O realnych ośrodkach władzy czyli… sKisłe łupki i inne polskie zasoby energetyczne w kleszczach niemieckiej polityki klimatycznej i rosyjskiej strefy wpływów. Światełko w tunelu dla węgla. Saudyjska i Irańska alternatywa dla ropy


„…Dzięki nowemu surowcowi mieliśmy być drugą Norwegią, a może Katarem, uniezależnić się od gróźb przykręcania rosyjskiego kurka, a przede wszystkim w końcu osiągnąć wielki, tak bardzo potrzebny sukces gospodarczy. Miliardy, ba, nawet biliony metrów sześciennych najczystszego paliwa kopalnego miały wyprzeć z rynku czarne złoto, a więc węgiel. No bo skoro w Stanach Zjednoczonych się udało, to dlaczego nie w Polsce?

Cały boom nakręcili po części Amerykanie. Jak przypomina portal PolskieLupki.pl, w 2009 r. ogłoszono, że według rządowej amerykańskiej agencji Energy Information Administration (EIA) w polskich łupkach kryć może się aż 5,3 bln m sześc. gazu. Według firm konsultingowych było go nieco mniej, ale liczby i tak przyprawiały o zawrót głowy. Advanced Resources International szacowała nasze złoża na 3 bln m sześc., a Wood McKenzie na 1,4 bln m sześc. Zupełnie inaczej potencjał złóż gazu łupkowego w naszym kraju widziała amerykańska służba geologiczna, według której wydobywane zasoby to jedynie 38,1 mld m sześc. Ale tą ostatnią wartością nikt się szczególnie nie przejął – wszyscy bowiem chcieliśmy wierzyć, że będziemy mieć łupkowe eldorado.

Nasze złoża Państwowy Instytut Geologiczny oszacował dopiero w raporcie z marca 2012 r. Wartości były znacznie niższe niż prezentowane przez Amerykanów (z wyjątkiem ich służby geologicznej). PIG oszacował polskie złoża na 346–768 mld m sześc. To przynajmniej dwa razy więcej niż krajowe złoża gazu konwencjonalnego szacowane wtedy na 145 mln m sześc. Przy rocznym zużyciu błękitnego paliwa w naszym kraju na poziomie ok. 16 mld m sześc. gaz z łupków mógłby starczyć na 35–65 lat. Ale przede wszystkim pozwoliłby się nam uniezależnić od importu, głównie z Rosji.

Ponieważ w Stanach Zjednoczonych gaz łupkowy stał się faktem, wypierając z rynku węgiel (i znacząco przyczyniając się do kryzysu w branży górniczej), do Polski zjechali najwięksi światowi gracze. Wśród nich m.in. amerykańskie koncerny takie jak ExxonMobil, MarathonOil, BNK Petroleum, Chevron czy ConocoPhilips (w polskiej spółce Lane Energy miał 70 proc. udziałów), a także kanadyjski Talisman czy brytyjski 3Legs Resources. Do gry weszły też rodzime firmy: PGNiG, Lotos Petrobaltic czy Orlen Upstream. W szczytowym momencie w 2012 r. wydanych było 115 koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego. Jak informuje resort środowiska, do końca lipca tego roku wygaszono już 87. Trudno więc nie zadać sobie pytania – co poszło nie tak. 

Z danych resortu środowiska wynika, że według stanu na 31 lipca 2016 r. w Polsce obowiązuje 28 koncesji na poszukiwanie i/lub rozpoznawanie złóż gazu z łupków. Koncesje te zostały udzielone na rzecz dziewięciu polskich i zagranicznych podmiotów. Do 1 sierpnia 2016 r. firmy wykonały 72 otwory rozpoznawcze. Zdaniem ekspertów to kilka lub kilkanaście razy za mało. By potwierdzić i obecność, i możliwość komercyjnego wydobycia, potrzeba przynajmniej kilkuset, jeśli nie kilku tysięcy takich odwiertów…” (Karolina Baca-PogorzelskaPolskie (g)łupki, czyli jak nie zostaliśmy drugim Katarem)

Na polskie eldorado mieliśmy mnóstwo chętnych z całego petroświata profesjonalistów (Wśród chętnych na łupkowe koncesje Marathon Oil są Orlen i Breitling Oil), i fantastyczne według nich (i nie tylko) perspektywy, a potem po zaledwie kilkudziesięciu odwiertach (których miarodajność nie dość że pozostaje utajniona, to jest na dodatek co najmniej dyskusyjna) nastąpiła spora rewizja szacunków potencjału złóż i ucieczka inwestorów. Powstaje pytanie co się takiego stało miedzy poszczególnymi raportami? Jaka wiedza (tudzież siła/interesy) zadecydowała o tak gwałtownej zmianie w zasadzie „na gębę”?

Kolejne pytanie – na co (obok Amerykanów) liczyli Rosjanie podkupując po cichu koncesje poszukiwacze? Czy ze zmianą optyki Exxon’a na perspektywiczność naszego gazu z łupków, miała coś wspólnego bezprecedensowa umowa jaką ta firma podpisała 15.06.2012 r. (Amerykanie znowu nie znaleźli „łupków” w Polsce) z rosyjskim Rosneft w obecności samego Putina? Zaraz potem Exxon wycofał się z Polski dając jednocześnie dość głośno do zrozumienia całemu światu, że nie ma u nas czego szukać, co kilka tygodni później potwierdziła wspomniana amerykańska służba geologiczna. Exxon wolał nawet rosyjską zmarzlinę – Sankcje sankcjami, ale biznes to biznes: ExxonMobil i Rosnieft rozpoczęły wydobycie ropy w rosyjskiej Arktyce. Zaś kilka tygodni temu… (Odys)

„Pierwszy raz od nałożenia przez USA sankcji na Rosję Władimir Putin spotkał się z szefem amerykańskiego giganta naftowego ExxonMobil. Jego poprzednik został szefem dyplomacji w rządzie Donalda Trumpa…

W 2012 r. kierowany przez Tillersona koncern Exxon zawarł wyceniany na 500 mld dol. sojusz strategiczny z rosyjskim Rosnieft. W zamian za udziały w arktycznych złożach Amerykanie mieli przekazać Rosjanom pieniądze i technologie na eksploatację tych zasobów, a także na wydobycie ropy naftowej z łupków na Syberii.

Sojusz Exxon i Rosnieft dostał błogosławieństwo Putina, a wkrótce po jego zawarciu prezydent Rosji przyznał Tillersonowi Order Przyjaźni – najwyższe rosyjskie odznaczenie dla cudzoziemców.

Ale po agresji Rosji na Ukrainę plany współpracy Exxon z Rosnieft odłożono na półkę. Waszyngton nałożył sankcje na Rosnieft, zakazując Amerykanom przyznawania nowych pożyczek rosyjskiemu koncernowi i pomagania mu w eksploatacji złóż w Arktyce i w łupkach. Na czarną listę USA wpisały też szefa Rosnieft Igora Sieczina…” (Putin spotkał się z szefem amerykańskiego koncernu ExxonMobil)

Ktoś może oczywiście powiedzieć że to tylko interesy, gdzie decyduje przede wszystkim opłacalność inwestycji. W takim razie po co Amerykanie i Rosjanie bawili się w kupowanie polskich koncesji na poszukiwanie czegoś czego opłacalności nie zamierzali nawet zweryfikować? I czego (mimo wszystko) szukają ci którzy zdecydowali się jednak w Polsce pozostać?… (Odys)

podobne: Gaz łupkowy: BNK Petroleum kończy prace poszukiwawcze, San Leon kontynuuje. Gazprom chce zwiększyć udziały w europejskim rynku. KE zawiesza śledztwo przeciwko tej firmie. Exxon Mobil kończy wiercenia w Rosji. Shell i Total zostają. Chińczycy wzmacniają współpracę z Rosjanami oraz: San Leon rezygnuje z Turcji na rzecz polskiego gazu z łupków. Total z Polski wychodzi. i to: Geopolityczne następstwa rewolucji łupkowej w USA. Gaz łupkowy w Polsce jest ale trzeba być cierpliwym. Australijczycy zwiększają szacunki dla złoża węgla w Polsce. Gaz z węgla o połowę tańszy od rosyjskiego? a także: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego.

„…zadzwonił do mnie pewien człowiek i powiedział, że mapy geologiczne Polski są fikcją. To są rzeczy podrzucane ludziom do zabawy, żeby się mieli czym podniecać. Rzeczywistość jest zupełnie inna, albo ujmując rzecz wprost – utajniona. Oto w przemądrej księdze zatytułowanej „Historia polskiego przemysłu naftowego” przeczytać możemy, że w krajach członkowskich RWPG ZSRR był jednym krajem, gdzie można było po korzystnych cenach nabywać pełny asortyment sprzętu i urządzeń do górnictwa i eksploatacji złóż. Chodzi o te wszystkie ciężarówki, świdry i całą resztę urządzeń, których nie można tak po prostu przenieść w góry na plecach, o cały ten hardware. Jeśli zaś idzie o software, czyli urządzenia do interpretacji wyników badań, to wszystkie one znajdowały się w ZSRR, a więc wszystkie wyniki badań, jakie wówczas przeprowadzono na wydobytym materiale znajdowały się w ZSRR, a częściowo w Budapeszcie, bo tam także mieli takie urządzenia. W Polsce ich nie było. W Polsce był tylko towarzysz Afrykan Kisłow. Sytuacja zmieniła się nieco, gdy krakowscy geofizycy zakupili centralę sejsmiczną GSC-1000 wyprodukowaną w USA. Tak się jednak składało, że największe odkrycia geologiczne na terenie powojennej Polski dokonane zostały w pierwszych latach po wojnie, mam tu na myśli miedź i siarkę. Później zaś karmieni byliśmy już tylko złudzeniami. Mój rozmówca twierdził, że umowa obejmująca współpracę z ZSRR uniemożliwiała jakiekolwiek skutecznie poszukiwania złóż, ze szczególnym wskazaniem na złoża ropy naftowej.

Dowiedziałem się też, że istnieje coś takiego, jak Strefa Teisseyre’a-Tornquista zwana też linią Teisseyre’a-Tornquista. Przebiega ona w poprzek terytorium dzisiejszej Polski. Ale ciągnie się też dalej. Na jednym jej końcu znajdują się złoża ropy w Morzu Północnym przy wybrzeżach Norwegii, a na drugim zagłębie Ploeszti (…) Trudno przypuścić powiedział mój rozmówca, by akurat na terenie Polski tej ropy nie było…

Mój rozmówca twierdził, że po wojnie nie gromadzono w Polsce rdzeni wiertniczych, że były one rozsypywane na polu, tam gdzie dokonywano odwiertów. Dziś mamy kilka magazynów tych rdzeni, rozsianych po kraju, a w nich ponad 500 tysięcy kilometrów rdzeni. To wszystko leży w drewnianych pudełkach i czeka na opisanie, a dane czekają na zdigitalizowanie. Być może już nie czekają, a są zdigitalizowane, bo mój rozmówca powoływał się na stan sprzed kilku lat. W tych magazynach leżą też rdzenie należące do firm prywatnych, które prowadzą wiercenia na terenie Polski, ale interpretacja ich jest utajniona i nie można publikować wyników tych badań. Centralny magazyn rdzeni wiertniczych dopiero się ponoć buduje.

Tak więc – twierdzi mój rozmówca – gawędy o złożach metali rzadkich, gazie łupkowym i innych cennych pokładach, to ściema, podawana po to, byśmy się nie zajmowali rzeczami ważnymi, czyli znajdującą się pod nami ropą naftową. Złoża te zapewne zostaną ujawnione w chwili kiedy cała gospodarka światowa przestawi się na inny niż ropopochodne paliwa napęd. No, ale zobaczymy…

…a gdzie są te wyniki badań geologicznych dotyczących Polski, co je towarzysz Kisłow wysyłał do ZSRR w latach powojennych? Czy nadal są w Moskwie? Możliwe. Nie da się jednak wykluczyć, że ktoś, za opłatą, skopiował je sobie i teraz siedzi, gdzieś w kantorku, skryty przed wzrokiem profanów i interpretuje je, hej, interpretuje, aż wióry lecą….nam jednak o tym nic nie powie…” (coryllus – Towarzysz Afrykan Kisłow rozsypuje rdzenie)

To że łupkowa rewolucja okazała się niewypałem, albo podpuchą mającą zniechęcić potencjalnych (zwłaszcza rodzimych) poszukiwaczy skarbów (na co wiele poszlak i faktów wskazuje) nie jest aż takie najgorsze. Zwłaszcza jeśliby się okazało że całą tę mistyfikację zorganizowano ze strachu przed polskim potencjałem. To by bowiem oznaczało że ten potencjał rzeczywiście jest, i że może kiedyś zostać uruchomiony. Najgorsze jest to że w tym cyrku współpracowali ze sobą z jednej strony nasz największy sojusznik, a z drugiej strony przeciwnik… Poszukiwanie utrudniała też Unia Europejska, oraz brak jednoznacznych przepisów koncesyjno-wydobywczych dla potencjalnych poszukiwaczy w Polsce… Jakby się wszyscy zmówili nie tylko przeciw łupkom, ale przeciw jakiemukolwiek grzebaniu w polskiej ziemi… (Odys)

podobne: Antyłupkowa koalicja? Rosjanie mają koncesje, ale gazu nie szukają. PE utrudnia poszukiwanie i wydobycie  oraz: Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja? i to: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. a także: IS: Finalne prace nad gazem łupkowym będą prowadzić tylko rodzime firmy.

„…żadnego zezwolenia na swobodne wydobycie ropy przez Polskę, nawet w tej szczątkowej, okrojonej, peerelowskiej Polsce nie ma i nie będzie nigdy. Bo gdy Polska zacznie u siebie wydobycie, to spłyną do polskich złóż zasoby ropy z całego obszaru. A to znaczy nie jedną, ale dwie rzeczy:

— jest wielkie morze ropy pod Polską (patrz notka); to wiadomo od dawna
— wydobycie będzie łatwe, bo ciśnienie w złożu umożliwia ciągnięcie ropy na powierznię nieomal bez pomp, samym ciśnkeniem górotworu i tym „spływaniem skądinąd”, a więc przy niewielkich inwestycjach
— trzecia sprawa (ostrożny geolog nie powiedział Gabrielowi tego przez telefon) to jest czysta ropa w tych polskich złożach, zawierająca minimum siarki. Spalasz ją, rafinujesz ją, przetwarzasz ją — bez zanieczyszcania środowiska. Nie mam dowodów na czystość złóż pod Polską, więc cicho to zaznaczę.

Mam natomiast dowód na coś innego. Granice „nowej peerelowskiej Polski” ustalano kilka razy, dziko fałszując nawet te okropne granice Curzona-Namiera. Najpierw odcięto Lwów, choć Lwów zawsze był w angielskich papierach „etno” — polski. Nie mógł inny być, przy 92% ludności rdzennie polskiej, powiat 88%. Stolica kraju Warszawa miała,.zależnie który spis wziąć, poniżej 65% polskiej ludności; reszta to żydzi, rosyjskiego i niemieckiego pochodzenia mieszkańcy. Więc odebranie Polsce Lwowa to już była machinacja, nie uzasadniona niczym ludzkim, za to usasadniona zasobami węgla i ropy, które eksploatuje się płytko spod ziemi.
Tę „poprawioną o Lwów” granicę poprawiano jeszcza czterokrotnie. Za każdym razem odcinając od Polski złoża rozpoznane, przed wojną jeszcze, jako nadające się do łatwej eksploatacji, już nawet ujęte w jakimś polskim planie perspektywicznym, by tam stawiać szyby (także gazowe, przez Lwów biegły wybudowane w celu dostawy bieżącej gazu i dostaw perspektywicznych gazociągi) i wieże wyciągowe kopalń węgla kamiennego. Ostatnie pasmo rozpoznanych w 1939r. złóż odcięto od Polski bodaj w 1948 roku (to jest do sprawdzenia, nazwali to „przyjacielską wymianą małych skrawków terenu”), a ja widziałem mapy tych granic ze złożami, znajdującymi się pod ziemią. Na tych „przyjacielskich skrawkach” węgiel był płytko.
Co oznacza, że są gdzieś w Polsce potomkowie lwowskich geologów, którzy te mapy w 1938 i 1939 roku zrobili. Możliwe, że zachowali mapy dziadka, szkice wyniesione z pracy.

Na koniec: imienia tow. Afrykana nie słyszałem, jego skisłego nazwiska też nie, nigdy. Ten pilnujca nadrzędności interesów obcych, by się czasem „ci Polacy” nie wzbogacili na własnych (?) złożach, nie był sam; on nie działał sam. Przy oglądaniu lwowskich map mówili przyjaciele Rodziców wprost o tym, ale nie wymieniali nazwisk. Stąd wiem o sprawie, potwierdzam co mówił wspaniały geolog, telefoniczny rozmówca Coryllusa, ale nie poznałem, kto pilnował...” (A-Tem – 10 lutego 2017)

podobne: Józefa Sokołowska: Co wiemy o zasobności polskich łupków. Szczęśniak: zmiany w Polskim LNG to próba przyspieszenia otwarcia gazoportu polecam również: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium. i jeszcze: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje

„…Po długiej przerwie inwestycyjnej udało się w latach 2008-2011 oddać do eksploatacji trzy nowe bloki węglowe: Pątnów 460 MW, Łagisza 460 MW oraz Bełchatów 858 MW. Ponieważ nie są to inwestycje wystarczające aby zastąpić odłączane jednostki w następnych latach podjęto decyzję, aby ogromnym wysiłkiem finansowym uruchomić budowę bloków w elektrowni Kozienice 1075 MW, elektrowni Opole 2 x 900 MW, elektrowni Jaworzno III 1000 MW oraz Turów 450 MW. Te uruchomione oraz jeszcze budowane (węglowe) jednostki wytwórcze to bloki o parametrach nadkrytycznych z „rodziny 600° C” tzn. parametrów z górnego przedziału osiąganych dziś temperatur dla materiałów konstrukcyjnych i gwarantowanej sprawności na poziomie ponad 45-46%. Pozwalają one na ograniczenie emisji CO 2 do poziomu 750 kg/MWh. Niestety tak wysokiej klasy jednostki nie wpisują się w przygotowane unijne rozwiązanie dotyczące tzw. „ujednolicania” mechanizmów wsparcia.

W pakiecie zimowym pojawił się bowiem zmieniony zapis paragrafu  23 pkt. 4, który w nowej wersji wprowadza kryterium emisyjności CO2 na poziomie 550 gr/kWh (od 2022 r.). Cytując: „…Generation capacity for which a final investment decision has been made after [OP: entry intro force] shall only be eligible to participate In a capacity mechanism if its emissions are below 550gr CO 2/ kWh. Generation capacity emitting 550gr CO 2/ kWh or more shall not be committed in capacity mechanisms 5 years after the entry into force of this Regulation…”.

Zobacz także: Niemcy rozpoczęli testy morskich magazynów energii

Zmienione brzmienie paragrafu od razu zyskało w unijnych kuluarach nazwę “antypolskiego” ponieważ  wyklucza możliwość skorzystania Polski z narzędzia jakim jest tzw. „rynek mocy”. Jest to sytuacja dla polskiego sektora energetycznego wyjątkowo niekorzystna bo obecne ceny energii na rynku hurtowym są stosunkowo niskie i nie sprzyjają impulsom inwestycyjnym, a proces odbudowy mocy musi być kontynuowany…

Dla polskiego sektora energetycznego, który obecnie ponosi olbrzymie wydatki zarówno na budowę nowych mocy, jak i odbudowę krajowych sieci przesyłowych oraz dystrybucyjnych szczególnie niebezpieczne są propozycje kar finansowych za brak realizacji celów klimatycznych. Zgodnie z propozycją, z płaconych kar powstanie swoisty fundusz klimatyczny w postaci platformy finansowej. Ze zgromadzonych w platformie środków będą wspierane inwestycje energetyczne w OZE, ale co ważne w obecnym kształcie dokumentu nie zostało określone czy platforma finansowa będzie realizować inwestycje zlokalizowane na obszarze kontrybuującego państwa członkowskiego. Oznacza to, że w przypadku nie spełnienia kryteriów z notyfikowanego planu taki kraj płaciłby karę czyli de facto wspierałby realizację inwestycji innego kraju kosztem własnego.

Z doniesień medialnych wynika, że kraje wiodące w UE jak Niemcy silnie lobbowały za wymogiem tworzenia regionalnych rynków mocy (systemu elektrowni rezerwowych, w którym producenci otrzymują zapłatę za gotowość do produkcji). Starania naszych sąsiadów nie wynikają tylko z troski o kształt Unii Energetycznej, ale z faktu wysokiego udziału w niemieckim bilansie energetycznym energii produkowanej przez farmy wiatrowe, co warto zaznaczyć także jest sporym problemem dla Polski ze względu na niekontrolowane przepływy kołowe. W zeszłym roku polski regulator URE zgłosił interwencje do europejskiego stowarzyszenia regulatorów ACER ponieważ sytuacja tzw. zapychania polskich sieci energią z niemieckich farm wiatrowych jest nagminna. Co istotne stan taki spowodowany jest zbyt słabą siecią przesyłową austriacko-niemiecką, a koszty tego ponosi polski podatnik ponieważ musimy „przepychać” ogromne ilości energii do Niemiec ponosząc znaczące koszty redsipachingu przez polskiego operatora czyli PSE.

Kolejnym problemem dla polskiego sektora jak wykluczenie biomasy jako źródła OZE, o ile nie jest wykorzystywana w wysokosprawnej kogeneracji. Jest to swoistego rodzaju kuriozum, że niektóre kraje UE wyrażając swoje niezadowolenie z przyjęcia niskich (ich zdaniem) wymogów dla produkcji energii z OZE, jednocześnie oponują przeciw współspalaniu biomasy, która skutecznie obniża emisję i nie powinna być w żaden sposób dyskryminowana jako element transformacji miksu paliwowego i właściwie ogranicza swobodę wyboru lokalnych zasobów jak słusznie przedłożono w stanowisku PKEE...” (defence24.pl, Dr Przemysław Zaleski – Polska zmuszona do finansowania zielonej rewolucji w Niemczech)

podobne: Deficyt energii elektrycznej może wzrosnąć w Polsce do 1100 MW w 2017 r. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu.  a także: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło i to: 20 stopień zasilania czyli, jak jest lato to musi być… bez prądu(?) Tydzień upałów kosztuje gospodarkę Polski tyle ile kosztowałaby… nowa elektrownia o mocy 1000MW? Polityka energetyczna Polski. polecam również: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? i jeszcze: Rada energetyczna UE-USA. Wspólne wysiłki ws. bezpieczeństwa energetycznego i… ochrony klimatu oraz: Szczęśniak: Zielona energia przeżyła swój Peak Oil. Tania benzyna w USA tymczasem w Polsce ciągle za droga i to: „Die Zeit”: Polska ma powody, by bronić węgla jako źródła energii a także: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

„Od wielu lat węgiel jako źródło pozyskiwania energii jest niesamowicie piętnowany. Mimo dostępności technologii ograniczającej emisje trujących cząstek to właśnie węglowi przypisuje się największy wpływ na ocieplenie klimatu, później przemianowane na zmiany klimatu. Zabieg marketingowy związany ze zmianą nazwy był konieczny, gdyż po blisko 20 latach okazało się, że klimat w ujęciu globalnym wcale się nie ociepla.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że za ponad 90% emisji CO2 odpowiadają oceany oraz środowisko naturalne. Spalanie paliw kopalnych generuje od 4,5% do 5%, w zależności od źródeł. Oznacza to, że jeśli zredukujemy emisję CO2 generowaną przez człowieka o 20%, całkowita emisja zmniejszy się o zaledwie 1%. Co ciekawe, efekt ten może być łatwo zniwelowany jedną większą eksplozją wulkanu na Islandii czy w Indonezji.

Twarde dane danymi, ale prawda musi być po naszej stronie. W każdym razie cała szopka z emisją CO2 miała służyć kontroli wielkości produkcji w poszczególnych krajach pod płaszczykiem troski o środowisko naturalne. Dwutlenek węgla został okrzyknięty gazem szkodliwym, jeżeli nie trującym. Niestety, większość ludzi kupiła przekaz bez zadawania zbędnych pytań.

Za sprawą handlu prawami do emisji CO2, które jeszcze 3 lata temu były zmonopolizowane przez JP Morgan oraz Goldman Sachs, niektóre kraje, które w efekcie uwarunkowań gospodarki emitowały duże ilości CO2, musiały kupować na aukcjach prawa do dodatkowych emisji. Ceny rosły, natomiast spadała konkurencyjność danego kraju.

Największym przegranym całej szopki z CO2 stał się węgiel, od którego postanowiono odejść, zastępując go tzw. czystą energią odnawialną mimo kompletnego braku uzasadnienia ekonomicznego. W każdym razie głównym winnym wszelkich huraganów czy anomalii pogodowych miał stać się węgiel.

Efekt był taki, że ceny surowca zaczęły spadać, a kompanie zajmujące się wydobyciem węgla zaczęły generować potężne straty doprowadzając do 90% spadków cen akcji największych producentów węgla.

Ceny węgla, jak i spółek z sektora węglowego zanotowały dno przed rokiem, podobnie zresztą jak cały sektor surowcowy. Od tego czasu notowania wielu z nich zdążyły się potroić. Mimo to, ich ceny są nadal blisko 70% poniżej szczytów z 2011 roku, czyli tam gdzie były w 2009 roku po pęknięciu bańki na rynku surowców.

Na temat węgla zdecydowałem się napisać kilka słów ze względu na fakt, że w obliczu problemów gospodarczych coraz więcej państw zaczyna wycofywać się z traktatów dotyczących ograniczeń emisji CO2, co z kolei powinno przełożyć się na wyższe ceny surowca. Ostatecznie to właśnie węgiel nadal stanowi główne źródło produkcji energii elektrycznej.

W ostatnim czasie prezydent USA Donald Trump podpisał dekret o tzw. „niezależności energetycznej”. Oznacza on wycofanie się z polityki Obamy, który chciał zapobiegać „globalnym zmianom klimatu”. Nie bez znaczenia jest fakt, że to właśnie Stany Zjednoczone dysponują największymi złożami węgla na świecie.

Podobne zresztą podejście promowane jest w Azji, w której stawia się na rozwój gospodarczy i zysk odkładając na bok kwestie ochrony środowiska czy abstrakcyjnych praw do emisji CO2. Nie jest zresztą żadną tajemnicą, że krajom azjatyckim (Chiny, Indie, Indonezja) przyznano prawa do emisji dwutlenku węgla na nieporównywalnie wyższym poziomie niż Unii Europejskiej.

Kolejnym czynnikiem przemawiającym za powrotem do węgla jest silny lobbing największych producentów węgla jak chociażby Australii, której władze wprost komunikują społeczeństwu, że albo idziemy w kierunku redukcji CO2, niszczymy miejsca pracy albo zmienimy obecną politykę. Zważywszy na problemy ekonomiczne wynikłe z globalnego spowolnienia gospodarczego nie mam złudzeń, że absolutnym priorytetem będzie ochrona miejsc pracy i stopniowe luzowanie praw do emisji CO2. W podobnym tonie wypowiadają się nie tylko władze Australii, ale również Kanady, Tajlandii, Indonezji oraz Polski. Ostatecznie tzw. zielona energia nie ma szans na zastąpienie energetyki węglowej, a przynajmniej nie na przestrzeni najbliższych 3-4 dekad.

Nie zapominajmy także, że UE w obecnym kształcie jest czwartym konsumentem węgla na świecie, a państwa UE importują rocznie ponad 200 mln ton surowca. Surowca, który przy zniesieniu wielu barier mógłby być wydobywany w Europie

…ceny węgla w relacji do cen ropy naftowej przez długi czas oscylowały na poziomie 1:1. Dziś ta relacja wynosi 1:1,58. Węgiel w relacji do ropy jest po prostu drogi. Pytanie brzmi: czy to węgiel jest drogi, czy to ropa naftowa jest nadal wybitnie tania?…” (Trader21 – Światełko w tunelu dla węgla)

„…O węglu kamiennym opowiadam na każdym prawie spotkaniu autorskim. Czynię to z premedytacją, podkreślając zawsze jak uboga i zakłamana jest literatura przedmiotu, podkreślając, że nie istnieje coś takiego jak popularna historia węgla kamiennego. Węgiel występuje w literaturze jedynie jako paliwo dla wielkiego przemysłu napędzającego Imperium Brytyjskie, albo – w odsłonie XX wiecznej – jako paliwo dla przemysłu napędzającego imperium sowieckie. I tyle, wcześniej węgiel nie istniał, a jeśli istniał to jego rola była marginalna. Mnie się już nie chce tu powtarzać wszystkich opowiedzianych w II tomie Baśni jak niedźwiedź historii, nie chce mi się wspominać pierwszej wielkiej odkrywki węglowej w Europie, datowanej na rok 1113. Powiem tylko, że kiedy już się nagadam o tym węglu, tak że bolą mnie szczęki, wstaje zwykle jakiś staruszek i mówi, że lepiej byłoby gdybym poruszał jakieś bardziej współczesne tematy…

…Zakazali palenia węglem w Krakowie, tak jak wcześniej zakazali tego w Londynie i Paryżu. Co łączy te dwa zakazy? Otóż one są wydane ze skrajnie różnych powodów. W dawnych czasach handel i pozyskanie węgla były – przypuszczam, bo badań żadnych dotyczących tego problemu nie ma – domeną domów bankierskich, które poprzez tę branżę, ale także inne, wpływały na dwory i decyzje królów. Historia mafii węglowych jest stara i głęboka, a słowo „węglarze” nie oznacza bynajmniej umorusanych producentów węgla drzewnego kryjących się po lasach

…Dlaczego zakazano palenia węglem w Krakowie? Bo leży on zbyt blisko Śląska, gdzie już wkrótce na nowo zacznie się eksploatacja węgla kamiennego, tyle, że będzie on ze Śląska wywożony gdzieś dalej i nie trafi do Krakowa, w którym obowiązuje wspomniany zakaz. Warszawa będzie miała możliwość palenia węglem, bo tu zakazu nie będzie i miasto stołeczne kupi sobie ten węgiel od Rosjan po prostu. Polska, jak przypuszczam, będzie miała mocno ograniczone możliwości gospodarowania własnymi zasobami, bo zostały one sprywatyzowane i będą przeznaczone dla kogo innego. Kiedy zaś ktoś spróbuje się szarpać przyjdzie do niego wezwanie z sądu. Są jeszcze inne aspekty tej sprawy. Otóż produkcja kotłów i systemów grzewczych w Polsce to poważny sektor gospodarki. Wielu ludzi radzi sobie tam świetnie, a wybór kotłów węglowych i innych jest naprawdę duży. To wszystko powoli będzie likwidowane, bo daje zbyt wielu osobom wolność i pieniądze. Kraków to tylko początek tej antyindustrialnej rewolucji, tego równania wszystkiego z ziemią. Ja rozumiem, że to sejmik małopolski zdecydował o tym niepaleniu węglem, ale nie wierzę w to, by uczynił to ów sejmik z własnej nie wszczepionej wcześniej przez nikogo głupoty…” (coryllus – O masonach co rządzą światem)

podobne: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach oraz: Ekoterror kontratakuje: Wzrost stężenia CO2 w atmosferze (nie wiadomo czy przez człowieka). Po „przerwie” wraca strach przed zmianą klimatu, tyle że to równie dobrze może być ochłodzenie. Dziura ozonowa przestała się powiększać i to: Bezsensowny, szkodliwy dla rynku pracy i rodzin podatek, który wcale nie pomagał środowisku, już nie istnieje. Australia bez podatku węglowego a także: Coraz bliżej do kopalni węgla w Nowej Rudzie. Walka z emisją CO2 nie musi oznaczać walki z węglem polecam również: Nowa polityka klimatyczna USA – zapowiedź  i jeszcze: Czy Sahara znów się zazieleni czyli… „problem” z CO2 oraz: „Zimne słońce”, handel „pozwoleniami na emisję CO2” i jego ekonomiczne konsekwencje dla Polski i to: Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią.

Gwałtowny spadek cen ropy spotęgowany zachodnimi sankcjami wpłynął bardzo negatywnie na kondycję rosyjskiego sektora naftowego. Znalazło to odzwierciedlenie nie tylko we wstrzymaniu bądź niedofinansowaniu wielu projektów wydobywczych w Arktyce czy Syberii Wschodniej, ale również w przetasowaniach do jakich zaczęło dochodzić na rynkach gdzie od dekad dominowali Rosjanie. Najbardziej wymownym tego przykładem jest pierwsza w historii umowa długoterminowa PKN Orlen i Saudi Aramco na dostawy surowca z Arabii Saudyjskiej do Polski.

Zobacz także: „Tylko PR?”. Saudyjska ropa w Polsce zmienia wszystko [3 DOWODY]

Proces budowania kontaktów biznesowych przez Irańczyków, Saudyjczyków etc. na tradycyjnych rosyjskich rynkach trwa. Płocki koncern realizuje np. kontrakty krótkoterminowe zawarte z Irańską Narodową Kompanią Naftową, które mogą niebawem przekształcić się w długookresową współpracę na rynkach: czeskim, litewskim, polskim. Spółka aktywnie rozgląda się również za surowcem z innych regionów świata np. Iraku. Ropa z irackiego Kurdystanu docierała w ubiegłym roku np. do kontrolowanych przez Orlen Możejek.

Zobacz także: Kurdyjska ropa uderzy w tranzyt rurociągiem Przyjaźń?

Z działań płockiego potentata zaczynają korzystać również inni regionalni gracze. Nierosyjskim surowcem interesują się w coraz większym stopniu: węgierski gigant MOL, a ostatnio nawet białoruski Belorusneft. W obu przypadkach występuje duża synergia interesów wspomnianych firm z Orlenem. Niewykluczone, że MOL wspólnie z polską spółką będzie sprowadzać irańską ropę przez chorwacki terminal Omisalj, a kolejna dostawa spot z Iranu do Polski i na Białoruś zostanie zrealizowana za pomocą jednego tankowca…” (defence24.pl, Piotr Maciążek – Rosyjska kontrofensywa: plan utrzymania Polski w „naftowej strefie wpływów”)

podobne: Tania ropa: dla jednych szansa dla innych kłopot, petrolandy walczą o przetrwanie. Nord Stream 2 kontra dywersyfikacja, który projekt upadnie? Połączenie elektroenergetyczne z Litwą rozpoczyna pracę. Bezpieczeństwo energetyczne Polski w kontekście unijnej polityki klimatycznej oraz: Polska gospodarka: Lista strategicznych podmiotów. Wzmocnienie nadzoru, wzrost wartości i prywatyzacja. Koszty „ambitnej” polityki w Możejkach. Rząd upraszcza prawo budowlane (czy aby na pewno?) i to: Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę. Reforma górnictwa to kontynuacja polityki poprzedniego rządu. Lokalne źródła energii (OZE). Znaczny spadek cen ropy na świecie (czemu nie w Polsce?) a także: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji).

Paweł Kuczyński – Dark Industry

Reklamy

Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę. Reforma górnictwa to kontynuacja polityki poprzedniego rządu. Lokalne źródła energii (OZE). Znaczny spadek cen ropy na świecie (czemu nie w Polsce?)


„…W Kongresie USA uchylono po ponad 40 latach zakaz eksportu ropy. Został on wprowadzony po embargu OPEC, w roku 1975 przez administrację Geralda Forda, jako zabezpieczenie amerykańskich zasobów dla krajowego rynku.

Był to efekt ponad dwóch lat starań amerykańskiego przemysłu naftowego, gdy poruszano wszelkie możliwe mechanizmy władzy i opinii publicznej dla zniesienia zakazu. W amerykańskim stylu ubito interes poprzez powiązanie ustawy (tzw „omnibus”) z innymi regulacjami w ustawie budżetowej, przez co także zwiększono wsparcie rządu federalnego dla energii odnawialnej. Ulgi podatkowe dla tej energii zostały przedłużone. Przełamano w ten sposób opór Białego Domu, który zapowiedział, że zawetuje tę ustawę. Jednak w pakiecie z energią odnawialną prezydent ją podpisze.

Inicjator tej ustawy Joe Barton powiedział:

„Mamy najlepsze technologie, najlepszą ropę i za pewien czas przegonimy rosyjską ropą, przegonimy Saudyjczyków, Iran”.
„Jest wiele krajów, które chcą kupić ropę bardziej od Ameryki niż Rosji czy krajów OPEC.”
.
„We have the best technology, the best oil and over time we will drive out Russian oil we will drive out Saudi, Iranian”
„There are lots of countries that would rather get oil from the United States than Russia and many OPEC countries,”

Rzeczywiście, Amerykanie mają daleko posunięte plany związania ze sobą sojuszników, którzy zamiast rosyjskiej ropy, kupowaliby amerykańską. Są one bowiem, jak argumentują zwolennicy usunięcia zakazu „szantażowane przez Rosję dostawami ropy i muszą się podporządkować rosyjskiej polityce w zamian za ropę”.

całość tu: Ameryka otwiera zawory z ropą

podobne: : Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?) i to: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu. polecam również: Azoty nie chcą rosyjskiego gazu… PGNiG w kłopotach i będzie negocjował z Gazpromem oraz: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje a także: Skutki łupkowej rewolucji za oceanem. Tani gaz przypłynie z USA a Rosja dostanie po łapach

„…Komisja Europejska ustaliła, że jeśli Nord Stream 2 zostanie zbudowany, zależność od jednego dostawcy wzrośnie i skoncentruje 80 procent dostaw rosyjskiego gazu w jednym szlaku. Prowadziłoby to do dominacji Gazpromu na niemieckim rynku, poprzez wzrost udziałów do ponad 60 procent – przypomniał Tusk. Komisja dotąd nie podjęła decyzji w sprawie zgodności projektu z trzecim pakietem energetycznym.

Projektu broniły Niemcy. – To przede wszystkim propozycja biznesowa, dla której teraz musimy w sposób oczywisty stworzyć niezbędne ramy prawne – powiedziała Angela Merkel po szczycie. Do krytyki Nord Stream 2 przyłączyły się na szczycie południowe kraje, które straciły potencjalne zyski w związku z porzuceniem przez Gazprom projektu budowy magistrali południowej South Stream. Chodzi o Bułgarię, Węgry i Włochy.

– Dla Włoch, ale także Bułgarii i innych krajów, było bardzo ważne wyjaśnienie, dlaczego South Stream nie był możliwy do realizacji, a Nord Stream 2 jest – powiedział Tusk.

Włoski premier Matteo Renzi powiedział, że Europa musi mieć odwagę, by zablokować Nord Stream 2. Przyznał, że próbował opóźnić przyjęcie decyzji o przedłużeniu sankcji wobec Rosji właśnie dlatego, by temat rozbudowy gazociągu nie został pominięty na Radzie Europejskiej. – Niemcy i Holendrzy powiedzieli, że to tylko kwestia biznesowa, ale z naszego punktu widzenia w rozbudowie jest ważna polityczna wartość – powiedział.

Premier Węgier Wiktor Orban podkreślił, że omawiany na szczycie projekt miałby oddziaływanie strategiczne. Jeżeli powstanie, pozwoli Rosji na omijanie Ukrainy i utratę przez nią 2 miliardów dolarów rocznie zysków z tranzytu. Podkreślił, że pozwoliłby także na odcinanie dostaw gazu dla krajów zza dawnej Żelaznej Kurtyny.

…Czechy, Słowacja, Polska i Węgry apelowały o zapis o konkretnych celach: dywersyfikacja źródeł dostaw, zmniejszenie zależności od jednego dostawcy i zapewnienie nieprzerwanych dostaw. O ile to wyliczenie konkretyzowało oczekiwania wobec nowych projektów, to pod hasłem Unii Energetycznej można zmieścić wiele pojęć, z postulatem zmniejszania emisji CO2 poprzez większe zużycie gazu włącznie. Taka interpretacja wręcz faworyzowałaby Nord Stream 2.

…Polskie porty w Szczecinie i Świnoujściu zapowiadają odwołanie od decyzji sądu w Hamburgu w sprawie dwóch pierwszych nitek Nord Stream. Zaskarżyły projekt za blokowanie potencjalnego rozwoju żeglugi, ze względu na wkopanie ich zbyt płytko. Pomimo politycznej deklaracji Merkel, o gotowości do przebudowy gazociągu, nie doszło do tego. Sąd uznał, że nie ma podstaw do kwestionowania Nord Stream. Jeżeli wyższa instancja nie pomoże, porty mają skierować sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu, co grozi długotrwałą i niedającą dużych nadziei walką prawną. Jest to jednak sposób na zwiększenie nacisku na Niemcy.

…Jeżeli kanclerz Niemiec nie przestanie udawać, że jest to projekt czysto biznesowy, scenariusz pisany w Moskwie może się spełnić. Ta inwestycja to uderzenie w unijne regulacje, priorytety i politykę energetyczną Wspólnoty. Jej dalsza obrona przez Niemcy będzie dalej osłabiać, i tak nadwątloną, jedność Unii Europejskiej. Problem polega jednak na tym, że Merkel słabnie w kraju i nie może ryzykować zaogniania relacji z głównymi lobbies, na czele z przemysłowym, który wspiera Nord Stream 2, jeżeli chce chronić swą sztandarową inicjatywę, czyli politykę otwarcia na migrantów. Izolowanie Niemców w Unii Europejskiej może także wzmocnić tendencje do unilateralnej polityki w relacjach z Rosją, a zatem przynieść w sprawie gazociągu efekty odwrotne od oczekiwanych. Razem z Niemcami zmagać się z polityką energetyczną Rosji jest źle, ale bez nich jeszcze gorzej. Taktyka rosyjska polegająca na zastosowaniu rzymskiej maksymy: divide et impera – sprawdza się po raz kolejny.”

całość tu: Nord Stream 2 podzielił Europę

„…Nord Stream 2 nie jest formą dywersyfikacji szlaków dostaw gazu do Unii Europejskiej. Projekt ma na celu coś dokładnie przeciwnego. Ma skoncentrować więcej gazociągów w istniejącym korytarzu eksportowym do Niemiec – pisze Korczemkin.

– W ostatnich 15 latach Rosja wybudowała dwa gazociągi eksportowe (Jamał-Europa i Nord Stream), zdolne do transportu 85 mld m3 gazu ziemnego rocznie do Niemiec. Nord Stream 2 doda kolejne 55 mld m3 rocznie. Po jego uruchomieniu ponad 90 procent eksportu gazu z Rosji do Unii Europejskiej będzie docierać przez Niemcy – wylicza.

– Ostatniej zimy Moskwie nie spodobały się rewersowe dostawy gazu z UE na Ukrainę, więc Gazprom „ukarał” Europę poprzez zmniejszenie dostaw na Zachód. Proszę wyobrazić sobie, co może się stać, jeśli Nord Stream 2 będzie już działał, a niemiecki sąd wyda wyrok na korzyść byłych udziałowców Jukosu, albo niemiecka kanclerz zrobi coś, co nie spodoba się na Kremlu? – ostrzega autor komentarza…”

źródło: Nord Stream 2 nie da większego bezpieczeństwa dostaw gazu do Europy. Rosja zmieni system podatkowy, by wesprzeć wydobycie ropy

podobne: Ściema zwana „rewers gazu” czyli… Wszystkie rurki prowadzą do Rosji. oraz: Putin zdenerwował się na Ukrainę. South Stream dzieli Europę.

„…Czas na blokowanie Nord Stream był przed i w trakcie budowy pierwszych dwóch nitek. Polska zadowoliła się wtedy słowem danym przez Niemcy. Precedens Nord Stream jednak już się pojawił, a trzecia i czwarta linia być może powstaną. Odpowiedzią ma być terminal LNG. Daje nam dostęp do światowego rynku, elastycznych umów i pozwala projektować współpracę regionalną przy wykorzystaniu obiektu, na przykład przy wykorzystaniu mechanizmu wspólnych zakupów. O ile połączenia gazociągowe z krajami Unii Europejskiej są w pierwszym rzędzie alternatywą z punktu widzenia ceny, to terminal w Świnoujściu jest jedynym w pełni niezależnym od innych państw źródłem dostaw surowca, a więc jest kluczowy dla bezpieczeństwa energetycznego. Z tego powodu najważniejszym polem bitwy o bezpieczeństwo gazowe Polski pozostaje nasze podwórko. W 2022 roku kończy się obecna umowa gazowa i wtedy może dojść do poważnej zmiany w relacjach gazowych naszego kraju z Rosją. Obecny rząd RP zapowiada wręcz stopniową rezygnację z rosyjskiego surowca na korzyść LNG. Do tego czasu terminal w Świnoujściu musi być rentowny i gotowy do rozwoju importu gazu skroplonego. Polska potrzebuje decyzji odnośnie umocowania obiektu w gospodarce, efektywnego wykorzystania dostępnej tam przepustowości, współpracy z kupcami gazu w regionie oraz dostawcami z całego świata. Warunki rynkowe sprzyjają renegocjacji kontraktów z rosyjskim Gazpromem i katarskim Qatargas. Możliwe jest także pozyskanie nowych dostawców. Przykładem mogą być Statoil lub Cheniere Energy. Pierwszy oferuje elastyczne umowy spotowe. Drugi proponuje swoim klientom umowy długoterminowe uniezależnione od wartości ropy naftowej (jak kontrakt z Gazpromem), zależne od cen Henry Hub – giełdy gazu w USA, gdzie ceny sięgają 11-letniego minimum.”

całość tu: Walka z Nord Stream 2 nie zastąpi konsekwentnej polityki gazowej

…dwie uwagi. Należy pamiętać o tym że ceny LNG na rynkach światowych to jedno a ceny w kontraktach jakie Polska podpisała (póki co z Katarem) lub podpisze z potencjalnymi sprzedawcami tego paliwa to drugie, bo one niestety znacznie odbiegają od cen spotowych na naszą niestety niekorzyść. Dodając do tego kolejne nitki gazociągu północnego, które mają być poprowadzone po dnie Bałtyku w taki sposób że uniemożliwią w przyszłości wpływanie do portu większych jednostek transportowych LNG, należy się liczyć z brakiem obniżenia cen transportu gazu do Świnoujścia w przyszłości. Reasumując – ciężko jest negocjować niższe ceny z Gazpromem skoro nie będziemy mogli kupić go taniej na innych rynkach. Tymczasem polskiej gospodarki nie stać na gwałtowne odcięcie od źródła tańszego gazu, chyba że rzeczywiście uwolniony specjalnie dla sojuszników z Europy amerykański gaz, będzie nam sprzedawany po wyjątkowo niskiej cenie która zrekompensuje koszt jego przetransportowania z USA (czy Kanady) do Europy… (Odys)

podobne: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. oraz: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek). i to: Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu. a także: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji. polecam również: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. i jeszcze:  Rosja może zmienić kierunek tranzytu ropy naftowej wydatnie pomaga jej w tym Ukraina (Naftohaz twierdzi że zapewni dostawy na zachód).

„…Z danych Agencji Rozwoju Przemysłu wynika, że po trzech kwartałach 2015 r. sektor górnictwa węgla kamiennego zanotował stratę blisko 1, 7 miliarda złotych. W ubiegłym roku kopalnie straciły ponad 2,2 mld złotych. Podczas sejmowego wystąpienia wiceminister energii, Grzegorz Tobiszowski podkreślił, że ustawa nie zakłada zamykania kopalń. Polityk podkreślił, że nie ma mowy o wygaszaniu kopalń tylko o wyciszaniu ich części. Tobiszowski wyjaśnił, że to pierwsze polega na zamykaniu, a drugie na ograniczaniu działalności niektórych jednostek związanych z poszczególnymi kopalniami. Wiceminister Tobiszowski dodał, że regulacja ma odciążyć finansowo kopalnie. Te części kopalń, które nie są związane z wydobyciem węgla i przynoszą straty mogłyby być przekazane do SRK, odciążając finansowo zakłady…”

całość tu: Reforma górnictwa to kontynuacja polityki poprzedniego rządu.

podobne: Rząd planuje zamknięcie 4-5 kopalń kosztem do 2 mld zł. Tomasz Cukiernik: Prywatyzować a nie likwidować! a także: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? oraz: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach. i to: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny). Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. ECB wyręcza FED i odpala własne QE. polecam również: Polityka energetyczna Polski.

„…wokół OZE powstało wiele mitów. Zwolennicy naciągają możliwości, a przeciwnicy je nie doceniają.  Aby dowiedzieć się jak jest naprawdę należy poznać podstawy co wiąże się z większą dawką teorii. Biomasa i fotowoltaika jako najbardziej opłacalne zasługują na odrębne wpisy więc w poniższym tekście zostaną potraktowane po macoszemu.

Wiatr. Moc wiatraka zależy od powierzchni zataczanej przez łopaty, gęstości powietrza oraz prędkości wiatru podniesionej do trzeciej potęgi. Pierwszy parametr podobnie jak sprawność urządzenia zależy od konstrukcji wiatraka, a drugi zmienia się nieznacznie. Pozostaje trzeci, kluczowy dla tego źródła energii. Moc wiatraka najczęściej podaje się dla wiatru wiejącego z prędkością 12 m/s (silny, głośno szumiący). Ale nawet w dobrym miejscu średnia prędkość wiatru na wysokości dostępnej dla przydomowych elektrowni nie przekracza 6 m/s (umiarkowany wiatr rozwijający flagi). Ponieważ moc jaką może dostarczyć wiatrak zależy od szybkości wiatru podniesionej do 3-ej potęgi 2x szybszy wiatr niesie 8x większą moc.

Jeżeli przykładowo kupimy wiatrak o mocy 8 kW (przy 12 m/s) to po zamontowaniu obok w/w domu najczęściej będziemy mieli 8x mniej czyli 1 kW. Rzadziej będzie  wiało 5 m/s i 7 m/s, 4 m/s i 8 m/s itd. Wykres prędkości wiatru jest zbliżony do krzywej dzwonowej i im dalej od średniej tym rzadsze zjawisko, brak wiatru jest równie mało prawdopodobny jak potężna wichura. 6 m/s dotyczy miejsca o dobrych parametrach czyli na wybrzeżu lub na Mazurach, nie zasłoniętego przez drzewa lub budynki oraz na wzniesieniu.

W gęsto zabudowanym terenie o słabej wietrzności można spodziewać się średniej w okolicy 3 m/s (lekki wiatr poruszający liście) co oznacza 1/64 mocy nominalnej. 8kW wiatrak przy 3 m/s może dać zaledwie 1/8 kW. W praktyce z 1 kW mocy zainstalowanej przydomowa elektrownia wiatrowa może wytworzyć od 100 kWh do 1000 kWh rocznie. Ponieważ cena energii waha się w granicach 30-60 gr/kWh w/w elektrownie zaoszczędzą od 30-300 zł w przeliczeniu na gaz lub prąd w II-ej taryfie do 60-600 zł w przeliczeniu na prąd całodobowy. Po szybkim przeglądzie cenników wychodzi mi, że minimalna cena 1 kW mocy (przy 12 m/s) wynosi ok. 2 tys zł przez co inwestycja w ten rodzaj energii bez uprzedniego pomiaru szybkości wiatru może okazać się bardzo nietrafiona. W gęsto zabudowanym terenie wiatrak będzie się amortyzował kilkadziesiąt lat! Osobom chcącym zgłębić temat polecam wpis Jak oszacować uzysk energii  na blogu solaris18  traktującym o OZE. Warto też przeczytać komentarze bo jest w nich wiele cennych wskazówek.

Uważam, że przydomowe wiatraki mają sens jedynie tam gdzie nie ma dostępu do sieci i gdzie służą do wspomagania PV. Wyjątkiem są małe i tanie konstrukcje które będą traktowane jako hobby, a nie inwestycja sensu stricte. Ale w tym wypadku polecałbym raczej budowę, więc napiszę parę słów o różnych konstrukcjach. Najpopularniejsze są wiatraki o poziomej osi obrotu wśród których królują o profilu „lotniczym”. Mają one wiele zalet jak bardzo wysoka sprawność przy względnie małej materiałochłonności. Największą wadą jest bardzo duża wrażliwość na zakłócenia przepływu powietrza więc w terenie zabudowanym mogą działać dużo gorzej. Na dodatek są dosyć hałaśliwe, a ich amatorska budowa jest bardzo trudna. Wiatraki wielo łopatowe zwane amerykańskimi mają  mniejszą sprawność ale za to są proste w budowie.
Osobną kategorię wiatraków stanowią te o pionowej osi obrotu. Ich największą zaletą jest całkowita niezależność od kierunku wiatru, a konstrukcja o profilu „lotniczym” typu Darrieusa ma wysoką sprawność. Niestety ten wiatrak ma problemy z samodzielnym startem. Z tego powodu często stosuje się  hybrydę z  innym typem o pionowej osi – wiatrakiem Savoniusa. Ma on niską sprawność i dużą materiałochłonność ale za to całą masę zalet. Przede wszystkim pracuje bezszelestnie, możemy usłyszeć co najwyżej pracujący generator i łożyska. Potrafi wykorzystać wiatr bez względu na to jak bardzo jest zawirowany. Na dodatek ten typ łatwo poddaje się „obróbce estetycznej”, widziałem zdjęcia naprawdę bardzo ładnych Savoniusów. Dla majsterkowiczów największą zaletą będzie łatwa budowa. Wystarczy jakaś wolnoobrotowa prądnica i dwie przecięte beczki (w tym wypadku trudno mówić o estetyce, ale na bezludziu…).  Nie trzeba budować masztu, bo jak wspomniałem wykorzysta każdy podmuch wiatru a  niższą sprawność związaną z pracą tuż przy ziemi można nadrobić większą powierzchnią.

Osoby które zdecydują się na zakup wiatraka powinny zwrócić szczególną uwagę na następujące parametry:

  • Moc zainstalowana określa maksymalną moc elektryczną jaką da się uzyskać z elektrowni. Większa szybkość wiatru nie powoduje jej dalszego przyrostu.
  • Moc nominalna. Najlepiej jak jest określona dla 12 m/s bo większość producentów tak właśnie podaje. Jeżeli odnosi się do innych prędkości wiatru inne modele należy porownywać dla podanej prędkości lub znaleźć w charakterystyce moc dla 12 m/s
  • Startowa prędkość wiatru określa kiedy nasz wiatrak zacznie produkować prąd. Ma ona szczególne znacznie tam gdzie słabo wieje. Jeżeli np. średnia prędkość wiatru jest równa startowej to przez około pół roku wiatrak będzie
    stał nieruchomo.

Przy okazji obalę mity dotyczące wykorzystania mocy zainstalowanej. W Polsce dla zawodowych elektrowni wiatrowych wynosi ok. 25% co wielu interpretuje jako „nie produkują prądu przez 3/4 roku”. Każdy kto przeczytał tekst już wie, że to nieprawda: wiatrak pracuje większą część roku ale z różną mocą. Kolejny mówi, że „w Polsce wiatraki wykorzystują 25% mocy bo za słabo wieje”. Wystarczy pomyśleć co by się stało gdyby wszystkie zainstalowane wiatraki miały identyczną konstrukcję i 2x mniejsze generatory? Takie elektrownie osiągnęłyby max moc przy ok. 10 m/s, przy czym do tej prędkości dawałyby dokładnie tyle samo energii co wcześniej. Przy 11 m/s wyprodukują ok. 75% energii w
porownaniu z poprzednią prądnicą, a powyżej 12 m/s generowałyby 2x mniej prądu. Jak wiadomo im silniejszy wiatr tym rzadziej występuje więc w przybliżeniu ta zmiana dałaby 2x lepsze wykorzystanie mocy, a produkcja prądu  zmniejszyłaby się nieznacznie. Jak widać ten współczynnik zależy głównie od przyjętych rozwiązań konstrukcyjnych.

Słońce. Najważniejszym parametrem określającym wydajność kolektorów jest współczynnik emisji e. Określa on ilość energii wyemitowanej w postaci promieniowania podczerwonego w porównaniu do ciała doskonale czarnego o tej samej temperaturze. Dla większości kolektorów wynosi od 0.05 do 0.1. Drugim parametrem jest współczynnik przenikania ciepła kolektora U który dla próżniowych (rurowych) ma pomijalną wartość. Jednak tym co określa osiągi kolektorów słonecznych nie są w/w współczynniki ale warunki pracy. Poza oczywistymi jak ustawienie względem Słońca szczególnie ważna jest temperatura…” 

o pozostałych źródłach energii odnawialnej tu: Lokalne źródła energii (na co można liczyć i w jakim stopniu)

podobne: Transformacja polskiej energetyki da bezpieczeństwo bez wzrostu cen. „Puls Biznesu”: Rząd chce rozdać węgiel bogatym. oraz: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. i to: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa a także: Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. Nowelizacja ustawy o OZE. i jeszcze: Nauka: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

„…Jeszcze do 2009 r. akcyza i opłata paliwowa wynosiły w sumie niecałe 1,15 zł/litr. Teraz jest to ponad 1,45 zł/litr. Biorąc pod uwagę, że ta różnica jest jeszcze powiększana przez podatek VAT, dodatkowe obciążenia fiskalne w detalu są o prawie 40 gr wyższe niż w poprzedniej dekadzie.

Inaczej natomiast wygląda sytuacja z popularną bezołowiówką. Przez ostatni miesiąc cena PB 95 na rynku ARA kształtuje się w przedziale 1,03-1,20 zł/litr. Są to podobne wartości, które były obserwowane od lutego do marca 2009 oraz w pierwszych dwóch miesiącach 2007 r. Wtedy na polskim rynku hurtowym cena PB 95 bez obciążeń fiskalnych wynosiła ok. 1,35 zł. Teraz natomiast jest to ok. 1,65 zł. Te 30 gr różnicy netto oznacza prawie 40 gr wyższą cenę brutto przy dystrybutorze, niż wynikałoby to z normalnej zależności ceny hurtowej od globalnych uwarunkowań rynkowych.

PB 95 za darmo, a my płacimy 3 zł/litr

Biorąc pod uwagę, że hurtowa cena ON wraz opłatą paliwową i akcyzą kształtuje się na poziomie 3,05 zł netto, można oczekiwać, że niedługo większość kierowców powinna płacić za diesla w okolicach 3,9-4 zł z podatkiem VAT. Znacznie trudniej będzie znaleźć benzynę bezołowiową poniżej granicy czterech złotych, gdyż jej hurtowa cena wynosi około 3,3 zł, mimo że przy obecnej sytuacji na światowym rynku paliw nie powinna przekraczać 3 zł.

Na koniec należy jeszcze zauważyć jedną ciekawą zależność. Biorąc pod uwagę, że obecna różnica pomiędzy ceną PB 95 w krajowym hurcie i na rynku ARA wynosi 60 gr za litr, to nawet gdyby benzyna na świecie była za darmo, to i tak płacilibyśmy ok. 3 zł za litr.

Wynika to z prostej kalkulacji. Zakładamy, że cena gotowego paliwa bezołowiowego ARA 95 na świecie wynosi zero. Dodajemy do tego obecną różnicę między polskim hurtem i ARA 95 w wysokości 60 gr. Dalej dokładamy stałą akcyzę w wysokości 1,54 zł oraz opłatę paliwową w kwocie 13 gr. Dostajemy więc 2,27 zł. Do tego dochodzi średnia marża detaliczna w wysokości 16 gr (dane POPiHN za 2014 r.). Tym sposobem cena netto PB 95 to około 2,43 zł/litr. Na koniec należy oczywiście dodać 23 proc. podatku VAT. W rezultacie dostajemy finalną kwotę w okolicach 3 zł/litr. (Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl)

całość tu: Nawet gdyby benzyna na świecie była za darmo, to Polacy płaciliby 3 zł/litr

podobne: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło. oraz: Stanisław Tymiński: Polski Frankenstein… i co dalej z tą Polską? Jak to co! Walka ze swobodą gospodarczą, nowy podatek na paliwa i „składka” ZUS do góry. i to: Zdrożeją pozwolenia na emisję CO2, w górę pójdzie opłata paliwowa…

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

PGNiG renegocjuje kontrakt z Gazpromem. Przegrana Rosjan z Czechami w sądzie szansą na korzystny arbitraż dla Polaków. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok. Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. Nowelizacja ustawy o OZE.


1. Budzanowski: wniosek o arbitraż z Gazpromem słuszny. Liga/Wojciech Jakóbik: Gazprom przegrywa w sądzie. Szansa dla Polaków.

14.05. Warszawa (PAP) – Skierowanie przez PGNiG wniosku do arbitrażu przeciwko Gazpromowi w sprawie cen gazu z kontraktu jamalskiego to słuszna decyzja i poprawia naszą pozycję negocjacyjną – uważa b. minister skarbu Mikołaj Budzanowski.

PGNiG poinformowało w komunikacie, że skierowało do Gazpromu wezwanie przed Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie. „Przedmiotem sporu jest zmiana warunków cenowych kontraktu długoterminowego na zakup gazu ziemnego z września 1996 r.” – podała spółka.

PGNiG od listopada ub. roku prowadziło renegocjacje umowy z Gazpromem w ramach tzw. okna negocjacyjnego. Jego termin został uzgodniony dwa lata temu, kiedy to PGNiG i Gazprom podpisały aneks do kontraktu jamalskiego. Okno otwarte było przez pół roku. W ub. tygodniu prezes PGNiG Mariusz Zawisza poinformował, że spółka – zgodnie z kontraktem – uzyskała „zdolność arbitrażową”.

Przez pół roku polska spółka próbowała przekonać rosyjskiego dostawcę do zmiany niekorzystnych dla siebie zapisów kontraktu. Chodziło przede wszystkim o cenę; Polska płaci za rosyjski gaz więcej, niż inni europejscy odbiorcy.

„To jedyna słuszna decyzja w tej sytuacji. Pozornie, +dobrze+ dziś brzmiąca propozycja Gazpromu, może okazać się tylko i wyłącznie zachętą do szybkiego zakończenia negocjacji. Po kilku miesiącach okazałoby się, że płacimy więcej, niż nasi zachodni sąsiedzi. Sprzyja nam postępowanie antymonopolowe Komisji Europejskiej, więc tym bardziej trzeba wykorzystać procedurę arbitrażową w Sztokholmie do uzyskania ceny rynkowej w kontrakcie gazowym” – powiedział PAP w czwartek b. minister skarbu Mikołaj Budzanowski

Jego zdaniem, cena gazu dla Polski po skierowaniu do arbitrażu w Sztokholmie będzie korzystniejsza, niż oferta leżąca dzisiaj na stole.

„Jesteśmy w lepszej sytuacji negocjacyjnej i należy tę sytuację optymalnie wykorzystać, nawet kosztem przedłużenia o kolejny rok negocjacji z Gazpromem” – powiedział.

Analityk rynku gazu, mec. Tomasz Chmal w rozmowie z PAP również przyznaje, że decyzja o skierowaniu sprawy przed sztokholmski arbitraż jest słuszna i – jak dodaje – dziwiłby się gdyby polska spółka jej nie podjęła.

„To nie jest odosobniony przypadek, wiele firm występuje z wnioskami do trybunałów arbitrażowych, jest to zupełnie naturalne z punktu widzenia uczestników rynku gazu; jeśli rozmowy nie przynoszą skutku, to wtedy idzie się krok dalej. To jest właściwy i cywilizowany sposób załatwiania takich spraw” – powiedział PAP.

Dodał, że na rynku europejskim „jest nastrój, by ceny obniżać i zmieniać formuły cenowe, również te uzależniające ceny gazu od ceny ropy i produktów ropopochodnych”.

„Nie dziwi mnie, że PGNiG idzie tym tropem. Dziwiłbym się gdyby tak nie postąpił, bo straciłby okazję, do korzystnego dla siebie rozstrzygnięcia” – podkreślił.

Chmal zauważył, że 90 proc. spraw, które trafia przed arbitraż udaje się w jego trakcie załatwić polubownie. Tak właśnie stało się w 2012 r., kiedy to polska spółka złożyła przed Trybunałem Arbitrażowym w Sztokholmie pozew przeciwko Gazprom Export. Wtedy również chodziło o zmianę warunków cenowych. Gdy Gazprom się na to zgodził, PGNiG wycofało pozew.

Piotr Kasprzak z Hermes Energy Group uważa, że arbitrażu nie można było uniknąć.

„Ze strategicznego punktu widzenia, w obliczu widma kar finansowych ze strony Komisji Europejskiej nałożonych na Gazprom jako rezultat postępowania antymonopolowego, a także z powodu niskich cen ropy naftowej było raczej pewne, że nie będzie chęci porozumienia ze strony rosyjskiej w przewidzianym w kontrakcie okienku negocjacyjnym” – powiedział PAP Kasprzak.

Jego zdaniem, z uwagi na obecne zawirowania polityczne i gospodarcze „nie należy się jednak spodziewać łatwej przeprawy w procedurze arbitrażu.

„Obydwie strony będą za wszelką ceną dążyły do przekonania sądu o swoich racjach. A to z kolei wydłuży czas procedowania trybunału” – dodał.

Jego zdaniem, jest to negatywny sygnał dla odbiorców PGNiG, bo w czasie oddala możliwość obniżek cen gazu. (PAP)

drag/ par/

Czeska firma RWE Transgaz uzyskała w sądzie arbitrażowym zgodę na zmniejszenie wolumenu objętego klauzulą take or pay (TOP) czyli wymogiem obowiązkowego zakupu w umowie z rosyjskim Gazpromem.

Wiedeński sąd arbitrażowy uznał, że Czesi mogą zmniejszyć wolumen objęty TOP bez kar finansowych. Gazprom domagał się kary w wysokości 500 mln dolarów.

TOP to narzędzie ograniczania dywersyfikacji zakupów przez klientów Gazpromu. Są oni zmuszani do zakupu określonego wolumenu nawet jeżeli go nie potrzebują, co utrudnia poszukiwania nowych dostawców.

Precedensowa decyzja wiedeńskiego arbitrażu to pozytywny sygnał dla polskiego PGNiG, które wczoraj ogłosiło, że skieruje sprawę negocjacji cenowych z Gazpromem do sądu. W toku postępowania może domagać się także zmian w TOP.

źródło: wjakobik.com

…ostatnim razem zbyt wcześnie i pochopnie Polska zrezygnowała z arbitrażu (o czym więcej tu: Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka?). Co prawda wynegocjowaną polubownie obniżkę uznano za sukces, ale była to cena ciągle daleko wyższa od średniej europejskiej, a poza tym w umowie zawarto wiele niekorzystnych dla nas zapisów. Czy tym razem uda się utargować więcej to czas pokaże. (Odys)

podobne: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego. oraz: Bezpieczeństwo energetyczne: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu.

2. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok.

15.05. Moskwa (PAP/AP,TASS) – Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow wezwał w piątek Unię Europejską, by poparła pomysł gazociągu Turecki Potok przez Morze Czarne, który miałby dostarczać rosyjski gaz do Europy Południowej i Środkowej.

Zdaniem szefa dyplomacji Rosji gazociąg ten przyniesie Unii „stabilność energetyczną”. Jeśli UE chce bezpieczeństwa energetycznego, to „Bruksela musi przyczynić się do realizacji tej idei” – powiedział Ławrow w Belgradzie.

Dodał, że Rosja odczuwa zainteresowanie tym projektem ze strony Grecji, Macedonii, Serbii, Węgier „i innych krajów regionu”.

Szef MSZ Serbii Ivica Daczić powiedział po rozmowach z rosyjskim ministrem, że Serbia jest zainteresowana projektem gazociągu. „Możemy w obecnym momencie wyrazić gotowość do udziału w tym projekcie, bo potrzebujemy niezawodnego zaopatrzenia w gaz” – powiedział Daczić, cytowany przez rosyjską agencję TASS.

„Irytuje nas ta sytuacja, że jeśli chodzi o Nord Stream, to robić można wszystko, a jednocześnie kiedy mowa o projekcie na południe, to nie można zrobić nic, choć to ten sam gaz z Rosji. Mamy takie same prawa, jak mieszkańcy północnej części Europy” – mówił szef MSZ Serbii.

Turecki Potok (Turkish Stream) ma zastąpić magistralę South Stream, od budowy której rosyjski koncern Gazprom odstąpił po zablokowaniu projektu przez Komisję Europejską. W grudniu 2014 roku Gazprom ogłosił, że zamiast South Streamu do Bułgarii zostanie ułożona przez Morze Czarne do Turcji, a następnie do jej granicy z Grecją magistrala o takiej samej mocy przesyłowej, tj. 63 mld m sześc. rocznie.

Docelowo Turkish Stream ma się składać z czterech nitek o przepustowości po 15,75 mld metrów rocznie. 47 mld m sześc. surowca Gazprom chce dostarczać do projektowanego hubu gazowego na granicy Turcji i Grecji.

Gazprom zapowiedział, że pierwsza nitka magistrali zostanie oddana do użytku w grudniu 2016 roku. Gaz z tej nitki będzie w całości przeznaczony na rynek Turcji. Punkt odbioru surowca dla ewentualnych kontrahentów z krajów UE, tzw. hub, ma powstać na granicy turecko-greckiej koło miejscowości Epsila. (PAP)

awl/ mc/arch.

podobne: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. oraz: Wojna gazowa? Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę. Rosja może stracić Gazociąg Południowy.

3. Pietrewicz: Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowejNowelizacja ustawy o OZE: m.in. przedziały taryf dla prosumentów.

13.05. Gdańsk (PAP) – Nie wycofujemy się z węgla, ale też nie będziemy rozbudowywać mocy w energetyce opartej na węglu – powiedział w Gdańsku wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz. Jako kluczowe zadanie wymienił potrzebę modernizacji energetyki węglowej w kierunku mniej emisyjnej.

Pietrewicz powiedział w środę w Gdańsku podczas Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego, że w perspektywie długofalowej „przyrost polskiej energii będzie pochodził z innych surowców niż węgiel kamienny”. „Ale to nie oznacza, że będziemy zamykali elektrownie węglowe” – podkreślił. Jak zaznaczył, „zostały poniesione nakłady inwestycyjne, odtwarzamy dużą część bloków i nie ma powodu, żeby były zamykane”.

Wiceminister gospodarki zaznaczył, że energetyka węglowa „to już w jakiejś mierze przeszłość, przynajmniej w ramach tej polityki energetyczno-klimatycznej UE, którą Polska traktuje jako kierunek nieodwracalny”. Zauważa natomiast potrzebę modernizacji energetyki węglowej, która zmieniłaby ten sektor na mniej emisyjny. „Wezwanie do czystych technologii węglowych jest punktem wyjścia do zmian polskiej energetyki” – wyjaśnił.

Jak mówił, „mimo że +Polska węglem stoi+, to niewiele w tym zakresie zmieniliśmy; te nowe wysokosprawne bloki węglowe o sprawności 46 proc. to nie są polskie technologie, tylko japońskie”. Wyraził nadzieję, że „wielkie projekty naukowe i badawcze pozwolą na przejście na wyższy poziom sprawności, efektywności energetycznej”. Jak wyjaśnił, chodzi m.in. o technologie pozwalające na lepsze zagospodarowanie metanu, którego obecnie odzyskuje się kilkanaście procent.

Nie ukrywa, że „nadzieje pokładane są w efektywności energetycznej, a więc mniejszym, lepszym wykorzystaniu surowców w produkcji oraz w wykorzystaniu energii w gospodarce”. Poinformował, że w zakresie technologii pozwalających na większą racjonalność prowadzone są prace nad wdrażaniem inteligentnych sieci energetycznych i liczników oraz wykorzystaniem nowych generacji paliw. Jak mówił, „stan zastany to jest 85-procentowy udział węgla w wytwarzaniu w polskiej energetyce, co przekłada się na 156 terawatogodzin energii”.

Ocenił, że „Unia Europejska +idzie jak walec+ w kierunku zaostrzania norm, w kierunku podnoszenia cen uprawnień do emisji CO2, a to oznacza podnoszenie kosztów dla naszej energetyki opartej na paliwach stałych i będzie wpływało na jej konkurencyjność”. Jak argumentował, „im wyższe ceny energii () tym większy napływ energii z importu, która będzie +podminowywała+ pozycję polskiej energetyki”. Podał, że już obecnie importujemy dwie terawatogodziny energii, co oznacza milion ton węgla kamiennego, które nie zostały przez polską energetykę zużyte.

Uczestniczący w dyskusji doradca zarządu PwC, b. wicepremier Janusz Steinhoff zauważył, że o tym, jaki docelowo będzie miks energetyczny w Polsce „zdecyduje tempo i konsekwencja wdrażania elementów polityki klimatycznej w UE”. „Jeśli koszty emisji CO2 będą na poziomie 40 euro za tonę, to grozi nam podwojenie cen energii, a produkcja energii elektrycznej z paliw stałych nie będzie opłacalna” – tłumaczył. Podał, że Polska emituje teraz średnio na jedną megawatogodzinę ok. jednej tony CO2. Ocenił, że „jedyną drogą redukcji emisji, bez eliminacji węgla, jest modernizacja, podwyższenie sprawności elektrowni”.

Uważa, że „Polska jest w sytuacji wyjątkowo trudnej”. Przestrzegł, że „jeżeli UE będzie z taką konsekwencją jak dotychczas próbowała redukować emisje, to jedynym tego skutkiem – jego zdaniem – będzie alokacja emisji do krajów pozaeuropejskich, z równoczesną alokacją miejsc pracy, części przemysłu i tym samym części PKB”.

W rozpoczętym w środę w Gdańsku dwudniowym III Ogólnopolskim Szczycie Energetycznym uczestniczy kilkaset osób – m.in. przedstawiciele największych firm energetycznych i instytucji finansowych.(PAP)

bls/ mhr/

podobne: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? oraz: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach. i to: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny). Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. ECB wyręcza FED i odpala własne QE.

15.05. Warszawa (PAP/PAP Legislacja) – Zapisy projektu nowelizacji ustawy o OZE mają m.in. pozwolić na kontrolę energetyki prosumenckiej i wprowadzają przedziały taryf gwarantowanych dla niektórych mikroinstalacji OZE – wynika z projektu Ministerstwa Gospodarki.

Jak powiedział w piątek wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz, proponowane zmiany są „dobre dla rynku, jego uczestników i dla regulatora, bowiem ograniczają obszar niepewności”.

Jego zdaniem większość proponowanych zmian ma charakter jedynie porządkujący. „Nie wprowadzamy żadnych elementów, które jakościowo zmieniałyby rynek OZE” – zapewniał.

Prace nad nowelizacją przyjętej przez Sejm 20 lutego br. ustawy o OZE resort gospodarki zapowiedział już tydzień po podpisaniu jej przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Ustawa o OZE jest kluczowa z punktu widzenia rozwoju rynku odnawialnych źródeł energii w Polsce. Jej najważniejsze zapisy dotyczą wprowadzenia nowego systemu wsparcia tego rodzaju energetyki. Chodzi przede wszystkim o aukcje OZE i system taryf gwarantowanych dla mikroinstalacji.

Nowelizowane są zapisy dotyczące wysokości taryf gwarantowanych dla prosumentów, czyli jednoczesnych producentów i konsumentów energii pochodzącej z niewielkich źródeł odnawialnych.

Ustawa wprowadziła obowiązek zakupu energii od mikroproducenta po stałej – przez 15 lat – cenie. To rodzaj wsparcia, dzięki któremu w Polsce ma się rozwijać rynek OZE w tym tych najmniejszych, prosumenckich.

Jak napisał resort w uzasadnieniu do nowelizacji, wsparcie dla prosumentów „nie może być nadmierne i prowadzić do zbyt dużych korzyści, gdyż w takim przypadku nie będzie zgodne z przepisami Unii Europejskiej”.

„Jeśli Komisja Europejska stwierdzi, że pomoc była udzielona nielegalnie, może nakazać zwrot otrzymanego wsparcia, co miałoby bardzo negatywne skutki dla wszystkich beneficjentów” – zauważyło MG.

Jedną z zasadniczych zmian zaproponowanych w projekcie nowelizacji jest wprowadzenie przedziału taryf gwarantowanych dla niektórych technologii OZE, szczególnie dla fotowoltaiki. Np. właściciel instalacji 3 kW (dla domu jednorodzinnego) może otrzymać taryfę gwarantowaną w wysokości od 64 gr/kWh do 75 gr/kWh.

W przypadku instalacji większej – od 3 do 10 kWh – stawka gwarantowana wynosi od 0,49 do 0,65 zł za 1 kWh.

Jeśli właściciel mikroinstalacji chciałby wsparcia wyższego niż minimalne – bo przy niższej taryfie nie zwróci mu się inwestycja w panel słoneczny – musi to uzasadnić, wyliczając na podstawie specjalnego algorytmu i pod groźbą kary podpisać oświadczenie, że taka stawka jest konieczna.

Czy jest to zgodne z prawdą, sprawdzą pracownicy Urzędu Regulacji Energetyki. Resort chce, by mieli oni prawo do kontroli dokumentacji, ale także budynków i pomieszczeń należących do prosumentów. Jak mówił w piątek dyrektor departamentu energii odnawialnej w MG Janusz Pilitowski, kontrole URE będą przeprowadzane „jedynie w uzasadnionych przypadkach” i będą miały charakter „wybiórczy”. Jak dodał, w proponowanych rozwiązaniach chodzi o to, by publiczne pieniądze na wsparcie dla mikroproducentów energii były wydawane zgodnie z zasadami pomocy publicznej.

Nowe uregulowania wynikające z projektu nowelizacji mają też pomóc w rejestracji i inwentaryzacji mikroinstalacji na rynku. Urząd Regulacji Energetyki zostanie zobowiązany do podawania liczby tych urządzeń, by wiedzieć, kiedy granice przyłączenia (300 MW instalacji do 3 kW i 500 MW instalacji do 10 kW) zostały osiągnięte. Kolejny zapis wskazuje, ile maksymalnie energii elektrycznej sprzedawca zobowiązany (operator sieci dystrybucyjnych) odkupi od mikroinstalacji w ciągu roku.

W projekcie nowelizacji zmieniła się również stawka netto opłaty OZE, którą ponoszą odbiorcy energii elektrycznej. W 2016 r. opłata ta miała wynieść 2,51 zł za 1 MWh, resort proponuje, by było to 4,01 zł za 1 MWh.

OZE to jeden z priorytetów polityki energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej. Jej głównym celem jest m.in. 20-proc. udział źródeł odnawialnych w finalnym zużyciu energii. Dla Polski ten cel jest nieco niższy – średnio 15,5 proc. Obecnie w naszym kraju ze źródeł odnawialnych pochodzi 14 proc. energii. Jednak źródła OZE – choć systematycznie tanieją – cały czas są droższe od konwencjonalnych, i aby się rozwijały, trzeba je wspierać, czyli dotować.

Ustawa m.in. kompleksowo reguluje te kwestie. Jedną z najbardziej kontrowersyjnych jest wsparcie dla tzw. prosumentów – jednoczesnych konsumentów i producentów energii w małych instalacjach, np. z paneli fotowoltaicznych czy wiatraków.(PAP)

drag/ gł/ mhr/

podobne: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. i to: Transformacja polskiej energetyki da bezpieczeństwo bez wzrostu cen. „Puls Biznesu”: Rząd chce rozdać węgiel bogatym. oraz: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa a także: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

źródło: stooq.pl

fot. Shutterstock

fot. Shutterstock

Szczęśniak: Zielona energia przeżyła swój Peak Oil. Tania benzyna w USA tymczasem w Polsce ciągle za droga.


„Przez lata mówiono nam, że ropa naftowa już za chwilę się skończy. Powtarzano to przez długie długie lata – niedługo będziemy obchodzić setną rocznicę pierwszego oficjalnego ogłoszenia, że nastąpi Peak Oil. Rozpoczął to zaklinanie rzeczywistości David White – główny geolog amerykańskiej służby geologicznej USGS. W 1919roku stwierdził, że: „szczyt (peak) amerykańskiej produkcji ropy będzie wkrótce osiągnięty – najpewniej w ciągu trzech lat”.

Oznaczało to kryzys i rzeczywiście po tak autorytatywnej wypowiedzi Ameryka popadła w panikę, ceny ropy skoczyły w górę… i sprawa zakończyła się oczywiście niczym. Jeszcze pół wieku rosło wydobycie ropy w USA. Potem przez prawie 40 lat spadało, a teraz rośnie jak szalone, dzięki nowej technologii, umożliwiającej wydobycie z dużo trudniejszych złóż.

Ostatnimi laty głosy o Peak Oil przycichły, gdyż wysechł strumień finansów dla przeróżnych fundacji i organizacji społeczeństwa obywatelskiego (NGO’s), rozgłaszającego upadek ropy naftowej i rychły krach paliw kopalnych. Wróżby te się nie sprawdziły, ale nastąpiło coś znacznie ciekawszego.

Źródła, które miały zastąpić ropę, gaz i węgiel, czyli energia odnawialna – przeżywały w ostatnim dziesięcioleciu niebywale szybki wzrost. Przez wiele lat rosły gwałtownie inwestycje, przyrastały zainstalowane moce, rosła ilość energii elektrycznej, uzyskiwanej z wiatru czy słońca – dwóch najnowocześniejszych gałęzi zielonej energii. I choć nakłady były ogromne, to w 2012 roku udział tych źródeł wynosił jedynie 2,7% światowej produkcji energii elektrycznej. To oczywiście mało, ale uderzające jest inne zjawisko: Inwestycje w energię odnawialną zaczęły szybko spadać. Z prawie 280 miliardów dolarów w szczytowym roku 2011, nakłady corocznie spadały po 11 i 14 procent, by w 2013 roku wynieść jedynie 214 miliardów.

Green_energy_2013_investments1.jpg

Zielona energia przeżyła swój Peak Oil. Bardzo szybko, po zaledwie kilku latach wzrostu. Ale powód jest prosty: te źródła energii są wciąż niekonkurencyjne, wymagają sztucznego podtrzymywania, dofinansowywania przez państwo. To zawsze kończy się, gdy brakuje pieniędzy w kasie. Wtedy nawet najpotworniejsze zagrożenia globalnego ocieplenia nie działają, gdy mają nastąpić za sto lat. Tak zwykli ludzie jak i politycy zaczynają wtedy myśleć bardziej przyziemnymi kategoriami.

Czy to już rzeka bez powrotu dla energii odnawialnej? Trudno powiedzieć, gdyż promują zieloną energię najpotężniejsze rządy i światowe organizacje. Możemy więc jeszcze przeżyć wzrost zielonych inwestycji. Ale bez przełomowych wynalazków i nowych technologii – energia odnawialna nie ma szans z ropą, gazem węglem i energią jądrową. Żeby wygrać ten wyścig musi być po prostu lepsza. Na rządowej kroplówce nie ma szans.”

źródło: szczesniak.pl

podobne: MFW: subsydiowanie energii ma bardzo poważne negatywne skutki oraz: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło. i to: Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany. a także: Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej? polecam również: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. oraz: Wood Mackenzie: na wydobycie czeka 1,4 bln baryłek ekwiwalentu ropy i to: Tekstylia, meble, motoryzacja – siłą polskiego przemysłu (na rynkach zachodnich). Droga energia realnym zagrożeniem. a także: Nauka: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

Tania benzyna w USA. Tymczasem w Polsce Benzyna jest za droga o 40 groszy

24.01.2015 (IAR) – Ceny paliw w Stanach Zjednoczonych nadal spadają. W tej chwili większość Amerykanów płaci za litr benzyny około pół dolara.

W ponad połowie amerykańskich stacji benzyna kosztuje poniżej 2 dolarów za galon, czyli 53 centów za litr. Są miejsca gdzie cena spadła nawet do 45 centów. To najniższy poziom od 2009 roku kiedy świat był ogarnięty poważnym kryzysem finansowym.

Tak niskie ceny paliw oznaczają, że przeciętna amerykańska rodzina zaoszczędzi około 750 dolarów rocznie. Jeśli część z tych pieniędzy zostanie przeznaczona na konsumpcje to będzie to kolejny pozytywny impuls dla gospodarki USA, która i tak rozwija się w tempie 4-5% rocznie.

Oczywiście niskie ceny benzyny nie dla wszystkich są korzystne. Niektóre koncerny paliwowe wydobywające ropę z łupków już zapowiedziały zwolnienia pracowników. Kłopoty finansowe przezywają także stany uzależnione od przetwórstwa i wydobycia ropy. Wydatki budżetowe będzie musiała na przykład znacząco ograniczyć Alaska.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton /kry

źródło: stooq

Przy okazji malejących cen ropy naftowej na świecie, polskie stacje benzynowe wykorzystały sytuację i w mniejszym stopniu, niż by to wynikało ze spadku cen ropy, obniżyły ceny paliw.

Baryłka ropy naftowej kosztuje około 48 USD, co przy aktualnym kursie dolara daje 1,13 zł za litr benzyny. Do tego dochodzą podatki (akcyza – 1,54 zł, opłata paliwowa – 0,13 zł, nowa opłata zapasowa – 0,06 zł oraz 23-procentowy VAT – 0,82 zł), które łącznie wynoszą 2,55 zł i stanowią 58% ceny benzyny.

Przez lata koszty i zyski producentów, pośredników i stacji benzynowych w cenie litra benzyny 95 wynosiły około 40 groszy. Aktualnie przy cenie 4,4 zł za litr jest to ponad 70 groszy!

Gdyby koszty i zyski rafinerii, pośredników i stacji benzynowych zostały zmniejszone do 40 groszy, to litr benzyny kosztowałby na stacji 4 zł (w tym 1,13 zł koszt ropy, akcyza – 1,54 zł, opłata paliwowa – 0,13 zł, nowa opłata zapasowa – 0,06 zł oraz 23-procentowy VAT – 0,75 zł). Skoro tak nie jest, wniosek jest jeden – mamy zbyt małą konkurencję na rynku paliw, co jest efektem nadmiernych regulacji branży.”

źródło: nczas.com

…MONOPOL PAŃSTWA i regulacja centralna rynku paliw w Polsce rzecz jasna nie służą obniżce cen 🙂 Bo tam gdzie nie ma konkurencji tam nie ma mowy o walce cenowej. Mało tego – państwo wymyśliło sobie i nałożyło kolejny para podatek! (Odys)

podobne: Szczesniak o polityce energetycznej czyli „nowy projekt” w którym wszystko zostaje po staremu przez co w nowym roku będzie drożej. Amerykanie częściowo znoszą zakaz eksportu ropy. oraz: Skutki łupkowej rewolucji za oceanem. Tani gaz przypłynie z USA a Rosja dostanie po łapach i to: Rosjanie poczuli międzynarodową izolację, ale są gotowi na wyrzeczenia. Niezależny Portal Finansowy: Co się dzieje z cenami ropy?

fot. Shutterstock

fot. Shutterstock

OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną.


18.05. Warszawa (PAP) – Startując praktycznie od zera, Polska ma szansę na zbudowanie jednego z najnowocześniejszych systemów energetyki rozproszonej, prosumenckiej – ocenia prezes Banku Ochrony Środowiska Mariusz Klimczak. Według niego przełomem będzie przyjęcie ustawy o OZE.

Należący w większości do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej BOŚ oferuje różne typy produktów, np. preferencyjne kredyty czy finansowanie z dopłatami z NFOŚ na przedsięwzięcia związane z szeroko pojętą polityką ochrony środowiska.

„Czytelna sytuacja prawna pozwoli na szybkie wprowadzanie najnowszych rozwiązań, da też impuls do rozwoju rodzimego biznesu w obszarze mikroźródeł. Dlatego konieczne jest jak najszybsze domknięcie regulacji prawnych, uchwalenie ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE)” – powiedział PAP Klimczak.

Projekt ustawy został już przyjęty przez rząd, który zakłada, że prawo wejdzie w życie z początkiem 2015 r.

Zdaniem Klimczaka, rozwój rynku prosumenta, czyli tysięcy gospodarstw domowych wytwarzających energię zarówno elektryczną, jak i cieplną z odnawialnych źródeł, daje szansę na stworzenie jednego z najnowocześniejszych systemów energetycznych w Europie.

„Zaczynając niemal od zera, możemy skorzystać z doświadczeń innych krajów, które postawiły na mikroźródła już kilka lat temu. Jednocześnie implementując najnowsze rozwiązania znajdziemy się w czołówce krajów wyznaczających trendy w zielonej energetyce” – podkreślił Klimczak.

„Nie ma innej drogi – zielona energetyka będzie się rozwijać, w tym również ta mała, prosumencka. I to na masową skalę” – ocenił prezes BOŚ. Według niego wraz z rozwojem rynku fotowoltaiki ceny technologii odnawialnych będą spadać, co doprowadzi do przebudowy rynku energetycznego, na którym przyłączenie się do sieci w dzisiejszym rozumieniu tego słowa nie będzie już jedynym rozwiązaniem.

„Koncerny energetyczne powinny wykorzystać ten moment i rozwijać kompetencje w zarządzaniu systemem rozproszonych mikroźródeł czy magazynowaniem energii w nich wytwarzanej. Już dziś trzeba myśleć o zmianie długofalowych strategii – przyniesie to korzyści dla firm energetycznych i całej polskiej gospodarki” – powiedział.

Również Sekretarz Generalny Społecznej Rady ds. Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej, prof. Krzysztof Żmijewski uważa, że projekt ustawy o OZE, mimo że ma pewne niedociągnięcia, generalnie oznacza początek rewolucji energetycznej w Polsce. Jego zdaniem projekt spełnia podstawowe przesłanki, aby prosumentów zaczęło szybko przybywać – gwarantuje opłacalność przy produkcji energii na własne potrzeby i możliwości techniczne przyłączenia do sieci.

Prof. Żmijewski zwraca m.in. uwagę na rozliczanie prosumentów z oddanej do sieci i zużytej energii za pomocą Net Meteringu, czyli na podstawie jej bilansu w określonym czasie. „Bez znaczenia, czy Net Metering jest półroczny, czy kwartalny. Dzięki rozliczaniu bilansowemu daje możliwość +magazynowania+ energii w sieci” – powiedział PAP Żmijewski. Jak dodał, z punktu widzenia znakomitej części społeczeństwa Net Metering jest rozwiązaniem tańszym niż inne.

Prof. Żmijewski ocenił też, że na podstawie proponowanych w projekcie przepisów najbardziej opłacalny model to konsumpcja własna 100 proc. produkowanej energii, co jednak jest praktycznie niemożliwe. „Ale już bardziej realny model konsumowania 70 proc. własnej produkcji i magazynowania pozostałych 30 proc. w sieci jest też bardzo opłacalny. Nieopłacalna jest natomiast produkcja wyłącznie na sprzedaż do sieci” – podkreślił.

Zdaniem prezesa Klimczaka Polacy w krótkim czasie przekonają się do OZE, a jednym z argumentów będą korzyści finansowe – uniezależnienie się, choćby częściowe, od rosnących cen energii. Podkreślił, że już dziś BOŚ – zgodnie ze swoją misją – promuje mikroinstalacje OZE, na przykład za pomocą produktu BOŚ EKO System, który – jak zaznaczył – umożliwia „radykalne” ograniczenie kosztów ogrzewania w domach.

Klimczak podkreślił, że oferta BOŚ nie ogranicza się tylko do samego sfinansowania zakupu instalacji, ale bank pomaga dobrać stosownie do potrzeb klienta odpowiednią kombinację paneli i kolektorów słonecznych oraz pompy ciepła, co ma zasadnicze znaczenie dla opłacalności. Zapewnia też montaż i serwis. (PAP)

wkr/ pad/ gma/                                                         …źródło: stooq.pl

podobne: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa  oraz: Nauka: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

polecam również: MFW: subsydiowanie energii ma bardzo poważne negatywne skutki

a także: Małe reaktory jądrowe (SMR)

Czy sytuacja na Ukrainie wpłynie na zmianę polityki klimatycznej UE? cynik9 i „globalne ocipienie”.


15.04. Warszawa (PAP) – Zmiana sytuacji geopolitycznej w związku z Ukrainą wpłynie na rewizję polityki energetyczno-klimatycznej UE – ocenili we wtorek uczestnicy dyskusji otwierającej konferencję energetyczną Europower w Warszawie. Według nich, jest szansa na obniżenie kosztów tej polityki.

W czasie dyskusji otwierającej konferencję prezes PGE Marek Woszczyk wyraził opinię, że problemem, przed jakim obecnie stanęła UE, jest wyjście z twarzą z wykreowanego przez ostatnie lata kierunku polityki energetyczno-klimatycznej.

Unia chciała wykreować ośrodek postępu na skalę globalną przede wszystkim w dziedzinie odnawialnych źródeł energii (OZE), jednak nie realizowała tego celu w sposób zrównoważony, kładąc zbyt duży nacisk na ochronę klimatu kosztem innych podstawowych celów – oceniał Woszczyk. Ujednolicano reguły funkcjonowania sieci przesyłowych i rynków, a nie harmonizowano wsparcia dla OZE – wskazał.

Zdaniem Woszczyka w związku ze zmianą sytuacji geopolitycznej, Europa staje przed pytaniem, gdzie dalej podążać. Mam nadzieję, że polityka energetyczno-klimatyczna zostanie zracjonalizowana. Wydaje się, że to nieuniknione, a koszty tej polityki mogą być niższe” – mówił prezes PGE. Dodał, że przykład Niemiec pokazuje, iż jest możliwa głęboka rewizja podejścia. Niemiecki rząd ostatnio postanowił ograniczyć subwencje dla OZE.

Na kwestię bezpieczeństwa dostaw zwracał uwagę prezes PGNiG Mariusz Zawisza. Jak mówił, w styczniu pytano, dlaczego tak drogo kupujemy gaz ze Wschodu czy Kataru, a po trzech miesiącach – w obliczu sytuacji na Ukrainie – pyta się, czy mamy ciągłość dostaw i kiedy będzie można sprowadzać LNG. „Nie pytamy już, dlaczego tak drogo, tylko czy mamy bezpieczeństwo” – podkreślił. Komentując pomysł wspólnych zakupów gazu przez Unię, Zawisza ocenił, że stworzenie takiej wielkiej grupy zakupowej da same korzyści. Prezes PGNiG wyraził również opinię, że UE zweryfikuje podejście do polityki energetyczno-klimatycznej, szczególnie w kontekście sytuacji w USA.

Prezes JSW Jarosław Zagórowski mówił z kolei, że nadzieje, iż UE rozwijając nowe technologie energetyczne będzie na nich zarabiać rozmyły się. Unia je rozwinęła, ale zarabiają na nich tylko producenci w Chinach – wskazał. Podkreślił też, że emisje CO2 to problem globalny, a nakładanie z własnej woli przez UE dodatkowych kosztów emisji powoduje przenosiny miejsc pracy w przemyśle do krajów o niższych kosztach. „Nie tylko wyprowadzamy przemysł z UE, ale wręcz go likwidujemy. Sądzę, że społeczeństwo Unii nie da na to dalszego przyzwolenia” – ocenił Zagórowski, przypominając o majowych wyborach europejskich.

Jego zdaniem, dopóki nie wynajdziemy systemu magazynowania energii z OZE, węgiel „może czuć się bezpiecznie”. Dodał, że będzie on stopniowo wypierany w Polsce przez inne źródła, ale to proces naturalny, bo złoża nie są nieskończone i wydobycie w sposób naturalny będzie maleć.

Dyrektor departamentu energetyki MG Tomasz Dąbrowski zwrócił z kolei uwagę, że ukrytym celem pakietu klimatyczno-energetycznego z 2008 r. było wyrównanie konkurencyjności między „nową” a „starą” Unią. Ta pierwsza miała dodatkowo płacić za emisje CO2, by zrównoważyło to droższą energię w tej drugiej. Zdaniem Dąbrowskiego, propozycje klimatyczne na 2030 r. również realizują ten ukryty cel przez brak wiążącego wskaźnika poprawy efektywności energetycznej. Zwrócił uwagę, że Polska poprawia ją bardzo dobrze, natomiast w innych krajach to dodatkowy koszt, którego chcą one uniknąć. „Tak jak my chcemy unikać kosztów CO2” – podkreślił.

Prezes Radwan Investments Dariusz Mioduski wyraził z kolei obawę, że Ukraina zostanie w UE wykorzystana jako pretekst do zwiększenia roli państwa i regulacji w energetyce oraz chronienia wielkich firm pod hasłem bezpieczeństwa energetycznego. Natomiast w USA, zamiast parasola tworzone są warunki dla wszystkich firm aby inwestowały w zmiany, w innowacyjność, zależność energetyczna znika, energia jest tania, a przemysł wraca – mówił.(PAP)

wkr/ mhr/                                                                                          …źródło: stooq.pl

poprzednio: Rada energetyczna UE-USA. Wspólne wysiłki ws. bezpieczeństwa energetycznego i… ochrony klimatu.

…ostatni akapit to jest właśnie to, co UE w rzeczywistości realizuje w ramach tzw. „polityki klimatycznej”. Jest to anty ekonomiczna polityka w najgorszym wydaniu. Niszczenie konkurencyjności narodowych gospodarek europejskich, poprzez tworzenie monopoli korporacyjno-państwowych na globalnym rynku i uzależnienie gospodarek od drogiej „zielonej” energii, która w dodatku nie ma nic wspólnego z poprawą efektywności energetycznej jak słusznie zauważył Pan Tomasz Dąbrowski. Wszystko pod pretekstem walki z globalnym ociepleniem, które nie dość że jest cyklicznym procesem naturalnym, który trwa na planecie od początków jej istnienia, to jest błędnie identyfikowany ze „znaczącym wpływem człowieka” na zwiększanie się ilości gazów cieplarnianych w atmosferze (o czym więcej tu – “Zimne słońce”, handel “pozwoleniami na emisję CO2″ i jego ekonomiczne konsekwencje dla Polski)

podobne: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

polecam również: Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej?

fragment jak zwykle celnego do bólu tekstu cynika9:

Greenpeace jak to Greenpeace. Zawsze mnóstwo dobrych idei. Zawsze wykańczanych jedna po drugiej ideologicznym dogmatyzmem globalnego ocipienia. Greepeace polski doradza ostatnio co robić Europie na smyczy Putina. Smycz tę, zdaniem Greenpeace’u , Europa powinna Putinowi wyrwać i powiesić się na niej sama. Do tego sprowadza się w praktyce globalne ocipienie którego wyznawcy, chcąc narzucić światu pozbycie się paliw kopalnych, napychają jedynie kabzę Goldmanowi handlującemu carbon credits i  skazują jednocześnie własne kraje na słabszy wzrost i  większe bezrobocie.

Na szczęście połowa świata, z Ameryką, Chinami i Indiami włącznie, jeszcze całkowicie nie ocipiała i z paliw kopalnych rezygnować nie zamierza. Oszczędności – tak, nowe technologie – owszem, OZE tu i ówdzie – w porządku. Ale wieszać się dobrowolnie na smyczy? No way.  Inaczej niestety ma się sytuacja w Europie gdzie fanatycy Greenpeace’u dorwali się do kół rządzących w Brukseli i prą w kierunku totalnej euro nirwany.

Greenpeace nie oszczędza nawet Tuska i Kaczyńskiego za „sabotowanie 
polityki UE”, co jest dokładnie tym co powinniśmy zrobić jako myślący naród. Chętnie pospieszylibyśmy tutaj z odsieczą panu premierowi – gdyby tylko oskarżenia o „sabotaż” okazały się  prawdą. Jest bowiem nonsensem aby leżący na własnym węglu kraj dawał sobie narzucić unijne kretynizmy i biadolił później o zależności energetycznej od Putina. Są technologie czystego węgla, które przy pewnym nakładzie sił i środków można by z powodzeniem wykorzystać. Że nie jest to zupełnie zgodne z ortodoksją brukselską to fakt. Ale sens inwestowania polskich funduszy w polski „czysty węgiel” jest o wiele większy niż płacenie Niemcom za polit-poprawne wiatraki czy Francuzom za atom…

całość tekstu (którego lekturę tradycyjnie polecam) tu: dwagrosze.com. Mam jednak odmienne zdanie w kwestii „sabotowania polityki UE” przez Tuska i Kaczyńskiego, bo to oni przede wszystkim zgodzili się na promowanie tego szaleństwa zwanego „polityką klimatyczną” w Polsce kosztem naszej energetyki (głównie węglowej o łupkowej nie wspominając)

rys. Żukow

rys. Żukow

…Odys

 

Polska: czekamy na ustawy o OZE i „łupkową”. Statki LNG – szybkie, bezpieczne i bardzo drogie


27.03.2014 (IAR) – Wciąż czekamy na dwie ważne ustawy energetyczne. Minister środowiska informuje, że w najbliższych dniach do Sejmu trafi tak zwana ustawa łupkowa, a rząd zajmie się przepisami o odnawialnych źródłach energii.

Szef resortu środowiska, Maciej Grabowski podkreślił, że zmiany w prawie geologicznym mają jedynie charakter techniczny. Według ministra, projekt ustawy jeszcze w tym tygodniu trafi do laski marszałkowskiej.

Rozmówca Polskiego Radia dodał, że rząd zajmie się także ustawą o odnawialnych źródłach energii. Przepisy przygotowane przez Ministerstwo Gospodarki popiera także resort środowiska. Oba ministerstwa różni szczegół dotyczący prosumentów, czyli producentów energii, którzy są także jej konsumentami. Resort gospodarki chce, aby mali producenci energii otrzymywali 80 procent stawki, którą płacą za zużyty prąd. Według Ministerstwa Środowiska, powinni oni dostać więcej.

Nowe prawo geologiczne i górnicze ma ułatwić komercyjne wydobycie gazu z łupków. Ma to zwiększyć niezależność energetyczną Polski. Podobny cel ma ustawa o odnawialnych źródłach energii. Ta dodatkowo pomoże spełnić naszemu krajowi normy Unii Europejskiej, które zakładają, że do 2020 roku co najmniej 15 procent energii musi pochodzić ze źródeł odnawialnych.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Karol Tokarczyk/kl              …źródło: stooq.pl

podobne: Rząd zajmie się projektami ustaw związanych z wydobyciem gazu z łupków. Branża łupkowa (póki co) zadowolona z propozycji.

27.03. Warszawa (PAP) – Za kilka miesięcy do budowanego terminalu LNG w Świnoujściu zaczną docierać pierwsze gazowce ze skroplonym gazem. To jedne z najbezpieczniejszych statków i – w porównaniu z tankowcami na ropę – bardzo szybkie. Są też bardzo drogie, niektóre kosztują nawet ćwierć miliarda euro.

Jak mówi Adam Łupkowski z Polskiego LNG (spółki budującej terminal w Świnoujściu), statki do transportu skroplonego gazu ziemnego są budowane przede wszystkim na Dalekim Wschodzie. „Przodują w tym stocznie południowokoreańskie, wśród nich Samsung, Hyundai i Daewoo. Niektóre mają portfele zamówień na kolejne kilkanaście lat. W tej chwili na świecie pływa ok. 450 zbiornikowców LNG, a to niewielka liczba w porównaniu do kilkudziesięciu tysięcy zbiornikowców konwencjonalnych (np. na ropę)” – powiedział PAP.

Gaz transportowany na statkach jest schłodzony do temperatury ok. -163 stopni C pod ciśnieniem atmosferycznym, a technologia w jakiej zostały zbudowane zbiorniki ładunkowe pozwala na utrzymanie tej temperatury w czasie transportu poprzez odpowiednie odizolowanie ładunku od temperatury zewnętrznej. „Wewnątrz zbiorników nie ma żadnych dodatkowych systemów schładzających. Można to porównać do wielkiego termosu” – dodaje Łupkowski.

Statek płynie z maksymalną prędkością około 20 węzłów, czyli 20 mil morskich na godzinę. „To duża prędkość. Dla porównania, zbiornikowce konwencjonalne transportujące ropę lub produkty ropopochodne poruszają się z maksymalną prędkością 13-15 węzłów. Duża prędkość gazowców LNG wynika z tego, że podczas transportu codziennie odparowuje około 0,15 proc. ładunku. Tak więc im dłużej płyniemy, tym więcej tracimy. Wyjątek stanowią zbiornikowce LNG typu Q-Flex i Q-Max, które posiadają instalacje do ponownego skraplania par ładunku i wtłaczania go z powrotem do zbiorników” – tłumaczy. Z Kataru do Świnoujścia gazowiec będzie płynął ok. 21 dni. Wyładunek statku na terminalu powinien zająć około dobę.

Jednostki o pojemności 210-217 tys. m sześc. LNG (tzw. Q-Flex) są dogodnymi środkami transportu na duże odległości, wykorzystywanymi przez największego eksportera gazu – Qatargas (to właśnie ta firma będzie dostarczać LNG dla PGNiG do Świnoujścia). Produkowane od 2007 roku metanowce Q-Flex są także jednostkami przyjaznymi dla środowiska. W porównaniu z mniejszymi statkami, korzyści skali oraz większa wydajność silników, skutkuje ograniczeniem emisji gazów cieplarnianych oraz zużyciem energii mniejszym o ok. 40 proc.

Koszt zbiornikowca LNG waha się w granicach 200 – 250 mln euro. „Budowa statku od położenia stępki do prób morskich zabiera ok. 1,5 roku. Zbiornikowce LNG są najbardziej bezpiecznymi statkami wśród wszystkich zbiornikowców. W ponad 50-letniej historii transportu skroplonego metanu nie było żadnego poważanego wypadku, jak kolizja, czy rozszczelnienie zbiorników, które zakończyłoby się uwolnieniem LNG. Standardy bezpieczeństwa na tych statkach są najwyższe. Teoretyczne rozszczelnienie się zbiorników nie stanowi poważnego zagrożenia dla środowiska – LNG jest nietoksyczny i w takim wypadku następuje zjawisko gwałtownej zmiany stanu skupienia, tworzy się chmura gazu, która jest rozwiewana jest przez wiatr” – powiedział.

Zbiornikowce napędzane są wysokiej jakości płynnym paliwem okrętowym typu MDO lub IFO, a w przypadku statków wyposażonych w napęd turbinowy lub tzw. dual fuel jako paliwo może być stosowane para transportowanego ładunku (Boil Off Gas). „Od tej ostatniej metody stopniowo się odchodzi, bo jest to stosunkowo mało ekonomiczne. W tej technologii pary LNG zasilają palniki kotłów do podgrzewania wody. Następnie para pod dużym ciśnieniem napędza turbinę, dzięki czemu statek się porusza. Technologia uchodzi za mało ekonomiczną ze względu na stosunkowo niewielką sprawność turbin parowych w porównaniu do wolnoobrotowych silników wysokoprężnych” – mówi Łupkowski.

Załoga statku to ok. 25-35 osób, w zależności od armatora i wielkości statków. „Obsługa wymaga specjalistycznej wiedzy, poziom umiejętności oficerów jest wysoki. Można powiedzieć, że na zbiornikowcach LNG pracują najlepsi ludzie” – powiedział.

Terminal LNG w Świnoujściu, którego częścią będą dwa zbiorniki o pojemności 160 tys. m sześc. każdy, pozwoli na sprowadzanie do Polski do 5 mld m sześc. gazu ziemnego rocznie, z możliwością powiększenia tej zdolności do 7,5 mld m sześc. rocznie. Jest pierwszym tego typu projektem w Europie Środkowo-Wschodniej. Rząd uznał inwestycję za strategiczną.

Łukasz Osiński (PAP)                                                                     …źródło: stooq.pl

podobne: Nowela ustawy o inwestycjach w zakresie terminalu LNG. Nowe złoże gazu w Polsce.

polecam również: Drogi Katar (znaczy się gaz) jeszcze nie przypłynie. Terminal LNG najwcześniej gotowy pod koniec roku

Gazoport - LNG

Gazoport – LNG (forsal.pl)

KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.


Warszawa, 22.01.2014 (ISBnews) – Komisja Europejska zaproponowała, aby do 2030 r. wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej obniżyły poziom emisji gazów cieplarnianych o 40% wobec poziomu z 1990 r., a także, aby zwiększyły udział energii ze źródeł odnawialnych (OZE) do 27%, podała Komisja. Takie zalecenia stanowią podstawę nowej polityki unijnej dotyczącej klimatu i energii.

„Działania związane z klimatem są kluczowe dla przyszłości naszej planety, zaś prawdziwie europejska polityka energetyczna jest kluczem do naszej konkurencyjności. Dzisiejszy pakiet udowadnia, że podjęcie obu tych spraw jednocześnie nie jest sprzecznością, lecz działaniem, dzięki któremu te sprawy stanowią wsparcie dla siebie nawzajem” – powiedział przewodniczący KE José Manuel Barroso, cytowany w komunikacie.

(bez ogródek… człowiek który pomimo kompromitacji szaleństwa „walki z globalnym ociepleniem” dalej usilnie twierdzi że trzeba z nim walczyć… człowiek który przeinacza fakty o kosztach redukcji CO2 które podniosły cenę energii w Europie  o 25% w ciągu kilku lat twierdzi że to wszystko jest kluczem do konkurencyjności… taki człowiek jest idiotą… jest czystą kpiną z logiki… sprzecznością i stanowi „wsparcie” dla innych idiotów podobnego sortu – Odys)

Według niego, 40-proc. redukcja gazów cieplarnianych do 2030 r. to najbardziej efektywny pod względem kosztów krok w kierunku gospodarki niskoemisyjnej. Cel w zakresie OZE należy rozumieć jako „ważny sygnał: zapewnić stabilność inwestorom, pobudzać ‚zielone’ miejsca pracy i wspierać bezpieczeństwo dostaw”.

(ten „najbardziej efektywny pod względem kosztów krok” jest ważnym sygnałem dla inwestorów – uciekajcie z Europy bo nie będzie wam się tu opłacało niczego produkować, ponieważ koszt wytworzenia towarów będzie tak wysoki że nikt ich od was nie kupi! – Odys)

Komisja zaproponowała też zmiany w Europejskim Systemie Handlu Emisjami (EST). Roczne ograniczenie (cap) emisji w sektorach objętych ETS ma wzrosnąć do 2,20% po 2020 r. z 1,74%. Z kolei emisje z sektorów nieobjętych ETS mają zostać ograniczone o 30% wobec poziomu z 2005 r.

„Komisja prosi Radę i Parlament Europejski o wyrażenie zgody do końca 2014 r., by UE ogłosiła 40-proc. redukcję na początku 2015 r. w ramach międzynarodowych negocjacji w sprawie nowej globalnej umowy klimatycznej, którą ma zostać zawarta w Paryżu pod koniec 2015 r.” – czytamy też w komunikacie.

Obecnie obowiązujące cele polityki unijnej w tym zakresie to redukcja emisji CO2 o 20% i zwiększenie udziału OZE w bilansie energetycznym do 20% w okresie do 2020 r.

(ISBnews)                                                                           …źródło: stooq.pl

…To zniszczy polski przemysł i bardzo osłabi europejski, alarmuje Jan Deja z Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Cementu. W ocenie profesora upadnie przemysł cementowy, wapienniczy, metali nieżelaznych, szklarski, papierniczy. Przeniesie się tam, gdzie taniej: na Ukrainę, Białoruś i dalej – do Emiratów, frankofońskiej Afryki, na daleki Wschód.

Według eksperta nowe obostrzenia obmyślane w Brukseli będą kosztować tylko polską branżę cementową prawie 800 milionów euro. Tyle musiałyby zapłacić cementownie na wolnym rynku za uprawnienia do emisji gazów cieplarnianych. Profesor podkreślił, że za taką kwotę można wybudować nawet 5 zakładów poza obszarem Wspólnoty. Przewiduje, że szybko zostaną wybudowane zakłady na Białorusi czy Ukrainie, co oznacza, że przestanie się inwestować we wschodniej Polsce. W rozmowie z IAR profesor Deja podał przykłady konkretnych inwestycji omijających Polskę, choćby tej w Kamieńcu Podolskim, której powstanie wstrzymało bardzo zaawansowane prace w Ożarowie. Profesor zaznaczył, że materiały wyprodukowane za granicą będziemy musieli sprowadzić, płacąc też za transport, podczas którego zostaną wyemitowane kolejne tony CO2.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)A.Kołodziejska/zr            …źródło: stooq.pl

podobne: Gaz łupkowy za 24 lata. Zielona energia za droga. Nie mamy realnej alternatywy dla węgla. i tu: Raport KE: średnia cena gazu w UE kilkukrotnie wyższa niż w USA

…zarobi kto inny… Producenci subsydiowanych (z naszych portfeli) OZE i kraje które nie podstawiają sobie nogi… a my przygotujmy się na wzrost cen energii, powolne zdychanie rodzimego przemysłu i jednoczesny zalew naszego rynku przez tańsze towary z Chin i innych krajów które nie poddały się ekoterrorystom – w czym spora zasługa naszych „mężów stanu” (Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO?)

…Odys

Ekoterroryzm - World War Tree

Ekoterroryzm – World War Tree

Gaz łupkowy za 24 lata. Zielona energia za droga. Nie mamy realnej alternatywy dla węgla.


07.11.2013 (IAR) – Przy obecnym tempie poszukiwań rozpoznanie polskich złóż gazu łupkowego potrwa nawet do 2037 roku – pisze „Puls Biznesu”. W porównaniu z tempem prac nad eksploatacją łupków w USA jesteśmy daleko w tyle.

Dotychczas w Polsce dokonano 49 odwiertów, ale aby dostatecznie ocenić złoża, potrzeba ich jeszcze 287. Kamlesh Parmar, prezes Organizacji Polskiego Przemysłu Poszukiwawczo-Wydobywczego uważa, że tempo poszukiwań jest niewystarczające. Firmy badające złoża narzekają też na ciągnące się procesy koncesyjne (około 8 miesięcy), różne interpretacje przepisów oraz brak pewności co do kształtu przepisów i podatków w przyszłości.

Uaktywnienie firm poszukujących gazu jest nieprzypadkowe, bo wkrótce projekt nowelizacji prawa geologicznego i górniczego trafi pod obrady rządu. Poszukiwania gazu są bardzo kosztowne. Tylko w ciągu trzech lat pochłonęły one 2 miliardy dolarów. Szacuje się, ze do 2021 roku kwota ta wzrośnie do 14 miliardów.

„Puls Biznesu”/IAR/jp/ab   …źródło: stooq.pl

…hmm tempo niewystarczające… może dlatego że Rosjanie mają koncesje, ale gazu nie szukają. Na dodatek PE utrudnia poszukiwanie i wydobycie. Kolejna kwestia to opieszałość polskiego ustawodawstwa, gdyż prace nad ustawą węglowodorową ciągną się niemiłosiernie! Resort zdecydował się nie tworzyć nowej ustawy od podstaw i zamiast tego przygotowało projekt nowelizacji ustawy Prawo geologiczne i górnicze z dnia 9 czerwca 2011 r. („PGG”) przez ustawę o zmianie ustawy Prawo geologiczne i górnicze oraz niektórych innych ustaw („NPGG”). (Co z gazem łupkowym, czyli ustawa węglowodorowa po roku)

podobne tu: 46 odwiertów – poszukiwania łupków trwają a EIA obniża szacunki zasobów

12.11.2013 (IAR) – Alternatywą dla węgla nie jest droga zielona energia. Tak odpowiada minister środowiska organizacjom ekologicznym, które zorganizowały dziś przed Stadionem Narodowym symboliczne pożegnanie węgla. Aktywiści przemaszerowali przed miejsce gdzie trwa szczyt klimatyczny z taczkami wypełnionymi węglem.

Minister środowiska Marcin Korolec powiedział dziennikarzom, że Polska jest w stanie wspierać „czystą energię”, ale tylko taką która nie zagrozi konkurencyjności naszej gospodarki.” Trzeba poszukiwać nowych technologii,energetycznych ale nie takich , które są drogie i muszą być utrzymywane przez całe społeczeństwo.

Ekolodzy przypominali jednak, że w ciągu ostatnich 8 lat polski rząd przeznaczył 100 miliardów na wsparcie sektora węglowego. Będzie wspierać takie rozwiązanie, które nie tylko sprzyjają redukcji emisji CO2, ale też zapewniają wzrost gospodarczy.” – przekonuje minister środowiska.

Obecnie Polska w niemal 90 procentach wytwarza energię z węgla. Organizacja ekologiczna WWF tłumaczy, że chce przy okazji szczytu uświadomić Polakom i społeczności międzynarodowej, że każdy obywatel ma prawo do czystej energii.

Za hipokryzję ekolodzy uznają też fakt organizacji w tym samym czasie w Warszawie dwóch szczytów: oprócz klimatycznego – Szczytu Węgla i Klimatu organizowanego przez Światowy Związek Węglowy. To wydarzenie jest organizowane w przyszłym tygodniu przez Ministerstwo Gospodarki.

IAR/ Tomasz Majka i wcześn. /magos      …źródło: stooq.pl

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

WWF tłumaczy, że każdy obywatel ma prawo do czystej energii. – Tyle że Polak chce przede wszystkim taniej energii i nie interesuje go co ma do powiedzenia WWF, bo WWF nie płaci za Polaków rachunków za prąd. Poza tym należy już skończyć z tą propagandą o „szkodliwym wpływie człowieka na środowisko” (Zimne słońce) za pomocą której nabija się kabzy oszustom.

Oto krótka wypowiedź z internetu która w kilku zdaniach obnaża kłamstwo ideologii i zwraca uwagę na to, że nie należy mylić dwóch zasadniczych spraw, tj. trucia środowiska z emisją CO2 bo to dość powszechny błąd logiczny. Pisze Wojtek Szeligowski:

CO2 nie jest trucizną. To jest typowe dla tych którzy dają się wciągać w tę bujdę. Sam fakt, że prognozy „zielonych pseudonaukowców” się nie sprawdzają, (przykład choćby z pokrywą lodową, która miała być stopiona, a jest większa o 60%) wystarczy, żeby dać odbój tym złodziejom. UE do teraz wydała na walkę z globalnym ociepleniem ponad 900 miliardów euro. Za te pieniądze pół Afryki można wyżywić i jeszcze starczyłoby żeby zaautostradować całą Europę od Hiszpanii aż po Ural. Ta złodziejska banda liczy na takich jak ty, co to nie mają zielonego pojęcia czym jest atmosfera ziemska i klimat. CO2 stanowi 0, 036% atmosfery ziemskiej, z czego tylko ok. 1% to CO2 produkowane przez człowieka. Trzeba być debilem, żeby uwierzyć, że ma to jakikolwiek wpływ na ocieplenie klimatu. 95v % CO2 produkują oceany i morza. Zależność jest taka, że im klimat się bardziej ociepla oceany emitują CO2 do atmosfery. Jeśli się oziębia absorbują, czyli zależność ta jest dokładnie odwrotna. Poza tym głównym gazem cieplarnianym (95%) to para wodna, a efekt cieplarniany kumuluje się w górnych warstwach atmosfery, a nie na powierzchni. Do czasów boomu ekologicznego w USA czyli mniej więcej do prezydentury Busha, Stany wydawały na ekologię kilkaset milionów dolarów rocznie. Dzisiaj budżet roczny to kilka miliardów dolarów, a zamykane są jeden po drugim parki narodowe, oczywiście z przyczyn finansowych. Niestety ekologiczna mafia jest zbyt silna, żeby zwykli ludzie mogli przerwać tą paranoję. 

Polecam również lekturę artykułu autorstwa Tomasza Teluka spod którego pochodzi komentarz: Szczyt Klimatyczny czyli mitologia globalnego ocieplenia.

Poza tym Polska należy do krajów które z nawiązką wywiązały się z zadania ograniczania emisji CO2 a wszystko kosztem odbiorców energii. My zaciskamy pasa a inne kraje mają za przeproszeniem „we dupie” postanowienia z Kioto i walkę z „globalnym ociepleniem” – to jest dopiero hipokryzja! Niech się WWF weźmie najpierw za największych światowych emitentów CO2 jak Chiny czy USA i tam szuka frajerów.

13.11.2013 (IAR) – Kryta energetyki węglowej i postulaty ekologów wygłaszane podczas szczytu klimatycznego w Warszawie są nierealne – uważa poranny gość Radia Katowice, były premier Józef Oleksy.

Nie mamy realnej alternatywy dla węgla, gdyż nasza energetyka opiera się na tym właśnie surowcu – dodał Oleksy. Na razie nie mamy innego źródła energii – mówił były premier. Elektrownia atomowa, której budowę planuje rząd, będzie dawać tylko 3 procent do bilansu energetycznego, a ma kosztować 50 miliardów złotych. Zdaniem Oleksego, za te pieniądze można zbudować kilka elektrowni konwencjonalnych.

Polityk SLD przypomniał, że energetyka Chin oparta jest na elektrowniach węglowych. A państwo środka nie podpisało porozumień dotyczących redukcji emisji CO2.

IAR/ Łukasz Kwaśny/Józef Wycisk /dw/buch    …źródło: stooq.pl

…Polska węglem stoi i będzie go wydobywać bo nie ma innego wyjścia. A banda oszołomów w zielonych kubrakach jak chce niech nawet nie oddycha żeby ulżyć planecie. Możemy się co najwyżej starać unowocześniać elektrownie węglowe (Czysty węgiel to tańsza energia).

…Odys

Tymczasem pokrywa lodowa na biegunie ma się dobrze (miało jej już dawno nie być) a  problem z CO2 o jakim warto wspomnieć to fakt, że Sahara się zieleni 😉

Przyrost pokrywy lodowej na przestrzeni roku (zdj. NASA)

Przyrost pokrywy lodowej na przestrzeni roku (zdj. NASA)