Komisja Edukacji Narodowej oraz Dekret Kasacyjny czyli o konieczności rozbiorów Polski w imię postępu, o „bohaterach” z polskich podręczników („oświeconych” rabusiach), oraz o „narodowym potencjale” (elitach)


Alegoria I rozbioru Polski, kolorowana rycina z 1773 r. (drugi z lewej król Stanisław August Poniatowski)

„Dziesięć lat po trzecim rozbiorze Polski, 22 września 1805 r., Hugo Kołłątaj napisał bardzo ciekawy list do Tadeusza Czackiego. Jest on w zasadzie mową pochwalną na cześć Aleksandra I i jego szczodrobliwego ukazu z 1803 r. (do którego wydania walnie przyczynił się książę Adam Jerzy Czartoryski, kurator okręgu wileńskiego, prawa ręka cara w dziedzinie edukacji na Litwie), przywracającego Uniwersytetowi Wileńskiemu część jego pierwotnej nazwy1, zatwierdzającego „układ nauk dla guberni wołyńskiej”, którego polscy poddani JM Aleksandra I „rządali dla swego potomstwa”2, i nadającego Uniwersytetowi Wileńskiemu szeroką autonomię, z czym wiązać się musiały również wysokie dotacje, w tym również autonomię posługiwania się językiem polskim. Uniwersytet Wileński okazał się największym i najsilniejszym ośrodkiem edukacyjnym w całej dziewiętnastowiecznej Rosji. Zarazem „układ nauk” był tryumfem samego Kołłątaja. Czartoryscy albowiem, zarówno ojciec (Adam Kazimierz) jak i syn (Adam Jerzy), przyjęli jako swój własny oświeceniowy, racjonalistyczny program zrealizowany przez Kołłątaja w Akademii Krakowskiej. Polegał on na wyniesieniu na plan pierwszy matematyki, fizyki, medycyny, nauk politycznych, literatury i sztuk pięknych, i, co najważniejsze, zmarginalizowaniu tzw. metafizyki, czyli scholastycznej filozofii bytu („arystotelizmu chrześcijańskiego”)3, odseparowaniu jej od teologii, która odtąd miała być „nauką moralną” zmieniającą się powoli w deizm, a dokładniej w ideologię fizyczno-moralną, o której gęsto pisał Kołłątaj w swoich pismach teoretycznych. Deizm i fizjokratyzm albowiem miał być, w czasach stanisławowskich, a także u zarania wieku dziewiętnastego, najwłaściwszym spadkobiercą racjonalizmu klasycznego (arystotelesowskiego). Innymi słowy Czartoryski zapożyczył od Kołłątaja „utrwalanie tradycji naukowych i narodowych” oraz „niechęć do sposobu uprawiania nauki przez jezuitów”…

…od Massalskiego do Kołłątaja i Staszica aktywiści KEN chcą promować jeden historyczny dogmat: Jezuici byli nie tylko zarzewiem zacofania, ale, co więcej, ich szkoły ponoszą winę za upadek moralności narodu szlacheckiego i pierwszy rozbiór Polski. Jezuici doprowadzili do pierwszego rozbioru Polski.

Dzisiejszy stan historycznych badań nad edukacją Jezuicką owego czasu wskazuje,10 iż bardzo łagodnym jest osąd powyższych twierdzeń jako „przesadnych i niesprawiedliwych”.11 Są one po prostu brutalną, kłamliwą propagandą. Na okazję innego tekstu należy zostawić rozważania, czy Massalski, Kołłątaj, Staszic et consortes szczerze wierzyli w owe konfabulacje, czy i do jakiego stopnia wynikały one z ich niewiedzy, czy może raczej wynikały z ich hipokryzji i mentalności mafijnej. Teraz dość powiedzieć, że Massalski czerpał całymi garściami z mienia pojezuickiego, zarazem był jednym z zaufanych agentów ambasadora Katyrzyny II, Otto Magnusa von Stackelberga (będącego pierwszym „syndykiem” Rzeczypospolitej, scenarzystą Sejmu Rozbiorowego [1773-1776] i dozorcą króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, komunikującego mu decyzje carycy, zarazem głównym inicjatorem KEN), że Kołłątaj wiedział o nieustannej rywalizacji między Akademią Krakowską a Jezuitami, których inicjatywy krakowscy akademicy ciągle utrącali i bez wahania podpiął się pod układ krakowski.12 Zaś Staszic bezpiecznie, w zaciszu włości Andrzeja Zamoyskiego, snuł na jego zamówienie swoją łopatologię…” (szkolanawigatorow.plKomisja Edukacji Narodowej, Hugo Kołłątaj i Stanisław Staszic. Czyli fizjokracja na dwu skibach. Cz. I)

„…Jak tłumaczy Jobert, Massalski przeszedł na salonach paryskich intensywne szkolenie w duchu nowej ideologii fizjokratycznej. Fizjokratyzm, lub fizjokracja, był siostrzanym wobec encyklopedyzmu programem, na pół ekonomicznym na pół filozoficznym, wypływającym z tego samego co on źródła, mianowicie z newtonowskiego deizmu. Massalscy należeli do tego samego co Poniatowscy obozu Familii, jednocześnie, sam Ignacy Massalski, nie przepuszczał okazji do podkopywania pozycji swoich sojuszników Czartoryskich, denuncjując ich reformatorskie zapędy przed Katarzyną II, i samego Stanisława Augusta. Już jako Biskup wileński, w czasie konfederacji barskiej, Ignacy Massalski podburzał wiernych przeciw królowi. Próbował nawet zająć jego miejsce w planach Katarzyny II wobec Polski. Do tego celu używał swoich znajomości z francuskimi fizjokratami. Jeden z nich albowiem, Pierre-Paul Lemercier de La Rivière był zarazem gościem na dworze petersburskim, zaproszonym przez samą carycę, a także autorem pamfletu napisanego jakby na zamówienie Massalskiego, L’Interet commun Polonais, w czasie jego kolejnej wizyty w Paryżu. Swoją naukę fizjokracji pobierał Massalski u samego Victora de Riqueti, markiza de Mirabeau, głównego propagatora idei, ucznia i przyjaciela samego twórcy fizjokratyzmu, François Quesnay’a, przynajmniej powszechnie uznawanego za fundatora tej idei. Zainspirowany tytułem dzieła Mirabeau, Massalski kazał mianować się, za czasów swej świetności, „Przyjacielem ludzkości”. Dla potrzeb swych poufnych misji na dworze warszawskim i petersburskim Massalski sprowadził na Litwę Ks. Mikołaja Baudeau, który oficjalnie miał zajmować się nauczaniem fizjokratyzmu.1
Czym był fizjokratyzm? Jako program ekonomiczny stworzony, według oficjalnej wersji, przez Francois Quesnay’a, najpierw lekarza markizy de Pompadour, faworyty Ludwika XV, a następnie samego monarchy, zawierał on już w sobie posiew deizmu i związanej z nim „naturalnej” soteriologii. Obiecywał on budowę idealnego społeczeństwa opartego na zasadach naturalnego rozumu. Scholastyczne pojęcie prawa naturalnego zamienił w racjonalistyczne prawo natury, a w zasadzie w jej władzę. Fizjokaracja oznacza bowiem „władzę natury”, co w świetle idei Newtona i Condillaca wskazuje na przewidywalną dla nauk przyrodniczych i społecznych, acz nieubłaganą, władzę deterministycznych sił przyrody i historii…” (źródło: Komisja Edukacji Narodowej, Hugo Kołłątaj i Stanisław Staszic. Czyli fizjokracja na dwu skibach. Cz. III)

podobne: Czas odkrywa prawdę (historii) czyli… ile jest wiedzy w wykształceniu i po co nam uniwersytet? oraz: O chemii i alchemii czyli o praktyczności nauk tajemnych w prowadzeniu wojny i kontroli nad surowcami strategicznymi (z informacją włącznie). Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią. Metale ziem rzadkich.

„…polskie opracowania historyczne, od Staszica po Konecznego, opisują KEN jako jedyny pozytywny owoc owej katastrofy dziejowej, wielkie szczęście w ogromnym nieszczęściu, zbawienie narodu, które wydobyło Polskę z zapaści sarmackiej i jezuickiego obskurantyzmu. Żeby zrozumieć naturę tego przedsięwzięcia należy naszkicować sytuację, w której Komisja weszła na areną historii. Sejm rozbiorowy zwołany został na 19 kwietnia 1773 r. Zaś 10 sierpnia tego roku w Polsce została ogłoszona kasata Jezuitów, o możliwości której zapewne zaufani z różnych zakątków Europy donosili zainteresowanym, być może nawet z samej Stolicy Apostolskiej. 14 października 1773 r. powołano na wniosek Stackelberga Komisję Edukacji Narodowej, która jako pierwsza w Europie, jeśli nie w świecie, centralna, państwowa instytucja edukacyjna, miała przejąć majątek rozwiązanego zakonu. Na drodze tym intencjom stanęły zabiegi sejmowego marszałka Adama Ponińskiego, sowicie opłacanego przez kolejnych ambasadorów rosyjskich, który dążył do uchwalenia tzw. emfiteuzy, sprzedaży dóbr pojezuickich szlachcie rodowej „z obowiązkiem wnoszenia do skarbu państwa przewidzianej sumy od dochodu”.1 „Wobec niepowodzenia tej koncepcji (…) Poniński usiłował nie dopuścić do powstania organu, który stałby się spadkobiercą substancji pojezuickiej, tj. KEN. Gdy 14 października 1773 uchwalono jej ustawę konstytucyjną, marszałek zdołał odwlec przejęcie przez Komisję pojezuickiego majątku do czasu jego dokładnego zlustrowania.”2
Zabiegi te miały na celu stworzenia dogodnej sytuacji do rabunku pojezuickiego mienia. Co ciekawe Stackelberg nie interweniował, mimo iż Komisja Edukacji Narodowej była jego dzieckiem. Dał Ponińskiemu wolną rękę. Najwyraźniej był on spokojny o jej dalszy los. Zatem słynny ambasador podchodził do sprawy polskiej „profesjonalnie” i gotów był przyglądać się z ukontentowaniem, jak jego „dzieci” sekują się wzajemnie, zarazem grzebiąc Rzeczpospolitą w mroku intryg. Po to wydawał owe „dzieci” na świat.
Komisje administracyjne sejmu rozbiorowego (edukacyjna i lustracyjna, następnie rozdawnicza, litewska i koronna) posłużyły jako rabusie i paserzy upłynniający mienie pojezuickie. Ambroise Jobert, francuski historyk, autorytet w sprawia KEN, pisze w pierwszej kolejności o spontanicznym skoku tłumu chciwców na majątek jezuicki przez:

Marszałkowie konfederacji mieli wyznaczyć lustratorów; Adam Poniński postarał się jak najszybciej wykorzystać tę prerogatywę. (…) Jedynie inwentarz pozwoliłby poznać wielkość dóbr pozostałych po zakonie. Massalski (inny człowiek Stackelberga, Biskup wileński, gorący orędownik KEN, wkrótce jej pierwszy przewodniczący i beneficjent – W. G.), czy ludzie z jego otoczenia, mówili nawet o dziewięciu milionach złp dochodu. Lustratorowie prowadzili dalej w sposób zorganizowany rabunek (…) wierzyciele Towarzystwa, spadkobiercy jego dobroczyńców, tysiące osób, zgłaszających mniej lub bardziej uzasadnione pretensje, rzuciły się na dobra, położyły rękę na zbiorach.3…”

źródło: szkolanawigatorow.pl – Komisja Edukacji Narodowej, Hugo Kołłątaj i Stanisław Staszic. Czyli fizjokracja na dwu skibach. Cz. II

podobne: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”

„Jako podkanclerz koronny (od 1791 roku) i kawaler Orła Białego, Kołłątaj wzmocnił swą pozycję w sejmie i rządzie, sprawując między innymi pieczę nad miastami, w których wprowadzał przepisy prawa o miastach z 1791 roku, a także przewodniczył Deputacji do Sprawy Żydowskiej, uzgadniającej interesy chrześcijańskiej i żydowskiej ludności miast. Kierował również kodyfikacją prawa karnego i cywilnego, jednocześnie dążąc do poszerzenia zakresu „łagodnej rewolucji” i ożywiając powstanie „konstytucji ekonomicznej”, „konstytucji politycznej”, a w późniejszym czasie „konstytucji moralnej”, związanej z kodyfikacją prawa sądowego w formie tzw. Kodeksu Stanisława Augusta. Prowadząc tak ważną działalność i dysponując bardzo szerokimi kompetencjami, Hugo Kołłątaj pełnił w tym czasie de facto funkcję premiera… 

…No i tu powoli zbliżamy się do rozstrzygnięcia kwestii najważniejszych, o których nas w szkołach nie uczą…

…Otóż „nasz premier” zmartwiony wysychającym źródłem grabieży jezuickich skarbów, stwierdził, że najprostsze i przećwiczone schematy są najbardziej efektywne. Ograbi się zakony i kościoły, księży przejmie się na państwowy garnuszek i będzie ich można zwolnić, jeśli nie będą nadawać treści zgodnej z listami pasterskimi pana premiera. Czyż nie genialne?!

Wiedząc, że te pomysły wzbudzą w Rzymie wzburzenie, troszczący się o dalsze losy kraju patrioci, powtarzali często – Polsko Twa zguba w Rzymie.

Teraz spróbujmy spojrzeć na rzecz całą oczami papieża. Banda diabłów odzianych w sutanny chce zdemontować kościół w obecnej postaci i przeprowadzić rewolucję. Z jego punktu widzenia decyzja jest jasna. Nie można na to pozwolić, tym bardziej, że papież wie z raportów nuncjusza z jaką nadgorliwością przeprowadzano jezuicką kasatę w Polsce.

Genialność planu, który Kołłątaj chciał wcielić w życie jest eksploatowana do dziś, bo do dziś zarzuca się papieżowi, że pomógł w III rozbiorze Polski, a nie pomógł polskim księżom patriotom.

A my? Kogo my w tym momencie mamy potępić, a komu przyznać rację? Takie pytanie na niedzielę…

Chyba najłatwiej zdać się na Opatrzność. A Opatrzność wolała jednak zabory, niż Polskę urządzaną przez premiera Kołłątaja…” (betacool, całość tu: szkolanawigatorów.pl – Biznes plan pana premiera. Oświeceniowe Las Vegas)

podobne: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” oraz:  O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością

Jeśli ktoś myśli że Papież błogosławił Polsce tylko wtedy kiedy własny interes w tym widział to polecam lekturę, i namysł nad tym jak się mają etatystyczne normy oświeceniowe zwane postępem do średniowiecznych „zabobonów” stojących na straży prawa własności:

„…Aleksander (III) biskup, sługa sług bożych, kochanemu synowi. Szlachetnemu mężowi, Kazimierzowi, księciu Polski pozdrowienia i apostolskie błogosławieństwo.

Ze strony twej wielkości doniesiono nam, że za radą arcybiskupa i biskupów Polski i książąt ziemi usunąłeś pewne nadużycia i zwyczajowe krzywdy od kościołów o osób kościelnych, postanawiając, by dobra zmarłych biskupów na przyszłość nie były konfiskowane. Postanowiono też, że kto by ręce wyciągnął po dobra zmarłego biskupa, ma być związany węzłem klątwy, ani też żaden z łupieżców nie ma zając miejsca po zmarłym biskupie, zanim osiągnie dobrodziejstwo rozgrzeszenia, po zwróceniu rzeczy zabranych lub dokonaniu odpowiedniego ich oszacowania.

Zwyczaj zaś, jaki był zachowywany dla książąt ziemi, mianowicie iż gdziekolwiek dostojnie podróżowali, najeżdżali ludzi biednych i wypróżniali ich stodoły, a gdy trafiła się niekiedy jaka sprawa do załatwienia między oddalonymi od siebie, wtedy niecni posłańcy, rozjeżdżając się, albo wycieńczali, albo zupełnie wyniszczali zabrane komubądź konie, naprawiłeś za rada mężów duchownych i świeckich.

Zatem ponieważ żądasz, abyśmy rozporządzenie to sprawiedliwe zarazem i chwalebne powagą naszą potwierdzili, my przychylając się do twoich słusznych żądań rozporządzenie powyższe, tak jak ono się zawiera w autentycznym piśmie na to wystawionym, zatwierdzamy apostolską powagą i ubezpieczamy gwarancją niniejszego pisma, zabraniając pod grozą klątwy, by go nikt nie śmiał z jakiego bądź powodu naruszyć. Dan w Tusculanum, 28 marca (1181)” (szkolanawigatorow.pl – Akt łęczycki z roku 1180. Bulla papieża Aleksandra III)

podobne: Sprawiedliwość kontra chciwość czyli miłe (złego) początki prawa własności (na Synodzie Łęczyckim), oraz lichwiarskie fałszerstwa Żydów (w przywileju Bolesława Pobożnego) oraz: Plankt na śmierć Bolesława Chrobrego. Święci i sprawiedliwi: królewicz Kazimierz Jagiellończyk i Joanna d’Arc (Kaczmarskiego)  i to: Styczeń 1863 w służbie Piusa IX (Ostatni Krzyżowiec) oraz proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wieczność kontra pogoń za sensacją

„…Koniec życia Kołłątaj przeżył w samotności i kompletnym opuszczeniu. Ta jego wyjątkowość polegała na tym, że miał w sobie tyle zła najwyższej próby, że w jego czasach nie było jeszcze takiej osoby na świecie, która ową jakość byłaby w stanie wykorzystać i docenić. Ale Hugon zrobił wszystko, by w przyszłości świat dojrzał do twórczego wykorzystywania takich ludzi jak on.

Tokarz w swej bardzo wyważonej w ocenach pracy, tak opisuje sposób działania Hugona Kołłątaja:

„Taktyka (…) polegała na tym, że udawał on z początku, wbrew silnemu przeświadczeniu o swej istotnej wartości, człowieka, oddającego się najzupełniej wpływowi swojego protektora, pozyskiwał w ten sposób jego zaufanie i stopniowo, dzięki swej pracowitości, którą zwykle przewyższał protektora, dzięki swej przewadze umysłowej, swej ruchliwości i wreszcie systematyczności działania, zdobywał sobie stanowisko takie, że nie można było już obejść się bez niego, a wtedy występował już niezależniej (…)”…

…W oparciu o tę taktykę i sztuczki ze skrywaniem i odkrywaniem tego, co w danym momencie należy, H.K. początkowo był stronnikiem króla. Dostał tytuł podkanclerzego, ale „mdlał i płakał, kiedy mu Król oddanie pieczęci spaźniał” – pisze Lisowki. Po uchwaleniu konstytucji robi się gorąco. Interwencja Moskwy grozi tym, że Kołłątaj straci tytuł i wszelkie własności ziemskie. Na co Lisowski słyszy taką kwestię:

– Ja chudy pachołek dogrzebawszy się urzędu nie mogę wypuszczać z rąk całego swojego losu.

H.K proponuje więc swoim kolegom patriotom, że przystąpi do Targowicy, żeby w razie czego bronić ich od prześladowań ze strony konfederatów i Moskwy.

Pomysł umówmy się błyskotliwy, ale chyba pojawił się zbyt późno, bo Kołłątaj traci i tytuł i swe posiadłości. Ucieka do Drezna i tu staje się ponownie patriotycznym spiskowcem, z coraz większym wpływem wywieranym na Kościuszkę. Hugon przygotowuje powstanie i akt powstania, w którym znajdą się takie słowa: „postradawszy Ojczyznę, a z nią używanie najświętszych praw wolności, bezpieczeństwa, własności, tak osób jako i majątków naszych”.

Linowski pisze, że jedyną osobą, której zabrano jakąś własność, był Kołłątaj, więc przynajmniej wiadomo, kto napisał akt powstania.

Nie przesadzajmy jednak z mocą naszych sądów. Przecież Hugon nie wywołał powstania, żeby odebrać swój majątek.

Może i nie, ale wiemy że do wybuchu powstania bardzo mu się spieszyło…” (betacool, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Kuźnica złotych talentów)

podobne: Targowiczanin herbu „Ciołek” i jego naśladowcy herbu „euro”. Milczące psy Katarzyny II oraz: Jacek Drozd: Konfederacja Barska… przyczyny, przebieg i skutki

„…tak zwane narracje patriotyczne są w istocie narracjami sprzyjającymi polityce niemieckiej w Europie środkowej…

…Ponieważ wszyscy doskonale wiemy czym się kończy napuszczanie Polski na Niemcy, zadeklarowałem w tej rozmowie z miejsca teoretyczną chęć przyłączenia się do cesarstwa. Zaraz jednak się z tego wycofałem. Z dwóch powodów. Cesarstwo nigdy nie było w Europie siłą przemożną. Ono także dostawało gwarancje i miało swoje, poważne bardzo problemy, a doktryna państwa realizowana była o tyle, o ile. To rzecz pierwsza. Drugi zaś powód jest taki, że cesarstwu nie zależy na przyłączeniu całej Polski. To jest jasne. Wtedy bowiem zyskuje ono taki potencjał, że staje się natychmiast celem ataku sił odeń znacznie potężniejszych. Jeśli zaś urośnie w siłę po cichu i za zgodą niektórych graczy, musi się gotować na długotrwałą wojnę napastniczą. Dlatego właśnie polityka Niemiec, to polityka dążąca do wytyczania nowych granic w Europie, z zachowaniem tej jednej nienaruszalnej granicy, jaką jest wschodnia granica cesarstwa. Wszelkie więc gawędy Donalda Tuska i Lecha Wałęsy o stworzeniu wspólnego z Niemcami państwa są ściemnianiem oszustów prowadzącym do kolejnego podziału Europy środkowej. Tego podziału nie da się dokonać przy całkowitej jedności kulturowej Polski, a więc dążyć trzeba do sprowadzenia tu elementu obcego, a także do zdewastowania rodzin i Kościoła.

Ktoś powie, że w takim razie może Rosja? Jeśli nie Piłsudski to może Dmowski? Nie ma innej Rosji poza bolszewicką i nigdy już nie będzie, trzeba to sobie powiedzieć jasno, a komunikaty płynące znad Newy w oczywisty sposób obnażają płytkości i powierzchowność tamtejszej doktryny…

Katastrofa I RP nastąpiła wówczas, gdy doktryna państwa została oderwana od doktryny Kościoła. To zaś możliwe było dzięki kasacie jezuitów, a także dzięki działalności jakobinów takich jak Kołłątaj, którzy grabili pojezuicki majątek. Pomysł, by tę próbę generalną zamienić w spektakl prawdziwy, czyli okraść cały Kościół w Polsce i zamienić kraj w jakobińską republikę, narodził się szybko i został przez wielu podchwycony z entuzjazmem. Ludzi zaś, którzy program ów realizowali nazywamy dziś patriotami, choć powinniśmy nazywać ich zdrajcami. Dlaczego? Bo usunęli mieszkańcom I RP grunt spod nóg, uznali, że podstawa doktrynalna istnienia państwa jest nieważna, że najważniejsze są dodatki, czyli skarb i wojsko. Taka nowoczesność w domu i zagrodzie, którą w dzisiejszych okolicznościach ćwiczymy także. Konkrety panie, liczą się konkrety i nic poza tym. Ile papież ma dywizji i różne takie. Powtórzmy więc jeszcze raz – dopóki Polacy sami nie zakwestionowali własności na swoim terenie rozbiory były bardzo trudne do przeprowadzenia, a przede wszystkim do uzasadnienia. No, ale znaleźli się, jak zawsze zresztą, ludzie gotowi do podsunięcia wrogom takich uzasadnień. I ich dziś czcimy. Ktoś powie, że wybór był tylko pomiędzy Targowicą a Kołłątajem, to nie jest prawda. Zważywszy na fakt, że to Kołłątaj namawiał króla do przystąpienia do konfederacji.

Noch ein mal więc – wszelkie zamachy na własność kończą się katastrofą państwa. Polityka cesarstwa dąży zawsze do rozdrobnienia Europy środkowej, a Rosja jest marionetką w rękach organizacji globalnych. Na tak zarysowanym tle Polska powinna prowadzić swoją politykę. No, ale do tego potrzebni są politycy. Tych zaś nie ma…” (coryllus, całość tu: szkolanawigatorow.pl – O konieczności rozbiorów Polski)

„…Do roku 1795 elitą się bywało z zasiedzenia i tradycji, później coraz cześciej z nominacji 4 cesarzy. I tak w wiek XX, jako zbiorowość posługująca się językiem polskim, wkroczyliśmy z „przesianą” i wyselekcjonowaną przez zaborców elitą, zasiloną „produktami” cywilizacji węgla i pary. Z dużym uproszczeniem można przyjąć, że „tradycyjne” elity Rzeczypospolitej zostały podmienione na „pieczeniarzy” dworów zaborczych, przy zachowaniu jedynie ciągłości „nazwiskowej” (nie będę się dalej pastwił nad potomkami sławnych rodów). 

„Potencjał narodowy” (piszę w cudzysłowie i nie będę tuaj tłumaczył znawcom badań Coryllusa), w miejsce tych „klamkowych” na cesarskich dworach, wykreował nową „elitę”, tym razem „narodową” i „patriotyczną”, która w swoim najwyższym stadium uniesienia narodowo-patriotycznego w „duchu” I Rzeczypospolitej, z uśmiechem na twarzy i z pieśnią na ustach DOBROWOLNIE zrezygnowała z roszczeń do 2/3 terytorium i 2/3 ludności (traktat ryski). Kulminacją ich „zdolności” intelektualnych była klęska 1939 roku. A los, który ją spotkał był w dużym stopniu efektem ubocznym tych „zdolności” (wiara w sojusze egzotyczne, niewypowiedzenie wojny Sowietom, kapitulacja Lwowa).

W ich miejsce, po 1945 roku,  sowieciarze zaproponowali ludziom mówiącym po polsku krótką ścieżkę awasu do „elity”. Ten „produkt”, w szczycie swoich możliwości intelektualnych, zdolny był do wymyślenia Okrągłego Stołu, który dzisiaj kontestowany jest przez wnuków tego „produktu”, którzy głównym wrogiem uczynili partie polityczne i estabisz-ment prawniczy…” (Marek Natusiewicz, szkolanawigatorow.pl – O elitach i misjach)

podobne: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? oraz: Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja i to: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I) a także: Stanisław Michalkiewicz z okazji 20 rocznicy „majówki” o „świętości” pracy, trybunale oraz konstytucji dawnej, obecnej i przyszłej. „Teatr na Wyspie” (Gajowniczka)

Szerzej o przyczynach i skutkach kasaty klasztorów, czyli spuściźnie tzw. „oświecenia” i dokonań bohaterów sejmu 4 letniego opowiada  O. Wincenty Polek na Targach Książki w Bytomiu (2016)

Dekret kasacyjny z roku 1819 – zapowiedź książki (do kupienia na www.basnjakniedzwiedz.pl)

Tymczasem trwa tzw. „reforma edukacji” czyli oświeceniowy gniot dezinformacyjny, zafundowany nam przez wolnomularzy uchodzących w powszechnej świadomości (dzięki tzw. „szkole publicznej”) za „bohaterów” Sejmu Wielkiego – Staszica, Kołłątaja, „króla Stasia” i innych pseudo autorytetów udrapowanych w patriotyczne szaty. Nie słabnie też pomimo ideologicznych sporów retoryka „prounijna” (czyli pro niemiecka – „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”) która ciągle usprawiedliwia projekt „wspólnoty” opartej o rzekomy dobrobyt (jaki to można poczytać tu – Tomasz Cukiernik o niekorzystnym bilansie 11 lat członkostwa Polski w UE) i bezpieczeństwo (o czym więcej tu – UE bez pomysłu na siebie pogrąża się w kryzysie. Szczyt w Chinach początkiem końca Europy jaką znamy?)

Ten taniec ignorancji nie skończy się dopóki państwo nie zrezygnuje z przymusu szkolnego i nie odda obywatelom prawa do poznawania prawdy o naszej historii. Głośna ostatnio walka o gimnazja to typowa ustawka jak onegdaj „transformacja ustrojowa”. Ludzie mają się zastanawiać czy lepiej myć nogi czy może ręce a tymczasem problem tej tzw. „edukacji” leży zupełnie gdzie indziej. Niech nikt nie myśli że wraz z likwidacją gimnazjów skończy się ogłupianie narodu i wyzysk na potrzeby utrzymania spuścizny Komisji Edukacji Narodowej. To jest tylko kolejny etap walki o podział budżetów między piłsudczykami a prusakami, i o to czyje kadry będą nam w pierwszej kolejności dalej robić wodę z mózgu, za tzw. „publiczne pieniądze”.

Na drodze do obecnie trwającego monopolu państwa (duopolu partyjnego) stały rzecz jasna klasztory i Kościół Katolicki. Celem „reformy oświaty” była więc od początku chęć ograniczenia niezależności i wpływu Kościoła na obywateli (zwłaszcza w dziedzinie uniwersalnych praw moralności). Walka o rząd dusz wciąż trwa… (Odys)

podobne: Od klasyki Jezuitów do postępowej ZNP czyli… o zawłaszczeniu edukacji i informacji przez pro rewolucyjne „elity”. O drodze do wynarodowienia i „dobrej zmianie” w gimnazjach

Artur Grottger – Modlitwa konfederatów barskich przed bitwą pod Lanckoroną

Reklamy

Sprawiedliwość kontra chciwość czyli miłe (złego) początki prawa własności (na Synodzie Łęczyckim), oraz lichwiarskie fałszerstwa Żydów (w przywileju Bolesława Pobożnego)


Artur Grottger – Modlitwa wieczorna rolnika

„…Świadomemu dziejów krajowych, nietajno, jak przeważny wpływ duchowieństwo i ustawy kościelne, wywierały na stan kraju i prawodawstwo; nieobojętną jest zatem rzeczą, poznać okoliczności i ustawy pierwszego u nas i z największą pewnością wspominanego Synodu, a zarazem zjazdu, któremu historycy największe oddają zalety; od którego datują zarys prawodawstwa; w którym widzą jutrzenkę odrodzonej spokojności kraju; i dla którego, ówczesnemu monarsze tytuł Sprawiedliwego nadali. Takim jest zjazd i Synod Łęczycki w roku 1180 odbyty.

Prawodawstwo kraju, co z potrzeba i duchem czasu formowało się, co nie było wpływem woli pojedynczej, a takim było nasze średniowieczne, musi być śledzone we wszystkich swoich postępach i odcieniach; bo wtedy się najlepiej duch jego wykaże, pewniej jak z urojonej zasady, przyjętej od niektórych z współczesnych pisarzy w tym przedmiocie, ale przeszłość sama i fakty mówić muszą za sobą.

Z tego i takiego punktu, jak na wszystkie ustawy synodalne, tak szczególniej na Synod Łęczycki, zapatrywać się należy, w przekonaniu, że jeżeli kiedy, to wówczas, wpływ ustaw duchownych był najpewniejszym. Dziś bowiem już jest dowiedzione, że wszystkie modyfikacje prawa starożytnego rzymskiego, które stało się zasadą wszystkich innych, przez wpływ duchowieństwa nastąpiły; bo rozdział i walka między duchownym a świeckim stanem, nie była u nas tak zaciętą i nigdy nie miała takiego charakteru, jak gdzie indziej. Duchowieństwo nasze, mające w narodzie przewagę naukową, najczynniejsze w radach publicznych i prywatnych, nie może być pominięte w rozbiorze i dostarczaniu materiałów, do dziejów krajowych i Kościoła. Zjazd i Synod Łęczycki, poprzedzający ustawą swoją, wszelkie piśmienne znane u nas prawodawstwo, stał się pierwszym zarysem prawa publicznego, w stosunkach panów i podwładnych, w stosunkach sukcesyjno – familijnych i wpływie stanu na stan: wart więc bliższego i szczegółowego poznania…

…Po rozdziale, piszą oni, jedynowładnej w karbach posłuszeństwa utrzymywanej monarchii, przy rozdrobionej władzy pojedynczych książąt, przy przemocy rycerstwa i możniejszych, zwyczaje ustanowione dla bezpieczeństwa kraju i wygody żołnierza, stały się powodem najazdów, grabieży i ucisku; powinności czynione niegdyś tylko królom i to w pewnych czasach, przywłaszczone od możnych, czyniły stan mieszczan i wieśniaków opłakanym; całe ich mienie bowiem w sprzężaju, dobytku i zasobach wszelkiego rodzaju, było każdej chwili zagrożone łupem. Nieszczęśliwe to położenie klas niższych, podzielało i duchowieństwo ówczesne: majątek ich kościelny lub prywatny, wyniszczony różnego rodzaju uciskami, po śmierci posiadaczy, stawał się łupem przemocy, pod rozmaitymi pozorami. Chcących poznać bliżej stan kraju w owym czasie, odsyłamy do Kadłubka (lib. 2) i Długosza (lib. 6); tu dość nam powiedzieć, że w takim stanie rzeczy, cnotliwy i sprawiedliwy Monarcha, nie mógł zostać obojętnym; i nie został też, znalazłszy pomoc w światłych i cnotliwych obywatelach. Za najskuteczniejszy środek zaradzenia złemu, uznał zwołanie zjazdu, nie tak dla braku władzy i możności zaprowadzenia ulepszeń przez siebie samego, jak raczej z tej mądrej uwagi, że otwierając narodowi, wpływ do wspólnych obrad prawodawczych, zobowiąże sobie tym sposobem niechętnych, i ustanowić się mającym prawom, większej powagi i mocy doda. Nie spodziewał się niestety że krok ten, stanie się z czasem zarodem swawoli i uzurpacji tej świetnej prerogatywy…” (całość tu: szkolanawigatorow.plKs. Jan Mętlewicz, O Synodzie Łęczyckim 1180 r)

„…Po doprowadzeniu z powrotem do posłuszeństwa wszystkich, dzielnic Królestwa Polskiego dzięki niezwykłej zręczności i obrotności, sławny z męstwa książę uznał za swoje pierwsze zadanie przywrócenie wolności i sprawiedliwości ojczyźnie udręczonej wyszukanymi sposobami ucisku i ciężarami. Znosi więc i unieważnia wszystkie daniny, trybuty, cła i świadczenia nowo ustanowione przez jego brata Mieczysława oraz jego naczelników i urzędników, ukróca oszczerstwa, a oszczerców skazuje na banicję lub piętnuje. Usuwa wszystkie niesprawiedliwe sądy, przez które ludzie tracili majątki i przywraca rzetelny wymiar sprawiedliwości. Następnie cały swój wysiłek obraca na wytępienie większych nadużyć, których według dawnego prawa zwyczajowego nie zaliczano do przestępstw i występków, ale do ustaw i praw królestwa. Ponieważ rozpowszechniły się one wśród książąt, baronów i panów polskich, tym trudniej je było wykorzenić, bo panowie nie mogli ścierpieć pozbawienia ich przywilejów i korzyści. Był bowiem od dawna ustalony zwyczaj w Polsce, że szlachta i rycerze w czasie przejazdów i podróży po Królestwie żądali od wieśniaków nie tylko siana, słomy i plew, ale zboża i innych środków żywności. W razie odmowy najeżdżali i burzyli domy i spichlerze, samowolnie zaspokajali swoje potrzeby i nie tylko wypasali, ale także wydeptywali grunty wieśniaków. Nadto szlachta i rycerze, chcąc załatwić swoje prywatne, nierzadko mało ważne sprawy, chwytali po wsiach i polach konie wieśniaków. Dosiadali ich sami albo ich służba i szybkim, niezmordowanym pędem przebywali niekiedy wielkie połacie kraju.

Następstwem tego, że konie męczono lub osłabiano do tego stopnia, że już nie mogły odzyskać sił, a często nawet zajeżdżano na śmierć lub uprowadzano daleko, a czasem, jeśli były dobre i ładne, przywłaszczano sobie — były wielkie straty i zubożenie wieśniaków, którzy pozbawieni koni, zaniedbywali swoje prace w polu. Nadto dobra zmarłych biskupów zarówno ruchome, jak nieruchome były narażone na złupienie i grabieże lub oddawane na rzecz skarbu książęcego. Zwoławszy więc wielki zjazd do Łęczycy na ogromnym zgromadzeniu książąt, biskupów i rycerzy[książę Kazimierz] przedstawia, jakie nieszczęścia i zabójstwa powstają z trzech wymienionych nadużyć, na jakie spustoszenia i straty jest narażone Królestwo, jak takie przeniewierstwo przypominające okrucieństwo pogan i barbarzyńców obraża Boga i woła o jego pomstę.

Niech wobec tego postanowią, że należy wykorzenić tego rodzaju nadużycia, pozyskać życzliwość zagniewanego dotąd Boga i dostosować się do świętych praw królestw katolickich. [Mówił], że jego tak wychowano, iż nie ścierpi dłużej w swoim królestwie i pod swoimi rządami tak zbrodniczych i haniebnych zwyczajów, powodujących obrazę Boga, krzywdę bliźniego i zhańbienie świętości. Było na tej naradzie ośmiu biskupów: gnieźnieński Zdzisław, krakowski Gedeon, wrocławski Żyrosław, kujawski Unelf, poznański Cherubin, płocki Lupus, kamieński Konrad, lubuski Gaudenty i trzech książąt: poznański Otto, wrocławski Bolesław i mazowiecki Leszek oraz ogromny tłum panów i rycerzy. Ci przeważającą liczbą głosów orzekli, że należy wytępić niegodziwe zwyczaje, z powodu których gniew Boży — byli o tym przekonani — zesłał na Polaków różne nieszczęścia i niepowodzenia. I żeby w przyszłości ktoś przypadkiem nie przywrócił na nowo tych zwyczajów, postanowiono wszystkich sprawców tych albo tym podobnych [nadużyć] ukarać strasznym wyrokiem klątwy. Nazajutrz więc arcybiskup gnieźnieński Zdzisław i wszyscy biskupi polscy ubrani w szaty biskupie w obecności księcia i monarchy polskiego Kazimierza, wszystkich książąt, panów, rycerzy i pospólstwa, którzy, zatwierdzając to postanowienie i poddając mu wśród radosnego uniesienia zarówno siebie, jak swoje potomstwo, ogłaszają, co następuje: „Kto zabierze albo poleci zabrać zboże albo inną własność rolników i wieśniaków siłą albo w jakiś inny sposób, niech będzie przeklęty!

Kto z okazji odbywania poselstwa w publicznej lub prywatnej potrzebie, wyjąwszy doniesienie o grożącym ojczyźnie napadzie wrogów, weźmie lub poleci wziąć czyjegoś konia albo zwierzę pociągowe tytułem obowiązku podwody, niech będzie przeklęty! Kto zagrabi, zagarnie lub roztrwoni dobra zmarłych biskupów albo osób duchownych, choćby był znakomitą osobą i piastował godność króla, księcia albo jakąkolwiek inną, niech będzie przeklęty! Kto by przyjmował zagrabione mienie biskupie bez odszkodowania albo przymykał oczy na posiadanie przez łupieżców rzeczy złupionych lub zagrabionych, bez należnego prawem zadośćuczynienia, jako wspólnik świętokradztwa wyrażający na nie swą zgodę i jako taki, który dla zaspokojenia własnej zachłanności i osiągnięcia korzyści dał okazję do świętokradztwa, niech będzie przeklęty!” Książęta i cały lud odpowiedzieli zgodnym okrzykiem: „Amen!”…” (Jan Długosz, Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, źródło: szkolanawigatorow.pl – Synod w Łęczycy 1180 r)

podobne: Plankt na śmierć Bolesława Chrobrego. Święci i sprawiedliwi: królewicz Kazimierz Jagiellończyk i Joanna d’Arc (Kaczmarskiego)  oraz: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos i to: Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”) polecam również: Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym a także: cynik9: Dyskretny urok monarchii konstytucyjnej. W 80-tą rocznicę Ermächtigungsgesetz i jeszcze: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I) oraz: (NIE)odpowiedzialni za państwo. Dwa oblicza Sarmatów i Quincunx Orzechowskiego czyli Wielka Polska Katolicka

„…Dzięki swojej ogromnej wiedzy nie tylko prawniczej, ale także historycznej i źródłoznawczej, napisał Hube w 1878 r. krótką rozprawę pt. „Przywilej żydowski Bolesława i jego potwierdzenia”, która jest zarówno historią tego dokumentu i jego kolejnych zatwierdzeń, jak i polemiką m. in. z pracą Ludwika Gumplowicza z 1868 r. „Prawodawstwo polskie względem Żydów”.
Najciekawsze jest jednak to, że z wnioskami Hubego nikt nie podjął polemiki merytorycznej, bo trudno za taką uznać kuriozalne stwierdzenie Mojsze Schorra w pracy: „Organizacya żydów w Polsce od najdawniejszych czasów aż do r. 1772″ (Lwów 1899, s. 8) „jeżeli nawet zgodzimy się z Hubem, że przywilej ten jest falsyfikatem, sporządzonym przez żydów a podsuniętym królowi przez żydów zamiast oryginału, który się spalił w Poznaniu podczas pożaru w r. 1447, to przynajmniej może nam posłużyć jako źródło do poznania ustroju żydów w II. połowie XV. wieku”(sic!)
A tezy Hubego są następujące:
1. istnieją dwie wersje przywileju Bolesława Pobożnego: tzw. oryginalna, krótsza (zwykle 36 paragrafów: jedna z datą 1334, pochodząca ze Statutu Łaskiego, druga z tzw. rękopisu Bandkiego BIII, będącego XV-wiecznym odpisem, a także świeżo wówczas znalezione odpisy potwierdzeń: jeden z datą 1365, własność niegdyś Hubego, następnie Biblioteki Ordynacji Krasińskich, także w kopii rękopiśmiennej z końca XV w., oraz potwierdzenia z datą 1367 r., z akt grodzkich miasta Krakowa, Przemyśla i Lwowa, oraz liczne późniejsze potwierdzenia) i dłuższa, tzw. rozszerzona (do 48 paragrafów).
Wersja dłuższa, zw. przez Hubego przerobioną, też znana jest z kilku kopii: (tzw. rękopisu B Bandkiego, z akt gminy żydowskiej w Poznaniu, z potwierdzenia króla Jana III Sobieskiego, z akt grodzkich poznańskich, oraz kolejne dwie cytowane przez Gumplowicza z posiadanych przez niego potwierdzeń Augusta III z 1735 r. oraz Stanisława Augusta z r. 1765). Oba teksty znane z różnych odpisów, nie starszych niż koniec XV w.
2. tylko pierwsza (krótsza) wersja jest prawdziwa. Druga została sfałszowana.
3. fałszerstwa dopuścili się żydzi poznańscy w czasach Kazimierza Jagiellończyka (najprawdopodobniej w dniu jego koronacji w 1447 roku, nie później niż w 1453 r.)
4. dowodem fałszerstwa jest zarówno budowa dokumentu (niezgodna ze znanymi tego typu aktami), jak i jego treść, sprzeczna z innymi prawami dotyczącymi Żydów, w tym ze Statutem Warckim z 1423 roku.
5. różni polscy królowie w różnych okresach zatwierdzali obie wersje Przywileju Bolesława Pobożnego.
6. inicjatorami zatwierdzeń zawsze byli Żydzi, a ich orędownikami niektórzy możnowładcy polscy.
W czym więc tkwi problem?
Przede wszystkim w paragrafach, dotyczących kredytowej (mówiąc oględnie) działalności Żydów, a ściślej przedmiotu zastawu.
W wersji krótszej, oryginalnej, w paragrafie 25. znajduje się wyraźny zakaz pożyczania pieniędzy pod zastaw nieruchomości. Tymczasem w wersji rozszerzonej nie dość, że tego zakazu nie ma, to jeszcze kilka paragrafów określa, jak Żydzi, przy pomocy władzy państwowej (wojewodów i starostów) mogą przejąć zastawioną nieruchomość, nawet w przypadku śmierci dłużnika i pozostawieniu w majątku nieletnich dzieci!
Przedstawmy teraz krótko wywód Hubego.
Okazuje się, że wszystkie znane teksty Statutu Kaliskiego pochodzą z potwierdzeń tego przywileju w czasach Kazimierza Wielkiego, zachowanych w znacznie młodszych odpisach. W wersji oryginalnej tekst przywileju zacytowany jest w treści właściwego dokumentu królewskiego, zawierającego datę i miejsce wystawienia, oraz nazwiska możnowładców, będących świadkami tego wydarzenia. W kolejnych latach: 1334, 1365 i 1367 Kazimierz Wielki rozszerza tylko obowiązywanie przywileju na poszczególne ziemie swojego królestwa (Małopolskę, Wielkopolskę, wreszcie Ruś).
Treść jest taka sama.
Co ciekawe, tekst Przywileju Bolesława Pobożnego (wersja krótsza wg Hubego) został zamieszczony w Statucie Łaskiego z 1506 r. na polecenie króla Aleksandra z adnotacją, że ma być wykorzystywany PRZECIW samym żydom i ich nieuzasadnionym roszczeniom („aby tylko przeciw żydom, nie zaś za nimi przemawiać mógł”).
Inaczej przedstawia się sytuacja z wersją rozszerzoną. Najstarsza jej kopia pochodzi z końca XV w. (po 1493). Z treści dokumentu (bez daty i miejsca wydania, oraz nazwisk świadków!) wynika, że przed królem Kazimierzem Jagiellończykiem stawili się Żydzi poznańscy, którzy prosili o zatwierdzenie kopii wydanego im rzekomo przez Kazimierza Wielkiego przywileju, którego oryginał miał spłonąć w pożarze miasta w 1447 (był taki rzeczywiście):
„(…) przed Majestat nasz osobiście stanąwszy żydzi nasi z ziemi wielkopolskiej, a mianowicie z województwa poznańskiego, kaliskiego, sieradzkiego, brześciańskiego, władysławowskiego i ziemi do tychże należących, wykazali jako prawa te, które od świętej pamięci poprzednika naszego Kazimierza króla polskiego mieli i których pod innymi królami poprzednikami naszymi aż do naszych czasów używali, wtedy kiedy miasto Poznań podczas naszej obecności stało się łupem pożaru się spaliły, prosili i błagali Nas pokornie, abyśmy podług kopii, którą Nam przedłożyli owe prawa uznać, potwierdzić i wznowić raczyli” (tłum za: L. Gumplowicz w: Prawodawstwo polskie względem żydów, Kraków 1867, s. 33).
Wersja ta zawiera już możliwość pożyczania pieniędzy na skrypt dłużny, zabezpieczony nieruchomością!
Kazimierz Jagiellończyk ów „dokument” potwierdza dla Żydów wielkopolskich (między 1447 a 1453). Jest on jednak sprzeczny z innymi aktami, m. in. ze Statutem Warckim z 1423 r,. który nie tylko zabrania zaciągania długów pod zastaw nieruchomości, ale wszelkie zawarte w ten sposób umowy uznaje za nieważne.
Król szykuje się właśnie do wojny z Zakonem Krzyżackim, tymczasem wybucha afera. Dochodzi do buntu szlachty, żądającej odwołania owego „przywileju”. Interweniuje sam kardynał Zbigniew Oleśnicki (w liście z maja 1454 r.), o czym informuje Jan Długosz w swojej Historii:
„ dawniej (pridem) W. K. M., z ujmą i obrazą religii, pewnych przywilejów i wolności ży­dom udzieliłeś i niektóre przywileje najfałszywsze (falsissimae), ja­koby przez króla Kazimierza im nadane, które ś. p. ojciec twój w mojej obecności, gdym sam tego był świadkiem i sam je czyta­łem, lubo ujmowany licznemi darami przez żydów (licet sollicitatus judeorum largitionibus), przez całe swe życie wzbraniał się potwier­dzić, i te W. K. M. potwierdziłeś, nie zniósłszy się ani ze mną, któ­ry wówczas w Krakowie bawiłem, ani z panami radą… I dlatego proszę i błagam, abyś W. K. M. te tam przywileje i wolności odwo­łać raczył” (cytat za Hubem)
Jeszcze w tym samym roku Kazimierz Jagiellończyk w statucie nieszawskim tak w redakcji wielkopolskiej, jak i mało­polskiej owe nieprawnie uzyskane przywileje odwołuje:
(…)wszelkie listy swobód, które żydom mieszkającym w Królestwie udzielił po dniu (post diem) swej koronacyi, przeciwne prawu boskiemu, uchyla i wszelkiej mocy obowiązującej pozbawia, co ma być przez ogólne ogłoszenie podane do powszechnej wiadomości.
Na tym jednak sprawa się nie kończy, ponieważ Żydzi odczekawszy kilkadziesiąt lat, ową anulowaną wersję (znów w jakiejś kopii) przedstawiają, do zatwierdzenia tym razem Zygmuntowi Augustowi.
Fałszerstwo jest znacznie lepsze, ponieważ zawiera treść rozszerzonego „przywileju”, wklejoną do „obudowy” statutu nieszawskiego! Tym razem jest więc nawet lista świadków i data, tylko treść niezgodna z oryginałem!
Od tej pory równolegle będą zatwierdzane w różnych okresach, dla różnych ziem, przez różnych królów, na zmianę (a czasem nawet obie wersje w różnym czasie przez tego samego króla, np. Stefana Batorego czy Jana Sobieskiego): wersja oryginalna krótsza, albo sfałszowana rozszerzona. Od XVII w. nie będzie już zatwierdzeń dla poszczególnych ziem, a w imieniu Żydów nie będą występować jacyś „uproszeni” przez nich magnaci, tylko tzw. syndyk, reprezentujący wszystkich Żydów Rzeczypospolitej…
perfidny proceder fałszerstwa nie byłby możliwy, gdyby interes Żydów nie łączył się z interesem niektórych krótkowzrocznych władców i dostojników państwowych, którym możliwość wysokiej pożyczki na skrypt dłużny pod zastaw nieruchomości odbierała rozsądek i zdolność przewidywania mniej przyjemnych skutków takiego braku wyobraźni…” (Jolanta Gancarz, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Jak Romuald Hube żydowskie fałszerstwa wykrył)

podobne: Kaczmarski i 7 grzechów głównych… na przykładzie starożytnego Rzymu i Cyncynat – wzór do naśladowania. oraz: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? i to: Polska gospodarka: rośnie czy się kurczy? Chciwość i głupota zakończona szczodrością dla wybranych (Hipoteki frankowe w Polsce) a także: Jak honor (w Wersalu) i etnos (w Rydze) kresów Polskę pozbawiły czyli… Piłsudski, Dmowski, Żydzi i patriotyzm na Targu (Kaczmarskiego) polecam również: Gwatemala: wyrzucono społeczność ortodoksyjnych Żydów

Miroslaw Szeib – Żyd z kluczykiem do fortuny

Styczeń 1863 w służbie Piusa IX (Ostatni Krzyżowiec) oraz proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wieczność kontra pogoń za sensacją


„Kto stracił pieniądze, ten nic nie stracił. Kto przegrał bitwę i stracił wojsko, ten mało stracił. Kto stracił wiarę, ten wszystko stracił.”

Artur Grottger – Warszawa II. Lud w Kościele

„…jedność dobra i cenna wtenczas gdy prawdziwa, to jest, kiedy ją osiągnąć można bez poświęcenia prawdy i sprawiedliwości, inaczej jedność jest tylko pozorna i czasowa. Chrystus Pan, który przede wszystkim przyniósł pokój na ziemię, powiedział także, że nie przyniósł pokój, jedno miecz, to jest, iż pokój jak jedność prawdziwą wywalczyć zwykle potrzeba. I wobec rządu jedność wtenczas coś znaczy, kiedy prawdziwa, sztuczna nic nie pomoże. A co do Europy, nie może ona w stanie gwałtownym będącym wymawiać niejedności, gdy we własnym jej łonie, wre wszędzie walka między stronnictwem przewrotu społecznego a częścią zachowawczą, czyli ostatecznie pomiędzy bezbożnością uorganizowaną w tajne towarzystwa, a widzialną hierarchią Kościoła katolickiego…

…Od podziału kraju naszego, rozżaleni grzechem rewolucyjnych monarchów, rzuciliśmy się w objęcia bezbożnej rewolucyi ludowej francuzkiej, która ze swej strony dobrodusznemu królowi ścięła była głowę. Odtąd wszelka oppozycya u nas popłatna, wszelka rewolucya (zachowująca dawne u Polaków znaczenie, zmiany w stosunkach państw) pełna dla nas uroku. Polak umiarkowany, zachowawczy w domu, rewolucyjny za granicą i w polityce. Dla siebie marzy majorat angielski, za granicą brata się z Prudhonem. Arystokratki nasze z rodu nawyknień i przekonań, popisywały się czerwoną bluzą, szczęśliwe i pyszne, gdy dostały wizerunek Garibaldiego. Czy podobna, aby kłamstwo takie trwało długo bez szkody? Czy podobna, by zasady podziwiane u obcych nie przyjęły się w domu? Nic nie podobna. Jest logika nieubłagana, jest Nemezis społeczna. Wyobrażenia zachodnio rewolucyjne, przewiane bezbożnością, musiały wpaść całą siłą do Polski, w której nie znajdowały oporu, albo słaby i pokątny tylko…

…W Piemoncie nastąpiło obłudne małżeństwo (eonnubio) odwiecznej ambicyi militarnej monarchii piemonckiej, rozszerzania się we Włoszech z karbonarsko-wolnomularską ideą Mazziniego jedności absolutnej Włoch, nigdy przedtem nie zcentralizowanych, historycznie, jeograficznie i duchowo, tylko federacyjnie. Polacy w te pędy znaleźli wzór pogodzenia wszystkich stronnictw i wywalczenia całości kraju, porównali jedność swoją historycznie stopniowo wykształconą, a gwałtownie rozdartą z podbojem piemonckim, przekupstwem i sztyletem podpieranym. Sympatie wszystkie co niekatolickie dla Piemontu, sympatie Rossyi i Prus, nie ostrzegły was, że tu sprawa rewolucyi gwałtu i jedności plemiennej, jaką by była u nas cała słowiańska a nie narodowa. Że stronnictwo gwałtowne tak utrzymywało, że dziennikarstwo niekatolickie, (mniej więcej u nas jak gdzie indziej zależne od towarzystw tajnych) tak głosiło, że rzesza niecierpliwa ciężkiego jarzma temu wierzyła, to rzecz prosta, ale że wy bracia hołdownicy praw historycznych, zwolennicy walki moralnej i legalnej na toście przystali, to i błąd i grzech ciężki. Bóg sam w miłosierdziu swojem wielkiem, wam zachowawcom a nie mogącym się oprzeć na rządzie obcym, podawał jedyny najszczęśliwszy środek stanięcia  przy najwyższym, najczystszym, jedynym dziś wyobrazicielu prawdziwego konserwatyzmu praw historycznych, przy papieżu, od chwili szczególniej, gdy rozbój piemoncki doszedł do granic jego bezbronnego państewka: a wyście tej chwili opatrznej nie pojęli i nie pochwycili. Kiedyście pisali on piękny adres, a raczej skargę i protestacyą do cesarza, należało spółcześnie napisać drugą do Ojca św. który ma od Boga w składzie źródło wszelkiej władzy, którego przodkowie jedyni protestowali przeciwko rozszarpaniu waszej Ojczyzny, który choć od was widocznie opuszczony, dwa razy on jeden odezwał się do was, ze słowem otuchy i pociechy. O ileżby więcej uczynił, gdyby widział naród cały szczerze katolicki do niego w nieszczęściu jego i słabości przemocniej z ufnością garnący się miłośnie. O! Bracia chcieliście bronić podań prawa zgwałconego, walczyć bronią moralną, bronią ducha, więc odwieczną bronią kościoła, a poświęciliście naturalnego waszego naczelnika i opiekuna dla zdobywcy, który w ciemięzcach waszych szukał i znalazł sprzymierzeńców.

Gdybyście to byli w czas uczynili, oddzielilibyście się byli stanowczo i zaszczytnie od stronnictwa skrajnego jeszcze słabego. Bylibyście stanęli silnie wobec rządów zaborczych, przyciągnęlibyście najskuteczniej lud do siebie, który tysiącami na jednego szlachcica walczył w szeregach papieskich, i dziś bieży o żebranym chlebie wypłakać się u stóp Ojca św., podczas gdy z waszych ledwo kilka osób (i to zwykle kobiety) trwają przy krzyżu papieskim. Gdybyście byli to wczas uczynili, massa chwiejąca się po miastach, przy was by została. Z wami by trzymała hierarchia kościelna, niebaczni młodzi xięża nie byliby się poddali komitetowi centralnemu, i ten komitet nie wzywałby was dzisiaj do współki tj. do poddania się.

Ostrzegano was o tem na czas, błagano, (wprawdzie byli to xięża i rzadki świecki), nie posłuchaliście, dziś musicie znosić bolesne następstwa. W domu musieliście i musicie do reszty oddzielić się od stronnictwa gwałtownego, jakkolwiek późno i niekorzystnie, albo zostaniecie pochłoniętemi, jak we Włoszech sekciarski Mazzinizm pochłonie organizacyą wojskowo administracyjną podbójczego Piemontu. Jesteście osłabieni, bo nie macie podstawy, bo nie macie zasady. Trudno długo utrzymać się na pochyłości stromej, na której stoicie, skacząc w prawo i w lewo z góry i na dół. Na zewnątrz, jak skoro przyklaskiwaliście rozbojom piemonckim we Włoszech, musicie cierpieć podobne u siebie, ubarwione także frazeologią liberalną i postępową, bo u Boga dwóch wag i dwóch miar nie ma, i nie czyń drugiemu co tobie niemiło. Przyklaskiwaliście jedności włoskiej siłą  przeprowadzanej, żartowaliście z małych narodowości podpieranych przez szlachtę i Xięży, wytrzymajcież parcie wielkiej jedności Rossyjsko-Słowiańskiej i pod formą państwa i pod formą rzeczypospolitej, w którejbyście koniecznie rozpłynęli się…” (x. Hieronim Kajsiewicz – List otwarty do braci xięży grzesznie spiskujących)

podobne: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…”

Artur Grottger – Wojna X. Świętokradztwo

Służmy Chrystusowi i Jego Namiestnikowi; jeżeli będzie potrzeba, umrzyjmy za niego bez trwogi, a okażemy się godnymi naszej ojczyzny i naszego imienia” (Motto żuawów papieskich i Białych Krzyżowców Sahary)

Wiosną 1934 r. prasa francuska doniosła, że w wieku 102 lat zmarł w Nancy ostatni żuaw papieski, hr. Ludwik de Courten. Natychmiast zareagował krakowski „Światowid”, który w numerze 16 (662) z 17. 04. 1937 r. przyniósł sensacyjną wiadomość, że informacja prasy zagranicznej jest nieścisła i że ostatni żuaw papieski żyje nadal w Polsce.

Chodziło o 95- letniego Adama Dąbrowa- Morawskiego, urodzonego w Warszawie 1 stycznia 1842 r., pochodzącego ze starego litewskiego rodu i mieszkającego w Marcinkowicach k. Nowego Sącza. Był on także weteranem powstania styczniowego i autorem poczytnych wspomnień z czasów swojej walecznej młodości w służbie Piusa IX  w latach 1865 – 1870, Rycerze Krzyża w XIX i XX wieku… (Lwów 1903).

Zanim trafił w szeregi papieskich żuawów, walczył w Powstaniu Styczniowym, pełniąc kilkakrotnie rolę łącznika między oddziałami, do których należał, a przywódcami w Warszawie.

Brał też udział w bitwie pod Żyrzynem, po której gen. „Kruk” Heydenreich miał mu za dzielność ofiarować odpięty z własnej piersi krzyż Virtuti Militari, złożony w 1871 r. przez Morawskiego jako votum dziękczynne dla Matki Bożej z fary w Przeworsku. Niestety, obecnie nie wiadomo, co się z tym votum stało.

Po klęsce powstania znalazł się na emigracji w Paryżu, skąd na wieść o werbowaniu ochotników do wojska papieskiego, pieszo, przez Alpy, Padwę, Loreto (także pobojowisko pod Castelfidardo), w początkach roku 1865 dotarł do Rzymu.

Przyszły żuaw został przyjęty na audiencji przez Piusa IX, któremu dał do poświęcenia swój ryngraf z Matką Boską Częstochowską i otrzymał osobiste błogosławieństwo.

Następnie udał się do Frascati, gdzie w jednym z pałaców stacjonował batalion żuawów, do którego został przydzielony. Tak opisuje salę w koszarach, gdzie spędził pierwsze miesiące służby:

„Wzdłuż ścian ciągnęły się rzędem łóżka żelazne. Na każdym z nich zwinięty rodzaj materaca, twardo i gęsto pikowany – na wierzchu dwa białe prześcieradła, mała poduszeczka, na której leżała kołdra sukienna. Nad każdym łóżkiem osobna półeczka żelazna, na której artykuły wojskowe żuawa jakoto: tornister, część płótna namiotowego z pałeczkami, płaszczyk, trzewiki i kamasze, a obok na hakach wkręconych w podpory półki, zwieszał się sztuciec [staropolska nazwa sztucera] i pałaszo- bagnet długi i wężykowaty. Porządek, czystość, harmonijny układ przedmiotów miły sprawiały widok.” (Adam Morawski, op. cit., s.110)

Mimo, że Morawski był już oficerem, musiał przejść pełny cykl szkolenia, jaki obowiązywał żuawów bez względu na wcześniejsze doświadczenie bojowe. Chodziło o  wykształcenie umiejętności radzenia sobie w każdej sytuacji na polu bitwy, z obsługą artylerii włącznie.

W jednostce obowiązywał regulamin i język francuski. Po apelu porannym o godz. 5. odbywały się zajęcia teoretyczne i praktyczne dla rekrutów. Starsi żołnierze uczestniczyli w forsownych manewrach.  Był też czas na rekreację, lekturę (w jednostce znajdowała się bogata biblioteka), rozmowy. Wieczorny apel i wspólna modlitwa (różaniec) o godz. 22, kończyły pracowity dzień.

Mundur żuawa, w kolorze szaro- niebieskim, składał się z krótkiego, haftowanego czerwienią lub czernią (oficerowie) kaftana bez kołnierza, luźnych szarawarów, kończących się powyżej kostki, czerwonego, szerokiego pasa, kamaszy z żółtymi getrami lub czarnych oficerek oraz kepi (czasem fezu) na głowę. Wzorowany był na mundurze francuskich żuawów, walczących w Algierii. Dystynkcje były wyhaftowane na rękawach. Na lewej piersi naszyty był odwrócony krzyż, symbol męczeństwa św. Piotra. Na guzikach wygrawerowano papieską tiarę i klucze św. Piotra.

Ochotnicy pochodzili z całego niemal świata, choć większość przybyła z Holandii (tak odwdzięczali się katolicy Piusowi IX za odtworzenie kilka lat wcześniej zniszczonej przez Reformację organizacji kościelnej), Francji, Belgii, Szwajcarii oraz Irlandii (batalion im. św. Patryka). Byli też Włosi, Anglicy, Szkoci,  a nawet Amerykanie i Rosjanie. W chwili przybycia Adama Morawskiego do Rzymu w oddziale żuawów służył także hr. Wilhelm Romer z Galicji. Potem przybyło jeszcze kilkunastu Polaków. W całym, liczącym niespełna 20 tysięcy ludzi wojsku papieskim, w różnych jednostkach, było kilkuset Polaków.

Niestety, po stronie rewolucji walczyło ich prawdopodobnie znacznie więcej, ponieważ pod wpływem dziwacznego rozumowania większości krajowych pism (wyjątkiem był konserwatywny krakowski „Czas”) zaczęto utożsamiać zaborczą politykę Piemontu w stosunku do wszystkich starych państw włoskich , zwłaszcza Państwa Kościelnego, z polską walką o wyzwolenie spod obcego panowania i odzyskanie utraconej w wyniku zaborów niepodległości. Jakoś nie zwracano uwagi na fakt, że Włochy (Italia) były jedynie pojęciem geograficznym (nawet nie językowym!), a od upadku starożytnego Rzymu (wbrew egzaltowanej, operowej niemal propagandzie) nigdy nie było jednego państwa włoskiego, zaś te które powstawały i przekształcały się w ciągu wieków, z państwem Cezara, Owidiusza czy Petroniusza nie miały wiele wspólnego. Jedynym, które jakąś ciągłość zachowywało (nie tylko w języku) było właśnie Państwo Kościelne.  Ale ono najbardziej wszystkim przeszkadzało…Podobnie jak kiedyś Rzeczpospolita.

Źle to świadczy, niestety,  o zdolności rozumowania i oceny sytuacji politycznej u naszych przodków. Dlatego doceńmy tych, którzy w owych czasach obłudy, fałszu i zamętu, nie mniejszych niż w wieku XX, stanęli po właściwej stronie barykady i spróbujmy przynajmniej częściowo, na ile to możliwe wobec ubóstwa źródeł (o co zadbała druga strona), oddać im sprawiedliwość i spróbować odtworzyć ich losy, w czasach obrony niezależności Państwa Kościelnego.

Historia papieskich żuawów zaczyna się wiosną 1860 roku, kiedy po sukcesach przewrotnej polityki premiera Piemontu, Kamila Cavoura,  pod koniec lat 50 – tych XIX wieku niemal wszyscy ówcześni rewolucjoniści oraz europejskie rządy, z brytyjskim na czele (ach, ten genialny lord Palmerston), zgodnie uznają, że „Odrodzenie” (Risorgimento) Włoch może się odbyć tylko przez zjednoczenie wszystkich istniejących w Italii państw pod berłem króla Sardynii (Piemontu), Wiktora Emanuela II.

Pokonana niedawno Austria musi się pogodzić z utratą Lotaryngii, „wspaniałomyślnie” przekazanej Piemontowi przez zwycięskich Francuzów, „śpieszących na pomoc tak haniebnie zaatakowanym przez Habsburgów niewinnym Włochom”. Prowokacji Cavoura, zbrojącego kraj do przyszłych podbojów (nazywanych odtąd „zjednoczeniem”) świat jakoś nie zauważył…

Miłośnik włoskiej jedności, tradycji i wolności, król Wiktor Emanuel, oddaje Francji bez mrugnięcia okiem rodzinną Sabaudię wraz z Niceą, byle by zapewnić sobie na przyszłość bardzo elastycznie rozumianą „politykę nieinterwencji” ze strony Napoleona III.

Scenariusz działań jest wszędzie jednakowy: w kolejnych państwach włoskich, poczynając od położonych najbliżej Piemontu: Parmy, Modeny oraz Toskanii wybuchają zamieszki, takie ówczesne „Majdany”, finansowane, oczywiście w tajemnicy, przez Cavoura (środki płyną obficie, nie wiedzieć czemu, z Londynu, a w ślad za nimi tysiące egzemplarzy protestanckich Biblii i gorliwi misjonarze), a organizowane przez bojówki z udziałem spiskowców Garibaldiego, Mazziniego i wypuszczanych z więzień przez „zrewoltowany lud” zwykłych kryminalistów,. Władcy giną w zamachach lub są zmuszani do ucieczki, nikt ich nie żałuje, bo to „krwiopijcy i kaci ludu włoskiego są”…

Następnie w wyniku plebiscytów w stylu „wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej po 17 września1939” zwycięża demokracja, a europejskim mocarstwom nie pozostaje nic innego, jak ten wspaniały proces zaakceptować. Wszak Vox populi, vox Dei…

Interwencja nie wchodzi w grę, bo żadnej agresji nie było. To sami mieszkańcy kolejnych krajów włoskich proszą, aby miłościwie zapanował nad nimi  prawdziwy Ojciec Ojczyzny, Wiktor Emanuel II, zamiast tych wstrętnych Habsburgów. Oczywiście 99, 9 % mieszkańców.

Tak przećwiczony scenariusz sprawdza się nawet w dużym kraju, jakim jest  Królestwo Neapolu i Obojga Sycylii. Wystarczy jeden Garibaldi i tysiąc „czerwonych koszul”, nie licząc osłony angielskich okrętów, a już  Sycylia prosi o przyłączenie do Piemontu…

Po kilku miesiącach dołącza do tej prośby Neapol i reszta byłych poddanych króla Franciszka II, który wraz z rodziną musi szukać azylu w Rzymie, choć jego szwagierka jest cesarzową Austrii.

Wiktor Emanuel z miłością przytula do serca kolejnych poddanych…

A serce ma wielkie i czułe, więc z troską wsłuchuje się w płacz gnębionych papieskich poddanych w północno – wschodnich prowincjach Państwa Kościelnego.

Gorzkie łzy leje Bolonia wraz z całą Romanią? No to się im garybaldczyków podeśle, Majdan urządzi, plebiscycik przeprowadzi, z wynikiem może trochę słabszym: 98, 7 % na przykład.

A w kolejce czeka już Ankona z całą Marche. Droga do Rzymu wkrótce stanie otworem.

Papież protestuje, klątwę rzuca? A ile papież ma dywizji?

W takich właśnie okolicznościach wkraczają na scenę dwaj panowie M.

Młodszy, pan de Merode, obecnie prałat i szambelan papieski oraz protominister wojny rządu Piusa IX, , był kiedyś podwładnym starszego, pana de La Moriciere, generała wojsk francuskich, żuawa, weterana z Algierii, zawsze zwycięskiego, wspaniałego dowódcy, obecnie pana na rodzinnym zamku Prouzel …

Połączy ich znów wspólna sprawa: tworzenie wojska straceńców, którzy wobec wrogości lub obojętności świata podejmą się obrony z góry przegranej sprawy: sprawy niezależności przeszło tysiąc sto lat liczącego Państwa Kościelnego. Centrum całej społeczności katolickiej, gdzie swoją siedzibę ma następca św. Piotra, któremu sam Chrystus powierzył klucze do Królestwa Niebieskiego…

I oto teraz jakiś sabaudzki królik, mieniący się w dodatku katolikiem, zamierza ten odwieczny porządek zniszczyć, nie bojąc się nawet ognia piekielnego!

Kiedy więc swojemu dawnemu dowódcy składa ks. de Merode w imieniu Piusa IX propozycję stanięcia na czele wojska, które ma dopiero powstać (a brak nawet pieniędzy na jego werbunek, nie mówiąc o utrzymaniu i uzbrojeniu), gen. La Moriciere odpowiada:

„Jest to sprawa, za którą umrzeć uważałbym za szczęście” . I dodaje: „Skoro Ojciec przyzywa syna na swoją obronę, jedno tylko pozostaje do zrobienia- iść.” (cytat za: Józef Sebastian Pelczar, Pius IX i jego pontyfikat na tle dziejów Kościoła w XIX wieku, Lwów 1908, t. 2, s. 254)

Miesiąc później, 2 kwietnia1860 r. jest już w Rzymie, po drodze wstępując do Ankony, aby przygotować plany umocnienia fortyfikacji twierdzy.

8 kwietnia ogłasza odezwę do przyszłych żołnierzy:

                   Żołnierze!

Jego Świątobliwość papież Pius IX raczył mię wezwać do objęcia zaszczytnego dowództwa nad wami, abym bronił praw Jego zapoznanych i zagrożonych. Nie wahałem się ująć na nowo oręża w rękę. Na wezwanie głosu wielkiego, który (…)zawiadomił świat o niebezpieczeństwach grożących dziedzictwu Piotra św. doznali katolicy wielkiego wzruszenia (…) bo chrześcijaństwo nie tylko jest religią cywilizowanego świata, ale podstawą i życiem samem cywilizacji; (…)papiestwo jest ostatecznym kamieniem, zamykającym sklepienie chrześcijaństwa (…) 

Rewolucya to, jak niegdyś islamizm, zagraża dziś Europie, a dziś, jak ongi, sprawa Papieża jest sprawą cywilizacji i wolności na świecie.

Żołnierze! Ufajcie i wierzcie, że Bóg wesprze męstwo wasze dla wzniosłości sprawy, której obronę naszemu orężowi powierza.

                                             Wódz naczelny

                                             jen. de La Moriciere (Pelczar, op. cit., t. 2, s.255)

Na taki apel oraz wezwanie samego Ojca św. ze wszystkich zakątków ziemi przybywają do Rzymu młodzi mężczyźni, często ze starych, arystokratycznych rodów, niekiedy jedyni synowie i dziedzice majątku, gotowi nawet sami sfinansować swoje uzbrojenie i utrzymanie!

Mobilizacja katolików jest ogromna: z całego świata płyną strumienie pieniędzy, bogatych darów, ale też modlitw i komunii świętych, ofiarowywanych w intencji Piusa IX i jego wojska.

Bogaci, jak Chateaubriand czy księżna Parmy, kupują armaty, biedni, jak Irlandczycy, śpieszą w szeregi legionu św. Patryka, a ich matki i siostry modlą się i oddają przysłowiowy „wdowi grosz”.

W ciągu kilku tygodni udaje się zebrać prawie 20 tysięcy żołnierzy, głównie piechoty, ale jest też  kawaleria, artyleria, a nawet oddziały medyczne, gotowe do pomocy rannym.

Z Austrii przybywa prawie 5 tysięcy prostych żołnierzy, wśród nich kilkuset polskich chłopów, prosząc o wskazanie wodzów, żeby nimi pokierowali.

Doborową jednostką wśród tej zbieraniny, z której trzeba szybko zrobić wyszkolone wojsko (obowiązuje organizacja, regulamin i język francuski), creme de la creme papieskiej armii, staje się stosunkowo nieliczny (nigdy nie przekroczy 3,5 tys. żołnierzy) oddział żuawów (wtedy jeszcze określanych jako Franko – Belgowie). Na ich czele staje najpierw szwajcarski pułkownik Allet, a od 1867 r. płk. Atanazy de Charette (w 1860 roku był kapitanem 1. kompanii francusko – belgijskiej), potomek bohatera z Wandei.

Wkrótce przyjdzie im odbyć krwawy chrzest bojowy…(Jolanta Gancarz, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Ostatni krzyżowcy)

podobne: Templariusze. Słudzy Kościoła walczącego. Wyprawy krzyżowe i islamski dżihad i to: Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”) a także: Salve, Regina, Mater misericordiae, vita, dulcedo, et spes nostra, salve! Królowa Polski, królobójcy i Salazar czyli 100 rocznica Objawień Fatimskich na tle Portugalii z przełomu XIX i XX w… a świat się (nie)zmienia polecam również: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w wojsku oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego i jeszcze: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos

Hubert Robert – The Fire of Rome (Wielki pożar Rzymu)

„…Przepowiadanie przyszłości w Biblii nigdy nie jest celem samym w sobie. Z jednej strony potęguje wezwanie do nawrócenia. Z drugiej zaś spełnienie się przepowiedni jest sprawdzianem prawdziwości prorockiego posłannictwa (Pwt 18,21n). Nigdy nie służy zaspokajaniu ludzkiej ciekawości. A od przepowiedni, nawet spełnionych, ważniejsza jest wiara:

„Jeśli powstanie u ciebie prorok, lub wyjaśniacz snów, i zapowie znak lub cud, i spełni się znak albo cud, jak ci zapowiedział, a potem ci powie: „Chodźmy do bogów obcych – których nie znałeś – i służmy im”, nie usłuchasz słów tego proroka, albo wyjaśniacza snów. Gdyż Pan, Bóg twój, doświadcza cię, chcąc poznać, czy miłujesz Pana, Boga swego” (Pwt 13,2-4).

Różne przepowiednie pojawiają się także poza Pismem Świętym. Przez wielu ludzi były i są traktowane bardzo poważnie. Od wieków cieszą się niesłabnącym powodzeniem, zwłaszcza, że sformułowania, których użyli jasnowidzowie, spisując swe przepowiednie, są tak zawiłe i wieloznaczne, że można je interpretować na kilkadziesiąt sposobów, dopasowując do różnych wydarzeń, a więc można znaleźć rzekome dowody spełniania się przepowiedni…

…Jeśli jednak chodzi o „Proroctwo św. Malachiasza” prawdopodobnie mamy w tym przypadku do czynienia z fałszerstwem powstałym nie wcześniej niż w 1590 roku. Oczywiście wiele pobożnych osób wierzyło, iż tekst ten jest autentycznym proroctwem irlandzkiego mnicha. Na przykład ks. Cucherat (żyjący w XIX w. we Francji) utrzymywał, że Malachiasz w 1140 roku w Rzymie doświadczył wizji dotyczących historii papiestwa, które legły u podstaw jego proroctwa. Spisał je ponoć następnie na pergaminie, który przekazał papieżowi Innocentemu II. Papież polecił zaś złożyć otrzymany od Malachiasza pergamin w Bibliotece Watykańskiej, gdzie przez wszystkich zapomniany spoczywał przez następne 400 lat.
Utwór przypisywany św. Malachiaszowi jest bardzo krótki. Autor wylicza listę 112 papieży, zwięźle ukazując charakter pontyfikatu każdego z nich i rozpoczynając prawdopodobnie od papieża Celestyna II. Listę zamyka „Piotr Rzymianin”. Teksty przepowiedni są bardzo lakoniczne, zawiłe i niejednoznaczne. Niektóre z nich składają się zaledwie z dwóch czy trzech słów. Na przykład fragment odnoszony do Celestyna II brzmi: „Ex Castro Tiberis” (Z zamku nad Tybrem). W słowach tych doszukuje się aluzji do jego nazwiska – Guido de Castello.
Wizje są oczywiście problematyczne, niektóre interpretacje mocno naciągane, a krótkie charakterystyki kolejnych papieży z lat między rzekomą wizją Malachaisza w roku 1139, a dniem „odnalezienia” samej wizji w XVI wieku są dużo trafniejsze, niż te z lat późniejszych (bo łatwiej było oczywiście charakteryzować papieży, którzy już byli). Podobnie jak czterowiersze Nostradamusa, można przyporządkowywać najzupełniej dowolne znaczenia do słów charakteryzujących papieży…

Ogólnikowe określenia mogą być w dowolny sposób zinterpretowane post factum w celu wytłumaczenia, dlaczego na tron Piotrowy została wybrana właśnie ta osoba. Gdyby została wybrana inna również udałoby się znaleźć jakiś sposób na powiazanie z proroctwem. Nie ukrywam, że bardzo sceptycznie podchodze do tego wszystkiego.
Odnośnie ostaniego papieża przepowiednia nie ogranicza się tylko do łacińskiego pseudonimu, ale podaje dłuższą informację: „In persecutione extrema S.R.E. sedebit Petrus Romanus, qui pascet oves in multis tribulationibus: quibus transactis civitas septicollis diruetur, et Iudex tremendus iudicabit populum suum. Finis”. Co możemy przetłumaczyć następująco: „W czasie najgorszego prześladowania Świętego Kościoła Rzymskiego zasiądzie Petrus Romanus [Piotr Rzymianin], który będzie paść owce podczas wielu utrapień, po czym miasto siedmiu wzgórz zostanie zniszczone i straszny Sędzia osądzi swój lud. Koniec.” A zatem zgodnie z „Proroctwem św. Malachiasza” już niebawem czeka nas Paruzja. No cóż… Będziemy mogli się przekonać, czy to prawda. W najdawniejszych dokumentach chrześcijańskich (1 Tes 4, 15; 1 Kor 15, 23) przez wyraz „paruzja” rozumiano powrót Chrystusa w chwale pod koniec dziejów, żeby osądzić świat (Mt 24, 29-31; 25, 31-46). Będzie to „dzień Pana” (1 Kor 1, 8), kiedy to Chrystus „drugi raz się ukaże” (Hbr 9, 28). Chrześcijanie są zaś zobowiązani do czekania na powrót Chrystusa.
Synoptycy łączą oczekiwanie na koniec świata z zachętą do czuwania (Mt 24, 36-25, 13; Mk 13, 1-37; Łk 21, 5- 36). A zatem chrześcjanie wszystkich pokoleń zawsze żyją własciwie w okresie Adwentu – oczekiwania na przyjście Pana. Co wiecej, modlitwa pierwszych chrześcijan („Maran atha”) była prośbą o to, aby Pan przyszedł jak najszybciej. Tymi słowami kończy się właśnie Apokalipsa: „Przyjdź Panie Jezu!”. Każde pokolenie chrześcijan powinno żyć tak, jakby było pokoleniem paruzji. Jan Paweł II powtarzał tak często „Nie lękajcie się!” Teksty biblijne przesycone są atmosferą końca czasów i sądu ostatecznego, ale przede wszystkim są przesłaniem nadziei. Autorzy natchnieni piszą o czasach trudnych, o okresie ucisku i prześladowań, o wojnach, kataklizmach, o niezwykłych zjawiskach. Wszystko jednak skończy się dobrze! Historia zmierza do swego celu, ale Chrystus nie pozostawił nam żadnych wskazówek czasowych. Złudne zatem i mylące są wszelkie próby przewidzenia końca świata. Chrystus zapewnił nas jedynie, że koniec nie nastąpi, zanim Jego zbawcze dzieło nie ogarnie całego świata za pośrednictwem głoszenia Ewangelii: „A ta Ewangelia o królestwie będzie głoszona po całej ziemi, na świadectwo wszystkim narodom. I wtedy nadejdzie koniec” (Mt 24, 14). Jezus przestrzegł równocześnie przed dociekaniem, kiedy to nastąpi:

„Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą” ((Dz 1, 7). „O dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” (Mk 13,32).

Wielu ludzi oczywiście chciałoby poznać przyszłość i datę końca świata. Chcieliby wiedzieć, co będzie jutro, za rok; co się stanie po śmierci. Są tacy, którzy rozczytują się w horoskopach, wsłuchują się w przeróżne wróżby, przepowiednie; szukają jasnowidzów i różnego rodzaju szarlatanów. Katechizm Kościoła Katolickiego przestrzega przed tego rodzaju praktykami, nazywając je po prostu bezbożnością i grzechem: „Bóg może objawić przyszłość swoim prorokom lub świętym. Jednak właściwa postawa chrześcijańska polega na ufnym powierzeniu się Opatrzności w tym, co dotyczy przyszłości, i na odrzuceniu wszelkiej niezdrowej ciekawości w tym względzie” (KKK 2115 nn.). Niezależnie od wiarygodności „Przepowiedni św. Malachiasza” powinniśmy żyć tak jakby czas paruzji był bliski, bo już od dwóch tysięcy lat żyjemy w czasach ostatecznych.” (Roman Zając biblista i demonolog – Proroctwo św. Malachiasza)

podobne: Johnny Cash: „Wszystko zgodnie z księgą”… W słowach proroka słychać krzyk Boga o sprawiedliwość oraz: Dobra Nowina: Mikołaj Kapusta o Chrześcijaństwie w 12 minut (Kerygmat) i to: Dzień sądu do Deus Vult i Empatii a także: „U wrót doliny” (Dzień gniewu… zanim nadejdzie) polecam również: Istotą Kościoła jest wiara w Boga i pokora wobec mądrości zasad

Opóżniona paruzja? | Ojciec Charles Arminjon (Fragment książki „Koniec świata doczesnego i tajemnica życia doczesnego”)

Od kłamstwa do przemocy czyli skutki nierozliczenia rewolucji – rehabilitacja komunistów


Fernand Le Quesne - Allégorie de la publicité (Alegoria Reklamy)

Fernand Le Quesne – Allégorie de la publicité (Alegoria Reklamy)

„Kłamstwo przybiera dziś różne postaci, dlatego odnosi się wrażenie, że jest ono obecne wszędzie. Przyjmuje się np., że sama manipulacja jest już „kłamstwem zorganizowanym”. Jednocześnie głoszony jest pogląd, że kłamstwo stało się metodą stosowaną w polityce. Mówi się też coraz powszechniej, że ponieważ kłamstwo bywa coraz bardziej skuteczne, należy stwierdzić, iż możemy mieć do czynienia z „przemysłem zakłamania”.

Katechizm Kościoła Katolickiego wymienia różnorakie wykroczenia przeciwko prawdzie. Począwszy od krzywoprzysięstwa i dawania fałszywego świadectwa, poprzez wydawanie pochopnych sądów o bliźnich, obmowy i oszczerstwa, a skończywszy na pochlebstwie i chełpliwości.

Jednakże szczególnie niebezpieczne są kłamstwa wypowiadane publicznie, np. w radio czy telewizji pod adresem przeciwnika politycznego. Żeby go ośmieszyć i spostponować w oczach opinii publicznej, stosuje się bardzo poważne zarzuty, zwłaszcza natury moralnej. Często mają one charakter pomówień.

Papież Franciszek w orędziu na Dzień Środków Społecznego Przekazu w 2014 roku stwierdził, że dwa groźne zjawiska występujące w mediach utrudniają rozwój ich odbiorcy. Są to dezinformacja prowadząca do dezorientacji czytelnika, słuchacza czy telewidza oraz stosowanie manipulacji ludźmi, którą Papież nazwał „brutalną agresją wobec jednostki i społeczeństwa”.

Tytuł niniejszego tekstu sugeruje wprost, że kłamstwo może prowadzić do działania opartego na przemocy. Dziś na Zachodzie Europy można znaleźć publikacje mające już w swoim tytule tezę, że pewne postaci kłamstwa prowadzą do przemocy. To niewątpliwie skutki pewnych mechanizmów w psychice człowieka, które są uruchamiane wskutek kłamstwa wypowiadanego i powtarzanego przez jego adwersarza. Mechanizm eskalacji wywołanej np. pomówieniami prowadzi u człowieka atakowanego do wzrostu zdenerwowania i co za tym idzie – do rewanżu w postaci ostrej riposty. A zatem kłamstwo powtarzane i bezwzględnie atakujące drugiego człowieka może prowadzić do różnych postaci przemocy.

Inwazja kłamstwa w mediach

Największym strumieniem przelewana jest do świadomości obywateli fala zakłamywania rzeczywistości w postaci świata reklam. Jest tak dlatego, że reklamy oparte są na iluzji, którą współtworzą dwa czynniki mające charakter magii: „magia słowa” i „magia obrazu”. Wskutek ich oddziaływania środowisko mediów (mediosfera) przeobraża się w środowisko reklamy. Wtedy nie jest łatwo człowiekowi uwolnić się od przemożnego wpływu ze strony świata reklamy. Jest ona groźna wtedy zwłaszcza, gdy staje się skutecznym narzędziem propagowania mentalności konsumpcyjnej i gdy faworyzuje postawę „mieć” kosztem postawy „być”. Perfekcyjnie wykonana reklama doprowadza do zjawiska, które nazywa się automanipulacją, a więc samookłamywaniem. Jest to najgroźniejsza forma zakłamywania, przede wszystkim dlatego, że jest bardzo skuteczna.

Najczęściej lekceważona jest prawda w medialnych wypowiedziach polityków. Widać to najwyraźniej w telewizji, gdy dochodzi do kłótni między przedstawicielami wrogich sobie ugrupowań. Stosuje się wtedy metody, które przeciwnika najbardziej irytują i prowadzą do działań nerwowych, nad którymi najtrudniej zapanować. Są to: metoda nieustannego ataku na przeciwnika oraz „metoda szukania dziury w całym”. Obydwie metody prowadzą do sytuacji, w której strona atakowana zmuszona jest do tłumaczenia się i wtedy wizerunkowo traci, gdyż uruchomiony zostaje mechanizm ujęty w słowach: „Kto się usprawiedliwia, ten się oskarża”. I o to właśnie chodzi stronie atakującej.

Wielki Świadek Prawdy

Papież Jan Paweł II zapytany kiedyś przez André Frossarda, które zdanie z Ewangelii uważa za wyjątkowo ważne, odpowiedział: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32). Frossard spodziewał się, że usłyszy inne zdanie, np. „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (J 15,12). Tymczasem Papież położył nacisk na priorytet prawdy, gdyż bez niej nie ma zarówno prawdziwej wolności, jak i autentycznej miłości bliźniego.

W świetle nauki św. Jana Pawła II o prawdzie zupełnie zrozumiałe są jego słowa na temat roli prawdy w funkcjonowaniu mediów: „Kościół widzi w mediach przede wszystkim drzemiący olbrzymi potencjał ewangelizacyjny i szuka sposobów ich wykorzystania w działalności apostolskiej. Należy pamiętać, że właściwym celem i zadaniem środków społecznego przekazu jest służba prawdzie i jej obrona. Polega ona na obiektywnym i rzetelnym przekazywaniu informacji, unikaniu manipulacji prawdą i przyjmowaniu postawy nieprzekupnej wobec prawdy”.

Słowa te stanowią bardzo ważny punkt duchowego testamentu św. Jana Pawła II. Polacy powinni o tym pamiętać – gdy korzystają z mediów i gdy w nich występują. Tym bardziej że, jak mówił Papież, „gdzie przekazywana jest prawda, objawia się również potęga dobra i blask piękna, a człowiek, który ich doświadcza, nabywa szlachetności i kultury”(Ks. bp Adam Lepa naszdziennik.pl – Od kłamstwa do przemocy)

podobne: Dziennikarstwo to odpowiedzialna służba dobru wspólnemu. Konserwatystki w polskich mediach. a także: “Chodzi o to aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa”, czyli… Terror propagandy i to: Rektor KUL wzywa do poszukiwania prawdy polecam również: Profesjonalizm dziennikarzy, czyli… oraz: „Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich”(?) mediach. i jeszcze: Czym się różni Urban od Lichockiej (oprócz uszu)? a także: Telewizyjna papka POdstawą „koszernej” diety… i to: Andrzej Talarek: O nazywaniu rzeczy i spraw po imieniu, czyli o poprawności politycznej inaczej

Adam Wycichowski (niewolnik) - 100% kontroli

Adam Wycichowski (niewolnik) – 100% kontroli

„…Politycznym błędem jest zatem pozostawienie zbrodniarzy w pośmiertnym spokoju i udawanie, że byli takimi samymi ludźmi, jak sławni biskupi i wielcy opaci, których zdegradowane szczątki wyrzucili wcześniej na ulicę albo wprost do rzeki. Nie byli oni takimi samymi ludźmi i my, nie możemy czcić miejsc ich pochówku. Jeśli wrócą, a pewnie wrócą, nie będą mieli litości ani dla nas, ani dla naszych zmarłych. Rewolucja bowiem nie wybacza nigdy.

Skąd u mnie taki nastrój zapytacie? Myślicie, że to pewnie przez zbliżające się święta, albo może przez to, że Cimoszewicz powiedział coś o ekshumacji ofiar Smoleńska? Otóż nie, wszystko przez to, że obejrzałem wczoraj prawie cały film zatytułowany „Czarny czwartek”. Od razu widać, mimo mankamentów scenariusza i mocno oklepanej formuły, że to nie Antoni Krauze zrobił film Smoleńsk. Ja będą do tego wracał uporczywie – nie on zrobił ten film, a im bardziej bije się w pierś i wyznaje swoje winy, tym mniej w to wierzę. No, ale wracajmy do czarnego, grudniowego czwartku, roku 1970. Miałem w tym czasie raptem dziesięć miesięcy. Niedługo minie pół wieku od tamtych wydarzeń, a my nie wywlekliśmy z grobu Kliszki? A do tego pochowaliśmy w spokoju Jaruzelskiego i Kiszczaka? Toż ich spadkobiercy przecież znów zaczną do nas strzelać kiedyś….to jest oczywiste dość i jasne. Ktoś powie, że czasy się zmieniły. Nie zmieniły się, a dowodem na to jest film Smoleńsk, suma pogardy dla ludzi, którzy czekali na jakiś sprawiedliwy wyrok i ocenę postaw, które mogliśmy oglądać w tamte kwietniowe dni. W dodatku pogardy zaaplikowanej podstępnie, bo jak widać było, od razu podniosły się głosy dyżurnych wariatek, które tę truciznę nie dość, że pochwaliły, do jeszcze zaleciły podawać młodzieży. W „Czarnym czwartku” wszystko wygląda inaczej, i choć rzecz jest przedstawiona bardzo schematycznie, to jednak robi jakieś wrażenie. Ja na przykład myślałem, że oni może oddali tylko jedną, góra dwie salwy. A tam widać, że to jest strzelanie z broni maszynowej do nieuzbrojonego tłumu. No i ten Kliszko, który wychodzi i mówi – z kontrrewolucją się nie rozmawia, do kontrrewolucji się strzela….To sobie musimy zapamiętać bardzo mocno…” (coryllus)

całość tu: Wywlekanie z grobu dobrą praktyką polityczną

podobne: „W przedszkolu naszym nie jest źle” czyli… o jedynie słusznej misji publicznej PISu w „narodowych” mediach i w gospodarce (by znowu było jak za Gierka) i to: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”. a także: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie? polecam również: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i jeszcze: Dorobek Jana Pawła II. Wpływ na dyktatury i komunizm. Relacje z Cerkwią. oraz: Stan wojenny był tragedią dla Polski, ale niektóre środowiska dalej robią sobie żarty gloryfikując komunistów.

cóż dodać można… może to:

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

„…Czy – kiedy umrze – będą płakać po nim
Ci tylko, którzy zań za życia zmarli?
Czy w tych, co z objęć jego się wydarli
Karłem się jakiś odrodzi po zgonie?
Nawet jeżeli ten płód się poroni –
Mogą zachować go ludzie „normalni”
I przetrwa w słoju, jak człowiecze strzępy,
Którymi karmił swe eksperymenty
W laboratoriach łagrów i sypialni.
Więc – kiedy umrze – wskrzeszą go bezkarni,
Bezmyślni – myśląc, że jest niepojęty
I wychuchają czule w końcach dłoni
Wierząc, że dla nich wraca, a nie – po nich
I może znowu go ogłoszą świętym!…”

Jacek Kaczmarski: „Pięć sonetów o umieraniu komunizmu”

Duchowy analfabetyzm i wewnętrzna samotność naszych czasów czyli „Na tropie ukrytego Boga”… Niby, możesz… wszystko?


„Niby jesteś
a jednak nie
Niby chcesz
ale wiesz że to źle

(…)

Jesteś blisko
Niby tak
Niby żyjesz
Tylko jak”

źródło: A.Rozzett „Niby” 

15.05.2016, Watykan (PAP) – Rozpowszechniony duchowy analfabetyzm i wewnętrzna samotność, która staje się egzystencjalnym smutkiem – to zdaniem papieża Franciszka – znaki naszych czasów. Ojciec Święty mówił o tym podczas niedzielnej mszy w Watykanie w uroczystość Zesłania Ducha Świętego.

Punktem wyjścia papieskich rozważań były słowa z Ewangelii świętego Jana: „Nie zostawię was sierotami”.

Franciszek podkreślił, że celem misji Jezusa było to, aby ludzie nie byli już sierotami, a stali się na nowo dziećmi Bożymi.

„Także w naszych czasach można spotkać różne znaki naszej sytuacji sierot: wewnętrzną samotność, którą odczuwamy również pośród tłumu i która niekiedy może stać się wewnętrznym smutkiem; rzekomą autonomię od Boga, jakiej towarzyszy pewna nostalgia za jego bliskością; rozpowszechniony analfabetyzm duchowy sprawiający, że jesteśmy niezdolni do modlitwy” – powiedział Franciszek.

Papież zauważył, że wierni mają trudność z odczuwaniem tego, iż życie wieczne jest prawdziwe i realne oraz z rozpoznaniem w innym człowieku brata, jako syna tego samego Boga.

Wszystko to zdaniem papieża stoi w sprzeczności z pierwotnym powołaniem „synów Boga”, które określił jako „nasze najgłębsze DNA”.

„Możemy postrzegać siebie jako bracia, a nasze różnice pomnażają tylko radość i zdumienie z przynależności do tego jedynego ojcostwa i braterstwa” – przypomniał papież podczas mszy w bazylice Świętego Piotra. (PAP, stooq.pl)

źródło: Papież: duchowy analfabetyzm i wewnętrzna samotność naszych czasów

Wszystko możesz z życia brać
na co tylko chcesz cię stać
lecz uważaj bracie siostro
żeby cię T O N I E  przerosło.

Łatwo życie zalać „kasą”
przyjemności „pierwszą klasą”
lecz cóż zyskasz siostro bracie
godność topiąc w tym brokacie.

Nauka Pływania – Odys,  15 maj 2016

polecam: Godność (2ryby.pl)  i  Ks Piotr Pawlukiewicz Przemiana serca poprzez kryzys 

„…Obojętność religijna, która zatacza coraz szersze kręgi jest symptomem jakiejś powolnej atrofii „potrzeb” ducha wyjaławiającej nasze społeczeństwa. Myślę tu o postępującym niepojawianiu się głębokich pragnień duchowych, spadku wrażliwości na kulturę wyższą i obniżonej zdolności do samorefleksji.

Przez wieki obecność Boga w kulturze zachodniej jawiła się jako coś samozrozumiałego. Dla setek pokoleń Bóg stanowił nie tylko „przyczynę” wyjaśniającą świat, lecz zajmował najwyższe miejsce w hierarchii wartości. Ten paradygmat uległ jednak w dzisiejszych umysłach znacznemu przeobrażeniu. Żyjemy bowiem w społeczeństwach, które naznaczone są procesami technicyzacji oraz gwałtownym rozwojem nauki i komunikacji. Świat zdaje się być dzięki temu mniejszy i łatwiej pojmowalny. Dzięki zdobyczom przemysłu i ludzkiej twórczości mamy do dyspozycji coraz więcej dóbr, które produkujemy jak na zawołanie. Życie również zaczyna stawać się jednym z „produktów”, który można dowolnie wytwarzać i nim rozporządzać Instrumentalizacja życia, biorąca początek już we współczesnych laboratoriach genetycznych, przyczynia się do odzierania go z tajemnicy i zagadkowości…

Media ogarniające już niemal wszystkie dziedziny życia zalewają nas na bieżąco niezliczoną liczbą informacji i opinii. Ów nadmiar prowadzi nieraz do bezwiednego przyjmowania gotowych rozwiązań i wzorców postępowania bez podjęcia jakiejkolwiek refleksji. Te same media czynią nas codziennie świadkami zatrważających okropności i nieszczęść. W ten sposób konfrontowani jesteśmy ze światem, który nie odpowiada obrazowi dobrego Boga. Ubóstwo, niesprawiedliwość i liczne cierpienia niewinnych są wymownym znakiem naszych czasów. Człowiek przestaje być dla drugiego człowieka kimś wyjątkowym. Ludzka godność deptana jest na każdym kroku. Łatwiej  wyprawić dzisiaj sondę badawczą na Marsa, niż żyć w pokoju z ludźmi innej rasy czy religii.

Nie dziwi więc chyba fakt, dlaczego Bóg wydaje się dla wielu odległy. W sercach dotkniętych obojętnością pragnienie Boga w ogóle się nie pojawia. Czy to znaczy, że znikło ono na zawsze? Bynajmniej. Raczej zostało głęboko stłumione. Z kolei ludzie szukający  tęsknią pomimo przeciwności za bliskością Boga. Szukają Go właśnie w tym świecie, w którym wynaturzenia systemów politycznych, rozwój techniczny i brak poszanowania podstawowych praw ludzkich starają się wyprzeć Boga poza ramy życia społecznego. Szukają głębszych korzeni swojej egzystencji i zasadności życia w obliczu cierpienia, choroby i śmierci…

…Być może jednym z wyzwań przed jakim staje dzisiaj Kościól polega na tym, aby szukać Boga tam, gdzie wydaje się, że Go nie ma. Myślę, że właśnie takie doświadczenia mogą okazać się zaczynem nowego odkrywania Boga, zarówno w skali całego społeczeństwa jak i w życiu osobistym, Boga jako Kogoś zupełnie Innego, a zarazem Bliskiego. Problemem nie jest zatem ogłoszona przez niektórych „śmierć” Boga w naszej kulturze, lecz zauważanie Jego ukrytej bliskości we wszystkim, co dzieje się na naszych oczach

…Liczne świadectwa biblijne i mistyczne potwierdzają, że ciemności okalające duszę nie są czymś odosobnionym w relacji pomiędzy Bogiem i człowiekiem. Większość psalmów to wołanie do Boga z głębi bezsilności i strapienia. W księdze Jeremiasza natrafiamy ponadto na irytujące pytanie skierowane do Izraela: Czy jestem Bogiem tylko z bliska – wyrocznia Pana – a z daleka już Nim nie jestem? (Jr 23, 23) Byłoby zatem niewiarą liczyć się z Bogiem jedynie wtedy, kiedy Jego bliskość jawi się jako niezaprzeczalny fakt. Bóg może się oddalać od poszczególnego człowieka, czy znikać ze świadomości całych społeczeństw, ponieważ ma po temu swoje powody. Jednym z nich może być próba uwolnienia nas złudnych oczekiwań i iluzji prowadząca do przemiany rozumienia rzeczywistości, naszego stosunku do Boga, do nas samych, czy do drugiego człowieka. Czasem Bóg pragnie nam uzmysłowić, że pomimo Jego niezawodnej bliskości pozostaje On wolny i suwerenny.  Nie przybędzie na każde nasze zawołanie, aby rozwikłać wszystkie możliwe sprzeczności tego świata, a tym bardziej wówczas, kiedy próbujemy nim manipulować. On sam decyduje kiedy i jak może się nam objawić…” (Dariusz Piórkowski SJ, artykuł ukazał się w portalu mateusz.pl)

całość tu: Na tropie ukrytego Boga

„możesz zaprzeczać, możesz
ignorować wciąż i wciąż, możesz
udawać, że to wszystko to ściema
że zła i dobra, tak naprawdę nie ma
***
że ludzie ze strachu wymyślili religię
możesz negować każdą prawdę
możesz zaprzeczać istnieniu duszy
nikt nie zmusi Ciebie, nic Cię nie ruszy
***
możesz żyć dla samego życia
miłość, chemią i biologią tłumaczyć
popędy i błędy ludzką głupotą przyklepywać
możesz swoje serce tak zbywać
***
całe życie możesz w minutach określić
duchowy świat jedynie w filmach
możesz tak naprawdę umieścić
możesz to wszystko, bo takie masz prawo
***
możesz ż y c i e nazwać zabawą…”

źródło: Zczarny ”możesz”

podobne: „Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać miłosierdzie” czyli… Poezja Bożej miłości. oraz: Posłuszeństwo w Kościele czyli… Katolicyzm zobowiązuje (a jeszcze bardziej Bóg). i to: Bóg to trzy filary: miłość Boga do człowieka, miłość człowieka do Boga, i strach człowieka przed Bogiem. a także: Ks. Jacek Gniadek: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…” (Jak zbudować własną skalę wartości?) polecam również: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?

Brian Jekel - Uzdrowienie Ślepca (Jezus)

Brian Jekel – Uzdrowienie Ślepca

Koneczny: „Walka trwa, póki jedna z walczących cywilizacji nie zostanie unicestwiona” czyli… Co łączy masonerię z inwazją islamu na Europę (rozmowa z dr Stanisławem Krajskim).


Mariusz Lewandowski

Mariusz Lewandowski

Każda cywilizacja póki jest żywotną, dąży do ekspansji, toteż gdziekolwiek zetkną się z sobą dwie cywilizacje żywotne, walczyć z sobą muszą. Wszelka cywilizacja żywotna, nie obumierająca, jest zaczepna. Walka trwa, póki jedna z walczących cywilizacji nie zostanie unicestwiona. Jeżeli cywilizacje mieszczą się obok siebie w obojętnym spokoju, widocznie obie pozbawione są sił żywotnych. Wypadek taki kończy się często kompromisem w jakiejś mieszance mechanicznej, w której nastaje obopólna stagnacja, a z niej wytworzy się z czasem istne bagnisko cywilizacyjności. Z reguły walka cywilizacji trwa długo. Sąsiadujące cywilizacje zachodzą jedna na drugą i pierwiastki tej mogą przechodzić w tamtą, wytwarzając mieszankę cywilizacyjną w stopniu mniejszym lub większym. Cywilizacja słabnąca przyjmuje coraz więcej składników cywilizacji o mocniejszym naporze. Jest to wprowadzenie ciała obcego we własny organizm, z czego muszą nastąpić schorzenia. Ani społeczeństwo nie może być urządzane równocześnie według rozmaitych struktur społecznych, ani państwo zaprowadzić u siebie rozmaitych państwowości. Gdy zabraknie współmiemości, upaść musi wszelkie zrzeszenie, od najdrobniejszych do największych, od rodziny aż do cywilizacji. Musi zachodzić jednolitość metody zrzeszenia; mieszanka psuje strukturę. Świadczy o tym cała historia powszechna…

Rozmaite mieszanki europejskie w tym zawsze były zgodne, że wykluczają etykę z życia publicznego. Sprzymierzały się też cywilizacje bizantyńska, turańska i żydowska i tworzyły rozmaite sojusze przeciwko cywilizacji łacińskiej. W Europie wytworzył się istny zator cywilizacyjny, dzięki panowaniu mieszanek cywilizacyjnych.” (źródło: Feliks Koneczny, fragment książki „O ład w historii”)

podobne: Unia w Horodle jako dziedzictwo polskości, oraz Feliks Koneczny o Polsce między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?  oraz: W rocznicę śmierci: Sejm przyjął uchwałę upamiętniającą marszałka Piłsudskiego. Jan Emil Skiwski „Piłsudski a Polska wieczna” (cywilizacja a tolerancja). i to: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. a także: Historia naturalna i porwanie Europy, oraz wybrane propozycje nie do odrzucenia z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami. UE w dołku Healey’a. i jeszcze: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu”.

Masoneria kiedyś i dziś. Pytania i odpowiedzi – dr Stanisław Krajski – 30.03.2016

„Aby zrozumieć islam musimy wiedzieć czym w istocie islam jest, a czym nie jest. Pomocne przy tej analizie będzie poznanie podstawowych pojęć jakimi posługuje się gnoza, która w każdej religii rozróżnia dwa poziomy wiary: egzoteryzm i ezoteryzm – wg gnostyków są to dwie nałożone na siebie warstwy religii…

Dlaczego to ma dla nas znaczenie? Ponieważ rozróżnienie pomiędzy nauczaniem egzoterycznym a ezoterycznym jest prawdziwe tylko w religiach powiązanych z misteriami szatańskimi, które – jako że są tajemnicami zła – aby przetrwać, potrzebują mrocznego kręgu „oświecenia” (ezoteryzm) oraz szaty kłamstwa, która tą mroczną prawdę ukrywa przed niewtajemniczonymi (egzoteryzm). Religie te istotnie zawierają w sobie poziom wewnętrzny, który musi pozostać ukryty, dostępny tylko dla „oświeconych”…

…Przyjrzyjmy się bliżej jak wyglądają gnostyckie warstwy w islamie, czyli jaki jest poziom egzoteryczny islamu – poziom kłamstwa, oraz jak wygląda poziom ezoteryczny – prawdy o islamie. Dzięki temu poznamy czym w istocie Islam jest, a czym nie jest

…W wersetach „makkiah”, spisanych w Mekce gdy Mahomet żył ze społecznością Żydów i chrześcijan, można znaleźć elementy łączące Żydów i chrześcijan z wiarą muzułmańską. Mahomet oraz jego zwolennicy byli mniejszością, krytykowali inne wierzenia, ale czynili to pokojowo. „Objawienia”, które Mahomet wtedy otrzymał , głosiły osądzenie niewiernych w przyszłości. Allah pewnego dnia ukarze tych, którzy odrzucili Mahometa, ale dopóki to się nie stanie należy żyć z niewiernymi pokojowo i tolerować ich. Dlatego w tych wersetach mowa o tolerancji i harmonii pomiędzy różnymi religiami, a sury wzywają do miłości, pokoju i cierpliwości:

„Nie ma przymusu w religii (…)” (Koran 2:256).

„Powiedzcie. O wy – niewierni! Ja nie czczę tego, co wy czcicie,  ani wy nie jesteście czcicielami tego, Co ja czczę.  Ja nie jestem czcicielem tego, co wy czcicie, ani wy nie jesteście czcicielami tego, co ja czczę.  Wy macie waszą religię, a ja mam moją religię” (Sura 109).

Ponieważ taka pokojowa strategia nie przysporzyła Mahometowi wielu zwolenników z czasem ją zmienił. W okresie gdy Mahomet przebywał w Medynie stworzył coś na kształt teokratycznego państewka; stał się wówczas bardzo bogaty i potężny, ale już nie tak tolerancyjny. W tym okresie wiele pokojowych wersów zostało przez niego po prostu anulowanych…

W Koranie, Allah mówi:

„Kiedy znosimy jakiś znak albo skazujemy go na zapomnienie, przynosimy lepszy od niego lub jemu podobny. Czyż ty nie wiesz, że Bóg jest nad każdą rzeczą wszechwładny?!” (2:106).

Tłumaczenie angielskie wg Taqi-ud-Din & dra Muhammad’a Muhsi Khan z 1998 lepiej oddaje sens tego wersu:

„Whatever a Verse (revelation) do We abrogate or cause to be forgotten, We bring a better one or similar to it. Know you not that Allâh is able to do all things?”.

Użyty jest czasownik „abrogate”, czyli „unieważnić, odwołać”. A zatem oznacza to, iż jeśli Allah odwoła jakiś wers, to da w zamian wers lepszy. Fragment ten stanowi podstawę dla koranicznej doktryny „naskh”, czyli unieważnienia. Dotyczy ona przypadków, kiedy w Koranie znajdują się wersy, które sobie zaprzeczają. I tak, zgodnie z obietnicą Allaha wersy, które zostały przez niego objawione później, są lepsze i unieważniają wcześniejsze.

Tym samym wszystkie wersy pokojowe, zgodnie z zasadą „naskh” (dla której teologiczne uzasadnienie stanowi wers 2:106) zostały anulowane przez tzw. „wersy miecza”. Ponad to, zgodnie z nauką islamską 9-ta sura Koranu jest ostatnią z objawionych Mahometowi. W całości jest ona poświęcona zagadnieniu: jak muzułmanin powinien postępować w stosunku do niewiernych? W tej właśnie surze znajduje się większość „wersów miecza”. Oto przykładowe wersety Koranu z okresu medyńskiego.

„Zwalczajcie tych, którzy nie wierzą w Boga (w Allaha) i w Dzień Ostatni, który nie zakazują tego, co zakazał Bóg i Jego Posłaniec, i nie poddają się religii prawdy – spośród tych, którym została dana Księga – dopóki oni nie zapłacą daniny własną ręką i nie zostaną upokorzeni.” (9:29).

„Zapłatą dla tych, którzy zwalczają Boga i Jego Posłańca i starają się szerzyć zepsucie na ziemi, będzie tylko to, iż będą oni zabici lub ukrzyżowani albo też obetnie im się rękę i nogę naprzemianległe, albo też zostaną wypędzeni z kraju. Oni doznają hańby na tym świecie i kary bolesnej w życiu ostatecznym.” (5:53).

„Kiedy więc spotkacie tych, którzy nie wierzą, to uderzcie ich mieczem po szyi; a kiedy ich całkiem rozbijecie, to mocno zaciśnijcie na nich pęta. A potem albo ich ułaskawicie, albo żądajcie okupu, aż wojna złoży swoje ciężary. Tak jest! Lecz jeśliby zechciał Bóg, to Sam zemściłby się na nich, lecz On chciał doświadczyć jednych przez drugich. A co do tych, którzy zostaną zabici na drodze Boga, to On nie uczyni ich uczynków daremnymi.” (47:4).

Egzoteryzm islamski czyli czym islam nie jest

Jak zatem jest możliwe, że tak wielu muzułmanów zachowuje się i żyje, jakby powyższych zasad i nakazów nie znało? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy właśnie w gnozie. Na poziomie egzoterycznym islamu, czyli na poziomie kłamstw o tym, czym islam jest, obowiązują „pokojowe wersety” z Mekki. Niewtajemniczeni „muzułmanie” wierzą, iż islam faktycznie jest religią pokoju, tolerancji i miłości. Mają oni dobrą wolę, są pobożni, i szczerze wyznają zasady tolerancji i koegzystencji – innymi słowy, wielu z tych, którzy wierzą w pokojowy islam nie jest rozmyślnymi oszustami, a raczej sami są ofiarami islamskiego oszustwa. Ta nieświadoma grupa wiernych stanowi parasol ochronny dla prawdziwych muzułmanów, których celem jest dżihad, czyli święta wojna. W zależności od etapu ekspansji islamu, o czym napiszemy później, prawdziwi islamiści kłamią, twierdząc i wmawiając ludziom zachodu, że islam to pokojowa religia…

…Nazywa się to „al-tagyyja”, co oznacza „zapobiegać”. Muzułmanin może więc kłamać, aby zapobiec szkodzie własnej, lub islamu, by ochronić własną religię…

islam daje swoim wyznawcom możliwość kłamania bez zaciągnięcia grzechu. Jeśli zatem w chwili obecnej jestem pokojowym muzułmaninem, bez żadnego problemu natury moralnej czy teologicznej mogę zamienić się, jeśli uznam to za lepsze, w muzułmanina siłą nawracającego niewiernych…”

całość tu: Islam – religia ojca kłamstwa

podobne: Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą oraz: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi? polecam również: Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan. Przyjmowanie uchodźców dobrowolne (UE potroi środki na walkę z nielegalną imigracją). Polska znowu oskarżana o kolaborację z nazistami przy holokauście Żydów.

islam wykształcił zupełnie inną, od zachodniej, strukturę relacji między społeczeństwem, polityką i religią. Islam nie zna w ogóle rozdziału na sferę religijną i sferę polityczną. Benedykt XVI przypomniał, że idea rozdzielenia państwa i Kościoła pojawiła się dopiero dzięki chrześcijaństwu. Wcześniej mieliśmy do czynienia z tożsamością ustroju politycznego i religii. Tymczasem islam swym zasięgiem ogarnia wszystkie sfery życia. Koran to prawo religijne, które reguluje uniwersum życia politycznego i gospodarczego, zabiegając o to, by także cały porządek społeczny był porządkiem islamskim. Szariat wyznacza od początku do końca kształt społeczeństwa. Co gorsza, religia islamska zakłada sztywny i sprzeczny z naszym dzisiejszym myśleniem o społeczeństwie system prawa karnego i wszelkich stosunków życiowych. Wszak islam jednoznacznie podporządkowuje kobietę mężczyźnie…

„Musimy mieć jasność, że islam – tłumaczył Benedykt XVI – to nie jest jakieś wyznanie, które można wkomponować w przestrzeń swobód pluralistycznego społeczeństwa. Ktokolwiek tak to przedstawia – a dziś czasami się to zdarza – ten patrzy na islam przez pryzmat chrześcijańskiego modelu i nie widzi, jaki islam rzeczywiście jest sam w sobie”.

Benedykt XVI odpowiadając na pytanie Seewalda o powody umocnienia się pozycji islamu na całym świecie sformułował następującą diagnozę. Wyznawcy islamu widząc kryzys moralny Zachodu, jego głębokie sprzeczności i wewnętrzną bezradność myślą: kraje zachodnie nie mogą już głosić swego przesłania moralnego; religia chrześcijańska spasowała – właściwie już nie istnieje; chrześcijanie nie mają już żadnej etyki, ani wiary; nasza tożsamość jest czymś lepszym, nasza religia utrzymuje swój status; mamy przesłanie moralne, którego niezłomnie się trzymamy od czasów Proroka, i powiemy światu, jak można żyć. Słowem, odkąd islam zaczął uważać się za religię bardziej żywotną od chrześcijaństwa i za religię przyszłości, u muzułmanów pojawiło się nowe poczucie dumy, która jest źródłem ich siły. Chrześcijanie będą się musieli z tą siłą islamu zmierzyć – ostrzegał Papież.

Dialog z islamem, wskazywał Benedykt XVI, jest trudny, gdyż wobec braku jednoczącej instancji, musi się odbywać zawsze z jego konkretnymi odłamami. „Nikt nie może wypowiadać się w imieniu całego islamu – nie ma czegoś takiego jak wspólnie uregulowana przez wszystkie odłamy ortodoksja” – tłumaczył Papież. Oprócz głównego podziału na sunnitów i szyitów, islam ukazuje różnorakie warianty, wśród których jest niestety – islam ekstremistyczny, terrorystyczny.

…zastanawiał się też nad przyczynami „erupcji” islamu we współczesnym świecie i udzielił odpowiedzi niejako antycypującej swój ratyzboński wykład. Czy przypadkiem nie mamy tu bowiem do czynienia z patologicznym usamodzielnieniem się uczuć? Ich hipertrofią kosztem rozumu? A przecież rozum i wiara powinny się wzajemnie umacniać, ponieważ „rozum oczyszcza i porządkuje religię, a objawienie i wiara wyzwalają cały potencjał rozumu” (zob. „Wiara i rozum odrzucają przemoc i totalitaryzm”, przemówienie podczas spotkania z przedstawicielami wspólnoty muzułmańskiej, 19.03.2009 r.). Prawdziwa religia musi zatem wyrzec się wszelkich form przemocy, zarówno ze względu na zasady wiary, jak i prawego rozumu.

Potępiamy religijny fundamentalizm, który inspiruje terroryzm, ale na antyreligijny fanatyzm często jesteśmy obojętni. Tymczasem, chrześcijanie, o co apelował Benedykt XVI, wszelkim formom wrogości wobec religii ograniczającym ich publiczną rolę w życiu obywatelskim i politycznym, powinni się przeciwstawiać (zob. Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2011 r., 8). Nie możemy pozwolić, aby w imię źle rozumianej tolerancji religia chrześcijańska była ograniczana do sfery prywatnej i wykluczana ze sfery publicznej, która rzekomo powinna stać się sferą neutralną światopoglądowo (wyrazem takiej postawy są słowa Ewy Kopacz z 23.06.2008 r. o zostawianiu własnych przekonań „w przedpokoju urzędu, który obejmujemy”). Byłby to zamach na prawo do wolności religijnej. Promowanie przez rządzących indyferentyzmu religijnego lub ateizmu praktycznego pozbawia obywateli siły moralnej i duchowej (zob. Caritas in veritate, 29), a bez niej wobec erupcji islamu będziemy bezbronni.(Agnieszka Kanclerska • wpolityce.pl)

całość tu: Benedykta XVI głos rozsądku o islamie

podobne:  Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne? oraz: Izrael krytykuje Watykan za uznanie państwowości Palestyny. Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł) i to: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?

PS… „Mieli do wyboru wojnę lub hańbę, wybrali hańbę, a wojnę będą mieli i tak” (Winston Churchill)

Mariusz Lewandowski - Konkwista III

Mariusz Lewandowski – Konkwista III

Efekt „państwa opiekuńczego” – rządowe dofinansowanie do grzechu. NFZ należy leczyć wolnym rynkiem a bezpłodność naprotechnologią. „Kult Świętego Spokoju” i „Kara śmierci za niezaradność” (o aborcji).


Frederic Bastiat (prawo naturalne, Bóg, państwo opiekuńcze, dotacje, subwencje, cło, podatki, opieka społeczna, socjalizm, wolność, etatyzm, biurokracja, urzędnicy)

Co mogę dla ciebie zrobić? – zapytał Aleksander Wielki filozofa Diogenesa. – Żyjesz w beczce, nosisz łachmany, nie troszczysz się o dach nad głową, a ja mieszkam w pałacu, jestem bogaty, mam piękne kobiety…
Przesuń się trochę i nie zasłaniaj mi słońca…

„…Papież Leon XIII w encyklice „Rerum novarum” z 1891 roku potępia komunizm i socjalizm. I tym aspektem zajmę się kiedy indziej. Ważne są jednak spostrzeżenia i uwagi, które zawarł w tymże dziele.

Kapitalizm dla Kościoła nie jest rozwiązaniem określonym jako idealne. Nie dziwi to zresztą, bo w Kościele panuje zasada, że nie będzie na tym świecie nic doskonałego, aż nastanie nowa ziemia i nowe niebo. Jednak, jeśli będzie przestrzegać się pewnych zasad, to kapitalizm jest systemem, w którym każdy człowiek (także katolik) może żyć i funkcjonować.

Jednym z podstawowych praw jest prawo własności. Jak czytamy we wspomnianej encyklice, „człowiek ma prawo do własności osobistej już z samego prawa natury; używanie tego prawa nie tylko jest dozwolone, lecz zgoła niezbędne człowiekowi, zwłaszcza gdy żyje w społeczeństwie. „Wolno jest człowiekowi posiadać własność. A jest to także do życia ludzkiego potrzebne” – naucza św. Tomasz. ” Wyraźnie więc papież staje w obronie do posiadania dóbr doczesnych. Niejednokrotnie podobne podkreślenia znajdziemy w dziełach następców.

Wytworem katolickiej nauki społecznej jest zasada pomocniczości. Ta nieraz jest mylona z zasadą opiekuńczości, którą chętnie wprowadziliby socjaliści czy inni bandyci. Zasada pomocniczości jednak mówi, że „co jednostka zdziała sama, nie wolno jej odbierać na rzecz społeczeństwa. Niesprawiedliwością, krzywdą i zakłócaniem porządku społecznego jest odbieranie mniejszym i niższym społecznościom tych zadań, które mogą wykonać i przekazywanie ich społecznościom większym i wyższym.” Jest to parafraza punktu 91 w encyklice „Quadragesimo anno” z 1931 roku, którą napisał papież Pius XI…” (Dominik Cwikła)

podobne: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech. oraz: Myśleć na sposób Boży czyli… Ks. Jacek Gniadek o paradoksach w religii i ekonomii. i to: „Księża a społeczeństwo”… Jawny i tajny socjalizm… Zasady chrześcijańskiego współżycia kontra kolektywizm (w gospodarce).

W Stanach Zjednoczonych weszły nowe przepisy o antykoncepcji. Każdy ośrodek zdrowia korzystający z dofinansowania z ubezpieczeń społecznych jest zobowiązany do udostępniania pacjentom środków antykoncepcyjnych, sterylizacji i tabletek wczesnoporonnych. Wiele amerykańskich sióstr stanęło przed dylematem. Za brak podporządkowania się przepisom grozi wysoka kara i utrata 40% z corocznego dofinansowania.

Siostry nie chcą być zmuszane do grzechu. Przełożona prowincjalna Zgromadzenia Małych Sióstr Ubogich,  s. Lorain Marie Maguire, twierdzi, że siostry w swojej posłudze kierują się wiarą i nie powinny być zmuszane do działań, które są sprzeczne z ich sumieniem. Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Jest. Nie brać dofinansowania i otworzyć prywatną klinikę.

Wszystko wskazuje na to, że siostra prowicnjalna nie bierze tego w ogóle pod uwagę. Rządowe dofinansowywanie prowadzonych przez jej zgromadzenie ośrodków uważa za coś zupełnie naturalnego. Sprawy zaszły już tak daleko, że siostry nie są w stanie zauważyć, że korzystanie z usług państwa może być często niemoralne. Współczesne państwo nakłada na ludzi zbyt wysokie podatki. Trudno zgodzić się, aby niedobrowolny transfer dochodów od obywatela do państwa był czymś pozytywnym.

Podobne problemy mamy również w Polsce. Przy okazji podpisania przez byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego ustawy o in vitro odbyła się bardzo żywa dyskusja w środkach masowego przekazu. Sprzeciwiając się tej ustawie, Kościół argumentował, że stosowanie tej procedury godzi wprost w życie innych dzieci poczętych oraz w nienaruszalność życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci.

Ale nawet gdyby nie dochodziło w poczęciu pozaustrojowym do zabijania embrionów, to ta metoda nie byłaby dopuszczalna z powodu oddzielenia prokreacji od aktu małżeńskiego. Każdy człowiek ma prawo do tego, aby urodzić się w sposób godny, w „akcie miłości rodziców”.

W całej dyskusji nikt nie zwrócił uwagi na fakt, że istnieje rządowy program refundacji in vitro i to tutaj leży pies pogrzebany. Do czerwca 2014 r. przeznaczono ponad 67 milionow złotych na realizację tego programu. W ciągu trzech lat z zabiegu będzie mogło skorzystać około 15 tysięcy par. Na rządowy program zapłodnienia pozaustrojowego, który na stronie rządowej nazwany jest błędnie leczeniem niepłodności, w tym roku przeznaczono już 150 milionów.

Najprostszym rozwiązaniem kwestii in vitro byłaby więc likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia. Brak rządowej refundacji powstrzymałby wiele par od uciekania się do tej metody, a dyskusja na wolnym rynku zostałby sprowadzana na zupełnie inne tory, np. na naprotechnologię, która jest tańsza i do przyjęcia z moralnego  punktu widzenia jako metoda leczenia niepłodności. Powstaje jednak pytanie, czy Kościół w Polsce jest gotowy do przeprowadzenia publicznej debaty mającej na celu prywatyzację służby zdrowia. Wysokie obciążenia podatkowe, rządowe dofinansowywania i dotacje są również niemoralne…” (Ks. Jacek Gniadek)

źródło: Nie pisz Credo na parkanie

podobne: Bioetyka i „zespół komórek” (kiedy zaczyna się człowiek?) Bezpłodność: In vitro nie leczy, naprotechnologia leczy. Sprzedają organy nienarodzonych dzieci! oraz: Chora „służba zdrowia”. Radomskie szpitale toną w długach ale główny problem władzuchny to prof. Chazan. Komentarz Michalkiewicza i Ziemkiewicza. Prawdziwe oblicze „in vitro” i to: Ks. Jacek Gniadek: Kościół niczego nie narzuca. Wiara zasadza się na dobrowolności czyli… wolność religijna i ekonomiczna a także: Dokument bioetyczny Episkopatu: sprzeciw wobec in vitro, aborcji i eutanazji

Aborcja, dziecko, matka„Gdyby znikły wszystkie lustra, moglibyśmy uznać że nie mamy twarzy. Jednak to że czegoś nie widać nie znaczy, że nie istnieje. Walka z aborcją to walka nie przeciwko kobiecie, A W OBRONIE DZIECKA w niej żyjącego”. (Polski Informator Narodowy)

Te kobiety „zapominają” że w momencie kiedy noszą w sobie LUDZKIE życie nie decydują już tylko za siebie, ale również za innego człowieka. Negowanie tego stanu faktycznego, jest nieudolną próbą zakłamywania rzeczywistości, mającą jednocześnie na celu odczłowieczenie życia ludzkiego. Próba stworzenia mechanizmu prawnego mającego chronić tego rodzaju praktykę, ma więc na celu usankcjonowanie bezkarności i uniknięcie odpowiedzialności za zbrodnię popełnioną na drugim człowieku…

Poza tym nie ma czegoś takiego jak wolność do… Wolność jest od, i dokładnie taki „sens” ma aborcja – jest wyzwoleniem się poprzez zabicie drugiego człowieka od ciężaru odpowiedzialności za niego. Z racji tego że tego rodzaju „wolność” kończy się morderstwem (z premedytacją),  jestem za karaniem osób które się takiej zbrodni dopuszczają bądź do niej namawiają, jak pospolitych morderców i współodpowiedzialnych za morderstwo… Wyjątek od reguły może stanowić wyłącznie faktycznie zagrożenie życia matki. Wtedy ma ona pełne prawo „bronić” swojego życia jeśli taka jej wola… (Odys)

„…Nie rozumiem, nie mogę pojąć jak można tak po prostu przekreślać czyjeś życie, mordować (TAK! MORDOWAĆ!) tylko dlatego, że ktoś nie jest idealny- bo ma jeden chromosom za dużo, albo dwie kończyny za mało. Zabrzmiało drastycznie? Jeszcze za mało. Ludzie bez kończyn żyją niejednokrotnie lepiej, niż wiele zupełnie zdrowych osób! Osoby z zespołem Downa są ciepłe, życzliwe, cudowne i nie zabijają! Zresztą, czy kogoś dorosłego skazano by na karę śmierci za „domniemanie niezaradności”? Nawet za domniemanie okrucieństwa nie, a niezaradnych osób zdrowych są miliony

Ja wiem, nie zamknę oczu i nie będę udawała, że nie- wiem, że są takie deformacje, które odbierają maleństwu wszelkie szanse, nawet podobieństwo do istoty żyjącej, że zdarza się, że zamiast dzieciątka pojawiają się rozsypane zlepki komórek. Wiem. Czuję, że okrucieństwem byłoby zmuszać matkę do donoszenia ciąży, która nie zakończy się porodem dziecka. A jednak… Nawet nie wierząc w cuda…
Jak można do „worka” z napisem: „DO WYMORDOWANIA” wrzucać małych ludzi, którzy mają szanse żyć i to żyć godnie i mądrze.

Spotkałam się z takim zdaniem, że to barbarzyństwo zmuszać rodziców przerażonych wizją wychowania niepełnosprawnego dziecka, do sprowadzenia go na ten świat. Barbarzyństwo, bo jeśli oddadzą je do adopcji, to całe życie będą się zmagać z poczuciem winy. Naprawdę?! Z poczuciem winy, że dali mu szansę żyć? Naprawdę lepiej będą się czuli, jeśli je zabiją? To ja się boję żyć w tym społeczeństwie.

Wołanie o wolność kobiety wywołuje we mnie obrzydzenie. Aborcja na życzenie, bo coś nie poszło, bo nie taki był plan, bo nie teraz… Jak spojrzysz później w oczy swojemu przyszłemu dziecku, gdy Ci powie, że marzy o starszym bracie? Jak spojrzysz w oczy mężowi, gdy okaże się, że już nie możesz mieć dzieci, bo wcześniej po prostu ich nie chciałaś? Jak spojrzysz w oczy sobie, gdy zrozumiesz, że jest w Tobie miłość, której już nie masz komu przekazać? Jaki psycholog, psychiatra, czy nie wiem już kto wymaże skutki takiej traumy?
Zostać mordercą na życzenie? Pewnego popołudnia, po spotkaniu służbowym, przed wizytą u kosmetyczki?!!! Ja rzygam na taką wolność.

Dzieci pochodzące z gwałtu. Ciemność. Patrzenie na własny brzuch z przerażeniem, z nienawiścią, kilka miesięcy męczarni fizycznych i psychicznych, a potem wyrzuty sumienia, że się oddaje własne dziecko lub patrzenie na nie przez lata i wspominanie, w jak potwornych okolicznościach przyszło na świat. Tak.
Tylko, że to nie jest jedyny scenariusz. Drugi jest taki, że za bestialstwo nieznanego sprawcy, który w najlepszym razie na kilka lat trafi do więzienia, zemścisz się na własnym, niewinnym i kochającym Cię bezgranicznie dziecku. Zemścisz się w sposób najstraszliwszy. Kara śmierci. Oto niewinny idzie na szafot za cudze winy. Myślałby kto, że lincz na podstawie pochopnego wyroku już zwalczyliśmy…
Rozumiem, że ciąża po gwałcie to trudny, a niejednokrotnie straszny czas, ale jeśli jakikolwiek lekarz uważa, że w powrocie do psychicznej równowagi pomoże kobiecie popełnienie morderstwa z emocji, które przecież mogą się wyciszyć, z przerażenia, które może minąć, z rozpaczy, z której można się wydobyć, to nie jest lekarzem- jest bestią ciągnącą tę kobietę na mentalny stos i wkładającą jej samej żagiew w rękę…” ( całość tu: Miłosierdzie, aborcja i zawsze zbyt ciasne myśli)

Craig Gum - Wszędzie

Craig Gum – Wszędzie

„…Aborcja może prowadzić do tzw. zespołu poaborcyjnego, czyli zespołu zaburzeń po stresie urazowym (Post Abortion Syndrom – PAS). Zespół poaborcyjny jest jednostką chorobową rozpoznawaną od niedawna jako rodzaj zaburzenia psychicznego. Powstaje on wskutek załamania się wewnętrznych sił psychicznych kobiety. Paradoksem jest, że kobieta najczęściej twierdziła, iż „musi przerwać ciążę, bo nie ma dość siły”, by sprostać wymaganiom (np. materialnym, mieszkaniowym, uczuciowym, czasowym), jakie stawia przed nią wychowanie dziecka, a gdy dziecka już nie ma, brakuje jej sił do zniesienia skutków jego nieobecności.

Oczywiście, jak już zostało wspomniane, nie każda kobieta przeżywa tzw. aborcję jako uraz i nie u każdej negatywne skutki tzw. aborcji dają pełny obraz zespołu zaburzeń pourazowych. Obecnie postaram się omówić trzy grupy objawów, którymi charakteryzuje się zespół poaborcyjny…” (o czym więcej tu: Mamo nie zabijaj mnie! (ani siebie)… O „bezkarności” aborcji)

„…Do Sejmu wpłynął społeczny projekt ustawy ograniczający możliwości bezkarnego zabijania dzieci przed ich narodzeniem. Według dotychczasowego stanu prawnego, bezkarność takiego zabójstwa jest zapewniona w przypadku, gdy ciąża zagraża życiu matki, gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa i gdy „płód” dotknięty jest ciężkimi i nieodwracalnymi uszkodzeniami. Projekt przewiduje bezkarność tylko w przypadku gdy ciąża zagraża życiu matki, dając zarazem sądowi możliwość odstąpienia od karania matki takiego dziecka. To ostatnie postanowienie projektu przypomina mi mój własny projekt ustawy „aborcyjnej” z roku 1991, który składał się z jednego zdania, w postaci dodatkowego paragrafu do artykułu 148 kodeksu karnego, regulującego odpowiedzialność karną za zabójstwo człowieka. Zdanie to brzmiało następująco: „w razie zabójstwa dziecka jeszcze nie urodzonego, sąd może podżegacza uwolnić od kary”.

Jakie byłyby konsekwencje takiej regulacji? Po pierwsze, „aborcja” byłaby traktowana jako zabójstwo człowieka, a nie żadnego „płodu”. „Płód” bowiem jest rodzajem semantycznej sztuczki, pozwalającej postępactwu na uniknięcie rozciągnięcia „praw człowieka” na dzieci przed ich urodzeniem. Po drugie – wykonawca aborcji odpowiadałby za zabójstwo, które, jak wiadomo, zagrożone jest karą nawet dożywotniego pozbawienia wolności. Dolną granicą kary za zabójstwo jest 8 lat więzienia. Natomiast matka dziecka w tym przestępstwie zazwyczaj bywa podżegaczem, to znaczy – sama nie pozbawia nikogo życia, tylko namawia do tego kogoś innego. Zgodnie z zasadami prawa karnego, podżegacz odpowiada tak, jak sprawca. Z uwagi jednak na to, że bywają sytuacje, kiedy na matkę dziecka jest wywierana ogromna presja ze strony jej najbliższego otoczenia, sąd w konkretnym przypadku miałby prawo odstąpienia od karania takiej osoby. Regulacja ta uwzględniała także ogólne zasady odpowiedzialności karnej, to znaczy – tzw. kontratypy, a więc stany faktyczne, gdzie wprawdzie człowiek został pozbawiony życia, ale czyn taki nie jest przestępstwem z uwagi na stan wyższej konieczności. Taka sytuacja ma miejsce w przypadku, gdy ciąża zagraża życiu matki, bo stan wyższej konieczności polega na tym, iż sprawca czynu ratuje jakieś dobro prawem chronione za cenę poświęcenia innego dobra prawem chronionego. To jest uregulowane w części ogólnej kodeksu karnego, więc nie ma potrzeby powtarzania tego wszystkiego w części szczegółowej.

W tej sprawie, jak wiadomo, zwyciężył „kompromis”, w następstwie którego zabijanie dzieci stało się częściowo legalne, a w przypadkach, kiedy było nielegalne, uzyskało status przestępstwa „uprzywilejowanego” to znaczy – karanego znacznie łagodniej, niż zwykłe zabójstwo. W ten sposób zwolennicy kompromisu pośrednio przyznali rację postępactwu, że „płód” jednak człowiekiem nie jest, bo w przeciwnym razie trudno byłoby wytłumaczyć tę łagodność. Była to ilustracja rozszerzającego się w Polsce nowego kultu, mianowicie kultu Świętego Spokoju, który stopniowo zastępuje dominującą dotychczas u nas religię katolicką. To nowe bóstwo formułuje tylko jedno przykazanie, a mianowicie – żeby nikogo nie urazić. Dlatego kult Świętego Spokoju różni się od chrześcijaństwa zasadniczo, bo w chrześcijaństwie obowiązuje nakaz mówienia prawdy, a nie komplementów…” (Stanisław Michalkiewicz – Szpital imienia Króla Heroda)

Tymczasem na okoliczność projektu obywatelskiego „Stop Aborcji”, w postępowych środkach masowego POrażenia libertynizmem podniósł się niesamowity klangor, który nie dość że próbuje zafałszować kwestię pochodzenia tego projektu (bo lepiej propagandowo brzmi że to pomysł PISu – partii, niż to że jest to oddolna inicjatywa obywateli, nie związanych politycznie z żadną ze stron obecnego „establiszmętu”), to w klangorze tym dominuje kilka istotnych kłamstw i przeinaczeń odnośnie proponowanych zmian. Polecam krótki materiał o czym kłamią media, by nie dać się zbić z tropu przez ludzi którzy posługują się tymi „argumentami” – 4 kłamstwa o ustawie Stop Aborcji – Weronika Zaguła)… Odys

podobne: Dzień Świętości Życia i obywatelski projekt ustawy „Stop Aborcji”. „Jeden z nas” w Parlamencie Europejskim. Michalkiewicz: Papież Franciszek a kara śmierci. oraz: Andrzej Talarek: „Zabić downa” czyli… Albo cywilizacja życia, albo cywilizacja śmierci polecam również: Zoll: propozycje zmian przepisów m.in. o aborcji przyjęto jednogłośnie  i to: Polacy, nic się nie stało. Nie rozsprzedali matce dziecka na części. Co to jest „śmierć mózgowa” i kiedy człowiek umiera?

Martin Hudacek - Pomnik Nienarodzonych Dzieci (Kobieta opłakującą aborcję i jej zabite dziecko, które ofiaruje matce wybaczenie)

Martin Hudacek – Pomnik Nienarodzonych Dzieci (Kobieta opłakującą aborcję i jej zabite dziecko, które ofiaruje matce wybaczenie)

Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?


"Democracy in Fallujah" Franciszek C. Kulon

„Democracy in Fallujah” Franciszek C. Kulon

„…1300 lat temu, obok nowopowstałej Europy chrześcijańskiej, ukształtowała się Europa muzułmańska o mniejszym zasięgu terytorialnym, obejmującym obszar Półwyspu Iberyjskiego. Właśnie tam, na bazie germańskiego (wizygockiego) oraz romańskiego (iberyjsko-łacińskiego) dziedzictwa, dokonano „jedynego poważnego przeszczepu cywilizacji arabsko-muzułmańskiej na grunt europejski” – jak stwierdził arabista Francesco Gabrieli [1]. W rzeczywistości mowa tutaj raczej o przeszczepie kulturowym niż etnicznym, ponieważ, zgodnie ze słowami jednego z hiszpańskich badaczy, „…hiszpańscy muzułmanie, którzy byli potomkami osób nawróconych na religię najeźdźców, byli Hiszpanami czystej krwi; w pozostałych przypadkach, na skutek zawierania licznych związków międzykulturowych, w ich żyłach również przeważała hiszpańska krew” [2].

W muzułmańskiej Hiszpanii małżeństwa mieszane były rzeczywiście częstym zjawiskiem, ponieważ muzułmanie chcieli, by matkami ich dzieci były autochtonki, w szczególności te urodzone w Galicji, ziemi starożytnych osad celtyckich. Jak zauważa jeden z historyków badających dzieje muzułmańskiej Hiszpanii, „w związku z tym, że ich potomkowie nosili wyłącznie imiona męskich przodków, czysta arabska krew, wielokrotnie wymieszana z krwią hiszpańską, uległa rozcieńczeniu w kolejnych pokoleniach; im więcej imion arabskiego pochodzenia nosił człowiek, tym mniej afrykańskiej krwi płynęło w jego żyłach. Błędne jest zatem założenie, że każdy hiszpański muzułmanin był Arabem, a wszyscy chrześcijanie byli Rzymianami czy Gotami i uciekali na północ podczas inwazji – stwierdza; błędne jest przekonanie, że »rekonkwista« była trwającą osiem wieków wojną pomiędzy stroną »rzymsko-gocką« z północy i »arabsko-andaluzyjską« z południa” [3]…

…Emirat Granady (1246–1492), ostatni bastion islamu w zachodniej Europie, upadł po zdobyciu miasta przez Ferdynanda Aragońskiego i Izabelę Kastylijską. Hiszpanie celebrują to wydarzenie jako zakończenie rekonkwisty, inni patrzą na nie z odmiennej perspektywy. Warto tutaj przytoczyć słowa Fryderyka Nietzschego: „Cudowny mauretański świat kultury w Hiszpanii, pokrewniejszy nam w gruncie, bardziej przemawiający do naszego zmysłu i smaku, niż Rzym czy Grecja, został zdeptany – nie mówię czyimi nogami – dlaczego? Ponieważ zawdzięczał swoje powstanie dostojnym, męskim instynktom, ponieważ wciąż jeszcze mówił życiu »tak« rzadkimi i wyrafinowanymi kosztownościami życia mauretańskiego!” [5]. Obecność islamu w Hiszpanii trafnie podsumowuje Sigrid Hunke: „Przykład Hiszpanii pokazuje, że dwieście lat arabskiego panowania wystarczyło, by biedny, zapuszczony i ciemiężony kraj stał się jednym z najważniejszych państw Europy i całego zachodniego świata, a wszystko to dzięki pewnej kulturze, która rozprzestrzeniła się we wszystkich grupach społecznych oraz rozkwitowi nauki i sztuki. Swoją uprzywilejowaną pozycję Hiszpania utrzymała przez pięć wieków aż do momentu, w którym islam został wyparty” [6].

Italia

Zanim Tarik i Musa ibn Nusajr dotarli na Półwysep Iberyjski, to właśnie Italia stała się obiektem zainteresowania Saracenów (którzy w większości byli Berberami), co miało miejsce około połowy VII w., gdy półwysep był politycznie podzielony między Longobardów, Bizantyjczyków oraz Papiestwo…

…Armia islamskiego emiratu, który powstał na terytoriach odpowiadających dzisiejszym prowincjom Bari, Matera oraz Tarent, trzymało w szachu Franków i Bizantyjczyków. Przypadek Bari nie jest jedynym przykładem islamskiego organizmu politycznego, który powstał na Półwyspie Apenińskim – istniały również muzułmańskie państwa w Amantei i nad rzeką Garigliano – jednak bez wątpienia jest to przykład najbardziej istotny. Bari cieszyło się tak wielkim dobrobytem, że do miasta, ożywionego przez intensywny rozkwit gospodarczy, napływali Longobardowie opuszczający ziemie południowej Italii. Jak pisze jeden z historyków, muzułmanie w Bari „nauczyli mieszkańców 24 apulijskich grodów, czym jest tolerancja religijna w czasach pokoju, jak użytkować ziemię, jak czerpać korzyści z wymiany towarów” [7].

Okres obecności islamu na Sycylii był dłuższy i jeszcze bardziej wspaniały. (…) F. Gabrieli ocenia panowanie muzułmańskie na Sycylii jako „pozytywne i korzystne ze względu na ożywienie ubogiej struktury etnicznej bizantyńskiej Sycylii, a przede wszystkim z uwagi na poczynione zmiany w zakresie warunków ekonomicznych i społecznych wyspy, w tym likwidację latyfundiów, promowanie małych gospodarstw wiejskich, rewitalizację sycylijskiego rolnictwa i wzbogacenie go o nowe techniki oraz uprawy” [8]. „Rolnictwo i handel – stwierdza inny badacz – na nowo rozkwitały: coraz liczniejsze były przypadki zmiany wyznania, nie pod przymusem, lecz pod wpływem spontanicznego pragnienia wznieconego przez owych pobożnych ludzi, a także podziwu, jaki budziła wyżej rozwinięta cywilizacja najeźdźców. Odzwierciedlenie dobrobytu i wytworności Orientu, życia kulturalnego Bagdadu, Kordoby czy Kairu, można było odnaleźć również w Palermo” [9]. Spośród zamieszkujących Sycylię autochtonów, Berberów i Persów (z których wielu zajmowało stanowiska wojskowe i urzędnicze) ponad 300 tys. osób było muzułmanami. Palermo, przez podróżników opisywane jako jedno z najpiękniejszych i najlepiej prosperujących miast Śródziemnomorza, wraz ze swoimi trzystoma meczetami – z których największy miał być miejscem spoczynku szczątków doczesnych Arystotelesa – mogłoby konkurować z Kordobą, a nawet z Kairem czy Damaszkiem…

Bałkany

W 1492 r. Granada znalazła się pod panowaniem katolickich królów. W ciągu jednego tylko stulecia, podczas gdy gwiazda islamu gasła na zachodzie Europy, Półksiężyc wschodził na jej wschodzie. Imperium Osmańskie przejęło bałkańskie ziemie, które dawniej należały do Rzymu i Konstantynopola. Dunajski limes, oddzielający niegdyś terytorium Cesarstwa Rzymskiego od przestrzeni, którą zamieszkiwali barbarzyńcy, przez cały XV wiek pełnił rolę linii demarkacyjnej pomiędzy dâr al-islâm a dâr al-kufr. Niedługo później Sulejman Wspaniały – niczym Trajan, który prąc na północ Dunaju, przyłączył Dację do Cesarstwa Rzymskiego – podbił naddunajskie obszary leżące między Belgradem a Budą, poszerzając strefę wpływów Wysokiej Porty o Wołoszczyznę, Mołdawię i Transylwanię. Podobnie jak w czasach panowania rzymskiego, także wówczas na jedno imperium składały się, oprócz obszaru bałkańsko-dunajskiego, Morze Czarne i jego wybrzeża, Armenia, Mezopotamia, Anatolia, Syria, Palestyna, Egipt oraz Afryka Północna aż po granice Maroka.

Nowopowstałe imperium ze stolicą w Europie, którego terytorium rozciągało się na trzech kontynentach, przyjęło do swojej klasy urzędniczej szereg Europejczyków, pochodzących zarówno z Europy wschodniej, jak i zachodniej. Mowa tutaj nie tylko o licznych Włochach, którzy w XVI w. przeszli na islam, jak na przykład: Uluch Ali, z pochodzenia Kalabryjczyk, który w bitwie pod Lepanto jako jedyny z otomańskich admirałów nie uległ chrześcijańskiej flocie; wenecjanka Cecilia Baffo, ukochana małżonka sułtana Selima II;Ludwik Gritti, syn weneckiego doży, który został gubernatorem Węgier; oraz wielu innych bejlerbejów pochodzących z Sardynii, Korsyki, Ligurii oraz Kalabrii, którzy rządzili w Algierze. Mowa również o licznych Włochach, Francuzach, Węgrach, Polakach i Chorwatach, którzy w XVIII i XIX w. przyjmowali islam i powierzali Wielkiej Procie swoją wiedzę naukową, umiejętności wojskowe i administracyjne.

Przełomowe wydarzenia, takie jak zdobycie Konstantynopola przez Osmanów i osiedlenie się dynastii w stolicy Cesarstwa wschodniorzymskiego, wzbudziły w chrześcijańskiej Europie obawy o utratę honorów i władzy, dzięki której władcy osmańscy mieli stać się spadkobiercami cesarstwa…

…Ciekawy i niezwykle wymowny w tym kontekście jest mit o pochodzeniu, który miał dowodzić pokrewieństwa Turków i Rzymian, a tym samym umacniać w świadomości ówczesnych europejczyków przekonanie, że Imperium Osmańskie jest prawowitym spadkobiercą dziedzictwa starożytnego Rzymu. Niektórzy utrzymywali, wychodząc od fonetycznego podobieństwa łączącego Turków i Teukrów [Trojan], że Mehmed był potomkiem Teukrosa, pierwszego króla Troi, a więc mścił się na potomkach Greków za krzywdy wyrządzone Trojanom. Co więcej, we Francji krążyły plotki o pewnym liście, który Mehmed miał wysłać papieżowi Mikołajowi V, by wyrazić w nim swoje zaskoczenie faktem, że Włosi są mu nieprzychylni, podczas gdy, za sprawą Eneasza, wywodzą się z tego samego trojańskiego rodu, co Turcy….

…Obok islamu arabskiego, perskiego, tureckiego, indyjskiego itd., istniał zatem również – choć jedynie tymczasowo i na ograniczonej przestrzeni geograficznej – islam europejski. Dziś należy zadać sobie pytanie, czy taka ewentualność może jeszcze zaistnieć, i jakie warunki musiałyby zostać spełnione, by do tego doszło.

polecam lekturę całości tu: Claudio Mutti: Europa muzułmańska

…”jakie warunki musiałyby zostać spełnione, by do tego doszło.” A cóż to za pytanie? Normalny Europejczyk któremu leży na sercu dom w którym mieszka, rodzima cywilizacja, kultura czy religia zadałby raczej inne – co należałoby zrobić aby do tego NIE doszło. No ale trudno się dziwić takiemu pytaniu ze strony autora, który nie ukrywa w swoim tekście sympatii dla wpływu cywilizacji arabskiej na podbite rejony „starego” kontynentu (podpierając się na dodatek cytatami z Fryderyka Nietzschego 🙂 ). Jakby rozwój i prosperity było na tym świecie domeną wyłącznie arabską.

O ile ciężko jest nie przyznać racji historycznym faktom które przywołuje Pan Mutti, to już wyraźne rozsmakowanie się w dobrodziejstwie z okupacji bądź co bądź NAJEŹDŹCÓW wywołuje u mnie mieszane uczucia. Zwłaszcza w czas nasilającego się obecnie w Europie kryzysu imigracyjnego (zaznaczmy że z państw dla nas Europejczyków mało cywilizowanych) i towarzyszącej mu wojny cywilizacyjnej, oraz terroryzmu, który chociaż nie powinien być utożsamiany z Islamem (tak jak IRA nie jest tożsama z katolicyzmem) to jednak w pewnym wymiarze chętnie się nim posługuje jako celem ideowym. Podobnie mieszane uczucia wywołuje u mnie posługiwanie się terminem „islam europejski”. To tak jakby mówić o arabskim katolicyzmie – rzecz zupełnie nie do pomyślenia w krajach arabskich, pomijając fakt że religia nie ma tożsamości narodowej (bo może być „charakterystyczna” dla różnych narodów, czasem nawet wrogich sobie) czy cywilizacyjnej gdyż jest to indywidualna (bądź zbiorowa) relacja człowieka z Bogiem. Nie wiem czy na całym świecie znajdziemy państwo będące w 100% monolitem pod względem religijnym, etnicznym czy narodowościowym. Cały „myk” porządku polega więc wyłącznie na zdrowych proporcjach „przybyszów” (i ich tradycji) wobec autochtonów wśród których mieszkają, i utrzymaniu tych proporcji w każdym aspekcie życia społecznego, kulturowego i wyznaniowego charakterystycznego tożsamościowo na danym terenie. Mniejszość (nie tylko zresztą imigracyjna) nie ma żadnego prawa narzucać, emancypować się ponad, czy zrównywać, specyficznych dla siebie zachcianek z prawami rodzimej większości. „Gość w dom Bóg w dom” ale kto zakłóca jego mir, i zabiera się (nie pytając domowników o zdanie) za przestawianie mebli, nie szanując praw i przywilejów gospodarza ten zasługuje na co najmniej wyproszenie… (Odys)

podobne: Templariusze. Słudzy Kościoła walczącego a także: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza”. i to: Turczyn rośnie w siłę… bez „Unii”

„…Na pytanie, jak wielkim poparciem cieszy się Państwo Islamskie wśród muzułmanów, odpowiedzieć jest ciężko. Różnego rodzaju prezentacje opinii społecznej pokazują, że niskim, ale czy wiarygodnymi są badania prowadzone na będącym w permanentnym stanie wojny terenie Iraku. Tak czy inaczej podstawą legitymizacji dla Abu Bakra Al-Baghdadiego jest islam. Specyficznie pojmowany, o czym świadczyć mogą egzekucje wykonywane nie tylko na szyitach, ale przecież także wśród sunnitów. Autor nie podejmie się jednak odpowiedzi na pytanie czy warunkiem życia pod rządami Państwa Islamskiego jest przede wszystkim akceptacja władzy, czy też może odpowiedzią jest jakaś wersja islamu. Jest na to za wcześnie, a przekaz nie jest jednoznaczny.

Nie istnieje naród w nowoczesnym rozumieniu dla IS. Nowy wymiar fundamentalizmu wykracza poza standardowe ramy, które wyznacza nam błędnie europocentryzm. Jeśli pozwolimy sobie na porównanie formacji Państwa Islamskiego do uznawanego za skrajny w Polsce Ruch Narodowy, to z łatwością zauważymy, że odwołanie RN do religii katolickiej nie jest główną podstawą przynależności czy wartościowania aktywu. Wszak do samego Ruchu Narodowego dołączyły grupy neopogańskie czy agnostyczne. IS to więc kontrrewolucja – „powrót Bourbona” po rewolucyjnym chaosie i erze napoleońskiej. Czy z takim samym losem – pokaże czas. Formalnie „Allah” był przez cały czas obecny na Bliskim Wschodzie zaś realnie, dopiero teraz nie tylko „zszedł na ziemię”, ale też chce ją obejść dookoła.

Największym sukcesem IS, jak do tej pory, jest zyskanie rozgłosu na arenie międzynarodowej. Chaos powstały po wybuchu wojny domowej w Syrii, spowodował rozbicie wielu grup politycznych, które wcześniej stały w awangardzie walki z rządem Baszara al-Asada. Partia BAAS jednakże przetrwała. Ranna, poobijana, krwawiąca, ale cały czas dzierżąca władzę nad państwem i armią. Syryjski prezydent został uznany za obrońcę świeckiego państwa, chrześcijan i ostatni bastion oporu przed powiększeniem amerykańskiej strefy wpływów w wyniku „arabskiej wiosny”. Historycznym osiągnięciem B. al-Asada było uzyskanie wsparcia Iranu i Hezbollahu, do tej pory nie tylko wstrzemięźliwych wobec takich działań, ale przez lata będących przecież konkurencją dla BAAS…

Aby jednak doszło do uznania Państwa Islamskiego za podmiot w stosunkach międzynarodowych – świat musiałby dojść do przekonania, że ani naloty, ani nadzwyczajne środki bezpieczeństwa nie dają efektów. Zamach w Paryżu niekoniecznie jest ostatnim, a poziom zastraszenia europejskich społeczeństw będzie przecież tylko wzrastać. Pytanie czy spowoduje to przekonanie o nieuchronności wojny z Państwem Islamskim, czy może przeciwnie: doprowadzi do postawy kapitulacyjnej, żądającej zaprzestania działań wymierzonych w IS…

Teza, jakoby Państwo Islamskie było tworem samodzielnym, niezależnym zarówno od Stanów Zjednoczonych, jak i tym bardziej od Chin czy Rosji, nie wyklucza możliwości odniesienia korzyści przez któregoś z głównych graczy. Jeżeli za punkt odniesienia uznamy światową hegemonię Stanów Zjednoczonych, a jako projekt konkurencyjny zdefiniujemy poszczególne interesy Rosji i Chin, nakierowanych na walkę z amerykańską dominacją – odpowiedź nasuwa się sama.

Każda rosyjska i chińska strata to ogromny zysk dla USA. Nie należy przeceniać interesów naftowych, bo Amerykanie i tak są posiadaczem ogromnych złóż. Kontrola nad Bliskim Wschodem to raczej klucz do cenowej dyktatury. W każdym razie niekonieczny do utrzymania hegemonii. Basen Morza Śródziemnego bez rosyjskiej bazy to nie tylko jedna Syria, ale też odcięcie od rosyjskiego zainteresowania Egiptu, absolutnie kluczowego dla szlaków handlowych. Przypomnijmy, że to właśnie w Egipcie Władimir Putin rozpoczynał budowę regionalnej koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu…

…Rosyjskie naloty na Państwo Islamskie i ogólna intensyfikacja działań państwa na rzecz obrony status quo w Syrii są oczywiście nieprzypadkowe. Warto przy tym zauważyć, że polityka Moskwy ewoluowała od działań defensywnych, polegających na blokadzie interwencji ONZ do typowo ofensywnych, podobno uwzględniających nawet konieczność operacji lądowej w Syrii. Na kroki inne liczyć jednak nie można, bo o ile rząd syryjski z chęcią pozwoli na kremlowskie wsparcie, o tyle w Iraku jest to praktycznie niemożliwe. Wyraźnie więc widać, że Amerykanom wcale nie zależy na upadku Państwa Islamskiego, inaczej daliby przecież zielone światło rządowi irackiemu do współpracy z Rosją. Co więcej nie są w stanie zaryzykować nawet „drugiego Afganistanu”, co wszakże może się Moskwie przydarzyć jak najbardziej, a doprowadziłoby do szybkiego upadku legitymizacji władzy W. Putina.

Rosja walczy o przetrwanie, o zachowanie własnego wielonarodowego i wieloreligijnego imperium, o utrzymanie i tak już mocno okrojonej strefy wpływów. Nawet, jeśli Waszyngton nie uwzględnia w swoich planach jakiegokolwiek wsparcia dla IS – nie dopuści do niczego, czego kosztem mogłoby być powiększenie rosyjskich terenów oddziaływania.

Wreszcie Rosja walczy też o Europę. Amerykanie doskonale wiedzą, że (zwłaszcza teraz) zniszczenie Państwa Islamskiego wywołałoby na Starym Kontynencie falę entuzjazmu wobec Kremla, a w konsekwencji nie tylko zniesienie sankcji, ale też koniec eksperymentu ukraińskiego i być może powrót do idei Unii Eurazjatyckiej – tej od Władywostoku po Lizbonę. Wówczas Amerykanie mieliby dużo większy problem niż zachwianie systemem sojuszy na Bliskim Wschodzie. Waszyngton dusi się własną produkcją i lobbuje na rzecz Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP). Jedynie Europa jest bowiem rynkiem zdolnym przyjąć wysoko przetworzone produkty „made in USA”. W przeciwnym razie nastąpić może krach systemu dominacji ekonomicznej i politycznej Stanów Zjednoczonych poza Ameryką Północną.” (Tomasz Janowski)

całość tu: „Państwo Islamskie” – czyli o różnicach między tym co formalne, a realne.

podobne: Thierry Meyssan: Geopolityczne podłoże wojen przeciwko Syrii i Państwu Islamskiemu. Straty dżihadystów w Kobane. Tragiczny los porwanych przez Boko Haram. oraz: Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę!

„…We współczesnym, ponowoczesnym świcie, który rządzi się prawami Realpolitik, radykalny islam to najbardziej dogodny fenomen dla naświetlenia strategii zachodniej ekspansji politycznej na świecie. Jest on łatwy do sterowania, można nim manipulować niezależnie od geograficznej lokalizacji. Uniwersalne oblicze radykalnego islamu czyni go maksymalnie efektywnym orężem geopolitycznym, a jego wykorzystanie w XXI wieku nosi systemowy charakter.

Rękoma radykalnych islamistów rozniecane są krwawe konflikty w różnych częściach świata od lat 1990’ do dziś: w Bośni, w Kosowie, na Północnym Kaukazie, a teraz również na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Radykalni islamiści wszędzie zajmują się kryminalną działalnością: na Kaukazie, na Bałkanach, na Bliskim Wschodzie. Główne sfery ich kryminalnej działalności to ropa naftowa, narkotyki, handel bronią, ludzkimi organami, przemyt, wymuszenia i bandytyzm… 

 …Współczesny radykalny islam w swojej istocie jest nowoczesny – nie wyklucza współpracy z tymi, których deklaratywnie chce unicestwić. Okazuje się, że współczesna ideologia salafizmu i prowadzenia dżihadu to fasada – deklarują jedno a w praktyce czynią co innego. Na przykład w Syrii wojnę Państwa Islamskiego i innych radykalnych organizacji przeciw Baszarowi Asadowi finansuje Zachód. Równocześnie wodzowie salafizmu przeklinają tenże Zachód i wzywają do unicestwienia go. Wystarczy także wspomnieć, że połowa więźniów Guantanamo walczyła w Libii wspólnie z siłami NATO przeciwko Muammarowi Kadafiemu, zaś w Egipcie przeciw Hosniemu Mubarakowi. W Bośni dżihadyści, tak jak i w Kosowie, wspólnie z NATO walczyli przeciwko prawosławnym Serbom.

Współczesna Ukraina pokazała dziwny przykład sojuszu faszystów, społeczności LGBT, radykalnych islamistów i politycznych awanturników. Co może być dla nich wspólnego i co ich jednoczy? Przede wszystkim zaszczepiona siłą rusofobia i – oczywiście – niemałe pieniądze, co bardzo ważne w gwałtownie ubożejącej Ukrainie. Na przestrzeni poradzieckiej dżihad silnie związany jest z rusofobią. Na Bałkanach – z nienawiścią do prawosławnych Serbów. Na Bliskim Wschodzie – do wszelkich odmiennych wyznań religijnych.

Analizując składowe elementy uniwersalnej linii radykalnego islamu można uczynić wywód, że bardzo łatwo nim manipulować. Ten czynnik sprzyjał temu, że zachodnim strategom nie sprawiło specjalnego trudu, aby przystosować i zsyntetyzować radykalny islam w ramach „teorii Haertlandu” z korzyścią dla siebie.”

całość tu: Szota Apchaidze: Radykalny islam – broń w rękach Zachodu

…oj tam oj tam! Islam wcale nie jest aż tak rusofobiczny jakby ktoś sobie mógł pomyśleć (albo dał wmówić). Chodzi tu rzecz jasna o pewną jego część, która jak słusznie zauważył Pan autor jest podatna na sterowanie i zdolna do sojuszy z naturalnym wrogiem jeśli tylko ma w tym interes, ale to tylko interes a nie żadna rusofobia 🙂 Albowiem w innych miejscach i okolicznościach można zaobserwować jak interes dżihadystów „pięknie” współgra z interesem Rosji. Wtedy należałoby pójść za logiką autora i oskarżyć Islam o jakąś inną fobię. Więc stawianie problemu w ten sposób to ślepa uliczka.

Faktem jest, że w zależności od tego jak się przedstawia interes w danym momencie tak wyglądają sympatie i antypatie dżihadystów. Raz są zbieżne z interesem USA, innym zaś razem są zbieżne z interesem Rosji. Obecny zalew Europy przez ludność muzułmańską i towarzyszący temu chaos jest bowiem tak samo na rękę USA jak i Rosji. Dla USA – bo oddala zainteresowanie od tego kraju (czyniąc go gospodarczym „safe haeven”), a dla Rosji – gdyż rozbija jedność Europy pod auspicjami UE (pomijając upośledzenie samego projektu), przez co Rosja może sobie planować kolejne projekty polityczno-gospodarcze bilateralnie, w bezpośrednim i z osobna porozumieniu z Niemcami, Francją, Włochami czy Austrią, jak np. kolejna nitka gazociągu północnego, czy gazociągu południowego, czy obchodzenie po kryjomu embarga które nałożono na Rosję w związku z konfliktem na Ukrainie. Podzielona (choćby za sprawą imigrantów z bliskiego wschodu i Afryki) i zdestabilizowana terroryzmem Europa, to rzecz jasna okazja dla Rosji do podporządkowywania sobie bliskiej zagranicy, tj. krajów byłego bloku sowieckiego, których interesy „stara unia” zajęta swoimi problemami może chętnie przehandlować za rosyjską „głastnost”, i w rewanżu za niepokorność stawania okoniem wobec planów i koncepcji państw starej Unii (głównie Niemiec i Francji).

Druga sprawa to fakt  że Islam chętnie (od lat) konfrontował się z chrześcijaństwem (zwłaszcza katolicyzmem), jako największym zagrożeniem cywilizacyjnym, kulturowym i ideowym dla siebie. Podobnie było w przypadku komunizmu i jego kulturowej nadbudówki – marksizmu. Obecna konfrontacja na miecze świata chrześcijańskiego z muzułmańskim jest więc wymarzoną pożywką i okazją do tego by skorzystał „ktoś” trzeci, czyli właśnie ateistyczna ideologia marksizmu, socjalizmu i komunizmu rodem z Rosji (a nie tylko „zgniłe” USA które oczywiście też zostały marksizmem zarażone). Być może obie siły nie współpracują dosłownie na papierze, ale cel niewątpliwie mają (nie)przypadkowo zbieżny. Do tego grona należy dorzucić zdecydowaną większość „elit” politycznych Europy, które również są skażone marksizmem i zachowują się co najmniej podejrzanie, bezkrytycznie promując multi-kulti i otwartość granic dla przybyszów, w całkowitym oderwaniu od realizmu narażając na szwank bezpieczeństwa narodów którym przewodzą.

Poza tym czy Rosja aby nie stara się budować wokół siebie koalicji państw z udziałem również muzułmańskich? Jak Iran – o który toczona jest nieustanna wojna dyplomatyczna z USA, czy Turcja – próbując ją wyciągnąć z zachodniej strefy wpływów poprzez uwiązanie gospodarcze w różnego rodzaju projekty ( Czy Rosja po porozumieniu z Indiami, Chinami i Turcją przegrywa wojnę ekonomiczną? Nowa doktryna wojenna. Rosyjska giełda ostro w górę. USA: miliony na wzmocnienie Europy, sankcje dla Krymu, zbliżenie z Kubą. Ukraina: Czeczeńskie bataliony, Turczynow nie wyklucza stanu wojennego, wzmocnienie armii). Swoją drogą Turcja też ma swój udział i interesy w chaosie na bliskim wschodzie oraz w Europie. Dla Turcji B. al-Assad i Kurdowie to zagrożenia, a Państwo Islamskie to aktualnie dostępna odpowiedź na nie. W końcu to też kraj muzułmański, do tego o dużych ambicjach politycznych. Przecież Rosja nie robi tego w celu czysto towarzyskim, tudzież filantropijnym prawda? Czy nie ma i nie walczy (podobnie jak USA) o jak największe wpływy w krajach MUZUŁMAŃSKICH bliskiego wschodu? Czyż nie ruszyła zbrojnie na pomoc Syrii, by podobnie jak USA oficjalnie walczyć z terrorystami? Nie bądźmy aż tak nachalnie ślepi na konszachty Rosji ze światem muzułmańskim (owszem tylko w interesach, ale jednak). Wszak nawet w Afganistanie i Czeczenii znaleźć można przyjazne Rosji środowiska islamskie. To że USA w naturalny sposób „dba” o „swoich” islamistów szczując ich na Rosję, to rzecz normalna w warunkach kiedy oba mocarstwa ścierają się na tym samym terenie o wpływy. Więc tak jak rusofobiczny jest Islam pro amerykański, tak samo „uprzedzony” do USA jest Islam pro rosyjski 🙂 Dziwne pretensje jednej strony wobec drugiej można obecnie określić znanym powiedzeniem „Przyganiał kocioł garnkowi”… (Odys)

podobne: Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?) i to: Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową

Wprawdzie „cały świat” jest „wstrząśnięty” zamachami w Paryżu, do których zorganizowania przyznało się Państwo Islamskie, a których ofiarą padło już prawie 130 osób, zaś ponad 200 zostało rannych – ale jednocześnie wiele światowych, a nawet nader światowych osobistości starannie unika spostrzeżenia przyczyn, które nie tylko doprowadziły do muzułmańskiego radykalizmu, ale również – do przeniesienia wojny prowadzonej przeciwko Państwu Islamskiemu na teren państw, które wojnę tę próbują prowadzić. Warto tedy przypomnieć, że Państwo Islamskie pojawiło się w efekcie wtrącenia wielu krajów Środkowego i Bliskiego Wschodu w stan krwawego chaosu. Ten chaos wytworzył się w następstwie „operacji pokojowych” i „misji stabilizacyjnych”, oraz „walki o pokój” jakie przed 14 laty rozpoczęły tam Stany Zjednoczone z sojusznikami.

Przedziwnym zbiegiem okoliczności, większość krajów wtrąconych w stan krwawego chaosu była w przeszłości – mniejsza o to, czy słusznie, czy niesłusznie – postrzegana jako potencjalne zagrożenie dla Izraela. Bo na przykład Jordania, gdzie też rządzi tyran, żadnym chaosem ogarnięta nie została – no ale Jordania w 1994 roku podpisała z Izraelem traktat pokojowy. Ten stan krwawego chaosu stanowi z kolei przyczynę i pretekst dla nowej wędrówki ludów, w ramach której młodzi mężczyźni z tych krajów wędrują do Europy. Im więcej młodych, zdolnych do walki mężczyzn wyjedzie z Bliskiego i Środkowego Wschodu do Europy, tym mniejsze będzie potencjalne zagrożenie dla Izraela, chociaż tym większe – dla Europy…

…Warto tedy przypomnieć, że według wszystkich teoretyków wojny, przeniesienie działań wojennych na terytorium wroga jest ważnym, a może nawet najważniejszym czynnikiem sprzyjającym zwycięstwu. To z kolei kosztuje, ale Państwo Islamskie podobno nie cierpi na brak pieniędzy między innymi dzięki sprzedaży ropy naftowej po konkurencyjnych cenach, którą kupuje Izrael…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Ambicjonerzy przebudowują świat

podobne: Syria oskarża Izrael o naloty. Palestyński minister zabity. Protest Izraela przeciwko wszczęciu dochodzenia przez Trybunał Haski ws. ewentualnych zbrodni wojennych. oraz: Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna?

„…Mamy ludzi, którzy potrafią zorganizować na pustyni wielkie państwo. Z systemem bankowym i sądowym. Ludzie ci nie mają problemu z wydobywaniem ropy naftowej i jej sprzedażą. Ludzie ci rozbijają się po pustyni nowiutkimi terenowymi Toyotami. Ale to nic w porównaniu z bogactwem sprzętu wojskowego jaki jest w ich dyspozycji. Transportery opancerzone czy karabiny maszynowe. To nie problem. Ponieważ te dzikusy są tak naprawdę bardzo zdolne.

Weźmy np. taki Iran. Wystarczy że zaczniesz handlować z Iranem i już znajdujesz się na czarnych listach wszelkich agencji wywiadowczych świata, które zaczynają śledzić każdy twój ruch. Możesz nawet z trafić do więzienia na dłuższy czas. Szczęśliwie jednak takich problemów nie mają zdolne dzikusy z IS. Ci co z nimi handlują nie trafiają do więzień. Chłopaki z IS potrafiły bowiem zadbać o to by CIA, Mosad czy MI6 nie ingerowały w te sprawy.

Ale to tak naprawdę małe piwko dla tak zdolnych ludzi jakimi są wyrwani z pustynnych lepianek arabscy fanatycy. Budowa własnego państwa na terenach graniczących z uzbrojoną po zęby Arabią Saudyjką. Czy też Turcją z własną silną, zaprawioną w bojach Armią. Albo i Iranem, któremu pacyfizm również jest dość obcy. To była łatwizna. Tacy ludzie potrzebują nowych wyzwań. Ogólnoświatowych! Czemu np. nie podłożyć bomby w jakimś samolocie lecącym z Egiptu? No w sumie można ale też jest łatwe.

Lepiej może zrobić coś bardziej spektakularnego? Na terenie wroga? To jest ciekawsze. Można dostać się na koncert i postrzelać do ludzi.
Jest to jakaś opcja tylko że dość powierzchowna i gwałtowna. Drastyczna choć widowiskowa. Niektórym młodym członkom IS może przypaść do gustu ale starzy wyjadacze wiedzą lepiej. I mieli lepsze plany.

No bo jeśli ktoś się bierze za tak poważne zadanie jak likwidacja chrześcijańskiej kultury, która jak się wydaje dysponuje pod każdym względem lepszymi argumentami (kasa, technika wojskowa itp.) to nie wygra się za pomocą strzelanin z kałacha. Tu potrzebne jest natchnienie samego Allaha! Tu trzeba mieć właściwy plan. Np. Można zacząć od likwidacji ostatnich większych skupisk chrześcijańskich w okolicy. Oraz, co ważniejsze! Od likwidacji islamskich mięczaków, których zbytnio urzekła kultura i tolerancja zgniłego Zachodu…

…Likwidacja nielicznych chrześcijan to jedno. Następnym logicznym etapem powinno być wysłanie misjonarzy by nawracali niewiernych! Ten słuszny plan szczęśliwie znów znalazł uznanie w oczach Allaha. Turcja zorganizowała podróż dla członków nowej krucjaty. Natomiast w samej Europie wielu niewiernych zrozumiało wagę i korzyści jakie niesie plan mędrców IS (z lepianek). Bo przecież np. taka kanclerz Niemiec. Potężna pani Merkel. To nie byle kto. Z jakiegoś kraiku w centrum Europy potrafi wydawać polecenia wszystkim. Czy to główny komisarz czy prezydent UE. Wszyscy tańczą jak ona zagra. Czy to mała Grecja czy wielka Rosja, nawet Putin nie śmie się sprzeciwić gdy Merkel rozdaje karty na Ukrainie…” (smieciu • naszeblogi.pl)

całość tu: Zamachy zorganizowało IS a kto zorganizował IS?

podobne: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki. oraz: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. Nigeria: islamiści z Boko Haram oblegli Maiduguri. Izrael: zbrodnie wojenne w Gazie.

„Ostatnia fala terroru w Paryżu, która kosztowała życie stu kilkudziesięciu przypadkowych ofiar, wstrząsnęła rozmiarem bezsensownego okrucieństwa w środku Europy. O ten dokładnie efekt mogło chodzić sponsorom zamachów, choć można mieć wątpliwości czy byli nimi bezpośredni sprawcy. Innymi słowy, mimo że jest za wcześnie aby wyciągać zbyt daleko idące konkluzje, skoordynowane zamachy islamskich ekstremistów w Paryżu noszą pewne cechy drobiazgowo planowanej prowokacji. Jej pierwszą fazą mógł być celowo stworzony kryzys wokół zalewu „uchodźców syryjskich” który skłóca i osłabia Europę, podsycając jednocześnie psychozę zagrożenia ze strony państwa islamskiego. Fazą  drugą mogła być kulminacja terroru w Paryżu,  przypisywanego już bezpośrednio ISIS. Prawdziwym zagrożeniem dla Europy nie jest jednak państwo islamskie ale anglo-syjonistyczny hegemon który je wykreował i uzbroił. I to on,  a nie ISIS, zaczął terror niesprowokowaną, nielegalną  agresją na suwerenne  państwo  Iraku…

Zamach „false flag” w Paryżu mógłby być próbą ponownego przejęcia inicjatywy i nową okazją do konfrontacji z Rosją. W końcu daje to NATO  wygodny pretekst do interwencji w Syrii, co przy obecności już tam kontyngentu rosyjskiego nie wróżyłoby zapewne niczego dobrego. Za takim motywem przemawiać może przebijający się w komunikatach ton „solidarności” z Francją jako państwem NATO zaatakowanym „nagle” przez terrorystów. Całkiem to podobne do carte blanche jaką naiwna Europa dała GW. Bushowi na fali „solidarności” po zamachach 9/11. Kto wie czy doświadczeni spece nie egzekwują po prostu po raz kolejny sprawdzonego już gdzie indziej scenariusza.

Przestraszone terrorem który zawitał do ich sąsiedztwa masy łatwo jest przekonać że grozi im czarny lud oraz że jedynym ratunkiem jest wojna w celu zapewnienia im bezpieczeństwa. Wtedy ogłosić można stan wyjątkowy, zamknąć granice, odwołać wybory (we Francji w grudniu), wepchać w gardło masom rozmaite „patriot acts” odbierające resztki swobód obywatelskich jakie im pozostały, a po neutralizacji potencjalnego sprzeciwu rozpocząć gdzieś nową burdę skoro hegemon tak nakazał…” (cynik9)

całość tu: Terroryści z paszportami

„…Trwający obecnie proces destabilizacji Bliskiego Wschodu i Afryki napędzany jest agresywną polityką USA, Izraela i państw sojuszniczych.

3) Tzw. Państwo Islamskie, czyli ISIS lub ISIL, jest formacją terrorystyczną dowodzoną między innymi przez wysokiej rangi agentów wywiadu oraz członków organizacji paramilitarnej Blackwaters, utworzoną na mocy porozumienia pomiędzy Izraelem, USA i Arabią Saudyjską, której celem jest obalenie reżimu prezydenta Syrii Bashara al-Assada, stworzenie pretekstu dla interwencji sił NATO w Syrii oraz napędzanie migracji natywnej ludności muzułmańskiej w pożądanych kierunkach – obecnie w kierunku Unii Eurejskiej.

4) Zasadniczym celem tzw. kryzysu uchodźców jest wprowadzenie w państwach europejskich szeroko pojętego chaosu opartego na poczuciu zagrożenia. Następnym krokiem będzie wprowadzenie rządowych rozwiązań zaostrzających środki bezpieczeństwa, kontrolę i monitoring. Ważnym następstwem praktyki migracyjnej jest pozbawienie ludności europejskiej „spójności narodowej i kulturowej” poprzez wykształcenie podatnego na manipulację i kontrolę społeczeństwa multikulturowego egzystującego bez poczucia jedności i woli walki.

5) Istnieje realne zagrożenie, iż wraz z falą uchodźców do Europy mogą przeniknąć bojownicy Państwa Islamskiego, celem realizacji zamierzonego planu destabilizacji krajów europejskich. Należy jednak podkreślić, iż wysokiej rangi bojownicy i przywódcy najprawdopodobniej przerzucani są tajnymi kanałami za porozumieniem wywiadów.

6) Uchodźcy to w dużej mierze osoby uciekające przed realnym zagrożeniem życia ze strony ISIS oraz zachodnich działań militarnych, potrzebujący pilnej pomocy humanitarnej i azylu.

7) Media mainstreamowe otwarcie wspierają politykę imigracyjną, umniejszając jednak wadze konieczności weryfikacji każdego z uchodźców oraz podjęcia odpowiednich środków prewencynych w przypadku naruszenia przez nich prawa. Potężną dezinformacją, jakiej się dopuszczają jest zupełne pomijanie powodów kryzysu imigracyjnego (patrz pkt 2 i 3).

8) Prawicowe media alternatywne również dopuszczają się karygodnych manipulacji i fałszerstw przedstawiając Islam w sposób generujący lęk i podziały. Przyczyniają się w ten sposób do zaostrzania konfliktów na tle religijnym, co w konsekwencji sprzyja ostatecznej agendzie. Również i tutaj powód migracji schodzi na dalszy plan, ustępując pola nienawiści i propagandzie antymuzułmańskiej.

9) Ludność muzułmańska jest manipulowana w równym stopniu co społeczeństwa zachodnie. Począwszy od przywódców ISIS, którzy cytując wersety Koranu mamią i werbują niewyedukowanych bojowników, poprzez charyzmatycznych demagogów pokroju Andżema Czołdary, aż po marionetkowe media, które z drugiej strony zgrabną narracją nagłaśniają straszliwość zbrodni Państwa Islamskiego oraz nieuchronność wprowadzenia Shariatu w państwach europejskich.

10) Prawdopodobnym ostatecznym celem całej agendy jest utworzenie państwa Wielki Izrael na terenach wyludnionych przez działania ISIS, oraz otwarte podporządkowanie multikulturowej i niezdolnej do sprzeciwu Europy.

Mamy zatem do czynienia z bardzo zaawansowaną manipulacją. Kryzys imigracyjny w Europie mógłby być łatwo zażegnany. Problem w tym, że faktyczne rozwiązanie go jest nie na rękę establiszmentowi USA i Europy Zachodniej…”

całość pod linkiem: http://mediumpubliczne.pl/2015/10/anonymous-do-polakow-o-uchodzcach/

podobne: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS. i to MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.

„…Cóż z tego, że muzułmanie powiedzą po raz kolejny: „To nie my”, lub „Islam to pokój”. Cóż z tego, kiedy za każdym razem, przed każdym zamachem, lub po rzezi chrześcijan, które są paradoksalnie mniej słyszalne medialnie, niż zamachy – prezentują postawę obojętności. Hasła, które od nich słyszymy motywuje, nie solidarność i miłość, lecz w niemałej części obawa o to, że gniew się na nich wyleje. Chronią tylko własną skórę. Tylko tyle. Czy ktoś bowiem słyszał o masowo działających muzułmańskich ruchach, które w imię miłości upominaliby swoich? Czy ktoś słyszał, by były aktywne w zapobieganiu terroryzmowi z pobudek religijnych? Zdaje się, że nie. Chlubne wyjątki w postaci polskich Tatarów nie zmienią reguły.

Poszczególni muzułmanie odezwą się znów po kolejnym ataku, bo nienawiści która pęcznieje obok nich, raczej nie zduszą w zarodku. Nie mają takiej woli. Bo albo, gdyby takie środowiska się odezwały, zostałyby zmasakrowane i odzywają się wyłącznie, gdy się o samych siebie boją, albo gorzej: mają wrażenie, iż są za słabi, więc trzeba chrześcijan uspokoić. Nie wiem jak jest, więc nie chcę oskarżać niewinnych, ale logiczne myślenie, które jest u każdego darem od Boga zobowiązuje do wzięcia pod uwagę każdej ewentualności. I bynajmniej nie neguje to miłości oraz dobrego podejścia do każdego bliźniego z muzułmanami włącznie. Nie ma się co oszukiwać, nie ma katolickiego terroryzmu na tle religijnym, czy chrześcijańskim w ogóle, a islamski owszem jest. I możemy się czarować, że nie każdy muzułmanin to terrorysta. Każdy z nich tworzy jednak las w swoim getcie, w którym terroryści mogą się schronić, a do którego policja boi się wjeżdżać...” (Aleksander Szycht)

całość tu: Autodestrukcja chrześcijaństwa na „Deonie”

podobne: Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów.

Niewtajemniczeni „muzułmanie” wierzą, iż islam faktycznie jest religią pokoju, tolerancji i miłości. Mają oni dobrą wolę, są pobożni, i szczerze wyznają zasady tolerancji i koegzystencji – innymi słowy, wielu z tych, którzy wierzą w pokojowy islam nie jest rozmyślnymi oszustami, a raczej sami są ofiarami islamskiego oszustwa. Ta nieświadoma grupa wiernych stanowi parasol ochronny dla prawdziwych muzułmanów, których celem jest dżihad, czyli święta wojna. W zależności od etapu ekspansji islamu, o czym napiszemy później, prawdziwi islamiści kłamią, twierdząc i wmawiając ludziom zachodu, że islam to pokojowa religia. O takim świadomym kłamstwie naucza sam Mahomet:

„Prorok powiedział „Wojna jest oszustwem”” (Sahih Al-Bujkhari vol 4,bk 52, Hadith 269)
„Apostoł rzekł (…) „kto pozbędzie się dla mnie Ibnula Asharafa?” Mahomet bin Maslama, brat Bani Abdul-Ashal’a powiedział: „Ja się nim zajmę dla ciebie, o Apostole Boży, ja go zabiję”. Apostoł rzekł: „więc zrób tak, jeśli możesz” (…) Powiedział: „O Apostole Boży, będziemy musieli skłamać”. Apostoł odparł: „Powiedzcie co chcecie, macie wolną rękę”” P367, „Sirat Rasul Allah”, Muhammad bin Ishaq, tłum. Alfred Guillaume (773 r. n.e.)

Islam dopuszcza kłamanie – są pewne sytuacje, gdy muzułmanin może kłamać, kiedy jest to akceptowane, a nawet zalecane. Nazywa się to „al-tagyyja”, co oznacza „zapobiegać”. Muzułmanin może więc kłamać, aby zapobiec szkodzie własnej, lub islamu, by ochronić własną religię:

„Prorok rzekł: „Przez Allaha i Jego wolę, jeśli złożę śluby, lecz później znajdę coś lepszego, zrobię to co jest lepsze, i odpokutuje moje śluby” (Sahih Al-Bukhari vol. 7, bk 67, Hadith 427).

Jak widzimy islam daje swoim wyznawcom możliwość kłamania bez zaciągnięcia grzechu. Jeśli zatem w chwili obecnej jestem pokojowym muzułmaninem, bez żadnego problemu natury moralnej czy teologicznej mogę zamienić się, jeśli uznam to za lepsze, w muzułmanina siłą nawracającego niewiernych.

Ezoteryzm islamski – trzy etapy dżihadu

W rzeczywistości każdy prawdziwy muzułmanin jest zobowiązany do prowadzenia świętej wojny przeciwko niewiernym — dżihadu. Istnieją trzy etapy prowadzenia dżihadu, w zależności od statusu muzułmanów w danym społeczeństwie.

Etap pierwszy to „podstępny dżihad”: gdy muzułmanie są w mniejszości w społeczeństwie i nie są w stanie prowadzić fizycznej/militarnej wojny z niewiernymi. To właśnie wtedy mają nakaz kłamać na temat tego czym islam jest, ich obowiązkiem jest głosić pokój oraz tolerancję — „żyj i pozwól żyć innym”. Kluczowym elementem pierwszego etapu dżihadu jest „takijja”, czyli ukrywanie prawdziwych zamiarów islamu, aby chronić wspólnotę muzułmańską. Muzułmanom nie wolno przyjaźnić się z niewiernymi, chyba, że są w mniejszości i czują się zagrożeni przez silnego przeciwnika — wtedy właśnie muzułmanom wolno udawać przyjaźń i są zobowiązani kłamać dla ochrony wspólnoty. Innym elementem pierwszego etapu jest „status ofiary” — muzułmanie stawiają się w roli prześladowanej mniejszości, której należy się ochrona prawna przed „islamofobami”.

Kolejny etap to „defensywny dżihad”. Gdy w społeczności jest wystarczająco dużo muzułmanów oraz zasobów, aby móc chronić muzułmańskie wspólnoty przed atakami, prześladowaniem lub krytyką wtedy muzułmanie są zobowiązani do defensywnego dżihadu, czyli walki z niewierzącymi, którzy są fizycznym lub intelektualnym „zagrożeniem dla islamu”. Przy czym zagrożeniem dla islamu w definicji muzułmanów może być np. mówienie prawdy o islamie, krytyka islamu przez niewiernych czy próby nawrócenia muzułmanów na inną religię. Na tym etapie prowadzenia wojny z niewiernymi muzułmanie mają nakaz aby odpowiedzieć na te rzekome „ataki” fizyczną przemocą i terroryzmem.

Ostatni, trzeci etap to „ofensywny dżihad”. Gdy muzułmanie są w większości, posiadają polityczną władzę w regionie oraz siłę militarną aby podporządkować sobie nie-muzułmańską ludność, zmuszają nie-muzułmanów do płacenia daniny (dżizji). Wolni im wtedy wypędzać nie-muzułmanów z ziem, na których żyli lub po prostu mordować ich i gwałcić ich kobiety, jeśli niewierni nie chcą przyjąć islamu — aby utrzymać w islamskiej nieskazitelności tereny, które są pod ich panowaniem:

„Zwalczajcie tych, którzy nie wierzą w Allacha i w Dzień Ostatni, którzy nie zakazują tego, co zakazał Allah, i jego posłaniec dopóki nie zapłacą dżizji własną ręką w pełnej uległości” (Sura 9:29).

Ostatecznym celem dżihadu jest doprowadzenie islamu do dominacji nad wszystkimi religiami i narodami.

„Będziecie z nimi walczyć, chyba że przyjmą islam” (Sura 48:16)…

…Ponieważ prawdziwa doktryna islamu jest dla chrześcijan nie do zaakceptowania stworzony został system kłamstw, które w oczach nieświadomych społeczeństw cywilizacji łacińskiej mają stworzyć fałszywy obraz islamu jako pokojowej religii po to, aby islam mógł bez przeszkód realizować swoje ukryte cele. System ten bazuje na anulowanych wersetach Koranu, które głoszą idee tolerancji religijnej, pokoju i miłości podczas gdy prawdziwym celem islamu jest podbój chrześcijańskiego świata, aby każdy niewierny wyznał, iż „nie ma boga nad Allaha a Mahomet jest jego prorokiem” – dokładnie tak, jak robił to sam Mahomet:

„Apostoł Allaha rzekł: „Otrzymałem rozkaz od Allaha by walczyć z ludźmi dotąd, aż powiedzą: „Nikt nie może być czczony oprócz Allaha” (Sahih Al-Bukhari Vol 4, Book 52, Hadith 196).”

całość tu: Islam – religia ojca kłamstwa

polecam również ciekawy wykład: „Mahomet był zwiastunem Lutra? Chociaż na pozór taka teza wydaje się przesadnie odważna, to związki protestantyzmu i islamu zauważył już profesor Plinio Correa de Oliveira. Co więcej, brazylijski myśliciel katolicki już wiele lat temu prognozował ekspansję islamu na teren Europy. Zwrócił także uwagę na rewolucyjny charakter islamu.”  Islam – ideologia rewolucji.

podobne: Czekając na barbarzyńców czyli o tym jak góra przyszła do Mahometa po trupach „żartownisiów”. oraz: Wojujący Islam (również pośród uciekinierów z Afryki) i pokojowe przesłanie chrześcijan. Przyjmowanie uchodźców dobrowolne (UE potroi środki na walkę z nielegalną imigracją). Polska znowu oskarżana o kolaborację z nazistami przy holokauście Żydów.

„…Z badań Pew Research Center wynika, iż większość społeczności islamskiej w Stanach Zjednoczonych odrzuca ekstremistyczne metody rozwiązywania konfliktów politycznych i religijnych. Zdaniem 21% badanych muzułmanów ekstremiści cieszą się jednak większym lub mniejszym poparciem współwyznawców i choć istnieją organizacje muzułmańskie zdecydowanie potępiające terroryzm, blisko połowa mahometan uważa, iż ich przywódcy nie robią w tym zakresie wystarczająco dużo

…Niedawno ktoś ze znajomych przesłał mi krążący w sieci elektronicznej tekst. Autor, który dwadzieścia lat spędził rzekomo w Arabii Saudyjskiej, postawił w nim retoryczne pytanie, czy naśladowcy Mahometa mogą być dobrymi Amerykanami bądź Kanadyjczykami. Kwestię rozważył krótko w dziesięciu aspektach: teologicznym, religijnym, biblijnym, geograficznym, społecznym, politycznym, rodzinnym, intelektualnym, filozoficznym i duchowym. Z całkiem logicznie zbudowanego wywodu wynikało, że w żadnym z aspektów nie da się pogodzić wiary opartej o Koran i pięć filarów islamu z wartościami stanowiącymi podstawę cywilizacji amerykańskiej. W samej rzeczy, systemy aksjologiczne generowane przez obie cywilizacje są tak odległe, że nawet zdawałoby się tożsame pojęcia zawierają w sobie coś odmiennego. Chrześcijanina, który otworzy islamską stronę eDialogue (https://edialogue.org), ogarnie zapewne zdumienie, gdy uświadomi sobie, że chodzi wyłącznie o dialog ułatwiający przejście na islam. Gwoli ścisłości należałoby tylko dodać, że środowisk muzułmańskich bynajmniej nie omijają procesy sekularyzacji. Dla części zasiedziałych przybyszów z krajów arabskich islam jest po prostu bardziej tradycją kulturalną niż religią….

…podczas wyborów do rady miejskiej Hamtramck przeprowadzonych 3 listopada b.r. wyznawcy islamu uzyskali większość. (…) Na wideo, do którego portal odsyła, radny Ibrahim Algahim mówi wyraźnie adresując słowa do współwyznawców: Today, we showed the Polish and everybody else that we are united (dziś pokazaliśmy Polakom i wszystkim innym, że jesteśmy zjednoczeni). Zdanie warte refleksji. Dowodzi ono, iż muzułmanie wcale nie muszą sięgać po terroryzm. Drogę do zwycięstwa toruje im polityka chrześcijańskiej większości.

Po zamachach

Nie trzeba być marksizującym lewakiem, by rozumieć, że kluczem do ekspansji islamu jest chęć zmiany na lepsze warunków życia wielu muzułmanów, ale też uznanie czynników ekonomicznych za pierwszą przyczynę dzisiejszego kryzysu w niczym nie zmienia faktu, że to lewacki fanatyzm i utopia multikulturowości sprawiły, iż terroryzm rozprzestrzenia się dziś bez większych przeszkód. Można być otwartym na inną kulturę i tolerować religię łączącą innych, jeśli ich odmienność nie podważa fundamentów naszej egzystencji i systemu wyznawanych wartości. Żywe w licznych odłamach islamu przekonanie, że w imię Allaha należy prowadzić świętą wojnę, niweczy na dobrą sprawę wszelkie wysiłki na rzecz pokojowego rozwiązania kryzysu. Toteż największym według mnie problemem dnia dzisiejszego jest zaślepienie władz Unii Europejskiej i środowisk, które nie chcą dostrzec, iż „pokojowo” nastawiona muzułmańska większość nie odcina się od radykalnych imamów i nie robi nic, by falę terroryzmu powstrzymać.

Nowo wybrane polskie władze stają dziś przed alternatywą. Albo będą respektować niefortunne zobowiązania rządu Ewy Kopacz w sprawie przyjęcia „uchodźców”, albo też pokierują się względami bezpieczeństwa narodowego i gruntownie zrewidują wcześniejsze zobowiązania. Ostatnie wypowiedzi Witolda Waszczykowskiego, Konrada Szymańskiego i Antoniego Macierewicza zdają się świadczyć, że bardziej prawdopodobne i godne poparcia jest to drugie. Stanowisko takie nie musi oczywiście oznaczać całkowitego wykluczenia muzułmanów z grupy imigrantów, na których przyjęcie Polska będzie kiedyś gotowa. Priorytetem powinien tu być po prostu interes narodowy, a więc sprawy tak oczywiste, jak choćby sprowadzenie w pierwszej kolejności repatriantów zza wschodniej granicy i chrześcijan z Bliskiego Wschodu. Warto przy tym zdać sobie sprawę z jednego. Jeśli kiedyś dojdzie do całkowicie bezpiecznego przyjęcia pewnej liczby uchodźców, o tym, jak ostatecznie ułożą się stosunki z nowo przybyłymi, nie będzie decydować żadna partia polityczna, lecz polscy obywatele – katoliccy sąsiedzi przybyszów.(Tadeusz Witkowski)

całość tu: ISLAM ODSŁANIA TWARZ

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi? oraz:  „Islamizacja Europy” kontra „tchórzliwa brutalność” czyli „Problem, Reaction, Solution!”  i to: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym.

Uporządkujmy doznania (jak mawia klasyk)…Bo znajomość ideologii to jedno (wiedza taka jak inne) ale prawidłowe reagowanie na nią to drugie i znacznie ważniejsze.

Jest jakaś banda drapichrustów nazywająca się „Państwem Islamskim”, która nie spadła z księżyca i choć posługuje się Islamem (Jihad), to widać ewidentnie że działa pod czyimś (również zachodnim) dość zamożnym i wpływowym auspicjum, bo ani broń, ani sprzęt wojskowy nie rosną na pustyni gdzie „raptem” się pokazali radykałowie. I istnieje terroryzm (który istniał od zawsze – co nie znaczy że mamy się z tym pogodzić i traktować jako stan pewnej „normy”) więc może najwyższy czas zastanowić się nad tym skąd i DLACZEGO się wziął. Co jest jego główną siłą napędową? Czym się kierują ludzie gotowi ponieść śmierć w imię wywołania w innych strachu? Czy naprawdę o to im chodzi? „Głupie” ISIS postanowiło raptem zdenerwować wszystkich wokół żeby co? Żeby ściągnąć na siebie armie całego świata zachodu? Skąd się w ogóle bierze pomysł prowadzenia w ten sposób wojen. Polecam materiał, który można skonkludować – WSZYSTKIE rządy które prowadzą wojny są zainteresowane istnieniem tego zjawiska (każdy oczywiście we własnym interesie)… (Odys)

Trader21 – Drugie dno ataków terrorystycznych

Franciszek Kulon - Biznes

Franciszek Kulon – Biznes

„Media głównego nurtu skupiają się na samych atakach, co my w zasadzie pominęliśmy. Skupiliśmy się natomiast na grupach interesu stojących za ISIS. Dużo uwagi poświęciliśmy formowaniu się grupy oraz kwestii jej finansowania. Bez poparcia potężnych grup interesu organizacja, o której jeszcze dwa lata temu nikt nie słyszał nagle stała się najpotężniejszą grupą terrorystyczną na świecie.

Tego typu organizacje nie biorą się znikąd. Są one wyłącznie narzędziem umożliwiającym realizacje konkretnych celów. Nie jest to zresztą jakiś ewenement. Ataki terrorystyczne w 90% przypadków mają za zadanie wprowadzenie społeczeństwa w fazę strachu aby zyskać społeczne poparcie dla realizacji wyznaczonych działań.

Aby ułatwić zrozumienie obecnej schematu odnieśliśmy się do podobnych ataków w przeszłości jak chociażby operacja Gladio czy ataki w Moskwie organizowane przez FSB, służące za uzasadnienie dla inwazji w Czeczenii.” 

…Twory takie jak „Państwo Islamskie” można (by było) w miarę szybko i skutecznie niszczyć nie koniecznie wysyłając wojsko (od czego rządy mają służby specjalne?) bo wiadomo gdzie się znajduje fizycznie i terytorialnie. Celowo napisałem niszczyć a nie zniszczyć, bo ZAWSZE takie grupy będą powstawały jeśli „ktoś” wpływowy i bogaty postanowi w ten sposób prowadzić politykę  – i to jest główny problem, bo jak pokazuje praktyka (a raczej jej brak) nie po to one powstają by zostać zniszczone od razu, ale dopiero po tym jak spełnią swoją misję (w myśl hasła: „stwórz problemy a potem zaproponuj ich rozwiązanie” o czym więcej tu: 10 chwytów ciemnych typów…). Jest to „nowy” wymiar terroryzmu na znacznie wyższym (zbrodniczo) poziomie od tego, do jakiego świat zdążył się przyzwyczaić. Jego źródłem nie jest fanatyzm religijny czy ideowy jakiejś bandy brodatych ekstremistów (jest to najwyżej pretekst i narzędzie), ale POLITYCZNY CEL państw prowadzących politykę imperialną (ekspansjonistyczną), by sankcjonować w ten sposób swoje działania poza granicami, dla własnych zbrodniczych celów.

Z terroryzmem jako takim natomiast nie da się wygrać militarnie. Jest to bowiem idea i taktyka prowadzenia działań (odwetowych, wyzwoleńczych, prowokacji), a więc sposób realizacji pewnej polityki czy misji. Więc bez ustalenia PRAWDZIWEGO źródła danej „akcji terrorystycznej” i jego likwidacji nie da się terroryzmu pokonać (tudzież osłabić). Z pewnością nie zmniejszy go ani nie zlikwiduje jakaś akcja militarna, a już na pewno nie „prewencyjne” i na ślepo przeprowadzone czystki wśród muzułmanów żyjących w Europie (czy gdziekolwiek indziej), albo masakra imigrantów. To nam nie zapewni ani pokoju ani bezpieczeństwa. Raczej wywoła ogólnoświatowy problem z „Islamem” tam gdzie go jeszcze nie ma, napędzając terroryzm – który jeśli go potraktować jako ideologię „mścicieli” (nawet religijnych), można określić jako odwet za ingerencję zachodu w krajach muzułmańskich. Wystarczy więc skończyć z destabilizacją i niszczeniem krajów bliskiego wschodu poprzez mieszanie się w ich wewnętrzne sprawy, za pomocą okupacji w ramach „interwencji zbrojnych”. Terroryzm powstały na gruncie radykalizmu należałoby niszczyć:

Raz – uderzając w sposób stanowczy w konkretnych sprawców chaosu i terroru, za pomocą służb specjalnych – fizycznie eliminując przywódców danego ruchu. Nie dając się opanować histerii jaka nas zalewa z nachalnej i prostackiej propagandy nawołującej do wojny nie wiadomo w zasadzie z kim. Efektem tego typu propagandy będzie bowiem tylko wzrost napięcia, strachu i niepewności, a w końcu wybuch niekontrolowanej agresji wśród spokojnych dotychczas ludzi. Myślę że nie na tym powinno teraz zależeć lokalnym rządom i środowiskom nacjonalistycznym.

Dwa – powinno się dążyć do unormowania i uporządkowaniu spraw związanych z falą imigracji, bez rozszerzania skali problemu na „rodzimych” muzułmanów którzy w Europie żyją od lat niemal całkowicie zasymilowani a Islam wyznający od święta, bardziej jako pewną kulturową tradycję niż religię z jej nakazami (zwłaszcza tymi o „nawracaniu niewiernych siłą”). Powinno się w pierwszej kolejności uszczelnić granice, a następnie odsiać ziarna od plew, tj. deportować zdecydowaną większość czyli tzw. imigrantów zarobkowych tam skąd przybyli.

Trzy – należałoby zmusić rządy żeby zaprzestały wysyłać ekspedycje wojskowe w ramach misji destabilizacyjnych do krajów muzułmańskich, bo to jest właśnie główna przyczyna (a przynajmniej pretekst) eksodusu ludności z tych krajów oraz w ogóle terroryzmu (jako ruchu oporu, walki z najeźdźcą z zachodu – krzyżowcami).

Owszem należy informować obywateli o tym czym jest Islam, i jakie potencjalne niebezpieczeństwa z tej ideologii wynikają. Każdy obywatel powinien być czujny i krytyczny, ale też i obiektywny wobec wszelkich przejawów wrogiej aktywności obcych kulturowo środowisk i jednostek. Władze zaś nie powinny takich świadomych obywateli traktować jak ksenofobów czy rasistów strasząc konsekwencjami za naruszenie pseudo „tolerancji” czy „równości”. Tymczasem można odnieść wrażanie że rządy niektórych krajów urządziły swoim obywatelom istny kołchoz, po to by mniejszości żyły kosztem praw i wolności rodowitych obywateli. To jest niedopuszczalna sytuacja i bezprawne wręcz zachwianie proporcji między prawem autochtonów do czucia się panem we własnym domu, a obowiązkiem przybyszów do zachowywania się jak gość. Co innego jest jednak mówić o wersach z Koranu i informować ludzi o tym czym jest ta religia dla fanatyków pokroju Państwo Islamskie (które jeśli rzeczywiście jest instrumentem w czyichś rękach, to i jego Islam jest używany instrumentalnie), a co innego jest skazywać na wygnanie lub śmierć (ad hoc za grzechy fanatycznej póki co mniejszości) tych muzułmanów, którzy żyją pokojowo w Europie od lat niemal zasymilowani z naszym stylem życia, a muzułmanami są wyłącznie od święta.

Jeśli ktoś twierdzi że już jesteśmy w fazie wojny to ja się pytam czemu w takim razie muzułmanie mieszkający w Europie nie przyłączają się masowo do przybywających właśnie do Europy swoich „braci w wierze” skoro jest to podobno ewidentny najazd Islamu. Czemu nie reagują masowo na hasło dżihadu (to chyba do czegoś zobowiązuje – chyba że nie więc skąd ta histeria) i nie walczą z nami na ulicach. Ktoś powie że jest ich przecież za mało żeby nam wypowiedzieć oficjalnie wojnę, więc po prostu czekają. No i właśnie! Dochodzimy moim zdaniem do głównego problemu, którym nie jest siła Islamu (czy w Europie czy na świecie) a nasza (cywilizacji białego człowieka) słabość!

Cztery – może powinniśmy zrobić coś, żeby to nas było więcej i żebyśmy mieli we własnym kraju coś więcej do powiedzenia jak „równość”, „tolerancja” i „prawa mniejszości” które to hasła stały się celem samym w sobie dla elit politycznych krajów tzw. Europy zachodniej. Polityka przywracania prawidłowych proporcji nie musi wcale polegać na masowej deportacji czy rzezi niewiniątek. Wystarczy postawić tamę imigracji i mieć oko na panoszące się w Europie ośrodki tych muzułmanów które pokrzykują o prawie szariatu i innych wynalazkach. Wystarczy ukrócić stanowczo ich zapędy – kto świruje tego w kaftan i odesłać. Wzrost siły mniejszości etnicznych to rzeczywiście zjawisko niebezpieczne, ale wystarczy nie pomagać temu procesowi a mniejszość zacznie w końcu funkcjonować jak mniejszość. Jednocześnie nie wolno dać się podpuszczać aktom terroru, ani poddawać fali strachu czy chęci odwetu. Incydentalne wzajemne akty agresji mogą się bowiem zamienić w trudną do opanowania falę prześladowań, by na końcu doprowadzić do powszechnej i totalnej wojny muzułmanów z europejczykami. Należy zadbać przede wszystkim o wzrost własnej siły narodowej, kulturowej i religijnej. Bo Islam (zwłaszcza jego radykalne odłamy) zawsze się z nami (zachodem) konfrontował, tylko że my do tej pory potrafiliśmy go ujarzmić i pokonać. Uważam że główny problem jaki mamy w Europie to zwijanie się narodów, cywilizacji (łacińskiej) oraz brak odwagi do obrony tego świata i tradycji (również religijnej) w naszych krajach i społecznościach… (Odys)

„…Cywilizacja jest czymś większym niż tylko zbiorem zasad. Jest — przede wszystkim — naszą wspólną sprawą. (…) Pamiętaliśmy o tym podczas zimnej wojny, chcąc uwolnić narody tłamszone przez Związek Sowiecki i broniąc naszej wolności i demokracji przed zagrożeniem ze strony ateistycznego, komunistycznego totalitaryzmu.

Z tamtych wielkich idei pozostały dziś jedynie okruchy. (…) Bardziej cenimy sobie nasze przestrzenie bezpieczeństwa niż naszą umiejętność wygrywania sporów. Postmodernistyczne idee, mówiące nam, że prawda jest względna, a moralność jest społecznym konstruktem, ograniczają naszą zdolność do powiedzenia w przekonujący sposób, że to my mamy rację i że to nasza sprawa jest słuszna. I że to nasza cywilizacja jest lepsza, uczciwsza i sprawiedliwsza niż cokolwiek stworzonego przez samowzmacniającą się brutalność dżihadystów albo przez urażoną pompatyczność Rosji lub Chin”.

Utopia relatywizmu powoduje rozmycie podstawowych pojęć, w tym również pojęć przyjaciela i wroga. Widać to wyraźnie, gdy obserwujemy, jak dyżurni intelektualiści wiją się przed telewizyjnymi kamerami po paryskich zamachach, próbując brutalnym i krwawym faktom przeciwstawić opowiadaną od lat mrzonkę o możliwym szczęściu całej ludzkości. Co za naiwność. Cała ludzkość nigdy nie będzie szczęśliwa, nigdy nie będzie żyła w pokoju, raj na ziemi nie jest i nigdy nie będzie możliwy, a skażona natura ludzka sprawia, że ludzie zawsze będą wyrzynać się nawzajem. Owszem, chrześcijaństwo uczy, aby miłować nieprzyjaciół swoich, ale zanim zacznie się ich miłować, trzeba najpierw umieć odróżnić ich od przyjaciół. A tymczasem w Europie słowo „wróg” już dawno trafiło do indeksu słów zakazanych, podobnie jak inne słowo, „grzech”, którego wypowiedzenie w debacie publicznej automatycznie sprawia, że trafiasz do szufladki z napisem „prawicowy oszołom”…” (Przemysław Piętak)

całość tu: Wszystko co najważniejsze – Trzy kolory czerwony

Krótko – to nie siła i agresja przeciwnika jest problemem (bo tak już jest z przeciwnikiem) a nasza słabość. Histeryczny hejt wobec tego co obce tego trendu nie odwróci, a tylko nakręci spiralę strachu i nienawiści aż dojdzie do konfrontacji na której jak zwykle wygra/zarobi „ktoś” trzeci. Powinniśmy się skupić na rozwoju (i obronie) naszej cywilizacji, zamiast w głupi i bezproduktywny sposób (tracąc siły i środki a zyskując wrogość) ingerować w obce światy, siejąc zamęt i wojnę w dalekich krajach, a potem się dziwić exodusowi tamtejszej ludności na nasze tereny. Co innego działanie w samoobronie, ale tu też zamiast pyskówki i rasizmu najlepsze byłoby po prostu działanie zgodnie z mechanizmem prostego i uczciwego prawa, a mianowicie – drogi gościu muzułmańskiego wyznania! Albo będziesz się zachowywał jak gość albo wy…jedź tam skąd przyjechałeś. Tyle że do tego rodzaju racjonalnej polityki trzeba odpowiednich u władzy ludzi, tymczasem sami sobie zaciskamy pętle na szyję wybierając niekompetentnych (żeby nie powiedzieć psychopatów)…(Odys)

podobne: USA – Rosja – Syria – Izrael – Palestyna. oraz: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

„…Benedykt XVI odpowiadając na pytanie Seewalda o powody umocnienia się pozycji islamu na całym świecie sformułował następującą diagnozę. Wyznawcy islamu widząc kryzys moralny Zachodu, jego głębokie sprzeczności i wewnętrzną bezradność myślą: kraje zachodnie nie mogą już głosić swego przesłania moralnego; religia chrześcijańska spasowała – właściwie już nie istnieje; chrześcijanie nie mają już żadnej etyki, ani wiary; nasza tożsamość jest czymś lepszym, nasza religia utrzymuje swój status; mamy przesłanie moralne, którego niezłomnie się trzymamy od czasów Proroka, i powiemy światu, jak można żyć. Słowem, odkąd islam zaczął uważać się za religię bardziej żywotną od chrześcijaństwa i za religię przyszłości, u muzułmanów pojawiło się nowe poczucie dumy, która jest źródłem ich siły. Chrześcijanie będą się musieli z tą siłą islamu zmierzyć – ostrzegał Papież.

Dialog z islamem, wskazywał Benedykt XVI, jest trudny, gdyż wobec braku jednoczącej instancji, musi się odbywać zawsze z jego konkretnymi odłamami. „Nikt nie może wypowiadać się w imieniu całego islamu – nie ma czegoś takiego jak wspólnie uregulowana przez wszystkie odłamy ortodoksja” – tłumaczył Papież. Oprócz głównego podziału na sunnitów i szyitów, islam ukazuje różnorakie warianty, wśród których jest niestety – islam ekstremistyczny, terrorystyczny.

W książce „Wiara. Prawda. Tolerancja. Chrześcijaństwo a religie świata” kardynał Joseph Ratzinger ostrzegał, że również religie, którym nie można odmówić wielkości moralnej i dążenia do prawdy, mogą na niektórych odcinkach „zachorować”. Według Papieża islamowi grozi niebezpieczeństwo utraty równowagi, stwarzanie okazji do przemocy oraz zgody na to, by religia przeszła na poziom zachowań czysto zewnętrznych i rytualnych. Benedykt XVI zastanawiał się też nad przyczynami „erupcji” islamu we współczesnym świecie i udzielił odpowiedzi niejako antycypującej swój ratyzboński wykład. Czy przypadkiem nie mamy tu bowiem do czynienia z patologicznym usamodzielnieniem się uczuć? Ich hipertrofią kosztem rozumu? A przecież rozum i wiara powinny się wzajemnie umacniać, ponieważ „rozum oczyszcza i porządkuje religię, a objawienie i wiara wyzwalają cały potencjał rozumu” (zob. „Wiara i rozum odrzucają przemoc i totalitaryzm”, przemówienie podczas spotkania z przedstawicielami wspólnoty muzułmańskiej, 19.03.2009 r.). Prawdziwa religia musi zatem wyrzec się wszelkich form przemocy, zarówno ze względu na zasady wiary, jak i prawego rozumu.

Potępiamy religijny fundamentalizm, który inspiruje terroryzm, ale na antyreligijny fanatyzm często jesteśmy obojętni. Tymczasem, chrześcijanie, o co apelował Benedykt XVI, wszelkim formom wrogości wobec religii ograniczającym ich publiczną rolę w życiu obywatelskim i politycznym, powinni się przeciwstawiać (zob. Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2011 r., 8). Nie możemy pozwolić, aby w imię źle rozumianej tolerancji religia chrześcijańska była ograniczana do sfery prywatnej i wykluczana ze sfery publicznej, która rzekomo powinna stać się sferą neutralną światopoglądowo (wyrazem takiej postawy są słowa Ewy Kopacz z 23.06.2008 r. o zostawianiu własnych przekonań „w przedpokoju urzędu, który obejmujemy”). Byłby to zamach na prawo do wolności religijnej. Promowanie przez rządzących indyferentyzmu religijnego lub ateizmu praktycznego pozbawia obywateli siły moralnej i duchowej (zob. Caritas in veritate, 29), a bez niej wobec erupcji islamu będziemy bezbronni.” (Agnieszka Kanclerska • wpolityce.pl)

całość tu: Benedykta XVI głos rozsądku o islamie

„…Każdy rząd ma obowiązek obrony swoich obywateli. I to jest najważniejsza sprawa. Mam nadzieję, że rząd Beaty Szydło wywiąże się z tego zadania. Kwoty przyjęcia pierwszych uchodźców zostały już ustalone przez rząd Ewy Kopacz. Teraz trzeba pogłówkować nad tym, w jaki sposób anulować te zobowiązania.

Zapewnienia, że każdego przybysza z Bliskiego Wschodu będzie się drobiazgowo prześwietlać, mogą dziś uspokoić chyba tylko ociężałego umysłowo. Francuskie służby uważane są za jedne z najskuteczniejszych w Europie i jakoś nie mogły zapobiec tragedii.

Ręce opadają, gdy słyszy się ten sam co zawsze jazgot przywódców UE. Jakiej trzeba hekatomby, aby ludzie pokroju Martina Schulza przejrzeli na oczy. Wypowiedzi takie, że uchodźcy uciekają właśnie przed takimi terrorystami, jak ci sprawcy zamachów paryskich i konstatacja, że kto oskarża uchodźców, czyni z ofiar sprawców, budzą zdumienie. Przy zwłokach jednego z zamachowców znaleziono paszport syryjski i dokument, że wszedł do Europy przez Grecję z falą emigrantów. Ile razy trzeba powtarzać, że nie sposób jest wyłowić z tak olbrzymiej masy emigrantów ludzi opętanych terroryzmem. Wiadomo, że nie każdy uchodźca to morderca. Są wśród nich uczciwi, spokojni ludzie, szukający schronienia przed falą przemocy. Niestety w takich sytuacjach odium spada na każdego z nich. Nie czujemy się bezpiecznie w ich obecności. A winą za to nie można obarczać Europejczyków, ale terrorystów, którzy niepostrzeżenie wślizgują się w grupy swoich rodaków…” (Iwona Galińska)

całość tu: Kukułcze jajo podrzucone przez rząd PO

„W sprawie tzw. imigrantów rzecz wygląda prosto – mamy prawo domagać się od nowego rządu uwzględnienia głosu Polaków i zdecydowanego sprzeciwu wobec dyktatu Berlina.
Bełkotliwe wypowiedzi polityków PiS są kompromitujące i świadczą, że wcześniejsze deklaracje należy traktować jako tanią demagogię.
Wyjątkowo fałszywie brzmią zapowiedzi „dokładnego sprawdzania” imigrantów przez służby III RP. Mowa o tych samych służbach, które dopuściły do zamachu smoleńskiego, które współpracowały z kremlowskimi bandytami i od ponad ćwierćwiecza wystawiają Polskę na pośmiewisko. Dziś – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki służby te miałyby chronić Polaków.
Ponieważ partia pana Kaczyńskiego stanowi integralną część systemu III RP, nie będę zaskoczony, jeśli bez szemrania przyjmie dyktat Merkel w sprawie „relokacji imigrantów”. Mam tylko słabą nadzieję, że mimo przemilczenia takiej decyzji przez „wolne media”, wyborcy dostrzegą rzeczywistą postawę polityków PiS.” (Aleksander Ścios)

„…Warto przy okazji tematu przypomnieć fakt, że Prawo i Sprawiedliwość ratyfikowało Traktat Lizboński, który to ma kontrowersyjne zapisy: „art.78 TFUE: W przypadku gdy jedno lub więcej Państw Członkowskich znajdzie się w nadzwyczajnej sytuacji charakteryzującej się nagłym napływem obywateli państw trzecich, Rada, na wniosek Komisji, może przyjąć środki tymczasowe na korzyść zainteresowanego Państwa lub Państw Członkowskich„, „art 79.1 TFUE: Unia rozwija wspólną politykę imigracyjną mającą na celu zapewnienie, na każdym etapie, skutecznego zarządzania przepływami migracyjnymi” oraz art. 80 TFUE „polityki Unii dotyczące kontroli granicznej, azylu i imigracji oraz ich wprowadzanie w życie podlegają zasadzie solidarności i sprawiedliwego podziału odpowiedzialności między państwami członkowskimi, a akty Unii przyjęte w tej dziedzinie zawierają odpowiednie środki w celu zastosowania tej zasady”.

Chrześcijańskie miłosierdzie nakazuje pomagać, dlatego chcę pomóc mojemu narodowi, poprzez poparcie wyeliminowania do zera ryzyka masakr na wzór tej z piątkowego Paryża.

Warto przywołać w pamięci to, że była Premier poparła przydział kwot pomimo tego, że: Unia nie ma prawa do podejmowania decyzji o kwotach imigrantów przydzielanych do poszczególnych państw (parlament węgierski niedługo będzie się mógł sądzić z UE, więc może poruszy ten temat), gdyż jest zobowiązana do respektowania zapisów Konwencji Genewskiej, która to mówi, że uchodźcą jest się w pierwszym bezpiecznym państwie, do którego się „uszło” przed zagrożeniami ze swojego kraju. Imigrantem staje się człowiek, który z tego pierwszego państwa migruje do kolejnego w poszukiwaniu warunków lepszego życia.

Na pewno nie mamy się co dziwić, że interes narodowy jest obecnie mniej ważny niż postanowienia UE, skoro ratyfikowany został Traktat Lizboński…” (Martyna Lichacz)

całość tu: MEMENTO MORI EUROPO.

Franciszek C. Kulon - Co jeszcze zepsuć

Franciszek C. Kulon – Co jeszcze zepsuć

Jest czas egipskich plag.
Wojen fałszywych flag.
Sankcja i komitywa.
Wrogowie skryci w tle,
a cele nie są te,
gdzie wojna się rozgrywa.

Są boje niewidoczne.
Projekty tajne, mroczne,
a śmierć wciąż zbiera żniwa.
Są kłamstwa w polityce.
Rozerwane granice.
Uchodźców wciąż przybywa.

Jest czas bitew medialnych.
Prawdziwych – nierealnych.
Jest wielkie mózgów pranie.
Zamachy i uniki.
Iskrzą biegunów styki.
Króluje zakłamanie.

Są bitwy gabinetów.
Tajemnic i sekretów
na wielu szczytach świata.
Świat. Rosja. Ameryka.
Zapalnik, który tyka.
Jest wina. Jest zapłata.

Jaką to drogą pójdzie,
gdy zagubieni ludzie,
pozmieniali słowa
sprzeciwu i pacierza?
Dokąd to wszystko zmierza?
Przed jutrem się nie schowasz!

Marek Gajowniczek: „Przed jutrem się nie schowasz!”

Izrael krytykuje Watykan za uznanie państwowości Palestyny. Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł).


1.”Ubolewanie” Izraela z powodu porozumienia Watykan-Palestyna.

26.06.2015, Tel Awiw (PAP/AFP/Reuters) – Izraelski MSZ wyraził „ubolewanie” z powodu decyzji Watykanu w sprawie uznania Palestyny jako państwa w podpisanym w piątek porozumieniu między Stolicą Apostolską a Państwem Palestyńskim. „Ten przedwczesny krok szkodzi perspektywie osiągnięcia układu pokojowego i będzie miał zły wpływ na międzynarodowe wysiłki zmierzające do przekonania strony palestyńskiej, aby powróciła do bezpośrednich negocjacji z Izraelem” – oświadczył w ogłoszonym w piątek komunikacie rzecznik MSZ Izraela Emmanuel Nahszon.

Izrael – czytamy w nim – ubolewa z powodu „jednostronnego charakteru tekstu porozumienia, który ignoruje fakty historyczne dotyczące narodu izraelskiego i ziemi Izraela oraz miejsc świętych judaizmu w Jerozolimie”.

„Izrael nie może zaakceptować zawartych w porozumieniu jednostronnych stwierdzeń, które nie biorą pod uwagę jego żywotnych interesów i specjalnego historycznego statusu ludu żydowskiego w Jerozolimie” – oświadczył Nahszn. Rzecznik ostrzega, że jego kraj „szczegółowo przestudiuje porozumienie i jego implikacje dla przyszłej współpracy między Izraelem a Watykanem”.

Stolica Apostolska utrzymuje pełne stosunki dyplomatyczne z Izraelem od 1999 roku.

Podpisane w piątek porozumienie watykańsko-palestyńskie dotyczy m.in. zasadniczych aspektów działalności i funkcjonowania Kościoła katolickiego na terytorium palestyńskim. Jego zawarcie stanowi też poparcie Stolicy Apostolskiej dla rozwiązania opartego na istnieniu dwóch państw – Państwa Palestyńskiego i niepodległego Państwa Izrael.

Palestyński minister spraw zagranicznych Rijd al-Malki podkreślił „historyczny” charakter porozumienia, które „po raz pierwszy zawiera oficjalne uznanie przez Stolicę Apostolską Palestyny jako państwa”.

Jest to – powiedział – „uznanie prawa narodu Palestyny do samookreślenia, wolności i godności jako niepodległego bytu państwowego, wolnego od okupacji”. (PAP)

ik/ ro/

podobne: Palestyńczycy do Trybunału Karnego. W odpowiedzi Izrael zamraża palestyńskie pieniądze i chce wstrzymania pomocy dla Palestyńczyków. oraz: Izrael – Palestyna. USA naciskają i zapowiadają rewizję swojej roli w procesie pokojowym.

2. Zapis agonii.

„… Nawiasem mówiąc, chrześcijański uniwersalizm od samego początku uznany został przez Żydów za zagrożenie, bowiem nawet się na tym nie skupiając, sam przez się podważał żydowskie uroszczenia do wyjątkowości we Wszechświecie… 

(…)

Głosząc chrześcijański uniwersalizm, św. Paweł, nawet nie mając takiej intencji, pozbawiał tamto „przymierze” wszelkiego znaczenia, amputując tym samym narodowi żydowskiemu cel, wokół którego dotychczas się on jednoczył i budował swą tożsamość w opozycji do reszty świata. Stąd też przez stulecia towarzyszy chrześcijaństwu nieprzejednana wrogość ze strony Żydów – w wieku XIX otrzymując potężne narzędzie walki w postaci kontrreligii socjalistycznej. W tym Bożym spisku ważną rolę odegrał również Rzym, który rozciągając polityczną kontrolę nad ówczesnym światem, umożliwił zakorzenienie chrześcijaństwa na obszarach zachodniej Europy, co dało początek fenomenowi zwanemu cywilizacją łacińską, która, dzięki splotowi okoliczności, wśród których nie możemy oczywiście wykluczyć dalszego ciągu Boskiego spisku, zdołała narzucić wytworzony przez siebie system wartości całemu światu.

Fundamenty cywilizacji łacińskiej

Cywilizacja ta jako „ustrój życia zbiorowego”, wspiera się na trzech filarach: greckim stosunku do prawdy, zasadach prawa rzymskiego i etyce chrześcijańskiej, jako podstawie systemu prawnego. Grecki stosunek do prawdy sprowadza się do przeświadczenia, iż prawda istnieje obiektywnie, to znaczy – niezależnie od tego, co ludzie, albo ich większość na jej temat mniema, że nie leży „pośrodku” – jak chcieliby ireniści, tylko tam, gdzie leży. Taki stosunek do prawdy sprzyjał poznawaniu świata niezależnie od wierzeń religijnych i właśnie dlatego w obrębie tej cywilizacji pojawił się fenomen zwany nauką, to znaczy – systematyczne dociekanie prawdy o świecie, połączone z nieustannym kwestionowaniem uzyskanych dotychczas rezultatów.

Bardzo ważnym filarem tej cywilizacji są zasady prawa rzymskiego, z niezwykle doniosłym wynalazkiem w postaci rozdzielenia prawa publicznego i prywatnego na czele. Wynalazek ten umożliwił nie tylko wyodrębnienie własności prywatnej, ale również, a może nawet przede wszystkim – wykształcenie się poczucia autonomii jednostki względem państwa. Dlatego też właśnie w prawie rzymskim własność została uznana za „pełne władztwo nad rzeczą”, które przysługuje właścicielowi z wyłączeniem wszystkich innych osób – z „państwem” włącznie. Prawnicy rzymscy sformułowali też zasady, iż prawo nie działa wstecz, że nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie, a chcącemu nie dzieje się krzywda. Całość umożliwiła nie tylko precyzyjne zdefiniowanie sprawiedliwości jako „niezłomnej i stałej woli oddawania każdemu, co mu się należy” („Ulpian Domicjusz: iustitia est firma et perpetua voluntas suum cuique tribuendi”) oraz sformułowanie kryteriów prawego postępowania: „honeste vivere, alterum non laedere, suum cuique tribuere” (uczciwie żyć, drugiego nie krzywdzić, każdemu należne oddawać).

I wreszcie – etyka chrześcijańska, która stanowi cenne uzupełnienie poprzednich filarów. Wniosła ona do tej cywilizacji rewolucyjną zasadę, iż każdemu człowiekowi, niezależnie od aktualnej pozycji społecznej, przysługuje nienaruszalne i przyrodzone minimum godności, jako dziecku Boga. Zaszczepienie tej zasady na greckim i rzymskim korzeniu przyniosło już w Średniowieczu znakomity rezultat w postaci etosu rycerskiego. Rycerz był uosobieniem dzielności i siły – w czym kochała się Grecja i Rzym – ale w cywilizacji łacińskiej ta siła została obciążona obowiązkami na rzecz słabości. Podstawowym bowiem obowiązkiem rycerza była „obrona wdów i sierot” – a więc osób w ówczesnym społeczeństwie najsłabszych.

Socjalistyczna kontrkultura

Niepodobna nie zauważyć podobieństwa między socjalizmem, a religią żydowską. Nie chodzi o to, że wśród twórców socjalizmu spotykamy nadreperezentację żydowskich mełamedów, ale – podobieństwa merytoryczne. Przede wszystkim – kolektywizm. W religii żydowskiej jednostka właściwie nie istnieje; podmiotem historii jest naród, którego interesom – a podstawowy, to zdobycie panowania nad światem – jednostka ma się bezwzględnie podporządkować. Jeśli zastąpilibyśmy słowo: „Izrael” słowem: „państwo”, czy „partia”, to bardzo wiele urywków Starego Testamentu można by wziąć za fragmenty jakiegoś „Manifestu komunistycznego”. Bo socjalizm też charakteryzuje się podejściem kolektywistycznym. Nie dostrzega jednostek, tylko antagonistyczne „klasy”. Każdy nie tylko należy do określonej „klasy”, ale jest tą przynależnością zdeterminowany na poziomie instynktów, również, a nawet przede wszystkim w swoim sposobie myślenia.

Skoro tak, to nie istnieje żadna „prawda”, bo co jest prawdą dla przedstawicieli jednej klasy, jest fałszem dla przedstawicieli klasy antagonistycznej. Nie istnieje też uniwersalna etyka, bo to, co jest dobre, dla klas oprymujących, jest złe dla klas oprymowanych, a ponieważ to klasy oprymowane są przez socjalistów uznawane za awangardę, to dobre jest to, co jest dobre dla nich. Podobnie nie istnieje uniwersalne piękno, bo wszystko zależy od tego, co harmonia wyraża; czy odzwierciedla ład „burżuazyjny”, czy też socjalistyczny, słowem – komu służy. W ten oto sposób kolektywizm, będący wspólnym rdzeniem cywilizacji żydowskiej i socjalizmu, podważa wszystkie elementy quincunxa łacińskiej cywilizacji: prawdę, dobro, piękno, zdrowie (zarówno Żydzi, jak i sodomici jako „mniejszości” oprymowane przez większości -„gojowską” i heteroseksualną – powinni być uprzywilejowani) i dobrobyt (kolektywistyczne podejście do własności w socjalizmie jest odpowiednikiem trybalistycznego podejścia do własności w cywilizacji żydowskiej).

(…)

Taktyka bolszewicka polegała na dążeniu do uchwycenia władzy politycznej drogą rewolucji, co umożliwiało korzystanie z narzędzi współczesnego państwa, przede wszystkim – terroru i zmasowanej propagandy – do przerabiania normalnych ludzi na ludzi sowieckich. Różnica między człowiekiem normalnym i sowieckim polega na tym, że człowiek sowiecki wyrzeka się wolnej woli – a więc autonomii względem państwa, tworząc kolektywistyczny „nawóz Historii”. Ale dzięki polskiemu zwycięstwu w wojnie bolszewickiej w roku 1920, Zachód uchronił się przed zaaplikowaniem mu tej taktyki. Wobec niego zastosowana została taktyka alternatywna, zaproponowana przez Antoniego Gramsciego w postaci tak zwanego marksizmu kulturowego.

Gramsci stwierdziwszy, że bardziej niż zewnętrzna przemoc, człowieka trzyma w niewoli kultura „burżuazyjna”, zaproponował wprowadzenie do niej „ducha rozłamu” to znaczy – podsunięcie tradycyjnym kategoriom kulturowym wywrotowej, czyli rewolucyjnej treści – a wtedy władza polityczna nad tak zoperowanym społeczeństwem sama wpadnie „awangardzie” w ręce…

(…)

Kierując „instytucjami” o zasięgu światowym bądź europejskim, korzystając ze wsparcia autorytetów uniwersyteckich, mediów i przemysłu rozrywkowego, ludzie ci nadali marksizmowi kulturowemu charakter już nie intelektualnej propozycji, ale ideologii zarówno w USA, jaki i Unii Europejskiej obowiązującej. Przybiera ona na naszych oczach postać norm prawnych, za którymi stoi przemoc państwa.

„Duch Soboru”

Inwazja marksizmu kulturowego na uniwersytety doprowadziła również do kryzysu tożsamości w Kościele katolickim, w którym pojawiły się coraz wyraźniejsze nurty kontestacyjne, wysuwające postulaty „demokratyzacji”, ekumenizmu i „prawdziwego” pokoju. W październiku 1962 roku papież Jan XXIII zwołał sobór, który proklamował „aggiornamento”, ekumenizm uczynił wiodącym nakazem, co zapoczątkowało „dialog” – między innymi – z „judaizmem”…

(…)

Tymczasem ludzie robią to, co sufluje im piekielna triada w postaci zdominowanego przez marksistów państwowego monopolu edukacyjnego, podobnie zinfiltrowanych mediów i przemysłu rozrywkowego, dostarczającego gotowych wzorców postępowania dla „młodych, wykształconych”. W rezultacie „aggiornamento” Kościół rozpaczliwie starał się dostroić do tempa dyktowanego przez wrogów cywilizacji łacińskiej, podlizując się a to „młodym”, a to „poszukującym” – na co nakładają się dodatkowo wymagania „dialogu”.

Rzecz w tym, iż podstawowym, że tak powiem, kurtuazyjnym, warunkiem „dialogu” jest uznanie poglądów partnera za równoprawne, a nawet – za słuszne i prawdziwe. Spełnienie tego warunku ma jednak znamiona bezwarunkowej kapitulacji – bo nawet podyktowane kurtuazją uznanie fałszu za równoprawny z prawdą, stanowi zdradę łacińskiej cywilizacji. Okazało się, że wszystkie drogi prowadzą na szczyt, a jeden szczyt uwiarygodnia każdą drogę. Ale to ma swoje konsekwencje – bo skoro wszystkie drogi są jednakowo prawomocne, to tylko dureń wybierałby trudniejszą, a zwłaszcza – karkołomną, skoro obok po wyasfaltowanej autostradzie klimatyzowane autokary z wychodkiem i telewizją, komfortowo dowożą na sam szczyt. Krótko mówiąc – zatruty „duchem Soboru” Kościół, zamiast pewności, zaczął dostarczać wiernym coraz więcej rozterek…

(…)

Tradycyjny stosunek do prawdy ulega erozji pod wpływem demokracji totalnej, w ramach której metoda demokratyczna, polegająca na apriorycznym przyznawaniu racji większości, znajduje coraz szersze zastosowanie w nauce. Przykładem jest głosowanie w WHO, w następstwie którego sodomia i gomoria została uznana za rodzaj normy. Skoro normą staje się cokolwiek, to znaczy, że normy już nie ma, podobnie jak prawdy. Jest to pogląd co się zowie wywrotowy, czyli rewolucyjny, sprzeczny z logiką dwuwartościową, według której jest prawda – i fałsz, jest norma – i dewiacje.

Zasady prawa rzymskiego są unieważniane przez zwycięski pochód socjalizmu. Zdobycze łacińskiej cywilizacji, uzyskane w następstwie epokowego wynalazku rozdzielenia prawa publicznego i prywatnego, są bezpowrotnie tracone na skutek stopniowego zacierania granicy między publicznym i prywatnym – co upodabnia współczesne państwa do trybalistycznych wspólnot rozbójniczych. O zasadzie volenti non fit iniuria (chcącemu nie dzieje się krzywda), która stanowi podstawę wolnościowej legislacji, nie ma już dzisiaj mowy, skoro nawet moraliści twierdzą, iż „nieważne, co się podpisuje”, nawet „bez swojej wiedzy i zgody”.

Państwa przechwytują władzę nad bogactwem wytwarzanym przez ludzi, a wraz z tą władzą zagarniają kolejne przestrzenie wolności. Autonomia jednostki względem państwa zanika, czego przykładem jest wprowadzanie urzędnika państwowego w charakterze arbitra stosunków rodzinnych nie tylko między małżonkami, ale również – między rodzicami, a dziećmi. W ten oto sposób porządki spontaniczne, charakterystyczne dla ustrojów wolnościowych, wypierane są przez porządki zadekretowane. No i wreszcie postulat „państwa neutralnego światopoglądowo” którego rzeczywistym celem jest wyrugowanie etyki chrześcijańskiej, jako podstawy systemu prawnego państwa i zastąpienie jej etyką sytuacyjną, uzależnioną od „mądrości etapu”…

(…)

Jeśli więc cywilizacja łacińska przez ostatnie dwa tysiące lat była solą ziemi, to dzisiaj wykazuje objawy zwietrzenia. A jaki los czeka sól zwietrzałą? W Ewangelii czytamy: „a jeśli sól zwietrzeje, czymże ja nasolą? Na nic się więcej nie zda, jak tylko by ją wyrzucić na zewnątrz, gdzie zostanie podeptana przez ludzi.”

Stanisław Michalkiewicz

całość tu: Zapis agonii (Artykuł    miesięcznik „Opcja na prawo”    20 maja 2013)

podobne: „Virtus est perfecta ratio” Cyceron… a „Gdy rozum śpi budzą się demony” Goya oraz: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. i to: Michalkiewicz o porządkach rewolucyjnych wg. strategii bolszewickiej (na podstawie 6-cio latków i konwencji „CAHVIO”), oraz Szczureida (do Szczurospolitej) czyli… „wolność” w postkomunizmie. a także: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym.

Wypis z elementów współtworzących ideę Cywilizacji Łacińskiej.
  1. Moralność zgodna z nauką Kościoła katolickiego.
  2. Chrześcijański uniwersalizm. Moralność dotyczy wszystkich tak samo, a zatem wszyscy ludzie są równi wobec moralności. Nie istnieją żadne grupy ludzi jakoś wyróżnione przez moralność. Z tego wynika równość wobec prawa publicznego.
  3. Nawet polityka i wojna nie są wolne od ograniczeń etycznych.
  4. Wyższość moralności nad prawem – źródłem prawa jest moralność – nie znaczy to, że prawo to kodyfikacja moralności, ale że prawo musi być zgodne z moralnością, czyli mogą istnieć nieskodyfikowane prawa moralne, ale wszelkie ustawy muszą być zgodne z moralnością.
  5. Indywidualizm. Za swoje czyny i grzechy każdy człowiek odpowiada osobno, samodzielnie, indywidualnie. Ludzie będą zbawieni pojedynczo, a nie grupowo. Chrześcijaństwo całkowicie odrzuca odpowiedzialność zbiorową i przechodzenie grzechów z pokolenia na pokolenie.
  6. Każdy człowiek, bez wyjątków, nawet chory, młody, nierozwinięty, niedorozwinięty, ułomny czy nienormalny, posiada wolną wolę, a zatem zdolność do twórczości, do tworzenia nowych bytów, do samodzielnego inicjowania związków przyczynowo skutkowych. Chrześcijaństwo odrzuca determinizm.
  7. Człowiek jest podmiotem, a nie przedmiotem.
  8. Stale rosnące wymogi etyczne i doskonalenie prawa w oparciu o nie.
  9. Władzę i poddanych obowiązują te same prawa moralne.
  10. Władza hierarchiczna z silnym samorządem.
  11. Zdolność społeczności do samoorganizacji, do samonaprawiania się, do oddolnego działania, czyli do pracy organicznej.
  12. Różnorodność i dążenie do równania wzwyż, ku najbogatszemu, ku najmądrzejszemu, ku najlepszemu.
  13. Dualizm prawa, które dzieli się na prywatne i publiczne. I tak samo władztwo nad terenem podzielone jest między właściciela i suwerena.
  14. Relacja między prawem a wolnością polega na tym, że wolność każdego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się prawo drugiego…

itd… całość tu: Grzegorz GPS Świderski: Cywilizacja Łacińska w punktach

2. Świat zadowolonych głupców

W świecie pozbawionym wymiaru duchowego pozostaną nam jedynie wybory, które niczym nie różnią się od tych, jakich dokonują zwierzęta – mówi Zbigniew Stawrowski, filozof…

„…Prawdziwa humanistyka otwiera horyzonty, odrywa od przyziemności, uczy godności, poczucia wartości – tego, że każdy z nas jest nie byle kim. A to bardzo przeszkadza w pogodzeniu się ze statusem jedynie siły roboczej, bo daje mocne punkty odniesienia, uczy też krytycyzmu, zwłaszcza w stosunku do tych, którzy twierdzą, że nasze życie zamyka się jedynie w ramach zaspokajania potrzeb.

Podobno lepiej być dobrym spawaczem niż kolejnym politologiem bez pracy…

Można by na to odpowiedzieć dość brutalnie słowami Johna Stuarta Milla: „Lepiej być niezadowolonym człowiekiem niż zadowoloną świnią; lepiej być niezadowolonym Sokratesem niż zadowolonym głupcem”. Wielu demokratycznych polityków w swoim oglądzie społeczeństwa oczywiście się z tym nie zgodzi, bo wiedzą oni dobrze, że im więcej głupców i ignorantów, tym łatwiej nimi można manipulować. Wystarczy tylko zapewnić ciepłą wodę w kranie, chleb i igrzyska, a wszyscy będą szczęśliwi i zadowoleni. Mill dodaje jeszcze: „Jeżeli głupiec i świnia są innego zdania, to dlatego, że umieją patrzeć na sprawę wyłącznie ze swego punktu widzenia. Drugiej stronie oba punkty widzenia są znane”. I te słowa szczególnie chciałbym zadedykować tym, którzy dewastują polską humanistykę.

(…)

To właśnie dominująca dziś ideologia utylitarystyczna łudzi, że można wszystko tak rozplanować, by każdy żył w miarę bezpiecznie, przyjemnie i szczęśliwie. Możemy sobie wyobrazić taki świat, w różnych zresztą wersjach. Wszystko krążyłoby wokół podstawowych potrzeby: zjeść, napić się, pokopulować, wyspać się, no i nieco zabawy i rozrywki.(…) Chodzi o to, bym był ciągle zadowolony, by nieustannie było mi dobrze. Niestety, możemy zredukować nasze człowieczeństwo wyłącznie do takich aspiracji; możemy się z tym pogodzić, co więcej, możemy wychowywać kolejne pokolenia w przekonaniu, że to właśnie jest najistotniejsze w życiu.

I co będzie się liczyło w takim świecie?

Osiągnięcie najwyższej możliwej dla nas pozycji społecznej, zarabianie odpowiedniej ilości pieniędzy, wysłanie dzieci na studia za granicę – oczywiście po to, by też osiągnęły jeszcze wyższą pozycję i jeszcze więcej zarabiały, czyli były bardziej szczęśliwe. I tu pojawia się pytanie: czy przypadkiem nasze dzisiejsze polskie elity nie należą już do świata, o którym tu rozmawiamy? Przecież „elity” polityczne, ale też artystyczne, nie mówiąc już o medialnych celebrytach, sprowadzają całe swoje życie do tego typu motywacji: mieć odpowiednie dochody, willę, atrakcyjne wakacje i tym podobne gadżety. To właśnie te ich aspiracje najwyraźniej widać i słychać na różnych taśmach, które ostatnio wyciekają do opinii publicznej. Nie mówiąc oczywiście o ich specyficznym języku, który nie powinien w tym kontekście dziwić. Jednak wciąż jeszcze istnieje u nas elita w tradycyjnym znaczeniu tego słowa: ona wyprzedza i podnosi społeczeństwo, może być dla nas wzorcem osobowościowym, kulturowym. To autentyczne elity intelektualne przebywające na co dzień w świecie wartości duchowych, a więc przede wszystkim spora część ludzi nauki i sztuki. To oni otwierają horyzonty, które zwykłym zjadaczom chleba wydają się niedostępne. Gdybyśmy wyobrazili sobie świat pozbawiony wymiaru duchowego, także ich zajęcie okazałoby się w najlepszym razie zwykłym rzemiosłem.

(…)

prawdziwe dzieła kultury są zawsze próbą nazwania – za pomocą języka sztuki, muzyki, literatury, poezji, filozofii – czegoś, co jest bezpośrednio nienazywalne, co nas przekracza i wymyka się naszemu poznaniu. (…) Często wielkie dzieła ludzkiego ducha rodziły się z cierpienia, jako odpowiedź na nie. Ból, cierpienie, nieszczęście jest tym, co przychodzi nagle i nas zaskakuje. Jest czymś, czego źródło jest w pewnym sensie transcendentne, co przychodzi, jest nam dane i z czym musimy się zmierzyć. To wszystko wykracza poza świat, który sobie sami zaprojektujemy tak, by było nam dobrze.

W tym świecie nie byłoby elit – jak pan je nazwał – duchowych. Ale może w świecie, w którym obowiązuje równość w szczęściu, nie potrzebowalibyśmy elit w ogóle?

Zawsze istnieją jakieś elity. W każdym społeczeństwie są ludzie uznawani przez innych za najlepszych. Nie tylko w ustrojach arystokratycznych, gdzie najlepsi – aristoi – sprawują władzę, ale także w najbardziej egalitarnej demokracji. Ostatecznie sam podział na sprawujących aktualnie władzę i tych, którzy są jej poddani, nawet jeśli mają oni równe szanse, by ją pełnić w następnym rozdaniu, wprowadza określoną hierarchię. Ważniejsze jest pytanie, kim są te elity i pod jakim względem są to ludzie najlepsi. Mogą to być elity, o których pisali Platon i Arystoteles, wyróżniające się intelektem czy cnotą. Nasze słowo „szlachta” to przecież oznacza: to ludzie, którzy mieli być szlachetni. Ale elity mogą też wyróżniać się siłą, bezwzględnością czy umiejętnością manipulowania innymi, co doskonale widzimy w społeczeństwie demokratycznym. Wszelkie elity z założenia są wzorcotwórcze i kształtują na swój obraz społeczeństwo. Ktoś zawsze narzuca w społeczeństwie jakieś wzorce i pociąga za sobą innych. Dziś te grupy, które uchodzą w demokratycznym społeczeństwie za elitę, proponują wzorce, które oznaczają rezygnację z istotnego wymiaru człowieczeństwa…

(…)

Jeżeli odhumanizuje się naukę o polityce, także odhumanizuje się politykę. I to dziś już się dzieje.

(…)

Człowiek ma być wyłącznie zwierzęciem posługującym się rozumem, a raczej rozumkiem, który działa jak kalkulator, pomagając mu policzyć, jak najefektywniej zaspokoić swoje zwierzęce potrzeby. Mamy skupiać się wyłącznie na tym, co podsuwają nam zmysły. Ale jak człowiek ma dostrzec to, co jest prawdą, a co nie jest? Zmysłami tego przecież nie widzimy. Tak samo co jest dobre, a co złe, co jest piękne, a co jest szpetne. Tu odsłania się już zupełnie inna funkcja naszego umysłu, nie ta kalkulująca, lecz oglądająca rzeczy dla zmysłów niedostępne.

(…)

Wyższe wartości mają to do siebie, że łączą. Możemy się nimi wspólnie cieszyć. Idziemy razem na koncert i słuchamy tej samej muzyki. Mnie nie przeszkadza, że pan słucha tego samego co ja – wręcz przeciwnie. Ale jakbyśmy byli bardzo spragnieni i mieli przed sobą tylko jedno piwo: też dobro – i dla pana, i dla mnie – doszłoby między nami do zwarcia. Jeśli pozostajemy na poziomie elementarnych dóbr, sytuacja jest bardzo konfliktogenna.

(…)

Bez humanistyki i obcowania z tym wszystkim, czym zajmuje się humanistyka, ludzie zatracą wrażliwości na sprawy naprawdę istotne. Wszyscy będą mieć już wszystko poukładane w głowie, a wokół będzie się kręcił świat. Świat zadowolonych głupców trwających w dobrobycie. Możemy ten stan nawet sobie nazwać szczęściem, a co… Wszyscy będą tacy uśmiechnięci i nikogo nie będzie interesowało, jak to się dzieje, za pomocą jakich środków i jakich dopalaczy…

(…)

Czy wolność zawsze stoi w kontrze do utylitaryzmu?

To pytanie klasycznego liberalizmu. Rzecz polega na tym, że państwo wolności jest państwem minimalnym. To znaczy, że pozostawia ludziom przestrzeń poszukiwania dobrego życia, nie narzuca nikomu żadnej wizji szczęścia. Projekty utylitarystyczne zaś zakładają, że państwo nie tylko może, ale i powinno ludzi uszczęśliwiać. Mamy różne wersje takich projektów: socjalistyczne, komunistyczne, a także liberalne we współczesnym rozumieniu tego słowa. Bo dzisiejszy liberalizm to jest liberalizm utylitarystyczny, który daleko odszedł od swoich wolnościowych korzeni. Klasyczny liberalizm zakładał, że państwo jest po to, by wyznaczać granice wolności i tworzyć ramy bezpieczeństwa, a reszta jest pozostawiona człowiekowi. Ale my jesteśmy chyba ostatnimi humanistami, którzy tak myślą. Inni już dziś wolą dostawać swoją dawkę somy. Państwo dostarcza ją poprzez telewizję, propagandę, igrzyska… Chleb i igrzyska: cały czas władza działa tak samo, by ludzie byli zadowoleni i się nie buntowali.

(…)

prawdziwa humanistyka oparta jest na wolności. Ona jest liberalna w klasycznym sensie tego słowa. Człowiek jest istotą wolną, ale trzeba rozumieć, czym jest ta wolność. Nie chodzi tu bynajmniej o samą wolności wyboru… 

Czyli?

Prawdziwa wolność jest tam, gdzie pojawiają się wartości moralne; gdy czujemy, że powinniśmy coś zrobić, coś powiedzieć, wobec czegoś zaprotestować. Kiedy na przykład mówimy prawdę, choć może nas to sporo kosztować, albo sami przyznajemy się do czegoś złego, choć wiąże się to z upokorzeniem. Nie mówiąc już o takich sytuacjach, kiedy w imię tego, co podpowiada nam sumienie, gotowi jesteśmy poświęcić życie. To wtedy wiemy, że naprawdę jesteśmy wolni. Jeżeli postąpimy tak, jak trzeba, rośniemy w swym człowieczeństwie. Jeżeli się tak nie zachowamy, np. zabraknie nam odwagi i skłamiemy – czujemy, że lecimy w dół. W naszym człowieczeństwie najważniejszy jest ten wektor: w górę i w dół. I o tym mówi prawdziwa humanistyka. Ona opisuje doświadczenie ludzi, którzy upadają albo wznoszą się do góry. W świecie pozbawionym wymiaru duchowego pozostaną nam jedynie wybory, które niczym nie różnią się od tych, jakich dokonują zwierzęta: wybrać taki lub inny kawałek mięsa… Oczywiście możemy to ubrać w różne wysublimowane cywilizacyjne przebrania, ale to wciąż będzie ten poziom „wolności”.

O co będzie dbać jednostka w świecie pozbawionym wyższych wartości?

Jak wszystkie zwierzęta mamy instynkt samozachowawczy. Dlaczego mamy ryzykować? W takiej perspektywie to nie ma wtedy żadnego sensu. Sprowadzając cel życia do doskonalenia techniki zaspokajania naszych potrzeb, niezależnie od tego, czy jest to motywowane i organizowane indywidualistycznie czy kolektywistycznie, odczłowieczamy sami siebie, pozbawiamy się najważniejszego elementu naszego człowieczeństwa. Tym, którzy nie dostrzegają, że jest coś ponad zwykłym zaspokajaniem potrzeb, można tylko współczuć. Gdy zmagamy się z tym czymś wyższym, co nas przekracza, dopiero wtedy stajemy się w pełni człowiekiem…” 

całość tu: rp.pl

podobne: „Obraża zamiast znieważa” czyli… antyreligijny charakter zmian w Kodeksie Karnym. Czy ci którzy za tym stoją to ludzie czy króliki? oraz: Przewodnia rola „mediów” i tzw. „edukacji” w zdziczeniu obyczajów … i to: „Muza nie żyje”: Kiedy sztuka jest wyrazem wysokiej kultury? „Jezus wyszydzony”: Zmaganie się o duszę tego świata. a także: „Nie ma ludzi” i Kisiel wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii, moralności, cnoty i nacjonalizmu. polecam również: Wolnośc a samowola czyli – Goń libertyna!

3. PRZESTROGA…

„Konopielka” dzieło Edwarda Redlińskiego mogłoby zdawać się prześmiewcze w swej wymowie. Obrazowo ukazujące zaściankowość i zacofanie w tzw. Polsce B, gdzie ciemny, zabobonny chłop stroni od nowoczesności. Nic bardziej mylnego.

pragnę zwrócić uwagę na słowa, w sposób perfekcyjny odtworzone przez Franciszka Pieczkę, które zreflektowały mnie do napisania powyższego artykułu. Są one swoistą przepowiednią nadchodzących czasów, czyli naszej teraźniejszości:

Dziad: Ech, widzę, że już nigdzie pokoju nie ma…, nawet u was diabeł panietruje…

Tatko: Diabeł?

Dziad: Od porządku ludkowie moi jest Pan Bóg – On pilnuje żeby wszystko szło jak trzeba i było jak na początku, teraz, zawsze i na wieki wieków amen. A diabeł chce zmieniać, ulepszać. Słyszycie? Ulepszać. Już jemu mało, że krowa cieli się, gdzie tam, on chce żeby się źrebiła. Ooo, do czego idzie… Krowy będo się źrebili, kobyły cielili, owieczki prosili, chłop z chłopem spać będzie, baba z babą, wilki latać będą, bociany pływać, słońce wzejdzie na zachodzie, a zajdzie na wschodzie!

Tatko: A Pan Bóg? Co na to Pan Bóg?

Dziad: W tym bieda…, że pan Bóg coraz starejszy…, co raz częściej odpoczywa. A diabeł nachalnieje z roku na rok. Wojny jedna za drugą, jak nie tu to tam. Strasznie dziś ludzie zaczepne, biją się i biją.

Kuśtyk: A mniej więcej o co?

Dziad: Tego za bardzo nie wiadomo. Krew sie w ludziach gotuje. Jeżdżą, wyjeżdżają, przyjeżdżają. Oszukaństwo, złodziejstwo, kurestwo, Sodoma, Gomora.

Dostrzeżenie pewnych „proroctw” i zbieżności nie jest dzisiaj trudne. Są one z pewnością rezultatem wnikliwej analizy i spostrzegawczości autora tekstu. Widzimy w jak szybkim tempie (w przeciągu zaledwie 40 lat) nastąpiły zmiany w mentalności i obyczajowości Polaków. Niemały wkład w te negatywne przecież zmiany zwyczajów i obyczajów mają ruchy lewicowe, feministyczne i LGBT itp. Próbują one wprowadzić nowy porządek, czy raczej zniszczyć odwieczny, uważając go za przestarzały i oderwany od realiów dnia dzisiejszego oraz podważyć wpływ chrześcijaństwa na historię, będącego źródłem wszelkiego zła, zacofania i groteski.

Ruchy te promują swoje programy manipulując opinią publiczną, przekazując jej niepełny, a często zafałszowany obraz, np. spraw dotyczących homoseksualizmu, czy in vitro.

Jeśli spojrzeć na sprawę homoseksualizmu z perspektywy praw natury należy zadać pytanie .. Czemu ewolucja nie poszła w tym kierunku ? Jak ustalił Karol Darwin celem ewolucji i samej natury jest przetrwanie gatunków. Jest to nie możliwe w związkach homoseksualnych obu płci nie przekraczając praw natury…”

Ewa Romanow • blogpublika.com  całość tuwzzw.wordpress.com

podobne: Kłamstwo „postępu”: „Ludzie! Jesteście zajebiści!” oraz: Z listów starego diabła do młodego czyli…W święta z trwogą o promocję na karpia, czy z Bogiem bez trwogi.

na koniec Chesterton: „nasze ideały nie zostały nigdy zrealizowane i odrzucone jako złe lub niepraktyczne. odrzucono je bez weryfikacji, uznając a priori, że są niemożliwe do zrealizowania. na tym gruncie wyrasta dzisiejsza bierność wobec świata, poddaństwo wobec demagogów, brak męstwa.”

Dominika Daszewska - Biesy

Dominika Daszewska – Biesy

Bezpieczeństwo energetyczne: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek).


„…Bardzo dobrze, że najnowszy raport NIK w sprawie gazoportu, przynajmniej w głównej części, jest jawny. Poprzedni został niestety utajniony, ale zwracał uwagę na te same elementy, które potwierdził obecny raport. Mamy więc ogromny bałagan, brak zarządzania, brak organizacji pracy i współpracy wykonawców. Jakość tego dokumentu też jest bardzo dobra, ponieważ pokazuje rzeczywiste problemy i błędy w realizacji projektu. Brakuje mi tylko jednego – analizy ekonomicznej gazoportu, ale akurat tego kontrola NIK nie dotyczyła.

Skutkiem tego raportu jest ciekawa wymiana gróźb i ofert między MSP a głównym wykonawcą terminalu LNG, która pokazuje, że obie strony badają swoje możliwości. Dobrze jednak, że MSP zachowuje spokój, bo minister nie powinien popadać w panikę czy rzucać groźbami. Powinien zachowywać się politycznie. Ale moim zdaniem, bez kolejnego aneksu, czyli kolejnej podwyżki kosztów, gazoport nie będzie gotowy na wybory, na czym zależy rządzącej koalicji. Jednocześnie obserwujemy jak cała inwestycja drożeje nam w oczach.

Dochodzi do tego kontrakt na dostawy LNG z Kataru, który jest bardzo zły dla Polski. Po pierwsze jest bardzo drogi, a jego warunki są gorsze od tych, na podstawie których odbieramy obecnie gaz z Rosji. W kontrakcie katarskim zapisana jest formuła take or pay, ale jest też klauzula przeznaczenia, czyli destination close, której nie ma już w umowie z Rosjanami. Ogranicza ona możliwość dowolnej sprzedaży ładunku LNG bez zgody dostawcy. Natomiast warunki, które ustalono przy renegocjacji kontraktu katarskiego oznaczają, że umówiono się w jaki sposób poradzić sobie z problemem technicznym odbioru LNG, ale warunków dla Polski w żaden sposób nie poprawiono. Udało się jedynie załatwić, że to Qatargas wziął na siebie sprzedaż nieodebranego przez nas LNG. Nie musi tego robić PGNiG. Natomiast jeśli cena uzyskana na rynku będzie niższa od ceny założonej w kontrakcie to PGNiG i tak będzie musiało pokryć różnicę. To nie jest dobre rozwiązanie, bo nie otrzymujemy gazu, a musimy za niego częściowo płacić. Dlatego w mojej opinii zmiany nie zostały korzystnie renegocjowane dla Polski.

Dodatkowo terminal LNG utrudnia integrację z europejskim rynkiem gazu. Gazoport i kontrakt katarski, który będzie obowiązywał przez 20 lat, mogłaby wziąć na braki bardzo duża firma energetyczna, która byłaby w stanie zrekompensować koszty tak drogiego gazu w dużym obrocie tym surowcem. Natomiast dla PGNiG będzie to duże obciążenie, bo firma ma zły kontrakt z Katarem i zły kontrakt z Gazpromem, co daje duże obciążenie. Gdybyśmy otworzyli rynek dostaw gazu i zalałby nas tańszy surowiec, który jest dostępny na giełdach, to w przypadku PGNiG mielibyśmy sytuację niemal analogiczną jak dzisiaj z kopalniami. Dodatkowo, już teraz odbieramy więcej gazu z systemu europejskiego, niż od Gazpromu, co jest niedobrą wiadomością dla PGNiG. Dlatego model litewski, wydaje się być bardziej bezpieczny, gdyż nie obciąża krajowego dystrybutora tak wysokimi kosztami, chociaż ze sprowadzanego przez Kłajpedę LNG muszą, zgodnie z nakazem rządu, korzystać wszystkie litewskie firmy.

Gazoport także nie ma szans, aby stać się centrum dystrybucji gazu w naszej części Europy, gdyż 60 km dalej, w Greifswaldzie wychodzi z morza rurociąg Nord Stream, który oferuje znacznie tańszy surowiec. Dlatego też, kiedy zapadła decyzja o budowie terminalu LNG, z rządowego programu zniknęło północne połączenie polskiego i niemieckiego systemu gazowego. Gdyby zostało ono zrealizowane to gazoport byłby pod wielką presją konkurencyjnego gazu dostarczanego z Niemiec. A LNG jest najdroższym gazem. Nie bez powodu w 2013 r. europejskiej terminale LNG stały niemal puste, a ich potencjał był wykorzystywany w niewiele ponad 20%. Oznacza to, że kierujące się rachunkiem ekonomicznym firmy zminimalizowały dostawy LNG i korzystały jedynie z wielkości, które musiały odebrać, zgodnie z kontraktami.

Ponadto, gazoport jest elementem utrudniającym nam negocjacje gazowe z Gazpromem, ale nie jest elementem najważniejszym. Najważniejsze jest to, że Polska powoli włączana jest do europejskiego rynku i chociaż szkodzi to PGNIG, jest paradoksalnie pomocne w rozmowach z Rosjanami. Wiadomo bowiem, że jeśli odbiorca nie będzie w stanie sprzedać gazu w warunkach rynkowych, po cenie kontraktowej, to strony muszą znaleźć rozwiązanie, a jeśli się to nie uda, sprawa znajdzie swój finał w arbitrażu z duzymi szansami dla PGNiG. Rosjanie to zrozumieli i dlatego pojawiają się sygnały o możliwości porozumienia PGNiG i Gazpromu.” (Andrzej Szczęśniak)

całość tu: www.szczesniak.pl

podobne: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. oraz: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji.

„Śląsk jest dużym problemem, a działania kolejnych rządów są antywzorem postępowania z sektorem górniczym (…)”.

Wśród głównych założeń planu dla Śląska można wskazać inwestycje w „czyste” technologie węglowe, infrastrukturę i wsparcie młodzieży. Andrzej Szczęśniak przyznał, że górnictwo nie zajmuje w rządowym projekcie kluczowej pozycji.

– Obiektem głównej troski rządu jest infrastruktura, czyli rozwiązania aglomeracyjne i zastąpienie czymś kopalń. To model przesterowania regionu z dużym udziałem przemysłu. Projekt dla Śląska to zbiór odrębnych pomysłów. Nie ma w nim jednak rozwoju ani utrzymania górnictwa na obecnym poziomie – wyjaśniał ekspert.    

Gość Polskiego Radia 24 jest zdania, że nie należy rezygnować z wydobycia węgla w Polsce.

Węgiel jest podstawą taniej rodzimej energii, która zapewnia blisko pół miliona miejsc pracy. Podpisujemy kolejne porozumienie klimatyczne i nie walczymy o wyjątki. Natomiast sektorem górniczym zarządzamy w sposób dramatyczny i anty-wzorcowy. Doprowadzamy firmy do stanu upadłości, a potem rzucamy kilkanaście miliardów złotych na ratunek” (Andrzej Szczęśniak).

źródło: www.szczesniak.pl

podobne: Sektorowi państwowemu grozi efekt domina interwencjonizmu w górnictwie. Przez „flapsy” JSW straciło największego odbiorcę węgla. Michalkiewicz o najkrótszym programie gospodarczym. oraz: Polskie górnictwo węglowe to skansen i elektrownie go nie uratują. Podatek od srebra i miedzi dobija przemysł wydobywczy. Biurokracja największym wrogiem polskiej gospodarki. NIK o marnotrawstwie w Polskim Holdingu Obronnym.

„…encyklika papieska poświęcona zasobom naturalnym może być kolejną okazją do podkreślenia wagi głębokiej reformy polskiego górnictwa, która jest nieunikniona i konieczna. Jej odwlekanie wzmocni tylko negatywne skutki cięć i zmian strukturalnych.

Ocena planu ratowania Kompanii Węglowej na Śląsku jest negatywna. Warto czytać komentarze badającej temat na miejscu Karoliny Bacy-Pogorzelskiej. Reforma jest fragmentaryczna, bo dotyczy tylko jednej ze spółek węglowych. Nie jest stanowcza, bo nie wprowadza rozwiązań zmniejszających koszty pracy obciążające sektor ani ratującej złoża z kopalń, którym grozi likwidacja. Jest to doraźne, kompromisowe rozwiązanie, które zemści się na rządzie w przeddzień wyborów, kiedy może wybuchnąć bomba górnicza, związki wyprowadzą na ulice przeciwników reformy, a Śląsk zapłonie w centrum sporu politycznego…” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: wjakobik.com

podobne: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach.

„Tegoroczne lato może należeć do związków zawodowych, które licząc na eskalację sporu politycznego, próbują ugrać jak najwięcej dla siebie. Nie chodzi tu tylko o górników, którzy mają argumenty przeciwko programowi rządu dla ich branży. Do szeregu dołączają gazownicy. Politycy także mogą wysunąć swoje pomysły.

O bombie górniczej, która może wybuchnąć tuż przed wyborami już pisałem. Kolejna to bomba gazowa, której wybuch przepowiadają już media. Związkowcy z PGNiG rozpoczęli spór zbiorowy z zarządem grupy kapitałowej, która nie chce podzielić się rosnącymi zyskami ze sprzedaży gazu ziemnego możliwymi dzięki różnicy między ceną taniejącego gazu na światowych rynkach a taryfą. Ich niepokoje mogą się stać pożywką walki politycznej, na której straci główny zainteresowany czyli państwo polskie.

PGNiG wprowadziło niepopularny wśród związkowców program oszczędności oraz rabaty cenowe dla klientów strategicznych. To odpowiedź na liberalizację rynku gazu, która sprawia, że bez podniesienia konkurencyjności firma zniknie. Dopóki ma ona w statusie zapis o zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego pozostaje jedynym narzędziem polskiej polityki gazowej. Jest ono obecnie wykorzystywane intensywnie w toku arbitrażu PGNiG-Gazprom w sprawie ceny surowca, której Rosjanie nie chcą obniżyć pomimo udzielenia zniżek kolejnym klientom, uzasadnionym ze względu na taniejącą ropę naftową, która obniża cenę dostaw długoterminowych indeksowaną do jej wartości…” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: wjakobik.com

podobne: PGNiG renegocjuje kontrakt z Gazpromem. Przegrana Rosjan z Czechami w sądzie szansą na korzystny arbitraż dla Polaków. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok. Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. Nowelizacja ustawy o OZE. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu.

„Przez wiele lat mówienie o liberalizacji rynku gazu było „austriackim gadaniem”. Można było czuć się sfrustrowanym, gdy patrzyło się na miejsce na rynku naszego największego dostawcy – Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, którego udział w sprzedaży przez wiele lat wynosił 98% pomimo morza wylewanych słów o uwalnianiu rynku. Trudno było jednak coś zdziałać, dopóki PGNiG dostarczało tańszy gaz dla swoich największych odbiorców, przede wszystkim zakładów chemicznych czy rafinerii.

Gdy po 2008 roku proporcje cen się odwróciły – tryby liberalizacji rynku ruszyły szybciej. Mechanizm niższych cen, poszukiwania oszczędności w najważniejszych kosztach – zadziałał samoczynnie. Ostatnie miesiące dają już wyraźny obraz zachodzących zmian.

PGNiG traci odbiorców i import. To podstawowy poziom dominacji naszego rodzimego monopolisty, gdyż dostawy do Polski były barierą nie do przebicia dla innych, chętnych na dochody z polskiego rynku. Dawno, dawno temu (najstarsi górale nie pamiętają już 2006 roku) PGNiG rzeczywiście miał najlepsze ceny, kupował taniej rosyjski gaz niż Niemcy, a jego klienci mogli cieszyć się stabilnymi i niskimi cenami (niższymi od konkurencji – to najważniejsze!). Później stosunki z dostawcą ze wschodu się zepsuły, ceny importowanego poszybowały pod niebiosa, firma zaczęła tracić, najpierw pieniądze, a teraz odbiorców.

W 2014 roku, szczególnie w drugiej połowie, widać to już wyraźnie w zmniejszającym się udziale PGNiG w imporcie gazu…” (Andrzej Szczęśniak)

całość tu: www.szczesniak.pl

podobne: Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany. oraz: Nie ma mowy o „liberalizacji” rynku gazu tam gdzie rządzi monopolista i regulator cen. a także: Trójpak energetyczny i plan „liberalizacji” rynku energii w Polsce. polecam również: Bezpieczeństwo energetyczne: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu.

Dzień Świętości Życia i obywatelski projekt ustawy „Stop Aborcji”. „Jeden z nas” w Parlamencie Europejskim. Michalkiewicz: Papież Franciszek a kara śmierci.


1. Dzień Świętości ŻyciaWraca sprawa zaostrzenia ustawy aborcyjnej„Jeden z nas” w Parlamencie Europejskim.

24.03.2015 (IAR) – Dziś(25.03) Kościół rzymskokatolicki obchodzi Dzień Świętości Życia. Ma on pobudzać w wierzących wrażli­wość na sens i wartość ludzkiego życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci.

W tym dniu katolicy modlą się w intencji dzieci nienarodzonych i uczestniczą w tak zwanych Marszach dla Życia. Wielu też podejmuje tak zwaną „ Duchową Adopcję” – dziewięciomiesięczną modlitwę w intencji jakiegoś dziecka zagrożonego aborcją.

Dzień Świętości Życia, przypada zawsze 25 marca – w uroczystość Zwiastowania Pańskiego. Został ustanowiony przez Episkopat Polski w 1998 roku. Była to odpowiedź na wezwanie papieża Jana Pawła II zawarte w encyklice „Evangelium Vitae” („Ewangelia Życia”). Papież piętnował w niej między innymi zabójstwa, ludobójstwa, aborcje, eutanazje, tortury, prostytucję i handel ludźmi.

IAR/ Grzegorz Maciak/sk

podobne: Dokument bioetyczny Episkopatu: sprzeciw wobec in vitro, aborcji i eutanazji

24.03.2015 (IAR) – Powraca temat aborcji. Grupa Polaków chce jej całkowicie zakazać. Dziś u marszałka sejmu zamierzają złożyć wniosek o rejestracje Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Aborcji”. Wśród członków przyszłego Komitetu jest profesor Bohdan Chazan. Razem z listą osób z Komitetu marszałek dostanie obywatelski projekt ustawy całkowicie zakazujący aborcji Chcemy chronić dzieci – mówi IAR Mariusz Dzierżawski z Fundacji Pro- Prawo do Życia inicjator zmiany ustawy. Stworzony projekt koncentruje się na zakazie wyjątków obecnych w obowiązującej teraz ustawie. Chodzi o prawo do życia dzieci podejrzanych o chorobę lub wadę genetyczną i tych poczętych w wyniku gwałtu lub kazirodztwa- tłumaczy Mariusz Dzierżawski. Celowo podejmuje on aborcji w czasie kampanii prezydenckiej. Chodzi o pokazanie, kto ma, jakie poglądy– dodaje Mariusz Dzierżawski.

Marszałek sejmu będzie miał dwa tygodnie na powołanie Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej Stop Aborcji. Poprzednią taką inicjatywę Fundacji Pro-Prawo do Życia poparło 600 tysięcy osób. Wtedy posłowie odrzucili ją w pierwszym czytaniu. Powtarzanie tych wniosków też ma sens- uważa Mariusz Dzierżawski. Jego zdaniem, coraz więcej osób ma szansę dzięki temu poznać argumenty przeciwników przerywania ciąży.

Złożenie wniosku o rejestracje Komitetu „Stop Aborcji” właśnie dziś ma według inicjatorów przypomnieć, że 24 marca obchodzony jest w Polsce, jako Narodowy Dzień Życia.

Zgodnie z obowiązującymi obecnie przepisami aborcji można dokonać legalnie tylko przy zaistnieniu jednej z określonych przesłanek:, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej; gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, lub gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.

IAR/Grzegorz Maciak/magos

podobne: Prawo do życia a sumienie narodu, czyli…  i to: Lewacka prowokacja w szpitalu im. „Św. Rodziny”. Przyszli lekarze o prawie do życia nienarodzonych. a także: Andrzej Talarek: „Zabić downa” czyli… Albo cywilizacja życia, albo cywilizacja śmierci. polecam również: Zabij „dzień po” bez recepty… „Nie o Mary Wagner” Dla Mary Wagner. i jeszcze: Zoll: propozycje zmian przepisów m.in. o aborcji przyjęto jednogłośnie

26.03.2015 (IAR) – Inicjatywa „Jeden z nas”, która dąży do zakazu finansowania aborcji z budżetu unijnego, trafiła do Parlamentu Europejskiego – pisze „Nasz Dziennik”. Temat ma zostać podjęty na Komisji do spraw Petycji, a potem na forum parlamentu.

„Parlament się tym zajmie i podejmie decyzję, czy podjąć dyskusję na ten temat” – mówi gazecie europoseł Jan Olbrycht, wybrany z listy Platformy Obywatelskiej.

Pod wnioskiem podpisało się blisko 2 miliony obywateli z 28 krajów Unii Europejskiej.

Więcej na ten temat – w „Naszym Dzienniku”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/”Nasz Dziennik”/kry/sk

podobne: Obywatele Europy powiedzieli: „Domagamy się ochrony ludzkiego życia!” oraz: Mamo nie zabijaj mnie! (ani siebie)… O „bezkarności” aborcji. Madryt – manifestacja przeciwników aborcji.

2. Papież Franciszek a kara śmierci.

„…Właśnie papież Franciszek wypowiedział się krytyczne na temat kary śmierci, a nawet kary więzienia dożywotniego, uznając ją za „ukrytą formę” kary śmierci. Opinię tę wygłosił podczas spotkania z delegacją Międzynarodowej Komisji Przeciwko Karze Śmierci. Byłoby niegrzecznie przypuszczać, że papież wygłosił tę opinię, by podlizać się Komisji, więc uprzejmie uważam, że myśli tak naprawdę. Uzasadnieniem potępienia kary śmierci ma być „świętość życia”. Ale cóż to właściwie znaczy, że życie jest „święte”? Świętość jest synonimem doskonałości, a życie samo w sobie trudno uznać za doskonałe.

Nawet nie dlatego, że w każdym przypadku kończy się śmiercią, czy dlatego, że często bywa pasmem udręki z powodu chorób czy prześladowań, ale przede wszystkim dlatego, że człowiek może ze swoim życiem zrobić różne rzeczy, zatem świętość życia w znacznym stopniu, a może nawet w stopniu decydującym zależy od tego, co się z nim zrobi. Gdyby było inaczej, trzeba by życie uznać za rodzaj wartości najwyższej, ale to z kolei podważałoby znaczną część tradycji katolickiej, która kultywuje pamięć świętych męczenników.

Chodzi o to, że ci wszyscy święci męczennicy poświęcili życie dla wartości, które najwyraźniej sami uznawali za ważniejsze od życia – bo w przeciwnym razie nigdy by, własnego w dodatku, życia dla nich nie poświęcili. Mamy zatem dwie możliwości: albo ci święci męczennicy byli nieświadomymi rzeczy frajerami – ale w takim razie nie zasługują na żaden kult, tylko co najwyżej na wzruszenie ramion i uśmiech politowania, albo żadnymi frajerami nie są – ale w takim razie życie nie jest wartością najwyższą. Zresztą i sam papież Franciszek dopuszcza wyjątek w postaci obrony koniecznej.

Skoro jednak w obronie własnego życia można pozbawić życia napastnika, to znaczy, że również życie może być przedmiotem wartościowania, a skoro tak, to nie jest wartością najwyższą. Wreszcie wątpliwość natury formalnej: jakże papież Franciszek może bezwzględnie potępiać karę śmierci, a nawet więzienia dożywotniego, a jednocześnie tolerować Katechizm Kościoła Katolickiego, który uznaje tę karę za dopuszczalną?

Nie da się ukryć, że dobrze to nie wygląda, bo skoro Katechizm ten zawiera takie horrenda w jednej sprawie, to skąd możemy mieć pewność, że zajmuje słuszne stanowisko w innych kwestiach? Takie wątpliwości pojawiły się już wcześniej, kiedy Stolica Apostolska w jednym z dokumentów stwierdziła, że w przeszłości zdarzały się błędne interpretacje Ewangelii, jeśli chodzi o stosunek do Żydów.

Warto zwrócić uwagę, że interpretowanie Ewangelii jest bodajże najważniejszym zadaniem magisterium Kościoła. Jeśli zatem w przeszłości zdarzały się interpretacje błędne, to skąd możemy mieć pewność, że interpretacje aktualne są bezbłędne? Takiej pewności już mieć nie możemy, co pokazuje, że próby udelektowania wszystkich – w tym akurat przypadku Żydów – nie uchodzą bezkarnie; że albo Święty Spokój, albo Prawda. Nawet gorzej – bo jeśli wzgardzimy Prawdą dla Świętego Spokoju, to nie tylko utracimy Prawdę, ale Świętego Spokoju też nie uzyskamy.

Trochę inaczej myśl tę wyraził w wieku XVIII wileński bazylianin Atanazy Nowochacki, zauważając, że dzisiaj duchowieństwo sprzedaje dary Ducha Świętego za pieniądze, ale skończy na tym, że ani darów Ducha Świętego, ani pieniędzy mieć nie będzie, bo Pan Bóg swoje, a diabeł swoje odbierze. I rzeczywiście – bo normalni ludzie oczekują od Kościoła pewności, a jeśli Kościół będzie dostarczał im rozterek, to przestanie być komukolwiek potrzebny, gdyż rozterek ludzie mają pod dostatkiem również bez Kościoła.

Ale o to mniejsza, bo ważniejsza jest oczywiście prawda – również o karze śmierci. Wydaje mi się, że dyskusja na ten temat powinna rozpocząć się od rozstrzygnięcia kwestii, czy kara ta jest sprawiedliwa – bo jeśli nie, to oczywiście trzeba ją znieść, ponieważ nie da się wymierzyć sprawiedliwości za pomocą niesprawiedliwej kary. Jeśli jednak jest sprawiedliwa, to państwo, będące wszak monopolem na przemoc, nie powinno pozbawiać się żadnego instrumentu wymierzania sprawiedliwości, bo tylko dlatego akceptujemy moralnie ten monopol, że przemoc może być używana w służbie sprawiedliwości.

Jak zatem wygląda na kwestia od strony religijnej? Pewnej wskazówki dostarcza nam opis egzekucji Pana Jezusa w Ewangelii wg św. Łukasza. Czytamy tam, że kiedy jeden z łotrów razem z Panem Jezusem ukrzyżowanych zaczął Go lżyć i Mu wymyślać, drugi zwrócił mu uwagę, żeby się opamiętał. My – powiedział ów łotr – „sprawiedliwą karę cierpimy”, podczas gdy On nic złego nie uczynił. Potem zwrócił się do Pana Jezusa, by wspomniał nań, gdy już znajdzie się raju. I co uczynił Pan Jezus? Natychmiast go kanonizował („dziś jeszcze będziesz ze Mną w raju”) – i jest to w dodatku kanonizacja, która nie wzbudza najmniejszych naszych wątpliwości. A za co święci są kanonizowani? Za przywiązanie do cnót chrześcijańskich w stopniu heroicznym.

Otóż ów łotr z całą pewnością taki heroizm w przywiązaniu do cnoty sprawiedliwości wykazał – i to w dodatku w warunkach własnej egzekucji, na co nie każdy by się zdobył. A skoro tak, to znaczy, że kara śmierci jest sprawiedliwa, bo czyż Pan Jezus kanonizowałby tego łotra za poświadczenie nieprawdy?”

źródło: Stanisław Michalkiewicz

podobne: Ks. Mariusz Sztaba: Medialne manipulacje wypowiedziami Franciszka oraz: Czy można kochać bliźniego i go zabić? i to:  „Nie będzie lania wody. Kardynał Bergoglio nazywał rzeczy po imieniu!”

Antonio Ciseri - Oto Człowiek

Antonio Ciseri – Oto Człowiek

Synod o Rodzinie. Stanowisko kard. Raymonda Burke (czy Łódź Piotrowa dryfuje?) List arcybiskupa Lengi. Polski Episkopat przeciw komunii dla rozwodników.


„…Nie mogę zgodzić się, by Komunia była udzielana osobom żyjącym w nieregularnych związkach, ponieważ jest to cudzołóstwo – mówił amerykański hierarcha, opiekun Zakonu Maltańskiego. Duchowny dodał: – Jeśli chodzi o osoby tej samej płci, to ich związki nie mają nic wspólnego z małżeństwem. Homoseksualizm to przypadłość niektórych ludzi, mających skłonność seksualną – wbrew naturze – do osób tej samej płci.

Kardynał zapytany o to, co zrobi – w hipotetycznej sytuacji – jeśli papież nalegałby na zmianę nauczania, by umożliwić Komunię homoseksualistom i katolikom żyjącym w niesakramentalnych związkach, odparł: – Będę się temu sprzeciwiał. Nic innego nie mogę zrobić…

wskutek braku jasnej wypowiedzi papieża w kwestii Komunii św. dla rozwiedzionych, cierpi cały Kościół.

Choć sam Franciszek nie wyraził swojego zdania publicznie, niektórzy hierarchowie, głównie z Niemiec, mówią o potrzebie zmian w doktrynie. Wśród nich jest m.in. włoski teolog abp Bruno Forte, jeden z organizatorów minionego Synodu o Rodzinie, autor skandalicznego zapisu o homoseksualistach, który znalazł się końcowym dokumencie obrad.

Kard. Burke podjął się obrony nienaruszalności doktryny. W licznych wywiadach hierarcha zwrócił uwagę na „manipulacje” Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej, które nie prezentowało stanowiska biskupów synodalnych przeciwnych zmianom. Amerykański hierarcha domagał się – na próżno – reakcji papieża. Stwierdził, iż „wydaje się, że obecnie Kościół jest łodzią bez steru”.  Innym razem zwracał uwagę, że konsekwencje „zamieszania w Kościele” nie tylko będą, ale już są poważne.  – Wielu biskupów i księży, zwróciło się do mnie mówiąc, że osoby żyjące w nieregularnych związkach przychodzą do parafii, domagając się udzielenia sakramentu, bo twierdza, że papież tego sobie życzy –  komentował kard. Burke. Dodał: – To nie jest drobny problem, ale fundamentalny. Filarem Kościoła jest małżeństwo. Jeśli nie będziemy uczyć i żyć zgodnie z tą prawdą, czeka nas zguba. Przestaniemy być Kościołem.

całość tu: pch24.pl

„Być może w pszyszłości historycy będą wspominać, że na Placu Św. Piotra tańczyło się tango, gdy w tym samym czasie chrześcijanie byli masakrowani na Wschodzie a Kościół stał wobec otwartego niebezpieczeństwa schizmy.

Ale ten klimat lekkomyślności i nieświadomości nie jest nowy w historii. W Kartagenie, przypomina Salviano di Marsiglia również tańczono i urządzano bankiety w wigilię najazdu Wandalów a wg. twierdzeń amerykańskiego dziennikarza Johna Reed, w St. Petersburgu podczas gdy bolszewicy dostawali się do władzy, teatry i restauracje były ciagle pełne ludzi. Pan Bóg, jak mówi Pismo Święte, oślepia tego, kogo chce zgubić (Gv 2, 27-41).

Głównym dramatem naszych czasów jednak nie jest agresja, która pochodzi z zewnątrz, ale ten tajemniczy proces samozniszczenia Kościoła, jaki realizuje się w ostatnich fazach, i który po raz pierwszy został zdenuncjowany przez Pawła VI w jego słynnym przemówieniu w Seminario Lombardo, 7 grudnia 1968 roku. Sam proces samozniszczenia nie jest procesem fizjologicznym. Jest to choroba, ktorą ktoś prowokuje. I w tym przypadku odpowiedzialnymi za chorobę są ci ludzie Kościola, ktorzy marzą o zastąpieniu Mistycznego Ciała Chrystusa organizmem zupełnie nowym, podporządkowanym nieustannej ewolucji, bez jakiejkolwiek prawdy i bez dogmatów.

Szokujący stan obecnej sytuacji został przedstawiony pod koniec 2014 w dwóch dossier na temat Kościoła, opublikowanych w dziennikach; francuskim Le Figaro i włoskim La Repubblica(…)

„Wydaje się, że w Kościele dokonuje się przewrót po odbytym Synodzie na temat rodziny w jesieni 2014 – pisze Guénois – i akumulujące się poszlaki dają prawo do postawienia sobie pytania: czy aby Kościół nie wystawia się na niebezpieczeństwo stawienia czoła groźnej burzy pod koniec 2015, po drugiej sesji Synodu o rodzinie?” Guénois otwarcie mówi o „tajnej wojnie” między kardynałami, która jednak nie ma na celu dojścia kogoś do władzy. Ta, która trwa to walka idei, i ma jako główny cel doktrynę Kościoła w sprawach rodziny i małżeństwa. Papież Franciszek jest oskarżany w Kurii o zarządzanie autokratyczne Kościołem, dziennikarz używa formuły: “Quand il tranche, le Pape ne met pas de gants” ” – „Kiedy Papież decyduje nie używa rękawiczek”, ale tak naprawdę, prawdziwym problemem jest papieska wizja Kościoła, inspirowana i doradzana przez najbardziej radykalne prądy tzw. „postępowe” Watykanu.

Według Jean-Marie Guénois trzech teologów stara się przeforsować nowe cele: kardynał niemiecki Walter Kasper, biskup włoski Bruno Forte i arcybiskup argentyński Victor Manuel Fernandez. „To właśnie ta trójka wysadziła Synod do spraw rodziny!”. Charakteryzując ich dokładniej; to Kasper jest motorem dopuszczenia rozwiedzionych do sakramentów, Forte poplecznikiem legalizacji homoseksualności a Fernandez jednym z czołowych eksponentów teologii peronistycznej.

Guénois następnie przeprowadził wywiad z kardynałem Burke, który jak zawsze wypowiedział się w sposób jasny i uczciwy: „Synod był doświadczeniem trudnym. Moglibyśmy powiedzieć, że została określona dyrektywa, którą reprezentuje kardynał Kasper, do której dołączyli wszyscy ci, w których rękach było kierowanie Synodem. I rzeczywiście, relacja połowiczna wydawała się być napisana przed wystąpieniami Ojców synodalnych! I była jednoznacznie na korzyść stanowiska zajętego przez kardynala Kaspera… Ponadto została wprowadzona sprawa homoseksualności – która nijak się ma do tematu jakim jest małżeństwo – i szukało się w niej elementów pozytywnych. (…) Wszystko to jawi się jako bardzo niepokojące. Jak również fakt iż w relacji końcowej zostały utrzymane paragrafy dotyczace homoseksualności i rozwiedzionych w ponownych związkach, chociaż nie były przegłosowane przez wymaganą większość biskupów. (…) Jestem bardzo zaniepokojony – dodał kard. Burke – i wzywam wszystkich katolików, świeckich, księży i biskupów do zaangażowania się od dzisiaj aż do przyszłego Synodu, w sprawę wyklarowania prawdy odnośnie małżeństwa”.

To, że niepokój kardynała Burke jest całkowicie uzasadniony pokazuje dodatek tygodniowy Il Venerdì dziennika La Repubblica z dnia 27 grudnia 2014, całkowicie poświęcony analizom spraw Kościoła: 98 stron, 20 artykułów, w których została opisana „nowa era Franciszka, między wrogami, świętymi, prześladowanymi i grzesznikami”.

Wzorcem godnym naśladowania dla dziennika włoskiego La Repubblica „jest kardynał Reinhard Marx, arcybiskup Monachium, który potwierdza swoje poparcie dla rozwiedzionych w ponownych związkach i dla par homoseksualnych, zaprzecza upadkowi moralnemu Zachodu, i utrzymuje iż „tak zwane zeświecczenie jest fazą rozwoju koniecznego do pogłębienia wolności. I, że wolne społeczeństwo to postęp według właściwej interpretacji Ewangelii”. Wyjaśnia, że Franciszek „chce przyprowadzić Kościół do do jego pierwotnej zdolności dawania świadectwa. Wie dobrze czego chce, ale nie ma stałego planu działania, prywatnego lub ustanowionego z góry, ani też planu zarządzania. Rzuca hasła i daje przykłady, tak jak to zrobił podczas Synodu poświęconemu małżeństwu i rodzinie”.

W tym samym dossier Marco Ansaldo, w wywiadzie zatytułowanym „Franzoni – odwet czerwonego opata” przedstawia w obszerny sposób Giovanni Franzoni, ex o opata Bazyliki Św. Pawła za Murami, podkreślając fakt jak jego opinie, za które został oddalony od Kościoła zbliżają się teraz bardzo do aktualnych opinii watykańskich. Franzoni został przywrócony do stanu świeckiego za swoje poparcie dla rozwodu i aborcji oraz za chęć głosowania na korzyść partii komunistycznej. Obecnie, żyje w związku z ateistyczną dziennikarką japońską, nie zaprzecza swym dawnym poglądom i twierdzi iż „odkrył seksualność jako totalne wzbogacenie a nie jako pozbawienie energii, która mogłaby służyć Panu Bogu”.

Według pewnych niedyskrecji Papież Franciszek ma zamiar wyświęcić na księży tzw. „viri probati”, niektórych świeckich żonatych, jak również pozwolić na udzielanie sakramentów księżom żonatym, odsuniętym, jak Franzoni lub też ex franciszkanin i teolog no – global Leonardo Boff, mieszkający aktualnie w Brazylii razem z konkubiną. Dnia 17 grudnia, Boff, który zamienił teologię wyzwolenia na eko – teologię potwierdził agencji ANSA, że wyslał Papieżowi na jego prośbę materiały które mają mu służyć do jego przyszłej encykliki, zaś 28 grudnia, polemizując z Vittorio Messori, na „My jesteśmy Kościołem” wyraził swoje poparcie dla Papieża Franciszka, (określając Messori jako pisarza nostalgicznego), tymi słowami: „Jest rzeczą bardzo ważną Kościół otwarty, taki jakiego chce Franciszek z Rzymu. Trzeba aby był otwarty na wtargnięcia Ducha nazywanego przez niektórych teologów „fantazją pana Boga”, z powodu jego twórczości i innowacji w społeczeństwach, w świecie, w historii narodów, w życiu poszczególnych jednostek, w Kościolach, i także w Kościele Katolickim. Bez Ducha Świętego Kościół staje się ociężały, nudny, pozbawiony twórczości i w pewnym momencie nie ma niczego do powiedzenia światu jak tylko doktryny i doktryny, nie wzbudzxa nadziei i radości życia”.

Któż więc może zaprzeczyć twierdzeniu że w Kościele panuje kompletny zamęt?

Tango tańczone na Placu Św. Piotra 17 grudnia 2014 z okazji urodzin papieskich przypomina jeszcze inną muzykę: tę graną na Titanicu w noc tragedii. Tylko że wtedy wierzchołek góry lodowej pojawił się niespodziewanie i tańczący nie mieli pojęcia o zbliżającej się katastrofie. Dziś iceberg jest widoczny ale są tacy, którzy wznoszą toasty, przekonani o niemożliwości zatopienia Łodzi Świętego Piotra. Wiele osób jednakże jest zaalarmowanych i mają oni wrażenie, zgodne z odczuciami kardynała Burke iż Kościół jest dryfującą łodzią. My należymy do tychże osób i z tego też względu nie powitaliśmy nadejścia 2015 organizując bale i fajerwerki, ale z poczuciem odpowiedzialności chcemy podjąć apel kardynała Burke i walczyć od dnia dzisiejszego aż do przyszłego Synodu a także później w obronie prawdy Ewangelii w sprawie małżeństwa.”

Roberto de Mattei, 3 styczeń 2015
źródło: Il Foglio   tłumaczenie: RAM

„…Jezus Chrystus założył Kościół katolicki i pokazał słowem oraz czynem, jak powinno się wypełniać wolę Boga. Apostołowie, którym przekazał On władzę w Kościele, wypełniali gorliwie powierzone im zadanie, cierpiąc za głoszoną przez siebie Prawdę, ponieważ „bardziej słuchali Boga niż ludzi“.

Niestety w naszych czasach staje się coraz bardziej oczywiste, że Sekretariat Stanu w Watykanie obrał kurs politycznej poprawności. Niektórzy nuncjusze stali się na szczeblu kościoła światowego propagatorami idei liberalizmu i modernizmu. Biegle opanowali oni zasadę „sub secreto Pontificio“, przy pomocy której ucisza się biskupów i manipuluje nimi. Biskupom daje się do zrozumienia, że to, co powiedział nuncjusz, jest rzekomo życzeniem papieża. Przy pomocy tych metod dokonuje się rozłamu między biskupami, tak iż czasami biskupi danego kraju nie są w stanie jednym głosem, w duchu Chrystusa i Kościoła, wypowiadać się w obronie wiary i moralności. Aby nie popaść w niełaskę u nuncjuszy, niektórzy biskupi przyjmują ich zalecenia, mimo iż opierają się one czasem wyłącznie na własnych słowach tych nuncjuszy. Zamiast z gorliwością szerzyć wiarę i z odwagą głosić naukę Chrystusa, biskupi zgromadzeni na posiedzeniach konferencji episkopatu zajmują się często sprawami, które nie leżą w naturze obowiązków następców apostołów.

Na wszystkich szczeblach Kościoła obserwuje się widoczny zanik „sacrum“. „Duch świata“ pasie pasterzy. Grzesznicy pouczają Kościół w kwestii tego, jak powinien im służyć. W swoim zakłopotaniu pasterze przemilczają aktualne problemy i opuszczają owce, które w rzeczywistości pasą się same. Świat jest kuszony przez szatana i sprzeciwia się nauce Chrystusa. Bez względu na to pasterze są zobowiązani do tego, aby „w porę i nie w porę” nauczać całej prawdy o Bogu i człowieku.

Pod rządami ostatnich świętych papieży można było zaobserwować w Kościele olbrzymi nieład w kwestii czystości doktryny i świętości liturgii. W liturgii Jezus Chrystus nie odbiera należnej Mu, widzialnej czci. W wielu konferencjach episkopatu najlepsi biskupi traktowani są jako „persona non grata“. Gdzie podziali się współcześni apologeci, którzy w sposób wyraźny i zrozumiały ukazywaliby ludziom zagrożenia wiążące się z utratą wiary i zbawienia?

W dzisiejszych czasach głos większości biskupów przypomina raczej milczenie baranów w obliczu rozwścieczonych wilków, podczas gdy wierni pozostawieni są samym sobie niczym bezbronne owce. Ludzie rozpoznawali Chrystusa jako tego, który mówił i działał, jako tego, który miał władzę i tę władzę przekazał On swoim Apostołom. W dzisiejszym świecie biskupi muszą wyzwolić się ze wszystkich ziemskich więzi i – odprawiwszy pokutę – nawrócić się do Chrystusa, aby umocnieni Duchem Świętym mogli Go odważnie głosić jako jedynego Zbawiciela. Na końcu każdy będzie musiał złożyć Bogu rachunek z tego, co uczynił i czego zaniechał.

Wydaje mi się, że ten słaby głos wielu biskupów jest skutkiem tego, że w ramach procesu wyboru nowych biskupów kandydaci nie są wystarczająco sprawdzani, szczególnie w kwestii ich niewątpliwej niezłomności i nieustraszoności w obronie wiary, ich wierności wielowiekowej Tradycji Kościoła oraz ich osobistej pobożności. Coraz bardziej widoczne jest, że przy nominacjach biskupich, a nawet kardynalskich, często preferowani są ci kandydaci, którzy reprezentują daną ideologię, lub którzy zostali zarekomendowani przez pewne obce Kościołowi grupy. Również przychylność mediów zdaje się być istotnym kryterium tych nominacji. Te same media, które zwykle wyśmiewają świętych kandydatów i odmalowują ich negatywny obraz, jednocześnie wychwalają tych, którym brakuje Ducha Chrystusa, jako kandydatów otwartych i nowoczesnych. Z drugiej strony celowo eliminuje się kandydatów, którzy wyróżniają się apostolską gorliwością, odwagą w głoszeniu nauki Chrystusowej oraz miłością do wszystkiego, co święte i sakralne.

Pewien nuncjusz powiedział do mnie kiedyś: „Szkoda, że papież [Jan Paweł II] nie bierze osobiście udziału w nominowaniu biskupów. Papież próbował zmienić coś w Kurii Rzymskiej, ale mu się to nie udało. Starzeje się i pewne rzeczy znowu przybierają dawny obrót“.

Na początku pontyfikatu papieża Benedykta XVI napisałem do niego list, w którym prosiłem go, aby mianował świątobliwych biskupów. Donosiłem przy tym papieżowi o pewnym niemieckim świeckim wiernym, który wobec rozkładu Kościoła w jego kraju po Soborze Watykańskim II pozostał wierny Chrystusowi i gromadził młodzież na adoracji i modlitwie. Człowiek ten znajdował się wówczas u schyłku swego życia i gdy dowiedział się o wyborze nowego papieża, powiedział: „Gdyby papież Benedykt wykorzystał swój pontyfikat tylko w tym celu, aby mianować dobrych i wiernych biskupów, wypełniłby tym samym swoje zadanie“.

Niestety, oczywiste jest, że papież Benedykt XVI często ponosił porażkę w tej kwestii. Trudno jest uwierzyć, że papież Benedykt XVI w sposób zupełnie wolny zrezygnował ze swojego urzędu Następcy Św. Piotra. Ten papież był głową Kościoła, ale jego otoczenie rzadko wcielało w życie jego naukę, często zbywało ją milczeniem i blokowało jego inicjatywy zmierzające do prawdziwej reformy Kościoła, liturgii oraz sposobu udzielania Komunii Świętej. Wobec wielkiej zmowy milczenia w Watykanie wielu biskupów nie było w stanie wspierać papieża w jego obowiązkach zwierzchnika i przywódcy całego Kościoła.

Nie będzie rzeczą zbędną przypomnieć braciom w biskupstwie o wypowiedzi jednej z włoskich loży masońskich z 1820 r.: „Nasza praca jest zadaniem na sto lat. Zostawmy ludzi starszych i wyjdźmy do młodych. Seminarzyści staną się kapłanami reprezentującymi nasze liberalne idee, a później zostaną biskupami reprezentującymi liberalne idee. Nie łudźmy się. Nie uda nam się zrobić masona z papieża. Ale liberalni biskupi, którzy będą pracować w otoczeniu papieża, będą mu podsuwali pomysły i idee, które przynoszą nam korzyść, a papież wcieli je w życie“. Staje się coraz bardziej oczywiste, że powyższy zamiar masonów realizuje się obecnie w wystarczającym stopniu, nie tylko dzięki zadeklarowanym wrogom Kościoła, lecz również z pomocą fałszywych świadków, którzy piastują wysokie hierarchiczne urzędy w samym Kościele. Nie bez przyczyny bł. papież Paweł VI powiedział: „Swąd szatana przeniknął przez jakąś szczelinę do wnętrza Kościoła“. Myślę, że owa szczelina zrobiła się obecnie dość szeroka. Diabeł mobilizuje wszystkie siły, aby obalić Kościół Chrystusowy. Aby to się nie stało, konieczne jest, aby powrócić do precyzyjnego i jasnego głoszenia Ewangelii na wszystkich szczeblach urzędu kościelnego, ponieważ Kościół posiada wszelką władzę i łaskę, którą dał mu Chrystus: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 18-20), „prawda was wyzwoli” (J 8,32) i „niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5,37). Kościół nie może się dostosowywać do ducha tego świata, lecz musi zmieniać świat z duchem Chrystusa.

Oczywiste jest, że w Watykanie czynione są coraz większe ustępstwa wobec medialnego szumu. Nierzadko też, ku zadowoleniu massmediów, w imię niezrozumiałego spokoju i ciszy poświęcani są najlepsi synowie i słudzy Kościoła. Tymczasem wrogowie Kościoła nigdy nie poświęcają swoich wiernych sług, nawet gdy ich czyny są ewidentnie złe.

Jeśli zachowamy wierność Chrystusowi w słowie i w czynie, On sam znajdzie sposób na to, aby przemienić serca i dusze ludzi, a dzięki temu cały świat ulegnie również przemianie.

W okresach kryzysu Kościoła Bóg często posługiwał się dla jego odnowy ofiarami, łzami i modlitwami tych dzieci i sług Kościoła, którzy w oczach świata i w oczach biurokracji kościelnych postrzegani byli za nic nieznaczących lub którzy z powodu swojej wierności Chrystusowi byli prześladowani i marginalizowani. Jestem przekonany, że również w naszych ciężkich czasach to prawo Chrystusowe spełni się i że Kościół ulegnie odnowie. Wymaga to jednak naszej własnej, prawdziwej, wewnętrznej odnowy i nawrócenia.”

Jan Paweł Lenga 1 stycznia 2015 r., w uroczystość Bożej Rodzicielki Maryi

całość tu: pch24.pl

Polski Episkopat przeciw komunii dla rozwodników.

12.03.2015 (IAR) – Polski Episkopat jest przeciwny dopuszczeniu rozwodników do Komunii. Po obradach w Warszawie biskupi zapowiadają, że na synodzie o rodzinie będą przeciw zmianom w tej sprawie. Zapewniają, że rozwiedzionych nie zostawią bez opieki duszpasterskiej.

Będziemy bronić tego, czego nauczał Jan Paweł II – powiedział dziennikarzom arcybiskup Marek Jędraszewski z Prezydium Episkopatu.

Hierarcha przypomniał dziennikarzom, że żaden papież – również Franciszek – nie jest twórcą doktryny Kościoła, a jedynie pierwszym jej obrońcą.

Kwestie związane z sytuacją rodzin zdominowały zakończone w Warszawie dwudniowe zebranie Episkopatu. Sprawa komunii dla rozwodników była jednym z tematów ankiety Franciszka przesłanej przed zaplanowanym na jesień synodem o rodzinie. Biskupi wszystkich krajów muszą udzielić odpowiedzi na postawione tam pytania.

IAR/Grzegorz Maciak/zr

polecam również: „Co Bóg złączył…”. Wystąpienie abp. Stanisława Gądeckiego podczas konferencji na UKSW.

…Można się tylko cieszyć z tego, że hierarchowie polskiego Kościoła zachowali się jak trzeba. Jest to przykład na to że Duch Święty ciągle działa w Kościele i ma baczenie na ostateczne jego zwycięstwo nad swądem diabelskim, który niewątpliwie ma swoich amatorów również w Watykanie. Obietnica dana przez samego Chrystusa Piotrowi ciągle obowiązuje:

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” A oni odpowiedzieli: „Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków”. Jezus zapytał ich: „A wy za kogo Mnie uważacie?” Odpowiedział Szymon Piotr: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Na to Jezus mu rzekł: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”. (Mt. 16, 13-20)

…bo Kościół to coś więcej jak jego hierarchowie.. To ciało samego Boga, którego żaden człowiek (nawet jeśli znajduje się pod władzą diabła) nie jest w stanie zniszczyć. Trzeba w to tylko wierzyć i modlić się o odwagę wśród tych hierarchów, którzy świadczą całym swoim życiem za tradycją i słowem Bożym widząc w niezmienności tych praw siłę i chwałę Kościoła… (Odys)

podobne: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. oraz: W sercu Kościoła. Ks. prof. Waldemar Chrostowski laureat Nagrody Ratzingera 2014: „Jezus żyje w swoim Kościele, to życie jest zabezpieczone przez wierność Tradycji”. i to: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. a także: „Muza nie żyje”: Kiedy sztuka jest wyrazem wysokiej kultury? „Jezus wyszydzony”: Zmaganie się o duszę tego świata. polecam również: Święci papieże. Beatyfikacja i kanonizacja. Najbardziej znane cytaty z wystąpień Jana Pawła II oraz: Ks. Stanisław Małkowski: IDŹ PRECZ SZATANIE! PRZYJDŹ PANIE JEZU!

Dekalog - Mariusz Lewandowski

Dekalog – Mariusz Lewandowski

Pełzająca interwencja w Iraku. Korea Północna odpala rakiety przed wizytą Franciszka. Ukraina gotowa do przyjęcia pomocy, pod warunkami. Siemoniak: rosyjski konwój sieje niezgodę.


1. Londyn: prasa o pełzającej interwencji w Iraku.

14.08.2014 (IAR) – Brytyjska prasa donosi dziś o przybyciu do Iraku pierwszych żołnierzy amerykańskich i brytyjskich, którzy mieliby zabezpieczyć ewakuację uchodźców z masywu Sinjar na północy kraju. Jak się ocenia, przebywa tam jeszcze około 30 tysięcy jazydów, z ponad stu tysięcy, którzy zbiegli w góry przed dżihadystami .

„Daily Telegraph” informuje, że już wczoraj wieczorem do Iraku przybyła grupa brytyjskich komandosów z pułku SAS. Mieliby oni zabezpieczyć ewakuację jazydów, przypuszczalnie helikopterami Chinook. Mogą one jednorazowo zabrać 50 osób, czyli ewakuacja 30 tysięcy ludzi zabrałaby sporo czasu i wymagałaby ochrony wojskowej.

„Times” donosi, że również Amerykanie podjęli swój rekonesans w masywie Sinjar. Wylądowało tam już około 20 amerykańskich zwiadowców, a do Irbilu w Kurdystanie przybyła grupa ponad stu wojskowych, agentów wywiadu i wysłanników amerykańskich agend rządowych. „Guardian” donosi, że administracja prezydenta Obamy musi się bronić przed podejrzeniami, że łamie obietnicę, iż nie pośle Amerykanów z nową interwencją w Iraku.

To samo zresztą ma miejsce w Londynie – „Daily Telegraph” pisze, że informacje o zaangażowaniu brytyjskich sił lądowych w ewakuacje jazydów zwiększą naciski na premiera Camerona, żeby odwołał z wakacji Izbę Gmin, bo ewentualna decyzja o brytyjskiej akcji zbrojnej zagranicą musi uzyskać poparcie parlamentu. Tymczasem premier Cameron wolałby nie wiązać sobie rąk.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)Grzegorz Drymer/Londyn/nyg

2. Korea Północna odpala rakiety przed wizytą Franciszka.

14.08.2014 (IAR) – Tuż przed przylotem papieża Franciszka na Półwysep Koreański, Korea Północna wystrzeliła trzy rakiety. Południowokoreańskie ministerstwo obrony podało, że spadły one do morza, nie powodując żadnych zniszczeń.

Jak informuje specjalny wysłannik Polskiego Radia Tomasz Sajewicz, po raz kolejny komunistyczna Północ testowała rakiety krótkiego zasięgu. Tym razem do ich wystrzelenia doszło jednak w niezwykle newralgicznym dla Korei Południowej czasie, bowiem wizytę w tym kraju właśnie dziś rozpoczął papież Franciszek. Ostatni z trzech pocisków odpalono na zaledwie pół godziny przed lądowaniem papieskiego samolotu na wojskowym lotnisku w Seulu.

Jak podaje ministerstwo obrony Korei Południowej, rakiety wystrzelono z rejonu miasta Wonsan na Północy. Pokonały one dystans ponad 200 kilometrów i zakończyły lot w morzu.

W najbliższy poniedziałek – ostatniego dnia wizyty papieża Franciszka, mają rozpocząć się kolejne manewry wojsk Korei Południowej i USA. Komunistyczna Północ utrzymuje, że są one częścią przygotowań do wojny nuklearnej. Z tego powodu do Seulu nie przyjedzie też północnokoreańska delegacja, która miała wziąć udział w zaplanowanej akurat na poniedziałek mszy o pokój na Półwyspie Koreańskim.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Tomasz Sajewicz / Seul / nyg

3. Ukraina gotowa do przyjęcia pomocy, pod warunkamiSiemoniak: rosyjski konwój sieje niezgodę.

14.08.2014 (IAR) – Ukraina widzi możliwość przyjęcia pomocy humanitarnej ale pod pewnymi warunkami – wynika z dotychczasowych wypowiedzi ukraińskich władz . Te nie komentują informacji które pojawiły się w rosyjskiej prasie o konwoju rosyjskim w którym ma znajdować się pomoc humanitarna.

Według źródeł rosyjskich, konwój jedzie w kierunku obwodu rostowskiego, gdzie pomoc ma trafić. Dzisiejsza moskiewska gazeta Kommiersant napisała, że wczoraj pod wieczór Kijów zgodził się przyjąć rosyjską pomoc humanitarną. Nie ma jednak potwierdzenia tej informacji ze strony ukraińskiej.

Wszystko powinno odbyć się zgodnie z międzynarodowym prawem. To znaczy że rosyjskim konwojem zmierzającym w kierunku Ukrainy , powinien dysponować Czerwony Krzyż – mówili ukraińscy przedstawiciele.

Komentatorzy na Ukrainie nazywają rosyjską kolumnę ciężarówek koniem trojańskim. Trwają spekulacje czy i gdzie konwój mógłby wjechać na terytorium Ukrainy, albo ewentualnie przeładować humanitarny ładunek. Władza mówiły o tym, że konwój może stać się przykrywką dla wprowadzenia rosyjskiego wojska na terytorium Ukrainy. Jednocześnie administracja prezydenta Poroszenki podkreślała, że istnieje możliwość rozwiązania sytuacji tak aby konwój wjechał przez ukraiński punkt graniczny, a ukraińscy celnicy i przedstawiciele OBWE sprawdzili ładunek.

Konwój miałby się poruszać po terytorium kontrolowanym przez separatystów, a po przyjeździe do Ługańska pomoc rozdzieliłby Czerwony Krzyż. Problem jednak w tym, że przedstawiciele Czerwonego Krzyża, jak wynika z ich oświadczeń, nie dostali od strony rosyjskiej dostatecznych informacji i nie wiedzą co dokładnie wiozą Rosjanie i jak chcieliby humanitarną pomoc dostarczyć.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Buszko, Kijów/nyg

14.08.2014 (IAR) – To raczej nie pomoc, a sianie niezgody. Tak o rosyjskim konwoju humanitarnym kierującym się w stronę ukraińskiej granicy mówi szef MON Tomasz Siemoniak.

Minister ocenił w radiowej Jedynce, że projekt jest elementem wojny informacyjnej prowadzonej przez Rosję. „Te oświadczenia władz ukraińskich, informacje, które płyną z Czerwonego Krzyża, który nie chce brać odpowiedzialności za to przedsięwzięcie, sprawiają, że sam ten projekt, sama ta idea, jest bardzo dwuznaczna i nie wydaje się, żeby była tutaj intencja pomocy humanitarnej a bardziej intencja siania niezgody, budowania napięcia” – stwierdził szef MON.

Tomasz Siemoniak nie spodziewa się, by konwój przewoził broń, jednak nie wyklucza, że może dojść na przykład do zatrzymania lub ostrzału ciężarówek na granicy. Sytuację może dodatkowo skomplikować przemówienie Władimira Putina, który jest od wczoraj na anektowanym przez Rosję Krymie. „Raczej można mieć pesymistyczne oczekiwania, miejsce i czas do tego przemówienia, czyli świeżo zaanektowany Krym, budzą tutaj złe prognozy” – podkreślił gość radiowej Jedynki.

Niewykluczone, że przemówienie Władimira Putina może zbiec się w czasie z przekroczeniem granicy rosyjsko-ukraińskie przez konwój z pomocą humanitarną.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Jedynka/kd/magos

podobne: Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie). Ukraina: Ofensywa na pozycje separatystów. Konwój (nie)humanitarny Rosji, ćwiczenia wojskowe przy granicy UE i na Wyspach Kurylskich. oraz: Rosyjska „pomoc humanitarna” – prowokacja, pijarowa zagrywka czy szczera troska? Wsparcie dla Kurdów w Iraku. Libia prosi o międzynarodową interwencję. Gaza – przedłużony rozejm.

źródło: stooq.pl

Franciszek odprawił mszę dla ofiar księży pedofilów. Kościół przeprasza i chce powołać specjalne biuro do walki z pedofilią w Kościele.


1. Franciszek odprawił mszę dla ofiar księży pedofilów.

07.07.2014 (IAR) – Franciszek odprawił mszę, w której uczestniczyły ofiary księży pedofilów. Po modlitwie sześć osób: z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Irlandii spotkało się z papieżem. To pierwsze taka audiencja Franciszka z osobami molestowanymi przez duchownych.

Msza i spotkanie są częścią narady papieskiej Komisji do spraw Ochrony Nieletnich, która odbywa się w Watykanie. Ze strony papieża przekaz jest jednoznaczny: zero tolerancji dla pedofilii w Kościele. Franciszek bardzo ostro mówił o tym na pokładzie samolotu podczas powrotu z pielgrzymki do Ziemi Świętej, gdy zapowiadał dzisiejsze spotkanie.

„Ksiądz powinien prowadzić młodego człowieka do świętości. Dziecko mu ufa. A on zamiast prowadzić do świętości, wykorzystuje je. To coś niesłychanego. To tak jakby odprawić czarną mszę”– powiedział wtedy papież.

„Jednoznaczna postawa w tej sprawie jest ważna dla wiarygodności Kościoła” – uważa ojciec Adam Żak, koordynator do spraw ochrony dzieci i młodzieży z ramienia Episkopatu Polski. Jego zdaniem, tylko wówczas to co mówi Kościół na temat wiary będzie odbierane jako godne zaufania. „Z czasem za Kościołem pójdą inne środowiska, w których dorośli wykorzystują dzieci” – dodaje ksiądz Żak.

Papież Franciszek zapowiada, że nie będzie żadnych przywilejów w rozliczaniu zbrodni pedofilii. Mogliśmy sie tym przekonać, kiedy były nuncjusz z Dominikany – arcybiskup Józef Wesołowski- został usunięty ze stanu duchownego.

Informacyjna Agencja Raidowa (IAR)/Rome Reports, Grzegorz Maciak/dyd

2. Kościół przeprasza za pedofilię.

07.07.2014 (IAR) – Kościół katolicki przeprasza za ciężkie przestępstwo pedofilii, jakiego dopuścili się księża i biskupi oraz za zaniedbania ze strony przywódców kościelnych, którzy lekceważyli doniesienia o tej zbrodni. Powiedział to papież Franciszek podczas mszy w Watykanie, w której na jego zaproszenie wzięła grupa ofiar nadużyć seksualnych ze strony duchownych Franciszek powiedział, że od dawna czuje w sercu ból i cierpi, ponieważ ukrywanie zjawiska pedofilii uczyniło z wielu wspólników, a dla tego nie ma wytłumaczenia. „Ci, którzy zaczęli płakać z tego powodu, byli na początku nieliczni, udało im się jednak otworzyć innym oczy na tę zbrodnię i ciężki grzech” – mówił papież. Jak powiedział Franciszek, to, że niektórzy kapłani i biskupi pogwałcili niewinność nieletnich oraz swoje kapłańskie powołanie, to coś więcej niż czyn godny potępienia. „To jakby świętokradczy kult, ponieważ mieli tych chłopców i dziewczynki doprowadzić do Boga, tymczasem złożyli ich w ofierze bożkowi swojej pożądliwości” – powiedział Franciszek. „W obliczu Boga i jego ludu wyrażam głęboki ból z powodu grzechów i ciężkiej zbrodni nadużyć seksualnych, jakich dopuścili się wobec was członkowie duchowieństwa i pokornie proszę o przebaczenie” – mówił papież zwracając się do ofiar.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Lehnert/Rzym/dw

3. Watykan chce powołać specjalne biuro do walki z pedofilią w Kościele.

07.07.2014 (IAR) – W Watykanie są plany powołania specjalne biura do walki z pedofilią duchownych. Taką informacje podał rzecznik Stolicy Apostolskiej ksiądz Federico Lombardi po spotkaniu Franciszka z ofiarami księży pedofilów.

To było pierwsza taka audiencja w historii papiestwa. Zaproszono na nią sześć osób z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Irlandii.

Spotkanie trwało trzy godziny. Dominikanin, ojciec Stanisław Tasiemski z Katolickiej Agencji Informacyjnej w rozmowie z IAR zwraca uwagę, że to nie była audiencja przy okazji papieskiej pielgrzymki, tak jak za Benedykta XVI, ale oddzielne specjalne spotkanie. „Franciszek zapewnił na nim wszystkich pokrzywdzonych o współczuciu i determinacji w walce przeciw takim przestępstwom”– dodaje ojciec Tasiemski.

Jak papieskie biuro do walki z pedofilią miałoby przeciwdziałać takim czynom i kiedy powstanie- tego jeszcze nie wiadomo.

„Dzisiejsze spotkanie jest już czytelnym kolejnym sygnałem o zeru tolerancji dla pedofilii ze strony Franciszka. Teraz pora na episkopaty poszczególnych krajów”– mówi IAR ojciec Tasiemski. Według niego, przez taki przykład papież odnawia Kościół.

Spotkanie z ofiarami księży pedofilów zorganizowano w związku z obradami watykańskiej Komisji ds. Ochrony Nieletnich. To w trakcie obrad tego gremium powstał pomysł powołania biura do walki z pedofilią w Kościele.

Kolejne spotkanie Komisji- w październiku.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Grzegorz Maciak/dyd

źródło: stooq.pl

podobne: W Kościele nie ma miejsca dla pedofilów. Ścigany za pedofilię Polański bezkarny.  oraz: Biskupi przeciwko pedofilii. Rygorystyczne normy postępowania mają oczyścić Kościół.

Mariusz Lewandowski - Akt pokory

Mariusz Lewandowski – Akt pokory

W Kościele nie ma miejsca dla pedofilów. Ścigany za pedofilię Polański bezkarny.


27.06.2014 (IAR) – Watykan wydala ze stanu duchownego arcybiskupa Józefa Wesołowskiego oskarżonego o pedofilię. Taka jest decyzja trybunału pierwszej instancji przy Kongregacji Nauki Wiary. Po jej uprawomocnieniu się byłego nuncjusza apostolskiego na Dominikanie czeka także proces karny.

To pierwszy wyrok dotyczący arcybiskupa Wesołowskiego. Jego sprawa wyszła na jaw w sierpniu ubiegłego roku, gdy na wiadomość o dotyczących go podejrzeniach papież Franciszek bezzwłocznie odwołał go osobiście ze stanowiska i wezwał do Rzymu.

Arcybiskup dostał najsurowszą z Kościelnych kar – podkreśla Tomasz Terlikowski katolicki publicysta. „Szokujące jest nie to, że wydalono arcybiskupa, ale to, że takich ohydnych rzeczy dopuścił się watykański dyplomata” – mówi rozmówca IAR.

W procesie karnym arcybiskupowi Wesołowskiemu grozi do 20. lat więzienia.

IAR/Grzegorz Maciak/ab               źródło: stooq.pl

27.06.2014 (IAR) – Roman Polański przebywa w Krakowie. W okolicach Rynku Głównego wynajął apartament i jest zameldowany w mieście. Reżyser cały czas jest ścigany przez amerykański wymiar sprawiedliwości za sprawę sprzed lat. Oskarżony jest o stosunek seksualny z nieletnią. Jeśli Stany Zjednoczone wystąpią do Polski o wydanie Polańskiego, rozpocznie się procedura ekstradycyjna. „W chwili kiedy procedura zostanie wszczęta, wtedy będziemy mogli rozmawiać o kwestii spełniania warunków koniecznych do tego, aby pan Roman mógł pozostać w Polsce. Mamy nadzieję, że procedura zostanie rozwiązana po myśli pana Romana i że będzie on mógł realizować swoje plany swobodnie” – mówi adwokat Jan Olszewski.

W sierpniu Polański planuje dłuższy pobyt w Krakowie z rodziną, a wiosną chce kręcić w Polsce swój nowy film. Zdjęcia w Polsce uzależnia jednak od wyjaśnienia swojego statusu prawnego. Jeżeli strona amerykańska złoży wniosek o wydanie Polańskiego, reżyser będzie musiał zostać zatrzymany i doprowadzony do prokuratury. Ostateczną decyzje w sprawie wydania, bądź nie Romana Polańskiego do USA podejmie sąd, lub minister sprawiedliwości.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Pawlica/sk            …źródło: stooq.pl

podobne: Biskupi przeciwko pedofilii. Rygorystyczne normy postępowania mają oczyścić Kościół. oraz: Franciszek potwierdza linię Benedykta XVI wobec skandalu pedofilii.

 – Co gorszy ludzi? Ich nie gorszy sam fakt, że pojawiają się w naszych szeregach, szeregach kapłańskich, ludzie niegodni, bo w każdej społeczności się tacy pojawiają. Oczywiście są to dramaty. Natomiast gorszy to, że nie chce się rozwiązywać tych problemów, że to idzie straszliwie opornie, i słusznie niektórzy zwracają uwagę, że nie ma tego dialogu z ofiarami (…). Ja znam trzy już takie przypadki. (…) Chciałbym wierzyć, że stanowisko radykalne papieża Franciszka wobec duchownego, który pochodzi z mojej rodzinnej diecezji, czyli z archidiecezji krakowskiej, będzie także jednoznaczną wskazówką, że musi się bardzo wiele zmienić w tej sprawie – mówił inny gość programu, ks Tadesz Isakowicz-Zaleski.

 Zdaniem Terlikowskiego, Kościół jest ustawiany jako główny sprawca pedofilii. – Mamy tendencję w mediach, żeby skupiać się na Kościele. A warto zadać sobie pytanie o świeckie instytucje szkoły, media. W Polsce przebywał niedawno Roman Polański, również pedofil, czy polskie władze zrobiły wszystko, żeby schwytać go i dokonać ekstradycji do USA? Nie przypominam sobie. Czy polscy politycy tak samo mocno protestują przeciw działaniom Daniela Cohn-Bendita w PE, który mówił otwarcie, że jego najfajniejsze przeżycia seksualne były w przedszkolu, kiedy w nim pracował z dziećmi. No, nie robią. Ustawiony jest Kościół, jako główny przeciwnik, jako główny sprawca pedofilii. Natomiast nie rozlicza się polityków, reżyserów, dziennikarzy. Przypomnijmy gigantyczny skandal w BBC, gdzie przez lata jeden z głównych showmenów – i wszyscy dziennikarze o tym wiedzieli – wykorzystywał seksualnie dzieci, dorosłych wszystko, co się ruszało, i nic. Ale to nie zmienia faktu, że Kościół też musi się uczyć rozliczać, I to Kościół wyznacza w kwestii rozliczeń standardy dla świata – przekonywał Terlikowski.

źródło: interia.pl

…pamiętajmy o tych słowach: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Ewangelia wg św. Mateusza (25, 40) – Największe zło to tolerować krzywdę. Rzecz o pedofilii.

polecam również: Pedofilia w Kościele. Ideologiczny raport Komitetu ONZ. Bezpardonowy atak marksizmu. oraz: polski rząd będzie promował pedofilię.. i to: Palikot, czyli od „obrońcy krzyża” do…pedofila?

Piekło Krąg II - pod strażą Minosa znajdują się dusze ludzi, którzy nie potrafili zapanować nad zmysłami - Gustave Dore

Piekło Krąg II – pod strażą Minosa znajdują się dusze ludzi, którzy nie potrafili zapanować nad zmysłami – Gustave Dore

%d blogerów lubi to: