Myśleć na sposób Boży czyli… Ks. Jacek Gniadek o paradoksach w religii i ekonomii.


„…Paradoksy nie występują tylko w religii i aforystyce. Kiedyś dawno temu Arystoteles na polu ekonomii sformułował słynny paradoks wody i diamentu. Paradoks ten został rozwiązany ostatecznie dopiero w XIX w. przez austriackiego ekonomistę Carla Mengera (†1921), twórcę austriackiej szkoły w ekonomii i ujęty w formie subiektywistycznej teorii wartości. Wcześniej jako pierwszy odpowiedź na postawione pytanie znalazł św. Bernardyn ze Sienny (†1444), ale przez kilka wieków o nim zapomniano. 

Emil Sax (†1927), uczeń Mengera, spopularyzował teorię subiektywnej wartości i rozpowszechniał ją na różne sposoby. Widział w niej nawet element prawa naturalnego, które opisuje uniwersalne prawidłowości dotyczących ludzkiego działania: „Jabłko spada z drzewa i gwiazdy poruszają się według jednego i tego samego prawa – prawa grawitacji. Działalność gospodarcza, zarówno Robinsona Crusoe, jak i imperium liczącego miliony osób, podążają za jednym i tym samym prawem – prawem wartości subiektywnej”

Okazuje się, że wartość rzeczy na rynku jest względna. Rzeczy same w sobie nie mają wartości. Cena wody i diamentu zmienia się w zależności od kontekstu. Woda na pustyni będzie droższa od diamentu. Ale tylko dla kogoś, kto w rzeczywistości na tej pustyni przebywa, posiada ten diament, jest spragniony i jest ktoś, kto jest gotów wymienić ten diament za wodę. Wartość rzeczy jest subiektywna. To człowiek nadajemy wartość rzeczom. Rzeczy same w sobie są neutralne i nie posiadają wartości. To działająca jednostka nadaje im wartość, która zależy od celu, który chce ona osiągnąć. Użyteczność rzeczy w tym świecie zależy od celu. Mając konkretny cel, człowiek organizuje środki, aby go osiągnąć. 

Pojecie zysku 

W podobny sposób patrzymy na krzyż. Dwie belki skrzyżowane pod kątem prostym same w sobie nie mają wartości. Jeżeli naszym celem jest życie doczesne, to krzyż jest dla nas tylko głupstwem (por. 1 Kor 1,18) i skandalem. Dla człowieka niewierzącego krzyż jest tylko historycznym narzędziem kary, na którym Rzymianie krzyżowali  przestępców. Ale jeżeli naszym celem jest życie wieczne, to z perspektywy krzyża wszystko nabiera nowego wymiaru. To, co dla niewierzącego jest stratą, dla człowieka wierzącego jest zyskiem. 

W podobny sposób św. Paweł patrzy na śmierci. Dla przeciętnego człowieka jest ona końcem życia i wielkim dramatem. W liście do Filipian św. Paweł napisał: „Dla mnie bowiem żyć  – to Chrystus, a umrzeć  – to zysk” (Flp 1,21). Podobnie jak Jezus, również Apostoł Narodów sięga do języka ekonomii, aby przy pomocy pojęcia „zysku” i „straty” wyrazić tajemnicę śmierci i nadać jej nową wartość. Św. Paweł na własną biologiczną śmierć patrzy z dystansu. Głęboka wiara sprawia, że jest on wolnym człowiekiem. Nie boi się śmierci. Tak może uczynić tylko ktoś, kto oświecony światłem wiary zrozumiał logikę Bożej ekonomii zbawienia. 

Ludwig von Mises (†1973), austriacki ekonomista i filozof twierdzi, że działanie jest zawsze nakierowane na zastąpienie sytuacji mniej korzystnej bardziej korzystną. To, co przynosi mniej korzyści, jest porzucone na korzyść tego, co podoba się bardziej. Zysk ten jest czysto subiektywny i stanowi psychologiczny fenomen, który nie może być zmierzony w obiektywny sposób przez zewnętrznego obserwatora zawieranej na rynku transakcji. 

Tak na pojęcie zysku patrzy ekonomista. Tak patrzy również człowiek wiary. Śmierć przynosi mu korzyść. Pojęcia „zysk” i „strata” nie są tylko kategoriami rynkowymi, ale należą do ludzkiego działania w ogólności. Każde ludzkie działanie ma na celu osiągnięcie zysku i dlatego trudno wyobrazić sobie sytuację, w której ludzie mogliby funkcjonować na innych zasadach. 

Własna skala wartości 

Mises twierdzi, że człowiek w działaniu kieruje się własną skalą wartości przy podejmowaniu decyzji, na podstawie której zaspokaja najpierw potrzebę o najwyższej wartości. Życie ludzkie składa się z nieprzerwanego ciągu powiązanych ze sobą zdarzeń. Każdy człowiek wybiera środki, które z jego punktu widzenia najlepiej służą osiągnięciu wybranego przez niego celu w nieznanej i niepewnej przeszłości. Konieczność wyboru pomiędzy celami wymaga od człowieka ułożenia tych celów według własnej skali wartości. Sugeruje to, że człowiek ocenia koszty i korzyści poszczególnych swoich czynów. 

Tak działa nie tylko człowiek w sferze ekonomicznej, ale również człowiek wiary. Ocenia koszty i korzyści poszczególnych swoich wyborów. W ten sam sposób musi rozwiązać paradoks krzyża. Człowiek wiary w czymś, co według świata jest stratą, musi  dostrzec zysk. Musi zaprzeć się samego siebie i zbudować skalę wartości inną od tej, jaką narzuca mu świat. Musi znaleźć rację, dla których śmierć i krzyż są zyskiem, a nie zaprzeczeniem życia. 

Pozorny paradoks dzisiejszej ewangelii wyjaśnia się podwójnym sensem rzeczownika „życie”. Jest on użyty na określenie życia doczesnego oraz życia wiecznego. Tylko człowiek wiary jest w stanie dostrzec nadprzyrodzony wymiar ludzkiego życia, które nigdy się nie kończy. Ten, kto chce zatrzymać swoje życie dla siebie samego, kto chce zachować swoje życie doczesne „dla siebie”, traci życie wieczne. Ten, kto oddaje swoje życie w ręce Boga, „traci je”, zyskując tym samym życie wieczne. 

W drugim czytania św. Paweł w liście do Rzymian zachęca nas do ciągłej przemiany: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu” (Rz 12,2). Apostoł narodów mobilizuje nas do ciągłego budowania naszej skali wartości, według której będziemy w stanie dokonać właściwych wyborów w świecie zgodnie z Bożą wolą. Wymaga co ciągłego definiowania na nowo celu naszego życia. Każdy dzień przynosi nowe doświadczenia i wyzwania. Każdego dnia zdobywany nowe informacje.  Już prorok Izajasz wskazywał na rozdźwięk między sposobem myślenia człowieka i planami Boga (por. Iz 55,8n). Aby odkryć prawdziwe drogi Boga, potrzebne jest nawrócenia (por. Iz 55,7). 

Myśleć na sposób Boży 

Od dwóch tysięcy lat Kościół przypomina ustawicznie tajemnicę Boga, który umiera, aby zbawić świat. Św. Piotr, który usiłował odwieść Jezusa od realizacji tego zbawczego planu, został ostro skarcony. Jezus nazwał go szatanem i zawadą,  który nie myśli na sposób Boży, lecz myśli w ludzkich kategoriach. 

„Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je”. Te słowa Jezusa nabierają w blasku krzyża nowego sensu. To, co dla jednych jest stratą, dla drugich jest zyskiem. Czy takie działanie jest racjonalne? 

Austriacki ekonomista pokazuje, że człowiek podejmuje decyzje na podstawie wyznawanych przez siebie subiektywnych wartości. Z punktu widzenia jednostki decyzje te są zawsze racjonalne, gdyż stanowią odzwierciedlenie jej najlepszego interesu, choć z innego punktu widzenia mogą wydawać się nieracjonalne, nierozsądne i krótkowzroczne. 

Wychodzi na to, że nie tylko w ekonomii, ale także w Ewangelii nie ma żadnego paradoksu.”

źródło: jacekgniadek.com

podobne: Ks. Jacek Gniadek: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…” (Jak zbudować własną skalę wartości?) oraz: Szara strefa w polskiej gospodarce. Ks. Jacek Gniadek: Czy praca na czarno jest grzechem? czyli… „nielegalna” praca w odpowiedzi na „legalny” rabunek. i to: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech. a także: Prof. Witold Kwaśnicki: Ci wstrętni (neo)liberałowie. A przecież „kapitalizm oznacza własność”

…Nie ma paradoksu tam gdzie występuje prawidłowa gradacja wartości… a prawidłową wyznaczył Jezus Chrystus, który udowodnił że życie nie jest najwyższą wartością. Między innymi dlatego, potrzebna jest również reorientacja środowisk mieniących się prawicowymi czy katolickimi w kwestii kary śmierci, która moim zdaniem powinna zostać przywrócona gdyż jest zgodna z chrześcijańskim poczuciem sprawiedliwości i wartościowania wobec niej życia ludzkiego (Michalkiewicz: Papież Franciszek a kara śmierci.) i wcale nie dlatego że ktoś dopuszcza aborcję, eutanazję czy in-vitro które są chorą parodią „humanitaryzmu” i tzw. „praw człowieka”… Odys

Krzyż - Franciszek Kulon

Krzyż – Franciszek Kulon

Descensus ad inferna. bł. Anna Katarzyna Emmerich i kilka szczegółów o zstąpieniu Jezusa do otchłani.


„Gdy Jezus, głośno wołając, skonał na krzyżu, dusza Jego w postaci świetlistej, otoczona Aniołami, między którymi był i Gabriel, spłynęła w ziemię u stóp krzyża. Mimo, że dusza odłączyła się od ciała, Bóstwo Jego jednak pozostało połączone i z duszą i z ciałem w jaki się to sposób działo, to literalnie nie da się opowiedzieć słowami. Otchłań, w którą zstępowała dusza Jezusa, przedstawiała mi się jak trzy działy, trzy odrębne światy; miałam uczucie, że one muszą być okrągłe i że każdą z tych części oddziela od drugiej osobna sfera.

Przed otchłanią rozciągała się przestrzeń jasna, że się tak wyrażę, zielonawa, pogodna, przez którą, jak widziałam, musiały przechodzić wszystkie dusze, oczyszczone ogniem czyśćcowym, zanim wprowadzono je do nieba. Otchłań, w której mieściły się dusze, oczekujące Odkupiciela, otoczona była szarą, mglistą sferą, i podzielona na różne koła, Zbawiciel, jaśniejący chwałą, prowadzony w tryumfie przez Aniołów, przeszedł miedzy dwiema takimi strefami, z których lewa mieściła sprawiedliwych praojców aż do Abrahama, a prawa — dusze sprawiedliwych od Abrahama aż do Jana Chrzciciela.

Żadna z nich nie znała jeszcze Jezusa, a przecież za zbliżeniem się Jego, radość jakaś i tęsknota owionęła to obszary; zdawało się, że te strwożone, ścieśnione dziedziny tęsknoty rozszerzają się nagle oczekiwaniem jakiejś radosnej wieści. Biedne dusze zdawał się przenikać jakby powiew świeżego powietrza, jakby światło, jak rosa ożywcza, pokrzepiająca, zwiastująca im odkupienie; a wszystko to odbyło się tak szybko, jak jedno tchnienie wiatru.

Raj - Empireum i siedziba Boga w kształcie białej róży - Gustave Dore

Raj – Empireum i siedziba Boga w kształcie białej róży – Gustave Dore

Minąwszy oba te koła, wszedł Jezus w przestrzeń mglistą, w której znajdowali się pierwsi rodzice, Adam i Ewa. Przemówił do nich łaskawie, a oni, poznawszy Go, z zachwyceniem niewypowiedzianym oddali Mu cześć. Wziąwszy ich z Sobą, skierował się Jezus na lewo ku otchłani żyjących przed Abrahamem. Te nie były zupełnie wolne od mąk czyśćcowych, a przynajmniej nie wszystkie; widać było między niemi złe duchy, a czarci ci dręczyli i uciskali niektóre dusze w różny sposób. Aniołowie zapukali u wejścia i kazali otworzyć; tu bowiem był wchód, wejście, brama, tu były i zawory i wrzeciądze, w które pukano, głosząc przybycie; i zdawało mi się, jak gdyby wołali: „Otwórzcie bramy, rozemknijcie podwoje!” I wszedł Jezus w tryumfie, a złe duchy cofały się trwożnie przed Nim, krzycząc: „Co masz do nas, czego tu chcesz, czy i nas teraz chcesz ukrzyżować?” itp.

Aniołowie wnet powiązali ich i popędzili przed sobą. Zamknięte dusze nie znały dotychczas Jezusa i tylko niejasne miały o Nim pojęcie, lecz gdy dał się im poznać, otoczyły Go radośnie, wychwalając i czcząc Zbawiciela Pana. Teraz skierował się Jezus do prawej, właściwej otchłani; u wejścia zetknęła się z Nim dusza dobrego łotra, idąca w towarzystwie Aniołów na łono Abrahama, podczas gdy złego łotra gnali właśnie czarci do piekła. Przemówiwszy parę słów do Dyzmy, wszedł Jezus do otchłani, gdzie na łonie Abrahama spoczywały dusze sprawiedliwych jego potomków; za Jezusem weszły gromadnie wybawione już dusze i Aniołowie, pędzący przed sobą powiązanych czartów. Przestrzeń ta prawa zdawała mi się wyżej położoną od tamtej; robiło to takie wrażenie, jak gdyby szło się pod dziedzińcem kościelnym i z podziemia wchodziło się do wnętrza kościoła. Złe duchy opierały się, nie chciały wejść do środka, ale Aniołowie przemocą wepchnęli ich. W otchłani tej zebrane były dusze wszystkich świętych Izraelitów, na lewo — Patriarchów, Mojżesza, sędziów i królów, na prawo — Proroków i wszystkich przodków Jezusa i ich krewnych aż do Joachima, Anny, Józefa, Zachariasza, Elżbiety i Jana.

Nie było tu złych duchów, nie było mąk żadnych, tylko tęsknota za spełnieniem obietnicy, danej pierwszym rodzicom, a ta właśnie spełniała się obecnie. Więc błogość niewypowiedziana i szczęśliwość przeniknęła wszystkie dusze, wszystkie otoczyły Zbawiciela, witały Go i cześć Mu oddawały, a spętani czarci musieli chcąc nie chcąc wyznać przed nimi swą nędzę i poniżenie. Jezus wysłał wiele dusz na ziemię, by wstąpiwszy w swe ciała, dały o Nim jawne świadectwo. Było to właśnie w tym samym czasie, kiedy tak wielu umarłych wyszło z grobów i pojawiło się w Jerozolimie. Spełniwszy swą powinność, składały te dusze znowu ciała w ziemię, jak woźny sądowy zdejmuje swój płaszcz urzędowy, spełniwszy rozkazy zwierzchności.

Stad wyruszył pochód tryumfalny z Jezusem na czele, w głębszą sferę, stanowiącą pewnego rodzaju miejsce oczyszczenia dla pobożnych pogan, którzy mieli przeczucie prawdy i jej pożądali. Dusze te podlegały pewnym mękom za to, że na ziemi hołdowały bałwochwalstwu. Teraz czarci musieli wyznać jawnie swe oszukańcze czyny, a dusze z rozczulającą radością oddały hołd Zbawicielowi. Tu także powiązali Aniołowie czartów i popędzili przed sobą.

Tak przechodził Jezus te obszary w tryumfie, a bardzo szybko, uwalniając pobożne dusze z wiekowej niewoli. Nieskończona mnogość obrazów przesuwała się przed mymi oczyma, ale gdzież mój skołatany, nędzny potrafi to wszystko opisać?

Wreszcie zbliżył się Jezus do jądra tej przepaści, do samego piekła, które wydawało mi się kształtem jako ogromna, nieprzejrzana okiem budowa skalna, straszna, czarna, połyskująca metalicznym blaskiem; wejścia strzegły olbrzymie, straszne bramy, opatrzone mnóstwem rygli i zamków, widokiem swym wzbudzające dreszcz i trwogę. Za zbliżeniem się Jezusa dał się słyszeć ryk potężny i okrzyk trwogi, bramy rozwarły się na oścież, i ukazała się przepaść, pełna ohydy, ciemności i okropności.

Jak mieszkania błogosławionych, świętych, przedstawiają mi się w widzeniach pod postacią niebiańskiej Jerozolimy, jako miasto olbrzymie o różnorodnych pałacach i ogrodach, zapełnionych cudownymi owocami i kwiatami różnych gatunków, stosownie do niezliczonych warunków i odmian szczęśliwości, tak i to piekło przedstawiło się mym oczom w formie odrębnego świata, stanowiącego całość, pod postacią różnorodnych budowli, obszarów i pól. Ale tu źródłem wszystkiego było przeciwieństwo szczęśliwości, wieczna męka i udręczenie. Jak tam, w siedzibie szczęśliwości, wszystko zdawało się być ugruntowane na prawidłach wiecznego pokoju, wiecznej harmonii i zadosyćuczynienia, tak tu opierało się wszystko na rozstroju i rozdźwięku wiecznego gniewu, rozdwojenia i zwątpienia.

Aniołowie spoglądają na piekło - Gustave Dore

Aniołowie spoglądają na piekło – Gustave Dore

Tam widziałam najróżnorodniejsze przybytki radości i uwielbienia, przeźrocza niewypowiedziane piękne, tu zaś niezliczone, różnorodne, ponure więzienia i jaskinie męki, przekleństwa, zwątpienia. Tam widziałam najcudowniejsze ogrody, pełne owoców Boskiego pokrzepienia, a tu najszkaradniejsze puszcze i bagniska, pełne udręczenia, męki i wszystkiego, co tylko może wzbudzić wstręt, obrzydzenie i przerażenie. Pełno tu było przybytków, ołtarzy, zamków, tronów, ogrodów, mórz i rzek przekleństwa, nienawiści, ohydy, zwątpienia, zamętu, męki i udręczenia, w przeciwieństwie do niebiańskich przybytków błogosławieństwa, miłości, jedności, radości i szczęśliwości. Tu panowała wieczna, rozdzierająca niejedność potępionych, jak tam wieczna, błoga harmonia i zgodność Świętych.

Wszystkie zarodki przewrotności i fałszu przedstawione tu były przez niezliczone zjawiska i narzędzia męki i udręczenia; nic tu nie było prawidłowego, żadna myśl nie przynosiła ukojenia, panowała tylko wszechwładnie groźna myśl Boskiej sprawiedliwości, przywodząca każdemu z potępionych na pamięć, że te męki, tu ponoszone, są owocem winy, powstałym z nasienia grzechów, popełnionych na ziemi. Wszystkie straszne męki odpowiadały co do swej istoty, sposobu i mocy grzechom popełnionym, były tym gadem, który grzesznicy wyhodowali na swym łonie, a który teraz przeciw nim się zwracał. Widziałam straszną jakąś budowlę o licznych kolumnadach, obliczoną na wzbudzanie strachu i trwogi, jak w królestwie Bożym — dla spokoju i wytchnienia. Wszystko to rozumie się, gdy się widzi, ale słowami nie jest człowiek mocen to wypowiedzieć.

Gdy Aniołowie otworzyli bramy piekielne, ujrzałam jakiś zamęt ohydy, przekleństw, łajań, wycia i jęków. Jezus przemówił coś do duszy Judasza, tu zamkniętej, a Aniołowie mocą Bożą całe tłumy złych duchów obalili na ziemię. Wszyscy czarci musieli uczcić i uznać Jezusa, to było dla nich najstraszniejszą męką. Mnóstwo czartów otoczono wkoło innymi, jeden przy drugim i spętano tych skrajnych, stojących w koło tak, że cała czereda pozostała w ten sposób na uwięzi. Wszystko to odbywało się według pewnych określonych postanowień. Lucyfera wrzucili Aniołowie skrępowanego w będącą tam środkową otchłań, że aż zakotłowało się za nim w ciemnościach. Słyszałam, jeśli się nie mylę, że Lucyfer miał być znowu wypuszczony na pewien czas, coś na 50 czy 60 lat przed rokiem 2000 po Chrystusie. Innych dat nie pamiętam. Niektórzy czarci mieli być uwolnieni pierwej, na karę i kuszenie ludzi. Termin ten uwolnienia przypadał dla niektórych właśnie na nasze czasy, dla innych nieco później.

Nie jest mi możliwym opowiedzieć to wszystko, co widziałam. Za wiele tych szczegółów, tak, że nie potrafię ich złożyć w jedną całość, a przy tym jestem bardzo chora; gdy zacznę opowiadać, nasuwa mi się znów wszystko przed oczy, a widok to tak straszny i tak mnie przejmuje, że bliską jestem skonania.

Anioły niebiańskie - Tryumf - Gustave Dore

Anioły niebiańskie – Tryumf – Gustave Dore

Niezliczone gromady dusz, uwolnionych z otchłani i miejsc oczyszczenia, poprowadził Jezus w tryumfalnym pochodzie w górę do radosnego przybytku, umieszczonego pod niebiańską Jerozolimą. Jest to to samo miejsce, gdzie niedawno widziałam duszę zmarłego mego przyjaciela. Dyzmas doczekał się obietnicy, danej mu przez Zbawiciela; oto nie upłynął dzień, a już znajdował się z Nim w Raju. Przybyłe dusze czekała radość i pokrzepienie; zastawiono dla nich podobne stoły niebiańskie, do jakich i ja zasiadałam, gdy Bóg dobrotliwy chciał mnie pocieszyć i pokrzepić w bolesnych widzeniach.

Jak długo to wszystko trwało, com widziała i słyszała, nie potrafię określić, tak jak i nie potrafię dokładnie wszystkiego opowiedzieć, bo najpierw sama wiele rzeczy nie zrozumiałam, a po wtóre nie chcę, by inni coś źle zrozumieli. Dlatego też przestrzegam wielkiej ostrożności w opowiadaniu. Widziałam przez ten czas Zbawiciela na różnych miejscach kuli ziemskiej, nawet w morzu. Jezus chciał niejako uświęcić i oswobodzić wszelakie stworzenie; wszędzie uciekały przed Nim złe duchy w przepaść.

Między innymi pojawił się Jezus w grobie Adama, znajdującym się pod Golgotą; tu przyszły do Niego dusze Adama i Ewy; Jezus rozmawiał z nimi, a potem wraz z niemi przechodził, jak gdyby pod ziemią, do grobów wielu Proroków, których dusze schodziły się zaraz do swych zwłok i słuchały różnych objaśnień, jakich im Jezus udzielał. Potem obchodził Zbawiciel z tą wybraną drużyną, w której znajdował się i Dawid, wiele miejsc, będących świadkami Jego życia i męki, tłumaczył im przeobrażające czynności, jakie tu się odbywały, i z niewymowną miłością brał spełnienie tych przeobrażeń na Siebie.

Między innymi zaprowadził także te dusze na miejsce chrztu Swego, gdzie tyle zdarzeń przeobrażających się odbyło, i wszystko im objaśniał. Z głębokim rozrzewnieniem podziwiałam nieskończone miłosierdzie Jezusa, który czynił niejako te dusze uczestnikami łaski Swego chrztu świętego.

Na mnie sprawiało to niesłychanie rzewne wrażenie, widząc tak duszę Jezusa, świetlistą, otoczoną rojem wyzwolonych dusz świętych, unoszącą się łagodnie ponad ziemią, przenikającą ciemne wnętrze ziemi, skały, morza i fale powietrza.

Tyle tylko utkwiło mi w pamięci, ze wspaniałego widzenia o zstąpieniu Jezusa do otchłani i wybawieniu z niej sprawiedliwych dusz praojców. Oprócz tego czasowego widzenia odczułam dziś wraz z tymi duszami wieczny obraz nieskończonego miłosierdzia Bożego. Wiem z objawienia, że Jezus co rok w tym dniu, obchodzonym uroczyście przez Kościół, zwraca Swe oko zbawcze na czyściec, by wybawić niektóre dusze. I dziś także, to jest w Wielką Sobotę, podczas powyższego objawienia, widziałam, że Jezus wybawił z czyśćca niektóre dusze, które zawiniły przez pośredni współudział w krzyżowaniu Go. Uwolnił dziś Jezus mnóstwo dusz, między tymi i niektóre mi znane, ale nie chcę ich wymieniać.”

Źródło: Żywot i bolesna męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Marji wg widzeń świątobliwej Anny Katarzyny Emmerich (za: pasja.wg.emmerich.fm.interia.pl)

podobne: Liturgia Wielkiej Soboty. Dzień oczekiwania i święcenia pokarmów. a także: Człowieku XXI wieku uświadom sobie tę najstraszliwszą prawdę, o której wiesz ale za wszelką cenę chcesz zapomnieć… Piekło i jego władca Szatan istnieją. oraz: Środa Wielkiego Tygodnia. Zdrada Judasza według bł. Katarzyny Emmerich. oraz: „Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, tak silne że oddaje się dla niej własne życie”. Golgota.

Jezus - Pozwól Mu podać ci rękę

Jezus – Pozwól Mu podać Ci rękę

„Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, tak silne że oddaje się dla niej własne życie”. Golgota.


Zgodnie z rzymskim prawem wyrok prefekta miał być natychmiast wykonany. Jezusa przekazano do dyspozycji oddziału egzekucyjnego składającego się najprawdopodobniej z dowódcy oraz czterech legionistów i wraz z pozostałymi dwoma skazańcami w pokrwawionej tunice popędzono przez uliczki miasta w kierunku Golgoty.

Punktem wyjścia drogi krzyżowej jest wyłożony kolorowymi kamiennymi płytami plac Lithostrotos przed pałacem Hasmonejczyków. Od miejsca kaźni dzieli go około pięćset metrów. Trasa prowadzi najpierw ku zachodowi ciągiem komunikacyjnym powstałym na polecenie Heroda po wzniesieniu górnego pałacu, a następnie przez agorę, górny rynek z labiryntem kramów cisnących się jeden obok drugiego.

Delikwenci na poranionych ramionach dźwigają poprzeczne belki krzyży (patibulum).Cały orszak musi nieomal przebijać się przez ciasne uliczki. Jerozolima pęka w szwach. Miasto wypełniają pielgrzymi, goście i handlarze, którzy w ostatnich godzinach przed Paschą dokonują spóźnionych zakupów.

Oprawcy zabierają się do krwawego dzieła

Pośrodku agory żołnierze skręcają ku północy, przechodząc przez Bramę Ogrodową. Tutaj, na terenie dawnego kamieniołomu, na życzenie Heroda założono swego rodzaju park miejski. Przed jej portalem Jezusa otaczają płaczące niewiasty. Wyczerpany Skazaniec zwraca się do nich: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! (…) Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?”.

Idąc dalej wzdłuż muru miejskiego, Jezus słania się i potyka, mijając stado pobekujących baranków paschalnych pędzonych właśnie ku świątyni, gdzie po południu mają zostać zabite. Biczowanie pozbawiło Go sił i trzykrotnie upadł pod krzyżem. Ponieważ żołdacy obawiają się, że Nazarejczyk nie dotrze żywy do Golgoty, przymuszają niejakiego Szymona z Cyreny, ciemnoskórego Żyda z Libii, aby pomógł Mu nieść belkę krzyża.*

Już poza fortyfikacjami miasta dowódca oddziału egzekucyjnego skręca w lewo, wychodząc na skałę liczącą około dwunastu-szesnastu metrów wysokości. Ma ona kształt głowy, co sprawiło, że nazywa się ją Golgota, to znaczy „miejsce czaszki”.

Zatknięte w szczeliny skalne i zaklinowane kamiennym kręgiem wznoszą się tu trzy pionowe pale. Według Jana jest trzecia godzina dnia, dziewiąta rano, gdy rozpoczyna się egzekucja. Zanim żołnierze przystąpią do pracy, podają Jezusowi napój oszałamiający, wino zaprawione mirrą, ale On odmawia. Odsuwa się kobiety oraz ciekawskich gapiów, którzy zgromadzili się poniżej, w skalnej niecce u podnóża muru. Oprawcy zabierają się do wypełnienia krwawego dzieła.

Długie i bolesne umieranie na krzyżu

Ofierze zdziera się odzienie z ciała, z zakrzepłych ran znowu płynie krew. Jezus leży teraz na ziemi, a Jego ramiona zostają rozciągnięte na poprzecznej belce. Stojące w oddali niewiasty kulą się na każdy odgłos młota, którym wbija się w oba nadgarstki duże gwoździe. Wreszcie jeden z żołnierzy przerzuca powróz przez rozcięcie pionowego pala, przywiązuje go do belki i z pomocą pozostałych ciągnie przybite ciało ku górze, a następnie przywiązuje belkę. Kolejnym gwoździem unieruchamia się stopy ułożone jedna na drugiej.

Krucyfiksy rzymskie, mające najczęściej formę litery T (crux comissa), były wysokości rosłego mężczyzny. Badania całunu turyńskiego skłoniły jednak P. Barbeta do wysnucia przypuszczenia, że w tym wypadku chodzi o krzyż składający się z dwóch części, liczący sobie 2,80 metra wysokości i 125 kilogramów wagi. Z kolei znaleziony na Golgocie kamienny okrąg o średnicy 11 centymetrów dopuszczałby wysokość od 2,20 do 2,50 metra. Podczas gdy w innych regionach skazańców z reguły przybijano nagich, w Judei pozostawiano im przepaskę biodrową. Czy do ukrzyżowania użyto trzech czy czterech gwoździ, jak to przedstawiane jest w ikonografii chrześcijańskiej, pozostanie kwestią sporną. W kości piętowej znalezionej w roku 1968 na wzgórzu Giv’at ha-Mitvar, położonym na północ od Jerozolimy, tkwił jeden gwóźdź przebijający obie stopy.

Okrucieństwo ukrzyżowania polegało na powolnym, pełnym cierpienia umieraniu. Po znalezieniu się w pozycji pionowej ciało bezwładnie zwisało całym ciężarem na przybitych rękach, co powodowało brak tchu oraz zakłócenia krążenia krwi. Odruchowe próby wspierania się na nogach wywoływały z kolei ostre bóle w stopach. Skazaniec na przemian nieruchomiał wyczerpany, by za chwilę na nowo próbować podciągnąć się ku górze.

Mąż z Nazaretu wisi rozciągnięty na krzyżu. Męczy Go brak tchu, a promienie palącego słońca pomnażają udręki umęczonego biczowaniem i dźwiganiem belki ciała. Znowu odnawiają się zakrzepłe rany, powodując nieznośny ból. „Synu Człowieczy, oto zabieram ci nagle radość tych oczu – zapisał słowo Pana prorok Ezechiel – ale nie lamentuj ani nie płacz, ani nie pozwól, by płynęły ci łzy. Wzdychaj w milczeniu” (Ez 24,15).

„Cała agonia składała się z naprzemiennego opuszczania się i podciągania z braku tchu i zaczerpywania oddechu” – wywnioskował Barbet. Pomimo tego po wykonaniu badań jako lekarz jest pewien, że Jezus zmarł nie tylko dlatego,”ponieważ chciał”, lecz w przeciwieństwie do pozostałych ukrzyżowanych, którym dla skrócenia cierpienia strzaskano nogi, „kiedy sam chciał”.

„Eloi, Eloi, lema sabachthani”

Podczas gdy żołnierze dzielą pomiędzy siebie przyodziewek ofiar, rzucając o niego losy, ku przodowi zaczynają się przesuwać pierwsi ciekawscy, między nimi także i niektórzy z arcykapłanów. „Jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża” – drwią. „Mesjasz, Król Izraela! – naśmiewają się kolejni. – Innych wybawiał, siebie nie może wybawić”. Do urągających dołączył się również jeden z powieszonych złoczyńców: „Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas”. Na to wiszący po prawej stronie Jezusa dobry łotr, który w ostatnich godzinach życia opamiętał się, karci go surowo, po czym dodaje, zwracając się do Jezusa: „Wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. To pierwszy człowiek, którego Chrystus, dzięki ofierze pojednującej świat z Bogiem, zabiera tam, dokąd chce zaprowadzić i innych: „Zaprawdę, powiadam ci: dziś ze Mną będziesz w raju”.

Światło dnia zaczyna przygasać. Słońce zdaje się tracić swój blask. Gapie z niedowierzaniem kręcą głowami, gdyż Jezus modli się za swoich oprawców, podczas gdy całą siłą woli zmaga się z paraliżującym bólem: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. A gdy nadeszła godzina szósta, (od południa) – jak relacjonuje Marek – mrok ogarnął całą ziemię. Znad pustyni nadciąga burza piaskowa, otulając Jerozolimę ciemnym woalem kurzu. Na widok Matki i towarzyszącego Jej Jana, Jezus oddaje Ją pod opiekę ucznia: „Niewiasto, oto syn Twój”, i kierując wzrok na Maryję: „Oto Matka twoja”.

Powietrze staje się coraz cięższe, nadciągające chmury coraz gęstsze. Dzień przemienił się w noc, w kamiennym ogrodzie za Bramą Ogrodową wznosi się ciemna Golgota w kształcie czaszki, od której wzięła swoje miano. Spojrzenie Jezusa wędruje ku leżącemu naprzeciw murowi miasta. Odszukuje wzrokiem położoną za nim świątynię ze Świętym Świętych. Ostatkiem sił unosi się raz jeszcze.Eloi, Eloi, lema sabachthani- woła. – „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”.

Niektórzy ze stojących obok nie zrozumieli pierwszych słów: „Słyszycie, woła Eliasza!”. Ktoś pobiegł i napełniwszy gąbkę octem, włożył ją na trzcinę i dawał Mu pić, mówiąc przy tym: „Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć z krzyża”.

Tymczasem ostatnie słowa Jezusa są modlitwą. „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”, pierwszy werset Psalmu 22, to wielka lamentacja Izraela i w tej godzinie odnosi się ona do losów Jego narodu, nawet jeśli arcykapłani i gapie naśmiewają się z tego. Skargom nadaje wyraz swojej najgłębszej udręce i tęsknocie, ukazując, że kielich Mesjasza może podać tylko ten, kto sam oddaje samego siebie. „Ubodzy będą jedli i nasycą się (…) Niech serca ich żyją na wieki” – brzmią dalsze słowa Psalmu odmawianego przez Jezusa, który nagle kończy się eschatologicznym proroctwem: „Potomstwo moje Jemu będzie służyć, opowie o Panu pokoleniu przyszłemu; Pan to uczynił”. I znowu to prorok Izajasz jest tym, który z góry opisał działanie Boga: „Na krótką chwilę porzuciłem ciebie, ale z ogromną miłością cię przygarnę” (Iz 54,7).

Sześć godzin agonii

Krew kielicha pozostałaby tylko winem, gdyby nie przemieniła jej krew krzyża. Niewyobrażalne cierpienie i agonia Jezusa na krzyżu trwają straszliwe sześć godzin. W chwili Jego śmierci zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, jak gdyby rozdarto formularz umowy. Ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. To katharsis, oczyszczająca nawałnica i upadek starego świata, bez którego kapitulacji nie jest możliwa zmiana i nowy początek. Burzą się wszystkie żywioły.

Jezus krwawi. Od czasu zabójstwa Abla krew woła ku niebiosom, gdy tylko człowiek, z powodu nienawiści i przemocy, doznaje ran i śmierci. Kiedy ludzie nauczą się, że życie jest święte i należy jedynie do Boga? Na krzyk przelanej krwi Bóg odpowiada krwią swojego Syna. „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Wykonało się!” – stojący wokoło słyszą ostatnie słowa Jezusa.

Nastał wieczór, początek Paschy, święta wyzwolenia z niewoli. A nad ciałem Jezusa nadal połyskuje tabliczka z wyrokiem Poncjusza Piłata: „Jezus z Nazaretu, Król Żydowski”.

Nikt nie zwrócił uwagi na to, że początkowe litery tego napisu, gdy przełożyć grecki werset na język hebrajski znaczą cztery tajemnicze znaki na drzewie krzyża, co dwa tysiące lat później odkrył żydowski teolog i historyk Schalom Ben-Chorin:Jeszu(a)Ha-NozriW(e)MelechHa-Jehudim. To święty tetragram Niewymawialnego. To imię Miłości, imię Boga – JHWH – który z Jezusem i w Jezusie, ponad Jego śmiercią zwie się:

JESTEM, KTÓRY JESTEM.

Tekst jest fragmentem książki Petera Seewalda „Jezus Chrystus. Biografia”, śródtytuły pochodzą od redakcji Interii

źródło: interia.pl

podobne: Liturgia Wielkiego Piątku. Misterium Męki Pańskiej i to: Całun Turyński – fakty i mity a także: Poniewieranie Chrystusa i Jego Kościoła

Franco Castelluccio - Krucyfiks

Franco Castelluccio – Krucyfiks

„…Dlaczego dzisiaj tak unikamy wzmianki o śmierci, dlaczego boimy się umierania? Dlaczego wydajemy miliardy dolarów na udawaną młodość?! Przecież to właśnie przemijanie otwiera przed nami tę najwspanialszą perspektywę istnienia. Bez śmierci bylibyśmy więźniami niedoskonałego doczesnego świata.

Boimy się, bo straciliśmy wiarę; przekonanie o prawdzie Zmartwychwstania; wiarę w życie wieczne!

Bo przecież śmierć nie jest końcem, lecz początkiem, ona nie zamyka, lecz otwiera, i przez to właśnie oświetla doczesne życie, to właśnie dzięki zmartwychwstałemu Jezusowi śmierć stała się bramą do Nowego Królestwa. Od nas zależy, czy przyjmiemy zaproszenie do wieczności, klucz, jaki przekazuje nam krzyż chrystusowy; to od nas zależy, czy poznamy obcowanie świętych. Tę megaobietnicę naszego życia często wymawiamy, bezwiednie recytując Ojcze nasz, gdzie w prostych słowach Pan Bóg opisuje powrót porządku rzeczy – prawdę istnienia. Obietnica Zbawienia, którą Jezus Chrystus przypieczętował własną krwią na krzyżu, którą ponownie otworzył człowiekowi bramy niebios zamknięte pychą praojców, to rzecz wykraczająca poza ludzką zdolność intelektualną. Obietnica wieczności zbawienia to zaproszenie do obcowania świętych, czyli złączenia się z Bogiem w jednym duchu(…)

(…)zło, które próbowało triumfować, użyło całego arsenału środków, odsłaniając pogardę szatana do stworzonego człowieka; w torturach umęczonego Chrystusa szatan wylał cały swój żal za stworzenie, za przyobleczenie woli Bożej w kształt człowieka.

Jezus Chrystus przeszedł przez ludzkie piekło. On, Pan stworzenia, Król Wszechświata, odsunął w ten sposób kamień z naszego grobu. Pokazał, że tylko przez miłość Boga i miłość Bożego obrazu w każdym stworzeniu, przez umiłowanie bliźniego, jesteśmy w stanie wydostać się z chaosu grzechu i wznieść do jedności z Ojcem. Miłość, której smak możemy poznać tu, na ziemi, do której wzywa z krzyża Chrystus, pozwala na zespolenie z duchem Boga. Objawiona do końca na krzyżu miłość do nas Boga-człowieka, nowego Adama, przekroczyła wszystko co ziemskie, zaprzeczyła jakby samej istocie Wszechmogącego, oddała nam wszystko, ostatecznie, do końca, Pan Bóg pokazał nam, co to znaczy umiłować.

Zmartwychwstanie to klucz przeszłości i przyszłości zarazem. Początkiem zbawienia jest uznanie, że nie żyjemy dla siebie, że tylko żyjąc dla innych, zbliżamy się do wiecznej jedności w Bogu ze wszystkimi świętymi, zbliżamy się do nieprzemijającego szczęścia. Jakże innego niż zadowolenie zmysłów, nawet to najbardziej wyrafinowane…” (Andrzej Kumor, całość tu: wirtualnapolonia.com)

podobne:  Bóg to trzy filary: miłość Boga do człowieka, miłość człowieka do Boga, i strach człowieka przed Bogiem. oraz: Śmierć i zmartwychwstanie Jezusa to hymn o miłości polecam również: Kampania reklamowa pod hasłem „Empik każdego inspiruje inaczej”, czyli o tym jak świętować Boże Narodzenie bez Bożego Narodzenia.

To nie gwoździe Cię raniły ale grzechy

które Ojciec Twój wybaczyć pragnął nam.

Z Jego woli ukochałeś los człowieczy

byśmy mogli kiedyś sięgnąć niebios bram.

 

Twoja miłość to sprawiła a nie drewno

żeś szeroko je otworzył na ten świat.

I choć mogłeś w każdej chwili zrzucić jarzmo

dałeś przebić Swe ramiona by mógł trwać.

 

Chwała Tobie Panie Jezu za Twe rany

za pot krwawy, za przebity włócznią bok.

Tyś od śmierci wiekuistej nas wybawił

cieniem krzyża znacząc drogę, człowiek – Bóg.

 

Cień Twoich ramion – Odys, kwiecień 2015  …polecam również: „Wykonało się…”

Krzyż, świat

Środa Wielkiego Tygodnia. Zdrada Judasza według bł. Katarzyny Emmerich.


W Wielką Środę chrześcijanie wspominają dzień, w którym Sanhedryn podjął działania mające na celu pojmanie i zabicie Pana Jezusa. Związana z tym zdrada jednego z Dwunastu – Judasza, w sposób szczególny oddziaływała na wyobraźnię wiernych, czego owocem były liczne obyczaje ludowe związane z tą postacią. Poniżej zamieszczamy fragment Pasji według Anny Katarzyny Emmerich opowiadający o aresztowaniu Zbawiciela i roli jaką odegrał w nim Judasz:

„…Judasz oczekiwał właściwie innego obrotu swej zdrady. Chciał zdobyć sobie nagrodę pieniężną i przypodobać się Faryzeuszom, wydając w ich ręce Jezusa, ale nie myślał, że Jezus może być osądzony i ukrzyżowany, i to nie było w jego planach. Sprzykrzyło mu się to uciążliwe, wędrowne życie, pełne przykrości i prześladowań, więc już od dłuższego czasu wszedł w stosunki z kilku szpiegującymi Jezusa Faryzeuszami i Saduceuszami, którzy pochlebstwami wciągnęli go zręcznie do zdrady. Złym popędom swym dał folgę już w ostatnich miesiącach, kradnąc, co się dało, z jałmużny przeznaczonej dla ubogich; skąpą jego naturę obruszyła do reszty hojność Magdaleny przy namaszczeniu Jezusa, skąpstwo też popchnęło go wreszcie do ostateczności. Zawsze miał Judasz widoki na doczesne królestwo Jezusa i nadzieję, że dostanie mu się w nim świetne i zyskowne stanowisko; gdy jednak ani słychu nie było o tym, umyślił sam zdobyć sobie majątek.  Jezus jakoś nie myślał zostać obiecanym królem; z drugiej strony arcykapłani i znakomici mężowie przy świątyni cieszyli się w oczach Judasza wielką powagą, więc coraz ściślejsze zawiązywał stosunki z owymi pośrednikami, a ci pochlebiali mu we wszystkim i prawdopodobnie dla uspokojenia go zapewniali, że w każdym razie Jezus nie długo się już utrzyma. Niedawno szukali za nim znowu w Betanii, a tak zdrada dojrzewała z dniem każdym i Judasz coraz głębiej popadał w przepaść zguby grzechowej. W ostatnich dniach nie czuł prawie nóg, tak biegał po arcykapłanach i kapłanach, by skłonić ich do ostatecznego kroku. Ci jednak traktowali go z wielką pogardą, a co do czynu wahali się, bardzo. 
Mówili, że czas już za krótki przed paschą, że wywoła się tylko przez to przeszkodę i zamieszanie w czasie świąt; Rada jedynie przychylała się nieco ku wnioskowi Judasza.
Przyjąwszy świętokradzko Najśw. Sakrament, popadł Judasz do reszty w moc szatana i zaraz też poszedł dokonać tej ohydnej zbrodni. Najpierw wyszukał owych pośredników, którzy dotychczas stale mu schlebiali, a i teraz przyjęli go z obłudną uprzejmością. Powoli zeszli się i inni Faryzeusze, także Kajfasz i Annasz, ale ci ostatni szyderczo i wzgardliwie się z nim obchodzili. Zaczęła się burzliwa, niezdecydowana narada, nie wierzono w dobry wynik sprawy i Judaszowi zdawano się nie ufać. 
Zapytywali także Judasza, czy można będzie pojmać Jezusa, czy nie ma On koło Siebie jakiej zbrojnej gwardii. Nikczemny zdrajca odpowiedział im na to: „Broń Boże! Ma tylko jedenastu uczniów, bojaźliwych co się zowie, a i Sam upadł zupełnie na duchu. Teraz musicie pojmać Jezusa, albo nigdy; innym razem nie będę Go mógł wam wydać, bo już nie chcę Mu się pokazywać na oczy. 
Takimi argumentami Judasz ich wreszcie przekonał; zgodzono się na jego wniosek, by pojmać Jezusa stosownie do jego wskazówek, poczym mu zaraz wypłacono trzydzieści srebrników, jako nagrodę za zdradę. Było to trzydzieści sztuk srebrnej blachy w formie języczków, pospajanych kółeczkami na łańcuszku w jeden pęk. Na blaszkach wybite były jakieś znaki. 

Teraz już, czując tę ciągłą nieufność i pogardę Faryzeuszów, dał się Judasz unieść pysze i chełpliwości, by się pokazać przed nimi jako mąż sprawiedliwy i bezinteresowny, i ofiarował się oddać otrzymane pieniądze na świątynię. Odrzucono jednak tę ofiarę, która, jako zapłata krwi, nie mogła być przyjęta. Judasz, choć może poniekąd zadowolony z tego, poznał tym bardziej głęboką pogardę, jaką żywiono ku niemu, więc złość wielka chwyciła go za serce; nie tego się spodziewał. Owoce zdrady, jeszcze nawet nie spełnionej, już napawały go goryczą; ale zanadto już zaplątał się z Faryzeuszami i był w ich rękach, więc wycofać się było za późno. Zresztą zwracano na niego baczną uwagę i nie spuszczano go z oka, dopóki nie ułożył całego planu pojmania Jezusa. „

Wiemy jak wyglądał moment zdrady Jezusa przez judasza w samym Ogrodzie Getsemani. Pocałunek. Pocałunkiem można więc…zdradzić. Jakaż to gorzka świadomość. Co było dalej z Judaszem? Anna Katarzyna Emmerich pisze:

„Judasz błądził długo po skalistej dolinie Hinnom na południe od Jerozolimy, pełnej śmieci, odpadków i nieczystości. Szatan opanowawszy go, nie dał mu spoczynku, a rozpacz rozsiadła się w jego sercu. Gnany niepokojem, podszedł w pobliże domu Kajfasza, właśnie gdy Jezus był w więzieniu. Lękliwie skradał się koło zabudowania, mając przy sobie u pasa pęk związanych srebrników, zapłatę swej zdrady. W budynku sądowym panowała cisza, widać było tylko pilnujące straże. Zbliżył się Judasz i nie poznany przez nich, zapytał jednego żołnierza, co też zamierzają zrobić z Galilejczykiem. Odpowiedziano mu, że już skazany na śmierć i że dziś będzie ukrzyżowany. Podszedłszy dalej, usłyszał znów żołnierzy rozmawiających między sobą, jak okrutnie obchodzono się z Jezusem i jak cierpliwie On to wszystko znosił. 

Z rozmowy dowiedział się dalej Judasz, że z brzaskiem dnia stawią znowu Jezusa przed Wielką Radę, by uroczyście i prawomocnie wydać nań wyrok. Chciwie, a zarazem z udręczeniem zbierał Judasz te wiadomości, lecz tymczasem zaczęło świtać, a w domu i koło domu ruch zrobił się większy, Judasz przeto cofnął się na tył domu, by nie być widzianym; podobnie jak Kain uciekał przed ludźmi, a zwątpienie opanowywało go coraz więcej. Lecz, oto, co napotkał! Natrafił właśnie na miejsce, gdzie obrabiano krzyż; pojedyncze kawałki leżały w porządku koło siebie a robotnicy spali otuleni w koce; nad Górą Oliwną tymczasem niebo zaczęło blask rzucać, a światło zdawało się niby wzdrygać paść na narzędzie naszego odkupienia. Przerażenie ogarnęło Judasza na widok tego krzyża, na którym miał zawisnąć Mistrz przezeń zaprzedany. Uciekł czym prędzej, ale nie zbyt daleko, bo chciał tu w ukryciu oczekiwać wyniku rannego sądu.
Judasz w pobliżu się ukrywał, więc słyszał gwar, jaki powstał przy wyprowadzaniu Jezusa; do uszu jego dochodziły urywki rozmowy tych, którzy, opóźniwszy się, doganiali pochód. Słyszał, jak mówili: – Teraz prowadzą Go do Piłata; Wielka Rada” skazała Galilejczyka na śmierć, musi pójść na krzyż. Przy życiu przecie nie zostanie; obeszli się z Nim już i tak dobrze. Cierpliwy jest, nad miarę; nic nie mówił, tylko powiedział, że jest Mesjaszem i że będzie siedział po prawicy Boga; więcej nie chciał się nic tłumaczyć i dlatego musi iść na krzyż. Gdyby był tego nie powiedział, nie mogliby Mu udowodnić, że zasłużył na karę śmierci, a tak już przepadło. Ten łotr, który Go zaprzedał, był Jego uczniem i na krótki czas przedtem pożywał z Nim baranka wielkanocnego. Nie chciałbym maczać ręki w tej sprawie. Bądź co bądź jaki jest Galilejczyk, ale żadnego przyjaciela nie wydał na śmierć za pieniądze. Zaprawdę, ten niecnota zasługuje także na szubienicę.

Słyszał to wszystko Judasz, widział, że już Jezus zgubiony jest bez ratunku, więc duszę jego owładnęła czarna trwoga, spóźniona skrucha i rozpacz. Dręczony przez szatana, puścił się cwałem. Trzos srebrników, uwieszony u pasa pod płaszczem, był mu bodźcem piekielnym i ościeniem. Ujął go w rękę, by uderzając mu o bok, nie sprawiał zbytniego chrzęstu i biegł na oślep przed siebie; ale nie pobiegł za Jezusem, by rzucić Mu się do nóg, by błagać Go o litość i przebaczenie i umrzeć z Nim razem; nie poszedł wyznać ze skruchą swą winę przed Bogiem, lecz chciał przed ludźmi zrzucić z siebie winę i pozbyć się zapłaty za zdradę. Pobiegł więc jak szalony do świątyni, gdzie po osądzeniu Jezusa zebrało się wielu starszych członków Rady, którzy byli przełożonymi nad kapłanami, pełniącymi służbę. 

Gdy Judasz, zmieniony na twarzy, zrozpaczony, stanął przed nimi, spojrzeli najpierw ze zdziwieniem po sobie, a potem z szyderczym uśmiechem utkwili w Judasza dumne spojrzenia. On zaś wyrwał zza pasa trzos srebrników, wyciągnął je ku nim i rzekł, gwałtownie wzruszony: – Odbierzcie te pieniądze, którymi skusiliście mnie do wydania Sprawiedliwego! Odbierzcie te pieniądze, a puśćcie Jezusa. Rozwiązuję nasza umowę; zgrzeszyłem ciężko, zdradziwszy krew niewinną. Lecz kapłani teraz dopiero dali mu odczuć całą swa pogardę dla niego. Wyciągnęli ręce, niby odpychając podawane srebrniki, jak gdyby nie chcieli się zanieczyszczać przez dotknięcie nagrody za zdradę, i rzekli: – Co nas to obchodzi, że ty zgrzeszyłeś? Jeśli mniemasz, żeś sprzedał niewinną krew, to już twoja rzecz. My wiemy, cośmy kupili od ciebie i znaleźliśmy Go winnym śmierci. Pieniądze sobie schowaj, nie chcemy się ich nawet dotykać! 

Tak mówili prędko i z roztargnieniem, jak ludzie, którzy, zajęci interesami, chcą okazać natrętnemu, że radziby się go pozbyć; wreszcie z pogardą odwrócili się od niego. Jego zaś złość porwała i rozpacz, przyprawiająca go prawie o utratę zmysłów; włosy zjeżyły mu się na głowie. Rozerwał obiema rękami łańcuszek, na którym nanizane były srebrniki, rzucił im je pod nogi, że aż rozsypały się po całej świątyni i wybiegł jak szalony za miasto. 
I znowu błądził na oślep po dolinie Hinnom, a szatan w strasznej postaci trzymał się wciąż jego boku i szeptał mu do ucha wszystkie przekleństwa Proroków, wypowiedziane o tej dolinie, na której Żydzi niegdyś ofiarowali bałwanom własne dzieci.
Właśnie zabłądził w miejsce bagniste, pełne rumowisk i nieczystości, na południowy wschód od Jerozolimy u stóp góry Zgorszenia, gdzie go nikt nie mógł widzieć. Ale sumienie dręczyło go coraz więcej, a z miasta dolatywał doń głośny zgiełk, szatan zaś szeptał mu do ucha słowa: Oto prowadzą Go na śmierć! Ty Go zaprzedałeś! A wiesz ty, że napisano jest w Zakonie: „Kto sprzeda jedne duszę z braci swoich z dzieci Izraela i weźmie za nią zapłatę, śmiercią ma umrzeć. Zrób raz koniec, nędzniku! Zrób koniec! A Judasz, pod wpływem tych podszeptów, oddał się zupełnie rozpaczy; zdjąwszy pas, obwiesił się na drzewie o wielu rozgałęzieniach, wyrastającym z zagłębienia ziemi. A gdy już wisiał, rozpękło się jego ciało i wnętrzności wyleciały na ziemię.”

Źródło: Żywot i bolesna męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Marki Jego Marii według widzeń świątobliwej Anny Katarzyny Emmerich (za: pasja.wg.emmerich.fm.interia.pl)

podobne: Liturgia Wielkiego Czwartku. Obyczaje. Ostatnia Wieczerza i ceremonia omycia nóg. oraz: Liturgia Wielkiego Piątku. Misterium Męki Pańskiej i to: Liturgia Wielkiej Soboty. Dzień oczekiwania i święcenia pokarmów a także: W sercu Kościoła. Ks. prof. Waldemar Chrostowski laureat Nagrody Ratzingera 2014: „Jezus żyje w swoim Kościele, to życie jest zabezpieczone przez wierność Tradycji”.

Piekło Krąg IX - na dnie piekła w towarzystwie odrażającego Lucyfera cierpią zatopieni w lodowym jeziorze o nazwie Kocyt zdrajcy swych dobroczyńców – Judasz – zdrajca Jezusa, oraz Brutus i Kasjusz – zdrajcy Cezara - Gustave Dore

Piekło Krąg IX – na dnie piekła w towarzystwie odrażającego Lucyfera cierpią zatopieni w lodowym jeziorze o nazwie Kocyt zdrajcy swych dobroczyńców – Judasz – zdrajca Jezusa, oraz Brutus i Kasjusz – zdrajcy Cezara – Gustave Dore

Dzień Świętości Życia i obywatelski projekt ustawy „Stop Aborcji”. „Jeden z nas” w Parlamencie Europejskim. Michalkiewicz: Papież Franciszek a kara śmierci.


1. Dzień Świętości ŻyciaWraca sprawa zaostrzenia ustawy aborcyjnej„Jeden z nas” w Parlamencie Europejskim.

24.03.2015 (IAR) – Dziś(25.03) Kościół rzymskokatolicki obchodzi Dzień Świętości Życia. Ma on pobudzać w wierzących wrażli­wość na sens i wartość ludzkiego życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci.

W tym dniu katolicy modlą się w intencji dzieci nienarodzonych i uczestniczą w tak zwanych Marszach dla Życia. Wielu też podejmuje tak zwaną „ Duchową Adopcję” – dziewięciomiesięczną modlitwę w intencji jakiegoś dziecka zagrożonego aborcją.

Dzień Świętości Życia, przypada zawsze 25 marca – w uroczystość Zwiastowania Pańskiego. Został ustanowiony przez Episkopat Polski w 1998 roku. Była to odpowiedź na wezwanie papieża Jana Pawła II zawarte w encyklice „Evangelium Vitae” („Ewangelia Życia”). Papież piętnował w niej między innymi zabójstwa, ludobójstwa, aborcje, eutanazje, tortury, prostytucję i handel ludźmi.

IAR/ Grzegorz Maciak/sk

podobne: Dokument bioetyczny Episkopatu: sprzeciw wobec in vitro, aborcji i eutanazji

24.03.2015 (IAR) – Powraca temat aborcji. Grupa Polaków chce jej całkowicie zakazać. Dziś u marszałka sejmu zamierzają złożyć wniosek o rejestracje Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Aborcji”. Wśród członków przyszłego Komitetu jest profesor Bohdan Chazan. Razem z listą osób z Komitetu marszałek dostanie obywatelski projekt ustawy całkowicie zakazujący aborcji Chcemy chronić dzieci – mówi IAR Mariusz Dzierżawski z Fundacji Pro- Prawo do Życia inicjator zmiany ustawy. Stworzony projekt koncentruje się na zakazie wyjątków obecnych w obowiązującej teraz ustawie. Chodzi o prawo do życia dzieci podejrzanych o chorobę lub wadę genetyczną i tych poczętych w wyniku gwałtu lub kazirodztwa- tłumaczy Mariusz Dzierżawski. Celowo podejmuje on aborcji w czasie kampanii prezydenckiej. Chodzi o pokazanie, kto ma, jakie poglądy– dodaje Mariusz Dzierżawski.

Marszałek sejmu będzie miał dwa tygodnie na powołanie Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej Stop Aborcji. Poprzednią taką inicjatywę Fundacji Pro-Prawo do Życia poparło 600 tysięcy osób. Wtedy posłowie odrzucili ją w pierwszym czytaniu. Powtarzanie tych wniosków też ma sens- uważa Mariusz Dzierżawski. Jego zdaniem, coraz więcej osób ma szansę dzięki temu poznać argumenty przeciwników przerywania ciąży.

Złożenie wniosku o rejestracje Komitetu „Stop Aborcji” właśnie dziś ma według inicjatorów przypomnieć, że 24 marca obchodzony jest w Polsce, jako Narodowy Dzień Życia.

Zgodnie z obowiązującymi obecnie przepisami aborcji można dokonać legalnie tylko przy zaistnieniu jednej z określonych przesłanek:, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej; gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, lub gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.

IAR/Grzegorz Maciak/magos

podobne: Prawo do życia a sumienie narodu, czyli…  i to: Lewacka prowokacja w szpitalu im. „Św. Rodziny”. Przyszli lekarze o prawie do życia nienarodzonych. a także: Andrzej Talarek: „Zabić downa” czyli… Albo cywilizacja życia, albo cywilizacja śmierci. polecam również: Zabij „dzień po” bez recepty… „Nie o Mary Wagner” Dla Mary Wagner. i jeszcze: Zoll: propozycje zmian przepisów m.in. o aborcji przyjęto jednogłośnie

26.03.2015 (IAR) – Inicjatywa „Jeden z nas”, która dąży do zakazu finansowania aborcji z budżetu unijnego, trafiła do Parlamentu Europejskiego – pisze „Nasz Dziennik”. Temat ma zostać podjęty na Komisji do spraw Petycji, a potem na forum parlamentu.

„Parlament się tym zajmie i podejmie decyzję, czy podjąć dyskusję na ten temat” – mówi gazecie europoseł Jan Olbrycht, wybrany z listy Platformy Obywatelskiej.

Pod wnioskiem podpisało się blisko 2 miliony obywateli z 28 krajów Unii Europejskiej.

Więcej na ten temat – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Nasz Dziennik”/kry/sk

podobne: Obywatele Europy powiedzieli: „Domagamy się ochrony ludzkiego życia!” oraz: Mamo nie zabijaj mnie! (ani siebie)… O „bezkarności” aborcji. Madryt – manifestacja przeciwników aborcji.

2. Papież Franciszek a kara śmierci.

„…Właśnie papież Franciszek wypowiedział się krytyczne na temat kary śmierci, a nawet kary więzienia dożywotniego, uznając ją za „ukrytą formę” kary śmierci. Opinię tę wygłosił podczas spotkania z delegacją Międzynarodowej Komisji Przeciwko Karze Śmierci. Byłoby niegrzecznie przypuszczać, że papież wygłosił tę opinię, by podlizać się Komisji, więc uprzejmie uważam, że myśli tak naprawdę. Uzasadnieniem potępienia kary śmierci ma być „świętość życia”. Ale cóż to właściwie znaczy, że życie jest „święte”? Świętość jest synonimem doskonałości, a życie samo w sobie trudno uznać za doskonałe.

Nawet nie dlatego, że w każdym przypadku kończy się śmiercią, czy dlatego, że często bywa pasmem udręki z powodu chorób czy prześladowań, ale przede wszystkim dlatego, że człowiek może ze swoim życiem zrobić różne rzeczy, zatem świętość życia w znacznym stopniu, a może nawet w stopniu decydującym zależy od tego, co się z nim zrobi. Gdyby było inaczej, trzeba by życie uznać za rodzaj wartości najwyższej, ale to z kolei podważałoby znaczną część tradycji katolickiej, która kultywuje pamięć świętych męczenników.

Chodzi o to, że ci wszyscy święci męczennicy poświęcili życie dla wartości, które najwyraźniej sami uznawali za ważniejsze od życia – bo w przeciwnym razie nigdy by, własnego w dodatku, życia dla nich nie poświęcili. Mamy zatem dwie możliwości: albo ci święci męczennicy byli nieświadomymi rzeczy frajerami – ale w takim razie nie zasługują na żaden kult, tylko co najwyżej na wzruszenie ramion i uśmiech politowania, albo żadnymi frajerami nie są – ale w takim razie życie nie jest wartością najwyższą. Zresztą i sam papież Franciszek dopuszcza wyjątek w postaci obrony koniecznej.

Skoro jednak w obronie własnego życia można pozbawić życia napastnika, to znaczy, że również życie może być przedmiotem wartościowania, a skoro tak, to nie jest wartością najwyższą. Wreszcie wątpliwość natury formalnej: jakże papież Franciszek może bezwzględnie potępiać karę śmierci, a nawet więzienia dożywotniego, a jednocześnie tolerować Katechizm Kościoła Katolickiego, który uznaje tę karę za dopuszczalną?

Nie da się ukryć, że dobrze to nie wygląda, bo skoro Katechizm ten zawiera takie horrenda w jednej sprawie, to skąd możemy mieć pewność, że zajmuje słuszne stanowisko w innych kwestiach? Takie wątpliwości pojawiły się już wcześniej, kiedy Stolica Apostolska w jednym z dokumentów stwierdziła, że w przeszłości zdarzały się błędne interpretacje Ewangelii, jeśli chodzi o stosunek do Żydów.

Warto zwrócić uwagę, że interpretowanie Ewangelii jest bodajże najważniejszym zadaniem magisterium Kościoła. Jeśli zatem w przeszłości zdarzały się interpretacje błędne, to skąd możemy mieć pewność, że interpretacje aktualne są bezbłędne? Takiej pewności już mieć nie możemy, co pokazuje, że próby udelektowania wszystkich – w tym akurat przypadku Żydów – nie uchodzą bezkarnie; że albo Święty Spokój, albo Prawda. Nawet gorzej – bo jeśli wzgardzimy Prawdą dla Świętego Spokoju, to nie tylko utracimy Prawdę, ale Świętego Spokoju też nie uzyskamy.

Trochę inaczej myśl tę wyraził w wieku XVIII wileński bazylianin Atanazy Nowochacki, zauważając, że dzisiaj duchowieństwo sprzedaje dary Ducha Świętego za pieniądze, ale skończy na tym, że ani darów Ducha Świętego, ani pieniędzy mieć nie będzie, bo Pan Bóg swoje, a diabeł swoje odbierze. I rzeczywiście – bo normalni ludzie oczekują od Kościoła pewności, a jeśli Kościół będzie dostarczał im rozterek, to przestanie być komukolwiek potrzebny, gdyż rozterek ludzie mają pod dostatkiem również bez Kościoła.

Ale o to mniejsza, bo ważniejsza jest oczywiście prawda – również o karze śmierci. Wydaje mi się, że dyskusja na ten temat powinna rozpocząć się od rozstrzygnięcia kwestii, czy kara ta jest sprawiedliwa – bo jeśli nie, to oczywiście trzeba ją znieść, ponieważ nie da się wymierzyć sprawiedliwości za pomocą niesprawiedliwej kary. Jeśli jednak jest sprawiedliwa, to państwo, będące wszak monopolem na przemoc, nie powinno pozbawiać się żadnego instrumentu wymierzania sprawiedliwości, bo tylko dlatego akceptujemy moralnie ten monopol, że przemoc może być używana w służbie sprawiedliwości.

Jak zatem wygląda na kwestia od strony religijnej? Pewnej wskazówki dostarcza nam opis egzekucji Pana Jezusa w Ewangelii wg św. Łukasza. Czytamy tam, że kiedy jeden z łotrów razem z Panem Jezusem ukrzyżowanych zaczął Go lżyć i Mu wymyślać, drugi zwrócił mu uwagę, żeby się opamiętał. My – powiedział ów łotr – „sprawiedliwą karę cierpimy”, podczas gdy On nic złego nie uczynił. Potem zwrócił się do Pana Jezusa, by wspomniał nań, gdy już znajdzie się raju. I co uczynił Pan Jezus? Natychmiast go kanonizował („dziś jeszcze będziesz ze Mną w raju”) – i jest to w dodatku kanonizacja, która nie wzbudza najmniejszych naszych wątpliwości. A za co święci są kanonizowani? Za przywiązanie do cnót chrześcijańskich w stopniu heroicznym.

Otóż ów łotr z całą pewnością taki heroizm w przywiązaniu do cnoty sprawiedliwości wykazał – i to w dodatku w warunkach własnej egzekucji, na co nie każdy by się zdobył. A skoro tak, to znaczy, że kara śmierci jest sprawiedliwa, bo czyż Pan Jezus kanonizowałby tego łotra za poświadczenie nieprawdy?”

źródło: Stanisław Michalkiewicz

podobne: Ks. Mariusz Sztaba: Medialne manipulacje wypowiedziami Franciszka oraz: Czy można kochać bliźniego i go zabić? i to:  „Nie będzie lania wody. Kardynał Bergoglio nazywał rzeczy po imieniu!”

Antonio Ciseri - Oto Człowiek

Antonio Ciseri – Oto Człowiek

Liturgia Wielkiej Soboty. Dzień oczekiwania i święcenia pokarmów.


19.04.2014 (IAR) – Wielka Sobota to dla katolików czas oczekiwania i ciszy. Przychodzą do kościołów, aby poświęcić pokarmy na wielkanocny stół i adorować Chrystusa.

Tradycja wiary mówi, że po śmierci Jezus zstąpił do otchłani i obudził Adama i Ewę „ze snu śmierci” Dziś, tak jak i wczoraj, w kościołach nie odprawia się mszy – podkreśla ksiądz Mateusz Matuszewski. Jest tak, bo w Wielki Piątek Jezus umarł. Czas śmierci to czas nieobecności Chrystusa w Kościele. Wierni czuwają, aż do wieczornej Wigilii Paschalnej.

W Wielka Sobotę w kościołach święci się pokarmy: chleb – na pamiątkę tego chleba, którym Jezus nakarmił tłumy na pustyni; mięso – na pamiątkę baranka, którego spożywał Jezus podczas ostatniej wieczerzy w Wieczerniku oraz jajka, które symbolizują nowe życie.

Pismo Święte uczy, że Boga mamy spotkać nie tylko w świątyni, także w drugim człowieku, naszym bliskim. Święcenie pokarmów, a później wspólny posiłek mają to przypominać.

W polskiej tradycji jest także odwiedzanie Grobów Pańskich w kościołach.

IAR/Grzegorz Maciak/zr       …źródło: stooq.pl

podobne: Liturgia Wielkiego Piątku. Misterium Męki Pańskiej

Wieczorem rozpoczynają się obchody Wigilii Paschalnej — w myśl przepisów liturgicznych jej ceremonie należą już jednak do Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Kończy się adoracja przy Grobie Pańskim. Najświętszy Sakrament zostaje przeniesiony do tabernakulum, a umieszczaną w niektórych grobach figurę Chrystusa zdjętego z krzyża należy przykryć białym płótnem; obok pojawia się posąg Chrystusa zmartwychwstałego.

W kościele gasną światła, bo wigilia jest oczekiwaniem na zmartwychwstanie Chrystusa. Bogata liturgia Wigilii Paschalnej, stanowiącej centralny fragment, trwającego od czwartku Triduum Paschalnego, składa się z czterech części.

Obchody zmartwychwstania Jezusa Chrystusa rozpoczynają się po zapadnięciu zmroku. Przed kościołem rozpala się ognisko, którego płomienie zostają poświęcone przez kapłana, ubranego w białe szaty. Następnie od poświęconego ognia zapala się paschał (dużą świecę), symbolizujący Chrystusa, czyli Światłość świata, co ma uzmysławiać, że dokonała się Pascha, przejście z mroku do jasności, ze śmierci do życia.

W uroczystej procesji paschał zostaje wniesiony do świątyni i umieszczony w ozdobnym świeczniku. Po trzykrotnym śpiewie kapłana: „Światło Chrystusa” i odpowiedzi wiernych: „Bogu niech będą dzięki” — zgromadzeni mogą zapalić swoje świece. Liturgia światła kończy się odśpiewaniem tzw. Orędzia paschalnego, czyli modlitwy dziękczynno-uwielbiającej, która wysławia łaskę zbawienia.

Liturgia słowa Wigilii Paschalnej jest wyjątkowo rozbudowana. W pełnej wersji składa się ona z dziewięciu czytań, przeplatanych psalmami i modlitwą. Pierwsze siedem czytań pochodzi ze Starego Testamentu. Cykl czytań starotestamentowych kończy się bożą obietnicą oczyszczenia i przemiany człowieka.

W tym momencie zapala się światła na ołtarzu, uderza się w dzwony, a celebrans intonuje hymn „Chwała na wysokości Bogu”. Po nim następuje czytanie z Listu św. Pawła do Rzymian, który mówi o tym, że chrzest zapewnia wiernym uczestnictwo w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Po radosnym Alleluja czytany jest tekst Ewangelii o pustym grobie. Liturgię słowa zamyka homilia.

Trzecia część uroczystości Wigilii Paschalnej, poświęcona jest tajemnicy sakramentu chrztu. Liturgię chrzcielną poprzedza odśpiewanie Litanii do Wszystkich Świętych, która podkreśla jedność Kościoła. Przebieg liturgii eucharystycznej nie odbiega w swym zasadniczym kształcie od normalnej mszy świętej. Uroczystości Wigilii Paschalnej kończą się komunią świętą i uroczystym błogosławieństwem.Ostatnim akcentem jest wezwanie do udziału w procesji rezurekcyjnej, która w warunkach polskich bywa przenoszona na niedzielny poranek.

źródło: niezalezna.pl

obraz malował Mariusz Lewandowski

obraz malował Mariusz Lewandowski

Całun Turyński – fakty i mity.


Jezus złożony w grobie - Ignacio Pinazo

Jezus złożony w grobie – Ignacio Pinazo

Według tradycji Całun Turyński to płótno, którym okryto ciało Jezusa złożone w grobie. Wizerunek Chrystusa miał się na nim odcisnąć w jakiś tajemniczy sposób. Wytłumaczenie tego zjawiska z punktu religijnego przychodzi łatwo. Co o tym mówi nauka?

Prof. Idzi Panic: Nauka na ten temat wypowiada się bardzo ostrożnie. Z prostego powodu – nikt nie był przy zmartwychwstaniu. Jeśli mielibyśmy ściśle identyfikować Całun Turyński z postacią Jezusa, musielibyśmy najpierw mieć wiarygodnego świadka. Nie wiadomo jednak, co wydarzyło się w grobie. Ewangeliści opisują, że kiedy rano kobiety przyszły do grobu, ten był pusty. Nie ma fizycznego dowodu na to, że Jezus w tym płótnie leżał i to płótno opuścił. To jedna strona medalu. Ale jest też druga. Wiadomo, że na całunie odbite są ślady ukrzyżowanego człowieka. Człowieka martwego.

Skąd wiadomo, że był martwy?

Bo na całunie są ślady płynów surowiczych, takich jakie wydziela organizm w krótkim czasie po śmierci. Patolodzy badający płótno jednoznacznie stwierdzili, na są tam pozostałości płynów organicznych, ale nie ma jakichkolwiek śladów rozkładu. Oznacza to, że człowiek ten w leżał w całunie nie więcej niż jakieś 30-36 godzin. Ale to nie wszystko. Specjaliści z amerykańskiej grupy badawczej Shroud of Turin Research Project dowiedli, że na całunie nie ma śladów tak zwanego przesunięcia. Kiedy ktoś ściągałby okrycie z leżącego człowieka, świeże ślady krwi na okryciu musiałyby ulec wydłużeniu. To tak jak z opatrunkiem na skaleczonym palcu. Gdybyśmy obejrzeli ściągnięty z palca opatrunek pod mikroskopem, na zakrzepłej krwi zauważylibyśmy kierunek ruchu. Tymczasem tam tego nie ma, obraz jest bezkierunkowy.

Poza tym wizerunek na płótnie jest termostabilny. Całun przetrwał kilka pożarów i wpływ bardzo wysokich temperatur. Gdyby obraz postaci był namalowany farbami, musiałby ulec degradacji. A on nadal wygląda tak samo. Co więcej, badania wykazały, że wizerunek jest nieprawdopodobnie płytki, ma mniej więcej 40-42 mikrony. Jest jak współczesna fotografia, jak obraz wykonany laserem. Nie dałoby się namalować go farbami w taki sposób, by barwnik nie wniknęła w głąb płótna. Szczególnie używając średniowiecznych technik.

Pojawiają się jednak opinie, że to Leonardo da Vinci sfałszował Całun Turyński. Tak twierdzi amerykańska artystka Lillian Schwartz, która przekonuje, że da Vinci odbił na płótnie swój wizerunek, używając do tego światłoczułego siarczanu srebra.

Nie zgadza się w tym jeden podstawowy fakt. Płótno znane jako Całun Turyński pojawia się w wiarygodnych źródłach z Europy Łacińskiej 100 lat wcześniej, nim urodził się Leonardo da Vinci. Słyszałem też ostatnio, że Całun Turyński miał namalować Giotto di Bondone. Otóż wizerunek na płótnie nie ma śladów ruchu, który zdradziłby jego twórcę. Jeżeli coś piszemy lub malujemy, musimy wykonać ruch w jakimś kierunku. A na całunie brak tego odwzorowania.

Może w takim razie wizerunek Jezusa odciśnięto pod wpływem wysokiej temperatury? Widziałem w jednym z programów telewizyjnych taki eksperyment – rozgrzany metalowy posąg owinięto płótnem, na którym pojawiło się odbicie szczegółów rzeźby.

Jest taka teoria, bardzo interesująca. Nazywam ją teorią żelazka. Niektórzy jej zwolennicy posuwają się nawet do twierdzeń, że jakiegoś człowieka umęczono na wzór Jezusa, zabito, po czym owinięto płótnem i „obrobiono” przy pomocy wysokiej temperatury. Problem polega na tym, że całun jest materią, która musiałaby zareagować na gorąco. Niech pan weźmie swoją białą koszulę, przytknie do niej rozgrzane żelazko i odczeka chwilę. Wierzchnia warstwa płótna się przypali. Tymczasem materia całunu nie uległa takiej reakcji, wykazały to badania.

Poza tym – proszę sobie wyobrazić, że prasuje pan po nierównej powierzchni, jaką jest ludzkie ciało. Na płótnie powstaną fałdy. Tam czegoś takiego nie ma. Ten obraz jest trójwymiarowy, postać jest przedstawiona z ogromną dokładnością medyczną. Widać nie tylko wybroczyny płynów ustrojowych, ale także rany, jakie zadano temu człowiekowi. Był torturowany, doświadczył niewyobrażalnego cierpienia. Miał połamany nos, popękane kości jarzmowe.

A co pokazały wyniki badań śladów krwi?

Obecność krwi potwierdzono całkiem niedawno. Wiemy już, że człowiek, którego okryto płótnem, miał grupę krwi AB. Co ważne, przed kilkunastu laty wykonano obraz genetyczny śladów krwi i okazało się, że jej rozpad wskazuje na wiek mniej więcej 1,9 tys. lat. Ale w trakcie badań udało się ustalić coś jeszcze. Tam, gdzie są plamy krwi czy płynu surowiczego, tam nie ma odbitego wizerunku. Znaczy to, że najpierw na całunie został położony człowiek, potem spłynęły z niego resztki płynu surowiczego, a dopiero potem powstał wizerunek. Nie odwrotnie. To by potwierdzało tezę o zmartwychwstaniu.

Albo o wyjątkowo genialnym fałszerzu…

Ale tam jest kolejna fenomenalna sprawa. Monety w oczodołach zmarłego, ułożone zgodnie z żydowską tradycją pogrzebową. Żaden średniowieczny fałszerz nie były w stanie ich odwzorować. I to nie przypadkowych monet, bo badania wykazały, że jedną z nich jest lepton bity przez Poncjusza Piłata od 29 roku naszej ery. Jest mało prawdopodobne, by w średniowieczu odtworzono lepton Piłata, nawet jeśli by o takiej monecie wiedziano. Poza tym w żadnym z eksperymentów nie udało się z taką dokładnością odwzorować leptonu na płótnie.

Skąd w takim razie wziął się na Całunie Turyńskim?

Trudno powiedzieć. Wygląda to tak, jakby obraz postaci ze wszystkimi szczegółami przeniosła na płótno jakaś energia, coś w rodzaju trwającego bardzo krótko wyładowania.

Jednak podstawowym zarzutem co do autentyczności Całunu Turyńskiego jest badanie metodą radiowęglową. Datowanie na podstawie rozpadu izotopu węgla C14 dowiodło, że płótno powstało między połową XIII wieku a końcem XIV.

Trzy niezależne laboratoria – w Arizonie, Oksfordzie i Zurychu – które prowadziły te badania, wykonały swoją pracę solidnie. Rzeczywiście, każde z nich uzyskało inny wynik, ale ja bym na to nie zwracał zbyt wielkiej uwagi, bo akurat metoda takiego datowania w tym przypadku może nie być zbyt dokładna. Warunkiem uzyskania wiarygodnego wyniku jest dokładne oczyszczenie materiału z naleciałości, które odkładały się na nim przez setki lat. Jeśli tego nie zrobimy, suma badania izotopów może się nałożyć. To by tłumaczyło rozpiętość tych dat. Dziwi mnie w tej sprawie co innego.

Pobrana z płótna próbka została podzielona najpierw na dwie połowy, potem jedną z nich dodatkowo podzielono na trzy części – po jednej dla każdego laboratorium. Druga próbka miała pozostać w Turynie i po wykonaniu tamtych badań miała posłużyć do zestawienia z całunem celem weryfikacji wyników i potwierdzenia, że jest oryginalna. Ale człowiek odpowiedzialny wraz z jednym z kanoników turyńskich za dostarczenie tych próbek przekonał kanonika, że on sam przekaże wszystkie próbki do laboratoriów. Co więcej, ani nie dostarczył próbki kontrolnej do badań, ani nie przywiózł jej do Turynu celem weryfikacji. Więc tak naprawdę – z naukowego punktu widzenia – nie wiemy do końca, co te laboratoria badały.

Kim był ten człowiek?

Włoska prasa podawała, że chodzi o pracownika British Museum. To historyk sztuki, zdeklarowany przeciwnik autentyczności całunu. Dla mnie to zwykła nieuczciwość, nie miał prawa odbierać drugiej próbki, nie miał prawa gdziekolwiek jej zawozić. Takie zachowanie podważa wyniki badań. Ale na przykład prof. Dymitr Kuzniecow, jeden z autorów radzieckiego programu nuklearnego, który wyjechał do USA w 1989 roku, twierdził, że według jego badań izotopowych płótno z Całunu Turyńskiego ma około 2 tys. lat.

We włóknach odkryto również pyłki roślinne. Jakie?

Max Frei-Sulzer, biolog i kryminolog z Zurichu wyizolował pyłki 58 roślin, przy kilku się pomylił, ale to nie ma wielkiego znaczenia. Ciekawsze jest to, że znalazł tam pyłki halofitów, czyli roślin, które rosną w środowisku słonym, nad Morzem Martwym i kwitną w okresie naszej Wielkanocy, a żydowskiej Paschy. Zbyt dużo zbiegów okoliczności przemawiających przeciwko fałszerstwu.

Dużo zbiegów okoliczności i dużo wątpliwości. Chciałbym wrócić do pierwszego pytania. Czy po tylu badaniach nauka potrafi wyjaśnić, jak powstał Całun Turyński?

Odpowiedź jest jedna: to jest nie do wyjaśnienia. Każde ze zjawisk odwzorowanych na płótnie możemy wyjaśnić z osobna, ale nie da się wyjaśnić ich występowania jednocześnie.

źródło: Historyk dla dziennik.pl

podobne: Liturgia Wielkiego Piątku. Misterium Męki Pańskiej

polecam również: „Całun przyjął Jezusa martwego, a oddał Go żywego”  ks. prof. Waldemar Chrostowski

Całun Turyński

Całun Turyński

Liturgia Wielkiego Piątku. Misterium Męki Pańskiej


Wielki Piątek jest jedynym dniem w ciągu całego roku liturgicznego, w którym nie odprawia się Mszy Świętej. W tym dniu bowiem dokonała się jedyna ofiara Jezusa Chrystusa, której pamiątką jest każda Eucharystia.

W miejsce Mszy Świętej będziemy uczestniczyć w liturgii Męki Pańskiej, którą sprawuje się w godzinach popołudniowych. W niektórych miejscach i regionach istnieje tradycja odprawiania przed południem Drogi Krzyżowej lub Misterium Męki Pańskiej. W wielu krajach protestanckich, w których Wielki Piątek jest dniem wolnym od pracy, organizuje się procesje z krzyżem przez miasto, które bywają traktowane jako najważniejsze przeżycie Wielkiego Tygodnia.

Na początku wieczornej liturgii w milczeniu będziemy uczestniczyli w akcie prostracji, czyli uniżenia, którego dokona kapłan, padając krzyżem przed ołtarzem i nawiązując w ten sposób do pokory Syna Człowieczego, który „uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci”. My także klękając, oddamy cześć Jezusowi, który dla naszego zbawienia postanowił przyjąć ogołocenie i śmierć krzyżową. Będziemy jeszcze kilkakrotnie dzisiaj padać na kolana w geście czci i naszego uniżenia. Stanie się to podczas lektury opisu męki Jezusa według św. Jana, gdy po słowach zwiastujących Jego skonanie uklękniemy w ciszy. Po raz kolejny padniemy na kolana w geście adoracji Krzyża, „na którym zawisło zbawienie świata”. Potem uklękniemy, oddając cześć Jezusowi, który przychodzi do nas w Komunii Świętej.

Centrum liturgii Wielkiego Piątku stanowi tajemnica krzyża. Opis Męki Pańskiej, którego słuchać będziemy w skupieniu, jeszcze raz ukaże nam całe cierpienie Jezusa, począwszy od okoliczności Jego zdrady, przez Jego zbawczą mękę, odrzucenie przez ludzi, których ukochał, aż po tragiczne, przeżywane w opuszczeniu przez Ojca konanie, które było zwieńczeniem męczeństwa Chrystusa.

Następna część liturgii to rozbudowana uroczysta Modlitwa Wiernych, która obejmuje dziewięć intencji, które będą kolejno odśpiewywane, a następnie po krótkiej przerwie dopełniane modlitwą celebransa. Jeszcze niedawno (starsi to pamiętają), po każdym wezwaniu padało wezwanie „Klęknijmy” i „Powstańmy”, a cały kościół padał na kolana i przez chwilę modlił się we wskazanej intencji. Dzisiaj zostało to uproszczone, ale nadal wielkopiątkowa modlitwa wiernych pozostaje uroczysta. W centralnym momencie liturgii przed ołtarz zostanie w uroczysty sposób wniesiony i ukazany naszym oczom krzyż jako znak naszego ocalenia. To na nim dokonało się nasze Odkupienie. Jednak nie chodzi tu tylko o podziwianie tego, co uczynił dla nas Jezus, nawet nie tylko o pokorne uczczenie znaku Jego męki. Chodzi o nasze „tak”, naszą akceptację tajemnicy krzyża, którą symbolicznie wyrazimy pocałunkiem składanym na wizerunku Ukrzyżowanego. Gdy będziemy podchodzić do świętego wizerunku Ukrzyżowanego Pana, by dotknąć go naszymi ustami (nieważne, czy w trakcie, czy po skończeniu liturgii), pamiętajmy, że to nie tylko tradycja. Pocałunek na drzewie krzyża jest wyrazem miłości do Jezusa (oby nie był pocałunkiem judaszowym), ale także wyrazem zgody na tę postać krzyża, która objawia się w naszym życiu. To może być krzyż kłopotów rodzinnych, nieporozumień w pracy, w rodzinie, utraty źródła utrzymania, trudności w kontaktach z bliźnimi, własnych niepowodzeń, znoszonych chorób i przeciwności, niepomyślności losu, braków, przykrości, krzywd, upokorzeń, strat… ileż okazji do objęcia krzyża i powiedzenia Panu: „Chcę przyjąć mój krzyż!”. On jest narzędziem mojego zbawienia. Tylko łącząc mój krzyż z Krzyżem Jezusa, czyli składając Bogu w ofierze to, co trudne i bolesne w moim życiu, wkraczam w misterium krzyża, stając się nie obserwatorem, lecz uczestnikiem ofiary Jezusa.

W polskiej tradycji po skończeniu liturgii zanosi się procesjonalnie Jezusa Eucharystycznego do kaplicy Bożego Grobu, w której wystawiony jest On w monstrancji do adoracji. Jest to bardzo piękny zwyczaj, którego nie znajdziemy w kulturze innych krajów. Tam liturgia męki Pańskiej kończy się ciszą i rozejściem do domów. Nasze adoracje Jezusa Eucharystycznego są okazją do osobistej i wspólnotowej wdzięczności oraz głębokiego spotkania z Chrystusem obecnym wśród nas w znaku Eucharystii, w którym pozostaje wciąż żywy.

o. dr Piotr Andrukiewicz CSsR                                                         za Wirtualna Polonia

Cóż żem Ci uczynił - Mariusz Lewandowski

Cóż żem Ci uczynił – Mariusz Lewandowski

podobne: Liturgia Wielkiego Czwartku. Obyczaje. Ostatnia Wieczerza i ceremonia omycia nóg.

polecam również: Wykonało się…

oraz: Śmierc i zmartwychwstanie Jezusa to hymn o miłości

Dobra Nowina: Symbolika Krzyża

Śmierc i zmartwychwstanie Jezusa to hymn o miłości


Z 1 Listu do Koryntian św. Pawła z Tarsu. „Hymn o miłości

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
2 Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
8 Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
9 Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
11 Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.

Śmierc i zmartwychwstanie

Śmierc i zmartwychwstanie

„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.”(J 3,16)

podobne: Wykonało się

Poniewieranie Chrystusa i Jego Kościoła – Najwyższy Czas!


Chrostowski: Kto odpowiada za śmierć Jezusa? Poniewieranie Chrystusa i Jego Kościoła – Najwyższy Czas!.

fragment:

Dlaczego nikt nie zawołał: „Dość”?

„Wrogość wobec Jezusa była tak daleko posunięta, że nie mógł liczyć nie tylko na współczucie, ale nawet na litość swych prześladowców. Potwierdza to straszliwą siłę zła, które zwłaszcza w konfrontacji z dobrem ujawnia swoje najbardziej mroczne strony. Kiedy dzieje się coś dobrego, jedyną odpowiedzią powinna być wzajemność dobra, to znaczy dobro powinno wyzwalać nowe dobro. Ale nie zawsze tak jest, a nawet paradoks polega na tym, że w pewnych sytuacjach dobro daje upust siłom zła. Zło w konfrontacji z dobrem, szczególnie gdy jest bezkarne, staje się bezczelne, aroganckie i natarczywe. Przybiera monstrualne formy, prześcigając samego siebie w pomysłowości okrucieństwa i przewrotności. Tak było i tym razem. Gdy zawiodły hamulce moralne i zasady etyczne oraz zdrowe rozeznanie, widok umęczonego Jezusa, który był przedmiotem nienawiści Jego oskarżycieli, jeszcze wyraźniej uzewnętrznił to, co istniało w ich wnętrzu, czyli nienawiść, która obróciła się w otwartą wrogość.”…

…”Krew jego na nas i na dzieci nasze!

Piłat - Pan Jezus skazany na smierc - Jerzy Duda Gracz

Piłat – Pan Jezus skazany na smierc – Jerzy Duda Gracz

Każdy człowiek ponosi indywidualną odpowiedzialność za swoje czyny. Nie ma odpowiedzialności zbiorowej ani przechodzenia winy z pokolenia na pokolenie. Ci, którzy wnosili ów okrzyk, działali we własnym imieniu. Ale to nie wyczerpuje znaczenia męki i śmierci Jezusa, bo nie chodzi o skazanie zwykłego człowieka, lecz o zbawczą śmierć Syna Bożego. Jezus umarł za grzechy nas wszystkich, a więc za Jego skazanie i śmierć na Kalwarii są odpowiedzialni wszyscy ludzie. Jego oskarżycielami i wykonawcami okrutnego wyroku były konkretne osoby, które ponoszą odpowiedzialność historyczną. Natomiast z perspektywy religijnej odpowiedzialność ponosi każdy z nas, a jest to szczególnie widoczne, gdy dopuszczamy się grzechu. Sobór Trydencki pod koniec pierwszej połowy XVI wieku orzekł, że bardziej niż ci Żydzi, którzy wznosząc haniebny okrzyk na dziedzińcu pałacu Piłata, nie wiedzieli, kim Jezus jest, odpowiedzialność za Jego śmierć ponoszą ci chrześcijanie, którzy wyznają Jezusa, a mimo to grzeszą. Szkoda, że te słowa są tak mało znane…

…”W ostatnim pytaniu chciałem odnieść się do aktualnych wydarzeń dotyczących Kościoła. W związku ze skandalami seksualnymi Kościół znów poddawany jest surowej ocenie.

Nie potrzeba wielkiej wnikliwości by widzieć, że konkretne nadużycia czy występki, których dopuszczają się niektórzy duchowni, stają się pretekstem do niezwykle silnych i wyrafinowanych ataków na cały Kościół. Nie byłoby to możliwe w stosunku do innych wspólnot religijnych. Tytułów prasowych typu: „Grzeszne czyny Kościoła” nie sposób sobie wyobrazić np. wobec Synagogi. Sam sposób przedstawiania tej problematyki jest pełen manipulacji, której trzon stanowi pogarda wobec chrześcijaństwa i jego wyznawców. Nie ma drugiej wspólnoty religijnej, która wobec swej dawnej i bliższej przeszłości podjęła tak wszechstronny rachunek sumienia. Zarzuca się Kościołowi, że zamiata winy pod dywan. Tak, ale jest to dywan Chrystusowego miłosierdzia i przebaczenia, które piętnując grzech, oszczędza grzesznika i daje mu szansę nawrócenia. Wyraźnie widać, że Kościół ma nie tylko przyjaciół, ale i zajadłych wrogów, dla których każdy pretekst jest dobry, by szkalować i oczerniać wszystkich chrześcijan. A przecież problemy i nadużycia moralne występują nie tylko w obrębie Kościoła katolickiego. Istnieją wszędzie!„…

…Zachęcam do lektury całości… Świetny artykuł

…Odys

podobne: Liturgia Wielkiego Piątku. Misterium Męki Pańskiej oraz: Ziemkiewicz: “Wieczna wojna” czyli… “Pokój ludziom DOBREJ woli”

polecam również: Pedofilia w Kościele. Ideologiczny raport Komitetu ONZ. Bezpardonowy atak marksizmu.  oraz:  Platon: Największe zło to tolerować krzywdę. Rzecz o pedofilii.

„Wykonało się…” (do obrazu Mariusza Lewandowskiego)


Klęczysz w Ogrójcu ludzko strwożony, Po twarzy ścieka pot zakrwawiony
Do Ojca wznosisz drżące ramiona
Dziś się dokona!

Wita Cię Judasz krzywym spojrzeniem, Za nim kohorta w zbrojnym odzieniu
Przyjmujesz zdrajcy mdły pocałunek
Szatański werbunek

Stoisz wśród „swoich” jak zbój powiązany, Za „złą odpowiedź” spoliczkowany
Piotr na dziedzińcu kłamie jak z nut
Szatan go zwiódł

Sąd przed Piłatem – pyta „kim jesteś?”, Mówisz o „prawdzie” i o „królestwie”
Gdy nie znajduje W Tobie nic z winy
Szatan – z Cezara kpiny!

Namiestnik jednak chce Cię ratować, Idzie do tłumu by negocjować
Gdy propozycję swoją ogłasza
Szatan im szepce – „Daj Barabasza!”

Władzą się chełpi próżny Rzymianin, Choć w prawie biegły – jednak poganin
Odwaga jego pryska jak mysz
Szatan do tłumu – „Na krzyż!”

Lecz najpierw muszą Cię ubiczować, Cierniowym wieńcem skroń koronować
„Oto jest Człowiek!” – Piłat wskazuje
Szatan w twarz pluje

Już przesądzony Jezu Twój los, Życie w Twym ciele wątłe jak kłos
Przygniata drzewo a ból przenika
Szatan gdzieś znika

Nadchodzi pierwszy objaw męczeństwa, Ciało odmawia Ci posłuszeństwa
Gdy Weronika chustą twarz chłodzi
Ulga przychodzi

Płaczą niewiasty nad Twoim losem, Tłum się przepycha, padasz pod ciosem
Na chwilę tylko Szymon ból koi
Szatan się boi

Pniesz się pod górę na swą Golgotę, Tam skończą kaci swoją robotę
Jesteś na miejscu siły już brak
Padasz na wznak

Zdejmują z Ciebie szatę zbroczoną, Stawiają dłuższy drzewiec pionowo
Tępymi gwoźdźmi tną Twoją skórę
Wciągają z belką na górę

Tłum wokół krzyża ciągle się złości, Żołdacy grają o szatę w kości
„I.N.R.I.” Twej winy napis widnieje
Szatan już się nie śmieje

Mija na krzyżu kolejna godzina, Dajesz swej matce nowego syna
Łotr który wisi tuż po sąsiedzku
Prosi Cię szczerze – jak dziecko

„Pragnę” szepczesz przed końcem życia, Dają Ci ocet w gąbce do picia
Wołasz do Ojca, z żalem w swym głosie
„Wykonało się”

Na Twe konanie świat drgnął w posadach, Tłum jęczy w strachu „biada nam, biada!”
Zasłona przybytku rozdarta została
Ciemność nastała

Lecz choć Twe ciało Jezu zabite, Niebo przed ludźmi będzie odkryte
Bóg się z miłością do nas nie kryje
Szatan gdzieś wyje.

Odys , 30 marca 2013r

podobne: Śmierć i zmartwychwstanie Jezusa to hymn o miłości oraz: Jacek Kaczmarski: „Kara Barabasza” i to:  Dobra Nowina: Symbolika Krzyża oraz: Ks. Stanisław Małkowski: IDŹ PRECZ SZATANIE! PRZYJDŹ PANIE JEZU!

Wykonało się - Mariusz Lewandowski

Wykonało się – Mariusz Lewandowski

 

Jacek Kaczmarski: „Kara Barabasza” do obrazu Gustave Dore


(za M. Bułhakowem)

W karczmie z widokiem na Golgotę
Możesz się dzisiaj napić z łotrem
Leje się wino krwawe, złote,
Stoły i pyski świecą mokre.
Ten ścisk to zysk dla gospodarza,
Wieść się po mieście szerzy chyża,
Że można ujrzeć tu zbrodniarza,
Co właśnie wyłgał się od krzyża.

Daj nam Barabasza – Historie Biblijne w tysiącu obrazach – Gustave Dore

Żyjemy! Dobra nasza!
Co z życia chcesz, za życia bierz!
Pijmy za Barabasza!
Barabasz pije też!

Pije, lecz mowy nie odzyskał,
Jeszcze nie pojął, że ocalał.
Dłoń, która kubek wina ściska –
Jakby ściskała łeb bretnala

Stopy pod stołem plącze w tańcu
Szaleńca, co o drogę pyta:
Każda z nich stopą jest – skazańca,
A wolna! Żywa! Nieprzebita!

Żyjemy! Dobra nasza!
Co z życia chcesz, za życia bierz!
Pijmy za Barabasza!
Barabasz pije też!

Piją mieszczanie i żebracy,
Żołdacy odstawili włócznie
I piją też po ciężkiej pracy,
Bawi się całe miasto hucznie.
Namiestnik dał dowody łaski!
Bez łaski – czymże byłby żywot?
Toasty, śpiewy i oklaski
– Jest na tym świecie sprawiedliwość!

Żyjemy! Dobra nasza!
Co z życia chcesz, za życia bierz!
Pijmy za Barabasza!
Barabasz pije też!

Ryknął Barabasz śmiechem wreszcie,
Ręce szeroko rozkrzyżował –
I poszła nowa wieść po mieście:
– Żyje! Żartuje, bestia zdrowa!
Słychać w pałacu, co się święci,
Próżno się Piłat usnąć stara,
Bezładnie tańczą mu w pamięci
Słowa – polityka, tłum i wiara…

Żyjemy! Dobra nasza!
Co z życia chcesz, za życia bierz!
Pijmy za Barabasza!
Barabasz pije też!

W karczmie z widokiem na Golgotę
Blask świtu po skorupach skacze,
Gospodarz przegnał precz hołotę
I liczy zysk. Barabasz płacze.

Żyjemy! Dobra nasza!
Co z życia chcesz, za życia bierz!
Pijmy za Barabasza!
Barabasz człowiek też!

Jacek Kaczmarski – Kara Barabasza
22.3.1989

poprzednio: “Kariera Nikodema Dyzmy”