„Pod Twoją obronę” w (przed)dzień matki, czyli referendum aborcyjne w Irlandii i Gietrzwałd jako przejaw Maryjnej opieki nad Polską. Chrześcijanie a grypsera


Eduard Veith – Madonna mit Jesus umgeben von Kindern

„…Pius IX był papieżem w czasach bardzo burzliwych. Jego pontyfikat trwał aż 32 lata (1846-1878) i był po św. Piotrze najdłuższym pontyfikatem w historii Kościoła. Papież dość szybko zorientował się jakie mechanizmy czają się za ruchami narodowo-wyzwoleńczymi, bo sam za ich przyczyną stał się więźniem Watykanu. Pius IX był nazywany mianem „defensor Poloniae” – obrońcą Polski. Co dla Nas chyba nie bez znaczenia 28 stycznia 1863 r. potępił zdecydowanie wybuch powstania styczniowego, o czym został poinformowany w czasie audiencji Ludwik Orpiszewski, który był wysłannikiem Władysława Czartoryskiego – emisariusza dyplomatycznego Rządu Narodowego. Z drugiej jednak strony Pius IX podczas powstania zwrócił się do cesarza Franciszka i Napoleona III o pomoc dla naszego kraju.

Wiele lat później – 6 czerwca 1877 przyjmując pielgrzymkę polską, wygłosił do niej mowę, w której zawarł słowa: „miejcie nadzieję, wytrwałość, odwagę i módlcie się, a ciemiężcy wasi runą i Królestwo Polskie powróci”.

Dokładnie trzy tygodnie później miało miejsce pierwsze objawienie w Gietrzwałdzie…

Czy to był czysty przypadek? Moje krótkie dochodzenie prowadzi do wniosków, że wcale tak być nie musiało.

Otóż w dniu narodzin – 13 maja (ach ten 13 maja!!!) 1792 roku – Jan Maria Mastai Ferretti, bo tak nazywał się przed wstąpieniem na tron papieski Pius IX, został przez swą matkę poświęcony Niepokalanej Dziewicy. Jednym z jego pierwszych papieskich dokonań było ogłoszenie dogmatu wiary, że Najświętsza Maryja Panna była całkowicie wolna od grzechu pierworodnego, od pierwszej chwili Jej poczęcia.

Oto jak w swej książce pt. Pius IX opisuje niezwykłe okoliczności tego wielkiego wydarzenia prof. Roberto de Mattei:

„Wszyscy obecni potwierdzili, że w chwili ogłoszenia dogmatu oblicze Piusa IX skąpane we łzach, rozświetlił snop światła, który zstępował z wysokości (…).  Monsignor Piolanti, który zbadał świadectwa składane przez obecnych tam wiernych, potwierdza, w świetle swojego długiego pobytu w Bazylice Watykańskiej, że w żadnym okresie roku, a tym bardziej w grudniu, nie jest możliwe, aby promień słońca wchodził przez któreś z okien i oświetlał jakąkolwiek część absydy, w której znajdował się Pius IX. (…)
Pewna zakonnica zapytała kiedyś papieża, co czuł w chwili ogłoszenia dogmatu, a sam Pius IX odpowiedział: „To, czego doświadczyłem i co poznałem, ogłaszając ten dogmat, jest tak wielkie, że żadne ludzkie słowa tego nie wyrażą. Kiedy zacząłem obwieszczać dekret dotyczący dogmatu, obawiałem się, że mój głos będzie zbyt słaby, aby usłyszał go niezmierzony tłum (50 tysięcy osób), który tłoczył się w Bazylice Watykańskiej. Ale kiedy doszedłem do formuły zdefiniowania dogmatu, Bóg nadał głosowi swojego Zastępcy taką moc i siłę nadprzyrodzoną tak wielką, że rozbrzmiewał w całej Bazylice. Byłem tak wzruszony tą pomocą Bożą, że musiałem wstrzymać na chwilę przemówienie, aby dać upust łzom. Poza tym, kiedy Bóg obwieszczał dogmat ustami swojego Zastępcy, objawił mojej duszy poznanie tak przejrzyste i tak ogromne niezrównanej czystości Najświętszej Maryi Panny, że jak w przepaści zatraciłem się w głębi tego poznania, którego żadne słowa nie są w stanie opisać, a moją duszę wypełniła niewypowiedziana rozkosz. Rozkosz, która nie jest z tego świata i można jej doświadczyć jedynie w niebie. Żadne szczęście, żadna radość ziemska nie jest w stanie dać nawet namiastki tej rozkoszy; i nie obawiam się stwierdzić, że Zastępca Jezusa Chrystusa potrzebował specjalnej łaski, aby nie umrzeć ze szczęścia pod wrażeniem tego poznania i tego uczucia nieporównywalnego piękna Niepokalanej Maryi”.

To tak krótko, o samym papieżu i jego niezwykłych relacjach z Matką Boską.

A teraz zanurzmy się na chwilę we fragmentach lektury, w której Pius IX dopomina się o swoją armię – armię chrześcijańskich matek.

Pierwszy urywek będzie traktował o lekturach. Cała Szkoła Nawigatorów i w sumie także „makulektury” są zbudowane na czytaniu, więc przeczytajmy:

„…ważna wskazówka i napomnienie dotyczy lektury. W czasach dzisiejszych ludzie lubią czytać. Nawet dzieci. To zamiłowanie lektury wyzyskują synowie tego świata, którzy według słów Pana Jezusa: „mądrzejsi są od synów światłości” by z niebywałą gorliwością za pomocą pism wpajać swe przewrotowe idee i zamysły w mózgi i serca ludzkie, zarzucając świat prawdziwą powodzią Książek, czasopism, gazet i ulotek. Ta powódź pism, pochodząca po większej części od ludzi usposobionych wrogo do Chrystusa i Kościoła, stanowi ogromne niebezpieczeństwo dla wiary i chrześcijańskich obyczajów, szczególnie u młodzieży i dzieci. Niech przeto matka chrześcijańska czuwa, by się one nie dostały do rąk dzieci. Niech żadna książka nie zbeszczeszcza świętego przybytku chrześcijańskiej rodziny. Alebowiem jest to trucizna dusz. Gdy matka gotuje grzyby na obiad, to uważa pilnie, by się jakiś trujący grzyb nie dostał do potraw, bo dziecko mogłoby to przypłacić życiem. Niech tę samą, i większą jeszcze ostrożność zastosuje do pism, które mogą podkopać życie nadprzyrodzone, wiarę i cnotę dziecka”. 

(betacool – Czy papież może marzyć o armii?)

podobne: Styczeń 1863 w służbie Piusa IX (Ostatni Krzyżowiec) oraz proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wieczność kontra pogoń za sensacją oraz: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” i to: O praktycznym znaczeniu objawień (Gietrzwałd), oraz uwagi Grzegorza z Nyssy o pielgrzymowaniu. Koronacja kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej na Węgrzech a także: „Ta, która depcze węża” i „Ten, który mówi jak orzeł” czyli… Hernan Cortes, ofiary z ludzi i cud nawrócenia Azteków polecam również: 3 maja – Królowej (Matki)

Zostańmy jeszcze na chwilę przy objawieniach w Gietrzwałdzie, i kontekście polityczno historycznym dotyczącym naszego kraju w tamtym czasie, który był tak bliski Piusowi IX. Jest to bowiem czas planów wywołania przez Niemcy światowego konfliktu, w którym Polska została wyznaczona do odegrania niechlubnej (i na swoją zgubę) roli rewolucyjnego żywiołu, który na fali narodowo wyzwoleńczych majaków nieostygłych po powstaniu styczniowym, ma zapalić świat. O czym mało kto wie, a jeszcze mniej osób potrafi to połączyć z opatrznością Bożą, w postaci bezpośredniej interwencji Najświętszej Maryi Panny, która te plany pokrzyżowała właśnie w Gietrzwałdzie… Miejsce i czas nie są tu bowiem przypadkowe 🙂

Zapraszam zatem na opowieść sensacyjną. Miejscami nawet trochę humorystyczną, jeśli zestawimy powagę i dramaturgię (nie)ludzkiej pomysłowości owładniętych manią wielkości ludzi, z możliwościami Boga. Dlaczego od 27 czerwca do 16 września 1877 r, i dlaczego w Gietrzwałdzie ukazywała się Matka Boża? Na podstawie książki Ks. dr hab. Krzysztofa Bielawnego „Niepodległość wyszła z Gietrzwałdu” opowiada Grzegorz Braun. Gwarantuję że nie jest to opowieść nudna:

Gietrzwałd 1877 – nieznane konteksty geopolityczne

A teraz wróćmy do matek, dzieci, i aborcji.

Oto mamy maj. W Polsce miesiąc Maryjny, w którym również obchodzimy Dzień Matki. I tak się jakoś przypadkiem zbiegło, że w przeddzień owego święta, w innym (często kojarzonym z naszym tradycyjnym przywiązaniem do katolicyzmu) kraju, tj. w Irlandii, doszło do referendum zwanym aborcyjnym.

Irlandczycy właśnie zdecydowali o losie tzw. Ósmej Poprawki, która mówi, że „państwo uznaje prawo do życia nienarodzonych, z należytym uwzględnieniem równego prawa do życia matki”. Ma ona zostać zniesiona i zastąpiona „prawem do przerywania ciąży”, pomimo obowiązującego od 2014 zapisu, który w sposób literalny zezwalał na zabicie dziecka jeśli ciąża w sposób bezpośredni zagraża życiu matki.

Według wstępnych danych, jeśli idzie o proporcje „za/przeciw”, Irlandczycy głosowali niemal identycznie jak w 1983 roku… tyle że odwrotnie. 25 lat temu, za przyjęciem poprawki (również w referendum) głosowało 67% obywateli, no a teraz ok 68% głosujących było za jej zniesieniem. Można więc powiedzieć że w 25 lat po tamtej decyzji, Irlandczycy zmienili zdanie o 180 stopni. Wystarczyło jedno pokolenie (może dwa) by życie następnych przestało wywierać wrażenie na już żyjących… (Odys)

podobne: Dzień Świętości Życia i obywatelski projekt ustawy „Stop Aborcji”. „Jeden z nas” w Parlamencie Europejskim oraz: Grażka, Rom i Eluana czyli… W trzech historiach o wojnie cywilizacji na śmierć i życie i to: Salve, Regina, Mater misericordiae, vita, dulcedo, et spes nostra, salve! Królowa Polski, królobójcy i Salazar czyli 100 rocznica Objawień Fatimskich na tle Portugalii z przełomu XIX i XX w… a świat się (nie)zmienia a także: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. PIS odrzucił projekt ustawy o ochronie życia. Nieubłagany palec postępu wskazał na bezkarność (w drodze do deprawacji) polecam również: I (niestety nie zawsze) żyli długo i szczęśliwie. Przemoc domowa w Irlandii i „Konwencja o przemocy wobec kobiet”… kontra „Mężczyzna wojownikiem” (ks. Piotr Pawlukiewicz)

„…Albo mamy świat wartości dostępny wszystkim i łaskę takąż, albo mamy hierarchię organizacji, w skład których nie wchodzą wyświęceni kapłani, ale jacyś inni ludzie, którzy wyłonili się nie wiadomo skąd i nie wiadomo jakimi zasadami się kierują.

Na czym polega w praktyce walka z grypserą? Na ochronie miejsc kultu i obszarów, gdzie tradycja chrześcijańska jest silna i trwała. Grypsera bowiem jest mocna tylko w tych miejscach, gdzie dominuje całkowicie i nieodwołalnie. W innych zaczyna się targować, wiercić palcem w kolanie, uśmiechać się krzywo i składać jakieś dziwne, a czasem niestosowne propozycje. Należy na to uważać. Generalnie zaś grypsera składa propozycję dotyczące kooptacji. To znaczy włączenia chrześcijan w strukturę grypsery. To jest rzecz jasna pułapka, bo grypsera to narzędzie rewolucji, ta zaś służy do degradacji i masowego upadlania ludzi. Grypsera – zwarta, nie dająca szans na jakikolwiek ruch i swobodę struktura, zaczyna zwykle swoją przemowę od zaproponowania większej wolności. Ludzie, którzy tę propozycje słyszą, nie rozumieją przeważnie, że chodzi o wolność „pod celą” kosztem najsłabszych, którzy nie dość, że nie potrafią się grypserze przeciwstawić, to jeszcze przeważnie nie mają szans na zrozumienie tego co się wokół nich dzieje. Tylko w konfrontacji z takimi istotami i tylko przy zastosowaniu wszystkich środków przymusu, legalnych i nielegalnych grypsera ma szansę. Upraszczając – realnie grypsera ma szansę jedynie pod celą. Stąd przemożna chęć zamiany świata całego w jedną wielką celę. To już było ćwiczone nie raz, a teraz mamy świeży przykład z Irlandii. Gdzie znowu zwyciężyła wolność. I teraz już, każdy będzie mógł tam robić co chce, oczywiście w ramach zasad narzuconych przez grypserę. Uważajmy na to co się tam dzieje…” (Coryllus – Chrześcijanie a grypsera)

Zakończę ciekawostką do przemyślenia,tj. fragmentem z takiej grypsery właśnie, znanej pod nazwą  „Hymnu Bojowego Republiki”  autorstwa Julii Ward Howe.  Amerykańskiej  abolicjonistki, działaczki społecznej, aktywistki politycznej i pisarki. Oraz pomysłodawczyni (za Wikipedią) Dnia Matki, w wersji postępowej z 1872 roku jako Matki dla Pokoju… Zaiste! Pontyfikat Piusa IX pełen był znaczących, burzliwych, i symbolicznych wydarzeń. Oraz pola walki, również w kwestii roli matki. Walka ta jak widać nie straciła na znaczeniu, i będzie trwać do końca świata, czyli do czasu nadejścia Boga, który odda sprawiedliwość wszystkim. Również niedoszłym „matkom” (nie tylko z Irlandii), które bardziej ceniły „wolność” od życia swoich dzieci…(Odys)

…Przeczytałem w Ewangelii rząd płonących stalą słów:
„Jako z Mym szydercą czynisz, taką łaskę da ci Bóg”;
Niechaj Heros, syn niewiasty, zdepcze węża u Swych stóp,
Oto Bóg nadchodzi już.

Chór:
Gloria! Gloria! Alleluja!
Gloria! Gloria! Alleluja!
Gloria! Gloria! Alleluja!
Oto Bóg nadchodzi już.

On brzmi zawsze w sygnałówce co nie woła nigdy w tył;
On ocenia serca ludzkie w sądu dzień na tronie Swym;
Och, ma duszo bądź gotowa aby być oddaną Mu!
Bo nasz Bóg nadchodzi już.

Chór:….

Tam nad morzem, pośród lilii, Chrystus Pan narodził się;
Jego piersi pełne chwały przemieniają ciebie, mnie:
Życie oddał by cię zbawić, życie swe za wolność złóż,
Kiedy Bóg nadchodzi już…

Reklamy

3 maja – Królowej (Matki)


by Francisco Romero Zafra

by Francisco Romero Zafra

Ten mi bratem siostrą współobywatelem

kto przed tronem krzyża Syna Twego klęka

Kto w obronie prawdy sił własnych nie szczędzi

dzień narodzin Słowa (dla nas) czcić pamięta

 

Kto się dzieli z bliźnim z własnej wolnej woli

jak nakazał Ojciec który patrzy z nieba

I kto w świętej wierze wyrzekł się niewoli

za ojczyznę niebieską gotów krew swą przelać

 

Kto „tej ziemi” używa mając na uwadze

dobro innych jak swoje więc staje w obronie

mienia, życia, godności (zwłaszcza tych najmniejszych)

Sprawiedliwość siejąc i zbierając w plonie

 

Wreszcie i ten nawet co był łotrem może

lecz wycierpieć potrafił sprawiedliwe męki

Jeśli za królową uznał Cię w pokorze

Fiat! prosząc w nadzieji matczynej poręki

 

Odys, 3 maj 2018

Przydrożna kapliczka (Olsztyn)

podobne: Salve, Regina, Mater misericordiae, vita, dulcedo, et spes nostra, salve! Królowa Polski, królobójcy i Salazar czyli 100 rocznica Objawień Fatimskich na tle Portugalii z przełomu XIX i XX w… a świat się (nie)zmienia oraz: Salve Regina. Kaczmarski, Gajowniczek… Modlitwa w potrzebie. Psalm 4 do Imienia Maryi (św. Bonawentury) i jeszcze: „Ta, która depcze węża” i „Ten, który mówi jak orzeł” czyli… Hernan Cortes, ofiary z ludzi i cud nawrócenia Azteków polecam również: „Królestwo Bez Kresu”.

E. Rincon d’Astorga – Stabat Mater

 

 

 

 

O praktycznym znaczeniu objawień (Gietrzwałd), oraz uwagi Grzegorza z Nyssy o pielgrzymowaniu. Koronacja kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej na Węgrzech


Francisco Romero Zafra – M. Stma. de La Estrella

„Stosunek państwa pruskiego do religii katolickiej, pobożności ludowej i wiary w ogóle można nazwać jednoznacznie negatywnym. Jeśli bowiem państwo to kultywowało jakąkolwiek wiarę, to jedynie wiarę w króla, a potem w cesarza.

Kiedy więc w czerwcu roku 1877 do uszu berlińskich polityków i posłów na sejm krajowy doszły wieści z Warmii dotyczące objawień jakie miały miejsce w małej miejscowości Gietrzwałd, reakcja była łatwa do przewidzenia. Objawienia uznane zostały za oszustwo, prowokacje polityczną, manifestację polskich dążeń niepodległościowych oraz chęć wyłudzenia pieniędzy przez ubogich a chytrych rolników z Gietrzwałdu.

Co takiego wydarzyło się w małej, warmińskiej wiosce, w letnich miesiącach roku 1877, że dwór berliński i sfery polityczne mocno się zaniepokoiły? Oto na drzewie rosnącym w pobliżu kościoła gietrzwałdzkiego, gdzie proboszczem był ksiądz Augustyn Weichsel ukazała się Matka Boża. Najpierw sama, a następnie na tronie, trzymająca na rękach dzieciątko Jezus. Matka Boża nie ukazała się wszystkim mieszkańcom, a jedynie dwóm dziewczynkom przygotowującym się do komunii świętej. Najpierw objawiła się Justynie Szafryńskiej a potem Barbarze Samulowskiej. Dzieci widziały niesamowite zjawisko i opowiadały o tym dorosłym, a jakby nie dość było zdziwienia, Matka Boża przemówiła do nich w języku polskim. – Takim językiem, jakim mówią w Polsce – napisał kronikarz tego wydarzenia ksiądz Franciszek Hipler.

Jak to zwykle bywa w takich wypadkach dziewczynki, które widziały niezwykłą postać w koronie drzewa musiały przejść prawdziwą gehennę podejrzeń i badań. Próbowano je nawet uwięzić. Ich rodzice byli szykanowani, a jakby tego było mało w niełasce znalazł się nawet miejscowy proboszcz, choć był przecież Niemcem nie Polakiem. Wiedza o objawieniach powoli przedostawała się do świadomości publicznej. Pierwszą o nich wzmiankę podał wydawany w Pelplinie „Pielgrzym”. Była to krótka notatka, odnotowująca fakt jedynie i porównująca go z innymi, wcześniejszymi objawieniami.

Zdumienie wśród urzędników i hierarchów Kościoła budził przede wszystkim fakt, że Matka Boża porozumiewała się z dziewczynkami językiem prostym, dobrze przez nie zrozumiałym, a stawiane przez nią wymagania były wyraźne i jasne. Podobnie było z pytaniami, które ku niezwykłej istocie kierowały dzieci. Najważniejszym życzeniem Matki Najświętszej było, by wierni odmawiali różaniec. Dziewczynki zaś pytały ją o to, czy Kościół Święty nie zostanie zniszczony przez siły zła, czy parafie warmińskie, z których wiele pozostawało nieobsadzonych, znajdą swoich pasterzy. Matka Boża zapewniła dzieci, że jeśli wierni będą modlić się gorliwie, wszelkie obawy co do losów Kościoła na Warmii i w Polsce staną się bezpodstawne.

Warmińska hierarchia dość ostrożnie podchodziła do objawień gietrzwałdzkich. Biskup Filip Krementz wysłał do Gietrzwałdu kanoników kapituły katedralnej, by zbadali dokładnie stan emocjonalny i psychiczny w jakim znajdują się obydwie dziewczynki. Księża mieli uczestniczyć w nabożeństwach różańcowych z ich udziałem i pilnie obserwować zachowania dzieci. Nie dostrzegli w nich niczego niezwykłego i podejrzanego. Dziewczynki zachowywały się normalnie i stabilnie, nie histeryzowały i nie próbowały zwracać na siebie uwagi za wszelką cenę. Odrzucono więc wszelkie sugestie dotyczące nieuczciwości ich samych oraz ich rodziców.

Miejscowy proboszcz Augustyn Weichsel, poświęcił się całkowicie pielęgnowaniu kultu Matki Bożej z Gietrzwałdu, był za to prześladowany przez władze i szykanowany. Zamykano go nawet w areszcie. Jego bratanek Juliusz, który objął po nim parafię, kontynuował dzieło stryja. Gietrzwałd stał się miejscem pielgrzymek, odnowionego kultu maryjnego, a pobożność na całej Warmii, a także w Prusach i przygranicznych rejonach Królestwa Polskiego zyskała nowy wymiar.

Przybyło nawróceń, rozprzestrzenił się kult różańca świętego, ludzie pod wrażeniem wydarzeń gietrzwałdzkich zmieniali swoje życie, porzucali nałogi i złe nawyki i rozpoczynali pobożne i religijne życie.

Pierwszym kapłanem, który dał pełny opis objawień w Gietrzwałdzie, opis opatrzony komentarzami, był ksiądz Franciszek Hipler. Urodzony w Olsztynie niemiecki teolog katolicki, biograf Mikołaja Kopernika. Próżno będziecie szukać biografii księdza Hiplera w internecie. W niemieckiej wikipedii jest o nim ledwie krótka wzmianka. Próżno też można szukać w księgarniach i antykwariatach napisanej przez niego książki o objawieniach maryjnych w Gietrzwałdzie czy innych publikacji jego autorstwa. Nie wznawia się ich dzisiaj, a sam autor pozostaje zapomniany.

Dzieło „Objawienia Matki Boskiej w Gietrzwałdzie dla ludu katolickiego” wydane były ostatni raz jeszcze w XIX wieku. W tym roku przypada 140 rocznica tych objawień. Ich kult został uroczyście zatwierdzony w setną rocznicę wydarzenia, w roku 1977 przez biskupa warmińskiego Józefa Drzazgę.” (coryllus, szkolanawigatorow.pl – O praktycznym znaczeniu objawień)

podobne: Salve, Regina, Mater misericordiae, vita, dulcedo, et spes nostra, salve! Królowa Polski, królobójcy i Salazar czyli 100 rocznica Objawień Fatimskich na tle Portugalii z przełomu XIX i XX w… a świat się (nie)zmienia.

„…konieczność podróżowania zawsze sprowadza obowiązującą w tym dokładność do zobojętnienia wobec zasad ostrożności…

…A ponieważ na Wschodzie zajazdy i gospody miasta nastręczają wiele swobody i obojętności wobec złego, jak może ten, kto przechodzi przez dym, nie mieć podrażnionych oczu? Gdzie brudzi się ucho i brudzi się oko, brudzi się także serce, przyjmując przez wzrok i słuch bezeceństwa. Jakże więc będzie można przejść bez poruszenia namiętności przez miejsca dotknięte namiętnością?
I cóż więcej od innych będzie miał ten, który był w owych miejscach? Jak gdyby Pan do dziś dnia przebywał cieleśnie w owych miejscach, a od nas odszedł; albo jak gdyby Duch Święty okazywał pełnię działania u Jerozolimian, a nie mógł przejść do nas! I jeżeli z tego, co się widzi, można wnioskować o obecności Boga, to raczej by mógł ktoś sądzić, że Bóg przebywa wśród ludu Kapadoków niż poza tym krajem. Ileż to bowiem jest u nich ołtarzy, przez które wielbi się imię Pana! Na całej prawie ziemi nie można by naliczyć tylu ołtarzy. A następnie, gdyby nawet w miejscach jerozolimskich była większa łaska, grzech u tamtejszych mieszkańców nie byłby tak nagminny. Tymczasem nie ma żadnego rodzaju nieczystości, na który by się u nich nie poważono: nieprawości, cudzołóstwa, kradzieży, bałwochwalstwa, trucicielstwa, zawiści i zabójstwa; zwłaszcza to ostatnie zło jest tam tak nagminne, że nigdzie nie ma takiej gotowości do zabijania, jak w owych miejscach, gdzie jak dzikie zwierzęta biegną rodacy do krwi rodaków, by się wzajemnie mordować dla zimnego zysku. Gdzie tedy dzieją się takie rzeczy, jaki dowód masz na to, że w tych miejscach jest większa łaska?…

…Przeto wy, którzy boicie się Pana, chwalcie Go tam, gdzie jesteście. Albowiem zmiana miejsca nie powoduje przybliżenia Boga, lecz gdziekolwiek byś był, Bóg przyjdzie do ciebie, jeżeli znajdzie się taka gospoda twojej duszy, aby Pan zamieszkał i przechadzał się w tobie. Jeżeli zaś masz człowieka wewnętrznego pełnego złych myśli, to chociażbyś był na Golgocie i na Górze Oliwnej i pod pomnikiem zmartwychwstania, jesteś tak daleki od przyjęcia do siebie Chrystusa, jak ci, co w ogóle nie wyznawali wiary w Niego.
Poradź więc, mój kochany, braciom, by podróżowali od ciała do Pana, a nie z Kapadocji do Palestyny. Jeżeliby zaś ktoś przytoczył słowa Pana, nakazujące uczniom, by nie odchodzili z Jerozolimy (Acta 1, 4), to niech zrozumie, co znaczą: Ponieważ laska i rozdawnictwo Ducha Świętego jeszcze nie przyszło do apostołów, polecił im Pan pozostać na tym samym miejscu, aż przyobleczeni zostaną w moc z góry. I gdyby do dziś dnia działo się to, co było na początku, że Duch Święty w postaci ognia rozdzielał każdemu swe dary, trzeba by wszystkim być w tym miejscu, w którym odbywał się rozdział darów; jeżeli zaś Duch wionie, gdzie chce, to i ci, którzy są tu i wierzą, stają się uczestnikami Jego darów, stosownie do swej wiary, a nie stosownie do pielgrzymki, przedsięwziętej do Jerozolimy.” (Grzegorz z Nyssy, List o pielgrzymkach do Jerozolimy, tł. T. Sinko)

podobne: Walentynki. Tradycja jest za darmo, ale biznes żerujący na „miłości” kwitnie… Grzegorz z Nyssy o małpie z Aleksandrii

Franz von Matsch – Triumf Światła nad Ciemnością

PS.

30.06.2017, Budapeszt (PAP) – Koronacji kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w bazylice św. Stefana w Budapeszcie dokonał w piątek podczas uroczystej mszy świętej prymas Węgier, kardynał Peter Erdoe, w obecności licznie zgromadzonych wiernych.
Korony dla Matki Bożej i Dzieciątka, poświęcone w środę w Częstochowie, zostały wykonane przez polskiego artystę Marka Ganewa. Do bazyliki wnieśli je ambasador Polski na Węgrzech Jerzy Snopek oraz węgierski wiceminister ds. zasobów ludzkich odpowiedzialny za kontakty z Kościołami i narodowościami Miklos Soltesz.

W koronę dla Matki Bożej wpisane są herby Polski i Węgier, a także dwie postacie: św. Stefana, który powierzył naród węgierski Maryi, i św. Jana Pawła II.

W koronacji uczestniczyli przedstawiciele władz obu krajów, w tym szef parlamentu węgierskiego Laszlo Koever i marszałek Senatu Stanisław Karczewski, a także biskupi węgierscy i liczni przedstawiciele Polonii mieszkającej na Węgrzech oraz wierni z Polski i Węgier. Konferencję Episkopatu Polski reprezentował bp Wiesław Lechowicz.

Kardynał Erdoe zaznaczył, że kult Matki Bożej potrafi połączyć sąsiednie narody, a jej matczyna opieka do dziś pomaga przejść wszelkie historyczne trudności. „To ważne, byśmy mieli rzeczywisty, prawdziwy obraz swojej przeszłości, tożsamości naszego narodu i obecnych wartości” – zaznaczył… (PAP)

Salve, Regina, Mater misericordiae, vita, dulcedo, et spes nostra, salve! Królowa Polski, królobójcy i Salazar czyli 100 rocznica Objawień Fatimskich na tle Portugalii z przełomu XIX i XX w… a świat się (nie)zmienia.


„Wielka Boga Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico. Ja, Jan Kazimierz, za zmiłowaniem Syna Twojego, Króla królów, a Pana mojego i Twoim miłosierdziem król, do Najświętszych stóp Twoich przypadłszy, Ciebie dziś za Patronkę moją i za Królową państw moich obieram. Tak samego siebie, jak i moje Królestwo polskie, księstwo litewskie, ruskie, pruskie, mazowieckie, żmudzkie, inflanckie, smoleńskie, czernichowskie oraz wojsko obu narodów i wszystkie moje ludy Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twej pomocy i zlitowania w tym klęsk pełnym i opłakanym Królestwa mojego stanie przeciw nieprzyjaciołom Rzymskiego Kościoła pokornie przyzywam.
A ponieważ nadzwyczajnymi dobrodziejstwami Twymi zniewolony pałam wraz z narodem moim nowym a żarliwym pragnieniem poświęcenia się Twej służbie, przyrzekam przeto, tak moim, jak senatorów i ludów moich imieniem, Tobie i Twojemu Synowi, Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi, że po wszystkich ziemiach Królestwa mojego cześć i nabożeństwo ku Tobie rozszerzać będę.
Obiecuję wreszcie i ślubuję, że kiedy za przepotężnym pośrednictwem Twoim i Syna Twego wielkim zmiłowaniem, nad wrogami, a szczególnie nad Szwedem odniosę zwycięstwo, będę się starał u Stolicy Apostolskiej, aby na podziękowanie Tobie i Twemu Synowi dzień ten corocznie uroczyście, i to po wieczne czasy, był święcony oraz dołożę trudu wraz z biskupami Królestwa, aby to, co przyrzekam, przez ludy moje wypełnione zostało.
Skoro zaś z wielką serca mego żałością wyraźnie widzę, że za jęki i ucisk kmieci spadły w tym siedmioleciu na Królestwo moje z rąk Syna Twojego, sprawiedliwego Sędziego, plagi: powietrza, wojny i innych nieszczęść, przyrzekam ponadto i ślubuję, że po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszelkich będę używał środków, aby lud Królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić.
Ty zaś, o najlitościwsza Królowo i Pani, jakoś mnie, senatorów i stany Królestwa mego myślą tych ślubów natchnęła, tak i spraw, abym u Syna Twego łaskę wypełnienia ich uzyskał.” (Śluby króla Jana Kazimierza, złożone dnia 1 kwietnia 1656 roku, źródło: Liturgia Godzin, t. II, Pallottinum 1984)

Francisco Romero Zafra – Nstra. Sra. de La Merced

Salve Regina” w wykonaniu Chóru Klasztornego Abbey of Notre-Dame Fontgombault

„…na prośbę polskich biskupów w 1920 roku papież Benedykt XV ustanowił święto Matki Boskiej Królowej Polski. Nawiasem mówiąc, to święto przypomina o lwowskich ślubach króla Jana Kazimierza, który 1 kwietnia 1656 roku ustanowił Matkę Bożą Królową Korony Polskiej i Wielką Księżną Litewską. Towarzyszyła temu aktowi, który jeszcze można by uznać za na poły religijny, a na poły państwowy, deklaracja obioru, wygłoszona przez podkanclerzego koronnego, biskupa Andrzeja Trzebickiego „w imieniu rządców, dostojników i wszystkich ludów królestwa tego” to znaczy – wszystkich stanów Rzeczypospolitej – która była już aktem ściśle państwowym, zarejestrowanym w grodzie – o czym wspomina również Henryk Sienkiewicz w „Potopie” – co miało znaczenie takie, jak dzisiaj publikacja w „Dzienniku Ustaw”. Na podstawie tej deklaracji podkanclerzego, wszystkie stany Rzeczypospolitej uznały Matkę Boską za Królową Korony Polskiej, podobnie jak uznawały wszystkich innych królów elekcyjnych. Zatem od 1 kwietnia 1656 roku Matka Boska stała się de iure Królową Polski i Wielką Księżną Litewską, bo obydwa państwa tworzyły wówczas unię, obejmującą między innymi wspólnego króla. Ten akt nigdy nie został uchylony ani przez żadną władzę polską, ani nawet przez żadną władzę zaborczą – abstrahując już od kompetencji władz zaborczych w tej sprawie. Co więcej, w związku z ogłoszeniem przez papieża Piusa XII w roku 1950 dogmatu o Wniebowzięciu Najświętszej Marii Panny, akt z 1 kwietnia 1656 roku nie dotyczył osoby zmarłej, ale żyjącej – bo według tego dogmatu, Matka Boska została wzięta do nieba „z duszą i ciałem”, a więc bez uprzedniego odłączenia duszy od ciała, co, jak wiadomo, oznacza śmierć. Wynika stąd, że Rzeczpospolita Polska przez cały czas, od 1 kwietnia 1656 roku, ma głowę państwa w osobie Królowej, a więc jest państwem o ustroju monarchicznym, bo Królowa raz obrana już nie podlega żadnym głosowaniom. Zatem ci wszyscy prezydenci są w gruncie rzeczy regentami. W takiej sytuacji warto zatrzymać się chwilę nad ratyfikacją przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego traktatu lizbońskiego, który amputował Polsce ogromny kawał państwowej suwerenności. Wydaje się, że przed ratyfikacją takiego traktatu prezydent Kaczyński powinien skonsultować się z Królową, czy na taką amputację suwerenności swego królestwa wyraża zgodę. Techniczne trudności z nawiązaniem kontaktu w celu uzyskania takiej opinii mają znaczenie drugorzędne i nie można się na nie powoływać w celu usprawiedliwienia takiej samowoli. Tymczasem, o ile mi wiadomo, pan prezydent Kaczyński nawet nie podjął próby uzyskania od Królowej opinii na temat ratyfikacji traktatu lizbońskiego, podobnie jak Polacy nie zastanowili się nad tym w czerwcu 2003 roku, kiedy to w referendum zagłosowali za Anschlussem Polski do Unii Europejskiej. Ciekawe, czy Królowa przypadkiem nie odebrała takiego ostentacyjnego lekceważenia swoich monarszych uprawnień jako wielkiej zniewagi ze strony swoich poddanych, więc jeśli święto Matki Boskiej Królowej Polski mamy traktować serio, a nie jako imprezę przemysłu rozrywkowego, to odpowiednie czynniki powinny wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski…” (Stanisław Michalkiewicz – Przy grillu, wódeczce i piwku)

podobne: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec” oraz: Sprzedawczyki spod Lizbony zawłaszczają Kościół czyli… PiS udaje, że reprezentuje elektorat katolicki.

Jutro 13 maja minie 100 lat od ukazania się Matki Boskiej trojgu portugalskim pastuszkom owiec gdzieś na wzgórzach koło wioski Fatima czyli największego wydarzenia w świecie katolickim (i nie tylko) w XX w. a tymczasem w serwisach informacyjnych telewizji, radia i w Internecie – zero info. 

Okazuje się, że „ze spraw katolickich” najważniejsza jest kwestia „korytarza humanitarnego”, co to jest na gwałt, sorry, pilnie potrzebny „przez Polskę”. „Korytarze przez Polskę” kojarzą mi się jak najgorzej, no ale. Podróże lotnicze też nie są tanie a szpitale w Kuwejcie czy Arabii Saudyjskiej podobno są wręcz luksusowe i znakomicie bliżej. Powtórzę: no ale.

Oczywiście Kościół Katolicki w Polsce i na świecie uroczyście obchodzi setną rocznicę objawień w najróżniejszej formie i religijny aspekt tych objawień jest katolikom polskim powszechnie znany, choćby z uwagi na osobiste zaangażowanie św. Jana Pawła II w beatyfikację Hiacynty i Franciszka Marto, dwojga Małych Świadków…

…Zapewne wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego Matka Boska wybrała Portugalię i troje maluchów w wieku lat 10, 8 i 7 na przekazanie całemu światu strasznych ostrzeżeń i zdecydowanych nakazów dla katolików w imieniu Jej Syna. I właśnie wtedy. Tego się zapewne nie dowiemy, ale wątek aresztowania nieletnich wiejskich dzieci w dniu 13 sierpnia 1917 r. przez miejscowego wójta i uwiezienia ich w niedalekim miasteczku Ouerem daje jakieś pojęcie o „scenerii historycznej”. Na podstawie jakich paragrafów nieletnie dzieci aresztuje jakiś wójt a nie np. policja. Co tam się w tej Portugalii działo???

Działo się naprawdę wiele i aż dziw, że te informacje są skrzętnie pomijane w nauczaniu historii Portugalii nawet bez nawiązywania do religijnych objawień katolickim dzieciom w 1917 r.
Okazuje się, że w 1908 r. Portugalia przeżyła największy wstrząs polityczny od 1000 lat. W dniu 1 lutego 1908 r. dwóch zamachowców: Alfredo Luisa da Costa (dziennikarza, publicysty, członka masońskiej Lizbońskiej Loży Górskiej) i Manuel Buíça (byłego sierżanta kawalerii i nauczyciela) członków 20-osobowej grupy nielegalnej organizacji tzw. karbonariuszy i– dokonało zastrzeliło na ulicy Lizbony króla Portugalii Karola I i jego starszego syna i następcy tronu księcia Luisa Filipa de Braganza oraz raniło młodszego syna Manuela. Zamach ten był poprzedzony spiskiem i próbą zamachu w dniu 28 stycznia 1908 r. (tzw. zamachowcy zostali aresztowani w słynnej windzie do Biblioteki Miejskiej w Lizbonie) , popieranego po cichu przez bardzo agresywną w tym czasie Partię Republikańską – główną partię opozycyjną oraz jej bojówki tzw. Formadas Brancas (Białe Mrówki).

Celem zamachu była cała rodzina królewska i premier, jadący w odkrytym lando do pałacu, w tym król, jego żona Amelia (z domu księżniczka Orleańska, córka Hrabiego Paryża) oraz dwaj jedyni synowie. Król został zastrzelony z Winchestera z 8 metrów przez Manuela Buíça a Alfredo Costa wskoczył na stopień landa i oddał strzały z rewolweru do króla (już martwego), jego starszego syna (zginął na miejscu) i syna młodszego. Tego prawdopodobnie uratowała matka, która rzuciła się z jakimś bukietem na zamachowca, czym go wytrąciła „z rytmu”. Zamachowcy zostali zabici na miejscu przez policjantów, kiedy już ci ochłonęli z szoku. Oficer ochrony królewskiej dobił Alfredo Costa.
W ten sposób zakończyła się prawie 1000-letnia Monarchia Portugalska, albowiem co prawda młodszy syn Manuel ur. 1989 r. został wyświęcony na króla Manuela II ale nie był on zupełnie przygotowany do sprawowania władzy w obliczu totalnej i agresywnej opozycji. Portugalia była w zupełnym szoku ale warto w tym miejscu zauważyć, że ten gwałtowny zamach na CAŁĄ rodzinę królewską katolickiej monarchii – był jednym z serii zamachów przeciwko katolickim monarchiom europejskim na przełomie XIX i XX w…

…w 1918 r. było pozamiatane w Europie po monarchiach katolickich i prawosławnych a w 1934 r. po wszystkich katolickich i prawosławnych głowach państw w Europie. Została Belgia, ale ona się pojawiła dopiero po Kongresie Wiedeńskim i nie prowadziła samodzielnej polityki.
Sorry, została jeden katolik na czele państwa europejskiego, był nim premier Portugalii w latach 1928-1968 (a przelotnie w 1951 r. nawet prezydent) pan Antonio Oliveira Salazar, zwany przez niechętnych „dyktatorem”. Na niego oczywiście też był przeprowadzony zamach. Niejaki Emidio Santana „anarchosyndykalista” i założyciel związku metalowców podłożył bombę 4 lipca 1937 r. w okolicy samochodu premiera, kiedy Antonio Salazar uczestniczył w Mszy św. w prywatnej kaplicy swojego przyjaciela w Lizbonie. Bomba wybuchła w metalowej kasecie kiedy premier Portugalii był ok. 3 metrów od niej, ale nie wyrządziła mu żadnych szkód, ranny został jego kierowca. Santana dostał 16 lat więzienia a Salazar pancerny samochód.

Tak więc mamy „komplet” jeśli chodzi o zamachy na szefów katolickich i prawosławnych państw. Tymczasem nie można się doszukać żadnych info o próbach zamachów w tym okresie na monarchów protestanckich. Jakoś rewolucjoniści, anarchosyndykaliści, terroryści i karbonariusze nie uznawali monarchów i premierów protestanckich za swoich wrogów. Przypadek taki

…Kierunek rewolucji był zdecydowanie antyklerykalny. W pierwszych dniach rewolucji zostało kompletnie zdemolowanych 20 kościołów, ok. 100 obrabowano, pobito ok. 100 księży a do grudnia 1910 r. zamordowano 15.
Rząd Tymczasowy w tym względzie miał się na kim oprzeć: był to pan Alfonso Costa,minister sprawiedliwości, który niemal natychmiast za zgodą rządu wprowadził następujące postanowienia:
1) Wszystkie zakony (31) z Towarzystwem Jezusowym na czele – wydalono z granic Portugalii- łącznie 164 domy,
2) zamknięto domy modlitwy, szkoły i ośrodki dobroczynne , które zostały skonfiskowane na rzecz państwa,
3) Majątek kościelny został w całości znacjonalizowany, świątynie i kaplice mogły być „bezpłatnie wypożyczane do odprawiania nabożeństw”,
4) Księżom zabroniono noszenia szat duchownych poza kościołowi, zabroniono wiernym urządzania procesji,
5) Edukacja szkolna została całkowicie „upaństwowiona” czyli zlikwidowane zostały wszystkie szkoły katolickie (czyli prawie cała edukacja portugalska na poziomie podstawowym i średnim.
6) Zaatakowane zostały i zniszczone redakcje czasopism katolickich,
7) Wszystkie symbole katolickie w miejscach publicznych zostały usunięte.
8) Listy pasterskie Episkopaty Portugalii – zostały objęte ZAKAZEM ODCZYTANIA; wielu księży nie zastosowało się do tego zakazu, w efekcie usunięty został z urzędu biskup Porto, jak „winny podburzania do nielojalności”.
9) Banicją nowe władze objęły w dalszej kolejności: patriarchę Lizbony, arcybiskupa Guardy, biskupów Algarve, Bragi, Porto, Alegre, Lamego, Branagca, administratora Coimbry. Do roku 1912 żaden z biskupów nie miał prawa urzędowania w swojej diecezji a co najmniej czterech zostało wypędzonych z kraju. Zerwano też stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską
10) Dni świąt kościelnych zostały skasowane i stały się dniami pracy, zostawiono wolne od pracy – niedziele,
11) Wprowadzono rozwody, małżeństwa cywilne.
Niezależnie od wdrażanego błyskawicznie nowego prawa, ujawniły się bojówki antyklerykalne tzw. „białe mrówki”, o których pisze pan dr Kucharczyk w miesięczniku „Miłujmy się” z roku 2007 , które za wiedzą rządu urządziły w 1914 r. ataki na obchody Świąt Wielkanocnych w kościołach. Aktywiści tej organizacji napadali nie tylko na księży ale i na cywilnych wiernych, w efekcie w latach 1915-1917 łączna liczba zamordowanych księży i wiernych świeckich dwukrotnie przewyższyła liczbę żołnierzy portugalskiego korpusu ekspedycyjnego, który walczył na frontach I WW od roku 1916. Żołnierzy zginęło 1935.

Osobną historią była sprawa prześladowań Małych Pastuszków przez władze reprezentowane na poziomie gminnym przez wójta Fatimy Arturo Santosa, aktywnego członka loży masońskiej w miejscowości Leira i organizatora loży masońskiej w niedalekim Ourem, z zawodu rzeźnika zresztą.
Aresztował troje małych Dzieci bez wiedzy rodziców, przesłuchiwał Je i zastraszał. Inni aktywiści nie byli gorsi. Po cudzie słońca 13 października 1917 r. dostali takiego amoku, że specjalna masońska przyjechała aż prowincji Santarem aby ściąć drzewo, w którego konarach objawiła się Dzieciom Matka Boska. Owszem, ścięli, ale sąsiednie. Za to ukradli ołtarzyk prowizoryczny sporządzony przez pielgrzymów na miejscu objawień i urządzili coś na kształt „parady równości” …

Antonio Salazar był ministrem finansów Portugalii do roku 1944. Od 1936 r. do 1939 był ministrem marynarki, jednocześnie w latach 1932-1944 był ministrem wojny a tak na początek, kiedy wojskowi zobaczyli, jakie cuda chłopak robi z finansami „i ze wszystkim” – w 1932 r. dali mu posadę premiera i na tej posadzie pozostał do roku 1968.

Swoje działania jako premier zaczął od tego, że opracował projekt nowej konstytucji Portugalii wg swojej koncepcji opierającej się w dużej mierze na dwóch encyklikach papieskich: Rerum Novarum (Leon XIII) i Quadrogesimo Anno (Pius XI). Jak rasowy dyktator ogłosił tekst projektu konstytucji do publicznej wiadomości i dał wszystkim Portugalczykom cały rok na przysyłanie swoich uwag i poprawek – PRZED ZAPOWIEDZIANYM REFERENDUM w sprawie autorskiego projektu.

No i referendum zostało przeprowadzone 19 marca 1933 r. a Konstytucja przeszła ilością 99,5% głosów. Jak to mówią, pełna dyktatura.

Przeciwnicy Antonio Salazara wygłaszają wiele komunałów na temat jego rządów, zaczynając od nazywania go dyktatorem i faszystą. Tymczasem był to po prostu wybitny administrator państwowy, uczciwy człowiek i patriota portugalski. Nie kombinował a władza nie była jego narkotykiem.
Kiedy marynarze komuniści podnieśli bunt na kilku okrętach bo chcieli porwać je „na pomoc walczącej Hiszpanii” – kazał je ostrzelać skutecznie a następnego DNIA zarządził aby wszyscy urzędnicy państwowi złożyli PRZYSIĘGĘ ANTYKOMUNISTYCZNĄ.

W czasie II WW przyjął w Portugalii około jednego miliona uchodźców , w tym Żydów, z których wielu marzyło o emigracji do USA. Ale pozostali w biednej Portugalii bo bogate USA miało akurat małe kwoty wizowe dla Żydów.
Kiedy odszedł z urzędu w roku 1968 z powodu choroby okazało się, że za cały majątek zebrany „w służbie państwowej” miał dwa rozpadające się domki wiejskie oraz oszczędności w wysokości ok. 3000 USD.

Prymas Tysiąclecia Kardynał Stefan Wyszyński stawiał Antonio Oliveirę Salazara za wzór – naszym bohaterom i autorytetom moralnym w 1981 r. Żeby naśladowali…(Pink Panther, polecam lekturę całości tu: Fatima : Portugalia – królobójcy i Salazar „dyktator z łapanki”)

podobne: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne? i to: Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”) a także: Tuba Cordis: Czy Pan Jezus i Matka Boska byli Żydami? czyli… Hebrajczycy, Żydzi, Chazarowie. Judaizm a Chrześcijaństwo. Kościół Katolicki „nowym Izraelem”  oraz: Dwie kule zmieniły bieg historii. 100 rocznica zamachu w Sarajewie na arcyksięcia Franciszka Habsburga i wybuchu I Wojny Światowej. Serbskie memento STANISŁAWa MICHALKIEWICZa a także: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny i jeszcze: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

„Demony boją się Najświętszej Maryi Panny. Właśnie dlatego jest Ona tak często wzywana w egzorcyzmach. Bóg dał Ją nam jako Matkę – opiekunkę i 12-gwiazdkowego generała w naszej wojnie duchowej. Dzięki Jej wstawiennictwu nasze modlitwy zawsze zostaną wysłuchane a szatan pokonany.” (VortexMaryja jest Matką i Generałem)

podobne: „Ta, która depcze węża” i „Ten, który mówi jak orzeł” czyli… Hernan Cortes, ofiary z ludzi i cud nawrócenia Azteków

Francisco Romero Zafra – Ntra. Sra de Gracia

„My – Francisca wnuki, wnuczki Hiacyntowe
do Słonecznej Pani unosimy głowę.
Do złotej korony, opatrzności kuli,
jak do naszej Matki, która nas przytuli.

W historię objawień z lękiem zasłuchani
zanosimy prośby do Niebieskiej Pani
o łaskę pokoju, o ten palec boży
dla tych, którzy cudu potrafili dożyć.

I chociaż nie od nich los świata zależy.
Nie przestają prosić. Nie przestają wierzyć,
że Mateczko nasza, ochronisz swe dzieci
i opiece Syna je wszystkie polecisz.”

Marek GajowniczekFranciscowi… Hiacyntowe…

podobne: Kaczmarski, Gajowniczek… Modlitwa w potrzebie (Salve Regina) oraz: Na dnie… modlitwa. O ufności w Maryi (św. Bernarda) i to: Pieta Marka Gajowniczka, Gorzkie Żale Antoniny Krzysztoń i Droga Krzyżowa z ks. Janem Kaczkowskim… Na rozdrożu

Prelekcja Arkadiusza Stelmacha (Instytut Ks. Piotra Skargi) „Tajemnice objawień fatimskich” wygłoszona 24 kwietnia 2017 r w sali bł. Jakuba Strzemię przy klasztorze Franciszkanów w Krakowie. (Polonia Christiana)

podobne: Synod o Rodzinie. Stanowisko kard. Raymonda Burke (czy Łódź Piotrowa dryfuje?) List arcybiskupa Lengi. Polski Episkopat przeciw komunii dla rozwodników oraz: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?

Francisco Romero Zafra – Rocio y Lagrimas

 

 

Pieta Marka Gajowniczka, Gorzkie Żale Antoniny Krzysztoń i Droga Krzyżowa z ks. Janem Kaczkowskim… Na rozdrożu


Francisco Romero Zafra – Ntra. Sra. de las Penas

*

Pieśni Pasyjne – Antonina Krzysztoń

**

Zabiorą Ci Matko Syna. Wciąż nie wiesz – Dlaczego?
Zabiorą Ci Matko Syna – Błogosławionego.
Zaprowadzą na Golgotę. Nadeszła godzina.
Nie wiesz, co się stanie potem. Nic ich nie powstrzyma.

Francisco Romero Zafra – Expiration

Co tam czynią z Twoim Synem? Cierpi w poniewierce.
Ty Go, jak Dobrą Nowinę nosiłaś pod sercem.
Przez Annasza i Kajfasza jest rozpytywany.
Wskazany im przez Judasza, już został pojmany.

To Twoje i Boże Dziecię. Wyrok jest wydany.
Twoje oparcie na świecie. Syn Twój ukochany.
Byłaś Pańską Służebnicą i przejść przez to musisz.
To już nie jest tajemnicą. Rozpacz w piersi dusi.

Zabrali Ci Matko Syna. Biczują go straże.
Ofiara już się zaczyna. Trafi na ołtarze
i poznają prawdę ludzie – zabito Mesjasza.
Wielu Jego Drogą pójdzie. To nadzieja nasza.

Płaczesz z nami Pani Nasza. Jesteśmy przy Tobie.
Będziemy w świecie rozgłaszać o jasności w grobie.
O cierpieniu, O kamieniu i o Bożej Mocy.
O spotkaniu, Zmartwychwstaniu. O Tej Wielkiejnocy…

Pieta – Marek Gajowniczek

**

Droga krzyżowa z ks. Janem Kaczkowskim: STACJA 1

***

Stacja II

„Ja nie zawsze rozumiałem, co to znaczy odkupić, zbawić, dlaczego On i dlaczego własną wolą, i dlaczego wszystkich… Ale w tym musi być coś niezwykłego, w tym musi być coś Bożego, przekraczającego…”

Jezus przyjmuje krzyż na swoje ramiona.

Jak często wkładam krzyż na czyjeś ramiona? Jak często sprawiam, że ktoś cierpi przeze mnie? Jak często oddaję swój krzyż komuś, mówiąc: ty to zrób, ty jesteś za to odpowiedzialny. Jak często mówię komuś: to twoja wina.

„Ale ty nas, Panie, od nienawiści obroń i od pogardy nas zachowaj. To są słowa do wszystkich, którzy kiedykolwiek zapiekają się – w jakimkolwiek kontekście – w nienawiści. To ku przestrodze!”

Nienawidzę. Kogo? Dlaczego?

Dlatego, że ktoś jest inny? Jezus zabrania mi nienawidzić. Imigranta, czarnoskórego, innowiercę, homoseksualistę, zabrania mi posługiwania się językiem nienawiści.

Stacja III

„Czy jesteśmy, tak jak Jezus, zmuszeni do heroizmu? Klasyczna zasada moralna – in heroismo nemo tenetur – mówi, że nie. Nie jesteśmy wzywani do heroizmu, ani zmuszeni. (…) Jeżeli ktoś nie wytrwa, nie wolno mu robić z tego zarzutu moralnego.”

Koleżanka zostawiła męża kata, a ja uważam, że miała obowiązek nad nim pracować, pomagać mu? Siostra nie gotuje obiadów swojej rodzinie, a ja przygotowuję 4 posiłki gorące? Sąsiad oddał starą matkę do domu opieki, a ja poświęcam czas, by pielęgnować moją?

Nie mam prawa cię oceniać! Ty nie masz prawa czynić mi wyrzutów, jeśli nie podołam!

całość tu: 24 Marzec 2016

Francisco Romero Zafra – Caido Benicarlo

Krzyżu nadziejo zbawienia,
Znaku cierpienia i męstwa,
Krzyżu gałązko pokoju,
Znaku zwycięstwa.
 

Cień Twoich ramion błogosławionych ogarnia świat,
Ty nas prowadzisz wskazujesz drogę tysiąc już lat
 
Krzyżu nad Polski polami,
Za Tobą od wieków idziemy,
Krzyżu od ojców nam dany,
Świecisz nad nami.
 
Cień Twoich ramion błogosławionych ogarnia świat,
Ty nam wśród nocy słupem ognistym wskazujesz ślad

Krzyżu narodów sztandarze,
Znaku zbratanej ludzkości,
Krzyżu tyś nam drogowskazem,
Znakiem miłości.
 
Cień Twoich ramion błogosławionych okrywał świat,
Ludy i ziemie, morza i lądy, łączy Twój blask.
 
Krzyżu nagrodo strudzonych,
Znaku wytrwania i wiary,
Krzyżu Niebieskiej Korony,
Znaku wspaniały.
 
Cień Twoich ramion błogosławionych nad nami legł,
Ty nas prowadzisz aż po ludzkości, daleki kres.

(autor nieznany)

KRZYŻ NA ROZDROŻU…

Stoi tu od zawsze, stary, kamienny krzyż, wysmagany wiatrem i deszczem, lekko przechylony, z napisem, którego nikt już nie odczyta, z figurą, która jest już tylko zarysem, śladem zaledwie dawnego wizerunku, na którym widać blizny po ostrzach i kulach, którymi próbowano go skruszyć- bezskutecznie…Stary krzyż, poszarzały od kurzu wzbijanego stopami samotnych wędrowców i tysięcznych armii, kołami chłopskich wozów, pańskich karet i armatnich lawet. Jedno z jego ramion lekkoukruszone- nie wiadomo czy powstańczą kosą, bagnetem „leśnego”, kolbą „wyzwoliciela”, czy może prozaicznie- kamień nie oparł się ramieniu zmęczonego człowieka, szukającego w nim oparcia po ciężkim trudzie, bo bywa trud tak ciężki, że i kamień nie jest w stanie go wytrzymać…Podstawa krzyża ciemniejsza od reszty- to ślad dymu po niezliczonych ogniach wotywnych świec, palonych przez tych, którzy wierzyli i umacniali tu swą wiarę, i przez tych, którzy zwątpili, i tu swej wiary szukali na nowo….

KRZYŻ NA ROZDROŻU, przed którym pokolenia przystawały w marszu, zastanawiając się, w którą stronę skręcić, by znaleźć to, czego szukały, i gdzie iść, by znaleźć to, co miało dla nich znaczenie, w jego kształcie szukając pomysłu i natchnienia, wskazówki do kierunku dalszej drogi. I o który wielu oparło po prostu zmęczone plecy, bo dla nich kamień był tylko kamieniem, a im ciążyły już przebyte mile i dźwigane ciężary, i pragnęli tylko chwili wytchnienia, a Ten, którego postać na krzyżu uwieczniono, nie miał nic przeciwko, bo jak mało kto znał ten trud i to pragnienie…

KRZYŻ NA ROZDROŻU…Stary, kamienny krzyż, na rozdrożu, które dla tysięcy było drogą od śmierci do życia, drogą zawsze otwartą, bo choć władali inną mową niż ci, którzy ten krzyż stawiali, i innym bogom palili wotywne świece, to jeśli tylko przychodzili z pokojem w sercu, to nigdy nie stawiano im na tej drodze barier, a krzyż witał ich tak, jak tylko On to potrafi- otwartymi ramionami. I ten krzyż dawał im ochronę swych kamiennych ramion, więc byli bezpieczni Jego siłą…Rozdroże to było też dla tysięcy drogą od życia do śmierci, drogą, którą kazano im kroczyć właśnie dlatego, że nie chcieli wyrzec się mowy tych, którzy ten krzyż stawiali i nie chcieli palić wotywnych świec fałszywym bożkom- i choć szli na śmierć, to mieli pokój w sercu, bo kiedy krzyż ten mijali, to widzieli, że żegna ich tak, jak tylko On to potrafi- siłą kamiennych ramion, więc byli silni Jego siłą…

KRZYŻ NA ROZDROŻU…Stoi tu od zawsze, raz opromieniony chwałą i obsypany kwiatami, kiedy indziej pogrążony w mroku, ale nigdy nie zapomniany i nigdy nie porzucony- nawet w najciemniejszą noc, gdy zdawało się, że dzień już nie wstanie, czyjeś czoło opierało się o niego i czyjeś usta szeptały gorącą modlitwę- i wcześniej czy później blask wracał, a trwożny szept zamieniał się w dumną pieśń…

KRZYŻ NA ROZDROŻU…Stoi tu od zawsze, stary, kamienny krzyż, wysmagany wiatrem i deszczem, lekko przechylony, z napisem, którego nikt już nie odczyta, z figurą, która jest już tylko zarysem. I BĘDZIE TU STAĆ JUŻ ZAWSZE, A KTÓREGOŚ DNIA SPRAWNE, PRACOWITE RĘCE POPRAWIĄ ZARYS FIGURY, WYOSTRZĄ WIZERUNEK, BY PRZYWRÓCIĆ MU NALEŻNĄ CHWAŁĘ, I WYKUJĄ NOWY NAPIS, KTÓRY OKAŻE SIĘ TYM SAMYM, KTÓRY WYKUTO WIEKI TEMU- „BÓG, HONOR, OJCZYZNA”. Stary, kamienny krzyż, stary i niezniszczalny, jak wiara tych, którzy go stawiali…Nasz Krzyż” (RF1 9 maj 2015)

podobne: Liturgia Wielkiego Piątku. Misterium Męki Pańskiej oraz: Śmierc i zmartwychwstanie Jezusa to hymn o miłości  i to: „Wykonało się…” (do obrazu Mariusza Lewandowskiego)  a także: „Ta, która depcze węża” i „Ten, który mówi jak orzeł” czyli… Hernan Cortes, ofiary z ludzi i cud nawrócenia Azteków polecam również: „Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, tak silne że oddaje się dla niej własne życie”. Golgota.

Gustave Dore – The Return

Co dzień staję na rozdrożu
Piłat, Judasz, Piotr… Twój brat
by wskazówek wypatrywać
jak zostawić stary świat

W którym Ciebie się wypieram
z Barabaszem chodzę pić
zdradzam gdy grzesznie całuję
potem ręce idę myć

Nagnij Boże moją wolę
niechaj pęknie pychy lód
niech się więcej nie marnuje
Twego Syna zbawczy trud

Na rozdrożu – Odys, 14 kwietnia 2017

*

Stanisław Soyka – Psalm I (BIBLIA AUDIO superprodukcja)

„Ta, która depcze węża” i „Ten, który mówi jak orzeł” czyli… Hernan Cortes, ofiary z ludzi i cud nawrócenia Azteków


Mariusz Lewandowski - Nina, Pinta, Santa Maria

Mariusz Lewandowski – Nina, Pinta, Santa Maria

„…Ofiary z ludzi były w rozumieniu Azteków niezbędne dla prawidłowego funkcjonowanie ich „kosmosu”, zaś wymogi tak pojmowanej mechaniki jego działania powodowały konieczność codziennego składania ofiar. Ten krwawy rytuał nazywali Aztekowie składaniem „kwiatów dla bogów”. Aby zapewnić ciągłość rytuału musieli stale podejmować wyprawy wojenne, ale nie w celu złupienia bogactw, tylko dla zdobycia jeńców z przeznaczeniem ich na ofiary. Celem takich wypraw było złapanie jeńców żywcem, zatem technika ich ujęcia polegała na ogłuszaniu (pałkami) lub obezwładnianiu (chwytanie w sieci). Przy specjalnych okazjach organizowano masowe zabójstwa. Taką okazją było na przykład oddanie do użytku w 1487 roku, wybudowanej w Tenochtitlan – stolicy imperium azteckiego, Wielkiej Piramidy na szczycie której umieszczono dwie świątynie, każdą dla jednego z wymienionych wcześniej głównych bóstw. W czterodniowej, szaleńczej orgii ludobójstwa, zamordowano wówczas kilka, a może nawet kilkanaście tysięcy ludzi[7]. Dla wspomnianych już bóstw składano ofiary z mężczyzn. Natomiast ofiary z kobiet składano dla bogini Tonantzin, której ośrodek kultu znajdował się na wzgórzu zwanym Tepeyac, położonym na peryferiach Tenochtitlanu. Nazwa tego bożka w języku nahuatl, ówczesnym lingua franca Mezoameryki, oznaczała „matkę bogów”. Zwano ją również Cihuacoatl (Coatlicue), czyli małżonką węża. Nie zapomniano w tej kwestii także o dzieciach, które składano na ofiarę bożkowi deszczu, nazywanemu Tlaloc, który „preferował” zwłaszcza niemowlęta. Ofiary przed uśmierceniem odurzano, wprowadzano lub transportowano na szczyt piramidy, gdzie kapłani obsydianowymi nożami otwierali im klatkę piersiową i wyrywali serce, które natychmiast wrzucali, jako własciwą ofiarę, do specjalnej kamiennej misy przy ołtarzu bożka. Następnie ciała ofiar były zrzucane po stromych schodkach piramidy, których kąt nachylenia oraz rozmiar był tak dobrany, że ciała musiały spadać na sam dół siłą bezwładu, grawitacji i momentu pędu. Po odcięciu głów, z których budowano gustowne piramidy, resztę zciał przeznaczano na rytualny posiłek.
Po okrzepnięciu Azteków w roli hegemona ludów Doliny Meksyku, czyli od drugiej połowy XV stulecia, przeznaczano na codzienną ofiarę krwiożerczym bożkom średnio od kilkunastu do kilkudziesięciu istnień ludzkich.
W zarysowanym wyżej kontekście staje się zrozumiałe, że usiłowania Hiszpanów, aby pobitych i upokorzonych Indian Meksyku skłonić do wiary w Boga, który przed swoją śmiercią został skatowany i tak skrwawionego przybito do krzyża, czyli że to Bóg był ofiarą, a nie kimś, komu składano ofiary, nie mogły przynieść żadnego skutku. Z punktu widzenia Indian religia Hiszpanów była po prostu absurdalna. Co więcej, zwłaszcza przedstawiciele arystokracji azteckiej odnosili się do niej z nieukrywaną pogardą. I nie pomagało to, że franciszkanie nauczyli się narzecza tubylców, aby łatwiej krzewić pośród nich wiarę chrześcijańską. Niektórzy z zakonników zdobyli się nawet na wyrwanie sobie siekaczy, aby poprawnie wypowiadać syczące wyrazy języka nahuatl. Wszystko to zdało się na nic. Mur pogardy, nieufności, niezrozumienia i odmowy wydawał się nie do pokonania. Ale niezadługo po upadku władzy Azteków pojawiła się rysa w tym murze, w następstwie której on runął.

Niezbyt daleko od Wielkiej Piramidy znajdującej się w mieście Tenochtitlan, mniej więcej w odległości 10 kilometrów od jej stromych schodów, w wiosce Cuauhtitlan mieszkał chłopiec wywodzący się z plemienia Chichimeków o imieniu Cuauhtlatohuac (Cuauhtlatoatzin), co w narzeczu nahuatl oznaczało: „Ten, Który Mówi Językiem Orłów” (Ten, który mówi jak orzeł) W roku oddania „do użytku” Wielkiej Piramidy miał 13 lat. W roku 1523 został on ochrzczony w kościele wzniesionym na ruinach Wielkiej Piramidy i przyjął imię Juan Diego (Jan Jakub). Razem z nim także jego żona przyjęła chrzest oraz imię Maria Lucia. Juan Diego miał wówczas lat 48. W niedzielę 9 grudnia 1531 roku udawał się do parafii w miejscowości Tlatelolco[8], aby uczestniczyć w liturgii mszy świętej. Droga wiodła starą groblą dochodzącą do wzgórza Tepeyac[9]. Na tym wzgórzu, w dniach od 9 do 12 grudnia 1531 roku, czterokrotnie, dzień po dniu, objawiła się przed Juanem Diego Dziewica Maryja, Matka Boga, jak według jego relacji sama się przedstawiła. Matka Boża prosiła, aby przekazał kapłanom i wiernym, iż jej życzeniem jest, aby w tym miejscu, na tym wzgórzu wybudować kościół. Na dowód, iż objawienie nie było skutkiem przywidzenia lub samookłamywania się Juana Diego, któremu biskup diecezji nie chciał dać wiary w treść orędzia, Maryja Panna pozostawiła znak na należącej do Indianina wierzchniej części ubrania, zwanej tilma [10]. W trakcie czwartego, ostatniego objawienia, Matka Boża nakazała Juanowi Diego narwać świeżo zakwitłych róż, które nigdy nie rosły na tym wzgórzu, będącym królestwem kamieni, kaktusów, cierni i ostów, zawinąć je w tilmę i rozwinąć ją w obecności biskupa. Siedziba biskupa znajdowała się w mieście Meksyku (dawnyTenochtitlan). Obowiązki biskupa pełnił franciszkanin, ojciec Juan de Zumarraga pochodzący, podobnie jak Cortés,z hiszpańskiej Estramadury. Po rozwinięciu tilmy przed biskupem i w obecności kilku innych świadków, obecni ujrzeli spod kwiatów róży wizerunek przedstawiający postać młodej kobiety o brązowo-oliwkowym obliczu, ze złożonymi do modlitwy rękami, która okryta była od głowy do stóp niebieskim (lub morskiej zieleni) płaszczem o orientalnym wzorze, na którym widoczne były gwiazdy, stojącą na ramionach indiańskiego chłopca z orlimi skrzydłami. Wokół postaci widoczne były otaczające ją złote promienie słoneczne [11]…

…Wizerunek na tilmie należącej do Juana Diego jest wystawiony dzisiaj w barokowej bazylice[13] w mieście Meksyk, której budowa została ukończona w 1976 r., i został do niej przeniesiony ze znajdującej się obok, starej, grożącej zawaleniem się świątyni. Wszystkie dotychczas przeprowadzone badania wizerunku nie dały odpowiedzi, jaką techniką został naniesiony na płótno z agawy, przy czym wykluczono, iż jest on naniesiony technikami malarskimi. Nie stwierdzono bowiem by do jego wytworzenia użyto farb organicznych lub mineralnych. Z kolei farby syntetyczne zaczęto produkować ok. 300 lat po powstaniu wizerunku. Płotno z agawy w meksykańskim klimacie wytrzymuje co najwyżej kilkanaście lat, a potem ulega samoistnej biodegradacji. W przypadku wizerunku zachowuje ono swoją strukturę bez żadnych widocznych uszkodzeń od kilkuset lat. I to pomimo nieustannego okadzania dymem niezliczonych świec. Ale nie mniej ważny wydaje się inny znak, będący skutkiem objawień Maryi Panny na wzgórzu Tepeyac. Znakiem tym jest jedyne w dziejach świata nawrócenie się, poprzez przyjęcie chrztu w obrządku katolickim, , przez osiem do dziewięciu milionów Indian, które nastąpiło w okresie kilku zaledwie lat po opisanych objawieniach. Indian, którzy jeszcze kilka lat wcześniej nie marzyli o niczym innym, jak o tym, by ugotować w kakao i pożreć Hiszpanów. I to wszystko stało się w czasie, gdy na Starym Kontynencie Reformacja oderwała osiem milionów chrześcijan od Rzymu i Matki Bożej, a islamscy Turcy odebrali chrześcijaństwu Bałkany. To jest ten największy znak i cud związany z objawieniem Dziewicy Maryi na ziemi skrwawionej ludobójstwem, pohańbionej ludożerstwem i eksterminacją…” (unukalhai – Morenita)

podobne: Całun Turyński – fakty i mity oraz: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne? i to: Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”) a także: Tuba Cordis: Czy Pan Jezus i Matka Boska byli Żydami? czyli… Hebrajczycy, Żydzi, Chazarowie. Judaizm a Chrześcijaństwo. Kościół Katolicki „nowym Izraelem” polecam również: Templariusze. Słudzy Kościoła walczącego. Wyprawy krzyżowe i islamski dżihad

Giovanni Gasparro – The Woman clothed with the Sun (from The Vision of St. John on Patmos)

Giovanni Gasparro – The Woman clothed with the Sun (from The Vision of St. John on Patmos)

Salve Regina. Kaczmarski, Gajowniczek… Modlitwa w potrzebie. Psalm 4 do Imienia Maryi (św. Bonawentury)


„Jeśli nas Matka Boska nie obroni,
To co się stanie z tym narodem?
Codziennie modły więc zanoszę do Niej,
By ocaliła nas przed głodem.

Przed głodem ust, którym zabrakło chleba,
Przed głodem serc, w których nie mieszka miłość,
Przed głodem zemsty, której nam nie trzeba,
Przed głodem władzy, co jest tylko siłą.

Wit Cardus - ryngraf patriotyczny z XVIII-wiecznym medalionem Matki Boskiej

Wit Cardus – ryngraf patriotyczny z XVIII-wiecznym medalionem Matki Boskiej

Jeśli nas Matka Boska nie obroni,
To co się stanie z Polakami?
Codziennie modły więc zanoszę do Niej,
By ocaliła nas – przed nami.

Nami, co toną, tonąc innych topią,
Co marzą – innym odmawiając marzeń,
Co z głową w pętli – jeszcze nogą kopią,
By ślad zostawić na kopniętej twarzy.

Jeśli nas Matka Boska nie obroni,
To co się stanie z Polakami?
Codziennie modły więc zanoszę do Niej,
By ocaliła nas – przed nami.”

Jacek Kaczmarski – Pięć głosów z kraju. Modlitwa
20.10.1989

poprzednio: „Statki”

„…4. Imienia Twego słodycz, kochana Pani, napełnia mnie ufnością. Opanowały mnie błędy i grzechy, ale Tyś nie wzgardziła wołaniem mojem. Napadły mnie nędza i utrapienia, a jako Matka niosłaś mi pomoc. W Twoje ręce oddaję Ciało i duszę, całe życie moje i koniec mego żywota. Z ziemi jestem i błąkam się w ciemnych nocach, oświeć mnie światłością łaskawości Twojej. Panno nad pannami, otrzymaj dla mnie zbawienie, gdyż porodziłaś zbawienie ludzi
i Aniołów. Każda prośba Twoja wysłuchaną jest, bo znalazłaś łaskę w oczach Boskich. Zawsze błagać Ciebie, o Matko nasza, będziemy, bo chętnie pomagasz wszystkim skruszonego serca ludziom…” (Pięć Psalmów do Imienia Maryi. Sw. Bonawentury. Z modlitewnika Józefy Kamockiej)

Salve Regina: Hail Holy Queen

Giovanni Gasparro – The Woman clothed with the Sun (from The Vision of St. John on Patmos)

Giovanni Gasparro – The Woman clothed with the Sun (from The Vision of St. John on Patmos)

„Będą widoczne znaki
upadku i podniesienia
i dozna człowiek wszelaki
współczucia swego cierpienia.
I pozna, że miłosierdzie
niezwykle łatwo jest wzbudzić,
gdy potrzebował go będzie
on jeden wśród tłumu ludzi.

Może to słowa z Fatimy.
Może zachwianie człowieka.
My jednak w dobro wierzymy.
Z nadzieją w to, co nas czeka.
I przychodzimy do Pana
prosić przez Naszą Królową,
by wiara w nas niezachwiana
miłością zdobiła Słowo.

Byliśmy kiedyś przedmurzem.
Teraz jesteśmy redutą.
Choć czasem w pielgrzymów chórze
zadrżymy obawy nutą,
pieśń nasza jest milionowa.
Wysoko w niebo się wznosi.
Maryja – Nasza Królowa
opiekę boską uprosi.”

Marek Gajowniczek – W potrzebie

podobne: Na dnie… modlitwa

„W oczach niewinności” (kochana mamo).


Steve Hanks - W Oczach Niewinności

Steve Hanks – W Oczach Niewinności

*

Nie masz na tym świecie

czystszej spśród miłości

nad tę z matki zrodzonej

W Oczach Niewinności

*

„W Oczach Niewinności” – Odys, 26 maj 2016

**

„Macierzyństwo zawiera w sobie od samego początku szczególne otwarcie na nową osobę: ono właśnie jest udziałem kobiety. W otwarciu tym, w poczęciu i urodzeniu dziecka kobieta „odnajduje siebie przez bezinteresowny dar z siebie samej”. (Jan Paweł II)

***

Carlos Schwabe - Macierzyństwo (matka, dziecko)

Carlos Schwabe – Macierzyństwo (matka, dziecko)

mama
to pierwsza twarz
którą widzi dziecko
przychodząc na świat

mama
to ze słów najpierwsze
które dziecko wypowiada
ale znaczenie ma szersze

mama
twoja pierwsza miłość
oddana i najpiękniejsza
bezinteresowna tkliwość

dziś podziękuj mamie
za jej trud,za wychowanie
za noce nieprzespane

powiedz: kocham cię mamo
całym swoim sercem
dziecięcym,najszczerszym

a kiedy matki brakuje
do Matki Bożej zwróć się
jak dziecko po ratunek

ona kocha dzieci swoje
i staje zawsze w ich obronie

26 maj 2016r autor: cichosza

Robertino Loretti – Mamma 

Cud (nad Wisłą).


„Bitwa warszawska nie jest wolna od wielu stereotypów urastających do miana legend. Najważniejsze z z nich to wyznaczenie daty 15 sierpnia jako dnia przełomowego w bitwie – faktycznie miał miejsce dzień później 0 i czczenia jej jako święta narodowego w tym właśnie dniu.

Kwestią bezdyskusyjną jest polityczno – militarne znaczenie uzyskanego sukcesu i jego trwałe miejsce w dziejach oręża polskiego na przestrzeni całej historii.

Dowódca wojsk Armii Czerwonej, Tuchaczewski, miał powiedzieć:
„Czerwonoarmiści! Wojska spod znaku Czerwonego Sztandaru i wojska spod znaku łupieżczego białego orła oczekuje śmiertelny pojedynek. Utopcie we krwi rozgromionej armii polskiej przestępczy rząd Piłsudskiego! Ponad trupem białej Polski wiedzie droga ku ogólnoświatowej pożodze”.

Źródła: Bitwa Warszawska 1920 – film. Valentin Boomes – Aurora

1920 – Cud nad Wisłą

„…Wbrew nadziejom i planom bolszewickiego kierownictwa z początku sierpnia – Polska nie dała się dobić. Pochód Armii Czerwonej, którym tak ekscytował się Izaak Babel, został zatrzymany. Rozczarowanie komunistów było wielkie. Zderzenie z siłą ugruntowanego w zdecydowanej większości społeczeństwa dojrzałego patriotyzmu było dla bolszewików zjawiskiem nowym. Próba sowietyzacji Polski rozbiła się o to, co amerykański historyk Richard Pipes nazwał europejskim nacjonalizmem, a co tak korzystnie wyróżniło Polskę od anomii społecznej, na której bolszewicy zbudowali swój sukces w Rosji, na Ukrainie czy na Białorusi. Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski uciekł z Białegostoku, zatrzymując się aż w białoruskim Mińsku. Tam także kierowały się resztki formowanej na przedpolach Warszawy Polskiej Armii Czerwonej. Do Mińska zdołało dotrzeć zaledwie 35 jej żołnierzy… „Przeklęta, ciemna Polska” – jak pisał 4 września Kliment Woroszyłow, towarzysz Stalina z walk pod Lwowem – wykazała „szowinizm i tępą nienawiść do ‘ruskich’.” Nie dla wszystkich była to w rzeczywistości nienawiść do „ruskich” – dla znakomitej większości polskiego społeczeństwa była to nienawiść do obcych, groźnych najeźdźców, a w każdym razie udokumentowana czynem gotowość do stawienia im czoła w walce o wolność własnego domu. O zwycięstwie w decydującym boju przesądził duch polskich żołnierzy. Nie dał się on złamać dwumiesięcznym odwrotem; nie dał się przyciągnąć hasłom zemsty klasowej, do której nawoływali bolszewiccy agitatorzy. Te setki tysięcy polskich chłopów, którzy zostali powołani pod broń w 1920 roku, by bronić Ojczyzny – zdało egzamin z polskości. To nie byli już tylko „tutejsi”, to byli Polacy, świadomi wspólnoty losu z tymi, którzy ramię w ramię z nimi stali twardo pod Warszawą, Nasielskiem czy Włocławkiem – z ochotnikami z szeregów polskiej inteligencji, gimnazjalistami, studentami, z robotnikami.

O tym, jak się ten duch wykuwał wśród zwyczajnych ludzi, oderwanych od swej codzienności, mówi w przejmujący sposób ta książka. Opowiada w sposób przejmujący – bo najbliższy źródeł właśnie, bezpośrednich relacji uczestników tego procesu, procesu dorastania Polaków do Rzeczpospolitej. Rzeczpospolitej na straży Europy. Gdyby nie dorośli do tego nasi dziadowie i pradziadowie, ich żony, siostry i matki – czy Polska pozostać mogłaby Polską?…”

całość tu: 1920. Prawdziwy Cud nad Wisłą. Przebudzenie Polaków

Szeroką ławą szła dzicz czerwona
gwałcąc rabując nieposkromiona.
Niosła ze sobą misję zbrodniczą
„zdiełamy Polszu socjalistyczną!”

Po nas jej celem miał być świat cały
na próżno jednak diabła kabały.
Bo pod Warszawą wężową chcicę
zgnieść nam pomogła Bogarodzica.

Już łupy pachną „krasnej” hołocie
pławić się pragnie we krwi i złocie.
O co innego walczą Polacy
ich kraj i życie leżą na tacy.

Każdy robotnik chłop i ziemianin
pospołu stają przeciw poganom.
Jedna dziś Polskę obiega wieść
obronić wolność lub ponieść śmierć.

„W pieriod!” rozbrzmiewa wrzask bolszewików
wśród polskich „Boże dopomóż!” krzyków
Ossów, Radzymin, trwa jatka krwawa
wytrzymać jeszcze musi Warszawa.

Każda piędź ziemi będzie nam droga
zanim pięść jazdy spadnie na wroga.
Nim ofensywa znad Wieprza ruszy
wiele żołnierskich odejdzie duszy.

Już „wsiadanego” trąbią w oddali.
Już słychać tętent odsieczy fali.
Już gnają w siodle co koń wyskoczy.
W szablach odbite ułańskie oczy.

Przekrwione chęcią zemsty i dumą
szukają wrażych czerwonych tłumów.
By wbić się klinem, siec, rąbać, gonić
Naprzód Polacy! Wszyscy do broni!

Strach w „tawariszczi” sercach kołacze.
Poddaje tyły zgraja sobacza.
Jeszcze przed chwilą w euforii wyła
teraz w odwrocie ogon podwija.

Na skraju klęski skrwawione wojsko
„cudem” odnosi wielkie zwycięstwo.
I tak ochrzczono ten bój warszawski
nie tylko za sprawą Bożej łaski.

Wiarę w żołnierza oprócz modlitwy
wlały dowódców czyny wybitnych.
Pamięć winniśmy zwłaszcza jednemu
generałowi Rozwadowskiemu.

On to w przededniu klęski straszliwej
wlał w polskie serca odwagi żywej.
Wierząc niezłomnie w ducha żołnierzy
potencjał armii na zimno zmierzył.

Plan swój wybitny w rozkaz zamienił
przebieg kampanii całej odmienił.
„Polonia victa” stało się ciałem
z Bożej pomocy „skromnym” udziałem.

PS.
Dziś mówią „wiara w cud niepotrzebna”
„na cóż historii opowieść rzewna”.
Lecz właśnie tego typu „wartości”
bolszewia światu niosła „z miłości”.

„Cud nad Wisłą” Odys, sierpień 2015

podobne: Lot orła oraz: „Królestwo Bez Kresu”.

Cud nad Wisłą 15 sierpnia 1920 roku - Jerzy Kossak

Cud nad Wisłą 15 sierpnia 1920 roku – Jerzy Kossak

„W II Rzeczpospolitej 15 sierpnia obchodzono jako wielki triumf oręża polskiego, ale towarzyszyło temu też przekonanie o interwencji nadprzyrodzonej w trakcie bitwy, zwłaszcza, że data była znacząca – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Po wojnie bitwa znikła i jej nie było. Raz dlatego, że łupnia dostał bratni Związek Radziecki, a dwa – że data była znacząca – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Po upadku komunizmu wiktoria warszawska powróciła, ale przybyło takich, co – choć przecież istnieją – nie wierzą w cuda. Bitwa warszawska coraz częściej jest więc przedstawiana wyłącznie jako szczęśliwy splot okoliczności, jako wynik dobrego dowodzenia naszych, albo jako wynik złego dowodzenia tamtych. Tu łączność zerwana, tam manewr oskrzydlający, tu wysokie morale, tam zbytnia pewność siebie. I tak dalej.

To wszystko prawda. Bitwa warszawska, zdaje się, nie była cudem zawieszającym prawa natury. Pod bolszewikami nie rozstąpiła się ziemia, nad polem bitwy nie pojawił się anioł z gorejącym mieczem. Tylko że brak dostrzegalnych rzeczy nadnaturalnych w jakimś wydarzeniu nie wyklucza zaangażowania sił niebieskich. Mało tego – siły niebieskie zdają się unikać ostentacji, gdy nie uznają jej za konieczną. Bóg ma za to, jak się zdaje, upodobanie w symbolach, w subtelnych znakach, czytelnych dla tych, którzy są w nie bezpośrednio zaangażowani, a dla innych to już niekoniecznie…” (Franciszek Kucharczak)

źródło: Czy Cud nad Wisłą to cud?

W 1866 r. Karol Marks powiedział: „Istnieje jedna tylko alternatywa dla Europy: albo azjatyckie barbarzyństwo pod przywództwem moskiewskim zaleje ją jak lawina, albo Europa musi odbudować Polskę, stawiając między sobą a Azją 20 milionów bohaterów, by zyskać na czasie dla dokonania swego społecznego odrodzenia”. Napoleon powiedział kiedyś że są na świecie tylko dwa ludy – wschodu i zachodu. W sierpniu 1920 roku Polska ocaliła lud zachodu i jego cywilizację przed najgorszą z możliwych wersją wschodu i jego anty cywilizacją. Jak zachód „pomagał” w tym czasie Polsce i jak się odwdzięczył 20 lat później historia pokazała. Nie powinniśmy mieć nigdy jako naród kompleksów wobec Europy którą sami ratowaliśmy (nie pierwszy zresztą raz)… (Odys)

podobne: Gloria victoribus! czyli… 93. rocznica Bitwy Warszawskiej 1920 roku oraz: 15 sierpnia w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, Wojsko Polskie wygrało Bitwę Warszawską. Rocznica „cudu nad Wisłą” który uratował Europę przed bolszewizmem. i to: Piotr Zychowicz: „Pakt Piłsudski–Lenin, czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium”

1920 BITWA WARSZAWSKA – Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki (muzyka: Krzesimir Dębski)

Tuba Cordis: Czy Pan Jezus i Matka Boska byli Żydami? czyli… Hebrajczycy, Żydzi, Chazarowie. Judaizm a Chrześcijaństwo. Kościół Katolicki „nowym Izraelem”.


To Kościół Katolicki – i nikt inny (a już na pewno nie współcześni Żydzi!) – jest Ludem, czyli Narodem Wybranym. W pewnym sensie narodem wybranym mamy szansę się stać również my, Polacy…

Ilustracje:
– Autor nieznany, mapa Chazarii
– Autor nieznany, „Żydowska szlachta”, „Żydowskie szlachcianki”, „Żołnierze i król żydowski”, ilustracje z książki Brauna i Schneidera, „Historia Kostiumu”
– Gustav Bauernfeind, „Markt in Jaffa” („Targowisko w Jaffie”)
– Autor nieznany, zdjęcie targowiska w Betlejem
– Autor nieznany, Chrystus Eucharystyczny – ikona z XVI wieku, obecnie w Muzeum Historycznym w Sanoku
– Autor nieznany, „Najwyższy Kapłan i Lewici”, ilustracja z książki Brauna i Schneidera, „Historia Kostiumu”
– Autor nieznany, zdjęcie nieznanego kapłana podczas okadzenia krzyża w trakcie Mszy świętej
– Granger, „Hebrew High Priest burning incense” („Najwyższy Kapłan hebrajski spalający kadzidło”)
– Autor nieznany, zdjęcie Papieża Franciszka podczas Mszy Krzyżma świętego A.D. 2013

podobne: W sercu Kościoła. Ks. prof. Waldemar Chrostowski laureat Nagrody Ratzingera 2014: „Jezus żyje w swoim Kościele, to życie jest zabezpieczone przez wierność Tradycji”. również: Posłuszeństwo w Kościele czyli… Katolicyzm zobowiązuje (a jeszcze bardziej Bóg). polecam również: Komu skrzydła…komu rogi, czyli… kto i po co udaje Katolika?  oraz: Dobra Nowina: Mikołaj Kapusta o Chrześcijaństwie w 12 minut (Kerygmat) i to: Wiara to nie ozdoba a „judeochrześcijaństwo” nie istnieje (tak jak przemoc „w imię Boga”).

O tym jak rozmawiać z Żydami opowiada ks. prof. dr hab. Waldemar Chrostowski – Prelekcja – dialog z Żydami

Michelangelo Buonarroti - Pieta Watykańska, czyli wizerunek Matki Boskiej z ciałem Jezusa

Michelangelo Buonarroti – Pieta Watykańska, czyli wizerunek Matki Boskiej z ciałem Jezusa

15 sierpnia w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, Wojsko Polskie wygrało Bitwę Warszawską. Rocznica „cudu nad Wisłą” który uratował Europę przed bolszewizmem.


15.08.2014 (IAR) – Katolicy świętują Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. To najstarsza i jedna najważniejszych uroczystości poświęconych Matce Bożej. Obchodzona jest od piątego wieku.

„To pierwsi chrześcijanie zaczęli pytać, co się stało z Maryją. Przecież nie wiadomo nic o jej śmierci?”- mówi IAR ksiądz Przemysław Śliwiński. Ostatecznie wyjaśnił to papież Pius XII w 1950 roku ogłaszając dogmat o Wniebowzięciu. Katolicy wierzą, że Maryja z duszą i ciałem została wzięta do nieba.

Duchowny zwraca uwagę, że ta uroczystość wskazuje na cel życia każdego wierzącego. Skoro Maryja została wniebowzięta, to i my po zakończeniu ziemskiego życia, możemy pójść do nieba. Ważne jest jednak jak przeżywamy nasze życie.

15 sierpnia jest potocznie nazywany przez katolików w Polsce świętem Matki Bożej Zielnej. W kościołach święci się zioła, warzywa i kwiaty. Ta tradycja bierze się stąd, że w tym okresie przypada czas żniw. Dawniej po prostu tak dziękowano za zbiory.

Centralne uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny odbędą się na Jasnej Górze. Do Częstochowy dotarło już w pielgrzymkach tysiące osób z całej Polski. W tym roku dziękować będą szczególnie za kanonizację Jana Pawła II. Głównej mszy, która rozpocznie się o godzinie 11.00 będzie przewodniczył nuncjusz apostolski arcybiskup Celestino Migliore (czyt. Miliore).

Informacyjna Agencja Raidowa (IAR)/Grzegorz Maciak/dyd

15.08.2014 (IAR) – Święto wojska nierozerwalnie związane z Bitwą Warszawską. Obchodzone od rana w całym kraju święto naszej armii, ma swoje korzenie w historii sprzed 94 lat.

W czasie wojny polsko-bolszewickiej doszło do niezwykłego wydarzenia – nad Wisłą rozegrała się jedna z najważniejszych bitew w historii oręża polskiego – Bitwa Warszawska 1920 roku.

„Batalia nazwana cudem nad Wisłą dała początek współczesnemu świętu wojska” – tłumaczy profesor Janusz Cisek, historyk i wieloletni dyrektor Muzeum Wojska Polskiego. Profesor Cisek przypomina, że 94 lata temu armia stworzona przecież tuż po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, potrafiła obronić kraj i stoczyć zwycięską bitwę z liczniejszym przeciwnikiem. Powstał wtedy „mit założycielski” polskiego wojska, do którego potem wielokrotnie się odwoływano.

W czasie drugiej wojny światowej 15 sierpnia również był obchodzony, jako święto armii. Profesor Janusz Cisek podkreśla, że nawet w tak trudnych, wojennych czasach Polacy potrafili tego dnia jednoczyć się i świętować. Uroczystości organizowano w odległych miejscach, tam gdzie działały oddziały polskie.

Święto wojska w latach 1945-89 również było pielęgnowane. Duże zasługi ma w tym środowisko polonijne. Władze komunistyczne pomijały tradycję 15 sierpnia ale Polonia na całym świecie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, każdego roku pieczołowicie przypominała historię Bitwy Warszawskiej i oręża polskiego.

Od czasów obalenia komunistycznej dyktatury powróciła tradycja święta wojska w sierpniu. Nierozerwalnie z tym dniem wiążą się również obchody w Ossowie pod Warszawą, gdzie toczyły się walki w 1920 roku.

Tegoroczne uroczystości są poświęcone między innymi udziałowi w Bitwie Warszawskiej amerykańskich lotników z eskadry kościuszkowskiej. Profesor Janusz Cisek przypomina, że piloci z USA wyjątkowo zasłużyli się w tamtym czasie dla Polski. Przed Bitwą Warszawską u marszałka Józefa Piłsudskiego pojawiło się kilkunastu pilotów. Sami poprosili o przydział na lotnisko we Lwowie. Stąd prowadzili działania wywiadowcze i łącznościowe. Skutecznie prowadzili też naloty na konwoje wroga.

Władze Ossowa postanowiły w tym roku w sposób szczególny uczcić pamięć o lotnikach ze Stanów Zjednoczonych. W najbliższą sobotę odbędzie się tam American Day. Na polach ossowskich zaplanowano szereg imprez, mających przybliżyć Polakom historię amerykańskiej wojskowości.

Przewidziano również odsłonięcie tablicy upamiętniającej bohaterskich lotników z eskadry kościuszkowskiej, którzy walczyli w 1920 roku w naszym kraju.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Agnieszka Drążkiewicz/dyd

15.08.2014 (IAR) – W 1920 roku na przedpolach stolicy udało się ocalić nie tylko Warszawę i Polskę, ale cała Europę. Biorąc pod uwagę proporcje sił Polski i Rosji nie byłoby to możliwe bez jakieś wyjątkowej interwencji Opatrzności– mówi ksiądz Henryk Małecki historyk Kościoła.

Jego zdaniem określenie „cud nad Wisłą” kryje bardzo wiele znaczeń. Nie umniejszając roli dowódców, trzeba pamiętać, że front ciągnął się na przestrzeni ośmiuset kilometrów. Do walki naprzeciwko zaprawionej w wojnie domowej milionowej armii stawali młodzi chłopcy. W tym sensie to zwycięstwo to coś niesamowitego– dodaje historyk.

Nazwę „cud nad Wisłą” wymyślił w 1920 roku związany z prawicą Stanisław Stroński. Początkowo było to określenie, którym opozycja atakowała Józefa Piłsudskiego za rzekome katastrofalne błędy w dowodzeniu. Z czasem określenie to podchwycił Kościół, który połączył zwycięstwo ze świętem Wniebowzięca Najświętszej Maryji Panny. Dziś to popularne określenie polskiego zwycięstwa w 1920 roku.

IAR/ Grzegorz Maciak/ gaj

podobne: Gloria victoribus! czyli… 93. rocznica Bitwy Warszawskiej 1920 roku polecam również: Lot orła

źródło: stooq.pl

„…Ojczyzna została uratowana dzięki wysiłkowi całego Narodu Polskiego, niezwykłemu bohaterstwu żołnierzy i błyskotliwemu planowi kontruderzenia znad Wieprza opracowanemu przez szefa Sztabu Generalnego Tadeusza Rozwadowskiego i zatwierdzonemu przez Marszałka Józefa Piłsudskiego. Dopiero od kilku lat wiemy, że sukces był możliwy także dzięki złamaniu szyfrów Armii Czerwonej przez porucznika Jana Kowalewskiego, co pozwoliło polskiemu dowództwu poznać plany i rozkazy strony rosyjskiej. Wielkie znaczenie miało też zdobycie przez polskich ułanów jednej z dwóch radiostacji sowieckich. Polacy przez dwie doby nieustannie nadawali przez nią testy Pisma Świętego, skutecznie zagłuszając rozkazy nadawane do sowieckich wojsk z Mińska.

Jako Polacy powinniśmy też pamiętać o pomocy jaką w krytycznej chwili otrzymaliśmy od Węgrów – w czasie kiedy dostawy pomocy dla Polski z Francji były blokowane przez zachodnich komunistów. Węgrzy bezpłatnie dostarczyli nam 48 milionów naboi karabinowych Mausera, 13 milionów naboi Mannlichera, amunicję artyleryjską, 30 tysięcy karabinów Mauser, kilka milionów części zapasowych, 440 kuchni i 80 pieców polowych.

Polskie straty w Bitwie Warszawskiej wyniosły 4,5 tys. poległych, 22 tys. rannych i 10 tys. zaginionych. Starty sowieckie to 25 tys. poległych, rannych lub zaginionych i 65 tys. jeńców. Kontynuacją Bitwy Warszawskiej była zwycięska w dniach 20-26 września 1920 r., która przesądziła o zwycięstwie Polski w wojnie z bolszewickim najeźdźcą…”

źródło: kresy24.pl

Stanisław Zawadzki - wojna polsko-bolszewicka 1920 r. Cud nad Wisłą

Stanisław Zawadzki – wojna polsko-bolszewicka 1920 r. Cud nad Wisłą

Na dnie… modlitwa. O ufności w Maryi (św. Bernarda) i Psalm trzeci do Jej imienia (św. Bonawentury)


z modlitewnika Józefy Kamockiej

„O duszo chrześcijańska, któraś burzą życia miotana jest pomiędzy życia twojego skałami, jeśli chcesz uniknąć rozbicia, nie odwracaj twych oczu od jasnej Gwiazdy morza! Jeśli wicher namiętności się zrywa, jeśli bałwany jako skały wznoszą się przed tobą, jeżeli prądy dumy, pychy, zazdrości, obmowy, chcą porwać cię i zalać, zwróć jedno spojrzenie ku Gwiaździe, jedną modlitwę do Maryi! Jeżeli gniew, zazdrość i miłość rozkoszy zachwieją kruchą twą łódką, szukaj oczyma Maryi! Jeżeli wielkość Twych grzechów, niepokój twego sumienia, strach sądów Bożych, zaczynają pociągać cię ku przepaści rozpaczy, przywiąż twe serce do Maryi! Niech Imię Jej będzie w twej duszy i na ustach twoich; miej ciągle przed oczyma przykłady Jej cnót, ażeby modłów swych skutek otrzymać. Za Jej przewodnictwem zbłąkać się nigdy nie możesz; dopóki Jej wzywasz, nie możesz stracić nadziei; dopóki o Niej myślisz, jesteś na pewnej drodze; nie możesz upaść, dopóki Ona cię wiedzie. Byleby Ona kierowała łódź twoją, dopłyniesz portu bezpiecznie, bo wszystko otrzymujemy od Tej, która nam dała Jezusa, a wszystko od Jezusa przychodzi nam przez Maryą!” (O ufności w Maryi – św. Bernard)

„3. Ratuj nas w potrzebie, przybądź nam ku pomocy, Pani, wszak zdeptałaś głowę wężowi. Skruszonego serca i niewinni ludzie ufają w Tobie, bo jesteś ich Orędowniczką i Przewodniczką. Wstawiaj się czule za nami do Boskiego Syna Twojego, aby gniew Jego odwrócił się od nas. W jasności Twojej oczyść serca nasze. Pani, wyjednaj dla nich’ święte cnoty Twoje! Kieruj nasze kroki na drodze Pańskiej; naucz nas postępować, według przykazań Jego. Podaj nam litościwie mocną prawicę Twoją; pośpiesz z pomocą w godzinie śmierci naszej. Wyrwij nas z rąk złośliwych, nie zostawiaj nas we władzy ciemności. Daj nam dobrą radę, o najmędrsza Panno, pomóż nam poznać wolę Syna Twego, Ozdobo i chwało ludzkiego rodzaju i Różo duchowna, pamiętaj o wszystkich, którzy Cię wzywają. Przez wszystkie dni życia naszego chcemy wołać do Ciebie; wspomnij, Pani, że jeszcze nikt daremnie Ciebie nie wzywał.” (Pięć Psalmów do Imienia Maryi –
św. Bonawentura)

butelka Bankoboev

Bu­tel­ka już pra­wie pusta
a ja wciąż nie wiem co dalej.
Wzrok mętny spie­rzchnięte usta
do dna wy­suszo­ne morale.

Czar­ne pta­ki myśli zbyt ciężkich
ko­nar kar­ku ku ziemi gną.
Słońce zmie­rza ku zachodowi
cza­su zwias­tując godzinę złą.

Paweł Kuczyński – Drink

Opary za­miarów zabójczych
już ku prze­paści mnie wiodą.
Lecz „coś” się przez nie przebija
ob­le­wa twarz zimną wodą.

Przez mgłę pi­jac­kiej maligny
zaczy­nam dos­trze­gać ratunek.
Twarz Twoją – piękną i mądrą
jak bal­sam na duszy frasunek.

Spoj­rze­niem przy­kuwasz uwagę.
Twój uśmiech łagodzi mój ból.
Wy­ciągasz ku mnie swe dłonie
od­bierasz mi szty­let i sznur.

Głaszczesz po głowie jak dziecko
Szep­czesz że „już wszys­tko gra”
Pod­no­sisz mnie z ko­lan powoli
Poz­wa­lasz się od­bić od dna.

Dzięki Ci Pa­ni za Twe czuwanie
Nie od­straszyła Cię duszy egzema
Mat­ko Niebies­ka, Gwiaz­do Zaranna
…Ave Ma­ria, gra­tia plena…

Odys, czer­wiec 2014

podobne: „Słuchaj kowalu niebios”… Akt pokory. i to: List od Ojca a także: Boski Zew. polecam również: „Ostatni sen” o marności świata oraz: „U wrót doliny” (Dzień gniewu… zanim nadejdzie)

Chris Stapleton – Tennessee Whiskey (Audio)

Archive – The Empty Bottle (Full length video)

 

Dorobek Jana Pawła II. Wpływ na dyktatury i komunizm. Relacje z Cerkwią.


1. Jan Paweł II a dyktatorzy: zasługi i kontrowersje

17.04. Warszawa (PAP) – W czasie podróży do krajów rządzonych przez autorytarne reżimy, głównie w Ameryce Łacińskiej, Jan Paweł II krytykował politykę tamtejszych dyktatorów. Choć lewica zarzuca mu, że nie potępiał ich tak stanowczo jak reżimy komunistyczne, pielgrzymki prawdopodobnie przyczyniły się do upadku dyktatur.

Jan Paweł II wypominał autokratom łamanie praw człowieka jako sprzeczne z etyką opartą na Ewangelii, która nakazuje poszanowanie osoby ludzkiej, jej wolności i godności. Prawicowi dyktatorzy na zachodniej półkuli byli z reguły katolikami, powołującymi się na Kościół, więc nie mogli lekceważyć autorytetu Ojca Świętego.

Inaczej przedstawiały się relacje Jana Pawła II z komunizmem, odwołującym się do ateistycznej ideologii marksistowskiej. Jego wizyta na Kubie w 1998 r. była zderzeniem dwóch filozoficznie przeciwstawnych wizji świata. Z powodu swej wrogości wobec marksistowskiego kolektywizmu papież nie poparł też teologii wyzwolenia – silnego w Ameryce Łacińskiej ruchu religijno-społecznego, który łączył Ewangelię z misją walki z kapitalizmem.

W panoramie stosunków Jana Pawła II z latynoamerykańskimi dyktatorami na szczególną uwagę zasługują relacje z chilijską juntą wojskową generała Augusto Pinocheta. Papież odwiedził Chile w 1987 roku. Przed podróżą napiętnował reżim Pinocheta jako „dyktatorski”. W czasie wizyty wezwał biskupów chilijskich do kampanii na rzecz wolnych wyborów. Na spotkaniu z Pinochetem zaapelował o liberalizację reżimu, a według kardynała Stanisława Dziwisza, osobistego sekretarza Jana Pawła II, wezwał go do rezygnacji z urzędu. Publicznie poparł opozycję chilijską, w tym antyreżimowych duchownych skupionych w tzw. Wikariacie Solidarności, a w homiliach podkreślał potrzebę poszanowania praw człowieka. W rok po papieskiej wizycie Pinochet zgodził się na wolne wybory, a później przekazał rządy cywilom.

„Pinochet był jednym z niewielu dyktatorów, którzy dobrowolnie zgodzili się oddać władzę. Myślę, że Jan Paweł II w dużej mierze się do tego przyczynił. Prawdopodobnie przekonał go, że zapewni tym sobie miejsce w historii. Pinochetowi udało się naprawić gospodarkę, ale krytykowano go za represje polityczne, więc mógł uratować swoje dobre imię przywracając demokrację” – powiedział PAP wybitny konserwatywny publicysta i teoretyk katolicyzmu, Michael Novak.

Mimo to, część komentatorów krytykowała Jana Pawła II za wizytę w Chile zarzucając mu nawet, że legitymizował reżim Pinocheta. Miało tego dowodzić ukazanie się papieża z dyktatorem na balkonie jego rezydencji, pod którym zgromadziły się tłumy. Jak wyjaśnił organizator podróży, kardynał Roberto Tucci, było to oparte na nieporozumieniu. Pinochet użył podstępu mówiąc, że zaprasza papieża do salonu, a tymczasem zaprowadził go do drzwi prowadzących na balkon.

Lewica wytykała także Janowi Pawłowi II dwuznaczny, rzekomo, stosunek do junty wojskowej w Argentynie, odpowiedzialnej za „brudną wojnę” z opozycją i zamordowanie 30 tysięcy ludzi. Miało na to wskazywać poparcie dla kardynała Pio Leghi, poplecznika reżimu.

Jednak w czasie niemal wszystkich pielgrzymek papież podkreślał konieczność respektowania praw człowieka, a lista dyktatorów, którzy stracili władzę wkrótce po jego wizytach, nie ogranicza się do Pinocheta. W 1983 r. odwiedził Haiti, jednoosobowo rządzone przez Jean-Claude’a „Baby Doca” Duvaliera, skorumpowanego władcę tego kraju. W homiliach skrytykował jego rządy, pełne „strachu, w jakim żyje większość społeczeństwa”. Po pielgrzymce na Haiti wybuchły protesty uliczne, a w 1986 r. Duvalier został obalony w wyniku powstania.

Podobnie stało się w Paragwaju, gdzie Jan Paweł II zawitał w maju 1988 r. Od 34 lat rządził tam wówczas miejscowy caudillo Alfredo Stroessner. Papież wytknął mu fałszowanie wyborów, tłumienie swobód obywatelskich i rażące nierówności społeczne. Mimo protestów dyktatora, Jan Paweł II spotkał się też z opozycją. W niecały rok później Stroessner został odsunięty od władzy przez grupę wojskowych, którzy wprowadzili demokratyczne reformy i oddali rządy cywilom. Zmiany miały wiele przyczyn, ale autorytet i wpływ papieża mógł odegrać istotną rolę.

Warto też odnotować politykę Jana Pawła II wobec dyktatora Iraku, Saddama Husseina. W latach 90. papież występował przeciw sankcjom wymierzonym w jego reżim, a później potępił inwazję na Irak w 2003 r. Wynikało to jednak z generalnej obiekcji wobec sankcji, godzących także w irackie społeczeństwo, i sprzeciwu wobec wojny, która – zdaniem papieża – nie spełniała chrześcijańskich kryteriów „wojny sprawiedliwej”.

Jan Paweł II inaczej odnosił się do prawicowych dyktatur niż do komunizmu. Te pierwsze uważał za mniejsze zagrożenie dla ludzkości, gdyż był przekonany o ich przejściowości. „Udajemy się na spotkanie z systemem, który jest obecnie dyktatorski, lecz który z definicji jest tymczasowy” – powiedział w czasie podróży do Chile Pinocheta. Komunistyczny totalitaryzm natomiast ma – jak się obawiał – znacznie większy potencjał przetrwania.

Jak powiedział Novak, papież zgadzał się tu ze znaną amerykańską konserwatystką, byłą ambasador w ONZ, Jane Kirkpatrick, która zwróciła uwagę na zasadniczą różnicę między prawicowymi autokracjami a realnym socjalizmem. „Ten ostatni domaga się pełni władzy nad społeczeństwem, także w sferze świadomości, podczas gdy prawicowe dyktatury nie mają takich ambicji, dzięki czemu wyrządzają mniej szkód i stwarzają większe możliwości postępu” – powiedział Novak przypominając wywody Kirkpatrick z jej głośnego eseju „Dictatorships and Double Standards” (Dyktatury i podwójne standardy).

Największe pretensje lewicy do Jana Pawła II dotyczą potępienia teologii wyzwolenia i walki z nią w Kościele katolickim. W czasie pielgrzymki do Nikaragui w 1983 r., papież publicznie zganił księdza Ernesto Cardenala, który był ministrem w sandinistowskim rządzie Daniela Ortegi. Kiedy Cardenal ukląkł, by ucałować jego pierścień, papież cofnął rękę i pogroził mu palcem mówiąc: „Musisz się poprawić”. Zawiesił też w czynnościach kapłańskich innego księdza, który przyłączył się do sandinistów, Miguela D’Escoto. Ofiarą czystki padł również najwybitniejszy przedstawiciel teologii wyzwolenia, brazylijski franciszkanin Leonardo Boff.

Zdaniem ekspertów, wrogi stosunek Jana Pawła II do ruchu wynikał – oprócz względów doktrynalnych – z niezrozumienia, albo niedocenienia, specyfiki kapitalizmu w Ameryce Łacińskiej, gdzie ma on znacznie bardziej „drapieżny” charakter niż w Europie, obfituje w wyzysk świata pracy i generuje większe nierówności społeczne. Według watykanisty, Roberto Suro, istotne były również obawy papieża o zagrożoną jedność Kościoła.

„W teologii wyzwolenia papież widział przede wszystkim wyzwanie dla hierarchii kościelnej. () Kościół, który on rozumiał i kochał, był zjednoczony w opozycji (wobec komunizmu). W Polsce Kościół podążał w jednym kierunku, przeciwko jednemu wrogowi. Takie jednostronne spojrzenie nie pozwalało mu dostrzegać problemów w Ameryce Łacińskiej” – powiedział Suro w amerykańskiej telewizji PBS.

Tomasz Zalewski (PAP)

tzal/ ala/ malk/

2. Dla wielu Rosjan Jan Paweł II stał się symbolem obalenia komunizmu

17.04. Moskwa (PAP) – Rosjanie zapamiętali papieża Jana Pawła II przede wszystkim jako zdeklarowanego przeciwnika komunizmu. Dla wielu z nich polski kardynał Wojtyła stał się takim symbolem obalenia systemu komunistycznego, jak ostatni przywódca ZSRR Michaił Gorbaczow.

Duża część Rosjan zapamiętała polskiego papieża również jako wypróbowanego przyjaciela Rosji i prawosławia.

Jednym z Rosjan, niezwykle serdecznie wspominających Jana Pawła II, jest właśnie Gorbaczow, którego polski papież gościł w Watykanie dwukrotnie – w 1989 i 1990 roku. Były prezydent ZSRR już w maju 2009 roku w rozmowie z PAP mówił, że chciałby, aby Jan Paweł II został wyniesiony na ołtarze.

„To był niesamowity człowiek. Wielki przywódca duchowy, myśliciel, humanista. Absolutnie postać historyczna nr 1” – powiedział wtedy Gorbaczow. „Na każdy temat, który poruszaliśmy, zawsze miał swój punkt widzenia. Dyskusja z nim była niezwykle interesująca” – podkreślił.

„Rozmawialiśmy też o pieriestrojce i Europie. Europa – mówił – powinna oddychać oboma płucami, Wschód i Zachód powinny być razem. Wasza Świątobliwość – zauważyłem – potwierdza moją myśl o wspólnym europejskim domu. +Tak+ – odpowiedział” – relacjonował b. prezydent ZSRR. „A co mówił o nowym ładzie światowym; że potrzebny jest nam nowy ład światowy – stabilny, sprawiedliwszy i bardziej humanitarny” – wspominał.

Gorbaczow zaznaczył, że te myśli papieża-Polaka powtarza przy każdej okazji na całym świecie. „(Jan Paweł II) powinien być wyniesiony na ołtarze” – podkreślił eksprezydent ZSRR.

Jan Paweł II z uwagą przyglądał się temu, co się w Rosji działo. Niejednokrotnie mówił o niej ciepło w swoich homiliach. Z radością przyjmował rosyjskich polityków, dyplomatów, twórców kultury i przedstawicieli młodzieży.

„Jan Paweł II darzył Rosję wielką miłością. Żył jej problemami. Wierzył w jej odrodzenie duchowe. Bardzo przeżywał, że stosunki między Kościołem katolickim i rosyjską Cerkwią prawosławną nie są najlepsze. Pragnął bowiem, aby Europa oddychała dwoma płucami” – wspominał arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz, były metropolita Moskwy.

Częstym gościem polskiego papieża był zmarły w czerwcu 2007 roku kapłan rosyjskiej Cerkwi prawosławnej, protojerej Gieorgij Czystiakow, jeden z inicjatorów powołanego do życia w Moskwie w 2006 roku Stowarzyszenia Jana Pawła II, które skupia Rosjan, interesujących się jego życiem i nauczaniem. „Miałem okazję spotkać się z Janem Pawłem II dziesięć razy. W jego apartamentach rozmawialiśmy o Rosji, o naszym życiu, o Sołowkach. (…) Marzył o odwiedzeniu Wysp Sołowieckich. Chciał tam pojechać jako zwykły pielgrzym. Marzył, by uklęknąć przed bezimiennymi grobami, bo tam nikt nie wie, kto gdzie jest pochowany. Jednak nie dane mu było” – wspominał o. Czystiakow.

Papież-Polak rzeczywiście marzył o podróży do Rosji. Chciał nawiązać bliższy kontakt z jej narodem, poobcować z duchową kulturą rosyjskiego prawosławia. Wszelako na przeszkodzie stanęło mu nieprzejednane stanowisko Patriarchatu Moskiewskiego. Poprzedni patriarcha moskiewski i całej Rusi, zmarły w grudniu 2008 roku Aleksy II podkreślał, że papieska wizyta w Rosji będzie możliwa dopiero po uregulowaniu sporów w relacjach między rosyjską Cerkwią prawosławną i Kościołem katolickim. „Nie może być wizyty dla wizyty. Nie może być spotkania dla spotkania” – powtarzał.

Wśród problemów, które niepokoiły rosyjską Cerkiew, Aleksy II wymieniał katolicki prozelityzm, czyli odbieranie prawosławiu wiernych w Rosji i innych krajach b. ZSRR, prowadzenie przez katolików działalności misyjnej wśród ludności prawosławnej, ekspansję Kościoła greckokatolickiego na Wschód i sytuację prawosławnych na Zachodniej Ukrainie.

Gwałtowny protest ze strony Patriarchatu Moskiewskiego wywołała także pielgrzymka Jana Pawła II na Ukrainę w czerwcu 2001 roku. Papież pojechał tam bez porozumienia z rosyjską Cerkwią, która uważa Ukrainę za swoje terytorium kanoniczne. Aleksy II oświadczył wówczas publicznie, że „ta wizyta nie przyniesie niczego dobrego”.

Jednak największą irytację w Patriarchacie Moskiewskim wywołało ustanowienie w lutym 2002 roku przez Jana Pawła II na terytorium Federacji Rosyjskiej czterech diecezji katolickich na miejsce wcześniejszych tymczasowych administratur apostolskich – w Moskwie, Saratowie, Nowosybirsku i Irkucku. Jednocześnie papież utworzył z tych czterech diecezji prowincję kościelną z siedzibą w stolicy Rosji, a na jej metropolitę wyznaczył arcybiskupa Tadeusza Kondrusiewicza, Białorusina polskiego pochodzenia.

Zwierzchnik rosyjskiej Cerkwi sprzeciwiał się nie tylko pielgrzymce Jana Pawła II do Rosji, ale nawet spotkaniu z papieżem na neutralnym gruncie. W 1997 roku planowane było spotkanie głów obu Kościołów w Grazu, w Austrii, jednak w ostatniej chwili zostało ono odwołane. „Spotkanie zwierzchników dwóch największych Kościołów powinno być logicznym zwieńczeniem poprawy stosunków między nimi” – podkreślał patriarcha moskiewski i całej Rusi.

W sierpniu 2004 roku w symbolicznym geście, wyrażającym wolę poprawy relacji między Stolicą Apostolską a Patriarchatem Moskiewskim, Jan Paweł II – za pośrednictwem swojego wysłannika, przewodniczącego Papieskiej Rady Krzewienia Jedności Chrześcijan, kardynała Waltera Kaspera – przekazał Aleksemu II ikonę Matki Bożej Kazańskiej.

Papież otrzymał tę słynącą z wielu cudów i żarliwie czczoną w Rosji ikonę w 1993 roku. Przez 10 lat znajdowała się ona w jego apartamencie. Jan Paweł II przez cały ten czas czynił starania o zwrócenie jej narodowi rosyjskiemu. Pragnął uczynić to osobiście.

Wszelako przyjechać do Rosji nie było mu dane. W 2003 roku dyplomacja Stolicy Apostolskiej planowała nawet papieską podróż do Mongolii z krótkim międzylądowaniem w Kazaniu, stolicy Tatarstanu, republiki wchodzącej w skład Federacji Rosyjskiej. Społeczność katolicka w Mongolii liczy kilkaset osób, jednak pielgrzymkę tę chciano zorganizować po to, aby Jan Paweł II mógł stanąć na rosyjskiej ziemi i przekazać ikonę Matki Bożej Kazańskiej rosyjskiej Cerkwi.

Kult ikony Matki Bożej Kazańskiej sięga XVI wieku. W 1579 roku po wielkim pożarze w Kazaniu małej dziewczynce we śnie ukazała się Matka Boża i wskazała miejsce, w którym znajduje się jej ikona. Zgodnie z tymi wskazówkami ikonę znaleziono na pogorzelisku. Później w różnych okresach wykonano z niej kilka „spisów”, czyli replik. Ta, którą Jan Paweł II oddał Aleksemu II, powstała prawdopodobnie w XVIII wieku. W latach 20. XX wieku zaginęła i po długich perypetiach trafiła do Watykanu.

Z wizerunkiem Matki Bożej Kazańskiej związane są dwa opatrznościowe wydarzenia w dziejach Rosji. Prawosławni wiążą z jej wstawiennictwem m.in. wypędzenie z Moskwy polskich wojsk w 1612 roku i wojsk Napoleona w 1812 roku.

Podczas ceremonii pożegnania ikony w Stolicy Apostolskiej polski papież wyznał, że wiele razy modlił się do Matki Bożej Kazańskiej o to, by chroniła i prowadziła oddany jej naród rosyjski, a także przyspieszyła moment pełnej jedności wśród chrześcijan. Kulminacyjnym punktem uroczystości było odczytanie ułożonej przez Jana Pawła II modlitwy do Matki Bożej Kazańskiej o pełną jedność wszystkich chrześcijan, w której znalazły się między innymi takie słowa:

„Matko ludu prawosławnego, obecność w Rzymie Twego świętego wizerunku kazańskiego przypomina nam o głębokiej jedności między Wschodem i Zachodem, która trwa mimo historycznych podziałów i ludzkich błędów. Będziemy Ci towarzyszyć sercem na drodze, która doprowadzi Cię do świętej Rosji”.

Papież podkreślił, że od początku pragnął, aby ikona powróciła do Rosji. Przypomniał, że zamieszkuje ją naród od wieków chrześcijański. „Nawet kiedy wrogie siły wystąpiły przeciwko Kościołowi i próbowały wykreślić z życia ludzi święte imię Boga, naród ten pozostał głęboko chrześcijański, dając wielokrotnie własną krwią świadectwo wierności Ewangelii” – zaznaczył Jan Paweł II.

Wszystkie te gesty i słowa Karola Wojtyły pozostały bez odpowiedzi. Patriarchat Moskiewski złagodził ton wobec Stolicy Apostolskiej dopiero po tym, gdy na papieskim tronie po śmierci Jana Pawła II zasiadł niemiecki kardynał Joseph Ratzinger.

Wkrótce po tym – w październiku 2007 roku – papież Benedykt XVI przeniósł arcybiskupa Kondrusiewicza do Mińska i powierzył archidiecezję w Moskwie włoskiemu biskupowi Paolo Pezziemu. Patriarchat Moskiewski, który uważał Kondrusiewicza za głównego orędownika prozelityzmu, przyjął ten krok z zadowoleniem. Podobnie jak jedną z pierwszych decyzji Pezziego – zamknięcie tygodnika „Swiet Jewangielija” (Światło Ewangelii), chluby swojego poprzednika. Pismo, które było jedynym oficjalnym głosem Kościoła katolickiego w Rosji, ukazywało się przez ponad 13 lat. Miało wielkie poparcie ze strony Jana Pawła II.

Te ustępstwa Stolicy Apostolskiej wobec Patriarchatu Moskiewskiego nie doprowadziły do przełomu w ich wzajemnych relacjach. Do warunków stawianych przez rosyjską Cerkiew doszedł nawet nowy – uchylenie decyzji Jana Pawła II o utworzeniu na terytorium Rosji diecezji katolickich.

Hierarchowie rosyjskiej Cerkwi zaczęli jednak akcentować, że obok kwestii spornych, dzielących prawosławnych i katolików, jest też wiele problemów, które ich łączą. „Są to procesy liberalnej sekularyzacji, negatywne aspekty globalizacji, zagadnienia etyki społecznej i ekonomicznej, kryzys wartości rodzinnych i podważanie norm tradycyjnej moralności” – wyliczył patriarcha moskiewski i całej Rusi Cyryl.

„Razem możemy sprzyjać utrwalaniu w społecznej świadomości tradycyjnych chrześcijańskich wyobrażeń o rodzinie, małżeństwie, wychowaniu dzieci i ochronie życia od poczęcia aż do śmierci” – zauważył z kolei metropolita wołokołamski Hilarion, nowy szef cerkiewnej dyplomacji. „Innym nabierającym coraz większej aktualności polem współpracy może być obrona chrześcijan przed dyskryminacją” – wskazał.

Deklaracje te zdają się przybliżyć, jeśli nie pielgrzymkę papieża do Rosji, to na pewno spotkanie głów dwóch Kościołów na innym gruncie. Niewykluczone, że do tego historycznego wydarzenia dojdzie w Krakowie, mieście ukochanym przez Jana Pawła II. Były osobisty sekretarz polskiego papieża, a obecnie metropolita krakowski, kardynał Stanisław Dziwisz zaprosił bowiem Cyryla na Światowe Dni Młodzieży w 2016 roku. Wcześniej do Krakowa zaprosił papieża Franciszka.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP) mal/ ala/ malk/

polecam również: Jan Paweł II o wolności jako darze i zadaniu w życiu społecznym

Triumf Chrześcijaństwa nad pogaństwem - Gustave Dore

Triumf Chrześcijaństwa nad pogaństwem – Gustave Dore