Sprawiedliwość kontra chciwość czyli miłe (złego) początki prawa własności (na Synodzie Łęczyckim), oraz lichwiarskie fałszerstwa Żydów (w przywileju Bolesława Pobożnego)


Artur Grottger – Modlitwa wieczorna rolnika

„…Świadomemu dziejów krajowych, nietajno, jak przeważny wpływ duchowieństwo i ustawy kościelne, wywierały na stan kraju i prawodawstwo; nieobojętną jest zatem rzeczą, poznać okoliczności i ustawy pierwszego u nas i z największą pewnością wspominanego Synodu, a zarazem zjazdu, któremu historycy największe oddają zalety; od którego datują zarys prawodawstwa; w którym widzą jutrzenkę odrodzonej spokojności kraju; i dla którego, ówczesnemu monarsze tytuł Sprawiedliwego nadali. Takim jest zjazd i Synod Łęczycki w roku 1180 odbyty.

Prawodawstwo kraju, co z potrzeba i duchem czasu formowało się, co nie było wpływem woli pojedynczej, a takim było nasze średniowieczne, musi być śledzone we wszystkich swoich postępach i odcieniach; bo wtedy się najlepiej duch jego wykaże, pewniej jak z urojonej zasady, przyjętej od niektórych z współczesnych pisarzy w tym przedmiocie, ale przeszłość sama i fakty mówić muszą za sobą.

Z tego i takiego punktu, jak na wszystkie ustawy synodalne, tak szczególniej na Synod Łęczycki, zapatrywać się należy, w przekonaniu, że jeżeli kiedy, to wówczas, wpływ ustaw duchownych był najpewniejszym. Dziś bowiem już jest dowiedzione, że wszystkie modyfikacje prawa starożytnego rzymskiego, które stało się zasadą wszystkich innych, przez wpływ duchowieństwa nastąpiły; bo rozdział i walka między duchownym a świeckim stanem, nie była u nas tak zaciętą i nigdy nie miała takiego charakteru, jak gdzie indziej. Duchowieństwo nasze, mające w narodzie przewagę naukową, najczynniejsze w radach publicznych i prywatnych, nie może być pominięte w rozbiorze i dostarczaniu materiałów, do dziejów krajowych i Kościoła. Zjazd i Synod Łęczycki, poprzedzający ustawą swoją, wszelkie piśmienne znane u nas prawodawstwo, stał się pierwszym zarysem prawa publicznego, w stosunkach panów i podwładnych, w stosunkach sukcesyjno – familijnych i wpływie stanu na stan: wart więc bliższego i szczegółowego poznania…

…Po rozdziale, piszą oni, jedynowładnej w karbach posłuszeństwa utrzymywanej monarchii, przy rozdrobionej władzy pojedynczych książąt, przy przemocy rycerstwa i możniejszych, zwyczaje ustanowione dla bezpieczeństwa kraju i wygody żołnierza, stały się powodem najazdów, grabieży i ucisku; powinności czynione niegdyś tylko królom i to w pewnych czasach, przywłaszczone od możnych, czyniły stan mieszczan i wieśniaków opłakanym; całe ich mienie bowiem w sprzężaju, dobytku i zasobach wszelkiego rodzaju, było każdej chwili zagrożone łupem. Nieszczęśliwe to położenie klas niższych, podzielało i duchowieństwo ówczesne: majątek ich kościelny lub prywatny, wyniszczony różnego rodzaju uciskami, po śmierci posiadaczy, stawał się łupem przemocy, pod rozmaitymi pozorami. Chcących poznać bliżej stan kraju w owym czasie, odsyłamy do Kadłubka (lib. 2) i Długosza (lib. 6); tu dość nam powiedzieć, że w takim stanie rzeczy, cnotliwy i sprawiedliwy Monarcha, nie mógł zostać obojętnym; i nie został też, znalazłszy pomoc w światłych i cnotliwych obywatelach. Za najskuteczniejszy środek zaradzenia złemu, uznał zwołanie zjazdu, nie tak dla braku władzy i możności zaprowadzenia ulepszeń przez siebie samego, jak raczej z tej mądrej uwagi, że otwierając narodowi, wpływ do wspólnych obrad prawodawczych, zobowiąże sobie tym sposobem niechętnych, i ustanowić się mającym prawom, większej powagi i mocy doda. Nie spodziewał się niestety że krok ten, stanie się z czasem zarodem swawoli i uzurpacji tej świetnej prerogatywy…” (całość tu: szkolanawigatorow.plKs. Jan Mętlewicz, O Synodzie Łęczyckim 1180 r)

„…Po doprowadzeniu z powrotem do posłuszeństwa wszystkich, dzielnic Królestwa Polskiego dzięki niezwykłej zręczności i obrotności, sławny z męstwa książę uznał za swoje pierwsze zadanie przywrócenie wolności i sprawiedliwości ojczyźnie udręczonej wyszukanymi sposobami ucisku i ciężarami. Znosi więc i unieważnia wszystkie daniny, trybuty, cła i świadczenia nowo ustanowione przez jego brata Mieczysława oraz jego naczelników i urzędników, ukróca oszczerstwa, a oszczerców skazuje na banicję lub piętnuje. Usuwa wszystkie niesprawiedliwe sądy, przez które ludzie tracili majątki i przywraca rzetelny wymiar sprawiedliwości. Następnie cały swój wysiłek obraca na wytępienie większych nadużyć, których według dawnego prawa zwyczajowego nie zaliczano do przestępstw i występków, ale do ustaw i praw królestwa. Ponieważ rozpowszechniły się one wśród książąt, baronów i panów polskich, tym trudniej je było wykorzenić, bo panowie nie mogli ścierpieć pozbawienia ich przywilejów i korzyści. Był bowiem od dawna ustalony zwyczaj w Polsce, że szlachta i rycerze w czasie przejazdów i podróży po Królestwie żądali od wieśniaków nie tylko siana, słomy i plew, ale zboża i innych środków żywności. W razie odmowy najeżdżali i burzyli domy i spichlerze, samowolnie zaspokajali swoje potrzeby i nie tylko wypasali, ale także wydeptywali grunty wieśniaków. Nadto szlachta i rycerze, chcąc załatwić swoje prywatne, nierzadko mało ważne sprawy, chwytali po wsiach i polach konie wieśniaków. Dosiadali ich sami albo ich służba i szybkim, niezmordowanym pędem przebywali niekiedy wielkie połacie kraju.

Następstwem tego, że konie męczono lub osłabiano do tego stopnia, że już nie mogły odzyskać sił, a często nawet zajeżdżano na śmierć lub uprowadzano daleko, a czasem, jeśli były dobre i ładne, przywłaszczano sobie — były wielkie straty i zubożenie wieśniaków, którzy pozbawieni koni, zaniedbywali swoje prace w polu. Nadto dobra zmarłych biskupów zarówno ruchome, jak nieruchome były narażone na złupienie i grabieże lub oddawane na rzecz skarbu książęcego. Zwoławszy więc wielki zjazd do Łęczycy na ogromnym zgromadzeniu książąt, biskupów i rycerzy[książę Kazimierz] przedstawia, jakie nieszczęścia i zabójstwa powstają z trzech wymienionych nadużyć, na jakie spustoszenia i straty jest narażone Królestwo, jak takie przeniewierstwo przypominające okrucieństwo pogan i barbarzyńców obraża Boga i woła o jego pomstę.

Niech wobec tego postanowią, że należy wykorzenić tego rodzaju nadużycia, pozyskać życzliwość zagniewanego dotąd Boga i dostosować się do świętych praw królestw katolickich. [Mówił], że jego tak wychowano, iż nie ścierpi dłużej w swoim królestwie i pod swoimi rządami tak zbrodniczych i haniebnych zwyczajów, powodujących obrazę Boga, krzywdę bliźniego i zhańbienie świętości. Było na tej naradzie ośmiu biskupów: gnieźnieński Zdzisław, krakowski Gedeon, wrocławski Żyrosław, kujawski Unelf, poznański Cherubin, płocki Lupus, kamieński Konrad, lubuski Gaudenty i trzech książąt: poznański Otto, wrocławski Bolesław i mazowiecki Leszek oraz ogromny tłum panów i rycerzy. Ci przeważającą liczbą głosów orzekli, że należy wytępić niegodziwe zwyczaje, z powodu których gniew Boży — byli o tym przekonani — zesłał na Polaków różne nieszczęścia i niepowodzenia. I żeby w przyszłości ktoś przypadkiem nie przywrócił na nowo tych zwyczajów, postanowiono wszystkich sprawców tych albo tym podobnych [nadużyć] ukarać strasznym wyrokiem klątwy. Nazajutrz więc arcybiskup gnieźnieński Zdzisław i wszyscy biskupi polscy ubrani w szaty biskupie w obecności księcia i monarchy polskiego Kazimierza, wszystkich książąt, panów, rycerzy i pospólstwa, którzy, zatwierdzając to postanowienie i poddając mu wśród radosnego uniesienia zarówno siebie, jak swoje potomstwo, ogłaszają, co następuje: „Kto zabierze albo poleci zabrać zboże albo inną własność rolników i wieśniaków siłą albo w jakiś inny sposób, niech będzie przeklęty!

Kto z okazji odbywania poselstwa w publicznej lub prywatnej potrzebie, wyjąwszy doniesienie o grożącym ojczyźnie napadzie wrogów, weźmie lub poleci wziąć czyjegoś konia albo zwierzę pociągowe tytułem obowiązku podwody, niech będzie przeklęty! Kto zagrabi, zagarnie lub roztrwoni dobra zmarłych biskupów albo osób duchownych, choćby był znakomitą osobą i piastował godność króla, księcia albo jakąkolwiek inną, niech będzie przeklęty! Kto by przyjmował zagrabione mienie biskupie bez odszkodowania albo przymykał oczy na posiadanie przez łupieżców rzeczy złupionych lub zagrabionych, bez należnego prawem zadośćuczynienia, jako wspólnik świętokradztwa wyrażający na nie swą zgodę i jako taki, który dla zaspokojenia własnej zachłanności i osiągnięcia korzyści dał okazję do świętokradztwa, niech będzie przeklęty!” Książęta i cały lud odpowiedzieli zgodnym okrzykiem: „Amen!”…” (Jan Długosz, Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, źródło: szkolanawigatorow.pl – Synod w Łęczycy 1180 r)

podobne: Plankt na śmierć Bolesława Chrobrego. Święci i sprawiedliwi: królewicz Kazimierz Jagiellończyk i Joanna d’Arc (Kaczmarskiego)  oraz: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos i to: Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”) polecam również: Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym a także: cynik9: Dyskretny urok monarchii konstytucyjnej. W 80-tą rocznicę Ermächtigungsgesetz i jeszcze: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I) oraz: (NIE)odpowiedzialni za państwo. Dwa oblicza Sarmatów i Quincunx Orzechowskiego czyli Wielka Polska Katolicka

„…Dzięki swojej ogromnej wiedzy nie tylko prawniczej, ale także historycznej i źródłoznawczej, napisał Hube w 1878 r. krótką rozprawę pt. „Przywilej żydowski Bolesława i jego potwierdzenia”, która jest zarówno historią tego dokumentu i jego kolejnych zatwierdzeń, jak i polemiką m. in. z pracą Ludwika Gumplowicza z 1868 r. „Prawodawstwo polskie względem Żydów”.
Najciekawsze jest jednak to, że z wnioskami Hubego nikt nie podjął polemiki merytorycznej, bo trudno za taką uznać kuriozalne stwierdzenie Mojsze Schorra w pracy: „Organizacya żydów w Polsce od najdawniejszych czasów aż do r. 1772″ (Lwów 1899, s. 8) „jeżeli nawet zgodzimy się z Hubem, że przywilej ten jest falsyfikatem, sporządzonym przez żydów a podsuniętym królowi przez żydów zamiast oryginału, który się spalił w Poznaniu podczas pożaru w r. 1447, to przynajmniej może nam posłużyć jako źródło do poznania ustroju żydów w II. połowie XV. wieku”(sic!)
A tezy Hubego są następujące:
1. istnieją dwie wersje przywileju Bolesława Pobożnego: tzw. oryginalna, krótsza (zwykle 36 paragrafów: jedna z datą 1334, pochodząca ze Statutu Łaskiego, druga z tzw. rękopisu Bandkiego BIII, będącego XV-wiecznym odpisem, a także świeżo wówczas znalezione odpisy potwierdzeń: jeden z datą 1365, własność niegdyś Hubego, następnie Biblioteki Ordynacji Krasińskich, także w kopii rękopiśmiennej z końca XV w., oraz potwierdzenia z datą 1367 r., z akt grodzkich miasta Krakowa, Przemyśla i Lwowa, oraz liczne późniejsze potwierdzenia) i dłuższa, tzw. rozszerzona (do 48 paragrafów).
Wersja dłuższa, zw. przez Hubego przerobioną, też znana jest z kilku kopii: (tzw. rękopisu B Bandkiego, z akt gminy żydowskiej w Poznaniu, z potwierdzenia króla Jana III Sobieskiego, z akt grodzkich poznańskich, oraz kolejne dwie cytowane przez Gumplowicza z posiadanych przez niego potwierdzeń Augusta III z 1735 r. oraz Stanisława Augusta z r. 1765). Oba teksty znane z różnych odpisów, nie starszych niż koniec XV w.
2. tylko pierwsza (krótsza) wersja jest prawdziwa. Druga została sfałszowana.
3. fałszerstwa dopuścili się żydzi poznańscy w czasach Kazimierza Jagiellończyka (najprawdopodobniej w dniu jego koronacji w 1447 roku, nie później niż w 1453 r.)
4. dowodem fałszerstwa jest zarówno budowa dokumentu (niezgodna ze znanymi tego typu aktami), jak i jego treść, sprzeczna z innymi prawami dotyczącymi Żydów, w tym ze Statutem Warckim z 1423 roku.
5. różni polscy królowie w różnych okresach zatwierdzali obie wersje Przywileju Bolesława Pobożnego.
6. inicjatorami zatwierdzeń zawsze byli Żydzi, a ich orędownikami niektórzy możnowładcy polscy.
W czym więc tkwi problem?
Przede wszystkim w paragrafach, dotyczących kredytowej (mówiąc oględnie) działalności Żydów, a ściślej przedmiotu zastawu.
W wersji krótszej, oryginalnej, w paragrafie 25. znajduje się wyraźny zakaz pożyczania pieniędzy pod zastaw nieruchomości. Tymczasem w wersji rozszerzonej nie dość, że tego zakazu nie ma, to jeszcze kilka paragrafów określa, jak Żydzi, przy pomocy władzy państwowej (wojewodów i starostów) mogą przejąć zastawioną nieruchomość, nawet w przypadku śmierci dłużnika i pozostawieniu w majątku nieletnich dzieci!
Przedstawmy teraz krótko wywód Hubego.
Okazuje się, że wszystkie znane teksty Statutu Kaliskiego pochodzą z potwierdzeń tego przywileju w czasach Kazimierza Wielkiego, zachowanych w znacznie młodszych odpisach. W wersji oryginalnej tekst przywileju zacytowany jest w treści właściwego dokumentu królewskiego, zawierającego datę i miejsce wystawienia, oraz nazwiska możnowładców, będących świadkami tego wydarzenia. W kolejnych latach: 1334, 1365 i 1367 Kazimierz Wielki rozszerza tylko obowiązywanie przywileju na poszczególne ziemie swojego królestwa (Małopolskę, Wielkopolskę, wreszcie Ruś).
Treść jest taka sama.
Co ciekawe, tekst Przywileju Bolesława Pobożnego (wersja krótsza wg Hubego) został zamieszczony w Statucie Łaskiego z 1506 r. na polecenie króla Aleksandra z adnotacją, że ma być wykorzystywany PRZECIW samym żydom i ich nieuzasadnionym roszczeniom („aby tylko przeciw żydom, nie zaś za nimi przemawiać mógł”).
Inaczej przedstawia się sytuacja z wersją rozszerzoną. Najstarsza jej kopia pochodzi z końca XV w. (po 1493). Z treści dokumentu (bez daty i miejsca wydania, oraz nazwisk świadków!) wynika, że przed królem Kazimierzem Jagiellończykiem stawili się Żydzi poznańscy, którzy prosili o zatwierdzenie kopii wydanego im rzekomo przez Kazimierza Wielkiego przywileju, którego oryginał miał spłonąć w pożarze miasta w 1447 (był taki rzeczywiście):
„(…) przed Majestat nasz osobiście stanąwszy żydzi nasi z ziemi wielkopolskiej, a mianowicie z województwa poznańskiego, kaliskiego, sieradzkiego, brześciańskiego, władysławowskiego i ziemi do tychże należących, wykazali jako prawa te, które od świętej pamięci poprzednika naszego Kazimierza króla polskiego mieli i których pod innymi królami poprzednikami naszymi aż do naszych czasów używali, wtedy kiedy miasto Poznań podczas naszej obecności stało się łupem pożaru się spaliły, prosili i błagali Nas pokornie, abyśmy podług kopii, którą Nam przedłożyli owe prawa uznać, potwierdzić i wznowić raczyli” (tłum za: L. Gumplowicz w: Prawodawstwo polskie względem żydów, Kraków 1867, s. 33).
Wersja ta zawiera już możliwość pożyczania pieniędzy na skrypt dłużny, zabezpieczony nieruchomością!
Kazimierz Jagiellończyk ów „dokument” potwierdza dla Żydów wielkopolskich (między 1447 a 1453). Jest on jednak sprzeczny z innymi aktami, m. in. ze Statutem Warckim z 1423 r,. który nie tylko zabrania zaciągania długów pod zastaw nieruchomości, ale wszelkie zawarte w ten sposób umowy uznaje za nieważne.
Król szykuje się właśnie do wojny z Zakonem Krzyżackim, tymczasem wybucha afera. Dochodzi do buntu szlachty, żądającej odwołania owego „przywileju”. Interweniuje sam kardynał Zbigniew Oleśnicki (w liście z maja 1454 r.), o czym informuje Jan Długosz w swojej Historii:
„ dawniej (pridem) W. K. M., z ujmą i obrazą religii, pewnych przywilejów i wolności ży­dom udzieliłeś i niektóre przywileje najfałszywsze (falsissimae), ja­koby przez króla Kazimierza im nadane, które ś. p. ojciec twój w mojej obecności, gdym sam tego był świadkiem i sam je czyta­łem, lubo ujmowany licznemi darami przez żydów (licet sollicitatus judeorum largitionibus), przez całe swe życie wzbraniał się potwier­dzić, i te W. K. M. potwierdziłeś, nie zniósłszy się ani ze mną, któ­ry wówczas w Krakowie bawiłem, ani z panami radą… I dlatego proszę i błagam, abyś W. K. M. te tam przywileje i wolności odwo­łać raczył” (cytat za Hubem)
Jeszcze w tym samym roku Kazimierz Jagiellończyk w statucie nieszawskim tak w redakcji wielkopolskiej, jak i mało­polskiej owe nieprawnie uzyskane przywileje odwołuje:
(…)wszelkie listy swobód, które żydom mieszkającym w Królestwie udzielił po dniu (post diem) swej koronacyi, przeciwne prawu boskiemu, uchyla i wszelkiej mocy obowiązującej pozbawia, co ma być przez ogólne ogłoszenie podane do powszechnej wiadomości.
Na tym jednak sprawa się nie kończy, ponieważ Żydzi odczekawszy kilkadziesiąt lat, ową anulowaną wersję (znów w jakiejś kopii) przedstawiają, do zatwierdzenia tym razem Zygmuntowi Augustowi.
Fałszerstwo jest znacznie lepsze, ponieważ zawiera treść rozszerzonego „przywileju”, wklejoną do „obudowy” statutu nieszawskiego! Tym razem jest więc nawet lista świadków i data, tylko treść niezgodna z oryginałem!
Od tej pory równolegle będą zatwierdzane w różnych okresach, dla różnych ziem, przez różnych królów, na zmianę (a czasem nawet obie wersje w różnym czasie przez tego samego króla, np. Stefana Batorego czy Jana Sobieskiego): wersja oryginalna krótsza, albo sfałszowana rozszerzona. Od XVII w. nie będzie już zatwierdzeń dla poszczególnych ziem, a w imieniu Żydów nie będą występować jacyś „uproszeni” przez nich magnaci, tylko tzw. syndyk, reprezentujący wszystkich Żydów Rzeczypospolitej…
perfidny proceder fałszerstwa nie byłby możliwy, gdyby interes Żydów nie łączył się z interesem niektórych krótkowzrocznych władców i dostojników państwowych, którym możliwość wysokiej pożyczki na skrypt dłużny pod zastaw nieruchomości odbierała rozsądek i zdolność przewidywania mniej przyjemnych skutków takiego braku wyobraźni…” (Jolanta Gancarz, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Jak Romuald Hube żydowskie fałszerstwa wykrył)

podobne: Kaczmarski i 7 grzechów głównych… na przykładzie starożytnego Rzymu i Cyncynat – wzór do naśladowania. oraz: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? i to: Polska gospodarka: rośnie czy się kurczy? Chciwość i głupota zakończona szczodrością dla wybranych (Hipoteki frankowe w Polsce) a także: Jak honor (w Wersalu) i etnos (w Rydze) kresów Polskę pozbawiły czyli… Piłsudski, Dmowski, Żydzi i patriotyzm na Targu (Kaczmarskiego) polecam również: Gwatemala: wyrzucono społeczność ortodoksyjnych Żydów

Miroslaw Szeib – Żyd z kluczykiem do fortuny

Reklamy

Stanisław Michalkiewicz z okazji 20 rocznicy „majówki” o „świętości” pracy, trybunale oraz konstytucji dawnej, obecnej i przyszłej. „Teatr na Wyspie” (Gajowniczka)


Adam Wycichowski niewolnik

1 maja jest świętem naszych okupantów, ponieważ po raz pierwszy na ziemiach Rzeczypospolitej Polskiej obchodzone było w roku 1940, zarówno w części pod okupacją niemiecką, jak i w części pod okupacją sowiecką. To, że za komuny święto to zostało utrzymane przez administrujących Polską sowieckich kolaborantów, to rzecz zrozumiała. Dlaczego jednak zostało utrzymane już po sławnej transformacji ustrojowej? Utrzymanie tego święta naszych okupantów aż do dnia dzisiejszego jest znakomitą ilustracją politycznej schizofrenii, w jakiej po „okrągłym stole” pogrążył się nasz nieszczęśliwy kraj. Jak wiadomo, przy „okrągłym stole”, a tak naprawdę – w ośrodku MSW w Magdalence, doszło do porozumienia przedstawicieli komunistycznego wywiadu wojskowego z przedstawicielami tak zwanej „lewicy laickiej”, czyli dawnych stalinowców w pierwszym, albo drugim (jak w przypadku red. Adama Michnika) pokoleniu, co do ustanowienia władzy nad narodem polskim. Polityczna wojna, jaka w tej chwili jest udziałem naszego nieszczęśliwego kraju, jest następstwem tej siuchty. Komunistyczny wywiad wojskowy walczy o utrzymanie swoich wpływów, dzięki którym, pod osłoną stworzonych przez przedstawicieli „lewicy laickiej” i tak zwanych „pożytecznych idiotów” pozorów demokracji, mógłby nadal okupować nasz nieszczęśliwy kraj. Sojusz „lewicy laickiej” z agenturą Wojskowych Służb Informacyjnych jest na tym tle całkowicie zrozumiały, podobnie jak wysługiwanie się WSI państwu niemieckiemu, które przy pomocy kombinacji operacyjnych, próbuje odzyskać wpływy częściowo utracone na skutek przejścia Polski pod kuratelę USA. Lewica laicka również basuje tym niemieckim staraniom, bo najtwardszym jej jądrem jest żydokomuna, politycznie, finansowo i emocjonalnie zaangażowana w komunistyczną rewolucję, jaka w Europie jest w pełnym natarciu, z wykorzystaniem dla jej potrzeb wszystkich instytucji Unii Europejskiej. Jak wiadomo, celem tej rewolucji jest zniszczenie łacińskiej cywilizacji, żeby z historycznych narodów europejskich uczynić tak zwany „nawóz historii” na którym, „jak grzyb trujący i pokrzywa”, mogłaby rozkwitnąć dominacja starszych i mądrzejszych.

Tedy podczas grillowania, jakiemu przy wódeczce i piwku znaczna część populacji będzie się oddawała, warto sobie o tym wszystkim nieśpiesznie podyskutować, bo skoro już taki schizofreniczny zbitek świąt mamy, to niechże i z tego wypłynie dla nas jakiś pożytek. A poza tym, ponieważ pretekstem dla 1 maja jest „święto pracy”, to warto zwrócić uwagę, że praca w Polsce jest opodatkowana co najmniej tka wysoko, jak artykuły luksusowe. Opodatkowanie pracy w naszym nieszczęśliwym kraju wynosi 41 procent, co oznacza, że jeśli pracodawca chce, żeby pracownik dostał 3000 złotych na rękę, to musi wypłacić dodatkowo 2078 złotych dla państwa. Gdyby system podatkowy był inny, na przykład – gdyby to opodatkowanie pracy zostało zmniejszone przynajmniej do 25 procent, to pracownik mógłby dostawać na rękę 3808 złotych miesięcznie. Czyż nie warto podyskutować przy wódeczce i piwku również o o tym?” (Stanisław Michalkiewicz – Przy grillu, wódeczce i piwku)

podobne: 1 Maja – święto pracy, czy raczej dzień lewicowych wybryków? oraz: Szara strefa w polskiej gospodarce. Ks. Jacek Gniadek: Czy praca na czarno jest grzechem? czyli… „nielegalna” praca w odpowiedzi na „legalny” rabunek i to: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków) a także: Stanisław Michalkiewicz: Ściana płaczu i ściana hańby… (na tle Magdalenki)

„O czymże mówić w dniu 3 maja, jak nie o konstytucji! Jasne, że o konstytucji, tym bardziej, że zainteresowanie konstytucją osiągnęło w Polsce niebywały poziom. To zresztą bardzo pozytywny objaw, świadczący o zwycięstwie ducha nad materią. Na przykład wydawałoby się, że emeryci koncentrują się raczej na nasłuchiwaniu, jak obgryzają ich własne mikroby, że najbardziej doskwiera im brak pieniędzy na zakup lekarstw, a nawet żywności, a tymczasem – nic z tych rzeczy! Najbardziej interesuje ich konstytucja i wyroki Trybunału Konstytucyjnego, bez których już nie mogą wytrzymać, żeby ich nie przeczytać. Jakże tu nie cieszyć się z takiego triumfu ducha nad materią?…

ważnym postanowieniem, jakie powinno znaleźć się w konstytucji, jest zakaz uchwalania budżetu z deficytem. Taki pomysł został zgłoszony podczas sejmowej debaty nad przyszłą konstytucją przez posła Janusza Korwin-Mikke. Domagał się on ponadto, by każda próba ominięcia tego zakazu była traktowana jak kradzież zuchwała. Niestety większość posłów myślała, że to dowcip i taka norma nie została do konstytucji z 1997 roku wprowadzona. W rezultacie mamy dług publiczny, z którym nikt nie wie, co zrobić i w którego następstwie przyszłe pokolenia naszego narodu są wpędzane w coraz głębszą niewolę u lichwiarskiej międzynarodówki. Nie tylko zresztą naszego – bo inne rządy też kupują sobie spokój społeczny za cenę sprzedawania własnych obywateli w niewolę u lichwiarzy – i w tym właśnie tkwi przyczyna, dla której wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się w tłumie po zapachu, tak zachwalają demokrację.” (Stanisław Michalkiewicz – Wokół konstytucji dawnej, obecnej i przyszłej)

podobne: Czego uczy nas Konstytucja 3 maja i kto powinien siedzieć na miejscu „Stańczyka” (Matejki).”Kasandra” Jacka Kaczmarskiego  oraz: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność i to: Sejm Wielki i Konstytucja 3 maja. Marian Piłka: Nieodpowiedzialny patriotyzm

„…w lipcu 1992 roku TK uznał uchwałę lustracyjną za sprzeczną z konstytucją, chociaż w ogóle nie powinien się nią zajmować, bo nie była ona „aktem prawnym” w rozumieniu ustawy o TK, bowiem stanowiła polecenie wykonania określonej czynności adresowane do konkretnego człowieka, mianowicie – ministra spraw wewnętrznych. Podniósł to jedynie pan prof. Łączkowski w votum separatum, ale nikt go oczywiście nie słuchał i pan prof. Zoll ogłosił wyrok, a następnie odczytał 30 stron uzasadnienia, chociaż między zamknięciem przewodu sądowego a odczytaniem wyroku minęło zaledwie półtorej godziny. Jeszcze zabawniejsza sytuacja przytrafiła się Trybunałowi w czerwcu 2007 roku, kiedy to ogłosił uzasadnienie swego orzeczenia z 11 maja w sprawie ustawy tzw. „lustracyjnej”. Charakterystyczne dla tego, liczącego aż 138 stron uzasadnienia było aż 9 zdań odrębnych, które zajmowały dodatkowe 85 stron. Warto dodać, że pierwsze 75 stron uzasadnienia, to wyrok i rekapitulacja stanowisk stron. To orzeczenie praktycznie zablokowało lustrację przez uznanie wzoru oświadczenia lustracyjnego za sprzeczny z konstytucją. Ale już wtedy widać było, że niezawisłym sędziom Trybunału, być może ośmielonym zachętami oficerów prowadzących, najwyraźniej zaczyna przewracać się w głowach, bo zamieścili w swoim elaboracie zbawienne pouczenia, jakie prawa Sejm powinien uchwalać. Konkretnie – że w „demokratyczne państwo prawa nie może jednak i nie powinno zaspokajać żądzy zemsty, zamiast służyć sprawiedliwości”, albo, że „zakaz piastowania urzędu na podstawie lustracji powinien obowiązywać przez racjonalnie określony czas”, albo wreszcie, że „jeśli dana organizacja dopuszczała się poważnych naruszeń praw człowieka, należy uznać, że jej członek, pracownik lub współpracownik brał w nich udział, jeśli był w tej organizacji wysokim funkcjonariuszem”. Czy np. sędzia – członek PZPR, a przy okazji konfident SB – był w tej organizacji funkcjonariuszem „wysokim”, czy też tylko sprzątał? Ale to jeszcze nic, bo przyjrzyjmy się sławnemu „szlifowaniu”, o którym bredzi nadęty na podobieństwo purchawy pan Andrzej Rzepliński. Oto na 41 zakwestionowanych postanowień, aż 40 okazało się niezgodnych ze sławnym artykułem 2 konstytucji, stanowiącym, że Rzeczpospolita Polska jest „demokratycznym państwem prawnym”, w dodatku „urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. Za wepchnięcie tylu nonsensów do jednego krótkiego zdania autorzy tej konstytucji powinni trafić do księgi Guinessa, a potem zaraz – pod opiekę jakichś weterynarzy, ale nie chodzi o to, by pastwić się nad nimi, tylko – by pokazać, że na podstawie nonsensu można udowodnić zgodność wszystkiego ze wszystkim, albo przeciwnie – niezgodność – co, nawiasem mówiąc, zgodne jest z prawem Dunsa Szkota, odkrytym jeszcze w Średniowieczu. Najzabawniejsze jednak jest to, że autorów zdań odrębnych można było podzielić na dwie grupy: jedna uważała, że wyrak TK jest dla ustawy zbyt łagodny i druga – że wyrok jest dla ustawy zbyt surowy. O przynależności do jednej, albo drugiej grupy decydowała… data nominacji. Sędziowie mianowani przed 2005 rokiem krytykowali wyrok za nadmierną łagodność, podczas gdy ci, którzy swoją nominację uzyskali później, uważali wyrok za zbyt surowy dla ustawy.

Wspominam o tych wszystkich zabawnych sytuacjach, kiedy trzeba było podkasać togi gwoli zatańczenia i zaśpiewania nie tylko dla zilustrowania sposobu, w jaki Trybunał „szlifował” nieszczęsną konstytucję, ale również ze względu na buńczuczną deklarację pani prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, która odgraża się, że tylko patrzeć, a będziemy mieli w naszym nieszczęśliwym kraju „prawdziwe państwo prawa” – tylko żeby każdy na swoim odcinku, gdzie partia go postawiła, wykonał zadanie zlecone przez starszych i mądrzejszych. Ha! Skoro „prawdziwe państwo prawa” ma dopiero nadejść, to nie ulega wątpliwości (nie ulega wątpliwości, jak mawiała stara niania; lepiej… no, mniejsza z tym), że dotychczas mieliśmy do czynienia z fałszywym państwem prawa, piramidą krętactwa i fałszu, na której szczycie znajdował się Sąd Najwyższy. Można by przytoczyć wiele przykładów, kiedy właśnie ten Sąd wydawał osobliwe orzeczenia, jak np. w sprawie pana Jurczyka – że nie był on konfidentem, czy w sprawie ważności wyboru Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta, chociaż podał on fałszywą informację na temat swojego wykształcenia. Jak pamiętamy, Sąd Najwyższy uznał, że nie miało to znaczenia dla ważności wyboru. Może to i prawda, bo jeśli kandydatura Aleksandra Kwaśniewskiego została zatwierdzona przez starych kiejkutów, to rzeczywiście – wykształcenie nie ma tu nic do rzeczy. Jeśli jednak prawidłowo odtwarzam sobie tok rozumowania SN, to może mieliśmy dotychczas do czynienia z państwem prawa, ale „fałszywym”. Ciekawe, że podobne spostrzeżenie przedstawił Naczelnik Państwa, czyli pan prezes Jarosław Kaczyński, zauważając, że konstytucja z roku 1997, acz mająca pewne zalety, generalnie jest „postkomunistyczna”.

Po co konstytucja?

Skoro tak, to powinno się ją zmienić – ale właściwie jak? W tej chwili żadne ugrupowanie nie ma konstytucyjnej większości i chyba nie może na taka liczyć, więc możemy sobie najwyżej podyskutować, w jakim kierunku zmiany konstytucji powinny pójść. Skoro już się nad tym zastanawiamy, to warto wyjść od tego, po co w ogóle konstytucja jest. Na trop ważnego celu konstytucji naprowadza nas refleksja nad momentami dziejowymi, w których konstytucje się pojawiały. Z reguły były to momenty osłabienia władzy monarszej na tyle, że poddani zaczynali stawiać monarsze warunki dalszego posłuszeństwa jemu samemu i jego rodzinie, czyli dynastii. Zatem pierwszym celem konstytucji jest dostarczenie obywatelom gwarancji ochrony przed samowolą władzy. Ale to się tylko tak łatwo mówi, tymczasem już św. Paweł zauważył, że władza „nie na próżno nosi miecz”, a gdy go jeszcze, nie daj Boże, wyciągnie, to cóż tu mówić o jakichś „gwarancjach”. A jednak nawet w takich warunkach trzeba znajdować jakieś rozwiązanie i Karol Ludwik de Montesquieu je znalazł. Zauważył mianowicie, że każda władza ma niepohamowaną skłonność do rozszerzania swego imperium i paradoksalnie, na tej właśnie zaborczości władzy, zbudował gwarancję ochrony obywateli przed jej samowolą. Skoro bowiem każda władza ma taką skłonność, to dwie władze będą się nawzajem blokowały, a jeśli na te dwie napuści się jeszcze trzecią, to będą trwały w klinczu, trzymając się za klapy, a jeśli będą trzymać się za klapy, to nie będą już miały wolnych rąk, by dusić za gardło obywateli. I to jest właśnie ta gwarancja. Nie jest ona może doskonała, ale to nie pora na grymasy. Konstytucja z 1997 roku recypowała monteskiuszowski trójpodział władzy, ale oczywiście – jak wszystko u nas – niekonsekwentnie, bo dopuszcza unie personalne między władzą ustawodawczą i wykonawczą. Tymczasem takie unie zakłócają klarowność trójpodziału, więc w przyszłej konstytucji powinny zostać zakazane.

Skoro tedy mamy trzy odrębne władze, to drugim celem konstytucji jest takie ukształtowanie stosunków między nimi, by nie dopuszczać do paraliżów decyzyjnych, a więc do sytuacji, w których albo nikomu nie wolno podjąć jakiejś decyzji, albo przeciwnie – wszyscy maja taką możliwość i decyzji jest aż nadto – ale każda inna i nie wiadomo, którą wykonywać, więc nie wykonuje się żadnej.

Czy przemawia suweren, czy uzurpatorzy?

Podstawowym rozstrzygnięciem w konstytucji jest postanowienie, co do ustroju politycznego. Konstytucja z 1997 roku przesądza o ustroju republikańskim, w którym przyjmuje się, że suwerenem, a więc kimś, kto samodzielnie ustala własne kompetencje, jest „naród”. Ale „naród” nie zbiera się jednocześnie w jednym miejscu, a gdyby nawet się zebrał, to nie przemawia jednym głosem. Przeciwnie – jedni mówią to, inni tamto, jedni chcą tego, drudzy tamtego… Czyją opinię należałoby uznać za opinię suwerena? Konsekwencją rozstrzygnięcia o ustroju republikańskim jest konieczność znalezienia sposobu wyłaniania reprezentacji suwerena. Konstytucja z 1997 roku postawiła na sposób demokratyczny, to jest – przez głosowanie i nawet ustaliła, że wybory do Sejmu odbywają się według zasady proporcjonalności. Do Sejmu – bo konstytucja ta ustanowiła zarazem polityczny system państwa w postaci systemu parlamentarno-gabinetowego, w którym kto kontroluje Sejm, ten w zasadzie kontroluje całe państwo. Skoro przy wyborach do Sejmu obowiązuje zasada proporcjonalności, to znaczy, ze okręgi wyborcze muszą być wielomandatowe, a w takiej sytuacji od razu pojawia się znalezienie sposobu przeliczania głosów na mandaty. I w ordynacji wyborczej zasada proporcjonalności została zmodyfikowana przy pomocy dwóch narzędzi: klauzuli zaporowej i systemu d’Hondta. Klauzula zaporowa stanowi, że do podziału mandatów w okręgach wyborczych mogą stawać te komitety, które uzyskały co najmniej 5 proc. głosów w skali kraju. Pociąga to za sobą co najmniej dwie konsekwencje: komitet musi wystawic listy we wszystkich okręgach wyborczych, a co za tym idzie – musi prowadzić kampanię w skali kraju, co wymaga korzystania z mediów elektronicznych, co z kolei pociąga za sobą ogromne koszty i trzeba rozstrzygnąć, kto i w jaki sposób ma za to płacić. System d’ Hondta, nazwany tak od nazwiska belgijskiego matematyka Victora d’Hondta polega na tym, że liczbę głosów oddanych na poszczególne komitety wyborcze w okręgu dzielimy przez następujące po sobie kolejno liczby całkowite aż do momentu, gdy suma uzyskanych w ten sposób ilorazów będzie pokrywała się z liczbą mandatów w okręgu. Warto zapamiętać, że system d’Hondta preferuje ugrupowania silne kosztem słabszych, realizując w ten sposób ewangeliczną zasadę, że temu, kto ma, będzie dodane, a temu, kto nie ma, odbiorą i to, co ma. W rezultacie takiej modyfikacji zasady proporcjonalności, Sejm jest stosunkowo mało reprezentatywny. Wiele kierunków politycznych występujących w społeczeństwie nie ma żadnej parlamentarnej reprezentacji, co skutkuje absencją wyborczą, przekraczającą 50 procent uprawnionych do głosowania. W tych warunkach rodzi się pytanie, czy tak Sejm może być jeszcze uważany za przedstawicielstwo suwerena, czy już tylko za grono jakichś uzurpatorów tym bardziej, że dla ważności wyborów nie ma u nas ustanowionego żadnego minimum frekwencyjnego, więc gdyby do głosowania poszli tylko sami kandydaci i powybierali się nawzajem, to wybory byłyby ważne. W takiej jednak sytuacji pytanie o legitymizację takiego Sejmu byłoby jak najbardziej zasadne. Toteż podnoszą się głosy o potrzebie zmiany systemu proporcjonalnego na większościowy, oparty na jednomandatowych okręgach wyborczych. Obawiam się wszelako, że taka zmiana wcale nie gwarantuje osiągnięcia celu w postaci większej reprezentatywności Sejmu. Jeśli chcemy uzyskać możliwie maksymalna reprezentatywność Sejmu, to najlepszym środkiem jest utrzymanie zasady proporcjonalności, ale bez modyfikacji w postaci klauzuli zaporowej, czy systemu d’Hondta.

Czy myć ręce, czy myć nogi?

Musimy jednak pamiętać, że Sejm maksymalnie reprezentatywny, musiałby liczyć może nawet ponad 20 rozmaitych klubów i kół poselskich, a ponieważ w systemie parlamentarno-gabinetowym ważnym zadaniem Sejmu jest również stworzenie stabilnej podstawy politycznej dla rządu, to takie zadanie w tych warunkach mogłoby być bardzo trudne do wykonania, być może nawet niemożliwe, chyba, ze podstawową metoda rządzenia byłaby korupcja; panie pośle, nie poparłby pan rządu? – No poparłbym, ale co z tego będę miał? – A co by pan chciał mieć? To lekarstwo może być gorsze od choroby. Zatem stajemy w obliczu nieprzyjemnej alternatywy: albo myć ręce, albo myć nogi – bo jeśli chcemy mieć maksymalnie reprezentatywny Sejm, to ryzykujemy, a jest to ryzyko graniczące z pewnością, niestabilne państwo. Tymczasem stabilność państwa jest wartością wymagającą ochrony. Czy zatem możemy jakoś obejść tę alternatywę? Na szczęście taka możliwość istnieje i gdybyśmy w przyszłej konstytucji odeszli od systemu parlamentarno-gabinetowego na rzecz politycznego systemu prezydenckiego, to możemy jednocześnie i myć ręce i myć nogi, to znaczy – mieć maksymalnie reprezentatywny parlament i stabilną władzę wykonawczą. W Polsce nie byłoby zresztą jakiejś wielkiej rewolucji, bo prezydent już teraz jest wybierany w głosowaniu powszechnym. To jest zresztą ciekawa sprawa, że autorzy konstytucji z 1997 roku dali prezydentowi bardzo silna legitymację demokratyczną, ale władzą obdarowali prezesa Rady Ministrów, chociaż żaden tak silnej jak prezydent legitymacji demokratycznej nie ma. Co więcej; uważna lektura konstytucji prowadzi do wniosku, że jej autorzy musieli z jakichś zagadkowych przyczyn uważać prezydenta za wariata i to wyjątkowo niebezpiecznego, bo założyli mu aż dwa kaftany bezpieczeństwa. Oto przykład: prezydent jest wprawdzie zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, ale z własnej inicjatywy nic tu zrobić nie może; musi działać dopiero na wniosek premiera, albo przynajmniej ministra obrony. Pewne światło na to dziwactwo rzuca okoliczność, że wśród autorów konstytucji znajdował się Aleksander Kwaśniewski, który coś tam na swój temat musi przecież wiedzieć. Czy jednak musimy tak niewolniczo trzymać się jego obaw?

Zatem gdyby odejść od systemu parlamentarno-gabinetowego na rzecz systemu prezydenckiego, w którym władza wykonawcza spoczywa w osobie prezydenta, to moglibyśmy mieć maksymalnie reprezentatywny Sejm i jednocześnie stabilną władzę wykonawczą, a nawet rządy o długiej kadencji, bo przecież prezydent może być wybrany na kolejną, pięcioletnią kadencję.

Ustawa Wilczka jako przestroga

Jak pamiętamy, uchwalona w październiku 1988 roku ustawa o działalności gospodarczej, zwana potocznie „ustawą Wilczka”, nie tylko rozmontowała socjalizm realny w gospodarce, przy pomocy dwóch zdań, które przyjęły postać jej przepisów i dzisiaj brzmią jak „oczywista oczywistość”, ale wtedy miały rangę przewrotu kopernikańskiego, ale również odblokowała narodowy potencjał gospodarczy. Te zdania, to – po pierwsze – że każdy ma prawo prowadzenia działalności gospodarczej oraz – po drugie – że dozwolona jest każda forma działalności gospodarczej, która nie jest zakazana przez prawo. Ustawa ta odblokowała narodowy potencjał gospodarczy, ale jej historia, to historia jej nieustających nowelizacji. W ciągu pierwszych 10 lat była ona znowelizowana ponad 60 razy, a każda taka nowelizacja polegała na dopisywaniu kolejnych przypadków reglamentacji. W rezultacie, po 10 latach z nielicznych przypadków reglamentacji pozostawionych w ustawie w pierwotnym jej brzmieniu, rozmaite formy reglamentacji, to znaczy koncesje, licencje, zezwolenia i pozwolenia, zostały przywrócone w 202 obszarach działalności gospodarczej. Żeby wyjaśnić przyczynę takiego odwrotu, musimy najpierw odpowiedzieć na inne pytanie – dlaczego właściwie doszło do uchwalenia „ustawy Wilczka”. Otóż za pierwszej komuny nomenklatura, czyli środowisko władzy, była żywotnie zainteresowana w drobiazgowym kontrolowaniu każdej formy działalności gospodarczej, bo z tego ciągnęła zyski – legalne i nielegalne. Ale kiedy w drugiej połowie lat 80-tych nomenklatura się uwłaszczyła, to już nie chciała mieć żadnych nadzorców nad sobą, co Mieczysław Wilczek wykorzystał, by pozwolić wszystkim. Ale nomenklaturowcy szybko się zorientowali, że ze „wszystkimi”, to oni na rynku nie wygrają, a dzwonkiem alarmowym była dla nich sprawa Ireneusza Sekuły. Uchodził on nie bez powodu za rodzaj jamochłona finansowego, ale przecież musiał aż cztery razy do siebie strzelić, zanim pożegnał się z rodziną. To było ostrzeżenie; jeśli si nie opamiętacie, wszyscy podobnie zginiecie! Tedy zatrąbiono do odwrotu i to były właśnie owe nowelizacje, zaś ta ochrona ekonomicznych interesów nomenklatury, wyszła naprzeciw oczekiwaniom „nowych elit” na posady. I tak doszło do powtórnego zablokowania narodowego potencjału gospodarczego.

Żeby zatem uniknąć takiego obrotu sprawy w przypadku, gdyby jakimś cudem udało się narodowy potencjał gospodarczy odblokować, to do konstytucji trzeba wpisać normę treści następującej: nikt nie może wbrew stronom podważyć umowy, ani zmienić jej treści, chyba, że stanowi ona czyn zabroniony pod groźbą kary, wynika z takiego czynu, albo ma go na celu oraz – że ustanawianie monopoli jest zakazane. W takiej sytuacji koncesjonowanie działalności gospodarczej byłoby właściwie niemożliwe – i o to właśnie chodzi. Podobnie trzeba by wprowadzić do konstytucji normę zakazującą uchwalania budżetu z deficytem i przewidującą odpowiedzialność karną za każdą próbę ominięcia tego zakazu, jak za kradzież zuchwałą.

I jeszcze inne zmiany warto by do konstytucji wprowadzić, ale ich omawianie przekroczyłoby ramy artykułu, więc w miarę potrzeby postaram się do tej sprawy co pewien czas powracać, bo – trawestując spostrzeżenie Jerzego Clemenceau – praworządność jest sprawą zbyt poważną, żeby pozostawiać ją sędziom.” (Stanisław Michalkiewicz – W 20 rocznicę konstytucji)

podobne: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? oraz:  Pułapka „demokratycznego państwa prawa” i racji „sejmowej większości” czyli walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego i czwartej władzy i to: Lustracyjny POPIS i teoria konwergencji w praktyce czyli o „naszych sukin…ach” ze „zbioru zastrzeżonego” Instytutu Pamięci Wybiórczej polecam również: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) a także: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.

Kluczem do skuteczności każdej władzy jest fizyczna i „legalna” (prawna) kontrola nad dochodami obywateli państwa i ich faktyczna redystrybucja. Bez pieniędzy KAŻDA władza może sobie co najwyżej pomarzyć o sprawowaniu jakichkolwiek rządów, bo „administracja publiczna” i kontrola (przymus) po prostu kosztuje. I to jest drodzy państwo bardzo cenna wskazówka czego powinny się wystrzegać tzw. „demoludy” (czyli suweren) żeby nie utracić własnej wolności i niezależności, czyli realnej władzy nad swoim (i swoich bliskich) życiem… Wbrew temu co napisał Pan Michalkiewicz rzeczywistość jasno pokazuje że kiedy chodzi o cudze pieniądze to żaden „trójpodział władzy” i wzajemne szachowanie się nie obowiązuje. Wcale nie dlatego że system jest wadliwie skonstruowany, ale dlatego że ŻADNA władza nigdy nie będzie zainteresowana skutecznym blokowaniem własnych „kompetencji”, którą jest przede wszystkim żerowanie na pracy innych ludzi i układanie pod tę patologię tzw. „prawa”. Równie dobrze można mieć nadzieję na to że na „rynku” włamywaczy zapanuje kiedyś konkurencja o przychylność obrabowanych tym że jeden przez drugiego zaczną mniej kraść.

Jedyne co obowiązuje w tym „trójpodziale” to kolejność dziobania, czyli prawo do największej części tortu. Nikt nikogo w tych podstawowych „kompetencjach” nie blokuje (bo każdy z nich „czy stoi czy leży” i tak swoje zeżre), i żaden obywatel nie poczuje się mniej wyzyskiwany nawet jeśli „władza ustawodawcza” (czyli Sejm) podrze koty z „władzą sądowniczą” (czyli Trybunałem Konstytucyjnym)… Nie jest tu ważne „do kogo ma należeć pałacyk na wodzie” (jak śpiewa poeta), bo i tak za wszystko płaci „szeregowy Kowalski” g… z tego mając. Tyle jego co sobie w maju kilka dni odpocznie od pracy na rzecz umiłowanych przywódców. Tu warto zdać sobie sprawy kiedy w naszym „nieszczęśliwym kraju” przypada dzień tzw. „wolności podatkowej”, czyli ile czasu pracujemy na siebie a ile na innych. Dla mnie to żaden interes… Czy na tym polegał sukces pierwszej „demokracji” oraz siła obywateli I Rzeczypospolitej? Czy w tamtych czasach obywatele czekali łaskawie na to aż władza ustanowi dla nich święto państwowe żeby mogli sobie od pracy odpocząć? Śmiem wątpić… (Odys)

Adam Wycichowski niewolnik

Jest w Warszawie Teatr na Wyspie
z fosą, sceną i kolumnadą.
Obcym radził: A teraz wy spie…
a nie wierzył, że jednak wyjadą.

Ktoś uciekał stąd w damskim kostiumie.
Inny kartki o sobie wyrywał.
Nie jest łatwo i grać trzeba umieć,
nawet gdy się etiudę przegrywa.

Płytki staw – nie Jezioro Łabędzie.
Kaczki jednak się godzą z karpiami.
Za aleją, w państwowym Urzędzie
nowy duch się pojawia czasami.

Trzyma się stary Pałac na Wodzie.
Dla przykładu, że jednak można…
Ucz historii swe dzieci Narodzie,
zamiast grilla, majówek i rożna.

Można jeszcze komedię odgrywać,
zanim czas dawnych śladów nie zatrze,
lecz widowni po trochu ubywa.
Pustką świeci w amfiteatrze.

Błyszczą wody glazurą Łazienki.
Platan splata czas w hipotezach.
Cichną dźwięki marszowej piosenki,
za to rośnie rytm poloneza.

Marek GajowniczekTeatr na wyspie

Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego)


Za rękę prowadzony
Gdzie szyldy i neony
Patrzyłem z zachwytem na świat dookoła mnie.
Tu lody i cukierki,
Tam piwo i serdelki
Z głośników zaś strażacka orkiestra w trąby dmie.

Paweł Kuczyński – Journey

I ludzie tacy żywi
I wszyscy są szczęśliwi
I czuję niejasno, że też ze szczęścia drżę…
Chcę śmiać się, cieszyć, gadać
I bawić się, lecz nadal
Za rękę mnie prowadzą i jeszcze nie wiem gdzie.

Wesołe miasteczko! Tu słońca z tektury
Wciąż skrzą się światłością żarówek tysiąca.
I wtedy, gdy niebo zaciągną burz chmury,
I wtedy, gdy nie ma już słońca.
W wesołym miasteczku w powietrzu jest radość,
Tu ten dziś się śmieje kto wczoraj chciał łkać
I nigdy tym śmiechom nie stanie się zadość,
Nawet kiedy nie będzie już z czego się śmiać.

Gabinet krzywych luster –
Znikają oczy usta,
A za to rosną uszy i ogromnieje brzuch!
A obok już inaczej:
Twarz cała jakby płacze
I tułów pokręcony, wystarczy tylko ruch.

A potem karuzela
I coraz szybciej, śmielej,
I już mi nie przeszkadza, że ciągle w kółko gna!
Pod niebem z ziemi szydzę
I świat pod sobą widzę
I wiatr mi świszcze w uszach, orkiestra marsza gra!

Luis Quiles – Master of puppets

Wesołe miasteczko! Tu słońca z tektury
Wciąż skrzą się światłością żarówek tysiąca.
I wtedy, gdy niebo zaciągną burz chmury,
I wtedy gdy nie ma już słońca.
W wesołym miasteczku w powietrzu jest radość,
Tu ten dziś się śmieje kto wczoraj chciał łkać
I nigdy tym śmiechom nie stanie się zadość,
Nawet kiedy nie będzie już z czego się śmiać.

Gdy spłynę już spod nieba
Na ziemi stanąć trzeba –
Niełatwo; zamęt w głowie, kolana dziko drżą.
Strzelnica się podsuwa,
Więc staję biorę spluwę.
Pojawia się sylwetka – niweczę strzałem ją!

Ktoś obok w cieniu stoi,
Podsuwa mi naboje,
Ja mierzę, strzelam, mierzę i strzelam raz po raz!
Wyjmuje ktoś spod lady
Ordery z czekolady
I dla mnie – rozgrzanego – już przestał istnieć czas…

Wesołe miasteczko! Tu słońca z tektury
Wciąż skrzą się światłością żarówek tysiąca.
I wtedy, gdy niebo zaciągną burz chmury,
I wtedy gdy nie ma już słońca.
W wesołym miasteczku w powietrzu jest radość
Tu ten dziś się śmieje kto wczoraj chciał łkać
I nigdy tym śmiechom nie stanie się zadość,
Nawet kiedy nie będzie już z czego się śmiać.

Więc rzucam broń i pędzę!
Gdzie – nie wiem – byle prędzej,
Orkiestrą huczy głowa, a w skroniach tętni krew!
I widzę beczkę śmiechu –
Wskakuję bez oddechu,
Wiruję! Wpadam w otchłań! I nie ma mnie!

Jest śmiech.

Jacek Kaczmarski„Ballada o wesołym miasteczku”

„…wszelkie pomocowe ideologie, wszelkie współczucia okazywane biednym i potrzebującym, które nie mają kontekstu religijnego, a jedynie doczesny służą wojnie i dewastacji. Cały socjalizm w Polsce służył temu, by zdewastować lokalne inicjatywy gospodarcze i zniszczyć więzi – finansowe i religijne – spajające niewielkie społeczności, łączące się potem w naród. Nigdy dość przypominania o tym. Kiedy zaś już się udało to zrobić, wyzwoleni od złego pana parobcy i chłopi szli w kamasze, albo do fabryk, sam zaś pan szedł na żebry lub do piachu. Tym zaś wyzwolonym już i szczęśliwym, socjalizm natychmiast proponował wpłacanie składek na kasę chorych i ubezpieczenia powszechne i przymusowe. – Alternatywą – mówili socjaliści – jest żebranie pod kościołem. Może nie zawsze? Może gdyby nie było socjalistów i ich oszukanej gawędy dałoby się zorganizować wszystko inaczej? Może jakaś opcja została usunięta sprzed naszych oczu, a na jej miejsce wstawiono Żeromskiego i jego fałszywe współczucie? Będziemy się nad tym zastanawiać. Jedno jest w tym wszystkim najistotniejsze – ubezpieczenia właśnie. O ile mnie pamięć nie myli, znany działacz komunistyczny Adolf Warski także pracował w towarzystwie ubezpieczeniowym. Niestety informacja ta już zniknęła z wikipedii. Pisałem o tym kiedyś w tekście o Newerlym.

Zniszczenie społeczności lokalnych, niezadłużonych i połączonych tysiącznymi, drobnymi zależnościami otworzyło drogę do serc i umysłów oszustom na masową skalę. I to jest istotny sens działania socjalizmu. Ludzie zajmujący się ubezpieczeniami są moim zdaniem kluczowym elementem gangów socjalistycznych, ale my ich nie widzimy, bo podchodzimy do kwestii socjalizmu bardzo emocjonalnie. Tak jest on zresztą skonstruowany, ma stymulować emocje. Do tego są socjalizmowi potrzebni pisarze i poeci, bez nich ten kosmiczny przekręt się nie obejdzie i dlatego mamy do dziś te wszystkie świeckie kulty, które objawiały się nam co roku, we wrześniu, w postaci nowej listy lektur szkolnych…” (coryllus – O treściach istotnych i tych drugich)

podobne: Szewczak: Do OFE przypisano nas bez pytania. To jedno z największych oszustw III RP… Jeśli tak to jak nazwać ZUS? Michalkiewicz podaje rozwiązanie oraz: Studiować każdy może… ale nie każdy widzi w tym sens. Inteligencki etos żeromszczyzny i to: Na chłopski rozum o „transmisji myśli w kosmos”, talencie wybrańców losu, transgresji i ektoplazmie „poezji” czyli… „o mafii bardzo kulturalnej” („arystokracji rozumu”) oraz magii Nobla Władysława Reymonta (alias Rejmenta-Balcerka)

„…Po co ludowi oświata? To jest fetysz największy i najbardziej czczony do dziś. No, ale po co ona jest? Po co chłop ma czytać? No po to, powiedzą zwolennicy oświaty ludowej, żeby go stary Szczerbic nie oszukiwał, żeby mu nie potrącał z dniówki i żeby chłop mógł się zapoznać z najnowszymi trendami światowej polityki. A po co Szczerbic miałby oszukiwać chłopa? On go wynajął do pracy, dał mu mieszkanie w czworakach, zakazał chlać na umór, wypłacał dniówkę, a także serwituty, żeby chłop miał co jeść i gdzie spać, a także czym się ogrzać. No tak, powie zwolennik oświaty ludowej, ale w ten sposób Szczerbic odgradzał lud od cywilizacji i jej zdobyczy, nie pozwalał chłopom robić karier w korporacjach i wyjeżdżać do miast, gdzie mogliby zaciągać korzystne kredyty na zakup mieszkań własnościowych. To prawda, stary był z całą pewnością przeciwny takim imprezom. Obstawiamy tę opcję w ciemno, choć przecież za dużo o nim nie wiemy.

Jakie argumenty mają jeszcze za pazuchą zwolennicy oświaty ludowej? No, takie, że jak ktoś umie czytać to przeczyta i nie da się w ten sposób oszukać nikomu, bo będzie wiedział co jest napisane. Wszyscy umiemy czytać i pisać, niektórzy nawet w obcych językach i co? Nie dajemy się oszukiwać? Nie chcę ciągnąć tych rozważań w powyższym tonie, bo wszyscy wiemy o co chodzi i po raz nie wiem który powracamy do tych samych konkluzji. Nie ważne kto i co pisze, ważne kto i gdzie tę pisaninę dystrybuuję. Ważne jest także jak ona jest promowana. Autorów można wystrugać z czegokolwiek, przykład Twardocha jest tu najwyraźniejszy. A do tego jeszcze znajdą się zawsze frajerzy gotowi, na podstawie li tylko poruszanych przez takiego wystruganego tematów, ogłosić go jednostką wybitną. Bo przecież jasne, że jak ktoś pisze o Panu Bogu, dylematach księży, rozważa różne poważne kwestie religijne, to nie może mieć złych zamiarów, o nie. Kiedy się już ma autorów, deprawuje się ich pieniędzmi i za pomocą usłużnej i opłaconej prasy czyni wielkimi. Później zaś można już wszystko. Rzecz najważniejsza to wykreowanie odbiorcy, który nie rozumie po co i dlaczego czyta – o to postarają się już dziewczyny niosące kaganek oświaty pod strzechy, różne siłaczki i ABC dobre panie. Odbiorca nie posiadający własności jest niewolnikiem dystrybutora. W naszych okolicznościach chłop oświecony za pomocą groszowych broszurek stał się niewolnikiem Bolesława Hirszfelda i Bronisława Natansona, albowiem to oni kontrolowali kanały dystrybucji literatury dla ludu…” (coryllus – Oświata ludowa, czyli mądrości Stefana Ż)

podobne: Od klasyki Jezuitów do postępowej ZNP czyli… o zawłaszczeniu edukacji i informacji przez pro rewolucyjne „elity”. O drodze do wynarodowienia i „dobrej zmianie” w gimnazjach oraz: Nobel Dylana i promocja obłędu za publiczne pieniądze w „fabryce bestselerów” czyli… Paranienormalny(ch) „klub literata i literatki” i to: Czas odkrywa prawdę (historii) czyli… ile jest wiedzy w wykształceniu i po co nam uniwersytet?

„…Moja córka, na przykład, czyta sobie książki Holly Webb o zwierzętach. To znaczy o małych dziewczynkach, które ratują zwierzęta. To są same emocje i ja nie mogę zupełnie tych książek znieść, bo nawet najprostsze manipulowanie emocjami rozwala mi zupełnie dzień. A tam są same nieszczęścia, szantaże podprogowe i wielkie, kocie oczy, patrzące na człowieka tak, że ma ochotę uciekać na biegun północny. Wszystko kończy się dobrze, ale jakie to ma znaczenie…każdy kto kiedykolwiek się wzruszał poważnie wie, że żadnego. Z dziecięcego serca nie da się usunąć takich śladów.

No więc ona czyta sobie Holly Webb, a razem czytamy Pana Samochodzika. Ja już dostaję drgawek od tego Samochodzika, ale czytam twardo, bo ona go uwielbia. Najbardziej niestety lubi te książki, które mnie wprawiają w osłupienie ze względu na charakter zawartych tam treści. „Pan Samochodzik i Winnetou” czytamy już chyba czwarty raz i znoszę to niestety coraz gorzej. O wiele rzadziej czytaliśmy moją ulubioną „Tajemnicę tajemnic”. Na szczęście oboje zgadzamy się, że „Niesamowity dwór” jest bardzo dobry i wracamy do niego równie często jak do „Winnetou”. No i jeszcze „Księga strachów”, którą ona uwielbia ze względu na demoniczną ciotkę Zenobię, funkcjonariuszkę kontrwywiadu wojskowego PRL. No ale to wszystko są książki, które były już napisane kiedy ja przyszedłem na świat. Podobnie jak książki o przygodach Tomka Wilmowskiego, które także wielu z nas tutaj obecnych czytało w dzieciństwie. Wciągamy w te treści nasze małe dzieci z jednego powodu – nie ma nic lepszego. I to jest naprawdę straszne. A nie dość, że nie ma nic lepszego, to jeszcze nie ma sprecyzowanej misji jaką miałby spełniać książki dla dzieci. Ta cała Holly Webb ma po prostu wzruszać i od wzruszeń uzależniać małe dziewczynki. Samochodzik miał nakłaniać chłopców do tego, by zostawali ormowcami i współpracowali z tajną, komunistyczną, policją. Tomek Wilmowski i jego przyjaciele, byli jak mniemam, agentami wywiadu cesarskich Niemiec i Wielkiej Brytanii. Jeśli zaś idzie o bardziej współczesne produkcje dla dzieci, to w zasadzie zostają tylko książki okultystyczne, importowane z krajów anglosaskich i nic więcej. Nie będę o tym pisał, bo wszyscy wiemy o co chodzi i wielokrotnie kwestie te tutaj omawialiśmy. Chodzi mi to, jaki charakter powinny mieć polskie książki dla dzieci. O czym powinny traktować i jakie postawy miałby kształtować w małych obywatelach Rzeczpospolitej. Celowo używam takich podniosłych słów, albowiem co roku mamy to narodowe czytanie z udziałem prezydenta i ono, jak mniemam służy właśnie temu, by kształtować postawy i dawać przykład młodym ludziom. No, ale co czyta prezydent? Tak zwaną klasykę. Ta zaś już niebawem zostanie podzielona na książki potrzebne i ważne – Gombrowicz, Żeromski – i książki nieważne i przestarzałe – Prus, Sienkiewicz. Te ostatnie jako wrogie nowemu społeczeństwu zostaną usunięte z kanonu. Być może prezydent czyta także jakieś książki dla dzieci, ale ja nic o tym nie wiem. Bo i niby jakie miałby czytać? Przecież nie Samochodzika, który był poza oficjalnym, szkolnym obiegiem, choć wszyscy się w nim zaczytywali. Za dużo tam milicji…” (coryllus, całość tu: szkolanawigatorow.pl – O książkach dla dzieci)

podobne: Quo vadis „polska” edukacjo? czyli… Mickiewicz i Sienkiewicz w odstawkę oraz: „Szkoła” Jacka Kaczmarskiego czyli zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego („Socjalizm i śmierć”)… Bo wszystko już było (na kole historii) i to: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu a także: O dzieciach krzywdzonych w imię POstępu i tolerancji

„Sukces socjalizmu polega między innymi na tym, że składa on programowe obietnice kobietom. One są całkowicie bez pokrycia, ale wywołują niezwykle silne emocje. Kobieta zaś w stanie emocjonalnego wzburzenia zdolna jest w zasadzie do wszystkiego. Poproszone o pomoc dziewczyny z dworków i pałaców, gotowe są poświęcać swój czas i życie dla, przepraszam najmocniej panie, piździelców takich jak Stefan Żeromski. I to jest jeszcze pół biedy, bo wtedy przynajmniej widzimy, że są one świadome czynów, których się podejmują. Tak było z nieszczęśliwą Faustyną Morzycką, która zapisała się na kurs rzucania bombami. Gorzej znacznie jest w przypadku dziewcząt młodych, które działają nie w ramach jakichś emocjonalnych poświęceń, ale dlatego, że ekscytuje je sam udział w akcji. Weźmy taką Wandę Krahelską, największą bohaterkę ruchu socjalistycznego. Dlaczego największą? Bo nie trafiła bombą w Skałłona. Potem zaś, w czasie procesu sam Skałon robił wszystko, żeby ludziom, którzy chcieli go zabić nic się nie stało. Niestety nie wiemy ile za to wziął. Wracajmy jednak do Krahelskiej. We wszystkich podręcznikach piszą, że Krahelska postanowiła wziąć udział w zamachu na gubernatora, bo jej narzeczony został doprowadzony do samobójstwa nieludzkimi metodami śledczych. To z całą pewnością nie jest prawda. Śledczy czy żandarm mógł pobić kolbą albo wyciorem jakiegoś biednego Szmula z Nalewek, mógł zaprawić piąchą jakąś Ryfkę, ale przed uderzeniem narzeczonego Krahelskiej to on się trzy razy zastanawiał nad tym, czy mu się to opłaca. Nie wiemy dlaczego ten narzeczony targnął się na życie. Być może Krahelska kopnęła go w plecy, bo ją znudził, bo nie rozumiał emocji, które grają w jej sercu. On zaś nie mógł tego zrozumieć i targnął się na życie. Krzywicki Ludwik pisze nam wprost, że Krahelska na pytanie – dlaczego rzuciła bombą w Skałona odpowiadała zawsze jednakowo – bo dostałam taki rozkaz. Ani razu nie wspomniała o narzeczonym. Dorobiono tę legendę później.

Krahelska jest tutaj przykładem najbardziej wyrazistym. Oto rewolucja rekrutuje zdecydowane, żądne emocjonalnych przygód, dziewczyny, które się po prostu śmiertelnie nudzą. I tylko socjalizm podnosi temperaturę ich emocji do właściwego poziomu

…celem cząstkowym socjalizmu, było zagospodarowanie emocji kobiet. Te zaś od razu zostały dobrze rozpoznane, co widać na przykładzie Krahelskiej, oraz Paszkowskiej. Ta pierwsza przeżyła wszystkie reżimy i zmarła w czasach całkiem nam nieodległych, otoczona nimbem bohaterstwa, choć przecież nie trafiła bombą w Skałona. Tej drugiej nikt nie proponował małżeństwa, rozumiejąc przecież, że nie takich emocji pani Maria poszukuje. Socjalizm oferował dziewczynom akceptację totalną. Pytanie istotne jednak brzmi – czy inni nie oferowali takiej samej akceptacji? Faustyna Morzycka, wychowanica dyrektora i założyciela nałęczowskiego sanatorium, mogła robić co chciała i nikt się, w tej epoce gorsetów i falbanek, nie wtrącał w jej życie. Była kobietą dojrzałą i świadomą. Z innymi było podobnie. Jedyne co miał do zaoferowania socjalizm naprawdę, to cyrograf” (coryllus – Co zrobić z kobietami?)

podobne: Czy feministka i wiewiórka to „istota czująca”? O roli kobiety według lumpenproletariatu i o podejrzanym zapachu z ekologicznej i patriotycznej d…ziupli oraz: O godności kobiety w Islamie, walce z „własnością prywatną”, i trosce socjalistów o szczęście wszystkich obywateli i to: Paweł Drewniak: „Kobiety, dajcie spokój kobietom!” czyli… walka o przywileje nie jest walką o równość

Petrisan – Mózg

„…w sprawie Ronikiera, niczym w soczewce skupiają się wszystkie problemy epoki. Jest tam morderstwo ze szczególnym okrucieństwem, próba rabunku i wyłudzenia, okup zapłacony w złocie, obłęd, feminizm, Tworki, wątki parareligijne, Feliks Dzierżyński i angielscy tłumacze literatury podłej i pokrętnej. Jest także podpis prezydenta ułaskawiający mordercę Ronikiera i czyniący zeń człowieka niewinnego. Aha, byłbym zapomniał – jeszcze dom gry i spółdzielnia spożywców. Same, jak powiadam, najważniejsze rzeczy, soczewka epoki…

…Mnie najbardziej urzekł w tej historii wątek filmowy. Oto uniewinniony przez Mościckiego Ronikier, morderca młodego chłopca, spekulant żywnością w czasie wojny, oszust matrymonialny, właściciel nielegalnego kasyna, zostaje doproszony jako konsultant do kolaudacji filmowych…

…Bogdan hrabia Ronikier oceniał polską produkcję filmową międzywojnia źle. Uważał, że filmy są słabe, nieautentyczne emocjonalnie i płaskiej. No, ale one takie były. On zaś na temat emocji i wzruszeń wiedział wszystko. Doprowadzał do histerii odziane od stóp do głów niewiasty, które przychodziły na salę sądową i opisywał Dzierżyńskiego, który kocha szczerze i prawdziwie. Ktoś powie – sam przed chwilą napisałeś, że był tandeciarzem. No tak, ale w całkiem innym znaczeniu niż te filmy. On z tej tandety uczynił sposób na życie i mnóstwo ludzi mu wierzyło. Nie wiadomo dokładnie, w którym momencie zorientował się, że w zasadzie chodzi tylko o to, by dość wcześnie przekroczyć pewną granicę, za którą już wszystko jest możliwe i wszystko się udaje. Grunt zaś to się nie przejmować. Jego sposób na przetrwanie i zdobycie pieniędzy brał się wprost z dobrej znajomości skorumpowanego, carskiego systemu policyjno-sądowego, a także z dobrej znajomości deficytów emocjonalnych kobiet i mężczyzn. Ronikier dobrze wiedział, że nie ma takiego szaleństwa, które by zostało zlekceważone na sali sądowej przez prokuratora i adwokatów, jeśliby za nim stał choć cień nadziej na godziwą łapówkę. Dlatego robił co chciał i mówił co chciał, a ludziom się to szalenie podobało…

….I sami zobaczcie, tylko wokół tematów związanych z przełomem stuleci XIX i XX można by zrobić osobny rynek książek, filmów, gier, komiksów i czego tam jeszcze chcecie. My zaś dostajemy jakieś seriale w typie „Belle epoque”, które są znacznie gorsze od filmu „Gehenna”, a z „Jego ekscelencją subiektem” nie mają po prostu startu. Mamy te idiotyczne naśladownictwa nie wiadomo czego właściwie, które mają w nas wzbudzić co? Nostalgię? Jakieś emocje? Żarty. Jak Bogdan hrabia Ronikier wkraczał na salę sądową, dziewczyny piszczały niczym później na koncertach Beatlesów. Dziś zaś nikt nie umie nawet zrobić o tym filmu. Bo nikt nie wie o czym miałby być ten film. Tyle jest w tej sprawie tajemnic. I teraz dochodzimy do konkluzji najważniejszej – ci wszyscy twórcy, filmowcy i artyści, którzy usiłują nas bawić to oszuści. Tylko, że oni nie przekroczyli nigdy tej niewidzialnej granicy, za którą znalazł się Ronikier we wczesnych bardzo latach życia. Oni marzą o tym, by ich oszustwa, jakże przecież nędzne, były kupowane w pakietach gwarantowanych przez państwo. Tak się nie da. Wiedzą o tym wszyscy, którzy choć raz w życiu próbowali wygrać coś naprawdę.” (coryllus – Pan hrabia wkracza na kolaudację)

podobne: Gazeta Wyborcza i kult tolerancji dla pedofilii czyli… kogo ochrania i kto zarabia na Lex Trynkiewicz. O grzebaniu w psyche oraz:  (bez)wstyd Jakóbiak i Ellen za dychę czyli… uważaj na świat stojący otworem. „Pochwała łotrostwa” i „Traktacik o wyobraźni” (Kaczmarskiego) i to: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości” a także: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości”

„…Przypomniano wczoraj stary wywiad artystki Szczot, która w latach osiemdziesiątych pojechała do Zielonej Góry. Artystka Szczot mówi w tym wywiadzie wprost, że jedzie do Zielonej Góry, żeby załatwić sobie trasę koncertową po ZSRR. Pan dziennikarz zaś mówi do niej, że skoro stawia sprawę tak otwarcie, musi wiedzieć, że na festiwalu w Jarocinie zostałaby wygwizdana. Ona zaś rzecze na to, że Jarocin jej nie interesuje, bo to nędza i wiocha. I teraz zobaczcie jak budowane jest napięcie w tym wywiadzie i jaką alternatywę miała ta cała Szczot – albo Zielona Góra organizowana przez towarzyszy z betonu, albo Jarocin organizowany przez dzieci towarzyszy z betonu, takich jak Chełstowski i Owsiak. I nic więcej. Pokazywane to zaś jest jak wybór między biedą a jakością i między niewolą a wolnością.

Dziś jest podobnie. Oto zmarł wybitny Artysta – Zbigniew Wodecki. Na twitterze Magda Ogórek napisała coś w stylu – odszedł cicho i spokojnie, a inni w tym czasie z hałasem uprawiają politykę. W sensie, że Magda jest nasza i odnosi się dyskretnie oraz krytycznie do postawy artystki Szczot i innych. Nie wiem co się działo na twitterze, ponoć wylała się fala hejtu na Magdę, ale widziałem co napisał portal WP. To mianowicie, że Magda zachowała się obrzydliwie komentując w ten sposób śmierć Wodeckiego. Pan dziennikarz, o przepraszam, mediaworker, użył nawet sformułowania „słuszna krytyka internautów”. Wreszcie internauci mają swoje pięć minut i mogą uprawiać słuszną krytykę, która tym różni się od niesłusznej, że tamta dotyczy artystki Rodowicz i tego szajbusa Jakubika. Słuszna krytyka internautów jest prawie tak samo mocna, jak słuszna linia naszej partii, o której pisano w gazetach w czasach kiedy artystka Szczot wybierała się do Zielonej Góry. My zaś czytając to wszystko, sami nie wiedząc kiedy, podeszliśmy do kasy na dziwnej małej stacyjce i kręcąc głową z niedowierzaniem powiedzieliśmy do kasjerki w okienku – normalny do krainy wiecznych łosi poproszę. Przed nami bowiem zarysowała się alternatywa taka – albo Magda, albo artystka Szczot. I nic więcej.

To wbrew wszystkim pozorom nie jest wcale śmieszne, jest groźne, albowiem prowadzi do rzeczy dla nas tutaj szalenie niebezpiecznej. Do uzależnienia publiczności , nie tylko estradowej, ale każdej właściwie, od comiesięcznych wypraw do krainy wiecznych łosi, gdzie już na pierwszej stacji można spotkać Waltera Chełstowskiego, który w towarzystwie niedźwiedzia Wojtka struga sobie relaksacyjnie patyki pod wielkim zbiornikiem na deszczówkę.

Chodzi o to, by każda decyzja publiczności, decyzja dotycząca wyboru wykonawcy, książki, filmu, każda podkreślam, była kontrolowana. Stąd pomysł, by powołać w związku z tym Opolem jakąś specjalną komisję weryfikacyjną, która będzie za budżetowe pieniądze orzekać, kto jest, a kto nie jest dobrym artystą… 

…Tym mniej zorientowanym podpowiadam raz jeszcze – to jest konwencja, której celem jest zamach na pieniądze nastolatków. Jedyny pomysł bowiem jaki mają koncerny na promocję tak zwanej kultury, to rozklepanie jej na małe, prawie przezroczyste placki, łatwo strawne dla każdego. To się oczywiście wiąże z degradacją publiczności

Tymczasem państwo oddaje wszystko walkowerem. I mówi wprost – mamy w nosie publiczność i zróżnicowanie oferty. Liczy się kasa, która ma trafić do Roberta Glińskiego. Wobec tak postawionej kwestii w zasadzie nie wiadomo co robić. Państwo bowiem, które oddaje walkowerem mecz propagandowy jest po prostu na zejściu, obojętnie jak dobrze by nie wyglądało. Ja sobie zdaję sprawę, że różni macherzy od kultury, zaraz mnie wyszydzą, bo ja nigdy nawet na oczy nie widziałem takich pieniędzy jakie oni pobierają w miesiąc za sprzedaż biletów do krainy wiecznych łosi. No, ale to nie może tak być proszę Państwa, że my się jako grupa musimy określać wobec zgrai oszustów i naciągaczy, którzy podsuwają nam fałszywe alternatywy…” (coryllus – Kraina wiecznych łosi)

podobne: O naturze zła czyli… „Wehikułem czasu” po „krainie grzybów”. O towarzyskich uwikłaniach, hodowli człowieków, sutenerach, detektywach, „piwnicy” w Ministerstwie Kultury i „Eurowizji” oraz: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I) i to: Kultury dobre i złe, oraz reglamentacje, prowokacje i profanacje czyli… materialna i niematerialna sztuka rewolucji. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu a także: Dom Zły czyli Jarocin, gacie Chajzera, siekiera z Wołynia i pusty łeb mordercy jako symbole dobroczynności.

„…Co takiego uwodzicielskiego jest w wyprodukowanym przez demokratyczne gangi socjalizmie, że ludzie słysząc o nim głupieją. Oto – mawiają zwolennicy demokracji i socjalizmu, a także wolnych wyborów, gdzie wyborcami koniecznie muszą być pozbawieni wszystkiego i zadłużeni nędzarze – kiedy jest dziki kapitalizm to przepaść pomiędzy bogactwem a biedą ogromnieje i jest nie do zasypania. Człowiek zaś wolny i uczciwy, a także wrażliwy nie może na to spokojnie patrzeć. Musi działać i odbierać bogatym, by dawać biednym ( a dziś musi ratować uchodźców). Teraz rzecz najważniejsza. Taka przepaść pomiędzy bogatymi, a biednymi rzeczywiście rośnie, ale tylko w jednym ustroju – w demokracji. Nie wierzycie chyba w to, że w wilhelmińskich Niemczech robotnikowi żyło się źle…

…Monarchie łagodzą kryzysy uruchamiając rynki wewnętrzne – taka hipoteza mi się nasunęła. Być może nie jest ona prawdziwa, ale coś w tym musi być. My oczywiście nic o tym nie wiemy, ale w Polsce, nad Wisłą, było sporo przykładów działania małych rynków lokalnych, które dawały ludziom chleb i zatrudnienie. Kłopot z nimi był taki, że one koncentrowały się wokół dworu i kościoła, a do tego – przy dobrej organizacji wszystko co produkował folwark przetwarzane było na miejscu. Potem zaś sprzedawane w sieci sklepów należących do dworu. Ho, ho, tak, tak…bywały takie rzeczy, ale ja na razie nie zdradzę gdzie, bo to będzie w II tomie Baśni. No więc jeśli tak było i chłop z takiego folwarku nie miał ochoty wyjeżdżać, bo nie dość, że dostawał wypłatę w srebrze, to jeszcze miał darmowy opał, nie mógł być przydatny wielkim fabrykom rozwijającym się w państwach demokratycznych. Nie był też dobrym klientem. No bo jak mu sprzedać papierosy jak on sam pracuje na plantacji tytoniu, a po zbiorach może sobie za psi grosz kupić tego tytoniu na całą zimę od właściciela. Jak takiemu sprzedać piwo, jak właściciel zbudował browar i sprzedaje swoje piwo po okolicy, a pracownicy browaru mają rabat 10 proc. na butelce. Taki człowiek się do niczego nie nadaje, trzeba go wyrwać ze środowiska, w którym żyje, wykorzenić, ograbić i złożyć kilka propozycji nie do odrzucenia. Nie było to takie trudne. Każdy bowiem chce mieć więcej, a socjaliści chcą mieć najwięcej. Można było więc jednemu z drugim wyklarować, że jak się plantacje tytoniu podpali, browar okradnie, dziedzica powiesi, to wtedy wszystkim będzie się żyło lepiej, a do tego będzie można pojechać niemieckim statkiem do Nowego Jorku po dolary. Żyć nie umierać. Złudzenie to trwało do I wojny. Potem była euforia niepodległości, a potem korekta socjalistycznego planu naprawy świata, a której końcówkę załapaliśmy się prawie wszyscy, z wyjątkiem najmłodszych.

Powtórzmy więc jeszcze raz na koniec – w monarchii, gdzie rządzi pomazaniec i działają organizacje kościelne nie ma kryzysów. Jedyny kryzys jaki może nastąpić to wojna czyli atak z zewnątrz. No i rewolucja, czyli atak od wewnątrz, poprzedzony propagandowym przygotowaniem artyleryjskim, dzięki któremu robotnik otrzymujący od kapitalisty mieszkanie i opał dowiaduje się, że jest nędzarzem i musi koniecznie pozbawić kapitalistę życia i majątku, by trochę mu się poprawiło. Zwróćmy teraz uwagę na coś jeszcze istotniejszego – nie istnieje żadna korekta planów socjalistycznych. To znaczy zmiany są nieodwracalne, a jak ktoś zaczyna przypominać młodzieży, jak drzewiej bywało, jest karcony przez średnie pokolenie albo wprost przez policję polityczną. Bo gasi ducha i chce powrotu „złych czasów”. Tak to niestety działa. Możemy jedynie wybierać przyszłość, która jest coraz bardziej upiorna. Z krótkimi przerwami na eksploatację taniego, cudzoziemskiego robotnika, które nazywane są okresami prosperity. Taki okres mamy właśnie teraz. Nie wiem ile on potrwa, ale wiem czym się zakończy – wojną i rewolucją. Tym razem islamską. I tak w koło Macieju.”  (coryllus – O nowej Baśni raz jeszcze)

podobne: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos oraz: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech i to: Prof. Mieczysław Ryba: Rola Kościoła Katolickiego w kształtowaniu elit w XIX i XX wieku a także: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?

W skromnej skorupce z błotka
Żyła sobie istotka
Miała rączki i nóżki
I małe zręczne paluszki
Ojojoj małe zręczne paluszki.

Michał Dziekan – Mniej znaczy więcej

I w owej skorupce wiotkiej
Wiodła żywocik swój słodki.
Aż raz mruknęła – cholera!
To błotko mnie uwiera!

Rozbiła błotko młotkiem
I świat ujrzała słodki
I łąkę pełną stokrotek
A na niej mnóstwo innych istotek.

Istotki piszczały, prychały,
Po pyszczkach się drapały.
Potem zaklęły krewko
I zbudowały państewko
Ojojoj zbudowały państewko.

Nauczyły się owe istotki
Nosić kapturki i botki,
Wycięły wszystkie stokrotki
I poustawiały płotki.

Podzieliły się na klasy:
Pierwsza klasa – grubasy
Druga klasa – bimbasy
Trzecia klasa – chudziasy.
Ojojoj strasznie chude chudziasy.

Tyrają biedne chudziasy,
Gdy w totka grają grubasy
Bimbają sobie bimbasy
Szczęśliwe po wieczne czasy!
Ojojoj szczęśliwe po wieczne czasy!

Aż krzyknął chudzias: Jezus Maria!
Stworzymy proletariat!
I on to nas uchroni
Od wyzyskiwaczy srogich!
Ojojoj bardzo srogich.

Świat się zmienił od tego czasu:
Schudł grubas, tyrają bimbasy,
A proletariat utył
W polityce obkuty!

I morał stąd wynika
Nie licz na wyrobnika!

Jacek Kaczmarski„Ballada o istotkach”

PS…

„…Bodzio puszczał się nieraz w kawały ryzykowne. Tak na przykład było na premierze jakiejś sztuki futurystycznej w Reducie, w okresie gdy mieściła się ona w gmachu Teatru Wielkiego. Na scenie snuły się jakieś niesamowite zjawy i rozlegały się nieartykułowane wycia. W pierwszym rzędzie siedział Bodzio w towarzystwie Rudego, Tadeusza, Janka Bochwica, Tosia Januszkowskiego, Wiktora Piotrowskiego o jeszcze paru innych darmozjadów litewskich obijających wtedy bruki warszawskie. Zanim futurystyczną szmirę dociągnięto do połowy pierwszego aktu, Bodzio wstał i oznajmił głosem tubalnym:
Dość tego skandalu! Chodźmy na kolację! Nigdy by za czasów Skałona nie ośmielono się wystawić takiej bzdury na scenie cesarskiej. No, ale cóż – wszystko jest dziś możliwe w tych nowych republikach – litewskiej, łotewskiej…cygańskiej…” (coryllus – Żydzi i polski patriotyzm)

Franciszek Kostrzewski – Pożar wsi

Styczeń 1863 w służbie Piusa IX (Ostatni Krzyżowiec) oraz proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wieczność kontra pogoń za sensacją


„Kto stracił pieniądze, ten nic nie stracił. Kto przegrał bitwę i stracił wojsko, ten mało stracił. Kto stracił wiarę, ten wszystko stracił.”

Artur Grottger – Warszawa II. Lud w Kościele

„…jedność dobra i cenna wtenczas gdy prawdziwa, to jest, kiedy ją osiągnąć można bez poświęcenia prawdy i sprawiedliwości, inaczej jedność jest tylko pozorna i czasowa. Chrystus Pan, który przede wszystkim przyniósł pokój na ziemię, powiedział także, że nie przyniósł pokój, jedno miecz, to jest, iż pokój jak jedność prawdziwą wywalczyć zwykle potrzeba. I wobec rządu jedność wtenczas coś znaczy, kiedy prawdziwa, sztuczna nic nie pomoże. A co do Europy, nie może ona w stanie gwałtownym będącym wymawiać niejedności, gdy we własnym jej łonie, wre wszędzie walka między stronnictwem przewrotu społecznego a częścią zachowawczą, czyli ostatecznie pomiędzy bezbożnością uorganizowaną w tajne towarzystwa, a widzialną hierarchią Kościoła katolickiego…

…Od podziału kraju naszego, rozżaleni grzechem rewolucyjnych monarchów, rzuciliśmy się w objęcia bezbożnej rewolucyi ludowej francuzkiej, która ze swej strony dobrodusznemu królowi ścięła była głowę. Odtąd wszelka oppozycya u nas popłatna, wszelka rewolucya (zachowująca dawne u Polaków znaczenie, zmiany w stosunkach państw) pełna dla nas uroku. Polak umiarkowany, zachowawczy w domu, rewolucyjny za granicą i w polityce. Dla siebie marzy majorat angielski, za granicą brata się z Prudhonem. Arystokratki nasze z rodu nawyknień i przekonań, popisywały się czerwoną bluzą, szczęśliwe i pyszne, gdy dostały wizerunek Garibaldiego. Czy podobna, aby kłamstwo takie trwało długo bez szkody? Czy podobna, by zasady podziwiane u obcych nie przyjęły się w domu? Nic nie podobna. Jest logika nieubłagana, jest Nemezis społeczna. Wyobrażenia zachodnio rewolucyjne, przewiane bezbożnością, musiały wpaść całą siłą do Polski, w której nie znajdowały oporu, albo słaby i pokątny tylko…

…W Piemoncie nastąpiło obłudne małżeństwo (eonnubio) odwiecznej ambicyi militarnej monarchii piemonckiej, rozszerzania się we Włoszech z karbonarsko-wolnomularską ideą Mazziniego jedności absolutnej Włoch, nigdy przedtem nie zcentralizowanych, historycznie, jeograficznie i duchowo, tylko federacyjnie. Polacy w te pędy znaleźli wzór pogodzenia wszystkich stronnictw i wywalczenia całości kraju, porównali jedność swoją historycznie stopniowo wykształconą, a gwałtownie rozdartą z podbojem piemonckim, przekupstwem i sztyletem podpieranym. Sympatie wszystkie co niekatolickie dla Piemontu, sympatie Rossyi i Prus, nie ostrzegły was, że tu sprawa rewolucyi gwałtu i jedności plemiennej, jaką by była u nas cała słowiańska a nie narodowa. Że stronnictwo gwałtowne tak utrzymywało, że dziennikarstwo niekatolickie, (mniej więcej u nas jak gdzie indziej zależne od towarzystw tajnych) tak głosiło, że rzesza niecierpliwa ciężkiego jarzma temu wierzyła, to rzecz prosta, ale że wy bracia hołdownicy praw historycznych, zwolennicy walki moralnej i legalnej na toście przystali, to i błąd i grzech ciężki. Bóg sam w miłosierdziu swojem wielkiem, wam zachowawcom a nie mogącym się oprzeć na rządzie obcym, podawał jedyny najszczęśliwszy środek stanięcia  przy najwyższym, najczystszym, jedynym dziś wyobrazicielu prawdziwego konserwatyzmu praw historycznych, przy papieżu, od chwili szczególniej, gdy rozbój piemoncki doszedł do granic jego bezbronnego państewka: a wyście tej chwili opatrznej nie pojęli i nie pochwycili. Kiedyście pisali on piękny adres, a raczej skargę i protestacyą do cesarza, należało spółcześnie napisać drugą do Ojca św. który ma od Boga w składzie źródło wszelkiej władzy, którego przodkowie jedyni protestowali przeciwko rozszarpaniu waszej Ojczyzny, który choć od was widocznie opuszczony, dwa razy on jeden odezwał się do was, ze słowem otuchy i pociechy. O ileżby więcej uczynił, gdyby widział naród cały szczerze katolicki do niego w nieszczęściu jego i słabości przemocniej z ufnością garnący się miłośnie. O! Bracia chcieliście bronić podań prawa zgwałconego, walczyć bronią moralną, bronią ducha, więc odwieczną bronią kościoła, a poświęciliście naturalnego waszego naczelnika i opiekuna dla zdobywcy, który w ciemięzcach waszych szukał i znalazł sprzymierzeńców.

Gdybyście to byli w czas uczynili, oddzielilibyście się byli stanowczo i zaszczytnie od stronnictwa skrajnego jeszcze słabego. Bylibyście stanęli silnie wobec rządów zaborczych, przyciągnęlibyście najskuteczniej lud do siebie, który tysiącami na jednego szlachcica walczył w szeregach papieskich, i dziś bieży o żebranym chlebie wypłakać się u stóp Ojca św., podczas gdy z waszych ledwo kilka osób (i to zwykle kobiety) trwają przy krzyżu papieskim. Gdybyście byli to wczas uczynili, massa chwiejąca się po miastach, przy was by została. Z wami by trzymała hierarchia kościelna, niebaczni młodzi xięża nie byliby się poddali komitetowi centralnemu, i ten komitet nie wzywałby was dzisiaj do współki tj. do poddania się.

Ostrzegano was o tem na czas, błagano, (wprawdzie byli to xięża i rzadki świecki), nie posłuchaliście, dziś musicie znosić bolesne następstwa. W domu musieliście i musicie do reszty oddzielić się od stronnictwa gwałtownego, jakkolwiek późno i niekorzystnie, albo zostaniecie pochłoniętemi, jak we Włoszech sekciarski Mazzinizm pochłonie organizacyą wojskowo administracyjną podbójczego Piemontu. Jesteście osłabieni, bo nie macie podstawy, bo nie macie zasady. Trudno długo utrzymać się na pochyłości stromej, na której stoicie, skacząc w prawo i w lewo z góry i na dół. Na zewnątrz, jak skoro przyklaskiwaliście rozbojom piemonckim we Włoszech, musicie cierpieć podobne u siebie, ubarwione także frazeologią liberalną i postępową, bo u Boga dwóch wag i dwóch miar nie ma, i nie czyń drugiemu co tobie niemiło. Przyklaskiwaliście jedności włoskiej siłą  przeprowadzanej, żartowaliście z małych narodowości podpieranych przez szlachtę i Xięży, wytrzymajcież parcie wielkiej jedności Rossyjsko-Słowiańskiej i pod formą państwa i pod formą rzeczypospolitej, w którejbyście koniecznie rozpłynęli się…” (x. Hieronim Kajsiewicz – List otwarty do braci xięży grzesznie spiskujących)

podobne: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…”

Artur Grottger – Wojna X. Świętokradztwo

Służmy Chrystusowi i Jego Namiestnikowi; jeżeli będzie potrzeba, umrzyjmy za niego bez trwogi, a okażemy się godnymi naszej ojczyzny i naszego imienia” (Motto żuawów papieskich i Białych Krzyżowców Sahary)

Wiosną 1934 r. prasa francuska doniosła, że w wieku 102 lat zmarł w Nancy ostatni żuaw papieski, hr. Ludwik de Courten. Natychmiast zareagował krakowski „Światowid”, który w numerze 16 (662) z 17. 04. 1937 r. przyniósł sensacyjną wiadomość, że informacja prasy zagranicznej jest nieścisła i że ostatni żuaw papieski żyje nadal w Polsce.

Chodziło o 95- letniego Adama Dąbrowa- Morawskiego, urodzonego w Warszawie 1 stycznia 1842 r., pochodzącego ze starego litewskiego rodu i mieszkającego w Marcinkowicach k. Nowego Sącza. Był on także weteranem powstania styczniowego i autorem poczytnych wspomnień z czasów swojej walecznej młodości w służbie Piusa IX  w latach 1865 – 1870, Rycerze Krzyża w XIX i XX wieku… (Lwów 1903).

Zanim trafił w szeregi papieskich żuawów, walczył w Powstaniu Styczniowym, pełniąc kilkakrotnie rolę łącznika między oddziałami, do których należał, a przywódcami w Warszawie.

Brał też udział w bitwie pod Żyrzynem, po której gen. „Kruk” Heydenreich miał mu za dzielność ofiarować odpięty z własnej piersi krzyż Virtuti Militari, złożony w 1871 r. przez Morawskiego jako votum dziękczynne dla Matki Bożej z fary w Przeworsku. Niestety, obecnie nie wiadomo, co się z tym votum stało.

Po klęsce powstania znalazł się na emigracji w Paryżu, skąd na wieść o werbowaniu ochotników do wojska papieskiego, pieszo, przez Alpy, Padwę, Loreto (także pobojowisko pod Castelfidardo), w początkach roku 1865 dotarł do Rzymu.

Przyszły żuaw został przyjęty na audiencji przez Piusa IX, któremu dał do poświęcenia swój ryngraf z Matką Boską Częstochowską i otrzymał osobiste błogosławieństwo.

Następnie udał się do Frascati, gdzie w jednym z pałaców stacjonował batalion żuawów, do którego został przydzielony. Tak opisuje salę w koszarach, gdzie spędził pierwsze miesiące służby:

„Wzdłuż ścian ciągnęły się rzędem łóżka żelazne. Na każdym z nich zwinięty rodzaj materaca, twardo i gęsto pikowany – na wierzchu dwa białe prześcieradła, mała poduszeczka, na której leżała kołdra sukienna. Nad każdym łóżkiem osobna półeczka żelazna, na której artykuły wojskowe żuawa jakoto: tornister, część płótna namiotowego z pałeczkami, płaszczyk, trzewiki i kamasze, a obok na hakach wkręconych w podpory półki, zwieszał się sztuciec [staropolska nazwa sztucera] i pałaszo- bagnet długi i wężykowaty. Porządek, czystość, harmonijny układ przedmiotów miły sprawiały widok.” (Adam Morawski, op. cit., s.110)

Mimo, że Morawski był już oficerem, musiał przejść pełny cykl szkolenia, jaki obowiązywał żuawów bez względu na wcześniejsze doświadczenie bojowe. Chodziło o  wykształcenie umiejętności radzenia sobie w każdej sytuacji na polu bitwy, z obsługą artylerii włącznie.

W jednostce obowiązywał regulamin i język francuski. Po apelu porannym o godz. 5. odbywały się zajęcia teoretyczne i praktyczne dla rekrutów. Starsi żołnierze uczestniczyli w forsownych manewrach.  Był też czas na rekreację, lekturę (w jednostce znajdowała się bogata biblioteka), rozmowy. Wieczorny apel i wspólna modlitwa (różaniec) o godz. 22, kończyły pracowity dzień.

Mundur żuawa, w kolorze szaro- niebieskim, składał się z krótkiego, haftowanego czerwienią lub czernią (oficerowie) kaftana bez kołnierza, luźnych szarawarów, kończących się powyżej kostki, czerwonego, szerokiego pasa, kamaszy z żółtymi getrami lub czarnych oficerek oraz kepi (czasem fezu) na głowę. Wzorowany był na mundurze francuskich żuawów, walczących w Algierii. Dystynkcje były wyhaftowane na rękawach. Na lewej piersi naszyty był odwrócony krzyż, symbol męczeństwa św. Piotra. Na guzikach wygrawerowano papieską tiarę i klucze św. Piotra.

Ochotnicy pochodzili z całego niemal świata, choć większość przybyła z Holandii (tak odwdzięczali się katolicy Piusowi IX za odtworzenie kilka lat wcześniej zniszczonej przez Reformację organizacji kościelnej), Francji, Belgii, Szwajcarii oraz Irlandii (batalion im. św. Patryka). Byli też Włosi, Anglicy, Szkoci,  a nawet Amerykanie i Rosjanie. W chwili przybycia Adama Morawskiego do Rzymu w oddziale żuawów służył także hr. Wilhelm Romer z Galicji. Potem przybyło jeszcze kilkunastu Polaków. W całym, liczącym niespełna 20 tysięcy ludzi wojsku papieskim, w różnych jednostkach, było kilkuset Polaków.

Niestety, po stronie rewolucji walczyło ich prawdopodobnie znacznie więcej, ponieważ pod wpływem dziwacznego rozumowania większości krajowych pism (wyjątkiem był konserwatywny krakowski „Czas”) zaczęto utożsamiać zaborczą politykę Piemontu w stosunku do wszystkich starych państw włoskich , zwłaszcza Państwa Kościelnego, z polską walką o wyzwolenie spod obcego panowania i odzyskanie utraconej w wyniku zaborów niepodległości. Jakoś nie zwracano uwagi na fakt, że Włochy (Italia) były jedynie pojęciem geograficznym (nawet nie językowym!), a od upadku starożytnego Rzymu (wbrew egzaltowanej, operowej niemal propagandzie) nigdy nie było jednego państwa włoskiego, zaś te które powstawały i przekształcały się w ciągu wieków, z państwem Cezara, Owidiusza czy Petroniusza nie miały wiele wspólnego. Jedynym, które jakąś ciągłość zachowywało (nie tylko w języku) było właśnie Państwo Kościelne.  Ale ono najbardziej wszystkim przeszkadzało…Podobnie jak kiedyś Rzeczpospolita.

Źle to świadczy, niestety,  o zdolności rozumowania i oceny sytuacji politycznej u naszych przodków. Dlatego doceńmy tych, którzy w owych czasach obłudy, fałszu i zamętu, nie mniejszych niż w wieku XX, stanęli po właściwej stronie barykady i spróbujmy przynajmniej częściowo, na ile to możliwe wobec ubóstwa źródeł (o co zadbała druga strona), oddać im sprawiedliwość i spróbować odtworzyć ich losy, w czasach obrony niezależności Państwa Kościelnego.

Historia papieskich żuawów zaczyna się wiosną 1860 roku, kiedy po sukcesach przewrotnej polityki premiera Piemontu, Kamila Cavoura,  pod koniec lat 50 – tych XIX wieku niemal wszyscy ówcześni rewolucjoniści oraz europejskie rządy, z brytyjskim na czele (ach, ten genialny lord Palmerston), zgodnie uznają, że „Odrodzenie” (Risorgimento) Włoch może się odbyć tylko przez zjednoczenie wszystkich istniejących w Italii państw pod berłem króla Sardynii (Piemontu), Wiktora Emanuela II.

Pokonana niedawno Austria musi się pogodzić z utratą Lotaryngii, „wspaniałomyślnie” przekazanej Piemontowi przez zwycięskich Francuzów, „śpieszących na pomoc tak haniebnie zaatakowanym przez Habsburgów niewinnym Włochom”. Prowokacji Cavoura, zbrojącego kraj do przyszłych podbojów (nazywanych odtąd „zjednoczeniem”) świat jakoś nie zauważył…

Miłośnik włoskiej jedności, tradycji i wolności, król Wiktor Emanuel, oddaje Francji bez mrugnięcia okiem rodzinną Sabaudię wraz z Niceą, byle by zapewnić sobie na przyszłość bardzo elastycznie rozumianą „politykę nieinterwencji” ze strony Napoleona III.

Scenariusz działań jest wszędzie jednakowy: w kolejnych państwach włoskich, poczynając od położonych najbliżej Piemontu: Parmy, Modeny oraz Toskanii wybuchają zamieszki, takie ówczesne „Majdany”, finansowane, oczywiście w tajemnicy, przez Cavoura (środki płyną obficie, nie wiedzieć czemu, z Londynu, a w ślad za nimi tysiące egzemplarzy protestanckich Biblii i gorliwi misjonarze), a organizowane przez bojówki z udziałem spiskowców Garibaldiego, Mazziniego i wypuszczanych z więzień przez „zrewoltowany lud” zwykłych kryminalistów,. Władcy giną w zamachach lub są zmuszani do ucieczki, nikt ich nie żałuje, bo to „krwiopijcy i kaci ludu włoskiego są”…

Następnie w wyniku plebiscytów w stylu „wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej po 17 września1939” zwycięża demokracja, a europejskim mocarstwom nie pozostaje nic innego, jak ten wspaniały proces zaakceptować. Wszak Vox populi, vox Dei…

Interwencja nie wchodzi w grę, bo żadnej agresji nie było. To sami mieszkańcy kolejnych krajów włoskich proszą, aby miłościwie zapanował nad nimi  prawdziwy Ojciec Ojczyzny, Wiktor Emanuel II, zamiast tych wstrętnych Habsburgów. Oczywiście 99, 9 % mieszkańców.

Tak przećwiczony scenariusz sprawdza się nawet w dużym kraju, jakim jest  Królestwo Neapolu i Obojga Sycylii. Wystarczy jeden Garibaldi i tysiąc „czerwonych koszul”, nie licząc osłony angielskich okrętów, a już  Sycylia prosi o przyłączenie do Piemontu…

Po kilku miesiącach dołącza do tej prośby Neapol i reszta byłych poddanych króla Franciszka II, który wraz z rodziną musi szukać azylu w Rzymie, choć jego szwagierka jest cesarzową Austrii.

Wiktor Emanuel z miłością przytula do serca kolejnych poddanych…

A serce ma wielkie i czułe, więc z troską wsłuchuje się w płacz gnębionych papieskich poddanych w północno – wschodnich prowincjach Państwa Kościelnego.

Gorzkie łzy leje Bolonia wraz z całą Romanią? No to się im garybaldczyków podeśle, Majdan urządzi, plebiscycik przeprowadzi, z wynikiem może trochę słabszym: 98, 7 % na przykład.

A w kolejce czeka już Ankona z całą Marche. Droga do Rzymu wkrótce stanie otworem.

Papież protestuje, klątwę rzuca? A ile papież ma dywizji?

W takich właśnie okolicznościach wkraczają na scenę dwaj panowie M.

Młodszy, pan de Merode, obecnie prałat i szambelan papieski oraz protominister wojny rządu Piusa IX, , był kiedyś podwładnym starszego, pana de La Moriciere, generała wojsk francuskich, żuawa, weterana z Algierii, zawsze zwycięskiego, wspaniałego dowódcy, obecnie pana na rodzinnym zamku Prouzel …

Połączy ich znów wspólna sprawa: tworzenie wojska straceńców, którzy wobec wrogości lub obojętności świata podejmą się obrony z góry przegranej sprawy: sprawy niezależności przeszło tysiąc sto lat liczącego Państwa Kościelnego. Centrum całej społeczności katolickiej, gdzie swoją siedzibę ma następca św. Piotra, któremu sam Chrystus powierzył klucze do Królestwa Niebieskiego…

I oto teraz jakiś sabaudzki królik, mieniący się w dodatku katolikiem, zamierza ten odwieczny porządek zniszczyć, nie bojąc się nawet ognia piekielnego!

Kiedy więc swojemu dawnemu dowódcy składa ks. de Merode w imieniu Piusa IX propozycję stanięcia na czele wojska, które ma dopiero powstać (a brak nawet pieniędzy na jego werbunek, nie mówiąc o utrzymaniu i uzbrojeniu), gen. La Moriciere odpowiada:

„Jest to sprawa, za którą umrzeć uważałbym za szczęście” . I dodaje: „Skoro Ojciec przyzywa syna na swoją obronę, jedno tylko pozostaje do zrobienia- iść.” (cytat za: Józef Sebastian Pelczar, Pius IX i jego pontyfikat na tle dziejów Kościoła w XIX wieku, Lwów 1908, t. 2, s. 254)

Miesiąc później, 2 kwietnia1860 r. jest już w Rzymie, po drodze wstępując do Ankony, aby przygotować plany umocnienia fortyfikacji twierdzy.

8 kwietnia ogłasza odezwę do przyszłych żołnierzy:

                   Żołnierze!

Jego Świątobliwość papież Pius IX raczył mię wezwać do objęcia zaszczytnego dowództwa nad wami, abym bronił praw Jego zapoznanych i zagrożonych. Nie wahałem się ująć na nowo oręża w rękę. Na wezwanie głosu wielkiego, który (…)zawiadomił świat o niebezpieczeństwach grożących dziedzictwu Piotra św. doznali katolicy wielkiego wzruszenia (…) bo chrześcijaństwo nie tylko jest religią cywilizowanego świata, ale podstawą i życiem samem cywilizacji; (…)papiestwo jest ostatecznym kamieniem, zamykającym sklepienie chrześcijaństwa (…) 

Rewolucya to, jak niegdyś islamizm, zagraża dziś Europie, a dziś, jak ongi, sprawa Papieża jest sprawą cywilizacji i wolności na świecie.

Żołnierze! Ufajcie i wierzcie, że Bóg wesprze męstwo wasze dla wzniosłości sprawy, której obronę naszemu orężowi powierza.

                                             Wódz naczelny

                                             jen. de La Moriciere (Pelczar, op. cit., t. 2, s.255)

Na taki apel oraz wezwanie samego Ojca św. ze wszystkich zakątków ziemi przybywają do Rzymu młodzi mężczyźni, często ze starych, arystokratycznych rodów, niekiedy jedyni synowie i dziedzice majątku, gotowi nawet sami sfinansować swoje uzbrojenie i utrzymanie!

Mobilizacja katolików jest ogromna: z całego świata płyną strumienie pieniędzy, bogatych darów, ale też modlitw i komunii świętych, ofiarowywanych w intencji Piusa IX i jego wojska.

Bogaci, jak Chateaubriand czy księżna Parmy, kupują armaty, biedni, jak Irlandczycy, śpieszą w szeregi legionu św. Patryka, a ich matki i siostry modlą się i oddają przysłowiowy „wdowi grosz”.

W ciągu kilku tygodni udaje się zebrać prawie 20 tysięcy żołnierzy, głównie piechoty, ale jest też  kawaleria, artyleria, a nawet oddziały medyczne, gotowe do pomocy rannym.

Z Austrii przybywa prawie 5 tysięcy prostych żołnierzy, wśród nich kilkuset polskich chłopów, prosząc o wskazanie wodzów, żeby nimi pokierowali.

Doborową jednostką wśród tej zbieraniny, z której trzeba szybko zrobić wyszkolone wojsko (obowiązuje organizacja, regulamin i język francuski), creme de la creme papieskiej armii, staje się stosunkowo nieliczny (nigdy nie przekroczy 3,5 tys. żołnierzy) oddział żuawów (wtedy jeszcze określanych jako Franko – Belgowie). Na ich czele staje najpierw szwajcarski pułkownik Allet, a od 1867 r. płk. Atanazy de Charette (w 1860 roku był kapitanem 1. kompanii francusko – belgijskiej), potomek bohatera z Wandei.

Wkrótce przyjdzie im odbyć krwawy chrzest bojowy…(Jolanta Gancarz, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Ostatni krzyżowcy)

podobne: Templariusze. Słudzy Kościoła walczącego. Wyprawy krzyżowe i islamski dżihad i to: Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”) a także: Salve, Regina, Mater misericordiae, vita, dulcedo, et spes nostra, salve! Królowa Polski, królobójcy i Salazar czyli 100 rocznica Objawień Fatimskich na tle Portugalii z przełomu XIX i XX w… a świat się (nie)zmienia polecam również: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w wojsku oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego i jeszcze: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos

Hubert Robert – The Fire of Rome (Wielki pożar Rzymu)

„…Przepowiadanie przyszłości w Biblii nigdy nie jest celem samym w sobie. Z jednej strony potęguje wezwanie do nawrócenia. Z drugiej zaś spełnienie się przepowiedni jest sprawdzianem prawdziwości prorockiego posłannictwa (Pwt 18,21n). Nigdy nie służy zaspokajaniu ludzkiej ciekawości. A od przepowiedni, nawet spełnionych, ważniejsza jest wiara:

„Jeśli powstanie u ciebie prorok, lub wyjaśniacz snów, i zapowie znak lub cud, i spełni się znak albo cud, jak ci zapowiedział, a potem ci powie: „Chodźmy do bogów obcych – których nie znałeś – i służmy im”, nie usłuchasz słów tego proroka, albo wyjaśniacza snów. Gdyż Pan, Bóg twój, doświadcza cię, chcąc poznać, czy miłujesz Pana, Boga swego” (Pwt 13,2-4).

Różne przepowiednie pojawiają się także poza Pismem Świętym. Przez wielu ludzi były i są traktowane bardzo poważnie. Od wieków cieszą się niesłabnącym powodzeniem, zwłaszcza, że sformułowania, których użyli jasnowidzowie, spisując swe przepowiednie, są tak zawiłe i wieloznaczne, że można je interpretować na kilkadziesiąt sposobów, dopasowując do różnych wydarzeń, a więc można znaleźć rzekome dowody spełniania się przepowiedni…

…Jeśli jednak chodzi o „Proroctwo św. Malachiasza” prawdopodobnie mamy w tym przypadku do czynienia z fałszerstwem powstałym nie wcześniej niż w 1590 roku. Oczywiście wiele pobożnych osób wierzyło, iż tekst ten jest autentycznym proroctwem irlandzkiego mnicha. Na przykład ks. Cucherat (żyjący w XIX w. we Francji) utrzymywał, że Malachiasz w 1140 roku w Rzymie doświadczył wizji dotyczących historii papiestwa, które legły u podstaw jego proroctwa. Spisał je ponoć następnie na pergaminie, który przekazał papieżowi Innocentemu II. Papież polecił zaś złożyć otrzymany od Malachiasza pergamin w Bibliotece Watykańskiej, gdzie przez wszystkich zapomniany spoczywał przez następne 400 lat.
Utwór przypisywany św. Malachiaszowi jest bardzo krótki. Autor wylicza listę 112 papieży, zwięźle ukazując charakter pontyfikatu każdego z nich i rozpoczynając prawdopodobnie od papieża Celestyna II. Listę zamyka „Piotr Rzymianin”. Teksty przepowiedni są bardzo lakoniczne, zawiłe i niejednoznaczne. Niektóre z nich składają się zaledwie z dwóch czy trzech słów. Na przykład fragment odnoszony do Celestyna II brzmi: „Ex Castro Tiberis” (Z zamku nad Tybrem). W słowach tych doszukuje się aluzji do jego nazwiska – Guido de Castello.
Wizje są oczywiście problematyczne, niektóre interpretacje mocno naciągane, a krótkie charakterystyki kolejnych papieży z lat między rzekomą wizją Malachaisza w roku 1139, a dniem „odnalezienia” samej wizji w XVI wieku są dużo trafniejsze, niż te z lat późniejszych (bo łatwiej było oczywiście charakteryzować papieży, którzy już byli). Podobnie jak czterowiersze Nostradamusa, można przyporządkowywać najzupełniej dowolne znaczenia do słów charakteryzujących papieży…

Ogólnikowe określenia mogą być w dowolny sposób zinterpretowane post factum w celu wytłumaczenia, dlaczego na tron Piotrowy została wybrana właśnie ta osoba. Gdyby została wybrana inna również udałoby się znaleźć jakiś sposób na powiazanie z proroctwem. Nie ukrywam, że bardzo sceptycznie podchodze do tego wszystkiego.
Odnośnie ostaniego papieża przepowiednia nie ogranicza się tylko do łacińskiego pseudonimu, ale podaje dłuższą informację: „In persecutione extrema S.R.E. sedebit Petrus Romanus, qui pascet oves in multis tribulationibus: quibus transactis civitas septicollis diruetur, et Iudex tremendus iudicabit populum suum. Finis”. Co możemy przetłumaczyć następująco: „W czasie najgorszego prześladowania Świętego Kościoła Rzymskiego zasiądzie Petrus Romanus [Piotr Rzymianin], który będzie paść owce podczas wielu utrapień, po czym miasto siedmiu wzgórz zostanie zniszczone i straszny Sędzia osądzi swój lud. Koniec.” A zatem zgodnie z „Proroctwem św. Malachiasza” już niebawem czeka nas Paruzja. No cóż… Będziemy mogli się przekonać, czy to prawda. W najdawniejszych dokumentach chrześcijańskich (1 Tes 4, 15; 1 Kor 15, 23) przez wyraz „paruzja” rozumiano powrót Chrystusa w chwale pod koniec dziejów, żeby osądzić świat (Mt 24, 29-31; 25, 31-46). Będzie to „dzień Pana” (1 Kor 1, 8), kiedy to Chrystus „drugi raz się ukaże” (Hbr 9, 28). Chrześcijanie są zaś zobowiązani do czekania na powrót Chrystusa.
Synoptycy łączą oczekiwanie na koniec świata z zachętą do czuwania (Mt 24, 36-25, 13; Mk 13, 1-37; Łk 21, 5- 36). A zatem chrześcjanie wszystkich pokoleń zawsze żyją własciwie w okresie Adwentu – oczekiwania na przyjście Pana. Co wiecej, modlitwa pierwszych chrześcijan („Maran atha”) była prośbą o to, aby Pan przyszedł jak najszybciej. Tymi słowami kończy się właśnie Apokalipsa: „Przyjdź Panie Jezu!”. Każde pokolenie chrześcijan powinno żyć tak, jakby było pokoleniem paruzji. Jan Paweł II powtarzał tak często „Nie lękajcie się!” Teksty biblijne przesycone są atmosferą końca czasów i sądu ostatecznego, ale przede wszystkim są przesłaniem nadziei. Autorzy natchnieni piszą o czasach trudnych, o okresie ucisku i prześladowań, o wojnach, kataklizmach, o niezwykłych zjawiskach. Wszystko jednak skończy się dobrze! Historia zmierza do swego celu, ale Chrystus nie pozostawił nam żadnych wskazówek czasowych. Złudne zatem i mylące są wszelkie próby przewidzenia końca świata. Chrystus zapewnił nas jedynie, że koniec nie nastąpi, zanim Jego zbawcze dzieło nie ogarnie całego świata za pośrednictwem głoszenia Ewangelii: „A ta Ewangelia o królestwie będzie głoszona po całej ziemi, na świadectwo wszystkim narodom. I wtedy nadejdzie koniec” (Mt 24, 14). Jezus przestrzegł równocześnie przed dociekaniem, kiedy to nastąpi:

„Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą” ((Dz 1, 7). „O dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” (Mk 13,32).

Wielu ludzi oczywiście chciałoby poznać przyszłość i datę końca świata. Chcieliby wiedzieć, co będzie jutro, za rok; co się stanie po śmierci. Są tacy, którzy rozczytują się w horoskopach, wsłuchują się w przeróżne wróżby, przepowiednie; szukają jasnowidzów i różnego rodzaju szarlatanów. Katechizm Kościoła Katolickiego przestrzega przed tego rodzaju praktykami, nazywając je po prostu bezbożnością i grzechem: „Bóg może objawić przyszłość swoim prorokom lub świętym. Jednak właściwa postawa chrześcijańska polega na ufnym powierzeniu się Opatrzności w tym, co dotyczy przyszłości, i na odrzuceniu wszelkiej niezdrowej ciekawości w tym względzie” (KKK 2115 nn.). Niezależnie od wiarygodności „Przepowiedni św. Malachiasza” powinniśmy żyć tak jakby czas paruzji był bliski, bo już od dwóch tysięcy lat żyjemy w czasach ostatecznych.” (Roman Zając biblista i demonolog – Proroctwo św. Malachiasza)

podobne: Johnny Cash: „Wszystko zgodnie z księgą”… W słowach proroka słychać krzyk Boga o sprawiedliwość oraz: Dobra Nowina: Mikołaj Kapusta o Chrześcijaństwie w 12 minut (Kerygmat) i to: Dzień sądu do Deus Vult i Empatii a także: „U wrót doliny” (Dzień gniewu… zanim nadejdzie) polecam również: Istotą Kościoła jest wiara w Boga i pokora wobec mądrości zasad

Opóżniona paruzja? | Ojciec Charles Arminjon (Fragment książki „Koniec świata doczesnego i tajemnica życia doczesnego”)

Salve, Regina, Mater misericordiae, vita, dulcedo, et spes nostra, salve! Królowa Polski, królobójcy i Salazar czyli 100 rocznica Objawień Fatimskich na tle Portugalii z przełomu XIX i XX w… a świat się (nie)zmienia.


„Wielka Boga Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico. Ja, Jan Kazimierz, za zmiłowaniem Syna Twojego, Króla królów, a Pana mojego i Twoim miłosierdziem król, do Najświętszych stóp Twoich przypadłszy, Ciebie dziś za Patronkę moją i za Królową państw moich obieram. Tak samego siebie, jak i moje Królestwo polskie, księstwo litewskie, ruskie, pruskie, mazowieckie, żmudzkie, inflanckie, smoleńskie, czernichowskie oraz wojsko obu narodów i wszystkie moje ludy Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twej pomocy i zlitowania w tym klęsk pełnym i opłakanym Królestwa mojego stanie przeciw nieprzyjaciołom Rzymskiego Kościoła pokornie przyzywam.
A ponieważ nadzwyczajnymi dobrodziejstwami Twymi zniewolony pałam wraz z narodem moim nowym a żarliwym pragnieniem poświęcenia się Twej służbie, przyrzekam przeto, tak moim, jak senatorów i ludów moich imieniem, Tobie i Twojemu Synowi, Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi, że po wszystkich ziemiach Królestwa mojego cześć i nabożeństwo ku Tobie rozszerzać będę.
Obiecuję wreszcie i ślubuję, że kiedy za przepotężnym pośrednictwem Twoim i Syna Twego wielkim zmiłowaniem, nad wrogami, a szczególnie nad Szwedem odniosę zwycięstwo, będę się starał u Stolicy Apostolskiej, aby na podziękowanie Tobie i Twemu Synowi dzień ten corocznie uroczyście, i to po wieczne czasy, był święcony oraz dołożę trudu wraz z biskupami Królestwa, aby to, co przyrzekam, przez ludy moje wypełnione zostało.
Skoro zaś z wielką serca mego żałością wyraźnie widzę, że za jęki i ucisk kmieci spadły w tym siedmioleciu na Królestwo moje z rąk Syna Twojego, sprawiedliwego Sędziego, plagi: powietrza, wojny i innych nieszczęść, przyrzekam ponadto i ślubuję, że po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszelkich będę używał środków, aby lud Królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić.
Ty zaś, o najlitościwsza Królowo i Pani, jakoś mnie, senatorów i stany Królestwa mego myślą tych ślubów natchnęła, tak i spraw, abym u Syna Twego łaskę wypełnienia ich uzyskał.” (Śluby króla Jana Kazimierza, złożone dnia 1 kwietnia 1656 roku, źródło: Liturgia Godzin, t. II, Pallottinum 1984)

Francisco Romero Zafra – Nstra. Sra. de La Merced

Salve Regina” w wykonaniu Chóru Klasztornego Abbey of Notre-Dame Fontgombault

„…na prośbę polskich biskupów w 1920 roku papież Benedykt XV ustanowił święto Matki Boskiej Królowej Polski. Nawiasem mówiąc, to święto przypomina o lwowskich ślubach króla Jana Kazimierza, który 1 kwietnia 1656 roku ustanowił Matkę Bożą Królową Korony Polskiej i Wielką Księżną Litewską. Towarzyszyła temu aktowi, który jeszcze można by uznać za na poły religijny, a na poły państwowy, deklaracja obioru, wygłoszona przez podkanclerzego koronnego, biskupa Andrzeja Trzebickiego „w imieniu rządców, dostojników i wszystkich ludów królestwa tego” to znaczy – wszystkich stanów Rzeczypospolitej – która była już aktem ściśle państwowym, zarejestrowanym w grodzie – o czym wspomina również Henryk Sienkiewicz w „Potopie” – co miało znaczenie takie, jak dzisiaj publikacja w „Dzienniku Ustaw”. Na podstawie tej deklaracji podkanclerzego, wszystkie stany Rzeczypospolitej uznały Matkę Boską za Królową Korony Polskiej, podobnie jak uznawały wszystkich innych królów elekcyjnych. Zatem od 1 kwietnia 1656 roku Matka Boska stała się de iure Królową Polski i Wielką Księżną Litewską, bo obydwa państwa tworzyły wówczas unię, obejmującą między innymi wspólnego króla. Ten akt nigdy nie został uchylony ani przez żadną władzę polską, ani nawet przez żadną władzę zaborczą – abstrahując już od kompetencji władz zaborczych w tej sprawie. Co więcej, w związku z ogłoszeniem przez papieża Piusa XII w roku 1950 dogmatu o Wniebowzięciu Najświętszej Marii Panny, akt z 1 kwietnia 1656 roku nie dotyczył osoby zmarłej, ale żyjącej – bo według tego dogmatu, Matka Boska została wzięta do nieba „z duszą i ciałem”, a więc bez uprzedniego odłączenia duszy od ciała, co, jak wiadomo, oznacza śmierć. Wynika stąd, że Rzeczpospolita Polska przez cały czas, od 1 kwietnia 1656 roku, ma głowę państwa w osobie Królowej, a więc jest państwem o ustroju monarchicznym, bo Królowa raz obrana już nie podlega żadnym głosowaniom. Zatem ci wszyscy prezydenci są w gruncie rzeczy regentami. W takiej sytuacji warto zatrzymać się chwilę nad ratyfikacją przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego traktatu lizbońskiego, który amputował Polsce ogromny kawał państwowej suwerenności. Wydaje się, że przed ratyfikacją takiego traktatu prezydent Kaczyński powinien skonsultować się z Królową, czy na taką amputację suwerenności swego królestwa wyraża zgodę. Techniczne trudności z nawiązaniem kontaktu w celu uzyskania takiej opinii mają znaczenie drugorzędne i nie można się na nie powoływać w celu usprawiedliwienia takiej samowoli. Tymczasem, o ile mi wiadomo, pan prezydent Kaczyński nawet nie podjął próby uzyskania od Królowej opinii na temat ratyfikacji traktatu lizbońskiego, podobnie jak Polacy nie zastanowili się nad tym w czerwcu 2003 roku, kiedy to w referendum zagłosowali za Anschlussem Polski do Unii Europejskiej. Ciekawe, czy Królowa przypadkiem nie odebrała takiego ostentacyjnego lekceważenia swoich monarszych uprawnień jako wielkiej zniewagi ze strony swoich poddanych, więc jeśli święto Matki Boskiej Królowej Polski mamy traktować serio, a nie jako imprezę przemysłu rozrywkowego, to odpowiednie czynniki powinny wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski…” (Stanisław Michalkiewicz – Przy grillu, wódeczce i piwku)

podobne: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec” oraz: Sprzedawczyki spod Lizbony zawłaszczają Kościół czyli… PiS udaje, że reprezentuje elektorat katolicki.

Jutro 13 maja minie 100 lat od ukazania się Matki Boskiej trojgu portugalskim pastuszkom owiec gdzieś na wzgórzach koło wioski Fatima czyli największego wydarzenia w świecie katolickim (i nie tylko) w XX w. a tymczasem w serwisach informacyjnych telewizji, radia i w Internecie – zero info. 

Okazuje się, że „ze spraw katolickich” najważniejsza jest kwestia „korytarza humanitarnego”, co to jest na gwałt, sorry, pilnie potrzebny „przez Polskę”. „Korytarze przez Polskę” kojarzą mi się jak najgorzej, no ale. Podróże lotnicze też nie są tanie a szpitale w Kuwejcie czy Arabii Saudyjskiej podobno są wręcz luksusowe i znakomicie bliżej. Powtórzę: no ale.

Oczywiście Kościół Katolicki w Polsce i na świecie uroczyście obchodzi setną rocznicę objawień w najróżniejszej formie i religijny aspekt tych objawień jest katolikom polskim powszechnie znany, choćby z uwagi na osobiste zaangażowanie św. Jana Pawła II w beatyfikację Hiacynty i Franciszka Marto, dwojga Małych Świadków…

…Zapewne wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego Matka Boska wybrała Portugalię i troje maluchów w wieku lat 10, 8 i 7 na przekazanie całemu światu strasznych ostrzeżeń i zdecydowanych nakazów dla katolików w imieniu Jej Syna. I właśnie wtedy. Tego się zapewne nie dowiemy, ale wątek aresztowania nieletnich wiejskich dzieci w dniu 13 sierpnia 1917 r. przez miejscowego wójta i uwiezienia ich w niedalekim miasteczku Ouerem daje jakieś pojęcie o „scenerii historycznej”. Na podstawie jakich paragrafów nieletnie dzieci aresztuje jakiś wójt a nie np. policja. Co tam się w tej Portugalii działo???

Działo się naprawdę wiele i aż dziw, że te informacje są skrzętnie pomijane w nauczaniu historii Portugalii nawet bez nawiązywania do religijnych objawień katolickim dzieciom w 1917 r.
Okazuje się, że w 1908 r. Portugalia przeżyła największy wstrząs polityczny od 1000 lat. W dniu 1 lutego 1908 r. dwóch zamachowców: Alfredo Luisa da Costa (dziennikarza, publicysty, członka masońskiej Lizbońskiej Loży Górskiej) i Manuel Buíça (byłego sierżanta kawalerii i nauczyciela) członków 20-osobowej grupy nielegalnej organizacji tzw. karbonariuszy i– dokonało zastrzeliło na ulicy Lizbony króla Portugalii Karola I i jego starszego syna i następcy tronu księcia Luisa Filipa de Braganza oraz raniło młodszego syna Manuela. Zamach ten był poprzedzony spiskiem i próbą zamachu w dniu 28 stycznia 1908 r. (tzw. zamachowcy zostali aresztowani w słynnej windzie do Biblioteki Miejskiej w Lizbonie) , popieranego po cichu przez bardzo agresywną w tym czasie Partię Republikańską – główną partię opozycyjną oraz jej bojówki tzw. Formadas Brancas (Białe Mrówki).

Celem zamachu była cała rodzina królewska i premier, jadący w odkrytym lando do pałacu, w tym król, jego żona Amelia (z domu księżniczka Orleańska, córka Hrabiego Paryża) oraz dwaj jedyni synowie. Król został zastrzelony z Winchestera z 8 metrów przez Manuela Buíça a Alfredo Costa wskoczył na stopień landa i oddał strzały z rewolweru do króla (już martwego), jego starszego syna (zginął na miejscu) i syna młodszego. Tego prawdopodobnie uratowała matka, która rzuciła się z jakimś bukietem na zamachowca, czym go wytrąciła „z rytmu”. Zamachowcy zostali zabici na miejscu przez policjantów, kiedy już ci ochłonęli z szoku. Oficer ochrony królewskiej dobił Alfredo Costa.
W ten sposób zakończyła się prawie 1000-letnia Monarchia Portugalska, albowiem co prawda młodszy syn Manuel ur. 1989 r. został wyświęcony na króla Manuela II ale nie był on zupełnie przygotowany do sprawowania władzy w obliczu totalnej i agresywnej opozycji. Portugalia była w zupełnym szoku ale warto w tym miejscu zauważyć, że ten gwałtowny zamach na CAŁĄ rodzinę królewską katolickiej monarchii – był jednym z serii zamachów przeciwko katolickim monarchiom europejskim na przełomie XIX i XX w…

…w 1918 r. było pozamiatane w Europie po monarchiach katolickich i prawosławnych a w 1934 r. po wszystkich katolickich i prawosławnych głowach państw w Europie. Została Belgia, ale ona się pojawiła dopiero po Kongresie Wiedeńskim i nie prowadziła samodzielnej polityki.
Sorry, została jeden katolik na czele państwa europejskiego, był nim premier Portugalii w latach 1928-1968 (a przelotnie w 1951 r. nawet prezydent) pan Antonio Oliveira Salazar, zwany przez niechętnych „dyktatorem”. Na niego oczywiście też był przeprowadzony zamach. Niejaki Emidio Santana „anarchosyndykalista” i założyciel związku metalowców podłożył bombę 4 lipca 1937 r. w okolicy samochodu premiera, kiedy Antonio Salazar uczestniczył w Mszy św. w prywatnej kaplicy swojego przyjaciela w Lizbonie. Bomba wybuchła w metalowej kasecie kiedy premier Portugalii był ok. 3 metrów od niej, ale nie wyrządziła mu żadnych szkód, ranny został jego kierowca. Santana dostał 16 lat więzienia a Salazar pancerny samochód.

Tak więc mamy „komplet” jeśli chodzi o zamachy na szefów katolickich i prawosławnych państw. Tymczasem nie można się doszukać żadnych info o próbach zamachów w tym okresie na monarchów protestanckich. Jakoś rewolucjoniści, anarchosyndykaliści, terroryści i karbonariusze nie uznawali monarchów i premierów protestanckich za swoich wrogów. Przypadek taki

…Kierunek rewolucji był zdecydowanie antyklerykalny. W pierwszych dniach rewolucji zostało kompletnie zdemolowanych 20 kościołów, ok. 100 obrabowano, pobito ok. 100 księży a do grudnia 1910 r. zamordowano 15.
Rząd Tymczasowy w tym względzie miał się na kim oprzeć: był to pan Alfonso Costa,minister sprawiedliwości, który niemal natychmiast za zgodą rządu wprowadził następujące postanowienia:
1) Wszystkie zakony (31) z Towarzystwem Jezusowym na czele – wydalono z granic Portugalii- łącznie 164 domy,
2) zamknięto domy modlitwy, szkoły i ośrodki dobroczynne , które zostały skonfiskowane na rzecz państwa,
3) Majątek kościelny został w całości znacjonalizowany, świątynie i kaplice mogły być „bezpłatnie wypożyczane do odprawiania nabożeństw”,
4) Księżom zabroniono noszenia szat duchownych poza kościołowi, zabroniono wiernym urządzania procesji,
5) Edukacja szkolna została całkowicie „upaństwowiona” czyli zlikwidowane zostały wszystkie szkoły katolickie (czyli prawie cała edukacja portugalska na poziomie podstawowym i średnim.
6) Zaatakowane zostały i zniszczone redakcje czasopism katolickich,
7) Wszystkie symbole katolickie w miejscach publicznych zostały usunięte.
8) Listy pasterskie Episkopaty Portugalii – zostały objęte ZAKAZEM ODCZYTANIA; wielu księży nie zastosowało się do tego zakazu, w efekcie usunięty został z urzędu biskup Porto, jak „winny podburzania do nielojalności”.
9) Banicją nowe władze objęły w dalszej kolejności: patriarchę Lizbony, arcybiskupa Guardy, biskupów Algarve, Bragi, Porto, Alegre, Lamego, Branagca, administratora Coimbry. Do roku 1912 żaden z biskupów nie miał prawa urzędowania w swojej diecezji a co najmniej czterech zostało wypędzonych z kraju. Zerwano też stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską
10) Dni świąt kościelnych zostały skasowane i stały się dniami pracy, zostawiono wolne od pracy – niedziele,
11) Wprowadzono rozwody, małżeństwa cywilne.
Niezależnie od wdrażanego błyskawicznie nowego prawa, ujawniły się bojówki antyklerykalne tzw. „białe mrówki”, o których pisze pan dr Kucharczyk w miesięczniku „Miłujmy się” z roku 2007 , które za wiedzą rządu urządziły w 1914 r. ataki na obchody Świąt Wielkanocnych w kościołach. Aktywiści tej organizacji napadali nie tylko na księży ale i na cywilnych wiernych, w efekcie w latach 1915-1917 łączna liczba zamordowanych księży i wiernych świeckich dwukrotnie przewyższyła liczbę żołnierzy portugalskiego korpusu ekspedycyjnego, który walczył na frontach I WW od roku 1916. Żołnierzy zginęło 1935.

Osobną historią była sprawa prześladowań Małych Pastuszków przez władze reprezentowane na poziomie gminnym przez wójta Fatimy Arturo Santosa, aktywnego członka loży masońskiej w miejscowości Leira i organizatora loży masońskiej w niedalekim Ourem, z zawodu rzeźnika zresztą.
Aresztował troje małych Dzieci bez wiedzy rodziców, przesłuchiwał Je i zastraszał. Inni aktywiści nie byli gorsi. Po cudzie słońca 13 października 1917 r. dostali takiego amoku, że specjalna masońska przyjechała aż prowincji Santarem aby ściąć drzewo, w którego konarach objawiła się Dzieciom Matka Boska. Owszem, ścięli, ale sąsiednie. Za to ukradli ołtarzyk prowizoryczny sporządzony przez pielgrzymów na miejscu objawień i urządzili coś na kształt „parady równości” …

Antonio Salazar był ministrem finansów Portugalii do roku 1944. Od 1936 r. do 1939 był ministrem marynarki, jednocześnie w latach 1932-1944 był ministrem wojny a tak na początek, kiedy wojskowi zobaczyli, jakie cuda chłopak robi z finansami „i ze wszystkim” – w 1932 r. dali mu posadę premiera i na tej posadzie pozostał do roku 1968.

Swoje działania jako premier zaczął od tego, że opracował projekt nowej konstytucji Portugalii wg swojej koncepcji opierającej się w dużej mierze na dwóch encyklikach papieskich: Rerum Novarum (Leon XIII) i Quadrogesimo Anno (Pius XI). Jak rasowy dyktator ogłosił tekst projektu konstytucji do publicznej wiadomości i dał wszystkim Portugalczykom cały rok na przysyłanie swoich uwag i poprawek – PRZED ZAPOWIEDZIANYM REFERENDUM w sprawie autorskiego projektu.

No i referendum zostało przeprowadzone 19 marca 1933 r. a Konstytucja przeszła ilością 99,5% głosów. Jak to mówią, pełna dyktatura.

Przeciwnicy Antonio Salazara wygłaszają wiele komunałów na temat jego rządów, zaczynając od nazywania go dyktatorem i faszystą. Tymczasem był to po prostu wybitny administrator państwowy, uczciwy człowiek i patriota portugalski. Nie kombinował a władza nie była jego narkotykiem.
Kiedy marynarze komuniści podnieśli bunt na kilku okrętach bo chcieli porwać je „na pomoc walczącej Hiszpanii” – kazał je ostrzelać skutecznie a następnego DNIA zarządził aby wszyscy urzędnicy państwowi złożyli PRZYSIĘGĘ ANTYKOMUNISTYCZNĄ.

W czasie II WW przyjął w Portugalii około jednego miliona uchodźców , w tym Żydów, z których wielu marzyło o emigracji do USA. Ale pozostali w biednej Portugalii bo bogate USA miało akurat małe kwoty wizowe dla Żydów.
Kiedy odszedł z urzędu w roku 1968 z powodu choroby okazało się, że za cały majątek zebrany „w służbie państwowej” miał dwa rozpadające się domki wiejskie oraz oszczędności w wysokości ok. 3000 USD.

Prymas Tysiąclecia Kardynał Stefan Wyszyński stawiał Antonio Oliveirę Salazara za wzór – naszym bohaterom i autorytetom moralnym w 1981 r. Żeby naśladowali…(Pink Panther, polecam lekturę całości tu: Fatima : Portugalia – królobójcy i Salazar „dyktator z łapanki”)

podobne: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne? i to: Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”) a także: Tuba Cordis: Czy Pan Jezus i Matka Boska byli Żydami? czyli… Hebrajczycy, Żydzi, Chazarowie. Judaizm a Chrześcijaństwo. Kościół Katolicki „nowym Izraelem”  oraz: Dwie kule zmieniły bieg historii. 100 rocznica zamachu w Sarajewie na arcyksięcia Franciszka Habsburga i wybuchu I Wojny Światowej. Serbskie memento STANISŁAWa MICHALKIEWICZa a także: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny i jeszcze: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

„Demony boją się Najświętszej Maryi Panny. Właśnie dlatego jest Ona tak często wzywana w egzorcyzmach. Bóg dał Ją nam jako Matkę – opiekunkę i 12-gwiazdkowego generała w naszej wojnie duchowej. Dzięki Jej wstawiennictwu nasze modlitwy zawsze zostaną wysłuchane a szatan pokonany.” (VortexMaryja jest Matką i Generałem)

podobne: „Ta, która depcze węża” i „Ten, który mówi jak orzeł” czyli… Hernan Cortes, ofiary z ludzi i cud nawrócenia Azteków

Francisco Romero Zafra – Ntra. Sra de Gracia

„My – Francisca wnuki, wnuczki Hiacyntowe
do Słonecznej Pani unosimy głowę.
Do złotej korony, opatrzności kuli,
jak do naszej Matki, która nas przytuli.

W historię objawień z lękiem zasłuchani
zanosimy prośby do Niebieskiej Pani
o łaskę pokoju, o ten palec boży
dla tych, którzy cudu potrafili dożyć.

I chociaż nie od nich los świata zależy.
Nie przestają prosić. Nie przestają wierzyć,
że Mateczko nasza, ochronisz swe dzieci
i opiece Syna je wszystkie polecisz.”

Marek GajowniczekFranciscowi… Hiacyntowe…

podobne: Kaczmarski, Gajowniczek… Modlitwa w potrzebie (Salve Regina) oraz: Na dnie… modlitwa. O ufności w Maryi (św. Bernarda) i to: Pieta Marka Gajowniczka, Gorzkie Żale Antoniny Krzysztoń i Droga Krzyżowa z ks. Janem Kaczkowskim… Na rozdrożu

Prelekcja Arkadiusza Stelmacha (Instytut Ks. Piotra Skargi) „Tajemnice objawień fatimskich” wygłoszona 24 kwietnia 2017 r w sali bł. Jakuba Strzemię przy klasztorze Franciszkanów w Krakowie. (Polonia Christiana)

podobne: Synod o Rodzinie. Stanowisko kard. Raymonda Burke (czy Łódź Piotrowa dryfuje?) List arcybiskupa Lengi. Polski Episkopat przeciw komunii dla rozwodników oraz: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?

Francisco Romero Zafra – Rocio y Lagrimas

 

 

Plankt na śmierć Bolesława Chrobrego. Święci i sprawiedliwi: królewicz Kazimierz Jagiellończyk i Joanna d’Arc (Kaczmarskiego)


Jan Matejko - Koronacja pierwszego króla R.P. 1001. (Bolesław Chrobry)

Jan Matejko – Koronacja pierwszego króla R.P. 1001. (Bolesław Chrobry)

Bolesław Chrobry, książę polski od 992 roku, król od 1025 roku. Najstarszy syn Mieszka I i księżniczki czeskiej Dobrawy. Urodził się już w kraju chrześcijańskim. Gdy miał sześć lub siedem lat, jego ojciec, Mieszko, został zmuszony oddać go jako zakładnika na dwór cesarski. Nie wiemy, jak długo tam przebywał. Być może wtedy właśnie zawarł wiele przyjaźni z przedstawicielami niemieckiej arystokracji. Może też wtedy nauczył się niemieckiego. Wydaje się, że wraz z dojściem do pełnoletności i zawarciem małżeństwa uzyskał Bolesław własną dzielnicę, najprawdopodobniej była nią ziemia Wiślan ze stolicą w Krakowie.

Data urodzenia: 966 lub 977 n.e.

Książę Czech 1003 – 1004 r.

Data śmierci: 17 czerwca 1025 n.e.

źródło: Numizmatyczny portret władcy – Bolesław Chrobry

Mapa Polski za panowania Bolesława Chrobrego (992-1025)

Omnis etas, omnis sexus, Omnis ordo currite (Carmen lugubre)

Ludzie wszelkiej płci i wieku! Wszystkie stany, spieszcie! Pogrzeb króla Bolesława w bólu dziś obaczcie! Nad wielkiego męża zgonem ze mną w płacz uderzcie! Biadaż nam, o Bolesławie! Gdzież twa sława wielka? Gdzie twe męstwo? Kędy blask twój? Kędy moc twa wszelka? Jeno łzy ma dziś po tobie Polska-rodzicielka!

Podźwignijcie mnie mdlejącą, pany-towarzysze, Wojownicy, niech współczucie z waszych ust posłyszę! Żem dziś wdowa, żem samotna – spójrzcie, ach, przybysze! Jakaż boleść, jaka żałość śród książąt Kościoła! Wodze w smutku odrętwieli, pochylili czoła. I kapłany, i dworzany – każdy „biada” woła.

Wy, Panowie, co nosicie łańcuch, znak rycerzy, Coście dzień po dniu chadzali w królewskiej odzieży, Wraz wołajcie: „Biada wszystkim! Wszędy ból się szerzy!”

Wy, matrony, swe korony rzućcie niepotrzebne! W kąt schowajcie stroje cenne, złociste i srebrne, W suknie strójcie się włosienne, żałosne i zgrzebne!

Przecz odchodzisz od nas, ojcze Bolesławie? …Gorze! Przecz mężowi tak wielkiemu śmierć zesłałeś, Boże? Przecz nie dałeś i nam wszystkim umrzeć w jednej porze?

Cała ziemia opuszczona, wdowa swego króla, Jako pusty dom bezpański, w którym wicher hula, Pada, słania się w żałobie, ani się utula.

Wszyscy ze mną czcijcie pogrzeb męża tej zacności; Bogacz, nędzarz, ksiądz czy rycerz, i wy, kmiecie prości, Czy kto rodem jest z słowiańskich, czy z łacińskich włości!

Czytelniku, niech ma prośba nie będzie daremną; I ty wzrusz się i łzę wylej, choćby potajemną! Bo nieludzki byłbyś wielce, byś nie płakał ze mną!

Anonim tzw. Gall  Przekład Jόzef Birkenmajer lub Roman Grodecki  

źródło: prawica.net

podobne: (NIE)odpowiedzialni za państwo. Dwa oblicza Sarmatów i Quincunx Orzechowskiego czyli Wielka Polska Katolicka. oraz: Unia w Horodle jako dziedzictwo polskości, oraz Feliks Koneczny o Polsce między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?

muzyka: „Omnis etas, omnis sexus” (wykonawca: Ensemble Peregrina & Agnieszka Budzinska-Bennett)

Jan Matejko - Święty Kazimierz Jagiellończyk

Jan Matejko – Święty Kazimierz Jagiellończyk

Władca roztropny nie podejmuje pochopnych decyzji, nie działa ze szkodą dla poddanych, a stara się wyważać racje i znaleźć najlepsze rozwiązanie. Sprawiedliwość królewicza Kazimierza była widoczna, gdy sam rozstrzygał spory, czy gdy w jego obecności sprawowano sądy. To miało ogromne znaczenie w budowaniu tego poczucia, że monarcha jest sprawiedliwy i stara się o to, by każdemu oddać to co jest mu należne. Zarówno co do postępków, jak i co do zasług – mówi w rozmowie z pch24.pl prof. Krzysztof Ożóg, historyk UJ, wybitny mediewista.

Jest wiele świadectw mówiących o tym, że królewicz był człowiekiem o bardzo głębokim poczuciu sprawiedliwości. Kiedy miał możliwość czynienia sprawiedliwości, czy wpływania na to jak ta sprawiedliwość funkcjonuje w państwie, podejmował działania, szczególnie gdy przez dwa lata (1481-83) rządził Koroną w zastępstwie ojca. Król był wtedy na Litwie i borykał się z wieloma trudnymi problemami – buntem, spiskiem na jego życie. W tym okresie widać wyraźnie jak u królewicza ta cnota sprawiedliwości, roztropności oraz umiarkowania znajduje zastosowanie w codziennym działaniu monarszym.

…Wśród cnót kardynalnych mamy też męstwo. Tu trzeba podkreślić, że Kazimierz musiał się zmierzyć z trudnymi problemami, w tym klęską polityki swego ojca. Po matce, Elżbiecie Habsburżance (Rakuskiej), jej synowie mieli prawa do tronu czeskiego i węgierskiego. Tron czeski objął w 1471 roku pierwszy z synów króla Kazimierza – Władysław. W tym samym roku rozpoczęła się wojna z Maciejem Korwinem, królem węgierskim, który przez Jagiellonów był uznawany za uzurpatora tronu. Właśnie królewicz Kazimierz, z woli ojca, stanął na czele wyprawy na Węgry, by odsunąć Macieja Korwina i przejąć tron. Z różnych powodów wojna się przedłużała i nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. W efekcie Kazimierz zimą 1472 roku musiał się wycofać. Zatem on, jako ten, który był przeznaczony na tron węgierski zmierzył się z tą poważną klęską jagiellońskiej polityki. To była też jego porażka, bo droga do węgierskiego tronu pozostała zamknięta…” (Marcin Austyn • pch24.pl)

całość tu: Kazimierz – sprawiedliwy i święty królewicz

„…Kazimierz urodził się 3 października 1458 roku jako drugi syn Kazimierza Jagiellończyka. Był drugi w kolejce do tronu polskiego. W 1471 roku jego starszy brat Władysław został królem Czech. W tym samym mniej więcej czasie na Węgrzech wybuchł bunt przeciwko królowi Maciejowi Korwinowi. Niechętni mu możnowładcy zaprosili na tron Kazimierza. Miał on wówczas zaledwie 13 lat i trudno przypuszczać, by samodzielnie podjął decyzję o przyjęciu bądź odrzuceniu intratnej propozycji. Jednak cechą przyszłych świętych jest nadzwyczajna roztropność, a już jego pierwszy nauczyciel Jan Długosz podkreślał, że młodzieńca tak szlachetnego, tak rzadkich zdolności i niepospolitej nauki raczej dla ojczystej ziemi zachować, niż go oddać obcym. Kronikarz pod rokiem 1471 jednakże notuje:Lud czeski […] ze wstrętem odrzuciwszy króla węgierskiego jako znanego ze srogości i obmierzłego ciemięzcę, […]całe owo sejmujących koło […]Władysława, najstarszego syna króla Kazimierza, czeskim królem obrało i wykrzyknęło. […]Królewicz Kazimierz, na prośbę senatu węgierskiego, który znienawidził tyranię króla Macieja, zostaje wysłany z wojskiem na Węgry.

A zatem: zostaje wysłany, choć z całą pewnością wyprawę tę postrzega jako okazję do pójścia w ślady stryja Władysława Warneńczyka, którego chwalebny przykład wskazywał mu nauczyciel Jan Długosz. Jednak wyprawa zakończyła się niepowodzeniem. Król Maciej ani myślał ułatwiać Jagiellonom realizację polityki dynastycznej, a po przybyciu pod stołeczną Budę okazało się, że roztaczane przez wysłanników węgierskiej opozycji wizje powszechnego poparcia dla Kazimierza były grubo przesadzone. Piewcy jego świętości pisali później o niechęci do przelewu krwi chrześcijańskiej jako przyczynie odwrotu królewicza. Wydaje się jednak, że była ona bardziej prozaiczna. Na skutek braku pomocy Węgrów, zdecydowanej postawy Macieja Korwina oraz trudności z opłaceniem wojsk najemnych, Kazimierz musiał się wycofać do Polski. O tym, że miał zakusy na koronę św. Stefana oraz polską, świadczą przypisywane mu słowa: celem moim było zjednoczenie Węgier z Polską, a nie wywołanie bratobójczej krwawej walki wewnętrznej.

Problematyczna była zresztą już sama obecność trzynastoletniego następcy tronu na niebezpiecznej i dalekiej wyprawie. Spory panów polskich dotyczyły nie tyle tego, czy skorzystać z węgierskiego zaproszenia, ale czy wysyłać Kazimierza wraz z wojskiem. Ostatecznie przeważyły racje propagandowe. Z politycznej kalkulacji wyszło, że korzystniej będzie pokazać Węgrom nowego króla.

Do porzucenia – tymczasowo – przez Jagiellonów kierunku węgierskiego przyczyniła się również interwencja papieża Sykstusa IV, który próbował wskrzesić ideę krucjat i zjednoczyć chrześcijańską Europę do walki z Turkami. Wenecki poseł Ambrosio Contarini, który w 1474 roku spotkał się z Jagiellończykiem i jego synami (później porównał ich do pięknych aniołów, zwłaszcza Kazimierza, który rozmawiał szczególnie rozumnie) przybył na zamek lubelski w sprawie zawiązania koalicji antytureckiej.

Rozczarowanie nieudaną ekspedycją na Węgry nie przesądziło o wyborze przez królewicza sukienki duchownej. Wprawdzie 12 sierpnia 1472 roku przystąpił on do konfraterni zakonu Paulinów, ale wraz z nim przyjęto do zgromadzenia całą rodzinę królewską. Następnie Jagiellonowie udali się z pielgrzymką na Jasną Górę, co uwiecznił Tomasz Dolabella na obrazie Komunia Jagiellonów.

Ponieważ pierworodny syn Jagiellończyka sprawował rządy w Czechach, Kazimierz brał czynny udział w życiu politycznym u boku ojca i sposobił się do odziedziczenia tronu. Wbrew temu, co sugerują hagiografowie, modlitwy nie zajmowały mu całego czasu. Przeciwnie – uczestniczył w audiencjach zagranicznych poselstw, towarzyszył królowi podczas sejmów, a w 1476 roku udał się z ojcem do Malborka, gdzie zrobił duże wrażenie roztropnością i elokwencją…

Jesienią 1481 roku dwór polski podjął starania o wyswatanie dla Kazimierza Kingi Habsburżanki, córki cesarza Fryderyka III. Jednak małżeństwo nie doszło do skutku. Za powód podaje się często brak entuzjazmu królewicza, który podobno złożył śluby czystości (tę cechę chętnie wychwalają hagiografowie), jednak gdyby poważnie myślał on o koronie polskiej, musiałby ze ślubów zrezygnować, by zapewnić ciągłość dynastii. Najbardziej prawdopodobną przeszkodą w zawarciu tego związku była choroba przyszłego świętego, który cierpiał na ataki suchot, co można uznać za początki gruźlicy. Aby zapewnić synowi zdrowsze powietrze, w 1483 roku król Kazimierz wezwał go na Litwę. Spełnił tym samym prośby Litwinów, którzy od co najmniej pięciu lat nalegali na przysłanie królewicza, by wprawiał się także w rządzeniu wielkim księstwem. Król długo się przed tym wzbraniał, jednak ostatecznie ustąpił.

Po przybyciu do Wilna królewicz Kazimierz początkowo pełnił funkcję królewskiego podkanclerzego, jednak trapiony chorobą zrezygnował z urzędu. Oddał się modlitwom i działalności dobroczynnej, która przeszła potem do legendy i zyskała mu miano obrońcy ubogich. W końcu jednak choroba go zmogła. zmarł 4 marca 1484 roku na zamku w Grodnie, w wieku zaledwie 26 lat. Dzień ten został później wpisany do kalendarza liturgicznego jako święto Kazimierza, patrona Polski i Litwy. Szczególnie uroczyście obchodzi się go w Wilnie i Radomiu. Na Litwie dzień św. Kazimierza to słynne Kaziuki, gdy sprzedaje się obwarzanki, pierniki i palmy. W 1983 roku Jan Paweł II ustanowił św. Kazimierza patronem Radomia, a w 1992 całej diecezji radomskiej.

…Jagiellonowie mieli ambicję posiadania w rodzie świętego, jak przystało każdej liczącej się dynastii królewskiej. Na dodatek wciąż jeszcze byli gdzieniegdzie postrzegani jako neofici, ochrzczeni niespełna sto lat wcześniej. Małżeństwo Jagiełły ze Jadwigą, późniejszą świętą, nie wystarczało. Władysław Jagiełło świętym nie mógł zostać z racji tego, że urodził się poganinem i pognębił Krzyżaków pod Grunwaldem. Władysław III Warneńczyk co prawda zginął za wiarę, ale w młodym wieku i dość niejasnych okolicznościach, Kazimierz Jagiellończyk stale prowadził zmagania z zakonem krzyżackim. Dlatego najlepszym kandydatem był królewicz Kazimierz – skromny, wykształcony, a przy tym opromieniony opinią miłosiernego i sprawiedliwego, zmarły młodo i w stanie bezżennym.

Szansa na kanonizację była duża, a czas – wydawało się – sprzyjający. Rosła bowiem potęga i wpływy Jagiellonów w Europie, która potrzebowała jedności, by obronić się przed ekspansją turecką. A to z kolei wzmacniało papieską przychylność dla dynastii. Jednak polityczne zawirowania sprawiły, że niemal wiek minął, nim Kazimierz został kanonizowany. Czasy były już nieco inne, ale wzorce osobowe i święci, u których można szukać wsparcia, zawsze są w cenie.” (Andrzej Brzozowski, historyk mediewista, redaktor naczelny miesięcznika „Pamięć.pl”)

całość tu: jandlugosz.edu.pl Święty Kazimierz – boski młodzieniec

podobne: „Święci w dziejach Narodu Polskiego” – Hetman Stanisław Żółkiewski oraz: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych

 „…widać, w niej było coś takiego, co tkwiło w indywidualności św. Franciszka – dar narzucania ludziom swego autorytetu. Odwiedza sama, choć w towarzystwie tegoż wuja, ponownie pana de Baudricourt i robi na nim takie wrażenie, że po dłuższych, co prawda, wahaniach pomaga jej wybrać się w podróż. Skaptowała sobie sześciu rycerzy, pan de Baudricourt ofiarował jej miecz rycerski.

Na królu młoda dziewczyna robi tak poważne wrażenie, że życzy sobie porozmawiać z nią na osobności i tutaj, w cztery oczy, zwierza się jej, że nie wie, czy powinien domagać się korony, bo wątpi, aby był prawdziwym delfinem, czyli następcą tronu. Urodził się przecież w czasie, kiedy choroba umysłowa jego formalnego ojca była bardzo ciężka i kiedy królowa, jego matka, żyła prawie otwarcie ze swym kochankiem, księciem Orleańskim.

…Skąd płynie to, że wydaje rozkazy rycerzom, a rycerze ją słuchają? Przecież jest pastuszką ze wsi, nieumiejącą pisać i czytać. Czyż nie należy przypuszczać, że jest po prostu czarownicą nasłaną przez diabła? To przecież jest chyba wyjście najprostsze i najbardziej naturalne.

Zaczynają się indagacje, w których bierze udział ta część episkopatu, która zamieszkuje terytorium będące we władzy Karola VII. Roztrząsa tę kwestię uniwersytet w Poitiers. Ale ktoś z najmędrszych przypomina, że diabeł nie może działać poprzez dziewicę – dziewice z samego przyrodzenia nie są i być nie mogą służebnicami diabła…

…Staje na czele armii, która idzie na Orlean. Wydaje rozkazy, przemawia nawet tonem surowego wodza: „Jeśli w tej chwili nie zrobisz tego, co ci mówię, to każę ci uciąć głowę”. Bitwa pod Orleanem jest wygrana. Entuzjazm ogarnia tłumy. Anglicy są bici na łeb, na szyję. Joanna trzyma w ręku biały sztandar ze złotymi liliami, herbem domu Kapeta, herbem także naszej Jadwigi. Wśród triumfów wojennych prowadzi Karola VII do Reims i jest obecna, stoi koło niego, w czasie jego namaszczenia i koronacji. Potem pierwsza pada przed nim na kolana i całuje jego nogi jako wierna poddanka…” (Stanisław Cat-Mackiewicz fragment książki „Herezje i prawdy”)

źródło: Stanisław Cat-Mackiewicz Joanna d’Arc

Jan Matejko - Dziewica Orleańska (Joanna dArc fragment)

Jan Matejko – Dziewica Orleańska (Joanna dArc fragment)

„…W 1337 roku wybuchła wojna między Francją i Anglią, zwana później stuletnią. Główną przyczyną konfliktu był skomplikowany spór dynastyczny o koronę i terytorium wielkiego królestwa Francji pomiędzy angielskimi Plantagenetami a francuskimi Walezjuszami. W roku 1428 wydawało się, że Anglicy ostatecznie zajmą całą Francję. Zakute w ciężkie zbroje, przeważające liczebnie rycerstwo „pierwszego w chrześcijaństwie królestwa” przegrywało wielkie bitwy ze znakomitymi łucznikami angielskimi. Teraz wyspiarze trzymali w żelaznej dłoni Paryż, Normandię, Bretanię, Bordeaux; Księstwo Burgundii było ich sojusznikiem.

…Skromne władztwo Karola we Francji było chronione linią Loary i położonych nad rzeką zamków. Regent Francji, angielski lord Bedford, w 1428 roku postanowił przerwać tę linię, dobić francuskiego króla i zająć całe terytorium na rzecz Anglii. Na jego rozkaz 12 października Anglicy pociągnęli na Orlean. Była to twierdza-klucz, otwierająca drogę do centralnej Francji. Anglicy pod ostrzałem artylerii i kuszników silnie umocnioną twierdzę otoczyli bastejami, czyli ziemnymi umocnieniami, usiłując odciąć dowóz żywności. Nowy dowódca, John Talbot, jak i dwór francuskiego króla byli przekonani, że upadek Orleanu i królestwa Karola VII jest tylko kwestią czasu. Francuzi od blisko stu lat umieli bowiem głównie przegrywać.

I wtedy na arenie dziejów pojawiła się postać niczym z baśni – Joanna Darc (Tarc). Takie nosiła nazwisko, nim została uszlachcona. Kim była?

Wiele o niej wiemy z akt późniejszego procesu i kronik. Urodziła się około 1410 roku i wychowała we wsi Domrémy, w Wogezach, w biednej, skromnej, pobożnej rodzinie jako jedno z pięciorga dzieci. W zaścianku położonym na granicy z Lotaryngią, którego poza jednym incydentem nie dotknęły okropności wojny, choć wiele wieści o łupiestwach i bitwach docierało i tutaj. Domrémy sprzyjało Walezjuszom, ale już 3 km dalej inna wieś opowiadała się za Burgundczykami i Anglikami. Joanna była pasterką; jej matka prawdopodobnie pielgrzymowała do Rzymu, więc widziała więcej świata. Być może mówiła o nim Joannie i miała rozeznanie w rozgrywających się zdarzeniach. Wiemy też o wpływie franciszkanów na jej wychowanie i pobożność; zapewne też od księdza spowiednika słyszała o łupiestwach i okrucieństwie angielskich najeźdźców.

I oto w wieku 13 lat skromna, łagodna, pracowita, ponoć niezwykle piękna Joanna usłyszała po raz pierwszy niespodziewanie w ogrodzie koło domu „Głosy Niebieskie”. Objawili jej się też święci: Michał, Katarzyna i Małgorzata. Już później dodawała, że nie znała ich imion, sami święci jej o tym powiedzieli. Zdumiewające było ukazanie się jej postaci błogosławionych związanych z dziejami Francji i jej przyszłą misją. Wtedy też ślubowała zachowanie dziewictwa i zaprzestała tańców.

Bo Głosy i Święci, których widziała w światłości przez kilka lat, oznajmili Joannie, że ma misję do spełnienia. Bóg ustami świętych zlecił jej ocalenie Francji: wypędzenie Anglików i doprowadzenie do koronacji prawowitego dziedzica tronu, Karola Delfina. Podjęcie misji przez Joannę nie wiązało się zatem z zemstą za gwałt i śmierć najbliższych, jak sugeruje film Luca Bessona. Z biegiem lat zadania się skonkretyzowały: niespełna już wówczas 18-letnia Joanna zgodnie z życzeniami Głosów miała udać się zamku Vaucouleurs i jej komendanta Roberta Boudricourta. Od niego miała otrzymać zbrojny oddział, by przedrzeć się przez niespokojny kraj na dwór Karola Delfina. „Jestem biedną wieśniaczką – odparła wystraszona Joanna. – Nie umiem jeździć konno ani wojować”.

Okazało się, że umiała – i to jak. Mimo wielu przeciwieństw, które zniechęciłyby niejednego średniowiecznego herosa. Komendant bowiem, przed którym stanęła w maju 1428 roku, przyjął ją, jak na wojskowego przystało: niepiśmienną dziewicę uznał za wariatkę i odesłał nie do króla, ale z powrotem do wioski. Jednakże podczas następnej wizyty coś zdumiało i poruszyło rubasznego Boudricourta. Oto piękna Dziewica 12 lutego 1429 roku powiedziała: „W imię Boże! Zanadto zwlekasz z odesłaniem mnie. Dzisiaj miły Delfin poniósł wielką klęskę koło Orleanu”. Chyba w kilka dni później przyszła wieść o pogromie Francuzów w tzw. bitwie śledziowej. Anglicy, konwojujący beczki z postnymi śledziami dla pobożnych kolegów oblegających Orlean, zostali zaatakowani przez kilkakroć silniejsze siły francuskie. Mimo to niesforni Francuzi zostali rozbici; pole bitwy zasłały nie tylko trupy nieszczęsnych rycerzy francuskich, ale i śledzie z rozbitych beczek. Boudricourt czym prędzej wyprawił więc zadziwiającą Pannę w daleką ryzykowną podróż do Chinon. W męskim przebraniu na dwór Karola Delfina.

…Spróbujmy spojrzeć na niedługie już życie Joanny d’Arc przez pryzmat rzeczy niecodziennych, skoro codzienne zupełnie dobrze znamy. Skromna dziewczyna przebywa 400 km bez przeszkód przez groźny kraj, porażony wojną. Przewiduje śmierć strażnika, który ją wyśmiewa na moście w Chinon; w godzinę później nieszczęśnik wpada do wody i tonie. W pamiętnej scenie na tymże zamku Karol Delfin celowo zakłada skromny strój i chowa się w tłumie dworzan. Joanna – dziewczyna ze wsi – nie zwracając uwagi na dostojników w jedwabiach, obwieszonych drogimi kamieniami, wiedziona tajemną siłą dociera od razu do Delfina i składa mu ukłon. Oznajmia o misji wypędzenia Anglików i skłania melancholijnego, depresyjnego władcę do dłuższej, dwugodzinnej rozmowy (to z pewnością nie był wesołek, jak na filmie). Zdaje się, że podczas niej przywraca wiarę apatycznemu Karolowi i pozyskuje jego zaufanie: „mówię ci to od Pana, że jesteś prawdziwym dziedzicem Francji i synem króla. Posłał mnie Pan do ciebie, abym zawiodła cię do Reims i byś tam otrzymał koronę i namaszczenie”.

Mimo to Karol VII polecił śledzić Joannę i wysłał do uczonych teologów z Poitiers. Po tygodniach badań wyrok sędziów kanonicznych pod przewodem arcybiskupa Reims i kanclerza Regnaulta de Chartres brzmiał: szczera, dziewicza i pobożna, „od jej narodzenia przez całe życie wiele wydarzeń cudownych uznano za prawdziwe”. Prosta wieśniaczka wywiera też ogromne wrażenie dwornością, polotem, jazdą konno, władaniem włócznią. Kto ją tego nauczył? Wreszcie przepowiada cztery zdarzenia: że zmusi Anglików do opuszczenia Orleanu, doprowadzi Delfina do koronacji w Reims, że książę orleański powróci z niewoli w Anglii, a Karol VII odzyska Paryż (co stanie się już po śmierci Joanny). Kto ułożył jej taki „program polityczny”?

W ciężkiej zbroi, na białym rumaku, z krótko obciętymi włosami, 28 kwietnia 1429 roku ruszyła z Blois na Orlean na czele 3-4 tys. zbrojnych ze sztandarem, który własnoręcznie wyhaftowała: Bóg błogosławiący białe lilie i napis „Jezus-Maria”. To był wstrząs dla ówczesnych: kobieta w armii i na jej czele! Wytrzymywała trudy, które zwaliłyby z nóg atletę; raczej nie dowodziła, choć bardzo trudno to ocenić. Natomiast z niesłychaną odwagą prowadziła natarcia, powiewając chorągwią, nie rozlewając krwi ludzkiej. Wygłodniały Orlean był bliski poddania się Anglikom; lecz gdy pojawiła się Joanna, Francuzi z przedziwnym zapałem rzucili się do walki i zdobyli trzy główne basteje. 7 maja w wyniku krwawych walk padła najważniejsza basteja angielska chroniąca most na Loarze – Tourelles. Most zarwał się pod uciekającymi Anglikami i wielu znacznych potonęło, zresztą ku zgrozie żołnierzy liczących na sowite okupy. John Talbot i inni dowódcy angielscy dostali się w niewoli; Anglicy przegrali też wielką bitwę pod Patay.

Tak nieoczekiwana zmiana sytuacji sprawiła, że imię Joanny stało się znane w całej niemal Europie; na jej temat zabrali głos najwięksi wówczas uczeni. Najgorzej ocenili Dziewicę teolodzy uniwersytetu paryskiego, oskarżając ją o czary; niebawem Anglicy mieli to wykorzystać. Tymczasem ich armia wpadała w panikę; Joanna naciskała więc na Karola Delfina, by podjął ryzykowny marsz na Reims. I ta ciężka, długa i nieprzygotowana wyprawa nieoczekiwanie powiodła się: po zajęciu kilku ważnych twierdz 17 lipca Karol VII uroczyście został ukoronowany w katedrze w Reims, czemu przypatrywała się Joanna stojąca obok ze sztandarem.

Był to jednak kres wielkich triumfów Joanny d’Arc. Król nie wykorzystał entuzjazmu narodu i nie zdołał zdobyć Paryża ani wyrzucić Anglików z królestwa, do czego zdążała Dziewica i co wówczas było możliwe. Pozostawiona z kilkoma oddanymi dowódcami, podczas odsieczy Compiegne Joanna dostała się 23 maja 1430 roku do niewoli Burgundczyków. Ci odsprzedali ją Anglikom za 10 tys. skudów.

Przebiegli wyspiarze uczynili jak Piłat przed niemal półtora tysiącem lat wobec Jezusa, oddając Go pod sąd żydowski. Teraz Anglicy oddali Dziewicę pod sąd francuski: normandzki i paryski. Na czele stanął proangielski, skrajnie stronniczy i obłudny biskup Pierre Cauchon. Sam Karol VII nie pofatygował się, by wykupić tę, której zawdzięczał koronę ze świętymi olejami oraz przebudzenie narodu francuskiego w obronie dynastii i Francji.

Proces Joanny d’Arc, który rozpoczął się w grudniu 1430 roku, był wielkim skandalem: na rozkaz Cauchona od razu naruszono prawo, osadzając ją nie w więzieniu kościelnym, a cywilnym, gdzie narażona była nawet na próby gwałtu. Podobno dlatego m.in. nadal żądała męskich szat. Cauchon chciał doprowadzić do uznania Dziewicy Joanny za czarownicę, i to mu się po półrocznym procesie udało. Wyobraźcie sobie samotną, prostą dziewczynę naprzeciw uczonych teologów; ileż hartu, siły wewnętrznej i emocjonalnej inteligencji miała, by przetrzymać ten huragan podstępnych pytań zadawanych przez niechętnych jej duchownych. Raz nawet, na cmentarzu, w obliczu tłumów, załamała się i przyznała do herezji, ale w kilka dni odwołała zeznanie. Sędziowie uznali ją jednak za „heretyczkę, odszczepieńca, bałwochwalczynię”, a naczelnym dowodem miało być noszenie przez nią męskich ubrań i krótkiej czupryny. Zasądzili dożywocie i przekazali Anglikom. Ci 30 maja 1431 roku założyli na bakier mitrę na głowę i spalili na staromiejskim rynku w Rouen. Umierała odważnie, wybaczając oprawcom; ponoć nawet kardynał angielski płakał wraz z innymi dostojnikami. Prochy wielkiej męczennicy wyspiarze wyrzucili do Sekwany.

Ale Anglicy nie zdołali już zatopić ani pamięci, ani wzbudzonego przez d’Arc patriotyzmu Francuzów. Wypadki przebiegły w zgodzie z przepowiedniami Joanny. Ona sama doczekała się szybko rehabilitacji, w 1920 roku została kanonizowana, przedtem stając się bohaterką narodową Francji…” (Jerzy BesalaTajemnica Joanny D’arc)

podobne: „Nie ma ludzi” i Kisiel wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii, moralności, cnoty i nacjonalizmu   oraz: Cyceron: „Cnota jest doskonałym rozumem”. O uczciwości, przebaczeniu i poświęceniu dla drugiego człowieka i to: Święci papieże. Beatyfikacja i kanonizacja. Najbardziej znane cytaty z wystąpień Jana Pawła II

– Joanno, szykuj się na śmierć.

Igor Sid

Igor Sid

– Dlaczego śmiercią mnie straszycie?
Wszystko najgorsze już poza mną –
Dni rozciągnięte na torturach,
Śmierć moim wybawieniem, nazwą.
Krew, pot i łzy, co ze mnie uszły,
Ciało zsuszyły na pergamin,
Co spłonie szybko, lecz bez duszy,
Która powieje popiołami
Nad bladym światem pogrzebowo,
Bo kłamstwem żyje wasze słowo.

– Joanno, szykuj się na potępienie.

– Dlaczego piekłem mnie straszycie?
Wszystko najgorsze już poza mną –
Piekło zostawiam za plecami,
Na których waszych rąk są ślady.
Znam piekło sławy, piekło władzy
I piekło strachu przed zawiścią,
Która zabija za brak wiary
Tych, którym wiara daje życie.
Gorszego ognia Bóg nie wznieci,
Niż ten spod palców jego dzieci.

– Joanno, szykuj się na zapomnienie.

– Czemu niebytem mnie straszycie?
Przecież mój niebyt już poza mną –
I sami w ciele mym rzeźbicie
Mój pomnik – kijem, ogniem, stalą.
Niech krzyknę: Ludzie! Chcą mnie spalić! –
To tysiąc głośno się zaśmieje,
A drugi tysiąc mnie ocali.
Płonąc zostaję jak nadzieja –
Joanną w krwi niewinnej, w łzach.
Inkwizytorzy, szykujcie się na strach!

Jacek Kaczmarski 1978

poprzednio: „Portret płonący”

Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym.


Na poczatek materiał filmowy: Grzegorz Braun Przesądy polskiej inteligencji

„…Demokracja nie ma absolutnie żadnego udziału w gospodarce rynkowej, rozwoju przemysłu, podniesieniu poziomu życia, wynalazkach technicznych i odkryciach naukowych, wzroście produktywności – wszystko to nastąpiło wyłącznie dzięki temu, że nadal w demokracji istnieją prawa własności, choć gwałcone są w stopniu nieporównywalnie większym niż miało to miejsce w dawnych monarchiach

…Ponieważ , niezależnie od formy państwa, uczestnictwo w aparacie państwowym jest zawsze uczestnictwem w podziale cudzej własności, to im mniejsza konkurencja w dziedzinie władzy (monarchia dziedziczna), im węższa grupa rządząca (arystokratyczna oligarchia), im mniej ludzi ma prawa wyborcze (cenzus wyborczy) , tym lepiej, bo tym mniej aspirantów do uczestnictwa w podziale cudzej własności. Ogólna zasada brzmi zatem: „im bardziej demokratyczne jest państwo, tym gorzej”, albowiem każdy krok w kierunku większej demokratyzacji, to krok w kierunku większej redystrybucji dochodów i majątków…

…Król jako prywatny „właściciel” monopolistycznego „protection racket” opodatkowuje poddanych i narusza prawa własności, ale ma bodźce, aby te naruszenia ograniczać, aby „inwestować”, „akumulować kapitał”, aby poprawiać, a przynajmniej nie pogarszać, położenia swojego ludu. Jest bardziej racjonalnym homo economicusem, który troszczy się o swoją domenę, o wzrost jej wartości. U wybieralnych i wymienialnych władców demokratycznych ta motywacja jest słabsza, gdyż obiektywna sytuacja skłania ich do maksymalizowania dochodów w trakcie dość krótkiego czasu, kiedy uczestniczą we władzy. Jako tymczasowi zarządcy publicznej własności (państwa jako publicznej firmy) „przejadają kapitał”, trwonią go i marnotrawią, dokonują błędnej alokacji środków, powiększają deficyt budżetowy etc. Muszą tak robić, bo inaczej ryzykują, że jeśli nie skonsumują natychmiast , to nie skonsumują nigdy

demokracja jest największym wynalazkiem z zakresu techniki rządzenia i organizacji władzy mającym na celu poszerzenie obszaru państwowej przemocy i wyzysku, stworzenie jak największej przestrzeni dla działania władzy (opodatkowania i regulowania) a równocześnie zapewniającym stabilizację systemu politycznego. Demokratyczna struktura decyzyjna jest najlepszym ze znanych nam sposobów wyzyskiwania i wywłaszczania poddanych, wspaniale działającą maszynerią do zwiększenia dochodów państwa, utrzymywania ich na wysokim poziomie i rozdzielania przez aparat państwowy, który posługuje się metodą „dziel i rządź” w sposób tak doskonały, że dawni monarchowie, widząc to, mogliby tylko westchnąć z zazdrości[12]. Redystrybucja bogactwa i dochodów na skalę masową nie jest jakąś przypadłością demokracji , którą można wyeliminować, ale należy do jej istoty, jest nieusuwalną częścią jej definicji. Partie, grupy i frakcje zaangażowane w „demokratyczną konkurencję” rywalizują tylko w jednej dziedzinie: kto przechwyci więcej zasobów od poddanych i najsprawniej je podzieli. Aby ustabilizować poziom dochodów państwa na możliwie najwyższym poziomie, stosuje się takie metody redystrybucji, które można najlepiej „sprzedać” opinii publicznej np. metodę polegającą na oferowaniu poddanym coraz większej ilości dóbr takich jak edukacja, opieka społeczna, opieka zdrowotna, autostrady, etc. Ta funkcja producenta dóbr stanowi osłonę dla jeszcze wyższych podatków, jeszcze większej redystrybucji dochodów, jeszcze większej regulacji życia ekonomicznego.
Dlaczego demokracja okazała się tak doskonałą techniką wyzysku i wywłaszczania, i skąd bierze się jej stabilność polityczna? Dzieje się tak z kilku powodów. Przede wszystkim z powodu istnienia powszechnego prawa wyborczego, które daje każdemu poddanemu (każdemu z nas) prawo do wyciagnięcia ręki po własność każdego innego poddanego. Każdy z nas może mieć nadzieję, że wejdzie do jednej z większości zmieniających się u władzy, aby móc panować, wywłaszczać i wyzyskiwać. Państwo demokratyczne odwołuje się do istniejącego w naszej duszy pożądania, aby władać innymi ludźmi i dominować nad nimi, stwarza nam szansę zaspokojenia naszej osobistej żądzy władzy, jeśli nie teraz to następnym razem ( „ I ty zostaniesz prezydentem, premierem, ministrem, posłem”). Rozpatrując rzecz na płaszczyźnie bardziej wymiernej niż psychologiczna, możemy stwierdzić, że systematyczna polityka redystrybucji ma uczynić nas wszystkich wspólnikami w rabunku ewentualnie paserami. Hasło „demokratyzacji” to nic innego jak zaproszenie nowych ludzi do partycypacji w podziale łupu…

…Porównując oba ustroje Hoppe posługuje się zaczerpniętym z ekonomii pojęciem „preferencji czasowej” ( time preference), które odnosi się do stopnia, w jakim jednostka preferuje teraźniejsze dobra ponad przyszłe (wysoka preferencja czasowa) lub dobra przyszłe nad dobra teraźniejsze (niska preferencja czasowa). Oczywiście już samo powstanie państwa, jego struktura i zasady funkcjonowanie są wyrazem „wysokiej preferencji czasowej”, ale w monarchii, interpretowanej jako prywatna własność należąca do rodziny i przekazywana w spadku, istnieje instytucjonalna tendencja do obniżania „preferencji czasowej”, natomiast w demokracji, interpretowanej jako publiczna własność zarządzana i nieprzekazywalna spadkobiercom, tendencja jest odwrotna…

…demokracja jako rząd publiczny charakteryzujący się wyższą niż monarchia preferencją czasową i posiadający największą zdolność do podatkowego wywłaszczania i redystrybucji dochodów – pozwalają zrozumieć i wyjaśnić dlaczego przejście od monarchii do demokracji oznacza stały wzrost podatków, stały wzrost przepisów i regulacji, stały wzrost liczby urzędników a zatem wzrost „stopy wyzysku”[13].
Hoppe wskazuje na ważny fakt, że demokratyzacja przynosi podwyższenie poziomu „preferencji czasowej” nie tylko wśród rządzących, ale w całym społeczeństwie (ryba psuje się od głowy, ale w końcu psuje się cała), a tym samym przyczynia się do upowszechnienia postaw infantylnych (dzieci mają bardzo wysoką preferencję czasową) i hedonistyczno-konsumpcyjnych. Demokracja, zdaniem niemieckiego ekonomisty, promuje moralny relatywizm, potęguje negatywne zjawiska społeczne typu rozwody, nieślubne dzieci, przemoc dorosłych wobec dzieci, przemoc dzieci wobec rodziców, przemoc w małżeństwie, aborcja, homoseksualizm[14], powoduje pogorszenie się obyczajów i właściwych form zachowania. W demokracji rośnie także przestępczość, bo przestępcy mają niezwykle wysoki poziom „preferencji czasowej”, co harmonijnie współgra z ogólnosystemową tendencją. Obalenie monarchii, brzmi surowy werdykt Hoppego, przyniosło jedynie infantylizację i barbaryzację życia społecznego; demokratyzacja okazała się procesem „decywilizowania narodów”[15]

…W ładzie naturalnym wszystkie ideologie i koncepcje finansowane dziś przez państwo (np. przez państwowe uniwersytety) takie jak feminizm, kult homoseksualizmu, sekularyzm, moralny relatywizm, multikulturalizm, neomarksizm, etc. etc. będą mogły funkcjonować wyłącznie jako prywatne opinie sprzedawane na wolnym rynku. Cała kontrkulturowa superstruktura lewicy rozpadnie się w jednej chwili, jeśli pozbawiona zostanie bazy ekonomicznej zapewnianej jej dziś przez państwo. Rozwiązane zostaną kwestie rasowe, bo nie będzie ani przymusowej segregacji, ani przymusowej integracji rasowej. Przestanie istnieć problem imigracji[19] .
W ładzie naturalnym, przewiduje Hoppe, nastąpiłaby automatycznie odbudowa „kulturalnej i moralnej normalności”, choć oczywiście prawa własności ludzi „kulturalnie i moralnie nienormalnych” byłyby szanowane, ale wyłącznie oni sami ponosiliby koszty swojej „nienormalności”, dzisiaj finansowanej przez państwo…

…Hoppe zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że przejście od demokracji do „ładu naturalnego” nie jest czymś, co może dokonać się łatwo i bezboleśnie. Państwo demokratyczne opanowało wszak najistotniejsze z punktu widzenia utrzymania władzy dziedziny życia społeczno-ekonomicznego takie jak edukacja, komunikacja i propaganda oraz, co szczególnie ważne, zmonopolizowało w swoich rękach bankowość tworząc banki centralne, czyli Wydziały d/s Fałszowania Pieniędzy (terminologia profesora Hoppego – T.G.) , i emisję pieniądza. Weszło ponadto w strategiczny sojusz z bankierami prywatnymi i wielkim biznesem w celu sprawniejszego wyzyskiwania poddanych i lepszego kontrolowania ich politycznych zachowań.
Ideologii demokratycznego Lewiatana posługującego się sloganami typu „dobro wspólne”, „dobra publiczne”, „zapewnienie bezpieczeństwa” nikt dziś nie kwestionuje. Zlanie się w jedno państwa i społeczeństwa czyni władzę mniej widzialną, bezosobową, zdepersonalizowaną, ukrywa ją pod „rządami prawa”, „demokratycznym konsensusem” itp. , co osłabia szanse oporu poddanych; inaczej niż w monarchii, gdzie lud jest realną opozycją właśnie z tego powodu, że władza jest spersonalizowana i odpowiedzialna, istnieje jasno wytyczona granica pomiędzy nią a rządzonymi, co powoduje zachowanie bardziej wyrazistej „świadomości klasowej”. Opór wobec demokratycznej tyranii maleje też z powodu, wspomnianej wyżej, techniki przekształcania i kanalizowania oporu poddanych poprzez odblokowanie, via wybory powszechne, ujścia dla tkwiącej w nich (w nas) żądzy władzy.
Demokracja jest, zdaniem Hoppego, niereformowalna,[20] żadnego sensu nie mają próby opanowania na drodze wyborów lub rewolucji aparatu państwowego, gdyż niczego by to nie zmieniło. Ale Hoppe jest przekonany, że demokratyczne państwo czeka nieuchronny upadek, zatem ład naturalny musi być koncepcyjnie dopracowany jako teoretyczna i realna alternatywa. Po „końcu demokracji” nie będzie restauracji monarchii, ale nastanie Nowe Średniowiecze. Hoppe używa pojęcia „ład naturalny” właśnie ze względu na jego średniowieczno-scholastyczne konotacje. Historia rozpoczęła się od względnie bezpaństwowego ładu feudalnego i do tego ładu powróci…”

całość tu: Gabiś: Hoppe o monarchii, demokracji i ładzie naturalnym

podobne: KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii.  oraz: cynik9: Dyskretny urok monarchii konstytucyjnej. W 80-tą rocznicę Ermächtigungsgesetz. i to: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału?

Arystoteles (Polityka) powiadał, że „niedorzeczne bowiem wydaje się, aby marni ludzie mieli moc rozstrzygającą”. Jeśli więc lud nie ma dostępu do edukacji i „dobrego wychowania”, nie może być mądrym i skutecznym prawodawcą (a jego reprezentanci pochodzą przecież z tego ludu i nieść muszą sobą takie same wartości jak głosujący na nich obywatele).

Jeśli lud – jak wywodzili ci krytycy ateńskiej demokracji – „jest ubogi”, można nim dowolnie manipulować przy pomocy przekupstwa, czczych obiecanek, mitologii i mitomaństwa, argumentów irracjonalnych i nieistotnych z punktu widzenia interesu publicznego. Bez racjonalnego oglądu świata – a to zapewnia jedynie nauka – nie ma logicznie podejmowanych decyzji. Zasadniczą rolę pełnią wtedy emocje, afekty, zabobony, demagogia i mitomaństwo. O upolitycznionym religianctwie nie wspominając.

Jak stwierdza prof. Stefan Opara (Tyrania złudzeń. Studia z filozofii polityki), „te przestrogi sprzed 2,5 tysiąca lat brzmią dziś dziwnie aktualnie. Elity Zachodu radzą sobie z wadami demosu poprzez coraz bardziej nachalną manipulację i teatralizację wyborów – cała bowiem władza ludu sprowadza się do sezonowego dziś udziału w głosowaniu referendalnym lub na kandydatów do parlamentu czy do samorządów. Manipulacja polega głównie na stosowaniu technik marketingowych i na presji wszechwładnych mediów wtłaczających ludowi dowolne opinie. Gdy brakuje faktów, fabrykuje się je w całości lub częściowo…” (więcej tu: Demokracja… czyli Dyktatura Durni)

podobne: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. oraz: Czemu PIS broni demokracji? i to: Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji.

…patologiczny mechanizm epatowania obywateli wartością „demokratycznego państwa prawa”, zasadza się na nieuzasadnionym identyfikowaniu demokracji jako gwaranta/warunku wolności. A przecież w tym systemie chodzi o nic innego jak o narzucanie przez tzw. „ustawową większość” (kto liczyć potrafi ten wie że nie jest to żadna większość) całej reszcie czyli tzw. „mniejszości” swojej woli, którą obecnie kształtuje patologiczna ideologia centralnego zawiadowania gospodarką (tj. mieniem prywatnym) i ingerowanie w życie społeczne nie wykluczając spod kurateli państwa prywatnych relacji międzyludzkich (co się szumnie nazywa „opieką państwa nad obywatelem”). Pal licho gdyby prawo tworzone w tym systemie było sprawiedliwe, uczciwe i równe dla wszystkich, albo żeby w ulegało zmianom w tym właśnie kierunku. Niestety jest dokładnie na odwrót! Prawo tworzone w tym chaosie (gdzie odpowiedzialność za jego tworzenie rozmywa się na kilkuset „posłów” i setki tysięcy urzędników) jest tak naprawdę wynikiem widzimisię poszczególnych klik politycznych, reprezentujących „prywatne” grupy interesów dla zapewnienia sobie przewagi w terenie (czy to w formie władzy, czy w formie monopolu gospodarczego). „Demokratyczne państwo prawa” jest zatem emanacją realnej władzy „elit” wywodzących się z tych klik.

Tworzenie prawa w systemie „demokratycznego państwa prawa”, dokonuje się w zależności (i pod pretekstem) „społecznego poparcia” dla takich czy innych „interesów grup społecznych”, by być ostatecznie narzuconym w sposób całkowicie niedemokratyczny bo etatystyczny („nakazowo rozdzielczy”) przez aparat państwa który sprawuje REALNĄ władzę. Prawo to (a raczej lewo) jest więc często nie dość że wewnętrznie niespójne (bo różne kliki w różnym czasie mają chrapkę na różne rozwiązania pod SWÓJ interes polityczny), ale jest przede wszystkim sprzeczne z ideą „pożytku publicznego”, a to dlatego że cały ten system ma tylko jeden spójny cel i wspólny mianownik – dzielić społeczeństwo na uprzywilejowanych i nieuprzywilejowanych, oraz rządzić tymi drugimi (za ich pieniądze skumulowane w tzw. „budżecie państwa”) przez tych pierwszych (mieniących się ustawowymi przedstawicielami).

Na tym gruncie podziału społecznego dokonuje się BEZKARNIE (bo „zgodnie z prawem”) pospolity rabunek ludzi z tego na co sami ciężko (teraz już można powiedzieć że całe życie) pracują. Cała ta demokracja odbywa się więc wbrew podstawowym zasadom ekonomii, wbrew prawu naturalnemu, etyce i wbrew logice. To tak jak uczynić złodzieja wspólnikiem na własnym majątku. Przez to jest owa demokracja całkowitym zaprzeczeniem wolności, a mieni się być „ostoją” życia społecznego i gospodarczego. Nijak się taki układ nie opłaca, ale jeśli ktoś DOBROWOLNIE się na taki dil godzi, to niech się nie dziwi że ktoś za niego (i wbrew niemu) decyduje o wolnościach i prawach (zwłaszcza w sferze własności), bo właśnie sam się tego prawa zrzekł „dla dobra ogółu”, który to ogół ma jego indywidualne potrzeby gdzieś. Tym to sposobem mamy zakrojony na szeroką skalę konflikt milionów indywidualnych PRYWATNYCH interesów różnych grup zawodowych i społecznych (górników, stoczniowców, pielęgniarek, nauczycieli, urzędników, i wreszcie sektora prywatnego który za to wszystko płaci), które zamiast być załatwiane na gruncie prywatnym (dobrowolnej umowy miedzy usługodawcą a usługobiorcą), stają się (w zależności od potrzeb rozgrywki miedzy politykami) „interesem państwowym”, gdzie każdy z tych interesów dąży do wymuszenia u państwa pierwszeństwa swojego interesu przed interesem całej reszty. Jako że te interesy są ad hoc sprzeczne to państwo nimi w sposób sprzeczny zawiaduje, zaburzając tym samym naturalny proces rynkowy, przyczyniając się do pogłębiania niesprawiedliwości (bo żeby komuś dać to trzeba najpierw innemu zabrać), i do coraz większego zakresu reglamentacji „środków publicznych”. I to tyle na temat wolności w demokracji… (Odys – Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?)

do obejrzenia: Demokracja po polsku. (Historia Bez Cenzury)

podobne: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) oraz: Do przyjaciół narodowców. Naród a państwo czyli… Ile jest z narodowca w socjaliście? i to: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?

„…Elita, to coś niezależnego, bo: wolna czyli w zupełnej pełni odpowiada za wszelkie własne czyny /aż do kary śmierci i przepadku całego mienia włącznie/, posiadajaca własność dzięki której nie musi chodzić przed nikim na zadnich nogach, no i ceniąca własne i cudze życie: dająca żyć innym i sobie.Politycy to nie są elity. Profesorowie to nie są elity. Etatyści to nie są elity. Elity nie mają pryncypałów i nie potrzebują autorytetów.

…gdy Rzeczpospolita była u szczytu swej potęgi, to w Polsce nie było partii politycznych…

Czemu służą politycy? Ano wyłącznie dwóm rzeczom. Po pierwsze mają nas dzielić byśmy byli wiecznie podzieleni i najlepiej gdy skłóceni. Po drugie mają nam / narastająco/ reglamentować – zgodnie z talmudem przysługujące nam jako niewinnym ludziom, nasze darowane nam przez Stwórcę Wszystkie Trzy Prawa Naturalne /Prawa Boże/: Prawo do Życia, Prawo do Właności i Prawo do Wolności. Na zachętę mogą nas bezkarnie skubać /chcą naszego dobra/.

Dlatego lepiej jest gdy jest dziesięć partii a nie sto. Lepiej pięć niż dziesięć. Lepiej trzy niż pięć. Lepiej dwie niż trzy. Lepiej jedna niż dwie. A najlepiej gdy jak niegdyś: wreszcie nie będzie żadnej. Sejmiki ziemskie i sejm walny starczą w zupełności. Z Intronizowanym Wiadomym Władcą i Jego Władającymi nad wszystkim Prawami

…już w Rzeczypospolitej szlacheckiej – władcy byli pierwszymi pośród równych, każdy szlachcic mógł był zostać „królem”, ale to Bóg był królem, Jezus Chrystus…

Intronizacja jest zaś potrzebna po to, aby nad wszelkimi przepisami wymyślanymi przez jakichkolwiek urzędników /zwanymi prawami stanowionymi/, nad wszelkimi takimi przepisami stały bezpośrednio w Konstytucji zapisane ich Wysokości Wszystkie Trzy Prawa Naturalne!
Władca może być duchowy, nieobecny cieleśnie w naszej fizycznej rzeczywistości, Prawa Mają Rządzić ! Nie teoretycznie. lecz naprawdę! Gdy niegdyś król jechał na wyprawę i opuszczał kraj, to kto rzadził? Jego Prawa, w pewnym uproszczeniu: prawa władcy.

Jeśli nie uda się nam podporządkować wszelkich urzędniczych przepisów Prawom Naturalnym zwanym Prawami Bożymi, to zginiemy na zawsze w oceanach ciągle wymyślanych wobec nas reglamentacjach Praw Naturalnych w wielomilionowych ilościach..
Te Wszystkie Trzy Prawa Naturalne, to Ich Wysokości:
– Prawo do Życia,
– Prawo do Własności,
– Prawo do Wolności.
Z nich się wywodzą wszelkie systemy wartości we wszelkich cywilizacjach i zawsze albo je szanują, albo naruszają.

Obecnie w polskim prawie cywilnym nie ma nawet definicji własności, więc z czym do ludzi /do Polaków/…
Prawo do Wolności, to nie samowolka /że „robię co chcę”/, przeciwnie, prawie niczego nie wolno… Prawo do Wolnosci, to inaczej nic innego jak to, że Każdy z Was odtąd w całej zupełności odpowiada za wszystkie swoje czyny, aż do utraty gardła i całego mienia. To czyni ludzi odpowiedzialnymi i dorosłymi. I poważnymi. To postawi Polskę na nogi, uczyni Was prędko milionerami bez specjalnego starania, a takich uporczywie pracowitych ludzi jak pan Gabriel zrobi prędko multimilionerami /aż strach pomyśleć, bo nadmiar kasy może niektórego właściciela kompletnie zdemoralizować, ale mogą równie dobrze być zaczynem wielkiego dobra wspólnego w swoich środowiskach!/..

Gdy w Polsce zaczną rządzić Prawa Naturalne, to Polska stanie na nogi w parę tygodni.
Żaden władca ziemski jak chce drogi pan Barun jest nam zaś niepotrzebny. Słudzy Polsce są potrzebni by tego dokonać, nie panowie. Panów mamy nadto: panowie to cały lud polski liczący obecnie niecałe 30 milionów w kraju, reszta na razie zwiała.
Żeby było dla każdego jasne, o co chodzi z Tymi Prawami Naturalnymi, to potrzebna jest rzecz jasna Intronizacja, jako wybór władcy przed którym warto się mocno pokłonić, azaliż przed byle kim nie warto padać na kolana…” (WJD – 18 czerwca 2016 o 01:22)

podobne: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków). oraz: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne

„Bez Rycerstwa Niepokalanej nie będzie katolickiej Polski, nie będzie w ogóle Polski do dnia ostatecznego. Stabilny, mądry, Boży Naród – tylko taki może przetrwać wszystkie dzieje świata, aż do zamknięcia historii stworzenia. Jeżeli nie będzie tej wierności, to nie będzie Polski” (ks. prof. Tadeusz Guz – Konferencja cz. 1 – 28 maja 2016 r.)

„Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii.


„Gdyby ktoś co miesiąc kradł ci dwie trzecie twojego dochodu, nie wahałbyś się nazwać go bandytą. A przecież robi to państwo. Różnica między państwem a bandytą polega jedynie na tym, że państwo jest mniej uczciwe – złodziej przynajmniej nie mówi, że cię okrada dla twojego dobra.” (Chris Tame)

Samoobrona rodzinna. Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego

„…Gdy w XVII wieku przeciętny człowiek prawie nie miał kontaktu z „władzą” – król mieszkał gdzieś daleko w stolicy, urzędnika widziało się bardzo rzadko, a większość spraw załatwiano prywatnie, nie było powodu aby ktokolwiek chciał mieć jakikolwiek wpływ na postępowanie władzy. Rząd, król, państwo, były czymś odległym, salonową zabawą arystokratów. Zabawa ta w niewielkim stopniu dotyczyła zwykłych ludzi, więc zwykli ludzie spokojnie mogli ją zignorować. Gdy jednak współczesne państwo obejmuje swoim zasięgiem wszystkich i wszystko, gdy nawet najbiedniejszy człowiek bezustannie styka się z biurokracją a jego życie staje się sprawą zainteresowania polityków, kwestią państwową – to i on przejawia zrozumiałą skłonność do zainteresowania się władzą…

…Tak więc przeciwnicy demokracji powinni sprzeciwiać się nie samemu głosowaniu w pierwszej kolejności, lecz przede wszystkim interwencji państwa w życie ludzi. Śmiem twierdzić nawet, że wycofanie wpływu państwa z życia wielu doprowadzi do tego, że sami chętnie wyrzekną się potrzeby głosowania i prawa do niego, niczym dawny chłop z prowincji, którego nie obchodziły spory arystokratów i ministrów królewskich dotyczące spraw stolicy i dworu królewskiego.” (rafaltrabski)

całość tu: Czy Korwin ma racje co do demokracji?

„Im bardziej chore jest państwo, tym więcej w nim ustaw i rozporządzeń” (Tacyt)

…dokładnie na tym zasadza się idea państwa minimum, gdzie ustrojem „panującym” powinna być monarchia (o której więcej tu: Wróćmy do monarchii), jako najtańsza forma rządów i jednocześnie najbardziej transparentna. Najlepiej dziedziczna (wyklucza to walkę o sukcesję) i konstytucyjna – z gwarantowaną obywatelom kartą praw podstawowych, których „król” naruszyć nie może bez zgody narodu w powszechnym i obowiązkowym referendum, inaczej naród może założyć konfederację obalając despotę.

Co do samej demokracji, to organizowanie sobie w ten sposób życia przez daną wspólnotę obywateli, jest jak najbardziej naturalnym i dopuszczalnym przejawem brania czynnego udziału w życiu publicznym przez zainteresowane strony, ale tylko na szczeblu lokalnym czyli „we własnej sprawie” – np. w gminie, gdzie obywatel jest najbardziej zorientowany w potrzebach społeczności ją zamieszkującej. Chodzi tu jednak głównie nie o sam system administrowania i organizowania sobie lokalnego życia (tu też może decydować jednoosobowy organ wybrany w wyborach zamiast rad i sejmików), ale o zachowanie prawa do własności i decyzyjności za nią w rękach bezpośrednich właścicieli – chodzi więc w zasadzie o samorządność. (Odys)

podobne: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie. i to” Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji. oraz: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji. a także: cynik9: Przybliżanie socjalizmu. Teoria skubanych i skubiących w demokracji polecam również: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach.

„W ostatnich dniach w Szwajcarii wpłynął wniosek o referendum. Pod wnioskiem, który ma dotyczyć kwestii kreacji pieniądza, zebrano 100 000 podpisów. Konkretnie mowa jest o odebraniu możliwości zwiększania podaży pieniądza przez banki komercyjne i pozostawieniu tej możliwości jedynie w rękach banku centralnego. W tym przypadku byłby to Narodowy Bank Szwajcarii (SNB). Problem jest faktycznie fundamentalny, a rezultat głosowania może mieć wpływ na cały świat.

Kreacja pieniądza bezgotówkowego.

Zacznę może jednak od przypomnienia, w jaki sposób banki komercyjne tworzą walutę. Wszystko odbywa się na zasadzie systemu rezerwy cząstkowej. Rezerwa cząstkowa mówi nam jaki procent depozytu musi zostać zachowany. W Polsce jest to 3.5%. Resztę bank może przeznaczyć na kredyty dla klientów. Czyli z depozytu o wysokości 100 PLN można przyznać na kredyt 96.5 PLN. W tym samym czasie cały depozyt 100 PLN jest ciągle w pełni dostępny dla klienta. Za stworzone z powietrza 96.5 PLN bank pobiera prowizję i odsetki. Operacja ta jest powtarzana wielokrotnie…

To właśnie system rezerwy cząstkowej daje bankom niebotyczne zyski. Dzięki niemu gospodarka przyspiesza w piorunującym tempie, a rajdy te kończą się jeszcze bardziej spektakularnymi krachami. Taki system jest odpowiedzialny za transfer kapitału z klasy średniej do najbogatszego 1%. Dzięki pieniądzom zdobytym na klasie średniej banki mają środki na lobby w strukturach władzy, pieczętując status quo…

…Zdecydowanie jest to krok w dobrą stronę. Banki nie potrzebują systemu rezerw cząstkowych do funkcjonowania. Równie dobrze będą działać, mając nakaz utrzymania 100% rezerw pod depozyty, czyli zakaz wykorzystywania dźwigni finansowej. W niczym nie wpłynie to na bankowość elektroniczną i rozliczanie transakcji. Działalność inwestycyjna również będzie mogła być utrzymana, tylko z osobnych środków. Trzymanie pieniędzy w banku znów wiązać się będzie z kosztami. Będą one wynikać z zabezpieczenia i ubezpieczenia środków, ale to właśnie taki system bankowy jest sprawiedliwy i odporny na finansowe zawieruchy. Konsekwencją będzie stabilny rozwój gospodarczy pozbawiony baniek spekulacyjnych. Taki wzrost nie zakończy się krachem, czyli kolejnym czarnym poniedziałkiem czy wielką depresją.

Inicjatywa tego typu, jak dobra by nie była, najprawdopodobniej nie znajdzie dostatecznego poparcia. Media w razie potrzeby będą głosić proroctwa finansowego armagedonu, by tylko przemówić do „rozsądku” narodowi. Samym Szwajcarom w większości niestety brakuje wiedzy ekonomicznej, by móc zrozumieć konsekwencje tego typu zagadnień. Merytoryczne rozmowy zostaną zakrzyczane, a głosy opozycyjne zmarginalizowane. (…) Moim zdaniem demokratycznymi metodami nie będzie można przeprowadzić tak fundamentalnych zmian. Do tego potrzeba ludzi, którzy wyjaśnią problem i odpowiedniej skali kryzysu. Bez tego polegnie nawet najlepiej działająca demokracja na świecie.

Independent Trader Team

żródło: Czy Szwajcarzy odbiorą kreację pieniądza bankom komercyjnym?

podobne: Szwajcarzy podejmą decyzję, czy zwiększyć do 20 procent minimalne rezerwy złota. Trader21 i inwestowanie w spółki wydobywcze. i to: Independent Trader: Koniec London Silver Fix. Kiedy skończy się manipulacja cenami metali szlachetnych?  a także: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i to: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Konstytucja 3 maja. Masońska czy nie masońska?


„…Zaczynam od niezastąpionych „Dziejów dnia trzeciego i piątego 1791” , opracowanych przez Leona Wegnera – raz tylko wydanych przed stu pięćdziesięciu laty (sic! – w 1865 r.), ale szczęśliwie dostępnych dziś, poza bibliotekami uniwersyteckimi także w Internecie. Nieoceniony Wegner prócz własnego opracowania podał był do druku nigdy już później nie wznawiane relacje malkontentów – na czele z Janem Suchorzewskim, owym niefortunnym naśladowcą Reytana, skopanym w patriotycznym furorze przez zwolenników Konstytucji (o czym wspomniałem na łamach „PCh” w numerze 21. z lipca-sierpnia/2011). Ten przypadek podeptania – dosłownego – demokratycznej procedury jest kluczowym paradoksem trzeciomajowego „święta demokracji”.

Kto jednak zlekceważy egzaltowanego Suchorzewskiego, ten może nie zignoruje zagranicznego obserwatora, dyplomaty Daniela Hailesa (pamiętnikarze zapamiętali charakterystyczną sylwetkę czyniącego sarkastyczne uwagi wysokiego gentlemana z monoklem), który tak raportował z Warszawy do Londynu o dziele 3 Maja:

[…] ambicje marszałka Potockiego, ambaras wynikający ze stanu prywatnych finansów Jego Królewskiej Mości, dobre, lecz chybione intencje niewielu, połączone z niedolą i chciwością większości, działanie z ludźmi zawodzącymi zaufanie, ciemnymi, bądź też miernymi przyniosły krajowi niezwykle poważny kryzys. […] sądzę, iż mogę powiedzieć, że wielki obiekt Rewolucji (jeśli można to tak nazwać) i wszystkie później wynikające z tego manewry [polityczne] w rzeczywistości nie są niczym innym, jak tylko spłatą długów Jego Królewskiej Mość, sięgających obecnie sumy miliona szterlingów, oraz zaspokojeniem masy potrzeb jego dworzan – [ich] siedzib i pensji. […] trudno oprzeć przekonaniu, że Polacy zdają się nie zauważać, że Konstytucja niezdolna do samodzielnego utrzymania się swą wewnętrzną mocą i praktycznym zastosowaniem nie jest w ogóle żadną Konstytucją.

W czerwcu 1792 r., już w czasie nieuniknionej wojny z Rosją, Hailes stwierdzał: […] obecnie niewielu już ma jakiekolwiek wątpliwości, że to dzień 3 maja 1791 r. zadał ostateczny cios polskiej niepodległości [podkr. G.B.]. Cytaty z korespondencji Hailesa podaję za Wojciechem Janikiem, który podał je do druku w księdze pamiątkowej ofiarowanej prof. H. Kocójowi „Dyplomacja, polityka, prawo”(Katowice 2001).

Można oczywiście ignorować opinię sarkastycznego Angola sprzed dwóch stuleci, ale można też podjąć uczciwy namysł nad kosztami rewolucyjnej reformy. Zwłaszcza dziś, gdy dojrzało kolejne pokolenie polskich polityków, którym zdaje się, że nie ma ceny, jakiej nie warto i nie należy zapłacić za mityczną „modernizację”. A wszak lekcja 3 Maja podpowiada uzasadnioną wątpliwość: cóż po takiej cudownej kuracji, skoro pacjent nie przeżył?

Tymczasem akurat w tym roku inny wybitny poddany korony brytyjskiej, Richard Butterwick daje nam nową pomoc naukową miary nieprzeciętnej – nie tylko ze względu na objętość (1 000 stron!): „Polska rewolucja a Kościół katolicki 1788-1792” (wyd. Arcana 2012). Książka ta, czy raczej naukowa cegła o kapitalnym znaczeniu, to wyjątkowy dar – a jej lektura to prawdziwe święto dla ciekawego własnej historii Polaka. Już sama „rewolucja” w tytule obiecuje podejście „rewizjonistyczne” względem naszej poprawno-patriotycznej narracji narodowej. I choć Butterwick w swej fenomenalnej i fundamentalnej pracy nie zmierza bynajmniej ku konkluzjom jawnie obrazoburczym, to ogrom zgromadzonego przezeń materiału mówi sam za siebie. Mówi mianowicie o skali jakobińskich sentymentów i stopniu antykatoliciego zacietrzewienia większości autorów dzieła reformy, której kulminantą było dzieło 3 maja 1791 r.

Butterwick, czego dotąd gremialnie upierali się nie widzieć polscy badacze i publicyści historyczni, opisuje linię sporu (a może raczej: front walki) o zachwianie odwiecznej pozycji i złamanie suwerenności Kościoła w Rzeczypospolitej, jako główny nerw całego reformatorskiego przedsięwzięcia, jako główny przedmiot starań i zabiegów ludzi pokroju Kołłątaja, czy braci Potockich. Wprawdzie jedynie na marginesie notuje kuratelę masonerii nad Polską i bynajmniej nie wyciąga z przynależności do spisku konstytucyjnego takich kreatur jak Mazzei i Piattoli oczywistych, zdało by się, wniosków – ale i tak posuwa się brytyjski badacz znacznie dalej, niż ogół współczesnych polskich historyków, nauczonych przezornie wierzyć, że masoneria „nie istnieje”.

Na marginesie pracy Butterwicka majaczy też inny aktualny moment: element pruskiej prowokacji w dziele 3 Maja. Ale przy tym tempie rozwoju polskiej historiografii na szczerą do bólu książkę o tym przyjdzie pewnie czekać następnych dwieście lat. Chyba że wcześniej znów jakiś Anglik nas wyręczy i objaśni litościwie, co nas właściwie trafiło.” (Grzegorz Braun)

źródło: pch24.pl

podobne: Sejm Wielki i Konstytucja 3 maja. Marian Piłka: Nieodpowiedzialny patriotyzm oraz: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. i to: Jacek Drozd: Konfederacja Barska… przyczyny, przebieg i skutki a także: Targowiczanin herbu „Ciołek” i jego naśladowcy herbu „euro”. Milczące psy Katarzyny II polecam również: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka

…Zgadzam się co do tej diagnozy Pana Grzegorza w której mówi że Konstytucja 3 maja była Polsce w tamtym czasie potrzebna jak umarłemu kadzidło i że przyspieszyła agonię państwa. Stanowiła bowiem doskonały pretekst dla zaborców do ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej. Z drugiej jednak strony, jeśli Rzeczpospolita upaść musiała (zwłaszcza że jej byt nie zależał już od Polaków i był tak czy siak przypieczętowany) to równie dobrze mogła sobie pozwolić na każdy samobójczy gest, choćby w postaci światłego aktu normatywnego zaznaczając tym samym swoje miejsce na kartach historii (że jednak walczyła do końca – choćby na papierze tylko) zapisując potomnym jako schedę myśl wartą odrodzenia się w lepszym czasie i w sprzyjających okolicznościach przyszłości, które jak wiemy z historii pojawiły się 123 lata później.

Wszystko to jednak dywagacje nie mające nic wspólnego z tym co się rzeczywiście dokonało. Nie jestem entuzjastą budowania alternatywnych wersji historii kiedy już nie ma się na nią wpływu. Jestem za to gorącym zwolennikiem wyciągania z historii lekcji na przyszłość i odnoszę nieodparte wrażenie że mimo swoich tragicznych skutków (a wręcz właśnie na ich podstawie) można się pokusić o stwierdzenie, że konstytucja majowa była rzeczywiście efektem wyciągnięcia lekcji z przeszłości, i to na tyle dobrym że państwa zaborcze musiały się wtrącić i przerwać proces odnowy, żeby Polska nie miała szansy na odrodzenie się.

Co zaś do masońskich konszachtów nad tą konstytucją to mam pewne wątpliwości czy rzeczywiście sama treść tego aktu (pomijając reputację osób jakie się kręciły wokół) została nimi zarażona. Wszak pod wieloma istotnymi ustrojowymi rozwiązaniami zapisanymi w konstytucji, podpisałby się dzisiaj nie jeden wolnościowiec, monarchista a nawet katolik. Mowa o tym co w komentarzach pod artykułem poruszyli niektórzy internauci… (Odys)

JAQ
„Cóż po takiej cudownej kuracji, skoro pacjent nie przeżył?” Targowicy nie było? Na temat wiarygodności Hailesa – wspomniany przez Grzegorza Brauna Leon Wegner w pracy „Dzieje 3 i 5 maja” Poznań 1865 s. 333 abasadorowie „Bułhaków rosyjski, Essen saski i Hailes angielski (…) Porównywając opisy ich, jakie rządom swym podali o szczegółach posiedzenia tego, opisy przepełnione najoczywistszemi zmyśleniami; z osławioną Odezwą do narodu Jana Suchorzewskiego posła kaliskiego, lub z Uwagami Dyzmy Tomai\’zewskiego, w których szaleńcy ci najbezecniejsze i najldamliwsze ogłosili wymysły, jakie się w zapamiętałej fantazyi ich wylęgły, przypuścić się godzi, że wiadomość ową jedynie na żółci Suchorzewskiego lub zwolenników jego oprzeć mogli.”
JAQ
Pruska prowokacja źródłem naszych reform? Otóż na wieść o zamiarze uchwalenia Konstytucji „gabinet berliński natychmiast wygotował instrukcję, aby stanowczo nie dopuścić do uchwały, bowiem \’Polska dobrze rządzona może się stać niebezpieczną, a nawet zgubną dla Prus… Prusy są dopóty bezpieczne, póki Rzeczpospolita nie może wzmocnić swojego ustroju\’. Instrukcja ta nosiła datę 6 maja…” pisze E. Rostworowski w „Ostatnim królu Rzeczypospolitej”. Wiadomo że wcześniejsze prawo o miastach 18 kwietnia 1791 zaniepokoiło Berlin gdyż „poddani króla Prus mogli by woleć mieszkać w Polsce.”
JAQ
Konstytucja wprowadzała, obok dotychczasowej (istniejącej w Rzeczypospolitej od końca XVI wieku) odpowiedzialności ministrów przed Sądem Sejmowym (podobnej trochę do amerykańskiego systemu „impeachment”), okresowe tajne głosowanie poselskie czy minister cieszy się zaufaniem Izby a przy braku zaufania musiał ustąpić (dotąd stanowiska ministerialne były dożywotnie!). Rozwijająca Konstytucję Ustawa z o Straży Praw (Radzie Ministrów) z 6 czerwca 1791 zastrzegała stanowiska ministerialne tylko dla katolików, czym różniła się od Artykułu 6 Konstytucji USA zabraniającego uzależnienia nominacji urzędników czy sędziów od ich wyznania. W sprawie demokracji zaś gdyby Konstytucja 3 Maja przetrwała do dziś to obecnie (po 2 latach od 2011) odbyły by się wybory do Sejmu (zamiast dopiero za 2 lat) podobnie dwuletnią kadencję ma Izba Reprezentantów USA.
JAQ
Można dodać iż w Senacie z urzędu zasiadali biskupi (art. 6 Konstytucji), Prymas z urzędu był ministrem oświaty (art. 7). Uchwalając Konstytucję naruszono „Porządek Sejmowania” z 1768 z poprawkami z I 1791 lecz „uczyniono to za zgodą większości sejmowej. Sejm, który uchwalił sam regulamin obrad, był zawsze władny odstąpić od niego w sytuacjach nadzwyczajnych. Kierowano się w takich sytuacjach regułą: necessitas non habet legem [konieczność nie zna ustawy]”(Prof. Wacław Uruszczak UJ). „prawo nie określało niezbędnej dla ważności uchwał ilości posłów i senatorów” (Tadeusz Korzon „Wewne?trzne dzieje Polski za Stanisława Augusta 1764-1794” tom 4 Kraków 1897 s. 63) „opozycja była nieliczna i słaba tak względem intelektualnym jako też materialnym. Zdaje się że nie o wiele głośniejszy opór zdołałaby postawić, gdyby ustawa wniesiona była do Izby w drodze zwyczajnej” (tamże s.67) choć uchwalanie trwałoby dłużej. 14 II 1792 większość Sejmików zatwierdziła Konstytucję.
JAQ
Pozytywnie ocenili 3 Maja ang. konserwatysta Edmund Burke i ówczesny papież Pius VI. „Państwo rozstrojone więcej niż stuletnią anarchią, nie umiejące rządzić sobą, ani siebie bronić, okazywało się zdolnem do poprawy, zdolnem stać o swoich siłach, byleby mu nie przeszkadzali sąsiedzi” (ksiądz Walerian Kalinka „Sejm Czteroletni” tom 3)”Choćby też wszyscy uczestnicy \’spisku\’ 3 Maja okazali się członkami lóż wolnomularskich, ich wiekopomne dzieło było tworem polskiego oświeconego i niepodległego ducha, wielkim zwycięstwem nad swojską słabością, szczęśliwym rozwiązaniem tych ustrojowych zagadnień, które wszystkie narody lądowo-europejskie miały dopiero w XIX w. podjąć za przewodem Francji” (Władysław Konopczyński ?Dzieje Polski Nowożytnej?)
JAQ
co masońskiego jest w tej Konstytucji? Zakaz odstępstwa od katolicyzmu „pod karami apostazyi”? „Zamach na demokrację” jest wymysłem targowiczan (na ok. 500 członków Sejmu razem z senatorami i ministrami przeciwko było kilkudziesięciu, Targowicę zrobiło 5 z nich). Konstytucja 3 Maja nie czyniła Poniatowskiego władcą dziedzicznym, wybierała zaś \’vivente rege\’ (za życia króla) na jego następcę elektora saskiego przewidując zawczasu iż po nim tron objąć ma elektorski zięć którego elektor wybierze za zgodą Sejmu (czyli wybierze go Sejm) „zachowując przy narodzie prawo, żadnej preskrypcji podpadać nie mogące, wybrania do tronu drugiego domu, po wygaśnięciu pierwszego” na 1816r. przewidziany był Sejm Konstytucyjny który miał rozważyć nowelizację.
airwe
Pisze Pan o okolicznościach uchwalenia Konstytucji, tak jakby nie znał Pan jej treści. „Podeptanie demokracji”, miało miejsce(całkiem słusznie) poprzez wprowadzenie monarchii dziedzicznej i nadanie jej większych uprawnień. A 3 maja „święto demokracji” to także powszechne kuriozum. Po drugie: Można się obrażać na twórców Konstytucji, że masoni, ale wystarczy ją przeczytać i mamy wpisaną religię panującą(„Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka, ze wszystkiemi jej prawami.”)
Polska w łańcuchach

„Królestwo Bez Kresu”.


Orzeł, Godło - GrafotoLeszek

Orzeł, Godło – GrafotoLeszek

Co Królestwu potrzebne? Rzecz jasna korona.

I król co mógłby ją nosić (bez przerwy na „czwartki”).

Przydałaby się również własnej ziemi połać

tak by poddani mogli uprawiać folwarki.

 

rys. Jarosław Kukowski

rys. Jarosław Kukowski

Lecz co gdy jedno i drugie w dziejów złej zamieci

przepadnie lub popadnie w niewolę u wroga?

Czy To czego „już nie ma” może trwać w pamięci

by nas trzymać w kupie (choć grozi katorgą)?

 

Może! I przetrwa – przez to że NASZE i potężne było

prawem swym i obyczajem budząc zazdrość świata.

Artur Grottger - Ostatnia przestroga (Szkoła szlachcica polskiego)

Artur Grottger – Ostatnia przestroga (Szkoła szlachcica polskiego)

Bo dziesiątki pokoleń w wolności karmiło

tak że się mógł Polak „Panem” zwać przez lata.

 

Przetrwa przez ojca i dziada krwią znaczone groby

co spać nie dają po nocach przez historii czytanie

ustami babć i matek pomnych chwały mężów

by młódź w „pracy organicznej” posyłać wyzwanie.

 

Nieważne czy Je nazwiesz „herbaciarnią”, „kuźnią”

czy bliższa Ci Wołodyjowskiego szabla czy też wywar z Lipy.

Artur Grottger - Szlachcic pod figurą

Artur Grottger – Szlachcic pod figurą

Liczy się byś był jak To niegdyś Królestwo

wolny w swym umyśle – w czynach sprawiedliwy.

 

I może gdy już podobnych będą nas tysiące

poddanych nadto Temu co dał zmartwychwstanie

uda się raz jeszcze o jednej pomyśleć Polsce.

„Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie!”

 

Odys, styczeń 2015

Komunikat Bobrzej Dywersji o tym że…  Królestwo Bez Kresu jest już na Facebooku. 

podobne: Sznur… do grafiki Andrzeja Krauze oraz: Władysław Panasiuk: Jesienne wspomnienie… bo taka jesień już się nie zdarzy a także: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. i to: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? polecam również: Pociąg do Unii… oraz: W oczekiwaniu na „Powrót Króla”: Oświadczenie Grzegorza Brauna – kandydata na Prezydenta RP oraz „Czas się zjednoczyć” Konrada Daniela (PodziemnaTV) i to: KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii. i jeszcze: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

Polska w łańcuchach

Powyborczy Przegląd Tygodnia w Klubie Ronina czyli o tym jak demokraci wyśmiewają monarchistę, ale sami żądają od władzy żeby sama się obaliła. KNP brata się z Ruchem Narodowym!


Foto Marco Casale and Paolo Dall'ara (owca, wilki)

Foto Marco Casale and Paolo Dall’ara (owca, wilki)

Na początek materiał filmowy: Powyborczy Przegląd Tygodnia w Klubie Ronina (Pawlicki, Dmochowski, Świrski, oraz zatrzymani w PKW).

i komentarz znaleziony tu: ekspedyt.org

  1. Niech im ktoś to powie co teraz napiszę, po wysłuchaniu całej debaty.

    Oni wszyscy myślą systemowo, z wyjątkiem Brauna.
    Ich błędy można rozpisać na kilka punktów;

    1. Wystarczy, że w ten ustrój polityczny i system wejdą uczciwi ludzie, a wszystko będzie dobrze (przypomnijmy, że od XIX wieku w różnych częściach świata testowany był liberalizm na przemian z socjalizmem i zawsze dawało to ten sam wynik;- ucisk, złodziejstwo, upadek ducha i morale, a w szczycie nazizm i komunizm.
    2. Wystarczą dwa systemy wyborcze (nawet gdyby było ich pięć, wejdą tam agentury i zrobią co chcą)
    3. PIS zrobi, PIS naprawi (nie, bo to partia systemowa która utrwala system)
    4. Im więcej kontroli tym lepiej, jak w złym systemie kanalizacyjnym ( człowiek, naród podlega innym prawom niż inżynieria, każda rodzina przerabia to na własnych dzieciach, kontrola w dzieciństwie tak, ale z wieku młodzieńczym ufność i przyjaźń, bo im większa kontrola tym więcej buntu i mniej budowania)

    Ogólnie czarno widzę. Są jak żydzi na pustyni. To pokolenie musi wymrzeć zanim wejdzie do ziemii obiecanej.

    Chciałabym by Braun dostał od nich wolną rękę i pełną pomoc, ale to chyba niemożliwe wobec tego, że każdy z nich uważa że ma rację, nawet kiedy zmienia ją co chwilę jak Stankiewicz. Mam dość debat, wolę wizjonerów.

  2. Co do demokracji. Kiedy obserwować listy dyskusyjne widać, że głosy dzielą się na kategoryczne bez uzasadnienia i mniej kategoryczne ale z uzasadnieniem.

    W Klubie Ronina głosem z pierwszej grupy był głos Stankiewicz- ta kobieta niewiele wie i rozumie, a jej przekonania płyną z emocji, nie z rozumu.
    Braun zaś każde zdanie rzeczowo uzasadnia, a z poprzednich wywiadów wiemy że za jego przekonaniami leży solidna i przemyślana, ogromna wiedza w temacie, a umysł jest chłodny, niezależny od emocji.

    Cała reszta towarzystwa to pomieszanie tych dwóch postaw z przewagą jakichś niedostatków rozumu i wiedzy.

    I jak tu wierzyć w demokrację przeciw monarchii( porządkowi ducha)?

    Zauważcie, nikt nie rozumie Brauna. Ci nierozumiejący są za demokracją.
    Ilu rozumiało Jezusa? Nawet apostołowie go nie rozumieli, tyle, że oni mu wierzyli.

  3. Podstawę przekonań Stankiewicz stanowi akt;- ”bo ja tak czuję”.
    Podstawę Brauna;- ”bo to wynika z prawdy” (przemedytowanej wiedzy sprawdzonej w doświadczeniu pokoleń).

    Ma Kościół rację -Fides et Ratio”.

Nie będę się odnosił do naiwnych tez przeglądowiczów o tym jak to ucierpiała demokracja podczas ostatnich wyborów zwanych samorządowymi (nie jestem demokratą). Nie będę też polemizował z naiwną wiarą tych skądinąd wykształconych ludzi w to, że można ją uzdrowić przeprowadzając ponowne wybory byle były one przeprowadzone pod nadzorem i na warunkach „klubu ronina”. Ci ludzie nie chcą zrozumieć że problemem demokracji jest sama demokracja a nie taki czy inny na nią pomysł. Wiara w to że tłum wychowany na socjalizmie jest w stanie mądrze wybierać jest głupotą. Wyborców nie da się też przekonać czy wychować do jednej idei choćby najbardziej słusznej obiektywnie, bo tyle ile jest głów tyle jest pomysłów i WAŻNYCH interesów (często sprzecznych) które ludzie by chcieli żeby władza dla nich załatwiła – kosztem oczywiście pozostałej reszty. Problemem demosu jest oprócz tego to, że profesorów akademickich jest w społeczeństwie duuuużo mniej niż – nie powiem głupich ale – mniej kompetentnych ludzi, którzy nie tyle nie potrafią czytać programów wyborczych, ale raz że głosują „na to co zwykle”, to również głosują coraz częściej nogami! Takie są FAKTY. Życzę demokratom powodzenia w ich „edukowaniu” i przekonywaniu 🙂 Ja za to uważam że łatwiej, taniej, uczciwiej i sprawiedliwiej jest „wychować” i postawić u władzy jedną osobę – króla (którego również łatwiej odstrzelić jeżeli sprzeniewierzy się on zasadom na podstawie których została na niego scedowana cała władza). Wiara w „mądrość ludu” na poziomie spraw wagi państwowej to (nie dokończę 🙂 ) a w związku z tym dawanie temu ludowi prawa do decydowania o strukturach władzy państwa to… nie dokończę, ale określenie „małpa z brzytwą” pasuje mi tu jak ulał…

Wracając jednak do meritum słusznego skądinąd oburzenia klubowiczów na bezprawie i kryzys państwowości Polski, jak i wobec pozostawania w bierności do tego co się dzieje większości obywateli naszego „nieszczęśliwego kraju”. Otóż nie uważam żeby ktokolwiek w Polsce potrafił na dzień dzisiejszy potrząsnąć Polakami na tyle mocno żeby się oni obudzili z chocholego tańca.  Uważam tak jak ktoś kiedyś napisał, że  (z pamięci) „ludzie obudzą się dopiero wtedy gdy po włożeniu karty do bankomatu przeczytają napis POCAŁUJ MNIE W D…” i taka jest brutalna prawda.

Na króla jest za wcześnie. Nie będzie aklamacji dla tej alternatywy przy obecnym stanie umysłowym Polaków. Demokraci patrioci wolą bowiem dalej walczyć o mit demokracji i o ochłapy „wolnej woli” wyborców, udając przed sobą że uda im się wolą mniejszości zmusić władzę do zmiany reguły gry w której to władza ma wszystkie mocne karty. Upierają się przy demokracji, chociaż doskonale wiedzą, że to system patologiczny do którego żeby PRZYNAJMNIEJ działał tak jak chcą potrzebna jest większość i to ludzi myślących podobnie do nich. Nie wspominając już o tym, że celem ludzi uczciwych powinno być wykształcenie w milionach wyborców OBIEKTYWNEJ mądrości a nie tylko „myślenia” pod roninowy (czy inny) sznurek. Osiągnięcie takiego efektu w społeczeństwie wymaga WYMIANY POKOLENIOWEJ i żelaznej edukacji w dyscyplinie PRAWDY OBIEKTYWNEJ od oseska. To jest niewykonalne żeby „Klub Ronina” miał nauczyć kilka milionów ludzi, lub nawet przekonać ich do swojej racji w przeciągu kilku lat (nie wspominając o najbliższych wyborach). Tymczasem to że każdy ma swój interes do załatwienia widać było chociażby na tym małym poletku „demokracji” jakim jest Klubu Ronina…

Nikt z „demokratów” nie wywalczy też ani nie wyprosi od obecnej władzy „alternatywnego systemu głosowania” (a co dopiero środków państwowych na jego sfinansowanie – sic!). Zgłaszać i żądać od zainteresowanego układu (w którym tkwi również tzw. OPOzycja) żeby pomagał(?) w unieważnieniu „własnych” wyborów, albo żeby sfinansował jakieś „alternatywne” na żądanie tych którzy dążą do obalenia owego układu jest… (nie dokończę, ale bardziej głupie jak wyśmiewana przez „demokratów” opcja monarchistyczna). Prosić bandytę który nas obrabował by oddał łup i jeszcze sam się znokautował a potem może jeszcze grzecznie sam poszedł do więzienia to… (nie dokończę).

Briton Riviere-  Król pije

Briton Riviere- Król pije

Powtórzę za Panem Braunem „nie poprzestawajmy na małym!”. Jeśli zmieniać system metodą buntu obywatelskiego to raz i konkretnie. Tymczasem zabawa w demokrację skończy się tak jak dotychczas. Demokraci z „Klubu Ronina” to MNIEJSZOŚĆ MNIEJSZOŚCI, a chce działać jako trybik i jednocześnie wajchowy wielkiego koła demokracji którego masę krytyczną stanowi POPIS, SLD, PSL, i reszta socjaldemokratycznego planktonu (ale i tak większa od „klubu ronina”). Nie wiem jak ci ludzie mają zamiar pogodzić tę sprzeczność, ale obawiam się że jako trybik tego koła albo będą się kręcić w tę samą stronę jak reszta, albo z niego wypadną a koło będzie mieliło dalej bo takie są NIEUCHRONNE konsekwencje demokracji gdzie WIĘKSZOŚĆ (choćby i statystyczna, która na dzień dzisiejszy władzy z powodzeniem wystarczy) decyduje o wszystkim… Nie macie tłumów, nie macie pieniędzy, nie macie nawet dobrego pomysłu za który można by się było bić na barykadzie (poza słusznym protestem) a chcecie dyktować władzy warunki już dziś (na wczoraj).

Widać zatem po tym co zostało powiedziane w „klubie”, że czas na poważne zmiany jeszcze nie nadszedł. Jedyny czas jaki nadszedł to czas na wyrugowanie z umysłów Polaków naiwnej wiary w demokrację i szukanie dla niej alternatywy, oraz sukcesywne gromadzenie wokół tej alternatywy ludzi szczerych, nie bojących się konkretnych zmian i gotowych tę ideę propagować wśród Polaków. Zamiast pływać w basenie za poszukiwaniem kolejnej kry na której można by było cieszyć się chwilą oddechu, najwyższa pora WYJŚĆ Z BASENU! Niestety! Póki co „większość” woli zachowywać się w sposób jaki opisałem i wyśmiewać przy okazji opcję całkowitej zmiany systemu sprawowania władzy w Polsce (śmiejcie się dalej 🙂 ). To znaczy że za dużo jest w społeczeństwie zakochanych w demokracji żeby brać się za cokolwiek poważnego. Za kolejną wersję demokracji osobiście narażać się nie zamierzam i już wolę dalej grzecznie głosować na bliską mi ideowo partię, która propaguje m.in. ustrój monarchii (docelowo) a póki co zamierza realnie zwalczać socjalistyczny model gospodarczy jakim skażony jest nasz kraj.

Czas bardziej gwałtownych zmian nadejdzie moim zdaniem dopiero wraz z wojną lub z kryzysem „bankomatowym” a do tego czasu należy ludzi leczyć z demokracji i socjalizmu oraz modlić się (tak właśnie!) o nawrócenie moralne (albo chociaż o ROZUM i chęć dokonywania prawidłowych wyborów w życiu – nie tylko przy urnie) i o króla który zagwarantuje ludziom ich słuszne prawo do wolności, własności, praworządności, porządku i bezpieczeństwa.

Robią nas w konia: Wybory i PROTEST obywatelski w PKW. Grzegorz Braun przed siedzibą PKW 20.11.2014

„Zawsze i wszędzie to samo: dopóki demagogii stanie, dopóty Polski nie będzie! To moja dewiza! Kazałbym sobie na hełmie wyryć, kazałbym sobie i na pałaszu! Ale zważ, jaka opatrzna łaska Boża nad nami. Gdyby w lutym burza poczęta była przeszła aż do lodów północy, gdyby od razu na całej ziemi polskie nastąpiło powstanie, ach! O, Władysławie, już byśmy dotąd byli w nicości! Ogłoszona rzeczpospolita przez naszą drobną szlachtę, która sobie wyobraziła, że jest demokracją, a która demagogią jest, już by była wyrżnięta wszędzie przez chłopów, dowodzonych przez niedobitki królów i książąt europejskich. Polski by i śladu już nie było – oto dopiero byłby się zdarzył ostateczny rozbiór: rozbiór chemiczny cząstek narodu! Ale Bóg chce Polski, żąda Polski, wymaga po nas Polski, tak jak się jej domagamy od Niego, wymaga zaś jej przez czyny zacne, porządne, wielkie, nasze, bo to prawem wiekuistym Boga, że inaczej stanąć ona nie może! więc do czasu doświadczenia różne spuszcza na nas. Dozwala krajowi skosztować po trosze owoców Centralizacji i przypatrzyć się rozkładowi społecznemu Europy. Stawia nas w położeniu spartańskich dzieci, którym efory pokazywały pijanych ilotów. Cząstkowe plagi też spuszcza na nas i prób nam dopuszcza pewnych próbowanie, i tak się musi stać, że kiedy Europa dojdzie do największego nierozumu, my do rozumu przyjdziem i będziem jedynym porządnym narodem na ruinach świata!

Fragment pochodzi z listu do Władysława Zamoyskiego, Baden-Baden, 18 grudnia 1848 r.


Za słowami Krasińskiego nie kryje się ani narodowa megalomania, ani tym bardziej nacjonalizm, ponieważ wielkość Polski ma zasadzać się na czynniku moralnym. Chodzi o heroizm w dobru, a nie o potęgę władzy politycznej lub bogactwo materialne traktowane jako cele same w sobie. Dobro moralne jest jeszcze większe, ale i najtrudniejsze, bo tylko ono potrafi pokonać egoizm, tylko ono pozwoli Polsce przetrwać, odrodzić się i rozwijać.”

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński (za wirtualnapolonia.com)

Na koniec smaczek dla demokratów.

Zamiast kosztownego systemu „podwójnych” wyborów jakie proponuje Pani Stankiewicz (która chętnie szermuje pieniędzmi podatników w imię „demokracji”) przedstawiam PROSTY (że prostszy być nie może – chyba że ktoś ma lepszy pomysł) system głosowania, gdzie żadne komputery nie są potrzebne ani setki milionów wyrzucane w błoto „systemu informatycznego” (tak żeby nikt nie mógł zarobić na kolejnym zamówieniu publicznym)… Moim zdaniem „system do głosowania” powinien wyglądać tak: kartka (mały blankiet) na którym jest zapisana formułka „ja niżej podpisany (tu imię i nazwisko głosującego) legitymujący się dowodem osobistym (numer), oddaję swój głos na kandydata (tu imię i nazwisko kandydata) i podpis”. Blankiecik wypełnia się korzystając ogólnej listy wywieszonych nazwisk (kandydatów). Druczek (ścisłego zarachowania!) nie może być pusty! (można pomyśleć nad samokopiującym się blankietem). Z wypełnionym druczkiem podchodzimy do komisji, która ma przed sobą listę i na podstawie tego blankietu komisyjnie w naszej obecności odznacza ten głos przy nazwisku które wpisaliśmy na druczku (za pomocą kolejnej liczby, 51,52,53, itd.) – owa lista jest JEDYNYM protokołem z aktu głosowania. Nasz blankiet ląduje w segregatorze… i tyle. Jest tanio(!) i przejrzyście, bo nie potrzeba tu sztabu „fachowców” od liczenia, informatyków czy urn. Samo się też liczy, KONTROLUJE i nie ma nieważnych głosów! Dziękuję za uwagę 🙂 …Póki co mamy „Komputer” i (nie)sprawnego „Inkasenta” (w postaci PKW) który znać się na liczeniu nie musi, więc nie ma żadnego znaczenia ile się na „liczniku” nabiło. Bareja wiecznie żywy 😛

Jak wam się uda „demokraci” uzyskać od władzy POzwolenie na choćby tak małą zmianę w sposobie głosowania to być może zastanowię się nad demokracją raz jeszcze 😉 (oczywiście to był żart). (Odys)

poprzednio: Protesty przeciwko fałszerstwom wyborczym. Niestety na ignorancję nie ma paragrafu! Stanisław Michalkiewicz: Chaos kontrolowany podobne: Po debacie w „Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na „patriotyzm” i „konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi. i to: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. a także: KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii. oraz: cynik9: Dyskretny urok monarchii konstytucyjnej. W 80-tą rocznicę Ermächtigungsgesetz. i to: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie. a także: cynik9: Przybliżanie socjalizmu. Teoria skubanych i skubiących w demokracji

Tymczasem KNP brata się z Ruchem Narodowym!

22.11.2014 (IAR) – „Narodowcy” i „Korwiniści” – mimo pewnych różnic programowych, współpracują ze sobą od lat. Nie decydują się jednak na zjednoczenie sił. A zdaniem komentatorów działając razem, mogliby zyskać sporo. Ostatnie, wciąż niepełne wyniki wyborów samorządowych, dają im łącznie poparcie przekraczające 6 procent. Oznaczałoby to przekroczenie progu wyborczego.

Prezes Kongresu Nowej Prawicy, Janusz Korwin-Mikke widzi szanse na dialog. Zastrzega jednak, że narodowcy muszą jasno określić profil swojej polityki. Wyjaśnia, że chodzi o dwie frakcje współtworzące Ruch Narodowy: endecję i narodowych socjalistów. O ile z pierwszymi szansa na kooperację jest duża, o tyle z drugimi – nie ma mowy o wspólnej polityce.

Jeden z liderów Ruchu Narodowego, Krzysztof Bosak chce wzmocnienia współpracy między frakcjami i rozwiewa wątpliwości Korwin-Mikkego. Twierdzi, że jego ugrupowanie utożsamia się z działalnością przedwojennej endecji. Dodaje przy tym, że struktury narodowosocjalistyczne odgrywają obecnie w Polsce marginalną rolę i działają odrębnie od RN.

Pochlebnie o pomyśle zjednoczenia eurosceptyków wyraża się też poseł Nowej Prawicy, Przemysław Wipler. Krzysztofa Bosaka traktuje jako swojego politycznego przyjaciela. Chce jednak, by ton współpracy nadawała jego partia. Obecnie ma ona czterech europosłów i jednego posła. Z uwagi na spory potencjał i podobną kulturę polityczną, Wipler nie wyklucza dalszej kooperacji z RN.

Zjednoczenia chce też elektorat obydwu ugrupowań. Przykładem może być wspólny udział w Marszu Niepodległości czy czwartkowy protest przed Państwową Komisją Wyborczą. Odbył się on w związku z zamieszaniem wokół wyników wyborów samorządowych. Na miejscu byli też liderzy KNP i RN.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) / Michał Fedusio/sk

źródło: stooq.pl

Polska w łańcuchach„Podczas 3-tysięcznej demonstracji przed Państwową Komisją Wyborczą w Warszawie przeciwko fałszerstwom wyborczym doszło do pojednania Kongresu Nowej Prawicy i Ruchu Narodowego.

Obie formacje były współorganizatorami demonstracji antyestablishmentowej.

– Wszyscy dokładnie wiedzą, co się dzieje, mamy bandę oszustów i złodziei – mówił europoseł Janusz Korwin-Mikke, lider KNP. – Na szczęście narasta nowa siła ludzi, którzy mają wiedzę z Internetu, a nie z reżimowej telewizji czy licencjonowanych gazet. Zobaczcie, co się stało w Londynie – ponad połowa ludzi zagłosowała na Nową Prawicę. Wyjechali z Polski, bo tu nie mogli żyć. Mamy ogromne możliwości, nową technikę, możemy się rozwijać, gdyby nie rząd, który nam przeszkadza! I musimy zmienić państwo! Panie Robercie, zmieniamy to państwo, tak? Razem! – Korwin-Mikke zwrócił się do stojącego obok Roberta Winnickiego, członka Rady Decyzyjnej Ruchu Narodowego, podając mu rękę.

Winnicki uśmiechnął się i uścisnął dłoń Korwin-Mikkego.

– Zmienimy to państwo na państwo normalne! – dodał Korwin-Mikke”

za nczas.com

Mam nadzieję że w końcu się dogadają…. W obliczu wspólnego wroga tylko razem mamy jakąś szansę. Oby to wypaliło politycznie. Schować dumę do kieszeni było z pewnością i jednemu i drugiemu ciężko ale szacunek dla obu Panów za to.

…Odys

podobne: Do przyjaciół narodowców. Naród a państwo czyli… Ile jest z narodowca w socjaliście? oraz: JKM: Rządzą nami idioci – lewicowi intelektualiści. Odtrudką – KNP

Miroslav Yotov - Odwaga - W jedności siła

Miroslav Yotov – Odwaga – W jedności siła

KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii.


Kongres Nowej Prawicy

Kongres Nowej Prawicy

(…) Dziś, gdy opadł już wyborczy pył bitewny, opinia publiczna powoli oswaja się z nową rzeczywistością polityczną. Komentujących można z grubsza podzielić na dwie grupy. Wśród pierwszych dominuje przede wszystkim dojmujące zdziwienie, że przedwyborcze sondaże jednak się sprawdziły i taki „niespodziewany” sukces w ogóle mógł mieć miejsce. Drudzy zaś (którym łatwiej przychodzi akceptacja rzeczywistości i nieuchronność wydarzenia uświadomili sobie już nieco wcześniej) robią to, co zwykle następuje po dowolnym „szoku poznawczym” – uzewnętrzniają wywołane nim negatywne emocje. Część poprzestaje na krytyce głosujących, którzy „mieli czelność” dokonać takiego wyboru, niektórzy zaś dodatkowo usiłują go „usprawiedliwić” – czy to niedojrzałością elektoratu, czy też jego „naiwnym oburzeniem”.Niestety, wśród tej powodzi komentarzy i analiz nie znajdziemy wyjaśnienia najbardziej naturalnego i oczywistego – że wyborcy KNP, którymi w ogromnej mierze są ludzie młodzi, podjęli po prostu decyzję racjonalną, dojrzałą i zgodną ze swoim interesem. Czas zatem najwyższy się przedstawić. Kim jesteśmy i czego chcemy? I – co równie ważne – dlaczego opiniotwórcze elity nie muszą się ani na nas oburzać, ani się nas bać?

Przeciw protekcjonalnym mądralom

Piszący o nas popełniają najczęściej dwa podstawowe błędy. Sądzą bowiem, że nie wiemy, na co głosujemy. A gdy nawet przyznają, że wiemy – to przypisują nam swoje własne wyobrażenie o tym, na co oddajemy głos.

Źródłem pierwszego błędu jest arbitralne odmówienie nam umiejętności podejmowania dojrzałych i przemyślanych decyzji – tylko z racji niedostatecznego wieku. To założenie łamie jedną z podstawowych zasad poprawnego osądu – nikt nie powinien zostać uznany za winnego, dopóki nie udowodni mu się winy. Nikomu nie można odmawiać racjonalności tylko dlatego, że jego poglądy różnią się kompletnie od naszych. Krytycyzm, sprzeciw i wreszcie bunt wobec zastanej rzeczywistości nie są „dowodem na niedojrzałość” – to po prostu jedna z możliwych postaw wobec świata. Ani lepsza, ani gorsza, dopuszczalna tak samo jak każda inna. Bez empirycznych, poprawnych metodologicznie badań nie można oceniać wyborów 20- i 30-latków – tylko z powodu wieku i „kontrowersyjności” ich decyzji, „bo tak się nam wydaje” – jako bardziej niedojrzałych niż wybory 40- czy 60-latków. Chyba że ma się w pogardzie minimalne reguły rozsądnego dyskursu publicznego i protekcjonalnie traktuje resztę jego uczestników.

Niestety, nawet ci, którzy z trudem, bo z trudem, ale jednak uznają naszą dojrzałość, praktycznie nigdy tych wyborów nie rozumieją właściwie.

Oczywiście nie głosowaliśmy – wbrew powszechnym stereotypom – za ”wykluczeniem niepełnosprawnych, odbieraniem prawa głosu kobietom i monarchią”. Żadna z tych rzeczy nie jest elementem programu wyborczego KNP! Za to znaleźć w nim można to, co uważamy za ważne i potrzebne – niskie podatki, ”państwo minimum” i wolność gospodarczą…

(…)My bowiem nie głosowaliśmy na takie czy inne prywatne poglądy, które nie dotyczą w jakikolwiek sposób polityki i gospodarki. Oczekujemy po prostu określonej wizji państwa – a taką prezentuje dziś tylko KNP.

Mamy dość

Dlaczego jednak oddajemy głos na tak bezkompromisowo wolnorynkową partię? Ponieważ nie możemy dłużej znosić sytuacji, w której na nasze barki złożono największą część kosztów utrzymania obecnego systemu społeczno-gospodarczego. Choć jego kształt nie był głównym przedmiotem wyborów europejskich, to po prostu dopiero tym razem uwierzyliśmy, że nasz głos nie będzie głosem zmarnowanym.

Dość często powtarza się mity o różnych grupach społecznych, których ”nikt nie reprezentuje” – emerytach, chorych, najuboższych – bo nie są tak zorganizowani jak nauczyciele, głośni jak górnicy czy nie mają ”własnej” partii jak rolnicy. Tymczasem to my jesteśmy częścią społeczeństwa najsilniej dotkniętą brakiem kogokolwiek, kto realnie zadbałby o nasze interesy. Tak jest np. z tzw. prawem pracy, o które związki zawodowe toczą zażarte boje – chroni ono dzisiejszych pracowników, ale odbiera szanse na pracę nam, którzy dopiero wchodzą na rynek. Podobnie działają wysokie, pozapłacowe koszty pracy i płaca minimalna. Jeśli zaś mamy już to szczęście, że znajdziemy zatrudnienie, to w różnych formach – w podatku dochodowym, podatkach pośrednich i parapodatkach w postaci składek na ZUS i NFZ – oddajmy ponad 50 proc. swojego ciężko wypracowanego dochodu państwu.

Co dostajemy w zamian? W porównaniu z poniesionymi nakładami – nic.

(…)Dlatego wybieramy jedyną liczącą się na polskiej scenie partię, która może przywrócić elementarną sprawiedliwość relacjom międzypokoleniowym.

Nie chcemy żadnych nowych przywilejów ani tym bardziej rekompensat.

Nie protestujemy przeciwko brakowi pracy i perspektyw, ale przeciwko konkretnym rozwiązaniom prawnym i gospodarczym, które do tych braków prowadzą.

Oczekujemy wyłącznie normalności, przywrócenia zachwianej równowagi i zakończenia największego w naszej historii międzypokoleniowego transferu środków.

Zwyczajnie i po ludzku nie godzimy się na bycie okradanym na rzecz wąskiej kasty uprzywilejowanych – dzisiejszych emerytów, rencistów, wszelkiej maści biurokratów, związkowców ze spółek skarbu państwa i innych beneficjentów tej grabieży.

Ta krzywdząca nierówność od dawna była oczywistością dla niektórych z nas. Jednak dzisiaj dostrzegają ją już nie tylko jednostki, lecz spora część całej generacji. Ale w przeciwieństwie do niektórych grup społecznych nie przyjmujemy w rezultacie postawy roszczeniowej – bo „nam się należy”. Chcemy tylko powrotu zdrowego rozsądku do życia publicznego. By „solidarne” było nie państwo, ale społeczeństwo. By dobroczynność była zawsze wyborem serc, jak chociażby podczas Wielkiej Orkiestry, nigdy zaś przymusem.

I dlatego mówimy basta – systemowi politycznemu oraz tworzącej go klasie politycznej.

We have a dream

(…)Mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek marzyć o innej, lepszej rzeczywistości. Takiej, w której obywatel jest podmiotem, a nie przedmiotem. W której politycy nie mówią nam, jak mamy żyć. Gdzie sami decydujemy o swoich potrzebach i o tym, co robić z naszymi ciężko zarobionymi pieniędzmi.

Marzymy, by państwo nie traktowało własnych obywateli jak dzieci, które trzeba dla ich dobra otoczyć zakazami i nakazami. Chcemy, aby każdy był właścicielem samego siebie, a nie własnością garstki urzędników decydujących za nas o naszym zdrowiu, edukacji i majątku.

Co ważniejsze, to nasze marzenie jest szansą dla wszystkich – nie tylko tego pokolenia, ale całego społeczeństwa. Niektórzy, jeśli nawet na nim coś stracą, to tylko w bardzo krótkim okresie. W perspektywie średnio- i długoterminowej zyskujemy wszyscy. Na bardziej efektywnej gospodarce, sprawniejszym państwie, pomocy trafiającej do tych, którzy naprawdę jej potrzebują. Dlatego ta walka o zmiany, w przeciwieństwie do działań różnych innych znanych nam środowisk, nie jest motywowana jakimś wąsko rozumianym „interesem grupowym”. Jest starciem o przyszłość nas wszystkich.(…)

Strachy na Lachy

(…) wierzymy i chcemy bronić przed zakusami napędzanej taką czy inną ideologią władzy wolności słowa, wolności zgromadzeń czy indywidualnej własności. Walczymy o państwo prawa, czytelny podział władz i transparentność administracji publicznej. Bardziej niż ktokolwiek inny dostrzegamy realne współczesne patologie – nepotyzm, korupcję czy klientelizm – i chcemy z nimi walczyć. Nie jesteśmy też w żadnym razie „wrogami Europy”, lecz jedynie jej obecnej postaci – chcemy tylko, by wróciła do swych korzeni: strefy wolnego handlu i układu z Schengen.

Łączą nas wspólne wartości i wspólni wrogowie – ci, którzy wierzą, że w imię swoich subiektywnych przekonań mogą nam wszystkim narzucić własne hierarchie celów i potrzeb oraz odebrać jeszcze więcej wolności.(…)

Dziś bezapelacyjnie dominuje – jak pokazały ostatnie wybory – narracja wolnościowa. Mamy zatem prawo mówić, że ten „głos Feniksów” jest w dużej mierze głosem całej generacji. Ale tak nie musi być zawsze. Jeśli więc nie chcecie powiewających nad Sejmem flag z sierpem i młotem ani sztandarów z falangą, idźcie z nami. A przynajmniej – nie bójcie się pokolenia Feniksów.

*Arkadiusz Łepecki, publicysta, rocznik 1987       źródło: wyborcza.pl

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………
Budżet państwa i system podatkowy w świetle programu Kongresu Nowej Prawicy (całość tu: wmeritum.pl)

2

Powyższe koszty ulegną jeszcze pewnemu obniżeniu poprzez likwidację ZUS i KRUS (ok 5 mld zł) oraz niektórych pozycji wydatkowych ZUS wyżej nie wyszczególnionych (jak np. zasiłki chorobowe, zasiłki pogrzebowe, itd.). Sukcesywna spłata zobowiązań Państwa i zaprzestanie deficytowych budżetów także przyczyni się z czasem do obniżenia kwoty związanej z obsługą długu publicznego.

Sposoby finansowania (system podatkowy):3

Przechodząc do tego jak zamierzamy finansować takich wymiarów zobowiązania, KNP stawia na prostotę i w tym względzie postulujemy aby system podatkowy składał się z m.in.: VAT, akcyz, podatków od nieruchomości (dwuskładnikowego, zwyczajny od powierzchni i katastralny), podatku pogłównego, podatku od firm i składki zdrowotnej pobieranej od emerytów i rencistów (w wysokości takiej jak obecnie). Poniżej podjąłem próbę oszacowania wpływów z przedstawionych podatków:

* Wpływy podatkowe z VAT i akcyzy w 2011 roku wyniosły blisko 180 mld. Średnie opłaty na tzw. ZUS i podatek dochodowy to ok. 1900 zł, po odliczeniu pogłównego to ok. 1500, zakładając że większość z tych pieniędzy zostanie wydana na rynku to 15% z tej wartości wróci w VAT i akcyzach. Daje to kwotę, blisko 50 mld zł. Licząc dochody podatkowe z towarów i usług pozostających jak dotąd w szarej strefie oraz wzrost wpływów będący konsekwencją wzrostu gospodarczego liczę na wzrost jeszcze o dodatkowe ok 15 mld zł wpływów.

** W Polsce jest przeszło 24 mln osób zdolnych do pracy, zakładamy, że po naszych reformach będą chcieli podjąć zatrudnienie albo wyjdą z szarej strefy (do wszystkich obliczeń przyjąłem liczbę 19,2 mln osób pracujących).4

Powyższe wpływy nie uwzględniają grzywien, mandatów, kosztów sądowych oraz innych pozabudżetowych wpływów do budżetu. Więc nawet w sytuacji kiedy ożywienie gospodarcze nie nastąpi w przeciągu pierwszych kilu miesięcy, to na pewno znajdą się środki w budżecie, które tą czasową nierówność budżetu zbilansują. Chociażby wpływy ze sprzedaży czy wynajmu nieruchomości obecnie zajmowanych przez zbędną administrację Państwa wraz z budynkami ZUS-u i KRUS-u. Poza tym praktyką normalną jest najpierw ciąć wydatki a dopiero potem wydatki, tak więc w krótkim czasie liczę, że pojawią się spore oszczędności, aby przygotować się na reformy podatkowe.

Jeżeli okaże się, że powyższe szacunki będą niewystarczające i wpływom do budżetu nie pomoże obniżka VAT i akcyz do poziomu optymalnego (jako poziom startowy możemy zacząć od 18-20% VAT i akcyzy na paliwa na poziomie min. wymaganego przez UE), oraz proponowane podatki nie pokryją wydatków, to trzeba będzie myśleć czy podwyższać podatki od nieruchomości czy np. podatek pogłówny. Można także osób 50 albo 55+ nie zwalniać z ubezpieczenia ZUS – jednak myślę, że obejdziemy się bez tego.

W proponowanym wyżej systemie podatkowym osoba zarabiająca obecnie 3000 brutto, na rękę otrzyma blisko 3300 zł. Obecnie przy pensji brutto na tym poziomie pracownik na rękę otrzymuje 2150 zł, przy czym koszta zatrudnienia przez pracodawcę są bliskie 3650 zł.

Artur Mryczko
Kongres Nowej Prawicy – Mielec
www.arturmryczko.pl

UWAGA! Docelowo KNP VAT-u oraz akcyz nie przewiduje, jednak z uwagi na kolosalne zobowiązania względem obecnych i przyszłych emerytów i rencistów są one niezbędne. Obecnie także istnieją wymogi członkostwa w UE, które zobowiązują nas do pewnych stawek VAT i akcyz – jednak stawki te w miarę wzrostu gospodarczego i sukcesywnego spłacania zobowiązań będziemy obniżać, aby tylko utrzymać równowagę w budżecie. Chcemy wprowadzić jedną stawkę VAT na produkty i usługi – spowoduje to podwyższenie cen usług i towarów obecnie objętych VAT-em preferencyjnym, ale jednocześnie spowoduje obniżkę cen większości towarów, więc bilans dla osób najgorzej sytuowanych powinien wyjść zdecydowanie na plus. KNP nie jest zwolennikiem bonu edukacyjnego docelowo, jednak jest to pomysł, który akceptujemy jako ten, który ma szansę szybciej uzyskać akceptację.

Grafika: facebook.com/livexpromotions

podobne: Socjalizm po polsku. Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) oraz: KNP: ogłosić bankructwo i znieść obowiązek ubezpieczeń społecznych! i to: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy?

Musimy zablokować wzrost długu publicznego! – Przemysław Wipler

………………………………………………………………………………………………………………………..

JKM likwiduje koryto

JKM likwiduje koryto

Najpierw o tym jaką rolę według mnie powinna odgrywać KNP po nowym rozdaniu (tj. po dostaniu się do Sejmu)… Partia przede wszystkim powinna wystrzegać się „współrządzenia”. Żadnych koalicji, czy wchodzenia w układy w zamian za taką czy inną tekę „malowanego ministra”. Należy się wystrzegać obejmowania z nadania politycznego jakichkolwiek synekur w ramach „koalicji” z kimkolwiek z „bandy pięciorga”. Partia powinna wykorzystać swoją obecność w parlamencie, do promowania z trybuny sejmowej i w mediach własnych inicjatyw ustawodawczych, mających na celu ograniczanie wpływu władz centralnych oraz samorządowych na gospodarkę. Nie wspominając o oczywistym dążeniu do zmniejszenia fiskalizmu, czy likwidacji przymusu tzw. „ubezpieczeń społecznych”. Walka z etatyzmem, socjalizmem i marnotrawstwem jest kluczowa dla państwa, więc partia która chce tym państwem rządzić musi mieć w tych kwestiach opracowane konkretne plany. „Obce” inicjatywy ustawodawcze powinny być wspierane wyłącznie wtedy, kiedy wypełniają te podstawowe warunki. Pierwszą i najistotniejszą sprawą powinno być doprowadzenie do debaty publicznej na temat długu publicznego, żeby naród wreszcie się dowiedział o tym że „niczego nie będzie”, i że będzie zmuszony ponosić koszta poprzednich rozrzutnych nierządów, oraz kto za ten stan rzeczy odpowiada. KNP powinno wykorzystać moment i jako pierwsza partia poważnie mówić ludziom o tym że ZUS jest bankrutem, oraz wskazywać ludziom jak widzi rozwiązanie tego problemu.

Równolegle należy budować oddolne struktury około partyjne, oraz dążyć do okrzepnięcie samej partii. Ludzie którzy chcą się dołączyć do ruchu muszą wiedzieć do czego chcą się dołączyć i dlaczego. Ci którzy przyszli z własnej woli bycia aktywnym działaczem (członkiem struktury politycznej) bo chcą zmian (a nie dlatego że im się Korwin podoba) powinni tym bardziej dbać o samą ideę, natomiast osobiste ambicje powinni schować do kieszeni. Sama partia powinna pozostać strukturą elitarną, zhierarchizowaną i powinna skupić się na jakości (a nie ilości) przyjmowanych członków. Członkowie partii powinni być w swoich poglądach jak najbliżsi ideału wolnościowca-konserwatysty. Nie ma sensu rozwadniać tej struktury „odpadami” z innych partii. Pluralizm poglądów na tzw. dołach jest wskazany i tam powinny się docierać „niejasności”, „niuanse” i „drobne różnice poglądowe”, ale szefostwo po prostu musi sobą reprezentować ściśle określoną ideę. Należy w związku z tym, za każdym razem podkreślać ideowość tej partii i opierać się o niewzruszalne zasady (program gospodarczy jest ważny, ale dopóki obowiązuje demokracja, to jest on raczej niemożliwy do przeforsowania, co nie znaczy że nie mamy go mieć, bo trzeba być zawsze gotowym na jego prezentowanie). Idea natomiast, jest wartością nie do podrobienia, i to jest to co przyciągnęło tylu ludzi do KNP i dalej będzie przyciągać, bo obóz przeciwny coraz bardziej się kompromituje na tym polu.

Partię czeka długi marsz po władzę i mam nadzieję że kiedyś po nią sięgnie. Jednak do tego czasu należy uczulać młody narybek na to, że to się nie stanie z dnia na dzień (tudzież w kolejnych wyborach). Nie należy młodych mamić wizją szybkiego objęcia rządów! Należy ich ukierunkowywać na ciężką pracę i motywować przede wszystkim do działania w ich naturalnym środowisku (w rodzinie i wśród znajomych) i mobilizować do tego żeby SAMI chodzili na wybory, bo nie chodzą! Łatwo jest narzekać na partię, ale partia której wyborcy „sympatycy” nie chodzą głosować jest tylko nazwą na stronie internetowej (na której chętnie każdy się wpisuje by coś skomentować, albo żeby kliknąć w „lajka”).

A teraz będzie trochę obok tematu, ale jednak jakby nie patrzeć w związku z obecną złą sytuacją gospodarczą i społeczną jaka ma miejsce w Polsce, oraz na poczet zmian jakie osobiście chętnie bym widział jako sympatyk KNP… Będzie zatem o ustroju politycznym i gospodarczym…

W zasadzie nazwa rządów jest nieważna a chodzi o ich proste i sprawne zorganizowanie. Tak naprawdę to w każdym ustroju chodzi o „monarchię” a ściślej o związane z władzą przywileje i czerpanie z tego tytułu korzyści. Jest zrozumiałe, że żeby sprawnie zarządzać państwem to trzeba ludziom nim zawiadującym nadać pewne nadzwyczajne uprawnienia i chodzi tylko o to, żeby one w jak najmniejszym stopniu kosztowały obywateli i nie były używane do załatwiania prywaty czy tworzenia monopolu, oraz żeby aparat władzy był jak najmniejszy i jak najmniej zbiurokratyzowany. Chodzi też o zerwanie łańcuszka powiązań gospodarka – aparat państwa i żeby państwo nie rabowało obywatela i każdego traktowało równo wobec prawa.

Problem leży „tylko” w tym, że dzisiejsi nasi suwereni mieniący się „demokratycznie wybranymi przedstawicielami” to nic innego jak pamiętna „szlachta gołota” (w jej najgorszym – swawolnym i zdradzieckim wydaniu) która zorganizowała się w tzw. „zewnętrzne organa władzy” tylko w jednym wspólnym celu (niezależnie od sztandarów jakimi powiewa a zwłaszcza że jest to tak naprawdę jeden sztandar tylko o różnych odcieniach czerwoności) – okradania całej reszty pracujących w sektorze prywatnym obywateli (jak chłopów pańszczyźnianych). Wszyscy ci „panowie bracia” są w swej władzy nadmiernie uprzywilejowani, przez co bezkarni – obwarowani prawem, które każdego szarego obywatela z góry skazuje w konfrontacji z państwem na przegraną i dotkliwą (kosztowną) karę. Ta „klasa próżniacza” żyje kosztem reszty obywateli stojąc ponad nimi a ich odpowiedzialność za ewentualne nadużycia jest rozmyta bo liczba „zawiadowców” i „dobrodziejów” (za cudze) idzie w setki tysięcy „urzędników” najróżniejszej maści (od sołectw po ministerstwa, kancelarie premiera i prezydenta), którzy regulują niemal każdy aspekt życia społecznego. Każdy jeden z tych „szlachciców” decyduje o sporym kawałku naszej własności (zagrabionej w podatkach i składkach) czyli tak naprawdę decyduje o polskiej gospodarce (i na nasz koszt) o naszym mieć lub nie mieć – czerpiąc na dodatek z tego tytułu nieuzasadnione zyski.

Monarcha dziedziczny, (zaprzysiężony na konstytucję gwarantującą wolność gospodarczą, własność prywatną i wolność wyznania) z gabinetem doradców (ministrów) w zupełności wystarczy do kierowania państwem – stania na straży porządku i przestrzegania prawa (faktycznej opieki nad jego najważniejszym ogniwem – obywatelem/poddanym). Monarcha stoi na straży tego by ludzie w spokoju (nie krzywdząc się nawzajem) SAMI organizowali sobie usługi jakie im do życia potrzebne. Król nie może narzucić niczego co miałoby w ostateczności wpływ na gospodarkę i własność prywatną (poza wyjątkowymi sytuacjami jak wojna czy katastrofa naturalna) oraz wolności obywatelskie zapisane w konstytucji. Stoi na straży prawa – ogólnych zasad funkcjonowania państwa (konstytucji) ale nie organizuje ludziom gospodarki w terenie ani systemu sprawiedliwości… Tak to właśnie kiedyś wyglądało że ludzie sami sobie organizowali życie społeczne, zawodowe i kulturalne (a obok tego istniały instytucje królewskie) więc dziś przy obecnej technice, wykształceniu i ucywilizowaniu świata samoorganizacja życia gospodarczego i społecznego jest jeszcze łatwiejsza. A zatem monarcha oraz 6 osobowy rząd ministrów: skarbu, policji i służb, armii, dyplomacji i gospodarki (ziemia i środowisko), oraz sprawiedliwości (jako doradców króla i pod jego przewodnictwem) pracują nad prawem ogólnokrajowym, które król zatwierdza lub nie.

W terenie panuje SAMORZĄDNOŚĆ. Gmina jako najbardziej zbita i zgrana społeczność w której wszyscy w miarę się znają powinna stanowić podstawę podziału administracyjnego – żadnych powiatów czy województw (i dublowania w związku z tym kompetencji). Naród jako zorganizowana w terenie gospodarczo i administracyjnie siła z NIENARUSZALNYM prawem własności jako źródło utrzymania minimalnego państwa z jego królem, ministrami, armią policją i służbami specjalnymi… Bogaty naród – to silny i „nakarmiony” aparat władzy oraz armia, policja i służby specjalne które nie dysponując prawem do zawiadowania niczyją własnością (poza swoją prywatną) muszą dbać o to żeby jego prawdziwy suweren czuł się bezpiecznie i mógł pomnażać swoje bogactwo z którego utrzymywany jest cały aparat. Mieszkańcy gminy w ramach samorządności wyznaczają spośród sobie znanych osób (stąd gmina jako jedyna komórka podziału administracyjnego) swoich administratorów i sami organizują sobie życie: pracę i lokalne struktury w postaci szkoły, służby zdrowia i tego co do życia potrzebne. Co tu kontrolować i po co, skoro ludzie SAMI sobie urządzają świat? Byle bez naruszania porządku prawnego i z poszanowaniem takich samych praw i swobód u współobywateli.

Jeden linowy podatek dla obywateli od tzw. konsumpcji, i jeden podatek dla przedsiębiorców też linowy od obrotu (celowy). Podatek linowy jest moim zdaniem sprawiedliwy bo proporcjonalnie dotyka każdego w taki sam sposób. Konsumpcyjny i od obrotu dlatego, że nikt go wtedy nie uniknie bo KAŻDY kupuje i konsumuje. Dochód z takiego podatku powinien być transparentnie (publicznie prezentowany) rozdzielany na poszczególne resorty władzy jak skromna administracja terenowa (coś na zasadzie trybunów ludowych w Rzymie – oczy i uszy króla), oraz wojsko, policję i służby specjalne. Wymiar sprawiedliwości (sędziowie i prokuratorzy) powinien być organizowany lokalnie i wybierany z lokalnej społeczności a co za tym idzie utrzymywany z lokalnych opłat żeby sędziowie i prokuratorzy wiedzieli komu służą.

Budżet ma być zbilansowany a jak coś się nie domyka to czas na oszczędności – koniec kropka! (bezwzględny zakaz uchwalania budżetu z deficytem!). Zwiększenie wydatków państwa może nastąpić wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach: 1. za zgodą obywateli na czasowe podniesienie podatku; 2. bez zgody wyłącznie w wypadku wojny. Zakaz emisji papierów wartościowych przez państwo. Na prywatnym rynku jak ktoś chce to niech sobie pożycza i się zadłuża, ale niech nie liczy na pomoc państwa czy ratowanie systemu bankowego. W razie kłopotów niewypłacalności jakiejkolwiek instytucji finansowej działającej na polskim rynku (choćby zagranicznej) wchodzi do niej polski komisarz i nadzoruje zabezpieczenie jej majątku na poczet polskich obywateli którzy trzymali tam pieniądze… Pieniądz to towar a zatem powinien podlegać takiemu samemu prawu jak reszta towarów i powinien móc być emitowany również przez banki prywatne. Wtedy tylko szaleniec będzie chciał go psuć obniżając zaufanie do swojej instytucji. W skrócie trzeba skończyć z monopolem na drukowanie pieniądza i zakończyć powiązania bankstersko-państwowe poprzez nieodpowiedzialne „akcje kredytowe” (emisje obligacji). Dochód państwa nie może być przedmiotem spekulacji dla kapitału zagranicznego. W silnym gospodarczo państwie, dynamicznie się rozwijającym i sprawnym administracyjnie, z niskimi podatkami i możliwościami rozwoju dla każdego kto zechce firmę założyć, wartość pieniądza może tylko rosnąć. Problem w tym że reformę trzeba zacząć od wszystkiego NA RAZ bo wszystkie te elementy stanowią nierozerwalną całość… nie da się odbudować silnej waluty bez gruntownej naprawy gospodarki (i na odwrót)…

To o czym napisałem to oczywiście tylko wzór jak ja to widzę. Trzeba zacząć od przywrócenia ludziom władzy nad własnym życiem i majątkiem żeby się bogacili i zaczęli poczuwać się do odpowiedzialności za własne życie. Żeby przestali wyciągać ręce do państwa po „pomoc” i „darmowe”, bo to prowadzi do rozrostu biurokracji i kosztownego marnotrawstwa. Kluczem jest wolność i własność prywatna. Należy maksymalnie zmniejszyć obciążenia fiskalne jednocześnie likwidując zbędną i przerośniętą administrację. Pozwolić rodzimym „MIŚom” normalnie działać, żeby mogły skutecznie konkurować z firmami zagranicznymi… Pozwolić ludziom cieszyć się z tego na co ciężko pracują i nie przeszkadzać im w samodzielnym funkcjonowaniu… Państwo niech pilnuje porządku i chroni nas przed wrogiem zewnętrznym… Polak potrafi tylko trzeba mu zostawić pieniądze w kieszeni a już on będzie wiedział co z nimi zrobić. Mając więcej w kieszeni obywatel chętnie podzieli się z państwem z którym wreszcie zacznie się identyfikować. Bogaty obywatel chętniej też podzieli się tym na czym mu zbywa z innymi obywatelami którzy są mniej zaradni (nie z własnej winy).

Miroslav Yotov - Odwaga - W jedności siła

Miroslav Yotov – Odwaga – W jedności siła

Przywróć nam Boże monarchię! Za monarchii Polska była potęgą i była sprawnie zarządzana jako państwo. Wszystko zaczęło się psuć od momentu nadawania przywilejów szlachcie, nawet spod znaku tzw. „gołoty” (bez majątku, przez co podatnej na łapówki) i coraz większych jej wpływów na rządzenie państwem – w ramach tzw. „demokracji szlacheckiej” – kosztem władzy suwerena (króla). Analogia tej patologii do dzisiejszych czasów jest aż nadto widoczna.

Pisałem na początku o partii, na koniec parę przemyśleń w kontekście „szarych” wyborców – zwłaszcza niezdecydowanych i rozczarowanych Polską, zobojętniałych ale jednak czujących że zmiany są potrzebne. Bo zanim wykształcimy w oparciu o działalność partii i sympatyków kolejne pokolenia wolnościowców, to należy się starać przemówić i dotrzeć do tej rzeszy Polaków, która gdyby zechciała dać się przekonać stanowiłaby realną siłę mogącą przesądzić o politycznych możliwościach KNP na realną władzę w państwie już dziś. Jednak bez zmiany mentalności u stosownej „większości” obywateli (dopóki system rządzenia zasadza się na głupiej demokracji) nikt nie będzie w stanie przeforsować choćby najbardziej potrzebnych, a jednocześnie niepopularnych i przez to trudnych do zaakceptowania przez stosowną „większość” reform. Społeczeństwo nie będzie po prostu tych zmian popierało i może się zbuntować. Bez poprzedzenia zmian ustawowych zmianą mentalną ciężko będzie na dzień dzisiejszy cokolwiek realnie zmienić.

Póki co nie uważam żeby ktokolwiek w Polsce potrafił potrząsnąć Polakami na tyle mocno, żeby się masowo z dnia na dzień obudzili z chocholego tańca. Uważam niestety tak jak ktoś kiedyś napisał, że (z pamięci) „ludzie obudzą się dopiero wtedy gdy po włożeniu karty do bankomatu przeczytają napis POCAŁUJ MNIE W D…” i taka jest brutalna prawda, więc czas na poważne zmiany jeszcze nie nadszedł. Wolnościowców jest w społeczeństwie za mało! Jedyny czas jaki nadszedł, to czas na wyrugowanie z umysłów Polaków naiwnej wiary w demokrację, etatyzm i socjalizm. Jest czas na wskazywanie ludziom alternatywy, oraz sukcesywne gromadzenie wokół niej ludzi szczerych, nie bojących się konkretnych zmian w kierunku WOLNOŚCIOWYM, i gotowych tę ideę propagować bezkompromisowo wśród reszty Polaków. Do tego czasu partia powinna działać organicznie w terenie, zaś sympatycy którym brak zmysłu organizacyjnego (czy chęci na poświęcenie czasu polityce) zawsze mogą skutecznie działać nawet poza polityczną organizacją. To co każdy z nas może zrobić, to zwykła rozmowa z ludźmi z najbliższego otoczenia – w rodzinie, w towarzystwie kolegów, znajomych, współpracowników, na rzecz przekonania tych którzy chcą słuchać (nie musimy przekonywać wszystkich! to jest zresztą niemożliwe do wykonania 🙂 ) do wolnościowych poglądów i głosowania w jakichkolwiek wyborach na KNP.

Czas bardziej gwałtownych zmian nadejdzie moim zdaniem dopiero wraz z wojną lub z kryzysem „bankomatowym”. Do tego czasu należy ludzi leczyć z demokracji i socjalizmu oraz modlić się (tak właśnie!) o nawrócenie moralne (albo chociaż o ROZUM i chęć dokonywania prawidłowych wyborów w życiu – nie tylko przy urnie) i o króla który zagwarantuje ludziom ich słuszne prawo do wolności, własności, praworządności, porządku i bezpieczeństwa.

…Odys

podobne: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie. a także: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? i to: Naród a państwo oraz Ile jest z narodowca w socjaliście. oraz: cynik9: Dyskretny urok monarchii konstytucyjnej. W 80-tą rocznicę Ermächtigungsgesetz.

Feniks, odradzający sie jak Polska z popiołów (alegoria)

Feniks, odradzający sie jak Polska z popiołów (alegoria)

Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału?


Co jest lepsze: równość czy hierarchia? Co jest lepsze: monarchia czy demokracja? Co jest lepsze: kościół protestancki czy katolicki? Co jest lepsze: rodzina patriarchalna czy nowoczesna?

Równość z hierarchią toczy bój od niepamiętnych czasów. Na te dwa sposoby ludzie mogą organizować stosunki między sobą. Ostatnimi czasy, zwłaszcza w wymiarze wyobraźni i tego co uważamy za słuszne, równość osiągnęła ostatecznie zwycięstwo.

To równość jest marzeniem i celem. To ona była odwiecznym pragnieniem wszystkich bohaterów barwnych opowieści, którymi karmiona jest świadomość mas. Powieści, produkowanych „w najlepszej wierze”, przez światowe (amerykańskie) media.

Czyżby? Czy rzeczywiście jest tak, że równość jest najlepsza? Czy powinniśmy do niej tęsknić i jej urzeczywistnienia oczekiwać? Czy jest to droga do spełnienia naszych marzeń, o życiu szczęśliwym i bezpiecznym.

Z pewnością tak, bo któżby chciał być podporządkowany innemu? Co innego przeciwnie. Być na górze to przyjemność. Ale tam miejsca jest mało. A gdy równi jesteśmy, to nikt nie jest gorszy. To każdy jest niezależny. To każdy może – wszystko! Każdy jest godny! To stan prawdziwie należny człowiekowi.

Więc z równością związane jest pewne oczekiwanie etyczne. W równości ludzie mają tę samą godność. Są w jakby większej albo prawdziwej mierze – ludźmi. Bo być człowiekiem to być człowiekiem – niezależnym. Ten właśnie – ukryty przed bezpośrednią świadomością pogląd – stoi u podstaw naszego pragnienia równości.

Często nie zauważamy, że pewne pierwotne założenia i pierwotne poglądy na najbardziej podstawowe sprawy, skutkują całymi lawinami późniejszych poglądów, postaw, zachowań i zdarzeń między ludźmi. Takim właśnie pierwotnym poglądem jest odpowiedź na pytanie: Co to znaczy być prawdziwie człowiekiem?

Źródła człowieczeństwa zatem upatrujemy w niezależności. W niepodporządkowaniu. W równości ludzi. Dlatego tęsknimy do tych wartości i zasad, dlatego pragniemy równości a w wymiarze politycznym i społecznym demokracji.

Tymczasem pobieżne spojrzenie na realne mechanizmy funkcjonujące w grupach ludzkich wskazuje, iż jest raczej przeciwnie. To hierarchia, czyli podporządkowanie i nierówność, jest kręgosłupem, elementem utrzymującym trwałe ludzkie struktury. W wojsku nie ma równości. W firmie nie ma równości. Na statku nie ma równości. Bo wojsko i firma i statek musi działać.

Równość jawi się tu jako luksus, na który grupy ludzkie mogą sobie pozwolić w bardzo rzadkich chwilach braku zagrożeń lub wymogów. Równość możemy mieć na imprezie u kolegi, na przypadkowych zebraniach i zgromadzeniach, w czasach gdy niewiele od efektów naszego działania zależy.

Czy jest więc nieporozumieniem oczekiwać by w trwałych ludzkich strukturach jak państwo czy partia polityczna, zapanowała równość?

Zwolennicy równości natychmiast wskażą – idąc za lordem Actonem – iż hierarchia deprawuje. Ludzie położeni wyżej wykorzystują swoją pozycję do poszerzania swojej władzy. Struktury zhierarchizowane, oparte na silnym podporządkowaniu są skostniałe i nieefektywne. Mają tendencję do zwykłego deprawowania się.

Jednym z ciekawych przykładów na prześledzenie efektów równości i hierarchii jest historia Kościoła Katolickiego. Organizacja ta założona przez Jezusa z Nazaretu, wpisała w swoją treść równość, jako podstawowe przesłanie. Równi w Kościele są wszyscy wobec Boga. Ale nie tylko. „kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym” – nauczał Jezus.

Kościół stał się jednak instytucją ściśle zhierarchizowaną. Obrzęd obmycia nóg wiernym przez Papieża, trudno traktować jak realizację zalecenia bycia niewolnikiem wszystkich innych. Hierarchia zapewniła Kościołowi trwałość i rozwój. Jego potęga stała się tak wielka, że niemal decydująca w sprawach losów ówczesnej ludzkości Zachodu.

Aż przyszła rewolucja. Bunt. Reformacja. Luter zbuntował się bo jasnym się stało, że hierarcha się popsuła od środka. Władza jaką daje hierarchia doprowadziła do sprzeniewierzenia się podstawowym zasadom dla których owa hierarchia istniała. Kościół zaczął handlować niebem i życiem wiecznym. Ci, którzy głosili, że człowiek nie może służyć Bogu i mamonie, sprzedawali odpusty od grzechów za pieniądze.

I tak oto w praktyce możemy zaobserwować skutki podziału kościoła. Na kościół hierarchiczny i na kościół zorganizowany na zasadzie równości. Jakie różnice i jakie efekty widzimy?

Już po powstaniu Kościoła Demokratycznego (Reformacji), okazał się on o wiele bardziej krwiożerczy aniżeli starsza od niego Hierarchia. Palenie czarownic tak barwnie implementowane w głowach współczesnych ludzi, swoje dzikie apogeum miało właśnie na terenach Reformacji. Katolicka Inkwizycja była w zestawieniu z tym co się działo na terenach Reformacji, przejawem umiaru i rozsądku.

Podobnie zestawić możemy losy ludów Ameryki poddanych panowaniu Katolików i Protestantów. Katolicy, którzy zajęli Amerykę Południową byli zapalczywi i chciwi. Ale byli hamowani przez Hierarchię Katolicką w tym sensie, że uznawali iż ich chciwość i okrucieństwo stoi w sprzeczności z postulatami Chrześcijaństwa. Protestanci zajmujący Amerykę Północną odwrotnie. Nie mieli od razu ambicji podbijania napotkanych ludów. Chcieli jedynie realizacji swoich niewielkich egoistycznych potrzeb: ziemi, przestrzeni. Nie byli jednak w tych egoizmach hamowani bo religia była demokratyczna tj. dostosowana do ich własnych potrzeb. W efekcie rdzenni mieszkańcy Ameryki Południowej podbitej przez Katolików stali się częścią tamtych społeczeństw i dziś ich potomkowie bywają prezydentami tamtych państw. Rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej, zostali wytępieni, wymordowani i zapędzeni do enklaw, w których ich niedobitki wegetują dziś na poboczach cywilizacji.

Po setkach lat od rewolucji w Kościele, Kościół Hierarchiczny gromadzi na swoich spotkaniach miliony młodych ludzi, który modlą się razem. Kościół Równościowy nie ma szans na podobne zgromadzenia. Wykonuje usługi religijne dla swoich topniejących uczestników dostosowując treść przekazów do ich potrzeb.

Idee równości i hierarchii dramatycznie wpływają też na najmniejsze grupy ludzkie, na rodziny. Przez niemal całą historię do czasów dziewiętnastego wieku, rodzina była hierarchią. Hierarchią w której najważniejszy był ojciec, potem była matka, zaś dzieci winne były posłuszeństwo obojgu rodzicom. Dzisiaj ta hierarchia została zniesiona. Żona jest równa mężowi a dzieci są równe rodzicom. Który model jest trwalszy, efektywniejszy? Który daje ludziom więcej szans i sprawia, że więcej z siebie dają? Czy ta zmiana z hierarchii na równość, nie jest przyczyną obserwowanego dzisiaj rozpadu rodziny?

Doświadczenie zatem wskazuje, że zarówno hierarchia jak i równość może się „wyrodzić”. Może stać się mechanizmem niszczącym materię, którą organizuje.

Gdy między ludźmi nie ma z góry określonej hierarchii, wtedy o ich pozycji decyduje bezpośrednia siła. Kiedy nikt nie ma z góry określonego miejsca, wtedy zaczyna o to miejsce walkę, bo wszyscy inni rozpoczną walkę o swoje miejsce. Naturalny świat równości, to nie jest świat pokojowego idyllicznego współistnienia. Naturalny świat równości, to świat wojny wszystkich ze wszystkimi. To dzicz leśnych ostępów, gdzie zwierzę wolne, jest zawsze zagrożone i zawsze musi walczyć.

Naturalny świat hierarchii, to świat pokoju. Świat trwałości i przestrzeni do pracy. A jednak ma on nieusuwalne wady. Tendencję do deprawowania się tych co są w hierarchii wysoko, oraz pozbawianie perspektyw awansu w hierarchii tych co są w niej nisko. W efekcie braku elastyczności tj. pionowego awansu ludzi, oraz deprawacji tych co najwyżej w hierarchii są postawieni, hierarchie obracają się przeciw ludziom i wartościom, co koniec końców, wskutek mechanizmów samoregulacji, prowadzi do rewolucji.

Postawmy zatem na koniec zasadnicze pytania. „Jaka winna być hierarchia by była wartościowa dla ludzi? Jaka musi być równość, by była dla ludzi użyteczna?”

Otóż wydaje się nie od rzeczy, zwrócić swój wzrok w tym momencie, ponownie na Chrześcijaństwo. Jest ono bowiem u swej absolutnej podstawy, ścisłą hierarchią ale jednocześnie równością. Bóg wg. Chrześcijaństwa składa się bowiem z trzech osób. Jednak ta druga jest całkowicie podporządkowana tej pierwszej: ” Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał. (Jan 5,29)”. Ta trzecia pochodzi od dwóch pierwszych.

Chrześcijaństwo jest więc hierarchią. Kościół w czasach, w których wypaczenia są w nim w mniejszości jest hierarchią użyteczną. Co sprawia, że hierarchie są „do wytrzymania”, są „użyteczne dla wszystkich”? Co sprawia, że Bóg to hierarchia ale też równość? Otóż sprawia to miłość. To górnolotne słowo w świecie normalnych ludzkich postaw oznacza jedno: prawdziwą troskę i dbałość o innych. Celem osoby w hierarchii nie jest dobro tej osoby. To właśnie jest mechanizm deprawowania się struktur hierarchicznych. Egoizm. Celem osoby w użytecznej hierarchii jest dobro pozostałych osób. Celem ojca jest zapewnienie bytu rodzinie i wychowania i wsparcia dzieciom. Celem matki jest szczęście i życie jej dzieci oraz dobro męża i trwałość rodziny. Celem dzieci jest duma i radość rodziców. To rzecz jasna postulaty idealne, ale bez nich nie ma żadnej realizacji. Choćby w jakiejś mierze tylko zbliżonej do ideału.

A więc to miłość, zatem nastawienie na dobro pozostałych osób jest warunkiem niezbędnym do tego, aby hierarchia była dobrem dla wszystkich których obejmuje. Jest jednak niezbędny jeszcze jeden warunek. To postulat pionowego awansu w hierarchii. Talenty i zdolności są rozrzucone po ludziach losowo. Zatem nieodwołalne zamknięcie ludzi na pozycjach danych im przez hierarchię, prowadzi do organizmów nieefektywnych. Takie hierarchie w kontakcie z zagrożeniami zewnętrznymi – czy to w postaci innych efektywnych grup ludzkich, czy zdarzeń losowych – przegrywają. Nie wykorzystują bowiem ogromnego potencjału tkwiącego w osobach tworzących hierarchię.

Aby hierarchia była dobrem dla ludzi ją tworzących musi być zatem oparta na zasadzie miłości, zasadzie szukania dobra innych. Aby hierarchia zaś była efektywna, musi posiadać mechanizmy awansu pionowego.

Równość ze swojej strony zagrożona jest najbardziej w zakresie swojej trwałości. Pozostawiona samej sobie, szybko rozpada się w konflikcie lub generuje hierarchię, z tym że hierarchię czystej siły. To najsilniejszy monopolizuje mechanizmy grupy i tworzy hierarchię jawną bądź niejawną. Równość dla swego trwania, wymaga niemal całkowitego ujednolicenia poglądów i myślenia. To dlatego właśnie równość Aten zamordowała najmędrszego z Ateńczyków, bo podważał obowiązujące przekonania. To dlatego Islam jest trwały, pomimo braku hierarchii. To dlatego brak trwałych zasad państw współczesnych, tak zwana polityka otwartego społeczeństwa i wielokulturowości, okazała się drogą donikąd. Równość wymaga dominacji z góry ustalonych poglądów, inaczej rozpada się.

We współczesnym świecie mamy Państwa, które są hierarchiami. Hierarchie te są jawne, jak w przypadku państw realnie autorytarnych, albo niejawne jak w przypadku państw „demokratycznych”. Państwo wymaga hierarchii. Hierarchii trwalszej aniżeli na czas od wyborów do wyborów. Rzeczywistość nie znosi próżni. Wypełnia ją. Tym co widać lub tym czego nie widać.

Ludzie tkwią w zaczadzeniu holywoodzkim snem o równości. Marzą o byciu w pełni człowiekiem to jest byciu niezależnym od innych. Rwą w ten sposób więzi międzyludzkie, skupiają się na sobie, na własnym szczęściu, na swoim egoizmie, na walce z innymi. To dla nich jest teatr równości i demokracji. To na ich użytek wpaja im się, że poczucie godności wynika z niepodporządkowania, bo celem człowieka jest on sam. W takiej atmosferze miłość umiera lub degeneruje się w narcystyczne poszukiwanie doznań i akceptacji. Egoizm rozkwita. Ludzie zwracają się przeciwko ludziom. Dominować zaczyna żądanie narzucenia innym takiego samego myślenia a myślący inaczej stają się wrogami.

Nie bójmy się zatem hierarchii. Chyba, że skupieni jesteśmy na sobie i daliśmy się przekonać, tajemnemu głosowi szepczącemu zza kuli medialnej rzeczywistości, że żyjemy dla siebie. Pamiętajmy jednak, że hierarchia to najpierw obowiązek a nie prawo, że celem każdego jej elementu jest dobro pozostałych, i że „duch tchnie kędy chce”, i dlatego muszą w hierarchii istnieć mechanizmy awansu. Inaczej przychodzi gangrena deprawacji i rozkład rewolucji. Skostniała hierarchia staje się dla życia trumną a nie kręgosłupem. Tę trumnę rozsadzi życie. By od nowa. Budować. Organizować i wznosić się. Ku słońcu. Ku wolności. Ku prawdzie.

źródło: prawica.net

Folwark zwierzęcy - wszystkie zwierzęta są równe…Kluczem do przydatności, albo inaczej mówiąc do bliskości idealnego urządzenia relacji w danej społeczności, jest jak dla mnie stosunek owych modeli do idei wolności, bez której dążenie do prawdy (i jej zgłębianie) jest niemożliwe. Ponieważ prawda jako najwyższa wartość – bez której żaden porządek ani harmonia nie jest na dłuższą metę możliwy – jest nieustannie poddawana manipulacji zarówno w jednym jak i w drugim wydaniu modelu społecznego, to w zależności od tego jaki jest w nich stosunek do wolności, można zasady jakie w nich panują klasyfikować jako bardziej lub mniej pożyteczne (bliższe ideału). Najlepszą syntezę w kwestii relacji nierówność – wolność – równość z jaką się spotkałem sformułował Mikołaj Bierdiajew – Wolność jest przede wszystkim prawem do nierówności. Równość jest przede wszystkim zamachem na wolność. Zatem bliżej ideału jest jak dla mnie hierarchia. Oczywiście obwarowana jedyną równością jaką osobiście uznaję – równości przed SPRAWIEDLIWYM prawem, którego ideał zamyka się w Boskiej woli – 10 przykazaniach… Jako uzupełnienie mojej myśli komentarz który znalazłem pod artykułem. Pisze An z Kan:

„brakuje idei. Chodzi o pokazanie ideologii boskiej lub ludzkiej uzasadniającej istnienie hierarchiiHierarchia jest formą organizacji społecznej. Idea chrześcijańska mówi, że wszyscy jesteśmy równi względem Boga. To jest właśnie podstawa dla chrześcijanina do akceptacji hierarchii jako siły zdolnej do realizacji woli boskiej, a Bóg czuwa nad sprawiedliwością i ewentualne wypaczenia występujące w hierarchii zostaną przez Boga ocenione.

Hierarchia, a tym samym struktura Kościoła Katolickiego jest formą pełnienia obowiązkow wynikających z praw bożych, służbą dla wiernych i pomocą w ich doczesnym życiu. Obmywanie nóg jest symbolem, przypomnieniem tego faktu.

Pochodną ideologii chrześcijaństwa jest równość względem prawa. Stąd wynika założenie i przekonanie, że hierarchia spełni oczekiwania o równości i sprawiedliwości i prawo ogranicza strukturę hierarchiczną, nakłada obowiązki wymuszając odpowiednie zachowanie.

Monarcha jest namaszczany przez dostojników kościelnych i przysięga na Biblię. Jest monarchą z woli bożej. Demokratyczni notable składają przysięgi i przysięgają na Konstytucję. Mają władzę z woli ludu. W wojsku hierarchia pilnuje regulaminu wojskowego. W rodzinie od hierarchii oczekujemy równej i sprawiedliwej miłości.

Aby istniała hierarchia, musi istnieć wiara w równość względem Boga, czy względem prawa, zarowno przez hierarchię jak i warstwy dolne. Nie pomoże zaklinanie „Nie bójmy się zatem hierarchii”. Bez wiary w mechanizmy kontrolujące hierarchię, wiary zarówno od warstwy dolnej, jak i górnej, hierarchia się wali, jest anarchia. Właśnie nawet w dyskusji poruszony problem „równych szans” w sporcie, w nauce, jest też tym, że akceptuje się hierarchię po to, aby niesprawiedliwe dopingi, czy inne łamanie reguł, zostaną dostrzeżone i ukarane. Istnienie więc i trwanie hierarchii wymaga jasnych i akceptowalnych reguł: liderem jest ktoś kto jest w stanie spełnić nałożone na niego obowiązki i spełnia określone kryteria wynikające z obowiązującej ideologii, właśnie o równości i sprawiedliwości.”

Polecam jeszcze materiał filmowy gdzie Pan Sławomir Skiba rozpatruje system hierarchiczny na tle podstawowej komórki narodu – rodziny. Niebezpieczeństwa jakie przyczyniają się do jej rozkładu to przede wszystkim fałszywie pojmowana i wpajana przez zwodnicze lewicowe ideologie „równość”, jako „sprawiedliwość społeczna”. Jest też o redystrybucji dóbr przez państwo, rabunkowej polityce fiskalnej, które są zamachem na własność prywatną, co doprowadza do zubożenia rodziny i deprecjonuje powinność (zdolność) władzy rodzicielskiej do zapewniania bytu rodzinie, oraz podważa jej autorytet, który jest zastępowany przez „państwo opiekuńcze” w ramach tzw. „pomocy społecznej” i „ubezpieczenia społecznego” („gwarantowanego” przez państwo, które w zamian za nikłą szansę „emerytury” gdzieś w przyszłości, już dziś REALNIE pozbawia rodzinę kapitału). Które to państwo rości sobie również prawo do własności nad dziećmi, poprzez coraz wcześniejszy przymus edukacji gdzie dziecku wpajane są „wartości” deprecjonujące władzę rodzicielską, a utrwala się w nim przekonanie że tylko państwo stać na opiekę i wychowanie, oraz że tylko państwo stoi na straży praw dziecka, nie ucząc go jednak obowiązków wobec rodziców i narodu a tylko wobec państwa i jego „prawa”, czyli… Czy dzisiaj istnieje prawdziwa rodzina? jak również – Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. i to: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu.

…Odys

David Ho - Porządek Świata

David Ho – Porządek Świata

podobne: Esej o indoktrynacji. Istotą pełni życia człowieka myślącego jest jego wolność.

oraz: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych

polecam również: Wolnośc a samowola czyli – Goń libertyna!

i to: KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii

a także: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.

cynik9: Dyskretny urok monarchii konstytucyjnej. W 80-tą rocznicę Ermächtigungsgesetz.


Erich von Manstein (24 November 1887 – 9 June 1973)

Ukazało się polskie wydanie wspomnień Ericha von Mansteina,  jednego z najzdolniejszych generałów Wehrmachtu.  Von Manstein zasłynął przede wszystkim  jako autor planu niemieckiej inwazji na Francję oraz z serii sukcesów na froncie wschodnim.  Niekonwencjonalne rozwiązania strategiczne które preferował doprowadziły jednak do szeregu nieporozumień z Hitlerem który na pocz. 1944 odebrał mu dowodzenie czymkolwiek.

Wspomnienia („Żołnierskie Życie”)  pochodzą  z okresu wcześniejszego, obejmującego lata międzywojenne.  Jest to interesująca relacja zawodowego żołnierza, pnącego się po szczeblach kariery wojskowej w okresie republiki Weimarskiej i potem dyktatury Hitlera. Obejmuje koniec WWI, kiedy młody wojskowy służył cesarzowi, poprzez służbę w ochotniczej Reichswehrze w chaosie lat 20-tych, aż po pozycję wysokiego oficera Wehrmachtu tuż przed WWII. Szczególnie interesujące są jego obserwacje z okresu dojścia Hitlera do władzy i pierwszych lat rządów NSDAP.

Są to wydarzenia ogólnie znane – demokratyczne wybory z których NSDAP wychodzi zwycięsko ale bez większości absolutnej, potem seria intryg prowadzących do objęcia przez nią rządów, a następnie szybki demontaż instytucji demokratycznych przy autentycznym aplauzie tłumów. Otwarło to drogę do totalitarnej dyktatury.

Czołową rolę w demontażu pluralizmu politycznego odegrało przyjęcie w marcu 1933 Ermächtigungsgesetz – poprawki do konstytucji weimarskiej dającą rządowi, czyli praktycznie Hitlerowi, uprawnienia stanowienia prawa poza Reichstagiem. Miało to być uprawnienie „czasowe”, tak aby jedynie „oczyścić politycznie i moralnie życie publiczne Niemiec”, jak to ujął.

Okazało się wydarzeniem decydującym.  Przy braku monarchii która działała jako czynnik tonujący i spajający państwo, abdykowanie przez parlament republiki swoich prerogatyw ustawodawczych oznaczało szybki marsz ku totalitaryzmowi. Odtąd prawa ustanawiał dyktator jak chciał, bez jakiejkolwiek kontroli.

Armia przypatrywała się temu z mieszanymi uczuciami,  podkreśla w swoich pamiętnikach Von Manstein.   Ochotnicza na początku Reichswehra kontynuowała tradycje apolitycznej wierności cesarzowi jako głowie państwa, a potem republice.  Kiedy w końcu przysięgę na wierność składano już Hitlerowi bezpośrednio, tym bardziej paraliżowało to wojskowych przy wszelkiej myśli wystąpienia przeciwko dyktatorowi.  Dyktator ponadto cieszył się szerokim poparciem ulicy,  mając za sobą pewne sukcesy gospodarcze i popularność  wyzwoliciela Niemiec spod uznawanych za krzywdzące postanowień traktatu wersalskiego.

Tym niemniej, w odróżnieniu od formowanych od podstaw i całkowicie zdominowanych przez NSDAP marynarki wojennej i lotnictwa, opierający się jeszcze na kadrze cesarskiej Wehrmacht był jedyną siłą w kraju zdolną do położenia kresu dyktaturze w jej wczesnym okresie. Nie tylko wpływy ideologii narodowo – socjalistycznej były tam stosunkowo słabe. Wehrmacht był jedyną formacją zdolną przełamać potencjalny opór broniących dyktatora formacji paramilitarnych partii, jak SA.

Z pamiętników Von Mansteina odnieść można wrażenie że Wehrmachtowi, który zastąpił wcześniejszą Reichswehrę, zabrakło wówczas alternatywnego ośrodka władzy państwowej który mógłby wesprzeć i który byłby przeciwwagą dla ogarniającej wszystko monokultury totalnego reżimu. Takim punktem był w monarchii konstytucyjnej cesarz, władca dziedziczny, symbolizujący ciągłość państwowości i stojący ponad partiami i podziałami politycznymi.   Bez  takiego punktu fokalnego wojskowym wystąpienie przeciwko oficjalnym organom państwa nie mieściło się w głowie.

Wraz ze zniknięciem monarchii ze sceny politycznej zniknęła istotna rękojmia zachowania pewnej miary pluralizmu w państwie.  Ermächtigungsgesetz postawił w tej sytuacji jedynie kropkę nad „i”, wykorzystując demokrację do jej samounicestwienia się, co się nazistom udało błyskawicznie. Droga do nieskrępowanej niczym dyktatury opętanej poczuciem misji jednostki stała otworem.

Okoliczności dojścia NSDAP do władzy,  i tego konsekwencje,  podkreślają jak krucha jest idea demokracji,   szczególnie bez równoległego mechanizmu monarchii konstytucyjnej.  Jej funkcjowanie zależy w znacznej mierze od wychowania i politycznego wyrobienia elit, ich dobrowolnego wyrzeczenia się skrajności,  wreszcie od aktywnego udziału mas w procesie oraz w kontrolowaniu tego procesu –  jako wspólnej wartości – przez wszystkich zainteresowanych.  Warunki te są niezmiernie rzadko spełnione.  Dużo częściej demokratyczne ideały prędzej czy później morfują w mafijną grupę permanentnie rządzącą i realizującą interesy pozakonstytucyjnych grup i lobby, oraz ubezwłasnowolnione masy bez większego wpływu na władzę ani się też z nią nie identyfikujące.

Sygnały fasadowości demokracji i degenerowania się jej  w układ mafijny są różne.  Jednym z nich są groteskowe przemeblowania sceny politycznej ilekroć w nadchodzących wyborach jest coś do ugrania.   Rzeczy takie jak moralność czy integralność stania za określonymi ideałami zastają porzucone.    Liczy się jedynie dostęp do „żłobu” i  miejsce na liście.  Aby go osiągnąć elity nie kryją się z koniunkturalnym powoływaniem kanapowych partyjek,    rzadko niezdolnych przetrwać do kolejnych wyborów.

Innym sygnałem szwankującej demokracji i rosnącego autokratyzmu władzy jest jej wrogi stosunek do idei referendum.  Nie ma jednego argumentu dla którego demokratycznie wyniesiona władza miałaby się obawiać osądu tych którzy ją wybrali.  Przeciwnie,  winna być im wdzięczna za okazję do sprawdzenia się  i nie zapominać że to ona służy wyborcom a nie odwrotnie.   Nawoływania na przykład rządzącej partii  do bojkotowania niedawnego referendum w Warszawie było pożałowania godnym przyznaniem się do moralnego bankructwa,  niezależnie od jego wyniku.   Jeszcze bardziej niefortunny czas okrągłej rocznicy Ermächtigungsgesetz  wybrała na odżegnywanie się od bezpośrednich referendów kanclerz Merkel w Niemczech.  Potwierdza tym mafijny charakter rządzących elit europejskich,  bojących się  jak ognia werdyktu tych których podobno reprezentują.

źródło: dwagrosze.com

…w kultowym polskim serialu „Alternatywy 4” Stanisław Anioł wypowiada taką kwestię: „kolektyw z góry zaakceptuje wszystkie wyniki naszych demokratycznych wyborów… oczywiście jeżeli będą one zgodne z naszymi oczekiwaniami”… nic dodać nic ująć! Tak się właśnie zachowują demokratycznie wybrani reprezentanci narodu w większości tzw. demokratycznych krajów…. Tę tendencję należy uzupełnić o kolejne dwie ważne kwestie… dwa obrazowe cytaty które dopełniają sens istnienia tego „najlepszego ustroju”:

Demokracja ateńska, na którą tak często się powołujecie była obrzydliwa. Pozwalała na odebranie jednostce jej praw, własności a nawet jej wygnanie, jedynie dzięki woli ludu. (Ron Paul)

Demokracja jest najbardziej zawoalowaną formą tyranii. (Andrzej Majewski)

…niczyje prawa ani własność nie są bezpieczne kiedy obraduje demokratyczny rząd walczący o tzw. „równość”, dlatego też demokracja nadaje się jedynie do tego, by ją jakiś Lepper ostatecznie skompromitował i rozwalił demokratycznie. Nie podoba mi się system w którym dwaj pijacy spod budy z piwem mają w demokratycznym głosowaniu dwa razy więcej do powiedzenia niż profesor. (Wojciech Cejrowski)

…obrazek… Odys

rys. Andrzej Mleczko

rys. Andrzej Mleczko

Sejm Wielki i Konstytucja 3 maja. Marian Piłka: Nieodpowiedzialny patriotyzm


Stanisław August z Bożej łaski Król Polski, Wielki Książe Litewski, Ruski, Pruski, Mazowiecki, Żmudzki, Kijowski, Wołyński, Podolski, Podlaski, Inflancki, Smoleński, Siewierski i Czenichowski, wszem wobec i każdemu z osobna do wiadomości podajemy. Sejm ordynaryjny w pierwszy poniedziałek po św. Michale, tj. dnia 6-go miesiąca października tu w Warszawie w tym roku składamy. Sejmikom zaś po województwach, ziemiach i powiatach dzień 18 miesiąca sierpnia naznaczamy.

Wybrani na sejmikach posłowie zaczęli zjeżdżac do Warszawy. Nikt z nich nie przypuszczał, że obrady będą trwac cztery lata. O dawna mądrzy ludzie nawoływali, że czas się wziąc do naprawy Rzeczypospolitej. Lecz dopiero pierwszy rozbiór wstrząsnął umysłami i sumieniami. Ujrzano że słabośc Polski ma swoją przyczynę przede wszystkim w wadach ustrojowych państwa. Oto panorama Rzeczypospolitej, jaką widzieli i przekazywali rodakom Konarski, Staszic i Kołłątaj. Szlachecka anarchia, „Liberum Veto„, słabośc władzy królewskiej, samowola magnacka, nędza i poddaństwo chłopów, wegetacja miast, mała armia.

Olbrzymie ale słabe militarnie państwo polskie istniało w cieniu 200 tysięcznej amii pruskiej, 280 tysięcznej austriackiej i 350 tysięcznej armii rosyjskiej. Polacy mieli wówczas 16 tysięcy żołnierzy (!). Oczywiście ta garstka wojska nie mogła obronic granic gdy doszło do pierwszego rozbioru. W siedem lat po rozbiorze zaistniała lepsza sytuacja dla Polski. Państwa zaborcze znalazły się w przeciwnych obozach. Rosja wojowała z Turcją i Szwecją a była wspomagana przez Austrię. Prusy natomiast wspomagały Szwecję.

Kazimierz Nestor Sapieha Marszałek konfederacji Wielkiego Księstwa Litewskiego - Franz Joseph Pitschmann

Kazimierz Nestor Sapieha Marszałek konfederacji Wielkiego Księstwa Litewskiego – Franz Joseph Pitschmann

Sejm który 6 października 1788 roku zebrał się na zamku w Warszawie uzyskuje większą swobodę do działania. Zawiązano go w konfederację. Oznaczało to że uchwały będą zapadały większością głosów. Marszałkiem konfederacji koronnej zostaje Stanisław Nałęcz Małachowski a konfederacji litewskiej Kazimierz Nestor Sapieha. Jedną z pierwszych uchwał sejmowych (20 października) jest podniesienie ilości wojska do 100 tysięcy. Uchwała zapada wśród olbrzymiego entuzjazmu. Na jednym z następnych posiedzeń poseł Brzesko-Litewski Matuszewicz składa wniosek aby powołac Sejm stały – zawsze gotowy do obrad. Ambasador Carycy (Katarzyny II) protestuje zapowiadając, że zmiana kształtu sejmu będzie naruszeniem Polsko – Rosyjskich umów porozbiorowych. Dyplomacja pruska proponuje Polsce sojusz w imieniu króla Wilhelma II – nie rezygnując przy tym  z dalszych planów rozbiorowych. W tej gorącej atmosferze 19 stycznia 1789 Sejm obala „Radę Nieustającą” – dotychczasowy rząd narzucony Polakom  po Sejmie Rozbiorowym. Dla zasilenia skarbu a przede wszystkim na potrzeby wojska 26 marca 1789 roku ustanowiono 20% podatek od dochodów duchowieństwa, 10 procentowym podatkiem obłożono dochody szlachty. Ważną uchwałą (17 listopada 1789 roku) jest powołanie „Komisji Porządkowych” cywilno-wojskowych. Były to zorganizowane od nowa władze organizacyjne w województwach ziemiach i powiatach.

Marszałek konfederacji Korony Królestwa Polskiego i marszałek Sejmu Czteroletniego Stanisław Małachowski - Józef Peszka

Marszałek konfederacji Korony Królestwa Polskiego i marszałek Sejmu Czteroletniego Stanisław Małachowski – Józef Peszka

Z czasem wyłaniają się w Sejmie trzy główne stronnictwa: „patriotyczne” – które dąży do gruntownej reformy państwa i do usunięcia z Polski wpływów dworu petersburskiego. Filarami stronnictwa są: Ignacy Potocki, Stanisław Małachowski i Hugo Kołłątaj, który choc nie był posłem wywierał duży wpływ na poczynania patriotów. Polityczne dzieła Kołłątaja (Do Stanisława Małachowskiego […] Anonima listów kilka) będą podstawą do opracowania przyszłej konstytucji. Kołłątaj staje też na czele grupy („Kuźnica Kołłątajowska„) pisarzy i polityków którzy swoimi pismami uzasadniają wprowadzenie reform. Przeciwny obóz tworzy „stronnictwo hetmańskie” – z Branickim, Rzewuskim i Szczęsnym Potockim na czele. Głosi ono nienaruszalnośc praw i przywilejów. Szczególnie intensywnie występuje przeciwko wzmocnieniu władzy centralnej zagrażającej pozycji magnatów. Działa w oparciu o dwór Carycy. „Stronnictwo królewskie” (król, brat króla, prymas Michał Poniatowski, kanclerz Jacek Małachowski) działa pomiędzy obiema grupami – dąży do wzmocnienia władzy przy zachowaniu związków z Rosją. Z czasem król i jego stronnicy połączą się ze stronnictwem patriotycznym. W czasie trwania Sejmu zjeżdżają do Warszawy reprezentanci 141 miast aby domagac się uchwalenia większych praw dla mieszczan. Ułożono w tej sprawie „memoriał” i przedłożono Sejmowi podczas sławnej „Czarnej Procesji” 2 grudnia 1789 roku. Szlachta zrozumiała, że dłużej nie będzie mogła trzymac stanu mieszczańskiego z dala od rządów. Mogłoby się to skończyc rewolucją jak parę miesięcy temu we Francji.

Hugon Kołłątaj referendarz wielki litewski od 1786, podkanclerzy koronny od 1791 - Józef Peszka

Hugon Kołłątaj referendarz wielki litewski od 1786, podkanclerzy koronny od 1791 – Józef Peszka

Tymczasem dojrzała sprawa traktatu z Prusami. Król Fryderyk Wilhelm II w punkcie o poręczeniu niepodległości Polski (w którym zobowiązywały się przyjść z pomocą Rzeczypospolitej w razie jej zaatakowania przez Rosję) nadmienia, że zrobi wszystko co okoliczności wskażą i pozwolą (czyli nic). Żąda przy tym włączenia do Prus Gdańska. Rozczarowanie i oburzenie na Sejmie jest wielkie. Prusy wycofują się ze swych żądań a traktat zostaje podpisany 29 marca 1790 . Niedługo i tak okaże się on bezwartościowy. Lecz oto mocarstwa ościenne kończą wojny. Austria odstępuje od wojny z Turcją. Prusy zawierają przymierze z Austrią a Rosja podpisuje pokój ze Szwecją. Już tylko Rosja bije się z Turcją a wkrótce sprawa Polska znów stanie się sprawą centralną.

2 sierpnia 1790 roku wniesiono wreszcie pod obrady projekt konstytucji. Jego głównym autorem jest Ignacy Potocki. Projekt wznieca ostrą polemikę. Szczególnie sprawa rozdawnictwa przez Króla stanowisk urzędniczych i dostojeństw, oraz sprawa elekcji i przyszłości tronu wywołuje liczne zastrzeżenia. Komisji projektowej zalecono poprawki. Główna inicjatywę prawodawczą po Ignacym Potockim przejmuje Król. Sejm obraduje już prawie dwa lata. Aby nie chamowac dalszych prac kadencje poselską przedłużono o dalsze 2 lata i rozpisano dodatkowe wybory. 16 grudnia 1790 roku obrady Sejmu rozpoczęły się w podwójnej obsadzie 359 posłów. 24 marca 1791 roku w uchwalonej „ustawie o sejmikach” pozbawiono prawa wyborczego szlachtę nie posiadającą ziemi i biedotę szlachecką („szlachta gołota”) zależną od magnatów korzystających często z ich głosów na sejmikach, sejmach i elekcjach. 18 kwietnia 1791 w „prawie o miastach” mieszczanie uzyskują szeroki samorząd, własne sądownictwo, prawo zabraniające uwięzienia oskarżonego przed zapadnięciem wyroku sądowego, prawo nabywania dóbr ziemskich, prawo do „nobilitacji szlacheckiej”. Zostają też dopuszczeni choc w ograniczonym zakresie do Sejmu, armii, ministerstw i komisji porządkowych. Przed Świętami Wielkanocnymi sesję zamknięto. Zwolennicy nowej konstytucji postanowili wnieśc ją pod głosowanie zaraz po rozpoczęciu obrad. Nadszedł pamiętny dzień – 3 maja 1791 roku. Marszałek Małachowski przedstawił cele konstytucji. Poseł Suchorzewski protestuje dopatrując się w niej despotyzmu władzy. Posłowie Wołyńscy wnoszą opozycję przeciw „następstwu tronu”. Popiera ich zaledwie kilku posłów – reszta głosuje za konstytucją. Sala wiwatuje: „Wiwat Król! Wiwat Naród! Wiwat Konstytucja!” Zapanował atmosfera święta i radości.

Konstytucja 3maja - Jan Matejko

Konstytucja 3maja – Jan Matejko

„Konstytucja 3 maja” (czyli „Ustawa Rządowa”) zawierała 11 rozdziałów. Pierwszy rozdział głosił, że religia Katolicka jest „religią panującą”, lecz ludziom wszystkich obrządków zapewnia się wolnośc wyznania. W rozdziale drugim szlachcie zagwarantowano wszystkie prawa i przywileje jakie miała dotąd, jednak szlachtę nieosiadłą i czynszową – najbardziej zależną od magnatów – odsunięto od udziału w sejmikach. Szlachectwo miało się odtąd połączyc nie tylko z urodzeniem, ale i z własnością ziemi oraz funkcją społeczną. W rozdziale trzecim mieszczanie otrzymali szerokie przywileje, znane już z „prawa o miastach” – prawo to weszło całe do Konstytucji. Rozdział czwarty głosił pochwałę ludu rolniczego i  wzięcie go pod opiekę prawa. Nie rozwiązywało to drażliwej dla szlachty sprawy chłopskiej, ale jednak zamieszczenie jej w Konstytucji oznaczało początek zmian. Rozdział piąty dotyczący „władzy rządowej” ogłaszał: Rząd składa się z trzech władz. Ustawodawczej – uosobionej w Sejmie, wykonawczej – w rękach Króla i Straży Praw, oraz sądowniczej. W rozdziale szóstym – Sejm czyli najwyższa władza prawodawcza i ustawodawcza dzieli się na izby: Poselską i Senatorską. Sejm jest wybierany co dwa lata i w każdej chwili może byc zwołany. Zostały zniesione „liberum veto” i „konfederacje” a uchwały zapadają większością głosów. Izba poselska uchwala projekty ustaw, senatorska potwierdza je lub zawiesza, ale tylko do następnego sejmu. Było to dalsze ograniczenie dominacji magnackiej. Ponadto uchwalono że Tron Królewski jest dziedziczny w obrębie wybranej dynastii. Następcą zostaje Fryderyk August z dynastii panującej w Saksonii. Zniesiono więc „wolną elekcję”, która przez spory, przekupstwa i zbrojne interwencje osłabiała państwo. W rozdziale siódmym – władzę wykonawczą sprawowac miał Król ze „Strażą Praw” jako radą ministrów. Straży Praw podlegały „Komisje Wielkie” czyli ministerstwa (Spraw zagranicznych, Policji, Wojny, Pieczęci i Skarbu). Za swą działalnośc ministrowie odpowiedzialni byli przed Sejmem. W rozdziale ósmym – władza sądownicza miała należec do zreformowanych Sądów Pierwszej Instancji, od których przysługiwało odwołanie się do Trybunałów. Rozdział dziewiąty dotyczy „Regencji” na wypadek gdyby Król nie mógł sprawowac swoich obowiązków. Rozdział dziesiąty omawiał edukację królewskich dzieci. Muszą byc one wychowywane w poszanowaniu polskich tradycji i praw. Ostatni rozdział Konstytucji głosił że wszyscy obywatele są obrońcami kraju i swobód narodowych a wojsko jest siłą obronną wziętą z ogólnej siły narodu. Konstytucja 3 maja pomimo niedociągnięc była dziełem wielkim. Po wiekach zacofania i słabości uchwalona w niezmiernie trudnych warunkach, nadawała Polsce prawa które mogły ją dźwignąc i ocalic, ale historia potoczyła się inaczej.

Po przyjęciu „Ustawy Rządowej” uchwalono akt „Zaręczenia Wzajemnego” w którym doszło do scalenia Polski i Litwy (wspólne wojsko, rząd i skarb). Wielce zasłużony Hugo Kołłątaj zostaje Podkanclerzem. W wystąpieniu sejmowym  mówi on o dalszych reformach z dziedziny ekonomii, oświaty i prawa. Wreszcie 15 września 1791 roku dochodzi do posiedzenia Sejmu z udziałem przedstawicieli miast. 

Lecz oto 9 stycznia 1792 roku Warszawę obiega wiadomość o zawarciu przez Rosję pokoju z Turcją. Sejm przyspiesza obrady. Dla zasilenia skarbu ogłoszono 24 kwietnia 1792 roku ustawę o sprzedaży królewszczyzn. Chłopom osiadłym w królewszczyznach przyznano szereg ulg. Tymczasem w Petersburgu trzej magnaci: Szczęsny Potocki, Seweryn Rzewuski i Ksawery Branicki w porozumieniu z dworem Katarzyny II organizują w nocy z 18 na 19 maja 1792 roku „Konfederację Targowicką” wymierzoną przeciw zaistniałym zmianom w Polsce. Caryca korzystając z inicjatywy zdrajców występuje zbrojnie. Jej armia wkracza do Polski aby zniszczyc zarazę rewolucyjną. Sejm mobilizuje siły do obrony i zatwierdza ostatnie ustawy. Na sali rozlega się wołanie: „Przestańmy pisac prawa a idźmy ich bronic!”. Nastaje dzień 29 maja 1792 roku – zawieszenia obrad sejmowych. Do głosu teraz dojdą armaty. 

Wieszanie zdrajcow Targowiczan - Norblin Jan Piotr

Wieszanie zdrajcow Targowiczan – Norblin Jan Piotr

Armia koronna stacza kilka bitew. Zwycięża 18 czerwca pod Zieleńcami (w dniu bitwy ustanowiono odznaczenie wojskowe Virtuti Militari), lecz w skutek przewagi przeciwnika wycofuje się. Armią dowodzi Książe Józef Poniatowski. Armia Litewska jest w chaotycznym odwrocie. Jej dowódca Książe  Ludwik Wirtemberski spokrewniony z Cesarzową Rosyjską i Królem Pruskim okazuje się zdrajcą. Obie armie pomimo strat nie są pobite. Stoi także w odwodzie armia rezerwowa. Król jednak nie wierząc w obronę ani zwycięstwo przystępuje do Targowicy. Jako naczelny wódz wydaje wojsku rozkaz zaprzestania działań wojennych. 16 sierpnia 1792 roku walka w obronie Konstytucji zostaje zakończona. Targowiczanie tryumfują przekreślając to wszystko co wolą całego narodu powołane zostało do naprawy ojczyzny a za plecami ich przywódców toczą się już targi o „drugi rozbiór Polski”. 

Jednak dzieło Sejmu Czteroletniego pozostanie w świadomości Polaków. W bramę stuletniej niewoli wejdą z podniesionym czołem, gdyż wbrew zdradzie i przemocy uporządkowali dom ojczysty. Ta świadomośc pomoże im walczyc o wolnośc i zwyciężyc.

Reżyseria, Scenariusz i Komentarz – Edward Pałczyński (video). Polecam również – Jacek Drozd: Konfederacja Barska… przyczyny, przebieg i skutki

Ustrojowe i moralne aspekty Konstytucji nie zmieniają jednak, jednej zasadniczej sprawy, że jej uchwalenie było bezpośrednią przyczyną wojny z Rosja i w konsekwencji upadku państwa. I choć historycy doszukują się różnych zaniedbań, ze strony polskiej, których unikniecie mogłoby poprawić częściowo sytuację, to jednak jest brak dostatecznego dowodu, że państwo z takim potencjałem militarnym i w takim położeniu mogło zostać uratowane, po rzuceniu wyzwania dotychczasowemu gwarantowi istniejącego status quo. Nie ulega więc wątpliwości, że to dzieło Sejmu Czteroletniego doprowadziło do wybuchu wojny do której Polska nie była wystarczająco przygotowana i którą prowadziła w nieudolny sposób. Przegrana zaś w tej wojnie, pomimo późniejszego zrywu powstania kościuszkowskiego, który ratował honor Polaków, doprowadziła do katastrofy rozbiorowej.

Polonia Konstytucja 3 Maja 1791 - Jan Styka

Polonia Konstytucja 3 Maja 1791 – Jan Styka

Powstaje pytanie o sam sens reform tego Sejmu, ich zakres, zwłaszcza charakter polityki zagranicznej i samej Konstytucji ustanawiającej dynastie panującą domu saskiego. Czy warto było podejmować działania, które w takim zakresie, musiały się zakończyć katastrofą państwa. I czy walory ustrojowe samej Konstytucji i jej moralne znaczenie w okresie zaborów są wystarczającym argumentem do tak jednoznacznie pozytywnej i chwalebnej oceny polityki Sejmu Czteroletniego? Czy była możliwość uratowania państwa i dotrwania do epoki napoleońskiej i uzyskania wtedy statusu niepodległego podmiotu konstytuującego ówczesny porządek międzynarodowy? Na to pytanie można odpowiedzieć twierdząco. Polska miała zdecydowane szanse trwania jako państwo podporządkowane Rosji i jednocześnie , jak to było w okresie poprzedzającym Sejm Czteroletni, dynamicznie się rozwijać gospodarczo, demograficznie, społecznie , kulturowo, a jednocześnie powoli porządkując sprawy ustrojowe i administracyjne państwa. Jednocześnie można było szkolić armie, która w dogodnym momencie mogłaby być radykalnie rozbudowana. Doświadczenie okresu stanisławowskiego pokazuje, ze zarówno pacyfikacja polskiej anarchii ustrojowej stopniowo postępowała, jak też wzrastały dochody podatkowe (trzykrotnie w porównaniu z okresem saskim i to pomimo utraty gospodarczo ważnych terytoriów w I rozbiorze).Symbolem rozwoju była Warszawa, której liczba mieszkańców wzrosła z 30 tyś w u kresu panowania saskiego, do 100 tyś w przededniu zwołania tego Sejmu. Polska ówczesna rozwijała się nie tylko dynamicznie, ale ten dynamizm miał cechy trwałości. Za 10-15lat wewnętrzne siły Rzeczpospolitej byłby nieporównywalnie większe, niż w omawianym okresie. Był to czas bowiem odbudowy wewnętrznych sił i podstawowym zadaniem politycznym ówczesnego państwa było zapewnienie bezpieczeństwa tym ozdrowieńczym procesom. Oczywiście te procesy byłby znaczniej bardziej dynamiczne przy innym, bardziej sprawnym ustroju. Ale tu postulat reformy ustrojowej zderzał się z postulatem zabezpieczenia wewnętrznego rozwoju i w konsekwencji trwania państwa.

Oczywiście to zderzenie nie musiało być totalne i zasadnicze. Wybuch wojny rosyjsko-tureckiej i konflikt prusko-austriacki tworzył znakomitą koniunkturę międzynarodową dla sprawy polskiej. Ta sytuacja dawała możliwość znacznego posunięcia sprawy polskiej do przodu bez narażania jej na rosyjskie retorsje i groźbę zagłady państwa. Ale jak każda koniunktura, ta także miała wszelkie cechy przejściowości. Przede wszystkim wszystkie reformy powinny być prowadzone w ramach poszanowania zasadniczego interesu rosyjskiego utrzymania Rzeczpospolitej w zasięgu rosyjskiej dominacji. To prawda, że Rosja nie chciała zasadniczych zmian ustrojowych, ale w ówczesnej sytuacji byłaby zmuszona do zaakceptowania reform częściowych usprawniających administracje państwa i powiększenia armii. Natomiast nie do zaakceptowania dla niej była zwłaszcza kwestia sojuszu pruskiego, wyjmująca Polskę z rosyjskiej strefy wpływu i kwestia dziedziczności tronu w dynastii saskiej. Także niepoważna i wyzywająca dla Rosji retoryka doby tego Sejmu tworzyła silne antypolskie emocje w Petersburgu. Dlatego wykorzystanie tej koniunktury było celem zarówno obozu królewskiego, jak i stronnictwa patriotycznego. Król Poniatowski , inteligentny, ale bez charakteru, był świadomy zagrożeń dla polskiej państwowości. Natomiast stronnictwo patriotyczne składające się w znacznej mierze z młodych „dwudziestopięcioletnich Solonów’ , było wyrazem przemian pokoleniowych epoki stanisławowskiej i odrodzenia patriotyzmu wśród pokolenia wychowanego w dobie prób naprawy państwa. Było to pokolenie bardzo patriotyczne, ale bez dostatecznej wiedzy, zwłaszcza w zakresie polityki zagranicznej, skłonne do emocji, zachowań często nieprzemyślanych, mało realistycznych i radykalnych. Cały zaś Sejm Czteroletni charakteryzowało straszliwe gadulstwo, które uniemożliwiało szybkie podejmowanie decyzji i tym samym stratę czasu. Sama Konstytucja została dopiero uchwalona gdy kończył się okres koniunktury międzynarodowej i nie dawał wielkich szans na międzynarodową akcję w celu wymuszenia na Rosji akceptacji dokonanych zmian.

Konstytucja 3 maja 1791 roku - Ustawa Rządowa

Konstytucja 3 maja 1791 roku – Ustawa Rządowa

Ale zasadniczy błąd twórców Konstytucji i sojuszu pruskiego, polegał na niedocenieniu antypolskiego interesu Prus w uzyskaniu części polskiego terytorium. Polityka Prus była obliczona na osiągniecie tego celu najpierw w porozumieniu z Polska, a po fiasku tej polityki, na porozumieniu z Rosja i kolejnym rozbiorze. Polityka Prus odegrała zasadniczą rolę w budowaniu antyrosyjskiej ,w skutkach, polityki Sejmu Czteroletniego i w konsekwencji doprowadziła nie tylko do izolacji Polski, ale i tragicznej w skutkach wojny z Rosja. Sojusz z Prusami w momencie próby okazał się mniej warty niż papier na którym był spisany…

…w obozie patriotycznym dominowali młodzi, zapaleni patrioci, ale bez wystarczającej wiedzy i doświadczenia. Także przywódcy tego obozu nie dysponowali często tymi walorami. W tym obozie wiara w powodzenie własnych patriotycznych aspiracji sąsiadowała z naiwnością oceny intencji i interesów poszczególnych państw i często niezrozumienia konsekwencji poszczególnych wydarzeń. Radykalizm działań, a zwłaszcza słów, przesłaniał bowiem zdolność prowadzenia skutecznej i realistycznej polityki. W tym sensie, ten obóz nie był dostatecznie przygotowany do najbardziej efektywnego wykorzystania ówczesnej koniunktury, bez narażenia istnienia państwowości.”…

Ostatni fragment pozwoliłem sobie pogrubić, ponieważ w moim mniemaniu jest to wniosek do bólu logiczny i trafny jak kop w zad… W ogóle cały tekst jest dobry. Temat potraktowany z zimną kalkulacją, racjonalnie, logicznie i bez łzawej i buńczucznej „bohaterszczyzny” – z perspektywy polskiej racji stanu…  Takiego Piłkę mogę czytać codziennie. Polecam lekturę całości tu: prawicarzeczypospolitej.org

Rzecz jasna – to że chcieliśmy uporządkować swój dom i wziąć się za siebie nie było samo w sobie złe (niby dlaczego? 🙂 )…ale! Z oczywistych powodów zaborcy nie mogli nam na to pozwolić, więc z całą pewnością Konstytucja 3 maja był to argument (pretekst) dla zaborców do działania na rzecz dobicia konającego, więc w tym sensie Konstytucja przyspieszyła naszą zgubę… Czy można było zreformować kraj w tajemnicy przed zaborcami? W taki sposób żeby ich nie niepokoić i nie „prowokować” do ostatecznych rozwiązań? Tego nikt nie może ani wykluczyć ani potwierdzić, bo historia potoczyła się inaczej. Ziarno patriotyzmu zostało zasiane i wiele umysłów zostało nim dotknięte. Problem w tym, czy wytrzymalibyśmy ze swoimi intencjami do odpowiedniej chwili. Osobiście uważam, że w tamtym czasie priorytetem było przetrwać (utrzymać państwowość) by móc w przyszłości (w dogodnym czasie) uderzyć. Wtedy może nie czcilibyśmy tylu „pięknych porażek” a jedno wymęczone, wypracowane i zasłużone zwycięstwo. Jednak zastanawianie się dziś nad tym „co by było gdyby” jest pozbawione sensu, a snucie alternatywnych wersji historii jest nieracjonalne. Jedna zdrada mogłaby położyć cały nasz misterny plan, tak jak jedna iskra mogłaby skierować przeciwko sobie naszych zaborców, dając nam doskonałą okazję do zrzucenia jarzma. Nikt wtedy nie wiedział że pojawi się Napoleon Bonaparte 🙂 bo gdyby wiedział (Państwo rozumieją absurdalność takich dywagacji?)…

Pamiętajmy jednak że to nie „wina” Konstytucji że zostaliśmy „rozebrani” bo zrobili to zaborcy, zaś sama Konstytucja, jak i reforma kraju była spóźniona i to sporo. Czy można było poczekać na lepszy moment? Można było. Czy nadszedłby taki moment? Nie wiem. Wiem tylko że w 120 lat później podczas gdy zaborcy chwycili się za łby wykorzystaliśmy sytuację na wybicie się na niepodległość. Taka jest historia, że co raz się stało to już się nie odstanie.

…Odys

podobne: Targowiczanin herbu „Ciołek” i jego naśladowcy herbu „euro”

polecam również: Lot orła, oraz: Czekoladowy „ożeu… i morze”. Co takiego „świętujemy” 2-go maja?

Melancholia. Prolog. Widzenie. - Jacek Malczewski

Melancholia. Prolog. Widzenie. – Jacek Malczewski