„Je suis idiot” czyli… marsz EUnuchów i haracz dla Turcji (z motywem kurdyjskim w tle). Czy zamachy w Belgii to wystarczający powód do zaostrzenia przepisów „antyterrorystycznych” w Polsce?


Kiedy jedno państwo najeżdża inne i destabilizuje lokalny porządek narzucając swój, to musi się liczyć z tym że w sposób naturalny przyczynia się do powstania ruchu oporu oraz chęci odwetu na najeźdźcach… Właśnie tak powstaje terroryzm… (Odys)

podobne: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.  oraz: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?

„…No i stało się, co się stać musiało! Zgromadzeni na placu wściekli Belgowie ścisnęli w dłoniach różnokolorowe kredy i bez komendy zaczęli …..wypisywać na miejskim bruku hasła o miłości i pokoju!!

Jeszcze kilku radykałów uzbroi swoje fejsbukowe monidła w czarno-żółto-czerwone pasy. Jakaś pani komisarz europejska demonstracyjnie uroni łzę na transmitowanej konferencji prasowej. Jacyś zdziczali cywile zorganizują marsz w obronie praw człowieka z transparentami „Je suis Belge” i akt krwawego rewanżu się wreszcie dopełni.

Europa nie pozostawi Belgów samym sobie, kipiąc ze wściekłości. Zdruzgotana pani Merkel wygłosi płomienną mowę, uzasadniając sens kontynuacji amerykańsko-izraelskiej polityki integracji. Wielu prezydentów przytuli ze współczuciem swoich ambasadorów Belgii. Kontynent rozświetli się bolesnymi płomykami zniczy, poutykanymi w dywany kwiatów.

Ktoś ustanowi żałobę narodową, ogłaszając dzień 22 marca dniem walecznego narodu belgijskiego. Inny zarządzi minutę ciszy. Napuchnięta z boleści pani Bieńkowska kolejny raz ogłosi potrzebę natychmiastowego rozbrojenia europejczyków. Firmy reklamowe już zaczną przygotowywać poręczne, składane transparenty z czarnymi napisami; „Je suis Espagnol”, „Je suis Norvegien” itp., by w razie czego nie dać nawet odetchnąć brutalnym muzułmanom…” (Leszek Posłuszny • prawica.net)

całość tu: „Je suis idiot”

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi?

„…Na własne oczy widzimy, że te tak zwane państwa nie służą obywatelom, służą jakiemuś wyższemu, a nieznanemu i nie Bożemu bynajmniej porządkowi. Poznajemy to po zachowaniu się policji w Niemczech i Belgii, która nie potrafi zapewnić minimum komfortu ludziom zwanym obywatelami. Ci zresztą już od dawna nimi nie są, to niewolnicy korporacji, trudno to na razie poznać, bo nikt jeszcze nie dał znaku do masowego przemieszczania dużych grup europejskich niewolników. Póki co przesuwane są inne masy, te lokalne, zakorzenione mogą jeszcze chwilę pobyć u siebie. No, ale nie mogą już liczyć na bezpieczeństwo…

…Media bowiem, tak jak dawniej wszyscy rewolucyjni agitatorzy pochylają się z troską nad niedolą człowieka prostego, chcą go upodmiotowić, dając mu do ręki pilot, tak jak dawniej demokraci chcieli upodmiotowić lud, dając mu do ręki kartkę wyborczą. Do czego to doprowadziło widzimy dzisiaj, to socjotechniki, o jakiej się faraonom nie śniło. Bomby wybuchają na lotniskach, a dziennikarze apelują do ludzi, żeby nie pogrążyli się w islamofobii i nie używali mowy nienawiści. Tu nie chodzi o mowę nienawiści, ale o nazwanie rzeczy po imieniu, co jest trudne albowiem trzeba się przyznać do totalnej bezradności i jasno sobie powiedzieć, że demokracja i Unia to projekty oszukane wymierzone wprost w pojedynczego człowieka…” (coryllus)

źródło: O Duchu Świętym, który nie myli się nigdy

podobne: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?  

W związku z powyższym wydarzeniem „polski rząd” w końcu zadeklarował „zdecydowanie” przeciwne stanowisko w kwestii „przymusowej kwoty uchodźców” jaką zobowiązała się przyjąć poprzednia ekipa. Tylko czy naprawdę trzeba było do tego (póki co deklaracji niepopartej wypowiedzeniem wcześniejszej umowy) aż tak dramatycznego wydarzenia? (Odys)

„Nie widzę możliwości, aby w tej chwili do Polski przyjechali imigranci – powiedziała w rozmowie z Superstacją premier Beata Szydło. Deklarację od razu okrzyknięto jako przełomową. Sęk w tym, że słowa szefowej rządu nie wieszczą żadnego przełomu, a przydzieleni Polsce – za zgodą koalicji PO-PSL – imigranci trafią do naszego kraju, jak tylko UE upora się z problemem ich rejestracji i weryfikacji. Bo zobowiązanie wciąż funkcjonuje

dopóki osoby, które napływają z Bliskiego Wschodu do Europy nie będą odpowiednio weryfikowane, to ciężko mówić o jakiejś ich relokacji czy dystrybucji pomiędzy kraje członkowskie UE.

To oznacza, że żadnej zmiany polityki imigracyjnej nie ma. Polski rząd od tygodni bowiem wije się, by z jednej strony nie podpaść UE, a z drugiej zyskać poparcie społeczeństwa, które nie chce, by do naszego kraju trafili islamscy, nielegalni imigranci. Tym bardziej zaskakiwać może ton narracji mediów wspierających rząd, mówiących o zmianie stanowiska wobec migrantów…” 

całość tu: Zmiana imigracyjnej polityki polskiego rządu tylko iluzoryczna. Będzie weryfikacja, pojawią się też imigranci

Czas pokaże ile z tego „zdecydowania” pozostanie kiedy trzeba będzie rzeczywiście wypowiedzieć umowę jaką zawarli z UE POprzednicy. Przy okazji pamiętajmy o tym jakie stanowisko zajął „polski rząd” wobec pomysłu swobodnego „przemytu” osób z terenów Turcji (już za pół roku), w ramach niedawno zawartego układu „w sprawie uchodźców” między EU a Turcją. Jeśli bowiem te ustalenia wejdą w życie, to wystarczy że każdy migrant (którego dziś Turcja zobowiązała się za gruba kasę przetrzymać) będzie się posługiwał tureckim paszportem, a za pół roku będziemy mieli do czynienia z całkowicie legalną falą obcych na nasze terytorium… (Odys)

„…Wg tego co rozumiemy z doniesień prasowych, ideą przewodnią układu ma być odsyłanie uchodźców z Europy do Turcji, w sprzeczności z dotychczasowymi deklaracjami kanclerz Merkel że każdy jest mile widziany w jej ojczyźnie. Za ich przyjęcie EU zapłaci tureckiemu satrapie przez nos. Satrapa z kolei odwdzięczy się za to wysyłając w miejsce jednego przysłanego innego „uchodźcę” i, z tego co rozumiemy, za to płacić unii nie zamierza. Czyli w „uchodźcach” mamy jeden za jednego, netto nic się nie zmieni. Jedynie klan Erdogana zamiast na Syrii obłowi się na EU. Okay, „wir schaffen das”.

Okazuje się jednak że nie tylko „das” ale i coś innego, znacznie poważniejszego. Wygląda mianowicie na to że Erdoganowi udało się wyciąć w negocjacjach sztuczkę zwaną „red herring” – czerwony śledź.

Czerwony śledź jest zmyłką, nieznaczącym czy nawet całkowicie zmyślonym punktem którego kalkulowane poświęcenie przez jedną stronę negocjacji ma odwracać uwagę drugiej od rzeczy naprawdę ważnej, często o zasadniczym znaczeniu. Otóż strona unijna zgodziła się także na – uwaga – otwarcie granic Schengen dla 76 milionów Turków już za parę miesięcy. To jest dopiero bomba atomowa o której ci którzy „negocjowali” z Erdoganem nie bardzo pewnie zdają sobie sprawę. Zapomnij wkrótce o „uchodźcach” syryjskich! Znikną oni w tłumie milionów „uciekinierów” kurdyjskich!..” (cynik9)

całość tu: Cykliczne wariactwa Niemiec czyli czerwony śledź po kurdyjsku

W sumie mam gdzieś to co sobie na łeb sprowadzają eurokraci. Problem mam z tym że polski (nie)rząd godzi się na tego rodzaju „wspólne stanowisko”. Mimo potrząsania szabelką nikt z obecnego rzekomo „polskiego establiszmentu” nie potrafi jak do tej pory wziąć przykładu z Orbana (na którego w innych kwestiach łatwo się jest powoływać) by powiedzieć swoim obywatelom konkretnie i zdecydowanie „nie przyjmiemy ANI JEDNEGO nachodźcy”. PIS gra z nami w jakąś ciuciubabkę i klei durnia z jednej strony deklarując „szlaban” a z drugiej bredząc coś o jakichś „procedurach kontrolnych” które jeśli zostaną dopracowane to Polska ma wziąć te 7 tys. obcych… CYRK. Tymczasem okazuje się że cynik9 może mieć rację z tymi Kurdami… (Odys)

…„Dzień po tym, w którym zostało ogłoszone, że takie ogromne kwoty, 6 miliardów zostanie przekazane Turcji, Turcja ogłosiła swój projekt militarny; poprawienia stanu armii, który będzie kosztować niecałe 6 miliardów. Krótko mówiąc sfinansowaliśmy Turcji zmodernizowanie swojej armii”

Lider partii KORWiN w Szczecinie wypowiedział się również na temat sytuacji Kurdów, o których solidarnie milczą kraje europejskiej i Stany Zjednoczone: „Turcja uzyskała ciche przyzwolenie, żeby eliminować Kurdów. Oni do tej pory rzekomo walcząc z państwem islamskim, dużą część swoich sił zaangażowali do walki z Kurdami.”

całość tu: Paweł Szut: porozumienie Unii Europejskiej z Turcją zagraża Polsce! Czekają nas zamachy terrorystyczne?

„…31 października 2014 prezydent François Hollande skorzystał z okazji oficjalnej wizyty w Paryżu Recep Tayyip Erdoğana by zorganizować tajne spotkanie w Pałacu, z prezydentem syryjskich Kurdów, Salihem Muslimem. Zdradzając tureckich Kurdów i ich lidera Abdullaha Öcalana, Salih Muslim zgodził się by zostać prezydentem pseudo-Kurdystanu, który miał być utworzony przy okazji obalenia demokratycznie wybranego prezydenta Bachara el-Assada.

To było podczas walki o Kobane. Przez kilka miesięcy syryjscy Kurdowie bronili miasta przed Daesh. Ich zwycięstwo nad dżihadystami miało potrząsnąć polityczną szachownicą – każdy kto naprawdę chciał walczyć z dżihadystami musiał dołączyć do Kurdów. Ale syryjscy Kurdowie swoją narodowość zdobyli dopiero na początku wojny – do tej pory byli tureckimi uchodźcami politycznymi w Syrii, wypędzonymi z kraju podczas represji w latach 1980. Wtedy członkowie NATO uważali PKK, główną kurdyjską formację w Turcji, za organizację terrorystyczną. Ale od tego czasu rozróżniali między „złymi” tureckimi PKK i „dobrymi” syryjskimi YPG, pomimo że te dwie organizacje są ściśle ze sobą powiązane…

…Na spotkaniu UE-Turcja, i niezależnie od wszelkich podejmowanych tam decyzji, prezydent Erdoğan wygłosił przemówienie w TV z okazji 101 rocznicy bitwy o Çanakkale („bitwa o Dardanele” – zwycięstwo Imperium Osmańskiego nad sojusznikami) i dla upamiętnienia ofiar ataku dokonanego w Ankarze kilka dni wcześniej. Powiedział:

„Nie ma powodu żeby bomby które wybuchły w Ankarze nie mogły wybuchnąć w Brukseli albo w innym mieście europejskim (…) Tutaj apeluję do wszystkich krajów które otworzyły ramiona, i które, pośrednio albo bezpośrednio, wspierają organizacje terrorystyczne. Karmicie węża w swoim łóżku, i ten karmiony przez was wąż w każdej chwili może was ukąsić. Może oglądanie w TV tych bomb które wybuchają w Turcji nic dla was nie znaczy – ale kiedy bomby zaczną wybuchać w waszych miastach, to na pewno zrozumiecie co my czujemy. Ale wtedy będzie za późno. Przestańcie wspierać te działania, których nigdy nie tolerowalibyście w swoich krajach, chyba że wycelowane są na Turcję”. [3]

Cztery dni później, ataki miały miejsce w Brukseli…” (Thierry Meyssan, tłum. Ola Gordon)

całość tu: Przyczyna ataków w Paryżu i Brukseli

podobne: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”  oraz: Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji)  i to: Syria: Turcja nie wjedzie do Kobani. Niemcy: znowu starcia Kurdów i salafitów  a także: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę.  i jeszcze: Turczyn rośnie w siłę… bez „Unii”

Tymczasem jedyną rzeczą na którą stać „polski rząd” wobec kryzysu imigracyjnego (na własne życzenie), który na dobrą sprawę jeszcze nie zdążył nas bezpośrednio dotknąć, to „stanowcza reakcja” na rzekomy „wzrost poczucia zagrożenia terroryzmem w Polsce” z powodu… oddalonego od nas setki kilometrów epicentrum (sic!) Oto w ciągu kilkudziesięciu godzin po zamachu w Belgii, nasi „nowi” umiłowani przywódcy zdążyli w podskokach zaprezentować gotowy projekt „specustawy” zwanej „antyterrorystyczną”, która po wprowadzonej nie tak dawno w życie innej zwanej „inwigilacyjną”, jest kolejnym ogniwem do łańcuszka na szyję Polaków, zwiększającym jednocześnie uprawnienia służb specjalnych w Polsce, dla zapewnienia nam „bezpieczeństwa” przed terrorem od którego podobno nawet w Polsce zdołała zgęstnieć atmosfera. No ale zanim się to zagrożenie zmaterializuje w rzeczywistość, to już dziś (zaocznie) poczujmy się wszyscy bezpieczniej, bo tak jak ustawa „inwigilacyjna” tak i „antyterrorystyczna” stanowi dość ciekawy konglomerat przepisów, uprawniających resort siłowy i bezpieczeństwa do chwytania za mordę obywateli polski, jakby ta kwestia była rzeczywiście priorytetem i naglącą potrzebą przeciętnego Polaka, o czym więcej tu: Specustawa antyterrorystyczna wzbudza obawy, nie znamy jej konkretów – Jacek Wilk, Stanisław Tyszka. Tymczasem szaleństwo przedkładania bezpieczeństwa nad zdrowym rozsądkiem prowadzi do takich kwiatków – Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… 🙂 (Odys)

„…Skłonienie paru islamskich fanatyków do wysadzenia się w centrum Paryża, Brukseli czy Warszawy może być łatwe. Bezpośrednie konwekwencje tego są też łatwe do skalkulowania. Ale jest to jedynie cyferblat zegara. Dużo istotniejsze jest zrozumienie mechanizmu który za tym stoi, kto za to płaci i kto pociąga za sznurki. A przez to – kto unią naprawdę rządzi i w jakim kierunku ją steruje. Czy rzeczywiście rządzą nią durnie stojący nominalnie na jej czele? Czy czasem nie wykonują oni jedynie czyichś poleceń?

Bo jeśli to pierwsze to może lepiej aby durnie nie brali się jednak za wydawanie rozkazów… W przeciwnym razie wiadomo od razu jakie te rozkazy będą. Belgijski Trybunał Konstytucyjny odebrał tamtejszym służbom prawo do inwigilacji. Nasz TK je ograniczył. To uniemożliwia zbieranie danych o terrorystach – skarży się na przykład polski min. sprawiedliwości Ziobro. No właśnie, ktoś się gdzieś wysadził więc już twórzmy państwo totalitarne, co zamach to krok do przodu, kontrolujące wszystkich i wszystko. Pod każdym kamieniem kryć się może przecież terrorysta. Zlikwidujmy każdą ostoję prywatności i umiaru, dajmy państwu totalną kontrolę nad każdą transakcją, bo każde €100 może przecież służyć „finansowaniu terroryzmu”. Jeszcze inne głosy nawołują o odwrót od Schengen i o powrót kontroli granicznych. Odgródźmy się drutem kolczastym od wszystkich i sprowadźmy handel do zera bo Mohammed N. się wysadził na, dajmy na to, Okęciu. Well, obawiać się można że na tym się zakończy skoro durnie rządzący Niemcami otwarcie importują do siebie miliony islamitów, rozsadzając tym unię od środka. Ale powiedzmy otwarcie – nie to oznaczać miała dobra idea bloku ekonomicznego bez granic, ani też nie miała ona oznaczać wolności przekraczania zewnętrznej granicy EU przez byle jihadistę z kałachem. Schengen znosił tylko granice wewnętrzne unii i nie zakładał wewnątrz unijnego wariactwa Niemców.

O to dokładnie chodzi terrorystom w bezpośrednim efekcie ich starań – o sianie niepewności i o permanentny stan wyjątkowy, o podważenie naszego sposobu życia, naszej kultury, naszych tradycji. O chór przestraszonych durniów nagabujących rząd aby „coś zrobił”. Jednocześnie liżmy nogi Brukseli i otwierajmy się na przyjęcie tysięcy najeźdźców rozdzielanych z klucza przez tamtejszych psychopatów. Cała unia zaś kolektywnie niech liże nogi Erdogana, niech go przekupuje miliardami euro i zniesieniem granic dla nowych milionów, zamiast jednego pocisku cruise w sam środek sułtańskiego pałacu w Ankarze.

Społeczeństwo nie-durniów nigdy nie da sobie narzucić zalewu obcego elementu. Prędzej wykatapultuje się z unijnego domu wariatów i szariatów. Kalifat berliński proszę bardzo, Frau Merkel, sie schaffen das. Ale nie my. Kalifat warszawski – po naszym trupie. Wtedy tylko pan Ziobro nie będzie musiał zbierać ani danych o terrorystach których nie będzie, ani o trupach których będzie jeszcze mniej. Terroryzm jak tasiemiec, musi mieć swojego żywiciela. Bez żywiciela nie ma terroryzmu.

A jeżeli chodzi o bombardowanie żywicieli terroryzmu to czemu nie? Choćby jutro. Byle by najpierw upewnić się czy aby żywiciel zbombardować się da. Bo czasem może nie być durniem…” (cynik9)

całość tu: EU, durnie i rozkazy czy Europa jest jeszcze do odratowania?

podobne: Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą  oraz: Szczyt UE głównie o Ukrainie, ale też o Grecji (której grozi niewypłacalność) i terroryzmie (gromadzenie danych, kontrola graniczna). Kredyt z MFW dla Ukrainy i jeszcze: Rosja chce współpracować z USA w zwalczaniu terroryzmu. Manewry i rozbudowa infrastruktury wojskowej na Arktyce polecam również: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie  i to: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki  a także: USA: szkolenie syryjskich rebeliantów. Belgowie w szeregach Państwa Islamskiego

jako żywo z teorii Noam’a Chomsky STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE

„Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.”

Należy sobie w związku z powyższym zadać pytanie, czy niedawny zamach w Brukseli (a wcześniej w Paryżu) to w pełni uzasadniony powód do tego żeby służbom w Polsce (podobno ciągle postkomunistycznym i w większości niezweryfikowanym – jak twierdzi „nowa” władza) nadawać kolejne nadzwyczajne, i niebezpieczne nawet dla zwykłego obywatela uprawnienia? Mam co do tego poważne wątpliwości. Wygląda to na kreowanie i wykorzystywanie przez obecną władzę poczucia zagrożenia terroryzmem, po to by nadać sobie specjalne uprawnienia do inwigilacji własnych obywateli. Jest to typowe działanie każdej lewicowej władzy, która nie jest pewna swoich „pro społecznych” rządów tudzież reform. W związku z czym będąc świadomą wynikających z tego tytułu zagrożeń dla siebie, szykuje zawczasu  narzędzia do monitorowania i pacyfikacji ewentualnego niezadowolenia, a nawet buntu swoich niedawnych wyborców, o czym trafnie pisał swojego czasu Reisman… (Odys):

„…Wobec kogo, logicznie rzecz biorąc, obywatele państwa socjalistycznego powinni kierować swoje oburzenie i złość, jeśli nie wobec samego państwa socjalistycznego? To samo państwo, które ogłasza odpowiedzialność za ich życie i obiecuje im żywot w szczęśliwości, w rzeczywistości ponosi odpowiedzialność za urządzenie im z tego życia piekła. Istotnie, przywódcy państwa socjalistycznego przeżywają dylemat. Każdego dnia zachęcają ludzi do wiary, że socjalizm jest systemem doskonałym, którego złego skutki mogą być jedynie efektem działania złych ludzi. Jeśli to prawda, kim więc mogą być ci źli ludzie, jeżeli nie samymi rządzącymi, którzy nie tylko czynią życie innych piekłem, lecz wypaczają rzekomo doskonały system do takiej postaci?
Skutkuje to tym, że przywódcy państwa socjalistycznego muszą żyć w obawie przed innymi ludźmi. Zgodnie z logiką ich działania i ich nauczaniem, kipiące oburzenie ludzi winno wzbierać i zdławić ich w orgii krwawej zemsty. Rządzący to przeczuwają, nawet jeśli nie przyznają się do tego otwarcie. Dlatego też ich największą troską jest trzymanie obywateli pod butemW rezultacie twierdzeniem prawdziwym, choć niewystarczającym, jest to, że socjalizm oznacza brak wolności prasy i wolności wypowiedzi. Z pewnością w socjalizmie brakuje tych swobód.

…Jednak socjalizm sięga dużo dalej niż zaledwie brak wolności prasy i wypowiedzi.
Rząd socjalistyczny całkowicie unicestwia tego rodzaju swobody. Obraca on prasę i każde forum publiczne w środek histerycznej propagandy na własny użytek. Ponadto bezwzględnie prześladuje każdego, kto przynajmniej minimalnie odchyli się od oficjalnej linii partiiPowodem tego jest strach socjalistycznych przywódców przed ludźmi. By chronić siebie, muszą oni utrzymywać ministerstwo propagandy oraz tajną policję, pracujące non stop. Ta pierwsza instytucja niezbędna jest, by odwracać uwagę ludzi od odpowiedzialności socjalizmu i jego przywódców za ludzką nędzę. Druga potrzebna jest do uciszania tych, którzy mogą sugerować odpowiedzialność socjalizmu lub jego przywódców, oraz do unieszkodliwiania każdego, kto zacznie przejawiać oznaki samodzielnego myślenia…” (Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem)

Należałoby też zapytać „prawych i sprawiedliwych” również o to, jak się ma to co robią obecnie do obietnicy „dobrej zmiany” na polu przywrócenia Polakom poczucia godności, oraz nienaruszalności swobód obywatelskich i wolności od państwowej hydry, którą to belkę PIS bezustannie widział w oku POprzedniej ekipy rządzącej? (o czym więcej tu: Nieprawidłowości przy inwigilacji. NIK krytykuje zasady i praktykę uzyskiwania billingów i tu: “Tusku kur…. zrób coś!” czyli… służby spuszczone ze smyczy i walka z “mową nienawiści” oraz tu: „Pałowanie w technicolorze” czyli… Monitoring PO prawdzie i jeszcze tu: Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem?). Czemu PIS buduje państwo policyjne? Czy naprawdę robi to ze strachu przed terrorem, czy też może ze strachu przed własnymi obywatelami… (Odys)

podobne: Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. oraz: Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  i to: Służby specjalne i dane Polaków. Pieniądze na walkę z rosyjską propagandą. Czy „taśmy Wprost” wypłyną raz jeszcze? Wyciek stenogramów (smoleńskich) pokazuje słabość państwa. Niemcki wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku?  i jeszcze: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW.  a także: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka?

Na koniec coś na poprawienie humoru (albo jak kto woli na ból zderzenia z brutalną rzeczywistością)  To coś różowe w środku czyli drugie oblicze szefa brukselskiej Policji 😉

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Reklamy

USA krytykuje plan Putina i niemiecka oferta. Komorowski o wsparciu militarnym dla Ukrainy. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie. Brzeziński o Rosji. Irak: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”. Rozmowy USA-Kuba


1. ONZ: USA krytykuje plan Putina„Sueddeutsche Zeitung”: niemiecka oferta dla Putina. Polityka ustępstw wobec Rosji może być niebezpieczna

21.01.2015 (IAR) – Ambasador USA przy ONZ nie zostawia suchej nitki na planie pokojowym Władimira Putina. Samantha Power mówiła na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa w Nowym Jorku, że Putin chce Donbas okupować.

„Plan pokojowy Putina trzeba nazwać po imieniu – rosyjskim planem okupacji.” – mówiła Power. Jej zdaniem, rosyjski prezydent chce w ten sposób „zalegitymizować” podległość Moskwie terytoriów na wschodzie Ukrainy, a także stacjonujących tam rosyjskich żołnierzy i sprzętu wojskowego.

Plan Putina, ogłoszony przez rzecznika Kremla w ubiegłym tygodniu, zakładał między innymi wycofanie przez obie strony ciężkiej artylerii do wyznaczonej linii oraz wpłynięcie na separatystów, by działali na rzecz „uniknięcia dalszych ofiar wśród cywilów.” Rosja przesłała te pomysły listownie Ukrainie, jej prezydent odrzucił ten plan.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/AFP./wcześn/to/łp

podobne: Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie. oraz: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego.

23.01.2015 (IAR) – Niemcy są gotowe do rozmów z Moskwą na temat utworzenie europejsko-rosyjskiej strefy handlowej. Donosi o tym dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. Warunkiem jest jednak załagodzenie przez Rosję konfliktu na Ukrainie.

Gazeta przytacza wypowiedź kanclerz Angeli Merkel, która na forum ekonomicznym w Davos miała powiedzieć, że jest gotowa do rozmów na temat strefy handlowej. Zastrzegła jednak, że warunkiem jest opracowanie kompleksowego rozwiązania kryzysu na Ukrainie. W podobnym tonie miał wypowiadać się także niemiecki wicekanclerz Sigmar Gabriel. Jak czytamy, polityk sugerował, że Unia Europejska musi zastanowić się co zaoferować Rosji po zakończeniu wojny i że Moskwie powinno się zaproponować jakieś wyjście. Gabriel także zastrzegał jednak, że Rosja musi przestrzegać porozumienia pokojowego z Mińska.

„Sueddeutsche Zeitung” nazywa stanowisko niemieckich władz dyskretną ofertą złożoną prezydentowi Rosji w sprawie rozwiązania konfliktu na Ukrainie.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Wojciech Szymański,Berlin/dyd

23.01.2015 (IAR) – Istnieje obawa, że Berlin będzie walczył mocniej o własne interesy, niż o stabilizację – uważa Juliusz Sabak, ekspert serwisu Defence24.pl. Jak donosi niemiecka prasa – politycy tego kraju sugerują, że Unia Europejska powinna zaproponować Rosji dodatkowe korzyści w przypadku zakończenia wojny na wschodzie Ukrainy.

Juliusz Sabak jest wobec nowej koncepcji dość sceptyczny. Niemcy, w jego opinii, zdają się poszukiwać rozwiązania, które bardziej poprawi stosunki niemiecko-rosyjskie niż rosyjsko-unijne, także sytuacja na Ukrainie nie jest tu traktowana najpoważniej. Ekspert uważa, że może to doprowadzić do rozłamu w polityce europejskiej względem Rosji. Już teraz wyraźne są sygnały zarówno z samych Niemiec, gdzie odbywają się protesty o wymowie pacyfistycznej, jak i z Unii Europejskiej, która sama zaczyna czuć ciężar sankcji ekonomicznych.

Niemiecki rząd skłania się obecnie ku ustępstwom wobec Rosji, ale wprowadzenie takiej polityki mogłoby oznaczać niebezpieczny precedens, który – jak uważa Sabak – mógłby stwarzać nowe zagrożenia. Ekspert wyraża obawę o kraje bałtyckie, jak również terytoria, na których znajdują się istotne dla Rosji złoża.

Jak donosi „Sueddeutsche Zeitung”, o gotowości do podjęcia rozmów o utworzeniu z Rosją wspólnej strefy handlu mówiła w Davos Angela Merkel. W podobnym tonie wypowiadał się także wicekanclerz Niemiec.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Przemysław Pawełek/K.P.

podobne: Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. oraz: Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej, Merkel studzi nadzieje na przełom negocjacji z Rosją. i to: Co z paktem Putin-Merkel dotyczącym Ukrainy?  a także: Niemcy i Węgry przeciwne antyrosyjskim sankcjom. Francuski Total prowadzi rozmowy z Łukoilem.

2. Prezydent przeciw rozważaniu bezpośredniego wsparcia militarnego dla Ukrainy.

22.01.2015 (IAR) – Prezydent przeciw rozważeniu ewentualnego bezpośredniego wsparcia polskiego wojska dla Ukrainy. Bronisław Komorowski komentował w rozmowie w TVPInfo słowa byłego opozycjonisty Zbigniewa Bujaka, który uznał, że „byłoby fantastycznie, gdyby polscy żołnierze walczyli w Doniecku”. Do tych słów odniósł się też kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda, który stwierdził, że „to jest bardzo poważna decyzja, trzeba by się nad nią dobrze zastanowić”.

Według Bronisława Komorowskiego, to niepoważna i groźna ocena, szczególnie, że pada z ust pretendenta do roli zwierzchnika sił zbrojnych. Prezydent powiedział, że powadze Polski nie służy opinia kraju, który mógłby w ogóle rozważać scenariusze samodzielnej od Unii Europejskiej i NATO drogi politycznej wobec Ukrainy. Zdaniem prezydenta, Ukrainie służyć może zwartość Unii i NATO we wspieraniu Kijowa w umacnianiu suwerenności. Bronisław Komorowski dodał, że nie sądzi, by ktokolwiek na Ukrainie liczył na wygraną przy użyciu swoich czy obcych żołnierzy z Rosją.

Bronisław Komorowski odniósł się też do oburzenia, jakie w Moskwie wywołały słowa polskiego szefa MSZ. Grzegorz Schetyna zwrócił uwagę na to, że obóz Auschwitz-Birkenau wyzwalali też Ukraińcy walczący w Armii Czerwonej.

Prezydent stwierdził, że należy uszanować, że to Rosjanie stanowili największą grupę wtedy walczącą. Zastrzegł, ze lepiej się skupić na przeżyciu pamięci o likwidacji obozu w Auschwitz i dramatycznym doświadczeniu ludobójstwa. „Nie warto tego plątać w sumie dosyć nie na miejscu, nie w tej chwili istotne spory natury historycznej” – dodał.

IAR/tvpinfo/lp/ab

podobne: Koziej o roli Polski w kryzysie ukraińskim.  oraz: Polski sprzęt dla „szpicy” NATO. Broń dla Ukrainy na własną rękę. Niemcy nie chcą zwiększać wydatków na obronność. Rosja zbuduje własne „Mistrale”. i to: Broń dla Ukrainy może oznaczać eskalację działań: polskie MSW wesprze Ukrainę, MON nie mówi nie.

3. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie.  Z.Brzeziński o Rosji.

21.01.2015 (IAR) – Rosja zwiększyła swoje siły na Ukrainie – potwierdza NATO i ponawia apel do Moskwy o wycofanie wojsk.

Szef Sojuszu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg mówił o zwiększonej liczbie czołgów, artylerii i systemach obrony powietrznej. Nie chciał jednak komentować wypowiedzi ukraińskiego prezydenta i podawać dokładnej liczby wojsk i sprzętu. Petro Poroszenko powiedział dziś w Davos, że na wschodzie Ukrainy rozmieszczonych jest ponad 9 tysięcy rosyjskich żołnierzy, a także ponad 500 rosyjskich czołgów, transporterów opancerzonych i jednostek artylerii. Rosja odrzuciła te oskarżenia. Natomiast Sojusz kolejny raz obwinił Moskwę o łamanie wrześniowego porozumienia z Mińska. Sekretarz generalny NATO podkreślił, że utrzymywanie przedz Rosję wojsk na wschodzie Ukrainy nie przyczynia się do pokojowego rozwiązania konfliktu.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Beata Płomecka/Bruksela/dabr

podobne: Ukraińska armia weszła do Ługańska. Sytuacja z kolumną humanitarną i wojskową (USA nie potwierdzają rosyjskiej agresji). Czechy: ćwiczenia lotnictwa NATO. Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów. Gaza – jak zakończyć wojnę. oraz: Ukraina i NATO (komentarz Janusza Korwin-Mikke). Rosja testuje pocisk balistyczny „Buława” i zwiększa aktywność wojskową.

22.01.2015 (IAR) – Zbigniew Brzeziński apeluje do Stanów Zjednoczonych i NATO o rozlokowanie wojsk na Litwie, Łotwie i w Estonii. Podczas przesłuchania w amerykańskim Senacie wyraził obawę, że Władimir Putin zechce powtórzyć scenariusz krymski w krajach bałtyckich.

Zbigniew Brzeziński uważa, że jeśli Władimir Putin zechce zająć kraje bałtyckie, to nie będą one w stanie przeciwstawić się rosyjskiej agresji. „Jedyny wiarygodny i pokojowy sposób na wzmocnienie regionalnego bezpieczeństwa, to rozlokowanie kontyngentów NATO” – powiedział. Według Zbigniewa Brzezińskiego, wysłanie takich jednostek na Litwę, Łotwę i Estonię nie stanowiłoby zagrożenia dla Rosji, ale sprawiłoby, że w razie inwazji Moskwa ryzykowałaby konfliktem z NATO. Zbigniew Brzeziński zaapelował też o rozlokowanie przez USA i ich sojuszników sprzętu wojskowego w Polsce oraz przekazanie Ukrainie broni defensywnej. „Putin igra z ogniem finansując i zbrojąc lokalną rebelię, a czasami interweniując militarnie bezpośrednio w celu zdestabilizowania Ukrainy ekonomicznie i politycznie, i zniszczenia europejskich aspiracji tego kraju” – powiedział Zbigniew Brzeziński. Zaproponował też dla Ukrainy model fiński, w którym kraj ten pozostanie neutralny militarnie, ale utrzyma związki gospodarcze z Zachodem.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/em/

podobne: Ukraina dąży do NATO, armia nie skorzysta z korytarzy humanitarnych. „Siły pokojowe” OUBZ kontra „siły szybkiego reagowania” NATO. Finowie i Szwedzi w gotowości bojowej, Norwegia i magazyny broni USA. oraz: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów polecam również: Bębny wojny? Korea Północna testuje rakiety. Manewry lotnicze w Rosji. USA wzmocnią siły lądowe i morskie w krajach na wschodzie NATO. Wywiad USA prognozuje wkroczenie Rosjan na wschodnią Ukrainę i to: Zmiany planów obronnych NATO

4. Irak – nowa ofensywa Kurdów. Sukcesy w walce z Państwem Islamskim. Kerry po spotkaniu ws. walki z Państwem IslamskimByli francuscy żołnierze walczą pod sztandarem Państwa Islamskiego

21.01.2015 (IAR) – Iraccy Kurdowie przypuścili nową ofensywę na północy kraju. Chcą w ten sposób odciąć radykałom z Państwa Islamskiego drogi zaopatrzenia z ich baz w Syrii na tereny w Iraku.

Kurdyjscy żołnierze przegnali w ostatnim czasie radykałów z okolicy tamy w Mosulu. Zaopatruje ona w prąd niemal całą prowincję Anbar czyli tereny w Iraku, gdzie fanatycy z Państwa Islamskiego mają największe wpływy. Teraz ofensywa Kurdów postępuje dalej na południe, by odciąć radykałom drogi transportu zaopatrzenia.

Tymczasem od poniedziałku koalicja pod wodzą Amerykanów dokonała już ponad 20 nalotów na pozycje Państwa Islamskiego. Dotychczasowe bombardowania miały wyraźnie osłabić radykałów, choć generałowie podkreślają, że potrzeba jeszcze wiele czasu, zanim będzie można mówić o sukcesie.

Z kolei ONZ ostro potępiła tzw. sądy koraniczne, które ustanowili islamiści na podbitych terenach. „Mamy wiele informacji o kobietach na których dokonano egzekucji w Mosulu i w innych miastach, po wyrokach tzw. sądów religijnych” – mówi rzeczniczka ONZ-owskiego Biura Praw Człowieka Ravina Shamdasani.

ONZ twierdzi, że na należących do islamistów stronach pojawiły się ostatnio zdjęcia kamienowanych kobiet i krzyżowanych mężczyzn.

Od czasu, gdy niemal rok temu sunniccy rebelianci zaczęli przejmować kolejne tereny w Syrii i w Iraku, pojawiają się doniesienia o dokonywanych przez nich czystkach etnicznych na jazydach, chrześcijanach czy szyitach. Po ustanowieniu kalifatu islamiści wprowadzili własne sądy, walutę i kodeks zachowań. Za jego złamanie grożą surowe kary.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/Al-Jazeera/UN/kry

podobne: Obama upoważnił wojsko do ograniczonych ataków w Iraku. Sukcesy islamistów (widmo nowej interwencji)Pełzająca interwencja w Iraku. oraz: USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku i to: Irak: kurdyjscy rebelianci zajęli dwa pola naftowe. polecam również: Wsparcie dla Kurdów w Iraku. Libia prosi o międzynarodową interwencję. a także: Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji) oraz: Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów.

22.01.2015 (IAR) – Amerykanie ogłaszają sukcesy w walce z Państwem Islamskim. Źródła dyplomatyczne twierdzą, że do tej pory w Iraku i w Syrii zabito 6 tysięcy radykalnych bojowników i połowę dowództwa fanatycznej organizacji.

Zarówno z Iraku, jak i z Syrii w ostatnich dniach nadchodzą dobre wieści. Od środy Amerykanie i koalicjanci dokonali w sumie 31 nowych nalotów na pozycje radykałów. Dyplomaci twierdzą, że połowa dowództwa Państwa Islamskiego została wybita, a w sumie zginęło już 6 tysięcy bojowników. Irakijczycy poinformowali dzisiaj o zabiciu dowódcy radykałów w prowincji Anbar na zachodzie kraju.

Wczoraj Kurdowie przypuścili nową ofensywę na północy Iraku niedaleko Mosulu. Chodzi o to, by operującym w Iraku islamistom odciąć drogi zaopatrzenia z Syrii. Wcześniej informowano, że fanatyków wygnano z rejonu strategicznej tamy w Mosulu. Eksperci ostrzegają jednak, że Państwo Islamskie łatwo nie daje za wygraną i w każdej chwili może chcieć wrócić na tereny, z których przegnano bojowników.

Amerykański sekretarz stanu John Kerry informował na konferencji w Londynie, że od sierpnia, gdy rozpoczęła się ofensywa przeciwko radykałom, siły koalicyjne dokonały niemal dwóch tysięcy nalotów.

W ubiegłym roku fanatyczni bojownicy, którzy nazwali się Państwem Islamskim, rozpoczęli zajmowanie kolejnych terenów w Iraku i Syrii. W podbitych miejscach ustanowili islamski kalifat i wprowadzili nowe, surowe zasady postępowania. Z Iraku i Syrii systematycznie dochodzą informacje o torturach, masowych egzekucjach czy gwałtach, jakich dopuszczają się radykałowie. ONZ twierdzi nawet, że bojownicy krzyżują i kamienują nieposłusznych sobie ludzi.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/RTR/Al-Arabiya/CNN/em/

podobne: Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?) i to: Bliski Wschód: Obama upoważnił wojsko do ograniczonych ataków w Iraku. Sukcesy islamistów (widmo nowej interwencji).

22.01.2015 (IAR) – W Londynie zakończyło się spotkanie ministrów spraw zagranicznych 21 państw koalicji walczącej z Państwem Islamskim. Współprzewodniczący obrad, amerykański sekretarz stanu John Kerry dał do zrozumienia, że koalicja 60 państw obecnych na pierwszej takiej naradzie w grudniu w Brukseli ani nie stopniała, ani się nie rozpadła, a dzisiejsze spotkanie miało charakter grupy roboczej.

John Kerry podkreślił, że dzięki wysiłkom irackiej armii, kurdyjskich peszmergów i lotnictwa koalicji udało się zatrzymać dalsze postępy Państwa Islamskiego, które określa arabskim skrótem DAESH (wym. dasz). „Siły lądowe, wsparte przez prawie 2 tysiące uderzeń powietrznych, odbiły z rąk DAESH ponad 700 kilometrów kwadratowych. Trwają szkolenia w Iraku; doradcy koalicyjni intensyfikują swoje wysiłki, aby utworzyć 12 nowych brygad irackich. A tej wiosny rozpoczniemy szkolenie sił syryjskiej opozycji w obozach w Arabii Saudyjskiej, Turcji i Katarze” – powiedział John Kerry. Dodał, że koalicja nie zajmuje się tylko walką z Państwem Islamskim. „Myślimy również, jak pomóc ofiarom DAESH w odbudowie ich życia, kiedy DAESH odejdzie do historii. To ma krytyczne znaczenie” – powiedział amerykański sekretarz stanu i wymienił pomoc w odbudowie administracji i rządów prawa, dostawy wody i energii oraz pomoc humanitarną dla wielu ofiar Państwa Islamskiego, zwłaszcza kobiet i dziewcząt.

Jutro John Kerry podejmie temat walki z dżihadyzmem i radykalizacją na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Davos.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

podobne: Obama przed szkodą i po szkodzie głupi. Znowu będzie wspierał „umiarkowaną opozycję” w Syrii. Zapowiada zniszczenie ISIL ale wojsk nie wyśle, za to wyśle armię do „walki” z Ebolą. Secesyjne plany Teksasu. oraz: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS i to: MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.

22.01.2015 (IAR) – Kilkudziesięciu byłych francuskich żołnierzy walczy pod sztandarem tak zwanego Państwa Islamskiego. Takie informacje przyniosła rozgłośnia RFI.

Wiadomość starał się zbagatelizować minister obrony Jean-Yves Le Drian, który twierdzi, że to marginesowe zjawisko. Tymczasem według informacji zebranych przez media można mówić o kilkudziesięciu osobach, które na terenach zajętych przez tak zwane Państwo Islamskie biorą udział bezpośrednio w walce, zajmują się szkoleniem młodych ochotników przybywających z Francji lub prowadzą instruktaż zastosowania ładunków wybuchowych. W Syrii i w Iraku przebywa ponad tysiąc obywateli francuskich – kobiet i mężczyzn. Ponad połowa z nich walczy z bronią w ręku. Byli francuscy żołnierze, którzy są w oddziałach dżihadystów, albo przeszli na islam, albo wychowali się we Francji w tradycji i kulturze arabsko-muzułmańskiej. Są niezwykle niebezpieczni, gdyż znają tajemnice operacyjne armii francuskiej i jej procedury bojowe. To dotkliwa wiadomość dla znacznej części polityków domagających się wprowadzenia obowiązkowej i powszechnej służby wojskowej, widząc w niej formę wychowania obywatelskiego.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/em/

podobne: Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach.

5. Rozmowy USA-Kuba.

21.01.2015 (IAR) – W Hawanie trwają kubańsko-amerykańskie negocjacje na temat wznowienia stosunków dyplomatycznych pomiędzy oboma krajami. Rozmowy rozpoczęły się od sporu o amerykańską politykę imigracyjna wobec uciekinierów z Kuby.

Przedmiotem sporu podczas rozmów w Hawanie jest zasada zwana „mokra stopa, sucha stopa” pozwalająca na uzyskanie azylu w USA wszystkim Kubańczykom , którzy dotrą na amerykańską ziemię. Kubańskie władze uważają, że zasada ta promuję nielegalną imigrację i zachęca do niebezpiecznych wyprawy przez Cieśninę Florydzką. Przedstawiciele rządu Castro usłyszeli jednak od Amerykanów, że na razie nie ma mowy o zmianie tych przepisów.

Mimo sporu o imigrację rozpoczęte w Hawanie negocjacje mają historyczny wymiar. Są one częścią rozpoczętego przez Baracka Obamę procesu normalizacji stosunków z Kubą. W ubiegłym tygodniu prezydent USA złagodził embargo wobec Kuby i zapowiedział otwarcie ambasady w Hawanie. O tym także amerykańska delegacja rozmawia z kubańskimi władzami.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/łp

Podobne: Putin na Kubie m.in. o wojskowej stacji nasłuchowej.

źródło: stooq.pl

polecam również: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii.

rys. Paweł Kuczyński

rys. Paweł Kuczyński

Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?)


„…Interesy polityczne i krótkowzroczność strategiczna Waszyngtonu, nakazujące zaniechania jakiejkolwiek współpracy z Teheranem i Damaszkiem w zwalczaniu Państwa Islamskiego, kreują sytuację, w której groźba fiaska wojny z Kalifatem staje się coraz bardziej realna. Roli koordynatorów w namierzaniu niezwykle mobilnych i rozproszonych sił Państwa Islamskiego, szczególnie w Syrii, nie są póki co w stanie przejąć także ani Kurdowie, ani „umiarkowani” sunniccy rebelianci.

O słabości operacyjnej koalicji i całkowitym braku koordynacji jej działań z tym, co dzieje się na lądzie, świadczyć może przebieg operacji humanitarnej w sierpniu br., mającej na celu udzielenie pomocy irackim Jazydom i chrześcijanom, uciekającym przed oddziałami IS w płn. Iraku. Niemożność efektywnego wykorzystania przez koalicję dominacji w powietrzu na rzecz realnej pomocy dla dziesiątek tysięcy ludzi, kosztowała w efekcie życie wielu spośród tych uchodźców.

Podobnie rzecz się ma ze wsparciem materiałowym dla oblężonych w enklawie Kobane jej kurdyjskich obrońców. Zrzuty zaopatrzenia i broni (podjęte zresztą z dużym opóźnieniem i o raczej symbolicznej skali) są dokonywane bez dokładnej koordynacji z Kurdami, co sprawia, że cześć tego wsparcia trafia bezpośrednio w ręce dżihadystów z IS.

Koalicja nie jest w stanie przekuć swej pełnej dominacji w powietrzu na sukces nawet tam, gdzie wydaje się to oczywiste i naturalne. W połowie października br. w części mediów i na specjalistycznych portalach pojawiła się sensacyjna informacja, że Państwo Islamskie dysponuje co najmniej dwoma zdobycznymi – i co ważne całkowicie sprawnymi – samolotami bojowymi (zapewne typu MiG-21 lub -23). Maszyny te, stacjonujące w zdobytej przez IS bazie SAAF w Al-Dżara’ah koło Aleppo, wykonywały w tym czasie szereg lotów ćwiczebnych, a instruktorami adeptów pilotażu z IS mieli być doświadczeni lotnicy z dawnych irackich sił powietrznych. Rodziło to poważne obawy, że samoloty te mają być ostatecznie pilotowane przez terrorystów-samobójców z Państwa Islamskiego i wykorzystane jako narzędzie zamachu terrorystycznego na bliżej nieznane cele w regionie (Pałac Prezydencki w Damaszku?, Bejrut?, Bagdad?). O sprawie głośno było przez kilka dni, w sieci pojawiły się liczne amatorskie nagrania samolotów startujących i lądujących w bazie w Al-Dżara’ah, koalicja w żaden sposób nie odniosła się jednak oficjalnie do tej – obiektywnie niezwykle istotnej i rodzącej wiele zagrożeń operacyjnych i strategicznych – kwestii. Ostatecznie problem został rozwiązany dzięki… samym SAAF, które 21 października br. dokonały nalotu na swą dawną instalację w Al-Dżara’ah, niszcząc znajdujące się akurat na ziemi samoloty należące do IS. Samotny syryjski Su-24MK „Fencer D” z polowej bazy w Tiyas przeleciał ponad 100 mil, wykonał zadanie i powrócił bez przeszkód na macierzyste lotnisko. Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje, dlaczego to proste w gruncie rzeczy zadanie nie zostało zrealizowane przez maszyny sił powietrznych koalicji, niemal codziennie przeprowadzające loty i ataki w okolicach Aleppo? Co sprawiło, że koalicyjni planiści i sztabowcy nie zauważyli lub nie zdiagnozowali należycie problemu, o którym huczał cały internet i media elektroniczne? Jakie wnioski co do kondycji i sprawności amerykańskiego wywiadu (i podobnych służb sojuszniczych) można wysnuć z tej historii?

Podobnych przykładów było w ostatnich tygodniach więcej. Gdy obrona kurdyjska w Kobane zaczęła się chwiać pod ciosami kolejnych, coraz bardziej gwałtownych szturmów oddziałów IS, koalicja zwiększyła tam swe działania powietrzne aż o 200 proc., co oznaczało jednak w praktyce wzrost średniej dziennej liczby ataków… z dwóch do ośmiu. Osiem uderzeń lotniczych, przy czym każde oznaczające atak z wykorzystaniem średnio jednej sztuki standardowej amunicji lotniczej. Trudno się dziwić, że tak „poważna” skala aktywności nie wpłynęła w istotny sposób na zahamowanie postępów bojowników IS wokół Kobane.

Stratedzy Pentagonu utrzymują, że rolę koalicyjnych sił lądowych mogą w Iraku spełnić zarówno irackie siły zbrojne, jak i kurdyjscy Peszmergowie, w Syrii zaś „umiarkowani” sunniccy rebelianci. Póki co jednak armia iracka faktycznie nie istnieje, rozbita nie tylko w sensie fizycznym, ale też – co ważniejsze – moralnym dzięki całemu pasmu mniej lub bardziej spektakularnych klęsk i porażek, poniesionych od Mosulu (czerwiec 2014) po Falludżę i zachodnie przedmieścia Bagdadu (październik 2014). Minie wiele czasu, zanim irackie siły zbrojne otrząsną się po tych ciosach i będą w stanie skutecznie stawić czoła islamistom z IS. Póki co, obrona irackiej stolicy spoczywa więc w głównej mierze na barkach szyickich ochotników (zarówno z Iraku, jak i całego regionu, a nawet z Afganistanu i Pakistanu), irańskich „zielonych ludzików” z Pasdaran oraz… amerykańskich i brytyjskich „doradców”. Peszmergowie z kolei nigdy nie byli siłą militarną sensu stricto, a już z pewnością nie o charakterze ofensywnym. Ich podstawowym zadaniem i celem było chronienie (a więc głównie pasywna obrona) terenów kurdyjskich w Iraku, w czym faktycznie byli perfekcyjni. Formacja ta, choć nominalnie silna liczebnie, karna i zmotywowana oraz dość dobrze wyszkolona, musi przejść więc dużą metamorfozę, aby stać się siłą zdolną przejąć inicjatywę w walce z IS i móc przystąpić do zakrojonych na szerszą skalę działań ofensywnych. To zaś wymagać będzie olbrzymich nakładów finansowych, materiałowych i organizacyjnych oraz przede wszystkim czasu. Czasu, którego koalicja w istocie nie ma, jeśli nie chce dopuścić do wielce prawdopodobnego rychłego rozszerzenia granic Kalifatu o kolejne regiony Syrii i Iraku, a być może także Libanu i/lub Jordanii.

Podobnie rzecz się ma z innym filarem amerykańskiej strategii walki z Kalifatem, czyli z „umiarkowanymi” rebeliantami sunnickimi. Założenie, że istnieje realna możliwość wyszkolenia i wyposażenia przez Zachód, w ciągu zaledwie kilku miesięcy, „armii” złożonej z „umiarkowanych” rebeliantów i zdolnej stawić czoła w polu doświadczonym bojownikom z Państwa Islamskiego – zakrawa już wprost na „political fiction”. Syryjskie formacje rebelianckie, mające jeszcze jakiekolwiek operacyjne, personalne lub finansowe związki z zachodnimi wywiadami (a więc tym samym uznawane na Zachodzie a priori za „umiarkowane”, prozachodnie i „demokratyczne”), mogą dzisiaj wystawić w polu najwyżej 20–30 tys. bojowników, przy czym mowa tu o wielu oddziałach liczących najwyżej po 2-3 tys. ludzi każdy, rozproszonych w różnych częściach kraju i działających bez większej koordynacji, za to z reguły ściśle współdziałających z dominującymi na danym terenie dużymi formacjami antyreżimowymi – głównie islamistami z Frontu Islamskiego, a nawet dżihadystami z Frontu Al-Nusrah, czyli ekspozytury Al-Kaidy w Lewancie. Dozbrajanie i doszkalanie przez Zachód tych ugrupowań „prozachodnich” jest więc tym samym pośrednio wspieraniem islamskich radykałów, wrogich w istocie Zachodowi i stawiających sobie za cel islamizację Syrii.

Podsumowanie i wnioski:

• Nominalne rozmiary terytorium Kalifatu, wraz z jego uwarunkowaniami geomorfologicznymi, czynią zeń dogodny obszar do działań o charakterze nieregularnym. To także idealny teren do skutecznego ukrycia rozproszonych i wysoce mobilnych sił i środków militarnych IS. Ich wytropienie i zniszczenie z powietrza (przy obecnej w gruncie rzeczy niewielkiej skali działań koalicyjnych) będzie niezwykle trudne, a w praktyce – wręcz niemożliwe.

• Efektywność strategii walki z Kalifatem powinna więc polegać na ścisłej koordynacji działań powietrznych koalicji z operacjami przeprowadzanymi na ziemi przez zdolne do tego i militarnie skuteczne siły lądowe. Trwające od początku operacji przeciwko IS usilne poszukiwanie takich partnerów dla działań koalicji nie przyniosło rezultatów, co skutkuje nieprzerwanym pasmem sukcesów Państwa Islamskiego. Wydźwięk propagandowy takiego stanu rzeczy („jesteśmy w stanie działać i wygrywać ‘pod gradem bomb’ zrzucanych przez niewiernych”) jest doskonale wykorzystywany przed medialne komórki Państwa Islamskiego i tylko umacnia wśród radykalnych muzułmanów na świecie image i legendę Kalifatu jako „boskiego dzieła”, zwiększając jego popularność i atrakcyjność.

Po dwóch miesiącach trwania kampanii przeciwko Kalifatowi sytuacja operacyjna koalicji nie przedstawia się najlepiej. Pomimo ataków koalicyjnych, Państwo Islamskie nie tylko zachowało swe zdolności operacyjne, ale nawet jest w stanie kontynuować działania ofensywne, zwłaszcza na kluczowych kierunkach (Aleppo w Syrii, Bagdad w Iraku). Straty, poniesione dotychczas przez siły Kalifatu w wyniku nalotów koalicji – szacowane łącznie na ok. 1–1,5 tys. wyeliminowanych bojowników i zniszczonych kilkadziesiąt sztuk różnego rodzaju sprzętu – nie są absolutnie w stanie wpłynąć na zmniejszenie nieprzerwanie wysokiego tempa działań formacji liniowych IS, nie mówiąc już o jego zahamowaniu. Wbrew nadziejom, nie udało się też w poważnym stopniu naruszyć ekonomicznych podstaw funkcjonowania Państwa Islamskiego. Dotyczy to zwłaszcza rozbudowanej infrastruktury „eksportu” ropy naftowej i jej pochodnych, opartej w głównej mierze na zaangażowaniu tysięcy ludzi – mieszkańców pogranicza syryjsko-tureckiego i iracko-kurdyjskiego.

• Strategia walki z Kalifatem, realizowana obecnie przez koalicję, posiada na poziomie operacyjnym szereg luk i białych plam. Widać już wyraźnie, że ani Kurdowie iraccy, ani sami Irakijczycy, o sunnickich rebeliantach w Syrii nie wspominając – nie są obecnie (i zapewne długo jeszcze nie będą) w stanie spełnić narzuconej im a priori przez Waszyngton roli lądowego komponentu koalicji. Z kolei te siły w regionie, które dysponują stosownym potencjałem i doświadczeniem, z góry są przez USA i ich sojuszników skreślone jako „politycznie niepoprawne” lub wręcz wrogie. Wraz z wciąż symboliczną skalą koalicyjnej operacji powietrznej przeciwko Państwu Islamskiemu może to oznaczać, że Kalifat nadal nieprzerwanie rozszerzać będzie swe granice. Chyba, że Stany Zjednoczone – zmuszone okolicznościami – zarzucą swą dotychczasową doktrynę niezaangażowania własnych sił lądowych.

całość tu: geopolityka.org

Jak dla mnie odpowiedź na pytanie dlaczego USA w tak nieudolny sposób postanowiło zwalczać Państwo Islamskie jest bardzo prosta. Wbrew powszechnemu przekonaniu że USA nie chce dopuścić do wielce prawdopodobnego rychłego rozszerzenia granic Kalifatu o kolejne regiony Syrii i Iraku, a być może także Libanu i/lub Jordanii uważam że USA właśnie tego chce. „Dżihadyści” nie zostali jeszcze unicestwieni, gdyż mają ciche przyzwolenie USA na naruszenie stabilizacji w regionie by w ostateczności stworzyć „moralny mandat” do konwencjonalnej interwencji sił zbrojnych USA w celu podporządkowania sobie wszystkich krajów w regionie i zainstalowania w nich rządów które przegonią ze swoich terenów konkurentów USA czyli Chiny i Rosję a nawet Europę (stąd wyjątkowo brutalne ataki na chrześcijan). Moim zdaniem w ostateczności może dojść nawet do tego, że USA „pogodzą się” z powstaniem Państwa Islamskiego o ile państwo to uzna protekcję USA i pójdzie z nimi na współpracę gospodarczą.

„Dżihadyści” wyhodowani przez USA i ich arabskich sojuszników zostali stworzeni jako narzędzie do zlikwidowania „reżimów” stających okoniem wobec amerykańskich planów w regionie. Jednym z tych „reżimów” który ciągle nie chce się poddać amerykańskiej protekcji jest jest syryjska „dyktatura”. Więc póki Asad rządzi Syrią to Państwo Islamskie nie traci swojej racji bytu. Dlatego też dozbrajanie i doszkalanie przez Zachód syryjskich ugrupowań „prozachodnich” jest całkowicie logiczne i nie ma tu znaczenia fakt, że tym samym pośrednio wspierani są islamscy radykałowie, wrogo nastawieni do Zachodu i stawiający sobie za cel islamizację Syrii. Priorytet jest na dziś dzień zupełnie inny – zmusić Asada do kapitulacji. Po tym co się stanie później z Państwem Islamskim zobaczymy na ile ISIL jest czymś więcej jak tylko psem który zerwał się z łańcucha i na ile niezdarność z jakim USA  zabiera się za jego „odstrzelenie” była przypadkowa (moim zdaniem nie jest)

Może być też tak, że od początku chodziło o to żeby na terenie zdestabilizowanym uplasować „nowego” gracza, co będzie już jednoznacznym dowodem na to że ISIL to nie był wypadek przy pracy a od początku do końca prawdziwy cel „rewolucji arabskiej” w regionie – stworzenia od podstaw trzeciej rzekomo „spontanicznej” siły którą dałoby się kontrolować a która sama stanowiłaby na rzecz pasożyta kontrolę nad światem arabskim pod płaszczykiem Państwa Islamskiego. Póki co brak rzeczywistego zapału USA na wypicie po męsku piwa jakiego same naważyły świadczy przeciwko szczerym intencjom likwidacji przez Amerykanów Państwa Islamskiego.

…Odys

PS… „…Oto na naszych oczach dokonuje się somalizacja świata, którą przed kilku laty przepowiedział (czy raczej zapowiedział) Jacques Attali, z pewnością jeden z najlepiej poinformowanych współczesnych polityków. Przypomnijmy, że Somalia to państwo praktycznie nieistniejące, w którym od kilkudziesięciu lat nieprzerwanie trwa wojna domowa, którego terytorium podzielone jest pomiędzy quasi‑państewka kontrolowane przez rozmaite klany i zwykłe bandy.

Somalia nie jest jednak jedyna – w podobny sposób wygląda już od dawna sytuacja w wielu (szczególnie afrykańskich) krajach, których mieszkańcy stale żyją w strachu, cierpiąc gwałty, porwania, zabójstwa, rozboje oraz będące ich konsekwencją: głód i choroby. Pogłębiający się chaos na Bliskim Wschodzie – bezpośredni efekt tak zwanej arabskiej wiosny – już teraz doprowadził do rozpadu kilku państw (Libia i Syria) i utworzenia przez fanatyków z ISIS bandyckiego kalifatu w Iraku.

Somalizacja nie musi jednak pozostać domeną Afryki czy Azji. Do czegóż innego bowiem prowadzi krwawa wojna karteli narkotykowych w Meksyku? Do czego innego może doprowadzić przedłużanie się wyniszczającego konfliktu pomiędzy prorosyjskimi separatystami w Donbasie a wojskami ukraińskimi? Czy Europa pozostanie oazą spokoju na morzu nieszczęść, jeśli choćby kilka procent spośród imigrantów z krajów muzułmańskich zechce się przyłączyć do dżihadystów, przenosząc swą „świętą wojnę” z brzegów Eufratu nad Tamizę i Sekwanę?

Jak to jednak możliwe, że wszystko to nie powoduje jakiejś zdecydowanej reakcji najsilniejszych mocarstw, posiadających wszak dziś środki i możliwości zaprowadzania pokoju nieporównywalnie większe niż w ubiegłych wiekach? Może w ich interesie, lub w interesie niektórych środowisk sprawujących w nich władzę, jest właśnie nie konserwowanie istniejącego porządku międzynarodowego, ale jego destabilizacja?…” 

całość tu: wirtualnapolonia.com

podobne: MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.  i to: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. polecam również: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza” oraz: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki

ISIL, USA, Arabia Saudyjska, Państwo Islamskie

Thierry Meyssan: Geopolityczne podłoże wojen przeciwko Syrii i Państwu Islamskiemu. Straty dżihadystów w Kobane. Tragiczny los porwanych przez Boko Haram.


W swoim orędziu o stanie państwie z 23 stycznia 1980 r. prezydent J. Carter sformułował doktrynę nazwaną jego nazwiskiem: Stany Zjednoczone przyjmują, że zasoby naturalne w regionie Zatoki Perskiej są niezbędne amerykańskiej gospodarce oraz, że stanowią ich własność. Wobec tego, wszelka próba podważenia tego aksjomatu będzie traktowana jako „atak na żywotne interesy Stanów Zjednoczonych Ameryki i taki atak będzie odparty z użyciem wszelkich możliwych środków, w tym siły militarnej”. Z czasem Waszyngton wyposażył się w odpowiednie narzędzie do prowadzenia tej polityki, CentCom (Centralne Dowództwo USA), i rozszerzył swoją strefę aż do Półwyspu Somalijskiego.

Trzy kryzysy w łonie Koalicji

Obecnie ma miejsce trzeci od czasu rozpoczęcia wojny przeciwko Syrii kryzys w obozie państw-agresorów.

1.) W czerwcu 2012 r., podczas konferencji zwanej „Genewą 1”, która miała znaczyć powrót do dialogu i ustalić nowy podział Bliskiego Wschodu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Rosją, Francja w osobie nowo wybranego prezydenta François Hollande’a, przyjęła restrykcyjną interpretację komunikatu końcowego. Następnie, z pomocą Turcji i Izraela oraz przy wsparciu amerykańskiej sekretarz stanu Hillary Clinton i dyrektora CIA Davida Petraeusa, przygotowała grunt pod wznowienie działań wojennych przeciwko Syrii.

2.) Po odsunięciu przez Baracka Obamę H. Clinton i D. Petraeusa, Turcja razem z Francją i Izraelem zorganizowały latem 2013 r. atak chemiczny w damasceńskiej Ghucie, który przypisali władzy syryjskiej. Stany Zjednoczone nie dały się wciągnąć w operację karną.

3.) W styczniu 2014 r. amerykański Kongres przegłosował na tajnym posiedzeniu finansowanie i zbrojenie Państwa Islamskiego, dając mu za zadanie opanowanie w Iraku ziem sunnitów, a w Syrii ziem Kurdów w celu dokonania podziału tych dwóch państw. Wtedy Francja i Turcja zaczęły zbroić Al-Kaidę (Jabhat al-Nusra), aby ta zaatakowała Państwo Islamskie i zmusiła Stany Zjednoczone do przyjęcia pierwotnego planu Koalicji. Choć Al-Kaida i Państwo Islamskie doszły do porozumienia w maju na skutek nawoływań Ajmana az-Zawahiriego, Francja i Turcja nadal nie biorą udziału w nalotach sojuszników.

Ogółem biorąc, Koalicja Przyjaciół Syrii, która w lipcu 2012 r. liczyła „około stu państw i organizacji międzynarodowych”, dziś zrzesza co najwyżej 11 członków. Natomiast Koalicja przeciwko Państwu Islamskiemu oficjalnie skupia „ponad 60 państw”, ale mają one między sobą tak niewiele wspólnego, że ich lista pozostaje utajniona.

Odmienne interesy

W rzeczywistości Koalicja składa się z wielu państw, które kierują się własnym interesem i nie mogą porozumieć się co do wspólnego celu. Możemy w niej wyróżnić cztery siły:

• Stany Zjednoczone. Dążą do objęcia kontroli nad złożami węglowodorów w regionie Bliskiego Wschodu. W 2000 r. amerykańska NEPDG (grupa ds. rozwoju krajowej polityki energetycznej), kierowana przez Dicka Cheneya ustaliła z pomocą zdjęć satelitarnych i danych wiertniczych rozmieszczenie rezerw węglowodorów na świecie i zaobserwowała ogromne złoża gazu w Syrii. Podczas wojskowego zamachu stanu w 2001 r. Waszyngton postanowił zaatakować kolejno osiem krajów (Afganistan, Irak, Libię, Liban i Syrię, Sudan, Somalię, Iran), aby opanować ich bogactwa naturalne. Amerykański sztab generalny przyjął wówczas plan przekształcenia „Wielkiego Bliskiego Wschodu” (który zakłada też rozbicie Turcji i Arabii Saudyjskiej), a w następnym roku Departament Stanu utworzył departament MENA, który miał się zająć organizacją „arabskich wiosen”.

• Izrael. Broni własnych interesów narodowych: jak na razie ostrożnie dokonuje ekspansji terytorialnej. Jednocześnie, nie czekając, aż obejmie kontrolę nad całym obszarem położonym między Nilem a Eufratem, dąży do podporządkowania sobie całej działalności gospodarczej regionu, w tym oczywiście do opanowania złóż węglowodorów. Aby zapewnić sobie ochronę w dobie zagrożenia balistycznego, chce, z jednej strony, przejąć kontrolę nad strefą bezpieczeństwa, wzdłuż izraelskiej granicy (na razie udało mu się wypędzić błękitne hełmy z przygranicznych wzgórz Golan i zastąpić ich bojownikami Al-Kaidy), a z drugiej strony, zneutralizować zagrożenie ze strony Egiptu i Syrii, zachodząc ich z tyłu (poprzez rozmieszczenie w Turcji natowskich rakiet Patriot, utworzenie Kurdystanu w Iraku oraz Sudanu Południowego).

• Francja i Turcja. Nie przestają marzyć o odbudowie swoich imperiów. Francja ma nadzieję otrzymać mandat nad Syrią, przynajmniej nad częścią państwa syryjskiego. Utworzyła Wolną Armię Syryjską, wręczając jej zielono-biało-czarną flagę z trzema gwiazdami, pochodzącą z czasów mandatu francuskiego. Turcja zaś pragnie odrodzenia Imperium Osmańskiego. We wrześniu 2012 r. wyznaczyła gubernatora dla zarządzania tą prowincją. Plany Turcji i Francji dają się ze sobą pogodzić, bo Imperium Osmańskie uznało w przeszłości, że niektóre jego prowincje mogą być zarządzane wspólnie z innymi mocarstwami kolonialnymi.

• Arabia Saudyjska i Katar. Mają świadomość, że przetrwać mogą jedynie służąc interesom Stanów Zjednoczonych i walcząc z państwami o ustroju laickim. Dziś, jedynym takim krajem w regionie bliskowschodnim jest Syryjska Republika Arabska.

O tym, jak ewoluowała Koalicja

Te cztery siły potrafiły współpracować ze sobą tylko w początkowej fazie wojny, od lutego 2011 r. do czerwca 2012 r. Realizowano wtedy strategię wojenną czwartej generacji: wybrane oddziały sił specjalnych organizowały tu i tam incydenty zbrojne, zastawiały zasadzki, a media państw Zachodu i Zatoki Perskiej wypuszczały kolejne odcinki o tym, jak alawicka dyktatura tłumi rewolucję demokratyczną. Ilość włożonych pieniędzy i wysłanych żołnierzy nie była znacząca i każdy liczył, że z chwilą obalenia Syryjskiej Republiki Arabskiej, przeciągnie kołdrę nieco w swoją stronę.

Jednak na początku 2012 r., Syryjczycy zaczęli powątpiewać w to, że prezydent Baszar al-Asad faktycznie torturuje dzieci oraz, że Republikę zastąpi państwo wyznaniowe, typu libańskiego. Oblężenie dzielnicy Baba Amr opanowanej przez takfirystów Państwa Islamskiego unaoczniło fiasko operacji. Francja wynegocjowała wyjście z kryzysu i zwolnienie francuskich oficerów, którzy dostali się do niewoli. Stany Zjednoczone i Rosja porozumiały się w kwestii zajęcia miejsc Wielkiej Brytanii i Francji, a więc podziału między siebie całego regionu, tak jak zrobiły to w 1916 r. Londyn i Paryż, podpisując układ Sykes-Picot.

Od tego momentu, w Koalicji nic już nie działa tak jak trzeba. Kolejne niepowodzenia pokazują, że nie uda jej się odnieść zwycięstwa.

W lipcu 2012 r., strona francuska zorganizowała w Paryżu spotkanie koalicjantów i wznowiła wojnę. Mowa F. Hollande’a została napisana po angielsku, najprawdopodobniej przez Izraelczyków, i przetłumaczona na francuski. Sekretarz Stanu H. Clinton i ambasador Robert S. Ford (uczeń Johna Negroponte) zaangażowali się w największą w historii tajną wojnę. Jak niegdyś w Nikaragui, prywatne wojska werbowały i posyłały na syryjski front najemników. Z tą różnicą, że ci najemnicy przeszli ideologiczne przeszkolenie, by utworzyć hordy dżihadystów. Pentagon tracił stopniowo nadzór nad operacjami, przejęty ostatecznie przez Departament Stanu i CIA. Koszt tej wojny był astronomiczny, ale nie obciążył skarbu Stanów Zjednoczonych, Francji, i Turcji, lecz został poniesiony w całości przez Katar i Arabię Saudyjską.

Według prasy zachodniej i krajów Zatoki Perskiej, jakieś kilka tysięcy cudzoziemców przybyło do Syrii wesprzeć „demokratyczną rewolucję”. Tymczasem, w samej Syrii nie było żadnej „demokratycznej rewolucji”, tylko po ulicach chodziły grupy fanatyków skandując: „Pacyfistyczna rewolucja: chrześcijanie do Bejrutu, alawici do trumny!” [1] i „Nie Hezbollahowi, nie Iranowi, chcemy prezydenta, który boi się Boga!” [2]. Według Syryjskiej Armii Arabskiej, nie kilka tysięcy, lecz 250 tys. zagranicznych dżihadystów walczyło i nierzadko ginęło w boju w okresie od lipca 2012 do lipca 2014 r.

W dzień po reelekcji, B. Obama zmusił do dymisji dyrektora CIA gen. D. Petraeusa, i pozbył się H. Clinton w czasie formowania nowej administracji. W ten sposób, na początku 2013 r., Koalicja opierała się w zasadzie już tylko na Francji i Turcję, a Stany Zjednoczone robiły możliwie jak najmniej. Na to tylko czekała Syryjska Armia Arabska, która ruszyła odbijać zagarnięte terytorium.

F. Hollande i Recep Tayyip Erdoğan, H. Clinton i D. Petraeus chcieli obalić laicką republikę i powołać na jej miejsce sunnicki reżim, który miał się znajdować pod bezpośrednią administracją Turcji, ale też włączać wysokich funkcjonariuszy francuskich. Chodziło więc o model władzy z końca XIX w., ale nie przedstawiający dla Stanów Zjednoczonych żadnej korzyści.

Demokrata B. Obama i jego dwaj kolejni sekretarze obrony, demokrata Leon Panetta i republikanin Chuck Hagel kierują się diametralnie inną wizją polityczną: L. Panetta wywodzi się z Komisji Bakera-Hamiltona, a B. Obama został wybrany na prezydenta dzięki programowi tej właśnie Komisji. Według nich, Stany Zjednoczone nie są i nie mogą być klasycznym mocarstwem kolonialnym, a więc kontrolować terytorium poprzez osadzenie na nim kolonistów. Bushowskie zarządzanie Irakiem, nadzwyczaj kosztowne i nierentowne, nie uszło w niepamięć. Nic podobnego nie może się już powtórzyć.

Kiedy Turcja i Francja usiłowały wciągnąć Stany Zjednoczone w kampanię lotniczą przeciwko Syrii, aranżując latem 2013 r. kryzys z bronią chemiczną, Biały Dom i Pentagon postanowiły wrócić do akcji. W styczniu 2014 r. powołały tajne posiedzenie Kongresu, dając mu do podpisania tajną ustawę zatwierdzającą projekt rozdziału Iraku na trzy części i oddzielenie od Syrii prowincji zamieszkanych przez Kurdów. W tym celu, postanowiły sfinansować i uzbroić grupę dżihadystów zdolną do zrealizowania tego, co prawo międzynarodowe zabrania amerykańskiemu wojsku: do przeprowadzenia czystki etnicznej.

Realizacja „Wielkiego Bliskiego Wschodu” nie stanowi dla B. Obamy i amerykańskich sił wojskowych celu samego w sobie: to tylko środek zapewniający kontrolę nad surowcami, będący zastosowaniem klasycznej taktyki „Dziel i rządź”, nie w celu uzyskania tytułu króla czy prezydenta w nowo utworzonych państwach, lecz w celu realizacji amerykańskiej polityki sięgającej epoki Jimmy’ego Cartera.

W swoim orędziu o stanie państwie z 23 stycznia 1980 r. prezydent J. Carter sformułował doktrynę nazwaną jego nazwiskiem: Stany Zjednoczone przyjmują, że zasoby naturalne w regionie Zatoki Perskiej są niezbędne amerykańskiej gospodarce oraz, że stanowią ich własność. Wobec tego, wszelka próba podważenia tego aksjomatu będzie traktowana jako „atak na żywotne interesy Stanów Zjednoczonych Ameryki i taki atak będzie odparty z użyciem wszelkich możliwych środków, w tym siły militarnej”. Z czasem Waszyngton wyposażył się w odpowiednie narzędzie do prowadzenia tej polityki, CentCom (Centralne Dowództwo USA), i rozszerzył swoją strefę aż do Półwyspu Somalijskiego.

Wobec tego, obecna kampania lotnicza Koalicji nie ma już żadnego związku z początkowym zamiarem obalenia Syryjskiej Republiki Arabskiej. Nie jest też w żadnym wypadku „walką z terroryzmem”. Jedyne zadanie, jakie realizuje, to obrona interesów gospodarczych samych tylko Stanów Zjednoczonych, poprzez utworzenie w razie potrzeby, ale niekoniecznie, nowych podmiotów państwowych.

W kampanii, amerykańskiemu lotnictwu pomaga w nieznacznym stopniu lotnictwo Arabii Saudyjskiej i Kataru. Francja i Turcja nie biorą w niej udziału. Sam Pentagon przyznał, że przeprowadził 4000 nalotów, zabijając nieco ponad 300 bojowników Państwa Islamskiego. Jeśli wierzyć tej deklaracji, to wychodzi na to, że 13 nalotów (i nie wiadomo, ile bomb i rakiet) równa się jednemu zabitemu dżihadyście. W takim razie mamy do czynienia z najdroższą i najmniej skuteczną w Historii kampanią lotniczą. Z drugiej strony, jeśli przyjmiemy wcześniejsze rozumowanie, to ofensywa Państwa Islamskiego w Iraku doprowadziła do manipulacji kursem ropy, co wywołało spadek ceny baryłki o ok. 25%, ze 115 USD do 83 USD. Nuri al-Maliki, legalnie wybrany premier Iraku, który sprzedawał połowę irackiej produkcji Chinom, został oczerniony i usunięty ze stanowiska. Państwo Islamskie i Kurdyjski Rząd Regionalny sami obniżyli eksport ropy o ok. 70%. Wszystkie instalacje naftowe wykorzystywane przez chińskie koncerny zostały po prostu zniszczone. De facto, syryjska i iracka ropa sprzedawana chińskim nabywcom została włączona w obieg międzynarodowy, kontrolowany przez Stany Zjednoczone.

Podsumowując, obecna kampania lotnicza jest bezpośrednim zastosowaniem doktryny J. Cartera i ostrzeżeniem pod adresem prezydenta Xi Jinpinga, który próbuje zawrzeć tu i tam kontrakty dwustronne na zaopatrzenie Chin w paliwo, z obejściem rynku międzynarodowego.

Wybiegając w przyszłość

Powyższa analiza pozwala na następujące wnioski:

• Na chwilę obecną, Stany Zjednoczone dopuszczają wojnę tylko dla obrony swego strategicznego interesu, jakim jest kontrola międzynarodowego rynku ropy. Mogą więc podjąć wojnę przeciwko Chinom, ale nie przeciwko Rosji.

• Francja i Turcja nigdy nie zdołają zrealizować swoich marzeń o rekolonizacji. Francja powinna zastanowić się, jaką rolę na Czarnym Lądzie wyznaczył jej AfriCom (Dowództwo sił zbrojnych USA w Afryce). Może dalej mieszać się w sprawy tych wszystkich państw, które próbują zbliżyć się z Chinami (Wybrzeże Kości Słoniowej, Mali, Republika Środkowoafrykańska), i zaprowadzać tam „zachodni” ład, ale nie uda jej się odbudować Imperium kolonialnego. Turcja też powinna obniżyć poprzeczkę. Prezydent R. T. Erdoğan co prawda z powodzeniem realizuje szkaradny sojusz z Bractwem Muzułmańskim i generałami-kemalistami, ale lepiej zrobi, porzucając swoje neo-osmańskie ambicje. Przede wszystkim powinien sobie przypomnieć, że jako członek NATO, jego kraj, bardziej niż jakikolwiek inny, narażony jest na proamerykański zamach stanu, którego ofiarą padł na przykład Jeorjos Papandreu, czy też turecki premier Bülent Ecevit.

• Arabii Saudyjskiej i Katarowi nigdy nie zwrócą się te miliardy, które ze stratą zainwestowały w obalenie Syryjskiej Republiki Arabskiej. Co więcej, być może w jakiejś części będą te dwa państwa musiały sfinansować rekonstrukcję. Dynastia Saudów dalej będzie musiała realizować amerykańskie interesy gospodarcze, unikając jednak wojen o szerokim zasięgu, i pamiętając, że w każdej chwili Waszyngton może zadecydować o rozdziale jej prywatnej własności, tj. Arabii Saudyjskiej.

Izrael ma nadzieję, że będzie mógł dalej działać w ukryciu, aby wywołać w perspektywie średnioterminowej definitywny rozkład Iraku na trzy części. Przypadnie mu wówczas w udziale iracki Kurdystan, porównywalny do utworzonego przezeń Południowego Sudanu. Jednak mało prawdopodobne, by udało mu się od razu połączyć go z północną Syrią. Tak samo, mało prawdopodobne, aby zdołał usunąć UNIFIL z południowego Libanu i zastąpić go Al-Kaidą, tak jak zrobił to z UNDOF-em w strefie graniczącej z Syrią. Jednak w ciągu 66 lat swojego istnienia, Izrael wiele rzeczy wypróbowywał i za każdym razem co nieco zyskiwał. W rzeczywistości, Izrael jako jedyny zyskuje na wojnie przeciw Syrii. Nie tylko na długie lata osłabił swojego syryjskiego sąsiada, ale też zmusił go do porzucenia swojego arsenału chemicznego, stając się tym samym jedynym państwem na świecie, które oficjalnie dysponuje zarówno udoskonalonym arsenał atomowym, jak i arsenałem broni chemicznej i biologicznej.

• Irak jest de facto podzielony na trzy odrębne państwa. Jedno z nich, Kalifat, nigdy nie zostanie uznane przez społeczność międzynarodową. Nic chyba nie będzie w stanie powstrzymać secesji Kurdystanu, chyba tylko trudność z jaką przyjdzie mu wyjaśniać, jakim cudem powiększył swoje terytorium o 40% względem tego, co stanowi iracka konstytucja, włączając do swych granic pola naftowe Kirkuku. Kalifat ustąpi pewnie miejsca państwu sunnickiemu, rządzonemu – w sposób już mniej okrutny – przez ludzi, którzy oficjalnie „opuszczą” Państwo Islamskie. Doszłoby wtedy do czegoś porównywalnego z Libią, w której byłym bojownikom Al-Kaidy przekazano władzę, nie wywołując przy tym najmniejszego protestu.

• Syria powoli odzyska pokój i poświęci się żmudnej odbudowie państwa. W tym celu zwróci się do chińskich przedsiębiorstw, ale będzie trzymała Pekin z dala od swoich surowców. Odbudowę przemysłu naftowego i eksploatację rezerw gazu powierzy rosyjskim koncernom. Kwestia rurociągów, które będą przebiegać przez jej terytorium, będzie zależeć od wsparcia Iranu i Rosji.

• Liban będzie nadal żył w strachu przed agresją ze strony Państwa Islamskiego, który pozostanie organizacją stricte terrorystyczną. Dżihadyści zawsze będą jedynie narzędziem paraliżowania politycznych funkcji państwa, pogrążających się w anarchii.

Rosja i Chiny powinny w trybie pilnym podjąć działania przeciwko Państwu Islamskiemu w Iraku, Syrii i Libanie, nie przez empatię dla społeczeństw lokalnych, lecz dlatego, że Stany Zjednoczone mogą już niebawem użyć tego narzędzia przeciwko nim samym. O ile Państwo Islamskie kierowane jest przez saudyjskiego księcia Abdula Rahmana, który jest jego sponsorem, i przez kalifa Ibrahima, które kieruje operacjami, jego główni oficerowie są Gruzinami, członkami tajnych służb wojskowych, a czasem też Chińczykami, mówiącymi po turecku. Poza tym, sam gruziński minister obrony przyznał, odżegnując się potem od swoich słów, że na terytorium Gruzji znajdują się obozy szkoleniowe dżihadystów. Jeśli Moskwa i Pekin będą zwlekać, Państwo Islamskie zaatakuje Kaukaz, Dolinę Fergańską, oraz Sinciang.

Tłumaczenie: Justyna Jarmułowicz
Tekst pochodzi z portalu Voltairenet.org  (za geopolityka.org)

podobne: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna? oraz: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki. i to: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”. a także: USA – Rosja – Syria – Izrael – Palestyna. polecam również: Brzeziński zaleca ściślejszą współpracę USA – Chiny. Amerykanie przypomnieli sobie że Rosja naruszyła traktat rozbrojeniowy. Sankcje kontra sankcje (Polska też ucierpi). i to: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji). oraz: Korea Północna grozi i prosi ONZ. Rywalizacja militarna Chin i USA. Koniec wojny w Gazie, czas na Syrię, gdzie fanatycy coraz mocniejsi. Libia zmierza w stronę wojny domowej. i to: Wsparcie dla Kurdów w Iraku. Libia prosi o międzynarodową interwencję. Gaza – przedłużony rozejm.

Syria: straty dżihadystów w Kobane.

01.11.2014 (IAR) – Spore straty sił Państwa Islamskiego w Kobane. Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka, przez trzy ostatnie dni zginęło tam co najmniej stu dżihadystów.

Siły tak zwanego Państwa Islamskiego od 16 września próbują zdobyć Kobane – ważne strategicznie miasto przy granicy Syrii z Turcją. Bronią go Kurdowie, wspierani przez lotnictwo koalicji, kierowanej przez Stany Zjednoczone. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka twierdzi, że w walkach zginęło 576 rebeliantów Państwa Islamskiego, 361 obrońców oraz 21 cywilów.

Według Obserwatorium, wczoraj zginęło 15 Kurdów, a 11 dżihadystów poniosło śmierć na skutek nalotów koalicji. Do Kobane zmierzają oddziały Kurdów z Iraku, którzy przyjechali do Syrii przez Turcję.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/BBC/Internet/Siekaj/wk

Tragiczny los porwanych przez Boko Haram.

01.11.2014 (IAR) – Porywacze przymusowo poślubili 219 nigeryjskich dziewcząt uprowadzonych przez islamistów z Boko Haram. Poinformował o tym przywódca organizacji, odpowiedzialnej za mordy na chrześcijanach w północnej Nigerii.

Abubakar Szekau na nagraniu przekazanym mediom powiedział też, że wszystkie dziewczęta, które początkowo odmawiały przyjęcia islamu, ostatecznie uznały go za swoją wiarę.

Muzułmanie z Boko Haram w kwietniu porwali uczennice jednej ze szkół średnich w mieście Czibok w pobliżu granicy z Kamerunem.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/dailypost.ng/łp/wk

źródło: stooq.pl

USA - Syria - by Opera Mundi

USA – Syria – by Opera Mundi

Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji).


1. Info ECAG: Irańskie nośniki energetyczne dla UE?

„Agencja Reuters podała, że Unia Europejska zwraca coraz większą uwagę na możliwość importu surowców naturalnych z Iranu. Odbywa się to czasie odwilży stosunków z Teheranem podczas gdy relacje z Rosją stają się chłodniejsze.

Istnieją jednak dwie przeszkody. Pierwszą jest kwestia zdjęcia sankcji nałożonych na Iran, zaś drugą powstanie dodatkowej infrastruktury rurociągowej. Te wyzwania nie powstrzymują unijnych dyplomatów od przygotowania przez Komisję Europejską planów nowej strategii energetycznej dla starego kontynentu.

„Iran to jeden z naszych najważniejszych średnioterminowych priorytetów, które pomogą zmniejszyć naszą zależność od dostaw rosyjskiego gazu” – informowała agencja. „Irański gaz z łatwością może docierać do Europy, zwłaszcza gdy politycznie następuje nowe klarowne zbliżenie pomiędzy Teheranem a Zachodem”.

Rosja jest obecnie największym dostawcą surowców naturalnych do Europy, wypełniając jej 1/3 rocznych zapotrzebowań, zarabiając na eksporcie ok. 80 miliardów USD rocznie. Jednak Bruksela, w związku z konfliktem ukraińskim, nałożyła sankcje na Rosję, zwiększając tym samym potrzebę poszukiwania alternatywnych dostaw surowców…”

całość tu: geopolityka.org

2. Thierry Meyssan: Nad Iran nadciąga burza.

„…Od czasu rewolucji Chomeiniego, Iran wspiera wszystkie antyimperialistyczne ruchy na Bliskim Wschodzie, niezależnie od religii, jaką wyznają ich członkowie. Wyłomu w tej polityce dokonała „Zielona Rewolucja” z 2009 r. W tym okresie, kandydat obozu „reformatorskiego” Mir-Hosejn Musawi deklarował podczas kampanii wyborczej, że jakkolwiek należy mieć uznanie dla Hamasu i Hezbollahu, nie oznacza to, że Irańczycy mają płacić za ich zbrojenie, ani też za odbudowę Palestyny i Libanu. Po objęciu władzy w 2013 r., nowy prezydent, szejk Hasan Rouhani był dla komentatorów nie lada zagadką, gdy potrząsając kluczem, dawał do zrozumienia, że odtąd skarb państwa będzie służył irańskiemu narodowi, a nie ryzykownym, a ponadto nie zawsze szyickim, ruchom oporu. Irańczycy przywiązywali jednak mało wagi do tej polemiki, którą błędnie oceniali jako zwyczajne politykierstwo.

Wygrana H. Rouhaniego obudziła wśród rzeszy wyborców nadzieję na uporządkowanie relacji ze Stanami Zjednoczonymi i z Unią Europejską, które mogłyby w końcu znieść sankcje wobec Iranu, przez co podniosłaby się zdolność nabywcza Irańczyków. Dziś Iran uzyskał możliwość eksportu ropy na międzynarodowy rynek, a więc ma do dyspozycji walutę zagraniczną. Ustabilizowała się też dzięki temu waluta narodowa – irański rial.

I tutaj dochodzimy do sedna całej sprawy. Szejk H. Rouhani wynegocjował potajemnie z Waszyngtonem i Brukselą porozumienie, które niebawem powinien upublicznić [1]. Sięga ono znacznie dalej niż słowa wypowiedziane pięć lat temu przez Mira-Hosejna Musawiego. Chodzi, ni mniej ni więcej, o przejście Iranu do obozu państw zachodnich, i to pomimo niedawnej akcesji do Szanghajskiej Organizacji Współpracy.

Zgodnie z tym porozumieniem, Iran miałby dostarczać gaz państwom Unii Europejskiej, co pomogłoby jej zerwać zależność od Rosji i zapoczątkować nową Zimną Wojnę. Poza tym, miałoby to doprowadzić do deficytu gazu w Chinach i do spowolnienia ich rozwoju [2].

24 września, na marginesie sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, odbyła się rozmowa szejka H. Rouhaniego i prezydenta Austrii Heinza Fishera. Ten ostatni zapewnił swojego rozmówcę, że Austria pokieruje projektem rurociągu Nabucco. Podniesiono też kwestię sfinansowania budowy połączenia irańskich pól gazowych i naftowych z systemem Nabucco, której koszt powinien wynieść 8,5 mld dolarów. Chodzi więc o ogromne przedsięwzięcie, które z pewnością wygeneruje masę korupcji.

Porozumienie powinno też zamknąć polemikę wokół rzekomej bomby atomowej, którą Iran miałby być zdolny wyprodukować „w ciągu kilku tygodni” [3]…

Reakcje na plany szejka Hasana Rouhaniego

Po ponad roku, licząc od ostatnich wyborów, popularność szejka H. Rouhaniego dynamicznie maleje. Część opinii publicznej oskarża go, że od roku niewiele się zmieniło, a część, że faworyzuje jedną klasę społeczną, a o większości zapomina. Gdyby M. Ahmadineżada dopuszczono do udziału w przyszłych wyborach, najpewniej wygrałby je już w pierwszej turze. Ale raczej nie należy się tego spodziewać. W 2013 r., odmówiono już udziału w wyborach zgłoszonemu przez M. Ahmadineżada Esfandijarowi Rahimowi Maszajemu, a to jemu właśnie sondaże rokowały wygraną w drugiej turze. Zostaną więc przedsięwzięte wszystkie kroki, by M. Ahmadineżada odsunąć od udziału w wyborach w 2017 r.

Jakkolwiek by było, dawny prezydent bardzo się ostatnimi czasy uaktywnił. Nawołuje swoich zwolenników do mobilizacji i wydaje się być pewien, że uratuje swój kraj, chylący się ku Zachodowi. Być może pierwszą jaskółką tego zwycięstwa jest pozwolenie na organizację międzynarodowego sympozjum poświęconego antyimperializmowi, udzielone przez Najwyższego Przywódcę zwolennikom M. Ahmadineżada. Rok temu ajatollah sprzeciwił się takiej inicjatywie [5], a teraz wysłał nawet na konferencję swojego przedstawiciela. Można więc sądzić, że zawetuje projekt H. Rouhaniego.

Dla uczniów R. Chomeiniego projekt ten obraca wniwecz Rewolucję Islamską i oznacza de facto powrót do epoki szacha. Iran miałby zrezygnować ze swoich politycznych wpływów i złożyć się na ołtarzu handlu międzynarodowego. W wymiarze krajowym, znów nastałaby era bogactwa, ale dla rządzących, niekoniecznie dla ogółu społeczeństwa. Zaś dla innych narodów Bliskiego Wschodu, zwłaszcza dla Libańczyków, Palestyńczyków, Syryjczyków i Jemeńczyków, które zbierały większe i mniejsze zwycięstwa wobec Waszyngtonu, Londynu i Tel-Awiwu, taki projekt oznaczałby ponowne osierocenie i brak środków materialnych.

Waszyngton szykuje plan „B”

Wobec prawdopodobieństwa porażki projektu H. Rouhaniego – którego sukces mogłaby zapewnić chyba tylko przedwczesna śmierć Najwyższego Przywódcy – Waszyngton szykuje swój plan „B”, a więc destabilizację kraju, zakrojoną na znacznie szerszą skalę niż w 2009 r. Wtedy chodziło o wmówienie Irańczykom, że sfałszowano wyniki wyborów, które miałby wygrać zwolennik USA [6]. Tym razem, będzie to coś na kształt pseudo-rewolucji w Syrii z 2011 r…

…Można prognozować, że w momencie, gdy projekt szejka H. Rouhaniego poniesie fiasko, Waszyngton wypuści w świat fałszywe informacje, w które uwierzy szeroka rzesza Irańczyków. Technologia postąpiła tak daleko, że bez problemu można dziś sfabrykować dowolne wydarzenie, tak jak już to miało miejsce w Libii (gdzie upadek Dżamahiriji pokazano o cztery dni za wcześnie, aby zdemoralizować społeczeństwo) i w Syrii (gdzie pokazywano liczne manifestacje, które każdy widział na ekranie, a nikt na żywo). Odrzucenie projektu H. Rouhaniego będzie więc oznaczało początek nowej konfrontacji.”

Tłumaczenie: Justyna Jarmułowicz
Fot. article.wn.com
Tekst pochodzi z portalu Voltairenet.org.
całość tu: geopolityka.org
19.10.2014 (IAR) – Radykałowie z Państwa Islamskiego przypuścili kolejny szturm na syryjskie miasto Kobani. Od ponad miesiąca fanatycy próbują zdobyć kluczowe dla nich miasto i nie poddają się mimo intensywnych amerykańskich nalotów. Tymczasem sąsiadująca z Kobani Turcja ponownie odmówiła pomocy dla Kurdów, walczących o obronę miasta.Według świadków, w ostatnich godzinach toczą się najbardziej zacięte walki o Kobani od czasu rozpoczęcia ofensywy islamistów. Radykałowie atakują miasto z pocisków moździerzowych. Jak podaje Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, od soboty na coraz bardziej opustoszałe Kobani miało spaść co najmniej 48 takich pocisków. W tym samym czasie miało zginąć co najmniej 70 bojowników Państwa Islamskiego i 10 cywilów.

Tymczasem tureckie władze zapowiedziały, że nie zezwolą na dostawy broni dla syryjskich Kurdów, którzy bronią Kobani, ale przez Ankarę są uważani za organizację terrorystyczną. Turecki prezydent Recep Erdogan powiedział, że nie zgodzi się także na to, aby broń dostarczyli Amerykanie.

Turcja ma też kolejny problem w związku z wojną domową w Syrii, której częścią jest ofensywa islamistów. Dramatycznie rośnie liczba uchodźców, którzy uciekli przez granicę na turecką stronę. „W ciągu prawie czterech lat tej wojny, 900 tysięcy uchodźców zostało zarejestrowanych w Turcji. Oceniamy jednak, że realna liczba uciekinierów wynosi tak naprawdę około 1,6 miliona osób” – mówi szefowa misji humanitarnych ONZ Valerie Amos, która odwiedziła jeden z obozów dla uchodźców w Turcji.

Ocenia się, że z samego tylko Kobani do Turcji uciekło 200 tysięcy osób.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski/RTR/Al-Jazeera/UN/eurovision/jj

20.10.2014 (IAR) – Amerykańskie lotnictwo zrzuciło broń, amunicję, a także pomoc medyczną dla kurdyjskich sił broniących syryjskiego miasta Kobani. Od kilku tygodni jest ono atakowane przez oddziały Państwa Islamskiego.Zrzuty, jakich dokonano minionej nocy, to pierwsze tego rodzaju od czasu trwających już kilka tygodni uderzeń z powietrza koalicji pod wodzą Stanów Zjednoczonych na pozycje islamistów w tym rejonie. Syryjskie Kobani leży przy granicy z Turcją. Dowództwo siła amerykańskich poinformowało wcześniej, że w ciągu ostatnich godzin dokonano 11 takich nalotów.

Zrzuty broni i medykamentów dla Kurdów wykonano z samolotu transportowego typu C-130.

FoxNews,AP,AFP/IAR/dyd

źródło: stooq.pl

podobne: Ukraina kupi węgiel z Rosji. 3 tysiące osób podejrzanych o dezercję, sytuacja na froncie, reformy w kraju. Syria: Turcja nie wjedzie do Kobani. Niemcy: znowu starcia Kurdów i salafitów. oraz:  Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów. Gaza – jak zakończyć wojnę. i to: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki.

Iran - Izrael - Arabia Saudyjska - USA - by Tom Janssen

Iran – Izrael – Arabia Saudyjska – USA – by Tom Janssen

Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę!


fragment:

„…Jak pisze Susan George, honorowa prezydent pozarządowej organizacji ATTAC France, „praktyka lobbingu wzięła swoją nazwę od holu brytyjskiej Izby Gmin, gdzie ludzie ze szczególnymi interesami i często pełnymi kopertami czekali, żeby zaczepić w celu rozmowy wchodzących i wychodzących deputatów… Przez stulecia takich praktyk ci ludzie, których nikt nie wybierał, stali się sławnymi, całkowicie wtajemniczonymi w sprawy państwa i quasi-legalnymi działaczami. Ich biura zajmują całe dzielnice w Waszyngtonie (K Street) oraz dzielnicę UE w Brukseli. Są w stanie przejść przez „drzwi obrotowe” i, po zakończeniu kariery w polityce, lepiej niż ktokolwiek wiedzą, jak zmienić świadomość prawodawców. Przez lata udoskonalili swoje metody, płacąc więcej niż kiedykolwiek, i osiągnęli niesamowite wyniki. Lobbing się opłaca”

…Lobbyści – to swego rodzaju narzędzie „miękkiej siły”. Jeśli to konieczne, pojawia się także „twarda siła” w postaci armii, prywatnych firm wojskowych i służb bezpieczeństwa, które eliminują nieustępliwe rządy i prezydentów. John Perkins w swojej książce „Wyznania ekonomisty od brudnej roboty” doskonale opisał, w jaki sposób pracują tacy lobbyści. Nazywa ich „gospodarczymi zabójcami”, których wspierają tak zwani „szakale” – ludzie ze służb specjalnych i najemnicy, w których gestii leży „ostateczna decyzja”.

Jako przykład przenikania się interesów biznesu, polityki i działań wojennych można przytoczyć Ahmeda Szalabi – przywódcę tak zwanego Narodowego Kongresu Iraku, który w 1998 roku zdołał przedstawić w amerykańskim kongresie Ustawę o wyzwoleniu Iraku, a następnie umiejętnie lobbował rząd USA, dążąc do obalenia Saddama Husajna. Do procesu przyłączyła się lobbystyczna kompania Black, Kelly, Scruggs & Healey (BKSH) – spółka zależną od Burson-Marsteller i narzędzie PR Partii Republikańskiej. Na pierwszym miejscu w całej tej działalności stały sprawy z kręgów wojskowo-przemysłowych oraz interesy przedsiębiorstw naftowych w USA. Jednocześnie, A. Szalabi nawiązał kontakty z Patriotyczną Unią Kurdystanu Jalala Talabaniego i Demokratyczną Partią Kurdystanu Massouda Barzaniego. W końcu rozegrano spektakl z proszkiem do prania w probówce, który został uznany za broń chemiczną Saddama Husajna. Sytuacja ta stała się zapalnikiem do rozpoczęcia działań wojennych. Wraz z upływem czasu ich skutki wydają się dla świata coraz bardziej dotkliwe.

Kiedy w grę wchodzą ogromne pieniądze, Amerykanie są w stanie pracować nawet na szkodę swoich sojuszników. Niedawno w dziennikarskim śledztwie „New York Times” przedstawiony interesujące informacje o tym, jak niektóre kraje wykorzystują chciwość amerykańskich polityków w swoich własnych interesach. Przytoczono przykład, jak wiceprezes i dyrektor programów polityki zagranicznej w Brookings Institution, Martin Indyk, odpowiedzialny za prowadzenie rozmów izraelsko-palestyńskich (a raczej za ich brak) otrzymał od rządu Kataru czek na 14,8 miliona dolarów, by pomyślnie sfinalizować „misję”!

Jest jeszcze inny, na pierwszy rzut oka paradoksalny, przypadek. Jeden lobbysta z kręgu znanych polityków USA zajmuje się działalnością w interesie Kataru, inny natomiast uważa za swój obowiązek walkę z nim. Oczywiście w zamian za określone honorarium. Ten emerytowany generał, Jack Keane, pomimo podeszłego wieku, radzi sobie z obsługą wielu klientów. Jest on jednocześnie specjalnym doradcą prywatnej kompanii wojskowej Academi, członkiem zarządu największego producenta czołgów i samolotów General Dynamics, partnerem inwestycyjnej firmy SCP Partners, zajmującej się zamówieniami w dziedzinie obronności, analitykiem wojskowym w telewizji Fox, a także dyrektorem własnej firmy konsultingowej GSI LLC. J. Keane lubi mówić w mediach o tym, jak Katar wspiera uzbrojenie islamskich grup terrorystycznych na Bliskim Wschodzie. Jednak według dziennikarzy z Nation, źródłem tego typu wypowiedzi jest fakt, że największym partnerem PMC Academi na Bliskim Wschodzie są Zjednoczone Emiraty Arabskie – rywal Kataru.

Można przytaczać przykłady tego, jak Stany Zjednoczone i ich sojusznicy z NATO przekupują polityków i ekspertów z innych krajów. W szczególności, gdy robi się to w celu promowania interesów NATO przez Radę Atlantycką, która od 2008 roku otrzymuje fundusze z 25 państw – członków NATO. Przedstawicielstwa Rady Atlantyckiej znajdują się także w krajach, które nie są członkami NATO, takich jak Czarnogóra i Ukraina. Petro Poroszenko, prosząc o wojskowe wsparcie dla Ukrainy, podczas swojej wizyty w Stanach Zjednoczonych w dniach 18–19 września, wystąpił nie tylko w Kongresie, ale również przed Radą Atlantycką. Różnorodne programy Rady Atlantyckiej obejmują wszystkie regiony świata i skupiają się na wielu populacjach. Priorytetem w ich działaniu jest praca z młodzieżą i szkolenie nowych przywódców – motoru przyszłych „rewolucji”.

Lobbing… – to ta sama korupcja, ale w granicach prawa. Tego typu działalność może być uznawana za najwyższą formą korupcji.”

tłum. Jolanta Pilawa
całość tu: geopolityka.org
…choć tekst dotyczy głównie szemranej działalności szeroko pojmowanego świata „zachodu”, czyli Ameryki i jej sojuszników, oraz ponadnarodowych instytucji w jakich sobie to towarzystwo działa na arenie międzynarodowej, to problem ten dotyczy absolutnie wszystkich rządów od zarania dziejów (nie tylko zachodnich!). Czym było ZSRR i inne reżimy leżące po tzw. „wschodniej stronie” żelaznej kurtyny nie trzeba dziś raczej nikomu wyjaśniać. Zawsze istniała i będzie istnieć w głowach ludzi jak świat długi i szeroki pokusa szybkiego i nieuprawnionego wzbogacenia się, bądź panowania kosztem innych. Chęci sięgnięcia po władzę nie w celu zapewnienia poszanowania praw narodu do jego SAMODZIELNEGO i WOLNEGO rozwoju a w celu zagarnięcia jak największej ilości bogactwa i woli tego narodu dla siebie i swoich popleczników, oraz odwrotnie – wykorzystania bogactwa w celu zdobycia nieograniczonej władzy nad jak największą ilością ludzi. W tym jednak rola i głowa świadomej zagrożenia części narodów, aby się przed tego typu urządzeniem państwa (oddania władzy nad własnym życiem i majątkiem w tego typu ręce) bronić.
Nie ma dziś bardziej zapłonowej dla konfliktów na świecie siły jak połączenie rządu z biznesem. Taka „współpraca” gdzie biznes kupuje sobie struktury państwa – które ma (przecież) obowiązek służyć w takim samym stopniu WSZYSTKIM obywatelom – nie ma nic wspólnego z „rozwojem gospodarczym”, gdyż załatwiane są partykularne interesy grupki ludzi z pogwałceniem praw do tego samego całej reszty. Takie niekonkurencyjne załatwianie sobie przewagi na rynku prowadzi prosto do patologii, gdzie zamiast decydować przedsiębiorczość decyduje chciwość, żądza pieniądza a nawet przemoc. Prawidłowy rozwój gospodarczy (a co za tym idzie również kulturowy i umysłowy – słowem cywilizacyjny) może zapewnić ludziom wyłącznie konkurencja na równych zasadach, gdzie nikt nie może być faworyzowany „z ustawy”, gdzie każdy podmiot żeby coś „sprzedać” musi wykazać się pomysłowością (innowacyjność rozwiązań) na wyższym poziomie od tego co proponuje ludziom konkurencja. Gdzie podmiot musi przekonywać do siebie konsumentów ceną, jakością, a wreszcie samą ideą i gdzie nie może liczyć na to że siłą „prawa” pisanego pod siebie zdobędzie sobie przewagę. Tylko tego rodzaju prawo działające na rynku (prawdziwie wolnym) jest w stanie inicjować rozwój w pożądanym kierunku bez działania na szkodę rozwoju cywilizacyjnego, prowadząc do usprawnień i ulepszeń dotychczasowych mechanizmów z poszanowaniem WOLNOŚCI każdego człowieka. Równość wobec prawa bez ulgi czy preferencji dla nikogo! Tymczasem w tym co obecnie obserwujemy, w co angażują się całe rządy (za nasze pieniądze!) nie ma ani odrobiny szczerej troski o wolność czy praworządność (oba terminy zastąpiła tzw. demokracja) tak jak nam się wmawia.
Żeby przywrócić świat na właściwe tory, państwo powinno się zajmować wyłącznie tworzeniem i egzekwowaniem sprawiedliwego prawa, w zakresie WYŁĄCZNIE stania na straży bezpieczeństwa, porządku publicznego i poszanowania własności prywatnej (bez bezpośredniego wpływu na jego kształtowanie). Ani jedna litera tego prawa nie powinna dotyczyć gospodarki, ekonomii czy innych dziedzin życia społecznego gdzie w grę wchodzi jakiekolwiek prawo własności. Krótko – karanie złodziei i bandytów! „Tylko” tym i niczym innym powinno zajmować się państwo. tymczasem zajmuje się czymś zupełnie innym –  Tomasz Cukiernik: Dotacje to wywiad gospodarczy.
…Odys
Demokracja

Ukraina kupi węgiel z Rosji. 3 tysiące osób podejrzanych o dezercję, sytuacja na froncie, reformy w kraju. Syria: Turcja nie wjedzie do Kobani. Niemcy: znowu starcia Kurdów i salafitów.


1. Ukraina kupi węgiel w Rosji.

09.10.2014 (IAR) – Czy to nie paradoks? Brakujący na sezon grzewczy węgiel Ukraina kupi… w Rosji. A tego surowca brakuje z powodu działań wspieranych przez Moskwę separatystów w Zagłębiu Donieckim.

Bojówkarze zalewają kopalnie, a składy rozkradają. Zanotowano przypadki wywożenia węgla do Rosji. Nie przeszkadza to jednak władzom w Kijowie w podjęciu decyzji o zakupie tego surowca właśnie u wschodniego sąsiada. Oficjalnie władze podpisały kontrakt z ukraińskimi firmami, które mają kupić 8 milionów ton węgla w Rosji.

Przed rozpoczęciem sezonu grzewczego Ukraina oszczędzała gaz. W międzyczasie pojawił się jednak problem z węglem, ponieważ ze 155 ukraińskich kopalń, 83 znajdują się na terytorium kontrolowanym przez separatystów. 7 z nich zostało całkowicie zniszczonych. Władze już zapowiedziały, że mogą się pojawić problemy z dostawami prądu. W związku z obniżoną temperaturą wody w kaloryferach, możliwe są także przeciążenia sieci, ponieważ ludzie będą dogrzewać mieszkania piecykami elektrycznymi.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Piotr Pogorzelski/Kijów/dabr

podobne: Ukraina/UE: Stowarzyszenie po rosyjsku. UE magazynuje gaz (będzie zakaz eksportu). Rosja o gazie i Ukrainie rozmawiać nie chce, grozi embargiem na alkohol i papierosy. Czechy przeciwko sankcjom. Rosja stworzy fundusz antykryzysowy. OECD tnie prognozy gospodarcze (dla strefy euro o 1/3). oraz: Rosyjski budżet może stracić stabilność. Rosja nie będzie utrudniać reeksportu gazu (dostawy do Polski na stabilnym poziomie). Ukraińcy utracili marzenia o UE. Po zmianach rządowych w Szwecji i Polsce milkną dwaj najwięksi krytycy Moskwy.

Żaden paradoks a brutalna rzeczywistość której tylko naiwni mogą się dziwić dłużej niż chwilę.

Jeszcze nie tak dawno ośrodki informacyjne (a raczej propagandowe) piały w amoku politycznej poprawności o tym, jak to Ukraina kupi nasze „zapasy” węgla (o ile można tak nazwać zwały kilku milionów ton których nikt nie chce kupić bo za drogie, ale górnicy dalej kopią)…

„Ukraina z powodu wojny zmuszona jest sprowadzać miliony ton węgla. Jak informuje korespondent RMF FM, mimo że w Polsce tony tego surowca są w magazynach, od nas go jednak nie kupi.będzie importować węgiel z Rosji i RPA. Do końca roku kraj musi sprowadzić prawie 6 milionów ton surowca” (wysokienapiecie.pl)

…a tu proszę – kolejny zonk po tym jak nasi przyjaciele Ukraińcy odmówili polskiej wieprzowinie (Ukraina znów zamyka granicę dla polskiej wieprzowiny). Tym samym kraj który uskarża się na rosyjską agresję na swoje terytorium będzie owych najeźdźców dorabiał. Czyżby Ukraińcy uwierzyli ostatecznie w rosyjską propagandę, która zarzeka się że Rosja nie macza swoich brudnych paluchów w Donbasie? Jeśli tak to nikt nie ma prawa Ukraińców z tego pomysłu rozliczać (ani nawet pouczać) i niech kupują śmiało, w końcu to dorośli ludzie i wiedzą co jest dla nich najlepsze 😀

Oczywiście to tylko paradoksalnie wygląda komicznie, bo prawda jest taka, że zniszczona i wykończona ekonomicznie Ukraina po prostu NIE MA WYJŚCIA jak wybrać tańszy od np. polskiego surowiec, choćby pochodził on od samego Putina 🙂 Takie są bezwzględne prawa ekonomii gdzie taniej oznacza większe oszczędności i żadna „polityka” tego nigdy nie zmieni, choć pod publiczkę krzyczy się różne rzeczy. My możemy najwyżej po raz kolejny się oblizać i zacząć pomału schodzić z bujanych obłoków na ziemię. Zamiast liczyć na innych i pławić się w populistycznych opowieściach (spod mchu i paproci) jaki to polski węgiel jest dobry i potrzebny, powinniśmy na poważnie dokonać rachunku ekonomicznego nad tą branżą. Pora skończyć ze szkodliwym mitem i z udawaniem przez niektórych „patriotów” przed Polakami, że polskie kopalnie „trzeba utrzymywać”, choćby społeczeństwo miało za tę fanaberię płacić przez nos. Wkrótce ta bajka brutalnie się skończy, gdy ekonomia zacznie domagać się zbilansowania długów i kosztów funkcjonowania chorego na związki, przywileje i nepotyzm polityków „polskiego” górnictwa. Poleje się wtedy krew bankrutów a na rynku pozostaną tylko te kopalnie które na poważnie traktują powiedzenie że „z pustego i Salomon nie naleje”… (Odys)

2.Prokuratura podejrzewa 3 tysiące osób o dezercjęSytuacja na froncie.

07.10.2014 (IAR) – Nawet 3 tysiące Ukraińców może być oskarżonych o dezercję. Prokuratura Wojskowa tłumaczy to chaosem na froncie.

Prokuratura Wojskowa wszczęła 222 postępowania karne związane z dezercją. Razem obejmuje to ponad 3 tysiące żołnierzy. Anatolij Matios kierujący tą prokuraturą tłumaczy, że tak duża liczba podejrzanych wynika z osobliwości ukraińskiego prawa. Jego zdaniem, główny problem polega na tym, że na froncie nie ma wyraźnych rozkazów i następują dezorientacja i dezorganizacja, których następstwem jest to, co w kodeksie karnym nazywa się dezercją.

Na razie tylko 500 osób jest oficjalnie podejrzanych i ograniczono ich swobodę przemieszczania się. 32 trafiły do aresztu.

Tymczasem prezydent Petro Poroszenko powtórzył, że nigdy nie zgodzi się na jakiekolwiek zmiany granic państwa. Na razie tworzona jest „strefa sanitarna”, która odgrodzi tereny kontrolowane przez separatystów od reszty Ukrainy. Prezydent zaapelował też do OBWE o zwiększenie liczby obserwatorów na Wschodzie do 1500 i przekazanie misji 29 samolotów bezzałogowych. Na razie do Zagłębia Donieckiego trafiły tylko 2. Według Petra Poroszenki, tylko taka liczba obserwatorów będzie w stanie zapewnić przestrzeganie zawieszenia broni i kontrolować granicę rosyjsko – ukraińską.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski/mcm/

podobne: Ukraiński batalion samowolnie opuścił front. oraz: Ukraina: 200 ofiar kotła pod Iłowajskiem (ochotnicy oskarżają dowództwo ukraińskiej armii). i to: Wojsko się wycofuje ale nowy pobór nie pójdzie na front. Zachód nie powstrzyma Rosji.

07.10.2014 (IAR) – Pięciu ukraińskich wojskowych zginęło w ciągu ostatniej doby w strefie operacji antyterrorystycznej (ATO). Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony poinformowala, że 28 żołnierzy zostało rannych. Od kwietnia zginęły w działaniach wojennych 953 osoby, nie licząc cywilów.

Rzecznik Rady Andrij Łysenko podkreślił, że rosyjscy najemnicy i bojówkarze kontynuują ataki na ukraińskie wojska, przede wszystkim w okolicach miejscowości Szczastie i Debalcewe. Chodzi też o kolejne próby szturmu donieckiego lotniska, które jest ostrzeliwane z artylerii, czołgów i wyrzutni Grad. Żołnierze odpowiadają ogniem, są straty wśród terrorystów, ale nie wstrzymują oni ataków.

Napięta pozostaje sytuacja na południu Ukrainy, przy administracyjnej granicy z Krymem. Ukraińskie wojska są tam obserwowane za pomocą rosyjskich samolotów bezzałogowych. Dochodzi do prowokacji i demonstracji siły przez rosyjskie wojska na półwyspie.

Separatyści z nieuznawanej Donieckiej Republiki Ludowej chcą, aby wybory przeniesiono na niedzielę 9 listopada. Termin głosowania jest ustalony na razie na tydzień wcześniej.Informację podał Przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej podczas konferencji prasowej w Doniecku. W wyborach mają zostać wyłonione władze samozwańczych republik – donieckiej i ługańskiej. Będzie to drugie głosowanie od czasu „referendum” niepodległościowego, które odbyło się 11 maja.

Eksperci wojskowi wskazują tymczasem, że prorosyjscy separatyści poruszają się samochodami oznakowanymi emblematami OBWE. Poinformował o tym w Kanale 5 Dmytro Tymczuk. Jak powiedział, tylko dziś zanotowano co najmniej dwa takie przypadki. „Samochody z emblematami OBWE, choć nie mówię, że to samochody obserwatorów, są wykorzystywane przez separatystów. Według naszych danych, jeżdżą nimi przywódcy grupek terrorystów” – powiedział Tymczuk. Jednocześnie o wykorzystywaniu samochodów z emblematami OBWE przez jednego z rosyjskich wojskowych mówi Oleksij Melnyk, ekspert Centrum Razumkowa. Wczesniej jeden z blogerów opublikował zdjęcie, na którym widać, jak do auta oznaczonego jako własność OBWE wsiadają mężczyźni w strojach bojowników.

W Rosji tymczasem ma być sądzony najemnik, który walczył po stronie ukraińskiej armii. Jak informuje agencja Interfax, to pierwsze postępowanie karne w związku z zaciągnięciem się obywatela Federacji do obcej formacji militarnej. Z ustaleń rosyjskiej agencji wynika, że chodzi o Romana Żeleznowa. Jest on podejrzewany o udział w walkach jako ochotnik włączony do ukraińskiego batalionu „Azow”. Według niepotwierdzonych informacji, mężczyzna został już zatrzymany przez moskiewską policję. Batalion „Azow” to paramilitarny oddział ochrony porządku publicznego, działający głównie w rejonie obwodu donieckiego. W Rosji każdy, kto zaciąga się do obcych formacji militarnych lub wspiera je, podlega karze pozbawienia wolności od 3 do 7 lat. Jak do tej pory rosyjskie media nie wspominają, aby podobne postępowanie planowano wszcząć w stosunku do „ochotników”, którzy zaciągają się do oddziałów prorosyjskich separatystów.

W Kijowie obradowała ukraińska Rada Najwyższa, która przyjęła ustawy zaostrzające walkę z korupcją. Wszystkie zostały przyjęte w pierwszym czytaniu. Kolejne głosowanie ma się odbyć za tydzień. Podjęto decyzję o utworzeniu Biura Antykorupcyjnego. Ma ono walczyć z łapownictwem na najwyższych szczeblach władzy. Oprócz tego powstanie Komisja Państwowa do spraw zapobiegania korupcji. Ma zostać także utworzony rejestr osób, które popełniły tego rodzaju przestępstwa. Ustawy pomogą też w ustaleniu ostatecznych właścicieli firm. Jest to o tyle ważne, że urzędnicy często tworzą łańcuszek przedsiębiorstw, aby ukryć fakt, że czerpią zyski z zamówień publicznych. Premier Arsenij Jaceniuk podkreślił, że przyjęcie ustaw to dopiero początek walki z korupcją. Rząd ze swej strony podjął odpowiednie działania. Zmniejszono liczbę organów kontrolnych, które najczęściej żądają łapówek, z 56 do 27. Z ponad 1100 możliwych różnego rodzaju kontroli zostało tylko 680.

Rada Najwyższa przyjęła także zmiany do kodeksu karnego pozwalające na prowadzenie zaocznych procesów i konfiskowanie mienia osób, które są poszukiwane międzynarodowymi listami gończymi i popełniły przestępstwa przeciwko Ukrainie. Chodzi tu głównie o obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza i przedstawicieli jego reżimu.

IAR/wcześn./jj

podobne: Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie. oraz: Ukraina: Rada Najwyższa nie odwołała Jaceniuka, ale nie wszystkie reformy zostały przegłosowane. Oszczędności na pensjach urzędników i więcej pieniędzy na armię. Za miesiąc koniec działań wojennych?

3. Turcja nie wjedzie do KobaniNiemcy: znowu starcia Kurdów i salafitów.

09.10.2014 (IAR) – Turcja nie będzie interweniować w oblężonym przez fanatyków syryjskim mieście Kobani. Zapowiedział to turecki minister spraw zagranicznych w czasie spotkania z Sekretarzem Generalny NATO, który gości w Ankarze. Tymczasem z samego miasta Kobani dochodzą sprzeczne informacje, co do sytuacji. Amerykanie twierdzą, że ofensywa islamistów została odparta, ale islamiści twierdzą, że kontrolują sporą część miasta.

Mieszkający w syryjskim Kobani Kurdowie od kilku dni apelują o międzynarodową pomoc w walce z islamistami. Jednak Turcja, najbliższy sąsiad Kurdów, nie chce interweniować czołgami. Turecki minister Mevlut Cavusoglu powiedział dzisiaj, że ofensywa w Kobani, które leży zalewie kilometr za granicą Turcji, jest nierealna.

„Turcy boją się, że broń wpadnie w ręce tureckich i syryjskich Kurdów. Dlatego Kurdowie są w bardzo niedobrej sytuacji, są skazani wyłącznie na siebie” – mówił w Polskim Radiu arabista z Uniwersytetu Warszawskiego George Yacoub.

Tymczasem w Kobani cały czas toczą się ciężkie walki. Amerykańska armia, która z powietrza przeprowadza naloty na pozycje islamistów, twierdzi, że Kurdowie odzyskali już kontrolę nad miastem. Fanatycy zaprzeczają z kolei informacjom, jakoby zostali wyparci z miasta i twierdzą, że kontrolują jedną trzecią Kobani. Wiadomość, że w rękach dżihadystów jest ponad 30 procent miasta potwierdza Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka.

Przejęcie władzy w Kobani byłoby dla radykałów kluczowe. W ten sposób mogliby bowiem łatwo kontrolować pas przy granicy Syrii z Turcją i łatwo przemycać tamtędy bojowników i sprzedawać ropę.

Fanatycy z Państwa Islamskiego od kilkunastu tygodni zajmują kolejne tereny w Syrii i w Iraku. Ogłosili tam powstanie islamskiego kalifatu, a na zajętych terenach dopuszczają się czystek etnicznych wśród chrześcijan, jazydów i szyitów. Są dobrze zorganizowani a utrzymują się m.in. ze sprzedaży ropy z zagarniętych rafinerii.

Pozycje islamistów w Iraku i Syrii od początku lipca bombardują amerykańskie myśliwce. W kolejnych tygodniach do nalotów przyłączyły się też Wielka Brytania, Francja, Holandia i Kanada oraz kilka krajów Zatoki Perskiej. Ocenia się, że do tej pory dokonano ponad 370 nalotów na pozycje Państwa Islamskiego.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski/BBC/AFP/RTR/PR1/Al-Jazeera/ab

podobne: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna? oraz: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie.

09.10.2014 (IAR) – To była kolejna niespokojna noc na ulicach Hamburga w Niemczech. Mieszkający tam Kurdowie znowu głośno protestowali przeciwko atakom dżiahadystów z Państwa Islamskiego na kurdyjskie enklawy w Syrii. Doszło do przepychanek z policją.

Po zakończeniu pokojowej demonstracji, w której brało udział około 1300 osób, mniejsze grupy Kurdów starły się z radykalnymi salafitami, którzy sympatyzują z Państwem Islamskim. W powietrze poleciały kamienie i butelki. Jedna osoba została ranna. Niemiecka policja rozdzieliła zwaśnione strony.

Dzień wcześniej, w nocy z wtorku na środę w tym samym miejscu doszło do poważnych starć Kurdów i salafitów. W ulicznych walkach zostało rannych 14 osób. Niemiecka policja i politycy są coraz bardziej zaniepokojeni faktem, że wojna z Państwem Islamskim w Syrii i Iraku coraz bardziej polaryzuje mieszkających w Niemczech imigrantów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/ab

podobne: Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów. Gaza – jak zakończyć wojnę.

USA - Syria - by Opera Mundi

USA – Syria – by Opera Mundi

Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna?


„Każdy popiera antyterrorystyczny dyskurs Waszyngtonu i jego sojuszników znad Zatoki Perskiej. Jednocześnie, każdy rozumie, że stanowi on zaledwie oratorskie usprawiedliwienie wojny prowadzonej dla innych celów. Stany Zjednoczone deklarują, że chcą zniszczyć Państwo Islamskie, które same powołały do istnienia jako narzędzie przeprowadzenia czystki etnicznej w regionie, niezbędnej z punktu widzenia planu stworzenia „Wielkiego Bliskiego Wschodu”. 

Jeszcze bardziej zaskakuje to, że szalejących w Syrii ekstremistów chcą zwalczać z pomocą „umiarkowanej” opozycji, która składa się z tych samych dżihadystów, co Państwo Islamskie. Ponadto, Stany Zjednoczone zniszczyły w Rakkce budynki, które bojownicy IS opuścili dwa dni wcześniej. Te pozorne sprzeczności przesłaniają prawdziwe motywy wojny – wojny gazowej.

Kampania lotnicza Stanów Zjednoczonych w Iraku i Syrii jest wielce zastanawiająca: trudno zniszczyć ugrupowanie terrorystyczne, atakując je tylko z powietrza. W Iraku, Stany Zjednoczone i kraje GCC połączyły naloty z działaniami irackich i kurdyjskich wojsk. W Syrii zaś sojusznicy nie dysponują żadną siłą, zdolną stawić czoła Państwu Islamskiemu. Ale nawet w tym wypadku, jak wyraził się generał William Mayville, dowódca operacyjny w amerykańskim sztabie generalnym, „przeprowadzane naloty nie są zdolne porazić możliwości Państwa Islamskiego, jak i operacji, prowadzonych w innych regionach Iraku i Syrii” [1].

Zresztą, pomimo oficjalnych oświadczeń, Państwo Islamskie jest tworem Stanów Zjednoczonych i państw skupionych w Radzie Współpracy Zatoki Perskiej (GCC), mającym służyć interesom amerykańskim, i jak na razie nie zawiodło ich oczekiwań. Fakty mówią same za siebie:

• W maju 2013 r., senator John McCain udał się w nielegalną podróż do Syrii, gdzie spotkał się ze sztabem generalnym Wolnej Armii Syryjskiej (umiarkowanej), w którego skład wchodził Abu Yussef, alias Abu Du’a, alias Ibrahim al-Baghdadi, czyli obecnykalif Ibrahim (szef ekstremistów) [2].

• W styczniu 2014 r., agencja Reuters ujawniła, że prezydent Barack Obama zwołał tajne posiedzenie Kongresu, na którym przegłosowano zbrojenie i finansowanie do września 2014 r. „rebeliantów” w Syrii, także tych walczących w szeregach Państwa Islamskiego [3]. Było to tajne posiedzenie, a nie po prostu przy drzwiach zamkniętych, dlatego amerykańska prasa uszanowała jego sekretny charakter.

• Dumna z takiego wyróżnienia Państwa Islamskiego, Arabia Saudyjska przyznała się publicznie do faktu, że ugrupowaniem kieruje sam książę Abdul Rahman al-Fajsal [4].

• Szef izraelskiego wywiadu wojskowego, generał Aviv Kochavi ostrzegał natomiast przed rosnącą liczbą bojowników walczących przeciwko syryjskiej władzy i ujawnił, że członkowie Al-Kaidy, w tym członkowie Państwa Islamskiego (które od Al-Kaidy się jeszcze wówczas nie oddzieliło), byli szkoleni [pod nadzorem NATO] w trzech tureckich obozach, w Şanlıurfie, Osmaniye i Karamanie [5].

• W maju 2014 r., Arabia Saudyjska dostarczyła Państwu Islamskiemu broń ciężką, dopiero co zakupioną na Ukrainie, i znaczną ilość nowych aut marki Toyota, które miały być wykorzystane do opanowania terytorium Iraku. Transport zapewniły tajne służby Turcji, które wynajęły w tym celu specjalny pociąg.

• 27 maja, Masud Barzani, szef regionalnego rządu Kurdystanu w Iraku, udał się do Ammanu, by tam sprzęgnąć działania irackich Kurdów i Państwa Islamskiego przed planowaną ofensywą w Iraku. 1 czerwca, w Ammanie odbyło się jeszcze jedno spotkanie z udziałem wielu sunnickich sojuszników [6].

• Na początku czerwca, Państwo Islamskie i regionalny rząd Kurdystanu przeszły do ataku. Państwo Islamskie, zgodnie z powierzoną mu misją, siało terror, dążąc do przeprowadzenia czystki etnicznej, której w 2003 r. nie udało się zrealizować amerykańskim wojskom. W taki sposób dokonuje się plan stworzenia „Wielkiego Bliskiego Wschodu”, przyjęty w 2001 r. przez sztab generalny Stanów Zjednoczonych.

Stany Zjednoczone nie mają więc interesu w tym, by Państwo Islamskie zostało zniszczone, chyba że powoduje nimi nagłośniona przez media – i wątpliwa – kaźń trzech Amerykanów, która nie wydaje się jednak usprawiedliwiać takiego szkwału ognia nad Irakiem i Syrią.

O ile jasne jest, że celem trwającej kampanii lotniczej nie jest ten, o którym się tak szumnie mówi, o tyle nikt nie potrafi dokładnie powiedzieć, jakie zadanie realizuje. Jedynym pewnikiem jest to, że Stany Zjednoczone i ich sojusznicy z GCC przeprowadzili naloty na gmachy w Rakkce, które bojownicy IS opuścili dwa dni wcześniej, oraz na dwanaście rafinerii, leżących na wschodzie Syrii.

Po co więc bombardować rafinerie w wojnie wypowiedzianej rzekomo terroryzmowi? Według Pentagonu, znajdowały się one pod kontrolą Państwa Islamskiego, które czerpało z nich ogromne dochody.

Ta odpowiedź jest oczywiście błędna. Państwo, na które nałożono embargo, jakkolwiek by się nie starało, nie sprzeda gazu, czy ropy na światowy rynek. A Państwo Islamskie sprzedaje, i to pomimo rezolucji nr 1373 i nr 2170, przyjętych przez Radę Bezpieczeństwa odpowiednio w 2001 i 2014 r. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że IS kradnie paliwo w Iraku i Syrii, transportuje je rurociągiem do tureckiego portu Ceyhan, skąd przewożone jest do Izraela tankowcami wynajętymi przez Palmali Shipping & Agency JSC, kampanię turecko-azerskiego miliardera Mubarizego Gurbanoğlu. W porcie Aszkelon władze izraelskie dostarczają fałszywe certyfikaty pochodzenia, jakoby paliwo pochodziło ze złóż Ejlatu, a następnie wysyłają je do Unii Europejskiej, która udaje, że wierzy w jego izraelską proweniencję.

Przede wszystkim, jeśliby Stany Zjednoczone i GCC działały w poszanowaniu rezolucji nr 1373 (2001) i 2170 (2014), musiałyby zaatakować także iracki Kurdystan, jako że ta sama sieć logistyczna służy do eksportu gazu i ropy, kradzionych przez regionalny rząd Kurdystanu w Iraku. Tymczasem, nie tylko go nie atakują, ale i wspierają (w jego walce z władzą centralną w Bagdadzie, a nie z Państwem Islamskim) [7].

Naloty na syryjskie instalacje muszą być więc interpretowane jako chęć pozbawienia Syrii możliwości rafineryjnych, gdy w kraju zapanuje już pokój.

Nie uszło niczyjej uwagi, że w całej tej sprawie Stany Zjednoczone polegają na państwach członkowskich Rady Współpracy Zatoki Perskiej, w szczególności na Arabii Saudyjskiej. To, że saudyjskie samoloty nie opuszczają amerykańskiego terytorium nie ulega wątpliwości. Natomiast kłóci się z tym faktem – nie dająca się jednak całkowicie wykluczyć – informacja upubliczniona przez Iran, według której miałyby one stacjonować w Izraelu.

Często zwracałem uwagę na to, że jednym z najważniejszych celów wojny przeciw Syrii jest przejęcie kontroli nad ogromnymi złożami gazu naturalnego, jak i w ogóle nad syryjskim terytorium, przez które w przyszłości mógłby przebiegać rurociąg z Iranu, bądź, konkurencyjny względem irańskiego, rurociąg z Kataru i Arabii Saudyjskiej.

W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że od czasu wybuchu powstania w Noworosji i wsparcia, jakiego udziela mu Federacja Rosyjska, Unia Europejska próbuje znaleźć alternatywę dla rosyjskiego surowca. Na tym tle, rząd Iranu zaproponował europejskiemu odbiorcy swój gaz ziemny. Z taką ofertą wystąpił 9 sierpnia wiceminister ropy naftowej Ali Majedi [8]. Otwarcie europejskiego rynku pozwoliłoby Iranowi wyjść z blokady, w jakiej znalazł się po odcięciu przez Państwo Islamskie irackiej drogi wiodącej do Syrii.

Powyższa opcja, która realizuje interesy państwowe Iranu, choć oznacza zaniechanie przez prezydenta Mahmuda Ahmadineżada walki z imperializmem, może zostać uznana przez Waszyngton w ramach szerszego porozumienia, w czasie negocjacji grupy 5+1. Przy takim obrocie spraw, Teheran zrezygnowałby z badań w zakresie rewolucyjnej metody produkcji energii jądrowej, która mogłaby w przyszłości uniezależnić kraje Trzeciego Świata od ropy naftowej, a „Zachód” zniósłby w zamian sankcje przeciwko Iranowi.

Jednak taki scenariusz, jeśliby się miał urzeczywistnić, naruszyłby diametralnie równowagę sił w regionie. W takiej sytuacji Rosja nie zgodzi się raczej na członkostwo Iranu w Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Poza tym, taki scenariusz zakładałby inwestycję w rozmiarze 8,5 mld USD w budowę 1 800 km rurociągu i połączenie irańskich pól gazowych z systemem Nabucco. Irański gaz popłynąłby przez Azerbejdżan, Turcję, Bułgarię, Rumunię i Węgry do Austrii, skąd miałby zostać rozdystrybuowany do państw Unii Europejskiej. Powyższe szczegóły zostały potwierdzone przez szejka Hasana Rouhaniego w kuluarowej rozmowie z prezydentem Austrii Heinzem Fischerem podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ [9].

Uruchomienie systemu Nabucco byłoby dla Azerbejdżanu nie lada okazją, bo dzięki niemu mógłby z większą łatwością eksportować surowiec z pola gazowego Shah Deniz. W rezultacie, oddaliłby się od Moskwy i zacieśnił relacje z Waszyngtonem, co wyjaśniałoby także, dlaczego Baku tak niespodzianie zakupuje teraz w Izraelu sprzęt wojenny.

Z syryjskiego punktu widzenia, potencjalny zwrot w polityce energetycznej Iranu byłby bez wątpienia czymś pozytywnym, bo większość wrogów Syrii – poza Izraelem – nie miałaby już powodu kontynuować wojnę. Ponad to, oddalając się od Iranu, Syria stałaby się dla Rosji bardziej użyteczna. Jeśli dojdzie do podpisania tego porozumienia, Waszyngton będzie kontynuował destabilizację ziem zamieszkanych przez sunnitów, aby podtrzymać izolację pomiędzy Teheranem i Damaszkiem, i bez wątpienia wesprze Daesh w Dajr az-Zaur, ale resztę Syrii zostawi w spokoju.”

Tekst pochodzi z portalu Voltairenet.org.
źródło: geopolityka.org

„…ISIS to twór Waszyngtonu. W skład ISIS wchodzą dżihadyści, wykorzystani przez Waszyngton do obalenia Muammara Kaddafiego w Libii, a następnie wysłani do Syrii w celu obalenia Bashara Assada. Jeśli ISIS jest „siatką śmierci”, „marką zła”, z którą nie da się negocjować – jak oznajmił Obama – to ta siatka śmierci została stworzona przez sam reżim Obamy. Jeśli ISIS stanowi zagrożenie – jak twierdzi Obama – to w jaki sposób system, który jest twórcą tego zagrożenia, może być wiarygodny w walce przeciwko niemu?

W swoim przemówieniu B. Obama ani razu nie wspomniał o głównym problemie, z jakim musi zmierzyć się świat. Chodzi o niezdolność Waszyngtonu do pogodzenia się z faktem istnienia silnych i niezależnych państw, takich jak Rosja i Chiny. Neokonserwatywna doktryna Paula Wolfowitza zobowiązuje Stany Zjednoczone do utrzymywania statusu wyłącznego supermocarstwa. Wymaga to od Waszyngtonu „niedopuszczenia do tego, aby jakieś wrogie mocarstwo zdominowało region, którego zasoby – objęte wzmocnioną kontrolą – wystarczyłyby do stworzenia globalnej siły”. „Wrogie mocarstwo” to dowolny kraj, który ma wystarczającą siłę wpływu, pozwalającą na ograniczenie sprawowania władzy przez Waszyngton.

Doktryna Wolfowitza wyraźnie mierzy w Rosję: „Naszym pierwszym celem jest niedopuszczenie do ponownego pojawienia się nowego rywala, czy to na terenie byłego Związku Radzieckiego, czy gdziekolwiek indziej”. „Rywal” to dowolny kraj, który jest w stanie bronić własnych interesów lub interesów swoich sojuszników, którym zagraża hegemonia Waszyngtonu.

W swoim przemówieniu Obama powiedział, że Rosja i Chiny mogą być częścią waszyngtońskiego światowego porządku pod warunkiem, że zaakceptują hegemonię Waszyngtonu i w żaden sposób nie będą ingerować w sprawowaną przez niego kontrolę. Kiedy Obama mówi Rosji, że Stany będą z nią współpracować, „jeśli zmieni ona swój kurs”, chodzi mu o to, że Moskwa musi zaakceptować fakt, że waszyngtońskie interesy biorą górę nad rosyjskimi.

Bez wątpienia, jest to stanowisko mało elastyczne i nierealne. Jeśli Waszyngton będzie je podtrzymywał, wojna z Rosją i Chinami nastąpi…”

źródło: geopolityka.org

podobne: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin. oraz: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”. i to: Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie). Ukraina: Ofensywa na pozycje separatystów. Konwój (nie)humanitarny Rosji, ćwiczenia wojskowe przy granicy UE i na Wyspach Kurylskich.

rys. Żukow

rys. Żukow

Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie.


1. Arabia Saudyjska – koalicja przeciwko islamistom.

11.09.2014 (IAR) – Dziesięć krajów arabskich zgodziło się współpracować z Amerykanami w walce z radykałami z Państwa Islamskiego. Takie oświadczenie opublikowano po rozmowach amerykańskiego sekretarza stanu Johna Kerry’ego w Dżuddzie w Arabii Saudyjskiej. Stało się to w kilkanaście godzin po orędziu prezydenta Baracka Obamy, który zapowiedział dalsze naloty na pozycje islamistów nie tylko w Iraku, ale także w Syrii.

Czołowy amerykański dyplomata podróżuje po Bliskim Wschodzie, by zebrać sojuszników do wspólnej walki z radykałami. Po rozmowach w Arabii Saudyjskiej do koalicji przystąpiły m.in. Katar, Egipt, Jordania, Liban, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska. Wszystkie te kraje obiecały powstrzymać przepływ broni i bojowników do Iraku i Syrii. Teraz John Kerry leci jeszcze do Turcji, by przekonać do współpracy władze w Ankarze.

Intensywną walkę z islamistami, ogłoszoną przez Baracka Obamę, popierają także mieszkańcy stolicy Iraku, Bagdadu. „To krok naprzód. Popieramy takie działania, bo Państwo Islamskie to terroryści. Będziemy walczyć, by przepędzić ich z Iraku” – mówi jeden z mieszkańców Bagdadu Fawzi.

Radykałowie opanowali w ostatnich miesiącach tereny nie tylko na północy Iraku, ale także w Syrii. Amerykański prezydent zagroził, że lotnictwo może bombardować także cele w Syrii. Władze w Damaszku ostrzegły jednak, że każdy taki nalot musi być z nimi konsultowany. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji – głównego sojusznika prezydenta Baszara al-Asada, oświadczyło z kolei, że naloty w Syrii będą aktem agresji, bo nie ma w tej sprawie rezolucji ONZ. Rosja ma w Narodach Zjednoczonych prawo weta.

Prezydent Barack Obama zapowiedział w nocy wysłanie na pogranicze syryjsko-irackie kolejnych 475 amerykańskich żołnierzy. Do tej pory amerykańskie lotnictwo dokonało już ponad 150 nalotów na pozycje fanatyków w Iraku.

W ubiegłym tygodniu do koalicji przystąpiło też dziewięć krajów NATO, w tym Polska. Nie wiadomo na razie, w jaki sposób Warszawa chce włączyć się w walkę z islamistami, bo prezydent Bronisław Komorowski oświaczył, że polscy żołnierze nie zostaną wysłani do Iraku. W nalotach nie chcą też wziąć udziału Niemcy.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski/BBC/Al-Jazeera/Haaretz/eurovision/em/

podobne: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki. oraz: USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę. a także: Wstrząsy wtórne „kryzysu ukraińskiego”. Japonia – Chiny – Niemcy – USA – Syria. Niemieckie wsparcie wojskowe dla państw bałtyckich. i to: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?

2. Syryjski minister: naloty bedą aktem agresji.

11.09.2014 (IAR) – Naloty lub jakakolwiek interwencja obcych wojsk na terytorium Syrii będą uznane za akt agresji. W ten sposób na wczorajsze słowa Baracka Obamy odpowiedział minister syryjskiego rządu, Ali Haidar. Jak dodał, wszelkie takie działania muszą być wcześniej skonsultowane z władzami Syrii.

Prezydent Stanów Zjednoczonych przedstawił plan pokonania radykałów z Państwa Islamskiego, zakładający między innymi ataki z powietrza w Iraku i Syrii. Obama ogłosił, że Stany Zjednoczone staną na czele szerokiej koalicji przeciwko rebeliantom.

Wiadomo już, że operacji aktywnie nie wesprą Niemcy i Wielka Brytania. Szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier powiedział na konferencji prasowej, że do tej pory nie dostał żadnego oficjalnego wniosku w tej sprawie. Jednocześnie wykluczył, że niemieckie samoloty wezmą udział w nalotach.

Podobne stanowisko przedstawił jego brytyjski odpowiednik. Philip Hammond zaznaczył, że Wielka Brytania w pełni popiera działania Stanów Zjednoczonych na rzecz stworzenia międzynarodowej koalicji, która ma pokonać Państwo Islamskie. Jednocześnie zaznaczył jednak, że jego kraj nie wesprze amerykańskich nalotów na miejsca opanowane przez rebeliantów.

.Tymczasem Amerykanie szukają poparcia dla operacji przeciwko islamistom. Sekretarz stanu John Kerry odwiedził dziś w tej sprawie Arabię Saudyjską. Kerry w najbliższym czasie ma rozmawiać także z przedstawicielami Egiptu, Jordanii, Libanu i Turcji

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/wczesn/Internet/rtr/md/ab

podobne: Wątek Izraela w syryjskim zamieszaniu czyli… „Uderz w Syrię a nożyce się odezwą” i to: W większej skali czyli… O co tak naprawdę chodzi w ukraińskiej tragedii oraz: Cameron ostrzega przed ekstremizmem islamskim (będzie interwencja lądowa w Iraku?). Biskup Manchesteru wypomina władzom wojnę w Iraku, która pogorszyła sytuację chrześcijan na Bliskim Wschodzie.

3. Opinie: Górak-Sosnowska: Dżihadyści śmieją się z działań USAFrancuscy islamiści biorą udział w egzekucjach w Syrii.

11.09.2014 (IAR) – W środowym przemówieniu Barack Obama ogłosił strategię walki z Państwem Islamskim. Jak mówi IAR Katarzyna Górak – Sosnowska z Uniwersytetu Warszawskiego to przemówienie nie oznacza nic nowego ani dla nas, ani dla dżihadystów.

Z tego co obserwowałam na mediach społecznościowych dżihadystów z Kalifatu wynika, że oni się śmieją z tego, że z jednej strony Stany Zjednoczone wypowiadają wojnę, a z drugiej nie są w stanie wystawić żołnierzy, żeby tę wojnę prowadzić – opisuje ekspertka.

We wspomnianym przemówieniu Barack Obama zapowiedział walkę z dżihadystami także na terenie Syrii. Dla Stanów Zjednoczonych, które jednocześnie walczą z Państwem Islamskim i reżimem syryjskiego prezydenta Baszara al Asada, problem polega na tym, jak walczyć z Państwem Islamskim nie wspierając Asada – tłumaczy Katarzyna Górak-Sosnowska.

Jak mówi rozmówczyni IAR, pojawia się pytanie, którą opozycję należy wspierać. Różne są odcienie opozycji – dodaje.

Barack Obama podczas przemówienia podkreślał, że Stany w walce z dżihadystami mają wsparcie międzynarodowej koalicji.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Katarzyna Ingram/nyg

podobne: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów i to: USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku.

11.09.2014 (IAR) – Młodzi Francuscy fanatycy islamscy biorą udział w egzekucjach publicznych w Syrii. Takiego zdania jest sędzia zajmujący się walką z terroryzmem.

Od dawna było wiadomo, że u boku fundamentalistów islamskich w Syrii w dżihadzie walczą także młodzi Francuzi. Teraz jednak, w kilka dni po ogłoszeniu wiadomości o zgładzeniu izraelsko-amerykańskiego dziennikarza Stevena Sotloffa, francuski sędzia zajmujący się zwalczaniem terroryzmu ujawnił, iż ochotnicy z Francji są szkoleni nie tylko, aby brać udział w walkach, lecz również w obcinaniu głów wziętym do niewoli wrogom lub porwanym zakładnikom. Część francuskich islamistów bierze udział w publicznych egzekucjach. Tak było po zdobyciu przez terrorystów muzułmańskich położonego nad północnym brzegiem Eufratu miasta Ar Rakka, które fundamentaliści ogłosili stolicą kalifatu. Z Francji do Syrii, według sędziego, udają się by brać udział w dżihadzie, nie tylko mężczyźni, ale także nastolatki i kobiety. Przeciwko 370 Francuzkom i Francuzom toczy się postępowanie. Są oni oskarżeni o działalność terrorystyczną.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/mcm/

podobne: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”.

4. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri.

11.09.2014 (IAR) – Islamiści z organizacji Boko Haram zdobywają coraz większą część terytorium Nigerii. Tym razem udało im się otoczyć Maiduguri, stolicę położonego w północno-wschodniej części kraju stanu Borno.

Według relacji miejscowych, ostatecznym celem islamistów jest całkowite zajęcie miasta. Mieszkańcy proszą rząd o przysłanie dodatkowych oddziałów armii.

W Nigerii trwa krwawy konflikt między władzami a islamistami. Od początku roku radykałowie z Boko Haram zabili kilka tysięcy osób, porwali też kilkaset dzieci. Bojówkarze przejęli władzę w wielu miejscach w północno-wschodniej Nigerii. Z tego powodu pojawiają się obawy, że rząd wkrótce może w pełni utracić kontrolę nad regionem. W strachu przed islamistami setki ludzi opuściły swoje domy, uciekając do innych miast oraz do sąsiedniego Kamerunu.

Celem radykałów z Boko Haram jest wprowadzenie szariatu i przekształcenie Nigerii w państwo islamskie.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/wczesn/Internet/md/ab

5. Izrael – zbrodnie wojenne w Gazie.

11.09.2014 (IAR) – Izrael wszczął formalne dochodzenie w sprawie pięciu incydentów w czasie wojny w Strefie Gazy. Prokurator wojskowy podejrzewa, że izraelscy żołnierze mogli dopuścić się nadużyć. Z kolei organizacja praw człowieka Human Rights Watch oskarżyła izraelską armię o popełnienie w Gazie zbrodni wojennych.

Izraelski prokurator wojskowy rozpoczął badanie pięciu przypadków, które mogą okazać się przestępstwami. Chodzi m.in. o zbombardowanie i zabicie czwórki palestyńskich chłopców grających w piłkę na plaży w Gazie. „Wzywam ONZ i Ban Ki Muna do wyjaśnienia tego, co się stało. To jest moje prawo, by poznać prawdę” – mówił dzień po tragedii ojciec chłopców Mohammad Bakir w rozmowie z wysłannikiem Polskiego Radia w Gazie. Wojskowy prokurator bada także m.in. sprawę ostrzelania przez izraelskie wojsko szkoły ONZ w Beit Hanun oraz domniemaną kradzież rzeczy osobistych z jednego z palestyńskich domów w Szedżaiji.

Organizacja praw człowieka Human Rights Watch oskarżyła tymczasem Izrael o popełnienie w Gazie zbrodni wojennych. Chodzi o trzy przypadki ostrzelania szkół ONZ, w których chronili się cywile – w Beit Hanun, Rafah i w Dżebaliji. „Była piąta nad ranem, kiedy zaczął się ostrzał. Wszyscy spali. Wtedy na jedną z klas spadł pocisk. Obudziłem moją rodzinę i natychmiast zaciągnąłem wszystkich do środka, do innej klasy” – mówił w rozmowie z wysłannikiem Polskiego Radia w kilka godzin po ostrzale Muhammad, jeden z uchodźców, który mieszkał w szkole.

Human Rights Watch zarzuca izraelskiej armii, że ta z premedytacją zaatakowała cywilów. Wojskowi twierdzili wówczas, że odpowiadają na ataki ze strony Hamasu. Wojna w Gazie trwała 50 dni i była najdłuższym i najbardziej krwawym konfliktem Izraela z Hamasem. Kosztowała życie co najmniej 2147 Palestyńczyków i 73 Izraelczyków. Po zakończeniu wojny rozpoczęły się rozliczenia. Sekretarz Generalny ONZ wszczął dochodzenie w sprawie ostrzałów szkół Narodów Zjednoczonych, a Rada Praw Człowieka ONZ powołała własną komisję, która ma wyjaśnić domniemane zbrodnie izraelskiej armii i palestyńskiego Hamasu. Władze Autonomii Palestyńskiej zagroziły pociągnięciem Izraela do odpowiedzialności przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski/BBC/HRW/Haaretz/wcześn./ab

podobne: Rośnie liczba ofiar w Gazie. Izrael ostrzeliwuje cywilne budynki i ogłasza dodatkową mobilizację.

UE - USA

Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki.


Kerry na Bliski Wschód.

09.09.2014 (IAR) – Amerykański sekretarz stanu John Kerry udaje się na Bliski Wschód. Szef dyplomacji Stanów Zjednoczonych będzie zabiegać w Jordanii i Arabii Saudyjskiej o poszerzenie koalicji przeciwko bojownikom Państwa Islamskiego. Z Waszyngtonu Marek Wałkuski.

Celem rządu Baracka Obamy jest stworzenie jak najszerszej koalicji międzynarodowej, która przeciwstawi się Państwu Islamskiemu. Amerykanom zależy aby przyłączyły się do niej także kraje arabskie. Stąd wizyta amerykańskiego sekretarza stanu w Rijadzie i Ammanie. „Budując tę koalicję podkreślamy, że niemal każdy kraj na świecie może odegrać w niej jakąś rolę w eliminacji Państwa Islamskiego i zła jakie ono reprezentuje „. Kerry podkreślił, że udział w koalicji nie musi mieć wymiaru militarnego. Może to być także pomoc humanitarna dla uchodźców, dostawy uzbrojenia lub odcięcie dżihadystów od źródeł finansowania. Przed odlotem na Bliski Wschód John Kerry wyraził zadowolenie z utworzenia nowego rządu Iraku, który składa się z Szyitów, Sunnitów oraz Kurdów. Kerry powiedział, że nowe irackie władze mogą liczyć na wsparcie Stanów Zjednoczonych.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton

źródło: stooq.pl

podobne: USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę (manewry na zach. Ukrainy).

Oczywiście tego typu byty jak terrorystyczny ISIL należy zniszczyć militarnie i z całą bezwzględnością. Pamiętajmy jednak o tym skąd się ten dżin wydobył i kto go wypuścił na świat! (USA – „Washington Post”: Obama gotów wesprzeć syryjską opozycję) Nie należało ingerować w dyktatury regionu, które trzymały wszystkich zwaśnionych na tle religijnym na smyczy, gdzie co prawda ludzie żyli pod butem ale jednak po swojemu (zgodnie z własną tradycją na której zostali wychowani) i nie krzywdząc się nawzajem ze strachu przed karzącą ręką „dyktatorów” z których każdy jednak dbał o to żeby nikt w kraju nie podskakiwał….

Kolejność zdarzeń które dziś eksplodują „rzezią niewiniątek” jest taka, że NAJPIERW ten region został zdestabilizowany o zgrozo przez „elity chrześcijan” (nie wiem czy przeważyły tu wpływy Izraelskie ale prawdopodobnie tak) z tzw. „zachodu” i jest to dziś (i od zawsze) pretekst dla „dżihadystów” żeby się na chrześcijanach mścić (i szkoda tylko że nie mszczą się personalnie na tych co za sznurki „demokratycznych rewolucji” pociągali a na Bogu ducha winnych cywilach). Trzeba sobie powiedzieć prawdę, że tzw. „Państwo Islamskie” to (PO)twór „zachodu” który miał wyciąć Amerykanom drogę do ropy i przywrócić zbuntowane regiony (których dyktatorzy kopnęli USA i ich „pomoc” w budowie prosperity na tych terenach w zad) po „wygranych wyborach” na łono „miłującej pokój Ameryki”. Ani Polska, ani żaden inny kraj zachodni NIGDY nie miał żadnego interesu w obalaniu Huseina, Kadafiego czy Assada – który jeszcze żyje, ale jest solą w chciwym oku USraela i dlatego „dżihadyści” nie zostali jeszcze unicestwieni, bo ich misją jest zostać zepchniętymi przez kolejną „pokojową interwencję” na tereny Syrii, by wreszcie Assad poprosił o pomoc i poddał się „miłującej pokój” Ameryce.

Do wojny trzeba być zawsze gotowym! i mieć kciuk wyćwiczony w używaniu broni. Ale tylko po to by BRONIĆ swojej ziemi („kiedy przyjdą podpalić Twój dom…”), swoich praw, kultury, religii i ludzi którzy są nam bliscy a nie po to by włazić z buciarami w takie samo prawo do życia po swojemu innych kultur, religii i cywilizacji. Teraz niestety świat zachodni jest zmuszony po raz kolejny bronić chrześcijaństwa, bo sam wystawił chrześcijaństwo na nienawiść radykałów z Islamu (to że przy okazji tej „obrony” załatwi swoje interesy to już inna historia). Polska powinna zrobić WSZYSTKO co w jej mocy żeby ratować swoich obywateli którzy cierpią w tej wojnie i pomagać chrześcijanom poprzez organizacje charytatywne w wyciągnięciu chrześcijan z regionów objętych terrorem ISIL. Nie powinna natomiast pomagać Amerykanom w interwencji zbrojnej i podpinać się pod kolejną krucjatę,która nie skończy się na pokonaniu ISIL a reputacja Polski będzie kolejny raz użyta dla załatwienia interesów USA w Syrii i Iranie (nie wiadomo na ile kolejnych lat i jakim kosztem)… (Odys)

„…Kiedy stało się jasne, że kolejną ofiarą Państwa Islamskiego może paść sama Arabia Saudyjska, Rijad dał sygnał, że nadeszła pora zniszczyć organizację. Jednak, wbrew pozorom, Turcja i Izrael w dalszym ciągu wspierają Państwo Islamskie, nadal handlując kradzioną przez nie ropą naftową.

Na wstępie: IS jest tworem Zachodu

Jednogłośny sprzeciw Rady Bezpieczeństwa wobec Państwa Islamskiego (IS) i przyjęcie rezolucji nr 2170, to działania pozorowane, którymi nie uda się zatrzeć pamięci o wsparciu państwowym udzielanym IS po dzień dzisiejszy.

Weźmy chociażby ostatnie wydarzenia w Iraku. Każdy mógł widzieć, na czym wjechali do kraju bojownicy IS i jakim sprzętem dysponowali, a więc, że wjechali na nowiutkich pojazdach Humvee, które dopiero co wyszły z fabryk American Motors, i że uzbrojeni byli w równie nowy sprzęt produkcji ukraińskiej. Tak wyposażeni, pochwycili amerykańską broń, będącą w posiadaniu armii irackiej. Zdziwienie musiało wywołać i to, że IS ma do swojej dyspozycji cywilnych administratorów, którzy w mig potrafią objąć zarząd nad zdobytym terytorium oraz specjalistów w dziedzinie komunikacji, zdolnych do propagowania jego działań w sieci i w telewizji. Nie ulega wątpliwości, że to personel przeszkolony w amerykańskiej bazie wojskowej Fort Bragg.

Choć amerykańska cenzura zabroniła na ten temat wszelkich uwag, wiemy dzięki brytyjskiej agencji Reuters, że w styczniu 2014 r., na tajnym posiedzeniu, Kongres przegłosował ustawę, zapewniającą finansowanie i zbrojenie do końca września 2014 r. Wolnej Armii Syryjskiej, Frontu Islamskiego, Jabhat al-Nusra i Państwa Islamskiego [1]. Kilka dni po tym posiedzeniu, Arabia Saudyjska chwaliła się na kanale Al-Arabija, że faktycznym szefem Państwa Islamskiego jest książę Abdul Rahman [2]. Zaś 6 lutego, na spotkaniu w Krakowie sekretarz bezpieczeństwa narodowego USA zwrócił się do ministrów spraw wewnętrznych tych państw europejskich, które najaktywniej wspierając terroryzm islamski, o pozostawienie w regionie Lewantu europejskich dżihadystów, a to poprzez wydanie im zakazu powrotu do rodzinnych krajów. Chodziło o to, żeby IS był dość liczny do przeprowadzenia ataku na Irak [3]. Ostatecznie, w połowie lutego, w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego USA miało miejsce dwudniowe seminarium, w którym wzięli udział szefowie sprzymierzonych służb specjalnych wmieszanych w syryjski konflikt, bez wątpienia w celu przygotowania ofensywy IS w Iraku [4].

To zaprawdę uderzające, jak światowe media zaczęły nagle potępiać zbrodnie dżihadystów, gdy przecież te trwają nieprzerwanie od trzech lat. Publiczne podrzynanie gardeł i ukrzyżowania nie przedstawiają niczego nowego. Dla przykładu, bojownicy IS z Baba Amr urządzili w lutym 2012 r. „trybunał religijny”, który skazał na śmierć poprzez podcięcie gardła ponad 150 osób. Zbrodnia ta nie wywołało najmniejszej reakcji państw Zachodu i Narodów Zjednoczonych [5]. W maju 2013 r., dowódca Brygady al-Farouq, jednostki Wolnej Armii Syryjskiej (sławetni „umiarkowani”) puścił w świat nagranie wideo, na którym ćwiartuje syryjskiego żołnierza i zjada jego serce. W tamtym okresie, Zachód upornie przedstawiał takich właśnie dżihadystów jako „umiarkowanych opozycjonistów”, z tym że zdesperowanych, walczących o „demokrację”. BBC oddała nawet głos kanibalowi, aby ten usprawiedliwił jakoś swoje zachowanie.

Nie ulega wątpliwości, że zaproponowane przez francuskiego ministra spraw zagranicznych Laurenta Fabiusa rozróżnienie między „umiarkowanymi” (Wolna Armia Syryjska i, do początku 2013 r., Jabhat al-Nusra, tzn. syryjska gałąź Al-Kaidy) a „radykalnymi” dżihadystami (IS i, od 2013 r., Jabhat al-Nusra) to tylko sztuczka słowna. Najdobitniejszym tego dowodem jest przypadek kalifa Ibrahima, który w maju 2013 r., podczas wizyty senatora Johna McCaina w sztabie generalnym WAS, był jednym z „umiarkowanych” sztabowców, a jednocześnie liderem „radykalnej” grupy wywrotowej [6]. Świetną ilustracją jest też list generała Salima Idrisa, szefa sztabu generalnego WAS, z 17 stycznia 2014 r., który dokumentuje, że Francja i Turcja dostarczały broń zarówno WAS (1/3 dostaw), jak i Al-Kaidzie (2/3 dostaw) za pośrednictwem WAS. Autentyczność tego listu została potwierdzona przez francuską delegację, po tym jak ambasador Syrii przy ONZ Baszar Dżafari, przedłożył go Radzie Bezpieczeństwa [7].

To powiedziawszy, wyraźnie widać, że w przeciągu sierpnia 2014 r., w postawie niektórych mocarstw należących do NATO i Rady Współracy Zatoki Perskiej (GCC) dokonała się przemiana, polegająca na przejściu z niejawnego, nieprzerwanego i szeroko zakrojonego wsparcia dla dżihadystów w szczerą wrogość. Czym to wyjaśnić?

Doktryna dżihadyzmu wg Brzezińskiego

Aby zrozumieć powagę dokonującego się właśnie zwrotu w postawie Arabii Saudyjskiej – a niewykluczone, że i Stanów Zjednoczonych – musimy sięgnąć 35 lat wstecz.

Od 1979 r., za namową Zbigniewa Brzezińskiego, doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, Stany Zjednoczone postanowiły wspierać islamizm jako narzędzie przeciwko radzieckim wpływom, nawiązując do polityki prowadzonej względem Egiptu, opartej na wspieraniu Braci Muzułmanów jako sojuszników przeciwko Gamalowi Abdelowi Naserowi.

Z. Brzeziński postanowił puścić w ruch szeroko zakrojoną „rewolucję islamską”, wychodząc od Afganistanu (rządzonego wtenczas przez komunistyczny reżim Muhammada Tarakiego) i Iranu (w którym sam zorganizował powrót imama Rudollaha Chomejniego). W dalszej kolejności, rewolucja miała się rozlać po całym arabskim świecie i unieść na swej fali ruchy nacjonalistyczne wewnątrz Związku Radzieckiego.

Operacja w Afganistanie zakończyła się nadspodziewanym sukcesem: dżihadyści ze Światowej Ligii Antykomunistycznej (WACL) [8], zwerbowani pośród Braci Muzułmanów i kierowani przez antykomunistę, miliardera Osamę bin Ladena, rozpoczęli kampanię terrorystyczną, która skłoniła afgański rząd do zwrócenia się o pomoc do Moskwy. Armia Czerwona wkroczyła do Afganistanu i ugrzęzła w nim na dobre pięć lat, przyśpieszając upadek ZSRR.

Operacja w Iranie okazała się natomiast katastrofalna: Z. Brzeziński ze zdumieniem odkrył, że R. Chomejni nie był tą osobą, o której mu mówiono – starym ajatollahem zainteresowanym tylko w odzyskaniu ziem zabranych mu przez szacha – a prawdziwym antyimperialistą. Zrozumiawszy nieco później, że słowo „islamista” niezupełnie znaczy to samo dla jednych i dla drugich, Z. Brzeziński postanowił wprowadzić rozróżnienie pomiędzy dobrymi sunnitami (kolaboracjonistami) a złymi szyitami (antyimperialistami), i powierzyć pieczę nad pierwszymi Arabii Saudyjskiej.

W końcu, przeanalizowawszy nowo zacieśniony sojusz pomiędzy Waszyngtonem i dynastią Saudów, prezydent James Carter oznajmił w swoim orędziu o stanie państwa (State of the Union – przyp. tłum.) z 23 stycznia 1980 r., że odtąd uznaje dostęp do Zatoki Perskiej za warunek bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych.

Od tego czasu dżihadyści byli wykorzystywani do wszystkich nieuczciwych zagrywek wobec Sowietów (a potem Rosjan) i wobec tych arabskich rządów, które by się opierały Stanom lub stawiały na interes narodowy. Sprawy się nieco skomplikowały w okresie pomiędzy zamachami z 11 września, których zaplanowanie i przeprowadzenie złożono na karb dżihadystów, a domniemaną śmiercią Osamy bin Ladena w Pakistanie, a więc między 2001 a 2011 r. Wówczas to należało zaprzeczać wszelkim związkom z dżihadystami, a jednocześnie wykorzystywać ich jako pretekst do interwencji. Stało się to jasne w 2011 r., kiedy doszło do oficjalnej współpracy dżihadystów i NATO w Libii oraz Syrii…”

„…Trudno powiedzieć, czy obecna sytuacja jest prawdziwa czy tylko zainscenizowana. Czy Stany Zjednoczone faktycznie zamierzają zniszczyć Państwo Islamskie, które utworzyli, i które wymknęło im się spod kontroli, czy może zechcą je tylko osłabić i zachować jako narzędzie prowadzenia polityki w regionie? Ankara i Tel Awiw wspierają IS na rzecz Waszyngtonu czy przeciwko niemu? Może grają na głębokich podziałach wewnątrz Stanów Zjednoczonych? Czy dla zabezpieczenia monarchii, Saudowie sprzymierzą się z Iranem i Syrią, rezygnując z protekcji Izraela?” 

(całość tu: geopolityka.org)

Kerry szuka koalicjantów wśród państw arabskichPrzemówienie Obamy.

10.09.2014 (IAR) – To będzie próba budowy szerokiej koalicji do walki z Państwem Islamskim. Szef amerykańskiej dyplomacji przyjeżdża dziś z misją dyplomatyczną do Arabii Saudyjskiej.

Jutro właśnie w tym kraju odbędą się rozmowy między Kerrym a jego odpowiednikami z Turcji i 10 państw arabskich. Na rozmowy w Dżuddzie nie zaproszono władz Syrii, której państwowość jest zagrożona przez działania dżihadystów, oraz Iranu. Wszystko po to, by nie zrazić sunnitów, popierających rebeliantów. Kerry chce zbudować jak najszerszą koalicję do starcia z Państwem Islamskim, „osłabienia go, a docelowo pokonania”.

8 sierpnia Amerykanie rozpoczęli naloty na pozycję dżihadystów. Z wczorajszego sondażu wynika, że ich kontynuację popiera 3/4 Amerykanów. Być może uwzględni to Barack Obama, który ma dziś ogłosić strategię walki z Państwem Islamskim.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/AFP/wcześn./to/ab

10.09.2014 (IAR) – Barack Obama ogłosi dziś strategię walki z Państwem Islamskim. W telewizyjnym orędziu amerykański prezydent będzie mówić o konieczności kontynuowania bombardowań pozycji dżihadystów. Obama wykluczy jednak użycie sił lądowych.

Prezydent Barack Obama przedstawi Państwo Islamskie jako poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Według zapowiedzi, Obama powie Amerykanom, że dokona uderzeń z powietrza na pozycje dżihadystów wszędzie tam gdzie będzie to konieczne. W udzielonym wcześniej wywiadzie dla telewizji NBC amerykański prezydent wykluczył jednak operację lądową. „Użycie sił lądowych byłoby poważnym błędem” – oświadczył.

Nie jest na razie jasne czy Barack Obama ogłosi zamiar atakowania celów na terytorium Syrii, czego domaga się cześć kongresmanów. „Głowa węża jakim jest Państwo Islamskie znajduje się w Syrii. To tam trzeba zaatakować, aby tę głowę mu odciąć” – podkreślał senator Bill Nelson. Przedstawiciele Białego Domu mówią nieoficjalnie, że potencjalne cele na terytorium Syrii obejmują kwaterę główną Islamistów, ośrodki szkoleniowe i składy broni.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton / wk

źródło: stooq.pl

rys. Tom Janssen

rys. Tom Janssen

…Widać więc wyraźnie w co gra USA. Po prostu użyje rzeźników z ISIL do osłabienia i obalenia „reżimów” w Syrii i Iranie a potem jako pretekstu do wkroczenia na Syrię. Gotowość do pomocy w walce z terroryzmem wyraziła już nawet Rosja (Rosja chce współpracować z USA w zwalczaniu terroryzmu), co jest prawdopodobnie jednym z gestów pojednawczych po tym jak dogadano kwestię Ukrainy. Czyżby Assada czekał los Janukowycza a Syrię los Ukrainy?  Chyba że Rosja chce być blisko całej sprawy żeby dalej chronić swoich interesów w Syrii i Iranie?

…sam Brzeziński zdążył już przeorbitować swoje poglądy na temat użyteczności ekstremistów islamskich i żydowskich 🙂 (Odys)

„…Brzeziński dostrzega pewne analogie miedzy tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, a tym, co zdarzyło się w Europie w czasie wojny trzydziestoletniej. Wskazał na wzrost identyfikacji religijnej jako główny motyw działania politycznego. Dodał, że tylko kilka państw z regionu potencjalnie może być w miarę stabilnych, ze względu na tożsamość i poczucie jedności oraz siłę militarną. Do tej grupy zaliczył: Turcję, Iran, Izrael i Egipt.  – Reszta, bardzo liczna jest bardzo niespokojna. Łatwo w nich o destabilizację ze względu na brak spójności i wspólnej tożsamości –  zaznaczył.

Brzeziński uważa, że Amerykanie powinni współpracować skuteczniej z tymi krajami regionu, które są „poważnymi graczami”, tzn. z Iranem, Turcją i Izraelem. Odciął się jednak od współpracy ze skrajną prawicą państwa izraelskiego. Zdaniem Brzezińskiego, Izrael musi uznać pewne aspiracje Palestyńczyków. Jest zwolennikiem utworzenia dwóch niezależnych państw: izraelskiego i palestyńskiego ściśle ze sobą współpracujących. Dysponują one potencjałami, dzięki którym mogły by się stać „Singapurem Bliskiego Wschodu”.

Odnosząc się do sytuacji w Iraku były doradca bezpieczeństwa narodowego USA zaznaczył, że różnica między wojną wypowiedzianą przez Busha I a wojną Busha II jest taka, że w przypadku pierwszej interwencji kierowano się odczuciami i interesami różnych grup w tym regionie. W drugim przypadku USA decyzję o interwencji podjęły na własną rękę na podstawie fałszywych przesłanek.

Brzeziński uważa, że Ameryka nie powinna wikłać się w muzułmańskie konflikty sekciarskie. – Myślę, że cały region teraz, jeśli chodzi o sekciarskie impulsy i nietolerancję na tle religijnym, nie jest miejscem, w którym Ameryka powinna wybijać się. Myślę, że powinniśmy prowadzić politykę, zgodnie z którą uznajemy fakt, że problemy nie mogą się powtarzać, eskalować i rozpowszechniać– tłumaczył…

Brzeziński zauważa, że w obliczu wszystkich konfliktów na świecie i niezdolności Stanów Zjednoczonych do promocji konstruktywnych rozwiązań, Waszyngton powinien zawrzeć ciche porozumienie z Pekinem i Moskwą dotyczące tego, co w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki będzie można uznać za niedopuszczalne zagrożenie. Ze względu jednak na słabość Rosji i jej zaangażowanie na Ukrainie, Brzeziński postuluje ściślejszą współpracę z Chińczykami…”

całość tu: Brzeziński zaleca ściślejszą współpracę USA – Chiny

Tłum.: Justyna Jarmułowicz Tekst pochodzi z portalu Voltairenet.org.
Tom Bagshaw - Pandora

Tom Bagshaw – Pandora

Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”.


1. Islamiści mordują syryjskich żołnierzy. Irak – walki z islamistami.

28.08.2014 (IAR) – Islamiscy ekstremiści dokonują egzekucji na syryjskich żołnierzach. Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka wczoraj i dziś zamordowano ponad 250 osób.

Dżihadyści z Państwa Islamskiego pochwalili się na Twitterze, że opanowali bazę lotniczą w mieście al Tabaka i opanowali syryjską prowincję Raqa. Według przedstawicieli Obserwatorium, bazy bronił garnizon składający się z 1400 żołnierzy. Około 200 zginęło w walce, a 700 udało się wydostać z oblężenia. Duża część z pozostałej grupy żołnierzy została pojamana podczas próby przekroczenia doliny Orontes. W internecie pojawił się film przedstawiający młodych mężczyzn w bieliźnie maszerujących wzdłuż drogi pod eskortą bojowników Państwa Islamskiego. Ich los nie jest znany. Prawdopowobnie zostali zamordowani.

Islamskie Państwo to terytorium na pograniczu Syrii i Iraku pod kontrolą islamskich terrorystów.

BBC/IAR/jp/kawo

29.08.2014 (IAR) – Nawet 200 żołnierzy syryjskiego rządowego wojska mogło zostać zgładzonych przez radykałów z Państwa Islamskiego. Tak twierdzą miejscowi aktywiści. Do masakry miało dojść w czwartek, gdy fanatycy opanowali jedną z baz lotniczych na północy Syrii. Z kolei inna grupa islamistów porwała 43 żołnierzy ONZ na Wzgórzach Golan, przy granicy z Izraelem.

Baza lotnicza Tabka jest jednym z najbardziej strategicznych miejsc na północy Syrii. Bojownicy Państwa Islamskiego przejęli ją w czwartek po kilku dniach walk. Już wtedy pojawiły się informacje o możliwych egzekucjach żołnierzy sił syryjskich. Teraz aktywiści informują, że radykałowie ścigali uciekających żołnierzy i w sumie mogli zabić około 200 osób.

W ostatnich miesiącach, gdy radykalni islamiści przejmują kontrolę nad kolejnymi terenami w Syrii i w Iraku, kilkakrotnie pojawiły się informacje o masakrach dokonywanych przez nich na żołnierzach syryjskiej armii. Z kolei w Iraku fanatycy dokonują rzezi chrześcijan i muzułmańskiej sekty jazydów.

Tymczasem radykalna grupa Al-Nusra, która kiedyś walczyła ramię w ramię z islamistami, a teraz tworzy osobną grupę, porwała 43 żołnierzy sił pokojowych ONZ na Wzgórzach Golan. Wszystko to stało się w dzień po tym, jak Al-Nusra przejęła kontrolę nad miejscowym posterunkiem na granicy z Izraelem. W ubiegłym roku dwukrotnie zdarzało się, że żołnierze ONZ byli przetrzymywani przez syryjskich radykałów, ale szybko odzyskiwali wolność.

Wojna domowa w Syrii kosztowała życie prawie 200 tysięcy osób. Początkowo o obalenie prezydenta Asada walczyła umiarkowana opozycja, ale z czasem została ona pokonana. Teraz głównym wrogiem władz w Damaszku są fanatycy z Państwa Islamskiego i Frontu Al-Nusra.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/RTR/Haaretz/BBC/SOHR/ab

29.08.2014 (IAR) – Kurdyjskie wojska odbiły z rąk islamistów pola naftowe niedaleko Mosulu na północy Iraku. Radykalne siły Państwa Islamskiego nadal jednak kontrolują większość terenów wokół miasta. Nie wiadomo też, co dzieje się z żołnierzami ONZ, których porwała inna grupa radykałów przy granicy Syrii z Izraelem.

Kurdyjscy Peszmergowie jeszcze wczoraj przypuścili atak na trzy instalacje naftowe w rejonie Mosulu. Islamiści wycofali się, ale też wysadzili część pól w powietrze. Sytuacja w tym rejonie nadal jest trudna, bo radykałowie kontrolują większość terenów. W internecie zamieścili w ostatnich godzinach film z egzekucji jednego z kurdyjskich żołnierzy w samym Mosulu. Miało to być ostrzeżenie dla Peszmergów.

Fanatycy z Państwa Islamskiego oraz Frontu Al-Nusra kontrolują też coraz większe obszary w sąsiedniej Syrii. Grupa Al-Nusra porwała wczoraj 43 żołnierzy sił pokojowych ONZ z Fidżi, stacjonujących na Wzgórzach Golan, przy granicy syryjsko-izraelskiej. Kolejnych 81 żołnierzy z Filipin zostało przez islamistów otoczonych. „Nasi żołnierze są przygotowani na takie sytuacje i poniosą ryzyko, by nieść pokój. Nasz kontyngent ma prawo się bronić zgodnie z mandatem ONZ” – mówił rzecznik filipińskiego wojska generał Domingo Tutaan. Porwanie żołnierzy sił pokojowych potępiła ONZ.

Radykałowie z Państwa Islamskiego odnieśli w ostatnich miesiącach znaczne sukcesy zarówno w Syrii jak i w Iraku, zdobywając kontrolę nad kolejnymi obszarami, zwłaszcza na północy Iraku. W lipcu ogłosili powstanie islamskiego kalifatu.

Walkę z islamistami rozpoczęły już Stany Zjednoczone. Amerykańskie myśliwce, we współpracy z kurdyjskim wojskiem, bombardują pozycje Państwa Islamskiego. Waszyngton rozważa też podobne działania na terenie Syrii.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/BBC/RTR/UN/eurovision/dyd

podobne: Koniec wojny w Gazie, czas na Syrię, gdzie fanatycy coraz mocniejsi. Libia zmierza w stronę wojny domowej. oraz: Irak: kurdyjscy rebelianci zajęli dwa pola naftowe.

2. Irak – dramat chrześcijanSyria – 3 miliony uchodźców.

28.08.2014 (IAR) – Sytuacja chrześcijan w Iraku jest dramatyczna – tak mówi Polskiemu Radiu łaciński arcybiskup Bagdadu Jean Slejman. Duchowny jest w Polsce na zaproszenie papieskiej organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Po tym jak radykalni fanatycy z Państwa Islamskiego opanowali tereny na północy Iraku i zaczęli masakry chrześcijan, jazydów i szyitów, z domów uciekły tysiące osób. Islamiści pod groźbą śmierci zmuszają ludzi do przejścia na sunnicką wersję islamu. Kilka dni temu dokonali egzekucji amerykańskiego dziennikarza Jamesa Foleya.

Arcybiskup Jean Slejman mówi Polskiemu Radiu, że chrześcijanie w Iraku żyją w strachu. Większość z nich chciałaby natychmiast opuścić Irak. „Wszyscy mówią: „pozwólcie nam emigrować”. Nikt już nie wierzy władzom – ani centralnym, ani lokalnym. To jest ogromna katastrofa chrześcijaństwa w Iraku. A ten strach jest obecny także w innych krajach Bliskiego Wschodu. Chrześcijanie chcą po prostu wyjechać, byle gdzie. Oni niczego nie planują, po prostu wyjeżdżają. Bo wszędzie jest lepiej niż tutaj” – mówi duchowny.

Za czasów Saddama Husajna w Iraku mieszkało około półtora tysiąca chrześcijan. Teraz, według szacunków, wyznawców Chrystusa jest już tylko 400 tysięcy.

Arcybiskup Jean Slejman podkreśla, że bojownicy z Państwa Islamskiego są bezwzględni i okrutni. Jak mówi, to nie są prawdziwi muzułmanie. „Państwo Islamskie to taka skomputeryzowana wersja islamu. Myślę, że naukowcy, psychologowie i historycy skomponowali po prostu nową religię, którą nazwali islamem, takim bardzo ideologicznym. A potem zaprogramowali w pewien sposób umysły tych, którzy teraz walczą. Ci bojownicy nie są ludźmi. Widać to po tym, jak zabijają, jak mówią, jak straszą, a także w jaki sposób używają mediów społecznościowych” – dodaje Slejman.

Państwo Islamskie kontroluje teraz ogromne obszary na północy Iraku i w Syrii. W lipcu ogłosili tam powstanie islamskiego kalifatu.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/wcześn./em/

podobne: Cameron ostrzega przed ekstremizmem islamskim (będzie interwencja lądowa w Iraku?). Biskup Manchesteru wypomina władzom wojnę w Iraku, która pogorszyła sytuację chrześcijan na Bliskim Wschodzie. oraz: USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie)

29.08.2014 (IAR) – To największa katastrofa humanitarna naszej ery – tak o wojnie domowej w Syrii mówi ONZ. Według najnowszych danych, liczba uchodźców, którzy wyjechali z Syrii przekroczyła właśnie 3 miliony osób. Jeśli dodać do tego wszystkich tych, którzy uciekli w inne rejony swojego kraju, to okazuje się, że swoje domy opuściła połowa populacji Syrii.

Większość syryjskich uchodźców schroniła się w sąsiednich krajach: w Turcji, Jordanii, Iraku i Egipcie. Najwięcej, bo ponad milion osób uciekło do Libanu. „Gdy wyjechaliśmy z wioski, tajna policja zatrzymała nasz samochód i go zabrała. Musieliśmy więc uciekać piechotą przez góry, w kompletnej ciemności. W oddali słyszeliśmy, jak bombardują naszą wioskę” – mówiła w ubiegłym roku wysłannikowi Polskiego Radia Alia, która uciekła wraz z kilkunastoosobową rodziną.

ONZ alarmuje, że większość uchodźców albo koczuje w obozach albo kątem u innych rodzin. Nie mają pracy ani pieniędzy. Dodatkowo, ponowne zaostrzenie walk w Syrii spowodowało, że z kraju uciekają kolejni. Jednak jak tłumaczy rzeczniczka agendy ONZ do spraw uchodźców Melissa Fleming, teraz ucieczka jest trudniejsza niż kiedyś. „Mamy informacje, że Syryjczycy są zmuszani, żeby płacić łapówki na punktach kontrolnych, by wyjechać, a stawki cały czas idą w górę” – dodaje Fleming.

ONZ szacuje, że tylko w ostatnim roku z Syrii uciekło około miliona osób. Niektóre rodziny przez ostatni rok kilkakrotnie uciekały z wioski do wioski, by móc w końcu wydostać się z kraju. Wiele osób jest wycieńczonych i w stanie kompletnego szoku.

Liczbę ofiar syryjskiej wojny szacuje się na prawie 200 tysięcy osób. W ostatnich miesiącach kolejne tereny zdobywają fanatyczni radykałowie z Państwa Islamskiego. To właśnie oni są teraz największym przeciwnikiem wojsk prezydenta Baszara al-Asada. Stany Zjednoczone rozważają już nawet możliwość bombardowania pozycji islamistów w Syrii, podobnie jak miało to miejsce w przypadku bojowników Państwa Islamskiego w sąsiednim Iraku.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/BBC/UN/wcześn./dyd

źródło: stooq.pl

podobne: Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów

…Jak do tego doszło? Pisze Stanisław Michalkiewicz…

„…Co prawda kalifackie gołoworiezy prześladują przede wszystkim chrześcijan, co bezcenny Izrael może nawet skrycie cieszyć, ale kiedy chrześcijan na Bliskim Wschodzie już zabraknie, to może przyjść kolej na Żydów, na zasadzie przyświecającej Franciszkowi Fiszerowi. Jak wiadomo utrzymywał on, że w Polsce nie będzie dobrze, dopóki nie rozstrzela się 700 tysięcy łajdaków. Na zwróconą uwagę, że może nie uda się znaleźć tylu łajdaków, Fiszer odpowiedział, że to nic nie szkodzi – „dobierzemy z uczciwych”…

…pod koniec lat 70-tych, kiedy to do Teheranu przybył ajatollah Chomeini, a rewolucja dokonująca się pod hasłami religijnymi doprowadziła do obalenia szacha Rezy Pahlaviego i proklamowania w roku 1979 roku teokratycznego państwa islamskiego w Iranie, rozpoczęło się przechodzenie muzułmanów spod czerwonego sztandaru emancypacji pod „sztandar Proroka”, ale również ponownie pchnął islam przeciwko Zachodowi, za którego główną ekspozyturę uznał bezcenny Izrael. Trzeba powiedzieć, że Izrael, przede wszystkim poprzez swoje wpływy w Stanach Zjednoczonych, przyczynił się walnie do przyspieszenia tej ewolucji. Pierwsza operacja „Pustynna Burza” w roku 1991, której formalnym pretekstem było zajęcie przez Saddama Husajna Kuwejtu, co traktował on jako rodzaj wynagrodzenia za wojnę Iraku z Iranem, nie doprowadziła jeszcze do obalenia irackiego dyktatora. Ostateczne rozwiązanie kwestii irackiej nastąpiło po 11 września 2001 roku, kiedy to USA ogłosiły nową doktrynę wojenną, przyznając sobie prawo prewencyjnego zaatakowania dowolnego kraju w dowolnym momencie, jeśli zostanie on podejrzany o „terroryzm”. W następstwie drugiej wojny w Zatoce Perskiej w 2003 roku, Amerykanie schwytali Saddama Husajna, który po osobliwym procesie w sądzie został powieszony. W Iraku został zainstalowany marionetkowy „demokratyczny” reżim, ale kraj pogrążał się stopniowo w chaosie, przestając w rezultacie zagrażać bezcennemu Izraelowi.

Być może ta myśl doprowadziła do pojawienia się we Francji pomysłu utworzenia kieszonkowego imperium francuskiego pod nazwą Unii Śródziemnomorskiej. Przez kilka lat francuski prezydent Mikołaj Sarkozy bezskutecznie zabiegał o zgodę Naszej Złotej Pani z Berlina, aż wreszcie, na szczycie w Deauville, w październiku 2010 roku z udziałem prezydenta Miedwiediewa i Naszej Złotej Pani, zgodę taką uzyskał. Ten szczyt w Deauville poprzedził o miesiąc szczyt NATO w Lizbonie, na którym proklamowane zostało strategiczne partnerstwo NATO-Rosja. W rezultacie w grudniu 2010 roku rozpoczęła się jaśminowa rewolucja w Tunezji, która w miesiąc później doprowadziła do obalenia tamtejszego tyrana nazwiskiem Ben Ali. Do stolicy powrócili z emigracji w Paryżu przywódcy ugrupowań opozycyjnych, uchodzący za tzw. „naszych sukinsynów” i próbowali zapanować nad chaosem powstającym na skutek odblokowania radykalnych frakcji muzułmańskich. Ale nastroje rewolucyjne rozlały się w międzyczasie na Egipt i Libię, doprowadzając również i tam do obalenia tamtejszych tyranów, którzy strzegąc swego monopolu na tyraństwo, trzymali w szachu radykalne ruchy muzułmańskie.

W rezultacie chaosu, jaki w następstwie tych rewolucji nastąpił, ustało zagrożenie dla bezcennego Izraela nie tylko ze strony złowrogiego Iraku, ale również ze strony Egiptu i Libii. Podobna rewolucja wybuchła w Syrii, ale – w odróżnieniu od Libii, gdzie Rosjanie, najwyraźniej dotrzymując ustaleń szczytu w Deauville, pozostawili tamtejszego tyrana własnemu losowi, w Syrii stanęli dęba, w następstwie czego tamtejszym „bezbronnym cywilom” nie udało się obalić tamtejszego tyrana. Tymczasem obalenie syryjskiego tyrana było z punktu widzenia bezcennego Izraela celem kluczowym. Z uwagi bowiem na dwustronny układ wojskowy z Iranem, w razie izraelskiego uderzenia na Iran, Syria mogłaby zasypać bezcenny Izrael pociskami irańskiej produkcji, w jakie została szczodrze wyekwipowana. Dlatego warunkiem sine qua non udanej operacji niezidentyfikowanych samolotów i innych broni przeciwko złowrogiemu Iranowi, było zwycięstwo demokracji w Syrii. Niestety w następstwie sprzeciwu ruskich szachistów, syryjski tyran nie tylko utrzymał się w siodle, ale nawet jakby zaczął odzyskiwać siły.

W odwecie za doznane w Syrii upokorzenie, prezydent USA Barack Husejn Obama zapalił zielone światło dla przewrotu politycznego na Ukrainie, w następstwie którego kraj ten wprawdzie dostał się pod władzę dyrektoriatu żydowskich „oligarchów”, ale ruscy szachiści odebrali sobie Krym i wspierają wojnę domową w uprzemysłowionych obwodach Ukrainy, prowadząc ją ku gospodarczej zapaści. Na domiar złego, z chaosu wywołanego pustynnymi burzami i jaśminowymi rewolucjami wyłonił się Kalifat obejmujący rejony północnego Iraku i Syrii. Pod naporem fanatycznych wojsk Kalifatu armia iracka poszła w rozsypkę, pozostawiając im broń, w jaką uprzednio szczodrze wyposażyli ją Amerykanie, podobnie jak syryjskich „bezbronnych cywilów”, którzy doznawszy zawodu od USA, przeszli na nieprzejednane pozycje islamskiego fanatyzmu. Pod względem brutalności Kalifat najbardziej przypomina wojska Czyngis-chana, a w każdym razie poprzedza je taka sama groza, jak w przypadku tamtych, bo – jak słychać – nie tolerują najmniejszego oporu.

Nic nie wskazuje na to, by te wojska zatrzymały się u granic bezcennego Izraela, o ile oczywiście czegoś się nie przestraszą… 

całość tu: Pustynna burza

podobne: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów oraz:  Brzeziński zaleca ściślejszą współpracę USA – Chiny. i to:  USA – Rosja – Syria – Izrael – Palestyna a także: Wątek Izraela w syryjskim zamieszaniu polecam również:   USA – „Washington Post”: Obama gotów wesprzeć syryjską opozycję na koniec: W większej skali czyli… O co tak naprawdę chodzi w ukraińskiej tragedii

William Niu - Autodestrukcja

William Niu – Autodestrukcja

Ukraińska armia weszła do Ługańska. Sytuacja z kolumną humanitarną i wojskową (USA nie potwierdzają rosyjskiej agresji). Czechy: ćwiczenia lotnictwa NATO. Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów. Gaza – jak zakończyć wojnę.


1. Ukraińska armia weszła do Ługańska.  Rosja sytuacja z kolumną humanitarną i wojskową Rosja – Ukraina – sytuacjaUSA o Ukrainie.

15.08.2014 (IAR) – W Ługańsku trwają walki. Do miasta weszła ukraińska armia. Takie informacje podają ukraińskie media. W otoczonym przez wojska operacji antyterrorystycznej mieście skoncentrować się miały znaczne siły terrorystów.

W pobliżu centrum miasta trwają walki. Separatyści ostrzeliwują budynki. Panuje chaos. O tym piszą ukraińskie media, wskazując źródła w resorcie obrony i ługańskiej administracji. Szczególnie zacięte walki mają się odbywać w Leninskiej dzielnicy miasta i w okolicach dworca autobusowego.

Wcześniej, operację wyzwolenia Ługańska, ale też Doniecka zapowiadał rzecznik rady Bezpieczeństwa Ukrainy Andrij Łysenko. Jak zaznaczał, ukraińska armia prowadzi akcję przygotowawczą do odbicia miast z rąk separatystów.

Natarcie ukraińskiej armii od kilku dni skierowane było na okrążenie miast i odseparowanie od siebie poszczególnych grup prorosyjskich separatystów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Paweł Buszko, Kijów/dj

podobne: Ukraina: Ofensywa na pozycje separatystów. oraz: Ukraińskie wojsko zacieśnia okrążenie wokół Doniecka. Separatyści proponują zawieszenie broni.

16.08.2014 (IAR) – Na Ukrainę jechała rosyjska kolumna humanitarna, a dojechała kolumna militarna. Teraz sytuację próbują wyjaśnić politycy i dziennikarze.

Kolumna złożona z niemal 300 samochodów ciężarowych, która, według rosyjskich władz, ma zawieźć na wschodnią Ukrainę pomoc humanitarną, dotychczas nie przekroczyła ukraińskiej granicy. Ponoć ze względu na brakujące dokumenty . Pojawiają się głosy, że stać tak w otwartym polu na zaimprowizowanym parkingu może nawet kilka dni. Rosjanie pokazali dziennikarzom zawartość TIR-ów, chcąc ich przekonać, że przewożą tam wyłącznie produkty humanitarne: kasze, cukier, odżywki dla dzieci czy lekarstwa. I rzeczywiście dziennikarze nie znaleźli nic zakazanego. Zauważyli jednak, że niektóre ciężarówki są tylko w połowie załadowane. – Specjaliści obliczali, żeby wszystko było optymalne dla poruszania się takiej dużej kolumny -usprawiedliwiał się jeden z rosyjskich urzędników.

Tymczasem zachodni dziennikarze którzy towarzyszyli kolumnie humanitarnej twierdzą, że w czwartek wieczorem po przybyciu na parking widzieli niewielką kolumnę rosyjskich pojazdów opancerzonych, które przekroczyły ukraińską granice. Później ukraińskie władze potwierdziły zniszczenie przy pomocy artylerii części rosyjskich transporterów. Rosyjskie ministerstwo obrony zaprzeczyło przy tym, że kolumna rosyjskich pojazdów wjeżdżała na terytorium Ukrainy.

Teraz kwestie rosyjskiej pomocy humanitarnej i wjazdu transporterów opancerzonych próbują wyjaśnić politycy. Sytuacja na Ukrainie była już tematem rozmów prezydentów Rosji i Finlandii, ministrów obrony Rosji i Stanów Zjednoczonych oraz szefów administracji i ministrów spraw zagranicznych Rosji i Ukrainy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Włodzimierz Pac/Moskwa/kl

podobne: Siemoniak: rosyjski konwój sieje niezgodę. oraz: Rosyjska „pomoc humanitarna” – prowokacja, pijarowa zagrywka czy szczera troska?

16.08.2014 (IAR) – Stany Zjednoczone wstrzymują się z oceną rzekomego wtargnięcia rosyjskiego konwoju wojskowego na Ukrainę i rzekomego zbombardowania go przez ukraińska armię. Biały Dom skrytykował jednak prowokacyjne działania Moskwy ma wschodzie Ukrainy.

Rzeczniczka Rady Bezpieczeństwa Narodowego przy Białym Domu Caitlin Hayden oświadczyła, że amerykańskie władze zbierają informacje na temat doniesień o zniszczeniu przez ukraińskie siły bezpieczeństwa pojazdów w rosyjskim konwoju. – Na tym etapie nie jesteśmy gotowi do potwierdzenia tych informacji – podkreśliła. Wyraziła jednak zaniepokojenie powtarzającymi się przypadkami wtargnięcia sił rosyjskich na terytorium Ukrainy.

Hayden stwierdziła, że Rosja nie ma prawa wysyłać na Ukrainę pojazdów, ludzi i ładunków pod jakimkolwiek pretekstem bez pozwolenie rządu w Kijowie. Przedstawicielka Białego Domu oceniła działania Rosji w ostatnich tygodniach jako „skrajnie niebezpieczne i prowokacyjne”. Chodzi przede wszystkim o przekazywanie separatystom czołgów, pojazdów opancerzonych, artylerii i wyrzutni rakiet. Caitlin Hayden oskarżyła także Rosję o prowadzenie ostrzału terytorium Ukrainy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Wałkuski/Waszyngton/kl

2. Czechy: ćwiczenia lotnictwa NATO

15.08.2014 (IAR) – NATO przeprowadzi w Czechach manewry sił lotniczych. Poinformował o tym sztab generalny czeskiej armii.

Manewry natowskiego lotnictwa rozpoczną się 3 września i trwać będą 12 dni. Uczestniczyć w nich będzie 1400 żołnierzy, 30 samolotów i śmigłowców z 11 państw członkowskich sojuszu. Celem ćwiczeń będzie między innymi naprowadzanie samolotów na cele naziemne w operacjach wsparcia wojsk lądowych.

Manewry odbędą się w rejonach poligonów Libava, Boletice i Bechynie. Kierować nimi będą oficerowie sił powietrznych Sojuszu Północnoatlantyckiego. Z informacji czeskiego sztabu generalnego wynika, że manewry odbędą się bez udziału Polski.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Paweł Szukała/Praga/mcm/

podobne: Siemoniak: Zachód musi zbudować system reagowania. Jesienią kolejni amerykańscy żołnierze w Polsce i to: Zmiany planów obronnych NATO. polecam również: Amerykański niszczyciel Donald Cook opuścił Morze Czarne. Michał Soska: USA, Rosja i kwestia ukraińska

3. Irak: świat pomaga Kurdom. Sunnickie plemiona powstają przeciwko dżihadystom. Masakra jazydów.

15.08.2014 (IAR) – Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, Czechy i Holandia – te kraje rozpoczęły lub wkrótce rozpoczną pomoc dla kurdyjskiej i irackiej armii. To odpowiedź świata na ofensywę radykalnych islamistów, którzy opanowali północ Iraku.

Minionej nocy amerykańskie myśliwce zaatakowały kolejne pozycje bojówek Państwa Islamskiego. Zarówno Amerykanie jak i Francuzi rozpoczęli też dozbrajanie kurdyjskiej armii po tym, jak islamiści niebezpiecznie zbliżyli się do granic irackiego Kurdystanu. Podobną pomoc obiecały już Niemcy, Wielka Brytania, Holandia i Czechy.

Tymczasem dotychczasowy premier Iraku Nuri al-Maliki podał się do dymisji i ustąpił miejsca swojemu następcy Hajderowi al-Abadiemu. To właśnie szyickiego premiera Malikiego oskarża się o dyskryminację mniejszości sunnickiej, co w konsekwencji doprowadziło do zbrojnej rebelii w Iraku.

Po tym jak bojownicy przejęli kolejne miasta na północy, z domów uciekło ponad milion osób. Większość uciekinierów schroniła się w Kurdystanie, który w ostatnich latach niepokojów i zamieszek uważany był za bezpieczną oazę w Iraku. ONZ ogłosiła wczoraj, że sytuacja humanitarna uciekinierów zarówno w Kurdystanie jak i w północnym Iraku jest krytyczna.

29 lipca radykałowie utworzyli rządzący się własnymi prawami islamski kalifat, rozciągający się od syryjskiego Aleppo do środkowego Iraku. Niewykluczone, że radykałowie będą chcieli też przejąć władzę w sunnickich dzielnicach Bagdadu.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/BBC/RTR/UN/sk

15.08.2014 (IAR) – Sunnickie klany w Iraku powstają przeciwko bojownikom z Państwa Islamskiego (IS). Za broń chwycili członkowie ponad 25 rodów z prowincji Anbar na zachodzie kraju. Chcą walczyć przeciwko dżihadystom, wyznawcom tego samego nurtu islamu.

Powstanie w prowinicji Anbard rozpoczęło się dzień po tym, jak ze stanowiska premiera ustąpił Nuri al-Maliki, mający opinię twardogłowego szyity, wrogiego sunnitom. Sunnicy przywódcy nie wykluczają wejścia do nowego irackiego rządu, na czele którego stanął Haider al-Abadi.

Ta ludowa rewolucja została uzgodniona ze wszystkimi plemionami, które chcą walczyć z IS, który rozlał naszą krew – mówił szejk Abduldżabbar Abu Risza. Powstańców wspierają lokalne siły bezpieczeństwa. To właśnie w tym samym regionie kraju w 2006 roku wybuchł – wspierany przez USA – podobny zryw sunnitów przeciwko Al-Kaidzie.

Jak pisze agencja AFP, obecna sytuacja może być również punktem zwrotnym w trwających już ponad 2 miesiące próbach powstrzymania ofensywy Państwa Islamskiego na terenie Iraku i Syrii. Na pograniczu tych dwóch państw organizacja chce utworzyć kalifat oparty na zasadach prawa koranicznego.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/AFP/Radio Free Europe Radio Liberty/kd/nyg

16.08.2014 (IAR) – Co najmniej 80 osób zabitych i ponad setka uprowadzonych – to bilans kolejnej masakry, jakiej dokonali fanatycy z Państwa Islamskiego w północnym Iraku. Radykałowie zamordowali kilkadziesiąt osób z muzułmańskiej sekty jazydów, którzy nie chcieli przejść na sunnicki islam. Równocześnie Stany Zjednoczone bombardują z powietrza kolejne pozycje ekstremistów, a świat spieszy na pomoc mieszkańcom północnego Iraku.

Bojówki Państwa Islamskiego opanowały wioskę Koczo i zażądały od mieszkańców przejścia na sunnicką wersję islamu. Gdy spotkali się z odmową, zabili co najmniej 80 mężczyzn i porwali ponad setkę kobiet i dzieci. Wszystko miało trwać zaledwie godzinę, a atak potwierdzili jazydzi mieszkający w Stanach Zjednoczonych.

Tymczasem amerykańskie drony zbombardowały ciężarówki, które miały należeć do bojowników Islamskiego Państwa. Od wielu tygodni sunniccy radykałowie zdobywają kolejne tereny w północnym Iraku i utworzyli już tam islamski kalifat. Ich ofiarą padają m.in. chrześcijanie i jazydzi, którzy nie chcą przejść na islam.

Ofensywa bojowników wygnała już z domów ponad milion ludzi. Większość schroniła się w irackim Kurdystanie, dokąd teraz płynie pomoc ze świata. „Dostarczyliśmy właśnie do prowincji Dohuk dwie ciężarówki z lekami, co wystarczy dla 30 tysięcy osób. Dzięki Czerwonemu Krzyżowi leki trafiły także do 20 tysięcy osób w Sindżar” – podkreśla rzecznik Światowej Organizacji Zdrowia Tarik Jasarewić.

Stany Zjednoczone oraz Irak dostarczają też ze śmigłowców pomoc humanitarną dla osób, uwięzionych w górach północnego Iraku. Amerykanie rozpoczęli też dostawy broni dla armii irackiego Kurdystanu.

W nocy Rada Bezpieczeństwa ONZ nałożyła sankcje na sześć osób związanych z Państwem Islamskim i ugrupowaniem Al-Nusra z sąsiedniej Syrii. Mają to być osoby odpowiedzialne za rekrutowanie bojowników w szeregi radykałów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/BBC/RTR/UN/jj

podobne: Obama upoważnił wojsko do ograniczonych ataków w Iraku. Sukcesy islamistów (widmo nowej interwencji)Pełzająca interwencja w Iraku. oraz: USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku i to: Irak: kurdyjscy rebelianci zajęli dwa pola naftowe. polecam również: Wsparcie dla Kurdów w Iraku. Libia prosi o międzynarodową interwencję.

4. Gaza – jak zakończyć wojnę.

16.08.2014 (IAR) – Jedna z bojówek Hamasu ogłosiła zakończenie wojny w Gazie. Ta deklaracja nie oznacza jednak końca konfliktu, bo w Kairze wciąż trwają negocjacje pokojowe. Jeśli do poniedziałku nie przyniosą one rezultatu, nie jest wykluczone wznowienie wzajemnych ostrzałów między Izraelem a Hamasem.

W samej Gazie trwa teraz pięciodniowy rozejm, a mieszkańcy starają się odbudować zniszczenia wojenne. Wszyscy czekają na wieści z Kairu, gdzie toczą się rozmowy pokojowe. Jutro ma zacząć się kolejne posiedzenie na którym strony powinny omówić wysuniętą przez Egipt propozycję rozejmu. Zakłada ona m.in. częściowe odblokowanie Gazy przez Izrael, odbudowę zniszczeń i rozbrojenie Hamasu.

Odblokowanie Gazy jest jednym z głównych postulatów Palestyńczyków. Domagają się oni otwarcia przejść granicznych w Erez z Izraelem i w Rafah z Egiptem. Unia Europejska poinformowała, że zastanawia się nad wznowieniem misji obserwacyjnej na granicy z Egiptem.

Tymczasem władze w Gazie oskarżyły Izrael o ostrzał domów w mieście Chan Junis i tym samym złamanie obowiązującego właśnie rozejmu. Izraelska armia oświadczyła z kolei, że nic nie wie o takim incydencie.

Wojna w Gazie trwa już ponad miesiąc i kosztowała życie ponad dwóch tysięcy osób, z czego większość to palestyńscy cywile.

Konflikt w Strefie Gazy spowodował też wzrost napięcia i liczne demonstracje Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu. Wczoraj podczas demonstracji w Hebronie izraelskie wojsko miało ostrzelać gumowymi kulami kilku dziennikarzy światowych agencji. Dziennikarz agencji AP został aresztowany, a protest w tej sprawie wydało Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej w Izraelu.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/Haaretz/BBC/RTR/FPA/jj

podobne: Gaza – przedłużony rozejm. oraz: Na co liczy Izrael wkraczając zbrojnie do Strefy Gazy?

źródło: stooq.pl

Pełzająca interwencja w Iraku. Korea Północna odpala rakiety przed wizytą Franciszka. Ukraina gotowa do przyjęcia pomocy, pod warunkami. Siemoniak: rosyjski konwój sieje niezgodę.


1. Londyn: prasa o pełzającej interwencji w Iraku.

14.08.2014 (IAR) – Brytyjska prasa donosi dziś o przybyciu do Iraku pierwszych żołnierzy amerykańskich i brytyjskich, którzy mieliby zabezpieczyć ewakuację uchodźców z masywu Sinjar na północy kraju. Jak się ocenia, przebywa tam jeszcze około 30 tysięcy jazydów, z ponad stu tysięcy, którzy zbiegli w góry przed dżihadystami .

„Daily Telegraph” informuje, że już wczoraj wieczorem do Iraku przybyła grupa brytyjskich komandosów z pułku SAS. Mieliby oni zabezpieczyć ewakuację jazydów, przypuszczalnie helikopterami Chinook. Mogą one jednorazowo zabrać 50 osób, czyli ewakuacja 30 tysięcy ludzi zabrałaby sporo czasu i wymagałaby ochrony wojskowej.

„Times” donosi, że również Amerykanie podjęli swój rekonesans w masywie Sinjar. Wylądowało tam już około 20 amerykańskich zwiadowców, a do Irbilu w Kurdystanie przybyła grupa ponad stu wojskowych, agentów wywiadu i wysłanników amerykańskich agend rządowych. „Guardian” donosi, że administracja prezydenta Obamy musi się bronić przed podejrzeniami, że łamie obietnicę, iż nie pośle Amerykanów z nową interwencją w Iraku.

To samo zresztą ma miejsce w Londynie – „Daily Telegraph” pisze, że informacje o zaangażowaniu brytyjskich sił lądowych w ewakuacje jazydów zwiększą naciski na premiera Camerona, żeby odwołał z wakacji Izbę Gmin, bo ewentualna decyzja o brytyjskiej akcji zbrojnej zagranicą musi uzyskać poparcie parlamentu. Tymczasem premier Cameron wolałby nie wiązać sobie rąk.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/nyg

2. Korea Północna odpala rakiety przed wizytą Franciszka.

14.08.2014 (IAR) – Tuż przed przylotem papieża Franciszka na Półwysep Koreański, Korea Północna wystrzeliła trzy rakiety. Południowokoreańskie ministerstwo obrony podało, że spadły one do morza, nie powodując żadnych zniszczeń.

Jak informuje specjalny wysłannik Polskiego Radia Tomasz Sajewicz, po raz kolejny komunistyczna Północ testowała rakiety krótkiego zasięgu. Tym razem do ich wystrzelenia doszło jednak w niezwykle newralgicznym dla Korei Południowej czasie, bowiem wizytę w tym kraju właśnie dziś rozpoczął papież Franciszek. Ostatni z trzech pocisków odpalono na zaledwie pół godziny przed lądowaniem papieskiego samolotu na wojskowym lotnisku w Seulu.

Jak podaje ministerstwo obrony Korei Południowej, rakiety wystrzelono z rejonu miasta Wonsan na Północy. Pokonały one dystans ponad 200 kilometrów i zakończyły lot w morzu.

W najbliższy poniedziałek – ostatniego dnia wizyty papieża Franciszka, mają rozpocząć się kolejne manewry wojsk Korei Południowej i USA. Komunistyczna Północ utrzymuje, że są one częścią przygotowań do wojny nuklearnej. Z tego powodu do Seulu nie przyjedzie też północnokoreańska delegacja, która miała wziąć udział w zaplanowanej akurat na poniedziałek mszy o pokój na Półwyspie Koreańskim.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Tomasz Sajewicz / Seul / nyg

3. Ukraina gotowa do przyjęcia pomocy, pod warunkamiSiemoniak: rosyjski konwój sieje niezgodę.

14.08.2014 (IAR) – Ukraina widzi możliwość przyjęcia pomocy humanitarnej ale pod pewnymi warunkami – wynika z dotychczasowych wypowiedzi ukraińskich władz . Te nie komentują informacji które pojawiły się w rosyjskiej prasie o konwoju rosyjskim w którym ma znajdować się pomoc humanitarna.

Według źródeł rosyjskich, konwój jedzie w kierunku obwodu rostowskiego, gdzie pomoc ma trafić. Dzisiejsza moskiewska gazeta Kommiersant napisała, że wczoraj pod wieczór Kijów zgodził się przyjąć rosyjską pomoc humanitarną. Nie ma jednak potwierdzenia tej informacji ze strony ukraińskiej.

Wszystko powinno odbyć się zgodnie z międzynarodowym prawem. To znaczy że rosyjskim konwojem zmierzającym w kierunku Ukrainy , powinien dysponować Czerwony Krzyż – mówili ukraińscy przedstawiciele.

Komentatorzy na Ukrainie nazywają rosyjską kolumnę ciężarówek koniem trojańskim. Trwają spekulacje czy i gdzie konwój mógłby wjechać na terytorium Ukrainy, albo ewentualnie przeładować humanitarny ładunek. Władza mówiły o tym, że konwój może stać się przykrywką dla wprowadzenia rosyjskiego wojska na terytorium Ukrainy. Jednocześnie administracja prezydenta Poroszenki podkreślała, że istnieje możliwość rozwiązania sytuacji tak aby konwój wjechał przez ukraiński punkt graniczny, a ukraińscy celnicy i przedstawiciele OBWE sprawdzili ładunek.

Konwój miałby się poruszać po terytorium kontrolowanym przez separatystów, a po przyjeździe do Ługańska pomoc rozdzieliłby Czerwony Krzyż. Problem jednak w tym, że przedstawiciele Czerwonego Krzyża, jak wynika z ich oświadczeń, nie dostali od strony rosyjskiej dostatecznych informacji i nie wiedzą co dokładnie wiozą Rosjanie i jak chcieliby humanitarną pomoc dostarczyć.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Buszko, Kijów/nyg

14.08.2014 (IAR) – To raczej nie pomoc, a sianie niezgody. Tak o rosyjskim konwoju humanitarnym kierującym się w stronę ukraińskiej granicy mówi szef MON Tomasz Siemoniak.

Minister ocenił w radiowej Jedynce, że projekt jest elementem wojny informacyjnej prowadzonej przez Rosję. „Te oświadczenia władz ukraińskich, informacje, które płyną z Czerwonego Krzyża, który nie chce brać odpowiedzialności za to przedsięwzięcie, sprawiają, że sam ten projekt, sama ta idea, jest bardzo dwuznaczna i nie wydaje się, żeby była tutaj intencja pomocy humanitarnej a bardziej intencja siania niezgody, budowania napięcia” – stwierdził szef MON.

Tomasz Siemoniak nie spodziewa się, by konwój przewoził broń, jednak nie wyklucza, że może dojść na przykład do zatrzymania lub ostrzału ciężarówek na granicy. Sytuację może dodatkowo skomplikować przemówienie Władimira Putina, który jest od wczoraj na anektowanym przez Rosję Krymie. „Raczej można mieć pesymistyczne oczekiwania, miejsce i czas do tego przemówienia, czyli świeżo zaanektowany Krym, budzą tutaj złe prognozy” – podkreślił gość radiowej Jedynki.

Niewykluczone, że przemówienie Władimira Putina może zbiec się w czasie z przekroczeniem granicy rosyjsko-ukraińskie przez konwój z pomocą humanitarną.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Jedynka/kd/magos

podobne: Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie). Ukraina: Ofensywa na pozycje separatystów. Konwój (nie)humanitarny Rosji, ćwiczenia wojskowe przy granicy UE i na Wyspach Kurylskich. oraz: Rosyjska „pomoc humanitarna” – prowokacja, pijarowa zagrywka czy szczera troska? Wsparcie dla Kurdów w Iraku. Libia prosi o międzynarodową interwencję. Gaza – przedłużony rozejm.

źródło: stooq.pl

Rosyjska „pomoc humanitarna” – prowokacja, pijarowa zagrywka czy szczera troska? Wsparcie dla Kurdów w Iraku. Libia prosi o międzynarodową interwencję. Gaza – przedłużony rozejm.


1. Ukraina sceptyczna wobec rosyjskiej pomocyPisarska: Rosja szuka powodów do wojnyPiekło: trudno powiedzieć czy rosyjski konwój ma charakter humanitarny

13.08.2014 (IAR) – Kijów zgadza się na pomoc humanitarną, ale nie godzi się na wjazd rosyjskich ciężarówek. Dziś do ukraińskiej granicy , powinien dojechać konwój kilkuset ciężarówek, w których – jak twierdzą rosyjskie władze – jest pomoc humanitarna dla Donbasu.

Rosja twierdzi, że dogadała się z Kijowem co do jego wjazdu na teren Ukrainy. Wczoraj szef administracji ukraińskiego prezydenta Waleryj Czałyj informował, że jeśli konwój dotrze na granicę i uzyska certyfikację Czerwonego Krzyża, to najprawdopodobniej ładunek będzie przepakowany do ukraińskich ciężarówek. I w ten sposób pomoc dotrze do potrzebujących na wschodzie kraju. Tak więc nie ma mowy o samodzielnym wjechaniu rosyjskich ciężarówek na Ukrainę.

Odrębnym problemem jest zgoda separatystów na przejazd samochodów z pomocą. Według Kijowa, wciąż nie ma jednoznacznej deklaracji ze strony prorosyjskich bojówek. Ukraińcy obawiają się jakiejkolwiek próby wkroczenia rosyjskiego wojska pod przykrywką pomocy humanitarnej i sił pokojowych – pojawiają się komentarze nazywające konwój Koniem Trojańskim. Mówi się też o kolumnie ciężarówek, jako akcji Władimira Putina mającej na celu odwrócenie światowej uwagi prawdziwej roli Rosji w tym konflikcie. Ukraińcy wciąż informują, że Moskwa wspiera rebeliantów bronią, najemnikami, oraz prowadzi ostrzał artyleryjski ukraińskiej armii.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Buszko, Kijów/nyg

13.08.2014 (IAR) – Rosyjski konwój zmierza w stronę Ukrainy, ale prawdopodobnie zmienił trasę. Ukraińskie władze zapowiedziały, iż nie wpuszczą rosyjskiej pomocy humanitarnej na swoje terytorium i wiele wskazuje na to, że ciężarówki jadą w stronę regionów zajmowanych przez separatystów.

Dla doktor Katarzyny Pisarskiej, dyrektor Europejskiej Akademii Dyplomacji, Kijów ma wszelkie powody do podejrzliwości wobec Rosjan. Podobny konwój już parę dni temu stał na ukraińskiej granicy, ale udało się go powstrzymać dzięki zabiegom dyplomatycznym. Rosja wykazuje jednak dużą determinację by konwój dojechał do celu. „Z jednej strony chodzi o pokazanie społeczeństwu, że Rosja aktywnie działa na rzecz tych ‚biednych, uciśnionych Rosjan, atakowanych przez armię ukraińską’, a z drugiej strony nie jest wykluczone że szykują jakąś prowokację” – uważa doktor Pisarska.

Jak mówi – ostatnie miesiące obfitowały na ukrainie w prowokacje inspirowane przez stronę rosyjską. „Na pewno Rosja szuka jakichś casus beli, czyli powodu do wojny, i być może ten konwój takim ‚koniem trojańskim’ w zamyśle ma być” – uważa Pisarska. Nawet jeśli w cieżarówkach nie ma broni czy sprzętu separatystów, to jego ostrzelanie, po uznaniu że nastąpiło ze strony ukraińskiej armii, może zostać uznane za powód do wszczęcia wojny.

Z tego też powodu decyzja o niewpuszczeniu rosyjskiego konwoju wydaje się doktor Pisarskiej rozważna i usprawiedliwiona. Prawdopodobne jest jednak, że kolumna przekroczy granicę w punkcie kontrolowanym przez saparatystów. Wjazd wojskowych ciężarówek w rejon Doniecka może także doprowadzić do powtórzenia scenariusza, który rozegrał się na Krymie. „Dzisiaj wszelkiego rodzaju obecność wojskowa Federacji Rosyjskiej to tak naprawdę zaproszenie do konfliktu zbrojnego” – podsumowała dyrektor Europejskiej Akademii Dyplomacji.

Transport pomocy humanitarnej nie odbywa się pod auspicjami Czerwonego Krzyża, według którego nie spełniono wymagań formalnych, by organizacja mogła się w niego włączyć. Jak podał jej rzecznik – zabrakło szczegółowych informacji o przewożonym transporcie.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Przemysław Pawełek/jj

13.08.2014 (IAR) – Ukraina nie wpuści rosyjskiej pomocy humanitarnej, ale konwój jedzie dalej. Zwijany jest obóz w obwodzie charkowskim, który utworzono w celu przyjęcia ciężarówek.

Jan Piekło, prezes Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej PAUCI uważa, że Rosja wykorzysta działania rządu Arsenija Jaceniuka, by przedstawić Ukrainę jako państwo, które utrudnia pomoc humanitarną. „Tu chodzi o efekt wizerunkowy: po zestrzeleniu tego nieszczczęsnego Boeinga wizerunek Rosji mocno ucierpiał, a więc teraz należy ten wizerunek naprawić” – mówi prezes Fundacji Pauci. Pomysłem na naprawienie wizerunku miałaby być właśnie pomoc humanitarna i manifestacja troski Kremla o życie rosyjskojęzycznych mieszkańców Donbasu i Ługańska.

Zamknięcie dla konwoju punktu granicznego Pleteniowka doprowadzi prawdopodobnie do oskarżeń, że strona ukraińska utrudnia niesienie pomocy. Możliwe jest, że rosyjskie ciężarówki wjadą na teren spornego regionu przez przejście graniczne kontrolowane przez separatystów. Uda się wtedy poprawić wizerunek Rosji jako państwa dbającego o rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy, którzy nie zostaną pozostawieni w potrzebie.

Humanitarny konwój to także okazja do ewentualnych prowokacji. „Gdyby doszło do konfrontacji, to wtedy dużo trudniej będzie ukraińskiej armii strzelać do takich białych ciężarówek, bo to zostanie oczywiście odebrane jako atak na konwój humanitarny” – powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej Jan Piekło. Komentator podważa jednak humanitarny charakter konwoju – według dostępnych informacji kierowcami są żołnierze, a ciężarówki to przemalowane na biało transportowe samochody rosyjskiego wojska, które nie wiadomo tak naprawdę co wiozą.

Rosja nie dostarczyła Międzynarodowemu Komitetowi Czerwonego Krzyża szczegółowych informacji o ładunku konwoju, a tym samym nie zostały spełnione warunki ku temu, by w humanitarnym transporcie organizacja ta wzięła udział.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Przemysław Pawełek/jj

…Dość sporo uwagi przykuwa cały czas sprawa rosyjskiego konwoju. Strona ukraińska, która najpierw poprzez trójstronne negocjacje zgodziła się na przyjęcie pomocy, teraz stara się budować element zagrożenia, że transport humanitarny może być „koniem trojańskim”. To jednak prawdopodobnie skończy się dyplomatyczną „wpadką”, gdyż Moskwa zgodziła się na wszystkie warunku Kijowa. Jak tłumaczył wczoraj w Soczi Siergiej Ławrow (info za „RT”), Ukraina zgodziła się na trasę przejazdu, a strona rosyjska potwierdziła, że w samochodach będą przedstawiciele Czerwonego Krzyża, OBWE oraz reprezentacji ukraińskich władz. Niezbyt sprawne przeprowadzenie tej operacji przez Kijów przełoży się na ocieplenie w stosunku do Kremla, gdy okaże się, że w rosyjskim transporcie nie ma nic poza żywnością, lekami czy wodą. Jeżeli ten scenariusz się potwierdzi (rynek zresztą już go od rana zaczyna dostrzegać), to można spodziewać się lekkiego odreagowania na rosyjskim rublu czy walutach EM oraz zmniejszenia napięcia na europejskich parkietach. Według informacji „The Wall Street Journal” transport ma dojechać do granicy dziś wieczorem… (Marcin Lipka Konwój i dane Cinkciarz.pl)

podobne: Konwój (nie)humanitarny Rosji, ćwiczenia wojskowe przy granicy UE i na Wyspach Kurylskich.

2. Francja dostarczy broń irackim KurdomCameron o akcji humanitarnej w Iraku

13.08.2014 (IAR) – Francja dostarczy „w najbliższych godzinach” broni irackim Kurdom walczącym przeciwko Państwu Islamskiemu. Poinformował o tym w specjalnym komunikacie Pałac Elizejski.

W komunikacie biura prezydenckiego czytamy, że francuskie dostawy broni mają „zaspokoić pilne potrzeby wyrażone przez władze regionalne Kurdystanu”. Pałac Elizejski podkreśla jednak, że broń zostanie dostarczona „w porozumieniu z rządem w Bagdadzie”.

Komunikat zawiera również informację, że „zgodnie z postanowieniami podjętymi podczas rozmowy z 7 sierpnia między prezydentem Republiki Francuskiej i prezydentem Kurdystanu, Francja już od kilku dni prowadzi działania na rzecz wsparcia zdolności operacyjnych sił zaangażowanych przeciwko Państwu Islamskiemu”. To nieco tajemnicze zdanie wyraźnie sugeruje, że w rzeczywistości Francja już wcześniej, i w sposób niejawny, zaczęła wspierać militarnie Kurdów. Może tu chodzić na przykład o pomoc logistyczną lub o wsparcie wywiadowcze.

Władze francuskie poinformowały również, że w dalszym ciągu wysyłają do irackiego Kurdystanu pomoc humanitarną.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Tomasz Siemieński, Francja/em/

13.08.2014 (IAR) – Brytyjski premier David Cameron wrócił z urlopu i natychmiast wziął udział w posiedzeniu komitetu bezpieczeństwa Cobra. Powiedział potem, że narada dotyczyła nie tylko pomocy humanitarnej dla uchodźców w górach Iraku, ale również ich ewakuacji z trudnego terenu.

Brytyjczycy wysłali już do swojej bazy lotniczej Akrotiri na Cyprze dwa samoloty transportowe Hercules, które dokonują zrzutów pomocy, i 8 myśliwców Tornado, mających prowadzić rozpoznanie terenu zrzutów. Teraz dołączą do nich dwa helikoptery Chinook. Pytany, czy będą one ewakuować uchodźców z masywu Sinjar, premier Cameron odparł: „Nie chcę potwierdzać żadnych planów, dopóki nie zostaną wdrożone, z oczywistych względów. Ale takie plany są obecnie opracowywane. Wielka Brytania odegra w nich rolę, tak jak odegraliśmy rolę wysyłając samoloty i pomoc, by utrzymać tych ludzi przy życiu w desperackiej sytuacji”. Londyn nie wyśle jednak, tak jak Paryż, broni dla sił kurdyjskich – jedynej dziś efektywnej zapory dla dżihadystów z ISIL. Brytyjskie samoloty mogą być natomiast użyte do przewozu tej broni. Coraz liczniejsze grono wojskowych apeluje tymczasem do brytyjskiego rządu o wsparcie Amerykanów w nalotach na pozycje ISIL. Oficerowie w służbie czynnej z zasady nie zabierają głosu w sprawach politycznych, ale robi to generalicja w stanie spoczynku, w tym już dwóch byłych szefów sztabu generalnego oraz byli dowódcy brytyjskich wojsk w Iraku.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

podobne: USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie)

3. Libijski parlament prosi o zagraniczną interwencję zbrojną.

13.08.2014 (IAR) – Libijski parlament prosi o zagraniczną interwencję zbrojną w celu ochrony zagrożonych cywilów. Z takim apelem wystąpili deputowani, którzy spotkali się na sesji w Tobruku na wschodzie kraju.

Nie wiadomo jednak, jakie wojska miały by wkroczyć do Libii. Organizacja Narodów Zjednoczonych na razie nie planuje interweniować w tym kraju.

Od czasu obalenia dyktatora Muammara Kaddafiego w 2011 roku Libia jest pogrążona w głębokim kryzysie wewnętrznym. W wielu częściach kraju władze sprawują lokalni watażkowie i ich milicje, z którymi walczą siły rządowe. W starciach ginie też wielu cywilów. Libijski konflikt tylko w lipcu i sierpniu kosztował życie kilkuset osób.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/BBCNews/md/dyd

podobne: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów  oraz: Brzeziński zaleca ściślejszą współpracę USA – Chiny.

4. Izrael – trudne negocjacje ws Gazy. Ostatnie godziny zawieszenia broniIzrael i Hamas zgodziły się na przedłużenie rozejmu. 

13.08.2014 (IAR) – Egipt ma nowy pomysł na zakończenie trwającej od ponad miesiąca wojny w Strefie Gazy. Egipscy dyplomaci przedstawili nowy plan pokojowy, który zakłada m.in. złagodzenie blokady Gazy. Jednak trwające w Kairze negocjacje utknęły w martwym punkcie.

Środa jest ostatnim dniem trwającego obecnie zawieszenia broni w Strefie Gazy. Palestyńskie źródła twierdzą jednak, że rozejm może zostać przedłużony o kolejne trzy dni, aby dać szansę negocjatorom obu stron, którzy rozmawiają w stolicy Egiptu.

Izrael twierdzi, że negocjacje utknęły i nie zanosi się na ich szybkie zakończenie. Według strony palestyńskiej, w przedstawionym w nocy przez Egipt projekcie stałego rozejmu znajduje się zapis złagodzenia izraelskiej blokady Strefy Gazy, wprowadzonej siedem lat temu po tym jak Hamas przejął władzę w enklawie. Jak mówi Polskiemu Radiu dziennikarka i blogerka z Gazy Walaa al-Ghussein, to właśnie na zniesieniu blokady najbardziej zależy Palestyńczykom. „Jeśli nadal będzie blokada, a granice będą zamknięte, my wciąż będziemy żyli w takim więzieniu na otwartym powietrzu. Jedyną rzeczą, która się zmieni, to pieniądze, które dadzą nam inne kraje lub międzynarodowe organizacje” – podkreśla al-Ghussein.

Złagodzeniu blokady stanowczo jednak sprzeciwia się Izrael. Dodatkowo, minister spraw zagranicznych Izraela Avigdor Lieberman oświadczył dzisiaj, że nie będzie rozejmu z Gazą, dopóki nie zostaną zwrócone ciała dwóch zabitych tam izraelskich żołnierzy.

Konflikt w Strefie Gazy trwa od 37 dni, a liczba zabitych zbliża się do dwóch tysięcy osób. Po stronie palestyńskiej zginęło co najmniej 1927 osób, w tym około 1400 cywilów. Po stronie izraelskiej konflikt kosztował życie 68 osób, w tym głównie żołnierzy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/Haaretz/BBC/mcm/

13.08.2014 (IAR) – Rośnie napięcie w Gazie przed końcem humanitarnego rozejmu. Zawieszenie broni kończy się o 23.00 polskiego czasu i wszystko wskazuje na to, że po tym terminie obie strony wznowią wzajemne ostrzały. Na dwie godziny przed zakończeniem rozejmu dwie rakiety spadły na pogranicze Izraela i Gazy. Dotychczasowe negocjacje nie posunęły się naprzód i nie widać na razie szans na zakończenie trwającej od 37 dni wojny w Strefie Gazy.

Choć od poniedziałku w Gazie obowiązuje zawieszenie broni, nie obyło się bez tragicznych zdarzeń. W czasie rozbrajania jednego z izraelskich niewypałów na północy Gazy w Beit Lahiya zginęło sześć osób, w tym włoski fotoreporter Simone Camilli. To pierwszy zagraniczny dziennikarz, który stracił życie w najnowszym konflikcie w Gazie.

Izraelska armia powołała nowych rezerwistów na wypadek eskalacji konfliktu po zakończeniu rozejmu, a premier Benjamin Netanjahu rozmawiał przez telefon z amerykańskim prezydentem Barackiem Obamą. Negocjacje w Kairze nie przyniosły na razie rezultatu, a wieczorem z Egiptu wyjechała delegacja Izraela.

Eksperci podkreślają, że Hamasowi będzie zależało teraz na przeciąganiu konfliktu, bo wojna bardzo osłabiła ugrupowanie. „Według szacunków, Hamas ma około 1/3 rakiet, które miał do tej pory. Nie ma czym strzelać, nie ma pieniędzy. Będzie próbował zatem zakończyć ten konflikt wtedy, gdy Katar i inni donatorzy międzynarodowi przyślą mu czeki w zamian za zawieszenie broni” – mówiła na antenie radiowej Jedynki ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Patrycja Sasnal…

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/Haaretz/BBC/PR1/em/

13.08.2014 (IAR) – Izrael i Hamas zgodziły się na przedłużenie o kolejne 72 godziny zawieszenia broni. Obu stronom nie udało się jednak uzgodnić dłuższego porozumienia pokojowego. Dotychczasowy rozejm wygasał o 23:00 naszego czasu. Izraelsko-palestyńskie negocjacje odbywają się w Kairze.

Egipscy negocjatorzy przyznali w ostatnich godzinach, że rozmowy pokojowe są skomplikowane, bo obie strony dzieli przepaść. Izrael domaga się całkowitego rozbrojenia Hamasu, a Hamas chce zniesienia izraelskiej blokady Gazy. Żadna ze stron kategorycznie nie zgadza się jednak na główne postulaty przeciwnika.

iar/rtrs, afp + wcześniejsze/kry/jp

podobne: Rośnie liczba ofiar w Gazie. Izrael ostrzeliwuje cywilne budynki i ogłasza dodatkową mobilizację. oraz: Bliski Wschód: Obama upoważnił wojsko do ograniczonych ataków w Iraku. Sukcesy islamistów (widmo nowej interwencji). Koniec rozejmu w Gazie.

źródło: stooq.pl

rys. Żukow

rys. Żukow

Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie). Ukraina: Ofensywa na pozycje separatystów. Konwój (nie)humanitarny Rosji, ćwiczenia wojskowe przy granicy UE i na Wyspach Kurylskich.


1. Azja: wzrasta zagrożenie terroryzmemNarody Azji zaniepokojone groźbą konfliktuKorea Płn. gotowa do próby nuklearnej?

11.08.2014 (IAR) – Władze Indonezji i Malezji ostrzegają przed rosnącym zagrożeniem atakiem terrorystycznym w Azji Południowo-Wschodniej. Dżihadyści z Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu są inspiracją dla radykalnych grup muzułmanów w obydwu państwach.

W ciągu ostatnich siedmiu miesięcy w Malezji aresztowano co najmniej 19 osób podejrzewanych o bliskie kontakty z organizacją terrorystyczną, która już teraz zajęła część terytorium Syrii i Iraku. Malezyjskie władze wiedzą też o co najmniej 20 obywatelach tego kraju, którzy dołączyli do dżihadystów na Bliskim Wschodzie. Ich liczba może być jednak znacznie większa.

Z podobnym wyzwaniem zmierzyły się władze Indonezji, które szacują, że około 60 obywateli tego kraju zasiliło szeregi Islamskiego Państwa. W obydwu krajach idea stworzenia systemu państwowego opartego na zasadach kalifatu wspierana jest przez islamskich radykałów.

Indonezja jest największym muzułmańskim krajem na świecie. W ubiegłym tygodniu władze tego kraju zakazała swoim obywatelom wspierania dżihadystów z Islamskiego Państwa.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Tomasz Sajewicz/Kuala Lumpur/dj

podobne: Obama upoważnił wojsko do ograniczonych ataków w Iraku. Sukcesy islamistów (widmo nowej interwencji).

12.08.2014 (IAR) – Korea Północna bliska przeprowadzenia czwartej próby nuklearnej. Tak uważają analitycy z prestiżowego instytutu. Z analizy zdjęć satelitarnych wynika, że wokół miejsca, gdzie wcześniej dokonywano detonacji – panuje spokój. To jednak nie jest dobra wiadomość.

Zdjęcia północnokoreańskiego ośrodka nuklearnego w Punggye-ri wykonano w lipcu tego roku. Eksperci nie zaobserwowali żadnych podejrzanych działań, czy transportów do tego miejsca, które mogłyby świadczyć o przygotowaniach do testu. Po porównaniu wcześniejszych klisz doszli jednak do wniosku, że Korea Północna może być gotowa do przeprowadzenia kolejnej próby nuklearnej. Od wydania rozkazu do testu mija zazwyczaj od 6 do 8 tygodni. Komunistyczna Północ trzykrotnie dokonywała testów jądrowych – w 2006, 2009 i ostatnio – w ubiegłym roku. Negocjacje na temat warunków zamrożenia północnokoreańskiego programu jądrowego utknęły w martwym punkcie prawie 6 lat temu.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Tomasz Sajewicz / Kuala Lumpur /kawo

podobne: Japonia zwiększa nakłady na zbrojenia i będzie zestrzeliwać pociski balistyczne Korei Północnej która przygotowuje próbę nuklearną.

11.08.2014 (IAR) – Sytuacja w Azji Południowo-Wschodniej coraz bardziej napięta. Spory terytorialne na morzach to realna groźba wybuchu konfliktu, ale przedstawiciele ASEAN-u – Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej – zdecydowali się nie drażnić tygrysa i pomimo poważnego sporu – nie wskazywać palcem winnego.

W specjalnym dokumencie kończącym szczyt ASEAN-u wyrażono zaniepokojenie pogłębiającymi się napięciami na Morzu Południowochińskim. Nie wymieniono jednak z nazwy Chin, które – w opinii części państw ASEAN-u – prowokują konflikty, zwiększając jednostronnie obecność na spornych terytoriach. Neutralną deklarację w Chinach uznano za sukces.

Ministrowie spraw zagranicznych 10 państw nie zgodzili się też na przyjęcie propozycji Filipin i USA. Zakładała ona, że wszystkie państwa zaangażowane w spór na Morzu Południowochińskim powstrzymają się od podejmowania jakichkolwiek działań na spornych akwenach.

W stolicy Mjanmy gdzie odbywał się szczyt, spotkali się przedstawiciele aż 27 państw, prócz członków ASEAN-u także m.in. Chin, USA i Japonii.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Tomasz Sajewicz / Kuala Lumpur/jj

polecam również: Japoński rząd zatwierdza nową strategię obronną w obliczu napięć z ChRL

Na świecie, a zwłaszcza w regionie Azji Południowo-Wschodniej wciąż istnieje wiele punktów zapalnych. Jednym z takich miejsc jest Morze Południowochińskie. Spór o ten obszar jest ważnym elementem kształtującym stosunki Chiny-ASEAN, jak i Chiny-USA… 

…W sporze o Morze Południowochińskie bierze udział aż sześć państw: Chiny, Wietnam, Filipiny, Tajwan, Malezja oraz Brunei. Chiny w 1992 roku ogłosiły cały obszar Morza Południowochińskiego swoim morzem terytorialnym. Główna oś konfliktu dotyczy wysp Paracelskich oraz Spratly

…Morze Południowochińskie to obszar o bardzo ogromnym znaczeniu strategicznym i gospodarczym. Poza bogactwami złóż surowców energetycznych na dnie i bogatych łowisk ryb, przebiegają tu kluczowe linie transportu morskiego, które łączą Azję Wschodnią i Północno-Wschodnią z Oceanem Indyjskim i Bliskim Wschodem. To prawdziwy kanał surowcowo-handlowy pomiędzy Wschodnią a Zachodnią Azją. Około 15% światowego handlu odbywa się z wykorzystaniem morskich szlaków komunikacyjnych na tym akwenie. Tym samym szlak ten jest ważny zarówno dla krajów ASEAN jak i dla Japonii, czy Korei Południowej. Przez region ten transportuję się ropę naftową dla państw Azji Wschodniej. Duża większość transportowanej ropy naftowej dla Japonii czy Korei Południowej jest transportowana właśnie przez Morze Południowochińskie. Gdyby Chińska Republika Ludowa przejęła kontrolę nad tym regionem, to uzyskałaby kontrolę nad bardzo ważnym szlakiem handlowym. Chińczycy osiągnęliby duże możliwości oddziaływania na morskie szlaki komunikacyjne, które mają duże znaczenie geopolityczne. Ponadto Państwo Środka zapewniłoby sobie bezpieczeństwo energetyczne. Tania energia pozwoli utrzymać dynamiczny rozwój gospodarki kraju, zaś archipelagi mogą służyć jako bazy wojskowe. Dzięki temu Chiny zwiększyłyby swój strategiczny wpływ w regionie.

Duże znaczenie geostrategiczne spornych obszarów oraz nieregulowany stan prawny archipelagów mogą stanowić zagrożenia dla bezpieczeństwa w regionie. Co jakiś czas dochodzi do różnych napięć między państwami uczestniczących w tym sporze, jak np. przejmowanie siłą statków rybackich. Należy też pamiętać, że w tym regionie już doszło do użycia siły czy aneksji wysepek. Wietnam i Filipiny pod względem militarnym nie są w stanie konkurować z Chińską Republiką Ludową. Mimo to, oba kraje pokazują Chińczykom własną determinację do tego stopnia, że są gotowe walczyć o archipelagi. To pokaz, że Manila i Hanoi nie boją się Chin. Pekin, który utrzymuje spory terytorialne z wieloma krajami, musi uważać, aby w Azji nie powstał front antychiński. Dodatkowo takie kraje jak Japonia, Korea Południowa czy Indie nie chcą aby to Chiny przejęły pałeczkę hegemona w regionie…  (więcej tu: geopolityka.org)

Morze Południowochińskie

Czy w obliczu śmiałej polityki Rosji na Ukrainie Chiny odważą się na podobne działania w regionie Azji i Pacyfiku? Kwestię tę omawia na łamach „The Diplomat” specjalista Center for Strategic and International Studies, David Gitter.

Jego zdaniem wzbudzanie przez Władimira Putina nacjonalizmu w Rosji, dzięki któremu notuje rekordowe 87-procentowe poparcie, może sprowokować Chińczyków do nacisków na Partię Komunistyczną, aby ta zajęła twardsze stanowisko w sprawie separatystów w Sinkiangu lub Tybecie i zatargów o terytorium na Morzu Południowochińskim. Admiratorami Putina są chińscy urzędnicy oraz think-tanki.

Gitter wymienia kilkanaście przykładów materiałów chwalących Rosję za jej poczynania na Ukrainie. Chińczyków intryguje przede wszystkim zdolność Putina do gry z prezydentem USA Barackiem Obamą, który nierzadko oddaje inicjatywę Rosjanom.

Część chińskich komentatorów pyta, dlaczego Chiny nie mogą odebrać Japonii wysp Senkaku, podobnie jak Rosja odebrała Krym Ukrainie, oraz dlaczego Państwo Środka nie miałoby użyć siły zbrojnej, by zdyscyplinować Filipiny i Wietnam w sporze o wody Morza Południowochińskiego. Te niebezpieczne pytania pokazują, jaki precedens stworzyła aneksja Krymu i wojna rosyjskich bojowników z Kijowem.

Źródło: Horyzont Jagielloński

…z pewnością Chiny będą chciały naśladować to co się działo swojego czasu na Krymie. Już od jakiegoś czasu mamy do czynienia w rejonie Morza Południowochińskiego z cichą (pełzającą) wojną i Chiny nie kryją się ze swoim apetytem. Nie nazwał bym tego jednak „precedensem krymskim”. Precedens powstał dużo wcześniej w byłej Jugosławii przy „wyzwalaniu” Kosowa. Różnica miedzy jedną wojną a drugą jest tylko taka, że Rosja miała większe „prawo” do Krymu (ze względu na jego autonomiczny status) jak Albańczycy do Kosowa.

2. Pisarski: Stany Zjednoczone odpowiedzialne za sytuację w IrakuWlk. Bryt.: Niezdecydowanie w sprawie Iraku.

11.08.2014 (IAR) – Waszyngton deklaruje wsparcie dla irackiego prezydenta i angażuje się w militarny konflikt. Nie ma mowy o wkroczeniu amerykańskiej armii, ale naloty na dżihadystów wspierają irackie wojska.

Jak mówi Zbigniew Pisarski, prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego – Stany Zjednoczone ponoszą odpowiedzialność za sytuację w Iraku. Obecne wydarzenia to konsekwencje zbrojnej interwencji Amerykanów. „Stany Zjednoczone de facto niszczą teraz z powietrza broń, którą wcześniej same tam dostarczyły i zostawiły po konflikcie” – zaznacza Pisarski. Zwraca jednak uwagę, że Amerykanie nie są sprzymierzeńcem obecnego premiera Iraku, a Barack Obama zapowiedział wsparcie dla przyszłego szefa rządu, sugerując tym samym że obecny powinien ustąpić.

Obecne wsparcie amerykanów to punktowe bombardowania pozycji dżihadystów, ale także przekazywanie broni dla kurdyjskich żołnierzy. Jak uważa Pisarski – jest szansa na to, że wsparcie w tej postaci powstrzyma ofensywę islamskich bojowników. Szacuje się że bojowników jest około 14-15 tysięcy. „Sami Kurdowie mają armię rzędu około 200 tysięcy sprawdzonych w boju żołnierzy, a sam Irak rzędu 700 tysięcy, acz słabo wyszkolonych i wyposażonych” – mówi Pisarski. Sprawność irackiej armii zaważyła właśnie nad szybkim straceniu Mosulu na początku starć na rzecz dżihadystów.

Powstrzymanie ofensywy nie oznacza jednak końca zagrożenia ze strony Państwa Islamskiego. Zbigniew Pisarski zwraca uwagę że samozwańczy kalifat znajduje się na terytorium Iraku i Syrii, będącej poza rejonem działań Amerykanów. Silna kontrofensywa może doprowadzić do ucieczki bojowników właśnie do Syrii, ale nie oznacza to końca konfliktu, który – według Pisarskiego – nie zakończy się zbyt szybko.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Przemysław Pawełek/to/

…no i chyba właśnie o to chodzi żeby zepchnąć dżihadystów do Syrii, by USA miały w końcu pretekst do interwencji w tym państwie, które już raz zostało uratowane przed „interwencją międzynarodową”. Przypomnę że Syria jest kluczem do Iranu (o który mocno niepokoi się Izrael – sojusznik USA w regionie) a postawienie się Putina przeciwko obaleniu syryjskiego przywódcy Assada wywołało mocne zaangażowanie się USA w destabilizację na Ukrainie, gdzie na Krymie stacjonuje rosyjska Flota Czarnomorska (która interweniowała w obronie Syrii). Teraz kiedy Rosja ma swoje kłopoty być może Amerykanom pójdzie łatwiej na wschodzie 😉 Więcej tu: W większej skali czyli… O co tak naprawdę chodzi w ukraińskiej tragedii.

Destabilizacja sytuacji na Bliskim Wschodzie jest na rękę USA (tzw. „opinia publiczna” alarmuje o zajęcie się nabrzmiałym problemem), bo jak słusznie zauważa komentator to ten kraj odpowiada za to co się dziś tam dzieje (a dzieje się co raz bardziej).

podobne: Bliski Wschód: Obama upoważnił wojsko do ograniczonych ataków w Iraku. Sukcesy islamistów (widmo nowej interwencji). Koniec rozejmu w Gazie. polecam również: Brzeziński zaleca ściślejszą współpracę USA – Chiny. Amerykanie przypomnieli sobie że Rosja naruszyła traktat rozbrojeniowy. Sankcje kontra sankcje (Polska też ucierpi).

12.08.2014 (IAR) – Brytyjski samolot transportowy dokonał minionej nocy drugiego zrzutu pomocy dla uchodźców w masywie Sinjar na północy Iraku. Do udziału w akcji humanitarnej przeznaczono też osiem brytyjskich myśliwców bombardujących Tornado. Ale brytyjscy politycy nadal odżegnują się od interwencji zbrojnej, jaką de facto podjęli już Amerykanie.

Samoloty Tornado – obecnie wyposażone do działań zwiadowczych – mogą w każdej chwili zmienić przeznaczenie i podjąć u boku Amerykanów naloty na bojowników ISIL w Iraku. Ale kto miałby podjąć taką decyzję? Premier David Cameron i wicepremier Nick Clegg odmawiają przerwania wakacji. Ster akcji w Iraku spoczywa w rękach ministra spraw zagranicznych Philipa Hammonda, który przewodniczył wczoraj posiedzeniu komitetu bezpieczeństwa Cobra, ale nie ma prawa podejmować decyzji o interwencji zbrojnej. Premier Cameron nie tylko sam nie wrócił z urlopu, ale nie zgodził się też na odwołanie z wakacji Izby Gmin. Rok temu posłowie odrzucili rządowy wniosek o zgodę na interwencję w Syrii, ale teraz mogliby wymusić na rządzie akcję zbrojną. Zmieniły się bowiem nastroje w społeczeństwie. W obliczu kryzysu humanitarnego po raz pierwszy od 2003 roku więcej Brytyjczyków opowiedziało się w sondażu za interwencją w Iraku niż przeciwko. „Ale rząd boi się jednak posłać żołnierzy do walki z dżihadystami przed przyszłorocznymi wyborami” – powiedział „Timesowi” były brytyjski przedstawiciel w dowództwie NATO w Europie generał Richard Shirreff.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

…eskalacja konfliktu szybko zmieniła „nastroje społeczne” 😉 Czy Wlk. Bryt. pójdzie na kolejną wojnę w Iraku u boku Amerykanów? Wszystko na to wskazuje.

3. Trwa ofensywa ukraińskiej armii na pozycje separatystów. Rzecznik Kremla o pomocy humanitarnej dla Ukrainy. Ukraina: pomoc humanitarna nie dostała jeszcze certyfikacjiNadzwyczajne spotkanie przedstawicieli UE ws. Iraku, Gazy i Ukrainy. Dębski: Rosyjska pomoc humanitarna to pomoc dla prorosyjskich bandytów. Putin gra o przetrwanie?

12.08.2014 (IAR) – Trwa ofensywa ukraińskiej armii na pozycje separatystów. Wojsko przejmuje kontrolę nad kolejnymi obszarami zajmowanymi przez prorosyjskie bojówki. Kijów mówi też o nieustających atakach na swoje pozycje dokonywanych zza rosyjskiej granicy.

W ciągu ostatniej nocy potyczki z separatystami trwały m.in. w rejonie Doniecka, Ługańska, Gorłówki i Iłłowajska. Ukraińska artyleria i lotnictwo ostrzeliwały pozycje separatystów w okolicach Szachtiorska i Torezu. Na wyzwolonych od separatystów terenach zdarzają się jednak akcje dywersji. Pozycje ukraińskiej armii są ostrzeliwane przez bojówki z terenów zamieszkałych przez ludność cywilną. Ukraińska ofensywa skierowana jest na rozdzielenie poszczególnych grup separatystów. Udało się np. zablokować trasę i kanały przerzutowe łączące Gorłówkę z Donieckiem i Jasenowatą.

Według informacji Kijowa siły separatystów się wyczerpują. Coraz częstsze są przypadki dezercji z szeregów prorosyjskich bojówek. Kijów mówi też o rosyjskim ostrzale dokonywanym z artylerii i wyrzutni rakietowych. Ukraińcy informują o przynajmniej pięciu przypadkach rosyjskiego ostrzału w ciągu ostatniej doby. Ponadto separatyści , według Kijowa, dokonują szeregu akcji dywersyjnych – wysadzane są wodociągi, linie wysokiego napięcia. Wczoraj ukraińcy udaremnili zniszczenie mostu na rzece Jewsug w obwodzie Ługańskim. Na jednym z przęseł mostu znaleziono i rozbrojono zamontowane tam ładunki wybuchowe.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Buszko, Kijów/kawo

podobne: Ukraińskie wojsko zacieśnia okrążenie wokół Doniecka. Separatyści proponują zawieszenie broni. Rosja przekazała Ukrainie 5 oficerów i negocjuje „pomoc humanitarną”. Merkel, Obama i Cameron ostrzegają przed prowokacją.

12.08.2014 (IAR) – Rosyjska pomoc humanitarna wjedzie na Ukrainę na przejściu granicznym uzgodnionym z Kijowem. Poinformował o tym rzecznik Kremla.

Dmitrij Pieskow powiedział, że pomoc humanitarna będzie organizowana przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Jednak będzie składała się z rosyjskiej kolumny samochodów. Wjedzie na terytorium Ukrainy w punkcie, co do którego będzie zgoda Kijowa.

Agencja prasowa Interfax powołując się na byłego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmę poinformowała, że konwój pojedzie przez obwód charkowski Ukrainy, który sąsiaduje z rosyjskim obwodem biełgorodzkim. Ustalona jest już trasa przejazdu do Ługańska, czyli punktu docelowego.

Według rosyjskich mediów, 3-kilometrowa kolumna ciężarówek z rosyjską pomocą humanitarną ma dotrzeć na granicę z Ukrainę jutro w pierwszej połowie dnia. 280 pojazdów wiezie 2 tysiące ton pomocy, między innymi kasze, cukier, lekarstwa, odżywki dla dzieci i śpiwory.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/WłodzimierzPac/Moskwa/em/

12.08.2014 (IAR) – W Kijowie sprzeczne informacje co do rosyjskiej kolumny humanitarnej. Transport rosyjskiej pomocy nie może przekroczyć granicy, bo jest niecertyfikowany – tak informacje o rosyjskiej pomocy komentuje Rada Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy. Wcześniej były prezydent Leonid Kuczma mówił o tym, że jest zgoda, aby rosyjski konwój przekroczył granicę z Ukrainą.

Żadna kolumna z pomocą humanitarną nie otrzymała jeszcze niezbędnej certyfikacji, a w związku z tym nie może wjechać na Ukrainę – mówił przedstawiciel Rady Bezpieczeństwa Ukrainy Andrij Łysenko. Według informacji Kijowa, w rosyjskiej kolumnie może znajdować się wojskowy sprzęt, a taki nie ma prawa wjechać na terytorium Ukrainy. Łysenko podkreślił, że procedury certyfikacji pomocy humanitarnej i określenie miejsca oraz trasy dostarczenia pomocy muszą potrwać. Jak dodał, jest na to tydzień, ale najprawdopodobniej wszystkie formalności mogą być przyspieszone. Jest szansa, że wszystko uda się ustalić w ciągu kilku najbliższych dni. Dopiero wtedy pod egidą Czerwonego Krzyża pomoc będzie dostarczana. Odrębnym problemem jest zgoda separatystów na przejazd samochodów z pomocą. Według Kijowa, wciąż nie ma jednoznacznej deklaracji ze strony prorosyjskich bojówek. Stanowisko Rady Bezpieczeństwa potwierdził Walery Czałyj z administracji prezydenta Petra Poroszenki. Jak podkreślał, nie może być mowy o samodzielnym niecertyfikowanym przekroczeniu granicy przez rosyjski konwój.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Buszko, Kijów/em/

12.08.2014 (IAR) – Obecna sytuacja w Iraku , Strefie Gazy, ale także na Ukrainie to tematy jakie zostaną poruszone podczas nadzwyczajnego spotkania przedstawicieli państw Unii w Brukseli (początek o 10:00) . Rozmowy zostały zwołane przez szefową unijnej dyplomacji Catherine Ashton.

Według unijnych źródeł, dzisiejsze spotkanie ma służyć zapewnieniu, że Unia Europejska i kraje członkowskie mają „najlepszą, dobrze skoordynowaną odpowiedź” na pogarszającą się sytuację w Strefie Gazy, na Ukrainie i w Iraku. O zorganizowanie rozmów w sprawie wydarzeń w tym ostatnim kraju apelował m.in. szef francuskiej dyplomacji Laurent Fabius, który w liście do Catherine Ashton napisał, że „Europa nie może być bezczynna wobec dramatu, jaki rozgrywa się u jej drzwi”.

Sytuacja na Ukrainie także rozwija się bardzo dynamicznie, zwłaszcza po wczorajszej rozmowie Władimira Putina z Jose Manuelem Barroso. Prezydent Rosji poinformował w niej szefa Komisji Europejskiej o tym, że „strona rosyjska będzie współpracować z międzynarodowymi organizacjami humanitarnymi, by dostarczyć pomoc” Ukraińcom. Zachód obawia się jednak, że misja humanitarna jest jedynie pretekstem do interwencji militarnej Rosji na Ukrainie. Sekretarz generalny NATO uważa, że istnieje „wysokie prawdopodobieństwo”, że Moskwa tak właśnie chce zrobić.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/kawo

12.08.2014 (IAR) – Rosyjska pomoc humanitarna to pomoc dla prorosyjskich bandytów – uważa dyrektor Centrum Polsko Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia doktor Sławomir Dębski. Dziś nad ranem kolumna złożona z 280 samochodów ciężarowych wiozących 2 tysiące ton pomocy wyruszyła z podmoskiewskiego miasta Naro-Fominsk.

Sławomir Dębski w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową wyjaśnia, że w wyniku ukraińskiej ofensywy prorosyjscy bojówkarze znaleźli się w niezwykle trudnej sytuacji, dlatego Moskwa po raz kolejny ruszyła im na pomoc. Zdaniem eksperta, gdyby nie pomoc rosyjska „bandyci” na wschodzie Ukrainy już by nie funkcjonowali, a rebelia by się skończyła. Doktor Dębski podkreśla, że Rosjanie udzielają wsparcie ponieważ ich celem jest destabilizacja sytuacji na Ukrainie.

Ekspert tłumaczy, że Rosja znalazła się pod dużą presją, ale wciąż nie chce zdecydować się na otwarty konflikt, stąd pomysł konwoju. Doprowadzenie do inwazji spowodowałoby sytuację, której nikt by nie był w stanie kontrolować i prawdopodobnie dlatego – ocenia doktor Dębski – Rosjanie zdecydowali się na „pewną manipulację ideą pomocy humanitarnej”.

Doktor Dębski uważa, że jedyną możliwością, by konwój nie został potraktowany jako próba inwazji, musi być pełna możliwość skontrolowania transportu. Międzynarodowy Czerwony Krzyż nie może sobie pozwolić na to, by pod jego znakiem na Ukrainę czy gdziekolwiek, wjechały ciężarówki z pomocą, które przy okazji mogą dostarczyć sprzęt wojskowy. Zdaniem eksperta, kontrola tego konwoju będzie jedną z najważniejszych politycznych kwestii, do której trzeba będzie doprowadzić.

Zdjęcie ciężarówki przewożącej części systemy przeciwlotnicze pojawiły się w internetowych mediach społecznościowych. Tymczasem rosyjska telewizja „Wiesti” poinformowała, że ciężarówki wiozą 400 ton kasz, 100 ton cukru, 62 tony odżywek dla dzieci, 54 tony lekarstw i materiałów medycznych, 12 tysięcy śpiworów i 62 generatory prądotwórcze.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Witold Banach/gaj

12.08.2014 (IAR) – Władimir Putin obecnie gra o przetrwanie. Niepomyślny dla Rosji rozwój sytuacji na Ukrainie jest poważnym zagrożeniem dla jego władzy – uważa dyrektor Centrum Polsko Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia dr Sławomir Dębski, gość radiowej Jedynki.

Zdaniem eksperta prezydent Rosji jest obecnie w sytuacji bez dobrego wyjścia. Jeśli zaangażuje się w pełni na Ukrainie, to konsekwencje będą nieprzewidywalne i groźne dla jego pozycji w Rosji. Z drugiej strony, jeśli prorosyjscy separatyści przegrają, to poważnie uderzy to w jego autorytet.

Zapytany o działalność Centrum Polsko Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia dr Sławomir Dębski podkreślił, że taka instytucja dziś jest jeszcze bardziej potrzebna niż zwykle. Mimo, że większość Rosjan popiera politykę Władimira Putina, to wciąż jest duża grupa, która jej się sprzeciwia. To własnie do nich – według Sławomira Dębskiego – należy docierać. Jak dodał, warto przeciwstawiać się próbom kreowania z Polski głównego wroga Rosji.

Tymczasem rosyjskie władze wysłały na Ukrainę konwój z pomocą humanitarną. Wcześniej Stany Zjednoczone ostrzegły, że jeśli wjedzie on na terytorium Ukrainy, to potraktują to jako inwazję na to państwo.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Jedynka/md/kawo

polecam: „Chcesz miec pokój? Gotuj się do wojny!”, czyli – Na co gotuje się Rosja?

4. Rosja: manewry przy granicach UERosyjskie manewry na Kurylach i protest Japonii.

11.08.2014 (IAR) – Rosja rozpoczyna kolejne w tym roku manewry. Tym razem odbędą się w obwodzie pskowskim graniczącym z Łotwą i Estonią.

W 6-dniowych manewrach wezmą udział wojska desantowe. Zgodnie z planem, 15 samolotów transportowych IŁ-76 zrzuci 3 tysiące spadochroniarzy na bliżej nieoznaczone miejsce na poligonie. W ćwiczeniach weźmie też udział ponad 30 samolotów i helikopterów oraz sprzęt artyleryjski i obrony przeciwlotniczej. Manewry zakończą się strzelaniem ze wszystkich rodzajów broni zarówno w dzień jak i w nocy.

W ciągu ostatnich miesięcy, Rosja przeprowadziła szereg manewrów na terenie całego kraju, testując wszystkie rodzaje wojsk. Między innymi, 2 dni temu zakończyła ćwiczenia lotnicze w obwodzie astrachańskim na południu kraju, blisko ukraińskiej granicy. Wcześniej przeprowadziła tam manewry z udziałem systemów przeciwlotniczych ziemia-powietrze S-300. Z kolei, na początku lipca rosyjska armia przeprowadziła manewry Floty Czarnomorskiej.

W opinii niektórych ekspertów, narzędzia wojskowe stają się coraz wyraźniejszym elementem rosyjskiej polityki zagranicznej.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Włodzimierz Pac/Moskwa/dj

13.08.2014 (IAR) – Premier Japonii Shinzo Abe określił mianem „nie do przyjęcia” – rosyjskie manewry na Wyspach Kurylskich. Zapowiedział, że Tokio zamierza złożyć protest za pośrednictwem MSZ.

Południowa część archipelagu Wysp Kurylskich jest przedmiotem sporu między Rosją i Japonią. Rosja wczoraj rozpoczęła manewry na Wyspach Kurylskich. Biorą w nich udział żołnierzy z jednostek stacjonujących na samych wyspach oraz grupy spadochroniarzy z pobliskiego Kraju Nadmorskiego Rosji. W ćwiczeniach uczestniczą również okręty rosyjskiej Floty Oceanu Spokojnego. Aleksander Gordiejew , szef służby prasowej Wschodniego Okręgu Wojskowego Sił Zbrojnych Rosji oświadczył, że manewry maja planowy charakter i są jednym z etapów szkolenia żołnierzy.

To już kolejne manewry rosyjskiej armii. W poniedziałek rozpoczęły się manewry w obwodzie pskowskim blisko granic Estonii i Łotwy. W miniony piątek zakończyły się wojskowe ćwiczenia na poligonie Aszułuk na południu kraju a więc blisko granicy Ukrainy.

Na początku lipca Rosja przeprowadziła manewry Floty Czarnomorskiej. W opinii części ekspertów, narzędzia wojskowe stają się coraz wyraźniejszym elementem rosyjskiej polityki zagranicznej.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/WłodzimierzPac/Moskwa/nyg

źródło: stooq.pl

podobne: Rosja kończy ćwiczenia wojskowe. Koziej, Pisarski: scenariusze zachowania Rosji wobec Ukrainy. Braun o podżeganiu do wojny – POPIS Kowala. oraz: NATO-Rosja: manewry wojskowe i „renesans wrogości” (na pokaz?) i to: oraz: Bębny wojny? Manewry lotnicze w Rosji. USA wzmocnią siły lądowe i morskie w krajach na wschodzie NATO. Wywiad USA prognozuje wkroczenie Rosjan na wschodnią Ukrainę.

USA - Syria - by Opera Mundi

USA – Syria – by Opera Mundi