„Bądź odważny. W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”… „Bądź wierny, idź”. Piotr Szubarczyk: Przesłanie Herberta


W roku 1840 Juliusz Słowacki napisał w Paryżu słynny „Testament mój”. Wiersz genialny, przesłanie dla potomnych zawierające w sobie summę doświadczeń osobistych i narodowych wieszcza i jego „Kuzynki” – jak w listach do matki nazywał Polskę, chroniąc matkę przed rosyjskimi represjami, gdyby te listy wpadły w łapy carskich cenzorów.

Było w tym wierszu tyrtejskie wezwanie do walki o świętą sprawę niepodległości: „Lecz zaklinam – niech żywi nie tracą nadziei i przed narodem niosą oświaty kaganiec; a kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei, jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec”! Było Horacjańskie przekonanie, że non omnis moriar:„Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna, co mi żywemu na nic… tylko czoło zdobi; lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna, aż was, zjadacze chleba – w aniołów przerobi”

 

Kongenialny

Poezja polska czekała 134 lata na równie wyrazisty i równie mistrzowski poetycki manifest ideowy. „Przesłanie Pana Cogito” (1974) Zbigniewa Herberta jest kongenialnym powtórzeniem testamentu wieszcza Juliusza Słowackiego, wzbogaconym o doświadczenia Narodu Polskiego w radosnym najpierw, a potem upiornym dla sprawy narodowej XX wieku. Jest bez wątpienia najważniejszym polskim manifestem ideowym minionego wieku. Wieku kłamstwa i zbrodni, „dialektycznego” glajszachtowania ludzi i wartości. Odnosi się do upadlającej rzeczywistości sowieckiego komunizmu. Zostało napisane na 30-lecie Polski „ludowej”, sowieckiego dominium, którego końca nie było wtedy widać. To dominium przeżywało wówczas okres pozornej prosperity opartej na kredytach z Zachodu. Poeta nie miał jednak wątpliwości, że nie zmienia to istoty systemu. Pisze uniwersalny manifest człowieczeństwa, prawdy, uczciwości, godności. Formułuje ideowe credo ludzi dzielnych, nietracących nadziei: „Idź wyprostowany wśród tych, co na kolanach, wśród odwróconych plecami i obalonych w proch (…). Bądź odważny, gdy rozum zawodzi, bądź odważny, w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy (…). Bądź wierny. Idź”…

W polskim nurcie

Pięć lat później do Słowackiego i do Herberta nawiąże św. Jan Paweł II, gdy żegnając się z nami – na koniec pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny – będzie wołał na lotnisku w Balicach (10 czerwca 1979 r.): „Zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię ’Polska’, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością (…), abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy (…); abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości”. Lecz zaklinam, niech żywi nie tracą nadziei… Bądźcie wierni, idźcie… Gdyby dodał te słowa, nawet byśmy nie zauważyli, że to cytaty! Słuchaliśmy tego papieskiego przesłania ze zdumieniem. To było takie polskie déjà vu. To był Słowacki i Herbert, i kamienie na szaniec, i bądź wierny, i święta sprawa tożsamości i niepodległości. To była Polska. To były najważniejsze słowa o polskości wypowiedziane przez świętego Papieża w tak krótkiej formie.

Jeszcze jedna rzecz łączy trzy cytowane wypowiedzi. Mają charakter testamentalny, lecz powstały na długo przed kresem ziemskiej wędrówki ich autorów. Wypowiedzieli je w pełni sił witalnych i twórczych (Słowacki na 9 lat przed śmiercią, Herbert 24 lata, św. Jan Paweł II 25 lat). Jakby w obawie, że nie zdążą tego powiedzieć później, a to ważne. W przypadku św. Jana Pawła II było to może przeczucie 13 maja 1981 roku…

Nobel nie dla Herberta

W roku 1980, po Wielkim Sierpniu, świat oszalał na punkcie Polski. Komitet Literackiej Nagrody Nobla doskonale to wyczuwał. W listopadzie czekaliśmy na Nobla dla Polaka. Dla znawców polskiej poezji współczesnej było to oczywiste! Herbert! Nobel dla poety, wyraziciela losu polskiego; dla poety zanurzonego w tradycji i kulturze cywilizacji śródziemnomorskiej i jej chrześcijańskiej kontynuacji. Ale Nobla otrzymał Czesław Miłosz – sprawny, niezwykle płodny poeta i pisarz, lecz ideowy krętacz bez tożsamości, były aparatczyk Polski sowieckiej „na odcinku kultury”. Mitoman (zakłamany wiersz „Campo di Fiori”, szkodzący do dziś sprawie polskiej), niepotrafiący się wyzwolić z młodzieńczej fascynacji komunizmem. „Wieszcz” dla środowiska „Gazety Wyborczej”. Internacjonał szydzący przy różnych okazjach z polskości, mający z nią „problem”, nieraz wprost odżegnujący się w sposób złośliwy od związków z Polską, co wykazał w swojej książce prof. Jan Majda z UJ. Profesor Bożena Chrząstowska cytowała jego niechętne polskości wypowiedzi, reasumując: „Miłosz jest w ciągłym konflikcie z polskością”. Profesor Aleksander Fiut pisał: „Miłosz oskarża tyleż naród, co jego język. Widać u niego sprzeczność pomiędzy miejscem urodzenia a kulturą przynależnościową, językiem i etnicznym pochodzeniem”… Profesor Jacek Trznadel cytował szokujące wypowiedzi Miłosza, dyskredytujące nie tylko niepodległą II RP, ale także Polskie Państwo Podziemne, AK i wojenny rząd RP na uchodźstwie!

Wtedy nie wiedzieliśmy, że w trosce o polityczną poprawność i promowanie „słusznych” autorytetów Komitet Noblowski może posunąć się jeszcze dalej. W roku 1996 literackiego Nobla otrzyma Wisława Szymborska, w powszechnej opinii polskich filologów grafomanka! Dziś nabrali wody w usta… Herbert przeżył kolejne upokorzenie. Na Nobla w roku 1996, na dwa lata przed śmiercią, nie miał już jednak zupełnie szans, ponieważ znane były jego krytyczne wypowiedzi o Miłoszu i Michniku. W tym drugim przypadku postawi kropkę nad i: „Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca. Oszust intelektualny. Ideologia tych panów, to jest to, żeby w Polsce zapanował ’socjalizm z ludzką twarzą’. To jest widmo dla mnie zupełnie nie do zniesienia! Jak jest potwór, to powinien mieć twarz potwora. Ja nie wytrzymuję takich hybryd, ja uciekam przez okno z krzykiem!”.

Nie na salony

Próbowano wcześniej zrobić z Herberta poetę salonowego, gdyż jako szlachetny idealista wykazał pewną naiwność w ocenie ludzi. W czasach Polski sowieckiej przyjaźnił się z Czesławem Miłoszem i miał wysokie mniemanie o Michniku jako „opozycjoniście”. Był przekonany, że oni zrozumieli zło, jakie w Polsce zasiał komunizm. Był przekonany, że świętą sprawę niepodległości rozumieją podobnie jak on sam. Boleśnie się zawiódł.

W roku 2000 powstał film Jerzego Zalewskiego „Obywatel Poeta”. Cenzorzy z TVP byli przerażeni cytowaną wypowiedzą Herberta o Michniku. Zażądali „cięć” ze względu na „wątpliwości natury etycznej”. Ocenili etykę jednego z najwybitniejszych Polaków naszych czasów. Zaaresztowali film na rok! Ostatecznie film pokazano, ale z udziałem dobranych „komentatorów”, których zadaniem było osłabienie jego wymowy.

Herbert i o Herbercie

Czytajmy Herberta, zwłaszcza cykl wierszy „Pan Cogito”, zwłaszcza „Przesłanie Pana Cogito”. Cytujmy go, wykorzystujmy te cytaty w inskrypcjach na pamiątkowych tablicach: „Bądź odważny. W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”… „Bądź wierny, idź”… „Powtarzaj wielkie słowa, powtarzaj je z uporem jak ci, co szli przez pustynię i ginęli w piasku”… „Nie w twojej mocy przebaczać w imieniu tych, których zdradzono o świcie”.

 Piotr Szubarczyk

źródło: wirtualnapolonia.com

Nie doczekał się Herbert… nie doczekała się Polska… Michnik gwałciciel prawdy i rozumu tryumfuje i tryumfują pacynki komunizmu, nimfomani socjalizmu, „nobliści” wyjęci z du.. jak królik z kapelusza i o takiej samej jak ta kuglarska sztuczka wiarygodności… Szkoda… Ale pomimo tego politpoprawnego jazgotu twórców kłamstwa i towarzyszącego mu klangoru sługusów – pustych dzwoneczków sztucznie pozłacanych, słowa Herberta wciąż docierają do oczu i uszu tych, którym prawda wyznacza kierunek, by wryć się w serce i umysł głęboko… Ci ludzie którzy zrozumieli o czym pisał nigdy nie dołączą do klęczących i bijących czołem przed głupotą, kłamstwem i zbrodnią… Dopóki Herbert przemawia z kart swojej twórczości dopóty nie będą mieli spokojnego życia ani sumień „Michniki” i ich dwory obdartusów moralnych wyzutych z polskości i godności… Czytajmy Herberta

Don Kichote - Gustave Dore

Don Kichote – Gustave Dore

…Odys

polecam również: Andrzej Talarek: O nazywaniu rzeczy i spraw po imieniu, czyli o poprawności politycznej inaczej

oraz: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli ”Wyzwoliciele z polskości”.

a także: „Łajdacy się obrazili” ale prawda jest niepodzielna.

Umarł obywatel Jaruzelski czyli… Trzy niezależne komentarze o „kondukcie przebierańców” (i coś od siebie).


Jak pięknie! Tak się dzisiaj robi propagandę!  Wódz odszedł, mąż stanu, bohater!

Nawet z kopalni przyjechali podziękować za zabicie 9 kolegów, którzy nie pozwalali masom pracującym walczyć o lepsze jutro! W myśl hasła „Robotnicy nie wybaczą prowokatorom i rozrabiaczom!” (w rzeczywistości żadna z kopalń nie wysyłała delegacji i nawet przez myśl im to nie przeszło. Wniosek nasuwa się jeden – szopka za pieniądze. Panowie byli po prostu w pracy.)

Polska wersja syndromu sztokholmskiego. Czerwone gnidy z SLD oraz ich potulne rządowe przydupasy pochowały zdrajcę i kata naszego narodu na POWĄZKACH.
Wstydzę się Was. W żadnym innym WOLNYM kraju to byłoby nie do pomyślenia. Bohaterowie, których za rozkazem Jaruzelskiego zabijano w lasach leżą w jeszcze nieodkrytych grobach tuż za płotem – na Łączce. W Białymstoku trwają wykopaliska. Przez miesiąc wykopano 140 ciał w obecnym więzieniu na Kopernika i byłej katowni UB – min. kobieta w ciąży, kilkulatek oraz mężczyźni. UB chowało ich z najwyższymi honorami – zakopywało potajemnie w lasach, rzucano w bagna, gnojowniki, szamba, kryto przy wychodkach i zbiorowych dołach…

Tak się bawili koledzy namiestnika Jaruzelskiego z żołnierzami AK, NSZ i ludnością cywilną. A Wam wmawia się w telewizji, że to BOHATER!  No pewnie! Bo przecież mógł zabić więcej (nawet chciał) ale mu się nie udało!

Statystyki stanu wojennego:
100 ofiar śmiertelnych
11.000 internowanych
10.000 osób postawionych przed sądem i skazanych na więzienie.
1mln emigrantów.

I pochowali go w miejscu gdzie wśród ok. 1 miliona osób jest wielu znanych i zasłużonych Polaków i Polek, w tym żołnierze powstań narodowych od Insurekcji Kościuszkowskiej do Powstania Warszawskiego, działacze niepodległościowi, wybitni pisarze, poeci, uczeni, artyści, myśliciele, lekarze, prawnicy, duchowni. Część z nich spoczęła w założonej w 1925 Alei Zasłużonych (tam gdzie pochowano Jaruzelskiego).

Brawo Lemingi!
Wynieśliście go na ołtarz polskości rękami Bronka, Bolka i HGW. Tak głupi naród nie zasługuje na to żeby być wolnym. Nam jako narodowi należy się zwyczajnie wpier*** – regularnie co 100 lat bo inaczej zapominamy o wszystkim i automatycznie włącza się dążenie do samozagłady. Jesteśmy narodem, który nie potrafi wyciągnąć wniosków ze swojej historii.

Nie płaczcie, że Was dymają. To Wy dajecie się dymać

źródło: Lemingopedia

…Nie oceniając publicznie osoby staram się zwracać uwagę na inny, o wiele poważniejszy aspekt tej awantury.

Jak już napisałem, różni ludzie różnie będą Jaruzelskiego oceniali i to ich prawo.
Tragicznym jednak jest, że najwyższe władze RP nie potrafią zrozumieć prostego faktu i zachowują się – szczególnie prezydent Komorowski – jak cyniczni oszuści, niemoralni gracze polityczni, ludzie bez zasad, którzy dla kariery (wygrania przyszłych wyborów) mogą zrobić wszystko.

Bo chyba każdy się zgodzi i nie trzeba tego dowodzić, że w tym samym czasie nie można z wysokości najwyższego urzędu mówić obywatelom, że w tym samym czasie, w tym samym kraju, w tym samym społeczeństwie może istnieć oficjalnie dwa rodzaje bohaterów, że bohaterami są ludzie mordowani przez komunistów i bohaterami są ci, którzy ich mordowali.

Tak można twierdzić tylko w domu wariatów. I tragicznym jest, że najwyższa osoba w państwie w taki typ narracji się wpuściła.

Czyżbyśmy wszyscy – Polska, Polacy – stawali się jednym wielkim domem wariatów, w którym schizofrenia jest akceptowalnym stanem społecznym, a różni Napoleonowie naszymi bohaterami?

Bo postawa prezydenta Komorowskiego, który swoim kolegom z opozycji – bo przecież nie mi – mówi: przyjmijcie, że ten co was wsadzał i mordował jest bohaterem – wszak robił to w imię wyższych celów, dobra Polski, a więc i dla waszego dobra. A jak tego nie zaakceptujecie, to walcie się
To tak, jakby powiedzieć, że dobre jest dobro i dobre jest zło, bo może chciało dobra. Takie myślenie jest jakby żywcem wzięte z domu wariatów.

Nie wiem, czy Jaruzelski chciał dobrze, a robił jak robił. Mam co do tego poważne wątpliwości. Ale nawet jakby przyjąć, że tak było, to zaraz należy dodać, że niestety miał pecha, bo urodził się jak wielu innych w złym czasie, w złym miejscu, dokonał złych wyborów, otaczał się złymi ludźmi etc. i pochować go cicho, bez państwowej pompy, bez państwowej schizofrenii i kłamstwa że zło jest dobre bo chciało dobra….

całość tu: Andrzej Talarek – Polska socjal-paranojo-schizofrenia

…Generał, który gorliwie prześladował kleryków, który z lęku o własną karierę nie wszedł do kościoła nawet na pogrzeb matki, nawrócił się na łożu śmierci i w związku z tym stał się bohaterem dla antyklerykałów i wojujących ateistów, którzy tłumnie stawili się na egzekwie po nim. Uczestnictwo we mszy jako demonstracja lewicowości – nawet Mrożek by tego nie wymyślił. Ponowne przyjęcie komunisty na łono Kościoła jako najwyższy wyraz uznania, na który powołują się inni komuniści? Rozgrzeszenie udzielone przez księdza jako ekwiwalent sądowego uniewinnienia, na które powołują zajadli obrońcy „świeckości państwa”?

Ba! Moczarowski generał, który wyszczuł z wojska 1500 oficerów za ich żydowskie pochodzenie okadzany jest przez Michnika, który pałką oskarżeń o antysemityzm i czarnosecinnymi oskarżeniami wymachiwał bez chwili przerwy przez całe minione ćwierćwiecze. Polityk, które wszystkie swe posunięcia uzasadniał patriotyzmem, ojczyzną, honorem gorliwie oklaskiwany przez Urbana czy Paliokota, którzy z demonstracyjnego rzygania na te wartości uczynili istotę swej publicznej aktywności.

Jaruzelski miał, jak każdy, pewne zalety. Był człowiekiem skromnym, wolnym od chciwości, nie robił finansowych przekrętów. I za to właśnie jako wzór prawości wysławiają go kanciarze, którzy nachapali na rozszabrowywaniu masy upadłościowej po PRL. Był też – podobno, bo osobiście nie spotkałem się z nim nigdy – w osobistym obejściu człowiekiem ujmującym manierami. I za to go teraz wychwalają chamidła, świadomie epatujące prostacką mową, obelgami i publicznym poniżaniem ofiar swej nienawiści.

Można by długo wymieniać przejawy maskarady, ale poprzestańmy na tym co najważniejsze: że jako Wielkiego Polaka i Patriotę sławią Jaruzelskiego ludzie, którzy słowami i czynem dowiedli wielokrotnie, że Polskę uważają za obciach, anachronizm i wiochę, a patriotyzm za idiotyzm, który nam utrudnia modernizację i stanie się Europejczykami…”

„…Prawda brzmi przyziemnie, nisko i banalnie: żegnamy faceta, któremu zawdzięczamy to, że my jesteśmy dziś nachapani, okadzani, dziani i wpływowi – a tamci dymani…”

całość tu: Subotnik Ziemkiewicza – Jaja z pogrzebu

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Bardzo dobre, bo o istocie rzeczy traktujące komentarze… Jaruzelski to nie pierwsza „kontrowersyjna” postać w naszej historii, ale problem z którym próbuje poradzić sobie opinia publiczna pozostaje w takich „trudnych sprawach” zawsze ten sam – relatywizowanie pewnych faktów historycznych, których nikt nie powinien przekręcać a jednak jest to nagminnie robione i co gorsze przykład idzie od tzw góry.

Podczas gdy nad trumną jenerała odprawiano jakieś „egzorcyzmy” zaklinające prawdę o jego „dokonaniach”, mające na celu uczłowieczyć jego „rządy” w PRLu, ofiary tych rządów ciągle wołają o pamięć i sprawiedliwość. I choć zemsta w tym wypadku już jest w rękach Najwyższego (On jest jej Panem) to tu na ziemi nie ma i nie będzie zgody na relatywizowanie faktów historycznych. Jaruzelski jako głównodowodzący odpowiada za swój kawałek historii PRLu i czy się to komuś podoba czy nie to jej negatywna ocena jest uzasadniona. Jednak ja chciałem przypomnieć o czymś innym i nawiązać bezpośrednio do kilku słów z pierwszego komentarza – Brawo Lemingi! Wynieśliście go na ołtarz polskości rękami Bronka, Bolka i HGW. Osobiście dodałbym do tej krótkiej listy kilka innych znaczących nazwisk (zwłaszcza z tzw. obozu „solidarnościowego”), ale niech będzie że powstrzymam się od wyliczanki wszystkich zasłużonych, bo na przestrzeni 25 lat było ich tylu, że żeby tę odpowiedzialność sprawiedliwie i proporcjonalnie rozdzielić trzeba by było książkę napisać. 

Fakty bowiem są takie, że Jaruzelskiemu jako byłemu prezydentowi należał się (z USTAWY) pogrzeb z państwową oprawą – koniec kropka… Nie dlatego, że ja tak chcę, bo w poprzednich kilku zdaniach dość jednoznacznie nakreśliłem swój stosunek do tego co zrobił (bądź nie zrobił – a mógł i powinien jako głowa państwa). Byłem i dalej jestem temu przeciwny, żeby ludzie z władz poprzedniego systemu ubabrani w jego zbrodnie na zasadzie podległości bądź nadrzędności służbowej z bezpośrednimi sprawcami owych zbrodni (to się nazywa brak nadzoru o ile ciężko jest mówić o tzw. „sprawstwie kierowniczym” które trzeba sądownie udowodnić) dostępowali jakiegokolwiek honoru czy innej chwały od jakichkolwiek władz państwowych reprezentujących Polskę, tylko dlatego że umarli i nie zostali rozliczeni.

Tylko czy coś to moje przekonanie zmienia cokolwiek w rzeczywistości z jaką przez kilka ostatnich dni (czy w innych sprawach od lat!) musimy się jako obywatele Polski stykać i ją przełykać? Oczywiście nie. Nawet nie wiem czy to „prawo” do pochówku z przytupem można było w jakiś sposób obejść. Nie sprawdzałem tego. Zastanówmy się jednak czy przez te 25 lat KTOKOLWIEK kto miał realny wpływ na tego rodzaju regulacje (komu się należy państwowy rytuał z honorami a komu nie) zrobił COKOLWIEK w tej sprawie? Otóż NIKT! W myśl zasady „wy nie ruszacie naszych, my nie ruszamy waszych” ustalono taki porządek, że dziś prawo jest (niestety) jednoznacznie nie po prawdzie a ku upodobaniu „demokratycznej większości” i ten kto je uchwalał a nie zrobił wyjątku dla komunistycznych piesków ma na rękach to kuriozum przed jakim stanęło państwo polskie w obliczu śmierci Jaruzelskiego. W takiej brutalnej rzeczywistości niestety żyjemy. To co byśmy chcieli dalekie jest od tego co tak naprawdę jest. I dobrze że na ten brak normalności się nie godzimy, bo to znaczy że nie daliśmy się zmanierować patologii, która zasługuje wyłącznie na potępienie.

Jaruzelski był pachołkiem Moskwy. Gdyby to ode mnie zależało dawno byłby zdegradowany, osądzony i skazany za to co zrobił (lub czego nie zrobił), wtedy sprawa pochówku nie byłaby wcale „kontrowersyjna” bo nie mielibyśmy do czynienia z „dygnitarzem państwowym” i „prezydentem” a ze zwykłym człowiekiem po wyroku i jego pogrzeb byłby wyłącznie sprawą prywatną jego rodziny… Jednak dziś stoimy w obliczu parodii w której fakty historyczne zostały podeptane przez „prawo”, które ktoś uchwalił i które (niestety) w tej chwili jest obowiązujące… „dura lex sed lex”

Ostatnia rzecz to różnego rodzaju deklaratywne (z nutką kpiny, co już powinno dyskwalifikować prawość ich intencji) komentarze (opinie) na temat „miłosierdzia Bożego”, z którym to każdy „prawdziwy katolik” powinien się rzekomo nachylić nad trumną zmarłego generała. Bo generałowi należy się chrześcijańskie przebaczenie z samej racji tego że na progu śmierci „przyjął sakramenty”. Powiem więc za siebie, że nie dość że do przebaczenia potrzeba takich elementów jak żal za grzechy, przyznanie się do winy, wyznanie ich, odpokutowanie i ZADOŚĆUCZYNIENIE Bogu i bliźniemu (zwłaszcza rodzinom ofiar które straciły życie, oraz w inny sposób pokrzywdzonym, szykanowanym, więzionym, okradzionym, oszukanym, okpionym, wyszydzonym których w PRLu nie brakowało) to nikt nie ma osobiście prawa wybaczać czegokolwiek Jaruzelskiemu. Do tego ma prawo wyłącznie ta część społeczeństwa która została przez jego „nieporadność” pokrzywdzona (ofiary stanu wojennego w pierwszej kolejności).

Stan Wojenny - 13 grudnia 81r

Stan Wojenny – 13 grudnia 81r

Był Jaruzelski i go nie ma… Pamiętać trzeba tylko o jednym. Ten „oficer” używając wojska, milicji i „bezpieczniaków” 13 grudnia 1981 r. złamał Polakom kręgosłup (czy ze strachu czy z polecenia – nie wiem i nie interesuje mnie to). Jego „trudna decyzja” pogrążyła kraj w marazmie, chaosie gospodarczym i fizycznym terrorze. Był jednym z głównych organizatorów „porządku” i parodii wolności w jakiej dziś przychodzi nam wegetować.Z sędziami – parodią sprawiedliwości, służbą zdrowia – parodią usług medycznych, fachowcami rządowymi – parodią zarządzania państwem, z długiem publicznym (3 bilionowym), z bankrutującym ZUSem, dwucyfrowym bezrobociem, 3 milionami emigrantów, ponad 80 procentowym rabunkiem naszych zarobków… To jest jego spuścizna, plus bieda i poniżenie dla ofiar systemu którego bronił zbrojnie od 1981 roku do dnia „dogaworu” w Magdalence i zaklepania go razem z łżeprawicą przy okrągłym stole. Ten człowiek powinien być „wspominany” tylko 13 grudnia (ku przestrodze młodych Polaków) do końca świata i jeden dzień dłużej. 

Wieczna hańba i niepamięć katom narodu.

„Życie jest krótkie – chwała nieśmiertelna” pisał Cyceron… to samo tyczy się niesławy a ta wisi u szyi generalskiej jak młyńskie kamienie.

…Odys

poprzednio: Jaruzelski podrasował swój życiorys. podobne: Stan wojenny był tragedią dla Polski, ale niektóre środowiska dalej robią sobie żarty gloryfikując komunistów. oraz: Stanisław Michalkiewicz: „Pułapki tolerancji i dialogu”, czyli komunizm „z ludzką twarzą”. polecam również: Jeszcze o alternatywnej wersji historii pichconej przez lewicę

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”.


Fragm. patriotycznego kazania ”Wyzwoliciele z polskości” Ks.Stanisława Juraszka.

Ćwierć wieku temu Tusk poskarżył się, że musi dźwigać niechcianą polskość. To właśnie w miesięczniku „Znak” (listopad-grudzień 1987) Tusk napisał, że „polskość to nienormalność”, obciążenie, męka. 

Od siedmiu lat konsekwentnie leczy nas z tej przykrej przypadłości.

Duchowy ojciec Tuska, J. Urban, czuje się uwięziony w swej polskości, choć jej nie znosi. Nie umiał jednak dokonać jej destrukcji, prowokacjami i wściekłą pogardą dla polskości zdołał zyskać uwagę zaledwie kilku procent Polaków. Polskości boi się i na rozmaite sposoby ją zwalcza duchowy brat Tuska, A. Michnik. Spustoszenie uczynił wielkie, kreując nową elitę swych akolitów i janczarów, nie zdołał jednak pozyskać większości. Dopiero Tusk znalazł sposób, by cele Urbana i Michnika przetłumaczyć na język kupowany przez masowych odbiorców. Oddelegował Palikota i kilkunastu swych harcowników do demolowania standardów polskiego życia publicznego i politycznej debaty, ale przede wszystkim wzbudził w Polakach powszechną samopogardę.

Tusk i jego propagandowa czerezwyczajka na różne sposoby mówi Polakom: jesteście głupi, leniwi, niegodziwi i brudni. Macie na sumieniu straszne zbrodnie i codzienną podłość. Zapomnijcie więc o historii i o sprawach, którymi żyli wasi ojcowie, bo to byli wariaci albo kanalie. Grzebanie w przeszłości, odwoływanie się do narodowych ideałów i poczucia wspólnoty to wasza zguba. Nie zajmujcie się polityką, pozostawcie ją fachowcom. Wasza jedyna szansa to zaakceptowanie gospodarczej i kulturowej kurateli mądrzejszych i silniejszych. Oni wszystko potrafią, wy wszystko psujecie. Zrozumcie wreszcie, że wasze stresy wynikają z ciągłego narzucania wam roli, do której nie dorastacie. Nie wchodźcie w za duże buty, bo wam spadają. Zaakceptujcie swą gorszość i podległości, a będziecie spokojni i szczęśliwi. Zajmijcie się oglądaniem sportu i teleturniejów. A próby wciągania w sprawy publiczne, budowania wspólnotowych więzi traktujcie jako zamach na wasz spokój. Ludzie rozumni podejmą za was wszystkie decyzje, nikt nie będzie od was niczego wymagał. Koniec z mrzonkami, które są waszymi zmorami, wyzwalam was z waszych zmor.

W 1992 r. jest już jednym z rozgrywających sejmowej Nocnej Zmiany. Podczas gorączkowej narady w gabinecie prezydenta Wałęsy liczy głosy, czy uda się „teraz, natychmiast” obalić rząd Jana Olszewskiego, by nie dopuścić do lustracji i odsunięcia ze sfery publicznej agentów komunistycznej i sowieckiej tajnej policji. Od 7-u lat ów historyk rządzi Polską i – uwaga, śmiała teza – jest najbardziej konsekwentnym i najskuteczniejszym polskim politykiem od kilkudziesięciu lat. Za naiwną dziecinadę należy uznać gaworzenie, jakoby uroczo sepleniący Donek w krótkich spodenkach był beztroskim Pinokiem, który popełnia tylko głupstewka i drobne grzeszki.

Dzisiejsza Europa jest grą interesów, nieustanną walką rządów o dobro swych obywateli. Z wyjątkiem rządów wasalnych, które mają inne cele. Wbrew usilnej propagandzie poklepywania po plecach zgiętego w służalczym pokłonie Tuska i całej grzecznej Polski, taka, rzekomo nowoczesna, rzekomo fajna Polska postrzegana jest przez Europę i świat jako słaby, wystraszony i bezradny kraik, coraz głębiej wdeptywany w błoto przez własny rząd, jako naród w głębokim tożsamościowym, kulturowym i politycznym kryzysie. Może największym od czasu, gdy car Piotr I bez żenady – wbrew woli polskiego Sejmu – instalował na polskim tronie Wettinów (August II Mocny).

Celem Tuska stało się zredukowanie Polski do roli peryferyjnego, bezsilnego, bezwolnego i całkowicie podporządkowanego centrali zaplecza, rezerwuaru taniej siły roboczej i drenowanego bez cywilizowanych standardów rynku zbytu. Od 7-u lat Tusk konsekwentnie, krok po kroku, z niesamowitą skutecznością pozbawia Polskę i Polaków kolejnych elementów decydujących o niepodległości, sile, zamożności, bogactwie kultury, bezpieczeństwie, tożsamości i szansach na cywilizacyjny rozwój.
Masowe wycofywanie państwa ze wszystkich dziedzin, oddawanie polskiej gospodarki uprzywilejowanym zagranicznym korporacjom, zagranicznym firmom państwowym, funduszom spekulacyjnym i niejawnym grupom interesów, cywilizacyjny regres i ruina infrastruktury to elementy gospodarczej „strategii” rządu Tuska.

Polskość – w swym pięknie ideałów, odwadze bohaterów, gościnności, urodzie kultury i obyczaju – od wieków była na tyle atrakcyjna, że zaborcy bali się spolonizowania nasyłanych na polskie ziemie osadników. Dokonania tuskizmu sprawiają, że Polski wstydzą się ci, którzy chcą, by była krajem wolnym, silnym i nowoczesnym. Do skundlonej, służalczej, wyrzekającej się ambicji i perspektyw polskości Tuskolandu nie zatęskni żaden syn czy córka polskich emigrantów, odwróci się od niej ze smutkiem albo ucieknie z krzykiem. Bo tuskizm okazał się – może najskuteczniejszym w polskich dziejach – eksterminatorem polskości w samych Polakach. Atrofią woli, która wyżera ich odwagę, ambicje, godność i mądrość. Redukuje ich do roli ludzkiej mierzwy, gotowej z wściekłością rozszarpać wszystkich, którzy próbują jej o dawnych ambicjach, dawnym człowieczeństwie przypominać.

Ze szczególnym zacietrzewieniem walczy rząd Tuska z polskością na polu edukacji. Eliminowanie z kanonu lektur gimnazjum najbardziej konstytutywnych dla polskości „Pana Tadeusza” i „Potopu” jest paskudne, ale także symboliczne. To już bardzo przypomina politykę zaborców i okupantów Polski. Może Tusk wierzy, że jest mesjaszem, który wyprowadza Polaków z polskiej niewoli. Jak Konrad z Wyspiańskiego, który nie pozwala Geniuszowi zagonić Polaków do wawelskich lochów. Ale w istocie spełnia rolę złowrogą. Jako że Sienkiewicza z lektur usunął, przypomnę, jak nazwał Zagłoba działania wielkiego magnata w chwili wielkiej próby. Wykrzyczał Radziwiłłowi w twarz: „Zdrajco! Zdrajco! Po trzykroć zdrajco!”. Premier Tusk i jego ekipa sprawiają wrażenie, jakby za swą strategię przyjęli zasadę księcia Bogusława, by chorej Rzeczypospolitej wyrządzić przysługę wyrwania poduszki spod głowy. 

Czy Tusk jest zdrajcą? Takim samym jak wszyscy ci, którzy świadomie działali, żeby Polski nie było? Żeby Polacy przestali być Polakami? Tego nie wiemy, choć niestety wiele na to wskazuje. Wypada mieć nadzieję, że jego skandaliczne decyzje podejmowane w ciągu ostatnich 7 lat są powodowane nikczemnością ducha, słabością charakteru czy ociężałością umysłu, a nie czymś znacznie gorszym – nie są powodowane świadomym wejściem w porozumienie z przedstawicielami rządów innych państw w celu wspólnego działania na szkodę Rzeczypospolitej i jej obywateli.

Stopień dewastacji i szkodliwość tuskizmu dla polskiego życia politycznego są gigantyczne. I – mimo ukazania się kilku ważnych książek, m.in. profesorów Legutki, Krasnodębskiego, Zybertowicza, mimo diagnoz publicystów, socjologów i pisarzy – wciąż nie tylko nieopisana, ale i nie w pełni uświadomiona. Tusk i jego propagandyści po raz pierwszy w polskiej historii zdołali tak skutecznie wymieszać wirusa nienawiści z wirusem nieodpowiedzialności. Dotąd bowiem polscy zdrajcy pryncypialnie zasłaniali się swoiście pojmowanym dobrem ojczyzny. Dokonywali, ich zdaniem, wyboru mniejszego zła, ocalali Rzeczpospolitą przed anarchią, obcą interwencją albo przed rodzimą tyranią. Były to kłamstwa, mniej lub bardziej wiarygodne, ale jednak odwołujące się do rzekomego dobra wspólnoty, nie kwestionując sensu jej istnienia. Dopiero Tusk wprowadził ze swą ekipą nowy model rządzenia państwem: rezygnacji z budowania państwa i wspólnoty na rzecz małości, egoizmu i niebycia.

Władze państwa polskiego w sposób ostentacyjny wspierają powstawanie separatyzmu śląskiego (RAŚ). Akceptują wątpliwe pojęcie narodowości śląskiej, wspierają organizacje dążące do stopniowego oderwania tego regionu od Polski. To jest, trzeba to widzieć wyraźnie, ruch posługujący się językiem nacjonalizmu niemieckiego, wyraźnie antypolski.
Nie reagują też instytucje państwa, choć są zobowiązane na mocy konstytucji do strzeżenia integralności Polski we wszystkich wymiarach. Łamią konstytucję i ustawy szczegółowe.
Nie bez znaczenie jest to, że na II Kongresie Kaszubskim w 1992 r. Tusk wygłosił swój referat proponujący ogłoszenie autonomii Kaszub ze stolicą w Toruniu, stworzenia własnej waluty i własnego wojska.

Wprost „złodziejstwem” i „zagrabieniem prywatnych oszczędności Polaków” nazwał zaanektowanie przez rząd Tuska 39 mld $ zgromadzonych na OFE jeden z największych ekonomicznych autorytetów Steve Forbes. I ostrzegł: „Bez inwestycji funduszy w obligacje państwowe, polskie finansowanie długu będzie teraz całkowicie w rękach inwestorów zagranicznych”. Tusk uczynił więc kolejny potężny krok, by Polską można było rządzić spoza Polski. Osiągnięcia ma w tej mierze gigantyczne, w sześć lat zadłużył Polskę na ok. 400 mld zł, więcej niż wszystkie rządy ostatnich dwóch dekad razem wzięte.

W sferze bezpieczeństwa energetycznego Polski także gigantyczne sukcesy… krajów ościennych. Nie było działania Polski na forum Unii Europejskiej, gdy niemiecko-rosyjska rura ostentacyjnie kładziona na dnie Bałtyku blokowała polski gazoport, blokując też nadzieję na choć częściowe energetyczne uniezależnienie od Rosji. Kupujemy od Rosji gaz, płacąc najdrożej na świecie, a Tusk podpisuje z Rosją umowę na kilkadziesiąt lat i tylko KE powstrzymuje ten akt wasalnego oddania, zezwalając na umowę kilkunastoletnią. I wreszcie – największa w historii polska szansa na cywilizacyjny skok, bogactwo i niezależność dla pokoleń Polaków, czyli polskie łupki, została przez Tuska starannie rozmontowana i zablokowana. Uniemożliwił ustanowienie kontroli państwa polskiego nad wydobyciem, rozdał za ułamek wartości kilkadziesiąt koncesji, prawnie zniszczył szanse Polski na realne wpływy z eksploatacji własnych złóż, praktycznie oddał kontrolę nad polskimi łupkami podmiotom rosyjskim lub spekulacyjnym manewrom.

ROSYJSCY I NIEMIECCY WŁADCY OD 300 LAT SZUKAJĄ POLAKA, KTÓRY NAJSKUTECZNIEJ ROZMONTUJE POLSKĘ OD WEWNĄTRZ. NO I ZNALEŹLI.

źródło: prawda-nieujawniona.blog.onet.pl

podobne: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? oraz:  Tusk wyśmiany za „brak kompasu” i „ciepłą wodę w kranie” a także: Tusk: istotą PO prowadzenie Polaków do zwycięstw… ale raport NIK temu zaprzecza! i to: Pan Donald Tusk udowodnił że Keynesizm to teoria z tzw. „du.y”. Czy będzie Nobel? oraz: STASI, SB i Merkel…”Oscar” za rolę Tuska?

rys.Jerzy Wasiukiewicz

rys.Jerzy Wasiukiewicz

…Po odsianiu kilku dziecinnie nielogicznych i błędnych wniosków (założeń), jak w sprawie zbawiennego wpływu OFE na dług, czy traktowania w sposób wybiórczy odpowiedzialności PO za sam proces zadłużania Polski (który ma trochę dłuższą historię niż rządy Tuska), odpowiedzialności za bezpieczeństwo energetyczne Polski, oraz pomijaniu w tych wszystkich kwestiach roli PISu (partii będącej pod wyraźnym wpływem trzeciej siły, która ma swoje interesy w Polsce – „USraela”) można ten tekst odczytać w 75% jako trafną analizę tego co się działo i dzieje w Polsce za rządów Donalda Tuska i jego „Platformy”. W wielu miejscach tekst ten zbiega się z moimi odczuciami co do samej jego osoby, ale muszę przyznać że nie dysponuję żadnymi dowodami na poparcie owych zarzutów, poza domysłami wynikającymi z obserwacji niewątpliwie szkodliwej działalności samego premiera jak i całej jego administracji jaką zdołał przez te 7 lat wokół siebie i swojej partii zbudować.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Problem jednak w tym że sam Donald Tusk i jego dwór nie zdołałby tego wszystkiego zrobić, gdyby nie wieloletnia wydatna „pomoc” opozycji w zmurzynianiu Polaków nie tylko mentalnym, ale przede wszystkim materialnym. Stało się to dzięki współpracy (ponad podziałami) wszystkich liczących się po 89 r. sił politycznych w Polsce. Zarówno w kwestii uwłaszczenia się komunistów i kolaboranckiej części „solidarności” na majątku narodowym, jak i w późniejszej kwestii wepchnięcia naszego kraju do struktur UE z wszelkimi tego konsekwencjami (nadrzędnym jawnie szkodliwym prawodawstwem). Inna kwestia to wysługiwanie się interesom USA (które pomagały nasz kraj „transformować”) kosztem polskiej racji stanu. W zasadzie chodzi tu o brak wymiernych korzyści za użycie Polskiej armii jako przyzwoitki w różnego rodzaju „misjach stabilizacyjnych” na świecie i zaangażowanie naszego kraju (za rządów PISu) w ryzykowną grę przeciwko największemu naszemu sąsiadowi (od którego jesteśmy od lat uzależnieni energetycznie) tj. Rosji.

1. Dzięki POPISowi Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom!

2. POPISowo udupione fundusze. Wszyscy brali, nikt nie kontrolował.

3. Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie.

4. Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO?

5. POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński

rys. Artur Krynicki

rys. Artur Krynicki

Innym (i kluczowym moim zdaniem) elementem szkodzącym Polsce jest nie tyle żerowisko jakie oba ugrupowania (o wspólnych „solidarnościowych” korzeniach) urządziły sobie w Polsce a system polityczno-gospodarczy, który pozwala im żerować bezkarnie. Ta myśl przewodnia opiera się na stanowieniu od 25 lat tzw. „wolnej Polski” coraz bardziej represyjnego wobec obywateli porządku prawnego, oraz „wymiaru (ha ha) sprawiedliwości” bezlitośnie wyciskającego na korzyść aparatu władzy, ludzi pracy i pracodawców którzy tworzą gospodarkę kraju. I ten program rabunkowy realizują bez wyjątku wszystkie partie które rządziły Polską po 89 r. „Zielona wyspa” (Tuska czy Kaczyńskiego) to po prawdzie Atlantyda z której kto żyw i młody ucieka. (Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty). Miejsce kompletnie nieprzyjazne dla Polaków do pracy czy prowadzenia biznesu, chyba że jest się w jakiś sposób beneficjentem licznych uregulowań prawnych zarówno krajowych jak i z importu – Brukseli. Lepsza zagranica ze swoim “kryzysem” niż Polska ze swoim: “suchą stopą”, “nie wpuściliśmy za drzwi”, “oparliśmy się” itd. itp. bzdurami na temat “pokonania kryzysu”. Polska jest bowiem permanentnie od ponad 20 lat w kryzysie. Będąc krajem postkolonialnym żyjącym na ogromny kredyt nie zdołała zbudować niczego, co pozwoliłoby jej stać się samowystarczalną i sprawnie działającą maszynką gospodarczą. To tylko jej socjalistyczne władze (niezależnie od sztandaru!) żyjące statystyką i “średnimi” żyją w jakiejś fantasmagorii oderwanej od rzeczywistości, trwając w swoim samozadowoleniu na przekór milionom obywateli których kosztem żyją.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

“…Socjalizm bowiem polega m.in. na tym, że Umiłowani Przywódcy, pod pretekstem otaczania obywateli różnymi formami opieki, odbierają im coraz większą część bogactwa, jaką ci wytwarzają swoją pracą. Ponieważ w miarę rozszerzania form tej „opieki”, rośnie armia pasożytujących na współobywatelach „opiekunów”, którzy przecież byle czego nie zjedzą, podatki, mimo, że nieustannie rosną przestają wystarczać i coraz ważniejszym sposobem bilansowania wydatków państwowych staje się powiększanie długu publicznego, to znaczy – przerzucanie kosztów na przyszłe pokolenia. Gdyby tak robił ojciec rodziny, to znaczy – gdyby przejadał i przepijał majątek swoich dzieci, byłby uznany za łajdaka i bojkotowany przez wszystkich przyzwoitych ludzi. Tymczasem Umiłowani Przywódcy, z pomocą skorumpowanych intelektualistów, konfidentów i łajdaków, a niekiedy również wariatów w sensie medycznym, którzy decydują o kształcie państwowej edukacji, przekazie medialnym i przemyśle rozrywkowym, duraczą całe pokolenia obywateli, którzy nie tylko pozwalają im się rabować, ale w dodatku uważają ten rabunek za swój radosny przywilej…” (Stanisław Michalkiewicz)

rys. Buch

rys. Buch

Więc jeżeli obie partie są elementem tej samej układanki (a są) to należy sobie zdawać sprawę, że nie pokonamy tego spisku eliminując jakiegoś Tuska czy Kaczyńskiego. Zresztą wybieranych jak i całe ich partyjne kliki w „demokratycznych” wyborach z własnej woli przez naród od ponad 25 lat (i nic nie wskazuje na to, żeby ta tendencja miała się zmienić). Naszym wrogiem jest tak naprawdę ideologia socjalizmu, którą oba „zwaśnione” twory polityczne wykorzystują do mamienia ludzi, kłócąc się między sobą wyłącznie o to, który z nich ma trzymać ster i czyim interesom (zbiegającym się w Polsce z co najmniej trzech różnych stron) ma się wysługiwać zdzierając skórę z własnych obywateli.

Rola jaka przypadła (bądź którą sam na siebie wziął) Tusk, jako żywo przypomina wspomnianego w tytule króla Stanisława Augusta Poniatowskiego – Targowiczanin herbu „Ciołek” i jego naśladowcy herbu „euro”

rys. Artur Krynicki

rys. Artur Krynicki

…Odys

polecam również: Czekoladowy „ożeu… i morze”. Co takiego „świętujemy” 2-go maja?

oraz: Co takiego czczą „farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego „Nocną zmianę”

a także: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce.

i to: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?

CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu.


26.05. Warszawa (PAP) – Coraz więcej Polaków uważa, że po wyborach z 4 czerwca 1989 roku należało rozliczyć stary system i jego funkcjonariuszy; takiego zdania jest obecnie co trzeci badany (33 proc.) – wynika z sondażu CBOS. Zdaniem 48 proc. należało jednak dążyć do porozumienia ponad podziałami.

Jednocześnie ponad jedna trzecia dorosłych Polaków czerwcowych wyborów nie pamięta.

25 lat po odzyskaniu przez Polskę suwerenności 48 proc. Polaków uważa, że po wyborach z 4 czerwca 1989 roku i utworzeniu rządu należało dążyć do porozumienia ponad podziałami i włączyć wszystkie grupy społeczne i siły polityczne w budowę demokracji. 33 proc. ankietowanych sądzi jednak, że był to właściwy czas, by doprowadzić do rozliczenia starego systemu i jego funkcjonariuszy.

W ciągu ostatnich pięciu lat liczba Polaków przekonanych, że po utworzeniu rządu premier Mazowiecki powinien dążyć do rozliczenia systemu i jego funkcjonariuszy wzrosła o 10 punktów procentowych. Jednocześnie o 14 pkt. spadł odsetek tych, którzy sądzą, iż dążenie do porozumienia ponad podziałami i włączenie wszystkich do budowy nowego ustroju politycznego i gospodarczego było wówczas najwłaściwszą strategią.

O konieczności przeprowadzenia rozliczeń po wyborach w 1989 roku przekonanych jest 51 proc. wyborców PiS. 37 proc. spośród nich opowiadałoby się za podtrzymywaniem status quo. W elektoratach SLD, Twojego Ruchu, PO i PSL ci, którzy są przeświadczeni, że u progu przemian ustrojowych rozrachunek z PRL-em był ważniejszy niż budowanie porozumienia ponad podziałami, pozostają w mniejszości.

Z perspektywy ćwierćwiecza Polacy pamiętają, że wynik czerwcowych wyborów przyjęli przede wszystkim z nadzieją (41 proc.), przypominają sobie także entuzjazm oraz radość (23 proc.). Niewielu – według własnych deklaracji – zareagowało na ten wynik niepokojem i poczuciem lęku (7 proc.). Dla 5 proc. respondentów tak wysoki stopień poparcia dla kandydatów Solidarności i tak niski dla strony rządowej był przede wszystkim zaskoczeniem, nieliczni (3 proc.) czuli się nim rozczarowani.

Jednocześnie 35 proc. badanych wybrało odpowiedź: „nie pamiętam wyborów, byłem za młody, nie było mnie na świecie”.

68 proc. Polaków deklarujących obecnie, że brali udział w pierwszych częściowo demokratycznych wyborach do parlamentu, twierdzi, iż opowiedziało się za stroną solidarnościową; 6 proc. przypomina sobie, że zdecydowało się poprzeć stronę rządową, a 14 proc. pamięta, że głosowało wtedy na różnych kandydatów – zarówno strony solidarnościowej, jak i rządowej.

Jak podkreślają autorzy badania, z perspektywy dwudziestopięciolecia bilans pierwszego niekomunistycznego rządu wypada w ocenie społecznej korzystnie.

Ogromna większość Polaków (81 proc.) do sukcesów ówczesnego rządu zalicza zmianę kierunków polityki zagranicznej i otwarcie na Zachód. 65 proc. badanych docenia tę ekipę za zmianę ustroju politycznego i demokratyzację życia społecznego, 61 proc. grupa chwali reformę samorządową i wprowadzenie samorządnych gmin. Z relatywnie mniejszym zadowoleniem przyjęto wprowadzenie lekcji religii do szkół – po latach decyzja ta oceniana jest pozytywnie przez 57 proc. badanych.

Mniej jednoznaczne są opinie na temat zainicjowanych przez rząd Tadeusza Mazowieckiego reform gospodarczych. Jednak i w tej sferze działania jego gabinetu oceniane są w przeważającej mierze pozytywnie. 41 proc. zalicza do zasług jego gabinetu wprowadzenie planu Balcerowicza i rozpoczęcie przekształceń ekonomicznych. Krytyczną opinię o polityce gospodarczej tego rządu wyraża 26 proc. respondentów.

Porównanie ocen obecnych i sprzed pięciu lat pokazuje, że opinie na temat przemian politycznych i systemowych raczej się nie zmieniły. Z kolei przemiany gospodarcze, zapoczątkowane planem Balcerowicza, są obecnie nieco rzadziej oceniane pozytywnie (spadek ocen dobrych o 7 pkt. i wzrost złych o 2). Krytyczniej ankietowani zapatrują się także na przywrócenie po wielu latach religii do szkół (spadek ocen pozytywnych o 7 pkt. i wzrost negatywnych o 5 pkt.).

Z wprowadzenia lekcji religii do szkół zadowoleni są przede wszystkim zwolennicy PiS (78 proc.) oraz sympatycy PSL (65 proc.), a także wyborcy niemający sprecyzowanych sympatii partyjnych oraz osoby zapowiadające absencję wyborczą (po 57 proc.), w mniejszym stopniu zaś wyborcy PO (49 proc.). 46 proc. zdeklarowanych wyborców SLD ocenia tę decyzję negatywnie, ale tylko nieco mniej (42 proc.) ma do niej stosunek pozytywny. 75 proc. elektoratu Twojego Ruchu uważa, że była to decyzja chybiona, pozytywnie ocenia ją tylko 19 proc. zwolenników tego ugrupowania.

Plan Balcerowicza pozytywnie ocenia większość wyborców PO, Twojego Ruchu oraz PSL. Podzieleni w jego ocenie są wyborcy PiS – tyle samo zwolenników tej partii wypowiada się o tych zmianach pozytywnie, co negatywnie (po 39 proc.). Również wyborcy SLD pozostają relatywnie bardziej sceptyczni wobec planu Balcerowicza, choć przewaga głosów krytycznych jest minimalna (45 proc. ocen negatywnych wobec 44 proc. pozytywnych).

Badanie przeprowadzono 6-12 lutego 2014 roku na reprezentatywnej próbie losowej 1020 dorosłych mieszkańców Polski. (PAP)

ann/ eaw/ ura/                                          …źródło: stooq.pl

podobne: Dwa badania… jeden wniosek – „Dupa blada” oraz: Otworzyć ten układ | ekonomia24.pl a także:  Heglowska rzeczywistość: Polska przeżywa złoty wiek a Polacy lubią demokrację

rys. Zbirek

rys. Zbirek

…wygląda na to że ciągle pokutuje w głowach Polaków sentyment do wydarzeń związanych z tzw. „transformacją ustrojową”… Odsetek ludzi którzy potrafią zestawić konsekwencje pozostawienia ludzi ze starego systemu u władzy, z tym jaki to miało wpływ na porządek prawny i gospodarczy w naszym państwie jest ciągle bardzo niski. Badanie co prawda informuje o 10% wzroście poparcia dla potrzeby rozliczenia ludzi z poprzedniego systemu, ale po 25 latach od tamtych niechlubnych wydarzeń, prawie połowa ankietowanych ciągle uważa że okrągły stół to było najlepsze dla Polski rozwiązanie. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że wśród ankietowanych popierających „porozumienie ponad podziałami” są zwolennicy partii które podobno z komunistycznym systemem walczyły. I tu widzę największą paranoję i zakłamanie zarówno owych partii PO i PISu – bezpośrednich dziedziczek ruchu „solidarnościowego” który partycypował przy haniebnym porozumieniu okrągłostołowym – jak i ich wyborców którzy zdają się nie dostrzegać że tak naprawdę popierają układ, który odpowiada za szereg patologii jakie przez ostatnie 25 lat gnębią kraj i ludzi którzy chcieliby w nim normalnie żyć a nie mogą. Nie mogą, bo do dziś rządzą w Polsce ludzie nierozliczeni za swą szkodliwą działalność w PRLu, którzy pozostając bezkarnymi dalej mogą uprawiać rabunek jakim charakteryzował się utopijny komunizm i jego hybryda „realny socjalizm”. Bo chodź nazwa systemu gospodarczego się zmieniła, to charakterystyczne dla starego żelazne zasady etatyzmu sprzyjające nepotyzmowi oraz nieformalnym związkom biznesu z polityką mają się w „nowym” systemie zwanym „gospodarką społeczno-rynkową” doskonale. Pranie mózgu nie zostało przerwane. Zmienił się tylko proszek do prania i tryb wirowania.

Wszystko przez to że słowo „socjalizm” dla wielu ma brzmienie sentymentalno-dobrotliwe. (Dlaczego w Polsce jest jak jest?). Prywatnie nikt o zdrowych zmysłach nie pozostawiłby na straży swojego mienia kogoś kto przez całe lata go okradał – no a w skali makro naszego kraju właśnie tego dokonano w ramach „porozumienia ponad podziałami”. Ludzie którzy się dziwią obecnej złej sytuacji a mimo to od lat głosują na partie które w tym szachrajstwie partycypowały niech się pukną w głowę i przestaną narzekać, bo każda głupota musi mieć swoje konsekwencje.

…Odys

polecam również: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”? oraz: Jak zainstalowano w Polsce „kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi. a także: Stanisław Michalkiewicz: Ściana płaczu i ściana hańby… (na tle Magdalenki) i jeszcze: „Rocznica podróbki” czyli… POd „okrągłym stołem”. na koniec: Co takiego czczą „farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego„Nocną zmianę”

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału?


Co jest lepsze: równość czy hierarchia? Co jest lepsze: monarchia czy demokracja? Co jest lepsze: kościół protestancki czy katolicki? Co jest lepsze: rodzina patriarchalna czy nowoczesna?

Równość z hierarchią toczy bój od niepamiętnych czasów. Na te dwa sposoby ludzie mogą organizować stosunki między sobą. Ostatnimi czasy, zwłaszcza w wymiarze wyobraźni i tego co uważamy za słuszne, równość osiągnęła ostatecznie zwycięstwo.

To równość jest marzeniem i celem. To ona była odwiecznym pragnieniem wszystkich bohaterów barwnych opowieści, którymi karmiona jest świadomość mas. Powieści, produkowanych „w najlepszej wierze”, przez światowe (amerykańskie) media.

Czyżby? Czy rzeczywiście jest tak, że równość jest najlepsza? Czy powinniśmy do niej tęsknić i jej urzeczywistnienia oczekiwać? Czy jest to droga do spełnienia naszych marzeń, o życiu szczęśliwym i bezpiecznym.

Z pewnością tak, bo któżby chciał być podporządkowany innemu? Co innego przeciwnie. Być na górze to przyjemność. Ale tam miejsca jest mało. A gdy równi jesteśmy, to nikt nie jest gorszy. To każdy jest niezależny. To każdy może – wszystko! Każdy jest godny! To stan prawdziwie należny człowiekowi.

Więc z równością związane jest pewne oczekiwanie etyczne. W równości ludzie mają tę samą godność. Są w jakby większej albo prawdziwej mierze – ludźmi. Bo być człowiekiem to być człowiekiem – niezależnym. Ten właśnie – ukryty przed bezpośrednią świadomością pogląd – stoi u podstaw naszego pragnienia równości.

Często nie zauważamy, że pewne pierwotne założenia i pierwotne poglądy na najbardziej podstawowe sprawy, skutkują całymi lawinami późniejszych poglądów, postaw, zachowań i zdarzeń między ludźmi. Takim właśnie pierwotnym poglądem jest odpowiedź na pytanie: Co to znaczy być prawdziwie człowiekiem?

Źródła człowieczeństwa zatem upatrujemy w niezależności. W niepodporządkowaniu. W równości ludzi. Dlatego tęsknimy do tych wartości i zasad, dlatego pragniemy równości a w wymiarze politycznym i społecznym demokracji.

Tymczasem pobieżne spojrzenie na realne mechanizmy funkcjonujące w grupach ludzkich wskazuje, iż jest raczej przeciwnie. To hierarchia, czyli podporządkowanie i nierówność, jest kręgosłupem, elementem utrzymującym trwałe ludzkie struktury. W wojsku nie ma równości. W firmie nie ma równości. Na statku nie ma równości. Bo wojsko i firma i statek musi działać.

Równość jawi się tu jako luksus, na który grupy ludzkie mogą sobie pozwolić w bardzo rzadkich chwilach braku zagrożeń lub wymogów. Równość możemy mieć na imprezie u kolegi, na przypadkowych zebraniach i zgromadzeniach, w czasach gdy niewiele od efektów naszego działania zależy.

Czy jest więc nieporozumieniem oczekiwać by w trwałych ludzkich strukturach jak państwo czy partia polityczna, zapanowała równość?

Zwolennicy równości natychmiast wskażą – idąc za lordem Actonem – iż hierarchia deprawuje. Ludzie położeni wyżej wykorzystują swoją pozycję do poszerzania swojej władzy. Struktury zhierarchizowane, oparte na silnym podporządkowaniu są skostniałe i nieefektywne. Mają tendencję do zwykłego deprawowania się.

Jednym z ciekawych przykładów na prześledzenie efektów równości i hierarchii jest historia Kościoła Katolickiego. Organizacja ta założona przez Jezusa z Nazaretu, wpisała w swoją treść równość, jako podstawowe przesłanie. Równi w Kościele są wszyscy wobec Boga. Ale nie tylko. „kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym” – nauczał Jezus.

Kościół stał się jednak instytucją ściśle zhierarchizowaną. Obrzęd obmycia nóg wiernym przez Papieża, trudno traktować jak realizację zalecenia bycia niewolnikiem wszystkich innych. Hierarchia zapewniła Kościołowi trwałość i rozwój. Jego potęga stała się tak wielka, że niemal decydująca w sprawach losów ówczesnej ludzkości Zachodu.

Aż przyszła rewolucja. Bunt. Reformacja. Luter zbuntował się bo jasnym się stało, że hierarcha się popsuła od środka. Władza jaką daje hierarchia doprowadziła do sprzeniewierzenia się podstawowym zasadom dla których owa hierarchia istniała. Kościół zaczął handlować niebem i życiem wiecznym. Ci, którzy głosili, że człowiek nie może służyć Bogu i mamonie, sprzedawali odpusty od grzechów za pieniądze.

I tak oto w praktyce możemy zaobserwować skutki podziału kościoła. Na kościół hierarchiczny i na kościół zorganizowany na zasadzie równości. Jakie różnice i jakie efekty widzimy?

Już po powstaniu Kościoła Demokratycznego (Reformacji), okazał się on o wiele bardziej krwiożerczy aniżeli starsza od niego Hierarchia. Palenie czarownic tak barwnie implementowane w głowach współczesnych ludzi, swoje dzikie apogeum miało właśnie na terenach Reformacji. Katolicka Inkwizycja była w zestawieniu z tym co się działo na terenach Reformacji, przejawem umiaru i rozsądku.

Podobnie zestawić możemy losy ludów Ameryki poddanych panowaniu Katolików i Protestantów. Katolicy, którzy zajęli Amerykę Południową byli zapalczywi i chciwi. Ale byli hamowani przez Hierarchię Katolicką w tym sensie, że uznawali iż ich chciwość i okrucieństwo stoi w sprzeczności z postulatami Chrześcijaństwa. Protestanci zajmujący Amerykę Północną odwrotnie. Nie mieli od razu ambicji podbijania napotkanych ludów. Chcieli jedynie realizacji swoich niewielkich egoistycznych potrzeb: ziemi, przestrzeni. Nie byli jednak w tych egoizmach hamowani bo religia była demokratyczna tj. dostosowana do ich własnych potrzeb. W efekcie rdzenni mieszkańcy Ameryki Południowej podbitej przez Katolików stali się częścią tamtych społeczeństw i dziś ich potomkowie bywają prezydentami tamtych państw. Rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej, zostali wytępieni, wymordowani i zapędzeni do enklaw, w których ich niedobitki wegetują dziś na poboczach cywilizacji.

Po setkach lat od rewolucji w Kościele, Kościół Hierarchiczny gromadzi na swoich spotkaniach miliony młodych ludzi, który modlą się razem. Kościół Równościowy nie ma szans na podobne zgromadzenia. Wykonuje usługi religijne dla swoich topniejących uczestników dostosowując treść przekazów do ich potrzeb.

Idee równości i hierarchii dramatycznie wpływają też na najmniejsze grupy ludzkie, na rodziny. Przez niemal całą historię do czasów dziewiętnastego wieku, rodzina była hierarchią. Hierarchią w której najważniejszy był ojciec, potem była matka, zaś dzieci winne były posłuszeństwo obojgu rodzicom. Dzisiaj ta hierarchia została zniesiona. Żona jest równa mężowi a dzieci są równe rodzicom. Który model jest trwalszy, efektywniejszy? Który daje ludziom więcej szans i sprawia, że więcej z siebie dają? Czy ta zmiana z hierarchii na równość, nie jest przyczyną obserwowanego dzisiaj rozpadu rodziny?

Doświadczenie zatem wskazuje, że zarówno hierarchia jak i równość może się „wyrodzić”. Może stać się mechanizmem niszczącym materię, którą organizuje.

Gdy między ludźmi nie ma z góry określonej hierarchii, wtedy o ich pozycji decyduje bezpośrednia siła. Kiedy nikt nie ma z góry określonego miejsca, wtedy zaczyna o to miejsce walkę, bo wszyscy inni rozpoczną walkę o swoje miejsce. Naturalny świat równości, to nie jest świat pokojowego idyllicznego współistnienia. Naturalny świat równości, to świat wojny wszystkich ze wszystkimi. To dzicz leśnych ostępów, gdzie zwierzę wolne, jest zawsze zagrożone i zawsze musi walczyć.

Naturalny świat hierarchii, to świat pokoju. Świat trwałości i przestrzeni do pracy. A jednak ma on nieusuwalne wady. Tendencję do deprawowania się tych co są w hierarchii wysoko, oraz pozbawianie perspektyw awansu w hierarchii tych co są w niej nisko. W efekcie braku elastyczności tj. pionowego awansu ludzi, oraz deprawacji tych co najwyżej w hierarchii są postawieni, hierarchie obracają się przeciw ludziom i wartościom, co koniec końców, wskutek mechanizmów samoregulacji, prowadzi do rewolucji.

Postawmy zatem na koniec zasadnicze pytania. „Jaka winna być hierarchia by była wartościowa dla ludzi? Jaka musi być równość, by była dla ludzi użyteczna?”

Otóż wydaje się nie od rzeczy, zwrócić swój wzrok w tym momencie, ponownie na Chrześcijaństwo. Jest ono bowiem u swej absolutnej podstawy, ścisłą hierarchią ale jednocześnie równością. Bóg wg. Chrześcijaństwa składa się bowiem z trzech osób. Jednak ta druga jest całkowicie podporządkowana tej pierwszej: ” Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał. (Jan 5,29)”. Ta trzecia pochodzi od dwóch pierwszych.

Chrześcijaństwo jest więc hierarchią. Kościół w czasach, w których wypaczenia są w nim w mniejszości jest hierarchią użyteczną. Co sprawia, że hierarchie są „do wytrzymania”, są „użyteczne dla wszystkich”? Co sprawia, że Bóg to hierarchia ale też równość? Otóż sprawia to miłość. To górnolotne słowo w świecie normalnych ludzkich postaw oznacza jedno: prawdziwą troskę i dbałość o innych. Celem osoby w hierarchii nie jest dobro tej osoby. To właśnie jest mechanizm deprawowania się struktur hierarchicznych. Egoizm. Celem osoby w użytecznej hierarchii jest dobro pozostałych osób. Celem ojca jest zapewnienie bytu rodzinie i wychowania i wsparcia dzieciom. Celem matki jest szczęście i życie jej dzieci oraz dobro męża i trwałość rodziny. Celem dzieci jest duma i radość rodziców. To rzecz jasna postulaty idealne, ale bez nich nie ma żadnej realizacji. Choćby w jakiejś mierze tylko zbliżonej do ideału.

A więc to miłość, zatem nastawienie na dobro pozostałych osób jest warunkiem niezbędnym do tego, aby hierarchia była dobrem dla wszystkich których obejmuje. Jest jednak niezbędny jeszcze jeden warunek. To postulat pionowego awansu w hierarchii. Talenty i zdolności są rozrzucone po ludziach losowo. Zatem nieodwołalne zamknięcie ludzi na pozycjach danych im przez hierarchię, prowadzi do organizmów nieefektywnych. Takie hierarchie w kontakcie z zagrożeniami zewnętrznymi – czy to w postaci innych efektywnych grup ludzkich, czy zdarzeń losowych – przegrywają. Nie wykorzystują bowiem ogromnego potencjału tkwiącego w osobach tworzących hierarchię.

Aby hierarchia była dobrem dla ludzi ją tworzących musi być zatem oparta na zasadzie miłości, zasadzie szukania dobra innych. Aby hierarchia zaś była efektywna, musi posiadać mechanizmy awansu pionowego.

Równość ze swojej strony zagrożona jest najbardziej w zakresie swojej trwałości. Pozostawiona samej sobie, szybko rozpada się w konflikcie lub generuje hierarchię, z tym że hierarchię czystej siły. To najsilniejszy monopolizuje mechanizmy grupy i tworzy hierarchię jawną bądź niejawną. Równość dla swego trwania, wymaga niemal całkowitego ujednolicenia poglądów i myślenia. To dlatego właśnie równość Aten zamordowała najmędrszego z Ateńczyków, bo podważał obowiązujące przekonania. To dlatego Islam jest trwały, pomimo braku hierarchii. To dlatego brak trwałych zasad państw współczesnych, tak zwana polityka otwartego społeczeństwa i wielokulturowości, okazała się drogą donikąd. Równość wymaga dominacji z góry ustalonych poglądów, inaczej rozpada się.

We współczesnym świecie mamy Państwa, które są hierarchiami. Hierarchie te są jawne, jak w przypadku państw realnie autorytarnych, albo niejawne jak w przypadku państw „demokratycznych”. Państwo wymaga hierarchii. Hierarchii trwalszej aniżeli na czas od wyborów do wyborów. Rzeczywistość nie znosi próżni. Wypełnia ją. Tym co widać lub tym czego nie widać.

Ludzie tkwią w zaczadzeniu holywoodzkim snem o równości. Marzą o byciu w pełni człowiekiem to jest byciu niezależnym od innych. Rwą w ten sposób więzi międzyludzkie, skupiają się na sobie, na własnym szczęściu, na swoim egoizmie, na walce z innymi. To dla nich jest teatr równości i demokracji. To na ich użytek wpaja im się, że poczucie godności wynika z niepodporządkowania, bo celem człowieka jest on sam. W takiej atmosferze miłość umiera lub degeneruje się w narcystyczne poszukiwanie doznań i akceptacji. Egoizm rozkwita. Ludzie zwracają się przeciwko ludziom. Dominować zaczyna żądanie narzucenia innym takiego samego myślenia a myślący inaczej stają się wrogami.

Nie bójmy się zatem hierarchii. Chyba, że skupieni jesteśmy na sobie i daliśmy się przekonać, tajemnemu głosowi szepczącemu zza kuli medialnej rzeczywistości, że żyjemy dla siebie. Pamiętajmy jednak, że hierarchia to najpierw obowiązek a nie prawo, że celem każdego jej elementu jest dobro pozostałych, i że „duch tchnie kędy chce”, i dlatego muszą w hierarchii istnieć mechanizmy awansu. Inaczej przychodzi gangrena deprawacji i rozkład rewolucji. Skostniała hierarchia staje się dla życia trumną a nie kręgosłupem. Tę trumnę rozsadzi życie. By od nowa. Budować. Organizować i wznosić się. Ku słońcu. Ku wolności. Ku prawdzie.

źródło: prawica.net

Folwark zwierzęcy - wszystkie zwierzęta są równe…Kluczem do przydatności, albo inaczej mówiąc do bliskości idealnego urządzenia relacji w danej społeczności, jest jak dla mnie stosunek owych modeli do idei wolności, bez której dążenie do prawdy (i jej zgłębianie) jest niemożliwe. Ponieważ prawda jako najwyższa wartość – bez której żaden porządek ani harmonia nie jest na dłuższą metę możliwy – jest nieustannie poddawana manipulacji zarówno w jednym jak i w drugim wydaniu modelu społecznego, to w zależności od tego jaki jest w nich stosunek do wolności, można zasady jakie w nich panują klasyfikować jako bardziej lub mniej pożyteczne (bliższe ideału). Najlepszą syntezę w kwestii relacji nierówność – wolność – równość z jaką się spotkałem sformułował Mikołaj Bierdiajew – Wolność jest przede wszystkim prawem do nierówności. Równość jest przede wszystkim zamachem na wolność. Zatem bliżej ideału jest jak dla mnie hierarchia. Oczywiście obwarowana jedyną równością jaką osobiście uznaję – równości przed SPRAWIEDLIWYM prawem, którego ideał zamyka się w Boskiej woli – 10 przykazaniach… Jako uzupełnienie mojej myśli komentarz który znalazłem pod artykułem. Pisze An z Kan:

„brakuje idei. Chodzi o pokazanie ideologii boskiej lub ludzkiej uzasadniającej istnienie hierarchiiHierarchia jest formą organizacji społecznej. Idea chrześcijańska mówi, że wszyscy jesteśmy równi względem Boga. To jest właśnie podstawa dla chrześcijanina do akceptacji hierarchii jako siły zdolnej do realizacji woli boskiej, a Bóg czuwa nad sprawiedliwością i ewentualne wypaczenia występujące w hierarchii zostaną przez Boga ocenione.

Hierarchia, a tym samym struktura Kościoła Katolickiego jest formą pełnienia obowiązkow wynikających z praw bożych, służbą dla wiernych i pomocą w ich doczesnym życiu. Obmywanie nóg jest symbolem, przypomnieniem tego faktu.

Pochodną ideologii chrześcijaństwa jest równość względem prawa. Stąd wynika założenie i przekonanie, że hierarchia spełni oczekiwania o równości i sprawiedliwości i prawo ogranicza strukturę hierarchiczną, nakłada obowiązki wymuszając odpowiednie zachowanie.

Monarcha jest namaszczany przez dostojników kościelnych i przysięga na Biblię. Jest monarchą z woli bożej. Demokratyczni notable składają przysięgi i przysięgają na Konstytucję. Mają władzę z woli ludu. W wojsku hierarchia pilnuje regulaminu wojskowego. W rodzinie od hierarchii oczekujemy równej i sprawiedliwej miłości.

Aby istniała hierarchia, musi istnieć wiara w równość względem Boga, czy względem prawa, zarowno przez hierarchię jak i warstwy dolne. Nie pomoże zaklinanie „Nie bójmy się zatem hierarchii”. Bez wiary w mechanizmy kontrolujące hierarchię, wiary zarówno od warstwy dolnej, jak i górnej, hierarchia się wali, jest anarchia. Właśnie nawet w dyskusji poruszony problem „równych szans” w sporcie, w nauce, jest też tym, że akceptuje się hierarchię po to, aby niesprawiedliwe dopingi, czy inne łamanie reguł, zostaną dostrzeżone i ukarane. Istnienie więc i trwanie hierarchii wymaga jasnych i akceptowalnych reguł: liderem jest ktoś kto jest w stanie spełnić nałożone na niego obowiązki i spełnia określone kryteria wynikające z obowiązującej ideologii, właśnie o równości i sprawiedliwości.”

Polecam jeszcze materiał filmowy gdzie Pan Sławomir Skiba rozpatruje system hierarchiczny na tle podstawowej komórki narodu – rodziny. Niebezpieczeństwa jakie przyczyniają się do jej rozkładu to przede wszystkim fałszywie pojmowana i wpajana przez zwodnicze lewicowe ideologie „równość”, jako „sprawiedliwość społeczna”. Jest też o redystrybucji dóbr przez państwo, rabunkowej polityce fiskalnej, które są zamachem na własność prywatną, co doprowadza do zubożenia rodziny i deprecjonuje powinność (zdolność) władzy rodzicielskiej do zapewniania bytu rodzinie, oraz podważa jej autorytet, który jest zastępowany przez „państwo opiekuńcze” w ramach tzw. „pomocy społecznej” i „ubezpieczenia społecznego” („gwarantowanego” przez państwo, które w zamian za nikłą szansę „emerytury” gdzieś w przyszłości, już dziś REALNIE pozbawia rodzinę kapitału). Które to państwo rości sobie również prawo do własności nad dziećmi, poprzez coraz wcześniejszy przymus edukacji gdzie dziecku wpajane są „wartości” deprecjonujące władzę rodzicielską, a utrwala się w nim przekonanie że tylko państwo stać na opiekę i wychowanie, oraz że tylko państwo stoi na straży praw dziecka, nie ucząc go jednak obowiązków wobec rodziców i narodu a tylko wobec państwa i jego „prawa”, czyli… Czy dzisiaj istnieje prawdziwa rodzina? jak również – Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. i to: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu.

…Odys

David Ho - Porządek Świata

David Ho – Porządek Świata

podobne: Esej o indoktrynacji. Istotą pełni życia człowieka myślącego jest jego wolność.

oraz: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych

polecam również: Wolnośc a samowola czyli – Goń libertyna!

i to: KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii

a także: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.

Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną.


Mówi się o tym, że święty Jan Paweł II przestrzegał zarówno przed marksizmem, jak i dzikim kapitalizmem. Jako zwolennik wolnego rynku i człowiek zafascynowany nauczaniem Papieża Polaka, chciałbym wyjaśnić, jak rozumiem to zagadnienie.

W społeczeństwie bez wartości żaden system nie funkcjonuje dostatecznie dobrze, by nazwać go moralnym. Jednocześnie nigdy nie istniał naród bez grzechów, którego życie byłoby przesiąknięte zasadami Ewangelii. Stąd nieustanne poszukiwanie ustroju, którego rola polegałaby na wychowywaniu społeczeństwa, podtrzymywaniu porządku społecznego, a przede wszystkim zapobieganiu rozwojowi niesprawiedliwości.

W historii miały miejsce próby wprowadzenia raju na ziemi. Laickie systemy opierały się na założeniu, że po ich wprowadzeniu ludzie nagle nabiorą cech doskonałych i dzięki temu ustrój będzie trwały. Na przykład, docelowe zniesienie pieniądza przez komunistów opierało się na wierze, iż wszyscy staną się bezwzględnie uczciwi i pracowici. Oczywiste niepowodzenie poskutkowało terrorem, zniszczeniem i śmiercią. Czy absurd ideologii socjalistycznych polegał na odrzuceniu wartości chrześcijańskich? Nie tylko. Rdzeniem wizji nowego świata był aparat państwowy: jedyna forma władzy. Aparat przymusu miał kontrolować wszystkie dziedziny życia społecznego. Nie pozostawiał pola do działania niezależnych organizacji i uzależniał od siebie wszystkie ludzkie działania. Rządzący nie mieli mieć więc żadnej konkurencji, nawet w formie władzy rodzicielskiej czy obyczajowej. Oto przyczyna klęski cywilizacyjnej nowych ideologii: całość życia społecznego spoczywała w rękach jednej, wąskiej grupy ludzi. Klęska wynikła z faktu, że albo władzę obejmowali ludzie zdemoralizowani, albo ludzie moralni sami się demoralizowali przez nadmiar władzy.

Prawdziwy kapitalizm oferuje nie tylko wolność działania gospodarczego, ale państwo przestrzegające jego założeń toleruje też inne formy władzy: rodzicielską, duchowną. Zapobiega to nadmiernej dominacji jednej władzy nad drugą i dzięki temu żadna z nich nie dopuszcza się nadużyć. Ponieważ życie społeczne nie jest kontrolowane przez ścisłą elitę biurokratów, to wystarczy, aby znalazła się nawet mniejsza część społeczeństwa, która charakteryzuje się dobrą wolą i aktywnością, aby rozwiązywać problemy prywatne i społeczne. W takiej sytuacji natomiast nikt nie znajduje motywacji do negatywnego oddziaływania na społeczeństwo, a przynajmniej nie opłaca się to. Często bowiem problemy społeczne takie jak demoralizacja, wyzysk, nieefektywna pomoc charytatywna, wynikają z chęci zdobycia władzy i pieniędzy, a wolna i uczciwa konkurencja w dużej mierze eliminuje jednostki kierujące się chęcią zysku kosztem cudzej pracy.

Te zalety ukazują moralną i praktyczną wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną (która również ogranicza inne formy władzy, tylko w mniejszym stopniu) i sprawiają, że kapitalizm w społeczeństwie choć odrobinę otwartym na drugiego człowieka jest systemem etycznym. Skąd więc mowa o dzikim kapitalizmie? Jest to sytuacja, w której dominuje liberalizm gospodarczy, a mimo tego istnieje problem wyzysku, braku chęci pomocy słabszym, a mówiąc ogólnie nie istnieje solidarność w społeczeństwie. Jest to sytuacja hipotetyczna, która nie miała miejsca lub występowała okresowo- tzw. kwestia proletariacka podczas rewolucji przemysłowej, kiedy przedsiębiorstwa nie musiały walczyć o pracownika i narzucały mu niegodziwe warunki pracy. Wówczas Leon XIII napisał encyklikę „Rerum Novarum” poruszającą problemy tej epoki. Nawiązywali do niej następni papieże – szczególnie św. Jan Paweł II….

całość tu: wmeritum.plRząd, obywatele, kradzież

podobne: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech. oraz: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy

polecam również: Ci wstrętni (neo)liberałowie. A przecież „kapitalizm oznacza własność”  oraz: Godfrey Bloom: Nie mamy prawdziwego kapitalizmu, to jest kapitalizm kumoterski

i to: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy.

Jan Paweł II wiedział o postępowaniu ws. Degollado, nie poznał wyników.


25.04. Watykan (PAP) – Postępowanie w sprawie zarzutów pedofilii wobec założyciela Legionistów Chrystusa księdza Marciala Maciela Degollado rozpoczęło się za pontyfikatu Jana Pawła II i za jego wiedzą, ale polski papież nie zdążył poznać wyników – ujawnił były rzecznik Watykanu.

Podczas piątkowego spotkania z dziennikarzami w watykańskim biurze prasowym Joaquin Navarro-Valls wyjaśnił: „Procedura kanoniczna zaczęła się podczas pontyfikatu Jana Pawła II, a zakończyła się w pierwszym roku po wyborze Benedykta XVI”.

Navarro-Valls przypomniał, że to on osobiście poinformował w 2006 roku w biurze prasowym o rezultacie postępowania w sprawie księdza Degollado z Meksyku. Na jaw wyszło wówczas, że dopuszczał się on czynów pedofilskich w założonym przez siebie zgromadzeniu przez kilkadziesiąt lat i że miał również kilkoro dzieci.

Na pytanie meksykańskiej dziennikarki o to, jak odpowiedzieć na zarzuty osób, które – zwłaszcza w jej kraju – twierdzą, że polski papież tuszował skandal z założycielem Legionistów Chrystusa i o to, czy został on o tej sprawie poinformowany pod koniec życia, Navarro-Valls odparł: „Jan Paweł II nie został poinformowany, bo kiedy umarł, procedura nie została jeszcze zakończona”.

„Postępowanie trwało wtedy w Kongregacji Nauki Wiary” – dodał były rzecznik Watykanu. Wytłumaczył, że pierwszym krokiem było wysłanie ówczesnego promotora sprawiedliwości w kongregacji, czyli odpowiednika prokuratora Charlesa Scicluny, dziś biskupa na Malcie, do Stanów Zjednoczonych na rozmowy z ofiarami Degollado. Właśnie ten etap, jak stwierdził Navarro-Valls, miał miejsce za pontyfikatu Jana Pawła II. Zwrócił uwagę na rozmiar dochodzenia oraz na to, że zebranie tych informacji także w Meksyku i na przykład w Hiszpanii zabrało dużo czasu.

Mówiąc o Janie Pawle II Navarro-Valls oświadczył: „Naturalnie on został poinformowany o tej osobie”, czyli o księdzu Degollado. „Kiedy cała dokumentacja przywieziona przez Sciclunę został zbadana i były znane konkluzje, Jan Paweł II już nie żył” – dodał były rzecznik.

„W pierwszych dniach po wyborze Benedykta XVI powiedziałem mu: +Ojcze Święty, jest niestety ten bardzo smutny przypadek, ale trzeba koniecznie poinformować opinię publiczną+. Papież długo się nie zastanawiał, rozmawialiśmy, zadał mi dwa czy trzy pytania, on był doskonale poinformowany. Kwestią było tylko to, jak i kiedy przedstawić to opinii publicznej. I on postanowił: +Niech pan to zrobi jutro+” – relacjonował były rzecznik. „I ja to zrobiłem następnego dnia” – przypomniał.

„Jan Paweł II umarł, kiedy proces jeszcze trwał, nie miał w rękach jego rezultatów, ale wiedział, że rozpoczęło się postępowanie” – oświadczył Navarro-Valls.

Z Watykanu Sylwia Wysocka (PAP)

sw/ ksaj/ ap/ jbr/                                …źródło: stooq.pl

podobne: Biskupi przeciwko pedofilii. Rygorystyczne normy postępowania mają oczyścić Kościół. oraz: Franciszek potwierdza linię Benedykta XVI wobec skandalu pedofilii, polecam również: Platon: Największe zło to tolerować krzywdę. Rzecz o pedofilii.

Jean Marc Nattier - Alegoria. Sprawiedliwość walczy z Niesprawiedliwością

Jean Marc Nattier – Alegoria. Sprawiedliwość walczy z Niesprawiedliwością

„Dekadencki Rzym” kontra „ZARADNI MĘŻCZYŹNI I PIĘKNE KOBIETY”


Zacznę od cytatu z Oscara Wilde’a, który co prawda żył w innej epoce ale to co napisał  jest ponadczasowe: Dzisiejsza moralność polega na przystosowaniu się do przeciętnego poziomu swojej epoki. […] najwyższą niemoralnością dla człowieka kulturalnego jest przystosowanie się do przeciętnego poziomu swej epoki.

Kiedyś było tak…

„My, niewiasty Wielkiego Rzymu, uważając, iż nam się prawa pewne, a to w szczególności zdrowotne, równe z męskimi należą, wnosimy do prześwietnego Senatu, by ustanowić raczył obowiązki kawalerów, mężów, wdowców i rozwodników względem panien i pań jako przymus nieodwołalny we wszystkich punktach pomienionych niżej:
1. Aby każda panna nie później niż w dwunastym roku życia swego ostała męża, bo tej pory ochota już przychodzi rzecz czynić.
2. Aby każda, co nie dostała, czynić mogła wedle swej woli z każdym, który jej przypadnie do gustu.
3. Aby każda młodziczka, której kandydata na małżonka wyszukano, mogła z nim próbować całe pół roku przed zamierzonym ślubem, bo bez próby nic nie wiadomo i później mnożą się rozwody, które obyczajność powszechną psują jako zaraza.
4. Aby młodych niewiast starym chłopom nie dawano, bo z tego zawżdy więcej smrodu bywa niźli pociechy.
5. Aby wdowy jeno młodego mogły poślubiać, bo im się coś należy jako zadośćuczynienie, których to młodych miejski urząd wyszuka, żeby w gotowości byli każdego roku.
6. Aby mężczyzna nie upijał się nim uczyni, gdyż pijany czyni źle i krótko.
7. Aby niewiasty chrome, szpetne, nosate i dziobate, stare i bywalsze swego czasu dużo — też miały chłopa, który jak nie chce, to go władza miejska przymusi.
8. Aby się mężczyźni chorobą lub niemocą inną nie wymawiali od czynienia, tylko wzór z niewiast brali, boć to przecie każda niewiasta doleży chłopu kiedy chce, i choćby była chora, sprawę zdrowo czyni.
9. Aby miłujący niewiastę nie kończył na jednym razie czynienia, tylko ze sześć razy co najmniej czynił w ciągu doby, o tej porze, którą niewiasta zapoda mu.
10. Aby ten, który w podróż wyjeżdża, lub uprawiać wojenne rzemiosło, zmiennika ostawił na czas swej nieobecności, którego niewiasta sama wskaże, jakby się sprzeciwiał temu (jeden czy drugi), to go kijem sękatym w pęp!”. 

😀 ”Petycja szlachetnych Rzymianek do prześwietnego Senatu Imperium” autorstwa Sulpicjusza Classicusa (bohater powieści Waldemara Łysiaka „Ostatnia Kohorta”)

Thomas Couture – Dekadenccy Rzymianie

dziś jest tak….

„Bogaci mężczyźni i atrakcyjne kobiety potrzebują siebie nawzajem. Piękna kobieta lepiej zrozumie ambitnego, dążącego do celu mężczyznę. Bogaty mężczyzna bardziej doceni urodziwą niewiastą. Choć to rzeczy oczywiste, niewiele jest miejsc, które tym dwóm grupom szczęśliwców pozwalają się spotkać. Szukam Milionera wypełnia tę lukę i konsekwentnie buduje społeczność milionerów i księżniczek. Jeśli jesteś zaradny lub dbasz o duszę, umysł i ciało, przyłącz się do nas….

Naukowcy twierdzą, że kobieta podświadomie szuka mężczyzny zdolnego zapewnić przetrwanie i prawidłowy rozwój jej potomstwu. Kiedyś, w jaskini, kobieta szukała mężczyzny zdolnego zapewnić jej miejsce przy ognisku i ochronić przed zapędami innych samców. We współczesnym świecie, kobieta grawituje w stronę mężczyzn bogatych i zaradnych. Chce mieć zamożnego męża, kochanka, narzeczonego lub po prostu przyjaciela. Z kolei bogaty mąż, milioner, ambitny mężczyzna, podświadomie szuka kobiety zdolnej urodzić i wychować zdrowe i dorodne potomstwo – kobiety atrakcyjnej, seksownej, wysportowanej, zgrabnej i zadbanej – a także stosunkowo młodej. Kto krytykuje taki stan rzeczy, nie rozumie praw biologii…”

kto krytykuje ten nie rozumie praw biologii bla bla bla… Bo człowiek to tylko kawał mięcha i tak jak inne ssaki ma prawo ulegać (niczym bezrozumne bydle) prawom natury dla własnego „dobra i szczęścia”:) Fakt! Są takie „egzemplarze”. Tylko po co do nich kierować ten pseudo „ludzki” bełkot i udawać że chodzi o coś wznioślejszego i zacniejszego? Na jaką cholerę zwierzętom DZIESIĘĆ „PRZYKAZAŃ” MILIONERÓW I KSIĘŻNICZEK (?)

1. Ufaj mądrości, że rożne są imiona i rodzaje miłości.
2. Masz prawo ułożyć życie na nowo.
3. Wiek to stan umysłu, nie zaś statystyki z twojej metryki.
4. Pamiętaj człeku, nie istnieje zbyt duża różnica wieku.
5. Zamożność sprzyja miłości a miłość zamożności.
6. Jest prawem natury, że kobietę pociąga zaradny i pełen kultury.
7. Jest prawem biologii, że mężczyznę pociąga mądra co ma piękne nogi.
8. Niech obcego nie interesuje, kto kogo utrzymuje.
9. Kochaj samego siebie, by ktoś mógł kochać ciebie.
10. Najlepszy twój czas… jest właśnie… teraz!

…gdyż ponieważ SZUKAM BOGATEGO, NAJLEPIEJ MILIONERA! I wszystko jasne  😀 😀 (źródła nie podam bo nie będę tego chłamu reklamował)

Pragnienie konsumpcji - Michele del Campo

Pragnienie konsumpcji – Michele del Campo

Co różni obie że się tak wyrażę sytuacje ponad to że pierwszy opis to fikcja literacka?

Otóż pierwszy „obyczaj” odbywał się (w zamierzchłej starożytności) w całkowitej konspiracji przed światem zewnętrznym. Miał on swój jednoznaczny negatywny (etycznie) wydźwięk którego nikt nie ubierał w przyzwoitość czy „naturalne prawo do”, poza garstką zwyrodnialców – których jak historia uczy nie brakowało wśród najwyżej postawionych i sytuowanych Rzymian – i znał swoje miejsce. Wszyscy o tych praktykach co prawda wiedzieli (również dzięki podobnej twórczości jakiej próbkę zacytowałem), ale nikt się tą wiedzą nie afiszował – obowiązywała pewna kultura intymności a dekadencja dotyczyła ścisłego kręgu tzw. „wyższych sfer” co oczywiście stanowiło pożywkę dla różnej maści sprośnych rymokletów, że o klasykach rzymskiej twórczości lirycznej nie wspomnę 🙂 (polecam Owidiusza „Sztuka kochania”)

Drugie „coś” to fragment charakterystycznej dla „naszych czasów” PUBLICZNEJ „oferty handlowej” (?) którą w skrócie należy nazwać – umową kupna sprzedaży, gdyż klu całego „biznesu” to (cytuję) „Szukam Milionera” 😀 Jak można przeczytać oferta (najzupełniej poważna!) została ubrana w szereg (najzupełniej poważnych!) „naukowych teorii” i haseł kluczy takich jak: „naturalne prawo do szczęścia”, „miłości” itp. mniej lub bardziej górnolotne „motywy” a wszystko w konkretnym celu osiągnięcia przez „odważne” kobiety – ZAMOŻNOŚCI a przez „poważnych” panów – URODZIWEJ NIEWIASTY co „wspólnie i w porozumieniu” ma stanowić materiał na „i żyli długo i szczęśliwie” 😀

Pierwsza „sytuacja” to żart, druga już tym żartem nie jest. Pierwsza kpi z tego co jest oczywiście niemoralne, druga z tego co niemoralne próbuje zrobić „naturalną normę”. Gdyby nie te pieniądze to może dałbym się nabrać (e! raczej nie 😉 ) na myśl przewodnią tej „coś tam coś tam” a tak to powiem tyle, że „stare dobre” kurestwo (choć uprawiane w podziemiu i powszechnie potępiane) zawsze będzie uczciwsze od wszelkiego rodzaju pseudo… no właśnie… nie wiadomo czego 🙂 tzn. w sumie wiadomo – ZAKAMUFLOWANEGO SUTENERSTWA, pośrednictwa w handlu żywym towarem noszącego znamiona gówna zawiniętego w kolorowe „pozłotko”.

Na koniec tekst na jaki kiedyś natknąłem się w internecie, który doskonale nadaje się na buldożer do zgarnięcia tego typu budowli z piasku jak powyższa oferta kierowana do „zaradnych mężczyzn” i „pięknych kobiet” zwanych nie wiadomo czemu „księżniczkami” (gdyż księżniczki z racji swojego majątkowego statusu nie potrzebowały bogatego męża, ale tu widocznie chodzi o innego rodzaju „wyjątkowość” – nie mylić ze szlachetnością 😉 ). Proszę zwrócić szczególną uwagę na niekompatybilność przymiotników jakie zastosowano w owych zwrotach bo na tym będzie się opierał ów tekst – zaradność kontra „piękno”.

„Co należy zrobić, by poślubić bogatego faceta?” Tak zatytułowała post młoda i ładna dziewczyna na pewnym znanym amerykańskim forum.

Łowca Głów - Michał Dziekan

Łowca Głów – Michał Dziekan

Chcę coś napisać i będę szczera. W tym roku kończę 25 lat. Jestem bardzo ładna, mam styl i dobry smak. Chciałabym poślubić faceta, z pensją 500 000 dolarów rocznie lub powyżej. Możesz powiedzieć, że jestem chciwa, ale milion w Nowym Jorku jest traktowany jako pensja klasy średniej. Moje wymagania nie są wysokie. Czy jest ktoś na tym forum, kto ma dochód  w wysokości 500 000 dolarów? Czy jesteście wszyscy zajęci? Chciałam zapytać: Co należy zrobić, aby poślubić tak bogatą osobę jak Ty Wśród tych, z którymi „randkowałam” najbogatszy miał 250 000 dolarów. I wydaje mi się, że to jest górna granica. Jeżeli ktoś chce się przenieść na zachód, gdzie koszty są wyższe, taki dochód ( 250 000 dolarów) nie wystarczy.

Jestem tu, aby zadać kilka pytań: 1. Gdzie spędzają czas bogaci kawalerowie? ( Pod postem proszę o adresy i nazwy barów, restauracji, siłowni. 2. Jaką grupą wiekową powinnam się kierować 3. Dlaczego większość żon bogatych facetów jest średnio wyglądająca? Spotkałam kilka dziewcząt, które nie mają wyglądu i nie są interesujące, ale są w stanie wyjść za bogatych facetów. 4. Jak decydujesz, która może być Twoją żoną, a która tylko dziewczyną ( mój obecny cel – to wyjść za mąż)

Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać, odpowiedział pewien Prezes 🙂 …

Arthur Hacker - Kuszenie Sir Percivala

Arthur Hacker – Kuszenie Sir Percivala

„Przeczytałem Twój post z wielkim zainteresowaniem. Mogę zgadnąć, że jest wiele dziewczyn, które mają podobne pytania do Twoich. Proszę pozwól mi przeanalizować Twoją sytuację – jako profesjonalny inwestor. Mój roczny dochód wynosi ponad 500 000 dolarów, co oznacza, że spełniam Twoje wymagania. Mam nadzieję, że nie tracę tutaj czasu. Z punktu widzenia osoby, biznesu, jest to zła decyzja, aby się z tobą ożenić. Odpowiedź jest bardzo prosta, więc pozwól mi wyjaśnić. Szczegóły odłóżmy na bok. To, co próbujesz zrobić to wymiana piękna i pieniędzy. Osoba „A” zapewnia piękno, osoba „B” płaci za nią. Istnieje jednak śmiertelny problem. Twoje piękno zniknie, wyblaknie, a moje pieniądze nie znikną bez powodu. Faktem jest, że mój dochód może wzrosnąć z roku na rok, a Ty nie możesz być ładniejsza z roku na roku.

Z punktu widzenia ekonomii, ja jestem aktywem, Ty amortyzacją. To nie jest normalna amortyzacja, ale gwałtowna amortyzacja. Jeśli to jest Twój jedyny atut, za 10 lat Twoja wartość będzie znacznie gorsza. Na Wall Street używamy terminu jak „ pozycja handlowa”. Randki z Tobą to też pozycja handlowa. Jeżeli wartość transakcji spadła, będziemy go chcieli sprzedać, zachowanie ich nie jest dobrym pomysłem na dłuższą metę. Podobnie jest z małżeństwem, którego pragniesz. To może być okrutne co powiem, ale dokonując mądrzejszej decyzji – wszelkie aktywa o dużej amortyzacji będą sprzedawane lub „wynajmowane”. Każdy z dochodem większym niż 500 000 dolarów rocznie – nie jest głupcem. Możemy jedynie „randkować” z Tobą, ale żaden się z Tobą nie ożeni. Radziłbym Ci zapomnieć wszystkich wskazówek „jak poślubić bogatego faceta”. A tak przy okazji, może warto pomyśleć, jak samemu stać się bogatym człowiekiem z takim dochodem. To ma większe powodzenie niż znalezienie bogatego głupca. Mam nadzieję, że ta odpowiedź Ci pomoże.

…i mniejsza o to czy ta anegdota jest prawdziwa czy zmyślona, ponieważ logika z jaką zaradność góruje nad „pięknem” (ograniczającym się wyłącznie do urody) jest miażdżąca, nie tylko w sferze handlowej ale również (a może nawet przede wszystkim) moralnej…Odys

podobne: Jacek Kaczmarski: “Metamorfozy sentymentalne” do obrazu Rene Magritte’a “Kochankowie” polecam również: “Ludzie świadomi swojej godności wiedzą, że nagość nie jest na sprzedaż, ani na pokaz.”

Carlos Barahona Possolo - Hecate i jej Psy

Carlos Barahona Possolo – Hecate i jej Psy

Andrzej Talarek: O nazywaniu rzeczy i spraw po imieniu, czyli o poprawności politycznej inaczej


Na początek sentencja: „Brakiem odwagi jest wiedzieć, co prawe, lecz tego nie czynić.” (Konfucjusz) …a teraz do rzeczy:

Dawno temu, po przeczytaniu książki “Czarnoksiężnik z Archipelagu”, dowiedziałem się dwóch prawd. Pierwsza, że rzecz zaczyna dla nas tak naprawdę istnieć dopiero wtedy, gdy ją nazwiemy, zdefiniujemy w naszej świadomości i druga, że rzecz nienazwana, tajemnicza może być przerażająca i pozostaje taką aż do czasu , kiedy otrzyma nazwę. Wtedy ustępuje lęk, wtedy przestajemy się panicznie bać i nawet jeśli niebezpieczeństwo istnieje, to możemy mu przeciwstawić logicznie przemyślane działanie.

Ten felieton będzie więc o nazywaniu rzeczy „po imieniu”, co jest przeciwieństwem zakłamywania rzeczy, czyli nadawania im takich nazw, by nie bulwersowały, dobrze się sprzedawały, nie drażniły wpływowych grup i pojedynczych ludzi, a często swą nazwą odwracały uwagę od czegoś ważnego, sugerując ludziom że patrzą na coś innego niż w rzeczywistości, że robią coś innego, niż robią naprawdę.

Całe nasze życie balansuje na wąskiej granicy prawdy i fałszu. By normalnie żyć, najczęściej nie możemy mówić wszystkiego tego, co myślimy. Nasza moralność związana z przykazaniem „Nie mów fałszywego świadectwa” narażona jest na bezustanne wątpliwości i pokusy. I dobrze jest, gdy dotyczy to tak prostych i nie mających szerszych skutków spraw jak wątpliwość:

Powiedzieć, że ma odstające uszy czy nie? By żyć i poprawnie funkcjonować wśród ludzi, potrzebna jest pewna doza hipokryzji. To rozumieją starsi i to akceptują, a dzieci kiedyś to zrozumieją. Ważna jest wartość progowa tej hipokryzji. Ten próg, niewysoki w życiu prywatnym, jeśli ma ono nie być zakłamane i fałszywe, musi być jeszcze znacząco niższy w życiu społecznym i politycznym. Tu prawie każda dwuznaczność winna być wychwycona, każde kłamstwo czy niedopowiedzenie ujawnione, każda hipokryzja wyśmiana. Inaczej społeczeństwo zejdzie na manowce półdemokracji politycznej poprawności, oligarchii przemilczeń lub dyktatury kłamstw.

Ale do rzeczy. Gdybym zapytał, czy jesteś za zabijaniem niepełnosprawnych dzieci i starców, zapewne wszystkich to pytanie oburzyłoby i wkurzyło. Ale już na pytanie, czy jesteś za aborcją oraz za eutanazją, niektórzy zawahaliby się zapewne z odpowiedzią. Na tych przykładach widać, jak ważnym jest nazywanie spraw ich prawdziwymi nazwami, określanie ich takimi, jakimi są. Carrie Prejean nie została Miss USA i odebrano jej tytuł Mis Kalifornii bo została ukarana za to, że nie popiera małżeństw homoseksualnych, że twierdziła, iż małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Powiedziała to, co jej dyktowało sumienie, a nie poprawność polityczna.

Polityczna poprawność (za Wikipedią) ma w zamierzeniu polegać na unikaniu w dyskursie publicznym stosowania obraźliwych słów i zwrotów oraz zastępowaniu ich wyrażeniami bardziej neutralnymi. Natomiast według „Nonsensopedii polskiej encyklopedii humoru”, poprawność polityczna to filozofia łagodzenia niechęci do żebrzących, brudnych Cyganów, chciwych Żydów, obleśnych pederastów i faszystów Niemców przez używanie synonimów tj. odpowiednio wędrowni grajkowie, wędrowni kupcy, seksualnie samoakceptowalni i stateczni pedanci.

Tradycją poprawności politycznej stało się także nagminne używanie słowa „inaczej”, np. piękny inaczej, mądry inaczej, kochający inaczej, sprawny inaczej, zdolny inaczej, uczciwy inaczej i tym podobne farmazony.

Tyle teoria, w tym kabaretowa. Praktyka bowiem pokazuje, że z poprawności politycznej uczyniono „kodeks językowy oraz zespół zachowań i opinii prezentowanych jako „antydyskryminacyjne”, dotyczących zwłaszcza rasy, płci, seksu i ekologii, prezentowanych przez wpływowe kręgi lewicowe i postępowo-liberalne, które dążą do narzucenia tych zasad społeczeństwu, a napiętnowania i odrzucenia zasad im przeciwnych, uznanych za „politycznie niepoprawne”.

Dla mieszkańców Zachodu poprawność polityczna staje się fobią. Durni ludzie pozwalają na wszystkie, najdziwaczniejsze wynaturzenia, akceptując je w poczuciu strachu, by nie być uznanym za homofoba, ksenofoba czy innego foba, lub za wyższy stopień sfobienia, czyli za faszystę, czy antysemitę, które to określenia całkowicie mogą wykluczyć człowieka z życia społecznego. I nie ma się co tutaj śmiać. Poprawność polityczna nie jest śmieszna. Poprawność polityczna jest śmiertelnie poważna. I śmiertelnie groźna. Groźniejsza dla bytowania naszych społeczeństw niż grypa świńska i inne sezonowe choroby, którymi straszą nas media, napędzając kasy koncernom farmaceutycznym, trzymając jednocześnie społeczeństwa w strachu i w zależności.

Oczywiście, takim zagrożeniem do straszenia nie jest już HIV – zauważcie Państwo, cicho o nim, mimo że zabija rocznie miliony Murzynów, przepraszam, mieszkańców Afryki – ale tak się składa, że jego pierwotnymi roznosicielami byli pederaści, przepraszam, geje, a przypominanie o tym jest dzisiaj niepolityczne. Niepolityczne jest dzisiaj (w Anglii) dawanie za lekturę dla dzieci bajki o Trzech świnkach, bo świnia może urazić uczucia Muzułmanów (ciekawe, że nie Żydów). A gdy już głupi Angole zamienili tytuł bajeczki dla pierwszaków na Trzech Lekkomyślnych Małych Budowniczych, to oprócz rasizmu, jacyś jeszcze głupsi od obywateli Albionu angielscy sędziowie zarzucili jej „stereotypowe postrzeganie branży budowlanej”.

Opowieść nie powinna alienować części robotników. Budowlańcy powinni stanowić pozytywny przykład dla dzieci. Tymczasem z bajki wynika, że są lekkomyślni, ich praca jest niewiele warta i są jak świnie. Boże, dlaczego milczysz i nie walniesz piorunem. Szwedzkie Stowarzyszenie do Spraw Edukacji Seksualnej oficjalnie zaproponowało zmianę nazwy błony dziewiczej. W feministycznej nowomowie, funkcjonujący od wieków termin ma zostać zastąpiony określeniem „wianuszek pochwy”. Szefowa stowarzyszenia zakomunikowała, iż raz na zawsze trzeba powiedzieć: „błona dziewicza nie istnieje a „mit o błonie dziewiczej” poczynił „zbyt wielkie szkody przez wiele lat. Powstał, po to, by kontrolować wolność kobiety i jej seksualność”. „Niewinność to niejasne pojęcie, które snuje się wokół mitów o kobiecej seksualności, której organizacja się przeciwstawia”.

Poprawność polityczna dlatego nie jest śmieszna, że jest to ideologia totalitarna w swym działaniu, terroryzująca coraz większe kręgi społeczeństw. A jaki był efekt totalitaryzmów dwudziestego wieku, trzeba wciąż – niestety – przypominać. Tym bardziej, że poprawność polityczna wywodzi się z marksistowskich ruchów minionego wieku wielkich rewolucji. Poprawność polityczna to marksizm przełożony na realia kulturowe. W Ameryce nie należy już używać słowa man, oznaczającego zarówno człowieka jak i mężczyznę, będącego zaimkiem męskim dla oznaczenia obu płci. Należy wyraz man zastąpić słowami: osoba / jednostka / istota ludzka. Podobnie jak zamiast Czarny czy Murzyn należy powiedzieć Afroamerykanin, zamiast Indianin, rdzenny Amerykanin, nazwać homoseksualizm – opcją (bo już nie kochającym inaczej, co może sugerować odstępstwo od normy) Broń Boże nie należy mówić pedał, a nawet pederasta – co jest terminem medycznym – a należy używać słowa gej (gay), mający pierwotnie znaczenie „radosny, wesoły”.

Nie powinno się podawać kobietom płaszcza, przepuszczać pierwsze przez drzwi, mówić panno (miss) do niezamężnej, mówić o kobiecie, że jest żoną czy wdową, uważać, że jest słaba płeć i że są męskie cechy. Przestaje się nawet mówić o twórcach USA jako o Ojcach Założycielach a niektórzy już twierdzą, że Bóg Ojciec był kobietą. Za innymi światłymi krajami także w Polsce niektórzy kondotierzy poprawności politycznej próbują wprowadzić do kodeksu karnego zakaz używania pewnych słów i określeń, nazywając to mową nienawiści. I tak od może i nie całkiem głupiej, pierwotnej definicji poprawności politycznej, dochodzimy powoli do sytuacji totalitarnego ograniczenia wolności słowa. Polsce to jeszcze nie grozi – o czym mogą przekonywać choćby badania społeczne dotyczące akceptacji małżeństw homoseksualnych – ale należy dodać nacisk na słowo „jeszcze”.

Niedawno przeczytałem, że w Szwecji od 1946 roku seks ze zwierzętami nie był karalny. Nie był. Bo oto obrońcy praw zwierząt domagają się jego zakazu. I to nie z powodu obrazy moralności publicznej, z powodu zapobieżenia degrengoladzie moralnej niektórych ludzi, ale z powodu obrony praw zwierząt. A do załatwienia są jeszcze prawa dzieci, które bardzo chcą współżyć z dorosłymi zboczeńcami, prawa zboczeńców, którzy bardzo kochają swoje domowe zwierzaki, prawa pedałów, którzy bardzo chcą wychowywać dzieci w duchu wesołości i radości itd. Tak jak rewolucjoniści dwu wieków poprzednich za cel stawiali sobie zniszczenie zachodniej cywilizacji, opartej na chrześcijaństwie (a jednym z celów tego zniszczenia była także pełna swoboda seksualna) tak obecni „rewolucjoniści”, wśród których awangardę stanowią organizacje homoseksualistów, mają za cel zburzenia cywilizacji zachodniej zbudowanej na normach i wartościach judeochrześcijańskich, a także na pełnej akceptacji i ochronie rodziny. Zamiast kultury wyrosłej z tradycji chrześcijańskiej, ma być kontrkultura wyrosła z rewolucji 1968 roku. A nowomowa politycznej poprawności jest jednym z głównych narzędzi tych przemian.

źródło: carpatiabiznes.pl

podobne: Rektor KUL wzywa do poszukiwania prawdy.

polecam również: Urzędowe “autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym “łatwiej umrzec niż myślec”. oraz: O „wolności słowa” w internecie…

”Cóż to jest prawda?” zapytał Piłat Jezusa, po czym nie widząc w nim winy skazał go na śmierć… Prawda to często niewygodna rzeczywistość, której “łatwiej” czasami strzelić w tył głowy niż stanąć w jej obronie.

…Odys

Paweł Kuczyński - Rząd i media.

Paweł Kuczyński – Rząd i media.

Ks. Mariusz Sztaba: Jan Paweł II o wolności jako darze i zadaniu w życiu społecznym


fragmenty:

Dla naszego Autora wolność nie jest jedynie „jakąś” tam wartością, ale istotną właściwością i nieusuwalnym atrybutem, świadczącym o podmiotowości osoby. Dlatego Papież w Orędziu na Światowy Dzień Pokoju w 1981 r., napisał, że wolność „tkwi we wnętrzu człowieka, należy do natury ludzkiej i jest jej znakiem rozpoznawczym”. Jest ona strukturalnym, ontologicznym elementem człowieka. Autentyczna wolność jest „szczególnym znakiem obrazu Boga w człowieku” (Encyklika Veritatis splendor, nr 37). Źródłem wolności jest transcendentna godność osoby (Encyklika Fides et ratio. O relacjach między wiarą a rozumem (04.09.1998), nr 80; dalej skrót: FR). Wolność ma przeto swój teologiczny fundament…

…Wolność może być twórcza w życiu społecznym, o ile zostaje „ujęta w ramy systemu prawnego, wprzęgającego ją w służbę integralnej wolności ludzkiej” i urzeczywistnia się w granicach wspólnego dobra i publicznego porządku (Encyklika Centisimus annus, nr 42). Bowiem autentyczna wolność powinna budować porządek społeczny (Encyklika Centisimus annus, nr 13)…

…Wolność nie jest po prostu brakiem tyrańskiej władzy i ucisku, nie oznacza też swobody czynienia wszystkiego, na co ma się ochotę. Wolność ma swoją wewnętrzną „logikę”, która ją określa i uszlachetnia: jest podporządkowana prawdzie i urzeczywistnia się w poszukiwaniu prawdy. Oderwana od prawdy o człowieku, wolność wyradza się w życiu indywidualnym w samowolę, a w życiu politycznym w przemoc silniejszego i w arogancje władzy”. W tej wypowiedzi zawarte są podstawowe papieskie tezy odnośnie wolności i jej roli w życiu osobistym i społecznym…

…Wolność jest właściwością człowieka, Bóg go stworzył wolnym. Stworzył go wolnym, dał mu wolną wolę bez względu na konsekwencje.(…). Więc wolność jest wymiarem bytu człowieka, wymiarem bytu osobowego i wymiarem bytu wspólnotowego”.

Ponieważ wolność jest darem, ale i zadaniem, dlatego domaga się od urzeczywistniających ją osób „głębokiego stosunku do wartości” oraz wielu wyrzeczeń, gdyż „prawdziwa wolność kosztuje”. Wolność człowieka jest wolnością „istoty stworzonej, a więc wolnością daną, która trzeba przyjąć niczym kiełkującą dopiero roślinę i troszczyć się odpowiedzialnie o jej wzrost” (Encyklika Veritatis splendor, nr 86)…

WOLNOŚĆ MA SWOJĄ „WEWNĘTRZNĄ LOGIKĘ”, TZN. „WEWNĘTRZNY ŁAD”. Papież uczy, że jest to ład moralny, ład w sferze wartości: ład prawdy, dobra. Ten ład, tworzy strukturę moralną wolności, która wyznacza granice dojrzałej wolności. Wolność jest bowiem dla Papieża, podobnie jak i dla całej klasycznej etyki kategorią etyczną.

Zdaniem Jana Pawła II „wewnętrzną logikę” autentycznej i dojrzałej wolności, wyznacza prawda. Jest to prawda o człowieku, o świecie i o Bogu „sięgająca początku”. Jest to prawda o dobru (szczególnie dobru moralnym) będąca podstawową kategorią w etyce K. Wojtyły. Rzetelny stosunek do prawdy jest warunkiem prawdziwej wolności…

…Obok prawdy, następnym kryterium autentycznej wolności jest dobro moralne. Rdzeniem chrześcijańskiego rozumienia wolności jest zawsze wybór dobra. Nie ma prawdziwej wolności poza systemem wartości moralnych, poza moralnością (VS, nr 17). Granica ludzkiej wolności znajduje się w sumieniu.

„Ład wewnętrzny” wolności tworzy i wyznacza w łączności z prawdą i dobrem także odpowiedzialność. Prawdziwa wolność nie oznacza odrzucenia, ale właśnie przyjęcie i odpowiedzialność za prawo moralne w życiu osobistym i społecznym (VS, nr 41)…

…Prawdziwa wolność jest wspaniałym środkiem do celu, a celem tym jest przede wszystkim miłość, która rodzi braterstwo…

…Jan Paweł II podkreśla, że wolność nie liczącą się z wyżej wspomnianą „logiką ładu”, narażona jest na zaprzeczenie samej sobie, sprzyjając procesowi samounicestwienia pojedynczego człowieka i całych społeczeństw. Bowiem gdy „wolność zapiera się samej siebie, zmierza do autodestrukcji i do zniszczenia drugiego człowieka, gdy przestaje uznawać i respektować konstytutywną więź, jaka łączy ją z prawdą. Ilekroć wolność, pragnąc wyswobodzić się od wszelkiej tradycji i autorytetu, zamyka się nawet na pierwotne najbardziej oczywiste pewniki prawdy obiektywnej i powszechnie uznawanej, stanowiącej podstawę życia osobistego i społecznego, wówczas człowiek nie przyjmuje już prawdy o dobru i złu jako jedynego i niepodważalnego punktu odniesienia dla swoich decyzji, ale kieruje się wyłącznie swoją subiektywną i zmienną opinią lub po prostu swym egoistycznym interesem i kaprysem” (Encyklika Evangelium vitae. O wartości i nienaruszalności życia ludzkiego (25.03.1995), nr19; dalej skrót EV)…

całość tu: Wirtualna Polonia

…”Poszanowaniem godności człowieka jest danie mu wolności wyboru”… Nie należy jednak z wolności robić życiowego celu, ażeby nie stać się niewolnikiem folgowania własnym zachciewajkom kosztem innych. Wolności powinno się używać jako środka do czynienia dobra. Wolna wola

…Odys

poprzednio: Istotą pełni życia człowieka myślącego jest jego wolność.

podobne: Wolnośc a samowola czyli – Goń libertyna!Klucz do serca

Pedofilia w Kościele. Ideologiczny raport Komitetu ONZ. Bezpardonowy atak marksizmu.


05.02. Watykan (PAP) – Stały obserwator Stolicy Apostolskiej przy genewskiej siedzibie ONZ arcybiskup Silvano Tomasi oświadczył, że Watykan z zaskoczeniem przyjął krytyczny raport Komitetu ds. Praw Dziecka. Jego zdaniem raport ma wydźwięk „ideologiczny” i został napisany „z góry”.

W wypowiedzi dla Radia Watykańskiego arcybiskup Tomasi, który 16 stycznia przedstawił w Genewie stanowisko Kościoła wobec skandalu pedofilii, podkreślił w środę: „Negatywny wydźwięk przedstawionego dokumentu wygląda tak, jakby został przygotowany jeszcze przed spotkaniem komitetu z delegacją Stolicy Apostolskiej”.

Przypomniał, że kierowana przez niego delegacja udzieliła wówczas precyzyjnych odpowiedzi dotyczących różnych kwestii, które potem – jak zaznaczył – nie zostały zawarte w dokumencie końcowym, ogłoszonym w środę.

Zdaniem arcybiskupa Tomasiego wydaje się, że raport Komitetu ds. Praw Dziecka nie został zaktualizowany z uwzględnieniem tego, co w ostatnich latach uczyniono w ramach walki z pedofilią w Stolicy Apostolskiej, (Franciszek potwierdza linię Benedykta XVI wobec skandalu pedofilii – Odys) w prawodawstwie Państwa Watykańskiego oraz w episkopatach poszczególnych krajów. (np w Polsce – Biskupi przeciwko pedofilii. – Odys)

„Brakuje tu właściwej, uaktualnionej perspektywy, serii wprowadzonych zmian dla ochrony dzieci, które moim zdaniem trudno znaleźć, jeśli chodzi o skalę zaangażowania, w innych instytucjach (w takim Hollywood np. – Odys) czy wręcz innych państwach” – ocenił przedstawiciel Watykanu. Tych faktów – oświadczył – nie można „wypaczać”.

Arcybiskup Silvano Tomasi zapowiedział, że Watykan odpowie na zarzuty Komitetu jako sygnatariusz Konwencji o Prawach Dziecka, o której łamanie został oskarżony.

Stolica Apostolska – zapewnił – chce przestrzegać Konwencji ONZ. Zwrócił uwagę na to, że w raporcie zawarto treści ideologiczne i stanowiska, które w jego ocenie w zasadniczy sposób odbiegają od samej Konwencji. Na przykład – dodał – w jej preambule mowa jest o obronie życia i ochronie dzieci nienarodzonych i urodzonych. Tymczasem – powiedział – „Komitet rekomenduje Stolicy Apostolskiej, by zmieniła swe stanowisko wobec kwestii aborcji”. Tak abp Tomasi skomentował zawarty w raporcie apel o rewizję stosunku do aborcji w przypadku zagrożenia życia. Powołano się na przykład 9-letniej ciężarnej dziewczynki z Brazylii, zgwałconej przez ojczyma. Przy sprzeciwie i sankcjach ze strony tamtejszego Kościoła została ona poddana aborcji, gdyż ciąża zagrażała jej życiu.

„Ten Komitet nie wyrządził przysługi Narodom Zjednoczonym, chcąc, aby Stolica Apostolska zmieniła swoje nauczanie, które nie podlega dyskusji” – uważa abp Tomasi.

„To trochę smutne, że Komitet nie zrozumiał do głębi natury i funkcji Stolicy Apostolskiej” – dodał.

Przyznał, że wcześniej odnosił wrażenie, iż dialog Watykanu z Komitetem ds. Praw Dziecka jest „konstruktywny”.

„My nie mamy nic do ukrycia” – podkreślił stały obserwator. „Będziemy dalej wyjaśniać stanowisko Stolicy Apostolskiej, odpowiadać na pytania, aby fundamentalny cel, jakim jest ochrona dzieci, został osiągnięty” -zadeklarował.

Na przypadki pedofilii Kościół odpowiedział i zareagował – zapewnił abp Tomasi w papieskiej rozgłośni. „Musimy – dodał – nalegać na linię przejrzystości, braku tolerancji dla nadużyć, bo nawet jeden przypadek wykorzystywania dziecka to o jeden przypadek za dużo”.

Z Watykanu Sylwia Wysocka (PAP)

sw/ mc/                                                              …źródło: stooq.pl

…zamiast komentarza kilka słów z „Frondy”:

„…Dlaczego w raporcie nie napisano, że ONZ żąda usunięcia ze stanowisk publicznych wszystkich pedofilów, a jedynie tych w koloratkach? Dlaczego nie zaapelowano o czystkę z pedofilów partie lewicowe, instytucje genderowe, postępowe, i inne. Dlaczego nie ma mowy o pedofilach-aktorach, pedofilach-politykach, i innych.

 Dla przypomnienia: w Polsce w 2013 roku w więzieniach siedziało 1488 pedofilów. Ilu z nich to księża? Zaledwie kilku. Oczywiście te kilka osób to i tak za dużo, ale poprzez takie „żądania”, „akcje” jakie robią instytucje typu ONZ idzie w świat informacja, że to księża stanowią największą grupę pedofilów. Co jest absurdalne, nie mające żadnych podstaw i przesłanek…”  (całość tu: Żądamy usunięcia pedofilów z ONZ!)

zwłaszcza że…

„…Od 2001 roku watykańska Kongregacja Nauki Wiary pełni rolę trybunału, zajmującego się przestępstwami seksualnymi duchownych wobec osób poniżej osiemnastego roku życia. W lutym 2011 roku jej prefekt, kardynał William Levada, ujawnił, że dotychczas wpłynęło do niej ponad 4000 oskarżeń. Ówczesny promotor sprawiedliwości (prokurator) w Kongregacji, prałat Charles Scicluna precyzował jednak, że nie wszystkie one dotyczą pedofilii. Na około 3000 oskarżeń, jakie zgłoszono Kongregacji w latach 2001-2010 „w 60 procentach przypadków chodzi najczęściej o akty efebofilii, czyli związane z pociągiem seksualnym do dorastających tej samej płci, kolejne 30 procent dotyczy stosunków heteroseksualnych, a 10 procent aktów prawdziwej pedofilii, to jest spowodowanych pociągiem płciowym do niedojrzałych dzieci”. Przypadków księży oskarżonych o pedofilię było zatem około 300 w ciągu dziewięciu lat.

Jak mają się te dane do ogólnej liczby księży na całym świecie? W 2009 roku było ich 410 tysięcy. Wynikałoby z tego, że pedofilii dopuszcza się 0,07 procenta katolickich duchownych (czyli siedmiu na 10 tysięcy kapłanów). Faktycznie jednak trzeba ten ułamek procenta jeszcze zmniejszyć, biorąc pod uwagę, że przypadki rozpatrywane w Kongregacji dotyczyły – jak informował ksiądz Scicluna – „przestępstw popełnionych w ciągu pięćdziesięciu minionych lat”. Należy go więc wyliczać od ogólnej liczby wszystkich duchownych katolickich żyjących w ostatnim półwieczu, których przecież było znacznie więcej niż wspomniane 410 tysięcy – wielu z nich już nie żyje i nie obejmują ich dzisiejsze statystyki…” (Strategia Kościoła wobec pedofilii)

…a więc o co chodzi? Oczywiście o „zasady”… To jest wojna! Odwieczna wojna dobra ze złem… Kultury chrześcijańskiej a antykulturą bolszewizmu. ONZ niestety stoi po drugiej stronie. “POstęp” w natarciu. ONZ: tradycja i religia muszą ustąpić, polski rząd będzie promował pedofilię..

„Dopóki chrześcijaństwo i zachodnia kultura nie zostaną wykorzenione z duszy człowieka Zachodu, marksizm nie będzie się mógł zakorzenić. Słowo Marksa padło na kamienną glebę chrześcijaństwa i obumarło.
György Lukacs / Historia i świadomość klasowa: jedyne rozwiązanie widziałem w rewolucyjnej destrukcji społeczeństwa. Ogólnoświatowa zmiana wartości nie może mieć miejsca bez unicestwienia przez rewolucjonistów starych wartości i stworzenia nowych. Jako komisarz do spraw kultury za czasów reżimu Beli Kuna, Lukacs Wprowadził „demoniczne idee” znane później jako „terroryzm kulturalny”. W ramach swego programu wprowadził do szkół radykalny program edukacji seksualnej/ wolna miłość, archaiczny charakter wzorców rodzinnych średniej klasy, nieaktualność monogamii i bezzasadność religii/. Celem promowania rozwiązłości wśród kobiet i dzieci miało być zniszczenie rodziny jako podstawowej instytucji chrześcijaństwa i zachodniej kultury. Drugim uczniem Marksa był Antonio Gramsci. Widząc niepowodzenie marksizmu, który był wymuszany jedynie terrorem Gramsci pisał: „Cywilizowany świat został dokładnie nasączony chrześcijaństwem przez 2000 lat i reżim ugruntowany w wierze i wartościach judeochrześcijańskich nie może zostać odrzucony zanim korzenie te nie zostaną odcięte”. W „Notatnikach więziennych” pozostawił projekty rewolucji społecznej. Zamiast przejmować władzę i siłą narzucać kulturową rewolucję trzeba najpierw zmienić kulturę: wtedy władza spadnie sama jak dojrzały owoc. Lecz zmiana kultury wymaga „długiej drogi przez instytucje” – sztukę, kino, teatr, szkoły, uczelnie, seminaria, gazety, czasopisma i nowe elektroniczne medium -radio. Jedno po drugim, każde medium musi zostać przechwycone, przekształcone i upolitycznione, tak aby mogło stanowić agenturę rewolucji. Wtedy będzie można powoli edukować ludzi, aby zrozumieli i z entuzjazmem przyjęli rewolucję.”… (Kulturowa rewolucja/ Patrick J. Buchanan, Śmierć Zachodu)

„Fronda”nr 56 z roku 2010. Fragment artykułu księdza dr. Roberta Skrzypczaka” Ojcowie jedli cierpkie jagody, a dzieciom zdrętwiały zęby”…

„(…) w1922 roku Lenin zorganizował konferencje w Instytucie Marksa i Engelsa w Moskwie, w celu opracowania założeń rewolucji kulturalnej w ramach przemian ustrojowych wywołanych przewrotem bolszewickim w Rosji. Owa „rewolucja kulturalna”, pomyślana jako produkt eksportowy którym należało zasypać cały świat, miała oznaczać przewrót totalny, wciągający w zasięg nieodwracalnych zmian samego człowieka, jego naturę, zachowania, poglądy i najgłębsze odczucia. W konferencji tej wzięli udział m.in.Karol Radek, Feliks Dzierżyński (jako szef sowieckiej CzeKa) Wili Münzenberg (pomysłodawca Kominternu) oraz węgierski marksista György Lukács, który zaproponował posłużenie się instynktem seksualnym w celu zburzenia społeczeństwa burżuazyjnego.”
Żeby to zrobić nawoływali do możliwie najbardziej negatywnej, niszczącej krytyki każdej sfery życia, co można było opracować w celu destabilizacji społeczeństwa i doprowadzenia do czegoś co postrzegali jako porządek ‘opresyjny’. Ich polityka, mieli taką nadzieję, będzie szerzyć się jak wirus – ‘innymi sposobami kontynuować dzieło zachodnich marksistów’, jak powiedział jeden z ich członków.
Żeby dokonać dalszego postępu w ich ‘spokojnej’ rewolucji kulturowej, ale tak byśmy nie poznali ich planów na przyszłość, szkoła zalecała (między innymi):
1. Ustanowienie przestępstw rasowych
2. Ciągłe zmiany w celu wywołania nieporozumień
3. Nauczanie dzieci o seksie i homoseksualizmie
4. Podważanie autorytetu szkoły i nauczycieli
5. Ogromna imigracja w celu zniszczenia tożsamości [narodowej]
6. Promowanie nadmiernego picia [alkoholu]
7. Opróżnianie kościołów
8. Nierzetelny system prawny uprzedzony wobec ofiar przestępstw
9. Uzależnienie od państwa czy świadczeń od państwa
10. Kontrola i ogłupianie mediów
11. Zachęcanie do rozpadu rodziny.
Jedną z głównych idei Szkoły Frankfurckiej było wykorzystanie pomysłu Freuda o ‘panseksualizmie’ – szukanie przyjemności, eksploatacja różnic między płciami, obalenie tradycyjnych relacji między kobietą i mężczyzną. Sposoby osiągnięcia tego celu:
atak na autorytet ojca, negacja specyficznych ról ojca i matki, odebranie rodzinom, jako pierwszym prawa do edukacji swoich dzieci, zniesienie różnic w edukacji chłopców i dziewczynek, zniesienie wszelkich form męskiej dominacji – stąd obecność kobiet w armii, zadeklarowanie, że kobiety są ‘klasą ciemiężoną’, a mężczyźni ‘ciemiężcami’.
Munzenberg w ten sposób podsumował długoterminowe działania Szkoły Frankfurckiej:
‘Zachód zrobimy tak zepsutym, że będzie śmierdział’.

podobne: List episkopatu w kwestii gender: Manipulacja “publicznej TV” i zdrada “Tygodnika Powszechnego”, oraz przestroga feministki.

diabelski komunizm

diabelski komunizm

marksizm

marksizm

Raport Regnerusa. Charakterystyka dorosłych dzieci wychowywanych przez pary homoseksualne.


fragment artykułu Michała Górskiego:

Lobby homoseksualne nie od dziś boi się faktów. Badania, które wskazują na szkodliwość społeczną homoseksualizmu, np. w kontekście wychowywania dzieci są ignorowane, tuszowane a ich autorzy często szykanowni i zaszczuwani. Takie raporty jednak istnieją.

Jednym z nich, jest raport autorstwa profesora Marka Regnerusa pt. „Jak różne są dorosłe dzieci wychowywane przez rodziców żyjących z związkach homoseksualnych? Wnioski z nowego badania struktur rodzinnych”, który w roku 2012 został opublikowany w czasopismie socjologicznym Social Science Research. Już na wstępie czytamy: „Ostatnio w naukach społecznych poświęconych wpływom rodziny zauważa się wymierne korzyści i podwyższoną stabilność w gospodarstwach domowych składających się z heteroseksualnych rodziców, w przeciwieństwie do funkcjonowania samotnych matek, związków kohabitacyjnych, adoptujących rodziców czy eksmałżonków sprawujących opiekę nad dziećmi”. Dalej przytoczona zostaje opinia niepublicznego stowarzyszenia badawczego z roku 2002. Mowa w nim o tym, że bardzo ważne dla prawidłowego rozwoju dzieci jest dorastanie w “obecności dwóch biologicznych rodziców”. Odstępstwa od tego stanu takie jak samotne macierzyństwo, rozwód czy przybrane rodzicielstwo negatywnie wpływało na edukację, zachowania problemowe, samopoczucie emocjonalne, „w znacznym stopniu z powodu kruchości i niestabilności takich relacji”…

całość tu: Parezja

fragment artykułu z „niezależna.pl”

…Raport Regnerusa wywołał prawdziwą panikę lobby homoseksualnego, ponieważ uzyskane przez amerykańskiego naukowca wyniki okazały się sprzeczne z dotychczasowymi ustaleniami dotyczącym homoseksualnego rodzicielstwa, promowanymi przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne.

Pracę nad raportem Regnerus rozpoczął od opracowania rozbudowanej ankiety badawczej, a do prac nad jej powstaniem zaprosił szereg współpracowników i specjalistów od badania rodziny. Ankieta była skierowana ogólnie do osób dorosłych, dotyczyła ich doświadczeń w okresie wzrastania w domu rodzinnym, ale także różnych aspektów ich obecnego funkcjonowania w dorosłości. Za przeprowadzenie badań odpowiadała wyspecjalizowana w tym zakresie firma Knowledge Network, z której usług często korzystają amerykańscy badacze społeczni. Ankieta została skierowana do 15 058 respondentów, w rezultacie zebrano reprezentatywną pulę 2 988 pełnych ankiet Amerykanów w przedziale wieku od 18 do 39 lat, które następnie zostały poddane procedurom przesiewowym.

Jak wyjaśnia tłumacz raportu na język polski, dr Andrzej Margasiński z Akademii im. Jana Długosza  w Częstochowie, opracowując raport, Mark Regnerus wyodrębnił 8 grup różniących się rodzinnymi strukturami/doświadczeniami: młodych dorosłych pochodzących z nienaruszonych biologicznie rodzin z heteroseksualnymi rodzicami (przy wykonywanych porównaniach stanowiła ona punkt odniesienia dla pozostałych kategorii, dalej będzie ona tutaj określana jako grupa kontrolna),respondentów wychowywanych przez lesbijskie matki, przez homoseksualnych ojców, pochodzących z rodzin adopcyjnych (heteroseksualnych), rozwiedzionych w trakcie wzrastania respondenta (lub żyjących w konkubinatach bez formalnego związku), z rodzin połączonych, wychowywanych przez pojedynczego rodzica. Ostatni rodzaj stanowiła grupa pozostałych zróżnicowanych przypadków (np. jeden z rodziców zmarł w trakcie dorastania respondenta). Zostały one poddane analizie pod kątem badania 40 wybranych zmiennych.

Co ciekawe, okazało się, że pomiędzy grupą kontrolną a respondentami deklarującymi wychowywanie przez lesbijskie matki różnice wystąpiły w 28 zmiennych, zaś pomiędzy grupą kontrolną a młodymi dorosłymi deklarującymi wychowywanie przez ojców – gejów różnic było 19.

Przeprowadzone analizy wskazują także na różnice pomiędzy grupą wzrastającą w nienaruszonych biologicznie rodzinach a pozostałymi, np. na tym tle także niekorzystnie wygląda porównanie młodych dorosłych wzrastających w rodzinach połączonych czy wychowywanych przez pojedynczych rodziców. Z raportu Regnerusa wynika, że dorosłe dzieci deklarujące posiadanie homoseksualnych rodziców różnią się od grupy kontrolnej m.in. pod względem myśli samobójczych, problemów z prawem, częstotliwości sięgania po narkotyki, kłopotami w trwałości związków emocjonalnych, ilością zdrad w związkach, częstotliwości korzystania z pomocy psychologicznej.  
 
– Muszą szokować kwestie związane z doświadczeniami seksualnymi: 31% dzieci wychowywanych przez matki lesbijki i 25 % wychowywanych przez ojca geja podało, że byli przez rodziców zmuszani do seksu wbrew swej woli. Największe wrażenie robią jednak dane o tożsamości seksualnej badanych – 61% respondentów wychowywanych przez matki – lesbijki, a 71% przez ojców – gejów określa siebie jako „ całkowicie heteroseksualnych”, innymi słowy w przypadku matek – lesbijek blisko 40%, a przypadku ojców – gejów blisko 30% wychowywanych przez nich dzieci to homo- lub biseksualiści. A jeszcze inaczej: średnio co trzecie dziecko wychowywane przez pary homoseksualne wyrosło na homo- lub biseksualistę – pisze we wprowadzeniu do polskiej wersji raportu Regnerusa dr Andrzej Margasiński….

całość tu: niezależna.pl 

podobne tu: O dzieciach krzywdzonych w imię POstępu i tolerancji

31% dzieci wychowywanych przez matki lesbijki i 25 % wychowywanych przez ojca geja podało, że byli przez rodziców zmuszani do seksu wbrew swej woli… 

…bez komentarza… Mit pokojowo i wolnościowo nastawionych kochających inaczej pada na ryj i szkoda tylko tych dzieci które przecież kiedyś dorosną i będą chciały również założyć rodzinę… Fakty są zatrważające a najgorsze jest to że krytyka tego typu patologii odbierana jest jako homofobia. Tymczasem jest to kolejne badanie potwierdzające że pary homoseksualne to nie rodziny (nie tylko w sensie ideologicznym).

…Odys

rys. Żukow

rys. Żukow

Kolejni sprawiedliwi wśród narodów.


21.01.2014 (IAR) – Kolejne cztery osoby dołączyły do grona Sprawiedliwych wśród narodów świata. Wyróżnienie przyznano pośmiertnie małżeństwom Celiny i Józefa oraz Adeli i Kazimierza Moskwiaków, którzy w czasie okupacji ukrywali trójkę Żydów.

Pamiątkowy medal z rąk ambasadora Izraela w Polsce odebrała rodzina. Zvi Rav Ner powiedział podczas uroczystości w Siedlcach, że większość z tych osób, choć narażała życie własne, najbliższych a niekiedy całych wiosek, nie uważała się za bohaterów. „Oni mówią: to nie było bohaterstwo. Zrobiliśmy to, co normalny człowiek, moralny człowiek potrzebował zrobić” – mówił ambasador.

Gdyby nie pomoc tych rodzin, zapewne w ogóle nie byłoby nas na świecie – mówili bliscy Żydów uratowanych z siedleckiego getta. Elżbieta Kofman, córka jednego z ocalałych – Emanuela Alberga powiedziała, że również później rodzina Moskwiaków otaczała swoich żydowskich przyjaciół pomocą. Jak relacjonowała, podczas nagonki antysemickiej w 1968 roku jej ojciec wszystkie pamiątki i książki żydowskie przeniósł do domu Moskwiaków, a od pani Celiny usłyszał, że jeśli zaistnieje taka potrzeba, ponownie będą mogli się tam schronić.

Podczas uroczystości nadano także tytuł honorowego obywatela państwa Izrael mieszkańcowi Siedlec, i jednemu ze sprawiedliwych – Stanisławowi Leszczyńskiemu. W czasie okupacji, przez dwa lata jego rodzina ukrywała w swoim gospodarstwie na Podlasiu dwie rodziny żydowskie, dzięki czemu holocaust przeżyło 13 osób. „Było bardzo niebezpiecznie, ale nie można było postąpić inaczej” – mówił Informacyjnej Agencji Radiowej Stanisław Leszczyński. Przyznał, że czasem trzeba było mieć wiele szczęścia i wspomniał jedną z nagonek niemieckich, gdy biegnący z hitlerowcami pies zaczął interesować się okopem, w którym ukryta była jedna z rodzin. Na szczęście uwagę Niemców odwrócił on, gdy został przewrócony przez konia. Po tym zdarzeniu kryjówkę z podwórka państwa Leszczyńskich przeniesiono do pobliskiego lasu. Tam przez dwa lata przynoszono im posiłki i wszystkie artykuły niezbędne do przeżycia.

Stanisław Leszczyński, a także jego rodzice i dwaj bracia tytułem sprawiedliwych uhonorowani zostali w 1997 roku. Wyróżnienie to otrzymują osoby, które bezinteresownie i z narażeniem własnego życia niosły pomoc prześladowanym Żydom. Dotychczas Instytut Yad Vashem wyróżnił blisko 25 tysięcy osób z 47 krajów, w tym prawie 6 i pół tysiąca Polaków.

(WIĘCEJ) W mieszkaniu Celiny i Józefa Moskwiaków na warszawskiej Pradze schronienie znaleźli Sala Radzyńska-Alberg i jej syn Michał. Czasem było to również miejsce schronienia dla Emanuela Alberga, który przebywał po aryjskiej stronie, posługując się sfałszowanymi dokumentami na nazwisko Jan Emil Karpiński. W domu Adeli i Kazimierza Moskwiaków w Siedlcach ukrywał się natomiast mąż Sali, Boruch Alberg.

Rodzina państwa Leszczyńskich ukrywała natomiast w swoim gospodarstwie trzynaścioro uciekinierów z getta w Siemiatyczach: ośmioosobową rodzinę państwa Feldmanów oraz pięciu członków rodziny Kuperhand-Grodzickich. Wybudowano dla nich specjalny schron z dobrze ukrytym wejściem.

IAR/Tomasz Marciniuk/ab                                                …źródło: stooq.pl

podobne: inkryminacja Polaków o antysemityzm vs. historyczne fakty.

Dziennikarstwo to odpowiedzialna służba dobru wspólnemu. Konserwatystki w polskich mediach.


O docenianie poziomu etycznego przekazu i unikanie dezinformacji, zniesławienia i oszczerstwa zaapelował Ojciec Święty spotykając się dziś z kierownictwem i pracownikami włoskiego publicznego radia i telewizji, RAI. Obchodzą one 90-lecie rozpoczęcia emisji radiowych i 60-lecie – telewizyjnych. Papież zaznaczył, że jakość etyczna przekazu jest owocem wrażliwości sumień, szanujących zarówno osoby będące przedmiotem informacji jak i adresatami przesłania. Ojciec Święty wyraził wdzięczność dla włoskiego nadawcy publicznego za współpracę w ukazywaniu papieskiego przesłania i wydarzeń Kościoła we Włoszech z instytucjami watykańskimi: radiem i ośrodkiem telewizyjnym.

Dotyczyło to zarówno wydarzeń zwyczajnych, jak i niezwykłych: II Soboru Watykańskiego, wyboru papieży, pogrzebu bł. Jana Pawła II czy wydarzeń Wielkiego Jubileuszu roku 2000. Włoska telewizja publiczna była też producentem filmów o charakterze religijnym, jak choćby „Franciszek” Lilianny Cavani czy „Dziejów Apostolskich” Roberto Rosselliniego, powstałego we współpracy z ks. Carlo Marią Martinim (jezuitą, późniejszym kardynałem, arcybiskupem Mediolanu). Papież dodał, że RAI w znacznej mierze przyczyniła się do procesu jednoczenia językowo-kulturowego Włoch.

Przypominając tę bogatą przeszłość Ojciec Święty wskazał na konieczność poszanowania tego bogatego dziedzictwa i własnej tożsamości. Zaznaczył, że misją dziennikarstwa jest nie tylko informowanie, lecz także formowanie, że jest to służba publiczna, to znaczy służba dobru wspólnemu. „Jest to służba prawdzie, dobru i pięknu” – podkreślił papież. Dodał, że tej odpowiedzialności ludzie pełniący służbę publiczną nie mogą się wyrzec z jakiegokolwiek powodu.

Papież wskazał, iż jakość etyczna przekazu jest w ostateczności owocem wrażliwości sumień, szanujących zarówno osoby będące przedmiotem informacji jak i adresatami przesłania. Każdy w swojej roli i posiadając swoją odpowiedzialność jest wezwany do czuwania, by doceniać poziom etyczny przekazu i unikać dezinformacji, zniesławienia i oszczerstwa, do zachowywania poziomu etycznego – zaznaczył Ojciec Święty.

Na zakończenie papież życzył kierownictwu i pracownikom włoskiego publicznego radia i telewizji, by zawsze umieli służyć rozwojowi ludzkiemu, kulturalnemu i obywatelskiemu społeczeństwa.

Vatykan, KAI, Niedziela.pl                      …źródło: wirtualnapolonia.com

podobne tu: Urzędowe “autorytety”…

Śmiały głos w polskich media. Brygida Grysiak, Dorota Gawryluk i Anna Kalczyńska – nie kryją swoich konserwatywnych poglądów. Opowiadają się za rodziną i życiem, są przeciwko aborcji i in vitro. To praktycznie niespotykany nurt w mediach mainstreamowych, gdzie poglądy „pro-life” uważane są za zacofane i umacniające stereotypowy obraz katolickiej matki Polki.

Debata o in vitro, aborcji i związkach partnerskich, parady równości i pierwsza transseksualna posłanka w Sejmie. Biorąc to pod uwagę, chyba ciężko stwierdzić, że Polska jest krajem skrajnie konserwatywnym, w którym nie dopuszcza się do głosu tych, którzy domagają się jego liberalizacji. 

Owszem, nie brakuje głosów, które poglądy homoseksualne i proaborcyjne potępiają. Również publicznie. Nie brakuje i takich, którzy się z nich naśmiewają. Aborcja, in vitro, eutanazja, antykoncepcja czy pary homoseksualne były i będą tematami niezwykle elektryzującymi. Dotyczą w końcu kwestii społeczno – moralnych, a te zawsze wywołują dyskusję, również tę utrzymaną w charakterze agresywnego „anty”.

Tego „anty” praktycznie nie spotykamy oczywiście w mainstreamowych mediach. Tam obowiązuje, przynajmniej pozorna, równość i tolerancja. Szczególnie wykształcone kobiety, zabierające głos w debatach publicznych, podkreślają, że nowoczesna i niezależna kobieta to ta, która ma prawo do decydowania o sobie, w tym np. o prawie do aborcji, dostępie do antykoncepcji i in vitro. Na tym tle wyróżniają się Brygida Grysiak, Dorota Gawryluk i Anna Kalczyńska. Otwarcie opowiedziały się za życiem, czym ściągnęły na siebie atak feministek i środowisk liberalnych.

Kościelne głupki

Dorota Gawryluk, znana dziennikarka i prezenterka opublikowała w minioną niedzielę swój felieton o in vitro w tygodniku „Idziemy”, o czym pisaliśmy w naTemat. Dziennikarka Polsatu stwierdziła w nim, że in vitro to sposób, „by napuścić jednych na drugich, pokazać, kto jest postępowy, a kto zacofany”. Według niej, jest to problem niezwykle ważny z moralnego punktu widzenia, a rządzący traktują go jako argument wyborczy.

DOROTA GAWRYLUK

felieton w tygodniku „Idziemy”
 
Jedno jest pewne – jeśli chce się jakąś sprawę załatwić i uporządkować, jeśli ma się czyste intencje, nie robi się tego w telewizyjnych studiach. Bo tam chodzi tylko i wyłącznie o piętnowanie obrońców życia najbardziej perfidnymi metodami. Na przykład wmawiając im, że nienawidzą dzieci z próbówki.

To, że poglądy Gawryluk nie są mile widziane w sferze publicznej udowodniła chociażby Katarzyna Wiśniewska w „Gazecie Wyborczej”. Wiśniewska poglądy Gawryluk uznała za m.in. za przejaw ciemnoty i religijnego zabobonu, w stylu tych, które głoszą wiejscy proboszczowie na kazaniu. Felieton Gawryluk nie był agresywny. Natomiast Wiśniewskiej owszem. Udowodniła nim, że ci, którzy in vitro nie uznają, nie mogą się do tego publicznie przyznawać, bo zostaną uznani za kościelne głupki…

całość tu: natemat.pl

podobne tu: Dokument bioetyczny Episkopatu: sprzeciw wobec in vitro, aborcji i eutanazji

polecam również: Profesjonalizm dziennikarzy, czyli…

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Non possumus!” Watykan: pary homoseksualne to nie rodziny.


08.01. Watykan (PAP) – Przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny arcybiskup Vincenzo Paglia sprzeciwił się nazywaniu par homoseksualnych rodzinami. Jego zdaniem uznanie praw takich związków nie jest problemem Kościoła, lecz zadaniem rządów państw.

W wywiadzie dla jednej z włoskich stacji radiowych arcybiskup Paglia powiedział w środę: „Pary tworzone przez osoby tej samej płci nie mogą być nazywane rodzinami, gdyż rodzina pociąga za sobą rodzenie dzieci, więź powstałą między różnymi pokoleniami”.

„To mówił już Cyceron, a potem całe prawodawstwo” – dodał włoski arcybiskup z Watykanu.

„Aby uniknąć Wieży Babel różnych znaczeń uważam za stosowne to, by zachować dotychczasowe słownictwo, zgodnie z którym związki niebędące rodzinami mogą przybierać różne formy, ale rodzina, we wrażliwości zdecydowanej większości opinii publicznej, ma znaczenie znane od wieków” – oświadczył arcybiskup Paglia. Jego zdaniem „nie należy odchodzić od pierwotnej koncepcji antropologicznej i prawnej” rodziny.

Odnosząc się do kwestii uznawania praw związków osób tej samej płci, watykański dostojnik powiedział, że „to nie jest problem Kościoła”.

„To kwestia, którą powinny zająć się rządy. Chodzi o to, by można było uznać niektóre prawa, takie jak majątkowe lub dotyczące wizyt w szpitalach. Nie ma wątpliwości, że to może mieć miejsce” – podkreślił przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny.

„Ja jednak – dodał – chciałbym przede wszystkim bronić tradycyjnych rodzin, z ojcem, matką i dziećmi, bo one też odnoszą rany”.

Arcybiskup Paglia wyraził przekonanie, że obrona rodzin jest koniecznością, ponieważ – jak zauważył – w świecie pracy są one często „wykorzystywane” i jednocześnie za mało im się pomaga.

Z Rzymu Sylwia Wysocka (PAP)

sw/ mc/                                                                   …źródło: stooq.pl

podobne tu: Międzynarodowy “Dzień Walki z Homofobią”, czyli kto komu na łeb wchodzi. i tu: “Nie będzie lania wody. Kardynał Bergoglio nazywał rzeczy po imieniu!”

polecam również: Mózgi kobiet i mężczyzn różnią się i uzupełniają.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…Pomijając dość oczywiste naukowe fakty natury biologicznej – dlaczego OD WIEKÓW rodziną nazywa się związek kobiety i mężczyzny (KK sobie tego nie wymyślił!) – należy sobie jasno powiedzieć, że pewne sprawy jak pożycie intymne i takie czy inne upodobania “łóżkowe” to sprawa całkowicie prywatna każdego jednego człowieka. Epatowanie jakimikolwiek upodobaniami seksualnymi w imię walki o “wolność”, “równość” czy “tolerancję” oraz ich sankcjonowanie jakimkolwiek “prawem” kosztem wolności i tolerancji innych ludzi, jest całkowicie niedopuszczalne i nieuczciwe, przez co może wzbudzać (i wzbudza) w większości społeczeństwa gniew i negatywne nastawienie do osób “odmiennej orientacji seksualnej”. Nie ma takiej logiki, która pozwalałaby w oparciu o „czysty” popęd seksualny osobników tej samej płci do siebie nawzajem, zbudować taką instytucję jaką jest rodzina – bo to coś więcej jak ćwiczenia łóżkowe. Zależności i uwarunkowania jakie wiążą się z pojęciem rodziny nie złamie żaden nakaz prawny ani nawet szczere intencje. “Wolnoć Tomku w swoim domku” i wtedy “róbta co chceta”. NIKT wam tego nie broni, po prostu nie zmuszajcie ludzi do uznania za prawo coś co jest wbrew prawu naturalnemu i przestańcie ludzi atakować patologią świecąc gołymi dupami w przestrzeni publicznej.

…Odys

Narodzenie (Nativity story)

Narodzenie (Nativity story)