O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością


rys. Andrzej Krauze

„…dwa obecnie najważniejsze obszary dyskusji politycznej są ze swej istoty fikcyjne. I jak każda fikcja zwalniają do obowiązku myślenia oraz zastanawiania się naprawdę nad tym co robić, jak robić i jakie są okoliczności brzegowe. Animatorzy dyskusji barykadowej i lewicowo-prawicowej czuję się w swoich rolach świetnie, bo albo ze szczętem już zgłupieli, albo ktoś ich przekonał, że tak właśnie trzeba. Myślę, że nie pieniędzmi bynajmniej, ale dobrym słowem i równie fikcyjnym co owe dyskusje wyróżnieniem, jakimś takim mianowaniem na intelektualistę…

… Każdy członek organizacji „oddolnej” marzy o tym, by stać się członkiem organizacji „odgórnej”, bo dobrze wie, że w strukturach sprofilowanych i zaprogramowanych na osiągnięcie szybkiego sukcesu nic takiego jak tenże sukces nie nastąpi. Istotną bowiem funkcją organizacji oddolnej jest jej jak najszybsze podłączenie do jakiejś innej struktury mającej budżet i kierowanej przez kogoś „z pomysłem”.
Organizacja musi mieć lidera, a ten lider musi mieć cojones czyli jaja jak się mówi u nas w Polsce i to jest warunek powodzenia organizacji oraz jej wiarygodności…

W blogosferze głównym zajęciem „jastrzębi” wzywających lud na barykady jest właśnie szukanie ludzi z cojones, wręcz ich typowanie. (…) Oni zasypiając wyobrażają sobie jak pędza z mieczem na tłumy gorzej uzbrojonych i słabszych pod każdym względem wrogów, pierzchających przed nimi w popłochu. Oni wierzą w to, że można pokonać rząd przelewając cudzą krew na ulicach, wierzą w to, że ludzie zdesperowani miast milczeć i przeżywać swoje upokorzenie w samotności wyjdą na ulicę pełną prowokatorów i ruszą z kamieniami w rękach w kierunku siedziby Donalda Tuska. To są projekcje szkodliwe i po prostu zdradzieckie.
Konflikt pomiędzy lewicą i prawicą jest także konfliktem fikcyjnym. Został on dawno temu zbudowany wokół kwestii własności. Ci co mieli byli prawicą, a ci co nie mieli – lewicą. Chcieli oni ponadto zmiany stosunków społecznych tak, by było na odwrót – niech prawica nie ma, a lewica ma. Chcieli jednym słowem takiego prawa, które usankcjonuje rabunek. I to się im udało. Nazwano ten przekręt rewolucją – to była wersja hard, albo demokracją – wersja soft. I teraz prawica nie ma, a lewica ma. Własność jednak nie jest już tym wokół czego koncentrują się różnice polityczne. To jest złudzenie pracowicie utrzymywane w blogosferze i publicystyce. To jest złudzenie wprost przeznaczone dla aspirujących członków organizacji „oddolnych”. I dla nikogo więcej

W ogólnym rozrachunku chodzi o takie pojęcia, które zapewniają ideologiczną ochronę własności dużych i wpływowych grup, oraz – jednocześnie – kwestionują prawa do własności grup innych i czynią z tej ich własności balast ściągający członków tych grup na samo dno. To jest właśnie walka polityczna w wydaniu soft. Teraz spróbujmy sobie wyobrazić co się stanie kiedy ona się zaostrzy. Ona się już zaostrza a poznajemy to po coraz większym zadłużeniu, w które ludzie popadają z dnia na dzień. Kiedy już dług przekroczy masę krytyczną zacznie się – tak myślę – wielka windykacja. W skrócie WW. I wtedy dojdzie do prawdziwego kryterium ulicznego, na które bynajmniej nie czekają ci co głoszą jego potrzebę dziś. To będzie takie kryterium, którego oni nie chcieliby widzieć w najczarniejszych snach, ale może się zdarzyć, że zobaczą. I niestety nie dojdzie wtedy do zmiany władzy przez ludzi, ale do czegoś wręcz odwrotnego – do zmiany ludzi przez władzę…” (cdn.)

Czytaj dalej

Reklamy

Zbiór IPNu w POłowie zastrzeżony oraz polscy prawnicy na niemieckich stypendiach czyli… kłótnia w rodzinie i Bolek jako ofiara spiralnej teorii dziejów.


Adam Wycichowski niewolnik - proszę wstać

Adam Wycichowski niewolnik – proszę wstać

„…Do 31 marca trwa przegląd materiałów z udziałem przedstawicieli IPN oraz służb. Jeżeli służby zgłoszą jakieś wnioski, co do niektórych materiałów, że mają być one tajne, to dyskutować będzie nad nimi komisja w składzie m.in. wiceprzewodniczący kolegium IPN prof. Cenckiewicz, dyrektor Archiwum IPN Marzena Kruk. I albo przychyli się ona do tych sugestii ze strony służb, albo nie. Ostateczną decyzję czy utajnić dany materiał podejmie prezes IPN. I to się stanie najpóźniej do 16 czerwca tego roku, takie są ustawowe terminy. Jest jeszcze kwestia inwentarza archiwalnego, który znajduje się na stronie internetowej, a w ciągu najbliższego miesiąca zostaną rozszerzone opisy się w nim znajdujące. Opublikowanie tego inwentarza nakłada na nas ustawa z marca 2010 roku. On po części jest już opublikowany na naszych stronach, ale teraz znajdzie się tam jeszcze więcej informacji, dzięki którym każda osoba będzie mogła w łatwiejszy sposób dokonywać kwerend. Będzie w tym inwentarzu owo zamieszczony m.in. pełny tytuł teczki. Dotychczas w przypadku akt o charakterze osobowym podawano tylko dane identyfikacyjne, nie wykazywano rodzaju materiału archiwalnego…

…Pamiętajmy, że znaczna część materiałów byłej bezpieki została zniszczona w latach 1989-1990. Skala zniszczeń jest różna w zależności od regionu, największa w Gdańsku – ponad 90 proc. materiałów operacyjnych. Natomiast jeśli by się pojawiły to z pewnością najciekawsze byłyby te, które dotyczyłyby końca lat 80. i tego w jaki sposób dokonywano tego, co nazywamy transformacją. W jaki sposób ludzie systemu komunistycznego nie stracili swoich wpływów po 1989 roku, a wręcz zwiększyli je w niektórych sferach życia publicznego w Polsce.” (Czartoryski-Sziler • wpolityce.pl – Prezes IPN o zbiorze zastrzeżonym)

„…Czy to RAZWIEDUPR, czy to WSI – wszyscy oni pożądają informacji o określonym ciężarze gatunkowym, no i nie tylko informacji, ale i działań – bo agentura, to również agentura wpływu. Z tego powodu agentury raczej nie lokuje się w środowisku gospodyń domowych, tylko tam, gdzie rozmaite pomysły przekształcają się w obowiązujące prawo, a więc – w konstytucyjnych organach państwa, następnie tam, gdzie kontroluje się kluczowe segmenty gospodarki, tam, gdzie decyduje się o śledztwach – komu zrywamy paznokcie, a komu nie, tam, gdzie wydaje się wyroki, czyli w niezawisłych sądach i wreszcie tam, gdzie kształtuje się masowe nastroje, a więc w niezależnych mediach głównego nurtu, przemyśle rozrywkowym i innych środowiskach opiniotwórczych. Dysponując tak uplasowaną agenturą można nie tylko ręcznie sterować wszystkimi segmentami państwa, ale nawet wszystkimi segmentami życia publicznego. Skoro takie rzeczy wiemy nawet my, biedni felietoniści, to cóż dopiero bitne generały, które tymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi kierowały? Toteż jestem pewien, że podaną przez pana doktora Cenckiewicza (ostatnio Kukuńkowi wylęgła się w głowie kolejna „koncepcja” – że mianowicie Cenckiewiczów jest Legion – bo obwieścił, że jego syn popełnił samobójstwo za przyczyną „Cenckiewiczów”) liczbę 2500 agentów bez obawy przesady można pomnożyć co najmniej przez 10, a może nawet – przez 15. Ta agentura nie podlega już żadnej lustracji, bo nawet gdyby dokumenty dotyczące jakiegoś konfidenta znalazły się w Zbiorze Zastrzeżonym, to Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która ma ostatnie słowo w sprawie ich ujawnienia pod pretekstem dbałości o „bezpieczeństwo państwa”, z całą pewnością do ujawnienia tych dokumentów nie dopuści. Oczywiście „bezpieczeństwo państwa” to tylko taki pretekst, bo tak naprawdę chodzi o utrzymanie i umocnienie wpływu bezpieczniackich watah na struktury państwa, o utrwalenie okupacji państwa przez bezpieczniackie watahy…” (Stanisław MichalkiewiczOdgrzewane kotlety)

„…W kwestii lustracji i publikacji zawartości archiwów tajnych służb byliśmy zbyt długo wodzeni za nos, aby nie stawiać pytania, czy przypadkiem i tym razem nie jest to część jakichś zakulisowych rozgrywek. Odrzucenie lustracji i dekomunizacji na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego stulecia, symbolizowane przez tzw. grubą kreskę, było integralną częścią planu George’a Sorosa wobec Polski, tak ochoczo zaakceptowanego przez komunistów. Stąd wszelkie próby dochodzenia prawdy i wymierzania choćby moralnej sprawiedliwości prześladowcom i ich kolaborantom spotykały się zarówno z bezpośrednim, jak i pośrednim bojkotem. Pamiętamy ostrzeżenia Lecha Wałęsy, że jakakolwiek próba rozliczeń doprowadzi do niepotrzebnych podziałów, a nawet do wojny domowej, oraz barwne morały Adama Michnika, że z lustracją jest jak z granatem wrzuconym do szamba, który jednych zabije, a drugich obryzga. Obaj panowie, i nie tylko oni, mieli w tym swój interes.

Pośrednio do zrażenia wielu Polaków wobec rozliczeń z komunistyczną przeszłością i jej skutkami przyczyniła się także chaotyczna publikacja tzw. listy Macierewicza, na której dane ofiar, ich katów i kolaborantów przeplatały się ze sobą bez żadnej różnicy. Ostatecznie doprowadziło to do zawiązania antylustracyjnej koalicji i obalenia rządu Jana Olszewskiego. Antoniego Macierewicza nie da się całkowicie usprawiedliwić, że działał pod presją czasu. Przykładem podobnej publikacji, także pod presją czasu i okoliczności. była tzw. lista Wildsteina. Umieszczenie choćby jednego sprawiedliwego na liście, która w odbiorze społecznym traktowana była jako lista hańby, odbierało tym, którzy ją publikowali, moralną słuszność. Dlatego i tym razem bez entuzjazmu podchodzę do publikacji spisu części odtajnionych materiałów, w których wyraźne rozróżnienie na winnych i pokrzywdzonych ma się pojawić dopiero za miesiąc. Do tej pory może powstać dużo ludzkiej krzywdy, a sama idea lustracji – ulec ostatecznej dyskredytacji…” (ks. Henryk Zieliński • idziemy.pl – Drugie dno)

„…Oczekujący na sensacje i rewelacje, porzućcie nadzieję, bo to się jeszcze może okazać, że zbiór zastrzeżony ustrzeli jakiegoś prawicowego księdza, tudzież podrzędnego działacza PiS i na tym chłamie zbuduje się „narrację”. Dlaczego w takim razie zastrzegli? Powodów może być wiele, od politycznej gry, czyli trzymania w niepewności i karności dawnych TW, po zwykłe lenistwo i brak środków, w końcu to trzeba było usystematyzować, poukładać w katalogach i tak dalej. Takie same wypieki i podniety towarzyszą aneksowi raportu o likwidacji WSI. Tutaj w ogóle bym sobie głowy nie zawracał i powiedzmy sobie szczerze, przy całej odwadze i ciężkiej pracy, jaką wykonał Antoni Macierewicz, jego inklinacje do wyolbrzymiania rzeczy podrzędnych są legendarne i nie pozbawione uzasadnienia. Ostatnią taką wielką akcją miał być żelazny dowód na zdradę Tuska, a skończyło się żałosnym filmikiem znanym od lat, na którym wyraźnie było widać, że nic nie widać, poza Tuskiem i Putinem, którzy wymieniają banały.

Wszystkie duże teczki leżą w Moskwie i jeśli kiedykolwiek wypłyną, to nie wcześniej niż za życia moich prawnucząt. Jedyny pożytek z produkowania straszaków w rodzaju zbiór zastrzeżony IPN i aneks WSI, to dostarczanie rozrywki i konsolidacja części elektoratu PiS, która to część niestety połyka każdą taką płotkę i przerabia na rekina. Szkodą natomiast jest to, że opiera się poważne projekty na bzdetach. Cały czas słyszę, że poradzimy sobie z postkomuną, bo zbiór, bo aneks. Proszę mnie nie rozśmieszać, jest o 25 lat za późno, żeby z tej amunicji ustrzelić grubego zwierza, a strzelanie do szaraczków z armaty przynosi wręcz odwrotne od pożądanych skutki. Nie, nie chcę powiedzieć, żeby w teczkach nie grzebać. Broń Boże, sam grzebałem i grzebał będę, zawsze na jakieś nowe ślady i inspiracje można natrafić. Piszę tylko i aż o tym, że nie będzie cudownego „sezamie otwórz się”, po czym całe zło po PRL padnie pokotem.

Zapomnijmy o takim prostym rozwiązaniu, czego się nie zrobiło ćwierć wieku temu, to się teraz samo nie zrobi i przede wszystkim najważniejsi do „zrobienia” albo już gryzą ziemię albo jak Bolek Wałęsa są żywymi groteskowymi trupami. Pozbyć się PRL możemy tylko w jeden sposób – budowaniem Polski. Nieustannie tematem numer jeden jest reforma sądownictwa, bez czego będziemy dreptać w miejscu…” (matka kurka • kontrowersje.net – Zbiór zastrzeżony to wydmuszka i tak samo wygląda aneks do raportu WSI)

„…Młody Zoll to członek wielu europejskich korporacji prawniczych i wschodząca gwiazda europejskiego prawa, wypromowana przez Niemców, nie pierwsza zresztą. W 2009 r. z inicjatywy von Bara uniwersytet w Osnabrücku uhonorował tytułem doktora honoris causa także prof. Irenę Lipowicz, która w 2010 r. (po śmierci Janusza Kochanowskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej) objęła stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Lipowicz w 2006 r. miała być z rekomendacji PO sędzią TK, ale jej kandydatura nie uzyskała wówczas wystarczającej większości. Gdy w 2007 r. PO doszła do władzy, Lipowicz została dyrektorem Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, oczywiście za przyzwoleniem strony niemieckiej. Ona również nie ma najmniejszych problemów z tym, aby zostać wykładowcą niemieckich uczelni czy uzyskać finansowe wsparcie ze strony którejś z potężnych niemieckich fundacji. Na pieniądze i zaszczyty od Niemców mogą liczyć także inni koledzy Rzeplińskiego z prawniczej branży. Przez lata otrzymywał je jego stary „kumpel” – prof. Witold Kulesza, z którym Rzepliński wspólnie stworzył w 1998 r. koślawą ustawę o IPN-ie, uzależniając jego funkcjonowanie od polskich służb (UOP, WSI), albowiem to one w praktyce decydowały o tym, jakie akta i komu mogą zostać udostępnione. Zanim Kulesza został szefem pionu śledczego IPN-u i zastępcą jego pierwszego prezesa – prof. Leona Kieresa, odbył w Niemczech wiele staży naukowych, będąc m.in. stypendystą Fundacji im. Alexandra von Humboldta. W 2004 r. wyszło na jaw, że w IPN-ie brakuje tysięcy dokumentów archiwalnych z prowadzonych kiedyś przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich (poprzedniczkę IPN) śledztw w sprawach dotyczących zbrodni popełnionych w Polsce przez niemiecki Wermacht. Okazało się, że zostały one przekazane Niemieckiej Centrali Ścigania Zbrodni w Ludwigsburgu. Sprawę ujawnił wówczas tygodnik „Wprost”, wskazując jasno, że odpowiedzialnym za to jest właśnie prof. Witold Kulesza. Można było wówczas zadawać pytanie, czy przypadkiem ten „archiwalny dar” dowodzący niemieckich zbrodni w naszym kraju, których IPN nie mógł zbadać, nie był przypadkiem zapłatą za stypendia i granty, jakie Kulesza otrzymywał od Niemców. Na zaproszenia z Niemiec i publikacje w niemieckich wydawnictwach może również liczyć inny kolega Rzeplińskiego, wspomniany już przez nas prof. Leon Kieres, dzisiaj urzędujący sędzia TK.

…Profesorów prawa, którzy są opłacani i nagradzani przez Niemców, jest dzisiaj w Polsce znacznie więcej. Dotyczy to w szczególności tych, których w III RP mianowano prawniczymi autorytetami. Skutek tego jest jednak taki, że nie tylko reprezentują oni niemiecką filozofię prawniczą, ale i są emanacją niemieckich interesów w naszym kraju…” (Dr Leszek Pietrzak • warszawskagazeta.pl – Polscy profesorowie na niemieckim wikcie!)

„…nie chodzi o samego Wałęsę, który kimś ważnym jest już tylko w swojej imaginacji i laudacjach fagasów. Chodzi o to, z kim tak naprawdę zawierali komuniści dil w Magdalence, który na ćwierć wieku określił sposób dystrybuowania w „tym kraju” władzy, majątku i szacunku. Z reprezentantami narodu – czy z własnymi agentami, których wcześniej ogłupionemu narodowi do odegrania tej roli podstawili?
Można też zapytać – a kto na tym dilu wyszedł lepiej: naród, czy ci, którzy go zawierali? Poczęta w Magdalence elita III RP sama musiała odpowiadać sobie na to pytanie co najmniej jednoznacznie, skoro tak rozpaczliwie broniła i broni się przed prawdą o uwikłaniu Wałęsy w początkach lat siedemdziesiątych. Bo przecież, na zdrowy rozum, ta prawda, którą potwierdzili grafolodzy, nie musiała być wcale ustrojową tajemnicą, chronioną przez wszystkie „policje jawne, tajne i dwupłciowe”. Po co było palić teczki, czyścić archiwa pracownicze w stoczni i nawet dokumentację ze szkoły, do której chodził Wałęsa w dzieciństwie, po co było prowadzić „operacje specjalne”, z których jedna skończyła się najprawdopodobniej wysadzeniem przez UOP bloku, w którym mieszkał podejrzewany o przetrzymywanie zaginionych (jak dziś już wiemy, w istocie będących u Kiszczaka) donosów Wałęsy Adam Hodysz, wskutek czego zginęli przypadkowi ludzie?
To, co Wałęsa w kontekście zacierania śladów swej przeszłości wyprawiał u zarania III RP jako jej prezydent, obciąża go znacznie bardziej, niż tych czterdzieści parę donosów i wzięte za nie pieniądze, o których kłamał, że to wygrane w „totka”. I jeśli wierzyć, że sprawa „Bolka” naprawdę się skończyła w 1974, trudno jego postępowanie zrozumieć. Przecież gdyby powiedział o sprawie, przeprosił poszkodowanych, nie byłoby tematu – naród zobaczyłby w nim nawróconego Szawła, jak to dziś usiłuje mu wcisnąć zdychający agit-prop III RP, tyle, że wobec upartego trwania przez Wałęsę w kłamstwie daje to efekt żałosny. 

Widocznie więc na wyrejestrowaniu „Bolka” w roku 1974 się nie skończyło, drogi Watsonie...

Wałęsa został wyrejestrowany, ale „w zainteresowaniu służb” pozostał. Kilka lat później zaczęły na wybrzeżu powstawać Wolne Związki Zawodowe. I gotów jestem się założyć o pieniądze, że jakiś ważny esbek posadzony „na zagadnieniu” WZZ pomyślał sobie – jak na związki to oni tam mają za mało robotników, prawie sami inteligenci, inżynierowie albo baby… Podrzućmy im tam jakiegoś rzutkiego robola, może nawet zrobią go przywódcą. Co my tu mamy… o, „pieniądze przyjmuje bardzo chętnie”, wysokie mniemanie o sobie, zdolności przywódcze… Pogadajmy sobie z tym Wałęsą…

Potem ten esbek musiał być nieraz opierdzielany przez przełożonych, że wyhodował żmiję na esbeckim łonie, bo Wałęsa okazał się cwańszy, niż myślano. Grał na obie strony, jak sam Jewno Azef, a tak naprawdę na siebie. Podrzucili go do stoczni, żeby zgasił strajk, a on się nagle wylansował i wyrósł tak, że choćby SB wyciągnęła swoje haki, nikt by w nie nie uwierzył. Z drugiej strony, cwaniak się jednak bał, nie chciał skończyć jak śp. Tadeusz Szczepański, więc zapewniał komunistów, że tylko dzięki niemu mogą kontrolować sytuację, że muszą go zostawić w spokoju, a on stopniowo pousuwa radykałów i wykończy „ekstremę” – i rzeczywiście to robił…” (Rafał ZiemkiewiczWałęsa, wielki cwaniak)

„pojęcie kapuś w tym przypadku nie oddaje istoty więzi- gość biorąc kasę za określoną pracę stal się pełnoprawnym i pelnowartosciowym ogniwem w strukturze i dla struktury;- to dzięki Bolkowi cały aparat skarbowy III RP został zbudowany na funkcjonariuszach sb [szczegolnie na tych co nie mieli szans przejśc lustracji w innych segmentach] a jakie było uzasadnienie Bolka [zarejestrowane] „Polaków trzeba trzymać za twarz bo zawsze kombinują i tylko ten aktyw to zapewnia” to nie jest problem donoszenia na kolegow to jest problem identyfikowania się z potrzebami środowiska do ktorego go dopuszczono i dzięki któremu żył [od lodowki poczynając] i żyje nadal; to nie jest tylko prosta lojalność – on został awansowany w tych ‚strukturach’ i to wysoko w celu zapewnienia ochrony środowiskowych interesów i interesików; obejrzyjcie nagrania z Wołomina jak się zachowywał podczas bytności jako gość któremu kazano…” (qwerty 1 lutego 2017)

„…nikt poważny nie będzie sobie strzępił języka i przekonywał, że to bardzo źle, kiedy człowiek sprzedaje drugiego człowieka za pieniądze, a potem jeszcze uchodzi za bohatera. Takich rzeczy się zwyczajnie nie tłumaczy, takie rzeczy się po prostu wie, czy nawet czuje instynktownie…

…Bolek Wałęsa jest bardzo potrzebny Polsce, jego obecność w sposób naturalny wyznacza granice konieczne dla prawidłowego funkcjonowania narodu. Zazwyczaj trzeba się sporo napocić, aby poznać człowieka i się nie pomylić. Zdobywanie zaufania jest równie ważne, jak trzeźwość umysłu, która nie pozwala wpaść w łapy oszusta. Ludzie się dzielą, między innymi na godnych zaufania i oszustów, a całe to gderanie o „jedności Polaków”, to z oczywistych względów marksistowski resentyment i mam na myśli odniesienie nie do słownikowej urazy, ale do pojęcia, które sformułował Nietsche. Resentyment, czyli tworzenie fałszywego katalogu wartości i ocen moralnych jako rekompensaty dla własnej małości. Wszyscy mają być równi i jednakowi, dzięki czemu najpodlejsi i najgłupsi mogą się czuć dowartościowani.

Przekładając to na Bolka i naszą narodową dyskusję wraz z narodowymi podziałami, otrzymujemy doskonałe narzędzie. Wystarczy posłuchać i popatrzeć dla kogo Bolek jest bohaterem, a dla kogo zdrajcą i wszystko staje się jasne…” (Matka Kurka • kontrowersje.net – Niech Lech Wałęsa vel „Bolek” na zawsze pozostanie bohaterem, ale ich bohaterem)

„…Jeśli pominąć zwyczajnych idiotów, bo ich istnienia nie można wszak wykluczyć, to jest wyłącznie interes własny. Nie tylko prawda, ale i sam Wałęsa nic ich nie obchodzi. Oni Wałęsą pogardzali już wtedy, kiedy większość ludzi miała go za bohatera – wystarczy przypomnieć co jeden z tych „generałów” mówił już w 1980 roku o „sierżancie w okopach”. Oni bronią siebie, a nie jego, swojej fałszywej legendy, dla której on jest im potrzebny jako spinka, bez której wszystko się rozsypuje. Zwłaszcza Michnikowe „odpieprzcie się od Wałęsy” stawia tu kropkę nad i; znaczy to po prostu: odpieprzcie się od „świętego” Kuronia, Geremka, Mazowieckiego e tutti quanti bożków okrągłostowych, których pomniki macie okadzać po wieczne czasy, a nie bezczelnie zaglądać za kulisy historii i pytać jak było naprawdę. (valser 1 lutego 2017)

„…Dlaczego wywiad wojskowy upodobał sobie w wykreowaniu konfidenta na narodowego bohatera walki z komunizmem, to wydaje się oczywiste tym bardziej, że Lech Wałęsa ani przez moment nie zawiódł nadziei, jakie EAZWIEDUPR z nim wiązał. Podobnie wydaje się oczywiste, dlaczego inne, legendarne postacie, z taką determinacją bronią legendy Lecha Wałęsy. Otóż ta legenda jest jednym z najważniejszych mitów założycielskich III Rzeczypospolitej i na niej, jak na fundamencie, wspiera się konstrukcja pozostałych legend, przypominająca domek z kart. Wiadomo, że wyjęcie chociaż jednej karty powoduje natychmiastowe zawalenie całego domku, więc legendarne postacie muszą bronić legendy Lecha Wałęsy, bo na niej wspierają się ich własne legendy.

No dobrze; im to jest potrzebne, choćby dla dogodzenia miłości własnej, która w przypadku Lecha Wałęsy już dawno przekroczyła granice megalomanii; jak wiadomo, całkiem serio uważa się on za potomka rzymskiego cesarza Walensa – ale po co potrzebne były te legendy wywiadowi wojskowemu? To znowu można wyjaśnić tylko na gruncie mojej ulubionej teorii spiskowej, według której, po spotkaniu M. Gorbaczowa z prezydentem Ronaldem Reaganem w Rejkjaviku, kiedy okazało się, że istotnym elementem nowego porządku politycznego w Europie będzie ewakuacja imperium sowieckiego z Europy Środkowej – otóż po tym spotkaniu, w ramach przygotowań do transformacji ustrojowej (bo dla bezpieki było jasne, że kiedy sowiecki się wycofają, to ten ustrój, jakiego świat nie widział, nie przetrwa ani dnia dłużej), rozpoczęła się selekcja kadrowa w strukturach podziemnych, której celem było wyłonienie takiej reprezentacji „społeczeństwa”, do której generał Kiszczak mógłby mieć zaufanie. A do kogo generał Kiszczak mógłby mieć największe zaufanie? A do kogóż, jeśli nie do osób zaufanych? Dlatego też do nowych władz „odrodzonej” Solidarności, tworzonej już prawidłowo, to znaczy – od góry do dołu, żeby wszystko, łącznie z Kukuńkiem, było pod kontrolą, nie weszli przedstawiciele „ekstremy”, tylko grono postaci „legendarnych”, a te „legendy” stanowiły bilet wstępu do elity. Dzięki temu ekonomiczne i polityczne interesy „strony rządowej”, czyli wywiadu wojskowego i jego agentury, zostały stosunkowo tanim kosztem skutecznie zagwarantowane – co, mówiąc nawiasem, w niepojętym przypływie szczerości ujawnił w latach 90-tych na lamach „Gazety Wyborczej” pan red. Stefan Bratkowski odpowiadając na list oburzonych AK-owców pod przywództwem Stanisława Jankowskiego „Agatona”…” (Stanisław Michalkiewicz – Psisko oddano do bydła)

„…Cenckiewicz który dostał w programie Pospieszalskiego olśnienia, że jak to sojusznicy amerykańscy dogadywali się z takim Czempińskim i on potem został szefem UOP. Tak jakby nie wiedział, że po spotkaniu 25 września 1985 roku – Jaruzelskiego z oddelegowana elitą państwa USA (z udziałem Brzezińskiego) – następowało przechodzenie na właściwą stronę (przy pełnej kontroli sojuszniczej i pod właściwym nadzorem i przy realizacji właściwego i jedynie słusznego programu Konsensusu Waszyngtońskiego), kto miał możliwości, to zapewne nosił do ambasad sojuszniczych, to co miał. Potem tylko trzeba było wystawić sztukę teatralną w pod tytułem – okrągły stół i magdalenka, aby motłoch uwierzył (w tym elity intelektualne), że uczestniczy w czymś ważnym i istotnym, wręcz historycznym (Michnik i tak był tępy, jak miał ciut więcej inteligencji, to 4 czerwca byśmy świętowali uroczyście – święto Polskiej Państwowości). Niektórzy wierzą w to po dzień dzisiejszy, a tam w salonach Moskwy i Waszyngtonu oraz Londynu, Paryża i Berlina – muszą solidnie zrywać boki ze śmiechu…” (andrzej 30 stycznia 2017)

„…o jakiej transformacji mówimy, skoro WSW (wcześniej Informacja Wojskowa – UB czy SB przy nich to mały pikuś) – czyli organ zajmujący się ochroną bezpieczeństwa – kontrolą organów państwa (marksizmu, w tym inwigilacją, werbunkiem itd.) w całości został przemianowany na WSI. Kluczowy organ posiadający prawo werbunku również towarzyszy z POP, czyli w każdej dziedzinie życia – gangsterów, prostytutki, prokuratorów, sędziów, sekretarzy partyjnych, rektorów, wykładowców, finansistów itd.

Natomiast SB zajmowała się kontrolą społeczną w państwie marksistowskim, a ponad 90% nich trafiła do UOP. Pozostali do innych instytucji kontrolnych, jak NIK czy Urzędy Skarbowe. Te ok. 10% to przeważnie funkcjonariusze wydziałów wewnętrznych w SB.

Kto wyjeżdżał na stypendia – sami amerykanie, Brytyjczycy, Niemcy, Francuzi w latach 80 – proponowali władzom komunistycznym przygotowanie nowych elit, pod przyszły system. Oni doskonale wiedzieli, że to się wali, także towarzysze w służbach. Po stanie wojennym władza przechodzi z partii do służb wojskowych tzw. rewolucja w ramach marksizmu. To one decydują kto pojedzie – czyli jaką pozycję będzie zajmował w nowym systemie w strukturze społecznej. To nie wiedza i umiejętności ale bogata kartoteka stała z awansem społecznym. Selekcja negatywna.

Nawet taki Macierewicz proponował tylko wykonując uchwałę Sejmu – agentów SB i UB, ale Informacji Wojskowej i WSW oraz Wojska Ochrony Pogranicza (też posiadały prawo werbunku agentury) – nikt nie chciał ujawniać wówczas agentury. Siano propagandę o SB.

Protesty 1980 roku miały doprowadzić do zmian w kierownictwie, zapisanie się do związku ok. 10 milionów ludzi i budowę od dołu związku spowodowało pewne komplikacje dla władzy. Stan wojenny spowodował, że tzw. opozycja i Solidarność mogły być budowane odgórnie – pod pełną kontrolą.
Na pierwszym zjeździe było co najmniej 71 agentów SB (z czego 36 to delegaci), a ilu było Wojkówki? IPN chce nam powiedzieć (nie ujawnia danych WSW) – Ktoś chce nam powiedzieć, że WSW się tym nie interesowała. To są bzdury, jeżeli ktoś tak uważa. To nic wspólnego z transformacją nie miało miejsca.

Wiadomo było, że na czele protestu trzeba było postawić robotnika, a nie inteligenta. Sztuka teatralna mogła by się zakończyć nie powodzeniem. W 21 słynnych postulatach, nie ma żadnego postulatu dotyczącego odejścia od marksizmu, są socjalne i w ramach kodeksu pracy.” (andrzej 1 lutego 2017)

„…Co prawda – jak to niedawno ujawnił były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju Lech Wałęsa, który najwyraźniej przypomniał sobie kolejną „koncepcję” – „Bolek”, to nazwa modelu urządzenia podsłuchowego, jakim posługiwała się SB, ale co to komu szkodzi nadać taki pseudonim konfidentowi? Szkoda, że Muzeum Szpiegów w Waszyngtonie nie ma takiego urządzenia, chociaż nasz nieszczęśliwy kraj został tam udelektowany specjalnym pomieszczeniem, w którym rezyduje Feliks Dzierżyński. Czy pan generał Czempiński, w dowód wdzięczności za wciągnięcie starych kiejkutów na listę „naszych sukinsynów” nie mógłby przekazać tam chociaż jednego egzemplarza tego modelu?Ale mniejsza z tym, bo ważniejszy jest przecież spiralny rozwój procesu dziejowego. Otóż kiedy w miarę postępów socjalizmu ponownie zacznie w naszym nieszczęśliwym kraju zaostrzać się walka klasowa, w ramach której rozbudowana w międzyczasie „klasa robotnicza” ponownie zacznie się buntować przeciwko swoim przedstawicielom, „Bolek” zostanie podwieziony motorówką Marynarki Wojennej pod płot, żeby go przeskoczył i „obalił komunizm”. Oczywiście nie od razu, bo najpierw „społeczeństwo obywatelskie”, zamiast „palić komitety”, zacznie zakładać własne, od czego wytworzą się w naszym nieszczęśliwym kraju dwa ośrodki władzy, w następstwie czego nie będzie innej rady, jak suwerenną decyzją wprowadzić stan wojenny. Pod osłoną surowych jego praw nomenklatura znowu zacznie uwłaszczać się na „majątku narodowym”, a w strukturach podziemnych zostanie przeprowadzona surowa selekcja kadrowa pod kątem eliminacji wszystkich przeciwników socjalizmu. Chodzi o to, że kiedy zostanie podana „dobra wiadomość”, iż oto znowu „upadł komunizm”, żeby od razu można było przystąpić do jego mozolnej odbudowy, zgodnie z koncepcją spiralnego rozwoju procesu dziejowego.” (Stanisław Michalkiewicz – Rozwijamy się spiralnie)

„…Ludzie, którzy dwadzieścia lat temu pluli na Wałęsę i opisywali go jako skończonego prymitwa aspirującego do władzy, która mu się nie należy, dziś bronią go i nazywają Kmicicem. Jak to zdiagnozować? Moim zdaniem bardzo prosto. Wszystko to, co od roku 1945 rozgrywa się przed naszymi oczami jest kłótnią w rodzinie. W dodatku w bardzo poważnej rodzinie, znacznie moim zdaniem poważniejszej niż rodzina Corleone ze znanego i lubianego filmu. Z tego powodu właśnie część rodziny chwyta czasami za siekiery i rąbie tych co zaczynają wykazywać odstępstwa od głównej linii. Po jakimś czasie ludzie ci się godzą między sobą, bo jest jakiś interes do ubicia i stawiają tym pomordowanym siekierami jakąś symboliczną lampkę na grobie. Tych zaś co przeżyli wciągają znów na listy płac i zabawa zaczyna się od początku…” (coryllus – Kiedy się wypełniły dni Lecha Wałęsy)

podobne: ☭ ★„Rosjanie mogą posiadać oryginalną teczkę pracy Lecha Wałęsy.” a także: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? oraz: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów. i to: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu. polecam również: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? i jeszcze: „Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu” czyli… Zakontraktowane łgarstwo „święta wolności” oraz „lux in tenebris”

rys. Żukow

rys. Żukow

Rokosz i Elekcja, Hitchcock i histeria, Trump(y) i trąf(y) czyli rozgrywanie tłumu w służbie demokracji.


Ramiona do nieba wzniesione wzburzeniem
Łacina spieniona na wargach,
Żył sznury na skroniach, przekrwione spojrzenie
Przekleństwo, modlitwa lub skarga.

Pod nos podtykane i palce i pięści,
Na racje oracji trwa bitwa,
Szablistą polszczyzną tnie, świszcze i chrzęści
Przekleństwo, skarga, modlitwa.

Ref. „Czas ratować państwo chore,
Szlag mnie trafia – ergo sum!
Po sąsiadach partię zbiorę,
Uczynimy szum!”

Jacek Kaczmarski „Elekcja”

„…Wyborcza wygrana Donalda Trumpa określana jest mianem „szokującej”. Wiele osób przypomina, że przedwyborcze sondaże dawały pewne zwycięstwo Hillary Clinton. Przekonanie o jej zwycięstwie było tak silne, że za dolara postawionego na byłą Sekretarz Stanu można było wygrać zaledwie 22 centy. Pytanie brzmi: co się stało?

We wtorek do głosu doszli zwyczajni obywatele. Mowa o przeciętnych Amerykanach, którzy być może jeszcze łapią się do klasy średniej, a może już z niej wypadli, po tym jak zostali ograbieni przez państwo. W dniu wyborów nie interesowały ich opinie ekspertów. Zwracali uwagę głównie na to, co działo się przez ostatnie 8 lat – spadające realne dochody, wysoką inflację, utratę nieruchomości. To wszystko sprawiło, że Amerykanie zażądali zmian.

Osobna kwestia to przedwyborcze sondaże. Wynik głosowania jednoznacznie pokazuje, że badanie opinii publicznej to tylko kolejne narzędzie do manipulowania wyborcami.

…O ile sama wygrana Trumpa jest dla wielu zaskoczeniem, to już reakcja rynków była do przewidzenia. W przypadku wygranej Hillary Clinton inwestorzy oczekiwali kontynuacji polityki prowadzonej za kadencji Baracka Obamy. Porażka byłej Sekretarz Stanu doprowadziła do wzrostu niepewności, co zazwyczaj wiąże się z odpływem kapitału do bezpieczniejszych aktywów, takich jak metale szlachetne.

Prędzej czy później recesja zawita do Stanów Zjednoczonych. Należy jednak pamiętać, że będzie to efekt polityki gospodarczej oraz monetarnej USA w ostatnich 15-20 latach, a nie samego wyboru Donalda Trumpa na prezydenta.

Ostateczny wynik wyborów w USA to efekt mobilizacji wśród klasy średniej, która w ostatnich latach mocno się uszczupliła. Widać wyraźnie, że amerykańskie społeczeństwo się buntuje. Jeszcze osiem lat temu uwierzono w potrzebę wybrania „pierwszego czarnoskórego prezydenta USA”. W kolejnych wyborach przekonano ludzi, że jest on „mniejszym złem”. Tym razem establishment promował „pierwszą kobietą w fotelu prezydenta USA”. Najwyraźniej jednak cierpliwość Amerykanów się wyczerpała.

Przy okazji wyborów miliony ludzi przekonały się, jak znaczący jest poziom zakłamania głównych mediów. Pozytywnym aspektem jest tutaj oczywiście rosnąca skala oddziaływania Internetu, który wielu osobom umożliwił dostęp do prawdziwych informacji.

Z perspektywy Polski nie było wymarzonego kandydata. Prezydencja Trumpa może przynieść zacieśnienie współpracy na linii USA-Rosja, co nie wyjdzie nam na dobre. Trzeba jednak pamiętać, że wybór Clinton zwiększyłby zagrożenie konfliktem na globalną skalę. Zwróćmy uwagę, że oficjalnie między USA a Rosją nie ma żadnej wojny, a jednak doszło do exodusu ludności cywilnej w Syrii. Co w przypadku, gdyby między mocarstwami faktycznie wybuchła wojna? Bardzo prawdopodobne, że to właśnie na terenie Polski doszłoby do eskalacji działań militarnych.

Głosowanie w USA stanowiło również niezłą okazję do zakupu metali oraz shortowania akcji w Stanach Zjednoczonych. Rynki były przekonane co do zwycięstwa Clinton, co znalazło odzwierciedlenie w notowaniach. Z tego powodu, poziom ryzyka wspomnianej inwestycji był stosunkowo niski.

Na koniec warto podkreślić, że wydarzenia z ostatnich kilku miesięcy jeszcze półtorej roku temu były nie do pomyślenia. W czerwcu elity pozwoliły na wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Teraz Donald Trump został prezydentem Stanów Zjednoczonych. Niewykluczone, że celem nadrzędnym jest dalsza destrukcja systemów monetarnych. Winą za ich upadek zostaliby wówczas obarczeni rządzący promujący protekcjonizm. Stanowiłoby to argument za powrotem do procesu globalizacji, a także ustanowieniem SDR-ów jako globalnej waluty rezerwowej.” (Zespół Independent Trader – Co oznacza wygrana Trumpa?)

Crying Statue of Liberty, by NOK Crew

Crying Statue of Liberty, by NOK Crew

Nie „wierzę” w sportową złość tłumu wynikającą z racjonalnego podejścia i zrozumienia/rozliczenia tego kim są i co robią politycy na taką skalę jak to sugeruje IT. Tego rodzaju „instynktem samozachowawczym” wykazuje się niestety niewielki margines wyborców i dotyczy to niestety każdego dyzmokratycznego kraju zwanego dla niepoznaki „cywilizowanym” z powodu panowania w nim demokracji. No może poza Szwajcarią której obywatele udowodnili wielokrotnie że nie myślą kategoriami jak „zabrać bogatym i dać biednym” i wiedzą że rolą państwa nie jest zaprowadzanie „sprawiedliwości społecznej”. W innych wypadkach wierzę natomiast w cyniczne i „wyrafinowane” manipulowanie i sterowanie anty nastrojami wyborców, żerowanie na zawiści i w celowe rozhuśtywanie negatywnych emocji którego próbkę można przeczytać tu:

„…przez świat idzie rebelia.
Rebelia wkurzonych. Wkurzonych na to, że się o nich nie pamięta. Wkurzonych, że się ich nie słucha. Wkurzonych, że nie mają szansy wykrzyczenia, bo już od dawna nie mają najmniejszej nawet szansy wypowiedzenia swojego zdania. Wkurzonych, bo niemających nic do gadania.

Rebelia zawiedzionych. Zawiedzionych po kolejnych, kolejnych i jeszcze kolejnych wyborach, po których miało być inaczej. Po wyborach, których hasłem była przecież ZMIANA. Po wyborach, w których startowali ludzie, którzy mówili, że ich rozumieją i że zrobią wszystko, aby ich nie zawieść.

Rebelia oburzonych. Oburzonych na pazerność, zwyczajną głupotę, wykorzystywanie stanowisk, oderwanie się od ludzi, zapomnienie, że to dzięki nim, dzięki ich głosowi wyborczemu są tam gdzie są. Oburzonych na pustosłowie, frazesy, grę emocjami ze strony klasy politycznej. Wciąż zresztą tej samej, niezmiennej od dziesięcioleci…

…Rebelia przegranych. Pozbawionych pracy, którą mają inni. Pracy, którą zabrali im inni. Obcy. Dlatego, że mają inny kolor skóry albo urodzili się w lepszych rodzinach, albo po prostu tylko dlatego stanowią część kasty, establishmentu. Przegranych tak bardzo, że nie mają nie tylko od pierwszego do pierwszego, ale w ogóle nie mają już niczego. I niczego już większego ani trwalszego mieć nie będą. Nigdy nie nadrobią dystansu, nie osiągną tego poziomu, który mają tamci, dla których śpiewa Beyoncé…”  (wszystkoconajwazniejsze.pl Eryk Mistewicz – Rebelia)

Rebelia pozbawionych pracy… którą mają inniktórą zabrali im inni… Niech mi ktoś wytłumaczy co autor miał na myśli bo zgłupiałem. Kto to są ci „inni” i co to znaczy że „zabrali pracę” i komu? Poza tym to nie jest racjonalny powód do tego żeby się buntować przeciwko władzy skoro winni są „obcy”? Być może autorowi chodzi o to że skoro władza nie potrafi zabronić pracy tym „innym”, to powinna z ustawy „gwarantować” pracę tym którym jest ona „zabierana”? Najlepiej na państwowym etacie i na „legalnej” umowie za nie mniej niż 6 tysi, (bo za mniejsze stawki pracują tylko kretyni) od której zadowolony lód płaciłby stosowne podatki i składki żeby mieć „godną emeryturę”… No i jeszcze żeby ta władza słuchała się lódu jak coś nie przypasi bo inaczej… bunt!

Ale czy przypadkiem ludzie sami nie wybierali do tej pory (jak słusznie zauważa autor po kolejnych, kolejnych i jeszcze kolejnych wyborach, po których miało być inaczej) właśnie takich polityków którzy im tego typu bzdury obiecywali? Czy nie jest prawdą że po każdych wyborach część elektoratu (co z tego że swojaków) jednak dostaje to co obiecano i partycypuje w obietnicach? Czy to wina władzy że tego rodzaju „opieka” nie dotyczy wbrew obietnicom „wszystkich”? Czy też może jest to wina samych wyborców, którzy tej oczywistości w sposób uporczywy nie potrafią przyswoić, więc od wyborów do wyborów wybierają ludzi z tej samej klasy politycznej… niezmiennej od dziesięcioleci, którzy obiecują im to samo, po to tylko żeby po raz kolejny rozczarować się i irytować na… siebie? Jak w takim razie traktować tego rodzaju manifest, który odwraca uwagę od właściwej przyczyny złego stanu rzeczy, skupia się natomiast na skutkach i to z nich układa argument do potrzeby zmian. Czy frustracja grupy obywateli zawiedzionych własnymi oczekiwaniami (na które ciągle się nabierają bo ktoś im powiedział to co chcieli usłyszeć) to właściwy powód do zmiany elit rządzących? Może to właśnie ci „oburzeni” powinni zacząć myśleć racjonalnie, skoro politycy „nie potrafią”? Do jakiej zmiany prowadzi tego rodzaju „logika” i motywacje? Do adekwatnych. Przy okazji… Beyonce (i pozostałych spontanicznie zaangażowanych „ałtorytetów”) słuchają równie chętnie tak „inni” jak i „wkurzeni na innych”, nie wspominając o komentatorach którzy żerują na emocjach jednych i drugich bez wskazania tym biednym ludziom remedium i alternatywy…(Odys)

Wracając do patologii na którą warto się wściekać, ale i rozliczać:

„…Do Polski nie przenika nawet 10% zalewu informacji, komentarzy i dyskusji, jaki rozpoczął się od 30 października 2016 r. kiedy dyrektor FBI James Comey zawiadomił o uzyskaniu nakazu sądowego na przeszukanie prywatnego komputera byłego kongresmana demokratycznego Anthony’ego Weinera DODATKOWO na mejle Humy Abedin ,w związku ze śledztwem dot. prywatnego serwera Hillary Clinton. Te mejle Huma Abedin wysyłała z prywatego komputera męża do Hillary Clinton Sekretarza Stanu USA. Anthony Weiner pozostaje w śledztwie w związku z jego powrotem do brzydkiego (a w obecnych okolicznościach również kryminalnego) wysyłania swoich zdjęć erotycznych (półnago i w towarzystwie 2 letniego synka jego i Humy Abedin) do 15 letniej dziewczynki. Anthony Weiner ma lat 52 i długą kartotekę bojownika o prawa LGBT i wdrożenie Obamacare. Nawiasem, chodzi o mejle, które miały być skasowane przez „kogość” (Abedin/Clinton?) PO zawiadomieniu przez FBI o wszczęciu śledztwa w sprawie „serwera w łazience” a PRZED wejściem FBI w jego posiadanie…

…Po silnym uderzeniu, jakim było ponowne wszczęcie śledztwa przez dotąd spolegliwego FBI, nastąpiło drugie wcale nie lżejsze.Członkini Narodowego Komitetu Demokratycznego, który jest zaledwie trzyosobową „egzekutywą” w Partii Demokratycznej „na cały kraj” – Donna Brazile, jednocześnie komentatorka CNN – została wylana przez CNN z zawstydzających okolicznościach. Okazało się, że znalezione zostały dowody wskazujące na to, że Donna Brazile dostarczyła do komitetu wyborczego Hillary Clinton pytania, jakie miały być zadane obojgu kandydatom w trakcie chyba trzeciej debaty publicznej – na kilka dni PRZED debatą.

Jakby nieszczęść dla Hillary było mało, to media, w tym FOX NEWS ujawniły, że Prokurator Generalna mianowana w zeszłym roku przez Prezydenta Obamę – pani Loretta Lynch usiłowała wywierać jakieś naciski na dyrektora FBI Jamesa Comey’a w sprawie „zaistniałych okoliczności”. Poszlaką w tej sprawie ma być ujawniony „okrzyk za kulisami” dyrektora Comey;a o treści „ Czy (Pani) wydaje mi POLECENIE???!!?”…” (pink panther)

całość interesującej lektury tu: HILLARY, HUMA, WEINERGATE, FBI, CNN, SOROS czyli HITCHCOCK 2016

…Jest więc wielce prawdopodobne że część funkcjonariuszy z FBI postanowiła powiedzieć dość tej hucpie i zbuntowała się przeciwko wykorzystywaniu firmy do krycia prywatnych grzechów i przestępstw Pani Clinton, w efekcie czego internet zalała fala „przecieków”… (Odys)

Po pierwsze wskazuje się na silne powiązania czołowych przedstawicieli Demokratów z organizacjami terrorystycznymi. Wiele na ten temat mówią związki Humy Mahmood Abedin – doradczyni Clinton – z terrorystycznymi organizacjami i praniem brudnych pieniędzy. Urodzona w 1976 roku w Stanach Zjednoczonych Abedin, dwa lata później przeniosła się wraz z rodziną do Arabii Saudyjskiej, by powrócić do USA w wieku 18 lat na studia w George Washington University. Jej rodzice byli mocno zaangażowani w działalność sieci Bractwa Muzułmańskiego, jak i organizacje finansujące struktury związane z Al Kaidą. Abedin miała pośredniczyć w kontaktach między handlarzami bronią a establishmentem Demokratów. Sugeruje się, że w handel ten pośrednio była zaangażowana Fundacja Clintonów, uzyskująca wielkie darowizny od Arabów.

Duża liczba agentów FBI zagroziła ujawnieniem tajnych informacji dotyczących przestępstw rodziny Clintonów w przekonaniu, że kolejna prezydencja – tym razem Hillary Clinton – wiązałaby się z okropną falą przestępczości na najwyższych szczeblach władzy. Były asystent dyrektora FBI James Kallstrom powiedział niedawno, że „rodzina Clintonów to rodzina przestępcza. Jest jak zorganizowana siatka przestępcza. Fundacja Clintonów to szambo (….). Daj Boże, że położymy kres takim ludziom jak Clinton w Białym Domu”.

Najnowsze e-maile Podesta-Clinton ujawnione przez WikiLeaks wskazują także na szereg niewymownie odrażających praktyk, jakich dopuszczali się Clintonowie i ludzie z ich najbliższego otoczenia. Chodzi m.in. o uczestnictwo w rytuałach satanistycznych organizowanych przez satanistyczną „artystkę” Marinę Abramovic. Chodzi wreszcie o powiązanie Clintonów i ich otoczenia z pedofilią. Istnieje między innymi ścisły związek Clintonów między innymi z miliarderem, szefem funduszy hedgingowych (skazanym za pedofilię) Jeffreyem Epsteinem, w którego rezydencji na Manhattanie i prywatnej nieruchomości na Karaibach odbywały się przestępcze praktyki z udziałem demokratycznych polityków, celebrytów. Bill i Hillary Clintonowie wielokrotnie odwiedzili „Sex Slave Island” pozostającą poza jurysdykcją władz. Więziono tam dzieci i nastolatki wykorzystywane seksualnie.

Śledztwo w sprawie kongresmena Anthony’ego Weinera i najnowsze rewelacje pochodzące z jego komputera wskazują, że na najwyższych szczeblach władzy w Waszyngtonie od wielu lat panuje przyzwolenie na seksualne wykorzystywanie dzieci przez polityków i ich wpływowych przyjaciół. Rzadko kiedy tego typu przestępstwa wyciekają w sposób, który kończy się ściganiem jak w przypadku republikańskiego kongresmena Dennisa Hasterta, który wykorzystywał nastoletnich chłopców. Hastert był tylko wierzchołkiem góry lodowej.

E-maile między Hillary Clinton i jej byłą doradczynią Cheryl Mills wskazują na ścisły związek ze sprawą Laury Silsby, która została aresztowana i oskarżona o uprowadzenie dzieci i handel dziećmi na Haiti po tym jak wyspa została zniszczona przez huragan w styczniu 2010 roku. Silsby i dziewięć innych osób podających się za misjonarzy nieistniejącego chrześcijańskiego sierocińca, zatrzymały władze podczas próby przemycenia 33 haitańskich dzieci poza wyspę. Były prezydent Bill Clinton pełnił funkcję specjalnego wysłannika ONZ na Haiti. Przez pewien czas udawało mu się chronić przestępczy proceder Silsby.” (bignewsnetwork.com, newsweek.com, thenewwamerican.com, cns.com, pch24.pl)

całość tu: Zbuntowani agenci FBI o grzechach Clintonów)

podobne: Czym (jeszcze) żyje Ameryka?

Powiedzmy sobie szczerze. W świetle tego co ujawniono w ostatnich dniach kampanii prezydenckiej trudno było Trumpowi przegrać. I nie mam tu na myśli wrażliwości na patologię i zło jaką według niektórych komentatorów mieli kierować się „oburzeni” wyborcy. Gdyby tak rzeczywiście było to na Clintonową zagłosowałby jakiś naprawdę niewielki margines psychopatów (reszta zwolenników zostałaby w domach). Tymczasem pomimo szokujących informacji większość Amerykanów (o zgrozo!) oddała swój głos „jak gdyby nigdy nic” właśnie na demokratkę. Tylko dzięki „niedyskrecji” pewnych ludzi przewaga Clintonowej stopniała do tego stopnia, że „system” zwany „głosem elektorskim” umożliwił Trumpowi zwycięstwo. Jaką rolę w tym wszystkim odegrały same służby (wszak „przecieki” nie spadają z nieba 🙂 ) czyli teoretycznie swoi (administracja Obamy) nie wiem, ale wygląda na to że to oni byli języczkiem u wagi. Czy zrobili to z pobudek patriotycznych czy też może mieli dość wysługiwania się kryminalistom (licząc jednocześnie na punkty u nowej władzy) nie ma w zasadzie znaczenia.

Należy jednak rozważyć inną motywację i postawić pytanie, czy cała ta akcja z wysypaniem Clintonów nie jest przypadkiem ucieczką do przodu samego systemu – amputacją zgniłej kończyny by resztę organizmu zachować przy życiu, wykazując jednocześnie przydatność i uwiarygadniając w oczach „opinii publicznej” same służby które ostatecznie „zachowały się jak trzeba”. Jeśli więc ktoś gmerał w bardziej bezpośredni sposób przy tej sensacji to musiało być to uzgodnione z obozem demokratów.  Czy w związku z tym Trump był rzeczywiście celem, czy może tylko efektem „spontanicznego buntu obywateli”, który to „bunt” dominuje w medialnych komentarzach jako główna przyczyna jego zwycięstwa. Czy to rzeczywiście naród go wybrał w sposób autonomiczny, czy też został on amerykanom podsunięty jako fałszywa alternatywa. Wybory zostały wygrane pytanie tylko przez kogo, bo póki co zwycięzcą jest wyłącznie demokracja czyli system w którym obywatele wybierają sobie nadzorcę… (Odys)

„…Zaważyła atmosfera awantury, permanentnego konfliktu w całym świecie zachodnim. Ale ten konflikt generowany przez polityków jest jednocześnie efektem frustracji społecznej i musi nieść zmianę realną. Pytanie tylko czy w dobrą stronę, bo na to społeczeństwo wpływu już może nie mieć. A więc znowu elity utraciły kontakt ze społeczeństwem, znowu przyzwyczaiły się do myśli że ład jest niezmienny, znowu społeczeństwa budzą się z letargu wywracając dotychczasowy system. Wcale nie sądzę, żeby Trump chciał ten system wywracać, ale on jest tylko efektem zmian, a nie ich powodem. Jednak to on i jego zapatrywania (wraz z grupą wpływowych ludzi którzy go popierają) nadadzą tym zmianom kierunek. To właśnie kluczowe – na kogo postawią społeczeństwa wymuszając zmianę, z wąskiego grona przedstawionego mu przez elity? To przecież elity decydują na kogo głosują tzw. demokratyczne społeczeństwa zachodnie. To efekt, który nazywam “Dekadencją demokracji”, bowiem faktycznie nie mamy wpływu na to kto będzie kandydował, wybieramy z już wybranych kandydatów

…Jeśli ktoś sądzi, że Trump rozbije te elity przeciwko którym został wybrany to jest w błędzie. Trump jest biznesmenem i jego interesem nie jest rozbijanie elit tylko dotąd lobbowanie, a dziś wymienianie ich na bliskie sobie, które zapewnią mu ważną pozycję trwale i sławę na zawsze. Niemniej część tych nowych elit będzie już pochodziła spoza dotychczasowego – stabilnego – układu. Nowy układ będzie miał zabarwienie takie jakie nada mu Trump i ludzie go wspierający. Właśnie w tym widzę największe zagrożenie.

Prezydent USA jest faktycznym liderem NATO, Wojska USA – największej potęgi militarnej świata, jednocześnie baz i dowództw rozmieszonych na każdym kontynencie, a także monopolistą w dostępie do informacji dzięki systemom takim jak Eszelon, NSA i wielu innym mechanizmom.

Te mechanizmy jako jedyne mogą skutecznie powstrzymywać Rosję, ale dziś wygrał człowiek, który nie neguje możliwości, dokonywania anschlussu w Europie gdy na danym terytorium przeważa mniejszość danej nacji. Nie ma więc nic złego w tym że Rosja dokonała anschlussu Krymu, ale idąc dalej tym tropem, dlaczego nie można by teraz przeprowadzić referendum we wschodniej Łotwie? Podobnie dlaczego Polska nie miałaby przeprowadzić referendum w południowo-wschodniej Litwie w tym w części Wilna, tam też jest wielu Polaków, którzy woleli by by ich terytorium zostało włączone do Polski (tak Trump wypowiedział się na temat woli mieszkańców Krymu), a Rosja we wschodniej części tego państwa? Niechże Niemcy dokonają referendum w niektórych powiatach na Śląsku, gdzie mieszka mniejszość niemiecka, a Węgrzy w Słowacji. Niech Albania spokojnie anektuje Kosowo itd. Wreszcie Polska niech dokona aneksji części zachodniego Londynu lub części Chicago! Chyba nie damy rady… ale to siła znów ma o tym decydować? Czy na prawdę nie widać w tym sposobie myślenia niebezpiecznego szaleństwa?

…Nic nie da oszukiwanie się, że nie słyszymy wypowiadanych przez Trumpa słów! A wiecie Państwo dlaczego? Bo słychać je świetnie na Kemlu, w Kairze, w Teheranie, w Bagdadzie, w Pekinie, w Rijadzie oraz w mieście Meksyk itd. Słowa mają znaczenie fizyczne – przekładają się na reakcje polityczne, finansowe, społeczne. Po wyborze Trumpa, Łotwa i Litwa powinny na wszelki wypadek wdrożyć plany awaryjne uniemożliwiające dokonanie referendum na ich terytorium. Przy możliwościach oddziaływania propagandowego Rosji (co Trump także otwarcie negował w przypadku wpływania na wybory w USA) w istocie jedynym sposobem jest wysiedlenie mniejszości Rosyjskiej do Rosji… ale czy to nie będzie stanowiło naruszenie jej praw? Czy taki krok nie byłby podstawą do interwencji zbrojnej?

Trump mówił że Art 5 NATO nie musi być obligatoryjny jeśli kraje członkowskie nie zmienią stosunku do swoich powinności względem NATO. Oczywiście dobrze to brzmi oceniając po “nagłówku”, aby pobudzić państwa w Europie do myślenia o obronności na poważnie. Ale z drugiej strony Trump nie powiedział czego oczekuje od tych państw. Nie określił co muszą zrobić dla NATO aby mieć gwarancję realizacji art 5. W każdej chwili można powiedzieć, że cokolwiek zrobią jednak nie wystarczy. Takie stawianie sprawy w kampanii przez Trumpa to w istocie relacje mafijne. Płaćcie za ochronę, ale jak ktoś zapłaci więcej to masz kłopot… zaraz czy to mafijne? A może to myślenie biznesowe (czy jak mawia obrońca Trumpa Max Kolonko – byznesowe), Trumpowi przecież bliskie? Każdy teraz stwierdzi, że przecież nigdy nie ma gwarancji wsparcia sojuszniczego – i to jest prawda, ale właśnie słowa mają znaczenie. Właśnie NATO jest tym co stanowi dla Rosji realną siłę powstrzymującą od ekspansji. Zmieniło się więc sporo bo z niepewności zastosowania art 5 mamy pewność, że nie zostanie zastosowany.

Nacjonaliści polscy powiedzą wreszcie, że to wszystko nieistotne bo przez ostatni rok staliśmy się potęgą z którą musi się liczyć Rosja… tu nie umiem w ogóle dyskutować, bowiem na moje pytania co sprawiło że staliśmy się potęgą odpowiedzi brak… Oczywiście proszę o sugestie, ale realnie przywiązane do faktów, a nie opowieści fantastyczne, które mogą się urealnić za 20 lat jak śmigłowiec naszej własnej produkcji (w kooperacji z Ukrainą).

Na koniec dodam, że mogę być w błędzie i Trump cały czas kłamał i oszukiwał. Oby tak było. Mam nadzieję, że w istocie nic się nie zmieni poza akcentami, bo establishment USA jest zbyt silny by pozwolić na stopniową, ale zdecydowaną zmianę kursu politycznego. Chcę w to wierzyć…” (mmilczanowski.wordpress.com)

całość tu: Nowa rzeczywistość po zwycięstwie Trumpa

podobne: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium.

Póki co wbrew histerycznemu stanowisku części tzw. „opinii publicznej” i mających ją uwiarygodnić „ekspertów” mamy po jednej i po drugiej stronie tylko słowa. Być może pewnego rodzaju podziwu, ale na ile szczerego to już inna historia (kto siedzi w głowie Trumpa niech pierwszy rzuci kamieniem 🙂 ). Nie wiemy nic dopóki to nic się nie stanie, więc nie ma co bić piany na zapas i wpadać w panikę. Poczekajmy na konkretne decyzje które nie będą polegały na pogaduszce do kamery, ale na zapisach w budżecie (zwłaszcza w kolumnie wydatki wojskowe).

Dziś można się pokusić o inną przepowiednię – nawet jeśli Trump planuje coś wbrew „polskiej racji stanu”, to nam jak zwykle pozostanie pogodzić się z polityką sojusznika i tradycyjnie trzymać się pańskiej klamki. Na własną inicjatywę w kierunku „dogadania się” z Rosją przy obecnym układzie politycznym nie mamy co liczyć (niestety). Mam tylko nadzieję że żadna ze stron nie myśli o wojnie, a Polska nie stanie się po raz kolejny teatrem jej działań.

Będę więc obserwował postawę „nacjonalistów polskich” wobec Rosji, wiedząc jaki oficjalnie stosunek reprezentuje nowy prezydent naszego największego sojusznika. Ciekaw jestem czy „nasi” zachowają spokój/powściągliwość jak na mężów stanu przystało jeśli rzeczywiście dojdzie do ocieplenia stosunków na linii USA – Rosja… (Odys)

„…trwa festiwal wróżb i rzekomych analiz dokonywanych na podstawie tego, co Trump powiedział, czy zrobił w ciągu ostatnich 30 lat. Tymczasem on sam gada z promptera do ludzi, że znów zrobi Amerykę wielką. To jest dokładnie to samo, o czym gadał Obama – Yes we Can. Tak więc gołym okiem widać, że różnica pomiędzy Trumpem a Obamą i jego awatarem – Hilarią, nie polega na stosunku do gospodarki, Rosji, kobiet, czy nawet Ameryki. Polega ona na czymś, czego do końca nie potrafimy nazwać i opisać. Jest tak, ponieważ wszystkie nasze analizy dotyczą powierzchownej warstwy zjawiska, jakim są wybory prezydenckie w USA i cała ta demokracja. Być może jest to stosunek nowego prezydenta do Sorosa, a być może chodzi o coś głębszego. O relację pomiędzy tym Sorosem a koncernami zbrojeniowymi, które sprzedają swoje produkty armii amerykańskiej. Tak sobie tylko gdybam. Ględzenie o tym, że Trump zmieni politykę wobec Rosji i przez to kozacy znów napoją konie w Odrze albo wręcz w Łabie, nie spędza mi snu z powiek, bo dobrze pamiętam, jak „siły postępu”, które dziś wyją wniebogłosy, reagowały na reset Obamy. Dość spokojnie i bez nerwów. „Siły wstecznictwa” reprezentowane u nas przez takich osobników jak Terlikowski i Wszołek zachowywały się zgoła inaczej, obaj tu płakali, że za chwilę wejdą Rosjanie i cytowali wiersz Herberta, w którym są słowa – moja rodzinna ziemia przyjmie cię najeźdźco…Śmiechom i zabawom nie było końca. Dwie kadencje Obamy skończyły się naprężeniem stosunków, wojną w Syrii i kryzysem. Stało się tak ponieważ polityka amerykańska i w ogóle polityka silnych wobec trochę mniej silnych polega na stopniowym osłabianiu przeciwnika, przy minimalizacji kosztów tego procesu. Demokraci zaś przegrali bo na osłabianie Rosji zaczęli wydawać za dużo. Grzecznie więc odsunięto ich od pulpitu i wskazano to miejsce panu Trumpowi, który z tym swoim charakterystycznym uśmiechem zaczął się bawić tkwiącymi w nim guzikami i pokrętłami…” (coryllus – Trump, Trump, misia bela czyli rządy Ku-Klux-Klanu)

W międzyczasie z nieukrywanym rozbawieniem obserwuję histeryczne reakcje „demokratycznej” części naszej jak i światowej polityki oraz jej tuby propagandowej – lewicowych mediów, którzy po raz kolejny nie mogą się pogodzić z wynikiem tak hołubionej przez siebie demokracji 🙂 Gratulacje co prawda płyną do Trumpa szerokim strumieniem (nikt nie ośmielił się na ostentacyjną wrogość wobec głowy mocarstwa – co też jest znaczące) ale takim samym strumieniem płyną wycierane cichcem krokodyle łzy, maskowane drobnymi uszczypliwościami adresowanymi głównie do „ciemnych” białych mas z przyczep kempingowych które poszły i zagłosowały „nie tak jak trzeba”… (Odys)

Demokracja nie żyje! W USA wygrał Trump, a nie opiewana w pieśniach i mainstreamowych mediach Hilary od Clintonów. Płakała Pieńkowska, płakał Kraśko, jeszcze dzisiaj w pociągu relacji Małkinia–Warszawa Wileńska płakała jakaś baba.

Amerykańscy celebryci, wzorem naszych zapowiedzieli emigrację. Barbra Streisand stwierdziła, że wyjedzie do „dowolnego kraju, który ją wpuści lub do Kanady”. A myślałem, że niewyszukane żarty o Kanadzie w „Jak poznałem waszą matkę” są przerysowane. Na ulicach już objawił się amerykański KOD, a Kijowski już zapakował się w ponton i jest w drodze. Unia planuje wstrzymać dotację i wyrzucić Stany ze swoich struktur… Przynajmniej do czasu gdy Schultz nie uświadomi sobie, że jednak mogą im naskoczyć.

Żeby było śmieszniej Clinton dostała więcej głosów niż Trump, ale to nie obywatele wybierają prezydenta, a elektorzy. I to w zasadzie od samego początku, był więc czas przywyknąć.

Także piszę dopóki pentagram Trump-Kaczafi-Orban-Łukasznko-Putin nie zamknie Internetu, a użytkownik nie rozstrzela.

A jakos niedługo wybory w Niemczech. Gdy Merkel przegra przewiduję wzmożoną ilość samobójstw wśród oświeconych elyt. Kolejnego ciosu nie wytrzymają. W końcu nie po to jest demokracja, żeby wygrywał ktoś kto nie był namaszczony przez postępowców…” (DWS24.pl 10 listopada 2016 roku)

Adam Wycichowski (niewolnik) - teatr dla gawiedzi

Adam Wycichowski (niewolnik) – teatr dla gawiedzi

Reasumując…

Dlaczego wygrał Trump? Bo nie wygrała Clinton. A dlaczego nie wygrała mając za sobą przeważającą część tzw. „opinii publicznej”, grubą forsę, a służby wyświadczały jej przysługę za przysługą ukrywając dopóki się dało skandale (o ile nie przestępstwa) związane z jej rodziną, współpracownikami i z nią osobiście jako funkcjonariuszem publicznym? Z całą pewnością jedną z głównych przyczyn/pretekstem był negatywny „vox populi”, który jako że przybierał na fali dopiero wraz z kolejnymi „przeciekami” to można przypuszczać iż został wykreowany. Uwzględniając fakt że fizycznie więcej głosów i tak oddano na Clintonową, śmiem wątpić że sprawcą zmiany była bezpośrednia „wola lódu” czyli „demokratyczna procedura” samych wyborów, z którymi (to paradne! 😀 ) problem mają jak zwykle tzw. „demokraci” kiedy wynik głosowania nie spełnia ich oczekiwań. Otóż moim zdaniem siła tego głosu była tylko narzędziem. Skutecznym przede wszystkim dzięki powszechnemu i wolnemu dostępowi do informacji w postaci wolnego (ale szybkiego 🙂 ) internetu, który jednak bez dostępu do „przecieków” nie stworzyłby skutecznej przeciwwagi wobec propagandy CNN czyli „ClintonNewsNetwork” jak i pozostałych mediów (nie tylko tej konkretnej stacji, ale również tzw. „celebrytów”).

O takim a nie innym wyborze nie zadecydował też namysł wyborców nad tym co ich kandydaci chcieli zrobić dobrego, ale rozhuśtanie po jednej ze stron większego anty elektoratu, który z kolei umożliwił tzw. „głosom elektorskim” wymianę demokraty na republikanina. Sami kandydaci swoją postawą podczas „debat” i publicznych wystąpień pokazali na którą część „instynktu” u swoich wyborców liczą najbardziej – co będzie miało (już ma) swoje konsekwencje w postaci konfrontacji euforii z ogromnym niezadowoleniem na ulicach.

Podobieństwo w przebiegu kampanii, wpływu internetu, jak i w samym zaskoczeniu wynikiem do ostatnich wyborów jakie miały miejsce w Polsce jest uderzające. Czy podobnie jak u nas tak i w USA „dobra zmiana” okaże się fałszywką? Czas pokaże jak (nie)wiele i czy cokolwiek musi się zmienić by wszystko zostało po staremu 😉 Póki co Pan Donald Trump stoi przed wielką historyczną szansą i przed bardzo trudnym zadaniem, które nie jest niemożliwe do wykonania – wystarczy powtórzyć to co już raz kiedyś zrobił dla Ameryki inny aktor. Jeśli tego nie zrobi to znaczy że po raz kolejny wygrał system i demokracja, a Trump to żadna „dobra zmiana” tylko reakcja obronna systemu na „bunt” społeczeństwa wobec patologii w dotychczasowej polityce demokratów.

Z tego co wiem Amerykanie mają możliwość dopisywania na karcie do głosowania nazwisko innego kandydata na którego chcieliby oddać głos, tymczasem woleli wybrać z spośród tego co podsunął im system. Nie wiem czy zasługują na zmianę. Zasługują na to co sobie wybrali. Czas pokaże na co – „po owocach ich poznacie”… (Odys)

„…Warto zwrócić uwagę, że jest to znakomita ilustracja trafności spiżowej tezy wybitnego klasyka demokracji Józefa Stalina, że w demokracji najważniejsze jest przygotowanie odpowiedniej alternatywy dla wyborców. A po czym poznać, że alternatywa została przygotowana prawidłowo? A po tym, że bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane…” (Stanisław Michalkiewicz)

podobne: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy. oraz: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. polecam również: CBOS: Złe nastroje społeczne. Polacy krytycznie o instytucjach państwa. Sondażowy „Pic na wodę”.

-Dosyć mamy tego, co będzie!
-Panowie szlachta po buławy!
-Niech jeden z nas na tronie siędzie
I weźmie w ręce nasze sprawy!
-Uniesiem razem władzy ciężar,
W zamian ojczyzny skarbiąc miłość!
-Wiedział nasz pradziad jak zwyciężać,
Niech zatem będzie tak jak było!

Jacek Kaczmarski „Rokosz”

 

Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski.


„…Źle by się jednak stało, gdyby sprawa teczek Wałęsy i oddanie sprawiedliwości wszystkim tym, którzy przez minione lata wbrew różnym szykanom i naciskom stali po stronie prawdy, przesłoniły nam szerszy wymiar wydarzeń. Krótko mówiąc, nie wyobrażam sobie, by na archiwum Czesława Kiszczaka się skończyło. Raz – dlatego, że nawet nie przetrzepano willi generała, zadowalając się tym, co wręczyła wdowa, dwa – że pojawiają się kolejne doniesienia o przechowywanych tu i ówdzie dokumentach… 

Konieczne jest wszczęcie szeroko zakrojonego postępowania w sprawie „szaf III RP” – czyli dokumentów mogących być w posiadaniu byłych partyjnych i mundurowych dygnitarzy.

Tłumaczeń o braku podstawy prawnej do przeszukań w domach esbeków i peerelowskich prominentów zwyczajnie nie kupuję. Przypominam o Art. 276 Kodeksu Karnego definiującym jedno z przestępstw przeciw dokumentom: „Kto niszczy, uszkadza, czyni bezużytecznym, ukrywa lub usuwa dokument, którym nie ma prawa wyłącznie rozporządzać, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Proszę więc nie mydlić oczu „brakiem podstawy prawnej” – potrzeba jedynie woli działania. Tyczy się to również zbioru zastrzeżonego IPN oraz aneksu do raportu ws. rozwiązania WSI.

niezbędne są masowe rewizje, przejęcie i upublicznienie wszelkich znalezionych archiwów – niezależnie od tego, co zawierają. Nawet, jeśli – piszę hipotetycznie – okaże się, że znajdą się papiery na ludzi stojących dziś po „naszej” stronie barykady. Ważną lekcją i przestrogą winna być tu sprawa prof. Kieżuna – kreowanego na autorytet, którego uwikłanie zostało, przypomnijmy, ujawnione dopiero w ramach wojenki między dwiema redakcjami. Nie wolno dopuścić, by podobne sytuacje się powtórzyły – inaczej wciąż życiem publicznym będą trzęsły, ujawniane od przypadku do przypadku, różne esbeckie „szafy”.

Dosyć fałszywych proroków i samozwańczych strażników tajemnic, arbitralnie reglamentujących „maluczkim” dostęp do wiedzy. Trzeba z tym skończyć – natychmiast. A poza tym:
– kiedy zostanie ograniczona możliwość inwigilacji obywateli przez organy państwa?
– kiedy zostanie uchylona „ustawa 1066”?
– kiedy zostanie odtajniony aneks do raportu ws. rozwiązania WSI?” (Gadający Grzyb • rebelya.pl)

źródło: Ujawnić „szafy III RP”!

…śmiem twierdzić że te kwestie o jakie pyta Grzyb nie zostaną przez PIS szybko załatwione, a być może nigdy. Z zachowaniem niewielkiego marginesu na „nigdy nie mów nigdy”, bo jako partia populistyczna może się jeszcze zmobilizować dla wywołania pozytywnego wrażenia na swoich wyborcach. Jednak nie liczyłbym na nic innego jak symboliczne „wieszanie zdrajców”, żeby nie naruszyć kruchego magdalenkowego kompromisu. Pamiętajmy że transformację ustrojową czyli: magdalenkę, kanciasty stolec, „częściowo wolne” wybory, Wałęsa na prezydenta, firmował swoją osobą ś.p. Lech Kaczyński. I nawet jeśli nie proponował żadnych parszywych kompromisów, i nie negocjował szczegółów podwalin pod III RP (czekam aż ktoś ujawni wszystkie materiały z tamtego spotkania by można było wykluczyć tę hipotezę), to jednak z całą pewnością firmował swoją osobą powszechne przekonanie że oto mamy koniec komuny, i ani słowem nie napomknął opinii publicznej jak Zagłoba że „matkę tam mordują!”. I rzecz najistotniejsza, pamiętajmy że od PC, poprzez AWS a na PISie skończywszy, środowisko obecnej „dobrej zmiany”, jest, było i zamierza pozostać takim samym beneficjentem masy upadłościowej „wolnej polski” jak pozostałe ugrupowania partyjne. Czego dowód dało dymiące jeszcze świeżością głosowanie kolejny raz przeciw zmianom w finansowaniu partii politycznych.

Z tego też powodu uważam, że obecnej władzy nie zależy na uregulowaniu tych istotnych dla interesu państwa i obywateli kwestii o jakie pyta „grzyb”, w innym wypadku już byśmy kontestowali tego rodzaju posunięcia. Apel że: Konieczne jest wszczęcie szeroko zakrojonego postępowania w sprawie „szaf III RP” – czyli dokumentów mogących być w posiadaniu byłych partyjnych i mundurowych dygnitarzy, jakkolwiek słuszny jest już typową musztardą po obiedzie i tylko niepoprawny optymista może mieć jeszcze nadzieję na to, że uda się odzyskać cokolwiek wartościowego (zwłaszcza na osoby, które do tej pory mają wpływ na politykę, ustawodawstwo czy gospodarkę w tym kraju), po tym jak akcją u Kiszczaka ostrzeżono innych potencjalnych posiadaczy archiwów. Trzeba było uderzyć jednocześnie we wszystkie podejrzane miejsca (o których podobno było „od dawna wiadomo”), a teraz można co najwyżej popić wodą.

Wracając do pytań „Grzyba”. Już tylko ciężki naiwniak może wierzyć w to, że „dobra zmiana” potrzebuje więcej czasu żeby zająć się tak istotnymi (podobno dla niej samej) kwestiami, zwłaszcza po tym jak mogliśmy podziwiać jej szybkość w serii wymagających daleko bardziej skomplikowanych posunięć decyzji. Po tym jak urządzono nam spektakl pod tytułem paraliż TK, po tym z jaką determinacją przygotowano ustawę dającą uprawnienia do wymiany kadr na co wygodniejszych stołkach w urzędach i spółkach SP, po tym z jakim hukiem przejęto media zwane „publicznymi” obsadzając je swoimi (dotychczas „niezależnymi”) kolegami redaktorami, po tym jak szybko przepchnięto „ustawę inwigilacyjną” (co zdaje się jest wystarczającą odpowiedzią na pierwsze pytanie „grzyba”), po tym jak nieudolnie (ale znowu szybko) wprowadzono podatek „od marketów” (który uderzył we wszystkich handlowców, o klientach nie wspominając), i jak uchwalono „pińcet na (nie każde) dziecko”, oraz jak sprawnie powtórzono błędy poprzedników zwiększając deficyt budżetowy itd. itp. Jeśli po tym wszystkim ktoś jeszcze wierzy w wymówki że „to nie takie proste”, że „trzeba powoli i ostrożnie”, ten sam sobie uwłacza. Tym zaś którzy zachowali resztki instynktu samozachowawczego i zastanawiają się o co może chodzić polecam lekturę – Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. oraz tego: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? a jeśli moje uwagi są zbyt zawiłe tudzież nazbyt napastliwe to polecam artykuł Pana Aleksandra Ściosa – JAK PRZEGRAĆ W OBRONIE III RP – hipotezy i teoriei komentarze pod nim (mała próbka):

„…Dziś wiele osób podkreśla, że w „teczkach Kiszczaka” nie odnalazły nowej unikalnej wiedzy o genezie i funkcjonowaniu tego państwa. Należę do tych osób i nie widzę powodu, by efekty obecnej kombinacji miały doprowadzić do końca epoki OS. Nie zakończy jej również nasze pisanie ani roztrząsanie „dylematów” historii. Problem leży znacznie głębiej.
Dla mnie, koniec epoki OS, musi oznaczać koniec III RP.
Proszę zauważyć, że dziś nikt nie prezentuje takiej logiki i nie próbuje zmierzyć z taką konsekwencją. Na potrzeby partyjnej dogmatyki wystarczy epatowanie gawiedzi donosami „Bolka” i publikacja niektórych zdjęć z Magdalenki. Wystarczą wierszówki żurnalistów „wolnych mediów” i patriotyczne pogadanki pana prezydenta i pana prezesa.
Spróbujmy rozstrzygnąć – jeśli u podstaw III RP leżało tajne porozumienie między komunistami i ich agenturą, jaka jest norma legalizmu tego państwa?
Jaką wartość ma prawo stanowione przez esbeckich sługusów, przez prawników,sędziów-donosicieli?
Jaką wartość mają przeprowadzane tu wybory, skoro w latach 1989-1990 zostały one sfałszowane, a w kolejnych latach były nadzorowane przez służby i kreowane przez ośrodki propagandy?
Jeśli wyznacznikiem karier politycznych była wiedza esbeków i norma wysługiwania się wrogom Polski, jaka jest kondycja systemu politycznego III RP, jego „klasy politycznej” i elit?
Kto i kiedy wytyczył w tym państwie „kanciaste granice” – zdrajców nazywając zdrajcami, a obcym odmawiając miana Polaka?
Kto odważył się na dychotomię MY-ONI i zerwanie z zabójczą mitologią „pojednania narodowego?
I pytania najważniejsze – kiedyż to nastąpiła konwalidacja tego państwa, zamazanie jego „grzechu pierworodnego” i formalne zerwanie z państwowością komunistycznej hybrydy?
Kiedy ukarano sprawców zbrodni na Polakach, zadośćuczyniono ofiarom, wyznano winy i grzechy?” (Aleksander Ścios 27 lutego 2016 20:09)

„…„nowe rozdanie” nie sprawi żadnej niespodzianki. To ludzie wielce „koncyliacyjni” i całkowicie przewidywalni. Jeśli nasi rodacy jeszcze tego nie zrozumieli, muszą zaczekać kolejne trzy lata i doświadczyć nowych upokorzeń. (…) Okazuje się bowiem, że ten sam PiS, który zainicjował obchody Dnia Żołnierzy Niezłomnych ( za co mu chwała), wsparł dziś kandydaturę byłego sekretarza PZPR, współpracownika bezpieki (KO”Belch”) M.Belki. Można rzecz – Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek, co w tym przypadku dowodzi silnego „pragmatyzmu” partii pana Kaczyńskiego. Nietrudno przecież zrozumieć, że pozostało jeszcze wielu chętnych na posady w gremiach EBOR itp. instytucji. 

…Często zapominamy, że łatwy optymizm niewiele różni się od pospolitej głupoty i tylko ludzie odważni potrafią zrozumieć słowa Mackiewicza – „optymizm nie zastąpi nam Polski”.
Jeszcze trudnej przyjąć, że prawdziwej wolności nie kupuje się za cenę „okrągłych stołów” i wódki wypijanej w Magdalence. Ona musi mieć swoją wartość, czasem mierzoną krwią i poświęceniem. Ta cena wzrasta tym więcej, im większą mamy świadomość, jakimi metodami wprowadzano w Polsce okupację sowiecką. Wierzyć, że po 50 latach odzyskaliśmy Polskę – bez ofiar, trudu i walki, jest więcej niż głupotą. Trudność ze zrozumieniem tej prawdy jest szczególnie widoczna, gdy wspominamy heroizm Żołnierzy Niezłomnych. Podziwiamy ich i czcimy, ale nie chcemy dostrzec, jaką cenę trzeba zapłacić za pokonanie komunistycznej hybrydy. Ci ludzie nie tłumaczyli sobie, że z kolaboracji ze złem wychodzi się zwycięsko, lub idąc z nim na ustępstwa, można ocalić dobro. Nie szukali „dróg kompromisu”, bo każda łatwa droga prowadziła do upadku i zaprzaństwa. Nie próbowali odnajdywać „zgody budującej”, bo mieli świadomość, że jednymi budowlami komunizmu były baraki obozów i miliony bezimiennych grobów. Dlatego próby odwoływania się do tego utraconego dziedzictwa, przy jednoczesnej negacji obowiązku wytyczenia „kanciastej granicy”, prowadzą do zafałszowania prawdy o polskich bohaterach i do zamazania naszej rzeczywistości.” (Aleksander Ścios)

…sam jestem ciekaw co by zrobili „Wyklęci” z obecną władzą, która jedną ręką sięga po ich legendę a drugą uprawia postkomunę, nie wspominając o innych kwiatkach (dla przypomnienia: Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską). Mydli nam się oczy Bolkami i KODami które przecież nikomu nie mogą zaszkodzić (ich protesty i POdskakiwanie nie ekscytują bowiem żadnej poważnej grupy obywateli poza samymi poszkodowanymi utratą wpływów i zysków), a nowa władza która w ciągu „studni” pokazała że potrafi działać kiedy i jak tylko chce, jakoś nie potrafi załatwić naprawdę kluczowych tak dla samego państwa, jak i obywateli kwestii. PIS ma pełnię władzy (oraz tzw. mandat społeczny), więc posiada wszelkie siły i środki do tego by rozliczać kogo chce, a zwłaszcza takich ludzi takich jak Pan Belka (zamiast ich nagradzać – Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie”). Casus tego człowieka jest dla mnie wystarczającym dowodem na to że „nowa władza” tylko udaje że chce walczyć z tzw. „postkomuną”.

Nie liczcie więc drodzy wyborcy PISu na to, że ktokolwiek poniesie nauczkę. Od medialnego zgiełku urządzanego wokół Pana Wałęsy prócz samego zainteresowanego nikt POważny nie ucierpi. Tymczasem system będzie nadal grabił swoje ofiary którymi nie jest PIS i jego aparatczycy, a prości ludzie którzy w kolejnym pokoleniu głosują nogami (a ich liczba idzie w miliony) za granicę. Nie liczcie też na to że poprzednicy obecnego rządu poniosą jakąkolwiek stratę od groźnego kiwania na nich palcem w bucie, w postaci jałowych wojenek wokół TK… (Odys)

„…dla czytelnika polskiego rzecz jest całkiem jednoznaczna i w żadnym wypadku nie nagła… Informanta komunistycznego reżimu nikt, komu przynajmniej oficer prowadzący nie naznaczył takiego zadania, bronić nie będzie i nie powinien. Wymaga tego elementarne poczucie przyzwoitości.  Żadne  manifestacje Nowoczesnych, Staromodnych, czy jak im tam jeszcze, tego nie zmienią.  Ale nie o to chodzi i nie nawet o byłego prezydenta.  Chodzi o bankructwo całego mitu założycielskiego IIIRP którym było i pozostaje kłamstwo, wzmacniane niedopuszczeniem do zbiorowego oczyszczenia się  w postaci lustracji oraz odcedzeniem ludzi reżimu komunistycznego od wpływu na przyszłość.  Chodzi o rabunek kraju jaki w wyniku tego nastąpił  i uwłaszczenie się na nim nomenklatury. Chodzi o to że kurs IIIRP wyznaczany był nie kompetencjami jej wybranych polityków ale  głównie tym kto na kogo miał haki i w jakiej ilości.  To jest najbardziej dewastujący  rezultat braku lustracji.

Szkielety zaczynają wypadać z szafy dopiero po odejściu jej właścicieli. (NB – ciekawe uwagi JKM n/t Wałęsy i  jak doszło do „transformacji ustrojowej” gen. Kiszczaka  Lech Wałęsa to jest zero kompletne! On donosił jak kradli akumulatory z wózków).” (cynik 9 – Czy Polacy bronią demokracji. Szkielety wypadają z szafy)

Od dawna powtarzam że głosowanie na środowiska powiązane z tamtymi wydarzeniami mija się z celem. Kiszczak nieprzypadkowo dobierał sobie ludzi do tej imprezy. Nie można też udawać że wszystko jest w porządku, kiedy dzieją się rzeczy rodem z III RP i PRLu. To że niektórzy z obserwatorów i sympatyków „nowego” rządu nie widzą nic podejrzanego w tym, że do tej pory nie otworzono archiwów (m. in. zbiór zastrzeżony IPN, o reglamentacji wiedzy z zajętych u Kiszczaka i Jaruzelskiego archiwów), nie napawa ich refleksją fakt że aneks do „raportu WSI” dalej cieszy się utajnieniem, i że akcją u Kiszczaka ostrzeżono podobnych posiadaczy, za to cieszą się jak dzieci z JEDNEJ teczki DAWNO ROZSZYFROWANEGO „Bolka” jest zadziwiające (a w niektórych wypadkach nawet podejrzane). Pisze „„:

„…Wydaje się, że kombinacja operacyjna „Szafa Kiszczaka” ma kilka strategicznych celów. Pierwszy z nich to stworzenie wrażenia, że bezpieczniacki układ słabnie wprost proporcjonalnie do wieku równie przysłowiowych, co realnych „starych komuchów” i „starych ubeków”. Słowem – że „porządek pookrągłostołowy”/magdalenkowy/III RP/PRL-bis” pewnie i istniał, ale wraz ze śmiercią Jaruzelskiego i Kiszczaka oraz ujawnianiem ich archiwalnej spuścizny kończy swój żywot. Drugim celem wydaje się być „oczyszczenie przedpola” dla nowej politycznej agentury wpływu, nowych „słupów” grupy faktycznie trzymającej władzę. Elity, które umownie można określić jako okrągłostołowe – zarówno o genezie solidarnościowej, jak i komunistycznej – po prostu z czasem zużyły się i skompromitowały. Stopniowo zużywa się model pieriestrojkowego demobolszewizmu. Każdy system władzy musi trwać – w szczególności komunizm/neokomunizm – stąd niezbędna jest wymiana kadr co jakiś czas poprzez „spalenie” starej agentury, by ją wymienić na nową. Poza tym, stare trepy z WSI czy esbecy młodsi stopniem wcale nie są aż tacy starzy, a rolę ich słupów wcale nie muszą pełnić PO, UW, PSL, SLD, ani też Palikot czy ugrupowania lewackie…”

źródło: Hipoteza robocza

…do tej drugiej hipotezy PIS również pasuje jak ulał. Pomysł na Polskę tej partii odpowiada bowiem każdemu etatyście/socjaliście których w postkomunie nie brakuje, a to dlatego że najważniejszym celem „transformacji ustrojowej” było zachowanie „zdobyczy rewolucji”, tj. uwłaszczenie się komuny (i jej agentury w szeregach solidarności) na majątku państwowym, oraz zagwarantowanie sobie monopolu (z udziałem państwa) poprzez jednoczesne schłodzenie/pacyfikację konkurencji w postaci potencjału gospodarczego zwykłych ludzi. Do dziś wszyscy udziałowcy „transformacji ustrojowej” z tej „reformy” korzystają (niezależnie od barw partyjnych i deklarowanych idei). Dlatego jeśli chodzi o koryto i benefity płynące ze sprawowania władzy, obie strony pilnują „by żyło się lepiej WSZYSTKIM” (kosztem podatników) (Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie. i to: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i “karny podatek” Kaczyński oraz: Dajcie, bo będziemy kradli! czyli… PIS i PSL kolejny raz przeciw zmianom w finansowaniu partii politycznych). A miało być tak pięknie bo PiS to niby nie PO a Kaczyński to nie Wałęsa. Z nazwy i nazwiska może nie, ale w pomysłach na rabunek Polaków oba środowiska idą łeb w łeb.

I jeszcze  jedna sprawa. „Prawdziwi patrioci” szczycą się legitymacją narodu, ale zapominają że ponad połowa narodu na te wybory nie poszła. Zapominają że tak naprawdę to nie oni wygrali a platforma przegrała. Przegrała bo robiła to od czego teraz zaczęła rządy „dobra zmiana” – od dziadostwa janosikowej jałmużny czyli rozdawnictwa pieniędzy których nie ma (stąd zwiększenie deficytu), lokowania swojaków na urzędach, i podnoszenia w ten sposób kosztów funkcjonowania niewydolnego molocha „administracji” oraz „usług publicznych”. Mało kto zauważył też, że ta wygrana była podyktowana potrzebami sojuszników zza oceanu, którzy tak jak w latach 90 znów mają w Polsce swój interes ze względu na imperialne zapędy Rosji (i przeszkadzanie interesom USA na bliskim wschodzie) na co zwracałem uwagę przy okazji wyborów tu: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. W tym też kontekście należy inaczej spojrzeć na aferę z podsłuchami u Sowy, która pomogła uwalić poparcie dla PO, a jej tajemniczy sprawcy do dziś pozostają nieznani (o czym więcej tu: afera podsłuchowa jako finalna faza scenariusza rozbiorowego Polski). To że nie nagrano na tych taśmach nikogo z PISu nie było żadnym przypadkiem, a jasno widocznym gestem w stronę „dobrej zmiany”.

Sytuacja wygląda zatem dla nas tak samo dobrze (i źle) jak za czasów pierwszej „transformacji ustrojowej”. I tak samo jak wtedy wiele zależy nie od tego, jak szybko wpływy rosyjskie zostaną w Polsce ograniczone, ale czy Amerykanie sobie w ogóle tego życzą, bo obawiam się że nie do końca tak jest. Na pewno nie patrzą na Polskę przez pryzmat naszej racji stanu ale raczej przez swój interes. Nasz kraj to od dość dawna karta przetargowa (używana pospołu przez UE/Niemcy, Rosję i USA) gdyby przyszła potrzeba uzyskać od Rosji jakieś ustępstwa w ważnych globalnie rozgrywkach (np. przeciwko Chinom). Amerykanie wolą mieć zatem w Polsce swój „pakiet kontrolny” aniżeli jakiś niezależny rząd… (Odys)

„…Kłamstwo biografii Wałęsy było istotnym zwornikiem układu władzy ostatniego ćwierćwiecza – a jednocześnie pozostawało narzędziem zewnętrznej kontroli nad Polską. To dlatego dziś o „dobre imię” Wałęsy upominają się zarówno architekci i beneficjenci III RP, jak i zagraniczni prominenci w rodzaju przewodniczącego Martina Schulza. Że akurat niemiecka prasa spieszy Wałęsie z odsieczą, nie dziwota – wszak to ledwie przed trzema laty Wałęsa wystąpił z pomysłem „zrobienia z Polski i Niemiec jednego państwa”. Kogo zdziwiło, że Wałęsa wygaduje takie rzeczy wykonując groteskowy ukłon w stronę Berlina, ten najwyraźniej zapomniał, jak dwie dekady wcześniej Wałęsa jako prezydent III RP gotów był oddać Moskwie eksterytorialne strefy zlokalizowane w opuszczanych właśnie bazach Armii Czerwonej. Nie ma w tym niczego dziwnego – najwyraźniej orientacja na silniejszego jest jednym z zasadniczych rysów patologicznego charakteru Wałęsy. Na grunie własnych doświadczeń wynikłych z kontaktu z Wałęsą (na planie filmu dokumentalnego, w korespondencji mejlowej i wreszcie przed kolejnymi sądami) mogę przypuszczać, że po porostu nie wierzy on w jakiekolwiek suwerenne działanie – ani na poziomie osobistym (jako człowiek na każdym etapie komuś zaprzedany), ani na poziomie państwowym (jako wieczny agent wpływu). Zarówno w relacjach międzyludzkich jak i międzynarodowych sądzi innych według siebie – przyjmuje, że cały zakres swobody ogranicza się do wyboru obróżki i smyczy, na której się chodzi…” (Grzegorz Braun – Lech Wałęsa – dla znajomych z Gdańska „Wałek”, a dla SB-eków „Bolek”)

„…Nasza obecność w UE i w NATO została okupiona istotnym warunkiem – Polska ma być krajem słabym i zależnym, państwem „drugiej kategorii”, podległym globalnym interesom światowej finansjery i największych mocarstw.
Taką Polskę chcieliby widzieć Niemcy – wierny sojusznik Putina i najsilniejszy gracz w Europie oraz USA – mocarstwo zainteresowane regułą „równowagi sił”, która w praktyce oznacza uleganie dyktatowi Moskwy.
Ponieważ Polsce wyznaczono rolę „państwa przechodniego” -łącznika” między Niemcami a Rosją (ja nazwałem to rolą „wycieraczki”) popierane są tu wszystkie rządy promoskiewskie lub proniemieckie. Jeśli zaś gwarantują słabość i uległość wobec dyktatu obcych, mogą liczyć na pełną akceptację. Obszernie na ten temat pisałem w tekstach „Nudis Verbis”. Jest oczywiste, że przynależność do takich organizacji nie daje nam gwarancji bezpieczeństwa. Polacy powinni to wiedzieć po lekcji z 1939, ale też po doświadczeniach roku 1989 i 2010. Niestety, dzięki dominacji mitologów III RP i tzw. georealistów – nie wiedzą…” (Aleksander Ścios)

„KODem Bolka” (chodzenia na obcym sznurku) nie jest więc skażone wyłącznie otoczenie Pana Wałęsy, ale również opozycyjny wobec obozu „zdrady i zaprzaństwa” (w skrócie III RP), obecny establiszment „płomiennych patriotów” (w skrócie IV RP). Bo tak samo niebezpieczną dla Polski przypadłością jaką swojego czasu była uległość naszych władz wobec ZSRR, jest wysługiwanie się innym obcym dzierżącym smycz. Zwłaszcza jeśli są oni skonfliktowani z naszym groźnym sąsiadem zza wschodniej granicy, o czym bliżej w szczegółach opowiada Pan Grzegorz Braun tu: Grzegorz Braun, San Jose, Kalifornia, część 3. Kto nie pamięta że w Jałcie obok Stalina był również Churchill i Franklin Delano Roosevelt (który 27 listopada 1943 roku w Teheranie, mieszkając ze swoją delegacją w ambasadzie radzieckiej zaproponował w rozmowie dwustronnej, aby granica Polska była przesunięta na zachód, a ówczesna wschodnia na Linię Curzona. Akurat ziemie żyzne, gdzie odbyła się produkcja żywności i dostatnie w bogactwa naturalne. Prezydent USA doskonale zdawał sobie sprawę co będzie oznaczało to w aspekcie społecznym, gospodarczym i politycznym – jak marksizm wyzwoli Polskę więcej tu: andrzej 2 marca 2016 o 10:55), tudzież nie pamięta że USA przez lata firmowało legendę Wałęsy i mit założycielski „wolnej (demokratycznie) Polski” temu polecam odrobienie tej lekcji z historii dawnej, oraz nie tak dawnej, która się dzieje na naszych oczach za wschodnią granicą na Ukrainie (Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję)… (Odys)

„…Wprawdzie w związku z ponownym objęciem Polski amerykańską kuratelą Stany Zjednoczone wciągnęły Prawo i Sprawiedliwość na listę swoich, powiedzmy eufemistycznie – faworytów, ale wciągnęły na nią również starych kiejkutów. Z punktu widzenia potrzeb aktywnej amerykańskiej polityki w Europie Wschodniej PiS jest znakomitym kandydatem na dywersanta, bo bardziej nie lubi Rosji, niż kocha Polskę, a z kolei stare kiejkuty są jeszcze wygodniejsze, bo za napiwek zrobią wszystko, co im się każe i nie trzeba wobec nich udawać nie tylko partnerstwa, ale nawet przyzwoitości. Ponieważ na liście faworytów Amerykanie umieścili i PiS i stare kiejkuty, mamy w Polsce polityczną wojnę, którą można nazwać II wojną o inwestyturę. Gdyby tak nie było, gdyby stare kiejkuty nie zostały wpisane na listę amerykańskich faworytów, żadnej wojny by nie było, a każdy ubek ratowałby skórę na własną rękę. Ponieważ jednak są, to Amerykanie przy pomocy dyscyplinowania rządu pałką Trybunału Konstytucyjnego utrzymują między swymi faworytami równowagę, zgodnie z zasadą divide et impera to znaczy – dziel i rządź.

Niestety Polska na tym traci, bo rząd zmuszony do rywalizacji ze starymi kiejkutami o względy Naszego Największego Sojusznika, nie jest w stanie uzyskać dla Polski korzyści w zamian za udostępnienie Stanom Zjednoczonym polskiego terytorium dla potrzeb amerykańskiej rozgrywki z Moskalikami. Ponieważ Polska w razie czego ryzykuje zniszczeniem swego terytorium, Stany Zjednoczone powinny jej za jego udostępnienie odpowiednio wynagrodzić. Ale stare kiejkuty gotowe są udostępnić terytorium Polski za napiwek, więc w tej sytuacji i rząd nie tylko musi zadowalać się błyskotkami w rodzaju „rotacyjnej obecności” symbolicznego amerykańskiego kontyngentu, ale w dodatku musi też cierpliwie znosić ciosy pałką z Trybunału Konstytucyjnego. To wszystko łatwiej nam zrozumieć dopiero na gruncie teorii spiskowej i dlatego właśnie jest ona potępiana przez wszystkich mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu.” (Stanisław Michalkiewicz – Trybunałem w rząd)

podobne: Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. oraz: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej. i to: Adam Śmiech: System Dmowskiego czyli… „zagraniczną politykę musicie robić naszą”. a także: Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy

Nie doczekamy wolności jeśli będziemy rozmywać myślenie wolnościowe i prawdę w tego typu patologii jaką reprezentuje sobą PIS i Duda (o reszcie czyli PO, SLD, PSL nie mówiąc bo to oczywiste). Dawałem im kredyt łudząc się że zrobią coś dla Polaków, a nie tylko dla siebie. Pan Duda sprawiał wrażenie człowieka samodzielnego, więc liczyłem na to że jeśli Kaczyński pójdzie drogą etatyzmu, długu i rozdawnictwa, to jednak Duda zachowa jakiś dystans do tego, a być może przejmie w końcu pałeczkę nad państwem i stanie się obrońcą (prezydentem) Polaków a nie swojaków (na sznurku prezesa, tudzież podejrzanych interesów zza oceanu). Miałem cichą nadzieję na powtórkę z Budapesztu, ale nie tego co złego zrobił Orban – co PIS tak wiernie kopiuje w kwestii przejmowania stołków i utrzymania etetystycznej kurateli nad obywatelami zamiast zwrócić im możliwość samostanowienia, ale na kopię tego co Orban zrobił dobrego dla rodzimej gospodarki i podatników.

Zamiast pozytywnej i kreatywnej polityki mogącej zwiększyć poparcie Polaków dla nowej władzy, mamy epatowanie nas festiwalem fikcyjnych zagrożeń w postaci politycznych (partyjnych) przepychanek. Zamiast myśleć nad tym jak wyprowadzić kraj z kryzysu demograficznego, podnieść zamożność społeczeństwa i dźwignąć gospodarkę (czyli zadbać o podstawę siły każdego poważnego państwa), mamy utonąć w marazmie walki politycznej, rajcując się „Bolkiem”, „bojąc” się demonstracji KODów i oburzając na Komisję Wenecką (którą PIS sam na siebie ściągnął jak banda kretynów dając argumenty targowiczanom spod znaku PO, Nowoczesna i KOD). Mamy tańczyć wokół tych „ważnych spraw” jak jakieś klauny, ciesząc się że Rzeplińskiemu z tyłka iskry lecą, a to przecież jest teatr! Tymczasem najistotniejsze dla obywatela kwestie jak sprawne funkcjonowanie państwa, praworządność, gospodarka i finanse publiczne, zostały przez PIS w taki sam sposób POzamiatane jak to do tej pory robili POprzednicy… i takie są fakty.

Warto się zastanowić czy większości Polaków obchodzą te wszystkie „demokratyczne zabawki”. Czy może bardziej obchodzi ich dlaczego mają niskie emerytury, dlaczego muszą umierać w kolejce do lekarza na którego odkładali „składki”, i gdzie jest reszta pieniędzy z ich wypłat „brutto”. Pisząc ludzie mam na myśli elektorat który nie głosuje wcale. Fałszywą frazeologią jest nazywanie „narodem” tej części która popiera PIS – bo to tylko wyborcy/sympatycy tej partii. Zresztą taki sam rodzaj „narodu” stoi po stronie PO, nowoczesnej i KODu – kudzie całkowicie ŚLEPI na to co rzeczywiście ich dotyka (lub niedługo dotknie), a skoncentrowani na konfrontacji z przeciwnikiem politycznym, której efektem jest obrona wcale nie ich prywatnego interesu (praw, wolności i własności) ale interesu partyjnego swoich pupili. Obie strony POPISu nie chcą się przed sobą przyznać że dali się nabrać na to samo oszustwo, jakie już nam kiedyś zafundowano w Magdalence (w dodatku przez tych samych macherów urządzone)… (Odys)

Bassam Alemam - Gra

Bassam Alemam – Gra

Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)


Albert Einstein (niebezpieczeństwo, zło dobro, ignorancja, bezczynność, ludzie)

„Prawo zdeprawowane! I policja, władza państwa zdeprawowana razem z nim! Prawo, twierdzę, nie tylko odwróciło się od swojego właściwego zadania, ale zostało zmuszone do osiągnięcia całkowicie przeciwnego celu! Prawo stało się narzędziem siły każdego rodzaju chciwości! Zamiast powstrzymywać przestępstwo, prawo samo jest winne przestępstwom, które mniema się, że powinno karać! Jeśli to jest prawdziwe, to jest to poważnym faktem i moralny obowiązek wymaga ode mnie by zwrócić uwagę na to moich współobywateli.”

„Jeden z najważniejszych tekstów Fryderyka Bastiata napisany na krótko przed jego śmiercią w 1850 r. Treść niezwykle aktualna również w dzisiejszych czasach. Czyta profesjonalny lektor p. Tomasz Agencki”. Źródło: bastiat.pl

podobne: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? oraz: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność i to: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. a także: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”?

Frédéric Bastiat – Prawo

„…Sprawiedliwość nie jest zemstą. Także nasze działania na rzecz lustracji nie miały nic wspólnego z zemstą czy odwetem. To była przede wszystkim próba zbudowania nowych struktur państwa i służby publicznej, także z udziałem byłych konformistów i byłych komunistów, aż do zdrajców włącznie. Podstawowym kryterium wykluczenia z nowych struktur służby publicznej był brak wiarygodności danej osoby, uniemożliwiający dalsze pełnienie przez nią wysokiej funkcji publicznej; dopiero w drugim rzędzie prawna kwalifikacja ich czynów z przeszłości.

Ci, którzy zostali wykluczeni ze służby publicznej w procesie lustracyjnym, nie mieli owej wiarygodności, ponieważ wcześniej za plecami swoich współobywateli pracowali przeciwko nim oraz czerpali ze swojej bez wątpienia uprzywilejowanej pozycji konkretne korzyści, których inni nie mieli. Można powiedzieć, że w wyniku podjętej współpracy z dyktaturą, ich sytuacja była nieporównanie lepsza od tej, w jakiej znajdowali się wszyscy pozostali. Jeśli mieli na przykład konflikt z prawem, mogli uniknąć procesu przed sądem i kary dzięki interwencji służby bezpieczeństwa. To była oczywista forma uprzywilejowania. Mogli być także faworyzowani w pracy zawodowej, mogli mieć ułatwioną drogę kariery i często też tak właśnie było. Jest dla mnie sprawą zupełnie oczywistą, że to właśnie ten element uprzywilejowania jest argumentem na rzecz bardziej surowego potraktowania tych ludzi dzisiaj.

Tutaj nie chodzi o dokładne rozstrzygnięcie, kto z nich był dobry, a kto zły, ale o stwierdzenie, kto z nich nadal nadaje się do pracy w służbie publicznej, a kto nie. Jest to motywowane pragnieniem wyrównania krzywd i odpowiedzialnością za ustanowienie nowych struktur państwa

…Zakładam, że także w Polsce były różne rodzaje nieoficjalnej współpracy. Byli więc tacy, których zmuszano do składania podpisów, inni podpisywali dobrowolnie, jeszcze inni byli po prostu gadatliwi i nieostrożni albo kierowali się jakimś rodzajem lewicowego idealizmu. Na pewno trzeba na te wszystkie przypadki patrzeć w sposób zróżnicowany i nie można każdego nieoficjalnego współpracownika uznać od razu za łajdaka i zdrajcę. Można natomiast powiedzieć, że oni wszyscy przekroczyli pewną granicę, na którą większość ich kolegów miała baczenie

…Jaspers powiada: wina nie jest tylko problemem karno-prawnym. Jeśli zdefiniujemy ją tylko w aspekcie prawa karnego, to jedyną odpowiednią instancją do jej oceny jest sąd. Wina ma jednak również kontekst osobisty, moralny, ale wtedy sąd przestaje być odpowiednią instancją do jej rozpatrywania. Taką instancją stają się inni, przede wszystkim ci, wobec których dopuszczono się niesprawiedliwości. Do tego dochodzi jeszcze wymiar metafizyczny i teologiczny.

Kiedy więc chodzi o wykroczenia, wymierzone w innych ludzi, nie powinniśmy zbyt pochopnie rezygnować z możliwości zdobycia realnej wiedzy o nich, z przeanalizowania ich charakteru, z poszukiwania prawdy. Taka postawa w istocie czyni ludzi bezbronnymi wobec zła. Jeżeli bowiem państwo nie podejmuje swojej roli w organizowaniu warunków sprawiedliwości, to tym samym daje wyraźny sygnał, iż w istocie nie wierzy w to, aby ludzie potrafili dokonywać właściwych wyborów w krytycznych moralnie sytuacjach. A przecież chodzi tylko o to, aby dać ludziom możliwość zdobycia wiedzy, dzięki której mogą ustalić swój pogląd i właściwą ocenę, trzeba tylko otworzyć archiwa, dostarczyć informacji i ustalić, jakie kryteria będą nas wszystkich obowiązywać w dążeniu do prawdy. Nie wystarczy mieć sędziów, potrzebne są także spisane reguły, które będą ich obowiązywać.

…Jeśli weźmiemy przykład Pańskiego kraju, to zobaczymy w jak paradoksalnej sytuacji znaleźli się dzisiaj byli opozycjoniści prześladowani przez służbę bezpieczeństwa. Mogą jedynie oszołomieni przyglądać się bezradnie, jak byli funkcjonariusze robią kariery na najwyższych szczeblach państwa, a jedyne, co im pozostaje, to tylko krzyczeć z wściekłości. (…) Tym ludziom pozostała tylko wściekłość, ponieważ państwo nie wykonało swojego obowiązku, swojego podstawowego zadania, jakim jest sprawiedliwość. I należałoby wprost zapytać, dlaczego państwo w Polsce uchyliło się od tego zadania. Chciałbym na koniec wrócić jeszcze do jednej bardzo ważnej kwestii. Mówiłem wcześniej o syndromie taniej łaski. To pojęcie pochodzi od Dietricha Bonhoeffera. W swoich teologicznych pracach zwracał uwagę na to, że nie należy minimalizować aspektu boskiej sprawiedliwości. Nie można traktować Boga jak dobrego wujka, który – chyba powiedział to Wolter – po prostu ma przebaczać, bo to w końcu jest jego zawód. I w tym teologicznym kontekście Bonhoeffer sformułował problem taniej łaski. Problem ten pojawia się zawsze wtedy, kiedy ludzie nie chcą znać prawdy, kiedy nie chcą jej dociekać. Dlatego uważam, że wybaczenie, pojednanie jest praktycznie niemożliwe, jeśli nie posiadamy wiedzy na temat przeszłości lub mamy jedynie okruchy tej wiedzy…” (Joachim GAUCK)

całość tu: „Sprawiedliwość jako warunek pojednania”

„Gdy wybuchł ostatni skandal z Lechem Wałęsą i tzw. szafą Kiszczaka, prezes IPN wystąpił z apelem, aby ubecy pooddawali ukradzione dokumenty. Chyba sobie żartował. Ludzie, których przez ponad ćwierć wieku nie rozliczono za mordy polityczne popełnione podczas 45 lat trwania komuny mieliby odszukać przyzwoitość w swoich sercach i potulnie odnieść władzom kartony sprywatyzowanych raportów i teczek operacyjnych? Można się modlić, aby tak się stało, ale liczyć na to raczej jest naiwnością, być może oprócz paru wyjątków.

Ponadto, dlaczego niby tajni policjanci PRL mieliby pozbywać się źródła dochodu? Przecież wyniesione akta to źródło wiedzy o konkretnych ludziach. Ludzi tych się prowadziło i przed, i po 1989 r. Właściwie tylko garstka umoczonych miała odwagę cywilną publicznie przyznać się do swoich grzechów. To świetnie załatwiało sprawę, bo wszystko wyszło na jaw i nie było na nich już haków. Ale większość zataiła swoją współpracę, a to już ze wstydu, z nadzieją, że wszystko się skończyło (przecież „padła komuna”, nie?) czy z przyzwyczajenia brnąc nadal w kłamstwo. I najważniejsze: milczano, bowiem czerpano z tego brudnego układu wymierne korzyści. Nawet gdy umoczeni ludzie wzbili się na wyżyny finansowe dzięki brudnym układom i wydawało im się, że pieniędzmi wyemancypowali się z jarzma swych oficerów prowadzących, zwykle kupując sobie potężniejszych goryli-ochroniarzy, to i tak przecież funkcjonowali w ramach stworzonego w 1989 r. układu okrągłostołowego, czyli postkomunistycznego. I w tym sensie widmo przeszłej współpracy wlokło się za nimi. Byli nadal podatni na szantaż. Ich sukces opierał się na podłości, kłamstwie i złu…

Od 27 lat ten ten sam modus operandi, to ten sam swołocz transformacji.

…czyli zachowania z systemu komunistycznego jak najwięcej form, symboli i personelu na prominentnych stanowiskach w polityce, gospodarce, społeczeństwie i kulturze. Co krok kłaniają się nie tyle zaniedbania czy nawet zaniechania, ale wręcz kryminalna bezkarność ubeków. Bezkarność ta wpisana była w proces transformacji systemowej. Trzeba z tym zerwać, trzeba ich w końcu rozliczyć. Posłowie PiS powinni uchwalić odpowiednie prawodawstwo. Najpierw zaproponować amnestię 24 godzin (mieli 27 lat), a następnie wystąpić do IPN o bazę danych ubeków. Każdego przesłuchać prokuratorsko pod przysięgą, każdemu zajrzeć w brudne interesy. Odebrać zrabowane dokumenty, zlustrować gospodarczo. Każdego…” (prof. Marek Jan Chodakiewicz – Rozliczyć ubeków)

podobne: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów. oraz: Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dysonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”). i to: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce.

A oto przykład na żywym organizmie owego modus operandi transformacji…

„Piotr Puchta – funkcjonariusz wojskowych służb specjalnych PRL, którego karierę w Zarządzie II Sztabu Generalnego WP, poprzedniczce WSI, wspierali generałowie Kiszczak i Jaruzelski został postawiony na czele ważnego departamentu MSZ. Jego ojciec Janusz Puchta był wiceszefem WSI i wieloletnim agentem II Zarządu Sztabu Generalnego WP w PRL.

Ojciec i syn specjalizowali się w stosunkach polsko-izraelskich. Jako to możliwe, że rząd Beaty Szydło pielęgnuje takiego dyrektora w tak ważnym resorcie? Chcemy wierzyć, że to jedynie wypadek przy pracy.

Biogramu Piotra Puchty darmo szukać w Internecie. Oficjalne notki biograficzne podają jedynie lakonicznie, że pracę w MSZ rozpoczął w… 1985 r. Jak ustaliliśmy przez wiele lat Piotr Puchta (syn wiceszefa Wojskowych Służ Informacyjnych) pracował w Izraelu i był oficerem spec służb wojskowych kierowanych przez gen. Kiszczaka w słynnej później z czasów WSI jednostce 3362 (pod takim samym numerem co Zarząd II funkcjonowały potem WSI). Teraz jest szefem Departamentu Afryki i Bliskiego Wschodu w MSZ kierowanym przez ministra Witolda Waszczykowskiego z PiS, co potwierdziło nam biuro prasowe ministerstwa.

Historia Puchty juniora, a tym bardziej jego ojca, zapisana na kartach w IPN balansuje pomiędzy tym, co prawdziwe, a tym, co niedopowiedziane. Chociaż sam zainteresowany dla systemu IPN nie istnieje, „Warszawskiej” udało się go znaleźć tam, gdzie się jego biogramu spodziewaliśmy…

Dziennikarskie śledztwo „Warszawskiej Gazety” wprost od Ahmada Sameha Abu Mizera opisanego w tekście „Mossad na serwerach” doprowadziło do dzisiejszego dyrektora w MSZ.

W czasach PRL Piotr Puchta pomagał w Tel Awiwie niekryteryjnemu dla bezpieki Abu Mizerowi załatwić stały pobyt w Polsce Ludowej. Palestyńczyk rozpracowywany był zarówno przez polską jak i prawdopodobnie palestyńską służbę bezpieczeństwa pod kątem współpracy z wywiadem izraelskim. Choć był „niepożądany” ze względu na „bezpieczeństwo państwa”, Puchta zdecydował, że napisze z prośbą w jego imieniu do polskich bezpieczniaków w PRL.

To właśnie w tych teczkach z zasobów IPN „Warszawska” po raz pierwszy natrafiła na obecnego podwładnego ministra Waszczykowskiego.

Materiały, do których dotarliśmy mrożą krew w żyłach. Podobnie jak w przypadku Ahmada Sameha Abu Mizera na podstawie tej historii może powstać dobry szpiegowski film. Cały materiał opublikujemy w wydaniu papierowym „Warszawskiej” 18 marca 2016 roku.” (Magdalena Myk, Robert Wit Wyrostkiewicz – Oficer wojskowej „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)

podobne: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS” oraz: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI?

Ten „przypadek” (i dwa kolejne o których również będzie mowa) wPISuje się  dość jednoznacznie w to co od wielu lat powtarzam i na co zwracałem uwagę ostatnio pisząc, że o największych „ludziach honoru” uciekających przed „rozliczeniem” z pewnością się dowiemy z komunikatów prasowych, bo media „niezależne” będą trąbić z wielką egzaltacją, jak to PIS samym swoim „majestatem” robi „porządek”. Natomiast o tym ilu z tych nieodrodnych synów ludowej rzeczypospolitej zachowa swoje posadki uzyskując status „naszych sukinsynów” (jeśli przysięgną lojalność nowej władzy) nie dowiemy się zbyt szybko. Jeśli jednak  przypadkiem się dowiemy, to będzie nam to z pewnością dobrze wytłumaczone. W przeciwnym wypadku ci ludzie będą się bronić przed ujawnieniem, strasząc kogo trzeba wiedzą na temat co niektórych aparatczyków z PISu 🙂 Bo taka jest cena za bycie partią „kompromisu” i zadawnionych układów rodem z Magdalenki, oraz kadrami z PZPRu (więcej tu: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza i tu: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta). Wpisuje się to również bardzo „niefortunnie” w niedawną „dziwną” wypowiedź Pana Dudy odnośnie tajnych współpracowników. Tego Dudy co to prezydentem (to znaczy obrońcą) „wszystkich Polaków” został i chyba już wiem co to znaczy „wszystkich”… (Odys)

„…Prezydent Andrzej Duda skomentował sprawę teczki dotyczącej Jerzego Zelnika. Dokumenty na temat aktora miały zostać znalezione w IPN. Sam Jerzy Zelnik wydał w tej sprawie oświadczenie.

Prezydent pytany o sprawę Zelnika wypowiedział się w sposób dość zaskakujący.

Jaki był wpływ pana Jerzego Zelnika na rzeczywistość po 1989 roku? Bo nie o to chodzi, czy ktoś współpracował czy nie, bo było ich wielu. Można to spokojnie pominąć, ale problem polega na tym, jaki i który z nich miał wpływ na zmiany na polską rzeczywistość po 1989 roku i na ile przeszłość agenturalna była jawna. Na ile w związku z tym można było poprzez daną osobę wywierać wpływ na polską rzeczywistość polityczną

— ocenił prezydent. Dodając, że „w przestrzeni tego wpływu pan Jerzy Zelnik nie miał zasadniczo żadnej siły sprawczej”.

Niestety z takim sposobem stawiania sprawy nie można się zgodzić…

nieszczęśliwe słowa Prezydenta Dudy uderzają w bohaterstwo tych, którzy mimo represji, szykan, niszczenia itd. oparli się bezpiece, nie dali się złamać. A takich było przecież niemało. Jak w świetle ich bohaterstwa brzmią dzisiejsze słowa Andrzeja Dudy? Jak w świetle historii bohaterskich postaw oceniać słowa prezydenta…

Przecież właśnie chodzi o to, że niektórzy dali się złamać – z bardzo różnych powodów – a inni nie. I dziś tylko jedna z postaw jest godna pochwały. Postawa tych, którzy się dali złamać nie. Nie chodzi o to, by ludziom współpracującym przekreślać na całe życie, chodzi o to, by piętnować postawy, które były de facto szkodzeniem innym ludziom i szkodzeniem wolnej Polsce. Próba wskazywania, że nie ma znaczenia, czy ktoś coś podpisał w PRL-u czy nie, jest przykładaniem ręki do niszczenia jasnych wartości – rozróżnienia dobra i zła. Bo jeśli współpraca z bezpieką PRL-owską nie będzie zła, jeśli nie będzie to jednoznacznie oceniane przez Polaków, nie uda nam się zbudować jasnego katalogu wartości.

Decyzja o uwikłaniu się we współpracę z bezpieką była zła. Sugerowanie, że dziś tamte decyzje nie mają wartości moralnych jest dla społeczeństwa szkodliwe…” (Stanisław Żaryn – Bardzo nieszczęśliwe słowa prezydenta Dudy)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? i to: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki.

…i kolejny kwiatek…

„Nie podoba mi się to, w jaki sposób Prezydent RP Andrzej Duda potraktował księdza Stanisława Małkowskiego, usiłującego spotkać się z nim i porozmawiać o przyszłości śledztwa w sprawie zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki.

Na poniższym filmie ksiądz relacjonuje ten niemiły i dający do myślenia incydent. W moim odczuciu Kancelaria Prezydenta RP zabawiła się w “głuchy telefon” z kapłanem, który przeszedł już swoje w życiu i płacił przez długie lata wysoką cenę za Prawdę i swoją walkę o Wolną Polskę. Czy tak ma wyglądać zapowiadana przez PiS “dobra zmiana”?

Same frazesy pisane przez podrzędnych kancelistów Prezydenta i odsyłanie niechcianych “petentów”, oczekujących reakcji rządzących na tę ważną sprawę, do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta, to moim zdaniem jakaś chucpa, a nie “dobra zmiana”.(Uparta • niepoprawni.pl – „Głuchy telefon” w Kancelarii Prezydenta)

„…Nie może być tak, że partia, której politycy mają gęby pełne patriotycznych frazesów, nie chce podjąć śledztwa w sprawie śmierci księdza Jerzego. Trzeba zmusić (podkreślam) tych ludzi do jednoznacznych decyzji i deklaracji. To nasz obowiązek. W tej kwestii nie interesuje mnie dobre samopoczucie pana prezydenta ani „racje polityczne” ludzi PiS. Jeśli – z jakichkolwiek powodów, nie podejmą sprawy zbrodni założycielskiej III RP, trzeba ich nazwać wspólnikami matactw i winnymi haniebnego przemilczenia” (Aleksander Ścios)

…Nie pierwszego haniebnego przemilczenia/zaniedbania/zdrady (Narada szczurów czyli… Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską i to: W rocznicę mordu w Jedwabnem. „Pokłosie” błędu Lecha Kaczyńskiego). I kolejny kamyczek prosto z ogródka „dobrej zmiany”:

„Ostatnie zmiany kadrowe w kontrolowanej przez skarb państwa Giełdzie Papierów Wartościowych wskazują, że spółka ta może stać się bezpieczną przystanią dla ludzi Marka Belki, który za kilka miesięcy kończy kadencję szefa NBP.

Już teraz intratną posadę znalazł w niej Michał Kaszuba, jeden z najbardziej zaufanych ludzi Belki. Kaszuba będzie dbał o PR i marketing tej spółki kluczowej dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa – w praktyce będzie decydował o krociowym budżecie marketingowym.

Przypomnijmy, Belka (były premier z ramienia SLD, zarejestrowany przez SB jako TW) był jednym z bohaterów afery taśmowej – wraz z Bartłomiejem Sienkiewiczem omawiał sposoby zabezpieczenia interesów rządzącej wówczas PO. A będąc w NBP, otoczył się dawnymi PZPR-owskimi aparatczykami, z których część widnieje w archiwum IPN-u jako współpracownicy służb PRL-u

źródło: Przystań dla ludzi Belki

…oraz:

„…PiS przed wyborami było głównym krytykiem Marka Belki, szczególnie po ujawnieniu przez tygodnik „Wprost” tzw. nagrań kelnerów w „aferze ośmiorniczkowej”. Teraz nastąpiła zaskakująca zmiana frontu:

– Powiedziałam w jednym z wywiadów prasowych, że Marek Belka będzie kandydatem polskiego rządu i zgłaszamy go oficjalnie

– potwierdziła informacje MF premier na konferencji prasowej, że Belka jest oficjalnym kandydatem rządu na szefa EBOiR.

Chodzi nie tylko o bardzo prestiżowe stanowisko. Prezes EBOiR, zawiadujący dobrze wyposażoną w kapitał, międzynarodową instytucją finansową, to bardzo wpływowa osoba na europejskich salonach. EBOiR (ang. The European Bank for Reconstruction and Development – EBRD) to międzynarodowa instytucja finansowa założona w 1991 r. w celu wspierania budowy nowego ładu w Centralnej i Wschodniej Europie po zakończeniu zimnej wojny. Udziałowcami tego banku są 64 państwa oraz Unia Europejska i Europejski Bank Inwestycyjny.

Jaką grę rozgrywa PiS profesorem Markiem Belką, że chce zapewnić mu nie tylko miękkie, ale i intratne lądowanie na europejskiej placówce? Czy to może jakieś „czynniki” europejskie oczekują, że właśnie Belka zastąpi na stanowisku kończącego także w czerwcu kadencję obecnego szefa EBOR Sumy Chakrabartiego?

Wielu wyborców PiS, a sądzić można, że nie tylko tej partii, może być w szoku. Rozmawiając z nimi, lub czytając ich opinie w internecie, można szybko zorientować się, że raczej mieli nadzieję, ze Belka zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, a może nawet stanie przed Trybunałem Stanu za domniemanie przestępstwa przeciwko Konstytucji RP (Art 220, 216). Że będzie ukarany, zgodnie z prawą i sprawiedliwą linią nowej władzy. O pociągnięciu do odpowiedzialności Marka Belki za pochopne deklaracje w „aferze ośmiorniczkowej”, wyrażające gotowość NBP dodruku pustego pieniądza na życzenie byłej, rządzącej koalicji PO PSL, mówił nawet we wrześniu 2014 r. Antoni Macierewicz.

– Sienkiewicz i Belka omawiali, jak złamać istotę ustroju RP. To jest sprawa dla komisji śledczej i Trybunału Stanu

– twierdził wówczas w programie „Dziś wieczorem” w TVP Info wiceszef PiS Antoni Macierewicz, m.in. tym uzasadniając konieczność powołania komisji śledczej dotyczącej sprawy podsłuchów.

Część analityków bankowych uważało też, że Marek Belka stojąc też na czele Rady Polityki Pieniężnej wydawał w 2011 i 2013 r. bezowocnie rezerwy dewizowe NBP na podtrzymywanie kursu złotego – na interwencje na rynku walutowym, które jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, nie przyniosły długoterminowych rezultatów w postaci zmiany trendu kursu złotego w stosunku do walut obcych.

Belka był też za podtrzymywaniem stałej gotowości Międzynarodowego Funduszu Walutowego do utrzymywania otwartej, a nie wykorzystywanej tzw. elastycznej linii kredytowej (w wys. 33,8 mld dolarów), za którą budżet musiał zapłacić za tzw. gotowość do zaciągania zobowiązań ok. 114 mln dolarów.

Jest więc co najmniej dziwne i podejrzane, że PiS nie tylko nie odciął się od swoich antybohaterów raptem z przed dwóch lat, a jeszcze winduje ich do góry…”  (Robert Azembski – PiS popiera Belkę, a niedawno widział go przed Trybunałem Stanu)

…tak oto zamiast obiecanego kryminału, lub przynajmniej wywalenia na zbity pysk i blokady kariery w instytucjach zależnych od rządu polskiego, Pan Belka został  nagrodzony i awansował z ramienia tego samego ugrupowania, którego wierchuszka (Kaczyński, Kamiński i Macierewicz) obiecywała jeszcze nie tak dawno go rozliczyć. Jest to dla mnie przykład tej samej patologii, z jakiej słynął pogardzany przez obecny establiszment były obóz rządzący. Kolejny zresztą przykład, bo od tej strony zdążyłem już się na PISie poznać, o czym więcej tu: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? Wpisuje się to zresztą w strategię transformacji ustrojowej (zaplanowanej właśnie w Magdalence), która przewidywała że trzeba będzie wiele zmienić („by wszystko zostało po staremu” 😉 ). W takim wypadku „rola konfidentów staje się kluczowa, bo tylko oni potrafią zapewnić ciągłość między dawnymi i nowymi laty – oczywiście pod warunkiem ulokowania ich na odpowiednich stanowiskach” (jak mówi Pan Michalkiewicz). Myślę że „zesłanie” Pana Belki do EBOiR, (instytucji odpowiedzialnej za budowanie „nowego ładu” w Europie Środkowo Wschodniej) zasługuje na miano „odpowiedniego stanowiska” dla tego typu zdolniachy – gotowego utopić gospodarkę własnego kraju (z pominięciem prawa) w pustym pieniądzu. Sam EBOiR ma bowiem „wybitne” osiągnięcia na polu „odbudowy” Polski ze zgliszczy komuny, jak też w budowaniu „dobrobytu” innych krajów byłego bloku wschodniego. Dość popatrzeć na ogromny jakościowy dystans jaki dzieli gospodarki państw z tego rejonu od państw „zachodnich”. No ale trudno się dziwić tym wynikom, zważywszy na grono najważniejszych udziałowców tej „międzynarodówki”… (Odys)

 „…Jest coś głęboko tragicznego w dzisiejszych oczekiwaniach elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. W tym, co chcielibyśmy zobaczyć po publikacji „teczek Kiszczaka” i odczytać w intencjach ludzi, którym okazaliśmy zaufanie.
Jest też zagadka zabobonnej wiary, jakoby partia pana Kaczyńskiego miała wolę rozliczenia zbrodni komunizmu i postępków jego sukcesorów, w tym usilnym przeświadczeniu, że okaże się zdolna obalić porządek „okrągłego stołu” i zbudować nam państwo wolnych Polaków. Ten tragizm okazuje się tym bardziej widoczny, im pogłębia się kontrast między oczekiwaniami milionów wyborców, a praktyką partyjnych macherów.
Wiem, skąd bierze się ta wiara, lecz nie potrafię jej usprawiedliwić. Nie pytam też – dlaczego jest umacniana, bo spodziewam się najgorszej odpowiedzi.  
Trzeba mocno zaciskać oczy, by nie dostrzec logiki „dobrych zmian” – partyjnych pochwał dla „demokracji” i „ducha dialogu”, gloryfikowania „roli opozycji” i zapewnień o „poszanowaniu” jej praw. Trzeba zapomnieć o bojaźni wobec dyktatu brukselskich terrorystów, o poparciu dla szkodników i kapusiów bezpieki, o szemranych nominacjach i geszeftach z ośrodkami propagandy, o słowach, które uwłaczały Polakom i niosły zapowiedź prawdziwych intencji – „nie możemy w tej chwili myśleć o żadnym rewanżu, o żadnym odwecie”. Trzeba udawać, jak nieistotna jest  prawda o śmierci księdza Jerzego i wiedza zawarta w aneksie. Trzeba zapomnieć o setkach przestępstw i niegodziwościach poprzedniego reżimu, o krzyku z Krakowskiego Przedmieścia, o zdradzie hierarchów „pojednanych” z wysłannikiem Putina i zaprzaństwie politycznych „elit”. O tym, kto i co mówił po Smoleńsku i jak dalece cuchnął agenturą lub pospolitym tchórzostwem. Trzeba nie widzieć głupoty i słabości ministrów tego rządu i rozgrzeszać ich błędy dialektyką „ataków ze strony opozycji”. Trzeba powtarzać sobie – jak wspaniałego mamy prezydenta, byle nie dostrzec pustki półrocznego bilansu, pijarowskiej fasady i deficytu realnych działań.
Zaiste – trzeba też pogardy dla prawdy, rozumu i własnych aspiracji, by nadal powtarzać mantrę o „wybitnych strategach”, „potrzebie cierpliwości” i „mobilizacji”.

Ze smutkiem czytam teksty, w których przewija się teza o „zamachu” na prezydenta Dudę. Teza prosta i politycznie pożądana, bo nikt bardziej nie docenia kreacji „ofiary”, jak ci, którzy budują na niej własną mitologię. Dlatego łatwiej jest przyjmować optykę „oblężonej twierdzy” niż udźwignąć ciężar konsekwentnej walki z komunistyczną hybrydą. Łatwiej grać na wyobrażeniach elektoratu niż zmierzyć się z prawdą o III RP…

jak długo wyborcy będą wierzyli, że tak załgana nomenklatura jest tylko wyrazem „strategii politycznej” PiS-u, a nie oznaką trwałości komunistycznej hybrydy?

Obco dziś brzmią słowa Mackiewicza –  My musimy komunizm wyniszczyć, wyplenić, wystrzelać! Żadnych względów, żadnego kompromisu! I nadal przerażają – zastępy Skwiecińskich i Warzechów, rzesze partyjnych hochsztaplerów i środowiska małych demiurgów…(Aleksander Ścios – KWIATY DLA SUKCESORÓW I LOGIKA MACKIEWICZOWSKA)

„Jeśli uczynicie z Prawa stanowionego, obowiązującego wszystkich obywateli, strażnika wolności i własności, jeśli będzie ono tylko uporządkowaniem indywidualnego prawa do uprawnionej obrony – oprzecie na Sprawiedliwości rządy racjonalne, proste, zrozumiałe dla każdego, kochane przez wszystkich, użyteczne dla wszystkich, obarczone znakomicie zdefiniowaną odpowiedzialnością, wyposażone w trudno wzruszalną stabilność.

Jeśli, przeciwnie, w interesie jednostek lub całych klas uczynicie z Prawa stanowionego narzędzie Rabunku – każdy będzie chciał przede wszystkim tworzyć to Prawo, a następnie wykorzystywać je na swą korzyść. Powstanie wielki tłok przy drzwiach Gmachu Ustawodawstwa, nastąpi zażarta walka wewnątrz, anarchia w ludzkich umysłach, rozpad wszelkiej moralności, przemoc stosowana przez zainteresowane organy, zażarte walki wyborcze, oskarżenia, wzajemne pomówienia, zawiści, niegasnące nienawiści, wprzęgnięcie w służbę niesprawiedliwej chciwości czynnika państwowego, powołanego do jej ograniczania, pojęcia prawdy i fałszu wymazane zostaną z ludzkich umysłów, pojęcia tego, co sprawiedliwe, a co niesprawiedliwe znikną z ludzkiej świadomości, nastąpią rządy odpowiedzialne za wszystkich i upadające pod ciężarem tak wielkiej odpowiedzialności, będą polityczne konwulsje, nieustanne bunty, zostaną ruiny, na które przyjdą próbować swych sił wszelkiego rodzaju odmiany socjalizmu i komunizmu; takie są plagi, których nie omieszka uwolnić psucie Prawa.” (Frédéric Bastiat „Rabunek a Prawo” 1850 r. Tłumaczył Marian Miszalski 2015 r. )

Pytam zatem (po raz kolejny), gdzie się zapodziało elementarne poczucie sprawiedliwości oraz odpowiedzialność i troska o profesjonalizm/wiarygodność państwa którym „nowa władza” zarządza? Co to za „prawo” które pozwala przymykać oko na niesprawiedliwość? Tzw. „dobra zmiana” (której włodarze zapowiadali rozliczenie z patologiami poprzedniego systemu), to żadna zmiana skoro idzie drogą wyparcia i lekceważenia powinności, zarówno względem obywateli (którym obiecała „prawo i sprawiedliwość”), jak i państwa którego stery z takim przytupem i szumnymi hasłami objęła. Zastanówmy się więc, i wyciągnijmy wnioski z tego co się rzeczywiście dzieje i czemu nie dzieje się właściwie a wręcz przeciwnie… (Odys)

podobne: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. i to: Jak Kaczyński oszukuje Polaków? polecam również: wMeritum: Obłudnicy z „pseudoprawicy”.

Kaczyński i Tusk

Kaczyński i Tusk

Lecz nade wszystko – słowom naszym,
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość – sprawiedliwość.

Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„…W związku z informacją przekazaną w dniu 16 II br. opinii publicznej przez prezesa IPN dr. Łukasza Kamińskiego nt. oferty wdowej po gen. Czesławie Kiszczaku próbującej sprzedać Instytutowi doniesienia TW ps. „Bolek” pragnę oświadczyć, że:

Znalezione w mieszkaniu Kiszczaków dokumenty powinny zostać natychmiast zabezpieczone przez prokuratorów IPN i w obecności pracowników BUiAD (archiwum) IPN spisane w formie protokołu, który powinien zostać upubliczniony;

— Wszystkie dokumenty powinny już dzisiaj zostać przewiezione do IPN i tam zdeponowane (istnieje przypuszczenie, że fizycznie zabezpieczyła je Policja bez spisania protokołu w obecności przedstawicieli IPN);

— Dokumenty powinny zostać poddane oględzinom przez prokuratorów KŚZpNP IPN – w obecności przedstawicieli BUiAD IPN – i przekazane do opracowania oraz ewentualnej konserwacji, po czym niezwłocznie włączone do zbioru ogólnego archiwum IPN;

Dokumenty w ciągu najdalej kilku dni powinny zostać udostępnione dziennikarzom i historykom w czytelni IPN (również w formie elektronicznej kopii roboczej ze względu za spore zainteresowanie opinii publicznej); Prezes IPN powinien udzielić konkretnej informacji, czy znalezione u Kiszczaków dokumenty dotyczą jedynie L. Wałęsy, a jeśli nie, to kogo lub jakich spraw;

— Prezes IPN i dyrektor KŚZpNP IPN prok. Dariusz Gabrel, który również był zaangażowany w dzisiejsze działania prokuratorów IPN, powinni udzielić informacji czy w kwestii oceny i kwalifikacji znalezionych dokumentów prosili o pomoc przedstawicieli ABW;

— Prezes IPN powinien w szczegółach poinformować o wizycie wdowej po gen. Cz. Kiszczaku w IPN, złożonej przez nią oferty oraz udokumentowaniu tego faktu przez służby IPN (kto rozmawiał z wdową, czy był świadek rozmowy, czy powstała notatka służbowa?);

— Prezes IPN i KŚZpNP IPN powinni udzielić informacji czy wdowa po gen. Kiszczaku została przesłuchana przez prokuratora IPN; Prezes IPN i KŚZpNP IPN powinni udzielić informacji na temat przeszukania innych nieruchomości (w tym posiadłości na Mazurach) należących do Kiszczaków w celu zabezpieczenia materiałów archiwalnych.

(…)

Wałęsa był współpracownikiem SB o ps. „Bolek”, którego współpraca nie była ani „kilkunastomiesięcznym incydentem” w jego biografii, ani jego „realna współpraca” nie „trwała prawdopodobnie do 1972” jak możemy przeczytać w „Encyklopedii Solidarności” autoryzowanej przez IPN i osobiście przez prezesa Kamińskiego, ale trwała kilka lat, wymierzona była w konkretne osoby (blisko 30 osób) i wynagradzana finansowa.

Poza tym, fakt współpracy agenturalnej L. Wałęsy z SB odgrywał później istotne znaczenie w okresie działania w okresie Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, w Sierpniu ’80, w sposobie kierowania przez niego ruchem NSZZ „Solidarność”, a także wpłynął na kształt reform ustrojowych po 1989 r. Jednym z faktów potwierdzających stopień uwikłania Wałęsy we współpracę z SB i konsekwencje tego w wolnej Polski jest zorganizowany zabór i kradzież dokumentów „Bolka” przez wysokich urzędników państwowych z MSW, UOP i urzędu prezydenta RP w latach 1992-1995.

Za te przestępstwa nikt nie poniósł jakiejkolwiek odpowiedzialności. Mimo złożenia odpowiednich wniosków do prokuratury IPN o ściganie tych przestępstw (m. in. przez Henryka Jagielskiego), sprawy te zostały umorzone, a L. Wałęsa nie został w tej sprawie nawet przesłuchany…”

całość tu: Oświadczenie Sławomira Cenckiewicza. „Wałęsa był współpracownikiem SB o ps. ‚Bolek’”

„…Co znajduje się w pozostałych 50 kg akt? Można domyślać się, że są tam również inne teczki „w całości”. Cezary Gmyz dodał także: Są to oryginały donosów i pokwitowań TW Bolka, a nie kopie. Prócz tego duża ilość zdjęć z Magdalenki

Wczoraj przez kilka godzin – do późnego wieczora – policjanci dokonywali, w obecności prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej, przeszukania w warszawskim domu Marii Kiszczak. Wyniesiono stamtąd kilka kartonów dokumentów.

Przeszukanie to efekt wizyty wdowy po Kiszczaku w IPN. Przedstawiła ona zapisaną obustronnie odręcznie kartkę papieru zatytułowaną „Informacja opracowania ze słów T.W. „Bolek” z odbytego spotkania w dniu 16 XI 74 r.” datowaną: Gdańsk, dn. 16.11.74, opatrzoną w lewym górnym rogu nagłówkiem „źrodł. T.W. „Bolek”, przyj. rez. „Madziar”, wpłyn. 16 XI 74 r., odeb. kpt. Z. Ratkiewicz” – jak podał IPN w oświadczeniu…” (niezalezna.pl)  

całość tu: Co zabezpieczono u Kiszczaka?

podobne: Rosjanie mogą posiadać oryginalną teczkę pracy Lecha Wałęsy oraz: Najniższą w skali wartości jest etat donosiciela

„… Jest wielkim skandalem, że dopiero teraz IPN zdecydował się na to, żeby wejść do domu Kiszczaka…

Wyszkowski mówił, że Instytut miał od dawna informację o tym, że takie dokumenty znajdują się w domu generała. Kiszczak bezprawnie posiadał te dokumenty. Dziś IPN mówi, że prowadził śledztwo. To jakieś bzdury. Prezes IPN się kompromituje – stwierdził były opozycjonista.

Wyszkowski wskazał przy tym, jak ważne może być archiwum, jakie zostało po Kiszczaku. Z pewnością są tam dokumenty dotyczące porwania i zamordowania księdza Jerzego Popiełuszki, Okrągłego Stołu i agentury po stronie solidarnościowej, którą kierowali Kiszczak i Jaruzelski, właściciele teczek – wskazywał.

Zdaniem Wyszkowskiego, Kiszczak nie był jedyną osobą, która nielegalnie przechowywała w domu dokumenty. Jak mówił, miał je też mieć Wojciech Jaruzelski oraz Lech Wałęsa. Wyobrażam sobie, co się dzieje teraz u Michnika i mu podobnych, którzy pewnie trzęsą się teraz z przerażenia, że co ten „głupi Kiszczak tam przechował” – mówił.

Wyszkowski stwierdził, że dziennikarze powinni teraz oblegać IPN, aby żadne dokumenty nie zginęły.” (TV Republika, wpolityce.pl)

źródło: Krzysztof Wyszkowski o archiwum Kiszczaka

„…O wiele lat za późno te dokumenty trafiły do IPN te dokumenty, prawda?

Andrzej Gwiazda: Oczywiście, że tak. To jest dowód na to, że informacje bezpieki były cały czas w grze.

Czyli nie ma pan wątpliwości, że także te dokumenty, z domu Kiszczaka, służyły bieżącej polityce?

Waga tego odkrycia, czy znaleziska, nie wiem jak to nazwać, dopiero będzie – mam nadzieję – znana po analizie tych materiałów. Natomiast nie ma wątpliwości, że każdy dokument poszerza naszą wiedzę. Nawet wydawałoby się na pierwszy rzut oka – nic nie znaczący – może naprowadzić badaczy, czy śledczych, na ścieżkę, która wcześniej wszystkim całkowicie umknęła.

Mówi się w tym momencie, że tam są dokumenty dotyczące Lecha Wałęsy – TW Bolka. Ale pojawiły się przypuszczenia, że może tam być prawdziwa kopalnie wiedzy o elitach III RP. Skłania się pan ku takich przypuszczeń?

Tak. Nie pamiętam przy jakiej okazji, ale Kiszczak powiedział, że jest w stanie ujawnić sto nazwisk ważnych ludzi w III RP, a którzy są w najmniejszym nawet stopniu niepodejrzewani o związki z bezpieką. I – żona podpowiada mi, że Kiszczak powiedział także, że od tych dokumentów zatrzęsie się cała scena polityczna. I faktycznie należy się z tym liczyć, że mogą to być dokumenty, które zatrzęsą sceną polityczną i szereg dotychczasowych autorytetów zostanie obnażonych.

A nie zastanawia Pana fakt, że Kiszczak przez cały czas bezprawnie przechowywał dokumenty, mimo że był kilka razy podsądnym. Państwo zawiodło, bo można było już dawno – zgodnie z prawem – te materiały sądownie mu skonfiskować.

To jest III RP właśnie. To skutek stanu wojennego i dalszych jego konsekwencji – w tym umów okrągłego stołu.

Zapewne rozmawia pan z małżonką o tej sprawie; czy domyślacie się państwo na kogo mogą być w tych materiałach „haki”?

Jest wiele „autorytetów”, które podejrzewamy o związki z bezpieką. I to bardzo silne związki. Ale co innego podejrzenia, a co innego pewność…” (Sławomir Sieradzki • wpolityce.pl)

źródło: Andrzej Gwiazda: „Mogą to być dokumenty, które zatrzęsą sceną polityczną i szereg dotychczasowych autorytetów zostanie obnażonych”

…z archiwum strony: Lech Zborowski, 2009.04.10 21:53 Tajemnice piwnicy Marszałka Borusewicza

Pan Marszałek pomija całkowitym milczeniem fakt, ze dokumenty na swój temat ma w swoich rękach już od czasów, kiedy nikt z nas nie miał do nich żadnego dostępu. Co więcej, był on w posiadaniu dokumentów na temat wielu innych osób, w tym swoich WZZtowskich kolegów w czasie, kiedy oni sami nie wiedzieli, ze takie dokumenty istnieją. Chciałbym, aby pan Marszałek równie publicznie jak atakuje IPN odpowiedział jak wszedł w ich posiadanie. przeczytaj cały artykuł„.

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? oraz: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia

„…Mogliśmy być znacznie dalej niż jesteśmy pod każdym względem, gdyby nie działania Bolków już po 1989 roku, gdyby nie Wałęsa, Bartoszewski, Michnik, Geremek, Mazowiecki, Kuroń, Komorowski, Tusk, Małachowski, Szczypiorski itp, ludzi z wszczepionym KODem zniewolenia, których ustawiła na najwyższych pozycjach w państwie bezpieka cywilna i wojskowa pod nadzorem Kiszczaka. To dzięki Bolkom kontrolowanym przez ludzi Kiszczaka i resortowym dzieciom w newralgicznych dla państwa instytucjach i w gospodarce, z lidera przemian w 1990 spadliśmy na ostatnie miejsce już w 1997 roku.

Ten KOD Bolka degenerował instytucje państwa do stanu określonego obrazowo przez min. Sienkiewicza jako ch. d. i kamieni kupa. To KOD Bolka sprawił, że Sawicka została bohaterką niemal narodową, podobnie doktor G., Blida, sędzia Milewski na telefon z kancelarii premiera czy sędzia Łączewski skazujący najuczciwszego człowieka w Polsce tropiącego przestępców szczególnych – wysoko ustawionych, którzy przez 20 lat byli NIETYKALNI, często powiązanych z przestępczymi strukturami mafijnymi wyrosłymi z dawnych służb. Ten KOD Bolka niszczył bohaterów i wspaniałych ludzi takich jak senator Kern, demoralizował i reatomizował społeczeństwo…” (Janko Walski • naszeblogi.pl)

źródło: KOD Bolka ***

podobne: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce. a także: Geremek idzie na wojnę z Pospieszalskim czyli…Święte krowy na cenzurowanym i to: Prof. Kieżun i SB. Dokumenty IPN. Czy autorytet to już świętość? polecam również: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu.

„…dziwna historia z Marią Teresą Kiszczak, a właściwie z archiwum jej męża dowodzi, że nikt w III RP nie chciał realnie przycisnąć ojców założycieli III RP. Co oznacza, że nie było woli pozbawienia ich statusu świętych krów, mimo że mieli wiele na sumieniu, a często i krew na rękach. Kiszczak nie musiał chyba nawet chować swego archiwum, bo wiedział, że nikt po nie nie przyjdzie. Po prostu się nie odważy. I to fatalnie świadczy o III RP. Za czymś takim musiała bowiem stać jakaś umowa i mimo zmian władzy ta umowa była respektowana. A to z kolei oznacza, że żyliśmy (i pewnie wciąż żyjemy) w chorej rzeczywistości równie chorych uwikłań, zobowiązań i zastraszeń.

Po trzecie, wciąż są ludzie, którzy dzięki wykradzionym ubeckim papierom mają „trzymanie” na innych ludzi. I część tych osób jest przez tych mających haki sterowana. Dla dobra wszystkich i dla dobra państwa tych szantażowanych trzeba uwolnić, a tych szantażujących pociągnąć do odpowiedzialności. Uwolnić, to nie znaczy zrehabilitować, ale sprawić, że przynajmniej będziemy wiedzieć, czy ktoś robił różne rzeczy, bo musiał, czy sam z siebie. To ważne i dla bezpieczeństwa państwa, i dla publicznej moralności. Warto wiedzieć, czy ktoś robił różne świństwa zdalnie sterowany, czy po prostu miał taki charakter. To samo dotyczy podejmowania strategicznych albo tylko ważnych decyzji.

Po czwarte, niektóre autorytety III RP są od początku do końca stworzone przez ubecję i wstawione w ważne miejsca życia publicznego czy gospodarki. A potem te wykreowane autorytety robiły różne dziwne i paskudne rzeczy, bo były do tego zobowiązane…

różne wykradzione czy wyniesione archiwa były podstawą silnych, choć trudnych do przejrzenia zależności między ludźmi. Innymi słowy – tworzyły coś w rodzaju mafijnej struktury. A ponieważ chodziło raczej o ludzi wpływowych i ustawionych, takie mafijne struktury mogły mieć dużą siłę przebicia i decydować o wielu ważnych sprawach: od awansów przez kontrolę ważnych instytucji po decyzje przeliczalne na duże pieniądze i dalekosiężne skutki. Dotarcie do archiwów czy tylko ich części mogłoby te mafijne struktury rozwalić, a przynajmniej je zneutralizować. O dobroczynnych tego skutkach nie warto nawet wspominać.

Powinno się przeciąć te wszystkie nici wiążące stary system i jego patologie z obecną Polską. Inaczej to wszystko będzie gniło, brzydki zapach wciąż będzie się rozchodził, a obszar zakażenia nie malał. Odzyskanie archiwów może być ważnym krokiem w kierunku zatrzymania choroby i rozpoczęcia leczenia…” (Stanisław Janecki • wpolityce.pl)

całość tu: Historia z wdową po Kiszczaku odsłania sześć ważnych, patologicznych obciążeń III RP

„…Fałszywa legenda Wałęsy była traktowana – słusznie – jako centralny zwornik systemu dezinformacji III RP. Jeszcze dziś głos zabierają etatowi żyranci wałęsowskich matactw: Smolar, Wujec, starszy Lis (ten co do „Solidarności” wszedł z gdańskiej PZPR) i młodszy Lis (jeden z Goebbelsików III RP) et consortes. Łączy ich z Wałęsą wspólnota interesów i podobnie nieprzeparta potrzeba retuszowania własnych życiorysów.

…Na naszych oczach rozgrywa się spektakl hipokryzji w wykonaniu tych, co w porę uciekli z tamtego tonącego okrętu. W komentowaniu najświeższej „rewelacji” odnalezienia oryginałów dokumentów poświadczających zdradę Wałęsy uczestniczy cała parada hipokrytów wcześniej opowiadających się za reglamentowaniem tej smutnej prawdy, albo występujących w charakterze stróżów i żyrantów kłamstwa jego biografii.

…chodziło o podtrzymanie tej wersji, wedle której Wałęsa, owszem, nie jest całkiem w porządku, ale „ma też swoje zasługi”. Ta wersja i dziś ma się całkiem dobrze, i jest bezkrytycznie reprodukowana np. przez ministra Piotra Glińskiego, któremu wciąż zdaje się, że historia „Bolka” to tylko przypadek uwikłania z początku lat 70. Wałęsa, jak mówi pan minister, „się zaplątał”. To kolejna dezinformacja i kolejna wersja zgniłego kompromisu z prawdą.

…Prezentowane nam rozważanie przypadku drobnego kapusia „Bolka” to wersja „soft” i „light” kłamstwa biografii Wałęsy. Poważniejsze sprawy odsłonią się nam, kiedy zobaczymy Wałęsę jako lojalnego donosiciela od lat 60. Najpierw w ewidencji MO, a WSW – już w czasie odbywania przez niego zasadniczej służby wojskowej. Donosiciela oddanego w dzierżawę przez bezpiekę „zieloną”, bezpiece „niebieskiej” na grudzień 1970 i kilka pracowitych lat jakie potem nastąpiły. Do dziś żyją przecież jeszcze jego koledzy-stoczniowcy, na których życiu zaważyły donosy płatnego kapusia „Bolka”. Jednak już w 1976 roku Wałęsa zostaje najwyraźniej reaktywowany jako agent bezpieki wojskowej. Tego ślady dostrzegamy w znanych od dawna dokumentach. Jednak ich interpretacja przez historyków budzi poważne zastrzeżenia.

Jakie to dokumenty i ślady?

To znana od dawna notatka z rozmowy Wałęsy z funkcjonariuszami SB Ryszardem Łubińskim i Czesławem Wojtalikiem z 1978 r. Czytamy w niej, że Wałęsa zapowiedział iż o „nachodzeniu go przez SB zamelduje komu trzeba”. Z całego kontekstu sytuacyjnego wynika, że może chodzić wyłącznie o bezpiekę wojskową. Pamiętajmy, że jak relacjonuje Krzysztof Wyszkowski, Wałęsa zgłosił się wcześniej do działaczy Wolnych Związków Zawodowych jako ewidentny prowokator.

Tym, którzy biorą za dobrą monetę dezinformacje płynące m.in. z gdańskiego muzeum „Solidarności” (etatowo fałszują tam historię ludzie spod znaku prof. Friszke) polecam również uważną lekturę zachowanego protokołu rozmowy Wałęsy z pułkownikami Kilisiem (MON) i Starszakiem (MSW) jesienią 1982 r. Wałęsa prowadzi z nimi dialog w siedzibie prokuratury wojskowej w Warszawie, kiedy jest zwalniany z internowania i podkreśla swoje zasługi dla reżimu komunistycznego.

…Jaką rolę w sprawie ujawnienia materiałów dotyczących TW Bolka odegrała wdowa po generale Kiszczaku?

Jest kilka opcji. Ta najprostsza i chyba raczej mało wiarygodna, że pani Kiszczakowa wykazała się zwyczajnym brakiem rozsądku. A może to osoby życzliwe i bliskie wdowie wytłumaczyły jej, że bycie depozytariuszem takich tajemnic może kosztować życie? Akcja w świetle reflektorów sprawia, że zainteresowani mogą upewnić się, że pani Kiszczakowa nie jest w posiadaniu ani jednej kartki papieru mogącej posłużyć w demaskacji kolejnego historycznego autorytetu i legendy. W tym środowisku dobrze przecież pamięta się tragiczny los małżeństwa Jaroszewiczów. Może więc pani Kiszczakowa zadziałała bardziej racjonalnie, niż się to z pozoru zdawało.

Kiedy słyszę natomiast, że pierwszy jej kontakt z IPN miał miejsce już dwa tygodnie temu, to nie mogę sobie zadać innego pytania: czy w tym czasie nie można było przygotować tej akcji porządnie – aby przy okazji spenetrować domy i dacze większej liczby postpeerelowskich generałów? Przeprowadzona takimi jak nam to pokazano w mediach metodami akcja IPN i służb policyjnych miała dość mizerne efekty – ale przy okazji spełniła funkcję sygnału ostrzegawczego skierowanych do ew. nieprzezornych, by zrobili porządek z papierami, których są depozytariuszami.

…Czyli rozgrywa się – zwłaszcza w mediach – obecnie spektakl mający na celu dalszą reglamentację wiedzy o Wałęsie i III RP?

Owszem. Jeśli bowiem reżimowa telewizja mówi o czymś na okrągło przez 3 dni, to trudno nie pomyśleć jakie tematy schodzą z czołówek…” (z Grzegorzem Braunem rozmawiał Łukasz Karpiel • pch24.pl)

całość tu: W sprawie Wałęsy trwa festiwal hipokryzji i to: Plusy Dodatnie Plusy Ujemne – CAŁOŚĆ – Grzegorz Braun

podobne: Co takiego czczą „farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego „Nocną zmianę”

„…Cóż bowiem po tym, że „wolne media” rozpisują się o „biesiadach z Kiszczakiem” i dostrzegają fałsz „transformacji ustrojowej”, skoro nie podąża za tym świadomość istnienia „skazy pierworodnej” III RP ani wola obalenia bezpieczniackiego tworu? To oznacza, że ujawnienie prawdy o agenturalnej przeszłości Wałęsy, nie tylko nie może podważyć fundamentów patologicznej państwowości, ale zostanie wykorzystane jako przesłanka świadcząca o rzekomym „oczyszczeniu” życia publicznego. Ten rodzaj konwalidacji esbecko-agenturalnego tworu był już wielokrotnie praktykowany.

Tak widowiskowa akcja mogłaby zagrozić interesom autorów kombinacji, gdyby istniała pewność, że PiS podejmie radykalne działania: np. uchwalając nowelę ustawy o IPN i dokonując szybkiej zmiany kierownictwa Instytutu, wszczynając śledztwa w/s „prywatnych zbiorów” esbeckich (przeszukania, rewizje, areszty) czy uchwalając restrykcyjną ustawę lustracyjną i upubliczniając wszystkie zasoby „zbiorów zastrzeżonych” oraz nowo pozyskanych dokumentów. Gdyby zaistniałą sytuację wykorzystano do podjęcia zmasowanej akcji informacyjnej w mediach krajowych i zagranicznych, odebrania uprawnień esbekom i eliminacji tego środowiska z życia publicznego, do zdecydowanej rozprawy z obcą agenturą (pisałem o tym w poprzednim tekście) lub ukrócenia antypolskich działań ośrodków propagandy (powołanych z funduszy bezpieki i zarządzanych przez „przyjaciół Kiszczaka”) – można byłoby mówić o sensownej reakcji.

Ponieważ takie działania nie zostaną podjęte, zaś opinia publiczna jest epatowana wyłącznie sprawą TW „Bolka”, ryzyko przejęcia inicjatywy lub pokrzyżowania planów kombinacji jest praktycznie znikome…

…Już dziś staje się oczywiste, że największa troska partii Jarosława Kaczyńskiego (podzielana również przez elektorat PiS) dotyczy „unikania prowokacji”. Wszechobecny lęk przed posądzeniem o „zemstę polityczną” oraz wizerunkowa dbałość o „demokratyczny sznyt” nowej władzy, zostały skutecznie zaszczepione podczas powyborczej gry z udziałem reżimowych „obrońców demokracji”. Ta kombinacja zdecydowała o obezwładnieniu PiS-u i narzuceniu mu przymusowej roli „gołąbka pokoju” i krzewiciela wartości demokratycznych.
Zdarza się jednak, że zamysł kombinacji jest bardziej złożony, jak np. wówczas, gdy „wystawienie” ma służyć uwiarygodnieniu nowego, znacznie cenniejszego agenta lub jest rodzajem swoistej „deklaracji lojalności”. W takim przypadku, moglibyśmy mówić o działaniach zmierzających do uwierzytelnienia jakiegoś środowiska służb oraz „podrzuceniu” tematu wyjątkowo korzystnego dla układu rządzącego. Za taką interpretacją przemawiałaby wcześniejsza gra, zwana „aferą taśmową”, w której ludzie jednej ze służb umiejętnie dozowali komprmateriały obciążające niektórych polityków PO-PSL. Materiały te były chętnie kolportowane i rezonowane przez żurnalistów „wolnych mediów” – z tym zastrzeżeniem, iż nikt nie zadawał pytań – kto jest rzeczywistym mocodawcą osławionych „kelnerów” i jakie cele przyświecają kombinacji? Warto natomiast pamiętać, że jej efekty medialne znacząco pomogły w zwycięstwie wyborczym PiS i przyczyniły się do wizerunkowego pogrążenia reżimu…

…pojawia się również trzecia, niemniej atrakcyjna teoria. (…) Wyobraźmy sobie sytuację, gdy w odzyskanych przez IPN „zbiorach Kiszczaka” (bądź w prywatnym archiwum innego, prominentnego esbeka) zostaną znalezione dokumenty świadczące o współpracy agenturalnej któregoś z czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości bądź informacje obciążające (kompromitujące) najważniejsze postaci „środowiska patriotycznego”. Jeśli wcześniej, z tego samego źródła uzyskano szereg wiarygodnych dokumentów, na jakiej podstawie można wykluczyć prawdziwość tego, konkretnego przekazu? Kto uwierzyłby, że esbek przechowujący oryginały dotyczące TW „Bolka” lub teczki niezwykle cennych agentów, kolekcjonuje w swoich zbiorach pospolite „fałszywki” i zbiera informacje pozbawione znaczenia?

Takie „znalezisko” byłoby cennym elementem rozgrywki prowadzącej do rozpisania wcześniejszych wyborów, lub przez długie lata pozwoliło eksploatować temat niewygodny dla PiS-u…

…Ponieważ w interesie PiS leży osłona medialna wyjątkowo słabego i pasywnego prezydenta Dudy oraz odstąpienie od rozliczenia najgroźniejszych postępków PO-PSL, nie usłyszymy informacji o losach aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI, o spustoszeniach dokonanych przez środowisko B. Komorowskiego w sferze bezpieczeństwa, a tym bardziej, o sprawach, które podważałyby mitologię „wolnej i demokratycznej” III RP. Dlatego sposób uczestnictwa w obecnej kombinacji zostanie ograniczony do rezonowania tylko tych treści, które odpowiadają politycznym wizjom i strategiom partii rządzącej. To z kolei sprawia, że autorzy esbeckiej gry mogą czuć się bezpieczni.” (Aleksander Ścios)

polecam lekturę całości tu: JAK PRZEGRAĆ W OBRONIE III RP – hipotezy i teorie

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

podobne: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. polecam również: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. i jeszcze: Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? a także: T. Arabski zeznaje w procesie gen. Bielawnego. Kolejna odsłona „taśm Wprost”. PiS chce nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu w związku z doniesieniami nt. Sienkiewicza. CBA: doniesienia ws. Wojtunika niedorzeczne, sprawiają wrażenie manipulacji. oraz: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?

Kto i dlaczego zdecydował się na przekazanie/przejęcie „prywatnego” archiwum Kiszczaka w blasku fleszy jest według mnie znacznie mniej istotne od tego, co z tą wiedzą przez ostatni tydzień (nie)robią jej dysponenci, i jakie będą tego dalsze konsekwencje. Należy brutalnie zweryfikować rzeczywistość i zwrócić uwagę na to, czego tuż po zajęciu archiwum Kiszczaka w opublikowanym przez siebie oświadczeniu (przytoczonym na początku wpisu) słusznie domagał się Pan Cenckiewicz. Czy zostały i czy zostaną zachowane pewnego rodzaju standardy mające zapewnić jak największą transparentność i wiarygodność zajętych dokumentów. Nie wiemy tak naprawdę kto konkretnie, co, i w jakiej ilości zdołał odnaleźć w domu Pani generałowej. Opinii publicznej podrzuca się jakieś skrawki wiedzy podczas gdy czynności z weryfikacji tych wszystkich papierów i materiałów filmowych powinny być transmitowane w telewizji NA ŻYWO, albo przynajmniej w ciągłej obecności ludzi mediów nie związanych ani z opozycją ani z obecną władzą. Tak by zrobiła władza która chce uchodzić za uczciwą, której zależy na wiarygodności w oczach opinii publicznej, która wyciąga wnioski z błędów i zaniechań przeszłości. Tymczasem z tej całej masy kwitów tylko teczka „Bolka” doczekała się niemal natychmiastowej publikacji bez „weryfikacji”, w przeciwieństwie do reszty dokumentów które ciągle są „obrabiane” z dala od kamer, przez wyznaczonych do tego (jak mniemam zaufanych dla „nowej” władzy) ludzi. Czy w ramach przejmowania i zabezpieczania dokumentów (przez mające do nich bezpośredni dostęp organa), zachowano należytą rzetelność i transparentność czy też może nie? Czy ktoś spoza rządzących monitoruje co się dzieje z resztą kwitów? Śledząc sprawę niewiele słyszałem dotąd głosów domagających się natychmiastowego upublicznienia całości znaleziska. Od prawie tygodnia mielony jest niemal tylko jeden temat – „Bolka”. Klasycznej musztardy po obiedzie, która nic nie wnosi do głównego problemu tj. struktury mafijnej zarządzającej do dziś od ponad 25 lat państwem polskim.

Czemu z nagranych w Magdalence rozmów „nowa/narodowa” telewizja pokazała widzom tylko dwa kilkunastominutowe odcinki w TVP Info? Czyżby reszta musiała najpierw przejść odpowiednią weryfikację cenzury? O co chodzi z tym 50 minutowym filmem w „reżyserii” Cezarego Gmyza? Jakby wyciąć z niego klatki nie związane z materiałem archiwalnym (łącznie ze niepotrzebnym komentarzem lektora) to nawet 50 minut materiału się nie uzbiera. Pytanie gdzie jest reszta z tych 5 godzin, i czemu tak długo trwało udostępnienie materiału opinii publicznej. Kogo obchodzi sama libacja, toasty Kiszczaka i Wałęsy, czy żarciki Michnika, słowem „atmosfera”? Przecież nikt nie jest głupi i wie co widzi. Ja bym chciał obejrzeć co każdy z uczestników miał konkretnego do powiedzenia w kwestii nowego ustroju i podziału władzy który istnieje do dziś. Przestańcie traktować ludzi jak idiotów i dajcie nam surowy materiał BEZ KOMENTARZA jakiegoś zmanierowanego lektora…  (Odys)

„Jeżeli ta sprawa budzi we mnie pewien niepokój, to właśnie dlatego, że tu nagle teraz Kamiński [szef IPN Łukasz Kamiński – przyp. red.] i kierownictwo IPN, w tym taki człowiek jak prof. Friszke, nagle zdecydowali się skupić uwagę publiczną na Wałęsie. Wałęsa jest punktem straconym, jest pozycją nie do obrony, więc skoro nie da się go obronić to się go poświęca. Uznali, ze „Wałęsę oddajemy”, ale nadal ukrywają informację na temat tego co się znajduje w pozostałych materiałach. A ja uważam, że Lech Wałęsa w tej chwili jest już postacią nieinteresującą, co najwyżej w sensie sensacyjnym dla pism brukowych. Powiedziałbym nawet, że to informacja „dla głupich”. A robi się tą sztuczna sensację, żeby zasłonić innych – mówi w rozmowie z Izabelą Kozłowską Krzysztof Wyszkowski…

…Kiszczak w 89′ i 90′ roku, kiedy był wicepremierem w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, to właśnie on i jego aparat prowadzili wielką akcję tworzenia partii politycznych, wyszukiwania zdolnych młodych ludzi, którzy chętnie wezmą pieniądze i staną się reprezentantami tego układu sowieckiego na nowe czasy.

…Wszyscy ci ludzie, którzy wystartowali dzięki SB, którzy są kreaturami SB, osoby i środowiska wytworzone do polityki przez Służbę Bezpieczeństwa, są uzależnieni od sponsorów, a sponsorem głównym było KGB, Służba Bezpieczeństwa była tylko terenowym lokalnym oddziałem służb sowieckich. A jak się doda do tego jeszcze niemieckie służby i służby innych krajów, które chciałyby Polskę traktować przedmiotowo, rozgrywać tu sprawy, pilnować żeby Polacy się nie buntowali, które chciałyby obrabować Polskę, bo Polska w ostatnim okresie została obrabowana z majątku narodowego, otrzymujemy międzynarodowy układ, który nie musi być wrogi Polsce, bo np. Amerykanie nie chcieli żeby jakiś bunt Polaków utrudnił im rozładowanie problemu Związku Sowieckiego, ale w którym Polska miała pełnić rolę służebną. Geopolityka.

Więc lepiej się było dogadać z agentami KGB w Polsce, niż pozwolić Polakom na niepodległość i rządzenie się samym…

Z „Szafy Kiszczaka” trzeba wyprowadzić wniosek, że to Kiszczak, Jaruzelski i ich ludzie zbudowali IIIRP i kierowali nią do ubiegłego roku, a w dużym stopniu kierują nią do dzisiaj.(Krzysztof Wyszkowski: Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI)

„…RAZWIEDUPR przygotowywał transformację ustrojową, zarówno uwłaszczenie nomenklatury, jak i selekcję kadrowa w podziemiu, w następstwie której, przy pomocy „lewicy laickiej” została spreparowana reprezentacja „społeczeństwa”, z którą RAZWIEDUPR zawarł umowę „okrągłego stołu”. Była ona aktem i zarazem mitem założycielskim III RP, a ten główny mit obrósł w mnóstwo mitów pomniejszych, tak zwanych „legend”, osnutych wokół „legendarnych” postaci w rodzaju Kukuńka, pani Krzywonos, czy Władysława Frasyniuka. Na straży tych legend stanęła niezawodna żydowska gazeta dla Polaków, która preparowanie legend i ich strzeżenie wyssała z „miszpuchy cycełesowatej”, która tymi umiejętnościami nasiąknęła jeszcze w czasach stalinowskich. Istotnym elementem „transformacji ustrojowej” było „odwrócenie” bezpieczniaków – o czym przedstawiciel CIA miał informować Macieja Zalewskiego, zasięgającego rady, co robić z ubeckimi dynastiami. Oni mieli być odwróceni i zostali odwróceni – powiedział rezydent CIA, dodając na koniec, że „tak ma być”. Znaczy – ubecy po staremu służą Związkowi Radzieckiemu, który tylko zmienił położenie, przenosząc się z Moskwy do Waszyngtonu. Ponieważ jednak tym systemowym przygotowaniom towarzyszyły również indywidualne przygotowania ubeków, którzy próbowali załatwiać sobie na własną rękę polisy ubezpieczeniowe poprzez przewerbowywanie się na służbę do naszych przyszłych sojuszników, to sojusznicze centrale zyskały w ten sposób bazę kadrową, która umożliwiła szybkie wykreowanie trzech (omne trinum perfectum) rządzących Polską stronnictw: Ruskiego, Pruskiego i Amerykańsko-Żydowskiego…” (Stanisław Michalkiewicz – II wojna o inwestyturępolecam również: Stanisław Michalkiewicz: o umizgach do Ameryki (na „tajnej” konferencji MOSTY), i o braku instynktu samozachowawczego UBęcwalencji (czy nadejdzie opamiętanie?)

Czekam zatem niecierpliwie na upublicznienie wszystkich teczek/materiałów, i ostateczne rozliczenie z przeszłością WSZYSTKICH „autorytetów”, którzy macali swoje łapki w magdalenkowe i inne mniej oficjalne ustalenia, doprowadzając w konsekwencji do okrągłostołowej hucpy która wcale nie uwolniła Polski od komuny i jej złodziejskiego aparatu, a skończyła się podziałem masy upadłościowej „wolnej Polski” między postkomunę i „solidarność” (czego bolesne konsekwencje, oprócz rzecz jasna beneficjentów „dogaworu” odczuwamy po dziś dzień). Interesuje mnie niejasna do tej pory rola ś.p. Lecha Kaczyńskiego (który uczestniczył w rozmowach w Magdalence), oraz zwrócenie uwagi Polaków na firmowanie tego cyrku pod nazwą III RP przez USA, które wspierały „antykomunistyczne podziemie” tak finansowo jak również operacyjnie. Przyklepały tę całą transformację ustrojową, a następnie przez lata uwiarygadniały jej fałszywy wolnościowy mit wraz z „autorytetami” które za tym mitem stały, wiedząc przecież doskonale że firmują zdradę narodu polskiego.

Warto przy tej okazji zadać sobie pytanie kto i dlaczego utworzył IPN w tak (celowo?) niekompetentny sposób. Dlaczego kadry tej instytucji pomimo posiadanej wiedzy przez lata nie robiły nic w sprawie takiego bezprawia jak szafa Kiszczaka. Wygląda to bowiem jakby IPN zamiast ujawniać tajemnice i wyciskać z życia publicznego ludzi umoczonych w poprzednim systemie (a więc niewiarygodnych i nieodpowiednich do pełnienia funkcji publicznych) stał na ich straży, torpedując/kanalizując wszelkiego rodzaju inicjatywy mające służyć ujawnianiu prawdy i oczyszczeniu przez to przestrzeni publicznej i administracji państwa. Jak to jest możliwe że Wałęsa nie poniósł żadnych konsekwencji w związku ze zniszczeniem akt które „wypożyczając” zwrócił niekompletne, a potem (również bez żadnych konsekwencji) podrzucał opinii publicznej „starannie” wyselekcjonowaną wiedzę pochodzącą z teczek na swój temat?

Uwalenie legendy ludzi takich jak Kiszczak, Jaruzelski czy Wałęsa, dokonało się niejako samoistnie z marszu jako nieunikniona konsekwencja dążenia ludzi interesujących się przeszłością do prawdy i łaknących sprawiedliwości dziejowej. Dzięki dojściu do władzy polityków kreujących się na oponentów wyżej wymienionych (w tej roli PIS), ta historia będzie z pewnością długo rozgrywana jako jedna z misji publicznych (i temat zastępczy dla realnych problemów jakie codziennie dotykają Polaków). Ze względu na dotychczasową nietykalność wymienionej trójcy, pomimo istnienia wszelkich znaków na niebie i ziemi ich wzajemnej zażyłości po dogoworze pod okrągłym meblem, współpraca jednych z drugimi nigdy nie budziła u mnie żadnych wątpliwości. Więc ujawnienie dowodów na to co wiadomo było już od dawna niczego w zasadzie nie zmieniło. Człowiek który chciał mieć na ten temat wiedzę mógł ją zdobyć już dawno. Najgorsze jest to, że szkody jakie z tego zapóźnienia wynikły dla Polski i Polaków już się dokonały, a co gorsza są kontynuowane. To że „ludzie honoru” zostaną go w końcu sprawiedliwie pozbawieni jest jak wisienka na torcie którego już dawno nie ma. Mam tylko cichą nadzieję że dokona się jednak jakaś przemiana w umysłach tych spośród Polaków, którzy przez te z górką 25 lat „nie wiedzieli” o Bolku i reszcie. Dziś można się co najwyżej dziwić na brak reakcji sporej części obywateli naszego „nieszczęśliwego kraju”, którzy od wyborów do wyborów oddawali władzę w łapy politycznych tworów powiązanych w jakikolwiek sposób z Magdalenką, tj. SLD, AWS, UW, PSL, PO, oraz pozostałym ideowym dziedzicom tej hańby zwanej mylnie zgodą narodową. Ile z tego dziedzictwa siedzi za paznokciami obecnej „dobrej zmiany” (dawniej zwanej PC a teraz PISem), gdzie nie brakuje dawnych aparatczyków rodem PZPRu? (Jak Kaczyński oszukuje Polaków? oraz: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS)

Kwestią czasu było ujawnienie i nagłośnienie istnienia takiego znaleziska jak tajne/prywatne archiwum Kiszczaka (z pewnością nie pierwsze i nie ostatnie). Pozostaje pytanie ile z tej wiedzy, w której posiadaniu znajdują się „nowe władze” zostanie objawione obywatelom. Czy dowiemy się całej prawdy, czy tylko „właściwe” pół zgodnie z polityczną potrzebą „dobrej zmiany”? Czy nastąpią w wyniku tej „całej prawdy” jakieś konkretne posunięcia? Czy nastąpi wykluczenie z życia publicznego wszystkich osób niewiarygodnych bo powiązanych z Magdalenką i okrągłym stołem? I najważniejsze – czy wyborcy pójdą w końcu po rozum do głowy i zaczną wyciągać konsekwencje z dokonanych dotychczas wyborów?

Chciałbym więc wyjaśnienia udziału w tej historii tych spośród „autorytetów”, którzy ciągle w ten czy inny sposób piastują do dziś ważne stanowiska w państwie, jeśli nawet nie bezpośrednio to poprzez kolejne pokolenia zależności i „układów” politycznych. Bo choć rządy się zmieniały, to nie zmieniał się styl rządzenia, ani prawo na podstawie którego władza egzekwowała (i do tej pory egzekwuje) swoje uprawnienia i „kompetencje” wobec obywateli. Ta niepisana współpraca ma miejsce do dziś nie dlatego, że jedni drugich szafują wiedzą z teczek, ale dlatego że im wszystkim obecny system się opłaca. W ten sposób każda „zmiana” polega w gruncie rzeczy na tym że wszystko zostaje po staremu za wyjątkiem ryjów które się przy korycie wymieniają. Choć jedni i drudzy wymieniali się u steru, to istota dogoworu z Magdalenki przyklepana pod okrągłym stołem, czyli możliwość grabienia i żerowania na tubylczym narodzie, pozostała do dziś nietknięta. Czy dowiemy się w końcu całej prawdy bez pomijania roli również tych, którzy obecnie sprawują władzę, a dziedziczących po ś.p. Lechu Kaczyńskim jego niejasny udział w Magdalence? Czy też wiedza (podobnie jak władza) zmieni po prostu po raz kolejny właściciela, który będzie nią w taki sam sposób jak poprzednicy, tj. dla własnych celów i ambicji szermował… (Odys)

„…Gdy miałem zaszczyt być posłem na Sejm, zwróciłem się z zapytaniem poselskim do ówczesnego Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro o ujawnienie protokołów z ,,obrad” z Magdalenki, przedstawicieli władzy i ,,opozycji”. Minister Ziobro odpowiedział mi, że spotkania w Magdalence nie były protokołowane. Nie wiem, czy rzeczywiście mógł nie wiedzieć o tym, że były protokoły albo mnie okłamał, ponieważ nie chciał rozgrzebywać roli w ,,Magdalence” Lecha Kaczyńskiego. Wyjaśniam, że protokoły z obrad w ,,Magdalence” są.
Protokulantami byli: Jacek Ambroziak, Krzysztof Dubiński, Kazimierz Kłoda. Część kopii tych protokołów posiadam. Czytając wypowiedzi poszczególnych przedstawicieli władzy i pseudoopozycji, mam wrażenie jakby ci ludzie znali się od wielu lat, jakby to byli koledzy. Stronę rządową reprezentowali; Kiszczak, Ciosek, Reykowski (on wszystkie ustalenia przekazywał do Tel Avivu i od nich brał wskazówki), Sekuła, Gdula, Kwaśniewski i inni.
Ze strony tzw. opozycji udział brali: L. Kaczyński, Wałęsa, Geremek, Mazowiecki, Kuroń i inni oraz Ks. Bp. Tadeusz Gocłowski i Ks. Alojzy Orszulik. Największe kariery polityczne z tych osób które knuły w Magdalence zrobili L. Wałęsa, A. Kwaśniewski i obecny Prezydent L. Kaczyński i to jemu poświęciłem szczególnie dużo uwagi czytając protokoły, ponieważ on teraz jest Prezydentem, o pozostałych już dużo wiemy…” (Zygmunt Wrzodak – Ściana płaczu i ściana hańby… na tle Magdalenki)

Nie sugeruję że Kaczyński współtworzył w sposób bezpośredni III RP, ale chodzi o to że pomimo „obrzydzenia” jakie rzekomo odczuwał wobec ludzi tam się układających nie zareagował właściwie. Nie zrobił NIC żeby poinformować opinii publicznej o tym co się w Magdalence rzeczywiście działo, i firmował te rozmowy swoją osobą. Wziął też dobrowolnie udział w widowisku pod nazwą Okrągły Stół, a potem jeszcze lansował kandydaturę Wałęsy na prezydenta i jawnie z nim współpracował na chwałę III RP. Nie twierdzę że Kaczyński był tutaj decydentem, ale jak dla mnie nie ma usprawiedliwienia na to że firmował to zaprzaństwo. Zwiódł w ten sposób wielu wyborców którzy uspokojeni tym że wokół Wałęsy stoją inne ważne nazwiska, zamiast protestować na ulicach przeciwko układom poszli zagłosować na „wolną Polskę”.

Pozostaje pytanie DLACZEGO ś.p. L. Kaczyński to zrobił? Czy uważał tak jak Wałęsa że „dla Polski warto ubabrać się w g…”, czy może wykonywał zlecenie dla naszych przyszłych sojuszników zza oceanu (którzy firmowali „transformację ustrojową” z „Bolkiem” na jej czele), czy też może był naiwny i wierzył w socjalizm z ludzką twarzą? Tego nie wiem, ale dopóki nie mamy dostępu do stenogramów i wszystkich materiałów co kto mówił i w jakim kontekście, pozostaje nam suchy fakt obecności i udziału „uczciwego” człowieka w szemranym dogoworze – takie są przykre fakty. Skoro więc WIEMY czemu służyło to spotkanie, to wyjaśnienie faktu uczestniczenia w nim L. Kaczyńskiego i poinformowanie opinii publicznej na czym polegała jego obecność/aktywność na tym spotkaniu, jest równie ważne jak wyjaśnienie roli i obecności pozostałych. Zwłaszcza że Polską „rządzi” teraz jego brat wraz z partią dziedziczącą spuściznę po nieboszczyku. Mogłoby to być zupełnie nieistotne i pominięte machnięciem ręki jako wątek poboczny, gdyby nie fakt wyżej wspomniany. Fundament III RP powstał w Magdalence więc wszyscy którzy firmowali to wydarzenie (nieprzypadkowo dobrani przez Kiszczaka) muszą być pod tym kątem prześwietleni. No chyba że nie muszą, bo wystarczy nam że „Bolek” jest głównym (i jedynym?) winowajcą.

Mnie naprawdę nie chodzi w pierwszej kolejności o to kto tam był a kogo nie było, ale głównie o KONSEKWENCJE wspólnego dla tych wszystkich ludzi z Magdalenki „pomysłu na życie” w postaci urządzenia sobie żerowiska na Polsce i jej obywatelach. I o wysługiwanie się tych „elit” (w konsekwencji zapoczątkowania przemian politycznych na szczeblu międzynarodowym) nowym „sojusznikom” z tzw. „zachodu”. Zarówno tym z UE, do której PIS pomagał Polskę wepchnąć, wtedy strasząc Polaków perspektywą „Białorusi” i że „nie było wyjścia”, a dziś nieudolnie twierdząc że nie dało się przewidzieć iż będzie to twór na wzór sowieckiego kołchozu, zlewaczony do granic absurdu i co gorsza narzędzie Niemiec do uczynienia z krajów sąsiednich neokolonii. Oraz sojusznikom zza oceanu, którzy utrzymując nas w przekonaniu że jesteśmy „wschodnią flanką NATO” nie chcą się jednocześnie zgodzić na wzmocnienie swojego „strategicznego” sojusznika w europie środkowo wschodniej (kwestia baz NATO czy tarczy antyrakietowej), za to chętnie nas napuszczają na Rosję. Pamiętajmy że Amerykanom nie przeszkadzało to, że służby i władze PRLu (wysługujące się ZSRR czyli wrogowi USA) przeszły suchą stopą „transformację ustrojową” bez weryfikacji, by zostać jak gdyby nigdy nic sojusznikami „jasnej strony mocy” (w slangu CIA zostali „zawróceni”). Nasz główny sojusznik pomógł w przeprowadzeniu tej „transformacji” wiedząc że jest to zdrada narodu, do którego żywią (oficjalnie) wielki szacunek i którego bojowość z jaką zwalczał komunę (SIC!) sobie do dziś cenią, a wszystko to pomimo wiedzy kim był Wałęsa i jego zaufane otoczenie, oraz oczywistej oczywistości że 4 czerwca 1989 roku komuna w Polsce upadła…na cztery łapy.

Pamiętajmy więc o co tak naprawdę chodziło w tej „transformacji”, a chodziło o podwaliny prawne ustroju państwa socjalistycznego z podziałem na poszczególne koryta dla przyszłych beneficjentów władzy. Jest to bowiem do dziś nasza PRAWDZIWA narodowa tragedia. Tu już naprawdę nie chodzi o zdradę Wałęsy, przebiegłość Kiszczaka, brak protestu Kaczyńskiego czy bezczelność Kwaśniewskiego. Chodzi o tzw. „system” w jakim do dziś funkcjonujemy jako obywatele tego kraju, czyli o „program gospodarczy” realizowany przez każdy kolejny rząd i to bez względu na to kto (nie)rządzi, który polega od 25 lat na tym samym – wywłaszczaniu Polaków z ich własności poprzez podatki (i składki), oraz na zadłużaniu nas pod pretekstem „państwa opiekuńczego” w celu redystrybucji „legalnie” zagrabionej obywatelom własności do kieszeni kolejnych rządów i tzw. „opozycji”. Naprawdę nie jest ważne czy okrada nas Kiszczak, Wałęsa, Kwaśniewski czy Kaczyński – ważne że tam w Magdalence wszyscy oni uczestniczyli w tworzeniu tego systemu, i że każdy z tych „ojców założycieli” (bez względu na rolę!) korzystał i do tej pory materialnie z  niego korzysta… (Odys)

komentarz znaleziony w internecie… Pisze GakSong:

„Przecież tu nie chodzi o to, że Wałęsa to ” był zwykły człowiek, który coś tam podpisał”. Był głównym elementem gry i manipulacji, a do tego dobrze wiedział jaką przypisano mu rolę. Wałęsa – zwykły ubecki słup – od picia wódki z Kiszczakiem i Jaruzelem. Wmonotowany przez UB w środowisko „opozycyjne” i wykreowany na lidera, którego swego czasu naród nosił na rękach. Mentalny i moralny degenerat. Miał być ikoną „transformacji” i gwarantować brak rozliczeń. Poza tym okrągły stół to nie był „początek wolności” , tylko podział władzy między socjalistów z PZPR, a socjalistów opozycyjnych. Kuroń, Michnik, Geremek, Mazowiecki, i inni „opozycjoności” wcale nie walczyli z „ludową ojczyzną”, szli po władzę ze sztandarem ” socjalizm tak, wypaczenie nie”. Prawdziwi opozycjoności byli katowani po komisariatach, zwalniani z pracy, bici na ulicach, albo lądowali w lesie, lub rzece. Bolek-Wałęsa, bardzo szybko został rozpoznany jako podejrzany, który sprzedał się. Ale wtedy jeszcze nie uchodził za totalnego konfidenta służb. Przecież cała ta góra „opozycji”, którą wymieniłem, zawsze walczyła z dekomunizacja, odkryciem prawdziwych twarzy partyjniaków i kofidentów ( przecięż sami nimi byli), a potem ostatecznie przyczynili się do zrujnowania ekonomicznego, gospodarczego Polski. Nie ma dla nich żadnego usprawiedliwienia… Niech młodzi nie łykają tekstu, że to co mamy to zawdzięczamy Wałęsie i ” co by było, gdyby nie on”. Wszystko co zawdzięczamy jemu i jego kolegom to ” kamieni kupa”. A na koniec – chyba Lenin powiedział te słowa „najlepszą metodą kontrolowania opozycji, jest stanąć na jej czele„.

podobne: Stanisław Michalkiewicz: „Wilki zmieniły skórę” czyli… jak 4 czerwca upadł komunizm (na cztery łapy). a także: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS” i to: „Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu” czyli… Zakontraktowane łgarstwo „święta wolności” oraz „lux in tenebris” oraz: Po debacie w “Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na “patriotyzm” i “konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi. polecam również: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”.

rys. Buch

rys. Buch

Król chłopiec do „Z chłopa król” (Jacka Kaczmarskiego)


„Za wszystkie głupstwa królów płacą ich narody”

Adam Martinakis – Złoty Chłopiec

– Horacy (65 – 8 p.n.e.) – poeta liryczny

drwią trzciny z Midasa
co ośle ma uszy,
bo go satyr nie bóg
muzyką swą wzruszył

w metal złoty zmienia
czego tylko dotknie,
bo zapomniał biedny
myśleć zanim powie

na nic sądu władza
próżny dotyk szczodry,
gdy królem jest chłopiec
naród chodzi głodny

Odys, sierpień 2015

podobne: „Normalny wariat”  oraz: „Królestwo Bez Kresu”. i to: William Szekspir Sonet 66 a także: Idy Marsowe polecam również: Król Midas i jeszcze: „Do dwunastu mediów” czyli „wiersz do każdego polskiego ucha”.

Jacek Kaczmarski – „Z chłopa król”

Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.


„O roku ów! Kto ciebie widział w naszym kraju!” – ten incipit XII księgi „Pana Tadeusza” powtórzy każdy Polak, także niżej podpisany, wspominając z autopsji Sierpień 1980 i następnych kilkanaście miesięcy pierwszej „Solidarności”. Było to bowiem wspaniałe doświadczenie zbiorowej inwencji i żywiołowej samoorganizacji narodu – ostatnie polskie pospolite ruszenie o sile tak wielkiej, że choć samo ulec musiało w starciu z profesjonalnym aparatem przemocy, to jednak zdołało nieodwołalnie zmienić nie tylko Polskę, ale i cały pojałtański świat. I to na zawsze pozostanie powodem do dumy tych ludzi, którzy pod szyldem pierwszego niereżimowego związku zawodowego na wschód od Łaby w istocie upominali się o polskie tradycje wolnościowe i prostowali ścieżkę do niepodległości.

Pierwotnie strajki w lipcu i sierpniu 1980 r. miały być zapewne kolejnym w historii PRL  „kryzysem kontrolowanym”. Ekipa urzędująca (Gierek, Jaroszewicz) miała być ostatecznie (po nieudanej próbie z roku 1976) wysadzona z siodła przez ekipę aspirującą (Jaruzelski, Kania) – co wymagało podniesienia „fali niezadowolenia społecznego” na tyle wysoko, by usprawiedliwić przewrót pałacowy. Jednak uruchomiona wówczas dynamika zdarzeń okazała się ostatecznie destrukcyjna dla całego bloku sowieckiego. Czynnikami, których wpływu na sytuację w Polsce z pewnością nie docenili komuniści, były z jednej strony słowa modlitwy Papieża Wojtyły, a z drugiej – pieniądze zainwestowane przez Zachód w rozwój opozycji za żelazną kurtyną.

Tak, czy inaczej, prowokacja przerosła prowokatorów. Podczas strajków sierpniowych minister Kowalczyk mógł jeszcze uspokajać sekretarza Gierka tłumacząc, że na czele strajku w Gdańsku stoi „nasz człowiek” (według relacji Rolickiego i Bożyka). Do czasu wszystko zdawało się być pod dobrą kontrolą operacyjną. Do Gdańska wysłani zostali np. specjalnym samolotem eksperci-doradcy, którym władza powierzyła misję temperowania „nierozsądnych” postulatów robotniczych (wg relacji Staniszkis i Cywińskiego). Nawet podpisanie porozumień, zwanych nie całkiem ściśle sierpniowymi (30 VIII Szczecin, 31 VIII Gdańsk, 3 IX Jastrzębie-Zdrój, 11 IX Huta Katowice/Dąbrowa Górnicza), nie musiało oznaczać końca systemu – skoro Wałęsa – ”Bolek” nie stanowił tu wcale wyjątku, a większość sygnatariuszy była związana więzami lojalności z aparatem władzy (SB, PZPR). Skala zjawiska jakim okazał się NSZZ „Solidarność” (10 milionów członków w ciągu paru miesięcy) przerosła  najczarniejsze obawy jednych i najśmielsze oczekiwania drugich.

Sowieci popełnili fatalny w skutkach dla siebie błąd – z przyczyn politycznych, finansowych i wizerunkowych (m.in. koszta olimpiady oraz wojny afgańskiej) nie działając wedle sprawdzonego wielokroć wzorca i nie dokonując pokazowej masakry (por.: Berlin 1953, Poznań, Budapeszt 1956, Nowoczerkask 1962, Czechosłowacja 1968, Wybrzeże 1970, Radom, Ursus 1976). Kiedy ostatecznie po 15 miesiącach zdecydowali się na pacyfikację – powierzając wykonawstwo swym polskim plenipotentom – było już za późno. „Demoralizujący” przykład „Solidarności” doprowadził do zmian praktycznie nieodwracalnych nie tylko w Polsce, ale i w innych państwach bloku sowieckiego.

„Solidarność”, jak wiadomo, odegrała tu rolę prometejską – niczym w tragicznym micie: sama nie przeżyła swej dziejowej misji. Co nie udało się w ciągu pierwszych kilkunastu miesięcy, to powiodło się aż nadto dobrze w ciągu kolejnych lat stanu wojennego: infiltracja, eliminacja przez zabójstwo lub wypchnięcie na emigrację „oszołomów”, selekcja „konstruktywnej opozycji” do udziału w inscenizacji „okrągłego stołu”. Polskojęzyczni sowieci, Jaruzelski i Kiszczak doskonale zrealizowali program wytyczony jeszcze w roku 1981 przez Geremka (w dialogu operacyjnym z Cioskiem, według depeszy ambasadora Neubauera) – ów prominentny autorytet rekomendował wówczas  szybką pacyfikację, by następnie wykreować nowy związek, już „bez programu gdańskiego” i „bez Matki Boskiej w klapie”. Istotnie, dla większości członków władz Związku wybranych na pierwszym Zjeździe w roku 1981 nie znalazło się miejsce w Neo-Solidarności reaktywowanej w roku 1989. To jednak temat na osobne wypominki.

Jakie są tymczasem najcenniejsze lekcje na dziś, jakich udziela nam własna historia sprzed niespełna trzech i pół dekady? Po pierwsze: nie dać się więcej nabrać na żadnego Wałka -”Bolka”; w świetle tamtych doświadczeń ta prawda powinna być już dziś oczywistością dla polskich państwowców: nie należy szukać pozytywnego rozstrzygnięcia sprawy polskiej w drodze konkursu na męża opatrznościowego – bo bezpieka kreuje takie „genialne jednostki” w tempie szybszym niż możemy się połapać.

Po drugie: okazuje się, że każdą koniunkturę można jakoś wykorzystać – dla podniesienia kwestii polskiej na wyższy poziom.

Tymczasem najważniejsze: nie dać się ostatecznie ograbić i pozabijać. A kiedy nasza aktualna „władza ludowa” zafunduje nam następny „kryzys kontrolowany” (zgodnie z zasadą: „Wiele musi się zmienić, by wszystko zostało po staremu”) –  wówczas właśnie pamiętajmy o kluczowym doświadczeniu Sierpnia ’80: prowokacje zawsze ostatecznie przerastają prowokatorów.

Grzegorz Braun

źródło: www.pch24.pl

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Polacy zostali zsowietyzowani tak skutecznie, że socjalizm (myśl przewodnia komuny) do dziś bryluje zarówno w postrzeganiu gospodarki przez zwykłych ludzi (postawa roszczeniowa), jak i w systemach prawnych ją regulujących. Prawda jest taka, że ciągle żyjemy w „komunie”, poprzetykanej dla niepoznaki (na z góry ustalonych zasadach) neo-kapitalistycznymi wtrętami, w celu zamaskowania i „złagodzenia” złodziejskiej ręki keynesizmu, etatyzmu i interwencjonizmu, oraz z niepohamowanego pędu ku zadłużaniu się (kredytowaniu marnotrawstwa, które łże-elity nazywają „wydatkami publicznymi” a niekiedy nawet „inwestycjami”). Koncesjonowani „kapitaliści” kupili sobie za łapówki albo poprzez system układów z władzą niemal cały „wolny” rynek, który jest tylko z nazwy wolny. System nakazowo rozdzielczy przyjął cywilizowaną formułę, ale to ciągle jest ta sama patologia. Naród został nią skażony w jakichś 90% (taki jest odsetek ludzi głosujących w wyborach na programowo socjalistyczno-etatystyczne partie.

Socjalistyczny styl myślenia przejawia się głównie w potrzebie dominacji państwa w życiu gospodarczym (państwo jest „najlepszym gwarantem”), mylnym przekonaniu obywateli, że państwo powinno się nimi „opiekować (wszystko powinno być państwowe bo wtedy jest „darmowe”) i w negatywnym postrzeganiu inicjatywy prywatnej. Tzw. „prywaciarze” to ciągle dla większości Polaków krwiopijcy i mało kto zadaje sobie trud zrozumienia, że niskie zarobki i bezrobocie, to głównie efekt „opieki państwa” i jego potrzeby trzymania wszystkich za pysk, co odbywa się poprzez zabór prywatnego mienia i siły nabywczej portfeli Polaków gównie za sprawą ucisku fiskalnego i „składkowego”. Ten brak rozeznania prostych zasad ekonomii (żeby coś „rozdać” to najpierw trzeba komuś zabrać!), skutkuje najogólniej rzecz ujmując mentalnością niewolnika, który pozbawiony owoców swojej pracy (w coraz większym stopniu) wyciąga rękę po „darmowe” państwowe „usługi”. Dlatego ludzie ciągle oczekują od władz (która nie wyprowadza ich z indolencji ekonomicznej) i dlatego ciągle wybierają notorycznych złodziei i oszustów, którzy obiecują kraść bogatym i rozdawać biednym. To są REALNE symptomy zsocjalizowania (esencją sowietyzacji był przecież socjalizm w sferze praw własnościowych) do którego dochodzi tumiwisizm, relatywizm w sferze moralnej a co najwyżej „neutralność” wobec patologii jakie mają miejsce w państwie i w codziennym życiu (efekt wyrugowania samodzielności). Ponad 90% obywateli ciągle (od 25 lat) wybiera do władzy socjalistów – notorycznych złodziei majątku i swobód obywatelskich – to jest pokłosie tej „dobrej roboty” sowietów.

Zryw tzw. „solidarności” był „autentyczny” o tyle o ile opierał się na strajku robotniczym (buncie przeciwko bankrutującemu systemowi gospodarki nakazowo-rozdzielczej). Jednak gdy się czyta postulaty robotników, to nie da się nie zauważyć że swoją treścią nie odbiegają one od ideologii socjalistycznej na której zasadzał się właśnie komunizm (sic!). Robotnicy zbuntowali się więc przeciwko „własnej sprawie”, w moim odczuciu TYLKO DLATEGO, że większość obywateli nic z tego systemu materialnie nie miała (i mieć nie mogła!), poza oczywiście kastą wybrańców z PZPRu i tzw. „nomenklatury” – stanowisk w monopolu państwowym. Solidarność opierała się na strajkach robotniczych, które były wynikiem pogarszających się warunków bytowych i płacowych w gospodarce. Ludzie ci nie uważali jednak „zdobyczy socjalizmu” za patologię, ale byli przekonani że bieda, syf, i poróbstwo to „tylko” wynik „niesprawiedliwego podziału dóbr” – „socjalizm TAK, wypaczenia NIE”. I taka była główna przyczyna „ostatniego powstania” Polaków! Ci ludzie dalej nie wiedzieli (nie posądzam wszystkich o brak złej woli, czy głupotę) dlaczego dzieje się źle, ale wiedzieli kto za ten stan rzeczy odpowiada i że jest to komunistyczna władza (bo innej wtedy nie było) więc się przeciw niej zbuntowali, w dalszym ciągu domagając się „pracy i chleba” OD WŁADZY (sic!). Dopiero z czasem ruch ten przekształcił się w zryw wolnościowy, o ile można nazwać bunt we własnym interesie ekonomicznym (klasy robotniczej) ruchem „wolnościowym” całego narodu. Ciągle jednak główne postulaty „wolnościowe” kręciły się wokół „społecznego” modelu gospodarki. Mit solidarności walczącej o wolność całego narodu, który jednak nie szedł w kierunku potrzeby zasadniczej zmiany własnościowej w Polsce był właśnie największym „wolnościowym” kłamstwem.

Niewątpliwie możemy się dziś cieszyć z pewnego rodzaju wolności – głównie od terroru (bo dziś nikt nikogo nie wywiezie na sybir, ani kręgosłupa nie połamie w jakiejś ubeckiej katowni), jednak spora część obywateli, która miała wątpliwą przyjemność wpaść w tryby „nowego” systemu, zwłaszcza próbując grać poza nim i po swojemu, zdążyła już doświadczyć owej wolności na własnej skórze i ma na ten temat zgoła odmienne zdanie. Żywe przykłady zniszczonych przez system (nie)sprawiedliwości uczciwych ludzi każdy z nas zna, jak nie z tzw. mediów to często z własnego doświadczenia. Wiec i ja – jako prosty obserwator życia – mam spore wątpliwości co do tego „głębokiego przekonania” (głównie naszych elit politycznych i tzw. „inteligencji”, ze świata nauki, kultury, prawa, ekonomii i innych dziedzin życia społecznego), że od 25 lat Polacy mogą się cieszyć wolnością. Jestem wręcz przekonany, że jako naród nie odzyskaliśmy jej. Odzyskały ją za to na pewno (wraz z nieuprawnionym dostępem do mienia publicznego – czyli do naszych pieniędzy) tzw. „elity III RP” i ich zaplecze medialne, naukowe, kulturowe, gospodarcze i ten przywilej dotyczy zarówno rządów jak i tzw. „opozycji”. My – szarzy obywatele – możemy się co najwyżej cieszyć z pewnych swobód. Możemy mówić co chcemy 😉 możemy krytykować władzę 😉 możemy mieć różne poglądy na gospodarkę 😉 politykę, historię (dopóki nikt nam nie udowodni przed sądem, że owej swobody nadużyliśmy), bo podobno „wolność to stan umysłu” (yeah right! 😀 ). A najwięcej co możemy zrobić, to wyjechać za granicę i osiedlać się gdzie chcemy (poza Polską). To wszystko jest niewątpliwie zdobyczą „zbuntowanej” solidarności. Niestety w zasadniczej kwestii, zostaliśmy swoich praw pozbawieni. Bez których to praw nasze realizowanie się w wolności (nie mówiąc już o wpływaniu na „umiłowanych przywódców”) jest ograniczone do wspomnianych przeze mnie powyżej czynności (i to nie całkiem swobodnie 😉 ). Polacy nie zostali bowiem tym „zrywem wolnościowym” uwłaszczeni na majątku (nie nastąpiła restytucja – reprywatyzacja to ZŁE słowo! – mienia grabionego przez 50 powojennych lat) w związku z czym nie mają realnego wpływu na kształt prawa i nie mogą w sposób realny wywrzeć na stanowionej od 25 lat „wolnej polski” władzy żadnej presji…

Naród polski od momentu zniknięcia z map świata w wyniku rozbiorów jest jak tygrys z wyrwanymi zębami i pazurami – groźnie warczy i pomrukuje na przestrzeni wieków (czasem zbrojnie a czasem nie) ale NIC NIE MOŻE bo nie ma na to środków. Zryw „solidarnościowy” był autentyczny, ale jednocześnie niekompletny i to CELOWO niekompletny w swych postulatach a raczej celowo kompletny w postulatach znanych z pogadanek socjalistycznych na nasiadówkach partyjnych o tym że owszem „gospodarka jest dla ludzi” ale tylko socjalistyczna. Nasza wolność polega tylko na tym, że możemy sobie dziś na ten temat swobodnie pogadać, bo to jeden z elementów demokracji (kolejnego mitu, który jedyne co gwarantuje to stosowną większość dla socjalistów w każdych wyborach, niezależnie od szyldu pod jakim maszerują i obiecują.

Jak powtarza na swoich wykładach Pan Chodakiewicz – „transformacja ustrojowa” to BARDZO TRAFNA nazwa dla tego co się stało. System się nie zmienił tylko TRANSFORMOWAŁ i ucywilizował się w tak sprytny sposób, że podzielił się władzą z „opozycją”, dopuszczając ją do koryta. Rozdzielił majątek po tych jednostkach, które są wierne socjalizmowi a które widzą potrzebę trzymania Polaków za pysk, żeby nie bogacili się. Człowiek który nie posiada własności jest niewolnikiem systemu który „rozdaje za darmo” i obiecuje „sprawiedliwy podział”.

…Odys

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”. oraz: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie? a także: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku i to: „Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu” czyli… Zakontraktowane łgarstwo „święta wolności” oraz „lux in tenebris”. polecam również: Zenon Dziedzic: Esej o indoktrynacji. Istotą pełni życia człowieka myślącego jest jego wolność orazWozinski: Niewolnictwo nie zostało zniesione ale znacjonalizowane! na koniec: Dlaczego w Polsce jest jak jest? i toWolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?

rys. Valentine Dubinin

rys. Valentine Dubinin

„Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu” czyli… Zakontraktowane łgarstwo „święta wolności” oraz „lux in tenebris”.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

pisze CzarnaLimuzyna…

„Ani się człowiek obejrzał, a tu właśnie mija kolejna, celebrowana w ramach nowej świeckiej tradycji rocznica czegoś, co się w ogóle nie wydarzyło. W 10-stopniowej skali Orwella takie „wydarzenie” osiąga wartość 10… No ale po kolei i, niestety, na poważnie:

Myślę, że niewielu pamięta pozornie mało znaczący epizod z czerwca 1989 roku podczas wyborów do tzw. sejmu kontraktowego. Na specjalnej, uprzywilejowanej liście wyborczej zostali umieszczeni komuniści z „wyższej półki”. Zdrajcy narodu – sowieccy folksdojcze, „partyjna nomenklatura” mająca przez cały okres trwania sowieckiej okupacji zagwarantowane miejsce w poselskiej ławie.

Co się stało w dniu wyborów w 1989 roku? Wszyscy zostali skreśleni, nie uzyskując mandatu. W takim razie w jaki sposób znaleźli się w sejmowych ławach?

Lech Wałęsa, już nie tajny, lecz całkiem jawny współpracownik, otrzymawszy sygnał od towarzyszy z PZPR zaniepokojonych błędami w trakcie „obalania komunizmu”, zarządziłunieważnienie (!) wyników oraz powtórkę głosowania na komuszą listę.

Nie bez powodu S. Kania, I sekretarz KC PZPR, już w 1980 twierdził: „Wałęsa to parawan, za którym można manipulować Solidarnością”. /Wałęsa. Człowiek z teczki/

Rycerze okrągłego stołu - Zbirek

Rycerze okrągłego stołu – Zbirek

W wyniku opisanej operacji cały „obalony komunizm” rozsiadł się w pełnym składzie na ul. Wiejskiej w Warszawie, a w „chwilę” potem sowiecki generał został wybrany na urząd Prezydenta III RP.

Dlatego na pytanie: dlaczego i od kiedy w polskiej demokracji (w wyborach) jako kandydaci mogą brać udział przestępcy – złodzieje, oszuści, zdrajcy, pomocnicy morderców, lewacy, zwykli kapusie lub bardziej wykwalifikowani agenci – trzeba odpowiedzieć zgodnie z prawdą: od 1989 roku.

Trudno o bardziej dobitny przykład „demokracji bez wartości”. Na nic zdały się późniejsze ostrzeżenia polskiego papieża o przeradzaniu się takiej demokracji w „jawny bądź zakamuflowany totalitaryzm”.

Na tym właśnie polega działający od 25 lat jeden z głównych mechanizmów „okrągłego stołu” – ugruntowana w III RP „demokracja bez wartości”, w której mandat moralny jest mniej ważny od demokratycznego, a wątpliwej jakości mandat demokratyczny jest na dodatek fałszowany.

Warto również dodać, że wybór Jaruzelskiego na „prezydenta” był polityczną ustawką wynikającą z okrągłostołowego układu nazywanego w amerykańskich raportach układem „Jaruzelski – Geremek”. W popieraniu kandydatury gen. Jaruzelskiego szczególną rolę odegrał osobiście ambasador Stanów Zjednoczonych John Davies

Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Wybory z 1989 roku były jedynymi wyborami, które miały szansę naprawdę coś zmienić. Procentowy udział ówczesnych „lemingów” oscylował bowiem poniżej 50% uprawnionych do głosowania. Dlatego trzeba było zawrzeć „umowę” gwarantującą środowiskom przestępczym nie tylko bezkarność, ale i wiadome przywileje oraz ciągłość pokoleniową i „ideową”.

Parafrazując niedawną rocznicową wypowiedź beneficjenta układu Komorowskiego, można rzec: republika kłamstwa narodziła tu w Polsce i ma się całkiem dobrze.

Republika kłamstwa, czyli słów kilka do naszej „prawicy”

Wyście drodzy Państwo tę swoistą pepinierę o innej orientacji etycznej wyhodowali na własnych grzbietach. Tuczycie ją nadal, oglądając jej prominentnych przedstawicieli w „zależnych i niezależnych” mediach. Uwiarygodniacie ją, tocząc jałowe dysputy w świetle kamer. Wbici w pychę wywyższacie się ponad przysłowiowych idiotów (lemingów), a równocześnie nie widzicie w lustrze odbicia zadufanego w sobie leminga z innej „prawicowej” hodowli.

Myślę, że najwyższy czas, aby polska prawica przerwała trwające 25 lat rozdwojenie jaźni. Nie można akceptować stworzonego przez komunistów systemu i równocześnie naiwnie oczekiwać, aby spełniał on funkcję polskiego państwa.

Dalsze istnienie republiki kłamstwa, uznawanie go za uprawniony byt w toczącej się polskiej historii jest zgodą na niezbyt sytą i niezbyt szczęśliwą niewolę, a na taką godzą się tylko pozbawieni dumy i godności niewolnicy.

źródło: ekspedyt.org

pisze Pan Stanisław Michalkiewicz…

rys. Żukow

rys. Żukow

(…) demokracja nie polega na tym, by obywatele wybierali, tylko – by wybierali słusznie, to znaczy – formacje i osoby zatwierdzone. Zatwierdzone przez kogo? Przez tych, którzy przygotowują alternatywę polityczną dla wyborców. A po czym poznać, że alternatywa polityczna dla wyborców została prawidłowo przygotowana? Ano po tym, że bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane.

I tak właśnie miało być i tym razem – na co wskazują niemal identyczne wyniki Platformy Obywatelskiej i PiS-u, podobnie jak wyniki SLD i PSL – ale Korwin-Mikke znienacka włożył nogę w drzwi. Stąd jazgot i uspokajające prognozy, że to tylko taki jednorazowy fajerwerk, błysk meteoru, po którym znowu zapanują miłe, znajome ciemności. Ale może to nie fajerwerk, tylko lux in tenebris, czyli światło w ciemnościach, spowodowane wejściem na polityczną scenę nowej generacji, buntującej się przeciwko okupacji Polski przez kreatorów i gwarantów układu okrągłego stołu (…)”

„(…) Nie ma przypadków – mawiał nieodżałowanej pamięci ksiądz Bronisław Bozowski – są tylko znaki – no i znak właśnie się pojawił. Kiedy w naszym nieszczęśliwym kraju, podobnie jak w innych krajach nieszczęśliwej Europy odbywały się wybory do Parlamentu Europejskiego, w warszawskim szpitalu wojskowym umierał generał Wojciech Jaruzelski, najwyższy reprezentant i duszeńka polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, z którą z łaski Józefa Stalina naród polski musi dzielić terytorium państwowe. Z jego osobą już na zawsze związany jest największy szwindel, jakiego ofiarą padł naród polski. Uwierzył on mianowicie, że wolność można odzyskać bez ryzyka. Jednak bez ryzyka, to można odzyskać tylko namiastkę wolności – i właśnie coś takiego zostało w 1989 roku narodowi polskiemu zaoferowane przez szykującą się do ponownej okupacji kraju razwiedkę. Symbolicznym wyrazem tego szwindlu było wołanie, że oto „upadł komunizm”, czego symbolicznym wyrazem miał być wybór przywódcy tych upadłych komunistów na pierwszego prezydenta „wolnej Polski”(…)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

(…) Dlatego teraz mogą tak gardłować i 4 czerwca nazywać „świętem wolności”, chociaż przecież żyją ludzie pamiętający, że tamte wybory nie były wolne, tylko kontraktowe, w rezultacie siuchty przygotowanej w Magdalence przez generała Kiszczaka i jego konfidentów. Ale skoro sam prezydent Obama swoją obecnością ma utwierdzić nas w przekonaniu, że wybory były wolne, to czyż wypada wierzgać przeciwko takiemu ościeniowi? Jasne, że nie wypada, więc w ramach myślenia pozytywnego cieszmy się, że Kukuniek z panią Krzywonos i ministrem Sikorskim nie przyznali Nagrody Solidarności jakiemuś banderowcowi. Pewnie by się specjalnie nie krępowali, ale tak się akurat złożyło, że złowrogi Putin zajął Krym, więc szczęśliwie można było i się podlizać i nie stracić wianuszka.

Ale skoro już jest rozkaz, żeby dzień 4 czerwca specjalnie wyróżnić, to przypomnijmy raczej i sobie i prezydentowi Obamie nieudaną próbę ujawnienia komunistycznej agentury w strukturach państwa. Podobnie jak w wieku XVIII ta agentura jest całkowicie bezkarna i podobnie wpływowa. Wtedy ta jej bezkarność i wpływy doprowadziły do śmierci państwa. Do czego doprowadzą dzisiaj?”

całość tumichalkiewicz.pl

…4 czerwca 1989 „wolne wybory” i 4 czerwca 1992 „noc teczek”… a od maja zeszłego roku (2013) 4 czerwca jako „Dzień Wolności i Praw Obywatelskich”… 4 czerwca obchodzimy w Polsce wielką kumulację kpiny z narodu polskiego i politycznego łgarstwa… Odys

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

polecam również: Co takiego czczą „farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego „Nocną zmianę”

podobne: Czekoladowy „ożeu… i morze”. Co takiego „świętujemy” 2-go maja?

oraz: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?

a także: Jak zainstalowano w Polsce „kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi.

Magdalenka. Kiszczak Kaczyński Ciosek Geremek Bujak Kuroń Wałęsa Michnik i inni... w Magdalence omawiane było że prawica nie ma prawa NIGDY dojść do władzy

Magdalenka. Kiszczak Kaczyński Ciosek Geremek Bujak Kuroń Wałęsa Michnik i inni… w Magdalence omawiane było że prawica nie ma prawa NIGDY dojść do władzy

i to: Jak Kaczyński oszukuje Polaków.

oraz: Polska przeżywa złoty wiek a Polacy lubią demokrację

i to: „Rocznica podróbki” czyli… POd „okrągłym stołem”.

Stanisław Michalkiewicz: „Rocznica podróbki” czyli… POd „okrągłym stołem”.


fragment:

25 lat temu, 6 lutego 1989 roku, rozpoczęło się w Warszawie widowisko telewizyjne pod tytułem „Obrady Okrągłego Stołu”. Widowisko było przeznaczone dla tzw. szerokich mas – żeby na własne oczy zobaczyły, jak Umiłowani Przywódcy, starannie wyselekcjonowani przez generała Czesława Kiszczaka gwoli skompletowania z nich tzw. „strony społecznej”, strasznie osaczają komucha, jak osaczony, przyparty do ściany komuch się wije, słowem – żeby tzw. szerokim masom dostarczyć odrobiny satysfakcji i wrażenia politycznego wyzwolenia. Nawiasem mówiąc, komuch rzeczywiście się wił, ale raczej ze śmiechu, bo doskonale wiedział, że w miejscach mniej eksponowanych i w gronie jeszcze bardziej zaufanym, kładzione są właśnie ustrojowe fundamenty III Rzeczypospolitej.

To widowisko telewizyjne było poprzedzone drobiazgowymi przygotowaniami, obejmującymi dwa nurty, które nazwałbym „systemowymi”. Oto po spotkaniu prezydenta Reagana z sowieckim gensekiem Gorbaczowem w Rejkjaviku na Islandii, gdzie obydwaj przywódcy rozmawiali o porządku politycznym w Europie, który miałby zastąpić podlegający postępującej i coraz szybszej erozji porządek jałtański, stało się jasne, że istotnym elementem tego porządku będzie ewakuacja imperium sowieckiego z Europy Środkowej. A nie ulegało dla nikogo wątpliwości, że kiedy Sowieciarze się z Europy środkowej wycofają, to ustrój, jakiego świat nie widział nie przetrwa ani dnia dłużej choćby dlatego, że nikt już nie będzie dawał na to pieniędzy. Zatem środowisko władzy komunistycznej w Polsce, tzw. „nomenklatura”, rozpoczęło przygotowania do zajęcia uprzywilejowanej pozycji społecznej w nowych warunkach ustrojowych, w których nie będzie się już liczyła znajomość Marksa i Engelsa na wyrywki, tylko stan posiadania.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Ten stan posiadania trzeba było jakoś zgromadzić, ale jak, skoro nie było przecież innego majątku, jak państwowy? Toteż chociaż w 1986 roku jeszcze socjalizm oficjalnie uchodzi za najlepszy ustrój na świecie, ze Związkiem Sowieckim na czele, to już wokół przedsiębiorstw państwowych zaczynają się pojawiać spółki nomenklaturowe, rozkradające majątek państwowych przedsiębiorstw pod osłoną „surowych praw stanu wojennego”. Typowa spółka nomenklaturowa, tworzona przez dyrekcję, ubeków, wojskowych, prokuratorów, albo ich żony, gdy oni sami woleli uniknąć ostentacji, monopolizowała zaopatrzenie przedsiębiorstwa państwowego w surowce, materiały energię i wszystko inne z jednej strony, a z drugiej – monopolizowała sprzedaż wyrobów tego przedsiębiorstwa, przechwytując w ten sposób od przodu i od tyłu cały zysk, podczas gdy w przedsiębiorstwie zostawało trochę dymu i bezradna załoga, skutecznie terroryzowana „surowymi prawami”.

rys. Żukow

rys. Żukow

Miało to również swoje dobre strony, bo dla potrzeb uwłaszczającej się nomenklatury zlikwidowany został de facto ustrój socjalistyczny w gospodarce. Dokonało się to jeszcze przed „okrągłym stołem” bo w październiku 1988 roku, kiedy to uchwalona została ustawa o działalności gospodarczej, autorstwa Mieczysława Wilczka. Znosiła ona obowiązek uzyskiwania zgody władzy publicznej na prowadzenie działalności gospodarczej, jednym pociągnięciem pióra ustalając, że dozwolone jest wszystko, co nie jest zakazane, a nawet – że można zatrudniać pracowników bez obowiązkowego pośrednictwa urzędów pracy. Reglamentację pozostawiała ona bodajże w 11 przypadkach, których wspólnym mianownikiem było ryzyko sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego (obrót bronią, amunicją, materiałami wybuchowymi, wytwarzanie trucizn, hurtowy obrót lekami, spirytusem i wódką, prowadzenie agencji detektywistycznych i celnych itp.).

Nietrudno było się domyślić, że o ile nomenklatura, tworząca za komuny aparat państwa, chciała mieć całą gospodarkę pod kontrolą i ciągnąć z tego tytułu zyski, to po uwłaszczeniu się, żadnej kontroli nad sobą mieć nie chciała. Toteż ją jednym pociągnięciem pióra zlikwidowała, likwidując jednocześnie ustrój socjalistyczny. Wejście w życie ustawy o działalności gospodarczej 1 stycznia 1989 roku wywołało w Polsce prawdziwą eksplozję przedsiębiorczości również w środowiskach do nomenklatury nie należących – bo ustawa pozwalała działać każdemu. Kres tej swobodzie położył dopiero właśnie „okrągły stół”, a ściślej – następstwa poczynionych tam, to znaczy – nie tyle „tam”, bo „tam” niczego naprawdę nie ustalano, tylko w tych wszystkich Magdalenkach.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Drugim nurtem systemowych przygotowań do transformacji ustrojowej była selekcja kadrowa w strukturach „podziemnych”. Wtedy prawie nic o tym nie było wiadomo, podczas gdy dzisiaj – trochę więcej, między innymi dzięki zachowanym w IPN notatkom z rozmów Jacka Kuronia z pułkownikiem SB Janem Lesiakiem. Pułkownik Lesiak otrzymał był od Jacka Kuronia ofertę polityczną – oczywiście nie dla niego, bo on był tylko rodzajem postillon d’amour między Jackiem Kuroniem, a wojskową razwiedką, która w drugiej połowie lat 80-tych była – jeśli oczywiście nie liczyć Sowieciarzy – absolutnym hegemonem na polskiej politycznej scenie. Oferta była następująca: jeśli władza, tzn. razwiedka, dyskretnie pomoże nam w wyeliminowaniu ekstremy z podziemnych struktur, to my udzielimy władzy gwarancji zachowania pozycji społecznej w nowych warunkach ustrojowych i zachowania tego, co sobie teraz kradnie – żeby tam nie wiem co. W 1986 roku była to już oferta poważna, a najlepszym tego dowodem jest to, iż została przyjęta za podstawę umowy „okrągłego stołu”. W tej sytuacji wypada nam rozebrać z uwagą kwestie terminologiczne; kto to byli ci „my”, w których imieniu przemawiał Jacek Kuroń, co to była ta „ekstrema”, którą trzeba było wymiksować, no i dlaczego trzeba było to zrobić…

całość tu: michalkiewicz.pl

Każdy trochę myślący Polak wie, że ,,okrągły stół” był na rękę siepaczom komunistycznym, po to aby komuniści zamienili książeczki czerwone na czekowe. Pseudo-opozycja w Polsce na czele z Michnikiem, Kuroniem, Geremkiem i Wałęsą przygotowali miękkie lądowanie dla komunistów zamiast ich rozliczenia. Oczywiście, że bez porozumienia się, światowych mocarstw  nie byłoby oddania władzy przez komunistów na rzecz ich agentów z różnych lóż masońskich zainstalowanych w Nowym Yorku czy w Paryżu i Berlinie z koordynacją w Tel Avivie. Mieli tylko jeden problem, jak ten plan mocodawców ze Wschodu i z Zachodu wdrożyć w Polsce i  właśnie do tego potrzebny był teatr pod nazwą ,,okrągły stół” gdzie komuch dobrał sobie do rozmów swojego agenta. Jak coś nie wychodziło przy ,,okrągłym stole”  rozmowy zakulisowe przenoszono do w Magdalenki…  (Ściana płaczu i ściana hańby… (na tle Magdalenki)

polecam również: Jak zainstalowano w Polsce “kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi. a także: Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?

Rycerze okrągłego stołu - Zbirek

Rycerze okrągłego stołu – Zbirek

Stan wojenny był tragedią dla Polski, ale niektóre środowiska dalej robią sobie żarty gloryfikując komunistów.


12.12.2013 (IAR) – Stan wojenny był tragedią dla Polski – oceniają historycy. W nocy z 12. na 13. grudnia Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego na czele z generałem Wojciechem Jaruzelskim wprowadziła stan wojenny.

Historyk, profesor Andrzej Paczkowski przypomina, że była to decyzja mająca na celu powstrzymanie procesów demokratycznych rozpoczętych w 1980 roku, przez zgodę na powstanie Niezależnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Komunistyczne władze, tłumaczy naukowiec, nie potrafiły tak zmienić systemu, by znalazło się w nim miejsce dla jawnie działającej opozycji. Dlatego stan wojenny miał na celu wyeliminowanie kilku tysięcy osób, które zostały uznane za przywódców, i złamanie coraz silniejszego sprzeciwu wobec komunistycznych władz.

Komunistyczne władze po rozpoczęci stanu wojennego, internowały około 10. tysięcy osób i zdelegalizowały „Solidarność”.

Historyk, profesor Antoni Dudek przypomina, że wprowadzenie stanu wojennego było też związane z bardzo poważnymi ograniczeniami swobód obywatelskich. Odebrano prawo do stowarzyszeń, manifestacji i protestów. Wprowadzono godzinę milicyjną, wyłączone były telefony i inne środki łączności.

Historyk, profesor Andrzej Chojnowski podkreśla, że stan wojenny wpędził polskie społeczeństwo w głęboki kryzys. Wprowadzenie stanu wojennego zabiło w Polakach nadzieję na zmiany w kraju i entuzjazm związany z powstaniem Niezależnych Związków Zawodowych. Stan wyjątkowy „wypalił” polskie społeczeństwo, które do lat 90-tych pozostawało w marazmie i zniechęceniu.

Stan wojenny spowodował też gigantyczną zapaść polskiej gospodarki i spowodował że lata 80 ubiegłego wieku to dla polski jeden z najbardziej ponurych okresów w historii.

O dziś o północy, jak co roku, dawni opozycjoniści będą manifestowali przed domem generała Jaruzelskiego. W ten sposób chcą pokazać głównemu odpowiedzialnemu za wprowadzenie stanu wojennego, że pamięć o tym tragicznym wydarzeniu nie przeminie.

Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/ab    …źródło: stooq.pl

Dużo się w ostatnich dniach – jak co roku w okolicy „rocznicy” (kto to w ogóle wymyślił żeby takie tragiczne wydarzenie zaliczać w poczet „rocznic”?) – mówi o tym historycznym wydarzeniu… A jaka była główna przyczyna wzięcia za pysk Polaków w tym czasie? Władimir Bukowski w 45 sekund wyjaśnia to co „oczywiste” (szkoda że nie dla wszystkich) – Władimir Bukowski dlaczego wprowadzono stan wojenny (fragment filmu Grzegorza Brauna: „Towarzysz Generał idzie na wojnę”).

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…Ten dzień to nie tylko tragedia, ale przede wszystkim zbrodnia na narodzie Polskim… Tymczasem „żydowska gazeta dla Polaków” zwana dla niepoznaki „Wyborczą” opublikowała jak zwykle na tę okoliczność prowokacyjny tekst o SBeku który domaga się przeprosin (bo dziś im już wszystko wolno!) którego nie zacytuję bo się brzydzę a jak ktoś sobie życzy to znajdzie go pod linkiem – Honor esbeka, ale za to zacytuję w całości komentarz do tej kpiny który „mówi jak jest”…

Ten artykuł jest tak skurwiały, że będzie trochę inaczej. Będzie, cytując bramkarza Pogoni Szczecin, jedno wielkie wkurwienie. Wrażliwi niech nie czytają. Ten artykuł jest idealnym pokazaniem jak skurwiona została dzisiejsza Polska przez kurwy różnego sortu.

1. Kurwy najwyższego rzędu – esbecy, komuniści ze schyłku systemu. Kiedyś zabijali i służyli systemowi, w który w latach 80-tych nikt już nie wierzył. Wtedy w esbecji siedzieli już tylko karierowicze nienawidzący ludzi i wyładowujący swoje frustracje na społeczeństwie. Siedzieli bo mieli przywileje i tylko o to im chodziło. Dzisiaj taki skurwysyn jeden z drugim na łamach największej polskiej gazety stwierdza że „miał robotę jak każdą inną”. Otóż nie skurwysynu. Miałeś robotę taką samą jak esesman czy czekista. Z nimi się porównaj, nie ze stoczniowcami, nauczycielami czy górnikami których ty i twoi koledzy zabijali na rozkaz kurew z większa ilością gwiazdek. Hitler, Stalin i Mengele też twierdzili że „moralnie są czyści”. Gratuluję towarzystwa.

rys. Żukow

rys. Żukow

Dzisiaj skurwysynu się tłumaczysz, że wierzyłeś w system? Chyba kpisz, nikt już nie wierzył. Tak to może mówić jakiś komunista-literat z lat 20-tych, wtedy może faktycznie paru dało się omamić. Ale ty? Widzący na co dzień ten komunizm ze świniami lepszymi i gorszymi, szykanujący opozycję, korzystałeś z przywilejów kosztem innych obywateli? Ty masz czelność dziś kłamać że wierzyłeś?

Szczytem jest domaganie się przeprosin, bo ktoś kogo gnoiłeś stwierdził że nie udało się go zatrzymać. Ty się skurwysynu ciesz, że możesz w tym swoim mieszkaniu w Gdyni siedzieć i nie zostałeś pozbawiony praw obywatelskich. 

2. Kurwy podłe i zakłamane. Ziemkiewicz w jednej ze swoich książek wyliczał co Gazeta Wyborcza wrzuca na swoje łamy zawsze w rocznicę 13 grudnia. Zawsze, konsekwentnie od lat są to wywiady albo z Kiszczakiem albo z Jaruzelskim, to znowu z jakimś rosyjskim generałem albo esbekiem. Zawsze to samo, relacja jednej skurwiałej strony. Ziemkiewicz słusznie zauważył, że Wyborcza ujmowała się w swoich tekstach za wszystkimi ofiarami wszelkich wojen i sporów politycznych na świecie. Wojna w Serbii, gdzieś w Afryce, Ukraina to znowu jakieś ruchawki w Pakistanie czy zamordyzm w Chinach. Wszystkie reżimy potępiane, wszyscy opozycjoniści gloryfikowani. Za wyjątkiem jednego, reżimu komunistów w Polsce lat 1968-1989 (daty celowo bo czasem o stalinizmie czy Bierucie zdarzyło im się źle napisać).

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

I co robią dzisiaj te kurwy fałszywe? A jakże, wywiad z esbekiem. Tytuł z gatunku zimne słońce – „honor esbeka”. To jest coś takiego? A w ogóle to od kiedy wy, walczący z honorem, macie coś na ten temat do powiedzenia?
Są dla was dwie propozycje. Pogadajcie z Gwiazdą (czyli nierealny) albo dajcie relację z codziennego życia w obozie w Auschwitz oczami Rudolfa Hoessa, następnie obozowych kapo, potem dr Mengele. Będzie ubaw po pachy, zatytułujcie teksty „honor esesmana”, „Gestapo ocaliło żydów przed zagładą bo by Polacy weszli” albo „pamiętniki Rudolfa H.” Będzie tak samo uczciwe jak to co robicie ze stanem wojennym.
Stan wojenny jest matką waszych wszystkich skurwiałych kłamstw.

Tak, to co napisałem to jest jeden wielki rzyg. Ale na te kurwy przebrzydłe tylko rzygać można.

Gardzę wami, wy kurwy.       …źródło: Żelazna Logika

…i na sam koniec „Bluzg” na jednego takiego „generała” w wykonaniu Emiliana Kamińskiego – „Bluzg” czyli Życzenia dla Generała

„Pa­mięć jest przek­leństwem, to fakt […], ale również naj­wspa­nial­szym z darów. Bo jeśli stra­cisz pa­mięć, stra­cisz wszystko.” ( Anne Rice)

…a zatem pamiętajmy o tym – kto co i jak. Skąd człowiek pyszny i głupi ma wiedzieć co oznacza maksyma „historia was osądzi” i że dopóki żyją ludzie którzy są nieprzekupni to tej zależności nie da się przekręcić i bezkarnie domknąć od d..py strony. Skąd człowiek wyprany z przyzwoitości i skromności ma wiedzieć, że odpowiedzialność przed Bogiem i historią to nie jest tylko piękny slogan i że sprawiedliwość jak oliwa…. Gwałcicielu historii i pamięci! Gwałcisz sam siebie a bękart który z tego się urodził będzie żył w wiecznej nienawiści u ludzi których przekręcić nigdy ci się nie uda! Ku przestrodze dla kolejnych pokoleń. I daj Boże dla rozliczenia was wszystkich zakłamanych bandytów kiedyś w wolnej Polsce.

…Odys

podobne: Co takiego czczą “farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego “Nocną zmianę” oraz: Jeszcze o alternatywnej wersji historii pichconej przez lewicę i to: „Układ zamknięty” znów dał głos – „rzeźnik z Trójmiasta” niewinny. a także:  Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”.

jaruzel

Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?


1. Ojcowie założyciele „Niepodległej Polski”…

Tzw. "Ojcowie Założyciele Wolnej i Niepodległej Polski" - Tadeusz Mazowiecki, Czesław Kiszczak, Lech Wałęsa, Wojciech Jaruzelski, Bronisław Geremek (fot. Damazy Kwiatkowski)

Tzw. „Ojcowie Założyciele Wolnej i Niepodległej Polski” – Tadeusz Mazowiecki, Czesław Kiszczak, Lech Wałęsa, Wojciech Jaruzelski, Bronisław Geremek (fot. Damazy Kwiatkowski)

Pierwszy z lewej, niedawno zmarły, na zdjęciu uśmiechnięty. Tadeusz Mazowiecki – tworca słynnej ‚grubej kreski”, któremu Nowina-Konopka wypisał nekrolog w „GW” ,  w którym odwoływał się do sławnych słów św. Pawła, jakie apostoł napisał do swoich uczniów tuż przed swoją śmiercią. 

Drugi z lewej to generał Kiszczak, morderca w białych rękawiczkach. Rozkazodawca zabójstwa m.in.   ks. Jerzego Popiełuszki.

Trzeci  od lewej to oskarżany przez kolegów związkowców  o współpracę z SB  TW „Bolek ” (dowody w IPN), czyli szef NSZZ „Solidarność” Lech Wałęsa.

Pośrodku generał Jaruzelski współodpowiedzialny za krwawe tłumienie  strajków na Wybrzeżu w 1970 roku  oraz  okupiony krwią robotników stan wojenny w roku 1981

Pierwszy od prawej to niewidoczny na zdjeciu biskup Gocłowski,  zamieszany  swego czasu w głośną w aferę „Stella Maris”. Ten sam, który nawoływał aby „zabetonować akta IPN-u”. Ten, który pobłogosławił wreszcie 27-letni niesakramentalny związek  Donalda Tuska. Prawdopodobnie wiedział, że Tuskowi ślub kościelny miał jedynie pomóc w karierze politycznej.

Drugi od prawej Mieczysław Rakowski zatwardziały komunista, który czytał swego czasu na wizji listy do siebie pisane przez robotników , w jednym z nich proponowano mu bez ceregieli aby się powiesił na swoim czerwonym krawacie.

Trzeci od prawej Bronisław Geremek, Żyd, komunista, doradca „Solidarności” i agent STASI donoszący   niemieckim slużbom specjalnym  jak  zniszczyć od środka „Solidarność”.

źródło: mikker-story.salon24.pl

Uzupełnienie: Co takiego czczą “farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego “Nocną zmianę”

2. „Bohaterowie POwolnej i niepodległej”… 

Jelity przy pracyJAK WSZYSCY WIEMY KAŻDE PAŃSTWO DBA O WYGODĘ I BEZPIECZEŃSTWO SOCJALNE SWOICH ZASŁUŻONYCH , WYBITNYCH I BOHATERÓW (…) OTO PANTEON BOHATERÓW III R.P NA KTÓREGO STRAŻY DOBROBYTU STOJĄ PREZYDENT BRONISŁAW KOMOROWSKI PREMIER DONALD TUSK.

Gnębili Polaków, zabijali, łamali ludziom życie, albo opływali w dostatki jako komunistyczni dygnitarze. W wolnej i niepodległej Polsce mieli zostać rozliczeni. Ale nic takiego nie nastąpiło. Byli esbecy, którzy mają krew na rękach i PRL-owscy dygnitarze żyją sobie spokojnie w dostatku i luksusie.

To oni – a nie ci, którzy walczyli o wolność i demokrację – mają wysokie emerytury i święty spokój. Pułkownik Adam Pietruszka (75 l.) zabójca ks. Jerzego Popiełuszki (†37 l.) bierze 3,9 tys. zł emerytury, kapitan Marek Kuczkowski (62 l.), który porywał opozycjonistów ma 3 tys. zł emerytury i prowadzi własny biznes, a oficer prowadzący ojca Konrada Hejmę (37 l.) pułkownik Wacław Głowacki (82 l.) bierze prawie 5 tys. zł. Czy o takiej niepodległej Polsce, w której najlepiej jest dawnym ubekom i komunistycznym dygnitarzom, marzyliśmy?

1. Twórca stanu wojennego

Gen. Wojciech Jaruzelski (90l.), 6 tys. zł emerytury
Gen. Wojciech Jaruzelski przez lata dowodził polskim wojskiem i stał na czele Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a jako szef Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego podjął decyzję o wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego.

2. Rzecznik rządu

Jerzy Urban (80 l.), 4,7 tys. zł emerytury
To on stał się symbolem znienawidzonego przez Polaków reżimu, gdy został rzecznikiem prasowym komunistycznego rządu na usługach sowietów. Pełnił tę funkcję do 1989 r. Po przełomie zajął się działalnością wydawniczą, przez lata znajdował się w czołówce najbogatszych Polaków.

3. Nadzorca bezpieki

Gen. Czesław Kiszczak (88 l.), 4,1 tys. zł emerytury
Był ministrem spraw wewnętrznych w czasie stanu wojennego i po nim aż do 1990 r. To jemu podlegała komunistyczna Służba Bezpieczeństwa, która gnębiła opozycjonistów i duchownych. Od lat skutecznie unika wymiaru sprawiedliwości i wyroków za śmierć górników z kopalni „Wujek” oraz wprowadzenie stanu wojennego.

4. Prześladowca opozycji

Płk Jan Lesiak (68 l.), 3,1 tys. zł emerytury
Przez lata jako funkcjonariusz Departamentu III Ministerstwa Spraw Wewnętrznych zajmował się zwalczaniem opozycji demokratycznej. W ramach pracy operacyjnej rozpracowywał opozycjonistów PRL m.in. Jarosława Kaczyńskiego (6 4l.) i Jacka Kuronia (†70 l.). Lesiak podejrzewany jest o sfałszowanie lojalki Jarosława Kaczyńskiego. Po 1989 r. pułkownik trafił do Urzędu Ochrony Państwa i stał za akcją inwigilacji prawicy. Jak wyszło na jaw, materiały operacyjne dotyczące inwigilacji prawicowych partii politycznych, były przez niego przechowywane. Jednak nie odpowiedział za sprawę „szafy Lesiaka” – została ona umorzona z powodu przedawnienia.

5. Porywacz opozycjonistów

Kpt. Marek Kuczkowski (62 l.), 3 tys. zł emerytury
Kuczkowski należał go założonej w 1984r. nieformalnej grupy w toruńskim oddziale bezpieki znanej jako „Organizacja Anty Solidarność”. Esbecy z tej grupy znani byli z przeprowadzania wyjątkowo brutalnych porwań opozycjonistów. Działaczy porywano, wywożono do lasu, przykuwano kajdankami do drzewa, przystawiano broń do głowy, polewano toksycznym fenolem, ciężko bito i głodzono. Torturom takim poddany był m.in. poseł Antoni Mężydło (59 l.).
Kapitan po 1989 r. zajął się własnym biznesem, od lat prowadzi Akademię Psychologii Biznesu.

6. Prześladowca „Solidarności”

Gen. Józef Sasin (79 l.), 8 tys. zł emerytury
Po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 r. stanął na czele specjalnie powołanej przez kierownictwo MSW grupy operacyjnej, która miała koordynować zwalczanie członków „Solidarności”. W wolnej Polsce z powodzeniem zajął się biznesem, był jedną z osób, która ostatnia widziała przed śmiercią gen. Marka Papałę (†39 l.).

7. Śledził duchownych

Mjr Andrzej Szczepański (72l.), 2,9 tys. zł emerytury
Zastępca szefa Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Zakopanem. Rozpracowywał m.in. księdza Mirosława Drozdka (†65l.), kustosza sanktuarium na Krzeptówkach, przyjaciela Ojca Świętego Jana Pawła II (†85l.).

8. Oficer prowadzący

Płk Wacław Głowacki (78l.), 4,9 tys. zł emerytury
Wieloletni oficer departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, który zajmował się zwalczaniem Kościoła. Głowacki był m.in. oficerem prowadzącym ks. Konrada Hejmę.

9. Niszczył Kościół

Kpt. Kazimierz Aleksanderek (66l.), 2 tys. zł emerytury
To jedna z najczarniejszych postaci krakowskiej esbecji. Łamał, podsłuchiwał i werbował duchownych. To jego ludzie m.in. stali za skatowaniem kapelana nowohuckiej „Solidarności” ks. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego (57l.).

10. Zabójca księdza

Płk Adam Pietruszka (75l.), 3,9 tys. zł emerytury
Wieloletni pułkownik Służby Bezpieczeństwa, zastępca dyrektora Departamentu IV MSW zajmującego się walką z Kościołem. Odpowiedzialny za zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki. Pietruszka został skazany za to na 25 lat więzienia, wyszedł w 1995 r.

11. Szef bezpieki

Gen. Władysław Ciastoń (89l.), 8 tys. zł emerytury
Szef Służby Bezpieczeństwa od 1981 r. W 1984 r. był podejrzany o sprawstwo kierownicze zabójstwa ks. Popiełuszki, ale w wyniku interwencji najwyższych organów partyjno–państwowych jego sprawę wyłączono z procesu toruńskiego a on sam został uniewinniony. Po zwolnieniu z resortu do 1990 r. był chargé d’affaires i ambasadorem w Tiranie.

źródło: miziaforum.wordpress.com

uzupełnienie: “Układ zamknięty” znów dał głos – “rzeźnik z Trójmiasta” niewinny.

3. Wspólne dzieło „Ojców” i „Bohaterów”… (nie)POdległość gospodarcza i polityczna.

Eurokołchoz(…) Struktura gospodarki polskiej wskazuje na naszą podległość ekonomiczną. Przekaz, który chciałbym, aby zabrzmiał 11 listopada, to: odzyskajmy naszą niepodległość ekonomiczną, zachowajmy niepodległość polityczną. W obliczu coraz mocniejszych tendencji sfederalizowania Unii Europejskiej grozi nam pozbawienie wolności i niezależności typu politycznego.(…)

(…) W tej chwili mamy status ekonomiczny podobny do statusu krajów pokolonialnych. W zbyt dużym stopniu działamy na rzecz obcego kapitału, który co roku wyprowadza miliardy złotych zysku z naszego kraju. Wszędzie na świecie funkcjonują dziś przedsiębiorstwa o mieszanej strukturze właścicielskiej, ale to nieprawda, że wielki kapitał międzynarodowy nie ma narodowości, każda firma ma wyraźny charakter narodowy państwa posiadającego najwięcej udziałów. W państwach ekonomicznie niepodległych tylko 20-30 proc. przedsiębiorstw to podmioty zagraniczne, reszta własne. U nas ta proporcja jest odwrócona. Efekt? Zyski zagranicznych firm działających w Polsce są wyprowadzane za granicę.(…)

(…)W paradygmat zachowania niepodległości politycznej powinna być także wpisana kategoryczna niezgoda na tendencje federacyjne w Unii Europejskiej, czemu początek daje euro. Rząd Tuska obrał odwrotny kurs i prze do euro. To byłby finis Poloniae?

– Już traktat lizboński obniżył znacznie siłę naszego głosu na forum Rady Europejskiej w porównaniu z traktatem nicejskim. Decydującym wyznacznikiem siły decyzyjnej państwa stała się liczba ludności. Oczywiście dało to znaczną przewagę Niemcom, my spadliśmy do kategorii państwa peryferyjnego. Cały czas środowiska profederacyjne forsują pomysł „jednej” Europy. Wizja jednego świata bezpaństwowego została ujęta expressis verbis w konstytucji Związku Sowieckiego, gdzie w nawiązaniu do starej heglowskiej koncepcji zapisano, że po zdobyciu świata przez socjalizm zlikwiduje się państwa. Wstępny projekt traktatu przekształcającego UE w federację jest już gotowy. O nim się już dyskutuje.(…)

4. Jak odzyskać niepodległość?

Niewolnik (…) Musimy walczyć o postawę inicjatywy, energii, przedsiębiorczości . My biliśmy się w Powstaniu, teraz trzeba się też bić, nie zbrojnie, ale rozwijać swoje możliwości, talenty. Wykaż inicjatywę! Nie myśl tylko o wyjeździe czy stanowisku w zagranicznej korporacji, pomyśl, co samemu możesz zdziałać! Ale taka postawa musi wynikać ze świadomości, że chcemy żyć w niepodległej ekonomicznie Polsce, żeby nie była kolonią.

(…) My byliśmy inaczej wychowywani, i jeśli chodzi o patriotyzm, i przedsiębiorczość. Nas uczono oszczędzania od małego. Jak zdawałem maturę, miałem 200 zł oszczędności. To była wysokość średniej miesięcznej pensji, kupiłem wtedy najbardziej nowoczesny rower z trzema biegami. Gdy miałem 16 lat, miałem już pomysł na własny biznes. Szalone powodzenie miały wówczas w Warszawie kina. Wykonałem kosztorys, ile potrzebuję, by wynająć salę kinową. Do spółki włączyłem pełnoletnią sąsiadkę. Ona zarezerwowała wynajem przez nas tej sali kinowej. Pierwszy seans miał się odbyć 1 września 1939 roku. Oczywiście się nie odbył, a program wynajmu sali mieliśmy na kilka miesięcy.

(…) We współczesnej formie postawa patriotyczna wymaga ogólnokrajowej dynamicznej polityki przedsiębiorczego państwa, dynamicznego, śmiałego programu. Nie filozofii „tu i teraz”, ale walki o wyjście z pozycji neokolonialnej. Bijmy się, walczmy o niepodległość ekonomiczną, taką jaką ma 15 pierwszych krajów UE, i kategorycznie nie rezygnujmy z aktualnej samodzielności politycznej. Skończmy z priorytetem peryferyjnej problematyki konfliktów wewnątrzpartyjnych.(…)

prof. Witold Kieżun         źródło: wirtualnapolonia.com

uzupełnienie: Jak zainstalowano w Polsce “kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…Cóż to jest niepodległość i kto powinien być jej beneficjentem na pierwszym miejscu? Czy powinno to być państwo, czy też może ludzie je zamieszkujący? Czy można być niewolnikiem we własnym państwie, albo wolnym człowiekiem w państwie zależnym politycznie (gospodarczo) od innego? Co jest ważniejsze: wolność czy niepodległość?

(…)W naszej burzliwej historii wolność była kojarzona niemal jednoznacznie z niepodległością, oba słowa używano nieomal wymiennie, tak bardzo wydawały się ze sobą nierozerwalnie związane. Były również pojęciami naturalnie się dopełniającymi, choć w oczywisty sposób odwoływały się do nieco innych wartości. Odzyskanie niepodległości w 1918 roku znaczyło odzyskanie wolności, konkretnie wolności obywatelskich gwarantowanych przez prawa i konstytucję Polskiego Państwa, których obywatele polscy pod rządami zaborców nie mieli. Wydaje się, że dopiero doświadczenie peerelu (choć powinno się wliczyć w te doświadczenia okres 1939-1945) sprawiło, że ‘wolność’ i ’niepodległość’ zaczęły funkcjonować niejako osobno, przy czym kategoria ‘wolności’ wysunęła się na pierwszy plan jako naczelny cel ruchów opozycyjnych, tak bardzo doświadczenie totalitarne było czymś odmiennym od tego czego Polacy doświadczyli wcześniej. Kwestia ‘wolności’ również wywoływała nieomal automatycznie poczucie solidarności z  innymi ‘mieszkańcami obozu demokracji ludowej’, bez podziałów narodowościowych, bo brak podstawowych wolności obywatelskich stanowił wspólny mianownik dla wszystkich poddanych systemu od Władywostoku po Łabę. Gdyby przypomnieć najbardziej znane polskie organizacje opozycyjne to chyba jedynie dwie odwoływały się jednoznacznie do niepodległości, Konfederacja Polski Niepodległej i Polskie Porozumienie Niepodległościowe, przy czym chyba tylko dla KPNu niepodległość stanowiła cel nadrzędny (powołując się na tradycje piłsudczykowskie? – tbc). Wynikało to zapewne z tego, iż program niepodległościowy zdawał się być wówczas (np w latach 70tych) z jednej strony skrajnie maksymalistyczny i nierealny, a z drugiej strony przykłady ZSRR, Jugosławii (jakby nie było, krajów niepodległych) i częściowo Rumunii sprawiały iż pytania o niepodległość wydawały się jak z innej epoki i w zderzeniu z brutalnymi realiami demokracji ludowej brzmiały niemal archaicznie.

Jeśli przyjąć dziś, iż jednym z kryteriów podziału na zwolenników PiS i PO jest stosunek do historii najnowszej, czyli do peerelu, to wydaje się że dzieli również interpretacja tego co się wydarzyło w 1989 roku i pytania, które są stawiane. Czy wtedy odzyskaliśmy wolność? Czy odzyskaliśmy niepodległość? Jeśli tak to jaka jest ta niepodległość i ‚jak bardzo’ czujemy się wolni? Czy nie jest tak, że owej ‚zbanalizowanej’ wolności się nie dostrzega, a pytanie o niepodległość jest wciąż stawiane? Lub też odwrotnie? Napotyka się często interpretacje tworzące swoistą analogię z rokiem 1918, a mianowicie naród polski walczył ponad 100 lat o niepodległość, odzyskał i wolność i niepodległość, a lata 1926-1939 stanowią punkt odniesienia jako najlepszy okres naszej państwowości w ogóle. Jako że II RP chyba wzorem demokracji nie była, wolności obywatelskie były również raczej pod kontrolą, to kontestacja stanu naszej państwowości po-1989 siłą rzeczy odsyła do tego modelu Polski niepodległej, gdzie – dla dobra państwa – obywatele zrezygnowali z jakiejś części swych praw. Obecnie niektóre głoszone hasła sugerują podjęcie podobnych kroków, a program budowy IV RP mógłby zostać nawet obdarzony komplementem próby ‘sanacji’ Rzeczypospolitej, odwołując się do tamtych wzorców i czerpiąc z tamtej chwalebnej tradycji. Kłopot w tym, że społeczeństwo polskie, zlepiane po 1918 z obywateli trzech zaborów pod hasłem tworzenia jednego państwa, funkcjonowało w stanie zagrożenia uzasadniającego specjalny reżim i autorytarny system polityczny, który nastał po zamachu majowym i który uznano za co coś w rodzaju ‘wyższej konieczności’. 

Społeczeństwo ‘po-1989’, historycznie okaleczone wojną, dwoma totalitaryzmami, chorą ekonomią, które do tego ‘wskakuje’ prosto w rwący nurt globalizacji, mediatyzacji, zmian w relacjach międzyludzkich itede – to społeczeństwo nie ma nic wspólnego z tym z 1926 roku, a świat dookoła również się cywilizacyjnie zmienił. Zagrożenia zewnętrzne – jeśli już ich szukać – to nie fizyczne unicestwienie czy ‘świetlana przyszłość’ posłusznych roboli, lecz raczej uzależnienia ekonomiczne czy niejasne gry międzynarodowych interesów. Jeśli przyjąć, iż koniec komuny oznaczał przede wszystkim wolność – Polaków, Niemców z NRD, Czechów, Słowaków, Węgrów, itd. … no i również Rosjan – to można nieelegancko powiedzieć, że to niepodległe państwo zdarzyło nam się niejako ‘na deser’, jako prosty i logiczny ‘dodatek’ do owej nowej wolności. Stąd zapewne tej niepodległości nie szanujemy tak jak nasi pradziadowie tej z 1918 roku – może fasadowa suwerenność Peerelu zniwelowała nieco różnice między ‘przed-‘ i ‘po- 1989’ (w warstwie symbolicznej przynajmniej) lub też zauroczyło zachłyśnięcie się tym co dziś tak banalne, a wtedy tak niewyobrażalne – wolna prasa, wolne wybory, wolność gospodarcza, zrzeszenia, manifestacje, … ale też paszport w kieszeni, pełne półki, czasem własna firma, czasem własny dom, mieszkanie, samochód, … Zacżęło się przecież od symbolu „Nie ma wolności bez ‘Solidarności’”, gdzie ‘Solidarność’ (przez małe i duże ‘S’) miała być tej wolności gwarantem – a gdzie zaginęła w tym niepodległość? Może nie była (wtedy) taka ważna?

źródło: salon24.pl

Teraz wszyscy żyjemy w niepodległym (zgodnie z wszelkimi zasadami prawa) państwie… i co? Czy Polacy czują się wolni albo niepodlegli? Na ile wolnym może się czuć obywatel  w państwie, które niemal codziennie go gnębi na różne zgodne z tzw. „prawem” sposoby? Czy w związku z tym powinno nam wystarczyć do życia to tzw. „niepodległe” państwo? Jeżeli to taki priorytet to czemu tylu ludzi jest „rozczarowanych”? Może dlatego że niepodległość jako administracyjny (sanacyjny lub PRLowski) porządek i troska państwa o obywatela to tak naprawdę, od kilkudziesięciu lat powojennej Polski nic innego jak prawnie usankcjonowana niewola. O tyle lżejsza o ile państwo (władze) ma humor nie okradać swojego suwerena (czyli narodu) pod pretekstem byle „sprawiedliwości społecznej” (czyt.wdrażania socjalizmu)…

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Ile dla takiego wyzyskiwanego obywatela znaczy niepodległe państwo to pokazały powstania, które opierały się w większości na szlachcie, która utraciła władzę, „złotą wolność” i przywileje o samostanowieniu, więc dążyła do ich odzyskania. Zwykły szary lud, który niczego nie stracił miał gdzieś polską rację stanu i „patriotyczny obowiązek”, bo było mu całkowicie obojętne kto i pod jakim sztandarem go kijem po grzbiecie tłucze i każe mu pracować do usranej śmierci nie korzystając z tego co w pocie czoła wypracowuje. (Kamil Piętak Szlachta wobec chłopstwa). O niepodległości państwa myśli się bowiem dopiero wtedy, kiedy jest ono gwarantem wolności, majątku i osobistych praw obywatela. Dopiero kiedy patrioci wprzęgli w niepodległościowy program elementy wolności osobistej i prawa do własności dla „stanu trzeciego” prosty lud zainteresował się niepodległym państwem. Tym sposobem potrzeba wolności osobistej złączyła się nierozerwalnie z potrzebą niepodległości państwa, chociaż w przekazie historycznym na plan pierwszy zawsze wysuwano ten drugi element jako bardziej „szlachetny” i godny Polaka. Nie da się jednak przykryć żadnymi patriotycznymi hasełkami tej prostej jak przysłowiowy chłopski rozum prawdy, że żadne państwo nie może się mienić niepodległym, kiedy jego obywatele funkcjonują w nim jako niewolnicy.

Silne państwo do wolny i bogaty obywatel który identyfikuje się z władzą która jest sprawiedliwa i służy jego interesom w kraju jak i za granicą. Silna i niepodległa Polska Romana Dmowskiego jest niemożliwa bez gospodarki narodowej Romana Rybarskiego.

Ten sam patologiczny mechanizm dotyczy pomylenia demokracji jako gwaranta wolności, gdzie „ustawowa większość” (kto liczyć potrafi ten wie że nie jest to żadna większość) narzuca całej reszcie („mniejszości”) chory system zawiadowania gospodarką (tj mieniem prywatnym) i ingeruje nawet w życie społeczne (relacje międzyludzkie). Pal licho gdyby prawo tworzone w tym systemie było sprawiedliwe, uczciwe i w tym kierunku ulegało zmianom, ale jest dokładnie na odwrót! Prawo tworzone w tym chaosie (celowym! – gdzie odpowiedzialność za jego tworzenie rozmywa się na kilkuset „posłów”) jest wynikiem widzimisię i efektem konfliktu interesów poszczególnych klik politycznych. Jest ono tworzone wyłącznie pod „elity” tych klik.

Tworzenie prawa w tym systemie, dokonuje się w zależności (i pod pretekstem!) „społecznego poparcia” dla takich czy innych „interesów grup społecznych”, by być ostatecznie narzuconym w sposób całkowicie niedemokratyczny bo  etatystyczny („nakazowo rozdzielczy” przez aparat państwa który sprawuje REALNĄ władzę). Prawo to (a raczej lewo) jest więc często nie dość że wewnętrznie niespójne (bo różne kliki w różnym czasie mają chrapkę na różne nowe rozwiązania pod interes polityczny), ale jest przede wszystkim sprzeczne z ideą „pożytku publicznego”, a to dlatego że cały ten system ma tylko jeden spójny cel i wspólny mianownik – dzielić społeczeństwo na uprzywilejowanych i nieuprzywilejowanych.

Na tym gruncie podziału społecznego dokonuje się BEZKARNIE (bo „zgodnie z prawem”) pospolity rabunek ludzi z tego na co sami ciężko (teraz już można powiedzieć że całe życie) pracują. Cała ta demokracja odbywa się więc wbrew podstawowym zasadom ekonomii, wbrew prawu naturalnemu i wbrew logice. Przez to jest owa demokracja – w tym całym swoim mechanizmie – całkowitym zaprzeczeniem wolności, a mieni się być „ostoją” życia społecznego i gospodarczego. To tak jak uczynić złodzieja wspólnikiem na własnym majątku 🙂 Nijak się taki układ nie opłaca, ale kiedy ktoś DOBROWOLNIE godzi się na taki układ to niech zapomni o wolności, bo właśnie sam się jej zrzekł „dla dobra ogółu” (gdzie wypadkowa interesów jest tworem sztucznym!), który ma jego indywidualne potrzeby gdzieś. Tym to sposobem mamy zakrojony na szeroką skalę konflikt milionów indywidualnych PRYWATNYCH interesów (górników, stoczniowców, pielęgniarek, nauczycieli, urzędników, i wreszcie sektor prywatny który za to wszystko płaci), które zamiast być załatwiane na gruncie prywatnym, stają się (w zależności od potrzeb polityków) „interesem państwowym”, gdzie każdy z tych interesów dąży do wymuszenia na państwie pierwszeństwa swojego interesu przed interesem całej reszty. Interesy są sprzeczne więc państwo nimi w sposób sprzeczny zawiaduje zaburzając naturalny proces rynkowy, przyczyniając się do pogłębiania niesprawiedliwości (bo żeby komuś dać to trzeba najpierw innemu zabrać), i do coraz większego zakresu reglamentacji „środków publicznych”. I to tyle na temat wolności w demokracji…(Odys)

podobne tu: Wozinski: Niewolnictwo nie zostało zniesione ale znacjonalizowane!

polecam również: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem  oraz: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.

Polska w łańcuchach

Geremek idzie na wojnę z Pospieszalskim czyli…Święte krowy na cenzurowanym


W grudniu 2011 roku w programie Pana Jana Pospieszalskiego „Bliżej” wyemitowano fragment filmu autorstwa Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka: „Towarzysz generał idzie na wojnę„. Fragment dotyczył dokumentu z archiwum „Stasi” (NRDowskiego wywiadu), konkretnie telegramu Horsta Neubauera, (ambasadora NRD w PRL) wysłanego 2 grudnia 1981 roku do kierownictwa wschodnioniemieckiej partii komunistycznej. Neubauer po rozmowie ze Stanisławem Cioskiem pisze, że Bronisław Geremek informował ówczesną władzę komunistyczną – konkretnie Pana Stanisława Cioska, (ówczesnego ministra ds. związków zawodowych) o potrzebie „pacyfikacji obozu solidarnościowego”:

Tow. Ciosek, minister ds. współpracy ze związkami zawodowymi, oświadczył w rozmowie z 1 grudnia [1981 roku]:

„Część wpływowych doradców „Solidarności” zrozumiała obecne położenie i zmianę sytuacji. Boją się bardziej niż sądzimy i zaczynają ratować własną skórę. Odbyłem właśnie osobliwą rozmowę z szefem sztabu ekspertów „Solidarności” [Bronisławem] Geremkiem (bliskie związki z międzynarodówką socjaldemokratyczną, osobiste kontakty z Krayskim i innymi). Nie wierzyłem własnym uszom. Geremek oświadczył, że dalsza pokojowa koegzystencja pomiędzy „Solidarnością” w obecnej formie i realnym socjalizmem [jest] niemożliwa. Konfrontacja siłowa nieunikniona. Wybory do rad narodowych muszą zostać przesunięte. Organy władzy państwowej muszą zlikwidować aparat „Solidarności”. Po konfrontacji siłowej „Solidarność” mogłaby powstać na nowo, ale jako rzeczywisty związek zawodowy bez Matki Boskiej w klapie, bez programu gdańskiego, bez politycznego charakteru i bez ambicji sięgania po władzę. Być może – kontynuował Geremek – zostaną zachowane siły umiarkowane, takie jak Wałęsa. Po konfrontacji nowa władza państwowa mogłaby w oparciu o odmienną sytuację polityczną kontynuować określone procesy demokratyzacji.”

Należy tu koniecznie zaznaczyc, że jest to relacja osoby trzeciej a do samej treści owej notatki i znajdujących się w niej sformułowań Pan Ciosek się nie przyznaje. Natomiast co do faktu, że tego typu rozmowy (Cioska z Neubauerem i wcześniejsza Geremka z Cioskiem) miały miejsce, nie należy zbytnio oponowac, gdyż Ciosek był odpowiedzialny w rządzie za rozmowy czy szerzej „kontakty z Solidarnością i związkami zawodowymi”. Jak mówi Pan dr Grzegorz Majchrzak (IPN):

…Pewne jest, że Ciosek z Geremkiem wielokrotnie w tamtym czasie rozmawiali przy okazji negocjacji (a właściwie prób negocjacji, bo de facto nie chciały ich władze PRL). Są dwie możliwości interpretacji słów doradcy Solidarności: albo Geremek mówi o swojej koncepcji, która była zbieżna z koncepcją władz, albo mówi o koncepcji władzy i wtedy jest sensacją jego tak szczegółowa wiedza o zamierzeniach władzy. Notabene w dalszym fragmencie szyfrogramu (nie przytoczonym w programie) Geremek mówi o możliwości „postawienia do dyspozycji Polski” 5 miliardów dolarów przez zachodnie kręgi gospodarcze. Taka pomoc byłaby tylko wtedy możliwa, gdyby władze nie wypowiedziały militarnej walki z narodem.

Ważny jest tu cały kontekst tej rozmowy. Mamy tutaj jednak do czynienia z relacją z trzeciej ręki. Nie wiemy zatem czy i ewentualnie na ile słowa Geremka zostały zniekształcone.

Nie dziwię się postawie Cioska, gdy publicznie mówi, że ten dokument to śmieć. Gdy 10 lat temu w swoim artykule cytowałem wypowiedź Cioska o Wałęsie, powołując się niemieckie tajne dokumenty, to on po tym artykule zadzwonił do mnie i zaprzeczył, że powiedział słowa: „Wałęsa jest parszywym cynicznym i zakłamanym człowiekiem. Nawet czasowa współpraca z tym durniem i łajdakiem nie jest możliwa”. To była wypowiedź z 16 grudnia 1981 r. Ciosek powiedział mi, że on nigdy nie używał takiego języka…

Przypuszczam, że obie rozmowy (Cioska z Neubauerem i wcześniejsza Geremka z Cioskiem) miały miejsce. W podległym Cioskowi Biurze ds. Współpracy ze Związkami Zawodowymi zachowało się sporo ciekawych materiałów. Wielu dokumentów jednak tam brak, np. dokumentacji rozmów z działaczami Solidarności dotyczących powołania neoSolidarności, a wiemy, że takie rozmowy poprzez niego i jego współpracowników były prowadzone. Nie ma też notatek z rozmowy czy rozmów z Geremkiem – dodaje.

Należałoby się więc zastanowic czemu tych notatek tam nie ma skoro rozmowy były prowadzone a raczej co takiego w nich było skoro się nie zachowały. Istnieje też trzecia możliwośc – że notatek takich w ogóle nie sporządzono. To z kolei może prowadzic do domysłów o czym mianowicie w takim razie rozmawiano, jeżeli nie o negocjacjach.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Faktem jest, że szereg „domniemywań” jakie padły z ust zgromadzonych w studiu gości w trakcie emisji programu, jak i sam dokument o którym wspominałem na początku, stały się pretekstem, do wytoczenia przez Marcina Geremka procesu cywilnego Janowi Pospieszalskiemu „o naruszenie dóbr osobistych”. 25 czerwca 2012 roku odbył się kolejny etap rozprawy. O tyle osobliwej, że samego dokumentu nikt do tej pory w sposób skuteczny nie podważył a Pan Pospieszalski pokazał materiał filmowy sporządzony przez osoby trzecie. Czy to powód żeby człowieka ciągac po sądach za to że pokazał szerszej publiczności to co od dawna krąży w internecie i było już przedtem kilka razy publikowane?

A tu ciekawy komentarz do samej sprawy jak i „huczku” medialnego jaki miał miejsce zaraz po edycji programu:

Dokument miał powstać na podstawie relacji samego Cioska. Co warto podkreślić – choć wielokrotnie odzywały się głosy, że jest to fałszywka, nie zostało to nigdy naukowo dowiedzione. Były to jedynie głosy publicystyczne, nie oparte na żadnych dowodach.

Co by to oznaczało, gdybyśmy żyli w normalnym kraju? Po pierwsze – jeden dokument z niemieckiego archiwum nie jest także niepodważalnym dowodem. Raczej ciekawym punktem wyjścia do dalszych badań i dociekań. I tak tylko należy go potraktować.

Z drugiej jednak strony nie jest to żaden powód do podnoszenia larum i używania wielkich słów o hańbie, kalaniu itp. Jeśli ktoś uważa, że wyciąganie tego dokumentu jest bezzasadne albo potrafi w naukowy sposób wskazać, dlaczego nie może on być prawdziwy, niech przedstawi swój pogląd.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Ludzie – także ci zaangażowani w opozycję – nie byli przecież herosami bez skazy. Ich życiorysy są skomplikowane, a ich drogi bywają poplątane. Ktoś w jakimś okresie mógł być oportunistą, mógł nawet wejść we współpracę, żeby potem w innych momentach zachować się bardzo przyzwoicie. Jak sądzę, nikt rozsądny nie może twierdzić, że sam Lech Wałęsa poprzez okres swojego życia, opisany w książce Cenckiewicza i Gontarczyka, oraz czas sprawowania urzędu prezydenta, kompletnie przekreślił swoje inne dokonania. Tyle że jego pomnikowy wizerunek już dawno spękał i skruszał. I dobrze – dla mnie Wałęsa stał się przez to o wiele ciekawszą postacią. (Choć nie mam wątpliwości, że w filmie Wajdy nie zostanie z tego nic.)

Nie zajmuję się tutaj jednak oceną dokumentu, pokazanego w filmie Brauna, bo to sprawa dla historyków, a nie publicystów. Publicyści mogą skonsumować dopiero rezultat badań. Na razie mamy – znany już zresztą od paru lat – papier z niemieckich archiwów, sporządzony na użytek wewnętrzny. Na jego podstawie można stawiać ostrożne tezy, pamiętając, że historycy mogą zweryfikować w przyszłości jego autentyczność.

Tymczasem co dostajemy? Rzecz jasna, uaktywnia się „Gazeta Wyborcza”, piórem samego faktycznego naczelnego, czyli Jarosława Kurskiego. W komentarzu – w którego tytule słowo „Profesor” jest zresztą napisane wielką literą, co bardzo charakterystyczne (to taki gazetowowybroczy system czczenia salonowych świętych) – Kurski sięga po klasyczny dla swojego pisma arsenał środków stylistycznych: „[…] Nie pierwszy to raz weterani IV RP plują na groby ludzi, którzy sami obronić się już nie mogą. Robią to z intencją, że znużona tym opinia publiczna w końcu przywyknie i wówczas błoto zacznie się przyklejać. Być może mowa nienawiści to cena demokracji i wolności, o którą sam Geremek walczył m.in. jako więzień stanu wojennego? […]

Nie wiem tylko, jak program Pospieszalskiego można godzić z misją telewizji publicznej? Chyba że przyjąć, że »misją TVP« jest odzieranie z godności zmarłych bohaterów polskiej rewolucji wolnościowej”.

Czyli charakterystyczna dla takich sytuacji w „GW” egzaltacja i styl „Trybuny Ludu”. Zamiast rzeczowej dyskusji, frazesy o pluciu i poniewieraniu. Cel jasny i absolutnie czytelny: grzebanie w przeszłości salonowych świętych jest zabronione. Dokładnie tak samo „Wyborcza” zachowywała się w przypadku Cenckiewicza, Gontarczyka czy Zyzaka.

Nawiasem mówiąc, Kurski mocno naciąga fakty, pisząc w komentarzu, że „Program miał być o 13 grudnia, ale był o Bronisławie Geremku – znienawidzonym przez prawicę współtwórcy polskiej demokracji”. Każdy, kto ten program widział, wie, że wątek Geremka pojawił się w 28. minucie 41-minutowej audycji (czyli w trzech czwartych), po czym nastąpił ostry spór na jego temat między Andrzejem Celińskim a Bronisławem Wildsteinem, dotyczący raczej odbioru samej sprawy, a nie przeszłości Geremka. Ale tego typu naginanie rzeczywistości to norma.

Gdyby jednak chodziło tylko o gazetę, nie byłoby tragedii. W końcu nikomu nie można zabronić się kompromitować. Na tym się jednak nie skończyło. Wkrótce odezwał się prezes TVP Juliusz Braun, wydając – już po pierwszych groźnych pomrukach nasrożonego salonu – czołobitny i hołdowniczy adres przepraszający, skierowany do Fundacji im. Geremka. Wyjątkowo uderzający jest kontrast pomiędzy reakcją Brauna na sprawę Geremka a wielotygodniowym brakiem reakcji na sprawę Nergala. Prezes TVP za zatrudnienie tego ostatniego nigdy nie przeprosił; przyznał jedynie, że jego zatrudnienie „było błędem”, ale i to po tygodniach młotkowania z wielu stron. (Tu pozdrawiam Krzyśka Leskiego, który na Twitterze usiłował mi wmawiać, że te reakcje są porównywalne.)

Napisał Braun: „Działalność tego wielkiego Polaka [Bronisława Geremka] zawsze darzyłem wielkim szacunkiem, traktując znajomość z Nim jako honor i wyróżnienie. Niestety, audycja wyemitowana 8 grudnia naruszyła nie tylko zasady rzetelności dziennikarskiej, lecz także reguły zwykłej ludzkiej przyzwoitości. […]

Treści zawarte w audycji wyemitowanej niemal w przeddzień 30. rocznicy stanu wojennego, zniesławiające pamięć Człowieka o wielkich zasługach dla Polski i Europy, nie znajdują usprawiedliwienia […]”.

Tu wypada spytać, w jaki sposób TVP ma realizować misję, której częścią jest również prezentowanie rezultatów badań historycznych – w tym także tych dla niektórych niewygodnych – jeśli jej prezes uznaje niektóre postaci historyczne za „wielkich Polaków”, którzy – jak można rozumieć – są objęci immunitetem od historycznych dociekań? Chciałbym się także dowiedzieć, w jaki sposób audycja Pospieszalskiego naruszyła „zasady zwykłej ludzkiej przyzwoitości”, bo ja, jako żywo, takiego naruszenia nie dostrzegłem. Ostatni cytowany akapit jest świadectwem tak strachliwej czołobitności, że miłosiernie powstrzymam się od jego komentowania.

rys.Andrzej Krauze

rys.Andrzej Krauze

Piszę o tym wszystkim nie dlatego, że chciałbym, aby o Bronisławie Geremku można było teraz mówić jako o „zdrajcy”. Daleki jestem od wyciągania takich wniosków z jednego papieru. Nie mogę natomiast zgodzić się na to, aby istnieli w najnowszej polskiej historii jacyś z góry zadekretowani święci, których przeszłości nie można badać, których nie wolno tykać, których pomnikowości nie wolno kwestionować, a jeśli ktoś się na to odważy, zostanie obrzucony obelgami i ustawiony na pozycji osoby, która „plugawi”, „opluwa”, „zniesławia”, a więc nie ma sensu z nią dyskutować. Przećwiczyliśmy to w przypadku książek o Wałęsie. Teraz mamy powtórkę w mniejszej skali, więc warto sobie powtórzyć, na czym polega w takich sprawach normalność. 

źródło: wpolityce.pllukaszwarzecha.salon24.plfronda.pl

podobne: Stanisław Michalkiewicz: „Łajdacy się obrazili”… ale prawda jest niepodzielna.  polecam również: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce. oraz: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. a także: „Wilki zmieniły skórę” czyli… jak 4 czerwca upadł komunizm (na cztery łapy). i jeszcze: „Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu” czyli… Zakontraktowane łgarstwo „święta wolności” oraz „lux in tenebris”.

Co takiego czczą „farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego „Nocną zmianę”


Polska szkoła jazdy – Farbowanym lisom - Jerzy Duda Gracz

Polska szkoła jazdy – Farbowanym lisom – Jerzy Duda Gracz

4 czerwca cały postkomunistyczny establishment święci obalenie rządu Jana Olszewskiego. To jest ten tryumf, który czci cały Układ! „Nocna zmiana” – oto główny sens tego wydarzenia.

Dlatego należy pamiętać zawsze, ale co roku przypominać ze szczególnym naciskiem właśnie 4 czerwca, że pierwszą przyczyną ataku na rząd była podjęta przez Lecha Wałęsę podczas wizyty w Moskwie próba oddania pod kontrolę Rosji terenów byłych baz sowieckich w Polsce. Rząd Olszewskiego wiedział dlaczego Wałęsa zdradza polską rację stanu, bo od marca 1992 r. znał treść notatki podpisanej przez szefa Kontrwywiadu Urzędu Ochrony Państwa, że służby rosyjskie są w „posiadaniu materiałów świadczących o fakcie współpracy Lecha Wałęsy z b. SB, MSW i PRL”.

Ujawnienie przez rząd Jana Olszewskiego, że Lech Wałęsa był w latach siedemdziesiątych konfidentem tajnej policji komunistycznej oraz, że w jego Kancelarii oraz w sejmie i senacie roi się od byłych agentów, było już tylko przyspieszeniem wykonania wyroku na polskiej demokracji!

Pamiętajmy – gdy właściciele III RP czczą 4 czerwca, to chodzi im o złamanie woli wyborców w 1989 r. oraz zamordowanie w 1992 r. pierwszego rządu wybranego w wyniku demokratycznych wyborów. Komorowski, Tusk, Jaruzelski, Kiszczak, Mazowiecki, Michnik i wszyscy przeciwnicy wolności dla Polaków i suwerenności dla Polski, czczą samych siebie i własną władzę nad narodem, któremu odebrano świadomość wydziedziczenia z patriotyzmu. Czczą system ustanowiony przy Okrągłym Stole dla obrony interesów „zaufanych ludzi KGB” i ich agentów uplasowanych w Solidarności. Czczą dokonaną 4 czerwca 1992 r. zdradę wolności i demokracji.

za pomocą Wyszkowski: Co nomenklatura III RP świętuje 4 czerwca? – Najwyższy Czas!.

… „Nocna zmiana” to moim zdaniem najczarniejszy dzień w historii powojennej Polski. Tego dnia władzę w Polsce po cichu przejęła „stara-nowa” władza związana ze służbami specjalnymi PRLu… Polecam wszystkim rodakom którzy chcieliby zrozumiec dlaczego w Polsce ciągle dzieje się tyle niesprawiedliwości a życ coraz ciężej, obejrzenie filmu o tym tytule na „you tubie”. Wobec zdawkowej informacji o tym wydarzeniu w mediach publicznych i tzw. komercyjnych, wobec fałszowania historii na ten temat przez różnego rodzaju „autorytety na zamówienie”, a wkrótce „programowo” poprzez okrojone lekcje historii dla dzieci w szkołach – musicie sami szukac stosownej wiedzy. Popatrzcie sobie na te twarze Tuska, Niesiołowskiego, Pawlaka, Kuronia, i innych „bohaterów” solidarności a w szczególności Wałęsy wobec groźby ogłoszenia nazwisk współpracowników i agentów starego reżimu. Zwróccie uwagę na strach jaki z tych twarzy wyziera i pośpiech w jakim uchwalono obalenie rządu Olszewskiego… Zwróccie szczególną uwagę na treśc oświadczenia Wałęsy, które miało się „profilaktycznie” ukazac w mediach w którym prawdopodobnie przygotował się na obecnośc swojego nazwiska wśród innych „towarzyszących”, a które w ostatniej chwili zdjęto… Obejrzyjcie sobie ludzie ten film i zobaczcie ilu z tych ludzi rządzi dziś Polską, a tak naprawdę nigdy nie przestało rządzic od pamiętnej nocy!… Zróbcie sobie rachunek sumienia i wróccie do korzeni… Korwin Mikke pogrzebany politycznie po „Nocnej zmianie” wciąż może rządzic naszym państwem… Pomóżmy mu i pomóżmy sobie…

Z dzisiejszej perspektywy wiemy wiecej o tamtych pamietnych wydarzeniach, bedaych cezura dla zorientowania sie oszukiwanych przez strony umowy magdalenkowej Pokakow myslacych podobnie jak Pani Joanna Szczepkowska ze komunizm skonczyl sie 4 czerwca 1989 roku. Chyle gleboko czolo przed Panem Januszem za smiala i niespodziewana probe przeprowadzenia lustracji. Uwazam ze proba ta byla bardzo udana, poniewaz ujawnila nam wszystkim, ze okragly stol byl wielkim oszustwem Polakow, w ktorym brali udzial wszyscy osobnicy bioracy udzial w Magdalence. Ze od 1989 roku zgodnie z umowa w Magdalence funkcjonowala zasada obowiazujaca nadal „my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”. Wszystkie rzady od 1989 roku az do dzisiaj tej zasady przestrzegaja. Klasycznym przykladem tej zasady bylo zablokowanie lustracji przez prezydenta Lecha Kaczynskiego.(…)

Janusz Korwin Mikke wracajac do tamych dni wspomina o bardzo waznym szczegole. Mianowicie wspomina powolujac sie na owczesnego szefa UOP, Piotra Naimskiego, ze rzad powaznie pracowal nad uchwala lustracyjna, wzorujac sie na czeskich i niemieckich rozwiazaniach, slusznie uwazajac ze skopiowac te rozwiazania mozna bylo w ciagu jednego dnia. Jest to raczej kolejny doiwod na to, ze rzad Jana Olszewskiego nie pracowal nad lustracja i nie mial jej zamiaru przeprowadzac. Obalenie rzadu Jana Olszewskiego nie ma tutaj znaczenia i wobec lustracji byla to sprawa drugo czy trzeciorzedna. Klotnia w rodzinie magdalenkowej o to, czy maja powstac polsko-rosyjskie spolki j.v. na terenie poradzieckich baz wojskowych, byla sprawa do rozwiazania i wymagalo czasu by strony umowy magdalenkowej dogadaly sie miedzy soba. Dzisiejsze tlumaczenie pana Naimnskiego jest po prostu smieszne, kiedy mowi ze spolki polsko-rosyjskie  moglyby stanowic baze dla dzialalnosci szpiegowskich KGB. Skoro wtedy bylo wiadomo ze spolki te mialyby sie zajmowac dzialalnoscia szpiegowska, to lepiej jest dla wywiadu wiedziec o zlokalizowanym przeciwniku i kontrolowac go, niz skupiac wysilki na wykrywaniu agentow KGB. I Pan Naimski rowniez nie zauwaza slonia w menazerii, ze sposrod poslow i senatorow oraz czlonkow rzadu bylo o wiele wiecej grozniejszych agentow KGB, oraz innych wywiadow. Lustracja by wyeliminowala z zycia publicznego znaczna ich czesc.

Zgadzam sie tez z Korwin-Mikke co do oceny Pana Macierewicza. Musial byc on w takim samym stopniu pewny dla ukladu jak Krzysztof Kozlowski. Inaczej by uklad magdalenkowy sie na niego nie zgodzil. Bedac w tym czasie jeszcze w Polsce nie przypominam sobie, by Macierewicza prasa atakowala  gdy byl ministrem MSW za rzadu Olszewskiego, az do czasu 4 czerwca, kiedy to w amoku alkoholowym Jacek Kuron oswiadczyl, ze Macierewicz ma oczy chore z nienawisci. Tak czy inaczej, min Macierewicz spelnial w rzadzie Olszewskiego takie samo stanowisko jak Kozlowski w rzadzie Mazowieckiego.

Korwin Mikke pisze ze Macierewicz nie przeprowadzil lustracji. Ujawnil tylko tych agentow, ktorzy juz nie pracowali. Czyli tych, ktorzy zakonczyli wspolprace z SB. Nie ujawnil natomiast tych osob, ktore pracowaly nadal dla UOP. Czyli ze rzucil nam ochlap w osobach Wieslawa Chrzanowskiego i Lecha Walesy, ktorzy z punktu widzenia tworcow Magdalenki byli tylko pionkami. Natomast nie ujawnil nikogo, kto dalej kontynuowal dzialalnosc w UOP, a ci agenci byli bardziej grozni od juz nieczynnych, poniewaz to oni podejmowali kluczowe decyzje. Przypominam chociazby sprawe Skubiszewskiego.

A ucwala lustracyjna go do tego zobowiazywala. Macierewicz nie mogl tez ujawnic agentow WSI, poniewaz uklad magdalenkowy wylaczyl ich spod jakiejkolwiek kontroli. Dzis punkt ciezkosci wladzy, jak tez od 1989 roku, jest wlasnie w WSI i u gen. Kiszczaka. To wlasnie dzieki temu tkwimy dalej w PRL i pod butem Moskwy, ktora pokazala po katastrofie smolenskiej, gdzie znajduje sie centrum decyzyjne rzadow w Polsce….

całośc tu: slepamanka.salon24.pl: Albo lustracja, albo VI rozbior-widziane z USA

Sprawa Skubiszewskiego… Pisze „Chicagowianka”:

Polacy ZAWDZIĘCZAJĄ Margaret Thatcher jej uczciwe WSTAWENICTWO w polskim
interesie o czym NIKT nie pisze i NIE mówi, gdyż obecni „dziennikarze” nie znają faktów historycznych !!!!

Przed samym ZJEDNOCZENIEM niemiec na końcu 1990 roku doszło do 4-ch spotkań
na szczycie nazywanym „4 + 2” czyli 4-ch mocarstw okupujacych niemców: tzn. ZSRR, USA, Wielka Brytania, Francja + NRD i RFN, podczas których omówiono oraz ustalono WARUNKI na których „mocarstwa” dopuszczają zjednoczenie się Niemiec. 

Jednym z warunków było to że Niemcy MUSIELI przedstawić PROJEKT nowej konstytucji dla zjednoczonego państwa niemieckiego.

W tym nowym PROJEKCIE nowej konstytucji dla zjednoczonych niemiec znalazł się REWIZJONISTYCZNY anty-polski zapis paragrafu nr 116, który z punktu mprawnego NIE UZNAJE obecnej granicy polsko-niemieckiej.

Treśc tego aparagrafu ustala, że osoby urodzone po DACIE 8 maja 1945 roku ale w  granicach III Rzeszy niemieckiej z dnia 3 stycznia 1933 roku jak chcą to też mogą się uznawać za NIEMCÓW. Jest to RÓWNOZNACZNE z NIE uznaniem zachodniej granicy polsko-niemieckiej na rzece Nysie Łużuckiej i rzece Odrze.

Na baize tego „nowego prawa” z konstytucji niemieckiej paragrafu 116 wynika ni mniej ni wiecej to, że każdy polski obywatel, który mieszka na obecnym terytorium Polski w graniacach obecnego Panstwa Polskiego, które do 1939 roku było w posiadaniu III Rzeszy i jak dzisiaj taki polski obywatel czuje się mimo wszystko NIEMCEM to może wypełnić aplikację o przyznanie jemu też NIEMIECKIEGO obywatelstwa, złożyc tą aplikacje w Berlinie i otrzyma też obywatelstwo NIEMIECKIE mieszkając faktycznie na terenie Panstawa Polskiego.

Własnie temu zapisowi paragrafu nr 116 PRZECIWATAWIŁA się Margaret Thatcher
ówczesna premier Wielkiej Brytanii.

Proszę się zastanowić jak by zareagowała Rosja, co by się działo, gdyby w polskiej Konstytucji zrobiono ZAPIS w postaci paragrafu, który by mówił, że OBECNIE osoby urodzone na obecnym terytorium Białurusi, Rosji czy Ukrainy, które BYŁY terytoriami II RP z granicami np. do 31 grudnia 1938 roku mieszkajace tam obecnie by mogły stara się o przyznanie im POLSKIEGO obywatelstwa w Warszawie, gdzie by im przyznawano polskie obywatelstwo !

To by było prawie jednoznaczne z NIE UZNAWANIEM przez Panstwo Polskie obecnej granicy Polski z Białorusią, Rosją i Ukrainą, a zrabowane ziemie polskie przez Stalina uznawane OFICJALNIE jako polskie przez rzad Polski w Warszawie !!!!

To znaczy jak by był konkretnie taki zapis w polskiej Konstytucji, który by mówił: „że kazdy obywatel, kto zamieszkuje na terenach II Rzeczpospolitej Polskiej w granicach z przed daty 31 grudnia 1938, ale urodzil sie po 8 maja 1945 roku i jesli ta osoba czuje sie Polakiem to może też siebie uwazac za OBYWATELA POLSKIEGO i złożyć aplikacje o przyznanie Polskiego Obywatelstwa”.

Temu zapisowi Pragrafowi 116 „nowej niemieckiej konstytucji” zdecydowanie  PRZECIWSTAWIŁA się właśnie premier Wielkiej Brytani tzn. Maragaret Toucher na
spotkaniu mocarstw światowych 4+2. Wtedy to Rosja i USA zaproponowały  DEMOKRATYCZNE głosowanie” 4-ch mocarstw

ZA takim tekstem paragrafu 116 głoswały rządy: USA, Rosji i Francji !!!

Maragaret Toucher i Wielka Brytanie były PRZECIWKO temu zapisowi paragrafu 116 „niemieckiej nowej konstytutcji” i on dalej JEST w niemieckiej konstytucji, co jest NIE UZNAWANIEM granicy polsko-niemieckiej na rzece Odrze i Nysie łużyckiej przez panswo niemieckie !!!!

Margaret Toucher i rząd Wielkiej Brytanii uzasadniali, że NIE MOŻE być takiego prawa, które mówi, że ktoś MOŻE byc automatycznie obywatelem panstwa INNEGO w ktorym sie nie urodzil, bo to by bylo NIE UZNANIEM OBECNEJ granicy obecnej Polski przez Niemcy.

Wtedy to Rosja i USA zaproponowały, aby dwa jeszcze parlamenty NRD i NRF zobowiązały się do zawarcia DODATKOWEGO układu z Polska, gdzie dwa parlamenty potwierdziły, że uznają tą obecną granice państwową pomiędzy Polska i Niemcami.

Przedstawiciele tych dwóch parlametów państw niemieckich, które już NIE istnieją podpisały kontrakt z Polska 14 listopada 1990 roku, który faktycznie w obecnych warunkach z punktu widzenia prawa NIE jest ważny, bo NRD i RFN już nie istnieją, a to nowe państwo niemieckie NIE musi uznawac co tam sobie podpisywały NIE istniejące parlamenty byłych NRD i RFN !!!

Niemcy uznali granice ustalone po drugiej wojnie światowej, ale do tego układu-zapisu JEDNAK DOŁĄCZONO załącznik stanowiący integralną część Traktatu tzw. listu-porozumienia ministra ówczesnego polskiego MSZ-u Krzysztofa Skubiszewskiego i ministra Hansa Dietricha Genschera.

Punkt 5 listu mówi co następuje:

“Obie Strony oświadczają zgodnie: niniejszy Traktat NIE zajmuje się sprawą obywatelstwa i sprawami majątkowymi”.

W chwili OBECNEJ tzn. od końca lat 1990-ch rzady Polski i Niemiec RÓŻNIĄ się w INTERPRETACJI co owe zdanie OZNACZA.

Strona polska uważa, że sprawy majątkowe zostały zamknięte układem poczdamskim.

Niemcy stwierdzają, iż powyższy zapis jest równoznaczny z UZNANIEM przez Polskę,
że sprawa ROZCZEŃ do niemieckich majątków pozostawionych w obecnych granicach
Polski jest OTWARTA i wymaga uregulowania odrębnym układem lub traktatem.

„Gdyby sprawa była zamknięta, takie zdanie nie znalazło by się w liście” – OŚWIADCZAJĄ dzisiaj Niemcy.

Dlaczego Krzystof Skubiszewski zgodził się na SZKODLIWĄ i nie kożystną dla Polski treści punktu 5 listu-porozumienia Skubiszewski-Gensher ?

W latach 2000-ch WYSZŁO na JAW że Krzysztof Skubiszewski ówczesny Minister polskiego MSZ-u został ZASZANTAŻOWANY przez służby specjalne niemiec, że oni POSIADAJĄ wszystkie informacje jego AGENTURALNEJ działności z SB z PRL-u, gdy działał na szkode wielu prominentów życia politycznego w ówczesnej Polsce oraz na rzecz sowieckiego KGB. 

Już w połowie lat 1990-tych było wiadomo, że w czasie PRL-u niemieckie i rosyjskie służby specjalne miały PŁATNYCH agentów w MSW, SB … itd., którzy na bieżąco KOPIOWALI akta w MSW i je przekazywali do Niemiec i Rosji. 

To znaczy te papiery, które są teraz w IPN i te które potem zostały wykradzione przez postkomunistów w czasie tzw. „transformacji ustrojowej” które też dotyczyły agenturalnej działności Boniego, Tuska („Oscar„?), Komorowskiego, Leszka Millera, Wałęsy, Kwaśniewskiego, Kuronia, Michnika …. i wielu innych post-komunistów płatnych AGENTÓW, którzy byli i są dalej na piedestałach władzy centralnej w obecnej gówniano-mafijnej III RP do dzisiaj.

Własnie pod tym SZANTAŻEM niemców K. Skubiszewski i inni szantażowani płatni  AGENCI z Polski będacy na najwyższych stanowickach państwoej administracji III RP podpisywał niemcom WSZYSTKIE dokumenty NA SZKODĘ Polaków bez podskakiwania i bez gadania … obawiajac się, że ruscy lub niemcy ujawnia ich zdradzieckie działania na oczywistą SZKODĘ polskich obywateli.

Własnie dlatego wszystkich agentów NALEŻY ujawnic zablokować i bez skrupułow odsunąć od władzy w Polsce, aby oni nie mogli być dalej decydentami dla Polski po pod NACISKIEM szantażu niemców, rosjan czy kogokolwiek NIE MOGLI podpisywać rzeczy z autentyczną SZKODĄ dla Polaków i Polski.

Na czym polegał SZANATAŻ Skubiszewskiego – wyjaśnienie:
Żyd z polskim obywatelstwem Skubiszewski Krzysztof (vel Szymon Schimel) był ministrem w okresie 13-IX-1989 do 25-X-1993 roku, tzn. w okresie zjednoczenia się Niemiec. W tym to czasie dokonano cały szereg SZKODLIWYCH , NIE kożystnych dla Polski zapisów prawnych przy udziale USA, ZSRR, Francji i Anglii, tylko dlatego że jakoś SZNTAŻOWANY minister kapuś żydo-komunistyczny ówczesnego MSZ-u czy inny musiał by ULEGŁY obawiając się utraty stołka oraz pieniędzy, więc taki flksdojcz zawsze się „nie dopatrzył” całego szerogu zapisów bardzo SZKODLIWYCH dla Polaków, które zostały  „uzgodnione” miedzy za-żydzonym rzadem III RP i rządem niemieckim, który SZANTAŻOWAŁ żydo-komucha kapusia UB-ka Krzysztofa Skubiszewskiego (vel Szymon Schimel) że ujawni jego agenturalnośc z KGB i NRD-wskim wyawiadem STASI działajacych na szkodę Narodu Polskiego i instytucji Panstwa Polskiego w czasach PRLu.

Bezpaństwowiec Radek Sikorski, obecny minister MSZ-u, który uciekł z Polski do Anglii i na WŁASNE życzenie zrzekł się polskiego obywatelstwa w 1981 roku NICZYM się nie różni od żyda Krzysztofa Skubiszewskiego, który działał na SZKODĘ Polaków !!!”

…jest to komentarz spod artykułu: Orkowski: Czym Żelazna Dama zasłużyła sobie na uznanie? Zachowałem oryginalną pisownię i mam nadzieję że autorka się nie pogniewa

…4 czerwca „jelity” świętują zatem zbiegowisko dwóch zdarzeń. Starej („magdalenkowej”) i nowej („możełowej”) świeckiej tradycji którą powołano dnia 2 maja tego roku akcją „orzeł może”. Świętowanie 2 maja odbyło się dokładnie tak jak na to zasługiwało… z MOŻE “orłem”…i MOŻE flagą wśród MORZA głupoty.

…”Kampania zakończy się 4 czerwca, w rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów z 1989 r. – toastem za wolność. Przez cały ten okres organizatorzy chcą rozprawiać się ze “stereotypem Polaka-ponuraka”. Na potrzeby kampanii stworzono specjalne logo – na czerwonym tle biały orzeł, który jedno skrzydło składa w charakterystyczny znak OK oraz hasło – “Polaku nie bądź ponury. Rozwiń skrzydła! Dziób do góry!”. Organizatorami pochodu były radiowa “Trójka” i “Gazeta Wyborcza”. Akcję wspiera wielu artystów, m.in.: Wojciech Pszoniak, Marek Kondrat, Zbigniew Zamachowski, Urszula Dudziak, Magda Umer, Maja Ostaszewska, Jan Englert.“… stooq

“Toast za wolnośc” który 4 czerwca zwieńczy “dzieło” nawiązujący do “częściowo wolnych wyborów z 1989r.” będzie zatem wystarczająco wymownym akcentem, dopełniającym tę całą farsę rechotem obecnie “rzondzoncego” postokrągłostołowego układu. Kojarzy mi się on z wygłaszaniem toastu za wolnośc zwaną w swoim czasie “waszą i naszą” i trafnie  nawiązuje do historycznego znaczenia dnia 2 maja o jakim wspominałem jak i 4 czerwca który był dniem „wielkich zmian” (z perspektywy czasu można powiedziec że „wielkiej farsy”) po to żeby wszystko zostało po staremu.

rys.  Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

…Odys

Podobne: Ściana płaczu i ściana hańby… (na tle Magdalenki)

oraz: Stanisław Michalkiewicz: „Rocznica podróbki” czyli… POd „okrągłym stołem”.

Skok przez płot (Borusewicza?), dyzonans poznawczy w sprawie Przemyka i salonowe POrządki, czyli…


Stanisław Michalkiewicz: W tym zamęcie jest metoda! fragment:

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

…Więc jak tam było, tak tam było – ale marszałek Borusewicz, zamiast natychmiast sprostować rewelacje pani Krzywonos i po raz kolejny potwierdzić legendę zatwierdzoną do wierzenia, że Lech Wałęsa przeskoczył przez płot i obalił komunizm, milczy, jak ten ogon wilczy – co straszliwie musiało zdenerwować Lecha Wałęsę. Czyż nie mogło mu przyjść do głowy, że rewelacje pani Krzywonos i milczenie marszałka Borusewicza to zaledwie wstęp do dalszej rewizji historii, która obejmie również sprawę „Bolka”? Wiadomo; od rzemyczka do koniczka. Tedy były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju ofuknął marszałka Borusewicza za jego zatwardziałe milczenie, wytykając mu zarazem, że podczas tego całego strajku to w ogóle go w stoczni nie było, że pojawił się tam raz czy dwa i był zaledwie tolerowany, bo znał się na strajkowaniu, niczym „wół na gwiazdach”.

Wszystko to oczywiście być może, bo wprawdzie pan marszałek Borusewicz przez całe lata uchodził za człowieka wielkiego i twardego charakteru, ale nie jest wykluczone, że był tylko uparty właśnie jak wół, co w tamtych czasach mogło być identyfikowane z siłą charakteru. Tak czy owak – jaką wersję historii obalenia komunizmu będzie się teraz podawało do wierzenia „młodym, wykształconym, z wielkich miast”? Czy komunizm obalił Wałęsa, czy może Borusewicz? Bo jeśli stanie na tym, że Borusewicz – to trzeba będzie postawić ten fragment płotu, przez który Borusewicz przeskoczył – bo przecież nie może być mowy o żadnej motorówce Marynarki Wojennej – poza tym trzeba rozpocząć starania o przyznanie panu marszałkowi Borusewiczowi pokojowej nagrody Nobla, trzeba by zrobić go mędrcem Europy i w ogóle.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

No dobrze – ale co na to powie świat? Świat, który do tej pory myśli, że komunizm obalił Lech Wałęsa? Jeśli teraz się dowie, że to nie Wałęsa, tylko Borusewicz, to kto wie – może nawet nabierze wątpliwości, czy komunizm w ogóle został obalony? To nawet nie byłoby takie złe – ale jakiż potężny dysonans poznawczy będzie miał Salon i stado autorytetów moralnych, co to zgodnym chórem pobekuje pod dyrekcją pana redaktora Michnika! Trzeba będzie przeprowadzić tam surową reedukację, żeby nawet najmniej spostrzegawczy zrozumiał, że teraz owszem – ma pobekiwać, ale z całkiem innego klucza!

Łatwo powiedzieć – ale kto ma to zrobić, skoro okazało się, że pan redaktor Michnik zdradza objawy utraty pamięci? Oto w Sejmie Umiłowani Przywódcy wpadli na pomysł, by uczcić rocznicę zamordowania Grzegorza Przemyka. Jak wiadomo, został on śmiertelnie pobity przez milicjantów 12 maja 1983 roku, kiedy to obowiązywały surowe prawa stanu wojennego. Wiadomo także, że z inicjatywy generała Czesława Kiszczaka odpowiedzialnością za to zabójstwo bezpieka obciążyła lekarkę i sanitariuszy Pogotowia Ratunkowego, którzy Przemyka przewozili do szpitala, gdzie umarł na skutek pobicia na komisariacie przy ul. Jezuickiej w Warszawie.

Pani prokurator Ewa Chałupczak (w 2010 roku pani prokurator Ewa Chałupczak -Zdrodowska była prokuratorem Prokuratury Okręgowej) taką wersję oskarżenia przedstawiła niezawisłemu sądowi (sędzia Janusz Jankowski – o tym samym nazwisku w 2010 roku był sędzią sądu okręgowego, sędzia Ewa Gutowska-Sawczuk, orzekała jak gdyby nigdy nic również w latach 90-tych i sędzia Andrzej Lewandowski – w 2010 roku prawnik o tym imieniu i nazwisku był adwokatem) który w podskokach oskarżonych skazał. Ale do uchwały nie doszło, bo pan prof. Tadeusz Iwiński z Sojuszu Lewicy Demokratycznej zaprotestował przeciwko pięciu słowom, że fałszywe dowody fabrykowano na polecenie „najwyższych władz partyjnych i państwowych”. Na takie dictum zareagował sam pan redaktor Michnik, ogłaszając w „Gazecie Wyborczej” spiżowy tekst, że wprawdzie nie pisze tego, „żeby judzić”, ale dlatego, że „wolna Polska powinna (…) oddać hołd ofiarom i nigdy nie zapominać o nikczemnych zbrodniach”.

rys.Andrzej Krauze

rys.Andrzej Krauze

Już mniejsza o to, że skoro są zbrodnie „nikczemne”, to muszą być też zbrodnie szlachetne – te, których płomienni szermierze wolności popełniają w jedynie słusznych sprawach – ale jak tu nie zapominać o „nikczemnych zbrodniach”, skoro wszystko wskazuje na to, że popełniły je „człowieki honoru” – bo tak właśnie charakterystykę wystawił sam pan redaktor Michnik generału Kiszczaku Czesławu? Czy „człowieki honoru” mogą dopuszczać się „nikczemnych zbrodni”? To jest wykluczone, bo nikczemność i honor pogodzić się nie dają

…polecam lekturę całości a że dawno mi tak nie pasował pewien fragment myśli innego felietonisty, który ciągle mi po głowie chodzi to wklejam:

…”Moralista z pałką, wolnomyśliciel z kneblem i etyk z kłamstwem pojawiają się w każdej epoce. Tylko nie zawsze trafiają na sprzyjający klimat. Dzisiaj znowu mają się jak ryby w wodzie. Wypada wiedzieć, czego nie lubią: otóż nie znoszą nazywania rzeczy po imieniu. Warto uważnie przeanalizować ten fragment filmu „Nocna zmiana”, w którym Jacek Kuroń

rys. Żukow

rys. Żukow

dramatycznie pyta: „Kto to jest taki chory na sprawiedliwość?!”. Stworzyli system, w którym niesprawiedliwość jest symptomem zdrowia i wzywają do współpracy, dialogu oraz porozumienia. Ponieważ Jezus Chrystus nawoływał swoich wyznawców, aby na Tak mówili Tak i Nie na Nie, ponieważ ostrzegał, że kłamstwo pochodzi od Złego, to trudno oczekiwać aby „wolnomyśliciele” zakładali fan-club chrześcijaństwa. Zawodowi oszuści nie lubią prawdy i sprawiedliwości. Zawodowi oszuści lubią naiwnych i głupich. Wprost nie mogą się nachwalić rozumu swoich ofiar. „Ludzie! Jesteście zajebiści!”. Żadnych kazań i napomnień. Tylko popierać. Dzisiaj zaczynają napomykać o zbieraniu szczawiu i klepaniu biedy na stare lata. Naprawdę szydło z worka wyjdzie niebawem. Wystarczy dać im jeszcze porządzić. Czasu na zreflektowanie się i obalenie tego systemu jest coraz mniej.”…

Julian Drozd Władysław Gomułka i Unia Europejska – Najwyższy Czas!.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

a od siebie… Ludzie którzy patologicznie kłamią po pewnym czasie nie są w stanie odróżnic prawdy od kłamstwa… Stąd ich przekonanie że zawsze mówią prawdę… a jak mówią że nie kłamią – to mówią!… I w tym przekonaniu utrzymują ich różne „Grasie”, które kiedy trzeba potrafią z całą stanowczością POtwierdzic, że (tu cytat) „Pan premier nigdy nie kłamie. Pan premier zawsze mówi prawdę.” Tym bardziej godna pogardy jest ich bezczelnośc kiedy niczym nagi król kroczą ze spuszczonymi spodniami ale z nieudawaną pewnością siebie wmawiając otoczeniu że wszystko jest w jak najlepszym porządku.

…Odys