Inwestowanie a spekulacja. Jak stracić 100 tys. dolarów w jedną noc?


„…Czy inwestowanie jest spekulacją? W jakim stopniu spekulacja jest częścią inwestowania? (…) Możliwe są tu dwie różne filozofie podejścia.

Jednym z nich jest podejście inwestora, które nazwać możemy też „podejściem Peryklesa”. Inwestor uważa że przyszłości zasadniczo przewidzieć się nie da, wbrew natrętnej nieraz reklamie promotorów rozmaitych inwestycyjnych produktów które mają „pobić rynek”. A skoro przewidzieć się jej nie da to próby podejmowane w tym kierunku będą bezowocne. Bardziej sensownie jest skupić uwagę na należytej dywersyfikacji całego portfela inwestycyjnego tak aby być odpowiednio przygotowanym na każdy wariant obrotu spraw. Tak do rzeczy podejdzie inwestor.

Oznacza to zasadniczo „siedzenie w rynkach” na dobre i na złe. Inwestor nie odgaduje co będzie specjalnie „hot” w przyszłym roku albo czego należy unikać. Byłoby to może pomocne ale skoro przyszłości z należytą pewnością przewidzieć się nie da to sprowadzałoby się to właśnie do spekulacji. Kontentuje się zatem zwrotem rynkowym, średnim, takim samym jaki dostępny jest dla wszystkich innych uczestników rynku. Inwestor zwróci natomiast uwagę na to aby zwrot ten zrealizowany został pewnie, tanio i bezpiecznie. Sprowadza się to najczęściej do zajęcia pozycji w szerokich indeksach rynkowych i funduszach zrównoważonego wzrostu raczej niż w indywidualnych walorach…

…W odróżnieniu od inwestora cel spekulanta jest inny. Jest nim próba zrealizowania zwrotu ponad rynkowego, lepszego niż rynkowy czy, jak kto woli, „bijącego rynek”. W poszukiwaniu zwrotu ponad rynkowego nie ma naturalnie niczego złego. Spekulant musi jednak rozumieć że porywając się na wynik lepszy niż rynkowy wejść musi również w strefę ryzyka wyższego niż rynkowe. Czasem okazuje się ono dużo większe i nie zawsze kompensuje potencjalnie większą nagrodę.

Zwrot ponad rynkowy nie jest dostępny dla wszystkich, lecz jedynie dla niewielkiej i zmieniającej się grupy. Spekulant musi również dobrze rozumieć że aby odnieść sukces w spekulacji, to jest osiągnąć wynik niedostępny dla innych, dysponować musi pewną przewagą wiedzy, umiejętności czy technologii nad innymi. Popularną iluzją mas jest spodziewanie się sukcesu w spekulacji bez posiadania tej wbudowanej przewagi.

O ile pomiędzy tak zdefiniowanymi obszarami inwestowania i spekulacji istnieje stosunkowo ostre rozróżnienie to często się zdarza że inwestor jest też po części zaangażowany w spekulację i vice versa…” (cynik9)

całość tu: Inwestowanie a spekulacja

podobne: Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze i to: Akcje – Czy warto inwestować w wartość? oraz: Niezależny Portal Finansowy: Inwestycje dla mniej zamożnych a także: Łukasz Nowacki: Analiza 2000-2014: KGHM, Colian, Forte, LPP – metodą Mebana Fabera

„Inwestycje na giełdzie zawsze wiążą się z ryzykiem utraty części środków. Zwłaszcza jeśli kupuje się nie tyle akcje, co instrumenty pochodne z dużym lewarem…. 

…Kontrakt, który opiewa na 100 tys. PLN może zostać kupiony za 10 tys. PLN środków pochodzących od spekulanta i 90 tys. kredytu PLN. Dzięki temu, młodzi spekulanci chcą zwiększyć swoje zyski w krótszym czasie. Dysponują oni z reguły niewielkimi kwotami wypracowanych oszczędności i pragną szybko się wzbogacić. Nagły ruch indeksu w niewłaściwą stronę powoduje wyzerowanie depozytu początkowego, przeznaczonego na zakup kontraktu, a niekiedy powstanie długu na koncie, który później musi zostać pokryty.

1. Do czego może doprowadzić lewar i spekulacja obrazuje perfekcyjnie przykład pewnego Amerykanina. Joe Cambell, bo o nim mowa otworzył krótką pozycję na kontraktach terminowych, opiewających na akcje KaloBios Pharmaceuticals. Firma ta popadła w poważne kłopoty finansowe. Zapowiadano wyprzedaż majątku trwałego i wygaszenie działalności spółki. Bankructwo było bardzo prawdopodobne. W takich okolicznościach, krótka pozycja Campbella, zyskująca na spadku ceny akcji, wydawała się mieć sens.

W środę 18 listopada cena akcji oscylowała w przedziale 1-2 dolarów, a dalsze perspektywy były bardzo niekorzystne. Joe kupił więc kontrakty short, opiewające na kwotę 35 tys. USD, licząc na dalszy spadek ceny akcji. Zważywszy, że przy transakcji zastosowano znaczny lewar, łączny kapitał jakim dysponował Joe był o 50% niższy niż wartość transakcji.

Tuż po zawarciu pechowej transakcji, inwestor Martin Shkreli zaczął skupować akcje spółki, przejmując pakiet kontrolny. Ogłosił także, że doszedł do porozumienia z zarządem KaloBios oraz przedstawił propozycje rozwiązania problemów finansowych.

W ciągu nocy kurs akcji wzrósł o 700% do poziomu 16 dolarów za akcję. Joe, który jeszcze wczoraj posiadał kontrakty short oraz 18 tys. USD na koncie maklerskim, obudził się w czwartek i spostrzegł, że ma wezwanie do zapłaty opiewające na kwotę 106 tys. USD.

W zaledwie kilka godzin, z osoby posiadającej oszczędności, stał się dłużnikiem brokera. Nie dość, że pechowy Joe stracił wszystkie środki jakimi dysponował, to na skutek jednej, bardzo ryzykownej transakcji, popadł w długi przekraczające 100 tys. USD. Lewar bywa zabójczy…

…Niech błędy innych osób będą dla Was przestrogą, zwłaszcza w nadchodzących miesiącach. Rynki finansowe dają wiele ciekawych możliwości, ale wiążą się również z ogromnym ryzykiem i odpowiedzialnością. Strat podczas inwestowania nie da się uniknąć, ale można zabezpieczać swoje pozycje, przez dywersyfikację i unikanie instrumentów finansowych z dużą dźwignią. Jest ona zabójcza nawet dla doświadczonych traderów, a zmienność, z którą mamy aktualnie do czynienia, skasuje konto niejednego spekulanta.” (Trader21)

całość tu: Jak stracić 100 tys. dolarów w jedną noc?

podobne: Skoro ze złotem jest źle, to czemu Chiny je skupują? Im większy pesymizm tym bliżej do zmiany trendu i różnica między spekulacją, inwestycją a zabezpieczeniem kapitału. Co to znaczy „dobrobyt”? oraz: Zysk czy bezpieczeństwo? (a może jedno i drugie). Cynik9 o inwestowaniu w srebro. i to: Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych.

rys. Zbirek

rys. Zbirek

Reklamy

Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski”.


Źródło: ■■ Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne!

„W atmosferze szpiegomanii najlepiej czują się… prawdziwi szpiedzy”

Niby dużo wie Pan Gadowski, tylko czy ktoś poza nim (albo on sam) to wszystko kiedykolwiek zweryfikował?

Swoją drogą to ciekawe skąd tak dokładna wiedza Pana Gadowskiego na temat jakiejś „tajnej” grupy „wolność i pokój”, oraz zakresu ich wpływów/dominacji w polskich służbach? Proroczy sen? 🙂 Święty Mikołaj przychodzi co miesiąc meldować Panu Gadowskiemu o tych wszystkich patologiach z materiałem dowodowym? Z drugiej zaś strony uważam za kompromitację i uszczerbek na wiarygodności tego Pana jeżeli uważa on że ISIS (czy ISIL albo inne twory) to „niezależny” i samodzielny ruch terrorystyczny 🙂 (dalej we wnioskach z tak postawionej przez Pana Gadowskiego sprawy szedł nie będę).

Pomijając te wstępne wątpliwości, każdy kto przejawia choć trochę analityczne i krytyczne predyspozycje umysłowe, musi odnieść wrażenie że za dużo w tym wywodzie mętnej wody. Tym sposobem Pan Gadowski „służąc” w swoim mniemaniu opinii publicznej tymi wszystkimi „informacjami” staje się (mimowolnie) wentylem bezpieczeństwa dla samego „bezpieczeństwa”, które właśnie w mętnej wodzie dezinformacji i nadmiernej ilości „przecieków” czuje się najlepiej. Jeśli jednak ktoś coś zrozumiał z tych wszystkich danych, to chętnie się dowiem co zrozumiał i do jakich SAMODZIELNYCH wniosków doszedł. Co nowego ta „wiedza” wnosi do walki z systemem, który Pan Gadowski chciałby naprawić, tylko nie wiadomo jak?

Opcja zero dla służb to zbyt ogólne pojęcie – bo do jakiego poziomu miałaby sięgać? Kto i jakimi metodami miałby weryfikować tych wszystkich ludzi? Przyjmując za zweryfikowaną prawdę to o czym opowiada Pan Gadowski, należałoby wymienić kadry od samej góry (i to nie tylko tej oficjalnej, ale przede wszystkim uderzając w tzw. „szare eminencje” nie będące już w służbie czynnej – ergo m.in w tych od których Pan Gadowski czerpie informacje) po kierowników grup/zespołów/komórek (czy jak to się tam nazywa w tych wszystkich służbach) a i to nie dawałoby żadnej gwarancji, bo „źli ludzie” mogą równie dobrze stanowić sól ziemi służb czyli szeregowych funkcjonariuszy – a to są tysiące ludzi! Nie wspominając o informatorach Gadowskiego (czy Sumlińskiego), no bo jaką ktokolwiek ma gwarancję że oni nie są podstawieni tym Panom żeby ludziom w głowach mącić, poza oczywiście prawdziwymi informacjami, które znajdują potwierdzenie w faktach ogólnie dostępnych, a które mogą mieć za zadanie uwiarygodnienie źródła (jest to bowiem jeden z nieodzownych elementów dezinformacji).

Reforma tak! Wyrzucić esbeków ze służb! Ale jak, żeby nie wylać dziecka z kąpielą? tj. nie rozbroić państwa z ochrony wywiadowczej. No i kto później będzie tych wszystkich „wyrzutków” pilnował czy nie szukają okazji do zemsty na państwie które ich nie chce na służbie? Co z ich wiedzą, doświadczeniem, kontaktami i wpływami? Uważam tego rodzaju czystki za mocno ryzykowne przedsięwzięcie (i nie wiem czy nie zbyt ryzykowne dla bezpieczeństwa państwa).

Zamiast więc dokładać „danych” i mącić w ten sposób w już i tak mętnej wodzie, wziąłby się lepiej Pan Gadowski za praktyczne narzędzie naprawy państwa – promowanie wśród obywateli systemu wolnościowego w gospodarce i powiązanie/uzależnienie finansowania funkcjonariuszy aparatu państwa (w tym służb) od wzrostu gospodarczego (sektora prywatnego) przy jednoczesnym wyprowadzeniu państwa z gospodarki żeby funkcjonariusze (i urzędnicy) nie uprawiali „biznesu” kosztem obywateli i nie mieli przez to wpływu na strategiczne działy gospodarki (zwłaszcza jeśli istnieje prawdopodobieństwo, albo dowody na infiltrację przez obcą agenturę 🙂 ). Wtedy Ci ludzie za jednym zamachem przewerbują się na służbę polskiemu narodowi – bo będą w tym mieli również prywatny INTERES! A jak go nie dopilnują (bo tylko tym powinny się służby zajmować – ochroną a nie konsumpcją!) to zdechną z głodu jak pies którego właściciel nie ma czym karmić, przez to że jego „najlepszemu przyjacielowi” nie chciało się pilnować gospodarstwa przed złodziejami (a i sam podjadał na lewo).

To że Polska jest elementem gry wywiadowczej i szpiegowskiej obcych państw i że nasze służby są zinfiltrowane przez obce wywiady to nie podlega wątpliwości bo taka jest natura tej gry, ale nie uleczy sytuacji „polowanie na czarownice” (ala stalinowskie czystki) zwłaszcza że nie wiadomo ile ich jest i gdzie siedzą. Zatem Panie Gadowski nie skutkami trzeba się przejmować (owszem łapać i karać jeśli ktoś zdradził), a przede wszystkim przyczynami tego że w polskich służbach jest źle. Weryfikacja swoją drogą, ale najważniejsze jest uzdrowienie relacji aparat władzy (którymi niewątpliwie są służby specjalne) – obywatel. Niedopuszczalne jest kiedy to ogon macha psem, a tak to w tej chwili wygląda gdy „służba” jest służbą tylko z nazwy i zamiast służyć obywatelom i państwu służy sobie (i obcym/silniejszym), bo dzierży wszystkie klucze do sprawowania władzy w swoim ręku (w tym najważniejsze – do kasy!)… Odys

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Buldogi na dywanie czyli… walka służb o ochłapy władzy (i pieniędzy) oraz: Walka naszych służb z przestępczością gospodarczą i zorganizowaną to jedna wielka ściema. i to: „Tusku kur…. zrób coś!” czyli… służby spuszczone ze smyczy i walka z „mową nienawiści” a także: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. i jeszcze: Ruska rura i awantura…a gdzie agentura?

„Niepełna, niecałościowa informacja, czyli dezinformacja, czyli w rezultacie kłamstwo praktykowane na co dzień, wrasta nam w krew, staje się drugą naturą, ba, nieraz wręcz powinnością moralną czy narodową” (Stefan Kisielewski)

„…KGB miało słabość do ruchów „wyzwolenia”. Organizacja Wyzwolenia Palestyny, kolumbijska Armia Wyzwolenia Narodowego i boliwijska Armia Wyzwolenia Narodowego to tylko kilka „wyzwoleńczych” organizacji wymyślonych w KGB. Na konferencji w Medellín uznano zasadność teologii wyzwolenia, a delegaci przedłożyli ją Światowej Radzie Kościołów do oficjalnego zatwierdzenia.

Światowa Rada Kościołów z siedzibą w Genewie, która reprezentowała Rosyjski Kościół Prawosławny i inne mniejsze grupy wyznaniowe z ponad 120 państw, była kontrolowana przez sowieckie służby wywiadowcze. Pod względem politycznym nadal pozostaje pod wpływem Kremla, bo wielu wpływowych prawosławnych duchownych w Radzie to jednocześnie szpiedzy rosyjskiego wywiadu. Prawosławny duchowny i opozycjonista, Gleb Jakunin, który był członkiem rosyjskiej Dumy w latach 1990 – 1995 i miał przez krótki czas dostęp do archiwów KGB, opublikował w tzw. samizdatach (wydawnictwach podziemnych) bardzo wiele informacji o protestanckich duchownych, którzy byli agentami, oraz o ich zadaniach dotyczących Rady[ii].

W 1983 roku KGB wysłało czterdziestu siedmiu agentów na Ogólne Zgromadzenie Światowej Rady Kościołów, a rok później wykorzystało swoich agentów w komisji wyborczej Rady.

Na stanowisku sekretarza generalnego zasiadł odpowiedni człowiek[iii]. Sekretarz generalny Światowej Rady Kościołów Eugene Carson Blake — były prezydent Narodowej Rady Kościołów USA — zaaprobował teologię wyzwolenia i uczynił ją jednym z priorytetów Światowej Rady. W marcu 1970 roku i w lipcu 1971 roku w Bogocie odbył się pierwszy kongres południowoamerykańskich katolików poświęcony teologii wyzwolenia.

Papież Jan Paweł II, który na własnej skórze doświadczył komunistycznych oszustw, w 1979 roku potępił teologię wyzwolenia na konferencji biskupów rzymskokatolickich w Ameryce Południowej w Pueblo w Meksyku: — Ta koncepcja Chrystusa jako polityka, rewolucjonisty, jako wywrotowca z Nazaretu nie zgadza się z nauczaniem Kościoła[iv]. — W ciągu czterech godzin wśród uczestników konferencji rozprowadzona została dwudziestostronicowa polemika z przemówieniem papieża. Kardynał López Trujillo, organizator konferencji, wyjaśnił, że polemika była dziełem „osiemdziesięciu zwolenników marksizmu i nowej teologii spoza konferencji biskupów”[v]. Pamiętam, że rumuńskie DIE otrzymało wcześniej gratulacje od KGB za wsparcie logistyczne dla tych działaczy.

W 1985 roku kierowana przez KGB Światowa Rada Kościołów wybrała pierwszego generalnego sekretarza, który był jawnym marksistą: Emilia Castro. Wydalono go z Urugwaju za ekstremizm polityczny, lecz mimo to zarządzał Radą aż do 1992 roku.

Castro intensywnie promował stworzoną przez KGB teologię wyzwolenia, która dzisiaj zapuściła silne korzenie w Wenezueli, Boliwii, Hondurasie i Nikaragui. W tych krajach biedota wspierała dążenia marksistowskich dyktatorów — Hugo Cháveza, Evo Moralesa, Manuela Zelaya (aktualnie wydalonego do Kostaryki) i Daniela Ortegi — do przekształcenia swoich państw w dyktatury policyjne w stylu KGB. We wrześniu 2008 roku Wenezuela i Boliwia w tym samym tygodniu wyrzuciły ambasadorów USA i poprosiły Rosję o ochronę wojskową.

Na Kubę wróciły okręty wojskowe i bombowce — po raz pierwszy od czasów kryzysu rakietowego z 1962 roku. Są także w Wenezueli. Brazylia, dziesiąta co do wielkości gospodarka na świecie, także przeszła pod skrzydła Kremla pod rządami marksisty Luli da Silvy. W 2011 roku da Silva został zastąpiony przez byłą marksistowską partyzantkę Dilmę Rousseff. W tym samym roku nowo wybrany prezydent Peru, Ollanta Humala, czym prędzej wybrał się do Buenos Aires w poszukiwaniu inspiracji u Rousseff. Gdy dodamy do tego Argentynę, której obecna prezydent Cristina Fernández de Kirchner także prowadzi kraj w kierunku marksizmu, okaże się, że mapa Ameryki Łacińskiej jest w większości czerwona.

Kilka lat wcześniej w paru radykalnie lewicowych czarnych kościołach w USA zaczęła się rozwijać czarna wersja teologii wyzwolenia. Czarnoskórzy teologowie wyzwolenia James Cone, Cornel West i Dwight Hopkins otwarcie sympatyzują z marksizmem, gdyż myśl marksistowska bazuje na systemie składającym się z klasy uciskającej (białych) oraz klasy uciskanej (czarnych) i sugeruje istnienie tylko jednego wyjścia z tej sytuacji, polegającego na zniszczeniu wroga…

(…)

…W trakcie prezydenckiej kampanii wyborczej w 2008 roku należąca do koncernu Fox stacja Houston TV wyemitowała materiał pokazujący ochotników w sztabie wyborczym Obamy w Houston. Ścianę pomieszczenia zdobił wielki plakat Che na tle kubańskiej flagi[xiii]. Obama przez jakieś dwanaście lat należał do Kościoła czarnej teologii wyzwolenia wielebnego Wrighta.

Raúl Castro chełpił się kiedyś przede mną: — Che to nasz największy państwowy sukces.”

całość tu: Dezinformacja (1). Teologia wyzwolenia wielkim sukcesem KGB

Podsumowując należy zacytować klasyka: „Służby specjalne muszą kraść. Nie dla siebie! Muszą kraść na służby specjalne, bo inaczej nie mieliby pieniędzy. I to jest podstawowa trudność. Proszę zrozumieć – dopóki nie skasujemy demokracji, w której banda idiotów, która siedzi w sejmie może decydować o poważnych sprawach, bo jednak służby specjalne to poważna sprawa, to nie będzie dobrze.” Autor: Janusz Korwin-Mikke

Na koniec polecam krótką prelekcję doc. Józefa Kosseckiego, który przedstawia metodę oceny na ile dana osoba jest (i czy jest) obcym agentem wpływu. Czyli „Jak rozpoznać agenta”? Jest to komentarz do jeszcze bardziej interesującego wykładu dra Rafała Brzeskiego pt. „Kontrwywiad obywatelski”, który jest dostępny tutaj: http://youtu.be/fFyyAzEtKds

polecam: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. jeszcze to: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach” oraz: Niemcy: kontrwywiad ostrzega przed rosyjskimi szpiegami. Służby zacieśniają współpracę z USA. a także: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli. i to: Od oszołoma do szpiega czyli „mądrości etapu” bezradnych propagandystów. Konrad Rękas: Szpiegomania (z bezpieczeństwem energetycznym w tle).

rys. Zbirek

rys. Zbirek

Zysk czy bezpieczeństwo? (a może jedno i drugie). Cynik9 o inwestowaniu w srebro.


„… zmienność srebra jest legendarna i przysłowiowa. I to powinno cieszyć, a nie smucić inwestorów o zacięciu spekulacyjnym bo to właśnie, a nie modlenie się o wyższe ceny manipulowane rzekomo przez złych banksterów, umożliwia im wypracowanie i realizację zysku.

(…)

Trzeba jedynie myśleć, nie czytać bezkrytycznie całej internetowej  sieczki jak leci, a przede wszystkim zdać sobie dobrze sprawę po co jesteśmy w rynku? Dla zysku? Czy dla narzekania na niskie ceny i manipulację? A może ceny w ogóle nas nie interesują bo spodziewamy się wieszczonego przez promotorów srebra końca świata w którym papier zniknie w ogniu hiperinflacji a w jaskiniowym barterze który go zastąpi liczyć się będą jedynie twarde aktywa? W tym ostatnim zresztą przypadku nie bardzo wiadomo jednak czy nawet złoto nam coś pomoże…

Jeśli jesteśmy w rynku dla zysku to zbieramy zyski kiedy się okazja nadarza, kropka. Raz będzie to wcześniej, raz później, o ile przynajmniej pamiętamy o żelaznej zasadzie wchodzenia w to co tanie a pozbywania się tego co drogie. Nikt jeszcze od tego nie zbiedniał i jest dobra szansa że nie zbiednieje także w przyszłości. Problem jest wtedy kiedy bezcelowo tracimy uzbierany wcześniej kapitał nie zdając sobie sprawy z tego co się dzieje, słuchając jedynie podszeptów promotorów i nie mając pojęcia jaka nasza strategia w końcu jest.

(…)

A jeśli decydujemy się już trzymać to co mamy i przesiedzieć bessę to siedzimy przynajmniej cicho nie powtarzając frazesów o rychłym odbiciu i o potencjalnych zyskach. Wytłumaczenie tego może być tylko jedno – graniczące z religijnym fanatyzmem siedzenie w fizycznym srebrze w naiwnej wierze w koniec świata i wystrzał cen w kosmos, w sytuacji gdy wbrew zapewnieniom promotorów cena metalu od 4 lat doznaje poważnych  spadków.”

całość tu: Srebrne nożyce czyli egzorcyzmów nad srebrem ciąg dalszy

podobne: cynik9: I ty nie zostaniesz inwestorem czyli przepraszanie za bessę. Po co jest złoto? oraz: Szwajcarzy podejmą decyzję, czy zwiększyć do 20 procent minimalne rezerwy złota. Trader21 i inwestowanie w spółki wydobywcze. i to: Independent Trader: Koniec London Silver Fix. Kiedy skończy się manipulacja cenami metali szlachetnych? a także: Niezależny Portal Finansowy: Inwestycje dla mniej zamożnych.

i dwa najciekawsze moim zdaniem komentarze spod artykułu:

Kartel bankowo polityczny, doskonale zna psychologię ulicy. Przed czekającymi świat nieciekawymi wydarzeniami ekonomicznymi przeprowadza ostateczne manewry na metalach, chce załadować jak najwięcej „Januszy” w papier a sam o ile to możliwe w fizyczne metale się pakuje. Wie że nikt fizyka nie sprzedaje ale panika jest i „Janusze” świata ciągną do papieru jak ćmy do światła. „Janusze” obecnie liczą jacy to „bogaci w papier” ale kartel wie że oni są z punktu psychologicznego za słabi aby pozamykać kontrakty, kupić za nie metal (taka powinna być logiczna ich decyzja) i wsadzić do swoich sejfów no bo w nic innego obecnie ładować kasy tak naprawdę nie warto. Hahaha. Niestety dla nich mam złą wiadomość, jak świat światem zawsze przyrzeczenia na papieże ostatecznie dochodziły do zera. Natomiast „metal luby” Mają obecnie kwaśny moment w tej nierównej grze, moje współczucie, ale jeszcze chwile poczekajcie a słoneczko zaświeci na waszą ulice ze zdwojoną siłą. Metale jak historia świata uczy, nigdy nie doszły do zera, a w najgorszym razie za uncje srebra zawsze chlebek się kupi. Pozdrawiam obie drużyny i nie przestaje im kibicować, zapowiada się fantastyczna rozgrywka końcowa, pomimo że w obecnej chwili sędziowie głowni oszukuję ze wskazaniem na drożynę „Januszy”. Jestem pewien jednak że drużyna „metal lubów” Wspaniałym finiszem odniesie nad nimi wielopunktowe zwycięstwo.

Wartość nabywczą chcę przechować do mojej emerytury (za jakieś 30 lat) i ma ona pozwolić na zakup takiej samej ilości żywności, ubrań, opału, wycieczek itp. w czasie kiedy nie będę już chciał być aktywny zawodowo, a zajmować się innymi aktywnościami, bądź też na zakup takiej samej ilości czesnego, wniesieniu kapitału na mieszkanie/dom dla moich dzieci/wnuków jeśli mnie już nie będzie. PMs nie są religią, są sposobem na przechowanie wartości z dziś przez dziesięciolecia, poza zasięgiem urzędasów, uwalniając mnie jednocześnie od efektów głupich rządów (zeszmacenia złotówki)…
Teoretycznie dzięki dzisiejszemu nawisowi papieru na cenie, powinny zarówno złoto jak i srebro – już po uwolnieniu ceny od papierowej manipulacji – zyskać jeszcze względem innych dóbr, ale to już jest element spekulacyjny.

…tradycyjnie zachęcam do lektury cynika9 i dyskusji pod artykułem… Wiele różnych spojrzeń na problem, pomysłów i myśli pozwala na skonfrontowanie własnych poglądów, tudzież dokształcenie się lub porzucenie błędnych przekonań… (Odys)

rys. Zbirek

rys. Zbirek

Eurokołchoz: Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromis, Niemcy mówią NIE. Trader21 o greckiej tragedii. W Hiszpanii Banki Żywności dla biednych. Finansowe kłopoty Włochów.


1. Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromisNiemcy odrzucają wniosek Grecji ws. pomocy finansowej.

19.02.2015 (IAR) – Grecja prosi Brukselę o kolejną pożyczkę, ale na swoich warunkach. Komisja Europejska ma nadzieję na kompromis, jednak Niemcy odrzucają propozycje rządu w Atenach.

Jutro o 15.00 spotykają się ministrowie finansów strefy euro, którzy ponownie spróbują uzgodnić kompromisowe rozwiązanie dotyczące wsparcia dla Grecji.

Rząd w Atenach w pisemnym wniosku poprosił o przedłużenie o 6 miesięcy międzynarodowej pomocy finansowej. Nie zgodził się jednak na kolejne, znaczne oszczędności, które do tej pory były warunkiem finansowego wsparcia. Zobowiązał się natomiast do trzymania w ryzach budżetu i zapowiedział gotowość do ustępstw.

Komisja Europejska nazwała grecką propozycję pozytywnym sygnałem. „Przewodniczący Juncker uważa, że ten wniosek może utorować drogę do rozsądnego kompromisu w interesie stabilności całej strefy euro” – powiedział rzecznik Komisji Europejskiej Margaritis Schinas.

Komisja daje do zrozumienia, że kompromis jest możliwy, tymczasem Niemcy odrzucają pomysły Grecji. Berlin od początku przeciwnym był zmianom w dotychczasowym pakiecie pomocowym. Na ulgowe traktowanie Grecji nie zgadzają się też kraje Południa, głównie Hiszpania.

Jeśli nie będzie zgody na udzielenie kolejnej pożyczki, to w przyszłym miesiącu Grecja nie otrzyma pieniędzy, co może doprowadzić ją do bankructwa. Ateny są pod finansową „kroplówką” od 2010 roku.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Beata Płomecka/Bruksela/dabr

19.02.2015 (IAR) – Niemcy odrzucają wniosek władz w Atenach o przedłużenie programu pomocowego dla Grecji. Niemieckie ministerstwo finansów poinformowało, że wniosek nie zawiera żadnej istotnej propozycji rozwiązania problemu.

Niemcy z niecierpliwością czekały na ruch Aten w sporze o przyszłość programu pomocowego dla Grecji. Ale wniosek o przedłużenie programu, który Grecy w końcu wysłali do Brukseli, nie spodobał się w Berlinie. Rzecznik niemieckiego ministerstwa finansów przekazał, że władze w Atenach próbują zapewnić sobie tymczasowe finansowanie, nie spełniając warunków programu pomocowego. Na to nie ma zgody Berlina. Kanclerz Niemiec Angela Merkel już wczoraj mówiła, że Niemcy nie będą pomagać Grecji bezwarunkowo. Podkreślała, że europejska solidarność nie jest drogą jednokierunkową. „Solidarność i własny wysiłek to dwie strony tego samego medalu” – mówiła.

Z końcem lutego wygasa obecny program pomocowy dla Grecji, który przewiduje wielomiliardowe kredyty dla Aten, w zamian za reformy i poważne oszczędności. Nowe władze Grecji nie chcą narzuconej z zewnątrz polityki zaciskania pasa. Potrzebują jednak europejskich pieniędzy, bo bez nich kraj zbankrutuje.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/mcm/

Trader21: Grecka tragedia – bankructwo czy dalsze zadłużanie kraju?

„…W ciągu ostatnich 6 lat, czyli od rozpoczęcia kryzysu sławnych południowców nieustannie słyszymy o kolejnych fazach ratowania krajów pogrążonych w depresji gospodarczej.

Z ratowaniem kraju ma to w zasadzie mało wspólnego. Chodzi wyłącznie o przekazanie kolejnych transz kredytu, z którego spłacane są długi względem banków umoczonych w greckich obligacja rządowych.

Ostatecznie, głównymi wierzycielami Grecji są banki niemieckie, francuskie, włoskie oraz hiszpańskie. Poza drastycznym pogorszeniem stanu życia, przyrostem zadłużenia nic specjalnie się w Grecji nie zmieniło w efekcie tzw. programów oszczędnościowych narzuconych przez Trojkę (ECB, Komisję Europejską i MFW). Głównym celem „działań ratunkowych” nie było wyprowadzenie greckiej gospodarki na prostą, lecz niedopuszczenie do rozpadu strefy euro.

Gospodarka grecka przed wybuchem kryzysu była i nadal pozostaje ogromnie zbiurokratyzowana. Wydatki rządowe odpowiadają za prawie 60% PKB. Dla porównania w Polsce współczynnik ten wynosi 43%, podczas gdy optymalny poziom waha się pomiędzy 10-15%. Tu leży główny problem Greków.

Od czasu wybuchu kryzysu dług grecki w zasadzie się podwoił z 110 % do około 200% w zależności od metodologii liczenia. Co gorsza, zatrudnienie na przestrzeni 5 lat spadło z 4,6 mln do 3,5 mln osób (spadek o 24%!!!). Skoro Grecy i tak zazwyczaj skutecznie uchylali się przed płaceniem nadzwyczaj wysokich podatków, to jakim cudem obecnie mamy zakończyć kryzys grecki(…)

(…)Obecna sytuacja przypomina zabawę w kto pierwszy ustąpi. Grecja szantażuje Europę bankructwem. Trojka konsekwencjami odstąpienia od reform i spłaty długu.

Aktualna sytuacja jest jednak beznadziejna niezależnie jak by na nią patrzeć. W grecką gospodarkę wpompowano od rozpoczęcia kryzysu 240 mld euro. Są to środki całkowicie stracone, ale nikt nie chce tego oficjalnie przyznać(….)

(…)Obecnie jednak rząd Grecji zdał sobie sprawę z mądrości zawartej w powiedzeniu: „Zadłuż się na milion, a będziesz miał problem. Zadłuż się na miliard, a problem będzie miał twój wierzyciel.”

W mojej ocenie, dziś karty rozdaje Grecja i doskonalone zdaje sobie sprawę, że albo będzie dalej dotowana na koszt europejskiego podatnika albo rozwali całą Europę. Brzmi to ostro, ale w mojej ocenie nie ma w tym przesady.

Jeżeli dług grecki nie zostanie częściowo odpisany lub jego spłata nie zostanie zawieszona, to Grecji za moment skończą się pieniądze. Nawet jeżeli pominiemy koszt obsługi astronomicznego długu, to w budżecie Grecji i tak zabraknie środków na obsługę przerośniętego sektora publicznego. Drastyczny spadek z podatków w połączeniu z fatalnym stanem gospodarki i ogromnym socjałem ostatecznie zawsze kończy się tak samo. Bankructwem.(…)

Konsekwencje dla UE

W sytuacji wyjścia Grecji z UE już po kilku godzinach usłyszelibyśmy, iż Chińczycy są zainteresowani dokapitalizowaniem Grecji w zamian za zacieśnienie współpracy handlowej. Rosja zapewne natychmiast zniosłaby sankcje, aby poszerzyć swoje strefy wpływu a jednocześnie zachęcić kolejne kraje do wyjścia z UE.

Z punktu widzenia władz UE taka decyzja będzie oznaczać prawdziwą katastrofę. Odcięte od kapitału banki greckie zamrożą lub przejmą resztki depozytów klientów. Będzie to dopiero początek problemów sektora bankowego. Większość bowiem greckiego długu znajduje się w rękach banków niemieckich, francuskich, włoskich oraz hiszpańskich.

Panika natychmiast rozleje się na pozostałe kraje UE.

a)    Po pierwsze Włochy, Hiszpania, Irlandia czy Portugalia są w sytuacji nie wiele lepszej niż Grecja. Porzucenie wspólnej waluty i odcięcie się od długu przez jeden kraj stworzy precedens, który szybko znajdzie naśladowców w kolejnych krajach.

Kapitał zacznie błyskawicznie uciekać z sektora bankowego w zagrożonych krajach kierując się do Niemiec, Austrii, Luxemburga czy Holandii. Szwajcaria w takiej sytuacji zapewne wprowadzi kontrolę kapitału, by zatrzymać transfery w kierunku franka.

b)   Po drugie banki w Niemczech, Francji, Włoszech i Hiszpanii będą ostatecznie zmuszone pokazać straty wynikające z odpisów na długu greckim. Aby zapobiec groźbie kaskadowego bankructwa EBC może uruchomić bezprecedensową falę dodruku i skupić złe długi, a ich ciężar przerzucić na podatników w drodze przyszłej inflacji.

Na tym etapie mielibyśmy koniec euro jakie znamy. Kraje o solidnych finansach jak Niemcy, Austria, Holandia, Finlandia, Luxemburg i Estonia utworzyłyby nowy blok wspólnej waluty, podczas gdy kraje południa powróciłyby do walut narodowych.

Dla zbankrutowanej Europy sytuacja taka oznaczałaby gospodarczą katastrofę,  począwszy od rozpadu części struktur unijnych, poprzez pogrzebanie oszczędności ulokowanych w funduszach emerytalnych, kończąc na cypryzacji części depozytów ulokowanych w bankach najbardziej dotkniętych kryzysem.(…)

(…)Niestety przez ostatnie dwie dekady polityka monetarna w Europie bazowała na celu wyższym, jakim było ustanowienie strefy wspólnej waluty oraz dalsza centralizacja władzy. Realia ekonomiczne całkowicie pominięto, czego konsekwencje widzimy właśnie na przykładzie greckiej tragedii.

Trader21

…jak zwykle polecam lekturę całego artykułu a także komentarzy pod nim (link w podtytule)… Jest to wiedza której nie uświadczycie Państwo ani z telewizji, ani z gazet które nie są zainteresowane publikowaniem tego rodzaju analiz rzeczywistości, a zwłaszcza wskazywaniem przyczyn kryzysu, który nie skończył się wraz z szumnymi deklaracjami polityków i części „ekspertów”. To towarzystwo wzajemnej adoracji jest bowiem żywo zainteresowane istnieniem i stymulowaniem rozpasania finansowego jaki prezentuje sobą grecki rząd (i cała reszta zadłużonych po uszy państw), jak i dalszym żerowaniem na narodowych gospodarkach pasożytniczych tworów jakimi są EBC, UE, MFW i kilka innych mniej znanych ale równie groźnych i pazernych na majątek jaki wypracowują setki milionów ludzi na całym świecie. (Odys)

2. Madryckie osiedla otwierają Banki ŻywnościFinansowe kłopoty Włochów.

19.02.2015 (IAR) – Mieszkańcy Madrytu stawiają czoła konsekwencjom trwającego szósty rok kryzysu. Na osiedlach stolicy Hiszpanii powstały lokalne Banki Żywności, które pomagają najbardziej potrzebującym.

Lokalne banki działają na 11 madryckich osiedlach. Zajmują opuszczone garaże, zaplecza sklepów i lokale. Pomagają bezrobotnym rodzinom. Żeby jednak móc korzystać z ich zasobów, każda z potrzebujących pomocy rodzin uczestniczy w pracach banku. Co tydzień ma przydzielane obowiązki – odbiera, wydaje albo rozwozi dary.

„Bank najbardziej potrzebuje żywności. Ale nie tylko szukamy też wsparcia finansowego i kierowców, którzy pomagają w transporcie” – informuje kierująca osiedlowym bankiem.

Rozdzielaną tam żywność przekazują lokalne sklepy i mieszkańcy osiedla. Dwa razy w roku organizowane są dobroczynne aukcje. Dzięki inicjatywie, żywność otrzymuje prawie 5 tysięcy najbiedniejszych mieszkańców Madrytu.

Informacyjna AgencjaRadiowa/Ewa Wysocka-Barcelona/mcm//Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

19.02.2015 (IAR) – Co czwarta włoska rodzina ma kłopoty finansowe, a w przypadku połowy z nich trudności te są poważne. Informuje o tym główny urząd statystyczny w najnowszym raporcie zatytułowanym „My, Włochy”, który ukazał się dziś w Rzymie W finansowych tarapatach jest jedna czwarta rodzin, czyli czternaście i pół miliona osób. Kryteria, jakie o tym decydują, to niemożność sprostania takim wydatkom, jak spłata kredytu mieszkaniowego, opłata za czynsz czy za prąd, wodę i gaz. 40 procent twierdzi, że nie nie znalazłoby pieniędzy na niespodziewany wydatek w wysokości 800 euro. We Włoszech pracuje 60 procent osób w tzw. wieku produkcyjnym, czyli od 20 do 64 lat. 34 procent rodzin skarży się na jakość powietrza w miejscu zamieszkania. Statystyczny Włoch ma do dyspozycji 32 metry kwadratowe zieleni miejskiej, a na każdy tysiąc Włochów przypada 908 samochodów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/mcm.

źródło: stooq.pl

podobne: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa? oraz: Greckie zamieszanie, coraz trudniejsze negocjacje z „Troiką”, demonstracja poparcia dla rządu. Wiarygodność kredytowa Grecji obniżona. i to: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). a także: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego. i to: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie. polecam również: Oblicza eurosocjalizmu. Hiszpański Caritas bije na alarm. oraz: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców…(?)

rys. Zbirek

rys. Zbirek

Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje


„…Strategicznym zadaniem na rzecz bezpieczeństwa energetycznego jest uruchomienie wydobycia surowców energetycznych z krajowych złóż niekonwencjonalnych, rozwój infrastruktury sieciowej i wytwórczej w oparciu o paliwa węglowe, jądrowe i gazowe oraz zapewnienie zróżnicowanego dostępu do źródeł i dróg dostaw surowców energetycznych – podsumowują autorzy Strategii. – Kluczowa jest liberalizacja rynków energii oraz tworzenie warunków dla realizacji inwestycji w sektorze energetycznym. Istotnym elementem polityki państwa będzie zapewnienie stabilności dostaw oraz integracja systemów energetycznych z państwami członkowskimi UE.

Budowa bezpieczeństwa energetycznego ma odbywać się w ramach jednego z „podsystemów gospodarczych”.

Do priorytetów przygotowawczych określających kierunki rozwoju i doskonalenia bezpieczeństwa energetycznego Polski Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP zalicza (w nawiasach mój komentarz):

  1. uruchomienie przemysłowego wydobycia gazu ziemnego ze złóż niekonwencjonalnych, w tym opracowanie technologii wydobywczej dostosowanej do specyfiki krajowych złóż tego surowca (chodzi o gaz łupkowy, którego wydobycie przemysłowe miało ruszyć w 2015 roku ale niestety tak nie będzie),
  2. rozbudowę sieci przesyłowych i magazynów do przesyłu dodatkowych ilości gazu ziemnego do odbiorców krajowych i zagranicznych (zwiększenie mocy magazynów, która obecnie wynosi 2,6 mld m3 czyli 1/5 zapotrzebowania wynoszącego ok. 15 mld m3 rocznie),
  3. budowę regionalnego centrum dystrybucyjno-magazynowego gazu ziemnego na terytorium Polski.
  4. rozbudowę terminala LNG o kolejne możliwości regazyfikacyjne (Belweder postuluje budowę trzeciego zbiornika zwiększającego przepustowość obiektu z 5 do 7,5 mld m3 rocznie, przewidzianą jako opcję),
  5. rozbudowę istniejących i nowych połączeń gazowych w ramach Grupy Wyszehradzkiej w celu budowy regionalnego rynku gazu.
  6. Kontynuację prac na rzecz zróżnicowania źródeł dostaw ropy naftowej, w tym komercyjnej realizacji projektu dotyczącego importu surowca z rejonu Morza Kaspijskiego (chodzi szczególnie o ropociąg Odessa-Brody Gdańsk, Belweder próbuje wskrzesić ten przekreślony politycznie projekt),
  7. wsparcie dla uruchomienia przemysłowego wydobycia ropy naftowej ze złóż niekonwencjonalnych w Polsce (po gazie łupkowym Strategia wspomina o ropie łupkowej, która często towarzyszy złożom gazu niekonwencjonalnego).
  8. modernizację systemu magazynowania, przesyłu i dystrybucji ropy naftowej i paliw w kraju
  9. planowane polepszenie parametrów terminalu naftowego (jak w przypadku gazoportu, zwiększenie mocy).

Zdaniem autorów dokumentu „istotna jest przebudowa sektora wytwarzania energii elektrycznej, z uwzględnieniem priorytetu, jakim jest wykorzystanie krajowych złóż nośników energii pierwotnej (węgiel kamienny, brunatny i gaz,w tym ze złóż niekonwencjonalnych) oraz energetyki jądrowej. W tym celu koniecznym jest zapewnienie wsparcia państwa dla długoterminowych, kapitałochłonnych inwestycji w nowe moce w elektroenergetyce”.

Jest to deklaracja poparcia dla inwestycji w energetykę konwencjonalną oraz utrzymania dofinansowania do inwestycji jak Elektrownia Opole. Priorytetem ma być wykorzystanie dominujących w Polsce złóż a nie np. transformacja energetyczna jak Energiewende w Niemczech.

– Bezpieczeństwo państwa wymaga międzyresortowej koordynacji, z uwzględnieniem podziału kompetencji w Radzie Ministrów w zakresie polityki energetycznej oraz zapewnienia wpływu państwa na jej realizację przez przedsiębiorstwa energetyczne, co umożliwi szybką i skuteczną reakcję w przypadku pojawienia się zagrożeń na rynkach energetycznych – czytamy w dokumencie. Jest to apel o skoordynowanie pracy ministerstw współodpowiedzialnych za energetykę, między którymi rozrzucono określone kompetencje w sektorze: ministerstwa gospodarki, środowiska, skarbu, finansów i spraw zagranicznych. Fundamentem koordynacji mógłby być pełnomocnik rządu do spraw energetyki a, według mnie, najlepiej ministerstwo energetyki, być może utworzone na bazie ministerstwa gospodarki. – Za realizację są odpowiedzialni ministrowie, urzędy centralne, wojewodowie, samorząd i inne podmioty zależnie od zagadnienia – jest napisane dalej. Jeżeli odpowiedzialność za wdrożenie strategii będzie rozproszona, to skutki będą tak opłakane jak reformy polskiej energetyki będące obiektem sporów międzyresortowych na czele z prawem geologicznym i górniczym dla sektora łupkowego.

– Konieczne jest zachowanie przez państwo kontroli nad kluczową infrastrukturą sektora paliwowo-energetycznego oraz rozszerzenie nadzoru i kontroli nad bogactwem zasobów geologicznych państwa – piszą twórcy Strategii. To sprzeciw wobec prywatyzacji strategicznych spółek energetycznych jak brany pod uwagę w tym zakresie Lotos.

Belweder opowiada się za obroną energetyki konwencjonalnej, własności państwa w sektorze i ambitnego, choć drogiego programu dywersyfikacyjnego. Strategia przypomina o tym, że bezpieczeństwo energetyczne kosztuje a jego realizacja wymaga zdecydowanych, trudnych posunięć. Jest podstawą do obrony takiej linii we wszelkich dyskusjach na temat polskiej energetyki.

Treści nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej „będą rozwijane w Polityczno-Strategicznej Dyrektywie Obronnej Rzeczypospolitej Polskiej oraz Strategii Rozwoju Systemu Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej, realizującej długo- i średniookresową strategię rozwoju kraju”. Czas pokaże, jak przebiegnie realizacja postulatów Strategii.”

(Wojciech Jakóbik – całość na stronie autora artykułu)

z kwietnia zeszłego roku…

…Dziś już wiemy że z tych wszystkich planów „niezależności energetycznej” ostał się tylko gazoport w Świnoujściu. Bo na inne albo nie ma pieniędzy, albo inwestorzy machnęli ręką. Albo UE nam „pomogła” (“Zimne słońce”, handel “pozwoleniami na emisję CO2″ i jego ekonomiczne konsekwencje dla Polski). Łupki szlag trafił po tym jak kolejne znaczące firmy zaczęły wycofywać się z przedsięwzięcia właśnie na rzecz Rosji! (Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja?). Swoje 3 grosze dorzuciła też UE za sprawą Komisji środowiska PE, która przyjęła w lipcu tego roku niekorzystne zapisy dotyczące gazu łupkowego (Po węglu “Komisja środowiska PE” uderza w niekonwencjonalne źródła energii. Polskie łupki poważnie zagrożone). Sama zaś sprawa gazoportu chociaż jest kontynuowana, to i tu można już było przeczytać niepokojące opinie o tym, że gaz sprowadzany do Świnoujścia (który głównie będzie pochodził z Kataru) będzie prawdopodobnie sporo droższy niż gaz z Rosji:

…Według Andrzeja Szczęśniaka, gaz z Kataru, oparty na formule japońskiej, będzie absolutnie niekonkurencyjny. Z tego powodu terminal LNG w Świnoujściu wpłynie negatywnie na kondycję krajowego monopolisty gazowego PGNiG. – Gazoport stanie się przysłowiowym kamieniem u szyi PGNiG, który będzie go ciągnął na dno. (…) My będziemy mieli drogi gaz z Kataru, a nasi konkurenci tani surowiec z Rosji – ocenia ekspert… (Polska: gaz z Kataru i droga dywersyfikacja)

Przyszłość jak zwykle wszystko zweryfikuje. Obyśmy nie musieli wracać na kolanach w objęcia „Wielkiego Brata” ze wschodu. (całość tu: Czar Acronu… Azoty i „Kwas”)

🙂 no i przyszłość pokazuje że nic się nie zmieniło K

…ciężko się odnieść rzeczowo do tego co ciągle istnieje wyłącznie w sferze planów i życzeń jakie zapisano sobie w dokumencie zwanym „Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP”  (dziwne byłoby gdyby Panowie stratedzy nie zakładali sobie szczytnych celów 🙂 ), ale zważywszy na dotychczasowe decyzje w zakresie bezpieczeństwa energetycznego jakie były udziałem dotychczasowych działań polskich decydentów, ośmielam się głęboko powątpiewać nie tyle w potrzebę większości tego co zaplanowano, co obawiam się efektów rzeczywistych działań na tym polu tj. tragicznych dla kieszeni Polaków skutków (Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło), jakie może za sobą pociągnąć centralne sterowanie całym tym procesem przez administrację państwową (na dodatek pod dyktando UE – Po węglu “Komisja środowiska PE” uderza w niekonwencjonalne źródła energii. Polskie łupki poważnie zagrożone), która przez lata nie potrafiła niczego pożytecznego na tym polu dla Polaków ani „wybudować”, ani wytargować (w umowach międzynarodowych). Nie wspominając już nawet o konkretnej pomocy, czy choćby stworzeniu dogodnych warunków inwestycyjnych dla rozwoju sektora prywatnego na polu energetyki, albo przynajmniej nie przeszkadzaniu prywatnym małym i średnim inwestorom (Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa), których jest jak na lekarstwo gdyż monopol państwowy ma tu miażdżącą przewagę… Poza tym Polska jako jeden z trybików UE, od jakiegoś czasu można powiedzieć że nie prowadzi ŻADNEJ niezależnej polityki energetycznej i na domiar złego jest na tym polu traktowana instrumentalnie przez państwa które REALNIE zawiadują UE (z niekorzyścią dla Polski). Plan energetyczny dla Europy już dawno został wytyczony  – Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany, co na nasze podwórko przekłada się w następujący sposób – Nie ma mowy o „liberalizacji” rynku gazu tam gdzie rządzi monopolista i regulator cen. Więc nie ma się co przejmować tym co napisano w dokumencie o liberalizacji (patrz wytłuszczenie na początku cytowanego fragmentu) bo to nam nie grozi 🙂 Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik zewnętrzny w postaci kupczenia Polską przez USA – Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja?

Kiedy słyszę hasło „państwowa strategia energetyczna” mam niestety takie oto skojarzenia:

1. dobijanie rodzimej energetyki węglowej: raz – poprzez taniec pod muzyczkę „walki z globalnym ociepleniem” (sztandarowy od lat projekt UE – niezwykle kosztowny – Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą), dwa przez komunizację sektora węglowego w Polsce („List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm), trzy – rabunkową politykę fiskalną na tym polu (słynny podatek od wydobycia – IS: Finalne prace nad gazem łupkowym będą prowadzić tylko rodzime firmy);

2. obrzydzanie inwestorom (głównie prywatnym firmom również zagranicznym) poszukiwania gazu łupkowego w Polsce m.in. przez nadmierny fiskalizm i biurokratyczne obowiązki na tym polu – Dopiero za 7 lat oszacujemy ilość gazu łupkowego, tymczasem dyskusja o podatkach już dziś odstrasza inwestorów.);

3. katastrofalna polityka w zakresie dywersyfikacji źródeł gazu i ropy (zarzucanie przez polskie władze takich projektów jak np. umowa z Norwegią), oraz nieudolne prowadzenie strategicznych inwestycji na tym polu (Audyt w sprawie gazoportu: Inwestycja nie powstanie na czas.)

4. związana z powyższym katastrofalna w skutkach polityka relacji zagranicznych z Rosją – od której surowców wciąż jesteśmy istotnie zależni co przekłada się na niekorzystne kontrakty gazowe na kierunku wschodnim (Dzięki POPISowi Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom! Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka?), w wyniku czego dochodzi do kosztownych umów w ramach tzw. „dywersyfikacji” (Drogi Katar (znaczy się gaz) jeszcze nie przypłynie. Terminal LNG najwcześniej gotowy pod koniec roku)

i 5. znikome czyt. dalekie od potrzeb w zakresie bezpieczeństwa energetycznego (Deficyt energii elektrycznej może wzrosnąć w Polsce do 1100 MW w 2017 r.) dokonania na polu inwestycji infrastrukturalnych w energetyce przez podmioty krajowe – w większości państwowe spółki energetyczne i wydobywcze (PGE, PGNiG, KGHM, Tauron i Enea zaprzestały współpracy dot. gazu łupkowego a komercyjne wydobycie nie rozpocznie się w tym roku.)

Wiem że znowu uprawiam malkontenctwo, ale w świetle dotychczasowej historii „rozwoju” naszej energetyki zarówno w kontekście polityki wewnętrznej jak i zagranicznej moje marudzenie jest uzasadnione… Podzielam zatem pogląd autora komentarza którego fragment pozwoliłem sobie przedrukować, że „czas pokaże jak przebiegnie realizacja postulatów Strategii”.

…Odys

podobne: Transformacja polskiej energetyki da bezpieczeństwo bez wzrostu cen. „Puls Biznesu”: Rząd chce rozdać węgiel bogatym oraz: Gaz łupkowy za 24 lata. Zielona energia za droga. Nie mamy realnej alternatywy dla węgla. i to: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO?

Prąd - Mirosław Andrzejewski (Zbirek)

Prąd – Mirosław Andrzejewski (Zbirek)

Wojciech Jakóbik Blog

Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RPWczoraj prezydent RP przedstawił Strategię Bezpieczeństwa Narodowego RP. Jest to dokument zastępujący wcześniejszą strategię z 2007. Uwzględnia nowe realia geopolityczne, szczególnie widoczne na przykładzie kryzysu ukraińskiego. Ważnym elementem strategii jest bezpieczeństwo energetyczne.

View original post 1 217 słów więcej

Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową


„…Wiemy o tym, że agencje takie jak CIA, BND, MI-6 i Mosad są częścią żydowskiego, masońsko-iluminackiego kartelu bankowego. Ulfkotte mówi, że upublicznia to, gdyż iluminaci przygotowują się do wojny z Rosją.

Wywiad z Udo Ulfkotte, transkrypcja Eric Zeusse z jego komentarzem.

Skrót: henrymakow.com

Byłem dziennikarzem przez około 25 lat, nauczonym kłamać i zdradzać, a nie mówić prawdy … Niemieckie i amerykańskie media starają się doprowadzić europejskie kraje do wojny, wywołać wojnę z Rosją. Tego nie da się odwrócić; zamierzam wstać i powiedzieć … nie jest dobre to, co robiłem w przeszłości, manipulowałem ludźmi, głosiłem propagandę przeciwko Rosji; i nie jest dobre to, co moi koledzy robią i robili w przeszłości, bo są przekupieni by zdradzać ludzi nie tylko w Niemczech, lecz w całej Europie. …

Bardzo boję się nowej wojny w Europie i nie chciałbym by sytuacja się powtórzyła, gdyż wojna nigdy nie przychodzi sama, zawsze są ludzie którzy popychają do wojny, i to nie tylko politycy, ale dziennikarze też. … Zdradziliśmy naszych czytelników, po to by podżegać do wojny. … Nie chcę już tego robić, mam dość tej propagandy. Żyjemy w republice bananowej, a nie w państwie demokratycznym, gdzie mamy wolność prasy. …
Niemieckie media, zwłaszcza, moi koledzy …, codziennie piszą przeciwko Rosjanom, [ci dziennikarze] są w organizacjach transatlantyckich i są wpierani przez Stany Zjednoczone (CIA) by to robić. …”

„nie jest w porządku to czego dokonywałem w przeszłości, aby manipulować ludźmi, aby siać propagandę przeciwko Rosji”… pisze  „skruszony” dziennikarz 🙂

więcej lektury tu: http://www.bibula.com

Proszę się nie martwić Panie Udo, że Pan zaszkodził Rosji. Ona sama sobie w dużej mierze szkodzi bo nie chce się wyzbyć sentymentu do ZSRR i nie chce współpracować z innymi narodami („bratnimi” jak je czasem nazywa) jak równy z równym a traktuje je jak niezdolne do samodzielnej egzystencji, głupie dojne krowy nad którymi trzeba zapanować kiedy ośmielają się mieć własny sposób na urządzenie swoich państw (Rosyjska „durnoj sintez”). I nic tu nie pomoże anty atlantycka propaganda Rosji choćby była najszczerszą prawdą, bo choć wielokrotnie tą prawda jest (osobiście nie mam do tego zastrzeżeń, poza może „stylem” w jakim Rosja te prawdę o „zachodzie” przedstawia), to żeby owa prawda zaskutkowała przeorientowaniem politycznym na świecie, potrzebna jest alternatywa dla tego zachodniego nieporządku (czy burdelu jak kto woli – dosłownie i w przenośni). Nikt bowiem nie zamieni tego nieporządku na rosyjski „porządek” dopóki rosyjski „porządek” chce rządzić innymi po macoszemu, oferując zamiast niewoli Babilonu niewolę terroru mongolskiego (tudzież mongoidalnego).

Podając jako przykład „nasz nieszczęśliwy kraj” widać ewidentnie że Rosja nie chce nas przekonać do siebie, ale chce nas widzieć na kolanach przed sobą. Gnębi nas sankcjami zamiast próbować kupić – składając lepszą od zachodniej ofertę handlową. Zamiast negocjować z nami poprawne stosunki handlowe i polityczne (uwzględniając PRAWDZIE karty historii jakie wspólnie zapisywaliśmy, bez sowieckiej propagandy „wyzwolenia narodu polskiego przez amię czerwoną”, czyli bez próby narzucenia Polsce w sposób pogardliwy kłamstwa, że zbrodnia i niewola popełniona na Polsce była naszym wybawieniem) – zwłaszcza w energetyce, próbuje nas postawić za każdym razem pod ścianą żeby nas kolokwialnie mówiąc wydymać. Prawda że nasze sprzedajne elity w dużej mierze same są temu winne, ale czy dobry gest ze strony Rosji upubliczniony jako realna oferta do narodu nie wywołałby lepszego efektu dla samej Rosji (wizerunkowo a być może nawet przekładając się na realną zmianę zapatrywania na Rosję polskich elit) niż uderzanie w Polskę kolejnymi sankcjami jako części „zgniłego zachodu” a jednocześnie ostentacyjne flirtowanie z tymże zachodem żeby Polsce pokazać „ile straciła” nie klękając przed wielką Rosją i że jest nic nieznaczącym pryszczem na dupie? W taki sposób nie zdobywa zwolenników dla swojej idei ale odstrasza ich i czyni podejrzliwymi. Więc nawet jeśli Rosja ma rację i mówi prawdę o „zgniłym zachodzie”, to dopóki zachowuje się jak pies ogrodnika nie stanowi dla Polski (ani dla innych „niepodległych” państw wzoru do naśladowania a tym bardziej parasola bezpieczeństwa, pod który wszyscy mieliby się schronić.

Wracając jednak do rzeczy….
Z tymi niemieckimi gazetami to nie jest do końca tak że one służą wyłącznie propagandzie „atlantyckiej”… Tacy skruszeni pod publiczkę jak redaktor z FAZ to często są agenci Rosji (którzy pracowali jako podwójni agenci wysługując się jednocześnie amerykanom, ale tylko po to by gromadzić na ich temat kompromitujące dane). Ot zaszłości postsowieckie…W Niemczech podobnie jak w Polsce ścierają się wpływy rosyjskie z amerykańskimi. (Niemcy wydalają przedstawiciela CIA. „Sueddeutsche Zeitung”: cezura w historii stosunków z USA. Snowden pozostaje w Rosji (czy będzie mógł wybrać Niemcy?).

Co do tego rodzaju wyznań jestem od dłuższego czasu dość ostrożny, odkąd Snowden zupełnie mnie zaskoczył uzyskując azyl w Rosji, przez co przestał być dla mnie jednoznacznie dobrą osobistością… Dziwić może fakt że Niemcom bliżej do Rosji (która ten kraj spustoszyła) jak do USA (które go odbudowały), ale chodzi o to że to USA upokorzyły Niemcy pokonując ich w wojnie (dwa razy!) a z Rosją Niemcom zawsze było po drodze i do dziś jest! (polecam: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami i to: Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje, oraz: Co z paktem Putin-Merkel dotyczącym Ukrainy?) Nie zmieni tego sytuacja na Ukrainie, co do której Niemcy czasem ostrym słowem zareagują, ale kontaktów handlowych z Rosją nie zerwą i pomagają jej w uzależnieniu Europy od rosyjskiego gazu. Oczywiście nie bezinteresownie (rola pośrednika nie dość że jest wygodna to i bardzo opłacalna – KE będzie negocjować z Rosją w sprawie South Streamu. Rura ominie Ukrainę.)

„…Niemcy, nie mają innych sposobów osiągania swoich celów, niż poprzez „integrowanie” Europy – szczególnie gdy odpadł, przynajmniej na razie czynnik militarny. Później, gdy ich pozycja jako europejskiego lidera będzie na tyle mocna i niepodważalna, nastąpi proces dezintegracji – pod byle jakim pretekstem i o tym też Niemcy będą decydować – a wtedy może okazać się, że polska granica już nie jest na Odrze i Nysie Łużyckiej. Naturalnie, „pies z kulawą nogą” o polskie interesy się nie upomni – jak zwykle zresztą, a gdyby ewentualnie był ktoś taki z autorytetem, to zawsze w ramach środków zapobiegawczych, może dojść do kolejnej „katastrofy gibraltarskiej”… („Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”.)

Abstrahując jednak od tych zawiłych dywagacji (kto dla kogo pracuje i dlaczego), to jestem przekonany że ów redaktor mówi na temat Amerykanów prawdę i że to oni prą do urządzenia Europie III wojny światowej, o czym świadczą również inne fakty – Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę!

…Odys

polecam również: Niemcy: kontrwywiad ostrzega przed rosyjskimi szpiegami. Służby zacieśniają współpracę z USA. oraz: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW. i to Wstrząsy wtórne afery podsłuchowej NSA. Czy globalna sieć się podzieli? a także: Najwyższy Czas!: Spisek jako metoda uprawiania polityki podobne: Komu niepodległa Szkocja bardziej potrzebna: Szkotom czy może Rosji? oraz: Merkel łagodzi napięcie z Waszyngtonem (CIA przeniesie się do Warszawy?). Putin na Kubie m.in. o wojskowej stacji nasłuchowej. i to: Kret kretem, ale tajemnica najważniejsza!

rys. Zbirek

rys. Zbirek

Wirtualna Polonia

Udo Ulfkotte, były redaktor Frankfurter Allgemeine Zeitung, jednej z największych gazet w Niemczech, przyznaje, że pracował dla CIA.

„Byłem dziennikarzem, przez około 25 lat, byłem kształcony w tym jak kłamać, zdradzać, i by nie mówić ludziom prawdy”, Ulfkotte powiedział RT. „Byłem wspierany przez Centralną Agencję Wywiadowczą, CIA. Dlaczego? Bo jestem pro-amerykański”

Ulfkotte postanowił powiedzieć prawdę o korporacyjnych mediach kontrolowanych przez finansjerę, ponieważ obawia się wojny w Europie.

„Niemieckie i amerykańskie media próbują sprowadzić wojnę na ludzi w Europie, doprowadzając do wojny z Rosją. Minęliśmy punkt bez powrotu, i mam zamiar wstać i to powiedzieć …

View original post 762 słowa więcej

Transformacja polskiej energetyki da bezpieczeństwo bez wzrostu cen. „Puls Biznesu”: Rząd chce rozdać węgiel bogatym.


1. RWE: Transformacja polskiej energetyki da bezpieczeństwo bez wzrostu cen.

Warszawa, 01.09.2014 (ISBnews) – Polska pozostanie w długiej perspektywie niezależna energetycznie, czerpiąc ponad 80% energii ze źródeł krajowych, a transformacja polskiej energetyki nie powinna również przynieść wzrostu cen energii elektrycznej, wynika z raportu RWE Polska pt. „Scenariusze rozwoju technologii na polskim rynku energii do 2050 roku”.

„Polska pozostanie niezależna pod względem produkcji energii elektrycznej: żaden ze scenariuszy nie przewiduje zwiększenia wolumenu importowanej energii. Jednak energia krajowa nie będzie już pozyskiwana w zdecydowanej większości z węgla. Nowe krajowe źródła energii, obejmujące wiatr, fotowoltaikę i gaz, w tym gaz łupkowy, przyczynią się do utrzymania niezależności energetycznej (ponad 80% energii elektrycznej wytwarzane będzie ze źródeł krajowych)” – czytamy w raporcie.

Jego autorzy uważają także, że transformacja sektora energii nie spowoduje wzrostu cen energii elektrycznej.

„Bazując na doświadczeniach innych krajów, Polska może nadać własne tempo przekształcenia sektora energetycznego, unikając tym samym negatywnego wpływu przyśpieszonej transformacji na istniejące źródła konwencjonalne. (…) We wszystkich scenariuszach Polska optymalizuje wydatki na technologie i decyduje się na te najtańsze, niezależnie od tego czy są to źródła wiatrowe, węglowe czy fotowoltaika. Pozwala to na utrzymanie cen detalicznych energii na stabilnym poziomie. Z perspektywy rynku energii brak jest czynników, które powinny wpłynąć na podwyższenie ceny energii elektrycznej w dłuższym horyzoncie czasowym. Wyjątkiem jest tu scenariusz ‚zachowawczy’, w którym wysoka niepewność regulacyjna wstrzymuje konieczne inwestycje i winduje tym samym ceny energii elektrycznej” – czytamy dalej.

Zgodnie z raportem, węgiel kamienny i brunatny najprawdopodobniej dalej będą stanowiły istotną część struktury wytwarzania. W analizowanym horyzoncie czasowym do roku 2050, duże elektrownie węglowe nadal będą istotne w polskim miksie energetycznym. Obecne instalacje działać będą do zakończenia cyklu ich eksploatacji, jednocześnie powstawać będą nowe moce (3-11 GW do 2030 r.). W czasie, kiedy energetyka jądrowa będzie miała szansę zająć istotną pozycję wśród źródeł wytwarzania, będzie ona musiała konkurować z innymi technologiami bezemisyjnej produkcji energii.

„W naszym studium, w momencie potencjalnego uruchomienia pierwszej elektrowni atomowej, technologie takie jak elektrownie wiatrowe czy fotowoltaika, będą już tańsze, a wytwarzanie energii w tych źródłach stanie się opłacalne bez dodatkowego wsparcia” – przewidują autorzy raportu.

Uważają także, że wytwarzanie rozproszone, czyli kogeneracja o mocy poniżej 20 MWth i panele fotowoltaiczne montowane na dachu (PV), może nabrać istotnego znaczenia. Dzięki tzw. prosumentom produkcja energii w źródłach rozproszonych może wzrosnąć z 4,7 TWh do 52 TWh w 2050 roku.

„Spodziewamy się, że już w ciągu kolejnych pięciu lat dzięki spadającym cenom modułów opłacalna stanie się rozproszona fotowoltaika. W Polsce powstanie nowy segment odbiorców, łączących cechy konsumentów z producentami, czyli tzw. ‚prosumenci’ – najpierw w sektorze usług, a następnie również w sektorze klientów indywidualnych” – podkreślono w raporcie.

Z rozwojem energetyki prosumenckiej wiązać się jednak będzie konieczność rozwoju sieci energetycznej.

„Wzrost popytu i zdecentralizowane technologie wymagają ciągłego rozwoju sieci: rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną będzie wymagało ciągłej rozbudowy infrastruktury elektroenergetycznej sieci. Wpływ wytwarzania energii elektrycznej z rozproszonych źródeł energii – zarówno z PV, jak i małych jednostek kogeneracyjnych – na sieć będzie w początkowych latach ograniczony. W dłuższej perspektywie, wraz z rosnącą popularnością energetyki prosumenckiej, oddziaływanie tych technologii będzie bardziej widoczne, ale ich integracja w sieci będzie ułatwiona dzięki inteligentnym technologiom” – podsumowano w raporcie.

(ISBnews)

podobne: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. oraz: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa i to: Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany. a także: Deficyt energii elektrycznej może wzrosnąć w Polsce do 1100 MW w 2017 r. polecam również: Gaz łupkowy za 24 lata. Zielona energia za droga. Nie mamy realnej alternatywy dla węgla.

2. „Puls Biznesu” – Rząd chce rozdać węgiel bogatym.

29.08.2014 (IAR) – „Puls Biznesu” pisze o rewolucyjnych planach rządu związanych z problemami polskiego sektora węglowego. Gazeta przypomina, że nad scenariuszem dla branży, która w pierwszym półroczu miała 772 miliony złotych straty netto, pracuje międzyresortowy zespół do spraw sanacji górnictwa węgla kamiennego.

Z informacji „Pulsu Biznesu” ze źródeł zbliżonych do resortu gospodarki wynika, że największe poparcie ma obecnie scenariusz, w którym rewolucja obejmuje i sektor węglowy, i część sektora finansowego, i energetykę. Jej osią ma być podział Kompanii Węglowej, przynoszącej olbrzymie straty największej firmy górniczej w kraju. Rząd chce także w drugim etapie przeprowadzić rewolucję w dwóch instytucjach finansowych – Banku Gospodarstwa Krajowego i Polskich Inwestycjach Rozwojowych. Między innymi mają one pożyczyć specjalizującemu się dziś wyłącznie w eksporcie węgla Węglokoksowi pieniądze na przejęcie części kopalni od Kompanii Węglowej. Polskie Inwestycje Rozwojowe mają się też stać częścią BGK.

Więcej na temat rządowych planów dotyczących sektora węglowego – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Puls Biznesu”/kry/ab

podobne: PG Silesia vs. Kompania Węglowa czyli efektywność i wydajność vs. szaleństwo. NIK skontroluje funkcjonowanie górnictwa.  oraz: Opieka socjalna niszczy branżę węglową. Część kopalń trzeba będzie zamknąć. Tomasz Cukiernik: „Czarny kłopot”.

źródło: stooq.pl

…po raz kolejny rząd chce ratować dla swoich kolesiów geszefty które przynoszą straty – wszystko rzecz jasna za pieniądze podatników. Czy właśnie temu (kolejnej „prywatyzacji” środków publicznych) miała służyć jawna niegospodarność i głupota zarządców Kopalni Węglowej, która doprowadziła do wielomilionowych strat i zwałów węgla którego nikt nie chce kupować bo jest za drogi?

…Odys

Prąd - Mirosław Andrzejewski (Zbirek)

Prąd – Mirosław Andrzejewski (Zbirek)

Tusk będzie zabiegał o (niemiecki?) kompromis ws. Ukrainy. Niemcy i Rosja zadowolone z wyboru. „Le Monde” o niemieckich sympatiach Tuska. Krajowe konsekwencje „ucieczki do raju”.


1. Tusk w Brukseli: celem ws. Ukrainy mądry kompromisFrancja: „Le Monde” o wyborze TuskaOpinie: wybór Tuska zadowolił Niemcy i Rosję.

30.08.2014 (IAR) – Celem w sprawie Ukrainy jest mądry kompromis. Tak mówił podczas konferencji w Brukseli Donald Tusk, wybrany na nowego szefa Rady Europejskiej.

Przekonywał, że stanowisko Wspólnoty w sprawie konfliktu ukraińskiego powinno być odważne, ale nie radykalne. Musi być też skuteczne i doprowadzić do pokoju – dodał Tusk. Mówił, że w tym celu potrzebny jest mądry kompromis, który może zostać osiągnięty dzięki doświadczeniu i możliwości wyrażania jednolitego stanowiska. Unia „przegra tylko wtedy, gdy będzie podzielona” – dodał. Powiedział też, że jest „absolutnie spokojny” o charakter współpracy w tej kwestii.

Donald Tusk obejmie nową funkcję 1 grudnia. Będzie musiał zrzec się stanowiska szefa polskiego rządu.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Białek&Płomecka&Skajewska/wcz./vey/ab

…jakbym Merkel czytał 🙂 I nie przez przypadek! Pan Donald Tusk jest bowiem gorącym orędownikiem „opcji niemieckiej” w Europie, co był już łaskaw przyznać 29 lis 2011 ustami „własnego” MSZ, cytuję: Nie boję się silnych Niemiec, lecz ich bezczynności„. Francuzi też wiedzą co w trawie piszczy i są wyraźnie o Niemcy zazdrosne. Z pewnością woleliby żeby Polacy siedzieli u nich w kieszeni (jak to drzewiej bywało za Napoleona Bonaparte) 🙂 (Odys)…

30.08.2014 (IAR) – „Czy premier zużyty w swoim kraju może stać się dynamicznym przewodniczącym Rady Europejskiej?” Taki pytanie zadał francuski dziennik „Le Monde” w swoim komentarzu o wyborze Donalda Tuska.

Komentator dziennika „Le Monde” stara się wyciągnąć polityczne wnioski z informacji o językowych kompetencjach Donalda Tuska. „On nie mówi po francusku, bardzo źle mówi po angielsku i doskonale po niemiecku – pisze autor artykułu. – To daje dość precyzyjną wiedzę o jego skłonnościach geopolitycznych: bliskość z Berlinem, znaczny realizm w stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi i uprzejmy dystans wobec Francji.” W dalszym ciągu artykułu komentator „Le Monde” podkreśla, że Donald Tusk „nigdy nie błyszczał bardzo wyrafinowaną wizją europejską, ale to właśnie pod jego rządami Warszawa nabrała wagi w Europie, jakiej nigdy dotąd nie miała”.

Francuski dziennikarz pisze również o tym, jak wybór polskiego premiera odbije się na sytuacji politycznej w Polsce. „Z braku wiarygodnej alternatywy w PO wyjazd Donalda Tuska do Brukseli może mieć dramatyczne konsekwencje dla jego obozu politycznego, który przygotowuje się do klęski wyborczej” – przewiduje „Le Monde”.

Autor wybiega w swoim komentarzu nieco w przyszłość i wyobraża sobie bardzo chłodne spotkania między Jarosławem Kaczyńskim, jeśli po wyborach zostanie on premierem, a Donaldem Tuskiem jako przewodniczącym Rady Europejskiej.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Tomasz Siemieński, Francja/ab

…a zatem nie ma co się martwić o kompetencje językowe Pana Tuska, bo do przyjmowania rozkazów po niemiecku jest przygotowany perfekcyjnie…

31.08.2014 (IAR) – Z wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej zadowoleni są i Niemcy, i Rosja – uważa dr hab. Piotr Wawrzyk z Instytutu Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Gość Polskiego Radia 24 mówił, że Niemcy popierają Tuska jako „przekonanego Europejczyka”, a Władimir Putin postrzega go jako człowieka, który nie żywi wobec niego uprzedzeń. Piotr Wawrzyk przypomniał, że kiedy padły pierwsze ofiary na Majdanie pod koniec ubiegłego roku, premier mówił, że winne są obie strony konfliktu, zarówno wiktor Janukowycz, jak i demonstranci. „Ta antyrosyjskość premiera pojawiła się stosunkowo późno. Pamiętamy, jak po katastrofie smoleńskiej był uważany za najlepszego przyjaciela Władimira Putina” – mówił gość PR24.

Piotr Wawrzyk dodał, że rolą szefa Rady Europejskiej jest głównie negocjowanie i rozmowa z politykami krajów UE. Najważniejsze zadania, stojące teraz przed Wspólnotą, to bezrobocie wśród młodych, wojna na Ukrainie i ryzyko wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

Zdaniem doktora Piotra Wawrzyka, to najlepszy moment dla Donalda Tuska na objęcie stanowiska szefa RE. Jak mówił gość PR24, premier zaczynał być obciążeniem dla Platformy Obywatelskiej przed wyborami. „Zaczynał być postrzegany jako ten, który może pogorszyć wynik PO” – uważa Piotr Wawrzyk. Jego zdaniem, był to dobry moment dla Donalda Tuska na „wyjście z twarzą” z tej sytuacji.

Stanowisko szefa Rady Europejskiej Donald Tusk obejmie1 grudnia. PR24/IAR/dw/tk

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…zadowolenie Rosji też o czymś świadczy (o dobrych stosunkach rosyjsko – niemieckich). To nie przypadek że Niemcy posadziły na tym świeczniku polityka z Polski. Kraju forującego antyrosyjską retorykę na salonach UE, którego premier (jednak) osobiście wykazuje daleko idącą powściągliwość w tej kwestii (podobną do Niemiec, być może dlatego – STASI, SB i Merkel…”Oscar” za rolę Tuska?). Tusk umie siedzieć cicho i daleko od stołu (idź do siebie pobaw się lalkami 😀 ), kiedy z Rosją negocjują Niemcy i inne poważniejsze państwa. Tusk z wrodzoną sobie flegmą (udając zaskoczenie) przełknął zniewagę kopa w tyłek, gdy nie zaproszono nikogo z Polski do stołu negocjacyjnego w Berlinie (na WYRAŹNE życzenie Rosji – przypominam). Z drugiej strony, kiedy Niemcy życzą sobie antyrosyjskich komentarzy to „coś tam” jest w stanie skomentować (groźnie kiwając palcem w bucie), rzadko osobiście a częściej ustami takiego np. Saryusza-Wolskiego i innych pożytecznych idiotów od „parcia na szkło”. Tusk nigdy nie stosował „ostrego języka” i nie stawiał kwestii Ukrainy na ostrzu noża. Od tego miał (bez proszenia!) PIS, czyli tzw. „opozycję” która z roli kundla ujadającego zza siatki wywiązała się znakomicie, plasując samego Tuska z daleka od miejsca dla „oszołomów” i „radykałów”… Rosja tę grę i paradoks – kraj antyrosyjski, ale niektórzy politycy już niekoniecznie – doskonale zrozumiała, zwłaszcza że podżyrowały ją Niemcy 🙂 (Odys)

podobne: Dlaczego umiarkowane wobec Moskwy Niemcy popierają na stanowisko „prezydenta UE” polityka z Polski (nastawionej do Rosji negatywnie). PIS popiera Tuska.

rys. Andrzej Zaręba

rys. Andrzej Zaręba

„…Ucieczka na unijną synekurę jest dziś dla Tuska jedyną drogą, by uniknąć konsekwencji wszystkich cwaniackich zagrywek, którymi przez lata mamił naiwnych Polaków, wszystkich popełnionych z niskich pobudek draństw, zaniechań i błędów. I to nie byle jakiej ucieczki, ale ucieczki wprost do raju! Na synekurę kasującą nawet takie złote dzieci platformy, jak Lewandowski czy Kilian – a przecież skoro tamci wszystko zawdzięczają Tuskowi, czyż nie pora, aby on sam mógł się popławić w luksusach?

To jest dopiero, jak mówił kiedyś sam Tusk o sprawowanej wówczas funkcji wicemarszałka Senatu, sposób na rozwiązanie problemów bytowych i socjalnych.

Dla każdego, kto obserwuje jego działania, jest oczywiste, że od dawna już główną troską Tuska jest „punktować” nie u polskiego elektoratu, tylko u tych, od których zależy wymarzona nominacja.  Czyż inaczej brnąłby wbrew nastrojom społecznym kraju w genderowe brednie, tęczową rewolucję i inne ideologiczne obsesje zachodniego lewactwa?

Choćby nie było innych dowodów – a są – ten jeden wystarczy, by mieć pewność, że Donald Tusk wyznaje zasadę „po mnie choćby PiS”. Jeśli tylko uda mu się wspiąć na złoty tron „prezydenta Europy”, to spustoszenia, które tu po sobie zostawi, nie będą go obchodzić nic a nic, nawet los jego własnych przy… totumfackich, powiedzmy ładniej, też go nie będzie obchodzić nic.

Przeciwnie, im większą i bardziej zadłużoną ruinę zostawi następcom, tym lepiej – z wyżyn unijnej kariery będzie potem mógł miotać na nich gromy i przypominać, że kiedy rządził, w mediach mówiono wyłącznie o sukcesach – a teraz, o…

…Na rzecz Tuska na pewno przemawia fakt, że jest dla Europy „panem nikt”. Być może mocarstwa, nie mogąc się dogadać, skłonne są zawrzeć kompromis analogiczny do tego, który przed laty uczynił premierem Polski Hannę Suchocką. Żadna z negocjujących partii nie była wtedy w stanie przeforsować swojego kandydata ani pogodzić się z przeforsowaniem kandydata cudzego i stanęło na figurantce z tylnego szeregu, bo od biedy była do przyjęcia dla wszystkich. Szansą Tuska jest to, że Londyn, Paryż i Berlin popadną w podobny klincz i zechcą wyjść z niego w podobny sposób.

rys. Zbirek

rys. Zbirek

A to, że Tusk nie zna języków, jest doprawdy najmniejszym problemem. Tak zwany „prezydent Europy” i tak nie ma nic do gadania.

Rafał Ziemkiewicz  całość tu:  fakty.interia.pl

…Jest takie powiedzenie: Czyn mija, jego pomniki pozostają… Oby czyny tego człowieka (i ich skutki) minęły Polaków jak najszybciej, ale żeby NIGDY nie poszły w zapomnienie – ku przestrodze pokoleń. („Uka­mieno­wali go pomnikiem” – Stanisław Jerzy Lec)

2. Hofman o Tusku – to może być dobra wiadomość dla PolskiTusk szefem Rady Europejskiej. Co czeka polską politykę?

30.08.2014 (IAR) – To może być dobra wiadomość dla Polski. Tak wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej komentuje Adam Hofman. Rzecznik Prawa i Sprawiedliwości ma jednak pewne wątpliwości.

Hofman liczy na to, że nowe stanowisko premiera nie zostanie zmarnowane, tak jak polska prezydencja czy przewodnictwo w Parlamencie Europejskim Jerzego Buzka. Jego zdaniem, Tusk będzie musiał załatwić dla Polski kilka kluczowych spraw – zrównanie dopłat dla rolników, zawieszenie pakietu klimatycznego czy obniżenie cen gazu.

Adam Hofman wierzy w to, że wybór Donalda Tuska, to nie ucieczka z Polski i wierzy w to, że premier nie zmarnuje szansy. Jednocześnie poseł PiS-u nie wierzy w to, że Tusk odda władzę w Polsce. Jego zdaniem, premierem zostanie osoba, którą nowy szef Rady Europejskiej będzie kontrolować.

Adam Hofman dodał, że Prawo i Sprawiedliwość będzie dążyć do wcześniejszych wyborów. Jednak w tym momencie „piłka” jest po stronie PSL, który może pogrozić skróceniem kadencji, jeżeli ludowcy zażądają teki premiera i jej nie dostaną.

Adam Hofman nie widzi dobrego kandydata w Platformie Obywatelskiej na stanowisko premiera. Jego zdaniem może być albo źle albo gorzej.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Kamil Szwarbuła/wk

31.08.2014 (IAR) – Platforma Obywatelska może wiele zyskać na sukcesie premiera, ale wyjazd Donalda Tuska do Brukseli jest też dla niej zagrożeniem. Takiego zdania są eksperci.

Historyk i politolog Antoni Dudek uważa, że wybór polskiego premiera na przewodniczącego Rady Europejskiej to ogromny sukces Polski i szansa dla nas, szczególnie w trudnej i zmieniającej się sytuacji geopolitycznej. Dodaje, że trzeba sobie jednak zdawać sprawę, iż jest to początek trzęsienia ziemi w polskim życiu politycznym.

„Wyjazd premiera do Brukseli oznacza nowy rząd, ale w tej samej koalicji” – uważa politolog Bartłomiej Biskup. Zaznacza jednak, że nie będzie to już tak mocny rząd, jak obecny. A to dlatego, że w Platformie Obywatelskiej nie ma polityka, który mógłby przejąć pałeczkę z wysokim poparciem po obecnym premierze. Bartłomiej Biskup przypomina, że Donald Tusk poróżnił się z takimi ludźmi. Tusk prowadził politykę „wycinania” osób, które mają jakąś ważniejszą pozycję polityczną, większą samodzielność, sądząc, że te osoby będą my zagrażały – powiedział politolog. W związku z tym osoby, które będziemy widzieć, to będą zaufani ludzie premiera, ale nie tak silne postaci jak Tusk, ani też inni liderzy wyrzuceni z PO. Według Bartłomieja Biskupa, w nowym rządzie nie znajdzie się kilku obecnych ministrów. Jego zdaniem, za wcześnie jeszcze, aby mówić kto dokładnie, ale dwóch wymian można być prawie pewnym. Z oczywistych względów afery taśmowej nie powinno tam być ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza. Z kolei wicepremier Elżbieta Bieńkowska może zostać komisarzem unijnym. Zdaniem Bartłomieja Biskupa, stanowisko premiera po obecnym szefie rządu obejmie Ewa Kopacz. Nowy gabinet będzie jednak, jego zdaniem, bardziej rządem administracyjnym, którego jedynym celem będzie dokończenie kadencji. Oprócz Ewy Kopacz wśród faworytów do sukcesji po Donaldzie Tusku wymieniany jest minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak.

Wyjazd Donalda Tuska do Brukseli może albo osłabić pozycję Platformy Obywatelskiej, albo ją wzmocnić. Socjolog profesor Henryk Domański uważa, że drugi scenariusz jest realny ale tylko wtedy, gdy miejsce premiera Tuska zajmie ktoś ze „starej” Platformy, nie kojarzony z ostatnimi aferami. Profesor Domański ma nawet kandydata. Jest nim nieuwikłany w kłopoty Grzegorz Schetyna. Profesor twierdzi jednak, że dużo bardziej prawdopodobnym kandydatem jest Ewa Kopacz.

Politolog Olgierd Annusewicz nie chce mówić, kto może zastąpić Tuska jako premiera, ale podkreśla, że jego następca musi umieć komunikować się ze społeczeństwem, aby PO nie traciła w sondażach. „Racjonalnym rozwiązaniem będzie sytuacja, w której Tusk będzie szefem PO, ale przestanie być premierem, bo to pozwoli zachować kontrolę nad partią. Jest ryzyko dekompozycji, więc Platforma powinna zrobić wszystko, by tej dekompozycji zapobiec” – uważa Annusewicz.

Premia w sondażach i szansa na stworzenie nowego lepszego rządu. takie scenariusze kreśli profesor Wojciech Łukowski z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Socjolog wyjaśnia, że Donald Tusk ma jeszcze kilka miesięcy na ułożenie sytuacji w kraju. Potem premier może mieć tyle zajęć, ze nie będzie miał czasu na roszady w PO. Zdaniem eksperta, wybór Tuska może przełożyć się na notowania PO w najbliższych wyborach. Profesor Łukowski wskazuje, że pozytywnie działać będzie także perspektywa wykorzystania znacznych środków unijnych. Informacyjna Agencja Radiowa/IAR//kl/Siekaj (źródło: stooq.pl)

.Rekonstrukcja rządu - nazwiska inne ale mordy te same..wygląda na to, że to czego (dzięki zimnej krwi Tuska) nie zdołała dokonać na PO afera podsłuchowa, tego w chwilę później dokonał sam Tusk swoim „nie chcę ale muszę”, czyli ucieczką do Brukseli „z polskiego syfu i folkloru”/”kupy kamieni” do cywilizacji – tak jak to sobie opowiadała jedna z par bohaterów wspomnianej afery.  Mówię rzecz jasna o implozji obecnego układu rządowego, czyli o ewentualnych przedterminowych wyborach, które obecnie mogłyby się odbyć już na bardziej zacnych dla PO warunkach bo nie w atmosferze afery a w glorii i sławie zwycięskiego w UE Tuska 🙂

Wraca w związku z tym jak bumerang nazwisko Schetyny, który jak pisałem już jakiś czas temu trzymany był z dala od nieudolnego otoczenia Tuska, by móc w stosownej chwili wyjść z cienia i jako ostatni sprawiedliwy zapewnić miękkie lądowanie samej idei Platformy Obywatelskiej robiąc najprawdopodobniej porządek z pretorianami Tuska. Ci co zdążyli się pobrudzić a nie znaczą zbyt wiele w PO będą musieli odejść… Czy Tusk w związku z opuszczeniem tonącej platformy zachowa jednak nad nią kontrolę, dowiemy się po tym kto zostanie jego następcą. Jeśli będzie to „mierna, bierna ale wierna” Kopacz to znaczy że jeszcze Tusk nie został skreślony (choćby miał nią sterować z Brukseli), ale jeśli nowy szefem zostanie Schetyna to będziemy mieli do czynienia z nowym rozdaniem i być może powstaniem nowej partii na gruzach PO („Rząd spajania i zamiatania” podczas „dryfowania w płynności” czyli… Zmiany zmiany zmiany po wyKopkach na „platformie”, by wszystko zostało po staremu tyle że z nowymi gębami do wykarmienia)

PS. Najbardziej zagadkowa kandydatura o której wspomina się bez rozgłosu to oczywiście „cichy żołnierz” Tomasz Siemoniak, który posiada jeden wyróżniający go od pozostałych kandydatów atut – sympatię Bronisława Komorowskiego. Nie wspominając już o dosier samego kandydata, z którego wynika że jest to człowiek który z nie jednego pieca chleb jadł (a i pewnie sam upiec coś potrafi 😉 )

Tomasz Siemoniak urodził się w 1967r. w Wałbrzychu. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz stypendystą Uniwersytetu w Duisburgu. W okresie studiów Tomasz Siemoniak działał w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów.

Podczas całej kariery zawodowej Tomasz Siemoniak działał między polityką a mediami. Po skończeniu studiów podjął pracę w TVP, piastował urząd dyrektora Programu 1. W 1997 roku koordynował Program Media i Demokracja w Instytucie Spraw Publicznych . W latach 1998-2000 sprawował funkcję Dyrektora Biura Prasy i Informacji w Ministerstwie Obrony Narodowej. Od 2002r. piastował też funkcję wiceprzewodniczącego rady nadzorczej Polskiej Agencji Prasowej.

Początki kariery politycznej Tomasza Siemoniaka sięgają lat 90.Początkowo działał w Unii Wolności, następnie stał się członkiem Platformy Obywatelskiej. W latach 1998-2000 sprawował urząd radnego gminy Warszawa-Centrum. Od 2002 do 2006 r. był członkiem zarządu Polskiego Radia. W 2007r. został wicemarszałkiem województwa mazowieckiego. W 2007r. objął stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji.

2 sierpnia 2011r.w związku z dymisją Bogdana Klicha, Tomasz Siemoniak zostaje nowym ministrem obrony narodowej.

…słowem – czarny koń wyścigów 😉 (więcej tu Newsweek: Tomasz Siemoniak: Kontrowersyjny nowy szef MON)…Odys

polecam również: „Łajna w jedwabnych pończochach” odklejają się od „Cysorza”.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

„The Soviet Story”: Jaruzelski podrasował swój życiorys. Czerwone pomniki samosiejki.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

12.05.2014 (IAR) – Historyk, doktor Piotr Gontarczyk twierdzi, że generał Wojciech Jaruzelski sfałszował swoją teczkę oficerską. „Dokumenty te były fałszowane na dużą skalę w sposób nieprawdopodobny” – mówi „Naszemu Dziennikowi”.

Gontarczyk dodaje, że dowody na to podaje w tekście umieszczonym w IPN-owskim periodyku Pamięć.pl. Według niego wiele dokumentów zostało wyjętych z teczki personalnej generała. Wiele informacji udało się usunąć, jak również fabrykowano zupełnie nowe dokumenty, które zostały do niej dołączone. Miało dojść do tego w latach 1989-1990, kiedy Wojciech Jaruzelski był prezydentem.

Piotr Gontarczyk twierdzi, że niektórych poprawek dokonał osobiście sam generał. Wskazuje na zeszyt ewidencyjny Jaruzelskiego zawierający podstawowe dane oficera i jego rodziny, który powinien być uzupełniany sukcesywnie, ale tak w tym przypadku nie było. Historyk wyjaśnia, że „spis dokumentów z lat 1944 -1979 został napisany jedną ręką i jednym pisakiem”, a „po jego sporządzeniu zadecydowano o dołożeniu do teczki kolejnych czterech dokumentów z lat 1946 – 1950”. „Nie jest to więc autentyczny zeszyt ewidencyjny Jaruzelskiego, który powstał w latach pięćdziesiątych, lecz falsyfikat, którym zastąpiono usunięty oryginał” – twierdzi Piotr Gontarczyk.

Więcej – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Nasz Dziennik”/vey/kry

podobne: Bolesław Bierut – najczarniejszy charakter komunistycznej Polski

rys. Zbirek

rys. Zbirek

13.05.2014 (IAR) – IPN wytyka, że pomniki czerwonoarmistów w Polsce stawiali sami Sowieci – donosi „Nasz Dziennik”. Gazeta dotarła do opinii Instytutu przesłanej do sądu, w którym toczy się o proces o oblanie farbą monumentu „Czterech Śpiących”.

IPN stwierdza, że pomnik z placu Wileńskiego w Warszawie upamiętnia to, co nie jest godne upamiętnienia dla Polski. Monument szerzy propagandę rzekomego wyzwolenia Polski przez Armię Czerwoną – uważa Instytut. Historycy IPN wskazują również, że obelisk rzekomo zbudowany przez mieszkańców stolicy, został de facto wykonany przez Rosjan. Autorem koncepcji pomnika Braterstwa Broni z placu Wileńskiego był sowiecki major A. Nieńko. Ponadto w sowieckiej armii była specjalna komórka odpowiedzialna za stawianie takich monumentów na terenie całej Polski. W latach czterdziestych powstało ich w sumie aż 350.

Tymczasem przed sądem rejonowym Warszawa-Praga Północ toczy się proces dwóch studentów. Są oni oskarżeni o znieważenie monumentu „Czterech Śpiących” i pomnika z Parku Skaryszewskiego. W nocy z 16 na 17 maja 2011 roku na obu obeliskach mężczyźni namalowali napis „czerwona zaraza”. Sąd już raz umorzył postępowanie, ale prokuratura odwołała się od tej decyzji. Studenci nie przyznają się do winy. Wspierają ich organizacje kombatanckie i niepodległościowe, które argumentują, że polsko-rosyjska umowa z 1994 roku nie odnosi się od reliktów komunistycznych. Kolejna rozprawa dwóch mężczyzn ma odbyć się 21 maja.

Więcej – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Nasz Dziennik”/kd/dabr

podobne: „Psy Stalina” Nikity Pietrowa – kelejdoskop zbrodniarzy i anatomia zbrodni

Soviet story

Soviet story

Paweł Drewniak: „Kobiety, dajcie spokój kobietom!” czyli… walka o przywileje nie jest walką o równość.


„Nie będę już poruszał tematu ściśle związanego z rozwydrzonymi feministkami, jak mawia o nich Stanisław Michalkiewicz, ale chciałbym zwrócić się do kobiet w sprawie tzw walki o równość, w której uczestniczą również osoby głośno odcinające się od feminizmu. Te kobiety przez długi czas wywierały nacisk na Parlament Europejski, aby zrównać ilość kobiet i mężczyzn w zarządzaniu. I przyjęto dyrektywę, która ma zapewnić udział 40% kobiet w radach nadzorczych wśród największych przedsiębiorstw.

Pytam się zatem – co taka zmiana ma wspólnego z równością? Ona jest wyraźnym jej zaprzeczeniem! Równość byłaby wtedy, gdyby zarówno mężczyźni, jak i kobiety mieli równe szanse na objęcie danego stanowiska i decydowałyby umiejętności i doświadczenie tych osób, a nie płeć, kolor oczu, czy zasięg ramion.

Co więcej, przedsiębiorstwa, które nie potraktują poważnie tego zalecenia i nie będą zwiększać liczby kobiet na danych stanowiskach, będą mogły spotkać się z surowymi karami. Tego rodzaju socjalistyczne przepisy zdecydowanie godzą w wolność zatrudniania oraz hamują rozwój firm. A Piotr Szumlewicz i inne osoby znane z politycznego kabaretu, będą w dalszym ciągu bałamucić społeczeństwo, wmawiając mu, że panuje tu „dziki kapitalizm”!

Dodam jednak jeszcze, że takie zmiany postulował również naciskający normalne kobiety, tzw Kongres Kobiet (miało nie być o feministkach), do którego niedawno dołączyła ‚kobieta biznesu’ – Serafina Ogończyk-Mąkowska. W wywiadzie dla Uważam Rze na pytanie jakie wyciągnęła wnioski ze spotkań Kongresu Kobiet, odpowiedziała wprost – nie opłaciła drugiej składki. I jak sama przyznaje – na tego rodzaju kongresach, nikt nie zajmuje się wprowadzaniem realnych zmian, korzyści, czy propozycjami nowych rozwiązań, lecz owe Panie opowiadają w zamian o swoich problemach domowych i emocjonalnych.

Jedna z rzeczy, których najbardziej nie lubię robić to się powtarzać, ale zrobię wyjątek – dzisiejsza walka o równości jest walką przeciwko równości oraz naturalnie również wolności. Jeżeli wkroczymy dalej z takimi pomysłami, być może niebawem zobaczymy połowę mężczyzn pracujących w roli sekretarki (czyt. sekretarza – nawet brzmi nieźle), połowę kobiet biegających z cegłami na budowie (budowniczki?), a jeśli pójdziemy jeszcze dalej, być może część mężczyzn będzie musiała zostać np uśmiercona, skoro jest ich więcej na świecie, a przecież powinno być po równo, prawda?” (Paweł Drewniakwmeritum.pl)

Demagogia społeczna - by Arkadiusz

Demagogia społeczna – by Arkadiusz

Nie wiem dlaczego niektórzy „POprawni politycznie” demagodzy (demagoszki?) próbują na siłę uszczęśliwiać płeć piękną tego typu „prezentami” (rodem z PRLu) za pochodzenie płciowe jak tzw. parytet. Udając przy tym przed całą resztą społeczności, że tego wymaga „równość” czy jakaś bliżej nieokreślona „sprawiedliwość społeczna”, które to „prawo” dziwnym trafem zawsze odbywa się kosztem kogoś innego – jego poczucia sprawiedliwości i jego prawa. Co to za sprawiedliwość? Jak ktoś w ogóle śmie nazywać jawną niesprawiedliwość sprawiedliwością? (sic!).

Życie zawodowe każdego człowieka powinno się opierać na prawie podobnym do tego które istnieje i sprawdza się od tysięcy lat w środowisku naturalnym, ponieważ dzięki niemu matka natura zmusza swoje „dzieci” do utrzymywania nieustannie dobrej formy. Dzięki temu prawu (zwanym naturalnym) życie człowieka na naszej planecie nie wygląda jak wegetacja, ale jest to ciągły rozwój. Prawo to w sposób naturalny a przede wszystkim sprawiedliwy dzieli i rządzi w przyrodzie premiując KOMPETENCJE (inaczej predyspozycje) a eliminując niekompetencje jednostek nieprzystosowanych do życia, bądź też zmuszając je do poszukiwań innych rozwiązań, które nie wymagają specjalnych predyspozycji. Człowiek pracowity któremu się chce niemal zawsze znajdzie dla siebie miejsce, gdzie będzie mógł żyć w zgodzie z własnym rytmem nie zmuszając innych do tego żeby zechcieli zwolnić tempo bo on nie nadąża.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Życie zawodowe jest motorem cywilizacyjnym ludzkości. Nie może być ono zatem obciążane „prawami”, które ten motor hamują premiując „predyspozycje” które nie mają nic wspólnego z postępem a obliczone są wyłącznie na zadowolenie subiektywnego światopoglądu jakiejś grupy osób. Nie może ono podlegać sztucznym regulacjom które działają na szkodę efektywności zawodowej człowieka. A tego typu pomysły jak wspomaganie szans jednej płci kosztem innej, wpisują się właśnie w tą patologiczną tendencję obniżania wartości jaką jest praca. Parytety zakłócają proces naturalnej selekcji pracowników opartej o jedynie sprawiedliwe kryterium, tj. kompetencje umysłowe, fizyczne i inne które są w sposób NATURALNY przypisane do danego zawodu (ba! nawet do z pozoru najprostszej czynności)…

„Gwarantowanie” i udowadnianie z góry że coś należy „poprawić” (dla jakichś ideologicznych mrzonek) poprzez działanie w sposób całkowicie sztuczny i nienaturalny jest równie nieuczciwe, jak udowadnianie ludziom którzy nie lubią „małego” że „małe jest piękne”… Każdego można oczywiście zmusić, ale natury (istoty problemu) oszukać się nie da!… W tym pomyśle „zrównania płci”(?) tyle jest „obiektywizmu”, „równości”, „sprawiedliwości” i „uczciwości” jak w logice regulowania biegu rzeki z ujścia w kierunku źródła, bo komuś z prądem nie po drodze.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Zdumiewające jest przy tym, oskarżanie krytyków tego rodzaju „równości” o dyskryminację. Czego się pytam? Naturalnego porządku? Że Ziemia kręci się wokół Słońca? No jak ona śmie!… A przecież to właśnie tego typu regulacje są niczym innym jak czystą dyskryminacją. Bo po to żeby dać pracę słabszemu trzeba zwolnić kogoś lepszego z powodu PŁCI (sic!). Kto tu kogo dyskryminuje, skoro w doborze na dane stanowisko pomija się kryterium najlepszego kandydata (nie koniecznie będącego kobietą)?

Idąc dalej i stosując tę „równościową logikę” popatrzmy ile jest „dyskryminacji” w zawodach „stereotypowo” przypisanych dla kobiet. Przedszkolanki, hostessy, sekretarki, asystentki, kasjerki, sprzedawczynie, telemarketerki, prezenterki (pogodynki)…a rozejrzyjmy się po urzędach, szkołach, w sekretariatach… Ilu mężczyzn tam pracuje? Czyż nie jest to jawna dyskryminacja? 😉 …Spójrzcie ile w ostatnich latach przybyło kobiet w Wojsku, Policji, Straży pożarnej, Straży granicznej, Służbie celnej. Tylko gdzie jest równość kiedy przychodzi do zaliczania norm w testach sprawnościowych, czy wykonywania postawionych zadań gdzie trzeba się wykazać agresywnością, siłą fizyczną, sprawnością do której naturalnie są predestynowani wyłącznie mężczyźni? I to samo działanie odbywa się w drugą stronę czyli tam gdzie potrzebna jest asertywność, zdolności manualne, podział uwagi, i inne kobiece talenty mężczyzna się po prostu nie sprawdzi…

Popatrzcie ile przybyło kobiet w biznesie czy w polityce. W porównaniu do lat poprzednich trwa nieustanny progres! Więc o co tym feministkom chodzi? Ja się pytam gdzie ta dyskryminacja? Dostęp do każdego (dotychczas typowo męskiego) zawodu jest dla kobiet od dawna otwarty… Komu jest potrzebna kolejna sztuczna regulacja dyskryminująca NAJLEPSZYCH kandydatów. Czy ktoś do tej pory wymyślił i kierował się lepszym kryterium przy doborze pracowników? Czy dla ambitnego i chcącego być traktowanym z szacunkiem i obiektywizmem kandydata (kobiety są przecież ambitne) na dane stanowisko nie powinno się liczyć tylko takie kryterium? Przecież nikt nie chce uchodzić wobec współpracowników czy środowiska w którym funkcjonuje zawodowo za „przydupasa”, „utrzymanka”, „faworyta”, „lizusa” czy innego „kalekę” który swoje stanowisko zawdzięcza nepotyzmowi, „czterem literom” czy innym nieformalnym a nielogicznym kryteriom które nie mają nic wspólnego z profesjonalizmem i faktycznymi umiejętnościami zawodowymi czy predyspozycjami do zajmowania określonego stanowiska… Nikt nikomu nie zabrania być najlepszym! I tu dochodzimy do DYSKRYMINACJI MĘŻCZYZN, ponieważ (niestety) nie każdy może zostać kobietą 😛 żeby móc z takiego „parytetu” skorzystać…

Uważam że tego typu regulacje są bardziej dyskryminujące niż ich brak, pomijając fakt że są po prostu nielogiczne i głupie… Chyba że chodzi o politykę „afirmacyjną” o jakiej „pierdziała” swojego czasu towarzyszka Senyszyn  i kobiety chcą być traktowane jak Indianie w rezerwatach (Towarzyszka Joanna Senyszynowa: kobiety są upośledzone!) …a przecież kobiety są dużo ważniejsze dla społeczeństwa/narodu niż próbują im wmówić tak zwane „wojowniczki o prawa kobiet”… Jak pisał klasyk (z pamięci) „mężczyzna jest co prawda głową, ale kobieta jest szyją która ją podtrzymuje a od czasu do czasu nią kręci” i jeszcze jeden „Kobieta, która uważa się za inteligentną, żąda tych samych praw, jakie mają mężczyźni. Kobieta inteligentna rezygnuje z nich.” (Sidonie-Gabrielle Colette)

…Odys

PS. Do czego prowadzi wypaczenie pojęcia równości można obejrzeć i wysłuchać tu – Godfrey Bloom: Kobiety, miejcie wiarę w siebie. Facet wierzy w kompetencje kobiet a one na to co?… Żądają żeby je przeprosił! Słusznie prawi Pan Bloom – Takie cyrki tylko w parlamencie UE 😀 Przypomina mi się od razu cytat z Oscara Wildea… „Kiedy kobieta nie ma racji, pierwsza rzecz, którą należy zrobić, to natychmiast ją przeprosić.” 😉

rys. Zbirek

rys. Zbirek

Kolejny etap globalizacji. W 2014 r. zacznie powstawać projekt ws. strefy wolnego handlu UE-USA (TTIP)


27.11. Bruksela (PAP) – Na początku 2014 r. negocjatorzy UE i USA mają zacząć pisać projekt transatlantyckiego porozumienia dot. handlu i inwestycji. Komisarz ds. handlu Carl De Gucht przekonuje, że Unia może być gotowa do jego zaakceptowania na koniec 2014 r. Problem może być w Waszyngtonie.

„Technicznie dla UE jest możliwe zawarcie porozumienia na koniec przyszłego roku” – powiedział w środę w Brukseli grupie zagranicznych dziennikarzy De Gucht. Najpierw jednak swoją pracę muszą zakończyć negocjatorzy, którzy są na początku długiej i skomplikowanej ścieżki do porozumienia.

Nawet przy założeniu, że uda się im napisać projekt partnerstwa w niecały rok, cały proces może skomplikować Kongres Stanów Zjednoczonych. Amerykanie w przeciwieństwie do Europejczyków nie ustalili bowiem tzw. szybkiej ścieżki akceptacji umowy. W UE polega ona na tym, że efekt negocjacji bez możliwości wnoszenia poprawek akceptuje (bądź odrzuca) Parlament Europejski i kraje członkowskie. Tymczasem Kongres (o ile ścieżka przyjmowania umowy nie zostanie zmieniona) będzie miał możliwość wnoszenia poprawek do porozumienia.

„Zakończenie negocjacji będzie możliwe, jak będziemy mieli jasność co do tego, czy Stany Zjednoczone zdecydują się na szybką ścieżkę. W tym momencie trudno powiedzieć, czy tak się stanie. To, co mogę powiedzieć – to że z europejskiej perspektywy możemy to zrobić (zakończyć negocjacje – PAP) w ciągu roku” – oświadczył komisarz.

Komisja Europejska chce uniknąć błędów, jakie towarzyszyły długo negocjowanej, ale ostatecznie odrzuconej umowy ACTA. Teraz cały proces negocjacji ma być transparentny. Urzędnicy KE, którzy zajmują się kwestiami handlu, raz w tygodniu sprawozdają krajom członkowskim stan prac. Tak częste konsultacje to rzadkość – przekonują źródła unijne. Handel to jedyny obszar, w którym tak się dzieje.

Ostatecznie to państwa unijne, i to jednomyślnie, muszą zgodzić się na umowę. KE przekonuje, że dla całej Unii wynik umowy będzie pozytywny. Z analiz przygotowanych na zlecenie Komisji przez Ośrodek Badań Polityki Gospodarczej (Centre for Economic Policy Research) w Londynie wynika, że zysk gospodarczy dla UE może wynieść nawet 119 mld euro rocznie. Problem jednak w tym, że nie ma analiz, jak porozumienie będzie wpływało na gospodarki poszczególnych krajów członkowskich.

Potencjalnie największe korzyści ze zniesienia barier w transatlantyckim handlu może odnieść przemysł samochodowy. Zyskać mogą zatem kraje producenci samochodów, takie jak Niemcy, Włochy czy Francja, ale pośrednio też dostawcy części dla fabryk w tych krajach, np. Słowacja. Państwa, które mają bardziej rozwinięty sektor usług niż przemysł, mogą zyskać mniej. Urzędnicy unijni zwracają uwagę, że umowa nie zastąpi jednak działań biznesowych i to ostatecznie od działań przedsiębiorców będzie zależało, kto wykorzysta najlepiej szanse, jakie będzie ze sobą niosła europejsko-amerykańska strefa wolnego handlu.

„Umowa przyniesie zyski dla całej Europy, ale dla różnych krajów w różny sposób” – przekonuje De Gucht. Jak podkreśla, dla niego wcale nie jest jasne, że uprzemysłowione kraje zyskają więcej. „Na pewno zyskają te firmy, które nie ograniczają działalności tylko do miasta, w którym mają siedzibę” – uważa komisarz.

Oszczędności dla przedsiębiorstw i nowe miejsca pracy mogą wynikać ze zniesienia niepotrzebnych przepisów i regulacji, tzw. barier pozataryfowych. Są one wynikiem różnic w regulacjach i normach dotyczących wielu towarów, od samochodów – aż po wytwory przemysłu tekstylnego w UE i USA. Urzędnicy unijni podkreślają, że nie będą negocjować poziomu ochrony, który daje konsumentom pewność, że otrzymują odpowiedniej jakości towar.

De Gucht, odpowiadając na wątpliwości dotyczące możliwości sprzedawania amerykańskiej żywności z GMO zwracał uwagę, że UE ma swoje regulacje dotyczące żywności modyfikowanej genetycznie i porozumienie ich nie zmieni.

KE szacuje, że koszty związane z niepotrzebną biurokracją, która wynika z barier pozataryfowych pomiędzy UE i USA, wynosi od 10 do 20 proc. wartości towarów. Same bariery celne, które porozumienie ma znieść, nie są wysokie, bo wynoszą średnio 4 proc.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP) stk/ je/     …źródło: stooq.pl

….Problem jednak w tym, że nie ma analiz, jak porozumienie będzie wpływało na gospodarki poszczególnych krajów członkowskich…

Problem w tym, że przykład UE jasno pokazuje jak takie porozumienia się kończą, tylko nikt z tego wniosków nie wyciąga. Problemem jest piętrzenie regulacji pod pozorem „równych szans” dla podmiotów działających na tzw. „wspólnym rynku”. Bardzo trafne jest określanie tych podmiotów „udziałowcami”, bo większość z nich dosłownie kupuje sobie za pieniądze podatników swoją na nim „odbytność”. Rynek powinien być WOLNY a nie wspólny (co to znaczy wspólny?). Ten tzw. „wspólny” rynek bazuje na stercie bzdurnych przepisów utrudniających przedsiębiorczość i podnoszących ceny towarów. To system nakładowo-rozdzielczy który jest komunistycznym anachronizmem premiującym nieudolność i marnotrawstwo. Wolny rynek jest wrogiem tego co mamy obecnie czyli biurokracji, regulacji prawnych, protekcjonizmu, subwencji, dotacji, zakazów, nakazów, dyrektyw, podatków, opłat, dopłat. Wolny rynek charakteryzuje się nieograniczoną konkurencją, gdzie każdy podmiot może zaistnieć o ile proponuje towar dobry jakościowo za rozsądną cenę – bo tego szukają konsumenci, a nie żeby ich kosztem ktoś sobie „biznes” uprawiał. Wolny rynek nie dopuszcza możliwości protekcji jakiegokolwiek prywatnego podmiotu przez taką czy inną siłę polityczną. Tego rodzaju patologie są możliwe tylko na „wspólnym” rynku.

Całkowicie normalną jest sytuacja gdzie ktoś kto dysponuje lepszym produktem, czy takim samym jakościowo ale za niższą cenę zyskuje a ktoś inny traci. Nie powinno się to jednak odbywać w sposób sztuczny pod płaszczykiem prawa dyskryminującego większość podmiotów a premiującego monopolistów za cudze pieniądze. Dziś to wygląda tak, że ktoś dopłaca (w zasadzie wszyscy podatnicy) a zysk mają tylko cwaniaki żyjący z wyciąganie ręki po „dotacje” i biurokraci na ich usługach którzy ten system obsługują i zajmują się regulacjami pod określonych lobbystów. Wspólne wory mają to do siebie że ktoś zawsze jest pokrzywdzony, bo jedni ludzie są bardziej pracowici i więcej ryzykują a drudzy nie, więc dążenie do wyrównania zysków dla obu biegunów jest totalną pomyłką i mrzonką która w dłuższym okresie przynosi tylko i wyłącznie straty dla konsumentów i nie tylko. Bo po pewnym czasie również dla „udziałowców” konsekwencje są nieuchronne, bo pieniądze z nieba nie lecą i nie da się na dłuższą metę żyć kosztem innych. Każda niesprawiedliwość (a z tym mamy tutaj do czynienia) ma swój kres a kieszenie podatników dno…(Odys)

rys. Zbirek

rys. Zbirek

„Grzanie na emeryturze”… „Państwową autostradą dla bogaczy” czyli… jak wydoić króliczka.


Pisze cynik 9:

Wasz skryba spędził ostatnio parę dni w Polsce i przyznać musi że mimo powszechnych utyskiwań w kraju dokonuje się pewien postęp. Miejscami nawet znaczny. Z granicy na przykład mkniemy dzięki postępowi ku stolicy 160 km/godz lub więcej, jak kto lubi, po całkiem fajnej autostradzie. Powstają też MOPy gdzie można dotankować czy coś przegryźć. Przy okazji mamy jednocześnie łamigłówkę co ten skrót ma oznaczać i czemu musi to być skrót a nie wywalona kawa na ławę tak aby nawet cynik9 zrozumiał. Jak na przykład „Raststätte” a nie żadne RS.

W zdrowym grzaniu po świeżych polskich autostradach nie przeszkadza nawet policja, która woli czaić się dyskretnie w krzakach w tzw „terenie zabudowanym”. Najwidoczniej boją się, jak nie Pana Boga to przynajmniej pana Kulczyka, bo obaj podobno nie lubią jak się im psuje biznes. A kto by jeszcze chciał dopłacać do mandatu na i tak drogiej autostradzie? Słowem, jedynym mankamentem autostrady A2 jaki widzimy jest to że nie pomyślano nigdzie o paru odcinkach trzeciego pasa gdzie mogłyby się minąć TIRy. Takich odcinków jest sporo w Niemczech co znakomicie usprawnia ruch na odcinkach de facto dwupasmowych. W rezultacie nawet na niezatłoczonej autostradzie A2, gdy jeden TIR zacznie wyprzedzać drugi,  to trwa to w nieskończoność i tworzy łatwo korki.

No i oczywiście są te słynne cztery miejsca gdzie na autostradzie pustej i płaskiej jak stół trzeba się zatrzymać w szczerym polu aby uiścić opłatę i jechać dalej w tym samym kierunku. Zdaniem pań zbierających te opłaty jest to oczywiste bo każdy odcinek „musi zarobić na siebie”. Najwyraźniej zarobienie na siebie byłoby niemożliwe gdyby opłaty pobierano zmyślniejszym systemem który, dajmy na to, wymagałby jedynie pobrania jednego biletu przy wjeździe oraz opłacenia go przy wyjeździe. W sumie jednak nie ma co narzekać bo mamy to co chcieliśmy – fajną autostradę od granicy do Wwy.

Rzeczą która utkwiła nam w pamięci tym razem najbardziej nie są jednak autostrady lecz rosnąca liczba pracujących osób w wieku emerytalnym….

całość tu: dwagrosze.com

Horyzont inwestycyjny - Zbirek

Horyzont inwestycyjny – Zbirek

28.10.2013 (IAR) – Rząd zbuduje A1. Ale za przejazd zapłacimy dużo, jak firmie prywatnej – czytamy w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Przed końcem roku powstanie spółka specjalnego przeznaczenia. Będzie odpowiadała za budowę i zarządzanie 140 kilometrów autostrady A1 z Tuszyna do Pyrzowic. Najpierw zrealizuje – zamiast Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad – ten odcinek, uzyskując środki między innymi z emisji obligacji. Potem będzie nią zarządzała i pobierała opłaty od kierowców.

Zła wiadomość dla kierowców jest taka, że specspółka będzie musiała na siebie zarobić. Co gorsza dla ich portfeli, nie będzie przy tym ograniczona przepisami unijnymi. GDDKiA została wykluczona z projektu, bo budując A1, musiałaby posiłkować się dotacjami UE. W takim wypadku przez 5 lat od zakończenia budowy na trasie nie można by zarabiać.

Przy wariancie, który przyjmie rząd, spółka celowa będzie mogła pobierać opłaty za przejazd zbliżone do tych, jakie pobierają koncesjonariusze prywatni.

Więcej w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

IAR/”Dziennik Gazeta Prawna”/kl/dyd

…że głupio zapytam… To dlaczego „rząd” pobiera tak wysoką opłatę paliwową skoro za to co wybuduje (za nasze pieniądze) jeszcze każe sobie płacić? Czemu nie wybuduje tej autostrady firma prywatna na własny koszt, bez obciążania Skarbu Państwa (podatników) długiem (emisją obligacji). Pytanie oczywiście retoryczne, bo na takich samych zasadach opiera się powoływanie przez „rząd” innych „spółek celowych” (jak sławetna „Euro 2012” czy „NCS” – Okazja czyni złodzieja, ale “Pacta sunt servanda” czyli… NCS ma zapłacić Kaplerowi ponad pół miliona zł.) Bez pośrednika namaszczonego przez władzę nikt nic w tym kraju normalnie nie wybuduje. Bo w państwie socjalistycznym nie o to chodzi by złapać króliczka (wybudować raz, porządnie i żeby inwestycja przynosiła zysk) ale żeby go nieustannie gonić (tj. doić krowę). Chodzi o to żeby Polska była cały czas w budowie 😉 (za nasze)

…Odys

Gonić króliczka - Zbirek

Gonić króliczka – Zbirek

O chłopcach w krótkich spodenkach


Zachowanie pewnych osób uchodzących powszechnie za „ważne” i „ważniejsze” dla naszego państwa (tudzież obywateli) sprowokowało mnie do pewnych przemyśleń na temat – komu Polacy powierzyli swój los (o duszy nie wspominając)… Będzie więc jak sam tytuł sugeruje, o „dużych” chłopcach, którzy nie mieli czasu dosrosnąc, albo im nikt w tym nie pomógł…

1. Wychowanie… czyli – Skąd się wzięli „chłopcy w krótkich spodenkach”?

rys. Jurek.pl

rys. Jurek.pl

Jak to z dziecmi bywa przyniósł ich oczywiście bocian, albo zostali znalezieni w kapuście (co w „ich” wypadku wcale by nie dziwiło zważywszy na to co skrywają pod liścmi), ale podchodząc do „problemu” poważnie to wszyscy doskonale wiemy że: „wychowanie wynosi się z domu”. Stąd też i moje przypuszczenie, że „chłopcy w krótkich spodenkach” musieli po prostu miec jakiś dom… Musieli miec (co najmniej!) mamę i tatę – którzy wbijali im w głowę co w życiu wolno a czego nie… „co dobre a co złe”. Może mieli starsze rodzeństwo – od którego mogli nasiąkac bardziej „rówieśniczą” wiedzą o otaczającym ich świecie: szkole, nauczycielach, innych dzieciach. Może mieli młodsze rodzeństwo – którym musieli się opiekowac, dawac przykład własnej odpowiedzialności, uczyc się się troski o innych. Byc może (jak rodzice postarali się o nich odpowiednio wcześnie a świat był łaskawy) to mieli również dziadków, którym mogli okazywac szacunek i od których mogli uczyc się cierpliwości, pokory wobec życia, poznawac WŁASNĄ przyszłośc i przeszłośc która kształtuje człowieka równie mocno bo stanowi o jego korzeniach… Niestety! „Chłopcy w krótkich spodenkach” zostali gdzieś na etapie „rodzina” mocno zaniedbani albo wręcz przeciwnie „zindoktrynowani”, i zamiast „nasiąknąc za młodu” tym co na dalszym etapie życia waży w społeczeństwie najwięcej, nasiąkli tylko jednym elementem – zabawą, ewentualnie „wiedzą” o bardzo „kontrowersyjnych” fundamentach (korzeniach) tudzież „wzorcach” a jaką, to już w punkcie drugim.

2. Zabawa i nauka… czyli – „Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starośc trąci”.

rys. POPIS - Mirosław Andrzejewski - Zbirek

rys. POPIS – Mirosław Andrzejewski – Zbirek

„Chłopcy w krótkich spodenkach” uwielbiają się bawic, za to nie lubią się uczyc… Nie to żeby się nie uczyli (nic bardziej mylnego!) tylko że wykształcenie (na które nie każdego stac – ponad obowiązkową szkołę podstawową) to niejako 50% wiedzy (proporcje umowne 😉 ) jaka człowiekowi do życia w społeczeństwie jest potrzebna, pozostałą częśc charakteru powinna uzupełnic „mądrośc życiowa”, „dojrzałośc emocjonalna”, „szacunek do innych”, „poszanowanie wolności innych” itd. Itp. – które to „umiejętności” pozwalają (kiedy trzeba) żeby chłopiec postępował jak mężczyzna (o człowieczeństwie nie wspominając). Z tym niestety jest u „chłopców w krótkich spodenkach” po prostu źle. Skąd taki wniosek? A z tego „trącenia na starośc” którym „chłopcy w krótkich spodenkach” emanują niemal codziennie na innych ludzi w dorosłym życiu… Ale wrócmy do tego co dla „chłopców w krótkich spodenkach” jest najważniejsze – czyli do zabawy. „Chłopcy w krótkich spodenkach” uwielbiają się bawic żołnierzykami – ustawiają swoje plastikowe armie i rzucają w nie kamykami. Pokłosiem tej rozrywki jest z kolei zabawa „w wojnę” kiedy w grę wchodzi okładanie się drewnianymi mieczami, strzelanie z „tępych” łuków (ściślej strzał) i strzelanie z procy – nie koniecznie do siebie nawzajem, ale również do innych żywych stworzeń. Lubią bawic się samochodzikami – zwłaszcza w ich rozbijanie, rozkręcanie i „naprawianie”. Lubią też zabawy w piaskownicy, gdzie budują najróżniejsze budowle z piasku, tudzież błota. Bawią się też w „ganianego”, „chowanego” i „ciu ciu babkę”… Podczas tych zabaw zdarzają się oczywiście wypadki , ale są one o tyle zminimalizowane, o ile nad całym tym dziecięcym światem zabaw nadzór sprawują dorośli, którzy pilnują tego żeby były przestrzegane ZASADY wzajemnego poszanowania (ogólnie mówiąc) i aby nikt się w tych zabawach nie zapędził i nie pogrywał nazbyt egoistycznie wobec innych, wszak dzieci często i gęsto ze sobą rywalizują. Dzieciństwo jest bardzo ważnym etapem w życiu każdego człowieka, ponieważ to w tym czasie zaczynają nabierac kształtu postawy jakimi człowiek kieruje się później w relacjach międzyludzkich. Zabawy powinny zatem kształtowac charakter u młodego człowieka, i nauczyc go pewnych KONSERWATYWNYCH schematów zachowań jak wzajemne poszanowanie i panowanie nad własnymi zachciankami. Mądra zabawa powinna jednocześnie wychowywac. Problem pojawia się w momencie kiedy nadzór przymyka oko na „chłopców w krótkich spodenkach” którzy w swoich potrzebach realizują się kosztem innych dzieci zabierając im „przestrzeń” (i zabawki) zamiast wytworzyc własną. Te „nawyki” w porę nie tępione a czasem wręcz pochwalane (przez starszych „chłopców w krótkich spodenkach” – braci we wspólnym dobrze pojętym interesie) są przez „nich” później przenoszone poza świat dziecięcy i już bez nadzoru dorosłych egoistycznie egzekwowane w „dorosłym” życiu.

3. Bawmy się… rachunek zapłacą inni!

„Chłopcy w krótkich spodenkach” chcą się bowiem bawic dalej a do przemożnej chęci zaspokojenia własnego widzimisię (utrwalanej od małego) dochodzi dodatkowo chciwośc, czyli chęc zgarnięcia „przestrzeni” innych, oraz chęc wzbogacenia się bez wysiłku, jak bez wysiłku przychodziło zabranie słabszemu dziecku lizaka. Żeby jednak bawic się bez przeszkód trzeba wygodne dla siebie „zasady” zalegalizowac jako „prawo powszechnie obowiązujące”, więc jako „wykształceni” (tudzież „elity”) wykorzystują sobie tylko znane mechanizmy żeby je zalegalizowac. Chodzi po prostu o to żeby nie musiec się ze swoich „popędów” przed nikim więcej tłumaczyc (jak to za młodu czasem bywało) i żeby nikt nie śmiał zwrócic im uwagi że „źle robią”. Egoizm jakiego się „nauczyli” nie uznaje bowiem czegoś takiego, jak cudza własnośc, wolnośc, godnośc, prawo do samostanowienia, ba! nawet do odmiennego zdania. Więc bawią się kosztem innych bez wnikania w to że tak byc nie powinno. „Chłopcy w krótkich spodenkach” nie chcą bowiem się ani uczyc ani dorosnąc a wystarczy im wiedza że zasady ugruntowane przez wieki na WSPÓLNOCIE jaką była rodzina, plemię, naród są po to żeby je łamac albo naginac do własnych celów. Bawią się w swoje „gry wojenne” posługując się już prawdziwymi żołnierzami. „Strzelają” do siebie i innych naostrzonymi już strzałami bezwzględnego „prawa” które jest dla nich, ewentualnie tępymi (politykując i mędrkując w charakterystyczny „wykształciuchowski” sposób) które pozostawiają bolące siniaki nie tylko na ciele ale i na duszy jednostek słabszych i nieoczytanych tak jak „oni”. „Łapią” innych ludzi (za pomocą innych ludzi) samemu nie biegając a mimo to pozostając „nieuchwytnymi”. „Chowają” się przed innymi ludźmi samemu widząc wszystko i wszystkich za pomocą kamer, podsłuchów, i aparatu szpiegowskiego. I ciągle coś „naprawiają” a jak nie naprawiają to „budują” z podobnym efektem jak budowle z piasku i błota, tyle że dużo bardziej kosztownie i nie brudząc się przy tym zbytnio. Jednym słowem „bawią się” w podobne z dzieciństwa gry ale jakby na trochę innych zasadach i już bez żadnych konsekwencji w wypadku „nabrojenia”… – czują się bezkarni….

4. Bezkarnośc rozzuchwala…

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

„Chłopcy w krótkich spodenkach” realizują zatem siebie i swoje fantazje nie bacząc na wolę innych wśród których się wychowywali a niekiedy znali większą częśc życia… Robią to bez krztyny wstydu i bez umiaru, bez rozsądku i bez jakiegokolwiek zastanowienia, których to „umiejętności” jakimi powinien się charakteryzowac dojrzały człowiek nie wynieśli ani z domu, ani nie nabyli ich w szkole, ani życie ich nie nauczyło, bo nie miało czasu ponad „rozpieszczanie” i „folgowanie” ukrytym całkowicie egoistycznym (w negatywym sensie) pragnieniom dominacji nad innymi ludźmi…

Co z nimi teraz robic? Co można zrobic z „chłopcami w krótkich spodenkach” którzy nie żartują w realizacji swoich chorych fantazji i są tak wypaczeni, że z własnej woli nie porzucą tych „zabaw”? Trzeba im dac kopa na rozpęd i przepędzic z piaskownicy… Można to zrobic na dwa sposoby. Najpierw „siłą woli” odbierając „im” (w cywilizowany sposób – demokratycznie) ”zabawki” do stanowienia jakiegokolwiek „prawa”, ale jeżeli to nie pomoże to pozostanie tylko usunąc ich ze społeczeństwa siłą fizyczną! ( w postaci pasa na goły tyłek ma się rozumiec 😉 )

…Odys