Joint w rocznicę Powstania Warszawskiego czyli o wojnie przedmurza z zadupiem w kolejnym pokoleniu, o młodzieży na prowokacji chowaniu i złotym intetesie sojuszników z okupantami (patrioty(zm) z Izraela)


rys. Piotr Arendzikowski

„Baliśmy się budując pod ostrzałem
barykadę

Knajpiarz, kochanka jubilera, fryzjer,
wszystko tchórze.
Upadła na ziemię służąca
dźwigając kamień z bruku, baliśmy się bardzo,
wszystko tchórze –
dozorca, straganiarka, emeryt.

Upadł na ziemię aptekarz
wlokąc drzwi od ubikacji,
baliśmy się jeszcze bardziej, szmuglerka,
krawcowa, tramwajarz,
wszystko tchórze.

Upadł chłopak z poprawczaka
wlokąc worek z piaskiem,
więc baliśmy się
naprawdę.

Choć nikt nas nie zmuszał,
zbudowaliśmy barykadę
pod ostrzałem.”

Budując barykadę – Anna Świrszczyńska

„…1 czerwca Umiłowani Przywódcy stwarzają dzieciom możliwość zabawienia się w polityków. (…) Sejmowa sesja parlamentu dziecięcego potwierdziła w całej rozciągłości nie tylko nasilające się w naszym nieszczęśliwym kraju zjawisko dziedziczenia pozycji społecznej (dzieci aktorów zostają aktorami, dzieci piosenkarzy – piosenkarzami, nawet, jak mają tylko pierwszy stopień muzykalności, to znaczy – rozróżniają, kiedy grają, a kiedy nie – dzieci konfidentów zostają konfidentami, a podobno dzieci sędziów też zostają sędziami i to od razu – niezawisłymi, bo niezawisłość – wiadomo: też się dziedziczy), ale również najgorsze podejrzenia, że nie ma już jednolitego narodu polskiego, że historyczny naród polski od 1944 roku musi dzielić terytorium państwowe z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą, która też się rozmnaża i reprodukuje w kolejnych pokoleniach ubeckich i partyjniackich dynastii. Toteż podczas sesji parlamentu dziecięcego wszystkie te sprawy jaskrawo się ujawniły i ton oraz polityczne zabarwienie przemówień zależało od tego, czyje dziecko przemawiało. Jeśli na przykład przemawiało dziecko z porządnej, ubeckiej familii, której protoplasta położył fundamenty pod starą rodzinę („jo strzylołem, a un piniundze broł”), no to mogliśmy usłyszeć nie tylko pryncypialną krytykę rządu i uprawianych przezeń praktyk nepotystycznych – a jeśli przemawiał potomek rodziny pochodzącej z historycznego narodu polskiego, to pomstował na Unię Europejską, która próbuje wymusić na Polsce tak zwaną „relokację”, czyli rozparcelowanie po wszystkich unijnych bantustanach muzułmańskich uchodźców, których Nasza Złota Pani, ulegając własnej propagandzie – zamiast zatrzymać jeszcze na Bliskim, czy Środkowym Wschodzie czy Północnej Afryce – lekkomyślnie ściągnęła do Europy – i tak dalej. Wygląda na to, że przepaść między historycznym narodem polskim, a polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą będzie się z roku na rok jeszcze bardziej pogłębiała i kto wie, czy w końcu nie dojdzie do masowego podpisywania przez przedstawicieli wspomnianej wspólnoty jakiejś europejskiej Volkslisty…” (Stanisław Michalkiewicz – W dżungli praworządności)

„…Przedmurze czy zadupie? To jest podstawowy dylemat, z którym borykają się polscy politycy od bardzo dawna. Dylemat fikcyjny, oparty na głęboko w świadomość wbitych fałszach i dla nas wręcz zabójczy. Dylemat, który odbiera wszystkie szanse i skazuje na peryferyjność. Dylemat, w którym bonusem jest piękna śmierć, a przegrana to życie w kajdanach pod knutem. O czym przekonaliśmy się kilkakrotnie między innymi w czasie Powstania Warszawskiego. I ja tu nie chcę powiedzieć, że to jest jedyna alternatywa jaką tak zwany Zachód ma dla Polski. Na pewno tak nie jest. Zachód bowiem prowadzi politykę finezyjną, w którą w Polsce mało kto wierzy, ale nie ma tyle siły by 40 milionowemu narodowi wmawiać rzeczy nieistniejące lub całkowicie paraliżować działania grup w tym narodzie zorganizowanych oraz aktywnych w tej społeczności jednostek. Tego Zachód nie potrafi. Oni mogą co najwyżej stworzyć warunki dla rozwoju pewnego specyficznego rodzaju lokalnej polityki i pewnego specyficznego rodzaju lokalnych polityków, którzy zaopatrzeni w budżet wypiszą sobie na sztandarach hasło: „Przedmurze czy Zadupie” i ruszą z tym do wyborów lub na barykady. Zależnie od tego jakie będą okoliczności.
Zaangażowanie Polaków w dylemat: Przedmurze czy zadupie, stymulowane jest więc przez polityków polskich, polityków, którzy wierzą w swój szczery patriotyzm i posługują się stosownym zestawem pojęć gwarantujących im, że wyborca lub uczestnik wiecu także weń uwierzy. Bez nich tego dylematu w ogóle by nie było i nie byłoby kłopotu. Ludzie bowiem pozostawieni sami sobie kombinują zwykle tak, by coś ugrać i wyjść na swoich działaniach jak najlepiej. W stronę katastrofy zmierzają dopiero wtedy kiedy na ich czele postawi się jakiegoś światłego przywódcę, który podrzuci im coś ciekawego do przemyślenia, jakiś granat z zapalnikiem samookreślającym. Przedmurze czy zadupie proszę Państwa? Co wybieramy? Czy będziemy bronić Europy i jej kultury przed hordami barbarzyńców ze wschodu? Czy może pozostaniemy zaściankiem, biedą i nędzą w jednym, która dobrowolnie zrezygnuje z udziału w wielkich europejskich projektach? O nie! Tego drugiego zrobić nie możemy, mamy wszak tradycję! Nie tylko wojskową, mamy także tradycję kulturalne, ot choćby taki renesans, kaplicę Zygmuntowską i dzwon! Tego nie wolno zmarnować! Bo wtedy koniec!
Wrócę teraz do Powstania Warszawskiego, wszyscy którzy piszą o postawie Zachodu wobec Powstania zdają sobie sprawę, że w czasie kiedy Warszawa walczyła Roosvelt i Churchill dogadywali się ze Stalinem. I wszyscy uważają, że w ogóle nie ma po co tego roztrząsać. Wojna szła ku końcowi, oni się dogadywali a Polska złożyła daninę krwi, w dodatku – jak twierdzi Romuald Szeremietiew – oddała ją za swoją własną wolność i swoją własną niepodległość. Co prawda po Powstaniu nie było ani wolności, ani niepodległości, przeciwnie była śmierć i prześladowania, ale to nie ma znaczenia. Po raz kolejny obroniliśmy Europę. Bo gdybyśmy jej nie obronili byłoby jeszcze gorzej? Jeszcze gorzej? Nie sądzę. Gdyby Rosjanie rozlokowali się w Europie po Ren dopiero mieliby kłopot z utrzymaniem tego wszystkiego. I doprawdy nie chce mi się wierzyć, by ktokolwiek, poza polskimi politykami opcji prawicowej wierzył w to, że cokolwiek po takiej okupacji stałoby się „europejskiej kulturze”. Deal poszedł górą, a myśmy go nie zauważyli. Polscy politycy zostali oszukani, polscy dowódcy wykorzystani – mając tego świadomość lub nie – to już osobna sprawa, Polska potraktowana jak ogórek na zakąskę próbowała zaś bezskutecznie wydostać się ze słoika, do którego ją wepchnięto.
Powtórzę więc jeszcze raz to co pisałem przy okazji Smoleńska – jeśli ktoś przygotowuje jakieś wydarzenie jest jednym, absolutnym właścicielem wszystkich płynących z tego wydarzenia korzyści. Wszystkich. Wynika to ze skali w jakiej się planuje. Jeśli Zachód podzielił Europę to my i nasze Powstanie staliśmy się – bez względu na naszą wolę i nasze deklaracje jedynie jednym z tych benefitów. Jeśli tego nie zrozumiemy skazujemy się na powtórną obronę europejskiej kultury. Tego zaś możemy nie przetrwać.
Wróćmy do uwag wcześniejszych. Do nonszalancji z jaką ludzie opisujący tamte czasy traktują relacje pomiędzy AK a Londynem, pomiędzy Londynem, Waszyngtonem a Moskwą. Z tego opisywactwa za każdym prawie razem wynika wniosek następujący: oni musieli skończyć wojnę, bo za długo trwała, a my musieliśmy wysłać na śmierć tysiące ludzi, by pokazać im, że także chcemy zakończenia tej wojny i rzeczywiście nam na tym zależy bo należymy do tej samej kultury co oni. I to właśnie jest czysty obłęd, w którym tkwimy od dawna po uszy.
W czasie kiedy my walczymy, europejska kultura i jej emanacje dogadują się z azjatycką dziczą, przed którą my usiłujemy ich bronić. Takiej tezy bronią wszyscy polscy politycy za aspiracjami. Ja to jeszcze raz powtórzę – jeśli taka jest cena przynależności do cywilizacji europejskiej to ja bardzo przepraszam, ale wybieram zadupie. Po prostu. Można zrobić z siebie durnia raz, jak ktoś jest bardzo lekkomyślny może ten błąd powtórzyć, ale notoryczne powtarzanie błędów przy jednoczesnym wyszydzaniu tych wcześniejszych, które uważane być powinny za głęboką naukę, to już jest zbrodnia. Za zbrodnie zaś w cywilizowanych krajach skazuje się zbrodniarzy na długoletnie więzienie.
Zrekapitulujmy teraz to wszystko raz jeszcze; Powstanie Warszawskie to nasza obrona przed prowokatorami politycznymi, którzy szerzą zło. Kolejnych Powstań w takich okolicznościach nie będzie i trzeba to wyraźnie powiedzieć. Powstanie możemy wywołać wtedy kiedy wasze czołgi – wasze, nie ruskie – stać będą nad Wisłą. Nie wcześniej. Jeśli zaś będziecie nas dalej oszukiwać przepuścimy ruskich na wasze podwórko. Po prostu…” (coryllus – Przedmurze czy zadupie)

podobne: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego oraz: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa i to: „Orzeł niezłomny” o marginalizowaniu przez Zachód tragicznych doświadczeń Polaków w czasie wojny polecam również: Kolejny dowód na kłamstwo katyńskie. Alianci ukrywali prawdę żeby zadowolić Stalina.

a teraz coś o mało znanej (bo finezyjnej) polityce naszych sojuszników na okupowanych przez Niemców terenach…

„…Rada Główna Opiekuńcza była organizacją powołaną z inicjatywy amerykańskiej, konkretnie zaś czegoś co nosiło nazwę Joint. Tak pisze Ronikier. Miała ona opiekować się ofiarami wojny i terroru, choć nie można było przecież mówić o terrorze, ze względu na terror właśnie. Początkowo pomoc amerykańska miała przychodzić na jeden adres dla wszystkich – to znaczy dla Polaków, Żydów i Ukraińców. Potem jednak rozdzielono poszczególne nacje, a Ukraińcy domagali się, by dawano im więcej wszystkiego, zawyżając statystyki ludnościowe. Żydzi też się tego domagali i Ronikier musiał się z nimi targować w przytomności sprzyjających im Amerykanów. Mówimy cały czas o początku okupacji niemieckiej w Polsce, o latach 1939-1940. Szaleję okupacyjny terror, rozstrzeliwują za byle co, wywożą profesorów UJ do Dachau, a do Polski przyjeżdżają przedstawiciele amerykańskiej organizacji o nazwie Joint i domagają się fotografii obdarowanych ubraniami ludzi, a także laurek od obdarowanych dzieci, żeby Amerykanie wiedzieli, że pomoc nie idzie na marne. I Ronikier, a także Andrzej Jałowiecki, syn Mieczysława, im tego wszystkiego dostarczają. I teraz uwaga, na początku prezesem RGO był książę Janusz Radziwiłł. Nie mógł on znieść użerania się ze skorumpowaną i rozwydrzoną administracją niemiecką i jak go któryś wkurzył, to napisał po prostu list do Göringa ze skargą. Dlaczego do niego akurat? Bo to właśnie Göring opiekował się na najwyższym szczeblu delegacjami amerykańskimi, a także przychylnie patrzył, na te wszystkie rady opiekuńcze, które instalowano na terenach zabranych…

…Ciekawe, co nie? Jakiś nic nie znaczący w okupacyjnej rzeczywistości prezes nic nie znaczącej rady, która zajmuje się dystrybucją amerykańskich szmat z second handu coś tam powiedział do jakiegoś chłopa spod Włocławka w ciemnej sali pełnej pokasłujących ludzi. I słowa te zostały w try miga zanotowane, opatrzone urzędowymi pieczęciami i wysłane do Berlina, gdzie opinię na ich temat wygłosić miał marszałek, wielki łowczy Rzeszy, dowódca Luftwaffe. No i wygłosił. A jak już wygłosił to i Hans Frank i pan Kruger z krakowskiego gestapo musieli uszy po sobie położyć.

Idźmy dalej. Pisze Ronikier o swojej korespondencji z generałem Sikorskim. Dobry nasz generał w listach do Ronikiera umieszczał informacje o dużych sumach pieniędzy, które wysyłano z Londynu dla potrzeb RGO. Kłopot w tym, że Ronikier nigdy ich nie otrzymywał. Możliwości są dwie – albo Sikorski kłamał, ale dlaczego miałby pozostawiać ślady swoich kłamstw na piśmie, albo pieniądze były wysyłane, ale przejmował je kto inny. Z wściekłości jaka cechowała dr. Krugera oraz innych urzędników niższego, okupacyjnego szczebla, w kontaktach z Ronikierem, wściekłości i bezradności wobec tego ciężko przerażonego przecież człowieka, wnosić możemy, że to nie oni kradli. Jeśli nie oni to znaczy, że forsa trafiała do kogoś postawionego wyżej, komu taki Kruger, a nawet Frank mógł skoczyć na puklerz obiema nogami.

W jednym z listów do Ronikiera Sikorski napisał, że jedzie do USA i tam dostanie od prezydenta Roosevelta 17 milionów dolarów, z czego 6 milionów przeznaczy na RGO. Ronikier odpowiedział, że chciałby, aby część tych pieniędzy została zdeponowana w nowojorskich bankach, a część w szwajcarskich. Rozumiem, że banki te miały przedstawicielstwa w GG i Adam Ronikier mógł stamtąd podejmować gotówkę. Niestety pieniędzy tych nigdy nie otrzymał. Teraz musimy się poważnie zastanowić na tym, czy prezydent Franklin Delano Roosevelt był skłonny lekką ręką dać 17 milionów dolarów jakiemuś Sikorskiemu. Ja sądzę, że tak, problem polegał na tym jedynie, że trzeba by było potem sprawdzić jakie numery mają te banknoty i czy nie pokrywają się one czasem z numerami banknotów zdeponowanymi w bankach amerykańskich lub po prostu krążącymi po kraju. Musiał także mieć pewność, że pieniądze te w części zostaną przekazane do GG. 17 milionów dolarów w roku 1941 to jest suma poważna i tylko poważni ludzie mogą się zajmować jej dystrybucją. Już tu kiedyś rozmawialiśmy o dolarach trafiających do okupowanej Europy i myślę, że wszyscy doskonale rozumieją o co chodzi. Tych dolarów i funtów była masa, ale one prawie wcale nie trafiały tam gdzie powinny, to znaczy do potrzebujących. Gdzieś jednak trafiały. Moim zdaniem do Hermanna i jego ludzi. Trzeba by prześledzić jakie były relacje ojca Hermanna, starego Heinricha, z Amerykanami, trzeba by zbadać jakie relacje z wolnym światem miał jego brat Albert, bo myślę, że tam kryje się tajemnica…

…Nie wiem ile było w Europie takich rad opiekuńczych, ale wnoszę, że wszystkie one podlegały Hermannowi. Jeśli zaś tak było nie można myśleć o tych instytucjach inaczej jak o przykrywce do transferu dużych ilości gotówki na terenu okupowane, co było na rękę zarówno Amerykanom, jak i tym Niemcom, w których znaleźli oni upodobanie…” (coryllus, polecam lekturę całości tu: szkolanawigatorow.pl – Kiedy naprawdę zmarł Hermann Göring)

podobne: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa oraz: Adam Wielomski: Błędy polityki generała Sikorskiego. Dlaczego Polska nie dogadała się z ZSRR?  i to: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? a także: Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego)

„…Powstanie powinno być stałym przedmiotem publicznej dyskusji, ale powinno być z dala od wszelkiej propagandy. Tymczasem ono właśnie jest najczęściej wykorzystywane w rozgrywkach propagandowych i w idiotycznych dyskusjach toczonych wokół alternatywy: bić się czy nie bić. Kretyn, który to wymyślił powinien stanąć pod murem bez wcześniejszej rozprawy sądowej. Zarówno promocja postaw patriotycznych jak i toczone wokół poważnych problemów dyskusje są w Polsce naznaczone fałszem i krótkoterminowym interesem politycznym. Usprawiedliwia się tę ich nędzę zawsze tym samym – wychowaniem młodzieży. Propagatorom tego rodzaju zabaw wydaje się, że pokazanie szarży na bagnety sprawi, że młodzież zapała gorącą miłością do ojczyzny i kiedy przyjdzie pora pozwoli się wymordować w wyniku prowokacji państw obcych, bo tak będzie komuś wygodniej. Musimy przestać uprawiać tę agitację i zacząć myśleć politycznie o naszej historii. Nie możemy pokazywać dzieciom morowych panien, bo prawdziwe morowe panny są w grobach, a zanim tam trafiły zostały spalone żywcem, zgwałcone, powieszone lub rozjechane czołgami. I od tego właśnie powinniśmy naszą młodzież uchronić

To czy dowództwo AK jest odpowiedzialne czy nie nie ma dla nas dziś znaczenia. Znaczenie ma to, że za tragedię Warszawy odpowiedzialni są w wymienionej kolejności: Niemcy, Rosjanie, Brytyjczycy i Amerykanie. I nie ma od tego ucieczki. Trzeba mówić wprost o tym, że śmierć miasta i jego najlepszych oraz najpiękniejszych mieszkańców była wynikiem po pierwsze prowokacji, po drugie zaniechania. I nie wolno nam nikogo zwalniać z tej odpowiedzialności, bo nie jesteśmy do cholery Panem Bogiem i nie mamy takiej mocy.

To zaś co się dziś dzieje wokół tak zwanych narracji patriotycznych nie jest niczym innym tylko przygotowywaniem grup docelowych pod sprzedaż różnych produktów, takich jak ta cholerna gra dla dzieci o łącznikach. Czy wyobrażacie sobie, że w Izraelu ktoś zaczyna sprzedawać grę o tym jak dzielnie bronili się bojowcy z ŻOB przed Niemcami w kwietniu 1943 roku? Takie rzeczy są w ogóle nie do pomyślenia, bo tamto powstanie zostało dawno przesunięte do sfery bytów sakralnych. My zaś ze swojego robimy biznes, w dodatku tani i jeszcze wydaje nam się, że wszystko jest w porządku, bo wychowujemy młodzież. To jest hańba…” (coryllus – Młodzieży chowanie)

podobne: Przyzwoitość, moralna wina i moralni sprawcy czyli… kto i dlaczego w czasie wojny „bał się bardziej Polaków niż Niemców”. Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński. „Workhouse” jako brytyjski wkład w niewol… znaczy się w „państwo opiekuńcze” oraz: Wielu pamięta o powstaniu, niewielu o upadku Warszawy. Meldunek „Montera”, rzeź na Woli i 12 ton prochów. O patologii martyrologicznej propagandy i to: Rocznica powstania warszawskiego. Dramatyczny zryw narodowy w którym zabrakło rozwagi. Z tego płynie nauka, jak nie uprawiać polityki

a propos Izraela (czy też może należałoby powiedzieć w tym wypadku  USraela) i jego historycznego/legendarnego wyczucia do interesów… Z jednej strony mamy bowiem nieustanną nagonkę w ramach tzw. „pedagogiki wstydu” a z drugiej…

„…okazało się, że po tryumfalnym ogłoszeniu bliskiej finalizacji kontraktu na zakup amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej ostatecznie Wojsko Polskie ma zaopatrywać się w antyrakiety izraelskie. Szczegół ten (ładny szczegół, raty liczone w miliardach dolarów!) został tradycyjnie przemilczany przez wszystkie media polskojęzyczne, które wcześniej tak chętnie i wydajnie zaangażowały się w festiwal dezinformacji, gdzie jako główny wabik na naiwnych patriotów posłużyły właśnie legendarne Patrioty. Kiedy Air Force One z prezydentem Trumpem na pokładzie lądował na Okęciu, puszczona została w obieg tryumfalna wieść o tym, że „jeszcze tej nocy” podpisana zostanie „umowa na zakup” sprzętu, którego posiadanie będzie skuteczną „gwarancją bezpieczeństwa Polski”.

Szybko okazało się, że nie umowa, lecz raczej wstępna promesa, że Amerykanie w istocie do niczego się jeszcze nie zobowiązali, że terminy pierwszych dostaw przewidziane są na rok 2022/23, a w ogóle o pełnej zdolności operacyjnej można będzie mówić za 10 lat (jak przyznał kilka dni później wiceminister obrony narodowej Kownacki) (…) wszystko wskazuje na to, że pierwszą ratę, około miliard dolarów, zainkasują najprędzej nie Amerykanie, lecz Izraelczycy… 

„Warszawa nalega [sic!] na zakup pocisków systemu przechwytującego Proca Dawida ze względu na ich znacząco niższą cenę i lepsze osiągi. Izraelski koncern Rafael, który opracował ten system wspólnie z amerykańskim koncernem Raytheon, może się spodziewać zarobku w wysokości miliarda dolarów od tego kontraktu”.

A może to istotnie najlepsze rozwiązanie? Może rzeczywiście nasze bezpieczeństwo ma się radykalnie zwiększyć, a budżet tyle zaoszczędzić na zakupie tańszego sprzętu z państwa położonego w Palestynie? Cóż za niespotykanie korzystny interes: za cenę jednego pocisku typu Patriot można podobno kupić aż dziesięć Dawidów (po 450 tys. dolarów sztuka). Ale jeśli to wszystko tak pięknie się układa, to czemu MON nie reklamuje tak wielkiego sukcesu – nie chwali się swą przezornością i gospodarnością?

I czemu milczą o tym media polskojęzyczne – całkiem zgodnie i solidarnie, zarówno te pro-, jak i antyrządowe?… 

…Czy rzeczywiście system obrony antyrakietowej z importu uczyni Polskę bezpieczną od zagrożenia atakiem rakietowym ze Wschodu – to jedna kwestia w najwyższym stopniu problematyczna. Nie tylko ze względu na bliskość położenia ewentualnych nieprzyjacielskich wyrzutni, ale także i z tego względu, że żaden z tych kosztownych sprzętów nie przeszedł jeszcze takiej akurat próby ogniowej na realnym polu walki. Więc co do możliwości strącania rakiet rosyjskich przez amerykańskie czy żydowskie antyrakiety – to pozostaje ona czysto teoretyczna. Żadnego Iskandera nie trafił jeszcze żaden Patriot ani tym bardziej żaden Dawid – bo po prostu nie było jeszcze, chwała Bogu, takiej wojennej potrzeby. Ale nawet jeśli w tej sprawie uwierzymy naszym kontrahentom na słowo, to poważna różnica jest taka, że amerykańskie Patrioty są w obiegu już ponad cztery dekady (projektowane w latach 60., testowane w latach 70., zdolność bojową uzyskały w połowie lat 80.) – więc przynajmniej wiadomo, że w ogóle istnieją i działają. Tymczasem izraelski system obrony przeciwpowietrznej Proca Dawida wciąż jeszcze nie osiągnął fazy operacyjnej – jest nadal testowany. Czyżby Izraelczycy wpadli na doskonały biznesowy pomysł dokończenia tego projektu w sposób „samofinansujący się” – na nasz koszt?…

…Warto w tym kontekście przypomnieć, jak przykrą niespodziankę sprawili izraelscy kontrahenci Gruzinom w połowie poprzedniej dekady, sprzedając im najpierw sprzęt bojowy, czym skutecznie przyczynili się do eskalacji wojennej – a następnie, jak wieść niesie, przekazując klucze elektroniczne Rosjanom. W rezultacie skuteczność izraelskich cudów techniki w konfrontacji z Moskalami okazała się zerowa. Być może to właśnie ten mały psikus kosztował Gruzinów przegraną wojnę w 2008 r. zakończoną zaborem części terytorium…” (Grzegorz Braun • polskaniepodlegla.pl – GRZEGORZ BRAUN: PATRIOCI, PATRIOTY i PROCA DAWIDA)

podobne: Izrael protestuje przeciwko polityce Rosji, testuje „Procę Dawida” i krytykuje umowę z Iranem oraz: Izrael – Pomyślna próba antyrakiety Strzała 3 i to: Nabici w F-16. Eugeniusz Januła o problemie nie tylko samolotów. Za co Polska musi płacić? a także: Kiedy koniec II wojny? czyli… amerykańscy żołnierze w Polsce i Europie Środkowo Wschodniej. Wasalizacja, pożyteczni idioci i slalom między folkslistami. Sens dyslokacji wojsk z daleka od wschodnich rubieży. Zaniedbany kierunek – Białoruś.

Artur Grottger – Szkoła szlachcica polskiego. Admonicja

„…Polityka Polaków musi być polityką polegającą na wysyłaniu na śmierć całych pokoleń, wyjąwszy oczywiście tych, którzy wcześniej zarezerwowali sobie miejsca w lożach. Nikt się ani przez moment nie zastanowi jak to przerwać. I dobrze wszyscy wiecie dlaczego – bo to urągałoby pamięci zmarłych

…Nie wiem i nigdy się nie dowiem jak wygląda spłacanie zobowiązań agenturalnych. Jedno jest pewne w tych układach nasi najwięksi wrogowie – Niemcy, są wobec swoich agentów stokroć bardziej lojalni niż nasi najwięksi sojusznicy – Brytyjczycy. Bycie sojusznikiem Wielkiej Brytanii nie gwarantuje niczego, nawet pięknej śmierci na barykadzie, bycie sojusznikiem Niemiec gwarantuje emeryturę i dostanie życie na starość, no chyba, że całe Niemcy zostaną zdewastowane tak, jak to się stało po II wojnie światowej…

…Ta konkluzja wypływa wprost z analizy losów różnych patriotycznych działaczy, których kariery rozpoczynały się przed I wojną światową. Ot choćby taki Jędrzej Moraczewski. Dlaczego te Hitlery wstrętne nie wyrzuciły go na bruk z willi w Sulejówku? Przenieśli go tylko do oficyny, a on sobie tam spokojnie mieszkał przez całą okupację, jego żona zaś, która nie niepokojona przez nikogo dożyła lat pięćdziesiątych, zasiadała w czasie okupacji w zarządzie spółdzielni Społem. Ponoć ich dzieci poginęły w różnych akcjach, ale samym Moraczewskim nic złego się nie stało. Tylko ta śmierć pana Jędrzeja, premiera rządu ludowego, taka trochę dziwna się wydaje.

Moraczewski to pikuś, wspominaliśmy tu Krahelską i Owczarkówną, obydwie spokojnie dożyły lat sześćdziesiątych. Do tego jeszcze towarzysz Wincenty Jastrzębski i towarzysz Roman Jabłonowski, a także pewnie setki innych, których nazwisk nie znamy i nigdy nie poznamy. Dlaczego świnio, powie zaraz ktoś, rozliczasz tych ludzi z tego, że przeżyli? Otóż czynię tak ponieważ są ludzie, którzy z różnych wyborów rozliczają na przykład prof. Kieżuna i powieka im przy tych rozliczeniach nie zadrga. Tymczasem Kieżun był, w przeciwieństwie do Moraczewskiego, Krahelskiej, Owczarkównej, Jastrzębskiego, Jabłonowskiego i innych, wprost skazany na śmierć. To on był tym kamieniem, który rzucono na szaniec, bo nie należał do pokolenia wybrańców. Był rocznikiem późniejszym, na którego barki włożono ciężar nie do udźwignięcia, samemu go unikając. No, ale przeżył i żyje do dziś. Ma chłop cholernego pecha. I z tego właśnie faktu, że przeżył i żyje czyni mu się zarzuty. Jednocześnie taki Zychowicz wyciera sobie gębę dziesiątkami tysięcy tych, którzy umarli w Powstaniu. Mieliśmy tu wczoraj gawędę o strajku szkolnym zorganizowanym na niespotykaną skalę, przy zaangażowaniu różnych metod terroru, przez prowokatorów i histeryczki. Myślę, że powinniśmy wprost potraktować to wydarzenie, jako część zbiorowej hipnozy, której jesteśmy co jakiś czas poddawani. Dziś także. Jako próbę generalną przed Powstaniem Warszawskim, w czasie którego także nie dano tym dzieciom żadnego wyboru. Bo wymagała tego racja stanu. Otóż racja stanu niczego nie wymagała, a to z tego względu, że wobec faktycznej likwidacji państwa, wobec uzależnienia rządu emigracyjnego od polityki mocarstw, nie istniała żadna formuła, w której ta racja stanu by się realizowała. Jedyną racją stanu w czasie kryzysów globalnych jest ocalenie jak największej ilości istnień. I teraz ważna rzecz, o której niby wszyscy wiedzą i którą rozumieją. Po co wywołano Powstanie? Żeby powitać bolszewika na swojej ziemi. Czym go powitać? Nie strzałami bynajmniej, ale chlebem i solą, jako sojusznika. Byli bowiem bolszewicy naszymi sojusznikami. No, ale jak wiemy zdradzili nas i wymordowali elitę. Tylko Kieżunowi zaproponowali współpracę…” (coryllus – Potępianie zmarłych i opłakiwanie żywych)

„…Zwykle jest tak, a warunki wojenne wiele tu nie zmieniają, że przed młodym człowiekiem otwiera się kilka możliwości, kilka życiowych dróg. I tak ludzie związani z niepodległościowym podziemiem mieli do wyboru dwie drogi – dół, albo kolaborację, a potem także dół, bo dla uczestników narodowego ruchu oporu nie było miejsca w nowym świecie. No chyba, że ktoś się nazywał Grabski. Jeśli zaś idzie o tych drugich, to im podsuwano trochę więcej opcji – służba w jednostkach liniowych, służba w KBW, albo w UB. Wszystko było płatne i jeszcze do tego gwarantowało emerytury. Tak więc jakiekolwiek oceny stawiające znak równości pomiędzy jedynymi a drugimi nie są uprawnione ani poważne. Przejdźmy jednak do zdemaskowania tych politycznych tradycji. Dlaczego opcja narodowa była tak straszliwie niszczona? Ponieważ ludzie ci uwierzyli, że ich ideologia jest traktowana serio i na równi z ideologią socjalistyczną. A to nie była nigdy prawda. Podkreślam – nigdy. I doskonale zdawał sobie z tego sprawę jeden i drugi Grabski, a także ich progenitura. Ruch narodowy został wymyślony i ukonstytuował się jako konieczne uzupełnienie socjalizmu, który sam z siebie jako ideologia walki klas i walki z Kościołem, nie przyjąłby się w Polsce nigdy. Piłsudski próbował wyjaśnić narodowcom gdzie jest ich miejsce trzy albo cztery razy, ale oni uporczywie nie chcieli tego zrozumieć. Korfanty dopiero w latach trzydziestych założył tę całą Partię Pracy czy jak to się tam nazywało, uznając widocznie, że dalsza walka nie ma już sensu. Po wojnie komuniści, którzy mieli jasno określony program dokończyli to na co sanacja się nie odważyła – powybijali narodową partyzantkę. Przy okazji wytłukli też partyzantkę akowską, która w sporej większości była lewicowa w sensie najbardziej idiotycznym. To znaczy takim, że wydawało się tym ludziom, iż można okraść dziedzica, ale chłopa już nie, bo to zaprzeczy ideom sprawiedliwości społecznej. Wszyscy oni poszli do piachu, bo nie o to chodziło w projekcie socjalizm na ziemiach polskich, żeby ktoś się tu przywiązywał do rzeczy nieważnych i zanieczyszczał doktrynę jakimiś swoimi interpretacjami. Dziś zaś dzieci i wnuki tych, którzy ich wymordowali mówią – słuchajcie, to nie tak, jedni strzelali i drudzy strzelali. To jest bardzo oszukańczy sposób interpretacji zdarzeń, trzeba bowiem jasno wyrazić o co chodziło. Ja to już pisałem wielokrotnie, ale jeszcze powtórzę – chodziło o stosunek do własności oraz o podmiotowość człowieka. To może jest trochę zbyt górnolotne, ale tak właśnie było. Jeśli więc jedni próbują bronić własności i Kościoła i za to są mordowani przez innych, którzy bronią swoich spółdzielczych, resortowych mieszkań oraz nędznych etatów ledwo starczających na przeżycie, to nie ma tu miejsca na rozmyte oceny. I albo staniemy w prawdzie, albo czeka nas kolejna strzelanina…” (coryllus – Brudne serca, czyste ręce)

podobne: O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością oraz: Jak Grabski zrujnował II RP czyli… o praktycznym znaczeniu złudzeń i to: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców.

„…rewolucja socjalistyczna została wywołana m. in. po to, by ostatecznie dobić produkcję przemysłową w zakładach Królestwa Kongresowego, takich jak huta w Starachowicach, a także po to, by przygotować teren dla jakieś planowanej akcji militarnej, prowadzonej przeciw carskiemu imperium kosztem Polaków. Skutki były opłakane, co świetnie widać w wymiarze lokalnym. Koszty rewolucji ponieśli Bogu ducha winni mieszkańcy, płacący znacznym obniżeniem poziomu życia, a niekiedy wprost nędzą za wprowadzanie w życie PPS-owskich koncepcji walki i „czynu”.

W 1926 roku władzę objęli partyjni koledzy tow. Wiktora wprowadzając w kraju nowe porządki. Inwestowano w Starachowickie Zakłady Górnicze, budowano fabrykę zbrojeniową, ale wszystko znów działo się kosztem ogromnych wyrzeczeń ludności, od 1936 roku finansującej ze swoich podatków budowę COPu. Kiedy państwowa propaganda szerzyła hasła wyścigu pracy, część ludności żyła w warunkach urągających ludzkiej godności i niespotykanych tu przez I wojną światową. W 1932 roku burmistrz Wierzbnika W. Sokół odnotował, że na zboczu Góry Trzech Krzyży mieszkańcy żyją w ziemiankach oszalowanych drewnianymi deskami. Jednocześnie spora część produkcji wybudowanych z wielkim poświęceniem zakładów zbrojeniowych szła na eksport do Wielkiej Brytanii. Tak działo się m. in. ze słynnymi armatami przeciwlotniczymi Bofors, produkowanymi na szwedzkiej licencji. Jeszcze we wrześniu 1939 niektóre transporty broni przeznaczano dla Anglii.

Tragicznym skutkiem rewolucji 1905 roku było przyjęcie PPS-owskich metod walki przez dowództwo AK w czasie okupacji niemieckiej. Ofiarą takich działań stał się młody, 21-letni żołnierz AK, Bolesław Papi, ps. „Czerw”. Papi zginął wykonując zamach na gestapowca Ericha Schűtze, posiadającym bardzo silną obstawę inspektorze Sipo i SD z Radomia (22.05.1944). Co zadziwiające, o tym gestapowcu  i jego życiorysie właściwie do dziś nic pewnego nie wiadomo. Mimo, że Schűtze został ciężko ranny i zmarł kilka dni później, silna obstawa zastrzeliła „Czerwia” i jego kolegę. Bolesław Papi był świetnie zapowiadającym się biologiem ornitologiem, nauczycielem szkoły zawodowej w Starachowicach. Jego matką była Bronisława Boeckmann, pochodząca z kurlandzkiego ziemiaństwa. Kolejny zdolny i świetnie zapowiadający się młody człowiek został poświęcony przez konspiracyjne dowództwo, by spełnić churchillowski plan „podpalenia Europy”. Siostra Bolesława, Jadwiga zginęła od odłamka granatu na początku Powstania Warszawskiego. Trudno nie dostrzec tu pokłosia działań rewolucjonistów, którzy już jako podstarzali oficerowie wysyłali ludzi takich jak Papi na niemal pewną śmierć. Tym razem akcje kończyły się dla patriotycznie nastawionej młodzieży tragicznie.” (Stalagmit, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Rewolucja nad Kamienną – glosa do Baśni socjalistycznej)

podobne: „Szkoła” Jacka Kaczmarskiego czyli zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego („Socjalizm i śmierć”)… Bo wszystko już było (na kole historii)  oraz: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i to: Prof. Kieżun i SB. Dokumenty IPN. Czy autorytet to już świętość?

„…No i się stało, co się stało, co się miało stać,

I syn mój zginął – ciężko rzec – pierwszego dnia.
Nie trzeba było mi chłopaka do Powstania brać,
No, ale nie był już w AL – już był w AK.

Ktoś powie – nie on jeden! Tak, lecz dla mnie właśnie on!
Nieszczęścia jakoś sprawiedliwiej, Boże – dziel!
Byleby żył! Za wcześnie Panie Twój ogląda tron!
Byleby żył!
Niechby już sobie był w AL!”

fragment: Jacek Kaczmarski: „Dylemat”

podobne: Jacek Kaczmarski: „Barykada” (Śmierć Baczyńskiego)

Artur Grottger – W Saskim Ogrodzie (metafora traumy społeczeństwa polskiego okaleczonego fizycznie i psychicznie w odnawiających się co pokolenie zrywach niepodległościowych)

 

Reklamy

Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa.


rys. Wojciech Romerowicz

rys. Wojciech Romerowicz

„…Ja bym bardzo chciał, żeby zwolennicy multi kulti mi coś wyjaśnili. Ksiądz katolicki w Polsce nie może mieć dzieci, bo natychmiast włączają się czynniki postępowe, które atakują jego – naganną przyznajmy – postawę, a pastor w Niemczech może łazić w damskiej bieliźnie i to nie jest nic złego. Może chodzi o to, że on nie ma dzieci? Albo, że ma dzieci dorosłe, którymi się już nie interesuje. Polski ksiądz pedofil może co najwyżej umrzeć w stosownym momencie, żeby ocalić resztki swojej godności. Niemcy lansują agresywny homoseksualizm, który – także w tym teledysku [„BE DEUTSCH”] – wiąże się z pedoflią, bo mamy tu przecież dzieci i co? I nic, wszystko jest w najlepszym porządku…

…Wszyscy pamiętamy czym Hermann Goering różnił się od Hitlera, nie chodzi mi tutaj o upodobania seksualne, ale o inne kwestie. Otóż Hitler przy Goeringu mógł uchodzić wręcz za ascetę. Skromny strój, skromne życie na uboczu. Hermann inaczej, on potrzebował felszy, pompy, widowiska i masy strojów, żeby móc się w nie przebierać. Uchodził za ludzkiego pana, bo wypuścił niektórych Żydów za granicę. Dlaczego to zrobił? Dla pieniędzy, to oczywiste. Hermann kazał sobie słono płacić za swoje usługi. Jeśli więć polityka Niemiec idzie w kierunku opcji Goeringa, to znaczy, że my wszyscy za nią zapłacimy. Nie może być inaczej, bo całe to multi kulti nie jest niczym innym jak tylko damską bielizną przymierzaną przez starych ramoli, którzy usiłują się przypodobać młodzieży. Bielizna zaś kosztuje, podobnie jak perfumy, szminki i inne rzeczy. Sytuacja jaką zamierzają stworzyć Niemcy w Europie będzie wyglądać tak, jakby wyglądał – spróbujmy sobie to wyobrazić – obóz koncentracyjny zarządzany nie przez Himmlera, ale przez Hermanna G. Cóż by to mogło być? Trapolina dla karier w kabarecie i seks-biznesie, opłacana krwią niewinnych rzecz jasna, bo to przecież Hermann decydował kto jest a kto nie jest żydem. Dziś Niemcy chcą decydować kto jest, a kto nie jest tolerancyjnym uczestnikiem społeczeństwa multi kulti. Tak więc jeśli naszym kodziarzom i innym frajerom wydaje się, że wystarczy przebrać się w pończochy na pasie, żeby zyskać sympatię Hermanan to znaczy, że kompletnie zgłupieli. Kasa, misiu, kasa, tylko to się będzie liczyć. Jak ktoś nie ma kasy i nie jest gotów to płacenia to nawet jak wyjdzie wystrojony niczym Priscilla królowa pustyni, okrzykną go księdzem pedofilem, z dwójką nieślubnych dzieci. Alternatywa jest więc taka – albo się przed tym obronimy, albo nas okradną pod pretekstem, że nie lubimy Arabów…” (coryllus)

całość tu: Niemiecki ksiądz w pończochach

podobne: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? oraz: Pedofilia w Kościele. Ideologiczny raport Komitetu ONZ. Bezpardonowy atak marksizmu.  i to: Kłamstwo „POstępu” i neobolszewizm czyli… „Ustawa o uzgodnieniu płci”. Niemiecka AfD ma już dość gender. Marek Chodakiewicz: Trwa czwarta faza rewolucji – atak na rodzinę a także: „Egzamin z orgazmu” kontra „Wychowanie Seksualne w Rodzinie”.  i jeszcze: O polityce miłości (inaczej). Francja: Feministki przeciwko seksizmowi w zabawkach. Niemcy: Zatrzymać seksualizację dzieci. Polska: MEN chce ograniczyć uprawnienia rodziców. Lepkowski o pedofilii wśród Rabinów polecam również: O dzieciach krzywdzonych w imię POstępu i tolerancji

„…Jednym z istotnych celów socjalizmu było i jest nadal, ale już w wersji hard zdewastowanie emocji i doprowadzenie ludzi do stanu sprzed usankcjonowania małżeństwa. Socjaliści zabierają się do tego z niezwykłym sprytem. Do najchytrzejszych należy Melchior Wańkowicz, który w „Szczenięcych latach” opisał swoją nieudaną próbę uwiedzenia służącej we dworze. Chodzi z grubsza o to, że socjaliści zaczynają swoje podchody od krytyki moralności burżuazyjnej i obszarniczej. Ta ostatnia jest szczególnie atakowana, a to z racji patriarchalnych stosunków panujących na wsi przed rewolucją, co rzekomo prowadziło do różnych nadużyć. Nadużycia te piętnowane są przez socjalistów z oburzeniem świętym, duszą wrażliwą i umysłem otwartym, a głębokim. Sam zaś Wańkowicz pisze krytycznie o praktykach znanych sobie posesjonatów, którzy prócz własnych, znudzonych często i rozleniwionych żon, korzystali z wdzięków dziewcząt wiejskich, które do ich salonu przyprowadzała jakaś Kaśka czy Maryśka. Ten niesmak Wańkowicza jest szczególnie komiczny, zważywszy na to co sam wyprawiał w młodym i bardziej podeszłym wieku.

My tutaj, jako ludzie poważni, musimy się zastanowić jakie były rzeczywiste relacje pomiędzy panem a dziewczętami wiejskimi. To jest pierwsza kwestia, jaką dziś rozważymy. Otóż przeważnie wiązało się to z wynagradzaniem owych dziewcząt, nierzadko sowitym. Od wręczania kilku monet do wypłacania całych posagów w pieniądzu i naturze włącznie. To są rzeczy niezrozumiałe dla socjalistów, ponieważ oni, żeby dostać pieniądz albo coś w naturze musieli rabować, kraść, oszukiwać, uwodzić i kłamać w żywe oczy…

O ile relacja dziedzic – wiejska dziewczyna jest w oczach socjalistów ze wszech mian naganna, o tyle relacja dziedziczka – młody guwerner o poglądach lewicowych, zasługuje na pochwałę. Panie zaś, które się w takiej relacji zatraciły określa się mianem „kobiet uświadomionych klasowo”. Ja pamiętam inne określenia na tego rodzaju zachowania, ale ich Wam tu dziś oszczędzę. Im wyższy był status kobiety nawiązującej romans z socjalistą, im więcej pieniędzy miał jej mąż tym było lepiej dla sprawy. I tak księżna Oboleńska, porzucająca rodzinę dla jakiegoś wywłoki co nosił brudne mankiety i takiż kołnierzyk od koszuli opisywana jest niczym wolność wiodąca lud na barykady. Ta dwoistość ocen rzuca się w oczy… 

Z punktu widzenia socjalistów relacje pomiędzy panem a dziewczętami wiejskimi powinny być oceniane jako coś dla wsi zbawiennego. Młode osoby bez perspektyw dostawały szansę i mogły żyć potem spokojnie na kawałku gruntu, w nowej chacie, korzystając przy tym z serwitutów leśnych. Jeśli zaś idzie o relacje bogatych dam z biednymi socjalistami to były one katastrofą z punktu widzenia ideologii socjalistycznej, bo przyczyniały się do degradacji osoby, w dodatku osoby nie byle jakiej, bo przeważnie wykształconej i świadomej różnych spraw. No, ale prawda była inna jak wiemy, bo też i czym innym był ruch socjalistyczny. Nie chodziło o zbawienie świata i upodmiotowienie tych, którym się podmiotowości odmawiało, ale o coś wręcz przeciwnego. O totalną dewastację wszystkiego…

…Kwestie uwodzenia bogatych i znudzonych dam „na socjalizm” mają bowiem drugie dno (…) Bogate kobiety były więc także źródłem z którego czerpano pieniądze na działalność wywrotową. 

…Według socjalistów seks ma zabarwienie ideologiczne i służy sprawie. Tylko w tych momentach jednak kiedy socjaliści przeżerają majątek zafascynowanej nimi bogatej damy. W innych konfiguracjach swoboda obyczajowa jest godna potępienia, szczególnie zaś wtedy kiedy pan dziedzic korzysta z wdzięków wiejskich dziewcząt dając im za to pieniądze, ziemię lub chatę. Jeśli sprawę uprościmy skrajnie okaże się, że dla socjalistów, ten kto rozprasza majątek jest godzien pochwały, a ten co dzieli się nim z ludem i podnosi jego kulturę zasługuje na potępienie. I to jest właśnie proszę Państwa ta słynna socjalistyczna moralność, o której się tyle nasłuchaliśmy w dzieciństwie.” (coryllus)

całość tu: Seks, przemoc i majątek

podobne: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. oraz: Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł)  polecam również: „Nie ma ludzi” i Kisiel wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii, moralności, cnoty i nacjonalizmu.

„…To czy Piłsudski i Dmowski mieli syfilis jest w kontekście politycznym sprawą trzeciorzędną. Piłsudski miał tę przewagę nad panem Romanem, że zawsze miał przy sobie jakąś oficjalną partnerkę, która kryła jego wyskoki. Pan Roman zaś był wobec prowokacji i pieniędzy wręczanych mu przez rządy obce całkowicie bezbronny, co też i szybko się na nim zemściło.

Co takiego zatem jest istotne w postawie obydwu „ojców niepodległości”? Moim zdaniem ich stosunek do Kościoła. To przede wszystkim. Zaraz potem zaś ich stosunek do własności…

Stosunek Piłsudskiego do Kościoła był ponoć zdeterminowany jego doświadczeniem rodzinnym…

…Kościoła nie lubił ponieważ stawał on na drodze jego emocjonalnym wyborom. Księża przeszkadzali mu zmieniać żony po prostu, a on chciał te zmiany przeprowadzać cyklicznie. To jest łatwe do udowodnienia, ale musicie poczekać na nową socjalistyczną Baśń jak niedźwiedź. Uważam, że Piłsudski co jakiś czas odstawiał różne przedstawienia dla gawiedzi, które były przez histeryczne panie i niedoświadczonych w konspiracji panów brane serio. On zaś manipulował otoczeniem za pomocą tych występów. Pilnował się jednak mocno i ślub z drugą żoną wziął po śmierci pierwszej. I tu mała dygresja, w pamiętnikach socjalistów, pierwsza żona Piłsudskiego, Maria, jest jawnie wyszydzana. To znaczy towarzysze wprost piszą, że skrót, którym zwykło się ją określać – PP – czyli piękna pani, był w roku 1905 już nieaktualny. Nie wyobrażam sobie, żeby w jakimś pamiętniku obszarnika znalazły się tego typu uwagi. No więc wnosić należy, że kwestie damsko męskie były obok polityki, walki o wolność i Polski żywo komentowane w środowisku bohaterów i pewnie ktoś taki jak Ziuk był narażony na różne ciśnienia ze strony kolegów wytykających mu, ze ma starą i brzydką żoną, oraz wyzwolonych pań, które chciały zająć jej miejsce.

Teraz pora na stosunek Piłsudskiego do własności nieruchomej. Był on skandaliczny. Józef P, nie rozumiał własności, nie lubił jej, brzydziły go sprawy związane z gospodarką i ziemią. Oczywiście można to składać na karb jego rodzinnych doświadczeń. Majątek Zułów się spalił, a potem przez nierozsądne decyzje ojca został zadłużony i sprzedany. Tak mówią, ale było chyba trochę inaczej. Majątek Zułów tak jak i inne majątki polskie w Wielkim Księstwie Litewskim przepadł przez podstępną działalność gubernatora Orżewskiego kontynuującego politykę Murawiowa, tyle, że bez wieszania. No dobrze, ale wróćmy do tej matki, którą Ziuk kochał nad życie. Matka umarła bez spowiedzi w wieku lat 42 po licznych porodach. Ponoć nie udzielono jej sakramentów albowiem miała poglądy lewicowe. Tak to tłumaczył sam Piłsudski. Jakim sposobem panna, która wniosła mężowi gołodupcowi w wianie 12 tysięcy ha gruntu mogła mieć poglądy lewicowe? Nikt póki co nie potrafił mi tego przekonująco wyjaśnić? Może to wynikać jedynie z przywiązania i miłości do męża wariata, co robił powstanie na Litwie. Inaczej się tego nie da wyjaśnić. Teraz dygresja na temat powstania. Otóż w czasie przedpowstaniowych demonstracji w Wilnie, po ulicach miasta biegali ludzie przekonujący demonstrantów i różnych „gorących patriotów” typu ojciec Piłsudskiego, że angielskie eskadry już zakotwiczyły u wybrzeży Prus Wschodnich, że kontyngenty francuskie się wyładowują i lada moment pomaszerują na Petersburg. Trzeba tylko teraz docisnąć tego bydlaka cara i będzie wolność i będzie Polska. No i ludzie w to uwierzyli, a dalszy ciąg oczywiście znacie.

…Ponieważ jednak coś nam z tej Polski zostało i póki co nie zanosi się na to, by nam to coś zaraz zabrali, dyskutujmy nie o syfilisie może, ale o tym co trzeba koniecznie odrzucić, żeby przetrwać…

…I to jest niestety smutne, bo po raz kolejny widzimy, że żadna z historycznych lekcji nie została należycie odrobiona. Jedyne zaś co „nasi” rozumieją, to ochrona symboli i legend, żeby młodzież wierzyła w Polskę, ułanów, husarię….no i oczywiście PPS, reformę rolną, lepsze jutro dla mas i inne takie dyrdymały.” (coryllus)

całość tu: Syfilis a sprawa polska

podobne: Spór o mit założycielski II RP, czyli dlaczego świętujemy 11 listopada? Komu służyła Rada Regencyjna?  polecam również: System Dmowskiego czyli… „zagraniczną politykę musicie robić naszą”  oraz: W rocznicę śmierci: Jan Emil Skiwski – „Piłsudski a Polska wieczna”. Cywilizacja a tolerancja.  i to: Mesjanizm i człowiek sowiecki w polskiej duszy.  a także: O tym, jak Orzeł stracił krzyż z korony w 1927 r., a „Mazurek Dąbrowskiego” został hymnem dzięki fortelowi.  i jeszcze: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu.

„…Chociaż strategia rewolucyjna się zmieniła, to cele komunistycznej rewolucji cały czas pozostają takie same. Pierwszym celem jest bowiem wyhodowanie człowieka sowieckiego. Człowiek sowiecki tym się różni od normalnego człowieka, że wyrzekł się wolnej woli. To się robi raz na zawsze; kto się wolnej woli wyrzeknie, już nigdy jej nie odzyskuje. Dlatego człowiek sowiecki nie może żyć w normalnym świecie, bo w normalnym świecie trzeba nieustannie dokonywać samodzielnych wyborów, czego on już nie potrafi. Dlatego drugim celem komunistycznej rewolucji jest stworzenie człowiekom sowieckim środowiska, w którym mogliby oni żyć. Tym środowiskiem jest państwo totalitarne, które tym się charakteryzuje, że nie toleruje żadnej władzy poza własną, a więc – władzy rodzicielskiej, władzy religijnej, a także władzy właściciela nad rzeczą – bo to wszystko są władze i w dodatku autonomiczne względem państwowej. Ale w tej strategii można wyróżnić dwie fazy. Pierwsza – którą właśnie obserwujemy – polega na systematycznym niszczeniu wszelkich organicznych więzi społecznych, takich jak rodzina, religia, czy własność po to, by w fazie drugiej, na wytworzonej w ten sposób pustyni, w której ludzie nie będą mieli już żadnego punktu oparcia, podporządkować ich reżymowi totalitarnego państwa.

Dlatego też obserwujemy nasilającą się walkę z rodziną, do której, pod pretekstem zwalczania przemocy, wprowadza się urzędnika państwowego w charakterze arbitra, który ma ostatnie słowo, obserwujemy walkę z Kościołem, który z jednej strony podstępnie wciągany jest w rozmaite „dialogi na cztery nogi”, a z drugiej – atakowany za „nietolerancję” wobec sodomitów, czy gomorytów, wreszcie – wyszydzany przez niezmiennie zadowolonych ze swego rozumu ateistów, którzy na użytek ostatniej demonstracji w Warszawie przebrali się w kostiumy imitujące liturgiczne szaty biskupów, czy habity zakonne i trzymali w ręku krzyże – zamiast przywdziać stroje czekistów i wystąpić pod bolszewickimi emblematami sierpa i młota. Najwyraźniej trochę się bolszewickich korzeni wstydzą, a może zakazali im tego oficerowie prowadzący z Wojskowych Służb Informacyjnych, które w rewolucję komunistyczną w Polsce wspierają co najmniej z takim samym zaangażowaniem, jak środowisko skupione wokół „Gazety Wyborczej”? Wreszcie – obserwujemy walkę z własnością prywatną. Na skutek przejmowania przez państwo coraz to nowych kompetencji w dziedzinie gospodarczej, własność coraz bardziej przypomina orła wypchanego. Ma on niby to samo, co orzeł żywy: dziób, skrzydła a nawet szpony, tyle że – nie lata. W rezultacie w sprawach własnościowych coraz mniej ma do powiedzenia właściciel, a coraz więcej – urzędnicy, dobierani oczywiście według klucza politycznego. Czyż w tej sytuacji możemy się dziwić, że politycznego zabarwienia nabiera każdy aspekt życia, że od polityki uciec niepodobna?…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Linia duraczenia i walki

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm  oraz: Michalkiewicz o porządkach rewolucyjnych wg. strategii bolszewickiej (na podstawie 6-cio latków i konwencji „CAHVIO”), oraz Szczureida (do Szczurospolitej) czyli… „wolność” w postkomunizmie

Na koniec polecam wysłuchać Starego Subiekta 🙂 Raj Na Ziemi czyli dobra socjalizmu – Ignacy Rzecki

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

 

Cyceron: „Cnota jest doskonałym rozumem”. O uczciwości, przebaczeniu i poświęceniu dla drugiego człowieka.


„…Uczciwość to solidarność z innym człowiekiem, z innymi ludźmi, tylko dawno zapomnieliśmy, czym była, czym jest i czym może być solidarność w czasie przeszłym, dzisiejszym i przyszłym…

…Otóż, uczciwość jawi mi się jako jedna z najważniejszych cech wszystkich narodów i społeczeństw, jako cecha nie tyle narodowa, ile zwyczajnie ludzka. Cóż to bowiem znaczy być uczciwym? Znaczy tyle, że szanujesz siebie i innych, że relacje wobec między wami są szczere i otwarte, że chcesz dać innym to, czego sam od nich oczekujesz. Imperatyw kategoryczny Kanta wyraził to chyba najlepiej i dlatego się do niego odwołuję. Nie tylko w kategorii filozofii, etyki czy wszelkich rodzajów Krytyk. Także w wymiarze czysto ludzkim i codziennym. Uczciwość oznacza nie tylko szacunek, oznacza także zaufanie, chociaż tu możemy się pomylić, ale nawet jeśli tak się stanie, to mamy przynajmniej tę pewność, że wobec samego siebie pozostaliśmy uczciwi. Jest to wartość najważniejsza. Errare humanum est.” (Piotr Orawski)

całość tu: Piękno muzyki (50) O uczciwości)

„…Przebaczanie jest poczuciem więzi i świadomości, że zło, które między bliskimi ludźmi się stało, nie jest w stanie pokonać dobra, które między nimi jest. Chodzi też o przewartościowanie wszystkich wartości, o odpowiedź, co jest dla mnie ważne i kto jest dla mnie ważny.

Miałem taką historię w swoim życiu: zdradzałem i byłem zdradzany, ale siła wzajemnego przebaczenia i wzajemnej szczerości uczyniła swoje, stąd znam wartość tej mocy. Mam przyjaciół, którzy właśnie się rozchodzą. To piękna, zgrana ze sobą para, ale oni chyba nie dojrzeli jeszcze do tego, by sobie przebaczyć, albo tego aktu łaski wobec siebie rozumieją, za co nie mogę ich potępiać, bo nikt z nas nie ma monopolu na życie innych ludzi i ich własne wybory.

Przebaczanie ma jednak wartość wysoce terapeutyczną dla każdego z nas: przywraca miłość, przywraca radość, przywraca poczucie bezpieczeństwa. Potrafi przywrócić właściwą hierarchię uczuć, jest dziedziną emocji najgłębszych, bo tylko wtedy odkrywamy nasze własne człowieczeństwo. To prawda, że jest to trudne, bo natura ludzka jest jaka jest, ale tym bardziej trzeba zabiegać o sztukę przebaczania, o umiejętność wybaczania, o łzy miłości…” (Piotr Orawski)

całość tu: Piękno muzyki (52) O przebaczaniu

podobne: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych oraz: Władysław Panasiuk: Artyści nie z tej ziemi czyli… w pogoni za sławą…. „A Ty siej…” i to: „Bądź odważny. W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”… „Bądź wierny, idź”. Piotr Szubarczyk: Przesłanie Herberta

„…Ja i o. Maksymilian staliśmy w siódmym szeregu. On stał po mojej lewej ręce, dzieliło nas może dwóch albo trzech kolegów. Gdy szeregów przed nami ubywało, zaczął nas ogarniać coraz większy lęk. Muszę powiedzieć, że jakkolwiek człowiek byłby zdeterminowany i przestraszony, żadna filozofia nie jest mu wtedy potrzebna. Szczęśliwy jest ten, kto ma wiarę, kto ma możliwość do kogo się uciekać, kogoś prosić o łaskę. Modliłem się do Matki Bożej. Nigdy przedtem ani potem, muszę to uczciwie przyznać, już tak żarliwie się nie modliłem. Mimo, że dalej było słychać „du!”, to jednak modlitwa wewnętrznie zmieniła mnie na tyle, że byłem spokojniejszy. Ludzie mający wiarę, nie byli już tak przerażeni. Byli gotowi przyjąć przeznaczenie ze spokojem, prawie jak bohaterzy. Jest to wielka sprawa.

(…)

Wyjście z szeregu oznaczało śmierć. Nowi więźniowie, którzy przyjechali do obozu, nie wiedząc o tym zakazie, za wyjście z szeregu byli bici, co powodowało niezdolność do pracy. A to z kolei równało się pójściu do komory gazowej. Byliśmy pewni, że o. Maksymiliana zabiją, zanim zdąży się przecisnąć. Ale stało się coś nadzwyczajnego, czego nie zanotowała historia 700 obozów koncentracyjnych, jakie zbudowała III Rzesza. Nigdy nie zdarzyło się, aby więzień obozu mógł bez poniesienia kary wyjść z szeregu. Było to dla Niemców coś tak niewyobrażalnego, że stali jak skamieniali. Patrzyli po sobie i nie wiedzieli, co się dzieje.

– Co wydarzyło się dalej?

O. Maksymilian szedł w więziennym pasiaku, z miską u boku, w drewniakach. Nie szedł jak żebrak, ani też jak bohater. Szedł jak człowiek świadomy wielkiej misji. Stanął spokojnie przed oficerami. Wreszcie opamiętał się kierownik obozu. Wściekły, zapytał swojego zastępcę: „Was will dieses polnische Schwein?” – „Co chce ta polska świnia?” Zaczęli szukać tłumacza, ale okazało się, że tłumacz jest zbędny. O. Maksymilianodpowiedział spokojnie: „Ich will sterben für ihn” – wskazując ręką na stojącego obok Gajowniczka – „Ja chcę umrzeć za niego”.

Jeżeli wcześniej Niemcy stali jak oniemiali, to teraz pootwierali ze zdumienia usta. Dla nich, reprezentujących bezbożność laicką, było to coś niepojętego, że ktoś może chcieć umrzeć za innego człowieka. Patrzyli na o. Maksymiliana z pytaniem w oczach: czy on oszalał, czy może oni nie zrozumieli odpowiedzi. Wreszcie padło drugie pytanie: „Wer bist du?” – „Kto ty jesteś?” O. Maksymilian odpowiedział: „Ich bin ein polnischer katolischer Priester” – „Jestem polskim księdzem katolickim”. Oto więzień wyznał, że jest Polakiem, pochodzi z narodu, który Niemcy nienawidzili, do tego przyznaje, że jest duchownym. Dla esesmanów ksiądz był wyrzutem sumienia.

Ciekawe, że w tym dialogu o. Maksymilian ani raz nie używa słowa „proszę”. Jest tylko jego żądanie, którym złamał Niemca. Złamał sędziego, który uzurpował sobie prawo decydowania o życiu i śmierci, zmusił go do zmiany wyroku. Zachowuje się jak wytrawny dyplomata, choć za frak, wstęgę i ordery, służy mu pasiak, miska i drewniaki. Panowała wtedy cmentarna cisza, każda sekunda wydawała się trwać wieki. Wreszcie stało się coś, czego do dzisiaj nie mogą zrozumieć ani Niemcy, ani więźniowie. Kapitan SS zwrócił się do o. Maksymiliana per „pan”: „Warum wollen Sie für ihn sterben?” – „Dlaczego pan chce umrzeć za niego?”

Upadły wszystkie kanony, które esesman wyznawał wcześniej. Przed chwilą nazwał go „polską świnią”, a teraz zwraca się do niego per „pan”. Stojący obok esesmani i podoficerowie nie byli pewni, czy dobrze słyszą. Tylko jeden raz w historii obozów koncentracyjnych zdarzyło się, aby wysoki oficer, który zamordował tysiące niewinnych ludzi, zwrócił się do więźnia w ten sposób.

O. Maksymilian odpowiedział: „Er hat eine Frau und Kinder” – „On ma żonę i dzieci”. Oto cały katechizm w pigułce. On uczył wszystkich, co to znaczy ojcostwo, rodzina. On – człowiek mający dwa doktoraty obronione w Rzymie z najwyższą notą summa cum laude, redaktor, misjonarz, wykładowca dwóch wyższych uczelni w Krakowie i Nagasaki. On uważał, że jego życie jest mniej warte, niż życie ojca rodziny! Jakże to był wspaniały wykład katechizmu.

– Jak zareagował niemiecki oficer na słowa o. Maksymiliana?

Wszyscy czekali, co się dalej stanie. Esesman był przekonany, że to on jest panem życia i śmierci. Mógł kazać ciężko pobić go za złamanie najbardziej rygorystycznie przestrzeganego zakazu występowania z szeregu. A cóż dopiero, jeśli więzień pozwala sobie na wygłaszanie nauk?! Mógł ich dwóch skazać na śmierć przez zagłodzenie. Po upływie kilku sekund esesman powiedział: „Gut” – „Dobrze”. Zgodził się z o. Maksymilianem, przyznał mu rację.

Oznaczało to, że dobro zwyciężyło zło, maksymalne zło. Nie ma większego zła, jak skazać z nienawiści człowieka na śmierć godową. Ale nie ma też większego dobra, jak oddać własne życie, po to, by drugi człowiek mógł żyć. Maksymalne dobro zwyciężyło…”

całość tu: wywiad ze świadkiem śmierci Św. Maksymiliana

podobne: „Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, tak silne że oddaje się dla niej własne życie”. Golgota. oraz: „Nie ma ludzi” i Kisiel wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii, moralności, cnoty i nacjonalizmu. i to: „I poznam wszystek rzeczy sens jakem poznany. Wybiorę miłość jak ja sam jestem wybrany”. Monika i Marcin Gajdowie o pracy nad sobą. a także: Mówienie o „polskich obozach” w rocznicę pierwszego transportu Polaków do Auschwitz jest niedopuszczalne! polecam również: Szyderczy śmiech historii czyli… „Przyjeżdżają tu rowerami, pływają i wracają do domu naszymi samochodami”. i jeszcze: 30 rocznica zabójstwa człowieka zagrażającego komunie. „Prawdę o śmierci księdza Jerzego Popiełuszki poznają dopiero ci, którzy jeszcze się nie urodzili”. Wojciech Sumliński „Lobotomia 3.0”. oraz: Doroteusz z Gazy „O miłości bliźniego” i „CREDO AD INFINITUM”

 

Prawy Sektor chce referendum ws. wotum nieufności dla władz. Przemytnicy z Zakarpacia powoływani do wojska. Krucha równowaga pomiędzy klanami oligarchiczno-mafijnymi na Ukrainie.


Ukraina – Prawy Sektor chce referendum ws. wotum nieufności dla władz. Przemytnicy z Zakarpacia powoływani do wojska.

PAP – Świat, 21 Lip 2015, 22:10, Kijów (PAP) – Ok. 3 tys. osób uczestniczyło w poniedziałek wieczorem w wiecu na Majdanie Niepodległości w Kijowie; wiec zwołała nacjonalistyczna organizacja Prawy Sektor (PS) pod hasłem „Precz z władzą zdrajców”. PS chce referendum ws. wotum nieufności wobec władz.

Przywódca PS Dmytro Jarosz zapowiedział powołanie na Ukrainie lokalnych sztabów, które zajmą się przygotowaniem referendum w sprawie wotum nieufności wobec rządzących w Kijowie. Tego dnia w ukraińskiej stolicy odbył się także zjazd Prawego Sektora. Postanowiono, że organizacja nie weźmie udziału w zaplanowanych na październik wyborach samorządowych.

„Referendum powinno dotyczyć takich kwestii, jak wotum nieufności wobec władz. Chcemy, by wojna, którą Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie, została nazwana wojną, a nie operacją antyterrorystyczną. Domagamy się również całkowitej blokady okupowanych terytoriów i prosimy społeczeństwo o poparcie legalizacji ochotniczych batalionów” – mówił Jarosz do zgromadzonych w Kijowie ludzi.

Początkowo zapowiadano, że głównym hasłem wiecu będzie dymisja prezydenta Petra Poroszenki, który zdaniem PS nie realizuje haseł z protestów antyrządowych z zimy przełomu lat 2013 i 2014, które doprowadziły do obalenia ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza.

Poroszenkę ostrzeżono jedynie, by nie zarządzał państwem tak, jak należącą do niego korporacją „Roshen”, i kierował się interesami społeczeństwa, a nie oligarchów. Jarosz zapewnił, że w związku z sytuacją w kraju, który walczy z separatystami na wschodzie, nikomu nie uda się sprowokować PS do działań, które mogłyby naruszyć spokój.

Prawy Sektor zwołał wiec w Kijowie po wydarzeniach w Mukaczewie w obwodzie zakarpackim na zachodzie kraju, gdzie bojownicy PS uczestniczyli 11 lipca w strzelaninie z ludźmi obwinianego o kierowanie mafią papierosową parlamentarzysty Mychajła Łania i z milicją. Najprawdopodobniej poszło o podział rynku przemytu papierosów, choć Prawy Sektor twierdzi, że chciał zniszczyć przemytniczy biznes Łania.

W wyniku strzelaniny zginęły co najmniej dwie osoby. Niektóre doniesienia mówią też o czterech ofiarach śmiertelnych. Kilkanaście osób, w większości milicjantów, zostało rannych.

Po wydarzeniach w Mukaczewie prezydent Poroszenko wymienił władze obwodu zakarpackiego, zwalniając ze stanowisk szefa administracji obwodowej oraz miejscowych komendantów milicji i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Na czele władz obwodowych stanął Hennadij Moskal, który dotychczas był szefem obwodu ługańskiego i walczył z przemytem płynącym z obszarów kontrolowanych przez Ukrainę na tereny znajdujące się pod kontrolą prorosyjskich separatystów.

Prawy Sektor uważa, że władze wykorzystują strzelaninę w Mukaczewie, by zlikwidować ochotnicze jednostki, walczące z separatystami w Donbasie. Organizacja ma tam dwa swoje bataliony.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)

jjk/ mmp/ kar/

PAP – Świat 23 Lip 2015, 11:37 , Kijów (PAP) – W obwodzie zakarpackim na zachodniej Ukrainie, gdzie 11 lipca doszło do strzelaniny na tle konfliktu o podział rynku przemytu papierosów, trwa wielka mobilizacja do wojska. Szczególnym zainteresowaniem armii cieszą się przemytnicy.

Wezwania wręczane są nawet na punktach kontrolnych drogówki. W Mukaczewie, gdzie rozegrały się wydarzenia z udziałem uzbrojonych nacjonalistów z Prawego Sektora, miejscowej mafii papierosowej i milicji, w środę wezwania do wojska otrzymało prawie 90 mężczyzn – podały w czwartek media, powołując się na lokalną delegaturę MSW.

Nowy szef władz obwodowych Zakarpacia Hennadij Moskal uprzedził wcześniej, że zaproszenia do wojskowych komend uzupełnień otrzymają przede wszystkim ci, którzy pojawiają się publicznie z bronią, noszą wojskowe ubrania i mają zasłonięte maskami twarze. Do wojska pójdą także mężczyźni przyłapani na przemycie.

„Nie pozwolę na okazywanie +bohaterstwa+ poprzez walkę z miejscową ludnością, bezkarne chodzenie z bronią i straszenie ludzi. Kategorycznie powiedziałem, że jeśli zobaczycie kogoś w masce, to natychmiast ciągnijcie go do komendy uzupełnień” – mówił Moskal w niedawnym wywiadzie dla jednej z gazet.

W czwartek przedstawiciele armii czekali na mężczyzn w wieku poborowym na kontrolnych punktach milicji drogowej w Mukaczewie i w miejscowości Nyżni Worota. „Postanowiliśmy wesprzeć mobilizację do sił zbrojnych Ukrainy. Tylko pierwszego dnia mężczyznom, którzy podlegają mobilizacji, wręczono 88 wezwań do armii. Sądzę, że w wyniku naszych działań liczba ochotników wzrośnie” – zapowiedział komendant obwodowego MSW Serhij Kniaziew.

Wpływowy zakarpacki polityk, deputowany do ukraińskiego parlamentu i szef kancelarii b. prezydenta Wiktora Juszczenki Wiktor Bałoha zaalarmował tymczasem, że mobilizacja wykorzystywana jest w tym regionie w celach politycznych. Oświadczył, że gdy po mianowaniu Moskala na szefa administracji obwodu z pracy zwolnili się naczelnicy administracji rejonowych (powiatowych), po kilku dniach zaczęli oni otrzymywać wezwania do wojska. Wezwania dostali także deputowani lokalnych rad z partii Bałohy, Jedno Centrum – mówił ten polityk.

„Stalin odsyłał niepokornych do obozów koncentracyjnych, Breżniew do szpitali psychiatrycznych, Janukowycz do więzienia, a demokratyczne władze Ukrainy odsyłają ich do ATO (strefa operacji antyterrorystycznej przeciwko prorosyjskim separatystom). Wojna przestała być środkiem obrony suwerenności i jedności terytorialnej, lecz przekształciła się w instrument walki politycznej” – powiedział Bałoha. Wyraził przypuszczenie, że mobilizacja może być także wykorzystana dla walki z przeciwnikami politycznymi przed zaplanowanymi na październik wyborami samorządowymi.

Pierwsza fala tegorocznej mobilizacji na Ukrainie rozpoczęła się w styczniu i trwała 90 dni. Według ministerstwa obrony w 2015 r. poborem może zostać objętych ponad 100 tysięcy ludzi. Duża część będzie pełniła służbę na linii podziału między ukraińskimi siłami rządowymi a prorosyjskimi separatystami w Donbasie na wschodzie kraju.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)

jjk/ awl/ kar/ (za stooq.pl)

podobne: Ukraina: broń dla armii, Poroszenko zapowiada demobilizację. oraz: Jaceniuk mówi „wojna”, ale Poroszenko o „operacji antyterrorystycznej” i zaznacza że wszystko jest pod kontrolą. Wojsko się wycofuje ale nowy pobór nie pójdzie na front.

„…Na niezbyt licznym wiecu na Majdanie 21 lipca wódz „prawoseków” Dmytro Jarosz ogłosił, że domagał się będzie odsunięcia od władzy P. Poroszenki w drodze… referendum. Zabrzmiało to żałośnie w momencie, gdy jego podkomendni z Zakarpacia tropieni byli w karpackich górach przez wojska rządowe niczym zwierzyna łowna.

Można jednak zakładać, że na tym konfrontacja pomiędzy „Prawym Sektorem” a ekipą Poroszenki nie zakończy się. Ten spór w majdanowej rodzinie był nieunikniony i musi zmierzać do jakiegoś przesilenia. Przypadkowa w sumie potyczka bojówki „prawoseków” z milicją w Mukaczewie 11 lipca tylko przyśpieszyła jego eskalację. Konflikt dojrzewał jednak od dłuższego czasu. Jego istota polega na tym, że P. Poroszenko na tyle opanował już sytuację polityczną w kraju, podporządkował sobie służby siłowe, że nie potrzebuje więcej pomocy ze strony kłopotliwych, bądź co bądź, sojuszników. Watahy „Prawego Sektora” były dobre, gdy szturmowały kordony „berkutowców” Wiktora Janukowycza na Majdanie i gdy pacyfikowały cywilną ludność Południowego-Wschodu w pierwszej fazie słabych jeszcze rządów majdanowych oligarchów.

Teraz jednak sojusz z jawnymi neonazistami to dla P. Poroszenki, kreującego się na „demokratycznego, europejskiego przywódcę”, pewien dyskomfort, wręcz zbędny balast. Z drugiej strony bojówkarze „Prawego Sektora”, którzy już posmakowali nieco władzy i pełni bezkarności, nie zamierzają dobrowolnie zejść ze sceny. W tym układzie możliwe są jeszcze doraźne zawieszenia broni i przejściowe sojusze, ale na dłuższą metę jedna ze stron musi wyeliminować drugą.

Na ten moment na pewno silniejszą pozycję ma ekipa P. Poroszenki, która cieszy się też poparciem ambasadora USA Geoffreya Pyatta (co w obecnych ukraińskich realiach jest czynnikiem decydującym), ale nie na tyle silną, żeby pozwolić sobie na zbrojną, krwawą rozprawę z „Prawym Sektorem”. A inną drogą niż przez „noc długich noży” ugrupowania tego nie da się poskromić. Zbyt duży arsenał broni palnej zgromadziło w swoich rękach. Do tego D. Jarosz, zdając sobie sprawę ze swojej słabości, zaczął czynić przyjazne gesty pod adresem… powstańców Donbasu, których dotąd zaciekle zwalczał. Już w pierwszych godzinach po starciu z milicją w Mukaczewie wycofał z frontu w Donbasie swoje jednostki. Zaczął przebąkiwać także o zmianie orientacji geopolitycznej. – Prawy Sektor nie występował i nie występuje o wejście Ukrainy do Unii Europejskiej. Uważamy, że Ukraina powinna być podmiotem, a nie przedmiotem geopolityki. Opowiadamy się za pozablokowym statusem kraju. Tak jak górnicy Donbasu jesteśmy przeciwko temu, żeby na Ukrainie były bazy NATO, a więc jesteśmy przeciwko członkostwu Ukrainy w NATO. Rozmawiamy zarówno z ludźmi, którzy są za UE, jak i z tymi, którzy są za sojuszem z Rosją – powiedział na antenie stacji telewizyjnej „Ukraina”. Dodał także, że „Prawy Sektor” nie pójdzie już z bronią w ręku na Donbas. Wyraźnie więc zaszachował P. Poroszenkę możliwością taktycznego sojuszu z Donieckiem we wspólnym marszu na Kijów, do czego już od dawna przedstawicieli tzw. ochotniczych batalionów próbowali przekonywać liderzy antyoligarchicznego powstania na Wschodzie.

Zakarpacie beczką prochu

Jednak niezależnie od tego, jak potoczy się konfrontacja pomiędzy P. Poroszenką a D. Jaroszem w skali całej Ukrainy, uruchomiony starciem w Mukaczewie mechanizm może doprowadzić na Zakarpaciu do dalszych ruchów tektonicznych. I to już niekoniecznie z udziałem „Prawego Sektora”, przynajmniej nie w głównej roli. Rzecz w tym, że region ten znajduje się w epicentrum zainteresowań różnych, skonfliktowanych ze sobą grup interesów – poczynając od sąsiednich państw (głównie Węgier), poprzez ruchy polityczne, klany oligarchów, aż po silne organizacje przestępcze. Zresztą te ostatnie i klany oligarchów to często jedno i to samo. Równowaga społeczno-polityczna na tym terytorium była bardzo krucha.

Przypomnijmy, że awantura w Mukaczewie zaczęła się najprawdopodobniej od sporu „prawoseków” z ludźmi lokalnego oligarchy Mychajły Łanji o kontrolę nad szlakami kontrabandy do i z Unii Europejskiej. Dopiero przybycie na odsiecz gangsterom miejscowych milicjantów i zastrzelenie dwóch z nich przez neonazistów przekształciło te mafijne porachunki w konflikt militarno-polityczny. W wyniku starć zbrojnych doszło z kolei do ruchów, które zakłóciły kruchą równowagę pomiędzy klanami oligarchiczno-mafijnymi. Przede wszystkim Petro Poroszenko dla uporządkowania sytuacji mianował gubernatorem regionu Gienadija Moskala, dotąd gubernatora przyfrontowego obwodu ługańskiego (tej części, która pozostaje pod kontrolą Kijowa), znanego z twardej ręki wobec miejscowej ludności i konfliktów na tle kontrabandy ze stacjonującymi tam tzw. ochotniczymi batalionami, m.in. z osławioną licznymi zbrodniami wojennymi kompanią MSW „Tornado”.

Jeśli G. Moskal spróbuje przenieść te metody rządzenia na Zakarpacie, może spowodować wybuch niezadowolenia ludności, która w znacznej mierze żyje z kontrabandy. Wystarczy wspomnieć, że ponoć transport jednej ciężarówki z papierosami do Włoch przynosi czysty zysk w wysokości blisko pół miliona euro…”

całość tu: Jacek C. Kamiński: Widmo zbrojnego konfliktu u granic RP?

podobne: Prawy Sektor grozi marszem na Kijów. oraz: Ukraina: 200 ofiar kotła pod Iłowajskiem (ochotnicy oskarżają dowództwo ukraińskiej armii). Putin i Poroszenko zadowoleni z rozejmu. Kijów nie cofnie procesów autonomizacji Donbasu. Kolej na Naddniestrze? i to: Ukraina: coraz mniej Ukrainy w Donbasie, zmiany na scenie politycznej, czystki we władzach i wojna oligarchów (Poroszenko umacnia swoje wpływy?) USA: rezolucja w sprawie broni dla Ukrainy. a także: Ukraiński batalion samowolnie opuścił front i jeszcze: Skoro „media kłamią” to jaka jest prawda o wojnie na Ukrainie? Konrad Rękas: Po co powstrzymywać Putina?

Pisałem to jakiś czas temu więc tylko powtórzę… Poroszenko ma ambicję na samodzielne rządy i dlatego konsekwentnie instaluje w terenie swoich ludzi. Wykruszanie się wpływów niedawnych prowodyrów/bohaterów Majdanu będzie się pogłębiać na jego korzyść. Do pełni szczęścia (i władzy) brakuje mu już tylko wiernej armii by móc okiełznać bądź spacyfikować ewentualnych pretendentów pokroju Kołomojskiego i ich prywatne gwardie, oraz dla podporządkowania sobie nacjonalistów (głównie z Prawego Sektora), którzy mają swoje ambicje. I to jak widać całkiem interesujące skoro romansują z buntowszczikami z Donbasu. Ciekawe co na to Putin 😉 Czyżby podejrzenia co do tego, że ten cały Prawy Sektor to rosyjska prowokacja by mieć powód do wkroczenia na Donbas dla obrony przed „odradzającym się na Ukrainie nazizmem” miała okazać się prawdą? (Odys)

Ukraina (krew)

Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dysonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”).


1. Tadeusz Płużański: A co z komunistycznymi „księgowymi”?

Oskar Groening, 94-letni Niemiec, został skazany na cztery lata więzienia. Choć w Auschwitz był „tylko” strażnikiem. Konfiskował bagaże przywożonych tu ludzi. Dlatego nazywany jest „buchalterem z Auschwitz” lub „księgowym”. Mimo to sąd uznał Groeninga za winnego pomocy w masowym mordzie co najmniej 300 tys. ludzi, głównie węgierskich Żydów, od maja do czerwca 1944 r. Zdaniem sędziów usprawiedliwieniem nie może być to, że nikogo osobiście nie zabił.

Ale w Polsce też mamy wielu takich „księgowych” – tylko komunistycznych (ale jaka to różnica?). Zacznijmy od człowieka, który miał wyższą funkcję od Groeninga. To Ryszard Mońko, w czasach stalinowskich zastępca naczelnika więzienia mokotowskiego, który zarządził m.in. egzekucję rtm. Witolda Pileckiego. Od wielu lat mieszka w Hrubieszowie jako dobrze opłacany z naszych podatków emeryt.

Albo jeszcze większa „szycha” – Jan Ptasiński, stalinowski wiceminister bezpieczeństwa i zastępca komendanta głównego MO, który w listopadzie 1954 r. mówił: „Duży jest wkład aparatu w dzieło utrwalania władzy ludowej. Te osiągnięcia zawdzięczamy mądremu kierownictwu naszej partii”.

Nie możemy oczywiście zapomnieć o kolejnym nadzorcy bezpieki – Czesławie Kiszczaku. Powinien być ścigany nie tylko za złamanie komunistycznego prawa przy wprowadzaniu stanu wojennego, ale z racji pełnionej funkcji PRL-owskiego szefa MSW, czyli „głównego księgowego”.

I w końcu Stefan Michnik, który jako stalinowski sędzia wojskowy ma na koncie co najmniej dziewięć wyroków śmierci na niepodległościowców z AK, NSZ i WiN. Dziś ich szczątków poszukujemy na „Łączce” Powązek Wojskowych.

Po latach „księgowy” Michnik osiadł w Szwecji, gdzie został bibliotekarzem na uniwersytecie w Uppsali. Oskar Groening po wojnie pozostał w Niemczech, gdzie pracował w hucie szkła, z czasem awansując na kierownika ds. personelu. Zbierał znaczki.

I jeszcze jedna różnica między Groeningiem a zbrodniarzami komunistycznymi. Niemiecki oprawca przyznał, że czuje się „moralnie współodpowiedzialny” za zbrodnie i błaga o wybaczenie.

Czy kiedykolwiek takie słowa padły z ust Jaruzelskiego czy Kiszczaka? Ci zawsze kłamali, że są niewinni. A podlegli im funkcjonariusze wykonywali tylko rozkazy przełożonych.

Tadeusz Płużański • se.pl (źródło: wzzw.wordpress.com)

…jak na zawołanie po Jaruzelskim, Kiszczaku, Kociołku i innych którzy uniknęli rozliczenia za swoje zbrodnie, mamy kolejny przykład jak w diametralnie inny sposób podchodzi się u nas do poczucia sprawiedliwości – nawet w obliczu udowodnionej przed sądem krzywdy…Odys

2. Ubek uniknie więzienia.

„Tadeusz Żelazowski (ur. ok. 1926) – polski funkcjonariusz komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, śledczy UB. Według teczki osobowej do UB zgłosił się na ochotnika. Był oficerem śledczym Wydziału Śledztw Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego m. st. Warszawy. Należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR).

7 października 2014 roku Tadeusz Żelazowski został uznany z oskarżenia Instytutu Pamięci Narodowej i Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie, winnym popełnienia zbrodni komunistycznych i zbrodni przeciwko ludzkości, i skazany przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia X Wydział Karny w Warszawie na karę łączną 3 lata pozbawienia wolności. Żelazowski został uznany winnym używania przemocy fizycznej i psychicznej wobec przesłuchiwanych działaczy organizacji harcerskiej „Orlęta” w latach 1951-1952 w tym obrażania, bicia, kopania i grożenia przesłuchiwanym przy użyciu pistoletu podczas wielokrotnych i wielogodzinnych przesłuchań.

W postępowaniu odwoławczym z lipca 2015 roku, Sąd zmienił zasądzony wyrok orzekając w stosunku do Tadeusza Żelazowskiego karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu. Wyrok jest prawomocny. (Wikipedia).

więcej tu: wzzw.wordpress.com

podobne: „Układ zamknięty” znów dał głos – „rzeźnik z Trójmiasta” niewinny. oraz: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia i to: Umarł obywatel Jaruzelski czyli… Trzy niezależne komentarze o „kondukcie przebierańców” (i coś od siebie). polecam również: „The Soviet Story”: Jaruzelski podrasował swój życiorys. Czerwone pomniki samosiejki.

„…Wikipedia twierdzi, że dysonans poznawczy to stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego, pojawiający się u danej osoby wtedy, gdy jednocześnie występują dwa elementy poznawcze (np. myśli i sądy), które są niezgodne ze sobą. Dysonans może pojawić się także wtedy, gdy zachowania nie są zgodne z postawami. A dlaczego o tym piszę?

Dlatego, że dziś niemiecki sąd skazał na karę 4 lat pozbawienia wolności Oskara Gröninga, lat 94, który jako księgowy zajmował się selekcja rzeczy odebranych więźniom Auschwitz-Birkenau. Był tylko księgowym! A jednak nikt nie krzyknął „odpieprzcie się od księgowego”, nie było też głosów żeby zostawić w spokoju biednego, schorowanego człowieka… Gdzie nagle zaginęli wszyscy zwolennicy „chrześcijańskiego miłosierdzia”? I jak taki leming ma to zrozumieć. O ile w ogóle cokolwiek zrozumieć będzie chciał…” (DWS24.pl 15 lipca 2015 roku)

…ale czemu tu się dziwić skoro ten stan bezprawia został uformowany i jest firmowany przez „wolnościowe legendy”, które wysługiwały się (i dalej się wysługują) owej zarazie. Jest to bowiem oczywista konsekwencja sprzedania się obecnych tzw. „elit”, odpowiedzialnych za tworzenie i egzekwowanie prawa w Polsce swojego czasu komunistycznemu reżimowi (za różnego rodzaju przywileje udziału w łupach z rabunku i mordów na wielu prawych Polakach).

Bezczelność i bezkarność tego stanu rzeczy jest też niestety ugruntowana w niesłabnącej estymie, jaką owe „legendy” cieszą się do dziś wśród sporej części zwykłych Polaków – nawet w obliczu UDOWODNIONYCH faktów zdrady i zaprzaństwa. Więc jak może dojść do zmiany na górze jeśli na dole obywatel nie potrafi połączyć tych dwóch stanów rzeczy pod pojęciem niesprawiedliwość? Nie może. I nic się w tej kwestii nie zmieni dopóki ludzie nie przestaną tego bezprawia firmować własną ręką i słowem, udzielając poparcia i bezkrytycznie spijając kłamstwa z ust ludzi takich jak np Buzek (alias TW „Karol”)… Odys

3.  TW „Karol” był najwyżej ulokowanym tajnym współpracownikiem służb specjalnych komunistycznego aparatu represji we władzach ruchu „Solidarność”…

„Jerzy Buzek został zwerbowany przez Wywiad Wojskowy PRL w roku 1971 przed wyjazdem na stypendium naukowe do Wielkiej Brytanii (1971-72r). Informacja na ten temat zawarta jest w zachowanych aktach.

Pierwszym zadaniem agenta było zdobycie dla Układu Warszawskiego najnowszych technologii utylizacji gazów bojowych. Po powrocie do kraju, w końcu 1972 roku, Jerzy Buzek złożył stosowny raport. Wobec podejrzenia o przewerbowanie agenta przez MI 5 (siostrzane do CIA służby brytyjskie). Wywiad PRL zrezygnował z użycia agenta „na kierunku państw kapitalistycznych”. W związku z tym przekazano agenta do dyspozycji Służby Bezpieczeństwa. Użyty przez Służbę Bezpieczeństwa po wydarzeniach 1976 r (protesty na uczelniach) do operacji rozpracowania środowisk akademickich m.in. w ramach sprawy obiektowej „Politechnika”. Chodzi o Politechnikę Gliwicką. Działania te koordynował przede wszystkim Wydział III KW MO Katowice.

Nagrodą za efektywną pracę było umożliwienie przyznania tytułu naukowego docenta. Jerzy Buzek posiadał minimum 3 „teczki” , pierwszą, gdy był rozpracowywany, drugą założył Wywiad, trzecią Służba Bezpieczeństwa, nadając kryptonim Tajny Współpracownik (TW) „Karol”. Natomiast w ramach każdej z wymienionych, występowały m.in. teczka personalna oraz teczka pracy tzw. operacyjna. Po strajkach sierpniowych 1980 roku Jerzego Buzka skierowano do Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.

Najpoważniejszym sukcesem agenta TW „Karol” stały się działania manipulacyjne podczas I-szego Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku, gdzie jako współprowadzący obrady m.in. doprowadził do uchwalenia słynnej Odezwy do Narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Celem autorów z komunistycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL była prowokacja i uzyskanie bezpośredniej pomocy (z interwencją zbrojną włącznie) od ZSRR, zaniepokojonego rozszerzaniem się wolnościowej „zarazy” na inne kraje socjalistyczne. Agent otrzymał za to zadanie wysoką nagrodę finansową. W 1985 podpisał kolejny ważny dokument złożony w teczce operacyjnej TW „Karol”.

Charakterystyczną rolę Jerzy Buzek odgrywa w aresztowaniu przywódców Śląskiego podziemia solidarnościowego. Poznaje wyjątkowo lokal, w którym ukrywa się Tadeusz Jedynak. Wkrótce zostaje w nim aresztowany tenże lider władz regionalnych i krajowych. Następnie Jerzy Buzek poznaje mieszkanie, w którym ukrywa się następny szef regionalnych struktur „Solidarności”- Jan Andrzej Górny. Po kilku godzinach lokal okrąża ogromna liczba samochodów SB oraz cywilnych i mundurowych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa PRL. Poszukiwanego przez 7 lat listem gończym Prokuratury Wojskowej czołowego działacza podziemnych struktur, w tym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” aresztowano… bez rewizji lokalu ! Buzek niezauważony, z torbą pełną związkowych pieniędzy, bez kłopotu opuszcza po kwadransie „kocioł”…” (Irek Cezary Tuniewicz  pressmania.pl)

całość tu: Jerzy Buzek, TW „Karol”

podobne: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce. oraz: Geremek idzie na wojnę z Pospieszalskim czyli…Święte krowy na cenzurowanym i to: Prof. Kieżun i SB. Dokumenty IPN. Czy autorytet to już świętość? a także: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. polecam również: Stanisław Michalkiewicz: „Wilki zmieniły skórę” czyli… jak 4 czerwca upadł komunizm (na cztery łapy). i jeszcze: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Kowalski: obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków. Poroszenko podpisał ustawę uznającą prawny status bojowników o wolność, w tym członków UPA (nazizm i komunizm na cenzurowanym). IPN-y Polski i Ukrainy powołają platformę dialogu historycznego.


Kowalski: obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków.

08.05. Lublin (PAP) – Obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków – ocenił w piątek kandydat Ruchu Narodowego na prezydenta Marian Kowalski. Zapowiedział, że jeśli zostanie wybrany to „nie dopuści do pielęgnowania relacji z banderowską Ukrainą”.

Kowalski powiedział, że w sobotę grupa polskich motocyklistów, która chciała wjechać z Białorusi na Ukrainę została na granicy zatrzymana przez ukraińskie służby graniczne. „Strona ukraińska ich nie wpuściła, żądając wyjaśnień, po co tam jadą. Zaznaczam, że to legalny przejazd zorganizowanej grupy 20-osobowej” – powiedział kandydat na konferencji prasowej zwołanej pod siedzibą konsulatu ukraińskiego w Lublinie.

„O ile na Białorusi byli przyjęci w sposób właściwy i wszelkie sprawy formalne zostały dochowane, to strona ukraińska postąpiła wobec polskich motocyklistów nieuczciwie. To potwierdza moją tezę, że obecny reżim kijowski, banderowski, jest wrogi wobec Polski” – dodał Kowalski.

Jego zdaniem ten incydent „każe wyciągnąć jak najdalej idące wnioski”. „Jeżeli będziemy nadal milczeć, jeżeli linia polityczna obecnego prezydenta, Platformy Obywatelskiej, ale i jego kontrkandydata, pana Andrzeja Dudy i Prawa i Sprawiedliwości, będzie nadal pro banderowska, to być może w ciągu paru lat będziemy osaczeni przez wrogów ze wszystkich stron. Na to zgody nie ma, jako prezydent nie dopuszczę do pielęgnowania relacji z banderowską Ukrainą” – mówił.

„Ukraińcy mają się zdecydować, czy będą przychylni wobec Polski, czy będą dalej wybierać do władzy polityków budujących swój etos na zbrodni wołyńskiej. Zaznaczam, że Dom Polski we Lwowie nadal nie funkcjonuje” – podkreślił.

Zdaniem Kowalskiego państwa sąsiadujące z Ukrainą „powinny zająć wspólne stanowisko. „Przynajmniej wspólnie wystąpić do władz obecnych, banderowskich, o poszanowanie praw mniejszości” – powiedział.

Kowalski podziękował dziennikarzom za relacjonowanie jego kampanii wyborczej. Zaznaczył, że Ruch Narodowy zmierza „konsekwentną drogą” do polskiego parlamentu. „Ci, co zagłosują na mnie pojutrze, mogą na mnie i na Ruch Narodowy w całej Polsce głosować do Sejmu jesienią” – zachęcał.

Nie chciał powiedzieć, kogo poprze w drugiej turze wyborów prezydenckich. „Ja na nikogo nie sceduję swoich głosów, nie jestem właścicielem niewolników” – oświadczył. (PAP)

kop/ par/

Poroszenko podpisał ustawę uznającą prawny status bojowników o wolność, w tym członków UPA.

16.05. Kijów (PAP/Interfax-Ukraina, AFP, TASS) – Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podpisał w piątek ustawę, która uznaje prawny status uczestników walk o niepodległość kraju w XX wieku, w tym członków Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA).

Jak poinformowała w piątek późnym wieczorem służba prasowa prezydenta Ukrainy, Poroszenko podpisał pakiet ustaw, które w kwietniu przyjęła Rada Najwyższa (parlament) Ukrainy, w tym o uznaniu prawnego statusu uczestników walk o niepodległość kraju w XX wieku.

Zgodnie z ustawą, której projekt wniósł syn komendanta UPA Jurij Szuchewycz, za bojowników walk o niezawisłość Ukrainy są uznani wszyscy ci, którzy uczestniczyli w różnorodnych formach walki o niezależność kraju w XX wieku.

„Państwo uznaje, że bojownicy o wolność w XX wieku odegrali główną rolę w odrodzeniu ukraińskiej państwowości, proklamowanej 24 sierpnia roku 1991” – głosi ustawa.

Przewiduje ona możliwość zapewnienia weteranom i ich rodzinom zniżek i innych socjalnych gwarancji, uznaje odznaczenia i stopnie wojskowe walczących o niepodległość, które przyznano im w formacjach, w jakich służyli.

Ustawa zakłada też karanie wszystkich tych, którzy okazywaliby lekceważenie dla weteranów, negowali celowość ich walki.

UPA walczyła podczas drugiej wojny światowej zarówno przeciw Niemcom, jak i ZSRR. Od wiosny 1943 roku prowadziła także działania zbrojne przeciwko ludności polskiej Wołynia, Polesia i Galicji Wschodniej, zmierzające do jej całkowitego usunięcia z tych terenów. Oblicza się, że w wyniku działań UPA zginęło około 100 tys. Polaków.

Wśród podpisanych przez Poroszenkę ustaw znalazła się także ustawa, zakazująca propagandy komunizmu i nazizmu oraz ich symboli.

Jednym z głównych jej punktów jest uznanie komunistycznego totalitarnego reżimu lat 1917-1991 za system przestępczy, który prowadził politykę państwowego terroru. Za przestępczy uznano też nazistowski system totalitarny. Wprowadzono zakaz propagowania nazizmu, narodowego socjalizmu, związanych z nimi symboli. (PAP)

sp/arch.

IPN-y Polski i Ukrainy powołają platformę dialogu historycznego.

19.05. Kijów (PAP) – Prezesi Instytutów Pamięci Narodowej Polski i Ukrainy, Łukasz Kamiński i Wołodymyr Wiatrowycz, zapowiedzieli we wtorek w Kijowie powołanie platformy dialogu historycznego, której celem będzie badanie konfliktu polsko-ukraińskiego podczas II wojny światowej.

Deklarację tę złożyli w Narodowym Muzeum Historii Ukrainy, gdzie otwarto wystawę polskiego IPN „Zagłada polskich elit. Akcja AB – Katyń”. Ekspozycja, która trafiła na Ukrainę dzięki zaproszeniu tutejszego IPN-u, będzie prezentowana także w innych miastach.

„Chcemy, by problemy naszej bardzo trudnej przeszłości stały się przedmiotem dyskusji naukowej i by nie były one wykorzystywane przez polityków, a szczególnie przez polityków z sąsiadujących z nami (Polską i Ukrainą) krajów, do manipulowania polsko-ukraińskim konfliktem historycznym dla ich bieżących potrzeb” – mówił podczas uroczystości Wiatrowycz.

Kamiński podkreślił, że wystawa, którą IPN przywiózł na Ukrainę, dotyczy jednego z najważniejszych wydarzeń w polskiej historii współczesnej. „Zbrodnia katyńska i równoległe zbrodnie niemieckie mają dla Polaków bardzo wiele znaczeń. Jest to przede wszystkim symbol tego fragmentu drugiej wojny światowej, o którym nie wszyscy chcą pamiętać: symbol sojuszu niemiecko-sowieckiego” – powiedział.

Wystawa przypomina o losach obywateli Polski zamordowanych przez sowietów i nazistów w czasach wojennych. Opowiada o ludziach, którzy zostali zabici w ramach zbrodni katyńskiej, oraz o ofiarach akcji AB, czyli egzekucji przeprowadzonych przez Niemców wiosną 1940 r. na około 6 tys. osób należących do polskich elit kulturalnych, intelektualnych i politycznych.

Na Ukrainie znajdują się dwa polskie cmentarze katyńskie: w Charkowie i Bykowni pod Kijowem. Ten ostatni upamiętnia 3435 polskich więźniów aresztowanych i zamordowanych przez NKWD w 1940 r. i został otwarty w 2012 r. W Bykowni pochowane są także ofiary komunistycznych represji innych narodowości byłego ZSRR, choć największą grupę stanowią Ukraińcy. Liczbę spoczywających tu ludzi szacuje się na 100-120 tys.

(…)

Podczas drugiej wojny światowej UPA walczyła zarówno przeciw Niemcom, jak i ZSRR. Od wiosny 1943 r. prowadziła jednak także działania zbrojne przeciwko ludności polskiej Wołynia, Polesia i Galicji Wschodniej, zmierzające do całkowitego usunięcia jej z tych terenów. Oblicza się, że w wyniku działań UPA zginęło około 100 tys. Polaków.

Na Ukrainie antypolski aspekt działalności UPA nie jest szeroko znany. Formację tę traktuje się dziś jako jedyną organizację walczącą w II wojnie światowej pod ukraińskimi flagami narodowymi.

Platforma dialogu historycznego, której powołanie zapowiedzieli we wtorek prezesi IPN Polski i Ukrainy, będzie zajmowała się właśnie m.in. rozwiązywaniem sporów wokół działalności UPA i odkrywaniem kart historii związanych ze zbrodnią wołyńską.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)

jjk/ akl/ mc/ abr/

podobne: Schetyna: przejazd „Nocnych Wilków” przez Polskę to prowokacja. Załdostanow: Polacy są wojownikami, z którymi łącza nas wspólne wartości. Rosyjskie media: Ukraińcy dali w twarz polskiemu prezydentowi oraz: Rzeź wołyńska. Poliszczuk: Potępić UPA! i to: Narada szczurów czyli… Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską.

UPA

 

Rosja: „Dzień zwycięstwa” demonstracją siły. Merkel oddaje hołd żołnierzom radzieckim („Tagesspiegel” krytycznie o pomijaniu w Niemczech zbrodni Stalina). Putin usprawiedliwia pakt Ribbentrop-Mołotow a Niemców uznaje za „ofiary nazizmu”(!). Łukaszenka: „w świecie zwycięża nie siła prawa, a prawo siły”.


1. Rosja – Putin: hitlerowska awantura była straszną lekcją dla świataGlukhovsky: Rosja wskrzesza stare zwycięstwa, bo nowych nie maUkraina – Poroszenko: świat bojkotuje Rosję

09.05. Moskwa (PAP) – Podczas uroczystości upamiętniających 70. rocznicę pokonania III Rzeszy prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył w sobotę, że hitlerowska awantura była straszną lekcją dla świata, który nie od razu dostrzegł śmiertelne zagrożenie w ideologii nazizmu.

Putin przestrzegł też przed próbami budowy jednobiegunowego świata. Wezwał również do stworzenia – jak to ujął – systemu równego bezpieczeństwa dla wszystkich państw.

Prezydent Rosji powiedział to przemawiając podczas defilady wojskowej na Placu Czerwonym w Moskwie, upamiętniającej 70. rocznicę zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami w II wojnie światowej.

Tę największą w historii Rosji paradę Putin odebrał w towarzystwie weteranów tamtej wojny, premiera Dmitrija Miedwiediewa i ministra obrony, generała armii Siergieja Szojgu. Ten ostatni wcześniej sprawdził gotowość wojsk do defilady.

Wśród zgromadzonych na trybunie obok Mauzoleum Lenina byli przywódcy 23 z zaproszonych 68 państw, w tym m.in. prezydenci Chin, Indii, RPA, Egiptu, Kuby, Kazachstanu, Azerbejdżanu i Serbii. Byli tam także sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun i szefowa UNESCO Irina Bokowa.

Ze względu na rolę Rosji w konflikcie na Ukrainie zdecydowana większość liderów krajów zachodnich nie przyjęła zaproszenia od Putina na obchody Dnia Zwycięstwa. Kilku – m.in. prezydent Czech Milosz Zeman i premier Słowacji Robert Fico – przyjęło zaproszenie na uroczystości, jednak nie przyszło na Plac Czerwony, by obserwować paradę, uznaną na Zachodzie za demonstrację siły.

Prezydent Rosji podkreślił, że to Armia Czerwona i naród radziecki ocaliły ojczyznę, zadecydowały o wyniku II wojny światowej i wyzwoliły narody Europy od faszystów. Zarazem wyraził wdzięczność sojusznikom za wkład w rozgromienie nazizmu.

„Wielkie Zwycięstwo na zawsze pozostanie heroicznym szczytem historii naszego kraju. Wszelako pamiętamy o naszych sojusznikach z antyhitlerowskiej koalicji. Jesteśmy wdzięczni narodom Wielkiej Brytanii, Francji i Stanów Zjednoczonych za ich wkład w zwycięstwo. Jesteśmy wdzięczni antyfaszystom różnych państw, którzy ofiarnie walczyli w oddziałach partyzanckich i w podziemiu, w tym w samych Niemczech” – powiedział.

Putin oznajmił, że po 70 latach historia znów apeluje do świata o rozsądek i czujność. „Nie powinniśmy zapominać, że idee rasowej dominacji i wyjątkowości doprowadziły do najkrwawszej z wojen” – wskazał.

Podkreślił że „to Związek Radziecki przyjął na siebie najcięższe uderzenia wroga”. „To tutaj zostały ściągnięte doborowe wojska nazistów, skoncentrowana była cała ich wojskowa potęga, to tutaj odbyły się największe, decydujące bitwy II wojny światowej” – powiedział.

Prezydent Rosji przestrzegł przed próbami budowy jednobiegunowego świata. Oświadczył, że w ostatnich dziesięcioleciach często ignorowane były fundamentalne zasady współpracy międzynarodowej. „Widzimy próby budowy jednobiegunowego świata. Widzimy jak nabiera obrotów myślenie w kategoriach bloków wojskowych. Wszystko to podważa stabilność światowego rozwoju” – wskazał.

Putin ocenił, że powstałe po II wojnie światowej instytucje międzynarodowe, które – jak zauważył – stworzyły podstawy powojennego ładu światowego, udowodniły swoją skuteczność w rozwiązywaniu sporów i konfliktów.

„Pamiętamy historyczne spotkanie sojuszników na Łabie. Pamiętamy zaufanie i jedność, które stały się naszą wspólną spuścizną, przykładem zjednoczenia narodów w imię pokoju i stabilności. To właśnie te wartości legły u podstaw powojennego ładu światowego” – powiedział.

W historycznej części defilady maszerowali żołnierze w mundurach z lat II wojny światowej, w tym kozaków. Wśród uczestników tej części parady były też pododdziały sił zbrojnych Azerbejdżanu, Armenii, Białorusi, Chin, Indii, Kazachstanu, Kirgistanu, Mongolii, Serbii i Tadżykistanu.

Następnie przez Plac Czerwony przedefilowało ponad 16,5 tys. żołnierzy i oficerów, reprezentujących wszystkie rodzaje sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej, a także kadeci oraz wykładowcy i słuchacze akademii, uniwersytetów, instytutów i uczelni wojskowych. Wśród uczestników parady byli też żołnierze i oficerowie wojsk wewnętrznych MSW, ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych i Służby Granicznej Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Przez Plac Czerwony przejechało również ponad 190 transporterów opancerzonych, wozów bojowych, czołgów, dział samobieżnych i wyrzutni rakietowych. A nad nim przeleciały 143 samoloty i śmigłowce bojowe.

Po raz pierwszy przy takiej okazji pokazane zostały wielogłowicowe pociski balistyczne dalekiego zasięgu na mobilnych wyrzutniach RS-24 Jars, czołgi T-14 Armata, skonstruowane na tej samej platformie wozy bojowe piechoty T-15 i transportery opancerzone Kurganiec-25, samobieżne dwulufowe armato-haubice Koalicja-SW, wozy bojowe desantu BMD-4M, transportery opancerzone desantu Rakuszka, transportery opancerzone Bumerang, transportery opancerzone z napędem na sześć kół Tajfun-U (Ural) i mobilne przeciwpancerne wyrzutnie rakietowe Kornet-D (na bazie samochodów opancerzonych zwiadu Tygrys).

W zmechanizowanej części parady zaprezentowały się też same samochody Tygrys, opancerzone transportery z napędem na sześć kół Tajfun-K (Kamaz), transportery opancerzone BTR-82A, czołgi T-90A, samobieżne haubice Msta-S, rakiety operacyjno-taktyczne Iskander-M, systemy rakiet przeciwlotniczych Tor-M2U i Buk-M2, baterie przeciwrakietowe i przeciwlotnicze S-400 Triumf oraz Pancir-S.

Przez Plac Czerwony przejechały także legendarne czołgi T-34 i samobieżne haubice SU-100 z lat II wojny światowej.

Na lotniczą część defilady złożył się przelot na wysokości od 150 do 500 metrów 143 śmigłowców i samolotów. Wystartowały one z 12 lotnisk w europejskiej części FR.

Jako pierwszy pokazał się ponaddźwiękowy bombowiec strategiczny Tu-160, za którego sterami siedział dowódca sił lotniczych FR generał Wiktor Bondariew. Później nad Placem Czerwonym zaprezentowały się śmigłowce wielozadaniowe Mi-8AMTSz, ciężkie transportowe Mi-26, ciężkie bojowe Mi-35 oraz szturmowe Mi-28N i Ka-52 Aligator, a także szkolno-treningowe Ansat-U.

Przeleciały również w różnych konfiguracjach bombowce strategiczne Tu-160, Tu-95MS i Tu-22M3, samoloty transportowe Ił-76 i An-124 Rusłan, samoloty-cysterny Ił-78, jak również szturmowo-bombowe Su-24, szturmowe Su-25, myśliwce przechwytujące Su-27, myśliwce frontowe MiG-29SMT, ciężkie myśliwce przechwytujące MiG-31, wielozadaniowe Su-30, Su-34 i Su-35, a także szkolno-treningowe Jak-130.

Ostatnim akcentem moskiewskiej defilady, którą trwała 1 godzinę i 20 minut, a którą dowodził dowódca wojsk lądowych FR generał Oleg Saljukow, był przemarsz 1000-osobowej orkiestry Garnizonu Moskiewskiego.

Po paradzie Putin i jego zagraniczni goście przeszli do Parku Aleksandrowskiego, gdzie na Grobie Nieznanego Żołnierza wspólnie złożyli girlandę z kwiatów. Później razem udali się na Kreml, gdzie prezydent Rosji wydał uroczyste przyjęcie, upamiętniające 70. rocznicę zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.

Parady wojskowe w sobotę odbyły się też w 30 innych miastach FR, w tym Petersburgu, Smoleńsku, Bałtijsku, Murmańsku, Tule, Wołgogradzie (d. Stalingradzie), Noworosyjsku i Władywostoku, a także w Sewastopolu i Kerczu na Krymie oderwanym przez Rosję od Ukrainy w marcu 2014 roku.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP)

mal/ lm/ pz/

podobne: Ukraina: protesty górnicze, walka oligarchów, uchwała dotycząca wojny, pomoc humanitarna z USA (dla Donbasu). Rosja: Putin tłumaczy politykę. Scenariusz inkorporacji Ukrainy przez Rosję oraz: Ukraina: broń dla armii, Poroszenko zapowiada demobilizację. Film o Putinie (jak Krym uratował) z antypolską i antyzachodnią propagandą w tle. Siły separatystów (w ich szeregach Niemcy). USA zmieniają taktykę wobec Syrii (negocjacje z Assadem).

09.05. Warszawa (PAP) – Współczesna Rosja to kraj bez ideologii, dlatego postanowiono wskrzesić dni największych zwycięstw sprzed 70 lat, jeszcze z czasów Związku Radzieckiego, bo nowszych zwycięstw nie było – mówi PAP rosyjski pisarz i dziennikarz Dmitrij Glukhovsky.

Udostępniamy nagranie wideo:

http://serwiswideo.pap.pl/wideo/Glukhovsky-o-paradzie-w-Moskwie-Rosja-wskrzesza-stare-zwyciestwa-bo -nowych-nie-ma.mp4

Rosja ma dziś z wielką pompą świętować zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami; elementem pokazu siły ma być m.in. parada wojskowa na niespotykaną skalę.

„Mimo braku świeżych zwycięstw co roku Dzień Zwycięstwa obchodzony jest coraz huczniej. Współczesna Rosja to kraj bez ideologii, dlatego postanowiono wskrzesić dni największych zwycięstw sprzed 70 lat, jeszcze z czasów Związku Radzieckiego – bo nowszych zwycięstw nie było” – podkreśla Glukhovsky.

„To, co stało się na Krymie jest prezentowane jako zwycięstwo: Rosja podnosząca się z kolan, próbująca odbudować imperium. Ale myślę, że w wielu aspektach dzieje się tak tylko na użytek wewnętrzny. Przygląda się temu świat, ale adresatami są obywatele rosyjscy, efektem ma być mobilizacja społeczeństwa” – dodaje.

Glukhovsky podkreśla, że im gorzej funkcjonuje gospodarka, tym „więcej propagandy potrzeba, aby sprawić, żeby ludzie zapomnieli, że żyje im się gorzej niż jeszcze niedawno”. „A zatem parada z okazji Dnia Zwycięstwa jest przeznaczona przede wszystkim do użytku wewnętrznego w Rosji” – konkluduje pisarz.(PAP)

ajw/ laz/

Pobranie jest możliwe po podaniu loginu i hasła:

użytkownik: wideo01

hasło: OZsV2TzG%!if

Pliki wideo można przejrzeć i pobrać (w formacie mp4) korzystając z adresu: http://www.pap.pl/wideo

podobne: Polska: ćwiczenia z udziałem „Patriotów”, manewry w rejonie Bałtyku, program Wisła (przeciwrakietowy parasol za kilka lat). Rosja: odpowiedź na zbrojenia Polski (Czy Polsce grozi agresja?) Wypowiedzenie traktatu o siłach konwencjonalnych. Broń nuklearna na Krymie? Ćwiczenia pod Stawropolem. Miller o armii europejskiej. Ukraina: Poroszenko o stratach i nowej granicy, pomoc wojskowa z USA. Irak: armia odbija Tikrit oraz: „Chcesz miec pokój? Gotuj się do wojny!”, czyli – Na co gotuje się Rosja?

Czemu służą parady wojskowe? Jednym do straszenia wrogów bez których nie potrafią sobie zorganizować życia politycznego we własnym kraju, innym służą do kultywowania tradycji oręża i historii.

I wszystko by było dobrze gdyby tak w jednym jak i w drugim wypadku kończyło się na przedstawieniu. Tymczasem historia pokazuje że w pierwszym przypadku nie zawsze kończy się tylko na „demonstracji siły”. Ci pierwsi udowodnili bowiem już nie raz na przestrzeni dziejów, że potrafią nie tylko maszerować po placu czerwonym, ale zapędzali się często na tereny swoich sąsiadów, wsławiając się w „wyzwalaniu” (czyt. zaborze) sporej części Europy wschodniej w tym Polski z tragicznymi dla niej skutkami. Mało tego! Do tej pory ci „wyzwoliciele” lubują się w poniżaniu Polski traktując nas jako przedmiot swojej imperialnej polityki (do spółki rzecz jasna z innymi krajami jak np Niemcy a czasem Amerykanie), grożąc rakietami rozmieszczonymi nad granicą i wpieprzając się co i rusz do tego czy jako kraj suwerenny też możemy sobie kupić rakiety czy nie możemy, tylko dlatego że Polska śmie należeć do innego bloku gospodarczo politycznego.

Najsmutniejsze jest to że w ramach polityki ogłupiania własnego narodu, który „funduje” władzy tego rodzaju megalomańskie imprezy, w innej branży na odcinku tej samej propagandy brakuje pieniędzy żeby zapłacić ludziom za uczciwą pracę przy wystrzeleniu w kosmos rakiety… (Odys)

09.05. Kijów (PAP) – Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko uznał w sobotę, że nieobecność przywódców światowych na paradzie z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie jest wyrazem poparcia dla jego kraju, który walczy ze wspieranymi przez Rosję separatystami w Donbasie.

„Ukrainę popiera cały świat. Jednym z przejawów tego poparcia jest szeroki bojkot międzynarodowy dzisiejszej parady na Placu Czerwonym w Moskwie” – powiedział podczas uroczystości z okazji Dnia Zwycięstwa w Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w Kijowie.

Prezydent oświadczył, że Ukraina już nigdy nie będzie świętowała zwycięstwa nad nazizmem według pisanych w Rosji scenariuszy, które – jak powiedział – przewidują „zimnokrwiste wykorzystywanie Dnia Zwycięstwa dla wywyższania ekspansjonistycznej polityki wobec sąsiadów, by utrzymać ich w swojej orbicie wpływów i by odrodzić imperium”.

Z okazji święta Poroszenko odznaczył medalami państwowymi ponad 3,1 tysiąca żołnierzy, którzy walczą z separatystami prorosyjskimi na wschodzie kraju.

Tego dnia w centrum Kijowa zorganizowano także flash mob, którego uczestnicy ułożyli z pustych pudełek kartonowych hasło: Pamiętamy, Zwyciężamy, 1939-1945. Organizatorzy akcji nawoływali, by do tych pudełek składać pomoc dla żołnierzy, którzy walczą na wschodzie.

Uroczystości z okazji Dnia Zwycięstwa w Kijowie zakończą się w późnych godzinach wieczornych, kiedy to w parkach stolicy odbędzie się maraton orkiestr wojskowych. Jeden z głównych parków, Marijinski, zajmie orkiestra Wojska Polskiego. W innych zagrają orkiestry z Estonii, Litwy, Jordanii i Serbii.

Wbrew oczekiwaniom władz podczas obchodów Dnia Zwycięstwa na Ukrainie nie doszło do prowokacji, przed którymi ostrzegano od wielu dni. W Odessie nad Morzem Czarnym odbyła się jednak manifestacja zwolenników polityki prorosyjskiej, podczas której kilkuset jej uczestników wykrzykiwało: „Precz z juntą!” i „Banderowskie diabły – precz z Odessy!”.

W piątek Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony uprzedziła, że w trakcie uroczystości z okazji Dnia Zwycięstwa, organizowanych na zajętych przez prorosyjskich separatystów ziemiach wschodniej Ukrainy, może dojść do krwawych wydarzeń z ofiarami wśród ludności cywilnej.

Ich celem miało być zerwanie mińskich porozumień (pokojowych) i wznowienie działań bojowych w Donbasie. Według ukraińskich mediów w miastach opanowanych przez siły prorosyjskie było w sobotę spokojnie.đđđđđđ Na Ukrainie od połowy kwietnia obowiązują wzmożone środki bezpieczeństwa w związku trwającymi tu obecnie tzw. świętami majowymi; środki te wprowadzono w obawie przed próbami destabilizacji sytuacji w kraju. Szczególnym nadzorem objęte zostały granice, zwłaszcza z Rosją.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)

jjk/ kar/

podobne: Putin: Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród (tymczasem Ukraina ponownie prosi o siły pokojowe). Norweski wywiad o rosyjskiej aktywności. Rosyjska armia na poligonach od Kaliningradu po Sachalin. Polska zaniepokojona Iskanderami, potrzebna twarda infrastruktura NATO i zmiana koncepcji obrony (w odpowiedzi na doktrynę rosyjską). O roli Niemiec w polityce wschodniej (dodatkowe miliardy na armię).

2. Niemcy i Rosjanie oddali w Berlinie cześć żołnierzom Armii CzerwonejMerkel złożyła wieniec przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Moskwie.

09.05. Berlin (PAP) – Kilkanaście tysięcy osób – Niemców i Rosjan – oddało w sobotę w Berlinie cześć żołnierzom Armii Czerwonej poległym w II wojnie światowej. Główne uroczystości w 70. rocznicę zakończenia wojny odbyły się na cmentarzach-pomnikach w Treptow i Tiergarten.

10 tys. osób uczestniczyło w rocznicowych obchodach zorganizowanych pod pomnikiem w Treptow we wschodniej części miasta – miejscu spoczynku 7 tys. żołnierzy poległych w walce o Berlin.

Wieńce i czerwone goździki składali ambasadorowie akredytowani w Niemczech. Szef dyplomatycznej placówki Rosji, Władimir Grinin, powiedział, że pamięć o zakończeniu wojny jest bardzo ważna – „dla nas i dla wszystkich”.

Uczestnicy powiewali rosyjskimi flagami, niektórzy nieśli transparenty ze zdjęciami kombatantów. Obecni byli też członkowie i sympatycy popieranego przez Władimira Putina klubu motocyklistów „Nocne Wilki”.

Centralnym punktem nekropolii jest mierzący 11 metrów posąg żołnierza trzymającego jedną ręką uratowane dziecko i opierającego się o miecz, którym wcześniej roztrzaskał swastykę.

Kilka tysięcy ludzi przyszło pod pomnik żołnierzy radzieckich w Tiergarten nieopodal Bramy Brandenburskiej. Groby żołnierskie przykrył dywan z wieńców i kwiatów. Tutaj także uczestnicy powiewali flagami – rosyjskimi, radzieckimi z sierpem i młotem, a także flagami samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej (DRL).

Biorący udział w obchodach Niemcy nieśli transparenty z napisami „Dziękujemy żołnierzom sowieckim za wyzwolenie”. Grupa „Nocnych Wilków” ograniczyła się do pamiątkowych zdjęć na tle czołgów i armat będących elementem pomnika.

Kobieta z flagą ukraińską, która pojawiła się w okolicach pomnika, została wyzwana przez kilka osób od faszystek i zdrajczyń.

Były premier Brandenburgii Matthias Platzeck, kierujący obecnie Forum Niemiecko-Rosyjskim, podkreślił, że narody ZSRR złożyły podczas wojny „największą daninę krwi”. Polityk SPD powiedział, że Niemcy wykazali się podczas wojny „niewyobrażalnym okrucieństwem”. Żołnierze Armii Czerwonej, którzy zmarli w niemieckiej niewoli, powinni jego zdaniem zająć w niemieckiej pamięci takie samo miejsce jak ofiary Holokaustu. Jak zaznaczył, nauką z wojny powinien być sprzeciw wobec nacjonalizmu i rasizmu. Zaapelował do Rosjan, by również w swoim kraju walczyli z nacjonalizmem i „militaryzacją życia”.

Dzień Zwycięstwa stał się pretekstem do wyjścia na ulicę dla neonazistów i skrajnej prawicy. Uczestnicy wiecu pod dworcem głównym w Berlinie domagali się odwołania sankcji wobec Rosji i wycofania wojsk amerykańskich z Europy. „Ami go home” – skandowali neonaziści. Wśród narodowych flag niemieckich widoczne były też flagi tzw. DRL, a nawet flaga zakonu krzyżackiego.

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)

lep/ ksaj/ kar/

Jeśli ktoś jest zdziwiony przyjazną reakcją Niemców wobec swoich historycznych pogromców – przypominającą syndrom sztokcholmski – to polecam lekturę: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?

10.05. Moskwa (PAP) – Kanclerz Niemiec Angela Merkel w towarzystwie prezydenta Rosji Władimira Putina w niedzielę złożyła wieniec przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Parku Aleksandrowskim, przed murem Kremla.

Niemiecka kanclerz oświadczyła wcześniej, że chce w ten sposób uczcić pamięć milionów żołnierzy radzieckich, którzy polegli w II wojnie światowej, a za których śmierć odpowiedzialni są Niemcy.

Po uroczystości Putin i Merkel udali się na Kreml na rozmowy. Witając szefową rządu Niemiec w swojej rezydencji, prezydent Rosji opowiedział się za jak najszybszym rozwiązaniem problemów występujących w relacjach między dwoma krajami.

„Wiele uczyniliśmy, by stosunki między Rosją i Niemcami rozwijały się pomyślnie. Wiele udało nam się osiągnąć. Dzisiaj występują znane problemy. Im szybciej skończą negatywnie oddziaływać na rozwój naszych relacji, tym lepiej. Będziemy do tego dążyć” – oznajmił Putin, nawiązując do sankcji nałożonych przez kraje zachodnie na Rosję i kontrsankcjach strony rosyjskiej.

„Mam nadzieję, że podczas naszego dzisiejszego spotkania uda nam się porozmawiać również o stosunkach dwustronnych, o rozwoju relacji Rosji z Unią Europejską. I o najostrzejszych problemach międzynarodowych, w tym o sytuacji na Ukrainie” – powiedział.

Merkel ze swej strony oświadczyła, iż jest rada, że jej spotkanie z prezydentem Rosji doszło do skutku. „Dobrze, że spotkaliśmy się w Moskwie, aby porozmawiać o naszych stosunkach dwustronnych, relacjach Rosji z Unią Europejską i – oczywiście – integralności terytorialnej Ukrainy” – powiedziała, podkreślając konieczność rozwiązywania problemów środkami dyplomatycznymi.

Ze względu na aneksję Krymu i rolę Rosji w wydarzeniach na wschodzie Ukrainy szefowa rządu Niemiec – podobnie jak zdecydowana większość przywódców zachodnich – nie przyjęła zaproszenia Putina na sobotnie obchody Dnia Zwycięstwa w Moskwie, których kulminacyjnym momentem była defilada wojskowa na Placu Czerwonym. Do stolicy Rosji przyleciała dopiero w niedzielę.

W czwartek szefowie MSZ Rosji i Niemiec, Siergiej Ławrow i Frank-Walter Steinmeier, oddali w Wołgogradzie, dawnym Stalingradzie, hołd ofiarom II wojny światowej. Steinmeier wskazał na skalę cierpień zadanych tam cywilom i żołnierzom przez Niemcy hitlerowskie.

Wcześniej dwaj ministrowie w Rossoszkach pod Wołgogradem złożyli wieńce na terenie zespołu memorialnego upamiętniającego żołnierzy Armii Czerwonej poległych pod Stalingradem. W Rossoszkach znajduje się też kwatera z grobami żołnierzy niemieckich, którzy zginęli w walkach o Stalingrad w latach 1942-1943.

Ławrow oznajmił po spotkaniu ze Steinmeierem, że Moskwa wiąże duże nadzieje z niedzielnymi rozmowami Putina z Merkel. „Sytuacja w Europie nie jest dziś spokojna, rozwija się według nie najbardziej pozytywnego scenariusza. W związku z tym przywiązujemy szczególną wagę do rozwoju dialogu między Moskwą a Berlinem” – wyjaśnił.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP)

mal/ ksaj/ dym/

podobne: Rosja: 9 maja w Moskwie bez Merkel i Camerona. Oskarżeni w sprawie Niemcowa zmieniają zeznania. Szczyt UE bez sankcji ale z rezolucją w sprawie Rosji (żądanie zwrotu polskiego Tupolewa). Ukraina: kredyt z MFW, Czy UE grozi fala uchodźców z Ukrainy? oraz: „Biały konwój” opuścił Ukrainę (podobno nie wrócił na pusto). Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej, Merkel studzi nadzieje na przełom negocjacji z Rosją.

3. Putin w obecności Merkel usprawiedliwiał pakt Ribbentrop-Mołotow„Tagesspiegel” krytycznie o pomijaniu w Niemczech zbrodni Stalina.

10.05. Moskwa (PAP) – Prezydent Rosji Władimir Putin w niedzielę usprawiedliwiał pakt Ribbentrop-Mołotow, oświadczając, że jego celem było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR. Oznajmił też, że Polska „padła ofiarą polityki, którą sama próbowała prowadzić w Europie”.

Prezydent Rosji powiedział to na wspólnej z kanclerz Niemiec Angelą Merkel konferencji prasowej po ich rozmowach w Moskwie. Merkel przyleciała w niedzielę do stolicy Rosji, aby uczcić pamięć obywateli ZSRR, którzy w latach II wojny światowej zginęli w walce z hitlerowskimi Niemcami.

Pytany o obawy Polski i krajów bałtyckich dotyczące systemu bezpieczeństwa, którego budowę proponuje Rosja, Putin oznajmił, że „strach jest wewnętrznym stanem tych, którzy się boją”. „Nie należy żyć fobiami przeszłości, lecz patrzeć w przyszłość” – poradził.

W tym kontekście przywołał pakt Ribbentrop-Mołotow. Według niego „ZSRR podjął wiele starań, aby przeciwstawić się faszyzmowi w Europie”. „Wszystkie te próby zakończyły się niepowodzeniem” – oznajmił, dodając, że właśnie to zmusiło Związek Radziecki do podjęcia kroków mających na celu niedopuszczenie do bezpośredniej konfrontacji z Niemcami, czego wynikiem był pakt Ribbentrop-Mołotow. „Sensem tego paktu było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR” – powiedział.

„Pragnę przypomnieć, że po podpisaniu układu monachijskiego sama Polska podjęła działania, zmierzające do zaanektowania części czeskiego terytorium. Wyszło na to, że po pakcie Ribbentrop-Mołotow i rozbiorze Polski ona sama padła ofiarą polityki, którą próbowano prowadzić w Europie” – podkreślił.

Putin dodał, że „wszystko to trzeba mieć na uwadze, niczego nie zapominać”. „Skuteczny system bezpieczeństwa międzynarodowego można zbudować tylko na gruncie pozablokowym” – oznajmił.

Merkel nie zgodziła się z oceną prezydenta Rosji. „Pakt Ribbentrop-Mołotow trudno zrozumieć, jeśli nie uwzględni się tajnego protokołu do niego. Z tego punktu widzenia uważam, że to było niewłaściwe, że zostało to uczynione bezprawnie” – oświadczyła.

Podkreśliła, że „zarzewiem II wojny światowej były narodowosocjalistyczne Niemcy”. „I my, Niemcy, ponosimy za to odpowiedzialność. Jest to nasza historyczna odpowiedzialność. Stale będziemy o tym przypominać. I o tym, że z naszej winy straciły życie miliony ludzi i że Armia Czerwona odegrała decydującą rolę w wyzwoleniu Niemiec” – powiedziała.

Putin podziękował Merkel za przyjazd do Moskwy. „Nasz kraj walczył nie z Niemcami, lecz z nazistowskimi Niemcami. Z Niemcami, które były pierwszą ofiarą reżimu nazistowskiego, nie walczyliśmy nigdy. Zawsze mieliśmy tam wielu stronników i przyjaciół. Do dzisiejszych Niemiec odnosimy się jak do partnera i przyjaznego kraju. Jest więc naturalne, że kanclerz przyjechała” – oznajmił.

Prezydent Rosji oświadczył, że rozumie decyzje tych liderów, którzy nie przybyli do Moskwy na uroczystości upamiętniające 70. rocznicę zwycięstwa, jednak uważa, że doraźna koniunktura polityczna jest mniej ważna niż fundamentalne problemy związane z podtrzymaniem pokoju i stabilności. „To ich wybór, ich decyzje” – wskazał.

Zwrócił też uwagę, że w sobotnim przyjęciu na Kremlu brali udział weterani wojenni z USA, Wielkiej Brytanii, Polski i innych krajów. „To oni byli głównymi uczestnikami uroczystości. Jestem rad, że byli z nami” – powiedział.

Ze względu na aneksję Krymu i rolę Rosji w wydarzeniach na wschodzie Ukrainy szefowa rządu Niemiec – podobnie jak zdecydowana większość przywódców zachodnich – nie przyjęła zaproszenia Putina na sobotnie obchody Dnia Zwycięstwa w Moskwie, których kulminacyjnym momentem była defilada wojskowa na Placu Czerwonym. Do stolicy Rosji przyleciała dopiero w niedzielę.

Wizytę rozpoczęła od złożenia – w towarzystwie Putina – wieńca przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Parku Aleksandrowskim, przed murem Kremla. Merkel oświadczyła wcześniej, że chce w ten sposób uczcić pamięć milionów obywateli radzieckich, którzy zginęli w II wojnie światowej, a za których śmierć odpowiedzialni są Niemcy.

Po tej uroczystości Putin i Merkel udali się na Kreml na rozmowy, jednym z głównych tematów których była sytuacja na Ukrainie.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP)

mal/ kar

podobne: Polacy w 1940 roku mordowani byli w trybie specjalnym. Katyń był największym kłamstwem Europy XX wieku. Brytyjczycy wiedzieli kto dokonał zbrodni ale prawdę zataili. Putin wykorzystuje tragedię smoleńską (podobnie jak Stalin używał Katynia) do rozgrywek politycznych.

10.05. Berlin (PAP) – Niemiecki dziennik „Der Tagesspiegel” w komentarzu dotyczącym obchodów 70. rocznicy końca wojny krytykuje pomijanie przez Niemców zbrodni ZSRR. Gdyby Stalin był jedynym zwycięzcą wojny, cała Europa stałaby się kolonią karną – pisze autor komentarza.

„O Hitlerze powiedziano już wszystko. Jego duchowy brat – Stalin wypada natomiast zaskakująco dobrze, pomimo tego, że według różnych szacunków z jego rozkazu zamordowano od 9 do 22 mln ludzi, w większości obywateli ZSRR” – pisze autor komentarza Harald Martenstein.

Komentator ubolewa, że ofiary Stalina nie mają nawet swego dnia pamięci. 23 sierpnia, dzień przypominający o pakcie Ribbentrop-Mołotow, obchodzony jest w Europie „w sposób wyważony i niezauważalny”.

Jak zaznacza autor, właśnie teraz odsłonięto w Rosji nowy pomnik „masowego mordercy”, Stalina. „To dowód na to, co to znaczy wygrać wojnę. Jeżeli jako masowy morderca wygrasz wojnę, to wszystko jest w porządku” – pisze Marteinstein.

Stalin unicestwił średnią klasę chłopską mordując 600 tys. osób. W ramach kolektywizacji komuniści zagłodzili 14,5 mln ludzi, jako pierwsze umierały dzieci, zginęło też 3,5 mln Ukraińców. Nikt nie pielęgnuje pamięci o tym ludobójstwie.

„Jestem wdzięczny za to, że Hitler przegrał wojnę i że nie muszę żyć w kraju nazistowskim. Ale jestem też wdzięczny za to, że ZSRR nie był jedynym zwycięzcą w tej wojnie. Gdyby Stalin sam wygrał tę wojnę, cała Europa stałaby się kolonią karną” – czytamy w „Tagesspieglu”.

„Koniec Hitlera był wyzwoleniem. Po jego pokonaniu, w okupowanej przez Sowietów części Europy rozpoczęła się budowa nowego systemu ucisku” – pisze Marteinstein.

Autor zarzuca niemieckim mediom i niemieckiej klasie politycznej, że przejęły język i rytuały z czasów NRD, które z kolei pochodzą z czasów stalinowskich – „Związek Radziecki nas wyzwolił, pokonał Hitlera, za to powinniśmy mu być dozgonnie wdzięczni”.

Martenstein przypomina, że osłabiona „morderczą orgią Stalina” Armia Czerwona mogła w 1942 roku prowadzić wojnę tylko dzięki dostawom broni i sprzętu z USA.

„To, że Niemcy są dziś wolnym krajem, zawdzięczamy przede wszystkim temu, że zimną wojnę wygrały Stany Zjednoczone, a nie ZSRR” – konkluduje Martenstein. Gdyby historia potoczyła się inaczej, w Berlinie odbywałyby się ciągle jeszcze defilady wojskowe i apele. Istniałby też wódz, któremu nikt bez narażenia się na niebezpieczeństwo nie może się sprzeciwić” – tłumaczy komentator.

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)

lep/ lm/ dym/

podobne: Putin przeinacza historię. Pomnik smoleński w zamian za krasnoarmiejski. Grecja chce od Niemiec reparacji wojennych.

4. Łukaszenka: Białoruś odeprze dowolną agresję.

09.05. Mińsk (PAP) – Białoruska armia i naród są gotowe odeprzeć dowolną agresję zewnętrzną i ochronić niepodległość kraju – oświadczył w sobotę prezydent Alaksandr Łukaszenka, przyjmując w Mińsku paradę wojskową z okazji 70. rocznicy zwycięstwa w II wojnie światowej.

„Potencjał białoruskiej armii jest obecnie oceniany przez ekspertów wojskowych jako jeden z najwyższych we wschodniej Europie. Wykonano ogromną pracę, aby wzmocnić gotowość bojową armii oraz wojsk obrony terytorialnej. Wzrosła konkurencyjność sektora obronnego gospodarki. Stworzono nowe, obiecujące rodzaje broni i sprzętu wojskowego” – zaznaczył.

Podkreślił, że Białoruś buduje swój mocny i bezpieczny dom, prowadząc pokojową politykę zewnętrzną. Przy tym zaznaczył, że „białoruska armia została poddana bardzo głębokiej modernizacji, by móc odpowiedzieć na dowolne współczesne wyzwania”.

Według niego wielu ludzi zapomniało o naukach wynikających z II wojny światowej i obecnie „w świecie zwycięża nie siła prawa, a prawo siły”.

„Świat i Europa zbliżają się do niebezpiecznej granicy. Musimy zapamiętać najważniejszą naukę II wojny światowej: nie ma nic cenniejszego od pokoju. Żadne ambicje, żadne rachuby, żadne interesy nie są warte tego, by składać ofiarę z życia ludzkiego” – zaznaczył.

Uznał też za „głęboko symboliczne”, że w sobotniej paradzie w Mińsku maszerują obok siebie żołnierze z Rosji i z USA.

W mińskiej paradzie wzięła udział 40-osobowa orkiestra wojskowa sił powietrznych USA. Wśród zagranicznych żołnierzy zdecydowanie dominowali jednak Rosjanie, którzy stanowili około jedną trzecią uczestniczących w niej ponad 5 tys. wojskowych.

Podczas parady zaprezentowano 250 jednostek sprzętu wojskowego, z czego rekordowa liczba także pochodziła z Rosji. Mieszkańcy Mińska mogli zobaczyć m.in. czołgi T-90, a w powietrzu samoloty Jak-130 i Su-34. Zaprezentowana została również po raz pierwszy najnowsza broń produkcji białoruskiej, m.in. wieloprowadnicowa wyrzutnia rakietowa Polonez.

Z Mińska Małgorzata Wyrzykowska (PAP)

mw/ lm/ ura/

podobne: UE – spory zwolenników i przeciwników sankcji wobec Rosji. Wojna handlowa Rosji i Kazachstanu. Łukaszenka: Białoruś nigdy nie będzie częścią Rosji. Białoruscy i rosyjscy żołnierze ćwiczą blisko polskiej granicy. Rosja sprzedała rakiety S-400 Chinom i znosi embargo dla Iranu. Izrael protestuje przeciwko polityce Rosji, testuje „Procę Dawida” i krytykuje umowę z Iranem.

źródło: stooq.pl

Najpierw o faktach historycznych: Prof. Materski: pakt Ribbentrop-Mołotow porozumieniem typowo ofensywnym.

10.05. Warszawa (PAP) – Pakt Ribbentrop-Mołotow nie był porozumieniem defensywnym, ale typowo ofensywnym – tak historyk Wojciech Materski skomentował słowa prezydenta Rosji Władimira Putina, który usprawiedliwiał pakt oświadczając, że jego celem było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR.

„Sposób stawiania kwestii paktu Ribbentrop-Mołotow przez Putina to nie jest sprawa nowa. Cała tzw. polityka historyczna jego ekipy od pierwszej kadencji prezydenckiej jest skierowana na tezę, że pakt był odpowiedzią na konferencję monachijską w kwestii Czechosłowacji, do której ZSRR nie został zaproszony, że tym samym był izolowany w Europie, decyzje miały zapadać poza nim i można się domyślić, że przeciwko niemu” – powiedział PAP w niedzielę członek Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych prof. Wojciech Materski.

Jak mówił, w tej narracji ZSRR chcąc przeciwdziałać izolacji, musiał „zacieśnić stosunki z Niemcami”, bo to wymuszała sytuacja, jaka się wytworzyła w Europie i polityka mocarstw zachodnich, które nie wprowadzały ZSRR w najważniejsze decyzje. „I dlatego pewne kwestie dotyczące bezpieczeństwa własnego kraju Moskwa musiała wyjaśniać w bezpośrednich kontaktach z Niemcami. To takie zawracanie głowy, bo te bezpośrednie sprawy, które Moskwę jakoby miały interesować są przedstawiane w aspekcie polityki bezpieczeństwa, że te bezpośrednie kontakty z Niemcami miały to bezpieczeństwo ZSRR zwiększyć” – mówił Materski.

Tymczasem – jak zaznaczył – pakt Ribbentrop-Mołotow nie był żadnym porozumieniem defensywnym, ale typowo ofensywnym. „Tajny protokół, który był jego integralną częścią wyraźnie wskazywał, że zanim jeszcze doszło do konfliktu, oba państwa zaczęły dzielić między siebie łupy wojenne. To była sprawa oczywista, niemniej pakt ten przedstawia się kłamliwie nie jako wyraz dążeń do ekspansji terytorialnej, ale dążenie do zabezpieczania państwa przed wciągnięciem w wojnę. I to nie tylko w takich wypowiedziach okazjonalnych, ale również w rosyjskich podręcznikach szkolnych i uniwersyteckich. Jako wymuszone przez sytuację zachowanie mające zapewnić bezpieczeństwo ZSRR w 1939 r., by znalazł się poza konfliktem. A tymczasem znalazł się w samym centrum konfliktu, bo był jedną ze stron, które agresywnie dokonywały rozbioru Europy” – przypomniał historyk.

Jego zdaniem więc taka interpretacja jest nie do przyjęcia, podobnie jak pojawiająca się teza, że geneza II wojny zaczyna się od deklaracji polsko-niemieckiej z 1934 r., którą Rosjanie nazwali paktem Piłsudski-Hitler. „To właśnie było typowo defensywne porozumienie zawarte w ramach tzw. polityki równowagi między ZSRR a Niemcami. W 2009 r. w kontekście obchodów wybuchu wojny propaganda rosyjska usiłowała narzucić taką interpretację, że od 1934 r. można mówić o początku genezy II wojny i że pakt Ribbentrop-Mołotow był podobnym typem porozumieniem. W sensie dokumentu jawnego tak, ale on był grą pozorów, a właściwą zmowę agresorów zawierały tajne klauzule. Od tej oczywistej dla wszystkich interpretacji paktu Rosja się odcina, usiłuje ją zafałszować i stąd są takie wypowiedzi” – mówił Materski.

Odwołanie się Putina do zajęcia przez Polskę części Czechosłowacji i stwierdzenie, że „padła ofiarą polityki, którą sama próbowała prowadzić w Europie” to w ocenie Materskiego „faul interpretacyjny”.

„Po Monachium, kiedy nastąpiła zapaść państwa czechosłowackiego, Polska rzeczywiście przyłączyła się do jego rozbioru. Ale przyłączyła w granicach związanych z rzadko pamiętanymi wydarzeniami z 1919 r. Bezpośrednio po odzyskaniu przez Polskę niepodległości między lokalnymi radami na Śląsku Zaolziańskim doszło do porozumienia, na podstawie którego region podzielono na część czechosłowacką i polską. Część polska była w naszych granicach do wojny polsko-bolszewickiej i kiedy sytuacja na tym froncie była bardzo trudna, wojska czeskie wkroczyły i zaanektowały ten obszar” – dodał historyk.

„I w tym sensie akcja polska kojarzyła się z działaniami Hitlera w tym okresie. Jednak miała charakter nie agresji, lecz rewindykacji – zapewne trudnej do obrony, ale z pewnością nieporównywalnej do zmowy czerwonego i brunatnego totalitaryzmu. To jest kwestia często wyciągana przez Rosjan w ramach polemiki z Polakami. Chodzi też o to, że co prawda Polska padła ofiarą totalitaryzmu niemieckiego i sowieckiego, ale sama też miała swoje grzechy i jak wyraźnie dał do zrozumienia Putin – zasłużyła na swój los. Zapewne w jego mniemaniu na deportacje i mord katyński też zasłużyła” – podkreślił Materski.

Komentując słowa Putina, że „skuteczny system bezpieczeństwa międzynarodowego można zbudować tylko na gruncie pozablokowym” zaznaczył, że Rosja zawsze wolała „dogadywać się z poszczególnymi państwami niż mieć przeciwko sobie koalicję”. „Znacznie trudniej jest rozmawiać z Unią Europejską niż z oddzielnymi krajami – jednym dać, innym zabrać, jednym pogrozić, drugim wynagrodzić. Typowa polityka +dziel i rządź+” – zaakcentował historyk.

Według niego obecnie kanclerz Merkel ma bardzo trudną sytuację. „Z jednej strony rozumie, że to polityka agresywna, na którą nie można pozwolić, z drugiej wie, że to jest jednak kolosalny rynek i na dziś, i na przyszłość, że nie można nadmiernie zaostrzać stosunków. Ma więc trudną sytuację. Jednak Merkel dba o imponderabilia i o to, żeby ważne kwestie polityczne i bezpieczeństwa chociaż były nazwane albo zasugerowane. Nie udaje przynajmniej, że ich nie ma” – powiedział Materski.

W jego ocenie generalnie jeśli chodzi o politykę historyczną Putina w wystąpieniu tym nie ma nic nowego. „Jeśli chodzi o stosunki rosyjsko-niemieckie to jest to moment dosyć trudny. Wizyta Merkel w Moskwie nie daje jasnego sygnału czy się zmienia polityka wobec Rosji. Raczej jednak nie. My jesteśmy bardzo uczuleni na wszelkie sygnały wskazujące zbliżenie, alians rosyjsko-niemiecki. Dlatego się temu tak dokładnie przyglądamy, niekiedy może przesadzając” – podsumował Materski. (PAP)

akn/ ura/

podobne: Niezawisimaja Gazieta przypomina Rosjanom że 17 września ZSRR wbił nóż w plecy Polski. Piotr Szubarczyk: Brunatno-czerwona apokalipsa.

„…Nie było agresora i „wyzwoliciela”. Było dwóch agresorów, jednakowo bezwzględnych. Były porównywalne, nieodwracalne straty wśród Polaków po obydwu stronach. A potem jeszcze były ofiary powojennego dominium sowieckiego w Polsce.

II wojna światowa rozpoczęła się we wrześniu 1939 na podstawie tajnego porozumienia Niemiec i Sowietów o IV rozbiorze państwa polskiego i jego ostatecznej likwidacji, co „gwarantują dwa najpotężniejsze państwa tej ziemi”, jak zapewniał chełpliwie Hitler w październiku 1939 roku. Dwa, nie jedno…

Te dwa zbrodnicze państwa będą ściśle współpracowały w dziele eksterminacji Narodu Polskiego. Planowo, na podstawie tajnego protokołu do układu granicznego z 28 września 1939 roku. Zbrodnia katyńska i zbrodnie niemieckie na polskiej inteligencji lat 1939-1940 były skoordynowane w czasie. Coraz więcej na to wskazuje…”

…To co świętują Rosjanie, czyli „Zwycięstwo ZSRRu nad hitlerowskimi Niemcami” nie było naszym zwycięstwem, i nie ma tu ŻADNYCH wspólnych wartości jakie z Rosją moglibyśmy świętować. Zbrodniczy ZSRR i zbrodnicza Rzesza napadły w sojuszu na Polskę a to że się później między sobą pogryźli nie wniosło dla naszego narodu żadnej wartości, co udowodniły kolejne dziesięciolecia rządów pachołków Moskwy w Polsce.

Ten czas „pobiedy” to zatem koniec gehenny pod butem jednego oprawcy na rzecz drugiego (jeszcze gorszego). Początek straszliwych mordów i represji w imię ideologii którą Stalin zamierzał zanieść reszcie Europy (tak jak 20 lat wcześniej próbował to zrobić Lenin) ale mu się nie udało. Wojna nie skończyła się dla nas ani zwycięstwem ani wyzwoleniem – skończyła się dla nas zaborem. I nie tylko dla nas ponieważ komuniści opanowali (okupowali) całą wschodnią Europę, przez co do dziś Rosja utrzymuje w tzw. bloku postsowieckim swoje wpływy (agenturalne). Zwycięstwo armii czerwonej to m.in. gwałty, rabunki i mordy na Polakach przez prawie pół wieku! Zachód rzecz jasna był sojusznikiem ZSRR ale wcześniej tym sojusznikiem były hitlerowskie Niemcy, które do spółki z ZSRR (na podstawie paktu Ribbentrop Mołotow) napadły i rozebrały Polskę. Choć byliśmy po stronie zwycięzców to wojnę przegraliśmy – sprzedani przez tzw. „sojuszników” z zachodu w niewolę innym „sojusznikom” ze wschodu (tzw. „wyzwolicielom”). Skutki tego były dla nas opłakane, bo Polska została wymordowana (z elit i nie tylko), zgwałcona, ograbiona i zniewolona na niemal pół wieku, czego konsekwencje odczuwamy do dziś…

A teraz najlepsze kwiatuszki z wydarzenia o którym mowa w komunikatach prasowych. Trzy cytaty:

„…Prezydent Rosji Władimir Putin usprawiedliwiał pakt Ribbentrop-Mołotow, oświadczając, że jego celem było zapewnienie bezpieczeństwa ZSRR. Oznajmił też, że Polska „padła ofiarą polityki, którą sama próbowała prowadzić w Europie”…”

…podkreślił, że to Armia Czerwona i naród radziecki ocaliły ojczyznę, zadecydowały o wyniku II wojny światowej i wyzwoliły narody Europy od faszystów…”

…Putin przestrzegł też przed próbami budowy jednobiegunowego świata. Wezwał również do stworzenia – jak to ujął – systemu równego bezpieczeństwa dla wszystkich państw…”

Na podstawie tylko tych trzech cytatów można sobie dokładnie obejrzeć jak INSTRUMENTALNIE władze Rosji traktują historyczne fakty, i w jak specyficzny sposób na tej podstawie rozumieją „bezpieczeństwo dla wszystkich państw”. Pomijanie Polski w szeregu sojuszników antyhitlerowskiej koalicji i przypisywanie jej roli prowodyra „hitlerowskiej zawieruchy”, albo sugerowanie że sama jest sobie winna napaści przez wrogie państwa, przy jednoczesnym wybielaniu zbrodniczej roli jednego z agresorów i przerabianiu tej roli ze zbrodniczej na „wyzwoleńczą” trąci skrajnym cynizmem i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jest to ordynarne kłamstwo podszyte na dodatek nieskrywaną pogardą, a przekaz takiego stawiania sprawy jest jasny – „bezpieczeństwo dla wszystkich” to bezpieczeństwo Rosji, kosztem wolności innych i ich prawa do samodecydowania o kierunkach zbliżenia politycznego (jeśli nie są zbieżne z rosyjską racją stanu). Jest to typowo imperialistyczne zachowanie.

Obłudnym do szpiku kości jest wzywanie świata do „systemu równego bezpieczeństwa”, podczas kiedy samemu ma się gdzieś jakąkolwiek równość i prawa innych narodów do samostanowienia – dając im do zrozumienia że są tylko przedmiotem. Czy to za pomocą machiny wojennej, czy też wciągania w kontakty handlowe na zasadzie klientelizmu, gdzie jedynym rodzajem współpracy jaką Rosja uważa za słuszną jest podporządkowanie się jej wpływom na jej warunkach. W przeciwnym wypadku jest się wrogiem Rosji, którego należy upokarzać również za pomocą przekłamywania historycznych faktów.

Ale tak to już jest z putinowską Rosją, że kiedy widzi w tym interes dla siebie to potrafi grać bardzo nieczysto. Tak jak z drugiej strony (kiedy widzi korzyść gdzie indziej) potrafi „upominać” się nawet o obce interesy – jak np. o nasze ofiary z II wojny światowej (pamiętając wtedy rzecz jasna o Polakach jako sojusznikach ZSRRu), wycierając sobie nimi gębę (jak np. w kwestii zbrodni Ukraińców na Wołyniu), rzecz jasna po to tylko żeby nas skłócić czy to z Ukrainą czy z Litwą czy z kimś innym. To prosta i perfidna strategia (dziel i rządź) od lat stosowana przez Rosję na arenie międzynarodowej. Populizm „ocieplania wizerunku” za pomocą „zatroskania” o mniejszości narodowe w krajach gdzie Rosja ma swoje interesy do załatwienia to jednak tylko pozory przyjaźni. Za nim idą bowiem konkretne polityczne cele i trzeba być tego świadomym, gdyż nie był to pierwszy raz kiedy Putin manipuluje faktami z historii żeby usprawiedliwić zbrodnie ZSRR i armii czerwonej – na których legendzie opiera narodową tożsamość Rosjan.

Rosjan ale nie słowian, a już na pewno nie Polaków! Ci którzy daliby sobie rękę uciąć za to że Putin jest wobec Polski przyjaźnie nastawiony nie mieliby już k… ręki 😀 (jak mawiał klasyk). Nie rozumiem zatem jak ktoś kto od lat (i w zasadniczych dla Polski kwestiach) nie szanuje obiektywnej prawdy, naginając ją z premedytacją do wrogich Polsce celów politycznych, może się cieszyć wśród niektórych Polaków tak wielką sympatią.

Tym samym życzę wszystkim putinofilom mieniącym się „polskimi patriotami”, żeby przejrzeli na oczy i zastanowili się nad swoim uwielbieniem dla człowieka który Polskę i Polaków ma gdzieś. Nie jest on i nigdy nie będzie naszym przyjacielem. Przyjaźnie nastawiony lider państwa nigdy by nie postąpił tak jak postąpił (i od lat postępuje) Putin opowiadając kłamstwa na temat tego jaką rolę odegrała Polska w II wojnie światowej i jaka była prawdziwa relacja między naszym krajem a ZSRR. Człowiek z tego typu podejściem do prawdy nie jest wzorem „chrześcijanina” ani żadnych cnót. Jest wzorem wyrafinowanego i bezwzględnego polityka, który patrzy wyłącznie swojego interesu – czego mu oczywiście wyrzucać nie można, ale tego w jaki sposób realizuje ten interes i że jest to skrajnie nieuczciwe (oparte na jawnej wrogości którą nazwać należy szowinizmem) nie należy sobie w żaden sposób usprawiedliwiać.

Na koniec wisienka apropos usprawiedliwiania. Polecam przyjrzeć się jeszcze jednej dość istotnej wypowiedzi Putina, cytuję „…Nasz kraj walczył nie z Niemcami, lecz z nazistowskimi Niemcami. Z Niemcami, które były pierwszą ofiarą reżimu nazistowskiego, nie walczyliśmy nigdy…” Tego rodzaju retoryka powinna zapalić już nie tylko żółtą, ale nawet czerwoną lampkę dając mocno do myślenia wszystkim „fanom” Putina. O ile jeszcze myśleć i kojarzyć potrafią, do czego zmierza tego rodzaju retoryka w kwestii ofiar II wojny światowej (bez sentymentów i emocji) 🙂 (Odys)

polecam również: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli. oraz: „Odkłamać wczoraj i dziś”. Spotkanie z prof. Mieczysławem Rybą. Rosyjska „durnoj sintez” i to: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Prawo do pamięci (tym którzy za mało umarli)


 

Sławny kto „zdjął spodnie” by przed kamerami
świecić tym co zostać powinno za drzwiami

Innym razem starczy narysować Boga
By głupcy się śmiali – to „pamięci” droga

Potem przerażeni: „Gdzieś Ty był!” (wołali)
Tam gdzieście Go wcześniej w pysze swej posłali

I choć czuwał wiernie przeżyciem was darząc
miast dziękować mu za to lżycie go obrazą

Jeszcze w bezczelności za słuszną zatratę
macie czelność liczyć na ziemską zapłatę

Patrząc tylko tego by słupków rachunku
nie zmniejszyło Innych prawo do frasunku

Ile dziś kosztuje pamięć o zagładzie
tych co nie nosili Dawidowej Gwiazdy?

Czy by jedna prawda mogła ludzi karcić
inną trzeba wymazać przemilczeć, zatracić?

Co to za „sprawiedliwość” która każe czekać
„gojom” choć też ginęli od nazizmu piekła?

Co choć kraj swój mają i groby ich znane
krzyczeć o nich nie można bo to „zakazane”

Bez „muzeów zagłady”. Bez „marszów pamięci”
Kto przypomni o męce nieżydowskich dzieci?

W czym ich śmierć jest gorsza? W tym że kat tak samo
ale w innej kolejce mordował co rano?

A może ich winą jest to że przeżyły?
„Rasie panów” służąc „łaski” dostąpiły

Jak podliczył poeta i co warte jest wspomnienie:
„…Wieczna wdzięczność dla naroda
który przyznał nam cierpienie…”

Odys, styczeń 2015

podobne: „Orzeł niezłomny” o marginalizowaniu przez Zachód tragicznych doświadczeń Polaków w czasie wojny. i to: O „wyższości” holokaustu.IL nad holokaustem.PL oraz: W rocznicę obchodów wyzwolenia Auschwitz (bez Pileckiego). Mosze Kan­tor: „Wła­di­mir Putin jest wiel­kim przy­ja­cie­lem śro­do­wisk ży­dow­skich”. Czy żydom grozi exodus? Brytyjski historyk ostro o bierności Zachodu wobec zagłady.

Children taken from eastern Europe during the SS „Heuaktion” (Hay Action), and temporarily imprisoned in Auschwitz awaiting their transfer to Germany, look out from behind the barbed wire fence.[The blonde boy at the lower right may be Kalman Cylberszac (b. 1934), the son of Rachel and Nachum Cylberszac from Lask, Poland.] źródło: http://collections.ushmm.org/search/catalog/pa11385

Heuaktion (pol. Akcja Siano) – niemiecka nazistowska akcja przesiedleńcza i germanizacyjna realizowana w latach II wojny światowej w ramach programu rabunku dzieci, będącego częścią Generalnego Planu Wschodniego, mająca na celu pozyskanie jednostek uznanych przez eugenikę niemiecką za „wartościowych rasowo”.

Heuaktion została zarządzona przez Alfreda Rosenberga w 1941 i realizowana była w ograniczonej formie po agresji Niemiec na ZSRR w tym samym roku – szczególne jej nasilenie przypada na rok 1944, kiedy wycofująca się armia niemiecka pochwyciła na terenie Polski 40 do 50 tysięcy dzieci w wieku 10-14 lat w celu przewiezienia ich do Niemiec. Plany te realizowała wówczas Grupa Armii „Północna Ukraina” (na terytorium Ukrainy wcielano przymusowo do formacji SS młodzież powyżej 17 lat, a do formacji pomocniczych SS osoby poniżej 17 roku życia) i Grupa Armii „Środek” pod dowództwem m.in. Walthera Modela, ponoszącego współodpowiedzialność za te działania, a także niemiecka 9 Armia. Henning von Tresckow podpisał rozkaz w ramach akcji, mimo że był przeciwnikiem Hitlera…”

„…Dzieci uprowadzane były przemocą, często z użyciem podstępu i w wyniku zamordowania rodziców[1], kierowano je do specjalnych ośrodków i wydziałów odpowiednich instytucji lub do eufemistycznie nazwanych przez nazistowską propagandę tzw. wiosek dziecięcych – w istocie były to obozy selekcji rasowej (tzw. selekcji wartościującej) dla dzieci (niem. Kindererziehungslager), gdzie niszczono oryginalne metryki urodzenia zastępując je nowymi, zmieniano nazwiska dzieci na niemieckie i dokonywano wstępnej germanizacji[2]. Z obozów germanizacyjnych dzieci przekazywane były rodzinom niemieckim[1]. Dzieci uznane za „małowartościowe” odsyłano do obozu koncentracyjnego w Auschwitz w celu eksterminacji lub do osiedlenia w Generalnym Gubernatorstwie. Jednym z najbardziej znanych przypadków rabunku i germanizacji polskich dzieci jest historia Alojzego Twardeckiego…” (za Wikipedia)

Porwane do adopcji

„…Sposobów „rabunku dzieci” było wiele. Tajny plan Heinricha Himmlera zakładał, że w przyszłości na terenie dawnych ziem polskich pozostaną wyłącznie cztery klasy szkoły powszechnej, w których nauka byłaby ograniczona do liczenia do 500, pisania swojego nazwiska oraz przyswajania tego, że – nakazem natury i zgodnie z zasadami krwi – obowiązkiem jest posłuszeństwo wobec Niemców. Jeżeli jednak polskie dziecko wyróżniałoby się, to do 12. roku życia trafiałoby ze zmienionym nazwiskiem do Rzeszy. Plan przewidywał adopcję, zmianę danych personalnych i dalszą germanizację.

pismo Lebensbornu

Pismo Lebensbornu z 18 grudnia 1943 do obywatela Niemiec Karola Müllera, z zawiadomieniem, iż znaleziono dla niego dwóch chłopców (Sepp Piehl i Eugen Bartel), z których jednego będzie mógł sobie wybrać. Chłopiec wymieniony w piśmie jako Eugen Bartel, to polskie dziecko o sfałszowanej metryce urodzenia – naprawdę nazywał się Eugeniusz Bartczak (źródło:Archiwum RuSHA w Łodzi/PD)

Tak jak większość wizji wysoko postawionych SS-manów, którzy zbyt dosłownie angażowali się w nazistowską ideologię, tak i powyższy plan był w rzeczywistości zupełnie nierealny. „Wartościowe rasowo” dzieci w rzeczywistości odbierano rodzicom siłą lub podstępem. Z terenów, na których mieli zamieszkać niemieccy koloniści, ludność wysiedlano, a raczej: wysyłano do obozów pracy lub obozów koncentracyjnych. Dzieci wysiedlonych nie miały w warunkach terroru szans, by czymkolwiek „wyróżniać się” poza cechami fizycznymi. Dlatego selekcja była prosta: te o wyglądzie nordyckim (na oko silne, „aryjskie”, a przede wszystkim – zbyt małe, by pamiętać swoją przeszłość) jechały do Niemiec. Reszta trafiała do obozów. 

Czasem wysiedlenia dzieci spotykały się z silnym oporem ludności. Na Zamojszczyźnie, na trasach, którymi transportowano do Rzeszy porwane maluchy, konspiracyjne organizacje wojskowe (przede wszystkim Armia Krajowa i Bataliony Chłopskie) wykradały lub wykupywały dzieci od niemieckich konwojentów. Pomoc ta była jednak zbyt słaba. Większość porwań zakończyła się sukcesem okupanta. Przewiezione do Rzeszy dzieci umieszczano w specjalnych zakładach lub od razu w niemieckich rodzinach zastępczych. Ich metryki oraz wszelkie możliwe dokumenty potwierdzające prawdziwą tożsamość skrupulatnie niszczono. Prawdopodobnie do dziś żyje wiele z nich. Równie prawdopodobne jest to, że wielu nigdy nie poznało swojej historii i nigdy nie zdawało sobie sprawy ze swoich polskich korzeni…”

całość tu: odkrywcy.pl    …więcej tu: „Zniemczanie” wartościowych rasowo dzieci na przykładzie Polski.

„Biały konwój” opuścił Ukrainę (podobno nie wrócił na pusto). Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej, Merkel studzi nadzieje na przełom negocjacji z Rosją.


1. Ukraina: OBWE twierdzi że konwój opuścił UkrainęRosja wszystkie białe ciężarówki wróciły.

23.08.2014 (IAR) – Według OBWE, wszystkie ciężarówki z rosyjskiego konwoju humanitarnego opuściły Ukrainę. Władze w Kijowie twierdzą, że Rosjanie wywieźli maszyny z dwóch fabryk wojennych, a także ciała zabitych w walkach rosyjskich oficerów.

OBWE poinformowało jedynie, że wszystkie ciężarówki zostały rozładowane na terytoriach kontrolowanych przez separatystów, a następnie wróciły do Rosji.

Według sztabu operacji antyterrorystycznej, pomoc humanitarna od razu pojawiła się na miejscowych bazarach. Cena paczki soli wynosi 10 hrywien, czyli około 2,5 złotego, 4 razy więcej niż zwykle.

Ukraińscy celnicy i funkcjonariusze Służby Granicznej nie mieli możliwości skontrolowania ciężarówek wjeżdżających i wyjeżdżających z Ukrainy, dlatego nie wiadomo, co dokładnie one przewoziły. Centrum operacji antyterrorystycznej twierdzi, że część aut parkowała w okolicach miejscowych kostnic, dlatego mogły one wywieźć ciała zabitych na terytorium Ukrainy Rosjan.

Wcześniej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony poinformowała, że ciężarówki wywożą maszyny z donieckich zakładów Topaz, które produkują systemy radarowe Kolczuga oraz z fabryki amunicji w Ługańsku.

Ukraińskie władze najbardziej obawiały się prowokacji. Konwój mógł zostać zaatakowany, co miało być pretekstem do rosyjskiej interwencji wojskowej. Do tego jednak nie doszło. „Dzięki naszym skoordynowanym wysiłkom udało się uniknąć prowokacji” – powiedział prezydent Petro Poroszenko.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/jj

23.08.2014 (IAR) – Wszystkie rosyjskie ciężarówki białego konwoju, który wjechał wczoraj na terytorium Ukrainy, powróciły do kraju. TIR-ry jechały do rosyjskiej granicy drogą okrężną i były ochraniane przez separatystów.

„Z przejścia granicznego pojazdy jadą na parking w pobliżu miasta Kamiensk-Szachtinskij, gdzie znajdowały się przez cały ubiegły tydzień” – podała reporterka rosyjskiej telewizji Rossija 24. Zaznaczyła, że ciężarówki powracały puste. Ukraińska władze twierdzą natomiast, że ciężarówki wywiozły urządzenia z zakładów wojskowych z Doniecka i Ługańska.

Telewizja poinformowała również, że w Ługańsku otwarto dziś 12 punktów wydawania pomocy. Docelowo ma być ich dwa razy więcej. Standardowo w torbach dla potrzebujących znajduje się po kilogramie soli, cukru, ryżu i parę litrów wody. Pomoc ma trafić również do szpitali i domów starców.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/WłodzimierzPac/Moskwa/ab

podobne: Siemoniak: rosyjski konwój sieje niezgodę. oraz: Rosyjska „pomoc humanitarna” – prowokacja, pijarowa zagrywka czy szczera troska?

2. Spiegel: tarcza antyrakietowa także przeciwko Rosji? Merkel: w Mińsku nie będzie przełomu

24.08.2014 (IAR) – Wschodnie kraje NATO chcą, aby planowana tarcza antyrakietowa w Europie mogła przechwytywać także pociski z Rosji – podaje niemiecki magazyn „Der Spiegel”. Większość krajów Paktu, w tym Niemcy odrzuca jednak tę propozycję.

Z informacji magazynu „Der Spiegel” wynika, że Polska, a także kraje bałtyckie chcą, aby planowana tarcza antyrakietowa chroniła Europę nie tylko przed zagrożeniem z Bliskiego Wschodu, ale też z Rosji. Jak czytamy, pomysł popierają Stany Zjednoczone. Większość krajów Sojuszu jest jednak przeciwnych. Ich zdaniem nie powinno się niepotrzebnie prowokować Moskwy. Dlatego na zbliżającym się szczycie NATO nie odbędzie się dyskusja w tej sprawie. „Der Spiegel” podaje, że krajom ze wschodu udało się jednak przeforsować coś innego. Wzmożone loty rozpoznawcze nad wschodnią granicą Paktu, a także manewry wojskowe w regionie mają być prowadzone dłużej niż zakładano.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/łp

24.08.2014 (IAR) – Kanclerz Niemiec Angela Merkel studzi oczekiwania przed wtorkowym spotkaniem prezydentów Rosji i Ukrainy. Jak powiedziała w wywiadzie dla telewizji ARD, rozmowy w Mińsku raczej nie przyniosą przełomu w sprawie kryzysu na Ukrainie. Zastrzegła jednak, że jeśli chce się znaleźć rozwiązanie, to trzeba ze sobą rozmawiać. Merkel podkreśliła, że w sprawie Ukrainy istnieje tylko rozwiązanie polityczne, a nie militarne. Pytana, czy obawia się rosyjskiej inwazji na Ukrainę, Merkel przyznała, że sytuacja jest bardzo delikatna. Niemiecka kanclerz powiedziała też, że NATO musi być zdolne do szybszego reagowania na ewentualne zagrożenie dla wschodnich krajów Paktu „Mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie, ale tę zdolność trzeba mieć” – mówiła Merkel dodając, że sprawa będzie omawiana na zbliżającym się szczycie NATO. Niemiecka kanclerz zastrzegła jednak, że nie jest rozważane przyjęcie do NATO Ukrainy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/em/

3. Kuźniar: szczyt NATO będzie początkiem zmiany.

25.08.2014 (IAR) – Szczyt NATO w Newport będzie początkiem zmiany polityki Sojuszu. Taką opinię wyraził w Jedynce doradca prezydenta do spraw międzynarodowych, profesor Roman Kuźniar Powiedział on, że rozpoczynający się 4 września szczyt podejmie decyzję o stopniowym wzmacnianiu infrastruktury NATO na wypadek kryzysu na Wschodzie. Zajmie się też sprawą stacjonowania w Polsce sił Paktu.

Profesor podkreślił, że najważniejsza jest polityczna i infrastrukturalna spójność NATO tak, aby było zdolne do reakcji na kryzys na Wschodzie. Sojusz powinien jednak zmienić dyslokację sił, gdyż nie jest ona przystosowana do obecnej sytuacji. Gość Jedynki wyraził zdziwienie stanowiskiem Niemiec, które sprzeciwiają się takiej zmianie. Podkreślił, że wbrew stanowisku Berlina, nowe rozmieszczenie sił nie będzie sprzeczne z umową, zawartą z Rosją w 1997 roku. Zakłada ona bowiem zmianę dyslokacji sił w wypadku zmiany „środowiska bezpieczeństwa” Sojuszu. Środowisko to zmieniło się po rosyjskiej agresji na Ukrainę, a poza tym Rosja pogwałciła szereg zasad, wymienionych w porozumieniu. sytuacji w dziedzinie bezpieczeństwa. Poza tym Rosja pogwałciła wiele postanowień porozumień, zawartych z Paktem Północnoatlantyckim.

Doradca prezydenta powiedział, że Unia Europejska przywiązuje zbyt małą wagę do konfliktu na Ukrainie. Dodał, że wielu zachodnich polityków nie wyciąga nauki z pierwszej i drugiej wojny światowej, których rocznice teraz obchodzimy. Roman Kuźniar pozytywnie ocenił włączenie się Niemiec w wysiłki, zmierzające do zakończenia konfliktu. Jego zdaniem, Berlin „luzuje” Polskę, która była krytykowana za zaangażowanie w sprawę Ukrainy. Istnieją jednak wątpliwości co do tego, czy zaangażowanie Berlina jest szczere. Niemcy są bowiem gospodarczo powiązane z Rosją i wykazują pewne zrozumienie dla jej polityki w Europie wschodniej. Zdaniem profesora Kuźniara, dobrze się stało, że polski minister spraw zagranicznych nie uczestniczył w niedawnych rozmowach w Berlinie, gdyż zakończyły się one fiaskiem.

Roman Kuźniar powiedział, że trzeba zdecydowanie powstrzymywać agresywne zapędy Rosji. Nie oznacza to jednak, że kraj ten chce wywołać trzecią wojnę światową. Zdaniem Kuźniara, prezydent Rosji Władmir Putin dąży do objęcia swoją władzą ziem, które uważa za rosyjskie. Gość Jedynki podkreślił, że nie można się zgodzić na odbudowę rosyjskiej strefy wpływów. Tylko stanowczością, a nie ustępstwami można osiągnąć zadowalające efekty – powiedział doradca prezydenta.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Siekaj/jj

podobne: Obama złożył deklarację bezpieczeństwa dla Polski. oraz: Zmiany planów obronnych NATO a także: Wstrząsy wtórne „kryzysu ukraińskiego”. Japonia – Chiny – Niemcy – USA – Syria. Niemieckie wsparcie wojskowe dla państw bałtyckich. i to: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska? polecam również: Niemcy wydalają przedstawiciela CIA. „Sueddeutsche Zeitung”: cezura w historii stosunków z USA. Snowden pozostaje w Rosji (czy będzie mógł wybrać Niemcy?).

…Niemcy rzeczywiście „luzują Polskę” ale nie w takim sensie w jakim to sobie tłumaczy (dość naiwnie) Pan Kuźniar (a za nim cała reszta „ekspertów” podobnie zdziwionych). Oczywiście można sobie udawać(?) zdziwienie niemieckimi oświadczeniami, tyle że to jest kreowanie fałszywego obrazu naszej sytuacji. Polska jest zwykłym popychadłem albo raczej psem na smyczy za którą trzyma ktoś inny i kiedy trzeba to ją popuszcza (pozwalając ujadać na Rosję) a kiedy trzeba to ściąga (i zwierzę ląduje z powrotem w budzie), żeby Rosji nie irytować.

Takie są konsekwencje oddania Polski pod protekcję Niemiec, którym to „hołdem” popisał się jakiś czas temu ten sam „typ/dyplomata”, którego zabrakło podczas negocjacji w Berlinie, który mimo wzorowego wypełnienia misji ormowca z ramienia UE kiedy trzeba było zagrozić śmiercią „euroMajdanowi” nie zyskał ostatecznie poparcia swoich mocodawców w staraniu się o wcześniej „obiecane” stanowisko pierwszego dyplomaty eurokołchozu. Mowa rzecz jasna o MSZ Radosławie Sikorskim. Panie Sikorski już Pan się nie musi obawiać tego że Niemcy nie przejawiają inicjatywy, bo właśnie ją przejawiają – tyle że nie po naszej myśli a po swojej (kosztem naszych interesów, co było do przewidzenia).

Nie da się nie zauważyć faktu, że od jakiegoś czasu mamy do czynienia z oziębieniem stosunków między Niemcami a USA. Niemcy od dość dawna próbują zrzucić z siebie powojenną amerykańską kuratele i wracają do swoich „starych” (bismarkowych) przyzwyczajeń traktowania najbliższej zagranicy (na wschodzie) jako przedmiotu w polityce zagranicznej, zwłaszcza w stosunkach z Rosją. Stąd nie może dziwić, jawne już niemieckie veto dla obecności jakichkolwiek amerykańskich struktur militarnych w krajach bałtyckich, nawet gdyby miało się to odbywać pod auspicjami NATO, do którego Niemcy przecież należą tak samo jak Polska. Niemcy zaczynają coraz śmielej występować na arenie międzynarodowej jako samodzielna siła polityczna i gospodarcza (przewodząca Europie/UE). Więc jeśli nawet USA (NATO) chciałoby szczerze dołożyć się do bezpieczeństwa krajów bałtyckich (w co osobiście wątpię bo kwestia tarczy antyrakietowej – konkretnie w Polsce – została już dawno pogrzebana i to na wyraźne życzenie USA, które również załatwiało kosztem Polski swoje sprawy z Rosją) to mają związane ręce, gdyż jak można wyraźnie przeczytać w komunikatach prasowych – projekt nie ma poparcia większości w samym sojuszu. Co więcej, można również przeczytać o tym, że sprawa nawet nie będzie poddana pod dyskusję.

Da się tu poznać politykę Niemiec, którą w różnego rodzaju „niepoprawnej politycznie” publicystyce nazywa się projektem „mitteleuropa”. W ramach którego kraje byłego bloku wschodniego (znajdujące się na wschód od niemieckiej granicy) traktowane są we wzajemnych stosunkach Niemcy – Rosja jako kolonie (w kwestiach gospodarczych) i jako przedmiot rozgrywki międzynarodowej (w kwestiach geopolitycznych). „Mitteleuropa” jest swoistym terenem starcia na linii UE/Niemcy – Rosja (do czego należy również dodać USA). Przedmiotowe traktowanie zwłaszcza Polski dało się wyraźnie zauważyć na ostatnim spotkaniu w Berlinie, gdzie Polska jako największy orędownik sprawy ukraińskiej (w ramach antyrosyjskiej polityki w Europie), została z tych rozmów wykluczona. Rosjanie naciskają na Francję i Niemcy, a te z kolei na Ukrainę, by ograniczyć rolę Polski w dyskusji o wydarzeniach na Wschodzie..

Stąd też nie dziwi dość ogólnikowa ale szczera deklaracja Pani Merkel że względem Rosji żadne środki nacisku poza dyplomatycznymi nie są przez Niemcy mile widziane, a kraje bałtyckie muszą szukać swojego bezpieczeństwa w innego rodzaju przedsięwzięciach sojuszniczych…

…Odys

PS. a oto ciekawostka z niemieckiego podwórka, która również daje do myślenia w kwestii poczuwania się Niemców do odpowiedzialności za cudzy interes (chyba że chodzi o strażników innej narodowości, równie nietykalnej 😉 )

24.08.2014 (IAR) – Ostatni żyjący strażnicy z obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau prawdopodobnie nie staną przed sądem. Jak donosi niemiecki magazyn „Der Spiegel”, prokuratura zawiesiła większość postępowań w tej sprawie.

Pod koniec ubiegłego roku niemiecki Urząd Ścigania Zbrodni Nazistowskich przekazał prokuraturom ponad 30 zawiadomień o wciąż żyjących i nieukaranych strażnikach z Auschwitz. Śledczy rozpoczęli postępowania. „Der Spiegel” podaje jednak, że w zdecydowanej większości przypadków nie uda się doprowadzić do procesów. Nie pozwala na to zły stan zdrowia podejrzanych. Kilku z nich zmarło w ostatnich miesiącach. Śledczy prowadzą jeszcze postępowania w ośmiu przypadkach. Ale zdaniem ekspertów tylko dwa mogą zakończyć się przed sądem. Dziennikarze „Spiegla” wyliczyli, że z ponad 6,5 tysiąca strażników z Auschwitz, którzy przeżyli wojnę, niemieckie sądy skazały do tej pory zaledwie 29 osób.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/em/

Niemcy - Rosja - by Tom Janssen

Niemcy – Rosja – by Tom Janssen

Piotr Szubarczyk: „Pakt Hitler – Stalin”. Powersalski porządek świata jako przyczyna II Wojny Światowej.


Trzy ćwierci wieku to wystarczający czas, by dostrzec prawdziwe źródła II wojny światowej. Ta wojna zrodziła się z nienawiści Niemiec, upokorzonych klęską wojenną roku 1918, i Związku Sowieckiego –kontynuującego najgorsze tradycje imperialnej Rosji. To była nienawiść do Europy wolnych narodów, które się wybiły na niepodległość w wyniku rozpadu Austro-Wegier, klęski Niemiec, zrewoltowania i osłabienia Rosji. Ta wojna była próbą powrotu do XIX-wiecznej Europy – więzienia narodów. Rozbudzane dziś w Rosji imperialne tęsknoty do zbrodniczego Związku Sowieckiego, nazywanie jego częściowego rozpadu „największym nieszczęściem XX wieku”[!], jest niebezpiecznym znakiem żywotności tego sposobu myślenia, który doprowadził do największego nieszczęścia w dziejach nowożytnego świata. Ofiar II wojny światowej nie policzono do dziś. Szacuje się je na co najmniej 50 mln ludzi!

Nie można przyjmować optyki postsowieckiej, wedle której całe zło wyszło wyłącznie z Niemiec, a głównym dobroczyńcą ludzkości w przezwyciężeniu tego zła było państwo Stalina. Wychodząc od tego fałszywego twierdzenia, elity Zachodu usprawiedliwiały po wojnie swoją zgodę na sowiecki imperializm i niewolenie innych narodów, także nas – Polaków. Uprawiały kłamstwo katyńskie.

Przeciwko „dyktatowi wersalskiemu”

Na nienawiści do ustalonego w traktacie wersalskim porządku politycznego w Europie Niemcy Hitlera i Sowiety Stalina zbudowały – mimo deklarowanych różnic ideologicznych – tajne porozumienie, nazywane potocznie paktem Ribbentrop-Mołotow, otwierające drogę do nowej wojny. Oba totalitarne państwa były jednakowo za tę wojnę odpowiedzialne. Niemcy to uznały, Rosja do dziś zaprzecza. Wybitny rosyjski poeta Andriej Wozniesienski nazwał sygnatariuszy tajnego paktu „krwawymi bliźniakami”. To sedno sprawy.

Od Polski, broniącej swego niepodległego bytu, „rozpętało się piekło” (określenie użyte w tytule historii II wojny światowej Maxa Hastingsa), Polska była „skrwawioną ziemią”, częścią „Europy Ribbentropa i Mołotowa” (określenia Timothy Snydera) i najbardziej skrzywdzonym po wojnie państwem koalicji antyniemieckiej.

„Linia polityczna”

W niedzielę, 20 sierpnia 1939 r., Adolf Hitler napisał do Stalina półprywatny list: „Panie Stalin […], Niemcy wznawiają linię polityczną, która była korzystna dla obu państw w ciągu minionych stuleci”… Nawiązał w ten sposób do rozbiorów Polski. Do Europy bez Polski, Finlandii, Łotwy, Litwy, Estonii, Czechosłowacji, Węgier, Jugosławii – państw, które wybiły się na niepodległość po zakończeniu I wojny światowej.

Tak zaczynał się sowiecko-niemiecki tajny pakt. Nie był on doraźnym aliansem służącym bezpieczeństwu Sowietów, jak formułuje to dziś obłudnie postsowiecka polityka historyczna. To był zamach na europejski cud niepodległości z jesieni 1918 roku. To była totalna wojna z ideą niepodległości i samostanowienia narodów. Stalin proponował Hitlerowi rozpoczęcie wojny. Otwierał drogę do niemieckich blietzkriegów, ale i do podbojów sowieckich w Polsce, Rumunii, Finlandii i w krajach nadbałtyckich.

Stalin przyjął niemieckiego ministra spraw zagranicznych Joachima Ribbentropa w środę, 23 sierpnia, i ten dzień powinien być zapamiętany jako właściwy początek II wojny światowej – wywołanej przez Niemcy i Związek Sowiecki w jednakowym stopniu.

W liście Hitlera do Stalina mowa jest o „dodatkowym protokole, jakiego pragnie rząd sowiecki”. Jasno z tego wynika, że to przede wszystkim Sowieci byli inicjatorami tajnego porozumienia. To przede wszystkim oni chcieli tajnego podziału Europy i ustalenia, co należy do niemieckiej, a co do sowieckiej strefy podbojów. Hitler, według tej korespondencji, spełniał „pragnienia” sowieckie.

Te „pragnienia” dotyczyły przede wszystkim Polski, największego państwa powersalskiego. Nas dotyczył najważniejszy artykuł paktu:

„Na wypadek terytorialno-politycznego przekształcenia terytoriów należących do państwa polskiego, sfery interesów Niemiec i ZSRR będą rozgraniczone w przybliżeniu przez linię Narew-Wisła-San. Kwestia, czy i w interesie obu uznane będzie za pożądane utrzymanie niepodległego państwa polskiego, zostanie definitywnie zdecydowane dopiero w ciągu dalszego rozwoju wypadków politycznych. W każdym razie oba rządy rozwiążą tę kwestię na drodze przyjacielskiego porozumienia”.

W październiku 1939 r. Hitler oświadczył, że Polska traktatu wersalskiego nigdy się nie odrodzi, „co gwarantują dwie największe potęgi Ziemi”. Mołotow dodał, że Polska, „bękart traktatu wersalskiego”, nie odrodzi się w żadnej postaci. Także w tej kwestii Stalin przebił Hitlera…

Wszyscy wiedzieli

W środę, 23 sierpnia 1939 r., ministrowie spraw zagranicznych Związku Sowieckiego i Niemiec podpisali w Moskwie jawny pakt o nieagresji. Najważniejszy był jednak tajny protokół o podziale Europy Środkowej.

Ambasador Stanów Zjednoczonych w Moskwie Laurence Steinhardt poznał pełną treść tajnego paktu już następnego dnia rano. Depeszował do sekretarza stanu USA Cordella Hulla: „Zostałem poinformowany w ścisłym zaufaniu, że osiągnięto wczoraj wieczorem pełne porozumienie między rządami sowieckim a niemieckim odnośnie do spraw terytorialnych w Europie Wschodniej, w wyniku którego Estonia, Łotwa, wschodnia Polska i Besarabia są uznane za sferę żywotnych interesów sowieckich […]. Poinformowano mnie, że rokowania były prowadzone osobiście przez Stalina, który nie ukrywał przed Ribbentropem, iż był od dawna za zbliżeniem sowiecko-niemieckim”.

Stany Zjednoczone poinformowały Wielką Brytanię i Francję o treści tajnego porozumienia. Do Warszawy wiadomość nie dotarła, choć był to przecież akt IV rozbioru naszego kraju.

Na zdjęciu z archiwum niemieckiego MSZ widzimy Mołotowa podpisującego dokumenty. Za nim stoją uśmiechnięty Stalin i poważny Ribbentrop. Nad głowami Stalina i Ribbentropa spogląda na wszystkich i patronuje diabelskiemu paktowi Lenin… Potem odbył się bankiet, podczas którego Joachim von Ribbentrop powiedział, że czuje się na Kremlu „jak wśród towarzyszy partyjnych w Berlinie”. Ribbentropa przebił Stalin, wznosząc toast: „Wiem, jak mocno naród niemiecki kocha swojego wodza i dlatego chcę wypić za jego zdrowie”. Widać Stalin też go kochał… Potem było zdrowie Stalina, zdrowie rządu sowieckiego i toast za pomyślny rozwój stosunków między Niemcami a Związkiem Sowieckim. Teraz można już było przystąpić do podbojów i zbrodni. 9 dni później zacznie się II wojna światowa. Związek Sowiecki Stalina był odpowiedzialny, na równi z Niemcami, za wywołanie II wojny światowej – niezależnie od tego, jak tę rzecz interpretuje dziś rosyjska polityka historyczna, która w swoich najbardziej absurdalnych enuncjacjach usprawiedliwia sowiecko-niemiecki pakt chęcią pokrzyżowania rzekomych planów ekspansji Polski na Związek Sowiecki.

Aktywna pamięć

Trzeba było 70 lat, by Zachód przyjął do wiadomości znaczenie złowieszczego paktu. W roku 2009 r. Unia Europejska – z inicjatywy polskich parlamentarzystów – ustanowiła Europejski Dzień Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu: „Mając na uwadze podpisany między Związkiem Sowieckim a Niemcami pakt Ribbentrop-Mołotow z dnia 23 sierpnia 1939, który za sprawą tajnych protokołów dodatkowych podzielił Europę na dwie strefy interesów […], Unia wzywa do wsparcia działania ’Aktywna pamięć europejska’, którego celem jest zapobieżenie powtórzeniu się zbrodni nazizmu i stalinizmu w jakiejkolwiek formie”.

Co innego jednak deklaracje o „aktywnej pamięci”, a co innego prawdziwa europejska pamięć, zdominowana przez bałtycką rurę i francuskie intratne kontrakty na uzbrojenie do Rosji. Złowieszczy pakt sowiecko-hitlerowski krąży jak widmo nad Europą, która odrzuca historię jako „światło prawdy” (lux veritatis).

Piotr Szubarczyk

Nasz Dziennik

źródło: wirtualnapolonia.com

podobne: Pakt Ribbentrop-Mołotow i wybiórcza pamięć lewicy. oraz: Cios w plecy czyli 74. rocznica sowieckiej napaści na Polskę  polecam również: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa.

totalitarism (Hitler i Stalin)

Gotz Aly: Państwo opiekuńcze za łupy wojenne. Sekrety niemieckiego cudu gospodarczego (dr Rafał Brzeski)


JOANNA MIESZKO-WIÓRKIEWICZ: – Pańska książka, w której opisuje pan detalicznie, dlaczego Niemcy byli tak wierni Hitlerowi, mianowicie: bo dzięki niemu mogli obrabować Europę, wzbudza od kilku miesięcy w Niemczech ogromne echo. Przy czym echo to rozlega się raczej w mediach. Tzw. „zwykli Niemcy” jeszcze nie rozklejają za panem listów gończych, ale może chociaż Krupp, Flick i Thyssen zaprosili pana w nagrodę do swoich rad nadzorczych? Pan ich odciąża od win za drugą wojnę – jednocześnie obciążając w stopniu dotąd niespotykanym niemieckie społeczeństwo.
GÖTZ ALY: – To wszystko, co napisałem, nie oznacza, że Flick jest niewinny. Głównym motywem, który towarzyszył mi w pracy nad tą książką, jest dotychczasowa kłamliwa redukcja winy.

Była to tak wielka zbrodnia, która odbyła się przy tak masowym poparciu, że to oczywiste, iż później jej uczestnicy obmyślali sobie różne strategie obrony.

Główna z nich głosiła, że Hitler był chory. Ja dzieciństwo spędziłem w Stuttgarcie i pierwsza rzecz, jakiejdowiedziałem się o czasach nazizmu, było to, że Hitler był szaleńcem i tocząc pianę z dzikim rykiem wgryzał się we własny dywan. Psychopata. To była taka nasza strategia obronna w latach 50. i 60. W NRD ogłoszono po prostu: „Kapitał monopolowy to nie my”. I umyli ręce. Przestępcy – to byli zawsze inni. W żadnym wypadku ktoś z NRD.

A że w pierwszym parlamencie NRD ponad 70 proc. posłów stanowili byli żołnierze i oficerowie Wehrmachtu – to była tajemnica poliszynela i absolutne tabu.

Najcudowniej było i jest w Austrii. W Polsce przecież dobrze wiadomo, jaką rolę odgrywali Austriacy w czasie okupacji. Ale oni powiedzieli sobie i światu: No, przecież my byliśmy pierwszymi ofiarami…

O zagrabionym majątku Żydów europejskich można mówić całymi godzinami. Deportacje Żydów do obozów zagłady następowały też geograficznie według mapy bombardowań alianckich. 4 listopada 1941 roku pisał w swoim sprawozdaniu wiceprezydent do spraw finansowych miasta Kolonii, że 21 października rozpoczęto wysiedlenia Żydów z Kolonii i Trieru, aby zwolnić mieszkania dla zbombardowanych obywateli niemieckich. Z tego samego powodu wysiedlono do getta w Litzmanstadt (Łódź) 8 tys. Żydów z Berlina, Kolonii, Hamburga, Frankfurtu nad Menem i Düsseldorfu. Dziesięć dni później nastąpiła druga fala wysiedleń z innych miast niemieckich, które zostały zbombardowane przez aliantów: 13 tys.Żydów wysiedlono do gett w Rydze, Kownie i Mińsku. Oficjalnie na głowę wolno było wysiedlonym z Niemiec Żydom zabrać 50 kilogramów. Oczywiście pakowano najcenniejsze oraz ciepłe rzeczy.Walizki te przeważnie zostawały już na dworcu, ponieważ był to trick w celu uniknięcia paniki oraz po to, aby ofiary same wysortowały najlepsze rzeczy. Tak stało się na przykład z Żydami wysiedlonymi z Królewca. Kufry zostały na dworcu, a oni trafili do obozu Mały Trościeniec koło Mińska. Do Zagębia Ruhry latem 1943 r. przybyły transporty zrabowanych rzeczy po czeskich Żydach. Kierownik praskiego Treuhand, czyli Powiernictwa, pisał w raporcie z dumą, jak to pod jego nadzorem dobra pożydowskie stały się „dobrem ludowym”. Lista głównych kategorii z lutego 1943 (już dobrze przebranych) wyglądała imponująco: 4 817 kompletnych sypialni, 3907 kompletów kuchennych, 18 297 szaf, 25 640 foteli, 1 321 741 urządzeń gospodarstwa domowego, 778 195 książek 34 568 par butów, 1 264 999 sztuk bielizny, odzieży i innych rzeczy. W końcu 1943 roku pełnomocnik w Belgii poskarżył się, że żądania Berlina dostarczania mebli oraz innych przedmiotów są zawyżone. Tak długo, jak nie zostanie przeprowadzona kolejna fala deportacji żydowskich nie jest on w stanie wypełnić zamówień. Kiedy przez kilka miesięcy nic się nie stało, sam zwrócił się do Gestapo, by „w interesie zbombardowanych w Rzeszy” natychmiast aresztować pozostałych w Lüttich, czyli Liege, 60 żydowskich rodzin. Oczywiście mówię tu tylko o łupach przeznaczonych dla indywidualnych osób lub rodzin. Nie dyskutujemy teraz o tym, co trafiało do Banku Rzeszy, ani o łupach wskutek aryzacji takich jak fabryki, hotele, wille, domy czy inne nieruchomości, samochody etc. etc.

– A co do zakupów żołnierzy – gdyby jeszcze pieniądze za kupione towary zostawały w danym kraju… ale przecież okupacja znaczyła ni mniej ni więcej tylko rabunek lokalnych bogactw, w tym także zabór wszelkich dochodów. Wydane przez żołnierzy pieniądze z kas sklepowych w Belgii, Holandii, a po upadku Mussoliniego także i Włoch, wędrowały z powrotem do Banku Rzeszy…
GÖTZ ALY:

– Nie tylko to. Już przed wojną wskutek pełnego zatrudnienia i stałego podnoszenia kosztów socjalnych i masowych ubezpieczeń niepomiernie wzrosło negatywne saldo w budżecie Rzeszy. Jednocześnie wzrosła siła nabywcza społeczeństwa przy cofnięciu się produkcji dóbr konsumpcyjnych na rzecz przemysłu zbrojeniowego. Zrobiono więc wszystko, aby nieuniknioną inflację przenieść na tereny okupowane. Do tego kosztami okupacji obciążano okupowane kraje. Nazywało się to „danina na rzecz obrony” – Wehrbeitrag. Taka Polska , konkretnie wówczas Generalna Gubernia, nie była oficjalnie okupowana, lecz znajdowała się „pod ochroną militarną” i musiała za to słono płacić. Gdy np. ustalona przez ministra finansów Rzeszy danina za rok 1941 w wysokości 150 mln. złotych nie starczyła, zmuszono GG do spłaty wiosną 1942 daniny za poprzedni rok w dodatkowej wysokości 350 mln. Czyli w sumie 500 mln. zł. Na rok 1942 ustalono kontrybucję w wys. 1,3 miliarda złotych, a w roku 1943 minister zażyczył sobie 3 miliardy. Dodatkowo Wehrmacht wystawiał Generalnej Guberni rokrocznie rachunki za swą służbę i utrzymanie stacjonujących żołnierzy. Np. za rok 1942 rachunek opiewa za 400 tysięcy żołnierzy na 100 mln. Złotych miesięcznie, choć faktycznie w GG znajdowało się „tylko” 80 tys. żołnierzy. Bank emisyjny w Polsce musiał każdy gram złota oddać bankowi Rzeszy. Wartość złota była następnie poświadczana pro forma na papierze. To samo dotyczyło wszelkich dewiz. Aby pokryć rosnące koszty komunalne GG gubernator Frank podniósł podatki od nieruchomości. Dotyczyło to tylko Polaków. Żyjący w GG Niemcy do granicy 8 400 zł dochodów rocznie nie płacili żadnych podatków. Także i pod tym względem żyło się Niemcom na terenach polskich znacznie bardziej komfortowo aniżeli w Rzeszy. W każdym razie zastosowano bardzo przemyślny system finansowania kosztów wojny przez okupowane kraje. Także rabunek mienia dzięki doświadczeniom z aryzacją mienia żydowskiego w Niemczech w 1938 roku polegał na ciekawym tricku, który dzisiaj pozwala wymigać się od wszelkiej odpowiedzialności. Przeprowadzano bowiem wszystkie te transakcje przez pozostawione przy życiu banki danych krajów, a dopiero potem sumy te składały się na całą kontrybucję.

– Tłumaczy to pan w swojej książce bardzo dokładnie i za pomocą wielu liczb oraz oddzielnie dla wielu okupowanych krajów. Pomimo tej buchalterii czyta się to jak kryminał. Trzeba być Niemcem, to znaczy urodzić się i wychować w tym najbardziej skomplikowanym systemie podatkowym świata, żeby było się w stanie nie tylko przeorać dostępne archiwa pod tym kątem, ale jeszcze wszystkie te tricki przejrzeć. Proszę potraktować to jako komplement. Walnął mnie pan niczym obuchem rozdziałem na temat potrójnego wykorzystania robotników przymusowych.
GÖTZ ALY: – Piszę obszernie i podając ścisłe liczby, jak robotnicy przymusowi niezależnie od swych niewolniczych zarobów bez własnej wiedzy byli obdzierani ze składek na fundusz rentowy i ubezpieczenia. Tak więc powojenni niemieccy renciści oraz kasy chorych korzystali przez lata także ze składek niewolników Rzeszy.

– Gdyby się o tym dowiedzieli, to po wojnie ci, co przeżyli, mieliby prawo doliczyć sobie lata pracy dla Niemców do stażu pracy, a odszkodowania powinny im zapłacić nie tylko koncerny przemysłowe, ale i fundusze rentowe oraz kasy chorych.
GÖTZ ALY: – Osobiście uważam, że każdy obywatel Niemiec do dzisiaj korzysta z ograbienia całej Europy, każdy więc powinien złożyć się choćby drobną sumą na refundację, gdyby chciał być moralnie w porządku.

Konkretnie: ubezpieczenia chorobowe dla rencistów mielibyśmy także i bez Hitlera, tak jak mają je wszystkie postępowe państwa Europy, ale my dostaliśmy je już w 1941 roku. I dlatego tylko, że całe wpływy na ubezpieczenia socjalne płacone były z kieszeni robotników przymusowych oraz ofiar, w szczególności ofiar żydowskich zapracowanych na śmierć w tzw. szopach w gettach albo w KZ-tach. I teraz jest taki problem: jedni pracowali w fabryce Daimlera-Benza, którego aktualny adres oraz numer konta posiadamy i dziś. A inni pracowali bezpośrednio na rzecz państwa Hitlera i wpływy szły na rzecz wszystkich obywateli III Rzeszy. Obywatele jeszcze żyją, ale tego państwa już nie ma.

Moja książka daje mnóstwo argumentów dla żądań restytucyjnych. Jako obywatel jestem im przeciwny, bo po co mają się o to spierać nasze dzieci? Ale jako historyk muszę to zbadać i zapisać. I jako historyk muszę zbadać i opisać, co było w historii dobre, a co było złe. Muszę to wysublimować i opisać konsekwencje. Jednak wiem dokładnie i moje badania to potwierdzają, że nie ma czysto dobrych i czysto złych faktów i w prostej linii od nich tylko dobrych lub tylko złych konsekwencji. Naziści wprowadzili mnóstwo ustaw i regulacji, które służyły z pożytkiem całemu narodowi wiele dziesiątków lat, lub służą nadal.

– A także całe mnóstwo negatywów, które utrzymały się po dziś dzień, ze słynnym „prawem krwi” na pierwszym miejscu… Czy wie pan, że te pana twierdzenia i wyliczenia cytowane są na stronach internetowych neonazistów?
GÖTZ ALY: – Wiem, ale nie jestem odpowiedzialny za to, jak i w jakim kontekście oraz przez kogo jestem cytowany.

– Pomimo tej bezprzykładnej wojennej grabieży pisze pan w wielu miejscach, że wojna się Rzeszy nie opłaciła, że ludowe państwo Hitlera na długo przed 8 Maja 1945 poniosło ekonomiczną plajtę. Prawdę mówiąc, nie chce mi się w to wierzyć. A te gigantyczne koncerny? Czy one nie płaciły podatków?
GÖTZ ALY: – Proszę nie zapominać, że wielki przemysł nie miał zaufania do Hitlera. Przez cały czas wyprowadzano za granicę gigantyczny kapitał… Koncerny były bardzo sceptyczne wobec narodowych socjalistów. Nie ufały Hitlerowi i nie chciały inwestować w pożyczkę narodową. Tym bardziej po Stalingradzie, kiedy już było wiadomo, że klęska jest nieuchronna. Podobnie było z indywidualnymi obywatelami, tyle że później. Na wiosnę 1945 nagle wszyscy zaczęli podejmować na gwałt gotówkę złożoną w banku. Zaufanie i lojalność prysły, kiedy okazało się, że niewiele da się z tego państwa wycisnąć.

– Pozwoli pan, że zacytuję na koniec jeden z akapitów (str. 359-360):

…Kiedy Trzecia Rzesza została wreszcie niemal pokonana przez aliantów i tonęła w gruzach, Fritz Reinhardt (minister finansów, odpowiedzialny za zrabowane Żydom złoto – przyp. JMW) przedstawił 16 stycznia 1945 ostatni rzut oka na straconą przyszłość. Rząd przeznaczy w przyszłości ponad 5 miliardów Reichsmark rocznie na pomoc szkolną dla dzieci. Suma ta według ówczesnych miar była ponad wszelką miarę wysoka. „Następnym krokiem w odciążeniu rodzin – tłumaczył – będzie zniesienie kosztów wykształcenia, opłat za naukę i przybory do nauczania”. W ten sposób miały powstać „silne, upolitycznione, gospodarczo i finasowo zdrowe Wielkie Niemcy jako pierwsze opiekuńcze państwo na ziemi” (podkr. JMW)…

Państwo Hitlera

Nie tylko w tym miejscu, choć w tym szczególnie, czytelnik uzmysławia sobie, ile socjalnych udogodnień i przywilejów przetrwało do obecnych czasów i są one lub już zostały zlikwidowane przez rząd socjaldemokratów. A z czego finansowano to wszystko przez 60 lat? Niech to pytanie wisi w powietrzu, bo chyba ani Pan, ani nikt nie jest w stanie na nie odpowiedzieć. Dziękuję Panu za rozmowę, a czytelnikom polskim życzę, aby Pana książka jak najszybciej do nich trafiła.

Rozmowa z niemieckim historykiem Götzem Aly ukazała się w „Odrze” 9/2005

całość niezwykle ciekawej lektury pod linkiem: niezlomni.com

podobne: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców…(?) oraz: Prawdziwe oblicze kampanii rosyjskiej z 1812 roku i to: Szyderczy śmiech historii czyli… „Przyjeżdżają tu rowerami, pływają i wracają do domu naszymi samochodami”. polecam również: Mówienie o „polskich obozach” w rocznicę pierwszego transportu Polaków do Auschwitz jest niedopuszczalne!

więcej tu: RWI 08. Sekrety niemieckiego cudu gospodarczego – dr Rafał Brzeski

cynik9: Dyskretny urok monarchii konstytucyjnej. W 80-tą rocznicę Ermächtigungsgesetz.


Erich von Manstein (24 November 1887 – 9 June 1973)

Ukazało się polskie wydanie wspomnień Ericha von Mansteina,  jednego z najzdolniejszych generałów Wehrmachtu.  Von Manstein zasłynął przede wszystkim  jako autor planu niemieckiej inwazji na Francję oraz z serii sukcesów na froncie wschodnim.  Niekonwencjonalne rozwiązania strategiczne które preferował doprowadziły jednak do szeregu nieporozumień z Hitlerem który na pocz. 1944 odebrał mu dowodzenie czymkolwiek.

Wspomnienia („Żołnierskie Życie”)  pochodzą  z okresu wcześniejszego, obejmującego lata międzywojenne.  Jest to interesująca relacja zawodowego żołnierza, pnącego się po szczeblach kariery wojskowej w okresie republiki Weimarskiej i potem dyktatury Hitlera. Obejmuje koniec WWI, kiedy młody wojskowy służył cesarzowi, poprzez służbę w ochotniczej Reichswehrze w chaosie lat 20-tych, aż po pozycję wysokiego oficera Wehrmachtu tuż przed WWII. Szczególnie interesujące są jego obserwacje z okresu dojścia Hitlera do władzy i pierwszych lat rządów NSDAP.

Są to wydarzenia ogólnie znane – demokratyczne wybory z których NSDAP wychodzi zwycięsko ale bez większości absolutnej, potem seria intryg prowadzących do objęcia przez nią rządów, a następnie szybki demontaż instytucji demokratycznych przy autentycznym aplauzie tłumów. Otwarło to drogę do totalitarnej dyktatury.

Czołową rolę w demontażu pluralizmu politycznego odegrało przyjęcie w marcu 1933 Ermächtigungsgesetz – poprawki do konstytucji weimarskiej dającą rządowi, czyli praktycznie Hitlerowi, uprawnienia stanowienia prawa poza Reichstagiem. Miało to być uprawnienie „czasowe”, tak aby jedynie „oczyścić politycznie i moralnie życie publiczne Niemiec”, jak to ujął.

Okazało się wydarzeniem decydującym.  Przy braku monarchii która działała jako czynnik tonujący i spajający państwo, abdykowanie przez parlament republiki swoich prerogatyw ustawodawczych oznaczało szybki marsz ku totalitaryzmowi. Odtąd prawa ustanawiał dyktator jak chciał, bez jakiejkolwiek kontroli.

Armia przypatrywała się temu z mieszanymi uczuciami,  podkreśla w swoich pamiętnikach Von Manstein.   Ochotnicza na początku Reichswehra kontynuowała tradycje apolitycznej wierności cesarzowi jako głowie państwa, a potem republice.  Kiedy w końcu przysięgę na wierność składano już Hitlerowi bezpośrednio, tym bardziej paraliżowało to wojskowych przy wszelkiej myśli wystąpienia przeciwko dyktatorowi.  Dyktator ponadto cieszył się szerokim poparciem ulicy,  mając za sobą pewne sukcesy gospodarcze i popularność  wyzwoliciela Niemiec spod uznawanych za krzywdzące postanowień traktatu wersalskiego.

Tym niemniej, w odróżnieniu od formowanych od podstaw i całkowicie zdominowanych przez NSDAP marynarki wojennej i lotnictwa, opierający się jeszcze na kadrze cesarskiej Wehrmacht był jedyną siłą w kraju zdolną do położenia kresu dyktaturze w jej wczesnym okresie. Nie tylko wpływy ideologii narodowo – socjalistycznej były tam stosunkowo słabe. Wehrmacht był jedyną formacją zdolną przełamać potencjalny opór broniących dyktatora formacji paramilitarnych partii, jak SA.

Z pamiętników Von Mansteina odnieść można wrażenie że Wehrmachtowi, który zastąpił wcześniejszą Reichswehrę, zabrakło wówczas alternatywnego ośrodka władzy państwowej który mógłby wesprzeć i który byłby przeciwwagą dla ogarniającej wszystko monokultury totalnego reżimu. Takim punktem był w monarchii konstytucyjnej cesarz, władca dziedziczny, symbolizujący ciągłość państwowości i stojący ponad partiami i podziałami politycznymi.   Bez  takiego punktu fokalnego wojskowym wystąpienie przeciwko oficjalnym organom państwa nie mieściło się w głowie.

Wraz ze zniknięciem monarchii ze sceny politycznej zniknęła istotna rękojmia zachowania pewnej miary pluralizmu w państwie.  Ermächtigungsgesetz postawił w tej sytuacji jedynie kropkę nad „i”, wykorzystując demokrację do jej samounicestwienia się, co się nazistom udało błyskawicznie. Droga do nieskrępowanej niczym dyktatury opętanej poczuciem misji jednostki stała otworem.

Okoliczności dojścia NSDAP do władzy,  i tego konsekwencje,  podkreślają jak krucha jest idea demokracji,   szczególnie bez równoległego mechanizmu monarchii konstytucyjnej.  Jej funkcjowanie zależy w znacznej mierze od wychowania i politycznego wyrobienia elit, ich dobrowolnego wyrzeczenia się skrajności,  wreszcie od aktywnego udziału mas w procesie oraz w kontrolowaniu tego procesu –  jako wspólnej wartości – przez wszystkich zainteresowanych.  Warunki te są niezmiernie rzadko spełnione.  Dużo częściej demokratyczne ideały prędzej czy później morfują w mafijną grupę permanentnie rządzącą i realizującą interesy pozakonstytucyjnych grup i lobby, oraz ubezwłasnowolnione masy bez większego wpływu na władzę ani się też z nią nie identyfikujące.

Sygnały fasadowości demokracji i degenerowania się jej  w układ mafijny są różne.  Jednym z nich są groteskowe przemeblowania sceny politycznej ilekroć w nadchodzących wyborach jest coś do ugrania.   Rzeczy takie jak moralność czy integralność stania za określonymi ideałami zastają porzucone.    Liczy się jedynie dostęp do „żłobu” i  miejsce na liście.  Aby go osiągnąć elity nie kryją się z koniunkturalnym powoływaniem kanapowych partyjek,    rzadko niezdolnych przetrwać do kolejnych wyborów.

Innym sygnałem szwankującej demokracji i rosnącego autokratyzmu władzy jest jej wrogi stosunek do idei referendum.  Nie ma jednego argumentu dla którego demokratycznie wyniesiona władza miałaby się obawiać osądu tych którzy ją wybrali.  Przeciwnie,  winna być im wdzięczna za okazję do sprawdzenia się  i nie zapominać że to ona służy wyborcom a nie odwrotnie.   Nawoływania na przykład rządzącej partii  do bojkotowania niedawnego referendum w Warszawie było pożałowania godnym przyznaniem się do moralnego bankructwa,  niezależnie od jego wyniku.   Jeszcze bardziej niefortunny czas okrągłej rocznicy Ermächtigungsgesetz  wybrała na odżegnywanie się od bezpośrednich referendów kanclerz Merkel w Niemczech.  Potwierdza tym mafijny charakter rządzących elit europejskich,  bojących się  jak ognia werdyktu tych których podobno reprezentują.

źródło: dwagrosze.com

…w kultowym polskim serialu „Alternatywy 4” Stanisław Anioł wypowiada taką kwestię: „kolektyw z góry zaakceptuje wszystkie wyniki naszych demokratycznych wyborów… oczywiście jeżeli będą one zgodne z naszymi oczekiwaniami”… nic dodać nic ująć! Tak się właśnie zachowują demokratycznie wybrani reprezentanci narodu w większości tzw. demokratycznych krajów…. Tę tendencję należy uzupełnić o kolejne dwie ważne kwestie… dwa obrazowe cytaty które dopełniają sens istnienia tego „najlepszego ustroju”:

Demokracja ateńska, na którą tak często się powołujecie była obrzydliwa. Pozwalała na odebranie jednostce jej praw, własności a nawet jej wygnanie, jedynie dzięki woli ludu. (Ron Paul)

Demokracja jest najbardziej zawoalowaną formą tyranii. (Andrzej Majewski)

…niczyje prawa ani własność nie są bezpieczne kiedy obraduje demokratyczny rząd walczący o tzw. „równość”, dlatego też demokracja nadaje się jedynie do tego, by ją jakiś Lepper ostatecznie skompromitował i rozwalił demokratycznie. Nie podoba mi się system w którym dwaj pijacy spod budy z piwem mają w demokratycznym głosowaniu dwa razy więcej do powiedzenia niż profesor. (Wojciech Cejrowski)

…obrazek… Odys

rys. Andrzej Mleczko

rys. Andrzej Mleczko

Mówienie o „polskich obozach” w rocznicę pierwszego transportu Polaków do Auschwitz jest niedopuszczalne!


11.06. Oświęcim (PAP) – Komunikat przypominający o pierwszym transporcie polskich więźniów do obozu Auschwitz usłyszą w piątek, w 73. rocznicę wydarzenia, podróżni na 13 dworcach kolejowych w Polsce – podał Grzegorz Rosengarten z Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Rodzin Oświęcimskich, (…) powiedział, że specjalny komunikat zostanie wygłoszony w piątek przez dworcowe megafony dwukrotnie: o godzinie 11.00 oraz w południe. „Usłyszą go podróżni na stacjach w Tarnowie, skąd wyjechał transport, Krakowie Płaszowie i Krakowie Głównym, przez które przejeżdżał, Oświęcimiu, dokąd zmierzał, a także w Katowicach, na głównych dworcach we Wrocławiu, Poznaniu, Szczecinie, Gdańsku i Gdyni, oraz w Warszawie – Wschodniej, Centralnej i Zachodniej” – zaznaczył. Szef stowarzyszenia jest przekonany, że wspólna akcja z PKP Polskimi Liniami Kolejowymi przyniesie ogromny efekt edukacyjny, szczególnie teraz, gdy w świecie mówi się o „polskich obozach koncentracyjnych”.

Treść komunikatu przypomina, że w piątek mija 73. rocznica pierwszej deportacji polskich więźniów politycznych do niemieckiego obozu Auschwitz. „W dniu 14 czerwca 1940 roku niemieccy okupanci przywieźli z więzienia w Tarnowie do obozu koncentracyjnego Auschwitz grupę 728 Polaków, głównie ludzi młodych – harcerzy, studentów, członków podziemnych organizacji niepodległościowych, żołnierzy kampanii wrześniowych 1939 roku. Dzień deportacji pierwszych Polaków do KL Auschwitz uznawany jest za początek funkcjonowania tego największego niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady, w którym zginęło około 75 tysięcy Polaków. Wielu z nich umierało z okrzykiem na ustach +Niech żyje Polska!+” – brzmi komunikat.

Przypomina on także, że Sejm ustanowił 14 czerwca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych.

Główne uroczystości 73. rocznicy uruchomienia przez Niemców obozu Auschwitz odbędą się w piątek w Miejscu Pamięci Auschwitz. Zainauguruje je msza święta, po której uczestnicy, w tym żyjący byli więźniowie z pierwszego transportu, złożą hołd ofiarom przed ścianą straceń na dziedzińcu bloku 11. Niemcy w tym miejscu rozstrzelali podczas wojny wiele tysięcy osób, głównie Polaków. Uczestnicy złożą także kwiaty przed tablicą upamiętniającą więźniów z pierwszego transportu, wmurowaną na budynku nieopodal obozu. W jego podziemiach Niemcy osadzili polskich więźniów, gdyż obóz nie był jeszcze gotowy.

Niemcy założyli obóz, aby więzić w nim Polaków. Dwa lata później powstał Auschwitz II-Birkenau, który stał się miejscem zagłady Żydów. Kompleks obozowy uzupełniała sieć podobozów. W Auschwitz Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 mln ludzi, głównie Żydów. Uwięzili w nim około 150 tys. Polaków. Około 75 tys. zginęło tam, a wielu kolejnych straciło życie po przeniesieniu do innych obozów. W Auschwitz ginęli także Romowie, jeńcy sowieccy i osoby innej narodowości….

…Na obchody rocznicowe przyjechał Jerzy Bogusz, jeden z dziewięciu żyjących polskich więźniów z pierwszego transportu. Pozostałym udział uniemożliwił stan zdrowia. „Jest mi bardzo przykro. Przyjeżdżam tu co roku. Uważam to za swój obowiązek. Tak się złożyło, że dziś jestem jeden jedyny z pierwszego transportu. Niestety, to już czas. Trafiłem do obozu w wieku 18 lat. Teraz mam 92” – mówił.

Jerzy Bogusz wspominał deportację. Mówił, że był zdziwiony, iż na dworcu w Tarnowie wagony były pasażerskie, a nie towarowe. „Było w nich duszno. Okien nie wolno było otwierać. W każdym wagonie była eskorta. Jedziemy! Pytanie dokąd? Mieliśmy cichą nadzieję, że może do pracy. () Podjechał pociąg pod dworzec, a tam było napisane +Auschwitz+. Nie wiedziałem, co to jest. () Gdy wysiedliśmy z pociągu, () kapo czekali z drągami, pejczami i zaczęło się od bicia” – mówił.

Kazimierz Piechowski, były więzień Auschwitz z drugiego transportu do obozu, przed Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w byłym obozie powiedział, że pojęcia „Auschwitz-Birkenau” i „Niemcy” stanowią jedność i tylko tak mogą być zrozumiałe. „Na niemiecki obóz Auschwitz nie można patrzeć z perspektywy roku 1940, w którym powstał. Idea powstała u Niemców daleko wcześniej. +Drang nach Osten+ nie zrodził się w głowie Hitlera” – podkreślił.

„Zagłada milionów, ogrom tragedii, codzienne konanie w chlewie lagru, w ciągłym brudzie i upodleniu, zapach palonych ciał, komory gazowe i krematoria, góry gnijących zwłok rzucanych do dołów lub na stosy, szaleńcza praca, wszechobecny głód, tyfus, biegunka, wszy, blok śmierci, ściana śmierci, marsz śmierci. Za tym stali twórcy unicestwienia milionów ludzi w sposób perfekcyjnie techniczny, na miarę niemieckiej organizacji” – mówił o Auschwitz.

„() Stojąc tu, w Auschwitz, wołamy o miłość do Boga. To miejsce dla świata stanowi szczególne dziedzictwo i zobowiązanie do miłości, pamięci i dawania świadectwa o zagładzie „ – powiedział biskup bielsko-żywiecki Tadeusz Rakoczy podczas odprawiania mszy. Przypomniał, że wciąż na świecie pojawiają się słowa o „polskich obozach”. „Dziś są ludzie, którzy mówią +polskie obozy śmierci+. Jeśli się nie mylę, to nikt za to jeszcze nie przeprosił. To prawdziwa hańba i skandal. Wymaga naszej ostrej reakcji” – podkreślił.

Po mszy św. uczestnicy złożyli kwiaty pod Ścianą Straceń, gdzie Niemcy rozstrzelali tysiące osób, głównie Polaków, a także pod tablicą na budynku tzw. Monopolu Tytoniowego, upamiętniającą pierwszą deportację. W jego podziemiach 14 czerwca 1940 roku Niemcy umieścili pierwszych więźniów.

Wieczorem w oświęcimskiej szkole muzycznej zabrzmi suita z opery niemieckiego kompozytora Stefana Heuckego „Kobieca orkiestra z Auschwitz”, której premiera miała miejsce w 2006 roku.

W tym roku po raz pierwszy – staraniem Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Rodzin Oświęcimskich, które jest organizatorem uroczystości – rocznica przypomniana została na 13 polskich dworcach kolejowych, w tym w największych miastach.

Pierwszy transport polskich więźniów składał się z 728 więźniów. Do Auschwitz deportowani zostali z więzienia w Tarnowie przez dowódcę policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa w Krakowie. Byli wśród nich żołnierze kampanii wrześniowej, harcerze oraz osoby zatrzymane przy próbie przedostania się do polskiego wojska we Francji. Wojnę przeżyło 239. Pozostali zginęli w obozie lub ich dalszy los nie jest znany.

W Auschwitz Niemcy więzili około 150 tys. Polaków. Około 75 tys. zginęło w obozie, a wielu kolejnych po przeniesieniu do innych obozów. W pierwszym okresie istnienia obozu przebywali w nim głównie Polacy, dla których go założono. Począwszy od połowy 1942 roku, z powodu coraz liczniejszych transportów Żydów z całej niemal Europy, liczba więźniów Polaków i Żydów zrównała się. W drugiej połowie 1942 roku Żydzi stanowili już około połowy ogólnego stanu więźniów, a od 1943 roku – większość. Obóz został wyzwolony 27 stycznia 1945 roku przez Armię Czerwoną.

W Auschwitz Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 miliona osób, głównie Żydów, a także – obok Polaków – Romów, jeńców sowieckich i przedstawicieli innych narodowości.

Od 2006 roku obchodzony jest jako Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych.

Chrześcijańskie Stowarzyszenie Rodzin Oświęcimskich skupia byłych więźniów, w tym deportowanych pierwszym transportem, ich rodziny oraz ludzi zainteresowanych historią obozu.

Uroczystościom rocznicowym patronuje portal historyczny dzieje.pl prowadzony wspólnie przez Muzeum Historii Polski i Polską Agencję Prasową. (PAP)

za pomocą Na dworcach przypomną o pierwszym transporcie Polaków do Auschwitz – Stooq. i Rocznica pierwszego transportu więźniów do KL Auschwitz – Stooq.

polecam również ten tekst – O “wyższości” holokaustu.IL nad holokaustem.PL oraz: Kolejni sprawiedliwi wśród narodów.

podobne: „Orzeł niezłomny” o marginalizowaniu przez Zachód tragicznych doświadczeń Polaków w czasie wojny.

Ofiara Auschwitz mówi prawdę o Auschwitz

autor Grzegorz Kmin

autor Grzegorz Kmin

„Chodzi o to aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa”, czyli… Terror propagandy « Wirtualna Polonia


Oskarżenia o faszyzm, antysemityzm, ksenofobię, nacjonalizm wypowiadane są przez środowiska lewicowe niejako jednym tchem. Zupełnie kuriozalne jest to, że w ogóle się tych pojęć nie definiuje.

Wszystko ma się w domyśle kojarzyć ze zbrodniami hitlerowskimi z czasów II wojny światowej i ma dyskredytować tego, który nie zgadza się z dominacją lewicy w przestrzeni publicznej. Mało kto pamięta, że język ten w dużym stopniu był używany przez bolszewików w czasach stalinowskich, którzy mianem faszystów, w zależności od potrzeby, określali praktycznie wszystkich swoich przeciwników, szczególnie tych na arenie międzynarodowej.

Przewrotność w tej współczesnej walce na „epitety” polega przede wszystkim na używaniu pojęć niezgodnie z ich pierwotnym znaczeniem. Zupełnie mylnie określa się ideologię narodowosocjalistyczną Hitlera mianem „faszyzmu”. Czyni się tak dlatego, by ukryć socjalistyczny charakter NSDAP, partii posługującej się socjalistyczną symboliką i socjalistyczną ideologią.

Lewicowość NSDAP jest nie tylko oczywista na poziomie analizy ideowej. Sami działacze hitlerowscy za takich się po prostu uważali (narodowi socjaliści – sic!). Ich ideologia była zupełnie różna od włoskiego faszyzmu – innego, również totalitarnego systemu. Faszyści (mający wprawdzie także lewicowe korzenie) przede wszystkim nie opierali swojego systemu na rasizmie, który zafundował Europie niewyobrażalne mordy na całych narodach, uznanych za podludzi.

Unikanie pokazania prawdziwego (lewicowego, antychrześcijańskiego) oblicza hitleryzmu ma na celu z jednej strony obronę idei lewicowej jako takiej (krytykowane są tylko tzw. skrajności – np. stalinizm), z drugiej prosty atak na ludzi broniących tradycji narodowych.

Wszelkie zatem patriotyczne manifestacje (zob. w Polsce Marsz Niepodległości 11 listopada) są atakowane pod klasycznie komunistycznym hasłem: „Faszyzm nie przejdzie”. Krytyka ahistorycznych publikacji Jana Tomasza Grossa to objaw skrajnego antysemityzmu i negowania holocaustu. Tych historyków, którzy ośmielają się wejść w polemikę z ludźmi w stylu Grossa, w prosty sposób konfrontuje się z obrazami ofiar z obozów koncentracyjnych.

Protesty środowisk katolickich przeciwko lobby homoseksualnemu to oczywiście objaw skrajnego „faszyzmu i fundamentalizmu”. Porównuje się od razu cierpienia gejów z gehenną drugowojenną narodu żydowskiego (przywoływane są tutaj fakty prześladowania homoseksualistów przez Hitlera), w związku z czym przeciwnicy układów homoseksualnych to oczywiście faszyści, antysemici, ksenofobowie itp. itd.

Manipulacje widać tu niemal gołym okiem, ale przy monopolu medialnym, jaki posiadają środowiska lewicowo-liberalne, ataki te są niezwykle skuteczne. Wystarczy użyć obrazu porównującego obrońców życia do rozfanatyzowanych tłumów hitlerowców i w podświadomość szybko instaluje się zbitkę: przeciwnicy aborcji to faszyści. I nic nie pomoże fakt, że to Adolf Hitler wprowadził po raz pierwszy na ziemiach polskich prawodawstwo aborcyjne. Nie liczą się fakty, liczy się medialny krzyk. Absurdalność tego typu propagandy można było na poziomie międzynarodowym zobaczyć po atakach na film „Pasja” Mela Gibsona, który uznano za „antysemicki”. Widzimy więc, że tego typu manipulacje są obecne niemal w całym zachodnim świecie.

Mamy więc tutaj do czynienia z czymś w rodzaju terroru propagandowego, gdzie za pomocą prostych technik odbiera się ludziom ich dobre imię, niejako morduje się ich cywilnie. Bardzo mocno tego typu ataków doświadcza środowisko Radia Maryja. To, że społeczeństwo polskie w większości mimo wszystko nie dało się w tej dziedzinie zmanipulować, wynika z faktu, że mamy tu do czynienia z katolickimi mediami, a więc z możliwością publicznej obrony swojego dobrego imienia.

Podsumowując, musimy stwierdzić, że masowe używanie przez środowiska lewicowe pojęć typu: antysemita, ksenofob, faszysta, nacjonalista, fundamentalista itp., ma charakter inwektyw, a więc nie ma najczęściej nic wspólnego z realnym opisem rzeczywistości. Mało tego, używanie słów niezgodnie z ich znaczeniem wprowadza kompletny zamęt, jeśli idzie o rozumienie przez ludzi, czym był rzeczywiście faszyzm, nazizm, rasizm itp.

Bronić się należy dwojako. Po pierwsze – poprzez pogłębianie wiedzy historycznej, która zapewni nam również uporządkowanie podstawowych pojęć wraz z ich prawidłowym rozumieniem. Po drugie – fundamentalna jest walka o istnienie katolickich mediów, gdzie ludzie o zdrowym oglądzie świata będą się mogli w sposób skuteczny bronić przed niesprawiedliwymi atakami. W przeciwnym razie dojdzie do tego, że utrwali się w społeczeństwie przekonanie, iż obrońcy życia to groźni faszyści, przeciwnicy układów homoseksualnych – skrajni antysemici, a działacze patriotyczni to już bez sądu powinni zostać uwięzieni.

Prof. Mieczysław Ryba, NDz

za pomocą Terror propagandy « Wirtualna Polonia.

…fragment opracowania Georgea Reismana: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem

twierdzeniem prawdziwym, choć niewystarczającym, jest to, że socjalizm oznacza brak wolności prasy i wolności wypowiedzi. Z pewnością w socjalizmie brakuje tych swobód.“…
…”Jednak socjalizm sięga dużo dalej niż zaledwie brak wolności prasy i wypowiedzi.
Rząd socjalistyczny całkowicie unicestwia tego rodzaju swobody. Obraca on prasę i każde forum publiczne w środek histerycznej propagandy na własny użytek. Ponadto bezwzględnie prześladuje każdego, kto przynajmniej minimalnie odchyli się od oficjalnej linii partii.
Powodem tego jest strach socjalistycznych przywódców przed ludźmi. By chronić siebie, muszą oni utrzymywać ministerstwo propagandy oraz tajną policję, pracujące non stop. Ta pierwsza instytucja niezbędna jest, by odwracać uwagę ludzi od odpowiedzialności socjalizmu i jego przywódców za ludzką nędzę. Druga potrzebna jest do uciszania tych, którzy mogą sugerować odpowiedzialność socjalizmu lub jego przywódców, oraz do unieszkodliwiania każdego, kto zacznie przejawiać oznaki samodzielnego myślenia.”…

rys. Buch

rys. Buch

…Problem semantycznej manipulacji jaka ma miejsce w debacie publicznej jest bardzo istotny, ponieważ uciekają się do niej często nawet środowiska naukowe (sic!) jak np. “PAN” (o ile można to środowisko jeszcze nazywac naukowym po tym co zrobiło w sprawie prof. Jasiewicza). Od dośc dawna mamy bowiem do czynienia z całą masą “eksperckich” komentarzy w tematach takich jak ekonomia, historia, etyka, polityka – których cechą charakterystyczną są krótkie nic nie znaczące dookreślenia w postaci „słów kluczy” stosowanych ad hoc – dla manipuluacji słuchaczami. Wystarczy że ktoś uznawany publicznie za tzw. “autorytet” okrzyknie kogoś faszystą, czy liberałem (bez wskazania dlaczego, ale w kontekście negatywnym) a już tłumy wyją z nienawiści nie zastanawiając się nad tym co tak naprawdę znaczą te pojęcia. Na zasadzie skojarzenia – wynikającego z osłuchania miast wiedzy – przypisuje się ludziom, pewnym grupom społecznym, czy partiom politycznym pewne idee na które nie zasługują, ponieważ swoją działalnością zaprzeczają istocie ideologii którymi się same szczycą, badź z którymi są mylnie kojarzone… Oprócz modnego ostatnio “faszyzmu” czy “liberalizmu” ten rodzaj pomieszania z poplątaniem dotyczy pojęc takich jak: “prawica”, “lewica”, “kapitalizm”, “socjalizm”, “prywatyzacja” i cała masa innych niosących za sobą konkretne znaczenie a które są dziś mylnie kojarzone. Ciężko się dyskutuje z ludźmi którzy wykazują braki w rozumieniu podstawowych pojęc charakteryzujących daną ideologię. W zasadzie taka rozmowa w ogóle nie ma sensu, bo wygląda jak rozmowa z Chińczykiem który nie rozumie polskiego.

…Odys

Podobne tu: Urzędowe “autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym “łatwiej umrzec niż myślec”.

 

Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem


fragmenty:

„…Kiedy przypomnimy, że słowo „nazi” jest skrótem od „Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei” (w tłumaczeniu – Narodowo-Socjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza), uwagi Misesa mogą nie wydać się niczym szczególnym. Jaki system gospodarczy ma być bowiem w państwie, rządzonym przez partię ze słowem „socjalistyczna” w nazwie, jeśli nie socjalizm?..”

„…Podstawą tezy, że nazistowskie Niemcy były państwem kapitalistycznym, był fakt, iż większość przemysłu pozostawała tam rzekomo w rękach prywatnych.

Mises wykazał, że prywatna własność środków produkcji istniała jedynie z nazwy pod rządami nazistów. Rzeczywistym właścicielem środków produkcji był niemiecki rząd. Dlatego też to rząd, a nie nominalni właściciele, decydował o tym, co będzie wytwarzane, w jakiej ilości, w jaki sposób i komu będzie sprzedawane. Podobnie też ustalane były ceny oraz zarobki, a także wysokości dywidend, jakie mieli otrzymywać nominalni właściciele. Jak pokazał Mises, pozycja rzekomych właścicieli prywatnych była w zasadzie zredukowana do bycia rządowymi zarządcami.

De facto państwowa własność środków produkcji — jak określał ją Mises — logicznie wynika z fundamentalnej zasady kolektywizmu przejętej przez nazistów. Stanowi ona, że dobro wspólne ma prymat nad dobrem prywatnym, zaś jednostka jest środkiem do osiągania celów państwa. Jeśli więc jednostka jest środkiem do osiągania celów państwa, to oczywiste jest, że jej własność także. Tak jak jednostka jest własnością państwa, tak to, co ona posiada, jest nią również.

Jednak tym, co de facto ustanowiło w nazistowskich Niemczech socjalizm, było wprowadzenie kontroli cen i zarobków w 1936 r. Stanowiło to odpowiedź na inflację pieniądza, która pojawiła się wraz z początkiem reżymu w 1933 r. Reżym nazistowski wywołał inflację, aby sfinansować ogromne wydatki rządu związane z programami robót publicznych, subsydiami i zbrojeniami. Kontrola cen i zarobków została wprowadzona w odpowiedzi na wzrost cen, który był wynikiem inflacji.

Skutkiem połączenia inflacji z kontrolą cen i zarobków są niedobory. Są to sytuacje, w których ilość dóbr, jaką ludzie chcą nabyć, przewyższa ilość dostępną w sprzedaży.

Niedobory z kolei wywołują gospodarczy chaos. Nie chodzi tylko o to, że klienci, którzy pojawiają się w sklepie wcześnie rano, mogą wykupić całe zapasy towaru i zostawić tych, którzy przybędą później, z niczym. To sytuacja, na którą rząd zwykle odpowiada wprowadzeniem reglamentacji. Niedobory skutkują chaosem w systemie gospodarczym. Wprowadzają przypadkowość do dystrybucji zaopatrzenia pomiędzy różne regiony geograficzne, do rozdziału czynnika produkcji pomiędzy różne towary, do alokacji pracy i kapitału pomiędzy różne gałęzie systemu gospodarczego.

Wynikające z połączenia niedoborów z kontrolą cen i zarobków zjawisko spadku podaży dóbr nie powoduje — jak ma to miejsce na wolnym rynku — wzrostu ich cen i wzrostu opłacalności ich produkcji. W ten sposób dalszy spadek podaży uległby zahamowaniu. Kontrola cen zapobiega ich wzrostowi i tym samym wzrostowi opłacalności produkcji. W tym samym czasie niedobory spowodowane kontrolą cen zapobiegają wzrostowi podaży przez odgórne ograniczenie wysokości cen i rentowności. Kiedy dochodzi do niedoboru, zjawisko wzrostu podaży jedynie łagodzi dolegliwości związane z brakiem towarów. Tylko wtedy, gdy niedobór jest całkowicie zlikwidowany, wzrost podaży wywołuje spadek cen i prowadzi do spadku opłacalności produkcji.

W rezultacie połączenie kontroli cen z niedoborami powoduje przypadkowe zmiany w podaży bez żadnego efektu dla poziomu cen i opłacalności. W takiej sytuacji produkcja najbardziej trywialnych i nieistotnych dóbr, jak na przykład kamieni-zwierzątek, jest rozwijana kosztem produkcji najpilniej potrzebnych i ważnych towarów, jak leki. Nie ma to przy tym wpływu na cenę lub opłacalność produkcji żadnego z tych towarów. Kontrola cen zapobiega wzrostowi opłacalności produkcji leków w sytuacji spadku ich podaży oraz powstrzymuje spadek opłacalności produkcji kamieni-zwierzątek w sytuacji wzrostu ich podaży.

Jak wykazał Mises, aby poradzić sobie z tymi niezamierzonymi skutkami kontroli cen, rząd musi albo ją znieść, albo sięgnąć po dalsze interwencje. Mianowicie może wprowadzić kontrolę nad tym, co jest produkowane, w jakiej ilości, jakimi metodami i do kogo ma być dystrybuowane, na co wskazałem już wcześniej. Połączenie kontroli cen ze zbiorem tych dalszych regulacji skutkuje de facto socjalizacją systemu gospodarczego. Oznacza to, iż rząd wykonuje wszystkie prawa wynikające z własności.

Taki był socjalizm zaprowadzony przez nazistów. Mises nazywał go socjalizmem na niemiecką lub nazistowską modłę. Odróżniał się on od bardziej oczywistego socjalizmu Sowietów, który Mises zwał socjalizmem na wzór rosyjski lub bolszewicki.

Oczywiście, socjalizm nie kończy chaosu spowodowanego zniszczeniem systemu cen. On go podtrzymuje. Jeśli jest wprowadzony bez wcześniej istniejącej kontroli cen, jego efektem jest początek wielkiego chaosu. Jest tak, ponieważ socjalizm właściwie nie jest żadnym alternatywnym systemem gospodarczym. Jest zaledwie zaprzeczeniem kapitalizmu i jego systemu cen. Natura socjalizmu jako taka jest jedna i ta sama co w przypadku chaosu gospodarczego, wynikającego ze zniszczenia systemu cen przez kontrolę cen i zarobków. (Chciałbym zaznaczyć, że narzucony przez bolszewicki model socjalizmu system kwot produkcji, z wszędobylskimi zachętami do przekraczania tych kwot, jest pewnym przepisem na powszechne niedobory — tak jak zresztą panowanie kontroli cen i zarobków).

W najlepszym razie socjalizm zmienia zaledwie kierunek chaosu. Kontrola rządu nad produkcją może umożliwiać większą produkcję pewnych dóbr — szczególnie tych ważnych dla samego rządu. Rząd osiąga to jednak kosztem wywołania zamieszania w obrębie reszty systemu gospodarczego. Wynika to z tego, że rząd nie ma żadnej wiedzy na temat skutków, jakie niesie zabezpieczenie produkcji dóbr, którym przypisuje szczególną wartość, dla reszty systemu gospodarczego.

Wymogi wprowadzenia systemu kontroli cen i zarobków rzucają światło na totalitarną naturę socjalizmu —zarówno na nazistowski, jak i na sowiecki wariant…”

„…Uważam, że fundamentalną przyczyną wyjaśniającą powszechne rządy terroru w socjalizmie jest niewiarygodny problem, dotyczący tego, w jakiej relacji państwo socjalistyczne powinno znajdować się wobec swoich obywateli. Z jednej strony, zakłada ono pełną odpowiedzialność za pomyślność ekonomiczną jednostek. Rosyjski czy też bolszewicki model socjalizmu otwarcie zaświadcza o tej odpowiedzialności — jest to główne źródło jego atrakcyjności wśród ludu. Z drugiej strony, państwo socjalistyczne w każdy sposób, w jaki można to sobie wyobrazić, partaczy tę robotę Czyni życie jednostek koszmarem.

Obywatel państwa socjalistycznego każdego dnia swojego życia musi marnować czas w niekończących się kolejkach. Problemy, jakich doświadczali Amerykanie w latach 70. XX w. w związku z niedoborem paliw, są dla niego normalne. Tylko, że nie doświadcza on ich w stosunku do paliw, ponieważ nie posiada samochodu ani nadziei na jego kupno. Jego problemy wiążą się z brakiem odzieży, warzyw czy nawet chleba. Często jest on zmuszony do pracy, której sobie nie wybierał i której przez to nienawidzi. (Na skutek niedoborów rząd decyduje się na przydział pracy dokładnie w taki sposób, jak czyni to z przydziałem materialnych środków produkcji). Żyje w warunkach niesamowitego przeludnienia, niemal bez szans na prywatność. (W obliczu niedoboru domów, lokatorzy przypisani są do mieszkań, a rodziny zmuszone są dzielić je z innymi. Aby ograniczyć uciążliwość tego niedoboru, wprowadzony jest system paszportów wewnętrznych i wiz w najbardziej atrakcyjnych obszarach kraju. Mówiąc delikatnie, osoba zmuszona do życia w takich warunkach musi kipieć z oburzenia i złości).

Wobec kogo, logicznie rzecz biorąc, obywatele państwa socjalistycznego powinni kierować swoje oburzenie i złość, jeśli nie wobec samego państwa socjalistycznego? To samo państwo, które ogłasza odpowiedzialność za ich życie i obiecuje im żywot w szczęśliwości, w rzeczywistości ponosi odpowiedzialność za urządzenie im z tego życia piekła. Istotnie, przywódcy państwa socjalistycznego przeżywają dylemat. Każdego dnia zachęcają ludzi do wiary, że socjalizm jest systemem doskonałym, którego złego skutki mogą być jedynie efektem działania złych ludzi. Jeśli to prawda, kim więc mogą być ci źli ludzie, jeżeli nie samymi rządzącymi, którzy nie tylko czynią życie innych piekłem, lecz wypaczają rzekomo doskonały system do takiej postaci?
Skutkuje to tym, że przywódcy państwa socjalistycznego muszą żyć w obawie przed innymi ludźmi. Zgodnie z logiką ich działania i ich nauczaniem, kipiące oburzenie ludzi winno wzbierać i zdławić ich w orgii krwawej zemsty. Rządzący to przeczuwają, nawet jeśli nie przyznają się do tego otwarcie. Dlatego też ich największą troską jest trzymanie obywateli pod butem.
W rezultacie twierdzeniem prawdziwym, choć niewystarczającym, jest to, że socjalizm oznacza brak wolności prasy i wolności wypowiedzi. Z pewnością w socjalizmie brakuje tych swobód.„…
…”Jednak socjalizm sięga dużo dalej niż zaledwie brak wolności prasy i wypowiedzi.
Rząd socjalistyczny całkowicie unicestwia tego rodzaju swobody. Obraca on prasę i każde forum publiczne w środek histerycznej propagandy na własny użytek. Ponadto bezwzględnie prześladuje każdego, kto przynajmniej minimalnie odchyli się od oficjalnej linii partii.
Powodem tego jest strach socjalistycznych przywódców przed ludźmi. By chronić siebie, muszą oni utrzymywać ministerstwo propagandy oraz tajną policję, pracujące non stop. Ta pierwsza instytucja niezbędna jest, by odwracać uwagę ludzi od odpowiedzialności socjalizmu i jego przywódców za ludzką nędzę. Druga potrzebna jest do uciszania tych, którzy mogą sugerować odpowiedzialność socjalizmu lub jego przywódców, oraz do unieszkodliwiania każdego, kto zacznie przejawiać oznaki samodzielnego myślenia.”…

całośc tu: „Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem

podobne: Stanisław Michalkiewicz: “Pułapki tolerancji i dialogu”, czyli komunizm “z ludzką twarzą”. i tu: 10 chwytów ciemnych typów…

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…polecam przeczytac całośc tego artykułu… Zbierznośc skutków panoszącego się w naszym kraju socjalizmu jest nieprzypadkowa!

…Odys

polecam również: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy