Komisja Edukacji Narodowej oraz Dekret Kasacyjny czyli o konieczności rozbiorów Polski w imię postępu, o „bohaterach” z polskich podręczników („oświeconych” rabusiach), oraz o „narodowym potencjale” (elitach)


Alegoria I rozbioru Polski, kolorowana rycina z 1773 r. (drugi z lewej król Stanisław August Poniatowski)

„Dziesięć lat po trzecim rozbiorze Polski, 22 września 1805 r., Hugo Kołłątaj napisał bardzo ciekawy list do Tadeusza Czackiego. Jest on w zasadzie mową pochwalną na cześć Aleksandra I i jego szczodrobliwego ukazu z 1803 r. (do którego wydania walnie przyczynił się książę Adam Jerzy Czartoryski, kurator okręgu wileńskiego, prawa ręka cara w dziedzinie edukacji na Litwie), przywracającego Uniwersytetowi Wileńskiemu część jego pierwotnej nazwy1, zatwierdzającego „układ nauk dla guberni wołyńskiej”, którego polscy poddani JM Aleksandra I „rządali dla swego potomstwa”2, i nadającego Uniwersytetowi Wileńskiemu szeroką autonomię, z czym wiązać się musiały również wysokie dotacje, w tym również autonomię posługiwania się językiem polskim. Uniwersytet Wileński okazał się największym i najsilniejszym ośrodkiem edukacyjnym w całej dziewiętnastowiecznej Rosji. Zarazem „układ nauk” był tryumfem samego Kołłątaja. Czartoryscy albowiem, zarówno ojciec (Adam Kazimierz) jak i syn (Adam Jerzy), przyjęli jako swój własny oświeceniowy, racjonalistyczny program zrealizowany przez Kołłątaja w Akademii Krakowskiej. Polegał on na wyniesieniu na plan pierwszy matematyki, fizyki, medycyny, nauk politycznych, literatury i sztuk pięknych, i, co najważniejsze, zmarginalizowaniu tzw. metafizyki, czyli scholastycznej filozofii bytu („arystotelizmu chrześcijańskiego”)3, odseparowaniu jej od teologii, która odtąd miała być „nauką moralną” zmieniającą się powoli w deizm, a dokładniej w ideologię fizyczno-moralną, o której gęsto pisał Kołłątaj w swoich pismach teoretycznych. Deizm i fizjokratyzm albowiem miał być, w czasach stanisławowskich, a także u zarania wieku dziewiętnastego, najwłaściwszym spadkobiercą racjonalizmu klasycznego (arystotelesowskiego). Innymi słowy Czartoryski zapożyczył od Kołłątaja „utrwalanie tradycji naukowych i narodowych” oraz „niechęć do sposobu uprawiania nauki przez jezuitów”…

…od Massalskiego do Kołłątaja i Staszica aktywiści KEN chcą promować jeden historyczny dogmat: Jezuici byli nie tylko zarzewiem zacofania, ale, co więcej, ich szkoły ponoszą winę za upadek moralności narodu szlacheckiego i pierwszy rozbiór Polski. Jezuici doprowadzili do pierwszego rozbioru Polski.

Dzisiejszy stan historycznych badań nad edukacją Jezuicką owego czasu wskazuje,10 iż bardzo łagodnym jest osąd powyższych twierdzeń jako „przesadnych i niesprawiedliwych”.11 Są one po prostu brutalną, kłamliwą propagandą. Na okazję innego tekstu należy zostawić rozważania, czy Massalski, Kołłątaj, Staszic et consortes szczerze wierzyli w owe konfabulacje, czy i do jakiego stopnia wynikały one z ich niewiedzy, czy może raczej wynikały z ich hipokryzji i mentalności mafijnej. Teraz dość powiedzieć, że Massalski czerpał całymi garściami z mienia pojezuickiego, zarazem był jednym z zaufanych agentów ambasadora Katyrzyny II, Otto Magnusa von Stackelberga (będącego pierwszym „syndykiem” Rzeczypospolitej, scenarzystą Sejmu Rozbiorowego [1773-1776] i dozorcą króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, komunikującego mu decyzje carycy, zarazem głównym inicjatorem KEN), że Kołłątaj wiedział o nieustannej rywalizacji między Akademią Krakowską a Jezuitami, których inicjatywy krakowscy akademicy ciągle utrącali i bez wahania podpiął się pod układ krakowski.12 Zaś Staszic bezpiecznie, w zaciszu włości Andrzeja Zamoyskiego, snuł na jego zamówienie swoją łopatologię…” (szkolanawigatorow.plKomisja Edukacji Narodowej, Hugo Kołłątaj i Stanisław Staszic. Czyli fizjokracja na dwu skibach. Cz. I)

„…Jak tłumaczy Jobert, Massalski przeszedł na salonach paryskich intensywne szkolenie w duchu nowej ideologii fizjokratycznej. Fizjokratyzm, lub fizjokracja, był siostrzanym wobec encyklopedyzmu programem, na pół ekonomicznym na pół filozoficznym, wypływającym z tego samego co on źródła, mianowicie z newtonowskiego deizmu. Massalscy należeli do tego samego co Poniatowscy obozu Familii, jednocześnie, sam Ignacy Massalski, nie przepuszczał okazji do podkopywania pozycji swoich sojuszników Czartoryskich, denuncjując ich reformatorskie zapędy przed Katarzyną II, i samego Stanisława Augusta. Już jako Biskup wileński, w czasie konfederacji barskiej, Ignacy Massalski podburzał wiernych przeciw królowi. Próbował nawet zająć jego miejsce w planach Katarzyny II wobec Polski. Do tego celu używał swoich znajomości z francuskimi fizjokratami. Jeden z nich albowiem, Pierre-Paul Lemercier de La Rivière był zarazem gościem na dworze petersburskim, zaproszonym przez samą carycę, a także autorem pamfletu napisanego jakby na zamówienie Massalskiego, L’Interet commun Polonais, w czasie jego kolejnej wizyty w Paryżu. Swoją naukę fizjokracji pobierał Massalski u samego Victora de Riqueti, markiza de Mirabeau, głównego propagatora idei, ucznia i przyjaciela samego twórcy fizjokratyzmu, François Quesnay’a, przynajmniej powszechnie uznawanego za fundatora tej idei. Zainspirowany tytułem dzieła Mirabeau, Massalski kazał mianować się, za czasów swej świetności, „Przyjacielem ludzkości”. Dla potrzeb swych poufnych misji na dworze warszawskim i petersburskim Massalski sprowadził na Litwę Ks. Mikołaja Baudeau, który oficjalnie miał zajmować się nauczaniem fizjokratyzmu.1
Czym był fizjokratyzm? Jako program ekonomiczny stworzony, według oficjalnej wersji, przez Francois Quesnay’a, najpierw lekarza markizy de Pompadour, faworyty Ludwika XV, a następnie samego monarchy, zawierał on już w sobie posiew deizmu i związanej z nim „naturalnej” soteriologii. Obiecywał on budowę idealnego społeczeństwa opartego na zasadach naturalnego rozumu. Scholastyczne pojęcie prawa naturalnego zamienił w racjonalistyczne prawo natury, a w zasadzie w jej władzę. Fizjokaracja oznacza bowiem „władzę natury”, co w świetle idei Newtona i Condillaca wskazuje na przewidywalną dla nauk przyrodniczych i społecznych, acz nieubłaganą, władzę deterministycznych sił przyrody i historii…” (źródło: Komisja Edukacji Narodowej, Hugo Kołłątaj i Stanisław Staszic. Czyli fizjokracja na dwu skibach. Cz. III)

podobne: Czas odkrywa prawdę (historii) czyli… ile jest wiedzy w wykształceniu i po co nam uniwersytet? oraz: O chemii i alchemii czyli o praktyczności nauk tajemnych w prowadzeniu wojny i kontroli nad surowcami strategicznymi (z informacją włącznie). Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią. Metale ziem rzadkich.

„…polskie opracowania historyczne, od Staszica po Konecznego, opisują KEN jako jedyny pozytywny owoc owej katastrofy dziejowej, wielkie szczęście w ogromnym nieszczęściu, zbawienie narodu, które wydobyło Polskę z zapaści sarmackiej i jezuickiego obskurantyzmu. Żeby zrozumieć naturę tego przedsięwzięcia należy naszkicować sytuację, w której Komisja weszła na areną historii. Sejm rozbiorowy zwołany został na 19 kwietnia 1773 r. Zaś 10 sierpnia tego roku w Polsce została ogłoszona kasata Jezuitów, o możliwości której zapewne zaufani z różnych zakątków Europy donosili zainteresowanym, być może nawet z samej Stolicy Apostolskiej. 14 października 1773 r. powołano na wniosek Stackelberga Komisję Edukacji Narodowej, która jako pierwsza w Europie, jeśli nie w świecie, centralna, państwowa instytucja edukacyjna, miała przejąć majątek rozwiązanego zakonu. Na drodze tym intencjom stanęły zabiegi sejmowego marszałka Adama Ponińskiego, sowicie opłacanego przez kolejnych ambasadorów rosyjskich, który dążył do uchwalenia tzw. emfiteuzy, sprzedaży dóbr pojezuickich szlachcie rodowej „z obowiązkiem wnoszenia do skarbu państwa przewidzianej sumy od dochodu”.1 „Wobec niepowodzenia tej koncepcji (…) Poniński usiłował nie dopuścić do powstania organu, który stałby się spadkobiercą substancji pojezuickiej, tj. KEN. Gdy 14 października 1773 uchwalono jej ustawę konstytucyjną, marszałek zdołał odwlec przejęcie przez Komisję pojezuickiego majątku do czasu jego dokładnego zlustrowania.”2
Zabiegi te miały na celu stworzenia dogodnej sytuacji do rabunku pojezuickiego mienia. Co ciekawe Stackelberg nie interweniował, mimo iż Komisja Edukacji Narodowej była jego dzieckiem. Dał Ponińskiemu wolną rękę. Najwyraźniej był on spokojny o jej dalszy los. Zatem słynny ambasador podchodził do sprawy polskiej „profesjonalnie” i gotów był przyglądać się z ukontentowaniem, jak jego „dzieci” sekują się wzajemnie, zarazem grzebiąc Rzeczpospolitą w mroku intryg. Po to wydawał owe „dzieci” na świat.
Komisje administracyjne sejmu rozbiorowego (edukacyjna i lustracyjna, następnie rozdawnicza, litewska i koronna) posłużyły jako rabusie i paserzy upłynniający mienie pojezuickie. Ambroise Jobert, francuski historyk, autorytet w sprawia KEN, pisze w pierwszej kolejności o spontanicznym skoku tłumu chciwców na majątek jezuicki przez:

Marszałkowie konfederacji mieli wyznaczyć lustratorów; Adam Poniński postarał się jak najszybciej wykorzystać tę prerogatywę. (…) Jedynie inwentarz pozwoliłby poznać wielkość dóbr pozostałych po zakonie. Massalski (inny człowiek Stackelberga, Biskup wileński, gorący orędownik KEN, wkrótce jej pierwszy przewodniczący i beneficjent – W. G.), czy ludzie z jego otoczenia, mówili nawet o dziewięciu milionach złp dochodu. Lustratorowie prowadzili dalej w sposób zorganizowany rabunek (…) wierzyciele Towarzystwa, spadkobiercy jego dobroczyńców, tysiące osób, zgłaszających mniej lub bardziej uzasadnione pretensje, rzuciły się na dobra, położyły rękę na zbiorach.3…”

źródło: szkolanawigatorow.pl – Komisja Edukacji Narodowej, Hugo Kołłątaj i Stanisław Staszic. Czyli fizjokracja na dwu skibach. Cz. II

podobne: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”

„Jako podkanclerz koronny (od 1791 roku) i kawaler Orła Białego, Kołłątaj wzmocnił swą pozycję w sejmie i rządzie, sprawując między innymi pieczę nad miastami, w których wprowadzał przepisy prawa o miastach z 1791 roku, a także przewodniczył Deputacji do Sprawy Żydowskiej, uzgadniającej interesy chrześcijańskiej i żydowskiej ludności miast. Kierował również kodyfikacją prawa karnego i cywilnego, jednocześnie dążąc do poszerzenia zakresu „łagodnej rewolucji” i ożywiając powstanie „konstytucji ekonomicznej”, „konstytucji politycznej”, a w późniejszym czasie „konstytucji moralnej”, związanej z kodyfikacją prawa sądowego w formie tzw. Kodeksu Stanisława Augusta. Prowadząc tak ważną działalność i dysponując bardzo szerokimi kompetencjami, Hugo Kołłątaj pełnił w tym czasie de facto funkcję premiera… 

…No i tu powoli zbliżamy się do rozstrzygnięcia kwestii najważniejszych, o których nas w szkołach nie uczą…

…Otóż „nasz premier” zmartwiony wysychającym źródłem grabieży jezuickich skarbów, stwierdził, że najprostsze i przećwiczone schematy są najbardziej efektywne. Ograbi się zakony i kościoły, księży przejmie się na państwowy garnuszek i będzie ich można zwolnić, jeśli nie będą nadawać treści zgodnej z listami pasterskimi pana premiera. Czyż nie genialne?!

Wiedząc, że te pomysły wzbudzą w Rzymie wzburzenie, troszczący się o dalsze losy kraju patrioci, powtarzali często – Polsko Twa zguba w Rzymie.

Teraz spróbujmy spojrzeć na rzecz całą oczami papieża. Banda diabłów odzianych w sutanny chce zdemontować kościół w obecnej postaci i przeprowadzić rewolucję. Z jego punktu widzenia decyzja jest jasna. Nie można na to pozwolić, tym bardziej, że papież wie z raportów nuncjusza z jaką nadgorliwością przeprowadzano jezuicką kasatę w Polsce.

Genialność planu, który Kołłątaj chciał wcielić w życie jest eksploatowana do dziś, bo do dziś zarzuca się papieżowi, że pomógł w III rozbiorze Polski, a nie pomógł polskim księżom patriotom.

A my? Kogo my w tym momencie mamy potępić, a komu przyznać rację? Takie pytanie na niedzielę…

Chyba najłatwiej zdać się na Opatrzność. A Opatrzność wolała jednak zabory, niż Polskę urządzaną przez premiera Kołłątaja…” (betacool, całość tu: szkolanawigatorów.pl – Biznes plan pana premiera. Oświeceniowe Las Vegas)

podobne: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” oraz:  O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością

Jeśli ktoś myśli że Papież błogosławił Polsce tylko wtedy kiedy własny interes w tym widział to polecam lekturę, i namysł nad tym jak się mają etatystyczne normy oświeceniowe zwane postępem do średniowiecznych „zabobonów” stojących na straży prawa własności:

„…Aleksander (III) biskup, sługa sług bożych, kochanemu synowi. Szlachetnemu mężowi, Kazimierzowi, księciu Polski pozdrowienia i apostolskie błogosławieństwo.

Ze strony twej wielkości doniesiono nam, że za radą arcybiskupa i biskupów Polski i książąt ziemi usunąłeś pewne nadużycia i zwyczajowe krzywdy od kościołów o osób kościelnych, postanawiając, by dobra zmarłych biskupów na przyszłość nie były konfiskowane. Postanowiono też, że kto by ręce wyciągnął po dobra zmarłego biskupa, ma być związany węzłem klątwy, ani też żaden z łupieżców nie ma zając miejsca po zmarłym biskupie, zanim osiągnie dobrodziejstwo rozgrzeszenia, po zwróceniu rzeczy zabranych lub dokonaniu odpowiedniego ich oszacowania.

Zwyczaj zaś, jaki był zachowywany dla książąt ziemi, mianowicie iż gdziekolwiek dostojnie podróżowali, najeżdżali ludzi biednych i wypróżniali ich stodoły, a gdy trafiła się niekiedy jaka sprawa do załatwienia między oddalonymi od siebie, wtedy niecni posłańcy, rozjeżdżając się, albo wycieńczali, albo zupełnie wyniszczali zabrane komubądź konie, naprawiłeś za rada mężów duchownych i świeckich.

Zatem ponieważ żądasz, abyśmy rozporządzenie to sprawiedliwe zarazem i chwalebne powagą naszą potwierdzili, my przychylając się do twoich słusznych żądań rozporządzenie powyższe, tak jak ono się zawiera w autentycznym piśmie na to wystawionym, zatwierdzamy apostolską powagą i ubezpieczamy gwarancją niniejszego pisma, zabraniając pod grozą klątwy, by go nikt nie śmiał z jakiego bądź powodu naruszyć. Dan w Tusculanum, 28 marca (1181)” (szkolanawigatorow.pl – Akt łęczycki z roku 1180. Bulla papieża Aleksandra III)

podobne: Sprawiedliwość kontra chciwość czyli miłe (złego) początki prawa własności (na Synodzie Łęczyckim), oraz lichwiarskie fałszerstwa Żydów (w przywileju Bolesława Pobożnego) oraz: Plankt na śmierć Bolesława Chrobrego. Święci i sprawiedliwi: królewicz Kazimierz Jagiellończyk i Joanna d’Arc (Kaczmarskiego)  i to: Styczeń 1863 w służbie Piusa IX (Ostatni Krzyżowiec) oraz proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wieczność kontra pogoń za sensacją

„…Koniec życia Kołłątaj przeżył w samotności i kompletnym opuszczeniu. Ta jego wyjątkowość polegała na tym, że miał w sobie tyle zła najwyższej próby, że w jego czasach nie było jeszcze takiej osoby na świecie, która ową jakość byłaby w stanie wykorzystać i docenić. Ale Hugon zrobił wszystko, by w przyszłości świat dojrzał do twórczego wykorzystywania takich ludzi jak on.

Tokarz w swej bardzo wyważonej w ocenach pracy, tak opisuje sposób działania Hugona Kołłątaja:

„Taktyka (…) polegała na tym, że udawał on z początku, wbrew silnemu przeświadczeniu o swej istotnej wartości, człowieka, oddającego się najzupełniej wpływowi swojego protektora, pozyskiwał w ten sposób jego zaufanie i stopniowo, dzięki swej pracowitości, którą zwykle przewyższał protektora, dzięki swej przewadze umysłowej, swej ruchliwości i wreszcie systematyczności działania, zdobywał sobie stanowisko takie, że nie można było już obejść się bez niego, a wtedy występował już niezależniej (…)”…

…W oparciu o tę taktykę i sztuczki ze skrywaniem i odkrywaniem tego, co w danym momencie należy, H.K. początkowo był stronnikiem króla. Dostał tytuł podkanclerzego, ale „mdlał i płakał, kiedy mu Król oddanie pieczęci spaźniał” – pisze Lisowki. Po uchwaleniu konstytucji robi się gorąco. Interwencja Moskwy grozi tym, że Kołłątaj straci tytuł i wszelkie własności ziemskie. Na co Lisowski słyszy taką kwestię:

– Ja chudy pachołek dogrzebawszy się urzędu nie mogę wypuszczać z rąk całego swojego losu.

H.K proponuje więc swoim kolegom patriotom, że przystąpi do Targowicy, żeby w razie czego bronić ich od prześladowań ze strony konfederatów i Moskwy.

Pomysł umówmy się błyskotliwy, ale chyba pojawił się zbyt późno, bo Kołłątaj traci i tytuł i swe posiadłości. Ucieka do Drezna i tu staje się ponownie patriotycznym spiskowcem, z coraz większym wpływem wywieranym na Kościuszkę. Hugon przygotowuje powstanie i akt powstania, w którym znajdą się takie słowa: „postradawszy Ojczyznę, a z nią używanie najświętszych praw wolności, bezpieczeństwa, własności, tak osób jako i majątków naszych”.

Linowski pisze, że jedyną osobą, której zabrano jakąś własność, był Kołłątaj, więc przynajmniej wiadomo, kto napisał akt powstania.

Nie przesadzajmy jednak z mocą naszych sądów. Przecież Hugon nie wywołał powstania, żeby odebrać swój majątek.

Może i nie, ale wiemy że do wybuchu powstania bardzo mu się spieszyło…” (betacool, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Kuźnica złotych talentów)

podobne: Targowiczanin herbu „Ciołek” i jego naśladowcy herbu „euro”. Milczące psy Katarzyny II oraz: Jacek Drozd: Konfederacja Barska… przyczyny, przebieg i skutki

„…tak zwane narracje patriotyczne są w istocie narracjami sprzyjającymi polityce niemieckiej w Europie środkowej…

…Ponieważ wszyscy doskonale wiemy czym się kończy napuszczanie Polski na Niemcy, zadeklarowałem w tej rozmowie z miejsca teoretyczną chęć przyłączenia się do cesarstwa. Zaraz jednak się z tego wycofałem. Z dwóch powodów. Cesarstwo nigdy nie było w Europie siłą przemożną. Ono także dostawało gwarancje i miało swoje, poważne bardzo problemy, a doktryna państwa realizowana była o tyle, o ile. To rzecz pierwsza. Drugi zaś powód jest taki, że cesarstwu nie zależy na przyłączeniu całej Polski. To jest jasne. Wtedy bowiem zyskuje ono taki potencjał, że staje się natychmiast celem ataku sił odeń znacznie potężniejszych. Jeśli zaś urośnie w siłę po cichu i za zgodą niektórych graczy, musi się gotować na długotrwałą wojnę napastniczą. Dlatego właśnie polityka Niemiec, to polityka dążąca do wytyczania nowych granic w Europie, z zachowaniem tej jednej nienaruszalnej granicy, jaką jest wschodnia granica cesarstwa. Wszelkie więc gawędy Donalda Tuska i Lecha Wałęsy o stworzeniu wspólnego z Niemcami państwa są ściemnianiem oszustów prowadzącym do kolejnego podziału Europy środkowej. Tego podziału nie da się dokonać przy całkowitej jedności kulturowej Polski, a więc dążyć trzeba do sprowadzenia tu elementu obcego, a także do zdewastowania rodzin i Kościoła.

Ktoś powie, że w takim razie może Rosja? Jeśli nie Piłsudski to może Dmowski? Nie ma innej Rosji poza bolszewicką i nigdy już nie będzie, trzeba to sobie powiedzieć jasno, a komunikaty płynące znad Newy w oczywisty sposób obnażają płytkości i powierzchowność tamtejszej doktryny…

Katastrofa I RP nastąpiła wówczas, gdy doktryna państwa została oderwana od doktryny Kościoła. To zaś możliwe było dzięki kasacie jezuitów, a także dzięki działalności jakobinów takich jak Kołłątaj, którzy grabili pojezuicki majątek. Pomysł, by tę próbę generalną zamienić w spektakl prawdziwy, czyli okraść cały Kościół w Polsce i zamienić kraj w jakobińską republikę, narodził się szybko i został przez wielu podchwycony z entuzjazmem. Ludzi zaś, którzy program ów realizowali nazywamy dziś patriotami, choć powinniśmy nazywać ich zdrajcami. Dlaczego? Bo usunęli mieszkańcom I RP grunt spod nóg, uznali, że podstawa doktrynalna istnienia państwa jest nieważna, że najważniejsze są dodatki, czyli skarb i wojsko. Taka nowoczesność w domu i zagrodzie, którą w dzisiejszych okolicznościach ćwiczymy także. Konkrety panie, liczą się konkrety i nic poza tym. Ile papież ma dywizji i różne takie. Powtórzmy więc jeszcze raz – dopóki Polacy sami nie zakwestionowali własności na swoim terenie rozbiory były bardzo trudne do przeprowadzenia, a przede wszystkim do uzasadnienia. No, ale znaleźli się, jak zawsze zresztą, ludzie gotowi do podsunięcia wrogom takich uzasadnień. I ich dziś czcimy. Ktoś powie, że wybór był tylko pomiędzy Targowicą a Kołłątajem, to nie jest prawda. Zważywszy na fakt, że to Kołłątaj namawiał króla do przystąpienia do konfederacji.

Noch ein mal więc – wszelkie zamachy na własność kończą się katastrofą państwa. Polityka cesarstwa dąży zawsze do rozdrobnienia Europy środkowej, a Rosja jest marionetką w rękach organizacji globalnych. Na tak zarysowanym tle Polska powinna prowadzić swoją politykę. No, ale do tego potrzebni są politycy. Tych zaś nie ma…” (coryllus, całość tu: szkolanawigatorow.pl – O konieczności rozbiorów Polski)

„…Do roku 1795 elitą się bywało z zasiedzenia i tradycji, później coraz cześciej z nominacji 4 cesarzy. I tak w wiek XX, jako zbiorowość posługująca się językiem polskim, wkroczyliśmy z „przesianą” i wyselekcjonowaną przez zaborców elitą, zasiloną „produktami” cywilizacji węgla i pary. Z dużym uproszczeniem można przyjąć, że „tradycyjne” elity Rzeczypospolitej zostały podmienione na „pieczeniarzy” dworów zaborczych, przy zachowaniu jedynie ciągłości „nazwiskowej” (nie będę się dalej pastwił nad potomkami sławnych rodów). 

„Potencjał narodowy” (piszę w cudzysłowie i nie będę tuaj tłumaczył znawcom badań Coryllusa), w miejsce tych „klamkowych” na cesarskich dworach, wykreował nową „elitę”, tym razem „narodową” i „patriotyczną”, która w swoim najwyższym stadium uniesienia narodowo-patriotycznego w „duchu” I Rzeczypospolitej, z uśmiechem na twarzy i z pieśnią na ustach DOBROWOLNIE zrezygnowała z roszczeń do 2/3 terytorium i 2/3 ludności (traktat ryski). Kulminacją ich „zdolności” intelektualnych była klęska 1939 roku. A los, który ją spotkał był w dużym stopniu efektem ubocznym tych „zdolności” (wiara w sojusze egzotyczne, niewypowiedzenie wojny Sowietom, kapitulacja Lwowa).

W ich miejsce, po 1945 roku,  sowieciarze zaproponowali ludziom mówiącym po polsku krótką ścieżkę awasu do „elity”. Ten „produkt”, w szczycie swoich możliwości intelektualnych, zdolny był do wymyślenia Okrągłego Stołu, który dzisiaj kontestowany jest przez wnuków tego „produktu”, którzy głównym wrogiem uczynili partie polityczne i estabisz-ment prawniczy…” (Marek Natusiewicz, szkolanawigatorow.pl – O elitach i misjach)

podobne: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? oraz: Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja i to: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I) a także: Stanisław Michalkiewicz z okazji 20 rocznicy „majówki” o „świętości” pracy, trybunale oraz konstytucji dawnej, obecnej i przyszłej. „Teatr na Wyspie” (Gajowniczka)

Szerzej o przyczynach i skutkach kasaty klasztorów, czyli spuściźnie tzw. „oświecenia” i dokonań bohaterów sejmu 4 letniego opowiada  O. Wincenty Polek na Targach Książki w Bytomiu (2016)

Dekret kasacyjny z roku 1819 – zapowiedź książki (do kupienia na www.basnjakniedzwiedz.pl)

Tymczasem trwa tzw. „reforma edukacji” czyli oświeceniowy gniot dezinformacyjny, zafundowany nam przez wolnomularzy uchodzących w powszechnej świadomości (dzięki tzw. „szkole publicznej”) za „bohaterów” Sejmu Wielkiego – Staszica, Kołłątaja, „króla Stasia” i innych pseudo autorytetów udrapowanych w patriotyczne szaty. Nie słabnie też pomimo ideologicznych sporów retoryka „prounijna” (czyli pro niemiecka – „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”) która ciągle usprawiedliwia projekt „wspólnoty” opartej o rzekomy dobrobyt (jaki to można poczytać tu – Tomasz Cukiernik o niekorzystnym bilansie 11 lat członkostwa Polski w UE) i bezpieczeństwo (o czym więcej tu – UE bez pomysłu na siebie pogrąża się w kryzysie. Szczyt w Chinach początkiem końca Europy jaką znamy?)

Ten taniec ignorancji nie skończy się dopóki państwo nie zrezygnuje z przymusu szkolnego i nie odda obywatelom prawa do poznawania prawdy o naszej historii. Głośna ostatnio walka o gimnazja to typowa ustawka jak onegdaj „transformacja ustrojowa”. Ludzie mają się zastanawiać czy lepiej myć nogi czy może ręce a tymczasem problem tej tzw. „edukacji” leży zupełnie gdzie indziej. Niech nikt nie myśli że wraz z likwidacją gimnazjów skończy się ogłupianie narodu i wyzysk na potrzeby utrzymania spuścizny Komisji Edukacji Narodowej. To jest tylko kolejny etap walki o podział budżetów między piłsudczykami a prusakami, i o to czyje kadry będą nam w pierwszej kolejności dalej robić wodę z mózgu, za tzw. „publiczne pieniądze”.

Na drodze do obecnie trwającego monopolu państwa (duopolu partyjnego) stały rzecz jasna klasztory i Kościół Katolicki. Celem „reformy oświaty” była więc od początku chęć ograniczenia niezależności i wpływu Kościoła na obywateli (zwłaszcza w dziedzinie uniwersalnych praw moralności). Walka o rząd dusz wciąż trwa… (Odys)

podobne: Od klasyki Jezuitów do postępowej ZNP czyli… o zawłaszczeniu edukacji i informacji przez pro rewolucyjne „elity”. O drodze do wynarodowienia i „dobrej zmianie” w gimnazjach

Artur Grottger – Modlitwa konfederatów barskich przed bitwą pod Lanckoroną

Reklamy

O chemii i alchemii czyli o praktyczności nauk tajemnych w prowadzeniu wojny i kontroli nad surowcami strategicznymi (z informacją włącznie). Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią. Metale ziem rzadkich.


Michiel Versteegh – Scholars in their study, przełom XVIII i XIX w

„…ciemnota, powtarzamy, jest wielką biedą, ale owa bieda na epokę zniszczeń moralnych jaką jest dzisiejsza, to malum necessarium, to tarcza zasłaniająca społeczność od innej ciemnoty która jest największym nieszczęściem, sromotą i bólem tych na których padnie, a która jest następstwem oświaty bezbożnej kończącej się łunami i pożarami podsycanemi naftą w imię postępu i w imię wolności…” (ks. Zygmunt Golian)

„…W Akademii Krakowskiej nowe myśli nachodzą wielu zwolenników wśród jej profesorów. Obok teologii i scholastyki zaczynają się tu wspaniale rozwijać i nauki przyrodnicze, kwitnie astronomia. Poziom naukowy Akademii z czasem dochodzi do takich wysokości, szczególnie w ostatnim dwudziestoleciu XV w., że epokę tę można uważać za najświetniejszą w dziejach Krakowskiej Akademii. Do jej wrót po światło wiedzy spieszą już nie tylko swoi ale i obcy uczeni nawet. (Celtes, Kallimach – Niemcy, Ślązacy). Mimo reakcji bowiem od r. 1500 przemógł tu humanizm. Równocześnie jednak kwitną i tu nauki tajemne. W pierwszej mierze i jawnie, jak widzimy ze spisów wykładów profesorów Krakowskiej Akademii, kwitnie tu astrologia; przy niej także alchemia, chiromancja i magia. Te ostatnie jednak są oficjalnie zabronione a w aktach rektorskich zwie się je często „ars prohibita”.

Jak bardzo „nauki tajemne” były w Polsce rozpowszechnione świadczy o tym dobitnie „Pogrom czarnoksięskie błędy, Latawców zdrady, y Alchimickie fałsz, iako rozprasza za pozwoleniem zwierzchności spisany od Stanisława z Gór Poklateckiego na ochrone zbawienia ludzkiego wydany”. (Trzecie księgi Moyżeszowe położenia 19: Nie chodźcie do czarnoksiężników ani się o czym pytaycie od wieszczków, abyście się przez nie nie splugawili. Ja Pan Bóg wasz). W Krakowie z Drukarni Jakuba Siebeneychera 1595. Autor gromi tu błędy czarnoksięskie, występuje przeciwko wszelkiego rodzaju czarnoksięskim praktykom, tak w Polsce rozpowszechnionym, wołając ze zgrozą: „A co więtsza, iż fałsze czarnoksięskie y szaleństwo Alchemickie po wielkiej części, tak z pospolitego człeka iako y z przednie wysokich stanow, znaczney liczby poczet owichtało y siatkami czartowskimi okupieło” .A w przedmowie wierszowanej do Rzeczypospolitej mówi tak:

„Królowie ziemscy, y wysokie stany,
Jęli się błędów: poimał y Pany
Alchimist zdradą: Czarnoksiężnik baie.
Maskare sprośną, za Diannę daie”.

…Astrologia zakwitła w Akademii Krakowskiej przede wszystkim za czasów profesora astrologii Henryka Czecha (Bohemius) w r. 1424. Przepowiada on podówczas ludziom bardzo szczęśliwie przyszłe losy. Podług świadectwa M. Radymińskiego w r. 1427 np. przepowiedział on nawet królowej Zofii, żonie Władysława Jagiełły losy przyszłe jej trzech synów, a wróżba ta spełniła się co do istotnych okoliczności. Astrologię znał zresztą dobrze już Kopernik, jak to zaznaczył słusznie M. Curtze. (Inedita Copernicana)…

…O wpływie dzieł hiszpańskich uczonych z Toledo, Sewilli i Kordowy na profesorów Akademii Krakowskiej, który był bardzo znaczny, świadczy dobitnie „Instrukcya dla profesora astrologii tudzież zatwierdzenie powiększenia funduszu tej posady przez Macieja z Miechowa uczynionego. Maciej z Miechowa wyznaczając dzieła, z których miał wykładać przyszły profesor astrologii wymienia oprócz „Quadripartitum i Centiloquium” Ptolomeusza, traktujących o wpływie gwiazd i konstelacyj na los ludzi, także dzieła uczonych w Sewilli i Toledo a więc dzieła: Joannesa Hispalensis w Sewilli (który żył w XII w.)”Epitome totius astrologiae”, Alcabitiusa rodem z Toledo (astronoma arabskiego w XII w.), który napisał dzieło tłumaczone na język łaciński pt. „Libellus ysagogicus Abdilazi i. e. servigloriosi dei: qui dicitur alchabitius ad magisterium iudiciorumastrorum interpretatus a ioanne hispalensi”. Venetiis 1482. Almagestum Ptolemaei per Commentum Ceber, który znów pochodził z Sewilli itd. Wszystko to świadczy o duchowym pokrewieństwie uczelni – dość wielkim…

…Za czasów Zygmunta Augusta żyli tacy sławni astrologowie jak Szymon z Gincburga, wybitny znawca gwiaździarskiej sztuki, Profesor Akademii Krakowskiej Piotr Proboszczowicz Wiszniewski (Sołtykowicz Józef o. c. str. 246 mówi o nim: Zygmunt August słuchał prognostyków naszego matematyka i profesora Proboszczowicza tak dalece, że za jego radą i podróż swoją kilka razy odmieniał i wesele z Katarzyną odkładał, jako twierdzi Tadeusz Czacki w Tomie II o L. Pol. Prawach) autor Iudicium comoetis visi in horisonte Cracoviensi i Akademik krakowski Marcin Foxius, którzy mieli bardzo wielki wpływ na króla, ślepo ich we wszystkim słuchającego

…Nie darmo Podwórzecki broniąc iudiciów, zwalczał wszelakiego innego rodzaju przepowiednie astrologów i ludzi postronnych, w pierwszym rzędzie bab. O astrologu mówi, że gdy się go kto z ludzi zapyta o zgubę, szkodę, zysk, powód rzeczy albo o co takiego – nic nie powie, jeśli ma Boga, bo te rzeczy bardziej się do supersticiy pogańskich chylą niż do krześcijańskich. Baby ośmiesza „co w niebo patrząc, w rzeczy na planety, których nie znaiąc, ani wiedzą co to jest wróżą: woski y ołowynleią, co omywaią, kadzą y sprośne gusła wymyślają…” „co patrzą w kryształ w zwierciadło, albo śkło iakie” – „bo to są gusła szatańskie, bo także nie zawisły na żadnej nauce uczciwej”. A to wróżbiarstwo, rozpowszechniało się w Polsce polwiej części pod wpływem Akademji Krakowskiej. Fakty wspomniane stawały się źródłe­m plotek, przesądów i dziwnych opowieści, których nimb powoli okalać zaczął Akademię Krakowską. Wpływało na to i stanowisko kościoła, który zabraniał duchownym zajmowania się matematyką i astrologią jako pomocniczymi naukami czarnoksięskimi, będącymi w ścisłym związku z magią…

…Obok wróżb z gwiazd znana była i ulubiona w owych czasach także chiromancja, zgadywanie z ręki charakteru człowieka i wróżenie przyszłych jego losów. Że zaś w uniwersytecie trudniono się nią, tego dowód mamy z r. 1505, w którym dwóch scholarów Melchiora bakałarza i Marka z Gdańska ukarano przed sądem rektorskim „ob exercicium ciromancie”. Ten jednak sposób wróżenia polegający, jak mówi Podwórzecki Jan w swych „Wróżkach” z r. 1589 „po części na nauce a po części na natchnieniu dziwnym i tajemnym czasów teraźniejszych bardzo w lekkim jest poważaniu…” „iż go ludzie lekcy i Cygani sprośni używaią”.
Że chiromancja była na uniwersytecie zabroniona, świadczą o tym „Acta rectoralia”, w których czytamy pod rokiem 1505 zapisek 2052 „chiromantia, ars prohihita…”…

…Równie popularną jak astrologia była w XV i XVI w. Polsce także alchemia. Wedle wierzeń adeptów tej sztuki można przy jej pomocy:
1. ciała nie zawierające w sobie złota na prawdziwe, doskonałe i trwałe złoto zamienić. Istota, która tę zmianę sprawia, jest dziełem sztuki zwanym „kamieniem mędrców, lub filozoficznym”, „wielkim elixyrem” albo „czerwoną tynkturą”. Srebro, merkuriusz i nieszlachetne metale, przesiąknięte tynkturą zamieniają się na złoto a lotne stają się zarazem ogniotrwałemi (transmutacja albo uszlachetnienie).
2. ciała nie mające w sobie srebra można zamienić na srebro czyste i ogniotrwałe.
3. Tenże sam preparat sztuki na złoto zamieniający, przed zupełnym wykończeniem swym jest najużyteczniejszym a według wielu uniwersalnym lekarstwem, panaceum życia, (aurum potabile) odmładza, wzmacnia ducha, ożywia siły. Adepci tej nauki strzegą jej tajemnic pilnie, co jest zarazem powodem ciemności pism z dziedziny alchemii. Grzechem było wiadomości te rozprzestrzeniać a Arnold de Villanova grozi apopleksją temu, który by to zdradził i mówi w swym Rosarium „Qui revelatsecretum artis maledicetur apoplexia”. Rajmund Lullus zaś straszy za to piekłem. Dlatego też jest to „nauka tajemna”. Alchemia jest nauką bardzo starą.

Kwitła najpierw w Hiszpanii, gdzie jej reprezentantami byli Geber, Dzszafarem zwany z Sewilli, jego syn Abu Mussa Giabr Ben Hajiam al Sofi, uczeń, Gebera Rhases i wielu innych. Stąd przez Włochy .i Francję dostaje się ona w XIII w. do Niemiec a potem i do Polski. Wybitnymi alchemikami są Albertus Magnus, Michał Scotus, Tomasz Aquinus. Raymond Lulli, Roger Bacon. Gwiazdą na polu alchemii w Niemczech w XV w. jest Basilius Valentinus, Johannes Ticinensis. Johannes Trithemius, w XVI zaś Henryk Korneliusz Agrippavon Nettesheim (1486 -1535) i Philippus Aureolus Paracelsus Teophrastus Bombastus von Hohenheim (1493-1541), Jerzy Agricola (1494-1555) a w Anglii Dr. Dee i Kelley….

….zamożność Polaków w tych wiekach tudzież polska gościnność zwabiały do Polski różnego rodzaju i uczonych i szarlatanów, którzy te wiadomości i „nauki” na grunt polski przeszczepiali…” (Jan Kuchta – Nauki tajemne w Polsce w XV i XVI wieku, całość tu: szkolanawigatorow.pl)

podobne: Czas odkrywa prawdę (historii) czyli… ile jest wiedzy w wykształceniu i po co nam uniwersytet? oraz: „Szkoła” Jacka Kaczmarskiego czyli zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego („Socjalizm i śmierć”)… Bo wszystko już było (na kole historii) i to: Zniknęły zeznania dotyczące szajki pedofilów w brytyjskich władzach a na Uniwersytecie w Cambridge konferuje się o pedofilii jako „męskiej normie” a także: proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wieczność kontra pogoń za sensacją i jeszcze: Na chłopski rozum o „transmisji myśli w kosmos”, talencie wybrańców losu, transgresji i ektoplazmie „poezji” czyli… „o mafii bardzo kulturalnej” („arystokracji rozumu”) oraz magii Nobla Władysława Reymonta (alias Rejmenta-Balcerka)

Jak ktoś ciekawy historii nekromancji tudzież czarnoksięstwa i innego rodzaju praktyk z piekła rodem ten sobie może doczytać pod załączonym linkiem. Tymczasem kontynuujmy wątek alchemii, gdyż stanowi on istotę dzisiejszego wpisu…

„…Najbardziej znana w Polsce anegdota dotycząca alchemików, to ta opowiadające o tym, że Michał Sędziwój, królewski alchemik o mało nie wysadził wierzy zamkowej na Wawelu, zwanej kurzą stopką. Szczegóły tej anegdoty nie są dla słuchaczy istotne, interesuje ich tylko, to że miało być złoto, a było wielkie bum. Sam zaś Michał Sędziwój doczekał się zasłużonej sławy i został przedstawiony cesarzowi Rudolfowi, wykonywał dla niego różne tajemnicze misje, których natura do dziś nie jest rozpoznana. Nie jest? Jest. Trzeba tylko spojrzeć na nią pod właściwym kątem.

Michał Sędziwój już w początkach XVII wieku rozpoczął wraz z Mikołajem Wolskim, kanclerzem królewskim, wielkim magnatem, budowę dużego okręgu przemysłowego pod Częstochową, tuż nad granicą, cesarskiego wówczas Śląska. Dlaczego tam właśnie produkować miano blachę, elementy stalowe potrzebne przy konstrukcji broni, drut stalowy i inne wyroby hutnicze? Ponieważ cesarstwo przygotowywało się do wojny. Wojna ta musiała wybuchnąć, albowiem zawarty w roku 1555 pokój pomiędzy katolikami a protestantami, zwany pokojem augsburskim nikogo nie satysfakcjonował…

…Ówczesna wojna, ba, każda wojna do połowy XIX wieku nie mogła się toczyć bez prochu. Ten zaś składa się, jak pamiętamy z trzech podstawowych komponentów: saletry potasowej, siarki i prochu strzelniczego. Od tego jakiej jakości saletra została użyta do produkcji prochu zależało jak daleko poleci kula wystrzelona z armaty. Skąd pozyskiwano saletrę? Zewsząd. Brytyjczycy wprowadzili specjalne prawo, które zmuszało obywatela do oddawania państwu zawartości wychodków oraz tego co zalegało pod nogami zwierząt w oborze. Z tych właśnie frakcji pozyskiwano saletrę. Na Ukrainie znajdowały się duże złoża saletry, stąd właśnie kozacy, byli w zasadzie samowystarczalni jeśli idzie o produkcję broni. Większość jednak państw Europy skazana była na import. Ciekawe skąd? Dociekliwi już zgadli. Tak, tak, z północnej Afryki. Tam, na wielkich przestrzeniach Sahary kryształy saletry, czystej jak łza, rosły po prostu jak grzyby. Czekały miliony lat na to, by człowiek wymyślił proch strzelniczy i użył ich do jego produkcji.

Dobre stosunki z Afryką północną były więc gwarantem dostaw saletry. Czy już wiecie teraz po co Henryk Twaroch przybył do Pragi? Miał załatwić kontrakt na dostawę tego surowca. Cesarz miał w zamian za to skłonić swojego kuzyna, króla Hiszpanii do wypuszczenia Berberów na Atlantyk. Habsburgowie podbili stawkę i wynegocjowali dodatkowo, że Berberowie będą atakować protestanckie konwoje płynące na Islandię. Ciekawe czy już zgadliście po co one tam pływały? Każdy kto był na Islandii wie, że są tam gorące, siarkowe źródła. Siarka zaś była drugim ważnym komponentem do produkcji prochu strzelniczego. Świat protestancki, wspomagany przez katolicką Francję szykował się do rozprawy z cesarstwem Niemiec, w całej Europie i na wybrzeżach Afryki trwał od roku 1555 wielki wyścig zbrojeń. Ludźmi zaś, którzy odgrywali w nim rolę kluczową byli alchemicy. Nie poszukiwacze kamienia filozoficznego bynajmniej, ale technologowie i menedżerowie zarządzający zasobami, ludźmi i fabrykami. Tacy jak Michał Sędziwój, zwany Polonusem i Mikołaj Wolski, powszechnie uważany za czarownika.

Ktoś podejrzliwie spojrzy na te rewelacje i zapyta – dlaczego w takim razie w relacji Daniela Vettera nie ma słowa o siarce? Dodam jeszcze jedną zagadkę – dlaczego jego tekst napisany w początku XVII wieku opublikowano dopiero pod koniec stulecia? Otóż dlatego, że tajnych materiałów szpiegowskich nie udostępnia się wszystkim naokoło. Czytelnicy ówczesnej literatury i prasy mieli wierzyć, że alchemicy to ludzie produkujący złoto z rtęci, a jedynym pragnieniem ich mocodawców jest powiększająca się stale góra złotych dukatów. Ten świat naprawdę niewiele się zmienia… iluzje zaś dzisiejsze nie obiegają wiele jakością od ówczesnych” (coryllus, źródło: papug.pl – O rozwiązywaniu zagadek historycznych : część 2 na 2)

podobne: Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego  i to: O stawianiu wozu przed wołem czyli o treściach ukrytych naprawdę. „Pokot”, „Wielka Lechia”, „słowiańszczyzna” i folklor jako propaganda specjalnej (o Polaków) troski a także: Polska podbija kosmos. Kosmiczne złoża metali pod Myszkowem

„Alchemicy praktycznie od zawsze byli specjalistami od wytwarzania strategicznie ważnych produktów. Przykładem może być jeden z pierwszych alchemików, Zosimos z Panopolis, który opisał w III w. po Chr. sposób wytwarzania wysokogatunkowej stali w Indiach i odnotował, że była ona używana w Persji Sasanidów do wyrobu mieczy, które eksportowano m.in. do Imperium Rzymskiego. Nota bene handlem tym poszukiwanym i dorgim surowcem, zwanym w Talmudzie Babilońskim Hindnan (a w żródłach rzymskich ferrum Indicum), zajmowali się kupcy żydowscy, którzy stworzyli sieć szlaków handlowych pomiędzy Syrią i Mezopotamią a południowymi Indiami. Zosimos zajmował się poza tym produkcją kwasów, alkoholi i szeroko pojętą metalurgią. Jego umiejętności do dziś budzą podziw, dysponował już bardzo zaawansowanymi instrumentami laboratoryjnymi (kolby, destylatory itd.). Już w starożytności wiedza chemiczna była mocno rozwinięta, a opowieści o wytwarzaniu złota z innych metali to od początku była zasłona dymna. Alchemia to tak naprawdę zakonspirowana chemia służąco konkretnym celom strategicznym.na prawdziwą rolę alchemii wskazują prace starożytnych greckich alchemików żyjących w czasach hellenistycznych i w Cesarstwie Rzymskim. Zawsze mamy w tych dziełach pomieszanie mistycznego kamuflażu (fragmenty dotyczące świata duchowego, magii itp.) i bardzo konkretnych tekstów zawierających receptury wytwarzania substancji użytecznych w wytwarzaniu stopów metali, szkła, leków, kosmetyków i barwników. A samo słowo alchemia pochodzi od greckiego wyrazu chymeia (prawdopodobnie chodzi tu stop metalu, łączenie różnych metali, nie jest to do końca jasne), który później Arabowie zniekształcili i wyszło z tego słowo alchimia.” (Stalagmit 8 czerwca 2017)

W gnozie (bo alchemia to w pewnym sensie gnoza) chodzi o niedostępność/utajenie wiedzy/informacji (prawdy) i jej zmonopolizowanie w rękach „wybrańców”. Temu zabiegowi towarzyszą zazwyczaj „zagadkowe” i „oryginalne” rytuały, dzięki którym „wierzącemu” wydaje się że ma do czynienia z czymś wyjątkowym bo niepojętym (niedostępnym) dla zwykłego śmiertelnika. To mu imponuje, a przez to że został dopuszczony do „elitarnego” kultu „wtajemniczonych” postrzega samego siebie jako wyjątkową osobę… i to mu w zasadzie wystarcza za całą „wiedzę”. Do dziś wykorzystuje się ten mechanizm by manipulować ludźmi. Trochę magii tajemniczości i wszyscy są zadowoleni… a zyski wybrańców (kosztem „oczarowanych”) rosną. Bo czasem bardziej opłaca się zrobić wokół ważnej rzeczy wielopiętrowy i kosztowny (pełen strojów, rekwizytów i aktorów) cyrk. Zamiast oficjalnie zaprzeczać i wymazywać fakty (ostra polemika sprzyja zapamiętywaniu i promowaniu informacji) lepiej je zawczasu ośmieszyć, skompromitować. Ludzie początkowo ciekawi machną po jakimś czasie ręką na taką „sensację”, albo popukają się w głowę z niesmakiem i wrócą do swoich zajęć… Nikt przecież nie lubi żeby go nazywać oszołomem albo idiotą. Abrakadabra! Dotyczy to nie tylko surowców strategicznych i informacji. Dziś największą zasłoną dymną (działającą na tej samej zasadzie) jest tzw. demokracja…(Odys)

„Wszyscy wiemy jak wyglądają negocjacje przy podziale łupów pokazywane w filmach o piratach. To jest zawsze jeden z najlepszych momentów w takim filmie. Jeden drugiego próbuje oszukać, wszyscy mają noże w rękach, zaczyna się zwykle spokojnie, potem uczestnicy spotkania przechodzą do gróźb, zdarza się, że chwytają za kordelasy albo siebie nawzajem za tak zwany „wsiarz”. Jest przy tym kupa śmiechu, bo na koniec zawsze jakoś dochodzi do porozumienia i wszyscy rozchodzą się do swoich kajut zadowoleni. Warunek zadowolenia jest jeden i nie chodzi wcale o dobrą atmosferę przy stole, chodzi o to, że przedmiotem negocjacji są zwykle rzeczy wartościowe bezwzględnie: pieniądze, kobiety, mapa skarbu, albo dobra broń. Nie ma żadnych wątpliwości, że kłótnia wybuchająca przy podziale łupów jest autentyczna i świadczy o powadze oraz autentycznym zaangażowaniu negocjujących. My, oglądając taki film, śmiejemy się z tych scen, ale źle robimy, bo sceny te wmontowane są w produkcję rozrywkową celowo. Po to, by przekonać nas, że takie zachowania są niestosowne w dzisiejszym świecie. Otóż jest dokładnie na odwrót. Niestety powrotu do starych dobrych czasów, kiedy to rozdzielano dublony na pokładach zdobytych galeonów nie będzie…

…Profesjonalizm jest już nieważny, a liczy się tylko chemia spotkania…

…cała tak zwana kultura biznesu służy temu by zamaskować rzeczywistą wartość przedmiotu negocjacji, ukryć ją, a na jej miejscu zorganizować jakiś teatr kabuki. To jest jednak niemożliwe, bo wszyscy rozumieją sens tego oszustwa. Co więc jest u samego spodu? Myślę, że fakt iż prawdziwi kapitanowie okrętów pirackich nie mogą się ujawnić. Mapa, dublony, broń, wszystko nadal leży na tym samym stole, ale oni siedzą w innej kajucie i palą opium. Negocjacje zaś prowadzą trzeci oficer, bosman i cook. Dzieje się tak, ponieważ ich życie jest dziś o wiele cenniejsze niż w czasach Francisa Drake, cenniejsze niż mapa i dublony, i to o nie właśnie toczą się negocjacje. My zaś nie poznamy nigdy ani jego rzeczywistej wartości, ani ich nazwisk. Pozostanie nam jedynie wiara w to, że najważniejsza jest chemia spotkania.” (coryllus – Głęboki profesjonalizm zawodowy korsarzy morskich)

podobne: O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością

„…Dzięki etatyzmowi, w okolicznościach braku rozwoju, dzięki należymisiom otoczeni rudami żelaza Japończycy nie mieli ich jak kruszyć. W spiżarni umierali z głodu. Z powodu tego zapóźnienia w produkcji żelaza miało ono niezwykle wysoką cenę i w czasie, gdy podpisywali z jankesami umowę o szybkim handlu, za cztery stalowe gwoździe (kolejowe – używane przy budowie torów) Japończycy płacili jedną złotą monetę (o wadze około 4-4.15 grama). To tak na nasze dzisiejsze jest jakieś 150 pln od gwoździa. Jankesi ich wyssali z kruszcu, ze wszystkiego co mieli (nefryt, srebro, miedź) za kilka maszyn parowych. To jest właśnie rezultat tego, co robi Morawiecki – będą “gwoździe” po 150 pln, jak rozkręci program swojego odlotu kosmicznego. Ciekawe czy zostanie chociaż lokajem w BIS.

W Japonii było tak wesoło w ekonomii, że córkom powszechnie “szukano sponsora”, a nierząd, pijaństwo i hazard stały się podstawową działalnością w miastach. Chłopi podnosili bunty, a były wsie, gdzie zbiorowo popełniali samobójstwa po wykonaniu obowiązku podatkowego (dlatego nie należy płacić podatków – grożą śmiercią). Powstawały gangi polityczne, ale kupcy zorganizowali sobie grupę, która pomimo regulacji należymisiów kontrolujących handel z resztą świata sprowadzała już od początku XIX wieku do górskich, niedostępnych prowincji południa (od strony Chin) maszyny parowe, narzędzia, technologię. Samurajowie rezygnowali ze swojego ślacheckiego statusu i wstępowali do tej grupy. Dziś ta organizacja kupców bez barier znana jest pod tą samą nazwą co w XIX wieku – yakuza. I znana jest z tej samej działalności – przemytu, przemysłu i handlu nieruchomościami – cała reszta to widowiskowe dodatki. Grupy przestępcze powstają wokół fabryki Krupp’a i mają mundury od Hugo Bossa, a nie z tak zwanych pi… karmionych chłopców z miasta prowadzących ku… dołki. Co ciekawe, aby zachować pozory ścigania jakiejś przestępczości, to pokazuje się te płotki zajmujące się hazardem, nierządem i koksem, natomiast poważnych ludzi, zajmujących się korporacyjnym przemysłem i dysponujących agenturą wpływu i aparatem przemocy, nigdy się nie rusza – bo tam chodzi o poważne pieniądze i użycie prywatnej armii, aby uspokoić urzędasów, jest naturalnym odruchem. Zwróćcie uwagę, co się działo w Polsce, gdy niewolnicy w Wujku i na Wybrzeżu się pobuntowali i nie chcieli dla gangsterów robić tak tanio – od razu wjechały czołgi, od razu były ofiary – tak działa prawdziwa przestępczość…”  (zarobmy.se – Dygresja o żelazie)

podobne: Polska drugą Japonią, ale nie tą z „propagandy sukcesu”  oraz: O realnych ośrodkach władzy czyli… sKisłe łupki i inne polskie zasoby energetyczne w kleszczach niemieckiej polityki klimatycznej i rosyjskiej strefy wpływów. Światełko w tunelu dla węgla. Saudyjska i Irańska alternatywa dla ropy i to: Walka naszych służb z przestępczością gospodarczą i zorganizowaną to jedna wielka ściema.

„…W skład metali strategicznych wchodzą m.in.: ren, german, cyrkon, molibden, ind, gal, hafn, bizmut, tantal, tellur, kobalt czy wolfram.

Z kolei do grupy metali ziem rzadkich należą: skand, itr, lantan, cer, neodym, promet, samar, europ, gadolin, terb, dysproz, holm, erb, tul, iterb czy lutet…

….Urządzenia stosowane w branży energetycznej, elektronicznej, medycznej, wojskowej czy motoryzacyjnej nie mogą obejść się bez metali strategicznych oraz metali ziem rzadkich. Przykłady? Europ (technologia jądrowa), iterb (płyty ogniw słonecznych), hafn (chipy komputerowe), tantal (smartfony, komputery, sprzęt medyczny), molibden (inżyniera lotnicza i kosmiczna) czy lantan (pojazdy o napędzie hybrydowym). To oczywiście tylko początek długiej listy, póki co nie ma dla nich substytutów…

…W 1990 roku globalna konsumpcja metali strategicznych i metali ziem rzadkich wynosiła 45 tys. ton. Rozwój nowoczesnych technologii doprowadził jednak do wzrostu popytu, który w 2013 roku wynosił już 124 tys. ton, natomiast w zeszłym roku – 155 tys. ton. Z kolei prognozy dla rynku zakładają 40% wzrostu popytu pomiędzy 2017 a 2020 rokiem…

…Dominacja Chin doprowadziła do sytuacji, w której ceny metali strategicznych są silnie uzależnione od polityki chińskich władz, jak również sytuacji geopolitycznej. Głównymi rywalami Państwa Środka na arenie międzynarodowej są dwaj najwięksi importerzy, czyli Stany Zjednoczone i Japonia. To jedna z głównych przyczyn, dla których Chiny chcą ograniczyć eksport metali do obu krajów. Ponadto, Państwo Środka stara się zachęcić największe przedsiębiorstwa, aby przeniosły swoją produkcję do Chin. Pozwoliłoby to przede wszystkim pozyskać nowoczesną technologię.

W przypadku USA sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Sześć miesięcy temu na prezydenta Stanów Zjednoczonych zaprzysiężony został Donald Trump. Polityk już podczas kampanii wyborczej zapowiadał, że zamierza ściągnąć dobrze płatne miejsca pracy z powrotem do USA. Ponadto, Trump chce nakładać wysokie cła na produkty importowane z innych państw, w tym Chin. Jeżeli polityka amerykańskiego prezydenta zostanie wdrożona może to oznaczać wojnę handlową pomiędzy dwoma mocarstwami.

Państwo Środka może zdecydować się na podobną reakcję jak w 2010 roku podczas sporu z Japonią. Wówczas Chiny wstrzymały eksport dwóch metali: neodymu oraz dysprozu. Efekt? Ceny wspomnianych pierwiastków w ciągu 10 miesięcy wzrosły o 600-800%.

Warto zwrócić uwagę, że wówczas spór dotyczył kilku wysp skalistych na Morzu Wschodniochińskim. Dzisiejsza dominacja Chin w tej branży jest silniejsza niż miało to miejsce 7 lat temu. Potencjalna wojna handlowa pomiędzy USA i Chinami mogłaby doprowadzić do eksplozji cen metali ziem rzadkich oraz metali strategicznych.

Jeśli nie dojdzie do wojny handlowej, należy spodziewać się spokojniejszego wzrostu cen, do którego w ostatecznym rozrachunku musi dojść. Przecena metali strategicznych i metali ziem rzadkich była gigantyczna. Chiny osiągnęły swój cel i zdominowały produkcję. Teraz utrzymanie niskich cen metali nie jest już priorytetem chińskich władz.

Należy jeszcze wspomnieć o konflikcie na linii USA – Korea Północna, który ma drugie dno. Wartość złóż metali ziem rzadkich należących do komunistycznego kraju wynosi 6 bln dolarów. Ze względu na brak funduszy oraz technologii, Korea Północna nie jest w stanie wykorzystać swojego potencjału. Obalenie Kim Dzong Una pozwoliłoby Stanom Zjednoczonym uzyskać dostęp do cennych minerałów, dzięki czemu mogliby uniezależnić import metali strategicznych z Chin… (Zespół Independent Trader – Metale ziem rzadkich – marginalizowane aktywo)

podobne: Japoński rząd zatwierdza nową strategię obronną w obliczu napięć z ChRL oraz: Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie) i to: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach a także: Korea Północna grozi i prosi ONZ. Rywalizacja militarna Chin i USA polecam również: Mesko liderem w realizowaniu programów rakietowych dla wojska. I ty może zostać komandosem

Michael Cheval – Evolution

DAO i roboty czyli… IV rewolucja przemysłowa i przyszłość na rynku pracy. Era korporacji, freelancerów, wirtualnych firm i koniec umów o pracę.


Antoine de Saint-Exupery (doskonałość, ideał)

„To nie imigrantów zarobkowych powinniśmy się bać, ale robotów! Od czasu rewolucji przemysłowej, maszyny w coraz większym stopniu zastępują pracę ludzi. W ostatnich latach ten trend przyspieszył. Maszyny już nie tylko wykonują powtarzalne prace manualne, ale zaczynają same podejmować decyzje. Większość ludzi nawet nie przypuszcza, że ich praca jest zagrożona. Jak się okazuje, nawet połowa stanowisk pracy może zostać zastąpiona przez roboty.

80% pracowników nie czuje się zagrożona – mylą się

Badania przeprowadzone w USA na pracownikach różnych szczebli dały ciekawy rezultat. Średnio 80% badanych uważa, że w ich zawodzie przez najbliższe 50 lat niewiele się zmieni. Dalej będą potrzebni fachowcy w ich specjalnościach. Co ciekawe, odsetek osób pewnych stabilności swojej sytuacji jest najwyższy wśród robotników niskiego szczebla (82%), a najniższy wśród pracowników administracji, czy obsługi klienta (73%).

Tymczasem właśnie ci pierwsi są najbardziej narażeni na utratę pracy. Wskazuje na to historia uprzemysławiania świata, gigantyczny postęp technologiczny oraz liczne badania i analizy.

…najbardziej zagrożone robotyzacją są nisko płatne prace. Według danych Waszyngtonu, już teraz popyt na roboty wzrasta co roku o kilkanaście procent, w szczególności w branżach samochodowej, półprzewodników i elektroniki użytkowej.

Do robotów pracujących przy taśmach montażowych już się przyzwyczailiśmy. W samych Stanach Zjednoczonych pracuje w tej chwili ok. 260 tysięcy takich urządzeń. Teraz pora na bardziej skomplikowane prace. Roboty powoli osiągają zdolności manualne porównywalne z ludzkimi. Dobrze to widać na przykładzie robotów z Boston Dynamics, które poruszają się i wykonują czynności niemal jak żywe istoty…

Zastąpienie większości robotników fizycznych jest więc kwestią czasu

Myślisz, że jak pracujesz umysłowo jesteś bezpieczny? – mylisz się!

…Maszyny, co prawda jeszcze nie myślą, ale już teraz komputery i roboty potrafią rozwiązywać znacznie bardziej skomplikowane problemy, niż nam się wydaje. Istnieją algorytmy, które mogą z powodzeniem zastępować lekarzy w diagnozowaniu chorób na podstawie zdjęć i wyników badań. Programy oceniające jakość i styl pisania potrafią zastąpić nauczycieli w ocenianiu wypracowań. Algorytmy rozpoznające mowę i pismo odręcznie z sukcesem zastępują urzędników w wielu zadaniach. Maszyny na podstawie tysięcy podobnych przykładów potrafią same rozwiązać nawet skomplikowane problemy i podjąć właściwe decyzje. Żaden specjalista nie może z nimi konkurować, gdyż doświadczenie jakie zdobywa przez całe życie, maszyna potrafi zdobyć w kilka sekund.

Komputery i roboty nie potrafią jednak jednej rzeczy. Nie potrafią rozwiązywać problemów, które są nowe lub rzadkie. Jeśli nie mają próbki tysięcy przykładów, to same sobie nie poradzą.

Większość pracowników umysłowych myśli, że maszyny ich nie zastąpią. W końcu są oni właśnie od rozwiązywania problemów nietypowych. Każdy prawnik, urzędnik, czy księgowy powie, że wiele spraw klientów jest na tyle nietypowych, że nie można ich zamknąć w jednym szablonie. Zgoda, lecz warto pamiętać o tym, jaki procent codziennej pracy jest w takim zawodzie naprawdę unikatowy i niepowtarzalny.

Załóżmy, że 60% problemów z pracy księgowego czy urzędnika potrafiłby rozwiązać odpowiedni „myślący” algorytm. Jeśli tak, to czy duża firma musi zatrudniać od razu 10 księgowych, czy może wystarczy 4 i jeden „myślący” komputer?

Prognozy przewidują, że nawet w zawodach wymagających studiów wyższych spadnie ilość potrzebnych stanowisk. Zostaną tylko najlepsi fachowcy, którzy dobrze radzą sobie z nietypowymi problemami.

Świat się nie zawali, a nawet będzie lepszy

Gdy wprowadzano pierwsze maszyny do fabryk, robotnicy protestowali. Teraz nikt nie robi akcji dywersyjnych niszczących wszechobecne komputery, czy roboty. Ludzie zostają przesunięci na bardziej odpowiedzialne stanowiska lub tworzone są nowe, nieznane zawody. Zmniejsza się też średnia ilość godzin pracy, jaką wykonuje pojedynczy pracownik.

Robotyzacja zwiększy poziom życia wszystkich ludzi i efektywność ich pracy, tak jak automatyczne krosno dało wszystkim tanie ubrania, a wynalazek taśmy produkcyjnej tanie samochody. Zwiększy się też ilość czasu wolnego. Dzięki robotom jeden człowiek będzie znacznie bardziej produktywny.

…Podsumowując, warto się zastanowić w jakim stopniu nasza praca jest możliwa do zautomatyzowania i już teraz podjąć pewne kroki zaradcze. Natomiast jeśli jesteśmy inwestorami, to zastanówmy się, które branże zyskają na podniesieniu jakości życia i zwykłej ludzkiej niechęci do pracy…” (Piotr Kwestarz – Roboty idą zabrać naszą pracę, a większość z nas nawet o tym nie wie)

„…DAO to zdecentralizowana autonomiczna organizacja, które jest zaprogramowanym, niezmiennym kontraktem pomiędzy tysiącami udziałowców, skonstruowanym w ten sposób, by każdy z udziałowców realizował własny interes, przy okazji działając jednocześnie w interesie tejże organizacji. Kontrakt, który leży u podstaw DAO determinuje jego charakter, który zasadniczo czyni z niego crowd fundowy fundusz kapitału wysokiego ryzyka, którym zarządzają tysiące udziałowców, z których każdy ma w nim równe prawa – pisze quartz.com.

Jest to pierwsza tego typu firma na świecie. Nie posiada dyrektora generalnego, pracowników ani zarządu. DAO jest po prostu oprogramowaniem, które obsługuje tzw. technologię „blockchain”, (łańcuch znaków), która jest współdzielonym zapisem historii transakcji kryptowalutą, zabezpieczający przed dwukrotnym jej wydawaniem.

W ciągu trzech tygodni firma uzyskała ponad 130 mln dol. od dziesiątek tysięcy inwestorów. Niezależnie jednak od konkretnych pieniężnych wartości jakie towarzyszą startupowi już samo jego istnienie zwiastuje nastanie nowej ery w biznesie, polityce oraz gospodarce przyszłości. 

Analitycy mają wątpliwości, czy DAO jest legalną i opłacalną inwestycją. Jak każdy startup może upaść. Poza tym inwestorzy mogą nie rozumieć zagrożenia towarzyszącego projektowi. Może on także przyciągać przestępców lub terrorystów, którzy udają przedsiębiorców.

Debiut DAO może się okazać przełomowym momentem w historii usług finansowych. Pokazuje, że niezależny podmiot może zebrać od inwestorów bez żadnych pośredników gigantyczne sumy pieniędzy. Jak banki inwestycyjne i fundusze kapitału wysokiego ryzyka odpowiedzą na wyzwanie rzucone przez DAO?

Oprogramowanie może wyeliminować niektóre z najbardziej irytujących problemów z zakresu zarządzania i masowej komunikacji w firmach. Łatwo można sobie wyobrazić oprogramowanie, które automatyzuje najważniejsze aspekty zarządzania i podejmowania decyzji w przedsiębiorstwie. Wszystkie zadania do wykonania w firmie byłyby kodowane. Eliminowałoby to ryzyko wystąpienia wykroczeń albo niekompetencji wśród kadry zarządzającej oraz pracowników…”

całość tu: Wirtualna firma bez pracowników i menedżerów? Ten startup zmieni oblicze biznesu

„…Czwarta Rewolucja Przemysłowa staje się faktem. Polska, która z powodów politycznych o trzy poprzednie zaledwie się otarła, w tej ma szansę w pełni uczestniczyć, a nawet ją kształtować. Pierwsza rewolucja – silników parowych – nas ominęła, bo byliśmy pod zaborami. Druga rewolucja – elektryczności – też nas ominęła, bo walczyliśmy akurat o niepodległość. Trzecia rewolucja – informatyczna – też przeszła nieco bokiem, bo panowała siermiężna komuna i planiści centralnie sterowanej gospodarki nie nadążali za zmianami. W tej czwartej możemy być nie tylko biernym uczestnikiem, ale też jej współtwórcą…

…Wielkie tempo i siła zmian, prawdopodobnie przekształci społeczeństwa bardziej niż rewolucja parowa, powstanie fabryk i nowożytnego kapitalizmu. Miliardy ludzi połączonych siecią poprzez urządzenia mobilne z bezprecedensową siłą przetwarzania, przechowywania i dostępu do baz danych stwarza nowe, wielkie możliwości. Możliwości, które zwiększą się dzięki innowacjom technologicznym jak sztuczna inteligencja, robotyka, Internet wszechrzeczy, urządzenia ubieralne, drony, inteligentne samochody, druk 3D, nanotechnologia, biotechnologia, cybernetyka, przechowywanie energii i komputery kwantowe. Wszystko to zamazuje granice pomiędzy sferami fizyczności i cyfryzacji. 

Czwarta rewolucja przemysłowa może wzmocnić zarówno jednostki, jak i całe społeczności, ale może też doprowadzić do marginalizacji części grup społecznych, powiększyć podziały i przyczynić się do powstania nowych zagrożeń. Gdy robotyzacja będzie zastępować pracę ludzi w gospodarce, wówczas liczba wykluczonych pracowników może pogłębić przepaść między dochodowością kapitału i dochodowością pracy. Już teraz wzrósł popyt na pracowników z wysokimi kwalifikacjami, a spadł na tych z niższym wykształceniem i słabymi kwalifikacjami. W przemyśle nowej generacji będzie potrzebne nowe spektrum umiejętności. Automatyzacja i robotyzacja sprawi, że zmniejszy się zapotrzebowanie na proste prace nadzorcze. Z drugiej strony zwiększy się zapotrzebowanie na stanowiska pracy związane z dopasowaniem produktów do indywidualnych potrzeb danego klienta. To przede wszystkim wyzwanie dla sektora edukacji.

Do jakiego stopnia ta transformacja będzie pozytywna, zależeć będzie od tego, jak będziemy sobie radzić z niebezpieczeństwami i możliwościami, które podczas tej przemiany napotkamy. Pewne jest jedno – nie da się jej zignorować i uważać, że można wobec niej pozostać obojętnym, a ona sama wpłynie na nasze życie minimalnie. Sztuczna inteligencja już nas otacza w formie translatorów czy sugerowanych na podstawie naszych internetowych wyszukiwań, stron i usług. Algorytmy analizujące nasze zachowania w celu dostarczenia nam najbardziej pożądanych usług są coraz doskonalsze. Inżynierowie łączą modele matematyczne, addytywną produkcję (stereolitografia, SLS, druk przestrzenny), inżynierię materiałową i biologię syntetyczną, żeby udoskonalać urządzenia codziennego użytku, a nawet budynki, w których mieszkamy i pracujemy. IV rewolucja przemysłowa to także gigantyczne wyzwania. Przykładem niech będzie wpływ, jaki już wywarła na nasze życie telefonia komórkowa. W latach 90. przenośne telefony trafiały do nielicznych. Dziś posiada je praktycznie każdy. Nowinki technologiczne przyjmują się i stają się technologią powszechnie wykorzystywaną. Fascynacje pojedynczych osób zamieniają się dla wielu w konieczność. Pytanie, czy cyfryzacja nie pozbawi nas szansy na chwilę refleksji i jak zmienią się nasze relacje z otaczającymi nas ludźmi? To zagadnienia, które w najbliższym czasie staną się  przedmiotem intensywnej debaty…

…Oczywiście gigantyczne zmiany czekają przede wszystkim sektor wytwórczy. Koncepcja – na razie głównie teoretyczna – Fabryki 4.0, zakłada, że przed powstaniem fizycznego produktu, możliwe będzie wytworzenie jego modelu wirtualnego. Produkt taki będzie konfigurowany pod wymagania albo wręcz przez samego klienta, odbiorcę produktu. Klient będzie mógł go obejrzeć, sprawdzić i wirtualnie „dotknąć”. Pozwoli to oczywiście zoptymalizować proces produkcji i znacznie ograniczyć koszty. Plany zakładają też utworzenie platform informacyjnych i komunikacyjnych na podstawie  technologii chmur. Wpłynie to na poprawę relacji pomiędzy producentami a dostawcami. Obecne narzędzia CAx (technologie wspomagane komputerowo) pozwalają na wirtualne projektowanie, analizowanie i testowanie modeli 3D produktów. Do tych możliwości zostają też dodane funkcje wirtualnego wytwarzania produktów w trybie fabryki 3D. Niebawem można będzie nie tylko łączyć maszyny i inne zasoby produkcyjne, włącznie z pracownikami, ale też budować całe linie montażowe i obróbcze, także z elementami logistyki. Informacje cyfrowej fabryki można będzie wiązać też z informacjami przestrzennymi, czy współrzędnymi geograficznymi. Docelowo możemy sobie wyobrazić fabrykę produkującą spersonalizowane produkty, właściwie na życzenie klienta…” (Jakub Mikołajczuk – IV rewolucja przemysłowa)

podobne: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach. polecam również: Skuteczniejsza walka z bezrobociem młodych potrzebna od zaraz. Tymczasem nowych miejsc pracy nie przybędzie.

„…Według PwC, metody monitorowania pracy pracowników przez koncerny za kilka lat wejdą na zupełnie nowy poziom. Specjalne czujniki będą mierzyć aktywność, lokalizację i stan zdrowia w czasie rzeczywistym – wszystko po to, by zmaksymalizować ich wydajność, ograniczyć absencję i jak najbardziej odsunąć w czasie moment odejścia pracownika na emeryturę. Wszystkie procesy w firmie będą opierać się na analizie niezliczonej ilości danych – podpisując umowę z pracodawcą, w zamian za stabilność zatrudnienia kandydaci będą musieli więc godzić się na dostęp swojego pracodawcy do wszystkich informacji o sobie – być może nawet tych prywatnych. Co ciekawe, ponad 30 proc. ankietowanych pracowników w globalnym badaniu PwC zapewnia, że nie miałoby nic przeciwko takiemu monitoringowi, przy czym otwartość na tego typu korporacyjną inwigilację deklarują szczególnie młodzi.

Olbrzymią rolę w zarządzaniu talentami będzie mieć sztuczna inteligencja. Branża HR będzie pracować w ramach modelu hybrydowego – będą na bieżąco odpowiadać na komputerowe wyniki analiz danych dotyczących ich pracowników. System wynagradzania w organizacjach będzie zaś przede wszystkim oparty na wynikach i osiągnięciach pracowników.

Nieco inne reguły będą przyświecać organizacjom tzw. „pomarańczowego świata”. Biznes będzie podążał w stronę fragmentacji. Wielkie koncerny zaczną dzielić się na mniejsze, wyspecjalizowane i niezależne jednostki, które będą tworzyć sieci wzajemnej współpracy. Firmy będą chciały maksymalizować elastyczność przy jednoczesnej redukcji kosztów stałych. Dzięki wykorzystaniu nowoczesnych technologii i mediów społecznościowych, taka współpraca będzie bardzo sprawna i szybka. Luźne, mniej związane prawnymi regulacjami klastry mniejszych firm będą pracować znacznie bardziej efektywnie niż wielkie koncerny. Menedżerowie stanowiący rdzeń firmy, będą dbać o filozofię i najważniejsze wartości przedsiębiorstwa. Skład reszty zespołu będzie zmienny i elastyczny, w zależności od realizowanego projektu. Dzięki rozwojowy technologii możliwe będzie tworzenie zespołów i sieci specjalistów z różnych stron świata, a najważniejszą rolą specjalistów HR będzie ich odpowiedni dobór i integracja w ramach konkretnych projektów…

Na rynku pracy dominować będą freelancerzy i mali przedsiębiorcy. Taki trend będzie wynikał z potrzeby większej niezależności i elastyczności, którą już teraz deklarują pracownicy na całym świecie. Jeden specjalista będzie mógł współpracować z kilkoma różnymi firmami. Potrzeba ta jest szczególnie widoczna na chińskim rynku – według badań PwC, ponad połowa ankietowanych Chińczyków uważa, że tradycyjne formy zatrudnienia odejdą w niepamięć. Ludzie będą rozwijać własne marki, a produktem, który będą sprzedawać, będą ich umiejętności, potwierdzone listą zrealizowanych projektów. Przeważać będą krótkoterminowe kontrakty zawierane przez firmę z pracownikami. Ludzie będą postrzegać się bardziej jako element sieci profesjonalistów czy też reprezentanta konkretnych umiejętności niż jako pracownika konkretnej firmy. Pomocnym narzędziem freelancerów będzie ich baza referencji, w której gromadzić będą oceny swojej pracy przez biznesowych partnerów. Będzie to system podobny do tego, który dziś działa na platformach aukcji internetowych. Taka konstrukcja rynku pracy będzie wymagać mocno rozwiniętych zdolności negocjacyjnych.

„Młodzi ludzie oczekują przede wszystkim elastyczności. Są nastawieni na zadaniowość, dlatego miejsce i czas wykonywania pracy nie ma dla nich znaczenia. Te oczekiwania w dużej mierze wiążą się ze znacznym zatarciem granic pomiędzy pracą, a życiem prywatnym. Wynika to jednak z tego, że młodzi ludzie traktują pracę zawodową i swoje zainteresowania jako spójną całość. Chcą mieć poczucie spełnienia, samorozwoju oraz realizowania własnych pasji. To powoduje, że rynek pracy się zmienia i za kilka lat forma zatrudnienia oraz przynależność pracowników do firmy przestaną mieć znaczenie. Będzie coraz więcej kontraktorów i freelancerów. Wzrośnie rola takich sektorów jak IT, badania i rozwój, life science czy e-commerce” – uważa Tomasz Hanczarek, prezes zarządu Work Service S.A…

…Równolegle do powyższych scenariuszy, rozwijać się będzie tzw. świat zielony, którego najważniejszym elementem będzie społeczna odpowiedzialność biznesu. Firmy będą podejmować świadome decyzje, troszczyć się o zmiany klimatu i demografię. Zrównoważony rozwój będzie kluczem do funkcjonowania przedsiębiorstwa. Główne role będą tu odgrywać kolektywizm i integracja biznesu.

Odpowiedzialne prowadzenie biznesu nie będzie już tylko altruistycznym wyborem, ale koniecznością wymaganą przez świat biznesu i całe państwo – władze będą mogły bowiem nakładać kary na firmy, które nie stosują się do tych zasad.

W „zielonym świecie”, potrzeby firm i społeczeństwa będą szły ze sobą w parze. Swoje produkty i usługi firmy będą tworzyć we współpracy ze swoimi klientami, pracownikami i partnerami. Zysk nie będzie najważniejszym motorem decyzji podejmowanych w przedsiębiorstwie. Przedsiębiorstwa same będą budować w swoich klientach potrzebę świadomej konsumpcji, konsumenci zaś wymagać od firm prowadzenia etycznego biznesu i odpowiedzialności za środowisko. Zielone firmy będą otwarte, godne zaufania i chętne do współpracy. Wszystko to sprawi, że będą w stanie zbudować zupełnie nową wartość dla pracowników, która nie opiera się tylko na systemie wynagradzania. Pracodawcy będą zwracać dużą uwagę na równowagę między życiem prywatnym i zawodowym swoich pracowników. Będzie to niezbędny warunek, by zyskać lojalność pracowników. Przedsiębiorstwa będą starały się ograniczać do minimum konieczność wysyłania pracowników w podróże służbowe. Zaawansowane rozwiązania technologiczne umożliwią organizowanie konferencji online…”

Czytaj więcej na Korporacyjny Wielki Brat, era freelancerów i koniec umów o pracę. Witamy w 2022 roku

podobne: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy. oraz: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną i to: Biznes odpowiedzialny, biznes nieodpowiedzialny a także: Etat idzie w odstawkę czyli… poszukiwani wszechstronnie uzdolnieni, mobilni i kreatywni. i jeszcze: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku polecam również: Po studiach bez pracy… Popyt na inżynierów.

Ali Meamar - Zmyślność

Ali Meamar – Zmyślność

Czego (nie)uczy „tradycyjna” szkoła czyli… nie wszystko musisz wiedzieć. Definicje, pojęcia, słowa i stereotypy według cybernetyki. Niech mi ktoś powie co mam myśleć.


w y g ł o d n i a ł e

łaknące pociechy serce

nadal będzie tylko wystawą

słowa

nie zapewnią mi nieśmiertelności

mówią że mogę w s z y s t k o !

zdobywać szczyty

mierzyć wysoko

dlaczego wciąż podążam za nieznanym

(człowiekiem)

już nawet nie próbuję zrozumieć

źródło: Atropa Belladonna Von Coup –  (impulsywne)

Człowiek ma dość ograniczone możliwości, więc warto zdawać sobie sprawę z tego że choćbyśmy mimo wszystko dali z siebie wszystko, to nie wolno nam (i nie będziemy mieli) wszystkiego… Chodzi tylko o to żeby nam nie było wszystko jedno (zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi za którymi idziemy)… (Odys)

„…Naszą bronią są WIEDZA i INFORMACJA – to jest nasz oręż – Musimy wciąż pogłębiać naszą wiedzę po to, aby móc rozróżnić prawdę od fałszu. To PRAWDA nas wyzwoli. Naszą organizacją jest ORGANIZACJA BEZ ORGANIZACJI – STRUKTURA PŁASKA – to nowy rodzaj organizacji, której nikt i nic nie jest w stanie zniszczyć. „To działalność małych grup i pojedynczych osób powiązanych jedną MYŚLĄ oraz WSPÓLNYM KATALOGIEM WARTOŚCI, a nie strukturą, regulaminami i procedurami.” Po więcej informacji odsyłam do książki Rafała Brzeskiego pt.”WOJNA INFORMACYJNA – wojna nowej generacji”.

Pan Brzeski wykłada również w Narodowej Akademi Informacyjnej. Jego wykłady można znaleźć na youtubie. Naszym ogniwem spajającym jest DUCH NARODOWY. Pamiętajmy że MYŚL jest bronią. W jednym z ostatnio dodanych na youtuba wykładów Docenta Józefa Kosseckiego z serii Polska Szkoła Cybernetyki, odcinek 19, dostajemy wskazówki jak mamy działać aby wygrać: PSC 19. Polski system sterowania społecznego po tzw. transformacji…” (Polski Informator Narodowy – Biuletyn inspiracyjny dla przyszłych elit rządowych)

„…Naczelny zarzut, jaki należy szkole postawić, to ten, że jest absolutnie wyprana z procesów decyzyjnych. Kształci przedmiot, istotę odbiorczą, półczłowieka, na którego inni będą wpływali, wydawali mu nakazy i zakazy, egzekwowali wiadomości, które ma ze szkoły, a nawet takie, których nie ma znikąd, chwalili za dobre spełnienie obowiązków a ganili za złe. Nie kształci go jako podmiotu, nawet przyszłego, a cóż dopiero teraźniejszego.
Z czasem, już po wyjściu ze szkoły, zacznie powoli rozeznawać siebie również jako podmiot (gdyby to nastąpiło wcześniej, szkoła użyłaby wszelkich możliwych środków, aby mu to wybić z głowy, najłagodniejszym z nich byłoby obniżenie oceny ze sprawowania za „krnąbrność”) mogący krytykować, stawiać żądania, nie zgadzać się, wyrażać niezadowolenie. Wówczas stwierdzi, że nie ma pojęcia, jak to robić, popełni mnóstwo błędów przez nieodróżnianie słuszności od taktyki, ucząc się umiejętności decydowania od zera, zdany wyłącznie na siebie. Pod tym względem uczeń kończący szkołę znajduje się w sytuacji gorszej niż jego rówieśnik sprzed paru tysięcy lat, któremu ojciec dawał łuk i zabierał ze sobą na polowanie.
Okoliczność, że umiejętności decydowania nabywa się samorodnie oraz że rozpoczyna się jej nabywanie tak późno, sprawia, że przewleka się ono przeważnie do starości, a u ogromnej większości ludzi umiejętności decydowania nigdy nie wznosi się poza poziom prymitywny. To stąd właśnie, z doznawania dotkliwych skutków popełniania błędów w decyzjach, nawet u ludzi mających już dorosłe dzieci, wzięło się powiedzenie, że „człowiek uczy się rozumu do samej śmierci”, a nie – jak niektórzy sądzą – z faktu, że wiedza się szybko rozwija, trzeba się więc ciągle dokształcać. I pomyśleć, że nie na jakimś prymitywnym poziomie, lecz jeszcze w najzupełniej zerowym stanie umiejętności decydowania, człowiek podejmuje dwie najdonioślejsze decyzje życia, jakimi jest wybór zawodu i małżeństwo!

BEZDECYZYJNY charakter kształcenia młodzieży nie wynika z „istoty szkoły”, lecz z braku rozeznania celów, dla których wykształcenie ma służyć. Pod tym względem pozostajemy właściwie na poziomie dawnych guwernerów, od których młodzi panicze „pobierali nauki”, tzn. uczyli się sztuki czytania, pisania i rachowania, a ponadto encyklopedycznych elementów historii, geografii, literatury, jakiegoś języka obcego, aby umieć „obracać się w świecie”. Różnica polega jedynie na tym, że obecnie zakres wiedzy encyklopedycznej jest znacznie szerszy, co nie przeszkadza, że maturzysta, jeżeli idzie na studia wyższe – co, jest w znacznym stopniu kontynuacją szkoły średniej – także umie tylko „obracać się w świecie”, co znaczy może pracować w biurze, gdzie będzie wpisywał, przepisywał i wypisywał to, co mu tam, odpowiednio do rodzaju biura, każą.
Jak natomiast być powinno, widoczne jest w nauczaniu na rozmaitych kursach, organizowanych w celach wyraźnie określonych. Na przykład na kursie samochodowym chodzi o wykształcenie kierowców. W tym też celu, oprócz dostarczania kursantowi informacji o budowie samochodu, znakach drogowych i przepisach ruchu, kształci się go w podejmowaniu decyzji w sytuacjach od najprostszych, jak uruchomienie i zatrzymanie silnika w samochodzie stojącym, aż do najtrudniejszych, w normalnym ruchu miejskim. Kursant stopniowo przemienia się w kierowcę i staje się nim jeszcze przed końcem kursu. W ostatnich jazdach ćwiczebnych obecność instruktora jest tylko formalnością. Tu nie chodzi tylko o to, że nowo wykształcony kierowca umie jeździć, tzn. wie kiedy co nacisnąć lub obrócić. Potrafi także decydować, to jest pokonywać wahania i rozstrzygać wątpliwości, jakie przeżywa się w konkretnych sytuacjach ruchu drogowego, kiedy obawia się podjąć błędną decyzję nie dlatego, że zdradziłby się tym wobec instruktora niedostatkiem informacji o kierowaniu samochodem, lecz dlatego, że naraziłby siebie i innych na niebezpieczeństwo. Jest to przejęcie się decydowaniem, bo sytuacje są rzeczywiste i nie nadają się do żartów. Podobnie na kursie pływackim kursant staje się pływakiem i jeszcze w czasie trwania kursu bywa w sytuacjach grożących mu rzeczywistym niebezpieczeństwem, z którego prawdopodobnie instruktor by go wybawił, ale jak wiadomo diabeł nie śpi.
Kim zaś staje się uczeń kończący szkołę? Powinien stać się dorosłym (nawet świadectwo, jakie otrzyma, nazywa się świadectwem dojrzałości), to znaczy jeszcze w ostatnim roku szkolnym powinien umieć postępować jak dorosły.

Przed laty zdarzyło mi się usłyszeć, jak stary wieśniak powiedział o jakimś wymądrzającym się studencie: „Co on tam, głupi, wie, jak na siebie nie zarabia, a żony i dzieci nie ma”. W tych słowach był głęboki sens. Praca, utrzymanie rodziny to rzeczywistość, bez zetknięcia się z nią nie wie się, co to znaczy decydować, jest się „głupim”.
I rzeczywiście, w szkole uczniowie do końca pozostają „głupi”. Ideałem wychowawczym nauczycieli jest przekształcenie zwykłego ucznia w ucznia wzorowego. W ucznia, a nie w dorosłego. Nauczyciele czują się zwierzchnikami uczniów, i takimi chcą pozostać do końca, tj. do chwili, gdy ich przekażą następnym zwierzchnikom. Jest to masowe produkowanie ludzi nieodpowiedzialnych.
W szkole, owszem mówi się wiele o poczuciu odpowiedzialności, ale chodzi o odpowiedzialność wykonawców, a nie decydentów.
Tak zwane samorządy w szkole to nie żadne samorządy, lecz ich parodia. Nic dziwnego, że później podobnie działają samorządy dorosłych. Nauczyciel-wychowawca wyznacza, który uczeń ma być w danym roku przewodniczącym, który sekretarzem itd. i całe to grono traktuje jako pomocników w rozmaitych akcjach szkolnych, utrzymywaniu porządku, zbieraniu składek itp.
A przecież, choćby w tym minimalnym zakresie, należałoby uwalniać uczniów od natarczywej obecności nauczyciela, stawiać ich wobec konieczności podjęcia decyzji, dać im odczuć smak bezradności, gdy nie wiadomo co postanowić, a zarazem świadomość, że to, co się postanowi nie wymaga niczyjego potwierdzenia i będzie musiało być jakoś zrealizowane. Gdy w razie błędnej decyzji zamierzona akcja się nie uda albo uda się niezupełnie, jej przebieg powinien być przedyskutowany (tym razem, w obecności nauczyciela jako doradcy), a błędy decyzji wykryte. Uczniowie powinni się przy tym nauczyć przewodniczenia zebraniom, protokołowania, referowania, dyskutowania, stawiania wniosków oraz rozróżniania ich rodzajów (ileż to osób dorosłych nie wie, jaka jest różnica np. między wnioskiem formalnym a wnioskiem nagłym i jaka jest procedura ich uchwalania).
To jednak nie wszystko. Problematyka decydowania powinna być w szkole szeroko traktowana; podstawy teorii decyzji, ze szczególnym uwzględnieniem optymalizacji zasady projektowania w związku z fizyką i realizacja prostych projektów, zasady organizacji pracy zespołowej i rodzaje podejmowanych w związku z tym decyzji, dyskutowanie kapitalnych problemów decyzyjnych, znanych z historii powszechnej, rozwiązywanie ćwiczebnych problemów decyzyjnych o nie znanej z góry liczbie możliwych decyzji.
Przede wszystkim jednak należałoby położyć nacisk na podejmowanie przez uczniów decyzji w sytuacjach rzeczywistych, z rzeczywistymi ich skutkami. Najbardziej nadają się do tego sytuacje, w których uczniowie muszą decydować o swoim życiu, o przyszłości.

Czas skończyć ze szkołą pojmowaną jak rura: gdy uczniowie wejdą do niej jednym końcem, będą w niej przepychani, aż wyjdą drugim. Tak, przepychani, co ma ten skutek, że uczniom wszystkich czasów – bo system ten pokutuje od dawna – wydaje się, iż robią łaskę, że chodzą do szkoły, i wobec tego za największe szczęście uważają sytuację gdy nie zostało nic zadane albo jest wolna lekcja, bo nauczyciel zachorował, a jeżeli zaczną się zaniedbywać, jest to zmartwienie dla rodziców, z którymi wychowawca porozmawia na wywiadówce.
W szkole średniej atmosfera taka powinna zostać zlikwidowana przez zdjęcie z uczniów nacisku nauczycieli – kto chce, niech się uczy, kto nie chce, niech się nie uczy – tak jak jest w szkołach wyższych. Nie należy się obawiać, że nastolatki to głuptasy i przestaną w ogóle chodzić do szkoły. Nie przejmują się szkołą, bo wiedzą, że robi to za nich ktoś inny – nauczyciele, rodzice. Przejmują się jednak sobą, tyle że w niewłaściwy sposób. Zmiana jest potrzebna, żeby kształcenie się było przedmiotem decyzji ucznia, a nie nakazu, któremu trzeba się poddać, bo dorośli są silniejsi.
Oczywiście, nie w tym rzecz, żeby uczeń „podjął decyzję” zapisania się do szkoły i przyjścia na egzamin wstępny, lecz w tym, żeby musiał w szkole decydować o sobie. Na przykład, obecnie nauczanie odbywa się w sposób uśredniony, program musi być przerobiony ze wszystkimi uczniami, wszyscy muszą opanować w dostatecznym stopniu wszystkie przedmioty. W rezultacie uczeń niewiele zajmuje się przedmiotami, do których jest bardzo uzdolniony, a najwięcej wysiłku wkłada w przedmioty sprawiające mu trudności, tym większego, że przedmiotów tych nie lubi. Musi tak postępować, bo grozi mu nieotrzymanie promocji, jeżeli ich nie opanuje.
Czy to jest racjonalne ?

Czy społeczeństwo potrzebuje ludzi znających wszystko pobieżnie, czy też ludzi o różnych talentach dobrze rozwiniętych ? Odpowiedź nie nasuwa chyba wątpliwości. Nie można jednak indywidualizować uczniów decyzją nauczyciela. Tylko sam uczeń może powiedzieć, czego chce, co sprawia mu satysfakcję i przyjemność, a co go nudzi, to zaś oznacza oddanie decyzji w jego ręce, ucznia. Wtedy będzie się uczył z własnej inicjatywy, ze skutecznością przekraczającą wyobrażenia nauczycieli dzisiejszego typu.
Że to nie przesada, można się przekonać obserwując uczniów-hobbystów, znane są przypadki chłopców interesujących się elektroniką, którzy wiedzą niewiele ustępowali inżynierom tej specjalności, a z całą pewnością przewyższali ich liczbą samodzielnie skonstruowanych generatorów i znajomością czasopism fachowych, sprowadzanych nieraz z zagranicy w drodze wymiany, a następnie wertowanych ze słownikiem w ręku, aby żadnego słowa ze zdobytego skarbu nie uronić.
Tym ogromnym potencjałem intelektualnym nauczyciele zupełnie nie interesują się, czemu zresztą trudno się dziwić. Nie tego oczekuje od nich ministerstwo, a poza tym, szczerze mówiąc, nie mogliby być partnerami w dyskusji z takimi uczniami, gdyż niewiele by z niej zrozumieli, nawet jeżeli są nauczycielami fizyki.
Na ewentualny argument, że pewni uczniowie zrobiliby ze swobody decyzji zły użytek, porzucając szkołę przez lekkomyślność, czego dopiero po niewczasie zaczęliby żałować, odpowiem, że istotnie mogłoby się to zdarzać, ale miejsc w szkole średniej mamy mniej niż zgłaszających się. Czy nie słuszniej byłoby więc udostępnić je przede wszystkim tym, którzy będą chcieli się uczyć z własnego impulsu, bez popychania? Jeżeli zdolny a tylko jeszcze lekkomyślny uczeń wypadnie z normalnego nurtu szkolnego, to jeszcze nie tragedia – będzie mógł skorzystać z nauczania zaocznego lub wieczorowego. Prawda, będzie to od niego wymagało zwiększonego trudu i wyrzeczeń, ale taka jest cena, tutaj stosunkowo niska, błędnych decyzji. Mogę tylko powtórzyć, że umiejętności decydowania nabywa się w sytuacjach rzeczywistych.

Inny zarzut pod adresem szkoły to fakt, że nawet w zakresie procesów informacyjnych działalność jej jest wadliwa. Zajmuje się wyłącznie wpajaniem wiadomości, a nie uczy wyrabiania poglądów. Co więcej, żeby chociaż te wiadomości były właściwie dobrane, ale i to nie. Podaje się wiadomości które można znaleźć w atlasach, encyklopediach, tablicach itp., a nie podaje się metod ich zdobywania.

źródło: Polski Informator Narodowy:  A co o szkolnictwie pisał Marian Mazur?

Marian Mazur (1909-1982), najwybitniejszy polski cybernetyk, był jednym z nielicznych naukowców łączących wiedzę wysoce specjalistyczną z ogólną, wzorem człowieka „renesansowego” XX wieku.

jako uzupełnienie wykład: PSC 14. Stereotypy a pojęcia i ich rola w procesach sterowania – Józef Kossecki

Krótki komentarz (delikatnie polemiczny) do materiału filmowego…

Pojęcia i idee mają swój sens a przede wszystkim konsekwencje (nie tylko rozumowe). Jeżeli zaczniemy udawać że nic nie znaczą, albo że znaczą coś innego (jak to co znaczą w rzeczywistości) tylko dlatego że ktoś ich używa w wypaczonym sensie, to się za Chiny ludowe jako ludzie nie dogadamy. Odmawianie sensu/znaczenia jakimkolwiek pojęciom (i wykluczanie ich z tego powodu z powszechnego obiegu), tylko dlatego że ludzie je źle rozumieją to strzał w stopę. Istotą problemu jest to że ludzie nie wiedzą co się kryje za niektórymi ideami i pojęciami. Używają słów wbrew ich pierwotnym znaczeniom i to właśnie trzeba naprawić a nie mówić ludziom że np. kapitalizm i socjalizm to jedno i to samo. Różnią się tak jak prawo i lewo, jak biel i czerń. Możemy więc albo zacząć wreszcie używać tych słów zgodnie z ich znaczeniem, albo próbować ludzi oduczyć ich używania. Trzeciej drogi nie widzę. Stereotyp to mylne/negatywne postrzeganie/rozumienie rzeczywistości spowodowane przez negatywną sugestię/intencję nadawania słowom i pojęciom innych znaczeń niż mają w rzeczywistości. Słowa same z siebie nie są ani złe ani dobre (chyba że są to wulgaryzmy i wyzwiska).

Niektóre pojęcia (jak wyżej wspomniane) są mało „diagnostyczne” bo został zatracony ich pierwotny sens. Mało kto dziś wie co tak naprawdę oznacza socjalizm a co kapitalizm, oraz kiedy mamy z nimi do czynienia. Więc albo przywrócimy to znaczenie do obiegu, odkłamując semantykę (będziemy tłumaczyć ludziom co się kryje za tymi pojęciami), albo wyrugujmy z obiegu te słowa i zastąpmy innymi. Tylko jak je wyrugować skoro używają tych pojęć/słów miliardy ludzi na całym świecie? Ustawą? Zamykaniem do więzienia za używanie? Spalić wszystkie książki, skasować z internet, wyprać wszystkim mózgi? 🙂 Uważam że to jest niemożliwe.

Każda jedna idea/pojęcie które kiedykolwiek zostało wpuszczone w obieg (zwłaszcza o takim polu rażenia powszechnego użycia, jak system polityczny, prawny, czy ekonomiczny) jest nie do usunięcia ze świadomości wszystkich ludzi. Jedyne co pozostało to odkłamywanie tych terminów, by ludzie zaczęli ich używać zgodnie z  prawdziwym znaczeniem. Pozostaje powrót  do PRAWDY. Nie widzę sensu w tworzeniu kolejnych „najprawdziwszych” pojęć, zwłaszcza jeżeli będą one używane wyłącznie przez jakiś promil fascynatów i to między sobą, bo nikt inny ich nie zrozumie. Ale życzę powodzenia w ich wdrażaniu wszak to wolny kraj. Dla mnie jest to jednak strata czasu i energii. Inflacja słów których nikt (poza wąskim gronem) nie będzie rozumiał, a przecież tu chodzi o otworzenie oczu masom (przynajmniej dopóki mamy demokrację 🙂 ).

Jeśli chodzi o emocje to nowe słowa też ludzi z emocjonowania się na zadane słowo/ideę nie wyleczą. Trzeba wytworzyć w człowieku potrzebę autodyscypliny, a to można moim zdaniem uzyskać wytwarzając silniejsze pragnienie, tj. chęć poszukiwania prawdy i umiłowania prawdy. Wtedy emocje zostaną poskromione a przynajmniej zepchnięte na dalszy plan żeby nie psuły wymiany poglądów. Tu czasem wystarczy że jedna ze stron utrzyma emocje na wodzy a może się to udzielić drugiej stronie. Uważam też że najbardziej rozemocjonowanym i wulgarnym dyskutantom nie należy dawać „satysfakcji” (w slangu młodzieżowym to się tłumaczy jako „nie karmienie trolli”). Takim ludziom należy się ostracyzm jako kara dyscyplinująca, inaczej nigdy się nie nauczą kontrolować w dyskusji własnych emocji.

Wykład Pana Koseckiego jak zwykle ciekawy i godny namysłu co do niektórych pojęć/słów/definicji, które rzeczywiście należałoby dookreślić żeby ich sens był dla wszystkich jasny i jednoznaczny… (Odys)

podobne: Edukacja: Ile jest wiedzy w wykształceniu? oraz: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”. i to: Kłamstwo „postępu”: „Ludzie! Jesteście zajebiści!” a także: Rektor KUL wzywa do poszukiwania prawdy  polecam również: Przewodnia rola „mediów” i tzw. „edukacji” w zdziczeniu obyczajów  i jeszcze: W poszukiwaniu stwórcy, czyli… Naturalne i nadprzyrodzone poznawanie świata. oraz: Edukacja domowa lekiem na „szkołę” czyli… sam sobie pościel a się wyśpisz.

Antoine de Saint-Exupery (szkoła, wiedza, nauka, dzieci, edukacja, istota rzeczy)

PS…

„Największym marzeniem każdego pojedynczego człowieka jest dostać coś za darmo, iść z tym do domu, a tam to coś rozpakować z pudełka i włączyć do prądu. To nie jest nawet tylko marzenie, to jest siła, która pozwala zarządzać masami, bo działa w kierunku odśrodkowym, to znaczy od tego spragnionego niespodzianki w pudełku do zarządzającego, który pozostaje dlań nieznany. Kolejny marzeniem, nieco słabszym, ale też ważnym jest chęć poznawania ludzi sławnych. To się manifestuje w różny sposób, ale kiedyś jak pamiętacie był nawet taki pomysł, żeby ludzie idący na bal dziennikarza płacili za to, że będą siedzieć przy jednym stole z Warzechą i Ziemkiewiczem. Po 400 stówki od łba. Sprawa się o ile pamiętam nie zakończyła sukcesem, bo chyba nie o taki rodzaj sławy chodziło. Trzecim największym pragnieniem człowieka jest chęć, by ktoś mądry i jednocześnie bezkompromisowy w swoich sądach wytłumaczył mu jak jest...

Autorytet moralny - Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

…Zwróćcie uwagę, że pomiędzy ludźmi, którzy mają te marzenia, a tymi, którzy je mogą spełnić, rzadko tylko dochodzi do przenikania, a i to tylko w jedną stronę – można awansować, ale już nie można być zdegradowanym. Z tamtej drugiej grupy po prostu się znika. Mimo to wielu spryciarzy marzy wprost o tym, by znaleźć się w grupie drugiej, bo kojarzy im się ona z władzą. Nie ma tam dla nich władzy, a jeśli to minimalna, zostają oni po krótkim szkoleniu zesłani z powrotem na dół jako strażnicy braci swoich, którzy marzą o tym, że ktoś da im coś za darmo i oni pójdą z tym do domu, rozpakują z pudełka i podłączą do prądu.

…mnie zawsze interesuje jak to jest, że ludziom do tego, by wiedzieli jak jest, potrzebny jest jakiś Cejrowski. Jakby Cejrowski był motorniczym ich mózgu, którego sami nie potrafią obsługiwać. Mechanizm jest moim zdaniem prosty- pierwsze marzenie, o pudełku i prądzie, jest tak przemożne, że odbiera siły i nie starcza ich już potem na nic. Potrzebne jest więc jakieś intelektualno-emocjonalne wspomaganie, żeby po zaspokojeniu najważniejszej potrzeby, można było zamarkować zaspokojenie drugiej. Zamarkować, bo przecież nie chodzi o rzeczywiste jej zaspokojenie, ale o erzatz. Potem przychodzi spełnienie, które ma postać dwojaką, marzyciel spotyka swojego idola, na przykład na konwencji jakiejś prawicowej partii, albo ma okazję wygłosić lansowane przez niego poglądy publicznie i zebrać oklaski. Wygłaszanie poglądów ludzi sławnych i kontrowersyjnych jest jedną z możliwości realizacji marzenia trzeciego.

Jak widzicie opisałem tu z grubsza, ale też w dość wyraźnych detalach, jak funkcjonuje doktryna kolonialna i jak się nią posługują kolonizatorzy. Ludzie w to nie wierzą, bo mają telewizor i domy na kredyt i jeżdżą na wakacje, a więc mają poczucie wolności…” (coryllus)

całość tu: O największych marzeniach ludzkości

O patologiach na polskich uczelniach. Podręcznikowa korupcja w szkołach. Potrzebujemy nowej koncepcji nauczania matematyki.


1. O patologiach na polskich uczelniach

„W październiku 2013 roku wrocławska policja zatrzymała Adama J., profesora Politechniki Wrocławskiej. Profesorowi i jego współpracownikom zarzucono między innymi oszustwa przy realizacji projektów badawczych oraz plagiaty. Lokalna prasa poświęciła tej sprawie kilka tekstów, w których między innymi sugerowano istnienie „spółdzielni” — grupy wpływowych profesorów — oraz ojca chrzestnego — capo di tutti capi — polskiej nauki. W stołecznym wydaniu „Gazety Wyborczej” ukazał się też artykuł opisujący losy dwójki adiunktów z zakładu kierowanego przez Adama J., którzy zdecydowali się na ujawnienie nie całkiem legalnych praktyk swojego szefa.

(…)

Przez wiele lat uważałem, że najlepszą drogą do poprawy jakości polskiej nauki jest promowanie doskonałości, a walka z patologią ma znaczenie drugorzędne. Wydawało mi się, że patologie są marginesem, który szybko zostanie wyeliminowany, gdy pojawią się dobre wzorce, dobry system grantowy i zapotrzebowanie na dobre wykształcenie.

Przyznaję, że byłem w błędzie. Dostępne w Internecie informacje o zaszczytnych, pochodzących z wyboru, funkcjach pełnionych przez bohaterów artykułu i wiarygodne opinie „sfrustrowanych internautów” świadczą o rozwoju patologii.

Możemy dziś mówić o ofensywie patologii, o tym, że kolesiostwo opanowało ogromne obszary polskiej nauki. Przy czym nie mówię tu o pracownikach prowincjonalnych uczelni z trudem walczącymi o przetrwanie lub awans, lecz o elicie polskiej nauki, członków elitarnych towarzystw i komitetów, PAN, a także CK — instytucji powołanej po to, by dbać o wysoki poziom kadry akademickiej. To osoby mające wpływ na podział funduszy na badania naukowe.

(…)

…Nie mam dowodów, że Adam J. i jego współpracownicy byli finansowani dzięki życzliwości kolegów, ale widziałem wysoko ocenione projekty badawcze, w których osiągnięcia wnioskodawców i jakość proponowanych badań była poniżej wszelkich możliwych standardów. Ktoś te projekty oceniał, ktoś znajdował życzliwych recenzentów.

Niemożliwe, żeby jedna, dwie lub nawet trzy osoby oszukały całe środowisko naukowe.

Podobnie jest z nadawaniem stopni, tytułów naukowych, a także innych ważnych zaszczytów. Kilka miesięcy temu wiele emocji wywołała próba nadania stopnia doktora prezesowi Business Center Club. Gdyby do tego doszło, szkody dla nauki nie byłyby wielkie. Nie stałoby się nic złego poza kompromitacją instytucji oraz obniżeniem już i tak niskiego prestiżu stopnia doktora. Natomiast nadawanie habilitacji lub profesury osobom niekompetentnym pracującym na uczelniach lub w instytutach badawczych przynosi ogromne szkody.

(…) Środowisko samo nie zdejmie klapek z oczu, trzeba mu je zerwać. (…)

Nie wiem, jaki będzie dalszy rozwój wydarzeń w sprawach skandalu w środowisku informatycznym. To, co się dotychczas wydarzyło, sugeruje, że jeśli problemy ujawnione w artykule Pytlakowskiego uda się rozwiązać, będzie to wyłącznie zasługą policji i prokuratury. Z tą i z wieloma podobnymi sprawami środowisko naukowe nie umiało samo sobie dotychczas radzić i chyba wciąż nie ma woli, żeby się z tymi problemami zmierzyć. Ale nie da się uzdrowić szkolnictwa wyższego i nauki rękami prokuratorów. Instytucje odpowiedzialne za sprawy poruszone w artykule muszą do końca wyjaśnić wszystkie wątpliwości.

Nie chodzi tylko o ukaranie lub odsunięcie od władzy tych, którzy zostali przyłapani na oszustwach, ale poznanie mechanizmów i identyfikację osób, których świadome działania wspierały lub tylko umożliwiały bezproblemowe działanie oszustów. Potrzebne są bardzo odważne działania. Bez nich wciąż będzie brakowało pieniędzy na badania, ich jakość będzie dalej spadać, opinia o środowisku będzie coraz gorsza, aż w końcu podatnicy uznają, że nie ma sensu nas finansować.”  (Leszek Pacholski)

całość tu: wszystkoconajwazniejsze.pl

…prywatnie nikt by na taką „naukę” złamanego grosza nie dał. Tymczasem cały ten PAN to firma państwowa która nie musi się liczyć z konkurencją, więc nie musi się wysilać ani liczyć z kosztami. Profesjonalizm tej instytucji czy jej realna użyteczność dla społeczeństwa które za to płaci jest odwrotnie proporcjonalna do prywatnego interesu tego towarzystwa wzajemnej adoracji. Podatnik sponsoruje czy się należy czy nie, więc jedynym zmartwieniem układu jest trzymanie przez jego udziałowców gęby na kłódkę, i żeby wciągnąć do niego jak największą liczbę „naukowców”, bo tylko wtedy środowisko się wzajemnie pilnuje (każdy ma coś na sumieniu – taka wspólnota interesu i „zbrodni”) i dba by na zewnątrz wszystko było „dente” (oczywiście na papierze)… (Odys)

podobne: Profesor Jasiewicz i „kozi taniec” PANa oraz: Władysław Panasiuk: Artyści nie z tej ziemi czyli… w pogoni za sławą…. „A Ty siej…” i to: PAN daje przykład jak „edukowac” (nie)należy – są pierwsi POsłuszni

To samo dotyczy innych gałęzi i kwestii związanych z nauką (i nie tylko) gdzie państwo jest regulatorem…

2. Korupcja w szkołach: pakietyzacja, uzależnienie i prezenty od wydawców podręczników szkolnych.

„…Korupcja w szkołach to przyzwolenie na niszczenie podstawowego zaufania rodziców do nauczycieli. Zaufania, że szkoły wybierają podręczniki najlepsze, nie zaś te, za którymi stoją „wziątki”.

(…)

Praktyki mogące nosić znamiona korupcyjnych nie były zjawiskiem odosobnionym, dotyczącym wybranych szkół w jakiejś części Polski, lecz zaczęły stanowić „normalną praktykę handlową”, stosowaną przez część wydawców edukacyjnych funkcjonujących na krajowym rynku. Według naszych statystyk z tym problemem spotkało się blisko 75% szkół.

Setki przedstawicieli handlowych odwiedzają szkoły każdego dnia, oferując zawieranie długoterminowych umów, na mocy których dyrektorzy szkół — również bez weryfikacji merytorycznej treści podręczników — zobowiązują się do wprowadzenia w podległej im placówce podręcznika wskazanego przez wydawcę. Dyrektor, podpisując takie zobowiązanie, dopuszcza się nadużycia swojej władzy, zabierając ustawowe prawo wyboru podręcznika nauczycielowi, co stanowi naruszenie prawa oświatowego (stanowisko RPO, MEN oraz kuratorów oświaty) lub nawet przestępstwo przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.

Wśród badanych przez nas spraw związanych z wyborem podręczników zidentyfikowaliśmy naganne praktyki dwojakiego rodzaju.

Pierwszą grupę stanowią praktyki niektórych wydawców polegające na oferowaniu i przekazywaniu szkołom drogiego sprzętu elektronicznego w zamian za zobowiązania do korzystania z podręczników wybranego wydawnictwa. Często zobowiązania te wynikały z zawieranych kilkuletnich umów użyczenia, darowizny sprzętu obwarowywanych sankcjami na wypadek rezygnacji przez szkołę z podręcznika (najczęściej chodzi o obowiązek zwrotu równowartości sprzętu — parę tysięcy złotych) lub przekazywania sprzętu jedynie na podstawie faktur za cenę 1 zł + VAT, co stanowiło darowiznę z konkretnym oczekiwaniem lub zachętą dotyczącą wyboru podręczników.

Druga grupa praktyk, które zdiagnozowaliśmy, to typowe przestępstwa korupcyjne.

W zamian za wybór pakietów danego wydawcy oferowane były sprzęt lub drogie wycieczki zagraniczne wybranym nauczycielom i dyrektorom.

W ramach naszej akcji Czysta Szkoła otrzymaliśmy wiele niepokojących informacji na ten temat, zarówno od byłych przedstawicieli handlowych wydawców, jak i nauczycieli zaniepokojonych tym, że do wyboru określonych podręczników są przez wydawców „przekonywani” właśnie w taki sposób…

(…) 

Działania wydawców w dużym stopniu stały się przyczyną stale rosnących cen podręczników szkolnych, gdyż za dodatkowe prezenty płacą tylko i wyłącznie rodzice. Postulowana przez rodziców konieczność obniżenia cen podręczników, bez zwalczenia tej plagi nękającej polską edukację, nie ma szans na realizację…” (Mateusz Górowski)

całość tu: wszystkoconajwazniejsze.pl

podobne: Kosztowna głupota. Nacjonalizacja rynku podręczników doprowadzi do bankructwa wielu przedsiębiorców, a dzieci stracą możliwość nauki z lepszych książek.

3. Potrzebujemy nowej koncepcji nauczania matematyki…

„Testowe sprawdzanie wiedzy, reguły, wzory, schematy zamiast nauki logicznego myślenia. Ubiegłoroczne wyniki matury z matematyki nie pozostawiają złudzeń. Matematyka jest źle uczona. Nielubiana. Traktowana jak zło konieczne. Czy musi tak być?

–  My po każdej reformie nauczania otrzymujemy na pierwszy rok studiów gorzej przygotowanych studentów. Nie pomimo reform, lecz z ich powodu – pisał ks. prof. Michał Heller w artykule „Śmierć uniwersytetów”.  I niewiele pomogło przywrócenie po latach obowiązkowej matury z matematyki. Nie zdaje jej co piąty maturzysta.  A umiejętności wielu spośród tych, którzy przystępują do matury na poziomie podstawowym, pozostawiają wiele do życzenia. Ich „pomysłowe” rozwiązania zadań z kolokwiów i egzaminów zaskakują i mogłyby trafiać do swoistego humoru zeszytów. Wydawać by się mogło, że z taką wiedzą nie tylko nie powinni studiować, ale nawet skończyć podstawówki.

Pamiętam rozmowę z osiemdziesięciokilkuletnim profesorem medycyny, który kończył przed wojną gimnazjum klasyczne we Lwowie. Zadał pytanie mojemu synowi maturzyście, który był matematycznym olimpijczykiem: „Czy umiałbyś chłopcze rozwiązać takie zadanie, miałem je na maturze” i tu przytoczył równanie z liczbami zespolonymi (dziś to program wyższej matematyki wykładanej na studiach). Nie tylko pamiętał zadanie sprzed 60 lat, ale także jego rozwiązanie. Ta wiedza była ugruntowana i przetrwała przeszło pół wieku. A dziś? Przyczyn trzeba szukać w edukacji wczesnoszkolnej.

(…)

Polscy uczniowie dokonali gigantycznego skoku w międzynarodowym badaniu PISA 2012 – od 2009 roku awansowali o 23 punkty w umiejętnościach matematycznych – słyszeliśmy nie tak dawno optymistyczne sygnały. Tymczasem, jak się okazuje, takiej pozornej zmiany nie potwierdzają prowadzone w Instytucie Badań Edukacyjnych pilotażowe analizy wyników testów gimnazjalnych, a nawet wynika z nich, że umiejętności matematyczne uczniów nieco spadły. Wyniki matur tych optymistycznych sądów nie potwierdzają. Gdzieś po drodze „gubią” się te umiejętności.

 (…)

Nie trzeba przekonywać, że dzieci niejednakowo szybko się rozwijają i mają zróżnicowane predyspozycje. Tylko, że w nauczaniu matematyki zaniedbania mogą mieć daleko idące konsekwencje, nawet na całe życie. Szkolne programy i wymagania  równa się do średniej. Od zdolnych uczniów nie wymaga się więcej, lekcje matematyki są dla nich nudne. Zraża się i tych utalentowanych, i tych, którzy radzą sobie z trudnością. Nie łowi się matematycznych talentów, tak jak to robią muzycy, czyli już w przedszkolu. I nie indywidualizuje wymagań.

A matematyka to nie przedmiot taki jak wszystkie inne, tylko wyjątkowy i wymaga wyjątkowego traktowania. Bo uczy myślenia, a pokolenie dobrze uczone matematyki osiągnie w przyszłości więcej w każdej dziedzinie wiedzy. Nie marnujmy tego potencjału. Kształcąc tak jak dziś, będziemy mieli wyuczonych na wzór wspomnianego Rafała, który wiedział jak to się robi, ale nie jak jest naprawdę.

Matematyczni analfabeci nie tylko nie będą inżynierami, ale nie będą potrafili pełnić wielu ról społecznych. Potrzebujemy nowej koncepcji nauczania matematyki.” (Małgorzata Wanke-Jakubowska)

całość tu: „Jeśli nie umiesz matematyki, nie znaczy że jesteś humanistą”

podobne: Wielkie żarcie się kończy! Zmierzamy ku edukacyjnej katastrofie. oraz: Izabela Brodacka: Jesteśmy idiotami??” – Przez uprzejmość nie zaprzeczę czyli i to: Ordo Iuris: MEN chce ręcznie sterować szkołami i ingerować w prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami. Lekcje na trzy zmiany. Rodzice trzeci raz zbierają podpisy. a także: Gimnazjaliści nie radzą sobie z trudniejszymi zadaniami, ale szkołę lubią. Prawo do odręcznego pisania. Polscy historycy zbulwersowani niemiecko-rosyjskim podręcznikiem.

Medycyna: Nanocząstki złota w diagnostyce i do walki z nowotworami. Równoległe prace polskich naukowców nad „nanożelami”.


20.05. Łódź (PAP) – Nanocząstki złota w niedalekiej przyszłości mogą zostać wykorzystane do diagnostyki i walki z nowotworami. Nad otrzymywaniem takich nanocząstek przy użyciu ultradźwięków, czyli metodami sonochemicznymi, pracują w ramach międzynarodowego projektu naukowcy z Politechniki Łódzkiej.

Sonochemia to zastosowanie ultradźwięków jako źródła energii do wywoływania reakcji chemicznych. Metodami sonochemicznymi można otrzymywać np. nanocząstki złota, które w przyszłości prawdopodobnie będą stosowane w diagnostyce i terapii nowotworowej. Pracują nad tym polscy naukowcy z Międzyresortowego Instytutu Techniki Radiacyjnej (MITR) Politechniki Łódzkiej.

Złoto – znane wszystkim dobrze w skali makro – po rozdrobnieniu do wymiaru nanocząstek, czyli rzędu jednej miliardowej metra, zaczyna charakteryzować się zupełnie innymi właściwościami. Można w ten sposób uzyskiwać bardzo trwałe kolorowe zawiesiny cząstek złota, które w przeszłości było stosowane jako barwniki np. w witrażach, a obecnie mogą mieć zastosowanie w walce z rakiem.

Naukowcy z MITR PŁ wchodzą w skład międzynarodowego projektu organizowanego przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej (IAEA) w Wiedniu. Uczestniczy w nim 15 laboratoriów z 12 krajów (Argentyna, Brazylia, Egipt, Iran, Malezja, Meksyk, Pakistan, Polska, Singapur, Tajlandia, USA, Włochy). Z Polski w badaniach uczestniczy też Narodowe Centrum Badań Jądrowych, Ośrodek Radioizotopów POLATOM.

„Zespoły naukowców z tych krajów, wśród których liderem jest zespół amerykański, mają wspólnie nauczyć się jak precyzyjnie otrzymywać nanocząstki złota o określonych wymiarach, zbadać ich właściwości i doprowadzić do tego, żeby były stabilne w roztworze. W dalszym etapie projektu mają one być zastosowane w radioterapii do walki z nowotworami” – opowiadał PAP zastępca dyrektora Instytutu ds. naukowych dr hab. Piotr Ulański.

Nanocząstki złota mogą być stosowane w radioterapii na dwa sposoby. Pierwszy wykorzystywać może fakt, że po wprowadzeniu ich do tkanki nowotworowej, a następnie zastosowaniu radioterapii, pochłanianie promieniowania jest znacznie silniejsze w tkankach z nanocząstkami złota, niż w otaczających je zdrowych tkankach. Konieczne jest jednak „wyposażenie” nanocząstek w specjalne oligopeptydy, czyli krótkie fragmenty białek, które wykazują zdolność do łączenia się wybiórczo z komórkami rakowymi.

„Jeśli potrafilibyśmy nanocząstki złota wyposażyć tak, żeby selektywnie gromadziły się w tkance nowotworowej, to wtedy dopiero po ich podaniu pacjentowi rozpoczynałaby się radioterapia. Energia promieniowania będzie w znacznym stopniu niszczyła tkankę nowotworową, a słabiej będzie absorbowana w tkankach otaczających. Zależy nam, żeby jak najmniej szkód wywołać w organizmie człowieka podczas radioterapii” – wyjaśnił łódzki naukowiec.

Według naukowców można też wytworzyć nanocząstki promieniotwórczych izotopów złota, które same, bez użycia promieniowania z zewnątrz mogą stanowić źródło promieniowania, które będzie zabijało tkankę nowotworową.

„W tym przypadku trzeba stosunkowo szybko, zanim promieniowanie tych izotopów się zmniejszy, przekształcić je w nanocząstki, zmodyfikować, żeby chciały się +chwytać+ komórek nowotworowych i podać pacjentowi. Wtedy przez kilkadziesiąt godzin, a nawet kilka dni emitowane byłoby promieniowanie bezpośrednio przez cząstki złota i niepotrzebne byłoby promieniowanie zewnętrzne” – uważa Ulański.

Jak zaznaczył samych nanocząstek złota, bez wyposażenia ich w przywierające do komórek rakowych oligopeptydy, nie można wstrzyknąć pacjentowi bezpośrednio w rejon guza, bowiem mają one tendencje do migracji i mogłyby wędrować po całym organizmie.

Rolą łódzkiego zespołu naukowców w tym projekcie jest dopracowanie i zoptymalizowanie procedury wytwarzania nanocząstek, których wymiary określają specjaliści od radioterapii. Opracowują także metody ich stabilizacji w roztworach.

„Przy użyciu ultradźwięków potrafimy te nanocząstki otrzymywać, potrafimy manipulować ich wielkością, stabilnością. Ta stabilizacja jest pewną sztuką i badania nad tym zagadnieniem wymagają dużo czasu i energii. Myślę, że jest już nieźle, że mamy to dość dobrze opanowane. Kolejnym etapem będzie opracowanie metody chemicznego +mocowania+ do cząstek złota oligopeptydów” – wyjaśnił.

Po opracowaniu procedur ich otrzymywania materiały trafią do zespołów radioterapeutycznych z Włoch, które będą je testować. Jeśli próby wypadną pozytywnie dopiero wówczas, przy współpracy ze specjalistami ze Stanów Zjednoczonych, nastąpi generowanie izotopów i przekształcanie ich w nanocząstki. „Konieczne będą wówczas badania na zwierzętach, potem badania kliniczne. To niestety potrwa wiele lat i pochłonie ogromne pieniądze” – dodał naukowiec.

Równolegle łódzcy specjaliści pracują nad dostarczaniem do komórek nowotworowych izotopów promieniotwórczych za pomocą otrzymywanych metodą radiacyjną tzw. nanożeli, czyli miniaturowej odmiany znanych już m.in. z opatrunków – hydrożeli.

„To są przestrzenne sieci polimerowe, ale o bardzo małych rozmiarach. Okazuje się, że wytwarzane według opracowanej przez nas metody nanożele są biozgodne, nie szkodzą komórkom, są w stanie do nich wchodzić i po pewnym czasie z nich wychodzić” – dodał łódzki specjalista. Według niego, jeśli udałoby się stworzyć hybrydę złożoną z nanożeli, przyczepionych do nich oligopeptydów oraz „kieszonek” na pojedyncze atomy izotopów promieniotwórczych, to potencjalnie mogłoby to działać podobnie jak nanocząstki złota.

„Działamy dwutorowo, bo nigdy nie ma absolutnej pewności, czy dany pomysł podparty nawet najlepszą podbudową teoretyczną, sprawdzi się w żywym organizmie, gdzie mamy do czynienia z bardzo skomplikowaną biofizyką i biochemią. Żeby zwiększyć szanse sukcesu idziemy tymi dwiema ścieżkami” – dodał dr Ulański.

Projekt IAEA „Nanometryczne układy do podawania radiofarmaceutyków” ma się zakończyć w 2018 r. Dopiero wtedy – według naukowców można będzie ocenić efekty, i – jeśli będą one obiecujące – szukać sposobu finansowania badań na zwierzętach i badań klinicznych.

Kamil Szubański (PAP)

szu/ dym/

podobne: Nauka. Nanobionika roślin oraz: Unikalna metoda leczenia raka trzustki została wynaleziona przez 17-letnią Joannę Jurek. i to: Medycyna: obiecujący lek na raka pęcherza moczowego, pacjenci testują egzoszkielet, statyny kontra cholesterol. Nauka: Tani wynalazek zastąpi kosztowny mikroskop, grafenowe kamizelki kuloodporne.

Nanotechnologia w medycynie

Nauka i Medycyna: Sondy MMS zbadają zjawisko rekoneksji magnetycznej. Ustabilizowały się emisje CO2. Bioniczne oko dla niewidomych. Trójwymiarowe szkielety do hodowli komórek. Czy ebolę w Afryce zastąpią inne choroby. Zakład o wirusa odry.


1. Nauka: Początek misji MMS.

12.03.2015 (IAR) – Już za kilka godzin początek niezwykłej misji NASA. Cztery identyczne sondy MMS, które zostaną wystrzelone z Florydy, będą badały w kosmosie zjawisko tak zwanej rekoneksji magnetycznej.

Jest to proces łączenia się lub rozłączania pól magnetycznych. Zachodzi w okolicach planet czy gwiazd, w tym naszego Słońca. Ma wpływ na przykład na kosmiczną pogodę, która z kolei wpływa na działanie satelitów czy sieci elektrycznych na Ziemi.

„Inna rzecz to, to że chcemy opanować proces syntezy jądrowej, by dawała nam ona czystą energię, a jedną z przeszkód jest brak zrozumienia rekoneksji magnetycznej” – tłumaczy Craig Pollock z NASA.

Sondy w kształcie czterometrowych ośmiokątów będą prowadziły obserwacje w ziemskiej magnetosferze okrążając naszą planetę. Niezbędny sprzęt naukowy budowano między innymi we Francji, Austrii, Niemczech, Szwecji iJaponii oraz USA.

Start z przylądka Canaveral na Florydzie o 4:44 nad ranem naszego czasu.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/moc

podobne: Naukowcy wykonali kolejny krok ku energii przyszłości – kontrolowanej fuzji jądrowej. i to: Nauka: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

2. Ustabilizowały się emisje CO2

13.03.2015 (IAR) – korespondencja z dźwiękiem Na świecie przestały rosnąć emisje dwutlenku węgla z sektora energetycznego. Wskazują na to dane za zeszły rok opublikowane przez Międzynarodową Agencję Energetyczną.

Emisje ustabilizowały się na poziomie 32 miliardów ton. Profesor Paul Ekins z londyńskiego Instytutu Energii tłumaczy BBC, że to tylko dane za jeden rok i nie należy wyciągać z nich zbyt pochopnych wniosków.

„Ale jeśli jest to początek trendu, to ma to ogromne znaczenie. Wiemy, że uprzemysłowione kraje mogą się rozwijać bez zwiększania emisji”.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna podkreśla, że to pierwsza taka sytuacja od czterdziestu lat, gdy emisje przestają rosnąć bez jednoczesnego kryzysu gospodarczego. Poprzednio spadki emisji były bowiem wynikiem mniejszego zapotrzebowania na energię, a takie mniejsze zapotrzebowanie wiązało się ze słabnącą gospodarką.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/mg

podobne: Ekoterror kontratakuje: Wzrost stężenia CO2 w atmosferze (nie wiadomo czy przez człowieka). Po „przerwie” wraca strach przed zmianą klimatu, tyle że to równie dobrze może być ochłodzenie. Dziura ozonowa przestała się powiększać.

3. Bioniczne oko dla niewidomychInżynieria znów pomaga biologom.

27.02.2015 (IAR) – Bioniczne oko w połączeniu z elektronicznym czipem może przywrócić wzrok niewidomym ludziom. Nad nowym systemem pracują brytyjscy naukowcy.

Działają w kilku dziedzinach. Skonstruowali już specjalny aparat, który ma imitować prawdziwą gałkę oczną. Przepuszcza światło, które potem jest odbierane przez komórki światłoczułe, a sygnały płyną do mózgu.

Do tego dochodzi terapia genowa, która może przywrócić wzrok ludziom cierpiącym na retinopatię barwnikową. Ta dziedziczna choroba prowadzi do drastycznego ograniczenia pola widzenia.

Naukowcy pracują też nad budową kamery i czipa, wszczepianego do mózgu. Chcą w ten sposób dać wzrok niewidomym. Również tym, którzy nie widzą od urodzenia. Pierwsze próby z udziałem ludzi przewidziano w ciągu najbliższych dziesięciu lat.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/zr

podobne: Profesor Grażyna Ginalska nagrodzona za sztuczną kość. oraz: Polsko-brytyjski przełom w neurochirurgii. Wrocławscy lekarze postawili na nogi sparaliżowanego mężczyznę. Francja: Obiecujące badania naukowców w walce z zanikiem mięśni.

07.03.2015 (IAR) – Inżynieria znów pomaga biologom. Dzięki niezwykłej metodzie naukowcy przygotowują mikroskopijne trójwymiarowe szkielety do hodowli komórek. Wyglądają one trochę jak japońskie orgiami albo trójwymiarowe tekturowe kształty wyskakujące z książeczek dla dzieci, po przewróceniu strony. Każdy ma milimetr długości.

Najpierw cieniutką, dwuwymiarową strukturę z krzemu kładzie się na gumowej podstawie. Potem ta guma się kurczy, krzemowa struktura nie ma miejsca, napręża się i „wyskakuje” w górę. Efektem są mikroskopijne, regularne drabinki, jakby na pomniejszonym placu zabaw dla dzieci. Poszczególne kształty mają już swoje nazwy: „koszyk”, „odwrócony kwiat” czy „rozgwiazda”.

Naukowcy, który pokazali swoje wynalazki na spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego w Teksasie mówią, że takie figurki przydadzą się do hodowli tkanek w laboratorium. Będzie je też można pobudzać elektrycznie, co jest dodatkowym zyskiem.

Szef zespołu naukowców profesor John Rogers z Uniwersytetu Illinois mówi, że jego struktury przypominają dzieła surrealisty Salvadora Dalego.

Publikację naukową zamieszcza tygodnik “Science”. Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/R. Motriuk/dyd

podobne: Sztuczne mięśnie żyją i działają. Polski grafen – duże pieniądze na technologię przyszłości. oraz: Włókna do walki z rakiem

 4. Czy ebolę w Afryce zastąpią inne chorobyOdra chorobą wirusową.

13.03.2015 (IAR) – Na zachodzie Afryki, w miejsce eboli mogą pojawić się inne, poważne choroby. Ostrzegają o tym w prestiżowym tygodniku „Science” naukowcy z USA, Wielkiej Brytanii i Szwecji.

Te potencjalnie groźne choroby to na przykład odra, krztusiec czy gruźlica. Mogą one pochłonąć tyle samo ofiar, co ebola, szacują autorzy badań. Przyczyna jest oczywista. „W Liberii, Sierra Leone i Gwinei programy szczepień praktycznie przestały istnieć. Są więc tam grupy ludzi narażone na dziecięce infekcje” – tłumaczy Caroline Ash z tygodnika „Science”. Według autorów badań liczba niezaszczepionych małych dzieci może sięgać miliona. W tej sytuacji sama odra może spowodować od dwóch do szesnastu tysięcy zgonów. Naukowcy sugerują, że w Zachodniej Afryce konieczne są dodatkowe programy szczepień.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/jp

podobne: Kolejny przymus szczepień w Polsce, tymczasem związek szczepień z autyzmem udowodniony. oraz: WHO: Kenia zagrożona Ebolą. Kanada przekaże Afryce eksperymentalne szczepionki.

13.03.2015 (IAR) – Niemiecki biolog, który kwestionował wiedzę medyczną, przegrał kontrowersyjny zakład. Sąd nakazał mu wypłatę obiecanych stu tysięcy euro lekarzowi, który udowodnił, że odra jest chorobą wirusową.

Biolog Stefan Lanka twierdzi, że odra jest chorobą psychosomatyczną, czyli że objawy, na przykład wysypkę wywołuje nasz umysł. Od dawna jednak wiadomo, że chorobę wywołują wirusy z rodzaju Morbillivirus. Cztery lata temu Lanka napisał na stronie internetowej, że da sto tysięcy euro tej osobie, która udowodni, że to wirusy faktycznie wywołują odrę. Zrobił to niemiecki lekarz David Barden zebrawszy wcześniej solidne dane naukowe. Lanka mu nie uwierzył. Ale sąd w Ravensuburgu stwierdził, że dane są wiarygodne i nakazał Lance wypłatę gotówki.

Przed odrą chronią szczepionki. Światowa Organizacja Zdrowia oświadczyła, że jest zaskoczona faktem, iż w Europie od zeszłego roku odnotowano 22 tys. zachorowań spowodowanych właśnie brakiem szczepień.

Odra jest ciężką chorobą zakaźną, w skrajnych przypadkach może prowadzić do poważnych powikłań a nawet do śmierci.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/sk

podobne: Przymusowe szczepienia: Inspektorzy GIS kontra „STOP NOP”. Kto ma rację?

źródło: stooq.pl

polecam również: Nauka: Produkcja tlenu na Marsie. Chiny: naddźwiękowe łodzie podwodne?

oko ziemia

Medycyna i Nauka: Co z nowym programem zwalczania raka? Lekarze boją się wystawiać „zielone karty” pacjentom. Nowy antybiotyk nadzieją w medycynie. Elastyczny implant na pomoc sparaliżowanym.


1. Czy do końca roku będzie uchwalony nowy program zwalczania raka? „Nasz Dziennik” – Rak na chybił trafił.

22.01.2015 (IAR) – Lekarze boją się wystawiać „zielone karty” pacjentom, u których podejrzewają nowotwór złośliwy. Mogą zostać ukarani przez NFZ – pisze „Nasz Dziennik”.

Przewidzianą w rządowym pakiecie onkologicznym kartę otrzymuje każdy pacjent z rozpoznaniem lub podejrzeniem nowotworu złośliwego. Dzięki temu ma mieć pierwszeństwo w badaniach i leczeniu u onkologów. Karty wydają głównie lekarze podstawowej opieki zdrowotnej. Jednak jeśli nie będą mieli odpowiednich wskaźników wykrywalności raka (co najmniej jeden chory z nowotworem na 15 wydanych kart), pod groźbą kary finansowej tracą możliwość ich wydawania. Nie otrzymają też wynagrodzenia za dotychczas wypełnione karty.

„Nasz Dziennik” pisze, że na nowotwory złośliwe rocznie choruje około 140 tysięcy pacjentów. Lekarze twierdzą jednak, że aby wykryć jeden taki przypadek, lekarz musi zbadać około 100 ludzi, a nie 15.

Więcej w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Nasz Dziennik”/to/kry

30.01.2015 (IAR) – Czy do końca roku będzie uchwalony nowy Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych? Stary na lata 2006-2015 kończy się i wygaśnie jego finansowanie. Biorąc pod uwagę to, że mamy rok wyborczy, to uchwalenie nowej ustawy może być trudne. Resort zdrowia nie ma jeszcze opracowanych założeń do niej.

Profesor Jacek Fijuth – prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego przyznaje, że czasu jest mało. Podkreśla, że środowisko onkologów wielokrotnie apelowało o podjęcie działań, by przygotować uchwalenie drugiej edycji tego programu.

Również organizacje pacjentów upominają się o modyfikację programu i jego kontynuację. Szymon Chrostowski – prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych podkreśla, że potrzebne są pieniądze po to, by poprawić sytuację pacjentów onkologicznych. Zaznacza, że minister zdrowia obiecał kontynuować program.

Eksperci, onkolodzy i organizacje pacjentów są zgodni, że nowy program zwalczania chorób nowotworowych powinien być bardziej skuteczny w poprawie wskaźników wyleczalności.

Informacyjna Agencja Radiowa/ IAR/ Góra/mitro/

podobne: „Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie…” (wyniki badań tajne, rośnie ilość błędów lekarskich). NIK o NFZ i o rehabilitacji: rosnące kolejki, niska jakość usług, nielegalne opłaty. Leczenie ponad granicami. oraz: Chora „służba zdrowia” leży, tymczasem prywatne lecznice są masowo kontrolowane. i to: „Jestem trendy, bo się badam” kontra „Styczeń miesiącem bez chorowania!” czyli o tym jak chora władza poucza lekarzy jak i za ile (nie)leczyć pacjentów. Placówki medyczne i problemy z ochroną prywatności. Skarga NRL na pakiet onkologiczny. a także: Nauka: Włókna do walki z rakiem polecam również: Odkrycie polskich naukowców: Białko z ludzkich włosów pomoże w leczeniu czerniaka.

2. Nowy antybiotyk nadzieją w medycynie.

07.01.2015 (IAR) – Nadzieja na przełom w medycynie. Amerykańscy naukowcy informują w tygodniku „Nature” /wym. NEJ-czer/ o wytworzeniu nowego antybiotyku.

Nazywa się teixobactin i jest najbardziej obiecującym z grupy 25 nowych antybiotyków. Testy na zwierzętach wykazały, że zabija on bakterie, ale jest nieszkodliwy dla tkanek ssaków.

„Zwalcza takie bakterie jak oporny na metycylinę gronkowiec złocisty (MRSA) czy prątki gruźlicy” – zapewnia tygodnik „Nature” główny autor badań, Kim Lewis z Uniwersytetu Northeastern w Bostonie. Dodaje, że antybiotyki pozyskano z nowatorskich hodowli bakterii nie w laboratorium, ale w ich naturalnym środowisku – w glebie. Teixobactin nie działa na wszystkie bakterie, tylko na te tak zwane gram-dodatnie. Za to – jak zapewniają naukowcy – wrażliwe bakterie nie mogą rozwinąć oporności na ten antybiotyk, a taka oporność jest już dziś poważnym zagrożeniem na przykład w leczeniu gruźlicy. Teraz teixobactin trzeba przetestować na ludziach. Lekarze mają duże nadzieje, bo byłby to pierwszy skuteczny antybiotyk od 1987 roku.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/em/

podobne: Kolejny przymus szczepień w Polsce, tymczasem związek szczepień z autyzmem udowodniony.

3. Elastyczny implant na pomoc sparaliżowanym.

12.01.2015 (IAR) – Jest elastyczny, przewodzi prąd i jest wielką szansą dla sparaliżowanych. Swój nowy implant szwajcarscy naukowcy opisują w tygodniku „Science”.

By naprawić przerwany rdzeń kręgowy już wcześniej testowano elektrody, czy sztywne implanty. Te jednak nie zawsze działały zbyt dobrze, czasem uszkadzały też tkanki i powodowały zapalenie. Teraz naukowcy z Politechniki Federalnej w Lozannie skonstruowali giętki implant. Wykorzystali silikon i złoto. Sparaliżowane szczury po wszczepieniu takiego implantu zaczęły poruszać nogami. Urządzenie działało przez dwa miesiące, co jest bardzo dobrym wynikiem. Wynalazcy mówią, że takie rozwiązania dla ludzi to jeszcze kwestia odległej przyszłości, ale dzięki stymulacji rdzenia kręgowego chemicznie i elektrycznie ich implant może się okazać skuteczną neuroprotezą.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/sk

podobne: obiecujący lek na raka pęcherza moczowego, pacjenci testują egzoszkielet, statyny kontra cholesterol. Nauka: Tani wynalazek zastąpi kosztowny mikroskop, grafenowe kamizelki kuloodporne. oraz: Nauka/medycyna: Polsko-brytyjski przełom w neurochirurgii. Wrocławscy lekarze postawili na nogi sparaliżowanego mężczyznę. Francja: Obiecujące badania naukowców w walce z zanikiem mięśni.

4. Naród kontra nauka.

30.01.2015 (IAR) – Amerykańskich naukowców i zwykłych Amerykanów dzieli ogromna przepaść. Rozbieżności dotyczą poglądów na takie kwestie jak modyfikowana genetycznie żywność, energia jądrowa czy ewolucja.

Nauka swoje a ludzie swoje. Taki wniosek wyłania się z najnowszego sondażu ośrodka Pew Research Center. Najgłębszy podział dotyczy modyfikowanej genetycznie żywotności. Aż 88 procent naukowców uważa, że jest ona całkowicie zdrowa. Podobnego zdania jest tylko 37 procent Amerykanów.

Różnice występują także w ocenie szkodliwości pestycydów. Niemal wszyscy naukowcy byli zgodni, że człowiek podlega ewolucji. Teorię tę odrzuca jednak jedna trzecia mieszkańców USA. Uważają oni, że człowiek jest dokładnie taki sam od czasu stworzenia prze boga. Mniej więcej co piąty badany jest przeciwny obowiązkowym szczepieniom, tylko połowa wierzy, że globalne ocieplenie jest skutkiem działalności człowieka.

Az 84 procent amerykańskich naukowców uważa, że mieszkańcy Stanów Zjednoczonych mają zbyt małą wiedzę naukową. Niemal wszyscy obwiniają za to amerykański system edukacyjny.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Marek Wałkuski,Waszyngton/dyd

źródło: stooq.pl

podobne: Edukacja: Ile jest wiedzy w wykształceniu?

…może problem w tym panowie naukowcy, że nawet część waszego naukowego świata wprost podważa (również naukowo) wasze „jedynie słuszne” rewelacje zarówno w kwestii neutralności na zdrowie ludzkie jak i środowisko naturalne takich osiągnięć nauki jak pestycydy i GMO, jak i jednoznacznie zbawiennych wpływów szczepień. To samo dotyczy prawdziwości ideologicznych raportów i „badań” z zakresu wpływu człowieka na globalne ocieplenie, czy też ewolucji (która jest teorią jeśli chodzi o powstawanie nowych gatunków z innych) a co za tym idzie pochodzenia człowieka od małpy… Nauka wymaga czegoś więcej od wiary w teorie zwane naukowymi, bo między jednym i drugim jest ogromna dowodowa przepaść 🙂

Ja bym  tak ludzi do końca nie przekreślał z ich uzasadnionymi wątpliwościami. Być może większość z nich nie potrafi ich uzasadnić w naukowy sposób, ale czy to nie jest po części wina dziurawych teorii i smutnych (oraz kosztownych) konsekwencji podszywania się pod naukę pewnych ideologii czy interesów finansowych lobbystów? Może świat nauki powinien spokornieć i zacząć służyć rzeczywiście ludziom od początku do końca najpierw dokonując weryfikacji własnego środowiska ludzi często przekupnych i siejących fałszywe teorie, czy cząstkowe badania pomijające szkodliwą dla ludzi stronę takich czy innych poglądów, badań, wynalazków itd. itp.

Mark Twain powiedział kiedyś: „Nie pozwoliłem, aby szkoła przeszkadzała mi w zdobyciu wykształcenia”.  I miał sporo racji w tym, że nie dał się tresować przez oficjalną wersję świata i porządku jaką się dziś w wielu szkołach serwuje w ramach tzw. dorobku naukowego. Rzecz jasna problem „zaufania” nie dotyczy całej wiedzy i nauki. Chodzi tylko o to żeby umieć rozpoznawać prawdę od kłamstwa SAMODZIELNIE na podstawie wielu i najlepiej niezależnych od siebie źródeł. Nic natomiast nie zastąpi własnego doświadczenia i zdrowego rozsądku.

…Odys

Gyuri Lohmuller - Nauka patrzenia

Gyuri Lohmuller – Nauka patrzenia

Medycyna: obiecujący lek na raka pęcherza moczowego, pacjenci testują egzoszkielet, statyny kontra cholesterol. Nauka: Tani wynalazek zastąpi kosztowny mikroskop, grafenowe kamizelki kuloodporne.


1. Medycyna: Obiecujący lek na raka pęcherza moczowego. Pacjenci testują egzoszkielet. Statyny w leczeniu cholesterolu.

27.11.2014 (IAR) – Postęp w leczeniu raka pęcherza moczowego. Jak podaje tygodnik Nature /wym. NEJ-czer/ nowy, eksperymentalny lek, dał bardzo dobre rezultaty.

Specyfik wyprodukowany przez firmę Roche został podany 68 osobom z zaawansowanym rakiem pęcherza moczowego – dawano im sześć do ośmiu miesięcy życia. Zastosowany specyfik blokuje białko PD-L1, które pomaga nowotworom „ukrywać” się przed układem odpornościowym.

W wyniku eksperymentalnego leczenia u ponad połowy pacjentów ze stwierdzonym białkiem PD-L1 zaobserwowano oznaki zdrowienia; u dwóch chorych rak zniknął całkowicie. By lek był powszechnie dostępny potrzebne są kolejne, większe próby kliniczne.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/nyg

podobne: Unikalna metoda leczenia raka trzustki została wynaleziona przez 17-letnią Joannę Jurek. oraz: Odkrycie polskich naukowców: Białko z ludzkich włosów pomoże w leczeniu czerniaka.

polecam również: Burzyński – Rak to poważny biznes (Burzynski. Cancer is serious business)

28.11.2014 (IAR) – Dzięki niemu na nowo mogą uczyć się chodzić. Kolejni pacjenci w Polsce testują opracowany w Stanach Zjednoczonych egzoszkielet. Służy on rehabilitacji osób niepełnosprawnych ruchowo, na przykład ze stwardnieniem rozsianym czy z dystrofią mięśniową.

Sprzęt jest przypinany systemem pasków. Pozwala poszkodowanemu wstać a specjalny program steruje jego nogi. Skuteczność egzoszkieletu bada się teraz między innymi w Centrum Rehabilitacji „Tukan” w Łabowej koło Nowego Sącza. Korzysta z niego 77 -letnia Zofia Noga, która jest po udarze mózgu i ma niedowład lewej części ciała. W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową mówi, że jest bardzo zadowolona. Mogła wreszcie wstać z wózka inwalidzkiego.

Rehabilitant Adrian Michalik dodaje, że egzoszkielet umożliwia naturalne poruszanie się pacjenta. Jak tłumaczy sprzęt służy przede wszystkim do ponownej nauki chodzenia ale jest też przydatny dla pacjentów z uszkodzonym rdzeniem kręgowym bo pomaga zachować siłę mięśni i ruchomość w stawach. Ordynator Stacjonarnego Oddziału Rehabilitacji Neurologicznej lekarz Mirosław Rodak jest przekonany, że sprzęt mógłby poprawić skuteczność leczenia i pomóc szybciej wrócić choremu do sprawności ruchowej.

Egzoszkielet jest testowany w różnych placówkach od marca. Realizatorem projektu, który pozwala go przetestować w wielu miastach w Polsce jest gliwicka firma Technomex. Nie wiadomo, kiedy trafi na stałe do ośrodków rehabilitacyjnych. Główną barierą są koszty. Jego cena to około 150 tysięcy dolarów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Monika Chrobak/zr

podobne: Nauka/medycyna: Polsko-brytyjski przełom w neurochirurgii. Wrocławscy lekarze postawili na nogi sparaliżowanego mężczyznę. Francja: Obiecujące badania naukowców w walce z zanikiem mięśni.

„…jednym z największych osiągnięć kardiologii ostatnich 25 lat jest zastosowanie statyn…” – to słowa jednego z najwybitniejszych żyjących kardiologów na świecie, prof. Eugena Braunwalda. Statyny stosuje się w ciężkich przypadkach hipercholesterolemii (hipercholesterolemia rodzinna). Są skuteczne w leczeniu wtórnych zaburzeń lipidowych u chorych na cukrzycę, z zespołem nerczycowym czy po transplantacji narządów. Sprzedaż statyn wzrasta z roku na rok a w Wlk. Brytanii simwastatyna w dawce 10 mg jest nawet sprzedawana bez recepty. Być może już w niedalekiej przyszłości będziemy profilaktycznie łykać statyny niczym witaminę C.

W Polsce choroby sercowo – naczyniowe są odpowiedzialne za 46% ogółu zgonów spośród chorób niezakaźnych (dane na 2011 rok). Choroby układu krążenia to 17 mln zgonów rocznie w skali światowej.

a zaczęło się gdy…

ponad 100 lat temu niemiecki patolog  Rudolf Virchow odkrył że w ścianach naczyń osób zmarłych  ,, na serce” znajdują się duże złogi cholesterolu.

Badanie INTERHEART przeprowadzone w 52 krajach sklasyfikowało zaburzenia lipidowe jako główny czynnik prowadzący do zawałów serca. W 2011 roku podwyższony poziom cholesterolu wykryto u 61% kobiet i mężczyzn w przedziale wiekowym 18 – 79 lat. Prawie 2 – krotnie częściej zaburzenia lipidowe występują u osób >60 r.ż. niż u osób młodszych.

Mechanizm działania statyn.

Statyny działają w wątrobie. Zmniejszają syntezę ,,złego” cholesterolu (LDL) i trójglicerydów (TG) w komórkach wątrobowych (hepatocytach). Zwiększają natomiast poziom ,,dobrego” cholesterolu HDL (lipoproteiny o dużej gęstości). Wydalane są głównie z kałem i w mniejszym stopniu z moczem. Zaprzestanie przyjmowania statyn prowadzi do powrotu stężenia cholesterolu do wartości przed leczeniem. Statyny powinny być przyjmowane wieczorem, ponieważ największa produkcja cholesterolu następuje w godzinach nocnych…”

całość tu: zobaczzrozum.wordpress.com

podobne: Joanna Blythman: Wszystko, co mówiono ci o zdrowym odżywianiu, to bzdury

2. Nauka: Tani wynalazek zastąpi kosztowny mikroskopGrafenowe kamizelki kuloodporne

25.11.2014 (IAR) – Brytyjski student poszedł po rozum do głowy i jednym wynalazkiem zaoszczędził równowartość pół miliona złotych. Adam Lynch w prosty sposób zaadaptował prymitywny mikroskop tak, by dawał on obraz porównywalny ze sprzętem najwyższej klasy.

W trakcie studiów doktoranckich na Uniwersytecie Brunela, Lynch zorientował się, że jeśli odwróci tani mikroskop, to zobaczy detale, jakie dawałby mikroskop za sto tysięcy funtów. W rozmowie z BBC tłumaczył: „Potrzeba matką wynalazku. Chciałem badać ruch komórek. Ma to duże znaczenie na przykład przy ustalaniu własności komórek odpornościowych”.

Adam Lynch kupił trzy mikroskopy, odwrócił je do góry nogami, zmienił światło i zastosował specjalny, napisany od początku program komputerowy. Wszystko kosztowało go 160 funtów. To ponad sześćset razy mniej niż koszt potrzebnego do takich badań mikroskopu z górnej półki. Doktorant mówi, że nie ma zamiaru patentować swego wynalazku: chce oddać go ludzkości za darmo.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/zr

podobne: Brytyjscy naukowcy opatentowali nowy sposób wytwarzania niezwykle cienkich ekranów wysokiej rozdzielczości.

29.11.2014 (IAR) – Nowoczesny materiał – grafen – może być wykorzystany do produkcji kamizelek kuloodpornych. Tak twierdzą amerykańscy naukowcy, których publikację zamieszcza tygodnik„Science” /wym. SA-jens/.

Cieniutkie jakatom warstwy grafenu mogą być lepsze od stali, jeśli chodzi o pochłanianie energii silnych uderzeń. Wskazują na to wyniki eksperymentów. Podczas testów naukowcy z Uniwersytetu Massachusetts strzelali „mikronabojami” w płachty grafenu. Byłyone ułożone warstwowo – od dziesięciu do stu takich warstw na raz. Okazało się, że grafen wytrzymywał nawet dziesięciokrotnie większą energię niż stal. Mikronaboje pozostawiały jednak duże dziury, dlatego naukowcy mówią, że nowoczesne kamizelki kuloodporne powinny też zawierać jakiś dodatkowy materiał kompozytowy. Zdaniem ekspertów grafen to materiał przyszłości: jest elastyczny, wytrzymały i przewodzi prąd. Może zrewolucjonizować elektronikę i inne technologie.

InformacyjnaAgencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/mg

podobne: Nauka: Sztuczne mięśnie żyją i działają. Polski grafen – duże pieniądze na technologię przyszłości. oraz:  Naukowcy z AGH opracowują nowatorski materiał z wykorzystaniem grafenu.

źródło: stooq.pl

Inteligencja, Rozum, Tryby, nauka

Nauka/medycyna: Polsko-brytyjski przełom w neurochirurgii. Wrocławscy lekarze postawili na nogi sparaliżowanego mężczyznę. Francja: Obiecujące badania naukowców w walce z zanikiem mięśni.


21.10.2014 (IAR) – Polski przełom w medycynie. Prawdopodobnie dzięki nowatorskiej operacji przeprowadzonej we Wrocławiu, sparaliżowany od pasa w dół mężczyzna odzyskał czucie w nogach, a nawet z pomocą chodzika może zrobić samodzielnie kilka kroków. Polskim lekarzom pomagali specjaliści z Londynu i dwie brytyjskie fundacje.

Po brutalnym ataku kilka lat temu mężczyzna miał całkowicie przerwany rdzeń kręgowy. Nie czuł w nogach zupełnie nic i nie mógł nimi w ogóle poruszać. Do regeneracji przerwanego rdzenia kręgowego wykorzystano tak zwane glejowe komórki węchowe. Zwykle pomagają one w odradzaniu się neuronów – to dzięki nim człowiek po przeziębieniu odzyskuje zmysł powonienia.

Lekarze z zespołu doktora Pawła Tabakowa z Kliniki Neurochirurgii Uniwersytetu Medycznego imieniu Piastów Śląskich we Wrocławiu musieli więc najpierw pobrać z mózgu zdrową tkankę, tak zwaną opuszkę węchową. Potem namnożyli odpowiednie komórki i po dwóch tygodniach wszczepili je razem z fragmentem nerwu pobranego z nogi pacjenta w miejsce przerwanego rdzenia. Po kilku miesiącach mężczyzna zaczął powoli poruszać nogami. Dziś jeździ samochodem i – przy użyciu odpowiedniego sprzętu – jest w stanie o własnych siłach zrobić kilka kroków. Lekarze mają nadzieję, że w przyszłości dzięki urządzeniom ortopedycznym być może będzie on mógł nawet poruszać się samodzielnie po mieszkaniu i jeździć do pracy.

Zdaniem sceptyków, jedna operacja to za mało, aby udowodnić skuteczność zabiegu. Ale według entuzjastów, takie przeszczepy teoretycznie mogą być w przyszłości szansą dla innych sparaliżowanych ludzi.

Specjalną publikację zamieści dziś pismo „Cell Transplantation”.

W badaniach pomagał brytyjski prekursor tego typu badań, profesor Geoffrey Raisman z londyńskiego uniwersytetu UCL. Film o operacji i rehabilitacji pacjenta wyemituje dziś wieczorem telewizja BBC w programie Panorama.

Badania i rehabilitację wspomagały finansowo fundacje Nicholls Spinal Injury Foundation oraz UK StemCell Foundation.

O operacji piszą dziś na pierwszych stronach brytyjskie gazety „The Times” i „The Independent”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/ R. Motriuk/wk

22.10.2014 (IAR) – Polscy i brytyjscy naukowcy,którzy dokonali przełomowego zabiegu regeneracji rdzenia kręgowego sparaliżowanego pacjenta, już szykują się do następnych tego typu operacji. Za kilka miesięcy mają rozpocząć się oficjalne poszukiwania kandydatów.

Pacjent leczony w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, nie miał czucia w nogach i nie mógł nimi w ogóle poruszać. Miał przerwany rdzeń kręgowy. Przeszczepiono mu fragment nerwu z nogi oraz tak zwane glejowe komórki węchowe, pobrane z mózgu. Ich zadaniem jest pomoc w odradzaniu się neuronów.

Zabiegu dokonano dwa i pół roku temu; po długiej rehabilitacji pacjent dziś może ostrożnie chodzić wspomagając się poręczą lub chodzikiem.

Główny autor opublikowanych właśnie badań, dr Paweł Tabakow powiedział IAR, że te rezultaty są obiecujące, ale trzeba je potwierdzić i dlatego potrzebne są kolejne takie operacje, a zatem kolejni chorzy. „Taki pacjent w Polsce raz na pięć lat może się zdarzyć. W Chinach czterech chorych na rok. Rzadkość tego rodzaju uszkodzenia rdzenia powoduje, iż ten nabór pacjentów będzie otwarty na cały świat”.

Rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego już wyrazili zgodę na następne badania, mówi dr Tabakow i dodaje, że finansowanie mają zapewnić między innymi brytyjskie fundacje. Końcowe rezultaty kolejnych operacji spodziewane są za mniej więcej pięć lat.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/ R. Motriuk/nyg

podobne: Nauka: Profesor Grażyna Ginalska nagrodzona za sztuczną kość. oraz: Odkrycie polskich naukowców: Białko z ludzkich włosów pomoże w leczeniu czerniaka i to:  Nauka: Unikalna metoda leczenia raka trzustki została wynaleziona przez 17-letnią Joannę Jurek

Francja: Obiecujące badania naukowców w walce z zanikiem mięśni.

10.11.2014 (IAR) – Francuskim naukowcom udało się zrobić krok na drodze do znalezienia skutecznego sposobu leczenia choroby polegającej na zaniku mięśni. To pierwsze takie osiągnięcie na świecie.

Obiecujące są wyniki osiągnięte w leczeniu psów dotkniętych tak zwaną miopatią Duchenne’a – chorobą genetyczną, polegającą na postępującym i nieodwracalnym zaniku mięśni. Psom wstrzykiwano lek zawierający syntetyzowane białko. Caroline le Guinier – naukowiec z laboratorium w Nantes, gdzie prowadzone są badania, podkreśla, że u większości zwierząt stwierdzono powrót do sprawnego funkcjonowania mięśni. Jej zdaniem, wyniki są na tyle dobre, że w niedługim czasie rozpocznie się wstrzykiwanie leku w dotknięte chorobą przedramię w nadziei na przywrócenie normalnej pracy mięśnia. Dobra wiadomość to potwierdzenie faktu, iż tylko po jednym wstrzyknięciu leku mięsień podjął produkcję niezbędnego białka. Pierwszy człowiek ma otrzymać lek w ciągu roku.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/em/

źródło: stooq.pl

podobne: Nauka: Sztuczne mięśnie żyją i działają. Polski grafen – duże pieniądze na technologię przyszłości.

Tomasz Alen Kopera

Tomasz Alen Kopera

Jesienne wspomnienie Panasiuka oraz Michalkiewicza o wiośnie „oświecenia” w służbie ciemnoty refleksja czyli… początek końca według „Jesiennej wiosny ludów” Jacka Kaczmarskiego


rys. Jarosław Kukowski

rys. Jarosław Kukowski

„…A jesień  idzie przez parki, lasy i na ulice wchodzi ukradkiem. Ludzie zdyszani biegną do pracy, by kredyt płacić za dach nad głową. Nie postrzegają, że świat się zmienia i liści rudych, co wiatr zamiat, i tej jesieni, co się tak złoci. A babie lato płynie nad głową czasami włosy czarne ozdobi albo zawiśnie gdzieś na gałęzi. Wiewiórki noszą do gniazd zapasy i czasem wrona jakby na zgrozę rozedrze dziób. Młode dziewczyny idą do szkoły wymalowane jak w karnawale. Wpisane w piękno owej natury, w drzewa z kolorów pełną paletą. Przy uszach dzierżą swoje komórki i tym sposobem z chłopcami grzeszą.

A ja wspominam tamte jesienie, o których nawet zapomniał czas, tamte dziewczyny pełne urody, i tamten polski brzozowy las. Niemena, który  zrywał mimozy i wracał zdyszany ze szkoły, wtedy od listów pachniało w sieni, a nad głowami białe anioły jak babie lato latały wszędzie. Takich jesieni zapomnieć trudno i tej radości, która ich śladem odeszła w dal. Jeszcze gdzieś smuga ciepłego dymu wciąż się unosi nad kartofliskiem i błyszczą w słońcu skiby przecięte ostrzem lemiesza. I tamte konie skubiące trawę jak malowane mistrzowską dłonią, wciąż ożywają w noc niespokojną. Żal mi  tych koni i żal taborów stojących w lesie…

…Jesień przemierza parki i lasy, czasami zajrzy na wrzosowisko, by zdmuchnąć wiatrem ostatnie listki, zbudzić gałęzie z jesiennej drzemki. Rozpalić ogień gdzieś na polanie , by w ciszy leśnej wśród rudych drzew wzbudzić raz jeszcze to łkanie strun. Niech się radują wszyscy Cyganie, którzy od domów są zbyt daleko. Jadą tabory z naszego kraju do innych lasów w nieznany świat, by szukać szczęścia z dala od domu. By się zagubić w służebnej roli i weteranom zza Odry rodem obmywać stopy i ścielić łoża. Wkładać cegiełkę do dobrobytu, który po wojnie nabrał rumieńców. Służyć wrogowi, który przed laty palił domostwa i gwałt uprawiał, czy to się godzi? Minęły lata, a nasza młodzież (z wątłą historią) na Zachód pędzi, bo w kraju bieda. Chce demokracji zasięgnąć rad i na zmywaku lub na budowie młodość swą spędza. Taki od dawna Polaka los, nikt się nie liczy z naszym narodem.

A tej złotawej polskiej jesieni wszystkim nam brak, za nią tęsknimy z dala od rodzin, bo taka jesień już się nie zdarzy.” (Władysław Panasiuk, Chicago)

podobne: Nostalgia, czyli… Warmińskie wioski, Maciejka i letnie smaki dzieciństwa oraz: Ks. Jacek Gniadek: „Każdy jest migrantem”. Władysław Panasiuk: „Ptak w koronie” i to: Sznur… do grafiki Andrzeja Krauze a także: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości” polecam również: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? i jeszcze: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty oraz: Szyderczy śmiech historii czyli… „Przyjeżdżają tu rowerami, pływają i wracają do domu naszymi samochodami”.

„…Antoni Słonimski: „Porwały mnie plemiona zdziczałych tubylców, zbrojnych w maczugi światła, strzały laserowe, ponaddźwiękowe dzidy, kobaltowe proce, paraboliczne bębny, flety bioplazmy, wtórujące podskokom sztucznych serc lub krwawych, wydartych z piersi trupów jeszcze nie ostygłych. O, drogi Pani Hrabio, jakże mi daleko do dworu ukrytego w sadach, do komnaty ksiąg pełnej, gdzie rozmowy wiedliśmy przy kawie, wonnej kawie słodzonej z cukiernicy srebrnej!”…

…warto zwrócić uwagę na dokonane przez „zdziczałych tubylców” połączenie najnowszej techniki z archaicznym przeznaczeniem („maczugi światła”, albo serca „wydarte z piersi trupów jeszcze nie ostygłych”). Najwyraźniej autora musiały wspierać proroctwa, bo przewidział, że w awangardzie cywilizacyjnego upadku starej Europy znajdą się instytucje we wcześniejszych epokach pełniące rolę latarni rozpraszających mroki światłem wiedzy. Chodzi oczywiście o uniwersytety, które z roku na rok pogrążają się w coraz głębszym upadku za sprawą żydokomuny, będącej główną siłą napędową niszczącej Europę i Amerykę komunistycznej rewolucji. Ten upadek widoczny jest zwłaszcza w naukach humanistycznych, bo jeśli chodzi o nauki ścisłe, to tam obowiązuje jeszcze dawna dyscyplina; dwa plus dwa nadal równa się cztery, bo mosty nie powinny się walić, samoloty spadać, a energia docierać do miejsca przeznaczenia. W naukach humanistycznych nie jest to konieczne, toteż hulają tam niczym tornado rozmaici obłąkani docenci, którzy wprawdzie potrafią zrzynać jeden od drugiego w sposób nie zwracający niczyjej uwagi, ale kiedy zabierają głos, to niepodobna nie odnieść wrażenia obcowania z przeraźliwymi durniami. Weźmy na przykład niedawną deklarację pani profesor Moniki Płatek, że „Małżeństwo jest dzisiaj przede wszystkim wyrazem uczestnictwa w społeczności ludzi uznanych za godnych i godność posiadających. Odmawianie ludziom prawa do małżeństwa, z racji ich orientacji seksualnej, czy identyfikacji płciowej, jest odmową uczestnictwa w społeczności ludzi godnych.” Wydawałoby się, że pani Monika Płatek, zwłaszcza jako profesor nauk prawnych, powinna rozumieć, że każdej nazwie powinien odpowiadać określony desygnat, że „małżeństwo” oznacza związek mężczyzny z kobietą, a nie związek mężczyzny z kozą, czy związek dwóch mężczyzn, albo dwóch kobiet – bo wprawdzie takie związki są, ale gwoli uniknięcia chaosu semantycznego, powinny być nazywane inaczej, na przykład kozofilia, jako umiłowanie kozy – ale w żadnym razie nie „małżeństwo”. Nie ma to nic wspólnego z odmawianiem komukolwiek „godności”, bo jeśli ktoś w takich związkach gustuje, to sam się sytuuje w miejscu przez siebie wybranym. I jestem pewien, że pani profesor Monika Płatek to rozumie, tylko nadużywa swego profesorskiego autorytetu do forsowania w sposób całkowicie sprzeczny z logiką ważnego celu komunistycznej rewolucji w postaci uzyskania przez żydokomunę panowania nad językiem, by za jego pośrednictwem doprowadzić ufne masy ludzkie do stanu całkowitego oduraczenia. Bo celem komunistycznej rewolucji jest zniszczenie fundamentów cywilizacji łacińskiej, by z doprowadzonych w w ten sposób do stanu bezbronności europejskich narodów, uczynić „plemiona zdziczałych tubylców”. Po co pani Monice Płatek jest to potrzebne, co ona z tego ma, albo na co w związku z tym liczy – trudno zgadnąć, więc najprostszym wyjaśnieniem będzie takie, że zwyczajnie zgłupiała („takiście panie ucony, taki ucony, jaze głupi” – mówił baca z anegdoty). Tymczasem „wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie” – zwłaszcza gdy zatrudniony jest na stanowisku docenta i z tej wieży z kości słoniowej może demoralizować młodych ludzi, którzy przecież nie muszą wcale wiedzieć, że mają do czynienia z osobą wykonującą zadanie…” (Stanisław Michalkiewicz – Rezerwaty ciemnoty)

podobne: Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą i to: Koneczny: „Walka trwa, póki jedna z walczących cywilizacji nie zostanie unicestwiona” czyli… Co łączy masonerię z inwazją islamu na Europę (rozmowa z dr Stanisławem Krajskim) oraz: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos a także: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. polecam również: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? i to: Od klasyki Jezuitów do postępowej ZNP czyli… o zawłaszczeniu edukacji i informacji przez pro rewolucyjne „elity”. O drodze do wynarodowienia i „dobrej zmianie” w gimnazjach

„Żywioł się rzuca na zapory
I każdy chce być świadkiem cudu
Jak rzeki – drwiąc ze starych koryt
Niosą jesienną Wiosnę Ludów.
Radości płacz i bicie w dzwony
„Z tej drogi nie ma już odwrotu”
Polityków tłum zaskoczony
Już nie wysiada z samolotów.

Zwierciadło istnień – Grzegorz Kmin

Mówią, że chiński Rok to Smoka
Lub rzadki nadmiar plam na słońcu…
Cóż nam po wróżbach i urokach!
Wszak jest początek w każdym końcu!

Patrzą na zachód ze swych zagród
Głodni Azjaci i Słowianie
Czekając za cierpienia – nagród,
Które ma Bóg Wolności dla nich.
Jadą na zachód osadnicy
Wozami swoich martwych dziadków
Do europejskiej, do winnicy
Gdzie czeka na nich Bóg Dostatku…

Mówią, że chiński Rok to Smoka
Lub rzadki nadmiar plam na słońcu…
Cóż nam po wróżbach i urokach!
Wszak jest początek w każdym końcu!

I nie pamięta się o burzy
Gdy się pogodny świt nasili
Choć przecież modlą się niektórzy
Za tych, co tego nie dożyli.
Choć przecież troszczą się mężowie
W czterech europejskich ścianach
Co robić by ogarnąć mrowie
Wędrownych plemion Dżyngis-Chana.

Mówią, że chiński Rok to Smoka
Lub rzadki nadmiar plam na słońcu…
Cóż nam po wróżbach i urokach!
Wszak jest początek w każdym końcu!

Żywioł się rzuca na zapory
I każdy chce być świadkiem cudu
Jak rzeki – drwiąc ze starych koryt
Niosą jesienną Wiosnę Ludów.
Jak powstał wir – tak się ukoi:
Coś zniszczy, stworzy, coś pochłonie.
Ktoś się raduje – a ktoś boi
Że ten początek ma swój – koniec.” 

Jacek Kaczmarski – Jesienna wiosna ludów 1989

11.11.1989

poprzednio: Jacek Kaczmarski: „Dylemat”

 

Wirtualna Polonia

Wśród grających liści na jesiennym wietrze pamięć ludzka się plącze jako sieć pajęcza.  Czas opowiada historii  dzieje i opisuje bitewne pola gdzie krzyże znaczą żołnierski trud. Te rocznice okrągłe jak Ziemia, co nas ubiera i żywi – stają się ważnym symbolem . Choć pamięć krótka i ulotna jak jesienny wiatr, pielęgnować  ją warto.

View original post 817 słów więcej

Nauka: Odkryto gen odpowiedzialny za cykle zasypiania i budzenia się.


14.08.2014 (IAR) – Naukowcy zidentyfikowali główny gen odpowiedzialny za cykle zasypiania i budzenia się. Może to pomóc w wynalezieniu sposobu na szybkie kontrolowanie , kiedy nasz organizm powinien wejść w stadium uśpienia, a kiedy pownniśmy się obudzić.

Odkrycie roli genu, nazwanego Lhx1 pozwoli pomóc tym, którzy pracują na nocne zmiany i turystom zmagającym się ze zmęczeniem po długiej podróży samolotem. Poza tym na odkryciu mogliby skorzystać wszyscy mający problemy z bezsennością. – Część schorzeń układu nerwowego powodowana jest zaburzeniami snu. Jeżeli udałoby się przywrócić normalny cykl snu, byłoby to połową sukcesu w walce z bezsennością i zmęczeniem – powiedział prof. Panda z Salk Institute w Stanach Zjednoczonych, ośrodka który prowadzi badania nad genem.

Jet Lag to syndrom nagłej zmiany strefy czasowej. Gdy z Warszawy przelecimy do Nowego Jorku, to nasz organizm musi być aktywny jeszcze kilka godzin, bo zmrok zapadnie dużo później, niż tam skąd przylecieliśmy. Dlatego czesto z jet lagiem zmagają się turyści, odbywający długie podróże samolotem. Charakteryzuje się on zaburzeniami snu i koncentracji prowadzącymi do krańcowego zmęczenia.

IAR/The Financial Express/ada/nyg

źródło: stooq.pl

podobne: Odkrycie polskich naukowców: Białko z ludzkich włosów pomoże w leczeniu czerniaka. oraz: Unikalna metoda leczenia raka trzustki została wynaleziona przez 17-letnią Joannę Jurek.

…Śniło mi się że śnię a to wszystko przez bezsenność… i kiedy przyszła pora żeby wreszcie zasnąć, to okazało się że właśnie się obudziłem 🙂

Przez całą noc - Michał Dziekan

Przez całą noc – Michał Dziekan

Ekoterror kontratakuje: Wzrost stężenia CO2 w atmosferze (nie wiadomo czy przez człowieka). Po „przerwie” wraca strach przed zmianą klimatu, tyle że to równie dobrze może być ochłodzenie. Dziura ozonowa przestała się powiększać.


1. Nauka: Rekordowo szybko wzrasta stężenie CO2 w atmosferzeJarraud o zmianach klimatycznych.

09.09.2014 (IAR) – Stężenie dwutlenku węgla w atmosferze rosło ostatnio rekordowo szybko. Wskazują na to dane opublikowane przez Światową Organizację Meteorologiczną.

W latach 2012-2013 stężenie dwutlenku węgla rosło najszybciej od połowy lat 80. Analiza nie wskazuje, ile gazów cieplarnianych zostało wyemitowanych przez człowieka, pokazuje natomiast jaka ich część pozostała w atmosferze. Obecnie w powietrzu jest o 142 procent więcej CO2 niż w połowie osiemnastego wieku, gdy rozpoczęła się rewolucja przemysłowa.

Sceptycy wskazują na trwającą od 19 lat przerwę w ocieplaniu się atmosfery. Opublikowane w ubiegłym miesiącu w tygodniku „Science” badania wskazują jednak, że nadmiar ciepła pochłaniają ostatnio oceany, głównie Atlantyk, stąd ta przerwa.

„Ale nie ma wątpliwości, że w dłuższym okresie klimat będzie się nadal się nagrzewał”- tłumaczył w komentarzu analityk BBC John Hammond.

Według Światowej Organizacji Meteorologicznej, najnowsze dane o CO2 to kolejny argument, by przyjąć globalny traktat o ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/R. Motriuk/dyd

Analiza nie wskazuje, ile gazów cieplarnianych zostało wyemitowanych przez człowieka… ale według ŚOM to kolejny argument za tym aby to człowiek ograniczał emisję CO2 (pomimo MINIMALNEGO WPŁYWU – „Zimne słońce”, handel „pozwoleniami na emisję CO2″ i jego ekonomiczne konsekwencje dla Polski) … Konia z rzędem temu kto nadąży za logiką ideologów 🙂 (Odys)

09.09.2014 (IAR) – Według Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO), świat musi zrobić wszystko, by zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych i powstrzymać zmiany klimatyczne. Szef WMO Michel Jarraud mówił o wnioskach z najnowszego raportu Organizacji, według której stężenie dwutlenku węgla w atmosferze osiągnęło rekordowy poziom.

Tak zwany „Biuletyn o Gazach Cieplarnianych ”wskazuje, że nigdy dotąd, od kiedy rejeetrowano te dane, nie było w powietrzu tak dużo CO2, jak w roku 2013. Ostatnio stężenie tego gazu rosło rekordowo szybko. Skutkiem dużej ilości tego i innych gazów cieplarnianych, takich jak metan, był wzrost efektu ocieplenia klimatu o ponad jedną trzecią od roku 1990. Według autorów raportu, to ma i będzie miało negatywny wpływ na oceany i być może na morską różnorodność biologiczną. „Czas działa na naszą niekorzyść. Potrzebne są zdecydowane działania. Im dłużej będziemy czekać, tym będzie drożej i trudniej” – mówił Michel Jarraud.

Globalne ocieplenie będzie tematem szczytu klimatycznego ONZ, który rozpocznie się pod koniec września w Nowym Jorku.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk/dw

polecam: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? oraz: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

źródło: stooq.pl

Przyrost pokrywy lodowej na przestrzeni roku (zdj. NASA)

Przyrost pokrywy lodowej na przestrzeni roku (zdj. NASA)

świat musi zrobić wszystko, by zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych i powstrzymać zmiany klimatyczne…

…ale co takiego świat (człowiek) może zrobić skoro człowiek nie odpowiada i nie kreuje zmian które są NORMALNĄ konsekwencją naturalnych cyklów klimatycznych… Świat (ludzie) dopłaca setki miliardów dolarów rocznie do walki z naturalnym cyklem (Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej?) a efektów innych poza „zarobionymi” na oszustwie eko-ideologami i kłopotami gospodarczymi państw które dokręcają sobie ekologiczną śrubę nie ma. Takie są fakty. Poza tym o jakiej skali ocieplenia mówimy skoro w ostatnim czasie czapa lodowa na biegunie zwiększyła swoją objętość… I czy przypadkiem z ocieplenia klimatu nie płyną dla ludzi naturalne korzyści? Sahara znów się zazieleni czyli… „problem” z CO2 (Odys)

2. Wyznawcy globalnego ocieplenia w potrzasku – ochłodzenie może potrwać nawet 30 lat.

„Mimo braku globalnego ocieplenia, dla większości ludzi na Ziemi jest ono aksjomatem. Wierzą oni na dodatek, że to mityczne ocieplenie jest wynikiem działania człowieka. Kłopot polega na tym, że oficjalnie d 1999 roku żadnego ocieplenia nie ma.

Wielu naukowców zbudowało swoje kariery na szwindlu z globalnym ociepleniem. Pieniądze na „badania” potwierdzające istnienie ocieplenia płynęły przecież szerokim strumieniem, dlatego nawet po Climate Gate, gdzie wyszło jasno, jakiej jakości prace mają dowodzić rzekome ocieplenie, wielu specjalistów niczym lemingi zafiksowali się na udowadnianiu, że to tylko chwilowa przerwa w ociepleniu.

Ta przerwa trwa już ponad dekadę i wiele wskazuje na to, że potrwa jeszcze jakiś czas. Według amerykańskich specjalistów może za to odpowiadać wieloletni cykl w Oceanie Atlantyckim.

Ów cykl miałby trwać minimum 30 lat i w jego wyniku dochodzi do przesunięcia prądów oceanicznych, które sięgają głębiej powodując ochładzanie. Uczeni tylko w ten sposób potrafią obecnie wytłumaczyć dlaczego mimo wzrastającej ilości dwutlenku węgla, średnia temperatura w latach 1998 – 2012 zmieniła się tylko o 0,05 stopnia, podczas gdy w latach 1951 – 2012 średni wzrost wyniósł 0,12 stopnia Celsjusza.

Nie za bardzo wiadomo co dzieje się z naszym klimatem, a modele symulujące zmiany na Ziemi, które opracowali kiedyś specjaliści z ONZ-owskiego IPCC, po prostu ich ośmieszyły. Na ten moment wygląda to tak jakby cała walka z Globalnym Ociepleniem była podszyta nie naukowymi faktami, a ideologią.

Planowano po prostu okraść ludzi wymyślając urojone podatki węglowe, a gdy okazało się, że ocieplenia nie ma bynajmniej nie porzucono tego przestępczego procederu tylko ukuto termin „przerwy” i nadal realizowany jest ten bandycki proceder w zniewolonych społeczeństwach, takich jak polskie.

Wiem, że nic nie wiem – to zdaje się podsumowywać stan ziemskiej wiedzy na temat czynników kształtujących klimat na Ziemi. Nadal jednak wielu naiwnych daje się nabrać wierząc, że coś takiego jak globalne ocieplenie istnieje w rzeczywistości.”

źródło: zmianynaziemi.pl

polecam również: Gaz łupkowy za 24 lata. Zielona energia za droga. Nie mamy realnej alternatywy dla węgla.

3. Polityka czy troska o klimat – piąty nierzetelny raport ONZ w sprawie zmian klimatycznych.

„Jest w najwyższym stopniu prawdopodobne, że działalność człowieka jest w najwyższym stopniu przyczyną ocieplenia klimatu, które obserwujemy od połowy XX wieku” – tak brzmiało jedno ze zdań oenzetowskiego raportu ogłoszonego w ubiegły piątek przez Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC).

Określenie „w najwyższym stopniu prawdopodobna przyczyna”, które znalazło się w raporcie, w żargonie IPCC oznacza prawdopodobieństwo wystąpienia jakiegoś zjawiska w granicach od 95 proc. do 100 proc.

Panel IPCC stwierdził jednocześnie, że większa emisja dwutlenku węgla do atmosfery ma jednak mniejszy wpływ na wzrost temperatury niż pierwotnie sądzono. Napisano, że ryzyko zmian klimatycznych, spowodowanych emisją dwutlenku węgla, jest „prawdopodobne” (tj. w granicach od 66 proc. do 100 proc.) a emisja dwutlenku węgla mogła spowodować podniesienie temperatury o 1,5 stopnia Celsjusza, a nie 2 stopnie jak szacowano w 2007r.

Rupert Darwall, ekspert, który napisał artykuł na temat raportu w „The Wall Street Journal” zauważa, że to „rażąca rozbieżność”. Zastanawia bowiem jak jest możliwe, że panel naukowców stwierdza, iż rzekomy wzrost temperatury od połowy XX wieku jest spowodowany przez emisję gazów cieplarnianychw sytuacji, gdy są mniej pewni, co do wpływu dwutlenku węgla na ocieplenie klimatu?

Zdaniem analityka, autora licznych publikacji na temat rzekomych zmian klimatycznych spowodowanych przez człowieka, wyjaśnienie rażącej rozbieżności jest tylko jedno: raporty IPCC, zwłaszcza podsumowania dla decydentów politycznych, przeznaczone są głównie do „politycznej konsumpcji”.

całość tu: pch24.pl

polecam również: Bezsensowny, szkodliwy dla rynku pracy i rodzin podatek, który wcale nie pomagał środowisku, już nie istnieje. Australia bez podatku węglowego.

globalne ocieplenieWalka „postepowców” z cyklami klimatycznymi które występują na ziemi od wieków, oraz wszelkie ciągoty tego środowiska (nie)naturalnego do konieczności uśredniania i „normalizacji” tego co z NATURY jest zmienne jest z góry skazana na niepowodzenie… I oni doskonale o tym wiedzą. Ci ludzie „tylko” próbują na swojej teorii, którą zarazili sporą część populacji ludzkiej zbić majątek (oczywiście na koszt innych)… To banda oszustów i cynicznych złodziei… Do tego hipokrytów, bo jeżeli tak bardzo wierzą w to, że to człowiek jest sprawcą całego zła ocieplania się klimatu, to powinni już dawno jako pierwsi poświęcić się jako męczennicy i żyć bez prądu nie korzystając z „energochłonnych” osiągnięć cywilizacji. Niech wracają do jaskiń i żyją zgodnie ze swoją ideologią i niech ich Bóg błogosławi. (Odys)

4. Dziura ozonowa przestała się powiększać.

11.09.2014 (IAR) – Dziura ozonowa nad Antarktydą przestała się powiększać – wynika z raportu ONZ. Widać pierwsze oznaki tego, że ważnego dla życia na Ziemi ozonu jest coraz więcej.

Warstwa ozonu w atmosferze jest kluczowa, ludzi chroni na przykład przed wywołującym raka promieniowaniem ultrafioletowym. Ozon niszczyły w przeszłości freony stosowane w dezodorantach, lodówkach czy gaśnicach. Tych substancji już się nie używa i dzięki temu, jak podkreślają naukowcy, antarktyczna dziura ozonowa przestała się powiększać. Szef Programu Środowiskowego ONZ, Achim Steiner podkreśla, że ma to duże znaczenie. „Teraz lepiej rozumiemy jaki jest związek między dziurą ozonową a zmianami klimatycznymi”.

Warstwa ozonowa może się samoistnie odrodzić mniej więcej do połowy wieku, sugerują eksperci ONZ, ale niezależni naukowcy nie są tego całkowicie pewni.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ R. Motriuk

Nauka: Produkcja tlenu na Marsie. Chiny: naddźwiękowe łodzie podwodne?


1. Nauka: Produkcja tlenu na Marsie.

01.08.2014 (IAR) – Kolejny marsjański łazik ma na powierzchni czerwonej planety produkować tlen. Takie plany ogłosiła NASA.

Chodzi o to, by łazik zamieniał dwutlenek węgla, obecny w marsjańskiej atmosferze, w tlen. Wytwarzany w ten sposób tlen przydałby się astronautom, którzy być może kiedyś wylądują na Marsie. Gaz ten mógłby być też częścią składową paliwa rakietowego na drogę powrotną.

Łazik zabierze także siedem urządzeń naukowych, które dokonają dokładnych pomiarów „byśmy poznali odpowiedź na fundamentalne pytanie: czy jesteśmy sami we wszechświecie”- mówi Ellen Stofan z NASA.

Łazik ma wylądować na Marsie w roku 2021.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/R. Motriuk/dyd

podobne: Polska podbija kosmos. Kosmiczne złoża metali pod Myszkowem.

2. Chiny: naddźwiękowe łodzie podwodne?

25.08.2014 (IAR) – Łodzie podwodne przyszłością superszybkiego transportu? Chińscy naukowcy pracują nad stworzeniem naddźwiękowej łodzi podwodnej, która odległość z Szanghaju do San Francisco mogłaby pokonać w mniej niż dwie godziny.

Naukowcy z położonego wpółnocno-wschodnich Chinach Harbinu opracowali nową technologię, która umożliwia poruszanie się z bardzo dużymi prędkościami torpedom i łodziom podwodnym. Opiera się ona na zjawisku superkawitacji – wibrujący lub poruszający się z dużą prędkością w cieczy obiekt wytwarza wokół siebie bąbel gazowy.

Taką technologię wykorzystują rosyjskie supertorpedy Szkwał, które osiągają prędkość 370 kilometrów na godzinę.

Chińscy naukowcy znaleźli też rozwiązanie dwóch głównych problemów związanych z projektowaniem łodzi w oparciu o zjawisko superkawitacji. Chodzi o sposób wystrzeliwania łodzi oraz problemy ze sterowaniem przy dużych prędkościach.

Z badań amerykańskich naukowców wynika, że jeśli zostanie stworzona odpowiednia łódź wykorzystująca superkawitację, podróż przez Atlantyk zajmie mniej niż godzinę, a przez Pacyfik – sto minut.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Tomasz Sajewicz / Pekin /jj

podobne: Elektroliza wody: HydroPhi chce w Polsce produkować systemy paliwa wodorowego.

Kawitacjazjawisko fizyczne polegające na gwałtownej przemianie fazowej z fazy ciekłej w fazę gazową pod wpływem zmniejszenia ciśnienia. Jeżeli ciecz gwałtownie przyśpiesza zgodnie z zasadą zachowania energii, ciśnienie statyczne cieczy musi zmaleć. Dzieje się tak np. w wąskim otworze przelotowym zaworu albo na powierzchni śruby napędowej statku. (Wikipedia)

ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych


Są cztery cnoty kardynalne: roztropność, sprawiedliwość, wstrzemięźliwość i męstwo. Nazwa kardynalne pochodzi od łacińskiego słowa cardo, tzn. „zawias”, „przegub”, coś, co spaja elementy w jedną całość. Niewątpliwie cnoty te zasłużyły sobie na taką nazwę, ponieważ „spajają” życie religijne i naturalne oraz wprowadzają niezbędną harmonię.

1. Roztropność jest to umiejętność postępowania i wybierania w życiu tego, co lepsze. Tak więc roztropnie postępuje ten, kto przewidując, że w danym miejscu napotka ciężkie pokusy, zawczasu tego miejsca unika. Pijak przewidując, że w restauracji, gdzie na pewno spotka kolegów od kieliszka, upije się, postąpi roztropnie, jeżeli ten lokal będzie omijał z daleka. Cnota roztropności pozwala nam przewidywać pewne trudności i przygotować się do nich odpowiednio wcześniej. Np. ktoś, kto będzie przechodził na czerwonym świetle licząc na miłosierdzie Boże, postępuje nie tylko grzesznie, ale również bardzo nieroztropnie.


2. Sprawiedliwość
 jest cnotą, która każe nam oddać każdemu to, co mu się słusznie od nas należy. Człowiek sprawiedliwy nie będzie krzywdził swoich pracowników, nie będzie stronniczy na niczyją korzyść, czy to biednego, czy bogatego. Na wszystkich będzie patrzył przez pryzmat faktu, ze wszyscy zostali stworzeni na obraz i podobieństwo Boże i odkupieni Krwią Chrystusa, dlatego też dla wszystkich będzie miał odpowiedni szacunek. I tak np. pielęgniarka w szpitalu powinna się troszczyć najlepiej jak potrafi o wszystkich pacjentów jej powierzonych. Tego domaga się cnota sprawiedliwości. Rezerwowanie większej troski i opieki dla tych, którzy dadzą łapówkę, jest grzechem przeciwko sprawiedliwości. Również grzechem jest, tak bardzo w Polsce rozpowszechnione, wręcza­nie łapówek w zamian za pewne korzyści. Kto jest sprawiedliwy, ten nie potrzebuje łapówki, żeby spełnić, co do niego należy.


3. Wstrzemięźliwość
 oznacza używanie darów Bożych z umiarem i zgodnie z ich przeznaczeniem. I tak np. przeznaczeniem pokarmu jest podtrzymywanie w nas życia. Kto by jednak odwrócił ten porządek i żył po to, by więcej zjeść, grzeszyłby przeciw cnocie wstrzemięźliwości. Człowiek, któremu zależy na życiu religijnym, będzie wstrzemięźliwy nie tylko w pokarmie i napoju, ale także w słowach, przyjemnościach, zabawie itd. Dziś bardzo by się przydała wstrzemięźliwość od oglądania programów telewizyjnych, gdy tylu ludzi traci czas i zaniedbuje swoje obowiązki śledząc losy różnych tzw. „bohaterów” bezsensownych seriali. Każdy z nas powinien być wstrzemięźliwy, szczególnie w tych rzeczach, z którymi ma najwięcej problemów. Kto przeklina, powinien starać się o wstrzemięźliwość w słowie, tak samo ten, kto ma zwyczaj plotkować o innych. Kto się objada, powinien zadbać o wstrzemięźliwość w pokarmie, nie tylko dla zdrowia i wyglądu, ale dla celów nadprzyrodzonych: umartwienia swoich niewłaściwych przyzwyczajeń.

4. Męstwo. To cnota szczególnie potrzebna w naszych czasach. To umiejętność właściwego postępowania, mimo że to dziś nie jest popularne i wybierając dobro, człowiek się na pewno narazi. Męstwo pozwala odmówić picia, chociaż w towarzystwie może ktoś uchodzić za dziwaka. Pozwala dziewczynie zachować jej godność, pomimo tego, że koleżanki mogą ją mieć za zacofaną, niedzisiejszą. Męstwem odznaczają się rodzice, którzy wychowują swoje dzieci po katolicku i mają odwagę iść z nimi do spowiedzi i Komunii św. na pierwszy piątek i w każdą niedzielę na Mszę św. Nieraz ludzie się tłumaczą: nie mogłam przyjść w niedzielę na mszę, bo koleżanka wpadła na kawę i trochę się zasiedziała. Takie postępowanie to zwykle tchórzostwo, a więc przeciwieństwo męstwa. Kiedy chcemy postąpić zgodnie z tą cnotą, delikatnie ale stanowczo przeprosimy koleżankę, tłumacząc jej, że musimy być na Mszy św. Możemy zaprosić ją kiedy indziej. Jeżeli koleżanka jest osobą szlachetną, to zrozumie nasze postępowanie i nie będzie nam miała tego za złe. Jeżeli natomiast nie zrozumie rzeczy tak oczywistej, to czy naprawdę jest to odpowiednia dla nas osoba? Mówiąc o męstwie trzeba jeszcze wspomnieć, że pozwala ono podejmować niekiedy bardzo trudne decyzje, jak np. oddanie życia za wiarę. Przy czym nie oznacza ono jakiejś brawury, nadzwyczajnej odwagi. Człowiek, który daje świadectwo swojej wierze, może się bardzo bać, przeżywać ciężki smutek, pomimo to postępuje zgodnie ze swoim sumieniem. Taki człowiek, to człowiek mężny…

za pomocą: Polonia Christiana

„Nie wydaje mi się właściwe, ani umoralniające przedstawianie w tak zwanych katolickich powieściach dla młodzieży cnoty zawsze spotykającej się z nagrodą i niecnoty zawsze ukaranej. Taki deterministyczny automatyzm sprawia wrażenie transakcji handlowej i może ogołocić cnotę z jej heroizmu i dynamizmu. Pisarz-moralista nie powinien unikać przedstawienia cnoty pognębionej i niecnoty triumfującej i nie powinien obawiać się, że cnota stanie się przez to mniej popularna i poszukiwana. Cnota praktykowana wyłącznie dlatego, że się opłaca, nie jest wcale cnotą, lecz oportunizmem. Cnota musi być atrakcyjna nie dla nagrody, lecz dla siebie samej – jest wtedy cnotą prawdziwą, bo zdolną do heroizmu. “Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie” – ten kocha cnotę, kto kocha ją nie licząc na nagrodę, lub nawet wiedząc na pewno, że nagrody – w tym życiu nie będzie.” (Stefan Kisielewski “Rzeczy najmniejsze” – Wartość cnoty)

podobne: „Ludzie świadomi swojej godności wiedzą, że nagość nie jest na sprzedaż, ani na pokaz.” oraz: Witold Gadowski: Piczka i kiełbasa. Czy „my słowianie” musimy się sami poniżać? a także: “Dekadencki Rzym” kontra “ZARADNI MĘŻCZYŹNI I PIĘKNE KOBIETY”

Tristan Elwell - Siła Ducha

Tristan Elwell – Siła Ducha