorszym od Michnika i Maleszki razem wziętych.
Wtedy to jedyny raz dowiedzieliśmy się, mówiąc po amerykańsku o „Deep State”, który to ma władzę rzeczywistą i wysługuje się naszymi wybrańcami narodowymi, a oni z wdzięczności robią laskę za darmo każdemu, kogo mu wskażą kierujący deep state. I ta sytuacja trwa do dzisiejszego dnia.
Nie wiadomo, dlaczego niemalże z marszu powołano komisję sejmową do zbadania afery „Amber Gold”, która to jak widzimy niczego nie wyjaśni, zaś świadkowie mówią że niczego nie pamiętają. Przecież to wyraźnie widać, że nie chodzi o wyjaśnienie czegokolwiek, oraz że jest to typowe przedstawienie dla publiki p.t. PiS cosik robi.
Osobiście bym wolała, by powstała sejmowa komisja do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, bez jakiegokolwiek udziału Antka Macierewicza, bo tylko wtedy coś mogłoby być wyjaśnione do końca. Ale widocznie Jarosław, nasz strategos nad strategosami ma zabronione zajmowanie sie tą problematyką. Jego głównym powołaniem jest być w ciągłym klinczu z Donaldem Tuskiem i tym głównie ma się pasjonować elektorat PiS i PO. To że eliciarstwo III RP zajmuje się takimi trzeciorzędnymi sprawami, jak Amber Gold, a nie naprawą państwa, wynika z postanowień magdalenkowych w 1989 roku, których sygnatariuszem był m.in. santo subito PiS, Lech Kaczyński.
Dzisiejsze eliciarstwo patriotycznie inaczej, realizuje jakis jego mityczny testament, ja bym wolała osobiście i wszyscy myślący Polacy, by prezydent Duda upublicznił treść słynnego już aneksu do raportu o WSI sporządzonym przez Antka, ale widocznie siły wyższe zabroniły naszemu strategosowi nad strategosami ujawnienie treści tego raportu, co mnie skłania do stwierdzenia, znając sposób pracy Antka, że raport może być zupełną fikcją. Ale jeśli aneks został rzeczywiście sporządzony, zaś PiS czyli nasz strategos nie chce go ujawnić, oznacza to, że punkt ciężkości władzy znajduje sie nie w rządzie Beaty Szydło, ani w sejmie i senacie, tylko w zupełnie w innym miejscu.
Przeprowadzenie totalnej lustracji uważam za rzecz najważniejszą dla państwa. Gdyż tak naprawdę nie wiemy, kto nami rządzi-Moskwa, Waszyngton, Tel-Aviv, Berlin, a może Burkina Fasso…” (slepamanka, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Lustracja ciągle niezbędna-widziane z USA)

podobne: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) oraz: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu. i to: Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski. a także: Lewicowa wrażliwość czyli… Afera reprywatyzacyjna spuścizną układów w Magdalence i belką w oku PIS. polecam również: Stanisław Michalkiewicz: Ściana płaczu i ściana hańby… (na tle Magdalenki)

rys. Andrzej Krauze

„Jednym z ważniejszych dokonań Zbigniewa Brzezińskiego, którego pogrzeb odbył się 9 czerwca, była teoria konwergencji. Głosiła ona, że tkwiące w śmiertelnym zwarciu antagonistyczne mocarstwa coraz bardziej się do siebie upodabniają. Polska wprawdzie mocarstwem nie jest; była nim przez krótki czas za panowania Edwarda Gierka, kiedy to „propaganda sukcesu” głosiła, iż nasz nieszczęśliwy kraj jest dziesiątą potęgą gospodarczą świata – ale już w 1976 roku rozpoczął się bolesny powrót do rzeczywistości, aż w 1980 roku euforia zakończyła się depresją, to znaczy – buntem przeciwko Partii, który został stłumiony w następstwie stanu wojennego. Ale właśnie na Polsce sformułowana jeszcze w pierwszej połowie lat 60-tych teoria konwergencji sprawdza się najlepiej. Oto od 2015 roku trwa u nas nieustająca, a nawet jakby zaostrzająca się polityczna wojna, w której po jednej stronie występuje Stronnictwo Pruskie ze swoimi politycznymi ekspozyturami oraz żydowskie lobby polityczne, a z drugiej – ekspozytura stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego…

…Podobieństwo to zwiększa dodatkowo okoliczności, że i Donald Trump, podobnie jak prezydent Duda, czy premier Beata Szydło, podlizują się i nadskakują Żydom przy każdej okazji – ale ani jemu, ani im w niczym to nie pomaga, bo Żydzi wiedzą swoje i na żadne umizgi nie dają się nabierać. Zatem w tym podobieństwie nie tyle chodzi o postępy socjalizmu, chociaż i u nas socjalizm postępuje, między innymi wskutek realizowania przez obecny rząd programu przedwojennej sanacji, co o zbieżność interesów żydowskich zarówno w USA, jak i w Polsce. Te interesy polegają na cierpliwym i metodycznym doprowadzeniu jednego i drugiego narodu do stanu politycznej bezbronności, by w ten sposób łatwiej zapanować nad jednym i drugim, poddając je bezlitosnej eksploatacji za parawanem socjalistycznych haseł…” (Stanisław Michalkiewicz – W Polsce jak w Ameryce)

rys. Andrzej Krauze

Po co znowu o tym wszystkim? Ano dlatego że znowu wyszło szydło z wora (i nie chodzi o biedną Panią premier)…

Mimo wcześniejszych zapowiedzi do 15 czerwca nie dowiemy się, jakie dokumenty ze zbioru zastrzeżonego IPN zostaną ujawnione, a które pozostaną tajne – informuje „Dziennik Polski”.

Gazeta, powołując się na dobrze zorientowane źródło w służbach specjalnych, pisze jakie są powody, dla których dokumenty z tzw. „zetki” wciąż pozostają utajnione.

Według ustaleń „Dziennika Polskiego” wewnątrz obozu władzy toczy się ostry spór o to, które nazwiska agentów ujawniać, a które nadal ukrywać. W sprawę zaangażowały się również służby państw sojuszniczych NATO. Część z nich nie chce upubliczniać nazwisk niektórych osób.

Chodzi też o bezpieczeństwo cudzoziemców, np. z Bliskiego Wschodu, którzy zostali zwerbowani przez tajne służby PRL, a potem przejęci przez służby III RP. Gazeta informuje, że do przeglądu zbioru zastrzeżonego IPN zaangażowano zbyt mało funkcjonariuszy, którzy nie zdążyli przejrzeć wszystkich materiałów na czas.

Służby miały zapoznać się z dokumentami z „zetki” do końca marca 2017 roku. Wymóg spełniła tylko jedna z nich – Straż Graniczna.

W zbiorze zastrzeżonym IPN znajdują się dokumenty przekazane przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencję Wywiadu (wcześniej UOP), Straż Graniczną oraz Służbę Kontrwywiadu Wojskowego i Służbę Wywiadu Wojskowego (wcześniej WSI).

W ocenie wielu historyków i publicystów zbiór „Z” chroni m.in. byłych funkcjonariuszy i tajnych współpracowników komunistycznej bezpieki, zajmujących ważne stanowiska w III RP.” („Dziennik Polski”, dorzeczy.pl – Co dalej ze zbiorem zastrzeżonym IPN?)

Nie chce mi się tego komentować, zwłaszcza że już kilka razy zabierałem głos na okoliczność przyczyny powstania tak IPNu jak i wspomnianego „zastrzeżonego” (dla obywateli) zbioru. Jeśli ktoś nie wie o co chodzi a jest ciekawy owej opinii, to polecam lekturę pod niżej wymienionymi linkami… Powiem tylko „a nie mówiłem”…(Odys)

podobne: Zbiór IPNu w POłowie zastrzeżony oraz polscy prawnicy na niemieckich stypendiach czyli… kłótnia w rodzinie i Bolek jako ofiara spiralnej teorii dziejów. i jeszcze: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”  i to: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą. polecam również: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?

rys. Artur Żukow

Trader21: Obligacje rządowe gwarantem straty. Inflacja i dewaluacja jako narzędzie walki z długiem. W czyich rękach spoczywa polski dług, i czy krach finansów publicznych zakończy się eutanazją?


Adam Wycichowski (niewolnik) - jak w banku

Adam Wycichowski (niewolnik) – jak w banku

„…Aby nie dopuścić do bankructw poszczególnych krajów banki centralne zaczęły skupować dług, windując ceny obligacji, tym samym sztucznie zaniżać wysokość wypłacanych odsetek. Kilkanaście miesięcy temu po raz pierwszy w historii rentowność obligacji rządowych spadła poniżej zera. W przypadku Japonii dotyczy to nawet papierów wartościowych z 30-letnim okresem zapadalności. Przez wiele dekad uznawano, że taka sytuacja nigdy nie będzie mieć miejsca, tymczasem dzisiaj obligacje gwarantujące stratę są już jednym z elementów świata finansów

…Warto uświadomić sobie, co tak naprawdę oznacza negatywne oprocentowanie obligacji. Jeśli rentowność obligacji wynosi – 1%, to pożyczając np. 100 tys. złotych, rząd musi oddać jedynie 99 tys. złotych. Nawet nie uwzględniając inflacji, inwestor nabywa obligacje gwarantujące stratę. Jest to oczywiście chora sytuacja, jednak część inwestorów utrzymuje swoją aktywność na rynku. Dzieje się tak, ponieważ mają oni nadzieję, że rentowność obligacji nadal będzie spadać, a więc rosnąć będą ich ceny. Jeśli inwestycji dokonuje się nie z powodu atrakcyjnej wyceny, ale tylko po to, by odsprzedać drożej kolejnemu głupiemu, to mamy niezbity dowód na obecność bańki spekulacyjnej. Tak było w 2001 roku, kiedy ludzie rzucali się na akcje firm technologicznych nieprzedstawiających żadnej wartości, zakładając, że zdążą je sprzedać, zanim dojdzie do spadków. Podobnie określić można sytuację na rynku chińskim z 2015 roku, kiedy na giełdzie pojawiło się mnóstwo nowych inwestorów, skuszonych wzrostem cen akcji, a nie ich rzeczywistą wartością.

Duży wpływ na obecną sytuację mają działania banków centralnych, które stały się największymi kupcami obligacji. Doprowadza to do nieprawdopodobnych absurdów…

…Znaczna część inwestorów, którzy chcą obronić się przed inflacją, przenosi swój kapitał na rynek akcji. W efekcie po raz kolejny usłyszeliśmy o rekordach notowanych przez amerykańskie indeksy, co ma być dowodem na znakomitą kondycję gospodarki

…Jedną z ofiar negatywnie oprocentowanych obligacji staną się fundusze emerytalne, które nie będą w stanie wypracować zysków dla swoich klientów. Jako że są one zwolnione z podatku, ustawodawcy najprawdopodobniej zmuszą je do okazania wdzięczności i zainwestowania np. 50% kapitału w „bezpieczne” obligacje. W drugiej kolejności rząd wywrze wpływ również na indywidualne konta emerytalne. Ostatecznie dojdzie do sytuacji, w której emerytom nie pozostanie nic innego, jak tylko zwrócić się po pomoc bezpośrednio do państwa. Będzie to dalszy ciąg trwającego od wielu dekad procesu, polegającego na uzależnianiu obywateli od woli polityków. Jego odzwierciedleniem jest poziom wydatków publicznych, które stale rosną w stosunku do PKB

…Negatywne oprocentowanie jest kolejnym dowodem na to, że polityka banków centralnych nie przynosi pozytywnych efektów. Nigdy w historii dodruk pieniądza nie okazał się skuteczny i tym razem również nie będzie wyjątku – gospodarki po prostu nie da się uzdrowić w ten sposób. Zapewne już wkrótce będziemy mieć do czynienia ze stagflacją. Oznacza to zerowy wzrost gospodarczy wynikający z ogromnego ciężaru długu, a także przyspieszającą inflację, której kontrolowanie stanie się dla rządów niewykonalne…” (Zespół Independent Trader)

całość tu: Obligacje rządowe gwarantem straty

podobne: Independent Trader: Malutka Belgia ratuje obligacje USA czyli… jak zjeść ciastko i mieć ciastko. oraz: Gaszenie pożaru benzyną czyli… Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił i to: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„…Obecny system, w którym drukuje się walutę opartą na długu, doszedł do końca swojej drogi. Bez konkretnych zmian nie da się go dłużej utrzymać. Przyrost waluty i jeszcze szybszy wzrost zadłużenia spowodowały, że suma zobowiązań Amerykanów jest około 5 razy większa, niż ilość dolarów w obiegu. Tak duża dysproporcja powoduje, że nawet jeśli FED dodrukuje duże ilości pieniędzy, to i tak dług będzie większy niż ilość waluty. Wynika to bezpośrednio z rezerwy cząstkowej, ponieważ każdy kolejny dolar tworzony jest wraz z należnością w stosunku do systemu bankowego. To właśnie z powodu tego mechanizmu bankierzy centralni zawodzą w rozkręceniu wysokiej inflacji, a waluta zamiast szybko się dewaluować, utrzymuje względną siłę nabywczą.

Rozwiązaniem tego problemu, zgodnie z pierwszym pomysłem Bernanke, jest rozdanie ludziom dużej ilości pieniędzy. Aby móc wdrożyć taki plan w życie, trzeba by przeprowadzić daleko idące zmiany prawne. Przede wszystkim rząd musiałby odzyskać władzę nad pieniądzem w taki sposób, aby móc go drukować bez długu, przy eliminacji pośredników (czyli banków komercyjnych – tzw. primary dealers – oraz banku centralnego, u którego rząd zaciąga zobowiązanie pod wykreowaną walutę)…

…Rząd, gdy dysponuje nieograniczoną podażą waluty, może nakręcić inflację i skutecznie dewaluować długi. Aby przeprowadzić całą akcję, nie są konieczne żadne zmiany prawne czy zgoda społeczeństwa. Wystarczy rozkręcić rządowe rozdawnictwo, czy to z pomocą głębokich inwestycji infrastrukturalnych, czy powszechnych programów socjalnych.

Słabo wyedukowane ekonomicznie społeczeństwo, co najwyżej przyklaśnie politykom i stanie się świadkiem rządowego rozdawnictwa. Zanim ukażą się wszystkie konsekwencje, program zostanie zakończony, a założona dewaluacja waluty zostanie osiągnięta. Na programie nie ucierpi zaufanie do sektora bankowego, ponieważ ten nie będzie uczestniczył w tym procederze. Obejdzie się również bez kaskady bankructw banków, a więc i bail-inów  czy bail-outów. Dewaluacji zostanie poddana każda forma pieniądza, tak elektronicznego, jak i papierowego, dzięki czemu dalej będzie można wykonywać kolejne posunięcia, w celu zupełnego wyeliminowania gotówki z obiegu…

…Po osiągnięciu wyznaczonych celów, bankierzy centralni zrzucą winę za wysoką inflację na nieodpowiedzialne działania polityków i umocnią tym samym swoją pozycję, jako stabilizatora systemu monetarnego. Długi zostaną zdewaluowane i uda się uniknąć spektakularnych bankructw dużych korporacji czy banków inwestycyjnych (ich bankructwo mogłoby zagrozić stabilności finansowej całego świata). Najważniejsze trendy w dzisiejszej bankowości (z rozrośniętym sektorem finansowym) czy dążeniem do eliminacji gotówki, zostaną utrzymane. Winą za trudną sytuację zostanie obarczona aktualnie rządząca ekipa, która zostanie sprawnie podmieniona na kolejną. Ben Bernanke lobbuje obecnie w Japonii za dokładnie takim rozwiązaniem. To właśnie Japonia ma stać się polem doświadczalnym, na którym mogłoby zostać wdrożone nowe rozwiązanie monetarne, zanim zostanie ono wprowadzone na całym świecie.” (Zespół Independent Trader)

całość tu: Kolejne szaleństwa Bena Bernanke

podobne: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. oraz: Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?) i to: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

 W 1992 roku Janusz Korwin-Mikke zaproponował z mównicy sejmowej, aby wprowadzić do konstytucji zakaz uchwalania budżetu z deficytem. Niestety, pomysł polityka został przez pozostałych posłów wyśmiany, a dzisiaj przychodzi nam zmagać się z konsekwencjami ich decyzji. Dzięki deficytowi (czyli wydawaniu większej ilości pieniędzy, niż udało się zebrać w podatkach), rząd może finansować dodatkowe programy socjalne, zatrudniać kolejnych urzędników czy zwiększyć skalę inwestycji strukturalnych. Wszystko ma jednak swoją cenę. Oprócz oczywistych następstw, czyli zwracania pożyczkodawcom kwoty większej niż wartość pożyczki – w postaci odsetek od obligacji, uzależnienie państwa od zewnętrznego finansowania ma szereg konsekwencji politycznych…

…Oficjalny dług publiczny wynosi obecnie 899 mld PLN i stanowi to 51,3% w stosunku do PKB kraju. Zadłużenie denominowane w walutach obcych to – w przeliczeniu na PLN – kwota o wartości 291 mld.

Oprócz oficjalnej wysokości długu publicznego istnieje jeszcze realne zadłużenie państwa. Szacuje się, że jego wysokość przekracza ponad 1 bln PLN, ale na potwierdzenie tej liczby nie mamy żadnych konkretnych danych. Problem polega na tym, że zobowiązania zostały ukryte w spółkach skarbu państwa lub instytucjach użyteczności publicznej (na poziomie centralnym i regionalnym). Wykorzystywane są do tego takie jednostki jak Krajowy Fundusz Drogowy (który uprzednio wyłączono z podmiotów wliczanych do bilansu długu). Z kolei urzędnicy miejscy korzystają z np. spółek świadczących usługi komunikacji miejskiej, do których przerzuca się część zobowiązań miast.

Oprócz długu jawnego – czyli oficjalnego – Polska posiada również dług ukryty. Chodzi przede wszystkim o sumę różnego rodzaju świadczeń socjalnych, czyli umów państwa z obywatelem, na wypłacenie mu pieniędzy w dłuższym okresie czasu. Najważniejsze w tej kategorii są zobowiązania ZUS–u, które opiewają na kwotę znacznie przekraczającą 3 bln PLN. Środki te nie są jednak uwzględniane, ponieważ sama wypłata jest uzależniona od decyzji polityków i nie posiada konkretnego terminu zapadalności. W tej sytuacji najbardziej spodziewany bieg wydarzeń przedstawia się następująco: gdy państwo popadnie w problemy finansowe, znaczna część zobowiązań ukrytych zostanie anulowana, najprawdopodobniej poprzez silną dewaluację złotówki…

…Skoro kapitał zagraniczny posiada w Polsce około 60% udziałów (w sektorze bankowym i pozabankowym), to tak naprawdę większość z 350 mld PLN długu w rękach rezydentów znajduje się nadal w posiadaniu podmiotów z kapitałem zagranicznym. Zobowiązania polskiego rządu, z puli oficjalnego długu, to łącznie około 700 mld PLN, które znajdują się w rękach zagranicznych. Podsumowując – prawie 80% obligacji skarbowych jest w posiadaniu obcego kapitału!

…Znaczna część długu publicznego jest w posiadaniu instytucji z USA. Stamtąd też pochodzą najważniejsze agencje ratingowe. Płynność finansowa Polski jest zatem uzależniona od Zachodu. Gdyby polski rząd zaczął prowadzić politykę zagraniczną niezgodną z wytycznymi Waszyngtonu czy Brukseli, zostalibyśmy zapewne zaatakowani bronią ekonomiczną. Atak zostałby przeprowadzony w bardzo prosty sposób: najpierw zrzucono by na rynek część polskich obligacji (wyraźnie obniżając ich cenę, ale podnosząc tym samym ich rentowność). Agencje ratingowe szybko obniżyłyby wówczas oceny stabilności polskiej gospodarki, przez co nasiliłyby odpływ kapitału z Polski. W konsekwencji wszelki opór na Wiejskiej zostałby szybko złamany poprzez wyższe koszty obsługi długu publicznego i trudności w znalezieniu kupców na nowe emisje obligacji.

Podsumowanie

Konsekwencje odrzucenia postulatu Korwin–Mikkego o zakazie ustalania budżetu z deficytem, stają się coraz bardziej widoczne. Polska jest praktycznie w 100% zależna od zewnętrznych ośrodków decyzyjnych i kaprysów rynków kapitałowych. Jeśli nie rozwiążemy problemu z przyszłym finansowaniem państwa, to nie mamy szans na żadne suwerenne posunięcia, czy to w polityce gospodarczej, czy zagranicznej.

Nawet jeśli polski rząd będzie wykonywał polecenia z zagranicy co do joty, to kryzysu na rynku długu nie da się uniknąć, a coraz wyższe koszty finansowania państwa (przez ograniczony dostęp do rynków długu) dodatkowo obciążą społeczeństwo. I gdyby nawet rząd zdecydował się na inflacyjne wyjście z długów (co uderzy najmocniej w klasę średnią posiadającą oszczędności), to późniejsza podwyżka stóp procentowych, wprowadzona przez Radę Polityki Pieniężnej w celu opanowania sytuacji, jest nieunikniona. Posunięcie takie bezpośrednio uderzy w osoby obciążone wysokimi kredytami…” (Zespół Independent Trader)

całość tu: W czyich rękach spoczywa polski dług?

podobne: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko. a także: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. i to: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie.

„…W oczekiwaniu na ten moment nie mogę powstrzymać uczucia żalu, że w 1990 roku nie udało nam się (nam, to znaczy – Unii Polityki Realnej) przekonać opinii publicznej do pomysłu utworzenia Funduszu Emerytalnego z 30 procent akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw państwowych. Wielokrotnie prezentowaliśmy ten pomysł nawet za pośrednictwem telewizji, ale zdecydowana większość opinii publicznej nie uwierzyła nam, tylko nadymanym zarozumialcom w rodzaju pana Andrzeja Celińskiego, który nawet i dzisiaj demonstruje zadowolenie ze swego rozumu, Oni o żadnym „Funduszu Emerytalnym” nie chcieli nawet słyszeć, bo w przeciwnym razie ich protektorowie z wywiadu wojskowego nie tylko przestaliby ich nadymać, ale jeszcze przełożyli przez kolano i przypomnieli, skąd wyrastają im nogi. Warto dodać, że i pan prezes Jarosław Kaczyński też nie chciał słyszeć o żadnym „Funduszu Emerytalnym”. W rezultacie „prywatyzowane” przedsiębiorstwa państwowe zostały z błogosławieństwem soldateski viribus unitis rozkradzione i obecnie Funduszu Emerytalnego nie ma już z czego stworzyć.

Tymczasem bankructwo systemu wisi nad nami i coś trzeba z tym zrobić. Sprawy zaszły tak daleko, że nie ma już rozwiązań dobrych; są już tylko same złe. To, które poniżej przedstawię, też jest złe. Ono ma tylko taką zaletę, że inne są od niego jeszcze gorsze. Pomysł polega na zlikwidowaniu przymusu ubezpieczeń społecznych. One byłyby nadal możliwe, ale wyłącznie jako dobrowolne. Gdyby tak zatem od 1 stycznia 2018 roku znieść przymus ubezpieczeń społecznych, to z tą chwilą ustałby dopływ tzw. „składek” do systemu, bo przecież żaden normalny człowiek nie zrobiłby tego głupstwa. Tymczasem państwo ma zobowiązania, które zaciągnęło wcześniej i z których musi się wywiązać. Nie ma zatem innego wyjścia, jak tego samego dnia ustanowić podatek celowy na emerytury i renty. W pierwszych latach byłby on tej samej, a w porywach nawet większej wysokości co „składka” emerytalna, ale w miarę upływu czasu ta wysokość by się zmniejszała, aż wreszcie po 40 latach można by ten zupełnie już symboliczny podatek zlikwidować. Wadą tego rozwiązania jest to, że dwa pokolenia (pokolenie, to 25-30 lat) obywateli zostałoby obciążonych nieekwiwalentnym świadczeniem – zwłaszcza pokolenie pierwsze, bo drugie już nieznacznie. Bez żadnej swojej winy, bo grzech zaniechania popełniło pokolenie poprzednie – dzisiaj pławiące się w rozmaitych „legendach”. Jeśli jednak tego nie zrobimy, to nie dwa – ale wszystkie następne pokolenia będą obciążone świadczeniem rosnącym – bez względu na jego formalną podstawę. Oczywiście do momentu dopóki się nie zbuntują, nie poślą tych starców-wampirów do wszystkich diabłów – wśród nich również rozwydrzone damy, które dzisiaj tak pilnują swoich „wagin” i „macic”, żeby potem wyciągać proszalną rękę do cudzych dzieci. – aż wreszcie w katolickim społeczeństwie pojawi się masowe poparcie dla legalizacji eutanazji.” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Dwie wiadomości

ZUS jest agendą państwową, i jest zainteresowany, byśmy żyli krótko! – Stanisław Michalkiewicz

Rząd nie ma już nic do sprzedania, więc musi nas zadłużać u lichwiarzy – Stanisław Michalkiewicz

Mamy narzędzie, które już raz użyliśmy, by odblokować potencjał gospodarczy – Stanisław Michalkiewicz

podobne:  Znowu Ukradli Składki. Plan Morawieckiego podstawą III rozbioru OFE, czyli o tym jak PIS dokończy „reformę emerytalną” zaPOczątkowaną przez Rostowskiego (dla ratowania piramidy finansowej i POdreperowania budżetu). oraz: Znikające miliardy z kont emerytalnych, tymczasem ZUS będzie potrzebował coraz więcej „składek”.  i to: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy?

Olivier Bonhomme

Olivier Bonhomme

Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„W Związku Sowieckim zdawano sobie sprawę, że tylko przy pomocy szeroko rozbudowanego aparatu bezpieczeństwa będzie możliwe przejmowanie władzy i tworzenie planów na przyszłość. Tworzenie międzynarodowych kadr służb specjalnych NKWD rozpoczęło już we wrześniu 1940 roku.

W Smoleńsku utworzono specjalny, szkolny batalion NKWD znany jako Aleksandrowskaja Szkoła.[1] Do batalionu skierowano blisko 200 Polaków, Białorusinów i Ukraińców z ziem wschodnich Rzeczypospolitej. Szkolenia zostały wstrzymane w marcu 1941 roku, a część została przeniesiona do bliźniaczej szkoły NKWD w miejscowości Gorki. W grupie przeszkolonych osób znaleźli się m.in. późniejszy wiceminister Bezpieczeństwa Publicznego gen. Konrad Świetlik[2], dyrektor departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa płk. Józef Czaplicki i Mieczysław Moczar.[3]

Wybuch wojny niemiecko-radzieckiej przerwał dalsze kształcenie Polaków przez NKWD. Mimo wszystko uczestnicy kursu byli odesłani bezpośrednio do zadań specjalnych; wyżej wymienieni Świetlik i Czaplicki, później trafili do Dywizji Kościuszkowskiej. Natomiast Moczar został skierowany od razu do Polski.[4]

Sprawa zaczęła powracać w nowym stopniu po zmianie sytuacji na froncie niemiecko-radzieckim. Stalin przyspieszył przygotowania do utworzenia struktur bezpieczeństwa złożonych z Polaków i ludzi władających językiem polskim. Brak szerokiego poparcia dla komunistów w Polsce, a także nieufność Stalina do nielicznych grup PPR-owców i AL-owców działających na terenach okupowanych, przeważył o konieczności jak najszybszego zorganizowania przez ZSRR kursów dla ludzi, którzy podejmą podstawowe obowiązki z organizacją aparatu bezpieczeństwa w Polsce. Z inicjatywy grup polskich komunistów w ZSRS przygotowaniem kadr do działalności komunistycznej w kraju od roku 1943 zajmował się Wydział Krajowy Zarządu Głównego Patriotów Polskich. Wiodącą rolę odgrywał w nim późniejszy Minister Bezpieczeństwa Publicznego Stanisław Radkiewicz[5] i to on miał być pomysłodawcą utworzenia 18 października 1943 roku w podmoskiewskiej miejscowości Biełoomot Polskiego Samodzielnego Batalionu Specjalnego, niekiedy nazywanego też szturmowym.[6] W maju 1944 r. batalion ten wysłano do walki-przeprowadzono akcje na stację kolejową w Równem. Do sierpnia 1944 r. PSBS był podporządkowany Polskiemu Sztabowi Partyzanckiemu, którego celem było utrzymywanie kontaktu z AL. Do batalionu kierowano przez Rejonową Komisję Uzupełnień, ale także na podstawie zaświadczeń wystawionych przez dowódców grup partyzanckich AL i pełnomocników PWKN. W końcu lipca i początkach sierpnia 1944 r. część kadry PSBS przeszła do urzędów bezpieczeństwa różnych szczebli, szczególnie na etaty kierownicze. W tym samym czasie minister Radkiewicz otrzymał doradcę z NKWD – ppłk-a Bielajewa.[7] Trudno oceniać jakim rzeczywiście był doradcą, prawdopodobnie spełniał funkcję kontrolera i obserwatora pracy ministerstwa BP.

Centralne Biuro Komunistów Polskich zapowiadało, że żołnierze batalionu przerzuceni w tym okresie do okupowanej Polski będą się głównie zajmować „rozpoznaniem politycznym terenu”, aby po wojnie przejąć rolę ochrony aparatu władzy ludowej. PSBS nie zaspokoił potrzeb związanych z wizją budowy zaplecza nowej władzy. Władających językiem polskim żołnierzy Armii Czerwonej poddano szczegółowej obserwacji w celu wyłonienia ludzi pasujących do pełnienia najwyższych stanowisk w przyszłym aparacie bezpieczeństwa. To im NKWD na specjalnych kursach przekazywało informację o technikach operacyjnych i śledczych, które później miały swe odbicie w sposobie zniewalania i budowie ciągłego strachu w społeczeństwie.

Kolejnym etapem szkoleń była szkoła oficerska nr 366 w Kujbyszewie.[8] Najbardziej znana, która przeszkoliła największy procent przyszłych kierowników jednostek aparatu bezpieczeństwa. Kandydatów, odpowiednio rozpracowanych, zweryfikowanych i sprawdzonych pod względem politycznym, NKWD typowało samodzielnie często bez wiedzy samych zainteresowanych. Dochodziło do sytuacji w, których kursanci nie byli informowani o charakterze szkolenia, jego długości, miejsca, terminu.[9] Kurs rozpoczęto prawdopodobnie w połowie kwietnia 1944 r., był to jednak wstęp do zasadniczego kursu. Miał on na celu jeszcze bardziej dokładne poddanie inwigilacji i obserwacji kursantów. Do Kujbyszewa skierowano 217 osób z których stworzono dwie kompanie po 5 plutonów.[10]

Program nauczania podzielony był na trzy sekcje; przedmioty ogólne w skład, których m.in. wchodziła historia polskiego ruchu robotniczego, a także historia literatury rosyjskiej i radzieckiej. Drugą część stanowiła tematyka wojskowa, w której możemy wyróżnić musztrę, czy też naukę o broni i strzelanie. Trzecim filarem była tematyka zawodowa, w skład której wchodziły metody pracy śledczej i operatywnej z wybranymi zagadnieniami prawa. Wszystkie zajęcia oprócz historii polskiego ruchu robotniczego prowadzone były w języku rosyjskim, co sprawiało ogromne trudności uczestnikom nie znającym wystarczająco dobrze rosyjskiego. Nauka trwała około 2 miesięcy tj. do lipca 1944 roku.

Absolwenci pierwszego kursu w Kujbyszewie przybyli do Lublina na początku sierpnia 1944 r. To oni stali się głównymi organizatorami aparatu bezpieczeństwa i elitą na szczeblu resortu, województw i powiatów. Wraz z nominacją Teodora Dudy z dniem 31 sierpnia 1944 r. na stanowisko kierownika Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie[11] nowy szef dostaje wiadomość, że przydzieleni mu zostaną absolwenci kujbyszewskich kursów. Do jego dyspozycji skierowano trzynastu oficerów. Większa część została w WUBP, pozostała zaś część zasiliła powiatowe urzędy, obejmując tam przeważnie kierownicze stanowiska. Od razu wysłano dziesiątki kandydatów na kolejny kurs. Braki kadrowe komunistów były olbrzymie dlatego starano się w pośpiechu pomnożyć kadry bezpieczeństwa same kursy były skracane do 4 tygodni, a ich poziom systematycznie spadał.[12]

Kluczową rolę kujbyszewiacy spełniali nie tylko w pierwszych miesiącach Polski Lubelskiej. Także po zajęciu przez Rosjan reszty kraju w 1945 r., to oni, obok funkcjonariuszy NKWD stanowili trzon, na którym opierała się organizacja pracy terenowych struktur UB, a same szkolenia były doskonałym punktem wyjścia do dalszej kariery w strukturach aparatu bezpieczeństwa.

Bezpieka od samego początku utworzenia posiadała dość liczną strukturę. Z końcem 1944 r. liczyła już około 2500 funkcjonariuszy, a należy pamiętać, iż w tym czasie front znajdował się jeszcze na Wiśle, a tylko około 30% obszaru późniejszej Polski była zarządzana przez władze komunistyczne. W maju 1945 r. zatrudniano 11 tys. a z końcem roku już około 24 tys. Najwyższe zatrudnienie zanotowano w 1953 r. kiedy to w Ministerstwie pracowało ponad 33 tys. ludzi z czego tylko 22% pracowało stricte w ministerstwie, a reszta rozrzucona była po wojewódzkich i powiatowych urzędach bezpieczeństwa publicznego. Całemu ministerstwu podlegało aż 321 tys. 200 osób, oprócz wymienionych wyżej pracowników urzędów, należy dodać 47,5 tys. osób pracujących w Milicji Obywatelskiej, 41 tys. w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, 32 tys. w Wojskach Ochrony Pogranicza, 32 tys. w Straży Przemysłowej, 10 tys. w Straży Więziennej i 125 tys. w Ochotniczej Rezerwie Milicji Obywatelskiej.[13]

W oczach obywateli szerzył się pogląd jakoby każdy ubek miał rodowód starego komunisty o pochodzeniu żydowskim, który ukończył kurs w Kujbyszewie, powrócił do kraju i przybrał mundur polski aby kontrolować społeczność w, której funkcjonował. Jednak informacje i kwestionariusze przedstawiają przeciętnego pracownika Urzędu Bezpieczeństwa jako niedojrzałego, niewykształconego, często nietrzeźwego człowieka o mało interesującym życiorysie.[14]

W większości istniejących urzędów bezpieczeństwa na obszarze powiatu funkcjonariusze byli narodowości polskiej. Także przeważająca część funkcjonariuszy milicji i wojska była Polakami. Zważywszy jednak na to, że czołowe stanowiska na szczeblu centralnym były obsadzone przez Sowietów, Żydów i członków innych mniejszości, duża część zwykłych obywateli postrzegało nowe polskie władze jako obce.[15]”  (Szczepan Jagiełło • nowastrategia.org.pl)

całość tu: SKĄD SIĘ WZIĘLI UBECY ?

podobne: „Psy Stalina” Nikity Pietrowa – kelejdoskop zbrodniarzy i anatomia zbrodni oraz: Najnowsza historia Polski wciąż czeka na odkrycie, źródła leżą w Moskwie (wywiad z prof. Wieczorkiewiczem)

jako uzupełnienie – Archiwum Mitrochina

„…Jestem zwolennikiem ujawniania wszystkiego, co nie rodzi zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa, nie jest zagrożeniem dla osób, które pracują obecnie dla państwa. Ten proceder nie może być szkodliwy dla przedstawicieli państwa, np. są na zagranicznych misjach. Tych elementów, które mają znaczenie dla bezpieczeństwa kraju oraz bezpieczeństwa osób pracujących dla państwa, nie należy ruszać. To byłoby szkodliwe.

To znaczy, że zbiór zastrzeżony powinien zostać utrzymany?

W oparciu o różne sprawy, jakimi się zajmowałem, mam pewność, że w zbiorze zastrzeżonym znajdują się materiały, które nie spełniają kryterium, o którym mówiłem. Do tego zbioru bowiem chowało się rozmaite życiorysy czy fakty, utajniając przed opinią publiczną.

Ma Pan jakieś dowody w tej sprawie?

Osobiście spotkałem się z takimi przypadkami. Miałem kiedyś proces z panem Waldemarem Chrostowskim, kierowcą ks. Jerzego Popiełuszki. I okazało się, że najwyższa instytucja w Polsce oceniająca, co jest prawdą a co fałszem, czyli Sąd Najwyższy nie jest w stanie uznać, kto ma rację w sporze, co jest prawdą a co fałszem, ponieważ nie otrzymał akt związanych ze sprawą. One były właśnie w zbiorze zastrzeżonym. Odmówiono najważniejszemu sądowi w Polsce prawa do akt dotyczących pana Chrostowskiego.

Dlaczego?

To jest właśnie absurdalne. Cóż takiego mogłoby się stać, gdyby tego typu materiały były dostępne, gdyby mógł je poznać Sąd Najwyższy? Takie przykłady można mnożyć. W mojej ocenie trzeba zwrócić uwagę na te materiały, które mogą rzeczywiście narazić osoby pracujące dla Polski lub polskie bezpieczeństwo narodowe. Pozostałe należałoby ujawnić. Jeśli materiały nie stanowią zagrożenia, o jakim mówiłem, opinia publiczna powinna mieć prawo dostępu do tych materiałów. Jestem zwolennikiem daleko posuniętego ujawniania materiałów.

Ujawnienie zbioru zastrzeżonego może wywołać polityczne trzęsienie ziemi? Rzeczywiście ten zbiór chroni osoby ważne dla III RP?

Nie ma wątpliwości, że wiele osób jest chronionych dzięki temu zbiorowi. Im takiej ochrony zapewniać nie należy. Mamy prawo dowiedzieć się prawdy.

Jeśli tak, to decyzja PiS-u dotycząca ujawnienia „zetki” jest politycznym samobójstwem?

Samobójczą decyzją to chyba nie jest. Na pewno jednak jest to trudna i ważna decyzja. Ona wywoła wielki wrzask, nie mam żadnych wątpliwości. Jednak pamiętajmy, że wrzawa trwa od wyborów, a właściwie zaczęła się jeszcze wcześniej. Spór i hałas może się jedynie nasilić. Ja jednak nie uważam, że to samobójstwo polityczne. Na pewno MON rozpoczął proces bardzo trudny i podjął odważne decyzje.

Zbiór zastrzeżony to może być klucz dla zrozumienia polskiej transformacji? Czego właściwie możemy się dowiedzieć z tych materiałów?

Trudno mi przesądzać, ponieważ nie znam materiałów tam zgromadzonych. Spotkałem się jednak wiele razy z sytuacją, w której wyjaśnienie pewnych spraw było niemożliwe właśnie ze względu na zbiór zastrzeżony. To było jak zderzenie się ze ścianą. Tego nie wolno, bo jest w zbiorze zastrzeżonym – słyszałem wiele razy. Sądzę jednak, że ten zbiór może pokazać nowe fakty dotyczące polskiej transformacji. Dużo ważnych dla obecnej rzeczywistości procesów miało miejsce właśnie na styku PRL i III RP. Dlatego spór i krzyk dotyczący zbioru zastrzeżonego będzie tak głośny. W dużej mierze wydarzenia z okresu transformacji to nie jest historia, one trwają. Odpowiedź na pytania dlaczego trwają może być właśnie m.in. w tym zbiorze zastrzeżonym.” (Stanisław Żaryn • wpolityce.pl)

całość tu: Wojciech Sumliński: Zbiór zastrzeżony chroni interesy ważnych dla III RP osób

„…czytelnicy pytają o to, co może przynieść odtajnienie zbioru zastrzeżonego Instytutu Pamięci Narodowej. I ciężko się dziwić, że pytają, gdy minister Antoni Macierewicz mówi o skutkach takiego ruchu jako likwidacji „fikcyjnej elity w służbach specjalnych, bankowości, mediach i polityce”. Czy likwidacja tego zbioru będzie ważnym momentem w historii III RP, czy może wyłącznie smaczkiem dla grona historyków?

dr hab. Sławomir Cenckiewicz, prof. WSKSiM: Nie chciałbym podgrzewać atmosfery i czegokolwiek sugerować. Patrzę na tę sprawę i decyzję ministra Macierewicza z perspektywy historyka dziejów PRL i kulisów transformacji ustrojowej, a więc z nadzieją i radością. Istnienie zbioru zastrzeżonego jest bowiem dzisiaj niczym nieuzasadnione. Dopóki często podstawowe materiały dotyczące struktur i kadr Służby Bezpieczeństwa, jej pionu wywiadowczego, agentury a także różne tzw. pomoce ewidencyjne (czyli dane rejestrowe i zinformatyzowane materiały bezpieki) znajdują się w zbiorze zastrzeżonym, dopóty nie jest możliwe całościowe opracowanie dziejów aparatu i systemu represji PRL. Akurat minister Macierewicz zrobił w tej kwestii najwięcej począwszy od lustracji w 1992 r. aż po odtajnienie tysięcy materiałów tzw. wojskówki w latach 2006-2007. Jego postawa winna być naśladowana przez szefów ABW i AW, którzy nadzorują większą część zbioru zastrzeżonego w IPN.

Co się w nim znajduje?

zbiór zastrzeżony IPN to również skrytka dla ukrywania informacji o przodkach, agenturze i przestępstwach bezpieki. Podam przykład – w tym roku ze zbioru zastrzeżonego IPN wyszły duże ilości materiałów dotyczących rozkazów personalnych funkcjonariuszy Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Białymstoku z lat 40! Co to ma wspólnego z ważnym interesem bezpieczeństwa państwa w dniu dzisiejszym? Innym przykładem jest ukrywanie w zbiorze zastrzeżonym dokumentów odsłaniających kulisy transformacji w wymiarze finansowym, że odwołam się do przykładu materiałów Zarządu II Sztabu Generalnego dotyczących Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Proszę sobie wyobrazić, że minister Bogdan Klich zwrócił do zbioru zastrzeżonego IPN odtajnioną wcześniej przez ministra Macierewicza jedną z teczek Grzegorza Żemka o kryptonimie „Portfolio”. Taki sam los spotkał teczkę Piotra Nurowskiego, którą pomimo odtajnienia wrzucono z powrotem do zbioru zastrzeżonego. Ukrywanie takich materiałów nie ma to nic wspólnego z interesem państwa polskiego!

Skoro to takie oczywiste, to dlaczego na taką decyzję musimy czekać dwudziesty szósty rok?…

na przełomie 2000/2001 r. Wprowadzono jednak do ustawy IPN bezpiecznik w postaci zbioru wyodrębnionego, w którym ukrywano przeróżne materiały by mieć pewność, że wiele istotnych informacji o PRL i kulisach III RP nie ujrzy światła dziennego. Dlatego ten zapis ustawy o IPN powinien zostać usunięty, i tak się stanie, w czasie obecnych prac na ustawą. Materiały o rzeczywistym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa, po przeglądzie, ale na warunkach nowego prezesa IPN, a nie służb specjalnych, mogą być chronione w oparciu o przepisy ustawy o ochronie informacji niejawnych, nie zaś na zasadzie stworzenia „eksterytorialnego” zbioru archiwalnego w IPN. Wzmocni to IPN w relacjach z służbami, które przez lata wytworzyły w instytucie mentalność klientelistyczną pracowników IPN względem tajnych służb, zwłaszcza ABW. Paraliżowało to również szefów tej instytucji, zwłaszcza pierwszego i obecnego prezesa IPN, nie mówiąc już o pracownikach niższego szczebla, którzy uzyskując od ABW zgodę na dostęp do materiałów niejawnych (tzw. poświadczenie bezpieczeństwa), myśleli często wpierw w kategoriach interesu służb specjalnych a później dopiero IPN.

A może to dobrze? W dyskusji o ujawnianiu tego typu informacji i danych wraca co jakiś czas argument, że oto z powodu odtajnienia dokumentów ucierpi bezpieczeństwo polskiego państwa.

Tutaj posłużę się własnym doświadczeniem i powiem, że z wszystkich materiałów, które wyszły ze zbioru zastrzeżonego IPN nie dostrzegam ani jednego, który uzasadniałby, że materiał, z którym się zapoznałem, powinien w tym zbiorze się znaleźć. Druga sprawa to jednak ważne świadectwo płk. Piotra Wrońskiego, do niedawna pracownika Agencji Wywiadu. Powiedział, że tylko raz w ciągu całej historii 25 lat pracy w służbach specjalnych wolnej Polski, któryś z funkcjonariuszy skorzystał z materiałów archiwalnych wytworzonych przez służby specjalne PRL! To pokazuje, że nie istnieje jakikolwiek sens istnienia zbioru zastrzeżonego.

Inny przykład: w tym roku poseł Zbigniew Girzyński otrzymał wykaz materiałów, które wyszły ze zbioru zastrzeżonego IPN i zasiliły jawne zbiory IPN. To wykaz ponad 600 jednostek archiwalnych, które są jednym wielkim argumentem przeciw istnieniu zbioru zastrzeżonego. W materiałach z lat 40., 50. i 60. znajdują się akta osobowe i rozkazy UB-eków, dokumenty prokuratorskie i śledcze opisane już w różnych książkach i artykułach…

…Najważniejsza jest dzisiaj ustawowa – w nowej ustawie o IPN – likwidacja zbioru zastrzeżonego w IPN. Kwestią drugorzędną w tym kontekście jest przegląd tych materiałów pod kątem ich ujawnienia. Jeśli pojawią się w tej kwestii poważne zastrzeżenia ze strony osób strzegących naszego bezpieczeństwa i zostaną one uwzględnione przez nowego prezesa IPN, to materiały takie powinny być chronione klauzulami tajności w oparciu o przepisy ustawy o ochronie informacji niejawnych. Powtórzę raz jeszcze – zbiór zastrzeżony IPN jest dodatkową formą ukrycia materiałów, w której przecież nie przechowuje się wszystkich tajnych materiałów znajdujących się w zbiorach IPN! Jest więc zbiór zastrzeżony czymś więcej niż tylko klauzulą tajności, w tym sensie nie odpowiada on nawet w pełni ustawowym zasadom chroniącym informacje niejawne w Polsce…” (Marcin Fijołek • wpolityce.pl)

całość tu: Sławomir Cenckiewicz wyjaśnia, co zmieni odtajnienie zbioru zastrzeżonego

„…Forma sądowej lustracji którą nam narzucił Lech Kaczyński podburzony przez Bogdana Borusewicza, była bez sensu. Niezlustrowane sądy przeniesione w całości z systemu komunistycznego, stały się chrzcielnicami dla rozmaitych agentów, którzy po werdykcie sądowym wkładali białe szaty i udawali niewiniątka. Powinno się było ujawniać wszystkie dokumenty, pisać o tych sprawach, publicznie debatować, a nie umożliwiać chodzenie do sądu po certyfikat niewinności. (fragment wywiadu Zbigniewa Girzyńskiego dla „Rzeczpospolitej”)

…należy postawić sobie pytanie czy Lech Kaczyński i Antoni Macierewicz byli aż tak naiwni żeby nie wiedzieć o tym, jak będzie przebiegać lustracja prowadzona przez niezweryfikowanych sędziów? Czy oni naprawdę uważali że sędziowie z poprzedniego systemu będą oskarżać i skazywać tych z którymi nie tak dawno ręka w rękę walczyli po ciemnej stronie mocy? Otóż ja nie uważam żeby obaj Panowie o tym nie wiedzieli, i że CELOWO pozostawiono na stanowiskach sędziów ludzi niezweryfikowanych (oczywiście nieoficjalnie 😉 bo kto miał wiedzieć kim dany sędzia jest i co ma za paznokciami ten wiedział) dając im jednocześnie do ręki mechanizm weryfikacji innych, gdyż dzięki posiadaniu wiedzy na temat takiego delikwenta łatwiej nim sterować dla WŁASNYCH politycznych celów. Przysługa za przysługę – MY ci pozwalamy zajmować intratne i prestiżowe stanowisko z immunitetem na nietykalność, a Ty będziesz dla nas czyścił scenę polityczną, albo chronił ludzi których Ci wskażemy.

Każda większa opcja polityczna wykształcona w wyniku tzw. „przemian ustrojowych” 89 roku (po tym jak przetrząśnięto archiwa w poszukiwaniu teczek i haków) miała swoją „listę sukinsynów”, których rzecz jasna chroniono a starano się „lustrować” i eliminować z życia publicznego „sukinsynów jakichś takich nie naszych”, tj. wrogiej/konkurencyjnej opcji politycznej. Ten „błąd” spowodował że tak naprawdę nie rozliczono ze zbrodni żadnego z poważniejszych sługusów poprzedniego systemu, gdyż oba bloki wzajemnie się szachowały listą byłych UBeków, sędziów i aparatczyków komunistycznego reżimu, którzy się pochowali w partiach i na stanowiskach w „wolnej Polsce”, rzecz jasna składając wcześniej przysięgę lojalności wobec nowych mocodawców, na wierność ich interesom. Pięknie to pokazano w filmie „Psy” (Pasikowskiego) gdzie we „wzruszającej” scenie były UBek którego grał Bogusław Linda na siedząco z kiepem w łapie przysięga służyć odnowionej demokratycznej RP bezapelacyjnie do samego końca (swojego lub jej)…

…Należy więc odejść od formuły lustracji sądowej, wrócić do projektu ustawy z 2006 r.,zlikwidować Biuro Lustracyjne IPN i postawić na jawność zapisów archiwalnych na temat osób pełniących funkcje publiczne (ale drastycznie ograniczając krąg osób podlegających tej procedurze tak by nie zajmować się kandydatami na radnych!)…” (Sławomir Cenckiewicz)

całość tu: Sławomir Cenckiewicz: Skończmy z fikcją lustracji sądowej w Polsce!

W związku z tym o czym pisałem wyżej, chciałbym zwrócić uwagę na kolejną już wypowiedź (teraz rozumiem że nie przypadkową 😉 ), po podobnej, udzielonej wcześniej przez Pana Macierewicza (o czym więcej tu: Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności) wyraźnie tonującą szumne i bezkompromisowe do tej pory zapowiedzi, o wydaniu totalnej wojny „układowi”, której jednym z kluczowych elementów taktycznych miało być otworzenie archiwów i ujawnienie teczek na temat komunistycznej i postkomunistycznej agentury która omotała swoimi mackami wszystkie najważniejsze sfery państwowości polskiej. Tymczasem możemy przeczytać kolejne mimochodem wrzucane zdania (tym razem z ust pomagiera Pana Macierewicza) o potrzebie, jak czytamy nawet „drastycznego ograniczania jawności” wobec osób mających podlegać procedurze ujawnienia. Czyż to nie piękny oksymoron taka jawność drastycznie ograniczona? 😀

Nie wiem jak szanowni czytelnicy, ale ja jestem ciekaw jak bardzo „drastycznie” nowe władze ograniczą swoją wcześniejszą obietnicę i jak bardzo będą w tej kwestii wybiórczy  i czy rzeczywiście wyłączeni z jawności będą tylko „kandydaci na radnych”. Jak dla mnie zapowiada się powtórka z rozrywki z lat 90 tych, o czym przypomina fragment felietonu Pana Michalkiewicza który zacytuję, żeby ktoś przypadkiem nie myślał że to całe zamieszanie jakie obecna władza robi wokół tego tematu, wynika z poczucia „Prawa i Sprawiedliwości”, tudzież innej szlachetnej potrzeby poza chęcią oczyszczenia instytucji państwa moim zdaniem wyłącznie dla partyjnych (a nie „narodowych”) celów, z „sukinsynów jakichś takich nie naszych” by na ich miejsce wsadzić swoich:

„…Pamiętam, jak w roku 1990, kiedy jeszcze pod rządami konstytucji z czasów PRL, została uchwalona ordynacja wyborcza, wprowadzająca przywileje dla reprezentantów mniejszości niemieckiej w Polsce. Był to rezultat traktatu „o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” z Niemcami, zawartego z Polską między innymi wskutek straszenia pana ministra Krzysztofa Skubiszewskiego ujawnieniem faktu jego współpracy z SB pod pseudonimem „Kosk”. Ujawnił to jeszcze wiosną 1992 roku ówczesny doradca premiera Jana Olszewskiego Krzysztof Wyszkowski, ale wszyscy udali, że tego nie dosłyszeli. Z tego właśnie powodu posłowie UPR, a konkretnie – Janusz Korwin-Mikke, wniósł o podjęcie uchwały, nakazującej ówczesnemu ministrowi Spraw Wewnętrznych Antoniemu Macierewiczowi, przekazanie Sejmowi informacji, którzy z posłów i senatorów, ministrów i wojewodów, byli w przeszłości konfidentami UB i SB. Jak wiadomo, obydwie strony siuchty „okrągłego stołu”, to znaczy – RAZWIEDUPR i jego konfidenci z tak zwanej „lewicy laickiej”, doprowadziły do obalenia rządu premiera Olszewskiego (wniosek w tej sprawie złożył poseł Jan Maria Rokita, dzisiaj za plecami małżonki Nelly udający osobę prywatną), w następstwie czego konfidenci poczuli się bezpiecznie i bez ceregieli ciułali sobie kariery pilotowane przez oficerów prowadzących z Wojskowych Służb Informacyjnych.

Warto dodać, że materiały dotyczące agentów WSI nie zostały 4 czerwca 1992 roku ujawnione przez ministra Macierewicza, podobnie jak informacje dotyczące agentów SB przejętych przez UOP, na którego czele już wkrótce został postawiony generał Gromosław Czempiński, zasłużony dla komuny ubek, który miał na tyle przytomności umysłu, że w odpowiednim momencie przewerbował się do Amerykanów. Warto przypomnieć w związku z tym scenę z posiedzenia Klubu Parlamentarnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Jego przewodniczący, Jan Krzysztof Bielecki, 4 czerwca 1992 roku zwołał posiedzenie klubu, a kiedy już wszyscy się zebrali, wszedł z zalakowanymi kopertami i odezwał się w te słowa: nie zaglądałem, nie czytałem – ale który był – niech wstanie. Wstało kilku posłów, między innymi poseł Jacek Merkel – jak się okazało – niepotrzebnie, bo jego fiszki w kopercie dostarczonej przez ministra Macierewicza nie było, bo był już przejęty przez RAZWIEDUPR pozostający w służbie „demokratycznego państwa prawnego”…”  (całość tu: Ujrzał ducha?)

…nie żebym się cieszył z tego „odkrycia”, ale powtarzam tylko to co od dłuższego czasu wiem, bo inaczej cała ta lustracja dokonałaby się już daaawno temu. Otóż nie będzie żadnego rozliczenia, ani wyciągania konsekwencji wobec najważniejszych (ani nawet wobec średniego szczebla) osób oficjalnie (tudzież zakulisowo) odpowiadających za obecny stan degrengolady państwa. Taka wojna na teczki mogłaby bowiem bardzo zaszkodzić demokracji w Polsce 🙂 głównie za sprawą ujawnienia postkomunistów kryjących się w szeregach PISu, co mogłoby wywołać ogólnonarodowy szok a to nikomu z układu nie byłoby na rękę. Takie gwałtowne odwrócenie się od bękartów demokracji którymi są dziś główne na polskiej scenie politycznej partie, mogłoby wywołać poważny kryzys w samej demokracji. A jak wiadomo upadek demokracji mógłby bardzo zaszkodzić jej ekonomicznemu aspektowi czyli socjalizmowi (bez którego demokracja nie jest możliwa – i na odwrót), a bez socjalizmu ani stary ani nowy układ nie miałyby za co żyć i żreć. Więc jeśli ktoś z co bardziej radykalnych wyborców PISu  liczy we wspomnianej kwestii na jakieś „rozliczenie” tudzież „prawo i sprawiedliwość” to zapowiadam że się przeliczy. Być może kilka mało znaczących dla układu płotek załapie się na tę drastycznie ograniczoną lustrację, ale to będzie wszystko… (Odys)

„…To państwo nie zostało nagle zepsute przez reżim PO-PSL i nie zostanie „naprawione” przez PiS. Było chore już w chwili poczęcia, zaś dzisiejsze patologie są stanem całkowicie naturalnym dla magdalenkowej „demokracji socjalistycznej”.

Trzeba zatem uznać, że partia pana Kaczyńskiego zbiera dziś żniwo, na które solidnie zapracowała ciągłym bredzeniem o „obronie demokracji” i priorytecie „zgody narodowej”. Tyle kosztuje uprawianie politycznej szarlatanerii i ucieczka przed wytyczeniem ostrych granic. Taką cenę muszą płacić politycy, gdy nie mają odwagi nazywać rzeczy po imieniu, oddzielać dobra od zła i dążyć do obalenia truchła III RP.

To słuszna kara za zwodzenie Polaków. Nie ma jednak powodu, byśmy płacili ją wspólnie lub uzależniali nasz los od błędnych wyobrażeń partyjnych macherów.

Stanie się tak, jeśli zabraknie dziś głosu trzeźwych „radykałów”, jeśli zamilkną żądania zerwania ze zgubną mitologią, twardego rozliczenia reżimu PO-PSL i zakończenia farsy obecnej pseudo państwowości.

PiS nie otrzymał od nas władzy po to, by zapewniał eurołajdaków, że w III RP „demokracja ma się dobrze” lub mizdrzył się do zgrai antypolskich zamordystów. Nie przejął rządów pod hasłem celebrowania „praw opozycji” i budowania wspólnoty z apatrydami. Andrzej Duda nie został zaś prezydentem, by ukrywał przed Polakami wiedzę o Komorowskim i jego kamratach i dawał gwarancję zakulisowym układom.

Trzeba dążyć do przywrócenia właściwego porządku i w miejsce roztkliwiania nad partyjnymi cierpiętnikami, żądać spełnienia oczekiwań wyborców oraz zdecydowanej rozprawy z patologią III RP. Trzeba też przywrócić racjonalne proporcje i przestać traktować polityków PiS niczym dziewice oblężone w zamkowej wieży. Jeszcze jest pora, by przypomnieć zadufanym zwycięzcom – komu mają służyć i czyjego głosu słuchać.

Każdy dzień, w którym realia tego państwa są zakłamywane projekcją fałszywych wyobrażeń o demokracji, jest dniem straconym i przybliża nas do nieuchronnej klęski. Im szybciej zrozumiemy, że uprawianie tej mitologii stało się zabójcze dla polskich aspiracji i narodowych dążeń, tym większą mamy szansę uniknąć losu oszukanych głupców.” (Aleksander Ścios • bezdekretu.blogspot.de)

całość tu: KTO ZAPŁACI ZA MITOLOGIĘ DEMOKRACJI ?

podobne: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS”. a także: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. i to: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI? oraz: Instytut Pamięci… Nietykalnej: „Zbiór zastrzeżony”, POzorowanie śledztwa na „Łączce” i niepotrzebna wiedza o zbrodniach stalinowskich. „Wyzwolenie” PO sowiecku. polecam również: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. i jeszcze: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa.


Po ośmiu latach rządów PO i PSL zwycięzcy najbliższych wyborów otrzymają w spadku największą w historii dziurę budżetową i rozdęty aparat urzędniczy, korzystający z luksusów za pieniądze podatników. Jeśli będą chcieli zreformować państwo, w pierwszej kolejności trzeba będzie naprawić system finansów publicznych.

Po nas choćby potop!

60 miliardów złotych – tyle rocznie kosztuje utrzymanie wszystkich polskich urzędników (prawie 900 tysięcy osób łącznie z pracownikami szczebla samorządowego). Na tę potężną kwotę składają się nie tylko pensje biurokratów (12 zwykłych plus obowiązkowa „trzynastka”), lecz również dziesiątki milionów złotych wydawane na ich przywileje: samochody służbowe (liderem jest Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa z ponad 500 samochodami służbowymi, których utrzymanie kosztuje rocznie ponad 20 milionów złotych), wyjazdy zagraniczne pod pozorem szkoleń lub konferencji międzynarodowych (tutaj rekordzistą jest Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej – jego pracownicy wyjeżdżali m.in. do Korei Południowej).

Praca armii urzędników przynosi skutki odwrotne od zamierzonych: problemy, z którymi mają walczyć biurokraci, nasilają się; patologii społecznych jest coraz więcej, a same urzędy coraz częściej znajdują się w zainteresowaniu prokuratury ścigającej afery. Zdrowy rozsądek i nieubłagane prawa ekonomii nakazują zwolnić natychmiast około 95-98% urzędników państwowych, jednak żadna z politycznych ekip nie odważyła się na to. Wszystko dlatego, że biurokraci i ich rodziny to betonowy elektorat rządzącej partii. Są zainteresowani jedynie utrzymaniem swoich „ciepłych posadek” i płynących z tego korzyści, a to może im zagwarantować jedynie partia rządząca. Dlatego więc w każdych wyborach armia urzędników karnie stawia się przy urnach i głosuje na swoich pracodawców. Ten klientelizm polityczny kosztuje podatnika 60 miliardów złotych rocznie plus kilkakrotność tej sumy z tytułu efektów działania aparatu urzędniczego – tj. angażowania czasu i energii podatnika na sprawy zupełnie niepotrzebne.

W błoto

Tyle samo, bo 60 miliardów złotych rocznie, kosztują odsetki od polskiego długu zagranicznego, którego historia sięga czasów Edwarda Gierka. Kwota rośnie z każdym rokiem, bo rządy Tuska i Kopacz zadłużyły państwo do granic nieznanych w historii…”

…do pouczającej lektury całości, gdzie autor zwraca uwagę również na marnotrawstwo tzw. „środków publicznych”, na ucieczkę za granicę polskiego kapitału przed nadmiernym fiskalizmem „własnego” państwa, oraz na chaos w systemie prawa i bezpieczeństwie Polski zapraszam tu: Leszek Szymowski – Spadek po Platformie

podobne: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.  i to: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.

Tomasz Cukiernik – PO zawiodła przedsiębiorców.

PO naruszyła fundamentalne bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej. Wprowadziła do praktyki podatkowej pojęcie nagłej zmiany interpretacji bez zmiany prawa, co wiąże się z naliczaniem odsetek pięć lat wstecz. Tego nie było ani za AWS, ani za SLD, ani za PiS. Ten wynalazek wiceministra finansów Jacka Kapicy był głównym powodem, dla którego przedsiębiorcy odwrócili się od PO – powiedział w wywiadzie z „Rzeczpospolitą” Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Z kolei dr Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha powiedział w Polskim Radiu, że szkodliwe regulacje przynoszą „straty polskim przedsiębiorcom, idące w dziesiątki miliardów złotych rocznie”.

Dzisiaj polski przedsiębiorca, prawie dwa miesiące ze swojego życia poświęcać na obowiązki administracyjne, które nie służą ani administracji, ani jemu. Zamiast ten czas wykorzystywać do budowania firmy, zwiększać skalę swojej aktywności, to ją marnuje na czynności kompletnie nikomu niesłużące. Dlatego ciągle mamy tak duży dystans do innych gospodarek krajów Unii Europejskiej, ze względu na czas, który nieefektywnie wykorzystujemy – uważa Sadowski.

Prezes Kaźmierczak przypomina ponadto, że PO nie uprościła systemu podatkowego i nie ograniczyła biurokracji, a „w dodatku PO zapowiedziała, że obniży podatki, po czym je podwyższyła”. Wylicza też ofiary rządów PO.

– Tymi ofiarami są firmy zajmujące się skażaniem alkoholu na skalę przemysłową, które zaczęły padać, gdy wiceminister Kapica zmienił dopuszczalne metody skażania. W pułapkę wpędzono importerów samochodów z homologacją oraz przedsiębiorców zajmujących się montażem szaf. Przypuszczono atak na firmy szkoleniowe i badawcze – mówi Kaźmierczak w „Rz”. – Niszczenia firm nie przypominam sobie za rządów PiS. Za to obniżono wtedy koszty pracy i VAT na materiały budowlane, co było jedną z przyczyn boomu budowlanego – dodaje.” 

podobne: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę oraz: „Dziennik GP” – Firmy uderzone VAT-em. Ożywienie w gospodarce dusi przedsiębiorczość? a także: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? i to: Przedsiębiorcy walczą o skażony alkohol. Wiceminister popełnił przestępstwo? polecam również: Prawy.pl: Dlaczego sektor MSP w preferencjach wyborczych nie wskazał KNP Janusza Korwin-Mikkego? i jeszcze: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków

Trader21 – Czy obietnice wyborcze są realne czy raczej zbankrutują Polskę?

„Dwa dni temu w Polsce miały miejsce wybory parlamentarne. Wyniki zna większość z Was. Dla mnie sama idea demokracji parlamentarnej jest poważnie wypaczona. Wybieramy przedstawicieli, którzy mają w teorii nas reprezentować. Problem jest taki, że władza korumpuje, politycy obiecują cuda, byleby tylko zostać wybranym, a społeczeństwo w zasadzie nigdy nie rozlicza polityków z obietnic. Problemów z efektywnością systemu, w którym żyjemy, jest wiele. Ja odniosłem się zaledwie do kilku z nich, poświęcając więcej uwagi obietnicom wyborczym składanym przez największe partie.

Obiecuj, obiecuj, obiecuj…

Najważniejszym problemem demokracji parlamentarnej jest to, że do władzy najczęściej dochodzi ten, kto najskuteczniej sprzeda nam obietnice bez pokrycia. Im więcej nam się obiecuje, tym więcej środków niezbędnych jest na realizację obietnic. Skąd pochodzą te środki? Oczywiście: z naszych podatków, ale tego większość populacji, zaślepiona obietnicami prezentów wyborczych, już nie widzi.

Magiczne 90 dni

Jeżeli partie polityczne, które wygrywają wybory, rzeczywiście zamierzają przeprowadzić faktyczne zmiany – muszą to zrobić w ciągu pierwszych 90 dni od objęcia władzy. Jeżeli tego nie zrobią, zapomnijcie o ich realizacji. Skąd bierze się 90 dni? Otóż, część zmian (reform) wymaga niepopularnych decyzji. Im szybciej się je przeprowadzi, tym większa szansa, że przykre – aczkolwiek konieczne – konsekwencje zmian zostaną zapomniane (czy wybaczone) do kolejnych wyborów.

Największym problemem polityków jest to, że już w momencie objęcia władzy zaczynają myśleć o kolejnych wyborach. Taka sytuacja paraliżuje ich przed wprowadzeniem koniecznych (aczkolwiek niepopularnych) zmian – nawet jeżeli są one absolutnie konieczne.

Główny problem – nadmierny rząd

Ogromnym problemem, z którego nie zdajemy sobie sprawy, jest nadmierny udział rządu w życiu publicznym. Gdy tylko pojawia się problem, politycy od razu proponują rozwiązania, nie zdając sobie sprawy, że to właśnie rozdmuchany rząd, czy zbędne regulacje – są głównym źródłem problemów.

W krajach o najwyższym poziomie wolności gospodarczej udział rządu w gospodarce (wydatki rządowe / PKB) jest minimalny i kształtuje się na poziomie między 5-15%. Dla porównania: w Polsce jest to 41%.

W krajach, które najszybciej się rozwijają – sektor rządowy jest minimalny i koncentruje się wyłącznie na zapewnieniu sprawnego sądownictwa, policji, straży pożarnej oraz odpowiada za infrastrukturę drogową czy energetyczną. Im wyższy jest udział rządu w relacji do stanu gospodarki, tym częściej rząd przejmuje funkcje sektora prywatnego, obniżając efektywność kraju i marnując kapitał.

Zwiększenie wydatków rządowych zawsze finansowane jest z naszych pieniędzy

Kiedykolwiek słyszymy, że: „rząd sfinansuje”…, „rząd przyzna”… itp. musimy zdawać sobie sprawę z jednej rzeczy. Im więcej rząd zamierza wydać, tym więcej musi nam zabrać. Rząd nie ma pieniędzy sam z siebie. Ma tylko środki, które nam zabiera z podatków lub z dodruku waluty, co z kolei uderza w nas ukrytym podatkiem inflacyjnym.

W Polsce dzień wolności podatkowej przypada na połowę czerwca. Oznacza to, że państwo zabiera nam ok. 44% naszych dochodów. Jeżeli przyjąć, że przeciętne gospodarstwo domowe dysponuje kwotą 4000 zł netto / m-c – okazuje się, że kolejne 3150 zł oddajemy państwu w postaci podatków, za które otrzymujemy wątpliwej jakości usługi. Czy są one rzeczywiście tyle warte? Oczywiście, że nie! Po prostu, państwo marnotrawi większość naszych pieniędzy.

Ocena obietnic wyborczych

Zważywszy na fakt, iż jestem apolityczny, odniosę się do najważniejszych propozycji wyborczych – zarówno partii, która wygrała niedzielne wybory, jak i do partii konkurencyjnych…

[zachęcam do pouczającej lektury szczegółów na stronie Tradera – Odys]

…Jak pokazały ostatnie wybory – wygrywa ten, kto więcej obieca. Nie liczą się konkrety. Jak to kiedyś słusznie określił jeden polityk: „Ciemny lud to kupi”. Problem z obietnicami jest taki, że część z nich powinno się zrealizować, a na to potrzeba środków.

Podatki są na tyle wysokie, że ich podnoszenie przyniesie skutek odwrotny do założonego. Na ich obniżkę – politykom nie znającym praw ekonomii – brakuje odwagi. Pozostaje zatem zwiększenie zadłużenia, które nie uderza w polityków personalnie, lecz jest ogromnie destruktywne dla gospodarki.

Politycy, którzy wygrali wybory, zapowiedzieli inwestycje warte 1,4 bln zł. Nie wiem, co mieli na myśli, gdyż kwota ta odpowiada 60% PKB. Jeżeli rządowe programy inwestycyjne mają opiewać chociaż na 10% wymienionej kwoty, to w połączeniu z innymi, obiecanymi wydatkami – deficyt dosłownie eksploduje.

NBP nie może wprost dodrukować złotówek, aby finansować deficyt. Rząd może jednak wyemitować obligacje, które skupi Bank Gospodarstwa Krajowego za pieniądze pochodzące z NBP. Formalnie, nie łamiemy Konstytucji, ale efekt jest ten sam: większa podaż pieniądza.

Problem jest jednak taki, że spora część polskiego zadłużenia jest w rękach zagranicznych instytucji finansowych. Jeżeli plany zwiększenia zadłużenia wzbudzą w nich obawy, to z dużym prawdopodobieństwem pozbędą się polskich obligacji, co podniesie koszt obsługi długu oraz doprowadzi do osłabienia się polskiej waluty. Aby temu przeciwdziałać, Rada Polityki Pieniężnej może podnieść stopy procentowe, co w sytuacji ogromnego zadłużenia Polaków, doprowadzi do załamania gospodarczego. Efekt takich działań opisywałem w wywiadzie dotyczącym Ukrainy.

Źródło: www.finanse.mf.gov.pl

Przed nami pierwsze 90 dni rządu, w trakcie których okaże się, czy obietnice wyborcze były tylko narzędziem do kupienia głosów, aby przeprowadzić prawdziwe reformy, czy jednak politycy (podobnie jak ich poprzednicy) zamierzają pchać kraj w kierunku nieuchronnego bankructwa. Na koniec jeszcze raz podkreślam, iż powyższe poropozycje pochodzą od różnych ugrupowań politycznych od których się dystansuję. (Trader21)

podobne: Andrzej Talarek: „Obiecywacze, czyli szopki przedświąteczne” i maraton populizmu. oraz: Szewczak o expose Kopacz: „obiecanki cacanki, a głupiemu radość”. Kosztowne obietnice wymagają POdjęcia działań blokujących odpływ kapitału do rajów podatkowych. i to: Papier wszystko przyjmie czyli… Po nierealnych założeniach krótkowzroczny budżet. a także: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy. polecam również: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.

Oczekując na „przełom” Felieton    tygodnik „Polska Niepodległa”    7 listopada 2015

„…kiedy w roku 1997 wybory wygrała AWS i utworzyła koalicję z Unią Wolności, to okazało się, że nie ma jak wynagrodzić swego zaplecza politycznego. W tej sytuacji charyzmatyczny premier Buzek nie miał innego wyjścia, jak wprowadzić cztery wiekopomne reformy, których następstwem było skokowe zwiększenie liczby synekur w sektorze publicznym, no i oczywiście – wzrost kosztów funkcjonowania państwa o prawie 100 miliardów złotych. Wśród tych wiekopomnych reform była reforma ochrony zdrowia, polegająca na stworzeniu 16 terytorialnych Kas Chorych i siedemnastej – „mundurowej”.

Synekury objęli swoi ludzie – oczywiście z prawnymi gwarancjami nieusuwalności, zwłaszcza na wypadek zmiany rządu. Toteż kiedy w roku 2001 rząd Leszka Millera chciał wepchnąć tam swoich ludzi, to nie było innego wyjścia, jak zreformować reformę; w miejsce Kas Chorych utworzony został Narodowy Fundusz Zdrowia z 16 oddziałami terytorialnymi – i tak dalej. Była to instytucja całkiem nowa, toteż synekury obsadzili już właściwi ludzie. W tej sytuacji bez zdziwienia podczas kampanii wyborczej wysłuchałem deklaracji, że nowy rząd po raz kolejny zreformuje ochronę zdrowia; w miejsce NFZ przywróci Kasy Chorych – i tak dalej. No naturalnie, jakże by inaczej! Ale taka intencja to ogromny znak zapytania dla tych, którzy spodziewają się „przełomu” w postaci odblokowania narodowego potencjału ekonomicznego. Wielu takich nie ma, między innymi dlatego, że większość obywateli wierzy, iż rząd bierze pieniądze z piwnic Narodowego Banku Polskiego, gdzie kocą się one, niczym w beskidzkich opowieściach o Ondraszkowych talarach i cała sztuka polega na tym, żeby rząd podzielił się tymi talarami z biednymi ludźmi.

Więc wielu zwolenników odblokowania narodowego potencjału ekonomicznego nie ma, ale trochę ich jednak jest. Jeśli oni też spodziewają się „przełomu”, to mogą się go nie doczekać, bo przełom w tej dziedzinie mógłby polegać na przywróceniu ustawy o działalności gospodarczej w brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku, uchyleniu wszystkich regulacji sprzecznych z ta ustawą i rozmontowaniu znacznej części aparatu biurokratycznego, stworzonego w następstwie ustaw, które teraz byłyby uchylone. Obawiam się, że w tej akurat dziedzinie żadnego „przełomu” nie będzie, nawet gdyby nie było Unii Europejskiej z dyrektywami Komisji Europejskiej, które stanowią podstawę większości współczesnego polskiego ustawodawstwa. A przecież ona jest i żadna osobistość ze zwycięskiej formacji akurat tutaj nie przewiduje żadnej rewolucji.

W związku z tym naszły mnie wspomnienia z kampanii poprzedzającej referendum w sprawie Anschlussu Polski do Unii Europejskiej w czerwcu roku 2003. Płomienni zwolennicy Anschlussu, wśród których było wielu działaczy PiS z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele, argumentowali, że jeśli nie dojdzie do Anschlussu, to wylądujemy „we Władywostoku”, a w najlepszym razie – w „Białorusi”. Zwracałem wówczas uwagę, że taka np. Szwajcaria nie jest w UE, bo nie chce, a cóż złego byłoby, gdyby Polska upodobniła się do Szwajcarii? No tak – słyszałem w odpowiedzi – ale Szwajcaria jest bogatym krajem, podczas gdy Polska – nie. – Owszem – odpowiadałem – Szwajcaria jest bogatym krajem, ale przecież nie dlatego, że zapisała się do Unii, tylko, że się dobrze rządzi. No to my też spróbujmy dobrze się rządzić, a nie łudźmy się nadziejami, że Unia sypnie złotem i znowu będzie jak za Gierka. Stało się jednak inaczej, a co się stało, to się nie odstanie. W tej sytuacji oczywiście też można liczyć na „przełom”, ale taki – wedle stawu grobla.” (Stanisław Michalkiewicz)

podobne: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. oraz: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni.

…tymczasem okazuje się że można inaczej! a populizm o jaki jest oskarżane środowisko wolnościowe może być realnym programem naprawczym państwa. Oto bowiem Brytyjczycy postanowili prawnie usankcjonować jeden z pomysłów „szalonego Korwina”- Parlament UK przegłosował ustawowy zakaz deficytu budżetowego. Ktoś w końcu zrozumiał to o czym JKM i środowiska wolnościowe mówią w Polsce od lat – czym jest dług i że to właśnie zadłużanie się jest szaleństwem… nic nie szkodzi że dopiero w 23 lata po Korwinie, bo lepiej późno niż wcale 🙂

„Konserwatyści obiecywali, że po wyborach będą chcieli wprowadzić odpowiedzialność budżetową zabraniającą zadłużania państwa. Przegłosowana ustawa mówi, że od 2019 roku budżet będzie musiał wychodzić na 0, a w późniejszym czasie tworzyć nadwyżki.

Zakaz tworzenia deficytu budżetowego oznacza, że państwo odcina się od życia „ponad stan”. Całe funkcjonowanie państwa ma być pokrywane z przychodów, na trudniejsze czasy ma być tworzona rezerwa budżetowa. O chęć trwania w deficycie konserwatyści oskarżali głównie laburzystów – tymczasem nawet bardziej umiarkowani laburzyści nie sprzeciwili się wprowadzonym ograniczeniom. Pomimo dyscypliny partyjnej 21 posłów laburzystów wstrzymało się od głosu.

Zapisy ustawy mówią, że budżet ma zostać zrównoważony najpóźniej w 2019 roku, później wszystkie kolejne lata mają zamykać się nadwyżką lub przynajmniej zrównaniem wydatków i przychodów budżetowych.

Ustawa przewiduje możliwość rozluźnienia regulacji jeżeli Wielka Brytania znajdzie się w niezwykłej sytuacji. George Osborne mówił podczas wystąpienia dotyczącego dyscypliny budżetowej: „Prawda jest taka, że wieczny deficyt budżetowy to nie społeczne współczucie tylko ekonomiczne okrucieństwo i Wielka Brytania nie chce mieć z tym nic wspólnego”.

…u nas niestety nie wygląda to najlepiej, a zważywszy na wspomniane wyżej plany dalszego rozdawnictwa może być już tylko gorzej… Parodia (a wręcz bezczelność) takiego np. „500 zł. na dziecko” polega m.in. na tym że w tym samym czasie oprócz tzw. „becikowego”…

„…dziecko to przy narodzeniu otrzymuje obywatelstwo polskie – razem z zadłużeniem ok. 70.000 złotych. I dług ten rośnie. Rośnie dlatego, że rządzi nami Lewica. Rządzą (tfu!) Demokraci. Wszyscy ci z PiS, PO, SLD, PSWL, SP i RP – to Lewica. Oni powołują się na Wolę (tfu!) Ludu, na (tfu!): „społeczeństwo”. A „społeczeństwo” chce się zadłużać i bawić się, zadłużać i żreć, zadłużać i pić…

Prawica mówi o Narodzie. Naród to nasi Przodkowie, którzy przekazali nam Zasady. Np. „Pamiętaj rozchodzie żyć z przychodem w zgodzie”. To nasze dzieci. Nasze wnuki. Nasze prawnuki… To jest Naród!

Niestety: przodkowie, dzieci, wnuki i prawnuki nie mają prawa głosu. Więc „społeczeństwo” robi, co chce. Zadłuża bez cienia litości.
Kongres Nowej Prawicy broni praw naszych dzieci i wnuków. Już w 1992 roku w Sejmie domagałem się zakazu zadłużania Polski. Niestety – przegrałem, bo Prawica i Centro-Prawica miały w Sejmie raptem kilkunastu posłów.
Dziś ludzie zaczynają rozumieć absurd tego zbrodniczego systemu. Niech Dzień Dziecka Zadłużonego będzie okazją do uświadomienia sobie, że państwem powinny rządzić Zasady, a nie (tfu!) Wola Ludu.
Brońmy praw naszych dzieci – przed „społeczeństwem”!”  (Janusz Korwin-Mikke)

podobne: Mamy wolnościowców w Sejmie ale bez KORWiNa (strach przed wolnością?). Pyrrusowe zwycięstwo PiS i perspektywa terroryzmu ekonomicznego by ratować „teoretyczne państwo” w spadku po PO.  oraz: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Mamy wolnościowców w Sejmie ale bez KORWiNa (strach przed wolnością?). Pyrrusowe zwycięstwo PiS i perspektywa terroryzmu ekonomicznego by ratować „teoretyczne państwo” w spadku po PO.


„Ostatecznie w niedzielnych wyborach parlamentarnych partia KORWIN otrzymała 4,76 procent głosów i nie przekroczyła 5-procentowego progu wyborczego, pozostając poza Sejmem.

Na partię KORWiN głosowało 722 999 Polaków, co oznacza, że zabrakło zaledwie 37 035 głosów. Ale i tak wolnościowcy Janusza Korwin-Mikkego otrzymali 217 413 głosów więcej niż rok temu w wyborach do Europarlamentu.

„W tych wyborach udało nam się pozyskać w okręgu [katowickim] o 9857 więcej wyborców niż w wyborach prezydenckich, to przyrost o 76 procent! Dostaliśmy też w tym okręgu o 5794 głosów więcej niż w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Coraz więcej ludzi w nas wierzy i popiera nasz program. Niestety, mimo tego gigantycznego wzrostu poparcia, nie udało mi się obronić mandatu poselskiego. Jednaj jestem optymistą – walczymy dalej. Musieliśmy w tych wyborach konkurować z ludźmi o zbliżonych do nas poglądach z komitetów, które nie miały szans na mandaty. Gdyby wyborcy, którzy oddali głosy na komitety Zbigniewa Stonogi, Grzegorza Brauna i KNP zagłosowali na nas, mielibyśmy reprezentację w Sejmie” – napisał na Facebooku poseł Przemysław Wipler z partii KORWiN.

„Wiem, że taka chwila jak teraz jest trudna. Szczególnie dla mnie, bo bardzo dobry wynik w Krakowie (6,35 proc. – 34 000 głosów) gwarantował mi mandat po przekroczeniu progu wyborczego przez KORWiN w całej Polsce (zabrakło 0,25 proc!). (…) Nie zawiodę 22 000 krakowiaków, którzy poszli wczoraj do urny, by na mnie zagłosować. Rozbudujemy struktury, wyszkolimy ludzi, przygotujmy strategię i mechanizmy. Zbudujemy najsilniejszą opozycję pozaparlamentarną w historii polskiej demokracji. I wrócimy – ze zdwojoną siłą” – napisał na Facebooku Konrad Berkowicz z partii KORWiN.

Ale do Sejmu dostali się wolnościowcy z innych list wyborczych. Z list Kukiz’15 posłami zostali: Tomasz Jaskóła, działacz Republikanów z Częstochowy, Jacek Wilk z KNP, Jakub Kulesza, działacz Stowarzyszenia KoLiber z Puław czy Bartosz Józwiak, prezes UPR.

Do Sejmu weszły także osoby związane z Ruchem Narodowym: Robert Winnicki, prezes Ruchu Narodowego, Adam Andruszkiewicz, szef podlaskich struktur Ruchu Narodowego i prezes Młodzieży Wszechpolskiej, Sylwester Chruszcz, szef zachodniopomorskiego Ruchu Narodowego, Tomasz Rzymkowski, członek rady politycznej Ruchu Narodowego.”

(Tomasz Cukiernik – Mamy wolnościowców w Sejmie!) podobne: Tomasz Cukiernik: KNP z poparciem 7.2 proc. wyborców wchodzi do PE. Misja Nowej Prawicy w Europie. Komentarz Michalkiewicza i cynika9 oraz: Prawy.pl: Dlaczego sektor MSP w preferencjach wyborczych nie wskazał KNP Janusza Korwin-Mikkego? i to: JKM: Rządzą nami idioci – lewicowi intelektualiści. Odtrudką – KNP

Krzysztof Prendecki – Okiem Socjologa: Wolność

polecam lekturę: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

„Mogło być lepiej – obalenie systemu było naprawdę w zasięgu ręki. Gdyby nie nazbyt przerośnięte osobowości dwóch panów K – Korwina i Kukiza… Przysłowiowy szlag mnie trafiał, kiedy we wtorkowej debacie spijali sobie miód z dzióbków: „jak słusznie powiedział pan Janusz”, „zgadzam się całkowicie z panem Pawłem”. Trudno nie zakląć. Jak się tak ze sobą zgadzaliście, to dlaczego nie byliście w stanie wystawić jednej listy? Jak widać, dostałaby ona około 15 procent poparcia i sprawa zmiany systemu poprzez zmianę konstytucji, odbiurokratyzowanie, odblokowanie młodym mechanizmów awansu, rozbicie kast i korporacji – wszystko to byłoby do zrobienia paluszkiem, nawet gdyby PiS nie chciał, bo wtedy by musiał.

No cóż, liderioza, stara choroba prawicy – tu każdy wódz chce zabawienia Polski, ale tylko o tyle, o ile On ją zbawi. Bo jak miałaby zostać zbawiona niefachowo i przez osoby niepowołane, to nie. Głosy młodych, wkurzonych na system ludzi mogły wiele zmienić, ale przez niepowstrzymaną skłonność do ekstrawagancji jednego pana i emocjonalną labilność drugiego fala się rozmyje. Teraz widzicie, droga młodzieży, dlaczego – mimo wszystkich ich wad – warto jednak mieć profesjonalnych polityków, a nie watażków.
Cóż, z drugiej strony – gdyby nie szczęśliwe pojawienie się bata na postkomunistów w postaci partyjki neokomunistów, w obecnym Sejmie nadal straszyłby panświnizm Palikota i partyjno-mundurowa skleroza SLD. A opozycji zabrakłoby mandatów nie tylko, jak teraz, do zmiany konstytucji, ale także do stabilnego rządzenia.
Jak widać – wybory proporcjonalne z poprzeczką i systemem d’Hondta niewiele się różnią od loterii. Gdyby kilkaset tysięcy lemingów nie przeniosło głosów z PO na Nowoczesną, i ugrupowanie Petru wpadłoby pod wyborczy próg, to by PO miała kilkanaście mandatów więcej, ale PiS większość rządową z grubym okładem, a nie, jak teraz, na granicy…”

(Rafał Ziemkiewicz – Odliczanie Wyborcze Ziemkiewicza. Czas reprymendy) podobne: „Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii. oraz: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN.

Ktoś w jednym z komentarzy pod cytowanym wyżej artykułem poddał w „wątpliwość” istnienie/szkodliwość „systemu”, dworując sobie z potrzeby istnienia na polskiej scenie politycznej partii czy środowisk antysystemowych (choć ja wolę bardziej precyzyjne pojęcie – wolnościowcy). Pozwolę sobie skomentować tę postawę (moim zdaniem prowokacyjną).

Człowieku! System to są śmieciowe emerytury (o ile w ogóle jakąś dostaniesz). To kolejki do lekarzy na standardowe zabiegi i brak pieniędzy na leczenie trudniejszych schorzeń które „w XXI wieku” (to ulubione powiedzonko „nowoczesnych postępowców” kiedy chcą obsmarować religię 🙂 ) są uleczalne jeśli służba zdrowia funkcjonuje NORMALNIE (niestety nie w Polsce – podobno nowoczesnym kraju „drugiej Japonii” czy innej „zielonej wyspie”). To autostrady i stadiony budowane za „publiczne pieniądze” po kosztach nieadekwatnych do rezultatu „budowy”. To 5 mln. emigrantów (tylko z ostatnich 10 lat). To bezrobocie i niskie płace pomimo emigracji tej nie małej siły roboczej. To milionowa armia urzędników która nikomu nie jest potrzebna do czegokolwiek a TYLKO przeszkadza (i jeszcze za to kasę bierze). To wreszcie jawna niesprawiedliwość w sądach dla zwykłych obywateli i bezkarność ludzi ze świecznika polityki („mammimunitet”)  i różnych „dworów” powiązanych z polityką („mordotymoja”). To wreszcie cała masa innych „drobnych” rzeczy jak monopol państwa w wielu branżach gospodarki (gdzie siedzą kolesie, rodziny i kochanki polityków), nepotyzm, marnotrawstwo i cała ta „ruja i poróbstwo” za które TY „żalu” płacisz w podatkach, składkach, opłatach i innych daninach publicznych około 80% swoich dochodów przez co nie stać Cię na to żeby żyć na poziomie wielu krajów zachodnich… I tu przykra wiadomość dla Ciebie – bedziesz płacił nadal! NIC za to nie dostając w zamian albo dostając ochłapy w postaci zasiłków i zapomóg… Jeśli tego nie ogarniasz to sam sobie szkodzisz, i nikomu innemu bo to w końcu nie Twoja wina. Prawda „świadomy wyborco”?

Za Kukiza się nie wypowiadam, ale KORWiN (którego program i ideę znam od dawna!) wie co należy z tym fantem zrobić. I tu nie trzeba wielkiej filozofii, bo widać gołym okiem co i dlaczego nie działa tak jak powinno (KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii). Deregulacja prawna (likwidacja masy zbędnych często sprzecznych i rzucających kłody pod nogi przedsiębiorczości przepisów), wyprowadzenie państwa z gospodarki, odchudzenie i odbiurokratyzowanie aparatu władzy, i najważniejsze – zmniejszenie opodatkowania (słowem MINIMALIZACJA KOSZTÓW funkcjonowania państwa) oznacza że obywatel ma te zaoszczędzone na państwie pieniądze (na które to ON a nie państwo pracuje) w kieszeni, bo to system naczyń połączonych. Jeśli się ludziom nie zabiera to oni te pieniądze przeznaczą na konsumpcję czyli REALNĄ gospodarkę (a nie urzędnicze kretowisko, które tylko żre i ryje pod innymi doły). Taki stan rzeczy z AUTOMATU spowoduje potrzebę wzrostu produkcji, a co za tym idzie zatrudnienia i płac kiedy na rynku ubywa siły roboczej a firmy ze sobą konkurują. Jeśli rozumiesz drogi etatysto-socjalisto i zgadzasz się z tym co napisałem wyżej o „systemie”, to nie możesz nie rozumieć tego, że to co proponuje KORWiN (czyli ZMNIEJSZENIE kosztów funkcjonowania państwa) to OCZYWISTA (logiczna) konieczność, żeby system który polega na rabunku, nieefektywnej redystrybucji i marnotrawstwie odciąć od naszych pieniędzy. Jeśli chcesz być bogaty i wydawać zarobione pieniądze w pierwszej kolejności na siebie, to nie możesz jednocześnie przymykać oko na to że ktoś Cię okrada! Odchudzenie państwa to jest JEDYNY sposób na to żeby kosztowało mniej, a obywatele mieli więcej w kieszeni. Państwo powinno się zajmować TYLKO pilnowaniem porządku i bezpieczeństwa.

Jeżeli uważasz że partia która proponuje zostawić ludziom w portfelach większość ich dochodów „nie ma pojęcia jak to od strony praktycznej wygląda”, to znaczy że sam nie wiesz co to znaczy mieć w kieszeni 800 zł zamiast 200 (bo proporcje powinny być odwrotne – na państwo 20% a w kieszeni 80% zarobku)… Zaprzeczasz zdrowemu rozsądkowi i prostej matematyce udając że tego nie rozumiesz. Jeśli więc dalej jesteś za rabunkiem Polaków, to ja się tylko zastanawiam dlaczego i ile z tego masz dla siebie. Taki upór i zafiksowanie na etatyzm mogą prezentować tylko ludzie „systemu” (urzędnicy, politycy, płatni klakierzy) albo Ci którzy coś z tego pośrednio mają (korzystają w jakiś sposób z „publicznych” pieniędzy). Innej możliwości nie widzę.

Uwagi Pana Ziemkiewicza pod adresem Kukiza i JKMa uważam za trafne. Wielka szkoda… Łyżką miodu w beczce dziegciu jest spad „zlewu”, ale to Pomoże Polsce jak umarłemu kadzidło. Tymczasem po wyborach i lekturze podobnych komentarzy który pozwoliłem sobie skomentować, widać ewidentnie że dopóki „państwowa” kasa nie będzie pusta, a bankomaty nie wyświetlą swoim klientom komunikatu „nie mam pańskich pieniędzy… pocałuj mnie pan w d….” to „polactwo” (bardzo lubię się powoływać na tę właśnie książkę Pana Ziemkiewicza, przypominając mu nie bez kozery dlaczego PIS nie będzie lepszy od PO) nie wyciągnie nawet najmniejszego konstruktywnego wniosku ze swoich wyborów… (Odys)

„…Arystoteles (Polityka) powiadał, że „niedorzeczne bowiem wydaje się, aby marni ludzie mieli moc rozstrzygającą”. Jeśli więc lud nie ma dostępu do edukacji i „dobrego wychowania”, nie może być mądrym i skutecznym prawodawcą (a jego reprezentanci pochodzą przecież z tego ludu i nieść muszą sobą takie same wartości jak głosujący na nich obywatele).

Jeśli lud – jak wywodzili ci krytycy ateńskiej demokracji – „jest ubogi”, można nim dowolnie manipulować przy pomocy przekupstwa, czczych obiecanek, mitologii i mitomaństwa, argumentów irracjonalnych i nieistotnych z punktu widzenia interesu publicznego…” (Demokracja… czyli Dyktatura Durni)

Piszę tak dlatego, ponieważ niemal cały „nowy” sejm, za wyjątkiem kilku wolnościowców którzy startowali z list Kukiza i póki co deklarujących wolnorynkowe poglądy Petrucjuszów (czas pokaże czy i jak bardzo kłamali) jest DALEJ (tak jak od 25 lat) zdominowany przez ludzi myślących w sposób lewicowy (etatystyczno – socjalistyczny) a to zapowiada kolejne lata dojenia i strzyżenia obywateli tego „nieszczęśliwego kraju”. Jeśli bowiem ktoś myśli, że jakakolwiek obietnica rozdawnictwa nic go nie będzie jako podatnika kosztować to się grubo myli. Z pustego i Salomon nie naleje a co dopiero PIS który jest tak samo „prawicowy” jak „zlew” który z Sejmu wyleciał. Dziurę w budżecie i bilionowy (oficjalnie) dług można zasypać tylko w jeden sposób i nie będzie to manna z nieba o czym Pan Ziemkiewicz doskonale wie 🙂

No to Polska będzie się dalej wyludniać….

Tylu ludzi związanych z byłym reżimem deklarowało przecież publicznie że opuści kraj jeśli PiS zwycięży. Szkoda że kraj nie ma czegoś w rodzaju kolektywnego kopa aby to teraz wyegzekwować.  No a bez tego składanie pustych deklaracji to tylko pieniactwo.

Pomijając to, rzadko kto pospieszył z wyjaśnieniem czemu właściwie skłania się ku tak drastycznej decyzji. Byłoby to w miarę zrozumiałe gdyby PO, dajmy na to, implementowała wolnorynkowy program Wilczka, pensje rosły jak szalone a kapitał walił do kraju szerokim strumieniem. A tu nagle,  jak grom z jasnego nieba, spada nieszczęście w postaci „trzech milionów mieszkań” i Kaczyńskiego w beciku. Ale przecież odkąd Tusk ogłosił że jest socjalistą nikt nie miał wątpliwości że obie okrągłostołowe mafie mają tyle wspólnego z wolnorynkowym kapitalizmem co Al Capone  z Watykanem.

Wątpliwe też aby ktoś, z możliwym wyjątkiem niektórych blogów o zacięciu antyklerykalnym,  deklarował opuszczenie kraju ze względu na grożącą falę fanatyzmu religijnego. PiS to w końcu nie Al Nusra. Zresztą kierownicze kadry obu ugrupowań i tak przechodziły fachowe amerykańskie przeszkolenie „leaderów”. Prymus takich kursów na leadera, pani Szydło, będzie teraz miała okazję zademonstrować to  czego się tam nauczyła obejmując pozycję szefa rządu. Gwarantuje to że jeśli PiS zacznie terroryzować Polaków ekonomicznie to będzie to terror jedynie umiarkowany. Tak jak podrzynanie gardła na raty i tylko tępym nożem…” (cynik9 – Zwycięstwo PiS

pis = po (gościnnie: podziemnatv)

podobne: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie. oraz: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków i to: „Za PISu było lepiej” czyli… komentarz do grafiki „niewygodne statystyki” a także: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz.

…Dlatego też drogi czytelniku, cały ten POPIS „sponsoruje” powiedzenie Publiliusza Syrusa: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym”. Tym czymś innym jest pozorny, deziformacyjny i głupkowaty podział stworzony w umysłach demoludu że PIS różni się od PO… Na koniec trochę humorystyczne ujęcie nowej rzeczywistości, dla niektórych bardzo niepokojącej . Oto najwięksi „zwycięzcy” wyborów parlamentarnych 2015 z punktu widzenia Żelaznej Logiki:

1.Adrian Zandberg Razem z Gazetą Wyborczą

Tak skutecznie promowali „nową lewicę”, że żadnej lewicy nie ma w Sejmie 🙂

2.Państwowa Komisja Wyborcza

Dzięki sondażom dającym Partii KORWiN 4,9%, będzie do ostatniej chwili trzymać środowisko Gazety w Wyborczej w dylemacie:

Czy lepsza jest większość bezwzględna dla PiS czy KORWiN-owcy w Sejmie? :]

3.Więźniowie

Prawdopodobnie ostatnia grupa społeczna w Polsce, wśród której zwyciężyła Platforma.

4.Linie lotnicze

Sądząc po obietnicach, zbiją majątek. Kupujcie ich akcje na giełdzie. Przecież te wszystkie obietnice „wyjeżdżam z Tegokraju”, z pewnością nie są puste.

5.Prawo i Sprawiedliwość

Prawdopodobnie będą mieć ułatwioną realizację swoich obietnic, dzięki masowo złożonym przez zaciekłych antagonistów deklaracjom: „nie wezmę 500 zł na dziecko” oraz „nie przejdę wcześniej na emeryturę”

6.Tomasz Lis, Jacek Żakowski, Adam Michnik, Dominika Wielowieyska i dziesiątki innych dziennikarzy.

Nareszcie spełnia się ich marzenie i po ośmiu latach odsuwania PiSu od władzy, będą mieli szansę faktycznie zacząć to robić.

7.Żelazna Logika.

Tak, z pewnością zaczyna się dla nas wspaniały okres. Najdalej za miesiąc dowiemy się wielu rzeczy o stanie Polski, które jeszcze wczoraj były herezją 🙂

podobne: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu.

„…Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie nowe władze Platformy Obywatelskiej oddały Prawu i Sprawiedliwości władzę niejako na srebrnej tacy, „poległy na własne życzenie”, by zacytować Kaczyńskiego wprost ze studia wyborczego. Okazuje się, że cudu rządów jednopartyjnych można w Polsce dokonać w miarę łatwo – pod warunkiem że chce tego (tak!) również strona oddająca władzę. Bo cała platformiana kampania parlamentarna sprawia takie właśnie wrażenie – jakby nie tylko wyborcy zmęczyli się Platformą, ale i ona sama najwyraźniej miała już dość władzy – pisze w najnowszym numerze „Gazety Polskiej” dr Wojciech Jabłoński, politolog z UW…”

…w nawiązaniu do ostatniego zdania Żelaznej Logiki i powyższego cytatu, pokuszę się o kontrariańskie podejście w kwestii określenia sukcesem zwycięstwa PISu nad PO, gdyż uważam je za Pyrrusowe. Moim zdaniem PO zdaje sobie od dawna doskonale sprawę w jak opłakanym stanie znajduje się państwo polskie (a przede wszystkim jego finanse) i po prostu nie chce brać za to co się dalej stanie odpowiedzialności. Zarówno kampania prezydencka (o której nieudolnym prowadzeniu pisałem wcześniej) jak i niedawna parlamentarna były według mnie prowadzona w sposób CELOWY nieudolnie. Tymczasem niemal wszyscy komentatorzy, politycy, „eksperci” a przede wszystkim wyborcy (oprócz nielicznych głosów na które udało mi się trafić tu i ówdzie) dali się nabrać na to że była to TYLKO nieudolność. Uważam że począwszy od przecieków afery podsłuchowej „kelnerów”, poprzez małpie wygłupy (bo tak należy nazwać publiczne wystąpienia pełne czystej desperacji, „wpadek” wizerunkowych i obciachu) czołowych polityków PO z Kopaczową i Komorowskim na czele trzęsących się „ze strachu” przed Kaczyńskim, były tak jawnie rażące że nie mogły być tylko dziełem nieudolności czy przypadku.

Moim zdaniem od dłuższego czasu (i pisałem o tym duuużo wcześniej) trwa wygaszanie projektu pod nazwą „Platforma Obywatelska”, by odpowiedzialność za państwo spadła z całym (nie)dobrodziejstwem inwentarza na kogoś innego. Padło rzecz jasna na PIS, który będzie miał do czynienia z ogromnym długiem i deficytem finansów publicznych, ale również z tym co sam sprowokował, tj. z roszczeniami grup zawodowych i społecznych którym naobiecywał gruszek na wierzbie. Nie da się tych obietnic spełnić bez dociśnięcia podatników, lub zwiększenia zadłużenia państwa (również na koszt obywateli). To oznacza że albo PIS dołoży swoją łapę do śruby fiskalnej żeby mieć za co nam „dogodzić” (zgodnie z obietnicami 🙂 ), albo zacznie się z tych obietnic wycofywać, co z kolei spowoduje natychmiastową reakcję tych środowisk które miały coś dostać w zamian za poparcie „zmiany”. To oznacza nową falę strajków „rozczarowanych” roszczeniowców na ulicach, a w konsekwencji może i nowe wybory w niedalekim czasie. Wtedy to dopiero sporej części ludzi może się odwidzieć mit „państwa opiekuńczego” (ile w końcu można płacić za byle jaką opiekę) a partie wolnościowe przeżyją swój prawdziwy renesans… Na to właśnie liczę i choć wiem że jest to życzeniowe myślenie (w dodatku oparte o katastrofę) to pokuszę się o taką prognozę z NADZIEJĄ na lepszą przyszłość już bez POPISu w sejmie (choć pewnie na podobny powrót w glorii i chwale liczą Ci którzy uratowali póki co platformę przed konsekwencjami jej rządów 🙂 )

Istnieje jeszcze inna ewentualność, baaardzo minimalna co prawda ale należy brać ją pod uwagę, że oto PIS zmieni całkowicie zaplanowaną strategię i zacznie realizować (zamiast podcinającego gałąź wypłacalności państwa socjalizmu) program wolnościowy, który będzie co prawda bardzo trudny w zrealizowaniu (bo wymagający niepopularnych decyzji) ale jako jedyny może w przyszłości zagwarantować PISowi dobre owoce jeśli zostanie obywatelom rzeczowo i logicznie wytłumaczony… Odys

podobne: Stan Tymiński: Nowy program PIS – populismus über alles a także: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS. i to: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. oraz: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy. polecam również: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.

POPIS biednie-czy-ubogoPrzeleciały wielkie sumy
poprzez partyjne rozumy,
tworząc dochód narodowy.
Produkowały się głowy.
Powstał obrót. Przyniósł zysk.
Nawet, gdy ktoś dostał w pysk,
to i tak się opłaciło,
bo kręciło się… kręciło.
Inwestowaliśmy w przyszłość,
ale chyba nic nie wyszło
i trzeba odłożyć w czasie
plan, na który dzisiaj da się.
Ten, co daje nieraz traci.
Nikt się szybko nie bogaci
wierząc w wynik totolotka.
Rzeczywistość nie jest słodka,
a ma gorycz soli ziemi.
Mimo wszystko coś się zmieni
przez następne cztery lata.
Popatrzymy po wypłatach,
potem porównamy ceny.
Płacimy, bo zmiany chcemy!
Przeleciały sumy wielkie.
Czy ktoś nabił nas w butelkę,
że cokolwiek trudno zyskać?
Albo chleb, albo igrzyska.

Marek Gajowniczek „Krótka rozprawka o igrzyskach i chlebie”

Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy.


„W jednym ze swoich opowiadań Stanisław Lem wspomina o wojnie między dwoma mocarstwami, która trwała 10 lat, a potem jeszcze dodatkowo dwa – o to, kto wojnę wygrał. Całe szczęście, że do wyborów pozostało już tylko kilka dni, bo w przeciwnym razie spór o to, kto wygrał poniedziałkową debatę, zdominowałby dyskurs publiczny na długie miesiące. Wysokie Debatujące Strony przedstawiły projekty wielu wiekopomnych reform, których celem jest oczywiście przychylenie nam nieba. Niebo bowiem, czyli „tamten świat”, ma zdecydowanie lepszą reputację od tego świata. O „tamtym świecie” wiemy raczej niewiele, prawdę mówiąc – tyle, co nic – ale jedno wiemy o nim na pewno: że na „tamtym świecie” nigdy nie było, nie ma i nie będzie żadnych reform. Tymczasem ten świat co i rusz wstrząsany jest jakimiś wiekopomnymi reformami i kto wie, czy to nie w tym właśnie tkwi przyczyna takiej różnicy między obydwoma światami. Stąd dla żuka jest nauka, żeby z reformami poczynać raczej ostrożnie, chociaż z drugiej strony trudno wyobrazić sobie rządy, a zwłaszcza – kampanie wyborcze – bez inicjowania rozmaitych reform. Na szczęście już 26 października Umiłowani Przywódcy o większości pomysłów szczęśliwie zapomną i nastąpi bolesny powrót do rzeczywistości.

Bolesny tym bardziej, jeśli nie uda się odblokować narodowego potencjału ekonomicznego, który od 25 lat blokowany jest przez dwa czynniki: przez ustanowiony w roku 1989 przez generała Kiszczaka i grono osób zaufanych ekonomiczny model państwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego i przez postępującą biurokratyzację państwa. Kapitalizm kompradorski polega na tym, że o ostępie do rynku i możliwości działania na rynku decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem są tajne służby z komunistycznym rodowodem.

Wszyscy, którzy do sitwy nie należą, wyrzucani są poza główny nurt życia gospodarczego z sektorami: finansowym, paliwowym, energetycznym i tym podobnymi – na margines, gdzie każdy może sobie coś tam dłubać, żeby przeżyć. W rezultacie narodowy potencjał ekonomiczny jest wykorzystany w niewielkim stopniu, ze wszystkimi tego skutkami dla narodu i państwa. Biurokratyzacja z kolei polega na mnożeniu nakazów i zakazów, na straży których ustanawia się urzędy, które z pilnowania zakazu lub nakazu muszą się utrzymać. Im więcej nakazów i zakazów, tym mniejszy zakres wolności, zwłaszcza gospodarczej, no i tym wyższe koszty funkcjonowania państwa – bo biurokraci byle czego przecież nie zjedzą. Jeśli tedy nie odblokujemy narodowego potencjału ekonomicznego, to nic nam się nie uda, bo herbata nie robi się słodsza od samego mieszania…” (Stanisław Michalkiewicz – Zanim wrócimy do rzeczywistości)

…a dlaczego herbata nie robi się słodsza? Bo parafrazując słynną wypowiedź B. Smolenia w jednym ze skeczy o pożeraniu masła, ktoś się do nas (to znaczy do obywateli) dosiadł i nam go wyżera, w zamian za to intensywnie mieszając… (Odys)

a wygląda to mniej więcej tak… Spot Partii KORWiN – Minuta PO-PiSu

„…Wśród spiżowych sentencji, jakie Józef Stalin wygłaszał na temat demokracji jest i ta, że jeszcze ważniejsze od tego, kto liczy głosy jest przygotowanie wyborczej alternatywy. Prawidłowo przygotowaną alternatywę możemy poznać po tym, że bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane. Patrząc z tego punktu widzenia na tegoroczną polityczną alternatywę możemy powiedzieć, że została ona przez reżysera politycznej sceny przygotowana prawidłowo – podobnie zresztą, jak alternatywy polityczne w wyborach poprzednich…

…ustanowiony w naszym nieszczęśliwym kraju przez generała Kiszczaka w gronie osób zaufanych, które zaprosił on do Magdalenki ekonomiczny model państwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego nawet nie drgnął, chociaż odbywały się u nas wybory w następstwie których u steru rządów zmieniały się polityczne ekipy? Może nie jest to informacja użyteczna dla niezależnej prokuratury, ale czyż tylko prokuratura ma prawo wyrabiać sobie pogląd na różne sprawy? Myślę, że nie tylko, że własny pogląd na różne sprawy mogą wyrabiać sobie również rozmaici cywile, również na podstawie łańcucha poszlak, a czyż to nie jest poszlaka wskazująca, że za każdym razem alternatywa polityczna została przygotowana prawidłowo?

Tak jest i teraz, kiedy Prawo i Sprawiedliwość, udrapowane w kostium płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, rozpiera się na prawej stronie politycznej sceny, skutecznie blokując dostęp formacjom narodowym. Platforma Obywatelska, utworzona w celu blokowania dostępu do politycznej sceny ugrupowaniom wolnorynkowym i zarazem konserwatywnym, zdążyła się zdegenerować w bezideową, skorumpowaną do szpiku kości partię władzy i jej użyteczność w tym względzie znacznie zmalała, toteż reżyser politycznej sceny na poczekaniu wykreował partię – jakże by inaczej! – „Nowoczesną” pana Ryszarda Petru, klonie pana prof. Leszka Balcerowicza. Pan prof. Balcerowicz kiedy pisał felietony, prezentował tam nieubłaganie wolnorynkowy punkt widzenia – ale kiedy zostawał ministrem finansów i wicepremierem, albo prezesem NBP, natychmiast o tamtym zapominał i rządził zgodnie z oczekiwaniami beneficjentów kapitalizmu kompradorskiego.

Tym też tłumaczę sobie fakt, że zanim jeszcze pan Petru zdążył otworzyć usta, jego partia już cieszyła się wśród ludu pracującego miast i wsi popularnością na poziomie 11 procent – a i jej szeregi napęczniały w błyskawicznym tempie. Pewne światło na to stachanowskie tempo rzuca audycja radiowa, jakiej przypadkowo wysłuchałem, z udziałem członkini tej partii. Elokwentna i rezolutna pani pochwaliła się, że w poprzednim wcieleniu należała do „Twojego Ruchu”, czyli dziwnie osobliwej trzódki biłgorajskiego filozofa, a w jeszcze wcześniejszym etapie reinkarnacji była ozdobą Samoobrony. Domyślam się tedy, że konfidenci RAZWIEDUPR-a musieli dostać rozkaz: „W prawo zwrot! Do Nowoczesności – odmaszerować!” – podobnie jak bywało w okresach poprzedzających poprzednie kampanie wyborcze. Dochodzi do tego ZLEW, w który zlały się popłuczyny po poprzednich wynalazkach, no i nieśmiertelne Polskie Stronnictwo Ludowe, które w poświęcaniu się dla Polski nie zna granic ni kordonów. Oprócz tego są stachanowcy z Partii Razem („precz z rządem, wiwat KPP i półgodzinny dzień roboczy!”), skupiającej i panią Agatę Kuleszę, znaną z filmu (GN)Ida, tłumacza z hebrajskiego i panią zajmującą się „tworzeniem zapachów” – cokolwiek miałoby to znaczyć, no i Wolność i Równość – stworzona na poczekaniu w odpowiedzi na sukces Pawła Kukiza, o którym jeszcze może nie wiedziano, że jest wypadkiem przy pracy, a jeśli nawet wiedziano, to pamiętano, że i wypadki mogą zacząć żyć własnym życiem. Tedy na wszelki wypadek, jako że strzeżonego Pan Bóg strzeże, zmobilizowani zostali nawet professores w charakterze „antysystemowców”.

W rezultacie autentyczna formacja antysystemowa, KORWIN, została zmarginalizowana i desperacko poszukuje czy nie udałoby się jej wcisnąć w jakaś szczelinę. Wygląda na to, że i tym razem system się obronił, podobnie, jak i na Białorusi, gdzie prezydentem po raz kolejny został Aleksander Łukaszenka. Wprawdzie Aleksander Łukaszenka ma w środowiskach postępowych reputację sukinsyna, w dodatku jakiegoś takiego nie naszego, ale nie da się ukryć, że jest politykiem skutecznym, tak samo, jak zwycięzcy wyborów w naszym nieszczęśliwym kraju.” (Stanisław Michalkiewicz – System się obroni)

…system broni się nie tylko w ten sposób że przygotowuje jedynie słuszną alternatywę. Bo czymże byłaby ta alternatywa bez uzasadnienia takiego a nie innego wyboru, tj. bez próby uspokojenia sumień wyborców którzy pójdą kolejny raz zagłosować (nabrać się) na TO SAMO co już od 25 już lat „wybierają” myśląc że wybierają inaczej. Problem w tym że „system” nie może kolejny raz obiecać tego samego co już tyle razy obiecywał (a spełnił tylko wobec „swoich”) więc robi to z pewną nieśmiałością, uderzając raczej w nutę że ci co teraz obiecują kłamią (tak jakby sami nie obiecywali niczego 🙂 ) bo przecież deficyt, dziura budżetowa itd. zapominając że to właśnie ich rządy ten brak kasy w kasie spowodowali. Skoro więc nie można bezczelnie po raz kolejny obiecywać gruszek na wierzbie (bez konkretnych wyliczeń – to akurat dobry zwyczaj 🙂 ), to trzeba przynajmniej obrzydzić fakty jakimi śmie się posługiwać polityczna konkurencja w ramach kampanii wyborczej/informacyjnej… (Odys)

„…Ci sami ludzie, którzy rozdzierali szaty i uciekali się do epitetów, zakrzykiwali prawdę i wydzierali dowody z ręki – bo nie wolno straszyć! – całymi dniami… uprawiają virtual reality, czy też raczej, Virtual Insanity, w którym odwołują się tylko i wyłącznie do ludzkiego strachu.
Bo jak wiadomo, strach jest emocją najsilniejszą, a coś czego nie da się obronić argumentami – należy skierować na tory emocjonalne.

No i tym samym dowiadujemy się takich rewelacji, że „demokracja jest zagrożona”, że „będzie wojna z Rosją”, że będzie „wsadzanie do więzień i pobudki o szóstej rano” i tak dalej.

Z portalu natemat.pl dowiedzieliśmy się nawet, że… giełda spada od kilku miesięcy bo Inwestorzy boją się że PiS dojdzie do władzy. I nic to że spadają wszystkie giełdy świata, a podobne akcje w przeszłości były jedynie „reakcją na rynki światowe” – link

Od jednej z dziennikarek Newsweeka dowiedzieliśmy się, że zakazane będzie czytanie i wydawanie niektórych książek. I nic to, że jak dotychczas najsłynniejsza książkowa cenzura to sprawa Pawła Zyzaka i jego książki o Lechu Wałęsie, wydanej w 2009 roku, czyli za rządów Platformy.

Od jednego z tzw. autorytetów dowiedzieliśmy się, że będą „mnożone pomniki Lecha Kaczyńskiego i zmiany nazwy ulic i oby tylko nie doszło do zmian nazw miast”. Już nawet nieważne, że facet boi się własnej wydumanej z palca hipotezy. Zabawne jest to, że jednocześnie wielu z powtarzających te tezy ludzi jest zachwyconych pomysłem zmian nazw ulic w Słupsku, bo… nie zachowany jest parytet płciowy.

Od innych dowiadujemy się, że wprowadzona zostanie inwigilacja na skalę dotychczas niespotykaną. I nic to, że to za rządów Platformy, Polska stała się europejskim liderem w dziedzinie podsłuchów i sprawdzania billingów telefonicznych, wyprzedzając np. Niemcy ponad dziesięć razy.

Wciąż słyszymy o zagrożeniu mową nienawiści, z ust ludzi, którzy na co dzień obrażają miliony Polaków swoimi twittami, tekstami czy też występami w radiu i telewizji.

W TOK FM doszło nawet do fantastycznej wymiany zdań, pomiędzy dziennikarzami. Gdzie jedna z tych osób wystraszonych i przerażonych tworzoną Virtual Insanity, wypaliła „skończy się wolność prasy!„. Na co trochę przytomniejsza dziennikarka „Do Rzeczy” dyskretnie wróciła uwagę, że to za rządów Platformy, ABW weszła do siedziby redakcji „Wprost”

Takich przykładów są setki. W najnowszym spocie, Platforma straszy wypowiedziami anonimowych internautów, gdzie wystarczy pięciominutowy research aby znaleźć podobne wypowiedzi, bynajmniej nieanonimowych czołowych polityków Platformy.
No i taki komentarz w internecie może napisać każdy, również osoba podstawiona. A pamiętać należy jak wyglądała sprawa Andrzeja Hadacza.

Wciąż słyszymy o „dusznej atmosferze”, „powszechnej inwigilacji”, „rozliczaniu”, „mowie nienawiści” i tak dalej. Za tymi sloganami, straszeniem społeczeństwa i kreowaniem Wirtualnego Szaleństwa kryje się jednak rzeczywisty strach.

Czego się boicie?

No więc kto i czego tak naprawdę się boi?

Kto i dlaczego boi się swoich ośmioletnich rządów tak bardzo, że dziś potrafi jedynie wykreować atmosferę strachu przed nadchodzącymi wyborami?

Kto i dlaczego boi się relacji z tych ośmioletnich rządów tak bardzo, że powiela i potęguję ową Virtual Insanity, po to żeby wszyscy dookoła bali się razem z nimi?

Kto i dlaczego „boi się PiS” na okładce tygodnika?

Kto i dlaczego boi się Korwina i Kukiza w Sejmie?

Odpowiadam.

Wy nie boicie się Prawa i Sprawiedliwości.

Wy boicie się prawa i sprawiedliwości.

Wy nie boicie się „prawdziwych Polaków”.

Wy boicie się zwykłych Polaków.”

całość tu: Straszenie fikcją

„…Platforma nie mogła w tych wyborach narzekać na brak wpływowych stronników, którzy bardzo chcieli jej pomóc. Niektórzy naprawdę bardzo się starali. Niestety, chęć przysłużenia się władzy za wszelką cenę odebrała im rozum, może zresztą nie było wiele do odbierania – w każdym razie bardzo chcąc pomóc, bardzo zaszkodzili. W kampanii prezydenckiej niewątpliwie na honorowe odznaki PiS zasłużyli Adam Michnik za „nie oddamy Polski gówniarzom” i Tomasz Lis za uderzenie w córkę Andrzeja Dudy twittami z fałszywego konta. Co zabawne, obu panów nic te przygody nie nauczyły, i obaj podobnie zasłużyli się także w wyborach parlamentarnych.
Jeśli bowiem „straszenie PiS-em”, które było podstawą strategii wyborczej PO, przestało działać – a że przestało nie ma już chyba wątpliwości – to w znacznym stopniu za sprawą medialnych „autorytetów”, które gorliwie, chcąc podtrzymać władzę, przekroczyły w tym straszeniu granice śmieszności. Stary skecz „Kabaretu Moralnego Niepokoju” „Jak PiS dojdzie do władzy, to…!” był niczym w porównaniu z bredniami o faszyzmie, zmienianiu nazw miast i państwie wyznaniowym, recytowanym przez histeryków pokroju Tomasza Wołka, Waldemara Kuczyńskiego czy Ireneusza Krzemińskiego.
Pewnie będę do tematu wracał, bo Bóg jeden raczy wiedzieć, co tego rodzaju wariaci zaczną wyprawiać od poniedziałku. Z jednej strony, oczywiście, każda władza może tylko marzyć, aby wizerunek opozycji tworzyły kompletne oszołomy, ośmieszające antyrządowy dyskurs – w tym sensie salony michnikowszczyzny nadal będą dla PiS pożyteczne. Z drugiej, jakaś grupa ludzi, drobny ułamek elektoratu, ale w liczbach bezwzględnych sporo, temu wariactwu ulega. Naprawdę wierzy, że po 25 października nie będzie można w Polsce głośno rozmawiać, naprawdę gotowa zamykać się w piwnicach i umrzeć ze strachu, jeśli nie daj Boże ktoś rano zapuka im do drzwi. Jest kwestią statystyki, czy znajdzie się w nich kolejny Ryszard Cyba, który naładowany tą potworną nienawiścią i histerią targnie się na czyjeś życie, w przekonaniu, że broni w tej sposób „wolności”.
Dzisiejsza w założeniu antypisowska, a w istocie antydemokratyczna proklamacja „Gazety Wyborczej” (no tak – jeśli złem jest to, że większość może przegłosować „oświecone elity”, to ostatnie hasło, do jakiego te „elity” mają prawo, to demokracja) pokazuje, że wielu szacownym idiotom naprawdę przydałby się zimny prysznic. Takowy się niewątpliwie szykuje już w niedzielny wieczór, ale pewnie będzie go jeszcze za mało. Mam nadzieję, że wystarczy „chłosta śmiechu” i spadki nakładu samoośmieszających się gazet. Jeśli i to nie, doprawdy, czeka nas ze strony salonów czas żenady…” (Rafał Ziemkiewicz – Game Over)

JKM likwiduje koryto

JKM likwiduje koryto

…nie ma nad czym się rozwodzić bo ta cała spirala nienawiści i strachu do której nikt się nie chce przyznać (zwana dla niepoznaki „dialogiem” tudzież „językiem miłości”) jest godna wyłącznie śmiechu z politowaniem. Kto się chce bać niech się boi – wolna wola! Na koniec wróćmy do sedna problemu… Tym sednem jest ODEBRANIE KORYTA ŚWINIOM (i ja tu nikogo nie „nazywam”, bo to tylko taka analogia do znanego dzieła G. Orwella… Odys)

„…Nie dajmy się podzielić na elektoraty partyjne! Wybór mamy tylko jeden – albo te same partie i środowiska w sejmie czyli status quo – albo nowi ludzie spoza sejmowego układu władzy i szansa na prawdziwe zmiany na lepsze…” (Podziemna TV)

Robią nas w konia: Wybory, partie, szyldy – podziały, zmyłki, podziały #133

PS… żeby z przytupem zakończyć ostatni dzień przed „wyborami” 23. 10. 2015 w subiektywnym skrócie

„…Dzień zaczął się od histerycznego artykułu w GóWnie podpisanego „redakcja GóWna”. Histeria porównywalna jedynie z tą znaną z Korei Północnej po śmierci któregoś z tamtejszych Kimów. A rozchodzi się o to, że jak PiS wygra demokratyczne wybory to będzie rządziła większość. Bo jak wiadomo demokracja jest dobra gdy wygrywają nasi. Znaczy ich. Bo ci nowi pewnie reklam nie będą chcieli umieszczać, urzędy nie będę tego prenumerować [Żelazna Logika: Obieg zamknięty III RP – Odys]. Zostanie McDonald’s i darmówki na przystankach. Przykra sprawa. Michnik umierający z głodu… Kusząca wizja. Choć nierealna.

Pani wiceminister sprawiedliwości osiągnęła całkiem niezły wynik. 2 promile. Tyle miała w organizmie, gdy jeździła sobie samochodem po Łodzi. Wylądowała w najbardziej luksusowych hotelu w mieście włókniarzy (dzisiaj to chyba ironiczne określenie). Najważniejsze jest godne pożegnanie ze stanowiskiem.

Moja ulubienica Marcelina z bolszewików o nazwie Razem miał dzisiaj wystąpić w Superstacji. Miała, bo stacja zaprosiła do tego samego programu Kukiza. Co więc zrobiła moja idolka? To samo co w zwyczaju miał Sir Robin z filmu „Monty Python i Święty Graal”. Nasrała w zbroję i uciekła. A teraz wyobraźcie sobie, że jest szefem MSZ i jedzie na ciężkie negocjacje np. w sprawie Ukrainy. Albo ma negocjować z rozsierdzonymi górnikami. Ładną przyszłość chcieliby nam zgotować? Na szczęście wciąż są i pozostaną błędem statystycznym.

Islamscy imigranci po przybyciu do Polski będą mieć zagwarantowane pełne świadczenia medyczne. Poza kolejności i bez składek zdrowotnych. Zapłaci za to fraje… wróć, polski podatnik. Można by o tym merytorycznie podyskutować, ale za sam fakt wspomnienia o tym byłby ktoś obwołany faszystą. W końcu wszystko w imię tolerancji. Nawet śmierć. Oczywiście śmierć własnych obywateli, bo imigrantów trzeba kochać.

Z kolei Waldek Pawlak ma ochotę chce ich imigrantów zbroić. Gdyż niewątpliwie jak dostaną broń, wrócą do siebie walczyć. Mógłby go obrzucić inwektywami, ale przecież to Pawlak z PSL. Cóż gorszego mógłbym wymyślić? Najśmieszniejsze jest to, że mówi to polityk państwa, które najchętniej odebrałoby broń własnym obywatelom. Fascynująca jest ta troska o dobre samopoczucie imigrantów kosztem własnych wyborców.

A propos. W niedzielę wybory. Dzisiaj Prezydent i premierzyca w telewizji apelowali o udział. Ja również apeluję. Idźcie i wybierzcie mądrze i w zgodzie z własnym sumieniem. Choćby po to żeby w niedzielę o 21:00 usiąść przed TVN24 i obejrzeć miny tych wszystkich Kopaczek, Kuźniarów, Hołdysów i reszty tych, którzy przez ostatnie 8 lat pluli nam w twarz i wyzywali od faszystów, kiboli i pisiorów pod hasłem „tolerancji i miłości dla wszystkich”. Osobiście już się szykuję na poniedziałek w pracy. Bo przecież „Pisiory wyłączą ci internet” i „Nikt z nami w Europie nie będzie rozmawiał”. Jakby fakt, że ktoś premierzycy powie od czasu do czasu „zrób kawę” był rozmową.

Wielkie oburzenie zapanowało, bo ktoś zadenuncjował Roberta Lewandowskiego, że po awansie na Euro pił szampana na boisku. Czyli wszystkie media w IIIRP oburzyły się bo ktoś domaga sie ścigania osoby łamiącej ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych. Czymże on różni się od innego jej uczestnika, tego z trybun? Przecież konstytucja – która, według przekazów z ostatnich tygodni, jest tak świetna, że nie wymaga żadnych zmian – mówi o równości wszystkich wobec prawa. A przecież kibice bezwzględnie karani są za mniejsze przewinienia. Wtedy te same media biją brawo. A, że ustawa jest bez sensu? Z kosmosu z Nazistami nie zleciała. Ktoś ją uchwalił. Hm… może koalicja rządząca?…”

…i tym optymistycznym akcentem świadczącym czarno na białym do dnia „ostatniego” w jak popapranej rzeczywistości żyjemy zaczynamy ciszę wyborczą 🙂 …przed iluzją zwaną „świętem demokracji”. Kosztowne show, dzięki któremu wmówiono „biednym ludziom” że mają jakiś wpływ na to co się dzieje ze sporą częścią ich dochodu a nawet życia. Mało kto się orientuje że jedyne co w ten sposób wybieramy to swoich (rzeczywistych!) panów życia i śmierci, którzy decydują na co wydać nasze pieniądze, czego uczyć nasze dzieci, co wolno nam a czego nie wolno mówić, co jest zdrowe a co nie, co jest dobre a co złe itd. itp… Prawda jest bowiem taka, że nasza wolność to mit i ten mit ma uwiarygodnić demokracja 🙂 ta sekunda w której podejmujemy „decyzję” kto przez następne lata będzie nam dyktował tempo życia i będzie jeszcze za to brał pieniądze (z naszych portfeli). O czym więcej tu: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? i tu: Demokracja… czyli Dyktatura Durni... Odys

a3„…Legitymacja władzy politycznej bierze się z przekonania społeczeństwa, że władza jest sprawowana zgodnie z interesem narodowym i obowiązującymi normami społecznymi. To przekonanie praktycznie już nie istnieje, gdyż nie tylko polskie społeczeństwo, lecz również „klasa polityczna” takiego przekonania nie podzielają. Przeciwnie, interes społeczny nie jest kategorią niekwestionowaną, a nawet traktowaną poważnie, zaś normy społeczne uległy znacznemu rozchwianiu. W tej sytuacji konieczne było „zawężenie” pola legitymizacji władzy do zgodności z normami prawnymi, które w istocie rzeczy są regulatorami na użytek władzy politycznej. Oznacza to, że jedynym czynnikiem legitymizacji pozostało prawo wyborcze.

Najważniejszy jednak jest problem ignorowania interesu narodowego. Zmienia on bowiem zasady ustroju politycznego, wprowadzając na miejsce służby społeczeństwu, bardziej lub mniej otwarty antagonizm władzy i społeczeństwa. Jest to fenomen niezwykle groźny i niszczący dla bytu narodowego. Jest to istota braku suwerenności narodowej.

Wtedy wybory są „grą o legitymizację” władzy zantagonizowanej ze społeczeństwem. Przykre to, ale prawdziwe…

…Sygnalizowana korozja legitymizacji władzy politycznej w Polsce jest procesem równoległym do utraty suwerenności politycznej, ekonomicznej i finansowej. W tej sytuacji konieczne jest tworzenie kolejnych scenariuszy „demokratycznych wyborów”, które miałyby na celu z jednej strony „rozgrzeszenie” dotychczasowej władzy politycznej, a z drugiej zaś odnowienie jej zniszczonego wizerunku politycznego…” (Prof. dr hab. Artur Śliwiński – Mit demokratycznych wyborów w Polsce)

podobne: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN. oraz: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! i jeszcze: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) i to: POPIS z PSL wygrywa wybory zwane „samorządowymi”. Partie antysystemowe „persona non grata”. Czy koryto zjednoczy lewicę bezbożną i pobożną? a także: Zamienił stryjek siekierkę na kijek, czyli socjologowie o POPISowych sondażach. polecam również: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. i na koniec: Żeby nam się chciało tak jak nam się nie chce czyli… (nie)Wybory do parlamentu europejskiego i słówko do fejsbukowych „wolnościowców”.

Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Roboty publiczne (interwencjonizm).


„…Naturalne jest, kiedy narόd zapewniony, że jakieś wielkie przedsięwzięcie przyniesie korzyść wspόlnocie, daje publiczne fundusze na jego wykonanie. Przyznaję jednak, że moja cierpliwość się wyczerpuje, gdy słyszę, jak na poparcie zamierzonych prac wywołuje się taki oto błędny argument: “W każdym razie jest to środek stworzenia miejsc pracy.”

Państwo buduje drogę lub pałac, naprawia ulicę, kopie kanał. Przez to daje pracę pewnej liczbie ochotnikόw – t o w i d a ć . Jednocześnie pozbawia pracy innych – t e g o n i e w i d a ć .

Oto droga w budowie. Tysiąc pracownikόw przyjeżdża co rano, wraca do domu wieczorem, pobiera wynagrodzenie. Jeżeli budowa nie byłaby postanowiona i fundusze przegłosowane, ci dzielni ludzie nie spotkaliby się, nie mieliby pracy ani pensji. To pewne. Ale czy to wszystko? Czy cała sprawa nie obejmuje jeszcze czegoś? Czy w momencie, gdy p. Dupin wypowiada sakramentalne “Zgromadzenie przyjęło”, miliony frankόw cudownie spływają do państwowej kasy? Czy nie potrzeba, aby państwo zapewniło (Prawdopodobnie chodzi o Andrzeja Marię Jana Dupin (1753-1846) – prawnika i polityka, przewodniczącego Izby Deputowanych i członka Akademii Francuskiej) sobie fundusze tak, jak postanowiło o wydatkach? Czyż nie musi wysłać w bόj poborcόw, be zebrali pieniądze podatnikόw? Rozważajcie zatem problem w tych jego dwόch aspektach. Widząc użytek, jaki państwo robi z przegłosowanych milionόw, nie zapominajcie o użytku, jaki zrobiliby podatnicy – a nie mogą. W ten sposόb zrozumiecie, że państwowe przedsięwzięcia to medal o dwόch stronach. Z jednej robotnik zatrudniony z podpisem: T o w i d a ć , z drugiej pozbawiony pracy: T e g o n i e w i d a ć .

Sofizmat, ktόry tutaj zwalczam jest jeszcze bardziej niebezpieczny w przypadku robόt publicznych. Służy on wtedy do usprawiedliwienia pomysłόw najgłupszych i największego marnotrawstwa. Jeżeli linia kolejowa lub most mają rzeczywistą użyteczność wystarczy ją przywołać. Jednak gdy nie można, co się robi? Ucieka do oszustwa: “Trzeba zapewnić pracę robotnikom.” To powiedziawszy, każe się usypywać i niwelować tarasy na Polach Marsowych. Napoleon, jak wiadomo, wierzył, że spełnia dobry uczynek każąc kopać i zasypywać rowy. “Nie patrzcie na wynik pracy, patrzcie jak bogactwo rozprzestrzenia się wśrόd klas pracujących.”

Przejdźmy do sedna i nie dajmy się zwodzić pieniądzom. Domaganie się od wszystkich pieniężnego wsparcia dla wspόlnego działania, jest w rzeczywistości domaganiem się od nich pracy, bowiem każdy poprzez pracę stara się o sumę należnego podatku. A więc, jeżeli zbieramy obywateli dla wykonania rzeczy ogόlnie użytecznej, to może być zrozumiałe. Rekompensatą dla nich będzie sam jej rezultat. Ale jeżeli zwoławszy, zmusimy ich do budowy drogi, ktόrą nikt nie będzie jeździł lub pałacu, gdzie nikt nie zamieszka, i to pod pretekstem dostarczenia im zajęcia, będzie to niedorzecznością. Z pewnością odmόwią: “Z tej pracy mamy tylko zmęczenie, wolelibyśmy pracować na własny rachunek.” Procedura, ktόra wymusza od obywateli składkę pieniężną, a nie pracę, nie zmienia ogόlnego rezultatu. Jedynie, w przypadku tej drugiej, strata rozkłada się na wszystkich, podczas gdy w pierwszej ci, ktόrych państwo zatrudnia uciekają od swojej części dokładając ją do ponoszonej przez resztę rodakόw.

Jest w Konstytucji artykuł stanowiący: “S p o ł e c z e ń s t w o  u ł a t w i a  i  p o p i e r a  w z r o s t  i l o ś c i  m i e j s c  p r a c y … p o p r z e z  o r g a n i z o w a n i e  p r z e z  P a ń s t w o , d e p a r t a m e n t y  i  g m i n y  r o b ό t  p u b l i c z n y c h  d l a  z a t r u d n i e n i a  b e z r o b o t n y c h ”. Jako środek przejściowy, w okresie kryzysu lub ciężkiej zimy, ta interwencja ogόłu podatnikόw może przynieść dobre skutki. Działa ona podobnie do ubezpieczenia. Nie przynosi wzrostu globalnego zatrudnienia i wynagrodzenia, lecz zabiera je czasom zwyczajnym, by dodać, ze stratą oczywiście, czasom trudnym. Jako środek stosowany permanentnie, nie jest niczym innym jak ekonomiczną sprzecznością, rujnującym oszustwem, ktόre pokazuje niewiele uzyskanych miejsc pracy, k t ό r e  w i d a ć , a ukrywa wiele straconych, k t ό r y c h  n i e  w i d a ć .”

źródło: „Co widać i czego nie widać”

Stymulowanie gospodarki przez państwo (fragment z filmu Martina Durkina: „Bilionowy brytyjski horror”)

i to: Z Wiplerem o gospodarce – część 1: protekcjonizm oraz: Interwencjonizm państwowy: przyczyny i skutki – Janusz Korwin-Mikke jako ekspert (5)

poprzednio: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy państwo powinno dotować sztukę? (o interwencjonizmie).

podobne: Przypomnienie: POlska (wiecznie) w budowie czyli… i to: Marnowanie publicznych pieniędzy czyli NIK i „kontrakty socjalne”. oraz: Apetyt żyjących z podatków oraz misja na Pluton kontra „informatyzacja” ZUS czyli… skala marnotrawstwa „publicznych” pieniędzy. a także: „Efekt Euro2012″: NIK skieruje sprawę przebudowy Stadionu Śląskiego do prokuratury. i jeszcze: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną. polecam również: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy?

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

„Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii.


Z Rafałem Ziemkiewiczem rozmawia Rafał Pazio.

„…Dokonało się zjawisko odwrócenia od Platformy Obywatelskiej przedstawicieli świeżego awansu społecznego, na którym się opierała. Siłą wynoszącą Platformę do władzy była nadzieja na spełnienie rozbudzonych aspiracji życiowych przez ludzi z fali awansu społecznego, która w połowie pierwszej dekady XXI wieku bardzo wezbrała. Kiedy porównamy dane socjologiczne, zobaczymy, że liczba osób, które się wtedy przeniosły do dużych miast ze wsi, jest porównywalna z migracjami wewnętrznymi, jakie pojawiały się w PRL-u. Wtedy awans społeczny władza ludowa uważała za swój oczywisty target, swoje społeczne zaplecze.

Co z tego wynikało?

Mówiono, że to są ludzie, którzy wszystko zawdzięczają socjalizmowi. Siedzieliby gdzieś w chałupie na polepie, a teraz mieszkają w blokach, mają M3 i małego fiata w przedpłatach, dlatego będą za socjalizmem. W którymś momencie się odwrócili i poparli „Solidarność”, chodzili na pielgrzymki papieskie, a w 1989 roku, wbrew wszelkim sondażom, posłali PZPR na emeryturę, a właściwie na śmietnik historii.

Tak będzie z Platformą?

Nie ma tu dokładnej analogii, ale mieliśmy do czynienia z tym samym mechanizmem w ostatnich latach. Platforma Obywatelska wypatrzyła po 2005 roku elektorat, który Prawo i Sprawiedliwość przegapiło. PiS mówił w kółko o rozliczeniu i o tym, że Balcerowicz musi odejść, a Tusk zauważył, że jest nowa siła społeczna, którą tworzą ludzie oczekujący nowego życia – i mówił językiem, którego oczekiwali. Przekonywał o „zielonej wyspie” i mówił, że będzie lepiej. Obietnice zostały zauważone, dano im wiarę – i teraz, po dziesięciu latach, ludzie są, delikatnie mówiąc, wkurzeni, ponieważ okazało się, że te obietnice zostały spełnione w sposób bardzo powierzchowny, pozorny.

Ludzie, którzy poparli Pawła Kukiza?

Największa grupa w elektoracie Pawła Kukiza to ludzie z wykształceniem mieszkający w małych miastach. To najlepiej mówi o sytuacji. Ci ludzie ciężką pracą, często płacąc za to, zdobyli dyplomy w przekonaniu, że otwierają im drogę do znakomitego życia. Okazało się, że dyplomy nie mają wartości. Z nimi czy bez nich mogą pracować w McDonaldzie albo sprzątać toalety czy wyjechać na Zachód i zaczynać wszystko od nowa, tak jakby tych dyplomów nigdy nie było. To właśnie ta siła sprawiła, że w elektoracie poniżej 25 lat Bronisław Komorowski był trzeci albo czwarty. Doszło do załamania, którego Platforma nie przewidziała. (…) Załamało się Platformie przede wszystkim na rzecz Kukiza, który wystąpił jako człowiek nowy, spoza podziału kulturowego, na którym opierała się dychotomia Platformy i PiS-u. (…) Zgadzam się z diagnozą Andrzeja Stankiewicza. Stwierdził, że ludzie którzy głosowali na Kukiza, nie mówiąc o tych, którzy głosowali na Korwina, Brauna, czyli 27 procent elektoratu antysystemowego, nie głosowali na recepty, tylko na diagnozę. (…)

(…) Byłoby mądrze ze strony Pawła Kukiza, gdyby próbował znaleźć jakieś rozwiązanie w postaci rozważnego sojuszu z istniejącymi strukturami antysystemowymi.

Na przykład?

Nawiązać współpracę z Korwinem, KNP, narodowcami, co jest niełatwe. Tutaj ma jednak gwarancję, że oprze strukturę na ludziach, którzy nie przyszli się nachapać i mają sprawne szeregi. Wszystkie organizacje zdołały zebrać podpisy, a w przypadku narodowców i KNP pod kandydatami nikomu nieznanymi. To dowodzi, że są to struktury sprawne, ale nie utworzone z cwaniaczków, którzy idą do koryta. Jeszcze parę miesięcy temu nikomu o zdrowych zmysłach, kto chciałby zrobić karierę, nie przyszło do głowy, że zrobi ją z antysystemowcami. Teraz zacznie się oblężenie ze strony rozmaitych pieczeniarzy, którzy będą garnąć się do Kukiza i obiecywać, że zawsze byli antystystemowi i chcą JOW-ów. Kukiz jest świeży w polityce i pojawia się pytanie, na ile okaże się zdolny. To egzamin, w którym nikt mu nie pomoże. Musi go sam zdać.(…)

(…) A może ktoś stoi za Pawłem Kukizem, ale my tego nie widzimy?

Pawła Kukiza osobiście oceniam jako człowieka bardzo uczciwego i nieprzekupnego. Z doświadczeń współpracy z tygodnikiem „Do Rzeczy” powiedziałbym, że trochę emocjonalnego i skłonnego do podejmowania nieprzemyślanych decyzji pod wpływem jakichś tam emocji w danej chwili. To nie jest dobra kwalifikacja dla polityka. Z drugiej strony jest człowiekiem zdolnym; chyba wie, gdzie wszedł; zadeklarował, że jest zdecydowany, więc może się polityki nauczy. Ja mniej więcej wiem, jacy ludzie byli z nim na początku. To akurat nie wróży najlepiej. Ci ludzie pochodzą z kręgu Grzegorza Schetyny i Rafała Dutkiewicza, ale od czegoś trzeba zacząć. Nie jestem jednak w stanie przewidzieć, co się teraz stanie. Być może Paweł Kukiz zbuduje jakąś nową siłę, która dużo zwojuje, a być może skończy jak Stan Tymiński. Trudno w tej chwili przewidzieć.”

całość tu: Kukiz wykazał się polityczną mądrością. Od PO odwrócili się przedstawiciele świeżego awansu społecznego RAFAL ZIEMKIEWICZ

…No właśnie! Ludzie nie głosowali za Kukizem dlatego że ma dobry program naprawy RP, ale dlatego że są „wkurzeni” i skojarzyli go jako osobę która głośno krzyczy że też jest wkurzona i że „chce obalić system”. A przecież takich co chcą tego co Kukiz, a na dodatek mają od lat dość konkretny program na zmiany (którego Kukiz nie ma) któremu są wierni dłużej niż trwała kariera muzyczna Pana Kukiza (i nie mają na sumieniu konszachtów z PO) w Polsce nie brakuje. Więc czemu akurat Kukiz cieszy się tak wielką sympatią skoro ani nie jest pierwszy ani oryginalny a i za uszami trochę ma? Polecam ciekawą lekturę… (Odys)

„(…)W 2014 roku egzystencjalnie przyciśnięty artysta robi na dwóch frontach, angażuje się w przeróżne, całkowicie sprzeczne ideologicznie projekty polityczne, najpierw przykleja się do Piotra Dudy i Solidarności, potem flirtuje z Ruchem Narodowym i KNP, po drodze są jeszcze chłopi z Samoobrony i zmieleni.pl. Drugi front to działalność muzyczna, bezwzględnie podporządkowana polityce. Powstaje płyta „Zakazane piosenki”, a w niej komentarze do bieżącej sytuacji politycznej, krytyka Michnika, dialogi z restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Żaden kawałek nie staje się przebojem, ale śpiewak nie jest sam, zyskuje sympatię radykalnego skrzydła prawicy i na tej nucie będą też grać podrzędni aktywiści Ruchu Kukiza.

Po konflikcie z Piotrem Dudą, Kukiz rzuca wszystkie majdany i wiece związkowe, by związać się z dolnośląskimi baronami samorządowymi, wiecznymi działaczami „bezpartyjnymi”, którzy od 15 lat zaliczają kolejne komitety. Od tego miejsca zaczyna się kariera jeszcze nie istniejącego Ruchu Kukiza i samego marionetkowego przywódcy starej kliki. Rzutem na taśmie pod koniec sierpnia 2014 roku, na dwa miesiące przed wyborami samorządowymi, powstaje KW Bezpartyjni Samorządowcy. Bezpartyjność i „ruchowość społeczna” to są znaki firmowe tego towarzystwa, które od zawsze posiadało legitymacje kilku partii, a spora część od lat 90-tych żyje z kasy podatnika. Bezpartyjni Samorządowcy wywodzą się z byłego Komitetu Rafała Dutkiewicza, który opuścili po tym jak Dutkiewicz postanowił pójść na wybory razem z PO. Członkowie założyciele KW Bezpartyjni Samorządowcy to: Robert Raczyński, prezydent Lubina, Piotr Roman, prezydent Bolesławca i Patryk Wild, dolnośląski radny wojewódzki. Paweł Kukiz, jak na lokalnego działacza JOW przystało, rezygnuje z zameldowania na Opolszczyźnie, gdzie mieszka od 52 lat i zostaje Wrocławianinem. Trafia na 14 miejsce listy KW Bezpartyjni Samorządowcy i zostaje radnym. Proszę zapamiętać ten model JOW w pigułce, bo to jest właśnie projekt macherów stojących za Kukizem. Za kasę lokalnych klik urządzonych w miejskich spółkach wystawia się artystę spadochroniarza, którego gawiedź zna z TV, potem melduje w wybranym mieście i tak się „walczy z systemem” przejmując okręg po okręgu. Z całego KW Bezpartyjni Samorządowcy do dolnośląskiego sejmiku wojewódzkiego trafia 4 radnych: Patryk Wild, Aldona Wiktorska-Święcka, Paweł Kukiz, Tymoteusz Myrda. Dodatkowo ponownie prezydentami zostają Robert Raczyński w Lubinie i Piotr Roman w Bolesławcu.

Czas przedstawić całe towarzystwo, które ponoć nie ma nic wspólnego z 25 latami przy korycie, te „nowe twarze”, tę młodość nie uwikłaną w partyjniactwo i przede wszystkim tych samodzielnych, co to ich wódz nie wybiera. Gdy nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że ktoś musiał za to zapłacić i na tym zarobić. Zacznijmy zatem od wybranych sponsorów KW Bezpartyjni Samorządowcy, którzy na początek zrobili z Kukiza radnego i proponuje zwrócić uwagę na bardzo charakterystyczne prawidłowości publiczno-rodzinno-biznesowe (…)

(…) Cały ten projekt cuchnie na hektary i kilometry prymitywnym biznesem politycznym firmowanym przez lokalne kliki i cwaniaków partyjnych praktykujących przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. Całkowitą groteską jest formuła JOW w wykonaniu radnego Kukiza, spadochroniarz z Opola, bankrutująca gwiazdeczka rockowa, opłacona z publicznej kasy, którą taczkami wywożą nepotyczne koterie. (…) Czemu to wszystko ma służyć? Główny macher Raczyński nawet nie ukrywa, że to jego trzecia, czy czwarta próba przejęcia biznesu w całej Polsce. Na nazwisku Dutkiewicz się przejechał, dlatego nazwiskiem Kukiz w wyborach prezydenckich przygotował sobie grunt pod:

Chcemy wejść do Sejmu jako ruch obywatelski. Przeprowadzić reformę ordynacji wyborczej i doprowadzić do rozwiązania parlamentu. Tak, by nowe wybory mogły odbyć się już według ordynacji większościowej, w jednomandatowych okręgach wyborczych

Raczyński przetrenował JOW-y na Dolnym Śląsku z oszałamiającym skutkiem i doskonale wie, co się sprawdza, a sprawdzają się stare jak świat metody opakowane w ładne „bezpartyjne i obywatelskie” hasełko(…)”

polecam lekturę całości tu: Zacznijcie się śmiać z „antysystemowego” Kukiza, bo za chwilę będziecie płakać! podobne: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN.

Jak ponurą prawdę (i samospełniającą się przepowiednię że znowu jesteśmy robieni w bambuko) należy przypomnieć i odpowiedzieć twierdząco na pytanie Pana Pazio: „(…) A może ktoś stoi za Pawłem Kukizem, ale my tego nie widzimy?”… ZAWSZE ktoś stoi a my często nie widzimy nawet jak się nam podsuwa pod nos oczywiste fakty i logiczną ich konstatację. Tymczasem…

…Wybory zawsze się wygrywa na populizmie „buntu” obywateli przeciw aktualnej władzy, i każda opcja polityczna (łącznie z samą władzą) będzie zainteresowana zagospodarowaniem go dla siebie. Inaczej jednak podchodzi się do buntu niesprecyzowanego w swoich deklaracjach, a inaczej do buntu który wie czego chce poza samym „obalaniem”. Nieukształtowany w zasadniczych sprawach bunt jest nie do pogardzenia dla cynicznych politycznych wyjadaczy. Oni doskonale wiedzą jak przemawiać do takiego tłumu, żeby myślał że uczestniczy w czymś wyjątkowym, i że mu się opłaci. Grupa ludzi kierująca się emocjami to łakomy kąsek do przygotowania „właściwej alternatywy”, która odpowiednio karmiona i prowadzona posłuży wbrew wiedzy i woli samych zaangażowanych do utrwalenia starych zasad.

Bunt dla buntu nie jest wartością na której można by było wybudować lepszy świat. Burzymy stare, ale co dalej? Zdroworozsądkowe podejście do zmian to niestety przywilej nielicznych. I właśnie w tym cały problem. Nie wystarczy pozbyć się samych „elit” („układu”, „sitwy”, „złodziei” itd.) tj. ludzi. Jeśli podstawy prawne systemu prawno-gospodarczego nie ulegną zmianie, to niezależnie od tego ile nowych twarzy pojawi się w przyszłym sejmie to i tak „wszystko zostanie po staremu”.

Kiepskim argumentem dla odsunięcia od władzy tego czy innego polityka są jego wybryki „obyczajowe” czy brak ogłady (wchodzenie na krzesło i innego rodzaju „obciach”) bo to w sumie wstyd dla takiej osoby, z drugiej zaś strony nie można się nabierać na gładką gadkę i obietnice zupełnie bez pokrycia (mało tego że bez pokrycia to tak naprawdę skrajnie szkodliwe dla portfeli wyborców – no bo kto za te wszystkie obietnice zapłaci jak nie sam obywatel 🙂 ). Jest to sytuacja patologiczna i mało obiecująca (a wręcz niepokojąca) jeśli elektorat sugeruje się tylko i wyłącznie wizerunkiem medialnym kandydata czy formacji politycznej. Nie zapominajmy też o tym, że podział na „my – oni” też jest poniekąd sztuczny. Bo skoro ci „oni” zostali wybrani z wolnej woli przez tych „my” to w zasadzie żadnego podziału nie ma, bo „oni” to właśnie „my”. Owszem coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę że „oni” ich oszukali, ale pozostaje pytanie czy i jakich starań szanowny elektorat dołożył żeby nie dać się nabrać (zwłaszcza że nie wszyscy się nabrali a część lojalnie ostrzegała czym się skończy wybór socjalistów do władzy). A zatem jeśli zamiast na receptę ludzie znowu zagłosują na diagnozę to żadnych zmian nie należy się spodziewać. Nie trzeba być geniuszem żeby wiedzieć że jest źle, to sobie każdy za przeproszeniem głupi wykoncypuje – trzeba wiedzieć co jest tego przyczyną i jak ją wyeliminować.

Szyba o której traktuje podlinkowany na samym dole wpisu artykuł, to właśnie taka diagnoza i do tego moim zdaniem niekompletna. Receptą jest natomiast odzyskanie wpływu nad tym co jako naród wypracowujemy a „ktoś” inny wydaje. Problemem jest więc etatyzm i socjalistyczny model „gospodarki rynkowej”, które to mechanizmy skutecznie ugruntowały władztwo „elit” politycznych nad grubymi pieniędzmi. Więc nie zmieni (nie poprawi) sytuacji wygrana w kolejnych wyborach partii „buntu”, jeśli owa partia będzie miała dokładnie TEN SAM pomysł na państwo jak obecny etatystyczny „układ”. W takim wypadku szyba pozostanie na swoim miejscu nawet nie draśnięta (tak jak to się dzieje od 25 lat w „wolnej Polsce”). (Odys)… Tymczasem klucz jaki powinniśmy zastosować przy tego rodzaju wyborach jest prosty…

„…zmiana powinna polegać przede wszystkim na odblokowaniu narodowego potencjału gospodarczego, zablokowanego przez ustanowiony w roku 1989 przez generała Kiszczaka i grono osób zaufanych wadliwy ekonomiczny model państwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego. Polega on na tym, że o dostępie do rynku i możliwości działania na nim, decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem są tajne służby z komunistycznym rodowodem, czyli nasi okupanci. W rezultacie wszyscy, którzy do sitwy nie należą, muszą być i są wyrzucani poza główny nurt życia gospodarczego gdzieś na margines. Wskutek tego narodowy potencjał ekonomiczny wykorzystywany jest w niewielkim stopniu, ze szkodą dla narodu i państwa. Jeśli zatem chcemy tę złą sytuację odwrócić, to musimy narodowy potencjał ekonomiczny odblokować.

Jak to zrobić? Wskazówką może być przypomnienie, w jaki sposób do zablokowania narodowego potencjału ekonomicznego doszło. Otóż w drugiej połowie lat 80-tych, kiedy sławny drugi etap reformy gospodarczej skończył się takim samym fiaskiem, jak pierwszy, doniesiono generałowi Jaruzelskiemu, że jest taki Mieczysław Wilczek, który ma jakiś pomysł na rozruszanie gospodarki. Generał Jaruzelski nie chciał słuchać o żadnych szczegółach tego pomysłu, tylko postawił warunek, żeby nie było tam nic przeciwko socjalizmowi. Tak w każdym razie opowiadał o tym sam Mieczysław Wilczek. Toteż bez użycia słowa „socjalizm” rozmontował on ustrój socjalistyczny w gospodarce. Uczynił to przy pomocy ustawy o działalności gospodarczej, w której najważniejszy zapis głosił, że prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu oraz, że podmiot gospodarczy może dokonywać działań, które nie są zabronione przez prawo. Nietrudno się domyślić, że ta ustawa wychodziła naprzeciw potrzebom uwłaszczonej nomenklatury.

Za pierwszej komuny nomenklaturą ciągnęła zyski z tego, że każdą działalność gospodarczą drobiazgowo kontrolowała. Kiedy jednak sama się uwłaszczyła, żadnych kontrolerów nad sobą mieć już nie chciała. Mieczysław Wilczek wykorzystał to, by przywrócić swobodę gospodarczą nie tylko nomenklaturze, ale każdemu i na tym właśnie polegało rozmontowanie socjalizmu bez użycia tego słowa. Koncesje obowiązywały tylko w 11 przypadkach, których wspólnym mianownikiem było albo ryzyko sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego (produkcja i obrót materiałami wybuchowymi i amunicją, czy wytwarzanie i obrót truciznami), albo bezpieczeństwa państwa (usługi detektywistyczne). W ten sposób odblokowany został narodowy potencjał ekonomiczny, z czego natychmiast skorzystały setki tysięcy, a może nawet miliony ludzi. Polska zmieniła się w jeden wielki bazar – ale bo też handel jest najprostszym sposobem akumulacji kapitału…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Jak naprawić zegarek? Felieton • Radio Maryja • 4 czerwca 2015

…więc jeśli „elektorat buntu” chce żeby się cokolwiek zmieniło tak w gospodarce jak i na polskiej scenie politycznej, to musi zmusić się do wysiłku intelektualnego żeby nie dać się po raz kolejny wpuścić w niewolnicze maliny socjalistycznego populizmu. Zamiast sugerować się głośnym „buntem” (o którym bez przerwy nadają wszystkie reżimowe media przymilając się owemu elektoratowi i sugerując tym samym w sposób zawoalowany alternatywę po nieboszczce partii) powinni kierować się programem formacji na którą zamierzają głosować, który powinien być wolnościowy zwłaszcza w kwestiach gospodarczych. Wyborcy powinni też dołożyć ze swojej strony należytych starań by poznać historię działalności i kadrę danej formacji. Powinni też znać ideę (i implikacje z niej wynikające) na jakiej dana formacja planuje odbudowę kraju. Bez tej pracy cały bunt jest zwykłą parą w gwizdek, i kończy się zazwyczaj zamianą siekierki na kijek… (Odys)

………………………………………………………

Z Grzegorzem Braunem rozmawia Rafał Pazio:

„…Decyzja o formie startu powinna zapaść w czerwcu. Czy kandydaci, którzy tworzyli komitety antysystemowe, mogą iść razem do wyborów parlamentarnych?

Myślę, że sytuacja jest pod pewnymi względami sprzyjająca. Dla co najmniej kilku kandydatów i stojących za nimi formacji margines czy pole do dyskusji programowej, czy istotnego sporu jest tak zminimalizowane, jak jeszcze nigdy w historii III RP. Między programami tych z nas, którzy wystąpili jako polscy państwowcy, a nie eurofederaści, którzy wystąpili jako wolnościowcy, a nie pobożni czy bezbożni socjaliści, nie byłoby sporu co do pryncypiów ustrojowych. Jeśli tej sytuacji nie wykorzystamy, to tym większa będzie nasza odpowiedzialność, ba! – wina wobec historii i naszych rodaków.

Z drugiej strony trzeba powiedzieć, że kandydaci i ich pryncypia ustrojowe to jedno, ale politbiura i ich pryncypia organizacyjne to drugie. Rachuby partyjne już nieraz przeważały nad wydawałoby się oczywistym dobrem, jakim byłoby synergizowanie wysiłków. Przy czym jak zwykle godzina prawdy wybiłaby w momencie decydowania o personaliach we wspólnym komitecie wyborczym, ze szczególnym uwzględnieniem decyzji o tym, kto byłby tego komitetu pełnomocnikiem – i, co już całkiem trywialne, w momencie ostatecznego dzielenia skóry na niedźwiedziu, to jest układania list wyborczych. Wtedy okazałoby się, czy uczestniczymy w kolejnym „konwencie św. Katarzyny”, czy też rzeczywiście nauczeni doświadczeniem jesteśmy w stanie zdobyć się na poważny ruch, na politykę – w odróżnieniu od polityczki.

Ma Pan wrażenie, że Paweł Kukiz otwarty jest na wspólny projekt?

Nie mam zielonego pojęcia, czy i na co mój Szanowny Kontrkandydat okaże się otwarty. Nie chcę psuć w tej chwili jakichkolwiek konstruktywnych prac, dobrych zamiarów nie chcę sabotować. Skoro jest okazja, nie mogę szczerze nie powiedzieć, że akurat jeśli idzie o ten obóz, ruch stojący za tym kandydatem; tu najmniejsze zastosowanie ma diagnoza, którą wyżej postawiłem, o bliskości programowej. Może to jest i bardzo dobrą wiadomością, ale stosunkowo niewiele wiadomo o programie tej formacji. Zachodzi obawa, że jest to formacja w dużej mierze amorficzna programowo i być może właśnie dlatego system – co mówię z szacunkiem i podziwem dla wyniku wyborczego samego Kandydata – ewidentnie udzielił jej wsparcia. Niewątpliwie na ostatniej prostej kampanii wyborczej system postawił na tę formację. Zrobił to być może dlatego, że jest to formacja, którą będzie można napełnić rozmaitą treścią, zależnie od okoliczności. Moment wielkiej szczerości systemu to był moment, w którym jako sympatycy kandydatury pana Pawła Kukiza zadeklarowali się z jednej strony pan „Kupa” Wojewódzki, a z drugiej pan Grzegorz „Zniszczę Cię” Schetyna. Bardzo wyraźnie podkreślam całą sympatię dla samego pana Pawła Kukiza, ale cała ta sytuacja i sukces wyborczy w sposób modelowy uzupełnia, idealnie wręcz pasuje do mojej hipotezy badawczej „układu wrocławskiego”.

To, że akurat Dolny Śląsk, kombinat miedziowy, zaplecze Rafała Dutkiewicza, prezydenta Wrocławia, okazały się tak życzliwym matecznikiem dla sukcesu pana Pawła Kukiza, traktuję jako poważne zagrożenie dla jego politycznej suwerenności. Bardzo jestem ciekaw, jak się sytuacja rozwinie. Widzimy już, że ta suwerenność nie jest wykluczona. Traktuję jako bardzo dobry prognostyk to, że za niezachowanie życzliwej neutralności wobec prezydenta-rezydenta Komorowskiego pan Paweł Kukiz został natychmiast skarcony radykalną obniżką notowań w najnowszym sondażu. Traktuję to jako sygnał ostrzegawczy wobec niego i mam nadzieję, że biorąc pod uwagę te okoliczności, pan Paweł Kukiz postawi na autentyczną niezależność i nie będzie niewolnikiem tych sondaży.

Do kiedy powinna zapaść decyzja o tym, jak startować w jesiennych wyborach?

Powiem o sobie. Zaangażowania w prawdziwie szeroki, nowy dla polityki postokrągłostowej front państwowców, wolnościowców i katolików nigdy bym nie wykluczał. Wspólną platformę jest łatwo określić. Dla mnie to byłyby, zgodnie z moim programem, gwarancje dla życia ludzkiego, dla własności Polaków i gwarancje neutralności w wojnie państwa polskiego. Do tych punktów sprowadza się cała reszta. Nie wykluczam tego zaangażowania. Natomiast trudno mi wyobrazić sobie to zaangażowanie przez mój akces do jakiejkolwiek już istniejącej partyjnej formacji. Z drugiej strony wykluczam działanie polityczne, które miałoby sprowadzać się do polityki samej. Wykluczam udział w akcji wyborczej bez jednoczesnego zaangażowania w pracę organiczną. Stąd moja inicjatywa „BUDZENIA ŚPIĄCYCH RYCERZY” (patrz: http://www.pobudka.org). Mam nadzieję, że owoce tej akcji będą miały dłuższy termin ważności niż jakiekolwiek działania, których horyzont zakreślają jesienne wybory…”

całość tu: Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii GRZEGORZ BRAUN

podobne: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! oraz: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) i to: O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. a także: Zamienił stryjek siekierkę na kijek, czyli socjologowie o POPISowych sondażach. polecam również: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.

Demokracja, kukła, wilk, owce

Zapisz.org

glasswall

Prof. Marek A. Cichocki w opublikowanym na internetowych łamach „Teologii Politycznej” tekście pt. „Kategoria” trafnie diagnozuje stan umysłów wielu młodych ludzi w Polsce, szukając m.in. w nich jednej z przyczyn nadspodziewanego sukcesu Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. „Dzisiaj dla wielu młodych ludzi w Polsce apologia reaktywności i zachowania status quo za wszelką cenę jako najwyższego dobra najwyraźniej nie wystarcza” – pisze prof. Cichocki. „Mają większe aspiracje, a groźbę powrotu do władzy PiSu traktują jako niepoważny szantaż, który ma utrzymać ich w bezruchu. Znają świat, mają własne doświadczenia i wiedzą również, że jeśli dzisiaj nie będziemy budować w Polsce własnych mechanizmów rozwoju, ich przyszłość będzie niewesoła. Chcieliby mieć w Polsce swoje miejsce, móc realizować nie tylko bieżące materialne cele, ale sprawdzać nabytą wiedzę, zdolności i pomysły w poczuciu, że przyczyniają się w ten sposób także do jakiś ogólnych celów. Potrzebują poczucia przydatności i sensu. Chcieliby więc wiedzieć w jaką…

View original post 1 182 słowa więcej

Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN.


„…Wszyscy chyba się zgodzimy, że celem nadrzędnym obecnego układu sił – POPiS-u – jest skuteczne ugruntowanie podziału władzy między sobą, tak by bezpiecznie co kilka lat wymieniać się stołkami i nie martwić się o to, że w przyszłości pojawi się siła, która będzie w stanie realnie zagrozić układowi.

Ale jak tu zabetonować scenę polityczną bez oskarżeń o działanie na szkodę demokracji, bez narażania się na oskarżenia o chęć trwania przy korycie, bez oskarżeń o łamanie konstytucyjnych praw obywateli i odbieranie im podstawowych praw obywatelskich?

Bardzo prosto! Wystarczy przekonać ludzi, że sami tego chcą. Wystarczy sprawić, że społeczeństwo będzie tego wręcz żądać. Wystarczy – przy małej pomocy własnych mediów – wypromować patriotę, najlepiej znanego powszechnie celebrytę, który pod płaszczykiem antysystemowca przekona ludzi do rozwiązania, które utrwali władzę jego mocodawców (ewentualnie, który będzie robił to nieświadomie). Co tam przekona, przecież i tak 90% popierających Kukiza i JOW-y nie ma zielonego pojęcia czym one są i czym w rzeczywistości skutkują (bo w końcu je popierają w imię walki z systemem – fuck logic!). Nie ma to już jednak żadnego znaczenia bo dzięki „antysystemowemu” Kukizowi ogromna część Polaków JOW-y kojarzy z walką z obecnym obozem władzy i zgniłym systemem. Zadanie zostało zatem wykonane celująco.

Zauważcie, że przed „antysystemowym Kukizem”, na każdego kto wspomniał o JOW-ach patrzono jak na bezczelnego partyjniaka POPiS-u, który chce zabetonowania sceny politycznej w Polsce. Dzięki Kukizowi to się zmieniło i teraz tak Komorowski jak i Duda (tak PO jak i PiS) mogli się bezpiecznie stać gorącymi zwolennikami jednomandatowych okręgów wyborczych, które dadzą im władze na kolejne kilkanaście a nawet kilkadziesiąt lat…”

całość tu: pikio.pl

…O tym samym piszę od kilku dni i tak samo to widzę… Nikt z „ciasteczkowych” nie potrafi logicznie wytłumaczyć czego chce tak naprawdę jego środowisko poza JOWami, które zabetonują scenę polityczną (w jaki sposób o tym piszę tu: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa.) na korzyść tych którzy w najbliższych wyborach wybiorą się znowu do władzy. I pal licho jeśli dostaną się tam wolnościowcy (wtedy machnąłbym ręką), ale obawiam się że gra idzie o utrącenie kręgosłupa tym którzy skrytykowali JOWy, a którzy przed „ciasteczkiem niespodzianką” mieli całkiem duże i ciągle rosnące poparcie nie rozczarowanych („zbuntowanych”) lemingów, ale przede wszystkim świadomego WOLNOŚCIOWEGO elektoratu (mówię tu o KORWiNie). Teraz sondaże pacyfikują wolnościowców na rzecz „zbuntowanych od Kukiza” (niektórzy nowo nawróceni mówią że „wkurwionych” 🙂 ) i „nowoczesnej” POd Balcerowiczowym okiem.

Kukiz tymczasem daje szansę układowi posypać głowę popiołem i urządza „debatę”, żeby się przekonać z kim mu będzie bardziej po drodze w nowym rozdaniu. I choć się zarzeka że nikogo nie reprezentuje, to już zaczął frymarczyć „elektoratem buntu” (do niedawna platformianymi a od niedawna już swoimi lemingami). Został oficjalnie mianowany i wyeksponowany jako „zmiana” we wszystkich reżimowych mediach, a że przypadkiem zaczął się rozmijać z elektoratem wolnościowym (od 25 lat merytorycznie a nie POrywem serca „zbuntowanym”), to tylko należy złożyć na karb tego, że „stara” władza tylko tego sobie życzy. Resztę demokratycznych zachcianek sama chętnie POmoże spełnić, byle pozbyć się i utopić w niekorzystnych sondażach elektorat skupiony wokół nieprzejednanego Janusza Korwin-Mikkego 😉 (który nadal pozostaje wrogiem nr. 1 „starego” układu).

W całej tej UStawce w zasadzie chodzi o uwiarygodnienie nowych właścicieli „buntu” lemingów w oczach społeczeństwa i ratowanie demokracji (dzięki której obecny układ rządzi już tyle lat). JOWy to tylko klucz wytrych do tego szkodliwy, ale to już mało kto rozumie. W Polskę poszła informacja że kto chce JOWów ten chce „zmiany” i na odwrót – kto JOWów nie chce i je krytykuje (i nieważne czy ma rację) ten jest „wrogiem lódu”. Już nikomu nie przeszkadza że tego samego chce teraz władza, bo ludzie POłknęli haczyk i będą się teraz zabijać o to że wierzą w coś autentycznego. Bo ta atrapa przy całej jej wyrafinowaniu jest jak najbardziej autentyczna, tyle że za nią nie czeka nic nowego (lemingi nigdy jednak nie wyglądają dalej poza atrakcyjną dla nich atrapę). To że realizuje się program socjalistyczno-populistyczny tego nikt nie jest w stanie ani zauważyć a co dopiero porównać ze „starym”. Dla większości tego elektoratu to pierwsze takie „doświadczenie” stąd wierzą że autentycznie doświadczają czegoś niezwykłego i nie chce im się szukać innego (wszak w telewizji wiedzą co mówią 🙂 a nawet jak nie mówią to już wystarczy za wiarygodne).

Zimna kalkulacja obecnej sytuacji…

Siły Kukiza nie można lekceważyć. W demokracji rządzi arytmetyka która jest bezwzględna więc trzeba zrobić wszystko żeby była bezwzględna dla starego a korzystna dla środowiska wolnościowego. JKM powinien w te pędy oficjalnie poprosić (ale nie wzywać czy wyzywać) Kukiza na ubitą ziemię i dążyć za wszelką cenę do kompromisu. Jeśli Kukiz chce robić nową Polskę a stare wyrzucić (jak deklaruje) to się zgodzi na współpracę. Jeśli jest inaczej to będzie robił uniki, czym pokaże z jakiej tak naprawdę gliny jest ulepiony (i z czyjego pieca wyszedł 😉 ). Postawić go przed propozycją (tak jak on postawił PIS i PO przed podobnym musem zadeklarowania się) i niech się wtedy poci w jaki to uprzejmy i nie wzbudzający podejrzeń sposób odmówić KORWiNie współpracy. Można się nawet zgodzić oficjalnie na te JOWy, bo teraz nie ma to już żadnego znaczenia skoro POPiS na wyścigi przekonuje i zapewnia że JOWy będą 🙂 Trzeba Kukizowi ustąpić i łączyć się z nim. Jeśli jest szczerze antysystemowy to będzie szukał pojednania ponad podziałami właśnie z innymi antysystemowcami a nie będzie puszczał oka do PISu czy PO urządzając im jakieś „debaty”. Niemniej jednak należy cały czas informować elektorat wolnościowy o ustaleniach i podziałach stołków – kto komu ustępuje i na jakiej podstawie. W ogóle należy budować szeroką antysystemową koalicję i wciągać do niej Pana Grzegorza Brauna, Narodowców, KNP i wszystkich którzy są spoza systemu – stworzyć jedną listę obywatelską (o co od dawna apeluje Pan Daniel Konrad z PodziemnaTV)… Odys

podobne: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! oraz: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) i to: POPIS z PSL wygrywa wybory zwane „samorządowymi”. Partie antysystemowe „persona non grata”. Czy koryto zjednoczy lewicę bezbożną i pobożną? a także: Zamienił stryjek siekierkę na kijek, czyli socjologowie o POPISowych sondażach. polecam również: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?)


Olechowski w TVN24biś o 4xTAK

Jaka piękna UStawka! w TVN 🙂 Biedna Pani redaktor jako głos „lódu” oskarża szarą eminencję PO „oszukaliście NAS?” 😀

Proszę państwa zaczęło się spuszczanie do kibla projektu pt. „Platforma Obywatelska” (szlak najprawdopodobniej przetrze Pan Komorowski) i przygotowywanie alternatywy dla „elektoratu buntu” czyli uwiarygodnianie ciasteczkowego POtwora alias Kukiza (i tonie na żarty! skoro sam Olechowski bierze w tym udział).  Wszystko rzecz jasna dzięki wałkowanym do znudzenia JOWom (wszak tego chce właśnie „lód”!) na temat których paradoksalnie fakty są zatrważające, bo zdecydowanie anty obywatelskie, o czym więcej tu: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! gdzie jeden z ciekawszych fragmentów brzmi tak:

„… w ostatnich wyborach do Senatu: na sto mandatów jedynie trzy uzyskali kandydaci niezależni. „Tyle że zarówno Marek Borowski jak Włodzimierz Cimoszewicz startowali wprawdzie z własnego komitetu, ale byli po cichu wspierani przez PO, która nie wystawiła przeciwko nim kontrkandydatów i popierała ich w sposób nieformalny” – dodał.

Drugą kwestią podkreślaną przez zwolenników jednomandatowych okręgów wyborczych – mówił konstytucjonalista – jest to, że przy takim systemie partie polityczne nie mają decydującego wpływu na wystawianie kandydatów. „To też jest fikcją, bo jeżeli znowu spojrzymy na Wielką Brytanię, to tam właśnie organizacje partyjne decydują, kto w którym okręgu zostanie wystawiony. Bardzo często kandydaci, którzy są popierani przez władze partyjne, otrzymują okręgi, gdzie szanse na mandat są duże, natomiast kandydaci niewygodni dostają miejsca w tych okręgach, w których dana partia raczej szans na mandat nie ma” – powiedział Uziębło…”

Ciekawe nieprawdaż? Tymczasem Kukiz zachowuje się jakby o tych oczywistych inklinacjach/patologiach (potwierdzonych praktycznie nawet w tak „cywilizowanych” demokracjach jak brytyjska!) nie wiedział! Głupi? Czy też może…. staliśmy się ofiarą kolejnej zasłony dymnej (dobry glina kontra zły glina) w postaci pretekstu do wprowadzenia JOWów (z woli „lódu”), które ostatecznie zabetonują polską scenę polityczną na rzecz obecnego układu, w obronie przed wzrostem liczby wyborców niezadowolonych z obecnego stanu rzeczy – paradoksalnie zebranego pod nazwiskiem kandydata który tę scenę betonować POMAGA.  Owoce już widać! Powstał wygodny dla władzy „elektorat buntu” (wcześniej to słowo „mendiom” i „ałtorytetom” przez grdykę nie przeszło a teraz jest USILNIE lansowane 🙂 ). Już to kiedyś widziałem i nie dam się drugi raz nabrać…

„Kto ma uszy niechaj słucha” bo alternatywa by wybory zostały wygrane już jest gotowa i będzie to schetynowe ciasteczko 😉 Muszę przyznać że w świetle powyższych faktów kompletnie nie rozumiem tej euforii wśród rzekomo antysystemowego elektoratu.

Najbardziej jednak nie rozumiem ludzi, którzy mieniąc się „antysystemowymi” atakują JKMa, który z systemem walczy już tyle lat (i to zanim ktokolwiek o jakimś tam Kukizie usłyszał), i robi to po dziś dzień z taką samą bezkompromisową zaciętością. Atakowanie go i odmawianie mu dobrych intencji, przy jednoczesnym bezkrytycznym ich cedowaniu na człowieka który zdążył popełnić już nie jeden polityczny „błąd” jest dla mnie kuriozalne. Gdzie tu logika w argumentowaniu, że temu się należy szansa a tamtemu nie. Zwłaszcza że dorobek ideowy i programowy JKMa to esencja wolnościowego myślenia, zaś Kukiz to socjalistyczny populizm (bardzo na rękę obecnemu układowi).

Nie rozumiem kompletnie „argumentów” typu „JKM nic nie zrobił”, „JKM zmarnował szansę”, kiedy po pierwsze – nie miał nawet okazji żeby rządzić, czy żeby którykolwiek ze swoich STAŁYCH od lat postulatów wprowadzić w życie(!) (a już go niektórzy  rozliczają?!), po drugie – NIGDY się nie skur… wchodząc w układy z post magdalenkowcami, solidaruchami, związkowcami i socjaluchami, po trzecie – NIGDY nie zmienił poglądów, po czwarte – od ZAWSZE na pierwszym miejscu stawia wolność obywateli a nie „umiejętne korzystanie z instytucji państwowych i publicznych pieniędzy/funduszy UE”, po piąte – jest ZNIENAWIDZONY i ATAKOWANY przez wszystkie siły polityczne, po szóste to on (a nie Kukiz) wniósł nieoceniony wkład w rozwój i rozpowszechnianie myśli wolnościowej (i antysystemowej) oraz w budowanie struktur które dalej z mozołem kontynuują jego pracę. Ale nieeee to nie JKM jest wiarygodny a Kukiz, który sam nie wie w co wierzy i czego chce oprócz „obalenia układu” (jakby JKM tego nie chciał 😀 ).

W związku z powyższym oskarżanie JKMa o to że „nic nie zrealizował”, całkowicie takich „krytyków” dyskredytuje. Próbują oni bowiem zadać kłam SPRAWIEDLIWOŚCI, która należy się JKMowi jak psu buda. Sterczy ona FAKTAMI w internecie i w terenie w postaci rzeszy nawróconych na wolnościowe myślenie ludzi. Nie wiem czemu „ciasteczkowi” ludzie negują to wszystko, ale zastanawianie się nad tym jest zbyteczne – wystarczy że to robią (czego nawet uzasadnić logicznie nie potrafią) a już dają o sobie pewne świadectwo. Najzabawniejsze że negują to na czym właśnie Kukiz się usadowił 🙂 Na konkretnej robocie którą wykonał ktoś zupełnie inny, a komu bezczelnie odmawiają mandatu do sprawowania władzy bo według nich „niczego nie dokonał” (ergo. nie podziałał na emocje jak sobie tego tłum życzył i jeszcze powiedział prawdę o JOWach).

Być może to jest właśnie problem – najważniejszy bunt a potem „jakoś to będzie” (ergo brak kręgosłupa ideowego). Niczego się nie nauczył jeden z drugim z 25 letniej historii rządów socjalistycznych ciemiężycieli. Dalej panuje powszechna niewiedza gdzie tkwi prawdziwy problem i gdzie jest wróg. Wszak gdyby jeden z drugim wiedział, NIGDY nie zagłosowałby na „człowieka od JOWów”, czy innego „demokratę”. JOWami nie przywróci się normalności, a zmiana dla samej zmiany (z kości na ości) bez patrzenia na konsekwencje tego co rzeczywiście Kukiz proponuje to ślepa uliczka. Skoro tak to niech sobie głosują na kolejną „słuszną alternatywę” – jedno wielkie nihil novi. Skoro o wiarygodności kandydata ma świadczyć „poparcie” tłumu, który jeszcze nie tak dawno głosował za PO i Komorowskim (bo to jemu Kukiz „zabrał” głosy) to rzeczywiście – cokolwiek się stanie będzie słuszne, nawet jeśli „alternatywa” jest jednocześnie szalupą dla starego układu.

Moim zdaniem jednak nie zasługuje ani na poparcie ani na „szacunek” coś, co ma w programie mechanizm utrwalania układu na polskiej scenie politycznej. Jeśli dla kogoś stary wolnościowy wiarus jakim jest JKM (z jego ponad 25 letnią walką z układem) jest „niewiarygodny”, za to wiarygodny jest Kukiz (którego „dobre intencje” nijak się mają do faktów czym są JOWy) już lansowany w mediach korytowego nurtu, nie tylko dlatego że „zebrał” więcej głosów (wiadomo czyich i wiadomo dlaczego) ale dlatego że jest „demokratą” to ja nie mam o czym dyskutować z kimś takim.

Wystrzegajcie się ludzie wszelkiego rodzaju demokratów bo oni są za tym żeby małpa dalej latała sobie z brzytwą. 25 lat DEMOKRACJI udowodniło czym ten system jest. Bo demokracje mamy (czy ktoś uważa że w połowie czy w 1/4 bo nie jest zadowolony z jej wyników to już jego problem, ale ona jest!) bo ludzie od 25 lat mają PRAWO GŁOSU! Problemem jest jak z tego prawa korzystają a korzystają tak jak „umieją”… I co? Umieją? 🙂 Myślicie zatem że jak będą JOWy to raptem wyborcy zaczną się przykładać i będą wybierać bardziej świadomie? Na jakiej podstawie zakładacie taki scenariusz? A może ot tak zmienią poglądy? To dlaczego do tej pory tego nie zrobili? Przecież nikt im nie zabronił wybierać inaczej i głosować na partie spoza systemu. Więc czemu po prostu nie wybierają inaczej? Znacie takie powiedzenie, że gdyby wybory miały coś zmienić już dawno byłyby zakazane? Nieee? To zastanówcie się nad tym. Podpowiadam – NIE DA SIĘ wyedukować 30 paru milionów ludzi żeby wybierali dobrze, a przecież bez tego nie można oczekiwać cudów (innych jak opartych na populizmie zwanym „kiełbachą wyborczą” – bo tym się karmi tłum!). Nie powinno się zatem dawać jakiegokolwiek prawa głosu ludziom jeśli nie potrafią prawidłowo wybrać. Owszem można im pozostawić takie prawo, ale tylko do wybierania lokalnego kacyka – w małym okręgu gdzie wszyscy się znają i wiedzą co kto zacz. Wtedy nawet jak źle wybiorą to ich błąd będzie kosztował TYLKO ICH a nie cały naród. Kto zgadnie dlaczego prawo jazdy daje się TYLKO tym ludziom którzy potrafią prowadzić samochód? 😉 (Odys)

PS… ktoś powie: „ale przecież ani TVN ani żadna stacja reżimowa nie promuje Kukiza i nie lansuje jego ugrupowania”. No to ja odpowiadam – oczywiście że nie! 😀 Byliby durniami gdyby w sposób bezpośredni wspierali Kukiza. Wspierają JOWy! i to wystarczy żeby „mądrzy ludzie” „wiedzieli co trzeba”. JOWy są teraz numerem jeden POtrzeb życiowych „zbuntowanych Polaków”! Więc kto krytykuje JOWy (a zrobił to JKM mając absolutną rację!) ten jest wrogiem nr1 , bo nie chce żeby władza trafiła do „lódu” (taki jest właśnie przekaz publiczny).

Powiem krótko – kto zdradził KORWiNa dla JOWów, ten ma na sumieniu utopienie jedynej na polskiej scenie politycznej formacji partyjnej prawdziwie antysystemowej, a przede wszystkim wolnościowej która miała szansę być językiem u wagi dyktującym (ale nie wpisującym się w obecny beton) tak PO jak i PISowi swoją wolę o ile chciałyby te formacje mieć większość zdolną do rządzenia.

PS’… śmiem twierdzić że ten kto doradzał JKMowi ustąpienie na rzecz Kukiza i macanie się z jego „ruchem” jest wilkiem w owczej skórze.

podobne: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. oraz: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! i to: Podpatrzone na Interii: „Janusz Korwin Mikke to ostatnia deska ratunku komunistycznej bezpieki” (ale nie tak jak to sobie wyobrażają PISiaki).

Demokracja, kukła

Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do przytomności 🙂 Jeśli nie z powodu tego co napisałem, to może po obejrzeniu materiału filmowego Michalkiewicz o JOW (i Kukizie) 

 

Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa.


Na temat „debaty” i poszczególnych kandydatów (w skrócie i moim zdaniem w miarę obiektywnie – wszak niewiele się działo) można przeczytać tu: Jeden z dziesięciu – debata kandydatów na prezydenta. Polecam również uwagi i komentarz Pana Konrada: Robią nas w konia: Debata w TVP, Jak głosować i Kontrola Wyborów! #113

polecam również: CBOS: Złe nastroje społeczne. Polacy krytycznie o instytucjach państwa. Sondażowy „Pic na wodę”.

Żeby móc dokonywać właściwych wyborów potrzebna jest wiedza. A wiedza wymaga jej POSZUKIWANIA. Problemem sporej liczby wyborców w Polsce – a w zasadzie świadomej części (która jest zmuszona ponosić koszty ignorancji pozostałej części obywateli) – jest zatem nie tyle brak wiedzy, co właśnie odrobiny chęci na jej SAMODZIELNE poszukiwanie. Nie wspominając już o wyciąganiu wniosków z owej wiedzy i zastosowaniu jej w praktyce.

Konsekwencją tej ułomności jest 5 milionów Polaków, którzy na przestrzeni ostatnich 10 lat „zagłosowali” i wyrazili swoją opinię na temat „zielonej wyspy” NOGAMI, uciekając z tego kraju niemożliwego do życia na poziomie XXI wieku bez tzw. znajomości i adaptacji do obecnego systemu gospodarczo politycznego kolesiów, który można bez kozery nazwać (jak ktoś się orientuje w teoriach ustrojów politycznych i ideach gospodarczych) PRL bis ergo. SOCJALIZMEM, który polega na redystrybucji wśród swoich tego co wcześniej zagrabiono szarym obywatelom z owoców ich pracy.

Mając na uwadze choćby ten fakt i tragedię jaka się do nas zbliża czyli: wyludnienie i starzenie się społeczeństwa, kilkuletnie kolejki do specjalistów lekarzy, załamanie w branżach rodzimego przemysłu od lat wykańczanego przez „prawodawstwo unijne” (hutnictwo, stoczniowy, a ostatnio górnictwo), wysokie opodatkowanie i oskładkowanie pracy która już niedługo będzie trwała do usranej śmierci (a kto dożyje tego czeka „gwarantowana” śmieciowa emerytura), ogromne zadłużenie które skończy się załamaniem finansów państwa (REALNY dług zwany „publicznym” to ok 3 bln. zł – głównie właśnie z powodu piramidy finansowej zwanej ZUSem), otóż w konsekwencji tego wszystkiego, wydaje się NATURALNĄ wręcz potrzeba wyrzucenia poza burtę sterowni państwem partii i ludzi, którzy od 25 lat rządząc na zmianę Polską doprowadzili nas do ruiny. Wydaje się, ale niestety nie jest!

Podpowiadam jednak zainteresowanym KONKRETNYMI zmianami, aby zagłosowali w swym życiu choć raz na kogoś spoza systemu już bez wykrętów że nie ma na kogo, bo jak nigdy właśnie w najbliższych wyborach można spokojnie dobrać do własnej wizji postrzegania świata właściwego kandydata, o ile się wie czego należy w takim człowieku szukać. Jest bowiem kilku kandydatów których można nazwać „antysystemowymi” po nazwisku wymieniając są to Panowie: Grzegorz Braun, Janusz Korwin-Mikke, Marian Kowalski, Jacek Wilk, oraz ewentualnie Paweł Kukiz i Paweł Tanajno.

Dla zbyt leniwych by samemu przestudiować sylwetki poszczególnych kandydatów polecam teksty do przeczytania: Wybory nabierają rumieńców. Kontrkandydaci podsumowują kadencję prezydenta. Grzegorz Braun w Tok FM o Komorowskim, antypolskiej propagandzie (z ust dyrektora FBI) i o stanie państwa. oraz: Braun, Korwin, Kukiz – finisz genialnej kampanii  życząc znalezienia dla siebie wyjścia z tej paskudnej sytuacji którą w naprawdę brawurowo skrótowym kontekście opisałem… Pozdrawiam wszystkim którym się chce zmian 🙂 (Odys)

a pozostałym dedykuję obrazek polityka, wybory, demokracja, głosowanie

podobne: Żeby nam się chciało tak jak nam się nie chce czyli… (nie)Wybory do parlamentu europejskiego i słówko do fejsbukowych „wolnościowców”.

oraz: System wyborczy to bubel bo źle przygotowano specyfikację przetargową. Nie wiadomo kiedy wyniki, ale PKW dostanie jeszcze więcej pieniędzy. Rekordowa liczba głosów nieważnych. Opozycja domaga się skrócenia kadencji nowych samorządów. Komorowski Broni. „códu nad órną”.

polecam również: CBOS: coraz więcej Polaków czuje się lekceważonych przez władzę, ale ponad połowa nie wie, co było ważne w 2013 roku.

a także: Dlaczego zwykły IDIOTA oraz facet z trzema FAKULTETAMI i doktoratem MÓWIĄ i MYŚLĄ dokładnie tak SAMO?

Kolejny temat to Kukiz i jego JOWy….

„…Korwin-Mikke stwierdził, że jednomandatowe okręgi wyborcze, wbrew opinii Kukiza, umacniają role wielkich partii. Jednocześnie nieoczekiwanie zadeklarował, że wycofa się z walki o prezydenturę, jeżeli w zbliżających się wyborach w Wielkiej Brytanii, gdzie obowiązują JOW-y, Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa „dostanie nawet chociaż 20 mandatów” (co oznaczałoby, że w sprawie JOW-ów rację ma Kukiz).

W odpowiedzi oburzony Paweł Kukiz napisał na Facebooku, zwracając się do Korwina, że „w restauracji »Lotos« w Warszawie, w obecności Pańskiego syna, jeszcze przed wyborami umówiliśmy się, że tuż przed dniem wyborów ten z nas, który będzie miał niższy wynik sondażowy przekazuje głosy drugiemu. Potem zmienił Pan zdanie. I się nie sprzeciwiałem”, dodając, że Korwin jest nieobliczalny i że nie chce jego głosów bez względu na to, kto wygra wybory w Anglii.

W związku z tym Janusz Korwin-Mikke podczas specjalnie zwołanej konferencji wydał oświadczenie:

(…)

4) Wielokrotnie mówiłem, że zagłosuję za jednomandatowymi okręgami wyborczymi, bo jest to o wiele lepsze rozwiązanie od obecnej ordynacji wyborczej. JOWy figurują nawet w moim projekcie Konstytucji – tylko tam Sejm pełni inną rolę. Jednak wbrew temu, na co ma nadzieję Paweł Kukiz i wielu jego sympatyków, wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych może ostatecznie podzielić Polskę między PO i PIS – spoza tych dwóch partii będzie tylko kilku posłów.

(…)

7) Poczekajmy na wyniki wyborów w Anglii. Być może Paweł Kukiz ma rację. Jeśli jednak nie ma, to efekt sukcesu (wynik ponad 10%) p. Pawła mógłby być następujący: Sejm i Senat, gdzie PO i PiS mają większość konstytucyjną, zbiera się i w dwa miesiące uchwalają ordynację większościową – powołując się na wolę narodu (wyborcy panów Dudy, Komorowskiego i Kukiza stanowić mogą i 3/4 elektoratu!!). Po czym PO i PiS rządzą tak, jak w Zjednoczonym Królestwie konserwatyści z labourzystami.

8) Amicus Plato – sed magis amica veritas. Prawda i dobro Polski są dla mnie ważniejsze, niż to, że Pan Paweł się na mnie obrazi. Oczywiście podtrzymuję złożoną w debacie ofertę: jeśli Torysi lub labourzyści dostaną mniej niż 200 mandatów lub UKIP dostanie więcej niż 20 mandatów (w wyborach proporcjonalnych dostałby ok. 90!!) – wycofuję się z wyborów prosząc moich wyborców o poparcie Pawła Kukiza.

9) Jeśli jednak mam rację, jeśli te dwie wielkie partie uzyskają w UK miażdżącą przewagę, proszę Pawła Kukiza jego słowami: „Panie Pawle! »Polska jedyna na świecie. To zbyt wielki skarb« – by ryzykować, że wpadnie nieodwracalnie w ręce PO i PiSu. Elektorat Pana, mój, pp.Brauna, Kowalskiego i Wilka jest już porównywalny z elektoratem PO lub PiSu. Bez wprowadzenia JOWów potrafimy obalić ten system legalnie i konstytucyjnie. Przy ordynacji jednomandatowej może to być niemożliwe.

(…)”

całość tu: nczas.com

Minęły dwa dni i oto mamy potwierdzenie trafnej diagnozy JKMa. W Wielkiej Brytanii „dwie dominujące od dziesiątków lat partie (Partia Konserwatywna i laburzyści) zgarnęły przytłaczającą większość mandatów. UKiP z ogólnokrajowym poparciem sięgającym 15% dostał… dwa mandaty, natomiast Szkocka Partia Narodowa (SNP) z poparciem rzędu 4% ma ich 58, bo dominuje w jednym regionie.”

…Zatem jeżeli ktoś zamiast wyciągnąć wnioski woli się obrazić i dalej upierać przy niebezpiecznym (bo już nie tylko naiwnym) pomyśle na JOWy które utrwalają i sprzyjają oligarchizacji sceny politycznej również w terenie, ten niech przynajmniej nie robi z innych ludzi idiotów, i przynajmniej nie kłamie że JOWy coś zmienią.  Zmieni się tylko tyle, że i bez (oficjalnego) poparcia partii do władzy dostanie się ten kto trzeba 🙂 Lokalnie rządzą bowiem i tak w większości ludzie bezpośrednio powiązani z władzą centralną! BEZ WZGLĘDU na to czy występują pod szyldem partyjnym czy udają bezpartyjnych.

Nie wiem ile jeszcze demokratom „patriotom” (na dodatek mieniącym się antysystemowymi) potrzeba przykładów na to jak ta ich ukochana demokracja utrwala system z którym rzekomo walczą. Naprawianie demokracji – systemu z gruntu patologicznego za pomocą JOWów – to oszukiwanie przede wszystkim samych siebie (bo że wyborców to rzecz oczywista). Fakty wyraźnie pokazują, że JOWy ewidentnie pomagają sitwom partyjnym w utrwalaniu władzy, i to w sposób dla nich całkowicie bezkarny. Całe klany cwaniaków i starych wyjadaczy może i będzie pozostawać na usługach partii ukrywając się jednocześnie za bezpartyjnością 🙂 Za pomocą tej sztuczki można dużo łatwiej oszukać wyborcę w kwestii swoich rzeczywistych poglądów i „pochodzenia politycznego”. Wyborca który już teraz ma problem z ogarnięciem i przypisaniem programu politycznego do odpowiedniego szyldu i kandydata, będzie miał (dzięki JOWom) jeszcze większy mętlik w głowie. I teraz proszę mi powiedzieć jaki odsetek wyborców będzie świadomych swojego wyboru kiedy już dziś na poziomie partiokracji widać jak marnie to wygląda. Polska już została podzielona a do władzy nie dopcha się nikt spoza układu o ile nie odbędzie się to na skalę masową – w tym wypadku może się to odbyć wyłącznie pod ideologicznym/partyjnym sztandarem który ludzie będą potrafili zidentyfikować przy urnie wyborczej (JOWy tę możliwość utrudniają!)

I tu należą się słowa uznania dla Pana Mikke który publicznie obnażył patologię JOWów. Kukiz może się na to obrażać lub nie, ale niech nie rżnie głupa że nie rozumie o co chodzi. Chyba że nie jest głupi i wie co robi a zatem jest nową częścią starego układu która ma zebrać niezadowolony elektorat „by wszystko zostało po staremu”… (Odys)

Czy Paweł Kukiz prowadzony jest przez służby?

„…Gra toczy się o utratę władzy przez układ okrągłostołowy. Rozgrywają ją służby.

Ich strategia jest następująca:

„jeżeli udostępnimy media (TVN – Polsat) Pawłowi Kukizowi, to jego popularność automatycznie wzrośnie. Mówi z sensem, oskarża PiS, PO i cały układ okrągłostołowy, ale nie wyjawia nazwisk, tylko mówi ogólniki. Skupia się raczej na przyziemnych sprawach, jak: górnicy, rolnicy, matki z dzieckiem. Nie dotyka szczegółów, nie psoci żydom, nie rozumie gospodarki. Jest bezpiecznym kandydatem opozycyjnym”.(…)

(…)Nie ma możliwości, aby tak swobodny dostęp do mediów, wywalczył jego sztab. Media to służby, służby to media.

Pytanie tylko jakie służby rozgrywają politykę w Polsce?

Pan Kukiz jeszcze nie dawno był mocnym zwolennikiem Platformy Obywatelskiej. Dziwnym trafem nie dostrzegał wtedy układu okrągłego stołu, w którym Donald Tusk siedział i siedzi zanurzony w nim po same uszy. Nie dostrzegał ustaw, które kawałek po kawałku sprzedawały Polskę.

Od jakiegoś czasu zmienił front polityczny. Mocno krytykuje PO i układ okrągłego stołu.

Gdyby okazało się, że jest dzieckiem służb i współpracuje z nimi, to byłby mocny sierpowy dla jego zwolenników. Uważam, Pawła Kukiza za patriotę i osobę, która wykonuje dobrą robotę dla Polski. Co nie znaczy, że służby nie wpływają na jego decyzje. W wyborach zrobi bardzo dobry wynik. Może zdobyć koło 15%, jak kiedyś Andrzej Lepper. Ma olbrzymie szanse wejść ze swoją partią do parlamentu w kolejnych wyborach.

Pytań jest kilka:

czy mają haki na niego?

czy da ograć się służbom, tak jak zrobił to Andrzej Lepper?

Czy jego patriotyzm jest szczery?

Czy jest na tyle bystry, aby przewidywać kilka ruchów do przodu doświadczonych strategów ze służb?

Jaką decyzje podejmie, kiedy w glorii chwały, nakażą mu sprzedać Polskę?

Powiem szczerze, że mam trochę dość powierzchowności dotykanych tematów przez Pawła Kukiza. Krzyczy, że należy górnikom pomóc, ale nie mówi o nakazie Unii Europejskiej, o wpływaniu Niemiec na polski rząd, w celu zniszczenia polskiego górnictwa. Podobna sprawa jest z rolnictwem.

Miałkość jego wypowiedzi coraz mocniej dotyka populizm. Nie widzę tu żadnego sensownego programu dla Polski i Polaków.”

całość tu: wiadomosci.robertbrzoza.pl

…a zatem albo Pan Kukiz jest pożytecznym idiotą, albo idzie na czyjejś smyczy. Innej opcji nie widzę. Jego lewicowe poglądy i upieranie się przy demokracji jako systemie rządzenia państwem, jak i pozostałe kwestie (nerwowa reakcja na uczciwe postawienie problemu JOWów przez JKMa) pomimo zadeklarowanej antysystemowości czynią z Pana Kukiza w najlepszym wypadku nieświadomą szalupę dla pogrobowców PO. Czas pokaże czy ta hipoteza jest prawdziwa. (Odys)

Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem – Grzegorz Braun dla Kresów.pl

„(…)

Wspomniał Pan w trakcie debaty, że niektóre osoby chętnie zaprosiłby Pan do swojej rady prezydenckiej. Kogo miał Pan na myśli?

Tych wszystkich, którzy spełniają kryterium państwowca – a więc są zwolennikami istnienia państwa polskiego, oraz tych spełniających kryterium wolnościowca – ze szczególnym uwzględnieniem wolności gospodarczej. Mogę współpracować z polskimi państwowcami, z tymi którzy rozumieją, że aby państwo polskie można było w ogóle naprawiać i przywracać mu blask adekwatny do naszej tradycji, to trzeba to państwo najpierw ocalić. Żeby móc je uczynić lepszym, bezpieczniejszym, sprawniejszym, trzeba najpierw zachować jego istnienie. Z polskimi państwowcami zawsze mogę o tym rozmawiać. No i z wolnościowcami, którzy rozumieją, jak ważna jest sprawa przywrócenia Polakom wolności, szczególnie tej gospodarczej. W niektórych sytuacjach jedno wchodzi w konflikt z drugim – i tutaj jako prezydent musiałbym pryncypialnie wkraczać. Bywają sytuacje, kiedy zwolennicy liberalnej utopii zapominają o uwarunkowaniach geostrategicznych Polski. I wówczas, będąc wolnościowcem, musiałbym powiedzieć „nie”. Na przykład w kwestii wyprzedaży polskiej ziemi. Czyniłbym to jednak jako zwolennik wolności gospodarczej, w poczuciu, że bronię Polaków przed nieuczciwą konkurencją, co przecież powinno być jednym z zadań państwa.

Jeżeli chodzi o kwestie prowadzenia polityki zagranicznej – szczególnie regionalnej – to czy w trakcie debaty telewizyjnej pojawiły się jakieś wątki, z którymi mógłby się Pan zgodzić?

Bardzo wyraźnie ujawniło się szersze grono realistów geopolitycznych, którzy rozumieją, że Polska musi przede wszystkim odnaleźć należne sobie miejsce w regionie, w najbliższym otoczeniu geopolitycznym, i że kluczem do polskiej geopolityki są dobre interesy z naszymi najbliższymi sąsiadami.

Gdyby jako prezydent miał Pan możliwość współtworzenia polityki zagranicznej, jaką linię polityczną prowadziłby Pan w odniesieniu do naszych sąsiadów na wschodzie i na południu?

Często powtarzam, że kluczem do polskiej geopolityki jest normalizacja stosunków z Białorusią. Gdyby tylko Warszawa zaczęła robić dobre interesy z Mińskiem, to zaowocowałoby to uzdrowieniem sytuacji także w stosunkach z Litwą, Ukrainą i promieniowałoby na całą Europę Środkową. Zresztą ze strony Mińska był do tego w perspektywie ostatnich kilkunastu lat szereg wyraźnych zaproszeń.

A inne ośrodki?

Inne stolice do których słałbym emisariuszy i z którymi szukałbym jak najpilniej roboczego kontaktu to oczywiście turecka Ankara i szwedzki Sztokholm, dalej Teheran i Pekin. W naszym najbliższym sąsiedztwie nie ma co wymyślać prochu: Budapeszt i Bratysława. Jeśli na tym kierunku ułożą się nasze stosunki i zintensyfikują się kontakty gospodarcze, to wtedy także Praga, Wilno i Kijów pójdą po rozum do głowy. Być może cały region zacznie prowadzić politykę bardziej samodzielną, a nie polegającą na klientelistycznym wieszaniu się klamki. Jestem przeciwnikiem klientelizmu bez względu na to, czy klamka ta jest umocowana w Moskwie czy w Waszyngtonie.

(…)

Czy Pana zdaniem w związku ze zmieniającą się obecnie sytuacją geopolityczną Polska powinna nawiązać bliższą współpracę z Chinami?

Wcześniej wymieniłem Pekin jako jedną ze stolic, dokąd wysyłałbym moich emisariuszy. W skrócie powiem tak: nie ma żadnego powodu, żeby imperium amerykańskie miało już w tej chwili gwarancję, że na III wojnę światową imperium amerykańskiego z imperium chińskim Polacy zawsze pójdą po stronie tego pierwszego. Po prostu do elementarza dyplomacji i polityki powinno należeć nie czynienie w tej kwestii przedwczesnych deklaracji. Polska po pierwsze nie powinna iść w pierwszym szeregu do tej wojny. Nie powinna powtórzyć błędu roku 1939 czy 1830. Nie powinniśmy dać się wypuścić w charakterze zająca, powinniśmy spokojnie „opuścić kolejkę” – poczekać na rozwój sytuacji. W tej chwili ważą się szale dziejowe. Jak słyszeliśmy, imperium rosyjskie zapowiedziało wspólne manewry z Chińczykami na Morzu Śródziemnym. Z jakie powodu już dzisiaj, za darmo, za poklepywanie po ramieniu mielibyśmy być gwarantowanym sojusznikiem USA?

A jak powinny kształtować się relacje Polski z Rosją w obecnym kontekście geopolitycznym?

Relacje Polski z Rosją nie ulegną zasadniczej zmianie tak długo, jak długo Polacy nie przejmą kontroli nad własnym państwem. Przecież Rosja znakomicie orientuje się w sytuacji Polski i wie, w jak bardzo opłakanym jest stanie. Co zresztą w znacznej mierze Rosji zawdzięczamy. To jej w dużej mierze zawdzięczamy aktualny stan polskich elit, które są zagenturyzowane już w kolejnym pokoleniu. W związku z tym trzeba to sobie jasno powiedzieć: Rosjanie będą prowadzili poważną politykę, kiedy państwo polskie zacznie samo siebie poważnie traktować. I jeszcze raz powtarzam: kluczem do polskiej geopolityki jest Mińsk. Uważam, że w myśleniu o polskiej polityce wschodzie nie należy ignorować Białorusi. Z Moskwą, w miarę możności, trzeba rozmawiać przez Mińsk. Trzeba go dowartościować w naszej polityce zagranicznej.

Zgadza się Pan ze stwierdzeniem, że Rosja to obecnie kolos na glinianych nogach? Dużo słabszy, niż mogłoby się wydawać?

Ależ oczywiście. Jest faktem, że Rosja przegrywa wyścig z czasem, z własną demografią. Aborcja i alkohol poczyniły w narodzie rosyjskim tak straszliwe spustoszenie, że odwrócenie tego trendu okazuje się, jak dotąd, niemożliwe – nawet przy dużym zaangażowaniu władz moskiewskich. Ale cóż – te władze kadrowo dziedziczą przecież niemal wszystko po Rosji sowieckiej. A zatem Rosja jeszcze długo musiałaby się leczyć, by powrócić do swej formy dziejowej. Problem w tym, gdzie tej formy dziejowej ma szukać biedna schizmatycka Rosja, w której cezaropapizm jest dogmatem ustrojowym. To są problemy, na które powinniśmy patrzeć z powagą, posuniętą nawet do współczucia względem Rosji. Nie zapominajmy w naszej polityce wschodniej o orędziu fatimskim z 1917 roku. Pamiętajmy, że bynajmniej nie padło tam wezwanie do zniszczenia Rosji, ale do jej nawrócenia. To powinno być pytanie zadawane sobie przez polskie elity, polskich mężów stanu: czy i w jaki sposób Polacy mogą mieć udział w nawróceniu Rosji. Jednak aby to było możliwe Polska sama musi wrócić do swojej formy dziejowej. Lekarzu, ulecz się sam.

(…)

Widziałby Pan możliwość większego upodmiotowienia Polaków na poziomie gminnym, a może jeszcze bardziej lokalnym?

Oczywiście, jedno z drugiego w sposób logiczny wyniknie. Jeśli Polacy staną się gospodarzami we własnej gminie, jeśli poczują się na swoim we własnej parafii, to w krótkim czasie będą też zdolni zabezpieczać polskość na poziomie gminy, a może nawet regionu.

(…)” całość tu: kresy.pl

…Uważam że nie da się w dzisiejszym świecie (zresztą nigdy tak nie było) żeby lud był sprawnym narzędziem do rządzenia „Głupich jest zawsze więcej niż mądrych” to nie jest powiedzenie które ma na celu kogokolwiek obrażać ale takie są fakty!… Nie da się „wyhodować” świadomości obywatelskiej wśród stosownej większości ludzi na skalę całego kraju. Wybory – ich efekt i frekwencja obnażają mit demokracji najdobitniej. Nie dość że ludzie wybierają źle to na dodatek spora część w ogóle nie poczuwa się do takiego obowiązku. I nie uważam że w dobie internetu można to usprawiedliwiać winą mediów i tego że kłamią. Mało tego! Ludzie doskonale zdają sobie z tego sprawę że media kłamią a mimo to głosują tak jak w mediach usłyszą (sugerując się sondażami) i robią dokładnie to co w mediach usłyszą…

Nie jestem jednak całkowitym wrogiem demokracji. Wierzę że na skalę lokalną może ona zdać egzamin, z tego względu że porządni i uczciwi ludzie w skali mikro mogą oddziaływać na całą lokalną społeczność, gdzie każdy mieszkaniec gminy na własne oczy i po sąsiedzku widzi co władza wyrabia… Uważam jednak że w skali makro (całym państwem) powinien rządzić monarcha a władza powinna być przekazywana z pokolenia na pokolenie w ręce gruntownie wykształconego dziedzica… Tyrania nie jest synonimem systemu rządów a jest wypaczeniem monarchii (tudzież dyktatury). Tyrani owszem zdarzają się raz na jakiś czas, ale z uwagi na to że jest to JEDEN człowiek to łatwo się takiego pozbyć w ostateczności, natomiast władza ludu ze względu na swoją masowość jest nie do ogarnięcia! za wyjątkiem lokalnego jej charakteru. Lokalnie ludzie powinni się samo organizować (samorządzić) to pozwoliłoby im zachować realną kontrolę nad terenem i władzą którą sobie lokalnie wybierają (spośród siebie) i która ich bezpośrednio dotyczy… Nie chce mi się tu rozpisywać w temacie bardziej szczegółowo polecam link… KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii. 

…Odys

polecam również: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.

Okiem Socjologa #01 – Krzysztof Prendecki – Wybory prezydenckie

Ks. Jacek Gniadek: „Każdy jest migrantem”. Władysław Panasiuk: „Ptak w koronie”


„(…)Co na temat migracji mówi Kościół? Św. Jan Paweł II w encyklice Laborem exercens pisał, że każdy człowiek ma prawo do opuszczenia kraju swego pochodzenia z różnych motywów, ażeby szukać lepszych warunków życia w innym kraju (LE 25). Prawo do emigracji nie może być więc w żadnym wypadku ograniczone przez państwo. Poszukiwanie lepszych warunków życia jest odwieczną przyczyną migracji. Taka jest natura człowieka i nic tego nie zmieni.

Prawo do emigracji wypływa z trzech oddzielnych zasad katolickiej nauki społecznej: prawa do utrzymania rodziny, pierwszeństwa rodziny nad państwem i prawa do inicjatywy gospodarczej. Sam zachęcam swoich parafian do emigrowania, jeżeli uważają, że nie są zadowoleni z życia w Lindzie (dzielnica na obrzeżach Lusaki, stolicy Zambii) i szukania szczęścia w innym miejscu.(…)

(…)Migrowanie czasami jest konieczne i może być niebezpieczne. Takie jest życie. Ten los nie ominął również Jezusa. Uciekając przed królem Herodem, św. Józef zabrał Maryję i Jezusa do Egiptu. Taka podróż była daleka i kosztowna, ale nawet do głowy mu nie przyszło, by zwracać się o pomoc do władcy sąsiedniego państwa. Skąd miał na to pieniądze? Biblia nic o tym nie wspomina, ale musimy pamiętać, że wcześniej były odwiedziny trzech Magów ze Wschodu, którzy zostawili trochę złota.

Czy Święta rodzina wyemigrowała do Egiptu legalnie? Podział na legalnych i nielegalnych migrantów wtedy nie istniał. To problem, który istnieje w świecie współczesnym podzielnym na państwa, gdzie obywatele mają paszporty. Do tego w Europie przyczynia się polityka interwencjonizmu gospodarczego połączona z realizacją idei państwa opiekuńczego. Taka polityka wymusza sztuczne ruchy migracyjne, które nie zaistniałyby w świecie wolnorynkowym, gdzie państwo nie interesuje się prywatnym życiem swoich obywateli. Zasiłki dla migrantów i pomoc socjalna dla ich rodzin przyciąga imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu, którzy przy zachowaniu wolnorynkowych reguł może nie zaryzykowaliby przyjazdu do Europy do pracy. Nie jest to jeszcze jednak główna przyczyna problemu. Jego źródło tkwi o wiele głębiej.(…)

(…)Wolność przemieszczania się i wolność gospodarcza, to podstawowe prawa człowieka, które mogą być realizowane tylko wtedy, kiedy respektowane jest bezwzględnie prawo do posiadania prywatnej własności. Murray N. Rothbard słusznie zauważył w „Manifeście libertariańskim”, że prawo wolności prasy nie może być realizowane w kraju, gdzie rząd jest właścicielem całego papieru gazetowego i wszystkich drukarni.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Podobnie jest z wolnością gospodarczą, która może być realizowana w pełni tylko wtedy, kiedy towarzyszy jej dobrowolność pracy. Jej przeciwieństwem jest niewolnictwo. Ludwig von Mises podkreśla, że dobrowolność pracy zakłada otwarcie granic na przepływ kapitału i pracy do nowych korzystniejszych lokalizacji. Migracja kapitału i pracy wymaga nie tylko pozwolenia na swobodę handlu, lecz również całkowity brak przeszkód w przemieszczaniu się z jednego kraju do drugiego. Klasyczna doktryna wolnego handlu Davida Ricardo wykazała w sposób niepodważalny, że istnieje opłacalność międzynarodowego podziału pracy i specjalizacji. Dzisiaj politycy i ekonomiści nie czytają jednak klasyków.

Według austriackiego ekonomisty istotą społeczeństwa opartego na prywatnej własności produkcji jest to, by każdy człowiek mógł pracować i wydawać swoje zarobione pieniądze tam, gdzie uważa to za najlepsze. Konstytucja soborowa Gadium et spes stwierdza praktycznie to samo, gdyż utrzymuje, że ludzie są skłonieni różnymi powodami do zmiany miejsca pobytu i sposobu swojego życia (GS 6).

Zamykanie granic nie jest więc rozwiązaniem problemu, gdyż prowadzi to zawsze gospodarczego interwencjonizmu, a ostatecznie kończy się tak jak w Europie na tworzeniu państwa opiekuńczego. Ale czy jesteśmy dzisiaj w stanie myśleć inaczej? (…)” (Ks. Jacek Gniadek)

całość tu: jacekgniadek.com

podobne: Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan. Przyjmowanie uchodźców dobrowolne (UE potroi środki na walkę z nielegalną imigracją). Polska znowu oskarżana o kolaborację z nazistami przy holokauście Żydów. oraz: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

„Zdany na los swój i opatrzność Boską, przejęty życiem i o dzieci troską – przeżegnawszy się krzyżem co-m na piersi nosił. W duchu zaś Boga o szczęście-m poprosił – udając się w podróż na kontynent inny. Nie wiedząc czy dobry, czy dla mnie gościnny…Wielką niespodzianką, znakiem zapytania, nie znając myśli Boga, swego powołania. Pożegnawszy dom swój i rodzinę całą – skłonem głowy żegnałem swą dziecinę małą, uśpioną snem anielskim w domowym posłaniu. Jakże trudno pisać o tym pożegnaniu…

* * * 

Każdy z nas kiedyś opuszczał swój rodzinny dom, swoją wioskę, czy miasto, Ojczyznę tak drogą każdemu sercu. Żegnał swoich najbliższych podobnie myśląc jak ja, podobnie czuł, bo własnego domu nie opuszcza się zbyt często – ot tak sobie!.

Podobnie jak ja opuszczając swój dom każdy liczył na coś więcej, pragnął powrócić kiedyś lepszy i bogatszy – nie tylko we wrażenia lecz i materialnie. Lecieliśmy do tego raju mając wielkie nadzieje, liczyliśmy na zrozumienie innych, na mądre podpowiedzi na pomocną braterską dłoń – czy tak się stało?

Jacy jesteśmy daleko od domu, czy życzliwości w nas tyle, by się nią dzielić?

Ameryka – kraj miodem płynący i mlekiem, raj na ziemi – słuchaliśmy jeszcze w kraju Wolnej Europy utwierdzając się w tych banałach jeszcze głębiej. Podziwialiśmy te wielkie mądrości praworządnego zachodu. Zachwyciliśmy się sprawiedliwością i prawami człowieka, dobrobytem.

Marzenia jak ptaki szybują po niebie – jak nie pada, jak pada – nie szybują! Większość naszych marzeń kończy się na marzeniach – może brzmi to banalnie – ale życie to potwierdza. Jedni przylecieli tu rok temu, inni dziesięć lat, niektórzy jak ja blisko dwadzieścia.

Jacy jesteśmy po kilku latach pobytu – czy całkiem amerykańscy!, czy odrobina polskości jeszcze w nas drzemie! Czy całkiem zapomnieliśmy o naszej ojczyźnie sprzedając się za parę jakże marnych centów? Dyrektorów Ameryka ma nadto swoich, kierowników również – została jedynie dla nas ciężka praca: kobietom sprzątanie, mężczyznom kontraktora. Nikt mi nie powie, że jesteśmy tu pierwszymi – zawsze na obczyźnie będziemy drugorzędni – oby tylko. To wcale nie wstyd wykonywać te ciężkie prace. Cenię ludzi uczciwych i pracowitych, wytrwałych w swych postanowieniach. Pracujemy tutaj ciężko – lecz z własnej woli, choć może tak nie zupełnie z własnej. Gdyby w Ojczyźnie było lepiej, normalniej, nie jeden rzuciłby ten raj i wrócił do siebie. Czy my zawsze musimy płacić za nieudolność rządów?, za ich wygórowane ambicje często bez pokrycia? za ich niekompetencje – inaczej tego nie można nazwać. Czy Polak zawsze ma być tułaczem tylko dlatego, że ktoś chce ślizgać się po jego plecach i za nic brać pieniądze –mówiąc, że inaczej się nie da?

Ja, kiedy źle wykonam robotę – nie otrzymuję zapłaty – a oni?, im nic się nie udaje, nic i nigdy, a zapłatę biorą i to jeszcze jaką! Ostatnie lata rozproszyły nas po całym świecie w poszukiwaniu chleba. Tymczasem obcy panoszą się w naszym kraju trwoniąc majątek nasz i naszych ojców.(…)

* * *

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Miejsce Polaków jest tam gdzie orzeł biały, gdzie Wisła się wije jak we włosach wstęga. Gdzie ojców naszych groby i topole jak wieże – gdzie historia nasza długich wieków sięga – tam nasz kraj. A kto tego w kraju pojąc nie może – powinien po nauki patriotyzmu przyjechać tu na roboty – jak ja – wszak szkołą najlepszą jest obcy ląd.

(…) Cudze chwalicie, swego nie znacie, zachłysnęliśmy się niczym, co świadczy, że nie widzieliśmy w życiu nic innego. Zastanówmy się, co i do kogo mówimy i nie starajmy się poniżać, bo ptak, który robi we własne gniazdo jest nic nie warty, wystawia złe świadectwo o sobie! Żeby używać porównań – trzeba mieć więcej rozeznania w danym temacie. Trzeba nauczyć się stosownych porównań i nigdy nie stawiać znaku równości pomiędzy maluchem a mercedesem.(…)

(…) Wstyd za takiego pożal się Boże, ”Amerykanina”, który jeszcze nie zadomowił się tutaj, a już zapomniał o swoich korzeniach. Zapomniał o własnym języku, zagubił swą tożsamość i godność, i w Ameryce udaje Greka. (…) Żal mi tych, którzy zapomnieli języka. Nawet nie wiedzą skąd przybyli. Żal mi ich rodziców, że tak niewiele wiedzy przekazali swoim dzieciom o własnym kraju i szacunku tak mało – żal mi ich! Jedynie aktor może być człowiekiem o kilku twarzach – nie możemy jednak wszyscy być aktorami, zachowajmy więc tę jedną, jedyną twarz – jeśli jeszcze ją mamy.

Jacy więc jesteśmy po kilku czy kilkunastu latach pobytu w tej cudownej Ameryce – czy ona zaślepiła nas do głębi tym dość mrocznym blaskiem. Może uwiodła jak panna, czy mądrości nauczyła, dodała powagi! Czy dojrzeliśmy na tyle, by mieć dwa kraje i dwa domy? Czy kolejność umiemy zaznaczyć i dobierać słowa do każdego kraju? Okazać należny szacunek i co złe przebaczyć, być dumnym, że się jest Polakiem.(…) 

Wtul się w Ojczyzny łono i słuchaj jak serce w niej bije – wróć choćby myślami i rzuć się matce na szyję. Trwaj w objęciach tak długo na ile czas ci pozwala, bo życie nie stoi w miejscu, jeno się szybko oddala. Ucałuj raz jeszcze matczyną dłoń. Odeślij pychę z pustą walizką, a na jej miejsce przyjmij do domu malutką skromność – niech mieszka z tobą. Wejdź z nią w układy, niech ci udziela fachowej rady, niech głowę skłoni. Niech ją pochyli – z zadartą głową głupio się chodzi i głupie myśli idą do głowy. Gdy ją pochylisz wszystko się zmienia. Inaczej widzisz drogi i domy, wszystko postrzegasz odmiennym wzrokiem, bo w oczach twoich pychy brakuje. Człowiek w tym stanie inaczej czuje – wierz mi na słowo… Dumny bądź z ojca i swojej matki, uszanuj przodków naszej świętości, bo Polska nie jest – ot taka sobie! Polska ma nadto dumy i chwały, nad nią się wzbija król wszystkich ptaków, nad Polską wzlata nasz orzeł biały, pokłoń się nisko – ten ptak w koronie…” (Władysław Panasiuk)

całość tu: tygiel.eu

podobne: Emigrowani…. dla chleba Panie dla chleba! oraz: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty. i to: Krajowe konsekwencje „ucieczki do raju”. a także: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). polecam również: „Królestwo Bez Kresu”. i jeszcze: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

Wybory nabierają rumieńców. Kontrkandydaci podsumowują kadencję prezydenta. Grzegorz Braun w Tok FM o Komorowskim, antypolskiej propagandzie (z ust dyrektora FBI) i o stanie państwa.


Wyborczy czwartekKontrkandydaci podsumowują prezydenta

16.04.2015 (IAR) – Zakłócone spotkanie Bronisława Komorowskiego w Lublinie, nowy pomysł na pomnik smoleńsku – tym razem autorstwa Korwin-Mikkego, Andrzej Duda na Pomorzu. Do wyborów został niespełna miesiąc, a kandydaci intensyfikują swoje wysiłki, by zdobyć poparcie.

Prezydent rozpoczął podróż Bronkobusem po Lubelszczyźnie. Był w Kozienicach, gdzie mówił o energetyce. W Lublinie czekali na niego jego przeciwnicy z ugrupowania KORWIN, którzy wyposażeni w gumowe krzesła, zakłócili prezydentowi spotkanie z wyborcami. Bronisław Komorowski pod jego koniec musiał już mocno nadwyrężać głos, by być usłyszanym.

Jego konkurent z PiS odwiedzał w tym czasie Pomorze. W Tczewie Andrzej Duda mówił o tym, że ma wizję prezydentury innej niż dotychczasowa, prowadzona przez Bronisława Komorowskiego – prezydentury „aktywnej, odważnej ale rozważnej”. Jak dodał, Polska potrzebuje prezydenta, który będzie umiał twardo walczyć o polskie interesy, a nie będzie się tylko uśmiechał i czekał na poklepanie po plecach.

Uwagę na siebie zwrócił dziś także Janusz Korwin-Mikke. Ogłosił, że znalazł odpowiednie miejsce na pomnik upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej. 12 kilometrów od Pałacu Prezydenckiego. Zaproponował, aby powstał on na skrzyżowaniu ulic Żwirki i Wigury oraz 17 stycznia. Korwin-Mikke uważa, że to byłoby idealne, a zarazem symboliczne miejsce. 200 metrów dalej jest lotnisko, z którego startował Tu-154M. „Tu jest piękna panorama, widok na pomnik Żwirki i Wigury z daleka. Cała piękna zielona oś. Tu jest miejsce, gdzie można zrobić rondo i postawić na nim wielki pomnik”- mówił.

Jeszcze przed ogłoszeniem tego pomysłu Korwin-Mikkemu dostało się od szefa PiS. Jarosław Kaczyński stwierdził, że lider partii KORWiN jest „elementem patologii polskiego życia publicznego”.

Dążenie do gruntownej zmiany systemu politycznego w Polsce zapowiada z kolei kandydat na prezydenta, Grzegorz Braun. Reżyser, publicysta i niezależny kandydat ostro krytykował pozostałych polityków podczas wizyty w Rzeszowie. Nowy system władzy chce oprzeć na tradycyjnych wartościach: wierze, rodzinie i własności. „Wiara nie byle jaka, święta, katolicka, rodzina polska, normalna, własność polska, polski pieniądz w polskich kieszeniach” – powiedział Grzegorz Braun Również w Rzeszowie o wyborach mówił Leszek Miller. Szef SLD dementował doniesienia mediów, że jego partia może wycofać poparcie dla Magdaleny Ogórek, którą do wyborów wystawiła.

Szef Sojuszu liczy na to, że kandydatka popierana przez jego ugrupowanie przejdzie do drugiej tury. Bo – jak zaznaczył Leszek Miller – najlepszym sondażem poparcia będą wybory. Zapewnił, że Sojusz będzie intensywnie pracował na rzecz Magdaleny Ogórek.

W Kaliszu i Ostrowie Wielkopolskim przekonywał dziś do głosowania na siebie kandydat na prezydenta Adam Jarubas z PSL-u. W Kaliszu mówił między innymi, że prezydent powinien prowadzić politykę propolską a nie prounijną i być strażnikiem dobrego imienia naszego kraju. Podkreślał także, że politycy często posługują się zgrabnymi formułkami, za którymi nic się nie kryje.

Paweł Kukiz, ostatnio notujący coraz większe poparcie w sondażach, dziś chwalił się w mediach społecznościowych poparciem znanych osób, między innymi Mariusza Pudzianowskiego i aktorki Joanny Jabłczyńskiej.

Marian Kowalski z Ruchu Narodowego odwiedził Szczecin, a Jacek Wilk z Kongresu Nowej Prawicy apelował w mediach społecznościowych o wsparcie swojej kampanii. Paweł Tananjo z Demokracji Bezpośredniej.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich odbędzie się w niedzielę 10 maja. O fotel prezydenta RP walczy jedenastu kandydatów.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/zbiorcza/łp

15.04.2015 (IAR) – Prezydent podsumowuje kadencję, konkurenci podsumowują prezydenta. Bronisław Komorowski dokonał rozrachunku 5 lat prezydentury i nazwał siebie prezydentem wszystkich Polaków.

Według kandydata PiS Andrzeja Dudy, Bronisław Komorowski nie może tak siebie nazywać, bo sam podzielił Polskę na Polskę racjonalną i radykalną.

Prezydenturę Duda ocenił jako „festiwal niespełnionych obietnic”. Zarzucił Bronisławowi Komorowskiemu, że podpisał wszystkie ustawy, których zażądał od niego rząd Donalda Tuska – bez względu na skutki społeczne. Wymienił między innymi podwyżkę VAT na ubranka dla dzieci z 8 do 23 procent. Według Dudy, prezydent odpowiada też za zmianę w polityce zagranicznej jeśli chodzi o stosunek do Rosji, za zgodę na dekarbonizację polskiej gospodarki oraz likwidację kolejnych gałęzi przemysłu.

„Ta prezydentura mogła być bardziej aktywna” – uważa z kolei kandydat PSL, Adam Jarubas. W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową podkreślił, że gdyby pozytywnie ocenił ostatnie 5 lat, sam nie zdecydowałby się na start w wyborach. Prezydentowi zarzucał, że nie znalazł rozwiązania problemu emigracji zarobkowej.

Popierana przez SLD Magdalena Ogórek mówi o pięciu latach biernej prezydentury. Jej zdaniem, Bronisław Komorowski powinien wykazać większą aktywność ustawodawczą i blokować „złe prawo”. „Pod tym względem ta prezydentura nie zdała egzaminu” – mówi Magdalena Ogórek.

Szef sztabu Janusza Korwin-Mikkego Przemysław Wipler zarzucił Bronisławowi Komorowskiemu, że jego pięcioletnia kadencja to zwiększenie zadłużenia Polski, emigracja tysięcy Polaków, wydłużenie wieku emerytalnego i kilkanaście ustaw podnoszących podatki. Zarzucił mu też „usługową postawę” wobec rządu. Jego zdaniem był on prezydentem drugiego planu, bardziej „technicznym” niż dawny kandydat PiS na premiera Piotr Gliński. „Takim po prostu „wsi spokojna, wsi wesoła”, siedzę sobie z boku, nie ingeruję i jakoś tak to leci” – mówił poseł Wipler.

Bronisław Komorowski podsumował swoją kadencję w pięciu blokach. To bezpieczeństwo, rodzina, konkurencyjna gospodarka, dobre prawo i nowoczesny patriotyzm. Podsumowując 5 lat rządów zwrócił uwagę, że to on stworzył model prezydentury otwarty na wszystkich obywateli.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/zbiorcza/to/dyd

źródło: stooq.pl

podobne: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. oraz: Komorowski ch… sałatki szkoda! czyli… rzeczy ważne i ważniejsze dla „mediów” z 18 grudnia. 6 pytań, które są zbyt proste by pozostać bez odpowiedzi ze strony prezydenta. i to: Komorowski w Nowym Sączu, czyli wybrał się władca na wycieczkę do miasta… a także: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów. polecam również: Wywiad z Grzegorzem Braunem kandydatem prawicy na prezydenta i skrót z programu politycznego. i jeszcze: Co z tym Korwinem czyli…”8 mitów i kłamstw o Korwinie” oraz: Czekoladowy „ożeu… i morze”. Co takiego „świętujemy” 2-go maja?

Zamiast mojego będzie komentarz z humorem autorstwa Dzień s Skrócie

BronKom podsumował swoją pierwszą kadencję. „Stworzyłem model prezydentury otwartej na obywateli”… Ile to obywatelskich projektów ustaw Pan Prezydent postanowił pomóc przeforsować? O ile pamiętam większość spłonęła w kominku czy przeszła przez niszczarkę. O ile nie wszystkie. Miał również celne spostrzeżenia: „wielką falę emigracji z lat 2005-2007 szczęśliwie mamy już za sobą”. Oczywiście! Rok 2007 skończył się 8 lat temu, więc obecni emigranci się do niej nie zaliczają. Geniusz, prawdziwy geniusz jak mawia Czerepach.

Ponadto dowiedzieliśmy się, że Dekoder opiera swoją prezydenturę na pięciu fundamentach: bezpieczeństwo (dlatego nie ma armii), rodzina (dlatego mamy ujemny przyrost naturalny), konkurencyjna gospodarka (co?), dobre prawo (i przyjazne urzędy skarbowe) i nowoczesny patriotyzm (ożeł morze!). To samo w sobie jest śmieszne…”  

🙂

Fragment audycji „Usłysz swojego prezydenta” w TOK FM, w której wziął udział Grzegorz Braun. Odnosi się on do ostatnich wydarzeń, a także odpowiada na pytania dotyczące jego postulatów wyborczych.

Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest.


1. „Dziennik Gazeta Prawna” Rzeczpospolita niskich płacJak GUS manipuluje statystykamiKluby za rozszerzeniem odwróconego VAT-u na telefony komórkowe i przenośne komputery

17.02.2015 (IAR) – W ciągu ostatnich 6 lat ponad dwukrotnie wzrosła liczba pracowników, którzy otrzymują minimalne wynagrodzenie – pisze „Dziennik Gazeta Prawna”.

Jak czytamy w gazecie, statystyki Głównego Urzędu Statystycznego nie pozostawiają złudzeń. W 2013 roku aż 436 tysięcy osób otrzymywało najniższą przewidzianą przepisami pensję. Od 2007 roku grono pobierających minimalne wynagrodzenie powiększyło się aż o 225 tysięcy osób.

Jak twierdzi Jakub Borowski, główny ekonomista banku Credit Agricole, zjawisko jest efektem tego, że wynagrodzenie minimalne rosło szybko, często szybciej niż przeciętne wynagrodzenie w całej gospodarce.

Z kolei profesor Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych twierdzi, że wzrost w statystykach związany jest z bezrobociem. To dlatego, że gdy jest ono wysokie, pracodawcy płacą zazwyczaj tylko tyle, ile muszą zgodnie z przepisami.

Więcej na ten temat – w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

podobne: Polak biedny bo musi się dzielić… z państwem

„Jak informuje portal niewygodne.info.pl, zgodnie z najnowszymi danymi GUS średnia płaca w Polsce w 2014 roku wynosiła 3783 zł brutto, czyli około 2700 zł netto. Jednak GUS do swoich wyliczeń uwzględnia płace tylko 8,8 mln Polaków pracujących w firmach zatrudniających powyżej 9 pracowników. Płace pozostałych 7 mln Polaków (prowadzących własną działalność, pracujących na umowach śmieciowych, okazjonalnie lub w firmach zatrudniających do 9 osób) nie są brane pod uwagę. Eksperci szacują, że gdyby te płace uwzględnić w statystykach, to przeciętne wynagrodzenie miesięczne w Polsce spadłoby do poziomu około 2700 zł brutto, czyli nieco ponad 1900 zł netto.

Oznacza to, że średnia płaca brutto w Danii jest prawie 8 razy wyższa, a w Luksemburgu ponad 7 razy wyższa niż w Polsce! Nawet średnie płace w bankrutującej Grecji są dwa razy wyższe! Także w Estonii czy Chorwacji zarobki są wyższe niż w pookrągłostołowej III RP.”

Źródło: niewygodne.info.pl

…Jedna uwaga. Umowami śmieciowymi są te gdzie zabiera się ludziom „składkę” na śmieciową emeryturę… Umowy cywilnoprawne pozbawione tego PODATKU to normalne umowy.

podobne: Jaka jest naprawdę „średnia” płaca w Polsce

18.02.2015 (IAR) – Wszystkie kluby za projektem ustawy, który rozszerza zastosowanie odwróconego VAT-u na telefony komórkowe, smartfony, tablety, notebooki, laptopy i konsole do gier. To kolejna, po stali i gazach cieplarnianych, grupa wyrobów od której kupujący, a nie sprzedający będzie odprowadzał podatek od towarów i usług.

Marcin Święcicki, sprawozdawca komisji finansów poinformował podczas drugiego czytania projektu w Sejmie, że uszczelni on system poboru podatku VAT w obszarach, gdzie dochodzi do szczególnie dużych nadużyć. Poseł dodał, że przyjęte rozwiązanie może jednak opóźnić płatności do Skarbu Państwa.

Jan Łopata z PSL wyraził żal, że podczas prac komisyjnych nie uwzględniono postulatu objęcia odwróconym VAT-em półproduktów z aluminium, cynku i ołowiu, tym bardziej, że zrobili to nasi sąsiedzi, Niemcy i Czesi. Poseł nie ma wątpliwości, że ten proceder oszustw związanych z VAT-em przeniesie się w związku z tym do naszego kraju. – Nie jestem pewien czy nie popełniamy błędu zaniechania – mówił poseł.

Ryszard Zbrzyzny z SLD podał dane z których wynika, że skala wyłudzeń podatku VAT jest niepokojąco wysoka. O ile w 2007 roku straty budżetu z tego tytułu wyniosły około 0,6 procent PKB, to już w 2013 roku osiągnęły poziom prawie 3 procent PKB. – Mniej więcej tyle ile wynosi deficyt budżetu państwa – mówił Zbrzyzny.

Podczas drugiego czytania rządowego projektu nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy – Prawo zamówień publicznych nie zgłoszono żadnych poprawek. Uchwalenie zmian w piątek, podczas porannego bloku głosowań.

iar/D.Zaczek/mitro/

podobne: Przywileje emerytalne rolników i górników oraz delegacje prokuratorów kosztują, więc rząd przyjął założenia do noweli ustawy o VAT. oraz: „Dziennik GP” – Firmy uderzone VAT-em. Ożywienie w gospodarce dusi przedsiębiorczość? i to: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę

…owszem pośle Łopata! To jest błąd zaniechania… Zaniechania w OBNIŻANIU opodatkowania, które gdyby było na odpowiednio niskiej wysokości to nikt by przed nim nie uciekał, bo by się to po prostu nie kalkulowało. Niski podatek i likwidacja „zwrotów”, zmniejszyłyby znacznie skalę problemu unikania opodatkowania i wyłudzeń (w drugim wypadku problem zniknąłby całkowicie). Wiadomo że w pierwszym wypadku nie w całości, bo złodzieje i kombinatorzy zawsze się znajdą, ale nie działoby się to na taką skalę jak obecnie. Tymczasem za własną pazerność państwo „płaci” podwójnie, znowu obarczając ducha winnych konsumentów (choć w zasadzie to i tak konsument płaci za wszystko co po drodze państwo sobie zabiera) … No ale w takich normalnych warunkach nie miałyby co robić te wszystkie urzędy od ścigania przestępstw podatkowych… No i poseł Łopata nie miałby się czym zajmować 😉 (Odys)

2. Sejm odrzucił projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatkuNAGRODY W RZĄDZIE 95 mln zł na nagrody w urzędach

„Za odrzuceniem projektu noweli ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych autorstwa Twojego Ruchu było 232 posłów, przeciwko 200, a 3 wstrzymało się od głosu. Za odrzuceniem projektu głosowały kluby PO i PSL. Przeciwni byli w zdecydowanej większości posłowie klubów PiS, SLD, KPSP i TR.

„Należy uznać, iż w najwyższym stopniu niemoralna i zarazem sprzeczna z elementarnym poczuciem sprawiedliwości społecznej jest obecna sytuacja, w której państwo pobiera daniny od dochodów, które nie pozwalają na pokrycie wydatków na żywność i opłaty za mieszkanie. Nie ulega więc najmniejszej wątpliwości, iż obecne regulacje określające wysokość kwoty wolnej od podatku wymagają pilnej zmiany” – przekonywali autorzy inicjatywy.

Autorzy propozycji wyjaśnili, że chodzi o dochody nieprzekraczające kwoty, która wystarcza jedynie na pokrycie wydatków związanych z zaspokojeniem najbardziej podstawowych potrzeb życiowych.

Według definicji przyjętej przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych (IPiSS): „minimum egzystencji wyznacza poziom zaspokojenia potrzeb konsumpcyjnych, poniżej którego występuje biologiczne zagrożenie życia i rozwoju psychofizycznego człowieka”. Tym samym w Polsce można nakładać podatki na osoby żyjące w skrajnym ubóstwie.

Zgodnie z obecnymi przepisami nie podlegają opodatkowaniu dochody do kwoty 3091 zł, a tzw. kwota zmniejszająca podatek to 556,02 zł. W przypadku, gdy dochód podatnika jest niższy lub równa się 85 tys. 528 zł, wysokość naliczonego podatku jest równa różnicy 18 proc. dochodu i kwoty 556,02 zł. Od dochodu przekraczającego 85 tys. 528 zł płaci się 32 proc. podatek.

Autorzy propozycji wskazywali, że kwota 3092 zł jest ponad dwukrotnie niższa od dwunastokrotności minimum egzystencji w jednoosobowym gospodarstwie pracowniczym. Podawali, że zgodnie z danymi Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych w 2012 r. wysokość miesięcznego minimum egzystencji dla jednoosobowego gospodarstwa pracowniczego wynosiła 521,11 zł, co w skali roku daje kwotę równą 6253,32 zł…” (całość pod linkiem w tytule)

podobne: CBOS Polacy chcą bezpiecznego państwa, ale nie chcą płacić podatków. oraz: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. i to: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie.

„…W resorcie Grzegorza Schetyny (52 l.) na nagrody i premier w zeszłym roku rozdano około 26 mln zł. Okazuje się, co wynika z informacji otrzymanych przez nas z ministerstwa, że średnia miesięczna nagroda dla pracownika to 483,81 zł. A takich pracowników jest, jak mówi nam rzecznik resortu, około 4500. Co więcej, to właśnie w tym ministerstwie urzędnicy zarabiają najlepiej – średnia pensja, jak wynika ze stron rządowych, to ponad 7700 zł brutto. Szczodry jest także minister finansów, Mateusz Szczurek (40 l.). W jego resorcie na nagrody poszło ponad 17 mln zł, a średnia płaca jest niewiele niższa niż w MSZ – to ponad 7200 zł brutto.

Ponad 7 mln zł nagród i premii rozdano także w ministerstwie pracy, obrony narodowej i spraw wewnętrznych. Niewiele mniej, bo niemal 6,5 mln zł, swoim pracownikom dał w ramach nagród Janusz Piechociński (55 l.), szef resortu gospodarki.

Wydane z publicznych pieniędzy 95 mln zł bynajmniej nie zamyka wydatków rządu na nagrody i premie dla resortowych urzędników. Niektóre z 17 ministerstw wciąż nie ujawniły, ile środków z pieniędzy podatników, rozdały swoim pracownikom. A przecież obok pieniędzy z premii, nagród i „trzynastek”, ministerialni urzędnicy dostają bardzo często także bony na święta, różnego rodzaju karnety i miejsca na opłaconych kursach języków obcych.

Patrząc na stan naszej gospodarki i pensję minimalną – 1237 zł netto w 2014 r. – za którą żyją miliony Polaków, trudno odnieść wrażenie, że urzędnicy w ministerstwach zasłużyli na takie nagrody!…” (całość pod linkiem w tytule)

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz. oraz: „Dziel i rządź!” – nagrody urzędników. i to: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni. a także: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy.

„…Podczas konferencji politycy Partii KORWiN skomentowali budżetowy populizm premier Ewy Kopacz.

– Gdy wojsko je obiad, to najpierw jedzą żołnierze, a potem dopiero oficerowie – rozpoczął Janusz Korwin-Mikke. – A u nas panuje obyczaj, że pieniędzy może nie być, ale urzędnicy państwowi muszą je dostać. Otóż nie – urzędnicy państwowi powinni dostawać je jako ostatni!

Janusz Korwin-Mikke, kandydat Partii KORWiN na prezydenta RP, mówił:

– Druga sprawa jest taka, że mamy deficyt budżetowy. To, że mamy 20 miliardów więcej nie oznacza, że nie mamy deficytu, bo on jest i wynosi 47 miliardów złotych.(…). A pani Kopacz zapowiedziała, że zwiększy wypłaty dla budżetówki, czyli dla ostatniej grupy, która powinna dostawać te pieniądze.

Dodał także: Ja takiego budżetu jako prezydent RP nigdy nie podpisze, chcę, żeby było to jasne.

– Wczorajsze obietnice złożone przez panią premier Kopacz w Lublinie, że w 2016 roku odmrozi pensje w budżetówce to kiełbasa wyborcza, przed którą przestrzegałem, gdy nacjonalizowano OFE (…) – powiedział poseł Przemysław Wipler. – Mówiłem wtedy, że te pieniądze zostaną przejedzone na bieżące wydatki i że rząd będzie chciał kupić sobie kolejną kadencję za te środki. Pani premier Kopacz obiecała, że przychyli nieba urzędnikom za pieniądze, których nie ma, ponieważ jak mówił przed chwilą Janusz Korwin-Mikke, deficyt zaplanowany na ten rok w finansach publicznych wynosi 47 miliardów złotych. Szwecja wprowadziła zasadę konstytucyjną, że politycy nie mogą wydawać więcej pieniędzy, niż zbiorą w podatkach. Niemcy po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat mają zrównoważony budżet na poziomie federalnym(…).

Poseł Przemysław Wipler mówił:

W trudnej geopolitycznej i międzynarodowej sytuacji, w sytuacji zagrożenia, państwa, które mają długi, które pożyczają pieniądze, to państwa, które będą miały problemy z obsługą tych długów i z pożyczaniem pieniędzy na bieżące wydatki. Pani premier Ewa Kopacz prowadzi szkodliwa politykę (…).Obietnice spełnić będzie mogła dopiero po wyborach, ponieważ dopiero w listopadzie i w grudniu będzie miało miejsce uchwalanie tych ustaw. Mam nadzieje, ze Polacy nie poprą takiej nieodpowiedzialnej polityki, że pani premier Ewa Kopacz nie będzie wtedy premierem. I nie będzie możliwości spełnienia tych nieodpowiedzialnych, szkodliwych dla Polski obietnic…”

źródło: nczas.com

rys. Grzegorz Radziewicz

rys. Grzegorz Radziewicz

Żydzi (nie)są perfekcjonistami w robieniu rachunku sumienia innym. Janusz Korwin Mikke vs Szewach Weiss czyli… Jak rozmawiać z żydem bez postawy służebnej. Niemcy wypłacą renty i emerytury z tytułu pracy w getcie.


Na początek materiał filmowy. Ks. prof. dr. Waldemar Chrostowski: „Żydzi są perfekcjonistami w robieniu rachunku sumienia…innym”. Czyżby?

Otóż nie wszyscy są takimi perfekcjonistami 🙂 W zasadzie to w ogóle nie są! Wystarczy im w ślepia rzucić PRAWDĘ a cały ich „prefekcjonizm” rozlatuje się jak domek z kart (w czym nota bene wyspecjalizował się sam Ks. prof. Waldemar Chrostowski za co dzięki mu wielkie!). To tylko strach przed polemiką z nimi na ten temat czyni ich „perfekcjonistami”, ale są na szczęście ludzie którzy wiedzą jak z żydami rozmawiać 😉 a oto przykład: „Bez pardonu”:  Janusz Korwin Mikke vs Szewach Weiss, Polscy Żydzi, Imperializm Rosji.

JKM wypunktował cwaniaka i to jeszcze jak!

Rzucił jak świni w ślepia i żydokomunę i „specyficzne” podejście żydów zarówno do własnego męczeństwa jak i dojenia polskiego narodu przez naród żydowski. Nie zabrakło też pięknej szpili o nacjonalizmie (a w zasadzie szowinizmie bo nacjonalizm nie jest niczym złym – dopiero narzucanie się innym narodom jest fatalne) żydowskim na zajmowanych przez Izrael terenach w Palestynie… I Weissa zatkało! 🙂 Jedyne co potrafił wydukać to jakieś „procenty” winnych  za to czy za tamto (sam nie wiedział jak to nazwać). Aż w końcu z głupia frant ułapił się jak pijany płotu tego, że kochanka JKMa była „niemoralna” mówiąc o genezie powstania Izraela w sposób mało poprawny ideologicznie (traktując martyrologię żydów przedmiotowo), choć sam wcześniej przyznał że gdyby nie II WŚ to Izraela by nie było 🙂 No majstersztyk samozaorania… (zważywszy nie na fakt dokonany, a na instrumentalne traktowanie przez Pana Weissa holokaustu, z którego żydzi nikomu nie pozwalają żartować, ani go deprecjonować a już nie daj Boże z nim konkurować!)

Nie trzeba świni chlastać lancetem na żywca żeby wszyscy zachwycali się rzezią. Wystarczy ją subtelnie w odpowiednim miejscu nakłuć a sama się wykrwawi (i efekt końcowy ten sam). JKM potrafił to zrobić z wielką kulturą, tak że cwaniak Weiss nie potrafił nic wydukać na swoją obronę…

W rozmowie poruszono wszystkie najważniejsze dla Polski w jej „nieszczególnych” relacjach z Izraelem (a raczej żydami jak słusznie zauważył JKM) kwestie – od roszczeń majątkowych, po oskarżenia o antysemityzm. Uważam że JKM zdał ten egzamin z obrony polskich interesów i dobrego imienia na mocne 4 (ale to tylko moje zdanie) zwracając na dodatek istotną uwagę na rolę socjalizmu w żydowskim planie „kulturowo-religijnym”. Socjalizm którym zaczadzonych jest co najmniej 90% wyborców w Polsce, którzy od 25 lat wybierają do władzy ciągle socjalistów, przez co Polska znajduje się niezmiennie od 1945 roku pod okupacją ŻYDOKOMUNY właśnie. Warto więc wiedzieć nie tylko pod czyją (ze względu na „pochodzenie” owych władców) okupacją znajduje się „nasz nieszczęśliwy kraj”, ale trzeba nam umieć prawidłowo nazwać ideę którą jak mówi barwnie Pan Michalkiewicz stręczą nasi „umiłowani przywódcy” swojemu „tubylczemu narodowi” (utrwalając ją USTAWOWO w życiu społeczno-gospodarczym). Znając główne przesłanie tej idei (ogólnie noszącej miano „sprawiedliwości społecznej” w wydaniu marksistowskim i kroczącej za nią „tolerancji” dla antykultury  „nowoczesnego człowieka”) łatwiej będzie nam „od rzemyczka do koniczka” po samym tylko słowie, złapać ich „in flagranti”, i rozpoznać bez potrzeby zaglądania w rozporki (czego żaden przyzwoity i potrafiący czytać ze zrozumieniem Polak robić nie powinien – chyba że lubi się babrać w cudzych majtkach 😀 zamiast się nimi brzydzić) bo nie zawsze w tych rozporkach czegoś brakuje. Nie wszyscy też nazywają się Szewach Weiss! (i co wtedy detektywie?). Kierując się tylko pochodzeniem wpada się bowiem czasem w „paszportową” pułapkę, tracąc tym samym na wiarygodności i obiektywizmie „teorii”, która mówi o tym że „za wszystkim stoją…oni” (co nie znaczy że nie stoją 😉 ale nie tylko „oni”, bo wielu „patriotów” nie będąc „nimi” kocha się w tym czym „oni” się kierują a czym zadżumili ponad 90% wyborców w Polsce). Innym niepożądanym efektem ubocznym jest wrzucanie tym samym do jednego wora również tych żydów, którzy nigdy Polsce w niczym nie uchybili a nawet krew kiedyś za nią przelali (że tacy byli to chyba należy im się dobre słowo ponad to jedno że urodzili się żydami). „Dobry czerwony to martwy czerwony” mawia JKM i warto się tym kierować bez względu na to czy ten czerwony to żyd, czy rosjanin, czy też białorusin, ukrainiec czy może polak (tak tak!) – wszyscy oni kiedyś stanowili jedną Wielką Rzeczypospolitą żyjąc pospołu jak brat z bratem póki nie rozpanoszyła się „demokracja szlachecka” a wraz z nią kupczenie interesem Polski i jurgiel.

Słowem – należy się JKMowi uznanie za tę rozmowę, bo nikt przed nim w tak krótkim czasie i w takim stylu nie wytknął żydom NA WIZJI (w dyskusji z ich jakby nie patrzeć „guru”) tak konkretnie tylu prawd o ich koślawym stosunku do nas (a nawet do samych siebie – „naród wybrany” co Boga chce rozliczać, za ten sam holokaust „dzięki” któremu jak sami o tym mówią powstało państwo Izrael 🙂 )…

Czemu jednak dopiero JKM się odważył rozmawiać z żydem z podniesioną głową? Czemu do tej pory nikt nie potrafił w ten sposób dyskutować z Weissem w Polsce?… Czemu jeden z drugim „patriotą” (czy z rządu czy z opozycji) albo ich ciągle za coś przeprasza (i to za każdym razem!), albo nie potrafi słowa prawdy wydukać o ich szowinizmie, a na słowo „Jedwabne” czy „antysemityzm” przyjmują postawę klęczącą z wypiętym pod bat grzbietem? Czemu nikt z władz i opozycji nie potrafi bronić Polski tak jak to zrobił JKM w tym krótkim (szkoda że więcej czasu nie mieli) dialogu, gdzie postawiona została tama dla fałszowania wizerunku Polski której tak wiele żydzi zawdzięczają. Czemu zamiast odważnego stawiania tej tamy, „polski” rząd i opozycja wolą schować się za poprawnością polityczną, a ich jedyną reakcją „obronną” jest budowa temu szowinizmowi pomnika w Polsce, w postaci muzeum (za pieniądze Polaków), albo stanie na straży dołów w Jedwabnem gdzie wstrzymano ekshumację żeby się świat nie dowiedział co się tam naprawdę stało?

JKM jak na swoje kompetencje spisał się na prawdę nieźle. Doceńmy to, bo NIKT przed nim nie potrafił tego dokonać.

…Odys

PS. na koniec chciałem zwrócić uwagę na sam program w którym toczyła się dyskusja. Podoba mi się jego konwencja jak i duża kultura prowadzącego, który umiejętnie prowadzi dyskusję zadając pytania adekwatnie do jej rozwoju. Sam jednak głosu nie zabiera, a jak już tylko po to by ją rozwijać w interesującym kierunku. Nie przeszkadza przy tym rozmówcom, nie przerywa, nie dokłada swoich trzech groszy, nie prowokuje głupimi pytaniami czy personalnymi wtrętami, rozdziela głos między dyskutantów w miarę sprawiedliwie.

Nie wiem czy w tym programie dyskusja przebiega zawsze tak jak tu mogłem zobaczyć, ale w porównaniu do tego co się wyrabia w programach „publicystycznych” na TVNie, Polsacie czy w „publicznej” których się po prostu nie da oglądać ze względu raz – na tendencyjną propagandę w której uczestniczą sami dziennikarze „prowadzący” będący często napastliwymi chamami (lub chamkami)… a dwa – zaproszeni goście to często miernoty intelektualne uprawiające nachalną propagandę partyjną, albo agresywni krzykacze rzadko kiedy kierujący się w „dyskusji” czymś innym jak negatywnymi emocjami i pogardą dla adwersarza… to ten program w porównaniu do tego o czym napisałem jest po prostu wzorem. Tak trzymać.

podobne: Najwyższy Czas!: „W ostatnim „Do Rzeczy” całkiem od rzeczy pisze Szewach Weiss…”. Robert Cisek o antysemityzmie. oraz: Fikcja kontra fakty czyli: „Obywatel” Stuhr i jego paranoidalna wizja „polskiego” antysemityzmu, „Króle Srule i koszerna husaria”, Ziemkiewicz o „antysemityzmie” Dmowskiego. i to: Michalkiewicz wyprorokował: Emerytury dla ocalałych z Holocaustu czyli… Przełom i wyłom w polskiej kasie „Zespołu HEART”. a także: Podpatrzone na Interii: „Janusz Korwin Mikke to ostatnia deska ratunku komunistycznej bezpieki” (ale nie tak jak to sobie wyobrażają PISiaki). polecam również: „CBOS: spory wzrost poparcia dla Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego” i to: Stanisław Michalkiewicz o POPISowej „służbie Polsce” za 54 „partyjne” miliony (i zegarek) a wszystko na poczet 60 mld dolarów jakie „sprawiedliwi wśród narodów świata” według Schetyny są winni Żydom.  oraz: JKM spełnił swoją pierwszą obietnicę i spoliczkował Michała Boniego. Co na to „Polski Kodeks Honorowy”? a także: JKM: Rządzą nami idioci – lewicowi intelektualiści. Odtrudką – KNP

PS II …Renty i emerytury za pracę w getcie

08.12.2014 (IAR) – Niemieckie renty i emerytury z tytułu pracy w getcie będą mogły być transferowane dla osób zamieszkałych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Powiedział o tym Informacyjnej Agencji Radiowej dyrektor Robert Wójcik z Departamentu Koordynacji Systemu Zabezpieczenia Społecznego w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej.

Umowa w tej sprawie między sekretarzem stanu w Federalnym Ministerstwie Pracy Gabriele Losekrug-Moller i ambasadorem Niemiec w Warszawie Rolfem Wilhelmem Nikelem a wiceministrem pracy Markiem Buciorem podpisana została 5 grudnia w Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie.

Dyrektor Wójcik podkreślił, że umowa dotyczy rent niemieckich dla osób zatrudnionych w dawnych gettach. Jest to więc świadczenie przewidziane dla osób poszkodowanych przez III Rzeszę, które zmuszone zostały do przebywania na terenie gett i wykonywali tam pracę. Ze świadczeń mogą skorzystać osoby, które dotychczas nie otrzymały świadczeń ze strony niemieckiej a także rodziny poszkodowanych.

Dyrektor Wójcik zaznaczył, że proces ratyfikacji umowy zawartej z Niemcami musi nastąpić jak najszybciej, gdyż około 500 jeszcze żyjących osób, które w getcie pracowały oczekuje na wejście w życie nowych postanowień.

Według dyrektora Roberta Wójcika, zatwierdzenie i ratyfikacja umowy nastąpi w maju przyszłego roku. Po jej wejściu w życie, osoby uprawnione będą mogły złożyć wnioski w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, a ten przekaże je do odpowiednich instytucji niemieckich.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Elżbieta Łukowska/dj

Żydzi