Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy.


„W jednym ze swoich opowiadań Stanisław Lem wspomina o wojnie między dwoma mocarstwami, która trwała 10 lat, a potem jeszcze dodatkowo dwa – o to, kto wojnę wygrał. Całe szczęście, że do wyborów pozostało już tylko kilka dni, bo w przeciwnym razie spór o to, kto wygrał poniedziałkową debatę, zdominowałby dyskurs publiczny na długie miesiące. Wysokie Debatujące Strony przedstawiły projekty wielu wiekopomnych reform, których celem jest oczywiście przychylenie nam nieba. Niebo bowiem, czyli „tamten świat”, ma zdecydowanie lepszą reputację od tego świata. O „tamtym świecie” wiemy raczej niewiele, prawdę mówiąc – tyle, co nic – ale jedno wiemy o nim na pewno: że na „tamtym świecie” nigdy nie było, nie ma i nie będzie żadnych reform. Tymczasem ten świat co i rusz wstrząsany jest jakimiś wiekopomnymi reformami i kto wie, czy to nie w tym właśnie tkwi przyczyna takiej różnicy między obydwoma światami. Stąd dla żuka jest nauka, żeby z reformami poczynać raczej ostrożnie, chociaż z drugiej strony trudno wyobrazić sobie rządy, a zwłaszcza – kampanie wyborcze – bez inicjowania rozmaitych reform. Na szczęście już 26 października Umiłowani Przywódcy o większości pomysłów szczęśliwie zapomną i nastąpi bolesny powrót do rzeczywistości.

Bolesny tym bardziej, jeśli nie uda się odblokować narodowego potencjału ekonomicznego, który od 25 lat blokowany jest przez dwa czynniki: przez ustanowiony w roku 1989 przez generała Kiszczaka i grono osób zaufanych ekonomiczny model państwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego i przez postępującą biurokratyzację państwa. Kapitalizm kompradorski polega na tym, że o ostępie do rynku i możliwości działania na rynku decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem są tajne służby z komunistycznym rodowodem.

Wszyscy, którzy do sitwy nie należą, wyrzucani są poza główny nurt życia gospodarczego z sektorami: finansowym, paliwowym, energetycznym i tym podobnymi – na margines, gdzie każdy może sobie coś tam dłubać, żeby przeżyć. W rezultacie narodowy potencjał ekonomiczny jest wykorzystany w niewielkim stopniu, ze wszystkimi tego skutkami dla narodu i państwa. Biurokratyzacja z kolei polega na mnożeniu nakazów i zakazów, na straży których ustanawia się urzędy, które z pilnowania zakazu lub nakazu muszą się utrzymać. Im więcej nakazów i zakazów, tym mniejszy zakres wolności, zwłaszcza gospodarczej, no i tym wyższe koszty funkcjonowania państwa – bo biurokraci byle czego przecież nie zjedzą. Jeśli tedy nie odblokujemy narodowego potencjału ekonomicznego, to nic nam się nie uda, bo herbata nie robi się słodsza od samego mieszania…” (Stanisław Michalkiewicz – Zanim wrócimy do rzeczywistości)

…a dlaczego herbata nie robi się słodsza? Bo parafrazując słynną wypowiedź B. Smolenia w jednym ze skeczy o pożeraniu masła, ktoś się do nas (to znaczy do obywateli) dosiadł i nam go wyżera, w zamian za to intensywnie mieszając… (Odys)

a wygląda to mniej więcej tak… Spot Partii KORWiN – Minuta PO-PiSu

„…Wśród spiżowych sentencji, jakie Józef Stalin wygłaszał na temat demokracji jest i ta, że jeszcze ważniejsze od tego, kto liczy głosy jest przygotowanie wyborczej alternatywy. Prawidłowo przygotowaną alternatywę możemy poznać po tym, że bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane. Patrząc z tego punktu widzenia na tegoroczną polityczną alternatywę możemy powiedzieć, że została ona przez reżysera politycznej sceny przygotowana prawidłowo – podobnie zresztą, jak alternatywy polityczne w wyborach poprzednich…

…ustanowiony w naszym nieszczęśliwym kraju przez generała Kiszczaka w gronie osób zaufanych, które zaprosił on do Magdalenki ekonomiczny model państwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego nawet nie drgnął, chociaż odbywały się u nas wybory w następstwie których u steru rządów zmieniały się polityczne ekipy? Może nie jest to informacja użyteczna dla niezależnej prokuratury, ale czyż tylko prokuratura ma prawo wyrabiać sobie pogląd na różne sprawy? Myślę, że nie tylko, że własny pogląd na różne sprawy mogą wyrabiać sobie również rozmaici cywile, również na podstawie łańcucha poszlak, a czyż to nie jest poszlaka wskazująca, że za każdym razem alternatywa polityczna została przygotowana prawidłowo?

Tak jest i teraz, kiedy Prawo i Sprawiedliwość, udrapowane w kostium płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, rozpiera się na prawej stronie politycznej sceny, skutecznie blokując dostęp formacjom narodowym. Platforma Obywatelska, utworzona w celu blokowania dostępu do politycznej sceny ugrupowaniom wolnorynkowym i zarazem konserwatywnym, zdążyła się zdegenerować w bezideową, skorumpowaną do szpiku kości partię władzy i jej użyteczność w tym względzie znacznie zmalała, toteż reżyser politycznej sceny na poczekaniu wykreował partię – jakże by inaczej! – „Nowoczesną” pana Ryszarda Petru, klonie pana prof. Leszka Balcerowicza. Pan prof. Balcerowicz kiedy pisał felietony, prezentował tam nieubłaganie wolnorynkowy punkt widzenia – ale kiedy zostawał ministrem finansów i wicepremierem, albo prezesem NBP, natychmiast o tamtym zapominał i rządził zgodnie z oczekiwaniami beneficjentów kapitalizmu kompradorskiego.

Tym też tłumaczę sobie fakt, że zanim jeszcze pan Petru zdążył otworzyć usta, jego partia już cieszyła się wśród ludu pracującego miast i wsi popularnością na poziomie 11 procent – a i jej szeregi napęczniały w błyskawicznym tempie. Pewne światło na to stachanowskie tempo rzuca audycja radiowa, jakiej przypadkowo wysłuchałem, z udziałem członkini tej partii. Elokwentna i rezolutna pani pochwaliła się, że w poprzednim wcieleniu należała do „Twojego Ruchu”, czyli dziwnie osobliwej trzódki biłgorajskiego filozofa, a w jeszcze wcześniejszym etapie reinkarnacji była ozdobą Samoobrony. Domyślam się tedy, że konfidenci RAZWIEDUPR-a musieli dostać rozkaz: „W prawo zwrot! Do Nowoczesności – odmaszerować!” – podobnie jak bywało w okresach poprzedzających poprzednie kampanie wyborcze. Dochodzi do tego ZLEW, w który zlały się popłuczyny po poprzednich wynalazkach, no i nieśmiertelne Polskie Stronnictwo Ludowe, które w poświęcaniu się dla Polski nie zna granic ni kordonów. Oprócz tego są stachanowcy z Partii Razem („precz z rządem, wiwat KPP i półgodzinny dzień roboczy!”), skupiającej i panią Agatę Kuleszę, znaną z filmu (GN)Ida, tłumacza z hebrajskiego i panią zajmującą się „tworzeniem zapachów” – cokolwiek miałoby to znaczyć, no i Wolność i Równość – stworzona na poczekaniu w odpowiedzi na sukces Pawła Kukiza, o którym jeszcze może nie wiedziano, że jest wypadkiem przy pracy, a jeśli nawet wiedziano, to pamiętano, że i wypadki mogą zacząć żyć własnym życiem. Tedy na wszelki wypadek, jako że strzeżonego Pan Bóg strzeże, zmobilizowani zostali nawet professores w charakterze „antysystemowców”.

W rezultacie autentyczna formacja antysystemowa, KORWIN, została zmarginalizowana i desperacko poszukuje czy nie udałoby się jej wcisnąć w jakaś szczelinę. Wygląda na to, że i tym razem system się obronił, podobnie, jak i na Białorusi, gdzie prezydentem po raz kolejny został Aleksander Łukaszenka. Wprawdzie Aleksander Łukaszenka ma w środowiskach postępowych reputację sukinsyna, w dodatku jakiegoś takiego nie naszego, ale nie da się ukryć, że jest politykiem skutecznym, tak samo, jak zwycięzcy wyborów w naszym nieszczęśliwym kraju.” (Stanisław Michalkiewicz – System się obroni)

…system broni się nie tylko w ten sposób że przygotowuje jedynie słuszną alternatywę. Bo czymże byłaby ta alternatywa bez uzasadnienia takiego a nie innego wyboru, tj. bez próby uspokojenia sumień wyborców którzy pójdą kolejny raz zagłosować (nabrać się) na TO SAMO co już od 25 już lat „wybierają” myśląc że wybierają inaczej. Problem w tym że „system” nie może kolejny raz obiecać tego samego co już tyle razy obiecywał (a spełnił tylko wobec „swoich”) więc robi to z pewną nieśmiałością, uderzając raczej w nutę że ci co teraz obiecują kłamią (tak jakby sami nie obiecywali niczego 🙂 ) bo przecież deficyt, dziura budżetowa itd. zapominając że to właśnie ich rządy ten brak kasy w kasie spowodowali. Skoro więc nie można bezczelnie po raz kolejny obiecywać gruszek na wierzbie (bez konkretnych wyliczeń – to akurat dobry zwyczaj 🙂 ), to trzeba przynajmniej obrzydzić fakty jakimi śmie się posługiwać polityczna konkurencja w ramach kampanii wyborczej/informacyjnej… (Odys)

„…Ci sami ludzie, którzy rozdzierali szaty i uciekali się do epitetów, zakrzykiwali prawdę i wydzierali dowody z ręki – bo nie wolno straszyć! – całymi dniami… uprawiają virtual reality, czy też raczej, Virtual Insanity, w którym odwołują się tylko i wyłącznie do ludzkiego strachu.
Bo jak wiadomo, strach jest emocją najsilniejszą, a coś czego nie da się obronić argumentami – należy skierować na tory emocjonalne.

No i tym samym dowiadujemy się takich rewelacji, że „demokracja jest zagrożona”, że „będzie wojna z Rosją”, że będzie „wsadzanie do więzień i pobudki o szóstej rano” i tak dalej.

Z portalu natemat.pl dowiedzieliśmy się nawet, że… giełda spada od kilku miesięcy bo Inwestorzy boją się że PiS dojdzie do władzy. I nic to że spadają wszystkie giełdy świata, a podobne akcje w przeszłości były jedynie „reakcją na rynki światowe” – link

Od jednej z dziennikarek Newsweeka dowiedzieliśmy się, że zakazane będzie czytanie i wydawanie niektórych książek. I nic to, że jak dotychczas najsłynniejsza książkowa cenzura to sprawa Pawła Zyzaka i jego książki o Lechu Wałęsie, wydanej w 2009 roku, czyli za rządów Platformy.

Od jednego z tzw. autorytetów dowiedzieliśmy się, że będą „mnożone pomniki Lecha Kaczyńskiego i zmiany nazwy ulic i oby tylko nie doszło do zmian nazw miast”. Już nawet nieważne, że facet boi się własnej wydumanej z palca hipotezy. Zabawne jest to, że jednocześnie wielu z powtarzających te tezy ludzi jest zachwyconych pomysłem zmian nazw ulic w Słupsku, bo… nie zachowany jest parytet płciowy.

Od innych dowiadujemy się, że wprowadzona zostanie inwigilacja na skalę dotychczas niespotykaną. I nic to, że to za rządów Platformy, Polska stała się europejskim liderem w dziedzinie podsłuchów i sprawdzania billingów telefonicznych, wyprzedzając np. Niemcy ponad dziesięć razy.

Wciąż słyszymy o zagrożeniu mową nienawiści, z ust ludzi, którzy na co dzień obrażają miliony Polaków swoimi twittami, tekstami czy też występami w radiu i telewizji.

W TOK FM doszło nawet do fantastycznej wymiany zdań, pomiędzy dziennikarzami. Gdzie jedna z tych osób wystraszonych i przerażonych tworzoną Virtual Insanity, wypaliła „skończy się wolność prasy!„. Na co trochę przytomniejsza dziennikarka „Do Rzeczy” dyskretnie wróciła uwagę, że to za rządów Platformy, ABW weszła do siedziby redakcji „Wprost”

Takich przykładów są setki. W najnowszym spocie, Platforma straszy wypowiedziami anonimowych internautów, gdzie wystarczy pięciominutowy research aby znaleźć podobne wypowiedzi, bynajmniej nieanonimowych czołowych polityków Platformy.
No i taki komentarz w internecie może napisać każdy, również osoba podstawiona. A pamiętać należy jak wyglądała sprawa Andrzeja Hadacza.

Wciąż słyszymy o „dusznej atmosferze”, „powszechnej inwigilacji”, „rozliczaniu”, „mowie nienawiści” i tak dalej. Za tymi sloganami, straszeniem społeczeństwa i kreowaniem Wirtualnego Szaleństwa kryje się jednak rzeczywisty strach.

Czego się boicie?

No więc kto i czego tak naprawdę się boi?

Kto i dlaczego boi się swoich ośmioletnich rządów tak bardzo, że dziś potrafi jedynie wykreować atmosferę strachu przed nadchodzącymi wyborami?

Kto i dlaczego boi się relacji z tych ośmioletnich rządów tak bardzo, że powiela i potęguję ową Virtual Insanity, po to żeby wszyscy dookoła bali się razem z nimi?

Kto i dlaczego „boi się PiS” na okładce tygodnika?

Kto i dlaczego boi się Korwina i Kukiza w Sejmie?

Odpowiadam.

Wy nie boicie się Prawa i Sprawiedliwości.

Wy boicie się prawa i sprawiedliwości.

Wy nie boicie się „prawdziwych Polaków”.

Wy boicie się zwykłych Polaków.”

całość tu: Straszenie fikcją

„…Platforma nie mogła w tych wyborach narzekać na brak wpływowych stronników, którzy bardzo chcieli jej pomóc. Niektórzy naprawdę bardzo się starali. Niestety, chęć przysłużenia się władzy za wszelką cenę odebrała im rozum, może zresztą nie było wiele do odbierania – w każdym razie bardzo chcąc pomóc, bardzo zaszkodzili. W kampanii prezydenckiej niewątpliwie na honorowe odznaki PiS zasłużyli Adam Michnik za „nie oddamy Polski gówniarzom” i Tomasz Lis za uderzenie w córkę Andrzeja Dudy twittami z fałszywego konta. Co zabawne, obu panów nic te przygody nie nauczyły, i obaj podobnie zasłużyli się także w wyborach parlamentarnych.
Jeśli bowiem „straszenie PiS-em”, które było podstawą strategii wyborczej PO, przestało działać – a że przestało nie ma już chyba wątpliwości – to w znacznym stopniu za sprawą medialnych „autorytetów”, które gorliwie, chcąc podtrzymać władzę, przekroczyły w tym straszeniu granice śmieszności. Stary skecz „Kabaretu Moralnego Niepokoju” „Jak PiS dojdzie do władzy, to…!” był niczym w porównaniu z bredniami o faszyzmie, zmienianiu nazw miast i państwie wyznaniowym, recytowanym przez histeryków pokroju Tomasza Wołka, Waldemara Kuczyńskiego czy Ireneusza Krzemińskiego.
Pewnie będę do tematu wracał, bo Bóg jeden raczy wiedzieć, co tego rodzaju wariaci zaczną wyprawiać od poniedziałku. Z jednej strony, oczywiście, każda władza może tylko marzyć, aby wizerunek opozycji tworzyły kompletne oszołomy, ośmieszające antyrządowy dyskurs – w tym sensie salony michnikowszczyzny nadal będą dla PiS pożyteczne. Z drugiej, jakaś grupa ludzi, drobny ułamek elektoratu, ale w liczbach bezwzględnych sporo, temu wariactwu ulega. Naprawdę wierzy, że po 25 października nie będzie można w Polsce głośno rozmawiać, naprawdę gotowa zamykać się w piwnicach i umrzeć ze strachu, jeśli nie daj Boże ktoś rano zapuka im do drzwi. Jest kwestią statystyki, czy znajdzie się w nich kolejny Ryszard Cyba, który naładowany tą potworną nienawiścią i histerią targnie się na czyjeś życie, w przekonaniu, że broni w tej sposób „wolności”.
Dzisiejsza w założeniu antypisowska, a w istocie antydemokratyczna proklamacja „Gazety Wyborczej” (no tak – jeśli złem jest to, że większość może przegłosować „oświecone elity”, to ostatnie hasło, do jakiego te „elity” mają prawo, to demokracja) pokazuje, że wielu szacownym idiotom naprawdę przydałby się zimny prysznic. Takowy się niewątpliwie szykuje już w niedzielny wieczór, ale pewnie będzie go jeszcze za mało. Mam nadzieję, że wystarczy „chłosta śmiechu” i spadki nakładu samoośmieszających się gazet. Jeśli i to nie, doprawdy, czeka nas ze strony salonów czas żenady…” (Rafał Ziemkiewicz – Game Over)

JKM likwiduje koryto

JKM likwiduje koryto

…nie ma nad czym się rozwodzić bo ta cała spirala nienawiści i strachu do której nikt się nie chce przyznać (zwana dla niepoznaki „dialogiem” tudzież „językiem miłości”) jest godna wyłącznie śmiechu z politowaniem. Kto się chce bać niech się boi – wolna wola! Na koniec wróćmy do sedna problemu… Tym sednem jest ODEBRANIE KORYTA ŚWINIOM (i ja tu nikogo nie „nazywam”, bo to tylko taka analogia do znanego dzieła G. Orwella… Odys)

„…Nie dajmy się podzielić na elektoraty partyjne! Wybór mamy tylko jeden – albo te same partie i środowiska w sejmie czyli status quo – albo nowi ludzie spoza sejmowego układu władzy i szansa na prawdziwe zmiany na lepsze…” (Podziemna TV)

Robią nas w konia: Wybory, partie, szyldy – podziały, zmyłki, podziały #133

PS… żeby z przytupem zakończyć ostatni dzień przed „wyborami” 23. 10. 2015 w subiektywnym skrócie

„…Dzień zaczął się od histerycznego artykułu w GóWnie podpisanego „redakcja GóWna”. Histeria porównywalna jedynie z tą znaną z Korei Północnej po śmierci któregoś z tamtejszych Kimów. A rozchodzi się o to, że jak PiS wygra demokratyczne wybory to będzie rządziła większość. Bo jak wiadomo demokracja jest dobra gdy wygrywają nasi. Znaczy ich. Bo ci nowi pewnie reklam nie będą chcieli umieszczać, urzędy nie będę tego prenumerować [Żelazna Logika: Obieg zamknięty III RP – Odys]. Zostanie McDonald’s i darmówki na przystankach. Przykra sprawa. Michnik umierający z głodu… Kusząca wizja. Choć nierealna.

Pani wiceminister sprawiedliwości osiągnęła całkiem niezły wynik. 2 promile. Tyle miała w organizmie, gdy jeździła sobie samochodem po Łodzi. Wylądowała w najbardziej luksusowych hotelu w mieście włókniarzy (dzisiaj to chyba ironiczne określenie). Najważniejsze jest godne pożegnanie ze stanowiskiem.

Moja ulubienica Marcelina z bolszewików o nazwie Razem miał dzisiaj wystąpić w Superstacji. Miała, bo stacja zaprosiła do tego samego programu Kukiza. Co więc zrobiła moja idolka? To samo co w zwyczaju miał Sir Robin z filmu „Monty Python i Święty Graal”. Nasrała w zbroję i uciekła. A teraz wyobraźcie sobie, że jest szefem MSZ i jedzie na ciężkie negocjacje np. w sprawie Ukrainy. Albo ma negocjować z rozsierdzonymi górnikami. Ładną przyszłość chcieliby nam zgotować? Na szczęście wciąż są i pozostaną błędem statystycznym.

Islamscy imigranci po przybyciu do Polski będą mieć zagwarantowane pełne świadczenia medyczne. Poza kolejności i bez składek zdrowotnych. Zapłaci za to fraje… wróć, polski podatnik. Można by o tym merytorycznie podyskutować, ale za sam fakt wspomnienia o tym byłby ktoś obwołany faszystą. W końcu wszystko w imię tolerancji. Nawet śmierć. Oczywiście śmierć własnych obywateli, bo imigrantów trzeba kochać.

Z kolei Waldek Pawlak ma ochotę chce ich imigrantów zbroić. Gdyż niewątpliwie jak dostaną broń, wrócą do siebie walczyć. Mógłby go obrzucić inwektywami, ale przecież to Pawlak z PSL. Cóż gorszego mógłbym wymyślić? Najśmieszniejsze jest to, że mówi to polityk państwa, które najchętniej odebrałoby broń własnym obywatelom. Fascynująca jest ta troska o dobre samopoczucie imigrantów kosztem własnych wyborców.

A propos. W niedzielę wybory. Dzisiaj Prezydent i premierzyca w telewizji apelowali o udział. Ja również apeluję. Idźcie i wybierzcie mądrze i w zgodzie z własnym sumieniem. Choćby po to żeby w niedzielę o 21:00 usiąść przed TVN24 i obejrzeć miny tych wszystkich Kopaczek, Kuźniarów, Hołdysów i reszty tych, którzy przez ostatnie 8 lat pluli nam w twarz i wyzywali od faszystów, kiboli i pisiorów pod hasłem „tolerancji i miłości dla wszystkich”. Osobiście już się szykuję na poniedziałek w pracy. Bo przecież „Pisiory wyłączą ci internet” i „Nikt z nami w Europie nie będzie rozmawiał”. Jakby fakt, że ktoś premierzycy powie od czasu do czasu „zrób kawę” był rozmową.

Wielkie oburzenie zapanowało, bo ktoś zadenuncjował Roberta Lewandowskiego, że po awansie na Euro pił szampana na boisku. Czyli wszystkie media w IIIRP oburzyły się bo ktoś domaga sie ścigania osoby łamiącej ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych. Czymże on różni się od innego jej uczestnika, tego z trybun? Przecież konstytucja – która, według przekazów z ostatnich tygodni, jest tak świetna, że nie wymaga żadnych zmian – mówi o równości wszystkich wobec prawa. A przecież kibice bezwzględnie karani są za mniejsze przewinienia. Wtedy te same media biją brawo. A, że ustawa jest bez sensu? Z kosmosu z Nazistami nie zleciała. Ktoś ją uchwalił. Hm… może koalicja rządząca?…”

…i tym optymistycznym akcentem świadczącym czarno na białym do dnia „ostatniego” w jak popapranej rzeczywistości żyjemy zaczynamy ciszę wyborczą 🙂 …przed iluzją zwaną „świętem demokracji”. Kosztowne show, dzięki któremu wmówiono „biednym ludziom” że mają jakiś wpływ na to co się dzieje ze sporą częścią ich dochodu a nawet życia. Mało kto się orientuje że jedyne co w ten sposób wybieramy to swoich (rzeczywistych!) panów życia i śmierci, którzy decydują na co wydać nasze pieniądze, czego uczyć nasze dzieci, co wolno nam a czego nie wolno mówić, co jest zdrowe a co nie, co jest dobre a co złe itd. itp… Prawda jest bowiem taka, że nasza wolność to mit i ten mit ma uwiarygodnić demokracja 🙂 ta sekunda w której podejmujemy „decyzję” kto przez następne lata będzie nam dyktował tempo życia i będzie jeszcze za to brał pieniądze (z naszych portfeli). O czym więcej tu: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? i tu: Demokracja… czyli Dyktatura Durni... Odys

a3„…Legitymacja władzy politycznej bierze się z przekonania społeczeństwa, że władza jest sprawowana zgodnie z interesem narodowym i obowiązującymi normami społecznymi. To przekonanie praktycznie już nie istnieje, gdyż nie tylko polskie społeczeństwo, lecz również „klasa polityczna” takiego przekonania nie podzielają. Przeciwnie, interes społeczny nie jest kategorią niekwestionowaną, a nawet traktowaną poważnie, zaś normy społeczne uległy znacznemu rozchwianiu. W tej sytuacji konieczne było „zawężenie” pola legitymizacji władzy do zgodności z normami prawnymi, które w istocie rzeczy są regulatorami na użytek władzy politycznej. Oznacza to, że jedynym czynnikiem legitymizacji pozostało prawo wyborcze.

Najważniejszy jednak jest problem ignorowania interesu narodowego. Zmienia on bowiem zasady ustroju politycznego, wprowadzając na miejsce służby społeczeństwu, bardziej lub mniej otwarty antagonizm władzy i społeczeństwa. Jest to fenomen niezwykle groźny i niszczący dla bytu narodowego. Jest to istota braku suwerenności narodowej.

Wtedy wybory są „grą o legitymizację” władzy zantagonizowanej ze społeczeństwem. Przykre to, ale prawdziwe…

…Sygnalizowana korozja legitymizacji władzy politycznej w Polsce jest procesem równoległym do utraty suwerenności politycznej, ekonomicznej i finansowej. W tej sytuacji konieczne jest tworzenie kolejnych scenariuszy „demokratycznych wyborów”, które miałyby na celu z jednej strony „rozgrzeszenie” dotychczasowej władzy politycznej, a z drugiej zaś odnowienie jej zniszczonego wizerunku politycznego…” (Prof. dr hab. Artur Śliwiński – Mit demokratycznych wyborów w Polsce)

podobne: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN. oraz: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! i jeszcze: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) i to: POPIS z PSL wygrywa wybory zwane „samorządowymi”. Partie antysystemowe „persona non grata”. Czy koryto zjednoczy lewicę bezbożną i pobożną? a także: Zamienił stryjek siekierkę na kijek, czyli socjologowie o POPISowych sondażach. polecam również: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. i na koniec: Żeby nam się chciało tak jak nam się nie chce czyli… (nie)Wybory do parlamentu europejskiego i słówko do fejsbukowych „wolnościowców”.

Reklamy

Kukiz wyszedł z kina (TVRebublika) czyli… przesłuchanie prawie antysystemowca przez prawie Olejnik. Dobrze gadał ale nie wytrzymał.


„…Polityczne dziewictwo PK stracił już dawno, startując w wyborach samorządowych jak również prezydenckich. Z przykrością piszę, że mimo jego ideowości poparcie zostało rozmienione na drobne. (zwłaszcza budowanie partii/ ruchu bez ufania innym) To taka sama droga jaką szedł Tymiński, Lepper, a nawet Janusz z Biłgoraja. Pewnie dostanie się do Sejmu, ale będzie to takie „pyrrusowe zwycięstwo”.

Bycie „antysystemowcem” staje się wyświechtanym sloganem. To takie dążenie do XXI wiecznej anarchii. Złe państwo, złe korporacje etc.etc.etc. Kiedyś skóra, czub i kolorowe irokezy, teraz tęsknota do „buntu” i „wolności” podtatusiałych (z wielkim brzuchem od piwska) punków/metali. To oni podczas koncertów usiłują pogować pod sceną, wspominając lata dawnej świetności. Buntują się przeciw systemowi – gdy w domu czeka żona z ciepłym obiadkiem, dobra praca i kredyt we frankach do spłacenia 🙂 „Zabrania się zabraniać” – pitu, pitu.

Swoją drogę zawsze śmieszy mnie, że „wpływowi” samorządowcy też są „antysytemowi” i „antypartyjni”. Wciskają kity o tym, że „zgoda buduje” i wystrzegają się jak ognia określenia, że „są politykami” A niby kim są? Przecież muszą iść na kompromisy, a często za możliwość błyszczenia na podwórku lokalnym, w trakcie koncertów czy innych festiwali „sprzedają duszę diabłu”. Bo dieta i ponowny wybór są najważniejsze, ale to już historia na inny wpis ;)” (Adam Zawadzki • pch24.pl)

źródło: Kukiz, TV Republika, antystemowość i co z tego wynika?

„…A mogło być tak pięknie. Partia Kukiza mogła stać się narzędziem umożliwiającym wejście do Sejmu polskich wolnościowców, narodowców i antysystemowców. Stając się prawdziwą platformą antysystemową, wzięłaby być może nawet 25 proc. głosów, co zapewniłoby im realny wpływ na władzę i polski system polityczny. Takiej szansy nie mieliśmy chyba nigdy wcześniej. Niestety górę wziął brak wizji, kunktatorstwo, kolesiostwo, a być może po prostu zatryumfowała agentura. Ciężko to wykluczyć – pojawiają się teraz opinie, że na przykład przeczołganie Korwin-Mikkego podczas negocjacji było celową grą Pawła Kukiza mającą doprowadzić do ich fiaska. No cóż, powtórzę się: miałeś, Pawle, złoty róg, został ci się ino…

Niestety zła atmosfera w obozie antysystemowym pociągnęła w dół także pozostałe ugrupowania. Z politycznego ringu zniknęli narodowcy, którzy jeszcze niedawno mieli wielkie ambicje. Osłabli także wolnościowcy, którzy jeszcze kilka miesięcy temu byli pewni przekroczenia progu, a w ostatnich sondażach mogą liczyć na zaledwie 2-3 proc., co jest oczywiście wynikiem całkowicie niesatysfakcjonującym…”

całość tu: Kukiz w przeddzień anihilacji. Gra zaczyna się od nowa

Telewizja Republika – Paweł Kukiz (Ruch Pawła Kukiza) – W Punkt 2015-08-24

No na Boga! Ja nie chcę tego programu… Problem w tym Panie Kukiz że Pan nie masz żadnego programu  – wypadałoby odpowiedzieć.

„Po owocach ich poznacie”. Tymczasem efektem kukizowych (nie)działań to zmarnowanie antysystemowego potencjału, którego drzemiąca do tej pory siła ujawniła się podczas wyborów prezydenckich. Miało być zjednoczenie środowisk antysystemowych tymczasem doszło do dalszego podziału (za który odpowiada również Pan Stonoga). Zwyciężyły ambicje bycia centrum całego środowiska, co skończyło się odebraniem poparcia innym ruchom, które jednak ideowo, kadrowo i programowo miały dużo więcej do zaoferowania wyborcom jak JOWy, z których Kukiz uczynił sobie bożka i „papierek lakmusowy”, którym mierzy antysystemowość innych, i na tej podstawie pochyla się lub nie nad współpracą z kimkolwiek. Zastosował tę wymówkę nawet wobec tych, którzy mają na swoim koncie wieloletnią działalność na rzecz uświadamiania Polaków o potrzebie systemowych zmian, i od dawna są zwalczani za próbę walki z systemem i złamania jego monopolu wśród wyborców. Ruchy te zostały spacyfikowane a ich siła przebicia do świadomości wyborców została zneutralizowana. Kukiz zamiast łączyć podzielił i skompromitował całe antysystemowe środowisko.

Jakiś czas temu starałem się uzmysłowić osobom zakrztuszonym ciasteczkiem jaką rolę odgrywa Kukiz, ale zostałem potraktowany z wrogością, chociaż o tym przed czym ostrzegałem świadczyły wszelkie znaki na niebie i ziemi (nie była to wiedza tajemna – Z „warszafki” do „wrocłafka” czyli… rewolucja Kukiza i afera podsłuchowa jako finalna faza scenariusza rozbiorowego Polski). Mało kto zechciał też zauważyć że „bunt dla buntu” (bez programu) to z założenia jest kpina i ściema, a JOWy to prosta droga do zabetonowania polskiej sceny politycznej dla dotychczasowego układu.

Ostrzegałem że Kukiz zostanie użyty głównie do odebrania elektoratu wolnościowcom (przede wszystkim do neutralizacji Korwina, który przebijał próg wyborczy) no i tak się właśnie stało. Mam tylko nadzieję że część jego elektoratu zmądrzeje i wróci tam gdzie bunt dla buntu nie jest żadnym programem, a liczy się to jak zbudować nowy i wolnorynkowy porządek nie oparty o socjalmżonki i związki zawodowe (od których Kukiz jakoś nie może się uwolnić). Znowu nie pomyliłem się w czarnowidztwie, a najgorsze jest to że sporo ludzi zostało zrobionych w konia, potencjał na szeroką antysystemową koalicję został zmarnowany, a środowisko antysytemowców skompromitowane (zwłaszcza wolnościowców którzy tracą w sondażach za sprawą ciasteczkowego potwora którego stworzył Kukiz). Najbardziej obawiam się tego że odpływający na fali rozczarowania elektorat „buntu” zasili „nowoczesną” albo wróci do macierzy (PO), zaś ci którzy porzucili RN i JKMa ze wstydu nie pójdą do wyborów wcale. Obym tym razem się mylił a wyborcy wykazali się charakterem i wrócili do starej i nieprzejednanej jak dotychczas idei. Pora na przejęcie inicjatywy przez KORWiN. Trzeba stworzyć szeroki front wolnościowy z jedną listą SPOŁECZNĄ wyciagając pojednawczą rękę do kogo się da i nie popełnić błędu „pępka świata” na jaki sobie Kukiz pozwolił. Panie Mikke piłeczka po pańskiej stronie.

Muszę powiedzieć że nie spodziewałem się aż takiej pacyfikacji i to za sprawą człowieka, który z racji swoich prywatnych powiązań i dawnych sympatii politycznych (kilka razy zmienianych) nie powinien być nigdy brany za przywódcę i obdarzany zaufaniem. Wielkie słowa jakimi się zastawiał nigdy nie powinny ludziom mieniącym się myślącymi przesłonić brutalnych faktów w postaci co najmniej podejrzanych sympatii (Schetyna) i socjalistycznych ciągot tego Pana.

Co do samego wywiadu to muszę powiedzieć że Kukiz świetnie sobie radził z Panią prowadzącą która ewidentnie szukała haków i emocji na swojego gościa a nie żadnej wiedzy, choć na taką się kreowała w pewnym momencie wbrew temu co rzeczywiście robiła. Jednak fatalna końcówka wywiadu w wykonaniu Kukiza kładzie się cieniem na całym wystąpieniu. Nie było powodu reagować wyjściem ze studia na tanie chwyty Pani redaktor, która nie miała czego się złapać więc uciekała w personalne uwagi, szukając oparcia w tym że Kukiz przyznał iż woli rozmawiać z Olejnikową – do czego ma prawo więc nie wiem na co się Pani Katarzyna obraziła 🙂 Sam też odniosłem wrażenie jakbym oglądał TVN a nie „opozycyjną” stację, bo Pani Katarzyna zachowywała się dokładnie jak „stokrotka” – nie dyskutowała z gościem a przesłuchiwała go. Przeskakiwała z tematu na temat łapiąc za słówka, przerywała wypowiedzi i żerowała na emocjach których szukała u swego gościa od początku. Ktoś kto kiedykolwiek widział rozmowy u Olejnik nie może mieć wątpliwości że to ten sam styl „dyskutowania”.

Zgadzam się w 100% z Kukizem że partiokrację należy rozwalić, ale JOWami się tego nie zrobi (dlaczego to już kiedyś pisałem, więc jeśli kogoś ciekawi to może sobie poczytać tu: O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach.). Wystarczy zabrać partiom subwencje i zmusić do ujawniania publicznie źródeł finansowania – to znaczy podawać na żywo w mediach „ile i od kogo”, a nie ograniczać się do publikowania jakichś kwitów gdzieś na zadupiu stron internetowych. Poza tym trzeba zabrać posłom prawo do procedowania ustaw regulujących gospodarkę, a wtedy nikt im złamanego grosza nie da bo niczego nie kupi. Głosujmy na ludzi którzy domagają się właśnie tego rodzaju rozwiązań prawnych. Tymczasem JOWy to tylko zmiana metody wybierania sobie pana i nic więcej.

Polityka zagraniczna powinna być dokładnie taka jak mówi Kukiz – ZACHOWAWCZA. Nie ma w tym nic wstydliwego, bo nie jesteśmy żadną potęgą ani krajem z którym liczą się silniejsi, więc nie możemy występować w cudzych sporach jako rozgrywający, mediator czy prowodyr pewnych posunięć (zwłaszcza jeśli pachną zagrożeniem militarnym). Trzymajmy się od takich planów z daleka również z tego powodu, żeby nie być później wskazywanym jako główny sprawca czy żyrant czyjejś krzywdy (takiej jak rozbiór Ukrainy) albo nie daj Boże jako ten który doprowadził do wybuchu wojny. Tak jak to bywało dotychczas – zwłaszcza w kontekście naszych przykrych doświadczeń z II WŚ. Potrząsanie szabelką kiedy jesteśmy co najwyżej NARZĘDZIEM, czy pałeczką przekazywaną sobie od ręki do ręki przez Niemcy, USA i Rosję jest niepoważne i nie przynosi żadnych korzyści. Pytanie Kukiza „PO CO!” się w coś takiego angażować pozostało bez odpowiedzi Pani redaktor, co wiele mówi o trafności pytania Kukiza. To nie znaczy jednak że nie mamy w ogóle rozmawiać, jak z kolei głupio wywnioskowała Pani redaktor przekręcając słowa Kukiza. Musimy rozmawiać, także Rosją bo to nasz sąsiad, bo rozmowy i rozładowywanie napięcia jest w naszym żywotnym interesie. Natomiast sugerowanie przez Panią redaktor „uległości” w tego rodzaju dyplomacji (wobec Rosji), pozwala z kolei jej propozycję nazwaną „twardym stanowiskiem” określić jako zachowanie agresywne (Rosja zresztą tak właśnie odbiera nasze zaangażowanie, ale to zupełnie inna bajka).

W świetle powyższego sugerowanie przez Kukiza by najpierw zająć się odbudową własnego państwa, i umacnianiem go gospodarczo począwszy od pojedynczego obywatela, który (TAK WŁĄŚNIE! proszę Pani) JEST OKRADANY w różnego rodzaju podatkach i składkach, jest priorytetem. Największym niebezpieczeństwem dla każdego kraju jest zniechęcanie do niego własnych obywateli poprzez rabunek fiskalny. Za tą BIEDĄ idzie bowiem niechęć Polaków do państwa i władzy, czemu dają od lat wyraz nogami (5 mln. emigrantów na przestrzeni rządów POPISu! a bezrobocie ciągle na podobnym poziomie) i rękami, nie biorąc udziału w „święcie demokracji”. Nie mamy w Polsce społeczeństwa obywatelskiego poza twardym elektoratem PARTYJNYM patrzącym interesu „wygranej w wyborach” takiej czy innej kliki, ale nie Polski jako dobra wspólnego. Sytuację może zmienić stworzenie takich warunków rozwoju, żeby Polacy mogli z godnością SAMI zarabiać na swoje utrzymanie. Żeby nie byli rabowani ze swojej własności bo to własność wiąże obywatela z państwem a nie sympatie partyjne.

Co do słów Pani redaktor jakoby państwo nie kradło bo to przecież wszystko zgodnie z prawem przypomniał mi się cytat: „W Państwie Bożym św. Augustyn opowiada nam historię o piracie złapanym przez Aleksandra Macedońskiego. Rozgniewany cesarz zapytał stanowczo: „Jak śmiesz siać niepokój na morzu?”. Na co pirat odpowiedział: „A ty co sobie myślisz, że po całym świecie niepokój siejesz? Ale, że ja to czynię na małym okręciku, nazywam się łotrem, a ty — że masz wielką flotę — zowiesz się królem”. Św. Augustyn stwierdził, że odpowiedź pirata była „doskonała i elegancka”.

Wybierajmy wolność od tego rodzaju propagandy jaką posłużyła się w kwestii podatków Pani prowadząca program. Ludzie dla których wolność jest podstawowa wartością, nie mają nic przeciwko temu, żeby ci którzy wolą niewole, w tej niewoli sobie żyli (jak dla mnie mogą sobie oni oddawać państwu nawet 100% swoich dochodów). Natomiast wszelkiej maści zwolennicy ograniczania wolności chcą, żeby zniewoleniu podlegało 100% społeczeństwa (i to na lichwiarskich warunkach – bo to co dostajemy w zamian za te ogromne sumy wyciągane nam przy każdej okazji z portfela to kpina) – i to jest ogromna różnica. Nazywajmy rzeczy po imieniu a nie tak jak tego sobie życzą demagodzy od politycznej poprawności… (Odys)

Przegrany kontra zamordowany. Czy między Komorowskim a Narutowiczem można postawić znak równości?


„…Demokracja polega również na tym, że w imię wolności słowa i prawa do krytyki władzy godzić się trzeba z faktem, iż niektórzy korzystają z tego prawa nieelegancko, łamiąc normy dobrego smaku, wulgarnie. Nie ma w demokracji polityka, na którego ktoś by kiedyś nie zabuczał, nie wygwizdał, nie rzucił jajem czy butem, nie wypisywał obelg albo nie robił sobie z niego chamskich żartów. Ale świat nie słyszał o przywódcy, który by się ośmieszał publicznym jojczeniem – oj, sponiewierali, panie, naurągali, a ja taki dobry, a te ludzie takie podłe, buuuu… To żałosne. Szczególnie, gdy obłudnie leje krokodyle ślozy polityk, który celował w kampanii negatywnej i całe swe polityczne istnienie opierał na ugruntowywaniu nienawiści i pogardy jednej części społeczeństwa wobec drugiej, w przekonaniu, że wybrał tę liczniejszą. 

A porównywać wyborczą przegraną z politycznym mordem może tylko skrajnie cyniczny propagandysta albo skończony idiota.

(Na marginesie zostawmy już fakt, że legenda śmierci Narutowicza, do której z zamiłowaniem odwołuje się Michnik i cała lewica, jest zwyczajnie fałszywa. Narutowicz nie został zamordowany przez politycznego przeciwnika, tylko przez wariata, w imię szalonego planu „wstrząśnięcia narodem”. Morderca, wbrew tej legendzie, nie miał afiliacji politycznych, jeśli już, był raczej piłsudczykiem niż endekiem, i to właśnie Piłsudskiego zamierzał zabić, na Narutowicza zdecydował się ostatecznie wskutek przypadku. Brutalna kampania prowadzona przeciwko prezydentowi, na tle swych czasów nie będąca niczym szczególnym, nie miała na niego wpływu.)

Bronisław Komorowski odchodzi bez klasy. Już po przegranych wyborach zatrudnił w swej kancelarii dodatkowych 70 osób, czyszcząc w ten sposób budżet przeznaczony na cały rok, tak, że następca musi zaczynać od zadłużania się. Potem zwolnił wszystkich swoich protegowanych w ramach zwolnień grupowych, co nie tylko pozwoliło rozdać im wyższe odprawy, ale zgodnie z prawem uniemożliwia nowemu prezydentowi zatrudnienie na ich miejsce kogokolwiek przez najbliższy rok, poza objętymi zwolnieniem ludźmi Komorowskiego. Nie zwolnił też w porę mieszkania, tak, że nowy prezydent z rodziną mieszkać musi w hotelu. No i rzecz najbardziej skandaliczna – przed odejściem z urzędu polecił Komorowski za publiczne pieniądze wynająć dla siebie i swej rodziny mieszkanie na rok, a docelowo na pięć lat, mimo, iż oprócz domu w Budzie Ruskiej jest właścicielem dwóch lokali w Warszawie – jeden z nich wynajął na biuro kancelarii prawniczej, a w drugim mieszka jego dorosły syn, któremu z jakiegoś powodu nie poradził, żeby wziął kredyt, zmienił pracę i sam się o własne lokum zatroszczył.

(…)

Bronisław Komorowski przegrał, bo jest politycznym nielotem, pozbawionym charyzmy, samodzielności i niezbędnych prezydentowi talentów – pięć lat temu zawdzięczał wyniesienie ponad poziom swych kompetencji Tuskowi, który wybrał osobę najmniej zdolną mu zagrozić, oraz Kaczyńskiemu, który zamiast wystawić do wyborów kogokolwiek innego, kandydował sam, nie przyjmując do wiadomości, jak wielki ma elektorat negatywny. Przegrał, bo był prezydentem PO, partii, która naobiecywała i żadnych obietnic nie dotrzymała, a teraz brnie w zaprzeczanie oczywistym faktom i szydzenie z niedożywionych dzieci, choć zawstydzającą skalę polskiej biedy potwierdzają wszelkie możliwe statystyki, od GUS i PCK po Eurostat (nawiasem – czy już potępiono należycie i wyszydzono panią Ochojską za prowadzoną od lat wspirającą propagandę Putina akcję „Pajacyk”?). Przegrał, bo uparł się wmawiać ludziom, że żyją w „złotych czasach” i że są zadowoleni. Bo wymyślił zupełnie idiotyczne referendum z bezsensownymi, pisanymi na kolanie, w nocy (jak właśnie wysypał go Henryk Wujec) pytaniami, z którego nie wynika nic, poza wsadzeniem kolejnych stu milionów złotych z publicznej kasy przysłowiowemu psu pod ogon. W najmniejszym stopniu dlatego, że prowadził nieudolną kampanię, podkreślającą wszystkie jego wady i bufonowate zachowania, a nie eksponującą nawet tych nielicznych osiągnięć, którymi by się mógł pochwalić.

Ale, oczywiście, milej jest sobie wmawiać, że się padło ofiarą przemocy, zorganizowanej fali nienawiści, i w ogóle że winny jest cały świat. W sumie normalny ludzki odruch, uczciwość każe przypomnieć, że politycy PiS, na czele z samym prezesem, też po przegranych nie umieli się przed takimi żałosnymi zachowaniami powstrzymać. Tyle, że wtedy i Komorowski, i PO, i wszyscy funkcjonariusze TVN, „Polityki” czy „Wyborczej” widzieli, że to żałosne. A teraz z poważnymi minami próbują wmówić swoim targetowym lemingom, że Komorowski jest męczennikiem i trzeba nad nim ronić łzy współczucia. Gdyby naprawdę byli przyjaciółmi byłego prezydenta i dobrze życzyli jego partii, powinni go raczej namawiać, by się ze swym rozgoryczeniem, obrażeniem na wyborców i brakiem klasy dobrze ukrył, zamiast jeszcze podbijać mu bębenka pochlebstwami o podobieństwie jego gorzkiego losu do Narutowicza.” (Rafał Ziemkiewicz)

całość tu: Były prezydent Bronisław Komorowski nie umie odejść z klasą.

„…Niewiadomski był przypadkiem analogicznym do Andreasa Breivika, a nie do Ryszarda Cyby. Ale przypadkiem dla polskiej lewicy i lewicy w Polsce niezwykle korzystnym, dosłownie darem z niebios. Gdyby nie zbrodnia, dokonana przez wariata, Narodowa Demokracja, popierana i przez większość społeczeństwa, i mająca najlepsze, najbardziej fachowe kadry dla nowego państwa, jak nic sięgnęłaby po władzę. Nie byłoby tak łatwo usprawiedliwić w oczach społeczeństwa Zamachu Majowego, terroru „oficerskich” bojówek, dławienia wolności słowa i rozmaitych zbrodni piłsudczyków. Zbrodnia w Zachęcie dała zaś propagandzie lewicy niewyczerpaną pożywkę, którą usiłuje się ona posilać jeszcze nawet dziś, po prawie stuleciu – nawet gdyby legenda o „fanatycznym endeku” była prawdą, mieszanie jej do bieżącej polityki i tak miałoby tyle samo sensu, co oskarżanie Mitta Romneya o masakrę w Mountain Meadows.

Tak naprawdę więc nikt nie ma większych powodów dziękować Temu, w Którego Gorliwie Nie Wierzy, za zesłanie jej w porę Niewiadomskiego niż lewica we wszystkich swoich nurtach. I dziękuje – co prawda w sposób szczególny.

Kilka lat temu przypomniał sobie o Narutowiczu, w programie u Lisa, redaktor Michnik. Przypomniał sobie, by walkę z „tymi, którzy zamordowali pierwszego prezydenta”, uczynić legitymizacją III RP ze wszystkimi jej aferami, podłościami i nikczemnością przyssanych do koryta elit. Zabrzmiało to tak głupio, że przez dłuższy czas nikt wątku nie podjął, ale nie ma takiego dna, którego debata publiczna III RP w końcu nie przebiła – więc oto Narutowicz znalazł kolejnych czcicieli w osobach Palikota i Millera.

Ochotniczo przyłączył się do nich jeszcze pajac, który z transparentem oskarżającym o tę zbrodnię narodowców włączył się w ich manifestację z wielką nadzieją, że ktoś mu da w zęby i będzie mógł robić za męczennika. Niestety, narodowcy nie potraktowali prowoka tak, jak sobie założył, co i tak nie przeszkodziło mu paradować po mediach w nimbie męczeństwa uzasadnionego tym, że mu ów transparent uprzejmie wyrwano, a jego samego wystawiono za policyjny kordon (w pełni realizując w ten sposób postanowienia ustawy o zgromadzeniach publicznych, która nakłada na organizatorów obowiązek kontrolowania niesionych banerów i odpowiedzialność za nie).

Miller i Palikot są od Michnika skromniejsi – do walki z dawno powieszonym Niewiadomskim zabrali się nie w imię usprawiedliwienia magdalenkowego dilu, ale dla ratowania swoich więdnących partyjek. Pijarowcy Tuska rzucili hasło „walka z nienawiścią”, jego lewicowe przystawki podchwyciły więc i próbują się nagle wykreować na jedyną obronę przed zagrożeniem, jakie stanowić ma dla III RP organizujący się dopiero ruch narodowy…” (Rafał Ziemkiewicz)

całość tu: Pośmiertne życie prezydenta

Między prawdziwym morderstwem a polityczną porażką jest tak głęboka przepaść, że żaden nawet najbardziej wymyślny absurd nie jest w stanie jej zasypać…

Odnoszę wrażenie, że w całym tym klangorze chodzi o to, że współczesne nam środowiska lewicowe (dla których w tamtym czasie zabójstwo Narutowicza spadło jak manna z nieba przynosząc nieocenione korzyści polityczne), wprost żałują że dla nich w obecnym czasie nie trafiła się taka gratka. Ci ludzie (nie tylko z GW) popadli już w takie odmęty szaleństwa i strachu przed nowym rozdaniem, że wręcz modlą się o jakiś „cód” (choćby mały zamach) który zrobi z ich „kochanego prezydenta” męczennika. A tu klops! Jak na złość nikt nie chciał tego człowieka zabić (nie licząc incydentu z krzesłem i gościa który się „zamachnął” na niego ręką, ale nie na życie 🙂 ) więc GW z braku laku wymyśliła sobie że „tak na prawdę” to zabito go w inny sposób.

Tego rodzaju taktyka wykręcania kota ogonem, oprócz oczywistej głupoty ma rzecz jasna jeden całkiem logiczny cel. Jest nim dalsze, celowe antagonizowanie obu środowisk politycznych i mobilizowanie elektoratu negatywnego (i to po obu stronach) do sypania coraz większych szańców, by tą „odwieczną walką” zła z mniejszym złem odwrócić uwagę obywateli od ZASADNICZYCH dla nich problemów. Zasada dziel i rządź jest sprawdzona na naszym politycznym podwórku jak żadna inna polityczna maksyma. Wystarczy poczytać wpisy które się pojawiły pod artykułem Pana Ziemkiewicza i które się jeszcze pojawią (zarówno z jednej jak i z drugiej strony tego samego cyrku na kółkach), żeby dostrzec że „to działa”.

Show must go on! Tymczasem tak jeden jak i drugi obóz niczym się od siebie nie różnią. Jedni i drudzy od niesławnego rozdania w „Magdalence”, bacznie stoją na straży socjalizmu i etatyzmu państwowego który nas (obywateli, konsumentów, podatników) wyciska co dnia od 25 lat jak cytrynę. Czasem tylko przed tym „ściskaniem” rżnąc (nie powiem w co) a czasem blendując mózgi co bardziej podatnym na propagandę wyborcom, którzy od 25 lat wybierają sobie do rządzenia (sobą) TYCH SAMYCH dobro(zło)dziejów… tylko inaczej przebranych, żeby pod wpływem tego prania mózgu nie czuli „bulu” jaki z owego „ściskania” wynika. Znieczulenie działa prawidłowo a największym jego stymulantem jest wzajemna nieskrywana nienawiść (i chęć odwetu) podzielonych jak nigdy dotąd Polaków – na wyraźne życzenie i za sprawstwem kierowniczym ich politycznych i medialnych idoli.

Wracając do motywu „zamachu” na Pana Komorowskiego można śmiało powtórzyć słowa byłego już prezydenta które jak bumerang w tej sytuacji wracają do niego – „jaki prezydent taki zamach”… (Odys)

podobne: „Dzień w skrócie” 8 czerwca 2015 roku. Występują: PO które z pomocą hejterów chce walczyć z mową nienawiści i odzyskać internet, Komorowski z „depresją”, POśpiech z 10 ustaw’kami gospodarczymi i in. a także: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu. i to: Psy się gryzą na podwórzu a kruk krukowi oka nie wykole… oraz: POPIS na posiedzeniu „Parlamentarnego Zespołu ds. obrony wolności słowa” czyli… wiódł ślepy kulawego (Nagroda Darwina dla obu). Stanisław Michalkiewicz o „cyngielmanach” prezesa Kaczyńskiego. polecam również: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! i jeszcze: „Tusku kur…. zrób coś!” czyli… służby spuszczone ze smyczy i walka z „mową nienawiści”

Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS.


„18 czerwca bieżącego roku w warszawskim hotelu „Hilton” odbyła się tajemnicza konferencja objęta zakazem transmitowania i nagrywania.

Wśród uczestników aż roiło się od byłych i obecnych oficerów służb specjalnych Izraela i Polski, a jednymi z organizatorów konferencji byli dawaj złodzieje i kryminaliści, Andrzej Gąsiorowski i Bogusław Baksik – dzisiaj obywatele państwa Izrael.

To oni w 1989 roku na początku tak zwanej transformacji ustrojowej założyli w Cieszynie spółkę „Art-B”, która w krótkim czasie przekształciła się w potężny holding zatrudniający 140 tys. osób i składający się z trzech tysięcy spółek. Samozwańczy„artyści biznesu” (stąd skrót Art-B), a w rzeczywistości przestępcy wyprowadzili z polskiego systemu bankowego za pomocą tak zwanego „oscylatora finansowego” 4,2 biliona starych złotych, co dzisiaj dawałoby kwotę 420 mln PLN.

W nocy z 31 lipna na 1 sierpnia 1991 roku obaj oszuści uciekli do Izraela gdzie szybko otrzymali obywatelstwa. To tyle w telegraficznym skrócie.

(…)

Kiedy było już wiadomo, że Baksik i Gąsiorowski to zwykli złodzieje do Izraela udał się socjolog i dziennikarz telewizyjny Jerzy Diatłowicki znany z cyklicznego programu telewizyjnego „Rzeczpospolita druga i pól”, w którym wybielał prominentnych komuchów z czasów PRL. Ten wyjazd oraz spotkanie z Baksikiem, Gąsiorowskim i Barem zaowocował wydaniem w 1991 roku książki, Bagsik and Gąsiorowski. Jak kradliśmy księżyc

Książka wyraźnie rozgrzesza i wybiela obu oszustów. Mało tego, padają w niej takie opinie o Polakach:
Bogusław Baksik: Polska nie dorosła do demokracji i należy wziąć Polaków za mordę (str. 112)
Meir Bar: Polacy są to dzisiaj najgorsi ludzie na świecie (…) do takiego skurwysyństwa nie przyjadę. Jak będę widział Polaka, a Polak będzie zdychał na ulicy, nawet mu ręki nie podam, żeby więcej pomóc. Nie przyjadę do Polski; bye, bye (str. 45)

Warto wiedzieć, że Jerzy Diatłowiecki to syn żydowskiego komunisty oraz naczelnika wydziału w zbrodniczym stalinowskim Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, ppłk Tadeusza Diatłowieckiego.

Jeszcze raz na koniec zapytam: Dlaczego opozycja milczy?

Prawdziwym zdrajcą może być tylko ten, komu ufamy. W innych przypadkach mamy nie tyle do czynienia ze zdradą ile z własną głupotą, naiwnością i lekkomyślnością.

Cały czas – może naiwnie, ale jednak wierzę – że ci, którym ufamy tym razem nas nie zdradzą.
Tylko dlaczego już cały miesiąc milczą?

Artykuł ukazał się w Warszawskiej Gazecie (kokos26 • naszeblogi.pl)

całość tu: O dwóch takich, co okradli Polskę

…Opozycja milczy Panie Kokoszkiewicz bo to nie jest żadna opozycja, a przynajmniej nie w takim sensie jak niektórzy dali sobie wmówić. To druga strona magdalenkowego medalu w dodatku jawnie wysługująca się obcym interesom (USraelowi). Tylko naprawdę naiwny obywatel może wierzyć że ci ludzie nie są przez nikogo koncesjonowani (o czym więcej tu: Jak Kaczyński oszukuje Polaków?). Oto bowiem mamy (jak słusznie autor zauważa) rok 2015 i ŻADEN z dotychczasowych rządów (choć zmieniały się od lewa do lewa) nie zdołał nikogo ani za afery ani za zbrodnie rozliczyć. Poza rzecz jasna nielicznymi kozłami ofiarnymi będącymi płotkami i narzędziami w rękach „starszych i mądrzejszych”. Jest to właśnie POkłosie magdalenkowego układu w którym uczestniczyła ta tzw. „opozycja” (w tym ś.p. Lech Kaczyński), gdzie ustalono że choć nie kochamy się jak bracia to liczymy się jak Żydzi (inaczej – „my nie ruszamy waszych a wy nie ruszacie naszych”)…

Zgadzam się zatem z Panem Panie Kokoszkiewicz, że ma Pan tu do czynienia z własną głupotą, naiwnością i lekkomyślnością. Tę żabę PISowską którą tyle czasu Pan pompował, wmawiając wszystkim że to prawdziwi patrioci i prawdziwa prawica, będzie Pan musiał niebawem (do spółki z resztą naiwnych) połknąć… Za dużo do tej pory było znaków PISowskiego zaprzaństwa, żeby nie widzieć z czyjego nadania jest ta opozycja i czyim interesom służy: namawianie Polaków w referendum unijnym do głosowania ZA „anszlusem”, podpisanie poddańczego traktatu lizbońskiego przez ś.p. Lecha Kaczyńskiego, socjalistyczny (czyt. kosztowny dla podatników) „program gospodarczy”, brawurowe zakończenie afery FOZZ przez pisowskiego prokuratora Kaczmarka i sędziego Kryże (obaj panowie mimo beznadziejnej, PZPRowskiej przeszłości, zwłaszcza Kryże, dostają od Jarosława Kaczyńskiego ministerialne stołki), budowa muzeum historii Żydów za polskie pieniądze oraz wstrzymanie ekshumacji w Jedwabnem, przyznanie emerytur z ZUSu dla „ocalałych z holocaustu” (oraz inne niepokojące negocjacje z „narodem wybranym” kosztem interesów Polski), flirtowanie z Merkelową w kwestii polityki klimatycznej kosztem Polski… i inne fakty których teraz nie pomnę. Także „gratuluję” zaufania Panie Kokoszkiewicz (a współczuję naiwności)… (Odys)

„…Józef Mackiewicz w książce „Zwycięstwo prowokacji” wyraźnie zróżnicował negację systemu komunistycznego od opozycji względem niego.

Negacja (radykalizm) lub opozycja(umiarkowanie) są to różniące się jakością, zupełnie inne kategorie politycznych postaw i zachowań.

Autor „Zwycięstwa prowokacji”, analizując zwycięstwo komunizmu, pisze o „przesunięciu psychologicznym, które nastąpiło, a które posiadało wszelkie cechy tzw. równi pochyłej”.

Opisując kluczowy, fatalny moment przekształcenia polskiej świadomości w byt konformistyczny (umiarkowany), Mackiewicz pisze: „To bowiem, co nastąpiło, jest przejściem ze stanowiska negacji wobec ustroju bolszewickiego, na stanowisko li tylko opozycji wobec ustroju bolszewickiego w Polsce. (…) I ten to bolszewizm, nie do uznania ongiś dla wszystkich Polaków z wyjątkiem nieznacznej garstki komunistów, przeszedł de facto w stan uznania”.

W dzisiejszych czasach lewica ciesząc się owym stanem uznania i odcinając kupony od nagromadzonego przez lata kapitału głupoty, kontynuuje bez przeszkód rewolucję na świecie, w Europie i w Polsce.

Pytaniem zasadniczym, które powinien sobie zadać dziś każdy normalny Polak jest to: Czy akceptacja kolejnych, nowych wcieleń „socjalizmu” – „komunizmu” – „lewicy”, wynika z wolnego i świadomego wyboru, czy może jest rezultatem manipulacji i narzuconego stereotypu?

W praktyce „Negacja systemu” (opcja radykalna) wyklucza z życia politycznego nie tylko „rząd” PO, ale również innych przedstawicieli patologicznych opcji, a także tych, którzy w ramach operacyjnej przykrywki domagają się „wyborczej zmiany”. „Opozycja” (opcja umiarkowana) natomiast nie zwalcza lewicy, lecz konkuruje z jej przedstawicielami w demokratycznych wyborach, ponieważ akceptuje lewicę jako jedną z orientacji światopoglądowych. Tym samym politycy prawicy systemowej (m.in. PiS) jawią mi się jako konformiści niezdolni do przeprowadzenia zasadniczych zmian w Polsce, umożliwiających uwolnienie od lewicowej patologii.” (CzarnaLimuzyna • ekspedyt.org)

…pomijając nieuprawnione moim zdaniem przyszywanie PISowi miana „prawicy” zgadzam się w całości z konkluzją że PIS to systemowi konformiści. W związku z tym nie widzę z tej mąki chleba dla zwykłych Polaków, za wyjątkiem tych środowisk, które firmują i kontestują działalność partii o nazwie „Prawo i Sprawiedliwość”.

W sumie to nie tylko PIS, ale KAŻDA partia czy ruch o lewicowych poglądach z charakterystycznym zafiksowaniem ideowym na „sprawiedliwość społeczną” i „państwo opiekuńcze” oparte o fiskalizm i etatyzm nadaje się na śmietnik historii. Nie jest żadną alternatywą zamiana PO na PIS który ma jeszcze bardzie etatystyczny plan na gospodarkę niż PO. Nie ma żadnego światełka w tunelu dopóki z Polaków nie zostanie zdjęty ciężar „kapitalizmu kompradorskiego” i babilońskie uzależnienie od UE, którego PIS jest niestety gorącym zwolennikiem. Jeśli państwo pozostanie w takim samym stopniu socjalistyczne jak dotychczas (na co się zapowiada) to nic się nie zmieni. Kto wie jak działa ekonomia ten musi zdawać sobie sprawę z tego co nas czeka jeśli PIS zrealizuje swoje groźby (zwane obietnicami).

Deklarować pójście drogą Węgier a pójść nią to dwa różne światy, ale że decydują czyny a nie słowa to zaczekam na konkrety choć słowa zapowiadają bardzo kosztowne dla obywateli konkrety. Niestety większość wyborców pójdzie do wyborów by po raz kolejny wybrać „państwo opiekuńcze” do którego dopłaca z własnej woli, otrzymując w zamian dług, upadającą służbę zdrowia i dziurę w ZUS. I dopłaci jeszcze więcej pracując do śmierci na emeryturę która będzie kilkuset złotowym zasiłkiem. Na tej podstawie nie wróżę Polakom niczego dobrego, bo partia która utrzymuje że ZUS jest ok, służba zdrowia musi pozostać publiczna, zaś państwo ma wydawać więcej na obywateli (wiadomo z czym to się wiąże skoro państwo NIE MA SWOICH PIENIĘDZY) to kolejna lewicowa chucpa… (Odys)

PS… „Skoro jednak jesteś letni, a nie zimny ani gorący, wypluję cię z ust moich” – ostrzega Pismo Święte. Letniość nie jest cnotą, jakkolwiek w codziennym życiu może popłacać. W polityce pozwala jedynie trwać, ale nie jest receptą na okresy, w których otaczająca rzeczywistość zmienia się na gorsze, a państwo musi stawiać czoło większym niż do tej pory zagrożeniom…” (Letniość nie jest polityczną cnotą)

całość tu: Różnica pomiędzy prawicą radykalną a umiarkowaną

podobne: wMeritum: Obłudnicy z „pseudoprawicy”. oraz:  i to:  a także: POPIS na posiedzeniu „Parlamentarnego Zespołu ds. obrony wolności słowa” czyli… wiódł ślepy kulawego (Nagroda Darwina dla obu). Stanisław Michalkiewicz o „cyngielmanach” prezesa Kaczyńskiego. i jeszcze: Po debacie w “Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na “patriotyzm” i “konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi. polecam również: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków, oraz: Kacza “sprawiedliwośc” – zabrac bogatym, czyli… ukarać biednych. a także: Fenomen POpulizmu czyli… “NYT” o rosnących notowaniach Kaczyńskiego i jeszcze: Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz.

na koniec poglądowa tabelka autorstwa Pana Cukiernika o najistotniejszych różnicach między prawicą a lewicą

RÓŻNICE MIĘDZY PRAWICĄ A LEWICĄ

  1. System gospodarczy: Prawica – Wolny rynek i wolna konkurencja, swoboda umów; Lewica – Interwencjonizm państwowy i protekcjonizm z systemem dotacji i subwencji, prowadzącym do korupcji, nepotyzmu.
  2. Własność: Prawica – Własność prywatna jako podstawa systemu gospodarczego. Dbałość o własność prywatną, jako nieograniczone dobro jednostki. Prywatyzacja; Lewica – Najważniejsza własność państwowa, państwowe przedsiębiorstwa. Niechęć do własności prywatnej, liczne ograniczenia, konfiskaty, zakazy. Nacjonalizacja.
  3. Biurokracja: Prawica – Ograniczona liczba urzędów i wysoko opłacanych urzędników; Lewica – Rozbudowana biurokracja z systemem zakazów, zezwoleń, koncesji, kontyngentów itp, prowadzącym do korupcji, nepotyzmu.
  4. Rola państwa: Prawica – Państwo ograniczone do minimum, zapewnienie obywatelom bezpieczeństwa i przestrzeganie prawa; Lewica – Rozbudowane państwo z systemem zabezpieczeń społecznych i redystrybucją dóbr (państwowa służba zdrowia, edukacja, pomoc społeczna, państwowy system emerytalny, dotowana kultura)
  5. Podatki: Prawica – Niskie, proste, nieskomplikowane podatki; Lewica – Wysokie podatki, progresywne skale podatkowe ze skomplikowanym systemem zwolnień.
  6. Budżet państwa: Prawica – Mały, zrównoważony budżet, jak najmniejsza  redystrybucja dochodu narodowego; Lewica – Duży budżet, wysoka redystrybucja dochodu narodowego, deficyt budżetowy prowadzący do inflacji.

całość tabelki tu: tomaszcukiernik.pl

Oprócz wspomnianych pokrótce elementów z dziedziny makro i mikroekonomii należy mieć wzgląd na element światopoglądowy (o czym więcej pod wspomnianym linkiem) jakim się dane ugrupowanie czy ruch kieruje, w ramach tzw. „deklaracji ideowej”. Nie wystarczy się jednak kierować samymi deklaracjami, a już najgorsze jest „powszechne przekonanie” wynikające z bezmyślnego powtarzania sloganów serwowanych przez media w ramach opinii publicznej, gdzie podział na prawice i lewice funkcjonuje w oparciu o deklaracje samego ugrupowania, oraz dlatego że dane partie stoją naprzeciw siebie we „wrogich” obozach. Trzeba się kierować konkretnymi założeniami ideowymi i rzecz jasna praktyką polityczną jaka za takimi deklaracjami idzie. Nie jest żadną prawicą partia która hołduje etatyzmowi i redystrybucji. Nie niweluje tego typowo lewicowego zacięcia pogrywanie przez dane ugrupowanie od czasu do czasu na narodowej, patriotycznej czy nawiązującej do etyki katolickiej nucie (to za mało żeby daną partię uznać za prawicową).

W związku z powyższym należy sobie zdawać sprawę z tego, że obecnie w polskim parlamencie NIE MA (i nie było do tej pory – poza krótkim epizodem UPRu) partii prawicowych. Wszystkie są i ideowo i praktycznie lewicowe gdyż uprawiają socjalizm w oparciu o redystrybucję tego co w sposób rabunkowy wydziera się obywatelom w ramach coraz bardziej pazernego i progresywnego (niesprawiedliwego bo traktującego nierówno) fiskalizmu. W najlepszym wypadku są to partie centro-lewicowe, kiedy próbują mieszać ze sobą elementy światopoglądowo prawicowe z ewidentnie lewicowymi pomysłami na państwo i gospodarkę… (Odys)

rys. Artur Żukow

rys. Artur Żukow

Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka.


„Bankructwo Grecji ma wiele stron. Główną jest oczywiście sam kolaps greckiego socjalizmu który  w  spektakularny sposób dochodzi do ściany.  Wg danych Brookings Institute, na 3.8 miliona pracujących Greków w 2013  przypadał mniej więcej jeden milion osób które albo wisiały na rządowych fuchach albo pobierały rządowe emerytury.   I to całkiem  zdrowe emerytury…   Emerytura  55-letniego emerytowanego oficera policji  była na przykład rzędu €1650,  wobec €1200 netto dla wykładowcy uniwersyteckiego. Ciekawe czy to odbiega tak znacznie od realiów  polskich emerytur mundurowych i uposażeń uniwersyteckich… Tego typu patologie  socjalizmu mogą być przedłużane i sztukowane rozmaitymi bailoutami,  pożyczkami  i czym tam jeszcze, ale  w nieskończoność trwać nie mogą.  A ponieważ socjalizm nigdy się sam nie zreformuje  jedyną opcją jest dojście do ściany i rozbicie się o nią.   Cudza kasa na całe szczęście kiedyś się kończy  i  następuje twarde lądowanie  do życia  na koszt własny.

(…)

Jeśli Tsipras by się ugiął pod wywieraną na niego presją  to zdradziłby swoich wyborców i swoją własną partię która by szybko pokazała mu drzwi. Jeśli by się nie ugiął to doprowadziłby do bankructwa kraju, i drzwi by mu pokazali  wspomniani wyżej rozgoryczeni emeryci i sektor publiczny pozostawiony bez środków do życia. W obu przypadkach polityk bez odpowiedniego mandatu ochronnego byłby skończony.

Tsipras jednak  intrygę przejrzał  i ją  rozbroił.  Niespodziewanie ogłosił referendum na temat przyjęcia lub odrzucenia dyktatu „trojki”,   które właśnie taki mandat ochronny mu zapewni niezależnie od wyniku…  

(…)

Ale dlaczego hegemonowi tak miałoby zależeć na usunięciu Tsiprasa? Z kilku powodów z których głównym jest prawdopodobnie polityka gazowa i wojna hegemona i jego satelitów z Rosją. Wiedzą oni dobrze że Europa potrzebuje gazu rosyjskiego z odnogi południowej. Nie ma dla tego praktycznie alternatywy, włączając w to nawet alternatywne dostawy LNG, i nawet hegemon to z ociąganiem przyznaje. Odnoga południowa przejąć ma od 2019 transporty obecnie idące przez Ukrainę.

Europejscy wasale piętrząc na polecenie hegemona trudności na drodze rurociągu South Stream mającemu początkowo wylądować w Bułgarii i iść dalej przez Rumunię spowodowali anulowanie jego budowy. Rosja nie traciła czasu ogłaszając że gas dostarczony będzie teraz rurą Turk Stream, innym rurociągiem pod Morzem Czarnym i lądującym w Turcji. Walka obecnie idzie o to jaką drogą tranzytową zostanie on dostarczony dalej.

Najlogiczniejszą opcją jest „Balkan Stream”, trajektoria gazociągu przez Grecję, Macedonię i Serbię na Węgry. Z krajów tych Grecja pod Tsiprasem i Węgry pod Orbanem prowadzą relatywnie niezależną politykę zagraniczną  i nie dają się zdominować hegemonowi jak reszta EU,  a Serbia i Macedonia nie są w ogóle członkami EU.  Dochody z tranzytu gazu wzmocniłyby pozycję tych krajów, sympatyzujących z wizją multipolarną świata. Nitka Balkan Stream umożliwiłaby też partycypującym w niej krajom podpięcie się pod chińską inicjatywę „Silk Road”, handlową magistralę łączącą Chiny poprzez Rosję  z Europą, która jest największym importerem dóbr chińskich i zarazem wielkim eksporterem do Chin.

(…)

Balkan Stream byłby specjalnie atrakcyjny dla Grecji. Nie bez powodu Tsipras jeździł dogadywać się z Putinem, przewidując że intratny deal z Gazpromem, a kto wie czy i nie cenne pożyczki mu towarzyszące, będą stanowiły dla Grecji istotny czynnik w przechodzeniu przez turbulencje suwerennego bankructwa.” (cynik9)

całość tu: Referendum greckie – mistrzowski ruch Tsipras ominął pułapkę

podobne: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” oraz: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. i to: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie.

„Dzisiejsza sytuacja Grecji jest bardzo poważnym strategicznym ostrzeżeniem dla Polski, bo jeżeli przyjrzymy się greckiej drodze do Europy, do tej wspólnoty różnych krajów, bogatszych i mniej bogatych, to dzisiaj widać, że ta droga nie była dobra. I prowadziła ona przez ogromne, według mnie, niepotrzebne zadłużenie, czasami gdzieś po drodze rozkradzione. To zadłużenie spowodowało, że w czasie światowego kryzysu finansowego, zadany był cios przede wszystkim w społeczeństwo. To jest droga wielu krajów peryferyjnych Europy. Grecja była przyjęta w 1981 roku, a Polska w 2004, czyli dwadzieścia kilka lat później, ale my niestety idziemy tą samą drogą. Tutaj jest poważne ostrzeżenie, żebyśmy nadmiernie nie uzależniali się od pożyczek, od pieniędzy Zachodu, które w czasie sytuacji kryzysowej, tak jak to było w latach 2007-2008, uderzają. Ci, którzy są zadłużeni mają potworne kłopoty. To jest bardzo poważne ostrzeżenie, co do strategicznej drogi rozwoju, którą Polska powinna iść. To po pierwsze.

Drugie poważne ostrzeżenie jest związane z ostatnią fazą kryzysu. Jeśli przyglądniemy się dokładniej warunkom, które ta trójka bogatych krajów stawia Grecji, to nasuwa się pytanie, o co w tej ostatniej fazie kryzysu chodzi i przed czym Grecy się bronią. To jest, przede wszystkim, liberalizacja i otwarcie wszystkich rynków. Czyli wejście wielkich firm z najbogatszych państw zachodnich na te rynki oraz ich przejęcie. A drugie żądanie to wyprzedaż wszystkich aktywów, które Grecja ma, czyli własności przemysłowej, infrastruktury, a także ziemi, wysp, które są w Grecji bardzo atrakcyjnym towarem. Są to dwie rzeczy, będące strategicznymi elementami stosunków między krajami bogatymi, między Zachodem, a krajami, które są dzisiaj peryferiami Europy, i które mają wspólne problemy…” (An­drzej Szczę­śniak)

całość tu: Polska Grecja dwa bratanki…

Owszem, teraz Grecy się bronią przed możliwością utraty kontroli nad własnym państwem, ale pamiętajmy o tym w jaki sposób doszło do tej sytuacji, i to nie tylko w Grecji bo problem długu dotyczy zdecydowanej większości krajów UE. Fakty są takie że nie ma obecnie kraju na Zachodzie, który realizując tzw. „cele społeczne” nie zadłużałby się z tej okazji. Gospodarki tych krajów nie są w stanie zarobić na potrzeby wynikające z realizacji wiekopomnych zdobyczy socjalnych, ale wcale nie myślą skończyć z rozdawnictwem. Pierworodny błąd jest w tym, że nie ma tu absolutnie żadnego namysłu w postaci mechanizmu obronnego – kagańca prawnego ZABRANIAJĄCEGO wydawania więcej niż otrzymuje się w podatkach. Jak to w ogóle możliwe, żeby pozwalać sobie na uchwalanie budżetów z deficytem? Skoro współczesne państwa mogą się bezkarnie zadłużać co roku bardziej, to jest tylko kwestią czasu kiedy wszystkie po kolei zbankrutują. Grecja jest tu tylko „pionierem” jako najbardziej doświadczona w bankrutowaniu, bo przez połowę swojego dotychczasowego niepodległego bytu była niewypłacalna (o czym wszyscy wiedzą bo nie jest to wiedza tajemna)… Odys

podobne: Eurokołchoz: Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromis, Niemcy mówią NIE. Trader21 o greckiej tragedii. W Hiszpanii Banki Żywności dla biednych. Finansowe kłopoty Włochów. oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i to: Cisza przed burzą. Toksyczne aktywa w systemach bankowych Polski i Hiszpanii. Przestajemy płacić kredyty mieszkaniowe. „Troika” wróciła do Hiszpanii.

„…jeżeli bankructwo i powrót do waluty narodowej okażą sie lekarstwem skutecznym i po chwilowym załamaniu Grecja zacznie szybko odzyskiwać siły, wiara w skuteczność wspólnoty w jej obecnym kształcie zostanie podważona, a wraz z nią ucierpi też pozycja eurokracjizaczyna swój wpis Rafał Ziemkiewicz.

Podobnie (do Grecji – red.) patronowała Unia równie nieodpowiedzialnemu zadłużaniu Węgier przez Gyurcsany’ego i Polski przez Tuska. Ich nigdy nikt, tak jak dawnych przywódców greckich, nie nazwał w europejskich elitach „populistami”. Przeciwnie, byli dobrzy i popierani, bo zadłużając swoje narody, nakręcali zyski korporacjom i rządom głównych unijnych graczy – kontynuuje dziennikarz i przechodni do sedna.

W wypadku PO – robią to dalej. Jedną gębą bezczelnie oskarżając o populizm Dudę, PiS i Kukiza oraz strasząc, że zrobią oni w Polsce „drugą Grecję”, drugą gębą zapowia władza PO-PSL rozdawanie milionów i miliardów, bezwstydnie wykorzystując możliwości dalszego zadłużania kraju dzięki zdjęciu z nas unijnej procedury nadmiernego deficytu. I znowu, po raz kolejny wykorzystuje PO pojawiające się możliwości zaciągania pożyczek na wspieranie konsumpcji, a nie prorozwojowych czy proinnowacyjnych inwestycji.

Jest w tym cyniczna, bezczelna logika. Ta ekipa nie walczy już o władzę, walczy by być możliwie silną opozycją. Rozdając pieniądze emerytom, urzędnikom i właścicielom bramek na autostradach, rzucając je na różne „programy”, niby to dla Śląska albo dla młodych, świadomie działa na rzecz bankructwa, z góry oskarżając o jego spowodowanie tych, którzy cały ten gnój, jakiego PO z PSL narobiły przez prawie dziewięć lat, odziedziczą na jesieni.

Na koniec dziennikarz zamieszcza swoiste „rozwiązanie” całej tej fatalnej sytuacji. 

Jeśli Polska stanie się „drugą Grecją”, to na pewno nie będzie winą Dudy, Szydło ani nikogo innego, tylko przede wszystkim Tuska. To jego za skrajną nieodpowiedzialność w rządzeniu państwem należy powiesić na warszawskiej kolumnie Zygmunta – i wcale nie za szyję – czytamy.”

parezja.pl  źródło: Ziemkiewicz: Tuska należy powiesić na kolumnie Zygmunta

…no cóż. Nie da się nie dostrzec tego na co zwraca uwagę Pan Ziemkiewicz, ale jednocześnie zdumiewa mnie jego ograniczona do 8 lat rządów PO-PSL i wybiórcza pamięć w kwestii odpowiedzialności za stan polskiego państwa. Tak jakby PIS nie miał udziału w wepchnięciu nas do eurokołchozu, namawiając Polaków do głosowania w referendum akcesyjnym na tak i sankcjonując zapisanie nas do niewoli babilońskiej podpisem ś.p. Lecha Kaczyńskiego pod traktatem lizbońskim. Jakby środowisko tworzące dziś projekt pod nazwą PIS w ogóle nie procedowało prawa w Polsce (i nie uczestniczyło w magdalenkowym szwindlu) najpierw jako PC, a potem w ramach AWSu i nie miało udziału w dziurach budżetowych i w utrwalaniu ucisku fiskalnego (do dziś ekspertem PISu jest Pan Modzelewski – główny konstruktor VATowskiego wyzysku) czy uzasadnianiu piramidy fiskalnej zwanej ZUSem i całym etatystycznym marnotrawstwie. Tak jakby PIS nie uczestniczył w socjalistycznym szaleństwie wydawania publicznych pieniędzy (również na poziomie samorządów), łącznie z sięganiem po tzw. „środki unijne”, licytując się w tej kwestii z PO na ilość wyżebranej kasy idącej w parze z zadłużeniem.

Już dawno bowiem osiągnęliśmy w Polsce moment, gdzie zarówno lewica jak i prawica chcą być prawicą i deklarują że są obywatelskie, tudzież wolnościowe a nawet wolnorynkowe – patrzące jak tu ulżyć podatnikom, ale robiące faktycznie coś zupełnie przeciwnego. Tymczasem zarówno „prawica” jak i lewica są… lewicą i głosują za zwiększeniem socjalizmu, (bo tak są zaprogramowane: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie) ponosząc tym samym solidarną odpowiedzialność za zadłużanie Polaków (i ta współpraca nie dotyczy tylko ostatnich 8 lat! na co sam Pan Ziemkiewicz kiedyś zwracał uwagę: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie?). Nie żebym nie rozróżniał i nie stopniował „zasług” jednych i drugich, bo tę różnicę „kto bardziej popsuł” oczywiście dostrzegam, ale jak już ostrzegałem tu: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI i tu: Nowy program PIS – populismus über alles PIS wcale nie będzie lepszy w tej kwestii od PO.

„…warto odnotować deklarację pani premierzycy Ewy Kopacz o prawdziwych przyczynach bankructwa Grecji. Pani premierzyca zwróciła uwagę pani Beacie Szydło, że Grecja zbankrutowała nie dlatego iż przyjęła euro, jako swoją walutę, tylko dlatego, że żyła ponad stan. Warto tedy zwrócić uwagę, że zadłużenie Grecji wynosi około 320 mld euro. Aktualny dług publiczny Polski szacowany jest – bo pan minister Rostowski podczas swego urzędowania trzykrotnie zmienił sposób liczenia długu publicznego, w związku z tym szacunki wahają się od biliona 100 mld złotych do 3 bilionów 700 miliardów, przy czym ta druga kwota wydaje się bliższa prawdy. Aktualny kurs euro w stosunku do złotego wynosi 4,1, a to oznacza, że zadłużenie Grecji odpowiada wysokości długu publicznego Polski i to w wersji najłagodniejszej – to znaczy 1312 miliardów złotych. Jeśli w dodatku przypomnimy, że przez ostatnie 8 lat nasi okupanci trzymali przy rządzie Platformę Obywatelską, to napuszone uwagi rozmaitych tamtejszych Zasrancen („mann kann singen, mann kann tanzen, aber nicht mit den Zasrancen”) budzą już tylko irytację…” (Stanisław Michalkiewicz)

Podziemna TV: Robią nas w konia: POPiS Kopacz i Szydło o bankrutującej Grecji #120

…apropos Grecji…

„…Naprawdę fascynują mnie przyczyny dlaczego państwo, które płaci m.in. za mycie rąk – 420 euro miesięcznie, 870 euro miesięcznie dla pracowników administracji – za wysyłanie faksów, korzystanie z darmowej stołówki (aby zwiększyć w niej ruch) – 120 euro miesięcznie padło na pysk. Już te 3 czynności powodują, że moja pensja wygląda śmiesznie. I wszyscy się na to zrzucamy. Cieszycie się?…” (dws24.pl 1 lipca 2015 roku)

Grecy nie tylko są tępymi leniami łasymi na cudze pieniądze, ale że „ktoś” jednocześnie wykorzystał tę sytuację by (prawdopodobnie) zrobić z tego kraju żebraka pod przyszły wykup masy upadłościowej (to oczywiście w ostateczności, bo póki co najważniejszy jest projekt euro) jest tylko konsekwencją pierwszego faktu… Prawdopodobieństwo wystąpienia drugiej możliwości w niczym nie usprawiedliwia pierwotnego źródła problemu i FAKTU że grecki dług został „wypracowany” przez samych Greków, bo nikt im na siłę pożyczek ani „ratunku” nie wciskał. Mogli już dawno temu zatkać sobie pazerną gębę i ogłosić UCZCIWE bankructwo odmawiając „pomocy” i wreszcie zacząć się dorabiać za swoje. Nikt Grekom nie broni zachować się jak swojego czasu Islandia – goniąc z kraju kijami tak swoje „elity” (które w końcu realizowały wyłącznie wolę ludu 🙂 „nie chcemy oszczędzać”) jak i międzynarodowych lichwiarzy.

Tymczasem Grecy wybrali sobie do władzy po raz kolejny populistów socjalistów, którzy uważają że będą dyktować warunki bezczelnie wyłudzając kolejną transzę cudzych pieniędzy (bo doskonale wiedzą że ten kolaps będzie miał inne negatywne skutki dla innych gospodarek przez ekspozycje ich banków na grecki dług), po które łatwo się sięga zwłaszcza kiedy ktoś skwapliwie je daje 🙂 W jakim celu to już jak wspomniałem inna zupełnie historia, ale to w niczym nie usprawiedliwia marnotrawstwa i głupoty samych Greków. Jeśli ktoś uważa za uczciwe „pomaganie” tego typu gospodarkom, które żyją ponad stan wydając więcej jak są w stanie sami zapracować to ja nie mam pytań a proponuję wyciągnąć z własnego konta ile się da i wysłać to Grekom w ramach solidarności 🙂 z ich „biedą”.

Dlaczego grecki rząd i politycy zamiast obniżać wydatki publiczne zwiększali je nie mając na ten cel uczciwie zarobionych środków we własnym budżecie pozostaje oczywistym skutkiem populizmu partii socjalistycznych które zafundowały Grekom różnego rodzaju bzdurne przywileje pracownicze (wręcz legendarne w swoim absurdzie!) i dodatki do pensji windując w górę wydatki państwa nie mając na ten cel pokrycia w dochodach z własnej gospodarki. Chodzi tu głównie o wydatki pracownicze sektora publicznego który rozrósł się do niemal 1/3 całego rynku pracy w Grecji co oznacza że co trzeci Grek nie produkuje niczego i nie wzbogaca budżetu ale na nim żeruje, tj. na tych którzy stanowią pierwotne źródło dochodu państwa. To są oczywiste fakty (obok rzecz jasna innych wydatków podobnych skutkiem do naszych rodzimych „programów rozwojowych” – będących inwestycyjnymi piramidami) których efektem był coraz większy deficyt sektora finansów publicznych.

Ten sam schemat marnotrawstwa (głównie na kredyt) został powielony również w Irlandii, Portugalii, Hiszpanii czy Włoszech (które są następne w kolejce do spektakularnego bankructwa) czyli pozostałych krajów z niesławnej grupy „świnek” (PIIGS). Mówienie o wypracowaniu w ostatnim czasie przez Grecję jakiejś „nadwyżki budżetowej” kiedy kraj jest zadłużony po uszy i co miesiąc żebrze u obcych o pieniądze na bieżące wydatki (nawet po kolosalnych cięciach emerytur – które mimo owych cięć dalej wyglądają o niebo lepiej jak w kilku innych krajach UE) jest nie tyle bredzeniem a zwykłym zakłamywaniem rzeczywistości – Grecja nie ma wystarczająco dużo własnych pieniędzy by pokryć wszystkie swoje wydatki… Długi z powietrza się nie wzięły 🙂

Odpowiedź na pytanie dlaczego Grecja jest po raz kolejny „zmuszana” do sięgnięcia po pomoc jest oczywista (już od co najmniej 2010r.) – chodzi rzecz jasna o to żeby Grecja spłacała swoich wierzycieli którzy sfinansowali pożyczki dla tego kraju, poprzez załadowanie się w jego śmieciowe obligacje (chodzi tu głównie o banki niemieckie, ale też innych krajów UE), bo kiedy największe banki w Europie przestaną być spłacane to dopiero zacznie się dym i już nie tylko Grecja ale cały projekt eurozony i UE stanie się niestabilny, co z kolei pociągnie za sobą kłopoty w gospodarkach które w Europie mają swój rynek zbytu. Grecja to problem globalny (dlatego sprawą zajął się MFW – ekspozytura gospodarki USA na świat) tylko nikt nie chce się do tego przyznać. Więc czy Grecja chce czy nie to „musi” być ratowana przynajmniej do momentu aż banksterka wymyśli jakiś inny myk by szatańskie koło długu kręciło się dalej (i tu jestem bardzo ciekaw co takiego wymyśli) bez większej szkody dla tych którzy na tym interesie zarabiają najwięcej, by mogli żerować bez końca na NIESTETY głupocie ludzkiej. Bo to ona jest przyczyną całej tej „tragedii” – jak świat światem nikt bowiem nikogo nie zmusza do tego by żył i konsumował ponad stan i wydawał pieniądze których nie ma – a od tego się właśnie wszystko zaczęło.

„Od roku 2010 znaczna większość greckich długów zmieniła właściciela – przeszła bowiem z instytucji i banków komercyjnych i prywatnych do instytucji i banków publicznych. Całkowite zadłużenie Grecji wynosiło w maju br. aż ponad 323 miliardy euro (ok. 176 proc. PKB tego kraju). Z tego jedynie ok. 80 mld euro pochodziło z finansowych rynków. Znaczna większość tej sumy (ok. 63 mld euro) to tzw. papiery wartościowe wyemitowane w samej Grecji. Właścicielami tej części greckiego długu są więc sami Grecy, ich fundusze inwestycyjne i banki.

Największa część całego greckiego długu to tzw. programy ratunkowe UE i MFW, w ramach których w latach 2010-2014 trafiło do Grecji w sumie aż ok. 240 mld euro. Tych pożyczek udzielały państwa strefy euro (prawie 53 mld euro), Europejski Fundusz Stabilności Finansowej (EFSF) oraz MFW. Prawie 31 mld euro greckiego długu należy jeszcze do MFW. Niemcy przekazały Atenom ponad 15 mld euro, Francja ok. 11 mld euro a Włochy ok. 10 mld euro. O przyszłych spłatach tych pożyczek Grecy mogą rozmawiać z każdym z tych państw oddzielnie, ponieważ opierają się one na umowach dwustronnych.

Najwięcej pożyczył Grecji EFSF – aż 141 mld euro. Największe udziały w tym funduszu mają Niemcy (29 proc.), Francja (21 proc.) i Włochy (19 proc.). Są to kredyty długoletnie. Ich okres spłaty przypada na lata 2041-2053. Według wyliczeń brytyjskiego Open Europe, aż ok. 60 proc. całego długu Grecji należy do państw waluty euro, niecałe 10 proc. do MFW, ponad 6 proc. do Europejskiego Banku Centralnego (jednak ten udział wzrósł znacznie wiosną br. w związku z ciągłym zasilaniem greckich banków przez EBC), 3 proc. do banków greckich, a już tylko nieco ponad 1 proc. do banków zagranicznych (a jeszcze w roku 2010 posiadały one w sumie blisko 2/3 całego długu Grecji!)…” (całość tu: Ile na bankructwie Grecji straciliby Niemcy? Struktura długów rozrzutnych południowców)

Pozostaje pytanie. Skoro Grecy chcą naprawdę zrzucić jarzmo międzynarodowej finansjery, to czemu ciągle negocjują z MFW jakieś „warunki” a nie zrobią tego co zrobiła Islandia czy chociażby Węgry (które są na dobrej drodze do niezależności od zagranicznych „inwestorów”) 😉 Ile jeszcze razy ten kraj ma zamiar „nabierać się” na pomoc i wierzyć w kredyt bez pokrycia w realnej sile własnej gospodarki. Ile jeszcze razy ta patologia musi zbankrutować żeby ludzie przestali żyć na koszt innych?

Dług publiczny jako proc. PKB w UE (2012)„Życie na kredyt, czyli zjadanie przyszłości, to metoda, którą się obecnie stosuje, żeby sprzeczności [dużo korzyści i żadnych podatków] ze sobą pogodzić. Próbuje się osiągnąć niewielkie korzyści bieżące, ryzykując wielkie straty w przyszłości. Taki sposób postępowania przybliża widmo bankructwa, które kładzie kres kredytom.” (F. Bastiat)

Jak ktoś nie potrafił przewidzieć skutków leczenia alkoholika dostarczaniem mu jeszcze większej ilości wódy to już jego problem ale nie nasz. Interesuje mnie tylko czy inni (i w jakim stopniu) pojmują czym jest życie ponad stan i na kredyt. Reszta to NATURALNY i POTRZEBNY rezultat marnotrawstwa – bankructwo. Jeśli choć 1 na 10 to pojmie to warto o tym mówić (do znudzenia).

Jak najbardziej zgadzam się z diagnozą (sam o tym od dawna doskonale wiem) Ziemkiewicza że „oni” boją się nie kryzysu a efektu domina pt. „wychodzimy”, i tego że Grecja może sobie poza strefą EURo w końcu poradzić (po pierwszym szoku który musi nastąpić – finanse publiczne przestaną istnieć) a Grecy nauczą się w końcu żyć NORMALNIE, tj. na swój koszt a nie na kroplówce na którą cała reszta eurozony (i nie tylko bo i kraje spoza strefy finansowały po części programy pomocowe) płaci i „pożycza” kosztem własnych obywateli nie pytając ich nawet o zdanie. Solidarność z lamerami żeby dalej mogli dostawać rozbuchany socjal to czyste złodziejstwo. Czas ponieść konsekwencje swojej nieodpowiedzialności. Jestem jednak przekonany że eurokołchoźnicy będą szukać pretekstu żeby Grecję zatrzymać za wszelką cenę w tym chorym systemie. (Odys)

„…Za czasów Juliusza Cezara, na podstawie lex Clodia, wprowadzone zostało rozdawnictwo zboża, co pochłaniało około 20 procent wydatków państwowych, a ponadto skłaniało ludność wiejską do przeprowadzki do miast, gdzie mogłaby żyć na koszt państwa, a ściślej – na koszt prowincji, które musiały te wszystkie dobrodziejstwa sfinansować. Doprowadzało to do niewyobrażalnego zdzierstwa prowincji, bo dodatkowo magistraci rzymscy, którzy musieli sfinansować igrzyska i inne imprezy podczas swego urzędowania, ubiegali się potem o stanowiska namiestników prowincji, by odkuć się finansowo. Próby ograniczenia skali frumentacji nie przyniosły rezultatów, bo cesarze mieli wprawdzie władzę, ale byli też zakładnikami ludu rzymskiego, od którego nastrojów zależała nie tylko łatwość rządzenia, ale często i sama władza, toteż frumentacje stały się w Rzymie zjawiskiem trwałym, rodzajem naturalnych praw człowieka.

Od tamtych czasów nic się nie zmieniło i prawo do życia na cudzy koszt, zostało uznane za jedno z podstawowych praw człowieka, pod nazwą „prawa do godnego życia”. Może tylko zyskało bardziej skomplikowane i patetyczne uzasadnienie, bo w czasach starożytnych wiadomo było, że frumentacje, to forma przekupstwa i na przykład Senat pokonał Gajusza Grakcha jego własną bronią, podstawiając mu jako rywala demagoga w osobie Marka Liwiusza Druzusa. Druzus po prosu Grakcha przelicytowywał i kiedy ten na przykład proponował przydziały ziemi obciążonej nieznacznymi podatkami, to Druzus oferował ją za darmo. W rezultacie lud się od Grakcha odwrócił, jego kandydatura na trybuna przepadła, a w dwa lata później zginął na skutek wszczętych przeciw niemu rozruchów. Coś podobnego widzimy i teraz, kiedy przed wyborami nadszedł czas rozdawnictwa i ugrupowania parlamentarne prześcigają się w hojności by zyskać poparcie obywateli, którzy potem, kiedy etap rozdawnictwa zostanie zastąpiony przez etap rabowania, zostaną pozbawieni wszystkich korzyści i to z nawiązką. Dopiero na tym tle możemy lepiej zrozumieć spostrzeżenie Franciszka ks. de La Rochefoucauld, że tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemie drugiego potopu, że przekonał się o bezskuteczności pierwszego…

…Obecnie nakazem chwili jest odblokowanie narodowego potencjału gospodarczego. Bez tego nic się nie uda. W tym celu wystarczyłoby przywrócić moc obowiązującą ustawy o działalności gospodarczej z brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku i uchylić wszystkie akty prawne, sprzeczne z tamtą regulacją. Konsekwencją uchylenia aktów prawnych sprzecznych z ustawą o działalności gospodarczej, byłaby konieczność zlikwidowania znacznej liczby urzędów i instytucji, których racją istnienia jest blokowanie narodowego potencjału gospodarczego i produkowanie uzasadnień tego procederu. Dlatego też obawiam się, że odblokowanie narodowego potencjału gospodarczego nie nastąpi, bo ścisłe kierownictwo zwycięskiej partii nie odważy się działać na szkodę własnego zaplecza politycznego, którego jest przecież zakładnikiem…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Frumentacje Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    3 lipca 2015

na koniec jeszcze jeden fragment (uważam że całkiem obiektywnego) komentarza Rafała Ziemkiewicza:

„… wszelkie rozmowy o greckiej winie, o rozrzutności i lenistwie mieszkańców tego kraju oraz populizmie jego rządów trzeba zaczynać od tego, że praprzyczyną problemu jest ideologiczny upór, aby siłami dyrektyw, dekretów i zarządzeń poskromić naturę, bo paru euromędrków wymyśliło argument, że jak się politycznie narzuci zróżnicowanym gospodarkom jedną wspólną walutę, to zmusi je ona do przyśpieszonej unifikacji. Klasyczne postawienie wozu przed koniem.

Nie ma sensu wdawać się teraz w rozsądzanie wywołanych kryzysem kłótni. Może mi Państwo wierzyć lub nie, ale obie strony mają rację. Niemieckie banki powiadają – przecież pożyczyliśmy wam pieniądze, nasze, dobre pieniądze, musicie je oddać! Grecy na to – już wam, lichwiarze, spłaciliśmy odsetek trzy razy tyle, ile pożyczyliśmy, i ciągle jesteśmy w długach! Oczywiście, banki mogą na to powiedzieć, że odsetki były w umowie, i widziały gały co brały – ale ci, co brali, brali przecież wiedząc, że niebawem ich kadencja się skończy, a potem to się będą martwić inni. Ale „korupcja, nepotyzm i polityczny klientyzm”, który jako przyczynę katastrofy greckiego państwa gromi dziś Zachód, rozwinąć się mógł właśnie dzięki temu, że grandziarze mieli nieograniczony, polityczny kredyt w Brukseli i Berlinie. Bankierzy też rozumują, jak politycy, w kategoriach swojej kadencji i własnego zysku z „opcji menadżerskiej”,  zależnego od tego, jak bardzo uda im się w tym czasie podbić kurs akcji. Nie wiedzieli, że Grecja padnie? Wiedzieli, że padnie kiedyś, a do tego czasu wyciągnie się z niej odsetek aż miło – więc naciskali jak mogli europolityków, żeby ci jak mogli popierali rządzących tą europrowincją grandziarzy, by przypadkiem ich jakiś patriotyczni i odpowiedzialni politycy nie odsunęli od władzy. Trudno nie dodać – dokładnie tak samo, jak to było z Polską i Tuskiem, Węgrami i Gyurcsanym i paroma innymi peryferyjnymi krajami Unii oraz ich „proeuropejskimi” przywódcami.

Niemieccy podatnicy mówią: nie będziemy finansować greckiego socjalu! Mają rację? Mają. Grecy na to: nie finansujecie naszego socjalu, tylko swoje banki! Też mają rację, pod hasłem „pomoc dla Grecji” kryje się pomoc w spłacaniu odsetek, a nie stawianiu greckiej gospodarki na nogi. Prawdą jest, że greckie rządy oszukiwały kredytodawców, fałszując statystyki i prognozy rozwoju, i prawdą jest, że dokładnie to samo robiły rządy państw-liderów strefy euro i europejski bank centralny, i banki komercyjne. Wszyscy się nawzajem oszukiwali, wszyscy doskonale wiedzieli, że są oszukiwani, ale mimo że wiedzieli, dawali się oszukiwać, bo chcieli wierzyć, no, może nie że wspólnie tworzona nierzeczywistość jest wieczna, ale że jeszcze jakiś przyzwoity czas wytrzyma.

Niestety, jako się rzekło – okazało się nagle…”

Czytaj więcej na fakty.interia.pl

polecam również: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński i to: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy a także: Równi i równiejsi: KE łagodnie wobec (nie)dyscypliny budżetowej Belgii, Włoch i Francji, ale na Polskę nakłada karę. Socjalizm po polsku: Polskie firmy w szponach legislacyjnej burzy. Komu i dlaczego przeszkadzają stare auta? i jeszcze: „Za PISu było lepiej” czyli… komentarz do grafiki „niewygodne statystyki” oraz: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz.

Grecja, eurokołchoz, dług, Syzyf

Z „warszafki” do „wrocłafka” czyli… rewolucja Kukiza i afera podsłuchowa jako finalna faza scenariusza rozbiorowego Polski.


fragment rozmowy z Grzegorzem Braunem:

„…Czy zaskoczyła Pana treść nagranych rozmów, czy wręcz przeciwnie – po rządzie Tuska trudno było oczekiwać czegokolwiek innego?

Zaskoczony treścią tych nagrań może być tylko ktoś, kto nie zdaje sobie sprawy, na jakim świecie żyje. Żyjemy w świecie demokracji, która właśnie w takich okolicznościach odkrywa swoje paskudne oblicze. Rządzi nami byle kto i nie wiadomo kto. Przecież ci ludzie, którzy nam się w tych rozmowach tak szeroko prezentują nie mogą być uważani za szczyt władzy w naszym kraju. To są amatorzy i gówniarze. Problem w tym, że nie jesteśmy w stanie się zorientować, kto ich zatrudnił w charakterze marionetek. Prawdziwi właściciele Tuska, Sikorskiego, Belki czy Grasia ciągle chowają się za kulisami tego teatru. Jednocześnie są zbyt profesjonalni, żeby się ujawniać. Chcę podkreślić – obecna sytuacja to nie jest kryzys demokracji, przeciwnie to jest norma demokracji.

(…)

O co więc chodzi?

Z jednej strony o wyizolownie państwa polskiego na arenie międzynarodowej, tak żeby było zdane na łaskę i niełaskę scenarzystów, którzy mają w ręku nasze losy, a z drugiej – o taką kompromitację Polski w oczach jej własnych obywateli, żeby – kiedy już przyjdzie (a przyjdzie niedługo) faza finalna instalacji na naszym terytorium zrębów alternatywnego tworu państwowego połączonego z odebraniem narodowi polskiemu suwerenności na jego własnym terytorium – żeby wówczas znaczna część obywateli zniechęconych do własnego państwa, rozczarowanych, pełnych goryczy i pogardy wobec tych, którzy tworzą tę atrapę fasady państwowości, przyjęła z ulgą, a może nawet z radością alternatywne rozwiązania polityczne, które w dodatku zostaną przedstawione jako scenariusz ratunkowy dla Polski.

(…)

kolejnym etapem będzie już niezadługo odpalenie tzw. kryzysu finansowego, bo i w finansach trzeba stwierdzić wyraźnie, że to nie żaden kryzys, tylko rezultat działań międzynarodowych lichwiarzy, będących w istocie właścicielami Polski. To dla nich i na nich obecnie pracują Polacy przywiązani niczym chłopi pańszczyźniani każdy do swoich kredytów. Ci lichwiarze w dowolnym momencie, według swego uznania proklamują po prostu bankructwo państwa polskiego, a co gorsza doprowadzą wcześniej do sytuacji, że Polacy nawet nie będą takiego państwa żałowali.

I co wtedy?

Wówczas pojawią się „dobroczyńcy” „zbawiciele” i „wielcy przyjaciele Polaków” którzy zaproponują programy naprawcze, restrukturyzację finansów państwa, będącą w istocie jeszcze mocniejszym uwikłaniem Polaków w piramidę finansową, w której zresztą już tkwimy. Myślę, że do zalegitymizowania tego wszystkiego będzie potrzebne jednoczesne odpalenie kryzysu politycznego o charakterze militarnym, może nawet wojennym. Chociaż pan minister Sienkiewicz i jego koledzy dawno już wylecą z roboty, ale szykowany przez nich aparat państwa policyjnego, z którym już mamy do czynienia, zostanie użyty do pacyfikacji resztek narodu.

To jest pewna ironia tej sytuacji, że wątek finansowy, który pojawił się w rozmowach pierwszoplanowych finansistów, reprezentujących w Polsce interesy owych lichwiarskich banków, mógł paradoksalnie przyczynić się do ujawnienia całej afery. Bo czy przypadkiem ci ludzie, posuwając się do prób emisji większej ilości papierowego pieniądza, czym usiłowali być może podreperować swoją bieżącą sytuację, nie popełnili największego grzechu, próbując dokonać tego bez porozumienia z gangsterami, którzy mają ich los w swoim ręku? W każdej mafii największym przestępstwem jest przecież okradanie swoich bossów. Być może do tego w Polsce doszło – może tych nowych banknotów wydrukowali nieco więcej niż starych – więc międzynarodowe konsorcjum lichwiarzy upomniało się po prostu o swoje.

(…)

Jaki jest więc cel tych nagrań?

Mają ostatecznie wytrącić polskiej polityce, ktokolwiek będzie nią kierował, możliwość prowadzenia poważnych rozmów z poważnymi partnerami. Z całego tego spektaklu ma wypłynąć jeden wniosek państwo polskie nie jest partnerem do jakichkolwiek poważnych rozmów i ustaleń, bo jeśli nawet zostaną zawarte, to prędzej czy później zostaną wypaplane i będzie można sobie o nich poczytać w prasie bulwarowej.

Ale nagrania te dają szansę opozycji. Notowania PiS rosną…

Być może istnieje też taki wariant scenariusza rozbiorowego, w którym mieści się nawet powierzenie na jakiś czas zewnętrznych znamion władzy politykom pełniącym obowiązki patriotów. Być może dlatego też ta akcja podsłuchowa została odpalona, że właśnie przychodzi na to pora. Może trzeba dopuścić patriotów do władzy po pierwsze po to, żeby w czasie kryzysu finansowego znalazły się kozły ofiarne, na które będzie można zwalić za niego winę, a po drugie -żeby to nie kompletnie skompromitowani gangsterzy i złodzieje z Platformy Obywatelskiej, tylko patrioci z Prawa i Sprawiedliwości wystąpili w charakterze żyrantów pewnych rozwiązań, które do finalizacji scenariusza rozbiorowego są również konieczne. Być może to właśnie patrioci są potrzebni do tego, żeby podżyrować zaangażowanie Polski w konflikt wojenny, w wyniku czego zostanie przeprowadzony jakiś np. transfer uchodźców do Polski na większą skalę, za którym pójdzie np. zmiana prawa.

(…)

Myślę więc, że rzeczywiście na polskiej szachownicy pionki przestawiają możni tego świata. Myślę, że równie dobra jest hipoteza, że mamy efekty przestawienia wajchy przez imperium amerykańskie, jaki i hipoteza, że to Rosjanie ze swojej strony wajchę przeciągają, żeby utrudnić życie Amerykanom. Wszystko to jest równie prawdopodobne. Oczywiście ten scenariusz rozbiorowy jest rozwojowy i ulega modyfikacjom niemalże „ze sceny na scenę” ale priorytety muszą być i będą zachowane. Natomiast jak ostatecznie przebiegnie, wiedzą tylko ci, którzy go piszą.

(…)

„Spisek kelnerów” czy nawet „baronów węglowych” – to są teorie tyle samo warte, co wersja, w której Oswald sam strzelał do Kennedy’ego, a Rywin działał na własną rękę. Ale oczywiście na poziomie lokalnym, krajowym, skoro okazuje się, że „dziennikarze śledczy” i „kelnerzy” znają się z pewnym „biznesmenem” z Legnicy – to trudno nie zastanowić się nad udziałem w tej kombinacji gangu Grzegorza Schetyny. Ja nie przypuszczam, żeby ktokolwiek na Dolnym Śląsku mógł od lat prosperować w interesach bez autoryzacji ze strony „układu wrocławskiego” Że ten układ jest przez międzynarodowych graczy wciąż poważnie obstawiany, to nie ulega wątpliwości. Przypominam, że w ostatniej dekadzie w warszawskiej prasie, także zwanej niezależną pojawiały się przymiarki Schetyny do roli„mocnego człowieka” który jaki jest, każdy widzi, ale on przynajmniej zrobi z tym wszystkim porządek. Więc może brany jest pod uwagę i taki wariant pośredni. [Grzegorz Braun o zapleczu intelektualnym Prawa i Sprawiedliwosci – przyp. Odys]

Jaki?

Wspomina się o tzw. rządzie fachowców. Ja nie wykluczałbym, że do takiej roli szykowani są ludzie właśnie z okolic Wrocławia. Proszę np. zwrócić uwagę na towarzystwo spod znaku Kongresu Obywatelskiego – to dość mglista inicjatywa, dość luźne forum, ale wiadomo np., że służy ono do lansowania się m.in. takich ludzi, jak Mateusz Morawiecki, szef Banku Zachodniego. Jego nazwisko już parę lat temu było wymieniane na giełdzie kandydatów do rządu. A zatem nie zdziwiłbym się, gdyby pojawił się on jutro przynajmniej w szeroko rozumianym zapleczu tzw. „rządu technicznego” On, a może jeszcze i pan Zbigniew Jagiełło z PKO? Takie zaplecze mogłoby gwarantować płynne przejście od „rządu technicznego” do „rządu fachowców”o silnie patriotycznym profilu. Co ci akurat finansiści mają wspólnego z „układem wrocławskim”? Otóż mają w biografiach – podobnie zresztą jak Schetyna – piękną kartę, tj. działalność w „Solidarności Walczącej”. To jest chyba ostatnia taka piękna, jeszcze niezgrana karta, którą nasi scenarzyści zdecydują się być może wreszcie włączyć do gry właśnie np. do zalegitymizowania Schetyny. Warto odnotować dyskretne lansowanie tej legendy, za pomocą np. świeżej publikacji książkowej o„SW” Problem w tym, że to jest legenda mocno załgana i jeśli ktoś zechce na niej budować nowe państwo, to warto żeby najpierw przenicował łżebiografie takich właśnie graczy jak Schetyna.

Naprawdę proszę zachować daleko posuniętą ostrożność w zachwycaniu się czymkolwiek, co pochodzi z Wrocławia i okolic. [polecam! Schetyna i układ wrocławski – przyp. Odys]

O historycznych uwarunkowaniach, o tym, że jest to teren najsilniej spenetrowany i najgłębiej nasycony agenturą jeszcze w czasach, gdy stacjonowały tam sztaby Północnej Grupy Wojsk Armii Czerwonej. Tamtejsze elity – wyżej wymienionych nie wyłączając – były wyłaniane i selekcjonowane, a co najmniej bacznie monitorowane przez takich fachowców, jak np. tow. płk Putin, który stacjonując w pobliskim Dreźnie, patronował od tamtej strony, także po linii STASI narodzinom „układu wrocławskiego”

Nota bene – Wrocław przewidziany jest niewątpliwie na jedną ze stolic regionalnych owego „kondominium” o którym wyżej wspominałem. Co zresztą wcale nie wyklucza możliwości, że na jakiś czas wam tu w Księstwie Warszawskim może nawet zostawią trochę Polski – na miarę skansenu albo rezerwatu indiańskiego.

Może taki rząd, odwołujący się do legendy „Solidarności Walczącej” to nie taka zła perspektywa?

Może. Ja tylko stwierdzam fakt: i ten układ tworzą ludzie głęboko uwikłani i uzależnieni od centrów zawiadowczych zlokalizowanych poza terytorium Polski. I dlatego, obawiam się, nie będą w stanie nawet gdyby chcieli – odwrócić generalnego trendu. Mogą więc zostać wykorzystani jako pożyteczni żyranci na przejściowym etapie. Dają oni, z punktu widzenia naszych zewnętrznych scenarzystów, pełną rękojmię bezpieczeństwa – nie mają bowiem w gruncie rzeczy żadnych poważniejszych koncepcji antysystemowych. W każdym razie to właśnie wynika np. ze znanych mi wystąpień na forum Kongresu Obywatelskiego czy z lektury prasy związanej ze środowiskiem „SW” To są jakieś „republikanizmy” całkowicie niegroźne dla lichwiarzy – bo uznające etatystyczne status quo. Albo działania na niwie „polityki historycznej” – ważne i skądinąd sympatyczne – ale mieszczące się w granicach właśnie owego wyżej przywołanego rezerwatu dla Polaków…”

rozmawiała Aldona Zaorska (całość tu: Afera podsłuchowa to finalna faza scenariusza rozbiorowego)

„…Nim zagłosujecie na „nową” Polskę, dokładnie przyjrzyjcie się, jak wygląda stary Lubin, bo to jest Polska Kukiza w pigułce.

Niewielkie dolnośląskie miasto większości Polaków kojarzy się z trzema najbardziej charakterystycznymi znakami rozpoznawczymi: siedziba KGHM, sport (Zagłębie Lubin, piłka ręczna i nożna) i tragiczne wydarzenia z czasów stanu wojennego. W tym roku doszedł czwarty znak rozpoznawczy, którym jest hala miejska RCS Lubin, nieformalna siedziba niedoszłego prezydenta i lidera ciągle nieistniejącego ruchu Pawła Kukiza. W Lubinie Paweł Kukiz po wielu poszukiwaniach odnalazł swoje polityczne zaplecze i ludzi, którzy zapewnili mu pierwszy polityczny sukces, stanowisko radnego w dolnośląskim sejmiku wojewódzkim. Kukiz startował z KW Bezpartyjni Samorządowcy. Twórcą tego komitetu i szefem jest Robert Raczyński, lubiński baron powiązany z Grzegorzem Schetyną i Rafałem Dutkiewiczem, przez 20 lat sprawujący władzę w mieście. To dostateczne powody, by kolejny raz przedstawić skrajną patologię udającą antysystemowy ruch obywatelski. Ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości, jaką Polskę chce budować Paweł Kukiz z lokalnymi klikami samorządowymi, niech się dokładnie przyjrzy jaki Lubin zbudował Robert Raczyński.

Zacznijmy od zaklęć propagandowych: JOW i zniszczyć system. Bez systemu, który rzekomo chce zniszczyć Kukiz, jego polityczny mentor Raczyński nie przetrwałby jednego dnia, natomiast JOW pozwolił Raczyńskiemu system zakonserwować i całkowicie zawładnąć nad wszelkimi przejawami lokalnego życia publicznego. W 2014 roku do rady Miasta Lubina dostało się 23 radnych, z tego 22 z listy KW Roberta Raczyńskiego, 23 radnym jest 75-letni emerytowany górnik, który został koalicjantem Raczyńskiego. Przyjrzyjmy się tej antysystemowej ekipie i jej zapleczu.

Prezydent miasta Lubina Robert Raczyński (premier)

Od początku lat 90 partyjny działacz w dwóch ugrupowaniach: Partia Chrześcijański Demokratów i AWS. Bliski kolega Grzegorza Schetyny i współtwórca „bezpartyjnego” komitetu Rafała Dukiewicza. „Bezpartyjnemu” prezydentowi przez wiele lat doradza niejaki Andrzej Pudełko, skazany prawomocnym wyrokiem za działania łamiące ustawę antykorupcyjną. Pudełko obsadzał te same osoby w kilku radach nadzorczych miejskich spółek. W elekcie jego działań 9 osób wyciągnęło z kieszeni podatnika ponad 594 tys. zł. Sam Pudełko zasiadał w czterech spółkach pobierając niebagatelną kasę i zapewniał wypłaty 9 innym osobom.

W tej sprawie z dziewięciu osób, które zasiadały w radach nadzorczych spółek, trzy osoby spełniały warunki, które pozwalały stosować wobec nich przepisy ustawy antykorupcyjnej. Tymi osobami są Pudełko, Dłubała i Zubko , oni byli naczelnikami w UM, mieli prawo wydawać decyzje w imieniu prezydenta z tego też powodu mogli zasiadać w dwóch radach nadzorczych. Jednak Pudełko w pewnym okresie czasu brał pieniądze za zasiadanie w trzech spółkach co jest bezprawne i sprzeczne z prawem. Pozostałe sześć osób również zostało powołane i pobierało wynagrodzenie z naruszeniem prawa…

(…)

Jak działa system Roberta Raczyńskiego, który Paweł Kukiz wziął sobie za wzór dla antysystemowej rewolucji w całej Polsce?

I. Na czele stoi baron Robert Raczyński, działacz partyjny z 25 letnim doświadczeniem, człowiek ustawiony politycznie, zaraz po dealu przy okrągłym stole.

II. Baron Raczyński dobiera zaplecze według znanego od 25 lat klucza, w ekipie pojawia się uwłaszczony esbek biznesmen i kilku prezesów z wyrokami lub podejrzeniem o korupcję. Pełne gwarancje dla barona i dla zaplecza, są związani i skazani na siebie, nikt nie może się wyłamać, bo polecą wszyscy.

III. Finansowanie odbywa się równie klasycznie, to zamach na publiczną kasę, miliony wyciągane ze spółek skarbu państwa i spółek miejskich. Wcześniej poustawiani na stołkach krewni królika spłacają długi i robią zrzutki na kampanie wyborcze, rzecz jasna z kasy, którą wypłacają podległe miastu spółki.

IV. Obstawianie wszystkich instytucji publicznych, kulturalnych, sportowych, oświatowych, administracyjnych i biznesowych przez swoich ludzi. Ciotki, szwagrowie, żony kochanki, całe klany i rodziny w radach nadzorczych, starostwie, itd., itp.

V. Zlecenia i przetargi dla lokalnych biznesmenów, zaprzyjaźnionych z ośrodkiem władzy.

VI. Pełna dyspozycyjność lokalnych mediów, których właścicielem jest miasto Lubin, a zatem prezydent Raczyński i jego ludzie dzielący kasę…” (Matka Kurka)

itd… polecam lekturę całości tego interesującego tekstu tu:  Potrafisz Polsko! – partyjny baron, złodzieje i esbek na czele antysystemowej rewolucji Kukiza a jako uzupełnienie to: „Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii.

…życzę miłej „alternatywy” wszystkim pragnącym „zmiany” „zbuntowanym”, którzy ponad nienawiść do PO nie potrafią ruszyć głową. Wszak nic innego ich nie interesuje prócz JOWów (reszta programu może nie istnieć) i poczucia satysfakcji z pozbawienia kilkuset POSłów miejsca przy korycie. Być może liczą nawet naiwnie na rozliczenie któregoś z prominentów PO, ale ja już wam zapowiadam – nie doczekacie tego.

Polecam też namysł nad PISem (pamiętając równocześnie o magdalenkowskich korzeniach tej partii), który od dłuższego czasu podlizuje się Kukizowi ciepłymi komentarzami pod publiczkę, padającymi z ust prominentnych działaczy tej partii. Człowiekowi który został wypromowany przez te same „mendia” którym się nieudolnie odgraża (bo wcale się go nie boją a na konferencje tłumnie przybywają i są nawet życzliwie nastawione 😉 ), chociaż to właśnie reżimowe media lansują go na jedynie słuszną nadzieję „elektoratu buntu”, przez co z politycznego zera przeflancował się cudownie w milionera 😉 Cieszy się on popularnością w tych samych „mendiach”, które wcześniej zajadle zwalczały wszelkie przejawy antysystemowego myślenia i buntu przeciw „legalnej” władzy (w czym tzw. „opozycja” też miała swój udział). Wcześniej bezpardonowo atakowały i niszczyły takie organizacje antysystemowe jak RN, KNP (a teraz KORWiN) za ich „radykalny” program „wszystkich won!”, a teraz proszę jaka „siupryza” 😀

„Potrzebę zmian” ma gwarantować jakiś Kukiz, jakby to właśnie on od lat (i nikt inny) był jedynym wiarygodnym żyrantem (na przekór jego przygodom z PO i eurosocjalistycznemu zacięciu) „antysystemowej rewolucji”. I nic to nikomu nie wadzi że ten człowiek do tej pory sam nie wie czego chce (poza JOWami) do czego jawnie się przyznaje i jeszcze uważa że to jego atut i gwarancja „autentyczności” więc programu mieć nie musi. Czaicie „bazę” JOWingi? Koleś chce byście głosowali na niego w ciemno dla samej zmiany, a jego zaplecze (również finansowe) to ludzie właśnie z systemu. Pamiętacie może dlaczego komuchy tak gładko wylądowały w nowej rzeczywistości po 89 roku? Niee? To wielka szkoda więc polecę klasykiem:

„…ważniejszą rzeczą, od tego kto liczy głosy, jest to, kto przygotowuje wyborczą, polityczną alternatywę, a dobrą alternatywę można poznać po tym, że bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane.

— Jeśli przyłożymy teraz tą zasadę do 23 lat naszej młodej demokracji, to widzimy, że zmieniały się ekipy, często nawet przeciwstawne, a model ustroju nawet nie drgnął. To oznacza, że za każdym razem alternatywa polityczna była przygotowana prawidłowo. Gdy na scenie pojawił się Janusz Korwin-Mikke uzyskując w wyborach 7% głosów, czyli ledwo ponad wymagany próg wyborczy, to wszyscy politycy zaatakowali go ponad podziałami. Ci, co faktycznie bronią starego ustroju, czyli SLD, trzódka Palikota, PSL, Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość – wszyscy, jak jeden mąż, się na niego rzucili. To powinno budzić wątpliwości: właściwie to czym oni się wszyscy tak naprawdę różnią?

— W sprawach istotnych dla państwa obydwie główne antagonistyczne partie PO i PiS postępują dokładnie w taki sam sposób. Chodzi o takie kwestie jak np. przyłączenie Polski do Unii Europejskiej czy ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego, który przesądza o losach naszego państwa być może na stulecia… Obie partie – PO i PiS – mówią w tych kwestiach jednym głosem…”

(polecam również: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą)

…i do tego „chóru wujów” dołączył (choć nie chce nic powiedzieć i nic dziwnego – po co ma się demaskować skoro jego elektorat wierzy mu ślepo i nie wymaga nawet deklaracji) Kukiz – jako szalupa dla wyborczych sierot po PO, i tej części prominentów „nieboszczki partii” którą zawiaduje Pan Schetyna. Jest mi niezmiernie przykro że tak niewielu Polaków ten oczywisty (jak dla mnie) fakt dostrzega.

PIS rzecz jasna podlizując się Kukizowi (i nie atakując jego sztandarowego „programu” – JOWów) cynicznie gra dla własnych celów politycznych. Bo jeżeli JOWy przejdą, to nowy system pomoże nie tylko ciasteczkowym POtworom ugruntować swoją cichą władzę lokalną, ale pomoże (a z całą pewnością nie zaszkodzi, więc nie ma się co bić) również PISowi jako pierwszemu biorącemu głosy. Stąd te wszystkie wyrafinowane umizgi i uniki konfrontacji z Kukizem w kwestii jego sztandarowego celu. Jest to również gra pod (prawdopodobnie) przyszłego koalicjanta dzięki któremu PIS może nawet doprowadzić do napisania nowej konstytucji (rzecz jasna pod siebie 😉 ). Dlatego PIS posługuje się pod publiczkę EWIDENTNYM kłamstwem na temat ruchu Kukiza uznając go ustami swoich prominentnych partyjniaków za „antysystemowca”. Cóż za ironia losu i jaka reklama dla Kukiza taki „komplement” od postmagdalenkowej partii.

Wszystko rzecz jasna w myśl zasady „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Nie jest bowiem tajemnicą jak wyglądają relacje na linii Schetyna – Tusk. Ten pierwszy właśnie dorzyna watahę tego drugiego by na trupie PO uwiarygodnić się że też chce zmian i że czas na porządek (na co zwrócił uwagę Pan Braun) i rękami ciasteczkowych sięgnąć (oczywiście zakulisowo) po władzę wchodząc dzięki ciasteczkowym w nowy POPIS (już bez Tuska i jego skompromitowanej ferajny). Kukizowa antysystemowość jako antytuskowość PISowi wystarczy i chętnie podzielą się z nowy POtworkiem tortem „waaadzy” (z pewnością  równolegle planując pożarcie koalicjanta, tak jak to dotychczas im wychodziło, żeby grał jak mu zagrają 😉 ) – wszak chodzi tylko o zamianę przy korycie a nie żeby koryto zlikwidować (tak jak tego chcą prawdziwi antysystemowcy) – co to to nie. Etatyści i socjaliści zawsze się dogadają. Ci farbowańcy chcą tylko zmiany pod siebie i tylko skończony dureń będzie w ciemno (z pominięciem oczywistych faktów o jakich pisze Matka Kurka) głosował na klikę Kukiza (bo w końcu oni nie są żadną partią ;P ) bez zapoznania się z programem bo przecież „program polityczny to kłamstwo”(sic!). Co myślę o głosowaniu na PIS – partię stojącą jeszcze bardziej na lewo od PO w kwestiach gospodarczych – powtarzał nie będę.

Obu obozom przyświeca zacne i bez kozery „teraz k… my!” i zabetonowanie przyszłej sceny politycznej pod siebie. Schetyna z Dudkiewiczem (i ci co ich „prowadzą”) już od dawna cichaczem na swoją część tortu pracują aż pojawiła się szansa by wyjść z cienia w glorii i chwale „zbuntowanych” żeby to klepnąć oficjalnie, a PIS cynicznie się na to zgodzi jako niezagrożony przyszły hegemon i monopolista na „prawo i sprawiedliwość” (i patriotyzm). Szykuje nam się kolejna „zgoda narodowa” pod płaszczykiem „walki z systemem” w postaci nowego POPISu – by rzecz jasna „wszystko zostało po staremu” 😉 (Odys)

podobne: Ruch JOW rozpoczyna kampanię na rzecz referendum. JOW-y nie zapewniają sprawiedliwej reprezentacji w parlamencie. Kieżun: gigantomania chorobą samorządów. i to: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN. polecam również: „Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć”… I choć podświadomie wiemy to wniosków nie wyciągamy, bo wiemy czym jest wolność.

Czarna Maska - Master of puppets

Czarna Maska – Master of puppets

„Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.


„…Sparaliżować działania Prezydenta A.Dudy, sparaliżować państwo polskie – oto co realizuje Bronisław Maria Komorowski od 24 maja i w co angażuje się rząd Ewy Kopacz. Dowody na to sypią się jak z rękawa.

Np. rząd zaraz po wyborach prezydenckich przepchnął przez Sejm i Senat ustawę o TK, włącznie z wstawką o „odwołaniu Prezydenta RP na podstawie nieustalonych przesłanek” i Bronisław Maria w podskokach ją podpisze. A żeby było weselej to podpisze 5 lub 6 sierpnia, w ostatniej chwili przed zaprzysiężeniem A.Dudy żeby mu zostawić swoich trybunalskich „kąstytócjonalistów”.

Np. pełną parą idą również prace w kierunku zostawienia A.Dudzie „komorowskiego” genproka i wszystko zależy od tempa kreatywności premiery Kopacz.

Jednocześnie w Pałacu odbywa się intensywny szaber. Wyprowadzający się prezydęt wyprowadzając umowy śmieciowe swych doradców intensywnie wyprowadza fundusz Kancelarii Prezydenta RP.

Andrzejowi Dudzie ma zostać w PO-komorowskim spadku pusta kasa, „komorowski” orszak doradców i innych pijawek. Jak ich nie chce mieć kabli – niech im płaci odprawy, a że Komorowski swemu bizantyjskiemu orszakowi nie szczędził grosza to wypłacenie mu odpraw pozostawi w kasie nowego prezydenta przysłowiowy ch…, d…. i kamieni kupę…

(…) Gangsterską politykę Komorowskiego na ten moment koronuje jednak skok na akta Biura Bezpieczeństwa Narodowego, które 24 maja w tajemnicy „wyprowadziły się” w nieznanym kierunku z jego siedziby.

Kto może stać za tą inicjatywą ? Krasnoludki może ? Albo ministra Piotrowska ? Tylko Komorowski Bronisław Maria ! Plus jego WSI-oki ! Tylko on ma interes by schować gdzie słońce nie dochodzi dowody swych konszachtów z FSB i innymi organami Federacji Rosyjskiej z czasów swej prezydentury gdy leżał plackiem przed Kremlem, a szogun Koziej latał do Moskwy i podpisywał bumagi o „współpracy” z Rosją w dziedzinie obrony narodowej RP. Tylko Komorowski ma interes zatrzeć te ślady bo gdy dostaną się w „niepowołane ręce” nowego prezydenta to Komorowskiego czeka proces za zdradę stanu.

(…)Wśród wyprowadzonych z BBN papierów może być również aneks do raportu o WSI…

Jaki obrazek się wyłania ? Prezydent Duda będzie rządził w Pałacu i pozornie, Pałacem i w rzeczywistości będzie rządził Komorowski ze swymi WSI-okami !

Tak to sobie wykoncypował „zestresowany” i w „depresji” po wyborczej porażce Bronisław Maria. (…)”

contessa • niepoprawni.pl (całość tu: Bronisław K.– wczoraj prezydent, dziś polityczny gangster)

podobne: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu. oraz: Wybory nabierają rumieńców. Kontrkandydaci podsumowują kadencję prezydenta. Grzegorz Braun w Tok FM o Komorowskim, antypolskiej propagandzie (z ust dyrektora FBI) i o stanie państwa. i to: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona? a także: „Ktoś” chciał zniesławić całą branże SKOKów a wygląda na to że nie Bierecki tylko Platforma i kumple z WSI oberwą rykoszetem za Wołomiński skok na kasę.

…osobiście nigdy nie dałem się nabrać na wizerunek Pana Komorowskiego jako przaśnego safanduły, w którego kreacji wydatnie pomagały wszystkie media (od publicznych po rzecz jasna „niepokorne”) do przesytu podniecając się wpadkami słownymi i różnymi wstydliwymi obyczajowo epizodami kładącymi się cieniem na kurtuazji eks prezydenta RP. Tzn. może nie tyle że nie dałem się nabrać (bo przecież widzę te wszystkie jego wpadki) ale nie pozwoliłem żeby to safandulstwo przesłoniło mi główny problem. Zawsze uważałem Komorowskiego za niebezpiecznego człowieka. I to tym bardziej jeżeli był (prawdopodobnie) tylko narzędziem do sprawowania władzy przez mądrzejszych i jeszcze bardziej niebezpiecznych od siebie, bo tacy ludzie przez swoją służalczość i permanentną gotowość do oddawania przysług czystemu złu są gorsi od skur…. którym się wysługują. Niebezpieczeństwo polega na możliwości kreowania u sporej liczby przeciętnych wyborców fałszywego wizerunku takich ludzi, przez co cieszą się oni opinią „swojaków”, „miłych” i „ciepłych” do tego stopnia, że mogą sięgnąć po najwyższą władzę państwową. (Odys)

Najbardziej niebezpieczną cechą prezydenta Bronisława Komorowskiego jest jego pozorna niezdarność. Mało kto bowiem podejrzewa, że safandułowaty „wujek Bronek” ściska pod pazuchą nóż, by skierować go w dogodnym momencie przeciwko dotychczasowym politycznym współtowarzyszom.

Najważniejsze lata kariery Bronisława Komorowskiego – w sensie formacyjnym – przypadły na okres premierostwa Tadeusza Mazowieckiego. To wówczas, z nieoczywistych do dzisiaj przyczyn, ów zapiekły krytyk Okrągłego Stołu stał się nagle piewcą formującego się nowego ładu. Otrzymawszy stanowisko wiceszefa w Ministerstwie Obrony zaczął powoli zanurzać się w niebezpiecznych relacjach z pokomunistycznym wywiadem wojskowym (WSI). Obecnie to on jest jedynym politykiem na ważnym stanowisku, który maluje trawę na zielono, zapewniając przy każdej okazji, że słabe i rozbite państwo, jakim jest III RP, to nasz największy sukces.(…)

(…)Obudował się kordonem polityków związanych z Unią Wolności (Mazowiecki, Wujec, Lityński) oraz z postkomunistyczną lewicą (Tomasz Nałęcz, nominacja Marka Belki na szefa NBP). Wysłał tym samym wyraźny sygnał, że to on jest najbardziej eksponowanym obecnie strażnikiem „świętego ognia Okrągłego Stołu”. Wiele o jego funkcji mówią również relacje z byłymi oficerami komunistycznego wojska czy funkcjonariuszami WSI – postsowieckiej służby, którą bronił jako jedyny w PO opowiadając się przeciwko jej rozwiązaniu. Blisko mu jest do żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego czy ludzi związanych ze stowarzyszeniem Sowa (zrzesza ono m.in. byłych funkcjonariuszy rzeczonego WSI) rządzonego przez szefa pokomunistycznego kontrwywiadu wojskowego, gen. Marka Dukaczewskiego.

Zaplecze, któremu patronuje prezydent Komorowski, to więc nierzadko żołnierze wywiadu szkoleni przez GRU, albo ludzie pokroju prof. Romana Kuźniara – zarejestrowany niegdyś jako kontakt operacyjny SB i słynący z zapiekłej niechęci do transatlantyzmu. Całość przykryto barwną czapą eks-unitów wesoło patronujących tworowi nazwanemu przez nich samych „najlepszą Polską od czasów jagiellońskich”.(…)”

całość tu: pch24.pl a jeszcze więcej tu: Wojciech Sumliński – Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego

…a teraz o zapleczu politycznym Pana Komorowskiego które również ciężko pracuje na „odchodne” by wykorzystać swoje jak i prezydenta „ostatki”…

„…Niby to przypadkiem kamera uchwyciła, jak pani premier wita się z nowym ministrem zdrowia, profesorem Zembalą. „W imię Boże, zaczynajmy!” – powiedział pan minister do pani premier. „W imię Boże!” – zgodziła się pani premier i przybiła mu wobec milionów widzów piątkę.

Cóż to nowy-stary rząd tak „w imię Boże” zaczyna? Drażnieniem biskupów obietnicą refundowania in vitro, na której spełnienie i tak nie ma kasy? Wprowadzaniem pod pozorem „leczenia niepłodności” prawa do adopcji dla par homo (tak, zostało to sprytnie zawarte w ustawie, którą koalicja niebawem przegłosuje – odsyłam do analizy instytutu „Ordo Iuris”)? Przepychanie „związków partnerskich” albo  jakiejś kolejnej lewackiej „konwencji” pod pozorem chronienia Polski przed przemocą, ubóstwem i wszystkimi siedmioma plagami unijnymi?

(…) Rzecz wydaje się samobójcza, bo przecież jedyną emocją, która ożywia zwolenników PO, jest dziś emocja – taka zresztą typowo „murzyńska”, kolonialna – wrogości do Kościoła i religijności. Bo marzące o awansie na „europejczyków” tutejsze białe czarnuchy odruchowo uznają w nich istotę polskości, tego dławiącego ich „obciachu”, który chcieliby z siebie zmyć i wyrwać. Wystarczy poczytać tak modne ostatnio listy otwarte lemingów do Partii albo ich internetowe fora czy profile. Nie ma tam deklaracji „popieram PO, bo jest dobra” – wyłącznie „zagłosuję na PO, bo Duda chodzi do Kościoła, bo nienawidzę Rydzyka, bo jak wygra PiS to każe wszystkim biegać na pielgrzymki i będzie wsadzać do więzienia za seks”. Kiedy leming chce krótko zdefiniować wrogów albo naubliżać im, używa przymiotnika „katolicki”. Nawet Muzeum Powstania Warszawskiego (i same Powstanie) złe jest dlatego, że „katolickie”.

(…)Lenin powiadał, że aby być dobrym bolszewikiem, trzeba sobie uświadomić, na jak bezgraniczną pogardę zasługuje istota ludzka. Platformę Obywatelską w kształcie obecnym, czyli ten „miastowy peezeel”, w jaki „inicjatywę trzech tenorów” przekształcił Tusk, też cechuje bezbrzeżna pogarda dla wyborców. Trzeba naprawdę gardzić ludźmi, by wierzyć, że można ich kupić tak tanio. Że się powie „szacun” i już będą głosy młodzieży. Że się powie „w imię Boże” i już katolików się ma w kieszeni. Że po ośmiu latach wypychania całego pokolenia na śmieciowe umowy i śmieciowe dyplomy obieca się jakąś tam ustawę, program, dopłaty do miejsc pracy, i ciemny lud to kupi i będzie zachwycony. A jak się doda jeszcze kolejne nowe otwarcie, kolejną rewolucję legislacyjną i kolejne „nowe twarze”, to już w ogóle…” (Rafał Ziemkiewicz)

całość na fakty.interia.pl

„…Jeśli ktoś z państwa, zamiast czuć wdzięczność dla władzy za okazywaną przez nią od kilku tygodni na każdym kroku łaskawość, zapyta, czy i skąd władza na to wszystko weźmie, to ja mogę wyjaśnić. Weźmie z tych pieniędzy, których nie ma na realizację populistycznych obiecanek Andrzeja Dudy i PiS. Bo tym się różnią realne obietnice od populistycznych, że te drugie składają populiści, a te pierwsze partia odpowiedzialna. No bo przecież „jesteśmy przede wszystkim odpowiedzialną partią” – mówi w cytowanym wywiadzie pani premier. Może to różnica jedyna, ale wystarczająca. Przynajmniej dla lemingów.

Ale jeśli komuś nie wystarcza, to ja chętnie wyjaśnię, dlaczego obietnice Dudy i Szydło mogą, jak wrzeszczą autorytety establishmentowych mediów, zrujnować budżet, a obietnice PO i PSL (emerytury poniżej sześćdziesiątki, przypomnijmy twórczy wkład tej drugiej partii) nie mogą zrujnować budżetu. Sprawa jest bardzo prosta: otóż Duda i Szydło są niebezpieczni, bo oni swoje obietnice naprawdę zamierzają realizować. A rządzące peezele, wszyscy wiedzą, obiecują tylko dla picu.

Ustawa o otwarciu bramek przeprocedowana została z tak rażącymi naruszeniami prawa, że oczywiście Trybunał Konstytucyjny uzna ją za nieważną, mimo ustawowego skoku na tenże Trybunał, jaki właśnie peezele wykonały (nawet „Wyborcza” tak to nazwała – skokiem na Trybunał, oczywiście drobnym druczkiem na 10 stronie).

Powstanie pewien zamęt ze zrodzonymi przez pic-ustawę skutkami finansowymi, bo Kulczyk et consortes będą się domagać tych 50 milionów za wstrzymanie poboru myta, ale to już będzie problem następnej ekipy rządzącej, i pani Kopacz się martwić nie musi.

Ustawę o in vitro przepchnięto pomimo negatywnych opinii Biura Analiz Sejmowych, licznych autorytetów prawniczych i nawet samego Sądu Najwyższego, więc ją też uzna Trybunał za niekonstytucyjną, ale ten bubel prawny nie jest po to, żeby funkcjonował, tylko żeby – znowu – wygenerować niusa. Jak się przy okazji zdąży przed wyrokiem Trybunału przepompować trochę kasy z NFZ do zaprzyjaźnionych prywatnych klinik dłubiących w gonadach i szkle, które miały na pisanie tego prawa decydujący wpływ, to oczywiście też fajnie – a generalnie, niech się martwi następna władza.

Projekt emerytur po czterdziestu latach stażu też wbudowany ma taki sprytny zapis, że w praktyce dotyczyć one będą tylko rolników, a innym te czterdzieści lat i tak wypadnie około 66. roku życia.

Horyzont pani Kopacz i pana Piechocińskiego zamyka się dziś bowiem w tym, żeby z jednej strony przez cztery miesiące zmobilizować maksimum frajerów, którzy pozwolą im nie wypaść z Sejmu, a z drugiej maksymalnie się jeszcze przez te miesiące pozostające do nieuchronnego odstawienia od koryta nafutrować. Dlatego wszelkie pozory przyzwoitości i skrupuły idą w kąt.

PSL bez żenady kładzie łapę na grafenie, mianując szefem Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych kolesia zamiast specjalistę, który wygrał konkurs, PO pcha lobbystom ustawy dające im wielomilionowe zyski (na przykład na rynku lichwiarskich pożyczek). Wyrwać co się da, naobiecywać i narozdawać w imieniu następców, i chodu w krzaki – to znaczy, jeśli wszystko dobrze pójdzie, w ławy sejmowej opozycji, dającej immunitety i wygodną trybunę do pryncypialnego krytykowania PiS-u i Kukiza za nieodpowiedzialność i łamanie dyscypliny budżetowej. Zresztą, nawet gdyby tych immunitetów zabrakło, nie będzie najgorzej, bo udało się w porę zmienić procedurę karna tak, aby nawet ewidentnym aferzystom wszystko się upiekło.

I – tego jednego zdania zabrakło mi w wywiadzie pani premier – co nam zrobicie?!” (Rafał Ziemkiewicz)

całość na fakty.interia.pl

„…jesteśmy przed wyborami, na co wskazuje wejście naszego nieszczęśliwego kraju w etap rozdawania. Właśnie rząd postanowił dać rodzicom, którym urodzi się dziecko, tysiąc złotych „becikowego”. Wprawdzie jakaś Schwein już obliczyła, że w związku z tym będzie musiał obrabować tych rodziców na sumę 1400 złotych w postaci różnych podatków i opłat, ale teraz jesteśmy na etapie rozdawania, zaś etap rabowania nastanie dopiero po wyborach. Jakby tego było mało, Sejm – wychodząc naprzeciw niecierpliwemu oczekiwaniu Salonu – uchwalił ustawę o zapładnianiu w szklance. Będzie można zapłodnić 6 jajeczek, a zarodki, jakie się z nich wylęgną, nie będą niszczone, tylko zamrażane na lat 20, a potem – ano, potem kto tam będzie o nich pamiętał? Z tej okazji telewizje pokazały dzieci, które urodziły się z zapłodnienia „pozaustrojowego” – że wszystko jest z nimi w jak najlepszym porządku. To było wiadome od początku, podobnie jak i to, że forsowanie tej ustawy nie wynika ze współczucia dla niepłodnych matek, tylko, że celem tych regulacji jest zmuszenie Kościoła katolickiego, do pogodzenia się z tą formą aborcji.

Przy okazji debaty nad tą ustawą biłgorajski filozof, który, mówiąc nawiasem, postanowił nie golić brody, dopóki Andrzej Duda i Paweł Kukiz będą mieli wpływ na politykę, stwierdził, że zarodek nie jest człowiekiem. Ale jaki mamy dowód, że zarodek, kiedy już wyrośnie z niego, dajmy na to, biłgorajski filozof, staje się człowiekiem? Takiego dowodu nie ma, a nie da się ukryć, że takie wyrośnięte zarodki sprawiają znacznie więcej kłopotów, niż zarodki niewyrośnięte. Z tego powodu trzeba będzie chyba uchwalić kolejna ustawę – mianowicie ustawę o warunkach dopuszczalności aborcji opóźnionej, dzięki której można by zalegalizować robienie porządku z takimi zarodkami wyrośniętymi, wśród których znajdują się też zarodki przerośnięte, jak np. pan Ryszard Kalisz. Ale to są postulaty de lege ferenda, którymi zajmie się, być może, kolejny rząd, jaki wyłoni się z powyborczej siuchty, a na razie mamy etap rozdawania.

Otóż Sejm uchwalił też ustawę o ochronie polskiej ziemi, którą poparły wszystkie kluby parlamentarne, by w ten sposób przynajmniej częściowo opóźnić skutki ratyfikowania traktatów unijnych, które od 1 maja 2016 roku przewidują zniesienie ograniczeń w obrocie gruntami. Chodzi o umożliwienie PSL-owi zaprezentowania się przed wyborami w roli obrońcy polskiej ziemi no i oczywiście – o ograniczenie uprawnień właścicielskich na rzecz urzędników państwowych i samorządowych, którzy już tam potrafią tę żyłę złota po swojemu wyeksploatować. Podobnym celom służy ustawa o Radzie Dialogu Społecznego, która ma zastąpić Komisję Trójstronną. Ta ustawa wychodzi naprzeciw ambicjom działaczy związkowych i związków pracodawców, tworząc z Rady coś w rodzaju „rządziku”. Ten „rządzik” prochu, ma się rozumieć, nie wymyśli, ale na forum Rady można będzie pozałatwiać rozmaite siuchty, no i ukręcić lody bez ryzyka podsłuchów – bo ze względu na protekcję samego prezydenta, Rada pewnie będzie objęta sławną ochrona kontrwywiadowczą…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Nadszedł czas rozdawania Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 28 czerwca 2015

…i tak dla przypomnienia jak wygląda „dogadzanie” które politycy obiecują swoim wyborcom – Podziemna TV Robią nas w konia: Co ukrywa Donald T. i Jarosław K. – POPiS obłudy.

Czego się po „platformie” można spodziewać to już czas pokazał i nie ma tu żadnych wątpliwości. Jednak na okoliczność „zmian” należy mieć świadomość tego co może zrobić PIS (jak i ciasteczkowy „ruch społeczny” który kuma się ze związkami zawodowymi), bo to nic innego jak socjalbanda w dodatku podpuszczona z gwałtownie reaktywowanego w Polsce stronnictwa amerykańskiego (do którego nawet w ostatnich dniach niemiaszki dołączyły bo zaczęły chwalić PIS – znać doszło do poważnych ustaleń wśród „krajów poważnych” co do Polski i jej tubylczego narodu). Duda był pierwszą nogą zwiastującą „zmiany” a drugą będzie PIS. Tym samym powiedzonko o mądry Polaku PO szkodzie można między bajki włożyć…

Socjalizmus pełną gębą się szykuje. Wyjdzie Szydło z wora (polecam, wygooglować tę Panią co ma do powiedzenia w kwestiach gospodarczych) na konwencji programowej, gdzie „narodowy program zatrudnienia” i nowinki podatkowe z nadania vaciaka Modzelewskiego (pisowskiego eksperta o którym też warto poczytać co za człowiek i że Balcerowicz to przy nim pikuś) to będzie tylko przygrywka. Bo niczego innego jak złodziejstwa na masową już skalę i to najbardziej bezczelnego bo odbywającego się pod płaszczykiem „patriotyzmu” (z ramienia posiadającego monopol na patriotyzm PISu) nie można się spodziewać po partii, która widzi piramidę w (nie)sławnym Amber Gold, ale wszelkimi możliwymi środkami uzasadnia istnienie innego osZUStwa i będzie go bronić do samego końca (swojego lub naszych pieniędzy). Nie można się spodziewać niczego dobrego po partii która w prywatnej własności węszy patologię największą (oczywiście nie tam gdzie uwłaszczyli się dawni aparatczycy z PC, AWSu czy teraz PIS przeflancowani wcześniej z PZPR).

Czas rzecz jasna pokarze na ile groźby Dudy czy PISu (zwane dla niepoznaki „obietnicami”) zostaną spełnione, ale podobno aparat skarbowy ma dostać broń gładkolufową. To się bardzo pokrywa z obietnicami partii która za sztandarowy problem państwa uważa „nieszczelność systemu podatkowego”. Tym sposobem PIS będzie miał do dyspozycji całą armię uzbrojonych urzędasów by „zadbać o nasze dobro” (rzecz jasna zabezpieczając je dla siebie).

Nie jest ŻADNĄ alternatywą czy „ruchem oporu” partia, która stanowi „prawą” nogę tego samego opasłego cielska łżeideologii zwanej „sprawiedliwością społeczną” czyli socjalizmu. PIS to ta sama idea rabunku obywateli jak ta hołota którą posługuje się obecna władza. To tylko dzięki temu że media i „ałtorytety” kreują tę partię w umysłach Polaków jako „naturalnych” wrogów PO, ludzie myślą że wystarczy zamienić te dwa ugrupowania miejscami a wszystko się zmieni. Otóż nic się nie zmieni! Zmienią się tylko ryje przy korycie a koryto (główny problem) pozostanie nietknięte. Co prawda pustoszeje ono w zastraszającym tempie, ale o to żeby nie wyschło do dna dbają takie instytucje jak UE i MFW z którego pełnymi garściami nasz (nie)rząd i opozycja czerpią pełnymi garściami (i na kredyt) – bo po to nas do tych „klubów” zapisały. Mało kto niestety kojarzy ten oczywisty i wynikający z prostego czytania ze zrozumieniem programów „gospodarczych” obu partii fakt, że między PISem a PO nie ma żadnej istotnej różnicy, poza (rzecz oczywista!) miejscem przy korycie.

Tymczasem jedni i drudzy bronią uparcie piramid finansowych takich jak ZUS czy KRUS i stawiają na coraz wyższe „oskładkowanie” dochodów z pracy by lepić dziury w obu systemach, i by móc zakładać kolejne urzędy dające „pracę” całej masie działaczy partyjnych niższego szczebla. Jedni i drudzy pospołu upaństwowili gospodarkę (w ramach Spółek SP) by móc obsadzić te synekury całymi klanami polityków i pociotków polityków. Polakom zaś zamiast zamiast uwłaszczenia zafundowali „tani kredyt” i „dopłaty” do konsumpcji (różne kosztowne programy pomocowe i „socjalne”) z pieniędzy wcześniej zabranych pod postacią podatków sektorowi prywatnemu. To oni pozadłużali nas za „fundusze unijne” i to oni wepchali nas do eurosojuza. To oni swoją pazernością w imię „państwa opiekuńczego” wydrenowali z nas biliony złotych żeby zatrzymać stan posiadania w postaci bankrutujących kopalń, hut, stoczni i innego przemysłu które obsiedli ich znajomi, rodziny, kochanki i kochankowie. To co rentowne sprzedali a pieniądze przejedli, ale resztę zatrzymali dla siebie i doją Polaków co jakiś czas na rzecz „ratowania” polskiego stanu posiadania, który jest tak samo polski jak nasze „składki” w ZUS.

Ten system zwany sprawiedliwością społeczną to jeden wielki kołchoz na którego straży stoi teraz PO, której idea co prawda pomału dogasa ale za chwilę nastąpi zmiana warty by wszystko zostało po staremu, bo po nich tej stajni pilnował będzie PIS. Partia jeszcze bardziej etatystyczna i socjalistyczna jak PO, która chodzi od czasu Magdalenki na takim samym sznurku „zobowiązań” co PO chodź nie na tym samym – właśnie po to żeby ludzie myśleli że mają do czynienia z dwoma niezależnymi tworami, podczas gdy one w rzeczywistości żyją od 25 lat (nawet po rozpadzie AWSu) w korzystnej (dla siebie) symbiozie.

Zastępowanie jednego socjalizmu innym (nie wiadomo czy nie gorszym) NICZEGO nie zmieni. Nic nikomu nie da „walec PISowski” który ma wymieść PO, skoro złodziejski system zostanie utrzymany a tylko nazwiska przy korycie się zmienią. Ba! Moim zdaniem obecny system, który kosztuje nas podatników coraz więcej będzie umacniany(!) – aż osiągnie najwyższe komusze stadium centralnego sterowania gospodarką i obywatelem pod butem urzędnika. Kto czytał propozycje PIS zawarte w programie zwanym szumnie „Narodowym Programem Zatrudnienia” (Ziemkiewicz dla Fronda.pl o konwencji PIS) ten wie co mam na myśli.

I choć szkoda mi tego państwa, ziemi i ludzi dla kolejnej bandy szakali (do której zaliczam również ciasteczkowe schetyniątka i dudkiewiczątka), to jednak nikt naszych obywateli nie zmuszał do tego (i nie zmusza) żeby w swej naiwności trwali przy kolejnych odsłonach „starego i dobrego” socjalizmu. „ludzie ludziom zgotowali ten los” i wszystko zostanie po staremu a nawet lepiej bo już po JOWialnemu na własne i donośne życzenie narodu (ustami „mendiów”, które usilnie promują ten „NEP”). Najważniejsze że demokracja ocaleje, bo jest ona „największą zdobyczą cywilizacyjną” naszego „młodego” państwa. I oto wszyscy jak jeden mąż poczujemy się w końcu wolni, tylko dlatego że zamiast PO będzie nas rabował PIS. Nadejdzie w końcu tak długo wyczekiwana przez niektórych IV RP z całym „dobrodziejstwem” inwentarza (nie obrażając „inwentarza”) z niestety przykrymi konsekwencjami dla nielicznych myślących po wolnościowemu i rzeczywiście patriotycznych czy prawicowych obywateli, którzy są niestety w mniejszości brzydzących się socjalizmem i tzw. „państwem opiekuńczym” (bo UMIEJĄ LICZYĆ i wiedzą jak są na poczet tych patologii okradani i dlaczego PIS niczym się w tej kwestii nie różni od PO).

Oczywiście na koniec tradycyjnie zaznaczam że wolałbym się mylić i chętnie odszczekam swoje czarnowidztwo jeśli nowe rządy okażą się „oświecone” i pro obywatelskie. (Odys)

podobne: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! oraz: Andrzej Talarek: „Obiecywacze, czyli szopki przedświąteczne” i maraton populizmu. i jeszcze: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie. a także: „Dzień w skrócie” 8 czerwca 2015 roku. Występują: PO które z pomocą hejterów chce walczyć z mową nienawiści i odzyskać internet, Komorowski z „depresją”, POśpiech z 10 ustaw’kami gospodarczymi i in. i to: Fenomen POpulizmu czyli… „NYT” o rosnących notowaniach Kaczyńskiego

rys. Buch

rys. Buch

„Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii.


Z Rafałem Ziemkiewiczem rozmawia Rafał Pazio.

„…Dokonało się zjawisko odwrócenia od Platformy Obywatelskiej przedstawicieli świeżego awansu społecznego, na którym się opierała. Siłą wynoszącą Platformę do władzy była nadzieja na spełnienie rozbudzonych aspiracji życiowych przez ludzi z fali awansu społecznego, która w połowie pierwszej dekady XXI wieku bardzo wezbrała. Kiedy porównamy dane socjologiczne, zobaczymy, że liczba osób, które się wtedy przeniosły do dużych miast ze wsi, jest porównywalna z migracjami wewnętrznymi, jakie pojawiały się w PRL-u. Wtedy awans społeczny władza ludowa uważała za swój oczywisty target, swoje społeczne zaplecze.

Co z tego wynikało?

Mówiono, że to są ludzie, którzy wszystko zawdzięczają socjalizmowi. Siedzieliby gdzieś w chałupie na polepie, a teraz mieszkają w blokach, mają M3 i małego fiata w przedpłatach, dlatego będą za socjalizmem. W którymś momencie się odwrócili i poparli „Solidarność”, chodzili na pielgrzymki papieskie, a w 1989 roku, wbrew wszelkim sondażom, posłali PZPR na emeryturę, a właściwie na śmietnik historii.

Tak będzie z Platformą?

Nie ma tu dokładnej analogii, ale mieliśmy do czynienia z tym samym mechanizmem w ostatnich latach. Platforma Obywatelska wypatrzyła po 2005 roku elektorat, który Prawo i Sprawiedliwość przegapiło. PiS mówił w kółko o rozliczeniu i o tym, że Balcerowicz musi odejść, a Tusk zauważył, że jest nowa siła społeczna, którą tworzą ludzie oczekujący nowego życia – i mówił językiem, którego oczekiwali. Przekonywał o „zielonej wyspie” i mówił, że będzie lepiej. Obietnice zostały zauważone, dano im wiarę – i teraz, po dziesięciu latach, ludzie są, delikatnie mówiąc, wkurzeni, ponieważ okazało się, że te obietnice zostały spełnione w sposób bardzo powierzchowny, pozorny.

Ludzie, którzy poparli Pawła Kukiza?

Największa grupa w elektoracie Pawła Kukiza to ludzie z wykształceniem mieszkający w małych miastach. To najlepiej mówi o sytuacji. Ci ludzie ciężką pracą, często płacąc za to, zdobyli dyplomy w przekonaniu, że otwierają im drogę do znakomitego życia. Okazało się, że dyplomy nie mają wartości. Z nimi czy bez nich mogą pracować w McDonaldzie albo sprzątać toalety czy wyjechać na Zachód i zaczynać wszystko od nowa, tak jakby tych dyplomów nigdy nie było. To właśnie ta siła sprawiła, że w elektoracie poniżej 25 lat Bronisław Komorowski był trzeci albo czwarty. Doszło do załamania, którego Platforma nie przewidziała. (…) Załamało się Platformie przede wszystkim na rzecz Kukiza, który wystąpił jako człowiek nowy, spoza podziału kulturowego, na którym opierała się dychotomia Platformy i PiS-u. (…) Zgadzam się z diagnozą Andrzeja Stankiewicza. Stwierdził, że ludzie którzy głosowali na Kukiza, nie mówiąc o tych, którzy głosowali na Korwina, Brauna, czyli 27 procent elektoratu antysystemowego, nie głosowali na recepty, tylko na diagnozę. (…)

(…) Byłoby mądrze ze strony Pawła Kukiza, gdyby próbował znaleźć jakieś rozwiązanie w postaci rozważnego sojuszu z istniejącymi strukturami antysystemowymi.

Na przykład?

Nawiązać współpracę z Korwinem, KNP, narodowcami, co jest niełatwe. Tutaj ma jednak gwarancję, że oprze strukturę na ludziach, którzy nie przyszli się nachapać i mają sprawne szeregi. Wszystkie organizacje zdołały zebrać podpisy, a w przypadku narodowców i KNP pod kandydatami nikomu nieznanymi. To dowodzi, że są to struktury sprawne, ale nie utworzone z cwaniaczków, którzy idą do koryta. Jeszcze parę miesięcy temu nikomu o zdrowych zmysłach, kto chciałby zrobić karierę, nie przyszło do głowy, że zrobi ją z antysystemowcami. Teraz zacznie się oblężenie ze strony rozmaitych pieczeniarzy, którzy będą garnąć się do Kukiza i obiecywać, że zawsze byli antystystemowi i chcą JOW-ów. Kukiz jest świeży w polityce i pojawia się pytanie, na ile okaże się zdolny. To egzamin, w którym nikt mu nie pomoże. Musi go sam zdać.(…)

(…) A może ktoś stoi za Pawłem Kukizem, ale my tego nie widzimy?

Pawła Kukiza osobiście oceniam jako człowieka bardzo uczciwego i nieprzekupnego. Z doświadczeń współpracy z tygodnikiem „Do Rzeczy” powiedziałbym, że trochę emocjonalnego i skłonnego do podejmowania nieprzemyślanych decyzji pod wpływem jakichś tam emocji w danej chwili. To nie jest dobra kwalifikacja dla polityka. Z drugiej strony jest człowiekiem zdolnym; chyba wie, gdzie wszedł; zadeklarował, że jest zdecydowany, więc może się polityki nauczy. Ja mniej więcej wiem, jacy ludzie byli z nim na początku. To akurat nie wróży najlepiej. Ci ludzie pochodzą z kręgu Grzegorza Schetyny i Rafała Dutkiewicza, ale od czegoś trzeba zacząć. Nie jestem jednak w stanie przewidzieć, co się teraz stanie. Być może Paweł Kukiz zbuduje jakąś nową siłę, która dużo zwojuje, a być może skończy jak Stan Tymiński. Trudno w tej chwili przewidzieć.”

całość tu: Kukiz wykazał się polityczną mądrością. Od PO odwrócili się przedstawiciele świeżego awansu społecznego RAFAL ZIEMKIEWICZ

…No właśnie! Ludzie nie głosowali za Kukizem dlatego że ma dobry program naprawy RP, ale dlatego że są „wkurzeni” i skojarzyli go jako osobę która głośno krzyczy że też jest wkurzona i że „chce obalić system”. A przecież takich co chcą tego co Kukiz, a na dodatek mają od lat dość konkretny program na zmiany (którego Kukiz nie ma) któremu są wierni dłużej niż trwała kariera muzyczna Pana Kukiza (i nie mają na sumieniu konszachtów z PO) w Polsce nie brakuje. Więc czemu akurat Kukiz cieszy się tak wielką sympatią skoro ani nie jest pierwszy ani oryginalny a i za uszami trochę ma? Polecam ciekawą lekturę… (Odys)

„(…)W 2014 roku egzystencjalnie przyciśnięty artysta robi na dwóch frontach, angażuje się w przeróżne, całkowicie sprzeczne ideologicznie projekty polityczne, najpierw przykleja się do Piotra Dudy i Solidarności, potem flirtuje z Ruchem Narodowym i KNP, po drodze są jeszcze chłopi z Samoobrony i zmieleni.pl. Drugi front to działalność muzyczna, bezwzględnie podporządkowana polityce. Powstaje płyta „Zakazane piosenki”, a w niej komentarze do bieżącej sytuacji politycznej, krytyka Michnika, dialogi z restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Żaden kawałek nie staje się przebojem, ale śpiewak nie jest sam, zyskuje sympatię radykalnego skrzydła prawicy i na tej nucie będą też grać podrzędni aktywiści Ruchu Kukiza.

Po konflikcie z Piotrem Dudą, Kukiz rzuca wszystkie majdany i wiece związkowe, by związać się z dolnośląskimi baronami samorządowymi, wiecznymi działaczami „bezpartyjnymi”, którzy od 15 lat zaliczają kolejne komitety. Od tego miejsca zaczyna się kariera jeszcze nie istniejącego Ruchu Kukiza i samego marionetkowego przywódcy starej kliki. Rzutem na taśmie pod koniec sierpnia 2014 roku, na dwa miesiące przed wyborami samorządowymi, powstaje KW Bezpartyjni Samorządowcy. Bezpartyjność i „ruchowość społeczna” to są znaki firmowe tego towarzystwa, które od zawsze posiadało legitymacje kilku partii, a spora część od lat 90-tych żyje z kasy podatnika. Bezpartyjni Samorządowcy wywodzą się z byłego Komitetu Rafała Dutkiewicza, który opuścili po tym jak Dutkiewicz postanowił pójść na wybory razem z PO. Członkowie założyciele KW Bezpartyjni Samorządowcy to: Robert Raczyński, prezydent Lubina, Piotr Roman, prezydent Bolesławca i Patryk Wild, dolnośląski radny wojewódzki. Paweł Kukiz, jak na lokalnego działacza JOW przystało, rezygnuje z zameldowania na Opolszczyźnie, gdzie mieszka od 52 lat i zostaje Wrocławianinem. Trafia na 14 miejsce listy KW Bezpartyjni Samorządowcy i zostaje radnym. Proszę zapamiętać ten model JOW w pigułce, bo to jest właśnie projekt macherów stojących za Kukizem. Za kasę lokalnych klik urządzonych w miejskich spółkach wystawia się artystę spadochroniarza, którego gawiedź zna z TV, potem melduje w wybranym mieście i tak się „walczy z systemem” przejmując okręg po okręgu. Z całego KW Bezpartyjni Samorządowcy do dolnośląskiego sejmiku wojewódzkiego trafia 4 radnych: Patryk Wild, Aldona Wiktorska-Święcka, Paweł Kukiz, Tymoteusz Myrda. Dodatkowo ponownie prezydentami zostają Robert Raczyński w Lubinie i Piotr Roman w Bolesławcu.

Czas przedstawić całe towarzystwo, które ponoć nie ma nic wspólnego z 25 latami przy korycie, te „nowe twarze”, tę młodość nie uwikłaną w partyjniactwo i przede wszystkim tych samodzielnych, co to ich wódz nie wybiera. Gdy nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że ktoś musiał za to zapłacić i na tym zarobić. Zacznijmy zatem od wybranych sponsorów KW Bezpartyjni Samorządowcy, którzy na początek zrobili z Kukiza radnego i proponuje zwrócić uwagę na bardzo charakterystyczne prawidłowości publiczno-rodzinno-biznesowe (…)

(…) Cały ten projekt cuchnie na hektary i kilometry prymitywnym biznesem politycznym firmowanym przez lokalne kliki i cwaniaków partyjnych praktykujących przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. Całkowitą groteską jest formuła JOW w wykonaniu radnego Kukiza, spadochroniarz z Opola, bankrutująca gwiazdeczka rockowa, opłacona z publicznej kasy, którą taczkami wywożą nepotyczne koterie. (…) Czemu to wszystko ma służyć? Główny macher Raczyński nawet nie ukrywa, że to jego trzecia, czy czwarta próba przejęcia biznesu w całej Polsce. Na nazwisku Dutkiewicz się przejechał, dlatego nazwiskiem Kukiz w wyborach prezydenckich przygotował sobie grunt pod:

Chcemy wejść do Sejmu jako ruch obywatelski. Przeprowadzić reformę ordynacji wyborczej i doprowadzić do rozwiązania parlamentu. Tak, by nowe wybory mogły odbyć się już według ordynacji większościowej, w jednomandatowych okręgach wyborczych

Raczyński przetrenował JOW-y na Dolnym Śląsku z oszałamiającym skutkiem i doskonale wie, co się sprawdza, a sprawdzają się stare jak świat metody opakowane w ładne „bezpartyjne i obywatelskie” hasełko(…)”

polecam lekturę całości tu: Zacznijcie się śmiać z „antysystemowego” Kukiza, bo za chwilę będziecie płakać! podobne: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN.

Jak ponurą prawdę (i samospełniającą się przepowiednię że znowu jesteśmy robieni w bambuko) należy przypomnieć i odpowiedzieć twierdząco na pytanie Pana Pazio: „(…) A może ktoś stoi za Pawłem Kukizem, ale my tego nie widzimy?”… ZAWSZE ktoś stoi a my często nie widzimy nawet jak się nam podsuwa pod nos oczywiste fakty i logiczną ich konstatację. Tymczasem…

…Wybory zawsze się wygrywa na populizmie „buntu” obywateli przeciw aktualnej władzy, i każda opcja polityczna (łącznie z samą władzą) będzie zainteresowana zagospodarowaniem go dla siebie. Inaczej jednak podchodzi się do buntu niesprecyzowanego w swoich deklaracjach, a inaczej do buntu który wie czego chce poza samym „obalaniem”. Nieukształtowany w zasadniczych sprawach bunt jest nie do pogardzenia dla cynicznych politycznych wyjadaczy. Oni doskonale wiedzą jak przemawiać do takiego tłumu, żeby myślał że uczestniczy w czymś wyjątkowym, i że mu się opłaci. Grupa ludzi kierująca się emocjami to łakomy kąsek do przygotowania „właściwej alternatywy”, która odpowiednio karmiona i prowadzona posłuży wbrew wiedzy i woli samych zaangażowanych do utrwalenia starych zasad.

Bunt dla buntu nie jest wartością na której można by było wybudować lepszy świat. Burzymy stare, ale co dalej? Zdroworozsądkowe podejście do zmian to niestety przywilej nielicznych. I właśnie w tym cały problem. Nie wystarczy pozbyć się samych „elit” („układu”, „sitwy”, „złodziei” itd.) tj. ludzi. Jeśli podstawy prawne systemu prawno-gospodarczego nie ulegną zmianie, to niezależnie od tego ile nowych twarzy pojawi się w przyszłym sejmie to i tak „wszystko zostanie po staremu”.

Kiepskim argumentem dla odsunięcia od władzy tego czy innego polityka są jego wybryki „obyczajowe” czy brak ogłady (wchodzenie na krzesło i innego rodzaju „obciach”) bo to w sumie wstyd dla takiej osoby, z drugiej zaś strony nie można się nabierać na gładką gadkę i obietnice zupełnie bez pokrycia (mało tego że bez pokrycia to tak naprawdę skrajnie szkodliwe dla portfeli wyborców – no bo kto za te wszystkie obietnice zapłaci jak nie sam obywatel 🙂 ). Jest to sytuacja patologiczna i mało obiecująca (a wręcz niepokojąca) jeśli elektorat sugeruje się tylko i wyłącznie wizerunkiem medialnym kandydata czy formacji politycznej. Nie zapominajmy też o tym, że podział na „my – oni” też jest poniekąd sztuczny. Bo skoro ci „oni” zostali wybrani z wolnej woli przez tych „my” to w zasadzie żadnego podziału nie ma, bo „oni” to właśnie „my”. Owszem coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę że „oni” ich oszukali, ale pozostaje pytanie czy i jakich starań szanowny elektorat dołożył żeby nie dać się nabrać (zwłaszcza że nie wszyscy się nabrali a część lojalnie ostrzegała czym się skończy wybór socjalistów do władzy). A zatem jeśli zamiast na receptę ludzie znowu zagłosują na diagnozę to żadnych zmian nie należy się spodziewać. Nie trzeba być geniuszem żeby wiedzieć że jest źle, to sobie każdy za przeproszeniem głupi wykoncypuje – trzeba wiedzieć co jest tego przyczyną i jak ją wyeliminować.

Szyba o której traktuje podlinkowany na samym dole wpisu artykuł, to właśnie taka diagnoza i do tego moim zdaniem niekompletna. Receptą jest natomiast odzyskanie wpływu nad tym co jako naród wypracowujemy a „ktoś” inny wydaje. Problemem jest więc etatyzm i socjalistyczny model „gospodarki rynkowej”, które to mechanizmy skutecznie ugruntowały władztwo „elit” politycznych nad grubymi pieniędzmi. Więc nie zmieni (nie poprawi) sytuacji wygrana w kolejnych wyborach partii „buntu”, jeśli owa partia będzie miała dokładnie TEN SAM pomysł na państwo jak obecny etatystyczny „układ”. W takim wypadku szyba pozostanie na swoim miejscu nawet nie draśnięta (tak jak to się dzieje od 25 lat w „wolnej Polsce”). (Odys)… Tymczasem klucz jaki powinniśmy zastosować przy tego rodzaju wyborach jest prosty…

„…zmiana powinna polegać przede wszystkim na odblokowaniu narodowego potencjału gospodarczego, zablokowanego przez ustanowiony w roku 1989 przez generała Kiszczaka i grono osób zaufanych wadliwy ekonomiczny model państwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego. Polega on na tym, że o dostępie do rynku i możliwości działania na nim, decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem są tajne służby z komunistycznym rodowodem, czyli nasi okupanci. W rezultacie wszyscy, którzy do sitwy nie należą, muszą być i są wyrzucani poza główny nurt życia gospodarczego gdzieś na margines. Wskutek tego narodowy potencjał ekonomiczny wykorzystywany jest w niewielkim stopniu, ze szkodą dla narodu i państwa. Jeśli zatem chcemy tę złą sytuację odwrócić, to musimy narodowy potencjał ekonomiczny odblokować.

Jak to zrobić? Wskazówką może być przypomnienie, w jaki sposób do zablokowania narodowego potencjału ekonomicznego doszło. Otóż w drugiej połowie lat 80-tych, kiedy sławny drugi etap reformy gospodarczej skończył się takim samym fiaskiem, jak pierwszy, doniesiono generałowi Jaruzelskiemu, że jest taki Mieczysław Wilczek, który ma jakiś pomysł na rozruszanie gospodarki. Generał Jaruzelski nie chciał słuchać o żadnych szczegółach tego pomysłu, tylko postawił warunek, żeby nie było tam nic przeciwko socjalizmowi. Tak w każdym razie opowiadał o tym sam Mieczysław Wilczek. Toteż bez użycia słowa „socjalizm” rozmontował on ustrój socjalistyczny w gospodarce. Uczynił to przy pomocy ustawy o działalności gospodarczej, w której najważniejszy zapis głosił, że prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu oraz, że podmiot gospodarczy może dokonywać działań, które nie są zabronione przez prawo. Nietrudno się domyślić, że ta ustawa wychodziła naprzeciw potrzebom uwłaszczonej nomenklatury.

Za pierwszej komuny nomenklaturą ciągnęła zyski z tego, że każdą działalność gospodarczą drobiazgowo kontrolowała. Kiedy jednak sama się uwłaszczyła, żadnych kontrolerów nad sobą mieć już nie chciała. Mieczysław Wilczek wykorzystał to, by przywrócić swobodę gospodarczą nie tylko nomenklaturze, ale każdemu i na tym właśnie polegało rozmontowanie socjalizmu bez użycia tego słowa. Koncesje obowiązywały tylko w 11 przypadkach, których wspólnym mianownikiem było albo ryzyko sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego (produkcja i obrót materiałami wybuchowymi i amunicją, czy wytwarzanie i obrót truciznami), albo bezpieczeństwa państwa (usługi detektywistyczne). W ten sposób odblokowany został narodowy potencjał ekonomiczny, z czego natychmiast skorzystały setki tysięcy, a może nawet miliony ludzi. Polska zmieniła się w jeden wielki bazar – ale bo też handel jest najprostszym sposobem akumulacji kapitału…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Jak naprawić zegarek? Felieton • Radio Maryja • 4 czerwca 2015

…więc jeśli „elektorat buntu” chce żeby się cokolwiek zmieniło tak w gospodarce jak i na polskiej scenie politycznej, to musi zmusić się do wysiłku intelektualnego żeby nie dać się po raz kolejny wpuścić w niewolnicze maliny socjalistycznego populizmu. Zamiast sugerować się głośnym „buntem” (o którym bez przerwy nadają wszystkie reżimowe media przymilając się owemu elektoratowi i sugerując tym samym w sposób zawoalowany alternatywę po nieboszczce partii) powinni kierować się programem formacji na którą zamierzają głosować, który powinien być wolnościowy zwłaszcza w kwestiach gospodarczych. Wyborcy powinni też dołożyć ze swojej strony należytych starań by poznać historię działalności i kadrę danej formacji. Powinni też znać ideę (i implikacje z niej wynikające) na jakiej dana formacja planuje odbudowę kraju. Bez tej pracy cały bunt jest zwykłą parą w gwizdek, i kończy się zazwyczaj zamianą siekierki na kijek… (Odys)

………………………………………………………

Z Grzegorzem Braunem rozmawia Rafał Pazio:

„…Decyzja o formie startu powinna zapaść w czerwcu. Czy kandydaci, którzy tworzyli komitety antysystemowe, mogą iść razem do wyborów parlamentarnych?

Myślę, że sytuacja jest pod pewnymi względami sprzyjająca. Dla co najmniej kilku kandydatów i stojących za nimi formacji margines czy pole do dyskusji programowej, czy istotnego sporu jest tak zminimalizowane, jak jeszcze nigdy w historii III RP. Między programami tych z nas, którzy wystąpili jako polscy państwowcy, a nie eurofederaści, którzy wystąpili jako wolnościowcy, a nie pobożni czy bezbożni socjaliści, nie byłoby sporu co do pryncypiów ustrojowych. Jeśli tej sytuacji nie wykorzystamy, to tym większa będzie nasza odpowiedzialność, ba! – wina wobec historii i naszych rodaków.

Z drugiej strony trzeba powiedzieć, że kandydaci i ich pryncypia ustrojowe to jedno, ale politbiura i ich pryncypia organizacyjne to drugie. Rachuby partyjne już nieraz przeważały nad wydawałoby się oczywistym dobrem, jakim byłoby synergizowanie wysiłków. Przy czym jak zwykle godzina prawdy wybiłaby w momencie decydowania o personaliach we wspólnym komitecie wyborczym, ze szczególnym uwzględnieniem decyzji o tym, kto byłby tego komitetu pełnomocnikiem – i, co już całkiem trywialne, w momencie ostatecznego dzielenia skóry na niedźwiedziu, to jest układania list wyborczych. Wtedy okazałoby się, czy uczestniczymy w kolejnym „konwencie św. Katarzyny”, czy też rzeczywiście nauczeni doświadczeniem jesteśmy w stanie zdobyć się na poważny ruch, na politykę – w odróżnieniu od polityczki.

Ma Pan wrażenie, że Paweł Kukiz otwarty jest na wspólny projekt?

Nie mam zielonego pojęcia, czy i na co mój Szanowny Kontrkandydat okaże się otwarty. Nie chcę psuć w tej chwili jakichkolwiek konstruktywnych prac, dobrych zamiarów nie chcę sabotować. Skoro jest okazja, nie mogę szczerze nie powiedzieć, że akurat jeśli idzie o ten obóz, ruch stojący za tym kandydatem; tu najmniejsze zastosowanie ma diagnoza, którą wyżej postawiłem, o bliskości programowej. Może to jest i bardzo dobrą wiadomością, ale stosunkowo niewiele wiadomo o programie tej formacji. Zachodzi obawa, że jest to formacja w dużej mierze amorficzna programowo i być może właśnie dlatego system – co mówię z szacunkiem i podziwem dla wyniku wyborczego samego Kandydata – ewidentnie udzielił jej wsparcia. Niewątpliwie na ostatniej prostej kampanii wyborczej system postawił na tę formację. Zrobił to być może dlatego, że jest to formacja, którą będzie można napełnić rozmaitą treścią, zależnie od okoliczności. Moment wielkiej szczerości systemu to był moment, w którym jako sympatycy kandydatury pana Pawła Kukiza zadeklarowali się z jednej strony pan „Kupa” Wojewódzki, a z drugiej pan Grzegorz „Zniszczę Cię” Schetyna. Bardzo wyraźnie podkreślam całą sympatię dla samego pana Pawła Kukiza, ale cała ta sytuacja i sukces wyborczy w sposób modelowy uzupełnia, idealnie wręcz pasuje do mojej hipotezy badawczej „układu wrocławskiego”.

To, że akurat Dolny Śląsk, kombinat miedziowy, zaplecze Rafała Dutkiewicza, prezydenta Wrocławia, okazały się tak życzliwym matecznikiem dla sukcesu pana Pawła Kukiza, traktuję jako poważne zagrożenie dla jego politycznej suwerenności. Bardzo jestem ciekaw, jak się sytuacja rozwinie. Widzimy już, że ta suwerenność nie jest wykluczona. Traktuję jako bardzo dobry prognostyk to, że za niezachowanie życzliwej neutralności wobec prezydenta-rezydenta Komorowskiego pan Paweł Kukiz został natychmiast skarcony radykalną obniżką notowań w najnowszym sondażu. Traktuję to jako sygnał ostrzegawczy wobec niego i mam nadzieję, że biorąc pod uwagę te okoliczności, pan Paweł Kukiz postawi na autentyczną niezależność i nie będzie niewolnikiem tych sondaży.

Do kiedy powinna zapaść decyzja o tym, jak startować w jesiennych wyborach?

Powiem o sobie. Zaangażowania w prawdziwie szeroki, nowy dla polityki postokrągłostowej front państwowców, wolnościowców i katolików nigdy bym nie wykluczał. Wspólną platformę jest łatwo określić. Dla mnie to byłyby, zgodnie z moim programem, gwarancje dla życia ludzkiego, dla własności Polaków i gwarancje neutralności w wojnie państwa polskiego. Do tych punktów sprowadza się cała reszta. Nie wykluczam tego zaangażowania. Natomiast trudno mi wyobrazić sobie to zaangażowanie przez mój akces do jakiejkolwiek już istniejącej partyjnej formacji. Z drugiej strony wykluczam działanie polityczne, które miałoby sprowadzać się do polityki samej. Wykluczam udział w akcji wyborczej bez jednoczesnego zaangażowania w pracę organiczną. Stąd moja inicjatywa „BUDZENIA ŚPIĄCYCH RYCERZY” (patrz: http://www.pobudka.org). Mam nadzieję, że owoce tej akcji będą miały dłuższy termin ważności niż jakiekolwiek działania, których horyzont zakreślają jesienne wybory…”

całość tu: Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii GRZEGORZ BRAUN

podobne: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! oraz: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) i to: O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. a także: Zamienił stryjek siekierkę na kijek, czyli socjologowie o POPISowych sondażach. polecam również: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.

Demokracja, kukła, wilk, owce

Zapisz.org

glasswall

Prof. Marek A. Cichocki w opublikowanym na internetowych łamach „Teologii Politycznej” tekście pt. „Kategoria” trafnie diagnozuje stan umysłów wielu młodych ludzi w Polsce, szukając m.in. w nich jednej z przyczyn nadspodziewanego sukcesu Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. „Dzisiaj dla wielu młodych ludzi w Polsce apologia reaktywności i zachowania status quo za wszelką cenę jako najwyższego dobra najwyraźniej nie wystarcza” – pisze prof. Cichocki. „Mają większe aspiracje, a groźbę powrotu do władzy PiSu traktują jako niepoważny szantaż, który ma utrzymać ich w bezruchu. Znają świat, mają własne doświadczenia i wiedzą również, że jeśli dzisiaj nie będziemy budować w Polsce własnych mechanizmów rozwoju, ich przyszłość będzie niewesoła. Chcieliby mieć w Polsce swoje miejsce, móc realizować nie tylko bieżące materialne cele, ale sprawdzać nabytą wiedzę, zdolności i pomysły w poczuciu, że przyczyniają się w ten sposób także do jakiś ogólnych celów. Potrzebują poczucia przydatności i sensu. Chcieliby więc wiedzieć w jaką…

View original post 1 182 słowa więcej

Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN.


„…Wszyscy chyba się zgodzimy, że celem nadrzędnym obecnego układu sił – POPiS-u – jest skuteczne ugruntowanie podziału władzy między sobą, tak by bezpiecznie co kilka lat wymieniać się stołkami i nie martwić się o to, że w przyszłości pojawi się siła, która będzie w stanie realnie zagrozić układowi.

Ale jak tu zabetonować scenę polityczną bez oskarżeń o działanie na szkodę demokracji, bez narażania się na oskarżenia o chęć trwania przy korycie, bez oskarżeń o łamanie konstytucyjnych praw obywateli i odbieranie im podstawowych praw obywatelskich?

Bardzo prosto! Wystarczy przekonać ludzi, że sami tego chcą. Wystarczy sprawić, że społeczeństwo będzie tego wręcz żądać. Wystarczy – przy małej pomocy własnych mediów – wypromować patriotę, najlepiej znanego powszechnie celebrytę, który pod płaszczykiem antysystemowca przekona ludzi do rozwiązania, które utrwali władzę jego mocodawców (ewentualnie, który będzie robił to nieświadomie). Co tam przekona, przecież i tak 90% popierających Kukiza i JOW-y nie ma zielonego pojęcia czym one są i czym w rzeczywistości skutkują (bo w końcu je popierają w imię walki z systemem – fuck logic!). Nie ma to już jednak żadnego znaczenia bo dzięki „antysystemowemu” Kukizowi ogromna część Polaków JOW-y kojarzy z walką z obecnym obozem władzy i zgniłym systemem. Zadanie zostało zatem wykonane celująco.

Zauważcie, że przed „antysystemowym Kukizem”, na każdego kto wspomniał o JOW-ach patrzono jak na bezczelnego partyjniaka POPiS-u, który chce zabetonowania sceny politycznej w Polsce. Dzięki Kukizowi to się zmieniło i teraz tak Komorowski jak i Duda (tak PO jak i PiS) mogli się bezpiecznie stać gorącymi zwolennikami jednomandatowych okręgów wyborczych, które dadzą im władze na kolejne kilkanaście a nawet kilkadziesiąt lat…”

całość tu: pikio.pl

…O tym samym piszę od kilku dni i tak samo to widzę… Nikt z „ciasteczkowych” nie potrafi logicznie wytłumaczyć czego chce tak naprawdę jego środowisko poza JOWami, które zabetonują scenę polityczną (w jaki sposób o tym piszę tu: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa.) na korzyść tych którzy w najbliższych wyborach wybiorą się znowu do władzy. I pal licho jeśli dostaną się tam wolnościowcy (wtedy machnąłbym ręką), ale obawiam się że gra idzie o utrącenie kręgosłupa tym którzy skrytykowali JOWy, a którzy przed „ciasteczkiem niespodzianką” mieli całkiem duże i ciągle rosnące poparcie nie rozczarowanych („zbuntowanych”) lemingów, ale przede wszystkim świadomego WOLNOŚCIOWEGO elektoratu (mówię tu o KORWiNie). Teraz sondaże pacyfikują wolnościowców na rzecz „zbuntowanych od Kukiza” (niektórzy nowo nawróceni mówią że „wkurwionych” 🙂 ) i „nowoczesnej” POd Balcerowiczowym okiem.

Kukiz tymczasem daje szansę układowi posypać głowę popiołem i urządza „debatę”, żeby się przekonać z kim mu będzie bardziej po drodze w nowym rozdaniu. I choć się zarzeka że nikogo nie reprezentuje, to już zaczął frymarczyć „elektoratem buntu” (do niedawna platformianymi a od niedawna już swoimi lemingami). Został oficjalnie mianowany i wyeksponowany jako „zmiana” we wszystkich reżimowych mediach, a że przypadkiem zaczął się rozmijać z elektoratem wolnościowym (od 25 lat merytorycznie a nie POrywem serca „zbuntowanym”), to tylko należy złożyć na karb tego, że „stara” władza tylko tego sobie życzy. Resztę demokratycznych zachcianek sama chętnie POmoże spełnić, byle pozbyć się i utopić w niekorzystnych sondażach elektorat skupiony wokół nieprzejednanego Janusza Korwin-Mikkego 😉 (który nadal pozostaje wrogiem nr. 1 „starego” układu).

W całej tej UStawce w zasadzie chodzi o uwiarygodnienie nowych właścicieli „buntu” lemingów w oczach społeczeństwa i ratowanie demokracji (dzięki której obecny układ rządzi już tyle lat). JOWy to tylko klucz wytrych do tego szkodliwy, ale to już mało kto rozumie. W Polskę poszła informacja że kto chce JOWów ten chce „zmiany” i na odwrót – kto JOWów nie chce i je krytykuje (i nieważne czy ma rację) ten jest „wrogiem lódu”. Już nikomu nie przeszkadza że tego samego chce teraz władza, bo ludzie POłknęli haczyk i będą się teraz zabijać o to że wierzą w coś autentycznego. Bo ta atrapa przy całej jej wyrafinowaniu jest jak najbardziej autentyczna, tyle że za nią nie czeka nic nowego (lemingi nigdy jednak nie wyglądają dalej poza atrakcyjną dla nich atrapę). To że realizuje się program socjalistyczno-populistyczny tego nikt nie jest w stanie ani zauważyć a co dopiero porównać ze „starym”. Dla większości tego elektoratu to pierwsze takie „doświadczenie” stąd wierzą że autentycznie doświadczają czegoś niezwykłego i nie chce im się szukać innego (wszak w telewizji wiedzą co mówią 🙂 a nawet jak nie mówią to już wystarczy za wiarygodne).

Zimna kalkulacja obecnej sytuacji…

Siły Kukiza nie można lekceważyć. W demokracji rządzi arytmetyka która jest bezwzględna więc trzeba zrobić wszystko żeby była bezwzględna dla starego a korzystna dla środowiska wolnościowego. JKM powinien w te pędy oficjalnie poprosić (ale nie wzywać czy wyzywać) Kukiza na ubitą ziemię i dążyć za wszelką cenę do kompromisu. Jeśli Kukiz chce robić nową Polskę a stare wyrzucić (jak deklaruje) to się zgodzi na współpracę. Jeśli jest inaczej to będzie robił uniki, czym pokaże z jakiej tak naprawdę gliny jest ulepiony (i z czyjego pieca wyszedł 😉 ). Postawić go przed propozycją (tak jak on postawił PIS i PO przed podobnym musem zadeklarowania się) i niech się wtedy poci w jaki to uprzejmy i nie wzbudzający podejrzeń sposób odmówić KORWiNie współpracy. Można się nawet zgodzić oficjalnie na te JOWy, bo teraz nie ma to już żadnego znaczenia skoro POPiS na wyścigi przekonuje i zapewnia że JOWy będą 🙂 Trzeba Kukizowi ustąpić i łączyć się z nim. Jeśli jest szczerze antysystemowy to będzie szukał pojednania ponad podziałami właśnie z innymi antysystemowcami a nie będzie puszczał oka do PISu czy PO urządzając im jakieś „debaty”. Niemniej jednak należy cały czas informować elektorat wolnościowy o ustaleniach i podziałach stołków – kto komu ustępuje i na jakiej podstawie. W ogóle należy budować szeroką antysystemową koalicję i wciągać do niej Pana Grzegorza Brauna, Narodowców, KNP i wszystkich którzy są spoza systemu – stworzyć jedną listę obywatelską (o co od dawna apeluje Pan Daniel Konrad z PodziemnaTV)… Odys

podobne: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! oraz: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) i to: POPIS z PSL wygrywa wybory zwane „samorządowymi”. Partie antysystemowe „persona non grata”. Czy koryto zjednoczy lewicę bezbożną i pobożną? a także: Zamienił stryjek siekierkę na kijek, czyli socjologowie o POPISowych sondażach. polecam również: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa.


Na temat „debaty” i poszczególnych kandydatów (w skrócie i moim zdaniem w miarę obiektywnie – wszak niewiele się działo) można przeczytać tu: Jeden z dziesięciu – debata kandydatów na prezydenta. Polecam również uwagi i komentarz Pana Konrada: Robią nas w konia: Debata w TVP, Jak głosować i Kontrola Wyborów! #113

polecam również: CBOS: Złe nastroje społeczne. Polacy krytycznie o instytucjach państwa. Sondażowy „Pic na wodę”.

Żeby móc dokonywać właściwych wyborów potrzebna jest wiedza. A wiedza wymaga jej POSZUKIWANIA. Problemem sporej liczby wyborców w Polsce – a w zasadzie świadomej części (która jest zmuszona ponosić koszty ignorancji pozostałej części obywateli) – jest zatem nie tyle brak wiedzy, co właśnie odrobiny chęci na jej SAMODZIELNE poszukiwanie. Nie wspominając już o wyciąganiu wniosków z owej wiedzy i zastosowaniu jej w praktyce.

Konsekwencją tej ułomności jest 5 milionów Polaków, którzy na przestrzeni ostatnich 10 lat „zagłosowali” i wyrazili swoją opinię na temat „zielonej wyspy” NOGAMI, uciekając z tego kraju niemożliwego do życia na poziomie XXI wieku bez tzw. znajomości i adaptacji do obecnego systemu gospodarczo politycznego kolesiów, który można bez kozery nazwać (jak ktoś się orientuje w teoriach ustrojów politycznych i ideach gospodarczych) PRL bis ergo. SOCJALIZMEM, który polega na redystrybucji wśród swoich tego co wcześniej zagrabiono szarym obywatelom z owoców ich pracy.

Mając na uwadze choćby ten fakt i tragedię jaka się do nas zbliża czyli: wyludnienie i starzenie się społeczeństwa, kilkuletnie kolejki do specjalistów lekarzy, załamanie w branżach rodzimego przemysłu od lat wykańczanego przez „prawodawstwo unijne” (hutnictwo, stoczniowy, a ostatnio górnictwo), wysokie opodatkowanie i oskładkowanie pracy która już niedługo będzie trwała do usranej śmierci (a kto dożyje tego czeka „gwarantowana” śmieciowa emerytura), ogromne zadłużenie które skończy się załamaniem finansów państwa (REALNY dług zwany „publicznym” to ok 3 bln. zł – głównie właśnie z powodu piramidy finansowej zwanej ZUSem), otóż w konsekwencji tego wszystkiego, wydaje się NATURALNĄ wręcz potrzeba wyrzucenia poza burtę sterowni państwem partii i ludzi, którzy od 25 lat rządząc na zmianę Polską doprowadzili nas do ruiny. Wydaje się, ale niestety nie jest!

Podpowiadam jednak zainteresowanym KONKRETNYMI zmianami, aby zagłosowali w swym życiu choć raz na kogoś spoza systemu już bez wykrętów że nie ma na kogo, bo jak nigdy właśnie w najbliższych wyborach można spokojnie dobrać do własnej wizji postrzegania świata właściwego kandydata, o ile się wie czego należy w takim człowieku szukać. Jest bowiem kilku kandydatów których można nazwać „antysystemowymi” po nazwisku wymieniając są to Panowie: Grzegorz Braun, Janusz Korwin-Mikke, Marian Kowalski, Jacek Wilk, oraz ewentualnie Paweł Kukiz i Paweł Tanajno.

Dla zbyt leniwych by samemu przestudiować sylwetki poszczególnych kandydatów polecam teksty do przeczytania: Wybory nabierają rumieńców. Kontrkandydaci podsumowują kadencję prezydenta. Grzegorz Braun w Tok FM o Komorowskim, antypolskiej propagandzie (z ust dyrektora FBI) i o stanie państwa. oraz: Braun, Korwin, Kukiz – finisz genialnej kampanii  życząc znalezienia dla siebie wyjścia z tej paskudnej sytuacji którą w naprawdę brawurowo skrótowym kontekście opisałem… Pozdrawiam wszystkim którym się chce zmian 🙂 (Odys)

a pozostałym dedykuję obrazek polityka, wybory, demokracja, głosowanie

podobne: Żeby nam się chciało tak jak nam się nie chce czyli… (nie)Wybory do parlamentu europejskiego i słówko do fejsbukowych „wolnościowców”.

oraz: System wyborczy to bubel bo źle przygotowano specyfikację przetargową. Nie wiadomo kiedy wyniki, ale PKW dostanie jeszcze więcej pieniędzy. Rekordowa liczba głosów nieważnych. Opozycja domaga się skrócenia kadencji nowych samorządów. Komorowski Broni. „códu nad órną”.

polecam również: CBOS: coraz więcej Polaków czuje się lekceważonych przez władzę, ale ponad połowa nie wie, co było ważne w 2013 roku.

a także: Dlaczego zwykły IDIOTA oraz facet z trzema FAKULTETAMI i doktoratem MÓWIĄ i MYŚLĄ dokładnie tak SAMO?

Kolejny temat to Kukiz i jego JOWy….

„…Korwin-Mikke stwierdził, że jednomandatowe okręgi wyborcze, wbrew opinii Kukiza, umacniają role wielkich partii. Jednocześnie nieoczekiwanie zadeklarował, że wycofa się z walki o prezydenturę, jeżeli w zbliżających się wyborach w Wielkiej Brytanii, gdzie obowiązują JOW-y, Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa „dostanie nawet chociaż 20 mandatów” (co oznaczałoby, że w sprawie JOW-ów rację ma Kukiz).

W odpowiedzi oburzony Paweł Kukiz napisał na Facebooku, zwracając się do Korwina, że „w restauracji »Lotos« w Warszawie, w obecności Pańskiego syna, jeszcze przed wyborami umówiliśmy się, że tuż przed dniem wyborów ten z nas, który będzie miał niższy wynik sondażowy przekazuje głosy drugiemu. Potem zmienił Pan zdanie. I się nie sprzeciwiałem”, dodając, że Korwin jest nieobliczalny i że nie chce jego głosów bez względu na to, kto wygra wybory w Anglii.

W związku z tym Janusz Korwin-Mikke podczas specjalnie zwołanej konferencji wydał oświadczenie:

(…)

4) Wielokrotnie mówiłem, że zagłosuję za jednomandatowymi okręgami wyborczymi, bo jest to o wiele lepsze rozwiązanie od obecnej ordynacji wyborczej. JOWy figurują nawet w moim projekcie Konstytucji – tylko tam Sejm pełni inną rolę. Jednak wbrew temu, na co ma nadzieję Paweł Kukiz i wielu jego sympatyków, wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych może ostatecznie podzielić Polskę między PO i PIS – spoza tych dwóch partii będzie tylko kilku posłów.

(…)

7) Poczekajmy na wyniki wyborów w Anglii. Być może Paweł Kukiz ma rację. Jeśli jednak nie ma, to efekt sukcesu (wynik ponad 10%) p. Pawła mógłby być następujący: Sejm i Senat, gdzie PO i PiS mają większość konstytucyjną, zbiera się i w dwa miesiące uchwalają ordynację większościową – powołując się na wolę narodu (wyborcy panów Dudy, Komorowskiego i Kukiza stanowić mogą i 3/4 elektoratu!!). Po czym PO i PiS rządzą tak, jak w Zjednoczonym Królestwie konserwatyści z labourzystami.

8) Amicus Plato – sed magis amica veritas. Prawda i dobro Polski są dla mnie ważniejsze, niż to, że Pan Paweł się na mnie obrazi. Oczywiście podtrzymuję złożoną w debacie ofertę: jeśli Torysi lub labourzyści dostaną mniej niż 200 mandatów lub UKIP dostanie więcej niż 20 mandatów (w wyborach proporcjonalnych dostałby ok. 90!!) – wycofuję się z wyborów prosząc moich wyborców o poparcie Pawła Kukiza.

9) Jeśli jednak mam rację, jeśli te dwie wielkie partie uzyskają w UK miażdżącą przewagę, proszę Pawła Kukiza jego słowami: „Panie Pawle! »Polska jedyna na świecie. To zbyt wielki skarb« – by ryzykować, że wpadnie nieodwracalnie w ręce PO i PiSu. Elektorat Pana, mój, pp.Brauna, Kowalskiego i Wilka jest już porównywalny z elektoratem PO lub PiSu. Bez wprowadzenia JOWów potrafimy obalić ten system legalnie i konstytucyjnie. Przy ordynacji jednomandatowej może to być niemożliwe.

(…)”

całość tu: nczas.com

Minęły dwa dni i oto mamy potwierdzenie trafnej diagnozy JKMa. W Wielkiej Brytanii „dwie dominujące od dziesiątków lat partie (Partia Konserwatywna i laburzyści) zgarnęły przytłaczającą większość mandatów. UKiP z ogólnokrajowym poparciem sięgającym 15% dostał… dwa mandaty, natomiast Szkocka Partia Narodowa (SNP) z poparciem rzędu 4% ma ich 58, bo dominuje w jednym regionie.”

…Zatem jeżeli ktoś zamiast wyciągnąć wnioski woli się obrazić i dalej upierać przy niebezpiecznym (bo już nie tylko naiwnym) pomyśle na JOWy które utrwalają i sprzyjają oligarchizacji sceny politycznej również w terenie, ten niech przynajmniej nie robi z innych ludzi idiotów, i przynajmniej nie kłamie że JOWy coś zmienią.  Zmieni się tylko tyle, że i bez (oficjalnego) poparcia partii do władzy dostanie się ten kto trzeba 🙂 Lokalnie rządzą bowiem i tak w większości ludzie bezpośrednio powiązani z władzą centralną! BEZ WZGLĘDU na to czy występują pod szyldem partyjnym czy udają bezpartyjnych.

Nie wiem ile jeszcze demokratom „patriotom” (na dodatek mieniącym się antysystemowymi) potrzeba przykładów na to jak ta ich ukochana demokracja utrwala system z którym rzekomo walczą. Naprawianie demokracji – systemu z gruntu patologicznego za pomocą JOWów – to oszukiwanie przede wszystkim samych siebie (bo że wyborców to rzecz oczywista). Fakty wyraźnie pokazują, że JOWy ewidentnie pomagają sitwom partyjnym w utrwalaniu władzy, i to w sposób dla nich całkowicie bezkarny. Całe klany cwaniaków i starych wyjadaczy może i będzie pozostawać na usługach partii ukrywając się jednocześnie za bezpartyjnością 🙂 Za pomocą tej sztuczki można dużo łatwiej oszukać wyborcę w kwestii swoich rzeczywistych poglądów i „pochodzenia politycznego”. Wyborca który już teraz ma problem z ogarnięciem i przypisaniem programu politycznego do odpowiedniego szyldu i kandydata, będzie miał (dzięki JOWom) jeszcze większy mętlik w głowie. I teraz proszę mi powiedzieć jaki odsetek wyborców będzie świadomych swojego wyboru kiedy już dziś na poziomie partiokracji widać jak marnie to wygląda. Polska już została podzielona a do władzy nie dopcha się nikt spoza układu o ile nie odbędzie się to na skalę masową – w tym wypadku może się to odbyć wyłącznie pod ideologicznym/partyjnym sztandarem który ludzie będą potrafili zidentyfikować przy urnie wyborczej (JOWy tę możliwość utrudniają!)

I tu należą się słowa uznania dla Pana Mikke który publicznie obnażył patologię JOWów. Kukiz może się na to obrażać lub nie, ale niech nie rżnie głupa że nie rozumie o co chodzi. Chyba że nie jest głupi i wie co robi a zatem jest nową częścią starego układu która ma zebrać niezadowolony elektorat „by wszystko zostało po staremu”… (Odys)

Czy Paweł Kukiz prowadzony jest przez służby?

„…Gra toczy się o utratę władzy przez układ okrągłostołowy. Rozgrywają ją służby.

Ich strategia jest następująca:

„jeżeli udostępnimy media (TVN – Polsat) Pawłowi Kukizowi, to jego popularność automatycznie wzrośnie. Mówi z sensem, oskarża PiS, PO i cały układ okrągłostołowy, ale nie wyjawia nazwisk, tylko mówi ogólniki. Skupia się raczej na przyziemnych sprawach, jak: górnicy, rolnicy, matki z dzieckiem. Nie dotyka szczegółów, nie psoci żydom, nie rozumie gospodarki. Jest bezpiecznym kandydatem opozycyjnym”.(…)

(…)Nie ma możliwości, aby tak swobodny dostęp do mediów, wywalczył jego sztab. Media to służby, służby to media.

Pytanie tylko jakie służby rozgrywają politykę w Polsce?

Pan Kukiz jeszcze nie dawno był mocnym zwolennikiem Platformy Obywatelskiej. Dziwnym trafem nie dostrzegał wtedy układu okrągłego stołu, w którym Donald Tusk siedział i siedzi zanurzony w nim po same uszy. Nie dostrzegał ustaw, które kawałek po kawałku sprzedawały Polskę.

Od jakiegoś czasu zmienił front polityczny. Mocno krytykuje PO i układ okrągłego stołu.

Gdyby okazało się, że jest dzieckiem służb i współpracuje z nimi, to byłby mocny sierpowy dla jego zwolenników. Uważam, Pawła Kukiza za patriotę i osobę, która wykonuje dobrą robotę dla Polski. Co nie znaczy, że służby nie wpływają na jego decyzje. W wyborach zrobi bardzo dobry wynik. Może zdobyć koło 15%, jak kiedyś Andrzej Lepper. Ma olbrzymie szanse wejść ze swoją partią do parlamentu w kolejnych wyborach.

Pytań jest kilka:

czy mają haki na niego?

czy da ograć się służbom, tak jak zrobił to Andrzej Lepper?

Czy jego patriotyzm jest szczery?

Czy jest na tyle bystry, aby przewidywać kilka ruchów do przodu doświadczonych strategów ze służb?

Jaką decyzje podejmie, kiedy w glorii chwały, nakażą mu sprzedać Polskę?

Powiem szczerze, że mam trochę dość powierzchowności dotykanych tematów przez Pawła Kukiza. Krzyczy, że należy górnikom pomóc, ale nie mówi o nakazie Unii Europejskiej, o wpływaniu Niemiec na polski rząd, w celu zniszczenia polskiego górnictwa. Podobna sprawa jest z rolnictwem.

Miałkość jego wypowiedzi coraz mocniej dotyka populizm. Nie widzę tu żadnego sensownego programu dla Polski i Polaków.”

całość tu: wiadomosci.robertbrzoza.pl

…a zatem albo Pan Kukiz jest pożytecznym idiotą, albo idzie na czyjejś smyczy. Innej opcji nie widzę. Jego lewicowe poglądy i upieranie się przy demokracji jako systemie rządzenia państwem, jak i pozostałe kwestie (nerwowa reakcja na uczciwe postawienie problemu JOWów przez JKMa) pomimo zadeklarowanej antysystemowości czynią z Pana Kukiza w najlepszym wypadku nieświadomą szalupę dla pogrobowców PO. Czas pokaże czy ta hipoteza jest prawdziwa. (Odys)

Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem – Grzegorz Braun dla Kresów.pl

„(…)

Wspomniał Pan w trakcie debaty, że niektóre osoby chętnie zaprosiłby Pan do swojej rady prezydenckiej. Kogo miał Pan na myśli?

Tych wszystkich, którzy spełniają kryterium państwowca – a więc są zwolennikami istnienia państwa polskiego, oraz tych spełniających kryterium wolnościowca – ze szczególnym uwzględnieniem wolności gospodarczej. Mogę współpracować z polskimi państwowcami, z tymi którzy rozumieją, że aby państwo polskie można było w ogóle naprawiać i przywracać mu blask adekwatny do naszej tradycji, to trzeba to państwo najpierw ocalić. Żeby móc je uczynić lepszym, bezpieczniejszym, sprawniejszym, trzeba najpierw zachować jego istnienie. Z polskimi państwowcami zawsze mogę o tym rozmawiać. No i z wolnościowcami, którzy rozumieją, jak ważna jest sprawa przywrócenia Polakom wolności, szczególnie tej gospodarczej. W niektórych sytuacjach jedno wchodzi w konflikt z drugim – i tutaj jako prezydent musiałbym pryncypialnie wkraczać. Bywają sytuacje, kiedy zwolennicy liberalnej utopii zapominają o uwarunkowaniach geostrategicznych Polski. I wówczas, będąc wolnościowcem, musiałbym powiedzieć „nie”. Na przykład w kwestii wyprzedaży polskiej ziemi. Czyniłbym to jednak jako zwolennik wolności gospodarczej, w poczuciu, że bronię Polaków przed nieuczciwą konkurencją, co przecież powinno być jednym z zadań państwa.

Jeżeli chodzi o kwestie prowadzenia polityki zagranicznej – szczególnie regionalnej – to czy w trakcie debaty telewizyjnej pojawiły się jakieś wątki, z którymi mógłby się Pan zgodzić?

Bardzo wyraźnie ujawniło się szersze grono realistów geopolitycznych, którzy rozumieją, że Polska musi przede wszystkim odnaleźć należne sobie miejsce w regionie, w najbliższym otoczeniu geopolitycznym, i że kluczem do polskiej geopolityki są dobre interesy z naszymi najbliższymi sąsiadami.

Gdyby jako prezydent miał Pan możliwość współtworzenia polityki zagranicznej, jaką linię polityczną prowadziłby Pan w odniesieniu do naszych sąsiadów na wschodzie i na południu?

Często powtarzam, że kluczem do polskiej geopolityki jest normalizacja stosunków z Białorusią. Gdyby tylko Warszawa zaczęła robić dobre interesy z Mińskiem, to zaowocowałoby to uzdrowieniem sytuacji także w stosunkach z Litwą, Ukrainą i promieniowałoby na całą Europę Środkową. Zresztą ze strony Mińska był do tego w perspektywie ostatnich kilkunastu lat szereg wyraźnych zaproszeń.

A inne ośrodki?

Inne stolice do których słałbym emisariuszy i z którymi szukałbym jak najpilniej roboczego kontaktu to oczywiście turecka Ankara i szwedzki Sztokholm, dalej Teheran i Pekin. W naszym najbliższym sąsiedztwie nie ma co wymyślać prochu: Budapeszt i Bratysława. Jeśli na tym kierunku ułożą się nasze stosunki i zintensyfikują się kontakty gospodarcze, to wtedy także Praga, Wilno i Kijów pójdą po rozum do głowy. Być może cały region zacznie prowadzić politykę bardziej samodzielną, a nie polegającą na klientelistycznym wieszaniu się klamki. Jestem przeciwnikiem klientelizmu bez względu na to, czy klamka ta jest umocowana w Moskwie czy w Waszyngtonie.

(…)

Czy Pana zdaniem w związku ze zmieniającą się obecnie sytuacją geopolityczną Polska powinna nawiązać bliższą współpracę z Chinami?

Wcześniej wymieniłem Pekin jako jedną ze stolic, dokąd wysyłałbym moich emisariuszy. W skrócie powiem tak: nie ma żadnego powodu, żeby imperium amerykańskie miało już w tej chwili gwarancję, że na III wojnę światową imperium amerykańskiego z imperium chińskim Polacy zawsze pójdą po stronie tego pierwszego. Po prostu do elementarza dyplomacji i polityki powinno należeć nie czynienie w tej kwestii przedwczesnych deklaracji. Polska po pierwsze nie powinna iść w pierwszym szeregu do tej wojny. Nie powinna powtórzyć błędu roku 1939 czy 1830. Nie powinniśmy dać się wypuścić w charakterze zająca, powinniśmy spokojnie „opuścić kolejkę” – poczekać na rozwój sytuacji. W tej chwili ważą się szale dziejowe. Jak słyszeliśmy, imperium rosyjskie zapowiedziało wspólne manewry z Chińczykami na Morzu Śródziemnym. Z jakie powodu już dzisiaj, za darmo, za poklepywanie po ramieniu mielibyśmy być gwarantowanym sojusznikiem USA?

A jak powinny kształtować się relacje Polski z Rosją w obecnym kontekście geopolitycznym?

Relacje Polski z Rosją nie ulegną zasadniczej zmianie tak długo, jak długo Polacy nie przejmą kontroli nad własnym państwem. Przecież Rosja znakomicie orientuje się w sytuacji Polski i wie, w jak bardzo opłakanym jest stanie. Co zresztą w znacznej mierze Rosji zawdzięczamy. To jej w dużej mierze zawdzięczamy aktualny stan polskich elit, które są zagenturyzowane już w kolejnym pokoleniu. W związku z tym trzeba to sobie jasno powiedzieć: Rosjanie będą prowadzili poważną politykę, kiedy państwo polskie zacznie samo siebie poważnie traktować. I jeszcze raz powtarzam: kluczem do polskiej geopolityki jest Mińsk. Uważam, że w myśleniu o polskiej polityce wschodzie nie należy ignorować Białorusi. Z Moskwą, w miarę możności, trzeba rozmawiać przez Mińsk. Trzeba go dowartościować w naszej polityce zagranicznej.

Zgadza się Pan ze stwierdzeniem, że Rosja to obecnie kolos na glinianych nogach? Dużo słabszy, niż mogłoby się wydawać?

Ależ oczywiście. Jest faktem, że Rosja przegrywa wyścig z czasem, z własną demografią. Aborcja i alkohol poczyniły w narodzie rosyjskim tak straszliwe spustoszenie, że odwrócenie tego trendu okazuje się, jak dotąd, niemożliwe – nawet przy dużym zaangażowaniu władz moskiewskich. Ale cóż – te władze kadrowo dziedziczą przecież niemal wszystko po Rosji sowieckiej. A zatem Rosja jeszcze długo musiałaby się leczyć, by powrócić do swej formy dziejowej. Problem w tym, gdzie tej formy dziejowej ma szukać biedna schizmatycka Rosja, w której cezaropapizm jest dogmatem ustrojowym. To są problemy, na które powinniśmy patrzeć z powagą, posuniętą nawet do współczucia względem Rosji. Nie zapominajmy w naszej polityce wschodniej o orędziu fatimskim z 1917 roku. Pamiętajmy, że bynajmniej nie padło tam wezwanie do zniszczenia Rosji, ale do jej nawrócenia. To powinno być pytanie zadawane sobie przez polskie elity, polskich mężów stanu: czy i w jaki sposób Polacy mogą mieć udział w nawróceniu Rosji. Jednak aby to było możliwe Polska sama musi wrócić do swojej formy dziejowej. Lekarzu, ulecz się sam.

(…)

Widziałby Pan możliwość większego upodmiotowienia Polaków na poziomie gminnym, a może jeszcze bardziej lokalnym?

Oczywiście, jedno z drugiego w sposób logiczny wyniknie. Jeśli Polacy staną się gospodarzami we własnej gminie, jeśli poczują się na swoim we własnej parafii, to w krótkim czasie będą też zdolni zabezpieczać polskość na poziomie gminy, a może nawet regionu.

(…)” całość tu: kresy.pl

…Uważam że nie da się w dzisiejszym świecie (zresztą nigdy tak nie było) żeby lud był sprawnym narzędziem do rządzenia „Głupich jest zawsze więcej niż mądrych” to nie jest powiedzenie które ma na celu kogokolwiek obrażać ale takie są fakty!… Nie da się „wyhodować” świadomości obywatelskiej wśród stosownej większości ludzi na skalę całego kraju. Wybory – ich efekt i frekwencja obnażają mit demokracji najdobitniej. Nie dość że ludzie wybierają źle to na dodatek spora część w ogóle nie poczuwa się do takiego obowiązku. I nie uważam że w dobie internetu można to usprawiedliwiać winą mediów i tego że kłamią. Mało tego! Ludzie doskonale zdają sobie z tego sprawę że media kłamią a mimo to głosują tak jak w mediach usłyszą (sugerując się sondażami) i robią dokładnie to co w mediach usłyszą…

Nie jestem jednak całkowitym wrogiem demokracji. Wierzę że na skalę lokalną może ona zdać egzamin, z tego względu że porządni i uczciwi ludzie w skali mikro mogą oddziaływać na całą lokalną społeczność, gdzie każdy mieszkaniec gminy na własne oczy i po sąsiedzku widzi co władza wyrabia… Uważam jednak że w skali makro (całym państwem) powinien rządzić monarcha a władza powinna być przekazywana z pokolenia na pokolenie w ręce gruntownie wykształconego dziedzica… Tyrania nie jest synonimem systemu rządów a jest wypaczeniem monarchii (tudzież dyktatury). Tyrani owszem zdarzają się raz na jakiś czas, ale z uwagi na to że jest to JEDEN człowiek to łatwo się takiego pozbyć w ostateczności, natomiast władza ludu ze względu na swoją masowość jest nie do ogarnięcia! za wyjątkiem lokalnego jej charakteru. Lokalnie ludzie powinni się samo organizować (samorządzić) to pozwoliłoby im zachować realną kontrolę nad terenem i władzą którą sobie lokalnie wybierają (spośród siebie) i która ich bezpośrednio dotyczy… Nie chce mi się tu rozpisywać w temacie bardziej szczegółowo polecam link… KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii. 

…Odys

polecam również: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.

Okiem Socjologa #01 – Krzysztof Prendecki – Wybory prezydenckie

Wybory nabierają rumieńców. Kontrkandydaci podsumowują kadencję prezydenta. Grzegorz Braun w Tok FM o Komorowskim, antypolskiej propagandzie (z ust dyrektora FBI) i o stanie państwa.


Wyborczy czwartekKontrkandydaci podsumowują prezydenta

16.04.2015 (IAR) – Zakłócone spotkanie Bronisława Komorowskiego w Lublinie, nowy pomysł na pomnik smoleńsku – tym razem autorstwa Korwin-Mikkego, Andrzej Duda na Pomorzu. Do wyborów został niespełna miesiąc, a kandydaci intensyfikują swoje wysiłki, by zdobyć poparcie.

Prezydent rozpoczął podróż Bronkobusem po Lubelszczyźnie. Był w Kozienicach, gdzie mówił o energetyce. W Lublinie czekali na niego jego przeciwnicy z ugrupowania KORWIN, którzy wyposażeni w gumowe krzesła, zakłócili prezydentowi spotkanie z wyborcami. Bronisław Komorowski pod jego koniec musiał już mocno nadwyrężać głos, by być usłyszanym.

Jego konkurent z PiS odwiedzał w tym czasie Pomorze. W Tczewie Andrzej Duda mówił o tym, że ma wizję prezydentury innej niż dotychczasowa, prowadzona przez Bronisława Komorowskiego – prezydentury „aktywnej, odważnej ale rozważnej”. Jak dodał, Polska potrzebuje prezydenta, który będzie umiał twardo walczyć o polskie interesy, a nie będzie się tylko uśmiechał i czekał na poklepanie po plecach.

Uwagę na siebie zwrócił dziś także Janusz Korwin-Mikke. Ogłosił, że znalazł odpowiednie miejsce na pomnik upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej. 12 kilometrów od Pałacu Prezydenckiego. Zaproponował, aby powstał on na skrzyżowaniu ulic Żwirki i Wigury oraz 17 stycznia. Korwin-Mikke uważa, że to byłoby idealne, a zarazem symboliczne miejsce. 200 metrów dalej jest lotnisko, z którego startował Tu-154M. „Tu jest piękna panorama, widok na pomnik Żwirki i Wigury z daleka. Cała piękna zielona oś. Tu jest miejsce, gdzie można zrobić rondo i postawić na nim wielki pomnik”- mówił.

Jeszcze przed ogłoszeniem tego pomysłu Korwin-Mikkemu dostało się od szefa PiS. Jarosław Kaczyński stwierdził, że lider partii KORWiN jest „elementem patologii polskiego życia publicznego”.

Dążenie do gruntownej zmiany systemu politycznego w Polsce zapowiada z kolei kandydat na prezydenta, Grzegorz Braun. Reżyser, publicysta i niezależny kandydat ostro krytykował pozostałych polityków podczas wizyty w Rzeszowie. Nowy system władzy chce oprzeć na tradycyjnych wartościach: wierze, rodzinie i własności. „Wiara nie byle jaka, święta, katolicka, rodzina polska, normalna, własność polska, polski pieniądz w polskich kieszeniach” – powiedział Grzegorz Braun Również w Rzeszowie o wyborach mówił Leszek Miller. Szef SLD dementował doniesienia mediów, że jego partia może wycofać poparcie dla Magdaleny Ogórek, którą do wyborów wystawiła.

Szef Sojuszu liczy na to, że kandydatka popierana przez jego ugrupowanie przejdzie do drugiej tury. Bo – jak zaznaczył Leszek Miller – najlepszym sondażem poparcia będą wybory. Zapewnił, że Sojusz będzie intensywnie pracował na rzecz Magdaleny Ogórek.

W Kaliszu i Ostrowie Wielkopolskim przekonywał dziś do głosowania na siebie kandydat na prezydenta Adam Jarubas z PSL-u. W Kaliszu mówił między innymi, że prezydent powinien prowadzić politykę propolską a nie prounijną i być strażnikiem dobrego imienia naszego kraju. Podkreślał także, że politycy często posługują się zgrabnymi formułkami, za którymi nic się nie kryje.

Paweł Kukiz, ostatnio notujący coraz większe poparcie w sondażach, dziś chwalił się w mediach społecznościowych poparciem znanych osób, między innymi Mariusza Pudzianowskiego i aktorki Joanny Jabłczyńskiej.

Marian Kowalski z Ruchu Narodowego odwiedził Szczecin, a Jacek Wilk z Kongresu Nowej Prawicy apelował w mediach społecznościowych o wsparcie swojej kampanii. Paweł Tananjo z Demokracji Bezpośredniej.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich odbędzie się w niedzielę 10 maja. O fotel prezydenta RP walczy jedenastu kandydatów.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/zbiorcza/łp

15.04.2015 (IAR) – Prezydent podsumowuje kadencję, konkurenci podsumowują prezydenta. Bronisław Komorowski dokonał rozrachunku 5 lat prezydentury i nazwał siebie prezydentem wszystkich Polaków.

Według kandydata PiS Andrzeja Dudy, Bronisław Komorowski nie może tak siebie nazywać, bo sam podzielił Polskę na Polskę racjonalną i radykalną.

Prezydenturę Duda ocenił jako „festiwal niespełnionych obietnic”. Zarzucił Bronisławowi Komorowskiemu, że podpisał wszystkie ustawy, których zażądał od niego rząd Donalda Tuska – bez względu na skutki społeczne. Wymienił między innymi podwyżkę VAT na ubranka dla dzieci z 8 do 23 procent. Według Dudy, prezydent odpowiada też za zmianę w polityce zagranicznej jeśli chodzi o stosunek do Rosji, za zgodę na dekarbonizację polskiej gospodarki oraz likwidację kolejnych gałęzi przemysłu.

„Ta prezydentura mogła być bardziej aktywna” – uważa z kolei kandydat PSL, Adam Jarubas. W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową podkreślił, że gdyby pozytywnie ocenił ostatnie 5 lat, sam nie zdecydowałby się na start w wyborach. Prezydentowi zarzucał, że nie znalazł rozwiązania problemu emigracji zarobkowej.

Popierana przez SLD Magdalena Ogórek mówi o pięciu latach biernej prezydentury. Jej zdaniem, Bronisław Komorowski powinien wykazać większą aktywność ustawodawczą i blokować „złe prawo”. „Pod tym względem ta prezydentura nie zdała egzaminu” – mówi Magdalena Ogórek.

Szef sztabu Janusza Korwin-Mikkego Przemysław Wipler zarzucił Bronisławowi Komorowskiemu, że jego pięcioletnia kadencja to zwiększenie zadłużenia Polski, emigracja tysięcy Polaków, wydłużenie wieku emerytalnego i kilkanaście ustaw podnoszących podatki. Zarzucił mu też „usługową postawę” wobec rządu. Jego zdaniem był on prezydentem drugiego planu, bardziej „technicznym” niż dawny kandydat PiS na premiera Piotr Gliński. „Takim po prostu „wsi spokojna, wsi wesoła”, siedzę sobie z boku, nie ingeruję i jakoś tak to leci” – mówił poseł Wipler.

Bronisław Komorowski podsumował swoją kadencję w pięciu blokach. To bezpieczeństwo, rodzina, konkurencyjna gospodarka, dobre prawo i nowoczesny patriotyzm. Podsumowując 5 lat rządów zwrócił uwagę, że to on stworzył model prezydentury otwarty na wszystkich obywateli.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/zbiorcza/to/dyd

źródło: stooq.pl

podobne: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. oraz: Komorowski ch… sałatki szkoda! czyli… rzeczy ważne i ważniejsze dla „mediów” z 18 grudnia. 6 pytań, które są zbyt proste by pozostać bez odpowiedzi ze strony prezydenta. i to: Komorowski w Nowym Sączu, czyli wybrał się władca na wycieczkę do miasta… a także: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów. polecam również: Wywiad z Grzegorzem Braunem kandydatem prawicy na prezydenta i skrót z programu politycznego. i jeszcze: Co z tym Korwinem czyli…”8 mitów i kłamstw o Korwinie” oraz: Czekoladowy „ożeu… i morze”. Co takiego „świętujemy” 2-go maja?

Zamiast mojego będzie komentarz z humorem autorstwa Dzień s Skrócie

BronKom podsumował swoją pierwszą kadencję. „Stworzyłem model prezydentury otwartej na obywateli”… Ile to obywatelskich projektów ustaw Pan Prezydent postanowił pomóc przeforsować? O ile pamiętam większość spłonęła w kominku czy przeszła przez niszczarkę. O ile nie wszystkie. Miał również celne spostrzeżenia: „wielką falę emigracji z lat 2005-2007 szczęśliwie mamy już za sobą”. Oczywiście! Rok 2007 skończył się 8 lat temu, więc obecni emigranci się do niej nie zaliczają. Geniusz, prawdziwy geniusz jak mawia Czerepach.

Ponadto dowiedzieliśmy się, że Dekoder opiera swoją prezydenturę na pięciu fundamentach: bezpieczeństwo (dlatego nie ma armii), rodzina (dlatego mamy ujemny przyrost naturalny), konkurencyjna gospodarka (co?), dobre prawo (i przyjazne urzędy skarbowe) i nowoczesny patriotyzm (ożeł morze!). To samo w sobie jest śmieszne…”  

🙂

Fragment audycji „Usłysz swojego prezydenta” w TOK FM, w której wziął udział Grzegorz Braun. Odnosi się on do ostatnich wydarzeń, a także odpowiada na pytania dotyczące jego postulatów wyborczych.

Ukraina: coraz mniej Ukrainy w Donbasie, zmiany na scenie politycznej, czystki we władzach i wojna oligarchów (Poroszenko umacnia swoje wpływy?) USA: rezolucja w sprawie broni dla Ukrainy.


1. Ukraina: Władze nic nie robią na wschodzieZmiany na scenie politycznej.

21.03.2015 (IAR) – Zdaniem działaczy pozarządowych ze wschodu Ukrainy, władze robią zbyt mało, aby przekonać tamtejszych mieszkańców do życia na Ukrainie. Nawet na terenach pozostających pod kontrolą Kijowa nadal mieszka wielu zwolenników separatyzmu.

Wołodymyr Berezin z gazety „Prowincja” z Konstantynówki powiedział Polskiemu Radiu, że ci, którzy popierają separatystów, to najczęściej ludzie rozczarowani sytuacją gospodarczą w niepodległej Ukrainie. W czasach radzieckich w mieście działało 29 fabryk, 25 z nich jest całkowicie zniszczonych. „Ludzie winią za to niepodległość” – podkreśla dziennikarz.

Obecnie, sytuacja gospodarcza się pogarsza, a władze dotąd nie przeprowadziły obiecanych reform. Niechęć do Ukrainy przenoszona jest z rodziców na dzieci.

Nauczycielka ukraińskiego z Kramatorska Oksana Prosełkowa podkreśla, że wśród jej kolegów z miejscowych szkół też są zwolennicy separatystów, którzy otwarcie popierali „rosyjską wiosnę” rok temu. Obecnie wciąż pracują jako nauczyciele.

„Przeprowadzono z nimi rozmowy wyjaśniające, ale na tym się skończyło. Nie sądzę, aby zmienili swoje poglądy” – podkreśla rozmówczyni Polskiego Radia.

Nie są wprowadzane także specjalne programy dla wyzwolonych terytoriów Zagłębia Donieckiego, które mogłyby nauczyć młodzież patriotyzmu.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski/Konstantynówka/Kramatorsk/Kijów/dj

podobne: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem). oraz: Donbas głoduje po odcięciu finansowania z Kijowa. W rok po Majdanie – 31 procent uważa że był to przewrót państwowy, za którym stała ukraińska opozycja albo Zachód. i to: Resentyment postkolonialny kontra postawy szowinistyczne na Ukrainie czyli… Dlaczego Rosja straciła Ukrainę i dlaczego Ukraina nie jest jednolitym państwem.

24.03.2015 (IAR) – Zmiany na ukraińskiej scenie politycznej. Według sondażu Centrum Razumkowa, znacznie straciły popularność ugrupowania będące u władzy.

Jeszcze w październiku zeszłego roku na Front Ludowy premiera Arsenija Jaceniuka głosował co piąty Ukrainiec, teraz ugrupowanie nie wchodzi nawet do parlamentu, ponieważ nie przekracza 5-procentowego progu wyborczego. Podobnie obecne teraz w Radzie Najwyższej: populistyczna Partia Radykalna i Ojczyzna Julii Tymoszenko. Poparcie dla Bloku Petra Poroszenko spadło z 22 do 14%. Oznacza to, że problemy ekonomiczne Ukraińcy kojarzą przede wszystkim z działalnością rządu, a nie prezydenta. Niewielki spadek poparcia zanotowała wchodząca do koalicji Samopomoc (z 11 do 9%). Z sondażu wynika też, że badanym nie podoba się też działalność opozycji – Blok Opozycyjny popiera 7%, w październiku zagłosowało na niego 9,3% wyborców.

Istnieje także duża grupa osób niezdecydowanych. Co czwarty w ogóle nie poszedłby głosować, a prawie 18% badanych nie było w stanie odpowiedzieć na pytanie, kogo by poparło.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/dw

podobne:  Kosmici wylądowali na Ukrainie! Kukła Poroszenko nadał obywatelstwo trzem innym kukłom żeby mogły zostać ministrami w nowym rządzie. oraz: Ukraina: Rada Najwyższa nie odwołała Jaceniuka, ale nie wszystkie reformy zostały przegłosowane. Oszczędności na pensjach urzędników i więcej pieniędzy na armię. Za miesiąc koniec działań wojennych? a także: Spory polityczne na Ukrainie wstrzymują reformy sektora gazowego i to: Poroszenko rozwiąże parlament?

2. Poroszenko: nie będzie kieszonkowych armiiOpinie: Na ukrainie trwają walki między grupami oligarchówPatowa sytuacja w Konflikcie Kołomojskiego z Poroszenką. Poroszenko dymisjonuje KołomojskiegoZatrzymania na posiedzeniu rządu.

23.03.2015 (IAR) – Ukraiński prezydent zapowiada, że w jego kraju nie będzie prywatnych armii. W ten sposób Petro Poroszenko odniósł się do konfliktu z oligarchą i gubernatorem obwodu dniepropietrowskiego Ihorem Kołomojskim.

Ihor Kołomojski jest osobą, dzięki której udało się uratować obwód dniepropietrowski przed separatyzmem. Pierwszy zaangażował się w tworzenie batalionów ochotniczych. Teraz jednak wykorzystał je, gdy rozpoczął się konflikt z państwem o kontrolę nad UkrNaftą, państwowym przedsiębiorstwem, z którego czerpał zyski oligarcha. Władze chcą, aby zyski z powrotem trafiły do budżetu.

Mężczyźni bez znaków rozpoznawczych zajęli siedzibę tej firmy w Kijowie. Prezydent nakazał, aby ich usunąć i zapewnił, że takie historie nie powinny się powtarzać, bataliony będą podporządkowane władzom wojskowym, a „żaden gubernator nie będzie miał swoich kieszonkowych sił zbrojnych”.

Przed rewolucją godności, którą Ihor Kołomojski popierał, biznesmen miał dość złą reputację osoby, która działa na granicy prawa, często prowadząc wrogie przejęcia, choć w przeciwieństwie do oligarchów z Zagłębia Donieckiego nie jest on oskarżany o powiązania ze światem przestępczym.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Piotr Pogorzelski,Kijów/dyd

24.03.2015 (IAR) – Na Ukrainie trwają zmagania między oligarchami. Tak konflikt na linii Petro Poroszenko- Ihor Kołomojski komentuje ekspert z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Zdaniem Jewgena Worobjowa, grupy ukraińskich oligarchów próbują na nowo podzielić wpływy związane z sektorem energetycznym. Jak zaznacza, ukraińskie zmiany prawne dotyczące firm energetycznych są potrzebne, aby zatrzymać wypływanie państwowych pieniędzy. Jednak jak dodaje, ostatnie wydarzenia mogą wskazywać, że chodzi tu tylko o zastąpienie Kołomojskiego innymi oligarchami, a nie stworzenie systemu przejrzystego zarządzania państwowymi aktywami.

Jewgen Worobiow wyjaśnia, że na Ukrainie trwają spekulacje dotyczące tego, którzy z oligarchów mogą chcieć zabrać część tortu należącą do Ihora Kołomojskiego. Jak wskazuje, może to być na przykład oligarcha z rosyjskim paszportem Konstantyn Hryhoryszyn, albo grupa Ihora Jeremiejewa – deputowanego do Rady, który próbuje konkurować z Kołomojskim.

Ihor Kołomojski jest osobą, dzięki której udało się uratować obwód dniepropietrowski przed separatyzmem. Pierwszy zaangażował się w tworzenie batalionów ochotniczych. Teraz jednak wykorzystał je, gdy rozpoczął się konflikt z państwem o kontrolę nad UkrNaftą, państwowym przedsiębiorstwem, z którego czerpał zyski. Władze chcą, aby pieniądze trafiły do budżetu.

W zeszłym tygodniu mężczyźni bez znaków rozpoznawczych zajęli siedzibę tej firmy w Kijowie. Prezydent nakazał, aby ich usunąć i zapewnił, że takie historie nie powinny się powtarzać, bataliony będą podporządkowane władzom wojskowym, a „żaden gubernator nie będzie miał swoich kieszonkowych sił zbrojnych”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Buszko /K.P.

24.03.2015 (IAR) – Ukraińska władza chce ograniczyć wpływy Kołomojskiego; sytuacja jest patowa. Tak Rafał Sadowski z Ośrodka Studiów Wschodnich komentuje ukraiński konflikt na linii prezydent – gubernator Dniepropietrowska. Ukraiński oligarcha nie godząc się na ograniczenie jego wpływów w państwowych spółkach sektora energetycznego demonstracyjnie wysłał do ich siedzib podległe mu uzbrojone bojówki.

Rafał Sadowski podkreśla, że chociaż Kołomojski zasłużył się dla Ukrainy walcząc z separatyzmem, to z drugiej strony posiada dość niejasne biznesy na styku spółek państwowych. Obecnie, zdaniem Rafała Sadowskiego, władze będącej w złej sytuacji ekonomicznej Ukrainy, próbują ograniczyć tego typu precedery zmniejszające wpływy do kasy państwowej. Jak zaznacza, do uporządkowania niejasnych interesów nakłania Ukrainę także zachód, który jako jeden z warunków finansowego wsparcia stawia przejrzystość w ukraińskich państwowych spółkach.

Ekspert podkreśla, że na razie sytuacja jest patowa, bowiem żadna ze stron – ani oligarcha, ani prezydent Poroszenko – nie idą na otwarty konflikt. Jak wyjaśnia – ani Poroszenko nie zdymisjonował Kołomojskiego ze stanowiska gubernatora, ani Kołomojski w swoich wypowiedziach nie atakuje bezpośrednio Poroszenki.

Rafał Sadowski zaznacza, że gdyby konflikt się zaostrzył, miałoby to dla Ukrainy fatalne skutki. Przyniosłoby to, jak dodaje, destabilizację sytuacji społecznej i politycznej; spraliżowałoby też prace parlamentu, który powinien zająć się wdrażaniem reform. Rafał Sadowski podkreśla, że czarny scenariusz nie jest wcale wykluczony. Gdyby się zdarzył, to jak dodaje, Rosjanie nie musieliby wszczynać kolejnej ofensywy przecwiko Ukrainie, bo Ukraińcy sami by się wykończyli…

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Buszko /K.P.

25.03.2015 (IAR) – W nocy prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podpisał wniosek o dymisję gubernatora obwodu dniepropietrowskiego Ihora Kołomojskiego. Rezygnację złożył on sam – powodem był konflikt biznesmena z władzami o kontrolę nad państwowymi przedsiębiorstwami.

Na nagraniu, które wyemitowało Radio Swoboda, prezydent podkreślił zasługi gubernatora w stabilizacji sytuacji we wschodniej Ukrainie. Dodał przy tym, że obwód dniepropietrowski jest strategicznie ważny w kontekście wojny w Donbasie i musi pozostać „bastionem” Ukrainy na wschodzie kraju. „Musimy zapewnić pokój, stabilność i spokój. Zrobiliśmy dużo dla tego, aby Ukraina była zjednoczona, bezpieczna; aby bezpieczeństwo Ukrainy nie było kwestionowane” – powiedział Poroszenko.

Decyzja prezydenta wywołała burzę wśród opinii publicznej. Związany z Kołomojskim deputowany do Rady Najwyższej Witalij Kuprij stwierdził, że teraz prezydent bierze na siebie pełną odpowiedzialność za sytuację w Dniepropietrowsku. Kuprij na kilka godzin przed dymisją Kołomojskiego, złożył wniosek o usunięcie go z szeregów Bloku Petra Poroszenki.

Były dziennikarz, a obecnie deputowany prezydenckiej frakcji Serhij Łeszczenko uważa, że: „Była to najtrudniejsza, ale słuszna decyzja Poroszenki w polityce kadrowej”. Podobnego zdania jest politolog Taras Berezowec. Według niego, może to być przełomowy moment w karierze Poroszenki.

Kołomojski był gubernatorem obwodu dniepropietrowskiego od 2 marca 2014 roku. Dzięki jego wsparciu udało się uratować Dniepropietrowsk przed separatyzmem. Jako pierwszy zaczął wspierać powołanie batalionów ochotniczych. Później jednak władze, szukające w związku z trudną sytuacją ekonomiczną nowych źródeł dochodów, postanowiły pozbawić Kołomojskiego kontroli, a zatem także zysków z formalnie państwowego przedsiębiorstwa UkrNafta.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Paweł Pieniążek & wcześn./jj

„…Niejasny pozostaje los ropy naftowej wypompowanej na życzenie oligarchy z ukraińskich rurociągów, rzekomo w ochronie przed zajęciem jej przez bojowników rosyjskich z Donbasu.

Były już gubernator zapewnia, że przechowuje ropę w bezpiecznych magazynach ale Kijów obawia się, że mogło dojść do jej nielegalnej sprzedaży za pośrednictwem rafinerii w dyspozycji oligarchy. Ze względu na silne wpływy w rządzie, Kołomojski nie został w tej sprawie pociągnięty do odpowiedzialności. Domaga się za to opłat za przechowywanie ropy w swoich magazynach.

Audyt zarządzony przez Kijów ma wyjaśnić także tę kwestię. Kołomojskiemu udało się jednak zablokować inicjatywę natychmiastowej kontroli rządowej. Zamiast niej ma zostać ogłoszony przetarg na firmę audytową. W ten sposób oligarcha zyskał czas.

Sytuacja Kijowa jest o tyle trudna, że oddziały paramilitarne w dyspozycji Ihora Kołomojskiego chroniły Odessę i Dniepropietrowsk przed rosyjską dywersją. Po dymisji ta ochrona ma zostać ściągnięta. Sygnały o opuszczeniu ulic Odessy przez ludzi Kołomojskiego pojawiły się jeszcze we wtorek, kiedy pomimo sygnałów o kompromisie słanych przez jego kanały informacyjne (pierwszy i drugi) prezydent Petro Poroszenko zagroził aresztem bojówkom oligarchy, które nie zrezygnują z blokowania biur Ukrtransnafty i Ukrnafty.

Prezydent Ukrainy podpisał przyjęty przez parlament akt prawny, który zdejmuje nieformalny wpływ Ihora Kołomojskiego na sektor naftowy. Dzięki temu będzie możliwe wdrożenie reform zgodnych z unijnym prawem antymonopolowym. To jeden z warunków podtrzymania pomocy finansowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego…”

całość tu: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: Słowo o ukraińskich oligarchach. oraz: Spory polityczne na Ukrainie wstrzymują reformy sektora gazowego.

…Wygląda na to że Poroszenko ma ambicję na samodzielne rządy i chce mieć do tego w terenie swoich ludzi. Wykruszanie się wpływów niedawnych prowodyrów Majdanu będzie się pogłębiać (na jego korzyść) i być może Ukraina doczeka się nowego dyktatora 🙂 Do pełni szczęścia (i władzy) brakuje mu już tylko wiernej armii dla okiełznania ewentualnych pretendentów spośród baronów pokroju Kołomojskiego (wraz z ich prywatnymi gwardiami) oraz dla podporządkowania sobie nacjonalistów (głównie z Prawego Sektora)… (Odys)

25.03.2015 (IAR) – Szef ukraińskiej Służby do Spraw Sytuacji Nadzwyczajnych i jego zastępca aresztowani przed posiedzeniem rządu. Serhij Boczkowski i Wasyl Stojecki mieli dopuścić się korupcji.

Urzędnikom odczytano zarzuty, założono kajdanki i wyprowadzono ich z sali posiedzeń. Zostali oni zwolnieni ze swoich stanowisk, a kierownicy lokalnych ośrodków zostali odsunięci od wykonywania obowiązków służbowych.

Według ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa, chodzi o ustawianie przetargów na dostarczanie paliwa, które trafiało do ratowników po zawyżonych cenach poprzez firmę pośrednika. W Służbie do Spraw Sytuacji Nadzwyczajnych miała zostać przy tym zbudowana piramida korupcyjna. Każdy z obwodów zbierał odpowiednią sumę z łapówek, która była przekazywana do kierownictwa w stolicy.

To pierwsze tak głośne zatrzymanie za czasów nowych władz. Szef MSW zapowiada, że w najbliższym czasie przedstawi publicznie „szokujące” materiały dowodowe.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /jj

3. Broń dla Ukrainy.

24.03.2015 (IAR) – Amerykańska Izba Reprezentantów przyjęła rezolucję wzywającą Baracka Obamę do rozpoczęcia dostaw broni dla Ukrainy. Uchwalony przez niższą izbę dokument nie jest jednak wiążący dla prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Rezolucja przeszła w Izbie Reprezentantów przytłaczająca większością głosów 348 do 48. Wynik głosowania świadczy o ponadpartyjnym poparciu propozycji dostaw broni dla Ukrainy w amerykańskim parlamencie. W dokumencie znalazło się wezwanie by prezydent Barack Obama przestał zwlekać z decyzją w tej sprawie.

Według Kongresmanów, dostawy broni ze Stanów Zjednoczonych wzmocnią zdolności Ukrainy do obrony suwerennego terytorium przed „nie sprowokowaną i trwająca agresją ze strony Federacji Rosyjskiej”.

Barack Obama jak na razie popiera się presji ze strony Kongresu, wielu ekspertów a nawet członków własnej administracji. Amerykański prezydent obawia się, że dostawy broni dla Ukrainy spowodują zaostrzenie konfliktu. Jak dotąd Obama podjął decyzję o przekazaniu rządowi w Kijowie pojazdów wojskowych Humvee, dronów wywiadowczych, radarów, systemów łączności, noktowizorów, materacy oraz koców. Prezydent USA nie wykluczył, ze w przypadku niedotrzymania porozumienia z Mińska może zmienić decyzję w sprawie dostaw broni.

Informacyjna Agencja radiowa / IAR / Marek Wałkuski / Waszyngton/magos

źródło: stooq.pl

podobne: Zachód domaga się dyplomatycznego rozwiązania konfliktu ukraińskiego, ale są też głosy o dostawie broni oraz: Broń dla Ukrainy może oznaczać eskalację działań

Ukraina (krew)

Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta.


CEZARY GMYZ: Tykająca bomba podsłuchowa 

Lektura akt robi ogromne wrażanie. Z wyjaśnień kelnerów wynika, że zarejestrowali oni rozmowy czołowych przedstawicieli Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Kelnerzy udzielili informacji obciążających nie tylko Marka Falentę, ale przede wszystkim czołowe postaci polskiego życia publicznego.

Na taśmach według wyjaśnień kelnerów znajdować się miały dowody m.in. na udział Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego  w aferze Rywina oraz w sprawie więzień CIA. Pisze o tym na swoich stronach internetowych tygodnik „Wprost”.

Najobszerniejsze informacje złożył Konrad L., sommelier z Amber Room. Wyjaśnienia jakich udzielił dotyczą najważniejszych osób w Polsce.

Fragment notatki CBŚ z rozmowy z Konradem L.

„Ważne spotkania jakie nagrałem dotyczyły:

Spotkania Jana Kulczyka z:

Pawłem Grasiem (kilka spotkań) – dotyczące przejęcia przez Jana Kulczyka firmy CIECH S.A. na warunkach stawianych przez Kulczyka

Ministrem Skarbu Państwa Pawłem Tamborskim (dwa lub trzy spotkania) dotyczące wywierania nacisku przez Jana Kulczyka za pośrednictwem Tamborskiego na Radę Nadzorczą CIECH S.A.

Janem Krzysztofem Bieleckim – dotyczącym możliwości dotarcia przez Jana Kulczyka do grona zaufanych ludzi premiera Donalda Tuska

Radosławem Sikorskim – dotycząca obecnej sytuacji politycznej i gospodarczej na Ukrainie w perspektywie robienia interesów przez Jana Kulczyka na Ukrainie wspólnie z RP (Kulczyk miał być osobą inicjującą działania). Radosław Sikorski podczas tej rozmowy wyraża swoją przychylność propozycjom Kulczyka oraz dodatkowo wiąże z tymi planami własne plany tj. zamierza zostać Unijnym Komisarzem ds. Energetyki – aby mógł czuwać nad tymi inwestycjami i mieć z tego korzyści.

Spotkanie Ministra Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego z Jackiem Rostowskim (rozmowa opublikowana przez Wprost)

Spotkanie Jacka Rostowskiego ze Sławomirem Sikorą – prezesem Citibanku Handlowego dotyczących planów politycznych Sikory i rozwiązań, o których rozmawiał z Rostowskim dot. ekonomii i gospodarki.

Spotkanie Marka Dochnala ze swoimi doradcami – rozmowa dot. luk w prawie dzięki którym można zrealizować intratne inwestycje w branży transportu i energetyki z korzyścią dla Marka Dochnala.

Spotkanie Sławomira Nowaka z prezesem PKP Jackiem (naprawdę Jakubem – przyp. red.) Karnowskim odnośnie prywatyzacji PKP i zamieszania związanego ze składami Pendolino. Rozmówcy uzgadniali możliwości wytłumaczenia nieprawidłowości przy zakupie składów Pendolino oraz echa prywatyzacji PKP CARGO.

Spotkania Janusza (naprawdę Józefa przyp. red.) Wojciechowskiego prezesa JW. Construction z członkiem Rady Nadzorczej i jednym z doradców Wojciechowskiego, rozmowa na temat kopalni węglowych na terenie RP (w posiadaniu Wojciechowskiego oraz innych należących do Skarbu Państwa). Dotyczy możliwości kupna-sprzedaży państwowych kopalni oraz ich rentowności;

Spotkania prezesa KGHM Huberta (naprawdę Herberta – przyp. red.) Wirtha z jedną z osób zarządzających grupą KGHM w obecności asystenta Huberta Wirtha – Łukasza Kowalika. Rozmowa dotyczy planów inwestycyjnych KGHM oraz ewentualnych rozgrywek personalnych i inwestycyjnych z negatywnymi skutkami dla Skarbu Państwa;

Spotkania ministra sportu Marka (w rzeczywistości Andrzeja – przyp. red) Biernata – rozmowa dotycząca sytuacji w polskim sporcie, okraszona dużą ilością anegdot – treść rozmowy mogłaby ośmieszyć rozmówców przy upublicznieniu;

Spotkanie Krzysztofa Kwiatkowskiego prezesa NIK z Janem Kulczykiem – podczas rozmowy Jan Kulczyk sonduje możliwość uzyskania preferencyjnych rozwiązań prawnych dla spółek, których jest właścicielem przy czym słychać wyraźny nacisk ze strony Kulczyka, aby interpretacja przepisów przez NIK była korzystna dla Kulczyka. Kwiatkowski poleca konkretne osoby, które mogą udzielić pomocy w tej sprawie. Sprawa dotyczy prawdopodobnie przejęcia firmy CIECH przez Jana Kulczyka. Kwiatkowski powołuje się na jakąś sprawę na terenie Ukrainy, w której wykorzystując swoje możliwości rozwiązał ją w podobny sposób na korzyć zainteresowanego” – czytamy w notatce CBŚ.”

źródło: dorzeczy.pl

No i proszę… A przecież wszystko miało pozostać w Wiśle (Epilog „afery podsłuchowej”)… Jednak prawdą jest że trupy nienależycie obciążone po jakimś czasie wypływają na powierzchnię 😉

podobne: „Przykra sprawa”, ale nie ma odpowiedzialnych za „teoretyczne państwo”. Drugie dno „NBP gate” czyli, jak nie wiadomo o co chodzi….

Afera taśmowa zatacza coraz szerszy krąg„PB”: House of Cards po polsku – Schetyna jak Underwood? PO o aferze podsłuchowej.

16.03.2015 (IAR) – Kolejne doniesienia prasowe w sprawie afery taśmowej i decyzja praskiej prokuratury, która nie chce zajmować się kolejnymi wyciekami, a decyzję w sprawie śledztwa, pozostawia Prokuraturze Apelacyjnej.

Nowe fakty ujrzały światło dzienne w „Gazecie Wyborczej” i „Wprost”. Chodzi o zeznania kelnerów, którzy nagrali Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego rozmawiających o więzieniach CIA w Polsce. Obaj politycy mieli na tych taśmach ustalać wspólną wersję zdarzeń i zdecydować że będą zasłaniali się niepamięcią w tej sprawie.

Rzecznik praskiej prokuratury Renata Mazur poinformowała, że śledczy skierowali wniosek do Prokuratury Apelacyjnej o podjęcie decyzji w sprawie ewentualnego śledztwa. „Chcemy zachować bezstronność. Te akta są w naszej prokuraturze. Znaczny krąg osób może mieć do niech dostęp a nie ulega wątpliwości, że przynajmniej część materiałów, która została opublikowana na pewno pochodzi z akt sprawy” – powiedziała IAR prokurator Mazur.

Zeznania złożone przez kelnerów w CBŚ ujawniają kulisy nagrywania ważnych osobistości w restauracji „Sowa & Przyjaciele”. Łukasz N. i Konrad L. przyznali, że nagrywali na zlecenie biznesmena Marka Falenty, a nagrania przekazywali mu na kodowanych pendrivach.

Początkowo te materiały miały być wykorzystywane jedynie w celach biznesowych. Jednak, jak twierdzi podejrzany, później chodziło o polityczny szantaż i próbę obalenia rządu Donalda Tuska.

Po wybuchu afery podsłuchowej Falenta miał uspokajać kelnerów, że „dostaną nagrodę od PiS, bo ma tam dobre kontakty a partia ta przejmie władzę po spodziewanej zmianie władzy” – to ustaliła „Gazeta Wyborcza”.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) Ksenia Maćczak/dyd

podobne: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka? oraz: Raport o CIA – tajne więzienia i tortury. To nie Polska dała CIAła za kiejkutowe miliony i o POufnym (nie)bezpieczeństwie słów kilka. i to: „Wprost” donosi: „Polski syf i folklor”oraz „murzyńskość” relacji Polska – USA czyli… miś który sobie zgnije na świeżym powietrzu.

16.03.2015 (IAR) – House of Cards po polsku. „Puls Biznesu” sugeruje w okładkowym tekście, że obecny szef MSZ Grzegorz Schetyna mógł stać za ponownym wypłynięciem afery podsłuchowej.

Dziennik łączy kilka ostatnich wydarzeń z pogranicza nielegalnych podsłuchów, akcji służb specjalnych, kontrolowanych przecieków do mediów z próbą pozycji w PO przez Grzegorza Schetynę. „Puls Biznesu” wspomina tu o niedawnym raporcie NIK w sprawie nieprawidłowości przy budowie gazoportu, ujawnieniu zeznań kelnerów w aferze taśmowej, wejścia CBA do PZU w kontekście wyboru nowych władz w spółce. Podobnie jest w przypadku wyborów zarządu w kontrolowanej przez Skarb Państwa KGHM. Dziś zbiera się rada nadzorcza miedziowej spółki. Inspiratorem tego ciągu zdarzeń miał być – według „Pulsu Biznesu” – Grzegorz Schetyna, chcący uderzyć w ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego.

„Według naszej wiedzy, minister mógł posunąć się o krok dalej. Wiemy o naciskach dotyczących zmian w zarządzie KGHM. (…) Słyszymy o jego doskonałych relacjach z szefami CBA i Służby Wywiadu Wojskowego. Bez trudu znajdujemy też informacje, że najbliżsi współpracownicy ministra spraw zagranicznych są dobrymi znajomymi Marka Falenty” – pisze gazeta, sugerując polityczne inspirowanie wypłynięcia kolejnych wątków afery podsłuchowej, a także próbę odbudowywania wpływów poprzez zmiany w zarządzie KGHM.

Dziennik zastrzega jednocześnie, że tekst to próba połączenia w logiczną całość kilku wątków. „Kiedy można je poprzeć informacjami z wielu źródeł i kiedy bez nadmiernego przerostu wyobraźni łączą się w logiczną całość czas na komentarz” – przekonuje zastępca redaktora naczelnego Marcin Goralewski.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/”Puls Biznesu”/kd /buch

…Tuska nie ma już na pokładzie tzw. Platformy więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby oczyścić tę formację z niepożądanego i skompromitowanego elementu, dozując społeczeństwu „szok” (który i tak musi nastąpić, bo taśm z tego co widać jeszcze trochę ocalało) adekwatnie do pamięci zbiorowej naszej „młodej demokracji”, która zdążyła już niemal zapomnieć o pierwszej edycji prawdziwego programu wyborczego PO, który cały czas się realizuje a brzmi „ch…d… i kamieni kupa”. Strach przed kolejnym „niekontrolowanym wyciekiem” był tak wielki, że tym razem posłużono się „sprawdzonym” medium (bez konsekwencji siłowego forsowania pomieszczeń redakcyjnych) by choć w pewnym stopniu uprzedzić wydarzenia i nadać im kontrolowany bieg teraz, by elektorat zdążył po raz kolejny zapomnieć o tzw. „aferze podsłuchowej”. Zresztą patrząc na konsekwencje jakie spotkały główne postaci pierwszej edycji „tańca z taśmami”, można było dojść do wniosku że nie ma czego się bać, i że można sprawę dalej załatwiać w trybie „nie mamy Pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobi?”.

Więc jeśli rzeczywiście za tym „come back’iem” stoi Pan Schetyna (który zawsze miał w PO opinię szarej eminencji i człowieka od „mokrej roboty”) to wybrał on dobry czas na dorżnięcie resztek dworu Tuska, by projekt pod nazwą Platforma Obywatelska ostatecznie ocalał i miał szansę powalczyć o kolejną kadencję w następnych wyborach parlamentarnych jako partia oczyszczona z „elementu”. A wszystko to bez wyrządzenia krzywdy największemu kapitałowi tej formacji – Panu Donaldowi Tuskowi (o czym już kiedyś wspominałem tu: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.) i by „władzy raz zdobytej nie oddać już nigdy”… Odys

podobne: Sienkiewicz naprostował koalicjanta za pomocą podległych sobie służb. Koniec afery podsłuchowej?  oraz: PWPW pod nadzorem MSW (Sienkiewicz dopiął swego). Życie po życiu Prokom Investments

16.03.2015 (IAR) – Próba odwrócenia uwagi od kwestii SKOK-ów. To odpowiedź Platformy Obywatelskiej na postulat Prawa i Sprawiedliwości dotyczący sejmowej debaty o aferze podsłuchowej. Mówił o tym prezes PiS-u Jarosław Kaczyński. W jego opinii, istnieją poważne przesłanki, by sądzić, że rządzący oraz część opozycji nie powinni w ogóle uczestniczyć w życiu publicznym.

Poseł PO Mariusz Witczak mówił na konferencji prasowej, że sprawą podsłuchów zajmuje się prokuratura. „Nikt niczego w tej kwestii nie chce zamiatać pod dywan” – zapewnia. Dodaje, że politycy różnych opcji mają w sprawie status pokrzywdzonego, a nie stawia się im zarzutów. W ocenie Witczaka, mówienie o komisji śledczej w sprawie afery podsłuchowej to odwracania uwagi od prawdziwego problemu, jakim jest sprawa SKOK-ów.

Poseł Marcin Święcicki przypomniał, że Spółdzielcze Kasy, które miały służyć ludziom obrosły prywatnymi spółkami oraz fundacją, która się na majątku SKOK-ów wzbogaciła. Dodał, że jej prezes – Grzegorz Bierecki – mieszał funkcje nadzorcze z właścicielskimi. „To oczywisty konflikt interesów” – przekonywał Święcicki. Jego zdaniem, prezes Bierecki zapewniał sobie ochronę PiS-u pośrednio finansując kampanię i różnego rodzaju imprezy oraz przychylne partii Kaczyńskiego media. Trzeba ten układ odsłonić, nie damy się zastraszyć jakimiś innymi komisjami śledczymi – powiedział.

Sprawą SKOK-ów w najbliższą środę zajmie się sejmowa komisja finansów.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Naukowicz/dyd

podobne: Polska gospodarka: Embargo nie zatrzymuje polskich owoców i warzyw (Rosja wylicza nam straty). Polski system podatkowy nieprzyjazny, państwo przegrywa z oszustami, tragiczna polityka surowcowa. Banki chcą by rząd dopłacał do ich zysków (KNF: to odsuwanie problemów w czasie), pieniądze ze SKOKów poza Kasą (będzie komisja śledcza?). i to: Śledztwo ws. Belki i Sienkiewicza umorzone.

Prezydent kieruje ustawę o sądach do Trybunału Konstytucyjnego.

16.03.2015 (IAR) – Prezydent skierował do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację ustawy o sądach powszechnych. Bronisław Komorowski zrobił to w trybie kontroli prewencyjnej – czyli przed podpisaniem ustawy.

Wcześniej Krajowa Rada Sądownictwa apelowała do prezydenta właśnie o skierowanie ustawy do Trybynały w obawie o konstytucyjność nowych przepisów.

Sędziowie twierdzą, że ustawa jest niezgodna z konstytucją i daje zbyt duże uprawnienia ministrowi sprawiedliwości – między innymi praktycznie nieograniczony dostęp do akt.

Zwolennicy nowej regulacji przekonują, że dzięki przyjętym przez parlament przepisom minister będzie miał większą kontrolę nad sędziami, przede wszystkim tymi odpowiedzialnymi za przewlekłość spraw.

Odesłania ustawy o sądach do Trybunału Konstytucyjnego domagała się też Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

IAR/mitro/dabr

podobne: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów.

…nie żebym był wierzącym w apolityczność sądów (nie chcę generalizować, ale czasem to po prostu widać i czuć), niemniej jednak mają one obecnie podstawę prawną do tego by być niezawisłymi i apolitycznymi instytucjami (w jakim wymiarze z tego prawa korzystają to już inna bajka). Oddanie ich działalności pod kontrolę polityka jakim jest Minister Sprawiedliwości, to byłby bardzo niedobry „prezent” od władzy dla obywateli (choć pewnie ci drudzy i tak by tego nie zauważyli o wyciąganiu wniosków nawet nie wspominając)… (Odys)

„Dekretowiec”: ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta

16.03.2015 (IAR) – Byli właściciele warszawskich nieruchomości odebranych im w 1945 roku dekretem Bieruta – przeciwni tak zwanej małej ustawie reprywatyzacyjnej, która przygotował Senat. Na specjalnie zwołanej konferencji przekonywali, że projektowane przepisy są bardziej represyjne niż sam dekret.

Ewa Wierzbowska ze stowarzyszenia Dekretowiec powiedziała IAR, że projekt jest aktem komunistycznego prawa, represyjnego wobec obywateli warszawskich. W jej ocenie, projekt zabiera wszystkie nieruchomości, które jeszcze są do oddania, nie zapewniając żadnych odszkodowań. „Pod hasłem ustawy reprywatyzacyjnej robi się ustawę antyreprywatyzacyjną” – powiedziała Ewa Wierzbowska.

Przygotowany w Senacie projekt przyznaje Skarbowi Państwa lub miastu stołecznemu Warszawa prawo pierwokupu nieruchomości objętych roszczeniami, na których znajdują się instytucje użyteczności publicznej. Zdaniem mecenasa Ireneusza Ratko, projekt ma szerszy zasięg i przewiduje możliwość zabrania nieruchomości w bardzo wielu przesłankach wskazujących zarówno na cel publiczny, jak i na cel niepubliczny.”Projekt operuje uznaniem administracyjnym, co oznacza, że urzędnik będzie mógł swobodnie decydować o tym, czy daną nieruchomość zwróci czy jej nie zwróci. Nie przewiduje się w nim żadnych rekompensat ani gruntów zamiennych dla byłych właścicieli – mówi mecenas Ratko.

Nowe przepisy dotyczące reprywatyzacji zawarte są w nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami oraz w zmianie Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Przygotowali je warszawscy politycy Platformy Obywatelskiej. Pierwsze czytanie projektu odbędzie się podczas najbliższego posiedzenia Sejmu, które rozpoczyna się w środę.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Danuta Zaczek/dabr

podobne: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. oraz: Cukiernik o tym, że moglibyśmy być dwa razy bogatsi od Niemców i dlaczego nie jesteśmy. i to: Jak zainstalowano w Polsce „kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest.


1. „Dziennik Gazeta Prawna” Rzeczpospolita niskich płacJak GUS manipuluje statystykamiKluby za rozszerzeniem odwróconego VAT-u na telefony komórkowe i przenośne komputery

17.02.2015 (IAR) – W ciągu ostatnich 6 lat ponad dwukrotnie wzrosła liczba pracowników, którzy otrzymują minimalne wynagrodzenie – pisze „Dziennik Gazeta Prawna”.

Jak czytamy w gazecie, statystyki Głównego Urzędu Statystycznego nie pozostawiają złudzeń. W 2013 roku aż 436 tysięcy osób otrzymywało najniższą przewidzianą przepisami pensję. Od 2007 roku grono pobierających minimalne wynagrodzenie powiększyło się aż o 225 tysięcy osób.

Jak twierdzi Jakub Borowski, główny ekonomista banku Credit Agricole, zjawisko jest efektem tego, że wynagrodzenie minimalne rosło szybko, często szybciej niż przeciętne wynagrodzenie w całej gospodarce.

Z kolei profesor Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych twierdzi, że wzrost w statystykach związany jest z bezrobociem. To dlatego, że gdy jest ono wysokie, pracodawcy płacą zazwyczaj tylko tyle, ile muszą zgodnie z przepisami.

Więcej na ten temat – w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

podobne: Polak biedny bo musi się dzielić… z państwem

„Jak informuje portal niewygodne.info.pl, zgodnie z najnowszymi danymi GUS średnia płaca w Polsce w 2014 roku wynosiła 3783 zł brutto, czyli około 2700 zł netto. Jednak GUS do swoich wyliczeń uwzględnia płace tylko 8,8 mln Polaków pracujących w firmach zatrudniających powyżej 9 pracowników. Płace pozostałych 7 mln Polaków (prowadzących własną działalność, pracujących na umowach śmieciowych, okazjonalnie lub w firmach zatrudniających do 9 osób) nie są brane pod uwagę. Eksperci szacują, że gdyby te płace uwzględnić w statystykach, to przeciętne wynagrodzenie miesięczne w Polsce spadłoby do poziomu około 2700 zł brutto, czyli nieco ponad 1900 zł netto.

Oznacza to, że średnia płaca brutto w Danii jest prawie 8 razy wyższa, a w Luksemburgu ponad 7 razy wyższa niż w Polsce! Nawet średnie płace w bankrutującej Grecji są dwa razy wyższe! Także w Estonii czy Chorwacji zarobki są wyższe niż w pookrągłostołowej III RP.”

Źródło: niewygodne.info.pl

…Jedna uwaga. Umowami śmieciowymi są te gdzie zabiera się ludziom „składkę” na śmieciową emeryturę… Umowy cywilnoprawne pozbawione tego PODATKU to normalne umowy.

podobne: Jaka jest naprawdę „średnia” płaca w Polsce

18.02.2015 (IAR) – Wszystkie kluby za projektem ustawy, który rozszerza zastosowanie odwróconego VAT-u na telefony komórkowe, smartfony, tablety, notebooki, laptopy i konsole do gier. To kolejna, po stali i gazach cieplarnianych, grupa wyrobów od której kupujący, a nie sprzedający będzie odprowadzał podatek od towarów i usług.

Marcin Święcicki, sprawozdawca komisji finansów poinformował podczas drugiego czytania projektu w Sejmie, że uszczelni on system poboru podatku VAT w obszarach, gdzie dochodzi do szczególnie dużych nadużyć. Poseł dodał, że przyjęte rozwiązanie może jednak opóźnić płatności do Skarbu Państwa.

Jan Łopata z PSL wyraził żal, że podczas prac komisyjnych nie uwzględniono postulatu objęcia odwróconym VAT-em półproduktów z aluminium, cynku i ołowiu, tym bardziej, że zrobili to nasi sąsiedzi, Niemcy i Czesi. Poseł nie ma wątpliwości, że ten proceder oszustw związanych z VAT-em przeniesie się w związku z tym do naszego kraju. – Nie jestem pewien czy nie popełniamy błędu zaniechania – mówił poseł.

Ryszard Zbrzyzny z SLD podał dane z których wynika, że skala wyłudzeń podatku VAT jest niepokojąco wysoka. O ile w 2007 roku straty budżetu z tego tytułu wyniosły około 0,6 procent PKB, to już w 2013 roku osiągnęły poziom prawie 3 procent PKB. – Mniej więcej tyle ile wynosi deficyt budżetu państwa – mówił Zbrzyzny.

Podczas drugiego czytania rządowego projektu nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy – Prawo zamówień publicznych nie zgłoszono żadnych poprawek. Uchwalenie zmian w piątek, podczas porannego bloku głosowań.

iar/D.Zaczek/mitro/

podobne: Przywileje emerytalne rolników i górników oraz delegacje prokuratorów kosztują, więc rząd przyjął założenia do noweli ustawy o VAT. oraz: „Dziennik GP” – Firmy uderzone VAT-em. Ożywienie w gospodarce dusi przedsiębiorczość? i to: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę

…owszem pośle Łopata! To jest błąd zaniechania… Zaniechania w OBNIŻANIU opodatkowania, które gdyby było na odpowiednio niskiej wysokości to nikt by przed nim nie uciekał, bo by się to po prostu nie kalkulowało. Niski podatek i likwidacja „zwrotów”, zmniejszyłyby znacznie skalę problemu unikania opodatkowania i wyłudzeń (w drugim wypadku problem zniknąłby całkowicie). Wiadomo że w pierwszym wypadku nie w całości, bo złodzieje i kombinatorzy zawsze się znajdą, ale nie działoby się to na taką skalę jak obecnie. Tymczasem za własną pazerność państwo „płaci” podwójnie, znowu obarczając ducha winnych konsumentów (choć w zasadzie to i tak konsument płaci za wszystko co po drodze państwo sobie zabiera) … No ale w takich normalnych warunkach nie miałyby co robić te wszystkie urzędy od ścigania przestępstw podatkowych… No i poseł Łopata nie miałby się czym zajmować 😉 (Odys)

2. Sejm odrzucił projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatkuNAGRODY W RZĄDZIE 95 mln zł na nagrody w urzędach

„Za odrzuceniem projektu noweli ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych autorstwa Twojego Ruchu było 232 posłów, przeciwko 200, a 3 wstrzymało się od głosu. Za odrzuceniem projektu głosowały kluby PO i PSL. Przeciwni byli w zdecydowanej większości posłowie klubów PiS, SLD, KPSP i TR.

„Należy uznać, iż w najwyższym stopniu niemoralna i zarazem sprzeczna z elementarnym poczuciem sprawiedliwości społecznej jest obecna sytuacja, w której państwo pobiera daniny od dochodów, które nie pozwalają na pokrycie wydatków na żywność i opłaty za mieszkanie. Nie ulega więc najmniejszej wątpliwości, iż obecne regulacje określające wysokość kwoty wolnej od podatku wymagają pilnej zmiany” – przekonywali autorzy inicjatywy.

Autorzy propozycji wyjaśnili, że chodzi o dochody nieprzekraczające kwoty, która wystarcza jedynie na pokrycie wydatków związanych z zaspokojeniem najbardziej podstawowych potrzeb życiowych.

Według definicji przyjętej przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych (IPiSS): „minimum egzystencji wyznacza poziom zaspokojenia potrzeb konsumpcyjnych, poniżej którego występuje biologiczne zagrożenie życia i rozwoju psychofizycznego człowieka”. Tym samym w Polsce można nakładać podatki na osoby żyjące w skrajnym ubóstwie.

Zgodnie z obecnymi przepisami nie podlegają opodatkowaniu dochody do kwoty 3091 zł, a tzw. kwota zmniejszająca podatek to 556,02 zł. W przypadku, gdy dochód podatnika jest niższy lub równa się 85 tys. 528 zł, wysokość naliczonego podatku jest równa różnicy 18 proc. dochodu i kwoty 556,02 zł. Od dochodu przekraczającego 85 tys. 528 zł płaci się 32 proc. podatek.

Autorzy propozycji wskazywali, że kwota 3092 zł jest ponad dwukrotnie niższa od dwunastokrotności minimum egzystencji w jednoosobowym gospodarstwie pracowniczym. Podawali, że zgodnie z danymi Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych w 2012 r. wysokość miesięcznego minimum egzystencji dla jednoosobowego gospodarstwa pracowniczego wynosiła 521,11 zł, co w skali roku daje kwotę równą 6253,32 zł…” (całość pod linkiem w tytule)

podobne: CBOS Polacy chcą bezpiecznego państwa, ale nie chcą płacić podatków. oraz: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. i to: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie.

„…W resorcie Grzegorza Schetyny (52 l.) na nagrody i premier w zeszłym roku rozdano około 26 mln zł. Okazuje się, co wynika z informacji otrzymanych przez nas z ministerstwa, że średnia miesięczna nagroda dla pracownika to 483,81 zł. A takich pracowników jest, jak mówi nam rzecznik resortu, około 4500. Co więcej, to właśnie w tym ministerstwie urzędnicy zarabiają najlepiej – średnia pensja, jak wynika ze stron rządowych, to ponad 7700 zł brutto. Szczodry jest także minister finansów, Mateusz Szczurek (40 l.). W jego resorcie na nagrody poszło ponad 17 mln zł, a średnia płaca jest niewiele niższa niż w MSZ – to ponad 7200 zł brutto.

Ponad 7 mln zł nagród i premii rozdano także w ministerstwie pracy, obrony narodowej i spraw wewnętrznych. Niewiele mniej, bo niemal 6,5 mln zł, swoim pracownikom dał w ramach nagród Janusz Piechociński (55 l.), szef resortu gospodarki.

Wydane z publicznych pieniędzy 95 mln zł bynajmniej nie zamyka wydatków rządu na nagrody i premie dla resortowych urzędników. Niektóre z 17 ministerstw wciąż nie ujawniły, ile środków z pieniędzy podatników, rozdały swoim pracownikom. A przecież obok pieniędzy z premii, nagród i „trzynastek”, ministerialni urzędnicy dostają bardzo często także bony na święta, różnego rodzaju karnety i miejsca na opłaconych kursach języków obcych.

Patrząc na stan naszej gospodarki i pensję minimalną – 1237 zł netto w 2014 r. – za którą żyją miliony Polaków, trudno odnieść wrażenie, że urzędnicy w ministerstwach zasłużyli na takie nagrody!…” (całość pod linkiem w tytule)

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz. oraz: „Dziel i rządź!” – nagrody urzędników. i to: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni. a także: Janecki: Donald Tusk odwraca bieg rzeki i z deficytu robi nadwyżkę. Tymczasem wskaźniki gospodarcze w dół a zadłużenie bije kolejne rekordy.

„…Podczas konferencji politycy Partii KORWiN skomentowali budżetowy populizm premier Ewy Kopacz.

– Gdy wojsko je obiad, to najpierw jedzą żołnierze, a potem dopiero oficerowie – rozpoczął Janusz Korwin-Mikke. – A u nas panuje obyczaj, że pieniędzy może nie być, ale urzędnicy państwowi muszą je dostać. Otóż nie – urzędnicy państwowi powinni dostawać je jako ostatni!

Janusz Korwin-Mikke, kandydat Partii KORWiN na prezydenta RP, mówił:

– Druga sprawa jest taka, że mamy deficyt budżetowy. To, że mamy 20 miliardów więcej nie oznacza, że nie mamy deficytu, bo on jest i wynosi 47 miliardów złotych.(…). A pani Kopacz zapowiedziała, że zwiększy wypłaty dla budżetówki, czyli dla ostatniej grupy, która powinna dostawać te pieniądze.

Dodał także: Ja takiego budżetu jako prezydent RP nigdy nie podpisze, chcę, żeby było to jasne.

– Wczorajsze obietnice złożone przez panią premier Kopacz w Lublinie, że w 2016 roku odmrozi pensje w budżetówce to kiełbasa wyborcza, przed którą przestrzegałem, gdy nacjonalizowano OFE (…) – powiedział poseł Przemysław Wipler. – Mówiłem wtedy, że te pieniądze zostaną przejedzone na bieżące wydatki i że rząd będzie chciał kupić sobie kolejną kadencję za te środki. Pani premier Kopacz obiecała, że przychyli nieba urzędnikom za pieniądze, których nie ma, ponieważ jak mówił przed chwilą Janusz Korwin-Mikke, deficyt zaplanowany na ten rok w finansach publicznych wynosi 47 miliardów złotych. Szwecja wprowadziła zasadę konstytucyjną, że politycy nie mogą wydawać więcej pieniędzy, niż zbiorą w podatkach. Niemcy po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat mają zrównoważony budżet na poziomie federalnym(…).

Poseł Przemysław Wipler mówił:

W trudnej geopolitycznej i międzynarodowej sytuacji, w sytuacji zagrożenia, państwa, które mają długi, które pożyczają pieniądze, to państwa, które będą miały problemy z obsługą tych długów i z pożyczaniem pieniędzy na bieżące wydatki. Pani premier Ewa Kopacz prowadzi szkodliwa politykę (…).Obietnice spełnić będzie mogła dopiero po wyborach, ponieważ dopiero w listopadzie i w grudniu będzie miało miejsce uchwalanie tych ustaw. Mam nadzieje, ze Polacy nie poprą takiej nieodpowiedzialnej polityki, że pani premier Ewa Kopacz nie będzie wtedy premierem. I nie będzie możliwości spełnienia tych nieodpowiedzialnych, szkodliwych dla Polski obietnic…”

źródło: nczas.com

rys. Grzegorz Radziewicz

rys. Grzegorz Radziewicz

„Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć”… I choć podświadomie wiemy to wniosków nie wyciągamy, bo nie wiemy czego chcemy. O niewolnikach systemu.


„I co narodzie? Czy taki scenariusz był wam znany…”

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Co to za filozofia przewidzieć co się stanie kiedy komuś powierzamy zarządzanie naszym majątkiem, skoro od lat można się było nauczyć że ten ktoś od jeszcze dłuższych lat niczym innym się nie zajmuje jak wydawaniem tego majątku – głównie na siebie. Są tacy co wiedzieli i krzyczeli o tym już ponad 25 lat temu. Proponowali nawet stosowne regulacje prawne by utrudnić państwu tego typu „zarządzanie”, ale od tamtej pory (choć sprawdziły się ich „przepowiednie”) są uważani za oszołomów i warchołów (nie tylko w oczach obozu „zdrady i zaprzaństwa” ale również w oczach „płomiennych patriotów”), ciesząc się niezasłużoną złą sławą „utopistów”, więc nie ma co sobie tego wypominać. Ale nawet jakby ów scenariusz nie był znany to CO Z TEGO?! Przecież większość Polaków doskonale wie co się dzieje. Nawet jak nie chce się przed sobą przyznać, to przecież widzi jeden z drugim „lemingiem” ilu młodych z jego rodziny, bądź znajomych wyjechało do tej pory za chlebem z „zielonej wyspy”, ale powtarzam jeszcze raz – CO Z TEGO?! Skoro brak jest u tzw. „świadomej” części (jak się lubi określać) – odważnie głoszącej oczywiste FAKTY – świadomości PRAWDZIWEJ PRZYCZYNY, tego stanu rzeczy. A skoro brak jest tej świadomości u „świadomych”, to skąd inni (głupsi/biedni) ludzie mają wiedzieć CO ROBIĆ, by „zapobiec”, „powstrzymać”, „zejść ze złej drogi”. Na dodatek mami się ich tego typu tekstami że winne jest PO, tak jakby PO było jakąś kosmiczną energią która sama z siebie kieruje wszystkimi złymi działaniami na świecie, i że wystarczy zamienić ją na inną partię (oczywiście etatystyczną, bo taki jest wydźwięk „lekarstwa” jakie proponuje autor między wierszami) a będziemy żyli w kraju mlekiem i miodem płynącym. Nic bardziej mylnego.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

„Bardzo trudno jest żyć w kraju, w którym jest rządząca ekipa, której bezwzględnie się nie ufa, której bez przerwy trzeba patrzeć na ręce, czy znowu czegoś nie kradną, bo liczba i skala afer w Polsce w ciągu ostatnich paru lat jest tak zatrważająca, że niewątpliwie doprowadziła by do przewrotu rządowego i rozstrzelania złoczyńców nawet w takim państwie jak Burkina Faso…”

No to niech się Pan zastanowi nad prostą rzeczą, z jakiej to niby paki Polacy w ogóle muszą patrzeć na ręce władzy skoro sami ją sobie wybierają w zaufaniu? Chce im Pan tego zabronić? Przecież na tym polega demokracja że nie muszą! Jak ktoś oddaje dobrowolnie komuś swoje pieniądze to musi mieć do tego kogoś zaufanie, ale skoro już oddał to musi sobie również zdawać sprawę z tego że ten komu je oddał może z nimi tak naprawdę zrobić co mu się podoba (zwłaszcza jeżeli chroni go „prawo” i „misja publiczna”)! Lepiej więc gdyby NIE ODDAWAŁ tych pieniędzy drugiej osobie a SAM załatwiał swoje sprawy! No ale zmuś Pan teraz demoludy żeby żyły SAMODZIELNIE i godnie, skoro oddają państwu tyle „dobra wszelakiego”, na które w pocie czoła pracują 8 g. dziennie czasami 7 dni w tyg. Czemu w kontekście tego faktu jedyne możliwe rozwiązanie, z cała pewnością mogące odwrócić zależność władza-„lód”, tj. zwrócenie ludziom prawa do SAMODECYDOWANIA o gospodarce i własności którą co miesiąc dostają w znacznym stopniu okrojoną na konto (by być na dalszej drodze jeszcze kilka razy uszczuplaną), jest traktowane jako utopia? Wiem – Pan tego nie napisał, ale samo to że o tym nie wspomniał już Pana dyskwalifikuje jako „chcącego dobrze” (co najwyżej dla innej władzy).

rys. Artur Krynicki

rys. Artur Krynicki

Jak może człowiek inteligentny pominąć w takim wywodzie jedyne możliwe rozwiązanie, proste jak to że świnie przestaną żreć i srać po kątach tylko wtedy jak przestanie im się sypać do koryta. Że o władzy „lódu” można mówić DOPIERO wtedy kiedy dysponuje on swoją własnością nie w 30% a w 90%? Pytanie retoryczne rzecz jasna, a skala poparcia w społeczeństwie dla rozwiązań etatystycznych w gospodarce porażająca każdy wolnościowo myślący umysł (oczywiście nie mam tu na myśli autora, bo jemu wystarczy zamiana siekierki na kijek) musi mieć swoje konsekwencje – i ma!…

Jak ktoś lubi być rządzonym i żeby władza decydowała o jego zdrowiu, edukacji, oszczędnościach i całej masie innych LUDZKICH (a nie sztucznie przez władzę wytworzonych) potrzeb to o czym tu dyskutować? Stać na straży państwowego, a potem dziwić się że aparat służy bardziej sobie niż innym to jak powiedział Aaronek do dyrektora „logiki brak”. Państwo zajmuje się wszystkim bo tak chcą ludzie a że zajmuje się PO swojemu to czyja to wina? Rzecz jasna potem można nawet SLD pochwalić że kradło mniej (to też jest fakt tylko czego on ma niby dowieść?) – bo „wśród ślepców jednooki królem” 🙂

„A co mnie smuci najbardziej – tajni kombinatorzy, nocni oszuści i bezczelni kłamcy, czyli polskie władze i ich usłużne media, tak zamąciły w głowach narodowi, tak ich zahipnotyzowały, że odpowiedzią jest powszechny marazm, bierność i obojętność…”

rys. Żukow

rys. Żukow

Będzie się Pan smucił do usranej śmierci proszę Pana, bo sam Pan ten marazm i bierność firmuje nie pisząc ludziom prawdy, a zamiast tego serwując im pewne fakty (pod błędnie założoną tezę że wystarczy posadzić za sterem „ludzi uczciwych” – to dopiero utopia!), które subiektywnie każde medium (większe od Pana i oczywiście ode mnie, oraz każdego jednego kto nie ma miejsca w mainstreamie) przekłada Polakom tak jak mają myśleć a nie inaczej. Bo chyba zdaje Pan sobie sprawę z tego że w Polsce żyje kilka „narodów” – od „Gazety Polskiej”, poprzez „Wyborczą” a na innych poślednich/pośrednich skończywszy. I tak jak jeden „naród” jest niezadowolony i czuje się oszukany, tak inny wręcz przeciwnie. I bądź Pan mądry skoro wszystko odbywa się zgodnie z prawem, jakie naród swoimi (nie)wyborami sankcjonuje własnoręcznie raz na 4 i 5 lat. Jedyną bronią przeciw manipulacji faktami jest prawda, ale tej nie udało mi się z tekstu autora wyczytać (inaczej nie musiałbym tyle pisać).

To wszystko co zostało napisane przez szanownego autora jest wiedzą „PO” (czyli po herbacie)… A z racji tego że kolejny już raz ktoś dokonuje „analizy” skutków nie zastanawiając się nad przyczyną (PO czy jakakolwiek inna partia NIE JEST PRZYCZYNĄ a narzędziem) myląc do tego państwowe z narodowym, to szkoda czasu i słów. Stąd krócej niż zwykle 😛 przy tego typu okazjach serwowania ludziom wiedzy krzyżówkowej (jak ją nazywam), która jest PRAWDZIWĄ przyczyną trwania ludzi w niewolnictwie – co jest z kolei tym co mnie „smuci” najbardziej… życzliwy Odys

podobne: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). oraz: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?  i to: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku. a także: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie? polecam również: Wozinski: Niewolnictwo nie zostało zniesione ale znacjonalizowane! i jeszcze: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Wirtualna Polonia

Czy możliwe są istnienie i rozwój normalnego państwa w oparciu o fałsz, kłamstwa, tajemnice i niedomówienia? Czy władza w oderwaniu od społeczeństwa może robić, co jej się żywnie podoba? Jakie są granice takich zachowań we współczesnym świecie?
I nie mówimy tu o państwie totalitarnym, takiej na przykład Korei Północnej, tylko o Polsce, państwie podobno demokratycznym.
piramida porzadku

View original post 2 307 słów więcej