Inwestowanie a spekulacja. Jak stracić 100 tys. dolarów w jedną noc?


„…Czy inwestowanie jest spekulacją? W jakim stopniu spekulacja jest częścią inwestowania? (…) Możliwe są tu dwie różne filozofie podejścia.

Jednym z nich jest podejście inwestora, które nazwać możemy też „podejściem Peryklesa”. Inwestor uważa że przyszłości zasadniczo przewidzieć się nie da, wbrew natrętnej nieraz reklamie promotorów rozmaitych inwestycyjnych produktów które mają „pobić rynek”. A skoro przewidzieć się jej nie da to próby podejmowane w tym kierunku będą bezowocne. Bardziej sensownie jest skupić uwagę na należytej dywersyfikacji całego portfela inwestycyjnego tak aby być odpowiednio przygotowanym na każdy wariant obrotu spraw. Tak do rzeczy podejdzie inwestor.

Oznacza to zasadniczo „siedzenie w rynkach” na dobre i na złe. Inwestor nie odgaduje co będzie specjalnie „hot” w przyszłym roku albo czego należy unikać. Byłoby to może pomocne ale skoro przyszłości z należytą pewnością przewidzieć się nie da to sprowadzałoby się to właśnie do spekulacji. Kontentuje się zatem zwrotem rynkowym, średnim, takim samym jaki dostępny jest dla wszystkich innych uczestników rynku. Inwestor zwróci natomiast uwagę na to aby zwrot ten zrealizowany został pewnie, tanio i bezpiecznie. Sprowadza się to najczęściej do zajęcia pozycji w szerokich indeksach rynkowych i funduszach zrównoważonego wzrostu raczej niż w indywidualnych walorach…

…W odróżnieniu od inwestora cel spekulanta jest inny. Jest nim próba zrealizowania zwrotu ponad rynkowego, lepszego niż rynkowy czy, jak kto woli, „bijącego rynek”. W poszukiwaniu zwrotu ponad rynkowego nie ma naturalnie niczego złego. Spekulant musi jednak rozumieć że porywając się na wynik lepszy niż rynkowy wejść musi również w strefę ryzyka wyższego niż rynkowe. Czasem okazuje się ono dużo większe i nie zawsze kompensuje potencjalnie większą nagrodę.

Zwrot ponad rynkowy nie jest dostępny dla wszystkich, lecz jedynie dla niewielkiej i zmieniającej się grupy. Spekulant musi również dobrze rozumieć że aby odnieść sukces w spekulacji, to jest osiągnąć wynik niedostępny dla innych, dysponować musi pewną przewagą wiedzy, umiejętności czy technologii nad innymi. Popularną iluzją mas jest spodziewanie się sukcesu w spekulacji bez posiadania tej wbudowanej przewagi.

O ile pomiędzy tak zdefiniowanymi obszarami inwestowania i spekulacji istnieje stosunkowo ostre rozróżnienie to często się zdarza że inwestor jest też po części zaangażowany w spekulację i vice versa…” (cynik9)

całość tu: Inwestowanie a spekulacja

podobne: Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze i to: Akcje – Czy warto inwestować w wartość? oraz: Niezależny Portal Finansowy: Inwestycje dla mniej zamożnych a także: Łukasz Nowacki: Analiza 2000-2014: KGHM, Colian, Forte, LPP – metodą Mebana Fabera

„Inwestycje na giełdzie zawsze wiążą się z ryzykiem utraty części środków. Zwłaszcza jeśli kupuje się nie tyle akcje, co instrumenty pochodne z dużym lewarem…. 

…Kontrakt, który opiewa na 100 tys. PLN może zostać kupiony za 10 tys. PLN środków pochodzących od spekulanta i 90 tys. kredytu PLN. Dzięki temu, młodzi spekulanci chcą zwiększyć swoje zyski w krótszym czasie. Dysponują oni z reguły niewielkimi kwotami wypracowanych oszczędności i pragną szybko się wzbogacić. Nagły ruch indeksu w niewłaściwą stronę powoduje wyzerowanie depozytu początkowego, przeznaczonego na zakup kontraktu, a niekiedy powstanie długu na koncie, który później musi zostać pokryty.

1. Do czego może doprowadzić lewar i spekulacja obrazuje perfekcyjnie przykład pewnego Amerykanina. Joe Cambell, bo o nim mowa otworzył krótką pozycję na kontraktach terminowych, opiewających na akcje KaloBios Pharmaceuticals. Firma ta popadła w poważne kłopoty finansowe. Zapowiadano wyprzedaż majątku trwałego i wygaszenie działalności spółki. Bankructwo było bardzo prawdopodobne. W takich okolicznościach, krótka pozycja Campbella, zyskująca na spadku ceny akcji, wydawała się mieć sens.

W środę 18 listopada cena akcji oscylowała w przedziale 1-2 dolarów, a dalsze perspektywy były bardzo niekorzystne. Joe kupił więc kontrakty short, opiewające na kwotę 35 tys. USD, licząc na dalszy spadek ceny akcji. Zważywszy, że przy transakcji zastosowano znaczny lewar, łączny kapitał jakim dysponował Joe był o 50% niższy niż wartość transakcji.

Tuż po zawarciu pechowej transakcji, inwestor Martin Shkreli zaczął skupować akcje spółki, przejmując pakiet kontrolny. Ogłosił także, że doszedł do porozumienia z zarządem KaloBios oraz przedstawił propozycje rozwiązania problemów finansowych.

W ciągu nocy kurs akcji wzrósł o 700% do poziomu 16 dolarów za akcję. Joe, który jeszcze wczoraj posiadał kontrakty short oraz 18 tys. USD na koncie maklerskim, obudził się w czwartek i spostrzegł, że ma wezwanie do zapłaty opiewające na kwotę 106 tys. USD.

W zaledwie kilka godzin, z osoby posiadającej oszczędności, stał się dłużnikiem brokera. Nie dość, że pechowy Joe stracił wszystkie środki jakimi dysponował, to na skutek jednej, bardzo ryzykownej transakcji, popadł w długi przekraczające 100 tys. USD. Lewar bywa zabójczy…

…Niech błędy innych osób będą dla Was przestrogą, zwłaszcza w nadchodzących miesiącach. Rynki finansowe dają wiele ciekawych możliwości, ale wiążą się również z ogromnym ryzykiem i odpowiedzialnością. Strat podczas inwestowania nie da się uniknąć, ale można zabezpieczać swoje pozycje, przez dywersyfikację i unikanie instrumentów finansowych z dużą dźwignią. Jest ona zabójcza nawet dla doświadczonych traderów, a zmienność, z którą mamy aktualnie do czynienia, skasuje konto niejednego spekulanta.” (Trader21)

całość tu: Jak stracić 100 tys. dolarów w jedną noc?

podobne: Skoro ze złotem jest źle, to czemu Chiny je skupują? Im większy pesymizm tym bliżej do zmiany trendu i różnica między spekulacją, inwestycją a zabezpieczeniem kapitału. Co to znaczy „dobrobyt”? oraz: Zysk czy bezpieczeństwo? (a może jedno i drugie). Cynik9 o inwestowaniu w srebro. i to: Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych.

rys. Zbirek

rys. Zbirek

Reklamy

Skoro ze złotem jest źle, to czemu Chiny je skupują? Im większy pesymizm tym bliżej do zmiany trendu i różnica między spekulacją, inwestycją a zabezpieczeniem kapitału. Co to znaczy „dobrobyt”?


„…czyżby zbliżał się powoli koniec bessy w złocie? 😉 Koncentracja pesymizmu towarzyszy często zasadniczym zmianom trendu. Złoto ma jeszcze przed sobą barierę $1000, której ewentualne pokonanie powinno wypłoszyć ostatnich wiernych. Po tym wykrywanie kolejnych przyczyn do kolejnych spadków straci swój smaczek Schadenfreude. Zwłaszcza jeśli „doomed” okażą się  w międzyczasie niektóre rządy oraz ich obligacje. Niepokój z tego powodu byłby dużo bardziej uzasadniony niż przedwczesne ronienie krokodylich łez nad „pet rockiem”…

Ciekawe że rynek złota, w porównaniu do idących w setki bilionów $$ rynków, umownie powiedzmy, „papieru” jest zasadniczo błędem zaokrąglenia. Złota wydobywają rocznie 80 Moz, co reprezentuje tylko $100 mrd. Tego rzędu wielkości jest też po latach demoralizujących spadków łączna kapitalizacja kompanii złota. Co znaczy więc kropla $200 mrd w porównaniu do oceanu $19’690 mrd łącznej kapitalizacji samej NYSE? Albo o rząd wielkości większej kapitalizacji globalnych rynków equity razem wziętych? Albo jeszcze mniej więcej dwukrotnie większych niż to globalnych rynków długu?

Skoro więc złoto jest taką pomijalną częścią  globalnych rynków to czemu się go nie pomija? Czemu tabuny komentatorów z uporem godnym lepszej sprawy zajmują się w nieproporcjonalnie dużym stopniu właśnie złotem, szukając przyczyn dlaczego ma być „doomed” czy „pet rock”? Nikt nie wyjaśnia czemu „doomed” nie jest na przykład nikiel, który w ostatnich kilku latach spadł o 50%? Albo czemu „doomed” nie jest miedź która w ostatnich 2 latach spadła o ponad 40%?  Najwyraźniej złoto nie jest „zwykłym” surowcem. Zważywszy że cała produkcja idzie wprost do magazynu szansa jest że jest raczej surowcem całkiem „niezwykłym”…

Równie ważna co część portela w złocie fizycznym jest dla inwestora obecnie kraj gdzie się go najwięcej wydobywa i gdzie rosnące jego rezerwy są jednocześnie jednymi z największych. Aktualnie tak duże że się ich Chińczycy nie całkiem mogą doliczyć rozśmieszając zachodnich partnerów podawaniem kuriozalnie zaniżonych danych…”

polecam lekturę całości tu: Dog days złota a krach chiński

i najbardziej moim zdaniem trafny komentarz. Pisze „JancioWodnik” 6 sierpnia 2015 at 15:53 · Odpowiedz

Polityka finansowa państwa opiekuńczego wymaga, by żaden właściciel majątku nie miał możliwości jego ochrony. To prawdziwy powód, dla którego zwolennicy państwa opiekuńczego są tak niechętni złotu.
Wydatki rządowe finansowane z kredytu (deficyt spending) to sposób na konfiskatę majątku. Na drodze tego zdradliwego procederu stoi jednak złoto. Stoi ono na straży prawa własności. Ktoś, kto to pojął, nie będzie mieć trudności ze zrozumieniem powodu wrogości etatystów wobec standardu złota” Alan Greenspan (zaczerpnięte z http://www.fijor.com/zloto-wrog-publiczny-numer-1/)

wyjaśnienie związku między kredytem a konfiskatą majątku tu: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

i jeszcze jeden komentarz z innego forum. Pisze „gasch” /2015-08-06 16:26:48

„Panowie, rozróżnijmy 3 pojęcia: 1. spekulacja 2. inwestycja 3. ubezpieczenie

Moim zdaniem, większość z traderów/inwertorów para się tym pierwszym. Kupowanie akcji na giełdzie, czy walut to żadna inwestycja. Spekulacja na podstawie analizy technicznej to spekulacja w czystej postaci.
Inwestycją jest np. kupno nowej maszyny do firmy, dzięki czemu pracujemy wydajniej, inwestycją jest zdobywanie wiedzy i umiejętności, inwestycją są w końcu dzieci (dobrze wychowane mogą nam zastąpić ZUS i wspomóc na emeryturze). Inwestycją może być też kupno sporego udziału w małej firmie i jego sprzedaż po wielu latach jak firma się rozwinie.

Inwestycją nie jest też większość działań konsumpcyjnych, którymi zajmuje się państwo. Bo jaką do pioruna „inwestycją” jest budowa stadionu narodowego? Kiedy do się zwróci, jaki przynosi zysk, jak zwiększa wydajność? Że o ścieżkach rowerowych czy innych kanalizacjach nie wspomnę.

Złoto natomiast to tylko ubezpieczenie. No może czasem możemy liczyć na jakiś spekulacyjny zysk (chociaż częściej będzie to strata).

Ktoś wspomniał też, że język polski się psuje. Nie psuje się. Zawsze był nielogiczny, zagmatwany, nieprecyzyjny. Unikanie wyrazów bliskoznacznych, do czego zmuszają poloniści nie poprawia sytuacji. Jak sama nazwa wskazuje wyrazy są „blisko” a nie „identycznie-znaczne”. Znaczą coś podobnego ale jednak innego.

Ktoś ładnie pisał pod poprzednim artykułem. O tym, że powinniśmy wytwarzać dobra/usługi wartościowe. Wiele razy już pisałem, że bogactwo to nie papierki z numerkami. Bogactwo bierze się z pracy, z tworzenia usług i produktów przydatnych innym ludziom.

Uświadommy sobie, że spekulując przed komputerem 24/24 nie tworzymy bogactwa.
Podobnie jak nie tworzy go żadne QE ani urzędnicy za biurkami, ani banki i ich pracownicy, a nawet agencje reklamowo-marketingowe z ich „akcjami reklamowymi”.

Tak przy okazji, rozmawiałem ostatnio z człowiekiem, który dorobił się na giełdzie. Spędza on przed komputerem około 20h dziennie, nierzadko budzi się w nocy żeby wykonać jakąś operację. Zastanowiło mnie coś. Mianowicie ile ten facet zarabia na godzinę? Przyjmijmy, że poświęca „pracy” 100h tygodniowo (na prawdę ciągle siedzi lub jest w zasięgu laptopa). Mamy 400h miesięcznie. Śmiem twierdzić, że nie wyciąga 50zł/h nie wyciąga pewnie nawet 20. Facet jest inteligentny i pewnie gdyby zajął się czymś bardziej produktywnym utrzymałby podobny standard życia, przy mniejszym stresie i przynajmniej kilkunastu godzinach wolnego na dobę.
Podobnie ma się sprawa np. z młodymi lekarzami. Zatrudnieni często na etat, „na kontrakt” i na „umowę zlecenie” jednocześnie, potrafią spędzić kilka dni nie wracając z pracy/prac do domu ani na chwilę. Ok wyciągają czasem 10k+ zł na rękę. Ale śmiem twierdzić, że majster na budowie na godzinę ma więcej. Czy o taki „dobrobyt” walczymy?
To tak w ramach luźnych przemyśleń.

G

PS Zgadzam się, że liczenie na to, że za złoto w czasie „resetu” coś kupimy może być złudne. Pewne natomiast jest, że jak uda nam się przetrwać kryzys z kilkoma uncjami w skrytce to zachowamy oszczędności, kiedy pozostali je stracą.”

Złota zasada Murphyego

Złota zasada Murphyego

Zysk czy bezpieczeństwo? (a może jedno i drugie). Cynik9 o inwestowaniu w srebro.


„… zmienność srebra jest legendarna i przysłowiowa. I to powinno cieszyć, a nie smucić inwestorów o zacięciu spekulacyjnym bo to właśnie, a nie modlenie się o wyższe ceny manipulowane rzekomo przez złych banksterów, umożliwia im wypracowanie i realizację zysku.

(…)

Trzeba jedynie myśleć, nie czytać bezkrytycznie całej internetowej  sieczki jak leci, a przede wszystkim zdać sobie dobrze sprawę po co jesteśmy w rynku? Dla zysku? Czy dla narzekania na niskie ceny i manipulację? A może ceny w ogóle nas nie interesują bo spodziewamy się wieszczonego przez promotorów srebra końca świata w którym papier zniknie w ogniu hiperinflacji a w jaskiniowym barterze który go zastąpi liczyć się będą jedynie twarde aktywa? W tym ostatnim zresztą przypadku nie bardzo wiadomo jednak czy nawet złoto nam coś pomoże…

Jeśli jesteśmy w rynku dla zysku to zbieramy zyski kiedy się okazja nadarza, kropka. Raz będzie to wcześniej, raz później, o ile przynajmniej pamiętamy o żelaznej zasadzie wchodzenia w to co tanie a pozbywania się tego co drogie. Nikt jeszcze od tego nie zbiedniał i jest dobra szansa że nie zbiednieje także w przyszłości. Problem jest wtedy kiedy bezcelowo tracimy uzbierany wcześniej kapitał nie zdając sobie sprawy z tego co się dzieje, słuchając jedynie podszeptów promotorów i nie mając pojęcia jaka nasza strategia w końcu jest.

(…)

A jeśli decydujemy się już trzymać to co mamy i przesiedzieć bessę to siedzimy przynajmniej cicho nie powtarzając frazesów o rychłym odbiciu i o potencjalnych zyskach. Wytłumaczenie tego może być tylko jedno – graniczące z religijnym fanatyzmem siedzenie w fizycznym srebrze w naiwnej wierze w koniec świata i wystrzał cen w kosmos, w sytuacji gdy wbrew zapewnieniom promotorów cena metalu od 4 lat doznaje poważnych  spadków.”

całość tu: Srebrne nożyce czyli egzorcyzmów nad srebrem ciąg dalszy

podobne: cynik9: I ty nie zostaniesz inwestorem czyli przepraszanie za bessę. Po co jest złoto? oraz: Szwajcarzy podejmą decyzję, czy zwiększyć do 20 procent minimalne rezerwy złota. Trader21 i inwestowanie w spółki wydobywcze. i to: Independent Trader: Koniec London Silver Fix. Kiedy skończy się manipulacja cenami metali szlachetnych? a także: Niezależny Portal Finansowy: Inwestycje dla mniej zamożnych.

i dwa najciekawsze moim zdaniem komentarze spod artykułu:

Kartel bankowo polityczny, doskonale zna psychologię ulicy. Przed czekającymi świat nieciekawymi wydarzeniami ekonomicznymi przeprowadza ostateczne manewry na metalach, chce załadować jak najwięcej „Januszy” w papier a sam o ile to możliwe w fizyczne metale się pakuje. Wie że nikt fizyka nie sprzedaje ale panika jest i „Janusze” świata ciągną do papieru jak ćmy do światła. „Janusze” obecnie liczą jacy to „bogaci w papier” ale kartel wie że oni są z punktu psychologicznego za słabi aby pozamykać kontrakty, kupić za nie metal (taka powinna być logiczna ich decyzja) i wsadzić do swoich sejfów no bo w nic innego obecnie ładować kasy tak naprawdę nie warto. Hahaha. Niestety dla nich mam złą wiadomość, jak świat światem zawsze przyrzeczenia na papieże ostatecznie dochodziły do zera. Natomiast „metal luby” Mają obecnie kwaśny moment w tej nierównej grze, moje współczucie, ale jeszcze chwile poczekajcie a słoneczko zaświeci na waszą ulice ze zdwojoną siłą. Metale jak historia świata uczy, nigdy nie doszły do zera, a w najgorszym razie za uncje srebra zawsze chlebek się kupi. Pozdrawiam obie drużyny i nie przestaje im kibicować, zapowiada się fantastyczna rozgrywka końcowa, pomimo że w obecnej chwili sędziowie głowni oszukuję ze wskazaniem na drożynę „Januszy”. Jestem pewien jednak że drużyna „metal lubów” Wspaniałym finiszem odniesie nad nimi wielopunktowe zwycięstwo.

Wartość nabywczą chcę przechować do mojej emerytury (za jakieś 30 lat) i ma ona pozwolić na zakup takiej samej ilości żywności, ubrań, opału, wycieczek itp. w czasie kiedy nie będę już chciał być aktywny zawodowo, a zajmować się innymi aktywnościami, bądź też na zakup takiej samej ilości czesnego, wniesieniu kapitału na mieszkanie/dom dla moich dzieci/wnuków jeśli mnie już nie będzie. PMs nie są religią, są sposobem na przechowanie wartości z dziś przez dziesięciolecia, poza zasięgiem urzędasów, uwalniając mnie jednocześnie od efektów głupich rządów (zeszmacenia złotówki)…
Teoretycznie dzięki dzisiejszemu nawisowi papieru na cenie, powinny zarówno złoto jak i srebro – już po uwolnieniu ceny od papierowej manipulacji – zyskać jeszcze względem innych dóbr, ale to już jest element spekulacyjny.

…tradycyjnie zachęcam do lektury cynika9 i dyskusji pod artykułem… Wiele różnych spojrzeń na problem, pomysłów i myśli pozwala na skonfrontowanie własnych poglądów, tudzież dokształcenie się lub porzucenie błędnych przekonań… (Odys)

rys. Zbirek

rys. Zbirek

III filar na emeryturę albo dom. Trader 21: Własna firma czy inwestycja w mieszkanie? cynik9: REITs niebagatelne zalety inwestowania w nieruchomości.


1. Dziennik Gazeta Prawna – Emeryturą albo dom.

23.03.2015 (IAR) – Komisja Nadzoru Finansowego proponuje, by oszczędności emerytalne z III filaru mogły służyć sfinansowaniu inwestycji mieszkaniowych. O sprawie pisze „Dziennik Gazeta Prawna”.

Pomysł przedstawił na spotkaniu u prezydenta szef KNF Andrzej Jakubiak. Pieniądze przeznaczone na emeryturę mogłyby stać się częścią wkładu własnego przy kredycie hipotecznym.

Dziś III filar nie cieszy się popularnością. Środki tam gromadzone można wykorzystać dopiero po osiągnięciu określonego wieku. Pomysł KNF miałby podnieść atrakcyjność indywidualnego oszczędzania na emeryturę.

Na Indywidualnych Kontach Emerytalnych Polacy zgromadzili 4,7 mld złotych, a w Pracowniczych Programach Emerytalnych – ponad 10 mld.

Więcej w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

IAR/DGP/łp

podobne: O waryja(n)tach OFErmy i oszczędzaniu na emeryturę. i to: Fundusze: zamknięte kontra otwarte oraz: TFI – jak znaleźć perełki? a także: Sprawdź komu powierzasz pieniądze a dla dobra ZUSu żyj krótko i nie wydawaj za dużo, czyli jak Pilon „pomógł” Piratowi. TFI – Teraz Chiny?

2. Trader 21: Własna firma czy inwestycja w mieszkanie ?

„…Ostatni artykuł dla osób z mniejszym portfelem „Inwestycje dla mniej zamożnych” napisałem już ponad 10 miesięcy temu.

Dziś spróbuję się trochę zrehabilitować analizując case Tomka:

„W tym roku skończyłem 28 lat. Od początku miałem świadomość, będę zdany tylko na siebie i nie mogę liczyć na pomoc rodziny więc roztropnie wybrałem kierunek kształcenia, dzięki czemu pracę podjąłem już na studiach.

Po studiach kilkakrotnie zmieniałem miejsce zamieszkania kuszony lepszymi warunkami zatrudnienia. W tej chwili żyję we Wrocławiu gdzie branża IT jest szczególnie dynamiczna. W zeszłym roku rzuciłem pracę na etacie i założyłem działalność, która dziś przynosi mi zadowalający dochód. Przez cały okres zatrudnienia obwąchiwałem się z GPW, mozolnie gromadziłem oszczędności a pod wpływem Twojego bloga również trochę metali.”

Teraz do rzeczy:

Własna firma.

Środki ulokowane w rozwój osobisty, którego ewidentnym przykładem jest własna firma są absolutnie jedną z najlepszych inwestycji. Żadne aktywa finansowe, złoto, fantastyczne akcje czy BTC nie mają w długim terminie najmniejszych szans pobicia zwrotów, jakie może nam zapewnić inwestycja we własną firmę. Gdybym wiele lat temu nie zaryzykował i „nie poszedł na swoje” pewnie do dziś harowałbym na etacie, zamiast cieszyć się wolnością finansową.

Własna firma to przede wszystkim prawdziwa szkoła życia. Musimy być ekspertami od produktu, sprzedaży, marketingu czy finansów. Żadne studia (włączając w to MBA) nie nauczą nas tyle o prowadzeniu własnej firmy. Jednocześnie nic nie cieszy tak bardzo jak rosnące zyski, zatrudnienie czy rosnące znaczenie naszej firmy na rynku.

Co więcej, jeżeli zapytać rentierów, w jaki sposób zbudowali swój kapitał, to okaże się, że w 7 na 10 przypadków była to własna firma.

Własna firma to także dwie strony medalu. Po pierwszym roku upada 75 %  nowo powstałych firm. Statystyki są niestety wypaczone dotacjami z UE. Najważniejszy jest jednak fakt, że zaledwie 10% firm jest w stanie przetrwać i z sukcesem prosperować dłużej niż przez 5 lat. Jeżeli dojdziecie do tego etapu to możecie być z siebie dumni. 

Czynniki, które należy wziąć pod uwagę podczas zakładania własnej firmy przedstawię w osobnym artykule.

Kupno czy wynajem mieszkania.

Cytat Tomasza: „Przede wszystkim biję się z myślami na temat zakupu mieszkania na kredyt. Wiadomo, każdy potrzebuje gdzieś mieszkać. Obecny koszt najmu mieszkania zapewne pokryłby ratę kredytu, co wydaje się być opcją mimo wszystko rozsądniejszą. 

Ryzyko ewentualnego wzrostu stóp może dałoby się jakoś zhedge’ować lokując odpowiednio miesięczne nadwyżki finansowe? Przeciw przemawia, że dzisiaj zlecenia są a jutro może ich nie być i nadwyżki tym samym też nie będzie. Poza tym nieruchomości we Wrocławiu wydają mi się być ciągle drogie. Chociaż demografia miasta jest jedną z najlepszych w Polsce więc może taka cena jest uzasadniona?

W tej chwili pewnie celowałbym w kawalerkę lub małe M-2 żeby możliwie jak najszybciej spłacić kredyt, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie mieszkania w tym przez całe życie. Docelowo chcę dom ;-)”

Wysokość raty kredytowej w porównaniu do czynszu najemnego jest czynnikiem, który najczęściej bierzemy pod uwagę w rozważaniach czy kupić mieszkanie, czy je wynająć. Jest to niestety duży błąd. Wysokość raty kredytowej jest w głównej mierze zależna od wysokości stóp procentowych, które obecnie mamy najniższe w historii.

Stopy procentowe w Polsce

Powyżej zamieściłem przebieg wysokości stóp za ostatnie 15 lat. Czemu tak długi okres? Otóż kredyt przeważnie bierzemy na 25 – 30 lat. Warto chociażby zaznajomić się z wysokością stóp procentowych, z jakimi mieliśmy do czynienia w przeszłości. Polityka zerowych stóp procentowych wprowadzona na całym świecie być może będzie funkcjonować jeszcze przez rok, dwa czy 4 lata. Jest jednak mało prawdopodobne aby została utrzymana przez dłuższy okres.

Obecna wysokość stóp procentowych to 1,65% + 2% marża banku. Odsetki od kredytu hipotecznego wynoszą zatem 3,65% w stosunku rocznym. Przy kredycie rzędu 200 tys. zł zaciągniętym na 30 lat płacimy 915 zł raty miesięcznej.

Jeżeli stopy procentowe wzrosną do poziomu z 2005 czy 2008 roku, to wysokość naszej raty wzrośnie do 1460 zł. To jest wzrost o 60%. Czynników przemawiających przeciwko zakupowi mieszkania przy obecnych cenach jest w mojej ocenie więcej. Szczegółowo omówię je wkrótce przy okazji corocznej analizy rynku nieruchomości.

Wynajem mieszkania czy domu to nic złego. Sam obecnie w Hiszpanii wynajmuję dom, mimo iż mógłbym go bez większych problemów kupić. Czemu to robię? Otóż roczny czynsz najemny pomniejszony o koszty stałe, które ponosi właściciel nieruchomości są ciągle niższe, niż roczna utrata wartości wynajmowanego domu.

Mimo iż dzisiejsza wartość domu jest już 40% niższa niż 5 lat temu gdy go budowano, to i tak potencjał do spadków jest nadal znaczny, zwłaszcza że podobnie jak w Polsce mamy stopy procentowe na nienaturalnie niskich poziomach, a współczynnik określający wartość nieruchomości do rocznego kosztu najmu jest na ekstremalnie wysokich poziomach. Gdy kupowałem moje pierwsze mieszkanie w Warszawie na początku 2004 roku cena mieszkania równała się 10-12 letnim czynszom najemnym. Jak jest dziś, możecie sami sprawdzić.

Kupując nieruchomość czasami odkładamy czynniki ekonomiczne na bok. Chcemy mieć własny kąt i tyle. Nie chcemy wkładać pieniędzy w urządzanie nie swojego mieszkania i pytać właściciela czy możemy coś przerobić i w jaki sposób. Jest to absolutnie zrozumiałe.

Decydując się jednak na zakup nieruchomości, która w znacznej części będzie pochodzić z kredytu mierzmy siły na zamiary. Nie kupujmy czegoś na co nas zwyczajnie nie stać. Odłóżmy także trochę kapitału na wypadek skokowego wzrostu rat kredytowych, jak pół roku temu w Rosji czy obecnie na Ukrainie. Oszczędności pokrywające równowartość rocznych rat powinny zapewnić nam spokojny sen….

…Nim przejdę do szczegółów, chciałbym pogratulować Tomkowi zdroworozsądkowego podejścia. Ma bowiem odłożone prawie 70 tys. zł i dopiero zastanawia się czy kupić mieszkanie. Jeżeli już to małe aby „szybko spłacić kredyt”. Niestety, ale takie podejście jest dzisiaj rzadkością. Najczęściej wyznacznikiem tego na jak dużą nieruchomość nas stać jest to, jaki kredyt możemy dostać . Takie podejście jest zazwyczaj tragiczne w skutkach…”

całość tu: independenttrader.pl

3. cynik9: REITs niebagatelne zalety inwestowania w nieruchomości.

„Inwestowanie w nieruchomości ma swoje niepodważalne zalety. Przede wszystkim jest to aktywo materialne z którym wiąże się poważny wkład pracy i energii aby do niego dojść. Ceny nieruchomości, jak wszystkiego innego, mogą się wahać  i pozostawać nawet pod presją długo.  Rzadko jednak spadną do zera,   jak obligacje bankrutującego rządu czy jak akcje bankrutującej kompanii. Nawet jak dom zostanie zniszczony działka pod nim zachowa swoją wartość. W tym sensie nieruchomości podobne są nieco do złota. Rządy mogą naprodukować dowolną ilość papierowych obietnic z powietrza, i twierdzić że są one coś warte. Ani jednak złota ani nieruchomości dekretem rządowym po koszcie zero wyprodukować się nie da.

W porównaniu do złota szeroka klasa nieruchomości ma też szereg specyficznych zalet. Historycznie na przykład nieruchomości są lepszym hedgem antyinflacyjnym niż złoto. Generują też inwestorowi strumień gotówki, szczególnie istotny dla wielu w dzisiejszym dysfunkcjonalnym świecie zerowych stóp procentowych,  nic nie płacących depozytów i  negatywnych rentowności długu. Niebagatelną zaletą  nieruchomości trzymanych bezpośrednio jest też naszym zdaniem ich mała płynność, utrudniająca działanie w impulsie chwili, często pod wpływem nerwów czy strachu. Stąd bardziej niż gdzie indziej naturalna tendencja do „przesiedzenia” rynkowych turbulencji i ultymatywnie do „wyjścia na swoje” w dłuższym terminie. Nie bez kozery w wielu krajach większość tych którzy inwestując zgromadzili jakiś majątek zawdzięcza go głównie  nieruchomościom.

Problemem z nieruchomościami, oprócz podstawowego –  że skazane są na podatkową łaskę i niełaskę lokalnego reżimu,   jest dla początkującego inwestora także wielkość wymaganego wkładu. Nie każdego stać na kawalerkę na wynajem czy na 500 ha ziemi rolnej, bez wątpienia jednej z najlepszych inwestycji w Polsce ostatniego ćwierćwiecza. A co gdy szanse widzimy w obiektach z jeszcze wyższej półki, jak na przykład centra handlowe czy szpitale?

Rozwiązaniem w takich przypadkach są wehikuły inwestowania zbiorowego w nieruchomości   – REITs (real estate investment trusts).

(…)Inwestor kupuje udział w REIT tak jak by kupował zwykłą akcję, dorzucając swoją cegiełkę do majątku trustu. W tej funkcji występuje więc jako trustor. Majątek ten trzymany jest następnie przez kompanię pełniącą rolę trustee i inwestowany łącznie w specyficzną klasę nieruchomości w imieniu i dla benefisu inwestorów. Wyznaczony w tym celu jest profesjonalny manager trustu który realizuje jego politykę. Agregacja środków w truście pozwala na szeroki wachlarz inwestycyjnych możliwości i wysoką specjalizację. Obie te rzeczy są często poza zasięgiem indywidualnego inwestora…”

całość tu: dwagrosze.com

podobne: Eksperci: inwestycje w ziemię dobrą lokatą, ale długoterminową oraz: Oszczędzanie alternatywne: Co wybrać? Lokaty czy obligacje skarbowe? i to: Ostrożnie z odwróconą hipoteką. polecam również: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” i jeszcze: Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze

rys. Grzegorz Radziewicz

rys. Grzegorz Radziewicz

Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów).


Czarny poniedziałek w Brukseli.

08.12.2014 (IAR) – Czarny poniedziałek w Brukseli. Rotacyjny strajk, organizowany w ostatnich tygodniach w różnych prowincjach Belgii, tym razem sparaliżuje stolicę i okolice. To protest związkowców przeciwko polityce oszczędnościowej rządu.

Dziś zamknięte będą niektóre sklepy, banki, urzędy, w szkołach odwołano część lekcji. Z zajezdni nie wyjedzie dziś zdecydowana większość pociągów kursujących na trasach krajowych. Odwołana została część połączeń międzynarodowych, na przykład do Londynu, Paryża i Amsterdamu.

Strajk obejmie też komunikację miejską – autobusy, metro i tramwaje. Na międzynarodowym lotnisku w Brukseli odwołanych zostało 40 procent lotów. Spodziewane są też blokady związkowców na drogach.

„Najlepsza rada będzie taka: proszę się trzymać z daleka od Brukseli” – mówi stołeczna policja.

Dzisiejsza akcja protestacyjna, choć uciążliwa, jest dopiero zapowiedzią prawdziwego paraliżu w całej Belgii za tydzień. Na 15-ty grudnia trzy największe centrale związkowe zapowiedziały strajk generalny.

Informacyjna Afgencja Radiowa/IAR/Beata Płomecka, PR Bruksela/dj

podobne: Atak euro i polosocjalizmu. Przedsiębiorcy protestowali przeciwko polityce rządu. Będzie wspólny protest przewoźników i sadowników? oraz: „Pięknie rośnie bezrobocie…”  Czy „zacznie się” we Włoszech? i to: OECD tnie prognozy gospodarcze (dla strefy euro o 1/3).

Hiszpanie przestali oszczędzać.

08.12.2014 (IAR) – Tylko co czwartego Hiszpana stać na oszczędzanie, a ponad 40 procent społeczeństwa wcale nie odkłada pieniędzy – wynika z badań przeprowadzonych przez Adicae, Stowarzyszenie Krytycznych Konsumentów.

Jeszcze 8 lat temu, czyli przed rozpoczęciem kryzysu, w Hiszpanii oszczędzało ponad 60 procent rodzin. Poziom bezrobocia wynosił wtedy 8,3 procent, czyli trzy razy mniej niż teraz. Od tego czasu w Hiszpanii spadła siła nabywcza pieniądza i średnio o 10 procent zmalały pensje. Dlatego teraz na oszczędzanie może sobie pozwolić jedynie co czwarta rodzina, a 17 procent dorosłego społeczeństwa musi pożyczać, żeby dotrwać do końca miesiąca.

Zdecydowana większość, prawie 60 procent Hiszpanów, nie jest w stanie sprostać nieoczekiwanym wydatkom.

Bardziej od rodowitych mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego zaradni są imigranci. Mimo że poziom bezrobocia w tej grupie przekracza 35 procent, co drugi z nich zapewnia, że miesięcznie odkłada 100 euro.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Ewa Wysocka/Barcelona/mcm/dj

podobne: Cisza przed burzą. Toksyczne aktywa w systemach bankowych Polski i Hiszpanii. Przestajemy płacić kredyty mieszkaniowe. “Troika” wróciła do Hiszpanii. oraz: 40 tysięcy bezdomnych w Hiszpanii. Katalonia chce niepodległości

Wlk. Brytania: Szokująca skala głodu.

08.12.2014 (IAR) – Opublikowany dziś w Wielkiej Brytanii raport postuluje walkę z marnotrawstwem żywności i powołanie komitetu do spraw głodu wśród najuboższych mieszkańców kraju. W jego skład miałoby wejść kilku ministrów i przedstawiciele organizacji dobroczynnych. Raport opracowało grono posłów ze wszystkich partii.

Organizacja Trussel Trust, prowadząca banki żywności, twierdzi, że w tym roku skorzysta z nich milion Brytyjczyków. 4 lata temu było to zaledwie 40 tysięcy. Wolontariuszka Trustu, Alison Inglis-Jones powiedziała telewizji Channel Four: „Widuję ludzi z różnych środowisk przychodzących codziennie z prośbą o żywność. To nie ustaje. A ich liczba stale rośnie”. Telewizja BBC dotarła do rodziny, w której kilkunastoletnia córka powiedziała: Mogę wyżyć bez jedzenia. Raz już nawet przeżyłam na czczo tydzień”. Zwierzchnik Kościoła anglikańskiego, arcybiskup Canterbury Justin Welby poparł dziś raport na konferencji prasowej mówiąc, że był zaszokowany odwiedzając banki głodu, bardziej niż odwiedzając obozy uchodźcze w Afryce: „Widywałem dużo gorsze warunki, ale fakt, że to jest u nas? – my czegoś takiego nie uznajemy, to trzeba zatrzymać”. Analitycy zwracają uwagę na mnogość przyczyn głodu w Wielkiej Brytanii: stagnację najniższych zarobków, wzrost cen energii i czynszu, ograniczenia zasiłków, ich powolne przyznawanie i karanie osób, które nie dopełniają wszystkich warunków przyznawania świadczeń zawieszeniem wypłaty zasiłków.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

podobne: Brytyjczycy w długach po uszy oraz: Brytyjski biznes chce, by kraj został w UE, ale na nowych warunkach i to: Godfrey Bloom i dzień przeciętnego podatnika.

Grecja nadal pod finansową kroplówką.

08.12.2014 (IAR) – Grecja nadal pod finansową kroplówką. Władze w Atenach miały nadzieję, że od stycznia zakończy się międzynarodowy nadzór w zamian za pakiet pomocowy. Dziś w Brukseli ministrowie finansów strefy euro zdecydowali jednak o przedłużeniu go o dwa miesiące. Nie ma bowiem porozumienia w sprawie reform w Grecji, których oczekują międzynarodowi pożyczkodawcy. Od nich uzależniona jest wypłata ostatniej transzy wsparcia. „Pewien postęp został zrobiony przez greckie władze, ale nie ma podstaw, by zakończyć pakiet pomocowy. Dlatego zdecydowaliśmy o jego przedłużeniu o dwa miesiące. To pozwoli na podjęcie wszystkich działań i wypłatę miliarda ośmiuset milionów euro” – powiedział szef eurogrupy Jeroen Dijsselbloem. Międzynarodowi pożyczkodawcy oczekują dalszych cięć wydatków, bo bez nich – jak wyliczono – w greckim budżecie zabraknie dwóch i pół miliarda euro. Sprawa ma także wymiar polityczny. Premier Antonis Samaras obiecał zakończenie programu pomocowego w tym roku. Niedotrzymana obietnica może być wykorzystana przez radykalną lewicową Syrizę, która dąży do przejęcia władzy, zapowiada zerwanie z polityką zaciskania pasa i reformami narzuconymi z zewnątrz.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/em/

podobne: MFW: Grecja zapewne będzie potrzebować dalszej pomocy oraz: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. Portugalskie rodziny coraz bardziej zadłużone a w Grecji strajk generalny.

Nacjonaliści w Szwecji rosną w siłę.

08.12.2014 (IAR) – Antyimigracyjna partia Szwedzkich Demokratów może najwięcej zyskać na spowodowanym przez siebie skróceniu kadencji obecnego parlamentu w Sztokholmie. Ugrupowanie sprzeciwiające się liberalnej polityce przyjmowania uchodźców doprowadziło do sytuacji, w której mniejszościowy, lewicowy rząd premiera Stefana Löfvena nie był w stanie przegłosować własnego budżetu. W tej sytuacji Szwedzi pójdą do urn w marcu, zaledwie pół roku po ostatnich wyborach we wrześniu.

Według najnowszego sondażu, opublikowanego przez serwis thelocal.se, Szwedzcy Demokraci mają szansę znacznie poprawić swój wynik wyborczy z jesieni. Zamiast 13 procent, mogą otrzymać 18 procent głosów. A to oznaczałoby pogłębienie obecnego kryzysu, w którym ani lewica, ani prawica nie mają większości potrzebnej do samodzielnych rządów. Jednocześnie zarówno socjaldemokraci jak i prawicowa koalicja odżegnują się od możliwości współpracy z nacjonalistami i zapewniają o swoim poparciu dla otwartej polityki wobec imigrantów.

Wybory w Szwecji zaplanowano na 22 marca przyszłego roku.

IAR/thelocal.se/łp

źródło: stooq.pl

podobne: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego. polecam również:  Eurosceptycyzm rośnie w siłę. W. Brytania (UKIP), Francja (FN; UMP), Dania i Szwecja (nie chcą EURo), Nowa Prawica w Polsce. i to: Independent Trader: “Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem oraz: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa

…Belgowie żarli na zapas i teraz mają konsekwencje swojej hulaszczej socjalistycznej brewerii. Jak ktoś był w Brukseli to wie co się tam dzieje, i ilu z tych ludzi na ulicach to normalni autochtoni a ilu spośród nich to dzicz z importu żerująca na socjalu… Rząd oczywiście też nie jest święty, bo prócz zadłużenia wewnętrznego produkował masowo zagraniczne (na rzecz m.in. USA), ale niestety całej winy na lichwiarzy i układających się z nimi rządzących marnotrawców zwalić nie można… To w końcu wszystko na życzenie obywateli, którzy brali od państwa i banków pieniądze i żyli ponad stan aż im się uszy trzęsły. Wina elit politycznych, które zamiast powstrzymać rozdawnictwo samo się w nim pławiło jest oczywista jako tych którzy będąc odpowiedzialnymi za finanse państwa pozwoliły na jego zadłużenie. Konsekwencje będą straszne dla wszystkich, bo ci którzy na tym zarobili raczej nie unikną rzezi jeśli ludzie będą całkiem zdesperowani. Podobny raj zgotowali sobie Hiszpanie, Grecy i do niedawna ideał socjalistów – Szwecja. Nawet Wielka Brytania nie zdołała się uchronić przed patologią rozdawnictwa co skończyło się dokręcaniem śruby dla najmniej zamożnych, ale przede wszystkim dla niezaradnych życiowo…

Cytując klasyka: „…Wobec kogo, logicznie rzecz biorąc, obywatele państwa socjalistycznego powinni kierować swoje oburzenie i złość, jeśli nie wobec samego państwa socjalistycznego? To samo państwo, które ogłasza odpowiedzialność za ich życie i obiecuje im żywot w szczęśliwości, w rzeczywistości ponosi odpowiedzialność za urządzenie im z tego życia piekła. Istotnie, przywódcy państwa socjalistycznego przeżywają dylemat. Każdego dnia zachęcają ludzi do wiary, że socjalizm jest systemem doskonałym, którego złego skutki mogą być jedynie efektem działania złych ludzi. Jeśli to prawda, kim więc mogą być ci źli ludzie, jeżeli nie samymi rządzącymi, którzy nie tylko czynią życie innych piekłem, lecz wypaczają rzekomo doskonały system do takiej postaci?…” ()

…obrazek adekwatny do sytuacji w krajach, gdzie populistyczne rządy socjaluchów doprowadziły ludzi do wrzenia… Prawa natury już niedługo nie dadzą się kontrolować.

…Odys

Demagogia społeczna - by Arkadiusz

Demagogia społeczna – by Arkadiusz

Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców).


„Polityka społeczna, głupcze!”…???

A to nie macie ludzie już dość pchania łap przez tę „politykę” do rodziny? Jak ja bym chciał żeby państwo się właśnie wycofało! (niestety jest dokładnie na odwrót). A co ja tu czytam na „wolnościowym” (takie odnosiłem dotychczas wrażenie) portalu? Artykuł jakiegoś marksisty a w nim kwiatuszek jaki:

„…Bezpośredni wpływ państwa na zarobki jest ograniczony. Obniżanie składek i stawek podatków nakładanych na pracę spowodowałoby, że tylko część z tych środków trafiłaby do kieszeni pracownika, a część do pracodawcy (ponieważ pracodawca nie byłby zmotywowany do transferu korzyści ze zmniejszonych danin do zatrudnionego – wolałby zachować całość dla siebie…”

Koszty pracy

Koszty pracy

…lewicowy bełkot bez logicznego poparcia (bo takiego być rzecz jasna nie może), stawiający taką oto tezę że winny wszystkiemu jest ten kto DAJE PRACĘ (sic!) a nie ten kto nakłada na tę pracę podatki i „składki” (zarówno na przedsiębiorcę jak i na pracownika). Autor snuje w czerwonej malignie jakieś wyssane z palca „podejrzenia” względem przedsiębiorców (którzy według niego tylko czekają żeby okraść pracownika), podczas gdy każdy z nas ma przykład NAOCZNY (bądź ze słyszenia), ile nasi rodacy zarabiają u tych „krwiopijców” na zachodzie i że jest to CZTERY RAZY WIĘCEJ jak w Polsce. No popatrz Pan! Mają z czego rabować a nie rabują swoich pracowników. No durnie! Może autor powinien tam pojechać i przypomnieć tym kapitalistycznym świniom że powinni swoich pracowników bardziej rabować bo mu „teoria” nie sztymuje 🙂

Polecam zatem sprawdzić dlaczego tam można a u nas nie można (i jaki to ma związek m.in. z kwotą wolną od podatku, oraz z wielością miejsc pracy których ani państwo nie tworzy ani z nieba nie spadły) i tylko proszę bez konkluzji typu „bo płaca minimalna jest wysoka” bo na płacenie wysokiej płacy minimalnej trzeba mieć najpierw „skądś” pieniądze… Po prostu rzygać się chce, kiedy się czyta tego typu manipulacje… WSTYD!

Polecam więc na odtrutkę wykład Pana Skiby, który tłumaczy używając logiki i prawidłowego poglądu na przyczonowo-skutkową politykę „prorodzinną” jaką uprawia państwo, pewne oczywiste FAKTY! – do czego prowadzi „państwowa opieka” w rodzinie… Czy dzisiaj istnieje prawdziwa rodzina?

Otóż niebezpieczeństwa jakie przyczyniają się do jej rozkładu, to przede wszystkim fałszywie pojmowana i wpajana przez zwodnicze lewicowe ideologie „równość” jako „sprawiedliwość społeczna”. Jest też o redystrybucji dóbr przez państwo, rabunkowej polityce fiskalnej, które są zamachem na własność prywatną (Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm…), co doprowadza do zubożenia rodziny i deprecjonuje powinność (zdolność) władzy rodzicielskiej do zapewniania bytu rodzinie, oraz podważa jej autorytet, który jest zastępowany przez „państwo opiekuńcze” w ramach tzw. „pomocy społecznej” i „ubezpieczenia społecznego” („gwarantowanego” przez państwo, które w zamian za nikłą szansę „emerytury” gdzieś w przyszłości, już dziś REALNIE pozbawia rodzinę kapitału). Które to państwo rości sobie również prawo do własności nad dziećmi, poprzez coraz wcześniejszy przymus edukacji, gdzie dziecku wpajane są „wartości” deprecjonujące władzę rodzicielską, a utrwala się w nim przekonanie że tylko państwo stać na opiekę i wychowanie, oraz że tylko państwo stoi na straży praw dziecka, nie ucząc go jednak obowiązków wobec rodziców i narodu a tylko wobec państwa i jego „prawa”. Słusznie pisał swojego czasu Pan Adam Doboszyński w swojej książce: „Gospodarka Narodowa”:

„…Zdrowe społeczeństwo opiera się na pracy i na rodzinie. Lecz najbardziej zwarta rodzina rozprzęga się szybko, o ile nie ma wsparcia we własności. Dopiero własność daje rodzinie możliwość trwania, pozwala jej wykształcić się w silną komórkę społeczną i nawiązać ciągłość tradycji rodzinnej. Rodzina nie może być przejściowym zrzeszeniem kilku osób, które żyją razem póki rodzice nie wymrą, a dzieci nie dorosną. Musi ona stanowić czynnik ciągły, musi liczyć swój wiek nie na lata, lecz na generacje. Ta ciągłość tradycji rodzinnej, której podstawowym warunkiem jest własność przekazywana sobie kolejno przez pokolenia, daje człowiekowi to poczucie godności osobistej i wrośnięcia w swój naród i w swą ziemię, które upodabnia chłopa do księcia, a którego brak czyni z miejskiego proletariusza ludzki atom zawieszony w próżni, poza ludzkością i jej historią. Rodzina i własność stanowią więc pojęcia nierozdzielne. Dopiero gdy uwłaszczymy każdą rodzinę, możemy zrealizować sprawiedliwy ustrój społeczny…” (inną kwestią jak podaje dalej autor jest zapanowanie nad potencjałem władzy jaką daje własność – tu potrzebne jest wychowanie ludzi w poczuciu dostrzeżenia wartości i poszanowania innego człowieka – w skrócie, bez etyki w biznesie każda własność i każda taka rodzina może stać się potencjalnym zagrożeniem dla reszty społeczeństwa, co jednak skutecznie zahamowane być może w warunkach WOLNEJ konkurencji)…

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

Jawnych kłamstw, przeinaczeń i odwróconej logiki przyczynowo-skutkowej jest w tym artykule na który się wczoraj nadziałem wiele. W najbliższym (bądź w dłuższym) czasie punkt po punkcie przełożę te czerwone wywody na język logiki, która została w nim w sposób chytry i perfidny odwrócona (będę dopisywał akapity w miarę chcenia i natchnienia, bo przyznam się szczerze że czasem nie chce mi się kolejny raz pisać tego samego, a kto wie czego szukać i chce się dowiedzieć więcej na temat „zbawczej roli państwa” w życiu obywateli, może znaleźć setki innych i lepszych od mojego tekstów obalających ten marksistowski bełkot). Bo każdy kto wie (szkoda że większość nie zdaje sobie z tego nawet sprawy!) ile i w jakiej formie zabiera mu państwo pieniędzy, ten wie „przy okazji” doskonale jak bardzo przyczynia się ono do zubożenia obywatela w tym kraju. O ironio najwięcej właśnie zubaża tego biednego którym się rzekomo „opiekuje” (i to „za darmo” 🙂 ).

Nie jest bowiem tak jak się sugeruje w artykule że państwo „…formę „maksimum” przyjmuje tylko w sferze fiskalizmu…” – to kłamstwo. NAJGORSZY rabunek jakim się państwo wykazuje dotyczy właśnie sfery pozafiskalnej. Chodzi rzecz jasna o tzw. „ubezpieczenie społeczne”, „zdrowotne” i inne „fundusze” które nazywa się mylnie „składkami”, dzięki którym rabowane są nie tylko pieniądze (co do których państwo orzekło poprzez wyrok Sądu Najwyższego że nie są nasze!), by obiecać „coś” w przyszłości (która z każdym podniesieniem wieku emerytalnego się oddala, niektórzy jej po prostu nie dożyją a ich pieniądze znikną w państwowym brzuchu – cynik9 i „Liczenie na ZUS”), ale rabowane jest poczucie solidarności pokoleniowej w rodzinie. Bo oskładkowanie pracy uczy PRZEDE WSZYSTKIM właśnie EGOIZMU i liczenia na drapane od państwa, rugując ze świadomości potrzebę życia i myślenia o przyszłości tu i teraz.

Człowiek który ma coś obiecane od państwa „na starość” (jak dożyje 🙂 )mało przykłada wagę do tego, żeby kwitła w rodzinie prawdziwa solidarność międzypokoleniowa, bo jego „rodziną” i „wspólnikiem” jest państwo, któremu oddawał przez całe zawodowe życie swój majątek, więc to państwo jest jego opiekunem i „rodziną” na starość zamiast dzieci, które w „rewanżu” (konsekwencji!) nie muszą się martwić czy obchodzić rodziców skoro rodzic ma „emeryturę”. Co innego gdyby rodzic zamiast emerytury miał oszczędności (nieprawdaż?) wtedy nawet najgorszy prymityw będzie się rodzicem opiekował by coś po nim odziedziczyć. Niestety tak w większości przypadków NIE BĘDZIE! bo „dziedziczy” państwo, które temu człowiekowi wszystko zabrało! (dlatego m.in. „państwo opiekuńcze” postanowiło jeszcze bardziej ulżyć w życiu emeryta zezwalając na wprowadzenie kolejnej bankowej usługi zwaną „odwróconą hipoteką” by ludzie starsi nie musieli żyć z głodowych emerytur i by wyprzedali się do cna zanim umrą).

To co w większości zostało opisane w tym artykule to nie są skutki „liberalizmu” czy „kapitalizmu” w gospodarce, ale właśnie socjalizmu i etatyzmu państwowego. Już dziś realizują się (wbrew temu co autor napisał) KONSEKWENCJE tego bezhołowia i „wiary” w „misję społeczną” państwa, które ZAWSZE dba wyłącznie o siebie – aparat, i o „swoich” – czyli wybrańców którzy z nim współpracują w rabunku pozostałej reszty. Nie dlatego że nie realizuje swoich zadań (które na siebie wzięło i za które każe sobie słono płacić) jak trzeba, ale właśnie DLATEGO że je na siebie wzięło (kasując z góry stosowną opłatę) w zamian za nic nie warte „gwarancje”, które co jakiś czas zmienia. Pozbawiając tym samym rodzinę jednym ruchem długopisu pod taką czy inną ustawą JUŻ DZIŚ władztwa nad jej majątkiem, i prawa rodziców do bycia jedynym autorytetem i źródłem dobrobytu dla swoich dzieci. Konsekwencje możemy gołym okiem obserwować… Rodzina jest rabowana (i zadłużana na koszt tej „opieki”) jednym ciągiem na kilka pokoleń naprzód!

Największą głupotą w tym artykule jest stawianie sprawy z niską dzietnością w takiej oto zależności, że żeby zapewnić sobie przyszłość wystarczy urodzić dużo dzieci (niech sobie autor na Afrykę spojrzy!)… Niestety zależność jest taka, że nie wystarczy „mieć” dzieci. Trzeba jeszcze myśleć (zawczasu!) o tym za co je wychować, nakarmić, ubrać, znaleźć CZAS dla nich, żeby się nie chowały samopas. Na to wszystko trzeba mieć środki tu i teraz (a nie „na przyszłość”), żeby móc te dzieci odpowiedzialnie i po swojemu wychować. A nie oddawać je na wychowanie państwu i to coraz wcześniej. To tu i teraz potrzebne są rodzicom środki, by mogli wychowywać swoje pociechy w miłości i odpowiedzialności za przyszłość. Za przyszłość swoją i rodziców, którzy na to właśnie pracują żeby miał ich kto na starość obchodzić tak jak oni obchodzą swoje dzieci kiedy są bezbronne i niezaradne. Dzieci nie są państwową własnością, rodzice nie troszczą się o nie w celu wyhodowania parobków/podatników/dłużników i wyznawców państwowego „lewa”, ale DLA SIEBIE jako pociechę i opiekę na starość. Państwo socjalistyczne swoją pseudo „opieką” tę możliwość rodzicom odbiera a dzieci od małego uczy egoizmu!

Katastrofa demograficzna jest skutkiem socjalizmu a nie liberalizmu (chyba że ktoś ma na myśli „liberalizm” obyczajowy, ale to się nazywa wtedy libertynizm). W państwach zachodnich widać to najlepiej ale już w innym wymiarze. Bo tam biedy (jeszcze) nie ma, ale przyczyną niskiej dzietności jest z kolei „kultura” hedonizmu i chęć czerpania przyjemności z życia (czyli libertynizm właśnie) a nie stan zamożności (który jest tylko środkiem), bo gdyby było inaczej, to Polacy którzy wyjechali na zachód nie mnożyliby się w takim tempie a uprawialiby ten sam „styl życia” jak autochtoni. Część oczywiście już zasymilowała się z tym „stylem zachodnim”, ale zdecydowana większość ciągle jednak wie po co żyje i realizuje się w „konserwatywnym stylu” – rodzicielstwa. Trzeba więc pamiętać o tym, że kapitał to TYLKO środek a jak jest wykorzystywany to zależy od charakteru człowieka. Zgniły zachód wykorzystuje go do korzystania z życia nie licząc się z przyszłością, zaś Polacy jeszcze wiedzą czym jest rodzina i dzieci, więc wykorzystują ten sam kapitał po to żeby się realizować w tradycji jaką nasiąkli i zabrali ze sobą z Polski.

Polaków są na zachodzie MILIONY! Wystarczy więc (tylko!) przywrócić normalne warunki gospodarcze w Polsce by zła sytuacja demograficzna zniknęła w jednej chwili, za sprawą powrotu tych milionów naszych rodaków wraz z dziećmi pod polską strzechę… Jednak bez likwidacji „państwa opiekuńczego”, które dziś przeciętnego Polaka kosztuje około 80% jego dochodów (w postaci różnych podatków, „składek”, opłat i nie licząc innego rodzaju sposobów na wyciskanie podatników, jak np. „ratowanie” takich czy innych państwowych firm które przynoszą tylko straty, gdzie pousadzali się mężowie, żony, kochanki, córki, synowie, pociotki i przyjaciele królika) nikt do Polski nie będzie chciał wracać by tu wydawać i inwestować swoje ciężko zarobione na zachodzie pieniądze, żeby dorabiać obcych sobie ludzi… Tymczasem Polacy od 25 lat wybierają do władzy etatystów i populistów, którzy ciągle chcą się nimi „opiekować”, i są bombardowani podobnymi do gniota który pozwoliłem sobie skomentować ideami rodem z marksizmu leninizmu. Mamy więc to co mamy jako KONSEKWENCJĘ głupoty, więc nie dziwmy się że młodzi emigrują za chlebem pozostawiając swoich rodziców na pastwę „państwa opiekuńczego”.

Konkludując zatem w nawiązaniu do prowokacyjnego tytułu: „Czemuś głupi? Boś biedny! Czemuś biedny? Boś głupi!”. Jak ktoś nie lubi czytać to niech sobie posłucha tego: Dlaczego w Polsce nie ma pracy? i tego: Dlaczego niższe podatki oznaczają większe zarobki

…Odys

Polecam lekturę: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu.  oraz: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Socjalizm po polsku. Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) polecam również: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie.

rys. Gatis Sluka

rys. Gatis Sluka

Wirtualna Polonia

Liberalizm nas zabije

 +

.
+

Demografowie biją na alarm – do 2050 roku populacja naszego kraju zmniejszy się o przeszło 4,5 miliona osób. Równocześnie wśród Polaków szerzy się ideologia, która zakłada całkowite wycofanie się państwa z prowadzenia polityki społecznej. W czasie, gdy walka o naród oznacza przede wszystkim walkę o dzietność polskich matek, o niedopuszczenie do demograficznej i ekonomicznej katastrofy, jak wirus rozprzestrzenia się liberalne zaczadzenie.

Na rodziny ani złotówki!

View original post 2 537 słów więcej

Cena złota utrzyma się w okolicach 1200-1400 USD/ uncję, do hossy droga daleka.


Warszawa, 09.09.2014 (ISBnews/ MM Prime TFI) – Maksymalna cena uncji złota to 1920 USD odnotowane we wrześniu 2011 r. Na początku kryzysu finansowego cena złota spadała razem z surowcami przemysłowymi, ale faktycznie spadek ten był mniejszej skali. Miedź została przeceniona o 66%, natomiast ropa naftowa aż o ponad 70%. W szczytowej fazie cena baryłki ropy Brent przekraczała 140 USD. Skala przeceny złota na tle ww. surowców była wtedy relatywnie niewielka i wyniosła ok. 30%. Złoto też było surowcem, który odbił najszybciej, dodatkowo w ciągu kolejnych lat przebiło bez problemu barierę 1000 USD/u, rosnąc aż do poziomu 1920 USD/u, czyli o prawie 100% powyżej szczytu z 2008 r.

Czym można tłumaczyć tak duży wzrost cen złota w tym okresie? Właśnie jego funkcją safe haven, czyli bezpiecznego schronienia. Kryzys finansowy nie skończył się wraz z nacjonalizacją Lehman Brothers i AIG czy koncernów motoryzacyjnych, ale trwał kilka lat, a najlepszym dowodem tego były kolejne programy QE (zasilanie systemu bankowego w gotówkę) wprowadzane przez Fed. Z jednej strony była zatem nadwyżka kapitału, z drugiej obawy o przyszłość. W międzyczasie oś kryzysu przesunęła się z USA na południową część Europy. Zamiast bankructw spółek zaczęto obawiać się bankructwa państwa (najbardziej Grecji, gdzie scenariusz ten, gdyby nie EBC i specjalne programy pomocowe, był całkiem prawdopodobny). Awersja do ryzyka rosła, ale jednocześnie rosła też inflacja w USA i strefie euro. Popularnym produktem stały się fundusze ETF na złoto. Te wszystkie czynniki windowały cenę złota, ale w momencie gdy sytuacja zaczęła się normować, a presja inflacyjna mocno słabnąć, złoto z okolicy 1900 USD spadło na 1200 USD/u.

Trzeba pamiętać, że złoto może być traktowane jako safe haven przede wszystkim w okresach wysokiej presji inflacyjnej. Tymczasem póki co absolutnie nie ma jeszcze sygnałów jej pojawienia się. Pojawiają się pogłoski o popycie ze strony banków centralnych. Niewątpliwie Chiny, które przestały w 2009 r. raportować stan posiadanego złota, skupują je. Wtedy mieli 1054 ton złota, obecne Bloomberg wskazuje, że mogą mieć powyżej 3000 ton złota na koniec 2014 r. Złoto kupuje też Rosja, ale to można nazwać bardziej odbudowaniem jej rezerw, które spadły pod koniec 2013 r. Rusza też sezon wesel i świąt hinduskich, czyli wzrostu okresowego popytu na złoto. Te wszystkie czynniki wskazywałyby, że złoto powinno teraz przeżywać lepszy okres, tymczasem cena pozostaje pod presją i dociera do 1250 USD/u.

Sądzę, że kanał 1200-1400 USD/u powinien się utrzymać, gdyż w jego dolnych granicach plasuje się koszt krańcowy produkcji uncji złota. Póki co jednak popyt ze strony banków centralnych czy odbudowa aktywów funduszy ETF to nie ta skala. Musiałaby pojawić się presja inflacyjna przy niskich stopach procentowych, aby złoto znowu weszło w fazę hossy. Jeśli pierwsze oznaki jej pojawiania się zaistnieją, można będzie typować złoto jako atrakcyjną lokatę kapitału. Póki co funkcje bezpiecznego schronienia przejęły przede wszystkim obligacje skarbowe, także państw Europy Południowej, co jeszcze w 2012 r. wydawało się czystą abstrakcją.

Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI S.A.

(ISBnews/ MM Prime TFI)

podobne: Złoto – mieszane nastroje. oraz: Co z tym złotem? Goldmanowe podjudzanie do sprzedaży „papierków”, kontra ciche skupywanie fizycznego złota przez Chiny. i to: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin. polecam również:  Independent Trader: Koniec London Silver Fix. Kiedy skończy się manipulacja cenami metali szlachetnych?

Gyuri Lohmuller - Złoto słodsze od miodu

Gyuri Lohmuller – Złoto słodsze od miodu

Sprawdź komu powierzasz pieniądze a dla dobra ZUSu żyj krótko i nie wydawaj za dużo, czyli jak Pilon „pomógł” Piratowi. TFI – Teraz Chiny?


1. Uwaga na skomplikowane produkty do oszczędzaniaSprawdź komu powierzasz pieniądze.

10.08.2014 (IAR) – Na emeryturę warto odkładać. Na oszczędzających czyhają jednak pułapki. Skomplikowane produkty finansowe i nierzetelność sprzedających odstraszają od oszczędzania na starość.

Rzecznik Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Małgorzata Cieloch podkreśla, że przybywa skarga na skomplikowane produkty finansowe, które łączą funkcję inwestycji i ubezpieczenia. W ostatnich miesiącach UOKiK na jeden z podmiotów oferujących takie produkty otrzymał ponad 200 skarg. Klienci często nie są informowani o ryzyku inwestycyjnym czy o opłatach za rezygnację z produktu.

Urząd przygotowuje raport na temat skomplikowanych polis inwestycyjnych. Rozmówczyni IAR dodaje, że sprzedawcy oferują je czasem osobom, które nie powinny z nich korzystać. Większość skomplikowanych produktów finansowych działa przez 10 czy 15 lat. Nie zawsze osoby powyżej 70. roku życia są w stanie skorzystać z odłożonych pieniędzy.

Szczegółowy raport na temat długoterminowych inwestycji finansowym będzie gotowy pod koniec tego roku. Już teraz specjalną kampanię informacyjną „Sprawdź, komu powierzasz” prowadzi Komisja Nadzoru Finansowego wspólnie z Polskim Radiem.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk/nyg

10.08.2014 (IAR) – Czytać umowy i sprawdzać komu powierzamy pieniądze. To prosty sposób, żeby uniknąć rozczarowania i nie stracić oszczędności życia. Komisja Nadzoru Finansowego i Polskie Radio prowadzą kampanię informacyjną w tej sprawie.

Przedstawiciel nadzoru finansowego, Maciej Krzysztoszek ostrzega, że część produktów finansowych jest skomplikowana. Zachęca on do czytania umów. W niej zawarte są wszystkie informacje i warunki. Podpisując ją zobowiązujemy się do jej przestrzegania. Jeżeli nie rozumiemy zasady działania produktu finansowego, możemy poprosić o wyjaśnienia.

Warto sprawdzić też samą instytucję finansową. Chodzi o gwarancje Ubezpieczeniowego lub Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. A na stronie internetowej nadzoru (www.knf.gov.pl) można znaleźć też listę ostrzeżeń. Są na niej podmioty, które prowadzą działalność niezgodnie z prawem. Przyda się także rozmowa z klientami instytucji oraz sprawdzenie forów internetowych.

KNF realizuje kampanię informacyjną wspólnie z Polskim Radiem oraz TVP. Jej celem jest edukacja Polaków w obszarze problematyki gospodarczej.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk/nyg

podobne: Polska rajem dla oszustów polecam również: NIK: może nie starczyć na emerytury (prezydencka minister uważa dopłacanie do FUS za „wypłacalność”)

…ta troska o nasze pieniądze oprócz tego że jest jak najbardziej uzasadniona, to w zestawieniu z pewnymi okolicznościami jakie są udziałem większości ludzi dysponujących w Polsce dochodem jest wprost wzruszająca. W związku z tymi okolicznościami ciekawi mnie więc brak na owej liście „ostrzeżeń” i brak słowa w kampanii ostrzegawczej na temat największej piramidy finansowej na rynku ubezpieczeń w Polsce, która nie tylko nie bawi się w zawieranie umów z klientem a raczej petentem, (co niejako usprawiedliwia brak ostrzeżenia przed ich czytaniem – brak umowy, kłopot z głowy! 😉 ), ale uważa się powszechnie, że jej oferty nie dotyczy pojęcie „ryzyka inwestycyjnego” (wbrew wynikom jakie osiąga z roku na rok, będąc na coraz większym minusie!). Nie wspominając o tym, że ta „instytucja” NIKOGO nie oszczędza w kwestii rozczarowania z jej wyników finansowych, chociaż każdy pracujący powierza jej przez CAŁE ZAWODOWE ŻYCIE nie małe środki (i to wcale nie z własnego wyboru), z których to środków nie jeden „ubezpieczony” (nie tylko po 70 roku życia a nawet wcześniej!) nie zdążył wydać nawet złotówki.  Co się z tymi osieroconymi środkami dalej dzieje to swoją drogą też ciekawy temat – Złodzieje Ukradli Składki: Zniknęło 8 mld zł z kont emerytalnych w ZUS… Mowa oczywiście o „gwarancie” naszej przyszłości i „jedynie sprawiedliwym” systemie ubezpieczeniowym na świecie – ZUSie.

…Gdyby ubezpieczenia społeczne funkcjonowały na zasadzie umowy, to wyglądałaby ona tak: ty obywatelu „ubezpieczony” będziesz przez co najmniej 30, albo 35 lat oddawał ubezpieczalni połowę swego dochodu, a ubezpieczalnia kiedyś coś ci da. „Kiedyś” – bo Sejm zawsze może zmienić wiek emerytalny – i właśnie to zrobił oraz „coś” – bo Sejm zawsze może zmienić sposób naliczania emerytur – i właśnie się do tego szykuje. Jeśli w takiej sytuacji ktoś jeszcze uważa przymusowe ubezpieczenia społeczne za dobrodziejstwo i wiekopomną zdobycz ludu pracującego, to znaczy, że jest humańskim durniem, wobec którego nie powinno być żadnej litości… (Stanisław Michalkiewicz)

2. Długowieczność jest super, ale nie dla portfelaGUS – Wydłuża się nasze życieOszczędzanie na emeryturę. Skąd wziąć pieniądze. 

Żyjemy coraz dłużej i powinniśmy się z tego cieszyć. Poza oczywistymi plusami, długowieczność ma też słabsze strony. Podstawową jest to, z czego to dłuższe życie będziemy finansować. Możliwości jest kilka, ale tą, na którą mamy największy wpływ my sami, jest po prostu regularne oszczędzanie. Niestety, nic tego nie zastąpi.

Zgodnie z opublikowanym właśnie przez GUS raportem dotyczącym trwania życia, mężczyźni urodzeni w 2013 roku mogą liczyć na to, że średnio dożyją 73,1, a kobiety 81,1 roku życia. Średnia długość trwania życia wydłuża się dynamicznie i nieprzerwanie od 1991 roku. Wówczas mężczyźni dożywali niespełna 66, a kobiety nieco ponad 75 roku życia.

Co więcej, średnia długość życia wydłuża się szybciej, niż w swoich oficjalnych prognozach zakładał GUS. Wg ostatniej takiej prognozy, na lata 2008-2035, GUS oczekiwał, że średnio 81 roku życia dożywały będą dopiero kobiety urodzone po 2020 roku. Podobnie jest w przypadku mężczyzn, dla których średnia długość trwanie życia miała przekroczyć 73 lata dla urodzonych w okolicach 2018-2019 roku.

To co cieszy chyba nas wszystkich, jest niestety dużym zmartwieniem dla ZUS-u. Wylicza on bowiem nowe emerytury, uwzględniając między innymi właśnie średnie dalsze trwanie życia na podstawie specjalnie w tym celu co roku publikowanych przez GUS tablic. Krótko mówiąc, jeśli długość dalszego życia została na tej podstawie w wyliczeniach ZUS-u niedoszacowana, to osoby starające się o emeryturę będą pobierały ją dłużej niż się zakłada, zatem i potrzeby finansowe ZUS-u będą większe niż obecnie się zakłada. Te braki trzeba będzie czymś sfinansować. Bazując na ostatnich doświadczeniach, na myśl przychodzi najpierw zagarnięcie pieniędzy, które pozostały jeszcze w OFE (aktualnie to ok. 147 mld zł), a potem pozostaje już tylko podnoszenie podatków.

Żyjemy dłużej, bo – jak wskazuje ZUS – korzystamy z rozwoju nowych technologii medycznych i nowoczesnych metod diagnostycznych, ale także z generalnej poprawy kondycji zdrowotnej Polaków, realizowanej przez prozdrowotny styl życia. Jeśli jednak polepszającą się kondycją chcemy cieszyć się na emeryturze, powinniśmy też uwzględniać wydłużające się oczekiwane dalsze trwanie życia we własnych kalkulacjach. Z gusowskich tablic wynika, że mężczyźni, którzy w 1990 roku mieli 30 lat, przeciętnie mieli dożyć 69,1, zaś kobiety 77,2 roku życia. W 2013 roku jest to już odpowiednio 74,3 i 81,8 lat. Warto jednak zwrócić uwagę, że im dłużej żyjemy, tym wiek statystycznie możliwy do osiągnięcia zwiększa się. Z tablic wynika bowiem, że w 2013 roku 60 letni mężczyzna przeciętnie może dożyć 78,7, a kobieta 83,9 roku życia.

Podsumowując, wiele wskazuje na to, że obecni 30-40 latkowie mają duże szanse na to, żeby dożyć dziewięćdziesiątki. A to oznacza, że przy aktualnym wieku emerytalnym, który dla kobiet i mężczyzn wynosi 67 lat, trzeba się liczyć tym, że życie na emeryturze potrwa nawet grubo ponad 20 lat. Dlatego, odkładając z myślą o dodatkowej emeryturze, trzeba zdecydowanie uwzględnić to, na jak długo – potencjalnie – te oszczędności będą nam potrzebne. Jeśli ktoś, kto ma obecnie 30 lat, czyli do emerytury pozostaje mu jeszcze 37 lat, zacznie teraz odkładać miesięcznie 200 zł, przy średniej rocznej stopie zwrotu na poziomie 5 proc., w chwili przejścia na emeryturę ma szansę zgromadzić kapitał w wysokości ok. 260 tys. zł. Jeśli potem ulokuje go na bezpiecznej lokacie, z której będzie miał 3 proc. zysku rocznie, to wystarczy, że co miesiąc przez 15 kolejnych lat, będzie wypłacać sobie, z kapitału i z zysku, dodatkową emeryturę wysokości niespełna 1800 zł. Warto w tym miejscu odnotować, że za te 1800 zł za 40 lat będzie można kupić mniej więcej tyle, ile dziś na 700 zł (jeśli średnia roczna inflacja w tym czasie wyniesie 2,5 proc.). Jeśli teraz ten ktoś, wiedząc, że musi się liczyć z tym, że na emeryturze spędzi znacznie więcej czasu, w powyższych obliczeniach zmieni tylko jedną zmienną, a mianowicie wydłuży okres wypłaty na 25 lat, to jego miesięczny dodatek do państwowej emerytury spadnie o jedną trzecią, do zaledwie 1200 zł (na dzisiejsze pieniądze to ok. 450 zł).

Co zrobić, żeby uzupełnić deficyt? Odpowiedź jest prosta: trzeba odkładać więcej. Zamiast 200 zł miesięcznie, trzeba by odkładać ok. 300 zł. Innym rozwiązaniem jest np. coroczna indeksacja odkładanej kwoty. Możemy więc zacząć od 200 zł miesięcznie, a następnie zwiększać tę kwotę o 3 proc. każdego roku, żeby osiągnąć mniej więcej ten sam efekt, jakbyśmy odkładali przez cały okres stałą kwotę równą 300 zł.

Długowieczność, poza chyba oczywistymi korzyściami jakie z niej płyną, rodzi także oczywiste problemy natury finansowej. Może i nie każdy, ale na pewno większość z nas, chciałaby żyć jak najdłużej, ale pracować jak najdłużej pewnie już nie koniecznie. Żeby tak było, trzeba o tym zacząć myśleć odpowiednio wcześniej, pamiętając o tym, że im wcześniej zaczyna się oszczędzać o myślą o tak odległym w czasie celu jak emerytura, tym mniejszym jest to wyrzeczeniem, bo mniejsze kwoty trzeba odkładać. A na przyszłą emeryturę można przejść nie czekając do 67 urodzin.

(Bernard Waszczyk – Open Finance)

podobne: Reforma emerytalna: OFE, ZUS, IKZE. Zakaz inwestowania OFE w obligacje – groźny oraz: „Ostateczne” zmiany w OFE wchodzą w decydującą fazę… kradzieży.

10.08.2014 (IAR) – W Polsce rodzi się mało dzieci. Żyjemy coraz dłużej. To oznacza, że emerytury dzisiejszych 30 czy 40-latków będą niższe niż obecnie.

Rzecznik prasowy Głównego Urzędu Statystycznego, Artur Satora, podkreśla, że Polacy żyją coraz dłużej. W 1950 roku mężczyźni żyli średnio nieco ponad 56 lat, a kobiety prawie 62 lata. W 2013 roku było to odpowiednio ponad 73 lata i ponad 81 lat.

Wciąż jednak sporo brakuje nam do europejskiej czołówki. Wśród 40 krajów nasz kraj zajmuje lokatę dopiero w trzeciej dziesiątce: mężczyźni 28, kobiety 24 miejsce. Najdłużej żyją mężczyźni w Islandii i Szwajcarii (odpowiednio 81,6 i 80,6 lat), najkrócej w Rosji – 63 lata. Wśród kobiet za długowieczne można uznać Hiszpanki czy Francuzki, które żyją przeciętnie ponad 85. Najkrócej w Europie żyją Mołdawianki -74,9 oraz Albanki i Rosjanki – 75 lat.

Negatywnie na przyszłe emerytury Polaków wpływa też mała liczba urodzeń. W rozmowie z IAR, rzecznik Głównego Urzędu Statystycznego, wyjaśnia, że w Polsce 100 kobiet rodzi około 130 dzieci. To zbyt mało, żeby zapewnić prostą zastępowalność pokoleń.

W minionym tygodniu GUS zaprezentował tablice długości życia Polaków w 2013 roku. Wynika z nich, że w porównaniu do 1990 roku kobiety żyją dłużej średnio prawie 6 lat, a mężczyźni prawie 7.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk / wcześniejsze /GUS/sk

…emerytury nie biorą się z dzieci ale z PRACY i KAPITAŁU wytwarzanego w MIEJSCACH PRACY. W Polsce pomimo milionów ludzi którzy wyemigrowali ZA PRACĄ jest ponad milion DŁUGOTRWALE bezrobotnych i to jest główny problem niewydolności ZUSu zaraz obok ogromnej rzeszy ludzi którym ZUS wypłaca „ubezpieczenie” chociaż nie dołożyli oni do systemu ANI ZŁOTÓWKI… Będą miejsca pracy to i będzie komu odkładać na emeryturę. Nie wspominając o tym, że ludzi bez pracy nie tyle nie stać na odkładanie na emeryturę (niby z czego?) ale przede wszystkim nie stać ich na posiadanie dzieci…

10.08.2014 (IAR) – Warto oszczędzać na emeryturę, ale skąd wziąć dodatkowe środki? Eksperci twierdzą, że problemem nie są zbyt niskie zarobki, ale brak kontroli nad wydatkami.

Autor bloga „Finanse bardzo osobiste”, Marcin Iwuć podkreśla, że większość z nas może wygospodarować nadwyżkę w domowym budżecie. W wielu przypadkach wydajemy pieniądze nieświadomie i kupujemy przedmioty, które nie są nam potrzebne. Rozmówca IAR wyjaśnia, że pierwszym krokiem do wygospodarowania oszczędności jest zaplanowanie budżetu domowego.

Kawa czy posiłki spożywane na mieście nadwyrężają nasz budżet. Podobnie jest z zakupami w marketach. W obu przypadkach planowanie pozwoli zaoszczędzić kilkadziesiąt do kilkuset złotych miesięcznie.

Jak wybrać sposób inwestowania pieniędzy? Większe zyski oznaczają zwykle większe ryzyko utraty kapitału. Ci, którzy mają więcej czasu do emerytury mogą zdecydować się na inwestycje w akcje. Starsi powinni inwestować w bardziej bezpieczne obligacje czy lokaty.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Arkadiusz Augustyniak / Karol Tokarczyk/sk

podobne: Opodatkowanie IKZE. Zachęcają żeby samemu oszczędzać a i tak wszędzie rabują.

większość z nas może wygospodarować nadwyżkę w domowym budżecie. W wielu przypadkach wydajemy pieniądze nieświadomie i kupujemy przedmioty, które nie są nam potrzebne… Ale że się wyrażę – co to kogo obchodzi na co ludzie wydają SWOJE pieniądze? Przecież większość z nas oddaje nie małe sumy przez całe zawodowe życie (nie z własnej woli i często nieświadomie) na „ubezpieczenie”, gdzie nie dość że w sporej części są marnowane i wypłacane ludziom którzy ani złotówki nie dołożyli do wspólnego wora, to na dodatek są one nieefektywnie zarządzane a braki jakie z tego tytułu powstają w domowych budżetach są zgubne bezpośrednio dla ich właścicieli jak i dla gospodarki. Gdyby nie przymus tego wydatku, to ludzie mogliby spokojnie odkładać te sumy na konto, albo w inny sposób inwestować (choćby w dzieci) samemu zabezpieczając swoją przyszłość a państwo nie miałoby obowiązku „troszczyć” się i „zapewniać” komukolwiek (nie)godnej emerytury.

W świetle kwot jakie są ludziom pod przymusem zabierane, obywatel w ogóle nie powinien zastanawiać się nad szukaniem dodatkowych oszczędności skoro ktoś już za niego „oszczędza” i pobiera na ten cel spore pieniądze. Takie podejście do kwestii oszczędzania na emeryturę, jest dla mnie odwracaniem uwagi od głównego problemu – piramidy finansowej zwanej ZUSem. Kto mając choć trochę elementarnej wiedzy na ten temat, pomija wkład ZUSu w dywagacjach nad emeryturą (celowo czy przez przeoczenie), ten jest albo cichym wspólnikiem systemu mającym na celu pogodzić ludzi z sytuacją w której są okradani, albo jest kretynem bo nie wie czym jest ZUS i jakie generuje on koszta dla zarobków i możliwości oszczędzania przez ludzi pieniędzy. Najpierw oddać ludziom ich pieniądze a potem można krytykować ich za rozrzutność – taka jest logiczna i uczciwa kolejność.

Skąd wziąć pieniądze? NIE ODDAWAĆ do ZUSu!

Jako żywo przypomniał mi się jeden z rozdziałów książki John’a Steinbeck’a: Tortilla Flat. Bohaterowie to kloszardzi zamieszkujący chwilowo mały domek i tworzący coś w rodzaju komuny. W wolnym czasie, a maja tylko taki, paisanos piją wino, romansują i pomagają, komu się da. Mają własną filozofię życiową i własny kodeks honorowy. 

W jednym z rozdziałów czytamy więc o tym jak jeden z bohaterów powieści o imieniu Pilon, cieszący się wśród przyjaciół opinią myśliciela humanisty i społecznika, postanawia „zatroszczyć” się o przyszłego towarzysza i lokatora domu Danny’ego (wesoło zamieszkiwanego przez zgraną paczkę paisanos, wiecznie spragnionych taniego wina i głodnych kur sąsiadki Pani Morales), lekko upośledzonego paisano którego wszyscy w Monterey zwą „Piratem”. Czytając tę książkę łatwo dajemy się złapać na lep rozbrajająco niewinnego stylu w jakim opisywane są przemyślenia i perypetie paisanos z Monterey. Zupełnie nam nie przeszkadza fakt, że w zasadzie to Pilonowi i lokatorom domu Danny’ego (wiecznym nierobom, drobnym złodziejaszkom, pijaczkom i lamerom) chodzi o pieniądze „Pirata”, które ów „drogi przyjaciel” (z czego sam (nie)zainteresowany nie zdawał sobie sprawy) ciężką uczciwą pracą, rąbiąc w lesie szczapy drewna na opał, gromadził od dłuższego czasu – co sprytny i mający oczy wokół głowy Pilon zaobserwował. Ze względu na swoje lekkie upośledzenie „Pirat” nie potrafił zatroszczyć się jednak o siebie i pomimo posiadania „znacznego majątku” ubierał się w łachmany, spał w kurniku i jadał resztki jedzenia które dostawał chodząc po restauracjach a którymi to resztkami karmił głównie swoje pięć psów, które towarzyszyły mu wszędzie gdziekolwiek „Pirat” chodził. Spragnionych wina przyjaciół Danny’ego naszła więc któregoś razu nieodparta chęć „udzielenia pomocy” „drogiemu przyjacielowi” i zaopiekowania się nim (skoro sam tego zrobić nie umiał). Obmyślili więc plan jak zwabić Pirata do domu i jak dobrać się do jego pieniędzy, które „Pirat” miał zwyczaj chować w lesie… Analogia owej historii do „szczerej troski” rządzących o naszą przyszłość z której jesteśmy „radośnie” (bo w majestacie prawa) ograbiani, jak ów bezradny wobec przemożnego opiekuńczego instynktu swoich „przyjaciół” upośledzony bohater książki Steinbeck’a noszący dumne „imię” Pirata, jest zdumiewająca.

Tak w ogóle to polecam lekturę całej książki – już bez analogii do szwindla zwanego ZUSem… Tak na poprawę humoru (o ile ktoś ma poczucie)

 3. TFI – Teraz Chiny?

Tytuł może nieco na wyrost, ale TFI inwestujące w walory Chin i Dalekiego Wschodu znalazły się w sytuacji znamionującej możliwość sporej dynamiki. Stąd pewna analogia do tytułu znanego niegdyś filmu.

Dość gwałtownie bowiem zmieniają się liderzy, a najlepsze stopy zwrotu wydają się przemieszczać z rynku tureckiego na wschód. Sprawa jest o tyle interesująca, że wygląda to na obiecujący początek, zapowiadający możliwość kontynuacji. Jak zobaczymy poniżej, znalezione fundusze po długiej konsolidacji odnotowują wybicie w górę.

Mapy ryzyko-zysk okazały się bardzo pomocne w wykryciu tej tendencji.

Na końcu artykułu zamieściliśmy kilka zdań objaśniających funkcjonowanie map ryzyko-zysk.

TFI – WĘDRÓWKA DO CHIN

Poniżej prezentujemy znalezione przy pomocy map ryzyko-zysk najbardziej zyskowne fundusze inwestycyjne w ostatnich trzech miesiącach. Większość znajduje się także w grupie najlepszych za ostatni miesiąc.

Jak wynika z map ryzyko – zysk, cała czołówka ma zbliżone wartości miar ryzyka.

Mapa Stopa zwrotu Maksymalny drawdown – fundusze o najlepszych parametrach (największych stopach zwrotu i małych obsunięciach kapitału) znajdują się w górnym lewym narożniku, a najsłabsze (najmniejsze stopy zwrotu, największe obsunięcia kapitału) – w dolnym prawym

Kolejna mapa zawiera kilka najlepszych funduszy wyselekcjonowanych spośród wszystkich dostępnych. Widzimy, że wartość miary ryzyka, jaką jest tu maksymalne obsunięcie kapitału (drawdown) jest zbliżona dla wszystkich czołowych funduszy.

Podobnie rzecz ma się np. ze średnim czasem odrabiania strat (wychodzenia z drawdownu), co ilustruje następna mapa:

Jak widać, lista najlepszych funduszy, którą prezentujemy niżej, zawiera praktycznie wyłącznie fundusze inwestujące na rynku chińskim, lub ogólniej na rynkach Dalekiego Wschodu.

NAJLEPSZE

Po raz kolejny słuszne okazało się monitorowanie dynamicznie zmieniającej się sytuacji wśród licznych funduszy przy pomocy map, które niezmiernie ułatwiają wykonanie tego zadania.

Sytuację jednego ze znalezionych funduszy (zbliżoną dla całej czołówki) ilustruje wykres:

Uwaga: Jedynym oficjalnym i miarodajnym źródłem wyników funduszy są odpowiednie Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.

KILKA ZDAŃ OBJAŚNIAJĄCYCH

Każdemu punktowi na mapie RYZYKO/ZYSK odpowiada jeden fundusz inwestycyjny. Górny lewy róg mapy zawiera fundusze z punktu widzenia inwestora najbardziej atrakcyjne: o wysokiej stopie zwrotu (oś pionowa) i niskim ryzyku(oś pozioma). Analogicznie – dolny prawy róg mapy, to fundusze o niższych stopach zwrotu, a przy tym parametr określający ryzyko (tutaj średni czas trwania drawdownu, czyli czas odrabiania strat) przyjmuje najmniej korzystne wartości.

Podczas analizy można stosować różne miary ryzyka, jak na przykład odchylenie standardowe, średni drawdown czy też średni czas trwania drawdownu (czas wychodzenia z drawdownu). Wybór miary ryzyka zależy od indywidualnych preferencji inwestycyjnych.

Istotne jest także odpowiednie dobranie długości okresu analizy – dobre wyniki w krótkim okresie nie zawsze muszą przekładać się na stabilne wzrosty długoterminowe.

(Ryszard Łukoś, Zbigniew Łukoś – InvestTracer.com)

podobne: TFI rynku pieniężnego – sposób na bessę. oraz: TFI – jak znaleźć perełki?

Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów. (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy. Zgodnie z powyższym autor, InvestTracer.com oraz Stooq nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszych komentarzy.
źródło: stooq.pl
rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Gdy giełdy tracą… TFI rynku pieniężnego – sposób na bessę.


1. Giełdy w cieniu geopolitycznego zamieszania.

Superfund TFI – Biznes
18 Lip 2014. Katastrofa malezyjskiego samolotu na wschodzie Ukrainy i wejście armii Izraela do Strefy Gazy. Sytuacja geopolityczna na świecie wygląda obecnie nie najlepiej co odbija się na zdecydowanej większości europejskich i azjatyckich parkietów. Po wczorajszych spadkach odrabia Wall Street.

Tymczasem spada wartość akcji rosyjskich spółek i rubla. Na moskiewskim parkiecie już drugi dzień z rzędu inwestorzy notują znaczne straty. Do wczoraj spadki były jedynie wynikiem amerykańskich sankcji nałożonych na Rosję, dziś do czynników dołujących moskiewską giełdę dołączyła katastrofa samolotu. Wiele wskazuje na to, że inwestorzy mogą odwrócić się od rosyjskiego parkietu co oznaczałoby ciężkie dni dla tamtejszego rynku finansowego oraz przecenę większości rosyjskich spółek.

Jeżeli chodzi o publikowane dziś dane makroekonomiczne – nadwyżka na rachunku obrotów bieżących strefy euro spadła w maju do 19,5 miliardów euro, podał Europejski Bank Centralny. To wynik zdecydowanie gorszy od oczekiwań – konsensus rynkowy wynosił bowiem 23,1 miliardów euro nadwyżki – a także gorszy od wyniku kwietniowego, kiedy to nadwyżka wyniosła 21,6 miliardów euro. Po 5 sesjach wzrostów i przekroczeniu w czwartek poziomu 2400 punktów, niepokój o podłożu geopolitycznym sprawił, że dzisiejsza sesja przy Książęcej zakończyła się spadkiem. Na początku sytuacja wyglądała bardzo źle – już po 10 minutach indeks WIG20 tracił ponad 1%, jednak w późniejszej fazie notowań strona podażowa straciła na sile i ostatecznie indeks zakończył ostatnią sesję tygodnia 0,38% pod kreską. WIG30 stracił dokładnie tyle samo, a indeks szerokiego rynku WIG spadł o 0,41%.

Notowania WIG20, 1 Tydzień, źródło: Teletrader.com

Europejskie parkiety niemal zgodnie tracą. Rosną jedynie Mediolan i Paryż, a Londyn znajduje się lekko ponad kreską. Rosyjski Micex stracił dziś 1,87%. Wall Street odrabia straty po wczorajszej korekcie.

W kontekście amerykańskiego parkietu warto wspomnieć o wczorajszych posesyjnych wynikach Google, po publikacji, których kurs w notowaniach posesyjnych wzrósł o ponad 1%. Choć zysk na akcję w II kwartale był nieco niższy niż się spodziewano, reszta elementów raportu daje powody do zadowolenia akcjonariuszom spółki. Przychody wzrosły o 21,7% do prawie 16 miliardów dolarów, a zysk netto wzrósł w ujęciu rocznym o 25,8% do niemal 3,5 miliardów dolarów. Warto dodać, że aż 90% wszystkich przychodów Google to przychody z reklam. Spółka ma ponad 120 miliardów dolarów majątku, z czego 61,2 miliardów to gotówka i obligacje.

W poniedziałek nie dojdzie do publikacji ważnych danych makroekonomicznych. Jednak nawet jeśli takowe miałyby miejsce – najważniejsze będą weekendowe wydarzenia i decyzje w kontekście katastrofy malezyjskiego samolotu na Ukrainie, które w najgorszym wypadku mogą bardzo zaostrzyć stosunki Rosji z Zachodem.

(Paweł Grubiak – Superfund TFI)  

podobne: Rosja dostaje po kieszeni a Europa (wschodnia) rykoszetem. oraz: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy

2. TFI – sposób na bessę.

InvestTracer.com – Biznes
19 Lip 2014. Tytułowy sposób na bessę, to inwestycja w fundusze rynku pieniężnego. Opłaca się w nie inwestować, gdy trudno wypracować zyski w funduszach akcyjnych. Najczęściej więc podczas bessy. Fundusze pieniężne pozwalają przeczekać bessę z niewielkimi zyskami

Generalnie fundusze rynku pieniężnego (lub fundusze pieniężne) to grupa funduszy inwestycyjnych, które inwestują w bezpieczne i płynne instrumenty finansowe. Cel nadrzędny, to stałe (choć zazwyczaj powolne) pomnażanie kapitału przy możliwie najmniejszym ryzyku.

Aktywa funduszy pieniężnych w większości stanowią krótkoterminowe (termin zapadalności do roku) papiery dłużne i instrumenty rynku pieniężnego emitowane, poręczane lub gwarantowane przez Skarb Państwa lub NBP(certyfikaty depozytowe, bony skarbowe i komercyjne, obligacje rządowe, czy papiery dłużne związane z agencjami rządowymi). Mniejszą część lokat mogą stanowić inne papiery dłużne oraz jednostki uczestnictwa funduszy pieniężnych, co zwiększa nieco ryzyko inwestycji.

STOPY ZWROTU FUNDUSZY PIENIĘŻNYCH

Fundusze pieniężne z założenia są funduszami bezpiecznymi, nie przynoszącymi ogromnych zysków. Stopa zwrotu to obecnie 4 -5% w skali roku. Zdarzają się jednak fundusze pieniężne przynoszące wyższe stopy zwrotu i warto je znaleźć. Lepsze wyniki osiągane są w oparciu o instrumenty o nieco większym ryzyku, co oznacza, że ryzyko pojawiania się niewielkich spadków jest zwiększone Zwykle jednak są to spadki krótkoterminowe.

Można pokusić się o ustalenie pewnego benchmarku dla funduszy pieniężnych, czyli w tym wypadku rocznej stopy zwrotu, poniżej której fundusz nie powinien zejść. Inwestując rok temu w obligację zerokuponową o terminie wykupu zbliżonym do obecnego, można było osiągnąć stopę zwrotu ok. 2.9% jedynie trzymając obligację aż do wykupu. Poniżej pokazano przebieg rentowności obligacji skarbowych dla terminu do wykupu wynoszącego 1 rok.

Jak widać, rok temu rentowność ta wynosiła ok. 2.9%, a obecnie wynosi ok. 2.4%.

JAK ZNALEŹĆ DOBRE FUNDUSZE PIENIĘŻNE?

Jak już wiadomo z poprzednich artykułów, znane z analizy portfelowej mapy ryzyko-zysk są doskonałym narzędziem oceny różnego rodzaju strategii inwestycyjnych, w tym również wyników funduszy inwestycyjnych.

Umożliwiają bardzo szybką selekcję najlepszego funduszu z licznej grupy. Każdemu punktowi na mapie odpowiada jeden fundusz inwestycyjny. Kilka zdań objaśniających temat, tradycyjnie na końcu artykułu.

Tym razem przy pomocy map ryzyko-zysk poszukamy funduszy pieniężnych o lepszych niż przeciętna rocznych stopach zwrotu.

Oczywiście nie rezygnujemy ze stosowania miar ryzyka. Korzystamy z nich w procesie selekcji, gdy zdarzą się fundusze o podobnie wysokiej stopie zwrotu. Wówczas naturalnie wybierzemy te o mniejszym ryzyku.

BIEŻĄCA ANALIZA OSIĄGNIĘĆ TFI – FUNDUSZE PIENIĘŻNE

Poniżej prezentujemy fundusze pieniężne znalezione przy pomocy map ryzyko-zysk, które charakteryzują się przede wszystkim wysoką stopą zwrotu. Już sam fakt, że są to właśnie fundusze pieniężne implikuje niskie ryzyko. Tym niemniej drugim kryterium wyboru był poziom obsunięcia kapitału (drawdown). Stopa zwrotu miała jednak charakter priorytetowy, ponieważ chodziło m.in. o stwierdzenie, jak pod tym względem radzą sobie fundusze pieniężne, które przecież z założenia muszą inwestować w instrumenty bezpieczne, a zarazem mało rentowne.

Mapa Stopa zwrotu Maksymalny drawdown – fundusze o najlepszych parametrach (największych stopach zwrotu i małych obsunięciach kapitału) – funduszy pieniężnych szukamy wśród tych, które charakteryzują się niskim ryzykiem, czyli w pobliżu lewej krawędzi mapy.

Po wyodrębnieniu kilkunastu funduszy sprawdzamy najpierw, jak długo zwykle odrabiały przejściowe straty. Okazuje się, że jest to czas od 4 do 8 dni, co pokazuje kolejna mapa.

Końcowe rezultaty selekcji przedstawiono w zamieszczonej poniżej tabeli. Zawiera ona wyłącznie fundusze pieniężne, które znalazły się na mapie Średni czas trwania drawdownu/stopa zwrotu. Okazuje się więc, że można znaleźć na rynku bardzo bezpieczne fundusze pieniężne, o stopach zwrotu znacznie przewyższających założony benchmark.

Przebieg notowań jednego z wyselekcjonowanych funduszy – stabilny wzrost przy stosunkowo niewielkich obsunięciach kapitału w analizowanym okresie:

Uwaga: Jedynym oficjalnym i miarodajnym źródłem wyników funduszy są odpowiednie Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.

KILKA ZDAŃ OBJAŚNIAJĄCYCH

Każdemu punktowi na mapie RYZYKO/ZYSK odpowiada jeden fundusz inwestycyjny. Górny lewy róg mapy zawiera fundusze z punktu widzenia inwestora najbardziej atrakcyjne: o wysokiej stopie zwrotu (oś pionowa) i niskim ryzyku(oś pozioma). Analogicznie – dolny prawy róg mapy, to fundusze o niższych stopach zwrotu, a przy tym parametr określający ryzyko (tutaj średni czas trwania drawdownu, czyli czas odrabiania strat) przyjmuje najmniej korzystne wartości.

Podczas analizy można stosować różne miary ryzyka, jak na przykład odchylenie standardowe, średni drawdown czy też średni czas trwania drawdownu (czas wychodzenia z drawdownu). Wybór miary ryzyka zależy od indywidualnych preferencji inwestycyjnych.

Istotne jest także odpowiednie dobranie długości okresu analizy – dobre wyniki w krótkim okresie nie zawsze muszą przekładać się na stabilne wzrosty długoterminowe.

(Ryszard Łukoś, Zbigniew Łukoś – InvestTracer.com)

 

Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów. (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy. Zgodnie z powyższym autor, InvestTracer.com oraz Stooq nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszych komentarzy.

podobne: TFI – jak znaleźć perełki?

źródło: stooq.pl

Paweł Kuczyński - Rodeo

Paweł Kuczyński – Rodeo

Tomasz Cukiernik: Książeczki mieszkaniowe czyli Amber Gold z PRL


W latach osiemdziesiątych kolejki „książeczkowców” po mieszkania spółdzielcze były już tak długie, że na mieszkanie trzeba było czekać… 15-20 lat. W latach dziewięćdziesiątych praktycznie zlikwidowano spółdzielcze budownictwo. Mimo to PKO BP nadal zachęcał, aby rodzice dzieciom, dziadkowie wnukom, a młodzi małżonkowie dla siebie wciąż zakładali książeczki mieszkaniowe! System systematycznego oszczędzania działał ponad 50 lat, włączyło się w niego ponad 7 mln Polaków, a ponad 3,5 mln miało dzięki niemu własne cztery kąty. W najgorszej sytuacji znaleźli się jednak ci, którzy przystąpili do systematycznego oszczędzania jako ostatni – w latach 1970-1989 i później. Mimo to, nie widząc alternatywy, ludzie składali pieniądze na książeczkach, wierząc w reanimację systemu.

Jak krzywdzi PRL i III RP

Okres oczekiwania na mieszkanie był długi, więc ludzie zakładali książeczki mieszkaniowe swoim dzieciom od urodzenia (było to możliwe od 1978 roku). Na M-1 trzeba było uzbierać ówczesne 23 tysiące zł, na M-2 – 28 tysięcy zł, na M-3 – 35 tysięcy zł, a M-4 – 46 tysięcy zł. W 1984 roku bank PKO zażyczył sobie dopłaty do 60 tysięcy zł pod sankcją, że zerwie umowy oszczędnościowe, ponieważ w przeciwnym wypadku rzekomo nie opłacało mu się prowadzić tych rachunków. – Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych był wyż demograficzny i ogromna liczba dzieci. Przybywało rodzin, które wraz z dziećmi miały bardzo ciężkie warunki mieszkaniowe. Ludzie ci uwierzyli w to, że zakładając Książeczki Mieszkaniowe PKO BP i wpłacając wkład od urodzenia, mogą własnym dzieciom zapewnić w ten sposób lepszy start w życie – mówi w rozmowie z „Najwyższym CZASEM!” Andrzej Kubasiak z Krakowa, szef Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Posiadaczy Książeczek Mieszkaniowych PKO BP z lat 1970-1989. – Moje dzieci nie miały czasem nawet na chleb, ale wielkimi wyrzeczeniami dopłaciłem do 60 tysięcy zł na mieszkania dla córek. To była duża kwota. Jako pracownik techniczny zarabiałem wtedy ok. 2300 zł, można więc policzyć, jak długo trzeba było odkładać, a przecież trzeba było normalnie żyć. Przez siedem lat nasza czteroosobowa rodzina mieszkała na 12 m2. Dlatego z całą determinacją zbierałem te pieniądze na mieszkania dla dzieci, żeby one, wchodząc w życie, miały dobry start. I to obiecywał Gierek – opowiada Kubasiak. – Po zmianie systemu i władzy w Polsce w 1989 roku oraz denominacji w 1995 roku okazało się, że te 60 tysięcy zł warte jest… 6,23 zł (nawet na lody za mało)! Do tych 6,23 zł dodawano premię gwarancyjną w wysokości 6-12 tysięcy zł, co jest śmieszną sumą, bo przy podpisywaniu umowy (1970-1989) była klauzula, że państwo gwarantuje te wkłady. To są grosze w porównaniu z tym, co ludzie realnie wpłacali – podkreśla. – Kilkadziesiąt lat temu zawarliśmy z państwem umowę, że jeżeli uzbieramy pełną kwotę pieniędzy, otrzymamy za to mieszkanie. Gwarancją tych książeczek było państwo – mówił kilka lat temu w „Tygodniku Solidarność” Bolesław Natanek, prezes krakowskiego Stowarzyszenia Oczekujących na Mieszkanie. – Posiadacze książeczek mieszkaniowych zostali jakby zapomniani przez władzę, a to, co nam się w tej chwili proponuje za trzydzieści parę lat oszczędzania, zakrawa na kpinę – uważa. – Państwo podjęło niegdyś wobec obywatela wpłacającego ogromne pieniądze na książeczkę mieszkaniową pewne zobowiązanie. Tymczasem w trakcie trwania umowy zmieniło reguły gry – dodaje.

Także internauci na różnych forach szeroko komentują tę sprawę w sieci, potwierdzając słowa Kubasika i jednocześnie oskarżając państwo polskie o wielkie oszustwo. „Problem jest taki, że na mojej książeczce w 1987 roku był wpłacony pełny wkład na mieszkanie, a dzisiaj pracownik banku wyliczył mi, że dostanę ok. 6 tys. zł. Na co to wystarczy? Po prostu państwo nas okradło. Trzeba walczyć o waloryzację wkładów i odsetek” – napisał na internetowym forum
{Robertos1983}. „Też mam książeczkę, mama dopłaciła i jest jakieś 20 tys., a pewnie powinno być jakieś 200 tys. po tych cholernych denominacjach” – napisał {karolink}. „Mam książeczkę z 1989 roku i mieszkania za to nie kupię. Rodzice chcieli mi pomóc zdobyć mieszkanie w przyszłości, ale niestety w tym kraju jesteśmy tylko okradani i zamiast młodym pomagać, to podkłada im się nogi” – napisała {Marta}. „Najbardziej żal mi naszych rodziców (założycieli książeczek) ze względu na to, że to oni oszczędzali pieniądze i nie raz odmawiali sobie co bądź swoich własnych zarobionych pieniędzy” – napisała {AD1987}. „Ja w 1986 roku miałam na książeczce mieszkaniowej cały wkład na M-4. Dlaczego teraz mam dostać parę groszy? Według mnie to powinnam mieć możliwość otrzymania mieszkania. (…) Dalej mam książeczkę i powinnam za nią kupić mieszkanie nawet na rynku wtórnym. Odkładałam pieniądze, a one zostały mi po prostu zabrane” – pisze {Golka}.
Książeczki mieszkaniowe PKO BP miały być rozwiązaniem problemów mieszkaniowych w Polsce. Miały określać potrzeby mieszkaniowe i rozłożyć je w czasie. W rzeczywistości mieszkania dostawali poza kolejką milicjanci, żołnierze, usłużni prokuratorzy, sędziowie, działacze partyjni, naukowcy, szeroko pojęta klasa robotnicza, dziennikarze, wyżsi urzędnicy, zarządy spółdzielni i inne osoby ustosunkowane w reżimie. Po 1989 roku dołączyli do nich działacze „Solidarności”. Od pozostałych albo żądano łapówek, albo mieli czekać. Aż doczekali się upadku PRL i nadejścia III RP. – Okazało się, że dzięki III Rzeczypospolitej zamiast mieszkań zapewniliśmy naszym dzieciom piekło. Sąd Najwyższy oddala wszelkie pozwy, gdyż jest ustawa, która to blokuje. Rzecznik Praw Obywatelskich odpisuje, że jest to sprawa… marginalna. Bo przecież naraziłoby to skarb państwa na ogromne koszty. Czyli nam się nie należy, bo naraziłoby to skarb państwa na duże koszty – oburza się Kubasiak….

…O jaką kwotę jest walka? Jeśli przyjąć, że problem dotyczy 1,2 mln Polaków, którzy mieli uzbierane pieniądze na mieszkanie o powierzchni średnio 44 m2, a aktualnie jeden metr kwadratowy mieszkania oddanego do użytku kosztuje ponad 4200 zł, to 1,2 mln takich mieszkań ma łączną wartość 222 mld zł! To więcej niż ostatnio ukradziono z OFE i więcej niż 2/3 rocznych wydatków budżetu Polski. Nie mówiąc o odsetkach…

całość tu: nczas.com

podobne: „Rodzina na swoim” czyli…”Mieszkania dla tych co jeszcze zostali” na koszt tych co jeszcze pracują. polecam również: Cisza przed burzą. Toksyczne aktywa w systemach bankowych Polski i Hiszpanii. Przestajemy płacić kredyty mieszkaniowe.

bezdomni, deficyt, pod mostem - Jerzy Krzetowski

TFI – jak znaleźć perełki?


Analizując wyniki funduszy inwestycyjnych można posłużyć się metodą znaną z analizy portfelowej, czyli mapą ryzyko-zysk. Metoda ta umożliwia bardzo szybką selekcję najlepszego funduszu z licznej grupy. Każdemu punktowi na mapie odpowiada jeden fundusz inwestycyjny. Górny lewy róg mapy zawiera fundusze najbardziej atrakcyjne z punktu widzenia inwestora, charakteryzujące się wysoką stopą zwrotu (oś pionowa) i niskim ryzykiem (oś pozioma). Analogicznie – dolny prawy róg mapy, to fundusze o niższych stopach zwrotu, a przy tym parametr określający ryzyko (tutaj maksymalny drawdown) przyjmuje najmniej korzystne wartości.

Podczas analizy można stosować różne miary ryzyka, jak na przykład odchylenie standardowe, średni drawdown czy też średni czas wychodzenia z drawdownu. Wybór miary ryzyka zależy od indywidualnych preferencji inwestycyjnych.

Istotne jest także odpowiednie dobranie długości okresu analizy – dobre wyniki w krótkim okresie nie zawsze muszą przekładać się na stabilne wzrosty długoterminowe .

Bieżąca analiza osiągnięć TFI

Poniżej zaprezentowane są rezultaty poszukiwań dla okresu rocznego.

Mapa Stopa zwrotu Maksymalny drawdown – fundusze o najlepszych parametrach (największe stopy zwrotu i małe obsunięcia kapitału) zaznaczone w lewym górnym rogu mapy.

Mapa Stopa zwrotu Średni czas trwania drawdown – fundusze o najlepszych parametrach (największe stopy zwrotu i krótki czas odrabiania strat) zaznaczone w lewym górnym rogu mapy.

Wynik poszukiwań – fundusze, które osiągnęły najlepsze roczne rezultaty według przyjętych powyżej kryteriów:

Przebieg notowań jednego z wyselekcjonowanych funduszy – stabilny wzrost i niewielkie obsunięcia kapitału w analizowanym okresie:

Uwaga: Jedynym oficjalnym i miarodajnym źródłem wyników funduszy są odpowiednie Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.

(Ryszard Łukoś, Zbigniew Łukoś – InvestTracer.com)    …źródło: stooq.pl

podobne: Fundusze: zamknięte kontra otwarte

 
Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów. (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy. Zgodnie z powyższym autor, InvestTracer.com oraz Stooq nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszych komentarzy.

Ostatnia sesja miesiąca – sygnały systemu Mebane Fabera


9 maja 2014 roku w ramach bloku Szkoła inwestowania opublikowaliśmy banalnie prosty system, który przynosi całkiem dobre efekty w dłuższym czasie. Opis systemu znajdziecie Państwo pod linkiem:

W trakcie badań tego systemu doszedłem do kilku wniosków, które również w tym artykule spisałem. W dużym skrócie to następujące zasady:

SYSTEM: „Kupuj na ostatniej sesji w miesiącu, kiedy kurs indeksu przebija prostą średnią 10-miesięczną. Sprzedawaj na ostatniej sesji w miesiącu, kiedy indeks przebija w dół tę samą średnią”

Dodatkowe zasady:

1. Warto łączyć tę metodę z PA tzn. uwzględniając wsparcia, opory i kształt świec sygnałowych.

2. Lepsze efekty niż podążanie ślepo za oryginalną metodą, która nie została opracowana dla naszego rynku, jest jej modyfikacja tzn. dopasowanie średniej do historii wykresu. Z moich badań wynika, że dla większości spółek najlepiej sprawdza się średnia SMA 15.

3. Opłacalne może być wprowadzenie tzw. zabezpieczenia antykryzysowego tzn. zamiast czekać do końca miesiąca na zamknięcie świecy, która mocno spada – ustawiamy SL np. 20% pod średnią, w ten sposób chronimy nasz kapitał przed większymi obsunięciami.

4. Ten sam sposób opłaca się zastosować do sygnałów kupna. Uznajemy sygnał kupna za poprawny, gdy cena zamknięcia wzrostowej świecy nie jest wyższa od poziomu średniej o np. więcej niż 20%.

5. Warto weryfikować sytuację na całej giełdzie tzn. kupujemy tylko gdy system Fabera pokazuje, że można kupować na indeksie WIG. Dodatkowo można sprawdzać np. sektory.

6. Oprócz tych przemyśleń wynikających z szerokich badań systemu Fabera na polskim rynku, uważam ponadto, że wybrana spółka powinna spełniać kryteria:

– powinna często poruszać się w trendach, a rzadko w konsolidacjach

– powinna być spółką o dobrej płynności, niedopuszczalne są duże luki cenowe

– powinna być spółką o zdrowych fundamentach tzn. nie chodzi o zagłębianie się w raporty finansowe, ale przynajmniej nie powinna być to spółka tzw. śmieciowa, mało stabilna itp.

Zgodnie z systemem dostosowanym do naszej GPW, przyjrzałem się spółkom z interwału miesięcznego i oto spojrzenie na naszą giełdę przez pryzmat systemu Fabera. Średnia krocząca to zawsze SMA 15. Najpierw ogólna sytuacja na giełdzie:

Szeroki indeks WIG nadal znajduje się pod działaniem sygnału kupna wygenerowanego na ostatniej sesji sierpnia 2012 roku. Patrząc technicznie, znajdujemy się nad poprzednim szczytem, który teraz stanowi wsparcie. Sygnałem ostrzegawczym będzie spadek poniżej niebieskiej linii czyli ok. 48 500 punktów.

Spośród indeksów sygnał kupna pojawia się na WIG Chemia. Co ciekawe cała sytuacja mocno przypomina poprzedni sygnał kupna, kiedy po podobnie solidnej i dużej świecy wzrostowej pojawił się sygnał kupna, który pozwolił naprawdę sporo zarobić.

Teraz czas na spółki. Sygnały sprzedaży:

Integer – mamy już od zeszłego miesiąca sygnał sprzedaży. Spółkę ratuje silny trend wzrostowy, więc jeśli jeszcze mamy akcje w portfelu można dać szansę ostawiając zlecenie obronne pod niebieską linią czyli ok. 215 zł. Takie postępowanie jest zgodne z przyjętymi zasadami, w których oprócz średniej liczy się także ogólna sytuacja techniczna czyli w tym wypadku: trend, wsparcie oraz kształt świecy (pin bar), który może oznaczać dołek korekty.

Helio – tutaj pojawia się bezwzględny sygnał sprzedaży. Oczywiście można znaleźć jakieś wsparcie ale świeca sygnałowa nadaje impetu spadkom, a jak widać po historii notowań spółka jest mocno trendowa i czarne świece występują raczej całymi seriami.

Ronson – słaby sygnał sprzedaży, przy którym posiadacze akcji mogą dać spółce szansę ustawiając SL na poziomie ok. 1,38 zł. Kształt świecy oraz to wsparcie może oznaczać tylko większą korektę w trendzie wzrostowym.

Prochem – podobna sytuacja jak na Ronsonie. Także mamy przeciętą średnią, ale świece przecinające to pin bary, które tworzą pewne wsparcie, dlatego warto dać spółce szansę ustawiając SL po długimi cieniami świec czyli ok. 22 zł.

ZPUE – sygnał sprzedaży po już dość długo trwającym trendzie wzrostowym i na historycznie dość wysokim poziomie. Dlaczego także tej spółce warto zostawić margines? Otóż, mamy długi cień świecy u dołu, trend wzrostowy oraz czytelne wsparcie, którego wybicie będzie oznaczało bezwzględny sygnał sprzedaży. Zaznaczony SL to okolice 319,80 zł.

Teraz przyjemniejsza część czyli sygnały kupna:

Bakalland – silne wzrosty w tygodniu wygenerowały sygnał kupna. Z jednej strony, gdy zejdziemy na niższe interwały widać, że wybicie dotarło do zaznaczonej strefy oporu, a następnie mamy kilka dni realizacji zysków, które można wykorzystać na kupno po niższej cenie licząc, że wybicie było tylko początkiem trendu wzrostowego. Pewne obiekcje wynikają z dość dużego SL zarówno ustawiając go pod świecą miesięczną jak i np. 20% pod średnią – SL jest dość spory ok. 30% od aktualnej ceny. Myślę, że osoby sceptycznie nastawione mogą poczekać aż do wybicia tego wsparcia, wtedy nastąpi prawdziwa zmiana długoterminowego trendu na wzrostowy. Zatem będziemy obserwować spółkę.

Duda – mamy świecę sygnałową, która dodatkowo na wsparciu tworzy z poprzednią formację objęcia hossy na najwyższym interwale. SL to poziom 0,59 zł. Problem to trend spadkowy i w takim przypadku trzeba realnie oceniać potencjał wzrostu na poziomie ok. 0,91 zł (czerwona linia) oznaczałoby to zysk ok. 15%. Wydaje się, że w przypadku wzrostów do poziomu oporu należałoby albo zainkasować zysk albo go mocno chronić poprzez podniesienie SL.

Groclin – tutaj pojawia się chyba najlepszy sygnał kupna łudząco podobny do poprzedniego sygnału. Mamy trend wzrostowy, jesteśmy po dużej korekcie, ostatnio miały miejsce spore wzrosty i pojawiła się taka prawie formacja objęcia hossy (prawie bo zgodnie z nazewnictwem jest to formacja przenikania hossy, odrobinę słabszy odpowiednik). Ponadto aktualna cena znajduje się blisko średniej a zatem nie jest tak, że sama świeca sygnałowa „pożarła” znaczną część zysku. Ponadto potencjał wzrostu wydaje się spory, a silne techniczne wsparcie wskazuje nam logiczny SL na poziomie ok. 17,5 zł.

Wielton – bardzo fajny sygnał, gdyż przecięcie średniej jest dokonane przez pin bar, który dokładnie testuje historycznie kluczową strefę wsparcia. Dodając do tego trend wzrostowy oraz dość podobne te 3 duże korekty, pojawia się naprawdę ciekawy sygnał kupna.

LPP – tutaj w klasycznym rozumieniu teorii Fabera nie pojawia się żaden sygnał, gdyż średnie nie została przecięta od góry w zeszłym miesiącu (warto spojrzeć z bliższej perspektywy) i nadal obowiązuje kierunek północny wskazany na ostatniej sesji lutego 2012 roku. Piszę o LPP, gdyż obecna sytuacja przypomina sytuację z końca 2011 roku (niebieska linia). Wtedy wystąpił sygnał sprzedaży lecz ustawiając zlecenie SL pod pin barem udałoby się nam utrzymać w trendzie. Aktualną sytuację należy zatem traktować jako sygnał ostrzegawczy, który nakazuje np. podnieść swoje zlecenie obronne lub sygnał do dalszych zakupów i kupno z niewielkim ryzykiem blisko ostatnich minimów (blisko niebieskiej linii).

Podsumowując, aby móc sprawdzić system Fabera postanowiłem przyjąć proste założenie. Kupno dzieli się na właściwe (zakup akcji za 3000 zł) oraz zakup wstępny (pilotażowy) lub jak kto woli kupno sprawdzające – ma ono miejsce, gdy mamy sygnał kupna, ale ogólna sytuacja techniczna np. potencjał do wzrostów lub poziom ryzyka nie są najlepsze (kupno za 1000 zł).

Kupować można tylko w przypadku występowania lub podtrzymania sygnału kupna na indeksie WIG. Zatem nie uczestniczymy w trendach spadkowych.

Nasz Portfel Fabera:

Zdecydowałem o zakupie wstępnym Bakallandu oraz właściwym Groclinu i Wieltona, gdyż na nich mamy bardziej klarowne sygnały kupna. Odrzuciłem sygnał na Dudzie ze względu na trend spadkowy i niewielki potencjał wzrostu (pod względem technicznym). Mamy zatem 3 spółki, wszystkie dość przyzwoicie wyglądają jeżeli popatrzeć na np. przychody ze sprzedaży, a przede wszystkim są to znane i rozpoznawalne marki.

Do zobaczenia na kolejnej ostatniej sesji miesiąca, już 30 czerwca.

(Łukasz Nowacki – Comparic.pl)                                               źródło: stooq.pl

poprzednio: Analiza 2000-2014: KGHM, Colian, Forte, LPP – metodą Mebana Fabera

 
Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów. (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy. Zgodnie z powyższym autor, Comparic.pl oraz Stooq nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszych komentarzy.

Niezależny Portal Finansowy: Inwestycje dla mniej zamożnych


fragment:

Negatywne stopy procentowe utrzymywane od 2009 roku są prawdziwą zmorą klasy oszczędzającej. Osoby, które co miesiąc mają pewne nadwyżki dawniej po prostu mogły wpłacić je na lokatę i bez ryzyka zainkasować 3% zysk powyżej inflacji.

Obecnie utrzymanie wartości nabywczej pieniędzy graniczy z cudem, co ma m.in. zachęcić jak najwięcej osób do zabawy w inwestorów. Niestety, dla co najmniej 80% osób kończy się to utratą znacznej części kapitału. Przyczyn takiego stanu jest wiele. Począwszy od zwykłego lenistwa i oporu przez edukacją finansową kończąc na życzeniowym myśleniu w stylu, że nasz „doradca finansowy” wie lepiej w co zainwestować. Pytanie, dla kogo lepiej pozostawiam bez odpowiedzi.

Jeżeli ktoś bez wiedzy finansowej przeszedł przez wszystkie artykuły i komentarze, co podobno zajmuje ok 10 – 12 godzin, to zna stan obecnej sytuacji gospodarczej i wie czemu trzymam się z dala od akcji czy obligacji. Co nam po akcjach, które wypłacą 5 % dywidendy jeżeli ich cena spadnie o 30%?

Moim zdaniem dla osób bez kapitału początkowego mających do dyspozycji 300 – 500 zł / m-c najbardziej odpowiednie będzie fizyczne srebro pod warunkiem, że poznają w pełni specyfikę metalu.

Jeżeli dla niektórych osób srebro jest zbyt zmienne to zalecałbym skupić się na złocie. Są oczywiście osoby, które podzielają poglądy niektórych komentujących, iż cena złota będzie spadać do 300 USD i wolą trzymać się z dala od metali.

W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem będzie lokata bankowa najlepiej w jednym z banków opisywanych na blogu jako w miarę bezpieczne. Środki w banku lub po prostu w gotówce trzymamy do czasu aż dojdzie i zakończy się bessa na rynkach akcji. Przy odpowiednio niskich wycenach oraz ekstremalnej przewadze pesymizmu do akcji zakup ETF’u naśladującego rynek dużych stabilnych spółek może być optymalnym rozwiązaniem.

Najważniejsze to jednak dobra edukacja, rozsądek i świadomość, że by odnieść sukces w inwestycjach należy postępować odwrotnie niż robią to masy i doradzają medialni eksperci.

Trader21

…całość artykułu w którym autor opisuje pokrótce kilka najpopularniejszych (najbardziej znanych) sposobów pomnażania kapitału, wraz z jego subiektywną oceną „warto/nie warto” pod linkiem independenttrader.pl

poprzednio: Eksperci: inwestycje w ziemię dobrą lokatą, ale długoterminową  podobne: Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych.

Michał Dziekan - Pieniądze

Michał Dziekan – Pieniądze

Łukasz Nowacki: Analiza 2000-2014: KGHM, Colian, Forte, LPP – metodą Mebana Fabera


W 2006 roku zarządzający funduszami inwestycyjnymi Mebane Faber przedstawił nietypowy pomysł inwestowania na amerykańskiej giełdzie. Cały system to zaledwie 2 zdania:

„Kupuj na ostatniej sesji w miesiącu, kiedy kurs indeksu przebija prostą średnią 10-miesięczną. Sprzedawaj na ostatniej sesji w miesiącu, kiedy indeks przebija w dół tę samą średnią”

Średnia ruchoma 10 miesięczna jest dostępna w każdym programie do analizy. To zwykła SMA 10 zastosowana na interwale miesięcznym.

Mebane Faber sprawdził ten system w latach 1901 – 2012. Wyniki są zdumiewające:

Przez ostatnie ponad 100 lat system Fabera pozwolił praktycznie wyjść bez szwanku z wielkiego kryzysu lat 30-stych. Nieustannie osiąga lepsze wyniki, także lepiej radził sobie podczas ostatniej bessy, co widać dokładnie na następnym wykresie.

Powyższy wykres to porównanie od 1990 roku czyli można powiedzieć – nasza epoka. Początkowo, aż do roku 2002 metoda Fabera osiągała trochę gorsze wyniki. Co jednak istotne – tak samo jak w latach 30-stych, także na początku XXI wieku pozwoliła ominąć duże spadki. Proszę spojrzeć na znany nam kryzys z 2008 roku. Jak głęboko zanurkowały wtedy wszystkie giełdy na świecie, a system Fabera był w tym czasie po za rynkiem, ostatecznie wyprzedzając porównywany indeks S&P 500.

Powyższa tabela przedstawia najgorsze lata dla S&P 500. Ta tabela pokazuje tak naprawdę genialność tej prostej metody, a zarazem znanej wszystkim metody podążania za trendem, gdyż na tym ona się opiera. W najgorszym roku 1931, gdy indeks stracił prawie 44% wartości, system Fabera zyskał 1,41%. Sytuacja powtarzała się przy okazji kolejnych, najgorszych okresów m.in. w 2008 roku. Jedynie raz system okazał się nieznacznie słabszy od indeksu, było to w 1973 roku, system przegrał o niecały 1%. Można powiedzieć, że metoda ta nie zawsze wygrywała, ale wygrywa w dłuższym okresie czasu i przede wszystkim chroni nas w latach kryzysowych.

System Fabera zakłada kupno szerokiego indeksu, który odzwierciedla zachowanie całej giełdy. U nas dokonanie tego poprzez giełdę stanowi pewien problem, tak samo jak np. krótka sprzedaż. Sprawdziłem zatem jak system ten sprawdzi się na wykresach spółek giełdowych i na indeksie WIG.

Na warsztat wziąłem jedną z najpłynniejszych i generujących znaczne obroty spółkę na naszej giełdzie jaką jest niewątpliwie KGHM. Sygnały kupna, pojawiające się od roku 2000 zaznaczyłem niebieskim symbolem ▲. Sygnał kupna następował, gdy cena na ostatniej sesji w miesiącu znajdowała się powyżej średniej SMA10.

Sygnałów takich było 11 czyli średnio rzadziej niż 1 na rok. Większość to transakcje stratne, aczkolwiek przynoszące niewielkie straty. System pozwolił wstrzelić się w 4 duże ruchy, które przyniosły wynik ponad 1200%.

Wszystkie wyliczenia zawarłem w powyższej tabeli. Przyjąłem założenie, że zaczynamy z kapitałem 2500 zł i nie dokładamy do niego ani grosza. Najlepiej jest wybrać do tego systemu spółki, które wypłacają często dywidendy. Uznałem, że dywidendy, które zgromadzimy nie będą reinwestowane lecz odkładane na osobne konto. Mając pierwszy sygnał kupna – kupiliśmy za 2500 zł 154 akcje KGHM. Sprzedajemy je po sygnale sprzedaży i za to co zostało, w tym przypadku 2313,66 zł kupujemy ponownie, gdy pojawi się sygnał kupna. Zawsze kupujemy za całość, która została z poprzedniej inwestycji. W ten sposób uzyskaliśmy po 14 latach stopę zwrotu 1205% uwzględniając 6 dywidend, które zostały nam w tym czasie wypłacone. Sam zysk z dywidend wyniósł ponad 9 tysięcy zł. W obliczeniach uwzględniłem prowizje o standardowej wielkości 0,39% liczone od kupna i od sprzedaży (nie wiem jakie prowizje były 10 lat temu, ale nie wpłynęłyby one znacząco na wynik). Z 2500 zł otrzymujemy ponad 30 tysięcy. Nawet gdyby spółka upadła, to same dywidendy zapewniłyby nam pomnożenie ponad 3 krotne początkowego kapitału. Czas pracy to 168 dni w ciągu 14 lat (wszystkie ostatnie sesje każdego miesiąca).

Chciałem także sprawdzić czy system działa na indeksie WIG – okazuje się, że tak. Po kilku próbach odszedłem od oryginalnego ustawienia średniej, uznając że w przypadku WIG-u, a także większości spółek z naszego parkietu, lepiej sprawdza się średnia SMA 15, która powoduje, że mamy mniej fałszywych sygnałów.

Oto co uzyskałem dla indeksu WIG:

Od 200 roku sygnał kupna pojawił się zaledwie 5 razy. Dwukrotnie był mylący i doprowadził do niewielkich strat. Trzykrotnie pozwolił wejść na rynek w początkowej fazie hossy (2003-2007), (2009-2011) oraz w roku 2012 (ten sygnał kupna trwa nadal). Dzięki systemowi byliśmy na rynku od początku do samego końca hossy, szybko uciekliśmy z rynku przed krachem i dość szybko powróciliśmy w 2009 roku, gdy giełda najgorsze spadki miała już za sobą.

Tak jak wspominałem, dla naszej giełdy lepiej działa SMA 15. Także na KGHM lepiej ona wygląda, dając kilka sygnałów fałszywych mniej niż 10-tka. Oczywiście zastosowanie wolniejszej średniej oznacza wejście w nową hossę trochę później, ale taka jest cena unikania fałszywych sygnałów i wychodzenia przedwcześnie z hossy.

Dzisiaj rano opublikowałem analizę spółki Colian, która została zamówiona. Na końcu obiecałem, że jeszcze dzisiaj przedstawię jej analizę inną metodą. Poniżej właśnie analiza Colian systemem Fabera:

Jest to dobra spółka do tego systemu. Uważam, że warto spojrzeć wstecz i wybierać te spółki, które dotychczas często poruszały się w trendach, a unikać konsolidacji. Od roku 2000 mamy 4 sygnały kupna, jeden nieudany, jeden dający mały zysk i jeden dający nam „bilet” na hossę 2003-2007. Jak spojrzymy na ten okres, widzimy że często kurs schodził do średniej i jakby się od niej odbijał. Jest to dość częste zachowanie, które zaobserwowałem na wielu wykresach giełdowych. Taką samą sytuację mamy obecnie, co możemy interpretować na 2 sposoby. Po pierwsze mamy sygnał, że korekta zbliża się ku końcowi i być może lada moment zobaczymy wzrosty. Po drugie jest to także sygnał ostrzegawczy, że być może przyjdzie nam sprzedać te akcje w ostatnim dniu miesiąca. Ciekawy obraz daje uwzględnianie w systemie Fabera kilku innych metod np. price action, ale o tym na końcu.

Poniżej spółka Forte 2000-2014:

Także mocno trendowa spółka, dająca przez ostatnie 14 lat 5 sygnałów kupna. Tylko na 2 nie szło zarobić, ale także straty były niewielkie. System pozwolił załapać się na wszystkie duże trendy wzrostowe i szybko uciekać przed spadkami.

Na koniec najdroższa spółka naszej giełdy czyli LPP:

Od roku 2002 mamy 3 sygnały kupna. Na wszystkich znacząco byśmy się wzbogacili. Jest to wyjątkowa spółka, podobnie jak np. Wawel, który rośnie od kilkunastu lat. Wybrałem ją z jednego powodu, chciałem zobaczyć czy system Fabera pokaże nam, że cena jest już za wysoko. System pokazał to w roku 2011, ale kilka miesięcy później ponownie pojawił się sygnał kupna. Uwzględniając price action, a w szczególności wizualną ocenę świec – być może uniknęlibyśmy w tym czasie sprzedaży akcji. Sygnał sprzedaży został wygenerowany przy pomocy dwóch świec pin bar. Osobiście, gdybym miał taki sygnał, ustawiłbym zlecenie SL pod tym pin barem i jeszcze dał spółce szansę. Aktualnie system ostrzega przed spadkami lecz ponownie na szczycie widzimy świece z dość długimi cieniami u dołu. Do końca miesiąca jeszcze trochę pozostało więc musimy poczekać, ale wstępna ocena jest taka sama jak przy spółce Colian. Jest to jeden z 2 wariantów, albo końca trendu, albo końca korekty.

W trakcie prezentowania moich poczynań warsztatowych wspomniałem o łączeniu metod. Otóż analizując kilkadziesiąt spółek pod kątem systemu Fabera, doszedłem do ciekawych wniosków:

1. Warto łączyć tę metodę z PA tzn. uwzględniając wsparcia, opory i kształt świec sygnałowych tzn. jeżeli mamy sygnał kupna, ale wzrostowa świeca zamyka się blisko ważnego oporu – nie kupujemy. Tak samo w przypadku sygnału sprzedaży – jeżeli świeca przecinająca SMA 15 jest pin barem (tak jak aktualnie na LPP lub Colian, choć trzeba poczekać do końca miesiąca) nie musimy od razu sprzedawać, można ustawić SL pod tą świecą. Jeżeli mamy jakieś wsparcie, na którym spadki się zatrzymały, tak samo – ustawmy pod nim zlecenie sprzedaży z limitem aktywacji.

2. Lepsze efekty niż podążanie ślepo za oryginalną metodą, która nie została opracowana dla naszego rynku, jest jej modyfikacja tzn. dopasowanie średniej do historii wykresu. Z moich badań wynika, że dla większości spółek najlepiej sprawdza się średnia SMA 15.

3. Próbowałem przyspieszyć system, stosując go na interwale W1. Nie sprawdza się jednak proste przeliczenie średniej z MN na W1 – takie ustawienie daje mnóstwo fałszywych sygnałów, a także zwiększa czas pracy do każdego piątku, podczas gdy na MN pracujemy tylko 1 dzień w miesiącu.

4. Próbowałem zastosować system na Forex – efekty nie są najgorsze, aczkolwiek lewar chyba dyskwalifikuje tę metodę, gdyż nikt nie będzie czekał do końca miesiąca patrząc jak traci kapitał w „lewarowanym tempie”.

5. Opłacalne może być wprowadzenie tzw. zabezpieczenia antykryzysowego tzn. zamiast czekać do końca miesiąca na zamknięcie świecy, która mocno spada – ustawiamy SL np. 20% pod średnią, w ten sposób chronimy nasz kapitał przed większymi obsunięciami.

5. Ten sam sposób opłaca się zastosować do sygnałów kupna. Uznajemy sygnał kupna za poprawny, gdy cena zamknięcia wzrostowej świecy nie jest wyższa od poziomu średniej o np. więcej niż 20%. Często mają miejsca sygnały kupna, kiedy wzrostowa świeca zamyka się tak wysoko, że mimo późniejszych, wzrostowych miesięcy, gdy zbliża się sygnał sprzedaży kończymy całą transakcję na minusie. Rezygnujemy z sygnałów kupna, które samą świecą sygnałową pochłaniają dużą część zysku.

6. Warto weryfikować sytuację na całej giełdzie tzn. kupujemy tylko gdy system Fabera pokazuje, że można kupować na indeksie WIG. Dodatkowo można sprawdzać np. sektory.

7. Oprócz tych przemyśleń wynikających z szerokich badań systemu Fabera na polskim rynku, uważam ponadto, że wybrana spółka powinna spełniać kryteria:

– powinna często poruszać się w trendach, a rzadko w konsolidacjach

– powinna być spółką o dobrej płynności, niedopuszczalne są duże luki cenowe

– powinna być spółką o zdrowych fundamentach tzn. nie chodzi o zagłębianie się w raporty finansowe, ale przynajmniej nie powinna być to spółka tzw. śmieciowa, mało stabilna itp. Wybierajmy dobre, znane, renomowane firmy. System na pewno pomoże osobom, które analizują spółki pod względem fundamentalnym, mają swój ranking dobrych, wartościowych spółek. Wtedy system Fabera pomoże jedynie w wyznaczeniu momentu kupna lub sprzedaży.

System udowadnia, że metoda podążania za trendem działa, choć wątpliwości towarzyszą inwestorom od zawsze i śmiem twierdzić, że również zawsze będą towarzyszyły nam opinie, że podążanie za trendem przestało już działać.

Czy grając tym systemem można zbankrutować? Śmiem twierdzić, że szanse na totalną porażkę są bliskie zeru, oczywiście przy choćby podstawowej znajomości zagadnień zarządzania kapitałem. Jedno jest pewne – ten system zakłada grę zgodną z trendem, co tak naprawdę najbardziej chroni nas przed bankructwem.

Wiele osób ma problem z określaniem trendu, wiele osób próbuje za wszelką cenę złapać dołek czyli najniższy punkt na spadającym wykresie, aby wejść w nowy trend na absolutnym dołku, na samym starcie. Kilkukrotnie przeprowadzałem analizę na zamówienie spółek takich jak np. Petrolinvest. Analizy te cieszyły się znacznie większym zainteresowaniem niż analizy stabilniejszych spółek, których kurs rośnie. Przejrzałem fora giełdowe i mogę stwierdzić, że ta spółka jest ulubieńcem forumowych spekulantów, choć jej wartość nieustannie spada od pierwszego dnia debiutu na giełdzie.

Nie wiem na 100% czy ta metoda absolutnie chroni przed utratą pieniędzy na giełdzie przynajmniej w dłuższym terminie, bo właśnie na taki termin została stworzona, ale z własnego doświadczenia wiem jedno – arkusz zleceń giełdowych pełny jest ofert kupna dziwnych spółek np. takich które ciągle spadają, a rynek pełen jest osób twierdzących, że nie da się na nim zarobić.

Stosując tę metodę mamy pewność, że nigdy nie pokaże nam ona sygnału kupna takiej spółki jak np. Petrolinvest. Sygnał kupna pojawi się dopiero wtedy, gdy kurs rzeczywiście zacznie rosnąć, a my przestaniemy tracić czas na forumowych rozmowach na temat „czy kolejna śmieciowa spółka niebawem zacznie rosnąć”.

Byk i Niedźwiedź. Gdy rynkiem rządzą byki (kupujący), mamy hossę. W przypadku przewagi sprzedających (niedźwiedzi) wykresy pokazują trendy spadkowe i mamy bessę

Byk i Niedźwiedź. Gdy rynkiem rządzą byki (kupujący), mamy hossę. W przypadku przewagi sprzedających (niedźwiedzi) wykresy pokazują trendy spadkowe i mamy bessę

Być może geniusz tkwi w prostocie, dlatego Comparic postanawia to sprawdzić. W każdy piątek przedstawimy stosując metodę Fabera, sytuację na popularnych spółkach lub też na całych indeksach. W każdą ostatnią sesję miesiąca podamy Wam sygnały kupna lub sprzedaży generowane przez ten prosty system. Sprawdzimy na żywo czy proste rzeczy nadal działają.

(Łukasz Nowacki – Comparic.pl)

źródło: stooq.pl

Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów. (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy. Zgodnie z powyższym autor, Comparic.pl oraz Stooq nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszych komentarzy.

Eksperci: inwestycje w ziemię dobrą lokatą, ale długoterminową


10.05. Warszawa (PAP) – Zakup ziemi może być dobrą lokatą kapitału, ale trzeba się liczyć z tym, że inwestycja jest długoterminowa – uważają eksperci. Do zakupu gruntów zachęcają rosnące ceny ziemi, a zysk jest wyższy niż na lokatach bankowych.

Ceny ziemi zależą od koniunktury. Gdy gospodarka się rozwija, popyt na ziemię rośnie i działki drożeją. Ważne jest położenie gruntów, a w przypadku ziemi rolnej – jakość gleby – mówi dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarski Żywnościowej Andrzej Kowalski.

Od przemian ustrojowych ziemia drożeje, ale w latach 90. na skutek złej koniunktury chętnych do zakupu ziemi było mało. W 1992 r. państwowe grunty kosztowały średnio 500 zł za hektar, dziesięć lat później 3,4 tys. zł/ha. W latach 1999-2002 ceny ziemi spadały, ale później już tylko rosły. W 2003 roku ziemia kosztowała średnio 3,7 tys. zł/ha, w 2013 r. ok. 22 tys. za hektar. Jeszcze droższe były grunty w tzw. obrocie prywatnym, średnio za hektar ziemi w ubiegłym roku trzeba było zapłacić 25 tys. zł.

Ceny nieruchomości rolnych podskoczyły po wstąpieniu Polski do UE. Było to spowodowane m.in. chęcią zwiększenia produkcji, a przede wszystkim unijnymi dopłatami bezpośrednimi, które przysługują wszystkim posiadaczom tych dóbr. Jeżeli wówczas ktoś zaryzykował i kupił ziemię, była to bardzo dobra lokata kapitału. Można ocenić z dzisiejszej perspektywy, jednak wtedy było wiele niewiadomych i decyzja mogła być ryzykowna – zaznaczył Kowalski.

Między 2003 r. a 2012 r. cena ziemi w Polsce wzrosła pięciokrotnie. Mimo to, jest ona tańsza niż w krajach UE-15. „Moim zdaniem ceny ziemi nie będą już rosły tak szybko, jak dotychczas. Choć niektórzy twierdzą, że grunty bardzo zdrożeją, gdy prawo do ich zakupu uzyskają cudzoziemcy (od maja 2016 r.)” – powiedział szef Instytutu. Jego zdaniem, jeżeli weźmie się pod uwagę, że specjalnie nie ma chętnych na kupno nieruchomości rolnych w nowych niemieckich landach (b. NRD), gdzie dopłaty bezpośrednie są znacznie wyższe niż w naszym kraju, to niekoniecznie ceny polskiej ziemi muszą rosnąć. A w województwie wielkopolskim już obecnie ziemia jest droższa niż za zachodnią granicą.

Dobry interes można zrobić na „odrolnieniu gruntów”. Dotyczy to zwłaszcza ziemi w pobliżu dróg, dużych miast czy planowanych inwestycji. Taka ziemia bardzo zyskuje na wartości, więc niektórzy spekulują. Jest jednak ryzyko w postaci np. zmiany planów inwestycyjnych – stało się tak w przypadku budowy obwodnicy Augustowa – zauważył Kowalski. „Takich sytuacji by nie było, gdyby gminy miały uchwalone plany przestrzennego zagospodarowania, a tym nie są zainteresowane obecnie żadne siły polityczne” – stwierdził.

Zdaniem analityka Marcina Krasonia z Home Brokers, ziemia jako lokata kapitału jest niezłym pomysłem, „bo jest to dobro ograniczone i zawsze będzie na nie popyt”. Czy łatwo będzie sprzedać działkę? Zależy to od lokalizacji – jeżeli będzie ona w pobliżu szlaku komunikacyjnego czy osiedla, to można na niej zarobić. Najlepiej jest kupować grunty na aukcjach komorniczych, bo są zazwyczaj sprzedawane poniżej ceny rynkowej i już z tego tytułu się zyskuje – dodał.

Jeżeli chodzi o ziemię rolną, to ze statystyk wynika, że najbardziej drożeje ziemia niskiej jakości. Najłatwiej można ją odrolnić i przeznaczyć na działki budowlane – wyjaśnił ekspert. Krasoń uważa, że inwestycje w ziemię są długotrwałe i ryzykowne, bo nie ma gwarancji, że właśnie akurat w tym miejscu ziemia zdrożeje, ale można na takich inwestycjach zarobić zdecydowanie więcej niż na lokacie bankowej czy przy zakupie obligacji.

Podobnie uważa ekspert Lion’s Bank Bartosz Turek. „Ziemię warto kupować, bo dotychczas stopa zwrotu z tej inwestycji jest bardzo wysoka” – powiedział.

Z wyliczeń Lion’s Bank wynika, że w ciągu 9 lat cena ziemi zdrożała o 234 proc. (po uwzględnieniu inflacji). Dla porównania w tym czasie, kupując mieszkanie w śródmieściu Warszawy, można było liczyć na wzrost wartości o ok. 95 proc. (realnie 53 proc.); odkładając pieniądze na przeciętnej lokacie bankowej zarobiłoby się 49,4 proc. (realnie 17 proc.).

Od 2004 r. wzrost cen ziemi rolnej jest imponujący, rynek ten jest już od kilku lat w fazie wzrostowej, jednak istnieje ryzyko poniesienia straty. Najlepiej można zyskać na odrolnieniu ziemi, bo grunty pod zabudowę są kilkakrotnie droższe i w tym także można upatrywać zarobku. Na to potrzeba jednak więcej czasu. Dodał, że kupno ziemi jest inwestycją dla osób, które mają gotówkę, gdyż na ten cel trudno uzyskać kredyt. (PAP)

awy/ je/ mow/                         …źródło: stooq.pl

podobne: Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze polecam również: NIK: luki w prawie pozwalają cudzoziemcom przejmować ziemię w Polsce.

Wojciech Siudmak - Żyzna Przestrzeń

Wojciech Siudmak – Żyzna Przestrzeń