Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?


„…Orbán wytyka zachodnim elitom hipokryzję – także tą skrywaną za parawanem politycznej poprawności. Wzywa do przywrócenia tradycyjnych – jeśli kto woli chrześcijańskich – wartości, które stoją w sprzeczności z brutalną Realpolitik, chciwością prowadzącą do kolejnych kryzysów, przeciwstawiają się popkulturze promującej przemoc i obyczajowość pozbawioną hamulców moralnych. Padają retoryczne pytania: dlaczego mielibyśmy słuchać pouczeń na temat konieczności prowadzenia rozsądnej polityki budżetowej w czasie gdy połowa państw zachodnich jest bardziej zadłużona? Albo pouczeń o równym dostępie do rynku od Jean Claude’a Junckera, który sam kilka lat wcześniej szedł na rękę wielkim międzynarodowym koncernom uciekającym do Luksemburga w poszukiwaniu cichej przystani dającej ochronę przed podatkami w innych państwach Unii Europejskiej.

…Krytykowany za sławetną politykę „otwarcia na Wschód“, w ramach której Węgry poszukują kontaktów nie tylko z Rosją, ale także z niekoniecznie demokratycznymi państwami leżącymi w pasie od Turcji, przez Iran po Chiny sam Viktor Orbán (albo jego minister spraw zagranicznych Péter Szíjjártó) odpowiadał: przecież wy robicie to samo. Czy Angela Merkel albo Francois Hollande podczas zeszłorocznych wizyt w Chinach użyli terminu „prawa człowieka“? My kupujemy od Rosjan elektrownię atomową ale zachodnie koncerny budują bez wahania gazociągi przez Morze Bałtyckie (podpisując kolejne umowy w czasie obowiązywania nałożonych na Rosję sankcji!), a Francuzi chcieli sprzedać Putinowi najnowocześniejsze okręty desantowe. Dlaczego większym i silniejszym wolno więcej? A jeśli już chodzi o czysty biznes to zostawmy na boku moralizatorskie wykłady…

…Główny problem w relacjach Węgier z Zachodem polega jednak na w tym, że krytykując cynizm i naciąganie zasad przez zachodnie elity Orbán w swojej własnej praktyce politycznej naruszył kilka tabu. Chodzi o fundamentalne zasady zachodniej demokracji – jak trójpodział władzy czy niezawisłość wymiaru sprawiedliwości – których w okresie powojennym nie kwestionowały żadne siły polityczne, od lewicy po konserwatywną prawicę. Mimo wręcz rewolucyjnej retoryki za próbę zmiany porządku konstytucyjnego nie zabrały się ugrupowania nawet tak radykalne jak grecka Syriza.

Tymczasem podczas trwającej od 2010 r. „konserwatywnej rewolucji“ rząd Fideszu całkowicie zmodyfikował podstawy prawne funkcjonowania państwa, zmieniając w tym celu ponad 600 ustaw i kodeksów prawnych, łącznie z konstytucją. Węgierski premier przemawiając na letnim uniwersytecie w rumuńskim Baile Tusnad (węg. Tusnádfürdő) otwarcie zakwestionował konieczność trzymania się zasad liberalnej demokracji. Powiedział przy tym, że sukcesy mogą odnosić systemy inne niż zachodnie demokracje i wskazał jako pozytywne, a przynajmniej warte uważnej analizy przykłady owych „skutecznych systemów“ Rosję, Turcję czy Chiny.

Takie postawienie sprawy zirytowało już nie tylko zachodnich Europejczyków ale i Amerykanów, którzy od dawna wypominają rządowi Fideszu odchodzenie od kanonu demokracji, osłabianie trójpodziału władzy i utrudnianie życia niechętnym rządowi mediom. Po wciągnięciu na listę osób niepożądanych w USA kilku oskarżonych o korupcję wysokich rangą urzędników węgierskich i po niezwykle krytycznym przemówieniu ambasador USA w Budapeszcie Colleen Bell w relacjach Budapesztu z Waszyngtonem powiało dawno nieodczuwanym chłodem. Na listę krytycznych uwag pod adresem Budapesztu Amerykanie dopisują też wyjątkowo słabe zaangażowanie Węgier w zachodnią wspólnotę obronną (mimo oficjalnych zapewnień o udziale we wspólnych akcjach NATO państwo wydające na obronność poniżej 1 proc. PKB pozostaje słabym sojusznikiem).

Orbán – niezależnie od politycznych kontrowersji, które wzbudza – okazał się prekursorem rozlewającego się coraz szerzej fermentu. Co ciekawe drogą buntu przeciwko dyktatowi tradycyjnych elit polityczno-biznesowych Europy podążają dziś siły polityczne spod najróżniejszych sztandarów ideologicznych. W podobne tony uderzają działacze zarówno polskiego Prawa i Sprawiedliwości, jak i francuskiego Frontu Narodowego czy radykalnie lewicującej hiszpańskiej partii Podemos albo greckiej Syrizy

na przełomie roku 2014 i 2015 przez kraj przetoczyła się fala protestów w związku z kilkoma błędnymi i skrajnie niepopularnymi decyzjami rządu szukającego na gwałt dochodów. Najbardziej irytujący, zwłaszcza ludzi młodych okazała się pomysł opodatkowania ruchu w internecie. Były też i inne – jak wprowadzenie różnorakich opłat i quasi-podatków albo wyjątkowo niepopularna decyzja o zakazie handlu w niedziele. Wreszcie protesty związkowców wywołały problemy bytowe dużej części pracowników najemnych – niskie i wolno rosnące dochody a także zagrożenie ubóstwem dotykające prawie ćwierci Węgrów

Większość Węgrów akceptowała zmiany. Podobały się zwłaszcza działania rządu podkreślające podmiotowość państwa. Po fatalnych skutkach zadłużenia olbrzymiej rzeszy ludzi w obcych walutach z zadowoleniem powitano twardą politykę wobec banków (głównie zagranicznych), na które nałożono najwyższy w Europie podatek bankowy sięgający w przypadku największych instytucji finansowych 0,53 proc. sumy bilansowej. Nie tylko spodobało się to jego wyborcom ale co gorsza okazało się zaraźliwym przykładem także dla kilku innych państw. Innym znienawidzonym przez banki posunięciem stało się obligatoryjne przewalutowanie kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich (i to na krótko przed gwałtownym skokiem kursu szwajcarskiej waluty).

Równie zdecydowane posunięcia Orbán zastosował wobec wielkich sieci handlowych (choć z powodu sprzeciwu Unii Europejskiej będą one musiały zostać złagodzone), firm telekomunikacyjnych i przedsiębiorstw oferujących usługi komunalne. Zostały one obłożone „solidarnościowym“ podatkiem sektorowym. Do tego doszło wymuszona administracyjnie redukcja cen energii dla gospodarstw domowych. Propaganda rządowa na każdym kroku eksponowała „rozliczenie“ (obcego kapitału) i „obniżenie“ (kosztów życia). Hasłem przewodnim stał się eksponowany na reklamowych bilbordach slogan „Węgry działają lepiej“.

Nie oznacza to bynajmniej, że Orbán automatycznie stał się przeciwnikiem obcego kapitału jako takiego. Od dawna twierdził, że „gospodarce spekulacji“ przeciwstawia „gospodarkę opartą na pracy“, której istotą jest tworzenie realnej wartości a nie obracanie kapitałem. Dlatego rząd bez żalu przyjmował do wiadomości zapowiedzi wycofania się kilku zagranicznych banków (Citi, Erste, Sberbank, Raiffeisen), zaś z otwartymi ramionami witał inwestycje przemysłowe. Ich symbolem stała się najnowocześniejsza w Europie fabryka Mercedesa zbudowana w Kecskemét. Węgry stały się wielkim środkowo-europejskim zagłębiem przemysłu motoryzacyjnego (ma on 23 proc. udział w produkcji przemysłowej kraju i 13 proc. udział w eksporcie)…

…Zmianami odebranymi pozytywnie było wprowadzenie prorodzinnej polityki podatkowej (posiadające troje dzieci rodziny o przeciętnych dochodach praktycznie nie płacą podatków dochodowych) i obniżenie stawek CIT. Wprowadzono też 16 proc. podatek liniowy…

…Wyborcy z rosnącym krytycyzmem obserwowali bezwzględne egzekwowanie większości konstytucyjnej Fideszu, absolutną dominację w systemie sądowniczym, podporządkowanie mediów publicznych i systematycznie podkładanie nogi krytykującym posunięcia władz mediom prywatnym…

Równie krytycznie oceniane były także zbyt bliskie związki władzy z wpływowymi, majętnymi przedsiębiorcami budującymi swoją pozycję dzięki zamówieniom publicznym…

Ostatnim ogniwem serii błędów politycznych Fideszu okazała się polityka informacyjna. Zbyt uproszczona i jednostajna propaganda sukcesu prowadzona monotonnie w kontrolowanych przez rząd mediach publicznych zaczęła podważać ich wiarygodność. Do tego dochodzi niezrozumiała, chaotyczna polityka personalna (w grudniu po raz kolejny zwolniono dużą grupę dziennikarzy, w tym nawet autorów najpopularniejszych programów). Mimo finansowania przez państwo na poziomie 80 mld forintów (270 mln euro) łączna oglądalność wszystkich kanałów telewizji publicznej nie przekracza 15 proc. (dwie główne telewizje prywatne RTL Klub i M2 przyciągają prawie 30 proc. widzów).

Nic dziwnego, że rząd zaczął poszukiwać atrakcyjnej tematyki ilustrującej kontynuację swoich sukcesów… 

…W pierwszym kwartale 2015 r. w Budapeszcie z entuzjazmem odnotowano, że gospodarka węgierska odnotowała prawie najwyższe tempo wzrostu w Europie (chwilowo zbliżające się nawet do 4 proc.). Wyraźnie zmniejszyło się też bezrobocie (obecnie 6,5 proc.). Rosną płace, eksport i konsumpcja wewnętrzna. Poprawił się też stan finansów publicznych…

…Krytycy zaznaczają jednak, że obraz sytuacji nie jest aż tak różowy jak pokazują to oficjalne dane. PKB w rzeczywistości wciąż nie odzyskał jeszcze poziomu z 2008 r., a poziom zadłużenia państwa wciąż pozostaje wysoki (nieco poniżej 77 proc. PKB). Ponad 200 tys. miejsc stworzonych w ostatnich latach pracy to tylko słabo opłacane roboty publiczne. Także utrzymanie wysokiego tempa wzrostu będzie raczej niemożliwe – wzrost PKB na koniec roku zwolnił do 2,8 proc., a w przyszłym roku może zejść w okolice 2 proc. Nadal wysokie są obciążenia podatkowe (udział podatków w dochodach państwa to ponad 39 proc., a podstawowa stopa VAT na poziomie 27 proc. pozostaje najwyższa w Europie). Mimo skutecznego przyciągania zagranicznych inwestycji bezpośrednich ogólny poziom inwestycji w gospodarce jest zbyt niski. Prawdopodobnie nieco zmniejszy się też efekt transferów z funduszy europejskich, które w ubiegłych latach wykorzystywano szczególnie intensywnie.

To jednak na razie tylko dywagacje ekonomistów. Realnie pojawiające się pozytywne trendy w gospodarce zaczęły pomagać Fideszowi, którego notowania w pierwszych miesiącach roku ustabilizowały się. Zaś wszelkie rozważania o ekonomii i polityczne spory wewnętrzne zeszły na plan dalszy gdy wiosną na Węgry dotarł pochód uchodźców, czy też jak konsekwentnie nazywały ich rządowe media „osób nielegalnie przekraczających granicę“. Strach przed masową migracją okazał się tak silny, że w ciągu zaledwie kilku tygodni wszelkie inne problemy przestały się liczyć...

Naruszane standardy demokracji, skandale korupcyjne, zachłanni karierowicze w otoczeniu premiera, nadmierne sympatie prorosyjskie i szkodliwy konflikt z Amerykanami – wszystko to dla większości Węgrów przestało się liczyć. Przynajmniej do czasu gdy machina informacyjna władzy jest w stanie utrzymać ich w przekonaniu, że wobec zagrożenia najważniejsza jest narodowa jedność…” (Jarosław Giziński)

polecam lekturę całości tu: Budapeszt – studium przypadku

podobne: Widziałem męża stanu. Orban krytykuje politykę imigracyjną UE i broni prawa do debaty nad karą śmierci. Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki. oraz: Polityka energetyczna Węgier solą w oku „Wielkiemu Bratu” z zachodu. i jeszcze tu: Polska potrzebuje liderów-patriotów – rozmowa ze Stanisławem Tymińskim

„…Gdy w 2010 roku Orbán wygrał pierwsze wybory i przejął władzę na Węgrzech, dostał do zarządzania naprawdę zrujnowany kraj. W 2009 roku PKB spadł aż o 6,8 proc., a zadłużenie państwa przekraczało 80 proc. PKB i rosło. W tej sytuacji Orbán zrobił wszystko, aby ograniczyć wzrost zadłużenia, co mu się udało. Ale nie zrównoważył wydatków i Węgry wciąż mają deficyt budżetowy. W drugim roku jego rządów gospodarka zaliczyła regres w wysokości 1,7 proc. PKB. Pełzający wzrost gospodarczy w porównaniu do powolnego wzrostu to jednak ogromna różnica. Orbán zapewnił Węgrom stabilność, a także przekonanie, że rząd wie, dokąd zmierza.
Węgierski model zarządzania państwem oparty jest dziś na dużych transferach socjalnych (ulgi podatkowe na każde dziecko), wysokim VAT (stawka podstawowa to aż 27 proc.) i niskich podatkach dla ludzi (PIT 15 proc.) oraz małych i średnich firm (10 proc.). Selektywnie VAT jest obniżany na popularne produkty (np. wieprzowinę – 5 proc.). W ten sposób węgierski rząd chce zachęcać do oszczędzania, a nie do konsumpcji.

W 2016 roku właśnie w wielkiej obniżce podatków (PIT z 16 proc. do 15 proc., VAT na wybrane produkty) Orbán upatruje szansy na przejście do szybkiego wzrostu gospodarczego. Obniżono nawet podatek bankowy od aktywów z 0,53 proc. do 0,31 procent. W 2017 roku ma on spaść do 0,21 procent.

Węgrom nie udał się specjalnie plan skutecznego opodatkowania banków. Zagraniczne instytucje zaczęły wycofywać się z Węgier. Banki odkupywał rząd, który nie bardzo wiedział, co z nimi zrobić – i dziś z powrotem chce je prywatyzować. Posiadanie konta na Węgrzech, zwykłego rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego, zaczęło kosztować około 600 zł. Aby zapewnić darmowe wypłaty z bankomatów, trzeba było wprowadzić je ustawowo.

Także drugi sztandarowy pomysł PiS, wzorowany na węgierskim podatek od hipermarketów, nad Dunajem zakończył się fiaskiem. W listopadzie ubiegłego roku parlament zlikwidował ustawę wprowadzającą 6-procentowy podatek dla dużych sieci handlowych. Powodem były szybkie decyzje Unii Europejskiej, która uznała ów podatek za niezgodny z unijnym prawem i godzący w uczciwą konkurencję. Zresztą w warunkach węgierskich podatek ten miały zapłacić zaledwie dwie sieci: brytyjskie Tesco (około 350 mln zł rocznie) i holenderski Spar (połowę tej kwoty). W skali państwa, nawet węgierskiego, są to kwoty nie zmieniające sytuacji gospodarczej. Skończyło się na powszechnym podatku handlowym wynoszącym 0,01 proc. sprzedaży netto.

Polska – problem małej stabilizacji

Zupełnie inną sytuację gospodarczą dostał do zarządzania PiS. W 2015 roku polska gospodarka wzrosła o około 3,4 procent. Oficjalny poziom zadłużenia względem PKB to około 51 procent. Problemem naszej gospodarki jest to, że wzrost jest niewielki i w dużej części oparty na rosnącym zadłużeniu. W 2013 roku rząd Donalda Tuska znacjonalizował część zadłużenia (około 150 mld zł) względem OFE i na papierze poprawił wyniki. Polski rząd stoi jednak w obliczu zbankrutowanego systemu ubezpieczeń społecznych. Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest po prostu niewypłacalny. „Reforma” Platformy Obywatelskiej i PSL polegała na złamaniu umowy ubezpieczenia i podniesieniu wieku, od którego można pobierać emerytury. Było to rozwiązanie nie tylko niezgodne z prawem i przyzwoitością, ale również nie rozwiązujące problemu. Jak bowiem przyznał sam twórca reformy emerytalnej z 1999 roku, prof. Marek Góra, system zacznie się „spinać” tylko wtedy, gdy podniesiemy wiek pobierania emerytur do… 75 lat.

PiS wzięło na siebie obowiązek przywrócenia poprzedniego wieku emerytalnego, a to oznacza, że kłopot, który rząd PO-PSL wypchnął w przyszłość, wróci bardzo szybko. Na dłuższą metę nie da się go rozwiązać inaczej niż zmieniając system ubezpieczeń społecznych i otwarcie deklarując bankructwo bismarckowskiego systemu emerytur.

Kolejnym polskim problemem jest prymitywna gospodarka. Naszym głównym towarem eksportowym są owoce (jabłka, truskawki) i meble. Pozostałe przetworzone produkty to dzieło zagranicznych firm mających w Polsce tylko siedziby i montownie, a płacących prawdziwe podatki w macierzystym kraju. Polski wzrost gospodarczy to zasługa dużego rynku wewnętrznego, którego nie wykorzystujemy we właściwy sposób. Na skutek idiotycznej polityki dopłacania do zagranicznych inwestycji wyhodowaliśmy rodzimym przedsiębiorcom taką konkurencję, że nie mogą oni nawet zacząć działalności. Nie dość, że rynek okupuje duży, rozwinięty gracz, to jeszcze ma za sobą dotacje i pomoc państwa.

Władza ponad wszystko

Jeżeli PiS nie przystąpi do radykalnej zmiany systemowej w gospodarce, to będziemy mieli wzrost gospodarczy zbliżony do tego, który był w czasie rządów PO. Plan rozdania 500 zł na każde drugie i następne dziecko na pewno przyniesie wzrost poparcia dla PiS. Ale jego głównym celem nie jest bynajmniej gospodarczy wzrost, lecz stworzenie stabilnej bazy wyborczej dla partii Jarosława Kaczyńskiego. Rodziny, które nagle otrzymają dopływ gotówki, zasilą w dużej części elektorat PiS. Redystrybucja i zmniejszenie różnic da rządowi chwilę wytchnienia, ale nie rozwiąże systemowych problemów gospodarki. To może pozwolić Prawu i Sprawiedliwości rządzić osiem lat, ale wskaźniki ekonomiczne w końcu dadzą o sobie znać.

Kaczyński jest bliski wizji Polski jako folwarku, a sam jest dziedzicem, który to nadzoruje – komentował w wywiadzie dla „Polska The Times” publicysta Rafał Ziemkiewicz. – To na pewno największa słabość PiS – jest Komendant, który jako jedyny wszystko wie i ogarnia, a hierarchia zależy od wierności Komendantowi – mówił Ziemkiewicz. Dosyć dobrze zobrazował obecną sytuację, w której PiS stara się rozwiązać problemy strukturalne doborem odpowiednich osób. Faktycznie jednak należałoby się skoncentrować nad takimi rozwiązaniami, wg których pomyślność gospodarcza i bezpieczeństwo państwa nie opierałoby się na jednostce, ale na procedurze…” (Jan Piński)

polecam lekturę całości tu: Kaczyński. PRAWIE jak Orbán

podobne: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński oraz: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. i to: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa.

…władza (niemal) absolutna posiada ten przywilej że przy jej zaprowadzaniu można (jeśli się jest dostatecznie zapobiegliwym i przewidującym) w dość łatwy sposób kupić sobie przychylność „podwładnych” dopuszczając ich, tudzież cedując na nich udziały w przejmowanych dobrach publicznych. Problem polega na tym, że aparat państwa nie jest w stanie wchłonąć na stałe dostatecznej liczby obywateli, żeby zaspokoić i zadowolić z urządzania państwa na nowo wszystkich (lub chociażby większość). Orbanowi się to udało bo nie szermował hasłami narodowymi wyłącznie w celu propagandowym by mieć społeczne poparcie na czas wyborów. Nie odcinał od koryta swoich poprzedników tylko po to by powtórzyć ich błędy. Nie zadowolił się przejmowaniem stanowisk w ramach „łupu wojennego” dla swoich, co jest rzecz jasna naturalną konsekwencją „wymiany elit” (i co jak czytamy zrobił). Orban i jego ekipa wsparli bowiem jednocześnie ową przemianę kilkoma autentycznie owocnymi GOSPODARCZO reformami/zmianami, które miały bezpośrednie przełożenie na korzyść samych obywateli i ich portfeli, znacznie i raczej trwale poszerzając w ten sposób grono zadowolonych.

Dziś już wiemy że władze Węgier idą dalej tą sprawdzoną drogą, cedując coraz więcej prywatności i własności na obywateli poprzez obniżanie kolejnych podatków (ostatnio VATu) i bilansując budżet by nie stanowił obciążenia dla zwykłych Węgrów. Dzięki temu obywatele czują się coraz bardziej właścicielami swojego kraju i mogą się zająć sobą. Nie przejmując się zbytnio „dyktatorskimi” zapędami Orbana i jego partii. Węgrzy w większości autentycznej (a nie jak to jest w wypadku PISu ograniczonej do elektoratu) chętnie identyfikują się ze swoim państwem, i jednoczą kiedy trzeba by solidarnie wspierać pomysły swojego „duce” kiedy tylko dobro Węgier tego wymaga lub jest ono zagrożone (nawet jeśli te decyzje są niepopularne na zachodzie).

Zwracam na te aspekty uwagę z oczywistego względu. W Polsce możemy bowiem obserwować jak nowe władze się „orbanizują”. PIS małpuje „antydemokratyczną” ścieżkę jaką poszedł Orban, i jest za to tak samo przez zachód krytykowany. Niestety podobieństwo kończy się (moim zdaniem) na kwestii zabezpieczania interesu politycznego i partyjnego w ramach przejmowania aparatu władzy (głównie konfitur z niej wynikających). Brakuje natomiast analogii w posunięciach na polu gospodarki, które byłyby tak perspektywiczne jak to obecnie wygląda na Węgrzech, tj. idące w kierunku bogacenia się obywateli a nie „elit” politycznych kosztem właśnie obywateli. U nas zamiast zbilansowania deficytu jest jego powiększenie, zamiast obniżenia podatków mamy ich podwyższanie a w kolejce do nałożenia już czekają nowe. „Składki” na ZUS i „zdrowotne” poszły do góry. To drugie zostało nawet zamienione wprost na podatek i tylko czekać kiedy to samo stanie się z ZUSem, na którego obsługę za jakiś czas również będziemy zmuszeni płacić specjalny „narodowy” podatek, bo inaczej system tzw. „ubezpieczeń społecznych” zbankrutuje). Podwyżki mają też dotknąć podatek od przedsiębiorców. I tak oto władza mieniąca się „narodową” zamiast pozostawić pieniądze w kieszeni owego narodu by było go stać na rodzinę, obiecuje mu jakieś zasiłki w postaci „500 zł na dziecko”, które najpierw każdy (który się zakwalifikuje) będzie musiał od państwa wyżebrać, a przy którego rozdzielaniu obłowią się w pierwszej kolejności urzędasy, zaś efekt tej „pomocy” ad hoc będzie taki że żeby ktoś dostał te pieniądze to najpierw „ktoś” musi „komuś” zabrać odpowiednią kwotę w podatkach…(Odys)…

i zabierze PodziemnaTV: Robią nas w konia: Expose Premier Szydło i rządu PiS – koniec złudzeń #136

…Teraz nadszedł pierwszy moment, pierwszy papierek lakmusowy, który pokaże na ile silny i spójny wewnętrznie jest nowy rząd. To jednak tylko wprawki przed generalnymi porządkami.

Już powinna być przygotowana pierwsza wielka operacja antykorupcyjna!
Przez cały okres rządów PO i PSL czuliśmy jak pieniądze hulają bokiem, jak wielkie sumy z budżetu i z funduszy publicznych przelewają się do prywatnych kieszeni. To trzeba pokazać, nazwać. Wiem, ze czasem to nieestetyczne, czasem publiczność ogląda płaczące kobiety – niestety śmiertelną chorobę korupcji trzeba zacząć zwalczać, a nie pudrować. To naturalnie przyniesie sporo emocji, złodziejskiego jazgotu, ale przy okazji uzdrowi wiele publicznych relacji.

Potem przyjdą już najtrudniejsze, gospodarcze batalie: podatek obrotowy od sklepów wielkopowierzchniowych, podatek bankowy i odbudowa polskiego rynku finansowego. To wszystko musi być wykonywane w biegu, przy utrzymaniu płynności finansów publicznych. Operacja niezwykle trudna i bolesna. Będzie przebiegać przy wtórze rozmaitych protestów organizowanych za ogromne pieniądze korporacji.

Krok dalej to już pełne bagno – próba uporządkowania i odbudowania mechanizmów funkcjonowania powszechnej służby zdrowia – piszę powszechnej, bo mówienie o jej „bezpłatności” jest już tylko nużącą i irytującą hipokryzją.

No i wreszcie trzeba przygotować realny, dający się zastosować, projekt odbudowy systemu ubezpieczeń społecznych. 
To wszystko musi przebiegać przy nienawistnym warczeniu nieprzychylnych, polskich jedynie z nazwy, mediów.

A przecież musimy odbudować polską armię, polskie media, odzyskać energię do rodzenia dzieci, odbudować polska gospodarkę i stworzyć warunki do kreowania w Polsce marek rynkowych, które mogą być znane w Europie i na świecie.

Zwykły Polak na co dzień nie zajmuje sobie tym wszystkim głowy, jednak to właśnie od wymienionych przeze mnie działań zależy fakt, czy ten zwykły Polak lepiej się poczuje, odzyska wigor i chęć do życia…” (Witold Gadowski)

całość tu: Zwykły Polak spogląda na rząd PiS

podobne: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? oraz: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

…tymczasem jedyne czym PIS się zajmuje na poważnie (tzn. osiąga dokładnie takie efekty jak zakładał) to zagarnianie dla siebie coraz więcej realnej władzy, przez co „pierwsza wielka akcja antykorupcyjna” wygląda tak – „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Nie po to bowiem partia o etatystycznym poglądzie na państwo, mająca w planie stworzenie „silnego centrum zarządzania” sięga po władzę, żeby się nią dzielić ze zwykłymi obywatelami, a wiedza o agentach, układach i przekrętach to największa władza. Tym większa w im większej tajemnicy pozostaje, bo tylko tak można ludzi szantażować i nimi sterować.

Oczywistą zależnością jest, że im więcej tworzy się uprawnień i monopoli dla administracji (w tym nowe ministerstwa i urzędy) tym bardziej się ludzi uzależnia od urzędników, i tym mniej swobód oraz wolności pozostaje dla tych, których kompetencje zostaną przez ową administrację przejęte. Jeśli ktoś nie rozumie tej oczywistej zależności, albo myśli że to dla naszego dobra to współczuję – w pierwszym wypadku braku logicznego myślenia a w drugim naiwności. Z samej litery nowo uchwalonego w ostatnich tygodniach prawa można wszak wyczytać, że nowej władzy wcale nie chodzi o to żeby budować państwo obywatelskie, albo żeby je oczyszczać czy robić transparentnym. Państwa obywatelskiego nie buduje się bowiem w oparciu o zwiększanie uprawnień inwigilacyjnych dla organów bezpieczeństwa, ani na tym że zagarnia ono dla siebie coraz więcej naszych pieniędzy i coraz więcej kosztuje.

PIS buduje zatem coś w rodzaju międzywojennej „sanacji” (tu odsyłam do historii czym była sanacja dla szarych obywateli – podatników) tj. państwo stanowiące realną własność kliki partyjnej, na wskroś etatystyczne z kłopotami gospodarczymi na WŁASNE życzenie, i z coraz bardziej zubożałym (a przez to niezadowolonym) społeczeństwem. Za wyjątkiem rzecz jasna szeregu swojaków/cwaniaków, odcinających teraz kupony od tego że wcześniej stali wiernie po „właściwej stronie mocy”, klepiąc „biedę” bycia poza tzw. mainstreamem. Inni natomiast niczym „stary grandziarz” Leon Kunicki (vel Kunik) bohater książki Dołęgi-Mostowicza podczepią się jak zwykle pod kurki budżetowe, by wreszcie móc prowadzić swoje biznesy bez strachu o konkurencję ze strony tych, którzy nie mają znajomych wśród nowo wybranych „umiłowanych przywódców”… (Odys)

„…Oto II RP, państwo socjalistów utopistów, którego działalność wymierzona była wprost we własnych obywateli różnych narodowości. Także w Polaków, a może przede wszystkim w Polaków, szczególnie tych którzy coś mieli. Państwo wszechwładzy urzędów podatkowych i urzędników władz lokalnych, którzy bez mrugnięcia okiem potrafili doprowadzić do bankructwa zamożnych obywateli, przez co ci popełniali potem samobójstwa. II RP w nadziejach Polaków miała być kontynuacją Rzeczpospolitej Obojga Narodów, Korony i Litwy, a w rzeczywistości stała się niespełnioną utopią oszalałych socjalistów-syndykalistów, którym zdawało się, że przyszłość świata należy do urzędników redystrybuujących podstawowe dobra w myśl zaleceń Marksa – żeby było sprawiedliwie. Ponieważ jednak większość urzędników, ze szczególnym wskazaniem na tych bardzo ideowych, to złodzieje, tak więc utopia pozostała do ostatniego dnia budowlą niedokończoną.
O tym, że II RP nie będzie żadną kontynuacją prawdziwej Polski wiadomo było już wtedy kiedy oddano sowietom Mińszczyznę. Potem zaś było jeszcze gorzej. Zniesiono herby, które i tak nie miały już znaczenia, żeby pokazać najgorszym chamom którędy wiedzie droga do sukcesu. I pokazano z wiadomym skutkiem. Litwa nie zniosła herbów uznając, że Litwini, naród mały, zależny od Niemców, zostanie jednak depozytariuszem tradycji królewskiej, magnackiej i prawdziwie demokratycznej na wschodzie Europy.
Do jakiej tradycji w takim razie odwołała się II RP budując niedoszły raj na ziemi. Do socjalistycznej, czyli do takiej co ją wymyślono dawno temu w Londynie, żeby za jej pomocą dewastować kontynentalne gospodarki i przebudowywać strukturę społeczną tak, by w koloniach i na Wyspie nigdy nie zabrakło taniej siły roboczej praz świrów gotowych do rzucania bomb. Polscy politycy z Józefem Piłsudskim na czele, ale także z endekami, żeby mi nie zarzucono jakichś uprzedzeń, traktowali to wszystko serio. Uważali ponadto, że preferowanie pewnych grup społecznych może im zapewnić sukces. Od dawien dawna wiadomo, że kokieteria, szczególnie finansowa nikomu nigdy nie zapewniła sukcesu. No, ale żeby to wiedzieć potrzebna jest znajomość prawdziwej historii, a nie historii, w której zapisano, że motorem dziejów jest postęp…” (coryllus –  O tradycji państwowej dostrzegalnej w propagandzie)

podobne: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP i to: Jakub Wozinski: Jak Grabski zrujnował II RP

…i PIS postanowił dokończyć budowę tej utopii/satrapii. Rachunek w postaci coraz wyższych kosztów jej funkcjonowania, i niebezpiecznych na przyszłość precedensów w postaci rozsadzania pewnych obiektywnie dobrych zasad prawa (jak trójpodział władzy by żadna z nich nie zdominowała pozostałych), zapłacimy rzecz jasna my obywatele. Nie mówię tu o samej Konstytucji, bo też uważam że nadaje się ona w obecnym brzmieniu w sporej części na śmietnik, ale o powadze i kompetencji organów które mają stać na straży przestrzegania zapisanych w niej praw i wolności (NASZYCH obywatelskich) przed zakusami JAKIEJKOLWIEK władzy i chciwości polityków (a ni na odwrót!). Taka jest jednak kolej rzeczy i konsekwencja oddania władzy „dobrodziejom” zainfekowanym etatyzmem, uprawiającym zakamuflowany socjalizm pod płaszczykiem „misji narodowej” i „demokracji”… (Odys)

„Strzeżcie się przywódców, którzy bębnią w bębny w celu wprawienia obywateli w patriotyczny ferwor, bo patriotyzm jest w rzeczy samej mieczem obosiecznym. Zarówno zagrzewa krew jak i zawęża umysł. A kiedy bębny wojenne osiągają gorączkowe tempo i krew gotuje się od nienawiści, a umysł się zamyka, przywódca nie będzie miał potrzeby w przejmowaniu praw obywateli. To raczej obywatele, zaparzeni strachem i oślepieni przez patriotyzm, ofiarują wszystkie swoje prawa na rzecz przywódcy i uczynią to chętnie. Skąd to wiem? Bo ja to zrobiłem. I jestem Cezarem” (Juliusz Cezar)

Snucie pięknych i idealistycznych wizji rodem z Budapesztu nie ma póki co niczego wspólnego z polską rzeczywistością, poza analogią do bezwzględnego wobec oponentów politycznych przejmowania władzy, i radości z kwiku odrywania poprzedników od koryta. Jaki jednak z tej operacji ma być zysk dla „zwykłego Polaka” (poza specyficzną grupą wyborców PIS i ich potrzebą zaspokojenia prymitywnej chęci odwetu na rywalach), skoro na miejsce starych zasiądą nowe „świnie”? Które będą przecież funkcjonować w tym samym systemie, na tych samych zasadach i za te same pieniądze co poprzednicy, a więc będą tak samo uciążliwe i pazerne (bo jeszcze nienachapane). Te kilka żałosnych gestów „rozliczania” poprzedników, w postaci wyrzucenia z roboty w telewizji (zwanej publiczną), czy z szefostwa organów centralnych (służb i co ważniejszych urzędów), tudzież ze spółek Skarbu Państwa kilku płotek (czyt. głupich bo bezkrytycznie a wręcz nachalnie wysługujących się poprzedniej władzy aparatczyków), nie przywróci Polakom poczucia własnej wartości. Nie zapewni im pracy, perspektyw rozwoju, czy bezpiecznej emerytury, o prawidłowej opiece lekarskiej na którą płacą „składki” nie wspominając. Wspominając za to o tym że ludzie dalej będą tkwić w kolejkach jak za komuny, dopóki nie umrą uwalniając państwo od kosztów utrzymania tego, za co same bez pytania kogokolwiek o zgodę wzięło na siebie odpowiedzialność (i konkretne pieniądze)… (Odys)

„…Chodzi o przywrócenie ludziom władzy nad bogactwem, jakie swoją pracą wytwarzają, a z jakiej zostali podstępnie wyzuci przez Umiłowanych Przywódców pod pretekstem opieki. Jak zauważył nieżyjący już amerykański noblista Milton Friedman, mamy cztery sposoby wydawania pieniędzy. Pierwszy – kiedy wydajemy własne pieniądze na siebie samych. Wydajemy oszczędnie, a przede wszystkim – celowo, bo doskonale własne potrzeby znamy. Sposób drugi – kiedy wydajemy własne pieniądze na kogoś innego. Nadal wydajemy oszczędnie, ale już nie tak celowo, bo potrzeb tego innego człowieka nie znamy tak dobrze, jak własnych. Sposób trzeci – gdy wydajemy cudze pieniądze na nas samych. Nie liczymy się wtedy z kosztami, ale przynajmniej wydajemy celowo. I wreszcie sposób czwarty – gdy wydajemy cudze pieniądze na kogoś innego; ani oszczędnie, ani celowo, zwłaszcza gdy tych „innych” jest 38 milionów. Państwo wydaje pieniądze w sposób trzeci i czwarty – bo nigdy nie ma własnych, tylko zawsze „cudze” tzn. – podatkowe…” (Stanisław Michalkiewicz)

Więc dopóki kolejne pokolenia tzw. „elit” politycznych będą w dalszym ciągu sięgać obywatelom coraz głębiej do kieszeni, by marnować dobro z którego podstępem (pod pozorem tzw. „opieki”) ich uwalniają, to Polacy nigdy nie wybiją się na prawdziwą niepodległość i wolność. Będą do końca swoich dni niewolnikami przywiązanymi kredytami do mieszkań których nie mogą kupić za uczciwie zarobione pieniądze, ponieważ muszą się nimi dzielić z tzw. „państwem”, głównie na poczet obiecanej emerytury która będzie śmieciowa bardziej niż zmiażdżone kłamliwą propagandą socjalistyczną umowy cywilnoprawne. Wystarczy policzyć ile płacimy na ZUS (i zdrowotne) łącznie z tą częścią składki jaką płacą za nas pracodawcy, dodać do tego wszędobylski VAT, nie wspominając o akcyzie i innych opłatach czy para podatkach, i ile z tego dostajemy z powrotem w postaci „darmowych usług” by sobie uzmysłowić skalę rabunku.

W tym złodziejskim systemie który PIS przejął i kontynuuje po swoich poprzednikach (dokładając od siebie jak już wspomniałem ciężarów) zyskują wyłącznie „elity” polityczne, bo to one w pierwszej kolejności żrą to na co Polacy tak ciężko pracują, uzurpując sobie przedstawicielstwo narodu na mocy „demokratycznej woli” (tj. zaślepienia ideologicznego) jakiej grupy politycznych sympatyków w ramach „większości”, która nawet nie jest REALNĄ większością. „Zwykły Polak” powinien chcieć a przede wszystkim móc utrzymywać się za swoje pieniądze bez kosztownych pośredników w postaci „umiłowanych przywódców”, którzy dbają o nasze dobro w taki sposób że coraz bezczelniej nas go pozbawiają… (Odys)

podobne: Kacza „sprawiedliwośc” – zabrac bogatym, czyli… ukarać biednych. a także:„Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. i to: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność. oraz: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa. polecam również: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców).

Jerzy Wasiukiewicz

Jerzy Wasiukiewicz

Reklamy

Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa.


Po ośmiu latach rządów PO i PSL zwycięzcy najbliższych wyborów otrzymają w spadku największą w historii dziurę budżetową i rozdęty aparat urzędniczy, korzystający z luksusów za pieniądze podatników. Jeśli będą chcieli zreformować państwo, w pierwszej kolejności trzeba będzie naprawić system finansów publicznych.

Po nas choćby potop!

60 miliardów złotych – tyle rocznie kosztuje utrzymanie wszystkich polskich urzędników (prawie 900 tysięcy osób łącznie z pracownikami szczebla samorządowego). Na tę potężną kwotę składają się nie tylko pensje biurokratów (12 zwykłych plus obowiązkowa „trzynastka”), lecz również dziesiątki milionów złotych wydawane na ich przywileje: samochody służbowe (liderem jest Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa z ponad 500 samochodami służbowymi, których utrzymanie kosztuje rocznie ponad 20 milionów złotych), wyjazdy zagraniczne pod pozorem szkoleń lub konferencji międzynarodowych (tutaj rekordzistą jest Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej – jego pracownicy wyjeżdżali m.in. do Korei Południowej).

Praca armii urzędników przynosi skutki odwrotne od zamierzonych: problemy, z którymi mają walczyć biurokraci, nasilają się; patologii społecznych jest coraz więcej, a same urzędy coraz częściej znajdują się w zainteresowaniu prokuratury ścigającej afery. Zdrowy rozsądek i nieubłagane prawa ekonomii nakazują zwolnić natychmiast około 95-98% urzędników państwowych, jednak żadna z politycznych ekip nie odważyła się na to. Wszystko dlatego, że biurokraci i ich rodziny to betonowy elektorat rządzącej partii. Są zainteresowani jedynie utrzymaniem swoich „ciepłych posadek” i płynących z tego korzyści, a to może im zagwarantować jedynie partia rządząca. Dlatego więc w każdych wyborach armia urzędników karnie stawia się przy urnach i głosuje na swoich pracodawców. Ten klientelizm polityczny kosztuje podatnika 60 miliardów złotych rocznie plus kilkakrotność tej sumy z tytułu efektów działania aparatu urzędniczego – tj. angażowania czasu i energii podatnika na sprawy zupełnie niepotrzebne.

W błoto

Tyle samo, bo 60 miliardów złotych rocznie, kosztują odsetki od polskiego długu zagranicznego, którego historia sięga czasów Edwarda Gierka. Kwota rośnie z każdym rokiem, bo rządy Tuska i Kopacz zadłużyły państwo do granic nieznanych w historii…”

…do pouczającej lektury całości, gdzie autor zwraca uwagę również na marnotrawstwo tzw. „środków publicznych”, na ucieczkę za granicę polskiego kapitału przed nadmiernym fiskalizmem „własnego” państwa, oraz na chaos w systemie prawa i bezpieczeństwie Polski zapraszam tu: Leszek Szymowski – Spadek po Platformie

podobne: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.  i to: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.

Tomasz Cukiernik – PO zawiodła przedsiębiorców.

PO naruszyła fundamentalne bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej. Wprowadziła do praktyki podatkowej pojęcie nagłej zmiany interpretacji bez zmiany prawa, co wiąże się z naliczaniem odsetek pięć lat wstecz. Tego nie było ani za AWS, ani za SLD, ani za PiS. Ten wynalazek wiceministra finansów Jacka Kapicy był głównym powodem, dla którego przedsiębiorcy odwrócili się od PO – powiedział w wywiadzie z „Rzeczpospolitą” Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Z kolei dr Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha powiedział w Polskim Radiu, że szkodliwe regulacje przynoszą „straty polskim przedsiębiorcom, idące w dziesiątki miliardów złotych rocznie”.

Dzisiaj polski przedsiębiorca, prawie dwa miesiące ze swojego życia poświęcać na obowiązki administracyjne, które nie służą ani administracji, ani jemu. Zamiast ten czas wykorzystywać do budowania firmy, zwiększać skalę swojej aktywności, to ją marnuje na czynności kompletnie nikomu niesłużące. Dlatego ciągle mamy tak duży dystans do innych gospodarek krajów Unii Europejskiej, ze względu na czas, który nieefektywnie wykorzystujemy – uważa Sadowski.

Prezes Kaźmierczak przypomina ponadto, że PO nie uprościła systemu podatkowego i nie ograniczyła biurokracji, a „w dodatku PO zapowiedziała, że obniży podatki, po czym je podwyższyła”. Wylicza też ofiary rządów PO.

– Tymi ofiarami są firmy zajmujące się skażaniem alkoholu na skalę przemysłową, które zaczęły padać, gdy wiceminister Kapica zmienił dopuszczalne metody skażania. W pułapkę wpędzono importerów samochodów z homologacją oraz przedsiębiorców zajmujących się montażem szaf. Przypuszczono atak na firmy szkoleniowe i badawcze – mówi Kaźmierczak w „Rz”. – Niszczenia firm nie przypominam sobie za rządów PiS. Za to obniżono wtedy koszty pracy i VAT na materiały budowlane, co było jedną z przyczyn boomu budowlanego – dodaje.” 

podobne: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę oraz: „Dziennik GP” – Firmy uderzone VAT-em. Ożywienie w gospodarce dusi przedsiębiorczość? a także: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? i to: Przedsiębiorcy walczą o skażony alkohol. Wiceminister popełnił przestępstwo? polecam również: Prawy.pl: Dlaczego sektor MSP w preferencjach wyborczych nie wskazał KNP Janusza Korwin-Mikkego? i jeszcze: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków

Trader21 – Czy obietnice wyborcze są realne czy raczej zbankrutują Polskę?

„Dwa dni temu w Polsce miały miejsce wybory parlamentarne. Wyniki zna większość z Was. Dla mnie sama idea demokracji parlamentarnej jest poważnie wypaczona. Wybieramy przedstawicieli, którzy mają w teorii nas reprezentować. Problem jest taki, że władza korumpuje, politycy obiecują cuda, byleby tylko zostać wybranym, a społeczeństwo w zasadzie nigdy nie rozlicza polityków z obietnic. Problemów z efektywnością systemu, w którym żyjemy, jest wiele. Ja odniosłem się zaledwie do kilku z nich, poświęcając więcej uwagi obietnicom wyborczym składanym przez największe partie.

Obiecuj, obiecuj, obiecuj…

Najważniejszym problemem demokracji parlamentarnej jest to, że do władzy najczęściej dochodzi ten, kto najskuteczniej sprzeda nam obietnice bez pokrycia. Im więcej nam się obiecuje, tym więcej środków niezbędnych jest na realizację obietnic. Skąd pochodzą te środki? Oczywiście: z naszych podatków, ale tego większość populacji, zaślepiona obietnicami prezentów wyborczych, już nie widzi.

Magiczne 90 dni

Jeżeli partie polityczne, które wygrywają wybory, rzeczywiście zamierzają przeprowadzić faktyczne zmiany – muszą to zrobić w ciągu pierwszych 90 dni od objęcia władzy. Jeżeli tego nie zrobią, zapomnijcie o ich realizacji. Skąd bierze się 90 dni? Otóż, część zmian (reform) wymaga niepopularnych decyzji. Im szybciej się je przeprowadzi, tym większa szansa, że przykre – aczkolwiek konieczne – konsekwencje zmian zostaną zapomniane (czy wybaczone) do kolejnych wyborów.

Największym problemem polityków jest to, że już w momencie objęcia władzy zaczynają myśleć o kolejnych wyborach. Taka sytuacja paraliżuje ich przed wprowadzeniem koniecznych (aczkolwiek niepopularnych) zmian – nawet jeżeli są one absolutnie konieczne.

Główny problem – nadmierny rząd

Ogromnym problemem, z którego nie zdajemy sobie sprawy, jest nadmierny udział rządu w życiu publicznym. Gdy tylko pojawia się problem, politycy od razu proponują rozwiązania, nie zdając sobie sprawy, że to właśnie rozdmuchany rząd, czy zbędne regulacje – są głównym źródłem problemów.

W krajach o najwyższym poziomie wolności gospodarczej udział rządu w gospodarce (wydatki rządowe / PKB) jest minimalny i kształtuje się na poziomie między 5-15%. Dla porównania: w Polsce jest to 41%.

W krajach, które najszybciej się rozwijają – sektor rządowy jest minimalny i koncentruje się wyłącznie na zapewnieniu sprawnego sądownictwa, policji, straży pożarnej oraz odpowiada za infrastrukturę drogową czy energetyczną. Im wyższy jest udział rządu w relacji do stanu gospodarki, tym częściej rząd przejmuje funkcje sektora prywatnego, obniżając efektywność kraju i marnując kapitał.

Zwiększenie wydatków rządowych zawsze finansowane jest z naszych pieniędzy

Kiedykolwiek słyszymy, że: „rząd sfinansuje”…, „rząd przyzna”… itp. musimy zdawać sobie sprawę z jednej rzeczy. Im więcej rząd zamierza wydać, tym więcej musi nam zabrać. Rząd nie ma pieniędzy sam z siebie. Ma tylko środki, które nam zabiera z podatków lub z dodruku waluty, co z kolei uderza w nas ukrytym podatkiem inflacyjnym.

W Polsce dzień wolności podatkowej przypada na połowę czerwca. Oznacza to, że państwo zabiera nam ok. 44% naszych dochodów. Jeżeli przyjąć, że przeciętne gospodarstwo domowe dysponuje kwotą 4000 zł netto / m-c – okazuje się, że kolejne 3150 zł oddajemy państwu w postaci podatków, za które otrzymujemy wątpliwej jakości usługi. Czy są one rzeczywiście tyle warte? Oczywiście, że nie! Po prostu, państwo marnotrawi większość naszych pieniędzy.

Ocena obietnic wyborczych

Zważywszy na fakt, iż jestem apolityczny, odniosę się do najważniejszych propozycji wyborczych – zarówno partii, która wygrała niedzielne wybory, jak i do partii konkurencyjnych…

[zachęcam do pouczającej lektury szczegółów na stronie Tradera – Odys]

…Jak pokazały ostatnie wybory – wygrywa ten, kto więcej obieca. Nie liczą się konkrety. Jak to kiedyś słusznie określił jeden polityk: „Ciemny lud to kupi”. Problem z obietnicami jest taki, że część z nich powinno się zrealizować, a na to potrzeba środków.

Podatki są na tyle wysokie, że ich podnoszenie przyniesie skutek odwrotny do założonego. Na ich obniżkę – politykom nie znającym praw ekonomii – brakuje odwagi. Pozostaje zatem zwiększenie zadłużenia, które nie uderza w polityków personalnie, lecz jest ogromnie destruktywne dla gospodarki.

Politycy, którzy wygrali wybory, zapowiedzieli inwestycje warte 1,4 bln zł. Nie wiem, co mieli na myśli, gdyż kwota ta odpowiada 60% PKB. Jeżeli rządowe programy inwestycyjne mają opiewać chociaż na 10% wymienionej kwoty, to w połączeniu z innymi, obiecanymi wydatkami – deficyt dosłownie eksploduje.

NBP nie może wprost dodrukować złotówek, aby finansować deficyt. Rząd może jednak wyemitować obligacje, które skupi Bank Gospodarstwa Krajowego za pieniądze pochodzące z NBP. Formalnie, nie łamiemy Konstytucji, ale efekt jest ten sam: większa podaż pieniądza.

Problem jest jednak taki, że spora część polskiego zadłużenia jest w rękach zagranicznych instytucji finansowych. Jeżeli plany zwiększenia zadłużenia wzbudzą w nich obawy, to z dużym prawdopodobieństwem pozbędą się polskich obligacji, co podniesie koszt obsługi długu oraz doprowadzi do osłabienia się polskiej waluty. Aby temu przeciwdziałać, Rada Polityki Pieniężnej może podnieść stopy procentowe, co w sytuacji ogromnego zadłużenia Polaków, doprowadzi do załamania gospodarczego. Efekt takich działań opisywałem w wywiadzie dotyczącym Ukrainy.

Źródło: www.finanse.mf.gov.pl

Przed nami pierwsze 90 dni rządu, w trakcie których okaże się, czy obietnice wyborcze były tylko narzędziem do kupienia głosów, aby przeprowadzić prawdziwe reformy, czy jednak politycy (podobnie jak ich poprzednicy) zamierzają pchać kraj w kierunku nieuchronnego bankructwa. Na koniec jeszcze raz podkreślam, iż powyższe poropozycje pochodzą od różnych ugrupowań politycznych od których się dystansuję. (Trader21)

podobne: Andrzej Talarek: „Obiecywacze, czyli szopki przedświąteczne” i maraton populizmu. oraz: Szewczak o expose Kopacz: „obiecanki cacanki, a głupiemu radość”. Kosztowne obietnice wymagają POdjęcia działań blokujących odpływ kapitału do rajów podatkowych. i to: Papier wszystko przyjmie czyli… Po nierealnych założeniach krótkowzroczny budżet. a także: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy. polecam również: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.

Oczekując na „przełom” Felieton    tygodnik „Polska Niepodległa”    7 listopada 2015

„…kiedy w roku 1997 wybory wygrała AWS i utworzyła koalicję z Unią Wolności, to okazało się, że nie ma jak wynagrodzić swego zaplecza politycznego. W tej sytuacji charyzmatyczny premier Buzek nie miał innego wyjścia, jak wprowadzić cztery wiekopomne reformy, których następstwem było skokowe zwiększenie liczby synekur w sektorze publicznym, no i oczywiście – wzrost kosztów funkcjonowania państwa o prawie 100 miliardów złotych. Wśród tych wiekopomnych reform była reforma ochrony zdrowia, polegająca na stworzeniu 16 terytorialnych Kas Chorych i siedemnastej – „mundurowej”.

Synekury objęli swoi ludzie – oczywiście z prawnymi gwarancjami nieusuwalności, zwłaszcza na wypadek zmiany rządu. Toteż kiedy w roku 2001 rząd Leszka Millera chciał wepchnąć tam swoich ludzi, to nie było innego wyjścia, jak zreformować reformę; w miejsce Kas Chorych utworzony został Narodowy Fundusz Zdrowia z 16 oddziałami terytorialnymi – i tak dalej. Była to instytucja całkiem nowa, toteż synekury obsadzili już właściwi ludzie. W tej sytuacji bez zdziwienia podczas kampanii wyborczej wysłuchałem deklaracji, że nowy rząd po raz kolejny zreformuje ochronę zdrowia; w miejsce NFZ przywróci Kasy Chorych – i tak dalej. No naturalnie, jakże by inaczej! Ale taka intencja to ogromny znak zapytania dla tych, którzy spodziewają się „przełomu” w postaci odblokowania narodowego potencjału ekonomicznego. Wielu takich nie ma, między innymi dlatego, że większość obywateli wierzy, iż rząd bierze pieniądze z piwnic Narodowego Banku Polskiego, gdzie kocą się one, niczym w beskidzkich opowieściach o Ondraszkowych talarach i cała sztuka polega na tym, żeby rząd podzielił się tymi talarami z biednymi ludźmi.

Więc wielu zwolenników odblokowania narodowego potencjału ekonomicznego nie ma, ale trochę ich jednak jest. Jeśli oni też spodziewają się „przełomu”, to mogą się go nie doczekać, bo przełom w tej dziedzinie mógłby polegać na przywróceniu ustawy o działalności gospodarczej w brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku, uchyleniu wszystkich regulacji sprzecznych z ta ustawą i rozmontowaniu znacznej części aparatu biurokratycznego, stworzonego w następstwie ustaw, które teraz byłyby uchylone. Obawiam się, że w tej akurat dziedzinie żadnego „przełomu” nie będzie, nawet gdyby nie było Unii Europejskiej z dyrektywami Komisji Europejskiej, które stanowią podstawę większości współczesnego polskiego ustawodawstwa. A przecież ona jest i żadna osobistość ze zwycięskiej formacji akurat tutaj nie przewiduje żadnej rewolucji.

W związku z tym naszły mnie wspomnienia z kampanii poprzedzającej referendum w sprawie Anschlussu Polski do Unii Europejskiej w czerwcu roku 2003. Płomienni zwolennicy Anschlussu, wśród których było wielu działaczy PiS z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele, argumentowali, że jeśli nie dojdzie do Anschlussu, to wylądujemy „we Władywostoku”, a w najlepszym razie – w „Białorusi”. Zwracałem wówczas uwagę, że taka np. Szwajcaria nie jest w UE, bo nie chce, a cóż złego byłoby, gdyby Polska upodobniła się do Szwajcarii? No tak – słyszałem w odpowiedzi – ale Szwajcaria jest bogatym krajem, podczas gdy Polska – nie. – Owszem – odpowiadałem – Szwajcaria jest bogatym krajem, ale przecież nie dlatego, że zapisała się do Unii, tylko, że się dobrze rządzi. No to my też spróbujmy dobrze się rządzić, a nie łudźmy się nadziejami, że Unia sypnie złotem i znowu będzie jak za Gierka. Stało się jednak inaczej, a co się stało, to się nie odstanie. W tej sytuacji oczywiście też można liczyć na „przełom”, ale taki – wedle stawu grobla.” (Stanisław Michalkiewicz)

podobne: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. oraz: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni.

…tymczasem okazuje się że można inaczej! a populizm o jaki jest oskarżane środowisko wolnościowe może być realnym programem naprawczym państwa. Oto bowiem Brytyjczycy postanowili prawnie usankcjonować jeden z pomysłów „szalonego Korwina”- Parlament UK przegłosował ustawowy zakaz deficytu budżetowego. Ktoś w końcu zrozumiał to o czym JKM i środowiska wolnościowe mówią w Polsce od lat – czym jest dług i że to właśnie zadłużanie się jest szaleństwem… nic nie szkodzi że dopiero w 23 lata po Korwinie, bo lepiej późno niż wcale 🙂

„Konserwatyści obiecywali, że po wyborach będą chcieli wprowadzić odpowiedzialność budżetową zabraniającą zadłużania państwa. Przegłosowana ustawa mówi, że od 2019 roku budżet będzie musiał wychodzić na 0, a w późniejszym czasie tworzyć nadwyżki.

Zakaz tworzenia deficytu budżetowego oznacza, że państwo odcina się od życia „ponad stan”. Całe funkcjonowanie państwa ma być pokrywane z przychodów, na trudniejsze czasy ma być tworzona rezerwa budżetowa. O chęć trwania w deficycie konserwatyści oskarżali głównie laburzystów – tymczasem nawet bardziej umiarkowani laburzyści nie sprzeciwili się wprowadzonym ograniczeniom. Pomimo dyscypliny partyjnej 21 posłów laburzystów wstrzymało się od głosu.

Zapisy ustawy mówią, że budżet ma zostać zrównoważony najpóźniej w 2019 roku, później wszystkie kolejne lata mają zamykać się nadwyżką lub przynajmniej zrównaniem wydatków i przychodów budżetowych.

Ustawa przewiduje możliwość rozluźnienia regulacji jeżeli Wielka Brytania znajdzie się w niezwykłej sytuacji. George Osborne mówił podczas wystąpienia dotyczącego dyscypliny budżetowej: „Prawda jest taka, że wieczny deficyt budżetowy to nie społeczne współczucie tylko ekonomiczne okrucieństwo i Wielka Brytania nie chce mieć z tym nic wspólnego”.

…u nas niestety nie wygląda to najlepiej, a zważywszy na wspomniane wyżej plany dalszego rozdawnictwa może być już tylko gorzej… Parodia (a wręcz bezczelność) takiego np. „500 zł. na dziecko” polega m.in. na tym że w tym samym czasie oprócz tzw. „becikowego”…

„…dziecko to przy narodzeniu otrzymuje obywatelstwo polskie – razem z zadłużeniem ok. 70.000 złotych. I dług ten rośnie. Rośnie dlatego, że rządzi nami Lewica. Rządzą (tfu!) Demokraci. Wszyscy ci z PiS, PO, SLD, PSWL, SP i RP – to Lewica. Oni powołują się na Wolę (tfu!) Ludu, na (tfu!): „społeczeństwo”. A „społeczeństwo” chce się zadłużać i bawić się, zadłużać i żreć, zadłużać i pić…

Prawica mówi o Narodzie. Naród to nasi Przodkowie, którzy przekazali nam Zasady. Np. „Pamiętaj rozchodzie żyć z przychodem w zgodzie”. To nasze dzieci. Nasze wnuki. Nasze prawnuki… To jest Naród!

Niestety: przodkowie, dzieci, wnuki i prawnuki nie mają prawa głosu. Więc „społeczeństwo” robi, co chce. Zadłuża bez cienia litości.
Kongres Nowej Prawicy broni praw naszych dzieci i wnuków. Już w 1992 roku w Sejmie domagałem się zakazu zadłużania Polski. Niestety – przegrałem, bo Prawica i Centro-Prawica miały w Sejmie raptem kilkunastu posłów.
Dziś ludzie zaczynają rozumieć absurd tego zbrodniczego systemu. Niech Dzień Dziecka Zadłużonego będzie okazją do uświadomienia sobie, że państwem powinny rządzić Zasady, a nie (tfu!) Wola Ludu.
Brońmy praw naszych dzieci – przed „społeczeństwem”!”  (Janusz Korwin-Mikke)

podobne: Mamy wolnościowców w Sejmie ale bez KORWiNa (strach przed wolnością?). Pyrrusowe zwycięstwo PiS i perspektywa terroryzmu ekonomicznego by ratować „teoretyczne państwo” w spadku po PO.  oraz: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Mamy wolnościowców w Sejmie ale bez KORWiNa (strach przed wolnością?). Pyrrusowe zwycięstwo PiS i perspektywa terroryzmu ekonomicznego by ratować „teoretyczne państwo” w spadku po PO.


„Ostatecznie w niedzielnych wyborach parlamentarnych partia KORWIN otrzymała 4,76 procent głosów i nie przekroczyła 5-procentowego progu wyborczego, pozostając poza Sejmem.

Na partię KORWiN głosowało 722 999 Polaków, co oznacza, że zabrakło zaledwie 37 035 głosów. Ale i tak wolnościowcy Janusza Korwin-Mikkego otrzymali 217 413 głosów więcej niż rok temu w wyborach do Europarlamentu.

„W tych wyborach udało nam się pozyskać w okręgu [katowickim] o 9857 więcej wyborców niż w wyborach prezydenckich, to przyrost o 76 procent! Dostaliśmy też w tym okręgu o 5794 głosów więcej niż w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Coraz więcej ludzi w nas wierzy i popiera nasz program. Niestety, mimo tego gigantycznego wzrostu poparcia, nie udało mi się obronić mandatu poselskiego. Jednaj jestem optymistą – walczymy dalej. Musieliśmy w tych wyborach konkurować z ludźmi o zbliżonych do nas poglądach z komitetów, które nie miały szans na mandaty. Gdyby wyborcy, którzy oddali głosy na komitety Zbigniewa Stonogi, Grzegorza Brauna i KNP zagłosowali na nas, mielibyśmy reprezentację w Sejmie” – napisał na Facebooku poseł Przemysław Wipler z partii KORWiN.

„Wiem, że taka chwila jak teraz jest trudna. Szczególnie dla mnie, bo bardzo dobry wynik w Krakowie (6,35 proc. – 34 000 głosów) gwarantował mi mandat po przekroczeniu progu wyborczego przez KORWiN w całej Polsce (zabrakło 0,25 proc!). (…) Nie zawiodę 22 000 krakowiaków, którzy poszli wczoraj do urny, by na mnie zagłosować. Rozbudujemy struktury, wyszkolimy ludzi, przygotujmy strategię i mechanizmy. Zbudujemy najsilniejszą opozycję pozaparlamentarną w historii polskiej demokracji. I wrócimy – ze zdwojoną siłą” – napisał na Facebooku Konrad Berkowicz z partii KORWiN.

Ale do Sejmu dostali się wolnościowcy z innych list wyborczych. Z list Kukiz’15 posłami zostali: Tomasz Jaskóła, działacz Republikanów z Częstochowy, Jacek Wilk z KNP, Jakub Kulesza, działacz Stowarzyszenia KoLiber z Puław czy Bartosz Józwiak, prezes UPR.

Do Sejmu weszły także osoby związane z Ruchem Narodowym: Robert Winnicki, prezes Ruchu Narodowego, Adam Andruszkiewicz, szef podlaskich struktur Ruchu Narodowego i prezes Młodzieży Wszechpolskiej, Sylwester Chruszcz, szef zachodniopomorskiego Ruchu Narodowego, Tomasz Rzymkowski, członek rady politycznej Ruchu Narodowego.”

(Tomasz Cukiernik – Mamy wolnościowców w Sejmie!) podobne: Tomasz Cukiernik: KNP z poparciem 7.2 proc. wyborców wchodzi do PE. Misja Nowej Prawicy w Europie. Komentarz Michalkiewicza i cynika9 oraz: Prawy.pl: Dlaczego sektor MSP w preferencjach wyborczych nie wskazał KNP Janusza Korwin-Mikkego? i to: JKM: Rządzą nami idioci – lewicowi intelektualiści. Odtrudką – KNP

Krzysztof Prendecki – Okiem Socjologa: Wolność

polecam lekturę: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

„Mogło być lepiej – obalenie systemu było naprawdę w zasięgu ręki. Gdyby nie nazbyt przerośnięte osobowości dwóch panów K – Korwina i Kukiza… Przysłowiowy szlag mnie trafiał, kiedy we wtorkowej debacie spijali sobie miód z dzióbków: „jak słusznie powiedział pan Janusz”, „zgadzam się całkowicie z panem Pawłem”. Trudno nie zakląć. Jak się tak ze sobą zgadzaliście, to dlaczego nie byliście w stanie wystawić jednej listy? Jak widać, dostałaby ona około 15 procent poparcia i sprawa zmiany systemu poprzez zmianę konstytucji, odbiurokratyzowanie, odblokowanie młodym mechanizmów awansu, rozbicie kast i korporacji – wszystko to byłoby do zrobienia paluszkiem, nawet gdyby PiS nie chciał, bo wtedy by musiał.

No cóż, liderioza, stara choroba prawicy – tu każdy wódz chce zabawienia Polski, ale tylko o tyle, o ile On ją zbawi. Bo jak miałaby zostać zbawiona niefachowo i przez osoby niepowołane, to nie. Głosy młodych, wkurzonych na system ludzi mogły wiele zmienić, ale przez niepowstrzymaną skłonność do ekstrawagancji jednego pana i emocjonalną labilność drugiego fala się rozmyje. Teraz widzicie, droga młodzieży, dlaczego – mimo wszystkich ich wad – warto jednak mieć profesjonalnych polityków, a nie watażków.
Cóż, z drugiej strony – gdyby nie szczęśliwe pojawienie się bata na postkomunistów w postaci partyjki neokomunistów, w obecnym Sejmie nadal straszyłby panświnizm Palikota i partyjno-mundurowa skleroza SLD. A opozycji zabrakłoby mandatów nie tylko, jak teraz, do zmiany konstytucji, ale także do stabilnego rządzenia.
Jak widać – wybory proporcjonalne z poprzeczką i systemem d’Hondta niewiele się różnią od loterii. Gdyby kilkaset tysięcy lemingów nie przeniosło głosów z PO na Nowoczesną, i ugrupowanie Petru wpadłoby pod wyborczy próg, to by PO miała kilkanaście mandatów więcej, ale PiS większość rządową z grubym okładem, a nie, jak teraz, na granicy…”

(Rafał Ziemkiewicz – Odliczanie Wyborcze Ziemkiewicza. Czas reprymendy) podobne: „Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii. oraz: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN.

Ktoś w jednym z komentarzy pod cytowanym wyżej artykułem poddał w „wątpliwość” istnienie/szkodliwość „systemu”, dworując sobie z potrzeby istnienia na polskiej scenie politycznej partii czy środowisk antysystemowych (choć ja wolę bardziej precyzyjne pojęcie – wolnościowcy). Pozwolę sobie skomentować tę postawę (moim zdaniem prowokacyjną).

Człowieku! System to są śmieciowe emerytury (o ile w ogóle jakąś dostaniesz). To kolejki do lekarzy na standardowe zabiegi i brak pieniędzy na leczenie trudniejszych schorzeń które „w XXI wieku” (to ulubione powiedzonko „nowoczesnych postępowców” kiedy chcą obsmarować religię 🙂 ) są uleczalne jeśli służba zdrowia funkcjonuje NORMALNIE (niestety nie w Polsce – podobno nowoczesnym kraju „drugiej Japonii” czy innej „zielonej wyspie”). To autostrady i stadiony budowane za „publiczne pieniądze” po kosztach nieadekwatnych do rezultatu „budowy”. To 5 mln. emigrantów (tylko z ostatnich 10 lat). To bezrobocie i niskie płace pomimo emigracji tej nie małej siły roboczej. To milionowa armia urzędników która nikomu nie jest potrzebna do czegokolwiek a TYLKO przeszkadza (i jeszcze za to kasę bierze). To wreszcie jawna niesprawiedliwość w sądach dla zwykłych obywateli i bezkarność ludzi ze świecznika polityki („mammimunitet”)  i różnych „dworów” powiązanych z polityką („mordotymoja”). To wreszcie cała masa innych „drobnych” rzeczy jak monopol państwa w wielu branżach gospodarki (gdzie siedzą kolesie, rodziny i kochanki polityków), nepotyzm, marnotrawstwo i cała ta „ruja i poróbstwo” za które TY „żalu” płacisz w podatkach, składkach, opłatach i innych daninach publicznych około 80% swoich dochodów przez co nie stać Cię na to żeby żyć na poziomie wielu krajów zachodnich… I tu przykra wiadomość dla Ciebie – bedziesz płacił nadal! NIC za to nie dostając w zamian albo dostając ochłapy w postaci zasiłków i zapomóg… Jeśli tego nie ogarniasz to sam sobie szkodzisz, i nikomu innemu bo to w końcu nie Twoja wina. Prawda „świadomy wyborco”?

Za Kukiza się nie wypowiadam, ale KORWiN (którego program i ideę znam od dawna!) wie co należy z tym fantem zrobić. I tu nie trzeba wielkiej filozofii, bo widać gołym okiem co i dlaczego nie działa tak jak powinno (KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii). Deregulacja prawna (likwidacja masy zbędnych często sprzecznych i rzucających kłody pod nogi przedsiębiorczości przepisów), wyprowadzenie państwa z gospodarki, odchudzenie i odbiurokratyzowanie aparatu władzy, i najważniejsze – zmniejszenie opodatkowania (słowem MINIMALIZACJA KOSZTÓW funkcjonowania państwa) oznacza że obywatel ma te zaoszczędzone na państwie pieniądze (na które to ON a nie państwo pracuje) w kieszeni, bo to system naczyń połączonych. Jeśli się ludziom nie zabiera to oni te pieniądze przeznaczą na konsumpcję czyli REALNĄ gospodarkę (a nie urzędnicze kretowisko, które tylko żre i ryje pod innymi doły). Taki stan rzeczy z AUTOMATU spowoduje potrzebę wzrostu produkcji, a co za tym idzie zatrudnienia i płac kiedy na rynku ubywa siły roboczej a firmy ze sobą konkurują. Jeśli rozumiesz drogi etatysto-socjalisto i zgadzasz się z tym co napisałem wyżej o „systemie”, to nie możesz nie rozumieć tego, że to co proponuje KORWiN (czyli ZMNIEJSZENIE kosztów funkcjonowania państwa) to OCZYWISTA (logiczna) konieczność, żeby system który polega na rabunku, nieefektywnej redystrybucji i marnotrawstwie odciąć od naszych pieniędzy. Jeśli chcesz być bogaty i wydawać zarobione pieniądze w pierwszej kolejności na siebie, to nie możesz jednocześnie przymykać oko na to że ktoś Cię okrada! Odchudzenie państwa to jest JEDYNY sposób na to żeby kosztowało mniej, a obywatele mieli więcej w kieszeni. Państwo powinno się zajmować TYLKO pilnowaniem porządku i bezpieczeństwa.

Jeżeli uważasz że partia która proponuje zostawić ludziom w portfelach większość ich dochodów „nie ma pojęcia jak to od strony praktycznej wygląda”, to znaczy że sam nie wiesz co to znaczy mieć w kieszeni 800 zł zamiast 200 (bo proporcje powinny być odwrotne – na państwo 20% a w kieszeni 80% zarobku)… Zaprzeczasz zdrowemu rozsądkowi i prostej matematyce udając że tego nie rozumiesz. Jeśli więc dalej jesteś za rabunkiem Polaków, to ja się tylko zastanawiam dlaczego i ile z tego masz dla siebie. Taki upór i zafiksowanie na etatyzm mogą prezentować tylko ludzie „systemu” (urzędnicy, politycy, płatni klakierzy) albo Ci którzy coś z tego pośrednio mają (korzystają w jakiś sposób z „publicznych” pieniędzy). Innej możliwości nie widzę.

Uwagi Pana Ziemkiewicza pod adresem Kukiza i JKMa uważam za trafne. Wielka szkoda… Łyżką miodu w beczce dziegciu jest spad „zlewu”, ale to Pomoże Polsce jak umarłemu kadzidło. Tymczasem po wyborach i lekturze podobnych komentarzy który pozwoliłem sobie skomentować, widać ewidentnie że dopóki „państwowa” kasa nie będzie pusta, a bankomaty nie wyświetlą swoim klientom komunikatu „nie mam pańskich pieniędzy… pocałuj mnie pan w d….” to „polactwo” (bardzo lubię się powoływać na tę właśnie książkę Pana Ziemkiewicza, przypominając mu nie bez kozery dlaczego PIS nie będzie lepszy od PO) nie wyciągnie nawet najmniejszego konstruktywnego wniosku ze swoich wyborów… (Odys)

„…Arystoteles (Polityka) powiadał, że „niedorzeczne bowiem wydaje się, aby marni ludzie mieli moc rozstrzygającą”. Jeśli więc lud nie ma dostępu do edukacji i „dobrego wychowania”, nie może być mądrym i skutecznym prawodawcą (a jego reprezentanci pochodzą przecież z tego ludu i nieść muszą sobą takie same wartości jak głosujący na nich obywatele).

Jeśli lud – jak wywodzili ci krytycy ateńskiej demokracji – „jest ubogi”, można nim dowolnie manipulować przy pomocy przekupstwa, czczych obiecanek, mitologii i mitomaństwa, argumentów irracjonalnych i nieistotnych z punktu widzenia interesu publicznego…” (Demokracja… czyli Dyktatura Durni)

Piszę tak dlatego, ponieważ niemal cały „nowy” sejm, za wyjątkiem kilku wolnościowców którzy startowali z list Kukiza i póki co deklarujących wolnorynkowe poglądy Petrucjuszów (czas pokaże czy i jak bardzo kłamali) jest DALEJ (tak jak od 25 lat) zdominowany przez ludzi myślących w sposób lewicowy (etatystyczno – socjalistyczny) a to zapowiada kolejne lata dojenia i strzyżenia obywateli tego „nieszczęśliwego kraju”. Jeśli bowiem ktoś myśli, że jakakolwiek obietnica rozdawnictwa nic go nie będzie jako podatnika kosztować to się grubo myli. Z pustego i Salomon nie naleje a co dopiero PIS który jest tak samo „prawicowy” jak „zlew” który z Sejmu wyleciał. Dziurę w budżecie i bilionowy (oficjalnie) dług można zasypać tylko w jeden sposób i nie będzie to manna z nieba o czym Pan Ziemkiewicz doskonale wie 🙂

No to Polska będzie się dalej wyludniać….

Tylu ludzi związanych z byłym reżimem deklarowało przecież publicznie że opuści kraj jeśli PiS zwycięży. Szkoda że kraj nie ma czegoś w rodzaju kolektywnego kopa aby to teraz wyegzekwować.  No a bez tego składanie pustych deklaracji to tylko pieniactwo.

Pomijając to, rzadko kto pospieszył z wyjaśnieniem czemu właściwie skłania się ku tak drastycznej decyzji. Byłoby to w miarę zrozumiałe gdyby PO, dajmy na to, implementowała wolnorynkowy program Wilczka, pensje rosły jak szalone a kapitał walił do kraju szerokim strumieniem. A tu nagle,  jak grom z jasnego nieba, spada nieszczęście w postaci „trzech milionów mieszkań” i Kaczyńskiego w beciku. Ale przecież odkąd Tusk ogłosił że jest socjalistą nikt nie miał wątpliwości że obie okrągłostołowe mafie mają tyle wspólnego z wolnorynkowym kapitalizmem co Al Capone  z Watykanem.

Wątpliwe też aby ktoś, z możliwym wyjątkiem niektórych blogów o zacięciu antyklerykalnym,  deklarował opuszczenie kraju ze względu na grożącą falę fanatyzmu religijnego. PiS to w końcu nie Al Nusra. Zresztą kierownicze kadry obu ugrupowań i tak przechodziły fachowe amerykańskie przeszkolenie „leaderów”. Prymus takich kursów na leadera, pani Szydło, będzie teraz miała okazję zademonstrować to  czego się tam nauczyła obejmując pozycję szefa rządu. Gwarantuje to że jeśli PiS zacznie terroryzować Polaków ekonomicznie to będzie to terror jedynie umiarkowany. Tak jak podrzynanie gardła na raty i tylko tępym nożem…” (cynik9 – Zwycięstwo PiS

pis = po (gościnnie: podziemnatv)

podobne: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie. oraz: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków i to: „Za PISu było lepiej” czyli… komentarz do grafiki „niewygodne statystyki” a także: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz.

…Dlatego też drogi czytelniku, cały ten POPIS „sponsoruje” powiedzenie Publiliusza Syrusa: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym”. Tym czymś innym jest pozorny, deziformacyjny i głupkowaty podział stworzony w umysłach demoludu że PIS różni się od PO… Na koniec trochę humorystyczne ujęcie nowej rzeczywistości, dla niektórych bardzo niepokojącej . Oto najwięksi „zwycięzcy” wyborów parlamentarnych 2015 z punktu widzenia Żelaznej Logiki:

1.Adrian Zandberg Razem z Gazetą Wyborczą

Tak skutecznie promowali „nową lewicę”, że żadnej lewicy nie ma w Sejmie 🙂

2.Państwowa Komisja Wyborcza

Dzięki sondażom dającym Partii KORWiN 4,9%, będzie do ostatniej chwili trzymać środowisko Gazety w Wyborczej w dylemacie:

Czy lepsza jest większość bezwzględna dla PiS czy KORWiN-owcy w Sejmie? :]

3.Więźniowie

Prawdopodobnie ostatnia grupa społeczna w Polsce, wśród której zwyciężyła Platforma.

4.Linie lotnicze

Sądząc po obietnicach, zbiją majątek. Kupujcie ich akcje na giełdzie. Przecież te wszystkie obietnice „wyjeżdżam z Tegokraju”, z pewnością nie są puste.

5.Prawo i Sprawiedliwość

Prawdopodobnie będą mieć ułatwioną realizację swoich obietnic, dzięki masowo złożonym przez zaciekłych antagonistów deklaracjom: „nie wezmę 500 zł na dziecko” oraz „nie przejdę wcześniej na emeryturę”

6.Tomasz Lis, Jacek Żakowski, Adam Michnik, Dominika Wielowieyska i dziesiątki innych dziennikarzy.

Nareszcie spełnia się ich marzenie i po ośmiu latach odsuwania PiSu od władzy, będą mieli szansę faktycznie zacząć to robić.

7.Żelazna Logika.

Tak, z pewnością zaczyna się dla nas wspaniały okres. Najdalej za miesiąc dowiemy się wielu rzeczy o stanie Polski, które jeszcze wczoraj były herezją 🙂

podobne: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu.

„…Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie nowe władze Platformy Obywatelskiej oddały Prawu i Sprawiedliwości władzę niejako na srebrnej tacy, „poległy na własne życzenie”, by zacytować Kaczyńskiego wprost ze studia wyborczego. Okazuje się, że cudu rządów jednopartyjnych można w Polsce dokonać w miarę łatwo – pod warunkiem że chce tego (tak!) również strona oddająca władzę. Bo cała platformiana kampania parlamentarna sprawia takie właśnie wrażenie – jakby nie tylko wyborcy zmęczyli się Platformą, ale i ona sama najwyraźniej miała już dość władzy – pisze w najnowszym numerze „Gazety Polskiej” dr Wojciech Jabłoński, politolog z UW…”

…w nawiązaniu do ostatniego zdania Żelaznej Logiki i powyższego cytatu, pokuszę się o kontrariańskie podejście w kwestii określenia sukcesem zwycięstwa PISu nad PO, gdyż uważam je za Pyrrusowe. Moim zdaniem PO zdaje sobie od dawna doskonale sprawę w jak opłakanym stanie znajduje się państwo polskie (a przede wszystkim jego finanse) i po prostu nie chce brać za to co się dalej stanie odpowiedzialności. Zarówno kampania prezydencka (o której nieudolnym prowadzeniu pisałem wcześniej) jak i niedawna parlamentarna były według mnie prowadzona w sposób CELOWY nieudolnie. Tymczasem niemal wszyscy komentatorzy, politycy, „eksperci” a przede wszystkim wyborcy (oprócz nielicznych głosów na które udało mi się trafić tu i ówdzie) dali się nabrać na to że była to TYLKO nieudolność. Uważam że począwszy od przecieków afery podsłuchowej „kelnerów”, poprzez małpie wygłupy (bo tak należy nazwać publiczne wystąpienia pełne czystej desperacji, „wpadek” wizerunkowych i obciachu) czołowych polityków PO z Kopaczową i Komorowskim na czele trzęsących się „ze strachu” przed Kaczyńskim, były tak jawnie rażące że nie mogły być tylko dziełem nieudolności czy przypadku.

Moim zdaniem od dłuższego czasu (i pisałem o tym duuużo wcześniej) trwa wygaszanie projektu pod nazwą „Platforma Obywatelska”, by odpowiedzialność za państwo spadła z całym (nie)dobrodziejstwem inwentarza na kogoś innego. Padło rzecz jasna na PIS, który będzie miał do czynienia z ogromnym długiem i deficytem finansów publicznych, ale również z tym co sam sprowokował, tj. z roszczeniami grup zawodowych i społecznych którym naobiecywał gruszek na wierzbie. Nie da się tych obietnic spełnić bez dociśnięcia podatników, lub zwiększenia zadłużenia państwa (również na koszt obywateli). To oznacza że albo PIS dołoży swoją łapę do śruby fiskalnej żeby mieć za co nam „dogodzić” (zgodnie z obietnicami 🙂 ), albo zacznie się z tych obietnic wycofywać, co z kolei spowoduje natychmiastową reakcję tych środowisk które miały coś dostać w zamian za poparcie „zmiany”. To oznacza nową falę strajków „rozczarowanych” roszczeniowców na ulicach, a w konsekwencji może i nowe wybory w niedalekim czasie. Wtedy to dopiero sporej części ludzi może się odwidzieć mit „państwa opiekuńczego” (ile w końcu można płacić za byle jaką opiekę) a partie wolnościowe przeżyją swój prawdziwy renesans… Na to właśnie liczę i choć wiem że jest to życzeniowe myślenie (w dodatku oparte o katastrofę) to pokuszę się o taką prognozę z NADZIEJĄ na lepszą przyszłość już bez POPISu w sejmie (choć pewnie na podobny powrót w glorii i chwale liczą Ci którzy uratowali póki co platformę przed konsekwencjami jej rządów 🙂 )

Istnieje jeszcze inna ewentualność, baaardzo minimalna co prawda ale należy brać ją pod uwagę, że oto PIS zmieni całkowicie zaplanowaną strategię i zacznie realizować (zamiast podcinającego gałąź wypłacalności państwa socjalizmu) program wolnościowy, który będzie co prawda bardzo trudny w zrealizowaniu (bo wymagający niepopularnych decyzji) ale jako jedyny może w przyszłości zagwarantować PISowi dobre owoce jeśli zostanie obywatelom rzeczowo i logicznie wytłumaczony… Odys

podobne: Stan Tymiński: Nowy program PIS – populismus über alles a także: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS. i to: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. oraz: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy. polecam również: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.

POPIS biednie-czy-ubogoPrzeleciały wielkie sumy
poprzez partyjne rozumy,
tworząc dochód narodowy.
Produkowały się głowy.
Powstał obrót. Przyniósł zysk.
Nawet, gdy ktoś dostał w pysk,
to i tak się opłaciło,
bo kręciło się… kręciło.
Inwestowaliśmy w przyszłość,
ale chyba nic nie wyszło
i trzeba odłożyć w czasie
plan, na który dzisiaj da się.
Ten, co daje nieraz traci.
Nikt się szybko nie bogaci
wierząc w wynik totolotka.
Rzeczywistość nie jest słodka,
a ma gorycz soli ziemi.
Mimo wszystko coś się zmieni
przez następne cztery lata.
Popatrzymy po wypłatach,
potem porównamy ceny.
Płacimy, bo zmiany chcemy!
Przeleciały sumy wielkie.
Czy ktoś nabił nas w butelkę,
że cokolwiek trudno zyskać?
Albo chleb, albo igrzyska.

Marek Gajowniczek „Krótka rozprawka o igrzyskach i chlebie”

Kukiz wyszedł z kina (TVRebublika) czyli… przesłuchanie prawie antysystemowca przez prawie Olejnik. Dobrze gadał ale nie wytrzymał.


„…Polityczne dziewictwo PK stracił już dawno, startując w wyborach samorządowych jak również prezydenckich. Z przykrością piszę, że mimo jego ideowości poparcie zostało rozmienione na drobne. (zwłaszcza budowanie partii/ ruchu bez ufania innym) To taka sama droga jaką szedł Tymiński, Lepper, a nawet Janusz z Biłgoraja. Pewnie dostanie się do Sejmu, ale będzie to takie „pyrrusowe zwycięstwo”.

Bycie „antysystemowcem” staje się wyświechtanym sloganem. To takie dążenie do XXI wiecznej anarchii. Złe państwo, złe korporacje etc.etc.etc. Kiedyś skóra, czub i kolorowe irokezy, teraz tęsknota do „buntu” i „wolności” podtatusiałych (z wielkim brzuchem od piwska) punków/metali. To oni podczas koncertów usiłują pogować pod sceną, wspominając lata dawnej świetności. Buntują się przeciw systemowi – gdy w domu czeka żona z ciepłym obiadkiem, dobra praca i kredyt we frankach do spłacenia 🙂 „Zabrania się zabraniać” – pitu, pitu.

Swoją drogę zawsze śmieszy mnie, że „wpływowi” samorządowcy też są „antysytemowi” i „antypartyjni”. Wciskają kity o tym, że „zgoda buduje” i wystrzegają się jak ognia określenia, że „są politykami” A niby kim są? Przecież muszą iść na kompromisy, a często za możliwość błyszczenia na podwórku lokalnym, w trakcie koncertów czy innych festiwali „sprzedają duszę diabłu”. Bo dieta i ponowny wybór są najważniejsze, ale to już historia na inny wpis ;)” (Adam Zawadzki • pch24.pl)

źródło: Kukiz, TV Republika, antystemowość i co z tego wynika?

„…A mogło być tak pięknie. Partia Kukiza mogła stać się narzędziem umożliwiającym wejście do Sejmu polskich wolnościowców, narodowców i antysystemowców. Stając się prawdziwą platformą antysystemową, wzięłaby być może nawet 25 proc. głosów, co zapewniłoby im realny wpływ na władzę i polski system polityczny. Takiej szansy nie mieliśmy chyba nigdy wcześniej. Niestety górę wziął brak wizji, kunktatorstwo, kolesiostwo, a być może po prostu zatryumfowała agentura. Ciężko to wykluczyć – pojawiają się teraz opinie, że na przykład przeczołganie Korwin-Mikkego podczas negocjacji było celową grą Pawła Kukiza mającą doprowadzić do ich fiaska. No cóż, powtórzę się: miałeś, Pawle, złoty róg, został ci się ino…

Niestety zła atmosfera w obozie antysystemowym pociągnęła w dół także pozostałe ugrupowania. Z politycznego ringu zniknęli narodowcy, którzy jeszcze niedawno mieli wielkie ambicje. Osłabli także wolnościowcy, którzy jeszcze kilka miesięcy temu byli pewni przekroczenia progu, a w ostatnich sondażach mogą liczyć na zaledwie 2-3 proc., co jest oczywiście wynikiem całkowicie niesatysfakcjonującym…”

całość tu: Kukiz w przeddzień anihilacji. Gra zaczyna się od nowa

Telewizja Republika – Paweł Kukiz (Ruch Pawła Kukiza) – W Punkt 2015-08-24

No na Boga! Ja nie chcę tego programu… Problem w tym Panie Kukiz że Pan nie masz żadnego programu  – wypadałoby odpowiedzieć.

„Po owocach ich poznacie”. Tymczasem efektem kukizowych (nie)działań to zmarnowanie antysystemowego potencjału, którego drzemiąca do tej pory siła ujawniła się podczas wyborów prezydenckich. Miało być zjednoczenie środowisk antysystemowych tymczasem doszło do dalszego podziału (za który odpowiada również Pan Stonoga). Zwyciężyły ambicje bycia centrum całego środowiska, co skończyło się odebraniem poparcia innym ruchom, które jednak ideowo, kadrowo i programowo miały dużo więcej do zaoferowania wyborcom jak JOWy, z których Kukiz uczynił sobie bożka i „papierek lakmusowy”, którym mierzy antysystemowość innych, i na tej podstawie pochyla się lub nie nad współpracą z kimkolwiek. Zastosował tę wymówkę nawet wobec tych, którzy mają na swoim koncie wieloletnią działalność na rzecz uświadamiania Polaków o potrzebie systemowych zmian, i od dawna są zwalczani za próbę walki z systemem i złamania jego monopolu wśród wyborców. Ruchy te zostały spacyfikowane a ich siła przebicia do świadomości wyborców została zneutralizowana. Kukiz zamiast łączyć podzielił i skompromitował całe antysystemowe środowisko.

Jakiś czas temu starałem się uzmysłowić osobom zakrztuszonym ciasteczkiem jaką rolę odgrywa Kukiz, ale zostałem potraktowany z wrogością, chociaż o tym przed czym ostrzegałem świadczyły wszelkie znaki na niebie i ziemi (nie była to wiedza tajemna – Z „warszafki” do „wrocłafka” czyli… rewolucja Kukiza i afera podsłuchowa jako finalna faza scenariusza rozbiorowego Polski). Mało kto zechciał też zauważyć że „bunt dla buntu” (bez programu) to z założenia jest kpina i ściema, a JOWy to prosta droga do zabetonowania polskiej sceny politycznej dla dotychczasowego układu.

Ostrzegałem że Kukiz zostanie użyty głównie do odebrania elektoratu wolnościowcom (przede wszystkim do neutralizacji Korwina, który przebijał próg wyborczy) no i tak się właśnie stało. Mam tylko nadzieję że część jego elektoratu zmądrzeje i wróci tam gdzie bunt dla buntu nie jest żadnym programem, a liczy się to jak zbudować nowy i wolnorynkowy porządek nie oparty o socjalmżonki i związki zawodowe (od których Kukiz jakoś nie może się uwolnić). Znowu nie pomyliłem się w czarnowidztwie, a najgorsze jest to że sporo ludzi zostało zrobionych w konia, potencjał na szeroką antysystemową koalicję został zmarnowany, a środowisko antysytemowców skompromitowane (zwłaszcza wolnościowców którzy tracą w sondażach za sprawą ciasteczkowego potwora którego stworzył Kukiz). Najbardziej obawiam się tego że odpływający na fali rozczarowania elektorat „buntu” zasili „nowoczesną” albo wróci do macierzy (PO), zaś ci którzy porzucili RN i JKMa ze wstydu nie pójdą do wyborów wcale. Obym tym razem się mylił a wyborcy wykazali się charakterem i wrócili do starej i nieprzejednanej jak dotychczas idei. Pora na przejęcie inicjatywy przez KORWiN. Trzeba stworzyć szeroki front wolnościowy z jedną listą SPOŁECZNĄ wyciagając pojednawczą rękę do kogo się da i nie popełnić błędu „pępka świata” na jaki sobie Kukiz pozwolił. Panie Mikke piłeczka po pańskiej stronie.

Muszę powiedzieć że nie spodziewałem się aż takiej pacyfikacji i to za sprawą człowieka, który z racji swoich prywatnych powiązań i dawnych sympatii politycznych (kilka razy zmienianych) nie powinien być nigdy brany za przywódcę i obdarzany zaufaniem. Wielkie słowa jakimi się zastawiał nigdy nie powinny ludziom mieniącym się myślącymi przesłonić brutalnych faktów w postaci co najmniej podejrzanych sympatii (Schetyna) i socjalistycznych ciągot tego Pana.

Co do samego wywiadu to muszę powiedzieć że Kukiz świetnie sobie radził z Panią prowadzącą która ewidentnie szukała haków i emocji na swojego gościa a nie żadnej wiedzy, choć na taką się kreowała w pewnym momencie wbrew temu co rzeczywiście robiła. Jednak fatalna końcówka wywiadu w wykonaniu Kukiza kładzie się cieniem na całym wystąpieniu. Nie było powodu reagować wyjściem ze studia na tanie chwyty Pani redaktor, która nie miała czego się złapać więc uciekała w personalne uwagi, szukając oparcia w tym że Kukiz przyznał iż woli rozmawiać z Olejnikową – do czego ma prawo więc nie wiem na co się Pani Katarzyna obraziła 🙂 Sam też odniosłem wrażenie jakbym oglądał TVN a nie „opozycyjną” stację, bo Pani Katarzyna zachowywała się dokładnie jak „stokrotka” – nie dyskutowała z gościem a przesłuchiwała go. Przeskakiwała z tematu na temat łapiąc za słówka, przerywała wypowiedzi i żerowała na emocjach których szukała u swego gościa od początku. Ktoś kto kiedykolwiek widział rozmowy u Olejnik nie może mieć wątpliwości że to ten sam styl „dyskutowania”.

Zgadzam się w 100% z Kukizem że partiokrację należy rozwalić, ale JOWami się tego nie zrobi (dlaczego to już kiedyś pisałem, więc jeśli kogoś ciekawi to może sobie poczytać tu: O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach.). Wystarczy zabrać partiom subwencje i zmusić do ujawniania publicznie źródeł finansowania – to znaczy podawać na żywo w mediach „ile i od kogo”, a nie ograniczać się do publikowania jakichś kwitów gdzieś na zadupiu stron internetowych. Poza tym trzeba zabrać posłom prawo do procedowania ustaw regulujących gospodarkę, a wtedy nikt im złamanego grosza nie da bo niczego nie kupi. Głosujmy na ludzi którzy domagają się właśnie tego rodzaju rozwiązań prawnych. Tymczasem JOWy to tylko zmiana metody wybierania sobie pana i nic więcej.

Polityka zagraniczna powinna być dokładnie taka jak mówi Kukiz – ZACHOWAWCZA. Nie ma w tym nic wstydliwego, bo nie jesteśmy żadną potęgą ani krajem z którym liczą się silniejsi, więc nie możemy występować w cudzych sporach jako rozgrywający, mediator czy prowodyr pewnych posunięć (zwłaszcza jeśli pachną zagrożeniem militarnym). Trzymajmy się od takich planów z daleka również z tego powodu, żeby nie być później wskazywanym jako główny sprawca czy żyrant czyjejś krzywdy (takiej jak rozbiór Ukrainy) albo nie daj Boże jako ten który doprowadził do wybuchu wojny. Tak jak to bywało dotychczas – zwłaszcza w kontekście naszych przykrych doświadczeń z II WŚ. Potrząsanie szabelką kiedy jesteśmy co najwyżej NARZĘDZIEM, czy pałeczką przekazywaną sobie od ręki do ręki przez Niemcy, USA i Rosję jest niepoważne i nie przynosi żadnych korzyści. Pytanie Kukiza „PO CO!” się w coś takiego angażować pozostało bez odpowiedzi Pani redaktor, co wiele mówi o trafności pytania Kukiza. To nie znaczy jednak że nie mamy w ogóle rozmawiać, jak z kolei głupio wywnioskowała Pani redaktor przekręcając słowa Kukiza. Musimy rozmawiać, także Rosją bo to nasz sąsiad, bo rozmowy i rozładowywanie napięcia jest w naszym żywotnym interesie. Natomiast sugerowanie przez Panią redaktor „uległości” w tego rodzaju dyplomacji (wobec Rosji), pozwala z kolei jej propozycję nazwaną „twardym stanowiskiem” określić jako zachowanie agresywne (Rosja zresztą tak właśnie odbiera nasze zaangażowanie, ale to zupełnie inna bajka).

W świetle powyższego sugerowanie przez Kukiza by najpierw zająć się odbudową własnego państwa, i umacnianiem go gospodarczo począwszy od pojedynczego obywatela, który (TAK WŁĄŚNIE! proszę Pani) JEST OKRADANY w różnego rodzaju podatkach i składkach, jest priorytetem. Największym niebezpieczeństwem dla każdego kraju jest zniechęcanie do niego własnych obywateli poprzez rabunek fiskalny. Za tą BIEDĄ idzie bowiem niechęć Polaków do państwa i władzy, czemu dają od lat wyraz nogami (5 mln. emigrantów na przestrzeni rządów POPISu! a bezrobocie ciągle na podobnym poziomie) i rękami, nie biorąc udziału w „święcie demokracji”. Nie mamy w Polsce społeczeństwa obywatelskiego poza twardym elektoratem PARTYJNYM patrzącym interesu „wygranej w wyborach” takiej czy innej kliki, ale nie Polski jako dobra wspólnego. Sytuację może zmienić stworzenie takich warunków rozwoju, żeby Polacy mogli z godnością SAMI zarabiać na swoje utrzymanie. Żeby nie byli rabowani ze swojej własności bo to własność wiąże obywatela z państwem a nie sympatie partyjne.

Co do słów Pani redaktor jakoby państwo nie kradło bo to przecież wszystko zgodnie z prawem przypomniał mi się cytat: „W Państwie Bożym św. Augustyn opowiada nam historię o piracie złapanym przez Aleksandra Macedońskiego. Rozgniewany cesarz zapytał stanowczo: „Jak śmiesz siać niepokój na morzu?”. Na co pirat odpowiedział: „A ty co sobie myślisz, że po całym świecie niepokój siejesz? Ale, że ja to czynię na małym okręciku, nazywam się łotrem, a ty — że masz wielką flotę — zowiesz się królem”. Św. Augustyn stwierdził, że odpowiedź pirata była „doskonała i elegancka”.

Wybierajmy wolność od tego rodzaju propagandy jaką posłużyła się w kwestii podatków Pani prowadząca program. Ludzie dla których wolność jest podstawowa wartością, nie mają nic przeciwko temu, żeby ci którzy wolą niewole, w tej niewoli sobie żyli (jak dla mnie mogą sobie oni oddawać państwu nawet 100% swoich dochodów). Natomiast wszelkiej maści zwolennicy ograniczania wolności chcą, żeby zniewoleniu podlegało 100% społeczeństwa (i to na lichwiarskich warunkach – bo to co dostajemy w zamian za te ogromne sumy wyciągane nam przy każdej okazji z portfela to kpina) – i to jest ogromna różnica. Nazywajmy rzeczy po imieniu a nie tak jak tego sobie życzą demagodzy od politycznej poprawności… (Odys)

Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy?


1. Zmiany w prawie karnym…

Moim zdaniem lobby adwokackie już i tak wyjątkowo wzmocnione skomplikowaniem prawa w Polsce dostało tą „nowelą” do ręki kolejne narzędzia ułatwiające poważnym przestępcom wywinięcie się „sprawiedliwości” (a tak naprawdę wyłącznie prawu). Jednocześnie zagwarantowano pewną i dobrze płatną pracę dla ludzi z tego środowiska (rzecz jasna na koszt wszystkich obywateli). Bo nie ma się co oszukiwać że w jakiś magiczny sposób prawo od tej pory będzie bardziej wspierać niewinnych. Dalej będzie wspierać tych których stać zapłacić na dobrego papugę. Czary goryczy dopełni ograniczanie roli sędziego wyłącznie do oceny tego co strony zaprezentowały (sędziowie mogą odtąd nie przejmować się prowadzeniem przewodu w sposób dociekliwy i z własną koncepcją na dotarcie do prawdy) – to w moim mniemaniu uczyni z sędziów „bezmyślnych” operatorów wagi.

Hit tej nowelizacji to ukonstytuowanie się pojęcia „nielegalny podsłuch”. Teraz tylko czekać zakazu „używania” naocznego świadka 🙂 Wszak każdy który jest świadkiem zbrodni jest dla zbrodniarza takim samym niewygodnym/nielegalnym źródłem faktów jak nagrana rozmowa. Nie ma to jak odbieranie wymiarowi sprawiedliwości narzędzia służącego jednoznacznie (bez względu na sposób w jaki dowód powstał bo jest to sprawa absolutnie wtórna jeśli mamy do czynienia z przestępstwem) dojściu do prawdy i faktów istotnych dla bezspornego egzekwowania prawa (nie obrażając sprawiedliwości). No ale sprawą gdzie nie ma świadków czy dowodów zbrodni sąd nie musi się zajmować dłużej niż wymaga jej umorzenie. Można więc odnieść wrażenie że ustawodawcy chodziło właśnie o to, by tak przestępcy jak i wymiar sprawiedliwości mogli się spokojnie (zgodnie z prawem) okopać na swoich stanowiskach. Szuje które knuły obejście konstytucyjnego zakazu drukowania złotówki mogą spać spokojnie tak jak sędziowie i prokuratorzy którzy musieliby takie przestępstwo (i swoich kolegów polityków) ścigać. Wszyscy zainteresowani mogą spać spokojnie będąc „w prawie”.

Tak się tylko zastanawiam co teraz będzie z mordercami, gwałcicielami, pedofilami i każdym jednym kryminalistą który zostanie nagrany „nielegalnie”. Moim zdaniem ten przepis to baaardzo niebezpieczny precedens i absolutne bezprawie.

Tymczasem ilość przepisów w Polsce rośnie z roku na rok w zastraszającym tempie… Jakby nie patrzeć skala tego procesu ewidentnie wspiera z jednej strony prawnicze żniwa, a z drugiej pogłębia już i tak znikomą znajomość prawa pośród szarych obywateli, którzy za to wszystko płacą i to podwójnie. Raz prawnikom a dwa instytucjom państwowym za błędy wynikające z konsekwencji nieznajomości prawa, którego to państwo w sposób niekontrolowany nadrukowało niczym legendarny FED dolarów. (Odys)

2. Padł rekord biurokracji w Polsce…

W Polsce w życie weszło łącznie 25 634 stron maszynopisu nowego prawa, nowych ustaw, rozporządzeń i innych dokumentów, które tworzą lub zmieniają obowiązujące przepisy prawa – wynika z obliczeń firmy Grant Thornton za 2014 r. To absolutny rekord.

Okazuje się, że ubiegłoroczny wynik jest o 11 proc. wyższy niż w 2013 r., 22 proc. więcej niż dekadę temu i aż 745 proc. więcej niż 20 lat temu. Gdyby przedsiębiorca chciał przeczytać wszystkie wchodzące w życie akty prawne, musiałby  na to poświęcać średnio 206 minut każdego dnia.

– Nasza publikacja przynosi bardzo smutne wnioski. Polskie prawo okazuje się jeszcze bardziej rozedrgane, niż się tego spodziewaliśmy. Ostatnio w życie wchodzi już ponad 20 tys. stron aktów prawnych rocznie, a rok 2014 był pod tym względem rekordowy – przyniósł aż 25,6 tys. stron nowego prawa. To kilkakrotnie więcej nawet niż w latach 90., kiedy zmienialiśmy cały ustrój państwa. O ile wielkie korporacje mogą sobie pozwolić na to, aby śledzić tak potężne zmiany przepisów, o tyle mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa nie są w stanie poruszać się w tym legislacyjnym gąszczu. Do każdego przepisu, nawet najbardziej rygorystycznego i bzdurnego można się przystosować, jednak ciągłe zmiany w prawie potrafią sparaliżować firmy w ich działaniu i odebrać zapał do rozwoju. Na podstawie wyników ankiety przeprowadzonej wśród uczestników II Forum Przedsiębiorców Grant Thornton oszacowaliśmy, że przychody ich firm byłyby wyższe o 10%, gdyby nie musieli się zmagać z problemami biurokratycznymi. W skali całej gospodarki oznacza to, że biurokracja więzi przychody firm na poziomie 200 mld zł – komentuje Tomasz Wróblewski z Grant Thornton.

Co ciekawe, nawet reformatorski rząd Władysława Grabskiego produkował nieporównywalnie mniej nowych przepisów niż władze III RPWięcej o badaniu >>

źródło: pb.pl

3. Sejm przyjął zaproponowaną przez PSL poprawkę do Ordynacji podatkowej…

„…zgodnie z którą wszystkie wątpliwości skarbówka powinna interpretować na korzyść podatnika (zasada in dubio pro tributario).

Przeciwko poprawce głosowało 198 posłów PO, a mimo to zmiana została przyjęta przez izbę niższą.

Jak informuje rmf24.pl, posłowie PO tłumaczyli, że chcieli przyjąć, proponowany przez Ministerstwo Finansów, bardzo wąski zapis w tej sprawie, a propozycja PSL oznacza wprowadzenie generalnej zasady, że wszystkie wątpliwości, skarbówka powinna interpretować na korzyść podatnika.

Jednak teraz nowelizacją ustawy ma zająć się Senat, w którym większość mają senatorowie PO, więc poprawka może zostać utrącona.

Najciekawsze jest to, że jedno z trzech pytań we wrześniowym referendum, zaproponowanym przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, ma dotyczyć właśnie rozstrzygania wątpliwości przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika. Gdyby ustawa w kształcie przyjętym przez Sejm weszła w życie, to to pytanie w referendum byłoby całkowicie bezpodstawne.

Źródło: nczas.com za www.rmf24.pl

„1. I tak oto sprawa, w której to Platforma w sprawie działania na korzyść obywateli(!), ze strachu przed wynikiem wyborów, zmienia zdanie o 180 stopni w przeciągu kilku miesięcy.

2. A największa polska gazeta informacyjna podaje, że zdanie zmieniła pod publiczkę największa partia opozycyjna, choć głosowała tak samo jak pół roku wcześniej.” (Żelazna Logika)

więcej tu: PO pod publiczkę zmienia zdanie? Napiszmy im, że zdanie zmienił PiS

…konkludując można spokojnie przytoczyć klasyka z filmu Pułkownik Kwiatkowski gdzie władza mówi nam głośno i wyraźnie: „Prawo jest dla nas (…) i stosujemy je wtedy kiedy nam wygodnie!” 😉

podobne: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka? oraz: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta. i to: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów. a także: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”? polecam również: Organ rządu przeciwko prezydenckiemu projektowi zmian w ordynacji podatkowej.

„…W dziele Państwo Boże św. Augustyn wyjaśnia, że ludzkość dzieli się na dwie grupy: jedną należącą do państwa niebieskiego, drugą do ziemskiego. Państwo niebieskie składa się z tych, którzy kochają Boga ponad wszystko inne. państwo ziemskie natomiast, z tych, którzy kochają siebie samych, a ich działania są napędzane poprzez żądzę władzy.

Dwie miłości więc powołały dwa państwa: miłość własna, posunięta aż do pogardy Boga, powołała państwo ziemskie; miłość Boga zaś posunięta aż do pogardzania sobą, powołała państwo niebieskie […]. Tamto [państwo ziemskie] w osobach władców swych lub ujarzmionych przez siebie narodach opanowane jest przez żądzę panowania; w tym [państwie niebieskim] wszyscy służą sobie w miłości wzajemnej: przełożeni sprawują pieczę, a poddani okazują posłuch.[14:28]

Podążając tym tokiem, Augustyn twierdzi, że prawdziwa sprawiedliwość, która „dzięki temu, że służy Bogu, dobrze rozkazuje wszystkiemu, co podlega człowiekowi” jest po prostu nieobecna na ziemi z powodu grzesznej natury ludzkiej występującej w państwie ziemskim.

Mając to na uwadze, św. Augustyn przyrównał państwo do przestępczej bandy złodziei i rabusiów:

Czymże są więc wyzute ze sprawiedliwości państwa, jeśli nie wielkimi bandami rozbójników? Bo czyż i rozbójnicze bandy są czymś innym niż małymi państwami? Wszak i banda jest gromadą ludzi rządzących się rozkazami swe­go przywódcy, związaną przez ugodę o wspólności i rozdzielającą zdobycz wedle przyjętego przez się prawa. Gdy plaga ta przez napływ niegodziwych ludzi rozrasta się tak dalece, iż opanowuje niektóre okolice, zakłada swoje placówki, zagarnia miasta, ujarzmia narody, wówczas jawnie przyjmuje nazwę państwa, do czego się już cał­kiem wyraźnie przyczynia bynajmniej nie wyrzeczenie się chciwości, ale przydanie do niej bezkarności. Toteż udana i zarazem słuszna była odpowiedź jakiegoś pojmanego korsarza, udzielona sławnemu Aleksandrowi Wielkie­mu. Gdy bowiem król ten zapytał go, czym się powodował uprawiając rozbój na morzu, tamten z nieukrywaną zuchwałością odrzekł: „Tym samym, co i ty, uprawiając rozbój po całym świecie. Ponieważ jednak ja posługuję się przy tym małym okręcikiem, nazywają mnie rozbójnikiem, a że ty używasz do tego wielkiej floty, przeto zwą cię wodzem”. [4:4]

Oczywiście św. Augustyn nie był anarchistą. Pomimo tego, że polityki prowadzone przez państwa nie są doskonałe i brak w nich prawdziwej sprawiedliwości, wciąż mają, według niego, boski cel do wykonania. Ich podstawową funkcją jest zapewnienie odrobiny społecznego pokoju na ziemi, by zapobiec hobbesowskiej „wojnie wszystkich przeciwko wszystkim”…”

całość tu: Cheang: Pierwotna katolicka nauka społeczna – państwo jako rabuś

rys. Grzegorz Radziewicz

rys. Grzegorz Radziewicz

„Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii.


Z Rafałem Ziemkiewiczem rozmawia Rafał Pazio.

„…Dokonało się zjawisko odwrócenia od Platformy Obywatelskiej przedstawicieli świeżego awansu społecznego, na którym się opierała. Siłą wynoszącą Platformę do władzy była nadzieja na spełnienie rozbudzonych aspiracji życiowych przez ludzi z fali awansu społecznego, która w połowie pierwszej dekady XXI wieku bardzo wezbrała. Kiedy porównamy dane socjologiczne, zobaczymy, że liczba osób, które się wtedy przeniosły do dużych miast ze wsi, jest porównywalna z migracjami wewnętrznymi, jakie pojawiały się w PRL-u. Wtedy awans społeczny władza ludowa uważała za swój oczywisty target, swoje społeczne zaplecze.

Co z tego wynikało?

Mówiono, że to są ludzie, którzy wszystko zawdzięczają socjalizmowi. Siedzieliby gdzieś w chałupie na polepie, a teraz mieszkają w blokach, mają M3 i małego fiata w przedpłatach, dlatego będą za socjalizmem. W którymś momencie się odwrócili i poparli „Solidarność”, chodzili na pielgrzymki papieskie, a w 1989 roku, wbrew wszelkim sondażom, posłali PZPR na emeryturę, a właściwie na śmietnik historii.

Tak będzie z Platformą?

Nie ma tu dokładnej analogii, ale mieliśmy do czynienia z tym samym mechanizmem w ostatnich latach. Platforma Obywatelska wypatrzyła po 2005 roku elektorat, który Prawo i Sprawiedliwość przegapiło. PiS mówił w kółko o rozliczeniu i o tym, że Balcerowicz musi odejść, a Tusk zauważył, że jest nowa siła społeczna, którą tworzą ludzie oczekujący nowego życia – i mówił językiem, którego oczekiwali. Przekonywał o „zielonej wyspie” i mówił, że będzie lepiej. Obietnice zostały zauważone, dano im wiarę – i teraz, po dziesięciu latach, ludzie są, delikatnie mówiąc, wkurzeni, ponieważ okazało się, że te obietnice zostały spełnione w sposób bardzo powierzchowny, pozorny.

Ludzie, którzy poparli Pawła Kukiza?

Największa grupa w elektoracie Pawła Kukiza to ludzie z wykształceniem mieszkający w małych miastach. To najlepiej mówi o sytuacji. Ci ludzie ciężką pracą, często płacąc za to, zdobyli dyplomy w przekonaniu, że otwierają im drogę do znakomitego życia. Okazało się, że dyplomy nie mają wartości. Z nimi czy bez nich mogą pracować w McDonaldzie albo sprzątać toalety czy wyjechać na Zachód i zaczynać wszystko od nowa, tak jakby tych dyplomów nigdy nie było. To właśnie ta siła sprawiła, że w elektoracie poniżej 25 lat Bronisław Komorowski był trzeci albo czwarty. Doszło do załamania, którego Platforma nie przewidziała. (…) Załamało się Platformie przede wszystkim na rzecz Kukiza, który wystąpił jako człowiek nowy, spoza podziału kulturowego, na którym opierała się dychotomia Platformy i PiS-u. (…) Zgadzam się z diagnozą Andrzeja Stankiewicza. Stwierdził, że ludzie którzy głosowali na Kukiza, nie mówiąc o tych, którzy głosowali na Korwina, Brauna, czyli 27 procent elektoratu antysystemowego, nie głosowali na recepty, tylko na diagnozę. (…)

(…) Byłoby mądrze ze strony Pawła Kukiza, gdyby próbował znaleźć jakieś rozwiązanie w postaci rozważnego sojuszu z istniejącymi strukturami antysystemowymi.

Na przykład?

Nawiązać współpracę z Korwinem, KNP, narodowcami, co jest niełatwe. Tutaj ma jednak gwarancję, że oprze strukturę na ludziach, którzy nie przyszli się nachapać i mają sprawne szeregi. Wszystkie organizacje zdołały zebrać podpisy, a w przypadku narodowców i KNP pod kandydatami nikomu nieznanymi. To dowodzi, że są to struktury sprawne, ale nie utworzone z cwaniaczków, którzy idą do koryta. Jeszcze parę miesięcy temu nikomu o zdrowych zmysłach, kto chciałby zrobić karierę, nie przyszło do głowy, że zrobi ją z antysystemowcami. Teraz zacznie się oblężenie ze strony rozmaitych pieczeniarzy, którzy będą garnąć się do Kukiza i obiecywać, że zawsze byli antystystemowi i chcą JOW-ów. Kukiz jest świeży w polityce i pojawia się pytanie, na ile okaże się zdolny. To egzamin, w którym nikt mu nie pomoże. Musi go sam zdać.(…)

(…) A może ktoś stoi za Pawłem Kukizem, ale my tego nie widzimy?

Pawła Kukiza osobiście oceniam jako człowieka bardzo uczciwego i nieprzekupnego. Z doświadczeń współpracy z tygodnikiem „Do Rzeczy” powiedziałbym, że trochę emocjonalnego i skłonnego do podejmowania nieprzemyślanych decyzji pod wpływem jakichś tam emocji w danej chwili. To nie jest dobra kwalifikacja dla polityka. Z drugiej strony jest człowiekiem zdolnym; chyba wie, gdzie wszedł; zadeklarował, że jest zdecydowany, więc może się polityki nauczy. Ja mniej więcej wiem, jacy ludzie byli z nim na początku. To akurat nie wróży najlepiej. Ci ludzie pochodzą z kręgu Grzegorza Schetyny i Rafała Dutkiewicza, ale od czegoś trzeba zacząć. Nie jestem jednak w stanie przewidzieć, co się teraz stanie. Być może Paweł Kukiz zbuduje jakąś nową siłę, która dużo zwojuje, a być może skończy jak Stan Tymiński. Trudno w tej chwili przewidzieć.”

całość tu: Kukiz wykazał się polityczną mądrością. Od PO odwrócili się przedstawiciele świeżego awansu społecznego RAFAL ZIEMKIEWICZ

…No właśnie! Ludzie nie głosowali za Kukizem dlatego że ma dobry program naprawy RP, ale dlatego że są „wkurzeni” i skojarzyli go jako osobę która głośno krzyczy że też jest wkurzona i że „chce obalić system”. A przecież takich co chcą tego co Kukiz, a na dodatek mają od lat dość konkretny program na zmiany (którego Kukiz nie ma) któremu są wierni dłużej niż trwała kariera muzyczna Pana Kukiza (i nie mają na sumieniu konszachtów z PO) w Polsce nie brakuje. Więc czemu akurat Kukiz cieszy się tak wielką sympatią skoro ani nie jest pierwszy ani oryginalny a i za uszami trochę ma? Polecam ciekawą lekturę… (Odys)

„(…)W 2014 roku egzystencjalnie przyciśnięty artysta robi na dwóch frontach, angażuje się w przeróżne, całkowicie sprzeczne ideologicznie projekty polityczne, najpierw przykleja się do Piotra Dudy i Solidarności, potem flirtuje z Ruchem Narodowym i KNP, po drodze są jeszcze chłopi z Samoobrony i zmieleni.pl. Drugi front to działalność muzyczna, bezwzględnie podporządkowana polityce. Powstaje płyta „Zakazane piosenki”, a w niej komentarze do bieżącej sytuacji politycznej, krytyka Michnika, dialogi z restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Żaden kawałek nie staje się przebojem, ale śpiewak nie jest sam, zyskuje sympatię radykalnego skrzydła prawicy i na tej nucie będą też grać podrzędni aktywiści Ruchu Kukiza.

Po konflikcie z Piotrem Dudą, Kukiz rzuca wszystkie majdany i wiece związkowe, by związać się z dolnośląskimi baronami samorządowymi, wiecznymi działaczami „bezpartyjnymi”, którzy od 15 lat zaliczają kolejne komitety. Od tego miejsca zaczyna się kariera jeszcze nie istniejącego Ruchu Kukiza i samego marionetkowego przywódcy starej kliki. Rzutem na taśmie pod koniec sierpnia 2014 roku, na dwa miesiące przed wyborami samorządowymi, powstaje KW Bezpartyjni Samorządowcy. Bezpartyjność i „ruchowość społeczna” to są znaki firmowe tego towarzystwa, które od zawsze posiadało legitymacje kilku partii, a spora część od lat 90-tych żyje z kasy podatnika. Bezpartyjni Samorządowcy wywodzą się z byłego Komitetu Rafała Dutkiewicza, który opuścili po tym jak Dutkiewicz postanowił pójść na wybory razem z PO. Członkowie założyciele KW Bezpartyjni Samorządowcy to: Robert Raczyński, prezydent Lubina, Piotr Roman, prezydent Bolesławca i Patryk Wild, dolnośląski radny wojewódzki. Paweł Kukiz, jak na lokalnego działacza JOW przystało, rezygnuje z zameldowania na Opolszczyźnie, gdzie mieszka od 52 lat i zostaje Wrocławianinem. Trafia na 14 miejsce listy KW Bezpartyjni Samorządowcy i zostaje radnym. Proszę zapamiętać ten model JOW w pigułce, bo to jest właśnie projekt macherów stojących za Kukizem. Za kasę lokalnych klik urządzonych w miejskich spółkach wystawia się artystę spadochroniarza, którego gawiedź zna z TV, potem melduje w wybranym mieście i tak się „walczy z systemem” przejmując okręg po okręgu. Z całego KW Bezpartyjni Samorządowcy do dolnośląskiego sejmiku wojewódzkiego trafia 4 radnych: Patryk Wild, Aldona Wiktorska-Święcka, Paweł Kukiz, Tymoteusz Myrda. Dodatkowo ponownie prezydentami zostają Robert Raczyński w Lubinie i Piotr Roman w Bolesławcu.

Czas przedstawić całe towarzystwo, które ponoć nie ma nic wspólnego z 25 latami przy korycie, te „nowe twarze”, tę młodość nie uwikłaną w partyjniactwo i przede wszystkim tych samodzielnych, co to ich wódz nie wybiera. Gdy nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że ktoś musiał za to zapłacić i na tym zarobić. Zacznijmy zatem od wybranych sponsorów KW Bezpartyjni Samorządowcy, którzy na początek zrobili z Kukiza radnego i proponuje zwrócić uwagę na bardzo charakterystyczne prawidłowości publiczno-rodzinno-biznesowe (…)

(…) Cały ten projekt cuchnie na hektary i kilometry prymitywnym biznesem politycznym firmowanym przez lokalne kliki i cwaniaków partyjnych praktykujących przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. Całkowitą groteską jest formuła JOW w wykonaniu radnego Kukiza, spadochroniarz z Opola, bankrutująca gwiazdeczka rockowa, opłacona z publicznej kasy, którą taczkami wywożą nepotyczne koterie. (…) Czemu to wszystko ma służyć? Główny macher Raczyński nawet nie ukrywa, że to jego trzecia, czy czwarta próba przejęcia biznesu w całej Polsce. Na nazwisku Dutkiewicz się przejechał, dlatego nazwiskiem Kukiz w wyborach prezydenckich przygotował sobie grunt pod:

Chcemy wejść do Sejmu jako ruch obywatelski. Przeprowadzić reformę ordynacji wyborczej i doprowadzić do rozwiązania parlamentu. Tak, by nowe wybory mogły odbyć się już według ordynacji większościowej, w jednomandatowych okręgach wyborczych

Raczyński przetrenował JOW-y na Dolnym Śląsku z oszałamiającym skutkiem i doskonale wie, co się sprawdza, a sprawdzają się stare jak świat metody opakowane w ładne „bezpartyjne i obywatelskie” hasełko(…)”

polecam lekturę całości tu: Zacznijcie się śmiać z „antysystemowego” Kukiza, bo za chwilę będziecie płakać! podobne: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN.

Jak ponurą prawdę (i samospełniającą się przepowiednię że znowu jesteśmy robieni w bambuko) należy przypomnieć i odpowiedzieć twierdząco na pytanie Pana Pazio: „(…) A może ktoś stoi za Pawłem Kukizem, ale my tego nie widzimy?”… ZAWSZE ktoś stoi a my często nie widzimy nawet jak się nam podsuwa pod nos oczywiste fakty i logiczną ich konstatację. Tymczasem…

…Wybory zawsze się wygrywa na populizmie „buntu” obywateli przeciw aktualnej władzy, i każda opcja polityczna (łącznie z samą władzą) będzie zainteresowana zagospodarowaniem go dla siebie. Inaczej jednak podchodzi się do buntu niesprecyzowanego w swoich deklaracjach, a inaczej do buntu który wie czego chce poza samym „obalaniem”. Nieukształtowany w zasadniczych sprawach bunt jest nie do pogardzenia dla cynicznych politycznych wyjadaczy. Oni doskonale wiedzą jak przemawiać do takiego tłumu, żeby myślał że uczestniczy w czymś wyjątkowym, i że mu się opłaci. Grupa ludzi kierująca się emocjami to łakomy kąsek do przygotowania „właściwej alternatywy”, która odpowiednio karmiona i prowadzona posłuży wbrew wiedzy i woli samych zaangażowanych do utrwalenia starych zasad.

Bunt dla buntu nie jest wartością na której można by było wybudować lepszy świat. Burzymy stare, ale co dalej? Zdroworozsądkowe podejście do zmian to niestety przywilej nielicznych. I właśnie w tym cały problem. Nie wystarczy pozbyć się samych „elit” („układu”, „sitwy”, „złodziei” itd.) tj. ludzi. Jeśli podstawy prawne systemu prawno-gospodarczego nie ulegną zmianie, to niezależnie od tego ile nowych twarzy pojawi się w przyszłym sejmie to i tak „wszystko zostanie po staremu”.

Kiepskim argumentem dla odsunięcia od władzy tego czy innego polityka są jego wybryki „obyczajowe” czy brak ogłady (wchodzenie na krzesło i innego rodzaju „obciach”) bo to w sumie wstyd dla takiej osoby, z drugiej zaś strony nie można się nabierać na gładką gadkę i obietnice zupełnie bez pokrycia (mało tego że bez pokrycia to tak naprawdę skrajnie szkodliwe dla portfeli wyborców – no bo kto za te wszystkie obietnice zapłaci jak nie sam obywatel 🙂 ). Jest to sytuacja patologiczna i mało obiecująca (a wręcz niepokojąca) jeśli elektorat sugeruje się tylko i wyłącznie wizerunkiem medialnym kandydata czy formacji politycznej. Nie zapominajmy też o tym, że podział na „my – oni” też jest poniekąd sztuczny. Bo skoro ci „oni” zostali wybrani z wolnej woli przez tych „my” to w zasadzie żadnego podziału nie ma, bo „oni” to właśnie „my”. Owszem coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę że „oni” ich oszukali, ale pozostaje pytanie czy i jakich starań szanowny elektorat dołożył żeby nie dać się nabrać (zwłaszcza że nie wszyscy się nabrali a część lojalnie ostrzegała czym się skończy wybór socjalistów do władzy). A zatem jeśli zamiast na receptę ludzie znowu zagłosują na diagnozę to żadnych zmian nie należy się spodziewać. Nie trzeba być geniuszem żeby wiedzieć że jest źle, to sobie każdy za przeproszeniem głupi wykoncypuje – trzeba wiedzieć co jest tego przyczyną i jak ją wyeliminować.

Szyba o której traktuje podlinkowany na samym dole wpisu artykuł, to właśnie taka diagnoza i do tego moim zdaniem niekompletna. Receptą jest natomiast odzyskanie wpływu nad tym co jako naród wypracowujemy a „ktoś” inny wydaje. Problemem jest więc etatyzm i socjalistyczny model „gospodarki rynkowej”, które to mechanizmy skutecznie ugruntowały władztwo „elit” politycznych nad grubymi pieniędzmi. Więc nie zmieni (nie poprawi) sytuacji wygrana w kolejnych wyborach partii „buntu”, jeśli owa partia będzie miała dokładnie TEN SAM pomysł na państwo jak obecny etatystyczny „układ”. W takim wypadku szyba pozostanie na swoim miejscu nawet nie draśnięta (tak jak to się dzieje od 25 lat w „wolnej Polsce”). (Odys)… Tymczasem klucz jaki powinniśmy zastosować przy tego rodzaju wyborach jest prosty…

„…zmiana powinna polegać przede wszystkim na odblokowaniu narodowego potencjału gospodarczego, zablokowanego przez ustanowiony w roku 1989 przez generała Kiszczaka i grono osób zaufanych wadliwy ekonomiczny model państwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego. Polega on na tym, że o dostępie do rynku i możliwości działania na nim, decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem są tajne służby z komunistycznym rodowodem, czyli nasi okupanci. W rezultacie wszyscy, którzy do sitwy nie należą, muszą być i są wyrzucani poza główny nurt życia gospodarczego gdzieś na margines. Wskutek tego narodowy potencjał ekonomiczny wykorzystywany jest w niewielkim stopniu, ze szkodą dla narodu i państwa. Jeśli zatem chcemy tę złą sytuację odwrócić, to musimy narodowy potencjał ekonomiczny odblokować.

Jak to zrobić? Wskazówką może być przypomnienie, w jaki sposób do zablokowania narodowego potencjału ekonomicznego doszło. Otóż w drugiej połowie lat 80-tych, kiedy sławny drugi etap reformy gospodarczej skończył się takim samym fiaskiem, jak pierwszy, doniesiono generałowi Jaruzelskiemu, że jest taki Mieczysław Wilczek, który ma jakiś pomysł na rozruszanie gospodarki. Generał Jaruzelski nie chciał słuchać o żadnych szczegółach tego pomysłu, tylko postawił warunek, żeby nie było tam nic przeciwko socjalizmowi. Tak w każdym razie opowiadał o tym sam Mieczysław Wilczek. Toteż bez użycia słowa „socjalizm” rozmontował on ustrój socjalistyczny w gospodarce. Uczynił to przy pomocy ustawy o działalności gospodarczej, w której najważniejszy zapis głosił, że prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu oraz, że podmiot gospodarczy może dokonywać działań, które nie są zabronione przez prawo. Nietrudno się domyślić, że ta ustawa wychodziła naprzeciw potrzebom uwłaszczonej nomenklatury.

Za pierwszej komuny nomenklaturą ciągnęła zyski z tego, że każdą działalność gospodarczą drobiazgowo kontrolowała. Kiedy jednak sama się uwłaszczyła, żadnych kontrolerów nad sobą mieć już nie chciała. Mieczysław Wilczek wykorzystał to, by przywrócić swobodę gospodarczą nie tylko nomenklaturze, ale każdemu i na tym właśnie polegało rozmontowanie socjalizmu bez użycia tego słowa. Koncesje obowiązywały tylko w 11 przypadkach, których wspólnym mianownikiem było albo ryzyko sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego (produkcja i obrót materiałami wybuchowymi i amunicją, czy wytwarzanie i obrót truciznami), albo bezpieczeństwa państwa (usługi detektywistyczne). W ten sposób odblokowany został narodowy potencjał ekonomiczny, z czego natychmiast skorzystały setki tysięcy, a może nawet miliony ludzi. Polska zmieniła się w jeden wielki bazar – ale bo też handel jest najprostszym sposobem akumulacji kapitału…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Jak naprawić zegarek? Felieton • Radio Maryja • 4 czerwca 2015

…więc jeśli „elektorat buntu” chce żeby się cokolwiek zmieniło tak w gospodarce jak i na polskiej scenie politycznej, to musi zmusić się do wysiłku intelektualnego żeby nie dać się po raz kolejny wpuścić w niewolnicze maliny socjalistycznego populizmu. Zamiast sugerować się głośnym „buntem” (o którym bez przerwy nadają wszystkie reżimowe media przymilając się owemu elektoratowi i sugerując tym samym w sposób zawoalowany alternatywę po nieboszczce partii) powinni kierować się programem formacji na którą zamierzają głosować, który powinien być wolnościowy zwłaszcza w kwestiach gospodarczych. Wyborcy powinni też dołożyć ze swojej strony należytych starań by poznać historię działalności i kadrę danej formacji. Powinni też znać ideę (i implikacje z niej wynikające) na jakiej dana formacja planuje odbudowę kraju. Bez tej pracy cały bunt jest zwykłą parą w gwizdek, i kończy się zazwyczaj zamianą siekierki na kijek… (Odys)

………………………………………………………

Z Grzegorzem Braunem rozmawia Rafał Pazio:

„…Decyzja o formie startu powinna zapaść w czerwcu. Czy kandydaci, którzy tworzyli komitety antysystemowe, mogą iść razem do wyborów parlamentarnych?

Myślę, że sytuacja jest pod pewnymi względami sprzyjająca. Dla co najmniej kilku kandydatów i stojących za nimi formacji margines czy pole do dyskusji programowej, czy istotnego sporu jest tak zminimalizowane, jak jeszcze nigdy w historii III RP. Między programami tych z nas, którzy wystąpili jako polscy państwowcy, a nie eurofederaści, którzy wystąpili jako wolnościowcy, a nie pobożni czy bezbożni socjaliści, nie byłoby sporu co do pryncypiów ustrojowych. Jeśli tej sytuacji nie wykorzystamy, to tym większa będzie nasza odpowiedzialność, ba! – wina wobec historii i naszych rodaków.

Z drugiej strony trzeba powiedzieć, że kandydaci i ich pryncypia ustrojowe to jedno, ale politbiura i ich pryncypia organizacyjne to drugie. Rachuby partyjne już nieraz przeważały nad wydawałoby się oczywistym dobrem, jakim byłoby synergizowanie wysiłków. Przy czym jak zwykle godzina prawdy wybiłaby w momencie decydowania o personaliach we wspólnym komitecie wyborczym, ze szczególnym uwzględnieniem decyzji o tym, kto byłby tego komitetu pełnomocnikiem – i, co już całkiem trywialne, w momencie ostatecznego dzielenia skóry na niedźwiedziu, to jest układania list wyborczych. Wtedy okazałoby się, czy uczestniczymy w kolejnym „konwencie św. Katarzyny”, czy też rzeczywiście nauczeni doświadczeniem jesteśmy w stanie zdobyć się na poważny ruch, na politykę – w odróżnieniu od polityczki.

Ma Pan wrażenie, że Paweł Kukiz otwarty jest na wspólny projekt?

Nie mam zielonego pojęcia, czy i na co mój Szanowny Kontrkandydat okaże się otwarty. Nie chcę psuć w tej chwili jakichkolwiek konstruktywnych prac, dobrych zamiarów nie chcę sabotować. Skoro jest okazja, nie mogę szczerze nie powiedzieć, że akurat jeśli idzie o ten obóz, ruch stojący za tym kandydatem; tu najmniejsze zastosowanie ma diagnoza, którą wyżej postawiłem, o bliskości programowej. Może to jest i bardzo dobrą wiadomością, ale stosunkowo niewiele wiadomo o programie tej formacji. Zachodzi obawa, że jest to formacja w dużej mierze amorficzna programowo i być może właśnie dlatego system – co mówię z szacunkiem i podziwem dla wyniku wyborczego samego Kandydata – ewidentnie udzielił jej wsparcia. Niewątpliwie na ostatniej prostej kampanii wyborczej system postawił na tę formację. Zrobił to być może dlatego, że jest to formacja, którą będzie można napełnić rozmaitą treścią, zależnie od okoliczności. Moment wielkiej szczerości systemu to był moment, w którym jako sympatycy kandydatury pana Pawła Kukiza zadeklarowali się z jednej strony pan „Kupa” Wojewódzki, a z drugiej pan Grzegorz „Zniszczę Cię” Schetyna. Bardzo wyraźnie podkreślam całą sympatię dla samego pana Pawła Kukiza, ale cała ta sytuacja i sukces wyborczy w sposób modelowy uzupełnia, idealnie wręcz pasuje do mojej hipotezy badawczej „układu wrocławskiego”.

To, że akurat Dolny Śląsk, kombinat miedziowy, zaplecze Rafała Dutkiewicza, prezydenta Wrocławia, okazały się tak życzliwym matecznikiem dla sukcesu pana Pawła Kukiza, traktuję jako poważne zagrożenie dla jego politycznej suwerenności. Bardzo jestem ciekaw, jak się sytuacja rozwinie. Widzimy już, że ta suwerenność nie jest wykluczona. Traktuję jako bardzo dobry prognostyk to, że za niezachowanie życzliwej neutralności wobec prezydenta-rezydenta Komorowskiego pan Paweł Kukiz został natychmiast skarcony radykalną obniżką notowań w najnowszym sondażu. Traktuję to jako sygnał ostrzegawczy wobec niego i mam nadzieję, że biorąc pod uwagę te okoliczności, pan Paweł Kukiz postawi na autentyczną niezależność i nie będzie niewolnikiem tych sondaży.

Do kiedy powinna zapaść decyzja o tym, jak startować w jesiennych wyborach?

Powiem o sobie. Zaangażowania w prawdziwie szeroki, nowy dla polityki postokrągłostowej front państwowców, wolnościowców i katolików nigdy bym nie wykluczał. Wspólną platformę jest łatwo określić. Dla mnie to byłyby, zgodnie z moim programem, gwarancje dla życia ludzkiego, dla własności Polaków i gwarancje neutralności w wojnie państwa polskiego. Do tych punktów sprowadza się cała reszta. Nie wykluczam tego zaangażowania. Natomiast trudno mi wyobrazić sobie to zaangażowanie przez mój akces do jakiejkolwiek już istniejącej partyjnej formacji. Z drugiej strony wykluczam działanie polityczne, które miałoby sprowadzać się do polityki samej. Wykluczam udział w akcji wyborczej bez jednoczesnego zaangażowania w pracę organiczną. Stąd moja inicjatywa „BUDZENIA ŚPIĄCYCH RYCERZY” (patrz: http://www.pobudka.org). Mam nadzieję, że owoce tej akcji będą miały dłuższy termin ważności niż jakiekolwiek działania, których horyzont zakreślają jesienne wybory…”

całość tu: Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii GRZEGORZ BRAUN

podobne: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! oraz: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) i to: O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. a także: Zamienił stryjek siekierkę na kijek, czyli socjologowie o POPISowych sondażach. polecam również: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.

Demokracja, kukła, wilk, owce

Zapisz.org

glasswall

Prof. Marek A. Cichocki w opublikowanym na internetowych łamach „Teologii Politycznej” tekście pt. „Kategoria” trafnie diagnozuje stan umysłów wielu młodych ludzi w Polsce, szukając m.in. w nich jednej z przyczyn nadspodziewanego sukcesu Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. „Dzisiaj dla wielu młodych ludzi w Polsce apologia reaktywności i zachowania status quo za wszelką cenę jako najwyższego dobra najwyraźniej nie wystarcza” – pisze prof. Cichocki. „Mają większe aspiracje, a groźbę powrotu do władzy PiSu traktują jako niepoważny szantaż, który ma utrzymać ich w bezruchu. Znają świat, mają własne doświadczenia i wiedzą również, że jeśli dzisiaj nie będziemy budować w Polsce własnych mechanizmów rozwoju, ich przyszłość będzie niewesoła. Chcieliby mieć w Polsce swoje miejsce, móc realizować nie tylko bieżące materialne cele, ale sprawdzać nabytą wiedzę, zdolności i pomysły w poczuciu, że przyczyniają się w ten sposób także do jakiś ogólnych celów. Potrzebują poczucia przydatności i sensu. Chcieliby więc wiedzieć w jaką…

View original post 1 182 słowa więcej

Widziałem męża stanu. Orban krytykuje politykę imigracyjną UE i broni prawa do debaty nad karą śmierci. Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki.


Orban broni konsultacji ws. imigracji i prawa do debaty nad karą śmierci.

19.05. Bruksela (PAP) – Podczas wtorkowej debaty w PE premier Węgier Viktor Orban bronił prawa do dyskusji na temat kary śmierci oraz konsultacji społecznych w sprawie imigracji. To tematy, które niepokoją część europosłów. Orban skrytykował również propozycje KE dotyczące imigracji.

KE zamierza pod koniec maja zaproponować uruchomienie systemu rozmieszczania uchodźców w różnych krajach UE, aby złagodzić skutki fali imigracji w regionie Morza Śródziemnego. Zdaniem Orbana propozycja KE „jest po prostu absurdalna, graniczy z obłędem”.

„Obłędem jest wprowadzanie sztucznych kwot podziału między państwa członkowskie. Kwoty tylko zachęcą więcej ludzi do przybycia do Europy. To także zachęta dla osób trudniących się przemytem ludzi” – powiedział premier Węgier podczas wtorkowej debaty w PE poświęconej sytuacji w tym kraju. „Chcemy sami decydować, czy chcemy przyjmować imigrantów” – dodał.

Węgierski rząd w ramach konsultacji społecznych rozesłał obywatelom formularz z pytaniami na temat migracji. Węgrzy mają m.in. odpowiedzieć, czy wzrost zagrożenia terroryzmem może mieć związek z błędami w unijnej polityce migracyjnej. W liście towarzyszącym kwestionariuszowi Orban pisze, że „nie można dopuścić, by imigranci ekonomiczni zagrażali pracy i zarobkom Węgrów”.

„Powinniśmy pytać obywateli, co o tym sądzą” – powiedział we wtorek w PE Orban. „Węgry nie podpisały żadnego porozumienia w sprawie tego, o czym można mówić, a o czym nie, na temat czego wolno przeprowadzać konsultacje, a na temat czego nie” – dodał.

Premier Orban, a także niektórzy węgierscy europosłowie przytaczali dane, z których wynikało, że na Węgrzech odnotowano 20-krotny wzrost liczby imigrantów, głównie Albańczyków z Kosowa.

Premier Węgier ocenił, że Europa powinna pozostać kontynentem Europejczyków, a Węgry krajem Węgrów. Jego zdaniem jest to zgodne z wartościami europejskimi, w tym z zasadami ojców-założycieli UE.

„Węgrzy mówią prosto z mostu o trudnych rzeczach, jak kara śmierci czy imigracja. Nie owijamy w bawełnę” – zaznaczył szef węgierskiego rządu. „Uważamy, że poprawny politycznie dyskurs nie zbliży nas do rozwiązań” – dodał.

Jak wskazał, należy rozróżniać imigrantów ekonomicznych od osób ubiegających się o azyl. „Imigranci ekonomiczni szukają lepszego życia. Niestety, na Węgrzech nie możemy zapewnić pracy wszystkim imigrantom” – powiedział.

Viktor Orban bronił również prawa do dyskusji na temat przywrócenia kary śmierci. Pod koniec kwietnia, komentując zabójstwo młodej kobiety, które wstrząsnęło opinią publiczną na Węgrzech, Orban opowiedział się za dyskusją na temat najwyższego wymiaru kary. Jego rzecznik wyjaśnił potem, że Węgry nie zamierzają przywracać kary śmierci, a toczy się jedynie debata na ten temat. „Nie chcę żyć w czasach porównywalnych do średniowiecza, kiedy o pewnych rzeczach nie można mówić. To kwestia swobody myśli i poglądów” – powiedział we wtorek Orban, odnosząc się do krytyki, jaka spadła na jego rząd po tej wypowiedzi.

„Jakiekolwiek zmiany powinny być zgodne z przepisami europejskimi i węgierskimi. To nie są decyzje wykute w kamieniu, tylko decyzje ludzkie, które podlegają także zmianie. Tak wygląda demokracja” – dodał.

Wiceprzewodniczący KE i komisarz ds. rządów prawa i Karty Praw Podstawowych Frans Timmermans przypomniał, że artykuł 2. Karty praw podstawowych Unii Europejskiej zakazuje orzekania i wykonywania kary śmierci.

„Ponowne wprowadzenie kary śmierci będzie sprzeczne z wartościami UE” – powiedział komisarz. „Komisja zrozumiała, że węgierski rząd nie przewiduje powrotu do kary śmierci i będzie przestrzegał wszystkich traktatów” – dodał. Timmermans zaznaczył, że gdyby Budapeszt podjął kroki w kierunku przywrócenia kary śmierci, reakcja KE byłaby natychmiastowa.

Wiceprzewodniczący KE ocenił, że konsultacje publiczne mogą być ważnym narzędziem prowadzenia polityki cieszącej się poparciem społeczeństwa. „Niemniej jednak konsultacje oparte na zniekształconych przesłankach nie mogą stanowić właściwych podstaw dla polityki” – zaznaczył komisarz. „Mówienie o tym, że imigranci stanowią zagrożenie dla miejsc pracy, wprowadza w błąd” – dodał.

Manfred Weber, przewodniczący chadeckiej Grupy Europejskiej Partii Ludowej (EPL), do której należy także partia Orbana Fidesz, ocenił, że „wiele zwrotów w kwestionariuszu może być kwestiami zapalnymi”. „Rozróżnianie na tych w Brukseli i na tych w Budapeszcie – to nie może znaleźć poparcia EPL” – powiedział Weber.

Orbana bronił inny europoseł EPL, Esteban Gonzalez Pons. „Parlament Europejski nie powstał po to, by osądzać jakiekolwiek państwo członkowskie” – oświadczył.

Węgierski rząd krytykowali m.in. socjaliści i liberałowie. Gianni Pittella, przywódca socjaldemokratów w PE, ocenił, że mówienie o imigracji i terroryzmie, jakby były powiązane, czy też traktowanie kary śmierci jako odstraszacza są „szkodliwe dla wartości europejskich”. „To banalizacja demokracji, która ją osłabia – ocenił Pittella. – To pusta demokracja, która zamienia demokrację czy wolność w puste slogany pozbawione sensu”.

Przemawiająca w imieniu liberałów z grupy ALDE Sophia in ‚t Veld oświadczyła: „EPL stoi murem za Orbanem, a my, ALDE, odrzucamy politykę pana Orbana”. Z kolei szef liberałów Guy Verhofstadt wskazał, że kara śmierci to nie jest sprawa podlegająca władzom krajowym, „to kwestia naszej cywilizacji”.

Węgierski socjaldemokrata Peter Niedermueller ocenił, że „Orban opisuje Węgry jako kraj ksenofobiczny, ale one takie nie są”. Jego zdaniem rząd Orbana szuka głosów tych, którzy głosują na skrajną prawicę. „To nie Węgry powinny się wstydzić, lecz polityka węgierska” – powiedział europoseł.

Z kolei Zanda Kalnina-Lukaszevica, występująca w imieniu reprezentującej unijne rządy Rady UE, poinformowała, że „Rada jeszcze nie omawiała sytuacji na Węgrzech i nie ma w tej sprawie stanowiska”. (PAP)

fdu/ cyk/ mc/

źródło: stooq.pl

podobne: Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan. Przyjmowanie uchodźców dobrowolne (UE potroi środki na walkę z nielegalną imigracją). Polska znowu oskarżana o kolaborację z nazistami przy holokauście Żydów. oraz: „Zanim przyjdą eurosceptycy” czyli biegunka legislacyjna w PE, efekt – szlaban dla mocnych odkurzaczy (i kolejne plany regulacji). Związkowcy palą unijne flagi (żądają rekompensat za sankcje).

…bezczelność demokratów i pseudoliberałów z UE wpychających swoje czerwone łapska w prawo do samostanowienia narodów o porządku prawnym na ich terytorium przekracza wszelkie granice przyzwoitości. Można tylko powtórzyć za Panem Korwin-Mikke: „a poza tym UE musi upaść!” i modlić się aby to nastąpiło jak najszybciej. Tymczasem owoce działalności Orbana na rzecz własnego narodu są na Węgrzech aż nadto widoczne.

Polityka prowadzona przez Wiktora Orbana, premiera Węgier z centroprawicowego Fideszu, okazała się na tyle skuteczna, że wyprowadzono finanse publiczne na prostą, dzięki czemu w przyszłorocznym budżecie Węgrów czekają obniżki podatków.

Jak informuje serwis wyborcza.biz, w I kwartale br. PKB Węgier wzrósł o 3,4 procent, a bezrobocie w marcu było o 0,5 pkt proc. niższeOrban niż przed rokiem i wynosiło 7,4 procent. Za rządów Orbana zmniejszono deficyt i zadłużenie publiczne.

W przyszłorocznym budżecie zaplanowano szereg obniżek podatków:
– stawka podatku dochodowego PIT zostanie obniżona z 16 do 15 procent,
– wzrosną ulgi podatkowe dla rodzin,
– stawka VAT od wieprzowiny zostanie zmniejszona z 27 do 5 procent,
– obniżka VAT-u dla innych artykułów spożywczych,
samorządy mają dostać prawo do zwalniania lekarzy rodzinnych z płacenia lokalnych podatków od prowadzenia działalności gospodarczej,
– ulgi podatkowe dla szybko rozwijających się przedsiębiorstw oraz firm użyteczności publicznej inwestujących w infrastrukturę,
– obniżka podatku bankowego z obecnych 0,53 procenta do 0,31 procenta sumy bilansowej banku.

źródło: nczas.com

podobne: Polska potrzebuje liderów-patriotów – rozmowa ze Stanisławem Tymińskim

„Czy się stoi czy się leży” (nowy program dla młodzieży) czyli… „Pierwsza (i ostatnia) praca” za pieniądze zabrane… pracującym. Adam Wielomski: Bezsens polskiej polityki demograficznej.


Komuda: program „Pierwsza praca” jest skazany na sukces.

15.05. Warszawa (PAP/PAP Legislacja) – Uruchomienie programu „Pierwsza praca”, kiedy bezrobocie spada i są duże na niego pieniądze, jest skazane na sukces – powiedział PAP ekspert Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych Łukasz Komuda. Program przedstawił w piątek Bronisław Komorowski.

Komuda zwrócił uwagę, że prezydent w Polsce nie jest władzą wykonawczą. „To nie on kształtuje, nie on realizuje i finansuje politykę zatrudnienia. Ale ma inicjatywę” – podkreślił.

„Inicjatywa dotyczy rynku pracy, który jest najważniejszym i chyba jednym z bardziej szwankujących elementów naszej gospodarki. Dlatego doceniam tę inicjatywę, chociaż jej ogłoszenie na tydzień przed drugą turą wyborów prezydenckich oczywiście budzi pewnego rodzaju zdziwienie i refleksję. Tym bardziej, że – podczas kadencji prezydenta Bronisława Komorowskiego – najtrudniejsza sytuacja młodych do 24. roku życia na rynku pracy, kiedy bezrobocie sięgało (w tej grupie wiekowej – PAP) 30 proc. – była dwa lata temu. W ostatnim kwartale ubiegłego roku bezrobocie to wyniosło 22 proc. i bardzo gwałtownie teraz spada” – ocenił.

Rząd – jak mówił – chce uruchomić „jeden z największych programów aktywizacji zawodowej, instrument, który ma wesprzeć pewien fragment naszego rynku pracy w chwili, kiedy bezrobocie w Polsce spadło, i zamierza na to wydać blisko 1/4 tego, co wydaje z Funduszu Pracy co roku na aktywną i bierną politykę zatrudnienia, czyli na instrumenty typu zasiłki czy prace publiczno-pożyteczne”. „To jest ogromne uderzenie. Oczywiście tylko duże uderzenia mają swój efekt” – podkreślił.

Jego zdaniem uruchomienie programu, kiedy bezrobocie spada i są duże na niego pieniądze, jest skazane na sukces. „Niezależnie, czy ten program w ogóle ruszy, to na koniec 2016 r. bezrobocie wśród młodych może być na absolutnie minimalnym poziomie, spaść poniżej 16 proc.” – podkreślił. Jak mówił, sprzyja też temu m.in. demografia i koniunktura. „Sytuacja gospodarcza jest całkiem niezła. Warto pamiętać, że bezrobocie porusza się w cyklach, od stycznia ubiegłego roku zaczęliśmy cykl spadków bezrobocia. Bezrobocie będzie spadać przez co najmniej trzy najbliższe lata” – dodał.

Ekspert Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych ma jednak pewne wątpliwości. „Jeżeli zatrudnimy 100 tys. młodych ludzi tak naprawdę za darmo, bo pracodawca otrzyma pełen koszt zatrudnienia takiej osoby, czy to jednak nie będzie konkurencja w postaci praca za darmo w stosunku do tych osób, które są na rynku i takiej szansy nie otrzymają. Czy to nie spowoduje tego, że obniżone zostaną wynagrodzenia albo wręcz zwolnieni zostaną ludzie, którzy nie mogą skorzystać z tego programu z różnych powodów” – zaznaczył.

Gwarancję 2-letniego zatrudnienia dla ponad 100 tys. młodych ludzi ma dać zaprezentowany w piątek program „Pierwsza praca”. W ocenie prezydenta Bronisława Komorowskiego, pozwoli to m.in. na dalsze zmniejszanie poziomu bezrobocia młodych w naszym kraju.

Program „Pierwsza praca” jest elementem zapowiadanej przez prezydenta strategii „Dobry start dla młodych”. Zakłada m.in. gwarancję dwuletniego zatrudnienia dla ponad 100 tys. młodych osób już w 2016 r. Jest skierowany do absolwentów szkół zawodowych, ponadgimnazjalnych i wyższych, którzy nie ukończyli jeszcze 30 lat i bezskutecznie szukają zatrudnienia. Będzie finansowany z Funduszu Pracy i Środków Europejskich.

„Program +Pierwsza praca+ jest adresowany do młodych ludzi i do pracodawców. Wydaje się być atrakcyjny i pozwalający na dalsze zmniejszanie poziomu bezrobocia młodych ludzi” – powiedział prezydent przedstawiając ten program w piątek w Warszawie. Podkreślił, że Polska jest obecnie w UE wiceliderem, jeśli chodzi o obniżanie bezrobocia młodych ludzi.(PAP)

dol/ mhr/ abr/

PROM: „Pierwsza praca” pomoże młodym, ale nie odmieni ich złej sytuacji.

15.05. Warszawa (PAP) – Zmniejszenie kosztów pracy młodych to dobre rozwiązanie, które pomoże im znaleźć pracę; trzeba jednak kompleksowych zmian, a nie jednej konferencji prasowej w trakcie kampanii – ocenia prezydencki projekt rzecznik Polskiej Rady Organizacji Młodzieżowych Maciej Górski.

„Cieszymy się, że prezydent wyszedł z taką propozycją. Ogromnym plusem tej kampanii jest to, że problemy młodych ludzi są podnoszone. Dzięki temu lepiej widać, że coś jest nie tak, że młodzi emigrują, nie mogąc znaleźć pracy po studiach” – powiedział w piątek rzecznik PROM. Zaznaczył jednak, że propozycja ta wydaje mu się zgłoszoną „trochę na szybko”.

„Zaskakuje nas, że propozycja niosąca za sobą tak daleko idące konsekwencje finansowe, jest zgłaszana w taki sposób. To nie jest problem, który pojawił się nagle. Sytuacja młodych ludzi jest katastrofalna od zawsze. To jest też problem wyższej edukacji i wielu innych dziedzin, którego nie rozwiąże się jedną konferencją prasową” – zaznaczył Górski.

Rzecznik PROM zwrócił uwagę, że głównym problemem pokolenia wchodzącego na rynek pracy są wysokie koszty zatrudnienia, które skłaniają pracodawców do zatrudniania bardziej doświadczonych pracowników: „Istnieje wiele barier w prawie pracy, np. bardzo wysokie składki podnoszące koszty pracy. Dobrze, że prezydent chce obniżyć koszty pracy młodych ludzi, to faktycznie obniży pewną barierę w ich zatrudnianiu. Niemniej nie jest to coś, co można rozwiązać od tak”.

Górski zaznaczył, że liczy, iż program nie jest jedynie „zagrywką pod kampanię wyborczą” i będzie kontynuowany w przyszłości: „Potrzeba tu skoordynowanej polityki rządu. To musi być długofalowa polityka, a nie doraźne działanie w ramach kampanii wyborczej. Prezydent nie ma kompetencji, by wdrożyć takie rozwiązanie, dlatego dobrze, że ma tutaj wsparcie ministerstwa pracy”.

Ważny – zdaniem rzecznika – jest też problem szkolnictwa wyższego: „Prezydent powinien zwrócić uwagę, że pracodawcy nie chcą zatrudniać młodych ludzi, ponieważ uważają, że są niedostatecznie wykwalifikowani. Potrzeba bardziej kompleksowego spojrzenia, a nie tylko wyeliminowania jednego elementu”.

Górski zwrócił również uwagę, że państwowe interwencje na rynku pracy nie są najskuteczniejszymi narzędziami poprawy sytuacji: „Państwo może wpompować ogromne pieniądze, a efektów nie widać. Popatrzmy na program +Mieszkanie dla Młodych”, który jest programem działającym pod potrzeby deweloperów, a nie młodych ludzi. Nasze państwo nie ma za wiele pieniędzy i powinny one być wydawane w sposób przemyślany. Sposób zgłoszenia tego pomysłu rodzi obawy, że to nie będą mądrze wydane pieniądze” – podsumował rzecznik PROM.

(…)PAP rcze/ dol/ gma/ źródło: stooq.pl

Andrzej Sadowski i Cezary Kaźmierczak (15.07.2015 Polsat News)

podobne: Szara strefa w polskiej gospodarce. Ks. Jacek Gniadek: Czy praca na czarno jest grzechem? czyli… „nielegalna” praca w odpowiedzi na „legalny” rabunek. a także: ofeR-rma w urzędach bezrobocia – bez znaczenia dla rynku pracy oraz: CBOS: w co czwartej polskiej rodzinie osoby bezrobotne. i to: Konspiracja w odpowiedzi na przemoc – Stanisław Michalkiewicz polecam również: CBOS: w co czwartej polskiej rodzinie osoby bezrobotne. oraz: Skuteczniejsza walka z bezrobociem młodych potrzebna od zaraz. Tymczasem nowych miejsc pracy nie przybędzie. i jeszcze: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Demobilizacja czyli zatrudnienie publiczne (zysk czy strata?)

Adam Wielomski: Bezsens polskiej polityki demograficznej.

„…pośród ok. 3 milionów ludzi, którzy wyemigrowali z Polski do zachodnich krajów starej Unii Europejskiej, przeważają nie ludzie w średnim wieku, nie renciści i emeryci, lecz ludzie młodzi, zwykle między 25 a 35 rokiem życia. Większość z nich albo do Polski już nigdy nie wróci, albo podejmie próbę nieudaną i powrócą do swoich nowych „ojczyzn”, nie mając nad Wisłą ani pracy, ani mieszkania, ani domu. Warto by zmierzyć ten odsetek emigrujących, rekrutujących się z młodego pokolenia. Jeśli bowiem od wskaźnika dzietności na poziomie 1,5 odejmiemy te dzieci, które wszedłszy w dorosłe życie, emigrują z naszego kraju, to rzeczywisty współczynnik obniży się zapewne gdzieś do ok. 1,0. Osoby te wprawdzie nominalnie zachowują polskie obywatelstwo, ale rozwijają inne kraje, pracują na ich PKB, tam płacą podatki i składki emerytalno-rentowe.

Państwo polskie i naród polski nie mają z ich pracy żadnych korzyści. Tylko ekipa Donalda Tuska ma z tego powodu na twarzy ironiczny uśmieszek, że wyeksportowawszy nadmiar siły roboczej, „rozwiązuje” w kraju problem bezrobocia, co wycisza napięcia społeczne i pozwala rządzącym spokojnie patrzeć na następne wybory. Bo przecież tylko o wynik wyborczy tutaj toczy się gra!

Sytuacja gdy 1/3 rodzących się dziś Polaków wyemigruje za granicę powoduje, że jakakolwiek polityka pronatalistyczna pozbawiona jest sensu. Przy istniejącym bizantyjsko-socjalistycznym systemie podwojenie dzietności wcale nie spowoduje rozwiązania kryzysu demograficznego, a jedynie podwoi liczbę emigrantów do Niemiec i Wielkiej Brytanii. Innymi słowy: w istniejącej infrastrukturze prawno-ekonomicznej wszelka kampania demograficzna może przynieść korzyść nie i Polakom, lecz Wielkiej Brytanii i Niemcom. Oto z Polski przybędzie świeża fala tanich i nieźle wykształconych robotników. Anglicy i Niemcy nie będą musieli prowadzić wymyślnej polityki demograficznej, gdyż to Polacy zapłacą składki na niemieckie i angielskie emerytury. Ich dzieci zostaną zgermanizowane i zanglicyzowane i po polskości zostaną im tylko brzmiące odmiennie nazwiska.

Jest jeszcze gorzej, a mianowicie czynna polityka demograficzna ze strony Państwa Polskiego zwiększa jedynie podatki. Wyobraźmy sobie, że rząd osiągnął rzeczywisty sukces (tak, wiem, że to trudne do wyobrażenia) i dzietność podwoiła się. Ależ to by dopiero była katastrofa! Rzecz w tym, że polski podatnik zapłaciłby za becikowe, przedłużone zasiłki dla matek wychowujących dzieci. Będzie musiał zapłacić za setki tysięcy ewentualnych dzieci uczących się w żłobkach, przedszkolach, szkołach i na wyższych uczelniach.

Na zwiększoną dwukrotnie liczbę dzieci musielibyśmy wydać gigantyczne pieniądze, aby je ubrać, wykarmić, zapewnić im edukację. I co z tego, jeśli rządy PO-PiS-u nie są zdolne do stworzenia systemu gospodarczego w którym dzieci te, wszedłszy w dorosłe życie, znajdą pracę lub założą własną firmę. Przygnieciona podatkami, przepisami i biurokratami polska gospodarka nie wchłonie tych ludzi. Najpierw zwiększą armię bezrobotnych, a potem wyjadą do Berlina czy Londynu…”

całość tu: nczas.com

podobne: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). oraz: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu. i to: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Szwedzkich emerytów czeka ciężki los, za to w Wlk. Brytanii dostaną swoje pieniądze.


1. Szwecja: ciężki los emerytów.

13.04.2015 (IAR) – W Szwecji rośnie ubóstwo wśród emerytów. Główna przyczyna tego zjawiska to fakt, że w szwedzkim społeczeństwie jest coraz większy odsetek imigrantów. A jeśli ktoś zamieszkał w Skandynawii w dojrzałym wieku, to przeważnie nie zdążył zapracować na wysoką emeryturę.

Prognozy szwedzkiego odpowiednika naszego ZUS-u mówią, w ciągu czterech lat liczba osób z najniższymi emeryturami wzrośnie o 20 procent.

Jak żali się szwedzkiemu radiu publicznemu pochodząca z Bałkanów 81-letnia Lenka Delipara, gdy zapłaci czynsz, z jej 5-tysięcznej emerytury zostaje niewiele. Wystarcza na jedzenie, ale na lekarstwa – już nie zawsze. O wyjściu do teatru czy kawiarni można tylko pomarzyć. 5 tysięcy koron to ponad 2150 złotych, co polskiemu emerytowi może się wydać sumą godną pozazdroszczenia, trzeba jednak wziąć pod uwagę, że koszty utrzymania w Szwecji są o wiele wyższe niż w naszym kraju.

Władze przewidują, że w najbliższym czasie sytuacja nie zmieni się na korzyść, bowiem do Szwecji wciąż napływają nowi imigranci.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/sverigesradio.pl/dabr

…kolejna porażka i konsekwencja „państwa opiekuńczego”, które na naszych oczach bankrutuje. Bankrutujący „raj” Szwecji.

podobne: Inny „najlepszy minister finansów w UE” przyznaje: Szwecja w recesji. Socjalizm sucks!

2. Tomasz Cukiernik: Oddadzą pieniądze emerytom!

W przeciwieństwie do polskich emerytów, których dekadami wpłacane przymusowo pieniądze na system emerytalny, nie są ich, lecz państwa, emeryci w Wielkiej Brytanii będą mogli wypłacić całość jednorazowo i zrobić z tymi pieniędzmi co im się podoba.

To jedna z największych rewolucji w finansach osobistych w Wielkiej Brytanii od dekad. Jak informuje „The Guardian”, każdy Brytyjczyk mający 55 lat lub więcej od 6 kwietnia br. może wypłacić sobie gotówką całe zebrane na emeryturę oszczędności i zrobić z nimi co tylko mu się podoba. Brytyjscy emeryci mogą wypłacić wszystko jednorazowo i na przykład zainwestować w biznes lub w fundusz inwestycyjny, kupić dom na wynajem lub wpłacić do banku czy wypłacać sobie po części, a także otrzymywać te pieniądze w rocznych ratach.

Haczyk polega na tym, że jeśli tych pieniędzy jest zbyt dużo, to powstanie konieczność zapłacenia sporego podatku dochodowego (wolne od podatku jest 25 procent zgromadzonego kapitału). Brytyjski Departament Skarbu już wyliczył, że z tego tytułu w ciągu 5 lat może liczyć na dodatkowe 4 mld GBP wpływów podatkowych.

Jak to jednak bywa w państwie opiekuńczym, brytyjski Departament Pracy i Emerytur przeszkolił ponad 300 pracowników, którzy będą doradzać emerytom, co najlepiej powinni zrobić z własnymi pieniędzmi.

Problem z Polską jest nie tylko taki, że politycy nigdy nie zgodziliby się na podobny krok, ale przede wszystkim te pieniądze nie istnieją, bo ZUS jest bankrutem i nawet na bieżąco nie jest w stanie wypłacać emerytur z bieżących składek (musi otrzymywać co roku kilkudziesięciomiliardową dotację z budżetu) – dlatego takiego rozwiązania nie można wprowadzić.

Źródło: nczas.com

podobne: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów).

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Równi i równiejsi: KE łagodnie wobec (nie)dyscypliny budżetowej Belgii, Włoch i Francji, ale na Polskę nakłada karę. Socjalizm po polsku: Polskie firmy w szponach legislacyjnej burzy. Komu i dlaczego przeszkadzają stare auta?


1. KE łagodnie wobec Belgii, Włoch i FrancjiPolska przegrała z KE w Sądzie UE.

25.02.2015 (IAR) – Nie będzie postępowania wobec Włoch i Belgii za nieprzestrzeganie dyscypliny budżetowej. Francja ma dostać dodatkowe dwa lata na redukcję deficytu. O łagodnym potraktowaniu tych trzech państw zdecydowała w środę Komisja Europejska.

Problem Belgii i Włoch dotyczy zbyt dużego długu publicznego, którego wysokość już dawno przekroczyła 60 procent PKB. Mimo to – według Komisji – nie jest to jeszcze powód do ukarania władz w Brukseli i w Rzymie. “Biorąc pod uwagę czynniki takie jak m.in. słaby wzrost gospodarczy czy wprowadzanie reform strukturalnych uznaliśmy, że otwieranie procedury nadmiernego deficytu na tym etapie nie jest uzasadnione ani dla Belgii, ani dla Włoch“ – powiedział wiceszef Komisji ds. euro Valdis Dombrovskis. Przypadek Francji – jak dodał – był dużo bardziej skomplikowany. Paryż na początku zobowiązał się do redukcji deficytu do poziomu 3 procent PKB do roku 2015. Później uznał, że temu wyzwaniu nie sprosta. Z uwagi jednak na to, że francuski rząd podjął ważne reformy, Komisja postanowiła dać mu dodatkowy czas. „Zdecydowaliśmy, że nowym terminem, w którym Francja będzie musiała mieć deficyt poniżej 3 procent, powinien być rok 2017” – dodał Dombrovskis. Decyzję o przesunięciu daty muszą jeszcze zatwierdzić państwa członkowskie. Trzy miesiące po tym Komisja ponownie oceni sytuację we Francji.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/

podobne: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. oraz: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny.

25.02.2015 (IAR) – Polska przegrała z Komisją Europejską w unijnym sądzie w Luksemburgu. Kara za źle wydane fundusze rolne została podtrzymana – sędziowie oddalili skargę Warszawy na Brukselę. Szanse na odzyskanie 34,5 miliona euro z unijnego budżetu są coraz mniejsze, ale Polsce przysługuje jeszcze odwołanie do unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/B.Płomecka/Bruksela/mg

podobne: Co się odwlecze to nie uciecze czyli… Polska musi zwrócić 30 milionów euro do unijnego budżetu (reaktywacja) oraz: KE pozywa i upomina Polskę ws. niewdrożonych przepisów i chce zwrotu ponad 5,5 mln euro z funduszy na rolnictwo. Idziemy drogą Portugalii. Włochy: przybywa ubogich.

2. Polskie firmy w szponach legislacyjnej burzyPO przechodzi samą siebie.

25.02.2015 (IAR) – Trzy godziny i 26 minut powinien poświęcić każdego dnia polski przedsiębiorca aby przeczytać, jakie zmiany zachodzą w przepisach w naszym kraju. Tak wynika z barometru stabilności otoczenia prawnego w polskiej gospodarce przygotowanego przez firmę audytorsko-doradczą Grant Thornton.

Jak zaznaczył Tomasz Wróblewski – partner zarządzający firmy, tylko w ubiegłym roku weszło w życie 1995 nowych aktów prawnych. Było to ponad 25 tysięcy stron maszynopisu nowego prawa. Porównując to z czytaniem książek, jest to blisko 200 egzemplarzy Trylogii Henryka Sienkiewicza i prawie tysiąc egzemplarzy „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza.

Ogromna ilość i zmienność otoczenia prawnego nie tylko utrudnia prowadzenie działalności gospodarczej ale też naraża przedsiębiorców na odpowiedzialność karną i administracyjną za nieświadome łamanie prawa. Wielkim problemem jest zwłaszcza prawo podatkowe, które przy swoim skomplikowaniu jest niezwykle restrykcyjne.

Tymczasem drobnych przedsiębiorców nie stać na zatrudnianie armii prawników, którzy byliby w stanie rozszyfrować zawiłości tych bardzo często niespójnych i nielogicznych przepisów – podkreśla Tomasz Wróblewski Dodaje, że problemem jest również zbyt mała elastyczność kodeksu pracy.

Według ekspertów Grant Thornton lekarstwem na problemy przedsiębiorców jest podniesienie jakości stanowionego prawa i deregulacja, bo im mniej przepisów, tym mniej bolesna jest ich zmienność.

W ramach projektu „Barometr stabilności otoczenia prawnego w Polsce” powstała strona internetowa, na której raz na kwartał uaktualniane będą wyniki badań zmienności prawa w Polsce. Adres strony to http://www.barometrprawa.pl

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR) Elżbieta Łukowska/sk

podobne: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni. oraz: (Nie)odPOwiedzialnośc POlityków która nic ich nie kosztuje. i to: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa.

25.02.2015 (IAR) – Pomysł z kategorii idiotycznych – tak SLD ocenia propozycję PO, by do centrów miast nie wjeżdżały stare samochody. Ostateczną decyzję miałyby podejmować gminy. Takie zapisy funkcjonują między innymi w Berlinie czy Dublinie i mają na celu zmniejszenie smogu w miastach.

Rzecznik SLD Dariusz Joński uważa, że w tym wypadku politycy PO przeszli samych siebie, bo trudno nam porównywać się chociażby do mieszkańców Berlina i ich zarobków.

Joński dodaje, że popiera próbę zmniejszenia smogu w miastach, ale jego zdaniem głównym problemem są nie samochody a kominy i sposób ogrzewania mieszkań. Rzecznik SLD powiedział, że w większości mieszkań nie ma centralnego ogrzewania. Zdaniem Jońskiego tu rząd mógłby poszukać rozwiązań chociażby na wzór wiedeński, gdzie wybudowano spalarnie i wszystkie domy podłączono pod centralne ogrzewanie i zakazano palenia w piecach.

Średnia wieku auta w Polsce to 15 lat.

IAR/Rucińska/sk

…terefere walka z czystym powietrzem 🙂 Po prostu „ktoś” chce zarobić na sprzedaży nowych aut i tyle! Od razu przypomniał mi się głośny nie tak dawno i bezczelny lobbing Volkswagena i Opla…

„Jak zmusić Polaków do kupowania nowych aut i tym samym podreperować portfele właścicieli salonów samochodowych? Pomysłami jak z rękawa sypie Stowarzyszenie Dealerów Volkswagena i Audi. Organizacja zamierza lobbować m.in. za „wprowadzeniem zakazu ponownej rejestracji auta powyżej 12 lat w przypadku zmiany właściciela, jeżeli było [ono] uprzednio zarejestrowane za granicą”. Wejście w życie takiego przepisu oznaczałoby, że prawie na pewno nie bylibyśmy wstanie sprzedać na terenie Polski samochodu sprowadzonego np. z Niemiec, gdy minąłby dwunasty rok od jego wyjazdu z fabryki. Ewentualny kupiec musiałby auto zarejestrować poza Polską albo przeznaczyć na prywatny szrot… To drugie byłoby jednak utrudnione.

Dealerom marzy się bowiem „zmiana systemu złomowania aut”. Organizacja przypomniała na konferencji prasowej, że właściciele, którzy „sami rozbierają stare auta na części lub sprzedają je np. za tysiąc zł komuś, kto się tym trudni”, robią to nielegalnie („samodzielne rozbieranie na części jest zabronione i teoretycznie karane”).

Warto przypomnieć – za radcą prawnym Markiem Hamerlikiem – że zgodnie z polskim prawem „elementy wyposażenia samochodów wycofanych z eksploatacji mogą być wymontowywane tylko przez licencjonowane stacje demontażu”. Za nieprzestrzeganie tego przepisu „Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska może nałożyć karę od 10 do nawet 100 tys. zł”. W praktyce – jak przypomniał portal wp.pl – z ponad 1 mln samochodów wycofanych z eksploatacji w Polsce w 2009 roku (nie posiadamy bardziej aktualnych danych) do legalnych stacji recyklingowych trafiła zaledwie 1/4 pojazdów. Pozostałe (ok. 750 tys. aut) rozpłynęły się w szarej strefie (ich części można było znaleźć głownie na aukcjach internetowych)

Dlatego dealerzy Volkswagena i Audi proponują, aby za zezłomowanie kompletnego samochodu wystawiać „państwowe świadectwa złomowania o wartości 1000 złotych”. W ciągu roku można by je wymienić na „dodatkową zniżkę (…) przy zakupie nowego pojazdu”. Powyższe propozycje zostały oczywiście polukrowane troską oto, aby Polska przestała uchodzić za „złomowisko Europy”. Dealerzy w oficjalnym komunikacie dają do zrozumienia, że po prostu nie chcą, aby „utylizacja starych pojazdów z Europy nadal polegała na sprzedawaniu ich do Polski, ze szkodą dla nas wszystkich”. Odmiennego zdania są Polacy, którzy rocznie kupują ok. 700 tys. używanych samochodów (z salonów wyjeżdża co roku średnio 270 tys. aut). Ich średni wiek wynosi trochę ponad 10 lat. Aż 38% pochodzi z Niemiec….”

całość tu: nczas.com

Jeśli prawdą jest że główną przyczyną smogu w miastach jest sposób ogrzewania domów a nie „stare” auta, to niewątpliwie mamy do czynienia z zakamuflowanym lobbingiem w rodzaju o którym traktuje powyższy artykuł, a wyrzucony wcześniej drzwiami poroniony POmysł wraca dziś oknem (POdpicowany dla niePOznaki trochę inaczej 😉 ).

Pomijając jednak moje domysły należy sobie powiedzieć, że nawet jeśli miasta pójdą na taki dil to nie zmieni to faktu, że ludzi po prostu NIE STAĆ na nowe auto z salonu (chyba że pójdzie za tym coś więcej, co już w Niemczech zrobiono a mianowicie dopłaty państwowe do kupna nowego samochodu 😉 ). Póki co kupno używanego to dla większości ludzi w Polsce jedyna szansa na posiadanie JAKIEGOKOLWIEK auta… Trzeba być kretynem sądząc że po zabraniu niezamożnemu człowiekowi możliwość kupna leciwego samochodu, zmusi się go do tego by kupił nowy… Po prostu nie kupi i tyle będzie zarobku dla VW i Audi… Zobaczą figę a nie zwiększoną sprzedaż! Nie mówiąc o tym ilu ludzi zniechęcą do swoich produktów traktując ich jak bydło rzeźne.

Pomijam tu milczeniem bezczelność z jaką zagraniczne korporacje panoszą się w Polsce by próbować zmieniać prawo pod swoje interesy… Natomiast władza która ugina się pod takim dyktatem nie dość że przynosi wstyd, to jest anty obywatelska (no ale o tym chyba nie trzeba przypominać że partia nosząca w swojej nazwie to słowo jest tak samo obywatelska jak swojego czasu milicja – z całym szacunkiem dla milicji 😛 ).

…Odys

polecam również: Cezary Kaźmierczak: „Urzędnicy Tuska gorsi od mafii!”. kataryna: „Minister na baterie” czyli recykling lobbing.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest.


1. „Dziennik Gazeta Prawna” Rzeczpospolita niskich płacJak GUS manipuluje statystykamiKluby za rozszerzeniem odwróconego VAT-u na telefony komórkowe i przenośne komputery

17.02.2015 (IAR) – W ciągu ostatnich 6 lat ponad dwukrotnie wzrosła liczba pracowników, którzy otrzymują minimalne wynagrodzenie – pisze „Dziennik Gazeta Prawna”.

Jak czytamy w gazecie, statystyki Głównego Urzędu Statystycznego nie pozostawiają złudzeń. W 2013 roku aż 436 tysięcy osób otrzymywało najniższą przewidzianą przepisami pensję. Od 2007 roku grono pobierających minimalne wynagrodzenie powiększyło się aż o 225 tysięcy osób.

Jak twierdzi Jakub Borowski, główny ekonomista banku Credit Agricole, zjawisko jest efektem tego, że wynagrodzenie minimalne rosło szybko, często szybciej niż przeciętne wynagrodzenie w całej gospodarce.

Z kolei profesor Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych twierdzi, że wzrost w statystykach związany jest z bezrobociem. To dlatego, że gdy jest ono wysokie, pracodawcy płacą zazwyczaj tylko tyle, ile muszą zgodnie z przepisami.

Więcej na ten temat – w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

podobne: Polak biedny bo musi się dzielić… z państwem

„Jak informuje portal niewygodne.info.pl, zgodnie z najnowszymi danymi GUS średnia płaca w Polsce w 2014 roku wynosiła 3783 zł brutto, czyli około 2700 zł netto. Jednak GUS do swoich wyliczeń uwzględnia płace tylko 8,8 mln Polaków pracujących w firmach zatrudniających powyżej 9 pracowników. Płace pozostałych 7 mln Polaków (prowadzących własną działalność, pracujących na umowach śmieciowych, okazjonalnie lub w firmach zatrudniających do 9 osób) nie są brane pod uwagę. Eksperci szacują, że gdyby te płace uwzględnić w statystykach, to przeciętne wynagrodzenie miesięczne w Polsce spadłoby do poziomu około 2700 zł brutto, czyli nieco ponad 1900 zł netto.

Oznacza to, że średnia płaca brutto w Danii jest prawie 8 razy wyższa, a w Luksemburgu ponad 7 razy wyższa niż w Polsce! Nawet średnie płace w bankrutującej Grecji są dwa razy wyższe! Także w Estonii czy Chorwacji zarobki są wyższe niż w pookrągłostołowej III RP.”

Źródło: niewygodne.info.pl

…Jedna uwaga. Umowami śmieciowymi są te gdzie zabiera się ludziom „składkę” na śmieciową emeryturę… Umowy cywilnoprawne pozbawione tego PODATKU to normalne umowy.

podobne: Jaka jest naprawdę „średnia” płaca w Polsce

18.02.2015 (IAR) – Wszystkie kluby za projektem ustawy, który rozszerza zastosowanie odwróconego VAT-u na telefony komórkowe, smartfony, tablety, notebooki, laptopy i konsole do gier. To kolejna, po stali i gazach cieplarnianych, grupa wyrobów od której kupujący, a nie sprzedający będzie odprowadzał podatek od towarów i usług.

Marcin Święcicki, sprawozdawca komisji finansów poinformował podczas drugiego czytania projektu w Sejmie, że uszczelni on system poboru podatku VAT w obszarach, gdzie dochodzi do szczególnie dużych nadużyć. Poseł dodał, że przyjęte rozwiązanie może jednak opóźnić płatności do Skarbu Państwa.

Jan Łopata z PSL wyraził żal, że podczas prac komisyjnych nie uwzględniono postulatu objęcia odwróconym VAT-em półproduktów z aluminium, cynku i ołowiu, tym bardziej, że zrobili to nasi sąsiedzi, Niemcy i Czesi. Poseł nie ma wątpliwości, że ten proceder oszustw związanych z VAT-em przeniesie się w związku z tym do naszego kraju. – Nie jestem pewien czy nie popełniamy błędu zaniechania – mówił poseł.

Ryszard Zbrzyzny z SLD podał dane z których wynika, że skala wyłudzeń podatku VAT jest niepokojąco wysoka. O ile w 2007 roku straty budżetu z tego tytułu wyniosły około 0,6 procent PKB, to już w 2013 roku osiągnęły poziom prawie 3 procent PKB. – Mniej więcej tyle ile wynosi deficyt budżetu państwa – mówił Zbrzyzny.

Podczas drugiego czytania rządowego projektu nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy – Prawo zamówień publicznych nie zgłoszono żadnych poprawek. Uchwalenie zmian w piątek, podczas porannego bloku głosowań.

iar/D.Zaczek/mitro/

podobne: Przywileje emerytalne rolników i górników oraz delegacje prokuratorów kosztują, więc rząd przyjął założenia do noweli ustawy o VAT. oraz: „Dziennik GP” – Firmy uderzone VAT-em. Ożywienie w gospodarce dusi przedsiębiorczość? i to: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę

…owszem pośle Łopata! To jest błąd zaniechania… Zaniechania w OBNIŻANIU opodatkowania, które gdyby było na odpowiednio niskiej wysokości to nikt by przed nim nie uciekał, bo by się to po prostu nie kalkulowało. Niski podatek i likwidacja „zwrotów”, zmniejszyłyby znacznie skalę problemu unikania opodatkowania i wyłudzeń (w drugim wypadku problem zniknąłby całkowicie). Wiadomo że w pierwszym wypadku nie w całości, bo złodzieje i kombinatorzy zawsze się znajdą, ale nie działoby się to na taką skalę jak obecnie. Tymczasem za własną pazerność państwo „płaci” podwójnie, znowu obarczając ducha winnych konsumentów (choć w zasadzie to i tak konsument płaci za wszystko co po drodze państwo sobie zabiera) … No ale w takich normalnych warunkach nie miałyby co robić te wszystkie urzędy od ścigania przestępstw podatkowych… No i poseł Łopata nie miałby się czym zajmować 😉 (Odys)

2. Sejm odrzucił projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatkuNAGRODY W RZĄDZIE 95 mln zł na nagrody w urzędach

„Za odrzuceniem projektu noweli ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych autorstwa Twojego Ruchu było 232 posłów, przeciwko 200, a 3 wstrzymało się od głosu. Za odrzuceniem projektu głosowały kluby PO i PSL. Przeciwni byli w zdecydowanej większości posłowie klubów PiS, SLD, KPSP i TR.

„Należy uznać, iż w najwyższym stopniu niemoralna i zarazem sprzeczna z elementarnym poczuciem sprawiedliwości społecznej jest obecna sytuacja, w której państwo pobiera daniny od dochodów, które nie pozwalają na pokrycie wydatków na żywność i opłaty za mieszkanie. Nie ulega więc najmniejszej wątpliwości, iż obecne regulacje określające wysokość kwoty wolnej od podatku wymagają pilnej zmiany” – przekonywali autorzy inicjatywy.

Autorzy propozycji wyjaśnili, że chodzi o dochody nieprzekraczające kwoty, która wystarcza jedynie na pokrycie wydatków związanych z zaspokojeniem najbardziej podstawowych potrzeb życiowych.

Według definicji przyjętej przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych (IPiSS): „minimum egzystencji wyznacza poziom zaspokojenia potrzeb konsumpcyjnych, poniżej którego występuje biologiczne zagrożenie życia i rozwoju psychofizycznego człowieka”. Tym samym w Polsce można nakładać podatki na osoby żyjące w skrajnym ubóstwie.

Zgodnie z obecnymi przepisami nie podlegają opodatkowaniu dochody do kwoty 3091 zł, a tzw. kwota zmniejszająca podatek to 556,02 zł. W przypadku, gdy dochód podatnika jest niższy lub równa się 85 tys. 528 zł, wysokość naliczonego podatku jest równa różnicy 18 proc. dochodu i kwoty 556,02 zł. Od dochodu przekraczającego 85 tys. 528 zł płaci się 32 proc. podatek.

Autorzy propozycji wskazywali, że kwota 3092 zł jest ponad dwukrotnie niższa od dwunastokrotności minimum egzystencji w jednoosobowym gospodarstwie pracowniczym. Podawali, że zgodnie z danymi Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych w 2012 r. wysokość miesięcznego minimum egzystencji dla jednoosobowego gospodarstwa pracowniczego wynosiła 521,11 zł, co w skali roku daje kwotę równą 6253,32 zł…” (całość pod linkiem w tytule)

podobne: CBOS Polacy chcą bezpiecznego państwa, ale nie chcą płacić podatków. oraz: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. i to: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie.

„…W resorcie Grzegorza Schetyny (52 l.) na nagrody i premier w zeszłym roku rozdano około 26 mln zł. Okazuje się, co wynika z informacji otrzymanych przez nas z ministerstwa, że średnia miesięczna nagroda dla pracownika to 483,81 zł. A takich pracowników jest, jak mówi nam rzecznik resortu, około 4500. Co więcej, to właśnie w tym ministerstwie urzędnicy zarabiają najlepiej – średnia pensja, jak wynika ze stron rządowych, to ponad 7700 zł brutto. Szczodry jest także minister finansów, Mateusz Szczurek (40 l.). W jego resorcie na nagrody poszło ponad 17 mln zł, a średnia płaca jest niewiele niższa niż w MSZ – to ponad 7200 zł brutto.

Ponad 7 mln zł nagród i premii rozdano także w ministerstwie pracy, obrony narodowej i spraw wewnętrznych. Niewiele mniej, bo niemal 6,5 mln zł, swoim pracownikom dał w ramach nagród Janusz Piechociński (55 l.), szef resortu gospodarki.

Wydane z publicznych pieniędzy 95 mln zł bynajmniej nie zamyka wydatków rządu na nagrody i premie dla resortowych urzędników. Niektóre z 17 ministerstw wciąż nie ujawniły, ile środków z pieniędzy podatników, rozdały swoim pracownikom. A przecież obok pieniędzy z premii, nagród i „trzynastek”, ministerialni urzędnicy dostają bardzo często także bony na święta, różnego rodzaju karnety i miejsca na opłaconych kursach języków obcych.

Patrząc na stan naszej gospodarki i pensję minimalną – 1237 zł netto w 2014 r. – za którą żyją miliony Polaków, trudno odnieść wrażenie, że urzędnicy w ministerstwach zasłużyli na takie nagrody!…” (całość pod linkiem w tytule)

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz. oraz: „Dziel i rządź!” – nagrody urzędników. i to: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni. a także: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy.

„…Podczas konferencji politycy Partii KORWiN skomentowali budżetowy populizm premier Ewy Kopacz.

– Gdy wojsko je obiad, to najpierw jedzą żołnierze, a potem dopiero oficerowie – rozpoczął Janusz Korwin-Mikke. – A u nas panuje obyczaj, że pieniędzy może nie być, ale urzędnicy państwowi muszą je dostać. Otóż nie – urzędnicy państwowi powinni dostawać je jako ostatni!

Janusz Korwin-Mikke, kandydat Partii KORWiN na prezydenta RP, mówił:

– Druga sprawa jest taka, że mamy deficyt budżetowy. To, że mamy 20 miliardów więcej nie oznacza, że nie mamy deficytu, bo on jest i wynosi 47 miliardów złotych.(…). A pani Kopacz zapowiedziała, że zwiększy wypłaty dla budżetówki, czyli dla ostatniej grupy, która powinna dostawać te pieniądze.

Dodał także: Ja takiego budżetu jako prezydent RP nigdy nie podpisze, chcę, żeby było to jasne.

– Wczorajsze obietnice złożone przez panią premier Kopacz w Lublinie, że w 2016 roku odmrozi pensje w budżetówce to kiełbasa wyborcza, przed którą przestrzegałem, gdy nacjonalizowano OFE (…) – powiedział poseł Przemysław Wipler. – Mówiłem wtedy, że te pieniądze zostaną przejedzone na bieżące wydatki i że rząd będzie chciał kupić sobie kolejną kadencję za te środki. Pani premier Kopacz obiecała, że przychyli nieba urzędnikom za pieniądze, których nie ma, ponieważ jak mówił przed chwilą Janusz Korwin-Mikke, deficyt zaplanowany na ten rok w finansach publicznych wynosi 47 miliardów złotych. Szwecja wprowadziła zasadę konstytucyjną, że politycy nie mogą wydawać więcej pieniędzy, niż zbiorą w podatkach. Niemcy po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat mają zrównoważony budżet na poziomie federalnym(…).

Poseł Przemysław Wipler mówił:

W trudnej geopolitycznej i międzynarodowej sytuacji, w sytuacji zagrożenia, państwa, które mają długi, które pożyczają pieniądze, to państwa, które będą miały problemy z obsługą tych długów i z pożyczaniem pieniędzy na bieżące wydatki. Pani premier Ewa Kopacz prowadzi szkodliwa politykę (…).Obietnice spełnić będzie mogła dopiero po wyborach, ponieważ dopiero w listopadzie i w grudniu będzie miało miejsce uchwalanie tych ustaw. Mam nadzieje, ze Polacy nie poprą takiej nieodpowiedzialnej polityki, że pani premier Ewa Kopacz nie będzie wtedy premierem. I nie będzie możliwości spełnienia tych nieodpowiedzialnych, szkodliwych dla Polski obietnic…”

źródło: nczas.com

rys. Grzegorz Radziewicz

rys. Grzegorz Radziewicz

Nowy grecki rząd oszczędzać nie chce. Program Syrizy groźny dla budżetu ale jednocześnie mało realny. Obawa przed wzrostem fali ekonomicznego populizmu w Europie. Inwestorzy czekają na bieg wydarzeń.


Tsipras: Grecja zostawia za sobą oszczędnościNiemcy: reakcje na zwycięstwo Syrizy.

25.01.2015 (IAR) – Grecja „zostawia za sobą katastrofalne oszczędności” – oświadczył przywódca SYRIZY, która wygrała wybory parlamentarne. Aleksis Tsipras powiedział, że zwycięstwo jego ugrupowania oznacza, że trojka, czyli wierzyciele Grecji, „są skończeni”. Zapowiedział, że Ateny będą negocjować z wierzycielami „wykonalne warunki zadłużenia”.

Premier Grecji pogratulował przywódcy SYRIZY wygranej w wyborach parlamentarnych. Po obliczeniu 25 procent głosów radykalna, lewicowa partia Aleksisa Tsiprasa uzyskała 35,3 procent, natomiast rządząca do tej pory Nowa Demokracja ma na razie 29 procent. Premier Antonis Samaras, przywódca Nowej Demokracji, powiedział, że szanuje wolę wyborców. Dodał, że jego partia chce odgrywać rolę gwaranta stabilności kraju.

BBCnews&rtr/IAR/dw/moc

25.01.2015 (IAR) – Zwycięstwo Syrizy w wyborach parlamentarnych w Grecji z rezerwą przyjęto w Niemczech. Tamtejsi politycy i ekonomiści obawiają się, że nowe władze w Atenach porzucą kurs oszczędnościowy.

W reakcji na wynik wyborów szef niemieckiego banku centralnego Jens Weidmann przypomniał Grekom o ich zobowiązaniach wobec kredytodawców. W wywiadzie dla telewizji ARD Weidmann mówił, że ma nadzieję, iż nowy rząd Grecji nie będzie składać iluzorycznych obietnic, na które nie stać tego kraju i że nowe władze nie będą stawiać pod znakiem zapytanie tego co udało się osiągnąć. Weidmann sceptycznie odniósł się do propozycji darowania Grecji części długu czego domaga się Syriza. Wynik wyborów z niepokojem przyjęli politycy największych niemieckich partii. Wiceszef socjaldemokratycznej SPD Ralf Stegen przypomniał, że zawarte umowy dotyczą każdego greckiego rządu. W szeregach chadeckiej CDU słychać, że to zły dzień dla Grecji i dla euro.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/moc

 Ekspert. Program Syrizy groźny dla budżetu. Opinie: Płóciennik: greckiemu rządowi trudno będzie realizować obietnice

26.01.2015 (IAR) – Partia Syriza, która domaga się renegocjacji zadłużenia będzie rządzić w Grecji. Porozumiała się z małą prawicową partią Niezależni Grecy. Eksperci obawiają się wzrostu fali ekonomicznego populizmu w Europie, między innymi w Polsce.

Wyborczy rok oznacza eskalacje żądań różnych grup społecznych – ocenia Andrzej Sadowski z Centrum Smitha. Liczy, że polscy politycy nie wezmą przykładu z greckiej Syrizy. Jeżeli przychylność wyborców „kupowana jest werbalnie”, jak do tej pory w Grecji, to zdaniem eksperta nie ma się czym martwić. Gorzej, jeżeli populistyczne partie zaczynają spełniać swoje postulaty. Prędzej czy później, według Andrzeja Sadowskiego, w budżecie zabranie środków na realizację deklaracji.

Rozmówca IAR dodaje, że na Grecję najuważniej patrzy teraz rząd Niemiec. Podatnicy z zachodu wyłożyli najwięcej pieniędzy na jej ratowanie. Według ekonomisty, różne postulaty o wyjściu lub pozostawieniu tego kraju w strefie euro, dochodzące z niemieckiej administracji nie powinny dziwić.

W Grecji po wczorajszych wyborach i ekspresowych negocjacjach powstała koalicja. Oba ugrupowania w kampanii wyborczej mówiły stanowcze nie dotychczasowej, prowadzonej pod naciskiem UE i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, polityce oszczędności.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze/K.P.

26.01.2015 (IAR) – Grecja jest zależna od pomocy, a nowy premier jest realistą, więc Ateny raczej nie wyjdą ze strefy euro – uważa Sebastian Płóciennik z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. W niedzielnych wyborach wygrała postulująca odejście od programu reform i oszczędności SYRIZA. Lewicowych populistów szybko wsparło też ugrupowanie Niezależni Grecy.

Ekspert przyznaje, że w najbliższym czasie pomiędzy Atenami a Brukselą będzie odczuwalne wyraźne napięcie. Grecy będą dążyć do redukcji długu i zniesienia trudnych reform. Co prawda Alexis Tsipras prowadził kampanię w stylu populistycznym, ale w gruncie rzeczy jest realistą – zaznacza. Najprawdopodobniejsza jest redukcja greckiego zadłużenia, być może do nawet 50%, ale nie anuluje to konieczności reform – mówi Płóciennik i podkreśla jak niewygodna to sytuacja dla Tsiprasa: dużo łatwiej było mu nakreślać cele w trakcie kampanii wyborczej, niż teraz je realizować.

Płóciennik zwraca uwagę, że nikt już nie mówi o koncepcji wyjścia Grecji ze strefy euro, na czym ucierpieliby pewnie wszyscy w regionie. Problemem nie byłyby tylko konsekwencje ekonomicznie, ale także polityczne. Unia Europejska i strefa euro są przygotowane na kolejne drgania, ale nie da się wykluczyć, że jedno państwo wychodzące ze strefy uruchomiłoby efekt domina – uważa ekspert.

Grecka koalicja rządząca Grecją pokazuje, że w tej grze chodzi tylko o redukcję długów, zmianę kursu gospodarczego i nowe warunki pomocy dla tego kraju, bo to jedyne rzeczy które łączą Syrizę z prawicowym sojusznikiem. Niezależni Grecy potrzebni są jednak Alexisowi Tsiprasowi, by przepychać inicjatywy polityczne i by rozproszyć odpowiedzialność za podejmowane decyzje.

SYRIZA i Niezależni Grecy będą mieć 163 posłów w 300 osobowym parlamencie.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Przemysław Pawełek/K.P.

Analityk. Zwycięstwo Syrizy może zmienić EuropęOpinie: inwestorzy spoglądają na Grecję.

26.01.2015 (IAR) – Po Grecji, także Portugalia czy Hiszpania mogą chcieć umorzenia części długów. Według ekspertów, tak zwana Trojka, czyli Europejski Bank Centralny, Komisja Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy mają poważny problem.

Analityk domu maklerskiego Xelion, Piotr Kuczyński powiedział IAR, że powodzenie i realizacja postulatów greckiej Syrizy może przełożyć się na sytuację w innych krajach Europy, na przykład w Hiszpanii. Tam wybory parlamentarne odbędą się pod koniec roku. Na zwycięstwo liczyć może partia Podemos ze swoim liderem, Pablo Iglesiasem.

Piotr Kuczyński przypomina, że gospodarka Hiszpanii jest o wiele większa niż grecka. To oznacza też większe wyzwanie dla wierzycieli tego kraju.

Zdaniem eksperta, wierzyciele Grecji obawiają się sukcesu Syrizy. Według analityka, możliwy jest scenariusz, w którym Trojka ograniczając pomoc finansową dla Grecji będzie dążyła do fiaska wyborów prezydenckich w tym kraju. To oznaczałoby kolejne wybory parlamentarne.

Długi Grecji szacowane są na ponad 300 miliardów euro. W większości wierzycielami są rządy krajów eurolandu, czyli podatnicy. Tylko kilkanaście procent zadłużenia jest w posiadaniu instytucji finansowych.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze/K.P.

26.01.2015 (IAR) – W najbliższych tygodniach inwestorzy z uwagą będą się przyglądać sytuacji w Grecji. Po wczorajszych wyborach parlamentarnych w tym kraju zwycięzca głosowania – lewicowa SYRIZA porozumiała się z prawicową niewielką partią Niezależni Grecy. Oba ugrupowania łączy niechęć do dotychczasowych metod walki z kryzysem gospodarczym, dlatego główna ekonomistka Banku Pocztowego Monika Kurtek wyjaśnia, że inwestorzy nie są zachwyceni wynikiem wyborów.

Ekspert dodaje jednak, że paniki na rynkach nie widać i inwestorzy na razie wyczekują, jakie decyzje będzie podejmował przyszły grecki rząd.

W wyniku wczorajszych wyborów lider zwycięskiej SYRIZY, Aleksis Tsipras został zaprzysiężony na premiera Grecji.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Arkadiusz Augustyniak&wcześn./magos

źródło: stooq.pl

Co zrobi rząd SYRIZY? a raczej (póki co) co planuje zrobić – fragment z Info ECAG:

„Program greckiej SYRIZY

Kontekst negocjacji

Domagamy się natychmiastowych wyborów parlamentarnych i silnego mandatu negocjacyjnego celem:

– kasaty większej części nominalnej wartości długu publicznego tak, by zrównoważyć go w kontekście „Europejskiej Konferencji w sprawie Długów”. Stało się tak w odniesieniu do Niemiec w 1953 r. Może stać się tak jeszcze raz w odniesieniu do Europy Południowej i Grecji;

– włączenia do spłat pozostałej części długu publicznego „klauzuli wzrostu”, tak by była ona finansowana przez wzrost gospodarczy a nie z budżetu;

– włączenia znaczącego okresu prolongaty spłaty należności („moratorium”) w obsłudze długu, by zachować fundusze dla wzrostu gospodarczego;

– wyłączenia inwestycji publicznych z ograniczeń Paktu Stabilności i Wzrostu; „Europejskiego Nowego Ładu” w zakresie inwestycji publicznych finansowanych przez Europejski Bank Inwestycyjny;

zwiększenia podaży pieniądza przez Europejski Bank Centralny z bezpośrednim skupem obligacji;

– zapowiadamy wreszcie, że zagadnienie wymuszonych od Banku Grecji nazistowskich kredytów jest dla nas otwarte. Nasi partnerzy o tym wiedzą. Stanie się to oficjalnym stanowiskiem naszego kraju od pierwszych naszych dni u władzy.

Na bazie tego planu, wywalczymy i zabezpieczymy społecznie wykonalne rozwiązanie problemu greckiego zadłużenia, tak by nasz kraj zdolny był do spłaty pozostałych długów ze środków uzyskanych ze stworzenia nowej zamożności, nie zaś z nadwyżek pierwotnych, co pozbawiłoby społeczeństwo dochodu.

Z tym planem poprowadzimy bezpiecznie kraj do ozdrowienia i odtworzenia produkcji poprzez:

– natychmiastowe zwiększenie inwestycji publicznych do poziomu co najmniej 4 mld euro;

– stopniowe wycofanie wszystkich niesprawiedliwych regulacji Memorandum;

– stopniową odbudowę systemu płacowego i emerytalnego celem zwiększenia konsumpcji i popytu;

– dostarczenie małym i średnim przedsiębiorstwom bodźców rozwojowych oraz subwencjonowanie kosztów zaopatrzenia w energię w przemyśle w zamian za zatrudnienie i klauzulę ekologiczną;

– inwestowanie w wiedzę, badania oraz nowe technologie, by skłonić do powrotu młodych naukowców którzy wyemigrowali w ostatnich latach;

– odbudowę państwa dobrobytu i rządów prawa oraz budowę państwa merytokratycznego.

Jesteśmy gotowi do negocjacji i pracujemy nad zbudowaniem najszerszych możliwych sojuszy w Europie.

Obecny rząd [Antonisa] Samarasa jest ponownie gotowy do zaakceptowania decyzji kredytodawców. Jedyny sojusz o jaki zabiega to sojusz z rządem niemieckim.

To jest właśnie różnica i w ostatecznym rachunku to jest dylemat:

Europejskie negocjacje prowadzone przez rząd Syrizy czy akceptacja przez Grecję pod rządami [A.] Samarasa warunków kredytodawców.

Negocjacje czy brak negocjacji.

Wzrost czy oszczędności.

Syriza lub Nowa Demokracja.

Co się jednak stanie do czasu zakończenia negocjacji?

Z Syrizą dla Narodowego Planu Odbudowy dla greckiego społeczeństwa.

Przyjmujemy odpowiedzialność i zobowiązanie wobec greckiego ludu za Narodowy Plan odbudowy, który zastąpi Memorandum od pierwszych dni sprawowania przez nas władzy, przed i niezależnie od wyniku negocjacji.

Narodowy Plan Odbudowy skupia się na czterech głównych filarach, by odejść od społecznej i gospodarczej dezintegracji, by odbudować gospodarkę i wyjść z kryzysu…”

całość tego planu tu: geopolityka.org

„…Zapisanym w programie tej partii „strategicznym celem” jest pełen socjalizm – i to w całej Europie. Obejmuje on „radykalną reformę Unii Europejskiej”, w tym między innymi „wprowadzenie polityki pełnego zatrudnienia”, „poddanie Europejskiego Banku Centralnego demokratycznej kontroli Parlamentu Europejskiego” i np. „anulowanie postanowień Paktu Stabilności i Wzrostu, a uchwalenie Paktu na rzecz Zrównoważonego Rozwoju, Ochrony Socjalnej i Zatrudnienia”. A także np. rezygnację z energii atomowej na rzecz źródeł ekologicznych, umorzenie przez UE długów krajów Trzeciego Świata itp. księżycowe pomysły. Te i liczne inne lewicowo-programowe brednie i niepobożne życzenia (w tym np. prawne uprzywilejowanie różnych zboczeńców, feministek itd.) powodują, że trudno będzie traktować poważnie pierwsze rządowe deklaracje kierowników tej partii.

Ta niemal komunistyczna, a ponadto mocno prorosyjska partia nie chce też – podobnie jak niektóre inne greckie partie – pogodzić się z już oczywistym faktem że od ponad czterech lat ich zbankrutowane eurosocjalistyczne państwo jest faktycznym finansowym i politycznym protektoratem władz UE i MFW. Aby Grecja przestała nim być i odzyskała dawną (względną) niezależność w UE, musiałaby dość szybko spłacić przynajmniej znaczną część swoich wielkich pożyczek – zaciąganych od ponad 30 lat. Zaciąganych głównie na rozwój państwowej biurokracji, na system wielkich socjalnych dotacji, zasiłków, wysokich emerytur i całego greckiego socjalizmu. A na te spłaty obecna Grecja nie ma ani większych pieniędzy, ani żadnej ochoty, bo jej kolejne władze i społeczeństwo nie chcą znacznej redukcji ani tym bardziej rozmontowania dotychczasowego systemu. Nie chcą koniecznej w tej sytuacji sprzedaży znacznej części majątku i przedsiębiorstw państwa, nie chcą zwolnienia choćby jednej czwartej spośród ponad miliona greckich urzędników, nie chcą powrotu do własnej waluty itd. Ciągle liczą na eurosocjalizm, na dalsze miliardowe subwencje i pożyczki UE i MFW, na kolejne darowanie im jakiejś wielkiej części ich długów itd. A niemal wszyscy greccy politycy i media podtrzymują te lewicowe iluzje, karmiąc przy tym Greków (aby gdzieś kanalizować ich złość) licznymi gestami i manifestacjami antyniemieckimi – jakby to Niemcy byli winni ich wieloletniej niegospodarności, marnotrawienia i rozkradania miliardów euro z UE przez ich polityków i urzędników, wielkiej korupcji itd.

Owszem – władze UE i Niemiec (te z lat rządów SPD i Zielonych) są faktycznie „winne” pochopnego przyjęcia Grecji – nie spełniającej licznych kryteriów finansowych i gospodarczych – do unii walutowej i finansowego systemu UE. Ale akurat za to niemal nikt z Greków ani władz Niemiec ani UE nie obwinia. Te iluzje i wielkie przedwyborcze obietnice rządzącej teraz lewicy mogą więc przynieść w efekcie – już za parę miesięcy – kolejną falę wielkiego niezadowolenia i protestów zwykłych Greków, gdy ci ostatni już zobaczą, że obiecanych lewicowo-ekonomicznych cudów nie ma…”

całość tu: nczas.com

…a ja chciałbym zwrócić na jeden z punktów żądań, który bądź co bądź został spełniony przez Europejski Bank Centralny na dniach (jeszcze przed wyborami), być może po to żeby Grecy i inne kraje południa nie opuszczały strefy euro. Chodzi rzecz jasna o program „luzowania ilościowego”… (Odys)

podobne: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. oraz: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa? i to: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). a także: MFW: Grecja zapewne będzie potrzebować dalszej pomocy

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Szczęśniak: Zielona energia przeżyła swój Peak Oil. Tania benzyna w USA tymczasem w Polsce ciągle za droga.


„Przez lata mówiono nam, że ropa naftowa już za chwilę się skończy. Powtarzano to przez długie długie lata – niedługo będziemy obchodzić setną rocznicę pierwszego oficjalnego ogłoszenia, że nastąpi Peak Oil. Rozpoczął to zaklinanie rzeczywistości David White – główny geolog amerykańskiej służby geologicznej USGS. W 1919roku stwierdził, że: „szczyt (peak) amerykańskiej produkcji ropy będzie wkrótce osiągnięty – najpewniej w ciągu trzech lat”.

Oznaczało to kryzys i rzeczywiście po tak autorytatywnej wypowiedzi Ameryka popadła w panikę, ceny ropy skoczyły w górę… i sprawa zakończyła się oczywiście niczym. Jeszcze pół wieku rosło wydobycie ropy w USA. Potem przez prawie 40 lat spadało, a teraz rośnie jak szalone, dzięki nowej technologii, umożliwiającej wydobycie z dużo trudniejszych złóż.

Ostatnimi laty głosy o Peak Oil przycichły, gdyż wysechł strumień finansów dla przeróżnych fundacji i organizacji społeczeństwa obywatelskiego (NGO’s), rozgłaszającego upadek ropy naftowej i rychły krach paliw kopalnych. Wróżby te się nie sprawdziły, ale nastąpiło coś znacznie ciekawszego.

Źródła, które miały zastąpić ropę, gaz i węgiel, czyli energia odnawialna – przeżywały w ostatnim dziesięcioleciu niebywale szybki wzrost. Przez wiele lat rosły gwałtownie inwestycje, przyrastały zainstalowane moce, rosła ilość energii elektrycznej, uzyskiwanej z wiatru czy słońca – dwóch najnowocześniejszych gałęzi zielonej energii. I choć nakłady były ogromne, to w 2012 roku udział tych źródeł wynosił jedynie 2,7% światowej produkcji energii elektrycznej. To oczywiście mało, ale uderzające jest inne zjawisko: Inwestycje w energię odnawialną zaczęły szybko spadać. Z prawie 280 miliardów dolarów w szczytowym roku 2011, nakłady corocznie spadały po 11 i 14 procent, by w 2013 roku wynieść jedynie 214 miliardów.

Green_energy_2013_investments1.jpg

Zielona energia przeżyła swój Peak Oil. Bardzo szybko, po zaledwie kilku latach wzrostu. Ale powód jest prosty: te źródła energii są wciąż niekonkurencyjne, wymagają sztucznego podtrzymywania, dofinansowywania przez państwo. To zawsze kończy się, gdy brakuje pieniędzy w kasie. Wtedy nawet najpotworniejsze zagrożenia globalnego ocieplenia nie działają, gdy mają nastąpić za sto lat. Tak zwykli ludzie jak i politycy zaczynają wtedy myśleć bardziej przyziemnymi kategoriami.

Czy to już rzeka bez powrotu dla energii odnawialnej? Trudno powiedzieć, gdyż promują zieloną energię najpotężniejsze rządy i światowe organizacje. Możemy więc jeszcze przeżyć wzrost zielonych inwestycji. Ale bez przełomowych wynalazków i nowych technologii – energia odnawialna nie ma szans z ropą, gazem węglem i energią jądrową. Żeby wygrać ten wyścig musi być po prostu lepsza. Na rządowej kroplówce nie ma szans.”

źródło: szczesniak.pl

podobne: MFW: subsydiowanie energii ma bardzo poważne negatywne skutki oraz: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło. i to: Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany. a także: Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej? polecam również: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. oraz: Wood Mackenzie: na wydobycie czeka 1,4 bln baryłek ekwiwalentu ropy i to: Tekstylia, meble, motoryzacja – siłą polskiego przemysłu (na rynkach zachodnich). Droga energia realnym zagrożeniem. a także: Nauka: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

Tania benzyna w USA. Tymczasem w Polsce Benzyna jest za droga o 40 groszy

24.01.2015 (IAR) – Ceny paliw w Stanach Zjednoczonych nadal spadają. W tej chwili większość Amerykanów płaci za litr benzyny około pół dolara.

W ponad połowie amerykańskich stacji benzyna kosztuje poniżej 2 dolarów za galon, czyli 53 centów za litr. Są miejsca gdzie cena spadła nawet do 45 centów. To najniższy poziom od 2009 roku kiedy świat był ogarnięty poważnym kryzysem finansowym.

Tak niskie ceny paliw oznaczają, że przeciętna amerykańska rodzina zaoszczędzi około 750 dolarów rocznie. Jeśli część z tych pieniędzy zostanie przeznaczona na konsumpcje to będzie to kolejny pozytywny impuls dla gospodarki USA, która i tak rozwija się w tempie 4-5% rocznie.

Oczywiście niskie ceny benzyny nie dla wszystkich są korzystne. Niektóre koncerny paliwowe wydobywające ropę z łupków już zapowiedziały zwolnienia pracowników. Kłopoty finansowe przezywają także stany uzależnione od przetwórstwa i wydobycia ropy. Wydatki budżetowe będzie musiała na przykład znacząco ograniczyć Alaska.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton /kry

źródło: stooq

Przy okazji malejących cen ropy naftowej na świecie, polskie stacje benzynowe wykorzystały sytuację i w mniejszym stopniu, niż by to wynikało ze spadku cen ropy, obniżyły ceny paliw.

Baryłka ropy naftowej kosztuje około 48 USD, co przy aktualnym kursie dolara daje 1,13 zł za litr benzyny. Do tego dochodzą podatki (akcyza – 1,54 zł, opłata paliwowa – 0,13 zł, nowa opłata zapasowa – 0,06 zł oraz 23-procentowy VAT – 0,82 zł), które łącznie wynoszą 2,55 zł i stanowią 58% ceny benzyny.

Przez lata koszty i zyski producentów, pośredników i stacji benzynowych w cenie litra benzyny 95 wynosiły około 40 groszy. Aktualnie przy cenie 4,4 zł za litr jest to ponad 70 groszy!

Gdyby koszty i zyski rafinerii, pośredników i stacji benzynowych zostały zmniejszone do 40 groszy, to litr benzyny kosztowałby na stacji 4 zł (w tym 1,13 zł koszt ropy, akcyza – 1,54 zł, opłata paliwowa – 0,13 zł, nowa opłata zapasowa – 0,06 zł oraz 23-procentowy VAT – 0,75 zł). Skoro tak nie jest, wniosek jest jeden – mamy zbyt małą konkurencję na rynku paliw, co jest efektem nadmiernych regulacji branży.”

źródło: nczas.com

…MONOPOL PAŃSTWA i regulacja centralna rynku paliw w Polsce rzecz jasna nie służą obniżce cen 🙂 Bo tam gdzie nie ma konkurencji tam nie ma mowy o walce cenowej. Mało tego – państwo wymyśliło sobie i nałożyło kolejny para podatek! (Odys)

podobne: Szczesniak o polityce energetycznej czyli „nowy projekt” w którym wszystko zostaje po staremu przez co w nowym roku będzie drożej. Amerykanie częściowo znoszą zakaz eksportu ropy. oraz: Skutki łupkowej rewolucji za oceanem. Tani gaz przypłynie z USA a Rosja dostanie po łapach i to: Rosjanie poczuli międzynarodową izolację, ale są gotowi na wyrzeczenia. Niezależny Portal Finansowy: Co się dzieje z cenami ropy?

fot. Shutterstock

fot. Shutterstock

Powstanie Styczniowe. Cześć i chwała bohaterom! Hańba na nieodpowiedzialnych prowodyrów. Socjalistyczne korzenie zrywu z podpuszczenia i analogia do Ukrainy.


Polonia Kucie kos - Artur Grottger

Polonia Kucie kos – Artur Grottger

ROK 1863
1.
   Poszła młódź do lasu,
   Pustką stoją dwory,
   Pozostał pod strzechą
   Kto stary, lub chory.

2.
   Poszła młódź wśród boju,
   Inni poszli w pęta:
   Ratujże ich, Panno
   Częstochowska, święta.

3.
   Nieraz ciemną nocą
   W okno ktoś kołacze;
   Przynieśli rannego:
   – Cicho… matka płacze.

Artur Grottger - Polonia Bitwa

Artur Grottger – Polonia Bitwa

4.
   Pozostały matki
   I siostry i żony,
   Został smutek wielki,
   Żal nieutulony.

5.
   Płyną z różnych domów
   Gorące modlitwy.
   Czasem strzały słychać,
   Tu bitwy, tam bitwy…

6.
   Jedzie sznur kibitek
   Na wschód od Tobolska
   Tylu swoich synów
   Żegna Matka – Polska.

 (Maria Konopnicka)
Artur Grottger - Ostatnia przestroga (Szkoła szlachcica polskiego)

Artur Grottger – Ostatnia przestroga (Szkoła szlachcica polskiego)

„Mówiąc o polskich zrywach, zazwyczaj podkreśla się właśnie patriotyzm (a może należałoby mówić o… lekkomyślności albo dywersji, aby ktoś inny realizował swoje cele?), prawo narodu do niepodległego bytu – jak gdyby w owym czasie szlachta, bo to przecież ona podnosiła oręż, uważała masy chłopskie za równe sobie, co przecież nie było prawdą. I co powodowało, że zazwyczaj chłop polski pozostawał na uboczu wydarzeń, nie widząc sensu w „pójściu do lasu”. Ludwik Mierosławski w swojej „Instrukcyi powstańczej”, wydanej w Paryżu bodaj na początku lat sześćdziesiątych XIX wieku, pisał o 20 milionach Polaków, którzy są w stanie wystawić nie dziesiątki, a setki tysięcy żołnierzy, a więc armię, która może stawić czoła trzem zaborcom jednocześnie. Oczywiście było to fantazjowanie, ale Mierosławski był wyznaczony na wodza powstania, a jego broszurę czytano w Królestwie. Przyszły wódz zakładał, że jedna strzelba powinna przypadać na trzech powstańców uzbrojonych w „żeleźce”, czyli kosy, widły, piki; w czasie powstania pojawili się nawet „drągolierzy”, czyli uzbrojeni w zwyczajne tęgie kije… Broń się zdobędzie na Moskalu!

Podobnie było w 1944 roku, kiedy rzucono do walki tysiące patriotycznej młodzieży uzbrojonej nie tyle w drągi, co w butelki z benzyną!

W styczniu 1863 roku powstańcy ruszali do walki, mając 600 strzelb myśliwskich. Naprzeciwko stała armia rosyjska licząca w momencie wybuchu przeszło 110 tys. regularnego wojska. O przewadze ogniowej nawet nie warto wspominać. Dlaczego zatem doszło do samobójczego wystąpienia? Warto się nad tym pytaniem zatrzymać na chwilę. Jak wiadomo, w Królestwie istniały grupy spiskowe o charakterze lewicowym („czerwoni”) i konserwatywnym („biali”); odbywały się manifestacje patriotyczne i dochodziło do ataków wojska na ludność cywilną – ale czy te wydarzenia nie miały drugiego dna, czy nie były inspirowane? Mam na myśli prowokowane ataki na ludność, którą najpierw pod patriotycznym pretekstem gromadzono, a później wystarczyło kilku prowokatorów, aby doszło do salw wymierzonych w bezbronnych ludzi….”

całość tu: „Poszli nasi w bój bez broni…” WIESLAW LESZEK WYRZYKOWSKI

Polonia Po odejściu wroga - Artur Grottger

Polonia Po odejściu wroga – Artur Grottger

„…Publicystyka polska w okresie popowstaniowym oceniła należycie przewrotność angielską nam okazaną w czasie naszego styczniowego zrywu. To oburzenie było tym większe, im więcej dani ludzie nadziei w Anglii pokładali. Znakomity publicysta polski tamtej epoki, Julian Klaczko, pisał:

„W niewypowiedzianych nieszczęściach, jakie sprowadziła na naród polski ingerencja Zachodu w roku 1863, najpierwsza, jeśli nie największa część odpowiedzialności przypada brytyjskim mężom stanu…”

W powstaniu styczniowym były trzy osoby dramatu:

1) Polska, której zachowanie się było bardzo bliskie ekstazie Warszawy w czasie ostatniego sierpniowego powstania: walczyć i wierzyć, że ktoś da nam pomoc. Był to stos ognia wołający o pomoc; wielki i przeofiarny wysiłek propagandowy. Powstańcy styczniowi wiedzieli, że sami swoimi dubeltówkami nie rozgromią olbrzymiej armii carskiej, ale byli przekonani, że Europa da im pomoc.

2) Francja, która nam tej pomocy nie dała, ale dać chciała, tylko oczywiście o tyle i w tych granicach, o ile to nie kolidowało z jej interesami narodowymi. Ponieważ ta kolizja z każdym miesiącem stawała się bardziej nieuchronna, więc Francja oddała wreszcie pierwszeństwo swoim interesom narodowym przed polskimi interesami narodowymi. Trudno Francuzom się dziwić. Gdybym był ministrem Napoleona III, postępowałbym tak samo.

3) Anglia, która w powstaniu widziała doskonałą okazję do swej gry dyplomatycznej, a mianowicie do skłócenia Francji z Rosją, i dlatego starała się powstanie rozszerzyć i podniecić.

W ogóle rozmyślania nad dyplomatyczną historią Europy z okresu powstania styczniowego są niesłychanie ciekawe i bardzo pouczające. Przekonują one nas, że w polityce oczywiście przede wszystkim ważne są fakty realne, ale że obok tego mogą wchodzić w grę także możliwości faktów. Można tę myśl wyrazić poetycznym porównaniem: nie tylko ważne są osoby, ale także ich cienie. Dodajmy, że im pokój jest gorzej oświetlony, na przykład nie elektrycznością, lecz takimi świecami, przy których jeszcze w XIX wieku grano w karty, tym cienie na ścianach występują wyraźniej.

Poważni historycy dyplomacji XIX wieku zgadzają się wszyscy, że wybuch powstania stał się nie lada odskocznią dla polityki Bismarcka. Należy pamiętać, że w roku 1863 Bismarck jeszcze nie miał ani tej siły, ani tego dorobku, jaki miał dwadzieścia lat później. Stał na czele państwa drugorzędnego, słabszego od Rosji, Francji, Austrii i prowadził politykę wewnętrzną przez wszystkich uważaną za politykę awanturniczą. Był reakcjonistą i stosował chwyty rewolucyjne. Anglia wtedy dobrze życzyła Prusom, które uważała za państwo, które może się przydać, i dlatego Anglia chciała koniecznie odebrać ster rządów w Prusach Bismarckowi uważając go za człowieka niepoważnego i niebezpiecznego.

Otóż Bismarck wygrał wybuch powstania w Polsce w sposób znakomity. Zawarł z Rosją już w dniu 8 lutego 1863 roku, czyli w niecałe trzy tygodnie po nocy styczniowej, tak zwaną konwencję Alvenslebena, w której zapewnił Rosji współdziałanie wojsk pruskich przeciwko powstańcom i czujność antypowstańczą na ówczesnej państwowej granicy prusko-rosyjskiej….”

całość tu: Stanisław Cat-Mackiewicz Rok 1863 Tekst z okazji 151. rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego.

Artur Grottger - Pochód na Sybir

Artur Grottger – Pochód na Sybir

….„Lepiej umrzeć stojąc niż żyć na kolanach” – przekonywał nas wieszcz. Ale jeszcze lepiej jest żyć stojąc. Na pytanie: „bić się, czy nie bić” moja odpowiedź brzmi: oczywiście, że się bić, ale k…. z głową!

Cześć i chwała styczniowym bohaterom! To im się z pewnością należy. Ciekaw jednak jestem, czy w przyszłym roku będziemy uroczyście świętowali sto pięćdziesiątą rocznicę upadku Powstania, bo świętowanie w tym roku rocznicy sto czterdziestej dziewiątej wydaje się bez sensu. A powinniśmy. Bo to jedyne w naszych dziejach powstanie, o którym od początku było wiadomo, że musi skończyć się klęską. Powstańcy Warszawscy w 1944 roku mogli ulegać złudzeniom. Ale Powstańcy Styczniowi nie mieli ku temu najmniejszych podstaw. Nastroje patriotyczne były jedynie pośrednią przyczyną jego wybuchu. Przyczyną bezpośrednią była polityka – gry i gierki różnych stronnictw polskich i rosyjskich i wzajemne prowokacje.

Jego wybuch był wątpliwym sukcesem stronnictwa Czerwonych – czyli ówczesnej „lewicy”. Parli oni do powstania, bo chcieli zdobyć władzę w imię realizacji swoich „jedynie słusznych” celów. Dziś wybuch Powstania jest świętowany przez tak zwaną „prawicę”. Czy Aleksander Wielopolski, który starał się zapobiec nieuchronnej klęsce, naprawdę był „zdrajcą narodowej sprawy”? A Romuald Traugutt – który przez kilka pierwszych miesięcy do Powstania w ogóle nie przystąpił? Może warto poczytać co pisał w listach do Księcia Czartoryskiego o głównych zwolennikach Powstania. Generalnie, że idioci. Na przykład o Ludwiku Mierosławskim, że to „szarlatan polityczny i wojskowy, próżny, tchórz, gotów na wszystko, ale wystawiając drugich a chroniąc siebie”. (więcej smaczków w Polityce: Romuald Traugutt – bohater z przypadku Dyktator przegranej insurekcji). Niestety, Rada Miejska w Białymstoku nie dawno części ulicy Traugutta nadała imię Mierosławskiego. U nas tak już jest: bohaterowie u broni, idioci u władzy. A bohaterowie mają to do siebie, że wykonują rozkazy. Bo tak im podpowiada honor. Nawet, jak są to rozkazy idiotów. Więc śpiewali Powstańcy pieśń Wincentego Pola:

Artur Grottger - Powstanie Styczniowe - Polonia - Na pobojowisku

Artur Grottger – Powstanie Styczniowe – Polonia – Na pobojowisku

Obok Orła znak Pogoni,
Poszli nasi w bój bez broni (…)
Hu! Ha! (…)
Niechaj Polska zna,
Jakich synów ma!
Matko-Polsko, żyj!
Jezus, Maria! Bij!
Naszym braciom dopomagaj,
Nieprzyjaciół naszych zmagaj (…)

Niektórym się bowiem wydaje, że Matka Boska to z Synem po polsku rozmawia.

Podobno dzięki Powstaniu Styczniowemu mogliśmy odzyskać niepodległość w roku 1918! Naprawdę? Pamięć o Powstańcach Listopadowych by nie wystarczyła do podtrzymania patriotycznych nastrojów? Pamiętajmy więc o Powstaniu i jego bohaterach i czcijmy ich pamięć. Ale nie koniecznie o tych, którzy je wywołali. I nie dajmy się prowokować „czerwonym”. 

całość tu: Gwiazdowski: Pamiętajmy o bohaterach ale niekoniecznie o tych, którzy je wywołali

Polecam również: Prawdziwe przyczyny powstania listopadowego według Grzegorza Brauna, oraz: Powstanie warszawskie: “strumień wody może być obrócony na koło młyńskie i przynosić pożytek, albo obrócony na dom i zalać go i zniszczyć”, ponadto: Powstanie Wielkopolskie – “kolebka” niepodległej Polski. i to: “Sól ziemi czarnej”. 94. rocznica I powstania śląskiego

komentarz znaleziony w internecie… pisze Menelelel”

„Każdy kto czytał „Ojca Chrzestnego” Mario Puzo, że o filmie nie wspomnę, wie że okazywanie swoich emocji przed obcymi „to gorzej niż zbrodnia – to błąd”. Oczywiście nikt upierać się przy stanowisku, że polska rusofobia jest bezzasadna nie będzie, jednak wygrywanie na niej przy każdej okazji to właśnie wspomniany „błąd”.

Tak czy inaczej warto ją podzielić na dwie antypatie: antycarską i antybolszewicką. Dlaczego? Ano tą pierwszą można uznać jako historycznie związaną z elitami rosyjskimi, tą drugą zaś z elitami całkiem innymi.
Socjalizm i następnie komunizm służył tylko i wyłącznie do wymordowania właścicieli majątków ziemskich w Rosji i przejęcia ich majątków (kto nie wie o co chodzi niech poczyta o zamachu na cara Aleksandra II i pierwszej aliji http://pl.wikipedia.org/wiki/Pierwsza_alija ). Oczywiście na pewnym etapie miał on być państwowy, by po kilku pokoleniach trafić tam gdzie zaplanowano sto lat wcześniej.
Jeśli ktoś nie rozumie o co chodzi, niech prześledzi dokładnie historię Powstania Styczniowego i rolę jaką odegrał w nim Leopold Kronenberg. Z grubsza wyglądało to tak, że bankierzy podpuścili polskich patriotów do samobójczej misji. Oczywiście należność za wszystko co do rozróby potrzebne, w tym broń, w 100% wzięto z góry, a następnie dostarczano tak długo, aż w końcu powstanie upadło. „(…)”Trzysta trzydzieści dwa tysiące morgów rozdzielił pomiędzy stu dwunastu rosyjskich dostojników, zasłużonych przy „usmirienii polskogo miatieża” – mowa o represjach popowstaniowych. 332 000 „morgów” czyli mniej więcej 160 000 hektarów, a to jest ok. 1600 km 2. Mówimy zatem o mniej więcej 2% powierzchni Królestwa Polskiego.http://njusacz.blogspot.com/2013/01/styczniowi-szalency.html 

Tutaj wykaz skonfiskowanych ziem http://www.stankiewicze.com/index.php?kat=23&sub=426

Żeby było całkiem śmiesznie rok przed powstaniem margrabia przyznał Żydom prawa do nabywania majątków ziemskich… Tak więc jeśli odrzucimy emocje i popatrzymy na bilans : 250tys. zesłanych na Syberię, konfiskata ponad 4tys. majątków ziemskich które w znacznej części trafiły do – no właśnie zgadnijcie sami. Wszystko było pomyślane jak należy:
– byli naiwni Polacy z mająteczkami, którzy powstaną na „przypadkowo” najgorszym momencie
– głupi i chciwi Ruscy który powstanie stłumią i się co prawda nachapią, ale ściągną na siebie odium rabuśnika i gwałciciela, bo jak historia uczy „strarta ojca tak nie boli tak jak strata ojcowizny”
Kto robił interesy po powstaniu na sprzedawaniu patriotycznych odznak upamiętniających powstanie można poczytać chociażby w książce Karola Estreichera  „Nie od razu Kraków zbudowano”. Przypadkiem jest tam też opis kto i jak propagował socjalizm.

W sprawie ukraińskiej na szczęście nie chodzi głównie o Polskę, bo tu niestety sprawy wyglądają już mniej więcej jak przed WWII. Dlatego antenaci Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy pchają durniów napędzanych starannie pielęgnowaną rusofobią do robienia medialnej oprawy dla usankcjonowania nowego podziału własności na Ukrainie. Szczerze współczuję etnicznym Ukraińcom bo ich udziałem stanie się to co było naszym w XIXw. W kraju rozszabrowanym przez bankierów co to nie mają narodowości z Polakami cierpliwie tłumaczącymi im, że „to wszystko Putin”.

Ale wracając do naszych baranów – tak się składa, że przy każdej większej jumie niepodobna ukryć tego kto zyskał, bo ludziska w końcu kapowały się kto ich wydoił do cna i tam kierowały swój gniew, ochoczo wspierany przez dłużników, w z grubsza właściwym kierunku. Kto nie rozumie o co chodzi, niech poczyta sobie historię Republiki Weimarskiej w pigułce – książkę Adama Fergussona „Kiedy pieniądz umiera”.
Ostatnie dekady względnego dobrobytu były robione po prostu na kredyt. Kredyt głównie pod zastaw rosyjskich, irackich i irańskich bogactw naturalnych. Problem w tym taki, że bez wojny nikt zastawów nie wyda.
Mamy więc po jednej stronie państwa z pętlą długu na szyi, którą międzynarodowa banksterka w 2009r. tylko lekko docisnęła, pomagając niektórym durniom zaskoczyć w którą stronę mają teraz szczekać.
Dlatego też napasiono masy erzacem dobrobytu, aby teraz w obawie przed jego utratą grzeczniej szli na wojnę. Oczywiście myśląc, że po jej wygraniu długi znikną…
Jednak gdyby tak miało być, nie walczono by tak strasznie o prawa mniejszości wszelakich. Wszystkie one robią za pożytecznych idiotów głęboko wierząc, że banki płacą ciężką kasę innym pożytecznym idiotom za implementowanie mniejszościowych przywilejów, bo wzruszyły się pedalskim losem. A właśnie te prawa posłużą niedługo do dodatkowej ochrony tych mniejszości, które niedługo wyślą dziesiątki tysięcy komorników do inkasowania przygłupów stojących z rozdziawioną gębą i pytających dlaczego tym razem nie będzie last minute in Egypt.

Użyłem wielu skrótów myślowych, których nie zamierzam rozwijać. Historia wszak kołem się toczy.”

polecam również: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli.

…i jako konkluzja – Jacek Kaczmarski: “Weterani”

 

Artur Grottger - Wojna - Już tylko nędza

Artur Grottger – Wojna – Już tylko nędza

Sławomir Suchodolski: Dwa miliony nielegalnych zapalniczek czyli… monopole w II RP.


fragment:

„Odradzająca się Polska – II RP – przejęła po państwach zaborczych wszystkie monopole, tzn. spirytusowy, solny, tytoniowy i loteryjny. Ponadto wprowadzono jeszcze monopol zapałczany, a w czasie wielkiego kryzysu gospodarczego planowano (na szczęście skończyło się tylko na planach) wprowadzić kolejne – herbaciany, kawowy – i rozszerzyć tytoniowy o fabrykację gilz do papierosów.

W budżecie państwa polskiego przychody z tytułu monopoli stanowiły ok. 30% wszystkich wpływów budżetowych, np. w roku budżetowym 1931/1932 – 30%, a w 1938/1939 – 31,9%. Dla porównania: w ówczesnej Francji wpływy z monopoli to zaledwie 1% wszystkich budżetowych przychodów, zaś w Niemczech niewiele więcej – 2,2%. Widzimy więc, jak ważną pozycją w budżecie II RP były wpłaty monopolowe; wobec tego warto przyjrzeć się funkcjonowaniu czterech z pięciu monopoli (nie będziemy brali pod uwagę monopolu loteryjnego).

Przekroczono punkt Cournota

…1 stycznia 1927 roku cenę 1 litra spirytusu stuprocentowego wyznaczono na 13 złotych i 50 groszy. Była to cena najwyższa w Europie. Mimo to jakaś „mądra głowa” w rządzie zaproponowała w 1930 roku (drugim roku kryzysu) podwyżkę ceny do 15 złotych! Efekt był taki, jaki mógł przewidzieć każdy w miarę rozgarnięty ekonomista; każdy, tylko nie sanacyjny minister. Oczywiście wpływy do budżetu państwa zaczęły gwałtownie maleć – z 420 milionów zł w roku budżetowym 1929/1930 do 201 milionów w roku 1932/1933. Przekroczono tzw. punkt Cournota, czyli punkt wyznaczający ekonomiczne optimum produkcji przedsiębiorstwa monopolistycznego; w punkcie tym monopol osiąga zysk maksymalny. Nie powinna to być żadna abrakadabra dla ówczesnego ministra skarbu płk. Ignacego Matuszewskiego, tylko ekonomiczne ABC. Na masową skalę zaczął się szerzyć przemyt spirytualiów z ościennych państw. Nielegalne gorzelnie wyrastały jak grzyby po deszczu – prasa ciągle informowała czytelników o likwidowaniu tysięcy bimbrowni; tylko w samym 1933 roku wykryto ich aż 3051 (wg danych Policji Państwowej, miały one wyprodukować 1,7 mln litrów spirytusu). W tej sytuacji informacje o tym, że Dyrekcja Państwowego Monopolu Spirytusowego podjęła decyzję o zatrudnieniu kolejnych urzędników (na 3814 pracowników w 1932 roku było ich aż 1599), co zaowocowało wzrostem kosztów administracyjnych, oraz o tym, że zaczęto ale nie ukończono budowy zakładów przemysłu spirytusowego, ponieważ w miejscu ich usytuowania nie było wody potrzebnej do produkcji spirytualiów (ktoś nie dopatrzył swoich obowiązków – normalna rzecz w Polsce), mają posmak skandalu. Rząd w końcu wyciągnął wnioski i w 1932 roku obniżył cenę 1 litra spirytusu do 12 złotych. Wpływy do budżetu zaczęły powoli rosnąć, by w roku 1938/1939 osiągnąć kwotę 294 milionów zł, jednak organom ścigania do końca istnienia II RP nie udało się zlikwidować ani przemytu alkoholu, ani bimbrownictwa.

Włoska pożyczka

…Po zaciągnięciu w 1924 roku pożyczki włoskiej, państwo zlikwidowało 83 prywatne wytwórnie tytoniowe, zatrudniające ok. 10 tysięcy osób (…) W działalności Polskiego Monopolu Tytoniowego uderza bardzo duży wzrost kosztów produkcji w latach 1927-1929, bo aż o 51%, i wręcz horrendalny wzrost kosztów administracyjnych w latach 1927-1931 – aż o 103%! Większa liczba urzędników i większe koszty administracyjne wcale nie oznaczały podejmowania przez monopol racjonalnych, ekonomicznie uzasadnionych decyzji. Na przykład w 1931 roku, czyli w okresie dekoniunktury, monopol rzucił na rynek cztery nowe marki papierosów, opracowane jeszcze przed kryzysem, w innych warunkach gospodarczych. Palacze uznali te marki za zbyt luksusowe (czytaj: zbyt drogie) i w 1932 roku wycofano je ze sprzedaży. Kwoty przekazywane do budżetu przez monopol tytoniowy od roku 1930/1931 (390 mln zł) były coraz mniejsze (np. w roku 1936/1937 – 322 mln zł). Nie dziwota, skoro palacze skarżyli się na wysokie ceny papierosów, które specjalnymi rozporządzeniami ustalał sam minister skarbu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej! Coraz częściej kupowano papierosy z przemytu; coraz większym popytem cieszyły się gilzy służące do ręcznego sporządzania papierosów w zaciszu domowym. Chłopi masowo zakładali nielegalne plantacje tytoniu; w 1933 roku zlikwidowano ich aż 22 tysiące (ciekawe, ile pozostało niewykrytych).

Co z tą solą?

…Monopol ten do 1932 roku administrowały: Ministerstwo Przemysłu i Handlu oraz Ministerstwo Skarbu (od 1932 już tylko to ostatnie). Być może nadzór aż dwóch ministerstw był powodem podejmowania dziwnych, niekiedy kuriozalnych decyzji, jak choćby tej z 1930 roku kiedy postanowiono wybudować w salinie państwowej w Wieliczce pralnię worków do soli. Kiedy budowę ukończono, raptem okazało się, że Biuro Sprzedaży Soli w następstwie umowy zawartej ze Związkiem Inwalidów otrzymywało worki… nie nadające się w ogóle do prania! Pralnia stała nieczynna przez trzy lata, zanim podjęto odpowiednie kroki. Ale co tam jakaś pralnia i wyrzucone w błoto pieniądze podatników! Zobaczmy, jakie piekło zgotowali urzędnicy rolnikom chcącym nabyć sól bydlęcą. Aby ją kupić, należało bezwarunkowo zaopatrzyć się w upoważnienie wydane przez Urząd Skarbowy Akcyz i Monopoli. Upoważnienie wydawano na podstawie szeregu zaświadczeń, które dostarczał petent, m.in. dokumentu potwierdzającego ilość bydła oraz świadectwa moralności (sic!). Z tym upoważnieniem należało udać się do Biura Sprzedaży Soli. Biuro sprawdzało dokumenty i po pozytywnej weryfikacji żądało należności za sól z góry, oczywiście w gotówce. Wówczas urzędnik dawał zlecenie wysyłkowe, po czym zawiadamiał Urząd Skarbowy i Oddział Kontroli Skarbowej. Nawet jeśli transport przybył na miejsce, nie wolno było wyładowywać z wagonu soli bez urzędnika Kontroli Skarbowej…

Król zapałek

…„Król zapałek”, szwedzko-amerykański finansista i potentat przemysły zapałczanego Ivar Kreuger, w zamian za zawarcie umowy oferował Polsce tzw. pożyczkę zapałczaną w wysokości 30 mln $, a tymczasem nasz rząd zadowolił się tylko 6 mln $. Trudno powiedzieć dlaczego nie starano się uzyskać wyższej kwoty, ale pewne poszlaki wskazują na to, że podczas rokowań wysoce podejrzaną rolę odgrywał dyrektor Departamentu Akcyz i Monopoli Ministerstwa Skarbu, Marian Głowacki. Marszałek Sejmu, Maciej Rataj, zapisał w swoim pamiętniku znamienne słowa odnoszące się do tej kwestii: „Sprawa monopolu zapałczanego i związanej z nim pożyczki budzi dużo zastrzeżeń. Chodziły głuche pogłoski o interesie, który przy tej sposobności zrobili różni ludzie (Głowacki?!)”. Ceny pudełka zapałek poszybowały w górę…

…Od razu po podpisaniu umowy (zwanej drugą pożyczką zapałczaną) koncern podwyższył cenę pudełka zapałek z 7 do 10 groszy (czyli o prawie 43%), jednocześnie zmniejszając liczbę zapałek w pudełku z 60 do 48 (o 20%). Po tej drastycznej podwyżce sprzedaż zapałek poleciała na łeb, na szyję. Jeszcze w roku 1930 statystyczny Kowalski zużywał 1127 zapałek, ale już w 1932 roku – 828, zaś w 1934 roku – 466. Dla wielu Polaków – to nie żart – zapałki stały się towarem luksusowym. To właśnie wtedy, w czasach wielkiego kryzysu, mówiono, że „polski chłop jest tak biedny, iż dzieli zapałkę na czworo”. Wpływy z monopolu zapałczanego do budżetu państwa ciągle spadały – z 16 mln zł w roku budżetowym 1929/1930 do 6 mln zł w roku 1931/1932. Aby zwiększyć sprzedaż zapałek, władze postanowiły wprowadzić wysokie opłaty stemplowe dla posiadaczy zapalniczek…

…Bilans 14 lat działalności szwedzko-amerykańskiej spółki w Polsce był katastrofalny: liczba zakładów zapałczanych zmalała z 19 do czterech, a liczba zatrudnionych w nich pracowników – z 2851 do 805; spadła także produkcja zapałek ze 170 tys. skrzyń w 1929 roku do 77 tys. w roku 1938; spadł również eksport – z 21,5 tys. skrzyń do niecałych 2 tysięcy. Tylko jeden wskaźnik związany z produkcją zapałek wykazywał tendencję wzrostu – ceny…

Pobieżny przegląd funkcjonowania na terenie II RP kilku monopoli skłania do konstatacji, że państwo bardzo często nie miało wyczucia, nie znało umiaru w ustalaniu cen monopolowych, co niejednokrotnie owocowało przekraczaniem tzw. punktu Cournota i spadkiem dochodów do budżetu państwa. Ceny rzeczywiście musiały być bardzo wysokie, skoro – jak słusznie zauważył prof. Adam Krzyżanowski: „opłaca się konsumentom kupować przemycane wyroby tytoniowe i wódki, których cena zawiera w sobie podatek ściągany przez władze państw ościennych, koszta przewozu, łapówek i zarobek przemytników”. W takich okolicznościach wzrastała przestępczość – przemyt, bimbrownictwo, nielegalny obrót towarami itd. W latach 1931, 1932 i 1933 wykryto odpowiednio przestępstw akcyzowo-monopolowych 67 tys., 95 tys. i 125 tysięcy. Źle to świadczyło o państwie, które swoimi zakazami, nakazami i monopolami generowało przestępczość.”

całość tu: nczas.com

podobne: „refleksja historyczna” z etyką kolejarską na tle przedwojennej PKP. oraz: Jakub Wozinski: Jak Grabski zrujnował II RP i to: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz