KE rozpoczęła procedurę przeciw Niemcom ws. płacy minimalnej. Niemieckie firmy zadowolone z inwestycji w Polsce. USA na „szybkiej ścieżce” negocjacyjnej TTIP i TTP. Rekordowy poziom nierówności między najbogatszymi a najbiedniejszymi.


1. KE rozpoczęła procedurę przeciw Niemcom ws. płacy minimalnejNiemieckie firmy zadowolone z inwestycji w Polsce.

PAP – Świat 19 Maj 2015, 16:42 Bruksela (PAP) – Komisja Europejska wszczęła we wtorek procedurę o naruszenie unijnego prawa przeciwko Niemcom w sprawie stosowania przepisów o płacy minimalnej w sektorze transportu. Zdaniem KE przepisy te ograniczają swobodę świadczenia usług i przepływ dóbr na rynku UE.

Decyzja zapadła na posiedzeniu w Strasburgu. Komisja postanowiła wysłać do Berlina wstępne upomnienie, co jest pierwszym etapem procedury o naruszenie prawa UE. Niemcy mają dwa miesiące na udzielenie Komisji odpowiedzi. Procedura ta może w ostateczności skończyć się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, jeśli Niemcy nie usuną uchybienia.

W komunikacie KE zaznacza, że w pełni popiera wprowadzenie w Niemczech ustawowej płacy minimalnej. „Komisja uważa jednak, że zastosowanie ustawy o płacy minimalnej do wszystkich operacji transportowych na terenie Niemiec ogranicza w nieproporcjonalny sposób swobodę świadczenia usług i wolny przepływ dóbr” – poinformowała KE.

Komisja ocenia, że nieuzasadnione jest w szczególności wymaganie płacy minimalnej w przypadku przewozów tranzytowych oraz „niektórych operacji transportu międzynarodowego”, gdyż „tworzy to nieproporcjonalne bariery administracyjne, które uniemożliwiają właściwe funkcjonowanie rynku wewnętrznego”. „Komisja uważa, że dostępne są bardziej proporcjonalne środki, które zagwarantują ochronę socjalną pracownikom i zapewnią uczciwą konkurencję, a jednocześnie pozwolą na swobodny przepływ usług i dóbr” – oceniła KE.

Komunikat nie precyzuje, co dokładnie kryje się pod określeniem „niektóre operacje transportu międzynarodowego”. Według źródeł w przypadku kabotażu płaca minimalna może być wymagana.

W styczniu br., po interwencji Polski i kilku innych krajów, Komisja Europejska zwróciła się do Niemiec o wyjaśnienia w sprawie nowych przepisów o płacy minimalnej, z których wynika, że także zagraniczni kierowcy ciężarówek przejeżdżający przez Niemcy tranzytem mają otrzymywać minimalne wynagrodzenie w wys. 8,5 euro za godzinę. Berlin zawiesił stosowanie swych przepisów do czasu wyjaśnienia sprawy z KE, utrzymuje jednak, że nowe regulacje są zgodne z unijnym prawem.

Polskę, która ma drugą największa flotę samochodów ciężarowych w całej UE, taka interpretacja niemieckich przepisów uderza szczególnie mocno. Firmy z naszego kraju, a także innych państw Europy Wschodniej, mogą konkurować ze swoimi zachodnimi odpowiednikami niższymi stawkami dla kierowców.

W marcu w Polsce oraz w Brukseli odbyły się protesty firm transportowych przeciwko niemieckim przepisom. Narzekają one nie tylko na wysokość stawek, które Niemcy chcą im narzucić, ale też na obciążenia biurokratyczne, wiążące się m.in. z tłumaczeniem dokumentów dotyczących pracowników na język niemiecki.

Komisarz UE ds. rynku wewnętrznego Elżbieta Bieńkowska oceniła niedawno w Parlamencie Europejskim, że sprawa niemieckiej płacy minimalnej „mogłaby zniszczyć jednolity rynek”. „Tu nie chodzi o płacę minimalną, my w Komisji Europejskiej jesteśmy wielkimi zwolennikami płacy minimalnej. Ale ta sprawa dotyczy dodatkowych obciążeń biurokratycznych dla zagranicznych firm, które działają na niemieckim rynku w sektorze transportu. To sprawa dotycząca jednolitego rynku” – powiedziała Bieńkowska na spotkaniu z komisją PE ds. rynku wewnętrznego.

Z Brukseli Anna Widzyk (PAP) awi/ agy/ kar/

podobne: Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec) oraz: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny)

PAP – Biznes 23 Maj 2015, 9:50 Warszawa (PAP) – Polska należy do najatrakcyjniejszych miejsc do inwestowania w Europie Środkowo-Wschodniej. Z badania wynika, że 96 proc. niemieckich firm zainwestowałoby w Polsce ponownie – przekonuje szef Zrzeszenia Niemieckich Izb Przemysłowo-Handlowych (DIHK) dr Eric Schweitzer.

Schweitzer odwiedził Polskę w związku z obchodami 20-lecia Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej. Jak mówił, od czasu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej polsko-niemieckie relacje handlowe nabrały impetu, podobnie jak inwestycje. „Stabilne stosunki gospodarcze pomiędzy Polską a Niemcami są wyrazem dobrej współpracy obydwu krajów. W ubiegłym roku osiągnęły one nowy rekordowy poziom 87 miliardów euro. Polska zalicza się do dziesięciu czołowych rynków eksportowych Niemiec, z kolei Niemcy są zdecydowanie najważniejszym partnerem handlowym Polski” – powiedział PAP.

Schweitzer podkreślił, że niemieccy inwestorzy są już obecni w Polsce od wielu lat. „Teraz do Polski wchodzą przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa niemieckie i są one zadowolone ze swoich decyzji inwestycyjnych. Przeprowadzona w Polsce ankieta Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej pokazuje, że 96 proc. firm zainwestowałoby w Polsce ponownie. Polska należy do najatrakcyjniejszych miejsc do inwestowania w Europie Środkowo-Wschodniej” – mówi.

Pytany, jaki wpływ na sytuację gospodarczą jego kraju będzie miało negocjowane obecnie Transatlantyckie Porozumienie Handlowo-Inwestycyjne (TTIP) odpowiada, że Niemcy – jako kraj eksportujący – mają wysokie oczekiwania wobec tej umowy. „USA są dla Niemiec największym rynkiem eksportowym poza UE, z jeszcze większym potencjałem – zatem zniesienie barier handlowych da tu wyraźny efekt. TTIP powinno przy tym pomóc przede wszystkim średnim firmom. Podmiotom gospodarczym chodzi na przykład o zniesienie przymusu podwójnej certyfikacji pomimo jednakowego poziomu ochrony, czy też o uproszczenie procedur celnych. Poza tym USA są dla Europy strategicznie ważnym partnerem w kształtowaniu światowej gospodarki jutra” – mówił.

W ocenie Schweitzera obecnie sytuacja na niemieckim rynku pracy jest dobra – zatrudnienie wysokie, jak nigdy dotąd. „Płaca minimalna pozostawi wprawdzie swoje ślady. Jej wprowadzenie nastąpiło w czasie, w którym rynek pracy funkcjonuje dobrze. Dlatego nie zaobserwowaliśmy dotąd żadnych negatywnych efektów, które w większym stopniu wpływałyby na zatrudnienie. Szczególnym obciążeniem dla firm jest biurokracja i niepewność prawa. Odczuli to już również polscy przewoźnicy w odniesieniu do przejazdów tranzytowych przez Niemcy, chociaż Unia Europejska jeszcze bada tę sprawę” – wskazał.

We wtorek Komisja Europejska wszczęła procedurę o naruszenie unijnego prawa przeciwko Niemcom w sprawie stosowania przepisów o płacy minimalnej w sektorze transportu. Decyzję KE z zadowoleniem przyjął resort infrastruktury i rozwoju. Decyzja zapadła na posiedzeniu w Strasburgu. Komisja postanowiła wysłać do Berlina wstępne upomnienie, co jest pierwszym etapem procedury o naruszenie prawa UE. Niemcy mają dwa miesiące na udzielenie Komisji odpowiedzi. Jeśli Niemcy nie usuną uchybienia, procedura ta może w ostateczności skończyć się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.

Jak dodaje, również Niemcy odczuły skutki konfliktu z Rosją. „W roku 2014 niemiecki eksport do Rosji spadł o około 18 procent, co wiąże się również z wprowadzeniem sankcji. Zresztą sama rosyjska gospodarka znajduje się w ciężkiej sytuacji z powodu braku modernizacji, słabego rubla, wycofywania się kapitału z Rosji i niskich cen ropy naftowej. Niemieckie przedsiębiorstwa próbują wyrównać te straty na innych rynkach świata” – powiedział.

Od 20 lat RFN pozostaje pierwszym partnerem handlowym Polski. Jak informuje polski resort gospodarki, udział Niemiec w polskim eksporcie ogółem przekroczył w 2014 r. 26 proc. i odpowiednio 22 proc. w imporcie. Obroty handlowe w 2014 r. rosły bardzo dynamicznie – polski eksport powiększył się o ponad 9 proc., osiągając historycznie najwyższą wartość. Polski import wzrósł odpowiednio o prawie 7 proc.

Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego Niemiec eksport do Polski stanowił w 2013 roku 3,9 proc. niemieckiego eksportu, co sytuowało nasz kraj na 9 pozycji wśród głównych niemieckich odbiorców (za największymi gospodarkami UE, USA i Chinami, ale przed takimi dużymi gospodarkami jak Rosja, Hiszpania czy Turcja). Natomiast w łącznym imporcie niemieckim w 2013 r. import z Polski stanowił 4 proc., co dało nam 11. miejsce wśród głównych dostawców towarów do Niemiec.

Polska ma wysokie, dodatnie saldo handlu z Niemcami w wysokości ponad 6 mld euro. Warto zaznaczyć, że strona niemiecka wykazuje również w swoich oficjalnych danych dodatnie dla siebie saldo handlu z Polską, co wiąże się z zaliczaniem do swojego eksportu dostaw do Polski z krajów trzecich, odprawianych celnie na granicy UE w portach niemieckich.

W strukturze towarowej polskiego eksportu dominują części i akcesoria do pojazdów samochodowych, meble, silniki spalinowe, pojazdy samochodowe, miedź rafinowana, druty, aparatura odbiorcza dla telewizji, konstrukcje do budowy mostów i łodzie. Największy udział w imporcie mają maszyny i urządzenia mechaniczne, metale, pojazdy oraz tworzywa sztuczne, a w szczególności części i akcesoria do pojazdów samochodowych, pojazdy samochodowe, oleje ropy naftowej, części do silników, leki, wyroby walcowane i artykuły z żeliwa lub ze stali, okucia, maszyny i urządzenia mechaniczne. (PAP) luo/ son/

podobne: „Rzeczpospolita” – Niemcy skarżą się Brukseli na meble z Polski. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji

…Trudno nie być zadowolonym z inwestycji w kraju który nie posiada konkurencyjnej gospodarki a jego siła robocza wyemigrowała głównie pracować na niemiecką gospodarkę. Wszystko dzięki „unijnym” regulacjom, które są narzucane wszystkim naokoło, ale Niemcy mają je gdzieś. Trudno się jednak temu dziwić, skoro UE to ich projekt uczynienia z otaczających Niemcy gospodarek peryferyjnymi (dostawcą surowców, bądź produktów nisko przetworzonych) aby tylko nie zdechły i były rynkiem zbytu dla niemieckiej produkcji (Deutschland über alles! oraz: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców)… Odys

polecam również: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”.

2. USA – Senat zgodził się na „szybka ścieżkę” w negocjacjach handlowych.

PAP – Świat 23 Maj 2015, 4:02 Waszyngton (PAP) – Mimo sporych zastrzeżeń Demokratów, Senat USA przyjął w piątek ustawę, która wyznacza administracji Baracka Obamy priorytety w negocjacjach handlowych z UE oraz krajami Azji i Pacyfiku i przewiduje tzw. szybką ścieżkę aprobaty umów handlowych przez Kongres.

Ustawa uchwalona stosunkiem głosów 62:37 jest dużym zwycięstwem administracji i osobiście prezydenta Baracka Obamy, który od dłuższego czasu apelował o jej uchwalenie.

Ustawa, pod warunkiem, że uzyska jeszcze poparcie Izby Reprezentantów (gdzie napotka najprawdopodobniej na silny opór), znacznie ułatwi Obamie prowadzenie negocjacji handlowych, które są jednym z priorytetów jego drugiego mandatu w Białym Domu. Tymczasem do końca nie było wiadomo, czy ustawę poprą Demokraci, których większość podziela obawy związków zawodowych, że umowy handlowe, a zwłaszcza liberalizacja handlu z Azją, są zagrożeniem dla krajowej produkcji i miejsc pracy w USA.

Przyjęta w Senacie ustawa, o którą Obama apelował od ponad roku, zakłada, że po zakończeniu przez administrację USA negocjacji handlowych, Kongres będzie mógł w głosowaniu zaaprobować lub odrzucić umowę, ale nie będzie mógł już wnosić do niej poprawek. Bez takich gwarancji administracja miałaby znacznie mniejsze pole manewru w negocjacjach. Partnerzy nie chcieliby bowiem iść na ustępstwa, obawiając się, że Kongres i tak zmieni później to, co zostało ustalono z rządem USA.

Administracja USA prowadzi obecnie negocjacje dwóch dużych umów handlowych. Pierwsza to Transatlantycka Umowa o Wolnym Handlu i Inwestycjach z Unią Europejską (TTIP), która jak oceniają unijni dyplomaci w Waszyngtonie, jest wciąż na etapie dość „technicznych i mało zaawansowanych negocjacji”.

Znacznie bardziej posunięte, praktycznie już na ukończeniu są negocjacje w sprawie Umowy o Partnerstwie Transpacyficznym (tzw. TPP), która obejmuje, poza USA, 11 krajów Azji i Pacyfiku – Australię, Brunei, Kanadę, Chile, Japonię, Malezję, Meksyk, Nową Zelandię, Peru, Singapur i Wietnam – ale bez Chin. I to na tej umowie skoncentrowały się w ostatnim czasie dyskusje w Kongresie na temat potencjalnych negatywnych konsekwencji umów handlowych dla amerykańskich pracowników. Demokraci wskazywali, że na skutek liberalizacji handlu i przenoszenia przedsiębiorstw za granicę amerykański sektor przemysłowy stracił 5 mln miejsc pracy od 1994 roku.

Ostatecznie, po intensywnych rozmowach w ostatnich dniach, administracji USA udało się przekonać Demokratów do poparcia ustawy o szybkiej ścieżce.

Obama obiecywał im, że „podpisze tylko taką umowę, która pomoże zwykłym Amerykanom”. Zgoda na „szybka ścieżkę”, nie daje mu jednak żadnych gwarancji, że uzyska niezbędną większość na akceptację już wynegocjowanych umów handlowych. Część parlamentarzystów domaga się, by w umowie TTP przyjąć zapisy umożliwiające karanie partnerów handlowych USA, którzy „manipulują walutami” (chodzi o rzekome sztuczne utrzymywanie niskiego kursu wymiany swojej waluty na dolary, by uczynić swój eksport bardziej opłacalnym).

Paradoksalnie Obama może w sprawie umów TTP,czy TTIP liczyć bardziej na opozycję, gdyż Republikanie są tradycyjnie partią bardziej prorynkową i przychylną umowom o wolnym handlu. Ale znacznie więcej uwagi, zarówno administracja jak i Republikanie, poświęcają umowie z Azją, a nie umowie z UE.

Wielu obserwatorów, w tym także unijni dyplomaci w Waszyngtonie, przyznaje, że prace nad umową TTIP z UE są wciąż na etapie „technicznych i mało zaawansowanych negocjacji”. Powątpiewali więc, by Obamie udało się do końca kadencji sfinalizować negocjacje z UE uwagi na piętrzące się trudności.

W UE wiele kwestii wywołuje społeczne wątpliwości, jak np. mechanizm rozwiązywania sporów na linii inwestor – państwo, czy sprawa żywności modyfikowanej genetycznie (GMO), w tym np. przemysłowych metod hodowli kurczaków i obecności hormonów wzrostu w wołowinie. Z kolei USA, które liczą na znaczny wzrost importu swych towarów rolnych, wykluczają, by umowa handlowa z UE mogła nie obejmować rolnictwa.

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP) icz/ jm/

…Amerykanie przyspieszają wiązanie ze sobą gospodarczo Europy, bo Chiny również na tym kierunku przyspieszają (o czym więcej tu: Jacek Bartosiak i geopolityka: Niemcy-Chiny-Rosja-USA) w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku. Widać jednak że ważniejszy kierunek to Azja, gdzie USA umyśliła sobie oderwać od Chin ich naturalnych partnerów handlowych. Póki co Niemcy (w ramach UE) mają w czym wybierać 🙂 (Odys)

podobne: Katarzyna Śledziewska: Co przyniesie Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji? Umowa handlowa UE z USA to nowe ACTA? Trwają masowe protesty. KE: zielone światło dla 19 GMO. i to: Piąta runda negocjacji w sprawie Transatlantyckiego Partnerstwa Handlowego i Inwestycyjnego (TTIP), czyli umowy o wolnym handlu między UE a USA. oraz: Kolejny etap globalizacji. W 2014 r. zacznie powstawać projekt ws. strefy wolnego handlu UE-USA

3. OECD: Pogłębia się rozwarstwienie między biednymi a bogatymi.

PAP – Świat 21 Maj 2015, 15:37 Paryż (PAP/AFP,AP,Media) – Pogłębia się przepaść między biednymi a bogatymi – wynika z najnowszego raportu OECD. W 34 krajach członkowskich organizacji najbogatsze 10 proc. ludności posiada 9,6 razy więcej niż najbiedniejsze 10 proc. Takie rozwarstwienie zagraża wzrostowi gospodarczemu.

Według raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), który opublikowano w czwartek w Paryżu, nierówności między najbogatszymi a najbiedniejszymi osiągnęły rekordowy poziom.

„Osiągnęliśmy punkt krytyczny. Nierówności w krajach OECD, jeszcze nigdy od kiedy zaczęliśmy je mierzyć, nie były tak duże” – powiedział sekretarz generalny organizacji Angel Gurria, prezentując raport u boku komisarz UE ds. zatrudnienia Marianne Thyssen.

Standardowa miara nierówności nie istnieje, ale większość wskaźników sugeruje, że podczas kryzysu finansowego tempo pogłębiania się nierówności spadło, natomiast obecnie znowu się zwiększa. Według raportu dzieje się tak, ponieważ w krajach o największych nierównościach występuje jeszcze głębsza przepaść w poziomie edukacji, co skutkuje mniej wykfalifikowana siłą roboczą.

Jednym z czynników, które składają się na rosnącą nierówność jest wzrost tzw. pracy niestandardowej, obejmującej umowy śmieciowe i samozatrudnienie. Według OECD od połowy lat 90. do 2013 roku ponad połowa wszystkich tworzonych miejsc pracy w 34 państwach członkowskich dotyczyła pracy niestandardowej. Gospodarstwa domowe zależne od takiej pracy wykazują wyższy wskaźnik ubóstwa niż pozostałe i to właśnie prowadzi do narastania nierówności. Jednocześnie ponad połowa zatrudnionych na umowach śmieciowych to ludzie poniżej 30. roku życia.

Ponadto systemy podatkowe i zasiłków są coraz mniej skuteczne pod względem redystrybucji dochodu.

Według raportu jednym z nielicznych obszarów, na których nierówności nie pogłębiały się w ostatnich 30 latach, jest Ameryka Łacińska, mimo że wyjściowy poziom nierówności był tam o wiele wyższy.

OECD podkreśla, że największe znaczenie dla zahamowania rozwarstwiania się społeczeństw ma aktywność skierowana na podnoszenie standardów życia najbiedniejszych grup ludności, zwłaszcza 40 procent najuboższych – twierdzi BBC.

Profesor Joseph Stiglitz, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2001 roku za analizę rynków z asymetrią informacji, powiedział BBC, że nierówności nie są wynikiem braku edukacji. „W ostatnich 15 latach widzimy, iż dochody nawet tych, którzy ukończyli szkołę wyższą, stoją w miejscu. Prawdziwym problemem jest to, że zasady gry są ułożone dla monopolistów, prezesów korporacji”.

„Obecnie prezesi dostają z grubsza 300 razy więcej niż zwykli robotnicy, a ten mnożnik wynosił niegdyś 20, 30. Żaden wzrost produktywności nie usprawiedliwia takiej zmiany relatywnego wynagrodzenia” – podkreślił Stiglitz.

Jak pisze AFP, dla zmniejszenia nierówności i stymulowania wzrostu OECD zaleca rządom promowanie w pracy równości między płciami, zwiększenie dostępności stabilnych miejsc pracy i zachęca do inwestowania w edukację i szkolenie.

Najwyraźniejsze nierówności w krajach OECD, mierzone współczynnik Giniego, występują w Chile (0,50), Meksyku (0,48), Turcji (0,41), USA (0,40) i Izraelu (0,38), a najmniejsze w Danii, Słowenii, Słowacji i Norwegii (0,25) oraz w Czechach (0,26). W Polsce współczynnik Giniego wyniósł w 2012 roku 0,30 i był niższy niż średnia dla krajów OECD, wynosząca 0,32.

Nierówności widać wyraźnie w wielkich rozwijających się gospodarkach, ale w niektórych krajach są one skutecznie redukowane, zwłaszcza w Brazylii – zaznaczono w raporcie.

Redystrybucja poprzez opodatkowanie jest również skutecznym sposobem na zmniejszenie nierówności – głosi raport i dodaje, że skuteczność mechanizmów redystrybucji w ostatnich dziesięcioleciach zmalała w wielu krajach. (PAP) klm/ ap/

…co za lewacki bełkot usprawiedliwiający lewicowe podejście do gospodarki… Na początek trzeba sobie powiedzieć że same nierówności nie są niczym złym. To naturalny skutek różnic jakie występują między ludźmi w ich zdolnościach, predyspozycjach i efektywności w pracy fizycznej oraz umysłowej. Problemem nie są nierówności ale brak efektu zrównoważonego rozwoju na wszystkich poziomach społecznych. Spora część ludzi jest po prostu pozbawiona partycypacji w bogaceniu się i to nie ze względu na brak wykształcenia bo przecież nie brakuje ludzi wykształconych żyjących w biedzie.

Bardziej pracowity i lepiej przystosowany umysłowo do pracy człowiek ma nie tylko prawo zarabiać więcej, ale ma również większe prawo do zajmowania eksponowanego i odpowiedzialnego stanowiska na rynku pracy. To właśnie tacy ludzie napędzają gospodarkę ciągnąc innych za sobą i tworząc miejsca pracy. Przecież to właśnie bogaci tworzą miejsca pracy! Skoro potrafili się dorobić to stanowią doskonały przykład na to że samemu można się dorobić (wystarczy naśladować ludzi sukcesu). Problem nie leży w samym istnieniu nierówności ale właśnie w ich sztucznym niwelowaniu (tzw. redystrybucji) która jest jawną niesprawiedliwością a ponadto jest nieefektywna i szkodliwa dla gospodarki a najbardziej dla najuboższych, ponieważ zaniża poziom rozwoju zrównując zdolnych i pracowitych z mniej zdolnymi i mniej pracowitymi. Środki przesuwane z efektywnych do nieefektywnych grup pracowników są po prostu przejadane i marnowane. Na dodatek często odbywa się to w sposób przymusowy i kosztowny za pośrednictwem aparatu państwowego który wycina sobie (przy pomocy podatków i „składek” na różnego rodzaju przymusowe fundusze jak zdrowotny czy emerytalny) z tego tortu cudzej pracy spory kawałek dla siebie tylko dlatego żeby resztę oddać w swoim mniemaniu pokrzywdzonym ludziom. Główną przyczyną nie są „umowy śmieciowe” czy samozatrudnienie (co za bzdura! żeby zarabianie na siebie wskazywać jako problem). Problemem pogłębiających się nierówności jest rabunkowa polityka państwa które tak naprawdę zabrane na „redystrybucję” pieniądze obywateli w części przeżera (na administrację), a w drugiej marnuje (na państwowe często nikomu niepotrzebne „inwestycje”) lub po prostu kradnie (korupcja i defraudacja).

Jedyna uwaga z którą się zgadzam to nadmierny rozrost różnego rodzaju monopoli. Tyle że ich powstawanie nie ma nic wspólnego z istnieniem nierówności jako takiej, a jest spowodowane interwencjonizmem państwowym który tworzy prawo chroniące pewne grupy interesów przed konkurencją – często właśnie pod pretekstem „wyrównania” jakichś szans na rynku, albo pod pozorem ochrony „strategicznych interesów”, uniemożliwiając tym samym normalną konkurencję która jest naturalnym mechanizmem antymonopolowym… Za pogłębianie się nierówności odpowiadają rządy i ich niekompetencja w tworzeniu takich a nie innych warunków prawnych dla prowadzenia biznesu.

Proszę zauważyć, że choć wśród krajów rozwiniętych największy odsetek ich władz stanowią rządy socjalistów – teoretycznie walczących o „sprawiedliwy podział dóbr”, to efekt ich polityki jest dokładnie odwrotny od deklarowanego, bo tak właśnie działa tzw. „redystrybucja”. Jest to tylko pretekst dla ordynarnego złodziejstwa a wytworzone w ten sposób skrajne nierówności wykorzystuje się do napuszczania biednych na bogatych. Polecam lekturę ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa a także: “Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli... (Odys)

podobne: OECD tnie prognozy gospodarcze (dla strefy euro o 1/3). oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i to: Szczyt (hipokryzji) w Petersburgu czyli… „G20″ o „stymulowaniu wzrostu gospodarczego” a także: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny.  polecam również: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne

Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.


1. Hiszpania apeluje do UE o walkę z nielegalną imigracjąMasowy napływ imigrantów do Włoch – kraj domaga się pomocy od Unii EuropejskiejUE zwołuje spotkanie ws. imigrantów

20.04.2015 (IAR) – Hiszpania apeluje do Brukseli o skuteczne działania w walce z nielegalną imigracją. Półwysep Iberyjski jest po Włoszech miejscem, do którego przybywa najwięcej imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Zdaniem hiszpańskiego rządu, odpowiedzialność za tych imigrantów powinna wziąć na siebie cała Unia Europejska, a nie tylko jej południowe kraje.

Miejscami najczęściej wybieranymi przez nielegalnych imigrantów są Ceuta i Melilla (czyt. melija) – hiszpańskie miasta na terenie Maroka, a także Andaluzja i Wyspy Kanaryjskie. W tamtejszych Ośrodkach Wsparcia przebywa 3-krotnie więcej osób niż jest tam przewidzianych miejsc. Na Morzu Śródziemnym zakończył się okres sztormów. Hiszpański rząd ostrzega, że dobra pogoda będzie teraz wykorzystywana przez mafie przemycające imigrantów. „Słowa już nie wystarczą, trzeba działać” – powiedział premier Mariano Rajoy. Dodał, że obowiązkiem Europejczyków jest zrobić wszystko, aby na Morzu Śródziemnym nie dochodziło do tragedii.

Ceute i Melillę miał odwiedzić dzisiaj Dimitris Awramopulos – unijny komisarz ds. imigracji, spraw wewnętrznych i obywatelstwa. Jednak po ostatniej katastrofie – utonięcia co najmniej 700 imigrantów – jego wizyta została przełożona.

Informacyjna Agencja Radiowa/Ewa Wysocka-Barcelona/em/

Trzeba to powiedzieć wprost – Włochy mają już dość migrantów z Afryki Północnej. W zeszłym roku do tego kraju poprzez drogę morską mogło przybyć nawet 200 tysięcy uchodźców a tegoroczne wskaźniki wyglądają bardzo niepokojąco.

W ostatnim tygodniu do Włoch przybyło aż 11 tysięcy osób. Kraj ocenia sytuację jako krytyczną i zaczyna sprzeciwiać się masowemu napływowi imigrantów. Niektórzy politycy twierdzą nawet, że w kraju po prostu nie ma już dla nich miejsca a łodzie wypełnione uchodźcami powinno się odsyłać z powrotem do ogarniętej wojną Libii.

Coraz częściej słychać oskarżenia ze strony Włoch, że Europa w ogóle nie reaguje na krytyczną sytuację i nikt nie chce udzielić pomocy temu państwu. Unia Europejska jak dotąd w żaden sposób nie pomogła a w przeszłości wyraziła nawet sprzeciw wobec planów, które zakładały ograniczenie masowej imigracji.

Z obecnych szacunków wynika, że w tym roku będzie jeszcze gorzej – do Włoch może przybyć nawet pół miliona imigrantów. Wygląda więc na to, że pozostają tylko dwa rozwiązania – albo Włosi przestaną przyjmować uchodźców z Afryki, albo Unia Europejska zaproponuje podzielenie się nimi wśród państw europejskich (zmianynaziemi.pl)

19.04.2015 (IAR) – Unia Europejska zwołuje nadzwyczajne spotkanie ministrów spraw zagranicznych i wewnętrznych w związku z tragedią na Morzu Śródziemnym. U wybrzeży Libii zatonął statek z około 700 imigrantami na pokładzie. Szefowa unijnej demokracji Federica Mogherini wezwała europejskie rządy do pomocy uchodźcom z Afryki, którzy próbują przedostać się do Europy w poszukiwaniu lepszych warunków życia. „Musimy wspólnie chronić życie ludzkie, chronić nasze granice i zwalczac nielegalny przemyt imigrantów” – powiedziała.

Francuski prezydent Francois Hollande wezwał do większego nadzoru na morzu, w obliczu – jak powiedział :”prawdopodobnie największej katastrofy w ostatnich latach”. W wywiadzie dla francuskiej telewizji podkreślił, że Unia musi działać w obliczu rosnącej liczby przypadków masowych utonięć imigrantów.

Pewna w tej chwili jest jedynie liczba 28 osób ocalonych. Według jednych źródeł tragedia miała miejsce 60 mil od Libii, według innych tylko 20, czyli jeszcze na libijskich wodach terytorialnych.

Na widok nadpływającej portugalskiej jednostki, pasażerowie kutra zgromadzili się na jednej burcie, w wyniku czego natychmiast wywrócił się on do góry dnem. Na pokładzie było co najmniej 700 osób, może nawet więcej.

W pierwszych komentarzach włoscy politycy winę za tragedię przypisują opieszałości Unii Europejskiej, która lekceważy wciąż problem nielegalnych imigrantów docierających do Włoch, a więc do Europy, droga morską.

W akcji poszukiwawczej uczestniczą włoskie służby przybrzeżne, marynarka wojenna Malty i statki handlowe.

Przez włoską wyspę Lampedusę, dziesiątki tysięcy imigrantów z Afryki próbuje się co roku przedostać do Europy. Najczęściej przemierzają oni morze zatłoczonymi, przestarzałymi statkami, które nie spełniają podstawowych wymagań bezpieczeństwa.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/afp/nyg

2. Wlk. Bryt.: Farage wini Camerona za tragedię na wodach Libii. Opinie: Borońska-Hryniewiecka o polityce imigracyjnej UEOpinie: Wilk – UE nie ma polityki imigracyjnej.

20.04.2015 (IAR) – Lider antyimigracyjnej brytyjskiej partii UKIP wini premiera Davida Camerona za ostatnią tragedię u wybrzeży Libii. Zdaniem Nigela Farage’a, obecną falę imigracji przez Libię i Morze Śródziemne uruchomiła brytyjsko-francuska pomoc w obaleniu pułkownika Kadafiego.

Nigel Farage wysunął ten zarzut w programie telewizji BBC, sprowokowany pytaniem, czy nawet w obliczu śmierci setek imigrantów nadal obstaje przy zamykaniu granic i sprzeciwia się wspólnej unijnej reakcji na ogólnoeuropejski problem. „To właśnie europejska reakcja stanowi przyczynę tego problemu. To fanatyzm Sarkozy’ego i Camerona doprowadził do bombardowań Kadafiego i całkowitej destabilizacji Libii. I trzeba uczciwie powiedzieć: to my bezpośrednio wywołaliśmy ten problem” – powiedział Farage. Statystyka potwierdza tę opinię o tyle, że w ostatnich latach rządów pułkownika Kadafiego umowa włosko-libijska istotnie ograniczała nielegelne rejsy przez Morze Środziemne.

Brytyjski wicepremier – liberał Nick Clegg – odparł atak Farage’a mówiąc, że nie wstydzi się interwencji przeciwko brutalnemu dyktatorowi. A konserwatywny wiceminister spraw wewnętrznych James Brokenshire uznał, że lider UKIP wykorzystuje tragedię do celów politycznych. Jednak Nigel Farage oświadczył również, że poprze przyjęcie „pewnej liczby uchodźców z Libii, zwłaszcza tamtejszych chrześcijan” dodając, że ich sytuacja stała się niezośna i nie mają się gdzie podziać.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

20.04.2015 (IAR) – W czwartek nadzwyczajny szczyt krajów Unii w sprawie imigracji. Po kolejnej tragedii uciekinierów z Afryki na Morzu Śródziemnym, politycy Wspólnoty będą zastanawiać się co zrobić ze zwiększającą się falą uchodźców z południa.

Unia potrzebuje solidarnej polityki imigracyjnej – podkreśla ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Karolina Borońska-Hryniewiecka. Następuje potrzeba „europeizacji” polityki azylowej, imigracyjnej, bezpieczeństwa – dodaje ekspert.

Jednym z pomysłów na zacieśnianie współpracy mogłoby być obowiązkowe przyjmowanie imigrantów przez kraje UE. Polska na razie nie deklaruje, czy przyjmie uchodźców z Afryki. Karolina Borońska-Hryniewiecka ocenia, że sprawa imigrantów z południa może być elementem transakcji wiązanej – kraje południa Europy mogą powiedzieć „nie” w sprawie przedłużenia sankcji wobec Rosji, jeśli kraje północy nie wykażą dobrej woli w sprawie imigrantów.

We wczorajszej katastrofie na Morzy Śródziemnym mogło zginąć 700 osób, choć według niektórych źródeł, to zbyt niskie szacunki.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Katarzyna Ingram/łp

20.04.2015 (IAR) – Unia Europejska nie ma żadnej polityki imigracyjnej – tak uważa Wojciech Wilk, prezes Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej i były wieloletni pracownik ONZ. Ministrowie spraw zagranicznych Unii Europejskiej zastanawiają się w Luksemburgu, w jaki sposób poradzić sobie z falą nielegalnych imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Wszystko po kolejnych przypadkach łodzi z migrantami, które toną na Morzu Śródziemnym. Wczoraj u wybrzeży Libii zginęło co najmniej 700 osób.

Wojciech Wilk mówi Polskiemu Radiu, że sytuację mogłaby poprawić wspólna polityka imigracyjna Unii Europejskiej, której w tej chwili nie ma. W ten sposób potencjalni migranci wiedzieliby, czy mają szanse znaleźć schronienie w Europie. „Taką politykę ma Kanada czy Stany Zjednoczone. To są dokumenty, które ułatwiają działalność instytucjom państwowym, a dla osób szukających osiedlenia się, są jasnym kryterium. Unia Europejska nie ma takiej polityki. Pomimo, że kryzys migrantów, przepływających przez Morze Śródziemne trwa 10 lat, taka polityka nie została wypracowana” – mówi ekspert.

Wojciech Wilk podkreśla też, że Unia powinna zaangażować się także w pomoc dla regionów, gdzie toczy się wojna. Jak mówi ekspert, trzeba w zdecydowany sposób walczyć z przemytem ludzi. „Unia Europejska powinna pomóc tym ludziom albo w tych krajach, gdzie toczą się konflikty albo w bezpośrednim sąsiedztwie, tak aby uchodźca z Libii mógł otrzymać pomoc w Tunezji, zamiast podejmować niebezpieczną podróż przez Morze Śródziemne. Transport migrantów jest całkowicie kontrolowany przez organizacje przestępcze lub organizacje, mogące być powiązane z ekstremistami islamskimi z Libii” – wyjaśnia Wojciech Wilk.

W sumie ocenia się, że tylko od początku roku w Morzu Śródziemnym utonęło co najmniej 1600 imigrantów.

Eksperci podkreślają, że wśród migrantów są głównie uchodźcy z Libii i Syrii, gdzie toczą się wojny albo osoby, które chcą uciec przed biedą w krajach afrykańskich.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/wcześn./pbp

3. UE – pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

15.04.2015 (IAR) – Problematyczne są dla Polski unijne pomysły dotyczące imigracji z Afryki. W przyszłym miesiącu Komisja Europejska przedstawi nową strategię, która ma pomóc Unii w rozwiązaniu palącego problemu. Od kilku lat na stary kontynent próbują się przedostać uchodźcy z afrykańskich państw, wstrząsanych protestami. Narzekają kraje Południa, które nie radzą sobie z falą imigrantów.

O solidarną odpowiedź wszystkich państw i przyjmowanie uchodźców u siebie apeluje Komisja Europejska. „Musimy zrozumieć, że bezprecedensowy napływ uchodźców to nowa sytuacja i musimy się do niej dostosować. Wzywam kraje członkowskie, by wykazały się solidarnością, decydując się na konkretne działania” – mówił w Parlamencie Europejskim komisarz do spraw imigracji Dimitris Awramopoulos.

Czy Bruksela będzie zmuszać unijne kraje do przyjmowania imigrantów? Polska na pewno się nie zgodzi. „Polska uważa, że może to nastąpić za zgodą rządu, a więc nic obowiązkowego, tylko dobrowolnie” – powiedziała europosłanka Barbara Kudrycka.

Pojawił się też pomysł, by liczba przyjętych w danym kraju imigrantów była uzależniona od liczby mieszkańców. To też się Polsce nie podoba. „Nam zależy na tym, aby bardziej brać pod uwagę zakres opieki socjalnej, poziom dochodu narodowego, a nie liczbę ludności, czy liczbę imigrantów” – podkreśliła europosłanka Barbara Kudrycka.

Uzależnienie liczby przyjętych imigrantów od liczby ludności w danym kraju spowodowałoby, że ten ciężar spadłby między innymi na Polskę, która wprawdzie duża, ale biedniejsza jeśli porównać ją z małą Austrią. Co ciekawe podobno to rząd w Wiedniu zaproponował, by brać pod uwagę wielkość, a nie zamożność kraju.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/mg

źródło: stooq.pl

podobne: „Islamizacja Europy” kontra „tchórzliwa brutalność” czyli „Problem, Reaction, Solution!” oraz: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”. i to: W tym ubóstwie jest metoda czyli… cynik9 o zaletach bycia niedorozwiniętym (gospodarczo) a także:  Cameron ostrzega przed ekstremizmem islamskim (będzie interwencja lądowa w Iraku?). Biskup Manchesteru wypomina władzom wojnę w Iraku, która pogorszyła sytuację chrześcijan na Bliskim Wschodzie.

Kordoniarze - Rafał Zawistowski

Kordoniarze – Rafał Zawistowski

Eurokołchoz: Z Grecji uchodzi powietrze. Tsipras prosi Junckera o pomoc. Najpierw reformy, potem pieniądze. Drukowanie euro osłabia tę walutę.


1. Tsipras prosi Junckera o pomocEurogrupa o Grecji: najpierw reformy, potem pieniądze.

06.03.2015 (IAR) – Grecji zaczyna brakować pieniędzy na wypłaty dla pracowników sfery budżetowej. Jak podają niemieckie media grecki premier Aleksis Tsipras poprosił w związku z tym o pilne spotkanie z szefem Komisji Europejskiej, ale Jean-Claude Juncker nie znalazł czasu na rozmowę.

Dziennik „Sueddeutsche Zeitung” podaje, że Tsipras chciał spotkać się Junckerem jeszcze dziś. Szef Komisji Europejskiej miał jednak odmówić. Politycy ustalili, że spotkają się dopiero po poniedziałkowym posiedzeniu eurogrupy. „Sueddeutsche Zeitung” nazywa postępowanie Tsiprasa niespotykanym wołaniem o pomoc w obliczy dramatycznej sytuacji finansowej jego kraju.

Wczoraj okazało się, że w lutym Grecja nie była w stanie wypłacić pensji wszystkim pracownikom budżetówki. Pieniędzy nie dostali niektórzy nauczyciele.

Gazeta dodaje, że Tsipras chce prosić Junckera o wsparcie w sprawie wypłaty Grecji reszty środków z ostatniego programu ratunkowego. Eurogrupa uzależnia wypłatę od tego jak konkretne i głębokie będą reformy gospodarcze proponowane przez Ateny.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/mg

09.03.2015 (IAR) – Ministrowie finansów strefy euro czekają na postępy we wprowadzaniu reform przez grecki rząd zanim zgodzą się na wypłatę nowych pieniędzy. Takie komentarze można było usłyszeć przed rozpoczęciem spotkania eurogrupy w Brukseli. Rządowi w Atenach kończą się środki finansowe i liczy na jak najszybszą pomoc ze strony międzynarodowych kredytodawców. Dotychczasowe działania greckiego rządu są jednak niesatysfakcjonujące.

Co Grecja musi zrobić, by otrzymać teraz część środków, które zostały jej obiecane w tym roku? „Musi zrealizować część zobowiązań” – tak na pytanie dziennikarzy odpowiedział irlandzki minister finansów Michael Noonan.

W podobny tonie wypowiadał się unijny komisarz ds. euro Valdis Dombrovskis. „Pozostaje jeszcze wiele do zrobienia, to co ostatecznie będzie się liczyć to skuteczne wywiązywanie się z podjętych zobowiązań” – powiedział Dombrovskis.

Grecki rząd przedstawił Brukseli pierwszą listę planowanych reform 2 tygodnie temu. Unijne instytucje uznały ją za ważny, pierwszy krok. Od tego czasu jednak – według szef eurogrupy Jeroena Dijsselbloema – nie dokonano większego postępu zarówno w kwestii implementacji reform jak i rozmów Grecji z międzynarodowymi instytucjami. „Nie możemy tracić więcej czasu, musimy zacząć poważnie rozmawiać” – powiedział minister. Tylko pozytywna ocena kredytodawców czyli Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego umożliwi wypłatę pieniędzy. Chodzi łącznie o ponad 7 miliardów euro.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/mcm/

źródło: stooq.pl

podobne: Eurokołchoz: Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromis, Niemcy mówią NIE. Trader21 o greckiej tragedii. W Hiszpanii Banki Żywności dla biednych. Finansowe kłopoty Włochów.  oraz: Nowy grecki rząd oszczędzać nie chce. Program Syrizy groźny dla budżetu ale jednocześnie mało realny. Obawa przed wzrostem fali ekonomicznego populizmu w Europie. Inwestorzy czekają na bieg wydarzeń.

2. Drukowanie euro osłabia tę walutę.

09.03.2015 (IAR) – W ciągu dwóch lat euro może kosztować tyle, co dolar – prognozuje główny ekonomista banku Pekao SA Marcin Mrowiec. Coraz niższy kurs europejskiej waluty to efekt między innymi rozpoczętego dziś tak zwanego drukowania euro przez Europejski Bank Centralny.

Marcin Mrowiec wskazuje, że efekty decyzji EBC było widać jeszcze przed rozpoczęciem programu, bo rynki zareagowały na samą zapowiedź wydarzenia.

Ekspert spodziewa się systematycznego spadku kursu euro. Zgadza się z prognozami, że w ciągu dwóch lat kurs euro może się zrównać z kursem dolara.

Zgodnie z zapowiedziami EBC, program skupu obligacji będzie trwał przynajmniej do 2016 roku lub do osiągnięcia inflacji na poziomie blisko 2 procent.

Średni kurs euro w Narodowym Banku Polskim wynosi dziś 4 złote i 12 groszy, dolara wyceniono na 3 złote 78 groszy, a franka szwajcarskiego na 3 złote i 85 groszy.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Arkadiusz Augustyniak/sk

komentarz cynika9:

„…Unia gnije nie tylko na zewnątrz ale przede wszystkim od środka. To właśnie, a nie nawet ukraiński worek bez dna, będzie tym co ją wykończy w obecnym kształcie.  ECB urządza właśnie 500 milionom ludzi w strefie euro ekwiwalent kotła podDebalcewem, przechodząc do hurtowego niszczenia waluty której używają. W tym miesiącu szef Mario Draghi zaczyna mianowicie swoje QE (quantitative easing). Przez półtora roku ma wydrukować z powietrza €1.1 biliona i skupić za to obligacje suwerenów, coś co jeszcze do niedawna uchodziło za  nie do pomyślenia. Prowadzić to będzie do zasadniczej deprecjacji „wspólnej” waluty, której wartość już spadła do $1.1, a jest  prawdopodobnie na drodze do $0.8,  jeśli jeszcze nie niżej.

Akcje Draghiego pokazują jak nisko EU już upadła, i jak euro-imbecyle niszczą resztki wiarygodności jaką mieli obiecując euro „silne jak DMarka”. Desperacki ruch ECB Draghiego niszczący wspólną walutę  odroczy jedynie egzekucję niezdolnego do życia, biurokratycznego tworu jakim jest EU.

Im prędzej do niej dojdzie tym lepiej. Gilotynę najpewniej  uruchomią Grecy…”

źródło: dwagrosze.com

podobne: ECB wyręcza FED i odpala własne QE. i to: Narodowy Bank Szwajcarii uwolnił Franka. NBP robi dobrą minę do złej gry. Ratunkiem dla frankowiczów może być sąd, albo upadłość. Komentarz Tradera21 (o potencjalnym dodruku przez ECB) oraz: Historyczny ruch ECB. Ujemne stopy procentowe pomagają zadłużonym na hipotekach. Kondycja gospodarki Australii. Zatrudnienie w USA. Globalna prognoza ekonomiczna. a także: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. polecam również: EBC rzuca koło ratunkowe. W UE strach przed eurosceptykami

arys. Andrzej Krauze

arys. Andrzej Krauze

Greckie zamieszanie, coraz trudniejsze negocjacje z „Troiką”, demonstracja poparcia dla rządu. Wiarygodność kredytowa Grecji obniżona.


Greckie zamieszanieCoraz trudniejsze negocjacjekilkutysięczna demonstracja poparcia dla rządu.

Wydaje się, że w ostatnim czasie sentyment na światowych giełdach dyktowany jest przez dwa wydarzenia. Jednym z niech jest cena ropy naftowej, która ma niebagatelne znacznie dla spółek surowcowych i cen ich akcji. Druga z kolei dotyczy losów Grecji, które potrafią się szybko i dynamicznie zmieniać.

Dzisiaj przed sesją oba te czynniki negatywnie wpływały na rynki. Cena ropy zniżkowała po wcześniejszym znacznym odreagowaniu, gdyż jej zapasy w USA dynamicznie rosną. Nadpodaż na tym rynku wciąż więc występuje i wywiera negatywną presję na ceny samej ropy oraz akcji spółek z nią kojarzonych. Z kolei w przypadku Grecji doszło do zaskakującego zwrotu akcji związanego z zaprzestaniem przez EBC przyjmowania greckich obligacji skarbowych jako zabezpieczenia pożyczek dla tamtejszych banków. Warto w tym miejscu przypomnieć, że z uwagi na śmieciowy rating tych obligacji, EBC niejako z definicji nie powinien ich uznawać za wiarygodne zabezpieczenie, ale dotychczas robił to bazując na specjalnie przygotowanej uchwale. Teraz postanowił inaczej, co uważać można za groźbę skierowaną wobec nowych władz w Atenach, aby Ci nie obiecywali sobie zbyt dużo po ustępstwach Troiki. Hellada miałaby więc złagodzić swoje stanowisko negocjacyjne. Inwestorzy musieli na tego typu doniesienia zareagować negatywnie, gdyż lekko wzrosło prawdopodobieństwo „Grexitu” , czyli opuszczanie przez Grecję strefy euro. Nie jest ono jednak duże, podobnie jak samo nieprzyjmowanie przez EBC obligacji jako zabezpieczenia nie stanowi dla banków ogromnego problemu z uwagi, że dotychczas chętniej finansowały się one awaryjną linią kredytową dostępną w lokalnym banku centralnym, która pozostaje dostępną. Samo zamieszanie na chwilę obecną jest więc burzą w szklance wody, choć oczywiście może mieć swoje dalekosiężne konsekwencje. Te jednak zależą od decyzji polityków, a nie EBC… (Łukasz Bugaj – DM BOŚ)

DM BOŚ – Biznes 5 Lut 2015, Powietrze z greckiego balona ulatuje dość szybko – jeszcze dwa dni temu inwestorzy byli zadowoleni faktem, że Grecy chcą rozmawiać o swoim zadłużeniu, nie zważając na fakt, że forsowane przez nich propozycje zostały przyjęte przez europejskich polityków z pewnym dystansem. To wszystko wpisuje się w element trudnych negocjacji, gdzie obie strony mogą skorzystać z różnych narzędzi. W zeszłym tygodniu greccy politycy wpierw próbowali dać do zrozumienia, że nie podoba im się pomysł nałożenia nowych sankcji przez UE na Rosję (później się z tego wycofali, podobnie jak też starali się dementować możliwość pozyskania finansowania z Moskwy). Później głośno sprzeciwiali się dotychczasowej formule inspektorów z Troiki, zapowiadając, że ci „panowie” nigdy już nie wjadą do Aten, a także grozili zerwaniem negocjacji ws. wydłużenia w czasie programu pomocowego. Jednak w kolejnych dniach zaczęli łagodzić stanowisko, co mogłoby świadczyć o słabości ich pozycji w negocjacjach. Wprawdzie europejskim politykom nie byłby na rękę scenariusz Grexitu, ale to Grekom czas biegnie szybciej. Program pomocowy wygasa z końcem lutego, a w kolejnych miesiącach trzeba spłacić grube miliardy euro z dotychczasowego zadłużenia. Tymczasem Syriza próbuje od nowa zdefiniować grecki problem i zastosować wobec niego niesprawdzone gospodarcze rozwiązania – w ostatnich komentarzach pisałem, że pomysł na obligacje perpetual oparte o wzrost gospodarczy to ukryta forma „strzyżenia” pożyczkodawców. Stąd też teraz przyszedł czas na „kontr-atak” z drugiej strony. Wczorajsza decyzja Europejskiego Banku Centralnego, który od 11 lutego zawiesi akceptowanie greckiego długu jako zabezpieczenia pod finansowanie udzielane greckim bankom, to mocny argument w negocjacjach. Teoretycznie takie ryzyko mogło zaistnieć dopiero w końcu lutego, gdyby program pomocowy nie został przedłużony. Tymczasem ECB już teraz podał, że ma coraz większe obawy związane z pozytywnym obrotem spraw w negocjacjach Greków, chociaż jak dodał nie jest to uderzenie w greckie banki. Te mogą teraz zaciągać pożyczki w greckim banku centralnym, który z kolei będzie mógł finansować się w ECB poprzez tzw. ELA, czyli nadzwyczajną linię płynnościową. Pytanie jednak o jej limitowanie i inne potencjalne ograniczenia, które z czasem mógłby wprowadzić ECB. Pewnym złagodzeniem wymowy wczorajszego komunikatu jest to, że ECB będzie co 2 tygodnie przeprowadzał rewizję zasad finansowania dla Greków. To, przynajmniej teoretycznie może oznaczać, ze zostaną one złagodzone. Czyli mamy mocny element w negocjacjach…

Dzisiaj greccy przedstawiciele spotkają się z niemieckim ministrem finansów Wolfgangiem Schauble – to spotkanie najpewniej ustawi plan przed rozmowami z kanclerz Angelą Merkel. Rozmowy będą trudne, a komunikaty lakoniczne. To jakie podejście mają Niemcy dobrze obrazuje komentarz Jensa Weidmanna z Bundesbanku, który poparł decyzję ECB twierdząc, że finansowanie przez ELA (nadzwyczajną linię płynnościową) powinno być teraz standardem, a politycy powinni brać większą odpowiedzialność za swoje decyzje. Analizując wpływ dzisiejszych wydarzeń na rynek trzeba jednak zaznaczyć, że druga strona (pożyczkodawcy) wielkie działa wytoczyła już wczoraj. Teraz to z tego balona schodzi powietrze i … euro od kilku godzin odreagowuje wczorajszą przecenę.

Dzisiaj Komisja Europejska zaprezentowała najnowsze prognozy makroekonomiczne. I tak inflacja w tym roku ma wynieść -0,1 proc. (mocna rewizja względem wcześniejszych +0,8 proc.), a w przyszłym odbije do 1,3 proc. (wobec 1,5 proc. szacowanych wcześniej). Co ciekawe eksperci KE podnieśli prognozę tegorocznego wzrostu gospodarczego do 1,3 proc. z 1,1 proc. za sprawą spodziewanego pozytywnego wpływu niskich cen surowców. To, ze coś jest w tym na rzeczy świadczą chociażby dzisiejsze ranne dane z Niemiec – zamówienia w przemyśle wzrosły w grudniu aż o 4,2 proc. m/m. Niemniej dzisiejszy komunikat KE niewiele wnosi do obrazu euro względem innych walut – uzasadnia ostatnią decyzję ECB ws. QE i w zasadzie bardziej interesuje inwestorów zainteresowanych europejskimi aktywami, czyli operujących na rynkach akcji… (Marek Rogalski – DM BOŚ)

05.02.2015 (IAR) – Tysiące ludzi zgromadziły się przed greckim parlamentem w Atenach. Demonstracja to wyraz poparcia dla działań nowego rządu Aleksisa Tsiprasa, lidera SYRIZY.

To ugrupowanie obiecuje kres polityki cięć i oszczędności narzuconej przez troikę – czyli Komisję Europejską, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Europejski Bank Centralny. Na placu Syntagma w czwartkowy wieczór zgromadziło się około 5 tysięcy osób. To pierwsza prorządowa demonstracja – powiedział AFP jeden z manifestujących. Uczestnicy zgromadzenia podkreślają, że cieszą się z podtrzymania przez rząd Tsiprasa obietnic z kampanii wyborczej. Pojawiają się transparenty „nie jesteśmy kolonią Merkel” czy „wspieramy nasz rząd”.

Demonstracja została zwołana po środowej decyzji Europejskiego Banku Centralnego, który nie będzie udzielał kredytów pod zastaw jej obligacji. Oznacza to, że greckie banki będą finansowane przez tamtejszy bank centralny.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/AFP/Macropolis.gr/Twitter/kd/dyd

Wiarygodność kredytowa Grecji obniżona do stopnia B.

06.02.2015 (IAR) – Agencja ratingowa Standard and Poor’s obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej Grecji z B do stopnia B- (B minus). Ostrzegła przy tym Ateny, że mają coraz mniej czasu na osiągnięcie porozumienia z wierzycielami.

Jak podkreślili eksperci ratingowi, przedłużanie rozmów z wierzycielami mogłoby doprowadzić do dalszego osłabiania stabilności finansowej w kraju. Mogłoby bowiem spowodować wypłaty depozytów przez Greków.

Jak ostrzegła agencja, może ponownie obniżyć notę Grecji z uwagi na obawę o „ograniczenie płynności” greckich banków.

W ocenie agencji, w najgorszym scenariuszu, Ateny mogłyby stracić dostęp do takich instrumentów jak „pożyczkodawca ostatniej instancji” . Chodzi o sytuację w której bank centralny pożycza bankowi komercyjnemu środki finansowe pod zastaw bezpiecznych papierów dłużnych w związku z odpływem depozytów z banku komercyjnego. Utrata takiego dostępu mogłaby zaś skutkować wykluczeniem Grecji ze strefy euro.

Informacyjna Agencja Radiowa.euronews.com/nyg

źródło: stooq.pl

podobne: Nowy grecki rząd oszczędzać nie chce. Program Syrizy groźny dla budżetu ale jednocześnie mało realny. Obawa przed wzrostem fali ekonomicznego populizmu w Europie. Inwestorzy czekają na bieg wydarzeń. oraz: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. i to: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

rys. Grzegorz Radziewicz - Bankrut

rys. Grzegorz Radziewicz – Bankrut

UE wie, jak pomnożyć pieniądze! Żeby dać, najpierw zabierze. KE ogłosiła plan inwestycyjny warty 315 mld euro, liczy na 1,3 mln miejsc pracy.


PE-Juncker-program inwestycyjny na najbliższe trzy lataKE ogłosiła plan inwestycyjny warty 315 mld euro, liczy na 1,3 mln miejsc pracy.

26.11.2014 (IAR) – Europa otwiera nowy rozdział – powiedział Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker przedstawiając w Parlamencie Europejskim program inwestycyjny na najbliższe trzy lata. Jego wartość to ponad 300 mld euro.

Szef Komisji Europejskiej podkreślił, że celem nowego programu są nie tylko pieniądze i pobudzenie wzrostu gospodarczego, ale przede wszystkim, ludzie pozostający bez pracy. „Jesteśmy nadzieją milionów Europejczyków, którzy są rozczarowani po latach stagnacji” – mówił Jean-Claude Juncker. Przedstawiony przez niego program zakłada, stworzenie Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych o wartości 21 mld euro. Z czego 5 mld euro pochodziłoby z Europejskiego Banku Inwestycyjnego a 16 mld z budżetu Unii.

Pomysł polega na tym, by zgromadzone pieniądze zmobilizowały kapitał prywatny do podjęcia inwestycji w dziedzinach, które eksperci uznają za najkorzystniejsze dla wzrostu i konkurencyjności Unii Euroepjskiej. Wspierane będą inwestycje nowych źródeł energii, infrastruktura, transport sieci internetowych oraz edukacja.

Szef Komisji chce, by ten specjalny fundusz zaczął działać już w czerwcu.

Inforrmacyjna Agencja Radiowa/IARAndrzej Geber/Strasburg/mg

źródło: stooq.pl

Komisja Europejska ogłosiła plan inwestycyjny na kwotę 315 mld euro, który – zdaniem biurokratów – ma przywrócić wzrost gospodarczy krajom UE i umożliwić większej liczbie osób ponowne podjęcie pracy.

Plan składa się z trzech głównych elementów:
• utworzenie nowego Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji Strategicznych (EFIS), z gwarancjami ze środków publicznych, który ma umożliwić uruchomienie dodatkowych inwestycji na kwotę co najmniej 315 mld euro w latach 2015-17 (nowa biurokracja);
• utworzenie wykazu projektów w powiązaniu z programem pomocy, aby skierować inwestycje tam, gdzie są najbardziej potrzebne (skąd urzędas wie, gdzie potrzebne są inwestycje?);
• plan działania, dzięki któremu Europa stanie się bardziej atrakcyjna jako miejsce inwestycji i który pomoże zlikwidować utrudnienia regulacyjne.
Według szacunków Komisji Europejskiej proponowane środki w ujęciu łącznym mają przynieść wzrost unijnego PKB o 330–410 mld euro w trzech najbliższych latach i umożliwić stworzenie nawet 1,3 mln nowych miejsc pracy.

– Najprościej rzecz ujmując, jeżeli Europa będzie więcej inwestować, zapewni sobie większy dobrobyt i więcej miejsc pracy. Plan inwestycyjny, który przedstawiamy dziś w ścisłej współpracy z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym, to ambitny i nowy sposób na pobudzenie nowych inwestycji bez tworzenia nowego zadłużenia. Nadszedł czas, aby inwestować w naszą przyszłość, w najważniejszych obszarach o strategicznym znaczeniu dla Europy, takich jak: energia, transport, sieci szerokopasmowe, kształcenie, badania i innowacje. Teraz liczę na Parlament Europejski i państwa członkowskie, że wniosą swój wkład i zrobią, co w ich mocy, aby umożliwić nowemu Europejskiemu Funduszowi na rzecz Inwestycji Strategicznych jak najszybsze rozpoczęcie działalności. Europa musi ruszyć z miejsca i dziś dajemy jej świeży impuls – powiedział Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej.

Nowy fundusz ma dostać z budżetu UE 16 mld euro, a EBI ma dołożyć 5 mld euro. Szacunki KE wskazują, że efekt mnożnikowy funduszu wyniesie 1:15, co oznacza, że każde euro ze środków publicznych, które jest uruchamiane za pomocą funduszu, przekłada się na inwestycje o łącznej wartości 15 euro, które w przeciwnym razie nie zostałyby zrealizowane (skoro nie zostałyby zrealizowane przez sektor prywatny, to znaczy, że są niepotrzebne). Środki z funduszu mają być przede wszystkim inwestowane w infrastrukturę, zwłaszcza w sieci szerokopasmowe i energetyczne, a także infrastrukturę transportową w ośrodkach przemysłowych, kształcenie, badania i innowacje, energię ze źródeł odnawialnych oraz w MŚP i spółki o średniej kapitalizacji.

– Nowy Europejski Fundusz na rzecz Inwestycji Strategicznych będzie narzędziem służącym do pomnażania środków. Każde euro ze środków publicznych zainwestowane w ramach funduszu przełoży się na inwestycje o wartości ok. 15 euro, które w przeciwnym razie nie zostałyby zrealizowane. Fundusz rozpocznie działalność ze znacznymi zasobami i będzie miał możliwość poszerzenia z czasem zakresu działań w miarę rosnącego udziału zainteresowanych podmiotów. Komisja wzywa państwa członkowskie oraz krajowe banki rozwoju do włączenia się w tę inicjatywę, która ma zwielokrotnić efekty działania funduszu i wywołać jeszcze bardziej znaczące pozytywne skutki dla europejskiej gospodarki – powiedział Jyrki Katainen, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, który jest równocześnie unijnym komisarzem odpowiedzialnym za zatrudnienie, wzrost, inwestycje i konkurencyjność.

Wiadomo, jak skończyło się ręczne sterowanie i centralne planowanie z Moskwy. To samo dotyczy Brukseli.

Źródło: Komisja Europejska Przedstawicielstwo w Polsce za nczas.com

Czyli tak: „utworzenie nowego Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji Strategicznych (EFIS)” dalej „utworzenie wiarygodnego wykazu projektów w powiązaniu z programem pomocy, aby skierować inwestycje tam, gdzie są najbardziej potrzebne” i po trzecie „ambitny plan działania” a wszystko to „bez tworzenia NOWEGO zadłużenia” ale „z gwarancjami ze środków publicznych” (czujecie ten wic? 😀 ) ma być „impulsem” do utworzenia przez sektor prywatny (wcześniej ograbiony na ponad 300 mld EURo) 1,3 mln miejsc pracy…

Ja już czuję ten rozwój! BIUROKRATYCZNEGO GNIOTA (co najwyżej), który będzie dzielił i rządził tym ZRABOWANYM majątkiem ku swojej chwale tworząc więcej „miejsc pracy” do obsługi tych wszystkich „funduszy”, „banków”, „wykazów”, „programów”, (i najlepsze!) „ambitnych planów” i dalej przy rozdawnictwie (przez te wszystkie NIKOMU NIEPOTRZEBNE struktury) swojakom tego co zrabowano ludziom, którzy tworzą PRAWDZIWE miejsca pracy w REALNEJ gospodarce, która ten cały „ambitny plan działania” utrzymuje… Ręce opadają od tej całej hojności (za cudze).

…Odys

podobne: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa oraz: UE w poszukiwaniu budżetu na 2015 rabuje polską wieś. Na celowniku grupy producenckie, branża mleczarska i małe gospodarstwa. i to: Zrzutka na dziurę w unijnej kasie. Nowelizacja budżetu na 2013. a także: Budżetowa ciuciubabka reaktywacja, czyli… Zadłużamy was dalej i co nam zrobicie? polecam również: Chiny produkują milionerów, tymczasem „eurokołchoz” domaga się rabunku. oraz: Cynik9 i recepta EU na wychodzenie z kryzysu, czyli i to: Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej?

Eurokołchoz łapówki

UE w poszukiwaniu budżetu na 2015 rabuje polską wieś. Na celowniku grupy producenckie, branża mleczarska i małe gospodarstwa.


1. UE – w poszukiwaniu budżetu na 2015.

18.11.2014 (IAR) – Unia Europejska stoi w obliczu kryzysu budżetowego. Dotychczasowe negocjacje w sprawie wydatków na przyszły rok nie przyniosły rezultaty. Komisja Europejska ma w najbliższych dniach przygotować nowy projekt budżetu. Rozpoczyna się więc wyścig z czasem. Chodzi o to, by uniknąć problemów z tak zwanym budżetem prowizorycznym od stycznia.

Tradycyjnie już Parlament Europejski chce zwiększyć wydatki w unijnej kasie, a kraje członkowskie chcą je ograniczyć. I tak jak w poprzednich latach, nowy budżet jest zakładnikiem poprzedniego. Europosłowie chcą najpierw załatania tegorocznej dziury budżetowej zanim dadzą światło dla wydatków na 2015 rok. Unijne rządy tymczasem nie zgadzają się na zwiększenie swoich składek do budżetu i uważają, że trzeba szukać oszczędności. „Mamy nadzieję, że znajdziemy rozwiązanie, które zadowoli wszystkich” – powiedział rzecznik Komisji Jakub Adamowicz.

Kompromis powinien być osiągnięty do końca grudnia. W przeciwnym razie, od nowego roku Unia Europejska będzie miała budżet prowizoryczny. Co miesiąc będą ustalane sztywne wydatki, których nie będzie można przekroczyć. A to oznacza problemy dla odbiorców unijnych funduszy, realizujących duże projekty. W budżecie może bowiem zabraknąć pieniędzy, jeśli przyślą do Brukseli wysokie rachunki domagając się zwrotu z unijnej kasy.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/mcm/

podobne: Zrzutka na dziurę w unijnej kasie. Nowelizacja budżetu na 2013. oraz:  UE: Porozumienie ws. budżetu na 2015 rok. Juncker za unią energetyczną. Transatlantycki wymiar unijnej energetyki. Hiszpania: dziurawe autostrady

…szukanie oszczędności odbije się oczywiście czkawką dla polskich rolników…

2. Polscy rolnicy stracą pieniądze z UE. Komisja Europejska zgłasza poprawki do PROWPolska pominięta przy rekompensatach z UE za mleko.

14.11.2014 (IAR) – Polscy rolnicy stracą unijne pieniądze? Chodzi o ponad 77 milionów euro. Komisja Europejska ma zastrzeżenia do 25 procent funduszy wypłaconych grupom producenckim w 2013 roku.

Polska w ubiegłym roku była największym beneficjentem unijnych funduszy dla grup producentów. Przydzielono jej z unijnej kasy ponad 300 milionów euro, co stanowiło prawie 90 procent wydatków. Unijni kontrolerzy mają jednak zastrzeżenia do sposobu przydzielania środków grupom, które powstawały bez odpowiedniej weryfikacji. Polska została poproszona o przedstawienie planu naprawy błędów, kontroli grup producenckich oraz odzyskania niesłusznie przyznanych funduszy. W związku z brakiem odpowiedniej analizy problemów i działań Bruksela już we wrześniu przedstawiła propozycję zawieszenia 25 procent przyszłych wydatków. Negocjacje w tej sprawie są kontynuowane

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/

podobne: „Wspólna Polityka Rolna” kosztem polskiego przemysłu rolno-spożywczego. oraz: Mariusz Gierej: Rytualny ubój polskiej gospodarki

15.11.2014 (IAR) – Komisja Europejska chce poprawek w Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020. Do polskiej wersji projektu zgłosiła ich ponad 230.

Program ma być jednak zatwierdzony jeszcze w listopadzie.

Najważniejszą zmianą proponowaną przez Komisję jest zwiększenie powierzchni małego gospodarstwa mogącego skorzystać z pomocy. „Reguluje to współczynnik SO czyli jego wielkość ekonomiczna” – wyjaśnia minister rolnictwa, Marek Sawicki. KE chce, by wsparciem były objęte gospodarstwa o wielkości co najmniej 10 tysięcy SO. Oznacza to obowiązek uzyskania rocznego przychodu wynoszącego minimum 10 tysięcy euro. W praktyce dotyczy to obszarów o powierzchni co najmniej 10 hektarów. Wsparcie ma wynieść 60 tysięcy złotych.

Jak przekonuje Sawicki, warto ubiegać się o środki wspólnie z sąsiadami. Takie działanie zwiększa szansę zakupu maszyn rolniczych czy urządzeń do przetwórstwa rolnego.” Dodatkowo, istnieją plany rozporządzeń, które mają faworyzować tego typu inicjatywy” – kończy Sawicki.

Na realizację PROW w latach 2014-2020 przeznaczonych będzie 13,5 miliarda euro. Większość tej kwoty to środki unijne.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Michał Fedusio/dyd

polecam również: Z deszczu pod rynnę czyli… jak Polska dorabia Europę oraz: Mit “unijnej pomocy” oficjalnie obalony. Nie idźmy tą drogą! i to: PAN: przepisy i system dopłat nie sprzyjają rolnictwu ekologicznemu.

20.11.2014 (IAR) – Polska pominięta przy wypłacie unijnych rekompensat za mleko w związku z rosyjskim embargiem. Komisja Europejska przyznała odszkodowania krajom bałtyckim, rozmawia także z Finlandią. Polska, choć zabiegała o pomoc, raczej nie ma na nią szans.

28 milionów euro – tyle pieniędzy z unijnego budżetu otrzymają producenci mleka z trzech krajów bałtyckich. „Rynki mleczne na Łotwie, Litwie i w Estonii najbardziej ucierpiały w wyniku rosyjskiego embarga” – tłumaczył decyzję komisarz do spraw rolnictwa Phil Hogan. Z danych Komisji wynika, że również w Finlandii nastąpił znaczny spadek cen. Dlatego i rząd w Helsinkach może liczyć na unijne wsparcie, a rozmowy w tej sprawie są właśnie prowadzone.

Straty w Polsce, choć duże – jak powiedział Polskiemu Radiu jeden z urzędników – to są mniejsze w porównaniu z krajami bałtyckimi, czy Finlandią. Takie jest oficjalne stanowisko Komisji i trudno z nim polemizować, ale dochodzą jeszcze nieoficjalne komentarze niektórych urzędników – to kara za aferę z zawyżonymi wnioskami dotyczącymi rekompensat dla producentów owoców i warzyw.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/mcm/

…a jeszcze nie tak dawno Sawicki mówił o łagodnym potraktowaniu producentów mleka. Wyszło jak zwykle.

podobne: Eurokołchoz kosztuje: Kwoty na mleko przekroczone (zapłacimy ok. 195 mln zł). Czynsze mogą wzrosnąć. 620 mln EUR na pensje dla EUrzędników

źródło stooq.pl

polecam również: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś.

Paweł Kuczyński - eurokołchoz

Paweł Kuczyński – eurokołchoz

KE zawiesza wsparcie dla dotkniętych embargiem Rosji. Sawicki: wina leży po stronie UE. Protest sadowników. Polska żywność popłynie do Azji. Unijne sankcje wchodzą od jutra, Rosja odpowie.


1. KE zawiesza wsparcie dla producentów warzyw i owoców dotkniętych embargiem RosjiSawicki – wina leży po stronie unijnych urzędnikówSadownicy protestowali przed sejmem.

Warszawa, 11.09.2014 (ISBnews) – Komisja Europejska (KE) zawiesiła specjalne wsparcie dla producentów szybko psujących się warzyw i owoców o wartości 125 mln euro, które ogłosiła w sierpniu w reakcji na wprowadzenie embarga na część unijnych produktów rolnych przez Rosję, podała Komisja. KE zapowiedziała przedstawienie nowego programu wsparcia w najbliższych dniach.

„Zaobserwowano duże zainteresowanie ze strony zainteresowanych sektorów, ale program musi zostać zamknięty ze względu na nieproporcjonalny wzrost roszczeń – np. zgłaszano dane dotyczące niektórych produktów wielokrotnie wyższe niż całkowity roczny eksport UE do Rosji” – czytamy w komunikacie.

Komisja zapowiedziała jednocześnie, że przedstawi w najbliższym czasie bardziej szczegółowe rozwiązania, dopasowane do sytuacji i „uwzględniające doświadczenia ostatnich tygodni”.

„Komisja Europejska nadal chce wspierać tych producentów, którzy nagle stracili ważny rynek z powodu rozwiązań przyjętych przez Rosję. Mam zamiar przedstawić nowy program w najbliższych dniach” – powiedział komisarz UE ds. rolnictwa i rybołówstwa Dacian Ciolos, cytowany w komunikacie.

18 sierpnia Komisja Europejska wprowadziła środki wspierające producentów niektórych łatwo psujących się owoców i warzyw „w kontekście rosyjskich ograniczeń importu unijnych produktów rolnych i w wyniku dyskusji na temat sytuacji na rynku podczas zeszłotygodniowego posiedzenia komitetu zarządzającego”.

Produkty, których dotyczyły ogłoszone wówczas środki, obejmowały: pomidory, marchew, białą kapustę, paprykę, kalafiory, ogórki i korniszony, grzyby, jabłka, gruszki, owoce miękkie, winogrona stołowe oraz kiwi. Na rynkach tych produktów trwa pełny sezon, a w przypadków większości produktów nie ma możliwości ich przechowywania i brakuje natychmiast dostępnego rynku alternatywnego.

(ISBnews)

podobne:  Związkowcy palą unijne flagi (żądają rekompensat za sankcje). oraz: Równi i równiejsi Unijne rekompensaty póki co tylko dla dla producentów brzoskwiń i nektarynek.

11.09.2014 (IAR) – Wina leży po stronie Komisji Europejskiej a nie po stronie polskiej – uważa minister rolnictwa Marek Sawicki. Wczoraj KE zawiesiła wsparcie dla producentów warzyw i owoców dotkniętych rosyjskim embargiem. Powodem są wątpliwości dotyczące nadesłanych wniosków, głównie z Polski.

Marek Sawicki zaznaczył w rozmowie z dziennikarzami, że każdy złożony wniosek będzie podlegał weryfikacji. Dodał, że Komisja odniosła polskie zgłoszenie do niestosownych danych, bo odniesiono je jedynie do wartości eksportu za rok 2013. Sawicki przekonywał, że to wyraz na niekompetencji i niedojrzałości urzędników, którzy w rozporządzeniu dali rolnikom możliwość wycofania dowolnej ilości produkcji a dziś są zdziwieni, że jedynie 18 procent z nich złożyło chęć wycofania. „Ceny wycofania są drastycznie niskie i nie pokrywają kosztów produkcji a z drugiej strony jest niepokój dlaczego aż tyle” – skwitował minister.

Marek Sawicki dodał, że wczoraj rozmawiał z unijnym komisarzem ds.rolnictwa, który zapewnił go, że za kilka zaproponuje nowe instrumenty.

Unijne rządy, w tym także władze w Warszawie, mają sześć tygodni na sprawdzenie wniosków, weryfikację i nadesłanie wyjaśnień. Od tego Komisja uzależnia decyzję o wypłacie rekompensat.

IAR/A.Rucinska/nyg

polecam równie: Niezależny Portal Finansowy: „Wojna na sankcje”…”za wolność naszą i waszą”. Bruksela dzieli wsparcie dla rolników, Warszawa mówi NIE.

11.09.2014 (IAR) – Sprzedać się nie da, zniszczenie jest nieopłacalne. Sadownicy alarmują, że są w coraz trudniejszej sytuacji. Dziś kilkuset rolników protestowało koło południa przed gmachem sejmu w Warszawie.

Pikietujący twierdzą, że od czasu wprowadzenia embarga na polskie owoce, wsparcie rządzących jest zbyt małe. Ewa Szynkiewicz z Czerska w powiecie piaseczyńskim mówiła dziennikarzom, że ceny skupu cały czas spadają, a jabłek często nie ma gdzie sprzedać. Niskie ceny sprawiają, że sadownicy boją się o swoją przyszłość. Narzekają też na system rekompensat. Twierdzą, że towarzyszy mu niepotrzebna biurokracja, a kwoty nie pokrywają nawet kosztów pracy związanej z likwidacją owoców. Rolnicy proszą więc rządzących o wsparcie sprzedaży, lub o wyższe kwoty w zamian za zniszczenie jabłek.

Problemy ze sprzedażą polskich owoców pojawiły się po wstrzymaniu ich eksportu do Rosji. Rolnicy starają się obejść zakaz wysyłając swoje produkty na Białoruś, gdzie są przepakowywane i trafiają w końcu na rynek rosyjski. Białoruś nie przyłączyła się do bojkotu unijnych, w tym polskich wyrobów rolnych.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/A. Pszoniak/nyg

podobne: KE ogłosiła wsparcie dla rolników (będzie płacić za marnotrawstwo)

2. „Puls Biznesu” – Polska żywność popłynie do Azji.

11.09.2014 (IAR) – Birma dzięki odwilży, Wietnam za sprawą prężnego polskiego lobby, a Chiny z powodu przebudowy modelu gospodarki. Azjaci czekają na polską żywność – czytamy w „Pulsie Biznesu”.

Gazeta pisze, że zdaniem producentów nie należy płakać nad utratą rosyjskiego rynku z powodu embarga, ale walczyć mocniej o południe i wschód Azji. Można tam eksportować produkty mleczne, świeże owoce i warzywa a także mięso.

Resort gospodarki jeszcze w tym roku ma ruszyć z nowym naborem wniosków o wsparcie działań promocyjnych – udziałów w targach, seminariach, konferencjach, przygotowaniach wydawnictw promocyjnych, ale też o dofinansowania certyfikatów wymaganych na zagranicznych rynkach. Działania te zostaną pokryte z budżetu ministerstwa.

Zdaniem Bogdana Góralczyka, byłego ambasadora Polski w kilku krajach południowo-wschodniej Azji, do najciekawszych rynków dla sektora rolno-spożywczego należą Chiny, które zmieniają całkowicie swój model rozwoju. „Nie chcą go dłużej opierać na inwestycjach i eksporcie, ale przebudowywać mentalność społeczeństwa na wewnętrzną konsumpcję. To niebywała szansa dla naszych wyrobów” – przekonuje Góralczyk.

Drugi jego typ to Birma, która przechodzi okres politycznej odwilży. „Rynek z ponad 60 milionami ludności otwiera się właśnie na wszystko” – mówi były ambasador. Radzi też zwrócić uwagę na Wietnam. „Żyje tam kilkadziesiąt tysięcy Wietnamczyków wykształconych w Polsce, mówiących po polsku i rozumiejących nasz kraj i nasze interesy. Powinniśmy mocniej to wykorzystać” – przekonuje Bogdan Góralczyk.

Więcej na ten temat w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Puls Biznesu”/kry/Siekaj

podobne: Polska gospodarka: rośnie eksport żywności, wieprzowina, delegacja przedsiębiorców i misja gospodarcza z Chin. polecam również: Echa rosyjskiego embarga: UE „gromadzi dane”, Polska czeka na łaskę, Mołdawia sama sobie pomaga.

3. Sankcje UE wobec Rosji w piątek wejdą w życieRosja grozi Unii Europejskiej nowymi sankcjami.

11.09.2014 (IAR) – Unijne, zaostrzone sankcje wobec Rosji wejdą w życie piątek. Tak zdecydowali ambasadorowie państw członkowskich na spotkaniu w Brukseli. Unia Europejska zastrzegła sobie jednak prawo do zmiany decyzji w zależności od wydarzeń na Ukrainie i przestrzegania warunków rozejmu. Od poniedziałku unijne kraje nie umiały się porozumieć co do terminu wdrożenia zaostrzonych sankcji wobec Rosji. Zostały one uzgodnione już w ubiegłym tygodniu, ale później Finlandia, wspierana przez Czechy, Słowację i Węgry uznała, że nie należy zaogniać relacji z Rosją i zaostrzać sankcji skoro na Ukrainie ogłoszono zawieszenie broni. Argumentowano, że należy poczekać na rozwój sytuacji. Unia opóźniła więc wprowadzenie w życie zaostrzonych sankcji, by w tym czasie zdecydować co dalej. Teraz uznano, że restrykcje powinny być opublikowane jutro w unijnym Dzienniku Urzędowym, co oznacza, że wejdą w życie. Wspólnota będzie jednak mogła je w każdej chwili zawiesić jeśli uzna, że zawieszenie broni na Ukrainie jest przestrzegane. Nowe, zaostrzone sankcje przewidują ograniczenie dostępu do rynku kapitałowych trzem największym rosyjskim firmom naftowym. Jest zakaz świadczenia usług przez unijne firmy przy wydobyciu ropy ze złóż arktycznych, a także zakaz eksportu produktów i technologii cywilnego, oraz wojskowego zastosowania. Do czarnej listy dopisane zostały też kolejne 24 osoby z zakazem wjazdu do Unii i zablokowanymi aktywami.

IAR/B.Płomecka/Bruskela/mcm/

podobne: Embargo daje się we znaki Rosjanom i części polskich firm. Na horyzoncie kolejne sankcje, Finlandia protestuje, Rosja zapowiada reakcję (obiecuje pracę dla Ukraińców).

11.09.2014 (IAR) – Rosja może wkrótce ograniczyć import używanych samochodów i innych dóbr z krajów Unii Europejskiej. Ma to być odpowiedź na wprowadzenie przez Wspólnotę nowych sankcji wobec Moskwy, które wejdą w życie jutro.

Cytowany przez agencję RIA Novosti doradca Władimira Putina Andriej Biełousow powiedział, że liczy na to, że zachodni przywódcy wycofają się z zaostrzenia sankcji.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/wczesn/ria/rtr/md/ab

źródło: stooq.pl

podobne: Poroszenko i Putin dogadali rozejm i wstępne warunki porozumienia. Federalizacja Ukrainy, autonomia dla Doniecka i Ługańska, wymiana jeńców. Mimo porozumienia UE nakłada sankcje a Rosja zapowiada odpowiedź.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Echa rosyjskiego embarga: UE „gromadzi dane”, Polska czeka na łaskę, Mołdawia sama sobie pomaga. W Portugalii cięcia budżetowe, Francja w stagnacji. Zagraniczne firmy będą mogły mieć udziały w ukraińskich gazociągach.


1. Eksperci państw członkowskich o rosyjskim embarguPolska żywność a embargo rosyjskieMołdawia: ulgi dla sadowników po rosyjskim embargu.

13.08.2014 (IAR) – Dziś (14.08., początek o g.9.30) kolejne rozmowy o rosyjskim embargu. Eksperci ds. rolnictwa państw członkowskich spotkają się w Brukseli, by omówić wpływ sankcji Moskwy na unijny rynek, a także możliwości wsparcia poszkodowanych rolników.

Komisja Europejska jest w trakcie gromadzenia danych na temat potencjalnych skutków rosyjskiego embarga. Wiele krajów – jak chociażby Polska – swoje wyliczenia już przedstawiło, ale – zdaniem Brukseli – to za mało, by uzyskać pełny obraz sytuacji na rynku. „Jest dla nas jasne, że potrzebujemy więcej danych ze strony krajów członkowskich i to jest jedna z kwestii, którą się dziś zajmiemy” – powiedział rzecznik Komisji ds. rolnictwa Roger Waite. Po dzisiejszym spotkaniu nie należy się spodziewać żadnych konkretnych decyzji. Unijni eksperci co najwyżej określą, które produkty wymagają natychmiastowych działań. W tym tygodniu Komisja zapowiedziała już nadzwyczajne środki wsparcia dla producentów brzoskwiń i nektarynek z czterech krajów Wspólnoty. Uznała, że rosyjskie restrykcje jeszcze bardziej skomplikowały sytuację w sektorze, który już wcześniej zmagał się z poważnymi problemami. Nieoficjalnie w Brukseli można usłyszeć, że następni w kolejce mają być producenci ogórków. Decyzje w sprawie tzw. produktów wrażliwych mają zapaść w ciągu kilku dni.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/

podobne: Równi i równiejsi czyli komu sankcje a komu rekompensaty.

13.08.2014 (IAR) – W związku z rosyjskim embargiem polski przemysł spożywczy ma spory problem z nadwyżkami w produkcji między innymi jabłek, papryki, sałaty czy mleka. Większość to produkty szybko psujące się. W ciągu niespełna dwóch, trzech tygodni będą nadawały się jedynie do utylizacji – ostrzegał w Polskim Radiu 24 Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

To oznacza duże straty nie tylko dla polskich producentów. Dziś nie ma skutecznych mechanizmów, na szybkie poradzenie sobie z problemem. Unia nie jest przygotowana ani na skup interwencyjny ani na ewentualną utylizację – stwierdził Andrzej Gantner. Polskie banki żywnosci nie cierpią dzisiaj na nadmiar żywności, raczej jej potrzebują. Zwróciły się do Polskiej Federacji Producentów Żywności, żeby producenci przekazywali swoje nadwyżki. Brakuje jednak systemu finansowania skupu nadwyżek owoców i warzyw jak i odkupienia produktów od przetwórców. Nie ma pieniędzy ani na zakup interwencyjny ani na ewentualną utylizację informuje Andrzej Gantner.

Producenci branży spożywczej oczekują, żeby znalazły się pieniądze na zakupy interwencyjne, co pozwoliłoby na przekazanie żywnosci potrzebującym. Jeśli te pieniądze nie pojawiają się w systemie, produkty są marnowane. Według danych ONZ na świecie co pięć minut umiera dziecko z głodu dodaje Andrzej Gantner.

Zamknięcie wschodniego rynku już spowodowało spadek cen. Obniżki doprowadzić mogą do praktycznego załamania rynku. Bez skupu interwencyjnego straty mogą być znacznie większe, niż gdyby zakupu dokonano teraz. Niestety producenci nie mają wakacji a urzędnicy tak.

Unia europejska decyzję odnośnie pomocy dla rolników ma podjąć dopiero we wrześniu. Zdaniem Andrzeja Gantnera straci na tym cała gospodarka Unii Europejskiej, a produkcja rolnicza przestanie być rentowna.

PR24/Jacek Frentzel/jp

podobne: Producenci papryki liczą straty wywołane embargiem. oraz: Sankcje w praktyce: w Kaliningradzie wstrzymano transport żywności. Drwina z Polskiej dobrej miny do złej gry.

…nie wiem czemu akurat podatnik i konsument ma zawsze płacić za błędy i fantazję polityków chcących się przypodobać jakiejś grupie interesów… Dopłacanie komukolwiek żeby mógł swój biznes prowadzić to paranoja. Żal mi oczywiście tych wszystkich zmarnowanych produktów, ale jest to tylko kolejny przykład na to że w życiu nie ma NICZEGO za darmo, ani żywności, ani autostrad, ani podręczników ani innych usług czy towarów z których ktokolwiek korzysta… Nie życzę sobie żeby ktoś marnował pieniądze podatników na sztuczne utrzymywanie cen, bo jako konsument mam prawo kupować taniej a nie dopłacać do tego co ktoś inny zje „za darmo”. Jak ktoś woli zutylizować (wyrzucić) niż rzeczywiście oddać tę żywność potrzebującym, to już jego sprawa…

To nieprawda że nie ma skutecznych mechanizmów na poradzenie sobie ze skutkami rosyjskiego embarga. Państwo dysponuje wieloma uprawnieniami, które mogą ulżyć przedsiębiorcom stratnym na jego nierozważnej polityce. Bardzo podoba mi się rozwiązanie władz Mołdawii w tej kwestii, gdzie rekompensaty zajmują niewielki procent realnej pomocy a uruchomione zostaną inne jej formy.

13.08.2014 (IAR) – Mołdawscy sadownicy otrzymają częściowe rekompensaty za niesprzedane do Rosji owoce. Będą także mogli skorzystać z ulg przy spłacaniu kredytów oraz okresowych zwolnień podatkowych. Rząd w Kiszyniowie przyjął pakiet decyzji, których celem jest wsparcie sadowników odczuwających skutki rosyjskiego embarga na owoce.

Mołdawski premier Iure Leanca poinformował dzisiaj w specjalnym przemówieniu transmitowanym przez telewizję publiczną, iż sadownicy otrzymają wsparcie w wysokości 2 leji mołdawskich – równowartość ponad 40 groszy – za każdy kilogram niesprzedanych owoców do Rosji. Rząd zdecydował się wesprzeć wszystkich producentów owoców poszkodowanych rosyjskim embargiem. Sadownicy zostaną także zwolnieni na okres najbliższych trzech miesięcy z płacenia podatków. Kredyty zaciągnięte przez sadowników zostaną zrestrukturyzowane tak, by nie doprowadzić kredytobiorców do bankructwa. Władze zdecydowały także o modernizacji i rozbudowie zakładów przechowujących owoce. Wielu mołdawskich sadowników uważa, iż rosyjskie embargo to skutek polityki władz w Kiszyniowie dążących do zbliżenia z UE. „Po co mamy iść w stronę Europy, skoro naszym rynkiem zbytu jest Rosja. Cała Europa walczy o rosyjski rynek, a my sami wkładamy sobie kij w szprychy. To znaczy nie my, tylko nasz rząd, bo nas nikt nie pyta” – twierdzi mieszkanka północnej Mołdawii. Według komentatorów, tego typu wypowiedzi powinny być dla władz w Kiszyniowie ostrzeżeniem przed listopadowymi wyborami w Mołdawii.

Krzysztof Renik, Kiszyniów, Polskie Radio/em//Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

…podoba mi się też świadomość Mołdawian co do kwestii odpowiedzialności za problemy gospodarcze obywateli. Politycy w całej Europie to banda hipokrytów z gębami wypchanymi frazesami, którzy nie dość że sprowadzili na swoich obywateli realne i konkretne kłopoty bytowe, to nic tym poświęceniem nie osiągnęli w sprawie kryzysu ukraińskiego… Rosja wygrywa na całej linii.

2. Portugalskie cięcia znów niekonstytucyjneFrancja – gospodarka w stagnacji

14.08.2014 (IAR) – Cięcia antykryzysowe w Portugalii po raz kolejny mogą zostać zakwestionowane. Dziś (14.08.) na temat oszczędnościowych posunięć wypowie się Trybunał Konstytucyjny w Lizbonie.

Sędziowie mają między innymi ogłosić, czy zgodne z ustawą zasadniczą są przyjęte przez parlament cięcia płac w budżetówce, wahające się od 3,5 do 10 procent. Mają dotyczyć osób zarabiających powyżej 1,5 tysięcy euro miesięcznie.

Zgodnie z zapewnieniami rządu ma to być posunięcie tymczasowe, trwające maksymalnie 4 lata, czyli do czasu uregulowania sytuacji finansowej państwa. Sędziowie także przyjrzeli się planom obniżenia państwowych emerytur powyżej tysiąca euro. To kolejna próba obciążenia emerytów, ponieważ wcześniejsza została uznana za niekonstytucyjną.

Kontrowersyjne oszczędności zaproponowane przez centroprawicowy rząd zostały przyjęte przez parlament, jednak prezydent Anibal Cavaco Silva odmówił ich podpisania dopóki na ich temat nie wypowie się Trybunał Konstytucyjny. Jeśli władze po raz kolejny dostaną od sędziów czerwoną kartkę, znów staną przed poważnym problemem. Restrykcyjne cięcia budżetowe są bowiem niezbędne dla obniżenia deficytu budżetowego do poziomu 4 procent wymaganego przez międzynarodowych wierzycieli Portugalii.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Adriana Bąkowska, Lizbona/dj

podobne: Portugalscy emeryci znów odczuli cięcia budżetowe.

14.08.2014 (IAR) – Francuska gospodarka od dwóch kwartałów jest w stanie stagnacji. Jak poinformował narodowy urząd statystyczny INSEE, wzrost gospodarczy w drugim kwartale wyniósł zero, tak jak w pierwszym kwartale.

Po ogłoszeniu tych danych minister finansów Michel Sapin zrewidował prognozę wzrostu gospodarczego na ten rok z jednego do pół procent. Deficyt budżetowy będzie natomiast wyższy niż zakładano i wyniesie 4, a nie 3.8 procent PKB.

Minister Sapin napisał w dzienniku „Le Monde”, że „wzrost załamał się w Europie i we Francji”. Wyraził jednak nadzieję, że w przyszłym roku wzrost gospodarczy we Francji przekroczy jeden procent. Analitycy obawiają się, że złe wyniki gospodarcze tego kraju zaszkodzą całej strefie euro.

IAR/franceinfo/Internet/Siekaj/nyg

podobne: Francuscy pracodawcy chcą reform. 47 proc. mieszkańców Francji korzysta z jakiejś formy zasiłków.

3. Ukraina: parlament o gazociągach

14.08.2014 (IAR) – Zagraniczne firmy będą mogły mieć udziały w ukraińskich gazociągach. Parlament w Kijowie uchwalił ustawę w tej sprawie.

Przewiduje ona, że udziały w gazociągach i podziemnych zbiornikach gazu będą mogły obejmować spółki joint-venture z udziałem kapitału z Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Ukraina utrzyma jednak 51 procent udziałów w tych spółkach.

IAR’Ukraińska Prawda”/Internet/Siekaj/nyg

podobne:  Spory polityczne na Ukrainie wstrzymują reformy sektora gazowego.

źródło: stooq.pl

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Równi i równiejsi czyli komu sankcje a komu rekompensaty: Exxon i Rosnieft współpracują na Morzu Karskim, USA zwiększają import rosyjskiego węgla, Rosja kupuje statki na zachodzie. Unijne rekompensaty póki co tylko dla dla producentów brzoskwiń i nektarynek.


1. Rosnieft: Złoża na Morzu Karskim jak w Arabii Saudyjskiej. Pomimo sankcji Amerykanie sprowadzają rosyjski węgiel. Rosja wciąż kupuje na Zachodzie

(OIL AND GAS)

Według prezesa Rosnieftu Igora Sieczyna złoża ropy naftowej na Morzu Karskim eksplorowane obecnie przez jego firmę i amerykański Exxon Mobil są większe od zasobów w Zatoce Meksykańskiej, na Alasce i w północnej Kanadzie. Mają być porównywalne do złóż Arabii Saudyjskiej. Sieczin zapowiedział, że pomimo sankcji USA razem z Exxonem doprowadzi do rozpoczęcia wydobycia z tych złóż. Prace prowadzi firma wiertnicz Seadrill zwerbowana przez Rosnieft na okres dwóch lat jeszcze przed wprowadzeniem sankcji zachodnich na naftowe technologie i serwis wydobywczy dla Rosji.

podobne: Sankcje sankcjami, ale biznes to biznes: ExxonMobil i Rosnieft rozpoczęły wydobycie ropy w rosyjskiej Arktyce oraz: Francuski Total prowadzi rozmowy z Łukoilem.

(FORBES)

James Conca analizuje na łamach Forbesa przyczyny dla których Amerykanie zwiększyli import węgla o 30 procent. Część elektrowni na Wschodnim Wybrzeżu wybiera import z Rosji ze względu na braki w magazynach spowodowane ostrą zimą. USA sprowadzają jedynie małą część węgla, który zużywają w swoich elektrowniach, ale muszą go importować ze względu na problemy transportowe, zintesyfikowaniu tranzytu innych surowców koleją, nadpodaż i niskie ceny węgla poza USA oraz dobrą jakość surowca z Rosji.

źródło: konserwatywnie.wordpress.com

11.08.2014 (IAR) – Mimo deklarowanego odchodzenia od interesów z Zachodem, Rosja dba tam o swoje interesy i nadal wydaje miliony euro. Największy rosyjski armator, pamiętający jeszcze czasy ZSRR Sovcomflot zamówił za 280 mln euro trzy lodołamacze w kontrolowanej przez Moskwę stoczni Arctech w Helsinkach. Właścicielem połowy jej udziałów jest Zjednoczona Korporacja Stoczniowa, jedna z firm wpisanych na czarną listę przez USA, należąca w 100 procentach do rosyjskiego skarbu państwa.

Kontrakt przewiduje, że Finowie przekażą Rosjanom do 2017 roku w pełni wyposażone jednostki. Będą działały na wodach wokół Sachalina. To kolejne w ostatnich latach zamówienie dla Arctechu od Sovcomflotu, rozbudowującego swoją flotę lodołamaczy.

IAR/yle.fi/łp/sk

podobne: Nowe sankcje USA i UE wobec Rosji. polecam również: Wojciech Jakóbik: Nowe sankcje uderzają w Rosnieft, omijają Gazprom. Rosja się nie obawia i zapowiada odwet oraz: Rosyjska prasa dziękuje za sankcje, które mogą podzielić UE.

2. KE: wsparcie dla producentów brzoskwiń i nektarynekSawicki zawiedziony rozmowami w KE

11.08.2014 (IAR) – Producenci brzoskwiń i nektarynek z Unii Europejskiej już wiedzą, że mogą liczyć na unijne wsparcie w obliczu rosyjskiego embarga. Komisja Europejska zapowiedziała dziś nadzwyczajne środki pomocy dla tego sektora.

Ten rok jest wyjątkowo trudny dla producentów brzoskwiń i nektarynek z Włoch, Hiszpanii, Francji i Grecji. Ich wyroby najpierw zostały dotknięte przez niekorzystne warunki pogodowe, następnie przez rosyjskie embargo. Jak tłumaczy Komisja, plany wsparcia dla tego sektora były brane pod uwagę już wcześniej, a ogłoszenie rosyjskich restrykcji wobec Wspólnoty tylko przyspieszyło te działania. Chodzi dokładnie o zezwolenie na zwiększenie z 5 do 10 procent ilości owoców, które mogą być wycofane z rynku i przeznaczone do bezpłatnej dystrybucji. Dodatkowe fundusze będą także skierowane na działania promocyjne. Formalna decyzja w tej sprawie ma zostać podjęta w najbliższych tygodniach, ale będzie obowiązywała od 11 sierpnia. Unijny komisarz ds. rolnictwa Dacian Ciolos oświadczył, że Komisja monitoruje sytuację na rynku i “nie zawaha się podjąć podobnych działań wobec innych sektorów zależnych od eksportu do Rosji, jeśli będzie taka potrzeba.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/

12.08.2014 (IAR) – Minister Marek Sawicki zawiedziony rozmowami w Komisji Europejskiej w sprawie rekompensat dla rolników. Szef resortu rolnictwa spotkał się dziś w tej sprawie z unijnym komisarzem ds. rolnictwa Dacianem Ciolosem.

Sawicki przedstawił szczegółowe analizy dotyczące możliwych strat w polskim rolnictwie, wartości sprzedaży i okresów koniecznych zbiorów. Nie otrzymał jednak żadnych szczegółów dotyczących unijnej pomocy. „Na chwilę obecną nie było deklaracji ze strony komisarza co do wielkości środków, kwot czy to za jednostkę produkcji, powierzchnię czy ogólną wartość” – powiedział Sawicki po zakończeniu spotkania.

Minister dodał, że główne decyzje dotyczące rekompensat będą zapadały najprawdopodobniej we wrześniu. Wyjątek stanowią warzywa wrażliwe takie jak papryka, pomidory czy ogórki. „Tu decyzja może zapaść zdecydowanie wcześniej” – powiedział Sawicki.

Jak dodał, komisarz Ciolos zaproponował mu konsultacje telefoniczne po uzupełnieniu materiałów informacyjnych, które przedłożyła Polska, a w ciągu najbliższych kilku dni ma zapaść decyzja o sposobie i trybie koniecznego wycofania z rynku produktów. Z jednej strony, chodzi o przeznaczenie ich na pomoc dla najuboższych, z drugiej – na biodegradację tam, gdzie produkt nie spełnia wymogów jakościowych.

Minister Sawicki ma się ponownie spotkać z komisarzem Ciolosem najpóźniej w przyszły czwartek i wtedy liczy na więcej szczegółów w sprawie rekompensat.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/

źródło: stooq.pl

podobne: Świńskiego baletu ciąg dalszy. Austriackie mięso wjeżdża do Rosji. “Szybka” pomoc dla Polski. Wszyscy udają że to przez ASF. oraz: Pap

Co tu komentować – kolejny przykład „powagi” i „solidarności” z jaką traktuje się polskie interesy w UE… I naprawdę nie chodzi mi o to że ktoś sobie załatwił mniejsze czy większe wsparcie, bo uważam tego rodzaju praktykę za patologię i przeciwny jestem jakiejkolwiek „pomocy” (komukolwiek) za pieniądze podatników. Chodzi oczywiście o to w jaki sposób traktuje się interesy poszczególnych krajów, gdzie dla jednych pieniądze znajduje się od ręki a innych odsyła się z kwitkiem ku nieznanej przyszłości… Mamy tu do czynienia z klasycznym układem „równi i równiejsi”, ale przyznam się szczerze że nie jestem zdziwiony tego rodzaju obrotem sprawy. Nie pierwszy to przypadek i nie ostatni gdzie Polska jako pierwsza (i jedyna) ponosi koszty „ambitnej” polityki zachodu – na własne niestety życzenie. O czym więcej tu: Rosja rozszerzy embargo na polską wołowinę, drób i wędliny. Tusk udaje że nie wie o co chodzi i dalej liczy na „solidarność” UE. i tu: Racja stanu sprzedana za obce interesy oraz: Ukraina znów zamyka granicę dla polskiej wieprzowiny

…ale że Polacy są skłonni ponieść gospodarcze straty dla Ukraińców to uważam że wszystko dzieje się zgodnie z logiką. Lubimy poświęcać się dla innych więc mamy tego konsekwencje.

…Odys

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Kłopoty plantatorów owoców i hodowców świń (Ukraina znów zamyka granicę dla polskiej wieprzowiny). KE uznała pomoc publiczną dla LOTu za legalną. Koniec z najniższą ceną (w przetargach i płacach).


1. Rolnicy zawiedzeni po rozmowach z Markiem Sawickim.

28.07.2014 (IAR) – Nie ma porozumienia między plantatorami owoców i ministrem rolnictwa. Dziś pod siedzibą resortu protestowało kilkadziesiąt osób. Plantatorzy skarżyli się na niskie ceny owoców w skupach oraz na zmowy cenowe przetwórców.

Przedstawiciel rolniczej „Solidarności”, Leszek Kumorek wyjaśnia, że rozmowy nie przyniosły przełomu. Plantatorzy usłyszeli o zapowiadanej wcześniej pomocy de minimis dla tych, którzy uprawiają porzeczkę czarną i wiśnię. Pomoc de minimis oznacza dopuszczoną prawem unijnym pomoc publiczną, jakiej może udzielić państwo, bez konieczności uzyskiwania zgody Komisji Europejskiej.

Rolnicy rozmawiali też z ministrem o zmowach cenowych, których dopatrują się wśród przetwórców i skupujących owoce. Minister zapewniał, że zgłosił sprawę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Rolnicy domagali się od ministra między innymi ustabilizowania cen skupu owoców czy pomocy w walce ze zmowami cenowymi wśród skupujących i w sektorze przetwórczym. Plantatorzy chcą też, żeby ministerstwo rolnictwa przygotowało wzory umów kontraktacyjnych i pilnowało ich przestrzegania.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze/gaj

2. Marek Sawicki dopatruje się zmowy cenowej.

28.07.2014 (IAR) – Minister rolnictwa dopatruje się zmowy cenowej wśród przetwórców i skupujących owoce. To jeden z niewielu punktów, w których minister i producenci owoców są zgodni. Marek Sawicki zapowiedział interwencję w tej sprawie u premiera.

Szef resortu, Marek Sawicki wyjaśnia, że składał do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów odpowiednie wnioski, lecz kontrolerzy nie dopatrzyli się zmowy cenowej wśród skupujących i przetwarzających owoce. Zdaniem Marka Sawickiego wynika to z nieudolności albo niechęci UOKiK-u do działania. Według ministra Sawickiego sytuacja, w której na terenie całego kraju wahania cen owoców wynoszą tylko 2 do 3 groszy jest podejrzana.

Zdaniem ministra rolnictwa w skupach owoców mamy do czynienia z łamaniem prawa. Skupując stosują ceny dumpingowe, co według Marka Sawickiego jest niezgodne z polskim i europejskim prawem. Obowiązkiem UOKiK-u jest złożenie powiadomienia do odpowiednich służb.

Według informacji ministra rolnictwa żadna z organizacji reprezentujących interesu producentów owoców nie złożyła odpowiedniego wniosku do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Walka z domniemanymi zmowami cenowymi wśród skupujących owoce, to jeden z głównych postulatów ich producentów.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk/sk

3. Opinie: Potrzeba zmniejszenia produkcji owoców.

29.07.2014 (IAR) – Tylko zmniejszenie produkcji wpłynie na trwały wzrost cen skupu owoców miękkich w Polsce. Budowa kolejnych chłodni i tłoczni to dolewanie benzyny do pożaru – uważa Andrzej Gajowniczek, prezes jednego z największych w Europie producentów mrożonych owoców i warzyw.

Zdaniem rozmówcy IAR to między innymi grupy producenckie i niewielkie zakłady przetwórcze przyczyniają się do spadku cen owoców, oferując produkty finalne w znacznie niższej cenie. Jak tłumaczył, grupy producenckie otrzymują dopłaty do produkcji, a niekorzystające z nich zakłady przetwórcze chcąc sprostać rywalizacji muszą obniżać ceny skupu owoców.

Andrzej Gajowniczek zauważył, że w ostatnim czasie ceny owoców zaczęły rosnąć. W przypadku wiśni, po historycznych minimach sięgających 50-80 groszy za kilogram, dziś cena oscyluje w granicach 1,40 zł. Rozmówca IAR podkreślił przy tym, że jakość owoców jest niska ponieważ nie są one zrywane ręcznie ale obtrząsane z drzew.

Andrzej Gajowniczek z niepokojem przyjmuje zapowiedzi Rosjan o możliwym wstrzymaniu importu polskich owoców. Zauważa, że byłby to ogromny cios dla producentów. Jego zdaniem, ewentualna decyzja o nałożeniu embarga miałaby podłoże polityczne ponieważ jakość polskich owoców jest bardzo wysoka.

IAR/Tomasz Marciniuk/dj

…dwie sprawy w których Pan Gajowniczek sam sobie zaprzecza… Po pierwsze to nie same grupy producenckie są zagrożeniem dla rentowności biznesu (bo bez nich w ogóle by go nie było) a to że jest ich mało (przez co zmowa jest możliwa) i że działalność niektórych z nich jest dotowana dopłatami (na co sam Pan Gajowniczek słusznie zwrócił uwagę). Na patologię regulacji unijnych związanych z zakładaniem nowych (właśnie małych) polskich grup producenckich zwracałem uwagę tu – „Wspólna Polityka Rolna” kosztem polskiego przemysłu rolno-spożywczego. W tak patologicznej rzeczywistości rzeczą najzupełniej „normalną” jest to, że na pewnym etapie sztucznych regulacji, (które ZAWSZE kogoś kosztują a najwięcej konsumentów i podatników) ktoś zyskuje a na innym ktoś traci. Po drugie albo Pan Gajowniczek uważa że jakość naszych owoców jest niska, albo że jest wysoka. Sama kwestia politycznego kontekstu rosyjskiego embarga na polskie owoce którym Rosja straszy nas od jakiegoś czasu jest jak najbardziej oczywista.

podobne: Rosja może zakazać importu z Polski owoców, warzyw i jagód. oraz: Mit „unijnej pomocy” oficjalnie obalony. Nie idźmy tą drogą!

4. Branża mięsna krytykuje działania Ukraińców.

28.07.2014 (IAR) – W teorii embarga nie ma, ale w praktyce decyzja kijowskiej administracji oznacza zatrzymanie odradzającego się eksportu polskiej wieprzowiny na Ukrainę. Działania władz w Kijowie to odpowiedź na doniesienia o przypadkach afrykańskiego pomoru świń w naszym kraju.

Prezes związku Polskie Mięso, Witold Choiński uważa, że decyzja Ukraińców powoduje, że eksport wieprzowiny do tego kraju staje się nieopłacalny. Ukraińcy wymagają dodatkowych badań mięsa wieprzowego metodą PCR pod kątem obecności wirusa ASF. Koszt jednego takiego badania to około 250 złotych. Nie określono ile sztuk, z których partii ma zostać przebadanych. Nieoficjalne szacunki mówią, że na 10 świń trzeba przebadać 3 do 4 zwierząt.

Rozmówca Polskiego Radia zaznacza, że nie można mówić jeszcze o stratach, ponieważ eksport wieprzowiny na Ukrainę był śladowy. Perspektywy były jednak dobre, ponieważ w ubiegłym tygodniu wysłano już pierwsze elementy wieprzowe oraz tłuszcze. Pismo ukraińskiej administracji wyhamuje odradzający się eksport. W opinii przedstawiciela związku Polskie Mięso decyzja Ukraińców jest złamaniem niedawnego porozumienia między naszymi krajami, znoszącego embargo na wieprzowinę oraz łamaniem prawa WTO.

Po raz pierwszy wirusa afrykańskiego pomoru świń wykryto w Polsce w lutym. Wówczas Ukraina po raz pierwszy wprowadziła embargo na polską wieprzowinę. Przed miesiącem Kijów otworzył jednak swój rynek po czteromiesięcznym embargu. Od tego czasu przypadki afrykańskiego pomoru świń pojawiły się nie tylko u dzikich zwierząt, ale też u hodowlanych. W zeszłym tygodniu w Polsce wykryto pierwszy przypadek tej choroby u świni, wcześniej dotyczyły dzików.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze/sk

podobne: Ukraina też nie chce polskiego mięsa, woli kupować od Rosjan. oraz: Smród podrzuconej przez UE świni unosi się nad Ukrainą i Polską. Racja stanu sprzedana za obce interesy polecam również: Polacy lubią demokrację i są skłonni ponieść gospodarcze straty dla Ukraińców. i to: Rosja rozszerzy embargo na polską wołowinę, drób i wędliny. Tusk udaje że nie wie o co chodzi i dalej liczy na „solidarność” UE.

5. KE zatwierdziła pomoc na restrukturyzację dla PLL LOT.

Warszawa, 29.07.2014 (ISBnews) – Komisja Europejska uznała, że pomoc na restrukturyzację w wysokości 804 mln zł (ok. 200 mln euro), którą Polska planuje przyznać na rzecz Polskich Linii Lotniczych LOT jest zgodna z unijnymi zasadami pomocy państwa, podała Komisja. KE uznała w szczególności, że plan restrukturyzacji LOT-u umożliwi spółce odzyskanie długoterminowej rentowności bez nadmiernych zakłóceń konkurencji na jednolitym rynku.

„LOT przygotował wiarygodny plan restrukturyzacji, który powinien doprowadzić do odzyskania przez niego rentowności w niedalekiej przyszłości. Jednocześnie przewoźnik zlikwiduje loty na niektórych rentownych trasach i odstąpi prawa do lądowania (tzw. sloty) na kilku lotniskach o dużym natężeniu ruchu, co wpłynie korzystnie na pozycję konkurencyjną innych linii i zmniejszy zakłócenia konkurencji spowodowane udzieleniem pomocy publicznej” – powiedział wiceprzewodniczący Komisji odpowiedzialny za politykę konkurencji Joaquín Almunia, cytowany w komunikacie.

Komisja przypomina, że PLL LOT są od kilku lat w trudnej sytuacji finansowej, odnotowując znaczne straty i ujemny kapitał własny. W maju 2013 r. Komisja wydała tymczasową zgodę na pożyczkę na ratowanie w wysokości 100 mln euro, a Polska zobowiązała się do przedstawienia planu restrukturyzacji, umożliwiającego przywrócenie długoterminowej rentowności przedsiębiorstwa.

W czerwcu 2013 r. Polska zgłosiła Komisji plan restrukturyzacji. W planie przewidziano podwyższenie kapitału o 200 mln euro, aby wspomóc LOT w sfinansowaniu restrukturyzacji. Komisja rozpoczęła szczegółowe postępowanie wyjaśniające w listopadzie 2013 r., aby ocenić zgodność planu z wymogami określonymi w wytycznych z 2004 r. w sprawie pomocy na ratowanie i restrukturyzację przedsiębiorstw znajdujących się w trudnej sytuacji.

„Postępowanie wyjaśniające wykazało, że plan restrukturyzacji, który ma na celu przywrócenie LOT-owi rentowności do 2015 r., opiera się na realistycznych założeniach i powinien umożliwić spółce odzyskanie długoterminowej rentowności w rozsądnych ramach czasowych. Wyniki finansowe LOT-u w 2013 r. były lepsze, niż się spodziewano, a spółka odnotowała zysk netto po raz pierwszy od roku 2007″ – czytamy w komunikacie.

Według Komisji, zaproponowane ograniczenie zdolności przewozowych, w tym wycofanie się z niektórych rentownych tras i zwrot przydziałów czasu na start lub lądowanie, ograniczy zakłócenia konkurencji spowodowane przez pomoc.

„Wreszcie, wkład własny LOT-u w koszty restrukturyzacji, zapewniony w formie leasingu finansowego uzyskanego na warunkach rynkowych, pokrywa ponad 50 % tych kosztów, a tym samym przekracza nawet poziom wymagany zgodnie z wymienionymi wytycznymi” – stwierdziła KE.

Komisja zbadała również informacje otrzymane od stron trzecich, które twierdziły, że LOT otrzymał już pomoc państwa w formie odroczenia płatności opłat lotniskowych przez polskie porty lotnicze będące własnością państwa. Ponadto Komisja przeanalizowała inne transakcje, które rzekomo stanowiły pomoc państwa, w tym sprzedaż nieruchomości oraz jednostek zależnych, otrzymanie kilku pożyczek od prywatnych i państwowych przedsiębiorstw oraz zakup paliwa.

„Gdyby zarzuty te okazały się zgodne z prawdą, LOT złamałby zasadę ‚pierwszy i ostatni raz’, zgodnie z którą przedsiębiorstwo może otrzymać pomoc na restrukturyzację tylko jeden raz w okresie 10 lat. Komisja stwierdziła, że żaden z tych środków nie wiązał się z udzieleniem pomocy państwa w rozumieniu przepisów UE, ponieważ środki te albo nie wiązały się z żadnymi zasobami państwowymi, albo zostały wdrożone na warunkach rynkowych i w związku z tym nie przysporzyły LOT-owi nieuzasadnionej korzyści gospodarczej. Komisja uznała zatem, że planowana pomoc na restrukturyzację jest zgodna z warunkami określonymi w wytycznych” – skonkludowano w komunikacie.

PLL LOT to spółka z większościowym udziałem skarbu państwa. Zatrudnia około 1660 osób, ma flotę składającą się z 47 samolotów. Od 2008 r. spółka odnotowywała straty w każdym roku obrotowym (z wyjątkiem 2013 r.) i miała coraz większe problemy z płynnością finansową, gdyż wykorzystywane dotąd źródła finansowania (np. sprzedaż spółek zależnych) zostały wyczerpane, przypomina Komisja.

Poprzednie próby restrukturyzacji podjęte w latach 2009-2012 nie zakończyły się pomyślnie. Trudności finansowe osiągnęły punkt kulminacyjny w grudniu 2012 r., kiedy PLL LOT były zmuszone wystąpić o pomoc na ratowanie, aby uniknąć bankructwa.

(ISBnews)

podobne: Misie na miarę naszych czasów. Pomoc publiczna dla PLL LOT. oraz: LOT spełnił życzenia KE w sprawie „modernizacji floty”, teraz czeka na drugą transzę „pomocy”. polecam również: „Narodowa dojarka lotnicza”

6. Koniec z najniższą ceną.

25.07.2014 (IAR) – Cena nie będzie już wyłącznym kryterium rozstrzygania przetargów, a wykonawcy mają zatrudniać pracowników na etat. Nowelizacja prawa zamówień publicznych wychodzi naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców – podkreśla Marek Kowalski z Konfederacji Lewiatan. Zwraca uwagę, że teraz będzie można efektywniej wydawać publiczne pieniądze i wesprzeć stabilne zatrudnienie.

W ustawie zawarto zapisy odnoszące się do wymogu zatrudnienia na podstawie umowy o pracę, o ile charakter pracy tego wymaga. Nowelizacja mówi też o kalkulowaniu kosztów pracy co najmniej na podstawie najniższego wynagrodzenia. Według przedsiębiorców z Konfederacji Lewiatan jest to regulacja potrzebna i porządkująca rynek zamówień publicznych. Do tej pory bowiem było tak, że o zwycięstwie w przetargu decydowała wyłącznie najniższa cena. Wymuszało to na oferentach maksymalne cięcie kosztów.

Jednym ze sposobów było stosowanie umów cywilnoprawnych, w których stawkę za godzinę pracy kalkulowano nawet poniżej połowy płacy minimalnej. Ci, którzy chcieli zatrudniać na umowę o pracę, nie mieli szans na zdobycie kontraktu – zwraca uwagę Grzegorz Baczewski – dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy. Dodaje, że w firmach z branży ochrona i sprzątanie na umowy zlecenia zatrudnia się teraz nawet 80 procent pracowników, a przeciętne wynagrodzenie ledwie sięga płacy minimalnej.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR) Elżbieta Łukowska/za kom./ab

podobne: NIK oceniła rozstrzyganie przetargów przez GDDKiA oraz: Prokom/Asseco synonimem afery? ZUS znowu musi wyjaśnić sprawę przetargu na system informatyczny. polecam również: Rząd znowu duje w Dudę… i rabuje obywateli rękami „związkowców” i to: Jaka jest naprawdę „średnia” płaca w Polsce

źródło: stooq.pl

…Nowelizacja prawa zamówień publicznych wychodzi naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców… teraz będzie można efektywniej wydawać publiczne pieniądze i wesprzeć stabilne zatrudnienie… No tak! Teraz to pracodawcom pasuje, bo skoro sponsor zrzucił już z siebie kaganiec ograniczania kosztów tzw. „inwestycji publicznych” i będzie płacił za wszystko jak leci, to i pracowników (wykonawców i podwykonawców) można teraz będzie zatrudniać za „godziwą stawkę” nie licząc się z kosztami – płaci jak zwykle podatnik… I tak jak do tej pory państwo budowało byle jak i drogo, tak teraz będzie budowało jeszcze drożej – stać nas! 🙂

Oto jak światło tzw. „sprawiedliwości społecznej” zwycięża ciemność wyzysku. To samo państwo które nie stać na wysokie koszty utrzymania jakiejkolwiek działalności „pożytku publicznego” umyśliło sobie upiec dwie pieczenie na jednym ogniu podnosząc de facto koszty swojego funkcjonowania. Obok dorabiania na koszt podatników różnych przyjaciół królika zaangażowanych w tzw. „partnerstwo publiczno prywatne” przy realizacji w drodze przetargów różnych przedsięwzięć tzw. „użyteczności publicznej” rozprawi się z solą w oku systemu ubezpieczeń społecznych zwaną „umowami cywilnoprawnymi” z których złodziej (aparat państwa znany jako ZUS) do tej pory nic nie ma. Nie ważne że na dobrą sprawę ludzie wcale więcej na rękę nie dostaną, bo przecież ZUS zaraz tę nadwyżkę zeżre. Ważne że różnicę pokrywa podatnik i zarówno państwo jak i ci „przedsiębiorcy” którzy dzięki niemu na tzw. przetargach się dorabiają swoje zgarną.

Wprawny obserwator i uważny czytelnik z pewnością zauważył, że powyższy wpis sponsorują: interwencjonizm i patologie dopłat, oraz regulacji prawnych demontujących naturalne rynkowe zasady działania przedsiębiorczości w Polsce. Efekt to patologia minimalizmu, cwaniactwa, złodziejstwa, monopolizacji i drożyzny w działalności państwa pod nazwą „użyteczności publicznej”, oraz tej części biznesu prywatnego, który korzysta na układach z władzą w ramach partnerstwa publiczno prywatnego we wspólnym dobrze pojętym interesie dymania polskiego podatnika i szarego konsumenta, który za to wszystko płaci w coraz wyższych podatkach i cenach efektu końcowego tej „gospodarnej przedsiębiorczości”.

…Odys

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Polska gospodarka. Prawo geologiczne i górnicze uchwalone. Rząd złoży skargę ws. dyrektywy tytoniowej. Sawicki o łagodnym potraktowaniu producentów mleka.


1. Wojciech Jakóbik: Prawo geologiczne i górnicze uchwalone.

Posłowie, podczas posiedzenia Sejmu 11 lipca br., przyjęli w ostatecznym kształcie nowelizację ustawy Prawo geologiczne i górnicze oraz niektórych innych ustaw. Nowelizacja reguluje racjonalne poszukiwanie i wydobycie węglowodorów: gazu ziemnego, w tym łupkowego oraz ropy naftowej.

Jedna koncesja

Nowelizacja wprowadza jedną koncesję na poszukiwanie i rozpoznawanie złoża węglowodorów oraz ich wydobywanie ze złoża. Zamiast dotychczasowych kilku rodzajów koncesji ustawa wprowadza jedną – poszukiwawczo-rozpoznawczo-wydobywczą.

Podmiot zainteresowany koncesją będzie w postępowaniu kwalifikacyjnym sprawdzany m.in. pod kątem tego, czy posiada doświadczenie polegające na rozpoznaniu i udokumentowaniu co najmniej jednego złoża węglowodorów lub na prowadzeniu wydobycia co najmniej przez 3 lata. Wykaz pozytywnie zweryfikowanych podmiotów zostanie udostępniony publicznie.

Jednocześnie nowelizacja zapewnia zachowanie praw nabytych inwestorów. Koncesje udzielone przed wejściem w życie ustawy zachowają swoją ważność z możliwością przedłużenia ich ważności lub przekształcenia w koncesję nowego typu.

Przetargi dla przedsiębiorców

Koncesja będzie przyznawana przez Ministra Środowiska w postępowaniu przetargowym prowadzonym z urzędu. Ubiegać się o nią będzie mogło kilka podmiotów łącznie, gdy złożą wspólnie jedną ofertę w przetargu i wskażą operatora. Koncesja będzie udzielana na 10 – 30 lat.

Inne zmiany

Nowelizacja wprowadza też obowiązek ustanowienia zabezpieczenia m.in. z tytułu niewykonania lub nienależytego wykonania warunków określonych w koncesji. Zabezpieczenie nie będzie mogło przekroczyć równowartości 20 proc. wysokości kosztów prac geologicznych.

Ułatwienia dla przedsiębiorców

Ustawa przewiduje ponadto szereg ułatwień dla przedsiębiorców zajmujących się poszukiwaniem i wydobyciem węglowodorów. Daje im m.in. możliwość rozpoczęcia wydobycia surowca już w trakcie trwania fazy poszukiwania i rozpoznawania. Ponadto będą oni mogli wykonywać badania geofizyczne w celu zbadania struktur geologicznych wyłącznie na podstawie zgłoszenia.

W celu należytego zabezpieczenia uprawnień Skarbu Państwa, jako właściciela złóż, nowelizacja wzmacnia uprawnienia kontrolne organów nadzoru górniczego oraz inspekcji ochrony środowiska. Przewiduje również monitorowanie przez Ministra Środowiska wykonywania koncesji. Nowe przepisy przewidują również ułatwienia dotyczące decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach.

Teraz ustawa trafi do podpisu prezydenta. Nowelizacja ma wejść w życie 1 stycznia 2015 r. 

podobne: Projekt ustawy węglowodorowej w Sejmie przed wakacjami, chyba że przedłużą się konsultacje – MŚ oraz: Finalne prace nad gazem łupkowym będą prowadzić tylko rodzime firmy.

2. Rząd złoży skargę ws. dyrektywy tytoniowej.

15.07.2014 (IAR) – Rząd zdecydował, że zaskarży do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dyrektywę tytoniową. Polska chce, aby dokument częściowo został uznany za nieważny.

Dyrektywa przewiduje między innymi wycofanie z rynku unijnego rynku papierosów smakowych, w tym mentolowych. Mają być one zakazane od 2016 roku. Ich listę ma opracować Komisja Europejska. Wyjątkiem mają być papierosy mentolowe, które objęto 4-letnim okresem przejściowym. Polska sprzeciwiała się dyrektywie tytoniowej, ponieważ jest największym producentem gotowych wyrobów tytoniowych i drugim co do ilości producentem tytoniu w Unii Europejskiej.

Polska argumentuje, że papierosy mentolowe są obecne na rynku polskim od 1953 r. i powinny być traktowane jak wyroby tradycyjne. W Polsce są one produkowane przez 6 fabryk. Na eksport trafia ok. 70 procent produkcji, z czego 50 procent na rynki państw członkowskich Unii. Zdaniem Polski, całkowity zakaz wprowadzania do obrotu tych papierosów spowoduje istotne konsekwencje gospodarcze…

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/komunikat cir + wcześniejsze/kry/gaj        …źródło: stooq.pl

podobne: Dyrektywa tytoniowa ostatecznie przyjęta. oraz: Pierwsze ofiary akcyzowej POlityki nierządu. Zakłady Tytoniowe w Lublinie złożyły wniosek o upałość

3. Sawicki o łagodnym potraktowaniu producentów mleka.

14.07.2014 (IAR) – Powraca pomysł łagodniejszego potraktowania producentów mleka w Unii Europejskiej. Chodzi o to, by nie płacili nadmiernych kar za przekroczenie limitów. Zastosowanie innej metodologii liczenia ma sprawić, że kwoty będą dwukrotnie wyższe. Rozmawiają na ten temat w Brukseli unijni ministrowie rolnictwa. To ważna sprawa między innymi dla polskich rolników, którzy zaczynają powiększać stada i obory w związku z przyszłorocznym zniesieniem kwot mlecznych. Ale teraz za nadprodukcję grożą wysokie kary. „Mielibyśmy dodatkowo nieco ponad 1 procent limitu, więc w pełni nas to od kar za nadprodukcję nie uwolni, natomiast te kary byłyby znacznie niższe” – powiedział minister rolnictwa Marek Sawicki. O zwiększeniu limitów mlecznych unijni ministrowie rozmawiali przed miesiącem. Wtedy jednak zgody nie było. Polska była w grupie 17 krajów, które domagały się łagodniejszego potraktowania producentów mleka, ale to nie wystarczyło dla uzyskania kwalifikowanej większości. Przeciwko były między innymi duże państwa jak Francja i Włochy. Teraz – jak mówił minister Sawicki – jest nadzieja, że zmienią one zdanie.

IAR/Beata Płomecka/Bruksela/em/                   …źródło: stooq.pl

podobne: Kwoty na mleko przekroczone (zapłacimy ok. 195 mln zł) oraz: KE pozywa i upomina Polskę ws. niewdrożonych przepisów i chce zwrotu ponad 5,5 mln euro z funduszy na rolnictwo

 

KE pozywa i upomina Polskę ws. niewdrożonych przepisów i chce zwrotu ponad 5,5 mln euro z funduszy na rolnictwo. Idziemy drogą Portugalii. Włochy: przybywa ubogich.


1. KE pozywa i upomina Polskę ws. niewdrożonych przepisów.

10.07.2014 (IAR) – Polska ma spore zaległości we wdrażaniu unijnych dyrektyw, co ponownie wytknęła jej dziś Komisja Europejska. W kilku przypadkach skończyło się na upomnieniach, ale w jednym sprawa trafiła do unijnego Trybunału Sprawiedliwości. W tym wypadku chodzi o niedopełnienie obowiązku wdrożenia dyrektywy w sprawie efektywności energetycznej budynków. Na jej mocy państwa członkowskie muszą określić i stosować minimalne wymagania dotyczące charakterystyki energetycznej budynków, stworzyć system certyfikacji i ustanowić wymóg regularnej inspekcji systemów grzewczych i klimatyzacyjnych. Przepisy miały zostać wprowadzone w życie do 9 lipca 2012 roku. Po upływie tego terminu Bruksela dwukrotnie upominała Polskę, ale bezskutecznie. „Nadal brakuje koniecznych środków transpozycji, między innymi odnoszących się do świadectw energetycznych, minimalnych wymagań dotyczących charakterystyki energetycznej oraz budynków o niemal zerowym zużyciu energii. To są domy o bardzo niskim rocznym zużyciu energii dzięki doskonałej jakości izolacji, ustawieniu względem słońca, energooszczędnym systemom grzewczym i chłodzącym” – powiedziała Polskiemu Radiu rzeczniczka Komisji ds. energii Sabine Berger.

Kierując sprawę do Trybunału, Bruksela zaproponowała dzienną karę w wysokości ponad 96 tysięcy euro. Jeżeli Trybunał przychyli się do wniosku Komisji, Polska będzie musiała płacić dzienne kary pieniężne od dnia wydania wyroku aż do pełnego wdrożenia przepisów. Oprócz naszego kraju w tej samej sprawie została pozwana Austria.

Polska jest także wśród 18 państw członkowskich, które zostały wezwane przez Komisję do usprawnienia zarządzania wspólną przestrzenią powietrzną. Ma się to przyczynić do efektywniejszego, tańszego i mniej szkodliwego dla środowiska lotnictwa w Europie.

Ponadto Bruksela wytknęła Warszawie niewdrożenie dyrektywy w sprawie ochrony prawa autorskiego i niektórych praw pokrewnych. Unijne przepisy z 2011 roku przedłużają czas ochrony dla artystów wykonawców i nagrań dźwiękowych z 50 do 70 lat. Ostateczny termin wdrożenia dyrektywy upłynął w listopadzie ubiegłego roku.

Nasz kraj ma także zaległości dotyczące praw pasażerów w transporcie autobusowym i autokarowym, określonych w unijnym rozporządzeniu sprzed trzech lat. Według Komisji, krajowe organy, wyznaczone do nadzorowania skutecznego stosowania przepisów, w swoim obecnym kształcie nie mają możliwości ich egzekwowania.

Kolejne upomnienie pod adresem Polski dotyczy przepisów o transgranicznej opiece zdrowotnej. Chodzi o dyrektywę z 2011 roku, która określa prawa pacjentów do skorzystania z opieki zdrowotnej w innym państwie członkowskim i uzyskania zwrotu kosztów w swoim kraju.

Warszawa ma teraz dwa miesiące na poinformowanie Brukseli, jak zamierza wdrożyć te przepisy. Jeśli tego nie zrobi, Komisja skieruje sprawę do Trybunału Sprawiedliwości – tak, jak to zrobiła w pierwszym przypadku.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/wcześni./em/

podobne: Eurokołchoz: Godfrey Bloom i dzień przeciętnego podatnika.

polecam: 10 lat Polski w UE: nowa polska emigracja. „Święto Szklanych Paciorków” (Ziemkiewicza) oraz „Unijna dekada” (cynik9)

…wygląda na to że krajowy ustawodawca jest nam kompletnie do niczego nie potrzebny (pominę milczeniem fakt że „nasi” prawodawcy to banda złodziei), bo decyzje co u nas wolno a czego nie (i jak należy dane kwestie regulować) zapadają gdzie indziej i kto inny egzekwuje wykonanie tego prawa… Polska nie jest suwerennym krajem a „troska” unijnych biurokratów o „praworządność” w naszym kraju to zwykłe szpiegostwo gospodarcze i naturalna potrzeba „starszych i mądrzejszych” kontroli tego co się jeszcze opłaca w taki czy inny sposób zniszczyć bądź opodatkować (Z deszczu pod rynnę czyli… jak Polska dorabia Europę oraz: Tomasz Cukiernik: Dotacje to wywiad gospodarczy). Biurokratyczne nagromadzenie regulacji to czysty paraliż dla gospodarki a tzw. „standaryzacja” czy „certyfikacja” (zwana komicznie „normą”) – kompletnie nikomu nieprzydatna KOSZTOWNA robota – podnosi ceny towarów i usług gdziekolwiek się ją wprowadza i powoduje dalszy rozrost biurokracji i stanowisk urzędniczych… Nadgorliwość posunięta do granic absurdu kończy się tym – Najwyższy Czas!: Absurdy postępu czyli indeks upadku naszej cywilizacji.

Żeby było jasne – naturą złodziej jest rabować i można się tylko dziwić „gospodarzom” że na to pokornie pozwalają i SAMI otwierają przed nim drzwi,  zapraszając go do środka.

2. KE chce od Polski zwrotu ponad 5,5 mln euro z funduszy na rolnictwo.

09.07.2014 (IAR) – 15 krajów członkowskich Unii – w tym Polska – ma zwrócić łącznie 57 milionów euro z funduszy unijnej polityki rolnej. Bruksela uznała, że środki zostały „nienależnie wypłacone”. Warszawa ma zwrócić 5 milionów 840 tysięcy euro.

Pieniądze mają wrócić do unijnego budżetu z powodu nieprzestrzegania przez państwa członkowskie przepisów Wspólnoty lub zastosowania przez nie nieodpowiednich procedur kontroli wydatków. To właśnie unijne kraje są odpowiedzialne za wypłacanie pomocy w ramach wspólnej polityki rolnej, a Komisja czuwa nad tym, by pieniądze zostały właściwie wykorzystane. Środki, jakie ma zwrócić Polska, zostały wypłacone z funduszy na rozwój obszarów wiejskich. Jak tłumaczy Bruksela, korekta ta wynika z „braku kryteriów kwalifikacji w ramach oceny projektów”. Najwięcej jednak Komisja domaga się od Francji. Za „niedociągnięcia dotyczące przydziału uprawnień do płatności” Paryż musi zwrócić ponad 20 milionów euro.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela

podobne: Eurokołchoz kosztuje: Kwoty na mleko przekroczone (zapłacimy ok. 195 mln zł). Czynsze mogą wzrosnąć. 620 mln EUR na pensje dla EUrzędników oraz: „Wspólna Polityka Rolna” kosztem polskiego przemysłu rolno-spożywczego. a także: POPISowo udupione fundusze. Wszyscy brali, nikt nie kontrolował – zapłaci jak zwykle podatnik.

…podatnicy dopłacili… rolnicy wzięli… a podatnicy zwrócą… „ktoś” zapłaci podwójnie – ot interes 🙂 Jest to najlepszy przykład na to że nie ma nic za darmo a za pazerność płaci się podwójnie (a nawet potrójnie bo ceny towarów rosną)… aż dziw bierze że większość podatników dalej uważa „unijne dopłaty” za korzyść dla siebie… Wygląda na to że głupich sieją i że się ich uprawia (za dopłatą 😀 )

…los Portugalii nas czeka. Ludzie uciekają z kraju i nie zakładają rodzin!

3. Niepokojące dane Eurostatu: Portugalia się wyludnia.

10.07.2014 (IAR) – Portugalia traci rekordowo wielu mieszkańców. W ubiegłym roku współczynnik urodzeń był tam najniższy w całej Unii Europejskiej.

Według danych Eurostatu, w 2013 roku populacja Portugalii skurczyła się o 60 tysięcy osób. Jedną z głównych przyczyn jest powodowany kryzysem i dużym bezrobociem strach przed posiadaniem potomstwa. Liczba urodzeń na tysiąc mieszkańców wyniosła zaledwie 7,9 – to najgorszy wynik w całej Wspólnocie. Dla porównania współczynnik śmiertelności wyniósł w ubiegłym roku ponad 10. Oznacza to, że znacznie więcej osób umiera, niż się rodzi.

To jednak nie jedyny powód dramatycznej sytuacji demograficznej w Portugalii. Autorzy raportu Eurostatu zwracają uwagę także na negatywne saldo migracyjne: w 2013 roku kraj opuściło o ponad 36 tysięcy osób więcej, niż do niego przyjechało.

O postępującym wyludnianiu się 10-milionowej obecnie Portugalii eksperci alarmują już od dawna. Kilka miesięcy temu dziennik Publico napisał, że do 2060 roku liczba mieszkańców może zmniejszyć się aż o 4 miliony. Powołując się na dane Narodowego Instytutu Statystycznego gazeta obliczyła, że obecnie na 100 młodych Portugalczyków przypada 131 ludzi starszych, a za niecałe pięć dekad może ich być nawet 464.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Adriana Bąkowska, Lizbona/kawo

podobne: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny. oraz: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

4. Włochy: przybywa ubogich.

11.07.2014 (IAR) – We Włoszech od początku kryzysu podwoiła się liczba ubogich. Mówi o tym ogłoszony dziś w Rzymie raport tamtejszej Caritas.

Liczba Włochów, których zaliczyć można do kategorii ubogich, wzrosła o 100 procent – z dwóch milionów czterystu tysięcy do czterech milionów ośmiuset tysięcy. Obecnie stanowią oni blisko pięć procent ludności. Ubóstwo obejmuje dziś nowe grupy społeczne. Kiedyś do kategorii ubogich należeli przede wszystkim ludzie starsi, mieszkańcy Południa i rodziny wielodzietne. Teraz do ubogich zaliczyć można także rodziny mieszkające na Północy, posiadające tylko dwoje dzieci i w których nie ma bezrobotnych. W raporcie podkreśla się, że Włochy nie mają dotąd programu walki z ubóstwem, a to, co robią w tym kierunku kolejne rządy, jest zdecydowanie niewystarczające. W terenie zaś w ramach oszczędności ogranicza się właśnie wydatki na pomoc społeczną. Stąd postulat stworzenia funduszu dla tych, których dochody są poniżej relatywnej granicy ubóstwa, wynoszącej we Włoszech 640 euro miesięcznie na osobę.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/em/

podobne: Hiszpański Caritas bije na alarm. oraz: Bezrobotni z Włoch wyjeżdżają za chlebem. polecam również: cynik9: Przybliżanie socjalizmu. Teoria skubanych i skubiących w demokracji

…Włosi nie potrzebują „programu walki z ubóstwem”, tylko miejsc pracy i mniejszych obciążeń fiskalnych a tego nie zapewnią „programy pomocy” na które trzeba uprzednio zabrać pieniądze podatnikom.

…Odys                …źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej.


Wiedomosti: Gazprom gotów na wprowadzenie cen spotowych w kontraktach długoterminowych

(WEDOMOSTI)

Nieoficjalne źródła Wiedomosti w rosyjskim Gazpromie potwierdzają, że firma jest gotowa na wprowadzenie cen spotowych (bazowanych na giełdzie) do kontraktów długoterminowych na dostawy gazu, w których ceny były do tej pory indeksowane z ceną ropy naftowej. W maju tajne porozumienie Gazprom-ENI miało według Włochów dotyczyć między innymi wprowadzenia cen spotowych do umowy gazowej. Zmiany na europejskim rynku gazu stworzyły presję na Rosjan w kierunku urynkowienia cen dotąd zależnych od drogiej ropy naftowej. Źródło Wiedomosti przyznaje, że rozwiązanie zastosowane w umowie z włoskim ENI mogłoby zostać wprowadzone w innych kontraktach. W tym kontekście wymienia polską umowę gazową PGNiG-Gazprom.

Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream po porozumieniu z KE

(REUTERS/ITAR TASS/TERESA WÓJCIK/NOVINITE/WOJCIECH JAKÓBIK)

Przebywający z wizytą w Belgradzie minister spraw zagranicznych Bułgarii Kristian Wigenin oznajmił mediom, że jego rząd zamierza kontynuować prace nad budową odcinka gazociągu South Stream, ale dopiero po pełnym wyjaśnieniu wszystkich spornych kwestii z Komisją Europejską.  ”Prowadzimy bezpośredni i stały dialog z Komisją Europejską poświęcony wyjaśnianiu spornych kwestii dotyczących South Stream. Mam nadzieję, że w najbliższych tygodniach zostaną one wyjaśnione i prace zostaną wznowione” – powiedział dziennikarzom bułgarski minister, pytany o perspektywy budowy rury. Przy okazji Wigenin podkreślił znaczenie projektu South Stream dla bezpieczeństwa energetycznego w regionie Europy Południowo-Wschodniej. Mówił też o zaletach dywersyfikacji trasy dostaw gazu do Europy, którą zapewni projekt Gazpromu. Komisja Europejska (KE) uważa, że South Stream znacząco zwiększy wpływy Rosji w Europie i może utrudnić realizację konkurencyjnego Gazociągu Transadriatyckiego (TAP), który ma doprowadzić kaspijski gaz z Turcji do klientów europejskich z pominięciem Rosji. Jesienią ubiegłego roku KE rozpoczęła postępowanie antymonopolowe wobec projektu South Stream, który uznaje za sprzeczny z trzecim pakietem energetycznym UE. Na początku czerwca b.r. premier Bułgarii Płamen Oreszarski poinformował, że rząd zawiesza prace nad budową rury do czasu wyjaśnienia spornych kwestii z Brukselą. Jednakże pod koniec czerwca, bułgarski rząd zakomunikował, że umowa międzyrządowa ze strona rosyjską o budowie bułgarskiego odcinka gazociągu South Stream podpisana w 2008 roku, nie narusza prawa UE, ponieważ wtedy trzeci pakiet energetyczny jeszcze nie obowiązywał. Jednocześnie Wedomosti informują, że w ramach odpowiedzi na zastrzeżenia Komisji Europejskiej do udziału Strojtransgazu – firmy objętego sankcjami USA Giennadija Timczenki – w przetargach na budowę gazociągu South Stream, Rosjanie mogliby zastąpić tę spółkę firmą Centrgaz, która nie podlega obecnie sankcjom. To spółka podległa Gazpromowi. Pod uwagę mają być brane dwa scenariusze: zastąpienie Strojtransgazu przez Centrgaz, lub uczynienie go podwykonawcą firmy Timczenki.

źródło: konserwatywnie.wordpress.com

Powstaje obóz rosyjski we  wspólnocie Energetycznej

„…W założeniu Wspólnota Energetyczna miała być emanacją solidarności krajów europejskim w sektorze energetycznym. Miała animować przyjmowanie acquis communautaire i łączenie rynków energii elektrycznej oraz gazu ziemnego. Jednakże solidarność w jej łamach słabnie, pomimo kryzysu ukraińskiego. To rosyjska polityka energetyczna dzieli Europę na obozy choć teoretycznie powinna napędzać integrację. Serbię, Węgry oraz Bułgarie łączy zainteresowanie udziałem w projekcie gazociągu South Stream mającego omijać Ukrainę i doprowadzać gaz do Europy Południowej i Środkowej z pominięciem tranzytu przez ten kraj. Komisja Europejska, która broni interesu Ukraińców, którzy wstąpili do Wspólnoty Energetycznej, zgłosiła zastrzeżenia do przetargów na projekt i jego zgodności z prawem antymonopolowym trzeciego pakietu energetycznego. Komisarz ds. energii Gunther Oettinger zapowiedział, że kraje, które nie podporządkują się zamrożeniu rozmów na temat South Stream zarządzonemu przez Brukselę, poniosą konsekwencje…”

…śmiać mi się chce na tę gwałtowną i nieubłaganą retorykę Komisji Europejskiej, która do czasu wybuchu kryzysu ukraińskiego lansowała budowę południowej rury z pominięciem Ukrainy właśnie a teraz lansuje się na obrońcę jej interesów niby to zbieżnych z bezpieczeństwem UE 🙂 (więcej tu: KE będzie negocjować z Rosją w sprawie South Streamu. Rura ominie Ukrainę.). Nie da się ukryć partykularnych interesów nie tyle na Węgrzech Bułgarii czy Serbii (te kraje uczciwie stawiają sprawę), ale przede wszystkim w Niemczech, Austrii i we Włoszech, które nieoficjalnie ani grzeje ani ziębi kwestia obrony interesów narodowych Ukrainy (czy „wspólnoty”) a zajmuje własny interes (Posłowie PE podzieleni ws. polskiej koncepcji unii energetycznej.), któremu trudno się dziwić…

Czytaj także: Rosyjska polityka energetyczna dzieli Europę na obozy

„…Trzy wspomniane kraje należą do Wspólnoty Energetycznej, jednak nie zamierzają podporządkowywać się jej pryncypiom. Poza tym, że mają problemy z implementacją unijnego prawa w swoich sektorach energetycznych, prowadzą seperatystyczną politykę energetyczną po myśli Rosji. Argumentują, że tranzyt gazu przez Ukrainę nie jest godny zaufania, dlatego nie ma alternatywy dla South Stream. Naciskają na dywersyfikację szlaków dostaw, nie dostawców. Z punktu widzenia Brukseli, która przyjmuje logikę dywersyfikacyjną, South Stream z monopolem Gazpromu jest inwestycją zbędną, ponieważ nie pozwoli na dopuszczenie nowych dostawców – z krajów kaspijskich lub śródziemnomorskich – do przepustowości rury. Dlatego Komisja Europejska domaga się podporządkowania gazociągu zasadom trzeciego pakietu energetycznego. W innym wypadku nawet po zakończeniu inwestycji KE nie zamierza pozwolić na uruchomienie przesyłu. – Po co Rosjanom rura, przez którą nie będzie mógł płynąć gaz? – pyta retorycznie Oettinger…”

…rura jest Rosjanom potrzebna właśnie po to żeby móc przesyłać SWÓJ gaz a nie konkurencyjny – to oczywiste jak słońce 🙂 Naiwnością jest też sądzić, że poszczególne kraje zainteresowane rosyjskim gazem będą przedkładać interes UE ponad narodowy, tylko po to żeby Rosji zagrać na nosie. Cały ten pomysł żeby Rosjan zmusić do przesyłu ich rurociągiem gazu innego pochodzenia niż rosyjskie zakrawa o jakąś paranoję… No i tu dochodzimy to meritum, bo skoro wiadomo było że Rosjanie tylko po to budują South Stream by ominąć Ukrainę (tę samą rolę wobec Polski spełnia Nord Stream) i dalej dostarczać swój gaz Europie, to czemu łudzono się że uda się ich namówić do czegoś sprzecznego z ich interesem? Ta cała gadka o dywersyfikacji źródeł od początku była kłamstwem, bo wiadomo że jedyny gaz jaki będzie płyną tą rurą to rosyjski gaz 😀 (Wszystkie rurki prowadzą do Rosji.)… Ktoś tu ma kogoś za idiotę, albo sam nim jest (mowa oczywiście o politykach z Brukseli)….

„…Postawa Serbii nie szokuje. To tradycyjny partner Rosji w polityce europejskiej. Pozornie ugodowa postaw Bułgarii polegająca na zamrożeniu prac przy jej odcinku South Stream nie oznacza, że Sofia przestała walczyć o realizację projektu. Najbardziej rozłamową politykę energetyczną pod względem skali zaangażowania i oddziaływania podejmują Węgry, które oprócz bezwarunkowego poparcia dla South Stream bez wahania pożyczają od Rosjan pieniądze na rozwój energetyki atomowej. Ich postawa godzi w, i tak kruchą, współpracę w sektorze energetyki gazowej w ramach Grupy Wyszehradzkiej, która ogranicza się do budowy sieci interkonektorów łączących systemy przesyłowe krajów Grupy. Nie rozszerza się jednak jeśli chodzi o parasol ochronny unijnego prawa antymonopolowego, bez którego nawet najbardziej zsieciowane systemy mogą zostać zmonopolizowane przez jednego dostawcę – w domyśle Gazprom. Węgrzy uderzają w polskie plany Unii Energetycznej i inne inicjatywy podejmowane przez Warszawę. Efekt jest taki, że bliższą naszym interesom postawę względem Unii w sektorze energetycznym przyjmują Hiszpanie, którzy liczą na zyski z pośrednictwa w handlu LNG z europejskimi klientami, niż teoretycznie bliższe geopolitycznie Węgry.

Prorosyjskie lobby Węgier i Bułgarii osłabia polską siłę negocjacyjną w Radzie Europejskiej, która zadecyduje o ostatecznym kształcie rozwiązań zapisanych przez Komisję Europejską w Europejskiej Strategii Bezpieczeństwa Europejskiego, która zawiera wiele z postulatów Unii Energetycznej wysuwanych przez Polaków. Jeżeli w sprawie pakietu klimatycznego zawsze mogliśmy liczyć na mniejszość blokującą z udziałem państw postkomunistycznych, to w sprawie np. wspólnych zakupów gazu będziemy musieli szukać wsparcia gdzie indziej niż w Budapeszcie i Sofii…”

…osobiście nie nazywałbym „prorosyjskimi” interesami NARODOWYCH interesów Węgier czy Bułgarii, bo już nie raz w trakcie kryzysu ukraińskiego mieliśmy przykłady „prorosyjskości” z innych „poważniejszych” państw UE jak Dania, Francja, Niemcy, Włochy czy Austria (Niemcy i Węgry przeciwne antyrosyjskim sankcjom. Francuski Total prowadzi rozmowy z Łukoilem. oraz: UE (nie)solidarna.). Oceniając to w ten sposób należałoby powiedzieć że zdecydowana większość krajów UE, które w jakiś sposób wyłamały się ze „wspólnej” polityki wobec tego kraju jest w związku z tym „prorosyjska”, prócz rzecz jasna Polski która na tej awanturze straciła politycznie i gospodarczo najwięcej 🙂 Bułgaria, Węgry i Serbia patrzą po prostu na pierwszym miejscu SWOJEGO interesu i trudno mieć o to do nich żal… Żal można mieć do siebie za to że daliśmy się rozegrać jak dzieci i jak dzieci zaczęliśmy „unię energetyczną”, która jest NIEMOŻLIWA do zrealizowania, przy takiej rozbieżności interesów poszczególnych krajów które chcą kupować rosyjski gaz – byle tanio (O unii energii: Wspólne zakupy są niemożliwe oraz: Steinmeier przeciwko wspólnym zakupom gazu.)…

„…Postawa południowych krajów o prorosyjskiej polityce energetycznej może stać się także wymówką dla większych graczy opowiadających się za business as usual w relacjach z Moskwą, jak Austria i Niemcy. Dlatego koncesja ze strony Warszawy, która pozwoliła wbrew swoim interesom na „doklejenie” agendy klimatycznej do rozmów o Strategii Energetycznej, zapewne w zamian za większą przychylność dla naszych postulatów w sektorze gazowym, może pójść na marne.

Czytaj także: Co zostało z Unii Energetycznej w strategii KE?

Dzięki aktywnej polityce Rosji i braku jedności w Europie wyłom we Wspólnocie Energetycznej już powstał. Czy długofalowo doprowadzi do jej dezintegracji a razem z nią pogrzebania śmiałych planów dywersyfikacyjnych? Niekorzystny trend przełamie tylko wspólna polityka energetyczna forsowana przez Brukselę, którą popierają Polacy. Finał tej rozgrywki da odpowiedź, czy europejska Wspólnota może funkcjonować w sektorze energetycznym i da przesłanki na temat potencjału solidarności krajów europejskich w ogóle.”

źródło: konserwatywnie.wordpress.com

…do wyłomu we wspólnocie przyczynia się sama „wspólnota” (której nie ma!) a aktywna polityka Rosji nie jest nieuzasadniona, zważywszy na niedawne zażyłe stosunki UE – Rosja w kwestii South Streamu który do niedawna łączył obu partnerów kosztem jakby nie patrzeć „biednej” Ukrainy 🙂 (Powstanie grupa robocza UE – Rosja ds. South Streamu)

…Odys

gazprom, unia europejska, niedźwiedź

„To be or not to be”. Cameron pod coraz większą presją w kwestii obecności GB w UE. Atmosferę podgrzewa kandydatura Junkera na szefa KE i gadulstwo Sikorskiego.


1.  Londyn: Spór w rządzącej koalicji o członkostwo UE

25.06.2014 (IAR) – Spory w koalicji rządzącej w Londynie w sprawie dalszego udziału w Unii Europejskiej. Liberalny wiceminister finansów Danny Alexander postanowił ujawnić dziś podczas wizyty w Waszyngtonie własną ekspertyzę ministerstwa skarbu, wiążącą bezpieczeństwo 3 milionów 300 tysięcy miejsc pracy z członkostwem Wielkiej Brytanii w Unii.

Według londyńskiej prasy, kanclerz skarbu, konserwatysta George Osborne, nie chciał ujawniać tej analizy, a przynajmniej nie przed szczytem Unii. Premier David Cameron zapewne przegra na nim walkę przeciwko nominacji Jeana-Claude’a Junckera na szefa Komisji Europejskiej. Cameron ostrzegał, że wybór Junckera może go zmusić do przyspieszenia referendum o dalszym udziale Wielkiej Brytanii w Unii. Sondaże opinii wskazują, że takie referendum w tej chwili oznaczałoby niemal na pewno jej opuszczenie.

Opracowanie ministerstwa skarbu stawia znak zapytania nad przekonaniem eurosceptyków, że brytyjska gospodarka poradziłaby sobie doskonale bez unijnych zobowiązań i ograniczeń. Tego przekonania nie podziela 80% firm zrzeczonych w Konfederacji Brytyjskiego Przemysłu i 60% członków Instytutu Dyrektorów. Natomiast Federacja Małego Biznesu skupiająca 200 tysięcy przedsiębiorców nie obawia się ewentualnego wystąpienia z Unii.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/dw

2. Szczyt UE: Juncker jednak na szefa KE

26.06.2014 (IAR) – Wszystko na to wskazuje, że nowym szefem Komisji Europejskiej będzie Jean-Claude Juncker. Unijni przywódcy mają go nominować na rozpoczynającym się dziś dwudniowym szczycie.

Późnym popołudniem spotkają się oni w belgijskim Ypres (czyt. ipr), by upamiętnić setną rocznicę wybuchu I wojny światowej. Po wspólnej kolacji wrócą do Brukseli, by w piątek kontynuować obrady.

Nominacja byłego premiera Luksemburga na szefa Komisji Europejskiej to złe wiadomości dla Davida Camerona, który próbował go zablokować i groził wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii. Nie podoba mu się bowiem idea zacieśnienia integracji europejskiej, którą proponuje Jean-Claude Juncker, a także fakt, że to Parlament Europejski forsuje tę kandydaturę.

„To jest kwestia zasad. To unijni przywódcy wybrani przez obywateli w swoich krajach decydują kto będzie kierował Komisją i w tej sprawie będę walczył do końca” – mówił w parlamencie David Cameron.

Brytyjskiemu premierowi jednak ubywa sojuszników. Wydaje się, że obecnie popiera go tylko szef węgierskiego rządu Victor Orban. Nawet socjaliści, na których mógł ewentualnie liczyć, też poparli chadeckiego kandydata. Kilka dni temu, po mini szczycie w Paryżu ogłosił to prezydent Francji Francois Hollande.

„Uzgodniliśmy, że będziemy respektować instytucje europejskie i zamysł, że zwycięska partia w wyborach proponuje swego kandydata, w tym przypadku pana Junckera” – powiedział prezydent Hollande.

Do tej pory, unijni przywódcy wybierali szefa Komisji Europejskiej na zasadzie jednomyślności i w przeszłości dwukrotnie brytyjskie weto uniemożliwiło wybór niemal pewnych kandydatów, dwóch Belgów. Teraz jednak możliwe jest głosowanie, bo wyczuwalne jest zmęczenie brytyjskimi żądaniami. Ostateczna decyzja o nominacji ma zapaść jutro.

Dziś wieczorem natomiast europejscy przywódcy omówią plan strategii Wspólnoty na najbliższe lata. Uwzględnia on między innymi polskie postulaty dotyczące unii energetycznej. A jutro rano europejscy przywódcy podpiszą umowy stowarzyszeniowe z Gruzją i Mołdawią, oraz część gospodarczą umowy z Ukrainą.

IAR/Beata Płomecka/Bruksela/dj

3. Listy do „Timesa” na temat Sikorskiego

26.06.2014 (IAR) – Londyński „Times” powraca dziś do arcynegatywnej oceny premiera Davida Camerona w podsłuchanej rozmowie ministra Radka Sikorskiego z byłym ministrem Jackiem Rostowskim. Redakcja „Timesa” otrzymała od czytelników sporo uwag w tej sprawie i publikuje dziś ich wybór jako temat przewodni rubryki „Listy do Wydawcy”.

„Trudno się nie zgodzić z Radosławem Sikorskim w jego ocenie niekompetencji negocjacyjnej naszego premiera…” – pisze czytelnik „Timesa” z Londynu. „Cameron nie tylko dał się wymanewrować w Unii Europejskiej, ale i w sprawie referendum niepodległościowego w Szkocji. Może przejść do historii jako autor rozpadu Zjednoczonego Królestwa i izolacji tego, co z niego pozostanie w Europie. Czy mu wszystko jedno, czy – jak sugeruje Sikorski – nic z tego nie rozumie?”

Drugi list podkreśla słabość Camerona, który nie może poważnie negocjować z Unią – 11 miesięcy przed wyborami powszechnymi, 3 miesiące przed referendum w Szkocji i bez jasnego mandatu wyborców, którym dopiero obiecał referendum unijne po następnych wyborach.

Kolejny czytelnik pisze: „Brawo Radosław Sikorski” i dodaje, że najwyraźniej Europie zaczyna brakować cierpliwości dla Davida Camerona, a polskiemu ministrowi już się widać skończyła.

I tylko jeden z czterech opublikowanych listów broni Camerona przed atakiem Sikorskiego: „Musiał powiedzieć Unii basta. A jeśli mu się nie uda, tym bardziej trzeba się przygotować na radykalną zmianę w stosunkach Wielkiej Brytanii z Unią Europejską”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/mcm/

źródło: stooq.pl

podobne: Wielka Brytania nie chce federalisty na stanowisku przewodniczącego Komisji Europejskiej. oraz: Eurosceptycyzm rośnie w siłę. W. Brytania (UKIP)  a także: Brytyjski biznes chce, by kraj został w UE, ale na nowych warunkach 

UE - GB

Misie na miarę naszych czasów. Pomoc publiczna dla PLL LOT. Pendolino nie mieści się na torach


1. KE udzieli zgody na II transzę pomocy publicznej dla PLL LOT

Warszawa, 24.06.2014 (ISBnews) – Komisja Europejska zgodzi się na udzielenie pomocy dla Polskich Linii Lotniczych LOT, dowiedziała się nieoficjalnie „Rzeczpospolita” w Brukseli. Z informacji agencji ISBnews wynika, że PLL LOT będą chciały wykorzystać tylko część – zapewne do 250 mln zł – z dostępnych 381 mln zł środków pomocy.

„We wtorek Bruksela przekazała tzw. Comfort Letter, którym pozytywnie ocenia dotychczasową restrukturyzację przewoźnika i sugeruje, że zgoda na pomoc publiczną nie zostanie zablokowana. Tej informacji ‚Rz’ nie była w stanie potwierdzić ani w Ministerstwie Skarbu Państwa, ani w LOT” – czytamy w na stronie rp.pl.

Agencja ISBnews dowiedziała się nieoficjalnie, że przewoźnik będzie chciał wykorzystać zapewne do 250 mln zł nowych środków, choć jego kondycja się poprawia, ponieważ „okienko z pomocą publiczną otwiera się raz na lata”.

Oficjalna ostateczna decyzja w sprawie drugiej transzy pomocy powinna trafić do PLL LOT we wrześniu. Dzięki niej, spółka mogłaby realizować swoją strategię, przewidująca m.in. zakup co najmniej 20 samolotów wąskokadłubowych, jak dowiedziała się agencja.

W grudniu 2012 r. Ministerstwo Skarbu Państwa zaakceptowało pomoc dla LOT. W ramach pierwszej transzy (tzw. pomoc na ratowanie) wypłacono 400 mln zł.

Druga transza – w wysokości 381 mln zł – ma zostać przeznaczona na restrukturyzację.

PLL LOT zapowiadały w kwietniu, że wyzwania na 2014 r. to: „powrót do trwałej rentowności, maksymalnie zmniejszenie drugiej transzy oraz utrzymanie płynności”. Jednakże kluczowe jest uzyskanie akceptacji Komisji Europejskiej dla Planu restrukturyzacji. Przewoźnik podkreślał, że do tej pory z Brukseli płynęły pozytywne sygnały.

Na rok 2014 PLL LOT podtrzymały prognozę zysku na działalności podstawowej na poziomie około 70 mln zł. Spółka informowała, że w 2013 r. zbliżyła się „do momentu, w którym zacznie zarabiać na działalności podstawowej”.

PLL LOT obsługują połączenia lotnicze od 1929 r. Obecnie samoloty w barwach LOT-u latają do blisko 60 miast w Europie, Ameryce Północnej, na Bliski Wschód oraz w Azji.

(ISBnews)

poprzednio: LOT spełnił życzenia KE w sprawie „modernizacji floty”, teraz czeka na drugą transzę „pomocy”. Słowo o pomocy publicznej dla lotnisk.

2. „Dziennik Gazeta Prawna” – Pendolino nie mieści się na torach

24.06.2014 (IAR) – Pendolino, włoski superpociąg, ma za długi przód i podczas prób w Warszawie zahaczył o słup na Dworcu Centralnym i o urządzenia przytorowe – dowiedział się „Dziennik Gazeta Prawna”. Planowany na grudzień oficjalny wyjazd na tory 20 składów może być zagrożony.

Jak czytamy, nowoczesny pociąg podczas testów zahaczył nosem o jeden ze słupów, a później o jedno z urządzeń kolejowych na linii średnicowej. Wcześniej zarzucano Pendolino, że jest za drogi, a także, że nie ma systemu wychylającego skład na zakrętach, co ograniczałoby jego prędkość do 160 kilometrów na godzinę.

Teraz okazało się, że opływowy przód pociągu na zakrętach wystaje na bok bardziej niż przewidują polskie przepisy kolejowe. Dlatego może zahaczać o elementy infrastruktury kolejowej. W praktyce może to oznaczać, że trzeba będzie odsunąć od torów urządzenia sterowania ruchem, a maszyniści będą musieli zwalniać. Konieczne będzie też sprawdzenie wszystkich tras, na których ma jeździć pociąg.

Producent składów oficjalnie dementuje zebrane przez dziennik informacje, a spółka PKP się nie wypowiada, jednak ustalenia potwierdziły trzy kolejowe źródła.

Więcej – w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. IAR/”Dziennik Gazeta Prawna”/mag/nyg

źródło: stooq.pl

podobne: Forsal: 10 najgorszych polskich inwestycji ostatnich 10 lat

polecam również: „Puls Biznesu” Będzie konkurencja dla polskich kolejarzy.

Inwestycyjne Misie