Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?


"Democracy in Fallujah" Franciszek C. Kulon

„Democracy in Fallujah” Franciszek C. Kulon

„…1300 lat temu, obok nowopowstałej Europy chrześcijańskiej, ukształtowała się Europa muzułmańska o mniejszym zasięgu terytorialnym, obejmującym obszar Półwyspu Iberyjskiego. Właśnie tam, na bazie germańskiego (wizygockiego) oraz romańskiego (iberyjsko-łacińskiego) dziedzictwa, dokonano „jedynego poważnego przeszczepu cywilizacji arabsko-muzułmańskiej na grunt europejski” – jak stwierdził arabista Francesco Gabrieli [1]. W rzeczywistości mowa tutaj raczej o przeszczepie kulturowym niż etnicznym, ponieważ, zgodnie ze słowami jednego z hiszpańskich badaczy, „…hiszpańscy muzułmanie, którzy byli potomkami osób nawróconych na religię najeźdźców, byli Hiszpanami czystej krwi; w pozostałych przypadkach, na skutek zawierania licznych związków międzykulturowych, w ich żyłach również przeważała hiszpańska krew” [2].

W muzułmańskiej Hiszpanii małżeństwa mieszane były rzeczywiście częstym zjawiskiem, ponieważ muzułmanie chcieli, by matkami ich dzieci były autochtonki, w szczególności te urodzone w Galicji, ziemi starożytnych osad celtyckich. Jak zauważa jeden z historyków badających dzieje muzułmańskiej Hiszpanii, „w związku z tym, że ich potomkowie nosili wyłącznie imiona męskich przodków, czysta arabska krew, wielokrotnie wymieszana z krwią hiszpańską, uległa rozcieńczeniu w kolejnych pokoleniach; im więcej imion arabskiego pochodzenia nosił człowiek, tym mniej afrykańskiej krwi płynęło w jego żyłach. Błędne jest zatem założenie, że każdy hiszpański muzułmanin był Arabem, a wszyscy chrześcijanie byli Rzymianami czy Gotami i uciekali na północ podczas inwazji – stwierdza; błędne jest przekonanie, że »rekonkwista« była trwającą osiem wieków wojną pomiędzy stroną »rzymsko-gocką« z północy i »arabsko-andaluzyjską« z południa” [3]…

…Emirat Granady (1246–1492), ostatni bastion islamu w zachodniej Europie, upadł po zdobyciu miasta przez Ferdynanda Aragońskiego i Izabelę Kastylijską. Hiszpanie celebrują to wydarzenie jako zakończenie rekonkwisty, inni patrzą na nie z odmiennej perspektywy. Warto tutaj przytoczyć słowa Fryderyka Nietzschego: „Cudowny mauretański świat kultury w Hiszpanii, pokrewniejszy nam w gruncie, bardziej przemawiający do naszego zmysłu i smaku, niż Rzym czy Grecja, został zdeptany – nie mówię czyimi nogami – dlaczego? Ponieważ zawdzięczał swoje powstanie dostojnym, męskim instynktom, ponieważ wciąż jeszcze mówił życiu »tak« rzadkimi i wyrafinowanymi kosztownościami życia mauretańskiego!” [5]. Obecność islamu w Hiszpanii trafnie podsumowuje Sigrid Hunke: „Przykład Hiszpanii pokazuje, że dwieście lat arabskiego panowania wystarczyło, by biedny, zapuszczony i ciemiężony kraj stał się jednym z najważniejszych państw Europy i całego zachodniego świata, a wszystko to dzięki pewnej kulturze, która rozprzestrzeniła się we wszystkich grupach społecznych oraz rozkwitowi nauki i sztuki. Swoją uprzywilejowaną pozycję Hiszpania utrzymała przez pięć wieków aż do momentu, w którym islam został wyparty” [6].

Italia

Zanim Tarik i Musa ibn Nusajr dotarli na Półwysep Iberyjski, to właśnie Italia stała się obiektem zainteresowania Saracenów (którzy w większości byli Berberami), co miało miejsce około połowy VII w., gdy półwysep był politycznie podzielony między Longobardów, Bizantyjczyków oraz Papiestwo…

…Armia islamskiego emiratu, który powstał na terytoriach odpowiadających dzisiejszym prowincjom Bari, Matera oraz Tarent, trzymało w szachu Franków i Bizantyjczyków. Przypadek Bari nie jest jedynym przykładem islamskiego organizmu politycznego, który powstał na Półwyspie Apenińskim – istniały również muzułmańskie państwa w Amantei i nad rzeką Garigliano – jednak bez wątpienia jest to przykład najbardziej istotny. Bari cieszyło się tak wielkim dobrobytem, że do miasta, ożywionego przez intensywny rozkwit gospodarczy, napływali Longobardowie opuszczający ziemie południowej Italii. Jak pisze jeden z historyków, muzułmanie w Bari „nauczyli mieszkańców 24 apulijskich grodów, czym jest tolerancja religijna w czasach pokoju, jak użytkować ziemię, jak czerpać korzyści z wymiany towarów” [7].

Okres obecności islamu na Sycylii był dłuższy i jeszcze bardziej wspaniały. (…) F. Gabrieli ocenia panowanie muzułmańskie na Sycylii jako „pozytywne i korzystne ze względu na ożywienie ubogiej struktury etnicznej bizantyńskiej Sycylii, a przede wszystkim z uwagi na poczynione zmiany w zakresie warunków ekonomicznych i społecznych wyspy, w tym likwidację latyfundiów, promowanie małych gospodarstw wiejskich, rewitalizację sycylijskiego rolnictwa i wzbogacenie go o nowe techniki oraz uprawy” [8]. „Rolnictwo i handel – stwierdza inny badacz – na nowo rozkwitały: coraz liczniejsze były przypadki zmiany wyznania, nie pod przymusem, lecz pod wpływem spontanicznego pragnienia wznieconego przez owych pobożnych ludzi, a także podziwu, jaki budziła wyżej rozwinięta cywilizacja najeźdźców. Odzwierciedlenie dobrobytu i wytworności Orientu, życia kulturalnego Bagdadu, Kordoby czy Kairu, można było odnaleźć również w Palermo” [9]. Spośród zamieszkujących Sycylię autochtonów, Berberów i Persów (z których wielu zajmowało stanowiska wojskowe i urzędnicze) ponad 300 tys. osób było muzułmanami. Palermo, przez podróżników opisywane jako jedno z najpiękniejszych i najlepiej prosperujących miast Śródziemnomorza, wraz ze swoimi trzystoma meczetami – z których największy miał być miejscem spoczynku szczątków doczesnych Arystotelesa – mogłoby konkurować z Kordobą, a nawet z Kairem czy Damaszkiem…

Bałkany

W 1492 r. Granada znalazła się pod panowaniem katolickich królów. W ciągu jednego tylko stulecia, podczas gdy gwiazda islamu gasła na zachodzie Europy, Półksiężyc wschodził na jej wschodzie. Imperium Osmańskie przejęło bałkańskie ziemie, które dawniej należały do Rzymu i Konstantynopola. Dunajski limes, oddzielający niegdyś terytorium Cesarstwa Rzymskiego od przestrzeni, którą zamieszkiwali barbarzyńcy, przez cały XV wiek pełnił rolę linii demarkacyjnej pomiędzy dâr al-islâm a dâr al-kufr. Niedługo później Sulejman Wspaniały – niczym Trajan, który prąc na północ Dunaju, przyłączył Dację do Cesarstwa Rzymskiego – podbił naddunajskie obszary leżące między Belgradem a Budą, poszerzając strefę wpływów Wysokiej Porty o Wołoszczyznę, Mołdawię i Transylwanię. Podobnie jak w czasach panowania rzymskiego, także wówczas na jedno imperium składały się, oprócz obszaru bałkańsko-dunajskiego, Morze Czarne i jego wybrzeża, Armenia, Mezopotamia, Anatolia, Syria, Palestyna, Egipt oraz Afryka Północna aż po granice Maroka.

Nowopowstałe imperium ze stolicą w Europie, którego terytorium rozciągało się na trzech kontynentach, przyjęło do swojej klasy urzędniczej szereg Europejczyków, pochodzących zarówno z Europy wschodniej, jak i zachodniej. Mowa tutaj nie tylko o licznych Włochach, którzy w XVI w. przeszli na islam, jak na przykład: Uluch Ali, z pochodzenia Kalabryjczyk, który w bitwie pod Lepanto jako jedyny z otomańskich admirałów nie uległ chrześcijańskiej flocie; wenecjanka Cecilia Baffo, ukochana małżonka sułtana Selima II;Ludwik Gritti, syn weneckiego doży, który został gubernatorem Węgier; oraz wielu innych bejlerbejów pochodzących z Sardynii, Korsyki, Ligurii oraz Kalabrii, którzy rządzili w Algierze. Mowa również o licznych Włochach, Francuzach, Węgrach, Polakach i Chorwatach, którzy w XVIII i XIX w. przyjmowali islam i powierzali Wielkiej Procie swoją wiedzę naukową, umiejętności wojskowe i administracyjne.

Przełomowe wydarzenia, takie jak zdobycie Konstantynopola przez Osmanów i osiedlenie się dynastii w stolicy Cesarstwa wschodniorzymskiego, wzbudziły w chrześcijańskiej Europie obawy o utratę honorów i władzy, dzięki której władcy osmańscy mieli stać się spadkobiercami cesarstwa…

…Ciekawy i niezwykle wymowny w tym kontekście jest mit o pochodzeniu, który miał dowodzić pokrewieństwa Turków i Rzymian, a tym samym umacniać w świadomości ówczesnych europejczyków przekonanie, że Imperium Osmańskie jest prawowitym spadkobiercą dziedzictwa starożytnego Rzymu. Niektórzy utrzymywali, wychodząc od fonetycznego podobieństwa łączącego Turków i Teukrów [Trojan], że Mehmed był potomkiem Teukrosa, pierwszego króla Troi, a więc mścił się na potomkach Greków za krzywdy wyrządzone Trojanom. Co więcej, we Francji krążyły plotki o pewnym liście, który Mehmed miał wysłać papieżowi Mikołajowi V, by wyrazić w nim swoje zaskoczenie faktem, że Włosi są mu nieprzychylni, podczas gdy, za sprawą Eneasza, wywodzą się z tego samego trojańskiego rodu, co Turcy….

…Obok islamu arabskiego, perskiego, tureckiego, indyjskiego itd., istniał zatem również – choć jedynie tymczasowo i na ograniczonej przestrzeni geograficznej – islam europejski. Dziś należy zadać sobie pytanie, czy taka ewentualność może jeszcze zaistnieć, i jakie warunki musiałyby zostać spełnione, by do tego doszło.

polecam lekturę całości tu: Claudio Mutti: Europa muzułmańska

…”jakie warunki musiałyby zostać spełnione, by do tego doszło.” A cóż to za pytanie? Normalny Europejczyk któremu leży na sercu dom w którym mieszka, rodzima cywilizacja, kultura czy religia zadałby raczej inne – co należałoby zrobić aby do tego NIE doszło. No ale trudno się dziwić takiemu pytaniu ze strony autora, który nie ukrywa w swoim tekście sympatii dla wpływu cywilizacji arabskiej na podbite rejony „starego” kontynentu (podpierając się na dodatek cytatami z Fryderyka Nietzschego 🙂 ). Jakby rozwój i prosperity było na tym świecie domeną wyłącznie arabską.

O ile ciężko jest nie przyznać racji historycznym faktom które przywołuje Pan Mutti, to już wyraźne rozsmakowanie się w dobrodziejstwie z okupacji bądź co bądź NAJEŹDŹCÓW wywołuje u mnie mieszane uczucia. Zwłaszcza w czas nasilającego się obecnie w Europie kryzysu imigracyjnego (zaznaczmy że z państw dla nas Europejczyków mało cywilizowanych) i towarzyszącej mu wojny cywilizacyjnej, oraz terroryzmu, który chociaż nie powinien być utożsamiany z Islamem (tak jak IRA nie jest tożsama z katolicyzmem) to jednak w pewnym wymiarze chętnie się nim posługuje jako celem ideowym. Podobnie mieszane uczucia wywołuje u mnie posługiwanie się terminem „islam europejski”. To tak jakby mówić o arabskim katolicyzmie – rzecz zupełnie nie do pomyślenia w krajach arabskich, pomijając fakt że religia nie ma tożsamości narodowej (bo może być „charakterystyczna” dla różnych narodów, czasem nawet wrogich sobie) czy cywilizacyjnej gdyż jest to indywidualna (bądź zbiorowa) relacja człowieka z Bogiem. Nie wiem czy na całym świecie znajdziemy państwo będące w 100% monolitem pod względem religijnym, etnicznym czy narodowościowym. Cały „myk” porządku polega więc wyłącznie na zdrowych proporcjach „przybyszów” (i ich tradycji) wobec autochtonów wśród których mieszkają, i utrzymaniu tych proporcji w każdym aspekcie życia społecznego, kulturowego i wyznaniowego charakterystycznego tożsamościowo na danym terenie. Mniejszość (nie tylko zresztą imigracyjna) nie ma żadnego prawa narzucać, emancypować się ponad, czy zrównywać, specyficznych dla siebie zachcianek z prawami rodzimej większości. „Gość w dom Bóg w dom” ale kto zakłóca jego mir, i zabiera się (nie pytając domowników o zdanie) za przestawianie mebli, nie szanując praw i przywilejów gospodarza ten zasługuje na co najmniej wyproszenie… (Odys)

podobne: Templariusze. Słudzy Kościoła walczącego a także: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”. i to: Turczyn rośnie w siłę… bez „Unii”

„…Na pytanie, jak wielkim poparciem cieszy się Państwo Islamskie wśród muzułmanów, odpowiedzieć jest ciężko. Różnego rodzaju prezentacje opinii społecznej pokazują, że niskim, ale czy wiarygodnymi są badania prowadzone na będącym w permanentnym stanie wojny terenie Iraku. Tak czy inaczej podstawą legitymizacji dla Abu Bakra Al-Baghdadiego jest islam. Specyficznie pojmowany, o czym świadczyć mogą egzekucje wykonywane nie tylko na szyitach, ale przecież także wśród sunnitów. Autor nie podejmie się jednak odpowiedzi na pytanie czy warunkiem życia pod rządami Państwa Islamskiego jest przede wszystkim akceptacja władzy, czy też może odpowiedzią jest jakaś wersja islamu. Jest na to za wcześnie, a przekaz nie jest jednoznaczny.

Nie istnieje naród w nowoczesnym rozumieniu dla IS. Nowy wymiar fundamentalizmu wykracza poza standardowe ramy, które wyznacza nam błędnie europocentryzm. Jeśli pozwolimy sobie na porównanie formacji Państwa Islamskiego do uznawanego za skrajny w Polsce Ruch Narodowy, to z łatwością zauważymy, że odwołanie RN do religii katolickiej nie jest główną podstawą przynależności czy wartościowania aktywu. Wszak do samego Ruchu Narodowego dołączyły grupy neopogańskie czy agnostyczne. IS to więc kontrrewolucja – „powrót Bourbona” po rewolucyjnym chaosie i erze napoleońskiej. Czy z takim samym losem – pokaże czas. Formalnie „Allah” był przez cały czas obecny na Bliskim Wschodzie zaś realnie, dopiero teraz nie tylko „zszedł na ziemię”, ale też chce ją obejść dookoła.

Największym sukcesem IS, jak do tej pory, jest zyskanie rozgłosu na arenie międzynarodowej. Chaos powstały po wybuchu wojny domowej w Syrii, spowodował rozbicie wielu grup politycznych, które wcześniej stały w awangardzie walki z rządem Baszara al-Asada. Partia BAAS jednakże przetrwała. Ranna, poobijana, krwawiąca, ale cały czas dzierżąca władzę nad państwem i armią. Syryjski prezydent został uznany za obrońcę świeckiego państwa, chrześcijan i ostatni bastion oporu przed powiększeniem amerykańskiej strefy wpływów w wyniku „arabskiej wiosny”. Historycznym osiągnięciem B. al-Asada było uzyskanie wsparcia Iranu i Hezbollahu, do tej pory nie tylko wstrzemięźliwych wobec takich działań, ale przez lata będących przecież konkurencją dla BAAS…

Aby jednak doszło do uznania Państwa Islamskiego za podmiot w stosunkach międzynarodowych – świat musiałby dojść do przekonania, że ani naloty, ani nadzwyczajne środki bezpieczeństwa nie dają efektów. Zamach w Paryżu niekoniecznie jest ostatnim, a poziom zastraszenia europejskich społeczeństw będzie przecież tylko wzrastać. Pytanie czy spowoduje to przekonanie o nieuchronności wojny z Państwem Islamskim, czy może przeciwnie: doprowadzi do postawy kapitulacyjnej, żądającej zaprzestania działań wymierzonych w IS…

Teza, jakoby Państwo Islamskie było tworem samodzielnym, niezależnym zarówno od Stanów Zjednoczonych, jak i tym bardziej od Chin czy Rosji, nie wyklucza możliwości odniesienia korzyści przez któregoś z głównych graczy. Jeżeli za punkt odniesienia uznamy światową hegemonię Stanów Zjednoczonych, a jako projekt konkurencyjny zdefiniujemy poszczególne interesy Rosji i Chin, nakierowanych na walkę z amerykańską dominacją – odpowiedź nasuwa się sama.

Każda rosyjska i chińska strata to ogromny zysk dla USA. Nie należy przeceniać interesów naftowych, bo Amerykanie i tak są posiadaczem ogromnych złóż. Kontrola nad Bliskim Wschodem to raczej klucz do cenowej dyktatury. W każdym razie niekonieczny do utrzymania hegemonii. Basen Morza Śródziemnego bez rosyjskiej bazy to nie tylko jedna Syria, ale też odcięcie od rosyjskiego zainteresowania Egiptu, absolutnie kluczowego dla szlaków handlowych. Przypomnijmy, że to właśnie w Egipcie Władimir Putin rozpoczynał budowę regionalnej koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu…

…Rosyjskie naloty na Państwo Islamskie i ogólna intensyfikacja działań państwa na rzecz obrony status quo w Syrii są oczywiście nieprzypadkowe. Warto przy tym zauważyć, że polityka Moskwy ewoluowała od działań defensywnych, polegających na blokadzie interwencji ONZ do typowo ofensywnych, podobno uwzględniających nawet konieczność operacji lądowej w Syrii. Na kroki inne liczyć jednak nie można, bo o ile rząd syryjski z chęcią pozwoli na kremlowskie wsparcie, o tyle w Iraku jest to praktycznie niemożliwe. Wyraźnie więc widać, że Amerykanom wcale nie zależy na upadku Państwa Islamskiego, inaczej daliby przecież zielone światło rządowi irackiemu do współpracy z Rosją. Co więcej nie są w stanie zaryzykować nawet „drugiego Afganistanu”, co wszakże może się Moskwie przydarzyć jak najbardziej, a doprowadziłoby do szybkiego upadku legitymizacji władzy W. Putina.

Rosja walczy o przetrwanie, o zachowanie własnego wielonarodowego i wieloreligijnego imperium, o utrzymanie i tak już mocno okrojonej strefy wpływów. Nawet, jeśli Waszyngton nie uwzględnia w swoich planach jakiegokolwiek wsparcia dla IS – nie dopuści do niczego, czego kosztem mogłoby być powiększenie rosyjskich terenów oddziaływania.

Wreszcie Rosja walczy też o Europę. Amerykanie doskonale wiedzą, że (zwłaszcza teraz) zniszczenie Państwa Islamskiego wywołałoby na Starym Kontynencie falę entuzjazmu wobec Kremla, a w konsekwencji nie tylko zniesienie sankcji, ale też koniec eksperymentu ukraińskiego i być może powrót do idei Unii Eurazjatyckiej – tej od Władywostoku po Lizbonę. Wówczas Amerykanie mieliby dużo większy problem niż zachwianie systemem sojuszy na Bliskim Wschodzie. Waszyngton dusi się własną produkcją i lobbuje na rzecz Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP). Jedynie Europa jest bowiem rynkiem zdolnym przyjąć wysoko przetworzone produkty „made in USA”. W przeciwnym razie nastąpić może krach systemu dominacji ekonomicznej i politycznej Stanów Zjednoczonych poza Ameryką Północną.” (Tomasz Janowski)

całość tu: „Państwo Islamskie” – czyli o różnicach między tym co formalne, a realne.

podobne: Thierry Meyssan: Geopolityczne podłoże wojen przeciwko Syrii i Państwu Islamskiemu. Straty dżihadystów w Kobane. Tragiczny los porwanych przez Boko Haram. oraz: Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę!

„…We współczesnym, ponowoczesnym świcie, który rządzi się prawami Realpolitik, radykalny islam to najbardziej dogodny fenomen dla naświetlenia strategii zachodniej ekspansji politycznej na świecie. Jest on łatwy do sterowania, można nim manipulować niezależnie od geograficznej lokalizacji. Uniwersalne oblicze radykalnego islamu czyni go maksymalnie efektywnym orężem geopolitycznym, a jego wykorzystanie w XXI wieku nosi systemowy charakter.

Rękoma radykalnych islamistów rozniecane są krwawe konflikty w różnych częściach świata od lat 1990’ do dziś: w Bośni, w Kosowie, na Północnym Kaukazie, a teraz również na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Radykalni islamiści wszędzie zajmują się kryminalną działalnością: na Kaukazie, na Bałkanach, na Bliskim Wschodzie. Główne sfery ich kryminalnej działalności to ropa naftowa, narkotyki, handel bronią, ludzkimi organami, przemyt, wymuszenia i bandytyzm… 

 …Współczesny radykalny islam w swojej istocie jest nowoczesny – nie wyklucza współpracy z tymi, których deklaratywnie chce unicestwić. Okazuje się, że współczesna ideologia salafizmu i prowadzenia dżihadu to fasada – deklarują jedno a w praktyce czynią co innego. Na przykład w Syrii wojnę Państwa Islamskiego i innych radykalnych organizacji przeciw Baszarowi Asadowi finansuje Zachód. Równocześnie wodzowie salafizmu przeklinają tenże Zachód i wzywają do unicestwienia go. Wystarczy także wspomnieć, że połowa więźniów Guantanamo walczyła w Libii wspólnie z siłami NATO przeciwko Muammarowi Kadafiemu, zaś w Egipcie przeciw Hosniemu Mubarakowi. W Bośni dżihadyści, tak jak i w Kosowie, wspólnie z NATO walczyli przeciwko prawosławnym Serbom.

Współczesna Ukraina pokazała dziwny przykład sojuszu faszystów, społeczności LGBT, radykalnych islamistów i politycznych awanturników. Co może być dla nich wspólnego i co ich jednoczy? Przede wszystkim zaszczepiona siłą rusofobia i – oczywiście – niemałe pieniądze, co bardzo ważne w gwałtownie ubożejącej Ukrainie. Na przestrzeni poradzieckiej dżihad silnie związany jest z rusofobią. Na Bałkanach – z nienawiścią do prawosławnych Serbów. Na Bliskim Wschodzie – do wszelkich odmiennych wyznań religijnych.

Analizując składowe elementy uniwersalnej linii radykalnego islamu można uczynić wywód, że bardzo łatwo nim manipulować. Ten czynnik sprzyjał temu, że zachodnim strategom nie sprawiło specjalnego trudu, aby przystosować i zsyntetyzować radykalny islam w ramach „teorii Haertlandu” z korzyścią dla siebie.”

całość tu: Szota Apchaidze: Radykalny islam – broń w rękach Zachodu

…oj tam oj tam! Islam wcale nie jest aż tak rusofobiczny jakby ktoś sobie mógł pomyśleć (albo dał wmówić). Chodzi tu rzecz jasna o pewną jego część, która jak słusznie zauważył Pan autor jest podatna na sterowanie i zdolna do sojuszy z naturalnym wrogiem jeśli tylko ma w tym interes, ale to tylko interes a nie żadna rusofobia 🙂 Albowiem w innych miejscach i okolicznościach można zaobserwować jak interes dżihadystów „pięknie” współgra z interesem Rosji. Wtedy należałoby pójść za logiką autora i oskarżyć Islam o jakąś inną fobię. Więc stawianie problemu w ten sposób to ślepa uliczka.

Faktem jest, że w zależności od tego jak się przedstawia interes w danym momencie tak wyglądają sympatie i antypatie dżihadystów. Raz są zbieżne z interesem USA, innym zaś razem są zbieżne z interesem Rosji. Obecny zalew Europy przez ludność muzułmańską i towarzyszący temu chaos jest bowiem tak samo na rękę USA jak i Rosji. Dla USA – bo oddala zainteresowanie od tego kraju (czyniąc go gospodarczym „safe haeven”), a dla Rosji – gdyż rozbija jedność Europy pod auspicjami UE (pomijając upośledzenie samego projektu), przez co Rosja może sobie planować kolejne projekty polityczno-gospodarcze bilateralnie, w bezpośrednim i z osobna porozumieniu z Niemcami, Francją, Włochami czy Austrią, jak np. kolejna nitka gazociągu północnego, czy gazociągu południowego, czy obchodzenie po kryjomu embarga które nałożono na Rosję w związku z konfliktem na Ukrainie. Podzielona (choćby za sprawą imigrantów z bliskiego wschodu i Afryki) i zdestabilizowana terroryzmem Europa, to rzecz jasna okazja dla Rosji do podporządkowywania sobie bliskiej zagranicy, tj. krajów byłego bloku sowieckiego, których interesy „stara unia” zajęta swoimi problemami może chętnie przehandlować za rosyjską „głastnost”, i w rewanżu za niepokorność stawania okoniem wobec planów i koncepcji państw starej Unii (głównie Niemiec i Francji).

Druga sprawa to fakt  że Islam chętnie (od lat) konfrontował się z chrześcijaństwem (zwłaszcza katolicyzmem), jako największym zagrożeniem cywilizacyjnym, kulturowym i ideowym dla siebie. Podobnie było w przypadku komunizmu i jego kulturowej nadbudówki – marksizmu. Obecna konfrontacja na miecze świata chrześcijańskiego z muzułmańskim jest więc wymarzoną pożywką i okazją do tego by skorzystał „ktoś” trzeci, czyli właśnie ateistyczna ideologia marksizmu, socjalizmu i komunizmu rodem z Rosji (a nie tylko „zgniłe” USA które oczywiście też zostały marksizmem zarażone). Być może obie siły nie współpracują dosłownie na papierze, ale cel niewątpliwie mają (nie)przypadkowo zbieżny. Do tego grona należy dorzucić zdecydowaną większość „elit” politycznych Europy, które również są skażone marksizmem i zachowują się co najmniej podejrzanie, bezkrytycznie promując multi-kulti i otwartość granic dla przybyszów, w całkowitym oderwaniu od realizmu narażając na szwank bezpieczeństwa narodów którym przewodzą.

Poza tym czy Rosja aby nie stara się budować wokół siebie koalicji państw z udziałem również muzułmańskich? Jak Iran – o który toczona jest nieustanna wojna dyplomatyczna z USA, czy Turcja – próbując ją wyciągnąć z zachodniej strefy wpływów poprzez uwiązanie gospodarcze w różnego rodzaju projekty ( Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii). Swoją drogą Turcja też ma swój udział i interesy w chaosie na bliskim wschodzie oraz w Europie. Dla Turcji B. al-Assad i Kurdowie to zagrożenia, a Państwo Islamskie to aktualnie dostępna odpowiedź na nie. W końcu to też kraj muzułmański, do tego o dużych ambicjach politycznych. Przecież Rosja nie robi tego w celu czysto towarzyskim, tudzież filantropijnym prawda? Czy nie ma i nie walczy (podobnie jak USA) o jak największe wpływy w krajach MUZUŁMAŃSKICH bliskiego wschodu? Czyż nie ruszyła zbrojnie na pomoc Syrii, by podobnie jak USA oficjalnie walczyć z terrorystami? Nie bądźmy aż tak nachalnie ślepi na konszachty Rosji ze światem muzułmańskim (owszem tylko w interesach, ale jednak). Wszak nawet w Afganistanie i Czeczenii znaleźć można przyjazne Rosji środowiska islamskie. To że USA w naturalny sposób „dba” o „swoich” islamistów szczując ich na Rosję, to rzecz normalna w warunkach kiedy oba mocarstwa ścierają się na tym samym terenie o wpływy. Więc tak jak rusofobiczny jest Islam pro amerykański, tak samo „uprzedzony” do USA jest Islam pro rosyjski 🙂 Dziwne pretensje jednej strony wobec drugiej można obecnie określić znanym powiedzeniem „Przyganiał kocioł garnkowi”… (Odys)

podobne: Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?) i to: Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową

Wprawdzie „cały świat” jest „wstrząśnięty” zamachami w Paryżu, do których zorganizowania przyznało się Państwo Islamskie, a których ofiarą padło już prawie 130 osób, zaś ponad 200 zostało rannych – ale jednocześnie wiele światowych, a nawet nader światowych osobistości starannie unika spostrzeżenia przyczyn, które nie tylko doprowadziły do muzułmańskiego radykalizmu, ale również – do przeniesienia wojny prowadzonej przeciwko Państwu Islamskiemu na teren państw, które wojnę tę próbują prowadzić. Warto tedy przypomnieć, że Państwo Islamskie pojawiło się w efekcie wtrącenia wielu krajów Środkowego i Bliskiego Wschodu w stan krwawego chaosu. Ten chaos wytworzył się w następstwie „operacji pokojowych” i „misji stabilizacyjnych”, oraz „walki o pokój” jakie przed 14 laty rozpoczęły tam Stany Zjednoczone z sojusznikami.

Przedziwnym zbiegiem okoliczności, większość krajów wtrąconych w stan krwawego chaosu była w przeszłości – mniejsza o to, czy słusznie, czy niesłusznie – postrzegana jako potencjalne zagrożenie dla Izraela. Bo na przykład Jordania, gdzie też rządzi tyran, żadnym chaosem ogarnięta nie została – no ale Jordania w 1994 roku podpisała z Izraelem traktat pokojowy. Ten stan krwawego chaosu stanowi z kolei przyczynę i pretekst dla nowej wędrówki ludów, w ramach której młodzi mężczyźni z tych krajów wędrują do Europy. Im więcej młodych, zdolnych do walki mężczyzn wyjedzie z Bliskiego i Środkowego Wschodu do Europy, tym mniejsze będzie potencjalne zagrożenie dla Izraela, chociaż tym większe – dla Europy…

…Warto tedy przypomnieć, że według wszystkich teoretyków wojny, przeniesienie działań wojennych na terytorium wroga jest ważnym, a może nawet najważniejszym czynnikiem sprzyjającym zwycięstwu. To z kolei kosztuje, ale Państwo Islamskie podobno nie cierpi na brak pieniędzy między innymi dzięki sprzedaży ropy naftowej po konkurencyjnych cenach, którą kupuje Izrael…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Ambicjonerzy przebudowują świat

podobne: Syria oskarża Izrael o naloty. Palestyński minister zabity. Protest Izraela przeciwko wszczęciu dochodzenia przez Trybunał Haski ws. ewentualnych zbrodni wojennych. oraz: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna?

„…Mamy ludzi, którzy potrafią zorganizować na pustyni wielkie państwo. Z systemem bankowym i sądowym. Ludzie ci nie mają problemu z wydobywaniem ropy naftowej i jej sprzedażą. Ludzie ci rozbijają się po pustyni nowiutkimi terenowymi Toyotami. Ale to nic w porównaniu z bogactwem sprzętu wojskowego jaki jest w ich dyspozycji. Transportery opancerzone czy karabiny maszynowe. To nie problem. Ponieważ te dzikusy są tak naprawdę bardzo zdolne.

Weźmy np. taki Iran. Wystarczy że zaczniesz handlować z Iranem i już znajdujesz się na czarnych listach wszelkich agencji wywiadowczych świata, które zaczynają śledzić każdy twój ruch. Możesz nawet z trafić do więzienia na dłuższy czas. Szczęśliwie jednak takich problemów nie mają zdolne dzikusy z IS. Ci co z nimi handlują nie trafiają do więzień. Chłopaki z IS potrafiły bowiem zadbać o to by CIA, Mosad czy MI6 nie ingerowały w te sprawy.

Ale to tak naprawdę małe piwko dla tak zdolnych ludzi jakimi są wyrwani z pustynnych lepianek arabscy fanatycy. Budowa własnego państwa na terenach graniczących z uzbrojoną po zęby Arabią Saudyjką. Czy też Turcją z własną silną, zaprawioną w bojach Armią. Albo i Iranem, któremu pacyfizm również jest dość obcy. To była łatwizna. Tacy ludzie potrzebują nowych wyzwań. Ogólnoświatowych! Czemu np. nie podłożyć bomby w jakimś samolocie lecącym z Egiptu? No w sumie można ale też jest łatwe.

Lepiej może zrobić coś bardziej spektakularnego? Na terenie wroga? To jest ciekawsze. Można dostać się na koncert i postrzelać do ludzi.
Jest to jakaś opcja tylko że dość powierzchowna i gwałtowna. Drastyczna choć widowiskowa. Niektórym młodym członkom IS może przypaść do gustu ale starzy wyjadacze wiedzą lepiej. I mieli lepsze plany.

No bo jeśli ktoś się bierze za tak poważne zadanie jak likwidacja chrześcijańskiej kultury, która jak się wydaje dysponuje pod każdym względem lepszymi argumentami (kasa, technika wojskowa itp.) to nie wygra się za pomocą strzelanin z kałacha. Tu potrzebne jest natchnienie samego Allaha! Tu trzeba mieć właściwy plan. Np. Można zacząć od likwidacji ostatnich większych skupisk chrześcijańskich w okolicy. Oraz, co ważniejsze! Od likwidacji islamskich mięczaków, których zbytnio urzekła kultura i tolerancja zgniłego Zachodu…

…Likwidacja nielicznych chrześcijan to jedno. Następnym logicznym etapem powinno być wysłanie misjonarzy by nawracali niewiernych! Ten słuszny plan szczęśliwie znów znalazł uznanie w oczach Allaha. Turcja zorganizowała podróż dla członków nowej krucjaty. Natomiast w samej Europie wielu niewiernych zrozumiało wagę i korzyści jakie niesie plan mędrców IS (z lepianek). Bo przecież np. taka kanclerz Niemiec. Potężna pani Merkel. To nie byle kto. Z jakiegoś kraiku w centrum Europy potrafi wydawać polecenia wszystkim. Czy to główny komisarz czy prezydent UE. Wszyscy tańczą jak ona zagra. Czy to mała Grecja czy wielka Rosja, nawet Putin nie śmie się sprzeciwić gdy Merkel rozdaje karty na Ukrainie…” (smieciu • naszeblogi.pl)

całość tu: Zamachy zorganizowało IS a kto zorganizował IS?

podobne: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki. oraz: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie.

„Ostatnia fala terroru w Paryżu, która kosztowała życie stu kilkudziesięciu przypadkowych ofiar, wstrząsnęła rozmiarem bezsensownego okrucieństwa w środku Europy. O ten dokładnie efekt mogło chodzić sponsorom zamachów, choć można mieć wątpliwości czy byli nimi bezpośredni sprawcy. Innymi słowy, mimo że jest za wcześnie aby wyciągać zbyt daleko idące konkluzje, skoordynowane zamachy islamskich ekstremistów w Paryżu noszą pewne cechy drobiazgowo planowanej prowokacji. Jej pierwszą fazą mógł być celowo stworzony kryzys wokół zalewu „uchodźców syryjskich” który skłóca i osłabia Europę, podsycając jednocześnie psychozę zagrożenia ze strony państwa islamskiego. Fazą  drugą mogła być kulminacja terroru w Paryżu,  przypisywanego już bezpośrednio ISIS. Prawdziwym zagrożeniem dla Europy nie jest jednak państwo islamskie ale anglo-syjonistyczny hegemon który je wykreował i uzbroił. I to on,  a nie ISIS, zaczął terror niesprowokowaną, nielegalną  agresją na suwerenne  państwo  Iraku…

Zamach „false flag” w Paryżu mógłby być próbą ponownego przejęcia inicjatywy i nową okazją do konfrontacji z Rosją. W końcu daje to NATO  wygodny pretekst do interwencji w Syrii, co przy obecności już tam kontyngentu rosyjskiego nie wróżyłoby zapewne niczego dobrego. Za takim motywem przemawiać może przebijający się w komunikatach ton „solidarności” z Francją jako państwem NATO zaatakowanym „nagle” przez terrorystów. Całkiem to podobne do carte blanche jaką naiwna Europa dała GW. Bushowi na fali „solidarności” po zamachach 9/11. Kto wie czy doświadczeni spece nie egzekwują po prostu po raz kolejny sprawdzonego już gdzie indziej scenariusza.

Przestraszone terrorem który zawitał do ich sąsiedztwa masy łatwo jest przekonać że grozi im czarny lud oraz że jedynym ratunkiem jest wojna w celu zapewnienia im bezpieczeństwa. Wtedy ogłosić można stan wyjątkowy, zamknąć granice, odwołać wybory (we Francji w grudniu), wepchać w gardło masom rozmaite „patriot acts” odbierające resztki swobód obywatelskich jakie im pozostały, a po neutralizacji potencjalnego sprzeciwu rozpocząć gdzieś nową burdę skoro hegemon tak nakazał…” (cynik9)

całość tu: Terroryści z paszportami

„…Trwający obecnie proces destabilizacji Bliskiego Wschodu i Afryki napędzany jest agresywną polityką USA, Izraela i państw sojuszniczych.

3) Tzw. Państwo Islamskie, czyli ISIS lub ISIL, jest formacją terrorystyczną dowodzoną między innymi przez wysokiej rangi agentów wywiadu oraz członków organizacji paramilitarnej Blackwaters, utworzoną na mocy porozumienia pomiędzy Izraelem, USA i Arabią Saudyjską, której celem jest obalenie reżimu prezydenta Syrii Bashara al-Assada, stworzenie pretekstu dla interwencji sił NATO w Syrii oraz napędzanie migracji natywnej ludności muzułmańskiej w pożądanych kierunkach – obecnie w kierunku Unii Eurejskiej.

4) Zasadniczym celem tzw. kryzysu uchodźców jest wprowadzenie w państwach europejskich szeroko pojętego chaosu opartego na poczuciu zagrożenia. Następnym krokiem będzie wprowadzenie rządowych rozwiązań zaostrzających środki bezpieczeństwa, kontrolę i monitoring. Ważnym następstwem praktyki migracyjnej jest pozbawienie ludności europejskiej „spójności narodowej i kulturowej” poprzez wykształcenie podatnego na manipulację i kontrolę społeczeństwa multikulturowego egzystującego bez poczucia jedności i woli walki.

5) Istnieje realne zagrożenie, iż wraz z falą uchodźców do Europy mogą przeniknąć bojownicy Państwa Islamskiego, celem realizacji zamierzonego planu destabilizacji krajów europejskich. Należy jednak podkreślić, iż wysokiej rangi bojownicy i przywódcy najprawdopodobniej przerzucani są tajnymi kanałami za porozumieniem wywiadów.

6) Uchodźcy to w dużej mierze osoby uciekające przed realnym zagrożeniem życia ze strony ISIS oraz zachodnich działań militarnych, potrzebujący pilnej pomocy humanitarnej i azylu.

7) Media mainstreamowe otwarcie wspierają politykę imigracyjną, umniejszając jednak wadze konieczności weryfikacji każdego z uchodźców oraz podjęcia odpowiednich środków prewencynych w przypadku naruszenia przez nich prawa. Potężną dezinformacją, jakiej się dopuszczają jest zupełne pomijanie powodów kryzysu imigracyjnego (patrz pkt 2 i 3).

8) Prawicowe media alternatywne również dopuszczają się karygodnych manipulacji i fałszerstw przedstawiając Islam w sposób generujący lęk i podziały. Przyczyniają się w ten sposób do zaostrzania konfliktów na tle religijnym, co w konsekwencji sprzyja ostatecznej agendzie. Również i tutaj powód migracji schodzi na dalszy plan, ustępując pola nienawiści i propagandzie antymuzułmańskiej.

9) Ludność muzułmańska jest manipulowana w równym stopniu co społeczeństwa zachodnie. Począwszy od przywódców ISIS, którzy cytując wersety Koranu mamią i werbują niewyedukowanych bojowników, poprzez charyzmatycznych demagogów pokroju Andżema Czołdary, aż po marionetkowe media, które z drugiej strony zgrabną narracją nagłaśniają straszliwość zbrodni Państwa Islamskiego oraz nieuchronność wprowadzenia Shariatu w państwach europejskich.

10) Prawdopodobnym ostatecznym celem całej agendy jest utworzenie państwa Wielki Izrael na terenach wyludnionych przez działania ISIS, oraz otwarte podporządkowanie multikulturowej i niezdolnej do sprzeciwu Europy.

Mamy zatem do czynienia z bardzo zaawansowaną manipulacją. Kryzys imigracyjny w Europie mógłby być łatwo zażegnany. Problem w tym, że faktyczne rozwiązanie go jest nie na rękę establiszmentowi USA i Europy Zachodniej…”

całość pod linkiem: http://mediumpubliczne.pl/2015/10/anonymous-do-polakow-o-uchodzcach/

podobne: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS. i to MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.

„…Cóż z tego, że muzułmanie powiedzą po raz kolejny: „To nie my”, lub „Islam to pokój”. Cóż z tego, kiedy za każdym razem, przed każdym zamachem, lub po rzezi chrześcijan, które są paradoksalnie mniej słyszalne medialnie, niż zamachy – prezentują postawę obojętności. Hasła, które od nich słyszymy motywuje, nie solidarność i miłość, lecz w niemałej części obawa o to, że gniew się na nich wyleje. Chronią tylko własną skórę. Tylko tyle. Czy ktoś bowiem słyszał o masowo działających muzułmańskich ruchach, które w imię miłości upominaliby swoich? Czy ktoś słyszał, by były aktywne w zapobieganiu terroryzmowi z pobudek religijnych? Zdaje się, że nie. Chlubne wyjątki w postaci polskich Tatarów nie zmienią reguły.

Poszczególni muzułmanie odezwą się znów po kolejnym ataku, bo nienawiści która pęcznieje obok nich, raczej nie zduszą w zarodku. Nie mają takiej woli. Bo albo, gdyby takie środowiska się odezwały, zostałyby zmasakrowane i odzywają się wyłącznie, gdy się o samych siebie boją, albo gorzej: mają wrażenie, iż są za słabi, więc trzeba chrześcijan uspokoić. Nie wiem jak jest, więc nie chcę oskarżać niewinnych, ale logiczne myślenie, które jest u każdego darem od Boga zobowiązuje do wzięcia pod uwagę każdej ewentualności. I bynajmniej nie neguje to miłości oraz dobrego podejścia do każdego bliźniego z muzułmanami włącznie. Nie ma się co oszukiwać, nie ma katolickiego terroryzmu na tle religijnym, czy chrześcijańskim w ogóle, a islamski owszem jest. I możemy się czarować, że nie każdy muzułmanin to terrorysta. Każdy z nich tworzy jednak las w swoim getcie, w którym terroryści mogą się schronić, a do którego policja boi się wjeżdżać...” (Aleksander Szycht)

całość tu: Autodestrukcja chrześcijaństwa na „Deonie”

podobne: Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów.

Niewtajemniczeni „muzułmanie” wierzą, iż islam faktycznie jest religią pokoju, tolerancji i miłości. Mają oni dobrą wolę, są pobożni, i szczerze wyznają zasady tolerancji i koegzystencji – innymi słowy, wielu z tych, którzy wierzą w pokojowy islam nie jest rozmyślnymi oszustami, a raczej sami są ofiarami islamskiego oszustwa. Ta nieświadoma grupa wiernych stanowi parasol ochronny dla prawdziwych muzułmanów, których celem jest dżihad, czyli święta wojna. W zależności od etapu ekspansji islamu, o czym napiszemy później, prawdziwi islamiści kłamią, twierdząc i wmawiając ludziom zachodu, że islam to pokojowa religia. O takim świadomym kłamstwie naucza sam Mahomet:

„Prorok powiedział „Wojna jest oszustwem”” (Sahih Al-Bujkhari vol 4,bk 52, Hadith 269)
„Apostoł rzekł (…) „kto pozbędzie się dla mnie Ibnula Asharafa?” Mahomet bin Maslama, brat Bani Abdul-Ashal’a powiedział: „Ja się nim zajmę dla ciebie, o Apostole Boży, ja go zabiję”. Apostoł rzekł: „więc zrób tak, jeśli możesz” (…) Powiedział: „O Apostole Boży, będziemy musieli skłamać”. Apostoł odparł: „Powiedzcie co chcecie, macie wolną rękę”” P367, „Sirat Rasul Allah”, Muhammad bin Ishaq, tłum. Alfred Guillaume (773 r. n.e.)

Islam dopuszcza kłamanie – są pewne sytuacje, gdy muzułmanin może kłamać, kiedy jest to akceptowane, a nawet zalecane. Nazywa się to „al-tagyyja”, co oznacza „zapobiegać”. Muzułmanin może więc kłamać, aby zapobiec szkodzie własnej, lub islamu, by ochronić własną religię:

„Prorok rzekł: „Przez Allaha i Jego wolę, jeśli złożę śluby, lecz później znajdę coś lepszego, zrobię to co jest lepsze, i odpokutuje moje śluby” (Sahih Al-Bukhari vol. 7, bk 67, Hadith 427).

Jak widzimy islam daje swoim wyznawcom możliwość kłamania bez zaciągnięcia grzechu. Jeśli zatem w chwili obecnej jestem pokojowym muzułmaninem, bez żadnego problemu natury moralnej czy teologicznej mogę zamienić się, jeśli uznam to za lepsze, w muzułmanina siłą nawracającego niewiernych.

Ezoteryzm islamski – trzy etapy dżihadu

W rzeczywistości każdy prawdziwy muzułmanin jest zobowiązany do prowadzenia świętej wojny przeciwko niewiernym — dżihadu. Istnieją trzy etapy prowadzenia dżihadu, w zależności od statusu muzułmanów w danym społeczeństwie.

Etap pierwszy to „podstępny dżihad”: gdy muzułmanie są w mniejszości w społeczeństwie i nie są w stanie prowadzić fizycznej/militarnej wojny z niewiernymi. To właśnie wtedy mają nakaz kłamać na temat tego czym islam jest, ich obowiązkiem jest głosić pokój oraz tolerancję — „żyj i pozwól żyć innym”. Kluczowym elementem pierwszego etapu dżihadu jest „takijja”, czyli ukrywanie prawdziwych zamiarów islamu, aby chronić wspólnotę muzułmańską. Muzułmanom nie wolno przyjaźnić się z niewiernymi, chyba, że są w mniejszości i czują się zagrożeni przez silnego przeciwnika — wtedy właśnie muzułmanom wolno udawać przyjaźń i są zobowiązani kłamać dla ochrony wspólnoty. Innym elementem pierwszego etapu jest „status ofiary” — muzułmanie stawiają się w roli prześladowanej mniejszości, której należy się ochrona prawna przed „islamofobami”.

Kolejny etap to „defensywny dżihad”. Gdy w społeczności jest wystarczająco dużo muzułmanów oraz zasobów, aby móc chronić muzułmańskie wspólnoty przed atakami, prześladowaniem lub krytyką wtedy muzułmanie są zobowiązani do defensywnego dżihadu, czyli walki z niewierzącymi, którzy są fizycznym lub intelektualnym „zagrożeniem dla islamu”. Przy czym zagrożeniem dla islamu w definicji muzułmanów może być np. mówienie prawdy o islamie, krytyka islamu przez niewiernych czy próby nawrócenia muzułmanów na inną religię. Na tym etapie prowadzenia wojny z niewiernymi muzułmanie mają nakaz aby odpowiedzieć na te rzekome „ataki” fizyczną przemocą i terroryzmem.

Ostatni, trzeci etap to „ofensywny dżihad”. Gdy muzułmanie są w większości, posiadają polityczną władzę w regionie oraz siłę militarną aby podporządkować sobie nie-muzułmańską ludność, zmuszają nie-muzułmanów do płacenia daniny (dżizji). Wolni im wtedy wypędzać nie-muzułmanów z ziem, na których żyli lub po prostu mordować ich i gwałcić ich kobiety, jeśli niewierni nie chcą przyjąć islamu — aby utrzymać w islamskiej nieskazitelności tereny, które są pod ich panowaniem:

„Zwalczajcie tych, którzy nie wierzą w Allacha i w Dzień Ostatni, którzy nie zakazują tego, co zakazał Allah, i jego posłaniec dopóki nie zapłacą dżizji własną ręką w pełnej uległości” (Sura 9:29).

Ostatecznym celem dżihadu jest doprowadzenie islamu do dominacji nad wszystkimi religiami i narodami.

„Będziecie z nimi walczyć, chyba że przyjmą islam” (Sura 48:16)…

…Ponieważ prawdziwa doktryna islamu jest dla chrześcijan nie do zaakceptowania stworzony został system kłamstw, które w oczach nieświadomych społeczeństw cywilizacji łacińskiej mają stworzyć fałszywy obraz islamu jako pokojowej religii po to, aby islam mógł bez przeszkód realizować swoje ukryte cele. System ten bazuje na anulowanych wersetach Koranu, które głoszą idee tolerancji religijnej, pokoju i miłości podczas gdy prawdziwym celem islamu jest podbój chrześcijańskiego świata, aby każdy niewierny wyznał, iż „nie ma boga nad Allaha a Mahomet jest jego prorokiem” – dokładnie tak, jak robił to sam Mahomet:

„Apostoł Allaha rzekł: „Otrzymałem rozkaz od Allaha by walczyć z ludźmi dotąd, aż powiedzą: „Nikt nie może być czczony oprócz Allaha” (Sahih Al-Bukhari Vol 4, Book 52, Hadith 196).”

całość tu: Islam – religia ojca kłamstwa

polecam również ciekawy wykład: „Mahomet był zwiastunem Lutra? Chociaż na pozór taka teza wydaje się przesadnie odważna, to związki protestantyzmu i islamu zauważył już profesor Plinio Correa de Oliveira. Co więcej, brazylijski myśliciel katolicki już wiele lat temu prognozował ekspansję islamu na teren Europy. Zwrócił także uwagę na rewolucyjny charakter islamu.”  Islam – ideologia rewolucji.

podobne: Czekając na barbarzyńców czyli o tym jak góra przyszła do Mahometa po trupach „żartownisiów”. oraz: Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan. Przyjmowanie uchodźców dobrowolne (UE potroi środki na walkę z nielegalną imigracją). Polska znowu oskarżana o kolaborację z nazistami przy holokauście Żydów.

„…Z badań Pew Research Center wynika, iż większość społeczności islamskiej w Stanach Zjednoczonych odrzuca ekstremistyczne metody rozwiązywania konfliktów politycznych i religijnych. Zdaniem 21% badanych muzułmanów ekstremiści cieszą się jednak większym lub mniejszym poparciem współwyznawców i choć istnieją organizacje muzułmańskie zdecydowanie potępiające terroryzm, blisko połowa mahometan uważa, iż ich przywódcy nie robią w tym zakresie wystarczająco dużo

…Niedawno ktoś ze znajomych przesłał mi krążący w sieci elektronicznej tekst. Autor, który dwadzieścia lat spędził rzekomo w Arabii Saudyjskiej, postawił w nim retoryczne pytanie, czy naśladowcy Mahometa mogą być dobrymi Amerykanami bądź Kanadyjczykami. Kwestię rozważył krótko w dziesięciu aspektach: teologicznym, religijnym, biblijnym, geograficznym, społecznym, politycznym, rodzinnym, intelektualnym, filozoficznym i duchowym. Z całkiem logicznie zbudowanego wywodu wynikało, że w żadnym z aspektów nie da się pogodzić wiary opartej o Koran i pięć filarów islamu z wartościami stanowiącymi podstawę cywilizacji amerykańskiej. W samej rzeczy, systemy aksjologiczne generowane przez obie cywilizacje są tak odległe, że nawet zdawałoby się tożsame pojęcia zawierają w sobie coś odmiennego. Chrześcijanina, który otworzy islamską stronę eDialogue (https://edialogue.org), ogarnie zapewne zdumienie, gdy uświadomi sobie, że chodzi wyłącznie o dialog ułatwiający przejście na islam. Gwoli ścisłości należałoby tylko dodać, że środowisk muzułmańskich bynajmniej nie omijają procesy sekularyzacji. Dla części zasiedziałych przybyszów z krajów arabskich islam jest po prostu bardziej tradycją kulturalną niż religią….

…podczas wyborów do rady miejskiej Hamtramck przeprowadzonych 3 listopada b.r. wyznawcy islamu uzyskali większość. (…) Na wideo, do którego portal odsyła, radny Ibrahim Algahim mówi wyraźnie adresując słowa do współwyznawców: Today, we showed the Polish and everybody else that we are united (dziś pokazaliśmy Polakom i wszystkim innym, że jesteśmy zjednoczeni). Zdanie warte refleksji. Dowodzi ono, iż muzułmanie wcale nie muszą sięgać po terroryzm. Drogę do zwycięstwa toruje im polityka chrześcijańskiej większości.

Po zamachach

Nie trzeba być marksizującym lewakiem, by rozumieć, że kluczem do ekspansji islamu jest chęć zmiany na lepsze warunków życia wielu muzułmanów, ale też uznanie czynników ekonomicznych za pierwszą przyczynę dzisiejszego kryzysu w niczym nie zmienia faktu, że to lewacki fanatyzm i utopia multikulturowości sprawiły, iż terroryzm rozprzestrzenia się dziś bez większych przeszkód. Można być otwartym na inną kulturę i tolerować religię łączącą innych, jeśli ich odmienność nie podważa fundamentów naszej egzystencji i systemu wyznawanych wartości. Żywe w licznych odłamach islamu przekonanie, że w imię Allaha należy prowadzić świętą wojnę, niweczy na dobrą sprawę wszelkie wysiłki na rzecz pokojowego rozwiązania kryzysu. Toteż największym według mnie problemem dnia dzisiejszego jest zaślepienie władz Unii Europejskiej i środowisk, które nie chcą dostrzec, iż „pokojowo” nastawiona muzułmańska większość nie odcina się od radykalnych imamów i nie robi nic, by falę terroryzmu powstrzymać.

Nowo wybrane polskie władze stają dziś przed alternatywą. Albo będą respektować niefortunne zobowiązania rządu Ewy Kopacz w sprawie przyjęcia „uchodźców”, albo też pokierują się względami bezpieczeństwa narodowego i gruntownie zrewidują wcześniejsze zobowiązania. Ostatnie wypowiedzi Witolda Waszczykowskiego, Konrada Szymańskiego i Antoniego Macierewicza zdają się świadczyć, że bardziej prawdopodobne i godne poparcia jest to drugie. Stanowisko takie nie musi oczywiście oznaczać całkowitego wykluczenia muzułmanów z grupy imigrantów, na których przyjęcie Polska będzie kiedyś gotowa. Priorytetem powinien tu być po prostu interes narodowy, a więc sprawy tak oczywiste, jak choćby sprowadzenie w pierwszej kolejności repatriantów zza wschodniej granicy i chrześcijan z Bliskiego Wschodu. Warto przy tym zdać sobie sprawę z jednego. Jeśli kiedyś dojdzie do całkowicie bezpiecznego przyjęcia pewnej liczby uchodźców, o tym, jak ostatecznie ułożą się stosunki z nowo przybyłymi, nie będzie decydować żadna partia polityczna, lecz polscy obywatele – katoliccy sąsiedzi przybyszów.(Tadeusz Witkowski)

całość tu: ISLAM ODSŁANIA TWARZ

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi? oraz:  „Islamizacja Europy” kontra „tchórzliwa brutalność” czyli „Problem, Reaction, Solution!”  i to: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym.

Uporządkujmy doznania (jak mawia klasyk)…Bo znajomość ideologii to jedno (wiedza taka jak inne) ale prawidłowe reagowanie na nią to drugie i znacznie ważniejsze.

Jest jakaś banda drapichrustów nazywająca się „Państwem Islamskim”, która nie spadła z księżyca i choć posługuje się Islamem (Jihad), to widać ewidentnie że działa pod czyimś (również zachodnim) dość zamożnym i wpływowym auspicjum, bo ani broń, ani sprzęt wojskowy nie rosną na pustyni gdzie „raptem” się pokazali radykałowie. I istnieje terroryzm (który istniał od zawsze – co nie znaczy że mamy się z tym pogodzić i traktować jako stan pewnej „normy”) więc może najwyższy czas zastanowić się nad tym skąd i DLACZEGO się wziął. Co jest jego główną siłą napędową? Czym się kierują ludzie gotowi ponieść śmierć w imię wywołania w innych strachu? Czy naprawdę o to im chodzi? „Głupie” ISIS postanowiło raptem zdenerwować wszystkich wokół żeby co? Żeby ściągnąć na siebie armie całego świata zachodu? Skąd się w ogóle bierze pomysł prowadzenia w ten sposób wojen. Polecam materiał, który można skonkludować – WSZYSTKIE rządy które prowadzą wojny są zainteresowane istnieniem tego zjawiska (każdy oczywiście we własnym interesie)… (Odys)

Trader21 – Drugie dno ataków terrorystycznych

Franciszek Kulon - Biznes

Franciszek Kulon – Biznes

„Media głównego nurtu skupiają się na samych atakach, co my w zasadzie pominęliśmy. Skupiliśmy się natomiast na grupach interesu stojących za ISIS. Dużo uwagi poświęciliśmy formowaniu się grupy oraz kwestii jej finansowania. Bez poparcia potężnych grup interesu organizacja, o której jeszcze dwa lata temu nikt nie słyszał nagle stała się najpotężniejszą grupą terrorystyczną na świecie.

Tego typu organizacje nie biorą się znikąd. Są one wyłącznie narzędziem umożliwiającym realizacje konkretnych celów. Nie jest to zresztą jakiś ewenement. Ataki terrorystyczne w 90% przypadków mają za zadanie wprowadzenie społeczeństwa w fazę strachu aby zyskać społeczne poparcie dla realizacji wyznaczonych działań.

Aby ułatwić zrozumienie obecnej schematu odnieśliśmy się do podobnych ataków w przeszłości jak chociażby operacja Gladio czy ataki w Moskwie organizowane przez FSB, służące za uzasadnienie dla inwazji w Czeczenii.” 

…Twory takie jak „Państwo Islamskie” można (by było) w miarę szybko i skutecznie niszczyć nie koniecznie wysyłając wojsko (od czego rządy mają służby specjalne?) bo wiadomo gdzie się znajduje fizycznie i terytorialnie. Celowo napisałem niszczyć a nie zniszczyć, bo ZAWSZE takie grupy będą powstawały jeśli „ktoś” wpływowy i bogaty postanowi w ten sposób prowadzić politykę  – i to jest główny problem, bo jak pokazuje praktyka (a raczej jej brak) nie po to one powstają by zostać zniszczone od razu, ale dopiero po tym jak spełnią swoją misję (w myśl hasła: „stwórz problemy a potem zaproponuj ich rozwiązanie” o czym więcej tu: 10 chwytów ciemnych typów…). Jest to „nowy” wymiar terroryzmu na znacznie wyższym (zbrodniczo) poziomie od tego, do jakiego świat zdążył się przyzwyczaić. Jego źródłem nie jest fanatyzm religijny czy ideowy jakiejś bandy brodatych ekstremistów (jest to najwyżej pretekst i narzędzie), ale POLITYCZNY CEL państw prowadzących politykę imperialną (ekspansjonistyczną), by sankcjonować w ten sposób swoje działania poza granicami, dla własnych zbrodniczych celów.

Z terroryzmem jako takim natomiast nie da się wygrać militarnie. Jest to bowiem idea i taktyka prowadzenia działań (odwetowych, wyzwoleńczych, prowokacji), a więc sposób realizacji pewnej polityki czy misji. Więc bez ustalenia PRAWDZIWEGO źródła danej „akcji terrorystycznej” i jego likwidacji nie da się terroryzmu pokonać (tudzież osłabić). Z pewnością nie zmniejszy go ani nie zlikwiduje jakaś akcja militarna, a już na pewno nie „prewencyjne” i na ślepo przeprowadzone czystki wśród muzułmanów żyjących w Europie (czy gdziekolwiek indziej), albo masakra imigrantów. To nam nie zapewni ani pokoju ani bezpieczeństwa. Raczej wywoła ogólnoświatowy problem z „Islamem” tam gdzie go jeszcze nie ma, napędzając terroryzm – który jeśli go potraktować jako ideologię „mścicieli” (nawet religijnych), można określić jako odwet za ingerencję zachodu w krajach muzułmańskich. Wystarczy więc skończyć z destabilizacją i niszczeniem krajów bliskiego wschodu poprzez mieszanie się w ich wewnętrzne sprawy, za pomocą okupacji w ramach „interwencji zbrojnych”. Terroryzm powstały na gruncie radykalizmu należałoby niszczyć:

Raz – uderzając w sposób stanowczy w konkretnych sprawców chaosu i terroru, za pomocą służb specjalnych – fizycznie eliminując przywódców danego ruchu. Nie dając się opanować histerii jaka nas zalewa z nachalnej i prostackiej propagandy nawołującej do wojny nie wiadomo w zasadzie z kim. Efektem tego typu propagandy będzie bowiem tylko wzrost napięcia, strachu i niepewności, a w końcu wybuch niekontrolowanej agresji wśród spokojnych dotychczas ludzi. Myślę że nie na tym powinno teraz zależeć lokalnym rządom i środowiskom nacjonalistycznym.

Dwa – powinno się dążyć do unormowania i uporządkowaniu spraw związanych z falą imigracji, bez rozszerzania skali problemu na „rodzimych” muzułmanów którzy w Europie żyją od lat niemal całkowicie zasymilowani a Islam wyznający od święta, bardziej jako pewną kulturową tradycję niż religię z jej nakazami (zwłaszcza tymi o „nawracaniu niewiernych siłą”). Powinno się w pierwszej kolejności uszczelnić granice, a następnie odsiać ziarna od plew, tj. deportować zdecydowaną większość czyli tzw. imigrantów zarobkowych tam skąd przybyli.

Trzy – należałoby zmusić rządy żeby zaprzestały wysyłać ekspedycje wojskowe w ramach misji destabilizacyjnych do krajów muzułmańskich, bo to jest właśnie główna przyczyna (a przynajmniej pretekst) eksodusu ludności z tych krajów oraz w ogóle terroryzmu (jako ruchu oporu, walki z najeźdźcą z zachodu – krzyżowcami).

Owszem należy informować obywateli o tym czym jest Islam, i jakie potencjalne niebezpieczeństwa z tej ideologii wynikają. Każdy obywatel powinien być czujny i krytyczny, ale też i obiektywny wobec wszelkich przejawów wrogiej aktywności obcych kulturowo środowisk i jednostek. Władze zaś nie powinny takich świadomych obywateli traktować jak ksenofobów czy rasistów strasząc konsekwencjami za naruszenie pseudo „tolerancji” czy „równości”. Tymczasem można odnieść wrażanie że rządy niektórych krajów urządziły swoim obywatelom istny kołchoz, po to by mniejszości żyły kosztem praw i wolności rodowitych obywateli. To jest niedopuszczalna sytuacja i bezprawne wręcz zachwianie proporcji między prawem autochtonów do czucia się panem we własnym domu, a obowiązkiem przybyszów do zachowywania się jak gość. Co innego jest jednak mówić o wersach z Koranu i informować ludzi o tym czym jest ta religia dla fanatyków pokroju Państwo Islamskie (które jeśli rzeczywiście jest instrumentem w czyichś rękach, to i jego Islam jest używany instrumentalnie), a co innego jest skazywać na wygnanie lub śmierć (ad hoc za grzechy fanatycznej póki co mniejszości) tych muzułmanów, którzy żyją pokojowo w Europie od lat niemal zasymilowani z naszym stylem życia, a muzułmanami są wyłącznie od święta.

Jeśli ktoś twierdzi że już jesteśmy w fazie wojny to ja się pytam czemu w takim razie muzułmanie mieszkający w Europie nie przyłączają się masowo do przybywających właśnie do Europy swoich „braci w wierze” skoro jest to podobno ewidentny najazd Islamu. Czemu nie reagują masowo na hasło dżihadu (to chyba do czegoś zobowiązuje – chyba że nie więc skąd ta histeria) i nie walczą z nami na ulicach. Ktoś powie że jest ich przecież za mało żeby nam wypowiedzieć oficjalnie wojnę, więc po prostu czekają. No i właśnie! Dochodzimy moim zdaniem do głównego problemu, którym nie jest siła Islamu (czy w Europie czy na świecie) a nasza (cywilizacji białego człowieka) słabość!

Cztery – może powinniśmy zrobić coś, żeby to nas było więcej i żebyśmy mieli we własnym kraju coś więcej do powiedzenia jak „równość”, „tolerancja” i „prawa mniejszości” które to hasła stały się celem samym w sobie dla elit politycznych krajów tzw. Europy zachodniej. Polityka przywracania prawidłowych proporcji nie musi wcale polegać na masowej deportacji czy rzezi niewiniątek. Wystarczy postawić tamę imigracji i mieć oko na panoszące się w Europie ośrodki tych muzułmanów które pokrzykują o prawie szariatu i innych wynalazkach. Wystarczy ukrócić stanowczo ich zapędy – kto świruje tego w kaftan i odesłać. Wzrost siły mniejszości etnicznych to rzeczywiście zjawisko niebezpieczne, ale wystarczy nie pomagać temu procesowi a mniejszość zacznie w końcu funkcjonować jak mniejszość. Jednocześnie nie wolno dać się podpuszczać aktom terroru, ani poddawać fali strachu czy chęci odwetu. Incydentalne wzajemne akty agresji mogą się bowiem zamienić w trudną do opanowania falę prześladowań, by na końcu doprowadzić do powszechnej i totalnej wojny muzułmanów z europejczykami. Należy zadbać przede wszystkim o wzrost własnej siły narodowej, kulturowej i religijnej. Bo Islam (zwłaszcza jego radykalne odłamy) zawsze się z nami (zachodem) konfrontował, tylko że my do tej pory potrafiliśmy go ujarzmić i pokonać. Uważam że główny problem jaki mamy w Europie to zwijanie się narodów, cywilizacji (łacińskiej) oraz brak odwagi do obrony tego świata i tradycji (również religijnej) w naszych krajach i społecznościach… (Odys)

„…Cywilizacja jest czymś większym niż tylko zbiorem zasad. Jest — przede wszystkim — naszą wspólną sprawą. (…) Pamiętaliśmy o tym podczas zimnej wojny, chcąc uwolnić narody tłamszone przez Związek Sowiecki i broniąc naszej wolności i demokracji przed zagrożeniem ze strony ateistycznego, komunistycznego totalitaryzmu.

Z tamtych wielkich idei pozostały dziś jedynie okruchy. (…) Bardziej cenimy sobie nasze przestrzenie bezpieczeństwa niż naszą umiejętność wygrywania sporów. Postmodernistyczne idee, mówiące nam, że prawda jest względna, a moralność jest społecznym konstruktem, ograniczają naszą zdolność do powiedzenia w przekonujący sposób, że to my mamy rację i że to nasza sprawa jest słuszna. I że to nasza cywilizacja jest lepsza, uczciwsza i sprawiedliwsza niż cokolwiek stworzonego przez samowzmacniającą się brutalność dżihadystów albo przez urażoną pompatyczność Rosji lub Chin”.

Utopia relatywizmu powoduje rozmycie podstawowych pojęć, w tym również pojęć przyjaciela i wroga. Widać to wyraźnie, gdy obserwujemy, jak dyżurni intelektualiści wiją się przed telewizyjnymi kamerami po paryskich zamachach, próbując brutalnym i krwawym faktom przeciwstawić opowiadaną od lat mrzonkę o możliwym szczęściu całej ludzkości. Co za naiwność. Cała ludzkość nigdy nie będzie szczęśliwa, nigdy nie będzie żyła w pokoju, raj na ziemi nie jest i nigdy nie będzie możliwy, a skażona natura ludzka sprawia, że ludzie zawsze będą wyrzynać się nawzajem. Owszem, chrześcijaństwo uczy, aby miłować nieprzyjaciół swoich, ale zanim zacznie się ich miłować, trzeba najpierw umieć odróżnić ich od przyjaciół. A tymczasem w Europie słowo „wróg” już dawno trafiło do indeksu słów zakazanych, podobnie jak inne słowo, „grzech”, którego wypowiedzenie w debacie publicznej automatycznie sprawia, że trafiasz do szufladki z napisem „prawicowy oszołom”…” (Przemysław Piętak)

całość tu: Wszystko co najważniejsze – Trzy kolory czerwony

Krótko – to nie siła i agresja przeciwnika jest problemem (bo tak już jest z przeciwnikiem) a nasza słabość. Histeryczny hejt wobec tego co obce tego trendu nie odwróci, a tylko nakręci spiralę strachu i nienawiści aż dojdzie do konfrontacji na której jak zwykle wygra/zarobi „ktoś” trzeci. Powinniśmy się skupić na rozwoju (i obronie) naszej cywilizacji, zamiast w głupi i bezproduktywny sposób (tracąc siły i środki a zyskując wrogość) ingerować w obce światy, siejąc zamęt i wojnę w dalekich krajach, a potem się dziwić exodusowi tamtejszej ludności na nasze tereny. Co innego działanie w samoobronie, ale tu też zamiast pyskówki i rasizmu najlepsze byłoby po prostu działanie zgodnie z mechanizmem prostego i uczciwego prawa, a mianowicie – drogi gościu muzułmańskiego wyznania! Albo będziesz się zachowywał jak gość albo wy…jedź tam skąd przyjechałeś. Tyle że do tego rodzaju racjonalnej polityki trzeba odpowiednich u władzy ludzi, tymczasem sami sobie zaciskamy pętle na szyję wybierając niekompetentnych (żeby nie powiedzieć psychopatów)…(Odys)

podobne: USA – Rosja – Syria – Izrael – Palestyna. oraz: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

„…Benedykt XVI odpowiadając na pytanie Seewalda o powody umocnienia się pozycji islamu na całym świecie sformułował następującą diagnozę. Wyznawcy islamu widząc kryzys moralny Zachodu, jego głębokie sprzeczności i wewnętrzną bezradność myślą: kraje zachodnie nie mogą już głosić swego przesłania moralnego; religia chrześcijańska spasowała – właściwie już nie istnieje; chrześcijanie nie mają już żadnej etyki, ani wiary; nasza tożsamość jest czymś lepszym, nasza religia utrzymuje swój status; mamy przesłanie moralne, którego niezłomnie się trzymamy od czasów Proroka, i powiemy światu, jak można żyć. Słowem, odkąd islam zaczął uważać się za religię bardziej żywotną od chrześcijaństwa i za religię przyszłości, u muzułmanów pojawiło się nowe poczucie dumy, która jest źródłem ich siły. Chrześcijanie będą się musieli z tą siłą islamu zmierzyć – ostrzegał Papież.

Dialog z islamem, wskazywał Benedykt XVI, jest trudny, gdyż wobec braku jednoczącej instancji, musi się odbywać zawsze z jego konkretnymi odłamami. „Nikt nie może wypowiadać się w imieniu całego islamu – nie ma czegoś takiego jak wspólnie uregulowana przez wszystkie odłamy ortodoksja” – tłumaczył Papież. Oprócz głównego podziału na sunnitów i szyitów, islam ukazuje różnorakie warianty, wśród których jest niestety – islam ekstremistyczny, terrorystyczny.

W książce „Wiara. Prawda. Tolerancja. Chrześcijaństwo a religie świata” kardynał Joseph Ratzinger ostrzegał, że również religie, którym nie można odmówić wielkości moralnej i dążenia do prawdy, mogą na niektórych odcinkach „zachorować”. Według Papieża islamowi grozi niebezpieczeństwo utraty równowagi, stwarzanie okazji do przemocy oraz zgody na to, by religia przeszła na poziom zachowań czysto zewnętrznych i rytualnych. Benedykt XVI zastanawiał się też nad przyczynami „erupcji” islamu we współczesnym świecie i udzielił odpowiedzi niejako antycypującej swój ratyzboński wykład. Czy przypadkiem nie mamy tu bowiem do czynienia z patologicznym usamodzielnieniem się uczuć? Ich hipertrofią kosztem rozumu? A przecież rozum i wiara powinny się wzajemnie umacniać, ponieważ „rozum oczyszcza i porządkuje religię, a objawienie i wiara wyzwalają cały potencjał rozumu” (zob. „Wiara i rozum odrzucają przemoc i totalitaryzm”, przemówienie podczas spotkania z przedstawicielami wspólnoty muzułmańskiej, 19.03.2009 r.). Prawdziwa religia musi zatem wyrzec się wszelkich form przemocy, zarówno ze względu na zasady wiary, jak i prawego rozumu.

Potępiamy religijny fundamentalizm, który inspiruje terroryzm, ale na antyreligijny fanatyzm często jesteśmy obojętni. Tymczasem, chrześcijanie, o co apelował Benedykt XVI, wszelkim formom wrogości wobec religii ograniczającym ich publiczną rolę w życiu obywatelskim i politycznym, powinni się przeciwstawiać (zob. Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2011 r., 8). Nie możemy pozwolić, aby w imię źle rozumianej tolerancji religia chrześcijańska była ograniczana do sfery prywatnej i wykluczana ze sfery publicznej, która rzekomo powinna stać się sferą neutralną światopoglądowo (wyrazem takiej postawy są słowa Ewy Kopacz z 23.06.2008 r. o zostawianiu własnych przekonań „w przedpokoju urzędu, który obejmujemy”). Byłby to zamach na prawo do wolności religijnej. Promowanie przez rządzących indyferentyzmu religijnego lub ateizmu praktycznego pozbawia obywateli siły moralnej i duchowej (zob. Caritas in veritate, 29), a bez niej wobec erupcji islamu będziemy bezbronni.” (Agnieszka Kanclerska • wpolityce.pl)

całość tu: Benedykta XVI głos rozsądku o islamie

„…Każdy rząd ma obowiązek obrony swoich obywateli. I to jest najważniejsza sprawa. Mam nadzieję, że rząd Beaty Szydło wywiąże się z tego zadania. Kwoty przyjęcia pierwszych uchodźców zostały już ustalone przez rząd Ewy Kopacz. Teraz trzeba pogłówkować nad tym, w jaki sposób anulować te zobowiązania.

Zapewnienia, że każdego przybysza z Bliskiego Wschodu będzie się drobiazgowo prześwietlać, mogą dziś uspokoić chyba tylko ociężałego umysłowo. Francuskie służby uważane są za jedne z najskuteczniejszych w Europie i jakoś nie mogły zapobiec tragedii.

Ręce opadają, gdy słyszy się ten sam co zawsze jazgot przywódców UE. Jakiej trzeba hekatomby, aby ludzie pokroju Martina Schulza przejrzeli na oczy. Wypowiedzi takie, że uchodźcy uciekają właśnie przed takimi terrorystami, jak ci sprawcy zamachów paryskich i konstatacja, że kto oskarża uchodźców, czyni z ofiar sprawców, budzą zdumienie. Przy zwłokach jednego z zamachowców znaleziono paszport syryjski i dokument, że wszedł do Europy przez Grecję z falą emigrantów. Ile razy trzeba powtarzać, że nie sposób jest wyłowić z tak olbrzymiej masy emigrantów ludzi opętanych terroryzmem. Wiadomo, że nie każdy uchodźca to morderca. Są wśród nich uczciwi, spokojni ludzie, szukający schronienia przed falą przemocy. Niestety w takich sytuacjach odium spada na każdego z nich. Nie czujemy się bezpiecznie w ich obecności. A winą za to nie można obarczać Europejczyków, ale terrorystów, którzy niepostrzeżenie wślizgują się w grupy swoich rodaków…” (Iwona Galińska)

całość tu: Kukułcze jajo podrzucone przez rząd PO

„W sprawie tzw. imigrantów rzecz wygląda prosto – mamy prawo domagać się od nowego rządu uwzględnienia głosu Polaków i zdecydowanego sprzeciwu wobec dyktatu Berlina.
Bełkotliwe wypowiedzi polityków PiS są kompromitujące i świadczą, że wcześniejsze deklaracje należy traktować jako tanią demagogię.
Wyjątkowo fałszywie brzmią zapowiedzi „dokładnego sprawdzania” imigrantów przez służby III RP. Mowa o tych samych służbach, które dopuściły do zamachu smoleńskiego, które współpracowały z kremlowskimi bandytami i od ponad ćwierćwiecza wystawiają Polskę na pośmiewisko. Dziś – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki służby te miałyby chronić Polaków.
Ponieważ partia pana Kaczyńskiego stanowi integralną część systemu III RP, nie będę zaskoczony, jeśli bez szemrania przyjmie dyktat Merkel w sprawie „relokacji imigrantów”. Mam tylko słabą nadzieję, że mimo przemilczenia takiej decyzji przez „wolne media”, wyborcy dostrzegą rzeczywistą postawę polityków PiS.” (Aleksander Ścios)

„…Warto przy okazji tematu przypomnieć fakt, że Prawo i Sprawiedliwość ratyfikowało Traktat Lizboński, który to ma kontrowersyjne zapisy: „art.78 TFUE: W przypadku gdy jedno lub więcej Państw Członkowskich znajdzie się w nadzwyczajnej sytuacji charakteryzującej się nagłym napływem obywateli państw trzecich, Rada, na wniosek Komisji, może przyjąć środki tymczasowe na korzyść zainteresowanego Państwa lub Państw Członkowskich„, „art 79.1 TFUE: Unia rozwija wspólną politykę imigracyjną mającą na celu zapewnienie, na każdym etapie, skutecznego zarządzania przepływami migracyjnymi” oraz art. 80 TFUE „polityki Unii dotyczące kontroli granicznej, azylu i imigracji oraz ich wprowadzanie w życie podlegają zasadzie solidarności i sprawiedliwego podziału odpowiedzialności między państwami członkowskimi, a akty Unii przyjęte w tej dziedzinie zawierają odpowiednie środki w celu zastosowania tej zasady”.

Chrześcijańskie miłosierdzie nakazuje pomagać, dlatego chcę pomóc mojemu narodowi, poprzez poparcie wyeliminowania do zera ryzyka masakr na wzór tej z piątkowego Paryża.

Warto przywołać w pamięci to, że była Premier poparła przydział kwot pomimo tego, że: Unia nie ma prawa do podejmowania decyzji o kwotach imigrantów przydzielanych do poszczególnych państw (parlament węgierski niedługo będzie się mógł sądzić z UE, więc może poruszy ten temat), gdyż jest zobowiązana do respektowania zapisów Konwencji Genewskiej, która to mówi, że uchodźcą jest się w pierwszym bezpiecznym państwie, do którego się „uszło” przed zagrożeniami ze swojego kraju. Imigrantem staje się człowiek, który z tego pierwszego państwa migruje do kolejnego w poszukiwaniu warunków lepszego życia.

Na pewno nie mamy się co dziwić, że interes narodowy jest obecnie mniej ważny niż postanowienia UE, skoro ratyfikowany został Traktat Lizboński…” (Martyna Lichacz)

całość tu: MEMENTO MORI EUROPO.

Franciszek C. Kulon - Co jeszcze zepsuć

Franciszek C. Kulon – Co jeszcze zepsuć

Jest czas egipskich plag.
Wojen fałszywych flag.
Sankcja i komitywa.
Wrogowie skryci w tle,
a cele nie są te,
gdzie wojna się rozgrywa.

Są boje niewidoczne.
Projekty tajne, mroczne,
a śmierć wciąż zbiera żniwa.
Są kłamstwa w polityce.
Rozerwane granice.
Uchodźców wciąż przybywa.

Jest czas bitew medialnych.
Prawdziwych – nierealnych.
Jest wielkie mózgów pranie.
Zamachy i uniki.
Iskrzą biegunów styki.
Króluje zakłamanie.

Są bitwy gabinetów.
Tajemnic i sekretów
na wielu szczytach świata.
Świat. Rosja. Ameryka.
Zapalnik, który tyka.
Jest wina. Jest zapłata.

Jaką to drogą pójdzie,
gdy zagubieni ludzie,
pozmieniali słowa
sprzeciwu i pacierza?
Dokąd to wszystko zmierza?
Przed jutrem się nie schowasz!

Marek Gajowniczek: „Przed jutrem się nie schowasz!”

Reklamy

Polska: ćwiczenia z udziałem „Patriotów”, manewry w rejonie Bałtyku, program Wisła (przeciwrakietowy parasol za kilka lat). Rosja: odpowiedź na zbrojenia Polski (Czy Polsce grozi agresja?) Wypowiedzenie traktatu o siłach konwencjonalnych. Broń nuklearna na Krymie? Ćwiczenia pod Stawropolem. Miller o armii europejskiej. Ukraina: Poroszenko o stratach i nowej granicy, pomoc wojskowa z USA. Irak: armia odbija Tikrit


1. Pod koniec marca polsko-amerykańskie ćwiczenia z udziałem „Patriotów”USA zaczynają przysyłać żołnierzy na manewry w rejonie Bałtyku.

06.03.2015 (IAR) – Pod koniec marca odbędą się wspólne, polsko-amerykańskie ćwiczenia wojskowe w zakresie obrony przeciwlotniczej. Zostanie w nich wykorzystany słynny amerykański system rakietowy „Patriot”.

Jak powiedział IAR komandor Janusz Walczak z Ministerstwa Obrony Narodowej, będą to duże i bardzo ważne manewry o charakterze szkoleniowym, realizowane w ramach operacji wzmacniania wschodniej flanki NATO. Weźmie w nich udział 100 amerykańskich żołnierzy i ponad 30 pojazdów.

Janusz Walczak przypomniał, że ćwiczenia z udziałem amerykańskich żołnierzy odbywają się od dłuższego czasu, ale te, zaplanowane na koniec marca będą wyjątkowe. To właśnie ze względu na wykorzystanie systemu „Patriot”, które są bronią – jak to określił rozmówca IAR- „wyższego poziomu” niż piechota czy spadochroniarze.

Janusz Walczak nie zdradził jednak, na którym poligonie odbędą się te ćwiczenia. Wiadomo jedynie, że potrwają one od kilku do kilkunastu dni.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/md/dyd

09.03.2015 (IAR) – Do krajów bałtyckich zaczynają przybywać pierwsi z trzech tysięcy amerykańskich żołnierzy, którzy mają uczestniczyć w międzynarodowych manewrach – podał Pentagon. W ćwiczeniach w ramach wielkiej operacji „Atlantic Resolve” wezmą udział wojska NATO, w tym oddziały z Polski. Jednym z celów manewrów jest pokazanie Litwie, Łotwie i Estonii, że w razie nieprzyjaznych działań ze strony Rosji nie będą osamotnione.

W ćwiczeniach z polską armią, które odbędą się w naszym kraju po koniec marca, weźmie udział stu amerykańskich żołnierzy. Ich głównym celem będzie przećwiczenie obrony przeciwlotniczej. Będzie to także okazja do przetestowania systemu Patriot. Z tego systemu obrony powietrznej korzysta kilkanaście armii świata. To najbardziej znany system obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Podzespoły do niego produkuje bydgoska firma Teldat.

IAR/AFP/wcześn./dabr

podobne: Wlk. Bryt. krytykuje UE za wejście na Ukrainę ale żołnierzy wyśle. Rosyjskie bombowce koło Kornwalii, brak gotowości obronnej. Co z porozumieniem z Mińska? Był plan rosyjskiej agresji na Ukrainę? Rosja sprzedaje Iskandery, ćwiczenia przy granicy z Estonią. Litwa: wraca powszechny pobór do wojska. oraz: Ukraina: Debalcewo niedomówione w Mińsku więc walki trwają, separatyści grożą i dyktują Ukrainie sojusze. Łotwa i Estonia: dozbrojenie Ukrainy, bezpieczeństwo granicy z Rosją. Szwecja i Finlandia zacieśniają współpracę wojskową. i to: NATO: szpica rośnie, więcej wojsk na wschodzie Europy, litewsko-polsko-ukraińska brygada w Lublinie, Moskwa zdziwiona. „Świdnik” centrum produkcji śmigłowca AW149 na cały świat.

2. Przeciwrakietowy parasol dopiero za kilka latW kwietniu decyzja w sprawie programu Wisła.

09.03.2015 (IAR) – Przeciwrakietowy parasol zostanie rozłożony nad Polską dopiero za kilka lat. To deklaracja szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego generała Stanisława Kozieja.

Wojskowy zaznaczał na antenie RDC, że w tym roku mają ruszyć prace nad budową powietrznego systemu zabezpieczenia naszego kraju.

Szef BBN uprzedzał jednak, że na jego pełne działanie będzie trzeba poczekać. To jest priorytet modernizacji naszych sił zbrojnych, powinniśmy mieć swoją obronę przeciwrakietową, miejmy nadzieję, że w tym roku zostaną rozstrzygnięte decyzje realizacyjne i od przyszłego roku zacznie się budowa – powiedział generał Stanisław Koziej.

Budowa obrony przeciwrakietowej jest jednym z elementów dokumentu w sprawie strategicznego wzmocnienia systemu bezpieczeństwa Polski w związku z konfliktem rosyjsko-ukraińskim. Na którym Rosja bardzo traci – ocenia generał Koziej. Jego zdaniem, Rosja znajduje się w krytycznym momencie, a doprowadziła do niego sama zarówno poprzez działania zewnętrzne, jak i wewnętrzne.

Według danych ONZ od rozpoczęcia walk na wschodzie Ukrainy – czyli od połowy kwietnia zeszłego roku – zginęło blisko 6 tysięcy osób, a prawie 15 tysięcy zostało rannych.

IAR/rdc/kd/sk

podobne: „Biała księga” czy biała gorączka? czyli „niebezpieczeństwo narodowe” okiem eksperta. oraz: Modernizacja polskiej armii. Zakup pocisków JASSM (Eksperci podzieleni), PGZ będzie budować polską(?) wersję tarczy (anty)rakietowej „Narew”. Za tydzień umowa na dywizjon rakietowy dla marynarzy. i to: Mesko liderem w realizowaniu programów rakietowych dla wojska. I ty może zostać komandosem.

10.03.2015 (IAR) – Za kilka tygodni będzie wiadomo, na jakie systemy przeciwrakietowe stawia wojsko. Wiceszef resortu obrony Czesław Mroczek, który odpowiada za modernizację armii poinformował, że do końca kwietnia będą gotowe referencje do przetargu o kryptonimie „Wisła”. To w ramach tego programu wojsko chce kupić zestawy przeciwlotnicze i przeciwrakietowej średniego zasięgu.

Pod koniec kwietnia MON – po wielu miesiącach analiz – ogłosi referencje w programie, w którym stronami są dwa podmioty: amerykański Raytheon (czyt. rejtion) oraz połączone siły z Francji w postaci kosorcjum MBDA i Thales.

Z kolei za kilka miesięcy resort obrony poinformuje, jakie podmioty mogą dostarczyć zestawy do programu „Nawer”, czyli rakiet krótkiego zasięgu. Razem z „Wisłą” system ten ma w przyszłości stworzyć „parasol” ochronny nad Polską.

Przyspieszenia nabiera też jeden z programów dla marynarki wojennej. Chodzi o dostawę okrętów ochrony wybrzeża i jednostek patrolowych. Resort zdecydował, że okręty zbuduje polski przemysł stoczniowy. Za kilka dni zostanie w tej sprawie ogłoszona formalna decyzja.

Wiceszef MON pytany o przetarg na dostawę śmigłowców powiedział, że w tej chwili trwa w ministerstwie gospodarki ocena ofert złożonych pod koniec grudnia ubiegłego roku do Inspektoratu Ubzrojenia MON.

Po zakończeniu tego procesu ministerstwo obrony poinformuje, który z trzech oferentów spełnia wymogi przetargowe. Wojsko chce kupić 70 śmigłowców wielozadaniowych.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Agnieszka Drążkiewicz/dj

podobne: MON chce kupić okręty podwodne bez rakiet manewrujących, eksperci są krytyczni oraz: NATO: szpica rośnie, więcej wojsk na wschodzie Europy, litewsko-polsko-ukraińska brygada w Lublinie, Moskwa zdziwiona. „Świdnik” centrum produkcji śmigłowca AW149 na cały świat. i to: Niemcy reaktywują batalion pancerny, dostawa Leopardów do Polski bez zmian. Polska powinna mieć broń ofensywną. MON ogłasza „Czas ochotników”. Ochroniarze wesprą wojsko.

3. Rosja zaniepokojona polskimi planami zbrojeniowymićwiczenia pod StawropolemMoskwa grozi rozmieszczeniem broni nuklearnej na KrymieWypowiedzenie przez Rosję traktatu o siłach konwencjonalnychFrancuska prasa o nowej „zimnej wojnie”

10.03.2015 (IAR) – Rosyjska armia rozpoczęła ćwiczenia w rejonie Stawropola na południu kraju.

Według ministerstwa obrony, w manewrach uczestniczy około 500 żołnierzy i sto sztuk sprzętu bojowego. To między innymi samobieżne haubice „Msta”, systemy rakietowe „Tornado G” i działa samobieżne „Chosta”. W programie ćwiczeń są przemarsze, zajmowanie stanowisk ogniowych, ich maskowanie, a także rozpoznawanie i niszczenie celów w odległości od półtora do 20 kilometrów. Artylerzyści mają się posługiwać satelitarnym systemem nawigacyjnym „Grot”.

IAR/RIA „Nowosti”/Internet/Siekaj/sk

podobne: Ukraina i NATO (komentarz Janusza Korwin-Mikke). Rosja testuje pocisk balistyczny „Buława” i zwiększa aktywność wojskową.

11.03.2015 (IAR) – Rosja ma prawo rozmieścić broń nuklearną na Krymie – oświadczył szef wydziału kontroli zbrojeń w rosyjskim MSZ Michaił Uljanow. Zaznaczył, że nie wie, czy takie uzbrojenie znajduje się na anektowanym półwyspie.

Kilka miesięcy temu amerykańscy kongresmeni oskarżyli Rosję o przerzucanie na Krym samolotów i kompleksów rakietowych zdolnych do przenoszenia głowic jądrowych. W odpowiedzi na te zarzuty, szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow stwierdził, że jego kraj w każdej chwili może rozmieścić na półwyspie broń nuklearną. Dziś powtórzył tę groźbę szef wydziału kontroli zbrojeń w rosyjskim MSZ Michaił Uljanow, oświadczając, że Rosja ma prawo rozmieścić głowice na Krymie, bo jest on częścią jej terytorium.

Wczoraj Moskwa wycofała się z traktatu dotyczącego kontroli zbrojeń w Europie, zapowiadając, że już do niego nie wróci. Niezależni komentatorzy twierdzą, że Rosja przygotowuje się do nowej zimnej wojny i wbrew wcześniejszym zapowiedziom zamierza wziąć udział w wyścigu zbrojeń.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/ dw

11.03.2015 (IAR) – Rosja straszy zbrojeniami, ale nie mamy się czego obawiać – uważa Łukasz Polinceusz z Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego. Moskwa zdecydowała się wycofać z prac grupy konsultacyjnej do spraw Traktatu o Konwencjonalnych Siłach Zbrojnych w Europie Deklaracje, komentowane już jako próba straszenia, mają wymiar bardziej propagandowy, niż realny – uważa ekspert. Traktat jest faktycznie martwy od 2007 roku, kiedy Rosja się z niego wycofała. Obecnie potwierdzono tylko że Moskwa nie chce uczestniczyć w pracach nad dokumentem, co właściwie nic nie zmienia.

Zdaniem eksperta Kreml daje w ten sposób do zrozumienia że będzie w sferze zbrojeniowej szedł własną drogą. Nie mamy jednak podstaw do obaw o nasze bezpieczeństwo. Rosja nie ma środków na rozbudowę sił zbrojnych, więc będzie stawiał raczej na jakość niż ilość, choć wciąż dysponuje większym potencjałem niż Polska, czy cała Europa Środkowo-Wschodnia.

O wycofaniu się z grupy konsultacyjnej do spraw Traktatu o Konwencjonalnych Siłach Zbrojnych w Europie poinformował rosyjski MSZ. W piśmie wyrażone jest ubolewanie, że doprowadziły do tego państwa NATO, omijające od czasu rozszerzenia Sojuszu postanowienia Traktatu.

Informacyjna Agencja Radiowa/P.Pawełek/zr

podobne: Odwołano rozmowy pokojowe ws. konfliktu w Zagłębiu Donieckim. Putin nie przejmuje się sankcjami. Rosja wzmocni swoje wojska na strategicznych odcinkach. oraz: Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie. i to: Brzeziński zaleca ściślejszą współpracę USA – Chiny. Amerykanie przypomnieli sobie że Rosja naruszyła traktat rozbrojeniowy. Sankcje kontra sankcje (Polska też ucierpi).

12.03.2015 (IAR) – Rosja zaniepokojona planami zbrojeniowymi Polski. Jak wyjaśnia agencja Interfax, chodzi o okręty podwodne wyposażone w rakiety Tomahawk, które chce kupić polska armia. „To jednoznacznie antyrosyjski akt” – twierdzi były naczelnik departamentu współpracy międzynarodowej Ministerstwa Obrony Leonid Iwaszow.

W jego ocenie, Rosja musi odpowiedzieć zdecydowanym ruchem na plany Warszawy. Wojskowy ekspert sugeruje zwiększenie na Bałtyku liczby rosyjskich kompleksów przystosowanych do zwalczania celów podwodnych. „W Polsce muszą zrozumieć, że podejmowanie przez Warszawę antyrosyjskich kroków nie pozostanie bez odpowiedzi” – cytuje Leonida Iwaszowa agencja Interfax. Ekspert dodaje, że Moskwa powinna bez skrupułów rozmieszczać w obwodzie Kaliningradzkim systemy rakietowe Iskander – M. Sugeruje też, że antyrosyjskie działania Warszawy, a do takich zalicza plany zakupu rakiet Tomahawk, są podejmowane w ścisłej współpracy z Waszyngtonem.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Maciej Jastrzębski/Moskwa/dabr

…a Rosja musi zrozumieć że Polska ma prawo reagować na to co Rosja wyrabia po sąsiedzku i ma prawo dbać o własne bezpieczeństwo przed agresywnym i silniejszym sąsiadem. Zakup uzbrojenia to nie są działania wojenne. Poza tym Rosja już rozmieściła swoje Iskandery niedaleko polskich granic więc… zachowajmy właściwe proporcje kto tu komu zagraża i dlaczego straszy… (Odys)

podobne: „Chcesz miec pokój? Gotuj się do wojny!”, czyli – Na co gotuje się Rosja? oraz: Romuald Szeremietiew: Wiarygodność obrony

12.03.2015 (IAR) – Zdaniem francuskiej prasy, polityka Kremla powoduje, że wraca atmosfera z okresu zimnej wojny. Szczególny niepokój wywołuje to w środkowo-wschodniej części Europy – stwierdzają media nad Sekwaną.

Lewicowy dziennik „Liberation” cytuje wypowiedź jednego z ojców niepodległości Litwy Vytautasa Landsbergisa, który oskarżył prezydenta Rosji Władimira Putina o realizację łatwego do rozszyfrowania programu odbudowy imperium radzieckiego. Jego zdaniem, świat zachodniej demokracji nie był w stanie albo nie chciał zorientować się w zmianach, jakie w ciągu piętnastu lat rządzenia wprowadzał w swojej polityce reżim Putina. Kreml chce odzyskać kontrolę nad byłymi republikami radzieckimi i dawnymi satelitami – stwierdza „Liberation”.

„Le Monde” przypomina, że to niemal rok temu referendum na Krymie, nieuznane przez społeczność międzynarodową, dało Rosji pozorne prawo do zagarnięcia tej części Ukrainy. Europa patrzyła na to bezradna – Rosjanie bili brawo. Od tego czasu granice w Europie wciąż się w tym rejonie zmieniają.

„Le Figaro” cytuje Victorię Nuland, zastępczynię amerykańskiego sekretarza stanu odpowiedzialną za sprawy europejskie. Mówi ona, że na Krymie rządzi terror będący efektem konfliktu sfabrykowanego przez Kreml i podsycanego rosyjskimi czołgami i artylerią.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Marek Brzeziński/Paryż/dabr

podobne: NATO-Rosja: manewry wojskowe i „renesans wrogości” (na pokaz?)

4. Michta: Putin nie jest teraz zainteresowany wjechaniem czołgami do PolskiMiller: armia europejska jest pomysłem niewykonalnym.

10.03.2015 (IAR) – Profesor Andrew Michta konsultant rządu Stanów Zjednoczonych uważa, że Putin nie jest teraz zainteresowany wjechaniem czołgami do Polski lub któregoś z krajów bałtyckich. Zdaniem analityka może jednak chcieć wywołać kryzys w którymś z państw na wschodniej flance NATO i przetestować Sojusz Północnoatlantycki – na Łotwie lub w Estonii-.

Profesor był gościem dyskusji na temat bezpieczeństwa Polski zorganizowanej przez Instytut Wolności.

Jego zdaniem zachowanie prezydenta Rosji to jego konsekwentna polityka rozszerzania dawnej sfery rosyjskiej i NATO musi być gotowe na szybką i zdecydowaną odpowiedź. Władimir Putin może zająć Łotwę i Estonię, a gdy władze tych krajów zwrócą się o pomoc do NATO będzie patrzył jak szybko Sojusz zareaguje – dodaje Andrew Michta. Według niego gdyby odpowiedź się przedłużała, była by to klęska zachodu, na którą nie można sobie w ogóle pozwolić.

NATO musi być silne wojskowo i politycznie – wtórował mu wicepremier Tomasz Siemoniak, drugi z uczestników dyskusji. Jego zdaniem nie należy budować nowej europejskiej armii, ale wzmacniać Sojusz Północnoatlantycki tak, aby jego szef mógł szybko zdecydować o ruchach wojsk.

Nasz minister obrony narodowej skrytykował inicjatywę powołania armii Unii Europejskiej. „Mozolnie i z kłopotami reformujemy grupy bojowe UE i zabiegamy o kompetencje Agencji Obrony UE, a chcemy budować armię?”- dziwi się. Nie umiemy postawić altanki, a chcemy budować pałac – podsumowuje ten projekt.

Mówiąc o obronie Polski w kontekście współpracy z NATO wicepremier Tomasz Siemoniak zaznaczył, że głównym zadaniem jest wspieranie planu tak zwanej szpicy, sił szybkiego reagowania, które miałyby być gotowe do akcji w ciągu 48 godzin-.

Polska jest też zdeterminowana, aby wzmacniać wschodnią flankę NATO. Czyli zabiegać o ciągłą, rotacyjną obecność żołnierzy NATO w Polsce i wspierać Korpus Północno-Wschodni w Szczecinie.

Krzysztof Szczerski poseł PiS – trzeci uczestnik spotkania- podkreślił, ze to, co dziś jest szczególnie go niepokoi w kontekście sytuacji na Ukrainie to brak woli politycznej po stronie zachodu do zdecydowanych działań wobec Władimira Putnia. Przecież to nie tak, że Putni jest genialnym strategiem, on po prostu wykorzystuje to niezdecydowanie – uważa Krzysztof Sczerski.

Wszyscy uczestnicy dyskusji zgodzili się, że w Polakom potrzeba jest lepsza informacja o naszym zabezpieczeniu militarnym i ochronie przed Rosją.

To była już druga taka debata przygotowana przez Instytut Wolności poświęcona bezpieczeństwu Polski i sytuacji na Ukrainie.

IAR/ Grzegorz Maciak /pbp

podobne: Porozumienie w sprawie konwoju. Scenariusz krymski i strach przed rosyjską interwencją (potrzebna pomoc NATO). W Ługańsku ostrzał rakietowy i zestrzelenie myśliwca. Prawy Sektor grozi marszem na Kijów. oraz: Rosja kończy ćwiczenia wojskowe. Koziej, Pisarski: scenariusze zachowania Rosji wobec Ukrainy. Braun o podżeganiu do wojny – POPIS Kowala. a także: Ostrzał cywilów na Ukrainie bez konsekwencji prawnych. Putin rozgrywa Unię Europejską. Siły Ukraińców słabną, a Rosja będzie podsycać konflikt. Gen. Pacek o militarnym wsparciu Ukrainy. Niemiecka gazeta nie chce wojsk NATO na wschodzie.

11.03.2015 (IAR) – Armia europejska jest pomysłem niewykonalnym – uważa gość radiowej Jedynki Leszek Miller. Do koncepcji utworzenia unijnej armii wrócił obecny szef Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera.

Szef SLD Leszek Miller mówił, że w Unii Europejskiej brakuje wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. W takiej sytuacji nie można mówić o wspólnej armii – ocenił.

Jak podkreślił, armia musi być podporządkowana wyraźnemu dysponentowi politycznemu. Gdyby nawet została utworzona, pewnie nigdy nie byłaby użyta. Każda bowiem decyzja o jej użyciu wymagałaby zgody 28 państw europejskich – dodaje szef SLD.

Komentując pomysł szefa Komisji Europejskiej, Leszek Miller wspomniał o ważnym aspekcie całej sprawy – relacjom między Unią Europejską a NATO. Czy oznaczałoby to, że NATO jest zwolnione z części swoich zobowiązań dotyczących europejskiego terenu działań? – zastanawiał się polityk.

Według Leszka Millera, nie można też przeceniać zagrożenia ze strony Rosji w sytuacji, gdy Polska ma gwarancje bezpieczeństwa ze strony NATO. „Polska jest bezpieczna, każde państwo NATO jest bezpieczne” – mówił szef SLD.

Wczoraj Moskwa ogłosiła, że nie będzie uczestniczyć w pracach grupy konsultacyjnej do spraw Traktatu o Konwencjonalnych Siłach Zbrojnych w Europie. W 2007 roku Rosja oficjalnie zawiesiła swoje udział w Traktacie, ale jej przedstawiciele uczestniczyli w opracowywaniu nowych sposobów kontroli zbrojeń na Starym Kontynencie.

Zawarty w 1990 roku Traktat o Konwencjonalnych Siłach Zbrojnych przewidywał ograniczenie liczby posiadanych przez jego sygnatariuszy różnych rodzajów broni. Między innymi czołgów, samolotów i śmigłowców uderzeniowych.

Informacyjna Agencja Radiowa/esz

podobne: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę. i to: Tusk będzie zabiegał o (niemiecki?) kompromis ws. Ukrainy. Niemcy i Rosja zadowolone z wyboru. „Le Monde” o niemieckich sympatiach Tuska. Krajowe konsekwencje „ucieczki do raju”. oraz: Test Mistrali – czy Francja ominie sankcje? Słowacja nie chce baz NATO u siebie. Ukraina: rosyjski konwój, OBWE informuje o naruszaniu rozejmu. Broń dla Ukrainy może oznaczać eskalację działań: polskie MSW wesprze Ukrainę, MON nie mówi nie. a także: Zmiany planów obronnych NATO. UE nie broni polskich interesów.

5 Ukraina: Poroszenko o stratach i nowej granicyPodziękowania za pomoc USA.

10.03.2015 (IAR) – Prezydent Ukrainy poinformował, że od rozpoczęcia operacji antyterrorystycznej w kwietniu zeszłego roku zginęło na froncie 1549 żołnierzy. Petro Poroszenko powiedział, że obecnie najważniejsze zadanie to budowa linii obrony na wschodzie.

W wywiadzie dla pierwszego kanału ukraińskiej telewizji państwowej prezydent dał do zrozumienia, że między terytoriami okupowanymi przez separatystów i pozostającymi pod kontrolą Kijowa musi powstać prawdziwa granica. Mają na niej być 3 linie fortyfikacji i doskonale wyposażone posterunki przypominające przejścia graniczne. Wojsko będzie tylko bronić granicy, a nie sprawdzać dokumenty. Służba Bezpieczeństwa będzie walczyć z korupcją i dbać o to, aby z okupowanych terytoriów nie wywożono materiałów wybuchowych używanych do zamachów terrorystycznych.

Szef państwa twierdzi też, że Ukraina wycofała ciężki sprzęt wojskowy ze strefy buforowej. Tymczasem jeszcze wczoraj sztab informował, że na niektórych odcinkach artyleria pozostanie, bo separatyści także nie wszędzie ją wycofali. Petro Poroszenko powiedział, że ostrzały artyleryjskie zdarzają się tylko w okolicach Awdijiwki i Piasków. To niewielki odcinek liczącego 485 kilometrów frontu.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/zr

podobne: Ukraina: Rada Najwyższa nie odwołała Jaceniuka, ale nie wszystkie reformy zostały przegłosowane. Oszczędności na pensjach urzędników i więcej pieniędzy na armię. Za miesiąc koniec działań wojennych? i to: Koziej o konflikcie na Ukrainie. Jaceniuk mówi „wojna”, ale Poroszenko o „operacji antyterrorystycznej” i zaznacza że wszystko jest pod kontrolą. Wojsko się wycofuje ale nowy pobór nie pójdzie na front. Zachód nie powstrzyma Rosji. a także: Kryzys ukraiński: rozmowy w Moskwie, konwencja w Monachium, w środę Mińsk (reaktywacja), zaniżona liczba ofiar wojny. Bliski Wschód: sukcesy w walce z islamistami, Iran sceptyczny ws umowy nuklearnej, program atomowy Syrii. polecam również: Ukraina: 200 ofiar kotła pod Iłowajskiem (ochotnicy oskarżają dowództwo ukraińskiej armii). Putin i Poroszenko zadowoleni z rozejmu. Kijów nie cofnie procesów autonomizacji Donbasu. Kolej na Naddniestrze?

11.03.2015 (IAR) – Prezydent Petro Poroszenko podziękował Stanom Zjednoczonym za udzielenie pomocy wojskowej. Waszyngton przekaże nieuzbrojone drony, pojazdy Humvee, a także systemy łączności i radary.

Ogólna wartość sprzętu wyniesie 75 milionów dolarów. Amerykanie przekażą niewielkie, zdalnie sterowane samoloty systemu Raven, które umożliwiają obserwację pozycji wroga, a także 230 pojazdów Humvee, w tym 30 z dodatkowym opancerzeniem. Pomoc wojskowa Stanów Zjednoczonych obejmie także systemy łączności i radary. O decyzji Waszyngtonu poinformował w rozmowie z Petrem Poroszenką wiceprezydent Joe Biden. Politycy rozmawiali także o dalszych sankcjach w stosunku do Rosji i zwiększeniu liczebności misji OBWE na wschodzie Ukrainy.

Kijów od dawna domaga się dostaw broni od Zachodu. Ukraińcy liczą przede wszystkim na urządzenia pomagające w prowadzeniu działań wojennych nocą. Chodzi także o nowoczesne technologie, które mogłyby być wykorzystane w ukraińskich zakładach zbrojeniowych.

Na wschodzie Ukrainy wciąż panuje napięta sytuacja, a wojsko jest regularnie ostrzeliwane. Separatyści nadal wykorzystują artylerię mimo że zabraniają tego porozumienia mińskie z połowy lutego. Bojówkarze ostrzelali dziś (w środę) misję Czerwonego Krzyża. Ogółem w ciągu dnia zanotowano 24 ataki.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/zr

polecam również: Szef MON na Ukrainie o współpracy wojska i przemysłu obronnego… Wkrótce zawarcie umów na niszczyciele i patrolowiec. podobne: Polski sprzęt dla „szpicy” NATO. Broń dla Ukrainy na własną rękę. Niemcy nie chcą zwiększać wydatków na obronność. Rosja zbuduje własne „Mistrale”. oraz: Zachód domaga się dyplomatycznego rozwiązania konfliktu ukraińskiego, ale są też głosy o dostawie broni. Władisław Guliewicz: „Szorstka przyjaźń” Polski i Ukrainy

6. Irak: armia odbija Tikrit.

11.03.2015 (IAR) – Iracka armia jest coraz bliżej odbicia Tikritu z rąk Państwa Islamskiego. Władze w Bagdadzie informują, że wojsko okrążyło już miasto i zdobywa jego kolejne dzielnice. Tikrit to miejsce urodzin Saddama Husajna i jedno z największych miast w Iraku, znajdujących się pod kontrolą fanatyków.

Iracka armia okrążyła miasto i zdobyła już większą część północno-wschodnich dzielnic. Żołnierze mieli zatknąć iracką flagę na budynku miejscowego szpitala. W pozostałych częściach Tikritu kontrolę wciąż sprawuje Państwo Islamskie. Wiele miejsc zostało przez nich zaminowanych, a iraccy generałowie informują, że żołnierzom udało się już rozbroić niemal 400 pocisków.

Operacja odbicia Tikritu to największa tego typu akcja wojskowa w Iraku przeciwko radykalnym islamistom. Bierze w niej udział 30 tysięcy żołnierzy, wspomaganych przez szyickie bojówki. W ofensywnie uczestniczą także żołnierze elitarnej irańskiej Gwardii Republikańskiej.

Tikrit znalazł się w rękach islamistów w czerwcu ubiegłego roku. Na kwiecień lub maj planowana jest ofensywa na milionowe miasto Mosul, największe pozostające pod kontrolą Państwa Islamskiego.

W ubiegłym roku radykałowie zaczęli zajmować tereny w Syrii i w Iraku. Na podbitych ziemiach utworzyli islamski kalifat. W ostatnich tygodniach irackiej armii, wspomaganej przez naloty pod dowództwem Amerykanów, udaje się odzyskiwać część terenów. Przedstawiciele Stanów Zjednoczonych twierdzą, że wczoraj udało się odciąć islamistom jedną z najważniejszych dróg zaopatrzenia z Syrii do Iraku.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Cegielski/rtrs/al-Jazeera/al-Arabiya/BBC/dabr

źródło: stooq.pl

podobne: Rosyjskie wojska na Ukrainie i Krymie. Ukraina się zbroi, kraje NATO i wydatki wojskowe. Wyciek tajnych dokumentów ws Iranu, negocjacje programu nuklearnego (Obama krytykuje nerwową reakcja Izraela). Irak – kolejna ofensywa przeciwko Państwu Islamskiemu.

Paweł Kuczyński - Wojna

Paweł Kuczyński – Wojna

Rosyjskie wojska na Ukrainie i Krymie. Ukraina się zbroi, kraje NATO i wydatki wojskowe. Wyciek tajnych dokumentów ws Iranu, negocjacje programu nuklearnego (Obama krytykuje nerwową reakcja Izraela). Irak – kolejna ofensywa przeciwko Państwu Islamskiemu.


1. Dżemilew: na Krymie 40 tysięcy rosyjskich żołnierzyUSA: 12 tysięcy rosyjskich żołnierzy na Ukrainie

26.02.2015 (IAR) – Postępuje rosyjska militaryzacja Krymu. Według długoletniego przewodniczącego Medżlisu – parlamentu Tatarów krymskich Mustafy Dżemilewa, Rosja koncentruje na półwyspie przy granicy z Ukraina kolejnych żołnierzy. W rozmowie z ukraińskim kanałem 5, Dżemilew mówił, że rosyjskie wojsko pracuje też przy odbudowie poradzieckiej infrastruktury, w tym kompleksu rakietowego koło Jałty.

„Tam jest minimum 40 tysięcy żołnierzy, na granicy jest ich coraz więcej, w Dżankoj stacjonuje 60 samolotów bojowych, skierowanych w stronę Ukrainy.” – mówił Dżemilew.

Mustafa Dżemilew po zajęciu Krymu przez Rosję, otrzymał od władz okupacyjnych zakaz przyjazdu na półwysep. Jest ukraińskim politykiem, deputowanym do Rady Najwyższej Ukrainy.

IAR/5 канал/łp

03.03.2015 (IAR) – Na Ukrainie jest około 12 tysięcy rosyjskich żołnierzy – tak twierdzi dowódca sił amerykańskich w Europie, generał Ben Hodges.

Generał powołuje się na szacunki amerykańskiej armii. Ben Hodges powiedział w Berlinie, że wśrod rosyjskich żołnierzy, wspierających separatystów na wschodzie Ukrainy, są doradcy wojskowi, operatorzy sprzętu, a także żołnierze walczący na froncie. Dalszych 29 tysięcy żołnierzy stacjonuje na zaanektowanym przez Rosję Krymie, a 50 tysięcy zostało rozlokowanych po rosyjskiej stronie granicy z Ukrainą. Zdaniem generała Hodgesa, mają oni wesprzeć separatystów, gdyby ci zaczęli przegrywać z ukraińską armią.

Rosja wielokrotnie zaprzeczała, aby na Ukrainie byli jej żołnierze.

Przywódcy Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, a także przewodniczący Rady Europejskiej zagrozili dziś zaostrzeniem sankcji nałożonych na Rosję, gdyby doszło do eskalacji konfliktu. Podkreślili też, że zawieszenie ognia w Donbasie powinno być utrzymane, a z linii frontu trzeba wycofać ciężką broń.

IAR/rtrs/wcześn./Siekaj/dabr

podobne: Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie. oraz: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii. i to: Ukraina i NATO (komentarz Janusza Korwin-Mikke). Rosja testuje pocisk balistyczny „Buława” i zwiększa aktywność wojskową.

2. Kijów otrzyma broń śmiercionośną – Rada Bezpieczeństwa NarodowegoKraje NATO tną wydatki na wojsko.

27.02.2015 (IAR) – Kijów kupi broń śmiercionośną – poinformowała o tym Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Na razie jednak Ukraińcy nie chcą zdradzić szczegółów. Kontrakty na dostawy broni Kijów miał podpisać z zagranicznymi firmami.

Kilka dni temu ukraińska delegacja przebywała w Emiratach Arabskich na targach broni. Nie wiadomo, czy to tam doszło do zawiązania kontraktów. Ale, jak twierdzi wiceszef ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ołeh Hładkowskij, takie umowy – zarówno o sprzedaży, ale też kupnie śmiercionośnej broni zostały ostatnio podpisane. Jak zaznaczył Ołeh Hładkowskij, umowy opiewają na setki milionów dolarów, ale zanim nie dojdzie do faktycznej realizacji transakcji – nie chciałby szerzej o tym mówić. Jak dodał – kontrakty lepiej zostawić na razie w tajemnicy, bo Ukraina obawia się, że Kreml może użyć swoich wpływów, aby zablokować zakup broni.

Władze Ukrainy już od długiego czasu apelują do krajów Zachodu o pomoc wojskową – zarówno w postaci broni śmiercionośnej, jak i nieśmiercionośnej nowoczesnej techniki wojskowej. I chociaż w Stanach Zjednoczonych trwają dyskusje nad wojskową pomocą dla Ukrainy, to na razie żaden kraj nie zadeklarował, że może dostarczyć uzbrojenie.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Buszko, Kijów/em/

podobne: Ukraina: Debalcewo niedomówione w Mińsku więc walki trwają, separatyści grożą i dyktują Ukrainie sojusze. Łotwa i Estonia: dozbrojenie Ukrainy, bezpieczeństwo granicy z Rosją. Szwecja i Finlandia zacieśniają współpracę wojskową. i to: Zachód domaga się dyplomatycznego rozwiązania konfliktu ukraińskiego, ale są też głosy o dostawie broni. Władisław Guliewicz: „Szorstka przyjaźń” Polski i Ukrainy

26.02.2015 (IAR) – Mimo zagrożenia na Wschodzie i oficjalnych deklaracji, część krajów NATO tnie wydatki na obronność. Brytyjski think-tank European Leadership Network przyjrzał się budżetom państw Sojuszu.

W 2015 roku spośród 14 krajów NATO, którymi zajęli się się analitycy, jedynie Estonia wyda na obronność zalecane 2 procent PKB. Sześć krajów – Wielka Brytania, Niemcy, Kanada, Włochy, Węgry i Bułgaria ograniczy swoje budżety obronne. Spośród największych krajów członkowskich, Francja utrzyma dotychczasowy poziom wydatków na wojsko.

Analitycy wskazali też na Polskę, która jest bliska osiągnięcia poziomu 2 procent PKB wydatków na obronność. Do celu ma dojść w przyszłym roku.

European Leadership Network podkreśla, że zapowiedzi krajów NATO o wzmocnieniu Sojuszu mijają się z ich działaniami. Instytut dodaje, że „za fasadą jedności NATO, poszczególne kraje inaczej postrzegają zagrożenia i odzwierciedlają je w różnych podejściach do wydatków obronnych”.

IAR/europeanleadershipnetwork.org/łp

podobne: Wlk. Bryt. krytykuje UE za wejście na Ukrainę ale żołnierzy wyśle. Rosyjskie bombowce koło Kornwalii, brak gotowości obronnej. Co z porozumieniem z Mińska? Był plan rosyjskiej agresji na Ukrainę? Rosja sprzedaje Iskandery, ćwiczenia przy granicy z Estonią. Litwa: wraca powszechny pobór do wojska.  oraz: Niemcy reaktywują batalion pancerny, dostawa Leopardów do Polski nadal aktualna. MON ogłasza „Czas ochotników”.

3. Izrael – wyciek tajnych dokumentów ws IranuIran: postępy w rozmowach nuklearnychObama krytykuje przemówienie premiera Izraela

24.02.2015 (IAR) – Premier Izraela i Mossad poważnie różnili się co do oceny irańskiego programu nuklearnego – wynika z tajnych dokumentów, jakie wyciekły w ostatnich godzinach do mediów. Informacje te publikują Al-Jazeera oraz „The Guardian”.

We wrześniu 2012 roku premier Izraela Benjamin Netanjahu ostrzegał na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ, że Iran jest w stanie w ciągu roku wyprodukować bombę atomową. Przywódcom państw zebranym w Nowym Jorku pokazywał przy tym przyniesiony przez siebie wykres z narysowaną bombą. „To jest bomba, a to zapalnik. Ta bomba musi zostać wypełniona wzbogaconym uranem. Iran musi przejść w tym celu trzy etapy. Zakończyli już pierwszy i są w środku drugiego. Do wiosny, może lata, zakończą drugi etap i przejdą do ostatniego. A stąd już tylko kilka miesięcy, może tygodni do posiadania wystarczającej ilości wzbogaconego uranu do produkcji pierwszej bomby” – mówił Netanjahu.

Jednak jak wynika z tajnych dokumentów, które opublikowały Al-Jazeera i „The Guardian”, zaledwie miesiąc po wystapieniu izraelskiego premiera, Mossad napisał w wewnętrznych dokumentach, że Iran ma wprawdzie pewną ilość nisko wzbogaconego uranu, ale nie jest gotowy do wzbogacenia go. Byłby to kolejny przypadek, kiedy Mossad różni się w ocenie sytuacji od premiera Netanjahu, który wielokrotnie nawoływał, by świat nie podpisywał umowy nuklearnej z Iranem.

Do wycieku dokumentów dochodzi, gdy negocjacje świata z Teheranem zbliżają się do końca, a w marcu ma zostać podpisane porozumienie w tej sprawie. Wspólnota międzynarodowa chce, by Iran zrezygnował ze wzbogacania uranu, procesu, który może służyć do produkcji bomby atomowej. Teheran domaga się w zamian zniesienia dotkliwych sankcji.

Gigantyczny przeciek ujawnia też m.in. dokumenty, z których wynika, że CIA próbowała nawiązać kontakty z uznawanym za ugrupowanie terrorystyczne palestyńskim Hamasem a Republika Południowej Afryki miała pomagać Zachodowi w szpiegowaniu Iranu oraz Korei Północnej. Wyciek tajnych brytyjskich i izraelskich dokumentów do mediów może być największą tego typu sprawą od czasu afery Wikileaks.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/Al-Jazeera/Guardian/wcześn./mcm/

…”przeciek” najprawdopodobniej nastąpił po to, by zmiękczyć argumenty Izraela w oczach światowej opinii publicznej na chwilę przed kolejną rundą rozmów na temat irańskiego programu nuklearnego. Izrael domaga się bowiem twardej i zdecydowanej reakcji „świata zachodniego” wobec Iranu w tej kwestii, reagując histerycznie na wszelkie przejawy łagodzenia sankcji jakie dotykają z powodu tego programu Teheran. USA stoją zaś na z goła odmiennym stanowisku, i chcą koniecznie wciągnąć Iran w strefę swoich wpływów. Oczywiście nie po to by zrobić Iran swoim sojusznikiem (tutaj Izrael ma monopol) czy by go „ucywilizować”, ale głównie po to by oderwać go od Rosji…(Odys)

03.03.2015 (IAR) – Jest postęp w rozmowach nuklearnych z Iranem. Tak twierdzą zaangażowani w rozmowy europejscy dyplomaci. W Genewie trwa kolejna runda negocjacji na temat irańskiego programu atomowego.

Wszystko to dzieje się w czasie, gdy premier Izraela w kontrowersyjnym wystąpieniu w amerykańskim Kongresie ostrzegał, że ewentualna umowa świata z Teheranem otworzy drogę do wyprodukowania bomby atomowej przez Iran.

O szczegółach rozmów nuklearnych wiadomo niewiele. W mediach pojawiła się jedynie informacja, że Iran nie zgadza się na proponowane przez Amerykanów zamrożenie działalności nuklearnych na najbliższych 10 lat. Równocześnie jednak irański minister spraw zagranicznych Mohammad Zarif, który rozmawia w Genewie z amerykańskim sekretarzem stanu Johnem Kerrym twierdzi, że negocjacje posuwają się naprzód.

O postępach mówią także europejscy dyplomaci. „Rozmowy posuwają się do przodu. Powiedziałbym nawet, że w ciągu 10 lat nie było takiego postępu, jak w ciągu ostatniego roku” – mówił w Genewie niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier. „Jesteśmy zaangażowani w wypracowanie ostatecznego porozumienia. Pragnę też podkreślić, że ewentualna umowa zostanie osiągnięta dopiero wtedy, gdy będziemy mieli pewność, że irański program ma charakter całkowicie pokojowy” – wtórowała szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini.

Świat domaga się od Iranu zmniejszenia aktywności w ośrodkach jądrowych tak, aby Teheran nie mógł wyprodukować broni atomowej. Z kolei Iran chce w zamian zniesienia dotkliwych sankcji. Termin na zawarcie politycznego porozumienia mija 31 marca.

Izraelski premier Benjamin Netanjahu ostrzegał w amerykańskim Kongresie przed zawarciem porozumienia z Iranem. W odpowiedzi, rzeczniczka irańskiego ministerstwa spraw zagranicznych oceniła, że przemówienie izraelskiego premiera było „nudne i monotonne”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Cegielski/BBC/rtrs/eurovision/IRNA/dabr

03.03.2015 (IAR) – Premier Izraela w sprawie irańskiego programu nuklearnego nie zaproponował żadnej realnej alternatywy dla obecnie prowadzonych działań. Tak do wystąpienia Benjamina Netanjahu w Kongresie odniósł się Barack Obama.

Prezydent USA podkreślił, że wciąż w prowadzonych negocjacjach nie osiągnięto porozumienia i zastrzegł, by oceniać ugodę dopiero po jej zawarciu. Obama zapewnił, że zgodzi się tylko na porozumienie pozbawiające Iran możliwości posiadania broni nuklearnej i dodał, że jeśli strony się dogadają, będzie to prawdopodobnie najlepszy sposób na rozbrojenie Iranu.

Podczas przemówienia w Kongresie izraelski premier wzywał do zaostrzenia kursu wobec Iranu. Przekonywał, że negocjowane z Teheranem porozumienie otworzy Iranowi drogę do wyprodukowania bomby atomowej.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/wcz./vey/sk

podobne: Kryzys ukraiński: rozmowy w Moskwie, konwencja w Monachium, w środę Mińsk (reaktywacja), zaniżona liczba ofiar wojny. Bliski Wschód: sukcesy w walce z islamistami, Iran sceptyczny ws umowy nuklearnej, program atomowy Syrii.

4. Irak – ofensywa na Tikrit.

03.03.2015 (IAR) – 20 tysięcy irackich żołnierzy próbuje odbić miasto Tikrit z rąk bojowników Państwa Islamskiego. To największa tego typu ofensywa od czasu, gdy islamiści pojawili się w Iraku. Tamtejsze władze informują o postępach i zapewniają, że radykałowie zostaną wygnani z rodzinnego miasta Saddama Husajna.

Ofensywa na Tikrit rozpoczęła się w niedzielę. Iraccy generałowie twierdzą, że wojsku udało się już odbić z rąk islamistów wioski okalające miasto. Wstęp do samego Tikritu nie będzie jednak łatwy, bo fanatycy mieli zaminować drogi dojazdowe.

Wiadomo, że Irakijczykom w operacji pomagają żołnierze elitarnej irańskiej Gwardii Republikańskiej, a wśród dowódców akcji jest irański generał Kasem Solejmani. Rządzony przez szyitów Iran jest największym sprzymierzeńcem Iraku w regionie. W operacji nie uczestniczą jednak amerykańskie samoloty, które bombardują pozycje Państwa Islamskiego w innych rejonach Iraku oraz w Syrii.

Od kilkunastu tygodni z Iraku a także ze Stanów Zjednoczonych nadchodzą informacje o postępach w walce z islamistami. Amerykanie twierdzą, że w nalotach zginęła już połowa dowódców radykałów. Zapowiedzieli też, że w kwietniu lub w maju rozpocznie się ofensywa na milionowe miasto Mosul. To największe miasto w Iraku pozostające pod kontrolą Państwa Islamskiego.

Od niemal roku fanatycy zajmują kolejne tereny w Iraku i w Syrii i ustanowili tak kalifat czyli państwo oparte na radykalnej wersji islamu. Na zajętych terenach dokonują brutalnych ezgekucji, a z ich rąk zginęły już setki miejscowych szyitów i sunnitów, ale także kilku zagranicznych dziennikarzy i pracowników organizacji humanitarnych.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Cegielski/BBC/RTR/Al-Jazeera/dyd

podobne: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS. i to: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”.

polecam również: USA krytykuje plan Putina i niemiecka oferta. Komorowski o wsparciu militarnym dla Ukrainy. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie. Brzeziński o Rosji. Irak: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”. Rozmowy USA-Kuba i to: Po szczycie NATO: „Bazy” rotacyjne („szpica”?) w Polsce. Korpus NATO w Szczecinie podnosi gotowość bojową. USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę (manewry na zach. Ukrainy). Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. Rosja: reakcja na szczyt, manewry wojsk rakietowych, baza wojskowa w Arktyce.

Paweł Kuczyński

Paweł Kuczyński

Kryzys ukraiński: rozmowy w Moskwie, konwencja w Monachium, w środę Mińsk (reaktywacja), zaniżona liczba ofiar wojny. Bliski Wschód: sukcesy w walce z islamistami, Iran sceptyczny ws umowy nuklearnej, program atomowy Syrii.


1.Wlk. Bryt.: Reakcje na rozmowy ws. UkrainyRosyjska prasa: Europa wysoko oceniła kremlowskie rozmowyUkraina Tygodnik o planie PutinaOpinie: Drugie dno rozmów w Moskwie? 

06.02.2015 (IAR) – Londyn nie bierze udziału w nowej inicjatywie pokojowej w konflikcie ukraińskim ani nie zabrał dotąd głosu w jej sprawie. Brytyjskie media zauważają, że Angela Merkel i Francoise Hollande pozostawili Anglosasów na uboczu jadąc do Kijowa i Moskwy, aby zabiegać o pokój na Ukrainie, a polityka Zachodu wobec Kremla jest dwutorowa.

Z jednej strony, Merkel i Hollande zabiegają o pokój, z drugiej – Amerykanie mówią o dozbrojeniu armii ukraińskiej. Niepokoi to nie tylko Rosjan – powiedział BBC znawca spraw wschodnioeuropejskich, doktor Martin McCauley z Uniwersytetu Londyńskiego: „Niemcy są również przeciwni uzbrojeniu ukraińskiej armii, bo wiedzą, że jeśli się jej da dużo nowej broni, nie będzie umiała jej użyć. Do tego potrzebni jej będą doradcy. A to stwarza niebezpieczeństwo pośredniej wojny z Rosją” – podkreślił doktor McCauley. W jego opinii, Niemcy i Francuzi forsują porozumienie pokojowe nie tylko z tej przyczyny: „Fakt, że Angela Merkel jedzie do Moskwy, zamiast jak zwykle porozmawiać z Putinem przez telefon, po rosyjsku – świadczy o tym, że sankcje zaczynają doskwierać Niemcom. Również Hollande powiedział miesiąc temu, że należałoby sankcje rozluźnić, bo Francja potrzebuje lepszych stosunków handlowych z Rosją”. Tymczasem prezydent Putin widzi się w roli zwycięzcy: „Są wskazówki, że nie przykłada większej wagi do ceny ekonomicznej, bo kieruje się geopolityką” – powiedział BBC doktor Martin McCauley.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

07.02.2015 (IAR) – Francja i Niemcy wysoko oceniają moskiewskie rozmowy. Tak w rosyjskich mediach komentowane jest wczorajsze spotkanie przywódców: Rosji, Niemiec i Francji. Cytowani przez dziennikarzy współpracownicy: Władimira Putina, Angeli Merkel i Francoisa Hollande’a zgodnie stwierdzają, że dialog był konstruktywny i ostrożny.

Trwające niemal pięć godzin spotkanie liderów trzech państw, zakończyło się uzgodnieniem wstępnych założeń dokumentu, który może być podstawą pokojowego uregulowania ukraińskiego konfliktu. Jak przypominają rosyjskie media, nad szczegółami pracują teraz eksperci, aby już jutro przedstawić wszystkim zainteresowanym stronom gotowy do podpisania projekt.

Telewizja Rossija24 zwraca uwagę na elementy wcześniejszych propozycji prezydenta Władimira Putina, które znaleźć mają się w przygotowywanym dokumencie. Chodzi między innymi o całkowite przerwanie walk i wycofanie ciężkiego sprzęty ze strefy buforowej. Portal Gazieta.ru dodaje, że w projekcie znajdą się także propozycje prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki i nie wykluczone, iż swoje poprawki wniosą także separatyści. Dalej portal tłumaczy, że konflikt w Donbasie doszedł do momentu, który mocno zaniepokoił zarówno Europę, jak i Rosje. Między innymi wskazuje na „wojującą postawę” Polski, Litwy, Łotwy i Estonii, które mogą wciągnąć w konflikt z Rosją NATO i Unię Europejską. „Na razie Europa, choć na parę dni oddaliła się od niebezpiecznej granicy nowej wielkiej wojny” – podkreśla portal i ironicznie dodaje, że zapewne do czasu aż Petro Poroszenko skonsultuje pokojową inicjatywę z Barackiem Obamą.

Inaczej ocenia kremlowskie spotkanie „Moskiewski Komsomolec”. Gazeta sugeruje, że czarne były nie tylko stroje rozmówców, ale również atmosfera spotkania, które w ocenie „Komsomolca” zakończyło się niczym. Podobnie, choć w łagodniejszym tonie opisuje wieczorne rozmowy reporter „Kommiersanta”. W jego ocenie uczestnicy spotkania byli niezbyt zadowoleni z prowadzonego dialogu.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/ pbp

07.02.2015 (IAR) – Zaproponowany przez Władimira Putina plan pokojowego rozwiązania sytuacji na wschodzie Ukrainy jest nie do zaakceptowania dla Kijowa. Tak napisał ukraiński tygodnik „Dzerkało Tyżnia”, powołując się na własne źródła w Administracji Prezydenta.

Tygodnik dotarł do planu, który został przekazany prezydentowi Francji i kanclerz Niemiec przez Władimira Putina. Przewiduje on nadanie autonomii regionom kontrolowanym przez separatystów. Mają one też zostać rozszerzone do granic obwodów donieckiego i ługańskiego w ramach reformy konstytucyjnej, która miałaby przewidywać federalizację Ukrainy. Kijów miałby też dać gwarancje bezpieczeństwa kierownictwu samozwańczych republik. Z terytorium autonomicznych obwodów miałyby zostać wycofane wszystkie siły zbrojne, a także ukraińska milicja.

„Dzerkało Tyżnia” zwraca uwagę, że takie żądania są nie do zaakceptowania dla Kijowa, ponieważ oznaczają rozpad Ukrainy. Niemniej jednak plan rosyjskiego szefa państwa stał się bodźcem do zorganizowania w czwartek wizyty niemieckiej kanclerz i francuskiego prezydenta i opracowania wraz z Petrem Poroszenką nowego dokumentu, który sprowadza się do sprecyzowania wrześniowych porozumień mińskich, na przykład, poprzez zapisanie kalendarium realizacji.

Jeżeli te propozycje zostałyby zaakceptowane przez Władimira Putina, to jutro w Mińsku odbyłoby się jego spotkanie z Petrem Poroszenką, Angelą Merkel i Francois Hollandem. Na razie, po wczorajszych rozmowach przywódców Francji, Niemiec i Rosji w Moskwie, na niedzielę przewidziano jedynie konsultacje telefoniczne.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/ab

07.02.2015 (IAR) – Rozmowy Niemiec i Francji z Rosją są elementem tworzenia nowego porządku międzynarodowego. Tak sądzi gość Polskiego Radia 24, doktor Dominik Smyrgała z Collegium Civitas.

Jego zdaniem, stary porządek międzynarodowy załamał się, a początkiem tego procesu było utworzenie niepodległego Kosowa. Później doszło do rosyjskiego ataku na Abchazję i Południową Osetię, a wreszcie do agresji przeciwko Ukrainie. Gość PR 24 uważa, że Zachód może dążyć do porozumienia z Rosją, przewidującego oddanie jej części Ukrainy. Jednak nie rozwiąże to problemu, gdyż Rosja będzie chciała sobie podporządkować całą Ukrainę. Gość Polskiego Radia 24 uważa jednak, że rozmowy Angeli Merkel i Francois Hollande’a z Władimirem Putinem prawdopodobnie nie przyniosą przełomu.

Mówiąc o udziale Polski w negocjacjach, ekspert wyraził opinię, że jeśli Niemcy i Francja chcą porozumieć się z Rosją ponad głową Kijowa, to lepiej, że nie bierzemy w tym udziału. Jednak z drugiej strony Polska powinna podjąć jakąś inicjatywę, aby przeciwstawić się takim tendencjom.

Po wczorajszych rozmowach Merkel i Hollande’a z Putinem nie ogłoszono żadnego komunikatu. Jutro ma dojść do rozmów telefonicznych przywódców Niemiec, Francji i Rosji oraz prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenki.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Siekaj/buch

…i o tym właśnie od dłuższego czasu mówię… Polska nie powinna się mieszać w żadne ustalenia państw trzecich względem Ukrainy. Solidarność solidarnością, ale kiedy sam zachód podchodzi do sprawy dwu biegunowo (jedni chcą dozbrajać Ukrainę a drudzy chcą ją dzielić z Rosją) to nam nie wolno stawać po stronie kogokolwiek, i ze względu na własny interes narodowy wystarczy że solidaryzujemy się z Ukrainą (bezpośrednio) i wspieramy ją dyplomatycznie (tylko na to nas stać). Jeśli nawet mielibyśmy ją dozbrajać to nie trzeba się tym głośno chwalić, zresztą w tej sprawie nie powinna być to decyzja Polski a NATO (a tu daleko jest do kompromisu w tej sprawie). Słowem nic przeciwko Ukrainie, ale i nie dać się wypchać przed szereg w wygrażaniu Rosji. (Odys)

podobne: „Biały konwój” opuścił Ukrainę (podobno nie wrócił na pusto). Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej, Merkel studzi nadzieje na przełom negocjacji z Rosją. oraz: Co z paktem Putin-Merkel dotyczącym Ukrainy? Gazprom dopuści inne firmy do gazociągów, ale… Po wprowadzeniu sankcji zachodnich Chińczycy czekają na zlecenia z Rosji.

2. Monachium: NATO nie chce konfrontacji z Rosją. Steinmeier: dostawy broni na Ukrainie wysoce ryzykowneMcCain w Monachium: musimy dozbrajać Ukrainę

06.02.2015 (IAR) – NATO nie chce konfrontacji z Rosją, ale Moskwa nie może łamać międzynarodowych zasad – powiedział sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg na rozpoczęcie Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium.

Stoltenberg zaapelował do Rosji o zmianę jej polityki wobec sąsiadów. „To był czarny rok dla naszego bezpieczeństwa, a nowy zaczyna się podobnie”- mówił Stoltenberg komentując wydarzenia polityczne ostatnich miesięcy. Sekretarz generalny NATO oskarżał Rosję o destabilizowanie Ukrainy i wspieranie separatystów. Jak mówił, konflikt na Ukrainie pogłębia się i ma przerażające skutki dla cywilów, a Moskwa sama skazała się przez to na izolację. Stoltenberg zaapelował do Rosji o traktowanie sąsiadów jak suwerenne państwa i do przestrzegania podjętych zobowiązań.

Decyzja o sprzedaży broni Ukrainie należy do poszczególnych członków NATO – mówił. Stoltenberg wyjaśnił, że to nie NATO ma broń, ale jego poszczególni członkowie, i to oni będą decydować o jej ewentualnej sprzedaży. „To nie jest sprawa NATO i to nie leży w naszych kompetencjach” – powiedział Stoltenberg.

Sekretarz generalny podkreślił, że NATO wspiera Ukrainę na płaszczyźnie politycznej. Pomaga też reformę i modernizację ukraińskich sił zbrojnych, a także powiększa potencjał obronny Sojuszu we wschodniej Europie. Ułatwi, to jak powiedział Stoltenberg, odpowiedź NATO na wydarzenia na Ukrainie.

Otwierając Konferencję, minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen sceptycznie odniosła się pomysłu wysyłania broni na Ukrainę. „Skoncentrowanie się tylko na dostawach broni mogłoby rozniecić pożar i oddalić nas od oczekiwanego rozwiązania. W regionie już jest za dużo broni” – mówiła niemiecka minister. Von der Leyen dodała, że jej kraj nie będzie obojętny na aktualne wydarzenia międzynarodowe. Jak mówiła Niemcy są gotowe do przewodzenia, ale nie dominacji nad sąsiadami.

Sytuacja na Ukrainie jest dominującym tematem tegorocznej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Bierze w niej udział 20 przywódców państw i szefów rządów oraz blisko 60 ministrów obrony i spraw zagranicznych z całego świata.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/ agencje/Siekaj /nyg

08.02.2015 (IAR) – Dostawy broni na Ukrainie byłyby wysoce ryzykowne i destrukcyjne – powiedział szef dyplomacji Niemiec Frank-Walter Steinmeier na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium.

Polska nie wyklucza ewentualnego dozbrojenia ukraińskiej armii. Mówili o tym w Monachium polscy ministrowie obrony i spraw zagranicznych. O tym, że ukraińskiej armii trzeba dostarczyć broń, coraz głośniej mówią amerykańscy politycy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/WojciechCegielski/Monachium/ab

08.02.2015 (IAR) – Wpływowy republikański senator John McCain poparł pomysł dozbrajania Ukrainy. Na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium McCain ostrzegał, że Rosja chce zdominować Ukrainę i innych sąsiadów.

Jak mówił amerykański senator, prezydent Władimir Putin wcale nie chce rozwiązania dyplomatycznego. „Co prawda czasami idzie na taktyczne kompromisy, ale to tylko wstęp do dalszej agresji” – powiedział John McCain. Dodał, że w dozbrajaniu ukraińskiej armii nie chodzi o pytanie, czy Ukraina może mierzyć się z Rosją militarnie. Chodzi o to, jak długo Putin będzie w stanie prowadzić wojnę, która – jak wmawia swoim obywatelom – wcale się nie toczy, jeśli pomoże się Ukraińcom zwiększyć koszty dla rosyjskiej armii. „Dlatego musimy dostarczyć Ukrainie defensywną broń” – mówił McCain.

Wcześniej przeciwko dostawom broni owypowiedział się w Monachium szef dyplomacji Niemiec, który nazwał ten pomysł „wysoce ryzykownym”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Szymański/Wojciech Cegielski/Monachium/dabr

podobne: Zachód domaga się dyplomatycznego rozwiązania konfliktu ukraińskiego, ale są też głosy o dostawie broni. Władisław Guliewicz: „Szorstka przyjaźń” Polski i Ukrainy oraz: USA krytykuje plan Putina i niemiecka oferta. Komorowski o wsparciu militarnym dla Ukrainy. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie. Brzeziński o Rosji. Irak: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”. Rozmowy USA-Kuba i to: Merkel: Interwencja wojskowa nie wchodzi w rachubę. Serbskie memento (casus Kosowa). Czy USA zwróci Niemcom złoto z ukraińskich zapasów?

3. Będzie spotkanie w Mińsku ws. UkrainyNiemcy: dziesięciokrotnie więcej zabitych na Ukrainie

08.02.2015 (IAR) – Będzie spotkanie w Mińsku w sprawie Ukrainy. Prezydenci Ukrainy, Rosji i Francji oraz kanclerz Niemiec porozumieli się w tej sprawie telefonicznie podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Wstępnie mówi się o tym, że dojdzie do niego w środę, ale tego terminu na razie nie potwierdza prezydent Rosji Władimir Putin.

Rzecznik niemieckiego rządu poinformował, że środę w stolicy Białorusi o sytuacji na wschodniej Ukrainie będą rozmawiać władze tego kraju, Rosji, Francji i Niemiec. W spotkaniu w Mińsku mają wziąć udział Angela Merkel, Francois Hollande, Władimir Putin i Petro Poroszenko. Jak mówi rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert, celem rozmów będzie znalezienie „wszechstronnego rozwiązania konfliktu”.

Później jednak Władimir Putin powiedział, że środowy termin nie jest przesądzony. Wszystko zależy od tego, czy do tego czasu uda się uzgodnić stanowiska w kluczowych sprawach. Obecnie są one przedmiotem intensywnych rozmów.

Wiele deklaracji w sprawie Ukrainy padło na kończącej się dziś Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium.

Minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier uznał dostawy broni dla Ukrainy za wysoce ryzykowne i i destrukcyjne. Z kolei szef amerykańskiej dyplomacji John Kerry zapewniał, że w polityce wobec Kijowa nie ma podziału między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Zachód jest „zjednoczony, ściśle współpracuje i zgadza się, iż ten konflikt nie zakończy się przez działania militarne”. „Jesteśmy zjednoczeni w naszej dyplomacji” – dodał Kerry.

Szefowa unijnej dyplomacji zadeklarowała dziś poparcie dla ukraińskiej misji Angeli Merkel i Francois Hollande’a. Federica Mogherini mówiła, że bez względu na wynik rozmów negocjacje są obowiązkiem Unii Europejskiej. „Nie wiemy jeszcze, czy te wysiłki się powiodą. Ale naszym obowiązkiem jest próbować. Nie tylko z powodu pilnej potrzeby osiągnięcia trwałego zawieszenia ognia, ale także dlatego, że wiemy, iż nie ma innej możliwości rozwiązania tego kryzysu niż dyplomacja” – powiedziała Mogherini.

Z kolei brytyjski minister spraw zagranicznych Philip Hammond w wypowiedzi dla telewizji SKY ostro potępił Rosję i Władimira Putina. „Ten człowiek posłał wojsko przez granicę międzynarodową i zajął terytorium innego państwa. Postąpił jak jakiś tyran z połowy XX wieku. Cywilizowane narody nie zachowują się w ten sposób w XXI wieku ” – powiedział brytyjski szef dyplomacji Philip Hammond.

Tymczasem prorosyjscy separatyści nie zmniejszają aktywności na wschodzie Ukrainy. W nocy atakowali wojska 39 razy, głównie na Debalcewie, ważnym węźle kolejowym.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/zbiorcza/to/ab

08.02.2015 (IAR) – Niemiecki wywiad szacuje, że liczba ofiar śmiertelnych wojny na Ukrainie jest dziesięciokrotnie większa, niż oficjalne dane. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” podaje, że według informacji wywiadowczych, zabitych jest 50 tysięcy – to zarówno ukraińscy cywile, jak i wojskowi. Prezydent Petro Poroszenko powiedział wczoraj na konferencji w Monachium, że na wojnie zginęło 1200 żołnierzy i 5400 cywilów. Także ONZ podawało mniejszą liczbę zabitych.

Działania wojenne na wschodniej Ukrainie trwają od kwietnia ubiegłego roku. W obwodach donieckim i ługańskim separatyści, wspierani przez Rosję, wystąpili przeciwko rządowi w Kijowie i ogłosili powstanie niezależnych republik. W odpowiedzi na to ukraińskie wojska rozpoczęły na tym terytorium operację antyterrorystyczną, mająca na celu odbicie regionu z rąk prorosyjskich bojówkarzy.

Na środę zapowiedziano nowy szczyt w Mińsku w sprawie Ukrainy. Wezmą w nim udział Angela Merkel, Francois Hollande, Władimir Putin i Petro Poroszenko. Przywódcy Niemiec, Francji, Rosji i Ukrainy ustalili spotkanie podczas rozmowy telefonicznej.

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko oświadczył, że rozmowa przyniosła pewien postęp. Jak dodał, Zachód ma nadzieję, że rozmowy w Mińsku doprowadzą do „rychłego i bezwarunkowego” wstrzymania ognia po obu stronach.

http://www.faz.net &IARwcześń./dw/ab

podobne: Ukraina: Służba Graniczna powstrzymała interwencję Rosji która szykuje kolejny konwój. Parada jeńców w Doniecku kontra czystki etniczne. Szczyt w Mińsku a stosunki Rosyjsko-Ukraińskie. Kryzys ukraiński a jedność Europy. oraz: Kryzys na Ukrainie a prawa człowieka. Zbrodnie wojenne Ukraińców na Ukraińcach.

…to bardzo dziwne że z jednej strony lansuje się Rosję jako bezprawnego agresora a jednocześnie maskuje się prawdziwy wymiar zbrodni najeźdźcy… Czyżby nie tylko Putin dokonywał zbrodni na Ukrainie. Po co mieliby Ukraińcy zaniżać liczbę ofiar jako pokrzywdzony w tej wojnie naród? Może Niemcy wiedzą coś więcej a podanie przez nich tej informacji (dość ważnej uważam) do publicznej wiadomości ma zmusić nowe ukraińskie władze (które być może stoją za sporą częścią niewinnie zabitych ofiar) do ustępstw wobec separatystów w nadchodzących rozmowach w Mińsku? (Odys)

4. Monachium: Kerry o nowych sukcesach w walce z islamistamiIran sceptyczny ws umowy nuklearnejCzy Baszir al-Assad sięga po atom?

08.02.2015 (IAR) – Koalicja przeciwko Państwu Islamskiemu ma na koncie nowe sukcesy – twierdzi amerykański sekretarz stanu John Kerry. Mówił on o tym w czasie zakończonej właśnie Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Zaapelował też, aby kolejne kraje włączały się w walkę z radykalnymi islamistami.

John Kerry twierdzi, że koalicja przeciwko fanatykom w Iraku i Syrii liczy już 60 krajów. Od września dokonano dwóch tysięcy nalotów, w większości z udziałem amerykańskiego lotnictwa.

Amerykański polityk mówił w Monachium, że uderzenia z powietrza oraz walki prowadzone przez iracką i kurdyjską armię poważnie osłabiły Państwo Islamskie. „Dokonaliśmy około dwóch tysięcy nalotów. Odzyskaliśmy 700 kilometrów kwadratowych terenów, jedną piątą terenów, które kontrolowali. Odebraliśmy im 200 instalacji ropy i gazu, z których czerpali dochody. Zniszczyliśmy ich strukturę dowodzenia i podważyliśmy propagandę, eliminując połowę dowództwa. Ograniczyliśmy ich finanse, zniszczyliśmy sieć zaopatrzenia i sprawiliśmy, że dwa razy się zastanowią, zanim pojadą gdziekolwiek w otwartym konwoju” – mówił John Kerry w Monachium.

Amerykanie przestrzegają jednak, że radykałowie nie zostali jeszcze pokonani, a walka z nimi będzie trwała wiele miesięcy. Dlatego John Kerry zaapelował o włączanie się do koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu.

John Kerry podkreślił, że radykałowie w Iraku i Syrii nie mają nic wspólnego z islamem. Jak mówił, prezentują nihilizm i kryminalną anarchię.

„Nie ma takiej historii, religii, ideologii, psychologii, polityki, ekonomii czy osobistych ambicji, które usprawiedliwiają mordowanie dzieci, porywanie i gwałcenie nastolatek czy zarzynanie nieuzbrojonych cywilów. Te okrucieństwa nie mogą nigdy zostać zracjonalizowane czy wybaczone. Musimy przeciwstawić się im każdą cząstką naszego jestestwa i musimy je powstrzymać” – powiedział Kerry.

Od niemal roku fanatycy zajmują kolejne tereny w Iraku i w Syrii i ustanowili tak kalifat, czyli państwo oparte na radykalnej wersji islamu. Na zajętych terenach dokonują brutalnych egezkucji. Z ich rąk zginęły już setki miejscowych szyitów i sunnitów, ale także kilku zagranicznych dziennikarzy i pracowników organizacji humanitarnych.

Wściekłość w krajach arabskich wywołało w ostatnich dniach spalenie żywcem jordańskiego pilota. Po tym zdarzeniu Jordania zdecydowała się na zwiększenie liczby nalotów na pozycje bojowników. Do koalicji przystąpiły niedawno Zjednoczone Emiraty Arabskie, których lotnictwo cieszy się opinią jednego z najskuteczniejszych na Bliskim Wschodzie.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Cegielski/Wojciech Szymański/Monachium/dabr

08.02.2015 (IAR) – Iran nie jest pewien, czy uda się osiągnąć porozumienie nuklearne ze światem. Mówił o tym na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium irański minister spraw zagranicznych. Mohammad Zarif dwukrotnie w ostatnich dniach spotkał się w bawarskiej stolicy z amerykańskim Sekretarzem Stanu Johnem Kerrym. Efekty rozmów nie są znane.

31 marca upływa termin na wynegocjowanie stałego porozumienia świata z Iranem w sprawie programu nuklearnego. Coraz częściej słychać jednak obawy, że do tego czasu stronom nie uda się porozumieć.

Irański minister Mohammad Zarif nie wykluczył w Monachium, że negocjacje zakończą się porażką. „Jestem sceptyczny, bo mam ku temu powody. Ale wierzę, że porozumienie, w którym nie ma wygranych i przegranych i w którym interesy wszystkich stron są zachowane, są na korzyść wszystkich – naszego regionu, pokoju na świecie oraz rozwoju irańskiej nauki” – mówił irański minister.

Jednocześnie Mohammad Zarif powiedział, że jeśli rozmowy poniosą klęskę, to można będzie szukać innych dróg porozumienia. „Jeśli nie będzie porozumienia, to świat się nie skończy. Próbowaliśmy, ale nam się nie udało. To pomyślimy o innych procedurach” – dodał.

Mohammad Zarif podkreślił, że warunkiem porozumienia z Iranem jest zniesienie sankcji nałożonych przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską. „Restrykcje nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Kiedy nakładano sankcje na Iran, mieliśmy niespełna 200 wirówek. Jeśli celem sankcji było powstrzymanie Iranu przed rozwojem programu nuklearnego, to się to całkowicie nie udało. Bo teraz mamy 20 tysięcy wirówek” – podkreślił Zarif w Monachium.

Irański minister przyznał, że dotychczasowe rozmowy nie przyniosły przełomowych zmian w stosunkach Teheranu z Zachodem, bo wciąż po obu stronach pozostała nieufność.

Świat obawia się, że Iran pracuje nad wyprodukowaniem broni nuklearnej, ale Teheran twierdzi, że program atomowy ma służyć wyłącznie celom pokojowym. Międzynarodowi negocjatorzy próbują skłonić Teheran, by ograniczył produkcję, wzbogaconego uranu, który jest głównym składnikiem broni atomowej.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski & Wojciech Szymański, Monachium/ab

podobne: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie. oraz: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji).

źródło: stooq.pl

„Gdy 9 stycznia br. niemiecki tygodnik „Der Spiegel” opublikował na swych łamach sensacyjny raport, zatytułowany „Sekret Assada: dowody wskazują na syryjskie dążenie do pozyskania broni atomowej”, świat nie tylko nie zawrzał oburzeniem, ale wręcz niemal nie zauważył tej publikacji…

…Zgodnie z głównymi tezami publikacji niemieckiego tygodnika, władze w Damaszku – przy wydatnej pomocy i asyście swego irańskiego sojusznika – kontynuują od wielu lat kolejny tajny program nuklearny o militarnym charakterze (a więc mający na celu pozyskanie broni atomowej). Program ów miałby być kontynuacją wcześniejszego, zaawansowanego projektu budowy syryjskiej „broni A”, który przerwany został w 2007 roku w wyniku akcji izraelskich sił powietrznych (operacja „Orchard”). Obecny, „nowy” syryjski program nuklearny, oparty ma być o posiadane już przez Syryjczyków know-how oraz te elementy poprzedniego projektu, które udało się odzyskać lub odtworzyć po operacji izraelskiej. Projekt ten, podjęty już w 2008 roku, pierwotnie prowadzony był zapewne głównie w bazie SAAF (Syryjskich Arabskich Sił Powietrznych) w Madżr as-Sultan koło Damaszku. Faktem jest, że w obiekcie tym, już wcześniej posądzanym o bycie jednym z miejsc składowania syryjskiej broni chemicznej, prowadzona była w latach 2009 – 2011 podejrzana aktywność, która zwróciła uwagę m.in. MAEA. W 2012 roku, ze względu na nasilającą się rebelię i bezpośrednie zagrożenie dla bazy [1], elementy projektu miały zostać ewakuowane w relatywnie spokojniejszy region zachodniej Syrii, w okolice miasta Al-Qusayr. Tam, w podziemnym kompleksie o kryptonimie „Zamzam”, wykutym głęboko w zboczu wzgórza, kontynuowane mają być – zdaniem autorów raportu – prace nad skonstruowaniem syryjskiej broni atomowej.

Teza, postawiona w artykule „Spiegla”, oparta jest jednak na bardzo wątłych przesłankach i zawiera wiele niejasności, a nawet sprzeczności. Co gorsza, wiele faktów i danych ewidentnie interpretowanych jest pod postawioną z góry tezę, zakładającą nieustanne dążenie władz w Damaszku do wejścia w posiadanie własnej broni atomowej.

Autorzy artykułu przyjęli za pewnik, że prezydent Baszir al-Assad wciąż dąży do uzyskania broni jądrowej. Teza taka nie jest jednak racjonalnie i w sposób przekonujący wyjaśniona, opierając się raczej na przypuszczeniach dziennikarzy niemieckiego tygodnika (lub raczej ich tajemniczych informatorów). Nawet jeśli rzeczywiście syryjski prezydent (a wcześniej jego ojciec, Hafez al-Assad) marzył kiedyś o własnej „broni A”, jako strategicznym czynniku odstraszania głównie wobec Izraela, to w obecnych realiach strategicznych i operacyjnych w Syrii raczej nie traktuje już tego celu priorytetowo. Pod koniec czwartego roku krwawej, brutalnej wojny domowej syryjski reżim nie ma warunków, ani tym bardziej sił i środków, na realizację tak ambitnego, kosztownego i co najważniejsze wymagającego spokoju zadania, jakim jest prowadzenie programu nuklearnego (zwłaszcza o charakterze militarnym). Rząd w Damaszku – choć jego sytuacja jest obecnie i tak znacznie korzystniejsza, niż jeszcze dwa-trzy lata temu – wciąż walczy jednak głównie o swoje fizyczne przetrwanie, o być albo nie być zarówno dla siebie, jak i dla tych grup etnicznych i wyznaniowych społeczeństwa syryjskiego, które w ciągu tych kilku lat konfliktu opowiedziały się po jego stronie (oprócz Alawitów są to także szyici, Druzowie, chrześcijanie oraz większość społeczności kurdyjskiej). Specyfika konfliktu syryjskiego sprawia ponadto, że siły wierne B. al-Assadowi walczą dziś równocześnie na wielu frontach: ich przeciwnikiem są nie tylko rebelianci z „umiarkowanych” frakcji islamskich (Front Islamski, Syryjski Front Rewolucyjny) czy resztek Wolnej Armii Syryjskiej (FSA), ale też dżihadyści z Frontu al-Nusrah (oficjalnej ekspozytury Al-Kaidy w Syrii) oraz rosnącego w siłę Państwa Islamskiego (IS). Kontrolując niewiele ponad trzecią część kraju, władze w Damaszku nie mogą więc czuć się na tyle komfortowo, aby pozwolić sobie na trwonienie swych relatywnie szczupłych sił i środków na realizację abstrakcyjnych projektów, takich jak program nuklearny. Nawet, jeśli założyć – co sugerują autorzy raportu „Spiegla” – że projekt taki miałby być realizowany przy wydatnej asyście Irańczyków, a ochraniany przez ich libańskich sprzymierzeńców z Hezbollahu…. 

…Wątek irański? 

W myśl jednej z popularniejszych ostatnio (zwłaszcza w źródłach izraelskich) opcji, instalacja w okolicy Al-Qusayr miałaby służyć nie tyle syryjskiemu programowi zbrojeń nuklearnych, co jego irańskiemu odpowiednikowi. Teoria ta zakłada, że reżim w Syrii udostępnił terytorium swego kraju i swoje zasoby na potrzeby irańskiego projektu atomowego. Zgodnie z tym założeniem, „syryjski” element programu irańskiego – oparty na technologii plutonowej i realizowany przy wydatnej współpracy z Koreą Płn., a ochraniany przez elitarne formacje Hezbollahu – stanowiłby uzupełnienie projektu irańskiego, realizowanego głównie w oparciu o technologię wzbogacania uranu.

Izolacja instalacji w Al-Qusayr, a zwłaszcza jej bliskie sąsiedztwo z terenami zaciekłych walk z rebeliantami, każe jednak wątpić w możliwość wykorzystywania tego obiektu przez Irańczyków jako ich „zagranicznej” instalacji nuklearnej. Zakładając nawet, że Islamska Republika poszukuje alternatywnych (lub komplementarnych) lokalizacji obiektów jądrowych względem własnych instalacji – co jest dość karkołomną tezą – to obiekt w Al-Qusayr zdaje się być najgorszym wyborem z możliwych. W przypadku Syrii, o wiele lepsze warunki (w zakresie bezpieczeństwa, ale też pod względem organizacyjno-logistycznym) istnieją choćby w Tartus lub Latakii – alawickich regionach kraju, od początku wojny kontrolowanych niepodzielnie przez siły reżimu, z lojalną ludnością i niezłym zapleczem techniczno-transportowym (w tym własnymi portami pełnomorskimi).

Podsumowanie

Kwestia, co tak naprawdę kryje tajemnicza instalacja w pobliżu Al-Qusayr, wciąż pozostaje otwarta. Publikacja tygodnika „Der Spiegel” nie przedstawia niestety wiarygodnych i rzetelnych odpowiedzi na to pytanie, dążąc za to (nieco na siłę) do przedstawienia omawianego problemu w jednoznacznie niekorzystnym dla obecnych władz w Damaszku świetle. Fakty wskazują tymczasem, że prawdopodobieństwo istnienia w omawianym kompleksie aktywnej (a więc znajdującej się w fazie operacyjnej) instalacji nuklearnej (niezależnie, jakiego rodzaju) jest niewielkie, a wręcz bliskie zeru.

Powyższa konstatacja nie oznacza jednak, że publikacja niemieckiego tygodnika nie zawiera przysłowiowego „ziarnka prawdy”. Wiele wskazuje bowiem na to, że syryjski reżim rzeczywiście próbował, tuż przed wybuchem wojny domowej w kraju, odtworzyć swój dawny program nuklearny, odbudowując go przy pomocy zarówno Iranu, jak i KRL-D. Należy pamiętać, że o ile w trakcie operacji „Orchard” Izraelczycy zrównali z ziemią obiekt w Al-Kibar, zawierający najpewniej reaktor gazowo-grafitowy, o tyle nie zdołali zniszczyć wszystkich prętów paliwowych i części instalacji odpowiedzialnej za „odzyskiwanie” plutonu, które znajdowały się poza zbombardowaną lokalizacją…” (Tomasz Otłowski)

całość tu:  geopolityka.org

podobne: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS. oraz: Wątek Izraela w syryjskim zamieszaniu czyli… „Uderz w Syrię a nożyce się odezwą”

Paweł Kuczyński - Wojna czy pokój.

Paweł Kuczyński – Wojna czy pokój.

USA krytykuje plan Putina i niemiecka oferta. Komorowski o wsparciu militarnym dla Ukrainy. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie. Brzeziński o Rosji. Irak: Ofensywa Kurdów i sukcesy w walce z Państwem Islamskim oraz francuscy żołnierze po stronie „Jihadu”. Rozmowy USA-Kuba


1. ONZ: USA krytykuje plan Putina„Sueddeutsche Zeitung”: niemiecka oferta dla Putina. Polityka ustępstw wobec Rosji może być niebezpieczna

21.01.2015 (IAR) – Ambasador USA przy ONZ nie zostawia suchej nitki na planie pokojowym Władimira Putina. Samantha Power mówiła na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa w Nowym Jorku, że Putin chce Donbas okupować.

„Plan pokojowy Putina trzeba nazwać po imieniu – rosyjskim planem okupacji.” – mówiła Power. Jej zdaniem, rosyjski prezydent chce w ten sposób „zalegitymizować” podległość Moskwie terytoriów na wschodzie Ukrainy, a także stacjonujących tam rosyjskich żołnierzy i sprzętu wojskowego.

Plan Putina, ogłoszony przez rzecznika Kremla w ubiegłym tygodniu, zakładał między innymi wycofanie przez obie strony ciężkiej artylerii do wyznaczonej linii oraz wpłynięcie na separatystów, by działali na rzecz „uniknięcia dalszych ofiar wśród cywilów.” Rosja przesłała te pomysły listownie Ukrainie, jej prezydent odrzucił ten plan.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/AFP./wcześn/to/łp

podobne: Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie. oraz: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego.

23.01.2015 (IAR) – Niemcy są gotowe do rozmów z Moskwą na temat utworzenie europejsko-rosyjskiej strefy handlowej. Donosi o tym dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. Warunkiem jest jednak załagodzenie przez Rosję konfliktu na Ukrainie.

Gazeta przytacza wypowiedź kanclerz Angeli Merkel, która na forum ekonomicznym w Davos miała powiedzieć, że jest gotowa do rozmów na temat strefy handlowej. Zastrzegła jednak, że warunkiem jest opracowanie kompleksowego rozwiązania kryzysu na Ukrainie. W podobnym tonie miał wypowiadać się także niemiecki wicekanclerz Sigmar Gabriel. Jak czytamy, polityk sugerował, że Unia Europejska musi zastanowić się co zaoferować Rosji po zakończeniu wojny i że Moskwie powinno się zaproponować jakieś wyjście. Gabriel także zastrzegał jednak, że Rosja musi przestrzegać porozumienia pokojowego z Mińska.

„Sueddeutsche Zeitung” nazywa stanowisko niemieckich władz dyskretną ofertą złożoną prezydentowi Rosji w sprawie rozwiązania konfliktu na Ukrainie.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Wojciech Szymański,Berlin/dyd

23.01.2015 (IAR) – Istnieje obawa, że Berlin będzie walczył mocniej o własne interesy, niż o stabilizację – uważa Juliusz Sabak, ekspert serwisu Defence24.pl. Jak donosi niemiecka prasa – politycy tego kraju sugerują, że Unia Europejska powinna zaproponować Rosji dodatkowe korzyści w przypadku zakończenia wojny na wschodzie Ukrainy.

Juliusz Sabak jest wobec nowej koncepcji dość sceptyczny. Niemcy, w jego opinii, zdają się poszukiwać rozwiązania, które bardziej poprawi stosunki niemiecko-rosyjskie niż rosyjsko-unijne, także sytuacja na Ukrainie nie jest tu traktowana najpoważniej. Ekspert uważa, że może to doprowadzić do rozłamu w polityce europejskiej względem Rosji. Już teraz wyraźne są sygnały zarówno z samych Niemiec, gdzie odbywają się protesty o wymowie pacyfistycznej, jak i z Unii Europejskiej, która sama zaczyna czuć ciężar sankcji ekonomicznych.

Niemiecki rząd skłania się obecnie ku ustępstwom wobec Rosji, ale wprowadzenie takiej polityki mogłoby oznaczać niebezpieczny precedens, który – jak uważa Sabak – mógłby stwarzać nowe zagrożenia. Ekspert wyraża obawę o kraje bałtyckie, jak również terytoria, na których znajdują się istotne dla Rosji złoża.

Jak donosi „Sueddeutsche Zeitung”, o gotowości do podjęcia rozmów o utworzeniu z Rosją wspólnej strefy handlu mówiła w Davos Angela Merkel. W podobnym tonie wypowiadał się także wicekanclerz Niemiec.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Przemysław Pawełek/K.P.

podobne: Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. oraz: Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej, Merkel studzi nadzieje na przełom negocjacji z Rosją. i to: Co z paktem Putin-Merkel dotyczącym Ukrainy?  a także: Niemcy i Węgry przeciwne antyrosyjskim sankcjom. Francuski Total prowadzi rozmowy z Łukoilem.

2. Prezydent przeciw rozważaniu bezpośredniego wsparcia militarnego dla Ukrainy.

22.01.2015 (IAR) – Prezydent przeciw rozważeniu ewentualnego bezpośredniego wsparcia polskiego wojska dla Ukrainy. Bronisław Komorowski komentował w rozmowie w TVPInfo słowa byłego opozycjonisty Zbigniewa Bujaka, który uznał, że „byłoby fantastycznie, gdyby polscy żołnierze walczyli w Doniecku”. Do tych słów odniósł się też kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda, który stwierdził, że „to jest bardzo poważna decyzja, trzeba by się nad nią dobrze zastanowić”.

Według Bronisława Komorowskiego, to niepoważna i groźna ocena, szczególnie, że pada z ust pretendenta do roli zwierzchnika sił zbrojnych. Prezydent powiedział, że powadze Polski nie służy opinia kraju, który mógłby w ogóle rozważać scenariusze samodzielnej od Unii Europejskiej i NATO drogi politycznej wobec Ukrainy. Zdaniem prezydenta, Ukrainie służyć może zwartość Unii i NATO we wspieraniu Kijowa w umacnianiu suwerenności. Bronisław Komorowski dodał, że nie sądzi, by ktokolwiek na Ukrainie liczył na wygraną przy użyciu swoich czy obcych żołnierzy z Rosją.

Bronisław Komorowski odniósł się też do oburzenia, jakie w Moskwie wywołały słowa polskiego szefa MSZ. Grzegorz Schetyna zwrócił uwagę na to, że obóz Auschwitz-Birkenau wyzwalali też Ukraińcy walczący w Armii Czerwonej.

Prezydent stwierdził, że należy uszanować, że to Rosjanie stanowili największą grupę wtedy walczącą. Zastrzegł, ze lepiej się skupić na przeżyciu pamięci o likwidacji obozu w Auschwitz i dramatycznym doświadczeniu ludobójstwa. „Nie warto tego plątać w sumie dosyć nie na miejscu, nie w tej chwili istotne spory natury historycznej” – dodał.

IAR/tvpinfo/lp/ab

podobne: Koziej o roli Polski w kryzysie ukraińskim.  oraz: Polski sprzęt dla „szpicy” NATO. Broń dla Ukrainy na własną rękę. Niemcy nie chcą zwiększać wydatków na obronność. Rosja zbuduje własne „Mistrale”. i to: Broń dla Ukrainy może oznaczać eskalację działań: polskie MSW wesprze Ukrainę, MON nie mówi nie.

3. NATO: Rosja zwiększa swoje siły na Ukrainie.  Z.Brzeziński o Rosji.

21.01.2015 (IAR) – Rosja zwiększyła swoje siły na Ukrainie – potwierdza NATO i ponawia apel do Moskwy o wycofanie wojsk.

Szef Sojuszu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg mówił o zwiększonej liczbie czołgów, artylerii i systemach obrony powietrznej. Nie chciał jednak komentować wypowiedzi ukraińskiego prezydenta i podawać dokładnej liczby wojsk i sprzętu. Petro Poroszenko powiedział dziś w Davos, że na wschodzie Ukrainy rozmieszczonych jest ponad 9 tysięcy rosyjskich żołnierzy, a także ponad 500 rosyjskich czołgów, transporterów opancerzonych i jednostek artylerii. Rosja odrzuciła te oskarżenia. Natomiast Sojusz kolejny raz obwinił Moskwę o łamanie wrześniowego porozumienia z Mińska. Sekretarz generalny NATO podkreślił, że utrzymywanie przedz Rosję wojsk na wschodzie Ukrainy nie przyczynia się do pokojowego rozwiązania konfliktu.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Beata Płomecka/Bruksela/dabr

podobne: Ukraińska armia weszła do Ługańska. Sytuacja z kolumną humanitarną i wojskową (USA nie potwierdzają rosyjskiej agresji). Czechy: ćwiczenia lotnictwa NATO. Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów. Gaza – jak zakończyć wojnę. oraz: Ukraina i NATO (komentarz Janusza Korwin-Mikke). Rosja testuje pocisk balistyczny „Buława” i zwiększa aktywność wojskową.

22.01.2015 (IAR) – Zbigniew Brzeziński apeluje do Stanów Zjednoczonych i NATO o rozlokowanie wojsk na Litwie, Łotwie i w Estonii. Podczas przesłuchania w amerykańskim Senacie wyraził obawę, że Władimir Putin zechce powtórzyć scenariusz krymski w krajach bałtyckich.

Zbigniew Brzeziński uważa, że jeśli Władimir Putin zechce zająć kraje bałtyckie, to nie będą one w stanie przeciwstawić się rosyjskiej agresji. „Jedyny wiarygodny i pokojowy sposób na wzmocnienie regionalnego bezpieczeństwa, to rozlokowanie kontyngentów NATO” – powiedział. Według Zbigniewa Brzezińskiego, wysłanie takich jednostek na Litwę, Łotwę i Estonię nie stanowiłoby zagrożenia dla Rosji, ale sprawiłoby, że w razie inwazji Moskwa ryzykowałaby konfliktem z NATO. Zbigniew Brzeziński zaapelował też o rozlokowanie przez USA i ich sojuszników sprzętu wojskowego w Polsce oraz przekazanie Ukrainie broni defensywnej. „Putin igra z ogniem finansując i zbrojąc lokalną rebelię, a czasami interweniując militarnie bezpośrednio w celu zdestabilizowania Ukrainy ekonomicznie i politycznie, i zniszczenia europejskich aspiracji tego kraju” – powiedział Zbigniew Brzeziński. Zaproponował też dla Ukrainy model fiński, w którym kraj ten pozostanie neutralny militarnie, ale utrzyma związki gospodarcze z Zachodem.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/em/

podobne: Ukraina dąży do NATO, armia nie skorzysta z korytarzy humanitarnych. „Siły pokojowe” OUBZ kontra „siły szybkiego reagowania” NATO. Finowie i Szwedzi w gotowości bojowej, Norwegia i magazyny broni USA. oraz: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów polecam również: Bębny wojny? Korea Północna testuje rakiety. Manewry lotnicze w Rosji. USA wzmocnią siły lądowe i morskie w krajach na wschodzie NATO. Wywiad USA prognozuje wkroczenie Rosjan na wschodnią Ukrainę i to: Zmiany planów obronnych NATO

4. Irak – nowa ofensywa Kurdów. Sukcesy w walce z Państwem Islamskim. Kerry po spotkaniu ws. walki z Państwem IslamskimByli francuscy żołnierze walczą pod sztandarem Państwa Islamskiego

21.01.2015 (IAR) – Iraccy Kurdowie przypuścili nową ofensywę na północy kraju. Chcą w ten sposób odciąć radykałom z Państwa Islamskiego drogi zaopatrzenia z ich baz w Syrii na tereny w Iraku.

Kurdyjscy żołnierze przegnali w ostatnim czasie radykałów z okolicy tamy w Mosulu. Zaopatruje ona w prąd niemal całą prowincję Anbar czyli tereny w Iraku, gdzie fanatycy z Państwa Islamskiego mają największe wpływy. Teraz ofensywa Kurdów postępuje dalej na południe, by odciąć radykałom drogi transportu zaopatrzenia.

Tymczasem od poniedziałku koalicja pod wodzą Amerykanów dokonała już ponad 20 nalotów na pozycje Państwa Islamskiego. Dotychczasowe bombardowania miały wyraźnie osłabić radykałów, choć generałowie podkreślają, że potrzeba jeszcze wiele czasu, zanim będzie można mówić o sukcesie.

Z kolei ONZ ostro potępiła tzw. sądy koraniczne, które ustanowili islamiści na podbitych terenach. „Mamy wiele informacji o kobietach na których dokonano egzekucji w Mosulu i w innych miastach, po wyrokach tzw. sądów religijnych” – mówi rzeczniczka ONZ-owskiego Biura Praw Człowieka Ravina Shamdasani.

ONZ twierdzi, że na należących do islamistów stronach pojawiły się ostatnio zdjęcia kamienowanych kobiet i krzyżowanych mężczyzn.

Od czasu, gdy niemal rok temu sunniccy rebelianci zaczęli przejmować kolejne tereny w Syrii i w Iraku, pojawiają się doniesienia o dokonywanych przez nich czystkach etnicznych na jazydach, chrześcijanach czy szyitach. Po ustanowieniu kalifatu islamiści wprowadzili własne sądy, walutę i kodeks zachowań. Za jego złamanie grożą surowe kary.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/Al-Jazeera/UN/kry

podobne: Obama upoważnił wojsko do ograniczonych ataków w Iraku. Sukcesy islamistów (widmo nowej interwencji)Pełzająca interwencja w Iraku. oraz: USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku i to: Irak: kurdyjscy rebelianci zajęli dwa pola naftowe. polecam również: Wsparcie dla Kurdów w Iraku. Libia prosi o międzynarodową interwencję. a także: Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji) oraz: Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów.

22.01.2015 (IAR) – Amerykanie ogłaszają sukcesy w walce z Państwem Islamskim. Źródła dyplomatyczne twierdzą, że do tej pory w Iraku i w Syrii zabito 6 tysięcy radykalnych bojowników i połowę dowództwa fanatycznej organizacji.

Zarówno z Iraku, jak i z Syrii w ostatnich dniach nadchodzą dobre wieści. Od środy Amerykanie i koalicjanci dokonali w sumie 31 nowych nalotów na pozycje radykałów. Dyplomaci twierdzą, że połowa dowództwa Państwa Islamskiego została wybita, a w sumie zginęło już 6 tysięcy bojowników. Irakijczycy poinformowali dzisiaj o zabiciu dowódcy radykałów w prowincji Anbar na zachodzie kraju.

Wczoraj Kurdowie przypuścili nową ofensywę na północy Iraku niedaleko Mosulu. Chodzi o to, by operującym w Iraku islamistom odciąć drogi zaopatrzenia z Syrii. Wcześniej informowano, że fanatyków wygnano z rejonu strategicznej tamy w Mosulu. Eksperci ostrzegają jednak, że Państwo Islamskie łatwo nie daje za wygraną i w każdej chwili może chcieć wrócić na tereny, z których przegnano bojowników.

Amerykański sekretarz stanu John Kerry informował na konferencji w Londynie, że od sierpnia, gdy rozpoczęła się ofensywa przeciwko radykałom, siły koalicyjne dokonały niemal dwóch tysięcy nalotów.

W ubiegłym roku fanatyczni bojownicy, którzy nazwali się Państwem Islamskim, rozpoczęli zajmowanie kolejnych terenów w Iraku i Syrii. W podbitych miejscach ustanowili islamski kalifat i wprowadzili nowe, surowe zasady postępowania. Z Iraku i Syrii systematycznie dochodzą informacje o torturach, masowych egzekucjach czy gwałtach, jakich dopuszczają się radykałowie. ONZ twierdzi nawet, że bojownicy krzyżują i kamienują nieposłusznych sobie ludzi.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/RTR/Al-Arabiya/CNN/em/

podobne: Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?) i to: Bliski Wschód: Obama upoważnił wojsko do ograniczonych ataków w Iraku. Sukcesy islamistów (widmo nowej interwencji).

22.01.2015 (IAR) – W Londynie zakończyło się spotkanie ministrów spraw zagranicznych 21 państw koalicji walczącej z Państwem Islamskim. Współprzewodniczący obrad, amerykański sekretarz stanu John Kerry dał do zrozumienia, że koalicja 60 państw obecnych na pierwszej takiej naradzie w grudniu w Brukseli ani nie stopniała, ani się nie rozpadła, a dzisiejsze spotkanie miało charakter grupy roboczej.

John Kerry podkreślił, że dzięki wysiłkom irackiej armii, kurdyjskich peszmergów i lotnictwa koalicji udało się zatrzymać dalsze postępy Państwa Islamskiego, które określa arabskim skrótem DAESH (wym. dasz). „Siły lądowe, wsparte przez prawie 2 tysiące uderzeń powietrznych, odbiły z rąk DAESH ponad 700 kilometrów kwadratowych. Trwają szkolenia w Iraku; doradcy koalicyjni intensyfikują swoje wysiłki, aby utworzyć 12 nowych brygad irackich. A tej wiosny rozpoczniemy szkolenie sił syryjskiej opozycji w obozach w Arabii Saudyjskiej, Turcji i Katarze” – powiedział John Kerry. Dodał, że koalicja nie zajmuje się tylko walką z Państwem Islamskim. „Myślimy również, jak pomóc ofiarom DAESH w odbudowie ich życia, kiedy DAESH odejdzie do historii. To ma krytyczne znaczenie” – powiedział amerykański sekretarz stanu i wymienił pomoc w odbudowie administracji i rządów prawa, dostawy wody i energii oraz pomoc humanitarną dla wielu ofiar Państwa Islamskiego, zwłaszcza kobiet i dziewcząt.

Jutro John Kerry podejmie temat walki z dżihadyzmem i radykalizacją na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Davos.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/em/

podobne: Obama przed szkodą i po szkodzie głupi. Znowu będzie wspierał „umiarkowaną opozycję” w Syrii. Zapowiada zniszczenie ISIL ale wojsk nie wyśle, za to wyśle armię do „walki” z Ebolą. Secesyjne plany Teksasu. oraz: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS i to: MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.

22.01.2015 (IAR) – Kilkudziesięciu byłych francuskich żołnierzy walczy pod sztandarem tak zwanego Państwa Islamskiego. Takie informacje przyniosła rozgłośnia RFI.

Wiadomość starał się zbagatelizować minister obrony Jean-Yves Le Drian, który twierdzi, że to marginesowe zjawisko. Tymczasem według informacji zebranych przez media można mówić o kilkudziesięciu osobach, które na terenach zajętych przez tak zwane Państwo Islamskie biorą udział bezpośrednio w walce, zajmują się szkoleniem młodych ochotników przybywających z Francji lub prowadzą instruktaż zastosowania ładunków wybuchowych. W Syrii i w Iraku przebywa ponad tysiąc obywateli francuskich – kobiet i mężczyzn. Ponad połowa z nich walczy z bronią w ręku. Byli francuscy żołnierze, którzy są w oddziałach dżihadystów, albo przeszli na islam, albo wychowali się we Francji w tradycji i kulturze arabsko-muzułmańskiej. Są niezwykle niebezpieczni, gdyż znają tajemnice operacyjne armii francuskiej i jej procedury bojowe. To dotkliwa wiadomość dla znacznej części polityków domagających się wprowadzenia obowiązkowej i powszechnej służby wojskowej, widząc w niej formę wychowania obywatelskiego.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/em/

podobne: Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach.

5. Rozmowy USA-Kuba.

21.01.2015 (IAR) – W Hawanie trwają kubańsko-amerykańskie negocjacje na temat wznowienia stosunków dyplomatycznych pomiędzy oboma krajami. Rozmowy rozpoczęły się od sporu o amerykańską politykę imigracyjna wobec uciekinierów z Kuby.

Przedmiotem sporu podczas rozmów w Hawanie jest zasada zwana „mokra stopa, sucha stopa” pozwalająca na uzyskanie azylu w USA wszystkim Kubańczykom , którzy dotrą na amerykańską ziemię. Kubańskie władze uważają, że zasada ta promuję nielegalną imigrację i zachęca do niebezpiecznych wyprawy przez Cieśninę Florydzką. Przedstawiciele rządu Castro usłyszeli jednak od Amerykanów, że na razie nie ma mowy o zmianie tych przepisów.

Mimo sporu o imigrację rozpoczęte w Hawanie negocjacje mają historyczny wymiar. Są one częścią rozpoczętego przez Baracka Obamę procesu normalizacji stosunków z Kubą. W ubiegłym tygodniu prezydent USA złagodził embargo wobec Kuby i zapowiedział otwarcie ambasady w Hawanie. O tym także amerykańska delegacja rozmawia z kubańskimi władzami.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/łp

Podobne: Putin na Kubie m.in. o wojskowej stacji nasłuchowej.

źródło: stooq.pl

polecam również: Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii.

rys. Paweł Kuczyński

rys. Paweł Kuczyński

Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?)


„…Interesy polityczne i krótkowzroczność strategiczna Waszyngtonu, nakazujące zaniechania jakiejkolwiek współpracy z Teheranem i Damaszkiem w zwalczaniu Państwa Islamskiego, kreują sytuację, w której groźba fiaska wojny z Kalifatem staje się coraz bardziej realna. Roli koordynatorów w namierzaniu niezwykle mobilnych i rozproszonych sił Państwa Islamskiego, szczególnie w Syrii, nie są póki co w stanie przejąć także ani Kurdowie, ani „umiarkowani” sunniccy rebelianci.

O słabości operacyjnej koalicji i całkowitym braku koordynacji jej działań z tym, co dzieje się na lądzie, świadczyć może przebieg operacji humanitarnej w sierpniu br., mającej na celu udzielenie pomocy irackim Jazydom i chrześcijanom, uciekającym przed oddziałami IS w płn. Iraku. Niemożność efektywnego wykorzystania przez koalicję dominacji w powietrzu na rzecz realnej pomocy dla dziesiątek tysięcy ludzi, kosztowała w efekcie życie wielu spośród tych uchodźców.

Podobnie rzecz się ma ze wsparciem materiałowym dla oblężonych w enklawie Kobane jej kurdyjskich obrońców. Zrzuty zaopatrzenia i broni (podjęte zresztą z dużym opóźnieniem i o raczej symbolicznej skali) są dokonywane bez dokładnej koordynacji z Kurdami, co sprawia, że cześć tego wsparcia trafia bezpośrednio w ręce dżihadystów z IS.

Koalicja nie jest w stanie przekuć swej pełnej dominacji w powietrzu na sukces nawet tam, gdzie wydaje się to oczywiste i naturalne. W połowie października br. w części mediów i na specjalistycznych portalach pojawiła się sensacyjna informacja, że Państwo Islamskie dysponuje co najmniej dwoma zdobycznymi – i co ważne całkowicie sprawnymi – samolotami bojowymi (zapewne typu MiG-21 lub -23). Maszyny te, stacjonujące w zdobytej przez IS bazie SAAF w Al-Dżara’ah koło Aleppo, wykonywały w tym czasie szereg lotów ćwiczebnych, a instruktorami adeptów pilotażu z IS mieli być doświadczeni lotnicy z dawnych irackich sił powietrznych. Rodziło to poważne obawy, że samoloty te mają być ostatecznie pilotowane przez terrorystów-samobójców z Państwa Islamskiego i wykorzystane jako narzędzie zamachu terrorystycznego na bliżej nieznane cele w regionie (Pałac Prezydencki w Damaszku?, Bejrut?, Bagdad?). O sprawie głośno było przez kilka dni, w sieci pojawiły się liczne amatorskie nagrania samolotów startujących i lądujących w bazie w Al-Dżara’ah, koalicja w żaden sposób nie odniosła się jednak oficjalnie do tej – obiektywnie niezwykle istotnej i rodzącej wiele zagrożeń operacyjnych i strategicznych – kwestii. Ostatecznie problem został rozwiązany dzięki… samym SAAF, które 21 października br. dokonały nalotu na swą dawną instalację w Al-Dżara’ah, niszcząc znajdujące się akurat na ziemi samoloty należące do IS. Samotny syryjski Su-24MK „Fencer D” z polowej bazy w Tiyas przeleciał ponad 100 mil, wykonał zadanie i powrócił bez przeszkód na macierzyste lotnisko. Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje, dlaczego to proste w gruncie rzeczy zadanie nie zostało zrealizowane przez maszyny sił powietrznych koalicji, niemal codziennie przeprowadzające loty i ataki w okolicach Aleppo? Co sprawiło, że koalicyjni planiści i sztabowcy nie zauważyli lub nie zdiagnozowali należycie problemu, o którym huczał cały internet i media elektroniczne? Jakie wnioski co do kondycji i sprawności amerykańskiego wywiadu (i podobnych służb sojuszniczych) można wysnuć z tej historii?

Podobnych przykładów było w ostatnich tygodniach więcej. Gdy obrona kurdyjska w Kobane zaczęła się chwiać pod ciosami kolejnych, coraz bardziej gwałtownych szturmów oddziałów IS, koalicja zwiększyła tam swe działania powietrzne aż o 200 proc., co oznaczało jednak w praktyce wzrost średniej dziennej liczby ataków… z dwóch do ośmiu. Osiem uderzeń lotniczych, przy czym każde oznaczające atak z wykorzystaniem średnio jednej sztuki standardowej amunicji lotniczej. Trudno się dziwić, że tak „poważna” skala aktywności nie wpłynęła w istotny sposób na zahamowanie postępów bojowników IS wokół Kobane.

Stratedzy Pentagonu utrzymują, że rolę koalicyjnych sił lądowych mogą w Iraku spełnić zarówno irackie siły zbrojne, jak i kurdyjscy Peszmergowie, w Syrii zaś „umiarkowani” sunniccy rebelianci. Póki co jednak armia iracka faktycznie nie istnieje, rozbita nie tylko w sensie fizycznym, ale też – co ważniejsze – moralnym dzięki całemu pasmu mniej lub bardziej spektakularnych klęsk i porażek, poniesionych od Mosulu (czerwiec 2014) po Falludżę i zachodnie przedmieścia Bagdadu (październik 2014). Minie wiele czasu, zanim irackie siły zbrojne otrząsną się po tych ciosach i będą w stanie skutecznie stawić czoła islamistom z IS. Póki co, obrona irackiej stolicy spoczywa więc w głównej mierze na barkach szyickich ochotników (zarówno z Iraku, jak i całego regionu, a nawet z Afganistanu i Pakistanu), irańskich „zielonych ludzików” z Pasdaran oraz… amerykańskich i brytyjskich „doradców”. Peszmergowie z kolei nigdy nie byli siłą militarną sensu stricto, a już z pewnością nie o charakterze ofensywnym. Ich podstawowym zadaniem i celem było chronienie (a więc głównie pasywna obrona) terenów kurdyjskich w Iraku, w czym faktycznie byli perfekcyjni. Formacja ta, choć nominalnie silna liczebnie, karna i zmotywowana oraz dość dobrze wyszkolona, musi przejść więc dużą metamorfozę, aby stać się siłą zdolną przejąć inicjatywę w walce z IS i móc przystąpić do zakrojonych na szerszą skalę działań ofensywnych. To zaś wymagać będzie olbrzymich nakładów finansowych, materiałowych i organizacyjnych oraz przede wszystkim czasu. Czasu, którego koalicja w istocie nie ma, jeśli nie chce dopuścić do wielce prawdopodobnego rychłego rozszerzenia granic Kalifatu o kolejne regiony Syrii i Iraku, a być może także Libanu i/lub Jordanii.

Podobnie rzecz się ma z innym filarem amerykańskiej strategii walki z Kalifatem, czyli z „umiarkowanymi” rebeliantami sunnickimi. Założenie, że istnieje realna możliwość wyszkolenia i wyposażenia przez Zachód, w ciągu zaledwie kilku miesięcy, „armii” złożonej z „umiarkowanych” rebeliantów i zdolnej stawić czoła w polu doświadczonym bojownikom z Państwa Islamskiego – zakrawa już wprost na „political fiction”. Syryjskie formacje rebelianckie, mające jeszcze jakiekolwiek operacyjne, personalne lub finansowe związki z zachodnimi wywiadami (a więc tym samym uznawane na Zachodzie a priori za „umiarkowane”, prozachodnie i „demokratyczne”), mogą dzisiaj wystawić w polu najwyżej 20–30 tys. bojowników, przy czym mowa tu o wielu oddziałach liczących najwyżej po 2-3 tys. ludzi każdy, rozproszonych w różnych częściach kraju i działających bez większej koordynacji, za to z reguły ściśle współdziałających z dominującymi na danym terenie dużymi formacjami antyreżimowymi – głównie islamistami z Frontu Islamskiego, a nawet dżihadystami z Frontu Al-Nusrah, czyli ekspozytury Al-Kaidy w Lewancie. Dozbrajanie i doszkalanie przez Zachód tych ugrupowań „prozachodnich” jest więc tym samym pośrednio wspieraniem islamskich radykałów, wrogich w istocie Zachodowi i stawiających sobie za cel islamizację Syrii.

Podsumowanie i wnioski:

• Nominalne rozmiary terytorium Kalifatu, wraz z jego uwarunkowaniami geomorfologicznymi, czynią zeń dogodny obszar do działań o charakterze nieregularnym. To także idealny teren do skutecznego ukrycia rozproszonych i wysoce mobilnych sił i środków militarnych IS. Ich wytropienie i zniszczenie z powietrza (przy obecnej w gruncie rzeczy niewielkiej skali działań koalicyjnych) będzie niezwykle trudne, a w praktyce – wręcz niemożliwe.

• Efektywność strategii walki z Kalifatem powinna więc polegać na ścisłej koordynacji działań powietrznych koalicji z operacjami przeprowadzanymi na ziemi przez zdolne do tego i militarnie skuteczne siły lądowe. Trwające od początku operacji przeciwko IS usilne poszukiwanie takich partnerów dla działań koalicji nie przyniosło rezultatów, co skutkuje nieprzerwanym pasmem sukcesów Państwa Islamskiego. Wydźwięk propagandowy takiego stanu rzeczy („jesteśmy w stanie działać i wygrywać ‘pod gradem bomb’ zrzucanych przez niewiernych”) jest doskonale wykorzystywany przed medialne komórki Państwa Islamskiego i tylko umacnia wśród radykalnych muzułmanów na świecie image i legendę Kalifatu jako „boskiego dzieła”, zwiększając jego popularność i atrakcyjność.

Po dwóch miesiącach trwania kampanii przeciwko Kalifatowi sytuacja operacyjna koalicji nie przedstawia się najlepiej. Pomimo ataków koalicyjnych, Państwo Islamskie nie tylko zachowało swe zdolności operacyjne, ale nawet jest w stanie kontynuować działania ofensywne, zwłaszcza na kluczowych kierunkach (Aleppo w Syrii, Bagdad w Iraku). Straty, poniesione dotychczas przez siły Kalifatu w wyniku nalotów koalicji – szacowane łącznie na ok. 1–1,5 tys. wyeliminowanych bojowników i zniszczonych kilkadziesiąt sztuk różnego rodzaju sprzętu – nie są absolutnie w stanie wpłynąć na zmniejszenie nieprzerwanie wysokiego tempa działań formacji liniowych IS, nie mówiąc już o jego zahamowaniu. Wbrew nadziejom, nie udało się też w poważnym stopniu naruszyć ekonomicznych podstaw funkcjonowania Państwa Islamskiego. Dotyczy to zwłaszcza rozbudowanej infrastruktury „eksportu” ropy naftowej i jej pochodnych, opartej w głównej mierze na zaangażowaniu tysięcy ludzi – mieszkańców pogranicza syryjsko-tureckiego i iracko-kurdyjskiego.

• Strategia walki z Kalifatem, realizowana obecnie przez koalicję, posiada na poziomie operacyjnym szereg luk i białych plam. Widać już wyraźnie, że ani Kurdowie iraccy, ani sami Irakijczycy, o sunnickich rebeliantach w Syrii nie wspominając – nie są obecnie (i zapewne długo jeszcze nie będą) w stanie spełnić narzuconej im a priori przez Waszyngton roli lądowego komponentu koalicji. Z kolei te siły w regionie, które dysponują stosownym potencjałem i doświadczeniem, z góry są przez USA i ich sojuszników skreślone jako „politycznie niepoprawne” lub wręcz wrogie. Wraz z wciąż symboliczną skalą koalicyjnej operacji powietrznej przeciwko Państwu Islamskiemu może to oznaczać, że Kalifat nadal nieprzerwanie rozszerzać będzie swe granice. Chyba, że Stany Zjednoczone – zmuszone okolicznościami – zarzucą swą dotychczasową doktrynę niezaangażowania własnych sił lądowych.

całość tu: geopolityka.org

Jak dla mnie odpowiedź na pytanie dlaczego USA w tak nieudolny sposób postanowiło zwalczać Państwo Islamskie jest bardzo prosta. Wbrew powszechnemu przekonaniu że USA nie chce dopuścić do wielce prawdopodobnego rychłego rozszerzenia granic Kalifatu o kolejne regiony Syrii i Iraku, a być może także Libanu i/lub Jordanii uważam że USA właśnie tego chce. „Dżihadyści” nie zostali jeszcze unicestwieni, gdyż mają ciche przyzwolenie USA na naruszenie stabilizacji w regionie by w ostateczności stworzyć „moralny mandat” do konwencjonalnej interwencji sił zbrojnych USA w celu podporządkowania sobie wszystkich krajów w regionie i zainstalowania w nich rządów które przegonią ze swoich terenów konkurentów USA czyli Chiny i Rosję a nawet Europę (stąd wyjątkowo brutalne ataki na chrześcijan). Moim zdaniem w ostateczności może dojść nawet do tego, że USA „pogodzą się” z powstaniem Państwa Islamskiego o ile państwo to uzna protekcję USA i pójdzie z nimi na współpracę gospodarczą.

„Dżihadyści” wyhodowani przez USA i ich arabskich sojuszników zostali stworzeni jako narzędzie do zlikwidowania „reżimów” stających okoniem wobec amerykańskich planów w regionie. Jednym z tych „reżimów” który ciągle nie chce się poddać amerykańskiej protekcji jest jest syryjska „dyktatura”. Więc póki Asad rządzi Syrią to Państwo Islamskie nie traci swojej racji bytu. Dlatego też dozbrajanie i doszkalanie przez Zachód syryjskich ugrupowań „prozachodnich” jest całkowicie logiczne i nie ma tu znaczenia fakt, że tym samym pośrednio wspierani są islamscy radykałowie, wrogo nastawieni do Zachodu i stawiający sobie za cel islamizację Syrii. Priorytet jest na dziś dzień zupełnie inny – zmusić Asada do kapitulacji. Po tym co się stanie później z Państwem Islamskim zobaczymy na ile ISIL jest czymś więcej jak tylko psem który zerwał się z łańcucha i na ile niezdarność z jakim USA  zabiera się za jego „odstrzelenie” była przypadkowa (moim zdaniem nie jest)

Może być też tak, że od początku chodziło o to żeby na terenie zdestabilizowanym uplasować „nowego” gracza, co będzie już jednoznacznym dowodem na to że ISIL to nie był wypadek przy pracy a od początku do końca prawdziwy cel „rewolucji arabskiej” w regionie – stworzenia od podstaw trzeciej rzekomo „spontanicznej” siły którą dałoby się kontrolować a która sama stanowiłaby na rzecz pasożyta kontrolę nad światem arabskim pod płaszczykiem Państwa Islamskiego. Póki co brak rzeczywistego zapału USA na wypicie po męsku piwa jakiego same naważyły świadczy przeciwko szczerym intencjom likwidacji przez Amerykanów Państwa Islamskiego.

…Odys

PS… „…Oto na naszych oczach dokonuje się somalizacja świata, którą przed kilku laty przepowiedział (czy raczej zapowiedział) Jacques Attali, z pewnością jeden z najlepiej poinformowanych współczesnych polityków. Przypomnijmy, że Somalia to państwo praktycznie nieistniejące, w którym od kilkudziesięciu lat nieprzerwanie trwa wojna domowa, którego terytorium podzielone jest pomiędzy quasi‑państewka kontrolowane przez rozmaite klany i zwykłe bandy.

Somalia nie jest jednak jedyna – w podobny sposób wygląda już od dawna sytuacja w wielu (szczególnie afrykańskich) krajach, których mieszkańcy stale żyją w strachu, cierpiąc gwałty, porwania, zabójstwa, rozboje oraz będące ich konsekwencją: głód i choroby. Pogłębiający się chaos na Bliskim Wschodzie – bezpośredni efekt tak zwanej arabskiej wiosny – już teraz doprowadził do rozpadu kilku państw (Libia i Syria) i utworzenia przez fanatyków z ISIS bandyckiego kalifatu w Iraku.

Somalizacja nie musi jednak pozostać domeną Afryki czy Azji. Do czegóż innego bowiem prowadzi krwawa wojna karteli narkotykowych w Meksyku? Do czego innego może doprowadzić przedłużanie się wyniszczającego konfliktu pomiędzy prorosyjskimi separatystami w Donbasie a wojskami ukraińskimi? Czy Europa pozostanie oazą spokoju na morzu nieszczęść, jeśli choćby kilka procent spośród imigrantów z krajów muzułmańskich zechce się przyłączyć do dżihadystów, przenosząc swą „świętą wojnę” z brzegów Eufratu nad Tamizę i Sekwanę?

Jak to jednak możliwe, że wszystko to nie powoduje jakiejś zdecydowanej reakcji najsilniejszych mocarstw, posiadających wszak dziś środki i możliwości zaprowadzania pokoju nieporównywalnie większe niż w ubiegłych wiekach? Może w ich interesie, lub w interesie niektórych środowisk sprawujących w nich władzę, jest właśnie nie konserwowanie istniejącego porządku międzynarodowego, ale jego destabilizacja?…” 

całość tu: wirtualnapolonia.com

podobne: MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.  i to: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. polecam również: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza” oraz: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki

ISIL, USA, Arabia Saudyjska, Państwo Islamskie

Thierry Meyssan: Geopolityczne podłoże wojen przeciwko Syrii i Państwu Islamskiemu. Straty dżihadystów w Kobane. Tragiczny los porwanych przez Boko Haram.


W swoim orędziu o stanie państwie z 23 stycznia 1980 r. prezydent J. Carter sformułował doktrynę nazwaną jego nazwiskiem: Stany Zjednoczone przyjmują, że zasoby naturalne w regionie Zatoki Perskiej są niezbędne amerykańskiej gospodarce oraz, że stanowią ich własność. Wobec tego, wszelka próba podważenia tego aksjomatu będzie traktowana jako „atak na żywotne interesy Stanów Zjednoczonych Ameryki i taki atak będzie odparty z użyciem wszelkich możliwych środków, w tym siły militarnej”. Z czasem Waszyngton wyposażył się w odpowiednie narzędzie do prowadzenia tej polityki, CentCom (Centralne Dowództwo USA), i rozszerzył swoją strefę aż do Półwyspu Somalijskiego.

Trzy kryzysy w łonie Koalicji

Obecnie ma miejsce trzeci od czasu rozpoczęcia wojny przeciwko Syrii kryzys w obozie państw-agresorów.

1.) W czerwcu 2012 r., podczas konferencji zwanej „Genewą 1”, która miała znaczyć powrót do dialogu i ustalić nowy podział Bliskiego Wschodu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Rosją, Francja w osobie nowo wybranego prezydenta François Hollande’a, przyjęła restrykcyjną interpretację komunikatu końcowego. Następnie, z pomocą Turcji i Izraela oraz przy wsparciu amerykańskiej sekretarz stanu Hillary Clinton i dyrektora CIA Davida Petraeusa, przygotowała grunt pod wznowienie działań wojennych przeciwko Syrii.

2.) Po odsunięciu przez Baracka Obamę H. Clinton i D. Petraeusa, Turcja razem z Francją i Izraelem zorganizowały latem 2013 r. atak chemiczny w damasceńskiej Ghucie, który przypisali władzy syryjskiej. Stany Zjednoczone nie dały się wciągnąć w operację karną.

3.) W styczniu 2014 r. amerykański Kongres przegłosował na tajnym posiedzeniu finansowanie i zbrojenie Państwa Islamskiego, dając mu za zadanie opanowanie w Iraku ziem sunnitów, a w Syrii ziem Kurdów w celu dokonania podziału tych dwóch państw. Wtedy Francja i Turcja zaczęły zbroić Al-Kaidę (Jabhat al-Nusra), aby ta zaatakowała Państwo Islamskie i zmusiła Stany Zjednoczone do przyjęcia pierwotnego planu Koalicji. Choć Al-Kaida i Państwo Islamskie doszły do porozumienia w maju na skutek nawoływań Ajmana az-Zawahiriego, Francja i Turcja nadal nie biorą udziału w nalotach sojuszników.

Ogółem biorąc, Koalicja Przyjaciół Syrii, która w lipcu 2012 r. liczyła „około stu państw i organizacji międzynarodowych”, dziś zrzesza co najwyżej 11 członków. Natomiast Koalicja przeciwko Państwu Islamskiemu oficjalnie skupia „ponad 60 państw”, ale mają one między sobą tak niewiele wspólnego, że ich lista pozostaje utajniona.

Odmienne interesy

W rzeczywistości Koalicja składa się z wielu państw, które kierują się własnym interesem i nie mogą porozumieć się co do wspólnego celu. Możemy w niej wyróżnić cztery siły:

• Stany Zjednoczone. Dążą do objęcia kontroli nad złożami węglowodorów w regionie Bliskiego Wschodu. W 2000 r. amerykańska NEPDG (grupa ds. rozwoju krajowej polityki energetycznej), kierowana przez Dicka Cheneya ustaliła z pomocą zdjęć satelitarnych i danych wiertniczych rozmieszczenie rezerw węglowodorów na świecie i zaobserwowała ogromne złoża gazu w Syrii. Podczas wojskowego zamachu stanu w 2001 r. Waszyngton postanowił zaatakować kolejno osiem krajów (Afganistan, Irak, Libię, Liban i Syrię, Sudan, Somalię, Iran), aby opanować ich bogactwa naturalne. Amerykański sztab generalny przyjął wówczas plan przekształcenia „Wielkiego Bliskiego Wschodu” (który zakłada też rozbicie Turcji i Arabii Saudyjskiej), a w następnym roku Departament Stanu utworzył departament MENA, który miał się zająć organizacją „arabskich wiosen”.

• Izrael. Broni własnych interesów narodowych: jak na razie ostrożnie dokonuje ekspansji terytorialnej. Jednocześnie, nie czekając, aż obejmie kontrolę nad całym obszarem położonym między Nilem a Eufratem, dąży do podporządkowania sobie całej działalności gospodarczej regionu, w tym oczywiście do opanowania złóż węglowodorów. Aby zapewnić sobie ochronę w dobie zagrożenia balistycznego, chce, z jednej strony, przejąć kontrolę nad strefą bezpieczeństwa, wzdłuż izraelskiej granicy (na razie udało mu się wypędzić błękitne hełmy z przygranicznych wzgórz Golan i zastąpić ich bojownikami Al-Kaidy), a z drugiej strony, zneutralizować zagrożenie ze strony Egiptu i Syrii, zachodząc ich z tyłu (poprzez rozmieszczenie w Turcji natowskich rakiet Patriot, utworzenie Kurdystanu w Iraku oraz Sudanu Południowego).

• Francja i Turcja. Nie przestają marzyć o odbudowie swoich imperiów. Francja ma nadzieję otrzymać mandat nad Syrią, przynajmniej nad częścią państwa syryjskiego. Utworzyła Wolną Armię Syryjską, wręczając jej zielono-biało-czarną flagę z trzema gwiazdami, pochodzącą z czasów mandatu francuskiego. Turcja zaś pragnie odrodzenia Imperium Osmańskiego. We wrześniu 2012 r. wyznaczyła gubernatora dla zarządzania tą prowincją. Plany Turcji i Francji dają się ze sobą pogodzić, bo Imperium Osmańskie uznało w przeszłości, że niektóre jego prowincje mogą być zarządzane wspólnie z innymi mocarstwami kolonialnymi.

• Arabia Saudyjska i Katar. Mają świadomość, że przetrwać mogą jedynie służąc interesom Stanów Zjednoczonych i walcząc z państwami o ustroju laickim. Dziś, jedynym takim krajem w regionie bliskowschodnim jest Syryjska Republika Arabska.

O tym, jak ewoluowała Koalicja

Te cztery siły potrafiły współpracować ze sobą tylko w początkowej fazie wojny, od lutego 2011 r. do czerwca 2012 r. Realizowano wtedy strategię wojenną czwartej generacji: wybrane oddziały sił specjalnych organizowały tu i tam incydenty zbrojne, zastawiały zasadzki, a media państw Zachodu i Zatoki Perskiej wypuszczały kolejne odcinki o tym, jak alawicka dyktatura tłumi rewolucję demokratyczną. Ilość włożonych pieniędzy i wysłanych żołnierzy nie była znacząca i każdy liczył, że z chwilą obalenia Syryjskiej Republiki Arabskiej, przeciągnie kołdrę nieco w swoją stronę.

Jednak na początku 2012 r., Syryjczycy zaczęli powątpiewać w to, że prezydent Baszar al-Asad faktycznie torturuje dzieci oraz, że Republikę zastąpi państwo wyznaniowe, typu libańskiego. Oblężenie dzielnicy Baba Amr opanowanej przez takfirystów Państwa Islamskiego unaoczniło fiasko operacji. Francja wynegocjowała wyjście z kryzysu i zwolnienie francuskich oficerów, którzy dostali się do niewoli. Stany Zjednoczone i Rosja porozumiały się w kwestii zajęcia miejsc Wielkiej Brytanii i Francji, a więc podziału między siebie całego regionu, tak jak zrobiły to w 1916 r. Londyn i Paryż, podpisując układ Sykes-Picot.

Od tego momentu, w Koalicji nic już nie działa tak jak trzeba. Kolejne niepowodzenia pokazują, że nie uda jej się odnieść zwycięstwa.

W lipcu 2012 r., strona francuska zorganizowała w Paryżu spotkanie koalicjantów i wznowiła wojnę. Mowa F. Hollande’a została napisana po angielsku, najprawdopodobniej przez Izraelczyków, i przetłumaczona na francuski. Sekretarz Stanu H. Clinton i ambasador Robert S. Ford (uczeń Johna Negroponte) zaangażowali się w największą w historii tajną wojnę. Jak niegdyś w Nikaragui, prywatne wojska werbowały i posyłały na syryjski front najemników. Z tą różnicą, że ci najemnicy przeszli ideologiczne przeszkolenie, by utworzyć hordy dżihadystów. Pentagon tracił stopniowo nadzór nad operacjami, przejęty ostatecznie przez Departament Stanu i CIA. Koszt tej wojny był astronomiczny, ale nie obciążył skarbu Stanów Zjednoczonych, Francji, i Turcji, lecz został poniesiony w całości przez Katar i Arabię Saudyjską.

Według prasy zachodniej i krajów Zatoki Perskiej, jakieś kilka tysięcy cudzoziemców przybyło do Syrii wesprzeć „demokratyczną rewolucję”. Tymczasem, w samej Syrii nie było żadnej „demokratycznej rewolucji”, tylko po ulicach chodziły grupy fanatyków skandując: „Pacyfistyczna rewolucja: chrześcijanie do Bejrutu, alawici do trumny!” [1] i „Nie Hezbollahowi, nie Iranowi, chcemy prezydenta, który boi się Boga!” [2]. Według Syryjskiej Armii Arabskiej, nie kilka tysięcy, lecz 250 tys. zagranicznych dżihadystów walczyło i nierzadko ginęło w boju w okresie od lipca 2012 do lipca 2014 r.

W dzień po reelekcji, B. Obama zmusił do dymisji dyrektora CIA gen. D. Petraeusa, i pozbył się H. Clinton w czasie formowania nowej administracji. W ten sposób, na początku 2013 r., Koalicja opierała się w zasadzie już tylko na Francji i Turcję, a Stany Zjednoczone robiły możliwie jak najmniej. Na to tylko czekała Syryjska Armia Arabska, która ruszyła odbijać zagarnięte terytorium.

F. Hollande i Recep Tayyip Erdoğan, H. Clinton i D. Petraeus chcieli obalić laicką republikę i powołać na jej miejsce sunnicki reżim, który miał się znajdować pod bezpośrednią administracją Turcji, ale też włączać wysokich funkcjonariuszy francuskich. Chodziło więc o model władzy z końca XIX w., ale nie przedstawiający dla Stanów Zjednoczonych żadnej korzyści.

Demokrata B. Obama i jego dwaj kolejni sekretarze obrony, demokrata Leon Panetta i republikanin Chuck Hagel kierują się diametralnie inną wizją polityczną: L. Panetta wywodzi się z Komisji Bakera-Hamiltona, a B. Obama został wybrany na prezydenta dzięki programowi tej właśnie Komisji. Według nich, Stany Zjednoczone nie są i nie mogą być klasycznym mocarstwem kolonialnym, a więc kontrolować terytorium poprzez osadzenie na nim kolonistów. Bushowskie zarządzanie Irakiem, nadzwyczaj kosztowne i nierentowne, nie uszło w niepamięć. Nic podobnego nie może się już powtórzyć.

Kiedy Turcja i Francja usiłowały wciągnąć Stany Zjednoczone w kampanię lotniczą przeciwko Syrii, aranżując latem 2013 r. kryzys z bronią chemiczną, Biały Dom i Pentagon postanowiły wrócić do akcji. W styczniu 2014 r. powołały tajne posiedzenie Kongresu, dając mu do podpisania tajną ustawę zatwierdzającą projekt rozdziału Iraku na trzy części i oddzielenie od Syrii prowincji zamieszkanych przez Kurdów. W tym celu, postanowiły sfinansować i uzbroić grupę dżihadystów zdolną do zrealizowania tego, co prawo międzynarodowe zabrania amerykańskiemu wojsku: do przeprowadzenia czystki etnicznej.

Realizacja „Wielkiego Bliskiego Wschodu” nie stanowi dla B. Obamy i amerykańskich sił wojskowych celu samego w sobie: to tylko środek zapewniający kontrolę nad surowcami, będący zastosowaniem klasycznej taktyki „Dziel i rządź”, nie w celu uzyskania tytułu króla czy prezydenta w nowo utworzonych państwach, lecz w celu realizacji amerykańskiej polityki sięgającej epoki Jimmy’ego Cartera.

W swoim orędziu o stanie państwie z 23 stycznia 1980 r. prezydent J. Carter sformułował doktrynę nazwaną jego nazwiskiem: Stany Zjednoczone przyjmują, że zasoby naturalne w regionie Zatoki Perskiej są niezbędne amerykańskiej gospodarce oraz, że stanowią ich własność. Wobec tego, wszelka próba podważenia tego aksjomatu będzie traktowana jako „atak na żywotne interesy Stanów Zjednoczonych Ameryki i taki atak będzie odparty z użyciem wszelkich możliwych środków, w tym siły militarnej”. Z czasem Waszyngton wyposażył się w odpowiednie narzędzie do prowadzenia tej polityki, CentCom (Centralne Dowództwo USA), i rozszerzył swoją strefę aż do Półwyspu Somalijskiego.

Wobec tego, obecna kampania lotnicza Koalicji nie ma już żadnego związku z początkowym zamiarem obalenia Syryjskiej Republiki Arabskiej. Nie jest też w żadnym wypadku „walką z terroryzmem”. Jedyne zadanie, jakie realizuje, to obrona interesów gospodarczych samych tylko Stanów Zjednoczonych, poprzez utworzenie w razie potrzeby, ale niekoniecznie, nowych podmiotów państwowych.

W kampanii, amerykańskiemu lotnictwu pomaga w nieznacznym stopniu lotnictwo Arabii Saudyjskiej i Kataru. Francja i Turcja nie biorą w niej udziału. Sam Pentagon przyznał, że przeprowadził 4000 nalotów, zabijając nieco ponad 300 bojowników Państwa Islamskiego. Jeśli wierzyć tej deklaracji, to wychodzi na to, że 13 nalotów (i nie wiadomo, ile bomb i rakiet) równa się jednemu zabitemu dżihadyście. W takim razie mamy do czynienia z najdroższą i najmniej skuteczną w Historii kampanią lotniczą. Z drugiej strony, jeśli przyjmiemy wcześniejsze rozumowanie, to ofensywa Państwa Islamskiego w Iraku doprowadziła do manipulacji kursem ropy, co wywołało spadek ceny baryłki o ok. 25%, ze 115 USD do 83 USD. Nuri al-Maliki, legalnie wybrany premier Iraku, który sprzedawał połowę irackiej produkcji Chinom, został oczerniony i usunięty ze stanowiska. Państwo Islamskie i Kurdyjski Rząd Regionalny sami obniżyli eksport ropy o ok. 70%. Wszystkie instalacje naftowe wykorzystywane przez chińskie koncerny zostały po prostu zniszczone. De facto, syryjska i iracka ropa sprzedawana chińskim nabywcom została włączona w obieg międzynarodowy, kontrolowany przez Stany Zjednoczone.

Podsumowując, obecna kampania lotnicza jest bezpośrednim zastosowaniem doktryny J. Cartera i ostrzeżeniem pod adresem prezydenta Xi Jinpinga, który próbuje zawrzeć tu i tam kontrakty dwustronne na zaopatrzenie Chin w paliwo, z obejściem rynku międzynarodowego.

Wybiegając w przyszłość

Powyższa analiza pozwala na następujące wnioski:

• Na chwilę obecną, Stany Zjednoczone dopuszczają wojnę tylko dla obrony swego strategicznego interesu, jakim jest kontrola międzynarodowego rynku ropy. Mogą więc podjąć wojnę przeciwko Chinom, ale nie przeciwko Rosji.

• Francja i Turcja nigdy nie zdołają zrealizować swoich marzeń o rekolonizacji. Francja powinna zastanowić się, jaką rolę na Czarnym Lądzie wyznaczył jej AfriCom (Dowództwo sił zbrojnych USA w Afryce). Może dalej mieszać się w sprawy tych wszystkich państw, które próbują zbliżyć się z Chinami (Wybrzeże Kości Słoniowej, Mali, Republika Środkowoafrykańska), i zaprowadzać tam „zachodni” ład, ale nie uda jej się odbudować Imperium kolonialnego. Turcja też powinna obniżyć poprzeczkę. Prezydent R. T. Erdoğan co prawda z powodzeniem realizuje szkaradny sojusz z Bractwem Muzułmańskim i generałami-kemalistami, ale lepiej zrobi, porzucając swoje neo-osmańskie ambicje. Przede wszystkim powinien sobie przypomnieć, że jako członek NATO, jego kraj, bardziej niż jakikolwiek inny, narażony jest na proamerykański zamach stanu, którego ofiarą padł na przykład Jeorjos Papandreu, czy też turecki premier Bülent Ecevit.

• Arabii Saudyjskiej i Katarowi nigdy nie zwrócą się te miliardy, które ze stratą zainwestowały w obalenie Syryjskiej Republiki Arabskiej. Co więcej, być może w jakiejś części będą te dwa państwa musiały sfinansować rekonstrukcję. Dynastia Saudów dalej będzie musiała realizować amerykańskie interesy gospodarcze, unikając jednak wojen o szerokim zasięgu, i pamiętając, że w każdej chwili Waszyngton może zadecydować o rozdziale jej prywatnej własności, tj. Arabii Saudyjskiej.

Izrael ma nadzieję, że będzie mógł dalej działać w ukryciu, aby wywołać w perspektywie średnioterminowej definitywny rozkład Iraku na trzy części. Przypadnie mu wówczas w udziale iracki Kurdystan, porównywalny do utworzonego przezeń Południowego Sudanu. Jednak mało prawdopodobne, by udało mu się od razu połączyć go z północną Syrią. Tak samo, mało prawdopodobne, aby zdołał usunąć UNIFIL z południowego Libanu i zastąpić go Al-Kaidą, tak jak zrobił to z UNDOF-em w strefie graniczącej z Syrią. Jednak w ciągu 66 lat swojego istnienia, Izrael wiele rzeczy wypróbowywał i za każdym razem co nieco zyskiwał. W rzeczywistości, Izrael jako jedyny zyskuje na wojnie przeciw Syrii. Nie tylko na długie lata osłabił swojego syryjskiego sąsiada, ale też zmusił go do porzucenia swojego arsenału chemicznego, stając się tym samym jedynym państwem na świecie, które oficjalnie dysponuje zarówno udoskonalonym arsenał atomowym, jak i arsenałem broni chemicznej i biologicznej.

• Irak jest de facto podzielony na trzy odrębne państwa. Jedno z nich, Kalifat, nigdy nie zostanie uznane przez społeczność międzynarodową. Nic chyba nie będzie w stanie powstrzymać secesji Kurdystanu, chyba tylko trudność z jaką przyjdzie mu wyjaśniać, jakim cudem powiększył swoje terytorium o 40% względem tego, co stanowi iracka konstytucja, włączając do swych granic pola naftowe Kirkuku. Kalifat ustąpi pewnie miejsca państwu sunnickiemu, rządzonemu – w sposób już mniej okrutny – przez ludzi, którzy oficjalnie „opuszczą” Państwo Islamskie. Doszłoby wtedy do czegoś porównywalnego z Libią, w której byłym bojownikom Al-Kaidy przekazano władzę, nie wywołując przy tym najmniejszego protestu.

• Syria powoli odzyska pokój i poświęci się żmudnej odbudowie państwa. W tym celu zwróci się do chińskich przedsiębiorstw, ale będzie trzymała Pekin z dala od swoich surowców. Odbudowę przemysłu naftowego i eksploatację rezerw gazu powierzy rosyjskim koncernom. Kwestia rurociągów, które będą przebiegać przez jej terytorium, będzie zależeć od wsparcia Iranu i Rosji.

• Liban będzie nadal żył w strachu przed agresją ze strony Państwa Islamskiego, który pozostanie organizacją stricte terrorystyczną. Dżihadyści zawsze będą jedynie narzędziem paraliżowania politycznych funkcji państwa, pogrążających się w anarchii.

Rosja i Chiny powinny w trybie pilnym podjąć działania przeciwko Państwu Islamskiemu w Iraku, Syrii i Libanie, nie przez empatię dla społeczeństw lokalnych, lecz dlatego, że Stany Zjednoczone mogą już niebawem użyć tego narzędzia przeciwko nim samym. O ile Państwo Islamskie kierowane jest przez saudyjskiego księcia Abdula Rahmana, który jest jego sponsorem, i przez kalifa Ibrahima, które kieruje operacjami, jego główni oficerowie są Gruzinami, członkami tajnych służb wojskowych, a czasem też Chińczykami, mówiącymi po turecku. Poza tym, sam gruziński minister obrony przyznał, odżegnując się potem od swoich słów, że na terytorium Gruzji znajdują się obozy szkoleniowe dżihadystów. Jeśli Moskwa i Pekin będą zwlekać, Państwo Islamskie zaatakuje Kaukaz, Dolinę Fergańską, oraz Sinciang.

Tłumaczenie: Justyna Jarmułowicz
Tekst pochodzi z portalu Voltairenet.org  (za geopolityka.org)

podobne: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna? oraz: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki. i to: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”. a także: USA – Rosja – Syria – Izrael – Palestyna. polecam również: Brzeziński zaleca ściślejszą współpracę USA – Chiny. Amerykanie przypomnieli sobie że Rosja naruszyła traktat rozbrojeniowy. Sankcje kontra sankcje (Polska też ucierpi). i to: Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji). oraz: Korea Północna grozi i prosi ONZ. Rywalizacja militarna Chin i USA. Koniec wojny w Gazie, czas na Syrię, gdzie fanatycy coraz mocniejsi. Libia zmierza w stronę wojny domowej. i to: Wsparcie dla Kurdów w Iraku. Libia prosi o międzynarodową interwencję. Gaza – przedłużony rozejm.

Syria: straty dżihadystów w Kobane.

01.11.2014 (IAR) – Spore straty sił Państwa Islamskiego w Kobane. Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka, przez trzy ostatnie dni zginęło tam co najmniej stu dżihadystów.

Siły tak zwanego Państwa Islamskiego od 16 września próbują zdobyć Kobane – ważne strategicznie miasto przy granicy Syrii z Turcją. Bronią go Kurdowie, wspierani przez lotnictwo koalicji, kierowanej przez Stany Zjednoczone. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka twierdzi, że w walkach zginęło 576 rebeliantów Państwa Islamskiego, 361 obrońców oraz 21 cywilów.

Według Obserwatorium, wczoraj zginęło 15 Kurdów, a 11 dżihadystów poniosło śmierć na skutek nalotów koalicji. Do Kobane zmierzają oddziały Kurdów z Iraku, którzy przyjechali do Syrii przez Turcję.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/BBC/Internet/Siekaj/wk

Tragiczny los porwanych przez Boko Haram.

01.11.2014 (IAR) – Porywacze przymusowo poślubili 219 nigeryjskich dziewcząt uprowadzonych przez islamistów z Boko Haram. Poinformował o tym przywódca organizacji, odpowiedzialnej za mordy na chrześcijanach w północnej Nigerii.

Abubakar Szekau na nagraniu przekazanym mediom powiedział też, że wszystkie dziewczęta, które początkowo odmawiały przyjęcia islamu, ostatecznie uznały go za swoją wiarę.

Muzułmanie z Boko Haram w kwietniu porwali uczennice jednej ze szkół średnich w mieście Czibok w pobliżu granicy z Kamerunem.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/dailypost.ng/łp/wk

źródło: stooq.pl

USA - Syria - by Opera Mundi

USA – Syria – by Opera Mundi

Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji).


1. Info ECAG: Irańskie nośniki energetyczne dla UE?

„Agencja Reuters podała, że Unia Europejska zwraca coraz większą uwagę na możliwość importu surowców naturalnych z Iranu. Odbywa się to czasie odwilży stosunków z Teheranem podczas gdy relacje z Rosją stają się chłodniejsze.

Istnieją jednak dwie przeszkody. Pierwszą jest kwestia zdjęcia sankcji nałożonych na Iran, zaś drugą powstanie dodatkowej infrastruktury rurociągowej. Te wyzwania nie powstrzymują unijnych dyplomatów od przygotowania przez Komisję Europejską planów nowej strategii energetycznej dla starego kontynentu.

„Iran to jeden z naszych najważniejszych średnioterminowych priorytetów, które pomogą zmniejszyć naszą zależność od dostaw rosyjskiego gazu” – informowała agencja. „Irański gaz z łatwością może docierać do Europy, zwłaszcza gdy politycznie następuje nowe klarowne zbliżenie pomiędzy Teheranem a Zachodem”.

Rosja jest obecnie największym dostawcą surowców naturalnych do Europy, wypełniając jej 1/3 rocznych zapotrzebowań, zarabiając na eksporcie ok. 80 miliardów USD rocznie. Jednak Bruksela, w związku z konfliktem ukraińskim, nałożyła sankcje na Rosję, zwiększając tym samym potrzebę poszukiwania alternatywnych dostaw surowców…”

całość tu: geopolityka.org

2. Thierry Meyssan: Nad Iran nadciąga burza.

„…Od czasu rewolucji Chomeiniego, Iran wspiera wszystkie antyimperialistyczne ruchy na Bliskim Wschodzie, niezależnie od religii, jaką wyznają ich członkowie. Wyłomu w tej polityce dokonała „Zielona Rewolucja” z 2009 r. W tym okresie, kandydat obozu „reformatorskiego” Mir-Hosejn Musawi deklarował podczas kampanii wyborczej, że jakkolwiek należy mieć uznanie dla Hamasu i Hezbollahu, nie oznacza to, że Irańczycy mają płacić za ich zbrojenie, ani też za odbudowę Palestyny i Libanu. Po objęciu władzy w 2013 r., nowy prezydent, szejk Hasan Rouhani był dla komentatorów nie lada zagadką, gdy potrząsając kluczem, dawał do zrozumienia, że odtąd skarb państwa będzie służył irańskiemu narodowi, a nie ryzykownym, a ponadto nie zawsze szyickim, ruchom oporu. Irańczycy przywiązywali jednak mało wagi do tej polemiki, którą błędnie oceniali jako zwyczajne politykierstwo.

Wygrana H. Rouhaniego obudziła wśród rzeszy wyborców nadzieję na uporządkowanie relacji ze Stanami Zjednoczonymi i z Unią Europejską, które mogłyby w końcu znieść sankcje wobec Iranu, przez co podniosłaby się zdolność nabywcza Irańczyków. Dziś Iran uzyskał możliwość eksportu ropy na międzynarodowy rynek, a więc ma do dyspozycji walutę zagraniczną. Ustabilizowała się też dzięki temu waluta narodowa – irański rial.

I tutaj dochodzimy do sedna całej sprawy. Szejk H. Rouhani wynegocjował potajemnie z Waszyngtonem i Brukselą porozumienie, które niebawem powinien upublicznić [1]. Sięga ono znacznie dalej niż słowa wypowiedziane pięć lat temu przez Mira-Hosejna Musawiego. Chodzi, ni mniej ni więcej, o przejście Iranu do obozu państw zachodnich, i to pomimo niedawnej akcesji do Szanghajskiej Organizacji Współpracy.

Zgodnie z tym porozumieniem, Iran miałby dostarczać gaz państwom Unii Europejskiej, co pomogłoby jej zerwać zależność od Rosji i zapoczątkować nową Zimną Wojnę. Poza tym, miałoby to doprowadzić do deficytu gazu w Chinach i do spowolnienia ich rozwoju [2].

24 września, na marginesie sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, odbyła się rozmowa szejka H. Rouhaniego i prezydenta Austrii Heinza Fishera. Ten ostatni zapewnił swojego rozmówcę, że Austria pokieruje projektem rurociągu Nabucco. Podniesiono też kwestię sfinansowania budowy połączenia irańskich pól gazowych i naftowych z systemem Nabucco, której koszt powinien wynieść 8,5 mld dolarów. Chodzi więc o ogromne przedsięwzięcie, które z pewnością wygeneruje masę korupcji.

Porozumienie powinno też zamknąć polemikę wokół rzekomej bomby atomowej, którą Iran miałby być zdolny wyprodukować „w ciągu kilku tygodni” [3]…

Reakcje na plany szejka Hasana Rouhaniego

Po ponad roku, licząc od ostatnich wyborów, popularność szejka H. Rouhaniego dynamicznie maleje. Część opinii publicznej oskarża go, że od roku niewiele się zmieniło, a część, że faworyzuje jedną klasę społeczną, a o większości zapomina. Gdyby M. Ahmadineżada dopuszczono do udziału w przyszłych wyborach, najpewniej wygrałby je już w pierwszej turze. Ale raczej nie należy się tego spodziewać. W 2013 r., odmówiono już udziału w wyborach zgłoszonemu przez M. Ahmadineżada Esfandijarowi Rahimowi Maszajemu, a to jemu właśnie sondaże rokowały wygraną w drugiej turze. Zostaną więc przedsięwzięte wszystkie kroki, by M. Ahmadineżada odsunąć od udziału w wyborach w 2017 r.

Jakkolwiek by było, dawny prezydent bardzo się ostatnimi czasy uaktywnił. Nawołuje swoich zwolenników do mobilizacji i wydaje się być pewien, że uratuje swój kraj, chylący się ku Zachodowi. Być może pierwszą jaskółką tego zwycięstwa jest pozwolenie na organizację międzynarodowego sympozjum poświęconego antyimperializmowi, udzielone przez Najwyższego Przywódcę zwolennikom M. Ahmadineżada. Rok temu ajatollah sprzeciwił się takiej inicjatywie [5], a teraz wysłał nawet na konferencję swojego przedstawiciela. Można więc sądzić, że zawetuje projekt H. Rouhaniego.

Dla uczniów R. Chomeiniego projekt ten obraca wniwecz Rewolucję Islamską i oznacza de facto powrót do epoki szacha. Iran miałby zrezygnować ze swoich politycznych wpływów i złożyć się na ołtarzu handlu międzynarodowego. W wymiarze krajowym, znów nastałaby era bogactwa, ale dla rządzących, niekoniecznie dla ogółu społeczeństwa. Zaś dla innych narodów Bliskiego Wschodu, zwłaszcza dla Libańczyków, Palestyńczyków, Syryjczyków i Jemeńczyków, które zbierały większe i mniejsze zwycięstwa wobec Waszyngtonu, Londynu i Tel-Awiwu, taki projekt oznaczałby ponowne osierocenie i brak środków materialnych.

Waszyngton szykuje plan „B”

Wobec prawdopodobieństwa porażki projektu H. Rouhaniego – którego sukces mogłaby zapewnić chyba tylko przedwczesna śmierć Najwyższego Przywódcy – Waszyngton szykuje swój plan „B”, a więc destabilizację kraju, zakrojoną na znacznie szerszą skalę niż w 2009 r. Wtedy chodziło o wmówienie Irańczykom, że sfałszowano wyniki wyborów, które miałby wygrać zwolennik USA [6]. Tym razem, będzie to coś na kształt pseudo-rewolucji w Syrii z 2011 r…

…Można prognozować, że w momencie, gdy projekt szejka H. Rouhaniego poniesie fiasko, Waszyngton wypuści w świat fałszywe informacje, w które uwierzy szeroka rzesza Irańczyków. Technologia postąpiła tak daleko, że bez problemu można dziś sfabrykować dowolne wydarzenie, tak jak już to miało miejsce w Libii (gdzie upadek Dżamahiriji pokazano o cztery dni za wcześnie, aby zdemoralizować społeczeństwo) i w Syrii (gdzie pokazywano liczne manifestacje, które każdy widział na ekranie, a nikt na żywo). Odrzucenie projektu H. Rouhaniego będzie więc oznaczało początek nowej konfrontacji.”

Tłumaczenie: Justyna Jarmułowicz
Fot. article.wn.com
Tekst pochodzi z portalu Voltairenet.org.
całość tu: geopolityka.org
19.10.2014 (IAR) – Radykałowie z Państwa Islamskiego przypuścili kolejny szturm na syryjskie miasto Kobani. Od ponad miesiąca fanatycy próbują zdobyć kluczowe dla nich miasto i nie poddają się mimo intensywnych amerykańskich nalotów. Tymczasem sąsiadująca z Kobani Turcja ponownie odmówiła pomocy dla Kurdów, walczących o obronę miasta.Według świadków, w ostatnich godzinach toczą się najbardziej zacięte walki o Kobani od czasu rozpoczęcia ofensywy islamistów. Radykałowie atakują miasto z pocisków moździerzowych. Jak podaje Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, od soboty na coraz bardziej opustoszałe Kobani miało spaść co najmniej 48 takich pocisków. W tym samym czasie miało zginąć co najmniej 70 bojowników Państwa Islamskiego i 10 cywilów.

Tymczasem tureckie władze zapowiedziały, że nie zezwolą na dostawy broni dla syryjskich Kurdów, którzy bronią Kobani, ale przez Ankarę są uważani za organizację terrorystyczną. Turecki prezydent Recep Erdogan powiedział, że nie zgodzi się także na to, aby broń dostarczyli Amerykanie.

Turcja ma też kolejny problem w związku z wojną domową w Syrii, której częścią jest ofensywa islamistów. Dramatycznie rośnie liczba uchodźców, którzy uciekli przez granicę na turecką stronę. „W ciągu prawie czterech lat tej wojny, 900 tysięcy uchodźców zostało zarejestrowanych w Turcji. Oceniamy jednak, że realna liczba uciekinierów wynosi tak naprawdę około 1,6 miliona osób” – mówi szefowa misji humanitarnych ONZ Valerie Amos, która odwiedziła jeden z obozów dla uchodźców w Turcji.

Ocenia się, że z samego tylko Kobani do Turcji uciekło 200 tysięcy osób.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski/RTR/Al-Jazeera/UN/eurovision/jj

20.10.2014 (IAR) – Amerykańskie lotnictwo zrzuciło broń, amunicję, a także pomoc medyczną dla kurdyjskich sił broniących syryjskiego miasta Kobani. Od kilku tygodni jest ono atakowane przez oddziały Państwa Islamskiego.Zrzuty, jakich dokonano minionej nocy, to pierwsze tego rodzaju od czasu trwających już kilka tygodni uderzeń z powietrza koalicji pod wodzą Stanów Zjednoczonych na pozycje islamistów w tym rejonie. Syryjskie Kobani leży przy granicy z Turcją. Dowództwo siła amerykańskich poinformowało wcześniej, że w ciągu ostatnich godzin dokonano 11 takich nalotów.

Zrzuty broni i medykamentów dla Kurdów wykonano z samolotu transportowego typu C-130.

FoxNews,AP,AFP/IAR/dyd

źródło: stooq.pl

podobne: Ukraina kupi węgiel z Rosji. 3 tysiące osób podejrzanych o dezercję, sytuacja na froncie, reformy w kraju. Syria: Turcja nie wjedzie do Kobani. Niemcy: znowu starcia Kurdów i salafitów. oraz:  Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów. Gaza – jak zakończyć wojnę. i to: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki.

Iran - Izrael - Arabia Saudyjska - USA - by Tom Janssen

Iran – Izrael – Arabia Saudyjska – USA – by Tom Janssen

Ukraina kupi węgiel z Rosji. 3 tysiące osób podejrzanych o dezercję, sytuacja na froncie, reformy w kraju. Syria: Turcja nie wjedzie do Kobani. Niemcy: znowu starcia Kurdów i salafitów.


1. Ukraina kupi węgiel w Rosji.

09.10.2014 (IAR) – Czy to nie paradoks? Brakujący na sezon grzewczy węgiel Ukraina kupi… w Rosji. A tego surowca brakuje z powodu działań wspieranych przez Moskwę separatystów w Zagłębiu Donieckim.

Bojówkarze zalewają kopalnie, a składy rozkradają. Zanotowano przypadki wywożenia węgla do Rosji. Nie przeszkadza to jednak władzom w Kijowie w podjęciu decyzji o zakupie tego surowca właśnie u wschodniego sąsiada. Oficjalnie władze podpisały kontrakt z ukraińskimi firmami, które mają kupić 8 milionów ton węgla w Rosji.

Przed rozpoczęciem sezonu grzewczego Ukraina oszczędzała gaz. W międzyczasie pojawił się jednak problem z węglem, ponieważ ze 155 ukraińskich kopalń, 83 znajdują się na terytorium kontrolowanym przez separatystów. 7 z nich zostało całkowicie zniszczonych. Władze już zapowiedziały, że mogą się pojawić problemy z dostawami prądu. W związku z obniżoną temperaturą wody w kaloryferach, możliwe są także przeciążenia sieci, ponieważ ludzie będą dogrzewać mieszkania piecykami elektrycznymi.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Piotr Pogorzelski/Kijów/dabr

podobne: Ukraina/UE: Stowarzyszenie po rosyjsku. UE magazynuje gaz (będzie zakaz eksportu). Rosja o gazie i Ukrainie rozmawiać nie chce, grozi embargiem na alkohol i papierosy. Czechy przeciwko sankcjom. Rosja stworzy fundusz antykryzysowy. OECD tnie prognozy gospodarcze (dla strefy euro o 1/3). oraz: Rosyjski budżet może stracić stabilność. Rosja nie będzie utrudniać reeksportu gazu (dostawy do Polski na stabilnym poziomie). Ukraińcy utracili marzenia o UE. Po zmianach rządowych w Szwecji i Polsce milkną dwaj najwięksi krytycy Moskwy.

Żaden paradoks a brutalna rzeczywistość której tylko naiwni mogą się dziwić dłużej niż chwilę.

Jeszcze nie tak dawno ośrodki informacyjne (a raczej propagandowe) piały w amoku politycznej poprawności o tym, jak to Ukraina kupi nasze „zapasy” węgla (o ile można tak nazwać zwały kilku milionów ton których nikt nie chce kupić bo za drogie, ale górnicy dalej kopią)…

„Ukraina z powodu wojny zmuszona jest sprowadzać miliony ton węgla. Jak informuje korespondent RMF FM, mimo że w Polsce tony tego surowca są w magazynach, od nas go jednak nie kupi.będzie importować węgiel z Rosji i RPA. Do końca roku kraj musi sprowadzić prawie 6 milionów ton surowca” (wysokienapiecie.pl)

…a tu proszę – kolejny zonk po tym jak nasi przyjaciele Ukraińcy odmówili polskiej wieprzowinie (Ukraina znów zamyka granicę dla polskiej wieprzowiny). Tym samym kraj który uskarża się na rosyjską agresję na swoje terytorium będzie owych najeźdźców dorabiał. Czyżby Ukraińcy uwierzyli ostatecznie w rosyjską propagandę, która zarzeka się że Rosja nie macza swoich brudnych paluchów w Donbasie? Jeśli tak to nikt nie ma prawa Ukraińców z tego pomysłu rozliczać (ani nawet pouczać) i niech kupują śmiało, w końcu to dorośli ludzie i wiedzą co jest dla nich najlepsze 😀

Oczywiście to tylko paradoksalnie wygląda komicznie, bo prawda jest taka, że zniszczona i wykończona ekonomicznie Ukraina po prostu NIE MA WYJŚCIA jak wybrać tańszy od np. polskiego surowiec, choćby pochodził on od samego Putina 🙂 Takie są bezwzględne prawa ekonomii gdzie taniej oznacza większe oszczędności i żadna „polityka” tego nigdy nie zmieni, choć pod publiczkę krzyczy się różne rzeczy. My możemy najwyżej po raz kolejny się oblizać i zacząć pomału schodzić z bujanych obłoków na ziemię. Zamiast liczyć na innych i pławić się w populistycznych opowieściach (spod mchu i paproci) jaki to polski węgiel jest dobry i potrzebny, powinniśmy na poważnie dokonać rachunku ekonomicznego nad tą branżą. Pora skończyć ze szkodliwym mitem i z udawaniem przez niektórych „patriotów” przed Polakami, że polskie kopalnie „trzeba utrzymywać”, choćby społeczeństwo miało za tę fanaberię płacić przez nos. Wkrótce ta bajka brutalnie się skończy, gdy ekonomia zacznie domagać się zbilansowania długów i kosztów funkcjonowania chorego na związki, przywileje i nepotyzm polityków „polskiego” górnictwa. Poleje się wtedy krew bankrutów a na rynku pozostaną tylko te kopalnie które na poważnie traktują powiedzenie że „z pustego i Salomon nie naleje”… (Odys)

2.Prokuratura podejrzewa 3 tysiące osób o dezercjęSytuacja na froncie.

07.10.2014 (IAR) – Nawet 3 tysiące Ukraińców może być oskarżonych o dezercję. Prokuratura Wojskowa tłumaczy to chaosem na froncie.

Prokuratura Wojskowa wszczęła 222 postępowania karne związane z dezercją. Razem obejmuje to ponad 3 tysiące żołnierzy. Anatolij Matios kierujący tą prokuraturą tłumaczy, że tak duża liczba podejrzanych wynika z osobliwości ukraińskiego prawa. Jego zdaniem, główny problem polega na tym, że na froncie nie ma wyraźnych rozkazów i następują dezorientacja i dezorganizacja, których następstwem jest to, co w kodeksie karnym nazywa się dezercją.

Na razie tylko 500 osób jest oficjalnie podejrzanych i ograniczono ich swobodę przemieszczania się. 32 trafiły do aresztu.

Tymczasem prezydent Petro Poroszenko powtórzył, że nigdy nie zgodzi się na jakiekolwiek zmiany granic państwa. Na razie tworzona jest „strefa sanitarna”, która odgrodzi tereny kontrolowane przez separatystów od reszty Ukrainy. Prezydent zaapelował też do OBWE o zwiększenie liczby obserwatorów na Wschodzie do 1500 i przekazanie misji 29 samolotów bezzałogowych. Na razie do Zagłębia Donieckiego trafiły tylko 2. Według Petra Poroszenki, tylko taka liczba obserwatorów będzie w stanie zapewnić przestrzeganie zawieszenia broni i kontrolować granicę rosyjsko – ukraińską.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski/mcm/

podobne: Ukraiński batalion samowolnie opuścił front. oraz: Ukraina: 200 ofiar kotła pod Iłowajskiem (ochotnicy oskarżają dowództwo ukraińskiej armii). i to: Wojsko się wycofuje ale nowy pobór nie pójdzie na front. Zachód nie powstrzyma Rosji.

07.10.2014 (IAR) – Pięciu ukraińskich wojskowych zginęło w ciągu ostatniej doby w strefie operacji antyterrorystycznej (ATO). Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony poinformowala, że 28 żołnierzy zostało rannych. Od kwietnia zginęły w działaniach wojennych 953 osoby, nie licząc cywilów.

Rzecznik Rady Andrij Łysenko podkreślił, że rosyjscy najemnicy i bojówkarze kontynuują ataki na ukraińskie wojska, przede wszystkim w okolicach miejscowości Szczastie i Debalcewe. Chodzi też o kolejne próby szturmu donieckiego lotniska, które jest ostrzeliwane z artylerii, czołgów i wyrzutni Grad. Żołnierze odpowiadają ogniem, są straty wśród terrorystów, ale nie wstrzymują oni ataków.

Napięta pozostaje sytuacja na południu Ukrainy, przy administracyjnej granicy z Krymem. Ukraińskie wojska są tam obserwowane za pomocą rosyjskich samolotów bezzałogowych. Dochodzi do prowokacji i demonstracji siły przez rosyjskie wojska na półwyspie.

Separatyści z nieuznawanej Donieckiej Republiki Ludowej chcą, aby wybory przeniesiono na niedzielę 9 listopada. Termin głosowania jest ustalony na razie na tydzień wcześniej.Informację podał Przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej podczas konferencji prasowej w Doniecku. W wyborach mają zostać wyłonione władze samozwańczych republik – donieckiej i ługańskiej. Będzie to drugie głosowanie od czasu „referendum” niepodległościowego, które odbyło się 11 maja.

Eksperci wojskowi wskazują tymczasem, że prorosyjscy separatyści poruszają się samochodami oznakowanymi emblematami OBWE. Poinformował o tym w Kanale 5 Dmytro Tymczuk. Jak powiedział, tylko dziś zanotowano co najmniej dwa takie przypadki. „Samochody z emblematami OBWE, choć nie mówię, że to samochody obserwatorów, są wykorzystywane przez separatystów. Według naszych danych, jeżdżą nimi przywódcy grupek terrorystów” – powiedział Tymczuk. Jednocześnie o wykorzystywaniu samochodów z emblematami OBWE przez jednego z rosyjskich wojskowych mówi Oleksij Melnyk, ekspert Centrum Razumkowa. Wczesniej jeden z blogerów opublikował zdjęcie, na którym widać, jak do auta oznaczonego jako własność OBWE wsiadają mężczyźni w strojach bojowników.

W Rosji tymczasem ma być sądzony najemnik, który walczył po stronie ukraińskiej armii. Jak informuje agencja Interfax, to pierwsze postępowanie karne w związku z zaciągnięciem się obywatela Federacji do obcej formacji militarnej. Z ustaleń rosyjskiej agencji wynika, że chodzi o Romana Żeleznowa. Jest on podejrzewany o udział w walkach jako ochotnik włączony do ukraińskiego batalionu „Azow”. Według niepotwierdzonych informacji, mężczyzna został już zatrzymany przez moskiewską policję. Batalion „Azow” to paramilitarny oddział ochrony porządku publicznego, działający głównie w rejonie obwodu donieckiego. W Rosji każdy, kto zaciąga się do obcych formacji militarnych lub wspiera je, podlega karze pozbawienia wolności od 3 do 7 lat. Jak do tej pory rosyjskie media nie wspominają, aby podobne postępowanie planowano wszcząć w stosunku do „ochotników”, którzy zaciągają się do oddziałów prorosyjskich separatystów.

W Kijowie obradowała ukraińska Rada Najwyższa, która przyjęła ustawy zaostrzające walkę z korupcją. Wszystkie zostały przyjęte w pierwszym czytaniu. Kolejne głosowanie ma się odbyć za tydzień. Podjęto decyzję o utworzeniu Biura Antykorupcyjnego. Ma ono walczyć z łapownictwem na najwyższych szczeblach władzy. Oprócz tego powstanie Komisja Państwowa do spraw zapobiegania korupcji. Ma zostać także utworzony rejestr osób, które popełniły tego rodzaju przestępstwa. Ustawy pomogą też w ustaleniu ostatecznych właścicieli firm. Jest to o tyle ważne, że urzędnicy często tworzą łańcuszek przedsiębiorstw, aby ukryć fakt, że czerpią zyski z zamówień publicznych. Premier Arsenij Jaceniuk podkreślił, że przyjęcie ustaw to dopiero początek walki z korupcją. Rząd ze swej strony podjął odpowiednie działania. Zmniejszono liczbę organów kontrolnych, które najczęściej żądają łapówek, z 56 do 27. Z ponad 1100 możliwych różnego rodzaju kontroli zostało tylko 680.

Rada Najwyższa przyjęła także zmiany do kodeksu karnego pozwalające na prowadzenie zaocznych procesów i konfiskowanie mienia osób, które są poszukiwane międzynarodowymi listami gończymi i popełniły przestępstwa przeciwko Ukrainie. Chodzi tu głównie o obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza i przedstawicieli jego reżimu.

IAR/wcześn./jj

podobne: Ukraina: Poważne naruszenie rozejmu i ustawa o specjalnym statusie Donbasu. Manewry NATO na Ukrainie, Moskwa dozbroi Krym. Rosyjskie służby w parlamencie Tatarów krymskich. Naddniestrze: zaniepokojenie w Mołdawii, Białorusi i Kazachstanie. oraz: Ukraina: Rada Najwyższa nie odwołała Jaceniuka, ale nie wszystkie reformy zostały przegłosowane. Oszczędności na pensjach urzędników i więcej pieniędzy na armię. Za miesiąc koniec działań wojennych?

3. Turcja nie wjedzie do KobaniNiemcy: znowu starcia Kurdów i salafitów.

09.10.2014 (IAR) – Turcja nie będzie interweniować w oblężonym przez fanatyków syryjskim mieście Kobani. Zapowiedział to turecki minister spraw zagranicznych w czasie spotkania z Sekretarzem Generalny NATO, który gości w Ankarze. Tymczasem z samego miasta Kobani dochodzą sprzeczne informacje, co do sytuacji. Amerykanie twierdzą, że ofensywa islamistów została odparta, ale islamiści twierdzą, że kontrolują sporą część miasta.

Mieszkający w syryjskim Kobani Kurdowie od kilku dni apelują o międzynarodową pomoc w walce z islamistami. Jednak Turcja, najbliższy sąsiad Kurdów, nie chce interweniować czołgami. Turecki minister Mevlut Cavusoglu powiedział dzisiaj, że ofensywa w Kobani, które leży zalewie kilometr za granicą Turcji, jest nierealna.

„Turcy boją się, że broń wpadnie w ręce tureckich i syryjskich Kurdów. Dlatego Kurdowie są w bardzo niedobrej sytuacji, są skazani wyłącznie na siebie” – mówił w Polskim Radiu arabista z Uniwersytetu Warszawskiego George Yacoub.

Tymczasem w Kobani cały czas toczą się ciężkie walki. Amerykańska armia, która z powietrza przeprowadza naloty na pozycje islamistów, twierdzi, że Kurdowie odzyskali już kontrolę nad miastem. Fanatycy zaprzeczają z kolei informacjom, jakoby zostali wyparci z miasta i twierdzą, że kontrolują jedną trzecią Kobani. Wiadomość, że w rękach dżihadystów jest ponad 30 procent miasta potwierdza Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka.

Przejęcie władzy w Kobani byłoby dla radykałów kluczowe. W ten sposób mogliby bowiem łatwo kontrolować pas przy granicy Syrii z Turcją i łatwo przemycać tamtędy bojowników i sprzedawać ropę.

Fanatycy z Państwa Islamskiego od kilkunastu tygodni zajmują kolejne tereny w Syrii i w Iraku. Ogłosili tam powstanie islamskiego kalifatu, a na zajętych terenach dopuszczają się czystek etnicznych wśród chrześcijan, jazydów i szyitów. Są dobrze zorganizowani a utrzymują się m.in. ze sprzedaży ropy z zagarniętych rafinerii.

Pozycje islamistów w Iraku i Syrii od początku lipca bombardują amerykańskie myśliwce. W kolejnych tygodniach do nalotów przyłączyły się też Wielka Brytania, Francja, Holandia i Kanada oraz kilka krajów Zatoki Perskiej. Ocenia się, że do tej pory dokonano ponad 370 nalotów na pozycje Państwa Islamskiego.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski/BBC/AFP/RTR/PR1/Al-Jazeera/ab

podobne: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna? oraz: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie.

09.10.2014 (IAR) – To była kolejna niespokojna noc na ulicach Hamburga w Niemczech. Mieszkający tam Kurdowie znowu głośno protestowali przeciwko atakom dżiahadystów z Państwa Islamskiego na kurdyjskie enklawy w Syrii. Doszło do przepychanek z policją.

Po zakończeniu pokojowej demonstracji, w której brało udział około 1300 osób, mniejsze grupy Kurdów starły się z radykalnymi salafitami, którzy sympatyzują z Państwem Islamskim. W powietrze poleciały kamienie i butelki. Jedna osoba została ranna. Niemiecka policja rozdzieliła zwaśnione strony.

Dzień wcześniej, w nocy z wtorku na środę w tym samym miejscu doszło do poważnych starć Kurdów i salafitów. W ulicznych walkach zostało rannych 14 osób. Niemiecka policja i politycy są coraz bardziej zaniepokojeni faktem, że wojna z Państwem Islamskim w Syrii i Iraku coraz bardziej polaryzuje mieszkających w Niemczech imigrantów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/ab

podobne: Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów. Gaza – jak zakończyć wojnę.

USA - Syria - by Opera Mundi

USA – Syria – by Opera Mundi

Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna?


„Każdy popiera antyterrorystyczny dyskurs Waszyngtonu i jego sojuszników znad Zatoki Perskiej. Jednocześnie, każdy rozumie, że stanowi on zaledwie oratorskie usprawiedliwienie wojny prowadzonej dla innych celów. Stany Zjednoczone deklarują, że chcą zniszczyć Państwo Islamskie, które same powołały do istnienia jako narzędzie przeprowadzenia czystki etnicznej w regionie, niezbędnej z punktu widzenia planu stworzenia „Wielkiego Bliskiego Wschodu”. 

Jeszcze bardziej zaskakuje to, że szalejących w Syrii ekstremistów chcą zwalczać z pomocą „umiarkowanej” opozycji, która składa się z tych samych dżihadystów, co Państwo Islamskie. Ponadto, Stany Zjednoczone zniszczyły w Rakkce budynki, które bojownicy IS opuścili dwa dni wcześniej. Te pozorne sprzeczności przesłaniają prawdziwe motywy wojny – wojny gazowej.

Kampania lotnicza Stanów Zjednoczonych w Iraku i Syrii jest wielce zastanawiająca: trudno zniszczyć ugrupowanie terrorystyczne, atakując je tylko z powietrza. W Iraku, Stany Zjednoczone i kraje GCC połączyły naloty z działaniami irackich i kurdyjskich wojsk. W Syrii zaś sojusznicy nie dysponują żadną siłą, zdolną stawić czoła Państwu Islamskiemu. Ale nawet w tym wypadku, jak wyraził się generał William Mayville, dowódca operacyjny w amerykańskim sztabie generalnym, „przeprowadzane naloty nie są zdolne porazić możliwości Państwa Islamskiego, jak i operacji, prowadzonych w innych regionach Iraku i Syrii” [1].

Zresztą, pomimo oficjalnych oświadczeń, Państwo Islamskie jest tworem Stanów Zjednoczonych i państw skupionych w Radzie Współpracy Zatoki Perskiej (GCC), mającym służyć interesom amerykańskim, i jak na razie nie zawiodło ich oczekiwań. Fakty mówią same za siebie:

• W maju 2013 r., senator John McCain udał się w nielegalną podróż do Syrii, gdzie spotkał się ze sztabem generalnym Wolnej Armii Syryjskiej (umiarkowanej), w którego skład wchodził Abu Yussef, alias Abu Du’a, alias Ibrahim al-Baghdadi, czyli obecnykalif Ibrahim (szef ekstremistów) [2].

• W styczniu 2014 r., agencja Reuters ujawniła, że prezydent Barack Obama zwołał tajne posiedzenie Kongresu, na którym przegłosowano zbrojenie i finansowanie do września 2014 r. „rebeliantów” w Syrii, także tych walczących w szeregach Państwa Islamskiego [3]. Było to tajne posiedzenie, a nie po prostu przy drzwiach zamkniętych, dlatego amerykańska prasa uszanowała jego sekretny charakter.

• Dumna z takiego wyróżnienia Państwa Islamskiego, Arabia Saudyjska przyznała się publicznie do faktu, że ugrupowaniem kieruje sam książę Abdul Rahman al-Fajsal [4].

• Szef izraelskiego wywiadu wojskowego, generał Aviv Kochavi ostrzegał natomiast przed rosnącą liczbą bojowników walczących przeciwko syryjskiej władzy i ujawnił, że członkowie Al-Kaidy, w tym członkowie Państwa Islamskiego (które od Al-Kaidy się jeszcze wówczas nie oddzieliło), byli szkoleni [pod nadzorem NATO] w trzech tureckich obozach, w Şanlıurfie, Osmaniye i Karamanie [5].

• W maju 2014 r., Arabia Saudyjska dostarczyła Państwu Islamskiemu broń ciężką, dopiero co zakupioną na Ukrainie, i znaczną ilość nowych aut marki Toyota, które miały być wykorzystane do opanowania terytorium Iraku. Transport zapewniły tajne służby Turcji, które wynajęły w tym celu specjalny pociąg.

• 27 maja, Masud Barzani, szef regionalnego rządu Kurdystanu w Iraku, udał się do Ammanu, by tam sprzęgnąć działania irackich Kurdów i Państwa Islamskiego przed planowaną ofensywą w Iraku. 1 czerwca, w Ammanie odbyło się jeszcze jedno spotkanie z udziałem wielu sunnickich sojuszników [6].

• Na początku czerwca, Państwo Islamskie i regionalny rząd Kurdystanu przeszły do ataku. Państwo Islamskie, zgodnie z powierzoną mu misją, siało terror, dążąc do przeprowadzenia czystki etnicznej, której w 2003 r. nie udało się zrealizować amerykańskim wojskom. W taki sposób dokonuje się plan stworzenia „Wielkiego Bliskiego Wschodu”, przyjęty w 2001 r. przez sztab generalny Stanów Zjednoczonych.

Stany Zjednoczone nie mają więc interesu w tym, by Państwo Islamskie zostało zniszczone, chyba że powoduje nimi nagłośniona przez media – i wątpliwa – kaźń trzech Amerykanów, która nie wydaje się jednak usprawiedliwiać takiego szkwału ognia nad Irakiem i Syrią.

O ile jasne jest, że celem trwającej kampanii lotniczej nie jest ten, o którym się tak szumnie mówi, o tyle nikt nie potrafi dokładnie powiedzieć, jakie zadanie realizuje. Jedynym pewnikiem jest to, że Stany Zjednoczone i ich sojusznicy z GCC przeprowadzili naloty na gmachy w Rakkce, które bojownicy IS opuścili dwa dni wcześniej, oraz na dwanaście rafinerii, leżących na wschodzie Syrii.

Po co więc bombardować rafinerie w wojnie wypowiedzianej rzekomo terroryzmowi? Według Pentagonu, znajdowały się one pod kontrolą Państwa Islamskiego, które czerpało z nich ogromne dochody.

Ta odpowiedź jest oczywiście błędna. Państwo, na które nałożono embargo, jakkolwiek by się nie starało, nie sprzeda gazu, czy ropy na światowy rynek. A Państwo Islamskie sprzedaje, i to pomimo rezolucji nr 1373 i nr 2170, przyjętych przez Radę Bezpieczeństwa odpowiednio w 2001 i 2014 r. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że IS kradnie paliwo w Iraku i Syrii, transportuje je rurociągiem do tureckiego portu Ceyhan, skąd przewożone jest do Izraela tankowcami wynajętymi przez Palmali Shipping & Agency JSC, kampanię turecko-azerskiego miliardera Mubarizego Gurbanoğlu. W porcie Aszkelon władze izraelskie dostarczają fałszywe certyfikaty pochodzenia, jakoby paliwo pochodziło ze złóż Ejlatu, a następnie wysyłają je do Unii Europejskiej, która udaje, że wierzy w jego izraelską proweniencję.

Przede wszystkim, jeśliby Stany Zjednoczone i GCC działały w poszanowaniu rezolucji nr 1373 (2001) i 2170 (2014), musiałyby zaatakować także iracki Kurdystan, jako że ta sama sieć logistyczna służy do eksportu gazu i ropy, kradzionych przez regionalny rząd Kurdystanu w Iraku. Tymczasem, nie tylko go nie atakują, ale i wspierają (w jego walce z władzą centralną w Bagdadzie, a nie z Państwem Islamskim) [7].

Naloty na syryjskie instalacje muszą być więc interpretowane jako chęć pozbawienia Syrii możliwości rafineryjnych, gdy w kraju zapanuje już pokój.

Nie uszło niczyjej uwagi, że w całej tej sprawie Stany Zjednoczone polegają na państwach członkowskich Rady Współpracy Zatoki Perskiej, w szczególności na Arabii Saudyjskiej. To, że saudyjskie samoloty nie opuszczają amerykańskiego terytorium nie ulega wątpliwości. Natomiast kłóci się z tym faktem – nie dająca się jednak całkowicie wykluczyć – informacja upubliczniona przez Iran, według której miałyby one stacjonować w Izraelu.

Często zwracałem uwagę na to, że jednym z najważniejszych celów wojny przeciw Syrii jest przejęcie kontroli nad ogromnymi złożami gazu naturalnego, jak i w ogóle nad syryjskim terytorium, przez które w przyszłości mógłby przebiegać rurociąg z Iranu, bądź, konkurencyjny względem irańskiego, rurociąg z Kataru i Arabii Saudyjskiej.

W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że od czasu wybuchu powstania w Noworosji i wsparcia, jakiego udziela mu Federacja Rosyjska, Unia Europejska próbuje znaleźć alternatywę dla rosyjskiego surowca. Na tym tle, rząd Iranu zaproponował europejskiemu odbiorcy swój gaz ziemny. Z taką ofertą wystąpił 9 sierpnia wiceminister ropy naftowej Ali Majedi [8]. Otwarcie europejskiego rynku pozwoliłoby Iranowi wyjść z blokady, w jakiej znalazł się po odcięciu przez Państwo Islamskie irackiej drogi wiodącej do Syrii.

Powyższa opcja, która realizuje interesy państwowe Iranu, choć oznacza zaniechanie przez prezydenta Mahmuda Ahmadineżada walki z imperializmem, może zostać uznana przez Waszyngton w ramach szerszego porozumienia, w czasie negocjacji grupy 5+1. Przy takim obrocie spraw, Teheran zrezygnowałby z badań w zakresie rewolucyjnej metody produkcji energii jądrowej, która mogłaby w przyszłości uniezależnić kraje Trzeciego Świata od ropy naftowej, a „Zachód” zniósłby w zamian sankcje przeciwko Iranowi.

Jednak taki scenariusz, jeśliby się miał urzeczywistnić, naruszyłby diametralnie równowagę sił w regionie. W takiej sytuacji Rosja nie zgodzi się raczej na członkostwo Iranu w Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Poza tym, taki scenariusz zakładałby inwestycję w rozmiarze 8,5 mld USD w budowę 1 800 km rurociągu i połączenie irańskich pól gazowych z systemem Nabucco. Irański gaz popłynąłby przez Azerbejdżan, Turcję, Bułgarię, Rumunię i Węgry do Austrii, skąd miałby zostać rozdystrybuowany do państw Unii Europejskiej. Powyższe szczegóły zostały potwierdzone przez szejka Hasana Rouhaniego w kuluarowej rozmowie z prezydentem Austrii Heinzem Fischerem podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ [9].

Uruchomienie systemu Nabucco byłoby dla Azerbejdżanu nie lada okazją, bo dzięki niemu mógłby z większą łatwością eksportować surowiec z pola gazowego Shah Deniz. W rezultacie, oddaliłby się od Moskwy i zacieśnił relacje z Waszyngtonem, co wyjaśniałoby także, dlaczego Baku tak niespodzianie zakupuje teraz w Izraelu sprzęt wojenny.

Z syryjskiego punktu widzenia, potencjalny zwrot w polityce energetycznej Iranu byłby bez wątpienia czymś pozytywnym, bo większość wrogów Syrii – poza Izraelem – nie miałaby już powodu kontynuować wojnę. Ponad to, oddalając się od Iranu, Syria stałaby się dla Rosji bardziej użyteczna. Jeśli dojdzie do podpisania tego porozumienia, Waszyngton będzie kontynuował destabilizację ziem zamieszkanych przez sunnitów, aby podtrzymać izolację pomiędzy Teheranem i Damaszkiem, i bez wątpienia wesprze Daesh w Dajr az-Zaur, ale resztę Syrii zostawi w spokoju.”

Tekst pochodzi z portalu Voltairenet.org.
źródło: geopolityka.org

„…ISIS to twór Waszyngtonu. W skład ISIS wchodzą dżihadyści, wykorzystani przez Waszyngton do obalenia Muammara Kaddafiego w Libii, a następnie wysłani do Syrii w celu obalenia Bashara Assada. Jeśli ISIS jest „siatką śmierci”, „marką zła”, z którą nie da się negocjować – jak oznajmił Obama – to ta siatka śmierci została stworzona przez sam reżim Obamy. Jeśli ISIS stanowi zagrożenie – jak twierdzi Obama – to w jaki sposób system, który jest twórcą tego zagrożenia, może być wiarygodny w walce przeciwko niemu?

W swoim przemówieniu B. Obama ani razu nie wspomniał o głównym problemie, z jakim musi zmierzyć się świat. Chodzi o niezdolność Waszyngtonu do pogodzenia się z faktem istnienia silnych i niezależnych państw, takich jak Rosja i Chiny. Neokonserwatywna doktryna Paula Wolfowitza zobowiązuje Stany Zjednoczone do utrzymywania statusu wyłącznego supermocarstwa. Wymaga to od Waszyngtonu „niedopuszczenia do tego, aby jakieś wrogie mocarstwo zdominowało region, którego zasoby – objęte wzmocnioną kontrolą – wystarczyłyby do stworzenia globalnej siły”. „Wrogie mocarstwo” to dowolny kraj, który ma wystarczającą siłę wpływu, pozwalającą na ograniczenie sprawowania władzy przez Waszyngton.

Doktryna Wolfowitza wyraźnie mierzy w Rosję: „Naszym pierwszym celem jest niedopuszczenie do ponownego pojawienia się nowego rywala, czy to na terenie byłego Związku Radzieckiego, czy gdziekolwiek indziej”. „Rywal” to dowolny kraj, który jest w stanie bronić własnych interesów lub interesów swoich sojuszników, którym zagraża hegemonia Waszyngtonu.

W swoim przemówieniu Obama powiedział, że Rosja i Chiny mogą być częścią waszyngtońskiego światowego porządku pod warunkiem, że zaakceptują hegemonię Waszyngtonu i w żaden sposób nie będą ingerować w sprawowaną przez niego kontrolę. Kiedy Obama mówi Rosji, że Stany będą z nią współpracować, „jeśli zmieni ona swój kurs”, chodzi mu o to, że Moskwa musi zaakceptować fakt, że waszyngtońskie interesy biorą górę nad rosyjskimi.

Bez wątpienia, jest to stanowisko mało elastyczne i nierealne. Jeśli Waszyngton będzie je podtrzymywał, wojna z Rosją i Chinami nastąpi…”

źródło: geopolityka.org

podobne: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin. oraz: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”. i to: Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie). Ukraina: Ofensywa na pozycje separatystów. Konwój (nie)humanitarny Rosji, ćwiczenia wojskowe przy granicy UE i na Wyspach Kurylskich.

rys. Żukow

rys. Żukow

MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.


1.  Wojna z wojną Obamy – Max Kolonko Mówi Jak Jest

2. Allen: szkoelnie syryjskich rebeliantów potrwa lata.

02.10.2014 (IAR) – Szkolenie syryjskich bojowników do walki z Państwem Islamskim może potrwać lata – mówi emerytowany generał amerykański John Allen. Kongres Stanów Zjednoczonych zatwierdził projekt szkolenia i wyposażenia syryjskich oddziałów rebelianckich, co ma być częścią międzynarodowego planu walki z dżihadystami z Państwa Islamskiego. John Allen powiedział w wywiadzie dla CNN, że treningi rebeliantów już trwają. Tworzone są specjalne obozy szkoleniowe. John Allen dodał, że koalicja przeciw Państwu Islamskiemu przyciąga wiele krajów, które – mimo różnych uwarunkowań – mają podobny pogląd na konieczność zatrzymania dżihadystów. Amerykański generał dodał, że Waszyngton nie rozważa dwustronnej koalicji z Iranem. „Iran ma tu swoją rolę do odegrania. Jeśli będzie ona pozytywna, zachęcamy do tego Teheran” – powiedział.

W ostatnich miesiącach fanatycy z Państwa Islamskiego przejęli kontrolę nad ogromnymi terenami w Syrii i w Iraku i ogłosili tam powstanie kalifatu. Na zajętych obszarach dżihadyści dopuszczają się okrutnych zbrodni na ludności chrześcijańskiej, jazydach i szyitach. W ostatnich tygodniach światem kilkakrotnie wstrząsnęły opublikowane przez bojowników Państwa Islamskiego nagrania z egzekucji zakładników, między innymi amerykańskiego dziennikarza Jamesa Foley’a.

Stany Zjednoczone oraz kraje arabskie przeprowadziły dotąd niemal 300 nalotów na pozycje islamistów zarówno w Syrii jak i w Iraku. Do operacji włączyła się Wielka Brytania, której lotnictwo zbombardowało wczoraj pozycje dżihadystów w Iraku.

SamaaTV &AFPang/IAR/dw/łp

źródło: stooq.pl

podobne: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie.

Khorasan” to nowe słowo klucz (wymyślone przez administrację lewaka Obamy – Andrew C. McCarthy: The Khorasan Group Does Not Exist: How We’re Being Had Again By the Obama Administration) dla zmiękczenia „światowej opinii publicznej” by nawoływała państwa zachodu do kolejnej interwencji „koalicji” na bliskim wschodzie tj w Syrii na którą administracja Obamy poluje od zeszłego roku w ramach „arabskiej wiosny ludów”. Putin sprzeciwił się USA i pokrzyżował amerykanom plany interwencji w tym kraju (przy użyciu floty czarnomorskiej – W większej skali czyli… O co tak naprawdę chodzi w ukraińskiej tragedii) i za to USA zdestabilizowało Ukrainę by Putin miał co robić w Europie i nie miał siły interweniować wobec kolejnego podejścia USA do obalenia Assada.

„Khorasan” to nic innego jak „false flag” które ma przesłonić winę USA za stworzenie przez nich prawdziwego zagrożenia w postaci ISIL. Tymczasem Kongres USA zezwolił administracji Obamy na szkolenie kolejnej „umiarkowanej syryjskiej opozycji” więc za jakiś czas opinia publiczna będzie trąbić o kolejnych ekstremistach działających na terenie Bliskiego Wschodu jak tylko ZNOWU „umiarkowana opozycja” postanowi działać na własną rękę uzbrojona i wyszkolona za pieniądze amerykańskich podatników…

Strategię jaką posługuje się amerykański „establishment” opisał swojego czasu lingwista Noam Chomski: „10 strategii manipulacji”… Dwa pierwsze punkty brzmią:

1 – ODWRÓĆ UWAGĘ

Kluczowym elementem kontroli społeczeństwa jest strategia polegająca na odwróceniu uwagi publicznej od istotnych spraw i zmian dokonywanych przez polityczne i ekonomiczne elity, poprzez technikę ciągłego rozpraszania uwagi i nagromadzenia nieistotnych informacji. Strategia odwrócenia uwagi jest również niezbędna aby zapobiec zainteresowaniu społeczeństwa podstawową wiedzą z zakresu nauki, ekonomii, psychologii, neurobiologii i cybernetyki. „Opinia publiczna odwrócona od realnych problemów społecznych, zniewolona przez nieważne sprawy. Spraw, by społeczeństwo było zajęte, zajęte, zajęte, bez czasu na myślenie, wciąż na roli ze zwierzętami (cyt. tłum. za „Silent Weapons for Quiet Wars”).

2 – STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE

Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.

całość tu: 10 chwytów ciemnych typów…

polecam również: Obama przed szkodą i po szkodzie głupi. Znowu będzie wspierał „umiarkowaną opozycję” w Syrii. Zapowiada zniszczenie ISIL ale wojsk nie wyśle, za to wyśle armię do „walki” z Ebolą. Secesyjne plany Teksasu. oraz: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”

Franciszek Kulon - Biznes

Franciszek Kulon – Biznes

Obama przed szkodą i po szkodzie głupi. Znowu będzie wspierał „umiarkowaną opozycję” w Syrii. Zapowiada zniszczenie ISIL ale wojsk nie wyśle, za to wyśle armię do „walki” z Ebolą. Secesyjne plany Teksasu.


1. Amerykanie wesprą syryjską „umiarkowaną” opozycję? Jeff Duncan o wystąpieniu Obamy: to najgłupsze zdanie wypowiedziane przez prezydenta USA. Izba Reprezentantów popiera plan szkolenia umiarkowanych rebeliantów.

16.09.2014 (IAR) – Amerykański Kongres może jeszcze w tym tygodniu przegłosować zgodę na udzielenie tak zwanej umiarkowanej opozycji syryjskiej wsparcia militarnego. Dziś w tej sprawie debatuje Izba Reprezentantów, po jutrzejszym głosowaniu, sprawą zajmie się Senat.

Administracja Baracka Obamy chce wspierać rebeliantów zmagających się z reżimem Baszara Assada, ale z nadzieją, że skierują swoje wysiłki również na zniszczenie coraz silniejszego Państwa Islamskiego. Ekstremiści, którzy kontrolują północno-wschodnią Syrię i północno-zachodni Irak, stali się największym wrogiem rządu w Damaszku, podporządkowując sobie dużą część innych ugrupowań sunnickich.

Teraz Waszyngton, nie mogąc zerwać z dotychczasową polityką zwalczania Assada, liczy, że uda mu się skierować rebeliantów przeciwko islamistom. Jednak plan ma przeciwników. Część Republikanów wskazuje, że dzisiejsza umiarkowana opozycja w przyszłości może stać się wrogiem USA i przestrzega przed przekazywaniem jej broni.

IAR/wp/łp/ab

…już raz wspierali „umiarkowaną” opozycję, aż po tym jak „umiarkowana” opozycja została przeszkolona i dozbrojona przestała być umiarkowana 🙂 …Widać że USA niczego się nie nauczyły skoro z „nadzieją” po raz drugi dokonają tego samego „błyskotliwego planu”. Tylko czemu potem drą na cały świat gębę że trzeba tworzyć koalicję i napadać kraje takie jak Syria w pseudo walce z tworami amerykańskiej administracji – rzeźnikami opłacanymi przez amerykańskich podatników? W takim wypadku nawet niedawne słowa ajatollaha Chomeiniego (który ostro potępił „zabijanie niewiernych” przez ISIL) o tym że Ameryka chce wykorzystać świat arabski (i resztę sojuszników) do załatwienia swoich prywatnych spraw brzmią po prostu jak fakt a nie jak typowe dla tego polityka uprzedzenie względem USA… Nic dziwnego że w samym kongresie można dosłyszeć ostrą krytykę Baracka Obamy… (Odys)

Re­pu­bli­kań­ski czło­nek ame­ry­kań­skiej Izby Re­pre­zen­tan­tów Jeff Dun­can stwier­dził, że ostat­nie słowa Ba­rac­ka Husseina Obamy o Pań­stwie Is­lam­skim mogą być „naj­głup­szym zda­niem wy­po­wie­dzia­nym przez ame­ry­kań­skie­go pre­zy­den­ta”.

W wy­gło­szo­nym w ubie­głym ty­go­dniu prze­mó­wie­niu, pre­zy­dent Sta­nów Zjed­no­czo­nych mówił o pla­nach walki z Pań­stwem Is­lam­skim, które ter­ro­ry­zu­je miesz­kań­ców Syrii, Iraku i Iranu. Zna­la­zło się w nim fe­ral­ne zda­nie „Pań­stwo Is­lam­skie nie jest tak na­praw­dę is­lam­skie”. Wy­wo­ła­ło ono falę ko­men­ta­rzy w sieci. Jeff Dun­can, czło­nek Izby Re­pre­zen­tan­tów z Po­łu­dnio­wej Ka­ro­li­ny oce­nił to stwier­dze­nie jako „naj­głup­szy wszech­cza­sów ko­men­tarz ze stro­ny pre­zy­den­ta USA”.

Po­li­tyk swoją oceną po­dzie­lił się na swoim pro­fi­lu na Fa­ce­bo­oku.

„Byłem roz­cza­ro­wa­ny uwagą pre­zy­den­ta. Znie­chę­ci­ło mnie to, że zajął się kwe­stią, która mogła się stać spra­wą po­nad­par­tyj­ne­go po­ro­zu­mie­nia, ale za­miast tego za­pre­zen­to­wał nam plan, który spo­wo­do­wał wiele obaw” – pisze Dun­can.

– Wy­ja­śnij­my dwie rze­czy – mówił w prze­mó­wie­niu Obama. – ISIL (Pań­stwo Is­lam­skie) nie jest is­la­mi­stycz­ne. Żadna re­li­gia nie uspra­wie­dli­wia za­bi­ja­nia nie­win­nych. A więk­szość ofiar ter­ro­ry­stów to mu­zuł­ma­nie – dodał pre­zy­dent USA. – ISIL to or­ga­ni­za­cja ter­ro­ry­stycz­na, która, jeśli cho­dzi o bru­tal­ność, jest je­dy­na w swoim ro­dza­ju – wy­ja­śniał Obama.

„Pre­zy­dent Obama pró­bo­wał prze­ka­zać spra­wę w szer­szym kon­tek­ście, jed­nak ta krót­ka fraza może odbić się ry­ko­sze­tem na jego wi­ze­run­ku” – ko­men­to­wa­ło wy­stą­pie­nie pre­zy­den­ta CNN.

Obama: osłabimy i ostatecznie zniszczymy Państwo Islamskie

Powstaje koalicja antyterrorystyczna do walki z Państwem Islamskim w Iraku i Syrii

Kluczowe znaczenie w kampanii zbrojnej będą mieć amerykańskie siły zbrojne. – To jest wojna – podkreślił republikański senator Lindsey Graham.
Zobacz więcej
Ogła­sza­jąc w ubie­głym ty­go­dniu stra­te­gię walk z Pań­stwem Is­lam­skim, pre­zy­dent Ba­rack Hussein Obama za­pew­nił, że USA wraz z so­jusz­ni­ka­mi „osła­bią i osta­tecz­nie znisz­czą” bo­jow­ni­ków tego ra­dy­kal­ne­go ugru­po­wa­nia.

Za­de­kla­ro­wał też, że nie za­wa­ha się za­ata­ko­wać ter­ro­ry­stów na te­ry­to­rium Syrii, przed czym dotąd Stany Zjed­no­czo­ne się po­wstrzy­my­wa­ły.

W wy­gło­szo­nym te­le­wi­zyj­nym prze­mó­wie­niu do na­ro­du Obama za­po­wie­dział, że USA po­pro­wa­dzą „sze­ro­ką ko­ali­cję” do nie­ugię­tej kam­pa­nii w celu wy­eli­mi­no­wa­nia bo­jow­ni­ków Pań­stwa Is­lam­skie­go (IS), „gdzie­kol­wiek się oni znaj­du­ją”. Ugru­po­wa­nie to, uwa­ża­ne za naj­sil­niej­szą i naj­bo­gat­szą or­ga­ni­za­cję dżi­ha­dy­stycz­ną świa­ta, opa­no­wa­ło w ostat­nich mie­sią­cach znacz­ne ob­sza­ry w Iraku i w Syrii.

– To nie jest nasza walka sa­mot­nie. Ame­ry­kań­ska siła może zde­cy­do­wa­nie zmie­nić sy­tu­ację, ale nie mo­że­my zro­bić za Ira­kij­czy­ków tego, co muszą zro­bić sami, ani nie mo­że­my zająć miej­sca arab­skich part­ne­rów w za­pew­nia­niu bez­pie­czeń­stwa ich re­gio­nu. Nasz cel jest jasny: osła­bi­my i osta­tecz­nie znisz­czy­my ISIL po­przez spój­ną i trwa­łą stra­te­gię an­ty­ter­ro­ry­stycz­ną – po­wie­dział pre­zy­dent, uży­wa­jąc skró­tu za­mien­nej nazwy tego ugru­po­wa­nia ter­ro­ry­stycz­ne­go (Is­lam­skie Pań­stwo w Iraku i Le­wan­cie).

Opracowanie Onet.pl na podstawie: BuzzFeed, CNN, PAP

źródło: wirtualnapolonia.com

17.09.2014 (IAR) – Izba Reprezentantów zaakceptowała plan szkolenia umiarkowanych rebeliantów w Syrii. Mają oni walczyć z radykalnymi ekstremistami z Państwa Islamskiego. To jedno z kluczowych założeń planu Baracka Obamy, który chce pokonać sunnickich dżihadystów kontrolujących znaczne obszary Syrii i Iraku.

W czasie przesłuchania w Senacie sekretarz Stanu John Kerry zapowiadał konieczność walki z ISIS. „W kwestii, z którą dziś się zmagamy, powinniśmy być zgodni. Państwo Islamskie musi być pokonane. I kropka, tyle na ten temat. Wszyscy zostaniemy ocenieni z tego, jak przeprowadziliśmy tę misję” – oświadczył John Kerry.

Mimo obaw zarówno ze strony Demokratów, jak i części Republikanów, Izba Reprezentantów zaakceptowała plan prezydenta stosunkiem głosów 273 do 156.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/AFP/Politico.com/kd/sk

podobne: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie. oraz: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”. podobne: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki. oraz: Brzeziński uważa, że Ameryka nie powinna wikłać się w muzułmańskie konflikty sekciarskie

…dziwna sprawa, bo tak jak USA nie chcą same wypić piwa którego naważyły deklarując że wojsk własnych do walki z ISIL nie wyślą tak do walki z Ebolą (gdzie „wygrać” może jedynie medycyna) amerykańska armia w zwartym szyku czeka gotowa…

2. USA: Wojsko przeciwko Eboli.

16.09.2014 (IAR) – Stany Zjednoczone skierują trzy tysiące żołnierzy do walki z wirusem Ebola w Afryce.

Decyzję w tej sprawie ogłosi za kilka godzin prezydent Barack Obama podczas wizyty w klinice chorób zakaźnych w Atlancie.

Według planu Baracka Obamy, amerykańskie wojska udzielą krajom afrykańskim pomocy medycznej i logistycznej w walce z wirusem, który zabił już ponad 2 tysiące 200 osób. Głównym zadaniem żołnierzy będzie zwiększenie liczby łóżek szpitalnych, niezbędnych do izolacji zakażonych. Amerykanie mają wznieść 17 polowych szpitali. W każdym z nich będzie około 100 łóżek. Dodatkowo będą prowadzić zakrojone na dużą skalę szkolenia oraz dostarczą dziesiątki tysięcy zestawów pierwszej pomocy. Wysiłki Amerykanów mają się koncentrować w Liberii, gdzie znajdzie się sztab operacji. Misja wojsk USA w Afryce ma kosztować prawie 500 milionów dolarów.

Informacyjna Agencja radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/em/

podobne: WHO: Kenia zagrożona Ebolą. Kanada przekaże Afryce eksperymentalne szczepionki.

…nic zatem dziwnego że coraz większą popularnością cieszą się w niektórych stanach ruchy secesyjne, tj. plany oderwania się od państwa które w coraz głupszy sposób zarządza swoimi zasobami marnując je w sposób nieuzasadniony i szkodliwy dla obywateli…

3.USA – prawie jedna czwarta Amerykanów chce secesji ich stanówTeksas pójdzie w ślady Szkocji?

17.09.2014 (IAR) – Szkockie referendum niepodległościowe wykorzystywane jest do popularyzacji akcji, której celem jest odłączenie Teksasu od USA. Takiego rozwiązania domaga się popularny w tym regionie Amerykński Ruch Nacjonalistyczny.

Prezydent tej organizacji Daniel Miller podkreśla, że Szkocja jest znakomitym przykładem dla mieszkańców Teksasu, największego stanu USA. Słynie on z produkcji ropy oraz hodowli bydła. Miller twierdzi, że po uzyskaniu niepodległości region ten stanowiłby 12 światową gospodarkę, większą od takich państw jak Meksyk i Hiszpania. Intensywną kampanię na ten temat prowadzi już od 1990 roku. Teraz ze względu na wydrzenia w Wielkiej Brytanii stało się o niej głośno w amerykańskich mediach.

Według podawanych przez teksański Ruch Nacjonalistyczny danych z 27 milionów mieszkańców tego regionu, 20 procent z nich jest tak niezadowlonych z rządów prezydenta Baracka Obamy, że popiera secesję. Jednak według badań agencji Public Policy Polling, aż 67 procent było przeciwnych takiemu rozwiązaniu. W przeszłości już kilka innych powiatów, np. w Kolorado, próbowało odłączyć się od Stanów Zjednoczonych, miało to jednak raczej charakter propagandowy.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/, Jan Pachlowski /Chicago/zr

podobne: Secesja Szkocji ciąży Wlk. Brytanii. Komu niepodległa Szkocja bardziej potrzebna: Szkotom czy może Rosji? oraz: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów

21.09.2014 (IAR) – Prawie jedna czwarta Amerykanów chce, aby stany w których mieszkają dokonały secesji z USA – wynika z ankiety przeprwadzonej przez Ipsos, która prezentuje agencja Reuters. Ten temat za oceanem stał się szeroko komentowany, przy okazji referendum niepodległościowego w Szkocji.

Specjalną ankietę przeprowadzono w dniach od 23 sierpnia do 16 września, a przepytano w niej blisko dziesięć tysięcy mieszkańców USA. Prawie dwadzieścia cztery procent opowiedziało się za niepodległością ich stanów, zdecydowanie na „nie” jest ponad pięćdziesiąt trzy procent respondentów.

Niezadowolenii z unii z Waszyngtonem podkreślają, że popierają secesję ze względu na fatalne ich zdaniem rządy prezydenta Baracka Obamy, a przede wszystkim krytycznie podchodzą do wprowadzonych od 1 stycznia nowych zasad opieki zdrowotnej zwanych ‘’Obamacare’’. Wśród tej grupy większość popiera Partię Republikańską, gdyż właśnie to ugrupowanie stara się doprowadzić do obalenia funkcjonujących obecnie przepisów dotyczących służby zdrowia.

Najwięcej mieszkańców optujących za niepodległością ich stanów jest w południowo wschodnich regionach kraju, najmniej secesję popierają w Nowej Anglii, która jest kolebką walki Amerykanów o niepodległość.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/, Jan Pachlowski /Chicago/kry

podobne: USA. Limit długu wraca jak bumerang i przyprowadza kolegę „Obamacare”.

źródło: stooq.pl

rys. Żukow

rys. Żukow

Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie.


1. Arabia Saudyjska – koalicja przeciwko islamistom.

11.09.2014 (IAR) – Dziesięć krajów arabskich zgodziło się współpracować z Amerykanami w walce z radykałami z Państwa Islamskiego. Takie oświadczenie opublikowano po rozmowach amerykańskiego sekretarza stanu Johna Kerry’ego w Dżuddzie w Arabii Saudyjskiej. Stało się to w kilkanaście godzin po orędziu prezydenta Baracka Obamy, który zapowiedział dalsze naloty na pozycje islamistów nie tylko w Iraku, ale także w Syrii.

Czołowy amerykański dyplomata podróżuje po Bliskim Wschodzie, by zebrać sojuszników do wspólnej walki z radykałami. Po rozmowach w Arabii Saudyjskiej do koalicji przystąpiły m.in. Katar, Egipt, Jordania, Liban, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska. Wszystkie te kraje obiecały powstrzymać przepływ broni i bojowników do Iraku i Syrii. Teraz John Kerry leci jeszcze do Turcji, by przekonać do współpracy władze w Ankarze.

Intensywną walkę z islamistami, ogłoszoną przez Baracka Obamę, popierają także mieszkańcy stolicy Iraku, Bagdadu. „To krok naprzód. Popieramy takie działania, bo Państwo Islamskie to terroryści. Będziemy walczyć, by przepędzić ich z Iraku” – mówi jeden z mieszkańców Bagdadu Fawzi.

Radykałowie opanowali w ostatnich miesiącach tereny nie tylko na północy Iraku, ale także w Syrii. Amerykański prezydent zagroził, że lotnictwo może bombardować także cele w Syrii. Władze w Damaszku ostrzegły jednak, że każdy taki nalot musi być z nimi konsultowany. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji – głównego sojusznika prezydenta Baszara al-Asada, oświadczyło z kolei, że naloty w Syrii będą aktem agresji, bo nie ma w tej sprawie rezolucji ONZ. Rosja ma w Narodach Zjednoczonych prawo weta.

Prezydent Barack Obama zapowiedział w nocy wysłanie na pogranicze syryjsko-irackie kolejnych 475 amerykańskich żołnierzy. Do tej pory amerykańskie lotnictwo dokonało już ponad 150 nalotów na pozycje fanatyków w Iraku.

W ubiegłym tygodniu do koalicji przystąpiło też dziewięć krajów NATO, w tym Polska. Nie wiadomo na razie, w jaki sposób Warszawa chce włączyć się w walkę z islamistami, bo prezydent Bronisław Komorowski oświaczył, że polscy żołnierze nie zostaną wysłani do Iraku. W nalotach nie chcą też wziąć udziału Niemcy.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski/BBC/Al-Jazeera/Haaretz/eurovision/em/

podobne: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki. oraz: USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę. a także: Wstrząsy wtórne „kryzysu ukraińskiego”. Japonia – Chiny – Niemcy – USA – Syria. Niemieckie wsparcie wojskowe dla państw bałtyckich. i to: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?

2. Syryjski minister: naloty bedą aktem agresji.

11.09.2014 (IAR) – Naloty lub jakakolwiek interwencja obcych wojsk na terytorium Syrii będą uznane za akt agresji. W ten sposób na wczorajsze słowa Baracka Obamy odpowiedział minister syryjskiego rządu, Ali Haidar. Jak dodał, wszelkie takie działania muszą być wcześniej skonsultowane z władzami Syrii.

Prezydent Stanów Zjednoczonych przedstawił plan pokonania radykałów z Państwa Islamskiego, zakładający między innymi ataki z powietrza w Iraku i Syrii. Obama ogłosił, że Stany Zjednoczone staną na czele szerokiej koalicji przeciwko rebeliantom.

Wiadomo już, że operacji aktywnie nie wesprą Niemcy i Wielka Brytania. Szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier powiedział na konferencji prasowej, że do tej pory nie dostał żadnego oficjalnego wniosku w tej sprawie. Jednocześnie wykluczył, że niemieckie samoloty wezmą udział w nalotach.

Podobne stanowisko przedstawił jego brytyjski odpowiednik. Philip Hammond zaznaczył, że Wielka Brytania w pełni popiera działania Stanów Zjednoczonych na rzecz stworzenia międzynarodowej koalicji, która ma pokonać Państwo Islamskie. Jednocześnie zaznaczył jednak, że jego kraj nie wesprze amerykańskich nalotów na miejsca opanowane przez rebeliantów.

.Tymczasem Amerykanie szukają poparcia dla operacji przeciwko islamistom. Sekretarz stanu John Kerry odwiedził dziś w tej sprawie Arabię Saudyjską. Kerry w najbliższym czasie ma rozmawiać także z przedstawicielami Egiptu, Jordanii, Libanu i Turcji

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/wczesn/Internet/rtr/md/ab

podobne: Wątek Izraela w syryjskim zamieszaniu czyli… „Uderz w Syrię a nożyce się odezwą” i to: W większej skali czyli… O co tak naprawdę chodzi w ukraińskiej tragedii oraz: Cameron ostrzega przed ekstremizmem islamskim (będzie interwencja lądowa w Iraku?). Biskup Manchesteru wypomina władzom wojnę w Iraku, która pogorszyła sytuację chrześcijan na Bliskim Wschodzie.

3. Opinie: Górak-Sosnowska: Dżihadyści śmieją się z działań USAFrancuscy islamiści biorą udział w egzekucjach w Syrii.

11.09.2014 (IAR) – W środowym przemówieniu Barack Obama ogłosił strategię walki z Państwem Islamskim. Jak mówi IAR Katarzyna Górak – Sosnowska z Uniwersytetu Warszawskiego to przemówienie nie oznacza nic nowego ani dla nas, ani dla dżihadystów.

Z tego co obserwowałam na mediach społecznościowych dżihadystów z Kalifatu wynika, że oni się śmieją z tego, że z jednej strony Stany Zjednoczone wypowiadają wojnę, a z drugiej nie są w stanie wystawić żołnierzy, żeby tę wojnę prowadzić – opisuje ekspertka.

We wspomnianym przemówieniu Barack Obama zapowiedział walkę z dżihadystami także na terenie Syrii. Dla Stanów Zjednoczonych, które jednocześnie walczą z Państwem Islamskim i reżimem syryjskiego prezydenta Baszara al Asada, problem polega na tym, jak walczyć z Państwem Islamskim nie wspierając Asada – tłumaczy Katarzyna Górak-Sosnowska.

Jak mówi rozmówczyni IAR, pojawia się pytanie, którą opozycję należy wspierać. Różne są odcienie opozycji – dodaje.

Barack Obama podczas przemówienia podkreślał, że Stany w walce z dżihadystami mają wsparcie międzynarodowej koalicji.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/Katarzyna Ingram/nyg

podobne: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów i to: USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku.

11.09.2014 (IAR) – Młodzi Francuscy fanatycy islamscy biorą udział w egzekucjach publicznych w Syrii. Takiego zdania jest sędzia zajmujący się walką z terroryzmem.

Od dawna było wiadomo, że u boku fundamentalistów islamskich w Syrii w dżihadzie walczą także młodzi Francuzi. Teraz jednak, w kilka dni po ogłoszeniu wiadomości o zgładzeniu izraelsko-amerykańskiego dziennikarza Stevena Sotloffa, francuski sędzia zajmujący się zwalczaniem terroryzmu ujawnił, iż ochotnicy z Francji są szkoleni nie tylko, aby brać udział w walkach, lecz również w obcinaniu głów wziętym do niewoli wrogom lub porwanym zakładnikom. Część francuskich islamistów bierze udział w publicznych egzekucjach. Tak było po zdobyciu przez terrorystów muzułmańskich położonego nad północnym brzegiem Eufratu miasta Ar Rakka, które fundamentaliści ogłosili stolicą kalifatu. Z Francji do Syrii, według sędziego, udają się by brać udział w dżihadzie, nie tylko mężczyźni, ale także nastolatki i kobiety. Przeciwko 370 Francuzkom i Francuzom toczy się postępowanie. Są oni oskarżeni o działalność terrorystyczną.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/mcm/

podobne: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”.

4. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri.

11.09.2014 (IAR) – Islamiści z organizacji Boko Haram zdobywają coraz większą część terytorium Nigerii. Tym razem udało im się otoczyć Maiduguri, stolicę położonego w północno-wschodniej części kraju stanu Borno.

Według relacji miejscowych, ostatecznym celem islamistów jest całkowite zajęcie miasta. Mieszkańcy proszą rząd o przysłanie dodatkowych oddziałów armii.

W Nigerii trwa krwawy konflikt między władzami a islamistami. Od początku roku radykałowie z Boko Haram zabili kilka tysięcy osób, porwali też kilkaset dzieci. Bojówkarze przejęli władzę w wielu miejscach w północno-wschodniej Nigerii. Z tego powodu pojawiają się obawy, że rząd wkrótce może w pełni utracić kontrolę nad regionem. W strachu przed islamistami setki ludzi opuściły swoje domy, uciekając do innych miast oraz do sąsiedniego Kamerunu.

Celem radykałów z Boko Haram jest wprowadzenie szariatu i przekształcenie Nigerii w państwo islamskie.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/wczesn/Internet/md/ab

5. Izrael – zbrodnie wojenne w Gazie.

11.09.2014 (IAR) – Izrael wszczął formalne dochodzenie w sprawie pięciu incydentów w czasie wojny w Strefie Gazy. Prokurator wojskowy podejrzewa, że izraelscy żołnierze mogli dopuścić się nadużyć. Z kolei organizacja praw człowieka Human Rights Watch oskarżyła izraelską armię o popełnienie w Gazie zbrodni wojennych.

Izraelski prokurator wojskowy rozpoczął badanie pięciu przypadków, które mogą okazać się przestępstwami. Chodzi m.in. o zbombardowanie i zabicie czwórki palestyńskich chłopców grających w piłkę na plaży w Gazie. „Wzywam ONZ i Ban Ki Muna do wyjaśnienia tego, co się stało. To jest moje prawo, by poznać prawdę” – mówił dzień po tragedii ojciec chłopców Mohammad Bakir w rozmowie z wysłannikiem Polskiego Radia w Gazie. Wojskowy prokurator bada także m.in. sprawę ostrzelania przez izraelskie wojsko szkoły ONZ w Beit Hanun oraz domniemaną kradzież rzeczy osobistych z jednego z palestyńskich domów w Szedżaiji.

Organizacja praw człowieka Human Rights Watch oskarżyła tymczasem Izrael o popełnienie w Gazie zbrodni wojennych. Chodzi o trzy przypadki ostrzelania szkół ONZ, w których chronili się cywile – w Beit Hanun, Rafah i w Dżebaliji. „Była piąta nad ranem, kiedy zaczął się ostrzał. Wszyscy spali. Wtedy na jedną z klas spadł pocisk. Obudziłem moją rodzinę i natychmiast zaciągnąłem wszystkich do środka, do innej klasy” – mówił w rozmowie z wysłannikiem Polskiego Radia w kilka godzin po ostrzale Muhammad, jeden z uchodźców, który mieszkał w szkole.

Human Rights Watch zarzuca izraelskiej armii, że ta z premedytacją zaatakowała cywilów. Wojskowi twierdzili wówczas, że odpowiadają na ataki ze strony Hamasu. Wojna w Gazie trwała 50 dni i była najdłuższym i najbardziej krwawym konfliktem Izraela z Hamasem. Kosztowała życie co najmniej 2147 Palestyńczyków i 73 Izraelczyków. Po zakończeniu wojny rozpoczęły się rozliczenia. Sekretarz Generalny ONZ wszczął dochodzenie w sprawie ostrzałów szkół Narodów Zjednoczonych, a Rada Praw Człowieka ONZ powołała własną komisję, która ma wyjaśnić domniemane zbrodnie izraelskiej armii i palestyńskiego Hamasu. Władze Autonomii Palestyńskiej zagroziły pociągnięciem Izraela do odpowiedzialności przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski/BBC/HRW/Haaretz/wcześn./ab

podobne: Rośnie liczba ofiar w Gazie. Izrael ostrzeliwuje cywilne budynki i ogłasza dodatkową mobilizację.

UE - USA

Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki.


Kerry na Bliski Wschód.

09.09.2014 (IAR) – Amerykański sekretarz stanu John Kerry udaje się na Bliski Wschód. Szef dyplomacji Stanów Zjednoczonych będzie zabiegać w Jordanii i Arabii Saudyjskiej o poszerzenie koalicji przeciwko bojownikom Państwa Islamskiego. Z Waszyngtonu Marek Wałkuski.

Celem rządu Baracka Obamy jest stworzenie jak najszerszej koalicji międzynarodowej, która przeciwstawi się Państwu Islamskiemu. Amerykanom zależy aby przyłączyły się do niej także kraje arabskie. Stąd wizyta amerykańskiego sekretarza stanu w Rijadzie i Ammanie. „Budując tę koalicję podkreślamy, że niemal każdy kraj na świecie może odegrać w niej jakąś rolę w eliminacji Państwa Islamskiego i zła jakie ono reprezentuje „. Kerry podkreślił, że udział w koalicji nie musi mieć wymiaru militarnego. Może to być także pomoc humanitarna dla uchodźców, dostawy uzbrojenia lub odcięcie dżihadystów od źródeł finansowania. Przed odlotem na Bliski Wschód John Kerry wyraził zadowolenie z utworzenia nowego rządu Iraku, który składa się z Szyitów, Sunnitów oraz Kurdów. Kerry powiedział, że nowe irackie władze mogą liczyć na wsparcie Stanów Zjednoczonych.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton

źródło: stooq.pl

podobne: USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę (manewry na zach. Ukrainy).

Oczywiście tego typu byty jak terrorystyczny ISIL należy zniszczyć militarnie i z całą bezwzględnością. Pamiętajmy jednak o tym skąd się ten dżin wydobył i kto go wypuścił na świat! (USA – „Washington Post”: Obama gotów wesprzeć syryjską opozycję) Nie należało ingerować w dyktatury regionu, które trzymały wszystkich zwaśnionych na tle religijnym na smyczy, gdzie co prawda ludzie żyli pod butem ale jednak po swojemu (zgodnie z własną tradycją na której zostali wychowani) i nie krzywdząc się nawzajem ze strachu przed karzącą ręką „dyktatorów” z których każdy jednak dbał o to żeby nikt w kraju nie podskakiwał….

Kolejność zdarzeń które dziś eksplodują „rzezią niewiniątek” jest taka, że NAJPIERW ten region został zdestabilizowany o zgrozo przez „elity chrześcijan” (nie wiem czy przeważyły tu wpływy Izraelskie ale prawdopodobnie tak) z tzw. „zachodu” i jest to dziś (i od zawsze) pretekst dla „dżihadystów” żeby się na chrześcijanach mścić (i szkoda tylko że nie mszczą się personalnie na tych co za sznurki „demokratycznych rewolucji” pociągali a na Bogu ducha winnych cywilach). Trzeba sobie powiedzieć prawdę, że tzw. „Państwo Islamskie” to (PO)twór „zachodu” który miał wyciąć Amerykanom drogę do ropy i przywrócić zbuntowane regiony (których dyktatorzy kopnęli USA i ich „pomoc” w budowie prosperity na tych terenach w zad) po „wygranych wyborach” na łono „miłującej pokój Ameryki”. Ani Polska, ani żaden inny kraj zachodni NIGDY nie miał żadnego interesu w obalaniu Huseina, Kadafiego czy Assada – który jeszcze żyje, ale jest solą w chciwym oku USraela i dlatego „dżihadyści” nie zostali jeszcze unicestwieni, bo ich misją jest zostać zepchniętymi przez kolejną „pokojową interwencję” na tereny Syrii, by wreszcie Assad poprosił o pomoc i poddał się „miłującej pokój” Ameryce.

Do wojny trzeba być zawsze gotowym! i mieć kciuk wyćwiczony w używaniu broni. Ale tylko po to by BRONIĆ swojej ziemi („kiedy przyjdą podpalić Twój dom…”), swoich praw, kultury, religii i ludzi którzy są nam bliscy a nie po to by włazić z buciarami w takie samo prawo do życia po swojemu innych kultur, religii i cywilizacji. Teraz niestety świat zachodni jest zmuszony po raz kolejny bronić chrześcijaństwa, bo sam wystawił chrześcijaństwo na nienawiść radykałów z Islamu (to że przy okazji tej „obrony” załatwi swoje interesy to już inna historia). Polska powinna zrobić WSZYSTKO co w jej mocy żeby ratować swoich obywateli którzy cierpią w tej wojnie i pomagać chrześcijanom poprzez organizacje charytatywne w wyciągnięciu chrześcijan z regionów objętych terrorem ISIL. Nie powinna natomiast pomagać Amerykanom w interwencji zbrojnej i podpinać się pod kolejną krucjatę,która nie skończy się na pokonaniu ISIL a reputacja Polski będzie kolejny raz użyta dla załatwienia interesów USA w Syrii i Iranie (nie wiadomo na ile kolejnych lat i jakim kosztem)… (Odys)

„…Kiedy stało się jasne, że kolejną ofiarą Państwa Islamskiego może paść sama Arabia Saudyjska, Rijad dał sygnał, że nadeszła pora zniszczyć organizację. Jednak, wbrew pozorom, Turcja i Izrael w dalszym ciągu wspierają Państwo Islamskie, nadal handlując kradzioną przez nie ropą naftową.

Na wstępie: IS jest tworem Zachodu

Jednogłośny sprzeciw Rady Bezpieczeństwa wobec Państwa Islamskiego (IS) i przyjęcie rezolucji nr 2170, to działania pozorowane, którymi nie uda się zatrzeć pamięci o wsparciu państwowym udzielanym IS po dzień dzisiejszy.

Weźmy chociażby ostatnie wydarzenia w Iraku. Każdy mógł widzieć, na czym wjechali do kraju bojownicy IS i jakim sprzętem dysponowali, a więc, że wjechali na nowiutkich pojazdach Humvee, które dopiero co wyszły z fabryk American Motors, i że uzbrojeni byli w równie nowy sprzęt produkcji ukraińskiej. Tak wyposażeni, pochwycili amerykańską broń, będącą w posiadaniu armii irackiej. Zdziwienie musiało wywołać i to, że IS ma do swojej dyspozycji cywilnych administratorów, którzy w mig potrafią objąć zarząd nad zdobytym terytorium oraz specjalistów w dziedzinie komunikacji, zdolnych do propagowania jego działań w sieci i w telewizji. Nie ulega wątpliwości, że to personel przeszkolony w amerykańskiej bazie wojskowej Fort Bragg.

Choć amerykańska cenzura zabroniła na ten temat wszelkich uwag, wiemy dzięki brytyjskiej agencji Reuters, że w styczniu 2014 r., na tajnym posiedzeniu, Kongres przegłosował ustawę, zapewniającą finansowanie i zbrojenie do końca września 2014 r. Wolnej Armii Syryjskiej, Frontu Islamskiego, Jabhat al-Nusra i Państwa Islamskiego [1]. Kilka dni po tym posiedzeniu, Arabia Saudyjska chwaliła się na kanale Al-Arabija, że faktycznym szefem Państwa Islamskiego jest książę Abdul Rahman [2]. Zaś 6 lutego, na spotkaniu w Krakowie sekretarz bezpieczeństwa narodowego USA zwrócił się do ministrów spraw wewnętrznych tych państw europejskich, które najaktywniej wspierając terroryzm islamski, o pozostawienie w regionie Lewantu europejskich dżihadystów, a to poprzez wydanie im zakazu powrotu do rodzinnych krajów. Chodziło o to, żeby IS był dość liczny do przeprowadzenia ataku na Irak [3]. Ostatecznie, w połowie lutego, w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego USA miało miejsce dwudniowe seminarium, w którym wzięli udział szefowie sprzymierzonych służb specjalnych wmieszanych w syryjski konflikt, bez wątpienia w celu przygotowania ofensywy IS w Iraku [4].

To zaprawdę uderzające, jak światowe media zaczęły nagle potępiać zbrodnie dżihadystów, gdy przecież te trwają nieprzerwanie od trzech lat. Publiczne podrzynanie gardeł i ukrzyżowania nie przedstawiają niczego nowego. Dla przykładu, bojownicy IS z Baba Amr urządzili w lutym 2012 r. „trybunał religijny”, który skazał na śmierć poprzez podcięcie gardła ponad 150 osób. Zbrodnia ta nie wywołało najmniejszej reakcji państw Zachodu i Narodów Zjednoczonych [5]. W maju 2013 r., dowódca Brygady al-Farouq, jednostki Wolnej Armii Syryjskiej (sławetni „umiarkowani”) puścił w świat nagranie wideo, na którym ćwiartuje syryjskiego żołnierza i zjada jego serce. W tamtym okresie, Zachód upornie przedstawiał takich właśnie dżihadystów jako „umiarkowanych opozycjonistów”, z tym że zdesperowanych, walczących o „demokrację”. BBC oddała nawet głos kanibalowi, aby ten usprawiedliwił jakoś swoje zachowanie.

Nie ulega wątpliwości, że zaproponowane przez francuskiego ministra spraw zagranicznych Laurenta Fabiusa rozróżnienie między „umiarkowanymi” (Wolna Armia Syryjska i, do początku 2013 r., Jabhat al-Nusra, tzn. syryjska gałąź Al-Kaidy) a „radykalnymi” dżihadystami (IS i, od 2013 r., Jabhat al-Nusra) to tylko sztuczka słowna. Najdobitniejszym tego dowodem jest przypadek kalifa Ibrahima, który w maju 2013 r., podczas wizyty senatora Johna McCaina w sztabie generalnym WAS, był jednym z „umiarkowanych” sztabowców, a jednocześnie liderem „radykalnej” grupy wywrotowej [6]. Świetną ilustracją jest też list generała Salima Idrisa, szefa sztabu generalnego WAS, z 17 stycznia 2014 r., który dokumentuje, że Francja i Turcja dostarczały broń zarówno WAS (1/3 dostaw), jak i Al-Kaidzie (2/3 dostaw) za pośrednictwem WAS. Autentyczność tego listu została potwierdzona przez francuską delegację, po tym jak ambasador Syrii przy ONZ Baszar Dżafari, przedłożył go Radzie Bezpieczeństwa [7].

To powiedziawszy, wyraźnie widać, że w przeciągu sierpnia 2014 r., w postawie niektórych mocarstw należących do NATO i Rady Współracy Zatoki Perskiej (GCC) dokonała się przemiana, polegająca na przejściu z niejawnego, nieprzerwanego i szeroko zakrojonego wsparcia dla dżihadystów w szczerą wrogość. Czym to wyjaśnić?

Doktryna dżihadyzmu wg Brzezińskiego

Aby zrozumieć powagę dokonującego się właśnie zwrotu w postawie Arabii Saudyjskiej – a niewykluczone, że i Stanów Zjednoczonych – musimy sięgnąć 35 lat wstecz.

Od 1979 r., za namową Zbigniewa Brzezińskiego, doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, Stany Zjednoczone postanowiły wspierać islamizm jako narzędzie przeciwko radzieckim wpływom, nawiązując do polityki prowadzonej względem Egiptu, opartej na wspieraniu Braci Muzułmanów jako sojuszników przeciwko Gamalowi Abdelowi Naserowi.

Z. Brzeziński postanowił puścić w ruch szeroko zakrojoną „rewolucję islamską”, wychodząc od Afganistanu (rządzonego wtenczas przez komunistyczny reżim Muhammada Tarakiego) i Iranu (w którym sam zorganizował powrót imama Rudollaha Chomejniego). W dalszej kolejności, rewolucja miała się rozlać po całym arabskim świecie i unieść na swej fali ruchy nacjonalistyczne wewnątrz Związku Radzieckiego.

Operacja w Afganistanie zakończyła się nadspodziewanym sukcesem: dżihadyści ze Światowej Ligii Antykomunistycznej (WACL) [8], zwerbowani pośród Braci Muzułmanów i kierowani przez antykomunistę, miliardera Osamę bin Ladena, rozpoczęli kampanię terrorystyczną, która skłoniła afgański rząd do zwrócenia się o pomoc do Moskwy. Armia Czerwona wkroczyła do Afganistanu i ugrzęzła w nim na dobre pięć lat, przyśpieszając upadek ZSRR.

Operacja w Iranie okazała się natomiast katastrofalna: Z. Brzeziński ze zdumieniem odkrył, że R. Chomejni nie był tą osobą, o której mu mówiono – starym ajatollahem zainteresowanym tylko w odzyskaniu ziem zabranych mu przez szacha – a prawdziwym antyimperialistą. Zrozumiawszy nieco później, że słowo „islamista” niezupełnie znaczy to samo dla jednych i dla drugich, Z. Brzeziński postanowił wprowadzić rozróżnienie pomiędzy dobrymi sunnitami (kolaboracjonistami) a złymi szyitami (antyimperialistami), i powierzyć pieczę nad pierwszymi Arabii Saudyjskiej.

W końcu, przeanalizowawszy nowo zacieśniony sojusz pomiędzy Waszyngtonem i dynastią Saudów, prezydent James Carter oznajmił w swoim orędziu o stanie państwa (State of the Union – przyp. tłum.) z 23 stycznia 1980 r., że odtąd uznaje dostęp do Zatoki Perskiej za warunek bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych.

Od tego czasu dżihadyści byli wykorzystywani do wszystkich nieuczciwych zagrywek wobec Sowietów (a potem Rosjan) i wobec tych arabskich rządów, które by się opierały Stanom lub stawiały na interes narodowy. Sprawy się nieco skomplikowały w okresie pomiędzy zamachami z 11 września, których zaplanowanie i przeprowadzenie złożono na karb dżihadystów, a domniemaną śmiercią Osamy bin Ladena w Pakistanie, a więc między 2001 a 2011 r. Wówczas to należało zaprzeczać wszelkim związkom z dżihadystami, a jednocześnie wykorzystywać ich jako pretekst do interwencji. Stało się to jasne w 2011 r., kiedy doszło do oficjalnej współpracy dżihadystów i NATO w Libii oraz Syrii…”

„…Trudno powiedzieć, czy obecna sytuacja jest prawdziwa czy tylko zainscenizowana. Czy Stany Zjednoczone faktycznie zamierzają zniszczyć Państwo Islamskie, które utworzyli, i które wymknęło im się spod kontroli, czy może zechcą je tylko osłabić i zachować jako narzędzie prowadzenia polityki w regionie? Ankara i Tel Awiw wspierają IS na rzecz Waszyngtonu czy przeciwko niemu? Może grają na głębokich podziałach wewnątrz Stanów Zjednoczonych? Czy dla zabezpieczenia monarchii, Saudowie sprzymierzą się z Iranem i Syrią, rezygnując z protekcji Izraela?” 

(całość tu: geopolityka.org)

Kerry szuka koalicjantów wśród państw arabskichPrzemówienie Obamy.

10.09.2014 (IAR) – To będzie próba budowy szerokiej koalicji do walki z Państwem Islamskim. Szef amerykańskiej dyplomacji przyjeżdża dziś z misją dyplomatyczną do Arabii Saudyjskiej.

Jutro właśnie w tym kraju odbędą się rozmowy między Kerrym a jego odpowiednikami z Turcji i 10 państw arabskich. Na rozmowy w Dżuddzie nie zaproszono władz Syrii, której państwowość jest zagrożona przez działania dżihadystów, oraz Iranu. Wszystko po to, by nie zrazić sunnitów, popierających rebeliantów. Kerry chce zbudować jak najszerszą koalicję do starcia z Państwem Islamskim, „osłabienia go, a docelowo pokonania”.

8 sierpnia Amerykanie rozpoczęli naloty na pozycję dżihadystów. Z wczorajszego sondażu wynika, że ich kontynuację popiera 3/4 Amerykanów. Być może uwzględni to Barack Obama, który ma dziś ogłosić strategię walki z Państwem Islamskim.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/AFP/wcześn./to/ab

10.09.2014 (IAR) – Barack Obama ogłosi dziś strategię walki z Państwem Islamskim. W telewizyjnym orędziu amerykański prezydent będzie mówić o konieczności kontynuowania bombardowań pozycji dżihadystów. Obama wykluczy jednak użycie sił lądowych.

Prezydent Barack Obama przedstawi Państwo Islamskie jako poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Według zapowiedzi, Obama powie Amerykanom, że dokona uderzeń z powietrza na pozycje dżihadystów wszędzie tam gdzie będzie to konieczne. W udzielonym wcześniej wywiadzie dla telewizji NBC amerykański prezydent wykluczył jednak operację lądową. „Użycie sił lądowych byłoby poważnym błędem” – oświadczył.

Nie jest na razie jasne czy Barack Obama ogłosi zamiar atakowania celów na terytorium Syrii, czego domaga się cześć kongresmanów. „Głowa węża jakim jest Państwo Islamskie znajduje się w Syrii. To tam trzeba zaatakować, aby tę głowę mu odciąć” – podkreślał senator Bill Nelson. Przedstawiciele Białego Domu mówią nieoficjalnie, że potencjalne cele na terytorium Syrii obejmują kwaterę główną Islamistów, ośrodki szkoleniowe i składy broni.

Informacyjna Agencja Radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton / wk

źródło: stooq.pl

rys. Tom Janssen

rys. Tom Janssen

…Widać więc wyraźnie w co gra USA. Po prostu użyje rzeźników z ISIL do osłabienia i obalenia „reżimów” w Syrii i Iranie a potem jako pretekstu do wkroczenia na Syrię. Gotowość do pomocy w walce z terroryzmem wyraziła już nawet Rosja (Rosja chce współpracować z USA w zwalczaniu terroryzmu), co jest prawdopodobnie jednym z gestów pojednawczych po tym jak dogadano kwestię Ukrainy. Czyżby Assada czekał los Janukowycza a Syrię los Ukrainy?  Chyba że Rosja chce być blisko całej sprawy żeby dalej chronić swoich interesów w Syrii i Iranie?

…sam Brzeziński zdążył już przeorbitować swoje poglądy na temat użyteczności ekstremistów islamskich i żydowskich 🙂 (Odys)

„…Brzeziński dostrzega pewne analogie miedzy tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, a tym, co zdarzyło się w Europie w czasie wojny trzydziestoletniej. Wskazał na wzrost identyfikacji religijnej jako główny motyw działania politycznego. Dodał, że tylko kilka państw z regionu potencjalnie może być w miarę stabilnych, ze względu na tożsamość i poczucie jedności oraz siłę militarną. Do tej grupy zaliczył: Turcję, Iran, Izrael i Egipt.  – Reszta, bardzo liczna jest bardzo niespokojna. Łatwo w nich o destabilizację ze względu na brak spójności i wspólnej tożsamości –  zaznaczył.

Brzeziński uważa, że Amerykanie powinni współpracować skuteczniej z tymi krajami regionu, które są „poważnymi graczami”, tzn. z Iranem, Turcją i Izraelem. Odciął się jednak od współpracy ze skrajną prawicą państwa izraelskiego. Zdaniem Brzezińskiego, Izrael musi uznać pewne aspiracje Palestyńczyków. Jest zwolennikiem utworzenia dwóch niezależnych państw: izraelskiego i palestyńskiego ściśle ze sobą współpracujących. Dysponują one potencjałami, dzięki którym mogły by się stać „Singapurem Bliskiego Wschodu”.

Odnosząc się do sytuacji w Iraku były doradca bezpieczeństwa narodowego USA zaznaczył, że różnica między wojną wypowiedzianą przez Busha I a wojną Busha II jest taka, że w przypadku pierwszej interwencji kierowano się odczuciami i interesami różnych grup w tym regionie. W drugim przypadku USA decyzję o interwencji podjęły na własną rękę na podstawie fałszywych przesłanek.

Brzeziński uważa, że Ameryka nie powinna wikłać się w muzułmańskie konflikty sekciarskie. – Myślę, że cały region teraz, jeśli chodzi o sekciarskie impulsy i nietolerancję na tle religijnym, nie jest miejscem, w którym Ameryka powinna wybijać się. Myślę, że powinniśmy prowadzić politykę, zgodnie z którą uznajemy fakt, że problemy nie mogą się powtarzać, eskalować i rozpowszechniać– tłumaczył…

Brzeziński zauważa, że w obliczu wszystkich konfliktów na świecie i niezdolności Stanów Zjednoczonych do promocji konstruktywnych rozwiązań, Waszyngton powinien zawrzeć ciche porozumienie z Pekinem i Moskwą dotyczące tego, co w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki będzie można uznać za niedopuszczalne zagrożenie. Ze względu jednak na słabość Rosji i jej zaangażowanie na Ukrainie, Brzeziński postuluje ściślejszą współpracę z Chińczykami…”

całość tu: Brzeziński zaleca ściślejszą współpracę USA – Chiny

Tłum.: Justyna Jarmułowicz Tekst pochodzi z portalu Voltairenet.org.
Tom Bagshaw - Pandora

Tom Bagshaw – Pandora

Po szczycie NATO: „Bazy” rotacyjne („szpica”?) w Polsce. Korpus NATO w Szczecinie podnosi gotowość bojową. USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę (manewry na zach. Ukrainy). Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. Rosja: reakcja na szczyt, manewry wojsk rakietowych, baza wojskowa w Arktyce.


1. Walia – co osiągnęła Polska. Zamieszanie ze szpicą. Co ze słynnym „art.5” Traktatu Waszyngtońskiego? Korpus NATO w Szczecinie podnosi gotowość bojową

05.09.2014 (IAR) – NATO wyśle więcej wojsk na wschód, w tym do Polski, a następny szczyt Sojuszu zostanie zorganizowany w Warszawie – to najważniejsze polskie osiągnięcia zakończonego właśnie w Walii szczytu przywódców NATO.

Zgodnie z oczekiwaniami, Polska znalazła się wśród krajów, do których NATO wyśle dodatkowe wojska. To reakcja Sojuszu na działania Rosji na Ukrainie. Wiadomo, że wzmocniony zostanie m.in. Wielonarodowy Korpus Północ-Wschód w Szczecinie.

Jak relacjonuje z Newport w Walii specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, wcześniej Polska domagała się utworzenia stałych baz NATO, ale prezydent Bronisław Komorowski mówił po zakończeniu Szczytu, że jest zadowolony z podjętej decyzji. „To jest sprawa zasadniczej wagi dla bezpieczeństwa Polski” – podkreślał prezydent.

Liderzy NATO zdecydowali też o większej liczbie wspólnych ćwiczeń na wschodzie Europy, w tym także w Polsce. Niewykluczone też, że w Polsce będą stacjonować niektóre oddziały tak zwanej szpicy czyli nowych sił szybkiego reagowania, choć decyzje o lokalizacji zapadną za pół roku.

Warszawa będzie także gospodarzem kolejnego szczytu NATO w 2016 roku. „Bo jakby nie było, to będzie szczyt NATO tam, gdzie powstał kiedyś i gdzie został obalony Układ Warszawski” – mówił polski prezydent ogłaszając decyzję o spotkaniu za dwa lata.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Wojciech Cegielski, Newport/dyd

05.09.2014 (IAR) – NATO utworzy tak zwaną szpicę – czyli specjalny oddział szybkiego reagowania. To jedna z najważniejszych decyzji zakończonego właśnie szczytu przywódców Sojuszu w Walii. Towarzyszyło jej jednak spore zamieszanie informacyjne. Brytyjski premier najpierw poinformował, że dowództwo szpicy będzie znajdować się w Polsce. Jednak polskie władze temu zaprzeczyły.

Jak relacjonuje z Newport w Walii specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, szpica ma być odpowiedzią NATO nie tylko na kryzys rosyjsko-ukraiński, ale także na inne zagrożenia. Ma to być licząca 4-5 tysięcy żołnierzy jednostka do zadań specjalnych.

Liderzy NATO zgodzili się na jej powstanie, ale jeszcze w czasie szczytu brytyjski premier David Cameron wprawił wielu liderów w zdumienie. „Mam nadzieję, że zgodzimy się dzisiaj na wielonarodową szpicę, którą będzie można wysłać gdziekolwiek w świat w ciągu 2-5 dni, a jej dowództwo będzie w Polsce” – mówił Cameron.

Gdy brytyjski premier wypowiadał te słowa, kamery pokazały mocno zdziwioną minę polskiego ministra obrony Tomasza Siemoniaka. Krótko później minister napisał, że to nieporozumienie i że dowództwo szpicy będzie znajdować się tam, gdzie będzie taka potrzeba.

Również źródła dyplomatyczne, z którymi rozmawiało Polskie Radio, potwierdziły, że nie podjęto konkretnych decyzji, w jakich krajach stacjonować będą oddziały szpicy. Szczegóły mają ustalić wojskowi stratedzy do lutego przyszłego roku.

Przywódcy NATO zgodzili się też na wysłanie większej liczby żołnierzy do krajów we wschodniej Europie, w tym do Polski. Wiadomo, że dodatkowe wojska przyjadą m.in. do Wielonarodowego Korpusu Północ-Wschód w Szczecinie.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski, Newport/ab

05.09.2014 (IAR) – Lokalizacja kwatery głównej sił natychmiastowego reagowania w Polsce jest całkowicie naturalna. Tak uważa wiceprzewodnoczący sejmowej komisji obrony Mariusz Antoni Kamiński. Jego zdaniem, jesteśmy nie tylko największym, ale i najlepiej do tego przystosowanym państwem na wschodniej flance NATO.

Ulokowanie w Polsce szpicy sił natychmiastowego reagowania NATO zapowiedział w Newport premier Wielkiej Brytanii David Cameron. „Cieszę się, że sojusznik PiS-u David Cameron proponuje tego typu rozwiązanie, mam nadzieję, że również Sojusznik Donalda Tuska Angela Merkel je poprze” – powiedział poseł PiS. Jego zdaniem, Polska nadal powinna zabiegać o instalację u nas docelowo stałych baz Sojuszu, bo dopiero to zdecydowanie poprawi nasze bezpieczeństwo – zwłaszcza jeżeli będą to bazy amerykańskie.

Powinniśmy też, według PiS, domagać się bardzo szybkiej zmiany planów ewentualnościowych NATO, ponieważ poprzednie plany były tworzone w zupełnie innych warunkach – przed napaścią Rosji na Ukrainę Poseł Kamiński podkreślił, że siły szybkiego regowania NATO wymagają zdecydowanej reformy. Wyraził nadzieję, że będą one bardziej mobilne i bardziej dostosowane do obecnej sytuacji geopolitycznej.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/I.Szczęsna/jj

06.09.2014 (IAR) – Wielonarodowy Korpus Północno-Wschodni w Szczecinie podnosi swoją gotowość bojową. Taką decyzję podjęto wczoraj na szczycie NATO w Newport. Prezydent Bronisław Komorowski, odwiedzając dziś szczeciński Korpus NATO, powiedział, że oznacza to krótszy czas reagowania oraz zwiększenia ilości stacjonujących oficerów: „Są to zupełnie nowe zadania związane przede wszystkim z obroną kolektywną: nie z misjami zewnętrznymi, ale z obroną terytoriów krajów członkowskich” – podkreślił prezydent.

Generał broni Bronisław Samol – dodał, że nie oznacza to, by Korpus NATO w Szczecinie był siedzibą dowódca tak zwanej „szpicy”, czyli kilkutysięcznych sił zdolnych do szybkiego reagowania. Stworzenie takiego oddziału jest decyzją polityczną – powiedział dowódca: „To są na razie rozważania. Dziś trudno jest mówić w jakiej formie te zadania mogą być realizowane przez Wielonarodowy Korpus Północno-Wschodni” – powiedział Samol.

Generał Samol potwierdził, że do struktur Korpusu NATO w Szczecinie zostali włączeni żołnierze ze Szwecji. Jest to 14 -ste państwo członkowskie w Wielonarodowym Korpusie Północno-Wschodnim.

Informacyjna Agencja Radiowa/ IAR/ Marta Zabłocka /buch

podobne: Siemoniak: Zachód musi zbudować system reagowania. Jesienią kolejni amerykańscy żołnierze w Polsce oraz: podobne: Gen. Pacek o militarnym wsparciu Ukrainy. Niemiecka gazeta nie chce wojsk NATO na wschodzie.

2.Polska pomoże Ukrainie. Na szczycie NATO bez decyzji ws. Afganistanu. Potocki o koalicji przeciw państwu islamskiemu.
Bartoszewicz: Nie wysyłajmy do Iraku wojskaLondyn: prasa o ISIL po szczycie NATO.

04.09.2014 (IAR) – Polska pomoże finansowo Ukrainie. Warszawa przeznaczy pieniądze na fundusze powiernicze NATO, które mają wspierać bezpieczeństwo Ukrainy. Poinformowały o tym Polskie Radio źródła dyplomatyczne w czasie szczytu NATO w Walii.

Jak relacjonują z Newport specjalni wysłannicy Polskiego Radia Beata Płomecka i Wojciech Cegielski, wsparcie dla Ukrainy jest jednym z głównych tematów szczytu. Kilka miesięcy temu przedstawiciele NATO zapowiedzieli, że Sojusz stworzy cztery nowe fundusze na modernizację ukraińskiej armii. Teraz w Walii Sekretarz Generalny NATO Anders Fogh Rasmussen zadeklarował na ten cel 15 milionów euro z budżetu Sojuszu.

„Chodzi o bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni, logistykę, system dowodzenia i komunikację. Pomożemy także w dojściu do zdrowia żołnierzy rannych w konflikcie” – wyjaśniał Sekretarz Generalny NATO. Rasmussen podkreślił, że kraje członkowskie mogą zadeklarować dołożenie do funduszy swoich własnych pieniędzy.

Źródła dyplomatyczne poinformowały, że Polska i Holandia mają dołożyć się do funduszu związanego z logistyką. Na razie nie wiadomo, ile Warszawa dołoży pieniędzy.

Ukraińskie władze chciały też na szczycie NATO uzyskać deklaracje o możliwości dozbrojenia armii przez Zachód. Sekretarz Generalny NATO powiedział jednak, że Sojusz takiej decyzji nie podejmie. Żaden z krajów członkowskich nie złożył też swojej deklaracji o dozbrojeniu.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/B.Płomecka & W.Cegielski, Newport/dyd

…Abstrahując od tego z jakiej to niby paki mamy znowu komuś dokładać do kasy kiedy to nasza kasa świeci dziurami jak ser szwajcarski, należy sobie powiedzieć że te 15 milionów EUR na jakie ma się zrzucić sojusz to kwota śmieszna i z racji tego domyślam się że nie są to pieniądze na modernizację ukraińskiej armii a prosto łapówka dla ukraińskiej wierchuszki za to by siedziała cicho, kiedy państwa poważne dzielą i rządzą ich kraj. Zawsze to jednak więcej jak 15 mln USD, które jakiś czas temu wzięli nasi umiłowani przywódcy za – jak mówi Pan Michalkiewicz – „stanie na świecy w Kiejkutach” (dzierżawę obiektów i ochronę „tajnego więzienia CIA”)… No ale sprawa Ukrainy jest przecież znacznie poważniejsza więc i kwota łapówki za sprzedanie własnych interesów (dla „wspólnego” dobrze pojętego dobra) jest odpowiednio wyższa. Nie ulega jednak wątpliwości, że to co sprzedały elity Ukrainy (Donbas i Krym) do tego co sprzedały nasze „elity” (usługi ochroniarskie) ma się jak naszyjnik wysadzany diamentami do kawałka bursztynu… Ukraina to strasznie tani kraj 🙂 (Odys)

05.09.2014 (IAR) – W Stanach Zjednoczonych spodziewano sie, że podczas szczytu NATO w Newport , symbolicznie zakończy się operacja państw sojuszniczych w Afganistanie. Wiadomo już, że w tej kwestii nastąpi opóźnienie bo sytuacja w tym kraju jest na tyle skomplikowana, że narosły wątpliwości czy poradzi on sobie w nowej rzeczywistości.

Amerykanie planują do końca 2015 roku, wycofać 10 tysięcy swoich żołnierzy. W kolejnych latach pozostanie ich już tylko tysiąc. Wojskowi mają stanowić ciało doradcze dla afgańskich sił bezpieczeństwa. Nie wiadomo jednak czy te terminy zostaną dotrzymane.

W Afganistanie wciąż nie wybrano następcy prezydenta Hamida Karzaja, stąd dochodzi do opóźnień w podpisaniu ‘’umowy bezpieczeństwa’’ pomiędzy państwami sojuszniczymi, a Kabulem gdzie obecnie panuje duży chaos polityczny.

Na poprzednim szczycie NATO do którego doszło dwa lata temu w Chicago zobowiązano się, że członkowie sojuszu łącznie będą finansowo wspomagać afgańską armię, na kwotę przekroczającą cztery miliardy dolarów rocznie. Te środki przekazywane są na jej szkolenie.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/, Jan Pachlowski /Chicago/ kry/nyg

05.09.2014 (IAR) – Szef amerykańskiej dyplomacji John Kerry wezwał sojuszników, w tym Polskę, do udziału w walce z dżihadystami w Iraku. Zapowiedział też, że nie dojdzie do operacji lądowej w Iraku.

Deklaracja Kerry’ego praktycznie wyklucza udział Polski – powiedział w Polski Radiu 24 Michał Potocki, publicysta, ekspert ds. europy Wschodniej. Nasi żołnierze nie mają doświadczenia ani odpowiedniego sprzętu do akcji z powietrza – dodał.

Zdaniem Michała Potockiego, jeżeli doszłoby do udziału Polski w koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu, to będzie ona miała wymiar bardziej symboliczny niż realny. Jak podkreślił ekspert, nie przewiduje podobnego scenariusza, jak w przypadku Afganistanu, czy Iraku, do których były wysłane kilkusetosobowe kontyngenty wojskowe.

Zdaniem Michała Potockiego, to nie są czasy, kiedy Polska starała się na siłę udowodnić Stanom Zjednoczonym, że jest zawsze do dyspozycji. Dodatkowo, trzeba pamiętać, że nasz kraj jest w specyficznej sytuacji, związanej z konfliktem na Ukrainie – dodał.

Sekretarz Kerry oprócz Polski wezwał do uczestnictwa w koalicji: Wielką Brytanię, Francję, Niemcy, Włochy, Danię, Turcję, Kanadę i Australię.

Polskie Radio 24/JF/jj

05.09.2014 (IAR) – Polska nie powinna wysyłać wojska do Iraku – uważa politolog Monika Bartoszewicz, specjalistka od islamu z Centrum Myśli JP II. O pomoc w koalicji przeciwko dżihadystom z Państwa Islamskiego poprosił Polskę szef amerykańskiej dyplomacji John Kerry.

To dziwne, że to wezwanie pojawiło się tak póżno – mówi IAR Monika Bartoszewicz. Politolog przypomina, ze Polska jest jednym z głównych sojuszników USA w Europie. Jej zdaniem, to wezwanie pokazuje na bezsilność Stanów Zjednoczonych wobec Państwa Islamskiego. Oni po prostu nie wiedzą, co trzeba zrobić – dodaje ekspertka.

Jak miałby wygalać udział Polski w koalicji?Amerykanie wysyłają do Iraku 350 specjalistów, to nie są wojskowi – podkreśla Monika Bartoszewicz. Według niej to jasny przykład, jaki charakter miałaby mieć polska misja.

IAR/Grzegorz Maciak/jj

06.09.2014 (IAR) – Omawiając zakończony szczyt NATO w walijskim Newport, brytyjska prasa wymienia plan wzmocnienia wschodniej flanki Sojuszu. Ale na pierwsze strony trafiła zapowiedź walki z islamskim kalifatem w Iraku i Syrii i powołanie „rdzenia koalicji”, złożonego z 10 państw, w tym Polski.

Na razie Amerykanie zwerbowali do tego rdzenia tylko jedno państwo muzułmańskie – Turcję. Ale prezydent Obama zapowiedział szerszy front z udziałem państw arabskich, zwłaszcza sunnickich, pisze „Financial Times”. Dziennik zwraca też uwagę, że brytyjski premier David Cameron złożył jak dotąd najbardziej zdecydowaną deklarację mówiąc, że „konieczne jest zaangażowanie zbrojne”. Dodał jednak natychmiast, że obecnie nie postanowił jeszcze nic w sprawie ewentualnych nalotów na dżihadystów. Prezydent Obama również nie pali się do akcji wojskowej i mówił o „stopniowym wyniszczaniu” kalifatu w Iraku i Syrii. „Daily Telegraph” podkreśla, że premier Cameron zapisał Wielka Brytanię do koalicji na 3 lata, bo takie ramy czasowe nakreślił amerykański sekretarz stanu John Kerry. „Times” zauważa, że na razie mowa jest o walce z kalifatem w Iraku, ale dalszy cel to również jego likwidacja w Syrii, rękami umiarkowanej opozycji syryjskiej i bez wchodzenia w układy z reżimem prezydenta Assada. „Nie jest to jeszcze plan, ale dobrze wiedzieć, że planujemy go zaplanować. To już jakiś plan” – ocenił to dziś feletonista „Daily Telegrapha”.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/jp

podobne: USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku. oraz: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”. i to: Przyganiał kocioł garnkowi. USA krytykują tłumienie przez reżimy demokratycznych protestów

3. Będą ćwiczenia USA i NATO na zachodniej UkrainieRosja przeprowadzi „wielkie ćwiczenia” z udziałem wojsk rakietowychRosja tworzy bazę wojskową w Arktyce.

03.09.2014 (IAR) – Wojska amerykańskie i ich sojusznicy z NATO wezmą udział w manewrach na zachodzie Ukrainy w połowie września. Jak informuje Reuters, ćwiczenia pod nazwą „Szybki trójząb” to pierwsze takie przedsięwzięcie od czasu rozpoczęcia przez Rosję ataku na Ukrainę.

Rzecznik sił amerykańskich w Europie generał Gregory Hicks powiedział, że manewry, które odbędą się w Jaworowie przy granicy z Polską, to dowód wsparcia udzielanego przez państwa NATO krajom, które nie sa członkami Sojuszu. W ćwiczeniach ma wziąć udział około 200 amerykańskich żołnierzy, a także 1100 z Ukrainy, Polski oraz Azerbejdżanu, Wielkiej Brytanii, Kanady, Niemiec, Gruzji, Łotwy, Litwy, Mołdawii, Norwegii, Rumunii i Hiszpanii.

Tymczasem ukraiński rząd zatwierdził program współpracy z NATO na ten rok. Był on zmieniany od wiosny w związku z upadkiem reżimu Wiktora Janukowycza i zmianą sytuacji geopolitycznej, w jakiej znalazła się Ukraina. Komunikat służby prasowej rządu mówi o opracowaniu nowych dodatkowych mechanizmów mających na celu zacieśnienie kontaktów Sojuszu z Kijowem. „Oczekuje się, że Ukraina będzie jedynym krajem -partnerem, z którym na rozpoczynającym się jutro szczycie NATO zostanie zorganizowane spotkanie na najwyższym szczeblu w formacie 28+1” – czytamy w komunikacie. Władzom zależy, aby Ukraina, jak najszybciej otrzymała status sojusznika NATO.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Piotr Pogorzelski,Kijów/dyd

03.09.2014 (IAR) – Rosyjska armia przeprowadzi w tym miesiącu na Ałtaju „wielkie ćwiczenia” z udziałem strategicznych sił rakietowych odpowiedzialnych za arsenał dalekiego zasięgu. Rosyjskie ministerstwo obrony informuje, że w ćwiczeniach weźmie udział ponad 4 tysiące rosyjskich żołnierzy i około 400 jednostek taktycznych, w tym lotnictwo.

Jak podaje resort, podczas manewrów będą używane mobilne systemy rakietowe z międzykontynentalnymi pociskami balistycznymi „Topol”.

mil.ru/IAR/dyd

06.09.2014 (IAR) – Rosja tworzy stałą bazę wojskową w Arktyce. Będzie to stała baza rosyjskiej Floty Północnej na Wyspach Nowosyberyjskich położonych w Oceanie Arktycznym i należących do Jakucji.

Telewizja „Rossija-24” poinformowała, że z portu Siewieromorsk w kierunku Wysp Nowosybirskich wypłynął konwój złożony z fregaty, dwóch okrętów desantowych, tankowca, okrętu ratunkowego i holownika. Konwój ma zawieźć na miejsce, gdzie powstanie rosyjska baza bagaże osobiste oraz sprzęt grupy taktycznej Floty Północnej. W ubiegłym roku na Wyspie Kotielnyj, największej w archipelagu Wysp Nowosyberyjskich odnowione zostało poradzieckie lotnisko wojskowe.

Obserwatorzy zwracają uwagę, że Rosja przywiązuje coraz większą uwagę do terenów Arktyki. Jest to związane z istniejącymi tam bogactwami naturalnymi i nabierającą na znaczeniu Północną Drogą Morską, która łączy Europę z Pacyfikiem.

Na Wyspach Nowosyberyjskich przez 9 miesięcy leży śnieg. Średnia temperatura powietrza wynosi wtedy około minus 30 stopni Celsjusza.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Włodzimierz Pac/Moskwa/jp

podobne: Ukraina dąży do NATO, armia nie skorzysta z korytarzy humanitarnych. „Siły pokojowe” OUBZ kontra „siły szybkiego reagowania” NATO. Finowie i Szwedzi w gotowości bojowej, Norwegia i magazyny broni USA. oraz: NATO-Rosja: manewry wojskowe i „renesans wrogości” (na pokaz?)

4. Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązujeAmbasador Rosji przy NATO: Moskwa przeanalizuje decyzje szczytu w Walii.

05.09.2014 (IAR) – NATO podtrzymuje umowę z 1997 roku z Rosją, mimo że złamała ona warunki porozumienia – mówi kanclerz Niemiec. Na konferencji prasowej na szczycie NATO w Newport Angela Merkel przyznała, że Moskwa złamała umowę, atakując Ukrainę. Mimo to – według niemieckiej kanclerz – porozumienie z 1997 roku obowiązuje i jest kluczowe dla bezpieczeństwa w Europie.

Zgodnie z umową, w Polsce i krajach bałtyckich nie zostaną utworzone stałe bazy NATO. Część krajów Sojuszu, w tym Polska, domagała się, by zawiesić warunki porozumienia, które zostało złamane przez Kreml.

Angela Merkel dodała, że nowe sankcje UE wobec Rosji mogą zostać zawieszone, jeśli dojdzie do rozejmu na Ukrainie.

IAR/Telegraph//rtrs/dw/dabr

06.09.2014 (IAR) – Rosyjski MSZ zapowiedział, że Moskwa szczegółowo przeanalizuje decyzje podjęte na szczycie NATO.

Ambasador Rosji przy NATO Aleksander Gruszko odnosząc się do jego rezultatów stwierdził, że „Sojusz nie może istnieć bez zewnętrznego zagrożenia” .Jego zdaniem, w Walii kryzys ukraiński został wykorzystany po to, aby stworzyć atmosferę zagrożenia ze Wschodu, a następnie podjąć w związku z tym decyzje, które wzmacniałyby potencjał wojskowy i zmuszały sojuszników USA do przeznaczania dodatkowych środków na budżety obronne. „Ogólnie mówiąc chodzi o obranie kursu na militaryzację Europy”– wyjaśnił.

Ambasador Rosji przy NATO dodał, że taki kurs jest bardzo niebezpieczny, gdyż tworzy w Europie dodatkowe linie podziału i burzy systemy bezpieczeństwa: globalny oraz europejski.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Włodzimierz Pac, Moskwa/dyd

polecam: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…z racji tego że nie chce mi się komentować kolejnych rozbieżności na linii „oczekiwania kontra brutalna rzeczywistość” (by kolejny raz udowadniać że „król jest nagi!”), proponuję lekturę krótkiego acz treściwego komentarza autorstwa :

„Dziś podczas szczytowania natowskiego John Kerry, sekretarz stanu USA wziął był i zaapelował do sojuszników, w tym do Polski oczywiście, o budowę koalicji do walki z Państwem Islamskim. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby od razu nie zaznaczył, że nie ma mowy o wysyłaniu żołnierzy w pole, że żadne siły lądowe do walki z kalifatem nie ruszą. To ja się pytam po co tam my? Lotnictwa nie mamy, floty też, to co mamy robić? Wsparcia moralnego udzielać? Czy może – co wydaje się być najbardziej prawdopodobnym – partycypować w kosztach? Mówiąc krótko Amerykanie spieprzyli na Bliskim Wschodzie wszystko co mogli a teraz, kiedy przychodzi do sprzątania bajzlu, ciężar mają ponosić sojusznicy? Ciekawa koncepcja. Można by nad nią przejść do porządku dziennego gdyby nie jedna rzecz – otóż podskórnie czuję, że nasi umiłowani przywódcy pójdą na ten interes…

No właśnie, interes. Na tymże natowskim szczycie w Newport ustalono, że Ukraina dostanie piętnaście milionów euro oraz uznano, że samo NATO broni dostarczać ani sprzedawać nie będzie, ale poszczególne państwa członkowskie mogą się tym zająć wedle własnego uznania. I co? I psinco. Prezydent Bronisław Komorowski już zapowiedział, że Polska sprzedawać broni Kijowowi nie będzie. Dlaczego nie wyjaśnił, ale na myśl przychodzi tylko jedno: pan Prezydent powtórzył tylko decyzję, która zapadła gdzie indziej – pytanie czy w Moskwie czy też może w jakimś europejskim gabinecie, którego lokator chce zgarnąć wszystkie frukta dla siebie wydaje się być nader zasadne. Zresztą bez względu na odpowiedź jasnym jest, że nie jest to działanie wyrażające polską rację stanu a to – nie ma co się krygować i bawić w okrągłe słówka – ociera się o zdradę.

Jest też dobra wiadomość Newport. NATO powołało siły natychmiastowego reagowania czyli jednostki, które mają być gotowe do akcji w parę godzin od ogłoszenia alarmu w jednym z krajów członkowskich sojuszu. „Szpica” – bo tak nazwano te oddziały – ma mieć swoją kwaterę główną w Polsce, co jest jasnym sygnałem dla świata określającym główne zagrożenie. Wiadomość, jak napisałem, jest dobra – ale nie rewelacyjna. Siły i ich kwatera mają powstać, co wcale nie znaczy, że na pewno powstaną. Najpierw trzeba przełamać silny opór Niemiec, które wszelkimi możliwymi sposobami próbują zapobiec rozszerzaniu militarnych struktur Paktu Północnoatlantyckiego na wschód – czemu trudno się dziwić wziąwszy pod uwagę odwieczną wspólnotę interesów na linii Berlin – Moskwa.

Wracając do kuwety – natowski szczyt w Newport to wyłącznie gadanie. Całe tony głęboko słusznych prawd tak podanych, by nic konkretnego nie mogło z nich wyniknąć. Dodatkowo wszystkie one zostały podane już na gotowo, bez dyskusji i propozycji – należałoby się zatem zastanowić gdzie i w jakim towarzystwie zapadły faktyczne ustalenia. Bez tego mamy Saharę – gigantyczną kuwetę z piachem i koci dylemat…”

źródło: blogpublika.com

UE, USA, ukraina-vs-rosja