Bezpieczeństwo energetyczne: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek).


„…Bardzo dobrze, że najnowszy raport NIK w sprawie gazoportu, przynajmniej w głównej części, jest jawny. Poprzedni został niestety utajniony, ale zwracał uwagę na te same elementy, które potwierdził obecny raport. Mamy więc ogromny bałagan, brak zarządzania, brak organizacji pracy i współpracy wykonawców. Jakość tego dokumentu też jest bardzo dobra, ponieważ pokazuje rzeczywiste problemy i błędy w realizacji projektu. Brakuje mi tylko jednego – analizy ekonomicznej gazoportu, ale akurat tego kontrola NIK nie dotyczyła.

Skutkiem tego raportu jest ciekawa wymiana gróźb i ofert między MSP a głównym wykonawcą terminalu LNG, która pokazuje, że obie strony badają swoje możliwości. Dobrze jednak, że MSP zachowuje spokój, bo minister nie powinien popadać w panikę czy rzucać groźbami. Powinien zachowywać się politycznie. Ale moim zdaniem, bez kolejnego aneksu, czyli kolejnej podwyżki kosztów, gazoport nie będzie gotowy na wybory, na czym zależy rządzącej koalicji. Jednocześnie obserwujemy jak cała inwestycja drożeje nam w oczach.

Dochodzi do tego kontrakt na dostawy LNG z Kataru, który jest bardzo zły dla Polski. Po pierwsze jest bardzo drogi, a jego warunki są gorsze od tych, na podstawie których odbieramy obecnie gaz z Rosji. W kontrakcie katarskim zapisana jest formuła take or pay, ale jest też klauzula przeznaczenia, czyli destination close, której nie ma już w umowie z Rosjanami. Ogranicza ona możliwość dowolnej sprzedaży ładunku LNG bez zgody dostawcy. Natomiast warunki, które ustalono przy renegocjacji kontraktu katarskiego oznaczają, że umówiono się w jaki sposób poradzić sobie z problemem technicznym odbioru LNG, ale warunków dla Polski w żaden sposób nie poprawiono. Udało się jedynie załatwić, że to Qatargas wziął na siebie sprzedaż nieodebranego przez nas LNG. Nie musi tego robić PGNiG. Natomiast jeśli cena uzyskana na rynku będzie niższa od ceny założonej w kontrakcie to PGNiG i tak będzie musiało pokryć różnicę. To nie jest dobre rozwiązanie, bo nie otrzymujemy gazu, a musimy za niego częściowo płacić. Dlatego w mojej opinii zmiany nie zostały korzystnie renegocjowane dla Polski.

Dodatkowo terminal LNG utrudnia integrację z europejskim rynkiem gazu. Gazoport i kontrakt katarski, który będzie obowiązywał przez 20 lat, mogłaby wziąć na braki bardzo duża firma energetyczna, która byłaby w stanie zrekompensować koszty tak drogiego gazu w dużym obrocie tym surowcem. Natomiast dla PGNiG będzie to duże obciążenie, bo firma ma zły kontrakt z Katarem i zły kontrakt z Gazpromem, co daje duże obciążenie. Gdybyśmy otworzyli rynek dostaw gazu i zalałby nas tańszy surowiec, który jest dostępny na giełdach, to w przypadku PGNiG mielibyśmy sytuację niemal analogiczną jak dzisiaj z kopalniami. Dodatkowo, już teraz odbieramy więcej gazu z systemu europejskiego, niż od Gazpromu, co jest niedobrą wiadomością dla PGNiG. Dlatego model litewski, wydaje się być bardziej bezpieczny, gdyż nie obciąża krajowego dystrybutora tak wysokimi kosztami, chociaż ze sprowadzanego przez Kłajpedę LNG muszą, zgodnie z nakazem rządu, korzystać wszystkie litewskie firmy.

Gazoport także nie ma szans, aby stać się centrum dystrybucji gazu w naszej części Europy, gdyż 60 km dalej, w Greifswaldzie wychodzi z morza rurociąg Nord Stream, który oferuje znacznie tańszy surowiec. Dlatego też, kiedy zapadła decyzja o budowie terminalu LNG, z rządowego programu zniknęło północne połączenie polskiego i niemieckiego systemu gazowego. Gdyby zostało ono zrealizowane to gazoport byłby pod wielką presją konkurencyjnego gazu dostarczanego z Niemiec. A LNG jest najdroższym gazem. Nie bez powodu w 2013 r. europejskiej terminale LNG stały niemal puste, a ich potencjał był wykorzystywany w niewiele ponad 20%. Oznacza to, że kierujące się rachunkiem ekonomicznym firmy zminimalizowały dostawy LNG i korzystały jedynie z wielkości, które musiały odebrać, zgodnie z kontraktami.

Ponadto, gazoport jest elementem utrudniającym nam negocjacje gazowe z Gazpromem, ale nie jest elementem najważniejszym. Najważniejsze jest to, że Polska powoli włączana jest do europejskiego rynku i chociaż szkodzi to PGNIG, jest paradoksalnie pomocne w rozmowach z Rosjanami. Wiadomo bowiem, że jeśli odbiorca nie będzie w stanie sprzedać gazu w warunkach rynkowych, po cenie kontraktowej, to strony muszą znaleźć rozwiązanie, a jeśli się to nie uda, sprawa znajdzie swój finał w arbitrażu z duzymi szansami dla PGNiG. Rosjanie to zrozumieli i dlatego pojawiają się sygnały o możliwości porozumienia PGNiG i Gazpromu.” (Andrzej Szczęśniak)

całość tu: www.szczesniak.pl

podobne: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. oraz: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji.

„Śląsk jest dużym problemem, a działania kolejnych rządów są antywzorem postępowania z sektorem górniczym (…)”.

Wśród głównych założeń planu dla Śląska można wskazać inwestycje w „czyste” technologie węglowe, infrastrukturę i wsparcie młodzieży. Andrzej Szczęśniak przyznał, że górnictwo nie zajmuje w rządowym projekcie kluczowej pozycji.

– Obiektem głównej troski rządu jest infrastruktura, czyli rozwiązania aglomeracyjne i zastąpienie czymś kopalń. To model przesterowania regionu z dużym udziałem przemysłu. Projekt dla Śląska to zbiór odrębnych pomysłów. Nie ma w nim jednak rozwoju ani utrzymania górnictwa na obecnym poziomie – wyjaśniał ekspert.    

Gość Polskiego Radia 24 jest zdania, że nie należy rezygnować z wydobycia węgla w Polsce.

Węgiel jest podstawą taniej rodzimej energii, która zapewnia blisko pół miliona miejsc pracy. Podpisujemy kolejne porozumienie klimatyczne i nie walczymy o wyjątki. Natomiast sektorem górniczym zarządzamy w sposób dramatyczny i anty-wzorcowy. Doprowadzamy firmy do stanu upadłości, a potem rzucamy kilkanaście miliardów złotych na ratunek” (Andrzej Szczęśniak).

źródło: www.szczesniak.pl

podobne: Sektorowi państwowemu grozi efekt domina interwencjonizmu w górnictwie. Przez „flapsy” JSW straciło największego odbiorcę węgla. Michalkiewicz o najkrótszym programie gospodarczym. oraz: Polskie górnictwo węglowe to skansen i elektrownie go nie uratują. Podatek od srebra i miedzi dobija przemysł wydobywczy. Biurokracja największym wrogiem polskiej gospodarki. NIK o marnotrawstwie w Polskim Holdingu Obronnym.

„…encyklika papieska poświęcona zasobom naturalnym może być kolejną okazją do podkreślenia wagi głębokiej reformy polskiego górnictwa, która jest nieunikniona i konieczna. Jej odwlekanie wzmocni tylko negatywne skutki cięć i zmian strukturalnych.

Ocena planu ratowania Kompanii Węglowej na Śląsku jest negatywna. Warto czytać komentarze badającej temat na miejscu Karoliny Bacy-Pogorzelskiej. Reforma jest fragmentaryczna, bo dotyczy tylko jednej ze spółek węglowych. Nie jest stanowcza, bo nie wprowadza rozwiązań zmniejszających koszty pracy obciążające sektor ani ratującej złoża z kopalń, którym grozi likwidacja. Jest to doraźne, kompromisowe rozwiązanie, które zemści się na rządzie w przeddzień wyborów, kiedy może wybuchnąć bomba górnicza, związki wyprowadzą na ulice przeciwników reformy, a Śląsk zapłonie w centrum sporu politycznego…” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: wjakobik.com

podobne: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach.

„Tegoroczne lato może należeć do związków zawodowych, które licząc na eskalację sporu politycznego, próbują ugrać jak najwięcej dla siebie. Nie chodzi tu tylko o górników, którzy mają argumenty przeciwko programowi rządu dla ich branży. Do szeregu dołączają gazownicy. Politycy także mogą wysunąć swoje pomysły.

O bombie górniczej, która może wybuchnąć tuż przed wyborami już pisałem. Kolejna to bomba gazowa, której wybuch przepowiadają już media. Związkowcy z PGNiG rozpoczęli spór zbiorowy z zarządem grupy kapitałowej, która nie chce podzielić się rosnącymi zyskami ze sprzedaży gazu ziemnego możliwymi dzięki różnicy między ceną taniejącego gazu na światowych rynkach a taryfą. Ich niepokoje mogą się stać pożywką walki politycznej, na której straci główny zainteresowany czyli państwo polskie.

PGNiG wprowadziło niepopularny wśród związkowców program oszczędności oraz rabaty cenowe dla klientów strategicznych. To odpowiedź na liberalizację rynku gazu, która sprawia, że bez podniesienia konkurencyjności firma zniknie. Dopóki ma ona w statusie zapis o zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego pozostaje jedynym narzędziem polskiej polityki gazowej. Jest ono obecnie wykorzystywane intensywnie w toku arbitrażu PGNiG-Gazprom w sprawie ceny surowca, której Rosjanie nie chcą obniżyć pomimo udzielenia zniżek kolejnym klientom, uzasadnionym ze względu na taniejącą ropę naftową, która obniża cenę dostaw długoterminowych indeksowaną do jej wartości…” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: wjakobik.com

podobne: PGNiG renegocjuje kontrakt z Gazpromem. Przegrana Rosjan z Czechami w sądzie szansą na korzystny arbitraż dla Polaków. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok. Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. Nowelizacja ustawy o OZE. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum, dekarbonizacja to gwóźdź do trumny polskiego górnictwa (dla kogo pracuje D. Tusk?). Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. Gazprom sam sobie szkodzi. Polskie złoża „gazu zamkniętego”. PGNiG ukończyło rozbudowę Podziemnego Magazynu Gazu.

„Przez wiele lat mówienie o liberalizacji rynku gazu było „austriackim gadaniem”. Można było czuć się sfrustrowanym, gdy patrzyło się na miejsce na rynku naszego największego dostawcy – Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, którego udział w sprzedaży przez wiele lat wynosił 98% pomimo morza wylewanych słów o uwalnianiu rynku. Trudno było jednak coś zdziałać, dopóki PGNiG dostarczało tańszy gaz dla swoich największych odbiorców, przede wszystkim zakładów chemicznych czy rafinerii.

Gdy po 2008 roku proporcje cen się odwróciły – tryby liberalizacji rynku ruszyły szybciej. Mechanizm niższych cen, poszukiwania oszczędności w najważniejszych kosztach – zadziałał samoczynnie. Ostatnie miesiące dają już wyraźny obraz zachodzących zmian.

PGNiG traci odbiorców i import. To podstawowy poziom dominacji naszego rodzimego monopolisty, gdyż dostawy do Polski były barierą nie do przebicia dla innych, chętnych na dochody z polskiego rynku. Dawno, dawno temu (najstarsi górale nie pamiętają już 2006 roku) PGNiG rzeczywiście miał najlepsze ceny, kupował taniej rosyjski gaz niż Niemcy, a jego klienci mogli cieszyć się stabilnymi i niskimi cenami (niższymi od konkurencji – to najważniejsze!). Później stosunki z dostawcą ze wschodu się zepsuły, ceny importowanego poszybowały pod niebiosa, firma zaczęła tracić, najpierw pieniądze, a teraz odbiorców.

W 2014 roku, szczególnie w drugiej połowie, widać to już wyraźnie w zmniejszającym się udziale PGNiG w imporcie gazu…” (Andrzej Szczęśniak)

całość tu: www.szczesniak.pl

podobne: Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany. oraz: Nie ma mowy o „liberalizacji” rynku gazu tam gdzie rządzi monopolista i regulator cen. a także: Trójpak energetyczny i plan „liberalizacji” rynku energii w Polsce. polecam również: Bezpieczeństwo energetyczne: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu.

Reklamy

PGNiG renegocjuje kontrakt z Gazpromem. Przegrana Rosjan z Czechami w sądzie szansą na korzystny arbitraż dla Polaków. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok. Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. Nowelizacja ustawy o OZE.


1. Budzanowski: wniosek o arbitraż z Gazpromem słuszny. Liga/Wojciech Jakóbik: Gazprom przegrywa w sądzie. Szansa dla Polaków.

14.05. Warszawa (PAP) – Skierowanie przez PGNiG wniosku do arbitrażu przeciwko Gazpromowi w sprawie cen gazu z kontraktu jamalskiego to słuszna decyzja i poprawia naszą pozycję negocjacyjną – uważa b. minister skarbu Mikołaj Budzanowski.

PGNiG poinformowało w komunikacie, że skierowało do Gazpromu wezwanie przed Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie. „Przedmiotem sporu jest zmiana warunków cenowych kontraktu długoterminowego na zakup gazu ziemnego z września 1996 r.” – podała spółka.

PGNiG od listopada ub. roku prowadziło renegocjacje umowy z Gazpromem w ramach tzw. okna negocjacyjnego. Jego termin został uzgodniony dwa lata temu, kiedy to PGNiG i Gazprom podpisały aneks do kontraktu jamalskiego. Okno otwarte było przez pół roku. W ub. tygodniu prezes PGNiG Mariusz Zawisza poinformował, że spółka – zgodnie z kontraktem – uzyskała „zdolność arbitrażową”.

Przez pół roku polska spółka próbowała przekonać rosyjskiego dostawcę do zmiany niekorzystnych dla siebie zapisów kontraktu. Chodziło przede wszystkim o cenę; Polska płaci za rosyjski gaz więcej, niż inni europejscy odbiorcy.

„To jedyna słuszna decyzja w tej sytuacji. Pozornie, +dobrze+ dziś brzmiąca propozycja Gazpromu, może okazać się tylko i wyłącznie zachętą do szybkiego zakończenia negocjacji. Po kilku miesiącach okazałoby się, że płacimy więcej, niż nasi zachodni sąsiedzi. Sprzyja nam postępowanie antymonopolowe Komisji Europejskiej, więc tym bardziej trzeba wykorzystać procedurę arbitrażową w Sztokholmie do uzyskania ceny rynkowej w kontrakcie gazowym” – powiedział PAP w czwartek b. minister skarbu Mikołaj Budzanowski

Jego zdaniem, cena gazu dla Polski po skierowaniu do arbitrażu w Sztokholmie będzie korzystniejsza, niż oferta leżąca dzisiaj na stole.

„Jesteśmy w lepszej sytuacji negocjacyjnej i należy tę sytuację optymalnie wykorzystać, nawet kosztem przedłużenia o kolejny rok negocjacji z Gazpromem” – powiedział.

Analityk rynku gazu, mec. Tomasz Chmal w rozmowie z PAP również przyznaje, że decyzja o skierowaniu sprawy przed sztokholmski arbitraż jest słuszna i – jak dodaje – dziwiłby się gdyby polska spółka jej nie podjęła.

„To nie jest odosobniony przypadek, wiele firm występuje z wnioskami do trybunałów arbitrażowych, jest to zupełnie naturalne z punktu widzenia uczestników rynku gazu; jeśli rozmowy nie przynoszą skutku, to wtedy idzie się krok dalej. To jest właściwy i cywilizowany sposób załatwiania takich spraw” – powiedział PAP.

Dodał, że na rynku europejskim „jest nastrój, by ceny obniżać i zmieniać formuły cenowe, również te uzależniające ceny gazu od ceny ropy i produktów ropopochodnych”.

„Nie dziwi mnie, że PGNiG idzie tym tropem. Dziwiłbym się gdyby tak nie postąpił, bo straciłby okazję, do korzystnego dla siebie rozstrzygnięcia” – podkreślił.

Chmal zauważył, że 90 proc. spraw, które trafia przed arbitraż udaje się w jego trakcie załatwić polubownie. Tak właśnie stało się w 2012 r., kiedy to polska spółka złożyła przed Trybunałem Arbitrażowym w Sztokholmie pozew przeciwko Gazprom Export. Wtedy również chodziło o zmianę warunków cenowych. Gdy Gazprom się na to zgodził, PGNiG wycofało pozew.

Piotr Kasprzak z Hermes Energy Group uważa, że arbitrażu nie można było uniknąć.

„Ze strategicznego punktu widzenia, w obliczu widma kar finansowych ze strony Komisji Europejskiej nałożonych na Gazprom jako rezultat postępowania antymonopolowego, a także z powodu niskich cen ropy naftowej było raczej pewne, że nie będzie chęci porozumienia ze strony rosyjskiej w przewidzianym w kontrakcie okienku negocjacyjnym” – powiedział PAP Kasprzak.

Jego zdaniem, z uwagi na obecne zawirowania polityczne i gospodarcze „nie należy się jednak spodziewać łatwej przeprawy w procedurze arbitrażu.

„Obydwie strony będą za wszelką ceną dążyły do przekonania sądu o swoich racjach. A to z kolei wydłuży czas procedowania trybunału” – dodał.

Jego zdaniem, jest to negatywny sygnał dla odbiorców PGNiG, bo w czasie oddala możliwość obniżek cen gazu. (PAP)

drag/ par/

Czeska firma RWE Transgaz uzyskała w sądzie arbitrażowym zgodę na zmniejszenie wolumenu objętego klauzulą take or pay (TOP) czyli wymogiem obowiązkowego zakupu w umowie z rosyjskim Gazpromem.

Wiedeński sąd arbitrażowy uznał, że Czesi mogą zmniejszyć wolumen objęty TOP bez kar finansowych. Gazprom domagał się kary w wysokości 500 mln dolarów.

TOP to narzędzie ograniczania dywersyfikacji zakupów przez klientów Gazpromu. Są oni zmuszani do zakupu określonego wolumenu nawet jeżeli go nie potrzebują, co utrudnia poszukiwania nowych dostawców.

Precedensowa decyzja wiedeńskiego arbitrażu to pozytywny sygnał dla polskiego PGNiG, które wczoraj ogłosiło, że skieruje sprawę negocjacji cenowych z Gazpromem do sądu. W toku postępowania może domagać się także zmian w TOP.

źródło: wjakobik.com

…ostatnim razem zbyt wcześnie i pochopnie Polska zrezygnowała z arbitrażu (o czym więcej tu: Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka?). Co prawda wynegocjowaną polubownie obniżkę uznano za sukces, ale była to cena ciągle daleko wyższa od średniej europejskiej, a poza tym w umowie zawarto wiele niekorzystnych dla nas zapisów. Czy tym razem uda się utargować więcej to czas pokaże. (Odys)

podobne: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego. oraz: Bezpieczeństwo energetyczne: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu.

2. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok.

15.05. Moskwa (PAP/AP,TASS) – Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow wezwał w piątek Unię Europejską, by poparła pomysł gazociągu Turecki Potok przez Morze Czarne, który miałby dostarczać rosyjski gaz do Europy Południowej i Środkowej.

Zdaniem szefa dyplomacji Rosji gazociąg ten przyniesie Unii „stabilność energetyczną”. Jeśli UE chce bezpieczeństwa energetycznego, to „Bruksela musi przyczynić się do realizacji tej idei” – powiedział Ławrow w Belgradzie.

Dodał, że Rosja odczuwa zainteresowanie tym projektem ze strony Grecji, Macedonii, Serbii, Węgier „i innych krajów regionu”.

Szef MSZ Serbii Ivica Daczić powiedział po rozmowach z rosyjskim ministrem, że Serbia jest zainteresowana projektem gazociągu. „Możemy w obecnym momencie wyrazić gotowość do udziału w tym projekcie, bo potrzebujemy niezawodnego zaopatrzenia w gaz” – powiedział Daczić, cytowany przez rosyjską agencję TASS.

„Irytuje nas ta sytuacja, że jeśli chodzi o Nord Stream, to robić można wszystko, a jednocześnie kiedy mowa o projekcie na południe, to nie można zrobić nic, choć to ten sam gaz z Rosji. Mamy takie same prawa, jak mieszkańcy północnej części Europy” – mówił szef MSZ Serbii.

Turecki Potok (Turkish Stream) ma zastąpić magistralę South Stream, od budowy której rosyjski koncern Gazprom odstąpił po zablokowaniu projektu przez Komisję Europejską. W grudniu 2014 roku Gazprom ogłosił, że zamiast South Streamu do Bułgarii zostanie ułożona przez Morze Czarne do Turcji, a następnie do jej granicy z Grecją magistrala o takiej samej mocy przesyłowej, tj. 63 mld m sześc. rocznie.

Docelowo Turkish Stream ma się składać z czterech nitek o przepustowości po 15,75 mld metrów rocznie. 47 mld m sześc. surowca Gazprom chce dostarczać do projektowanego hubu gazowego na granicy Turcji i Grecji.

Gazprom zapowiedział, że pierwsza nitka magistrali zostanie oddana do użytku w grudniu 2016 roku. Gaz z tej nitki będzie w całości przeznaczony na rynek Turcji. Punkt odbioru surowca dla ewentualnych kontrahentów z krajów UE, tzw. hub, ma powstać na granicy turecko-greckiej koło miejscowości Epsila. (PAP)

awl/ mc/arch.

podobne: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. oraz: Wojna gazowa? Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę. Rosja może stracić Gazociąg Południowy.

3. Pietrewicz: Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowejNowelizacja ustawy o OZE: m.in. przedziały taryf dla prosumentów.

13.05. Gdańsk (PAP) – Nie wycofujemy się z węgla, ale też nie będziemy rozbudowywać mocy w energetyce opartej na węglu – powiedział w Gdańsku wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz. Jako kluczowe zadanie wymienił potrzebę modernizacji energetyki węglowej w kierunku mniej emisyjnej.

Pietrewicz powiedział w środę w Gdańsku podczas Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego, że w perspektywie długofalowej „przyrost polskiej energii będzie pochodził z innych surowców niż węgiel kamienny”. „Ale to nie oznacza, że będziemy zamykali elektrownie węglowe” – podkreślił. Jak zaznaczył, „zostały poniesione nakłady inwestycyjne, odtwarzamy dużą część bloków i nie ma powodu, żeby były zamykane”.

Wiceminister gospodarki zaznaczył, że energetyka węglowa „to już w jakiejś mierze przeszłość, przynajmniej w ramach tej polityki energetyczno-klimatycznej UE, którą Polska traktuje jako kierunek nieodwracalny”. Zauważa natomiast potrzebę modernizacji energetyki węglowej, która zmieniłaby ten sektor na mniej emisyjny. „Wezwanie do czystych technologii węglowych jest punktem wyjścia do zmian polskiej energetyki” – wyjaśnił.

Jak mówił, „mimo że +Polska węglem stoi+, to niewiele w tym zakresie zmieniliśmy; te nowe wysokosprawne bloki węglowe o sprawności 46 proc. to nie są polskie technologie, tylko japońskie”. Wyraził nadzieję, że „wielkie projekty naukowe i badawcze pozwolą na przejście na wyższy poziom sprawności, efektywności energetycznej”. Jak wyjaśnił, chodzi m.in. o technologie pozwalające na lepsze zagospodarowanie metanu, którego obecnie odzyskuje się kilkanaście procent.

Nie ukrywa, że „nadzieje pokładane są w efektywności energetycznej, a więc mniejszym, lepszym wykorzystaniu surowców w produkcji oraz w wykorzystaniu energii w gospodarce”. Poinformował, że w zakresie technologii pozwalających na większą racjonalność prowadzone są prace nad wdrażaniem inteligentnych sieci energetycznych i liczników oraz wykorzystaniem nowych generacji paliw. Jak mówił, „stan zastany to jest 85-procentowy udział węgla w wytwarzaniu w polskiej energetyce, co przekłada się na 156 terawatogodzin energii”.

Ocenił, że „Unia Europejska +idzie jak walec+ w kierunku zaostrzania norm, w kierunku podnoszenia cen uprawnień do emisji CO2, a to oznacza podnoszenie kosztów dla naszej energetyki opartej na paliwach stałych i będzie wpływało na jej konkurencyjność”. Jak argumentował, „im wyższe ceny energii () tym większy napływ energii z importu, która będzie +podminowywała+ pozycję polskiej energetyki”. Podał, że już obecnie importujemy dwie terawatogodziny energii, co oznacza milion ton węgla kamiennego, które nie zostały przez polską energetykę zużyte.

Uczestniczący w dyskusji doradca zarządu PwC, b. wicepremier Janusz Steinhoff zauważył, że o tym, jaki docelowo będzie miks energetyczny w Polsce „zdecyduje tempo i konsekwencja wdrażania elementów polityki klimatycznej w UE”. „Jeśli koszty emisji CO2 będą na poziomie 40 euro za tonę, to grozi nam podwojenie cen energii, a produkcja energii elektrycznej z paliw stałych nie będzie opłacalna” – tłumaczył. Podał, że Polska emituje teraz średnio na jedną megawatogodzinę ok. jednej tony CO2. Ocenił, że „jedyną drogą redukcji emisji, bez eliminacji węgla, jest modernizacja, podwyższenie sprawności elektrowni”.

Uważa, że „Polska jest w sytuacji wyjątkowo trudnej”. Przestrzegł, że „jeżeli UE będzie z taką konsekwencją jak dotychczas próbowała redukować emisje, to jedynym tego skutkiem – jego zdaniem – będzie alokacja emisji do krajów pozaeuropejskich, z równoczesną alokacją miejsc pracy, części przemysłu i tym samym części PKB”.

W rozpoczętym w środę w Gdańsku dwudniowym III Ogólnopolskim Szczycie Energetycznym uczestniczy kilkaset osób – m.in. przedstawiciele największych firm energetycznych i instytucji finansowych.(PAP)

bls/ mhr/

podobne: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? oraz: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach. i to: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny). Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. ECB wyręcza FED i odpala własne QE.

15.05. Warszawa (PAP/PAP Legislacja) – Zapisy projektu nowelizacji ustawy o OZE mają m.in. pozwolić na kontrolę energetyki prosumenckiej i wprowadzają przedziały taryf gwarantowanych dla niektórych mikroinstalacji OZE – wynika z projektu Ministerstwa Gospodarki.

Jak powiedział w piątek wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz, proponowane zmiany są „dobre dla rynku, jego uczestników i dla regulatora, bowiem ograniczają obszar niepewności”.

Jego zdaniem większość proponowanych zmian ma charakter jedynie porządkujący. „Nie wprowadzamy żadnych elementów, które jakościowo zmieniałyby rynek OZE” – zapewniał.

Prace nad nowelizacją przyjętej przez Sejm 20 lutego br. ustawy o OZE resort gospodarki zapowiedział już tydzień po podpisaniu jej przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Ustawa o OZE jest kluczowa z punktu widzenia rozwoju rynku odnawialnych źródeł energii w Polsce. Jej najważniejsze zapisy dotyczą wprowadzenia nowego systemu wsparcia tego rodzaju energetyki. Chodzi przede wszystkim o aukcje OZE i system taryf gwarantowanych dla mikroinstalacji.

Nowelizowane są zapisy dotyczące wysokości taryf gwarantowanych dla prosumentów, czyli jednoczesnych producentów i konsumentów energii pochodzącej z niewielkich źródeł odnawialnych.

Ustawa wprowadziła obowiązek zakupu energii od mikroproducenta po stałej – przez 15 lat – cenie. To rodzaj wsparcia, dzięki któremu w Polsce ma się rozwijać rynek OZE w tym tych najmniejszych, prosumenckich.

Jak napisał resort w uzasadnieniu do nowelizacji, wsparcie dla prosumentów „nie może być nadmierne i prowadzić do zbyt dużych korzyści, gdyż w takim przypadku nie będzie zgodne z przepisami Unii Europejskiej”.

„Jeśli Komisja Europejska stwierdzi, że pomoc była udzielona nielegalnie, może nakazać zwrot otrzymanego wsparcia, co miałoby bardzo negatywne skutki dla wszystkich beneficjentów” – zauważyło MG.

Jedną z zasadniczych zmian zaproponowanych w projekcie nowelizacji jest wprowadzenie przedziału taryf gwarantowanych dla niektórych technologii OZE, szczególnie dla fotowoltaiki. Np. właściciel instalacji 3 kW (dla domu jednorodzinnego) może otrzymać taryfę gwarantowaną w wysokości od 64 gr/kWh do 75 gr/kWh.

W przypadku instalacji większej – od 3 do 10 kWh – stawka gwarantowana wynosi od 0,49 do 0,65 zł za 1 kWh.

Jeśli właściciel mikroinstalacji chciałby wsparcia wyższego niż minimalne – bo przy niższej taryfie nie zwróci mu się inwestycja w panel słoneczny – musi to uzasadnić, wyliczając na podstawie specjalnego algorytmu i pod groźbą kary podpisać oświadczenie, że taka stawka jest konieczna.

Czy jest to zgodne z prawdą, sprawdzą pracownicy Urzędu Regulacji Energetyki. Resort chce, by mieli oni prawo do kontroli dokumentacji, ale także budynków i pomieszczeń należących do prosumentów. Jak mówił w piątek dyrektor departamentu energii odnawialnej w MG Janusz Pilitowski, kontrole URE będą przeprowadzane „jedynie w uzasadnionych przypadkach” i będą miały charakter „wybiórczy”. Jak dodał, w proponowanych rozwiązaniach chodzi o to, by publiczne pieniądze na wsparcie dla mikroproducentów energii były wydawane zgodnie z zasadami pomocy publicznej.

Nowe uregulowania wynikające z projektu nowelizacji mają też pomóc w rejestracji i inwentaryzacji mikroinstalacji na rynku. Urząd Regulacji Energetyki zostanie zobowiązany do podawania liczby tych urządzeń, by wiedzieć, kiedy granice przyłączenia (300 MW instalacji do 3 kW i 500 MW instalacji do 10 kW) zostały osiągnięte. Kolejny zapis wskazuje, ile maksymalnie energii elektrycznej sprzedawca zobowiązany (operator sieci dystrybucyjnych) odkupi od mikroinstalacji w ciągu roku.

W projekcie nowelizacji zmieniła się również stawka netto opłaty OZE, którą ponoszą odbiorcy energii elektrycznej. W 2016 r. opłata ta miała wynieść 2,51 zł za 1 MWh, resort proponuje, by było to 4,01 zł za 1 MWh.

OZE to jeden z priorytetów polityki energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej. Jej głównym celem jest m.in. 20-proc. udział źródeł odnawialnych w finalnym zużyciu energii. Dla Polski ten cel jest nieco niższy – średnio 15,5 proc. Obecnie w naszym kraju ze źródeł odnawialnych pochodzi 14 proc. energii. Jednak źródła OZE – choć systematycznie tanieją – cały czas są droższe od konwencjonalnych, i aby się rozwijały, trzeba je wspierać, czyli dotować.

Ustawa m.in. kompleksowo reguluje te kwestie. Jedną z najbardziej kontrowersyjnych jest wsparcie dla tzw. prosumentów – jednoczesnych konsumentów i producentów energii w małych instalacjach, np. z paneli fotowoltaicznych czy wiatraków.(PAP)

drag/ gł/ mhr/

podobne: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. i to: Transformacja polskiej energetyki da bezpieczeństwo bez wzrostu cen. „Puls Biznesu”: Rząd chce rozdać węgiel bogatym. oraz: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa a także: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

źródło: stooq.pl

fot. Shutterstock

fot. Shutterstock

Rosyjski budżet może stracić stabilność. Rosja nie będzie utrudniać reeksportu gazu (dostawy do Polski na stabilnym poziomie). Ukraińcy utracili marzenia o UE. Po zmianach rządowych w Szwecji i Polsce milkną dwaj najwięksi krytycy Moskwy.


1. Prasa: Rosyjski budżet może stracić stabilnośćRosja nie będzie utrudniać reeksportu gazuDostawy gazu do Polski na stabilnym poziomie.

16.09.2014 (IAR) – Spadek cen ropy zagraża budżetowi Rosji. Do takich wniosków dochodzi dziennik „Kommiersant”. Gazeta sugeruje, że – paradoksalnie stabilność finansowa rosyjskiego budżetu utrzymuje się dzięki wzrastającemu kursowi dolara.

Dziennik zwraca uwagę, że cena ropy na światowych rynkach zbliżyła się do 95 dolarów za baryłkę. -„Jeśli spadnie jeszcze o 5 – 6 dolarów, to budżet straci płynność” – twierdzi „Kommiersant”. Dodaje przy tym, że póki co budżet zapełnia się dodatkowymi rublami, które państwo zarabia sprzedając wciąż wzmacniającego się dolara. Eksperci związani z gazetą przekonani są, że ceny ropy będą utrzymywać się na niskim poziomie jeszcze przez dłuższy czas. W ich opinii – nie wróży, to niczego dobrego dla rosyjskiego budżetu. Jak twierdzą – tracić na cenach ropy, a zarabiać na niskim kursie rubla można przez krótki czas.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Rostów nad Donem/pbp

18.09.2014 (IAR) – Rosja nie będzie utrudniać reeksportu swojego gazu na Ukrainę – deklaruje rosyjski minister do spraw energii.

W wywiadzie dla austriackiego dziennika „Die Presse” minister Aleksander Nowak wykluczył możliwość zmniejszenia dostaw gazu do państw Unii Europejskiej, aby uniemożliwić jego rewers na Ukrainę. Ostatnie ograniczenia w dostawach rosyjskiego gazu były przez wielu ekspertów odbierane właśnie jako ostrzeżenie przed reeksportem. Aleksander Nowak wyjaśnił, że Gazprom zmniejszył dostawy, gdyż nie był w stanie natychmiast zrealizować zwiększonych zamówień odbiorców.

Mówiąc o sporze gazowym z Ukrainą, rosyjski minister wyraził opinię, że jego zakończenie zależy od ukraińskich polityków. Przypomniał, że trwają w tej sprawie rozmowy z udziałem Unii Europejskiej. Aleksander Nowak zapowiedział, że Rosja nie będzie dostarczać gazu na Ukrainę, jeśli nie spłaci ona długów za poprzednie dostawy. W takiej sytuacji ukraińscy odbiorcy otrzymają mniej gazu albo – jak powiedział minister Nowak – Ukraina będzie zabierać część paliwa przeznaczonego dla odbiorców na Zachodzie. W takim wypadku, w razie ciężkiej zimy, zachodnia Europa może zostać bez gazu – ostrzegł rosyjski minister do spraw energetyki.

IAR/Die Presse/Siekaj/dabr

19.09.2014 (IAR) – Dostawy gazu do Polski na stabilnym poziomie – informuje PGNiG i Gaz-System.

W mijającym tygodniu wszyscy końcowi odbiorcy surowca w Polsce otrzymują błękitne paliwo bez ograniczeń.

Od 12 do 18 września dostawy gazu do Polski były wyższe niż dobowe krajowe zużycie. Obecnie zużywamy około 27 milionów metrów sześciennych surowca dziennie.

Podobnie, jak i ostatnio nie było potrzeby sięgania po gaz znajdujący się w magazynach. Zgromadzono w nich blisko 2 miliardy 600 milionów sześciennych błękitnego paliwa.

Zatłaczane są jeszcze rozbudowane magazyny w Wierzchowicach, Husowie i Mogilnie. Dlatego PGNiG zamówiło zwiększone ilości błękitnego paliwa. Nie zostały one jednak potwierdzone i dostarczone przez Gazprom Export.

Ilości zatłaczane zostały uzupełnione dostawami z kierunku zachodniego i południowego.

IAR K.P.

podobne: Dostawy gazu do Polski zgodne umową i z zapotrzebowaniem. 45% „braki” wynikały z prawa Gazpromu do odmowy realizacji zwiększonego zapotrzebowania. Komu zależało na wywołaniu histerii? a także: Spory polityczne na Ukrainie wstrzymują reformy sektora gazowego.. i to: Rosja o gazie i Ukrainie rozmawiać nie chce, grozi embargiem na alkohol i papierosy. Czechy przeciwko sankcjom. Rosja stworzy fundusz antykryzysowy. OECD tnie prognozy gospodarcze (dla strefy euro o 1/3). oraz: Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę i to: Rosja może zmienić kierunek tranzytu ropy naftowej wydatnie pomaga jej w tym Ukraina (Naftohaz twierdzi że zapewni dostawy na zachód). polecam również: „Chcesz miec pokój? Gotuj się do wojny!”, czyli – Na co gotuje się Rosja?

 2. Ukraińcy utracili marzenia o Unii Europejskiej.

20.09.2014 (IAR) – Ukraińcy są zmęczeni walką o zmianę swojej ojczyzny. Są rozczarowani Unią Europejską i jej zachowawczą postawą wobec konfliktu na wschodzie Ukrainy. Stracili wszelkie złudzenia w związku z Unią – powiedziała w Polskim Radiu 24 ukraińska dziennikarka Kristina Berdinskich.

To właśnie marzenie o europie zapoczątkowało wolnościowy ruch na Majdanie. Ukraińska mrzonka o Europie szybko została zweryfikowana przez wydarzenia na Krymie i wschodzie kraju – mówi gość PR24. Jak tłumaczy Kristina Berdinskich, po tym konflikcie Ukraińcy utracili marzenia wobec Unii Europejskiej. Nie chodzi o to, że nie chcemy do Unii, nie mamy już po prostu takiej euforii – dodaje blogerka.

Zdaniem ukraińskiej dziennikarki, reformy trzeba przeprowadzić teraz, podczas wojny, ponieważ ludziom łatwiej jest w trudnym okresie znieść trudne zmiany. Władza nie może z tym czekać dodaje Ukrainka.

Jak tłumaczy Kristina Bedinskich, wszyscy uważają, że konflikt będzie trwał długo, ale trzeba się zastanowić czy nie obejmie on kolejnych regionów kraju. Rosja nie chce, by Ukraina stała się państwem europejskim i będzie robiła wszystko, by zapobiec jej rozwojowi. Dlatego też w interesie Rosjan jest destabilizacja Ukrainy.

IAR/PR24/darad/jj/darad/jj

podobne: POżyteczni idioci zwani „prawdziwymi patriotami” chcą niewoli Ukrainy czyli „nieudane eurowesele” cynika9 oraz: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego. i to: Jałta Ukrainy: umowa stowarzyszeniowa z UE na rosyjskich warunkach (odroczona), decentralizacja kraju i autonomia regionów (przyklepane). Poroszenko zabiega o specjalny status Ukrainy w NATO. a także: Murzyn swoje zrobił, murzyn może odejść! Czas na „scenariusz grecki” dla Ukrainy. Co zrobi Putin? polecam również: Warunkowa „pomoc” UE dla Ukrainy. Nowy szef Narodowego Banku Ukrainy.

3. Szwecja: Milkną dwaj najwięksi krytycy MoskwyRosyjska prasa: Schetyna niespodzianką w nowym rządzie

20.09.2014 (IAR) – Rosja pozbywa się niemal równocześnie dwóch swych najzagorzalszych zagranicznych krytyków. Tak stwierdza w sobotnim wydaniu poważny dziennik sztokholmski „Svenska Dagbladet”. Radosław Sikorski już przestał być ministrem spraw zagranicznych. Jego szwedzki kolega Carl Bildt przestanie być wkrótce szefem dyplomacji swego kraju w wyniku wyborów parlamentarnych i zmiany ekipy rządzącej.

Obaj autorzy wschodniej polityki Unii Europejskiej byli jednymi z najbardziej zdecydowanych i aktywnych polityków europejskich krytykujących Moskwę za wywołanie zbrojnego konfliktu z Ukrainą. Szwedzki publicysta wskazuje, że odejście Sikorskiego jest związane z przemeblowaniem w polskim rządzie związanym z objęciem rządów przez Ewę Kopacz. To skutek objęcia przez Donalda Tuska stanowiska w Brukseli. W komentarzu podkreśla się przy tym wczorajszą wypowiedz Kopacz, iż nie jest to dymisja dotychczasowego szefa dyplomacji, a raczej jego awans, „znaczące i samodzielne nowe stanowisko dla poważnego polityka”.

Jednocześnie nowa premier zakreśliła granice polskiego zaangażowania w sprawy Ukrainy. Szwedzki autor przytacza bez komentarza wypowiedź Kopacz mająca świadczyć o rezygnacji Warszawy, z dotychczasowej aktywności. Polska, zdaniem nowej premier, winna zachowywać się w tej sprawie jak rozważna kobieta – Nasze bezpieczeństwo, nasz kraj, nasz dom i nasze dzieci są dla nas najważniejsze – cytuje Ewę Kopacz szwedzka prasa.

Informacyjna Agencja Radiowa /IAR/ Michał Haykowski, Sztokholm/kl

20.09.2014 (IAR) – Rosyjskie media odnotowały zaproponowany przez premier Ewę Kopacz nowy skład polskiego rządu. Najobszerniejszy komentarz można odnaleźć w rządowym dzienniku „Rossijskaja Gazieta”. Dziennik podkreśla, że jedną z niespodzianek które przygotowała dla Polaków premier Ewa Kopacz jest powierzenie resortu spraw zagranicznych Grzegorzowi Schetynie.

Autorka tekstu Ariadna Rokossowska ocenia, że kandydat na szefa MSZ -„może nie ma charyzmy jak jego poprzednik, ale za to jest wstrzemięźliwy w ocenach, wyważony i dyplomatyczny”. Rokossowska zauważa, że większość ministrów z gabinetu Donalda Tuska zachowała swoje stanowiska. Wskazuje przy tym, że z pięciu kluczowych resortów, zmienił się szef tylko jednego, właśnie MSZ.

Rokossowska przypomina też, że znany z „wojującej postawy” Radosław Sikorski, „teraz będzie drugą osobą w państwie” czyli nowym marszałkiem sejmu. Gazeta twierdzi, że byłemu szefowi resortu spraw zagranicznych takie stanowisko najwyraźniej pasuje, bo przecież do jego obowiązków będzie należało między innymi poszukiwanie kompromisów między władzą a opozycją.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/kl

podobne: Tusk będzie zabiegał o (niemiecki?) kompromis ws. Ukrainy. Niemcy i Rosja zadowolone z wyboru. „Le Monde” o niemieckich sympatiach Tuska. Krajowe konsekwencje „ucieczki do raju”. i to: Koziej o roli Polski w kryzysie ukraińskim. Dlaczego umiarkowane wobec Moskwy Niemcy popierają na stanowisko „prezydenta UE” polityka z Polski (nastawionej do Rosji negatywnie). PIS popiera Tuska. polecam również: „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych.

źródło: stooq.pl

Gatis Sluka - Doktor Putin (Rosja)

Gatis Sluka – Doktor Putin (Rosja)

Dostawy gazu do Polski zgodne umową i z zapotrzebowaniem. 45% „braki” wynikały z prawa Gazpromu do odmowy realizacji zwiększonego zapotrzebowania. Komu zależało na wywołaniu histerii?


1. Opinie: Gazowy problem Polski.

12.09.2014 (IAR) – „Zmniejszenie dostaw gazu do Polski jest działaniem politycznym. Musimy pamiętać, że w kontrakcie między PGNiG a Gazpromem jest zapis o zakazie reeksportu” – powiedział Paweł Poprawa z Instytutu Studiów Energetycznych.

„Tego gazu, który kupujemy od Rosji, nie możemy sprzedawać Ukrainie” – wyjaśnił gość Polskiego Radia 24 i dodał, że możemy natomiast sprzedawać gaz, który pochodzi z Niemiec, Moraw, czy naszego własnego wydobycia.

Zdaniem Pawła Poprawy, Rosjanie nie mogą nam zarzucić, że sprzedajemy Ukrainie gaz nielegalnie. Zarzut byłby możliwy tylko wówczas gdybyśmy sprzedawali go więcej niż produkujemy i importujemy z zachodu. „Wtedy byłoby ewidentne, że sprzedajemy gaz rosyjski” – dodał ekspert.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo poinformowało wczoraj, że dostawy gazu były mniejsze od zamówienia. Rosjanie przekonują, że dostarczają gaz zgodnie z kontraktem – zaznaczył Paweł Poprawa z Instytutu Studiów Energetycznych.

Strona rosyjska twierdzi, że mają w kontrakcie zapisany pewien poziom minimum, który muszą realizować, oraz pewien podwyższony poziom, który mogą na żądanie zrealizować, ale nie muszą.

Jak przyznaje Paweł Poprawa, odwrotnie interpretuje kontrakt strona Polska, która twierdzi, że ma minimalny poziom i ma prawo obligatoryjnie zmusić Rosjan do podwyższenia poziomu.

„W kontrakt nie mamy wglądu, ponieważ nie jest publiczny i tylko prawnicy obu stron wiedzą, która ma silne karty w ręce” – podkreśla ekspert z Instytutu Studiów Energetycznych.

Zdaniem Pawła Poprawy, błędem naszego kontraktu jest również fakt, że Polska nie pobiera opłat tranzytowych za gaz dostarczany do Europy. Żeby renegocjować umowę, trzeba byłoby zerwać dotychczasowe umowy. „Na to sama Polska nie bardzo może sobie pozwolić” – dodał ekspert.

Jego zdaniem, ważne jest, aby doprowadzić do ustaleń na poziomie Unii Europejskiej, co byłoby dla Polski bardzo korzystne.

„Europa, będąc fundamentalnym płatnikiem rosyjskiego budżetu, ma zdecydowanie silniejszą pozycję negocjacyjną” – dodał gość Polskiego Radia 24.

IAR/PR24/JF/dj

podobne: Dzięki POPISowi Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom! Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka? oraz:  PGNIG o EuroPolGaz-ie. Prezes NIK chce odtajnienia raportu na temat umów gazowych i to: Deficyt dostaw gazu od Gazpromu wzrósł do 45%. Gazprom twierdzi że napełnia magazyny. Opinie: Zmniejszenie dostaw gazu do Polski to gra polityczna Rosjan (na której Polska może zaoszczędzić). Ukraina: Problemy w energetyce.

2. Rząd: Dostawy gazu przebiegają bez zakłóceń, bezpieczeństwo wzrośnie w 2015 r.

Warszawa, 12.07.2014 (ISBnews) – Dostawy gazu do polskich odbiorców realizowane są bez zakłóceń, a ilość gazu jest zabezpieczona na wyższym poziomie niż wynika z bieżącego zapotrzebowania. Zarówno wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński, minister skarbu Włodzimierz Karpiński, jak i Centrum Informacyjne Rządu (CIR) zapewniają, że bezpieczeństwo energetyczne nie jest zagrożone. Poziom bezpieczeństwa jeszcze wzrośnie po zakończeniu realizowanych obecnie inwestycji energetycznych.

„Polscy odbiorcy otrzymują gaz bez zakłóceń. Nasz system przesyłowy jest w pełni zbilansowany. To możliwe dzięki wielkim inwestycjom energetycznym, które zrealizowaliśmy w ostatnich latach” – powiedział Karpiński w oświadczeniu przesłanym agencji ISBnews.

„Nie ma zagrożeń dla systemu gazowego Polski. System przesyłowy jest w pełni zbilansowany, a dostawy gazu do odbiorców w Polsce realizowane są zgodnie z zapotrzebowaniem klientów” – powiedział Piechociński, cytowany w komunikacie resortu gospodarki.

„Dostawy gazu są realizowane bez przerw. System przesyłowy i dystrybucyjny funkcjonują normalnie. Polscy odbiorcy otrzymują gaz bez zakłóceń. W Polsce ilość gazu jest zabezpieczona na wyższym poziomie niż wynika z bieżącego zapotrzebowania” – czytamy w komunikacie CIR.

Według CIR, obecnie Polska zużywa dziennie ok. 28 mln m3 gazu. Do Polski wpływa teraz ok. 30 mln m3 gazu na dobę (w tym 20 mln m3 z kierunku wschodniego).

PGNiG podało wczoraj, że dostawy gazu ziemnego w ramach kontraktu jamalskiego na połączeniach międzysystemowych w Drozdowiczach (Ukraina), Kondratkach (Białoruś) i Wysokoje (Białoruś) nadal nie są realizowane zgodnie ze składanymi przez spółkę nominacjami – w środę deficyt dostaw wyniósł ok. 45 %. W poprzednich kilku dniach spółka odnotowała spadek dostaw o 20-24% w stosunku do zamówień.

CIR tłumaczy, że 45% jest jedynie dobową różnicą między ilością zwiększonego zamówienia PGNiG od ilości dostarczonej. Brakujące czasowo ilości surowca były uzupełniane z innych kierunków, podkreślono.

„Obecnie w pełni wykorzystywana jest przepustowość na punkcie wejścia w Lasowie na granicy polsko-niemieckiej, w Cieszynie na granicy polsko-czeskiej oraz w ramach wirtualnego rewersu na gazociągu jamalskim (w Punkcie Wzajemnego Połączenia: Lwówek, Włocławek) na poziomie około 90 proc. Przez te połączenia transportowany jest do Polski gaz z kierunku zachodniego i południowego” – czytamy w komunikacie CIR.

Z kolei Piechociński poinformował, że strona rosyjska zapewniła, iż od piątku dostawy będą zgodne z zamówionym harmonogramem.

Bezpieczeństwo dostaw zapewnia Polsce także ich dywersyfikacja.

Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) zwraca uwagę, że dziś z kierunku zachodniego i południowego możemy sprowadzić do Polski 7,5 mld m3, czyli blisko 50% ilości zużywanego w kraju surowca. To oznacza, że gaz z kierunku innego niż wschodni może stanowić niemal 75% naszego całkowitego importu.

„To ogromna zmiana na korzyść naszego bezpieczeństwa energetycznego. W 2007 r. dostawy gazu do Polski z kierunku innego niż wschodni były możliwe tylko przez połączenie z Niemcami w Lasowie, przez które mogło płynąć maksymalnie do 1 mld m3 gazu rocznie. Dywersyfikację kierunków dostaw gazu umożliwiły inwestycje poczynione w ostatnich latach – rozbudowa intekonektora w Lasowie w 2012 r., oddanie do użytku interkonektora w Cieszynie w 2011 r. oraz uruchomienie fizycznego rewersu na gazociągu jamalskim w kwietniu 2014 r.” – stwierdził Karpiński.

Od 2007 r. powstało w Polsce ponad 1200 km gazociągów wysokiego ciśnienia, a w planach jest rozbudowa kolejnych linii. Dzięki inwestycjom zrealizowanym w latach 2007-2014 w Polsce przybyło 1,2 tys. km gazociągów przesyłowych. Dla porównania w latach 2004-2006 powstało ich jedynie 75 km, podkreśla MSP.

W 2014 r. został uruchomiony fizyczny rewers na gazociągu jamalskim, czyli techniczna możliwość odbioru gazu płynącego z Niemiec do Polski. Dzięki niemu od naszych zachodnich sąsiadów możemy sprowadzać 5,5 mld m3 gazu rocznie.

„Wzrosła też pojemność magazynów gazu ziemnego – na koniec tego roku sięgnie 2,9 mld m3. W 2006 r. wynosiła natomiast 1,7 mld m3. Aktualny stan napełnienia magazynów wynosi ok 2, 6 mld m3 i jest najwyższy w historii” – poinformował resort skarbu.

MSP podkreśla też, że w Świnoujściu dobiega końca budowa terminalu LNG. Zapewni on ok. 30% krajowego zapotrzebowania na gaz (5 mld m3 przy ok. 16 mld m3 rocznego zużycia), a po rozbudowie około 50% (7,5 mld m3).

„Po uruchomieniu terminalu Polska będzie miała możliwość pokrycia potrzeb importowych w całości z innych kierunków niż wschodni. Inwestycja jest zaawansowana w ponad 90%, w 2015 r. inwestycja będzie gotowa do odbioru gazu” – konkluduje resort skarbu.

Gaz-System realizuje obecnie program budowy ponad 1000 km gazociągów przesyłowych (najważniejsze z nich powstaną w północno-zachodniej i środkowej Polsce ). Jego zakończenie planowane jest w 2015 r. Celem jest umożliwienie przesyłu gazu z terminalu LNG oraz powstających interkonektorów (połączeń gazowych Polska – Litwa, Polska – Czechy, Polska – Słowacja).

(ISBnews)

CIR tłumaczy, że 45% jest jedynie dobową różnicą między ilością zwiększonego zamówienia PGNiG od ilości dostarczonej. Brakujące czasowo ilości surowca były uzupełniane z innych kierunków, podkreślono….

Należy w związku z tym postawić sobie pytanie – Komu zależało na tym żeby wywołać histerię i wzbudzić u Polaków poczucie zagrożenia „kryzysem energetycznym”, skoro tak naprawdę w tym niedoborze nie było żadnego zagrożenia dla Polski bo dotyczył on NADWYŻKI. Gazprom po prostu skorzystał z zapisu w umowie (podpisanej przecież w pełni świadomie przez stronę polską!) o możliwości odmowy realizacji ZWIĘKSZONEGO zapotrzebowania. Rosja wywąchała że nasze większe niż zazwyczaj potrzeby, są związane z chęcią sprzedaży nadwyżki gazu Ukrainie (o czym zresztą sami głośno trąbiliśmy) i po prostu zrealizowała swoje prawo zgodnie z kolejną – idiotyczną, ale jednak! – klauzulą zakazu reeksportu rosyjskiego gazu (na co również się zgodziliśmy!). Nie dość że sami na siebie wzięliśmy dziwne zobowiązania, to teraz robimy z siebie kretynów i mamy pretensje o to, że Rosja wykorzystuje te kretyńskie zapisy przeciwko nam a raczej przeciwko temu że próbujemy pomóc Ukrainie…

Kolejna sprawa to opowiadanie (z rozmysłem czy z głupoty? – nie wiem) bredni o bezpieczeństwie w ramach „dywersyfikacji” dostaw gazu poprzez kierunki południowe i  zachodnie (z Niemiec). O czym my mówimy skoro tu ciągle chodzi o ROSYJSKI gaz, tylko płynący z innych kierunków! Co nam da nawet setka innych rur skoro źródło jest jedno i to samo? Co to za bezpieczeństwo skoro Rosja może równie łatwo zmniejszyć dostawy państwom znajdującym się na tych kierunkach? Wtedy to my będziemy w roli Ukrainy na takiej zasadzie że owe państwa z powodu niedoboru nie będą w stanie nam nic sprzedać. Co z tego że zamiast prawą ręką będę sobie podbierał z koszyka lewą, skoro ktoś może mi po prostu ten koszyk w każdej chwili zabrać? 🙂 Poleganie na tego typu zależnościach i udawanie że jesteśmy bezpieczni jest zwykłym mydleniem oczu i durną propagandą. O dywersyfikacji możemy mówić wyłącznie w przypadku dostępu do innych ŹRÓDEŁ jak Rosja.

…Odys

podobne: Ściema zwana „rewers gazu” czyli… Wszystkie rurki prowadzą do Rosji. oraz: Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %. Gaz-System: o zapasach gazu i interkonektorze z Litwą. PGNiG planuje wykonać 40 otworów do końca roku. i to: (NIE)Bezpieczeństwo energetyczne. W planach mniejsza zależność od dostaw surowca z Rosji. Steinmeier przeciwko wspólnym zakupom gazu. a także: Ruska rura i awantura…a gdzie agentura? polecam również: KE będzie negocjować z Rosją w sprawie South Streamu. Rura ominie Ukrainę. i to: Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?)

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Deficyt dostaw gazu od Gazpromu wzrósł do 45%. Gazprom twierdzi że napełnia magazyny. Opinie: Zmniejszenie dostaw gazu do Polski to gra polityczna Rosjan (na której Polska może zaoszczędzić). Ukraina: Problemy w energetyce.


1. PGNiG: Deficyt dostaw gazu od Gazpromu wyniósł 45% w środęGazprom najpierw napełnia magazyny, potem wyśle gaz.  Ukraina: Problemy w energetyce.

Warszawa, 11.09.2014 (ISBnews) – Dostawy gazu ziemnego w ramach kontraktu jamalskiego na połączeniach międzysystemowych w Drozdowiczach (Ukraina), Kondratkach (Białoruś) i Wysokoje (Białoruś) nadal nie są realizowane zgodnie ze składanymi przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) nominacjami – w środę deficyt dostaw wyniósł ok. 45 %, podała spółka.

„Zgodnie z kontraktem jamalskim, PGNiG ma prawo odbierać ilości mniejsze bądź równe maksymalnej dobie kontraktowej określonej dla poszczególnych punktów wejścia, na których realizowane są dostawy. Wolumeny zamówione przez PGNiG były mniejsze od ilości maksymalnych – czyli zgodne z kontraktem. Mimo to, nie zostały zrealizowane przez OOO Gazprom Eksport” – czytamy w komunikacie.

Aby zabezpieczyć niedobór dostaw z kierunku wschodniego, PGNiG podjęło decyzję o realizacji dostaw uzupełniających przez punkty: Lasów (Niemcy) oraz Cieszyn (Czechy). Dodatkowo, od dnia środy uruchomione zostały dostawy gazu przez punkt Mallnow (Niemcy), podano także.

„Trwa wyjaśnianie przyczyn zmniejszenia dostaw gazu z kierunku wschodniego, w szczególności czy mają one charakter techniczny czy handlowy. PGNiG nie otrzymało do chwili obecnej żadnej informacji ze strony Gazpromu o powodach zmniejszenia dostaw gazu do Polski” – czytamy dalej.

PGNiG podkreśla przy tym, że dostawy gazu ziemnego do odbiorców spółki przebiegają bez zakłóceń.

„Nie ma obecnie konieczności uruchamiania odbioru gazu z podziemnych magazynów gazu, które przed sezonem zimowym zostały w pełni zatłoczone. Aktualny stan napełnienia magazynów wynosi ok. 2,6 mld m3” – napisano w komunikacie.

Wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński podkreślał wczoraj w Łodzi, że Polska zgromadziła rekordowo wysokie rezerwy gazu. Jak zaznaczył, nigdy nie było tak wysokich zapasów i na poziomi biznesowym, i na poziomie rezerw strategicznych. Zapewnił, że m.in. dzięki tym zapasom i utrzymaniu wydobycia krajowego na poziomie ok 4,3 mld m3 rocznie jesteśmy „jak nigdy dotąd odporni i mocni”, a za rok Polska będzie przygotowana nawet na „dużo bardziej poważne zakłócenia w dostawach”.

Także wczoraj PGNiG informowało, że zaobserwowało w poprzednich dniach zmniejszenie dostaw gazu ziemnego w ramach kontraktu jamalskiego na połączeniach w Drozdowiczach, Kondratkach i Wysokoje o 20-24% w stosunku do zamówień składanych przez spółkę. Brakujące wolumeny zostały skompensowane poprzez dostawy gazu na innych punktach wejścia do polskiego systemu przesyłowego, podkreśliło wówczas PGNiG.

Dostawy gazu do Polski z kierunku wschodniego realizowane są na podstawie umowy pomiędzy PGNiG, a spółką OOO Gazprom Export. Gaz ziemny z kierunku wschodniego przesyłany jest do Polski poprzez następujące połączenia: na granicy polsko-ukraińskiej w punkcie wejścia Drozdowicze oraz na granicy polsko-białoruskiej w punktach wejścia Kondratki, Wysokoje, a także Tieterowka. Pozostałe połączenia, na których realizowane są kontrakty importowe PGNiG, zlokalizowane są na granicy polsko-niemieckiej w punktach wejścia Lasów, Mallnow i Gubin, oraz na granicy polsko-czeskiej w punktach wejścia Cieszyn i Branice.

PGNiG jest obecne na warszawskiej giełdzie od 2005 r. Grupa zajmuje się wydobyciem gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju, importem gazu ziemnego do Polski, magazynowaniem gazu w podziemnych magazynach gazu, dystrybucją paliw gazowych, a także zagospodarowaniem złóż gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju i zagranicą oraz świadczeniem usług geologicznych, geofizycznych i poszukiwawczych w Polsce i za granicą. W swojej spółce zależnej PGNiG Termika produkuje energię elektryczną i ciepło.

(ISBnews)

11.09.2014 (IAR) – Gazprom potwierdza informacje o ograniczeniach w dostawach gazu. Część kontrahentów, w tym Polska zgłasza zmniejszenie dostaw. Jednak rosyjski koncern twierdzi, że ograniczenia nie mają nic wspólnego z odsprzedażą paliwa Ukrainie.

Według agencji Interfax od kilku dni jedynie Turcja dostaje zwiększone ilości gazu. Operatorzy z innych krajów zgłaszają niedobory, w tym Polska, która odczuła ograniczenia na poziomie około 45 procent.

Rzecznik Gazpromu Siergiej Kuprianow wyjaśnia, że koncern dostarcza tyle paliwa ile obecnie ma, uwzględniając konieczność napełnienia podziemnych magazynów. Przy tym rzecznik koncernu nie odnosi się do rewersu gazu dla Ukrainy. Jednak rosyjskie agencje przypominają, że zarówno prezydent Władimir Putin, jak i szef Gazpromu Aleksiej Miller są krytycznie nastawieni do reeksportu surowca. W ich opinii odsprzedawanie gazu Ukraińcom, którzy mają ogromne zadłużenie wobec Moskwy, szkodzi interesom Rosji.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/mcm/

podobne: Rosja może zmienić kierunek tranzytu ropy naftowej wydatnie pomaga jej w tym Ukraina (Naftohaz twierdzi że zapewni dostawy na zachód).

11.09.2014 (IAR) – Ukraina potrzebuje na zimę dodatkowych dostaw gazu i węgla. Władze w Kijowie obawiają się poważnych problemów, które dotkną mieszkańców w związku z rosyjskimi ograniczeniami dostaw surowców energetycznych oraz działaniami separatystów.

Wicepremier Wołodymyr Hrojsman poinformował, że Ukraina potrzebuje dodatkowych 5 miliardów metrów sześciennych gazu. Pozostałe 23 miliardy metrów sześciennych Kijów ma zapewnione z innych źródeł (podziemne zbiorniki, rewers). Ukraina potrzebuje też 5 milionów ton węgla, ponieważ wspierani przez Moskwę separatyści zniszczyli kopalnie, a zapasy węgla wywożą do Rosji.

Rosja wstrzymała dostawy gazu w połowie czerwca w związku ze sporem dotyczącym ceny paliwa. Moskwa zgadzała się na tymczasową obniżkę, a Kijów chciał nowej umowy z nowym sposobem obliczania ceny. W związku z tym Ukraińcy postanowili rozwinąć tak zwany rewers, czyli sprowadzanie paliwa z Unii Europejskiej, między innymi z Polski i Słowacji. Gazprom zmniejszył jednak dostawy do tych państw zmuszając Warszawę do wstrzymania eksportu gazu na Ukrainę.

Władze już informują Ukraińców o działaniach prewencyjnych: zostanie obniżona temperatura gorącej wody i kaloryferów. Ograniczone mają być też dostawy dla zakładów przemysłowych. Gaz ma być zastąpiony innymi surowcami energetycznymi.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/em/

podobne: Putin zdenerwował się na Ukrainę. South Stream dzieli Europę

2. Opinie: Zmniejszenie dostaw gazu z kierunku wschodniego do Polski to gra polityczna Rosjan. Wojciech Jakóbik: Gazprom strzela sobie w stopę. To szansa dla PGNiG i Europy

11.09.2014 (IAR) – To gra polityczna Rosjan. Tak ostatnie ograniczenie dostaw gazu z kierunku wschodniego do Polski komentuje redaktor naczelny portalu biznesalert.pl Wojciech Jakóbik.

Od 9.00 w siedzibie Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa obraduje zespół reagowania operacyjnego. Spółka próbuje ustalić czy zakłócenia w przepływie gazu przez Białoruś i Ukrainę mają charakter techniczny czy też handlowy.

Ekspert ocenia, że Rosjanie chcą przede wszystkim przestraszyć kraje europejskie, na czele z Polską, przed pomaganiem Ukrainie w uniezależnianiu się od dostaw gazu z Rosji. W połowie czerwca Gazprom zatrzymał dostawy do tego kraju za karę, że Kijów nie spłacił długów. „To miał być sposób na pognębienie, ale nie odniósł skutku, ponieważ Polska, Słowacja i Węgry zapewniły rewersowy przesył surowca z Zachodu” – wyjaśnia. Teraz, ograniczając dostawy na naszych wschodnich połączeniach, Rosjanie dają sygnał ostrzegawczy – dodaje Wojciech Jakóbik.

Oprócz tego, Rosjanie zapewne chcą uzyskać dla siebie korzyści w toczonych właśnie dyskusjach na temat zwolnienia niemieckich odnóg gazociągu Nord Stream z regulacji antymonopolowych Unii Europejskiej, które bronią interesów klientów, a osłabiają monopolistę, czyli Gazprom.

Wojciech Jakóbik wyjaśnia, że gdyby gazowy gigant dostał 100-procent przepustowości na odnodze Gazociągu Północnego, który ciągnie się wzdłuż Odry do Czech, to w tym momencie dużo mniejsza jest potrzeba tranzytu przez Ukrainę.

W jego ocenie, w tej sytuacji Komisja Europejska powinna podjąć jakieś działania wobec Gazpromu. Ekspert zastrzega przy tym, że nie wierzy w otwartą wojnę z gazowym gigantem, ponieważ mogłaby się ona dla niego gorzej skończyć niż dla Europy.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/K.P. i wcześniejsze/dyd

źródło: stooq.pl

podobne: Rosja przykręca kurek z gazem? Wojciech Jakóbik: divide et impera po rosyjsku.

…wiara to piękna rzecz, ale przypominam że nikt nie wierzył również w to że Rosja posunie się do użycia siły na wschodniej Ukrainie a potem wszyscy uznali Putina za wariata kiedy eskalacja przemocy nastąpiła. Rosja tym czasem twardo realizuje to co sobie z PREMEDYTACJĄ założyła. Jest różnica między niewiarą w to co możliwe a faktem jaki właśnie się dokonuje. Rosja REALNIE ogranicza dostawy gazu tracąc na tym pieniądze (mając to jednocześnie „gdzieś”), ale nie sądzę żeby robiła to z czystej desperacji bez zastanowienia się nad konsekwencjami i bez skalkulowania ryzyka i pogodzenia się z kosztami. Poza tym wyłom w „solidarności energetycznej” UE już dawno został poczyniony i funkcjonuje dokładnie tak jak to Rosja sobie założyła. Nikt też ani nie sprawdzi, ani nie zabroni np. Niemcom przyjmowania więcej gazu na kierunku „nord-stream” ani innym państwom na innych kierunkach z pominięciem Ukrainy czy Białorusi.

Jakiś czas temu większość komentatorów udawała przed sobą i pocieszała się myślą że niekorzystny kontrakt rosyjsko-chiński świadczy o słabości Rosji a ja ostrzegałem że ten kontrakt jest wyłącznie po to by zabezpieczyć możliwość zaciskania sobie pasa przez Rosję na kierunku Europa. Rosjanie potrafią zacisnąć zęby i nic ich nie interesuje że będą na tym tracić „dolary”. Nie liczyłbym więc na to że Rosji nie stać na drastyczne kroki. Na razie nie jest do nich zmuszona, ale jestem przekonany że jest ona w każdej chwili gotowa zakręcić kurek całkowicie na kierunkach w jej mniemaniu wartych „poświęcenia”. Wbrew przekonaniu większości nie uważam że Rosja strzela sobie w stopę, ale że jest konsekwentna w łamaniu oporu UE w kwestii jej poświęcania się dla Ukrainy….

A my jak możemy to korzystajmy z okazji na możliwość „legalnie” tańszego zakupu surowca… Pamiętajmy też o tym, że Rosja sama od jakiegoś czasu wychodzi naprzeciw rynkowym wyzwaniom i informuje o wprowadzeniu zmian w kontraktach długoterminowych na korzyść odbiorców – „…Nieoficjalne źródła Wiedomosti w rosyjskim Gazpromie potwierdzają, że firma jest gotowa na wprowadzenie cen spotowych (bazowanych na giełdzie) do kontraktów długoterminowych na dostawy gazu, w których ceny były do tej pory indeksowane z ceną ropy naftowej. W maju tajne porozumienie Gazprom-ENI miało według Włochów dotyczyć między innymi wprowadzenia cen spotowych do umowy gazowej. Zmiany na europejskim rynku gazu stworzyły presję na Rosjan w kierunku urynkowienia cen dotąd zależnych od drogiej ropy naftowej. Źródło Wiedomosti przyznaje, że rozwiązanie zastosowane w umowie z włoskim ENI mogłoby zostać wprowadzone w innych kontraktach. W tym kontekście wymienia polską umowę gazową PGNiG-Gazprom.” – Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej. (Odys)

„… Chociaż nasze magazyny nie są wielkie (my – 2,58 mld m3, Ukraina 32 mld 3, Niemcy 20 mld m3), to nie musimy korzystać z ich rezerw. Kupimy gaz na giełdzie, co PGNiG już robi przez rewers na Gazociągu Jamalskim. Obecnie ceny spotowe surowca są tam tańsze od tego oferowanego przez Gazprom. Jeżeli Polska kupuje od Rosjan gaz za około $480/1000m3, to na spocie można go kupić nawet za $320/1000m3. Z danych Gaz-Systemu wynika, że są techniczne możliwości sprowadzenia z nowych kierunków do 75 procent wolumenu sprowadzanego obecnie z Rosji (ponad 10 mld m3). Po uruchomieniu gazoportu będzie to sto procent. Na wolnym rynku klient, któremu nie odpowiada jakość usługi po prostu zmienia usługodawcę. Zatem Rosjanie strzelają sobie w stopę, wykorzystując obecnie Gazprom do realizacji politycznych zadań w Europie Środkowo-Wschodniej.

W tym świetle problemy z dostawami są prezentem dla Polaków, którzy powinni w następnym oknie negocjacyjnym (7 listopada 2014 roku) walczyć z Gazpromem o:

1. Zmniejszenie wolumenu dostaw,

2. Zmniejszenie wolumenu objętego klauzulą take or pay,

3. Obniżenie ceny.

Podobne korzyści uzyskały już firmy włoskie i niemieckie w arbitrażu przeciwko Gazpromowi. My możemy wykorzystać obecne problemy do forsowania zmian bez konieczności udawania się do sądu. Jeżeli Rosjanie nadal będą udawać Greków, to sprawa i tak skończy się na wokandzie, najprawdopodobniej bez happy endu dla rosyjskiego giganta. Najprawdopodobniej Rosjanie nie mogą jednostronnie zdecydować o zmniejszeniu zakontraktowanych dostaw. Być może błędem było wycofanie się poprzednich władz PGNiG z arbitrażu przeciwko Gazpromowi w 2012 roku. Ugoda dała nam niższą cenę, sąd mógł dać wiele więcej. Teraz jest okazja do nadrobienia tych zaległości…”

…z całą pewnością przedwczesna rezygnacja z arbitrażu była błędem – lepsze doświadczenia innych państw na tym polu zdają się to potwierdzać. Czego nam zabrakło w negocjacjach z Rosją nie wiem (bo nie znam szczegółów dogadywania sławetnej „dwucyfrowej (procentowo) obniżki”) ale faktem jest, że w kolejnej rundzie negocjacyjnej PGNiG ma pewien punkt odniesienia i może się powoływać na zapowiedź Rosjan wychodzącą naprzeciw rynkowych możliwości tańszego zakupu. Czy Polska tym razem wykorzysta szansę tego dowiemy się za 2 miesiące…

„…Jednym z powodów dla których maleją dostawy gazu ze Wschodu może być chęć ukarania Polaków za wsparcie Ukrainy rewersowymi dostawami gazu. Ten przypadek (po raz n-ty) pokazuje, jak przydatnym narzędziem rosyjskiej polityki zagranicznej są długoterminowe kontrakty gazowe. Dlatego należy dążyć do uniezależnienia PGNiG-u od rosyjskiego kontraktu. Kończy się w 2022 roku. Jednostronne zerwanie warunków umowy przez Rosjan to tylko kolejny argument za całkowitym przeorganizowaniem relacji gazowych z Moskwą. Powinniśmy sprowadzać od Gazpromu dokładnie tyle gazu ile nam się opłaca i mieć możliwość wprowadzania zmian do umowy.

Polskie problemy z dostawami to także kolejny sygnał dla Unii Europejskiej, że czas ujawnić wyniki śledztwa antymonopolowego przeciwko Gazpromowi i pokazać w jaki sposób rosyjska firma nadużywa swojej pozycji w Europie Środkowo-Wschodniej. Należy także pamiętać o Ukrainie, która jest w dużo gorszej sytuacji niż Polska. Rewersowe dostawy gazu nad Dniepr są całkowicie zgodne z prawem Unii Europejskiej i Rosja nie ma prawa w nie ingerować….”

całość tu: konserwatywnie.wordpress.com

…nic nie da ujawnianie wyników śledztwa choćby przeprowadził je najlepszy detektyw na świecie. Poza tym co nam praktycznie da wiedza o tym że Rosja „oszukuje” (i bez tego wiadomo że to robi) skoro i tak pozostaje monopolistą… Poza tym Rosja kpi z postanowień międzynarodowych i po prostu nie stosuje się do nich, albo inaczej – stosuje się wtedy kiedy są dla niej wygodne i w jej mniemaniu korzystne. Z premedytacją potrafi odpuścić na jakimś kierunku negocjacji i sporów, by na innym kierunku nie liczyć się z „racją” drugiej strony i dokręcić śrubę – do tej drugiej kategorii klientów należy niestety m.in. Polska. Nikt też nie jest w stanie zmusić Rosji do zachowania się niezgodnego z jej interesem – niby jak? Jedyną pałą na Rosję jest po prostu rezygnacja z jej surowców na rzecz innych – choćby droższych jak kogoś było stać. Rosja ma gdzieś prawo międzynarodowe i wmawianie sobie że „nie ma do czegoś prawa” albo że „powinna się zachowywać zgodnie z prawem” jest naiwnością godną dziecka które protestuje i domaga się sprawiedliwości w sytuacji kiedy silniejszy zabiera mu zabawkę bez zważania na „słuszne prawa pokrzywdzonego” 🙂 W Rosję można uderzyć tylko KONKRETNYM – FIZYCZNYM działaniem jakim byłby totalny bojkot odbioru surowców energetycznych z tego kraju (do czego nigdy nie dojdzie i obie strony a w szczególności Rosja doskonale o tym wie)…

Dywersyfikacja źródeł ze zmniejszeniem udziału na rynku rosyjskiego gazu i ropy to jedyny ratunek dla Europy jeżeli chce się naprawdę uwolnić od dyktatu Rosji. Innego rodzaju półśrodki w postaci „sankcji” które można obejść, albo do których mało kto się stosuje to klejenie durnia. Równi i równiejsi czyli komu sankcje a komu rekompensaty: Exxon i Rosnieft współpracują na Morzu Karskim, USA zwiększają import rosyjskiego węgla, Rosja kupuje statki na zachodzie. Unijne rekompensaty póki co tylko dla dla producentów brzoskwiń i nektarynek. oraz: Rozmowy o tranzycie polskich towarów przez Białoruś. Rosjan nie niepokoją sankcje, ale firmy z Europy Środkowej mają się czego obawiać. i to: Nowe sankcje uderzają w Rosnieft, omijają Gazprom. Rosja się nie obawia i zapowiada odwet. i to: Luki w sankcjach Zachodu. Europa udaje że dokucza Rosji a tak naprawdę mamy do czynienia z „business as usual”. Oczywiście ci najbardziej „fanatyczni” ponoszą realne koszta tej szopki, ale na własne naiwne życzenie.

…Odys

podobne: Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %. Gaz-System: o zapasach gazu i interkonektorze z Litwą. PGNiG planuje wykonać 40 otworów do końca roku.

Gazprom, gazociąg, Rosja

Rosja przykręca kurek z gazem? Wojciech Jakóbik: divide et impera po rosyjsku.


10.09.2014 (IAR) – Rosja przykręca kurek z gazem? PGNiG poinformowała, że od poniedziałku notowany jest spadek dostaw gazu ziemnego z Rosji do Polski. Informacji nie potwierdza strona rosyjska.

Jak czytamy w komunikacie PGNiG, przedwczoraj na połączeniach międzysystemowych na granicach z Białorusią i Ukrainą dostawy surowca zostały zredukowane o 20% względem zamówień składanych przez PGNiG. Wczoraj było to już 24% Operator Gazociągów Przesyłowych Gaz-System potwierdza, że Polska odbiera mniej gazu ze wschodu na granicy polsko-ukraińskiej i polsko-białoruskiej. Jednocześnie informuje, że w związku z tym czasowo wstrzymany został przesył gazu ze strony Polskiej na Ukrainę. „Technicznie musieliśmy inaczej zorganizować pracę systemu przesyłowego” – wyjaśniła IAR Małgorzata Polkowska, rzeczniczka Gaz Systemu Aktualnie PGNIG bada przyczyny takiego stanu rzeczy. Rzeczniczka spółki Dorota Gajewska poinformowała, że PGNiG zwróciła się do Rosjan z prośbą o wyjaśnienia w tej sprawie. Dodała, że brakujące wolumeny zostały skompensowane poprzez dostawy gazu na innych punktach wejścia do polskiego systemu przesyłowego – na południowej i zachodniej granicy. Gajewska uspokajała przy tym, że dostawy gazu ziemnego do odbiorców spółki przebiegają bez zakłóceń.

Rosjanie zaprzeczają, jakoby mieli ograniczyć dostawy gazu do Polski. Jak powiedział agencji Itar Tass przedstawiciel koncernu, „doniesienia światowych agencji informacyjnych o redukcji dostaw do odbiorcy jakim jest PGNiG , są nieprawdziwe”.

Przedstawiciel ten, którego personaliów nie podano zapewnia, że taka sama wielkość dostawy gazu – 23 miliony metrów sześciennych na dzień, jest dostarczana do Polski.

Nastroje tonował wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński. Jak mówił, „nie ma powodów do paniki”. Dodał, że tej pory dostawy gazu ze Wschodu były terminowe. a Polska dysponuje dużymi zapasami tego surowca. Jak podkreślił, przedstawiciele resortu kontaktują się ze stroną rosyjską, by wyjaśnić przyczyny zakłóceń w dostawie gazu.

W podobnym tonie wypowiedział się ekspert do spraw energetycznych Andrzej Szcześniak. Rozmówca IAR przypomniał, że wahania w dostawach sięgające 20 procent nie są czymś nadzwyczajnym. Zwykle wyrównuje się je pod koniec kwartału. Andrzej Szczęśniak dodał jednak, że sprawę trzeba jak najszybciej wyjaśnić i dowiedzieć się jakie są przyczyny dostarczania przez Rosję mniejszej ilości gazu.

Z kolei w ocenie eksperta Instytutu Sobieskiego Tomasza Chmala sytuacja jest „poważna”. Jego zdaniem, w sytuacji, gdy mamy do czynienia z konfliktem rosyjsko-ukraińskim, podobne ograniczenia są szczególnie niepokojące.

Informacyjna Agencja Radiowa(IAR)/wczesn/md/jj

11.09.2014 (IAR) – Rosji i Ukrainie jest jak najszybciej potrzebny gazowy kompromis. Do takich wniosków dochodzą eksperci cytowani przez dziennik „Izwiestia”.

Wśród rosyjskich polityków jednak nie brakuje takich, którzy wzywają Gazprom do ograniczenia dostaw paliwa krajom zaopatrującym Ukrainę w ten surowiec w ramach reeksportu.

Deputowany Władimir Gutieniow chce, aby Gazprom wstrzymał dostawy surowca dla krajów Unii Europejskiej, które dostarczają Ukrainie gaz rewersem. Chodzi przede wszystkim o Polskę, Słowację i Węgry. Jednocześnie proponuje, aby zmusić Brukselę do wyrażenia zgody na zwiększenie mocy przepływowych w Gazociągu Północnym, a także przyspieszenia prac związanych z budową Gazociągu Południowego. W jego opinii, rewers gazu na Ukrainę to nieuczciwa metoda szkodząca interesom Gazpromu.

Tymczasem, ekspert Paweł Krutichin przypomina, że obecne kontrakty na dostawy gazu nie zabraniają reeksportu surowca.

„To, co znalazło się na terytorium danego kraju, jest jego własnością” – tłumaczy specjalista.

Analityk rynku Siergiej Prawosudow dodaje, że nie ma sensu wszczynanie wojny gazowej z europejskimi partnerami, ponieważ wszyscy są zainteresowani jak najszybszym rozwiązaniem ukraińskiego konfliktu. Zauważa przy tym, że jeśli nie będzie rewersu paliwa na Ukrainę, „Ukraińcy zaczną kraść gaz”.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/dj

źródło: stooq.pl

…no cóż. Można się tylko domyślać o co chodzi a było to łatwe do przewidzenia wraz z nadchodzącym okresem grzewczym i zaostrzającym się konfliktem na Ukrainie. Rosja z premedytacją korzysta z faktu że od jej gazu jest uzależnione sporo krajów Europy, które mogą oczywiście udawać solidarność z Ukrainą, ale tak jak w sytuacji rozbioru tego kraju nic nie poradziły, tak samo będzie w przypadku „niezależności energetycznej. Wszystkie atuty (kurki) znajdują się w rękach Rosji. Nic tu nie pomoże żaden rewers kiedy źródło paliwa jest JEDNO I TO SAMO dla każdego (Ściema zwana „rewers gazu” czyli… Wszystkie rurki prowadzą do Rosji).

Po zwycięskiej kampanii na wschodzie Ukrainy Putin postanowił kuć żelazo (zwłaszcza że Europa sama mu się podkłada) i dokończyć dzieła podporządkowania sobie Ukrainy na polu energetyki. Wystarczy bowiem że każdemu po równo ograniczy dostawy a  poszczególne kraje same zrezygnują z pomagania Ukrainie (zima za pasem i nikt nie będzie swoich rezerw naruszał, kiedy Rosja wydaje się być zdeterminowana nie na żarty)… Tym samym spodziewam się że Europa przestanie się solidaryzować z Ukrainą i będzie ona zmuszona sama dogadać się z Rosją na jej warunkach. Teraz już tylko od Ukrainy zależy czy Putin schowa kij i nie wyciągnie w to miejsce marchewki. Będzie się jednak musiała Ukraina przed Putinem ukorzyć… (Odys)

„…Kreml dofinansuje Rosnieft kwotą 1,5 bln rubli aby ten mógł utrzymać wydobycie ropy naftowej. Mimo to rząd przewiduje nieznaczny spadek wydobycia w 2015 roku. Będzie to drugi spadek w historii Federacji Rosyjskiej po upadku Związku Sowieckiego. Premier Rosji Dmitrij Miedwiediew zapowiedział jednak, że ewentualne wprowadzenie sankcji w życie spotka się z „asymetryczną odpowiedzią”. Chodzi o zablokowanie lotów europejskich spółek nad terytorium wschodniego sąsiada Polski. Oczywiście z blokady mają zostać zwolnione linie państw „przyjaznych” Rosji. Jeżeli Moskwa nie dostanie euro ani dolarów, zwróci się po juany do Pekinu, co dodatkowo zwiększy jej rosnącą zależność od Państwa Środka w sektorze energetycznym, a w tym przypadku finansowym. Dlatego Rosjanom nie będzie zależeć na antagonizowaniu swoich europejskich partnerów, którzy i tak wykazują prorosyjską postawę.

Zachodnie firmy gazowe opowiadają się za utrzymaniem współpracy z Gazpromem. Niektóre z nich jak austriackie OMV zapowiedziały wręcz, że nie zrobią nic przeciwko swojemu głównemu dostawcy i nie uruchomią rewersowych dostaw, jeżeli będzie to niezgodne z jego interesem. Także rządy w Berlinie, Bratysławie, Budapeszcie i Sofii hamują zdecydowane posunięcia polityczne Unii Europejskiej, czego przykładem jest odroczenie sankcji oraz dopuszczenie możliwości ich zdjęcia w razie pozytywnych skutków zawieszenia broni między Kijowem a bojownikami na wschodzie Ukrainy, pomimo pierwotnych deklaracji, że warunkiem sine qua non dla ich cofnięcia jest wycofanie Rosjan z terenu tego kraju i oddanie mu Krymu. Z tego względu Rosjanie będą kontynuować politykę rozbijania solidarności energetycznej w ramach Unii Europejskiej, ponieważ przynosi ona już swe owoce.

Nawiasem mówiąc, podobnie jak polityka rozbijania solidarności w NATO, co było widać na szczycie w Newport, gdzie zgodnie z wolą prorosyjskich członków Sojuszu nie przyjęto żadnych rozwiązań godzących w traktat NATO-Rosja. Rosjanie grają na europejskich partykularyzmach dzieląc kraje kontynentu na przyjaciół i wrogów dialogu jak w przypadku zapowiedzi o zakazie lotów nad ich terytorium. Przyjaciołom (partii pokoju w Europie) prezentują marchewkę – zwolnienie z sankcji, intratne umowy. Na wrogów (partię wojny) szykują kij, na czele z groźbami użycia taktycznej broni atomowej w ewentualnym konflikcie. Jak w zwierciadle odbijają tę propagandę w swoim otoczeniu, przekonując, że na Kremlu także funkcjonują dwie partie – wojny i pokoju, dlatego lepiej iść na ustępstwa i rozmawiać z tą druga, niż pozwolić na działanie pierwszej. To retoryka znana z czasów Zimnej Wojny, gdy ZSRS rozgrywał Zachód kreując sztuczny podział swoich elit na jastrzębie i gołębie, który był wykorzystywany do osiągania celów politycznych Kremla. Dzięki tym narzędziom Rosjanie unikną wojny gazowej i antagonizowania swoich europejskich partnerów. Wykorzystają je, by przekonać ich do hamowania rewersowych dostaw….

…Utrzymuję swoją prognozę, że tej zimy wojny gazowej nie będzie. Rosjanie nie muszą jej wywoływać, bo do realizacji swej polityki mogą wykorzystać rosyjski obóz w Europie. Moskwa będzie grała na porozumienia w sprawie Ukrainy wykraczająca poza legalne ramy unijnego prawa mocno ograniczającego jej swobodę ruchu. Wykorzysta swoich stronników w UE aby uniknąć postępowania w sądzie arbitrażowym w sporze z Naftogazem. Możliwe, że dojdzie do porozumienia politycznego opisującego na nowo ukraiński sektor gazowy zgodnie z wolą Kremla. Prawdopodobna jest prognozowana przeze mnie gazowa Jałta i podział wpływów na Ukrainie między Zachód a Rosję.

Długofalowo taki obrót sytuacji uderzy w interesy Europejczyków, bo ci – według mnie błędnie – zakładają, że prezydent Rosji Władimir Putin, nasyci się sprezentowanymi przez Europejczyków zdobyczami ukraińskimi. Jeśli jednak Zachód pozwoli mu na wasalizację Ukrainy, rosyjski przywódca będzie miał sprawdzony model, którego będzie mógł użyć do ponownej wasalizacji innych krajów byłego Związku Sowieckiego. Dzięki temu będzie mógł kontynuować zbieranie ziem sowieckich pod swoimi rządami.

całość tu: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %. Gaz-System: o zapasach gazu i interkonektorze z Litwą. PGNiG planuje wykonać 40 otworów do końca roku. oraz: Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej.

…nic dodać nic ująć… Naiwnym ludziom przekonanym o przewadze UE (innej niż statystyka ekonomiczna) nad Rosją i o tym że wystarczy pójść na wymianę ekonomicznych dolegliwości (które chętnie po cichu obchodzą wszystkie zainteresowane strony) żeby rzucić Putina na kolana radzę zejść na ziemię. Po pierwsze za dużo jest w „zjednoczonej Europie” partykularnych interesów (i to takich że jeden drugiego gotowy sprzedać za paczkę fajek) a po drugie, na to żeby złamać i zbuntować przeciwko Putinowi przywykłych do surowego życia Rosjan to trzeba by katastrofy na rynku cebuli i wódki. To oczywiście stereotypowe założenie, ale mniej więcej taka jest tolerancja na ból po stronie Rosji…

Rosja to nie zachód i jest ona w stanie bez niego przeżyć, co w drugą stronę na dzień dzisiejszy byłoby dla wyfiukowanego „zapada” zbyt kosztowne a z ewentualnym buntem obywateli też w ostateczności poradziłaby sobie tylko jedna strona.

Rosja upomni się o ziemie rosyjskie wszędzie tam gdzie dostrzeże próbę ich zagarnięcia przez UE. Tak się zaczął konflikt na Ukrainie i to samo będzie w innych regionach (niedługo umowę z UE ma podpisać Mołdawia, gdzie Rosja również ma „swoje” interesy i ziemię). Nie ma się więc co oburzać i protestować przeciwko takiemu zachowaniu Rosji, bo to nic nie da. Pora skończyć z upuszczaniem samemu sobie krwi, ku uciesze USA i reszty świata (którzy korzystają na destabilizacji Europy i ucieczce kapitału), licząc na ucywilizowanie czy opamiętanie drugiej strony. Jedyna rzeczą którą można Rosję zranić jest totalny bojkot surowców ropopochodnych (o wojnie nawet nie wspominam) w innym wypadku lepiej pogodzić się z porażką – im szybciej tym lepiej – i wyciągnąć stosowną naukę, już dziś przestawiając politykę energetyczną na inne tory i szukając dla swoich towarów nowych rynków zbytu nie zamykając przy tym własnego rynku dla Rosji. Każde z większych państw samo pilnuje swoich interesów z Rosją więc i my tak zróbmy. Szabelkę odłóżmy na półkę do czasu kiedy będziemy umieli nią machać bo póki co tylko sobie kuku robimy a nie stać nas na to.

…Odysgazprom, unia europejska, niedźwiedź

Spór gazowy groźny dla Europy, czy dojdzie do „gazowej Jałty”? KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji, która za trzy lata może spaść o 28 %. Gaz-System: o zapasach gazu i interkonektorze z Litwą. PGNiG planuje wykonać 40 otworów do końca roku.


1. Ukraina: Premier o gazieRosja ma obawy o dostawy gazu przez UkrainęSpór gazowy groźny dla Europy.

27.08.2014 (IAR) – Rosja zamierza wstrzymać w zimie dostawy gazu do Unii Europejskiej przez terytorium Ukrainy. O takich planach Moskwy poinformował ukraiński premier Arsenij Jaceniuk.

Szef rządu powiedział, że ukraiński sektor energetyczny jest w trudnej sytuacji. „Wiemy o rosyjskich planach wstrzymania w zimie tranzytu gazu nawet do państw Unii Europejskiej” – powiedział Arsenij Jaceniuk. Dlatego, według premiera, już teraz niektóre kraje wypełniają swoje zbiorniki gazu. Odbiorcami błękitnego paliwa z Rosji w Europie są między innymi Polska, Niemcy, Francja, Szwajcaria i Bośnia.

Szef ukraińskiego rządu nie wyklucza, że na Ukrainie nie będzie nie tylko rosyjskiego gazu, ale też innych paliw. W związku z tym Kijów liczy na wznowienie trójstronnych rozmów Ukraina-Unia Europejska-Rosja na temat dostaw gazu.

Na razie władze niektórych ukraińskich miast, w tym stolicy, przygotowują mieszkańców do chłodnej zimy. W związku z oszczędnościami w większości bloków nie ma ciepłej wody. Zapowiedziano także, że w tym roku kaloryfery i woda w kranach nie będą tak ciepłe, jak w latach poprzednich. Zaapelowano także o ocieplenie z zewnątrz mieszkań. Na Ukrainie najczęściej każdy właściciel robi to indywidualnie, dlatego bloki przypominają mozaikę.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Piotr Pogorzelski /Kijów/em/

podobne: Naftohaz: wytrzymamy do wiosny bez gazu z Rosji. Wojciech Jakóbik: 8 sposobów na uniezależnienie Ukrainy od dostaw rosyjskiego gazu. oraz: Rosja może zmienić kierunek tranzytu ropy naftowej wydatnie pomaga jej w tym Ukraina (Naftohaz twierdzi że zapewni dostawy na zachód).

29.08.2014 (IAR) – Rosja obawia się, że Ukraina może zimą nielegalnie zacząć pobierać gaz przeznaczony dla Europy. Mówił o tym w Moskwie minister energetyki Rosji Aleksander Nowak po rozmowach z europejskim komisarzem do spraw energii Guentherem Oettingerem.

Minister Nowak powiedział, że wraz z nadejściem zimy może zaistnieć ryzyko, iż gaz, dostarczany przez Rosję europejskim odbiorcom zgodnie z kontraktem, może być nielegalnie odbierany przez Ukrainę dla jej potrzeb.

Według rosyjskich mediów, Ukraina w podziemnych zbiornikach ma 15 miliardów metrów sześciennych gazu. Do bezpiecznego rozpoczęcia sezonu grzewczego brakuje jej 9-10 miliardów metrów sześciennych gazu. Zapełnianie zbiorników powinno rozpocząć się jak najszybciej.

Ukraina i Gazprom nie mogą się porozumieć w sprawie ceny gazu. Według „Gazpromu”, Ukraina jest winna 5 miliardów 300 milionów dolarów za gaz już dostarczony. Gazprom 16 czerwca wprowadził przedpłaty na gaz dla Ukrainy i wstrzymał jego dostawy. Aby rosyjski gaz znowu mógł popłynąć na Ukrainę, Kijów musi spłacić pierwszą ratę długu w wysokości 1 miliarda 450 milionów dolarów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Włodzimierz Pac/Moskwa/em/

podobne: Rosja wstrzymuje wszelkie gazowe konsultacje z Ukrainą. a także: Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę

29.08.2014 (IAR) – Spór gazowy jest groźny dla Europy – ostrzega doktor Dominik Smyrgała z Collegium Civitas.

Gość Polskiego Radia 24 wyjaśnia, że Rosja weszła na ścieżkę konfrontacji, dlatego spotkanie unijnego komisarza ds. energii Guenthera Oettingera z rosyjskim ministrem energetyki Aleksandrem Nowakiem nie przyniesie porozumienia.

Zdaniem eksperta, będzie to teatr dla zachodnich społeczeństw, które nie rozumieją, co się dzieje na Ukrainie.

Trzeba pamiętać, że większość mocy przesyłowych rosyjskiego gazu przebiega przez terytorium Ukrainy. Na razie wszystkie inne dostawy gazu systemem tranzytowym przez terytorium Ukrainy idą normalnie – dodał Smyrgała.

Jak podkreślił, Ukraina zapowiedziała, że jeśli Rosja wstrzyma dostawy gazu na Ukrainę, tej porcji, którą normalnie pobiera, to Ukraina w geście samoobrony będzie musiała odciąć wszystkie dostawy gazu albo zacząć podbierać ten gaz dla siebie. To będzie akt desperacji ze strony Ukraińców – dodał ekspert.

Zachód chce temu przeciwdziałać, chce żeby ten gaz dalej normalnie płynął, ale namawiając Ukrainę do ustępstw w tym zakresie pozbawia ją jedynie realnej broni niemilitarne, jaką jeszcze Ukraina ma w konflikcie z Rosją – podkreślił ekspert.

Zdaniem doktora Smyrgały, Rosja może całkowicie odciąć dostawy gazu na Ukrainę i tym samym do Europy.

Oznaczało by to pójście Rosji na maksymalną konfrontację i zdaniem eksperta, w normalniej perspektywie byłoby krokiem samobójczym. Oni już w tej chwili przekroczyli wszelkie schematy i standardy, i poszli tak daleko w części militarnej, czego by się nikt jeszcze kilka tygodni temu nie spodziewał, że są w stanie odciąć dostawy gazu już w tej chwili – stwierdził doktor Smyrgała.

Byłoby to szkodliwe nie tylko dla Ukrainy i Unii Europejskiej ale także dla samej Rosji – uważa ekspert.

Po dwóch poprzednich konfliktach gazowych i po odcięciu dostaw gazowych na Ukrainę w 2009 i 2011 roku – przypomina doktor Smyrgała – zmniejszył się udział Gazpromu w rynku europejskim. Spadł z 44 procent do 27, więc jeśli znowu Rosja odetnie gaz, Unia będzie zmuszona szukać możliwości dywersyfikacji, innych dostaw gazu.

Zdaniem doktora Smyrgały, sytuacja taka może wpłynąć na złagodzenie negatywnego podejścia Unii do gazu łupkowego. Może będą rozbudowywane terminali gazowe i zwiększy się import gazu z innych kierunków. Oznaczałoby to, że udział Rosji w rynku gazowym byłby jeszcze mniejszy.

Ale moim zdaniem – stwierdził doktor Smyrgała – albo już całkowite szaleństwo panuje na Kremlu, czego nie można wykluczyć, albo oni sobie po prostu to dokładnie wyliczyli.

Zdaniem eksperta scenariusze są różne. Jeżeli Rosja chce wznieść żelazną kurtynę na Bugu i Karpatach oraz odbudować potęgę dawnego bloku sowieckiego pod wodzą Kremla, to obserwując wydarzenia na wschodniej Ukrainie można przypuszczać, że Putin nie zawaha się przed niczym.

Na szczęście w przypadku Polski, gaz paradoksalnie nie ma aż takiego znaczenia. Zdaniem eksperta, mamy spore zapasy i własny gaz. Dlatego jesteśmy bardziej odporni na ewentualne działanie Moskwy, niż inne gospodarki europejskie – podkreślił gość Polskiego Radia 24 Polskie Radio 24/JF/jj

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

podobne: Wojciech Jakóbik: Nowe sankcje uderzają w Rosnieft, omijają Gazprom. Spory polityczne na Ukrainie wstrzymują reformy sektora gazowego. Zachodni biznes w Rosji krytykuje sankcje oraz: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy polecam również:  Wojciech Jakóbik: Na problemy z Rosją zgazowanie węgla. i to: Gaz łupkowy pomoże UE uniezależnić się od Rosji. UE zaostrza stanowisko w sprawie South Streamu

„…Oettinger powiedział, że  Komisja Europejska przygotowuje analizę zagrożeń spowodowanych przez spodziewany kryzys gazowy w Unii Europejskiej. Dodał, że celem rozmów KE-Ukraina-Rosja będzie zabezpieczenie dostaw dla krajów UE. Podkreślił, że Europa nie może czekać do zakończenia sporu Gazpromu i Naftogazu w sądzie arbitrażowym w Sztokholmie i potrzebuje tymczasowego rozwiązania cenowego aby zabezpieczyć zimowe dostawy surowca. Liczy na to, że przełom w rozmowach gazowych otworzy możliwość szerszego porozumienia w sprawie kryzysu ukraińskiego. 

Czytaj także: Gazowy wyłącznik na wypadek inwazji rosyjskiej na Ukrainie

Strony spotkają się 6 września. Poprzedzą je konsultacje KE-Rosja zaplanowane na 29 sierpnia w Moskwie. Według ITAR TASS rozmowy mają także dotyczyć ewentualnych ustępstw UE w sprawie wyłączenia gazociągów OPAL i South Stream spod regulacji antymonopolowych. Europa zamroziła rozmowy na ten temat po aneksji Krymu przez Rosjan. Nacisk w tym zakresie to jedyna dźwignia wpływu Europy na Rosjan, która nie niesie ze sobą ryzyka wywołania wojny gazowej. Ukraińskie ministerstwo energetyki przekonuje jednak, że bezpieczeństwo dostaw gazu do Europy zależy „tylko od zachowania Gazpromu”. Minister energetyki Jurij Prodan wskazuje, że tylko Gazprom może zatrzymać tranzyt przez Ukrainę i to z nim a nie z ukraińskim operatorem rur mają podpisane umowy firmy europejskie. Podkreślił, że jego kraj „przy spełnieniu określonych warunków” może zadowolić swe potrzeby gazowe dostawami z Zachodu.

Należy zatem wnioskować, że:

  1. Europa chce porozumienia za wszelką cenę, bo godzi się na rozwiązanie przejściowe, które będzie po myśli Rosjan i może przerodzić się w rozwiązanie ostateczne, jeśli Ukraina wycofa się z arbitrażu.
  2. Rosja chce rozszerzyć targi w ramach rozmów gazowych o interesujące ją kwestie: wyłączenie dla OPAL i South Stream, zrzucenie odpowiedzialności za tranzyt gazu na Ukrainę, legitymację aneksji Krymu poprzez manewry cenowe w ramach umowy gazowej z Naftogazem. Chce jednak wyłączyć te targi spod reżimu ram prawnych, dlatego naciska na wycofanie się Kijowa z arbitrażu.
  3. Ukraina zostaje sama ze swoimi postulatami europeizacji sektora gazowego: wejścia firm zachodnich do konsorcjum zarządzającego gazociągami oraz przesunięcia punktów odbioru gazu z zachodniej na wschodnią granicę Ukrainy, które współgrają z dotychczasową polityką energetyczną Wspólnoty Energetycznej, do której należy Kijów.

Te uwarunkowania każą wątpić w przyjęcie korzystnych dla Ukrainy rozwiązań w toku najbliższych rozmów KE-Ukraina-Rosja. Rozmowy o sektorze gazowym zostaną włączone w pakiet spraw negocjowanych w celu zakończenia kryzysu ukraińskiego. Europie zależy na czasie, więc pójdzie prawdopodobnie na pewne ustępstwa wobec Rosjan, które pozwolą utrzymać tranzyt surowca przez Ukrainę i nie załamią ukraińskiego sektora gazowego. Oznaczałoby to, że europeizacja ukraińskiego sektora gazowego pozostanie rozwiązaniem długofalowym ale niezrealizowanym, a zastąpi je rozwiązanie tymczasowe i niebezpieczne – gazowa Jałta…” (całość tu: Dlaczego Rosja chce wrócić do rozmów gazowych z Ukrainą.)

podobne: Putin zdenerwował się na Ukrainę. South Stream dzieli Europę. oraz: KE będzie negocjować z Rosją w sprawie South Streamu. Rura ominie Ukrainę.

2. KE i Ukraina za tymczasową ceną gazu z Rosji. Za trzy lata cena gazu od Gazpromu spadnie o 28 procent.

(REUTERS/AP/AFP/TERESA WÓJCIK/INTERFAX/WOJCIECH JAKÓBIK)

…Szef rządu ukraińskiego poinformował, że dotychczas Ukraina zgromadziła w swoich magazynach  podziemnych 15 mld m. sześc. gazu. Obecnie stara się o dywersyfikację dostaw węgla. Sytuacja w sektorze węgla jest na Ukrainie o tyle trudniejsza, że  rosyjskie siły i rosyjscy najemnicy bombardują i niszczą kopalnie ukraińskie, z których wydobywa się węgiel energetyczny.  W tej sytuacji – podkreślił Jaceniuk – Ukraina liczy na kontynuację konsultacji trójstronnych z UE i Rosją, których celem jest rozwiązanie spornych kwestii w energetyce. W ubiegłą sobotę, podczas wizyty kanclerz Angeli Merkel w Kijowie, szef rządu zaproponował ogłoszenie publicznego przetargu dla firm międzynarodowych, które chciałyby uczestniczyć w  zarządzaniu ukraińskimi sieciami przesyłu gazu. Nawiązując do planowanego na 4-5 września szczycie NATO w Newport w Walii ( będzie na nim obecny prezydent Poroszenko) premier stwierdził, że Ukraina oczekuje od NATO „praktycznej pomocy”. Jego rząd miał wczoraj zatwierdzić roczny plan współpracy Ukraina-NATO.  Szef rządu ukraińskiego przed wczorajszym posiedzeniem rządu nawiązał do obaw Rosjan przed  wejściem w życie umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską. Tymczasem jest to umowa  o strefie wolnego handlu z UE i nie niesie żadnych zagrożeń dla rosyjskiej gospodarki – podkreślił Jaceniuk. W reakcji na wypowiedź premiera Ukrainy, rosyjski minister energetyki Aleksander Nowak ocenił jako bezpodstawne twierdzenia polityków ukraińskich, jakoby Rosja planowała wstrzymać tranzyt gazu do państw Unii Europejskiej.  Nowak zaprzeczył, aby Rosja miała takie zamiary. Jego zdaniem – są to próby umyślnego dezinformowania odbiorców rosyjskiego gazu. Podkreślam – powiedział Nowak, że stanowisko Rosji jest w tej kwestii niezmienne – dokonamy maksimum wysiłków, aby wykonać nasze zobowiązania handlowe wobec europejskich importerów. Po tym jak rosyjskie wojska wkroczyły na południowy-wschód Ukrainy w okolicach Mariupola, ukraińskie ministerstwo spraw zagranicznych wyraziło nadzieję na jak najszybszą reanimację rozmów grupy kontaktowej składającej się z przedstawicieli Unii Europejskiej, Ukrainy i Rosji. Tymczasem po konsultacjach UE-Rosja zaplanowanych na 29.08, 6.09 odbędą się nowe rozmowy gazowe KE-Ukraina-Rosja. Kijów już teraz deklaruje, że będzie się opowiadał za przyznaniem Naftogazowi tymczasowej ceny kupna gazu od Gazpromu. Ma ona wynieść średnią z najniższych i najwyższych cen dostaw z ostatniego półrocza, a zatem musi się zmieścić w przedziale między 320 a 385 dolarów za 1000 m3.

(KOMMERSANT/NEWS AZ)

Według wyliczeń rosyjskiego Ministerstwa Rozwoju Ekonomicznego na które powołuje się gazeta Kommersant, w nadchodzących trzech latach cena oferowana przez Gazprom jego zagranicznym klientom spadnie średnio o 28 procent z $387 do $302/1000m3. Przez to o około 4 mld dolarów spadną zyski Gazpromu, który w 2013 roku zarobił na eksporcie 2,1 bln rubli czyli 62 procent ogólnych zysków. Presję cenową tworzą relatywnie niskie ceny na rynku spotowym spowodowane łagodną zimą, sięgające poziomu $220-260/1000m3…

źródło: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej.

3. Gaz-System: Polski sektor gazowy jest bezpieczny. Gaz-System pracuje na projektem połączenia gazowego Polski i Litwy.

Jak podaje TVN24BiŚ.pl, Jan Chadam, prezes Gaz-Systemu, który nadzoruje polskie gazociągi, uspokaja, że na razie nie ma żadnych sygnałów o przerwach w dostawach gazu przez Ukrainę. Potwierdził przy tym swoją wypowiedź dla TVN24 Biznes i Świat sprzed miesiąca zapewniając, że nie ma zagrożenia dla dostaw gazu do odbiorców, nawet w przypadku ograniczenia lub wstrzymania dostaw gazu z Ukrainy. – W przypadku ewentualnego zakłócenia dostaw z tego kierunku, przy aktualnym poziomie zapotrzebowania, dostawy do odbiorców będą realizowane bez problemów – powiedział Chadam….

29.08.2014 (IAR) – Gaz-System spodziewa się, że Komisja Europejska około grudnia poinformuje, czy dofinansuje budowę łącznika gazowego między Polską a Litwą. Oprócz Polski i Litwy projekt dotyczyłby także Łotwy i Estonii.

Chodzi o zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego, a także o integrację krajów bałtyckich z rynkiem gazowym Unii Europejskiej, jak również zlikwidowanie tak zwanych wysp energetycznych – powiedział IAR prezes Gaz-Systemu Jan Chadam.

Nowe połączenie stworzyłoby także możliwość dostępu do globalnego rynku skroplonego gazu ziemnego przez terminal LNG w Świnoujściu, ale też na przykład do magazynów błękitnego paliwa na Łotwie.

Jan Chadam dodaje, że łącznik ma mieć długość 534 kilometrów – po stronie polskiej prawie 360, a po litewskiej ponad 170. Wartość projektu to prawie 600 milionów euro. Liczymy na dofinansowanie 3/4 – zaznaczył. Pozostała część kwoty pochodziłaby od uczestników – głównie Polski i Litwy, ale częściowo również od Łotwy i Estonii.

Jeśli decyzja Komisji będzie pozytywna, połączenie mogłoby powstać w ciągu 6 lat.

IAR K.P./ab

podobne: Gaz-System i litewski Amber Grid budują interkonektor. Litwa uniezależnia się od Gazpromu.

4. PGNiG planuje 25 wierceń do końca roku w Polsce, łącznie w br. wykona 40 otworów.

Warszawa, 29.08.2014 (ISBnews) – Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) do końca 2014 roku planuje wykonać lub rozpocząć wiercenie w Polsce 25 otworów poszukiwawczych i eksploatacyjnych zarówno węglowodorów konwencjonalnych, jak i niekonwencjonalnych, poinformowała spółka. W I poł. 2014 r. spółka wykonała 15 takich odwiertów, więc na koniec bieżącego roku ich ilość sięgnie 40.

„Zaplanowane są wiercenia pozwalające otworzyć nowe, słabo rozpoznane obszary poszukiwania pod kątem niekonwencjonalnych złóż shale gas/oil i tight gas w skałach czerwonego spągowca (Rokietnica 4), skałach karbonu (Kobylin 1, Welichowo 8), skałach miocenu autochtonicznego (Kramarzówka 1). Odwierty te stanowią wyzwanie ze względu na nowy cel geologiczny do tej pory nie rozpoznany w tym rejonie i otwierają możliwości dla nowych perspektyw w przyszłości” – czytamy w komunikacie.

Ponadto spółka rozpocznie fazę otworów horyzontalnych w odwiertach tzw. łupkowych, w rejonie pomorskim. Pierwszym odwiertem z tego cyklu jest Lubocino 4H na koncesji Wejherowo, pad Lubocino, a kontynuacją będą kolejne odwierty horyzontalne w rejonie Pomorza w 2015 r.

„W ramach poszukiwania złóż konwencjonalnych na słabo rozpoznanym obszarze Karpat wiercony jest głęboki otwór Fredropol-1, którego celem jest rozpoznanie formacji skalnych podsolnych oraz sprawdzenie ewentualnego nagromadzenia ropy naftowej i gazu ziemnego. Uzyskane dane pozwolą określić potencjał zasobowy obszaru badań i zaplanować dalsze prace, których celem będzie odkrycie i udostępnienie złóż węglowodorów” – czytamy dalej.

W IV kw. 2014 r. PGNiG rozpocznie wiercenie sześciu nowych odwiertów eksploatacyjnych na konwencjonalnych złożach gazu ziemnego i ropy naftowej zlokalizowanych w Wielkopolsce i na Podkarpaciu.

„Na złożu gazu ziemnego Dzików w województwie podkarpackim zostanie wykonany jeden otwór eksploatacyjny Dzików-23. Złoże zostało odkryte w 1960 roku otworem Uszkowce-8. Pierwotne zasoby geologiczne wynosiły 2,1 mld m wysokometanowego gazu ziemnego. Eksploatację złoża rozpoczęto w 1996 r. Zadaniem nowego otworu eksploatacyjnego Dzików-23 jest umożliwienie wzrostu wydobycia i zwiększenie tempa sczerpywania zasobów gazu ziemnego” – wyliczono.

Spółka zaznacza, że na złożu ropy naftowej Lubiatów w województwie wielkopolskim zostaną wykonane w celu racjonalnego wykorzystania zasobów złoża i utrzymania produkcji ropy dwa kierunkowe odwierty eksploatacyjne Lubiatów-13K i Sowia Góra-11K oraz jeden otwór poziomy Lubiatów-11H. Zaplanowane do odwiercenia otwory znajdują się w obszarach o dobrych parametrach złożowych, co jest mocną przesłanką do prognozowania wysokiej produkcji ropy naftowej.

Złoże ropy naftowej odkryto otworem Lubiatów-1 w styczniu 2003 r, a jego eksploatację rozpoczęto w grudniu 2012 roku. Zasoby wydobywalne wynoszą 5,435 mln ton ropy i 1,812 mld m3 gazu ziemnego.

„Z uwagi na to, że złoże Lubiatów jest położone na obszarze Puszczy Nadnoteckiej, jednym z priorytetów przy realizacji wiercenia otworów za ropą i gazem na tym terenie jest ograniczanie ingerencji w środowisko naturalne. Projektowane otwory zostaną więc odwiercone przy już istniejących strefach przyodwiertowych” – zastrzega PGNiG.

Na złożu gazu ziemnego Paproć w województwie wielkopolskim zostaną wykonane dwa otwory eksploatacyjne Paproć-61 i Paproć-62. Zadaniem obu otworów będzie udostępnienie części złoża, która dotychczas była eksploatowana na mniejszym poziomie. Wydobycie nowymi odwiertami pozwoli także utrzymać dotychczasowy poziom produkcji z całego złoża w dłuższym okresie czasu.

„Złoże gazu ziemnego Paproć odkryto odwiertem Cicha Góra-1 w roku 1979, a jego eksploatację rozpoczęto we wrześniu 1985 roku. Początkowe zasoby geologiczne gazu ziemnego wynosiły 10,340 mld m3, a wydobywalne 7,755 mld m3” – podsumowało PGNiG.

PGNiG jest obecne na warszawskiej giełdzie od 2005 r. Grupa zajmuje się wydobyciem gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju, importem gazu ziemnego do Polski, magazynowaniem gazu w podziemnych magazynach gazu, dystrybucją paliw gazowych, a także zagospodarowaniem złóż gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju i za granicą oraz świadczeniem usług geologicznych, geofizycznych i poszukiwawczych w Polsce i zagranicą.

(ISBnews)

podobne: BNK: dobre wyniki wiercenia w poszukiwaniu gazu łupkowego oraz: Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?)

źródło: stooq.pl

rosyjskie-gazociagi-mapa (Infografika.pl)

rosyjskie-gazociagi-mapa (Infografika.pl)

Polska gospodarka: Lista strategicznych podmiotów. Wzmocnienie nadzoru, wzrost wartości i prywatyzacja. Koszty „ambitnej” polityki w Możejkach. Rząd upraszcza prawo budowlane (czy aby na pewno?)


1. MSP: Lista strategicznych podmiotów obejmuje 22 spółki, w tym Grupę Azoty.

Warszawa, 05.08.2014 (ISBnews) – Lista strategicznych podmiotów Ministra Skarbu Państwa (MSP) obejmuje 22 spółki, w tym Grupę Azoty, poinformował minister Skarbu Państwa Włodzimierz Karpiński. Na liście podmiotów w nadzorze MSP, które mogą zostać poddane przekształceniom własnościowym (m.in. prywatyzacji, wniesieniu, komunalizacji, połączeniu), jest z kolei 190 spółek i przedsiębiorstw.

„Grupa Azoty jest spółką strategiczną ze względu na skalę działalności, duży wpływ na polską gospodarkę i ogromne znaczenie dla rynku pracy. MSP nie zamierza sprzedawać akcji tej Grupy. Jej strategiczny charakter znalazł odzwierciedlenie w dokumencie, który przedstawiłem dzisiaj Radzie Ministrów. Dokumenty przygotowywane przez poprzednie rządy mówiły o prywatyzacji polskiej chemii. My postawiliśmy temu tamę” – powiedział Karpiński, cytowany w komunikacie.

Grupa Azoty powstała w wyniku konsolidacji polskiego sektora chemicznego. Dziś jest liderem europejskiego rynku nawozów. Utrzymanie statusu „Azotów” jako podmiotu strategicznego dla polskiej gospodarki gwarantują także odpowiednie zapisy w statucie i stabilny, długoterminowy akcjonariat zainteresowany rozwojem Grupy, podaje MSP.

Rada Ministrów zapoznała się z listą podmiotów strategicznych przedłożoną przez Ministra Skarbu Państwa. Są na niej 22 spółki.

„Lista podmiotów o strategicznym znaczeniu dla gospodarki państwa” jest załącznikiem do ‚Priorytetów zarządzania portfelem podmiotów nadzorowanych przez Ministra Skarbu Państwa do roku 2015’, którego pierwsza wersja została zatwierdzona przez Kolegium Ministerstwa Skarbu Państwa 30 kwietnia 2014 r. 5 sierpnia 2014 r. z listą zapoznała się Rada Ministrów” – podano w informacji.

Według komunikatu, obok Azotów znalazło się na niej 21 innych spółek, które mogą odgrywać rolę liderów gospodarczych w procesie reindustrializacji Polski. Wśród nich są (w kolejności alfabetycznej): Agencja Rozwoju Przemysłu, Bank Gospodarstwa Krajowego, Grupa Lotos, KGHM Polska Miedź, PGE Polska Grupa Energetyczna, Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, Polska Grupa Zbrojeniowa, Polski Koncern Naftowy Orlen, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, Polskie Inwestycje Rozwojowe, Polskie Radio, Powszechna Kasa Oszczędności Bank Polski, Powszechny Zakład Ubezpieczeń, Przedsiębiorstwo Eksploatacji Rurociągów Naftowych Przyjaźń, Przedsiębiorstwo Przeładunku Paliw Płynnych „Naftoport”, Tauron Polska Energia, Telewizja Polska, Totalizator Sportowy, Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście, Zarząd Morskiego Portu Gdańsk, Zarząd Morskiego Portu Gdynia.

„Na listę podmiotów o znaczeniu strategicznym dla gospodarki wpisane zostały spółki, które budują wartość dla akcjonariuszy, odgrywają ważną rolę w procesie tworzenia silnej gospodarki kraju oraz współtworzą bezpieczeństwo ekonomiczne państwa. Znajdują się na niej również spółki o strategicznym znaczeniu ze względu na pełnioną misję, jak Polskie Radio i Telewizja Polska” – podsumowano w informacji.

(ISBnews)

polecam: MSP nie zamierza sprzedawać akcji Grupy Azoty, uważa ją za strategiczną spółkę. oraz: MSP chce rozmawiać o sposobie prywatyzacji Krajowej Spółki Cukrowej  i to: Efektywność zarządzania środkami publicznymi… Będzie lepiej bo gorzej już było?

2. MSP: Priorytety to wzmocnienie nadzoru, wzrost wartości i prywatyzacja spółek.

Warszawa, 05.08.2014 (ISBnews) – Wzmocnienie nadzoru, zwiększanie wartości nadzorowanych spółek, wspieranie innowacyjności i przekształcenia własnościowe – to priorytety Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP) na najbliższe półtora roku, wynika z dokumentu „Priorytetów zarządzania portfelem podmiotów nadzorowanych przez Ministra Skarbu Państwa do roku 2015”.

„5 sierpnia z dokumentem przedłożonym przez Ministra Skarbu Państwa, zapoznała się Rada Ministrów. MSP będzie przede wszystkim budowało wartość podmiotów ważnych dla bezpieczeństwa państwa, a z drugiej strony dążyło do zmniejszenia zaangażowania państwa w obszarach, w których jego udział nie jest niezbędny” – czytamy w komunikacie.

„Wartość pakietów akcji spółek z udziałem SP wzrosła od 2008 r. o 55% i to w czasie światowego kryzysu finansowego. To w dużej mierze efekt trafnych decyzji właścicielskich i skutecznego nadzoru. Jestem przekonany, że aby majątek Skarbu Państwa był wykorzystywany efektywnie minister skarbu musi działać jak świadomy i aktywny właściciel. Będziemy to robić dwutorowo: poprzez dalszą profesjonalizację nadzoru właścicielskiego oraz wspieranie współpracy między zarządami spółek a Skarbem Państwa” – powiedział minister Skarbu Państwa Włodzimierz Karpiński, cytowany w komunikacie.

W MSP trwają zaawansowane prace nad kompleksową polityką właścicielską. „Będzie ona odpowiedzią na nowe wyzwania stojące przed MSP. Chodzi o efektywne zarządzanie aktywami o coraz większej wartości, a z drugiej strony dokończenie często skomplikowanych procesów restrukturyzacji i prywatyzacji tych spółek, w których udział państwa nie jest niezbędny” – dodał minister Skarbu Państwa.

Powstał już zapowiadany zespół ds. wparcia nadzoru. MSP podejmuje także działania usprawniające przepływ informacji między MSP a radami nadzorczymi oraz angażuje się we wspieranie przedstawicieli Skarbu Państwa w radach nadzorczych. MSP pracuje także nad nowymi standardami i mechanizmami monitorowania i oceny działalności ekonomicznej i finansowej spółek z udziałem Skarbu Państwa, umożliwiających szybkie reagowanie na zachodzące zjawiska, podano również.

„W resorcie powstaje także platforma wymiany informacji, służącą inicjowaniu współpracy i szukaniu biznesowych synergii między spółkami (w ramach Programu koordynacji projektów strategicznych i innowacyjnych realizowane są projekty za ponad 100 mld zł). Powołano już komitety składające się z przedstawicieli spółek i MSP, których zadaniem będziem.in. wypracowanie optymalnego modelu współpracy i doprowadzenie do implementacji rozwiązań innowacyjnych” – czytamy dalej.

MSP będzie także promować i inicjować współpracę nadzorowanych spółek ze środowiskiem badawczo-rozwojowym. M.in. w tym celu został powołany komitet ds. innowacyjności, w skład którego weszli przedstawiciele świata nauki oraz reprezentanci spółek, odpowiedzialni za rozwój innowacji.

(ISBnews)

polecam: 10 POtężnych ciosów dla przedsiębiorców oraz: Skuteczniejsza walka z bezrobociem młodych potrzebna od zaraz. Tymczasem nowych miejsc pracy nie przybędzie. i to: Raz w górę, raz w dół. Dwa rankingi o „wolności gospodarczej”. Komu wierzyć?  a także: Cukiernik: Zderzenie propagandy PO z rzeczywistością.

3. 11 miliardów w błoto czyli koszty „ambitnej” polityki energetycznej w Możejkach.

Oprócz zakupu w 2006 roku samej litewskiej rafinerii Orlen w ciągu 7 lat zainwestował na Litwie 930 mln USD, a ponadto zaciągnął 500 mln USD pożyczki. Z kolei zysk wyniósł 600 mln USD. Łącznie oznacza to koszty na poziomie 3,62 mld USD, czyli 11 mld zł – wylicza serwis szczesniak.pl.

Problem polega na tym, że ropę do rafinerii w Możejkach trzeba dowozić tankowcami z Wenezueli, a następnie koleją z terminala przeładunkowego, ponieważ po zakupie rafinerii przez Polaków Rosjanie zakręcili kurek z ropą pod pozorem problemów technicznych, które trwają do dziś.

– Mamy pewne polityczne uwiązanie tej inwestycji. Ona była dokonana z powodów politycznych i dzisiaj polityka w największym stopniu wpływa na jej kontynuowanie – stwierdził Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliwowego.

źródło: nczas.com

…PKN Orlen w II kwartale tego roku osiągnął zysk netto na poziomie 134 mln zł, a za sześć miesięcy – 273 mln zł bez uwzględnienia dokonanych odpisów wartości aktywów grupy spółki. Ma poważne inwestycje – jak zakup spółki TriOil Resources z Kanady w celu pozyskania know-how niezbędnego do rozwoju nowego rodzaju wydobycia, w tym ze złóż łupkowych. Nie powinno się tego zatem rozpatrywać tylko w kontekście „tu i teraz”, a z perspektywy kilku lat. Wtedy są to wyniki dużo bardziej imponujące. U nas od spółek energetycznych oczekuje się, że będą jednocześnie silne na arenie międzynarodowej i odnosiły sukcesy na giełdzie, a one są przecież czempionami narodowymi, które realizują – lepiej lub gorzej – polską politykę energetyczną. Jeżeli chcemy naraz traktować je jako spółki giełdowe i narzędzia polityczne to osiągamy coś w rodzaju schizofrenii. Wtedy oczekujemy zarówno efektów politycznych, a z drugiej strony nie podobają nam się wyniki finansowe. W efekcie nie osiągamy żadnego z tych celów – jak w Możejkach. (Wojciech Jakóbik)

źródło: konserwatywnie.wordpress.com

…Modlę się o czasy kiedy tacy złodzieje od „prywatyzacji” publicznego grosza będą za swoje „patriotyczne inwestycje” zwracać z własnych pieniędzy, łącznie z wywłaszczeniem ich z prywatnych majątków. Tylko wtedy każdy jeden „Kaczyński” zastanowi się nad tym co ma zamiar zrobić z publicznym majątkiem. (Odys)

4. Rząd zniósł pozwolenia na budowę. Opinie: Po zmianach prawa budowlanego wcale nie musi być szybciej„Puls Biznesu”: długie czekanie na pozwolenie.

05.08.2014 (IAR) – Dziś rząd, potem parlament, a na końcu prezydent. Ministrowie podjęli decyzję o zmianach w prawie budowlanym. Najważniejszą z nich jest rezygnacja z pozwoleń na budowę dla domów jednorodzinnych. Nowe rozwiązania powstały w ministerstwie infrastruktury i rozwoju. Rzecznik resortu Robert Stankiewicz tłumaczy, że po wejściu w życie nowych przepisów wystarczy zawiadomienie o rozpoczęciu budowy. Taki dokument należy złożyć w siedzibie starostwa powiatowego. Jeżeli urząd nie zareaguje w ciągu 30 dni, inwestor będzie mógł rozpocząć inwestycję. Według wciąż obowiązujących przepisów, każdy, któ chce wybudować dom jednorodzinny, musi uzyskać pozwolenie na budowę. Średni czas oczekiwania na dokument to ponad 60 dni. W dużych miastach trzeba czekać nawet trzy miesiące. Nowe rozwiązania sprawią, że czas przygotowań do inwestycji się skróci. Ze zmian wynika, że niepotrzebne będzie także pozwolenie na użytkowanie domu jednorodzinnego.

Do zawiadomienia trzeba będzie dołączyć projekt inwestycji. Musi on być zgodny z miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego i normami prawa budowlanego. Zdaniem przedstawicieli ministerstwa nie ma więc groźby, że po wejściu nowych przepisów w życie, pojawią się samowole budowlane.

Projekt chwalą eksperci. Zdaniem Marcina Krasonia z Home Brokera zyskają na nich zarówno inwestorzy, jak i urzędnicy. Jedni będą mieli mniej załatwiania, a także oszczędzą czas. Ci drudzy będą mieli mniej pracy.

Marzena Rudnicka z Centrum imienia Adama Smitha zwraca uwagę, że zmiany są spójne z obowiązującymi przepisami budowlanymi, co oznacza, że inwestorzy nadal będą musieli je brać pod uwagę.

Uproszczenie prawa budowlanego zapowiadał już 2007 roku premier Donald Tusk. Potem przepisami zajmowała się sejmowa komisja „Przyjazne Państwo”. Jest szansa, że nowelizacja wejdzie w życie jeszcze w tym roku.

Informacyjna Agencja radiowa/IAR/A. Pszoniak/K.P.

Uproszczone zostaną też formalności dotyczące projektu budowlanego. Nie będzie trzeba dołączać do niego oświadczeń o zapewnieniu dostaw energii, wody, ciepła, gazu, odbioru ścieków oraz o warunkach przyłączenia do sieci wodociągowych, kanalizacyjnych, cieplnych, gazowych, elektroenergetycznych i telekomunikacyjnych. Zlikwidowany zostanie też obowiązek zgłoszenia o zamierzonym terminie rozpoczęcia robót budowlanych.

Znowelizowane przepisy mają wejść w życie po 3 miesiącach od ich ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/komunikat/to/K.P.

05.08.2014 (IAR) – Przyjęte dziś przez rząd zmiany w prawie budowlanym mają skrócić czas załatwiania formalności i przyspieszyć budowę domu jednorodzinnego. W praktyce jednak tak być nie musi. Jak tłumaczy naczelnik Wydziału Budownictwa i Gospodarki Przestrzennej w siedleckim magistracie Barbara Kowal, urzędnicy nadal będą musieli wykonać te same czynności. Ustawa nie zwalnia ich bowiem z konieczności sprawdzenia zgodności dokumentów z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego lub decyzją o warunkach zabudowy.

Rozmówczyni IAR zauważyła, że w Siedlcach już teraz w przypadku projektów niebudzących zastrzeżeń pozwolenia wydawane są niemalże od ręki, a wielokrotnie w czasie krótszym niż trzy tygodnie. W myśl nowych przepisów inwestor będzie musiał oczekiwać 30 dni na ewentualny sprzeciw do zgłoszenia.

Barbara Kowal podkreśliła, że nowelizacja nie przyspieszy też realizacji inwestycji na terenach nieposiadających planów zagospodarowania przestrzennego. Zwróciła uwagę, że w takich przypadkach znacznie bardziej czasochłonne jest uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy niż późniejszego pozwolenia na budowę.

Przyjęta przez rząd nowelizacja prawa budowlanego zakłada między innymi rezygnację z pozwoleń na budowę dla domów jednorodzinnych, stawianych z zachowaniem odpowiednich odległości od granic działki. W zamian wystarczy zgłoszenie.

IAR/Tomasz Marciniuk/kl

…Uproszczenie procedur będzie dotyczyło przede wszystkim domów jednorodzinnych nie mających wpływu na sąsiedztwo – między innymi budowanie wysokich budynków, a także budowanie w granicy działki, czy „doklejenie się” do sąsiada.

Wymagane będzie zgłoszenie do starosty zamiaru budowy domu jednorodzinnego wraz z projektem budowlanym. Starosta wówczas będzie miał 30 dni na zgłoszenie sprzeciwu. Po tym czasie jeśli tego nie zrobi, inwestor uzyskuje tzw. milcząca zgodę na budowę. Co istotne w projekcie budowlanym nie będzie wymagane załączanie zgody od dostawców mediów, czy też zgoda na zjazd z drogi publicznej. Będzie to weryfikowane w momencie prowadzenia robót budowlanych. Nie będzie wymagane także zgłoszenie o zamiarze rozpoczęcia robót budowlanych, ten skostniały przepis mówi o tym iż inwestor ma obowiązek na 7 dni przed rozpoczęciem robót zawiadomić nadzór budowlany. Skrócony zostanie czas uzyskania milczącej zgody na użytkowanie z 21 do 14 dni.

Istotne może być także wprowadzenie możliwości rozłożenia na raty opłaty legalizacyjnej w przypadku samowoli budowlanej, przy czym samo naliczanie opłat pozostanie bez zmian.

Nowelizacja zakłada także rozwinięcie listy obiektów budowlanych oddanych do użytku na podstawie zawiadomienia o zakończeniu budowy a są to: warsztaty rzemieślnicze, stacje obsługi pojazdów, myjnie samochodowe, garaże do pięciu stanowisk włącznie, obiekty magazynowe takie jak: chłodnie, hangary, wiaty, budynki kolejowe takie jak: nastawnie, podstacje trakcyjne, lokomotywownie, wagonownie, strażnice przejazdowe, myjnie taboru kolejowego, a także place składowe, postojowe i parkingi oraz stawy rybne. Według aktualnie obowiązującego prawa wymagają one pozwolenia na użytkowanie.

Nowelizacja ma wejść po 3 miesiącach od jej opublikowania w Dzienniku Ustaw. Nie rozwiązuje ona szeregu istotniejszych problemów z jakimi boryka się inwestor, a mianowicie większość gmin nie posiada miejscowego planu zagospodarowania terenu a zatem musi on się posiłkować warunkami zabudowy wydawanymi przez gminę. Jest z tym nie lada problem ze względu zarówno na czas oczekiwania na tzw. Wuzetki, jak również z tym, że jest to mimo wszystko decyzja uznaniowa. Jednakże każde usprawnienie procesu budowlanego działa na korzyść obywateli i samej gospodarki. Miejmy tylko nadzieję, że owa nowelizacja nie narobi większego bałaganu zarówno architektonicznego jak i biurokratycznego w Polsce.

(Kamil Ewiak – Macro Invest) …podobne: W Polsce „opłaca się” tylko mieszkać. Podatek od nieruchomości godzi w prowadzących działalność

11.08.2014 (IAR) – Czas oczekiwania na pozwolenie na budowę wynosi w Polsce średnio 161 dni. Daje to naszemu krajowi 88. miejsce w rankingu Doing Business – czytamy w „Pulsie Biznesu”.

Aby uzyskać pozwolenie, trzeba wypełnić 18 odmiennych procedur administracyjnych. Największym problemem jest, według dziennika, zebranie potrzebnej dokumentacji. Po jej złożeniu urzędnicy mają 65 dni na rozpatrzenie wniosku, ale z powodu niejednoznacznych przepisów prawa termin ten jest nieraz przekraczany.

Jednak według „Pulsu Biznesu”, sytuację powinna poprawić przyjęta przez rząd tak zwana mała nowelizacja prawa budowlanego. Znosi ona konieczność uzyskania pozwolenia na budowę domu jednorodzinnego. Skorzystają na tym też firmy, gdyż urzędnicy będą mogli szybciej zająć się ich wnioskami. Nowelizacja ma również ograniczyć liczbę wymaganych dokumentów. Dzięki wprowadzeniu zmian w życie Polska może, zdaniem dziennika, awansować w rankingu. Nie zlikwidują one jednak wszystkich trudności, jakie stoją przed inwestorami.

IAR/”Puls Biznesu”/Internet/Siekaj/kl

źródło: stooq.pl

podobne: Polska gospodarka: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie oraz: Polska gospodarka: bankructwa firm, eksport, inwestycje zagraniczne. i to: Tusk: istotą PO prowadzenie Polaków do zwycięstw… ale raport NIK temu zaprzecza! a także: Lubowski: musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach. Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność” polecam również: Wskaźnik ZEW dla polskiej gospodarki w dół. Niższy od oczekiwanego odczyt PP wskazuje na spadek PKB. Polska może pozostać zagłębiem taniej siły roboczej. i na koniec: Jak zainstalowano w Polsce „kapitalizm kompradorski” i kto (lub co) za tym stoi. oraz: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu.

rys. Buch

rys. Buch

Wojciech Jakóbik: Na problemy z Rosją zgazowanie węgla.


Dzięki pracom prowadzonym przez Australijczyków Polska może w przyszłości realizować swoje zapotrzebowanie na gaz ziemny przy wykorzystaniu zasobów węgla. Wtedy czarna owca energetyki stanie się ponownie błogosławieństwem dla naszej gospodarki.

Australijskie Linc Energy, które w 2011 roku uzyskało koncesje na wydobycie węgla na Górnym Śląsku, informuje, że otrzymało wstępną zgodę polskiego ministerstwa środowiska na demonstracyjne podziemne zgazowanie węgla w okolicach Krakowa. Z koncesji w posiadaniu firmy w przyszłości mogłoby pochodzić nawet 10 mld m3 gazu pochodzącego ze zgazowania węgla rocznie. Firma szacuje, że ze złóż węgla w jej dyspozycji można zgazować do 800 mld m3 gazu ziemnego.

Po nabyciu w 2014 roku koncesji Polanka Wielkie Drogi o złożach szacowanych na 1,2 mld ton i Kobior szacowanej na 2,8 mld ton, firma ocenia swoje portfolio w Polsce na około 4 mld ton węgla. Linc Energy zamierza teraz sprowadzić część sprzętu z Australii i rozpocząć ocenę oddziaływania swoich prac na polskie środowisko naturalne. Jej przedstawiciele przekonują, że dzięki zgazowaniu węgla Polska mogłaby uniezależnić się od importu gazu ziemnego z Rosji. Spółka prowadzi działalność w Azji i Australii. Oprócz zgazowywania węgla, skrapla ten surowiec i gaz ziemny.

Zgazowanie węgla to także szansa dla polskiej nauki. Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie dzięki dofinansowaniu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju prowadzi od 2010 roku projekt „Opracowanie technologii zgazowania węgla dla wysoko efektywnej produkcji paliw i energii”. – W skład Konsorcjum wchodzą ponadto: Główny Instytut Górnictwa w Katowicach, Instytut Chemicznej Przeróbki Węgla w Zabrzu i Politechnika Śląska w Gliwicach (partnerzy naukowi) oraz Katowicki Holding Węglowy S.A., KGHM Polska Miedź S.A., Tauron Polska Energia S.A., Południowy Koncern Energetyczny S.A., Południowy Koncern Węglowy S.A. i ZAK S.A. (partnerzy przemysłowi). Całkowity budżet Projektu obejmuje dofinansowanie z NCBiR (80 mln zł) oraz wkład własny partnerów przemysłowych, wynoszący ok. 9,8 mln zł – informuje prestiżowa uczelnia.

Czytaj także: Unia Energetyczna i inne postulaty premiera

Jeżeli Australijczycy rzeczywiście zapewnią Polsce 10 mld m3 gazu ziemnego rocznie, to ten wolumen mógłby teoretycznie zastąpić import surowca z Rosji, od której sprowadzamy nieco więcej. Nagłe pojawienie się takiej ilości gazu na rynku zachwiałoby jednak kruchym systemem umów gazowych obsługiwanych przez PGNiG. Oklauzulowane kontrakty z Gazpromem i Qatargasem narzucają na polską spółkę obowiązek kupna określonej części zapisanego w umowie wolumenu bez względu na okoliczności. Bez zmiany tych kontraktów gaz z węgla od Australijczyków dodatkowo podważyłby zatem pozycję PGNiG. To kolejny na długiej liście argument za renegocjacją umów gazowych przez Polski rząd. Po łupkowej rewolucji na horyzoncie pojawia się szansa na nową rewolucję węglową. Ją także możemy zaprzepaścić

źródło: konserwatywnie.wordpress.com

podobne: „Puls Biznesu” – Gaz z węgla, kłopoty z głowy oraz: Coraz bliżej do kopalni węgla w Nowej Rudzie. Walka z emisją CO2 nie musi oznaczać walki z węglem.

Węgiel nie jest dobry ani zły. To paliwo, które można wykorzystać na różne sposoby

Węgiel nie jest dobry ani zły. To paliwo, które można wykorzystać na różne sposoby

IS: Finalne prace nad gazem łupkowym będą prowadzić tylko rodzime firmy.


Warszawa, 08.05.2014 (ISBnews) – Euforia wywołana prognozami zasobów gazu łupkowego sięgającymi początkowo nawet 5,3 bln m3 mijała wraz z kolejnymi odwiertami i nie jest wykluczone, że finalnie prace poszukiwawcze będą kontynuowały tylko rodzime koncerny – takie jak PKN Orlen, Grupa Lotos czy PGNiG, uważa Robert Zajdler, ekspert Instytutu Sobieskiego.

„Niewykluczone, że finalnie prace poszukiwawcze będą kontynuowały tylko rodzime koncerny – takie jak Orlen, Lotos czy PGNiG. Dlatego pakiet łupkowy powinien być skonstruowany w taki sposób, by nie przyniósł skutków odwrotnych do zmierzonego” – powiedział Zajdler, komentując prace parlamentarne nad projektem ustawy regulującej wydobycie gazu łupkowego.

Zwrócił uwagę, że z poszukiwań, a tym samym z polskiego rynku wycofała się już część inwestorów.

„Chęć regulacji wydobycia węglowodorów pokazuje, że jako kraj chcemy zabezpieczyć swoje interesy – wpływy do samorządów oraz budżetu państwa. Z drugiej jednak strony musimy pamiętać, że łupkowa euforia wywołana prognozami zasobów gazu sięgającymi początkowo nawet 5,3 bln m3 mijała wraz z kolejnymi odwiertami” – zaznaczył.

Nowe prawo, tzw. ustawa węglowodorowa, ma regulować zasady wydobycia gazu łupkowego, a także opodatkowania tej działalności. W Sejmie w środę odbyło się pierwsze czytanie projektów. Dwie propozycje przedstawił rząd (nowelizacja Prawa geologicznego i górniczego oraz Ustawy o specjalnym podatku węglowodorowym), a trzecią (projekt ustawy o zasadach wykonywania prawa własności górniczej przez Skarb Państwa w zakresie wydobywania węglowodorów) – Prawo i Sprawiedliwość.

Nowe prawo ma uprościć procedury: zgodnie z propozycją zmian w Prawie geologicznym i górniczym (PGG) badania geofizyczne będzie można prowadzić bez konieczności ubiegania się o koncesję, tylko na podstawie zgłoszenia. Projekt zakłada również m.in. zastąpienie kilku rodzajów koncesji jedną koncesją poszukiwawczo-rozpoznawczo-wydobywczą przyznawaną na okres od 10 do 30 lat.

Celem drugiej propozycji rządu (Ustawy o specjalnym podatku węglowodorowym) jest zapewnienie sprawiedliwego podziału zysków z wydobycia kopalin – gazu ziemnego, w tym gazu łupkowego i ropy naftowej – między państwem a przedsiębiorcami. Ustanowienie trwałych i przejrzystych regulacji ma zachęcić przedsiębiorców do inwestowania w wydobycie węglowodorów.

Zgodnie z przedstawionym projektem zwiększeniu ma ulec poziom tzw. renty surowcowej, tj. podatków lub innych opłat, do ok. 40%. Przedsiębiorcy z sektora wydobycia węglowodorów będą dodatkowo płacić dwa nowe podatki. Pierwszym z nich jest podatek od wydobycia niektórych kopalin, dotyczący wydobycia gazu ziemnego (w tym łupkowego) i ropy naftowej. Stawka tego podatku będzie zależeć od rodzaju eksploatowanego złoża, np. w przypadku gazu ziemnego ze złoża konwencjonalnego wyniesie 3% wartości wydobytego surowca, a ze źródła niekonwencjonalnego (łupków) – 1,5%.

Wprowadzony zostanie też specjalny podatek węglowodorowy w wysokości od 0 do 25%, zależnej od relacji przychodów do wydatków.

„Zbyt restrykcyjne regulacje i wysokie opodatkowanie mogą doprowadzić do ograniczenia wydobycia węglowodorów, a przecież w naszym interesie leży maksymalne zwiększenie wydobycia krajowego. To nie tylko kwestia bezpieczeństwa energetycznego. Nadmierne opodatkowanie znacząco spowolni inwestycje i może stanowić barierę dla rozwoju poszukiwań i wydobycia gazu z łupków” – argumentuje Zajdler.

W projekcie rządowym wycofano się z powołania Narodowego Operatora Kopalin Energetycznych (NOKE), czyli publicznej spółki, która miała mieć udziały w zyskach z wydobycia m.in. gazu łupkowego. Projekt przedstawiony przez Prawo i Sprawiedliwość zakłada m.in. powołanie spółki „Staszic” S.A., która obejmowałaby 1-20% udziałów we wszystkich przedsięwzięciach wydobywczych. Spółka miałaby być bezwzględnie wyłączona z prywatyzacji.

Posłowie Platformy Obywatelskiej oraz Twojego Ruchu złożyli wnioski o odrzucenie propozycji PiS. Pozostałe kluby opowiedziały się za dalszymi pracami nad wszystkimi trzema projektami.

rys.  Jerzy Krzetowski

rys. Jerzy Krzetowski

(ISBnews)  

źródło: stooq.pl

poprzednio: Rząd zajmie się projektami ustaw związanych z wydobyciem gazu z łupków. Branża łupkowa (póki co) zadowolona z propozycji. 

oraz: Dopiero za 7 lat oszacujemy ilość gazu łupkowego, tymczasem dyskusja o podatkach już dziś odstrasza inwestorów.

podobne tu: 46 odwiertów – poszukiwania łupków trwają a EIA obniża szacunki zasobów i tu: Amerykanie znowu nie znaleźli “łupków” w Polsce. oraz: Projekt ustawy węglowodorowej w Sejmie przed wakacjami, chyba że przedłużą się konsultacje.

inne: Dobre dane z przepływu gazu łupkowego na odwiercie Lewino 1G2 należącym do San Leon i tu: PGE, PGNiG, KGHM, Tauron i Enea zaprzestały współpracy dot. gazu łupkowego a komercyjne wydobycie nie rozpocznie się w tym roku.

 

Współpraca branży energetycznej, gazowej i telekomów kwestią czasu. Czy grozi nam oligopol?


25.04. Warszawa (PAP) – Na całym świecie są firmy, które jednocześnie sprzedają m.in. energię, gaz i usługi telekomunikacyjne; u nas to kwestia czasu, by też tak było – powiedział wiceprezes URE Maciej Bando, otwierając w piątek debatę PAP „Telefon, energia, gaz – jeden rachunek”.

Ocenił, że ten rok będzie „czasem prób”, czy taka sprzedaż usług jest możliwa.

Debata organizowana w ramach projektu Serwis PAP Energetyka Ekstra ma na celu omówienie strategii firm zainteresowanych świadczeniem wspólnych usług telekomunikacyjnych oraz dostaw energii elektrycznej i gazu, a także pozycji odbiorcy – klienta.

Ten rok może okazać się przełomowy dla rynku energetycznego. Firmy do niedawna wyspecjalizowane w jednym rodzaju usługi i podstawowej działalności, jaką jest wytwarzanie i sprzedaż energii elektrycznej coraz chętniej nawiązują współpracę z branżą telekomunikacyjną, szukając możliwości zdobycia nowej grupy odbiorców. Wkrótce koncesje na obrót energią może otrzymać kolejna grupa telekomunikacyjna.

Choć po trwających kilka miesięcy analizach Polska Grupa Energetyczna i Orange ostatecznie nie osiągnęły porozumienia, to jednak drugi co do wielkości producent i sprzedawca energii w kraju ?” Grupa Tauron uruchomiła wspólnie z T-Mobile pilotażowy projekt oferty. Natomiast Polkomtel już pod koniec ubiegłego roku uruchomił sprzedaż energii elektrycznej swoim odbiorcom biznesowym.

Nowym zjawiskiem na rynku handlu energią są usługi typu „dual fuel”, czyli dostawy łączonej energii i gazu. Na rozszerzenie działalności i zdobycie nowych klientów poprzez dodatkową usługę, jaką jest sprzedaż energii, decydują się firmy dotychczas działające i skoncentrowane na sektorze gazowniczym.

Największa firma – PGNiG na ten i przyszły rok zaplanowała rozszerzenie oferty dual fuel, która na początek była adresowana do największych klientów przemysłowych. Firma zamierza ją skierować do kolejnej grupy przedsiębiorców – małych i średnich firm i ma w planach szybki wzrost sprzedaży do 0,5 TWh w 2015 r. (w ubiegłym roku było 90 GWh). Oprócz podstawowego produktu, czyli gazu, energię oferuje też już prywatna spółka DUON.

Debata ma charakter zamknięty, potrwa do godz. 16. Jej przebieg można śledzić na stronie http://www.pap.pl. (PAP)

dol/ luo/ mhr/                                  …źródło: stooq.pl

25.04. Warszawa (PAP) – Oferowanie jednocześnie usług telekomunikacyjnych, energii i gazu jest korzystne i wygodne dla klienta. Jednak nie wszystkie firmy na rynku telekomunikacyjnym będą oferowały takie usługi – przekonywali uczestniczy debaty PAP „Telefon, energia, gaz – jeden rachunek”.

Partner zarządzający Ernst&Young Piotr Piela przekonywał, że proces, który można obecnie zaobserwować na rynku (jednoczesnej sprzedaży usług telekomunikacyjnych i energetycznych), nie powinien być dla nikogo niespodzianką. „Mamy do czynienia z dostawcami, którzy jednocześnie oferują klientom telefonię stacjonarną, komórkową, internet, telewizję, a w przypadku energii elektrycznej i gazu jest to kolejne medium, które dla wygody klienta zostanie dodane do rachunku” – powiedział.

Wskazał na korzyści dla klientów wynikające z ceny. „To jest jednak jeden koszt obsługi klienta, który rozkłada się na kilka produktów. Ludzkość jest dość wygodna, dość leniwa i to jest powodem wielu innowacji, które mają miejsce w różnych dziedzinach naszego życia” – dodał Piela.

Wiceprezes Polkomtela Tomasz Zadroga przypomniał, że sprzedaż energii elektrycznej przez Plusa dla klientów biznesowych „była pewnego rodzaju pilotażem”. „Przeszliśmy do fazy drugiej i od tygodnia oferujemy już pakiet klientom indywidualnym, czyli gospodarstwom domowym. Widzimy potencjał na tym rynku” – zaznaczył.

Jak dodał, „prędzej czy później” taką ofertę będzie miał każdy na rynku. „To jest naturalny etap rozwoju. Każdy na rynku będzie robił to samo” – podkreślił.

Z Zadrogą nie zgodził się jednak członek zarządu spółki Netia Polska Tomasz Szopa. „Wydaje mi się, że próby, jakie podjął Polkomtel – z pakietyzacją usług – mają na celu zwiększenie lojalności klientów. Dla strategii Polkomtela to może być atrakcyjne, natomiast dla Netii na dzień dzisiejszy, to jeszcze długa droga, zanim powiemy, że jest to strategiczny kierunek rozwoju” – powiedział.

Wiceprezes URE Maciej Bando zwrócił uwagę, że ponad 130 tys. odbiorców energii elektrycznej spośród 16 mln zmieniło swojego sprzedawcę. „To jest maleńka próbka. Z tego znaczna część zrobiła to nieświadomie, ulegając wpływowi chwili, różnym perswazjom ze strony sprzedawców” – zauważył.

Wiceprezes Polkomtela Tomasz Zadroga podkreślił, że klienci patrzą na rynek energii przede wszystkim z perspektywy ceny. Szukają też dobrej jakości obsługi, a także szerokiej oferty.

Wiceprezes Tauron Sprzedaż Grzegorz Lot powiedział z kolei, że 90 proc. klientów nie wie, ile kosztuje energia elektryczna i ile jej zużywają.

Uczestnicy debaty pytani o to, czy za trzy lata Polacy będą płacić jeden rachunek za telefon, energię i gaz, odpowiadali niejednoznacznie. Według Zadrogi jest to możliwe. Partner zarządzający Ernst&Young Piotr Piela również opowiedział się za taką możliwością. Tymczasem wiceprezes URE oraz wiceprezes PGNG Jerzy Kurella wskazywali, że rynek będzie potrzebował więcej czasu na to. Dodali, że to nie będzie powszechne zjawisko, a raczej incydentalne.

Debata organizowana w ramach projektu Serwis PAP Energetyka Ekstra miałą na celu omówienie strategii firm zainteresowanych świadczeniem wspólnych usług telekomunikacyjnych oraz dostaw energii elektrycznej i gazu, a także pozycji odbiorcy – klienta.

Ten rok może okazać się przełomowy dla rynku energetycznego. Firmy do niedawna wyspecjalizowane w jednym rodzaju usługi i podstawowej działalności, jaką jest wytwarzanie i sprzedaż energii elektrycznej coraz chętniej nawiązują współpracę z branżą telekomunikacyjną, szukając możliwości zdobycia nowej grupy odbiorców. Wkrótce koncesje na obrót energią może otrzymać kolejna grupa telekomunikacyjna.

Debata PAP „Telefon, energia, gaz – jeden rachunek” została zorganizowana w ramach projektu Serwis PAP Energetyka Ekstra”. (PAP)

luo/ dol/ mhr/              …źródło: stooq.pl

Mamy do czynienia z dostawcami, którzy jednocześnie oferują klientom telefonię stacjonarną, komórkową, internet, telewizję, a w przypadku energii elektrycznej i gazu jest to kolejne medium, które dla wygody klienta zostanie dodane do rachunku… Uważam że koncentracja tylu usług w ręku kilku podmiotów na rynku, gdzie o wolnorynkowe zasady już dawno ciężko się potknąć, i gdzie w grę wchodzą podmioty które z jednej strony kontroluje państwo a z drugiej wielkie korporacje, nie napawa optymizmem. Podmioty gospodarcze o których mowa mają już taką przewagę nad małymi (głównie lokalnymi) podmiotami, że istnieje ryzyko powstania niebezpiecznej sytuacji – koncentracji w niewielu rękach wszystkich branż o których jest mowa – klasycznego oligopolu, o który w takich warunkach jak „wspólny (a nie wolny) rynek” bardzo łatwo.

…90 proc. klientów nie wie, ile kosztuje energia elektryczna i ile jej zużywają… – wymarzona sytuacja dla każdego sprzedawcy, zwłaszcza że już pojawiają się czytniki i różnego rodzaju urządzenia pomiarowe, które zdalnie (w siedzibie usługodawcy a nie w domu klienta) taksują i liczą ile zużyliśmy ciepła czy energii. Odbiorcom pozostawia się coraz mniej na głowie. Nasza wiedza o tym „co za ile” ogranicza się do nieczytelnej specyfikacji (niemożliwej do weryfikacji) usługi i rachunku do zapłacenia. 😉

…Odys

poprzednio: Fortuna Solorza-Żaka: Polkomtel zmienia percepcję w kierunku budowania wartości swojego klienta. podobne: Nie ma mowy o “liberalizacji” rynku gazu tam gdzie rządzi monopolista i regulator cen.Hipokryzja, konkurencja

Gaz łupkowy. PGNiG wciąż szacuje złoża. Umowa o współpracy z Chevronem.


31.03. Warszawa (PAP) – PGNiG ocenia, że na koniec 2016 roku spółka będzie wiedzieć, które złoża łupkowe są najbardziej perspektywiczne i jaki będzie dalszy kierunek prac w zakresie łupków – poinformował podczas debaty PAP wiceprezes PGNiG Zbigniew Skrzypkiewicz, wiceprezes ds. poszukiwań i wydobycia.

„Obecnie jest odwierconych około 56 otworów poszukiwawczych. Zaplanowaliśmy na 2014 rok odwiercenie kolejnych 10 otworów, mając nadzieję, że materiał, który pozyskamy z odwiertów pozwoli nam zaplanować odwierty horyzontalne, które wykonamy w 2015 r.” – poinformował wiceprezes podczas debaty poświęconej bezpieczeństwu dostaw ropy i gazu do Polski.

„Punkt decyzyjny – co dalej, w którym będziemy iść kierunku, gdzie możemy zlokalizować najbardziej perspektywiczne obszary, chcemy mieć na koniec 2016 roku” – dodał.

PGNiG zakłada na ten rok nakłady inwestycyjne grupy, z wyłączeniem fuzji i przejęć, na poziomie ok. 4,5 mld zł, z czego w segmencie poszukiwania i wydobycia mają wynieść 1,9 mld zł. Planowane jest odwiercenie w kraju 33 otworów, w tym 10 łupkowych. (PAP)

morb/ ana/                                                                                   …źródło: stooq.pl

podobne: Dopiero za 7 lat oszacujemy ilość gazu łupkowego, tymczasem dyskusja o podatkach już dziś odstrasza inwestorów.

Warszawa, 31.03.2014 (ISBnews) – Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) i Chevron Polska Energy Resources podpisały umowę o współpracy przy poszukiwaniu gazu z łupków w południowo-wschodniej Polsce, poinformowała rzecznik spółki Dorota Gajewska.

„Tak jak przewidziano w memorandum podpisanym w grudniu 2013 roku, umowa podpisana dzisiaj pozwoli na rozpoczęcie pierwszej fazy współpracy między obiema spółkami przy poszukiwaniach gazu z łupków. W ramach umowy spółki mają dokonać wspólnej oceny zasobów gazu łupkowego na czterech koncesjach poszukiwawczych w południowo-wschodniej Polsce, dwóch koncesjach PGNiG (Tomaszów Lubelski i Wiszniów-Tarnoszyn) oraz dwóch należących do spółki Chevron (Zwierzyniec i Grabowiec)” – powiedziała Gajewska, cytowana w komunikacie.

Dokładny zakres i harmonogram prac poszukiwawczych ustali komitet techniczny (tzw. joint technical comittee), w skład którego wejdą przedstawiciele obu spółek. Wśród planowanych działań jest między innymi odwiercenie odwiertu poszukiwawczego. W przypadku rozpoczęcia kolejnego etapu wspólnych działań, strony przystąpią do dalszych poszukiwań w rejonie koncesji objętych współpracą. PGNiG oraz Chevron planują na wszystkich etapach tej współpracy wspólnie prowadzić poszukiwania i ustalać zakres i sposób finansowania prac.

„Umowa ze spółką Chevron jest częścią zapowiadanej przez PGNiG polityki otwartości wobec innych firm poszukujących złóż gazu ziemnego z łupków w Polsce. Współpraca umożliwi obydwu stronom obniżenie kosztów, rozłożenie ryzyka oraz przyspieszenie prac poszukiwawczych, a co za tym idzie, procesu szacowania potencjalnych zasobów gazu łupkowego w Polsce” – czytamy dalej.

„Nawiązanie współpracy ze spółką Chevron pozwoli nam skorzystać z jej bogatego doświadczenia w poszukiwaniu gazu z łupków. Liczymy, że partnerska współpraca będzie korzystna dla obu stron, pozwoli zoptymalizować koszty prac i wpłynie pozytywnie na ich efektywność” – powiedział prezes PGNiG Mariusz Zawisza. „Zgodnie z tym, co wyraziliśmy w memorandum podpisanym w grudniu, Chevron Polska z wielką przyjemnością będzie współpracował z PGNiG przy bezpiecznych i efektywnych poszukiwaniach zasobów energetycznych” – dodał country manager Chevron Polska Energy Resources John Claussen.

PGNiG jest obecne na warszawskiej giełdzie od 2005 r. Grupa zajmuje się wydobyciem gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju, importem gazu ziemnego do Polski, magazynowaniem gazu w podziemnych magazynach gazu, dystrybucją paliw gazowych, a także zagospodarowaniem złóż gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju i zagranicą oraz świadczeniem usług geologicznych, geofizycznych i poszukiwawczych w Polsce i za granicą. W swojej spółce zależnej PGNiG Termika produkuje energię elektryczną i ciepło.

(ISBnews)                                                                                           …źródło: stooq.pl

podobne: Dobre dane z przepływu gazu łupkowego na odwiercie Lewino 1G2 należącym do San Leon i tu: PGE, PGNiG, KGHM, Tauron i Enea zaprzestały współpracy dot. gazu łupkowego a komercyjne wydobycie nie rozpocznie się w tym roku.

Nie ma mowy o „liberalizacji” rynku gazu tam gdzie rządzi monopolista i regulator cen.


19.03. Warszawa (PAP) – Bez odpowiedniego wolumenu gazu na giełdzie nie będzie uwolnienia cen gazu dla odbiorców przemysłowych – mówił w środę podczas debaty PAP poświęconej liberalizacji rynku gazu wiceprezes URE Maciej Bando.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) nie zdołało wypełnić w ubiegłym roku nałożonego prawem obowiązku sprzedaży na giełdzie 30 proc. wolumenu gazu. Zamiast ok. 1,4 mld m sześc. spółka sprzedała ok. 200 mln metrów sześc.

Bando podkreślił, że trudno uznać polski rynek gazu za konkurencyjny. Dodał, że bez odpowiedniej ilości surowca na giełdzie nie będzie uwolnienia cen dla odbiorców przemysłowych. „Tymczasem ten wolumen na giełdę nie trafił i tacy odbiorcy, jak choćby (…) Grupa Azoty są wciąż zdani na warunki dyktowane przez PGNiG” – zaznaczył.

Na brak liberalizacji rynku gazu w Polsce zwraca uwagę Komisja Europejska. „W tej chwili mówimy o postępowaniu, które KE prowadzi przeciwko Polsce od 2009 roku. (…) Komisja zarzuca Polsce, że nadal cały polski rynek, wszyscy odbiorcy są objęci obowiązkiem regulacji. W odniesieniu do przedsiębiorstw prowadzących obrót na polskim rynku i odbiorców przemysłowych KE oczekuje jednoznacznie zniesienia regulacji cen” – powiedziała dyrektor Departamentu Ropy Naftowej i Gazu w Ministerstwie Gospodarki Małgorzata Szymańska.

Zdaniem Szymańskiej, może to być zarówno szansą, jak i zagrożeniem dla odbiorców.

„Nawet w dokumentach KE jest podane wprost – polski rynek jest zdominowany przez jednego dostawcę, w związku z tym istnieje poważne ryzyko, że zniesienie regulacji cen w dzisiejszym momencie rozwoju rynku dla odbiorców, mogłoby stanowić większe zagrożenie niż szansę” – powiedziała. Dlatego – jak zaznaczyła – rząd powinien stworzyć warunki do faktycznego rozwoju konkurencji, tak, aby nie narażać odbiorców.

Jak podała, na liberalizację należy spojrzeć szerzej – nie tylko na mechanizmy rynkowe, ale także rozbudowę infrastruktury, by gaz mógł ze zewnątrz do Polski płynąć. Wskazała na uruchomienie rewersu fizycznego na gazociągu jamalski (możliwości przesytu gazu Gazociągiem Jamalskim z zachodu na wschód), budowę gazociągów przez Gaz-System oraz trwającą budowę terminala LNG w Świnoujściu.

„Pojawienia się tej infrastruktury sprawia, że nastąpi istotna zmiana jakościowa na polskim rynku gazu. Wszystkie projekty są znane KE, ponieważ odbywają się w znacznej mierze dzięki ogromnemu wsparciu funduszy europejskich. Myślę, że po stornie instytucji UE jest świadomość, jak bardzo polski rynek potrzebował wsparcia i rozwoju nie tylko od strony prawnej i organizacyjnej, ale tez infrastrukturalnej” – dodała

Realizacja obliga giełdowego jest jednym z głównych tematów środowej debaty, gdyż transakcje te mają służyć poprawie płynności rynku, a w konsekwencji rozwojowi konkurencji. Według danych za styczeń i luty b.r. na Towarowej Giełdzie Energii obrót gazem wyniósł ponad 57 tys. MWh (w ramach Rynku Dnia Następnego), a średnia cena w ubiegłym miesiącu – 103,2 zł za 1 MWh. Natomiast włącznie z aukcjami wolumen obrotów wyniósł od początku roku 542,3 tys. MWh (na Rynku Terminowym Towarowym). Jednak w lutym odnotowano ponad 30-procentowy spadek.

Debata, organizowana w ramach projektu „Debaty o gospodarce w PAP” ma charakter zamknięty. Można ją śledzić online na stronie http://www.pap.pl. w godzinach od 14.00 do 16.00. (PAP)

dol/ luo/ pad/                                                 …źródło: stooq.pl

oto jak urzędnik rozumie pojęcie liberalizacji – Spadek cen gazu i większe zapotrzebowanie na surowiec ułatwiłoby liberalizację rynku gazu… 

Liberalizacja, tj. ZANIECHANIE REGULACJI polega na ograniczeniu ingerencji państwa w sam rynek. Tj. nie ingerowanie w sposób sztuczny w mechanizmy które ten rynek kształtują NATURALNIE, tj. w cenę, popyt, podaż, oraz ilość podmiotów gospodarczych na rynku. Liberalizacja nie zależy od „wzrostu zapotrzebowania na surowiec”, ale na nie ingerowaniu przez państwo w sposób sztuczny (również poprzez regulację ceny) na wzrost czy spadek owego zapotrzebowania.

Tego typu zależność dotyczy wyłącznie rynku sztucznie regulowanego (takiego jaki mamy obecnie). A sztuczne zwiększanie zapotrzebowania na dany surowiec nie ma nic wspólnego z liberalizacją. Wzrost zapotrzebowania na dany towar (lub jego spadek) może być co najwyżej skutkiem deregulacji (liberalizacji) a nie jej przyczyną. Ogon nie może merdać psem. Trzeba najpierw usunąć wszelkie regulacje które rynek hamują przed dynamicznym rozwojem a dopiero potem można tego rozwoju oczekiwać. Panowie toczą dyskusję zupełnie obok problemu. Trzeba przede wszystkim uwolnić ceny sztucznie regulowane przez URE, znieść koncesjonowanie obrotu gazem (lub złagodzić ten proceder) – to pozwoli na zaangażowanie się na naszym rynku innych firm i złamie monopol PGNiGu. Kolejną rzeczą jest budowa infrastruktury do odbioru gazu, która pozwoli na dywersyfikację źródeł tego surowca. Jednak rzeczą najważniejszą jest uwolnienie potencjału gospodarczego Polski co w naturalny sposób zwiększyłoby popyt na gaz zachęcając potencjalnych dostawców do zainwestowania zarówno w infrastrukturę gazową jak i w sam proces dostarczania gazu na Polski rynek, przyczyniając się znowu w sposób naturalny do konkurencyjności.

To całe „obligo gazowe” czy handel poprzez giełdę sprawdzić się może wyłącznie w warunkach pełnego urynkowienia REALNEGO rynku na którym póki co rządzi regulator cen – URE i monopolista – PGNiG. Nie wspominając już o tym skąd bierzemy większość gazu 🙂 a przecież nie jesteśmy w tej kwestii całkiem bezbronni – “Puls Biznesu” – Gaz z węgla, kłopoty z głowy.

Więcej na ten temat tu: Trójpak energetyczny i plan “liberalizacji” rynku energii w Polsce. Gaz

…Odys

Drogi Katar (znaczy się gaz) jeszcze nie przypłynie. Terminal LNG najwcześniej gotowy pod koniec roku


20.02.2014 (IAR) – Budowany w Świnoujściu terminal LNG będzie gotowy najwcześniej pod koniec roku. Prezes Gas Systemu liczy, że termin zostanie dotrzymany, choć nie wyklucza kolejnego opóźnienia. Początkowo pierwsze tankowce z katarskim gazem miały trafić do Świnoujścia w lipcu tego roku. Obecnie inwestycja jest jednak gotowa w 75 procentach.

Podpisany we wrześniu 2013 roku aneks do kontraktu przewiduje, że terminal zostanie oddany do użytku do końca tego roku. Jan Chadam prezes Gas Systemu mówi IAR, że firma stara się skończyć budowę do grudnia. „Nic się nie zmieniło, nie mamy nowego aneksu. Jednak wszystkie rzeczy mogą się jeszcze zdarzyć. To jest skomplikowana budowa, ale nie zakładamy dramatycznej zmiany terminu zakończenia budowy” – powiedział Jan Chadam.

Całkowity koszt budowy inwestycji to ponad 3 miliardy złotych. Między innymi w związku z opóźnieniami na budowie w Świnoujściu PGNiG chce renegocjować kontrakt na dostawy gazu skroplonego z Kataru. Data rozmów nie jest jeszcze znana. Negocjacje polskiego koncernu z Qatargasem mają dotyczyć również kwestii ceny.

Prezes PGNiG Mariusz Zawisza nie chciał ujawnić dziennikarzom w Sejmie żadnych szczegółów. Powiedział jedynie, że trwają prace nad strategią negocjacyjną. „W ciągu dwóch, trzech miesięcy będziemy mieć opracowane scenariusze na rozmowy z Katarem” – powiada Zawisza.

Podpisana w 2009 roku umowa zakłada dostawy 1 mln ton LNG rocznie (ok. 1,5 mld m3) przez 20 lat od 2014 roku. Koszt dostaw zależeć będzie od cen ropy naftowej na rynkach światowych. Część ekspertów obawia się, że za tysiąc metrów sześciennych gazu z Kataru trzeba będzie płacić nawet 650 dolarów. Obecnie za taką samą ilość „błękitnego paliwa” z Rosji płacimy 200 dolarów mniej.

IAR/ Tomasz Majka/ab                                                    …źródło: stooq.pl  

poprzednio: Nowela ustawy o inwestycjach w zakresie terminalu LNG                                              

 …”Patrioci” rusofoby którym śmierdzi gaz za 450 USD (mógłby być jeszcze tańszy – patrz Ukraina) niech sobie teraz przeliczą ile nas kosztowała bezmyślna dywersyfikacja (którą należało przeprowadzić ale na Boga nie tak!) tylko po to żeby się „uniezależnić” od rosyjskiego gazu od którego są zależni np. tacy Niemcy jeszcze taniej niż my… Machanie szabelką to konkretne straty można je łatwo policzyć wykonując proste matematycznie działanie. Wszystkie dane zawiera powyższy artykuł. Nawet nie wiem czy można by było taki kontrakt odkręcić i poprosić o gaz Amerykanów na rzecz których ciągle bronimy się przed gazem z Rosji. Niech nam teraz przyślą swojego taniego gazu a nie wpychają nas w łapy swoich kolesi z Kataru, którzy wyraźnie chcą nas wydymać na tym geszefcie.

…Odys

polecam również: Audyt w sprawie gazoportu: Inwestycja nie powstanie na czas.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Dopiero za 7 lat oszacujemy ilość gazu łupkowego, tymczasem dyskusja o podatkach już dziś odstrasza inwestorów.


17.02. Warszawa (PAP) – Potrzebujemy przyjemniej siedmiu lat na oszacowanie, ile gazu z łupków w Polsce się znajduje – ocenił podczas debaty w PAP prof. Stanisław Nagy z Wydziału Wiertnictwa, Nafty i Gazu AGH w Krakowie.

Profesor dodał, że w Polsce musi powstać w ciągu najbliższych dwóch latach przynajmniej 20 odwiertów pilotażowych, a docelowo 100, aby móc oszacować ilość znajdującego się w Polsce gazu z łupków.

„Przestrzegałbym przed zapowiedziami, że w 2014 roku przejdziemy do wydobycia komercyjnego. Przejdziemy ze stanu eksploracji do stanu pilotażowego i nie można go traktować jako fazy komercyjnej” – powiedział Nagy.

Prezes Wyższego Urzędu Górniczego dr Piotr Litwa zwrócił uwagę, że polskie łupki zbyt często w naszym kraju porównuje się do tych amerykańskich.

„Mamy zupełnie inne środowisko geologiczne. Nie da się technologii amerykańskich zastosować w naszym kraju na zasadzie +kopiuj – wklej+. Problem polega na tym, że musimy wypracować własne sposoby poszukiwania i wydobycia gazu z łupków. Gaz jest, ale trzeba opracować skuteczną technologię (jego wydobycia – PAP). Testy produkcyjne w USA trwają siedem miesięcy, a w Polsce miesiąc. Jest to spowodowane zbyt niskim przepływem gazu w Polsce, ponieważ szczelinowanie prowadzone jest na bazie doświadczeń amerykańskich” – dodał.

Resort środowiska liczy, że 2014 rok będzie przełomowy, bo możliwy jest pierwszy komercyjny odwiert, w którym wartość pozyskanego gazu przekroczy poniesione nakłady. Najbardziej intensywne prace trwają na Pomorzu, gdzie za obiecujący uchodzi m.in. rejon Wejherowa. Inny rokujący teren to Lubelszczyzna. Intensywne prace w Polsce prowadzą spółki z udziałem Skarbu Państwa – PGNiG i PKN Orlen, ale też firmy z kapitałem zagranicznym i udziałem koncernów światowych – m.in. Chevronu i Conoco Phillips. Po wykonaniu pierwszych prac z koncesji w naszym kraju zrezygnowały cztery firmy ze światowej czołówki: ExxonMobil, Marathon Oil, Talisman Energy oraz włoski koncern ENI.

Dotychczas w Polsce wykonano ponad 50 odwiertów w poszukiwaniu gazu łupkowego.

Wstępna prognoza Państwowego Instytutu Geologicznego z marca 2012 r. zakłada, że najbardziej prawdopodobne zasoby gazu łupkowego w Polsce wynoszą od 346 do 768 mld metrów sześciennych. PIG wielokrotnie informował, że dla dokładniejszego oszacowania zasobów potrzebuje danych z jak największej liczby odwiertów poszukiwawczych.

Debata zorganizowana była w ramach projektu Serwis PAP Energetyka Ekstra. Wzięli w niej udział przedstawiciele firm prowadzących prace w Polsce – BNK Petroleum, San Leon Energy, PGNiG i Orlen Upstream oraz eksperci.(PAP)

mick/ luo/ pad/                                                                       …źródło: stooq.pl

podobne tu: 46 odwiertów – poszukiwania łupków trwają a EIA obniża szacunki zasobów i tu: Amerykanie znowu nie znaleźli “łupków” w Polsce.

17.02. Warszawa (PAP) – Dyskusja o podatkach od gazu łupkowego rozpoczęła się za wcześnie i odstraszyła inwestorów – uważa dyrektor San Leon Energy Paweł Chałupka. Część inwestorów domagała się informacji o podatkach, by wiedzieć, jak planować inwestycje – mówi minister środowiska.

W poniedziałek w PAP trwa debata poświęcona poszukiwaniom gazu z łupków w Polsce.

Zdaniem Chałupki, inwestorzy związani z branżą wydobywczą wybrali Polskę, bo opłaty związane z wydobyciem były bardzo atrakcyjne.

Jednak zanim wszyscy przekonali się, że w Polsce można produkować gaz w dużych ilościach (…), zaczęliśmy dzielić skórę na niedźwiedziu, a to odstraszyło inwestorów” – zaznaczył. Jak dodał, San Leon rozmawiał z kilkoma „poważnymi” inwestorami i nie mogli oni zaakceptować ryzyka związanego z zaproponowanym opodatkowaniem wydobycia gazu łupkowego na wczesnym etapie.

„Straciliśmy pewne zaufanie inwestorów. Życzyłbym sobie, żebyśmy w tym momencie odłożyli sprawę podatków na przyszłość i skupili się na tym, jak odzyskać zaufanie inwestorów” – powiedział.

Minister środowiska Maciej Grabowski ripostował, że podatki mają być pobierane dopiero za siedem lat i będą stanowiły 40 proc. przychodów. Jak przypomniał, kwestiami podatkowymi zajmował się jeszcze pracując w resorcie finansów i wtedy część inwestorów domagała się informacji o podatkach, by uwzględnić je w swoich planach.

Dyrektor BNK Petroleum Jacek Wróblewski jest umiarkowanym optymistą i wierzy, że jeśli 40 proc. od przychodów okaże się zbyt wysokim podatkiem, to rząd tę stawkę obniży.

Prezes Orlen Upstream Wiesław Prugar jest z kolei zdania, że dopiero po rozpoczęciu wydobycia będzie się można przekonać, jak działa system fiskalny, „o ile uda się udokumentować zasoby chociaż częściowo przed 2020 rokiem”. „Chcemy jako inwestorzy wiedzieć, co nas czeka. Ta stabilizacja jest niezbędna” – zaznaczył.

Partner CMS Cameron McKenna Tomasz Minkiewicz uważa, że firmy chcą mieć pewność co do przyszłych podatków. „Z drugiej strony widzą, że przez dosyć skomplikowany mechanizm działania podatku, zwłaszcza tego od skumulowanych dodatnich przepływów pieniężnych, nie bardzo są w stanie wyliczyć, czy 40 proc. to rzeczywiście 40 proc. Pomijając, że nie wiedzą, jakie będą opłaty za użytkowanie górnicze. W związku z tym pojawiają się postulaty, że może lepiej tę kwestię odłożyć na później i zobaczyć, jak wygląda opłacalność” – zaznaczył.

Debata, odbywająca się w ramach projektu Serwis PAP Energetyka Ekstra, ma charakter zamknięty i można ją śledzić na stronie http://www.pap.pl w godzinach 12.30 – 14. Biorą w niej udział przedstawiciele firm prowadzących prace w Polsce – BNK Petroleum, San Leon Energy, PGNiG i Orlen Upstream oraz eksperci….

luo/ mick/ pad/                                                                                   …źródło: stooq.pl

podobne: Projekt ustawy węglowodorowej w Sejmie przed wakacjami, chyba że przedłużą się konsultacje – MŚ

17.02. Warszawa (PAP) – O sukcesie lub porażce gazu łupkowego w Polsce zadecyduje najbliższe pół roku. Odwierty i szczelinowania prowadzone w tym czasie przybliżą odpowiedź na pytanie, czy możliwe jest komercyjne wydobycie gazu łupkowego – uważa Paweł Poprawa z Instytutu Studiów Energetycznych.

Zdaniem Poprawy jednym z kluczowych odwiertów będzie ten prowadzony przez firmę San Leon Energy. W styczniu spółka ogłosiła pomyślne zakończenie wstępnych testów w pionowym odwiercie Lewino na koncesji Gdańsk W. Poprawa uważa, że prawdopodobnie z początkiem lata wiercony będzie tam poziomy otwór, a następnie zostanie przeprowadzone szczelinowanie hydrauliczne. „Lewino będzie kluczowym odwiertem dla tej spółki” – ocenił.

Kolejnym ważnym odwiertem będzie ten prowadzony przez spółkę BNK Petroleum. „W tej chwili firma kończy odwiert poziomy Gapowo i wkrótce będzie on szczelinowany. W międzyczasie Conoco Phillips i Lane Energy będą wiercić dwa otwory, także poziome, a następnie rozpoczną szczelinowania” – powiedział. Ponadto PGNiG przygotowuje kolejny poziomy otwór Lubocino.

Wszystkie te odwierty prowadzone są na najbardziej perspektywicznym obszarze występowania gazu łupkowego w Polsce – na Pomorzu, w rejonie na zachód od Gdańska. „Uważam, że najbliższe pół roku będzie rozstrzygające dla projektu gazu łupkowego w Polsce. Jeśli te szczelinowania dadzą negatywne wyniki, projekt zacznie zamierać, gdyż poszczególnym inwestorom coraz trudniej będzie zdobywać środki finansowe na kontynuację poszukiwań. Jeżeli wyniki będą pozytywne, to poszukiwania przyspieszą” – powiedział Poprawa.

Jak podaje Organizacja Polskiego Przemysłu Poszukiwawczo-Wydobywczego, Grupa San Leon zajmuje się wydobyciem i produkcją ropy naftowej i gazu w Polsce, Irlandii, we Włoszech, Maroku, Holandii oraz Ameryce Północnej. Spółka została założona w 1995 roku. W październiku 2007 roku kupiła pierwsze aktywa w sektorze wydobywczym, w Maroku. Siedzibą spółki jest Dublin, a biuro zarządu i biura operacyjne znajdują się w Londynie, Warszawie, we Włoszech oraz w Denver. Od września 2008 roku spółka notowana jest na giełdzie w Londynie.

BNK Petroleum zajmuje się poszukiwaniem i wydobyciem węglowodorów głównie w Europie. Spółka uzyskała w Niemczech i w Polsce 12 koncesji o łącznej powierzchni 3,9 mln akrów. W Stanach Zjednoczonych BNK posiada pola wydobywcze zlokalizowane głównie w stanie Oklahoma. Spółka z siedzibą w Camarillo (Kalifornia) posiada oddziały w Vancouver (Kanada), w Hadze (Holandia) oraz w Warszawie.

Lane Resources Poland należy do 3Legs Resources plc, firmy z branży naftowo-gazowej koncentrującej się na poszukiwaniu i zagospodarowaniu niekonwencjonalnych zasobów ropy naftowej i gazu ziemnego. Firma 3Legs została założona na początku 2007 roku i jest notowana na Londyńskiej Giełdzie Papierów Wartościowych AIM. Lane Resources będąca częścią grupy 3Legs posiada koncesje poszukiwawcze na terenie południowej Polski. 3Legs posiada także udziały w sześciu koncesjach poszukiwawczych w Basenie Morza Bałtyckiego.

ConocoPhillips jest jedną z największych firm zajmujących się wydobyciem gazu w łupkach i gaz zamkniętego (tzw. tight gas) w Ameryce Północnej. W ramach projektu joint venture z Lane Energy Poland, ConocoPhillips prowadzi również poszukiwania złóż gazu w łupkach na terenie 6 koncesji w polskim basenie Morza Bałtyckiego.

PGNiG posiada kilkanaście koncesji na poszukiwania gazu łupkowego w Polsce. Koncesja Wejherowo na Pomorzu według ekspertów należy do najbardziej perspektywicznych. Prace na niej spółka rozpoczęła w 2010 roku. Obecnie koncern prowadzi prace nad kolejnym odwiertem w pobliżu Lubocina. W grudniu ub.r. PGNiG podpisało z Chevronem memorandum o współpracy przy poszukiwaniu gazu łupkowego w południowo-wschodniej Polsce.

Łukasz Osiński (PAP)

luo/ mki/ jbr/                                                                               …źródło: stooq.pl

podobne tu: Dobre dane z przepływu gazu łupkowego na odwiercie Lewino 1G2 należącym do San Leon i tu: PGE, PGNiG, KGHM, Tauron i Enea zaprzestały współpracy dot. gazu łupkowego a komercyjne wydobycie nie rozpocznie się w tym roku.