Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej) w ramach inżynierii społecznej zwanej „opieką państwa”.


W październiku ub.r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis ustawy o PIT wskazujący wysokość kwoty wolnej od podatku, „w zakresie, w jakim nie przewiduje mechanizmu korygowania kwoty zmniejszającej podatek, gwarantującego co najmniej minimum egzystencji, jest niezgodny z art. 2 i art. 84 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej”. TK w sentencji wskazał ponadto, że przepis w zakresie wskazanym w orzeczeniu traci moc obowiązującą z dniem 30 listopada 2016 r…

…ostatnia waloryzacja kwoty wolnej miała miejsce w 2006 r. Tymczasem w prawie podatkowym i innych ustawach przyjmuje się, że jeżeli wskaźnik inflacji rośnie, to wdrażany jest mechanizm waloryzacji.

„Praktycznie rzecz biorąc w ciągu tych 10 lat ceny wzrosły o prawie 18 proc. Mamy więc do czynienia z istniejącą od wielu lat tzw. zimną progresją w PIT. Ponieważ zarówno kwota wolna od opodatkowania, jak i koszty uzyskania przychodów dla pracowników uzyskujących dochody z pracy najemnej w tym czasie nie uległy zmianie, stąd jakakolwiek podwyżka wynagrodzenia, albo podjęcie dodatkowego zatrudnienia może powodować wzrost opodatkowania” – wyjaśniła.

Podkreśliła, że podatnicy liczyli, iż ustawodawca przychyli się zarówno do wyroku TK, jak i obietnic przedwyborczych PiS i zwiększy kwotę wolną…” (całość tu: Eksperci: kwotę wolną od podatku trzeba zwiększyć)

podobne: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków).

…jeśli podatnicy naprawdę liczyli na spełnienie owej obietnicy to się przeliczyli. Dla mnie osobiście było wiadome od początku z uwagi na kosztowny program socjalny tej partii który został potwierdzony rekordowo wysokim deficytem finansów publicznych (gwarantowany kredytem zaciągniętym u międzynarodowej lichwy), że nie da się jednocześnie mieć ciastka i zjeść ciastka. Rozczarowani powinni wiedzieć że z pustego i Salomon nie naleje. Skończyło się na tym, że posłowie PIS latają jak ze sraczką żeby wybrnąć z tego przed czym postawił ich wyrok TK… (Odys)

„…posłowie Prawa i Sprawiedliwości wnieśli do laski marszałkowskiej projekt zmian w ustawach o podatku dochodowym od osób prywatnych, a także w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych. Projekt ten przewiduje, że kwota wolna od podatku, pozostanie na niezmienionym poziomie czyli 3 091 zł.
W uzasadnieniu projektu czytamy: „W celu zapewnienia podatnikom konstytucyjnej zasady pewności prawa, a w szczególności zagwarantowania prawa do uwzględnienia kwoty wolnej od podatku zachodzi pilna potrzeba podjęcia inicjatywy ustawodawczej określającej zasady jego obliczania w roku 2016”.
Jak twierdzą posłowie, propozycja zachowania obecnej wysokości kwoty wolnej od podatku, jest związana z tym, że w przyszłym roku nie ma szans by podnieść jej wysokość. Według posłów kwota wolna od podatku zostanie podniesiona w przyszłym roku, gdy zostanie wprowadzona reforma podatkowa.
Przypomnijmy, że w czasie ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej i kampanii do Parlamentu, przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości obiecywali, że kwota wolna od podatku zostanie zwiększona do 8 000 zł.” (Onet)

…wicie rozumicie chodzi o to żebyście nie żyli w niepewności (śmierć i podatki 😉 ) i wiedzieli że jednak coś tam kiedyś dostaniecie… może już w przyszłym roku jak się uda. A uda się jeśli do końca tego roku budżetowego państwo zgarnie z podatków akurat tyle, żeby w przyszłym mieć odpowiednie rezerwy. Chyba że się nie uda, ale do tego czasu wyczyści się TK żeby na drugi raz nie stresował polityków „dobrej zmiany” która od roku pełni funkcję jedynie słusznej wyroczni. Dlatego też wie najlepiej komu w pierwszej kolejności należy się przywilej korzystania z owoców ludzkiej pracy. O czym świadczą słowa Pana Morawieckiego, który stwierdził, że dla osób „lepiej zarabiających” w ogóle nie powinno być kwoty wolnej od podatku. To jest dopiero „odwaga” powiedzieć ludziom że nie dostaną swoich pieniędzy bo za dużo zarabiają (czy ktoś im każe?). To z pewnością zmotywuje cały naród do tego żeby ciężej i dłużej pracować na „diety” i ciężki kawałek chleba jakim jest posłowanie, senatorowanie, i ministrowanie naszym „nieszczęśliwym krajem”. Nie dziwmy się więc że tym nieszczęśnikom przysługuje dziesięciokrotnie wyższa kwota wolna od podatku, bo jak powiedział Pan Morawiecki: „Posłowie wykonują bardzo ciężką pracę i od 20 lat nie mieli regulacji wolnej od podatku. Doceńmy ciężką pracę polityków”… (Odys)

Miało być 8 tys. zwolnienia dla wszystkich. Jest 6,6 tys. zł zwolnienia dla najbiedniejszych (słusznie) i figa z makiem dla całej reszty plus grabież najbogatszych. Przy czym „bogaty” to taki co zarabia jakieś 1300 Euro na rękę. Ciekawe co emigranci sądzą o takim poziomie „bogactwa” w Polsce.

Jakby tego było mało, poseł zarabiający 9,9 tys. zł + 2,5 tys. diety + 12 tys. na prowadzenie biura – ma kwotę wolną ustaloną na poziomie 27 tys. złotych

PiS nie wyciągnął żadnych wniosków z arogancji swoich poprzedników. I jak tak dalej pójdzie to nawet słabość opozycji im nie pomoże. Bo oprócz tej opozycji forsowanej przez media, są jeszcze ugrupowania wolnorynkowe, nie sięgające bez przerwy do kieszeni obywateli i rozumiejący, że ludziom przede wszystkim trzeba jak najwięcej pieniędzy zostawić. Bo to są, do cholery, ich pieniądze!” (zelaznalogika – Kwota wolna przelała czarę – Żółta kartka dla PiS)

Ostatecznie skończyło się kompromisowo i dotychczasową kwotę wolną od podatku podwojono… ale w taki sposób żeby nie stracić wianuszka i jeszcze dogodzić komu trzeba 🙂 (Odys)

„…kwota wolna od podatku zostanie podniesiona. Dla wszystkich. Oczywiście jeśli zarabiają mniej niż 11 tys. złotych rocznie. Dla ludzi zarabiających pomiędzy 11 tys., a 85 tys. – czyli dla ok. 95% narodu – pozostałaby bez zmian, a dla tych którzy zarabiają więcej byłaby mniejsza, aż do całkowitego zniknięcia. Myślę, że Zandberg po tej zmianie powinien Morawieckiemu wręczyć honorową legitymację swojej partyjki. A ja w imieniu uciskanej większości napiszę: Mati, idź być banksterem-socjalistą gdzie indziej!

Żeby było jeszcze śmieszniej 30 tys. mieszkańców Warszawy zapłaci podatek od tego, że Hanka umorzyła im mandat za brak biletu lub cześć opłat za czynsz. Ministerstwo Finansów uznało, że „Dłużnik zaoszczędził na wydatku, który musiałby zostać przez niego poniesiony, gdyby nie został mu umorzony dług”, więc otrzymają z ratusza PIT-8C. Kaczafi, ogarnij trochę Matiego, bo skończycie jak AWS…” (DWS24.pl 28 listopada 2016 roku)

podobne: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków

…tymczasem czekają nas innego rodzaju podwyżki…

„…I to kilkanaście procent od razu. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przy współpracy z mniej znanymi posłami PiS przygotował podatkową rewolucję. Zamiast PIT, ZUS, składki zdrowotnej i innych miałby być jeden podatek w wysokości 25% pensji. Money.pl wylicza, że pracownik zarabiający netto 3 tys. złotych zarobiłby 3750 zł., a koszt dla pracodawcy nie zmieniłby się. Miałby tez zniknąć CIT, a VAT miałby jedna stawkę w wysokości 16,25%. Pysznie. Tylko, zastanawiam się czy gdybyśmy wszyscy dostali podwyżki nie poszłyby za tym podwyżki towarów i usług.

Aczkolwiek znając Morawieckiego może tę reformę zastosować wyłącznie dla bezrobotnych.

Od 1 stycznia w życie wchodzi nowe prawo wodne. Przy okazji powołano spółkę Wody Polskie, która będzie pilnowała żeby nikt nie ukradł jezior i rzek. Oczywiście nie będą tego robić za darmo. Aby więc sfinansować istnienie tej niezbędnej dla losów wszechświata instytucji wymyślono „podatek podwodny”. W skrócie chodzi o to, że właściciel będzie musiał zapłacić za każdy metr „działki”, który znajduje się pod wodą… Jaśniej? Proszę! Podatek będą płacić np. właściciele mazurskich portów. Co oczywiście spowoduje podniesienie opłat portowych. I w końcu na Mazury przestaną przyjeżdżać biedne-biedaki, których nie stać na wyjazdy na all exclusive i bez sensu pływają zakłócając spokój rybom.

Telewizja Republika z dumą doniosła, że „kwota wolna od podatku będzie podwyższona”. Nie pamiętam gdzie czytałem, że wszystkie media kłamią, a my wybieramy jedynie w które kłamstwo wierzymy.

Oczywiście prezydent podpisał przyjętą ustawę. Wygląda więc na to, że śmiechy z Komorowskiego, który zawetował kilka ustaw były przedwczesne.

Przy okazji Ministerstwo Finansów bierze się za blogerów. Koszty prowadzenia bloga nie są już kosztami prowadzenia działalności gospodarczej. Szałamacha wydał opinię, że są, ale Szałamachy już nie, a wraz z nim przepadła interpretacja. Prawie się cieszę, że zrobiłem sobie z tego tutaj źródła dochodu.

I zastanawiam się co jeszcze da się opodatkować.

Bo, że można zabronić zarabiać pokazuje pomysł Ministerstwa Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej, które ma znakomity pomysł. Otóż emeryci mają mieć ograniczone możliwości zarabiania. Do 70% średniej krajowej, potem obcinamy lub zawieszamy emeryturę. Cóż… Obywatelko Rafalski, emerytura tych ludzi to nie jest jałmużna, tylko ułamek tego co przez lata pracy ludzie sobie na nią zapracowali. I należy się tak samo jak stryczek UBkom, flaszka Kwachowi czy honorowe członkowstwo w Partii Razem Morawieckiemu. A to co będą w stanie zarobić ponad to na co odkładali przez kilkadziesiąt lat pracy gówno was interesuje. Bo i tak większość „składek” gdzieś wyparuje…” (DWS24.pl 29 listopada 2016 roku)

podobne: „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą. oraz: Zamiast emerytury czeka nas los Boxera z „Folwarku zwierzęcego”

Jakiś czas temu Pan Wicepremier Morawiecki stwierdził w TVP Info: „Panuje taki mit, że mamy bardzo wysokie podatki. To nieprawda. Nie mamy bardzo wysokich podatków. Podatki i daniny są niskie. Nie powielajmy takich nieprawdziwych schematów, że podatki są wysokie. Wtedy utrwalamy w ludziach takie przekonanie, że państwo jest złe i tylko ściąga haracz”. Wystarczy zatem nie mówić o tym że coś się pali a nic nie spłonie. Prawda że logiczne? Wszak nie mówi się w domu wisielca o sznurze. 

To pewnie w ramach tych niskich podatków kolejnym pomysłem rządu po bankowym, od supermarketów, utrzymaniu wysokiego VATu, podwyżce na ZUS i zdrowotne, będzie nowa akcyza za sprowadzane z zagranicy samochody (będą 32 stawki zamiast obecnych 2). Zaś dla wszystkich dumnych posiadaczy tego dobra luksusowego przygotowano wyższe ubezpieczenie OC (niektóre nawet o 100%). Dziwnie teraz brzmią te wszystkie przechwałki polityków, wtórujących im dziennikarzy oraz „niezależnych” publicystów, którzy usprawiedliwiali program „500+” m.in. tym, że wielu biednych będzie w końcu stać na pierwszy w życiu samochód. Nie wspominając o tym jak się ma kupowanie używanych samochodów do nowych dzieci które miały się z tego programu urodzić. Jeśli rzeczywiście taki był obieg tego pieniądza, to ci którzy „zainwestowali” w mobilność nieźle się przejechali, bo nie dość że zwrócą wszystko swoim „dobrodziejom”, to zostaną z kosztami utrzymania „złomu” na kolejne lata. No ale może rząd i na to wymyśli jakiś program wsparcia, np. dopłata do fiata.

Teraz przynajmniej wiadomo dlaczego volkswagen dał się namówić na postawienie w Polsce swojej fabryki (za co jeszcze dostał pomoc publiczną od „naszego” państwa). Chyba że chodzi o to jak wynika z przecieków że na wspomniany program pińcetplus już w grudniu może zabraknąć pół miliarda złotych. W takim wypadku zgadzam się z oberpremierem Morawieckim że mamy w Polsce za niskie podatki, i że głupio to wygląda na tle Europy (gdzie podobno podatki są wyższe). Powinniśmy zatem dogonić choćby w tym wymiarze tę tzw. Europę. Może wtedy młodzi Polacy przestaną takim strumieniem wyciekać za granicę by dorabiać obce gospodarki (i fiskusa) skoro u nas będą mieli zachód, czyli jak twierdzą niektórzy „odpowiedzialną politykę fiskalną” oraz bogaty socjal – bo podobno za tym właśnie a nie za żadną pracą młodzi Polacy wyjeżdżają za granicę. Chociaż ja myślę że jest dokładnie na odwrót, i dlatego też rośnie liczba polskich przedsiębiorców którzy uciekają z rejestracją firm by płacić niższe podatki za granicą (na złość Kaczyńskiemu i rządowi)… Kto wierzy w propagandę że uciekają po to żeby płacić wyższe zasługuje co najwyżej na uśmiech politowania. (Odys)

„…W większości społeczeństw Zachodu zawdzięcza ona swój status i zamożność własnej pracy. Właśnie dlatego zalicza się do niej indywidualnych przedsiębiorców czy osoby pracujące umysłowo. Ze słów Morawieckiego wynika jednak, że nowa klasa średnia będzie czerpać swój status i zamożność z… woli państwa. Inaczej nie można zrozumieć jego deklaracji, że mają tworzyć ją rodziny korzystające z programów 500+ lub Mieszkanie+ (głównie zatem wielodzietne, bo to one przede wszystkim kwalifikują się do programu mieszkaniowego i to one najbardziej korzystają z 500 zł na dziecko).
By realizować tak kosztowne transfery socjalne, trzeba mieć pieniądze. Przedstawiciele rządu zapewniają, że kształt reformy podatkowej dopiero się uciera, ale przecieki wskazują, że budowę nowej klasy średniej sfinansować mieliby ci, którzy do niej należą dziś. PiS zamierza więc sięgnąć głębiej do kieszeni dobrze zarabiających przedsiębiorców, menedżerów i ludzi wolnych zawodów, którzy prowadzą działalność gospodarczą. Mówiący o konieczności budowy polskiego kapitału rząd sygnalizuje zatem plan reformy podatkowej, na której najwięcej stracą właśnie ci, którzy dotychczas budowali polski kapitalizm – mali i średni przedsiębiorcy. Trudno w tej sprawie nie dopatrzeć się celów politycznych. Możliwe, że liderzy PiS uznali, że dotychczasowa klasa średnia nie nadaje się na polityczne zaplecze partii rządzącej. Pracując na swoim, jest niezależna. Nie to, co nowa klasa średnia, której dobrobyt uzależniony będzie od pieniędzy państwa…” (Michał Szułdrzyński, http://www.rp.pl Reforma systemu podatkowego: Klasa średnia z łaski PiS) 

podobne: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach.

„…PiS pozostaje przy rządzie już ponad rok. W tym czasie zainicjowało program rozdawnictwa, który – być może – pozwoli mu na wykorzystanie procedur demokratycznych dla utrzymania uchwyconych pozycji. Utrzymująca się w znacznej części opinii publicznej nostalgia za Gierkiem i darmochami sprawia, że te rachuby wcale nie muszą być iluzoryczne. Sprzyjać temu będzie również ujawnianie udziału polityków Platformy Obywatelskiej w rozmaitych aferach. Wydaje się jednak, że nasi sojusznicy, z Naszym Najważniejszym Sojusznikiem na czele, nie są zainteresowani w zlikwidowaniu kohabitacji szlachetności z łajdactwem i dlatego rząd w dalszym ciągu będzie musiał rywalizować o względy Naszego Najważniejszego Sojusznika ze starymi kiejkutami. W rezultacie, przy utrzymaniu procedur demokratycznych, odblokowanie narodowego potencjału gospodarczego, zablokowanego przez trzy czynniki: kapitalizm kompradorski, postępującą biurokratyzację państwa i niemiecki projekt „Mitteleuropa” z 1915 roku, wydaje się absolutnie niemożliwe. Dlatego rząd, nawet gdyby nie realizował ideału prezesa Kaczyńskiego w postaci przedwojennej sanacji, będzie skazany na utrzymywanie się przy uchwyconych przyczółkach za cenę coraz głębszego zadłużania państwa – co wydaje mi się nawet wykalkulowane przez prezesa Kaczyńskiego, który – jak przypuszczam – też pragnie, by naród tęsknił za nim co najmniej tak samo, jak za Gierkiem. Oczywiście możliwe jest też i to, że wszystko i to już niedługo, rozstrzygnie się w całkiem innych kategoriach, bo przecież zagrożona jest demokracja, a tej – jak wiadomo – trzeba bronić do upadłego tym bardziej, że skoro nawet my, biedni felietoniści, przejrzeliśmy – jak się wydaje – życiową intrygę prezesa, to i stare kiejkuty też. Z pewnością zyskają błogosławieństwo Naszych Sojuszników, a być może również Naszego Najważniejszego Sojusznika dla ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej, przy której swoją pieczeń zamierzają przecież upiec Żydzi…(Stanisław Michalkiewicz – Nie wiem, nie pamiętam, czyli dobra zmiana)

podobne: „W przedszkolu naszym nie jest źle” czyli… o jedynie słusznej misji publicznej PISu w „narodowych” mediach i w gospodarce (by znowu było jak za Gierka)

Do Izraela też udał się ostatnio polski rząd na tzw. „konsultacje”, czego owocem jest porozumienie w sprawie respektowania praw emerytalnych naszych „starszych braci w wierze”, którzy wyemigrowali swojego czasu z naszego „nieszczęśliwego kraju”. Ciekaw jednak jestem czy najnowsze dziecko populizmu „sprawiedliwości społecznej” czyli tzw. ustawa zwana „dezubekizacyjną” zawiera nazwiska również tych spośród emigrantów, którzy swojego czasu przysłużyli się reżimowi komunistycznemu w okradaniu i mordowaniu Polaków, i czy ich emerytura również zostanie stosownie do zajmowanych w byłym aparacie bezpieki stanowisk obniżona… (Odys)

„…oficjalnie nic nie wiemy o treści i przebiegu rozmowy pana prezydenta Andrzeja Dudy z przedstawicielami żydowskich organizacji przemysłu holokaustu w konsulacie RP w Nowym Jorku. Jeśli chodzi o tę rozmowę, to wiadomości o niej pochodzą z wypowiedzi szefa żydowskiej Ligi Antydefamacyjnej Abrahama Foxmana dla jednej z nowojorskich gazet, że pan prezydent obiecał wzmóc walkę z antysemityzmem w Polsce i nawet zapowiedział jakąś „legislację”, a poza tym – że rozmawiano też o roszczeniach majątkowych, jakie żydowskie organizacje wiadomego przemysłu wysuwają pod adresem Polski. Toteż bez zaskoczenia przyjęliśmy meldunek złożony przez panią premier Beatę Szydło izraelskiemu premieru Beniaminu Netanjahu o wzmożeniu walki z antysemityzmem. Warto zwrócić uwagę, że o tym, co jest, a co nie jest antysemityzmem, nie decyduje rząd polski, tylko izraelski, w porozumieniu z żydowskimi organizacjami wiadomego przemysłu, co oznacza, że pani premier zobowiązała się prześladować obywateli polskich wskazanych albo przez rząd izraelski, albo przez organizacje wiadomego przemysłu, albo wreszcie – przez pozostających na ich usługach przedstawicieli piątej kolumny w kraju, zgrupowanych w tak zwanych „organizacjach pozarządowych”. To też wygląda mi na symptom końca świata, dla niepoznaki zakamuflowanego określeniem „dobra zmiana”.” (Stanisław Michalkiewicz – Zwiastuny końca świata)

podobne: Michalkiewicz wyprorokował: Emerytury dla ocalałych z Holocaustu czyli… Przełom i wyłom w polskiej kasie „Zespołu HEART”. oraz:  Stanisław Michalkiewicz o POPISowej „służbie Polsce” za 54 „partyjne” miliony (i zegarek) a wszystko na poczet 60 mld dolarów jakie „sprawiedliwi wśród narodów świata” według Schetyny są winni Żydom. oraz: Grzegorz Braun o obradach Knesetu w Polsce, oraz o „patriotycznej prawicy” i „niezależnych dziennikarzach”

Odnośnie samego pomysłu dobrania się do tzw. „emerytur ubeckich” (ciekawe nazewnictwo ale przyznaje że adekwatne do tzw. „sprawiedliwości społecznej”), to tak to już jest że łatwiej jednemu złodziejowi okraść drugiego jak wytoczyć właściwym osobom uczciwy proces i skazać za konkretne czyny nakładając w konsekwencji sprawiedliwe kary na pachołków Kremla. Jaki problem skoro „wiadomo” że nimi byli i na poczet tego dokonywali przestępstw, na co jak mniemam znalazły się przez ten rok „dobrej zmiany” w przepastnych archiwach IPNu (i w innych szafach Kiszczaka) stosowne dowody. Wszak inaczej nikt by się na taką akcję nie odważył, bo co by powiedziała międzynarodowa demokratyczna opinia publiczna. Karą zaś powinno być wysokie odszkodowanie, które potrącano by od owych „ubeckich” emerytur. Na tyle wysokie żeby pozostało im w portfelach tzw. minimum egzystencjalne. Kwoty w ten sposób uzyskane powinny zaś trafiać bezpośrednio do poszkodowanych przez tych funkcjonariuszy osób.

Tymczasem zrobiono inaczej i teraz niech nas ręka Boga broni przed tymi umysłami, bo kiedy zabraknie na „zwykłe” emerytury dla nie ubeków to z całą pewnością ci „patrioci” wymyślą inny równie ważny „społecznie” powód i ukują w swoich miedzianych czołach równie przejrzystą kategorię prawną. Chyba że z nami postąpią „uczciwie” i kiedy już nie da się pożyczyć ani wydrukować i nie będzie więcej ubeków do wycyckania, po prostu obciążą każdego obywatela legalnym podatkiem („narodowym” rzecz jasna). Dobrze jeśli się to skończy masowym wytrzeźwieniem, żeby każdy zobaczył że socjalizm nie jest jednak za darmo i że jego „ludzka twarz” w niczym tak naprawdę ludzkiej nie przypomina. Obawiam się jednak że wyhodowani na „publicznym” groszu wyznawcy „dobrej zmiany” pójdą za innymi głosami (tak jak kiedyś za nieboszczką partią chodzili jej wyznawcy), i po raz kolejny uwierzą tym którzy potrafią gadać o tym jak to było dobrze za komuny. W ten sposób nastąpi rehabilitacja tych którym dziś z ludzką twarzą „dobra zmiana” dobiera się do d. od tej właśnie strony.

Jest jeszcze jedna pułapka w takim sposobie „załatwienia sprawy” jaki proponuje PIS… (Odys)

„…o sprawie przynależności do PZPR bardzo mądrze wypowiedział się pan Leszek Żebrowski, który zwrócił w czasie jednego ze swoich wykładów na to, że czym innym było „zapisanie się do partii” przez zwykłego inżyniera, który otrzymał propozycję awansu np. na kierownika zakładu lub wydziału i zależało mu na tym z przyczyn zawodowych a do partii należał jako „bierny”: chodził na zebrania i podpisywał listę obecności i nic poza tym. Ale kim innym byli etatowi pracownicy PZPR oraz wszyscy, którzy pracowali w systemie propagandy i kształcenia: funkcjonariusze partii i np. naukowcy w naukach humanistycznych. Ci byli odpowiedzialni za organizowanie systemu eksploatacji Polski i ucisku obywateli – w imieniu obcego państwa.
To jest ciekawa sprawa o tyle, że wielu prawdziwych „czerwonych książąt” PRL NIE MUSIAŁO należeć do PZPR, bo się załapywało na wszystkie przywileje z uwagi na pozycję swoich rodziców. Jak np. Adam Michnik czy śp. reżyser Żuławski, syn ambasadora PRL w Paryżu po roku 1945. I teraz wychodzi na to, że jakiś szeregowy członek partii – to „straszna świnia” a te wszystkie stalinięta – z komunizmem „nie miały nic wspólnego”.
To jest mentalna pułapka. Zwłaszcza w roku 1948 ludzie z PPS mieli problem, bo ich zwyczajnie „połączyli” z PPR i tysiące porządnych ludzi bez swojej zgody – zostało „członkami PZPR” i teraz ciąży na nich tak jakby hańba.” (PINK PANTHER)

…Może więc dojść do sytuacji że „sprawiedliwość” (będąca w tym wypadku prawdziwie ślepą i prymitywną chęcią odwetu) dopadnie Bogu ducha winnego człowieka który tylko należał do PZPR w sposób jaki opisuje to Pink Panter, a ominie prawdziwie zbrodniczy komunistyczny aktyw – tak jak to się dzieje do tej pory w aspekcie odpowiedzialności karnej za „pracę” na rzecz komunistów.

Mamy więc do czynienia z czysto polityczną zagrywką, której rachunek przedstawia się następująco. Inwestujemy w rozhuśtywanie emocji nadając całej sprawie wymiar ekonomicznej niesprawiedliwości, i odsuwając na dalszy plan prawdziwe przewinienia za które UBecy powinni zostać już dawno rozliczeni i skazani. Przy okazji antagonizujemy kułaków/badylarzy, tj. ludzi którzy chcą spokojnie pracować dla „wyzyskiwaczy” i dla siebie (czyli tzw. klasę średnią) z PanDami/roszczeniowcami. Śmietankę spija rząd – dosypując trochę kasy do zbankrutowanego ZUSu, oraz korporacje które na coraz bardziej uwiązanym publicznymi daninami potencjale ekonomicznym Polaków dzieli i rządzi bezkonkurencyjnie. Divide et impera w „dobrym” bolszewickim wydaniu.

Problem polega również na tym, że choć ludzie widzą po części że coś jest nie tak (w końcu ceny i opłaty nie rosną bez przyczyny) to nie potrafią prawidłowo wskazać źródła problemu. Winnych szukają przede wszystkim za kulisami „wielkiej polityki”, i nie chcą widzieć/uwierzyć w to co mają przecież przed oczami i co leży w zasięgu ich wzroku (dość spojrzeć na paragon ze sklepu, lub kwitek z wypłaty gdzie jak wół sterczy „co kto z czego ma, i co tracone jest”).

Władza uruchamia więc swoją propagandę i robi wszystko żeby utrzymać swoich wiernych poddanych w mniemaniu, że jakby co to winna naszej gospodarczej sytuacji jest Rosja, Unia Europejska, Niemcy… albo lokalna „opozycja” (która już o niczym nie decyduje). Nie neguję tego że wspomniane państwa i twory polityczne mają ambicję wpływać i wykorzystywać to co się w Polsce dzieje na własną korzyść, ale nie należy zapominać o tym że korporacje korporacjami, sąsiedzi sąsiadami, opozycja opozycją, ale łapę za takim czy innym prawem podnosi w POLSKIM Sejmie, Senacie i rządzie ten kto akurat sprawuje władzę, a egzekwuje je armia urzędników pełniąca swoją „służbę” z nadania owej władzy. Są to przecież znani z imienia i nazwiska wyborcom konkretni ludzie (często ich znajomi lub rodzina). To przecież nie korporacje tworzą prawo w Polsce i nie one posadziły tych wszystkich ludzi na te stanowiska nadając stosowne upoważnienia i pieczątki. To nie korporacje pobierają podatki i składki, które łącznie stanowią około 80% dochodu przeciętnego Polaka. To nie one przychodzą w imieniu urzędów skarbowych i kontroli państwowych by nałożyć domiar i zlikwidować taką czy inną działalność. Nawet jeśli obcy mają ambicje wpływać na polskie władze, to jednak nikt inny jak polska administracja ostatecznie podejmuje bądź nie stosowne decyzje, i to ona podpisuje się pod lewym prawem i jego egzekucją… (Odys)

„Z dużym zaciekawieniem śledziłem rozmowę pomiędzy absolwentką politologii, zadeklarowaną socjaldemokratką oraz sympatykiem Kongresu Nowej Prawicy. Oczywiście, na FaceBook`u. A o co poszło? O państwo opiekuńcze.

Absolwentka ta zasugerowała, że w Polsce nadszedł czas na to, żeby do władzy doszła partia, która będzie prowadziła politykę opiekuńczą, na wzór państw skandynawskich. Niestety, bidulka nie mogła uwierzyć w to, że w Polsce już mamy do czynienia z taką działalnością państwa, wiec postanowiła stwierdzić, że jej dyskutant nie ma racji, bo to ona skończyła politologię, co potwierdziła jej koleżanka, (która dołączyła się do rozmowy tylko w tym celu), a nie on, ergo, ona musi mówić prawdę, po czy zakończyła rozmowę.

Bidulka nie mogła być w większym błędzie. W Polsce faktycznie, jak sugerował sympatyk KNP, mamy do czynienia z państwem opiekuńczym. Ponieważ istota państwa opiekuńczego nie polega wcale na tym, że państwo pomaga biedniejszym, mniej radzącym sobie obywatelom. O nie! Polega ona raczej na tym, że państwo STARA się pomagać tym ludziom. Jak? A zabiera pieniądze bogatszym, żeby dać tym biedniejszym, przy okazji zabierając część na utrzymanie urzędników, którzy mają „rozdawać” ten łup. A więc podstawą państwa opiekuńczego jest rzesza urzędników, którzy próbują zajmować się wszystkimi aspektami życia; od pomocy biednym, przez edukację, aż do służby zdrowia. Od wszystkiego ma być urzędnik, żeby przypadkiem Kowalski nie mógł czegoś sam załatwić np. państwo polskie tak opiekuję się Polakami, że Ci, aby sprzedawać alkohol lub wyrąbać drzewo w ogródku potrzebują do tego urzędnika z jego świstkiem. Nawet rodzice nie są tak opiekuńczy!

Czekajcie! Coś tu nie gra.

Skoro w Polsce jest państwo opiekuńcze, to dlaczego nie jest tak fajnie, jak w Szwecji i nie mamy pieniędzy np. żeby utrzymywać tysiące muzułmanów, którzy w wolnym czasie gwałciliby Polki?

Czy ja coś nie ściemniam?

Różnica między Polską, a Szwecją polega na tym, że ta druga wprowadziła standardy opiekuńcze, gdy jej obywatele się trochę dorobili. Dzięki temu mogli utrzymywać urzędników i jeszcze zostało, żeby rozdać tym mniej zamożnym.

W Polsce standardy opiekuńcze tj. armia urzędników, zostały wprowadzone ( i dalej są wprowadzane (sic!)), gdy nie było z czego okradać Polaków. W wyniku tego pieniądze szły głównie na utrzymanie urzędników, którzy uważali, że zasługują na więcej i dodatkowo kradli jak i kradną dalej. W efekcie nie ma co rozdawać biednym.

No ale cóż, chcieliście państwa opiekuńczego, to się opiekujcie urzędasami i nie płaczcie, bo to dopiero początek – jeszcze państwo nie opiekuje się wszystkimi, o czym Kowalski może pomyśleć!” (Adrian Stencel • parezja.pl – Chciałeś państwa opiekuńczego, … to się teraz opiekuj urzędasami!)

…tak się robi politykę. Jak to powiedział towarzysz Winnicki?

  • „…Obserwowane trudności na rynku pasz i energii, postuluje się rozwiązywać w najbliższej przyszłości przez działania nieinwestycyjne i niskonakładowe. Tak więc pierwszą decyzją będzie wstrzymanie produkcji mięsa na okres trzech lat, co spowoduje oszczędności na paszach, zwłaszcza tych importowanych. Z drugiej zaś strony spowoduje wyraźny, bo o siedem koma trzy procenta wzrost płac realnych. Dziękuję bardzo…
  • …Panie, jak to jest możliwe, że pan tu mówi jedno, a tam drugie? [pyta towarzysza jeden z lokatorów, na co Winnicki odpowiada]
  • To jest bardzo proste. Ja to panu zaraz wytłumaczę proszę pana. Ja to państwu zaraz wytłumaczę. Więc po pierwsze, państwo są ludźmi inteligentnymi i dlatego ja z państwem mogę mówić wprost. Mogę pewne rzeczy nazywać po imieniu. Tak proszę państwa, po imieniu. Czy pan sobie na przykład zdaje sprawę, kto ogląda telewizję? Proszę pana myśmy robili badania. Wie pan co się okazało? Okazało się, że sześćdziesiąt procent ludzi nie rozumie dziennika. W związku z tym do tych ludzi trzeba mówić inaczej, trzeba mówić w ten sposób, żeby oni to zrozumieli. Trzeba pewne rzeczy nie ukrywam tego, nawet zawoalować. A poza tym ludzie nie myślą. Ludzie nie myślą. Im się wydaje, że tylko oni oglądają telewizję. Proszę pana, przecież my jesteśmy doskonale obserwowani. Nie tylko przez przyjaciół, przez wrogów też. Na przykład tacy Amerykanie jak się dowiedzą, że my mamy trudności z produkcją mięsa to wie pan co się dzieje? Proszę pana, na całym świecie ceny mięsa idą tak w górę. I my za to mięso potem też musimy płacić takie ceny. A jeżeli my te trudności przedstawimy jako przemyślane działanie, to wtedy to w nikim nie wzbudza podejrzenia.
  • Ryszard Dąb-Rozwadowski: No, może poza naszymi obywatelami.
  • Jan Winnicki: Panie profesorze, nasi obywatele i tak w to nie uwierzą.”

…i niektórzy rzeczywiście nie wierzą. Nawet jak się im rzuca na stół analogie do tych samych inżynierii społeczno gospodarczych które się za komuny działy, i których konsekwencje co roku „świętują” 13 grudnia (o innych krwawych dniach nie wspominając), to jakby głową o ścianę tłukł. Zero refleksji. Nie trafia do wyobraźni nawet tak prosta zasada jak „nie kradnij”. Nie widzą nic złego w zabieraniu jednym ludziom ich dochodu i dawaniu go tym którzy go nie wypracowali. Poprzednią ekipę która robiła do dziś nazywają złodziejami, ale w tym że dziś ich pupile na których sami głosowali robią to samo nie widzą nic złego. Bo „nasi” to „patrioci” – koniec kropka…  (Odys)

„…osoby czyniące magiczne rozróżnienie pomiędzy rabunkiem a „podatkami” albo pomiędzy rabunkiem a „wywłaszczeniem państwowym” (…) uznają, że o ile pojedyncza osoba (obywatel) nie ma prawa ukraść czy odebrać siłą własności innej osoby, o tyle państwo takie prawo posiada, o ile nazwie je właśnie „podatkiem”, „nacjonalizacją” etc. Odrzucam jednak taki rodzaj rozumowania, który pomija substancjalną i logiczna tożsamość rabunku publicznego i rabunku indywidualnego, oraz opiera się na twierdzeniu, że grupa lub kolektyw może nabyć pewne prawa, których nie może samodzielnie posiadać żadna jednostka należąca do tej grupy. Pozostaje mi poczekać na logiczne uzasadnienie dla takich rozróżnień.

Na gruncie rozważań praktycznych zaprezentowane przeze mnie powyżej rozumowanie rodzi pewne ważkie i problematyczne konsekwencje dla rozważań nad odszkodowaniami dla ofiar państwa, które utraciły na jego rzecz swoje majątki, oraz podatników, którzy przez lata lub dekady byli pozbawiani części swych dochodów. Jeśli bowiem należy im się nie tylko zwrot utraconej własności lub jej pieniężnej równowartości, ale także wszystkich dochodów, jakie tak zrabowana przez państwo własność przyniosła, to wielkość roszczeń poszkodowanych – i tak niemałą – rośnie do gargantuicznych rozmiarów. Prawdopodobnie z przyczyn praktycznej niemożliwości spłaty takich długów, ofiary państwa i tak nigdy nie odzyskałyby 100% należnych im na tej podstawie odszkodowań.
Jednakże celem tych krótkich rozważań nie była próba opracowania programu demontażu państwa i sposobu rozdysponowania jego majątku oraz zadośćuczynienia jego ofiarom, lecz jedynie wykazanie, że coś takiego, jak „dochody własne” państwa, są w istocie fikcją i także pochodzą z podatków, czy innego rodzaju rabunku…”

całość tu: Rozważania o podatkach i pewnej kosiarce do trawy

podobne: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni. oraz: „Dziel i rządź!” – nagrody urzędników. i to: cynik9: Przybliżanie socjalizmu. Teoria skubanych i skubiących w demokracji a także: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie

W ten sposób przy „poparciu społeczeństwa” które sobie tę administrację wybiera (Demokracja… czyli Dyktatura Durni), powstają kolejne etatystyczne rozwiązania i inżynierie społeczne rodzimych „dobrodziejów”, które wymagają coraz wyższych podatków, składek i opłat. A kiedy po jakimś czasie wyborcy nabierają podejrzeń że się ich oszukuje i wyzyskuje, to władza wymyśla i serwuje z wielkim medialnym szumem reformy i plany, które wyciszają raz na jakiś czas pomruki „niezadowolenia społecznego” nabrzmiałe w wyniku poprzednich równie gównianych etatystycznych rozwiązań, głównie w kwestiach tzw. „ubezpieczeń społecznych” (zdrowia i emerytur) które są „zwykłymi” podatkami… (Odys)

„…właśnie pani premier Beata Szydło ogłosiła zamiar przeprowadzenia kolejnej reformy ochrony zdrowia. Kolejnej – bo akurat ten sektor jest nieustannie reformowany. Kiedyś, za barbarzyńskich czasów, jak ktoś był chory, to szedł do doktora, a ten – kasował honorarium i albo pacjenta wyleczył, albo nie, co jeszcze w starożytności pozwoliło na sformułowanie opinii, że lekarze są najszczęśliwszą grupą zawodową na świecie, bo ich sukcesy opromienia słońce, a ich porażki skrywa ziemia. Przez co najmniej 30 stuleci jakoś to funkcjonowało, aż wreszcie nadszedł czas reformowania. Zaczęło się od tego, że pacjentów zaczęło leczyć „państwo”, rabując pod tym pretekstem obywatelom pieniądze. Tak było za pierwszej komuny, ale okresie naszej sławnej transformacji ustrojowej nadszedł czas reformowania. Pierwsza reforma została przeprowadzona w roku 1997, za rządów charyzmatycznego premiera Buzka. Polegała ona na tym, że państwo postanowiło leczyć pacjentów za pośrednictwem 16 terytorialnych Kas Chorych i 17-tej – mundurowej. One dysponowały pieniędzmi uprzednio zrabowanymi podatnikom pod pretekstem, że państwo będzie ich leczyć, no i oczywiście same też się z tych pieniędzy utrzymywały. Rząd charyzmatycznego premiera Buzka zadbał o to, by wynagrodzeni posadami w Kasach Chorych członkowie zaplecza politycznego AW”S” i Unii Wolności, nie mogli być z tych posad usunięci nawet po zmianie rządu. Tej reformie przyświecało hasło, by „pieniądze szły za pacjentem” – no i szły, tylko niestety w takiej odległości, że nie tylko wzrokowy, ale wszelki kontakt między tymi pieniędzmi i pacjentami został zerwany. Ale bo też reforma nie była przeprowadzona w interesie pacjentów, tylko po to, by zaplecze partii politycznych mogło doić Rzeczpospolitą. Identyczna intencja przyświecała kolejnemu rządowi utworzonemu w roku 2001 przez Leszka Millera. Nie mogąc powyrzucać z posad w Kasach Chorych członków zaplecza politycznego wrogich partii, nie miał innego wyjścia, jak dokonać kolejnej reformy. Zlikwidował tedy Kasy Chorych, a na ich miejsce powołał Narodowy Fundusz Zdrowia z 16 oddziałami terenowymi, w których posady dostali odpowiedni ludzie. I tak było aż do dzisiaj, ale dzisiaj służyć pacjentom na dobrych, państwowych posadach najwyraźniej zapragnęli nowi ludzie, toteż tylko patrzeć, jak sektorem ochrony zdrowia wstrząśnie kolejna reforma. Narodowy Fundusz Zdrowia zostanie zlikwidowany, a pieniądze – te same, co to miały „iść za pacjentem” – zostaną „poprzez budżet” przekazane „do określonych placówek zdrowotnych” w województwach, gdzie odpowiednie posady zajmą odpowiedni ludzie, to znaczy tacy, którym dobro pacjenta leży na sercu. Wszystko to ma się dokonać już w przyszłym roku…” (Stanisław Michalkiewicz – W perspektywie kosmicznej)

podobne: Efekt „państwa opiekuńczego” – rządowe dofinansowanie do grzechu. NFZ należy leczyć wolnym rynkiem a bezpłodność naprotechnologią. „Kult Świętego Spokoju” i „Kara śmierci za niezaradność” (o aborcji). oraz: Chora „służba zdrowia”. Radomskie szpitale toną w długach ale główny problem władzuchny to prof. Chazan. Komentarz Michalkiewicza i Ziemkiewicza. Prawdziwe oblicze „in vitro”

„…Cóż to jest takiego – te „ubezpieczenia społeczne”? Jest to rodzaj hazardu. Obywatele zakładają się z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, że będą żyli długo, podczas gdy Zakład Ubezpieczeń Społecznych zakłada się z nimi, że będą żyli krótko. Jeśli obywatele żyją długo, no to wygrali – a ściślej – wydaje im się, że wygrali. Jeśli żyją krótko – to wygrał Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Warto zwrócić uwagę, że ZUS jest agendą państwową, więc tak naprawdę, to państwo jest zainteresowane tym, żeby obywatele żyli jak najkrócej. A nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że państwo, posługujące się zbrojnymi bandami, nazywanymi „tajnymi służbami”, których członkowie, w poczuciu całkowitej bezkarności, jako że wcześniej zapewnili sobie posłuszeństwo swoich konfidentów, pieczołowicie poumieszczanych w organach władzy i administracji, w organach ścigania i niezawisłych sądach, którzy w dodatku doskonale wiedzą, że swoją pozycję zawodową, społeczną i materialną zawdzięczają przetrwaniu bezpieczniackiego fundamentu, na którym cała ta konstrukcja się opiera, gotowi są na wszystko – że to państwo ma bardzo wiele instrumentów, by ten efekt osiągnąć, oczywiście bez informowania o tym samych zainteresowanych – bo i po co? „Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy!” – śpiewał Wojciech Młynarski. Skandaliczne w tym wszystkim nie jest to, że przedmiotem hazardu jest życie, ale to, że ludzie do takiego hazardu są zmuszani. A są zmuszani, bo w przeciwnym razie żaden przytomny człowiek takiej umowy by nie zawarł. Bo taka umowa zawierałaby po stronie obywatela zobowiązanie, że będzie przez co najmniej 35 lat przekazywał ubezpieczalni około 50 procent swojego dochodu, w zamian za co ubezpieczalnia obieca mu, że „ kiedyś coś ci damy”. „Kiedyś” – bo Sejm może zawsze zmienić wiek uprawniający do nabycia uprawnień emerytalnych i właśnie to zrobił oraz „coś” – bo podobnie może zmienić sposób naliczania świadczenia. Któż może wiedzieć, co będzie za 35, czy 40 lat? Krzysztof Dzierżawski opowiadał kiedyś historię swego dziadka, który – jak poddany austriacki – zaczął wpłacać składki emerytalne w Galicji, w zamian za co C-K Monarchia obiecywała mu kiedyś tam emeryturę. Ale w 1918 roku C-K Monarchia się rozpadła i dziadek zaczął płacić składki emerytalne Rzeczypospolitej Polskiej, która… – i tak dalej. Niestety w 1939 roku Adolf Hitler „napadł” na Polskę, podczas gdy Józef Stalin tylko do niej „wkroczył”, w następstwie czego dziadek stał się mieszkańcem Generalnego Gubernatorstwa, które pobierało od niego składkę emerytalną, w zamian za co… – i tak dalej – o ile oczywiście by dożył wymaganego wieku. Ale Hitler wojnę przegrał, w następstwie czego dziadek, nie ruszając się z miejsca, został obywatelem kolejnego państwa w postaci Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – i dopiero ona, pobrawszy uprzednio wiele składek, wreszcie wypłaciła mu emeryturę – oczywiście całkiem inną niż ta, obiecywana przez C-K Monarchię. Obecnie Polska Rzeczpospolita Ludowa została zastąpiona przez III Rzeczpospolitą, która też sprawia wrażenie organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym, więc w zmuszaniu przez nią swoich obywateli do hazardowania się w sprawie swego własnego życia nie ma niczego osobliwego.

I wydaje się, że właśnie ta okoliczność legła u podstaw przywiązania do „kompromisu” – jakie dało o sobie znać 6 października. Rzecz w tym, że ten „kompromis” jest jednym z elementów podstawy kalkulacji finansowej, na jakiej cały system ubezpieczeń społecznych się opiera. Dramatyzmu całej sytuacji dodaje okoliczność, że poprzedni rząd ukradł 130 miliardów złotych z Otwartych Funduszy Emerytalnych, żeby sztucznie rozciągając w czasie bankructwo systemu ubezpieczeniowego, ukryć ten fakt przed obywatelami, no a teraz szykuje się „przejęcie” reszty, jaka jeszcze została, więc nic dziwnego, że w tej sytuacji każda zmiana pociągająca za sobą ubezpieczeniowe konsekwencje, może okazać się katastrofalna w następstwach. Zwrócił na to uwagę jeszcze w latach 90-tych francuski profesor chorób płucnych Lucjan Israel, wyjaśniając, że wydatki ubezpieczalni na opiekę nad człowiekiem w ostatnich 6 miesiącach jego życia, są wyższe, niż wydatki na tego samego człowieka przez cały wcześniejszy okres jego życia. Nic zatem dziwnego, że w ciągu tych ostatnich 6 miesięcy ubezpieczalnię tak boli, że już nie może tego wytrzymać – wskutek czego we wszystkich krajach, w których system ubezpieczeniowy zbliża się do bankructwa, nasila się aprobowana przez rządy propaganda eutanazji…” (Stanisław Michalkiewicz – Zakład Ubezpieczeń Społecznych)

ZUS jest agendą państwową i jest zainteresowany, byśmy żyli krótko! – Stanisław Michalkiewicz, fragment spotkania „Jakich reform Polska potrzebuje?” w Chrzanowie, 01.10.2016 r.

podobne: Znowu Ukradli Składki. Plan Morawieckiego podstawą III rozbioru OFE, czyli o tym jak PIS dokończy „reformę emerytalną” zaPOczątkowaną przez Rostowskiego (dla ratowania piramidy finansowej i POdreperowania budżetu)

„…polska rodzina jest albo słaba, albo nie ma jej w ogóle. Polską rodzinę i jej majątek, a także możliwość kooperacji z innymi rodzinami zniszczyli socjaliści, wprowadzając na miejsce zdrowej społecznej tkanki porozumienia rodzin o charakterze wybiórczym. To znaczy oni swoje porozumienia i kontakty zostawili, a całą, trwającą od setek lat strukturę unieważnili.

…wiele rodzin zaadaptowało dla swoich potrzeb hierarchie państwowe i nieźle się tam urządziło. To prawda, ale podstawą owej potęgi nie był już majątek, wiara i mariaże, ale udział w grupowych rozstrzeliwaniach, denuncjacjach i śledztwach połączonych z torturami. To spoiwo scementowało wiele rodzin mieszkających w Polsce tak mocno, że do dziś, po śmierci ich ojców założycieli, więzi te są nie do rozerwania. Dowodem na to jest choćby film o Brystygierowej, który ma za zadanie stworzyć jej legendę i zbudować jakąś tam podstawę do bezpiecznej egzystencji, potomków nie tylko jej, ale także wszystkich innych z jej pokolenia i resortu.

Ta czarna siła ma swoje emanacje na niższych piętrach hierarchii i my dobrze wiemy o co chodzi. Po wojnie, to nie państwo było silne rodzinami, która rozpoznawały się i potrafiły zorganizować, ale odwrotnie, rodzina stawała się silna, bo jej członkowie robili kariery w strukturach państwa. Dlaczego sąsiedzi są ważni? Bo wujek Bolek jest milicjantem w Warszawie. No, a inni sąsiedzi też są ważni, bo ciocia Jadzia jest skarbnikiem w gminie, a jej syn poszedł na księdza. Ktoś zaś ma księdza w rodzie, tego bida nie ubodzie, jak się mawiało w naszych okolicach. Kariery w hierarchii Kościoła były równie ważne, choć inaczej niż kariery państwowe. Ktoś powie, że nie było innego wyjścia. To prawda, ale nie jest to żadne usprawiedliwienie. Państwo bowiem powojenne było jedynie protektoratem, a także powstało dzięki temu, że udało się mu zniszczyć naturalną strukturę społeczną kraju. I jeszcze raz powtórzmy – winą za to obarczyć należy socjalistów. Dlaczego ich? Ponieważ oglądając świat przez pożyczone, różowe okulary, realizowali nie swój program dewastując wszystko wokoło i przyczyniając się w ten sposób do uzależnienia dużych grup ludzi od sił obcych. Robotnik nie wyzwoli się z przymusu pracy dzięki socjalistom, on może co najwyżej stać się targetem sprzedażowym dla konsorcjów, które muszą zapewnić sobie płynność na rynku akcji dystrybuując różne produkty wśród mas. Pieniądze, które się robotnikowi powierza w ramach polepszania jego losu, nie są jego własnością, ale są mu jedynie powierzane na bardzo konkretny cel. W czasach dzikiego kapitalizmu rodziny robotnicze wynagradzane były w naszych okolicach srebrem. Dziś dostają papier, którego starcza w sam raz na zakupy w Biedronce. Na wszystkie inne dobra, przyziemne w istocie, które nazywane są przez socjalistów luksusowymi, musi pożyczać w banku stając się tym samym własnością tego banku. Tak to wygląda. Socjaliści uwielbiali posługiwać się takimi metaforami – robotnik jest niewolnikiem kapitalisty, chłop zaś pana feudalnego. No tak, ale nawet jeśli w to uwierzymy, okaże się, że wtedy przynajmniej ludzie ci znali swojego pana i wiedzieli na co go stać. Dziś nie mają pojęcia kto nim jest. I nie dowiedzą się tego nigdy…” (coryllus – Siła polskich rodzin)

podobne: Polityka prorodzinna okiem libertarianina, czyli „Bez retuszu” 5.07.2015. NIK „w Polsce polityka prorodzinna praktycznie nie istnieje” a także: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? oraz: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji i to: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców.

„…W 1992 roku Janusz Korwin-Mikke zaproponował z mównicy sejmowej, aby wprowadzić do konstytucji zakaz uchwalania budżetu z deficytem. Niestety, pomysł polityka został przez pozostałych posłów wyśmiany, a dzisiaj przychodzi nam zmagać się z konsekwencjami ich decyzji. Dzięki deficytowi (czyli wydawaniu większej ilości pieniędzy, niż udało się zebrać w podatkach), rząd może finansować dodatkowe programy socjalne, zatrudniać kolejnych urzędników czy zwiększyć skalę inwestycji strukturalnych. Wszystko ma jednak swoją cenę. Oprócz oczywistych następstw, czyli zwracania pożyczkodawcom kwoty większej niż wartość pożyczki – w postaci odsetek od obligacji, uzależnienie państwa od zewnętrznego finansowania ma szereg konsekwencji politycznych...” (o czym więcej tu: Trader21: Obligacje rządowe gwarantem straty. Inflacja i dewaluacja jako narzędzie walki z długiem. W czyich rękach spoczywa polski dług, i czy krach finansów publicznych zakończy się eutanazją?)

„…„Będziesz pożyczał innym narodom, a sam od nikogo nie będziesz pożyczał. Będziesz panował nad innymi narodami, a one nad tobą nie zapanują”. Szkoda, że nie pamięta o tym Balcerowicz prezesa Jarosława Kaczyńskiego w osobie pana wicepremiera Mateusza Morawieckiego („nasz Balcerowicz jest lepszy!”), który cały swój zbawienny plan renacjonalizacji gospodarki zgodny z programem przedwojennej sanacji, zamierza oprzeć na pieniądzach pożyczonych, podobnie jak w swoim czasie uczynił to Edward Gierek, za którym do dzisiaj wzdychają nieutulone w żalu szerokie masy. Jak powiedziała czarownica wbijana na pal – miłe złego początki – ale co z tego, kiedy koniec zawsze żałosny, o czym Edward Gierek mógł osobiście przekonać się już po kilku latach to znaczy – w roku 1976, kiedy przyszło do spłacania długów i zbuntowanemu ludowi trzeba było aplikować „ścieżki zdrowia”. Mniejsza zresztą z tymi wspominkami, bo chodzi przecież o populismus, od którego wszystko się zaczęło…” (Stanisław Michalkiewicz – Dodatnie plusy populismusa)

„…po raz kolejny okazuje się, że jak to w swoim czasie ujmowali klasycy poprzedniego reżimu: „są takie granice, których przekraczać nie wolno” i generalnie „nie ma odwrotu od socjalizmu”. W tym duchu wypowiadają się niestety autorzy wiodących projektów, mających składać się na całokształt „dobrej zmiany”, pan minister od rolnictwa zatroskany perspektywą „powrotu obszarników”, pani minister edukacji zaniepokojona „wyciekaniem dzieci z systemu” (poprzez szkolnictwo domowe), czy pan wicepremier-minister-od-już-prawie-wszystkiego, Morawiecki-junior, który opowiada o elektrycznych samochodach niczym Baryka-senior o szklanych domach.

Wiara, rodzina i własność Polaków pod rządami PiS pozostają więc bezpieczne, ale przecież tylko w „rozsądnych” granicach. Granice rozsądku przekraczałoby bowiem traktowanie tych wartości jako pryncypialnych i nienaruszalnych, bo wszak pryncypialne znaczenia mają nadal zasady „centralizmu demokratycznego”, „demokratyzmu socjalistycznego” (w nowym opakowaniu retorycznym) i jeszcze na dokładkę „zrównoważonego”, pardon, „odpowiedzialnego rozwoju”. To są niestety frazesy wywodzące się bynajmniej nie z XX-wiecznych tradycji sowieckiego i post-sowieckiego zniewolenia, ale znacznie głębiej zakorzenione w tym, co na Żoliborzu do dziś traktuje się z szacunkiem i z powaga wymawia, a mianowicie w „postępowych tradycjach inteligencji polskiej”. A do tradycji tych należało wszak periodyczne składanie sprawy polskiej na ołtarzu światowej rewolucji, co się do dziś przykrywa lelewelowskim frazesem: „Za wolność waszą i naszą”, nieodłącznie sprzężone z liczeniem na interwencję „aliantów zachodnich”.

Realny sens i skutek takich rachub najlepiej chyba podsumował Bolesław Prus, który wprowadzając na karty „Lalki” starego subiekta Rzeckiego kazał mu niezłomnie wierzyć, że „przecież Napoleon nas nie opuści”. Ironia Prusa nie została najwyraźniej doceniona przez kolejne pokolenia, skoro dziś cała formacja geostrategów o horyzontach starego Rzeckiego wytycza po raz kolejny kierunki naszej polityki zagranicznej. Zadedykujmy im konkluzję tego wątku w „Lalce”: „I cóż się stało?… Świat nie poprawił się, Napoleonidzi wyginęli, a właścicielem sklepu został Szlangbaum”…” (Grzegorz Braun: Patriotyczne samozaoranie)

Wszak czy to Niemiec czy to Żyd
czy “Unia” czy też “finansjera”
nie znać tej prawdy dziś to wstyd
więc tylko głupi się zapiera
– Państwo swój procent zawsze ma
od konsumenta… tfu!… frajera!

…Zapamiętajmy więc dobrze tę gorzką prawdę Pana Morawieckiego że „Posłowie wykonują bardzo ciężką pracę i od 20 lat nie mieli regulacji wolnej od podatku. Doceńmy ciężką pracę polityków”… a że ta praca związana jest z rabunkiem rodaków na niewyobrażalną skalę, w imię lokalnych polityczno-partyjnych interesów wysługujących się na dodatek obcym kolonizatorom (i lichwiarskiej międzynarodówce), to już całkiem inna historia… (Odys)

Adam Wycichowski niewolnik - obieg zamknięty

Adam Wycichowski niewolnik – obieg zamknięty

Reklamy

Efekt „państwa opiekuńczego” – rządowe dofinansowanie do grzechu. NFZ należy leczyć wolnym rynkiem a bezpłodność naprotechnologią. „Kult Świętego Spokoju” i „Kara śmierci za niezaradność” (o aborcji).


Frederic Bastiat (prawo naturalne, Bóg, państwo opiekuńcze, dotacje, subwencje, cło, podatki, opieka społeczna, socjalizm, wolność, etatyzm, biurokracja, urzędnicy)

Co mogę dla ciebie zrobić? – zapytał Aleksander Wielki filozofa Diogenesa. – Żyjesz w beczce, nosisz łachmany, nie troszczysz się o dach nad głową, a ja mieszkam w pałacu, jestem bogaty, mam piękne kobiety…
Przesuń się trochę i nie zasłaniaj mi słońca…

„…Papież Leon XIII w encyklice „Rerum novarum” z 1891 roku potępia komunizm i socjalizm. I tym aspektem zajmę się kiedy indziej. Ważne są jednak spostrzeżenia i uwagi, które zawarł w tymże dziele.

Kapitalizm dla Kościoła nie jest rozwiązaniem określonym jako idealne. Nie dziwi to zresztą, bo w Kościele panuje zasada, że nie będzie na tym świecie nic doskonałego, aż nastanie nowa ziemia i nowe niebo. Jednak, jeśli będzie przestrzegać się pewnych zasad, to kapitalizm jest systemem, w którym każdy człowiek (także katolik) może żyć i funkcjonować.

Jednym z podstawowych praw jest prawo własności. Jak czytamy we wspomnianej encyklice, „człowiek ma prawo do własności osobistej już z samego prawa natury; używanie tego prawa nie tylko jest dozwolone, lecz zgoła niezbędne człowiekowi, zwłaszcza gdy żyje w społeczeństwie. „Wolno jest człowiekowi posiadać własność. A jest to także do życia ludzkiego potrzebne” – naucza św. Tomasz. ” Wyraźnie więc papież staje w obronie do posiadania dóbr doczesnych. Niejednokrotnie podobne podkreślenia znajdziemy w dziełach następców.

Wytworem katolickiej nauki społecznej jest zasada pomocniczości. Ta nieraz jest mylona z zasadą opiekuńczości, którą chętnie wprowadziliby socjaliści czy inni bandyci. Zasada pomocniczości jednak mówi, że „co jednostka zdziała sama, nie wolno jej odbierać na rzecz społeczeństwa. Niesprawiedliwością, krzywdą i zakłócaniem porządku społecznego jest odbieranie mniejszym i niższym społecznościom tych zadań, które mogą wykonać i przekazywanie ich społecznościom większym i wyższym.” Jest to parafraza punktu 91 w encyklice „Quadragesimo anno” z 1931 roku, którą napisał papież Pius XI…” (Dominik Cwikła)

podobne: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech. oraz: Myśleć na sposób Boży czyli… Ks. Jacek Gniadek o paradoksach w religii i ekonomii. i to: „Księża a społeczeństwo”… Jawny i tajny socjalizm… Zasady chrześcijańskiego współżycia kontra kolektywizm (w gospodarce).

W Stanach Zjednoczonych weszły nowe przepisy o antykoncepcji. Każdy ośrodek zdrowia korzystający z dofinansowania z ubezpieczeń społecznych jest zobowiązany do udostępniania pacjentom środków antykoncepcyjnych, sterylizacji i tabletek wczesnoporonnych. Wiele amerykańskich sióstr stanęło przed dylematem. Za brak podporządkowania się przepisom grozi wysoka kara i utrata 40% z corocznego dofinansowania.

Siostry nie chcą być zmuszane do grzechu. Przełożona prowincjalna Zgromadzenia Małych Sióstr Ubogich,  s. Lorain Marie Maguire, twierdzi, że siostry w swojej posłudze kierują się wiarą i nie powinny być zmuszane do działań, które są sprzeczne z ich sumieniem. Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Jest. Nie brać dofinansowania i otworzyć prywatną klinikę.

Wszystko wskazuje na to, że siostra prowicnjalna nie bierze tego w ogóle pod uwagę. Rządowe dofinansowywanie prowadzonych przez jej zgromadzenie ośrodków uważa za coś zupełnie naturalnego. Sprawy zaszły już tak daleko, że siostry nie są w stanie zauważyć, że korzystanie z usług państwa może być często niemoralne. Współczesne państwo nakłada na ludzi zbyt wysokie podatki. Trudno zgodzić się, aby niedobrowolny transfer dochodów od obywatela do państwa był czymś pozytywnym.

Podobne problemy mamy również w Polsce. Przy okazji podpisania przez byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego ustawy o in vitro odbyła się bardzo żywa dyskusja w środkach masowego przekazu. Sprzeciwiając się tej ustawie, Kościół argumentował, że stosowanie tej procedury godzi wprost w życie innych dzieci poczętych oraz w nienaruszalność życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci.

Ale nawet gdyby nie dochodziło w poczęciu pozaustrojowym do zabijania embrionów, to ta metoda nie byłaby dopuszczalna z powodu oddzielenia prokreacji od aktu małżeńskiego. Każdy człowiek ma prawo do tego, aby urodzić się w sposób godny, w „akcie miłości rodziców”.

W całej dyskusji nikt nie zwrócił uwagi na fakt, że istnieje rządowy program refundacji in vitro i to tutaj leży pies pogrzebany. Do czerwca 2014 r. przeznaczono ponad 67 milionow złotych na realizację tego programu. W ciągu trzech lat z zabiegu będzie mogło skorzystać około 15 tysięcy par. Na rządowy program zapłodnienia pozaustrojowego, który na stronie rządowej nazwany jest błędnie leczeniem niepłodności, w tym roku przeznaczono już 150 milionów.

Najprostszym rozwiązaniem kwestii in vitro byłaby więc likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia. Brak rządowej refundacji powstrzymałby wiele par od uciekania się do tej metody, a dyskusja na wolnym rynku zostałby sprowadzana na zupełnie inne tory, np. na naprotechnologię, która jest tańsza i do przyjęcia z moralnego  punktu widzenia jako metoda leczenia niepłodności. Powstaje jednak pytanie, czy Kościół w Polsce jest gotowy do przeprowadzenia publicznej debaty mającej na celu prywatyzację służby zdrowia. Wysokie obciążenia podatkowe, rządowe dofinansowywania i dotacje są również niemoralne…” (Ks. Jacek Gniadek)

źródło: Nie pisz Credo na parkanie

podobne: Bioetyka i „zespół komórek” (kiedy zaczyna się człowiek?) Bezpłodność: In vitro nie leczy, naprotechnologia leczy. Sprzedają organy nienarodzonych dzieci! oraz: Chora „służba zdrowia”. Radomskie szpitale toną w długach ale główny problem władzuchny to prof. Chazan. Komentarz Michalkiewicza i Ziemkiewicza. Prawdziwe oblicze „in vitro” i to: Ks. Jacek Gniadek: Kościół niczego nie narzuca. Wiara zasadza się na dobrowolności czyli… wolność religijna i ekonomiczna a także: Dokument bioetyczny Episkopatu: sprzeciw wobec in vitro, aborcji i eutanazji

Aborcja, dziecko, matka„Gdyby znikły wszystkie lustra, moglibyśmy uznać że nie mamy twarzy. Jednak to że czegoś nie widać nie znaczy, że nie istnieje. Walka z aborcją to walka nie przeciwko kobiecie, A W OBRONIE DZIECKA w niej żyjącego”. (Polski Informator Narodowy)

Te kobiety „zapominają” że w momencie kiedy noszą w sobie LUDZKIE życie nie decydują już tylko za siebie, ale również za innego człowieka. Negowanie tego stanu faktycznego, jest nieudolną próbą zakłamywania rzeczywistości, mającą jednocześnie na celu odczłowieczenie życia ludzkiego. Próba stworzenia mechanizmu prawnego mającego chronić tego rodzaju praktykę, ma więc na celu usankcjonowanie bezkarności i uniknięcie odpowiedzialności za zbrodnię popełnioną na drugim człowieku…

Poza tym nie ma czegoś takiego jak wolność do… Wolność jest od, i dokładnie taki „sens” ma aborcja – jest wyzwoleniem się poprzez zabicie drugiego człowieka od ciężaru odpowiedzialności za niego. Z racji tego że tego rodzaju „wolność” kończy się morderstwem (z premedytacją),  jestem za karaniem osób które się takiej zbrodni dopuszczają bądź do niej namawiają, jak pospolitych morderców i współodpowiedzialnych za morderstwo… Wyjątek od reguły może stanowić wyłącznie faktycznie zagrożenie życia matki. Wtedy ma ona pełne prawo „bronić” swojego życia jeśli taka jej wola… (Odys)

„…Nie rozumiem, nie mogę pojąć jak można tak po prostu przekreślać czyjeś życie, mordować (TAK! MORDOWAĆ!) tylko dlatego, że ktoś nie jest idealny- bo ma jeden chromosom za dużo, albo dwie kończyny za mało. Zabrzmiało drastycznie? Jeszcze za mało. Ludzie bez kończyn żyją niejednokrotnie lepiej, niż wiele zupełnie zdrowych osób! Osoby z zespołem Downa są ciepłe, życzliwe, cudowne i nie zabijają! Zresztą, czy kogoś dorosłego skazano by na karę śmierci za „domniemanie niezaradności”? Nawet za domniemanie okrucieństwa nie, a niezaradnych osób zdrowych są miliony

Ja wiem, nie zamknę oczu i nie będę udawała, że nie- wiem, że są takie deformacje, które odbierają maleństwu wszelkie szanse, nawet podobieństwo do istoty żyjącej, że zdarza się, że zamiast dzieciątka pojawiają się rozsypane zlepki komórek. Wiem. Czuję, że okrucieństwem byłoby zmuszać matkę do donoszenia ciąży, która nie zakończy się porodem dziecka. A jednak… Nawet nie wierząc w cuda…
Jak można do „worka” z napisem: „DO WYMORDOWANIA” wrzucać małych ludzi, którzy mają szanse żyć i to żyć godnie i mądrze.

Spotkałam się z takim zdaniem, że to barbarzyństwo zmuszać rodziców przerażonych wizją wychowania niepełnosprawnego dziecka, do sprowadzenia go na ten świat. Barbarzyństwo, bo jeśli oddadzą je do adopcji, to całe życie będą się zmagać z poczuciem winy. Naprawdę?! Z poczuciem winy, że dali mu szansę żyć? Naprawdę lepiej będą się czuli, jeśli je zabiją? To ja się boję żyć w tym społeczeństwie.

Wołanie o wolność kobiety wywołuje we mnie obrzydzenie. Aborcja na życzenie, bo coś nie poszło, bo nie taki był plan, bo nie teraz… Jak spojrzysz później w oczy swojemu przyszłemu dziecku, gdy Ci powie, że marzy o starszym bracie? Jak spojrzysz w oczy mężowi, gdy okaże się, że już nie możesz mieć dzieci, bo wcześniej po prostu ich nie chciałaś? Jak spojrzysz w oczy sobie, gdy zrozumiesz, że jest w Tobie miłość, której już nie masz komu przekazać? Jaki psycholog, psychiatra, czy nie wiem już kto wymaże skutki takiej traumy?
Zostać mordercą na życzenie? Pewnego popołudnia, po spotkaniu służbowym, przed wizytą u kosmetyczki?!!! Ja rzygam na taką wolność.

Dzieci pochodzące z gwałtu. Ciemność. Patrzenie na własny brzuch z przerażeniem, z nienawiścią, kilka miesięcy męczarni fizycznych i psychicznych, a potem wyrzuty sumienia, że się oddaje własne dziecko lub patrzenie na nie przez lata i wspominanie, w jak potwornych okolicznościach przyszło na świat. Tak.
Tylko, że to nie jest jedyny scenariusz. Drugi jest taki, że za bestialstwo nieznanego sprawcy, który w najlepszym razie na kilka lat trafi do więzienia, zemścisz się na własnym, niewinnym i kochającym Cię bezgranicznie dziecku. Zemścisz się w sposób najstraszliwszy. Kara śmierci. Oto niewinny idzie na szafot za cudze winy. Myślałby kto, że lincz na podstawie pochopnego wyroku już zwalczyliśmy…
Rozumiem, że ciąża po gwałcie to trudny, a niejednokrotnie straszny czas, ale jeśli jakikolwiek lekarz uważa, że w powrocie do psychicznej równowagi pomoże kobiecie popełnienie morderstwa z emocji, które przecież mogą się wyciszyć, z przerażenia, które może minąć, z rozpaczy, z której można się wydobyć, to nie jest lekarzem- jest bestią ciągnącą tę kobietę na mentalny stos i wkładającą jej samej żagiew w rękę…” ( całość tu: Miłosierdzie, aborcja i zawsze zbyt ciasne myśli)

Craig Gum - Wszędzie

Craig Gum – Wszędzie

„…Aborcja może prowadzić do tzw. zespołu poaborcyjnego, czyli zespołu zaburzeń po stresie urazowym (Post Abortion Syndrom – PAS). Zespół poaborcyjny jest jednostką chorobową rozpoznawaną od niedawna jako rodzaj zaburzenia psychicznego. Powstaje on wskutek załamania się wewnętrznych sił psychicznych kobiety. Paradoksem jest, że kobieta najczęściej twierdziła, iż „musi przerwać ciążę, bo nie ma dość siły”, by sprostać wymaganiom (np. materialnym, mieszkaniowym, uczuciowym, czasowym), jakie stawia przed nią wychowanie dziecka, a gdy dziecka już nie ma, brakuje jej sił do zniesienia skutków jego nieobecności.

Oczywiście, jak już zostało wspomniane, nie każda kobieta przeżywa tzw. aborcję jako uraz i nie u każdej negatywne skutki tzw. aborcji dają pełny obraz zespołu zaburzeń pourazowych. Obecnie postaram się omówić trzy grupy objawów, którymi charakteryzuje się zespół poaborcyjny…” (o czym więcej tu: Mamo nie zabijaj mnie! (ani siebie)… O „bezkarności” aborcji)

„…Do Sejmu wpłynął społeczny projekt ustawy ograniczający możliwości bezkarnego zabijania dzieci przed ich narodzeniem. Według dotychczasowego stanu prawnego, bezkarność takiego zabójstwa jest zapewniona w przypadku, gdy ciąża zagraża życiu matki, gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa i gdy „płód” dotknięty jest ciężkimi i nieodwracalnymi uszkodzeniami. Projekt przewiduje bezkarność tylko w przypadku gdy ciąża zagraża życiu matki, dając zarazem sądowi możliwość odstąpienia od karania matki takiego dziecka. To ostatnie postanowienie projektu przypomina mi mój własny projekt ustawy „aborcyjnej” z roku 1991, który składał się z jednego zdania, w postaci dodatkowego paragrafu do artykułu 148 kodeksu karnego, regulującego odpowiedzialność karną za zabójstwo człowieka. Zdanie to brzmiało następująco: „w razie zabójstwa dziecka jeszcze nie urodzonego, sąd może podżegacza uwolnić od kary”.

Jakie byłyby konsekwencje takiej regulacji? Po pierwsze, „aborcja” byłaby traktowana jako zabójstwo człowieka, a nie żadnego „płodu”. „Płód” bowiem jest rodzajem semantycznej sztuczki, pozwalającej postępactwu na uniknięcie rozciągnięcia „praw człowieka” na dzieci przed ich urodzeniem. Po drugie – wykonawca aborcji odpowiadałby za zabójstwo, które, jak wiadomo, zagrożone jest karą nawet dożywotniego pozbawienia wolności. Dolną granicą kary za zabójstwo jest 8 lat więzienia. Natomiast matka dziecka w tym przestępstwie zazwyczaj bywa podżegaczem, to znaczy – sama nie pozbawia nikogo życia, tylko namawia do tego kogoś innego. Zgodnie z zasadami prawa karnego, podżegacz odpowiada tak, jak sprawca. Z uwagi jednak na to, że bywają sytuacje, kiedy na matkę dziecka jest wywierana ogromna presja ze strony jej najbliższego otoczenia, sąd w konkretnym przypadku miałby prawo odstąpienia od karania takiej osoby. Regulacja ta uwzględniała także ogólne zasady odpowiedzialności karnej, to znaczy – tzw. kontratypy, a więc stany faktyczne, gdzie wprawdzie człowiek został pozbawiony życia, ale czyn taki nie jest przestępstwem z uwagi na stan wyższej konieczności. Taka sytuacja ma miejsce w przypadku, gdy ciąża zagraża życiu matki, bo stan wyższej konieczności polega na tym, iż sprawca czynu ratuje jakieś dobro prawem chronione za cenę poświęcenia innego dobra prawem chronionego. To jest uregulowane w części ogólnej kodeksu karnego, więc nie ma potrzeby powtarzania tego wszystkiego w części szczegółowej.

W tej sprawie, jak wiadomo, zwyciężył „kompromis”, w następstwie którego zabijanie dzieci stało się częściowo legalne, a w przypadkach, kiedy było nielegalne, uzyskało status przestępstwa „uprzywilejowanego” to znaczy – karanego znacznie łagodniej, niż zwykłe zabójstwo. W ten sposób zwolennicy kompromisu pośrednio przyznali rację postępactwu, że „płód” jednak człowiekiem nie jest, bo w przeciwnym razie trudno byłoby wytłumaczyć tę łagodność. Była to ilustracja rozszerzającego się w Polsce nowego kultu, mianowicie kultu Świętego Spokoju, który stopniowo zastępuje dominującą dotychczas u nas religię katolicką. To nowe bóstwo formułuje tylko jedno przykazanie, a mianowicie – żeby nikogo nie urazić. Dlatego kult Świętego Spokoju różni się od chrześcijaństwa zasadniczo, bo w chrześcijaństwie obowiązuje nakaz mówienia prawdy, a nie komplementów…” (Stanisław Michalkiewicz – Szpital imienia Króla Heroda)

Tymczasem na okoliczność projektu obywatelskiego „Stop Aborcji”, w postępowych środkach masowego POrażenia libertynizmem podniósł się niesamowity klangor, który nie dość że próbuje zafałszować kwestię pochodzenia tego projektu (bo lepiej propagandowo brzmi że to pomysł PISu – partii, niż to że jest to oddolna inicjatywa obywateli, nie związanych politycznie z żadną ze stron obecnego „establiszmętu”), to w klangorze tym dominuje kilka istotnych kłamstw i przeinaczeń odnośnie proponowanych zmian. Polecam krótki materiał o czym kłamią media, by nie dać się zbić z tropu przez ludzi którzy posługują się tymi „argumentami” – 4 kłamstwa o ustawie Stop Aborcji – Weronika Zaguła)… Odys

podobne: Dzień Świętości Życia i obywatelski projekt ustawy „Stop Aborcji”. „Jeden z nas” w Parlamencie Europejskim. Michalkiewicz: Papież Franciszek a kara śmierci. oraz: Andrzej Talarek: „Zabić downa” czyli… Albo cywilizacja życia, albo cywilizacja śmierci polecam również: Zoll: propozycje zmian przepisów m.in. o aborcji przyjęto jednogłośnie  i to: Polacy, nic się nie stało. Nie rozsprzedali matce dziecka na części. Co to jest „śmierć mózgowa” i kiedy człowiek umiera?

Martin Hudacek - Pomnik Nienarodzonych Dzieci (Kobieta opłakującą aborcję i jej zabite dziecko, które ofiaruje matce wybaczenie)

Martin Hudacek – Pomnik Nienarodzonych Dzieci (Kobieta opłakującą aborcję i jej zabite dziecko, które ofiaruje matce wybaczenie)

WOŚP czyli szantaż moralny na służbie „państwa opiekuńczego”.


„Gdyby ogłoszono jako zasadę, przyjęto w praktyce i zatwierdzono ustawowo, że każdy ma prawo do własności innych, darowizna utraciłaby już swą wartość, a miłosierdzie i wdzięczność nie byłyby już cnotami” (Frederic Bastiat)

„…Święty Jan Paweł II nauczał, że człowiek nie może zrealizować się w pełni inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego. Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że tylko miłość bliźniego jest czymś bezinteresownym, a transakcja handlowa opiera się już na korzyści własnej i jest czymś złym. Powstaje więc pytanie, czy między ziemską a Bożą ekonomią istnieje konflikt interesów. 

Chrystus pokazał nam, że wcale tak być nie musi. Wszystko zależy od tego, co jest naszym celem, któremu chcemy podporządkować wszystkie nasze działania, w tym również ekonomiczne transakcje, gdyż człowiek nie funkcjonuje tylko jak homo oeconomicus. To od naszego celu w życiu zależy, jakie środki będziemy dobierać, aby ten cel osiągnąć. Wiele zależy od zewnętrznych warunków. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że każde państwo, który nie szanuje własności prywatnej, zniewala człowieka. Kościół naucza jednak, że zagrożenie płynie również od wewnątrz, ze strony słabości moralnej człowieka, i dlatego warunkiem prawdziwej wolności jest nasz rzetelny stosunek do prawdy…

WOŚP nie jest taką samą organizacją jak Caritas, Lekarze Nadziei czy  Fundacja Tysiąclecia. Fundacja J. Owsiaka przy kwestowaniu korzysta z konkretnych usług państwa, w tym publicznej telewizji… 

…Nie tylko księża, ale również większości polityków, uważa że taka pomoc wpisana jest do podstawowych obowiązków państwa. Myśląc tak, opowiadają się za konkretnym politycznym rozwiązaniem i dlatego dyskusji wokół WOŚP nie można oderwać od polityki

…Zwolennicy WOŚP są najczęściej zwolennikami państwa opiekuńczego. Wysokie podatki uzasadniają m.in. wydatkami na państwową służbę zdrowia i pomoc charytatywną. Twierdzą, że te dwa sektory życia społecznego nie funkcjonowałby właściwie w świecie liberalnej gospodarki, pozbawione państwowego wsparcia, a raczej przymusu. Powstaje więc pytanie, dlaczego w drugą niedzielę stycznia liczą na to, że ludzie wyciągną dobrowolnie swoje pieniądze i wrzucą je do puszki.

Spór pojawiający się każdego roku wokół WOŚP jest w rzeczywistości sporem politycznym o rolę państwa w naszym życiu. Pozostaje jeszcze kwestia jałmużny. Zgadza się, że jest ona obowiązkiem każdego chrześcijanina, ale nie jest ona tylko zwyczajnym wsparciem okazywanym człowiekowi w potrzebie. Jałmużna powinna być zawsze rezultatem świadomego wyrzeczenia się i umartwiania z motywów religijnych. Dobroczynność jest skoncentrowana na potrzebującym, a jałmużna na darczyńcy, który ustawicznie pracuje nad sobą ze względu na osiągnięcie ostatecznego celu, a jest nim życie wieczne.

Księga Syracha zachęca do jałmużny: „Woda gasi płonący ogień, a jałmużna gładzi grzechy” (Syr 3,30). Czy księża z naklejkami WOŚP będą w tą niedzielę o tym pamiętać?

Jałmużna jest obowiązkiem każdego chrześcijanina. Szkoda, że niektóry robią to tylko raz w roku” (Ks. Jacek Gniadek)

całość tu: Świąteczna jałmużna i tu: Król i krzyż

„Nasi przeciwnicy sądzą, że działalność, która nie jest ani finansowana, ani regulowana przez państwo, jest skazana na upadek. My uważamy, że jest wręcz przeciwnie. Oni wierzą w ustawodawcę, a nie w ludzi. My wierzymy w ludzi, a nie w ustawodawcę.” (Frederic Bastiat)

„…bez względu na prywatnie wyznawane poglądy – nikomu nie wolno unikać poświęceń dla wielkiej idei socjalizmu. Kto próbuje się od tej świętej powinności uchylać, to nie ulega chyba wątpliwości, że przede wszystkim jest wrogiem chorych dzieci, a więc – pozbawionym ludzkich uczuć najgorszym wrogiem, a jeśli nawet nie zaraz „wrogiem”, to w każdym razie – na pewno świnią. I o to właśnie chodzi, bo czyż w inny sposób można budować upragnioną jeszcze przez Edwarda Gierka jedność moralno-polityczną narodu pod przewodnictwem partii?

Więc ożywiona takimi szczytnymi ideałami Nationalsozialistische Volkswohlfahrt corocznie, już od wczesnej jesieni przystępowała do organizowania Winterhilfswerk czyli Pomocy Zimowej, która polegała na zbieraniu datków od społeczeństwa. Zbieraniem tych datków zajmowało się ponad milion wolontariuszy, głównie młodych, skupionych w masowych organizacjach, również nastawionych na nieustanne poruszanie sumień. Potem uzyskane w ten sposób zasoby były rozdzielane przez funkcjonariuszy Narodowosocjalistycznej Ludowej Opieki Społecznej, dzięki czemu każdy obdarowany wiedział, komu winien jest dozgonną wdzięczność i w ten sposób prawidłowo kalibrował sobie sumienie.

Dzięki prawidłowo skalibrowanym sumieniom i umysłom, nawet w momencie zachwiania zaufania do intencji dygnitarzy z Narodowego Funduszu Zdrowia, żaden z autorytetów moralnych, jakie zostały zaangażowane do zdiagnozowania sytuacji, nie podał w wątpliwość konieczności dysponowania przez Fundusz pieniędzmi pacjentów. Pomysł, żeby pieniądze nie „szły za pacjentem” w coraz bardziej wydłużającej się odległości, tylko podążały RAZEM Z NIM, bo by mu ich przedtem nikt nie odebrał niby dla jego dobra – już nie przyszedł nikomu do głowy. I to jest miarą naszego przygotowania do wzorowego uczestnictwa w Unii Europejskiej, w czym „Jurek” Owsiak, niezależnie od tego, czy to sobie też wykalkulował, czy nie – ma wielki udział. Słusznie tedy partia wynagradza go jak tam może, oddając do jego dyspozycji zasoby tych resztek państwa, jakie jeszcze jej do dyspozycji pozostały, to znaczy – telewizję i samoloty F-16.” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Winterhilfswerk

podobne: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo. oraz: O tym jak Państwo Opiekuńcze przeszkadza w opiece niepaństwowym instytucjom charytatywnym czyli… poproszę zaświadczenie że jest Pan/Pani biednym.

…ciężko jest być dobroczynnym w kraju w którym na rzecz państwa obywatel musi oddawać około 80% swojego dochodu w różnego rodzaju „składkach”, podatkach i opłatach. To prawdziwy cud ludzkiej wrażliwości i dobrego serca, że mimo tego rabunku ludzie potrafią jeszcze z własnej woli dzielić się tym co mają, i że funkcjonują fundacje zajmujące się uczciwą dystrybucją zebranych w ten sposób pieniędzy. Cud o ile te instytucje nie wykorzystują dobroczynności innych by opływać w luksusy na cudzy koszt, tudzież żeby pod jej płaszczykiem lansować czyjeś, lub uprawiać własne ambicje polityczne (o czym więcej tu: Matka Kurka: „WOŚP to konglomerat biznesowy oparty na ideologii i brutalnym marketingu”. i tu: O matko! (Kurka) Owsiak będzie musiał pokazać z czego zrobiony jest „Złoty Melon”). Nie chodzi o to żeby linczować Pana Owsiaka za jakąś kradzież, bo ludzie w końcu sami z własnej woli wpłacają na WOŚP. Chodzi wyłącznie o prawdę (tj. wiedzę) na temat tego ile z tych pieniędzy trafia w rzeczywistości do ludzi potrzebujących, a ile jest po drodze przejadanych przez tzw. obsługę, ile jest marnowanych (m.in. na taką imprezę jak Woodstock), a ile transferowanych na inne niestatutowe cele nie mające nic wspólnego z pierwotnym przeznaczeniem a zatem wolą darczyńców… (Odys)

„Jestem trendy, bo się badam” kontra „Styczeń miesiącem bez chorowania!” czyli o tym jak chora władza poucza lekarzy jak i za ile (nie)leczyć pacjentów. Placówki medyczne i problemy z ochroną prywatności. Skarga NRL na pakiet onkologiczny.


1. Jestem trendy, bo się badamCo mają zrobić pacjenci po Nowym RokuLekarze: sytuacja w POZ to czubek góry lodowejZwiązek Zawodowy Lekarzy grozi strajkiem.

30.12.2014 (IAR) – Jak zachęcić Polaków do badań profilaktycznych – zastanawiają się specjaliści. Na imiennych zaproszeniach, wysyłanych w ramach narodowego programu – które bardzo często trafiają od razu do kosza – mamy hasło: „Badam się, mam pewność”. Można je zastąpić innym: „Jestem trendy, bo się badam”. Przecież chodzi o wykreowanie mody na badania profilaktyczne, bo dane statystyczne są alarmujące i zawstydzające.

Według najnowszych danych, opublikowanych przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – PZH, w Polsce mamy bardzo niską wyleczalność nowotworów.

Doktor Krzysztof Kuszewski twierdzi, że głównym powodem tej sytuacji jest późne zgłaszanie się chorego do lekarza. Według prowadzonych przez niego badań, pacjent przychodzi do gabinetu dopiero po dwóch miesiącach od wystąpienia wyraźnych objawów. Zdarzają się jednak także tacy, którzy czekają tysiąc pięćset dni.

Urszula Jaworska, prezes fundacji swojego imienia, mówi, że potrzebujemy edukacji i zachęty do badań – albo karania za ich brak. Według niej, trzeba rozważyć podwyższenie składki ubezpieczeniowej za brak badań profilaktycznych. Urszula Jaworska zaznacza, że Polacy lekceważą profilaktykę, a gdy już są chorzy, stają się roszczeniowi.

Profesor Magdalena Bielska-Lasota podkreśla, że trzeba przywrócić zaufanie do programów profilaktycznych poprzez kontrolę efektów zdrowotnych. Według niej, wyniki skriningów powinny być analizowane i publikowane. Wówczas aktywność społeczeństwa i uczestnictwo w badaniach będą większe.

Po względem wskaźnika tak zwanej 5-letniej przeżywalności zajmujemy przedostatnie miejsca w Europie. Najgorzej jest w przypadku raka szyjki macicy.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Barbara Góra/dabr

„…Jak zachęcić Polaków do badań profilaktycznych – zastanawiają się specjaliści… chodzi o wykreowanie mody na badania profilaktyczne, bo dane statystyczne są alarmujące i zawstydzające…” 

Zawstydzające jest według mnie to co się już dzieje w służbie zdrowia i to nie z winy pacjentów a z winy chorego (jak sama służba zdrowia) systemu. Jak tu się badać „profilaktycznie” skoro ciężko się dostać do lekarza? Co to znaczy że „Polacy lekceważą profilaktykę”? Czy profilaktyczne stanie w kolejkach zwiększy czy zmniejszy efektywność leczenia, które pozostawia wiele do życzenia i coraz bardziej upodabnia się do masowego szlachtowania zwierząt – jak najwięcej, w jak najszybszym czasie i w jak najmniej dotkliwy finansowo dla NFZ sposób.

rys.  Jerzy Krzetowski

rys. Jerzy Krzetowski

Oczywiście że lepiej jest zapobiegać jak leczyć, ale przepraszam bardzo! Stan publicznej służby zdrowia nie pozwala ani na skuteczne zapobieganie ani na skuteczne leczenie. I czyja to jest wina że brakuje lekarzy, a do tych którzy funkcjonują w tym systemie kolejki są niebotyczne. Czyja to wina że na samo leczenie obowiązują limity bo jest niedofinansowane w należytym stopniu? Oddać ludziom pieniądze jakie obowiązkowo płacą w postaci składki a wtedy będzie można zwalić całą winę za roszczeniowość na pacjenta. A tak, skoro państwo wzięło na siebie zobowiązanie leczenia „za darmo” (i przyzwyczaiło do tego pacjentów) to i niech z tego „darmowego” funduszu wygeneruje jakąś część na profilaktykę i  w swoim stylu (jak to tylko państwo potrafi) niech zmusza ludzi do stania w kolejkach zawczasu 🙂 Pretensje do garbatego że ma dzieci proste, gdy tymczasem…

30.12.2014 (IAR) – Od 2 stycznia część gabinetów lekarzy rodzinnych będzie zamknięta. Co mają zrobić chorzy, gdzie szukać pomocy. Minister zdrowia, do którego należy zapewnienie bezpieczeństwa pacjentom radzi, aby szukać otwartych gabinetów i zgłaszać się do szpitali.

Zapowiedział też wprowadzenie awaryjnego planu B. Zakłada on, że jeżeli gabinety zostaną zamknięte, chorych będą przyjmować szpitalne oddziały ratunkowe i izby przyjęć. NFZ zapłaci za taką wizytę 45 zł. Poradę będzie można uzyskać również w nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej. Minister Arłukowicz przypomniał, że każdy może 3 razy zmienić lekarza rodzinnego w ciągu roku.

Doktor Marek Twardowski zapowiedział, że lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego nie będą przyjmować również pacjentów prywatnie.

Minister Arłukowicz mówił wczoraj, że prawie 70 procent lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej podpisało kontrakty na przyszły rok. Natomiast według Porozumienia Zielonogórskiego, ponad 40 procent lekarzy zamknie swoje gabinety od 2 stycznia. W niektórych województwach ponad 90 procent jest zrzeszonych w Porozumieniu.

IAR Joanna Stankiewicz/magos

05.01.2015 (IAR) – To czubek góry lodowej. Tak o sytuacji w podstawowej opiece zdrowotnej mówi Konstanty Radziwiłł z Naczelnej Izby Lekarskiej. Wystąpił on na wspólnej konferencji prasowej z przedstawicielami Porozumienia Zielonogórskiego i Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Wiceprezes OZZL Zdzisław Szramik powiedział, że organizacja rozważa organizację ogólnopolskiego strajku.

Konstanty Radziwiłł przekonywał, że wprowadzenie pakietu onkologicznego i kolejkowego to „przejaw klasycznej arogancji władzy”. Zaznaczał, że odpowiedzialni za reformę założyli, iż nie będzie konsultacji społecznych. Jak podkreślił, podpisanie kontraktów przez lekarzy nie uzdrowi sytuacji.

To nie jest tak, jak niektórym się wydaje, że jak w końcu dojdzie do podpisania kontraktów przez wszystkich lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej to będzie już sprawa posprzątana, a minister będzie mógł odtrąbić sukces, tak na pewno nie będzie, dlatego że reforma, której elementem są zmiany w POZ, została źle przygotowana – argumentował Konstanty Radziwiłł.

Prezes Porozumienia Zielonogórskiego Jacek Krajewski poinformował, że w związku z niepodpisaniem kontraktów z NFZ na 2015 rok zamkniętych jest około 1,5 tysiąca przychodni, a nie pracuje 5 tysięcy lekarzy. Najwięcej nieczynnych placówek jest w województwie lubuskim – około 75 procent. Jak dodał szef Porozumienia Zielonogórskiego, mniej więcej połowa placówek nie działa w województwach: podkarpackim, lubelskim, podlaskim, opolskim oraz warmińsko-mazurskim.

Jacek Krajewski, zapytany przez IAR, wyjaśniał, że otworzenie gabinetów bez podpisania kontraktu z NFZ-em oznaczałoby zmuszenie pacjentów do płacenia za wizytę. Nie chcemy przyjmować pacjentów komercyjnie, pacjentom płacącym składki zdrowotne należy się nieodpłatne przyjmowanie – zaznaczył prezes Porozumienia Zielonogórskiego, dodając, że to po stronie ministra zdrowia leży teraz zapewnienie bezpłatnych świadczeń.

Pod koniec zeszłego roku lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego nie doszli do porozumienia z resortem zdrowia. Kością niezgody były stawki dla lekarzy rodzinnych oraz wprowadzenie pakietów: onkologicznego i kolejkowego.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Barbara Góra/kd/dabr

05.01.2015 (IAR) – Lekarze rozważają organizację ogólnopolskiego strajku.

Powiedział o tym na konferencji prasowej wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Zdzisław Szramik. Konferencję zorganizowano po fiasku rozmów lekarzy z Porozumienia Zielonogórskiego z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia.

IAR/zr/mitro/

źródło: stooq.pl

Najpierw fragment komentarza autorstwa Pana Stanisława Janeckiego:

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz twierdzi, że działa w imieniu pacjentów, natomiast lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego myślą wyłącznie o „kasie”. I część opinii publicznej to kupuje. Tymczasem nie ma nawet cienia dowodu na to, że minister Arłukowicz cokolwiek zrobił dla pacjentów – od początku swego urzędowania w resorcie zdrowia. Podobnie zresztą jak jego poprzedniczka, a obecnie szefowa, Ewa Kopacz. Podobnie zresztą jak urzędujący o ponad siedmiu lat rząd Platformy Obywatelskiej. Zakładanie, że ta władza robi cokolwiek dla ludzi, w tym dla pacjentów, jest albo żartem (ponurym), albo kpiną.

W „Głównych nurtach marksizmu” Leszek Kołakowski stwierdził, że komunizm niczego nie robi dla ludzi, lecz wyłącznie dla utrwalenia i utrzymania dyktatorskiej władzy i kontroli nad społeczeństwem. Jeśli zdarzy się coś, co jest mimo wszystko korzystne dla społeczeństwa, to dzieje się to albo przypadkowo, albo jest ubocznym skutkiem rywalizacji z systemem demokratycznym, albo wynika z taktyki etapu. I te spostrzeżenia Kołakowskiego doskonale pasują do tego, co od ponad siedmiu lat robią rządy PO. Generalnie chodzi o to, żeby coraz więcej kosztów przerzucać na społeczeństwo, a nie je z niego zdejmować. Jeśli chodzi o ministerstwo zdrowia, to przecież po to w 2007 r. była tzw. reforma systemu leków refundowanych (dzieło minister Ewy Kopacz). Chodziło o zwiększenie udziału pacjenta i relatywne zmniejszenie udziału budżetu w finansowaniu leków refundowanych. A obecnie forsowane przez ministra Arłukowicza pakiety onkologiczny i kolejkowy są tylko formą przerzucenia odpowiedzialności za kłopoty na inne podmioty oraz na tzw. obiektywne trudności.

Gdy rząd PO konfiskował pieniądze zgromadzone w OFE i wydłużał czas pracy przyszłym emerytom, chodziło wyłącznie o przerzucenie na pracujących odpowiedzialności za przyszłe świadczenia. Chodziło też o umycie przez władzę rąk, bo nie była i nie jest w stanie zgromadzić żadnych emerytalnych rezerw w oparciu o majątek narodowy i bogactwa naturalne. Nie jest w stanie nawet zachować tego, co już zgromadzono w OFE, dlatego te pieniądze skonfiskowano i są one obecnie przeżerane. A przeciętni ludzie nie mają szans na oszczędzanie na przyszłe emerytury, bo rząd POpodniósł podatki, w tym VAT oraz akcyzę. Obserwujemy proces wzrostu wydatków na utrzymanie samego państwa, czyli na utrzymanie nowej warstwy pasożytniczej czy też nowej klasy próżniaczej (skądinąd to określenie samego Donalda Tuska sprzed okresu jego rządów), a jednocześnie przerzucanie kolejnych kosztów na ludzi, czyli na konsumentów, rodziców, pacjentów, kierowców itp.

Skoro przez ponad siedem lat ministrowie zdrowia Kopacz i Arłukowicz nie zrobili niczego, co faktycznie poprawiłoby sytuację pacjentów, oczekiwanie, że nagle teraz to się zmieniło, nie ma najmniejszego sensu i podstaw. Rząd i resort zdrowia nie prowadzą żadnej racjonalnej polityki zdrowotnej, tylko przerzucają kolejne koszty na pacjentów i gaszą kolejne pożary wynikające z nieudolności i braku długofalowego planu. A lekarze są tylko kolejnym wrogiem ludu, czyli władzy, która musi mieć coraz to nowego „wroga klasowego”…”

…i to tyle w zasadzie co do „racjonalnego” podejścia Pana Janeckiego, wobec tego co się dzieje i na co jest nastawiona władza w tym konflikcie MZ (Arłukowicza) kontra – jak to się w „mendiach” z uporem maniaka powtarza – „tylko 1/5 lekarzy w Polsce”. Pomijając skąd propaganda wzięła tę „tylko 1/5” niezadowolonych z ugody lekarzy, jakby ci którzy podpisali te umowy zrobili to bo im się jej warunki albo „reforma” podobają, trzeba sobie wyraźnie powiedzieć że „…To nie jest tak, jak niektórym się wydaje, że jak w końcu dojdzie do podpisania kontraktów przez wszystkich lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej to będzie już sprawa posprzątana, a minister będzie mógł odtrąbić sukces, tak na pewno nie będzie, dlatego że reforma, której elementem są zmiany w POZ, została źle przygotowana…” 

Według „mendiów” i polityków tylko 1/5 lekarzy” jest zła a reszta jest dobra bo zgodziła się na doraźne rozwiązanie propagandowe chowając „mordę w kubeł” i trwając w patologicznym systemie. Tymczasem jest zupełnie inaczej! Ci co podpisali umowy (czy aneksy do wcześniejszych umów) po cichu solidaryzują się wyraźnie z tą „1/5” uparciuchów i część z nich zapowiada wypowiedzenie NIEKORZYSTNYCH umów, a Związek Zawodowy Lekarzy zapowiada strajk ogólnopolski. „Z niewolnika nie ma pracownika” – mimo że komuna udowodniła to w całej rozciągłości, to „publiczna służba zdrowia” dalej funkcjonuje na komunistycznych zasadach systemu nakładowo rozdzielczego, z przymusową reglamentacją i redystrybucją „składek”, które nie mają szans pokryć realnych kosztów funkcjonowania niewydolnego sytemu z jego biurokratyczną naroślą w postaci NFZ, o zaspokojeniu potrzeb czysto medycznych na właściwym poziomie nie wspominając, ponieważ RACHUNEK EKONOMICZNY na to nie pozwala, bo „z pustego i Salomon nie naleje”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Najgorsze jest to że media i politycy nie chcą tego przyznać! Zamiast wyjaśnić Polakom o co tak naprawdę chodzi, wolą kłamać i manipulować wylewając przy tym krokodyle łzy, nad tym co wszyscy pacjenci sami dobrze widzą. Bez mediów wiadomo że „służba zdrowia” nie funkcjonuje prawidłowo i że cierpią na tym pacjenci. Powtarzanie tych banałów w kółko nie posuwa jednak tego problemu do przodu ani na jotę! Mało tego, media w tej sprawie od początku stronniczo stają w obronie obecnego „darmowego” systemu, czyli w obronie tych wszystkich polityków (a konkretnie rządu), którzy ten system stworzyli i są tu największym pasożytem, oraz winowajcą. I choć Pan Janecki reprezentuje media „opozycyjne” do „prorządowych” to popełnia ten sam błąd. Z tego co napisał wynika, że wystarczy zmienić rządy z PO na PIS a sytuacja zostanie w sposób cudowny uzdrowiona. W jego mniemaniu pacjenci „ubezpieczeni” przymusowo w systemie „darmowej” publicznej służby zdrowia obecnie ponoszą koszt nieudolnej władzy PO a za PISu by tego kosztu nie ponosili. Toż to jakieś pomyje intelektualne 🙂

W dalszej części cytowanego artykułu (którego całość dostępna jest tu: wpolityce.pl) można wyczytać że: „…Jak na dłoni widać, na czym polega filozofia władzy PO. A polega ona na zwalnianiu państwa z kolejnych obowiązków i ich przerzucaniu na obywateli oraz na szczuciu jednych grup społecznych i podmiotów politycznych na inne…”… czyli generalnie chodzi o to, że to PO jest winne a nie patologiczny system drenowania kieszeni płatników przez kołchoźniczy państwowy monopol. Pan Janecki w durnowaty sposób wyciera sobie gębę państwem, jakby nie wiedział skąd państwo wzięło pieniądze na „darmową” służbę zdrowia i że to ZAWSZE płaci obywatel a nie państwo. Jak można mówić o przerzucaniu na kogoś kosztów, które od początku są przez tego kogoś ponoszone! Problem jest w tym że system na zasadzie którego się to odbywa jest patologią, bazującą na błędnym przekonaniu że jest „darmowy” i że nie musi się finansowo dopinać.

Mamy tu do czynienia nie tylko z klasycznym myśleniem życzeniowym i pomijaniem brutalnej rzeczywistości wynikającej z prostej ekonomii – że nic nie ma za darmo (ani nawet za pół darmo), ale również z nie gorszą manipulacją od rządowej. Redaktor Janecki nie dość że nie podał prawdziwej przyczyny problemu, to udaje że leży on nie w systemie a w braku woli politycznej tych którzy nim obecnie zawiadują. A przecież nie jest ważne kto miesza herbatę i w którą stronę miesza skoro CUKRU NIE MA! Wbijanie demagogicznych szpil przez Pana Janeckiego w jakąś opcję polityczną nie powinno przesłaniać ludziom myślącym istoty problemu, którą jest NIEDOFINANSOWANIE w sposób racjonalny służby zdrowia (głównie z powodu niskich nakładów „per capita” na jednego pacjenta), ale przede wszystkim(!) patologiczny system monopolu państwowego z jego biurokratyczną strukturą, która przeżera istotną część pieniędzy PRZYMUSOWO zabieranych „składkowiczom” nie wspominając już o tym, że nie wszyscy się dokładają do wspólnego wora, za to chętnie z tego wora czerpią.

Ale „dziennikarze” już od dawana dokonują fałszywych interpretacji faktów, celowo dezinformując obywateli dla politycznych celów, zamiast ich informować i dokształcać w kwestii procedur i ekonomii funkcjonowania państwa i jego „darmowych usług”… Dziennikarze to dziś funkcjonariusze państwowi wysługujący się co najmniej partyjnym klikom. Bo albo pracują w upolitycznionej TV „publicznej” albo w „prywatnej” ale koncesjonowanej przez państwo, więc niejako muszą bronić etatystycznych rozwiązań w jego (nie)działalności, takich jak „publiczna służba zdrowia” czy ZUS. Nic więc dziwnego, że czy to rząd ma problemy czy opozycja, to sam system centralnego i przymusowego sterowania czy to gospodarką czy „usługami użyteczności publicznej”, jest tak przez jedną jak i drugą stronę politycznego sporu chronione. Przez to dziennikarze są tak samo wiarygodni jak politycy 🙂 Kto tego nie ogarnia ten jest godny pożałowania…

Człowiek myślący powinien zatem czerpać informacje z różnych źródeł i SAMEMU dokonywać interpretacji tego co się wokół niego dzieje i za co płaci… Tymczasem dla niektórych obywateli – jak za komuny! – to co jeden czy drugi polityk z partii z którą sympatyzuje powie z telewizora, albo napisze w gazecie jest jedyną prawdą. Mało kto potrafi tę „prawdę” zweryfikować w oparciu o to co się dzieje w rzeczywistości (zwłaszcza że dzieje się inaczej 🙂 ). Potem mamy takie efekty że co innego obiecują władze a co innego dzieje się w rzeczywistości…

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

NFZ trzyma kasę i wszystkich (i lekarzy i pacjentów) za jaja… Ale nadchodzi koniec tej patologii bo system właśnie zaczyna się rozłazić w szwach. System którego nie stworzyli ani pacjenci (okradani przy pomocy „składek” na „ubezpieczenie zdrowotne”) ani lekarze (choć w pewnej części się dołożyli firmując go swoją pracą) którzy w tym systemie i w jego ramach prawnych muszą funkcjonować, a na których próbuje się zrzucić całą odpowiedzialność dlatego że głośno mówią o tym że ten system się NIE SPRAWDZA, co widać gołym okiem a będzie coraz gorzej.

Tych lekarzy którzy podpisali umowy na nowych warunkach w nadziei na łatwy pod ochroną patologicznego prawa zysk, można nazwać bez kozery współudziałowcami złodziejstwa i patologii. Czemu zgodzili się piłować gałąź na której sami siedzą? To oczywiste – po części nie stać ich na bycie bezrobotnymi, a w pewnej części dali się przekupić obietnicą dodatkowych dopłat jakie obiecał Pan Arłukowicz dla POkornych. Wezmą tyle co da minister i dalej będą (nie)leczyć ludzi, sterczących i beczących jak bydło w coraz dłuższych kolejkach do dojenia (bo będą musieli odwalać robotę za tych którzy swe przychodnie zamknęli), żeby jak najwięcej z tych groszy w kasie NFZ zostało.

Poszczególne rządy stworzyły ten niewydolny system, udając że na służbę zdrowia nie trzeba pieniędzy bo musi być „za darmo” (chociaż nigdy nie była ani nie jest za darmo!). Ludzi się oszukuje że leczenie musi być tanie, choć te usługi nigdy do tanich nie należały, zwłaszcza kiedy z systemu korzysta więcej ludzi niż do niego wpłaca. Lekarz to też zawód i mimo że według niektórych dobrze opłacany, to dziwnym trafem lekarzy w Polsce ubywa. To jest wystarczający dowód na to, że to co „musi być darmowe” prędzej czy później staje się nieopłacalne i droższe w utrzymaniu niż jest warte i że nikt poza politykami i urzędasami na tym nie korzysta, a już najmniej pacjenci od których NA BIEŻĄCO pobiera się „składki” ale w kolejkach karze czekać nawet kilka lat!

Czemu w prywatnych przychodniach nie ma kolejek? Bo ludzie płacą od ręki a nie z „publicznej” puli która po prostu nie starcza na leczenie na wysokim poziomie dla wszystkich. Pamiętajmy o tym że społeczeństwo się starzeje a bezrobocie jest wysokie więc pula pieniędzy wpływających do kasy państwowej z tytułu „składek na ubezpieczenie zdrowotne” MALEJE i będzie maleć! Niedługo lekarze nie będą w stanie za tę kasę nikogo leczyć i co im kto zrobi? Zmusi pistoletem żeby leczyli „za darmo” albo za pół darmo z więzienia? Niby jak? 🙂 Proszę zmusić sprzedawcę luksusowych aut żeby sprzedawał je za pół ceny i jeszcze ponosił odpowiedzialność za ich użytkowanie a po rozbiciu auta zwracał pieniądze… a do takich właśnie wniosków doszło państwo „reformując” służbę zdrowia w Polsce… I to już doszło do takiego stopnia że lekarze powiedzieli dość… Nawet jak się teraz dogadają to za rok (albo wcześniej) będzie to samo! To samo dzieje się w ZUSie i w innych patologicznie funkcjonujących instytucjach (nie)użyteczności publicznej… Marnotrawstwo i oszukiwanie społeczeństwa przez władzę żeby to marnotrawstwo ukryć ma miejsce ciągle od ponad 25 lat…

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Problemy się nawarstwiają i w końcu to wszystko się rozsypie. I nie zmieni tego faktu napuszczanie pacjentów na lekarzy ani krokodyle łzy że tak być nie powinno. Ale jest i prawda na ten temat jest zupełnie inna od tej jaką nam serwują media i politycy. Prawda jest brutalna i prosta jak rachunek z 2+2 gdzie wynikiem prawidłowym jest wyłącznie 4 (a nie „prawie 5” czy „prawie 3”) tylko nikt nie chce jej głośno powiedzieć i dlatego warto posłuchać co lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego (i nie tylko!) mają do powiedzenia bo to oni leczą ludzi a nie politycy. Jak ktoś woli słuchać polityków zamiast lekarzy to niech idzie się leczyć do Arłukowicza, Kopaczowej i panów redaktorków z kłamliwych mediów 🙂

„Publiczna służba zdrowia” to w pierwszej kolejności biurokratyczny NFZ który NIKOGO NIE LECZY. Ten sam problem jest z tzw. ZUSem, i całą resztą pasożytniczych hydr które są OBOWIĄZKOWE i kosztują podatnika nie małe pieniądze, które są po drodze przez te „instytucje” (nie)POżydku publicznego w sporej części PRZEJADANE. Efekt funkcjonowania tych tworów jest taki, że NIEZALEŻNIE od tego kto rządzi na leczenie, emerytury i całą resztę zobowiązań (podobno darmowych 😀 ) zostają jakieś ochłapy. Stąd rosnące kolejki w przychodniach, ogromny dług publiczny i dziura w ZUS. Za rok PIS będzie przerabiał dokładnie to samo! o ile nie podniesie składek na „ubezpieczenie zdrowotne” – czyli zrobi to czym Pan Janecki tak się teraz demagogicznie brzydzi, a co jest NIEZBĘDNE dla dopięcia ekonomicznego rachunku funkcjonowania „służby zdrowia” w Polsce… (Odys)

Polecam dyskusję: Robert Gwiazdowski o służbie zdrowia

 2. Janik: trzeba podnieść składkę zdrowotną.

05.01.2015 (IAR) – Kolejny polityk mówi o konieczności podniesienia składki zdrowotnej. Po politykach PSL, takie rozwiązanie sugeruje Krzysztof Janik, były wicepremier i członek Rady Krajowej SLD. Jego zdaniem, to jeden ze sposobów na znalezienie większych pieniędzy na opiekę zdrowotną.

Krzysztof Janik powiedział w radiowej Trójce, że zamieszanie z podpisywaniem kontraktów lekarskich z NFZ nie jest nowym problemem. Za późno zabieramy się do projektowania usług medycznych, zawsze jest to robione w ostatnich dniach grudnia – stwierdził polityk SLD. Jak dodał, potrzebna jest także dobra wycena przez państwo usług medycznych. Mnie się marzy, żeby to były usługi nie zamawiane ryczałtowo, ale płatne po wykonaniu, oczywiście bez limitów, jednak mamy za mało pieniędzy” – podkreślał gość radiowej Trójki.

Fundusze jednak się znajdą, po pierwsze niewątpliwie trzeba troszeczkę podnieść składkę zdrowotną, czy do 11 procent, nie wiem, trzeba by to policzyć – powiedział Krzysztof Janik. Dodał, że należy też obniżyć koszty funkcjonowania państwa. Jako zły przykład wskazał rozrost administracji. Mówił, że w ciągu ostatnich 15 lat liczba urzędników wzrosła z 400 do 700 tysięcy. Z powrotem administracja państwowa jest najpotężniejszym zakładem pracy – ubolewał były wicepremier.

Członek Rady Krajowej SLD stwierdził również, że potrzebna jest dyskusja na poziomie gmin, odpowiadających za placówki podstawowej opieki zdrowotnej. Zapytajmy wójtów, czy te pieniądze w gminach można lepiej zagospodarować – mówił Krzysztof Janik. W jego ocenie, należy także zróżnicować stawkę za pacjenta w różnych miejscach Polski.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Trójka/kd /buch

3. GIODO najwięcej problemów z ochronią danych zdrowotnychNRL: skarga konstytucyjną ws. pakietu onkologicznego.

30.12.2014 (IAR) – Placówki medyczne to instytucje mające obecnie najwięcej problemów z ochroną prywatności. Takie informacje przedstawił w rozmowie z IAR Andrzej Lewiński, pełniący obowiązki Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Jak podkreśla Andrzej Lewiński uchybienia dotyczą głównie zbyt szerokiego dostępu do wrażliwych informacji o pacjencie. W wielu placówkach medycznych historie chorób są dostępne dla osób nieuprawnionych. Jak przypomina GIODO niedawno w jednym ze śląskich miast firma medyczna wyprowadzając się z dawnej siedziby pozostawiła dokumentację pacjentów. Materiały znaleźli pracownicy kolejnej firmy zasiedlającej lokal i powiadomili o tym zdarzeniu biuro Generalnego Inspektora ochrony Danych Osobowych. Jak zaznacza pełniący obowiązki GIODO Andrzej Lewiński – podobną sytuacją, około roku temu, było znalezienie kart pacjentów na śmietniku .Trudno pogodzić się z faktem, że organa ścigania traktują takie zdarzenia jako czyny o niskiej szkodliwości – mówi inspektor, dodając, że pozyskanie danych medycznych przez niepowołane osoby może mieć bardzo poważne konsekwencje. Wyjaśnia, że może to być wstęp do kradzieży tożsamości, ponieważ do kompletu danych medycznych wystarczy pozyskać informacje finansowe i wówczas możliwe jest popełnianie przestępstw na przykład zawieranie umów na konto rzeczywistego właściciela danych. Andrzej Lewiński podkreśla, że trudno z całkowitą pewnością ocenić co jest przyczyną tego że służba zdrowia słabo chroni dane pacjentów. Zaznacza, że z powodu postępu technologicznego, w systemach informatycznych będzie jeszcze więcej danych o pacjentach, na przykład diagnozowanych zdalnie. Zastępca Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych zaznacza, że lekarze i placówki medyczne mają obowiązek prawny zadbać zabezpieczenie przesyłanych danych pacjentów oraz o bezpieczeństwo sprzętu służącego do przechowywania i bieżącego przetwarzania danych.

Pocieszające jednak jest to, że świadomość w tej dziedzinie wzrasta – mówi pełniący obowiązki GIODO. Andrzej Lewiński dodaje, że o wiele lepiej z ochroną danych radzą sobie ubezpieczyciele i instytucje finansowe, które znacznie rzadziej są przedmiotem skarg.

Od nowego roku za ochronę danych w firmach będą odpowiadać Administratorzy Bezpieczeństwa Informacji, wkrótce wejdą w życie także przepisy rozporządzenia unijnego o ochronie prywatności, które wprowadzą sankcje finansowe z łamanie prawa w tej dziedzinie.

IAR Bożena Falkowska/magos

05.01.2015 (IAR) – Naczelna Rada Lekarska zastanawia się nad złożeniem skargi konstytucyjnej w sprawie pakietu onkologicznego.

Przedstawiciel Rady – Konstanty Radziwiłł – powiedział na konferencji prasowej, że pakiet onkologiczny może sprawić, iż pacjentom chorym na przykład na choroby serca byłoby trudniej rozpocząć terapię, niż osobom chorym na raka. Byłoby to sprzeczne z konstytucyjną zasadą równego dostępu do ochrony zdrowia.

Konstanty Radziwiłł wyraził też poparcie dla lekarzy, którzy nie zgadzają się na warunki zaproponowane im przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Powiedział, że zaproponowana przez rząd reforma leczenia onkologicznego jest obarczona podstawową wadą: nie przeznaczono na nią dodatkowych pieniędzy. Dodał, że reformę przeprowadzono bez konsultacji ze środowiskiem medycznym, co jest sprzeczne z zasadami państwa demokratycznego. Zdaniem przedstawiciela Naczelnej Rady Lekarskiej, jedynym dobrym rozwiązaniem byłoby wstrzymanie wprowadzenia w życie pakietu onkologicznego i rozpoczęcie rozmów z lekarzami. Rozmowy te powinny jednak dotyczyć nie kontraktów z NFZ-em, ale przyszłego kształtu systemu ochrony zdrowia.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Siekaj/zr

źródło: stooq.pl

Fragment Listu lekarki z 30-letnim stażem, który obnaża „prawdomówność” Ministra Zdrowia:

„…Postanowiłam napisać list z prośbą o przesłanie go dalej jak najliczniejszej grupie ludzi.3 stycznia po Dzienniku oglądałam rozmowę z politykami na temat sytuacji, jako zaistniała w POZ. Prowadząca wielokrotnie powtarzała, że nie rozumie postępowania Porozumienia Zielonogórskiego. Cała sprawa została sprowadzona do nadmiernych żądań finansowych, braku odpowiedzialności i krzywdzenia pacjentów.Jak pewnie wszyscy zauważyli do tej rozmowy nie został zaproszony nikt ze strony lekarzy a o tym, czego chcą lekarze wypowiadał się autorytatywnym głosem przedstawiciel PO. Przekłamania i oszczerstwa są poważne. Poważne jest także to, o co walczy Porozumienie Zielonogórskie.

Bardzo poważnym problemem POZ (myślę, że nie tylko) są starzejący się lekarze. W województwie opolskim średnia wieku lekarza pracującego w POZ przekroczyła 57 lat. Gdyby w tej chwili z systemu odeszli emeryci, to system by się zawalił. Młodych kształcących się lekarzy jest niewielu. Miesięcznie przyjmuję ponad 1200 pacjentów. Średnio 50-70 osób dziennie. Zdarzają się dni gdzie tych pacjentów przyjmuję i 100. Każdego roku dochodzi nowa praca. Część jest widoczna dla wszystkich, bo większą część czasu patrzę w monitor i stukam w klawiaturę. Dużej części państwo nie widzicie. Skraca się czas poświęcony na kontakt z pacjentem, a wydłuża czas biurokratyczny. Lekarze i tak nie są w stanie prowadzić kartotek w sposób zgodny z przepisami i bezpieczny dla siebie, bo starają się wypełnić swoje podstawowe zadanie leczenia pacjentów.

W nowej umowie jest kilka niemożliwych do przyjęcia zadań. Jest ona skierowana przeciwko pacjentom i stawia pacjentów i lekarzy naprzeciwko siebie. Tylko razem jesteśmy w stanie zawalczyć o wspólne dobro. Po pobieżnej lekturze nasuwają mi się liczne uwagi. Pierwsza sprawa – pakiet kolejkowy. Wszystkiego nie wiem, ale to do czego doszłam jest bulwersujące. Lekarz endokrynolog jak wszyscy wiedzą leczy najczęściej choroby tarczycy. W nowej umowie to lekarz POZ będzie zobowiązany do leczenia niedoczynności tarczycy. Wszyscy państwo, którzy jesteście pod kontrolą poradni endokrynologicznej, teraz wrócicie do POZ. Lekarz nie będzie mógł państwa skierować do specjalisty. Rozwiązany problem kolejki u endokrynologa? Ma pan minister sukces? Łagodny przerost gruczołu krokowego też w gestii lekarza POZ. Zniknie kolejka do urologa? Takich jednostek chorobowych wrzuconych do POZ jest więcej.

Na wykonanie tych zadań lekarz POZ nie dostaje żadnych dodatkowych pieniędzy, a minister może zaoszczędzić na wykupieniu tych wizyt u specjalistów. Tyle że specjaliści mieli wykupioną konkretną ilość wizyt, a my nie mamy limitu. Przyjąć należy wszystkich pacjentów. Niestety nie potrafię już w sposób bezpieczny dla pacjentów przyjmować większej liczby ludzi. Liczni moi koledzy mają już przyjmowanie na godzinę. Pacjent endokrynologiczny na kontrolnej wizycie będzie musiał zająć 30 minut tak jak u specjalisty….”

i dalej:

„…Dotąd dawałam skierowanie na kolonoskopię. U większości pacjentów były polipy, które lekarze od razu usuwali. Wszyscy Ci pacjenci to potencjalni chorzy na raka. Radość z wyleczenia i uniknięcia tragedii. Teraz spośród tych pacjentów mam wybrać lepszych i dać im zieloną książeczkę. Wszystkim nie mogę. Jeżeli nie dam komuś u kogo, w trakcie stania w jeszcze dłuższej kolejce, rozwinie się rak to  pacjent będzie miał żal do mnie a nie do ministra, a ja będę musiała z tym żyć.

Dlaczego nie mogę dać wszystkim?

Bo muszę mieć trafienia! Trafienia to jest określenie ministra na pacjenta z chorobą nowotworową. Wydam 30 książeczek Pacjent przejdzie diagnostykę i teraz oceni moją pracę urzędnik. Jeżeli będę miała 0-1 trafienia to zostanę skierowana na karne szkolenie, a za wykonaną pracę mi nie zapłacą. Czyli badając w kierunku choroby nowotworowej 30 pacjentów nie znajdę u nikogo rozwiniętego raka to będę ukarana szkoleniem i finansowo. Teraz badam nawet stu ludzi, żeby wykryć u jednego raka. Moja sytuacja się poprawi jeżeli będę miała 2 trafienia dostanę wtedy 20 złotych i nie będę karana upokarzającym szkoleniem. Ta kwota rośnie i przy stosunku jedno trafienie na pięć sięga ponad 100 złotych. Cały czas cytuję umowę!

Staniemy więc z pacjentem po przeciwległej stronie – on będzie się cieszył, że nie ma raka, ja będę miała poważny problem. Będę więc unikała zielonych książeczek jak ognia, albo wydam je wszystkim. Jeżeli nie wydam to minister wygrał, bo lekarze są źli i nie chcą pracować, jak wydam to nie wytrzymam finansowo (bo za tą diagnostykę zapłacę z puli POZ) i dołożę do pracy kolejne wypisywanie książeczek, sprawozdań. Wydłuży się więc kolejka pacjentów u mnie. Wąskie gardło w postaci zbyt małej ilości zakontraktowanych kolonoskopii pozostaje. Tyle, że teraz za to odpowiadam ja nie minister….”

polecam lekturę całości tu: wirtualnapolonia.com bo sprawa jest bardzo poważna:

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

O co więc chodzi tym wszystkim patologom zakochanym w systemie nakładowo-rozdzielczym w ataku na Zielonogórskie Porozumienie? O zniszczenie zalążka NORMALNEJ relacji pacjent – lekarz gdzie urzędnik nie jest do niczego potrzebny! Nie dajmy się skłócić z lekarzami na pstryknięcie palcami kłamców z rządu i demagogów z opozycji, którzy zbijają na tej sprawie kapitał polityczny!

Tymczasem rząd wie lepiej… (Odys) 😉

„Postępowa opinia całego świata należycie oceniła zbrodnię pacjentów-dywersantów, którzy na początku roku pojawili się w przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej, by wbijać szpilki Ministrowi Arłukowiczowi i destabilizować system zdrowotny Polski Ludowej. Każdy świadomy chłop, robotnik i inteligent wie bowiem dobrze, że z chorobą należy poczekać do czasu, gdy wszystkie przychodnie przedłużą kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia. W innym przypadku chorowanie to antyrządowa awantura. Dlatego też Partia i Rząd Ludowy rozważają wprowadzenie w życie nowego pomysłu racjonalizatorskiego i ustanowienie miesiąca stycznia – już na stałe – miesiącem bez chorowania. Pozwoli to uniknąć raz na zawsze niepotrzebnych kolejek i skarg. By żyło się lepiej! By żyło się lepiej wszystkim!” Komunikat Ministerstwa Prawdy nr 427: Styczeń miesiącem bez chorowania!

podobne: „Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie…” (wyniki badań tajne, rośnie ilość błędów lekarskich). NIK o NFZ i o rehabilitacji: rosnące kolejki, niska jakość usług, nielegalne opłaty. Leczenie ponad granicami. oraz: Socjalizm po polsku. Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) i to: Chora Służba Zdrowia. NIK negatywnie o kontraktowaniu usług przez NFZ. a także: Dzień ochrony danych osobowych. Krok po kroku będą wiedzieć o nas co raz więcej. polecam również: Chora „służba zdrowia” leży, tymczasem prywatne lecznice są masowo kontrolowane.

rys. Grzegorz Radziewicz

rys. Grzegorz Radziewicz

„Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie…” (wyniki badań tajne, rośnie ilość błędów lekarskich). NIK o NFZ i o rehabilitacji: rosnące kolejki, niska jakość usług, nielegalne opłaty. Leczenie ponad granicami.


1. „Dziennik Gazeta Prawna” – Wyniki badań na wagę życia. Blisko połowa Polaków doświadczyła błedu lekarskiego.

19.11.2014 (IAR) – Pacjent nie dowie się, czy jest zdrowy, dopóki nie porozmawia z lekarzem, który zlecił diagnostykę. Tyle, że może być już za późno – pisze „Dzienik Gazeta Prawna”.

Przychodnie nie chcą wydawać pacjentom wyników badań. To już powszechna praktyka – donosi gazeta. Swoje wyniki można poznać w czasie wizyty, ale nierzadko trzeba czekać na nią miesiącami.

„Dziennik Gazeta Prawna” opisuje przypadek kobiety, która od tygodni walczy o wydanie wyników biopsji, zleconej jej przez endokrynologa. Rezultaty są już u lekarza, jednak termin wizyty wyznaczono na maj przyszłego roku. Podobne badanie zlecił kobiecie ginekolog, do wizyty dojdzie wcześniej, ale biopsja będzie musiała zostać przeprowadzona ponownie.

Dziennik przytacza też przypadek pacjentki Wojewódzkiego Centrum Onkologii w Gdańsku, która na rezultat cytologii czekała rok. Gdy go otrzymała, okazało się, że ma raka.

Zdaniem rzecznik praw pacjentów Barbary Kozłowskiej, takie sytuacje są niedopuszczalne. Uzależnianie dostępu do wyników badania od wizyty u specjalisty nie ma podstaw, chodzi bowiem o część dokumentacji medycznej – twierdzi.

Dlaczego więc dochodzi do takich przypadków? Problem leży w systemie finansowania. Placówki boją się, że nie dostaną z NFZ pieniędzy za badania, jeśli pacjent nie przyjdzie do lekarza, który je zlecił i odejdzie do innej przychodni. Rozwiązanie ma przyjść w 2017 roku. Wtedy ma ruszyć system, dzięki któremu lekarz będzie mógł elektronicznie poznać wyniki badań.

Więcej -w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/”Dziennik Gazeta Prawna”/kd/nyg

08.12.2014 (IAR) – 4 na 10 Polaków doświadczyło błędu lekarskiego. Jak wynika z raportu opublikowanego przez CBOS, pomimo pojawiania się przypadków zaniedbań w sztuce lekarskiej, to zdecydowana większość badanych, bo aż 71%, ma zaufanie do swoich lekarzy.

Według raportu CBOS, 30% badanych często lub zawsze szuka informacji o zdiagnozowanej chorobie i sposobie jej leczenia w internecie bądź też poza nim. 19% respondentów dodatkowo szuka opinii u innego specjalisty.

Z raportu wynika też, że problemem dokładności danych jest to, że nie wszystkie błędy popełniane przez lekarzy są ewidentne i dostrzegane przez pacjentów. Dlatego wyniki badania są tylko przybliżeniem rzeczywistej skali tego problemu – czytamy w raporcie CBOS-u.

Badanie przeprowadzono na grupie 919 osób.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/CBOS/darad/dj

źródło: stooq.pl

…W obecnym systemie zwanym „publiczną służbą zdrowia” na pierwszym miejscu do opieki stoi „system” z którego żyją przede wszystkim urzędnicy a potem lekarze. Pacjent to tylko środek do celu czyli „publicznych pieniędzy”. Odwrócenie zależności „kto tu jest dla kogo” w zasadzie zasługuje na określenie całej sytuacji jako burdelu, a w związku z tym użycie przymiotnika „publiczna” wobec tej „służby”, spełnia podobną rolę jak w wypadku publicznych domów.

Problem polega na tym, że zamiast samemu płacić za usługę pozwalasz aby ktoś inny wydawał Twoje pieniądze za Ciebie (ale już niekoniecznie na Ciebie). Nie dziw się więc drogi pacjencie, że w tym nienaturalnym układzie stoisz na końcu kolejki jak żebrak/intruz – po WŁASNE pieniądze a co za tym idzie zdrowie. Skoro pozwalasz innym decydować za siebie pozbawiając się kontroli nad własnym życiem i zdrowiem, to tzw. „błędy lekarskie” są wyłącznie konsekwencją tego rodzaju zależności. Każda patologia ma swoją przyczynę… (Odys)

2. Rosnące kolejki, niska jakość usług, nielegalne opłaty. NIK skontrolował polską rehabilitacjęNIK o NFZ

„Rosną kolejki, jakość usług jest niska, pobierane są nielegalne opłaty. A do tego niegospodarność w wydawaniu publicznych pieniędzy i brak kontroli ze strony resortu zdrowia – taki obraz wyłania się z analizy NIK poświęconej rehabilitacji leczniczej.

Dla pacjentów największym zagrożeniem jest brak dostępności, czyli rosnące kolejki. Sytuacja jest paradoksalna. Bo w okresie 2011–2013, choć były zwiększane środki na rehabilitację, NFZ w tym ostatnim roku zaplanował o 267 mln zł więcej niż jeszcze pod koniec 2010 r. Tymczasem liczba oczekujących oraz czas oczekiwania w tym samym okresie radykalnie się zwiększyły.

Przykład? Ponad 8-miesięczne czekanie na przyjęcie na oddział rehabilitacyjny (dwa lata temu chorzy musieli czekać pół roku). Wrażenie robi też lista oczekujących do pracowni rehabilitacyjnych: w 2011 r. było 412 tys. pacjentów. Rok temu już 612 tys.

Zdaniem konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie rehabilitacji to efekt m.in. braku regulacji. – Winę ponoszą też sami pacjenci, którzy zapisują się u kilku lekarzy, będąc w wielu kolejkach jednocześnie – mówi prof. Krystyna Księżopolska. Dodaje, że kłopotem jest też to, że wielu lekarzy wydaje skierowania osobom, które nie zawsze ich potrzebują. Są też pacjenci bez odpowiedniej diagnozy, np. bóle kręgosłupa są spowodowane zmianami nowotworowymi, a lekarz kieruje na masaże.

Dochodzi również do sytuacji, w której pacjent, który ma endoprotezę kolana za kilka tysięcy złotych, nie trafia natychmiast na rehabilitację. Wówczas operowanie takiej osoby (założenie tejże endoprotezy) można uznać za bezcelowe.

– Rehabilitacja to część leczenia – tłumaczy prof. Księżopolska. I dodaje, że środków na nią jest za mało (3 proc. budżetu NFZ), co również ma wpływ na ograniczenie dostępności.

Autorzy raportu NIK wskazują, że rosnące kolejki to również efekt starzenia się społeczeństwa, wzrostu liczby wypadków komunikacyjnych i wypadków przy pracy, a także lawina chorób cywilizacyjnych.

Problemem jest fakt, że resort – i to mimo obowiązku ustawowego – nie prowadzi kontroli w zakresie kolejek. Samo Ministerstwo Zdrowia tłumaczy, że nie robi tego, bo nie było sygnałów o problemach. Z raportu NIK wynika, że pod tym kątem zróżnicowanie w podziale na województwa sięga nawet 90 proc. Np. w woj. wielkopolskim i lubuskim było dziewięć razy trudniej skorzystać z lekarskiej ambulatoryjnej opieki rehabilitacyjnej niż w mazowieckim.

Ponadto resort nie określił nawet tego, jaka powinna być liczba lekarzy w stosunku do liczby mieszkańców. Tu też zauważalne są różnice – w woj. łódzkim czy podlaskim było dwukrotnie więcej specjalistów (w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców) niż dolnośląskim, lubuskim czy wielkopolskim.

Ogromny zagrożeniem dla pacjentów jest również brak regulacji zawodu fizjoterapeuty. Prywatny gabinet z nazwą „poradnia fizjoterapeutyczna” może założyć każdy, niezależnie od poziomu i kierunku wykształcenia. – Zdarzało się, że prowadził go elektryk – przyznaje Grażyna Brzuszkiewicz-Kuźmicka z Polskiego Towarzystwa Fizjoterapii. W związku z rosnącymi kolejkami to właśnie do takich miejsc często trafiają pacjenci. Jak opowiada Kuźmicka, są to sytuacje niebezpieczne dla zdrowia. Jedna z pacjentek, która miała bóle kręgosłupa, po wizytach w prywatnym gabinecie doznała uszkodzeń, które spowodowały, że jeździ na wózku inwalidzkim. Powstał projekt poselski, który ma uregulować zawód fizjoterapeuty.

Obecnie jedynym zabezpieczeniem są umowy z NFZ, który daje kontrakty jedynie tym placówkom, które mają lekarzy z odpowiednim wykształceniem. Ale wśród 722 ofert i 124 postępowań konkursowych, które wzięli pod lupę kontrolerzy NIK, w większości były nieprawidłowości. W przypadku blisko 100 ofert fundusz powinien był złożyć zawiadomienie o podejrzeniu wykroczenia w związku ze stwierdzeniem kłamstw w ofertach (co innego było na papierze, co innego w rzeczywistości). Nie zrobił tego. Dla przykładu w ofertach zawartych na 38 mln zł, które dotyczyły rehabilitacji kardiologicznej w warunkach stacjonarnych, rehabilitacji ogólnoustrojowej w warunkach stacjonarnych i rehabilitacji neurologicznej, nie wykazano wymaganej przepisami aparatury i sprzętu. W części ofert nie wskazano wymaganego personelu oraz wymaganej liczby godzin jego pracy.

Kolejną nieprawidłowością było to, że żaden z 18 skontrolowanych ośrodków nie wywiązywał się ze świadczeń rehabilitacji domowej. Choć zgodnie z przepisami w przypadku opieki ambulatoryjnej 3 proc. kwoty miesięcznego kontraktu powinno być przeznaczone na opiekę w domu pacjenta. Właściwie w ogóle nie informowano pacjentów, że istnieje taka możliwość.

Dochodzi też do sytuacji, kiedy placówki pobierają nielegalnie opłaty. Jeden z krakowskich szpitali pobrał od 319 pacjentów w sumie 51 tys. zł. Połowa przypadków dotyczyła zabiegów w kriokomorze.

Kolejnym zarzutem NIK jest bałagan w finansowaniu: możliwość kierowania na rehabilitację mają ZUS, PFRON czy KRUS, ale nie ma przepływu informacji i nie wiadomo, czy nie dochodzi do podwójnego finansowania. Kontrolerzy izby przekonują, że zachowanie Ministerstwa Zdrowia jest „przejawem niewystarczającej troski Ministerstwa Zdrowia o zapewnienie pacjentom uprawień równego dostępu do świadczeń rehabilitacyjnych”.

Profesor Krystyna Księżopolska przekonuje, że sytuacja może się poprawić. Od kilku miesięcy pracuje zespół przy konsultancie, który ma wypracować standardy. Jednym z celów będzie doprowadzenie do sytuacji, w której skierowania będą wydawać osoby kompetentne (by każde było zasadne). Trwają prace nad rozwiązaniami, które mają sprawić, by w tej samej kolejce nie stały osoby potrzebujące trwałej albo pilnej rehabilitacji, jak chorzy z chorobą Parkinsona, stwardnieniem rozsianym czy po operacjach onkologicznych, wraz z osobami, którym pomogłyby zwykłe ćwiczenia.”

źródło: forsal.pl

10.12.2014 (IAR) – NFZ nie doprowadził do poprawy dostępności świadczeń zdrowotnych – wynika z raportu Najwyższej Izby Kotroli. W wielu poradniach i oddziałach średni czas oczekiwania pacjenta na świadczenie uległ wydłużeniu. Poprawę dostępności świadczeń utrudniało nierównomierne rozmieszczenie szpitali, przychodni i sprzętu, problemy z szacowaniem ceny świadczeń oraz pozyskaniem wykwalifikowanych kadr medycznych.

W raporcie NIK czxytamy też, że wydawanie pieniędzy publicznych przez NFZ odbywało się bez ustalonych ogólnopolskich priorytetów zdrowotnych. Nieskuteczne okazały się działania zmierzające do zmniejszenia czasu oczekiwania pacjentów na hospitalizacje w odniesieniu do schorzeń możliwych do diagnozowania i leczenia również w warunkach ambulatoryjnych.

Podobnie jak w latach poprzednich, utrzymywały się znaczne dysproporcje między poszczególnymi oddziałami wojewódzkimi NFZ w dostępie do świadczeń zdrowotnych, mierzone zarówno liczbą zakontraktowanych świadczeń przypadających na 10 tysięcy osób ubezpieczonych, jak i czasem oczekiwania na ich udzielenie.

Na pogorszenie dostępu do świadczeń zdrowotnych wskazują rosnące w Polsce kolejki do lekarzy – pisze NIK.

IAR/nik.gov.pl/dabr

„…Nieskuteczne okazały się działania zmierzające do zmniejszenia czasu oczekiwania pacjentów na hospitalizacje w odniesieniu do schorzeń możliwych do diagnozowania i leczenia również w warunkach ambulatoryjnych.

Na przykład w ciągu 2 lat w pracowniach tomografii komputerowej średni rzeczywisty czas oczekiwania wzrósł z 25 dni do 43 dni (o 72 procent), a w oddziałach chirurgii urazowo-ortopedycznej średni rzeczywisty czas oczekiwania wzrósł z 77 dni do 95 dni (o 23,4 procent).

Z jednej strony NIK zwraca uwagę na niedoszacowanie cen świadczeń kontraktowanych przez NFZ w stosunku do rzeczywistych kosztów ich udzielania, co skutkuje brakiem zainteresowania takim kontraktem ze strony placówek medycznych, a w konsekwencji prowadzi do ograniczania dostępu pacjentów do pewnego rodzaju świadczeń. Z drugiej strony przeszacowanie ceny i liczby niektórych świadczeń skutkuje ich nadmiernym udzielaniem, nawet wbrew potrzebom medycznym, co prowadzi do nieefektywnego wydatkowania publicznych pieniędzy.

Z innego raportu NIK wynika, że szpitale powiatowe w województwie warmińsko-mazurskim mają kłopoty z zapewnieniem na oddziałach dziecięcych warunków leczenia, spełniających wymagane prawem standardy. Zastrzeżenia NIK budzi głównie nieodpowiedni stan sanitarny pomieszczeń, brak zabezpieczeń przeciwpożarowych oraz wykorzystywanie aparatury medycznej bez wymaganych przeglądów technicznych. Aż w 6 z 7 skontrolowanych szpitali stan sanitarno-techniczny pomieszczeń oddziałów dziecięcych, a także miejsc przygotowywania i wydawania posiłków był niezgodny z przepisami prawa…”

…problem tego stanu rzeczy nie jest „brak regulacji” tylko właśnie przeregulowanie! Zwłaszcza w zakresie przypływu pieniędzy przez twór biurokratyczny zwany NFZ… Możecie sobie powoływać setki zespołów i „pochylać się nad problemem” z urzędniczą „powagą”, ale rozwiązanie jest tylko jedno – uwolnienie usług medycznych na normalnym (nieregulowanym przez państwo) rynku, gdzie konkurencja wymusi raz że poprawę jakości usług a dwa obniży ich koszt eliminując z systemu biurokratów i polityków, którzy są garbem na utrzymaniu podatników, tak jak to się stało w niektórych krajach na zachodzie (Holandia jest tu moim zdaniem bardzo dobrym przykładem).

Tylko wtedy kiedy chory będzie płacił z własnej kieszeni, lekarze zaczną się w swoim dobrze pojętym interesie starać a pacjent będzie traktowany należycie (wie to każdy kto był u lekarza prywatnie choć podlega „ubezpieczeniu publicznemu” 🙂 ). To nie znaczy że znikną z rynku oszuści, naciągacze czy konowały. Tacy zawsze będą się pojawiać! Już się pojawiają na złość systemowi (a w zasadzie właśnie dzięki temu że system to umożliwia):

„…Obecnie jedynym zabezpieczeniem są umowy z NFZ, który daje kontrakty jedynie tym placówkom, które mają lekarzy z odpowiednim wykształceniem. Ale wśród 722 ofert i 124 postępowań konkursowych, które wzięli pod lupę kontrolerzy NIK, w większości były nieprawidłowości…”

Bo ten system jest jednym wielkim wyłudzeniem i nie jest przez nikogo weryfikowalny, a to dlatego że nie ma konkurencji. Widać tu jak na dłoni, że wbrew temu co się sugeruje w pierwszym zdaniu „umowy z NFZ” wcale nie są gwarantem bezpieczeństwa! Jak można przeczytać, w obecnym systemie W WIĘKSZOŚCI aż roi się od oszustów. I tak samo od konowałów!

„…Są też pacjenci bez odpowiedniej diagnozy, np. bóle kręgosłupa są spowodowane zmianami nowotworowymi, a lekarz kieruje na masaże…”

rys. Artur Krynicki

rys. Artur Krynicki

Więc o jakich tu „gwarancjach” mowa? Natomiast w normalnym (tj. rynkowym) urządzeniu tej branży, z uwagi na wielość podmiotów będzie oszustom znacznie trudniej zgarniać całe masy ludzi (tak jak zostają one napędzone teraz), bo zniknie ślepe dofinansowanie „z urzędu” a ludzie będą decydować u kogo się leczyć nogami 🙂 Trafiać do oszusta będą raczej ludzie z przypadku, którzy albo nie dołożyli starań żeby się dowiedzieć u kogo się leczą, albo olali ostrzeżenie innych którzy mieli już to nieszczęście „leczyć się” u oszusta albo nieuka. „Mądrej głowie dość po słowie”, więc wystarczy że raz się takiemu noga powinie, a już się rozniesie po wsi czy mieście żeby tego czy tamtego unikać, przez co ich „praktyka” sama zniknie bo nie będzie się opierać na „kontrakcie” z NFZ – nie będzie pacjentów to oszust zniknie z rynku sam. Mając pieniądze w kieszeni pacjent będzie SAM WYBIERAĆ sobie usługodawcę więc będzie to robił z głową (a jak nie to już jego problem). Dzięki temu też, same usługi byłyby wykonywane od ręki i byłyby dużo lepszej jakości (KONKURENCJA Panie!)… Jak to mówią „Łaska Pana na pstrym koniu jeździ” i chodzi tylko o to żeby być sobie Panem właśnie.

Tymczasem jest tak, że wystarczy jak jeden z drugim zakład czy „fachowiec” podpisze umowę z NFZ (czyż wśród tych co nieprawidłowo wykonują usługi nie ma takich co to z NFZ-em mają taki kontrakt podpisany? OCZYWIŚCIE ŻE TAK! Są tylko tacy 🙂 przecież bez kontraktu z NFZ usługi nie są płatne) a już strumień pacjentów MUSI się u tego czy drugiego  leczyć czy mu się to podoba czy nie, bo nie ma innego wyjścia i jeszcze niech się cieszy jak nie stoi daleko w kolejce. I oni chcą to jeszcze bardziej „uregulować” by burdel był jeszcze większy jak dotychczas… Czyż bowiem nie widać gołym okiem, jak regulacji przybywa a wraz z nią sytuacja zamiast się poprawiać jest co raz gorsza? Wyraźnie jest napisane, że choć środków na leczenie i rehabilitację nie brakuje (z każdą podwyżką składek na ubezpieczenie zdrowotne o lekach nie wspominając!) to nieprawidłowości przybywa… Ot logika. Ale tak właśnie działają przymusowe wspólne wory, nad którymi „składkowicze” nie mają tak naprawdę ŻADNEJ władzy (dobrym przykładem na to jest inny wór bez dna – ZUS)… Odys

3. Leczenie ponad granicami.

„Pacjent uprawniony do publicznych świadczeń zdrowotnych w Polsce będzie mógł otrzymać z NFZ zwrot kosztów planowanego leczenia w innym państwie UE – przewiduje tzw. ustawa o leczeniu transgranicznym, której przepisy weszły w sobotę w życie.Ustawa dostosowuje polskie prawo do przepisów tzw. dyrektywy transgranicznej, czyli Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady z 9 marca 2011 r. ws. stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej. Ustanowiła ona zasady ułatwiające dostęp pacjentów do świadczeń w innym państwach członkowskich UE niż państwo ubezpieczenia.
Dotąd z pomocy lekarskiej w ramach ubezpieczenia Polacy mogli korzystać w krajach Unii tylko w nagłych wypadkach. Według nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw, osoba ubezpieczona w Polsce może otrzymać z NFZ zwrot kosztów planowanego leczenia w innym państwie UE, jednak według stawek obowiązujących przy rozliczaniu danego świadczenia w kraju.Dyrektywa obowiązuje od 25 października 2013 r., jednak Ministerstwo Zdrowia z opóźnieniem przygotowało projekt wdrażającej ją ustawy; dopiero w kwietniu trafił on do Sejmu. Już podczas prac parlamentarnych wprowadzono do ustawy przepis umożliwiający zwrot kosztów leczenia, które pacjent wykonał za granicą po wejściu w życie dyrektywy transgranicznej, a przed wejściem w życie ustawy.Zgodnie z ustawą możliwość zwrotu kosztów leczenia w innych państwach UE dotyczy wyłącznie świadczeń gwarantowanych w Polsce. Za świadczenie trzeba zapłacić najpierw z własnej kieszeni. Aby uzyskać zwrot poniesionych kosztów, pacjent musi się zwrócić z wnioskiem do właściwego oddziału wojewódzkiego NFZ. Podstawą do zwrotu ma być rachunek wystawiony przez zagraniczny podmiot wykonujący działalność leczniczą; może to być zarówno publiczna, jak i prywatna placówka medyczna. NFZ będzie miał 180 dni na rozpatrzenie takiego wniosku i zwrot kosztów.Polacy mogą skorzystać np. z porad specjalistycznych, do których są długie kolejki w Polsce, a także z większości badań diagnostycznych oraz zabiegów wykonywanych w ramach procedur jednodniowych (np. USG czy zabieg usunięcia zaćmy). Natomiast w przypadku świadczeń wymagających pozostania na noc w szpitalu trzeba będzie uzyskać uprzednią zgodę na leczenie od dyrektora oddziału NFZ.Zgodę taką trzeba będzie uzyskać także w innych przypadkach. Będą jej wymagały świadczenia wskazane przez ministra zdrowia w rozporządzeniu do ustawy, czyli np. terapia izotopowa, teleradioterapia stereotaktyczna, terapia hiperbaryczna, badania genetyczne, pozytonowa tomografia emisyjna (PET), badania medycyny nuklearnej, tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny.MZ przypomina, że jeżeli pacjent nie będzie miał skierowania do specjalisty lub do szpitala, wystawionego w kraju lub za granicą, nie otrzyma zwrotu kosztów leczenia w ramach transgranicznej opieki zdrowotnej, chyba że w systemie krajowym takie skierowanie nie jest wymagane. Wyjątkiem są świadczenia objęte wykazem ministra zdrowia, na które pacjent uzyskał wcześniejszą zgodę Funduszu.

Ustawa wskazuje ponadto, że nie będzie możliwe uzyskanie zwrotu kosztów m.in. za obowiązkowe szczepienia ochronne czy opiekę długoterminową. Przewidziano też ustanowienie maksymalnej kwoty wydatków przeznaczonych na zwrot kosztów leczenia pacjentów za granicą, po osiągnięciu której w danym roku kalendarzowym Fundusz będzie mógł zawiesić wypłaty z tego tytułu. Będzie to kwota ok. 1 mld zł rocznie. Jeżeli limit za dany rok wyczerpie się, wówczas pacjent otrzyma zwrot kosztów do końca stycznia kolejnego roku.

 PAP  (za wirtualnapolonia.com)

Pisze PanMarek 

Moja roczna składka zdrowotna to 4939,24 zł.

Przez całe 28 letnie zawodowe życie skorzystałem z przymusowej służby zdrowia, w prostych sprawach, kilka razy. Niechby to odpowiadało 5x 200 zł = 1000 zł. W tym czasie musowe składki to 28x 4939,24 zł = 138 298,72 zł. Różnica to 137 298,72 zł.
Mój podatek w przypadku „tematu leczenie” to 99,2769 % czyli coś jak w przypadku tej szwedzkiej pisarki. Mówiąc krótko: psu w d…. 137 298,72 zł.

Każdy mój rodak który mi mówi o potrzebie utrzymywania „państwowej służby zdrowia” to w moich oczach kompletny kretyn a nawet idiota i takich jest około 99 %.

Życzę wszystkim powodzenia w reformowaniu naszego Kraju, w kolejnych pseudo-wyborach i we wszystkim innym, ale to nie zmieni mojej oceny, bo ona wynika z faktów.

Ta głupota moich rodaków kosztuje mnie dotychczas tylko w państwowej „ochronie mojego zdrowia” 137 298,72 zł.

 Moje pozostałe musowe składki rocznie to:

emeryt. = 12 414,72 zł
rent. = 5 088,00 zł
chor. = 1 558,20 zł

łącznie to jest = 19 060,92 zł rocznie

Przez całe 28 letnie zawodowe życie „uskładałem” więc 533 705,76 zł. Wraz ze składką zdrowotną równą 137 298,72 zł daje to piekną kwotę równą 671 004,48 zł.

Tak więc – jak widać – mógłbym sobie już iść na emeryturę lub zbudować w Warszawie piękny dom (działkę mam) i wynająć go za 5 – 10 tys. miesięcznie. Jednak tylko mógłbym bo zostałem okradziony pod przymusem i mam … wielkie gówno.

Ta głupota moich rodaków kosztuje mnie dotychczas 671 004,48 zł.

P.S. Pominąłem tu składkę na FP = 1558,20 zł i FGŚP = 63,60 rocznie – nie wiem co to w ogóle za k….. jest.

…Pan Marek wyczerpał temat w zupełności… I teraz pytanie do zakochanych w POmocy państwowej Prawych i (nie)Sprawiedliwych socjaluchów i innych opornych na matematykę (o ekonomii nie wspominając), lewoskrętnych wspierających swoimi pieniędzmi (samemu nic z tego nie mając) te paśniki które mielą NIE SWOJE pieniądze za sowitą „prowizję” w postaci „miejsc pracy” (urzędów, ministerstw i innej „administracji”) nikomu nie potrzebnych a już na pewno nie ludziom uczciwie pracującym w sektorze prywatnym którzy na te „miejsca pracy” łożą – pytanie brzmi: Ile jeszcze jesteście w stanie oddać „państwu opiekuńczemu” żeby się wami dalej w ten złodziejki sposób „opiekowało”?

PS.. „FP” to Fundusz Pracy – powstała w 1933 roku w Polsce instytucja, której celem było łagodzenie skutków bezrobocia. (jak bezrobocie jest łagodzone to widać 🙂 Jedyne co złagodziło bezrobocie w Polsce to 5 milionów emigrantów… Z kolei „FGŚP” to Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych – fundusz utworzony w 1994 w celu ochrony pracowników przed utratą wynagrodzenia… Jak owe „fundusze działają”. Kto nimi zarządza i co z tego ma to też kwestia dość oczywista 🙂

…Odys

podobne: Socjalizm po polsku. Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) oraz: Dzień wolności podatkowej. Jeden podatek na wszystko może wynieść 17-18%. Arłukowicz o wyroku w sprawie NFZ. i to: Chora Służba Zdrowia. NIK negatywnie o kontraktowaniu usług przez NFZ.

Shutter Stock - Kolejka do lekarza (służba zdrowia)

Shutter Stock – Kolejka do lekarza (służba zdrowia)

Socjalizm po polsku. Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?)


1. Ministerstwo daje i zabiera… biednym.

09.09.2014 (IAR) – Jedną ręką daje, drugą odbiera. Dziwna logika Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Resort ten sam program pomocy bezdomnym raz ocenia celująco, raz wyrzuca do kosza. Ucierpią biedni.

Chodzi o przypadek warszawskiej fundacji D.O.M. Organizacja prowadzi punkt zbiórki i wydawania darów potrzebującym. W tamtejszym magazynie setki bezdomnych zaopatrują się między innymi w odzież czy buty. W ubiegłym roku Ministerstwo Pracy dało pieniądze na remont pomieszczeń i prowadzenie Centrum Interwencyjnego. Wsparcie objęło też etaty: pielęgniarki, psychologa i pracownika socjalnego. To ważne, żeby bezdomny dostał kompleksową pomoc. „Z tymi ludźmi trzeba rozmawiać, żeby im pomóc” – mówi IAR prezes fundacji Zdzisław Bielecki.

Teraz pieniądze odebrano, choć wniosek był taki sam, wzbogacono go tylko o jeszcze jeden element pomocy bezdomnym. „Naszemu programowi zabrakło jednego punktu, bo jak usłyszałem nieoficjalnie, chcieliśmy robić zdjęcia do dowodów osobistych dla osób bezdomnych”- dodaje Zdzisław Bielecki. Normalnie za takie zdjęcie bezdomny musi zapłacić, tu miałby to za darmo.

Wiceminister pracy i polityki społecznej Elżbieta Seredyn po pytaniu IAR-u zapowiada, że jeszcze raz przejrzy wniosek fundacji.

„Naszą decyzje wydaliśmy po zaciągnięciu opinii wojewody mazowieckiego” – podkreśla jednocześnie. W biurze wojewody usłyszeliśmy jednak, że tu program fundacji uzyskał maksymalną ilość punktów, a ostateczną decyzje podejmuje Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.

Fundacja D.O.M. prowadzi punkt zbiórki darów od 1995 roku. W Warszawie ma także świetlicę dla dzieci, w której mogą one odrobić lekcje, wziąć korepetycje lub nauczyć się języków obcych. Pomoc kieruje także do potrzebujących z całego kraju. Wysyła transporty na tereny popegeerowskie, organizuje kolenie dla dzieci i młodzieży. Dawniej ze stolicy wysyłała także transporty z pomocą do Czeczenii.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Grzegorz Maciak/dabr

podobne: Milionowe datki dla fundacji „Maciuś” trafiają za granicę oraz: Marnotrawstwo i totalna głupota w Ministerstwie Pracy czyli… 49 milionów złotych na „portal dla bezdomnych”!

źródło: stooq.pl

Walki minusterstwa z własną niekompetencją nie zamierzam komentować, bo to się za każdym razem w takich przypadkach samo komentuje… O czym innym słówko.

…ministerstwo żeby dbać o biednych rozbudowuje administrację. Pytanie: Czy przez to więcej pieniędzy trafia do głównych zainteresowanych czy mniej? 🙂

…fundacja twierdzi że zdjęcia są robione „za darmo”. Pytanie: Czy to że nie płaci za nie bezdomny to oznacza że nikt za nie nie płaci? 🙂

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Jedna instytucja warta drugiej. Zwłaszcza że jedna drugą dotuje i chodzi tylko o to żeby na etatach poupychać: socjologów, psychologów, pracowników socjalnych (ciekawa funkcja pod którą można podpiąć nawet babcię klozetową która też pełni całkiem socjalną funkcję i do tego pożyteczną kiedy funkcjonuje bez „dotacji”) i rzecz jasna fotografów… Za wszystko jak zwykle płaci podatnik a biedni nie mają pracy bo ściągnięcie z rynku podatków na funkcjonowanie „państwa opiekuńczego” nie pozwala tworzyć miejsc pracy żeby bezdomny nie musiał być bezdomny a bezrobotny bezrobotnym.

Powiem jedno „z tymi ludźmi” (dobrodziejami za cudze)  trzeba skończyć rozmawiać i jak najszybciej odciąć ich od koryta, bo oni pomagają wyłącznie sobie samym siedząc i biorąc pieniądze za stanowiska nikomu nie potrzebne. Państwo ze 100 zł jakie zabiera (NAM w podatkach) na tzw. „pomoc” z marszu wypłaca sobie sporą część na obsługę tego że zabiera i rozdaje. A ja jak daję komuś 100 zł to daję całą kwotę… Państwo się nikim nie opiekuje to raz (bo pieniądze które rozdaje to moje pieniądze a nie państwa) a dwa przez jego potrzebę „opiekowania się” biednymi przybywa obiektów do opieki 🙂

PS. Do fundacji które utrzymują się WYŁĄCZNIE z dobrowolnych składek i zbiórek nic nie mam (o ile nie defraudują powierzonych im środków). Wszelkie dotowane czy wprost utrzymywane ze środków publicznych (zabranych pod przymusem pracowitym ludziom) „biznesy” gdzie siedzą pozatrudniane całe klany często i gęsto poprzetykane lokalnymi politykami (albo ich żonami, mężami, kuzynami, pociotkami itd. itp.) to patologia… (Odys)

2. „Puls Biznesu” – Rośnie apetyt na kasę z budżetu.

09.09.2014 (IAR) – W przyszłym roku urzędy centralne i organy władzy chcą mieć więcej pieniędzy do wydania. Na największą podwyżkę liczy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji – czytamy w „Pulsie Biznesu”.

Jak pisze gazeta, wstępny projekt budżetu, przyjęty przez rząd 3 września, w połowie miesiąca ma zostać skonsultowany z Komisją Trójstronną, a do końca września musi trafić do Sejmu. Organy administracji centralnej zgłaszają ile pieniędzy zamierzają wydać w 2015 roku, a resort wpisuje je do ustawy budżetowej. W toku prac nad budżetem, skalę wydatków mogą zmienić posłowie.

„Puls Biznesu” dodaje, że w tym roku proporcjonalnie najbardziej ma wzrosnąć budżet Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Organ zajmujący się kontrolą działalności nadawców i przyznawaniem im koncesji chce mieć w przyszłym roku do dyspozycji ponad 36 milionów złotych, czyli aż o 67 procent więcej niż obecnie. Tłumaczy to koniecznością znacznego zwiększenia zatrudnienia, by obsłużyć lawinę wniosków o umorzenie lub rozłożenie na raty abonamentu.

Dwucyfrowy wzrost wydatków zaplanowany jest także między innymi w Urzędzie Regulacji Energetyki i Urzędzie Transportu Kolejowego, Kancelarii Sejmu oraz Biurze Generalnego Inspektora Danych Osobowych.

Więcej szczegółów na ten temat – w „Pulsie Biznesu”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Puls Biznesu”/kry/K.P.

podobne: „Za rządów Tuska przybyło całe miasto urzędników wielkości Pułtuska lub Wieliczki!”  polecam również: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni. oraz: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy

…na kolesiów kompletnie do niczego nieprzydatnych (urzędy, kancelarie) i propagandę (media „publiczne”) pieniędzy nie brakuje. Czyżby właśnie w ten sposób realizowała się szumna zapowiedź Pana Tuska o podziale „nadwyżki” deficytowej, którą się tak chwalił jakoby ją Polacy wypracowali? Czemu zatem nie trafia ona z powrotem do tych którym się należy, albo chociaż na dzieci które potrzebują wybitnie specjalistycznej opieki…

3. „Nasz Dziennik” – Oszczędzanie na wcześniakach.  Tomasz Cukiernik: Urzędnicy NFZ przestępcami?

10.09.2014 (IAR) – Narodowy Fundusz Zdrowia nie płaci szpitalom ginekologiczno – położniczym za nadwykonania i procedury specjalistyczne – pisze „Nasz Dziennik”.

Jak czytamy w gazecie, w takiej sytuacji znalazł się Szpital Specjalistyczny Świętej Zofii w Warszawie, który od dłuższego czasu nie otrzymuje pieniędzy za porody wcześniacze, transfuzje krwi, operacje i inne zabiegi wykonywane w przypadku dzieci przedwcześnie urodzonych. Lekarze ze szpitala alarmują, że jeśli sytuacja się nie zmieni, pacjenci będą czekać na niektóre operacje i zabiegi w kolejkach, albo dopłacać z własnej kieszeni. „Nasz Dziennik” zauważa, że brzmi to tym bardziej absurdalnie, że chodzi o dzieci urodzone na przykład kilka tygodni przed terminem, czyli w sytuacjach, których po prostu nie da się zaplanować, ani przewidzieć.

Były minister zdrowia Bolesław Piecha mówi, że to sytuacja, która powtarza się każdego roku. Naganne jest w jego opinii to, że brakuje pieniędzy dla dzieci, które najbardziej potrzebują pomocy.

Więcej na ten temat – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Nasz Dziennik”/kry/wk

źródło: stooq.pl

W ramach możliwości, jakie daje wysiłek polskiego podatnika, chcę sensownie, wspólnie z wami, podzielić tę ciągle niedużą nadwyżkę, jaką dysponujemy… zażartował Pan Tusk i uciekł za granicę. Niech się teraz inni martwią i zastanawiają co to znaczy „sensownie podzielić”… Widać w lot zrozumieli, że dzieci (i ryby) głosu nie mają ale urzędasy wycierające tyłki po urzędach centralnych to tysiące szabel przy urnach 🙂 (Odys)

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

– Współczesny model służby [zdrowia – TC] w naszym kraju – przeładowany biurokracją, przerośniętą administracją – nie służy empatii. Odrywa lekarza od chorego – mówi w rozmowie z „Dziennikiem Polskim” prof. Tadeusz Popiela, wybitny chirurg i onkolog.

Jego zdaniem lekarze „zdominowani zostali przez biurokrację, która się nazywa Narodowy Fundusz Zdrowia. Ilość dokumentacji, sprawozdań oraz ograniczeń i limitów stworzyły nieludzki system, wyzbyły z wszelkiej empatii. Lekarze zamiast jak najlepiej leczyć, są skoncentrowani na tym, by sprostać administracyjnym wymogom”.

– Fakt, że chory z chorobą nowotworową musi czekać w kolejce, jest czymś niewiarygodnie złym. Natychmiastowe leczenie zwiększa szansę na całkowite wyzdrowienie. Nie można człowieka tego pozbawić. To demoralizujące. Nie wolno chorego ustawiać w kolejce. Powinien być operowany od razu po diagnozie – mówi prof. Popiela. – I nie wiem, czy nie czas, by spojrzeć na to w kategoriach przestępstwa – dodaje.

źródło: nczas.com

podobne: Chora „służba zdrowia”. Radomskie szpitale toną w długach ale główny problem władzuchny to prof. Chazan. Komentarz Michalkiewicza i Ziemkiewicza. Prawdziwe oblicze „in vitro”.

Podziemna TV: Zdrowa SŁUŻBA ZDROWIA.

Tzw. „państwowa służba zdrowia” nie jest ani bezpłatna, ani nie zapewnia nam potrzebnej opieki medycznej. Mimo, że zazwyczaj prywatne jest lepsze niż państwowe – to często boimy się zastąpienia państwowej służby zdrowia prywatną opieką medyczną z obawy przed tym, że nie będzie nas na nią stać.
To trochę błędne koło – skoro stać nas na kulawą, nieudolną i DROGĄ państwową służbę zdrowia – to tym bardziej powinno nas być stać na znacznie efektywniejszą i lepszą prywatną opiekę zdrowotną – zwłaszcza jeśli państwo zagwarantuje nam uczciwe finansowanie takiej opieki, solidarnie przez całe społeczeństwo.
Stereotyp jest taki, że alternatywą dla państwowej służby zdrowia jest prywatna opieka medyczna. A może czas przestać myśleć stereotypowo i pomyśleć rozsądnie sercem zamiast portfelem?”

…myślę że czas zacząć myśleć właśnie portfelem a na pierwszym miejscu rozumem (bez socjalistycznych odruchów „serca”) bo obie te rzeczy są od siebie zależne… głupi i biedni żyją bowiem tak jak obecnie – W PATOLOGII. (Odys)

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Chora „służba zdrowia”. Radomskie szpitale toną w długach ale główny problem władzuchny to prof. Chazan. Komentarz Michalkiewicza i Ziemkiewicza. Prawdziwe oblicze „in vitro”.


1. Radomskie szpitale toną w długach.

09.07.2014 (IAR) – Radomskie szpitale toną w długach. Brakuje pieniędzy na pensje dla pracowników, zakup sprzętu i leków. Kredyty bankowe mają pomóc wybrnąć z kłopotów, ale pogarszają i tak już złą sytuację.

Radomski Szpital Specjalistyczny przez najbliższe dwa miesiące będzie wypłacał pracownikom pobory niższe o 10 procent. Jak mówi Anna Kwiecień, wiceprezydent miasta, finanse placówki są w tak złym stanie, że decyzja o wzięciu kredytu, wydaje się być jedyną rozsądną..

W przeciwnym razie komornicza egzekucja jest tylko kwestią czasu, bo szpital zalega z zapłatą za sprzęt i leki.

W podobnej sytuacji jest Mazowiecki szpital Specjalistyczny. Wystarcza na pensje, ZUS i podatki, ale dostawcy muszą czekać na pieniądze. Placówka wzięła pożyczkę na początku roku, ale odpowiedzialna za placówkę Luiza Staszewska przyznaje jednak, że pieniędzy nadal brakuje.

Zdaniem dyrekcji obu szpitali powodem kłopotów jest zła polityka finansowa Narodowego Funduszu Zdrowia, który ustala nierealne limity przyjęć pacjentów i niekorzystnie wycenia procedury medyczne.

IAR/A.Orzeł/Radom/buch

podobne: Chora „służba zdrowia” leży, tymczasem prywatne lecznice są masowo kontrolowane.

2. Godek: Zostało zrealizowane zlecenie polityczne na profesora Chazana.

09.07.2014 (IAR) – Zostało zrealizowane zlecenie polityczne na profesora Bogdana Chazana – tak decyzję prezydent Warszawy o odwołaniu profesora ze stanowiska dyrektora szpitala św. Rodziny w Warszawie ocenia Kaja Godek z fundacji Pro – Prawo do życia. Jej zdaniem obecnie w szpitalu dyrektorem zostanie ktoś, kto nie będzie widział nic złego w tym, że zabija się dzieci”. Kaja Godek dodaje, że nie wiadomo, czy zostały złamane procedury, bo sprawa klauzuli sumienia jest w Trybunale Konstytucyjnym.

Zdaniem działaczki, nawet jeśli faktycznie stwierdzono pewne nieprawidłowości, to w ocenie profesora powinien liczyć się ogrom dobra, jakie zrobił przez 10 lat. „Społeczeństwo i warszawianki cenią szpital na Madalińskiego – pani Gronkiewicz-Waltz dziś zaczęła niszczenie tego szpitala” – podsumowała Godek.

Hanna Gronkiewicz-Waltz decyzję o odwołaniu profesora Chazana podjęła po kontroli w szpitalu św. Rodziny. Kontrola wykazała nieprawidłowości co – jak tłumaczyła w czasie konferencji prezydent stolicy – było powodem do rozwiązania umowy z dyrektorem placówki. Kontrola oceniła decyzję profesora w sprawie odmowy przeprowadzenia uzasadnionej aborcji w jego szpitalu, a także nieudzielenia informacji, gdzie kobieta taki zabieg może przeprowadzić.

Profesor powołał się na tak zwaną klauzulę sumienia, która daje mu prawo do odmówienia przeprowadzenia zabiegu, ale jednocześnie nakazuje wskazanie szpitala, do którego może się zgłosić. W rezultacie pacjentka urodziła dziecko z licznymi wadami.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Dorota Piotrowska/jj

…ładny mi szpital św. Rodziny w którym zabija się najmłodszych jej członków a ludziom którzy odmawiają zabijania odmawia się prawa do wykonywania zawodu lekarza. Profesor Chazan powoływał się na klauzulę sumienia (którego wolność gwarantuje Konstytucja), tłumaczył także całkiem słusznie, że wskazanie innego lekarza byłoby współudziałem w aborcji. Ale to jak widać zupełnie niezrozumiałe dla logików o „lewackim” podejściu do ludzkiego życia, jak i to że prof. Chazan oferował kobiecie pomoc po urodzeniu dziecka. W ich mniemaniu miał obowiązek sam zabić albo wskazać innego potencjalnego zabójcę.

podobne: Stanisław Michalkiewicz: „Łajdacy się obrazili”… ale prawda jest niepodzielna.

3. Kardynał Nycz broni i popiera prof. Chazana.

09.07.2014 (IAR) – Kardynał Kazimierz Nycz „głęboko zaniepokojony” zapowiedzią odwołania profesora Bogdana Chazana z funkcji dyrektora stołecznego szpitala św. Rodziny. Metropolita warszawski odniósł się do słów prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz, która ogłosiła, że raport w sprawie funkcjonowania placówki daje podstawy do odwołania prof. Chazana.

Jak pisze arcybiskup Nycz, „Profesor Chazan ma stracić stanowisko z tego powodu, że odwołał się do klauzuli sumienia, która potwierdza jedno z podstawowych praw człowieka – wolność sumienia”. Zdaniem kardynała, to groźny precedens, uderzający w prawa nie tylko katolików, ale i wszystkich ludzi. „Prawo stanowione nie może zmuszać lekarzy do działań wbrew ich sumieniu. Lekarz nie może ponosić konsekwencji z powodu odwołania się do klauzuli sumienia. Jeśli takie sytuacje zachodzą, należy udoskonalić prawo, a nie karać lekarza” – czytamy w oświadczeniu.

Metropolita warszawski wyraża pełne poparcie dla postawy prof. Bogdana Chazana. „Prowadzony przez niego szpital cieszy się dobrą opinią i wdzięcznością pacjentów, jest chwalony za dobre funkcjonowanie. Profesor stanął w obronie życia od samego poczęcia, ryzykując utratę stanowiska i inne, przykre dla siebie konsekwencje” – pisze kardynał Nycz. Wezwał też kompetentne władze do skorygowania zapisu o klauzuli sumienia w taki sposób, by nie kolidował on z prawem wolności religii.

IAR/archidiecezja.warszawa.pl/jj

podobne: Dokument bioetyczny Episkopatu: sprzeciw wobec in vitro, aborcji i eutanazji.

„…Profesor Bogdan Chazan, dyrektor Szpitala Św. Rodziny w Warszawie, który kierując się prawem i obowiązkiem sumienia, odmówił zabicia oraz współdziałania w zabiciu dziecka nienarodzonego, żyjącego w łonie matki, urasta do rangi symbolu – symbolu zmagania się ciemności cywilizacji śmierci z kulturą życia – mówił już w sobotę na rozpoczęcie pielgrzymki ks. bp Stanisław Napierała z Kalisza. Przypominał, że zmuszanie kogoś, zwłaszcza zaś lekarza, do łamania tego obowiązku, a w konsekwencji do zadawania gwałtu jego sumieniu i wykraczaniu przeciwko naturalnemu porządkowi, jest „działaniem w najwyższym stopniu nagannym i poważnym przestępstwem”. – Nie ci, którzy podpisali i podpisują Deklarację Wiary, zasługują na naganę, lecz ci, którzy przeciw nim w jakikolwiek sposób występują – przestrzegał ks. bp Napierała. A ks. abp Zimowski podkreślał, że sumienia nie można zawiesić na wieszaku wraz z ubraniem, wchodząc do pracy, do biura, do szpitala...” (Czas próby sumień)

„…postępek prof. Chazana wzbudził potężny klangor. W tym klangorze wybijają się dwa sprzeczne poglądy: pierwszy – że lekarz ma w podskokach wykonywać obowiązki nałożone nań przez obowiązujące w państwie prawo, a drugi – że prawo – prawem, ale ostatnią instancją jest sumienie.

Klangor ten jest elementem komunistycznej rewolucji, jaka w Europie prowadzona jest pod auspicjami Unii Europejskiej według strategii zaproponowanej przez Antoniego Gramsciego. Celem tej rewolucji jest wyhodowanie człowieka sowieckiego oraz zbudowanie mu totalitarnego państwa, bo w innym środowisku człowiek sowiecki czułby się źle. Człowiek sowiecki tym się różni od normalnego, że wyrzekł się wolnej woli, tzn. m.in. sumienia, na rzecz państwa. Co państwo mu każe, to jest dobre. Jak mu na przykład każe palić Żydami w piecach, to będzie palił, albo jak mu każe mordować wariatów lub inwalidów, to będzie ich mordował w poczuciu pierwotnej niewinności. Z kolei państwo totalitarne nie toleruje innej władzy poza własną – a więc np. władzy rodzicielskiej, a zwłaszcza – władzy sumienia. Z tego powodu pan prof. Chazan, który wraz z trzema tysiącami innych lekarzy podpisał „klauzulę sumienia”, to znaczy – deklarację, iż sumienie będzie dlań ostatnią instancją, wzbudza taki niepokój i taką wrogość w środowiskach komunistycznych rewolucjonistów, bo jeśli by taka postawa się upowszechniła, to rewolucja może się nie udać.

Socjalizm bohatersko walczy z problemami nie znanymi w innym ustroju – mawiał Stefan Kisielewski. Gdyby nie było państwowej służby zdrowia – której domagała się i którą wspiera również większość lekarzy – to na przykład szpital „Rzeź Niewiniątek” robiłby skrobanki taśmowo, podczas gdy szpital „Dzieciątka Jezus” by ich nie robił. Szkoda, że lekarze, zarówno stawiający dzisiaj na sumienie, jak i stawiający na obowiązujące prawo, na skutek zaczadzenia socjalistyczną propagandą wcześniej o tym nie pomyśleli. W rezultacie dzisiaj o tym, jak mają leczyć pacjentów, dyktują im biurwy z Narodowego Funduszu Zdrowia.”

Stanisław Michalkiewicz (źródło: wirtualnapolonia.com)

„…Nie chce mi się rozwodzić o pani wiceprzewodniczącej PO, przypominać jej wywiadów sprzed kilku lat, jak to wysoko ceni Ojca Świętego za jego kategoryczną postawę w obronie życia poczętego, jak to kandyduje by zanieść do Sejmu Ducha Świętego itp. Mam o tej pani wyrobione zdanie, nie jest zresztą jedyną hipokrytką w partii rządzącej – moim skromnym, sama przynależność do PO powinna skutkować ekskomuniką z automatu, ale nie mnie decydować. Dzisiaj o czym innym. O tym, jak was władza wodzi za nos i wpuszcza w religijną wojnę, żeby odwrócić uwagę od taśmowego i korupcyjnego bagna, w którym się pogrąża.

Nawet publicystka „Gazety Wyborczej” nie mogła odmówić profesorowi oczywistej racji. Wymóg, by skierował pacjentkę na aborcję, nawet jeśli istnieje taki przepis, sprzeczny jest z klauzulą sumienia i z konstytucją. Jest też nie do obrony przed sądem – bo nie ma żadnego systemu informacji, które placówki wykonują takie zabiegi, nie można więc tej wiedzy od nikogo wymagać i egzekwować. Od siebie dodam, że jest też niepotrzebny. Lekarzy, którzy argumenty praktyczne uważają za ważniejsze od sumienia, nie brak, i odkąd istnieje aborcyjny kompromis nikt nigdy nie miał problemu ze znalezieniem takowego, choćby w internecie. Tylko ta jedna pani udała się – zapewne przez kogoś skierowana – akurat do tego szpitala i tego profesora, o którym wszyscy w warszawskim medycznym światku wiedzą, że aborcji nie przeprowadza i nie pomaga w niej. I uparła się, że właśnie on ma to zrobić!...” Rafał Ziemkiewicz: Aby do jesieni

…słówko dopełnienia. Pora żeby Kościół odzyskał rezon i użył narzędzi jakimi został obdarowany przez samego Chrystusa… Z pewnością postawa proaborcyjna jest tematem do rozważenia ostrego potępienia z ambony i w oficjalnym tekście Z IMIENIA I NAZWISKA. Biskupi powinni się zdecydować czy taka osoba która szykanuje obrońcę życia jakim jest doktor Chazan i wprost karze go za zachowanie z duchem 5 przykazania, zasługuje na bycie w Kościele… Niech sobie Pani Gronkiewicz poszuka innego wyznania które życie ludzkie ma za nic – najlepiej jakiś bolszewicki odłam. Komu skrzydła…komu rogi, czyli… kto i po co udaje Katolika?

…i komentarz znaleziony w internecie dobrze moim zdaniem wyjaśniający w czyim interesie matka została nakręcona na zabicie własnego dziecka… pisze  ~zorro

Dlaczego naprawdę zaatakowano lekarza? – W sprawie ataku na prof. Bogdana Chazana wychodzi na wierzch coraz więcej faktów. Można przypuszczać, że cała sprawa ma drugie dno, nagonka na tego fachowca i jego pacyfikacja oznaczają coś więcej niż tylko odwet za podpisanie przez prof. Chazana słynnej Deklaracji Wiary katolickich lekarzy i odmówienie zabicia dziecka pacjentce Szpitala im. Świętej Rodziny. Dziecko, które media głównego nurtu próbują zdehumanizować i potraktować jak produkt medialny, jest wynikiem zapłodnienia metodą pozaustrojową, popularnie nazywaną in vitro. To pokazuje, jak pojawienie się tego małego pacjenta i człowieka na świecie rozwścieczyło i zagroziło bytowi lobby, które mogło, gdyby sprawa wyszła na jaw wcześniej, stracić dużą ilość pieniędzy. Kobiety, które zobaczyłyby „efekt produkcji” człowieka, mogłyby się zawahać, a co najmniej poważnie zastanowić, czy chcą podjąć to ryzyko. Dziecko miało zostać zabite, a sprawa zniknąć w czeluściach zapomnienia. Tymczasem jest. Żyje. Przy okazji całej sprawy wyszło na jaw, jak naprawdę wygląda „szlachetne” leczenie niepłodności przez kliniki in vitro i do czego doprowadził flagowy projekt rządu Donalda Tuska i ministra Arłukowicza. Dla nich te dzieci to tylko produkty, które jeśli się nie udadzą, można bezkarnie unicestwić, a każdego, kto się temu przeciwstawi, zniszczą. Przygnieceni rodzice nie mogą się nawet odwołać do wymiaru sprawiedliwości, są pozostawieni sami sobie ze swoim nieszczęściem. Dlatego prof. Chazan naraził się przemysłowi zagłady (. Jest zbyt ważną osobą, aby sprawa nie poruszyła opinii publicznej, dlatego przeprowadzono atak wyprzedzający, wykorzystując historię nieszczęśliwych ludzi, którzy szukali, zranieni swoim nieszczęściem sprawiedliwości. Media głównego nurtu działały na zlecenie, skupiając uwagę opinii publicznej na sprawie „konieczności aborcji” chorego dziecka i na „nieludzkim” Chazanie, ukrywając przy tym fakt, że dziecko przyszło na świat w konsekwencji zapłodnienia metodą in vitro. Dyktatura relatywizmu moralnego ukryła kwestię odpowiedzialności moralnej, zarówno rodziców za całe wydarzenie, rządu, jak i specjalistów kliniki, gdzie dokonano produkcji tego małego człowieka. Dziś natomiast na czołówkach gazet jest „zły” Chazan, a nie klinika in vitro. A wszystko w sposób podejrzany zbiega się z raportem rządowym na temat projektu dofinansowywania zapłodnienia in vitro z naszych podatków. Na zabiegi wydano 72,4 mln złotych, zaklasyfikowano 8,6 tys. par, uzyskano 2,5 tys. ciąż, z czego na świat przyszło tylko 214 dzieci!. Jest to wynik szokujący. Ponadto raport nie uwzględnia informacji, ile dzieci przyszło na świat chorych. Katastrofa zapłodnienia pozaustrojowego w tym kontekście nie mogła zostać upubliczniona. Sprawa Chazana mogła zdemaskować kolejną porażkę -genialnych projektów rządowych, a także zaszkodzić intratnemu biznesowi pasożytującemu na nieszczęściu niepłodnych rodziców. Im więcej osób dowie się dziś o tym zamachu, tym więcej potencjalnych rodziców uniknie tragedii, jaką przeżywają ci, którzy zdecydowali się na zabieg in vitro. Człowiek, który odkrył tę prawdę, stał się wrogiem publicznym numer jeden, w wyniku propagandy proaborcyjnych środowisk i klinik dokonujących zapłodnienia metodą in vitro. Należało go zatem zawczasu uciszyć i wyeliminować. Nie udało się. Dziś potrzeba wielkiej modlitwy za prof. Chazana, tego odważnego człowieka, który zagroził potężnemu lobby. Modlitwa potrzebna jest także za dziecko, za jego rodziców, potrzeba modlitwy za lekarzy, którzy mają dziś decydujący wpływ na to, czy chore dzieci się narodzą, czy zostaną zamordowane z zimną krwią.

…Trudno określić, jak często zdarzają się błędy w in vitro, ponieważ lekarze zrobią wszystko, aby nie wyszły one na jaw. Mogą też dużo zrobić, aby te, które zostaną ujawnione, zostały jak najszybciej wyciszone w ugodach (np. pod warunkiem nieujawniania nazwy kliniki lub nazwiska lekarza). Zawsze mogą mieć nadzieję, że ciąża zakończy się niepowodzeniem (poronieniem), a ich „pomyłka” nigdy nie ujrzy światła dziennego. Również aborcja skutecznie zaciera ślady. Pacjentkę można przecież przekonać do aborcji. Można sfałszować dokumentację, przekonując, że dziecko jest bardzo chore i „załatwić” aborcję eugeniczną.

Czy dlatego właśnie środowisku in vitro tak zależy, aby lekarze nie powoływali się na sumienie? Zależy na tym, aby każdy szpital musiał wykonać aborcję? (całość tu: Klinika in vitro pozwana. Milion odszkodowania NATALIA DUEHOLM)

polecam wykład Prof. dr hab. Andrzej Kochańskiego, genetyka i specjalisty genetyki klinicznej i laboratoryjnej o medycznych konsekwencjach zapłodnienia pozaustrojowego.

polecam również: Lekarze z KSLP chcą, by zakazano in vitro. oraz: in vitro eliminuje ludzkie istnienia

…Na koniec zasadnicze pytanie – czy ludzie płacą składki na zabijanie czy na leczenie? I czemu na to pierwsze są pieniądze a na drugie pieniędzy nie ma? Ministerstwo Zdrowia czy śmierci? Polecam również: Andrzej Talarek: „Zabić downa” czyli… Albo cywilizacja życia, albo cywilizacja śmierci.

…Odys

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Chora „służba zdrowia” leży, tymczasem prywatne lecznice są masowo kontrolowane.


1. W Sejmie o pakiecie kolejkowym i onkologicznym

24.06.2014 (IAR) – Lepiej późno niż wcale – tak mówili posłowie do ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza. Sejm zajął się trzema projektami ustaw z tzw. pakietu kolejkowego oraz onkologicznego. Wszystkie kluby opowiedziały się za dalszymi pracami nad nimi w komisji zdrowia. Minister Arłukowicz podkreślał, że głównym celem zaproponowanych rozwiązań jest poprawa dostępu pacjentów do świadczeń zdrowotnych. Apelował też o merytoryczną debatę nad projektami i szybkie procedowanie, aby nowe rozwiązania mogły zacząć obowiązywać od 2015 roku. Dzięki nowym przepisom ma się poprawić dostęp do lekarzy specjalistów dla wszystkich pacjentów, uprzywilejowani mają zostać także pacjenci z podejrzeniem lub diagnozą nowotworu.

Tomasz Latos z Prawa i Sprawiedliwości podkreślał, że jego klub nie uchyla się od dyskusji choć większość zaproponowanych zmian to – jak ujął poseł – pobożne życzenia. Latos zarzucał ministrowi skracanie kolejek jednym pacjentom, a jednocześnie ich wydłużanie na rehabilitację. „Problem polega na tym, że nie jest pan Davidem Copperfieldem i nie zrobi pan cudu z tymi pieniędzmi, które są w systemie” – podsumował poseł Prawa i Sprawiedliwości.

To bardzo ważne zmiany i w dobrym kierunku – podkreślał Piotr Chmielowski z SLD. Ubolewał tylko, że trzeba było na nie czekać aż trzy lata. „Doczekaliśmy się tego, że wreszcie minister zdrowia wziął się do roboty” – podkreślił Chmielowski. Łukasz Krupa z Twojego Ruchu przyznawał, że projekty wyglądają obiecująco, choć uwag do nich jest wiele. Marek Gos z PSL ocenił, że zaproponowane rozwiązania powinny znacząco poprawić sytuację w niektórych obszarach w ochronie zdrowia, w tym przede wszystkim dostęp do leczenia onkologicznego. Minister Arłukowicz podkreślał, że proponuje zniesienie limitów do świadczeń w opiece onkologicznej, ale w zamian za przestrzeganie terminów, kompleksowości i jakości. „Nie zamierzamy zmniejszać środków na onkologię, ale wydawać je w sposób bardziej racjonalny” – wyjaśnił.

Zgodnie z nowymi propozycjami pacjent z podejrzeniem lub rozpoznaniem nowotworu otrzyma Kartę Pacjenta Onkologicznego, która będzie uprawniała do szybkiej diagnostyki i wizyt u specjalistów bez skierowania. Minister tłumaczył, że duża część kolejek do specjalistów wynika m. in. z powodu, że wiele wizyt u specjalistów odbywa się wyłącznie w celu przedłużenia recepty. Dlatego resort proponuje, by kolejka była budowana z osób oczekujących na pierwszą wizytę. Bartosz Arłukowicz podkreślał, że w celu lepszego planowania polityki zdrowotnej i wydatków na świadczenia będą powstawały regionalne mapy zapotrzebowania zdrowotnego.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Dorota Piotrowska/K.P.

podobne: Chora Służba Zdrowia. NIK negatywnie o kontraktowaniu usług przez NFZ.  oraz: Znowu trzeba „odkładać” więcej. ZUS i składka zdrowotna w górę. 

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

…z pustego i Salomon nie naleje. Chodzi oczywiście o to że w całej tej „publicznej służbie zdrowia”, nie ma pieniędzy na leczenie wszystkich pacjentów którzy tego leczenia wymagają. Nie jest to wina kolejek po receptę a po prostu dziurawego (kapitałochłonnego) NFZ-tu, bo środki w tym systemie są wydawane niegospodarnie i nie na to na co wydawane być powinny czyli na leczenie, bo zamiast na leczenie wydaje się je na niepotrzebne w branży stanowiska urzędnicze. Nic tu nie pomogą kolejne ustawy typu „znieść kolejki” (sic!), czy przelewanie z pustego w próżne środków które po drodze wyciekają „nie wiadomo gdzie”. Równie dobrze można uchwalić ustawę o masowym zdrowiu Polaków i zniesienie wszelkich chorób  ustawą 😀

Najgorsze jest to, że pomimo tego iż „publiczna służba zdrowia” nie radzi sobie z leczeniem Polaków, to administracja rządowa utrudnia funkcjonowanie tym placówkom medycznym, które radzą sobie na rynku i leczą ludzi szybciej i skuteczniej niż  „państwowa opieka”…

2. „Puls Biznesu” Masowe kontrole prywatnych lecznic 

25.06.2014 (IAR) – Szpitale prywatne skarżą się na niekończące się kontrole – pisze „Puls Biznesu”. Sytuację pogorszy jeszcze zmiana prawa. W 2013 roku Europejskie Centrum Zdrowia Otwock (ECZO) w 2013 roku miało cztery wizytacje, podczas gdy przeciętny szpital publiczny jest kontrolowany raz na kilka lat. Władze prywatnych klinik mówią, że zdarza się, iż wizytacje trwają tak długo, że utrudniają prowadzenie działalności operacyjnej.

„Puls Biznesu” pisze, że wchodzące w życie zmiany prawne mogą jeszcze pogorszyć sytuację. Nowelizacja ustawy o swobodzie prowadzenia działalności gospodarczej, zmieni zasady kontroli. Obecnie placówki medyczne prywatne nie mogą być kontrolowane dłużej niż 48 dni. Jedna klinika nie może mieć kilku inspektorów jednocześnie. Po wejściu w życie nowych zasad, inspektorzy będą mogli kontrolować lecznicę tak długo, jak długo będą chcieli i nie będą musieli być sami.

„Puls Biznesu”/IAR/dw/sk

źródło: stooq.pl

…jest to typowe zachowanie „psa ogrodnika”. Sam nie umiem więc nikomu nie dam zarobić.

…Odys

podobne: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy? polecam również: Państwo jak pies ogrodnika… Darowizny na zajęcia dodatkowe w przedszkolach niezgodne z prawem

rys.  Jerzy Krzetowski

rys. Jerzy Krzetowski

Dzień wolności podatkowej. Jeden podatek na wszystko może wynieść 17-18%. Arłukowicz o wyroku w sprawie NFZ.


1. Dzień wolności podatkowej

12.06.2014 (IAR) – Prawie pół roku pracujemy, żeby opłacić wszystkie nasze podatki. Tegoroczny dzień wolności podatkowej przypada 14 czerwca. W tym dniu przestaniemy pracować na budżetowe wydatki, a zaczniemy na nasze.

Prezydent Centrum imienia Adama Smitha Robert Gwiazdowski twierdzi, że data tegorocznego dnia wolności podatkowej to powód do zadowolenia. Jego zdaniem, każde zmniejszenie wydatków przez rząd jest pozytywne. Ekspert przyznał jednak, że wciąż najbardziej obciążone podatkami są praca i przedsiębiorczość.

Przedstawiciel Centrum, Andrzej Sadowski dodaje, że w kolejnych latach dzień ten może przypadać wcześniej. Jego zdaniem coraz więcej młodych ludzi zdaje sobie sprawę, że rząd wydaje tylko te pieniądze, które zabierze wcześniej swoim obywatelom. W opinii eksperta nowe pokolenie nie wierzy w emerytury od rządu, ani w inne świadczenia.

W Polsce obowiązuje 18 płatności podatkowych. W tegorocznym raporcie firmy doradczej PWC polski system podatkowy, pod względem wysokości danin i stopnia skomplikowania, sklasyfikowano na 113. miejscu na 189 przebadanych państw.

Raport przygotowano po raz 21.

W ubiegłym roku dzień wolności podatkowej przypadał 22 czerwca Informacyjna Agencja Radio (IAR)/Karol Tokarczyk/dyd   …źródło: stooq.pl

podobne: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu. oraz: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy?

2. „Dziennik Gazeta Prawna” Jeden podatek na wszystko może wynieść 17-18 proc

12.06.2014 (IAR) – Ministerstwo finansów pracuje nad zmianą podatku VAT – pisze „Dziennik Gazeta Prawna”. Bruksela krytykuje nas za system preferencyjnych stawek VAT, a rząd ma kłopot z rozchwianiem dochodów z tego podatku – w okresach wzrostu i spadku koniunktury gospodarczej wymykają się spod kontroli. Według gazetu, urzędnicy ministerstwa finansów analizują trzy warianty.

Pierwszy zakłada obniżkę stawki podstawowej o 2 pkt proc. i pozostawienie na dotychczasowym poziomie stawek preferencyjnych. Przy takich założeniach najwyższy VAT wyniósłby 21 proc., a niższe stawki 5 i 8 proc. Taka koncepcja ma jednak duży minus – dochody z podatku spadłyby o 5-8 mld zł.

Dlatego resort sprawdza też bardziej radykalne rozwiązania. Liczy np., ile kosztowałoby budżet wprowadzenie jednolitej stawki na poziomie 17 lub 18 proc. Ta pierwsza oznacza niewielki ubytek w dochodach, a druga nawet dodatkowe wpływy rzędu 1-2 mld zł rocznie.

Możliwe jest jeszcze jedno rozwiązanie: realizacja obecnej ustawy, która przewiduje obniżkę o 1 pkt proc. wszystkich trzech stawek. Realizacja tego scenariusza oznaczałaby spadek dochodów budżetowych o ok. 8 mld zł.

„Dziennik Gazeta Prawna”/IAR/dw/pbp                    …źródło: stooq.pl

podobne: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków oraz: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę?

3. Arłukowicz o wyroku w sprawie NFZ

12.06.2014 (IAR) – Minister zdrowia ostrożnie komentuje wyrok krakowskiego sądu. Ten zdecydował, że Narodowy Fundusz Zdrowia musi zapłacić pacjentowi za operację przeprowadzoną za granicą. Tak stanowią przepisy unijne.

Bartosz Arłukowicz mówi IAR, że skoro wyrok zapadł, NFZ będzie musiał go wykonać i przypomina, że ustawa transgraniczna jest już w Sejmie. Nowe prawo będzie opisywało, które świadczenia pacjenci będą mogli wykorzystywać za granicą, a na które będą potrzebowali zgody.

„Prawo musi być skonstruowane tak, żeby wszyscy ci, których nie stać na leczenie za granicą, mogli w pełni korzystać ze świadczeń medycznych w Polsce” – mówi minister zdrowia.

Bartosz Arłukowicz nie zgadza się z zarzutem, że resort zbyt późno opracował przepisy dotyczące ustawy transgranicznej.

„Nie trzymaliśmy ustawy w szufladzie, tylko opracowywaliśmy bardzo trudny projekt, który decyduje o tym, w jaki sposób polscy pacjenci będą korzystali ze świadczeń medycznych za granicą – zaznacza minister. Dodaje, że w przypadku na przykład operacji za granicą pacjent najpierw płaci, a potem czeka na refundację. A na to nie wszystkich stać.

Wyrok dotyczy sprawy Józefa Berezy z Krzeszowic pod Krakowem. Pacjent nie chciał czekać kilku lat na zabieg usunięcia zaćmy w Polsce, więc bez kolejki przeprowadził ją w Czeskim Cieszynie. Zgodnie z dyrektywą unijną, pieniądze za operacje powinien zwrócić mu narodowy ubezpieczyciel. NFZ nie chciał tego zrobić, więc sprawa trafiła do sądu.

Wyrok nie jest prawomocny. NFZ zapowiada odwołanie się od decyzji sądu. Dyrektywa Unii Europejskiej o leczeniu transgranicznym obowiązuje od października. Pozwala ona na leczenie w każdym kraju Unii Europejskiej. Pieniądze na podstawie rachunku zobowiązany jest po leczeniu zwrócić NFZ.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Rucińska/kl/dj     …źródło: stooq.pl

podobne: Chora Służba Zdrowia. NIK negatywnie o kontraktowaniu usług przez NFZ.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

 

Chora Służba Zdrowia. NIK negatywnie o kontraktowaniu usług przez NFZ.


19.03. Warszawa (PAP) – Kontraktowanie usług w lecznictwie szpitalnym i specjalistycznym jest mało przejrzyste, sposób analizy ofert sprzyja pomyłkom, procedury nie gwarantują wyboru najlepszych świadczeniodawców, nieprzejrzystość negocjacji i dowolność decyzji sprzyjają korupcji – ocenia NIK.

NFZ zapowiada, że szczegółowo ustosunkuje się do raportu NIK w ciągu najbliższych dwóch tygodni. „Niemniej jednak należy zauważyć, że ocena NIK w wystąpieniach pokontrolnych – mimo stwierdzonych nieprawidłowości – była dla NFZ pozytywna” – powiedział w środę PAP rzecznik NFZ Andrzej Troszyński.

W przesłanym PAP w środę raporcie po kontroli kontraktowania świadczeń przez NFZ Izba konkluduje, że „Fundusz nie zawsze w najlepszy sposób gospodaruje publicznymi pieniędzmi, pochodzącymi ze składek zdrowotnych obywateli”.

Podział kontraktowania usług leczniczych na etapy rankingu i negocjacji miało zapewnić pacjentowi jak najlepsze świadczenia za jak najniższą cenę – przypomina Izba. Kontrola wykazała jednak wady tego systemu. „Konkurs ofert w lecznictwie szpitalnym jest działaniem pozornym”, ponieważ „praktycznie wszystkie szpitale publiczne, które zgłosiły oferty, podpisują umowy, a etapy wcześniejsze, np. ranking placówek uwzględniający jakość oferowanych świadczeń, nie mają większego znaczenia” – uznali kontrolerzy.

Również konkursowe zasady wyboru świadczeniodawców podczas kontraktowania ambulatoryjnej opieki specjalistycznej „są przekreślane przez sposób prowadzenia negocjacji”. W praktyce okazuje się bowiem, że „jedynym liczącym się kryterium są ceny procedur, zaproponowane przez świadczeniodawców”.

„Komisje negocjacyjne () według własnych, zmiennych reguł (często przekazanych przez przełożonego ustnie) arbitralnie przydzielają kontrakty, narzucając warunki i ostateczne ceny” – ustalili kontrolerzy. „Odmowa podpisania propozycji Funduszu przez świadczeniodawcę jest równoznaczna z rezygnacją z kontraktu. Zdaniem NIK trudno ten sposób postępowania określić mianem negocjacji”.

Izba stwierdziła też, że „źle zaplanowany przez wojewódzkie oddziały NFZ terminarz konkursów sprawia, że członkowie komisji konkursowych muszą weryfikować setki ofert oraz przeprowadzać oględziny u setek świadczeniodawców w bardzo krótkim czasie; w skrajnych przypadkach na jednego pracownika zespołu oceniającego przypadało do weryfikacji ponad 100 ofert (kilkadziesiąt stron każda)”.

Do najczęstszych nieprawidłowości NIK zaliczyła odstępowanie przez dyrektorów oddziałów wojewódzkich od ogólnych procedur kontraktowania; nierzetelną ocenę ofert pod względem deklarowanych warunków wykonywania świadczeń; niemożność odtworzenia przebiegu negocjacji z powodu niewłaściwej dokumentacji.

W ocenie NIK „zarówno duża arbitralność decyzji i działań dyrektorów oddziałów wojewódzkich NFZ, jak i nieprzejrzystość negocjacji są czynnikami korupcjogennymi”.

NIK stwierdziła także, że system informatyczny, który miał usprawnić kontraktowanie, jest niefunkcjonalny – nie sprawdza zgodności danych pomiędzy różnymi częściami oferty (dot. np. wykazów sprzętu, personelu, harmonogramów pracy), jest też niekompatybilny z innymi rejestrami medycznymi (np. lekarzy, pielęgniarek)”, przez co „nie pozwala na sprawdzenie prawdziwości deklarowanych zapisów, np. prawa wykonywania zawodu, specjalizacji, realności godzin przyjęć”. Wskutek tego komisje konkursowe „były zmuszone do ręcznej analizy ofert, która stwarzała ryzyko dopuszczenia ofert niepełnych czy wręcz zawierających nieprawdziwe dane”.

Za jedną z przyczyn wyboru ofert, które okazują się niekorzystne dla pacjenta, NIK uznała sposób wyceny świadczeń. „NFZ nie negocjuje cen za świadczenia, ale przedstawia gotowe oferty do akceptacji (). Ceny proponowane przez Fundusz nie odpowiadają rzeczywistym kosztom ponoszonym przez świadczeniodawców (…). NFZ nie monitoruje rynku usług medycznych i nie dysponuje realnymi wycenami procedur medycznych w poszczególnych regionach kraju” – wylicza Izba.

Rzecznik NFZ podkreślił w rozmowie z PAP, że od jesieni 2012 r. pracuje w NFZ zespół ds. wycen.

„W odniesieniu do podnoszonego przez NIK braku aktualnej informacji o kosztach udzielania świadczeń, która to informacja niezbędna jest do wyceny to przypomnę, że jesienią 2012 r. został powołany przez prezesa Funduszu zespół ds. wycen. Opracował on dotąd jednolitą metodologię wyceny, usprawnił pozyskiwanie niezbędnych danych od świadczeniodawców, wiele grup świadczeń zostało już też poddanych analizie i zmianom np. świadczenia pediatryczne, trwają też prace nad wyceną kolejnych grup świadczeń” – powiedział Troszyński.

Aby zaradzić nieprawidłowościom, NIK rekomenduje ministrowi zdrowia rozważenie „daleko idących reform”. Uważa też, że „konieczna jest gruntowna, rzetelna i niezwłocznie przeprowadzona analiza dostosowania potencjału szpitali do rzeczywistych potrzeb pacjentów”.

Kontrola w Ministerstwie Zdrowia, w Centrali oraz oddziałach wojewódzkich NFZ została przeprowadzona z inicjatywy własnej NIK, po licznych skargach dotyczących kontraktowania. Dotyczyła okresu 2010-13, uwzględniła także wcześniejsze przypadki, jeżeli miały wpływ na kontrolowane procesy. Kontrole przeprowadziła krakowska delegatura NIK. (PAP)

js/ brw/ itm/ jbr/                                                                        źródło: stooq.pl

podobne: Przymusowe szczepienia: Inspektorzy GIS kontra “STOP NOP”. Kto ma rację?

polecam również: NIK: luki w prawie pozwalają cudzoziemcom przejmować ziemię w Polsce.

…i cytat „Żaden kraj nie może być dobrze rządzony, dopóki wszyscy jego obywatele nie będą pamiętać, że oni są strażnikami prawa.”… a że nie zanosi się na poprawę w tej kwestii to zalecam nie chorować, albo robić to na własną odpowiedzialność.

…Odys

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Tusk: istotą PO prowadzenie Polaków do zwycięstw… ale raport NIK temu zaprzecza!


W Chorzowie Pan Tusk powiedział: „W wolnej Polsce, w wolnej gospodarce, nie wszyscy sobie dadzą radę i dlatego tyle, ile państwa będzie trzeba (tyle) będzie”. A ile tego państwa w gospodarce jest i jakie są tego skutki? Według mnie jest go zdecydowanie za dużo a skutki są delikatnie mówiąc opłakane (skok „nierządu” na OFE jest wystarczająco wymowny!) Jak można za przeproszeniem raz pier… o „elastyczności w traktowaniu wzrostu i dyscypliny finansowej” (folgowaniu dyscyplinie budżetowej) a w kolejnym zdaniu mówic, że „politykę gospodarczą można prowadzić bez przeciwstawiania wzrostu i oszczędności” (czyli udawac że się oszczędza) kiedy NIK w ostatnim raporcie pokontrolnym dotyczącym instytucji państwowych informuje o takich oto „oszczędnościach”, które nawet w dośc swobodnej interpretacji wykraczają daleko po za elastyczne traktowanie dyscypliny finansowej….

18,7 mld zł – to finansowa skala nieprawidłowości wykryta przez Najwyższą Izbę Kontroli w instytucjach państwowych w 2012 roku. Tak dużych strat pieniędzy podatników kontrolerzy nie wykryli nigdy wcześniej. Złożyły się na nie m.in. środki wydawane niezgodnie z prawem, zmarnowane przez niegospodarność, zawyżone ceny państwowych zakupów i błędy księgowe. W konsekwencji NIK złożyła 136 zawiadomień o popełnieniu przestępstw. Do tej pory tylko jedno z nich zakończyło się wyrokiem, a trzy aktem oskarżenia prokuratury. 

Abstrakcyjna dla przeciętnego obywatela suma 18,7 mld zł to równowartość podatków PIT, CIT, VAT i akcyzy płaconych przez ponad 1,9 mln statystycznych Polaków przez cały 2012 rok (suma podatków przypadająca średnio na obywatela to ok. 9,8 tys. zł). To trzykrotnie więcej niż wydatki na pensje wszystkich 122,9 tys. urzędników ze służby cywilnej (stanowią tylko 12 proc. budżetówki) i więcej niż cały budżet Warszawy. Co stało się z tymi pieniędzmi? 
Większość tej kwoty (14,7 mld zł) to „sprawozdawcze skutki nieprawidłowości”, przez które NIK rozumie różnego rodzaju błędy w księgach rachunkowych, które miały wpływ na roczne sprawozdania finansowe. 1,7 mld zł to pieniądze wydane niezgodnie z prawem. Pozostałe środki zostały zmarnowane przez niegospodarność, m.in. niepotrzebne zakupy i zawyżone ceny. Pod niezrozumiałymi dla przeciętnego obywatela terminami ekonomicznymi kryją się konkretne błędy urzędników. O tym, w jaki dokładnie sposób co dwudziesta złotówka z podatków została zmarnowana lub źle policzona, dowiadujemy się po dokładnym przyjrzeniu się raportom z ubiegłego roku. 

Tragiczna służba zdrowia 

Nie wszystkie z ponad 400 kontroli NIK skończyły się negatywną oceną. W 2012 roku pozytywnie oceniono m.in. pracę ratowników medycznych i lekarzy pogotowia – to jeden z najlepiej funkcjonujących elementów służby zdrowia – ocenili kontrolerzy. Dobrze oceniono również nabór do służb mundurowych. Jednak liczący 469 stron raport NIK, podsumowujący ubiegły rok, to wyliczanka błędów i nieprawidłowości w państwowych instytucjach. 
Jednym z najgorzej wypadających w kontrolach sektorów działalności państwa jest ochrona zdrowia. Jak wynika z raportów NIK, co trzeci szpital nie wykorzystywał odpowiednio sprzętu zakupionego dzięki środkom z UE. Powód to niedbale przygotowane projekty – m.in. zamawianie sprzętu, do którego obsługi nie było odpowiednio wykwalifikowanych osób i niedostosowanie laboratoriów i innych pomieszczeń, chociaż w środkach z Unii były na to pieniądze. W konsekwencji, sprzęt, którego brakowało w niektórych szpitalach, stał nieużywany w innych. – Nowoczesne i specjalistyczne urządzenia przez wiele miesięcy stały niewykorzystane, a zamiast oczekiwanej poprawy, doszło nawet do pogorszenia sytuacji finansowej niektórych szpitali, ponieważ musiały ponosić koszty m.in. amortyzacji sprzętu – czytamy w raporcie NIK. 

Kolejny problem to brak odpowiedniego nadzoru NFZ nad placówkami, które otrzymują kontrakty z publicznych pieniędzy. Jak wyliczyła NIK, NFZ nie sprawdza odpowiednio często jakości usług medycznych, za które płaci. Każda placówka służby zdrowia jest kontrolowana średnio raz na 12 lat. Najgorzej jest z ośrodkami podstawowej opieki zdrowotnej, z którymi pacjenci najczęściej mają kontakt. Są kontrolowane tak rzadko, że inspekcja z funduszu zdrowia ma szansę pojawić się tam raz na 24 lata. – NFZ łamie w ten sposób własne regulacje oraz naraża zdrowie pacjentów. Jakość i dostępność świadczeń medycznych w Polsce pozostaje praktycznie poza kontrolą – stwierdza NIK. 

Dramatycznie wygląda też sytuacja niektórych z najlepszych szpitali specjalistycznych. Jak pokazuje przykład Centrum Zdrowia Dziecka, brak odpowiedniego nadzoru ze strony ministerstwa i błędy w zarządzaniu placówką doprowadziły ją na skraj bankructwa. Kontrole wykazały, że w podobnej sytuacji są wszystkie z sześciu sprawdzonych przez Izbę instytutów leczących najtrudniejsze przypadki.

Kolej w rozkładzie 

Nieprawidłowości na ogromną skalę od lat gołym okiem widać po stanie polskich kolei. Smutna prawda, której od dawna domyślali się wszyscy pasażerowie pociągów w Polsce, wyszła na jaw, gdy kontrolerzy przyjrzeli się m.in. PKP PLK. Finansowe skutki nieprawidłowości wyceniono w tej spółce na 165,3 mln zł. – NIK negatywnie oceniła działania PKP Polskie Linie Kolejowe S. A. w zakresie realizacji inwestycji infrastrukturalnych w okresie objętym kontrolą. Zarządca infrastruktury kolejowej, tj. PLK S. A., zbadane przez Izbę zadania wykonywał nieterminowo, niegospodarnie, nielegalnie i nierzetelnie – czytamy w sprawozdaniu. 

(fot. WP.PL)

Instytucja negatywnie oceniła również przygotowanie do wykorzystania środków UE, dlatego i ich uzyskanie przez Polskę jest zagrożone. – W związku z powyższym, NIK krytycznie oceniła również działania ministra właściwego do spraw transportu, odpowiadającego za rozwój infrastruktury kolejowej – piszą kontrolerzy. Kolejne kontrole wykazały również zagrożenie dla bezpieczeństwa pasażerów. Usuwanie awarii na kolei trwa nawet dwa lata, a przez zły stan torów, na 60 proc. linii pociągi jeżdżą wolniej. Jak wyjaśnia Izba na swojej stronie internetowej, „PKP PLK zaniedbuje audyty zarządzania bezpieczeństwem. Jeśli kontrole są przeprowadzane, to realizacja zaleceń przeciąga się i trwa od 7 do 18 miesięcy”. 

Przy tak druzgocącej ocenie, nie należy się dziwić, że nawet minister transportu przyznaje, że podległe mu spółki są siedliskiem korupcji. – Grupa PKP ma 20 mld zł rocznego obrotu, w tym duża część to pieniądze pochodzące z podatków. Do tej pory PKP przypominało durszlak, przez który te pieniądze przeciekały. Poza tym, grupa PKP zatrudniająca prawie 100 tys. pracowników musi być wreszcie zarządzana jak normalna korporacja – przez profesjonalistów, bo dotąd była prawdopodobnie jedną z ostatnich firm w Polsce, której funkcjonowania nie regulowały zasady wolnego rynku, w związku z czym pokusa zarabiania w niejasnej atmosferze była olbrzymia – mówił w rozmowie z WP.PL minister Nowak

Innym „kwiatuszkiem” może „pochwalic” się Policja, która wydała wydała 20 milionów na specjalną aplikację i sprzęt w ramach wdrażania systemu „e-posterunek”, który miał być kamieniem milowym w rozwoju tej służby, a nie został wprowadzony w życie i stał się dziurawym worem na nasze pieniądze.

Lista zarzutów NIK wobec Policji jest ogromna i zaczyna się już na etapie wymaganych do projektu dokumentów. Przygotowywano je nierzetelnie, czasem nawet łamiąc przy tym wewnętrzne przepisy policji. „Policjanci nie mieli pojęcia, co chcą osiągnąć, jak to ma dokładnie działać ani ile będzie kosztowało w przyszłości” – zaznacza „GW”. Jak by tego było mało, ta niewielka część komputerów wdrożonych w system łamała ustawę o ochronie danych osobowych, nie mając żadnych zabezpieczeń przed wykradaniem informacji.

Jak donosi „niezalezna.pl” Lista nieprawidłowości jakie NIK zamieścił w raporcie jest bardzo długa.

Znajdują się na niej m.in. projekty naukowe, zlecanie niepotrzebnych usług doradczych, organizacji konferencji i innych wydatków w państwowych spółkach i dziurawy system ubezpieczeń społecznych.

Większość tych przestępstw nie ma żadnych konsekwencji. Doniesienia NIK do prokuratury dotyczyły najczęściej przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez urzędników, fałszowania dokumentów lub błędów w księgowości. Izba podaje, że ze 136 spraw zgłoszonych w 2012 r. organom ścigania znany jest już finał 49 z nich. Jedno zgłoszenie zakończyło się wyrokiem sądu, a trzy aktem oskarżenia. W pozostałych przypadkach prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania lub je umorzyła.

źródło: wiadomosci.wp.pl;  niezalezna.pl

…tymczasem Pan Tusk w kilka dni później na konwencji PO w Chorzowie mówi do Polaków, że Platforma jest gwarantem „polskiego optymizmu wbrew okolicznościom” :

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

„Mnie energii dla Polski nie zabraknie tak długo jak będę żył, bo warto żyć, warto pracować dla Polski, dla Śląska, dla naszych rodzin, dla wszystkich Polaków. Naprawdę warto. Dlatego jesteśmy tak optymistyczni, dlatego PO jest w stanie wygrywać dla Polski te wielkie rzeczy”…

Przyznał, że w Polsce jest wystarczająco dużo ludzi niezadowolonych i rozgoryczonych, że ta rozmowa nie zawsze była komfortowa. Ale, jak podkreślił, „nie powinniśmy ustąpić przed tymi, którzy pesymizm, niewiarę w Polskie siły, będą chcieli zamienić w istotę, w treść polskiego dialogu”. 

„Jesteśmy tu także po to, żeby spojrzeć prosto w oczy tym, którzy mają do nas pretensje, nawet jeśli wśród nich są często po prostu zawodowi zadymiarze, jak często się zdarza w wielu miejscach w Polsce, kiedy taką dyskusję o Polsce się podejmuje” – oświadczył premier.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Przekonywał jednak, że nawet wtedy PO musi umieć z podniesionym czołem rozmawiać. „W Polsce, a tu na Śląsku szczególnie, ludzie cenią rzetelne argumenty. Jeśli wszyscy uważamy, że Śląsk jest tym polskim diamentem, to nie tylko dlatego, że w tej polskiej ziemi tak dużo różnych diamentów, przede wszystkim ten czarny, ten skarb narodowy jakim jest węgiel, bo największym skarbem tu, na Śląsku zawsze w historii, byli przede wszystkim ludzie” – zauważył Tusk.

Jak dodał, najwyższy czas, żeby w debacie publicznej wygrywały uczciwe argumenty, uczciwi ludzie…

…Kolejną zasadą jest, by nie mówić źle o PO. „Być może kluczowe tak, jak w przypadku w PO, tak jak w przypadku Polski będzie to, żeby w debacie publicznej w Polsce wszyscy mówili krytycznie, kiedy trzeba, ale z wiarą we własną ojczyznę. PO była i będzie tego gwarantem”…

źródło: stooq.pl

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

wystarczy jak dla mnieDalej cytował nie będę bo nie lubię byc lżony przez ludzi którzy nie potrafią prawidłowo ocenic rzeczywistości. Wcale nie uważam, za prawdę obiektywną opinii ludzi, uważających się za „elitę”, która dla zasady zawsze ma rację, tylko dlatego że zajmuje jakieś stanowisko z politycznego nadania i ma za sobą aparat przymusu. W tym „głębokim przekonaniu” (częsty stan umysłu Pana Tuska)  o własnej nieomylności myślą sobie, że mogą bezkarnie mijac się z faktami i prawdą? Siebie okłamywac zawsze mogą, ale w tym wypadku Pan Tusk kpi z Polaków, przekręcając fakty i wskazując sukces (Cukiernik: Zderzenie propagandy PO z rzeczywistością – Najwyższy Czas!) tam gdzie mamy do czynienia nie tyle z POrażką, ale wręcz z usankcjonowanym prawnie złodziejstwem, które według NIKu tylko w tym roku kosztowało każdego polskiego podatnika ok. 9,8 tys. zł na głowę (z tego co NIK zdołał skonrolowac)… W zderzeniu z owymi faktami, Pan Tusk zachowuje się jak rozpieszczony bachor (O chłopcach w krótkich spodenkach), który uważa, że może BEZKARNIE tupac nogą i czerpac pełnymi garściami z życia na które reszta obywateli zapier… w pocie czoła. W zamian nie dając nawet minimum tego do czego jako Premier RP się zobowiązał a wręcz

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

przeciwnie udawac że wszystko jest w jak najlepszym porządku kiedy nasza krwawica przecieka mu przez palce. Ten luksus jakim otacza się on i owa „klasa próżniacza” na którą tyle pomstował kiedy zakładał PO, a którą na naszych oczach rozbudował i uczynił decydentami i „POlepszaczami” naszego życia, kosztuje nas dziś ponad 80% naszych dochodów. Ten człowiek w swoim samozadowoleniu prześcignął chyba samego diabła który dla samolubnej wizji „jedynie słusznej racji” zanegował dobre Boskie prawa i prawdę…

Zgodnie ze słowami Pana Tuska, ja „zadymiarz” patrzę mu więc głęboko w oczy ale zamiast „uczciwych argumentów” i „dialogu” widzę tylko kolejne kłamstwa (które nie mają pokrycia w liczbach bezlitosnych dla stanu polskiej gospodarki!) i monolog propagandysty nie mającego krzty przyzwoitości na to, żeby pogodzic się z nagimi FAKTAMI. Widzę, że tego człowieka który ŻADNEGO ze swoich sztandarowych postulatów nie wprowadził w życie za to zdążył zadłużyc nas na bilion zł. (nie licząc ukrytego długu), nie pierwszy już raz nie stac na to, żeby po męsku przyznac się do porażki. Widzę jak zamiast „przepraszam” i „rezygnuję” po raz kolejny uprawia agresywną wobec uzasadnionej krytyki propagandę. Takiej pychy i bezczelności jak żyję do tej pory nie widziałem. I są to jedyne słowa jakimi powinno się określac ten „optymizmu wbrew okolicznościom” jakim Pan Tusk popisywał się w Chorzowie, waląc nerwowo pięścią w mównicę. Rekordowe marnotrawstwo wymagało rekordowej obłudy. Pytanie – do kogo Pan Tusk kierował te wszystkie banały?

…Odys

podobne: Forsal: 10 najgorszych polskich inwestycji ostatnich 10 lat oraz: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński polecam również: Korupcja w MSZ, GUS, MSWiA, KGP. 20 zarzutów o zmowę przetargową. i to: Apetyt żyjących z podatków oraz misja na Pluton kontra „informatyzacja” ZUS czyli… skala marnotrawstwa „publicznych” pieniędzy. a także: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność.