(Nie)pewne skutki reformy sądownictwa czyli… Sąd sądem ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie


„…W rezultacie sławnej transformacji ustrojowej partia została zlikwidowana, a bezpieczniacy utworzyli struktury zorganizowanej przestępczości, wśród których najgroźniejsze były Wojskowe Służby Informacyjne. W rezultacie niezawisłe sądy wyemancypowały się z jakiejkolwiek zależności od konstytucyjnych struktur państwa i podlegały już nie żadnym tam „ustawom”, tylko – oficerom prowadzącym – bo przecież nikt nie ma chyba najmniejszej wątpliwości, że stare kiejkuty plasowały agenturę nie w środowisku gospodyń domowych, tylko między innymi – w wymiarze sprawiedliwości, gdzie – jak powiada poeta – „sypią się piękne wyroki”. Ostatnie kongresy sędziów, organizowane przez panią Małgorzatę Gersdorf, która z sędziowskiej pensyjki potrafiła uciułać sobie miliony pokazują, że agentura mogła stanowić nawet 10 procent ogółu sędziów. Posłuszeństwo wobec starych kiejkutów zapewniało całkowitą bezkarność, toteż nic dziwnego, że wystarczyło 25 lat takiego stanu rzeczy, by w środowisku wytworzyło się przekonanie, iż jest to stan naturalny, a sędziowie są wyjątkową „kastą”, rodzajem Ubermenschów, nawet jeśli w skromnych początkach jeszcze „srać chodzili za chałupę”. Ale fortuna kołem się toczy i pysznych poniża, toteż nic dziwnego, że i nasi Zasrancen w końcu się doigrali.

W ramach rekonstrukcji przedwojennej sanacji, która najwyraźniej jest ideałem pielęgnowanym w sercu prezesa Jarosława Kaczyńskiego, przyszła kryska i na nich, zgodnie z art. 4 ust. 1 konstytucji kwietniowej z 1935 roku, stanowiącym, iż „w ramach państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. Wynika z niego, że poza państwem nie ma życia. No dobrze – ale cóż to właściwie jest, to „państwo”, poza którym nie ma życia? Ano, to nic innego, jak państwowa biurokracja. Toteż uchwalone niedawno nowelizacje ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustroju sądów powszechnych oraz rządowy projekt ustawy o Sądzie Najwyższym nie pozostawiają złudzeń, że rząd przeszedł na ręczne sterowanie niezawisłymi sądami. Wbrew lamentom, że to „koniec państwa prawa”, podporządkowanie sądów rządowi wcale nie musi być gorsze od podporządkowania ich starym kiejkutom. Cokolwiek można złego powiedzieć o rządzie, to ma on przynajmniej tę zaletę, że wiadomo, kto go tworzy, kto jest, dajmy na to, premierem, a kto – ministrem sprawiedliwości, podczas gdy w przypadku starych kiejkutów była to całkowita enigma, bo – jak wiadomo – po rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych, starych kiejkutów oficjalnie „nie ma”…

…lamenty, jakoby Polska była dotąd „państwem prawa” mogą wzbudzać śmiech pusty, jeśli nie „litość i trwogę”. Recenzję w tej dziedzinie wystawił III Rzeczypospolitej nie żaden działacz PiS, tylko funkcjonariusz, minister spraw wewnętrznych w rządzie premiera Tuska, w podsłuchanej, a więc niewątpliwie szczerej rozmowie stwierdzając, że to „ch…, d… i kamieni kupa”. Może pulchna pani poseł Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer uważa, że tak właśnie „państwo prawa” powinno wyglądać, w co chętnie wierzę, bo już na pierwszy rzut oka widać, że „naiwne to i niewinne” – chociaż oczywiście wie, z której strony chleb jest posmarowany i do Nowoczesnej trafiła, jak po sznurku, którego przecież sama sobie chyba nie naciągnęła. Sytuację rządowi PiS ułatwiła arogancja sędziów, a zwłaszcza – pana prezesa Andrzeja Rzeplińskiego, który nie tylko kolaborował w posłami PO przy nowelizowaniu ustawy o TK, ale i nie protestował przeciwko wyborowi „nadliczbowych” sędziów tego Trybunału i nadal pozuje na autorytet moralny, najwyraźniej uważając, że „czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty” – czy pani Małgorzaty Gersdorf, nie mówiąc już o przebierańcach drobniejszego płazu, z którymi mają do czynienia zwykli obywatele. Uchylenie zasłony dotychczas skrywającej kulisy afery Amber Gold, czy warszawskiej reprywatyzacji, w których sędziowie, prawdopodobnie na polecenie starych kiejkutów, nie tylko patrzyli przez palce na łajdactwa, ale nawet i dzisiaj demonstrują świadomą dyscyplinę, na pytanie komisji o nazwisko odpowiadając: nie wiem, nie pamiętam, ostatecznie przekonało opinię publiczną, że nie ma kogo żałować, że PiS wprawdzie stosuje kozackie metody, ale widać inaczej rozgonić tego łajdackiego towarzystwa wzajemnej adoracji się nie da.

Nie jest też wykluczone, że nawet gdyby PiS utraciło władzę, to ekspozytura Stronnictwa Pruskiego wcale nie musi zrezygnować z ręcznego sterowania niezawisłymi sądami. Wykorzystując te same procedury, powyrzuca tylko faworytów obecnego rządu i na ich miejsce wprowadzi tak zwanych „naszych sukinsynów”, którzy w podskokach zrobią, co tam będzie się od nich oczekiwało… (Stanisław Michalkiewicz„Kasta” się doigrała)

podobne: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta. oraz: UWAGA! – Sąd Najwyższy: Polacy nie są właścicielami składek ZUS! i to: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)

…pod koniec dnia odezwał się Prezydent, ogłoszając, że nie podpisze ustawy o Sądzie Najwyższym, o ile Sejm nie przyjmie jego nowelizacji ustawy o wyborze członków Krajowej Rady Sądownictwa, gdzie o wyborze sędziego ma decydować już nie zwykła większość sejmowa, ale 3/5 głosujących.

      Kiedy to usłyszałem, przyznaję, że odetchnąłem z ulgą, przede wszystkim dlatego, że Prezydent zadeklarował gotowość podpisania ustawy o Sądzie Najwyższym, na której nam wszystkim bardzo zależy, ale też przez to, że on swoim oświadczeniem rozwiązał problem owego KRS-u. Ja bowiem nie mogłem znieść sytuacji, kiedy naczelnym argumentem za tym, że zmiany w systemie sprawiedliwości są jak najbardziej uczciwe i nie mające niż wspólnego z polityką, jest to, że sędziów Sądu Najwyższego nie będzie wybierał Sejm, ale wskazani przez Prawo i Sprawiedliwość sędziowie. Przepraszam bardzo, ja jestem starym kaczystą i do końca moich dni będę głosował na Prawo i Sprawiedliwość, ale to w żaden sposób nie oznacza, że jestem idiotą, który nie rozumie, co się dzieje. Nie może być bowiem tak, że politycy Prawa i Sprawiedliwości uznali, że z tą swoją nędzną większością jakoś dociągną do następnych wyborów, potem się zobaczy, a ja się będę na to głupio uśmiechał. Niech się może trochę bardziej postarają i bardzo dobrze, że prezydent Duda ich do wyjścia z tej gnuśności zmusił.

      Ale jest jeszcze coś, co uważam za dużą korzyść płynącą z prezydenckiego gestu. Otóż on w ten sposób przekazał części parlamentarnej opozycji bardzo czytelną wiadomość, że oto przed nimi ostatnia szansa, by zdążyć na pociąg, który już za chwilę odjedzie. Że oni oczywiście dostaną miejsce w wagonie towarowym, i na razie lepiej już nie będzie, ale przynajmniej nie zostaną na peronie ze Schetyną i Petru i tą całą bandą durniów, którzy dziś się cieszą, że może Adrian stał się wreszcie Andrzejem…” (Krzysztof Osiejuk, szkolanawigatorow.pl – Nasi napadają)

podobne: Rola prezydenta RP (a propos debaty) oraz: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza a także: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach i to: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu.

Chodzi wszak nie tyle o odpolitycznienie sądownictwa tudzież jego niezawisłość, bo to są puste slogany mające na celu wykreowanie w umysłach prostych ludzi szkodliwe złudzenie, że sędzia to jakiś półbóg który ze względu na to że nosi togę i łańcuch, nie może podlegać kontroli i zasadzie ograniczonego zaufania, bo z zasady nie popełnia błędów. Jak ktoś wierzy w takie bajki to już jego problem, tymczasem chodzi o taką konstrukcję nadzoru nad wymiarem sprawiedliwości, tj. kadrami które go tworzą, w którym wszyscy (tak rząd jak i opozycja) są zmuszone do wspólnej za sędziów odpowiedzialności (patrząc sobie wzajemnie na ręce), nie mogą się więc w zależności od zajmowanego miejsca przy korycie przerzucać winą jak przekupki, że to nie oni a inni ponoszą winę. W końcu to nie sędziowie tworzą prawo a tylko stoją na straży jego przestrzegania. Jaka władza takie prawo (nie wyłączając sędziów), i najwyższy czas dostrzec tę różnicę między twórcą patologii a jego wykonawcą (często ślepym na sprawiedliwość, bo podwieszonym pod aktualną władzę). Ta reforma jakkolwiek nie idealna, to dzięki interwencji prezydenta (która jak dla mnie wcale nie wygląda na nieuzgodnioną z rządem 😉 ) pozwoli wyborcom wreszcie dostrzec kto tak naprawdę trzyma w tym kraju lejce sprawiedliwości… A jeśli przy okazji oczyści środowisko sędziowskie (czas pokaże) to czego chcieć więcej… (Odys)

podobne: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) oraz: Pustynia kwitnąca prawem Ewangelii czyli… pierwsi mnisi (pustelnicy) i kościół w Polsce doby piastowskiej. Do czego potrzebne są zakony? a także: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? polecam również: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność i to: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”?

„…W obecnym systemie wyborczym rząd jest zawłaszczony przez polityczne gangi zwane „partiami”, a „suwerenowie” – jak w szczytowym momencie nadymania się własnym gazem scharakteryzowała obywateli naszego nieszczęśliwego kraju Wielce Czcigodna Kamila Gasiuk-Pihowicz – nie mają na jego postępowanie żadnego wpływu. Skoro więc pan prezydent Andrzej Duda, który najwyraźniej wkroczył na drogę wytyczoną przez Kazia Marcinkiewicza, z którego prezes Kaczyński też wystrugał człowieka, a nawet mężyka stanu, wyznaczył na 11 listopada 2018 roku referendum konstytucyjne, to warto by postawić w nim pytanie, czy gwoli uzdrowienia sytuacji w wymiarze sprawiedliwości nie odstąpić, przynajmniej na 50 lat, od zasady nieusuwalności sędziów i nie zmusić ich do poddania się kontroli ze strony „suwerenów”, czyli do poddania się procedurze wyborczej. Sędzia, bez względu na szczebel w hierarchii sądów, musiałby co 5 lat poddać się wyborom i gdyby nie został wybrany, to nie byłoby od tego żadnego odwołania. Podobnej procedurze należałoby poddać prokuratorów i komendantów policji, przynajmniej podstawowych szczebli. Ja nie jestem ultrasem demokracji, ale skoro już się w nią bawimy, to dobrze – niech w takim razie obywatele maja wpływ również, a może przede wszystkim na tych dygnitarzy, z którymi mają do czynienia bezpośrednio i na co dzień. Obywatel może przez całe życie nigdy nie spotkać się z żadnym posłem, czy senatorem, nie mówiąc już o prezydencie – podczas gdy z komendantem policji, prokuratorem czy sędzią, może zetknąć się wielokrotnie i to niekoniecznie jako podejrzany, czy oskarżony, ale znacznie częściej – jako poszkodowany przez czyjeś – również dygnitarskie łajdactwo, czy jako ofiara przestępstwa, których dopuszczają się korzystający dotychczas z przywileju bezkarności konfidenci WSI, czy innych bezpieczniackich watah, hulających po Polsce na podobieństwo tornada. Z punktu widzenia obywateli uzyskanie wpływu na obsadzanie tych stanowisk jest znacznie ważniejsze – a z tego właśnie zostali podstępnie wyzuci przez polityczne gangi, które dzisiaj przepychają się między sobą o to, który z nich będzie obsadzał swoimi łajdakami niezawisłe sądy.” (Stanisław Michalkiewicz – Lewatywa dla niezawisłych sądów)

rys. Andrzej Krauze

Zamiast reprywatyzacji i własności, „nacjonalizacja” i więzienia z pustaków na kredyt (zwane „MieszkaniePlus”) czyli… O tradycji wywłaszczania Polaków przez „elity” naiwne i mściwe (II). Dwór który wciąż jest.


Artur Grottger – Polonia VI. Obrona dworu

„…Z opowieści o czombrowskim domu, który próbował przetrwać bolszewików z ich metodycznym, zaplanowanym paleniem polskich dworów najbardziej chcę pamiętać jedną, podzieloną na dwie części. Nie jest to opowieść o przyrządzaniu tortu makowego, czy o ubieraniu choinki, ani o pięknych paniach w wytwornych sukniach popijających herbatę w trzcinowych fotelach. To opowieść o Majowym, której pierwsza część jest taka:

„Przed I wojna, w przedpokoju koło drzwi do jadalni stał ołtarzyk z figurką Matki Boskiej, przystrojony kwiatami. Wieczorami zbierali się przy nim domownicy i część służby. Przy zapalonych świecach Maria intonowała kolejne wezwania, a pozostali odpowiadali „Módl się za nami”. Po powrocie [po I wojnie] do pustego czombrowskiego dworu zwyczaj ten powrócił, z tym, ze teraz wszyscy klękali w ogołoconym z mebli salonie. I znów jak dawniej płynęły przy świetle świecy słowa Litanii Loretańskiej. Maj 1942 roku jeszcze udało się jakoś przeżyć w miarę spokojnie.”

Druga część opowieści czeka tuż tuż:

„Bardzo szybko zaczął sie nowy koszmar, gdy w okolicy pojawiła się sowiecka partyzantka. W dzień zagrażali Niemcy, w nocy czerwoni partyzanci (…) Od września 1942 roku czerwone bandy rozpoczęły palenie stodół ze zbiorami i stogów zboża, aby w ten sposób zniszczyć zaplecze aprowizacyjne dla Niemców. (…) Czombrowska stodoła z całym użątkiem spłonęła w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1942 roku.
A potem przyszedł czas na dwory i ich mieszkańców. Dowódcy oddziałów partyzanckich dostali dyrektywy wraz z dołączonymi formularzami sprawozdawczymi. W punkcie 29. mieli wpisywać spalone dwory.(…)
16 maja 1943 roku, kiedy w Czombrowie szalały bzy i śpiewały słowiki czerwoni partyzanci przyjechali po południu. Podpalali od czterech narożników.
I tu Joanna Puchalska, autorka książki Dziedziczki Soplicowa, która mnie przez Czombrów prowadziła cytuje Zosię z filmowego planu, wnuczkę ostatniej właścicielki:
Wynosiliśmy w pospiechu tłumoczki naprędce zgarniane, a partyzanci wnosili i rozsypywali na podłodze słomę. Zebraliśmy się na trawniku przed domem. Babunia uklękła i rozpoczęła ostatnie w Czombrowie majowe. Królowo Męczenników, Królowo Wyznawców, Królowo Polski – módl się za nami. A dom płonął jak wielka ofiarna świeca.”

Kto zobaczy w tej scenie tylko pławienie się w roli dyżurnego męczennika Europy – niczego z Polski nie zrozumiał. Bo dworu dziś nie ma. Są rodzinne groby kolejnych właścicieli majątku i szczątki kaplicy cmentarnej. Nie ma dworu, a jest. Wciąż jest.” (Anna Mieszczanek, szkolanawigatorow.pl – Powracanie ziemian (1) – Czombrów)

„…wciąż widywałam w portalach turystycznych sformułowane bez potrzeby jakiegokolwiek wytłumaczenia frazy: „Dwór oddany na skarb państwa”. A na mosiężnych tabliczkach – informacje: „W posiadaniu muzeum od 1946 roku”. No, dobrze, , czasem muzeum podawało trop nieco dokładniejszy choć wciąż pełen niespotykanej dyskrecji, jak na przykład: „Z kolekcji Potockich w Krzeszowicach”, które to Krzeszowice można było sobie obejrzeć w stanie lekko zrujnowanym w sieci i dośpiewać resztę.
Czytałam, oglądałam, już widziałam w tym i ludzi i rolę jaką obywatele ziemscy pełnili przez stulecia. A jednak dopiero rok temu zadałam sobie pytanie, od którego wszystko powinno się zaczynać.

Ile? 

Ile majątków zabrał obywatelom ziemskim w 1944 roku dekret PKWN, podpisany przez Bieruta, Osóbkę Morawskiego, Wasilewską, Berlinga? Do tej pory wiedziałam, że dużo, widziałam szczegóły tej nienazwanej w historiografii oficjalnej opowieści. Ale nie zapytałam siebie o skalę. A skala stała się oczywista, kiedy tylko wyciągnęłam po nią rękę. Ciotka Wiki, od czci i wiary często odsądzana, podała mi ją tacy. Prawie dziesięć tysięcy majątków ziemskich zabrano ludziom tu, w tych granicach, które narysowała dla nas Jałta. Kolejne piętnaście tysięcy pozostało za grubą kreską mapy, zaproponowaną przez Curzona jeszcze w negocjacjach ryskich…” (Anna-Mieszczanek, szkolanawigatorow.pl – Powracanie ziemian (2) – Ile?)

podobne: Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta oraz: Kobus: Czy własność może szkodzić? i to: Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego

„…Rok 1989 rozbudził nadzieje środowisk poszkodowanych tzw. nacjonalizacją, że zagrabiona Polakom własność nareszcie zostanie zwrócona, a oni sami w końcu przestaną być obywatelami drugiej kategorii i zaczną podlegać cywilizowanemu prawu. Wydawało się to i naturalne, i oczywiste, zwłaszcza, iż lansowano wówczas modne pojęcie „państwa prawa”. I rzeczywiście, pewne własności zostały zwrócone, w tym część kamienic i własność związków wyznaniowych, w tym własność kościelna i potem, w 1997 r. – własność gmin żydowskich…

…Nadzieją dla środowisk poszkodowanych nacjonalizacją były rządy PiSu. Środowiska te wyrażały wielką radość po wyborczych zwycięstwach Kaczyńskich. Nareszcie! Teraz tylko jeszcze reprywatyzacja i Polska popłynie, będzie znowu Polską! Takie były powszechne nastroje. Z czasem jednak okazało się, że PiS do reprywatyzacji miał stosunek mętny i niejasny, a po uważniejszym sprawdzeniu – w istocie niechętny. Sam Jarosław Kaczyński wypowiadał się PRZECIWKO zwrotowi Polakom zagrabionej własności. Ze względu na nacisk społeczny /ogromne poparcie przez nasze środowisko Kaczyńskich w wyborach/, PiS na siłę rozpoczął niemrawe procedowanie nad SLDowskim projektem reprywatyzacyjnym – zwrotu 15% wartości mienia, BEZ PRAWA ZWROTU MAJĄTKU W NATURZE /a więc z szansą szczucia na dawnych właścicieli, że obciążają budżet państwa i ograbiają egoistycznie podatników/. Iście szatański projekt!

Spójrzmy na to matematycznie, bo matematyka nie kłamie. Jeżeli bolszewia zabrała 100% majątku, a komuniści i za nimi PiS chcieli oddać 15% /naturalnie ze wspólnej kasy!/, to proste działanie: 100% – 15% = 85% oznacza, że PiS również występował w roli bolszewii, że był nią w 85% i na dodatek chciał ponownie rąbnąć wspólną kasę Polaków na 15% wartości zwracanego mienia.

Jeśli natomiast nie był tą bolszewią w swoim własnym zrozumieniu, a jedynie „wrażliwą społecznie” lewicą, akceptującą i popierającą rabowanie Polaków z właśności, to, naturalnie, kierował sie wytycznymi Michnika, by nie zwracać zagrabionego.

O co chodzi, by zadać leninowskie pytanie, całkowicie na miejscu w tym wypadku?

Zacznijmy od tego, czym w istocie jest reprywatyzacja. A więc reprywatyzacja jest – poza dochowaniem elementarnej sprawiedliwości i poza zadośćuczynieniem za wyrządzone krzywdy i nieprawości – rzeczywistą dekomunizacją na polu gospodarczym. I to nawet w znaczeniu symbolicznym, gdyż najsmaczniejsze kąski z zagrabionego majątku przejęli komuniści i ich ZSLowscy komiltoni.

Poza własnością miejską /kamienice, domy, parcele/ i kościelną, w swej zasadniczej masie reprywatyzacja dotyczy środowisk przemysłowych /w niewielkiej części/, środowisk ziemiańskich /ziemianie domagają się zwrotu w naturze zaledwie 5% gruntów rolnych w kraju, co stanowi zaledwie 20% areału gospodarstw popegeerowskich/, rolników i drobnego przemysłu wiejskiego, rolno – spożywczego.

Szacuje się, że rodzin ziemiańskich , zainteresowanych reprywatyzacją jest około 14 tysięcy /szacunki nawet od 9 tysięcy/, a rodzin chłopskich od 340 tysięcy do 400 tysięcy. Przyjmując tradycyjną liczebność, zwłaszcza rodzin chłopskich, daje to szacunkową liczbę ok. 3 milionów osób, oczekujących na zwrot własności. A są to środowiska tradycyjnie prawicowe, związane z Kościołem, przenoszące przez pokolenia polskie tradycje społeczne, polityczne, gospodarcze i kulturalne.

Zanim opiszę sytuację ziemian, która jest mi najbardziej znana, chcę podkreślić że bardzo tragiczne w skutkach było „rozkułaczanie” rolników, czyli grabież większych i sensowniej prowadzonych gospodarstw chłopskich i ziemi drobnej szlachty zagrodowej, która od warstwy chłopskiej różniła się tylko pieczołowicie przechowywanym rodowym klejnotem. Dla chłopów i „szaraczków” zabór ziemi i domów był niewyobrażalną tragedią – bez wykształcenia i środków materialnych pauperyzowali się i ginęli w wielkich miastach. Niczego bowiem, poza uprawą ziemi, nie potrafili…(KOSSOBOR – Dlaczego w Polsce nie ma reprywatyzacji? UKRYTA PRAWDA. Część I)

podobne: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)  oraz: Czerwonym szatanom bez żadnej klasy o polskiej prywatnej własności i ziemi czyli… jak Karp międzynarodowym rynkiem zbożowym zatrząsł, oraz wspomnienia księdza Blizińskiego i to: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński a także: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu

„…Przeglądając z konieczności archiwalia, natknęłam się na teczkę z korespondencją znakomitego rolnika, właściciela sporego kawałka ziemi na Pomorzu, z Juliuszem Poniatowskim. Poniatowski był ministrem Rolnictwa i Reformy Rolnej. Tak się to ministerstwo nazywało. Był tym ministrem wielokrotnie, poczynając od Tymczasowego Rządu Republiki Polskiej w Lublinie Ignacego Daszyńskiego, w listopadzie 1918 roku. Rząd ten miał ubiec Radę Regencyjną. Jednym z postulatów tego rządu, szokująco lewicowego, była likwidacja wielkiej i średniej własności ziemskiej. W sumie Poniatowski był ministrem rolnictwa wielokrotnie, w różnych rządach, a w przerwach działał w oświacie. Wincenty Witos usunął go ze stanowiska, nie zgadzając się z Poniatowskim w kwestiach rolnych. Witos był chłopem, podkreślmy to.

Sprawa o której piszę rozgrywała się w końcówce lat trzydziestych ubiegłego wieku. Przedmiotem owej korespondencji była rozpaczliwa obrona wysokorolnego, hodowlanego i nasiennego /doskonałe odmiany ziemniaków – sadzeniaków/, zmechanizowanego gospodarstwa przed parcelacją. Maszyny, jak lokomobila i pługi parowe obsługiwały dodatkowo przyległe gospodarstwa chłopskie. Ilość koni hodowanych dla Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, ilość merynosów na wełnę zakontraktowaną na mundury wojskowe, ilość ziemniaków dla pracującej w majątku gorzelni – a dodatkowo jeszcze kontraktowanych u sąsiadujących rolników, mających tym samym stały i pewny zbyt na swoje plony – wszystko to od dziesiątków lat było rozplanowane na taki właśnie, spory areał gruntów uprawnych. Dodajmy jeszcze, że ziemia w tym majątku była jedynie IV kategorii i osiągane plony były zasługą wiedzy rolniczej /był po rolnictwie w Berlinie i praktykach w majątkach ziemiańskich/ i talentu gospodarskiego właściciela. Parcelacja oznaczała ruinę całego zamysłu. Ruinę gospodarki, po prostu.

Nie miało to jednak najmniejszego znaczenia dla ministra Poniatowskiego.

…jak wiemy, realizacja Manifestu Lipcowego, czyli totalny rabunek i tym samym anihilacja „warstw posiadających” – była priorytetem. Wraz z KBW przyjechał tzw. „historyk sztuki”, o wybitnie lewantyńskich rysach, naturalnie, i pokazując palcem rzeczy w domu – kazał je wynosić do samochodów. Ale najważniejszą kwestią było natychmiastwe wywłaszczenie z ziemi. Właścicielowi nie wolno było nawet pojawiać się w powiecie, w którym leżał jego majątek. Wejście do swojego lasu – a taki, nasadzony, był w majątku, zresztą pod stałą kontrolą państwa! – mogło spowodować ZASTRZELENIE na miejscu byłego już właściciela.

Zarówno Poniatowski, jak i komuniści używali pojęcia „obszarnicy”. Owszem, wówczas Poniatowski, należący do skrajnie lewicowego skrzydła piłsudczyków, był na emigracji. Ale w koncu wrócił i jak na wysokiego funkcjonariusza II RP i sanacji – nie spotkały go żadne represje i doskonale w PRL funkcjonował. I to jest ZDUMIEWAJĄCA informacja…

PS. Za miarę „celowości” parcelacj tegoż majątku przez Poniatowskiego niech posłuży to: po wojnie tylko małe skrawki ziemi „wzięli” /musieli zapłacić państwu/ okoliczni chłopi. W majątku utworzono PGR, całkowicie deficytowy przez cały okres PRLu. W drugiej połowie lat 80tych nastał kolejny dyrektor i wówczas skomasował te rozparcelowane kawałeczki – rolnicy chętnie ich się pozbyli.” (KOSSOBOR – 13.10.2012)

„…Grabski z Daszyńskim uważali za pełnoprawnych obywateli nowej Polski tych jedynie, którzy mogli stać się klientami nowej klasy urzędniczej, bez względu na narodowość, wyznanie i zasługi. W czasie kiedy odbierano herby i parcelowano majątki pod osadnictwo wojskowe nie zapewniając osadnikom nic prócz nędznego kredytu, Maria Rodziewiczówa z własnych, wyszarpywanych ziemi ciężką pracą pieniędzy budowała świetlice wiejskie, odbudowywała żydowski heder i pomagała prawosławnym chłopom. Ci sami chłopi spluwali potem za nią, kiedy odwróciła się plecami, bo była wszak dziedziczką i panią. Tak samo zachowywali się polscy urzędnicy, którym zdawało się, że polityka i historia stanęły w miejscu i teraz będzie już sprawiedliwie i pięknie, jeśli tylko uda się im rozprawić z tymi anachronicznymi i niedzisiejszymi ziemianami. Przez połowę życia II Rzeczpospolitej państwo zajmowało się systematycznym ograbianiem swoich najwierniejszych i najlepszych obywateli, kokietując jednocześnie tych wszystkich, którzy z tego państwa czerpali niezasłużone zyski lub wręcz je zwalczali dążąc do oderwania kresów od Polski.

Maria Rodziewiczówna pisała o tym książki, pisała także książki o pracy i ziemi. Czyli dwóch najważniejszych dla niej sprawach. My jednak nie czytamy dziś jej książek, bo ktoś nam kiedyś powiedział, że są anachroniczne, napisane słabo i bez polotu. Tak jakby Żeromski – czołowy społecznik – w rzeczywistości oszust i hochsztapler literacki – pisał z polotem. Myślę, że komuna tak łatwo poradziła sobie z Polską i Polakami po II wojnie światowej, bo połowę roboty odwaliły za nią przedwojenne rządy, które zajmowały się wydawaniem setek kilogramów ustaw przez zamachem majowym. Ustaw wymierzonych w klasę posiadającą, która w każdym innym kraju i systemie byłaby chroniona i wspomagana…

…Rodziewiczówna budzi niechęć także z innego powodu. Ona uprawia jeden właściwie wielki temat – opowiada o relacjach człowieka z jego własnością. I to własnością nie byle jaką, własnością która została odziedziczona, która ma wszystkie atrybuty świętości i jest bardzo wymagająca. A co może obchodzić wymagająca własność jakąś gromadę gołodupców i złodziei? Nic proszę Państwa. Nic, zupełnie. Opowieści takie mogą jedynie przeszkadzać i mącić kładziony do głów obraz dziejów jako triumfującego postępu, który walczy z reakcją i wstecznictwem. Czyni to zaś za pomocą skrytobójców, o których się milczy i awangardowych artystów, o których mówi się bardzo wiele…” (coryllus – Czego nas uczy Maria Rodziewiczówna)

podobne: Jakub Wozinski: Jak Grabski zrujnował II RP oraz: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców i to: Lewicowa wrażliwość czyli… Afera reprywatyzacyjna spuścizną układów w Magdalence i belką w oku PIS polecam również: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach

„…ziemiaństwo nie musiało zginąć z powodu swojej mniejszej lub większej atrakcyjności intelektualnej, ale dlatego, że tak postanowili towarzysze radzieccy, a milczącą zgodę na to wyrazili polscy socjaliści, którym zdawało się, że sami zbudują nową Polskę i jeszcze ją obronią. Ziemiaństwo – choć według pana nie było atrakcyjne intelektualnie – posiadało inne walory – miało ziemię i pieniądze. I tą ziemią i pieniędzmi towarzysze zbrodniarze i towarzysze fałszywi reformatorzy usiłowali ratować swoje nędzne plany oraz przeznaczone na ich realizację budżety. To wszystko. I nie było na całej planecie Ziemia nikogo, kto mógłby polskich ziemian uratować. W dodatku wpędzono ich w wielką i bardzo sprytną pułapkę – w odzyskiwanie niepodległości razem z łapczywymi socjalistami i całą resztą tej parlamentarnej swołoczy. Odzyskano niepodległość. Kosztem ziemian właśnie, kosztem ich krwi, majątku i poświęcenia. Po to tylko, by ją zmarnować idiotyczną polityką…” (coryllus – O rodzajach obłędu)

podobne: Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego) oraz: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu. i to: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości”

„…Jak wiadomo, przedwojenna sanacja dążyła do rozciągnięcia kontroli ze strony „państwa”, czyli ze strony państwowej biurokracji, nad wszystkimi segmentami życia nie tylko gospodarczego, czy politycznego, ale w ogóle – życia publicznego. Zilustrował to pragnienie Konstanty Ildefons Gałczyński w wierszu „Zima z wypisów szkolnych” – bo wpajanie przekonania, że tak będzie najlepiej i w ogóle – że inaczej być po prostu nie może – sanacja rozpoczynała od najmłodszych lat. „Któż to tak śnieżkiem prószy z niebiosów? Dyć oczywiście pan wojewoda! Módl się dziecino z całą krainą, niech Bóg mu siły doda. Śnieżkiem poprószył, śnieżek poruszył dobry pan wojewoda.” – pisał Gałczyński. Ukoronowaniem tych wszystkich zabiegów był art. 4 konstytucji z 1935 roku, tak zwanej „kwietniowej”, który w ustępie 1 stwierdzał, że w ramach Państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. >W ramach „Państwa” – to znaczy, że życie społeczne zostaje ujęte w „ramy” wyznaczone przez „państwo”, czyli – urzędników, którzy też stanowią dla niego „oparcie”, to znaczy – określają również treść tego „życia”. W skutkach jest to bardzo podobne do formuły Mussoliniego: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Jest oczywiste, że przy takiej historycznej rekonstrukcji „państwa”, to znaczy – urzędników, będących wszak reprezentantami „państwa”, musi być coraz więcej. No i będzie, a jak będzie, to przecież żaden z nich nie będzie kąsał ręki, która daje mu chleb, dzięki czemu demokracja stanie się jeszcze bardziej przewidywalna...

…ludzie będą wspominali błogosławione czasy prezesa Kaczyńskiego, podobnie jak dzisiaj wspominają błogosławione czasy Edwarda Gierka, który za pożyczone pieniądze też stworzył iluzję dobrobytu na kilka lat…

…w dniach ostatnich rząd za 100 mln złotych odkupił Stocznię Szczecińską – w charakterze nabywcy podstawiając fundusz inwestycyjny „Mars”, będący częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej, skupiającej ponad 60 spółek, przeważnie państwowych. Przy tej okazji pan minister Kowalczyk, przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów ujawnił, że celem rządu jest „odejście od prywatyzacji, aby budować majątek narodowy”. I słusznie, bo na takim „majątku narodowym”, to niejeden się pożywi, a melasy nigdy nie zabraknie, niczym we flaszce-niedopitce, bo nawet jakby zabrakło, to przecież zawsze można zasilić się z zasobów obywateli, który w dodatku będą myśleli, że to wszystko dla ich dobra. Pan minister Kowalczyk odgraża się, że „do marca” wypracowany zostanie „nowy model zarządzania” tymi spółkami, a na początek ma być powołana Rada Spółek, znaczy się – taki ogólnopolski gospodarczy Sowiet. Słowem – zgodnie z koncepcją spiralnego rozwoju procesu dziejowego wkraczamy w etap renacjonalizacji gospodarki, czyli budowania socjalizmu. Wprawdzie z sowietami – ale bez złego Putina – czyli dążymy do socjalizmu własną, polską drogą, jak to w słynnej „Rozmowie w kartoflarni” deklarował ukraińskiemu poecie Tarasowi towarzysz Wiesław: „Do socjalizmu mam polską drogę i naśladować was wprost nie mogę (…) nie chcę budować w stepie baraków, będę więzienia wznosił z pustaków!”…(Stanisław Michalkiewicz – Rozwijamy się spiralnie)

podobne: Polska Grupa Zbrojeniowa ma zgodę UOKiK na przejęcie 8 spółek sektora obronnego. Przed szczytem NATO. oraz: Ponad 226 mld zł zysku spółek PGZ, modernizacja armii szansą na eksport. Speckomisja bada nieprawidłowości przy przetargach. i to: Modernizacja polskiej armii. Zakup pocisków JASSM (Eksperci podzieleni), PGZ będzie budować polską(?) wersję tarczy (anty)rakietowej „Narew”. Za tydzień umowa na dywizjon rakietowy dla marynarzy. a także: Forsal: 10 najgorszych polskich inwestycji ostatnich 10 lat i jeszcze: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”

Gavin Reece

…przejdźmy więc z marszu do wspomnianych więzień z pustaków, czyli programu socjalnego zwanego szumnie „mieszkanieplus”, który ma zrekompensować Polakom zatrzymaną przez obecną władzę reprywatyzację, tj. zwrot zagrabionego przez komunistów mienia… (Odys)

„…Pod pretekstem wsparcia polskich rodzin w kraju o niżu demograficznym, rysuje się utopijną wizję dobrobytu mieszkaniowego i łatwego dostępu do mieszkań socjalnych dla każdego. Gdy jednak zanalizujemy twarde czynniki i sprowadzimy wszystko do liczb, a następnie do arkusza kalkulacyjnego – sprawy zaczynają wyglądać zupełnie inaczej…

…powołana zostanie Krajowa Rada Mieszkaniowa. Rząd tym razem rezygnuje ze swojego słowa-klucza „narodowa”, aby ta nowa instytucja nie kojarzyła się nadto z „Państwową Radą Mieszkaniową” od czego już o krok od skojarzeń z PRL (…)  Podstawowym zadaniem nowego organu ma być ocena rocznej informacji o stanie realizacji działań w ramach programu, jak również przedstawianie analiz i opinii związanych z polityką mieszkaniową państwa. Innymi słowy będzie do zapewne grupa prominentnych działaczy partii lub jej sponsorów, którzy przepychać będą do rządu nowe projektu ustaw dotyczących rynku budownictwa bocznymi drzwiami…

…Jeszcze straszniej wygląda sprawa finansowania całego przedsięwzięcia, bo to jest klucz do całej zagadki. Rząd zakłada bowiem, że działania programu finansowane będą ze środków pozyskiwanych przez Narodowy Fundusz Mieszkaniowy (kolejny „państwowy”…). W źródłach finansowania wpisane są takie elementy jak pieniądze budżetowe (skąd? podwyższenie podatków?), Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (jak? podatki?), oraz uwaga : ZE ŚRODKÓW PRYWATNYCH. Ten ostatni element oznacza przede wszystkim utworzenie nowej linii produktów w kasach oszczędnościowych pod kątem wieloletniego wpłacania pod pretekstem rozmytej wizji otrzymania mieszkania w przyszłości…

…Celem programu jest zwiększenie dostępu do mieszkań dla osób o dochodach zbyt niskich, aby mogły one pozwolić sobie na wynajęcie lub nabycie mieszkania po cenach komercyjnych. Po co zatem ludzie mają bogacić się, rozwijać swój portfel dochodów, skoro osoba nieudolna, wykluczona społecznie (cokolwiek to znaczy) – otrzyma mieszkanie od państwa? Przynajmniej taki miraż tworzy przed obywatelami nowa władza.

Gdy rząd zabiera się za takie projekty jak „zwiększenie podaży mieszkań”, „obniżenie kosztów budowy”, „poprawa jakości mieszkań”, „zachęcanie do systematycznego oszczędzania na mieszkanie” – to jesteśmy już tylko jeden krok przed ZAGŁADĄ. Bezpośrednia ingerencja w wolny rynek, nadmierne opodatkowanie celem zaspokojenia roszczeń socjalnych , uprzywilejowanie grup społecznych lub biznesowych – to są metody komunistyczne, które kończą się zagładą finansów państwa, a w konsekwencji przewrotem państwowym lub wojną, nie zawsze domową…

…Kolejnym ważnym elementem programu jest Narodowy Operator Mieszkaniowy. Tak, to nie żart ! Naprawdę tak nazwano kolejny powołany organ, którego zadaniem ma być wsparcie budownictwa poprzez fundusze inwestycyjne udzielające dofinansowania inwestycji mieszkaniowych gminom. Perełką jest tutaj możliwość wsparcia budownictwa społecznych mieszkań czynszowych (co?!) budowanych przez spółdzielnie mieszkaniowe, oraz również uwaga : towarzystwa budownictwa społecznego (!!!). Innymi słowy kasa będzie szerokim strumieniem płynąć do kas oszczędnościowych i różnych powołanych spółek-córek w postaci towarzystw, fundacji, stowarzyszeń i podobnych.

Po prostu partia w każdym regionie będzie budować swoje struktury w oparciu o kontrolę rynku ziemi i mieszkań. Dokładnie podobny model stosowała PZPR budując swoje lokalne struktury władzy na styku developerki i finansów. Wybory samorządowe za pasem.

Idąc dalej – dowiadujemy się, że spółki gminne oraz spółdzielnie mieszkaniowe i towarzystwa budownictwa społecznego (czytaj: partia), będą mogły ubiegać się o preferencyjne kredyty w Banku Gospodarstwa Krajowego, z dopłatą budżetową, na budowę społecznych mieszkań czynszowych lub spółdzielczych lokatorskich. Zgodnie z zasadą : finansujemy wiernych, windykujemy niewiernych.

Powoli dobiegamy do końca, czyli wisienki na torcie. Punktem kulminacyjnym programu jest Indywidualne Konto Mieszkaniowe (IKM). Jest to powrót znanego z PRL rozwiązania z książeczkami mieszkaniowymi, na które niektórzy wpłacali całe swoje życie – a mieszkania nie doczekali (…) Indywidualne Konto Mieszkaniowe to przede wszystkim konto w lokalnych kasach oszczędnościowych. Nie każdy bank na tych samych zasadach będzie miał możliwość prowadzenia takiego rachunku, natomiast zaprzyjaźnione kasy oszczędnościowe będą miały warunki uprzywilejowane. I to jest gwóźdź całego programu…” (Jarosław Narymunt Rożyński – Skok na kasę : Mieszkanie Plus)

podobne: Tomasz Cukiernik: Książeczki mieszkaniowe czyli Amber Gold z PRL oraz: cynik9: „Rodzina na swoim” czyli…”Mieszkania dla tych co jeszcze zostali” na koszt tych co jeszcze pracują i to: „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą a także: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.

„Po nocnej ustawie o ziemi, to już w zasadzie oświadczenie o wyższości państwa nad własnością mnie nie dziwi. Ta doktryna będzie obowiązywała dopóki ostatni uczestnik jumy gospodarki polskiej lat 90-tych „z ramienia szlachetnej opozycji” nie spocznie w cichej mogile a nad nim wielkie białoczerwone wieńce i wielkie medale „za zasługi”. Spełnia się testament towarzysza Grudnia, co to wynalazł „sposób na opozycję”: dać im etaty, biurka, gabinety, sekretarki i samochody służbowe i będzie święty spokój. I rzeczywiście. Chłopaki ze WSI przeżuwają wraz z dziatwą spokojnie to, co zajumali w 1944 i w 1989 a tutejsze patrioci pilnują, żeby tylko emigranci z 1982 r. nie wrócili z Australii, USA i RPA z kapitałem i paroma pytaniami:))) Teraz rządzą absolwenci europeistyki a ze starszych – historycy i filozofowie marsksizmu-leninizmu a inżynierów, techników i generalnie roboli nikt o nic nie pyta i nie zamierza pytać. Nawet nie wiedzą, jakie pytania mieliby zadać.
Stan świadomości własności jest w służbach urzędniczych taki, że panie urzędniczki „dorabiają” na sprzedaży dzieci odebranych biednym rodzinom – za granicę lub „kuleżance w dobre ręce, bo się buduje”. I tylko wisi omerta nad historią „przemian gospodarczych lat 90-tych” i będzie wisiała, aż pochowają ze wszystkimi honorami ostatniego „patriotę”, co „negocjował” wydanie z 5% wartości branży w obce ręce a potem tylko odwracał głowę , kiedy buldożery rozwalały fabrykę do fundamentów. A dziatwa już siedzi na kolejnych etatach , specjalnie dla niej stworzonych. Polska to bogaty kraj, tylko Polaczki wredne i nie chcą się dzielić własnością. Najwyższy poziom własności w nieruchomościach w Europie i jak tu deweloper ma zarobić. Przynajmniej z ziemią zrobiło się porządek:))) Stalin by lepszej ustawy nie wymyślił.
A „państwo” jest tak „silne”, że aby bronić się przed oskarżeniami o „polskie obozy śmierci” to musi prywatny Obywatel i Więzień skarżyć z prywatnego powództwa niemiecką stację telewizyjną, bo „państwo nie czuje się na siłach”. A potem jacyś entuzjaści wynajmują samochód i jeżdżą jak cyganie z banerem po Europie. Bo państwo nadal nie potrafi nawet bronić własnego dobrego imienia. Pan minister kultury uśmiecha się bezradnie kiedy w państwowym teatrze obrażane są uczucia katolików i wystawiane bluźnierstwa a etatowy profesor dowodzi „prowadzenia polityki niewolnictwa” „przez polskich panów”.
Pan Bóg ma wielkie poczucie humoru i pokazuje teoretykom wyższości państwa nad własnością, dokąd dotarła „praktyka” . Socjaliści potrzebują „mieć lud, żeby nim zarządzać”. Bo „lud sam nie umie”. Zwłaszcza tutejszy” (pink panther 5 lutego 2017)

podobne: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia. i to: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność.

„…Wielka polityka bowiem polega na konstruowaniu pułapek na wielkie grupy ludzi, na przykład na całe narody. Jedną z metod jest odcinanie narodu od źródeł żywności, czyli niszczenie lokalnego rolnictwa, poprzez kretyńskie reformy mające poprawić życie biedoty. Ja się nie będę teraz rozpisywał nad konsekwencjami reformy rolnej pozostanę przy określeniu jej istotnej funkcji. Państwo nie funkcjonuje ponieważ prowadzi rozdawnictwo dla jednych kosztem drugich, ale dlatego, że ma doktrynę. Oszukani socjaliści z międzywojennej Polski nie mieli o tym wszystkim pojęcia i od razu jak tylko wzięli władzę zabrali się za ulepszanie świata po swojemu, w myśl wskazówek nie lokalnych elit bynajmniej, ponieważ te na samym początku zdegradowali i unieważnili, ale w myśl wskazówek podsuwanych im przez doradców z tak zwanych krajów rozwiniętych i gospodarczo okrzepłych, czyli przez agenturę po prostu…

Właściwa diagnoza dotycząca polskich elit powinna rozpocząć się od zmierzenia stopnia nasycenia tych elit przez obcą agenturę, która z własnej woli lub uwiedziona idiotycznymi projekcjami zdecydowała się na dokonanie zbrodni na własnym narodzie. Pisząc elity mam na myśli elity urzędnicze i polityczne, a także wojskowe mające wpływ realny na bieg wypadków

…Chodzi o to, byśmy wreszcie głośno powiedzieli, że zdrada i zaprzaństwo mają w Polsce długą tradycję, a przyczyną klęsk naszych nie jest idealizm i chęć noszenia nieskazitelnie białego płaszcza, jak nam próbuje wmówić Vermeer, ale powiązanie idei niepodległości i całkowicie oszukaną ideą socjalizmu. Czyli wmawianie ludziom, że gangi idące na włam to wybawiciele ludzkości

…Naszą przygodę z Polską powinniśmy zacząć od początku, czyli od określenia miejsca, w którym się znajdujemy i celu, do którego zmierzamy. Musimy także zrozumieć, że nikt nie chce dla nas dobrze, a wszystkie rady nam podsuwane są oszustwem.
Ja tu już pisałem o organizacjach, które są podstawą wszystkiego i o doktrynie też pisałem. No więc z doktryny i organizacji należy wypreparować znak i charyzmaty, bez tego nigdzie nie pojedziemy. Doktryna musi być powiązana z Kościołem i Panem Bogiem. Nie z socjalizmem, nie z uszczęśliwianiem dużych grup ludzi okradanych następnie za pomocą podatków, które gwarantują byt mafiom urzędniczym i wojskowym. Charyzmaty zaś wypływają wprost z tego czym zajmować się będą czynne w Polsce organizacje, a winny się one zajmować pomnażaniem budżetów. Ściąganiem pieniędzy zza granicy i przeciwstawianiem się w sposób czynny, ale zgodny z prawem mafiom działającym w strukturach państwa, bo one wykonują złą robotę. Są na usługach obcych, którzy nie mają dobrego planu dla nas, a przeciwnie mają plan upiorny.
Nie może mieć dobrego planu ktoś kto nie ma nic poza etatem, a jego marzenia koncentrują się wokół kupienia sobie jeziora na Mazurach, albo domu na Lazurowym Wybrzeżu. To jest nędza. Nie może mieć dobrego planu ktoś kto myśli tylko o tym jak się podpiąć do jakiegoś fikcyjnego budżetu, wyciągniętego nie wiadomo skąd, który ze swojej istoty jest pułapką. Dobry plan może mieć jedynie ktoś kto ma jakieś prawdziwe aktywa i chce za ich pomocą zwiększyć zakres swojej realnej władzy. Realnej, czyli takiej, kiedy to on sam decyduje i kiedy z jego decyzji korzyści płyną wyłącznie dla niego. W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele to hasło dla idiotów i oszustów. A także dla urzędników niższego szczebla, ci z wyższego bowiem myślą, że realizują plan, który ja tutaj zakreśliłem, ale to nie jest prawda, oni uczestniczą w planie globalnym i żadne nawet najbardziej realistyczne złodziejstwo, które uprawiają ich z tej pułapki nie uwolni.
Wielka polityka bowiem jest zawsze polityką globalną, język zaś którym się posługuje jest językiem czarowników i smoków, a nie intelektualistów z uniwersytetów. Ci bowiem powołani zostali do tego jedynie by ukrywać prawdę i oszukiwać dzieci. Musimy o tym zawsze pamiętać.” (coryllus – O elitach naiwnych i mściwych)

podobne: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”  oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? i to: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos

„…Wielki posiadacz, ziemianin i pan pełną gębą, Edward Woyniłłowicz, dożywał swoich dni w Bydgoszczy, w małym mieszkanku, do którego musiał nosić po schodach węgiel. Nie skarżył się, ale też nie uważał za stosowne, by swoją sytuację maskować w jakikolwiek sposób. Nie wyciągał ręki po zasiłki i nie prosił nikogo o wsparcie. Jego myśl polityczna i gospodarcza roztrzaskała się o socjalistyczne i fiskalne rafy, a urząd podatkowy niepodległej Polski wysyłał do niego monity dotyczące zapłaty podatku od rzekomego wzbogacenia.

Pycha socjalistów pozostawała nienaruszona przez całe dwadzieścia lat. Przez całe dwadzieścia lat łudzono się, że okradanie właścicieli i rozdawanie ziemi tym, którzy ani chcą, ani mogą ją uprawiać, zapewni państwu lojalność poddanych fiskusa zwanych obywatelami dla niepoznaki jedynie. Łudzono się, że wolna Polska samym tylko swym istnieniem wyleczy wiejskie dzieci z jaglicy, zatrzyma emigrację zarobkową i da każdemu, nawet najbiedniejszemu szansę na sukces. Budowano jakiś wice-komunizm, licząc na to, że komuniści prawdziwi, gangsterzy spod znaku czerwonej gwiazdy zbledną na jego widok i sami zaczną się cywilizować. Nic takiego nie nastąpiło, a historia pokazała – nie pierwszy raz zresztą – że największym wrogiem socjalisty jest inny socjalista. Taki, który jeszcze mocniej oszukuje swój naród w imię nierozpoznanych interesów, taki, który jeszcze więcej grabi, jeszcze więcej kłamie, a kiedy przychodzi do zabijania, zabiera się za tę robotę z chęcią i satysfakcją…” (tu: Księgarnia Coryllusa – Edward Woyniłłowicz. Wspomnienia. Część II)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? oraz: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą  a także: Kultury dobre i złe, oraz reglamentacje, prowokacje i profanacje czyli… materialna i niematerialna sztuka rewolucji. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu

Sergei Ivanovich Lukin – It Has Come to Pass. Inevitable. Bolshevik Stands Guard Inside the Winter Palace (Czerwony Gwardzista w sali tronowej Pałacu Zimowego. Koniec epoki kapitalizmu)

 

Konfiskata rozszerzona, donoszenie na samego siebie do fiskusa, ekologia (nie)podległości i inne „dobre zmiany” zasad życia w komunie… czyli „sekretne życie drzew” i „Młody las” (Kaczmarskiego)


Claude Monet – Relaxing in the Garden

*

„…Nawet drzewa twardnieją, by przeżyć,
Co tu mówić o ludziach, frajerzy!…”

„…Jeżeli drzewo będzie miało większy obwód, jego planowaną wycinkę trzeba będzie zgłosić w gminie. W zgłoszeniu trzeba będzie podać imię i nazwisko wnioskodawcy, oznaczyć nieruchomość, oraz dołączyć rysunek bądź mapkę gdzie na działce znajduje się planowane do wycięcia drzewo.

Po dokonaniu zgłoszenia, gmina będzie miała 21 dni, by przeprowadzić oględziny drzewa, które miałby zostać wycięte. Następnie samorząd będzie miał 14 dni na wydanie ewentualnego zakazu. Urzędnik sprawdzi np. czy drzewo bądź drzewa nie są chronione. Urząd będzie mógł nie zgodzić się na wycinkę m.in. na nieruchomości wpisanej do rejestru zabytków, na terenie przeznaczonym w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego na zieleń lub chronionym innymi zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, bądź jeśli drzewo będzie nosiło znamiona drzewa pomnikowego. W tym ostatnim przypadku kryteria, na podstawie których samorząd będzie mógł wydać taki zakaz, zostaną określone w rozporządzeniu ministra środowiska. Będzie on miał na nie jeszcze pół roku.” (niezalezna.pl – Już tak łatwo drzewa nie wytniesz)

„…oczekiwanie społeczne było takie by było więcej drzew (było ładnie i zielono itp.), a wiec państwo – władza – ma wypełnić to oczekiwanie. Jak to zrobiono?
Znacjonalizowano prywatne, zamiast przede wszystkim zachowywać i tworzyć owo wspólne, poprzez np. sadzenie drzew na gruntach, będących w zasobie skarbu państwa, utrzymywanie i zakładanie parków, zielonych skwerów, przydroży, alei, tworzenie i realizację miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, itp. W jakieś części te zadania realizowano, ale „zielony” zasób prywatny, znacjonalizowany, i tak był i jest nieproporcjonalnie większy od wspólnotowego, no i … tańszy. Być może uzasadnionym rozwiązaniem byłoby nabywanie lub dzierżawa tego co prywatne, a wartościowe np. starych drzew, drzew „siedliskowych”, ich zgrupowań itp., ale to oczywiście byłyby koszty, a więc co uczyniono?
Przerzucono oczekiwanie społeczne, wraz kosztami ochrony, na obywateli, zachowując jednocześnie pełną możliwość handlowania gruntami, należącymi do skarbu państwa, nierzadko o wysokich walorach przyrodniczych (także w miastach). Znacjonalizowano prywatne, tłumacząc to dobrem wspólnym, a ostatnio nawet dobrem Wspólnoty (powtórka z internacjonalizmu i komunizmu). Państwo przerzuciło ciężar ochrony przyrody, które jest oczekiwaniem społecznym, na obywatela. A propos „wielkich” kosztów, które państwo miałoby łożyć na zakładanie terenów zieleni lub dzierżawę wartościowych drzew. Zadajmy sobie pytanie: jak zakładali parki i aleje nasi rodzice, dziadkowie i pradziadkowie? Czy oni byli bardziej bogaci niż my i było ich stać na taki wydatek? Czy oni i ówczesne elity (np. rajcy miejscy i ludzie magistratu) mieli większą świadomość ekologiczną? Byli bardziej wrażliwi niż my? Jeśli tak, to musimy uznać, że obecne programy edukacji przyrodniczej, pochłaniające rocznie dziesiątki milionów złotych, są nie tylko marnotrawstwem, ale są niepotrzebne, bo nasi antenaci nie byli im poddani, a tereny zielone i tak zakładali.
6. Ten powyższy system nacjonalizujący suwerenność i własność obywatela, był i jest szczególnie mocno eksploatowany przez pozarządowe organizacje ekologistyczne. Państwo było i jest dla nich tylko narzędziem opresji na obywatelu, który nie poddaje się ich ideologii. Głoszą oni, że społeczeństwo jest nieświadome ekologicznie (głównym konsumentem projektów edukacji ekologicznej jest właśnie trzeci sektor) i dlatego musi być skrępowane gorsetem prawa. Zauważmy: to nie jest przypadek, że najbardziej przeciwni nowemu prawu są właśnie ekologiści. Do tej pory kontrolowali obywatela, a nawet terroryzowali go za pomocą państwa i prawa, będąc w tle – rzadko lub w ogóle nie ujawniając się. Co więcej, wielu z nich to właśnie owi eksperci, którzy za opłatą podejmowali się ocen, ekspertyz o obecności bądź braku obecności gatunków chronionych, którzy przygotowywali raporty oddziaływania na środowisko itp. opracowania – płatne. Kuriozalne było to, w tym układzie państwo-obywatel, że to właśnie oni, dzięki owej ekspertyzie, byli wybawieniem od opresyjnego państwa, a samo państwo uosobieniem zła. Co więcej, państwo, które nie wypełniało swojego obowiązku wobec oczekiwania społecznego (ma być ładnie i zielono), a w zamian nacjonalizowało drzewa, było dla ekologistów idealne, bo to oni wypełniali niszę opiekuna np. poprzez nagłaśnianie akcji „ratowania drzew” (cóż z tego, że prywatnych). Ci sami ludzie, którzy chcieli i chcą surowego prawa ochrony przyrody są jednocześnie płatnymi ekspertami, ale czy o tym wie obywatel? To co wie, to wiedza ekologii kanapowej i ekologizmu apokaliptycznego: brak drzew to brak tlenu. Sam fakt oddychania drzew, skutkujący wydaleniem dwutlenku węgla, mógłby spowodować, w podobnie uporczywej kampanii edukacyjnej i medialnej, wycinkę wszystkich drzew w miastach, bo wytwarzają CO2. Osamotniony obywatel z blokowiska nie zastanawia się, gdzie jest jego najbliższa reprezentacja (np. zarząd spółdzielni). Ostatnia rzecz jaka mu przyjdzie do głowy to indywidualna aktywność w tym zakresie: co ja zrobiłem żeby drzewa były na mojej ulicy i osiedlu? Pierwszą jest chęć decydowania i panowania nad cudzym (komuna zamiast wspólnoty), a drugą – przyłączenie się do ekologistów, bo to oni, pozornie, go reprezentują. Obywatel nie ma oparcia w państwie (władzach gminy, dzielnicy itd.) i tę potrzebę wypełniają organizacje ekologistów.
Podsumowując, można stwierdzić, że denacjonalizacja suwerenności i własności obywateli w odniesieniu do prawa usuwania drzew i krzewów na gruntach prywatnych miała wymiar nie tylko stanowienia konstytucyjnego prawa, ale była szansą na uzdrowienie państwa i jego instytucji, które wreszcie musiałoby sprostać oczekiwaniom bezpieczeństwa swych obywateli. To jest mechanizm państwowotwórczy, bo takie państwo, stwarzające bezpieczną przestrzeń, jest potrzebne każdemu obywatelowi. Obawiam się, że ostatnia poprawka do nowych przepisów, reaktywna, oparta na emocjach i bez faktycznej oceny analizy jej skutków, ogranicza sferę odpowiedzialności i wolności obywatela, rozbudowuje biurokrację, a przede wszystkim petryfikuje antypaństwowy układ pan – sługa. (Greenwatcher, szkolanawigatorow.pl – Denacjonalizacja drzew i krzewów)

podobne: Czy feministka i wiewiórka to „istota czująca”? O roli kobiety według lumpenproletariatu i o podejrzanym zapachu z ekologicznej i patriotycznej d…ziupli oraz: NIK o patologii w „sadowniczych uprawach ekologicznych”: Sadzili sady – zbierali dopłaty. Michalkiewicz i Umiłowani Przywódcy w „trosce” o (nie)swoją ziemię i to: Prezydent podpisał nowelizację ustawy. Lasy Państwowe nie zostały sprzedane a także: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność polecam również: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)

Caspar David Friedrich – The Lone Tree

„PiS przeforsował kolejną niefortunną ustawę. Tym razem w ramach nowelizacji kodeksu karnego wprowadził do systemu prawnego potworka z postaci tzw. ustawy o konfiskacie rozszerzonej mienia

…scyzoryk sam się w kieszeni otwiera ilekroć stroną zainteresowaną w konfiskacie mienia obywatela  jest wszechwładne państwo które go w tym celu oskarża, sądzi i jednocześnie wymierza mu karę. Tym bardziej państwo socjalistyczne, z niedowładem organizacyjnym i ze skorumpowanym do cna sądownictwem które miałoby w takich sprawach „orzekać”.   Na korzyść kogo „orzeknie” na przykład sędzia M. z Trójmiasta? Zwłaszcza po telefonie z góry?  Poza tym – nemo iudex in causa sua – odkryli już starożytni Rzymianie,  co oznacza że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie.

Nie zdziwimy się więc gdy prawny potworek spłodzony przez min. Ziobro przejdzie do historii pod nazwą „Kluska bis”. To co ustawa robi jest bowiem sankcjonowaniem tego samego bezprawia którego ofiarą stał się znany przedsiebiorca IT Roman Kluska. Ustawa zasadniczo sprowadza się do uzurpacji przez państwo prawa konfiskaty wszystkiego wszystkim.   W szczególności, jako dobro szczególnie wartościowe, skonfiskowane mogą  zostać kompanie, trudne do utworzenia a nadzwyczaj łatwe w konfiskacie. Wystarczy w tym celu zamknąć pod fałszywym pretekstem szefa firmy, tak jak państwo zamknęło Kluskę,  albo zająć  rachunek bankowy spółki.   Konfiskatę dopełni automatycznie tzw. ząb czasu.

Aby ząb czasu mógł zadziałać błyskawicznie nowe przepisy przewidują możliwość natychmiastowego zabezpieczenia mienia na poczet przyszłej konfiskaty. Jako „ząb czasu” będzie wtedy robił wyznaczony przez sąd, oczywiście „niezależny”, „zarządca” który cyt. zapewnia ciągłość pracy zabezpieczonego przedsiębiorstwa oraz przekazuje sądowi lub prokuratorowi posiadane informacje mające znaczenie dla toczącego się postępowania.    Not too bad… jak na dobrą zmianę…   […]

[…]  Potencjalnym celem terroru państwowego stać się może nie tylko przedsiębiorca ale każdy posiadacz czegokolwiek wartościowego, od dzieła sztuki przez antyki po sztabki złota. To przecież nie państwo będzie miało obowiązek udowodnić  podejrzanemu że nabył swoją sztabkę  w ostatnich pięciu latach i zapytać  go grzecznie  skąd wziął na nią środki. To podejrzany przynieść będzie musiał w zębach papierowe dowody z pieczątkami. Jeśli ich nie przyniesie to sztabka, choćby w rodzinie z dziada pradziada, z definicji okaże się  z „nieujawnionego źródła”. Tudzież środki na jej zakup, c.b.d.o.”  (cynik9 – Konfiskata rozszerzona czyli “Kluska bis”)

podobne: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? oraz: Od koniczka do śmietniczka czyli… „męczeństwo” klaczy ważniejsze od interesu obywateli. „Dobra zmiana” u koryta i to: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie? a także: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? polecam również: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków i jeszcze: “By żyło się lepiej”: skarbówka nie daruje nikomu

„Życie w Polsce wyraźnie przyspiesza, bijąc przy okazji światowe rekordy. Już nie tylko miesięcznice zastępują obchodzone dawniej rocznice, których udawało się zmieścić w roku tylko jedną. Z miesięcznicami tych problemów nie ma. Rząd, jeśli wierzyć Rzepie (24.05.17), zafundować zamierza Polakom także dnice. Mamy nadzieję że się ta nazwa przyjmie bo trudno inaczej nazwać projekt nowelizacji ordynacji podatkowej przewidujący że przedsiębiorcy przesyłać mają fiskusowi dobowe wyciągi z firmowych kont. Owszem, to nie pomylka – co 24 godz! Byłby to absolutny rekord świata w inwiligilacji.

Ministerstwo finansów nadpremiera Morawieckiego chce drogą codziennej kontroli „wyłapywać podejrzane transakcje”, i do czorta z jeszcze jedną warstwą biurokracji nakładanej firmom przez „dobrą zmianę”. Zamiast produkować artykuły rynkowe firmy będą musiały przestawić część mocy przerobowych na produkcję wymaganych przez Morawieckiego danych. Dobra zmiana chce najwyraźniej obniżyć dalej i tak już niewielkie bezrobocie w kraju bo przecież  produkcja codziennej  porcji makulatury wymagać może dodatkowych księgowych i biegłych rachmistrzów. Co prawda banki mają  spontanicznie podjać się roli kapusiów kablując do fiskusa dane rachunku nawet bez udziału firmy ale dotyczy to tylko rachunków krajowych. Banków zagranicznych do automatycznego kablowania na polskich przedsiębiorców na razie skłonić się jeszcze nie udało. W tym przypadku donoszeniem na siebie zająć się będą musiały same firmy. Po drugiej stronie skokowy wzrost wolumenu przychodzących do US danych wymagał będzie także wzmocnienia mocy kontrolnych a więc dalszego naboru nowych kadr oraz kadr kontrolerów kontrolujących te kadry.

Wprawdzie po usunięciu dawno już temu jakiejkolwiek prywatności finansowej nic i tak już nie przeszkadza fiskusowi we wglądzie do konta krajowego dowolnej firmy ale wiąże się z tym jednak pewna fatyga. Trzeba mianowicie wszcząć kontrolę czy też wysmarować pismo do banku. Podobno najnowszy wynalazek nadpremiera Morawieckiego – jednolity plik kontrolny, z jego kolejną warstwą biurokracji – już nie wystarcza. Z drugiej strony wiadomo że złowrogie karuzele VAT-u kręcą się coraz szybciej a transakcje wykonywane są w nich nawet co dzień. Tak więc dzięki dobrej zmianie, Polska wskoczy jednym susem do awangardy państw z firmami poddanymi bezbolesnemu zabiegowi totalnej, codziennej inwigilacji państwa. Kuracja Morawieckiego, oczyszczająca biznes z karuzeli VAT-u, pożyczyć może slogan z przedwojennego środka farmakologicznego: „ czyści nie przerywając snu”…” (cynik9 – Wojna z karuzelami czyli kapowanie firm trybem ciągłym)

podobne: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę polecam również: „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? i to: „Dziennik Gazeta Prawna”: NBP eliminuje obrót gotówką. „Puls Biznesu”: Podatkowe pole minowe oraz: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni a także: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński polecam również: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? i jeszcze: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo

„…Niekontrolowany przez nikogo urzędnik skarbówki będzie miał wg projektu nowelizacji Morawieckiego całkowitą i pełną wiedzę o wszelkich przepływach  finansowych firmy,  niezależnie od tego czy firma będzie czysta jak łza czy nie…

…A wiedza to siła.  Dane te mogą okazać się zbyt cenne aby  nie skorciły jednego czy drugiego urzędnika do ich wykorzystania,  świadomie czy nawet nieświadomie.  Taka jest po prostu natura ludzka a Morawiecki przecież całego fiskusa nie upilnuje.  Jego urzędnik będzie więc miał  nieuzasadnioną siłę bo będzie miał  dostęp do wiedzy,  niezależnie od tego czy ktoś oszukuje na VAT-cie czy nie.   Kto zagwarantuje że zachowa ją tylko dla siebie?  Kto zapewni że jej nie wykorzysta przeciwko firmie albo dla osiągnięcia osobistych korzyści materialnych?   Jaką rekojmię będzie miała firma że jej dane nie wyciekną do konkurencji czy nie zostaną  użyte do szantażu? W  kraju tak korupcyjnym jak Polska nikt o zdrowych zmysłach nie może żywić nawet wątłej nadziei że tak się stanie,   a jeszcze mniej że poniesione szkody firma kiedykolwiek wyprocesuje od państwa.

Ludzie którzy wykończyli Kluskę zamiast wisieć do dzisiaj chodzą wolno.   Stanowią żywe memento tego że mimo zmian są sektory w których  nie zmieniło się nic i  że nadal brniemy drogą  Kluski…

…Nieprzemyślany potworek Morawieckiego, w zaproponowanej wersji, sprowadzi się do permanentnej „fishing expedition” –  spójrzmy na dane dowolnej firmy  a z pewnością już do czegoś się dogrzebiemy.  Jak nie do VAT-u to przyczepimy się do tuzina innych rzeczy które wyjdą na jaw.

Szkodliwy, totalitarny gniot dobrej zmiany!” (cynik9 – Gniot nadpremiera jeszcze o fiskusie i automatycznych wyciągach dziennych z kont firmowych)

podobne: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą. oraz: W służbie zdrowiu czyli prosto do nieba. O walce rządu z „toksyczną konkurencją” w szpitalach i aptekach kosztem pacjentów i konsumentów a także: Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro polecam również: Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę! i jeszcze: podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz

Jean Rousselot – Protection

„…W książce „Sekretne życie drzew” chodzi o to, że drzewa tworzą coś w rodzaju komuny, ale przychodzą źli ludzie i je wycinają. I to jest powód do wzruszeń i płaczu. Ja nawet nie próbuję wyjaśniać nikomu, że jak ktoś używa słów takich jak komuna, kolektyw, nowe społeczeństwo albo innych, o zbliżonym znaczeniu, to znaczy, że jest wysłannikiem Ala Capone, który bada możliwość ściągnięcia haraczu z frajerów przy minimalnym wysiłku. To jest nie do wytłumaczenia, albowiem ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że wiodą inne, sekretne życie, które jest o wiele ważniejsze od tego jawnego, podporządkowanego emocjom serwowanym przez domy wydawnicze. Te zaś służą tylko temu, by odwrócić naszą uwagę i zasłonić czymś degradację, jakiej poddawani jesteśmy przez całe życie. I niech się nikomu nie zdaje, że tu chodzi o jakieś użeranie się z prezesem spółdzielni mieszkaniowej, organizacji z istoty samej przestępczej i heretyckiej, skupionej na tym, by za rzecz najbardziej oczywistą, czyli dach nad głową, pobierać od ludzi horrendalne sumy wespół z finansującym ją bankiem. Tym zaś biednym ludkom wmawiać, że tworzą jakąś wspólnotę, jakąś komunę, jak te drzewa w książce o sekretnym życiu i stwarzać im złudzenie wolności i samodzielności. Chodzi o sprawy o wiele poważniejsze. Oto nie ma innej opcji dla ludzi i drzew żyjących w komunie jak niezawiniona śmierć. Jedyne zaś co mogą oni po sobie zostawić, to pułapka na kolejnych im podobnych, tak sprytnie skonstruowana, by stworzyć złudzenie, że co prawda wtedy nie wyszło, ale tym razem uda się na pewno. Nigdy się nie uda, bo członkowie komun i kolektywów są przeznaczeni do krótkotrwałej obsługi urządzeń konstruowanych przez inżynierię społeczną. Rotacja kadr jest błyskawiczna, a nadzorca nie znosi sprzeciwu i domaga się, by zostawać w robocie po godzinach. Wszystko zaś przedstawiane jest jako szczyt szczęścia i sukcesu. Kończy się zaś zawsze tak samo. Z krzaków wyłaniają się drwale z pilarkami, ludzie których istnienia komuna nawet nie podejrzewała i zaczynają swoją robotę. Nie ma mowy o potomstwie i dziedziczeniu, bo w warunkach, w których rządzi kolektyw są to przesądy. Nie ma mowy o życiu po życiu, bo to są jeszcze gorsze przesądy. Jest tylko całkiem złudna i oszukana nadzieja na trwanie i to niesamowite zaskoczenie kiedy okazuje się, że to jednak już, że dalszego ciągu nie będzie.

System ten, choć groźny i ponury, ma swoje wady i niedociągnięcia. Jest nieszczelny, o czym zaświadczyć mogę ja osobiście, ale także bardzo kosztowny. To znaczy utrzymanie ludzi w trwającym długo złudzeniu generuje koszty bardzo poważne, stąd misją każdej herezji, także tej, jest skrócenie życia, a także zanegowanie rozrodczości i dziedziczenia. Skąd się w takim razie bierze nowych frajerów do obsługi systemu? Przyciąga się ich zza morza, stwarzając na obszarach gdzie mieszkają prawdziwe piekło. Przy czym pamiętać musimy, że nie ma takich kosztów, których jeszcze nie dałoby się obniżyć. No, ale świat współczesny, to świat luksusu, o czym ty gadasz chłopie? Już ja wiem o czym.

Złudzenie luksusu na kredyt nie może przy tym trwać wiecznie, bo bańki spekulacyjne pękają. Zastępuje się wtedy luksus siermięgą i sekretnym życiem drzew, a magazyny czyści się z towaru. Potem przychodzi czas nauki i tytanicznej pracy dwóch pokoleń przybłędów. Kiedy trochę okrzepną, proponuje im się kredyty i buduje kolejne złudzenie. I tak w kółko...” (coryllus, źródło: szkolanawigatorow.pl – Sekretne życie ludzi)

„…Nawet drzewa próchnieją przedwcześnie
A przecież istnieją – bezgrzesznie.”

podobne: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości” i to: „Szkoła” Jacka Kaczmarskiego czyli zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego („Socjalizm i śmierć”)… Bo wszystko już było (na kole historii) a także: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

PS…

„…Jeżdżąc przedwczoraj i wczoraj, opłotkami jak zwykle, zobaczyłem cztery miejsce, w których powalone drzewa położyły się wprost na linię energetyczną lub telefoniczną. Przy ul. Łagodnej, cały rząd wierzb rosnących nad stawami został wprost wywalony wraz z korzeniami i nad ulicą sterczały w górę wielkie karpy, pnie zaś pozrywały linię telefoniczną. Nikt tego nie naprawiał i pewnie jeszcze nie naprawił. W poprzek ul. Piaskowej położyły się dwa wielkie świerki, to one chyba złamały słup energetyczny, który stał przy ulicy. Na pewno zablokowały jezdnię na długie godziny. Najgorzej jednak było przy przedszkolu przy ul. Górnej. To znaczy jeśli oglądać wszystko od naszej strony, bo nie wiem jak było w mieście. Nie wjeżdżałem tam. Ktoś dopuścił, że przy parkingu na niewielkim placyku urosły wysokie osiki samosiejki. Nie wiem czy plac jest miejski czy prywatny, ale tych drzew tam nie powinno być. Większość z nich była zainfekowana jakimś owadem czy grzybem i schła od góry. Przed wczoraj huragan powalił wszystkie te drzewa wprost na samochody stojące pod przedszkolem. Widok nie był za wesoły, a ja pomyślałem o tych wszystkich osobach, które płaczą, że zły minister Szyszko wycina dobre i kochane drzewa, która tak upiększają krajobraz. Te drzewa nie upiększały niczego, pozostawione same sobie w przestrzeni miejskiej, wyrosłe na żwirowatej – wcześniej był tam skład tłucznia i materiałów budowlanych – przepuszczalnej glebie, z płytkim systemem korzeniowym, stanowiły tylko zagrożenie. Do tego były rozsadnikiem chorób. Na sam koniec zaś stały się przyczyną poważnych szkód. Ktoś powie, że to są wypadki losowe. Oczywiście, ale są też granice zidiocenia, które tak zwani miłośnicy przyrody, szczególnie tej rosnącej na cudzych nieruchomościach, przekroczyli już dawno. Wszyscy wiedzą ile potrzeba korowodów, by wyciąć na swojej własnej działce jedno czy dwa drzewa. Próbowano to zmienić, ale PiS ugiął się pod naciskiem organizacji terrorystycznych zwanych z nierozpoznanych przyczyn organizacjami ekologicznymi…” (coryllus, szkolanawigatorow.pl – Pik idiotizma)

„Gdy wycinają młody las
I cieknie sok z przeciętych pni
Nie gaśnie żadna z ważnych gwiazd
Nic nie wstrzymuje biegu dni
I słychać tylko siekier jęk
Bo nie jest skargą drzew ich trzask
W tej ciszy duma jest i lęk
Gdy wycinają las

Vladimir Kush – Redwood Cutting

A kiedy zwożą młody las
Gałęzi rośnie gęsty stos
Za którymś ze strąconych gniazd
W rozpaczy ptak gdzieś krzyczy w głos
Ale nie tonie nikt we łzach
Gdy pnie padają raz po raz
W tej ciszy godność jest i strach
Gdy zwożą młody las

A kiedy palą młody las
To słychać jęk i pisk, i huk
I dym przesłania słońca blask
A żar ogromny zwala z nóg
I piją z drwalem drwal za trzech
Zyskowny chwaląc sobie czas
I słychać rzeczy wiecznych śmiech
Gdy palą młody las

Po karczowisku błądzi wiatr
Popiół rozwiany, ogień zgasł
Odeszli drwale do swych chat
I rośnie młody las”

Jacek Kaczmarski – Młody las

poprzednio: Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego) podobne: Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… „Obława II” i korpoustRÓJ

Lustracyjny POPIS i teoria konwergencji w praktyce czyli o „naszych sukin…ach” ze „zbioru zastrzeżonego” Instytutu Pamięci Wybiórczej


rys. Andrzej Krauze

„Dla mnie osobiście w całej historii Polski po 1989 roku, najważniejszą datą jest pierwsza i ostatnia poważna próba lustracji jaką próbowano podjąć zupełnie przypadkowo przez ówczesne koło UPR z januszem Korwin-Mikkem, jako szefem tego 3-osobowego koła poselskiego. Kiedy już było wiadomo, że los rządu masona Jana Olszewskiego jest przesądzony i tylko w zasadzie dni dzieliły go od upadku, poseł UPR wystąpił nieoczekiwanie z propozycją lustracji, wykorzystując moment, kiedy posłowie głównie z Unii Demokratycznej uznali, że ważniejsze jest towarzyszenie prezydentowi Izraela bawiącego z wizytą w Polsce, niż branie udziału w nudnych obradach Sejmu.
Błyskawiczne uchwalenie uchwały lustracyjnej zaskoczyło kompletnie wszystkich, najbardziej chyba z tego co pamiętam Jacka Kuronia, który będąc jak zwykle w stanie kompletnej pomroczności jasnej, zaczął bredzić o chorych z nienawiści oczach Antka. Jak się później okazało, Kuroń się okazał najgorszym szują, moim zdaniem gorszym od Michnika i Maleszki razem wziętych.
Wtedy to jedyny raz dowiedzieliśmy się, mówiąc po amerykańsku o „Deep State”, który to ma władzę rzeczywistą i wysługuje się naszymi wybrańcami narodowymi, a oni z wdzięczności robią laskę za darmo każdemu, kogo mu wskażą kierujący deep state. I ta sytuacja trwa do dzisiejszego dnia.
Nie wiadomo, dlaczego niemalże z marszu powołano komisję sejmową do zbadania afery „Amber Gold”, która to jak widzimy niczego nie wyjaśni, zaś świadkowie mówią że niczego nie pamiętają. Przecież to wyraźnie widać, że nie chodzi o wyjaśnienie czegokolwiek, oraz że jest to typowe przedstawienie dla publiki p.t. PiS cosik robi.
Osobiście bym wolała, by powstała sejmowa komisja do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, bez jakiegokolwiek udziału Antka Macierewicza, bo tylko wtedy coś mogłoby być wyjaśnione do końca. Ale widocznie Jarosław, nasz strategos nad strategosami ma zabronione zajmowanie sie tą problematyką. Jego głównym powołaniem jest być w ciągłym klinczu z Donaldem Tuskiem i tym głównie ma się pasjonować elektorat PiS i PO. To że eliciarstwo III RP zajmuje się takimi trzeciorzędnymi sprawami, jak Amber Gold, a nie naprawą państwa, wynika z postanowień magdalenkowych w 1989 roku, których sygnatariuszem był m.in. santo subito PiS, Lech Kaczyński.
Dzisiejsze eliciarstwo patriotycznie inaczej, realizuje jakis jego mityczny testament, ja bym wolała osobiście i wszyscy myślący Polacy, by prezydent Duda upublicznił treść słynnego już aneksu do raportu o WSI sporządzonym przez Antka, ale widocznie siły wyższe zabroniły naszemu strategosowi nad strategosami ujawnienie treści tego raportu, co mnie skłania do stwierdzenia, znając sposób pracy Antka, że raport może być zupełną fikcją. Ale jeśli aneks został rzeczywiście sporządzony, zaś PiS czyli nasz strategos nie chce go ujawnić, oznacza to, że punkt ciężkości władzy znajduje sie nie w rządzie Beaty Szydło, ani w sejmie i senacie, tylko w zupełnie w innym miejscu.
Przeprowadzenie totalnej lustracji uważam za rzecz najważniejszą dla państwa. Gdyż tak naprawdę nie wiemy, kto nami rządzi-Moskwa, Waszyngton, Tel-Aviv, Berlin, a może Burkina Fasso…” (slepamanka, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Lustracja ciągle niezbędna-widziane z USA)

podobne: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) oraz: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu. i to: Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski. a także: Lewicowa wrażliwość czyli… Afera reprywatyzacyjna spuścizną układów w Magdalence i belką w oku PIS. polecam również: Stanisław Michalkiewicz: Ściana płaczu i ściana hańby… (na tle Magdalenki)

rys. Andrzej Krauze

„Jednym z ważniejszych dokonań Zbigniewa Brzezińskiego, którego pogrzeb odbył się 9 czerwca, była teoria konwergencji. Głosiła ona, że tkwiące w śmiertelnym zwarciu antagonistyczne mocarstwa coraz bardziej się do siebie upodabniają. Polska wprawdzie mocarstwem nie jest; była nim przez krótki czas za panowania Edwarda Gierka, kiedy to „propaganda sukcesu” głosiła, iż nasz nieszczęśliwy kraj jest dziesiątą potęgą gospodarczą świata – ale już w 1976 roku rozpoczął się bolesny powrót do rzeczywistości, aż w 1980 roku euforia zakończyła się depresją, to znaczy – buntem przeciwko Partii, który został stłumiony w następstwie stanu wojennego. Ale właśnie na Polsce sformułowana jeszcze w pierwszej połowie lat 60-tych teoria konwergencji sprawdza się najlepiej. Oto od 2015 roku trwa u nas nieustająca, a nawet jakby zaostrzająca się polityczna wojna, w której po jednej stronie występuje Stronnictwo Pruskie ze swoimi politycznymi ekspozyturami oraz żydowskie lobby polityczne, a z drugiej – ekspozytura stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego…

…Podobieństwo to zwiększa dodatkowo okoliczności, że i Donald Trump, podobnie jak prezydent Duda, czy premier Beata Szydło, podlizują się i nadskakują Żydom przy każdej okazji – ale ani jemu, ani im w niczym to nie pomaga, bo Żydzi wiedzą swoje i na żadne umizgi nie dają się nabierać. Zatem w tym podobieństwie nie tyle chodzi o postępy socjalizmu, chociaż i u nas socjalizm postępuje, między innymi wskutek realizowania przez obecny rząd programu przedwojennej sanacji, co o zbieżność interesów żydowskich zarówno w USA, jak i w Polsce. Te interesy polegają na cierpliwym i metodycznym doprowadzeniu jednego i drugiego narodu do stanu politycznej bezbronności, by w ten sposób łatwiej zapanować nad jednym i drugim, poddając je bezlitosnej eksploatacji za parawanem socjalistycznych haseł…” (Stanisław Michalkiewicz – W Polsce jak w Ameryce)

rys. Andrzej Krauze

Po co znowu o tym wszystkim? Ano dlatego że znowu wyszło szydło z wora (i nie chodzi o biedną Panią premier)…

Mimo wcześniejszych zapowiedzi do 15 czerwca nie dowiemy się, jakie dokumenty ze zbioru zastrzeżonego IPN zostaną ujawnione, a które pozostaną tajne – informuje „Dziennik Polski”.

Gazeta, powołując się na dobrze zorientowane źródło w służbach specjalnych, pisze jakie są powody, dla których dokumenty z tzw. „zetki” wciąż pozostają utajnione.

Według ustaleń „Dziennika Polskiego” wewnątrz obozu władzy toczy się ostry spór o to, które nazwiska agentów ujawniać, a które nadal ukrywać. W sprawę zaangażowały się również służby państw sojuszniczych NATO. Część z nich nie chce upubliczniać nazwisk niektórych osób.

Chodzi też o bezpieczeństwo cudzoziemców, np. z Bliskiego Wschodu, którzy zostali zwerbowani przez tajne służby PRL, a potem przejęci przez służby III RP. Gazeta informuje, że do przeglądu zbioru zastrzeżonego IPN zaangażowano zbyt mało funkcjonariuszy, którzy nie zdążyli przejrzeć wszystkich materiałów na czas.

Służby miały zapoznać się z dokumentami z „zetki” do końca marca 2017 roku. Wymóg spełniła tylko jedna z nich – Straż Graniczna.

W zbiorze zastrzeżonym IPN znajdują się dokumenty przekazane przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencję Wywiadu (wcześniej UOP), Straż Graniczną oraz Służbę Kontrwywiadu Wojskowego i Służbę Wywiadu Wojskowego (wcześniej WSI).

W ocenie wielu historyków i publicystów zbiór „Z” chroni m.in. byłych funkcjonariuszy i tajnych współpracowników komunistycznej bezpieki, zajmujących ważne stanowiska w III RP.” („Dziennik Polski”, dorzeczy.pl – Co dalej ze zbiorem zastrzeżonym IPN?)

Nie chce mi się tego komentować, zwłaszcza że już kilka razy zabierałem głos na okoliczność przyczyny powstania tak IPNu jak i wspomnianego „zastrzeżonego” (dla obywateli) zbioru. Jeśli ktoś nie wie o co chodzi a jest ciekawy owej opinii, to polecam lekturę pod niżej wymienionymi linkami… Powiem tylko „a nie mówiłem”…(Odys)

podobne: Zbiór IPNu w POłowie zastrzeżony oraz polscy prawnicy na niemieckich stypendiach czyli… kłótnia w rodzinie i Bolek jako ofiara spiralnej teorii dziejów. i jeszcze: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”  i to: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą. polecam również: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?

rys. Artur Żukow

„Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)


Zaczyna się niewinnie… Od wyszydzenia i odrzucenia „starego porządku” przez niedojrzałe intelektualnie ale „ambitne” siły postępu. Błędy przeszłości wynikające z niedostosowania się do nowoczesności – taka jest oficjalna wersja „potrzeby zmian”. Romantyczna walka „młodych gniewnych” ze skostniałym ciemnogrodem jest tym co tłumaczy każde „nowoczesne” łajdactwo… No ale nie byłoby tego wszystkiego gdyby nie naiwna wiara w dobre chęci rewolucjonistów, kult młodości jako samoistnej wartości, i w przekonanie że „każdemu się należy” (z cudzego)… (Odys)

„Wreszcie dowiedzieliśmy się, na czyich ideach opiera swoje pomysły wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki. Na Kongresie Innowatorów Europy Środkowo-Wschodniej „Central Eastern Europe Innovators Summit” Morawiecki spotkał się z prof. Marianą Mazzucato, która jest autorką książki „Przedsiębiorcze państwo”, w której stara się udowodnić, że wszelkie wynalazki i innowacje technologiczne nie wynikają z istnienia wolnego rynku, ale z działalności państwa i jego urzędników.

Podczas dyskusji panelowej o gospodarce, będącej częścią Kongresu Innowatorów Europy Środkowo-Wschodniej „Central Eastern Europe Innovators Summit” wraz z profesor Marianą Mazzucato z University College w Londynie wicepremier przekonywał, że dla innowacji państwo jest niezwykle ważne.

 Zobacz także: 88 procent przedsiębiorców pesymistycznie patrzy na Polską gospodarkę. Zobacz, dlaczego biznesmeni nie uwierzyli w slajdy Morawieckiego [KOMENTARZ]

Morawiecki chce innowacyjności, dzięki urzędnikom

Morawiecki podkreślił, że państwo z jednej strony chce wspierać innowacyjność, ale drugiej należy myśleć o różnych systemach opodatkowania tych wynalazków.

No bo jeśli myślimy, że te wynalazki, które widzimy dzisiaj (…), są wynalazkami jednej osoby czy też zespołu, to nie jest prawda…” (Radek Piwowarczykwolnosc24.pl)

podobne: Polska gospodarka: innowacyjność z importu, wysokie bezrobocie, chiński biznes zainteresowany polską żywnością. oraz: Lubowski: musimy się nauczyć zarabiać na wynalazkach. Cezary Kaźmierczak: Szwindel „Innowacyjność” i to: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.

Ivan Vladimirov – Развлечения подростков в императорском саду Петрограда (samowola podrostków w parku)

„…Do poznawania rzeczywistości, o czym mimo licznych w kraju uniwersytetów nie każdy wie, potrzebne są narzędzia. Nie chodzi mi oczywiście o takie narzędzia jak piła motorowa czy kielnia. Chodzi mi o metodę. Narzędzia bywają dobre i złe. Można je wykorzystywać właściwie lub na opak, można nawet – chcąc wprowadzić ludzi w błąd – sprzedawać im narzędzia, które do niczego się nie nadają, ale wyglądają bardzo dobrze i ludzie wierzyć będą, że one posłużą im właściwie.

Jeśli na przykład chcemy dowiedzieć się czegoś o socjalizmie i komunizmie, jego celach i metodach poszukujemy pism socjalistów i komunistów, czytamy je i zdobywamy potrzebną wiedzę. Dowiadujemy się z tych pism, że socjaliści chcieli dobrze, a komuniści jeszcze lepiej albowiem bolał ich niesprawiedliwy podział dóbr i chcieli je podzielić od nowa. Tak to z grubsza wyglądało. Jest to oczywiście kłamstwo, które zostało wielokrotnie skompromitowane, ale wraca ponieważ od ostatniej kompromitacji minęło dużo czasu i ludzie wszystko zapomnieli, a do tego dorosły nowe roczniki, którym można sprzedawać dawne komunistyczne utopie w nowym europejskim opakowaniu i oni to kupiąSą młodzi, ideowo lub konsumpcyjnie nastawieni do życia i leniwi jak jasna cholera, a podprogowy przekaz komunistów – być może ich najważniejszy przekaz – jest taki: nie będziesz się musiał chłopie narobić, a wszystko ci samo łatwo przyjdzie. O trudzie i walce komuniści mówią tylko na początku, potem jest już tylko konsumpcja owoców zwycięstwa, czyli vodka and ogórcy…” (coryllusVodka and ogórcy albo czytajcie literaturę postępową!)

a oto wielokrotnie już przez socjalistów i komunistów odgrzewana oferta (nie do odrzucenia) dla obywateli/niewolników. Tym razem udrapowana w „narodowe” barwy, więc pozytywny do niej stosunek jest jednocześnie deklaracją patriotyzmu… a kto nie z nami ten wiadomo… albo zdrajca, albo jeszcze gorzej bo „ruski agent”… (Odys)

4.02.2017, Toruń (PAP) – Najpierw państwo, później własność i rynek – mówił w sobotę w Toruniu prezes PiS Jarosław Kaczyński. Zaznaczył, że zadaniem rządu PiS jest stworzenie szerokiej sfery swobód. Według niego w Polsce problemem jest niska skłonność przedsiębiorców do inwestowania i innowacji.

Prezes PiS wziął udział w konferencji „Odpowiedzialność przedsiębiorców za Polskę” w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej. W konferencji uczestniczył też m.in. wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki i przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów minister Henryk Kowalczyk. Obecni byli też prezesi PKN Orlen – Wojciech Jasiński i PKO Banku Polskiego – Zbigniew Jagiełło oraz wiceprezesi BOŚ Banku – Anna Milewska i PZU – Andrzej Jaworski.

Jarosław Kaczyński mówił o wolności gospodarczej i czynnikach ją ograniczających. Odniósł się też do tematu głównego konferencji, czyli odpowiedzialności przedsiębiorców. Jak zaznaczył, ma ona dwa poziomy. „Po pierwsze to zdanie sobie sprawy z tego, że istnieje państwo, że istnieją inni, że to wszystko trzeba brać pod w uwagę. Jeżeli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach, to znaczy, że się po prostu do tego nie nadaje” – powiedział.

Jak dodał, czasem podczas spotkań z przedsiębiorcami słyszał postulaty, które sprowadzały się do tego, by odrzucić te ograniczenia, w tym dotyczące relacji z pracownikami. „Jeżeli ktoś we współczesnej Europie, współczesnej Polsce nie jest w stanie działać efektywnie, jeżeli te ograniczenia nie będą odrzucone, to po prostu powinien zająć się czymś innym – mówił prezes PiS.

Po drugie, mówił Kaczyński, odpowiedzialność przedsiębiorców wiąże się też ze „zobowiązaniami wobec wspólnoty”. „Do państwa należy to, żeby ten rozwój był możliwie sprawiedliwy, by nie prowadził do zbyt wielkich różnic społecznych, by korzyści z niego odczuwały wszystkie większe grupy społeczne, wszyscy, którzy pracują. Natomiast do przedsiębiorców – i to jest ich ogromna odpowiedzialność – należy to wszystko, co jest potrzebne, by ten rozwój następował. A tu mamy dwa problemy” – powiedział Kaczyński.

Pierwszy z nich „to problem skłonności do inwestowania i związanego z tym ryzyka”. „To jest kwestia, która w Polsce stoi, bo skłonność do inwestowania jest niewielka” – powiedział. Druga kwestia to skłonność przedsiębiorców do wprowadzania innowacji, „z którą też jest w tej chwili nie najlepiej”.

Kaczyński powiedział, że po odejściu od systemu komunistycznego Polska „weszła w fazę wolności anarchicznej”, a potem przeszła do „fazy bardzo daleko idącego ograniczenia wolności”.

„Zadanie, które stoi dzisiaj przed nami, stoi także przed tym rządem, przed premierem, ministrem rozwoju Mateuszem Morawieckim, to jest doprowadzenie tego stanu do sytuacji, którą można by określić jako racjonalną. To znaczy mamy ideę szybkiego rozwoju, także ideę sprawiedliwości – tę ideę realizujemy – mamy pewien kontekst kulturowy w Polsce, mamy także kontekst zewnętrzny związany przede wszystkim z Unią Europejską i musimy w tym szukać możliwie szerokiej sfery swobód, wolności” – powiedział Kaczyński.

Według niego to jest szansa na powtórzenie „wielkiej aktywności założycielskiej trwającej od połowy lat 80-tych, a bardzo intensywnie od końca lat 80-tych i w pierwszych latach 90-tych” i na to, że „ten proces, który wtedy przyniósł Polsce około sześciu milionów miejsc pracy i przyniósł ruszenie z miejsca po latach spadków PKB, mógłby być powtórzony”.

„To jest szansa, przed którą stoimy nie mając jednocześnie złudzeń, że możemy w Polsce stworzyć system libertariański, że polskiej kulturze można narzucić taki zupełnie skrajny indywidualizm” – dodał prezes PiS.

Według prezesa PiS „jeśli spojrzeć na ostatnie 27 lat, to można powiedzieć, że najpierw mieliśmy do czynienia z taką swobodą, w wielkiej mierze anarchiczną”. „Taką, która po części była w ogóle nieregulowana i nieobjęta działalnością państwa. Znaczna część tej wybuchającej w końcu lat 80. i 90. działalności gospodarczej początkowo nie była objęta, albo w minimalnym stopniu objęta, ograniczeniami związanymi z podatkami” – powiedział Kaczyński.

Jego zdaniem ten stan „w niemałej mierze” trwa po dziś dzień. „W szczególności, jeśli chodzi o działalność podmiotów zagranicznych. Mamy tutaj do czynienia z takimi elementami kolonialnymi, jeżeli chodzi o nasz kraj. Mamy do czynienia z sytuacją, w której te przedsiębiorstwa nie przestrzegają pewnych reguł prawnych, ale także moralnych. Krótko mówiąc, funkcjonują w sposób, który w ich własnych krajach byłby absolutnie niemożliwy do przyjęcia” – podkreślił prezes PiS.

Kaczyński zaznaczył, że relacja między państwem, rynkiem i własnością definiuje wolność gospodarczą. Według niego „na pierwszym miejscu trzeba wymienić państwo, bo bez państwa nie mógłby istnieć rynek, ale przede wszystkim nie mogłaby istnieć własność”.

„Dam państwu bardzo prosty przykład i to – może zaskoczę – ze świata zwierząt. Nie tak dawno opisywano, były zdjęcia takiego wydarzenia. Otóż dwa wilki upolowały sarnę. Przybył niedźwiedź przepędził wilki, pożarł sarnę. Czyli prawo własności wobec tej sarny zostało siłą zakwestionowane. Załóżmy, że to jest Mandżuria, tam żyją takie wielkie tygrysy, mógłby przybyć tygrys i próbować zakwestionować prawo niedźwiedzia. Nie wiadomo, kto by wygrał, w każdym razie mógłby próbować. Takie relacje istniałyby wtedy, gdyby nie było państwa, gdyby państwo nie mogło gwarantować własności” – mówił prezes PiS.

„Najpierw państwo, później własność, bez której nie może być wolności jednostki, no i rynek. Czy rynek może istnieć bez państwa? Nie może istnieć bez państwa, państwo musi zagwarantować bezpieczeństwo ogólne, osobiste tych, którzy funkcjonują na rynku, bezpieczeństwo obrotu. Musi powołać także różnego rodzaju instytucje, które funkcjonują na rynku, w związku z rynkiem, no i przede wszystkim pieniądz” – mówił prezes PiS.

Kaczyński podkreślił, że musi też istnieć pewien poziom bezpieczeństwa socjalnego, który jest zapewniany przez państwo, a także pewien poziom bezpieczeństwa osobistego oraz zdolność do działań antykryzysowych ze względu na zmiany koniunktury.

„Państwo musi dysponować zasobami, czyli musi ściągać podatki, składki, daniny publiczne. Czyli wolność doznaje tutaj pewnego ograniczenia, bo część owoców działalności gospodarczej musi być przejęta przez państwo i to jest konieczność obiektywna, dyskutowalna tylko w tym zakresie, w jakim stawiamy pytanie o to, jak wielkie te podatki mają być i jaką metodą mają być ściągane” – mówił prezes PiS.

Kaczyński ocenił, że nie jest to jedyne ograniczenie wolności gospodarczej. „Takie ograniczenia muszą istnieć także ze względu na to wszystko, co można odnieść do innych jednostek (…) ich prawo do życia, prowadzenia działalności gospodarczej. Inni stanowią też pewne ograniczenia, które muszą znaleźć wyraz w przepisach prawa, muszą być egzekwowane przez państwo” – powiedział.

Kaczyński zaznaczył, że jednostki żyją we wspólnotach, a te „tworzą sytuacje, które można określić, jako wymogi a te wymogi – jeżeli tylko są egzekwowane przez państwo – to są ograniczeniami wolności”.

W jego ocenie poszczególne gospodarki narodowe „podlegają pewnej idei ogólnej, idei regulatywnej”. „Te idee to szybki rozwój, sprawiedliwość społeczna. To nie jest tylko idea czysto komunistyczna, to jest także idea, która jeśli ją traktować, jako dążenie do zmniejszenia różnic społecznych, funkcjonowała i funkcjonuje w różnych innych niekomunistycznych ustrojach” – tłumaczył prezes PiS. Jako przykład podał Skandynawię.

„Jest idea równowagi społecznej. Można odwołać się tutaj przede wszystkim do amerykańskiego +New Deal’u+. To nie była koncepcja jakoś mocno związana z ideą sprawiedliwości, natomiast mocno związana z koncepcją odzyskania po kryzysie społecznej i ekonomicznej równowagi” – powiedział. Jak dodał, są też różnego rodzaju idee związane z religią, w szczególności w państwach muzułmańskich, które też wpływają na działalność gospodarczą.

„Są w końcu idee związane z koncepcją państwa, które przede wszystkim szuka siły militarnej, i to może być zarówno w wersji ofensywnej, jak w wypadku państw komunistycznych, a w szczególności Związku Sowieckiego czy dzisiaj w dalszym ciągu Korei Północnej, ale może to też być idea defensywna, jak w wypadku Izraela” – powiedział.

Jak mówił prezes PiS, te idee związane są także z określeniem zakresu gospodarczych swobód. Podkreślił, że swoboda gospodarcza zawsze podlega daleko idącym ograniczeniom. „Te ograniczenia są różne w różnych momentach. Dzisiaj na przykład ograniczeniem, które nas wszystkich bardzo dotyka, nie będę tutaj dyskutował, na ile jest słuszne, na ile jest niesłuszne, jest ograniczenie związane z ekologią” – mówił Kaczyński.

Prezes PiS mówił też o zjawisku „inżynierii prawnej szczególnie wokół prawa handlowego”. „Tutaj jest to bardzo ważne pytanie, w jakiej mierze trzeba to ograniczyć, w jakiej można to ograniczyć, w jakiej mierze cały ten system finansowy, który został skonstruowany po wojnie a później poddany różnego rodzaju daleko idącym przemianom, nie powinien być jeszcze raz zakwestionowany; na ile trzeba zadać pytanie o to, czy nie należałoby go zmienić” – mówił prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Przed rozpoczęciem konferencji odbyła się manifestacja kilkudziesięcioosobowej grupy KOD, z transparentami ruchu i biało-czerwonymi flagami. Grupa rozeszła się, gdy zaczęła się debata. (Kaczyński: najpierw państwo, potem własność i rynek. PAP – Biznes 4 Lut 2017)

„…własność, rozumiana jako władza nad rzeczą, a także rynek, jako wymiana dóbr, zaistniały wcześniej, niż państwo. Jakiś człowiek oswoił dzikiego konia i przez to zyskał nad nim władzę. To był jego koń i to wcale nie dlatego, że jakieś „państwo” o tym zadecydowało, tylko dlatego, że to on schwytał i ujeździł tego konia, nabywając władzę nad nim dzięki włożonej w to pracy. Podobnie rolnik, który wyhodował zboże, posiadł nad nim władzę w postaci możliwości zrobienia zeń użytku według własnej woli nie dlatego, że jakieś „państwo” mu tę władzę nadało, tylko dlatego, że to on je wyhodował, to znaczy – włożył w jego wyhodowanie swoją pracę. To jest legitymacja własności, a nie – jak to z rozbrajającą szczerością powiedziała w rozmowie z Robertem Mazurkiem ówczesna faworyta prezesa Kaczyńskiego, pani Elżbieta Jakubiak – „zaświadczenie” wydane przez urząd. Dlatego właśnie właściciel ma władzę nad rzeczą, to znaczy – możliwość zrobienia z niej użytku, jaki sam uważa za stosowny. Skoro tak, to może swoją rzecz również wymienić na cudzą, jeśli właściciel innej rzeczy też wyrazi objawi taką intencję. Spotkanie takich dwóch właścicieli i osiągnięte przez nich porozumienie w sprawie wymiany należących do nich rzeczy tworzy rynek. Jak widzimy, wbrew temu, co mówił pan prezes Kaczyński, „państwo” wcale nie było, ani nie jest potrzebne ani do powstania własności, ani do zaistnienia wymiany rzeczy, czyli rynku. Przykład z sarną, wilkami, niedźwiedziem i tygrysem wcale nie dowodzi ani konieczności istnienia państwa, ani – tym bardziej – jego pierwotnego charakteru względem własności i rynku. Jeśli ma czegokolwiek dowodzić, to najwyżej tylko tego, że pan prezes Kaczyński nie rozumie, o czym mówi.

Ale chociaż nie rozumie, to w tej ignorancji jest metoda. Nadawanie „państwu” charakteru pierwotnego zarówno względem własności, jak i rynku, jest prezesowi Kaczyńskiemu potrzebne do uzasadnienia konieczności pierwszeństwa „państwa” nad gospodarką, to znaczy – wytwarzaniem i wymianą dóbr...

…Państwo monopolizuje przemoc, podobnie jak właściciel monopolizuje władzę nad rzeczą i z tym „towarem” wchodzi na rynek, ale nie po to, by cokolwiek wymieniać, tylko po to, by zawłaszczać. Ponieważ rozsądek, a także hipokryzja nakazuje udrapowanie przemocy w jakiś kamuflujący kostium, „państwo” chętnie drapuje się w kostium sprawiedliwości…

…Jedyną gwarancją autentyczności weryfikacji wzajemnych oczekiwań jest dobrowolny charakter umowy, a to oznacza, że przy tym sposobie rozumienia sprawiedliwości, może być ona praktykowana jedynie w warunkach wolności

…Tymczasem pan prezes Kaczyński, eksponując „państwo” jako źródło własności i organizatora rynku, forsuje zupełnie inny model państwa i inny model ustawodawstwa. O ile wcześniej można było tylko podejrzewać, że jego ideałem jest przedwojenna sanacja, to po toruńskim wykładzie mamy w tym względzie całkowitą pewność. Model państwa według prezesa Kaczyńskiego doskonale wpisuje się w artykuł 4 ust. 1 konstytucji kwietniowej z 1935 roku, gdzie czytamy, że „w ramach państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. To znaczy, że to „państwo” a więc – urzędniczy aparat państwa wyznacza owe „ramy” i metodami władczymi „kształtuje” w ich obrębie nie tylko stosunki gospodarcze, ale całe „życie społeczeństwa”. Według ust. 2, to „państwo” zapewnia mu (tj. społeczeństwu” – SM) „swobodny rozwój”, a gdy dobro powszechne wymaga, nadaje mu kierunek lub normuje jego warunki. Nie ulega wątpliwości, że ocena, czy „dobro powszechne” czegoś wymaga, czy nie, należy do wyłącznych kompetencji „państwa”, które wtedy „nadaje kierunek” całemu społeczeństwu. Czy w sytuacji, gdy „państwo” działając w sposób sobie właściwy, to znaczy – rozkazując i wymuszając spełnienie swoich rozkazów siłą – „nadaje kierunek”, można jeszcze mówić o „swobodnym rozwoju”?

W tym kontekście przedstawiony przez ministrów rządu pani premier Beaty Szydło program „repolonizacji”, będący w istocie programem renacjonalizacji gospodarki, nie pozostawia wątpliwości, że długofalowym celem Prawa i Sprawiedliwości jest przywrócenie w Polsce ustroju socjalistycznego tyle, że bez Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Bardzo możliwe, że prezes Kaczyński wyczuł tęsknotę znacznej części polskiego społeczeństwa za państwem socjalistycznym w którym, „czy się stoi, czy się leży”, każdy jakoś tam spadnie na cztery łapy. Warto zwrócić uwagę, że ci, którzy nie bali się wolności, w większości z Polski wyjechali, a tym, którzy zostali, socjalizm specjalnie nie przeszkadza, przeciwnie – nawet napawa nadzieją na życie beztroskie. Bardzo możliwe, że ten Manifest Socjalistyczny, w powiązaniu z inicjatywami skierowanymi na opanowanie samorządów terytorialnych i programami rozdawnictwa, przyniesie PiS-owi wyborcze zwycięstwo – ale przywrócenie socjalizmu w naszym nieszczęśliwym kraju nie doprowadzi do odblokowania narodowego potencjału gospodarczego, skutecznie zablokowanego zarówno przez ustanowiony w 1989 roku model kapitalizmu kompradorskiego, przez postępującą biurokratyzację państwa i przez niemiecki projekt Mitteleuropa z roku 1915. Powiem więcej – widoczna coraz bardziej tendencja do renacjonalizacji i przywrócenia wiodącej roli „państwa” w gospodarce stanie się kolejnym czynnikiem blokującym narodowy potencjał, skutecznie zniechęcając ludzi przedsiębiorczych do inwestowania – bo po cóż i w co właściwie inwestować w sytuacji, kiedy właśnie nadchodzą bolszewicy?” (Stanisław Michalkiewicz – Manifest Socjalistyczny)

Przed wojną centralny Bank Polski był niezależny i prywatny! – Stanisław Michalkiewicz

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica” oraz: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków i to: Kacza „sprawiedliwośc” – zabrac bogatym, czyli… ukarać biednych a także: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne polecam również: W służbie zdrowiu czyli prosto do nieba. O walce rządu z „toksyczną konkurencją” w szpitalach i aptekach kosztem pacjentów i konsumentów

Dobrze to sobie zapamiętajmy, żeby wiedzieć komu i za co podziękować kiedy już manifest komunistyczny zacznie zbierać swoje żniwo:

 „Najpierw państwo, później własność”
to państwo powinno być szafarzem, a nawet kreatorem wolności”
Jeżeli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach, to znaczy, że się po prostu do tego nie nadaje”
Jeżeli ktoś we współczesnej Europie, współczesnej Polsce nie jest w stanie działać efektywnie(…) to po prostu powinien zająć się czymś innym”

…zanim jednak posłucha „dobrej rady” by zająć się „czymś innym”, niech najpierw sprawdzi czy ma stosowne zezwolenie, oraz zastanowi się czy jest gotowy podporządkować się regułom gry ustalonym przez starszych i mądrzejszych… Takim np. o jakich piszą tu: Ministerstwo Sprawiedliwości: 3 lata za ubój świni bez zgłoszeniagdzie możemy wyczytać: „Ministerstwo Zbigniewa Ziobry proponuje także, aby sądy karały bezwzględnie finansowo takich rolników na cele związane z ochroną zwierząt. Propozycja kar ma wahać się od 1000 do nawet 100 tys. zł!…” Genialne nieprawdaż? I wcale nie chodzi mi o wysokość kary. Niech tam niektóre (niejadalne) zwierzęta też coś mają z tytułu „nielegalnego” mordowania współbraci… Taka tam przenośnia…Bo to nie jest tak że można zająć się czymś innym i mieć ich wszystkich z głowy. Nawet jak się nie chce grać w jednej drużynie ze zwycięzcami, to i tak trzeba się stosować do ich reguł bo inaczej… wiadomo… (Odys)

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz

„…Nie chodzi bowiem nawet o to, że Prawo i Sprawiedliwość, dzięki poparciu amerykańskiemu oraz uruchomieniu programów rozdawniczych może wygrać następne wybory przynajmniej w stopniu umożliwiającym samodzielne ustanowienie rządu, tylko przede wszystkim o to, że uruchamiając wspomniane programy rozdawnicze, PiS wprowadził nasz naród i nasze państwo na jednokierunkową ulicę, którą można zmierzać już tylko ku swemu przeznaczeniu. Rzecz w tym, że w rozumieniu prawa, program rozdawniczy w rodzaju „rodzina 500 plus”, wyposaża swoich beneficjentów w tak zwane „prawa nabyte”. Wprawdzie ustawa dezubekizacyjna pokazuje, że kiedy trzeba, a ściślej – kiedy można takie posunięcie zaprezentować jako realizację sprawiedliwości dziejowej, to prawodawcy specjalnie się nie krępują prawami nabytymi, ale w przypadku wspomnianego programu rozdawniczego sytuacja jest inna. Po pierwsze – krąg osób uprawnionych jest na tyle szeroki, że mało kto ośmieliłby się zamachnąć na ten przywilej, a po drugie – gdyby nawet taki desperat się znalazł, to niezawisłe sądy natychmiast podważyłyby legalność takiego zamachu i musiałby wycofać się z podwiniętym ogonem. Oznacza to, że nawet taki desperado musiałby realizować program, który nie tylko uważa za sprzeczny z ideą wolności, ale w dodatku – za zabójczy dla państwa, zwłaszcza na dłuższą metę.

Program ten jest sprzeczny z ideą wolności, bo w sposób trwały uzależnia obywateli od państwa, w dodatku zmuszając ich do popierania programu zwiększania dochodów budżetowych – ponieważ realizacja tego programu wymaga utrzymania wysokiego, a nawet – rosnącego budżetu, gdyż w kolejce czekają następne programy w rodzaju „mieszkanie plus”, a przecież i to nie jest ostatnie słowo. Według zasady Murphy’ego, jeśli może stać się coś złego, to na pewno się stanie, a cóż dopiero w sytuacji, kiedy właśnie od tego, czy się stanie, zależy zwycięstwo wyborcze? Program ten jest sprzeczny i ideą wolności również z tego powodu, że realizowany jest za pieniądze pożyczone. Jak wiadomo, koszty programu „rodzina 500 plus” wynoszą ok. 24 mld złotych rocznie, a zaplanowany w ustawie budżetowej na rok 2017 deficyt wynosi prawie 60 mld złotych. Jasne jest więc, że zarówno pierwszy, jak i wszystkie następne programy rozdawnicze będą realizowane za pieniądze pożyczone, to znaczy – kosztem wydatnego powiększenia długu publicznego. Dług publiczny naszego nieszczęśliwego kraju powiększa się o prawie 500 mln zł na dobę, a to znaczy, że go nie spłacamy, tylko „obsługujemy”. Według oficjalnych informacji, koszty obsługi długu publicznego wyniosą w roku bieżącym ponad 30 miliardów złotych. Mamy wszelako do czynienia z fenomenem, że dług wprawdzie rośnie, ale koszty jego obsługi spadają, nawet do „rekordowo niskiego poziomu”. Ale nie takie fenomeny zdarzały się u nas w przeszłości, kiedy Edward Gierek zafundował społeczeństwu iluzję dobrobytu na kredyt – oczywiście dopóki wszystko się nie skawaliło. Zatem – jak tam z tymi kosztami obsługi jest naprawdę – to zostanie nam objawione w stosownym czasie. Tak czy owak, koszty te rozkładają się na obywateli i jeśli nawet przyjąć za dobrą monetę oficjalną informację, to oznacza to, iż na jednego obywatela rzeczywiście mieszkającego w Polsce przypada ok 800 zł rocznie. Zatem 5-osobowa rodzina tylko na obsługę długu publicznego musi zapłacić 4000 zł, rocznie – a przecież są jeszcze inne koszty. Oznacza to, że rządy kupują poparcie polityczne za cenę wpychania obywateli w coraz głębszą niewolniczą zależność od lichwiarskiej międzynarodówki. Niewolniczą – bo istota niewolnictwa polega na tym, że niewolnik musi pracować na swojego pana. Pracować, czyli oddawać mu coraz większą część bogactwa, które swoją pracą wytwarza. Właśnie w taką zależność obywatele są wpychani przez własne, „wrażliwe społecznie” rządy…” (Stanisław Michalkiewicz – Ucieczka od wolności)

podobne: Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej) w ramach inżynierii społecznej oraz: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? a także: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.

W ten sposób dochodzi do werbunku na masową skalę… Jest budżet, to jest i siła – idea trwalsza od spiżu więc któż przeciw nam? (Odys)

Ilya Repin – Demonstration on October 17, 1905

„…Myślą, myślą i wymyślają niesprawiedliwość społeczną. Stąd już tylko krok do uzbrojonych band próbujących ową niesprawiedliwość zlikwidować, band zwanych trybunałami rewolucyjnymi lub jakoś podobnie. Bandy owe wprowadzają najpierw ubezpieczenia społeczne, a potem śrubują podatki. Kiedy okazuje się, że i to za mało, żeby utrzymać wszystkich, którzy postanowili w myśl zilustrowanej na początku drugim zdaniem doktryny, żyć z kradzieży i rabunku, bandy usiłują przywrócić system feudalny. Żeby było co jeść po prostu. To się udaje, ale trzeba do tego zlikwidować to, co doprowadziło do powstania najpierw teorii o niesprawiedliwość społecznej, a potem samych band, żyjących w komforcie i lenistwie, czyli technologię. Po likwidacji niepotrzebnych nowemu społeczeństwu feudalnemu i szkodliwych nowinek takich jak ciepła woda w kranie, kibelek dla każdej rodziny i wolna prasa, okazuje się jednak, że system oparty na rabunku dalej nie działa. Czołowi teoretycy niesprawiedliwości społecznej siadają więc kołem i zaczynają myśleć co jest nie tak. No i wymyślają, że skoro feudalizm nie działa jak trzeba to należy powrócić do tego co było przed nim, czyli – jak powiedział jeden mądry – do niewolnictwa…

…Niewolnicy mają jednak zwyczaj buntować się co jakiś czas, a socjaliści chcieliby ciągle więcej i więcej, systemy więc zaczynają erodować. Dochodzi w końcu do przełamania kordonów i wszystko się miesza. Raby uwiązane dotąd do ziemi, kawalerki i tokarki ruszają obejrzeć socjalizm, a wychuchani w biurach i korporacjach durnie jadą obejrzeć wyjałowiony step, czyli tak zwane pozostałości po imperium. Wszyscy są zadowoleni, ale do czasu. Przychodzi bowiem moment, kiedy znów trzeba się zastanawiać nad tym co robić z tą masą ludzi, która pałęta się z kąta w kąt i samą siłą rozpędu tylko zaczyna obrastać w jakieś dobra, jakaś gotówka im się z kieszeni wysypuje i coś tam usiłują kupować sobie w sklepach. Zaczyna się więc wymyślanie nowych programów gospodarczych dla państw będących w kryzysie.

I tu dochodzimy do sedna. Wymyślanie owo nie jest niczym innym jak próbą kolejnego rabunku ludzi, którym nie dało się wcześniej – ze względu na poprzednią rabunkową doktrynę – nic zarobić. Programy gospodarcze – przy udziale wspomnianej już propagandy – zaczynają pełnić funkcję taką, jaką w systemie feudalnym pełniły prawdy objawione czyli są gwarancją istnienia tegoż systemu. Każdy chcący się dorwać do władzy idiota zaczyna swoją perorę od programu gospodarczego, który podaje w punktach. W punktach napisanych mu przez jakiegoś oszusta przecież, bo nie przez niego samego. Punkty te są boleśnie przewidywalne, wręcz tożsame z innymi punktami, innych programów, często zatytułowanych dla niepoznaki biegunowo różnymi od tego obecnego przymiotnikami. To bowiem co się tam wpisze w tym programie jest dalece bez znaczenia. Ważne jest jedno; pracujemy i zarabiamy, albo nie pracujemy i kradniemy. Tyle…(coryllus – Program gospodarczy jako figura retoryczna)

„…chrześcijanin powinien przestrzegać Dekalogu, a tam jest 10 przykazanie, zakazujące nawet pożądania cudzej rzeczy. Niektórzy uważają, że właśnie to przykazanie jest dowodem na wszechwiedzę Pana Boga, który jeszcze w głębokiej Starożytności przewidział pojawienie się socjalistów i specjalnie przeciwko nim sformułował to przykazanie. Zauważmy bowiem, że ekscytowanie w ludziach pożądania cudzego mienia należy do istoty ideologii socjalistycznej, co w najkrótszy sposób przedstawił Włodzimierz Eljaszewicz Ulianow, znany jako „Lenin”, wołając: „grab nagrabliennoje!” – bo według socjalistów, własność jest kradzieżą. Tymczasem Pan Bóg, zakazując pielęgnowania w sobie takiej pożądliwości, wiedział, co robi. Człowiek, który nie potrafi opanować pożądania cudzego mienia, prędzej, czy później złamie przykazanie siódme, zabraniające kradzieży, a być może – również piąte, zakazujące mordowania – jeśli właściciel zechce swojej własności bronić. Rewolucja bolszewicka, rzucając hasło gwałtownej zmiany stosunków własnościowych, doprowadziła do ludobójstwa na skalę niespotykaną, ani przedtem, ani potem. Aleksander Sołżenicyn wspomina, że komunistyczny eksperyment doprowadził do zagłady co najmniej 100 milionów ludzi, a wobec tego ogromu liczba ofiar holokaustu, to znaczy – liczba Żydów zamordowanych podczas II wojny światowej, wydaje się stosunkowo niewielka. W jaki zatem sposób chrześcijanin może jednocześnie być socjalistą – tajemnica to wielka, którą można wyjaśnić tylko w ten sposób, że nie ma w takim postępowaniu żadnej logiki.” (Stanisław Michalkiewicz – Czarny sztandar anarchii czerwieni się ze wstydu)

podobne: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem oraz: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie i to: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków)

Z uwagi na dwie siły działające w świecie – tj. dobro i zło (które jest BRAKIEM dobrego działania), lub (jeśli ktoś jest „niewierzący” i nie przemawia do jego wyobraźni tego rodzaju „wartościowanie”) w oparciu o prosty mechanizm pracy/budowania albo kradzieży/niszczenia, nasze działanie można sprowadzić do dokonywania prostego w zasadzie wyboru. Albo sami, w oparciu o własne siły budujemy strukturę opartą o dobro i pracę, albo „ktoś” inny zbuduje dla nas (i za nas) strukturę opartą na tej drugiej „alternatywie”… Oczywiście naszym kosztem bo nikt obcy mający na względzie swój interes nie będzie sobie odbierał od pyska żeby nam dogadzać. Nie było bowiem w historii takiego państwa które z własnej woli oddałoby się w wyzysk innemu, wmawiając przy tym bezczelnie własnemu narodowi że to dobry interes… Nie było do czasu powstania tzw. Unii Europejskiej, która jest doktryną wrogą pracy i budowaniu czegokolwiek poza uzależnieniem od kredytu.

Można tu oczywiście dywagować nad tym czy aby w dobie powszechnie obserwowanego skoku cywilizacyjnego i dobrobytu (w porównaniu ze stanem posiadania/konsumpcji przed przystąpieniem Polski do UE) jest na co narzekać, ale zamiast wyliczać szczegółowo kolejny raz te same wielokrotnie już przypominane zarzuty (można przeczytać tu: Majtki w dół czyli… 6 mitów na temat dotacji z Unii. Cukiernik: Prawda i fałsz o dotacjach z UE), posłużę się pytaniem i cytatem. Pytanie brzmi – co czeka rodzinę której ojciec alkoholik wziął na swoje „potrzeby” pożyczkę (i to u gangsterów) pod zastaw rodzinnego domu? Cytat zaś brzmi tak:

„Gdyby wszystkie konsekwencje jakiegoś działania dotykały jego sprawcy, uczylibyśmy się znacznie szybciej. Zdarza się, że nasze działanie nam przynosi dobre, widoczne skutki, a komuś innemu złe, niewidoczne – a to sprawia, że jeszcze trudniej nam je dostrzec. Musimy wówczas czekać, aż zareagują ci, którzy ponoszą owe złe konsekwencje naszego czynu. Czasem czekać trzeba bardzo długo, przez co panowanie błędu trwa dłużej. Człowiek dokonuje czynu, który przynosi mu dobre konsekwencje równe 10 i złe konsekwencje równe 15, które rozdzielane są na trzydziestu innych ludzi, w taki sposób, że na każdego z nich przypada tylko ½. W sumie mamy stratę, więc koniecznie musi pojawić się reakcja. Jednak na reakcję będziemy czekać tym dłużej, im na większą ilość społeczeństwa rozłoży się zło, podczas gdy dobro, będzie skoncentrowane w jednym punkcie.” (Frédéric Bastiat)

Efektem istnienia „demokratycznego państwa prawa” i fruktów z tego tytułu płynących w gardła poszczególnych grup interesów przyssanych do koryta, jest również społeczne potępienie dla unikania opodatkowania. W myśl zasady którą wielu praworządnych obywateli z dumą wyznaje że „to, co jest legalne, musi być dobre” (inaczej: „Biało-czerwoni biorą paragony!”). Dzięki tego rodzaju wartościowaniu (propagandzie) skarb państwa istnieje w świadomości Polaków jako obiektywne dobro, a rabunek mienia dokonywany przez państwo na tychże obywatelach na konto owego „skarbu” cieszy się powszechną estymą.

W świetle już podjętych a także zaplanowanych konkretnych administracyjnych decyzji na kierunku zwanym „uszczelnianie” (Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro), każdego kto traktuje cytowaną deklarację i sugestie w niej zawarte jako troskę o obywatela (który „bez państwa sobie nie poradzi”) należy traktować jako sprzymierzeńca systemu kradzieży zuchwałej.

Polecam z tej okazji wykład: ANATOMIA KRADZIEŻY – POJĘCIA PODSTAWOWE CZ. 7a Odcinek jest rozwinięciem części siódmej pojęć podstawowych wiedzy społecznej i mówi o systemie zalegalizowanej i społecznie akceptowanej formy kradzieży, jaką jest kreacja pustego pieniądza umożliwiającego anonimowe okradanie anonimowych producentów przez anonimowe elity pasożytnicze. (Krzysztof Karoń). Pamiętajmy jednak o tym że system stworzony przez banki (podobnie jak dilerzy narkotyków) nie zmuszają ludzi do uzależniania się od łatwej gotówki. Wielu ludzi nie musi się zapożyczać, tak jak nie musi wybierać do władzy tych którzy „stymulują” gospodarkę w ten sposób, zapożyczając całe narody i to na kilka pokoleń… Wystarczy że robią to agenci i pożyteczni idioci, naprawdę nie musimy im w tym pomagać własnoręcznie… (Odys)

„…W prawdziwym świecie było bowiem i jest nadal tak: grupa posiadających legitymacje obcych wywiadów gangsterów zdobywa władzę nad dużym terytorium, na przykład nad Polską. Ponieważ nie są oni elementem obcym, ale lokalnym trudno im cokolwiek zarzucić. Rządy jednak jakie wprowadzają, nie są emanacją stosunków lokalnych, które ukształtowały się na przestrzeni stuleci. One te stosunki i ich konsekwencje całkowicie ignorują, wprowadzając swoje porządki, co polega głównie na zabieraniu jednym i dawaniu drugim, tym, którzy dotąd nic nie mieli lub mieli za mało by aspirować do czegokolwiek. Przez swój udział w pracach socjalistycznych gangów zasłużyli się jednak i uważają, że należy im się udział, w budowie nowego, lepszego społeczeństwa.
Ludzie ci, nawet nie mogą dostrzec jak są oszukiwani i o co toczy się gra. Wielka polityka bowiem polega na konstruowaniu pułapek na wielkie grupy ludzi, na przykład na całe narody…

…Nie tak dawno usłyszałem, że w roku 1938 czy 39 bolszewicy przygotowywali plan utworzenia marionetkowego państwa polskiego, po odcięciu kresów rzecz jasna. Państwo to miało powstać w oparciu o istniejące struktury urzędnicze i wojskowe czyli w oparciu o agenturę i pożytecznych idiotów. Premierem zaś rządu w tym państwie miał być Stefan Starzyński, znany socjalista i członek kilku wpływowych mafii. Ministrem wojny miał być oczywiście wspomniany już Juliusz Rómmel. Jeśli dotrze do nas cała groza tych informacji, nie będziemy już mogli mówić o kodzie kulturowym i nie będziemy traktować wspomnień oszukanych idealistów jako recepty na naprawę państwa.
Dlaczego elity urzędniczo wojskowe tak się zachowywały? Bo nic poza etatem nie posiadały. To jest odpowiedź najprostsza. Chęć zaś utrzymania etatu jest siłą przemożną, dla której człowiek zrobi wszystko. Myślę, że są tacy, którzy sprzedaliby własne dzieci, byle tylko móc każdego ranka jeździć tramwajem do pracy w ministerstwie.
Pisząc „elity urzędniczo wojskowe nic nie posiadały” mam na myśli nie tylko dobra ruchome i nieruchome, ale także plan, czyli to co czasem nazywamy tu doktryną. Elity istotne, a nie te które opisuje Vermeer, nie miały żadnego planu. Ich plan polegał na tym, by stać po stronie silniejszego, bo ten gwarantuje posadę. Okazało się jednak, że tragizm polskich losów jest głębszy niż mogli to sobie wyobrazić panowie Starzyński i Rómmel. Polega on na tym, że póki w Polsce produkować będzie się cokolwiek, od kalafiorów poczynając, na turbinach lotniczych kończąc, kraj nasz zawsze będzie spychany w pułapkę. Przynętą zaś w tej pułapce będzie kod kulturowy powiązany ściśle z kodem kulturowym (to jest dla wszystkich intelektualistów oczywiste) demokracji zachodnich. No więc Polska aspiruje i musi dorastać, a kiedy już dorośnie to ją okradają i piorą po łbie, bo nie o to chodziło. I na to przychodzi pan o nicku Vermeer i pisze: czy aby nie jesteśmy zbyt idealistyczni? Czy nie powinniśmy czasem trzymać się realizmu? Czyli co? Mamy iść na włam? Mamy się sprzedać i udawać, że nic się nie dzieje? Mamy się zastanawiać czy z Niemcami czy z Rosją? Czy może mamy wszyscy emigrować?…

…Ja tu już pisałem o organizacjach, które są podstawą wszystkiego i o doktrynie też pisałem. No więc z doktryny i organizacji należy wypreparować znak i charyzmaty, bez tego nigdzie nie pojedziemy. Doktryna musi być powiązana z Kościołem i Panem Bogiem. Nie z socjalizmem, nie z uszczęśliwianiem dużych grup ludzi okradanych następnie za pomocą podatków, które gwarantują byt mafiom urzędniczym i wojskowym. Charyzmaty zaś wypływają wprost z tego czym zajmować się będą czynne w Polsce organizacje, a winny się one zajmować pomnażaniem budżetów. Ściąganiem pieniędzy zza granicy i przeciwstawianiem się w sposób czynny, ale zgodny z prawem mafiom działającym w strukturach państwa, bo one wykonują złą robotę. Są na usługach obcych, którzy nie mają dobrego planu dla nas, a przeciwnie mają plan upiorny…” (coryllus – O elitach naiwnych i mściwych)

podobne: Kultury dobre i złe, oraz reglamentacje, prowokacje i profanacje czyli… materialna i niematerialna sztuka rewolucji. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu oraz: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości” i to: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego. a także: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? i jeszcze: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą polecam również: Czerwonym szatanom bez żadnej klasy o polskiej prywatnej własności i ziemi czyli… jak Karp międzynarodowym rynkiem zbożowym zatrząsł, oraz wspomnienia księdza Blizińskiego

Zadziwiająca jest ta „potrzeba” przekonania się kolejny raz na własnej skórze co znaczy obranie wspomnianej wyżej metody „gospodarowania” (rządzenia), i jeszcze dorabianie jej twarzy rzekomej sprawiedliwości. Zadziwiająca jest też pretensja jaka później towarzyszy romantycznemu uniesieniu, kiedy po raz kolejny rwąc koszulę na piersi i z pianą na ustach udajemy się na barykady, żeby (jak się nam wmawia) szlachetnie zginąć w walce z reżimem, „dając przykład” kolejnym pokoleniom („za wolność naszą i waszą”) jak NIE należy postępować żeby nie znaleźć się w sytuacji najpierw niewolnika, a potem kata tych których samemu się wybierało… Choć nikt nas nie zmuszał, a wszyscy wiedzą że kradzież to grzech… Kończy się na prawnie usankcjonowanej przemocy, choć nie tak żeśmy się z władzą umawiali.

Dzięki tej patologicznej zależności Pan Kaczyński mógł pozwolić sobie na bezkarne udzielenie urzędnikom „dobrej zmiany” instrukcji, czym powinni się kierować w wypadku wystąpienia konfliktu interesów na linii państwo – obywatel. Najpierw K… My!…(Odys)

polecam również: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach.

Ivan Vladimirov – Погром винного магазина (rabunek sklepu z alkoholem)

 

Od wielkości do śmieszności czyli… różnica między powagą Wielkiej Brytanii a Polski w UE. Czym jest londyńskie „City”, Europa dwóch prędkości i „Exchange Stabilization Fund”. Gdy światem rządzą banksterzy i gangsterzy


Michał Dziekan – Źle dla ciebie dobrze dla nas

„…Exchange Stabilization Fund to dowód, że w rozwiniętym kraju zwykli obywatele mogą być bardzo daleko od pełnej wiedzy na temat systemu. ESF jest podmiotem anonimowym, który nie jest poddawany żadnej kontroli, co umożliwia mu prowadzenie działalności, która w normalnych warunkach spotkałaby się z oporem Kongresu USA. Całkowita niezależność ESF pokazuje, że obywatele USA mają niewielki wpływ na to, co dzieje się w ich kraju. Mogą oczywiście wybrać prezydenta, podczas gdy banki dyktują, kto ma zostać sekretarzem skarbu…

…Najwięcej informacji dotyczących wysiłków propagandowych ESF/CIA pochodzi z lat 70-tych. W 1973 roku The Washington Star opisał relacje łączące CIA z dziennikarzami. Szczegółowe informacje na ten temat pochodziły od dyrektora agencji – Williama Colby’ego.

Kongres zareagował powołaniem dwóch komisji w tej sprawie. Jak stwierdzono w raporcie jednej z nich, relacje łączące media z CIA były tak zróżnicowane, że oddzielenie ich od siebie było niemożliwe.

Przechodząc do konkretów, komisja poinformowała, że CIA korzystało w tamtym okresie z usług ponad 700 nauczycieli akademickich oraz absolwentów, którzy okazjonalnie pisali książki bądź tworzyli inne materiały używane następnie do siania propagandy.

Należy pamiętać, że były to kompletnie inne czasy, książki miały znacznie większą siłę rażenia. Szef CIA ds. tajnych operacji stwierdził w notatce, że „książki różnią się od innych sposobów propagandy. Pojedyncza książka jest w stanie znacząco zmienić spojrzenie czytelnika na określone kwestie. Nie da się tego porównać z innym medium”.

Powiązania agencji z mediami i środowiskiem akademickim wywołały oczywiście oburzenie opinii publicznej. W połowie lat 70-tych dyrektor CIA oświadczył, że jakiekolwiek kontakty z dziennikarzami zostały natychmiast zakończone. Dziwnym trafem w tym samym czasie lista płac nie będącego pod niczyją kontrolą ESF wzrosła z 300 do 500 osób. Dziennikarze oraz wykładowcy przeskoczyli zatem z jednej listy płac na drugą, znajdując się od tej pory poza zasięgiem Kongresu.

Propaganda w praktyce

Burza wokół propagandowej sieci CIA rozpętała się w latach 70-tych, jednak wówczas było już za późno. Wszystko, co najważniejsze, miało miejsce dekadę wcześniej.  

W latach 60-tych podstawy ekonomii został wywrócone do góry nogami. Klasyczna szkoła została zastąpiona keynesizmem. Zgodnie z ekonomią klasyczną deficyt budżetowy musi prowadzić do szkodliwej inflacji. Do początku lat 60-tych była to oczywistość. Zdziwienie wywoływały osoby domagające się od państwa wyższych wydatków. Dlaczego? Ponieważ deficyt musiał prowadzić do inflacji, a ta z kolei do zubożenia zwykłych obywateli.

Jednocześnie taki sposób myślenia stanowił zagrożenie dla ESF. Postanowiono zatem skorzystać z sieci propagandy, aby ustalić nowe zasady ekonomii. Od tej pory deficyt nie oznaczał już inflacji, lecz permanentny rozwój gospodarczy – o recesji nie mogło być mowy.

To w tamtym okresie stworzono mit niebezpiecznej deflacji. W wydaniu New York Times z 11 września 1962 roku pojawiła się wypowiedź Pera Jacobssona, dyrektora MFW, który przekonywał, że należy mniej martwić się odpływem złota z USA, a bardziej groźbą globalnej deflacji.

Propaganda uderzyła z ogromną siłą. MFW przekonywał, że od teraz należy podchodzić do deflacji z tak wielką ostrożnością, z jaką wcześniej traktowano inflację. Z perspektywy czasu widać, jak istotny był to moment. Nie da się zaprzeczyć, że plan przyniósł efekt. Ostatecznie dziś większość osób uważa, że deflacja jest bardziej niebezpieczna od inflacji.

Zmiana myślenia umożliwiła dalsze ratowanie dolara. Pod koniec lat 60-tych do pomocy zaangażowano Japonię, która zaczęła skupować ogromne ilości amerykańskich obligacji. Inni „sojusznicy” nabywali amerykańską broń. USA za jednym razem wzmacniały rangę waluty oraz zdobywały coraz większą przewagę w branży militarnej.

Na początku lat 80-tych propaganda stała się jeszcze bardziej agresywna. Zaczęto wmawiać społeczeństwu, że nie ma żadnego powiązania między deficytem a inflacją. Stany Zjednoczone poszły w kierunku gigantycznych deficytów, natomiast inflacja była niższa niż w latach 70-tych. W ten sposób „udowodniono” brak powiązania miedzy deficytem a inflacją. Dolar zaczął się umacniać, a zyski ESF rosły.

Jak to możliwe, że dolar był drukowany w tak dużych ilościach, a inflacja nie występowała? Oczywiście taka była specyfika systemu petrodolara, dzięki któremu Amerykanie nabywali dobra niemal za darmo

…Stosunkowo często wspominamy o ESF w odniesieniu do interwencji na rynkach finansowych. W naszej opinii informacje zawarte w artykule jednoznacznie pokazują, że zasięg oddziaływania funduszu jest ogromny. Trudno przypuszczać, aby ESF omijał rynki finansowe, których kondycja jest niezwykle istotna dla systemu.

Przez wszystkie lata istnienia ESF dolar był niszczony. Obecnie amerykańska gospodarka jest w dramatycznej kondycji, rośnie odsetek osób które potrzebują wsparcia socjalnego, natomiast rola dolara z roku na rok jest coraz mniejsza. Cudów nie będzie – dolar utraci ostatecznie status waluty rezerwowej. Pytanie brzmi: ile informacji na temat działań ESF wyjdzie na jaw?

Naszym zdaniem niewiele. Niezależnie od pogarszającej się sytuacji zwykłych mieszkańców USA, kraj ten będzie obecny przy tworzeniu fundamentów pod nowy system. Może się zatem okazać, że osoby, które do tej pory umożliwiały istnienie i działalność ESF, już wkrótce będą współodpowiedzialne za kreowanie nowego systemu opartego na SDR-ach.” (Zespół Independent Trader – Czym naprawdę jest Exchange Stabilization Fund?)

podobne: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku  oraz:  Independent Trader: Malutka Belgia ratuje obligacje USA czyli… jak zjeść ciastko i mieć ciastko a także: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko polecam również:  Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie i jeszcze:  Długi krajów rozwiniętych na historycznym poziomie a G20 wzywa USA do pilnego podniesienia limitu zadłużenia.

„Jeżeli to prawda… że świat dzieli się na banksterów i gangsterów to nasza sytuacja wygląda tak: nie istnieją realnie państwa demokratyczne. Istnieją tylko dekoracje zarządzane przez banki, które to dekoracje – parlamenty, rządy, narody, związki wyznaniowe, służą temu by banki mogły generować zyski. Pytanie więc czy kapitał ma narodowość jest z założenia głupie. Nie ma jej, a jeśli już się przy tym upieracie, to z pewnością nie jest to narodowość polska. Nie istnieją polskie banki, obojętnie jakimi byśmy się złudzeniami nie karmili. System tego nie zaplanował i już, jeśli zaś istnieją to niebawem istnieć przestaną, ich aktywa zaś zostaną przejęte. Prawdopodobnie bezszelestnie. I nikt tego nawet nie zauważy. Stwarzanie złudzeń dotyczących siły finansowej rodzimych banków, jeśli istnieje, musi się więc wiązać z jakimiś planami na przyszłość. Jakimi? Zapewne dotyczącymi konfliktu pomiędzy lokalnymi „niezależnymi” potencjami, który to konflikt stanie się kolejnym sposobem na powiększenie zysku banków.

 Jeśli nie istnieją państwa demokratyczne to znaczy, że nie istnieje polityka zagraniczna rządów. Jest ona fikcją. Ministrowie spraw zagranicznych zaś są powoływani po to, by przekazywać do lokalnych oddziałów Banku Rezerw Federalnych polecenia i sugestie…

Rządy jednak istnieją. Po co? Po to by prowadzić politykę wewnętrzną, czyli tresować poddanych, lub jak wolicie obywateli. Innej funkcji nie mają i mieć nie mogą. Służą także do prowokowania sytuacji generujących zyski i obsługi lokalnych instytucji finansowych. Jaki jest plan? Tego nie wiem. Mówią jednak, że zbliża się wojna z Iranem. Iran zaś to jedno z państw gangsterów, czyli takich państw, w których nie rządzą mafie międzynarodowe, ale lokalne. Inne tego typu państwa to Rosja, Chiny i Izrael. I fakt, że jedne z nich są zorganizowane w sposób demokratyczny a inne w sposób zamordystyczny nie ma żadnego znaczenia. Państwa gangsterskie mogą walczyć lub współpracować z banksterami. Jak rozwija się sytuacja zależy zawsze od bangsterów i od tego co rozumieją oni akurat pod pojęciem zysku. Tak więc wojna z Iranem może być wojną o ropę, ale nie musi…

Putin pozwoli na wojnę z Iranem, wytarguje Kaukaz i pacyfikację Polski oraz zaprowadzenie tu rządów swojej mafii. Pieniądze zmienią właściciela i wszyscy będą szczęśliwi. Na jakiś dość długi czas oczywiście. Do następnej katastrofy i następnego przetasowania. Europa popatrzy na nas ze smutkiem, ale też z radością, że tak małym kosztem udało jej się zażegnać kryzys. Będzie dobrze. W Iranie zatriumfuje demokracja, tak jak już zatriumfowała w Afryce północnej. Napisali ostatnio – naprawdę – że cała ta rewolucja zaczęła się od jakiegoś tunezyjskiego sklepikarza. Tak po prostu. Granice wstydu zostały więc przekroczone po raz kolejny.

Warto się zastanowić czy wobec dominującej roli banków przyjedzie taki moment, że państwa narodowe zostaną zlikwidowane. Moim zdaniem nie. Bo przynoszą one zbyt duże zyski. Nie zostaną zlikwidowane także państwa gangsterskie. Są bardzo potrzebne. Jeśli jakiegoś zabraknie, bo zawali się wskutek łapczywości lokalnych kacyków, stworzy się nowe. Banksterzy są poza tym jak wampiry – nie mogą wyjść na światło dzienne, bo zginą. Muszą żyć w ukryciu. Ujawnienie się zaprzeczy istocie ich obecności na Ziemi. Muszą mieć więc jakieś przekonujące dekoracje…” (coryllus – Jeżeli to prawda)

podobne: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról” oraz: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego) i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem a także: BRICS i VII szczyt w Ufie: Nowy bank ma pomóc zreformować światowe rynki finansowe. Czy BRICS stanie się formą organizacyjną dla cywilizacji przyszłości? Wojciech Jakóbik o hołdzie chińskim polecam również: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

Jakiś czas temu doszło jednak do ujawnienia (się) tego co powinno być ukryte, a więc do potwierdzenia fasadowości instytucji zwanej „demokratycznym państwem”… Jak śpiewa poeta „poczuli siłę i czas”, więc nie muszą się dłużej ukrywać. Zwłaszcza że niewielu dostrzegło i zrozumiało wyjątkowość tej informacji…(Odys)

Zdaniem Barniera porozumienie w sprawie dostępu londyńskiego City do wspólnego rynku może być niezbędne, aby uniknąć utraty stabilności finansowej w Europie.

Brytyjskie dziennik „Guardian” napisał, że Barnier miał powiedzieć na zamkniętym spotkaniu z europosłami, że „musimy wykonać bardzo konkretną pracę w tym obszarze”. „Aby uniknąć niestabilności finansowej, (…) będzie musiała zostać nawiązana specyficzna, szczególna relacja” – miał powiedzieć były unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego. Dzienniki powołuje się na wewnętrzną notatkę z tego spotkania i pisze, że to zapowiedź specjalnej umowy regulującej pozycje Londynu jako jednego z centrów finansowych dla Europy i rozliczeń we wspólnej walucie, euro. Zdaniem „Guardiana” to także zapowiedź odejścia Brukseli od „twardego Brexitu”...” (źródło rp.pl: Unia musi dogadać się z londyńskim City)

„…W związku z tym potrzebne są dwa traktaty negocjacyjne dotyczące Brexitu, jeden dla Korony, a drugi dla City. To jest z mojego punktu widzenia informacja wręcz fantastyczna. Podał ją wczoraj Puls Biznesu, ale póki co nikt z tak zwanych publicystów się nawet na ten temat nie zająknął. To co wymsknęło się panu Michelowi Barnierowi, zostało natychmiast zdementowane, jako błąd w tłumaczeniu czy inna jakaś bzdura. Nie pamiętam już kto powiedział, że nie wierzy w wiadomości nie zdementowane, ale nie jest to w tym momencie istotne – zdementowali znaczy prawda. Drugi raz nie zdementują, bo się ośmieszą już całkiem…

City nie jest Anglią, a królowa nie ma tam nic do powiedzenia, kiedy przekracza granicę tego dziwnego obszaru staje się po prostu Elżbietą Windsor i ma słuchać co jej bankierzy mówią. I jeszcze się nie zdarzyło, żeby nie posłuchała. Cóż więc teraz? Jasne jest, że Brexit będzie przebiegał dwoma torami – jawnym i tajnym, od czasu do czasu słyszeć będziemy tylko jakieś dziwne dźwięki dochodzące z zaplecza. Może się także okazać, że City nigdy nie wyjdzie z UE i będzie po prostu finansowym łącznikiem pomiędzy wyautowaną Koroną, a interiorem finansowym Unii do niedawna zwanym kontynentem. Co z nami wobec tego? To zależy co postanowią ci ludzie których teraz City straszy i jakimi metodami zaczną obniżać koszty. Mam nadzieję, że nie będą potrafili ich obniżyć i strach przed Arabami zwycięży w ich sercach strach przed City. Wtedy jest szansa, że nic nam się nie stanie, a tamci przyślą tu parę drobnych, żebyśmy popatrzyli jak wzrasta potęga gospodarcza naszego kraju i żeby każdy miał już nie 500+ ale wręcz 1000+ na dziecko. Jeśli UE przestraszy się bardziej City, może się okazać, że najpierw rozprawi się z Arabami, a potem za pośrednictwem pana Putina z nami, bo za bardzo fikamy i domagamy się zbyt wiele, zamiast iść do roboty na szwalnię i czekać na deputat szarego mydła, jak to bywało dawnymi laty.

Jakby tego było mało wicekról Ameryki Donald Trump zapowiedział, że nie przyjedzie do Davos, a więc cały ten lewacki burdel zaczyna mieć się z pyszna i szuka tak zwanych nowych dróg rozwoju. Skoro nie będzie Trumpa, na miejscu ma się pojawić prezydent Chin. Ciekawe co na to powiedzą zwolennicy jedwabnego szlaku i „zbliżenia” z Chinami. Wybuchną entuzjazmem czy nie? Chiny miałby dać nowe gwarancje temu, co przed chwilą nazwałem lewackim burdelem i wyasygnować świeżą kasę na zasiłki dla Arabów, żeby ci podpuszczeni przez City nie poucinali głów unijnym urzędnikom i nie latali z tymi czerepami po ulicach miast. Ciekawe czy coś od tych Chińczyków wydębią, czy przyjedzie ten prezydent i wyjedzie wzruszywszy ramionami, bo okaże się, jak już nie raz bywało, że izolacja jest dla Chin lepszym wyjściem niż angażowanie się w niepewne interesy z obyczajowymi i finansowymi aferzystami…” (coryllus – Czy City wyjdzie z Unii?)

Opisana przez coryllusa wizja wpisuje się dość „dobrze” w ambicje londyńskiego City, które streszczają się w następującej kwestii: „…Brexit wzmocni pozycję City jako jedynej stolicy finansów konkurencyjnej wobec Nowego Jorku” (całość: Część przedstawicieli City za Brexitem)

podobne: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty). oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? i to: Chiny Rosja i i Iran uderzają w dolara. Złote ambicje Chin polecam również:  Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa?

Adam Wycichowski niewolnik – pierwsza gwiazdka

„Przewodniczący Komisji Europejskiej Jan Klaudiusz Juncker, ten sam, który w trybie ekspresowym wyznaczył na 21 grudnia ubiegłego roku posiedzenie Komisji Europejskiej poświęcone ostatecznemu rozwiązaniu kwestii polskiej – tym razem, podczas kolejnej Konferencji Monachijskiej, wygłosił opinię, że wypracowanie nowego modelu stosunków między Unią Europejską a Wielką Brytanią zajmie „więcej niż 24 miesiące”. Skąd przewodniczący Juncker może wiedzieć takie rzeczy, skoro negocjacje UE z Wielką Brytanią jeszcze się nie zaczęły – tajemnica to wielka. Jesteśmy skazani na domysły, ale skoro już jesteśmy skazani, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się…

…mamy dwie możliwości: albo obydwie instytucje wynegocjowane porozumienie zatwierdzą, albo nie. Powiedzmy jednak, że zatwierdziły. Wtedy zainteresowane państwo opuszcza szczęśliwą rodzinę unijną na warunkach wynegocjowanych i zatwierdzonych. No dobrze – ale co dzieje się w przypadku, gdy albo negocjacje nie doprowadzą do porozumienia, albo nawet doprowadzą, ale nie zostanie ono zatwierdzone? Wtedy zainteresowane państwo też może opuścić Unię Europejską, ale dopiero po 2 latach. 2 latach – czyli 24 miesiącach, o których z obfitości serca wspomniały usta Jana Klaudiusza Junckera! Po cóż Unii Europejskiej te 24 miesiące? Wyjaśnić to można odwołując się do innej instytucji traktatu lizbońskiego, mianowicie tzw. „klauzuli solidarności”. Stanowi ona, że w razie pojawienia się zagrożenia demokracji w jakimś kraju członkowskim, Unia Europejska, na prośbę państwa zagrożonego, może udzielić mu „bratniej pomocy” w celu usunięcia zagrożeń dla demokracji. A skąd wiadomo, że zagrożenia dla demokracji się pojawiły? No cóż; czyż potrzeba lepszego dowodu na zaistnienie tych zagrożeń, jak ów wniosek o wystąpienie z Unii? Nie potrzeba – a 24 miesiące chyba wystarczą, by te zagrożenia usunąć. A skąd będziemy mieli pewność, że zostały one usunięte? Stąd, że rząd ustanowiony w następstwie „bratniej pomocy” natychmiast wniosek o wystąpienie z Unii wycofa. Ciekawe, czy Jan Klaudiusz Juncker, wspominając o czasie nawet dłuższym niż 24 miesiące, miał na myśli właśnie tę mitręgę, czy też ta freudowska pomyłka przytrafiła mu się bez żadnej konkretnej intencji?” (Stanisław Michalkiewicz – Domyślajmy się!)

„…z ulgą i nadzieją witamy plany Angeli Merkel Europy dwóch prędkości. Mogą być śmiało nawet trzy, albo i więcej. Naturalnie pod warunkiem że J. Kaczyński nie zwariuje w międzyczasie i nie będzie starał się kraju zakwalifikować na pasmo najszybszego ruchu…

…Umiarkowana prędkość w dobrym kierunku jest lepsza niż ekspresowe pogłębianie euro integracji w złym, na co nalega Frau Merkel.

Jej celem, jak się zdaje, jest ekspresowe sprowadzenie reszty Afryki i Bliskiego Wschodu do serca Europy, zanim śpiące społeczeństwo niemieckie ocknie się aby bronić swojej tożsamości. Na czas tej turbo integracji Niemiec z islamem ich sąsiedzi zrobią dobrze jeśli zwolnią i odgrodzą się nawet od powstającego kalifatu płotem, jak Orban. Zbyt szybka integracja nie wyjdzie nikomu na zdrowie. Wręcz przeciwnie, rozsadzić może kohezję społeczną i doprowadzić do przyspieszonego rozkładu Niemiec z ich własnej i nieprzymuszonej woli. Ten rodzaj odwróconego Drang nach Osten, jak kto woli, leży w interesie ich sąsiadów. Nie bardzo więc wiemy czemu J. Kaczyński się tym martwi choć jednocześnie słusznie wskazuje palcem na Merkel jako na sprawczynię katastrofy i na role w tym jej piona w Brukseli Tuska, bezkrytycznie wentylującego niemieckie groźby pod adresem innych o astronomicznych karach za każdego nie przyjętego „uchodźcę”.

Interesujący jest timing tego pędu Angeli ku większej integracji. Wygląda to na reakcję euro establishmentu na Brexit, decyzję mających dość integracji Brytyjczyków i ich pragnienie aby się właśnie od kontynentu odintegrować. Czemu służyć ma przeciwstawienie się temu narzuconą przez Niemcy przyspieszoną integracją? Temu oczywiście aby stworzyć fakty dokonane przez co gotowość innych do próbowania kolejnego exitu z euro raju odpowiednio osłabnie. Wątpimy jednak czy strategia ta odniesie sukces.” (cynik9Europa dwóch prędkości)

„…Zaczęliście od powiedzenia nam, że musimy zapłacić rachunek, całe 52 miliardy funtów – kwota wyraźnie wzięta z powietrza, faktycznie forma żądania okupu. Moglibyście zauważyć, że włożyliśmy netto ponad 200 miliardów funtów w ten projekt, jesteśmy w istocie udziałowcami tego budynku i całej reszty majątku, i naprawdę to wy powinniście złożyć nam ofertę nie do odrzucenia, byśmy wyszli. A jak zawsze uroczy pan Verhofstadt, główny negocjator Parlamentu, w swojej rezolucji, nad którą mamy głosować później, mówi nam, że nie wolno nam omawiać potencjalnych umów handlowych z nikim innym na świecie, dopóki nie opuścimy Unii Europejskiej. Nie ma to żadnych zupełnie podstaw w prawie traktatowym i jest to tak, jakby powiedzieć, że nie możesz zaaranżować sobie mieszkania, na czas gdy wyjdziesz z więzienia…

…I oczywiście pan Tusk, którego nie ma dziś z nami – podejrzewam, że nadal płacze, wyglądał na dosyć załzawionego, nieprawdaż, po tym jak ambasador brytyjski doręczył list w zeszłym tygodniu – mówi nam w swoim memorandum, że wszelkie przyszłe umowy handlowe muszą zapewnić, że UK nie może mieć przewagi konkurencyjnej. To wszystko jest niemożliwe, a dokładacie do tego hipokryzję, że z jednej strony mówicie, że UE będzie negocjować jako jedność, a klauzula 22 dokumentu Tuska mówi, że w istocie Gibraltar, że Hiszpanie mogą mieć całkowite weto wobec całej umowy, jeśli nie będą usatysfakcjonowani suwerennością Gibraltaru. My wierzymy w narodowe samostanowienie – waszym celem i ambicją jest zniszczenie demokracji państwa narodowego. Gibraltar jest zdecydowanie rzeczą nie do przyjęcia na obecnych warunkach.

Okazaliście tymi żądaniami, że jesteście mściwi, paskudni. Mogę jedynie powiedzieć: dzięki Bogu, że wychodzimy. Zachowujecie się jak mafia. Myślicie, że jesteśmy zakładnikiem. Nie jesteśmy, wolno nam odejść…

…daje się nam żądanie okupu. Ale co musi być bardzo trudne dla was wszystkich do pojęcia, to że istnieje większy świat, tam na zewnątrz, niż Unia Europejska. 85 procent światowej gospodarki jest poza Unią Europejską. I jeśli chcecie nie mieć żadnej umowy, jeśli chcecie zmusić nas do odejścia od stołu, to nie my na tym ucierpimy. Wiecie, my nie musimy kupować niemieckich samochodów, nie musimy pić francuskiego wina, nie musimy jeść belgijskiej czekolady. Jest wielu innych ludzi, którzy nam to dostarczą. Powrót do taryf narazi miejsca pracy setek tysięcy ludzi żyjących w Unii Europejskiej, a jednak co mówicie, to że chcecie przedłożyć interesy Unii Europejskiej ponad interesy waszych obywateli i waszych firm. I jeśli będziecie dalej iść tą drogą, to nie tylko Zjednoczone Królestwo uruchomi artykuł 50, będzie jeszcze wiele kolejnych.” (karasekUS, Nigel Farage: UE jak mafia… niech będzie gangsterzy)

podobne: Unia doigrała się Brexitu. Eurosceptycy tryumfują, skowyt histerii wśród euroentuzjastów (od lewa do PISu). Wielka Brytania przed historyczną szansą, a co z Polską? Czekam na Polexit oraz: „Kiedy rząd boi się ludzi mamy wolność.” (Thomas Jefferson). Eurosceptycyzm w Europie. Biznes ma dość handlowej wojny z Rosją. Włosi przeciwko tyranii EBC. Szwecja na skraju kryzysu rządowego

W przeciwieństwie do państw takich jak Polska (a w zasadzie ich elit politycznych) wiecznie do czegoś aspirujących, zatroskanych o swój wizerunek „zagranico”, państwa poważne (a do takich należy Wielka Brytania) mają to do siebie że potrafią uzasadnić swoje racje, nawet jeśli argumenty na owe racje wydają się nieco „przestarzałe”. Demonstrując tym samym wyższość i przywiązanie do własnego porządku i dorobku prawno cywilizacyjnego… (Odys)

„…w portalu Obserwator finansowy ukazał się tekst Jacka Ramotowskiego zatytułowany Wielkie banki przygotowują się do brexitu. I w tym tekście znajduje się taki oto fragment:

Na wniosek Giny Miller brytyjski Sąd Najwyższy orzekł w listopadzie, że rząd nie może złożyć notyfikacji zamiaru opuszczenia Unii bez zgody parlamentu. Rząd odpowiednią ustawę przedstawił, ale nie zawiera ona szczegółów. Domaga się upoważnienia go do uruchomienia art. 50 Traktatu Lizbońskiego i podjęcia negocjacji zgodnie z tzw. klauzulą Henryka VIII z 1539 roku. Klauzula ta pozwala na zmianę, a nawet uchylenie ustawy bez zgody parlamentu.

Można uchylić ustawę bez zgody parlamentu, bo są odpowiednie narzędzia prawne w tradycji legislacyjnej na Wyspie. Tylko kto o tym decyduje? Wczoraj myśleliśmy, że król. A jeśli tak, to sądziłem, że będą z tym brexitem czekać, aż pani Ela odłoży łyżkę i na tronie zasiędzie Harry czy może te drugi, bardziej piegowaty. Dziś z rana okazało się, że w takich sprawach decyduje tajna rada, a skład tajnej rady możecie sobie znaleźć w sieci, bo nie jest on znowu aż tak tajny. No, ale jak napisałem na początku nie będzie trzeba sięgać po klauzule z roku 1539, bo już jest po sprawie, brexit rozpocznie się przed końcem marca.

Widzimy na tym przykładzie jak poważna jest tradycja polityczna Wielkiej Brytanii i jak serio traktuje się tam decyzje. Oczywiście, ktoś powie, że od dawna wiadomo było, że wyjdą potrzebowali tylko uzasadnienia. No, ale potrafią to uzasadnienie znaleźć i za jego pomocą przymusić Izbę Lordów to uległości. To jest właśnie poważna polityka.

Popatrzmy teraz jak poważna polityka wygląda u nas. Poważną polityką są w Polsce kwestie dotyczące 500+ i strajku nauczycieli o 10 procentową podwyżkę, poważną polityką jest nieudany skok na stanowisko szefa PE, a także powracające stale gawędy o tym czy uzbroić Polaków czy też może pozostawić ich bez broni, a za to zorganizować obronę terytorialną. Za poważną wewnętrzną politykę w Polsce uchodzi medialna propaganda najgorszego gatunku, taka jaką zaprezentował w najnowszej, jeszcze nie wydrukowanej Gazecie Polskiej Tomasz Sakiewicz. Na okładce widzimy tramwaj z czasów okupacji, z którego wychyla się Angela Merkel, a na pierwszym planie stoi Donald Tusk w mundurze esesmana. Proszę bardzo https://twitter.com/GPtygodnik/status/841348170584076289

W środku jak widzicie mamy tradycyjną, znaną nam z tygodników wydawanych za Gierka, mapkę przedstawiającą potencjał wojenny krajów Europy, z tym, że odwrotnie niż wtedy zagrożeniem nie jest zachód a Rosja. Mamy więc tu połączenie dwóch poetyk. Nachalnej propagandy i pseudonaukowej strategii. Każdy oczywiście, kto to skrytykuje zostanie z miejsca nazwany ruskim agentem. Bo ten manewr także jest wpisany w mechanizm działań poważnej polityki wewnętrznej w Polsce. Jeśli do tego dodamy to, co powiedziała pani Fotyga niedawno, w związku ze sprawą uzbrojenia Polaków, to mamy komplet. Powiedziała – przypomnę tylko – że w Polsce, odwrotnie niż w USA nie ma tradycji noszenia broni. Gadałem o tym wczoraj z Jackiem i on powiedział w pewnym momencie, że w Polsce jest za to tradycja noszenia ołowianych kul w potylicy. Ja zaś pomyślałem, że to dobry bon mot, bo on opisuje czynną nad Wisłą i wiecznie żywą tradycję potyliczną. Mamy nawet taki prawicowy portal – Wpotylicę. Prowadzą go bracia Karnowscy…” (coryllus – O tradycji politycznej i tradycji potylicznej)

podobne: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego oraz: Międzymoże, czyli o wpuszczaniu Polski w kanał casus belli przez gigantomaniaków którzy nie panują nad własnym państwem.

„…ma się w Rzymie odbyć uroczysty „szczyt” Unii Europejskiej, na którym delegacja polska ma znowu pokazać europejsom” nie tylko, jakie z nich palanty, ale stanąć na nieubłaganym gruncie europejskiej jedności, a także – jedności euroatlantyckiej. W związku ze szczytem pani premier Szydło żałośliwym tonem wygłosiła specjalne orędzie do narodu, informując, co i jak. Ten żałośliwy ton wynika, jak przypuszczam, z trudności położenia w jakim znalazła się nie tylko ona, ale całe PiS wobec swoich wyznawców. Z jednej strony pan prezes Kaczyński chciałbym im zaimponować przedstawieniem, jak to pod jego przywództwem Polska „wstaje z kolan” i tak dalej, ale z drugiej strony targa nim jaskółczy niepokój, że jak tylko spróbuje wstać, to nie dostanie forsy, od której nasi Umiłowani Przywódcy uzależnili nie tylko Polskę, ale i samych siebie. Przed taką możliwością ostrzegł panią premier Szydło francuski prezydent Hollande, zauważając, że „wy macie zasady, a my – subwencje”. Wprawdzie pani premier skwitowała to lekceważącą uwagą, że prezydent Hollande ma zaledwie 4 procent poparcia, ale procenty to jedna rzecz, a forsa, to rzecz druga. Ale cóż; wobec wyznawców trzeba trzymać fason („on tu jeden trzyma fason ponad Żydów podłą zgrają i on jeden nie jest mason, chociaż – czego nie gadają?” – powiada poeta), więc pani premier zapowiedziała, że jeśli polskie żądania nie zostaną w Rzymie spełnione, to Polska nie podpisze końcowej deklaracji. Nie wiem czemu, ale przypomina mi to scenę spotkania meksykańskiej cesarzowej Charlotty z cesarzem Napoleonem III. Charlotta chciała namówić Napoleona na interwencję w Meksyku, gdzie powstańcy oprymowali jej męża, cesarza Maksymiliana. Napoleon wykręcał się jak tylko mógł, więc Charlotta użyła ostatecznego w jej mniemaniu argumentu, oświadczając, że jeśli nie będzie interwencji, to oboje z mężem abdykują. – Ależ abdykujcie jak najprędzej! – wyrwało się wtedy Napoleonowi, na co Charlotta najpierw dostała spazmów, potem zaczęła wyrzucać francuskiemu cesarzowi jego niskie pochodzenia, aż wreszcie zwariowała. Takie rzeczy pokazują, że w polityce światowej sprawy tragiczne sąsiadują z komicznymi…” (Stanisław Michalkiewicz – Czyżby znowu moralne zwycięstwo?)

podobne: Dwie prawdy zamiast polityki oraz: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec” i to: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą a także: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu.


Adam Wycichowski niewolnik - men in black

Adam Wycichowski niewolnik – men in black

„IPN przedstawił listę aktów oskarżenia, które prokuratorzy Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu skierowali w sprawie przestępstw i zbrodni popełnionych w czasie stanu wojennego. Łącznie skierowano 81 aktów oskarżenia przeciwko 136 osobom.

„Wielu z nich sądy jednak nie skazały, uznając, że część przestępstw jest przedawnionych, a niektórych sprawców objęła amnestia. Jeszcze inni – już nie żyją, a wielu przez lata skutecznie torpedowało próby wymierzenia im sprawiedliwości, choćby dostarczając zwolnienia lekarskie i nie stawiając się na rozprawy” – pisze IPN.

„Jerzy H. (…) działając wspólnie z dwoma oficerami SB znęcał się fizycznie i moralnie nad zatrzymanymi członkami Związku Zawodowego „Solidarność” w ten sposób, że bił ich pięściami i kopał po całym ciele, wykręcał ręce do tyłu, dusił zakładając na twarz maskę przeciwgazową z zablokowanym dopływem powietrza, porażał prądem elektrycznym, bił pałka milicyjną po rękach i stopach, groził pozbawieniem życia oraz znieważał słowami powszechnie uznanymi za obelżywe” – sąd pierwszej instancji uznał Jerzego H. winnym i skazał na 2 lata więzienia. Sąd Najwyższy podtrzymał wyrok w mocy.

„Jan D., Julian K., Mirosław T., Henryk N. (…) będąc funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa (…) w ramach postępowań karnych prowadzonych przeciwko członkom NSZZ Solidarność znęcali się psychicznie i fizycznie nad zatrzymanymi w ten sposób, że w trkacie wielogodzinnych przesłuchań znieważali ich słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe, demonstrując broń palną grozili pozbawieniem życia, zadawali uderzenia pięściami, pałką milicyjną oraz kopali po całym ciele, przykuwali kajdankami za ręce i nogi do kaloryfera oraz zmuszali do stania bez odzieży w otwartym oknie przy kilkustopniowym mrozie” – sąd w stosunku do Jana D. i Henryka N. zawiesił warunkowo wymierzone kary, a Mirosława T. i Juliana K. skazał na rok i 8 miesięcy więzienia.

„Roman S. (…) będąc funkcjonariuszem Komendy Miejskiej MO w Toruniu (…) zadał zatrzymanemu Cezaremu M. i Mariuszowi G. kilkanaście uderzeń pałką milicyjną po nogach i plecach” – sąd umorzył postępowanie przeciwko Romanowi S. na podstawie przepisów o amnestii z 1989 r.

Setka oskarżonych przez Komisję uniknęła kary.

Nienależyte ukaranie winnych zbrodni popełnionych w stanie wojennym owocuje teraz mówieniem o „pewnej kulturze” tamtych wydarzeń oraz poczuciem bezkarności i dobrze pełnionego obowiązku wśród osób, które w mniejszym lub większym stopniu tych zbrodni się dopuszczały.”

(ipn.gov.pl, telewizjarepublika.pl – IPN rozlicza zbrodnie stanu wojennego. Szczegóły śledztw mrożą krew w żyłach!)

podobne: Stan wojenny był tragedią dla Polski, ale niektóre środowiska dalej robią sobie żarty gloryfikując komunistów. a także: „Układ zamknięty” znów dał głos – „rzeźnik z Trójmiasta” niewinny i jeszcze: 13 grudnia – Uśmiercona nadzieja bez winy, kary a więc i bez przebaczenia polecam również: Umarł obywatel Jaruzelski czyli… Trzy niezależne komentarze o „kondukcie przebierańców” (i coś od siebie) i to: Śledztwo w sprawie „śmierci nieustalonych osób” czyli… Prokuratura zabrania prof. Szwagrzykowi ekshumacji ofiar zbrodni komunistycznych (uwaga!) na wniosek samego IPN. oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

„…zdemaskowano Kiszczaka. Okazało się, że był to donosiciel i zdrajca, który szpiegował polskich żołnierzy w Londynie i pisał na nich różne brzydkie rzeczy. W portalu niezależna są nawet zdjęcia tych donosów i każdy może się przekonać, jak piękny, dojrzały i wrobiony charakter pisma miał ś.p Kiszczak. Lektura tych donosów doprowadza do białej gorączki komentujących, którzy, reagując niczym psy Pawłowa, piszą wyłącznie o tym czy Kiszczak był czy nie był człowiekiem honoru. To jest reakcja, którą zawsze łatwo wywołać i nie sądzę, by ktokolwiek, kiedykolwiek oszczędził nam tego wstydu. Nie to jest jednak najlepsze – oto w tekście opublikowanym przez niezależną pojawia się zdanie: Portal niezalezna.pl dotarł do kopii raportów Kiszczaka. Zawarta jest w nim sugestia, że zdobycie tych kwitów dokonało się przy nieprawdopodobnym wysiłku dziennikarzy, co nie jest prawdą, bo oni je po prostu dostali od Sławomira Cenckiewicza. Nie wiem po co więc pisać – dotarł i mijać się z prawdą, podkreślać własną zasługę, której nie ma, skoro można napisać – otrzymaliśmy od…i pozostać uczciwym…

Wszyscy wiemy, że jak ktoś mówi o swojej szaleńczej miłości do Polski, albo wyciąga patriotyczne gadżety i wkłada je sobie na łeb, na rękaw czy w spodnie, to na 99,9 procent jest oszustem. Ta jedna dziesiąta procenta zaś to grupka frajerów. Jeśli zaś idzie o skalę nieprawdziwych emocji zawierającą się w wartościach od 1 do 10 osiąga ów człowiek wynik 12, 5.

Mam nadzieję, że wszyscy to rozumieją. Jeśli ktoś ma wątpliwości niech sobie przypomni na czym polega dziennikarstwo śledcze w praktyce. Polega ono na tym, że dziennikarze realizują polecenia tajniaków, od których dostają kwity i zdjęcia kompromitujące tego czy innego polityka. Można kompromitować martwych polityków – wtedy mamy do czynienia z dziennikarstwem śledczym tanim, albo żywych i wtedy mówimy o dziennikarstwie śledczym ekskluzywnym. Na takie właśnie wody chce się puścić Pacewicz, ale na razie ma 122, 5 tysiąca. W sam raz tyle, żeby przekupić Czuchnowskiego. Mówi nam pan Piotr, że na utrzymanie portalu OKO press potrzeba miesięcznie około 150 tysięcy…To jest poważna kwota i za pomocą jednej, dwukolorowej szmatki nie uda się jej zebrać. To jest jasne. Są jednak sposoby, które mogą pomóc w zebraniu takich pieniędzy. One już były wykorzystane z bardzo dobrym skutkiem, w czasach kiedy Piotr Pacewicz nosił swoją strajkową opaskę. Trzeba sobie, mianowicie, wpiąć w klapę maleńki wizerunek Matki Bożej, może być częstochowska, opcjonalnie Ostrobramska lub Kodeńska i latać z tym wszędzie, a także pokazywać się w telewizji i w nagraniach na YT. Sukces pewny. Zanim ludziska się zorientują, że coś jest nie tak, zdąży się uzbierać nowy zbiór zastrzeżony w IPN, no i forsa rzecz jasna. A potem znów będzie kogo demaskować. Okaże się – po latach – że ten Pacewicz to on wcale nie z miłości do Matki Przenajświętszej nosił jej wizerunek w klapie…że on chciał tylko te parę groszy uzbierać na swój portal OKO presss…Co za historia…całe szczęście, żeśmy go zdemaskowali i można wreszcie odetchnąć….Tak to szło, idzie i będzie szło nadal…Nie ma odwrotu. Nie ma siły, by ten obłęd zatrzymać. Nie ma też dobrej pointy…po prostu, na koniec, jak zwykle pozdrawiam wszystkich mocno i serdecznie.” (coryllus – Piotrek Pacewicz wpadł czyli dziennikarstwo śledcze)

podobne: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu. oraz: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia i to: Państwo prawa: Podjęcie procesu Kiszczaka ws. stanu wojennego. Akt oskarżenia ws. zabójstwa gen. Papały trafi do sądu. Nie będzie śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów. Umorzenie śledztwa ws. nieprawidłowości raportu z WSI a także: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie?

Andrzej Krauze - Zwycięstwo

Andrzej Krauze – Zwycięstwo

Ważne żeby się „pięknie różnić” poglądem na socjalizm z ludzką twarzą. Który z jednej strony reprezentuje legenda Kiszczaka z ekipą „ludzi honoru” (od mokrej roboty) a z drugiej legenda Gierka z ekipą „dobrej zmiany” (od ciężkiej roboty).
Mało kto kojarzy że druga ekipa bez zbrodni popełnionej przez tą pierwszą (co ustalono wspólnie w Magdalence) nie przetrwałaby na „rynku” ze swoją polityką społeczną. No i mamy kolejną odsłonę spektaklu. „Socjalizm tak, wypaczenia nie”. A że przy okazji ktoś oficjalnie i te parę groszy przytuli z dobrowolnej zbiórki to tylko utwierdzi zbiegowisko że widowisko jest AŁtentyczne. Zanim się zorientują że im obie grupy teatralne w tym czasie płaszcze w szatni przetrzepują będzie za późno. Bo to zawsze lepiej dla władzy rzucić pomiędzy ludzi jakąś niedogryzioną kość i patrzeć z bezpiecznej odległości jak się poszczególne gangi zabijają o pierwszeństwo, niż dać się złapać przez wściekły tłum na tym że się go łupie.
Sztuka pod tytułem „Bolek” już się przejadła, przez chwilę grany był Kiszczak, a ostatnio modni są UBecy (a w zasadzie ich emerytury). Za jakiś czas wyciągną innego bankruta albo trupa, i będą pomimo dzierżącej w rękach władzy absolutnej równie stanowczo jak dotychczas, ubolewać nad bezprawiem i niesprawiedliwością (oczywiście poprzedniego systemu) przy akompaniamencie skrywanego za wysokim kołnierzem chichotu tej dziś już tzw. „opozycji”. Jak śpiewał poeta:

„…nie pażywiosz lecz wiesz że Stalin był zły
i można już wszystko dziś zwalić na niego
A gdy dusza zatęskni do straconych dni
możesz o suchym pysku słuchać Wysockiego…”

Co się przy tym nieświadomi niczego wyborcy jednej i drugiej „strony” popodniecają to ich. Ważne żeby nikt się nie zorientował że popełnianie prawdziwych zbrodni na tym narodzie tak naprawdę niczym poważnym nie grozi, bo nie będzie innego finału dla „bijącego serca partii” jak kolejne nieudolne i od d… strony „rozliczanie”, w dodatku po raz kolejny na papierze (Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej). Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią). Liczy się spektakl i wywarcie jak największego wrażenia na widzu/uczestniku, do czego służy m.in. „pion śledczy” IPNu i tzw. „dziennikarstwo śledcze” któremu jak widać zawsze ktoś coś doniesie. Dlatego tzw. „opozycja” czyli Zielone Ludziki z poprzedniego systemu będą sobie maszerować po ulicach, z kwikiem że się ich krzywdzi ujawniając wiedzę którą każdy zainteresowany posiada od dawna, a druga strona będzie udawać że to najkrwawsza z komun podnosi łeb, podczas gdy sama będzie realizować punkt po punkcie swój manifest polegający na doprowadzeniu programu partii do każdego stanowiska pracy – żeby złupić ciężko pracującego Polaka tak jak to swojego czasu robiła „prawdziwa” komuna, po drodze każąc mu robić różne rzeczy których normalny człowiek nigdy by nie zrobił gdyby nie zmuszono go do tego „prawem”, jak np. przymusowe szczepienia i obowiązek posyłania dzieci do pralni umysłów zwanej „szkołą publiczną” żeby jak to powiedziała Pani minister od „edukacji” „dzieci z systemu nie wyciekały”, o płaceniu coraz wyższych podatków i składek na ZUS nie wspominając. Przy okazji zamiast rozliczyć tę „prawdziwą komunę” za zbrodnie obrabuje się pozostałych przy życiu UBeków żeby ze wspomnianego „Zakładu Ubezpieczeń Społecznych” za dużo nie wyciekało, czemu każdy „prawdziwy patriota” jeszcze przyklaśnie choć sam nie zobaczy z tego ani teraz ani kiedy sam przejdzie na tzw. emeryturę (o ile dożyje) złotówki. Bo tu nie chodzi o sprawiedliwość, ale o to z czego wygadał się Pan Błaszczak (cytuję): „Świadczenia funkcjonariuszy SB będą takie jak ich ofiar. To jest właśnie zasada sprawiedliwości społecznej.” A kto tego jeszcze nie zrozumiał tłumaczę – wszystkim po równo czyli g…. bo tym się właśnie różni tzw. „sprawiedliwość społeczna” od „zwykłej” sprawiedliwości. Ktoś kiedyś powiedział że nie można zgwałcić prostytutki i było wiele poczciwego oburzenia wokół tego stwierdzenia że nie można. Tymczasem dziś okazuje się że można obrabować bandytę i że jest to jak najbardziej sprawiedliwe i moralne.

Dziś zatem (w kolejną rocznicę 13 grudnia pamiętnego roku) znowu nie będzie „Teleranka” i to wcale nie dlatego że jest wtorek. Będzie za to „Wilk i Zając” czyli i straszno i śmieszno. Śmieszno dla tego o czym był łaskaw trafnie napisać coryllus tu: „Czy jutro będzie teleranek?, a straszno dlatego że „prawa strona” która stoi tam gdzie stoi (a nie tam gdzie mówi że stoi) będzie z zimną satysfakcją spijać śmietankę swoich nieudolnych rządów, które od roku polegają na prowokacji cymbałów z komunistycznym rodowodem do jałowych kwików i marszów. Po to żeby biedni ludzie, w większości wyborcy „dobrej zmiany” (bo inni się nie liczą – takie są niestety realia wynikające ze statystki chodzących na wybory) nie widzieli jak ich Pan Morawiecki wpycha coraz bezczelniej w maszynkę (nie)zrównoważonego (niedo)rozwoju. Może przy okazji manifestacji puszczą komuś nerwy i padnie jakiś trup? Wtedy znowu będzie można przez kolejne miesiące zająć się czymś innym. Któż to wie. Bo nie o to chodzi by złapać króliczka… ale żeby owce nie zorientowały się że są strzyżone.

Nu pogodi! w nowej odsłonie – Ну, постривай! – 3 серія(Odys)

podobne: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki oraz: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? i to:  Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. polecam również:: Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski. i jeszcze: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów  oraz: Od kłamstwa do przemocy czyli skutki nierozliczenia rewolucji – rehabilitacja komunistów a także: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu. polecam również: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) i jeszcze: Sumliński i patologie III RP. Sprawa ks. Popiełuszki sprawdzianem chęci rozliczenia PIS z PRL. Klątwa FOZZ i kompromisu z komuną

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców.


Stanisław Bagieński - Polonia prowadząca do boju (kopia Władysław Brech)

Stanisław Bagieński – Polonia prowadząca do boju (kopia Władysław Brech)

„…Dewastacja struktury klanowej jest pierwszym i najważniejszym celem rewolucji. Zastępuje się ją hierarchiami branżowymi, czyli de facto w całym społeczeństwie wprowadza się porządek mafijny lub jak kto woli wojskowy. Ma to zapewnić wszystkim równe szanse. Jak wiemy z praktyki, zapewnia to szanse tylko najbardziej brutalnym, podstępnym i bezwzględnym oraz ich potomkom. Doświadczenie uczy, że jakikolwiek ruch przeciwko takim tendencjom natychmiast zostaje zauważony i jest atakowany z największa furią. Furia ta wynika wprost z faktu, że państwo socjalistyczne, a od roku 1918 innego nie mamy, jest protektoratem jedynie. To jest myśl, od której powinniśmy wyjść snując nasze rozważania o wolności i własności. Czym była zamiana niewoli na wolność w roku 1918, a także czym była zamiana tej wolności na nową wolność, nazywaną później niewolą po roku 1945? Żeby poczynić tu jakieś spostrzeżenia, musimy rzecz całą przenieść na grunt ekonomiczny. Wolność oznacza realnie wolność dostępu do produktów wytwarzanych poza granicami „uwolnionego” kraju, a także wolność w dostępie kapitałów i organizacji spoza granic tego kraju, do jego wewnętrznych zasobów, w tym ludzi. By dobrze ów dostęp wykorzystać należy zmierzyć się z lokalną strukturą, która nie rozumie istoty wolności w wydaniu socjalistycznym i się rzuca jak nie przymierzając wesz na grzebieniu. Trzeba tym ludziom zafundować zimny prysznic w postaci podatków, dać im coś do zabawy potem, by nie stracili całkiem nadziei, dawali się nadal oszukiwać i nie zaczęli strzelać na oślep do niewinnych osób. O ile w latach 1945 – 1989 socjaliści zarządzający naszym protektoratem dobrze rozumieli sytuację i właściwie przygotowali wszystko do zmiany dekoracji oraz wolnego zagospodarowywania zasobów przez hierarchie zewnętrze, o tyle po roku 1918 nikt za bardzo nie miał pojęcia co się dzieje. Po roku 1945 każdy z wewnętrznego kręgu rodzin czerpiących siłę z państwa-protektoratu wiedział gdzie są trąfy i o co chodzi tak naprawdę – o uzyskanie maksymalnie niskich kosztów pracy, poprzez propagandę i zastraszanie, a także o tanią eksploatację surowców. Po roku 1918 masa ludzi żyła złudzeniami i tych ludzi należało się pozbyć, bo byli naprawdę niebezpieczni. Uczyniono to w kilku etapach, wśród których proces w Brześciu wydaje się być najbardziej spektakularny. Najśmieszniejsze jest to, że nikt z ówczesnych gangsterów nie zdawał sobie sprawy z najważniejszego, to znaczy z faktu, że wolność oznacza wolność dostępu do produktów z jednej strony i wolność dostępu do zasobów z drugiej. Rozmawialiśmy ostatnio o jednym z najważniejszych zasobów kraju – o armii. To jest najbardziej wyrazisty przykład. Armia, do której idą służyć członkowie silnych rodzin, jest nie do zwalczenia. Trzeba ją eliminować odstrzeliwując każdego pojedynczego żołnierza. Armia, w której służą ludzie połączeni powierzchownymi więzami, nawet jeśli ma komendę podawaną w jednym tylko języku, jest zasobem jedynie. Tym bardziej jest tym zasobem im bardziej państwo jest protektoratem. Zasób zaś można wykorzystywać na różne sposoby. Można go zmarnować całkiem, albo tylko trochę. Można go załadować do wagonów i przewieźć w inne miejsce, albo obiecać coś – walkę ze wspólnym wrogiem – i zasób sam się przeniesie ryzykując życie i oszczędności. Powiedzmy to jeszcze raz wprost – jeśli państwo nie ma pomysłu na siebie, to znaczy doktryny, jego armia zostanie potraktowana jako zasób przez inne państwa, które taką doktrynę mają. Tak było z armią polską na zachodzie w latach 1939 – 1944 i tak było z armią w PRL. U samego spodu tych wszystkich nieszczęść leży dewastacja struktury klanowej. Nie możemy o tym zapominać…” (coryllus – Siła polskich rodzin)

„…konsorcja rzadko prowadzą wojny samodzielnie, nie muszą tego robić, bo czynią to za nie armie państw posiadających doktrynę imperialną lub jakąkolwiek, może być wymyślona na poczekaniu. Jeśli takie, wystrugane tu na poczekaniu narzędzie przyłożymy do czasów nam nieco bliższych otrzymamy ciekawe wyniki. Możemy na przykład opisać II wojnę światową jako konflikt Wielkiej Brytanii ze Stanami Zjednoczonymi prowadzony rękami Niemców i Rosjan. Oto dwie potęgi starego kontynentu pożerając wcześniej żywiołki drobniejszego płazu stają do walki ze sobą, ale nie każdy widzi, że obydwa są golemami, którym ktoś wsunął w usta karteczkę z czarodziejskim słowem, dzięki któremu potwory mogą się poruszać. Każdy kto stanie im na drodze musi liczyć się z najgorszym, dlatego państwa posiadające polityków prawdziwych schodzą golemom z drogi. Państwa zaś posiadające polityków idiotów szarżują na jednego lub drugiego golema w pełnym pędzie. Dlaczego to czynią? Albowiem otrzymały gwarancje pomocy, od właścicieli golemów. Ci zaś są jedynie pośrednikami i wyrazicielami życzeń konsorcjów, które zainstalowane są na ich terenie. Są gwarancją, że to nie konsorcja będą ponosić koszta wojny, ale narody…

…Nie trwało to zbyt długo i teraz wracamy do początków. Zaczyna się nowa kłótnia w rodzinie, którą my będziemy postrzegać całkiem inaczej, będziemy ją opisywać w sposób zgubny dla nas i dla naszych dzieci, bo nikt, żaden mędrzec nie podsunie nam tej prostej formuły, która wyjaśnia wszystko – państwa służą do przerzucania kosztów wojny wywołanej przez konsorcja na narody. Koniec. Żyliśmy przez jakiś czas złudzeniem przemożnej siły organizacji politycznych, a złudzenie to dawały na takie zjawiska, jak zimna wojna, upadek tak zwanego komunizmu i inne nieistotne duperele. Wracamy do starego świata, w którym jawnie już rządzić będą kompanie. Widać to choćby po klasie obojga kandydatów na urząd prezydenta USA – agresywnej wariatki i erotomana gawędziarza. To są figuranci, którzy będą wykonywać polecenia swoich szefów. Nie wiemy jakie ci szefowie mają plany, ale możemy się domyślać. I moja rada jest taka, przyjmijmy te wszystkie umowy CETA i inne, jak zjemy trochę modyfikowanej żywności nic nam się może nie stanie, najwyżej niektórych rozboli brzuch. Alternatywą bowiem może być ogryzanie kory z drzew gdzieś w tajdze lub tu u nas, tyle, że na terenach ogrodzonych drutem kolczastym. I marną będzie pociechą fakt, że kora jest ekologicznie czysta, zawiera różne potrzebne do życia substancje, a również garbniki, znakomicie wpływające na likwidację złogów jelitowych. Kiedyś dawno temu, w czasach gdy straszono nas chińską inwazją, Andrzej Rosiewicz śpiewał taką piosenkę – jedzcie ryż, to będziecie mieli bardziej skośne oczy, to się jeszcze może przydać, to się jeszcze kiedyś może przydać, czasem lepiej trochę wydać, by w przyszłości uniknąć przykrości…

Pamiętajmy o tym że cud zwycięskiej wojny z bolszewizmem nie był zasługą ówczesnych elit (za kilkoma rzecz jasna wyjątkami) którym później tak bezgranicznie zaufano, postawiono na piedestał i uczyniono symbolami które do dziś straszą w szkołach i muzeach dzieci i „dorosłych” na okoliczność rocznic odzyskania przez nich (dla narodu) „niepodległości”. Cud dokonał się przede wszystkim ogromnym wysiłkiem prostych ludzi/obywateli/żołnierzy i raczej na przekór temu czym zajmowały się ówczesne elity (zwłaszcza o lewicowym rodowodzie) którym pachniały zdobycze socjalizmu i demokracja i aż przebierali nogami na wieść że rewolucja się zbliża. Zwycięstwo nad armią bolszewików nie rozwiązywało niestety istoty problemu jakim była „równość klasowa”, etatyzm, i „redystrybucja” zagrabionego w ramach systemu „opieki społecznej”, którą zaprowadzał w Polsce nie kto inny jak Piłsudski i jego ekipa. Naród który przetrwał bohatersko śmiertelny bój z bolszewikami dając opór sile zbrojnej rewolucji nie oparł się samej idei. Wybrał sobie do władzy socjalistów z polskim paszportem i płacił później przez nos na ich kosztowne programy, które do dziś po niemal 100 latach (o zgrozo!) ciągle pokutują w narodowej pamięci jako „zbawcze” i „wybitne”. Dopiero co odzyskana niepodległość podziałała na ówczesnych jak znieczulenie/opium pozbawiając czujności na zarazę którą wydawało się że przegoniono skutecznie kontrofensywą znad Wieprza. Mało kto po tej hekatombie miał siłę i odwagę walczyć z okrytą nimbem bohaterstwa na polu walki z bolszewikami ekipą Piłsudskiego. Nieliczni wnosili do debaty publicznej głos sprzeciwu wobec bezprawia do jakiego dochodziło na masową skalę w „wolnej i niepodległej ojczyźnie”. Parcelacja ziem, kolektywizacja, rekwizycje i ucisk fiskalny – taki był efekt rządów „swoich” czyli tzw. „elit” II eRPe. Nie wspominając o tym o czym napisał coryllus – o rozbijaniu struktury klanowej polskich rodzin zwłaszcza tych z tradycjami ziemiańskimi, wychowanych w sarmackim poczuciu obowiązku że niepodległość to ja i moja własność (a nie „polski” urzędnik na etacie). Pozostałym resztkom dawnej szlachty którzy chcieli coś robić na własny rachunek (ludziom spoza systemu), tzw. „własność państwowa” z jej monopolami skutecznie wybiła z głowy ambicje konkurowania na wyższym poziomie jak „zezwolenia”, „kontyngenty” i „koncesje”. Za zrabowane majątki kupowano sobie ploretariat i zatrudniano na etatach zubożałą inteligencję, wciągając ich do spółki i uzależniając od „publicznego”. Ta nowa „szlachta gołota” była wdzięczna państwu za pracę i chętnie czerpała z tego na czym zbywało władzy przy okazji różnych „reform” i wielkich projektów (jak piramida zwana COP), za które płacili „burżuje” i „panowie”.  Czy to co się obecnie dzieje za tzw. „dobrej zmiany” nie jest żywcem wzięte z tamtych czasów? Jest, a obecna władza jeszcze się tym chwali. Dla tych co Misia nie pamiętają… (Odys):

– Powiedz mi, po co jest ten miś?

– Właśnie, po co?

– Otóż to. Nikt nie wie po co i nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa To jest Miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to jest nasze, przez nas wykonane, i to nie jest nasze ostatnie słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji, który sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu. I co się wtedy zrobi?

– Protokół zniszczenia.

Zapamiętaj: Prawdziwe pieniądze zarabia się na drogich, słomianych inwestycjach.

…a oto miś na miarę „naszych” (czasów)…

„…wicepremier Sellin i minister kultury Gliński ogłosili, że rząd przyjął wieloletni program o nazwie „Niepodległa”. Celem tego programu jest wzmocnienie poczucia obywatelskiej wspólnoty Polaków. Nie bardzo można się było zorientować co to znaczy póki nieco tego hasła nie uszczegółowiono. Oto owe szczegóły:

stabilizacja bytowa środowisk twórców i instytucji kultury, wzbogacanie kultury popularnej elementami kultury wysokiej, rozwój przemysłów kreatywnych oraz kształtowanie świadomości społecznej i wzmacnianie polskiej „wspólnoty politycznej” poprzez inwestycje w dziedzictwo (dobra kultury, nauki i sztuki, w tym zabytkowe obiekty).

Nie wiem czy zgadzacie się ze mną, ale te szczegóły dadzą się streścić w jednym zdaniu: kasa dla swoich. Cóż to bowiem jest stabilizacja bytowa środowisk twórców i instytucji kultury? To oznacza pieniądze dla tych, co będą realizowali pomysły zgodne z linią rządu

niepodległość i rocznica jej odzyskania służy jako gadżet do załatwiania spraw współczesnych, a nie do zadumy nad przeszłością. Ktoś powie, że to dobrze. Tak, pod warunkiem, że się jej używa z godnie z przeznaczeniem. To zaś nie zachodzi moim zdaniem i zajść nie może. Dowodów na to jest aż nadto dużo…” (coryllus – Logo stulecia czyli zbuduj sobie instynkt)

…inny miś za te pieniądze to „3- miesięczne kursy samoobrony dla kobiet na wypadek wojny”. Pamiętajcie więc drogie Panie czego się będzie od was wymagać po tym jak już zostaniecie przeszkolone i „zaksięgowane” w poszczególnych garnizonach…(Odys)

„…organizacje globalne, głównie finansowe, ale także polityczne, takie jak Imperium Brytyjskie, próbują rozwalać silne organizacje regionalne, które aspirują do zarządzania globalnego, takie jak Rosja. Czynią to nie bezpośrednio, ale za pomocą podporządkowanych sobie organizacji lokalnych, którym sprzedają pewne złudzenia. Przez cały czas przy tym są owe globalne struktury gotowe do negocjacji ze swoim regionalnych przeciwnikiem, oczywiście kosztem swoich dotychczasowych partnerów lokalnych. Ludzie zaś zarządzający strukturami lokalnymi, takimi jak Polska dostają od swoich partnerów i sojuszników różne wytyczne, które mają zagwarantować maksymalnie duże korzyści z tychże negocjacji pomiędzy organizacją globalną i regionalną. To jest podstawa rozważań politycznych od zawsze. Niektórzy z polityków lokalnych zdają sobie sprawę z takich uwarunkowań i ci nie traktują swoich sojuszników zbyt serio, ale podejmują także rozmowy o charakterze tajnym ze swoimi największymi wrogami, uzyskując w ten sposób bezwzględne umocnienie swojej pozycji. Inni zaś uważają, że obietnice składane przez organizacje globalne są wiążące w każdych okolicznościach. Ktoś powie, że nie zawsze można negocjować z wrogami, bo oni się domagają ustępstw, dlatego właśnie trzeba szkolić obronę terytorialną i uczyć dziewczyny samoobrony na wypadek wojny. A dlaczego tylko dziewczyny? A dlaczego tylko oddziały samoobrony, skoro sensowniej byłoby przeszkolić i uzbroić wszystkich zdolnych do tego ludzi, tak kobiety jak i mężczyzn? No dlatego, że takie masowe uzbrajanie i przeszkalanie zagroziłoby pozycji polityków lokalnych. Utworzenie zaś samoobrony oraz dziewczęcych brygad ninja spowoduje, że co prawda się nie obronimy, ale za to powstanie siła, która podczas okupacji skutecznie uniemożliwi jakikolwiek porozumienia pomiędzy okupantem a lokalną ludnością. Co prawda odbędzie się to kosztem życia i mienia tejże ludności, ale jak powiedziałem, pozycja rządu emigracyjnego, który uciekając przez Zaleszczyki znów znajdzie się w Londynie, będzie o niebo lepsza. Może uda się wytargować granicę na Wiśle z jednej strony i na Warcie z drugiej…” (coryllus – O złudzeniach czyli Zaleszczyki ministra Macierewicza)

Cena jaką za „sanacyjnego” misia i naiwną wiarę w propagandę słuszności „przemian społecznych” w postaci likwidacji „pańskiej Polski” („zaszlachtowania szlachty”) czyli defakto skasowania wielkiej własności prywatnej zapłacili Polacy była straszna. Najpierw krwawiąc przez nos na futrowanie ekipy Piłsudskiego, by potem zrujnowani pójść za tymi ludźmi na wojnę z Hitlerem w interesie „sojuszników”. W tym czasie owe „elity” co to nie chciały oddać „ani guzika” siedziały sobie na emigracji i kibicowały „ofierze z polskiej krwi” która miała nam gwarantować niepodległą po zakończeniu wojny Polskę. Jak się ta historia skończyła wiemy z historii właśnie, i do dziś ponosimy konsekwencje tamtych urojeń (o czym więcej tu: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?). Dzięki czemu „najlepszy” wybór przed jakim kolejny raz stajemy to albo „CETA” albo ogryzanie kory z drzew… za drutami rezerwatu dla frajerów. Gotowi w imię „tradycji powstańczej” i jak się okazuje dzięki rewolucji bolszewickiej której podobno zawdzięczamy niepodległość (jak był się łaskaw wypowiedzieć w telewizorze jeden z propagandystów „dobrej zmiany”) do kolejnych poświęceń, w przekonaniu o tym że na tym polega wolność… i patriotyzm. (Odys)

podobne: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

„…Rewolucja to dewastacja i oni wszyscy razem zajmują się dewastowaniem tak zwanego starego porządku, na którym chcą zbudować coś nowego. Rzecz jasna nie może się to udać, albowiem ludzie zajmujący się zawodowo niszczeniem niczego nigdy nie zbudują. Ani rodziny, ani państwa, ani nawet lojalności współpracowników, która zawsze będzie wymuszona, albo będzie miała charakter zmowy przeciwko komuś. Inaczej być nie może. Z tej tradycji – z tradycji sojuszu rewolucjonistów z tajną policją wyrasta niestety duch polskiej niepodległości. I albo będziemy się tym ekscytować i co jakiś czas zastanawiać się dlaczego znów ubyło 10 milionów ludzi, albo to zmienimy.

Jak wiemy rewolucja roku 1905 nie służyła odzyskaniu niepodległości Polski. Ona służyła dewastacji i terrorowi, który był przygotowaniem pod to, co nastąpiło w roku 1917…

…powtórzmy raz jeszcze potrzebna była rewolucja, która zakwestioniowała porządek prawny i pozwoliła bezkarnie strzelać do ludzi, denuncjować ich i rabować ich mienie. Czasy to dawne, nic dziś nie jest takie jak wówczas, żadna dzisiejsza miara nie pasuje do tamtych czasów. Jedno nam tylko pozostało – świadomość, że porządek prawdy jest ochroną dla własności, a co za tym idzie dla tego wszystkiego co z własności wypływa – kultury i siły. No więc jeszcze raz musimy sobie powtórzyć to, o czym tu zawsze gadamy, albo rząd i prawo będą chroniły własność i wtedy będziemy mogli mówić o niepodległości, albo rząd i prawo będą własność ograniczać i wtedy będziemy mówili o pucowaniu bałwanów rewolucji, ubieraniu ich w jakieś szmaty i koronowaniu papierowymi kotylionami w czasie różnych rewolucyjnych świąt. To jest naprawdę proste i klarowne rozróżnienie. Innego nie mamy i nie ma się co oszukiwać.” (coryllus – Czy Stołypin był ojcem niepodległej Polski?)

„…Po 1918 państwo polskie nie zwróciło ziemianom majątków odebranych im przez zaborcow i przystąpiło niszczenia tej wielkiej własności, która pozostała. Teraz Polak nie może kupić sobie ziemi, ale u durniow wzbudza to zachwyt, że to niewielka cena wobec ochrony ziemi przed wykupem ze strony obcych…” (Basia 13 listopada 2016)

o czym więcej tu: Na Węgrzech i w Polsce trwa „uwłaszczenie ziemii” w postaci ustawki o „ustroju rolnym”. Czy państwo działa na ślepo?polecam również: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność.

Oto patriotyzm – założyć koszulkę albo bluzę lub inną biżuterię z symbolem Polski Walczącej (do niedawna można było uzupełnić taki zestaw o kij bejsbolowy że stosownym patriotycznym emblematem) i pójść raz do roku w „marszu niepodległości” by wyrazić „dumę narodową”. Przez resztę zaś roku popierać socjalistów i ich kolejną rewolucję, bo nie nasyłają policji na maszerujących i dają 500 na drugie i kolejne dziecko. Mało który z tych patriotów kojarzy że ta „dobra zmiana” (wszak mamy tu do czynienia ze zmianą skoro wycieranie sobie gęby wyklętymi nie jest już obciachem – teraz jest modą) co i rusz wysyła i nasyła policję skarbową i komorników w większości na polskie firmy, po to by od tych samych patriotów we wszelkiego rodzaju podatkach, składkach i opłatach wycisnąć około 80% dochodu, dzięki czemu owa „dobra zmiana” jest absolutnym monopolista treści i propagandy jaką tylko uzna dla siebie pożyteczna.
Tak oto niezwykle tanim kosztem „piosenki i chorągiewki” które są dostatecznie tanie by było na nie stać raz do roku każdego obrabowanego patriotę, mają ludziska przekonanie o tym że żyją wreszcie w wolnym kraju, i nic ich nie przekona że białe jest czerwone – chyba że na własnej skórze odczują „garbowanie ekonomów” z tzw skarbówki albo inny domiar podatkowy który jest w stanie zniknąć ich miejsce pracy jednym podpisem… (Odys)

 „…Proszę Państwa, nie da się w Polsce, kraju gdzie spłonęła większość archiwów, pisać historii, na aksjomatyczym stwierdzeniu – jeśli nie ma źródeł pisanych to nie ma historii. Ta bowiem nie jest gablotą pełną zasuszonych egzotycznych motyli, to jest zatęchła piwnica, pełna pełzających, żywych gadów i popiskujących szczurów. Wobec takiego jak powyżej sformułowania misji historyków, palenie archiwów staje się natychmiast narzędziem kształtowania świadomości Polaków, które będzie konsekwentnie stosowane przez naszych wrogów. To jest do udowodnienia już dziś, a będzie i w przyszłości. Taka jest specyfika naszego regionu. Jeśli dodamy do tego niechęć tychże historyków do wydawania i komentowania źródeł, oraz ich przemożne parcie ku popularyzacji historii w najgorszych i najbardziej osłuchanych rejestrach, oczom naszym ukaże się wymieniona na początku szkoła idiotów i ofiar. Z jednej strony mamy strażników pamięci, których guzik obchodzą manipulacje filmowców, bo to nie ich budżet, z drugiej mamy profesora wariatuńcia, co będzie opowiadał o religijności Ziuka Piłsudskiego i jego przywiązaniu do kultu maryjnego. Ludzie ci mają jeden cel, wyraźnie wytknięty – zdeprawować młodzież. Nakręcić tym biednym dzieciom we łbach, po to, by byli gotowi do ponoszenia ofiar. Spośród tych omamionych zaś, Sławomir Cenckiewicz wybierze kilku najlepiej rokujących i z nich uczyni elitę. Do czego ona będzie służyć? Do niczego. Zostanie podkupiona albo przejęta przez organizacje większe, mocniejsze i mające bardziej dalekosiężne plany niż IPN, Wytwórnia Papierów Wartościowych i Urząd Rady Ministrów razem wzięte.

I teraz ważna rzecz – czy oni wszyscy, ci głosiciele wielkości i chwały państwa naszego, zadumani nad cierpieniami narodu i głoszący swoje poglądy, w których świetlana przyszłość zajmuje miejsce najbardziej eksponowane o tym wiedzą? Oczywiście, że tak. Wiedzą i dlatego z taką zaciekłością bronią tej hagady, bo tylko przez nią wiedzie droga ku poczekalni, z której wywołuje się ludzi przeznaczonych do lepszego życia. Kłopot w tym, że ta droga nie jest naszą drogą. I choć jest ona wąska nie wiedzie do Królestwa Niebieskiego, ale w kierunku dokładnie przeciwnym.(coryllus – Szkoła idiotów i ofiar)

…i dlatego w dniu takim jak dziś trzeba się modlić o roztropność rodaków, bo bez zrozumienia historii łatwo jest oberwać przeszłością jak bumerangiem w potylicę… (Odys)

Boże! Coś Polskę przez tak liczne wieki
Otaczał blaskiem potęgi i chwały
I tarczą swojej zasłaniał opieki
Od nieszczęść, które przywalić ją miały
Przed Twe ołtarze zanosim błaganie,
Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie!

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? oraz: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu. i to: Sławomir Suchodolski: Dwa miliony nielegalnych zapalniczek czyli… monopole w II RP. a także: Spór o mit założycielski II RP, czyli dlaczego świętujemy 11 listopada? Komu służyła Rada Regencyjna? polecam również: Jakub Wozinski: Jak Grabski zrujnował II RP

Adam Wycichowski niewolnik - nadzieja żywych

Adam Wycichowski niewolnik – nadzieja żywych

„New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą.


Banksterzy

„…W niniejszym eseju będącym fragmentem książki zatytułowanej Wielkie mity na temat Wielkiego Kryzysu, Lawrence W. Reed, obala mit zbawiennej roli polityki New Dealu jako remedium na kryzys. Patrząc na dzisiejsze zakusy rządzących, którzy chcą doprowadzić do ogólnoświatowego programu wyjścia z kryzysu, tekst może być wielce pouczający.

W 1932 roku Franklin Delano Roosevelt wygrał wybory prezydenckie, uzyskawszy 472 głosy elektorskie w porównaniu do zaledwie 59 głosów, jakie zebrał urzędujący Herbert Hoover. Program wyborczy Partii Demokratycznej, na której czele stał Roosevelt, głosił: „Uważamy, że program wyborczy partii to umowa z ludem, i jej warunków partia, której powierzono władzę, ma wiernie przestrzegać”. Partia domagała się 25-procentowej redukcji wydatków federalnych, zrównoważonego budżetu, racjonalnego obrotu złotem, „aby zapobiec wszelkiemu ryzyku”, wycofania się rządu z obszarów, które przynależą raczej przedsiębiorstwom prywatnym, a także położenia kresu „ekstrawagancjom” programów Hoovera w zakresie polityki rolnej. Oto co obiecał kandydat na prezydenta, Roosevelt. Ale nie ma to wiele wspólnego z tym, czego późniejszy prezydent Roosevelt rzeczywiście dokonał

…Niefortunnie rozpoczął prezydenturę, potępiając w przemówieniu inauguracyjnym wielki kryzys za „niegodziwych handlarzy walutami”. Nie powiedział nic na temat niegospodarności FED i niewiele o szaleństwach Kongresu, które przyczyniły się do pogłębienia problemów. W rezultacie zaś jego działań gospodarka pogrążyła się w kryzysie na resztę dekady

W maju 1935 roku na Uniwersytecie Harvarda Douglas powiedział jasno, że Ameryka staje w obliczu doniosłego wyboru:

Czy wybierzemy podporządkowanie się nas samych – tego wielkiego kraju – despotyzmowi biurokracji, kontrolowaniu każdego naszego działania, zniszczeniu równości, którą osiągnęliśmy, wreszcie zredukowaniu nas do położenia zubożałych niewolników państwa? Czy też będziemy uparcie trwać przy wolnościach, o które człowiek walczył przez ponad tysiąc lat? Ważne jest, by zrozumieć wielkość problemu, jawiącego się przed nami. (…) Jeżeli nie wybierzemy bezwzględnej, despotycznej biurokracji, kontrolującej nasze życie, niweczącej rozwój, obniżającej standard życia (…) wówczas stanie się jasne, że funkcja rządu federalnego w warunkach demokracji ma polegać na ograniczeniu swojej aktywności do tych obszarów, których demokracja dotyczy, na przykład obrony narodowej, utrzymywania prawa i porządku, ochrony prawa i własności, zapobiegania nieuczciwości i (…) ochrony społeczeństwa przed (…) partykularnymi interesami poszczególnych środowisk.

Taryfy celne nałożone przez ustawę Smoota-Hawleya oraz niegodziwość opartej na wyzysku polityki monetarnej, prowadzonej przez FED, to główni winowajcy odpowiedzialni za powstanie warunków, które dały Rooseveltowi pretekst do tymczasowego pozbawienia deponentów ich pieniędzy, zaś urlop dla banków nie wpłynął na zmianę tych podstawowych zasad. „Ponad 5 tysięcy banków, które działały w momencie ogłoszenia „urlopu”, nie otworzyło ponownie swoich podwojów po jego zakończeniu, a ponad 2 tysiące z nich nie zrobiły tego już nigdy” – donoszą Friedman i Schwartz.

…”Prawie wszystkie upadłe banki stanowe przestrzegały praw systemu bankowego”, czyli praw, które zakazywały bankom otwierania nowych filii i tym samym różnicowania swoich ofert oraz zmniejszania ryzyka. Powell pisze: „Chociaż Stany Zjednoczone ze swymi prawami systemu bankowego zanotowały upadłość tysięcy banków, to w Kanadzie, gdzie pozwolono bankom na rozszerzanie ich działalności, nie upadł ani jeden bank…” Co ciekawe, krytycy kapitalizmu, którzy uwielbiają winą za wielki kryzys obarczać rynek, nigdy nie wspominają o tym fakcie.

Kongres najpierw udzielił prezydentowi władzy do przejęcia prywatnych zasobów złota należących do amerykańskich obywateli, a następnie do odgórnego ustalenia ceny złota. Pewnego ranka Roosevelt, jedząc śniadanie w łóżku, zdecydował wraz z sekretarzem skarbu państwa o zmianie stosunku złota do banknotów dolarowych. Po oszacowaniu swoich możliwości Roosevelt ustanowił 21-procentową podwyżkę cen, ponieważ „to szczęśliwa liczba”. Morgenthau w swoim pamiętniku napisał: „Gdyby ktoś wiedział, w jaki sposób w rzeczywistości ustalamy cenę złota poprzez kombinację szczęśliwych liczb, sądzę, że byłby przerażony”. W 1933 roku Roosevelt własnoręcznie storpedował konferencję ekonomiczną w Londynie, zwołaną na wniosek innych znaczących krajów w celu obniżenia wysokości taryf celnych i przywrócenia parytetu złota.

Do wczesnych lat trzydziestych XX wieku Waszyngton wraz ze swoim beztroskim bankiem centralnym starli na miazgę standard złota. Odrzucenie parytetu złota przez Roosevelta usunęło większość pozostałych czynników hamujących nieograniczoną ekspansję pieniądza i kredytów, co kraj w późniejszych latach przypłacił deprecjacją waluty. Senator Carter Glass ujął to dobrze, kiedy na początku 1933 roku ostrzegał Roosevelta: „To hańba, sir. Ten potężny rząd, mocny dzięki zasobom złota, łamie swoje obietnice dotyczące wypłacania owego złota wdowom i sierotom, którym sprzedał obligacje rządowe z zobowiązaniem zapłaty złotą monetą po aktualnym kursie wartości. Łamie obietnicę wykupienia rządowych banknotów przy pomocy złotych monet po aktualnym kursie ich wartości. To hańba, sir”…

…W pierwszym roku Nowego Ładu Roosevelt zaproponował, by przeznaczyć na wydatki 10 miliardów dolarów, podczas gdy dochody wynosiły zaledwie 3 miliardy dolarów. Pomiędzy rokiem 1933 a 1936 wydatki rządowe zwiększyły się o ponad 83 procent. Federalny dług gwałtownie wzrósł o 73 procent.

Franklin Delano Roosevelt namówił Kongres do powołania w 1935 roku rządowej agencji ubezpieczenia społecznego, Social Security Administration, oraz do ustanowienia w 1938 roku po raz pierwszy w kraju prawa do pełnej pensji minimalnej. Podczas gdy do dzisiaj ogół społeczeństwa wyraża pełne uznanie za te dwa posunięcia, wielu ekonomistów ma inny punkt widzenia. Prawo do pensji minimalnej wypiera z rynku pracy wiele osób niedoświadczonych, młodych, niewykwalifikowanych i społecznie upośledzonych. (Na przykład uchwalone w 1933 roku, jako część innej ustawy, klauzule płacy minimalnej spowodowały wyrzucenie z pracy około pół miliona czarnoskórych). Natomiast współczesne badania i oceny ujawniają, że agencja Social Security stała się tak strasznym i długotrwałym ubezpieczeniowym koszmarem, że albo będzie musiała zostać sprywatyzowana, albo i tak już wysokie podatki, potrzebne do utrzymywania jej na powierzchni, będą musiały wzrosnąć do kosmicznych rozmiarów.

Roosevelt przeprowadził uchwalenie Ustawy o pomocy rolnikom (Agricultural Adjustment Act, AAA), która ściągała z przetwórców rolnych nowy podatek, a następnie używała tego dochodu do nadzorowania masowego niszczenia wartościowych upraw i uboju bydła. Federalni przedstawiciele nadzorowali ponury spektakl niszczenia poprzez przyoranie zupełnie dobrych pól z uprawą bawełny, pszenicy i kukurydzy (trzeba było nakłaniać muły do tratowania plonów; przyuczono je przecież, by szły pomiędzy zagonami). Zdrowe bydło, owce i świnie były wybijane i grzebane w masowych dołach. Minister rolnictwa Henry Wallach osobiście wydał rozkaz uboju sześciu milionów prosiąt, zanim urosną do rozmiaru dorosłych świń. Po raz pierwszy administracja płaciła też rolnikom za to, aby nie podejmowali pracy. Nawet gdyby AAA pomogła rolnikom, zmniejszając dostawy i podnosząc ceny, mogłaby to zrobić jedynie kosztem milionów innych ludzi, którzy musieli płacić te ceny albo zadowalać się mniejszą ilością jedzenia.” (Lawrence W. Reed)

źródło: Wielkie mity na temat Wielkiego Kryzysu

podobne: Premier: pełne oskładkowanie wszystkich umów byłoby ze stratą dla ludzi. oraz: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i to: Gaszenie pożaru benzyną czyli… Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił a także: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.

…analogia do dzisiejszych działań „dobrej zmiany” jest niemal 100% o czym więcej tu: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie. i tu: Znowu Ukradli Składki. Plan Morawieckiego podstawą III rozbioru OFE, czyli o tym jak PIS dokończy „reformę emerytalną” zaPOczątkowaną przez Rostowskiego (dla ratowania piramidy finansowej i POdreperowania budżetu). oraz tu: „W przedszkolu naszym nie jest źle” czyli… o jedynie słusznej misji publicznej PISu w „narodowych” mediach i w gospodarce (by znowu było jak za Gierka) i jeszcze tu: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków)

…a to jeszcze nie koniec ponieważ…

Szykuje się kolejna „dobra zmiana” w Polsce, tym razem w podatkach. Dobro zmiany polega na dobrym przysoleniu podatkowym samo zatrudnionym, tak aby wyzwolić ich spod  nieznośnej perspektywy płacenia mniej niż etatowcy. Socjalistyczne drony w rządzie chcą tym skorygować kapitalistyczną  anomalię  wprowadzoną  jeszcze przez komunistów Millera w 2004 – umożliwienie samozatrudnionym płacenia stawki liniowej 19% PIT-u. Od lat była to furtka do obejścia podatkowego piekła normalnego PIT-u i ZUS-u razem,  jednego z najwyższych takich obciążeń w Europie.

Teraz wszystko to ma być połączone w jeden wysoki podatek „jednolity”.  Jak to dokręcanie podatkowej śruby pomóc ma nadpremierowi Morawieckiemu w realizacji jego dalekosiężnych planów „odpowiedzialnego rozwoju” i mobilizacji kapitału polskiego jasne nie jest.  Wolnego kapitału polskiego od tego nie przybędzie ani go to do niczego nie zmobilizuje.  Wręcz przeciwnie, będzie go mniej.  Bredząc o „finansowym uprzywilejowaniu najbogatszych” socjaliści PiS-u nie rozumieją że wypłaszają tym kapitał na dużą skalę, zubażając kraj w istocie a nie wzbogacając. Odpowiedzialnego rozwoju nie finansuje się nieodpowiedzialnymi posunięciami typu bolszewickiego. Ten kto zagranicą złożył jakiś kapitał i rozważał wykorzystanie go w kraju ma jeszcze jeden argument aby dać sobie spokój z myślą o powrocie

Rząd PiS-u najwyraźniej myśli że zwiększone obciążenia pozostaną bez wpływu na aktywność gospodarczą, że przedsiębiorca głębiej jedynie wciśnie czapkę i że zwiększone stawki będzie potulnie płacił. Nie rozumie że prowadzenie działalności gospodarczej jest delikatnym aktem równowagi między podejmowanym ryzykiem  a potencjalną nagrodą za to. Zmniejsz tę nagrodę a wielu podziękuje za ryzyko,  szukając bardziej zielonych połonin gdzie indziej albo przechodząc do podziemia…  

Za 20 lat namnożone jej rządowym programem 500+ zygoty przypomną to pakując manatki i udając się same na emigrację, byle dalej od jednolitego, socjalistycznego piekła… Dawno będzie wtedy po kaczyńskim rządzie i znowu w modzie będzie załamywanie rąk nad niedostatkiem „polskiego kapitału” i nad niepatriotyczną emigracją. Być może niedobitki PiS-u przypomną wtedy złotą myśl prezesa że “Polsce potrzeba nowych Gatesów“, najprawdopodobniej jako jednolitego wsadu do przekręcenia przez podatkową wyżymaczkę…” (cynik9)

źródło: Jednolity atak na przedsiębiorców

podobne: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„Przeczytałem wczoraj wywiad z ministrem Sasinem w Rzeczpospolitej. W zasadzie brak mi słów. Pan minister mówi bowiem o sprawiedliwości społecznej. O tym, że nowy system podatkowy powinien realizować elementarne zasady tej całej sprawiedliwości. Mam w związku z tym pytanie – kiedy, zdaniem ministra Sasina takie zasady były realizowane? Kiedy to było, ta cała sprawiedliwość społeczna, za której było wszystkim tak dobrze, że teraz musimy do tego wracać? Za Gomółki czy za Gierka? W swojej nieopisanej naiwności myślałem, że o sprawiedliwości społecznej nie usłyszę już nigdy w życiu, że teraz to będziemy już traktowani serio i nikt nam kitu wciskał nie będzie. Myliłem się. Jeden minister gada o sprawiedliwości, drugi buduje montownie niemieckich samochodów, w których zostaną zatrudnieni ukraińscy pracownicy, częściowo wykształceni w polskich technikach, tyrający za pół stawki, wypłacanej via niemiecka kasa przez polskiego podatnika. Pracownicy ci znajdą tę robotę poprzez pośrednika, który zedrze z nich wcześniej haracz i żegnani ze łzami w oczach przez swoje rodziny na Ukrainie, przyjadą na Dolny Śląsk. Pośrednikiem tym będą zapewne różne działające w Polsce fundacje, które deklarują, że jedyną ich misją jest przychylanie nieba biednym i potrzebującym. Trzeci zaś minister dostał nagrodę „Patriota roku”. Były kiedyś nagrody – człowiek roku. Nie wiem czy pamiętacie. Chyba Albin Siwak taką dostał. Ja, nie ukrywam, jestem poważnie zszokowany rozwojem wypadków. Aha, dodałbym jeszcze ojca jednego z ministrów, który wychodzi i świadom przecież zasobności własnej rodziny, mówi, że trzeba wprowadzić eutanazję, bo on nie chce być ciężarem dla dzieci.

Nie ma czegoś takiego jak sprawiedliwość społeczna. To o czym mówi Sasin nosi inną zgoła nazwę i od sprawiedliwości jest niesłychanie odległe. To się nazywa „przerzucanie kosztów utrzymania”. Oni chcą przerzucić koszta utrzymania przemysłu na barki podatnika, a co za tym idzie zrównać wszystkich ludzi do poziomu brudnych proli, którzy piją dżin zwycięstwa i palą papierosy zwycięstwa. To jest numer ćwiczony od początku świata, albowiem od początku świata ludzkość boryka się dwoma tylko problemami – jak utrzymać tanią produkcję i kontrolę nad wszystkimi wartościowymi rzeczami na świecie. Wszystko inne to są didaskalia, którymi my się ekscytujemy zupełnie niepotrzebnie. Tym dwóm aspektom poświęcone są wszystkie publikacje ekonomiczne, historyczne, a niekiedy także religijne. I teraz kiedy słyszymy z ust ministra Sasina słowa „sprawiedliwość społeczna” to wiemy, że chodzi o to, by jedynym pracodawcą w Polsce było państwo i niemieckie koncerny wpuszczone tu przez Morawieckiego. Żeby ten horror najpierw stworzyć, a potem utrzymać wystarczy wręczać co roku nagrodę „patrioty roku” i kręcić filmu o patriotyzmie, a także o naszej skomplikowanej historii, oraz wydawać patriotyczne tygodniki, w których patriotyczni dziennikarze pisać będą o perspektywach rozwoju przemysłu tekstylnego produkującego patriotyczną odzież. Nie wygrzebiemy się z tego nigdy.

Sprawiedliwość społeczna nie jest kokieterią wobec ludu pracującego jak się wydaje osobom naiwnym i dotkniętym psychicznymi dysfunkcjami. Sprawiedliwość społeczna to kokieteria wobec wielkich inwestorów, którzy muszą gdzieś znaleźć miejsce dla ulokowania swojej produkcji. Ta zaś musi być tania. Tylko obszary i grupy upośledzone, zdewastowane i ubogie, a także permanentnie oszukiwane przez swoich zarządców nadają się do takiej operacji. Kłopot w tym jedynie, by to co jest katastrofą, przedstawić im jako szansę. I my taki właśnie spektakl oglądamy przed naszymi oczami. Socjalizm, czyli inaczej bandytyzm zapośredniczony, przechodzi kolejne przeobrażenie i nie jest to ostatnia faza jego istnienia. Nie ma się co łudzić…” (coryllus)

całość tu: Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą 

Warto tu wspomnieć kulisach sukcesu „dobrej zmiany” w ramach otwarcia Fabryki Mercedesa w Jaworze, która powstała dzięki „publicznemu wsparciu” czyli za NASZE pieniądze zrabowane w podatkach. PodziemnaTV: Robią nas w konia: PiS DA… NIEMCOM #158. I warto zestawić tę wiedzę z faktem, że ta sama władza od jakiegoś czasu ostro krytykuje działalność kapitału zagranicznego z Niemiec w Polsce… a wyjdzie Szydło z Morka (Odys)

i jeden uzupełniający komentarz. Pisze JK24 października 2016 o 10:20

Przy okazji Sasin powiedział, że dążą do zatrudnienia na umowę o pracę, by pracownicy nie zakładali własnej działalności gospodarczej. Wydaje mi się, że jak pracownicy zakładają własną działalność gospodarczą to widzą jak na dłoni jakie są obciążenia fiskalne (PIT, CIT, ZUS we wszelkich odmianach). Po co mają to wiedzieć. Jak mają umowę o pracę to nie będą sobie tym głowy zaprzątać i będą się interesować ile dostają „na rękę”. Że ich „na rękę” jest obłożone chorendalnym podatkiem to będzie problem pracodawców. A jak ci zaczną narzekać to się stwierdzi, że kapitalistyczni, zagraniczni, magnaccy, ziemiańscy czy jacy tam kolwiek krwiopijcy chcą przerzucić koszty na pracowników i po zawodach.

podobne: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków oraz: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? i to: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. a także: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? i jeszcze: Marcin Nowacki o dokręcaniu śruby polskim przedsiębiorcom. polecam również: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku oraz: Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”

rys. Adam Wycichowski (niewolnik)

rys. Adam Wycichowski (niewolnik)

Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie?


rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

„Oddajmy cześć artyście!
Niech o nic, nikt nie pyta.
Wy także czerpaliście,
a gęby nikt nie wytarł.

Nie! Nie umarła sztuka.
Być może Dolce Vita…
Nie warto przyczyn szukać,
dla których brama zgrzyta.

Gdzie kończy się iluzja
tam pozostaje banał.
Dlatego wielu wśród nas
tak chciało, żeby kłamał.”

Marek Gajowniczek – Oddajmy cześć iluzjom

„…Ci, którzy stali przed pałacem Stalina, ś.p Wajda i jego środowisko, nie tworzyło żadnej kultury, ale propagandę. Nie oni pierwsi i nie ostatni powie ktoś. Rzeczywiście. Ja chcę tylko podkreślić, że to co bierzemy za kulturę i o czym zwykle rozmawiamy jest produkcją służącą uwiarygodnieniu ośrodków władzy oraz poszczególnych jej poziomów. Stąd właśnie – z różnicy w opisie tych poziomów – bierze się różnorodność kultury. Inaczej pokazuje się w filmach brytyjskich życie sielskiej prowincji w serialu o weterynarzach, a inaczej życie arystokracji i bankierów w serialu o Palisserach. Ten sposób rozumienia kultury dotyczy wszystkich obszarów zarządzanych przez zdecydowaną trwać i zmieniać okoliczności władzę. My tutaj, od roku 1907 mamy ciągle tę samą władzę. Jest to władza socjalistów, która najpierw przejęła rząd dusz, w narodzie mającym za sobą niełatwe doświadczenia, a potem wzięła całą resztę…

odbiorca rozumie kulturę poprzez pewne symbole i poprzez tak zwanych „ludzi kultury”. Oddaje tym bałwanom cześć i tłucze czołem o posadzkę jak ich widzi. Kiedy próbuje mu się wytłumaczyć cokolwiek, dostaje zwykle szału i wrzeszczy, że tłumaczący jest niekulturalny. Ja to wielokrotnie słyszałem, więc wiem. Na koniec jeszcze dodaje, że nie wolno niszczyć symboli, bo one tworzą kulturę. No właśnie, symboli nie wolno niszczyć, a mienie ruchome, nieruchome, gotówkę, biblioteki, archiwa i całą resztę wolno….Tak działa kultura na obszarach okupowanych, gdzie okupacja dotyczy umysłów i serc. Nie wolno niszczyć symboli….Całą resztę niech trafi szlag, byle tylko symbole przetrwały. Wajda, niech mu ziemia lekką będzie, zdążył za życia zmumifikować Wałęsę. Na naszych oczach uwiarygadnia się zbrodnicze dewastacje miast i dużych kwitnących obszarów w imię utrwalania symboli. Różnica zaś pomiędzy tworami kultury, które opisują te wypadki, a tymi, które opisują co dzieje się na

Adam Wycichowski (niewolnik) - kolejna premiera

Adam Wycichowski (niewolnik) – kolejna premiera

zdewastowanych obszarach później, wynika wprost z różnic pomiędzy poziomami władzy uwiarygadniającej się przez kulturę. W naszych okolicznościach dochodzi do tego jeszcze wewnętrzny konflikt w ośrodkach władzy socjalistycznej, czyli konflikt pomiędzy socjalistami lokalsami i socjalistami internacjonalistami. Ci pierwsi w naiwnej wierze zdecydowali się zburzyć Warszawę, licząc na to, że ci drudzy się tego wystraszą. Tamci zaś najpierw wymordowali tych pierwszych, a potem dokończyli dzieła dewastacji i teraz – po latach – nakręcają koniunkturę swoich przedsiębiorstw eksploatując temat zniszczenia Warszawy. To jest stary numer, ćwiczony w Hollywood od lat, mam tu na myśli te wszystkie produkcje o szlachetnych Indianach walczących z białą podłotą, podczas gdy prawdziwi Indianie siedzą w rezerwatach i chleją na umór. Identycznie ma się sprawa z Kresami. Mamy film Wołyń, w którym nie ma słowa o sprawach naprawdę istotnych, jest za to bredzenie o polskich winach i detaliczna sprzedaż zbrodni, podzielonej na małe kawałeczki. Cel jest ten sam – utrzymanie prosperity przedsiębiorstw dzierżonych twardą ręką socjalistów-internacjonalistów…” (coryllus)

całość tu: Precz z kulturą!

I tu wielkie zasługi dla internacjonalistycznej braci oddaje „dojna zmiana”. Nowelą ustawy o ustroju rolnym – utrudniającą obrót ziemią Polakom, oraz o bankowym funduszu gwarancyjnym – dającą bankom prawo sięgania po depozyty w razie zagrożenia niewypłacalności. Kredytowaniem programu „500+” a za chwilę „mieszkania+” który też będą kredytować banki na odpowiedni procent. Dalej mamy rekordowy deficyt – też nie za darmo, bo żeby to wszystko sfinansować podnoszone są stare i wprowadzane nowe podatki jak „bankowy” i „od marketów” (obniżające konkurencyjność/podnoszące koszty rodzimej gospodarki). Najnowszy hit to skutecznie zablokowana reprywatyzacja mienia zagrabionego przez komunistów prawowitym właścicielom. O takich kwiatkach jak ustawa „inwigilacyjna”, tudzież TTIP/CETA tj. sprowadzenie do Polski żarcia z MONSANTO (obecnie właścicielem jest niemiecki Bayer) nie wspominając. Koncern specjalizujący się w biotechnologii oraz wielkiej chemii organicznej nastawionej na produkcję w zakresie rolnictwa.

Jeśli komuś za mało przykładów na potwierdzenie międzynarodowego charakteru PISowskiego socjalizmu to ja już nie wiem jakich jeszcze dowodów potrzebuje. To nie są przypadkowe działania, oberpremier Morawiecki Szydło i spółka (czyli sam PPK który nie jest durny) szykują nam taki raj na ziemi, że z czasem masowo zaczniemy trafiać do nieba „zgodnie z prawem”. Jeśli nie przez trujące żarcie, to długi i podatki nas wyduszą i skończymy na „własnej” (w sumie już nie własnej) ziemi jak swojego czasu Indianie… (Odys)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? oraz: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu. a także: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? i jeszcze: „Muza nie żyje”: Kiedy sztuka jest wyrazem wysokiej kultury? „Jezus wyszydzony”: Zmaganie się o duszę tego świata. polecam rownież: Śmierć i dziewczyna” czyli… Socjal Demokracja jako sztuka dymania podatnika. Czas skończyć z „coolturą” za publiczne pieniądze. i to: „Nie ma ludzi” i Kisiel wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii, moralności, cnoty i nacjonalizmu.

„…Dyskusja o filmach, która przez samych reżyserów, a także przez recenzentów przenoszona jest na obszar polityki, przybiera na naszych oczach formy upiorne. Oto okazuje się, że filmy historyczne, albo za takowe uchodzące, mają nas zmuszać do rozmaitych frakcyjnych wyborów. I to już nie tylko pomiędzy różnymi grupami socjalistów, ale wprost mają kształtować sojusze. Jak rozumiem, ze wszystkimi konsekwencjami? Ci którzy mówią o usralelskiej twarzy PiS i namawiają do sojuszu z Putinem uważają, że twarz rusraelska jest lepsza od tej poprzedniej? Jak to zawoła ktoś! No tak, pamiętamy przecież umowę pomiędzy Putinem a premierem Izraela, w której jak byk stało, że nie można kwestionować historii II wojny światowej. A skoro nie można to za Katyń odpowiadają Niemcy, prawda? Na tym poziomie dywagacji, w który usiłują nas wepchnąć niektórzy możemy sobie wybrać kształt naszego własnego podręcznika historii. Możemy wybrać między Wołyniem, a Katyniem…a potem iść do kina i obejrzeć jeden i drugi film. Jak ktoś zaśnie na sali, a potem wyjdzie z przekonaniem, że widział Wotyń i Kałyń, nic się nie stanie, ważne, by miał właściwy format w głowie i potrafił się spierać ze szwagrem, o to czy lepsi są ci co przeżynają piłą, czy może ci co strzelają w tył głowy…” (coryllus)

całość tu: Smołyń czyli trzy w jednym

podobne: Wielu pamięta o powstaniu, niewielu o upadku Warszawy. Meldunek „Montera”, rzeź na Woli i 12 ton prochów. O patologii martyrologicznej propagandy. oraz: „Chodzi o to aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa”, czyli… Terror propagandy i to: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach a także: (GN)Ida antypolonizmu czyli reżyserska wizja Heleny Wolińskiej-Brus (pierwotnie Felicja Fajga Mindla Danielak, ps. Lena) i jeszcze: Próbna matura z…. Baumana (sic!), czyli jak „polska edukacja” pomaga kreować „ałtorytety”

PS… czyli Anegdota autorstwa Shork 10 października 2016:

„Rano zadzwonił telefon.

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

– Mamy ją. – Głos w słuchawce był przytłumiony chusteczką.
Spojrzałem na ekran. Numer nieznany.
– Ale co?
– Mamy ją i nie oddamy.
Rozejrzałem się dookoła, czy aby nie znajduję się jeszcze we śnie. Moją kawalerkę oświetlały poranne promienie słońca. Kot podniósł wzrok zaciekawiony tak wczesnym ruchem.
– To chyba pomyłka.
– Nie odkładaj słuchawki!
– W sumie to jest komórka, proszę pani. Sama słuchawka….
– Jak śmiesz przypisywać mi rolę społeczną? – zasyczało z komórki.
– …
– Jesteś tam? Słyszysz? Mamy ją i jej nie oddamy.
– Ale co macie?
– Kulturę , kur*a. Debilu! Mamy twoją pier*oloną kulturę. I nie oddamy. Ni ch*ja, nie oddamy!
– Aha.- Zaczynało mnie to bawić.- Porwaliście moją kulturę i nie chcecie oddać. A jakie są żądania?
– No, w końcu zaczynasz kapować. Oddamy ją…
– Ale mówiła… to jest mówił…to jest była mowa o tym, że jej nie oddacie – przerwałem.
– Nie przerywaj, bo jej na pewno nie oddamy! – zakwiczało z telefonu.
– No słucham.
– Oddamy ją, jak będzie jak dawniej. Żądamy dotacji na kulturę, utrzymania teatrów, powołania tych dyrektorów co pozwalnialiście, żebyśmy mogli krzewić kulturę wśród prostego ludu miast i wsi.
Pomyślałem o rozmazanych fekaliach udających obrazy, wydarzeniach artystycznych polegających na wiszeniu na linach, smarowaniu się płynem do naczyń, wyprowadzaniu na spacer wypchanego królika, czy zakopywaniu się w ziemnym dole z wrzaskiem. Pomyślałem o sztukach teatralnych nie tyle pozbawionych dobrego smaku, ale składających się z samych prymitywnych skandali, gdzie aktorzy odgrywają swoje role genitaliami. Pomyślałem o polskich nieśmiesznych komediach bitych z tej samej matrycy. Pomyślałem o tym kogo wysyłamy na Eurowizję i kogo lansują muzyczne programy radiowe. O tych częstochowski rymach w piosenkach i pozbawionych nie tylko rymów, ale i artyzmu wypocinach laureatów nagród literackich. Pomyślałem o zdominowanych latami przez lewactwo instytucjach finansujących kulturę. Pomyślałem o reżyserach, którzy zdobyli sławę naśmiewając się z polskości i budując w nas poczucie winy. I powiedziałem.
– Nie chcę jej.
– Co?
Nie chcę. Zabierzcie ją. To nie jest moja kultura. To przebieraniec.
– Co?
Popatrzyłem na reprodukcję XIX wiecznego obrazu, na regał zarzucony książkami, kupowanymi jeszcze za dziesiątki tysięcy złotych od sztuki.
– Bierzcie ją na stałe i już razem nie wracajcie.”

polecam wykład Chrześcijanin w trosce o kulturę – Ks. prof. Andrzej Zwoliński

Kiedyś usiadłem w ciszy żeby się zastanowić skąd się u mnie wzięły (swojego czasu za tzw. młodu) ciągoty socjalistyczne – te o których czasem wspomina JKM że „kto za młodu nie był socjalistą…”. Po długim namyśle (bo strasznie mnie to nurtowało) doszedłem do wniosku że to była socjalistyczna kultura właśnie, uprawiana na poczet rządowej propagandy.

Wszędobylskie „dobro wspólne” (z tzw. budżetu), „potrzeba dziejowa”, „racja stanu”, ale przede wszystkim tzw. „legalizm” („Ludzie skłonni są myśleć, że to, co jest legalne, musi być dobre” czyli… Stanisław Michalkiewicz o konsekwencjach bezprawia) będący patologią sprawiedliwości, w rzeczywistości ukierunkowany na ślepe posłuszeństwo władcom/rządom. Wciskany z każdej niemal strony w szkole/na studiach, typowo etatystyczny o lewicowym „wrażliwym” i rewolucyjnym zabarwieniu bełkot dla niewolników. A i że na kino człowiek lubi czasem w ramach rozrywki popatrzeć, to i z ekranu chłonie jedynie „słuszne postawy” zgodne z tym co ukształtowało go za młodu przez szkołę i tzw. środowisko. Człowiek myśli że doznaje „objawienia” i potakuje na to co ogląda słyszy w przekonaniu że oto właśnie telewizja potwierdza to co oglądający uznaje za własne poglądy, będące w rzeczywistości trucizną/pasożytem/ciałem obcym które „ktoś” dawno temu przy innej okazji w nas posadził. Człowiek oduczony samodzielnego myślenia, zaprogramowany na fałszywe wzorce i oduczony wiary w istnienie obiektywnej prawdy staje się jak ta masa, z której można ulepić wszystko na hasło/symbol utrwalony jako „dobro” – Wajda.
I dlatego też nigdy więcej nikomu nie polecę żadnego filmu Wajdy (i nie tylko jego) choćby nie wiem jak „fajne” emocje wzbudzał i ładował „energią” próżność, ego itp. To samo dotyczy polityki, historii i innych ważnych sfer życia które kształtują/opisują światopogląd.
Nie można przechodzić obojętnie obok tego co się ludziom serwuje w telewizji i kinie. To dezercja i droga do zatracenia młodych pokoleń na całe dekady, bo młodzi ludzie nie są się w stanie obronić się ani doświadczeniem ani wiedzą przed umiejętnie podaną propagandą (Przewodnia rola „mediów” i tzw. „edukacji” w zdziczeniu obyczajów… Odys)

podobne: Edukacja: Ile jest wiedzy w wykształceniu? oraz: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”. i to: Kłamstwo „postępu”: „Ludzie! Jesteście zajebiści!” a także: Rektor KUL wzywa do poszukiwania prawdy  polecam również: Czego (nie)uczy „tradycyjna” szkoła czyli… nie wszystko musisz wiedzieć. Definicje, pojęcia, słowa i stereotypy według cybernetyki. Niech mi ktoś powie co mam myśleć.

rys. Wojciech Romerowicz

rys. Wojciech Romerowicz

Międzymoże, czyli o wpuszczaniu Polski w kanał casus belli przez gigantomaniaków którzy nie panują nad własnym państwem.


…Wszyscy pamiętamy czym się skończyła budowa grupy heksagonale, z udziałem państw położonych nad Bałtykiem i Adriatykiem. Teraz zaś budujemy Trójmorze. Nie dość, że Bałtyk i Adriatyk to jeszcze Morze Czarne. W skład tego porozumienia wchodzą, jak zwykle w tych rejonach mali, słabi, nie rozumiejący się wzajemnie i mający sprzeczne interesy partnerzy. Żeby te żywiołki jakoś połączyć w jedną całość i nadać im rzeczywisty pęd, potrzebne jest zasilanie i cel. O tym skąd się weźmie zasilanie, kiedy w Niemczech jest kryzys, mogę sobie wyobrazić, ale cel wydaje mi się ważniejszy, bo z zasadzie powinienem napisać – wróg, a nie cel. Kto będzie tym wrogiem?…

Cała ta strefa ma służyć komunikacji pomiędzy północą a południem, wschodem a zachodem, ma służyć do handlu i za jej przyczyną mieszkańcy Trójmorza powinni się znacznie wzbogacić. Jeśli tak ma być to chyba warto by policzyć porty, które znajdują się na brzegach trzech mórz, a także zorientować się co się w tych portach ładuje, co się wyładowuje oraz kto jest rzeczywistym zarządcą tych miejsc

…Ja jestem za, ale się zastanawiam, czy ci wszyscy optymiści wiedzą na co się porywają? Komunikacja i handel w strefach łączących trzy morza, według tego czego uczy nas historia, nie może służyć jakimś Słoweniom i Estoniom. Ma służyć imperiom, albowiem one, wokół swoich doktryn mogą zgromadzić odpowiednie środki na obronę pozycji, którą zajmują. Jeśli zaś ktoś się tym planom przeciwstawia ginie… 

uruchomienie jakiejkolwiek komunikacji wodnej w Europie środkowej to jest sprawa najwyższej wagi i każdy, kto się za nią zabierze, musi się liczyć z najgorszym; w przypadku zaangażowanych polityków jest to śmierć w zamachu jawnym lub upozorowanym na wypadek samochodowy. Przez lata całe, mimo istnienia planów, nie można było w Polsce przekopać kanału śląskiego łączącego Wisłę z Odrą. To samo jest z regulacją górnych odcinków Wisły. O przekopaniu mierzi Wiślanej nie ma co gadać…

…Czym byłby ten port w Elblągu, gdyby powstał? No, po takiej pobieżnej ocenie mapy wychodzi na to, że byłby to port uniezależniający Białoruś od Rosji. Jeśli powstałaby ta sieć dróg, o której mówimy od dłuższego czasu, te wszystkie Via Karpatie i Via Baltiki, a do tego jeszcze pełnomorski port w Elblągu to znaczyłoby tle, że Białoruś jest na stałe przyspawana do Polski, a odspawana od Rosji. PiS planuje zrealizować większość inwestycji, o których tu mówimy, to się cały czas przewija w różnych doniesieniach zza kulis…

To jest piękna wizja, ale to jest casus belli, w większym jeszcze wymiarze niż niemiecka kolej do Bagdadu przed I wojną światową. Powód jest prosty – uruchomienie wielkich dróg wodnych to zwiększenie liczby wielkich portów w regionie, którymi ktoś musi zarządzać. Porty zaś śródlądowe to ośrodki kumulacji kapitału, a więc także władzy. Kto będzie miał więcej tych portów, ten będzie miał więcej władzy.

Czy politycy PiS zdają sobie z tego sprawę? Jeśli tak, dobrze byłoby dowiedzieć się jak zamierzają ochronić swoje projekty i siebie samych? Za pomocą komanda straceńców ze Słowenii? Żartuję oczywiście. Pytanie jest proste – kto asekuruje ten projekt finansowo i militarnie, to znaczy kto będzie czerpał zeń lwią część zysków? Ja tego nie wiem, a nie chcę już wymieniać Londynu, bo samemu mi się chce śmiać, jak tak piszę. Jeśli to jest projekt wymyślony przez lokalnych polityków, którzy teraz nerwowo rozglądają się za forsą na jego realizację to nadaje się on – przepraszam za wyrażenie – do potłuczenia o du..ę

…Niemcy za nic nie zgodzą się na jakieś Trójmorze i kopanie kanałów, które podłączają niemieckie rzeki do rzek polskich. Rosja zaś za nic nie zgodzi się na przekopanie mierzei i uruchomienie portu w Elblągu, bo będzie to oznaczało oderwanie Białorusi od Rosji. No więc teraz wychodzi na to, że projekt Trójmorza to pogrzeb UE. I jeszcze raz – kto to finansuje i czy traktuje on poważnie kraje takie jak Słowenia, Estonia, Słowacja, Węgry, Chorwacja….a jeśli nie traktuje poważnie, to jakie są jego rzeczywiste zamiary?…” (coryllus, całość tu: Koncentracja jako zasada czyli Trójmorze w ogniu)

Port uniezależniający Białoruś od Rosji? W jakim sensie skoro sami od rosyjskiego gazu zależni jesteśmy, co sezon modląc się żeby nam kurka nie zakręcili (o rurze pod Bałtykiem ciągnionej nie wspomnę). To brzmi jak naprawdę kiepski (a wręcz ponury) żart… i będzie bardziej bolało jak Możejki.

Docelowo porty wszystkich „lokalnych” mórz mające prowadzić do/przez Polskę? Zacny plan, tylko po co nam to na obecnym etapie wewnętrznego i międzynarodowego chaosu i najważniejsze – kto za to zapłaci? Wszystko to ma wymiar równie skuteczny jak piramida w Gizie która dziś stanowi o „potędze gospodarczej” Egiptu (dopóki turyści z całego świata są gotowi płacić za oglądanie tego czegoś).

To jest jakieś horrendum ten pęd za „potęgą” na papierze, budowaną koniecznie w oparciu o koalicje podobnych do Polski bankrutów, które najpierw z własnej woli pozwoliły się wydoić przez projekt „mitteleuropa” i dalej na to pozwalają, a jednocześnie udają że będą bronić swojej tożsamości zabierając się do tego od d… strony przez tworzenie projektów bez pokrycia w ramach antyUnii jednocześnie w niej pozostając (pod protektoratem Niemiec).

Jakby bez tego całego dyplomatycznego lania wody ani państwo ani naród nie mógł normalnie U SIEBIE i o własnych siłach funkcjonować. A to takie proste przecież. Wystarczyłoby zrezygnować z wyzysku fiskalnego wobec obywateli pozwalając im się bogacić, a nie wypychać ich za granicę by budowali obce imperia. Przed tym „dobrobytem” i „opieką państwa” które kosztują coraz więcej spierniczyło (i ciągle spiernicza) z naszego kraju miliony rodaków, dzięki czemu starcy którzy tu zostali umrą jak nie z głodu i chorób to z nędzy, bo z jednej strony nie będzie miał kto na nich robić, a z drugiej ich „składki” na tzw. emeryturę i „darmowa służba zdrowia” zostaną pożarte przez 500+ i inne socjalistyczno partyjniackie projekty/obłędy. Ty Polaku zęby w stół i ciesz się że będziemy mieli „trójmorze”.

Ktoś powie – przecież jesteśmy suwerennym państwem bo mamy „dobrą zmianę” i „narodowy rząd” u władzy który się kulom nie kłania, więc nareszcie możemy robić co chcemy. Takiemu komuś polecam lekturę tego – W czyich rękach spoczywa polski dług.

Tylko dureń zaczyna odbudowę domu od położenia dachu (i to wirtualnego) na zgniłych i podziurawionych ścianach, którego fundamenty właśnie zapadają się w bagno. Dureń albo asocjalista… od moża do moża. (pisownia celowa… Odys)

„…żeby być w polityce międzynarodowej partnerem, rząd musi panować przynajmniej nad własnym państwem. W przypadku Polski tak nie jest, a ponieważ każdy to widzi, Polska jest rozgrywana na zasadzie divide et impera. Ale nie na tym polega specyfika Volkslisty rosyjskiej. Ta specyfika polega na rosyjskich oczekiwaniach wobec Polski – że mianowicie zaakceptuje ona bez zastrzeżeń status „bliskiej zagranicy”. To bywa rozmaicie nazywane w zależności od sezonu; raz to jest „słowiańszczyzna”, innym razem – „bratnia wspólnota socjalistyczna”, a teraz nawet jako „obrona cywilizacji” – ale za każdym razem, od XVIII wieku, chodzi o to samo. Różnica jest taka, że Rosja raz przyciska nas do swego serduszka mocniej, a innym razem – słabiej. Jak przyciska nas mocno, to nie możemy nawet złapać oddechu, a jak słabiej, to niektórym nawet wydaje się, że są wolni. Ryzyko polega na tym, że nigdy nie wiemy, jak to będzie, bo też nie od nas to będzie zależało, tylko od tego, kto akurat stanie na czele Rosji. Tłumaczyłem to w roku 1996 delegacji Dumy rosyjskiej, która akurat bawiła w Warszawie. Jeden z deputowanych był ciekaw, dlaczego Polska chce przyłączyć się do NATO. Powiedziałem, że – po pierwsze – tylko NATO przewiduje obecność amerykańskiego wojska na terenie Niemiec. Dopóki to wojsko tam jest, to mamy coś w rodzaju gwarancji, że Niemcy nie zrobią niczego okropnego. Jeśli pewnego dnia amerykańskie wojsko z Niemiec zniknie, to być może Niemcy i wtedy nie zrobią niczego okropnego, ale już żadnej gwarancji nie będziemy mieli. Po drugie – chcielibyśmy zachować niepodległość i albo nam się to uda, albo nie. Może bowiem nam się to nie udać, bo coś okropnego zrobi Rosja. To nie musi być zaraz tragedia, chociaż oczywiście wolelibyśmy utrzymać niepodległość. Gdyby – powiedziałem – w Rosji panowała rynkowa gospodarka i liberalne prawo, gdyby Rosja nie próbowała przerabiać nas ani na „ludzi sowieckich”, ani na jakichś „Słowian”, gdyby na czele Rosji stał ktoś taki, jak Sergiusz Witte, albo Piotr Stołypin, to jakoś byśmy to wytrzymali. Gdyby jednak na czele Rosji znowu stanął ktoś taki, jak Józef Stalin, to – powiedziałem – wy sami najlepiej wiecie, że trzeba uciekać od was jak najdalej. Więc na wszelki wypadek chcemy przyłączyć się do NATO, żeby w razie czego mieć gdzie uciekać.

Jak z tego wynika, za przynależnością do NATO , czyli za Volkslistą amerykańską, przemawiają pewne argumenty, które byłyby jeszcze mocniejsze, gdyby Polska mogła uzyskiwać korzyści z przynależności do Paktu, do którego wnosi ważny aport. Przyczyny niemożności uzyskiwania tych korzyści leżą po stronie polskiej, a nie po stronie NATO i te przyczyny Polska powinna wyeliminować. W przeciwnym razie państwo nasze będzie wodzone za nos już nawet nie przez Niemcy, ale nawet przez Ukrainę, która znakomicie opanowała sztukę obcinania kuponów od prezentowania się w charakterze państwa specjalnej troski, no a przede wszystkim woli namawiać się z Niemcami, niż z rządem w Warszawie który nie wiadomo, czy panuje nawet nad swoimi sekretarkami. Jest to szczególnie ważne teraz, kiedy Niemcy wykorzystują pretekst Brexitu, by przywracać w Unii pruską dyscyplinę, a zapowiedzi tworzenia unijnych sił szybkiego reagowania i marynarki wojennej z rozbudowanymi dowództwami oraz „międzynarodowej” straży granicznej budzą podejrzenia, że USA próbując skaptować Niemcy do antyrosyjskiej krucjaty, mogą pozwolić na budowę europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO, czyli na uwolnienie Bundeswehry spod amerykańskiej kurateli. L’appetit vient en mangeant, co się wykłada, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc nie jest wykluczone, że Niemcy spróbują załatwić jeszcze jedną sprawę, a mianowicie – amerykańską zgodę na rewizję postanowień konferencji w Poczdamie odnośnie „ziem utraconych”…” (Stanisław Michalkiewicz, całość tu: Slalom między Volkslistami)

podobne: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce. Czy Obama i Putin uzgodnią nowy reset? oraz: „W przedszkolu naszym nie jest źle” czyli… o jedynie słusznej misji publicznej PISu w „narodowych” mediach i w gospodarce (by znowu było jak za Gierka) i to: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? a także: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium.

Karl Schuller - Auf falschem Kurs (Na falszywym kursie, Kladderadatsch, Berlin, lipiec 1939)

Karl Schuller – Auf falschem Kurs (Na falszywym kursie, Kladderadatsch, Berlin, lipiec 1939)

„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. PIS odrzucił projekt ustawy o ochronie życia. Nieubłagany palec postępu wskazał na bezkarność (w drodze do deprawacji)


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Piąty października 2016 roku przejdzie do historii polskiego parlamentaryzmu. Oto posłowie PiS, powołujący się niezmiennie na nauczanie Kościoła i twierdzący, że to za ich rządów „dumna Polska wstaje z kolan” sprzeciwili się naukom Jana Pawła II i wyraźnie przestraszyli się manifestacji wulgarnych aborcjonistek i europejskiej lewicy. Oszukali swoich wyborców i zdradzili skazywane na śmierć dzieci.

Każdemu, kto obserwował dzisiejsze wydarzenia w Sejmie towarzyszyć musi uczucie ogromnego niesmaku. Cała Polska widziała bowiem, jak poseł PiS – pełniący tego dnia obowiązki przewodniczącego komisji sprawiedliwości – Andrzej Matusiewicz, w trybie niezgodnym z przepisami wykonywał polecenia przełożonych, którzy nakazali mu szybkie odrzucenie projektu. Regulamin Sejmu wskazuje wyraźnie, że zwołanie komisji musi nastąpić na trzy dni przed posiedzeniem – uczestników dzisiejszego posiedzenia jednak wezwano SMS-em na kilka godzin przed jego rozpoczęciem. Był więc to wyraźny wybieg, niezgody z sejmowym regulaminem, zorganizowany tylko po to, by odciąć się od projektu ustawy pod którym podpisało się ponad pół miliona obywateli – w miażdżącej większości wyborców PiS.

Po co PiS-owi ten mini-zamach stanu? Po to, by w Polsce nadal obowiązywał krwawy kompromis aborcyjny, zgodnie z którym wolno zabijać nienarodzone dzieci. Dziś na niby-posiedzeniu komisji sprawiedliwości fani polityki doświadczali prawdziwej uczty – na ich oczach bowiem cyniczni kabotyni z partii rządzącej próbowali na siłę odrzucić projekt, a opozycja na siłę… chciała pozostawić go w Sejmie, wyłącznie po to, by przez media wciąż przetaczał się antypisowski walec. Ludzie, którym bardziej niż polityczne gierki odpowiada katolicka moralność otrzymali dziś cios w plecy. Od ludzi, którym – nierzadko bezgranicznie – zaufali.

Z jakiego powodu rządząca „prawica” zadała cios milionom polskich katolików? Mamy uwierzyć, że przestraszyła się „Gazety Wyborczej”? Przecież pismo to szkaluje PiSowców z każdego powodu, a żaden jego czytelnik nigdy na tą partię nie zagłosuje, zakaz aborcji niczego by tu nie zmienił. Czyżby więc PiS przestraszył się wściekłych aborcjonistek ubranych na czarno? A może debaty w Parlamencie Europejskim? Takie są teraz priorytety Prawa i Sprawiedliwości? To feministki i europejscy neo-komuniści są autorytetami partii rządzącej? Czym więc różni się ona od Platformy Obywatelskiej czy .Nowoczesnej?

Wygląda na to, że prezes PiS wolał kultywować ulubionego świętego niejednego polskiego naczelnego katolika wśród polityków. Jaki to święty? Święty spokój. Jest ważniejszy niż spokój własnego sumienia polityków pozwalających na mordowanie niewinnych dzieci w majestacie prawa. Jednak posłowie PiS zapowiadali podczas pierwszego czytania w Sejmie, że poprą projekt. Występowali na mównicy, oklaskiwali projektodawców, głosowali za tym projektem. Oczekujemy więc, że nie zmienią zdania w przeciągu zaledwie kilkunastu dni, i mimo wszystko – skierują projekt do dalszych prac.

Żenującym wręcz kłamstwem są wypowiedzi prominentnych PiS-owców mówiących o tym, że odrzucili projekt antyaborcyjnej ustawy ponieważ są przeciwni karaniu kobiet. Aby nie karać kobiet, ale prawnie zakazać aborcji wystarczyło na jednym posiedzeniu komisji odrzucić jeden punkt tego projektu, a nie całą ustawę! To obrzydliwa hipokryzja posłów, którzy nagle odkryli, że rzekomo nie chcą karania kobiet, które zleciły zabójstwo swojego dziecka.

Posłowie PiS zapowiadają również, że będą pracować nad własnym projektem zakazującym aborcji, ale tylko tej eugenicznej. Znając ich możliwości zamierzają pracować nad nim co najmniej osiem lat, wszak wydaje im się, że są dla Polaków tak ważni, iż będą rządzić w nieskończoność. Tymczasem każdego kolejnego dnia w polskich szpitalach będzie się rozszarpywać na strzępy niewinne ludzkie istnienia, statystycznie trzy dziennie. Posłowie-katolicy! Nie musicie być winni tej krwi! Wystarczy, że zagłosujecie w zgodzie z własnym sumieniem – nie przeciwko obywatelskiemu projektowi, ale przeciwko zabijaniu dzieci! 

W przeciwnym bowiem wypadku za butę i spektakularną zdradę przyjdzie politykom rządzącej partii zapłacić. Pan Bóg bowiem wynagradza za dobre i karze za złe nie tylko poszczególnych ludzi, ale i całe narody. A obóz rządzący na każdym kroku coraz bardziej przypomina uwielbianą przez siebie sanację. Oni też za nic mieli moralność, i uważali się za pomazańców narodu, którym wolno sprzeciwiać się Bożym prawom. Koniec sanacji okazał się dramatyczny. Co najgorsze, dramatyczny nie tylko dla klasy panującej, ale i dla całego kraju.” (Krystian Kratiuk)

żródło: pch24.pl – Kto będzie winny tej krwi?

…co w zamian?

„…4 tys. złotych to zapisana w ustawie „Za życiem” wysokość jednorazowego świadczenia z tytułu urodzenia chorego dziecka. Rodziny mają ponadto otrzymać bardzo potrzebne dodatkowe wsparcie medyczne, rehabilitacyjne i psychologiczne. Ze smutkiem trzeba jednak stwierdzić, że PiS nie decydując się na zakaz aborcji i jednocześnie wprowadzając takie finansowe wsparcie, de facto wycenia życie niepełnosprawnych. Rządzący zdają się mówić: „4 tysiące za życie. 4 tysiące albo śmierć. Nie zabij, to zapłacimy. Potem załatwimy lekarza czy rehabilitanta bez kolejki. Ale jeśli uważasz, że pomagamy i płacimy za mało, to możesz zamordować. W porządku. Nie staniemy ci na drodze. Nie kiwniemy palcem, by chronić życie”.

To prawdziwe oblicze Prawa i Sprawiedliwości, formacji, która swoim programem wyborczym, deklaracjami przywiązania do wiary katolickiej oraz głosowaniami w poprzedniej kadencji przekonywała, że zakaz aborcji jest oczywistością i jedynie kwestią czasu. Tymczasem minął rok rządów „dobrej zmiany”, a posłowie nie tylko nie podjęli własnej inicjatywy, ale jeszcze w skandaliczny sposób odrzucili inicjatywę obywatelską, zasłaniając się teraz programem mizernego wsparcia finansowego dla rodzin z chorymi dziećmi.

To zadowala sprzyjających władzy dziennikarzy, zwanych niekiedy, o zgrozo, prawicowymi. PiSowskie media trąbią teraz na prawo i lewo o sukcesie, na wszystkie strony donosząc o spełnieniu obietnicy. Rządzący – owszem – obietnicę spełnili, jednak tylko tę złożoną w trakcie drugiego czytania obywatelskiej projektu ustawy Stop Aborcji, gdy inicjatywę wyrzucono do kosza. Obietnicę wprowadzenia „programów” i „pakietów” PiS złożył jednocześnie odrzucając rozwiązania, które wprowadzałyby pełną ochronę życia, realizowałyby program partii oraz obietnice złożone w poprzednich latach, także przed wyborami z roku 2015.

Mamy więc nad Wisłą, ponad rok od wyborczego tryumfu formacji obiecującej „dobrą zmianę”, zmianę żadną. W mocy pozostaje krwawy „kompromis aborcyjny”, na mocy którego w majestacie prawa rocznie morduje się ponad tysiąc dzieci…” (Michał Wałach)

źródło: pch24.pl – Ustawa „Za życiem” czyli „Kompromis Aborcyjny Plus”

podobne: Sprzedawczyki spod Lizbony zawłaszczają Kościół czyli… PiS udaje, że reprezentuje elektorat katolicki  i to: Dzień Świętości Życia i obywatelski projekt ustawy „Stop Aborcji”. „Jeden z nas” w Parlamencie Europejskim. Michalkiewicz: Papież Franciszek a kara śmierci. oraz: Mamo nie zabijaj mnie! (ani siebie)… O „bezkarności” aborcji. Madryt – manifestacja przeciwników aborcji. a także: Andrzej Talarek: „Zabić downa” czyli… Albo cywilizacja życia, albo cywilizacja śmierci. polecam również: Zabij „dzień po” bez recepty… „Nie o Mary Wagner” Dla Mary Wagner. i jeszcze: Zoll: propozycje zmian przepisów m.in. o aborcji przyjęto jednogłośnie

Istotą prawicy jest bowiem obrona naturalnego prawa moralnego, jako dobra wspólnego. Partia, która to odrzuca, przestaje być prawicowa, przechodząc na pozycje lewicowe.

PiS nie tylko stracił moralną wiarygodność, ale okazał się partią tchórzliwą, przestraszoną ulicznymi manifestacjami aborcjonistów. Okazał się partią niezdolną do walki z lewicowym zagrożeniem naszego kraju. Stracił polityczną i moralną wiarygodność. A posłowie, którzy zagłosowali za partyjną dyrektywą, udowodnili, że najważniejszym celem ich obecności w parlamencie nie jest dobro wspólne naszego narodu, a obrona własnych możliwości wyborczych. To partia, nie interesu narodowego, a interesu partyjnego, budowanego nawet za cenę życia dzieci nienarodzonych.

Jest rycerskim obowiązkiem bronić najsłabszych i bezbronnych. Dziś najbardziej bezbronną grupą są dzieci nienarodzone. I to ich zdradził PIS w imię utrzymania w przyszłości własnych mandatów poselskich. To obrzydliwe i tchórzliwe zachowanie jest niegodne przyzwoitych ludzi. Głosując za odrzuceniem projektu broniącego życia, stał się partią tchórzliwych i bezmyślnych obrońców systemu zezwalającego na mordowanie niewinnych dzieci. I dlatego PIS stracił rację swojego istnienia.” (Marian Piłka)

źródło: pressmania.pl – PIS stracił rację swojego istnienia

NIE ZABIJAJ i „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”, czyli miłość względem bliźniego wyrażona w poszanowaniu każdego życia (począwszy od najbardziej bezbronnej jego fazy), to według środowisk lewicowych „szkodliwy radykalizm” i „fundamentalizm religijny”. Tymczasem to właśnie stosunek do życia pozwala określić z kim i z czym mamy w rzeczywistości do czynienia i nie da się tego zamazać „potrzebą/koniecznością polityczną”. Zwłaszcza kiedy ma się stosowną większość w parlamencie a naprzeciwko siebie jakiś lewacki margines, z którym jak pokazała praktyka obóz rządzący do tej pory nie liczył się w ŻADNEJ spornej kwestii, dopiero gdy przyszło do ochrony życia nienarodzonych władza postanowiła podkulić ogon i zwiać.
Mając do wyboru dotychczasowy „kompromis” i projekt który zakładał większą i uczciwie postawioną ochronę życia poczętego, obóz rządzący zdecydował się na polityczny „pragmatyzm” sprzeniewierzając się zasadom z którymi szedł do wyborów, oszukując tym samym tę część elektoratu który widział w nich partię katolicką. Odrzucając w „dziwnych okolicznościach” projekt Ordo Iuris z bandy zwykłych socjalistów (do niedawna „pobożnych”) PIS stał się bandą socjalistów bezbożnych. Bez szacunku już nie tylko do własności prywatnej, ale do czegoś o wiele ważniejszego – życia ludzkiego.
To są kwestie fundamentalne które ustawiają całą lewacką pragmatykę i ideologię w uprzywilejowanej pozycji jako „moralnych” zwycięzców. Kto nie szanuje życia w prostej konsekwencji wystawia się na konsekwencje braku poszanowania również w takich kwestiach jak zdrowie i własność. Na tzw. zachodzie widać te konsekwencje w całej ohydnej rozciągłości. Jeżeli ktoś uważa że ochrona życia ludzkiego to problem drugorzędny albo temat zastępczy, to powinien się mocno zastanowić nad swoim systemem wartości i po co/dlaczego jeszcze żyje… (Odys)

„…tzw. aborcja nie jest „tematem zastępczym”, jak tego znów próbowali ostatnio dowodzić niektórzy politycy i dziennikarze należący do „otuliny propagandowej” układu władzy. To jest kwestia pierwszorzędna – nie miejmy wątpliwości, że od stworzenia prawnej gwarancji bezpieczeństwa życia ludzkiego zależą losy naszego państwa. To jest, owszem, sprawa życia i śmierci, ale nie tylko tych najmłodszych z nas, jeszcze nienarodzonych, bezbronnych i niemogących nawet głosu zabrać w swojej obronie, to sprawa być albo nie być całego narodu. Dlaczego z wszystkich zdań wypowiedzianych kiedykolwiek przez Jana Pawła II do własnych rodaków to jedno okazuje się tak trudnie do zapamiętania: „Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości”?

Nie, stosunek do aborcji nie jest kwestią „opinii” – to jest kwestia faktów. Doprawdy, ileż razy można te mrożące krew w żyłach fakty przytaczać? Zanim wdamy się z kimkolwiek w teoretyczną dysputę, upewnijmy się, że każdy z dyskutantów wie, o czym mówi. Jest XXI w., są kamery, ultrasonografy i inne cuda, każdy może to sobie przecież wyszukać i obejrzeć w sieci. Nie udawajmy, że nie wiemy – tu chodzi o rozrywanie na kawałki żywych ludzi, a nie o żadne „usuwanie produktów zapłodnienia” czy „tkanki ciążowej”. Zresztą nawet jeśli ktoś udaje, że są w tej sprawie jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, to przecież właśnie wątpliwości powinny przesądzać na korzyść życia…

Ten sławetny „kompromis”, przypomnijmy, plasuje nas na poziomie cywilizacyjno-prawnym Trzeciej Rzeszy Adolfa Hitlera. Tam również nie wolno było z mocy prawa dowolnie i legalnie zabijać wszystkich nienarodzonych dzieci – tylko niektóre. Jakie? Ano te skazane zaocznie i arbitralnie na śmierć przez konsylium lekarskie, a więc nie wyrokiem sądu ani nawet nie w trybie decyzji administracyjnej. Jeśli już nie sam koszmar tzw. zabiegu, to czyż arbitralność i nieformalność tych wyroków powinna budzić sprzeciw każdego legalisty. Ale jakoś nie budzi…” (Grzegorz Braun)

całość tu: Prawo do życia dla wybranych?

podobne: Prawo do życia a sumienie narodu, czyli… Aborcja w przekroju dwóch prezydentów

Warto przy okazji przypomnieć dziś twarde stanowisko Kościoła, którym ta pseudo katolicka partia wyciera sobie czerwoną gębę – Dokument bioetyczny Episkopatu: sprzeciw wobec in vitro, aborcji i eutanazji i to „Ksiądz profesor Guz: bezkarność to droga do deprawacji”Kościół rozwiązuje to prosto – Bóg Cię rozliczy. Nie jest w stanie egzekwować/narzucać w tym zakresie prawa cywilnego (zakazów i kar) bo nie posiada takich kompetencji. Nie od tego jest Kościół. Może jedynie napominać (co bezustannie robi), ewentualnie kapłan może nie udzielić indywidualnego rozgrzeszenia mordercy dziecka. Granie w tej kwestii (i nie tylko tej) Kościołem przez tzw. państwo, które dziwnym trafem penalizuje każdy jeden przypadek zabójstwa/morderstwa, ale mordercom nienarodzonych dzieci daje pewne przywileje jest zwykłą obłudą. To demoralizujący relatywizm nie tylko etyczny ale również prawny. Mowa jest o projekcie prawa cywilnego a nie reformie przykazań, więc niech się obłudnicy z PISu nie podpierają stanowiskiem Kościoła który prawa w Polsce nie tworzy. Dlatego rzygać mi się chce kiedy politycy podpierają się nauką Kościoła za każdym razem kiedy na swoim poletku uprawiają relatywizm moralny, i jeszcze bezczelnie twierdzą że kościół to pochwala. Jego stanowisko na polu ochrony życia poczętego jest od wieków jasne i niezmienne (patrz V przykazanie).

Poza tym nie jest prawdą że ten projekt nakazywał karanie kobiet – dopuszczano możliwość odstąpienia od karania. Tak jak nie nakazywał kobietom poświęcania życia dla nienarodzonego dziecka – dawał kobiecie wybór gdyby na szali było jej życie.

Tym samym zasłanianie się Kościołem przez obłudników z PISu to tylko i wyłącznie pretekst (a nie przyczyna) odrzucenia w sposób skandaliczny projektu Ordo Iuris i to ze strachu przed tymi którzy nie mają ŻADNEJ WŁADZY poza wulgarnym kwikiem na ulicy. Więc warto w ten sposób o tym mówić. Zasłanianie się Kościołem jako przyczyną własnego tchórzostwa i braku kręgosłupa uwłacza inteligencji słuchacza i opowiadającego… (Odys)

podobne: Efekt „państwa opiekuńczego” – rządowe dofinansowanie do grzechu. NFZ należy leczyć wolnym rynkiem a bezpłodność naprotechnologią. „Kult Świętego Spokoju” i „Kara śmierci za niezaradność” (o aborcji). oraz: Obłudnicy z „pseudoprawicy”

„…rewolucjoniści zaczęli rozgladać się za proletariatem zastępczym i ich argusowe oko padło na kobiety. Kobieta bowiem, wszystko jedno; ładna, czy brzydka, młoda, czy stara, mądra, czy głupia, biedna, czy bogata, kobietą być nie przestanie, a skoro tak, to trzeba tylko je oduraczyć, wmawiając im, że są nieszczęśliwe z powodu oprymowania przez męskie, szowinistyczne świnie, od których mogą wyzwolić je właśnie rewolucjoniści. Dlatego właśnie przed nimi trzeba rozłożyć nogi, dając przystęp do sanktuarium swego ciała – ale żeby potem nie odciągać ich od walki o świetlaną przyszłość, jakimiś burżuazyjnymi przeżytkami w rodzaju dzieci, czy rodziny, kobiety powinny uzyskać prawo mordowania własnych dzieci. W rezultacie rewolucjoniści będą mogli pławić się w pierwotnej niewinności, bo jużci – całe odium spadnie na wyzwolone panie, które w zamian dostaną makagigi w postaci „swobody wyboru”.

Część kobiet, zwłaszcza snobujących się na „postępowość”, temu duraczeniu chętnie się poddaje, dzięki czemu może być dodatkowo wykorzystana w charakterze mięsa armatniego. No i właśnie RAZWIEDUPR, który pracowicie wykonuje zadanie zlecone przez centralę BND, by dostarczyć Naszej Złotej Pani jak najwięcej argumentów uzasadniających zastosowanie wobec Polski przewidzianej w traktacie lizbońskim „klauzuli solidarności”, do spółki z żydowską gazetą dla Polaków, zmobilizował damską agenturę do proklamowania 3 października ogólnopolskiego „czarnego protestu” w obronie „wagin” i „macic” przed złowrogą penetracją ze strony nieubłaganego palca reżymu. Pani Krystyna Janda, która – jak się okazało – ma za sobą aborcyjne epizody, wyraża nadzieję, że „czarny protest” doprowadzi do sparaliżowania całego kraju, aż się reżym „zadziwi i zlęknie” i porzuci swoje zbrodnicze knowania. Dzięki temu kobiety będą mogły mordować nie tylko dzieci jeszcze nie narodzone, ale i wszystkie inne – bo dlaczegóż właściwie mielibyśmy sobie żałować? Im dziecko starsze, tym więcej miejsca zajmuje w naturalnym środowisku i w ogóle – sprawia więcej kłopotów, więc logika nakazywałaby nie zatrzymywać się w pół drogi, tylko za jednym zamachem pójść na całość. Jak słusznie zauważył wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler, wyrywanie zęba po kawałku jest bez sensu; trzeba go wyharatać za jednym zamachem, a wtedy ból szybko mija i jest gites tenteges. On co prawda wspominał o tym przy okazji ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, ale to bez znaczenia, bo ważniejsze, że myśl raz rzucona w przestrzeń, prędzej czy później znajdzie swego amatora…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Nieubłaganym palcem

„…Pretekstem jest – jakże by inaczej – „swoboda wyboru”, której jednak kobiety milcząco odmawiają ludziom bardzo małym. Ciekawe, że pan Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka, nawet nie ośmielił się pisnąć słówka protestu. Widać ktoś starszy i mądrzejszy musiał mu doradzić, by nie wtykał nosa w nie swoje sprawy, a wtedy , za uposażenie uzyskiwane z tytułu piastowania tej operetkowej synekury, będzie mógł spokojnie wypić i zakąsić jeszcze przez kolejna kadencję – być może aż do emerytury. Otóż zgłaszane ze strony tych kobiet żądanie przyznania im prawa decydowania o życiu i śmierci osób, które nie są oskarżane o żadne przestępstwa, a jedynym powodem zagrożenia ich życia jest okoliczność, iż ich egzystencja akurat koliduje z czyimiś projektami lub interesami, świadczy o gwałtownym wzroście skłonności zbrodniczych w środowisku tak zwanych „kobiet wyzwolonych”…

…zgłaszane obecnie przez część kobiet żądanie przyznania im prawa decydowania o życiu ludzi bardzo małych, na pewno nie jest z ich strony ostatnim słowem. Skoro prawdziwą przyczyną jest okoliczność, iż egzystencja tych bardzo małych ludzi staje w kolizji z projektami lub interesami kobiet, to przecież ludzie więksi, na przykład – już urodzeni albo nawet wyrośnięci, mogą zagrozić projektom lub interesom wyzwolonych kobiet w stopniu jeszcze większym, niż ludzie w fazie prenatalnej. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak wyzwolone kobiety zażądają przyznania im prawa decydowania o życiu również tych pozostałych kategorii osób. Skoro uważają za słuszne, sprawiedliwe i pożądane przyznanie im uprawnienia do pozbawiania życia osób bardzo małych, to w przypadku zgody na aborcję, trudno będzie odmówić zgody na mordowanie przez nie ludzi już urodzonych, a nawet dorosłych…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Czyżby Lombroso wszystko przewidział?

„…Obserwując zachowania i wypowiedzi uczestniczek „czarnego protestu” można by odnieść wrażenie, że nie potrafią one zauważyć związku przyczynowego między rozłożeniem nóg przed przygodnym partnerem, a późniejszą ciążą. Taki brak spostrzegawczości przypisywany był kiedyś Dajakom z wyspy Borneo, którzy nie potrafili uchwycić związku przyczynowego między spółkowaniem a narodzinami dziecka. Teraz, kiedy rewolucja seksualna dotarła już nawet pod takie strzechy, Dajakowie pewnie już takie rzeczy wiedzą – za to praktyczne wyzwolone panie – już chyba tę umiejętność zatraciły. Z zagadkowych powodów utrzymywane są w tej ignorancji przez wyszczekanych Żydów w rodzaju pana Jana Hartmana, który agitował je do uczestnictwa w „czarnym proteście” pod pretekstem, że Jarosław Kaczyński próbuje wkładać im rękę „w majtki”, by swoim nieubłaganym, faszystowskim palcem penetrować im „waginy”, a nawet „macice”. Jaki interes Żydzi mają w ekscytowaniu głupich gojek przeciwko nieubłaganym palcom – trudno zgadnąć – chyba, że przyjmiemy, że o głupie gojki chodzi im wyłącznie w tym aspekcie, by przerobić je na mięso armatnie, które będą mogli rzucić przeciwko bastionom znienawidzonej łacińskiej cywilizacji. Ta żydowska intencja wychodzi naprzeciw identycznemu pragnieniu ubeckich dynastii, które też nienawidzą, nie tylko łacińskiej, ale w ogóle każdej cywilizacji, jako że swoje korzenie wywodzą jeśli nie od bolszewików, to od bandytów, dla których wszelka cywilizacja jest zjawiskiem nienawistnym. Warto zwrócić uwagę, że z tego punktu widzenia Żydzi, ubowcy i wiele kobiet musi znajdować się na zbliżonym poziomie intelektualnego rozwoju, skoro najpierw uwijają się wokół destrukcji podstaw cywilizacji łacińskiej, a kiedy już doprowadzą do jej kryzysu, strasznie się dziwują, że pali się nimi w piecach, albo harapem zagania do haremów „pod czujną eunucha straż”. Ale skoro można ćwiartować ludzi bardzo małych, to dlaczego nie – dajmy na to – Żydów i to nawet już wyrośniętych?..” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Operacja polska przyspiesza

Zasady moralne są jak grawitacja, pozostają niezmienne od ludzkich podskoków. Oczywiście tylko dla tych co w nie wierzą i są gotowi stawać w ich obronie. Ci zaś co nie wierzą w uniwersalność i trwałość owych zasad mogą sobie reklamować relatywizm, kompromisy, „pośrodkuprawdę” (choćby środek w gównie leżał) i co tam jeszcze im „wolna wola” podpowiada. „Róbta co chceta”… a nawet więcej róbta, tylko nie mieszajta do tego Boga i katolicyzmu że „zawodzi”, bo tam nie ma miejsca inną ideologię i indywidualne poprawki. Tylko nie płaczta potem że się sodoma i gomora szerzy skoro „kompromis” jest wart tyle samo co wierność prawdzie. To jest właśnie rzeczywistość podeptania „nierzeczywistych” zasad. Od udawania że jest inaczej, i że każdy ma „prawo do swojej prawdy” nikt się lepiej nie poczuje, bo o człowieczeństwie i o zgodzie z samym sobą decyduje coś zupełnie innego. Dopóki ludzie sobie tego nie uzmysłowią będzie tylko narastała frustracja i kult „ludzkiej ułomności”, „kompromisu” dla „świętego spokoju”, aż wszyscy (każdy dla siebie) zaczną dla tego „spokoju” realizować swoje „pomysły na życie” nie oglądając się na innych.
Taki plan ma tzw. „lewica”, która „z ustawy” już od dawna wypina się na obiektywne zasady (jak prawo naturalne) wielbiąc „kompromis” i udając że każdy ma prawo do swojej „prawdy”. Skutki tej utopii widać gołym okiem. Najpierw sankcjonuje się brak szacunku (albo „warunkowy”) dla życia ludzkiego, gdzie wszyscy mają być zadowoleni ze „zgody” i „mądrego kompromisu”, a potem następuje ryk, kwik, oburzenie i zdziwienie kiedy ktoś siłą i bez pytania o zgodę głównych zainteresowanych wprowadza w życie inżynierie społeczne i biologiczne. Nie dziwcie się jeśli władza ma gdzieś waszą własność czy zdrowie skoro godzicie się na to by o życiu decydował „kompromis” ze śmiercią . Tam gdzie nie ma zasad, albo gdzie nikt ich nie broni nie oczekujcie sprawiedliwości, porządku ani nawet szacunku.

Połamanie zasad jest jak zniszczenie grawitacji. Człowiek przestaje mieć kontrolę nad swoim życiem i może tylko dryfować zgodnie z wolą tego komu tę kontrolę oddał…(Odys)

podobne: Po debacie w „Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na „patriotyzm” i „konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi. a także: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS polecam również: Narada szczurów czyli… Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską.

„…Skoro już zdecydowaliśmy się na śmiałe przełamywanie anachronicznych konwenansów, to trzeba by również zmodyfikować zakres ochrony innych wartości – na przykład – wolności i własności. Dlaczegóż to wolność, czy własność miałaby być bardziej chroniona prawem, niż życie? W końcu zarówno wolność, jak i własność są pochodnymi egzystencji, więc skoro wchodzimy na drogę likwidacji ochrony życia to nie ma co się trząść ani nad wolnością, ani nad własnością. Wyobraźmy sobie tylko, ileż cierpień, a być może nawet dolegliwości natury medycznej, powoduje niemożność natychmiastowego odbycia stosunku płciowego z upatrzoną damą tylko z powodu konieczności respektowania jej kaprysów, nie wiedzieć czemu awansowanych do rangi „prawa wyboru”? Skoro człowieka bardzo małego bez ceregieli takiego prawa pozbawiamy, to dlaczego mielibyśmy nabożnie respektować uroszczenia jakiejś klempy? Niech nie marudzi, tylko w podskokach rozkłada nogi. Podobnie z właścicielami. Któż to widział, by jeden miał całą fabrykę gwoździ, a drugi żeby nic nie miał? Jak jeden ma całą fabrykę gwoździ, to i drugi niech ma całą fabrykę gwoździ, a jak jeden nie ma nic, to i drugi niech nie ma nic. Tak właśnie tłumaczył mi zasady sprawiedliwości społecznej mój przyjaciel z dzieciństwa, pięcioletni Henio Zielski z Markuszowa. Za sprawą „czarnych dam” chyba się wreszcie tego doczekamy…” (Stanisław Michalkiewicz)

źródło: Cudna woń społecznej sprawiedliwości

podobne: przestroga feministki oraz: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? i to: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. a także: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm.

wopako85 grafika

wopako85 grafika

„W przedszkolu naszym nie jest źle” czyli… o jedynie słusznej misji publicznej PISu w „narodowych” mediach i w gospodarce (by znowu było jak za Gierka)


rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

„…Dla każdego jasne jest, że telewizja polska, obojętnie czy będzie w niej panował system producencki czy jakiś inny służy temu jedynie, by środowiska znajdujące się przy władzy mogły przewalać budżety. PiS ponieważ jest partią patriotyczną, jako pierwsze ugrupowanie zdecydował się umasowić telewizyjną jumę i chce zmusić ludzi, nawet tych, co jak ja, telewizora nie mają, by płacili abonament. Nikt, nawet Toyah nie przekona mnie, że jest to słuszne. Nie jest, bo ci ludzie, którzy mają telewizję robić, obojętnie – na zewnątrz czy na Woronicza, nie myślą o telewizji i programach. Oni myślą wyłącznie o lokowaniu kasy wydrenowanej z tej instytucji, co odbywać się może na różne sposoby. Z faktu, że Targalski zarzuca Karnowskim chęć okradzenia budżetu telewizji możemy się tylko pośmiać, podobnie jak z zarzutów, że Kurski zatrudnił w TVP niejakiego Sufina z TVN i kilku jeszcze kolegów, co się nie podobają Targalskiemu. On sam jest synem autora biografii Ludwika Waryńskiego i to w mojej ocenie wyczerpuje jego możliwości dyskusyjne. No, a zarzut, że Kurski nie dał szansy młodym jest już całkiem kuriozalny. Jeśli bowiem tak Targalskiemu zależy na obecności tych młodych, co ich Rachoń wyselekcjonował na antenie, niech ich weźmie Sakiewicz i da im szansę w TV Republika. Nie? Dlaczego nie….odświeży się krew, będzie nowa jakość, a z nią przyjdzie sukces…

Słowa zaś „zgniły światek telewizyjny” brzmią w ustach Tragalskiego naprawdę ciekawie. Zgniły światek…

Nie mam zamiaru bronić Karnowskich, którzy ponoć próbowali zantagonizować prezesa Kaczyńskiego ze środowiskiem Gazety Polskiej. Uważam po prostu, że kłótnie tych ludzi demaskują ich ostatecznie. Niczego się po nich nie spodziewałem i niczego się nadal nie spodziewam. Nie chcę tylko, by mi chyłkiem wyciągali pieniądze z kieszeni, ponieważ ja nie zamierzam korzystać z ich usług. Nie mam na to ochoty i już. To są handlarze najgorszego gatunku, sprzedawcy aparatów słuchowych w kolorze fioletowym i rozlutowanych garnków po 10 tysięcy za komplet. Kiedy czytałem, przygotowywany dla najnowszego nawigatora tekst o żydowskich handlarzach niewolników w XVII wieku cały czas miałem przed oczami Sakiewicza i jego kolegów z redakcji. Nie wiem zupełnie dlaczego, chyba przez to, że opisy przysposabiania niewolników do sprzedaży bardzo żywo przypominały to, co Targalski mówi o jakości programów telewizyjnych. Otóż taki handlarz sobie tylko znanym sposobem mógł ze starego, głuchego kozaka zrobić muskularnego młodzieńca, w zasadzie bez zarostu. Targalski z pewnością zna podobne metody. Puści nam raz jeszcze „Stawkę większą niż życie” ze zmienioną listą dialogową. Kloss będzie opowiadał o legionach i Piłsudskim, a Burnner o tym samym tylko z drugiej strony, może wspomni też jak próbował zdawać do wiedeńskiej Kriegschule, ale się nie dostał i po aneksji poszedł do gestapo, bo dobrze płacili. Nie wierzycie, że oni są do tego zdolni? Poczekajcie. Kurski już przerabia zramolałych dziadów w podskakujących wesoło młodzieńców, widać to dokładnie w studio Yayo. A Wolski wręcz stręczy sam siebie i usiłuje pokazać jaki z niego kozak…” (coryllus całość tu: Prawica zjednoczona)

Kurski i Raczyńska są z nadania a teraz będzie konkurs. Kurski też w nim wystartuje. Dzisiaj sobie trochę pogadałam. Dowiedziałam się, że Kurski miał tylko zadanie oczyścić telewizje z komuchów. Zadanie podobno wypełnił znakomicie. Na moje pytanie czemu ten program jest gorzej niż słaby usłyszałam, że on ma trafić do tej większej ilosci odbiorców tzn. głupców. Jak by im się pokazało coś lepszego niż np. „z tyłuwizji” to by nie zrozumieli. A więc trzeba schlebiać tym gustom. Delikatnie próbowałam podpowiedzieć, że może warto byłoby te gusta podciągnąć trochę wyżej. Usłyszałam, że się na tym kompletnie nie znam – to tak nie działa. Ja nie mam przyjemności tego oglądać a te nienażarte świnie dalej sciągają z mojej lichej emerytury niepłacony od 18 lat abonament. Na podstawie umowy z 1972 r. Tak to działa!

„…Teraz my wszyscy będziemy poddani takiej obróbce. Bo państwo wychowawcy muszą nam opowiedzieć, a sobie udowodnić, że mają wrodzone predyspozycje do wychowawstwa. W tym celu należy zrobić pierwszy krok, którym jest odpowiednie spozycjonowanie wychowanków. Zrobienie z nich durniów po prostu. Reszta idzie już łatwo i bez kłopotu. Kiedy wszem i wobec ogłosi się, że podopieczni to kretyni, metody jakie zostaną wobec nich zastosowane będą przypominały pruską szkołę, we wczesnym okresie fryderycjańskim, jeszcze przed wojną siedmioletnią. Punkt pierwszy regulaminu brzmi – nigdy nie należy kwestionować kompetencji wychowawcy. I my to widzimy gołym okiem. Nie można tego czynić, a ten kto podejmuje takie wyzwanie nie rozumie po prostu nowych czasów. Ktoś rzeknie, że to prawie tak jak za komuny? A dlaczego prawie? To jest dokładnie tak jak za komuny, tyle, że komuna miała dla ciemnego ludu jakieś propozycje. Jak ktoś był bardzo zdolny i podpisywał różne kwity mógł zostać nawet kaowcem w domu kultury. Dziś o żadnych karierach mowy być nie może. Bo układ – wychowawcy i wychowankowie – będzie zabetonowany i ma mieć cechy trwałe. Oczywiście są to mrzonki. Nie można nadać temu układowi takich cech, wie to każdy kto był na koloniach. Po tygodniu okazuje się, która wychowawczyni chodzi do pokoju ratownika po nocy, która płacze w kącie, bo jej koleżanka od serca nie ma dla niej czasu, kto podkrada różne rzeczy ze stołówki, a kto z wychowawców uwielbia towarzystwo małych dziewczynek i bawi się z nimi w różne gry. I tu będzie podobnie, a właściwie już jest. To co wczoraj wyciągnięto z czeluści internetu na temat pani Raczyńskiej zwala po prostu z nóg, szczególnie ten opis ślubu, który nie był ślubem, ale czymś w rodzaju pogańsko-judaistycznej uroczystości przypominającej nieco dionizja, zakończonej tłuczeniem kieliszka w szmatce. Jestem więc spokojny o to, że Raczyńska nie zostanie żadnym prezesem, a jej wytypowanie to po prostu jakaś zagrywka, która ma ustawić od nowa hierarchię w grupie wychowawców…” (coryllus, całość tu: W przedszkolu naszym nie jest źle)

Niedaleko pada jabłko od jabłoni chciałoby się powiedzieć. I nie ma tu żadnej różnicy czy to jabłko jest całkiem czerwone czy tylko trochę. Liczy się fakt że z tego samego drzewa spadły. Chciałem w związku z powyższym przypomnieć wyborcom „dobrej zmiany” że kiedy niejaki Lis powiedział publicznie o (tele)widzach następujące słowa:

„…Jestem wystarczająco inteligentny żeby pracować w telewizji, ale nie żeby ją oglądać […]. Nie możemy mówić poważnie, bo poważnie to znaczy nudno. A nudno, to te barany wezmą pilota i przełączą […]. Widz w Polsce wybaczy wiele, bardzo wiele. Ale jednego nigdy, przenigdy nie wybaczy- tego, że go potraktujemy poważnie […]. Ludzie nie są tacy głupi jak nam się wydaje, są dużo głupsi…”. (więcej tu: Tomasz Lis o widzach telewji)

…wielu „prawomyślnych” było oburzonych, i używało potem tego „wyznania” jako dowodu na bezprzykładną butę, bezczelność i chamstwo tak redaktora jak i środowiska któremu się wysługiwał. Mało kto zastanawiał się nad prawdziwością/zasadnością tego wyznania, lub choćby nad tym co w takim razie reprezentują sobą ludzie którzy bez skrupułów zlecają i nadzorują tego rodzaju „rozrywkę” w ramach jakby nie patrzeć państwa. Nikt też nie podnosił postulatu by w związku z powyższym odebrać władzy możliwość uprawiania tego rodzaju praktyki za publiczne pieniądze.

To że Pan redaktor Lis nie udawał kogoś kim nie jest i nazwał rzecz po imieniu stawia niestety jego następców w dużo gorszym świetle, ponieważ robiąc dokładnie to samo co Pan Lis udają oni przed Polakami że robią coś innego (lepszego od poprzedników). Nie wiem jak się z tym czują wyborcy/wyznawcy „dobrej zmiany” (i czy zamierzają wyciągnąć z tego wnioski), ale uważam że być lżonym przez „swoich” jest dużo bardziej upokarzające jak być lżonym przez wrogów. Mogę się jednak mylić z braku właściwej perspektywy, którą za moje pieniądze próbują mi przedstawiać godni następcy Kraśków w postaci Rachoniów i innych „niepokornych” postaci „narodowych mediów”. Nie należąc bowiem do oglądaczy propagandy „dobrej zmiany”, mogę mieć wypaczony pogląd na jej „wizję dla Polski”, która właśnie z tego powodu (nie tylko od tyłu) zalatuje mi po prostu zgniłym YaYo… I całe szczęście bo dzięki temu nie muszę się wstydzić za swoje polityczne wybory… (Odys)

podobne: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. oraz: O „Lisie łańcuchowym” i innych „hienach”…

„…najcięższa w naszym nieszczęśliwym kraju jest dola przedsiębiorców. Nie tylko są bezlitośnie wyzyskiwani przez Umiłowanych Przywódców, którzy właśnie z pasożytowania na przedsiębiorcach czerpią główne dochody z okupacji biednej ojczyzny, ale w dodatku nieustannie stawiani w stan podejrzenia przez rozmaite moralne autorytety, a nawet oskarżani o wszystkie możliwe przywary…

…W sytuacji, gdy nawet pan wicepremier Morawiecki przyznaje, iż ponad 70 procent obowiązujących u nas praw pochodzi z dyktatu Brukseli, ludzie mający poczucie odpowiedzialności za swoje rodziny, za swoje przedsiębiorstwa i za gospodarkę narodową, nie mają innego wyjścia jak zejść do konspiracji czyli tak zwanej „szarej strefy” Jeśli wierzyć danym statystycznym, to około 30 procent Produktu Krajowego Brutto, a więc tego, co w Polsce zostało wytworzone i sprzedane, powstaje w „szarej strefie”, czyli w konspiracji przed Umiłowanymi Przywódcami, którzy, – gdyby im tylko pozwolić – roznieśliby na ryjach całą Polskę w mgnieniu oka. Dzięki odwadze i poświęceniu przedsiębiorców, gospodarka polska, wbrew wszystkim idiotyzmom forsowanym pod pozorami legalności, właśnie dzięki tej konspiracji jako-tako funkcjonuje, dostarczając naszemu narodowi ekonomicznych podstaw egzystencji. Obecny rząd odgraża się, że zlikwiduje szarą strefę między innymi przez „uszczelnianie systemu podatkowego”. Miejmy nadzieję, że to mu się nie uda, bo trzeba pamiętać, iż „szara strefa” nie polega wcale na okradaniu bliźniego swego, tylko na omijaniu idiotycznych przepisów, nazywanych nie wiedzieć czemu „prawem”. Gdyby bowiem mu się udało, to trzeba by pożegnać się z ostatnią nadzieją. Tylko ostatni cymbał bowiem może uwierzyć, że najlepszymi organizatorami gospodarki narodowej będą urzędnicy, to znaczy ludzie, których jedyną, a w każdym razie – najważniejszą umiejętnością, jest wyszukiwanie sobie synekur, a więc lukratywnych stanowisk nie związanych z żadną odpowiedzialnością. W swojej wojnie z przedsiębiorcami Umiłowani Przywódcy, wspierani przez stada autorytetów moralnych, nie cofają się przed żadną podłością, wśród których na czołowe miejsce wybijają się oskarżenia przedsiębiorców o „egoizm”. Te oskarżenia często kolportują ludzie, którzy nigdy w życiu nie zarobili nawet złotówki uczciwą pracą. Praca uczciwa, czyli potrzebna to taka, za którą inny człowiek gotów jest dobrowolnie zapłacić. Tymczasem – jak zauważył amerykański ekonomista Maurycy Rothbard – tylko funkcjonariusze publiczni swoje dochody wymuszają siłą, podczas gdy wszyscy inni, jeśli chcą uzyskać dochód, muszą wyświadczyć innym ludziom jakieś dobro; sprzedać im coś, czego tamci potrzebują, ugotować im obiad, wyleczyć z choroby, przewieźć z miejsca na miejsce, popilnować dzieci itd…” (Stanisław Michalkiewicz)

podobne: Konspiracja w odpowiedzi na przemoc – Stanisław Michalkiewicz oraz: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. polecam również: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę

Jakiś czas temu lotem medialnej błyskawicy obiegła Polskę informacja o tym, jak to nasi dzielni „umiłowani przywódcy” rencami swoich najdzielniejszych z dzielnych tj. służb w postaci funkcjonariuszy katowickiego CBŚP + Generalny Inspektor Informacji Finansowej + UKS z Katowic i Bydgoszczy (a wszystko to pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Gliwicach) rozbili szajkę „podatkowych oszustów” którzy za pomocą tzw. „złotej karuzeli” mieli czelność nie tylko nie podzielić się swoim zyskiem z tzw. „państwem”, ale jeszcze je okradli wyłudzając VAT i narażając tym samym Skarb Państwa na „stratę” około 140 milionów złotych. Sprawa jest rozwojowa bo podobno gang handlował nieistniejącym towarem przez 60 „fikcyjnych” firm, w których dodatkowo prano zarobione w ten sposób brudne pieniądze (nie wiadomo dlaczego brudne skoro państwo się do nich przyznaje jak do straty 🙂 ).

Pomijając sam fakt że brak wpłaty jakiegokolwiek podatku do „kasy państwowej” nie jest żadną stratą (tego rodzaju logiką rządziła się kiedyś tylko mafia) a co najwyżej brakiem przychodu (bo nie można stracić czegoś czego się nie posiada), to chciałbym (po raz kolejny) przypomnieć że wszelkiego rodzaju wyłudzenia i „biznesy” o którym mowa, których zwalczaniem zajmują się prokuratura, policja i służby specjalne są możliwe wyłącznie dlatego, że państwo tworząc bzdurne przepisy (których potem prawidłowe wykonanie ktoś inny musi nadzorować a jeszcze inny egzekwować kiedy zostaną naruszone albo wykorzystane do „nielegalnego” zysku) samo niejako daje podwaliny i prowokuje „przedsiębiorczych” obywateli do „łamania prawa”. O ile można to tak nazwać, bo póki co to wygląda i działa jak lewo. A przecież wystarczyłoby zlikwidować wszystkie podatkowe odpisy i nikt nie mógłby nawet pomyśleć o wyłudzaniu czegokolwiek. Skoro państwo tak bardzo chce ulżyć podatnikom to czemu w miejsce odpisów/zwrotów nie wprowadzi po prostu niższych podatków. Czemu zamiast rozwiązania problemu kreuje dogodne warunki do popełniania przestępstw. Komu to tak naprawdę służy? Odpowiedź jest prosta – aparatowi państwa, które dzięki tej kryminalizacji ma pretekst do poszerzania swoich „kompetencji” w ramach kontroli, nadzoru i ścigania każdej działalności w której zobaczy zysk dla „skarbu państwa”… (Odys)

„…epoka Gierka, jeśli odcedzić z niej marksistowsko-leninowskie pomyje, w największym chyba stopniu nawiązywała do przedwojennej sanacji, której celem było podporządkowanie państwu nie tylko gospodarki, ale całego życia publicznego. Wyrażał to art. 4 konstytucji kwietniowej z roku 1935, który stanowił, że „W ramach państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. Skoro „życie społeczeństwa” zostało w całości podporządkowane „państwu”, to nieuchronną konsekwencją takiej sytuacji było przejęcie przez „państwo” obowiązku opieki nad „społeczeństwem” – od kołyski po grób. Wprawdzie finansowanie kosztów tej opieki zostało dyskretnie złożone na barki podopiecznych, ale cała sztuka polega na tym, by jak najdłużej utrzymać ich w nieświadomości tego stanu rzeczy – również poprzez wbijanie mu do głowy idei solidaryzmu społecznego, którą najkrócej można ująć słowami poety: „Na tym się świata ład opiera, że jeden sieje, drugi zbiera.” I dopóki nie zorientują się, co i jak, dopóty „można z nimi wszystko zrobić i w każdą formę ulepić” – pod jednym wszelako warunkiem – że ktoś dostarczy kiełbasy. Doskonale rozumiał to Towarzysz Szmaciak, kiedy mówił: „więc albo dajta im to mięso, albo też im połamta kości!” Potrzeba bezpieczeństwa jest bowiem u ludzi znacznie silniejsza, niż potrzeba wolności. Wolność bowiem związana jest z ryzykiem, podczas gdy bezpieczeństwo wymaga tylko posłuszeństwa, albo przynajmniej stwarzania jego pozorów. Naprzeciw potrzebie bezpieczeństwa wychodzą tedy nie tylko politycy, ale również środowiska pretendujące do sprawowania przywództwa moralnego, pryncypialnie potępiając „liberalizm” – niestety jak zwykle „bez swojej wiedzy i zgody”, bo nie o liberalizm tu chodzi, tylko o permisywizm, a więc ideologię, która promuje swawolę bez odpowiedzialności, bo ta przerzucana jest na „społeczeństwo”, a więc – na nikogo.

Z tego właśnie powodu, gospodarczy program rządu Prawa i Sprawiedliwości nakierowany jest na renacjonalizację gospodarki, a w każdym razie – jej kluczowych segmentów. Nie ma nawet najmniejszych oznak działań zmierzających do odblokowania narodowego potencjału gospodarczego, zablokowanego nie tylko przez model kapitalizmu kompradorskiego, skutkujący wyrzuceniem większości obywateli na margines głównego nurtu gospodarki, nie tylko przez postępującą biurokratyzacje państwa, ale i przez forsowany od 2004 roku za pośrednictwem Unii Europejskiej niemiecki projekt „Mitteleuropa”, wyznaczający polskiej gospodarce rolę peryferyjnej i uzupełniającej gospodarkę niemiecką. W tej sytuacji jedynym sposobem pozyskania sympatii większości stęsknionej za Gierkiem, jest polityka rozdawnictwa. Zapoczątkował ją sztandarowy program PiS w postaci „Rodziny 500 plus”, który – jak to wypsnęło się wicepremierowi Morawieckiemu – finansowany jest z zadłużenia państwa na 20 mld złotych – a przecież nie jest to ostatnie słowo, bo w kolejce czeka program „Mieszkanie plus”, przyjęty właśnie przez rząd prezydencki projekt przywrócenia wieku emerytalnego sprzed jego podwyższenia przez rząd Donalda Tuska kosztem 7 – 8 miliardów rocznie – i tak dalej i tak dalej – bo apetyt wzrasta w miarę jedzenia…

…Jeśli tedy rządy PiS mają przetrwać aż do roku 2027, który sam prezes Kaczyński uznał za cezurę, to trzeba koncentrować się na objęciu programem rozdawnictwa możliwie wszystkich środowisk społecznych, unikając jednak nie tylko faworyzowania, ale nawet uwzględniania zaplecza politycznego. Państwo, to znaczy obywatele korumpowani własnymi pieniędzmi, będą potem płakać krwawymi łzami w babilońskiej niewoli u lichwiarzy, ale z tym większym sentymentem będą wspominali błogosławione rządy prezesa Kaczyńskiego, tak samo, jak teraz rozczulają się na wspomnienie epoki Edwarda Gierka. Skoro tak można przejść do Historii, skoro tak można utrwalić we wdzięcznej pamięci narodu nie tylko brata-bliźniaka, ale również własną osobę, to czegóż chcieć więcej?” (Stanisław Michalkiewicz – Exegi monumentum aere perennius)

podobne: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków). oraz: Stan Tymiński: Nowy program PIS – populismus über alles i to: Od koniczka do śmietniczka czyli… „męczeństwo” klaczy ważniejsze od interesu obywateli. „Dobra zmiana” u koryta. a także: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.

„…Okazuje się, że nie miał racji Józef Stalin mówiąc, że komunizm pasuje do Polaków, jak siodło dla krowy. Może tak było kiedyś, ale z czasem komunizm tak się do Polaków dopasował, że stał się jednym z elementów tożsamości narodowej. Na czym polega komunizm? Na likwidacji własności prywatnej, a w wersji złagodzonej, „socjaldemokratycznej” – na jej pozostawieniu, ale pozbawieniu wszelkiej treści, a przede wszystkim – władzy właściciela nad przedmiotem własności. Tę władzę przechwytują urzędnicy pod pretekstem dbałości o „dobro wspólne”. Oni właśnie, a więc ludzie, którzy posiedli umiejętność wyszukiwania sobie synekur, to znaczy – lukratywnych posad bez żadnej odpowiedzialności za cokolwiek, wmówili wszystkim pozostałym, że ponieważ posiedli tajemnicę „dobra wspólnego”, to właśnie im powinno zostać podporządkowane całe życie publiczne. Ten sposób myślenia, z całkowitą szczerością (idioci są szczerzy) zaprezentowała pani Elżbieta Jakubiak, w swoim czasie prawa ręka prezesa Kaczyńskiego, w rozmowie z red. Mazurkiem. Powiedziała zupełnie serio, że jej praca, polegająca na wystawianiu zaświadczeń, jest nie tylko niezbędna, ale stanowi warunek sine qua non wszelkiej działalności publicznej z gospodarczą na czele. Ten sposób myślenia podziela bardzo wielu, może nawet zdecydowana większość Polaków, a w każdym razie takie sprawia wrażenie, jakby podzielała. W rezultacie własność nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju, ale w całej Unii Europejskiej, gdzie rewolucja komunistyczna jest w pełnym natarciu, została nie tyle formalnie zlikwidowana, co pozbawiona treści, zwłaszcza – władzy właściciela nad rzeczą. W rezultacie mamy do czynienia z atrapą własności, podobną do orła wypchanego. Taki orzekł niby ma wszystko to samo, co orzeł żywy; skrzydła, dziób, szpony i tak dalej – ale nie lata. Likwidacja własności i podporządkowanie wszystkiego fantomowi „dobra wspólnego”, to jest komunizm. I u nas właśnie przeżywa on drugą młodość, zarówno pod rządami obozu zdrady i zaprzaństwa, jak i pod rządami płomiennych szermierzy patriotyzmu, którzy lansują komunizm w jego wersji pobożnej.

Tymczasem doświadczenie uczy, że rządy nie tylko nie rozwiązują żadnego problemy, tylko czynią je nierozwiązywalnymi…” (Stanisław Michalkiewicz – Gołąb ostatni do pana prezydenta)

podobne: Walka naszych służb z przestępczością gospodarczą i zorganizowaną to jedna wielka ściema.  oraz: Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest  a także: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy podatki dają pracę? (czy może odbierają)  i jeszcze: Apetyt żyjących z podatków oraz misja na Pluton kontra „informatyzacja” ZUS czyli… skala marnotrawstwa „publicznych” pieniędzy.

Nam Zależy: „Plan Morawieckiego to morderstwo wolnego rynku!” – wywiad z Tomaszem Sommerem

Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków).


Z teologicznego punktu widzenia każda praca wymaga przestrzeni wolności, gdyż jest ona ludzkim czynem podjętym w sposób wolny i świadomy. W podobny sposób na pracę patrzył austriacki ekonomista i filozof, Ludwig von Mises (†1973) . Praca według niego ma wszelkie znamiona działania jako dobrowolnej wymiany, w której człowiek próbuje zastąpić mniej satysfakcjonujący stan rzeczy stanem bardziej zadowalającym. W celu usunięcia odczuwalnego dyskomfortu działający człowiek porządkuje i stopniuje dostępne w świecie środki według nadanej im użyteczności.” (ks. Jacek Gniadek)

Tyle na temat uczciwych warunków pracy i płacy, a teraz o patologicznych (ale zgodnych z prawem) pomysłach tzw. władzy by żyć na koszt innych.

1.Tak Zwana „Średnia Krajowa”.

„Powiedzenie „istnieje kłamstwo, bezczelne kłamstwo i statystyka”, z powodzeniem można by zastąpić dziś „jest kłamstwo, wierutne kłamstwo i średnia krajowa”

GUS liczy średnią krajową zbierając dane od przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób. Jest to ok. 40% wszystkich zatrudnionych w Polsce na umowę o pracę.

40% z 11,6 milionów to 4.64 mln ludzi.

Powróćmy do liczby wszystkich zatrudnionych – 15,5 mln.

4,64 mln branych pod uwagę przy wyliczaniu średniej krajowej spośród 15,5 mln wszystkich zatrudnionych. To nawet mniej niż 30%! Przyjmijmy błąd w szacunkach, niech sięgnie nawet 10% i weźmy ponad 5 mln z 15,5, otrzymamy idealne 33% czyli jedną trzecią społeczeństwa.

Zatem do obliczenia średniej krajowej w Polsce bierze się pod uwagę wynagrodzenia 1/3 pracujących tylko w największych firmach (oczywiście z budżetówką na czele).

To wiecie już skąd się wzięło 3,9 tys. złotych brutto.

„Średnia”

„Gdy idę z psem na spacer, to statystycznie średnio mamy trzy nogi” – to zdanie idealnie pasuje do świeżych rewelacji w sprawie wynagrodzeń w spółkach państwowych. Jak się dowiedzieliśmy, Prezes jednej z takich spółek zarabiał ok. 500 tys. złotych miesięcznie. Zatem gdy weźmiemy jego oraz owego człowieka pracującej za minimalne wynagrodzenie 1850 złotych – obaj średnio zarabiają 251 tys. złotych.

Zaś żeby z tym jednym tylko prezesem osiągnąć owe 3,9 tys. złotych „średnio” potrzeba dla równowagi, 236 osób z minimalnym wynagrodzeniem.

Tyle mniej więcej warte jest liczenie „średnich wynagrodzeń”.

No dobrze, to jak sprawdzić realne zarobki?

Istnieją jeszcze dwa pojęcia podawane przy sprawdzaniu zarobków. Mediana i dominanta.

Mediana to wskaźnik, który dzieli wszystkich pracujących na dwie połowy. 50% zarabia więcej niż dana kwota i 50% zarabia mniej. Dla Polski w roku 2014, mediana wynosiła 3,1 tys. zł brutto.

Dominanta zaś to wskaźnik który podaje najczęściej spotykane wynagrodzenie wśród zatrudnionych. Wg GUS w 2014 roku było to nieco poniżej 2,5 tys. złotych brutto

Podsumowanie

Mamy zatem średnią krajową liczoną z 33% zatrudnionych na poziome 3,9 tys. zł brutto

Medianę dzielącą nas na pół – 3,1 tys. zł brutto

Dominantę, najczęstsze wynagrodzenie – 2,5 tys. zł brutto.

Który z nich najlepiej odzwierciedla faktyczny stan zamożności społeczeństwa? Tego nie podejmujemy się ocenić. Jednakże warto znać zarówno wszystkie wskaźniki, jak i przede wszystkim dane wyjściowe i metodologię liczenia, która w sposób oczywisty odbiega od rzetelnego badania opartego na twardych danych dla całej populacji.

PS. Aha. To wszystko są kwoty brutto, zatem realnie zarabiamy ok. 70% z podanych kwot.”

źródło: Kłamstwo, wierutne kłamstwo i średnia krajowa

Pytanie. Co komu po średniej krajowej skoro możliwe jest obliczenie dominanty? Jak dla mnie chodzi o sianie propagandy i wywołanie w głowach obywateli iluzji bycia bardziej zamożnym niż się jest w rzeczywistości. Uśrednianie dochodów to jeden z  celów socjalistycznej utopii, który próbuje się osiągnąć przez tzw. redystrybucję („sprawiedliwy” podział), będącą w rzeczywistości kradzieżą własności jednych ludzi by dać ją innym… (Odys)

podobne: Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest. oraz: Jaka jest naprawdę „średnia” płaca w Polsce i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło.

2.Tak Zwana „Płaca Minimalna”.

„…Sieć Wendy’s zmuszona nagle do wypłacania kasjerowi stawki $15 za godzinę, zamiast $8, zostaje niejako zmuszona do szukania tańszej alternatywy – w tym przypadku będzie to robot kasowy. Jednak pamiętać należy, że choć robot będzie pracował taniej od kasjera – powiedzmy że koszt jego funkcjonowania wyniesie $10 za godzinę – to nadal wydatki poniesione przez przedsiębiorce będą wyższe, od dotychczasowych $8 wypłacanych kasjerowi.
Jedyna sytuacja, w której zatrudnienie robotów w miejsce kasjerów byłoby korzystne z ekonomicznego punktu widzenia, to sytuacja w której dzięki rozwoju technologii i/lub spadku ceny i/lub kosztów eksploatacji robotów, godzina pracy maszyny okazałaby się tańsza od dotychczasowej ceny godziny pracy kasjera – czyli spadła poniżej $8. Wówczas mielibyśmy do czynienia z efektywniejszym wykorzystaniem czynników produkcji przez przedsiębiorcę, a ponadto uwolniono by pracę ludzką, którą można by skierować do innych przeznaczeń.
Aby podwyżka płacy minimalnej do $15 nie spowodowała redukcji zatrudnienia, kasjerzy musieliby być na tyle wydajni, aby przychód przedsiębiorcy wynikający z 1 godziny ich pracy przewyższał kwotę $15. W przeciwnym razie jest po prostu niemożliwością, aby pracownicy zachowali swoje stanowiska pracy. Identycznie sprawa ma się z zatrudnianiem maszyn – ich praca zostanie zatrudniona, gdy będą wytwarzały dobra/usługi warte dla konsumentów tyle, że zapłacą oni przedsiębiorcy więcej, niż wynosi koszt utrzymania maszyn.
W każdym przypadku więc, gdy rząd dekretuje sztuczny wzrost ceny jakiegoś dobra, np. pracy, generuje to nieodwracalne straty dla całej gospodarki. Wysokość tych strat wynikających z nieoptymalnego wykorzystania czynników produkcji, wynosi tyle, ile różnica w cenie nowych czynników zatrudnionych po zmianie, a starych, zatrudnianych przed nią...” (Rafał Trabski – Czy płaca minimalna sprzyja postępowi?)

O co chodzi z płacą minimalną? Im więcej pracodawca musi zapłacić pracownikowi tym wyższa składka/podatek trafia z tytułu tej „podwyżki” do Skarbu Państwa. Co się dzieje z miejscami pracy które nie są warte podwyższonych kosztów? Jeśli przestają się opłacać przedsiębiorcy są rzecz jasna likwidowane, albo przechodzą do tzw. „szarej strefy”. Ten naturalny mechanizm (wynikający z prawa tzw. „krzywej Laffera”) nie dotyczy oczywiście tych „miejsc pracy” które utrzymują się z owych podatków i składek (tu prym wiodą wszelkie urzędnicze etaty)… (Odys)

podobne: cynik9: Szwajcarzy odrzucają płacę minimalną. Lewactwo odprawione z kwitkiem. oraz: Efekt płacy minimalnej w Hiszpanii? Stada bezrobotnych kretynów i to: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy

polecam również: Tomasz Jaskóła (Kukiz’15) „TO PAŃSTWO ŻYJE NA KOSZT WSZYSTKICH!” i to: Posłowie Kukiz’15 MASAKRUJĄ pomysł ZWIĘKSZENIA PŁACY MINIMALNEJ!

3. Rząd PISu pozwoli bankom ukraść Twoje oszczędności.

„Mija 3-cia rocznica rabunku deponentów na Cyprze, w akcji unijnej zwanej od tamtego czasu „cypryzacją”. Pamięć o tym wydarzeniu jest w narodzie dobra, ale niestety krótka. Świadczy o tym niedawna dyskusja na tym blogu w której dały się słyszeć głosy że może cypryzacja nie była aż takim skandalem jakim była, albo inne które dowodziły że skandal przycięcia depozytu bankowego ” średnio o 7-9%” jest znacznie mniejszy niż przycięcie go o 40%. To oczywiście jest wariantem syndromu sztokholmskiego wg którego należy dziękować rabusiowi za to że ci przestrzelił tylko kolano bo mógł przecież czaszkę. W pokrewnym rozumowaniu w innym wątku dotyczącym Brexitu drogi czytelnik nie widzi związku tego wydarzenia z Polską i domaga się aby zamiast tego pisać o osiągnięciach gospodarczych PiS.

Docenią ją dopiero wtedy gdy osiągnięcia gospodarcze PiS doprowadzą do cypryzacji banku na rogu. Względnie, w przypadku Brexitu, dopiero po niewczasie zrozumieją jaką szansę kraj stracił nie reagując na tektoniczne zmiany w strukturze EU jakie wydarzenie to może spowodować…

…Istotne w tym jest co innego. Nie ma żadnej gwarancji że w kolejnej cypryzacji, być może w wyniku sukcesów gospodarczych PiS-u, unijne gwarancje depozytów będą honorowane gdziekolwiek. Spodziewanie się tego przez niektórych jest skrajną naiwnością. To co wygląda dobrze na papierze w przypadku odizolowanego upadku jednego banku na skutek tzw. gromu z jasnego nieba nie ma zastosowania w wypadku systemowego kryzysu bankowego i seryjnego padu całego szeregu banków, jeden pociągający za sobą drugi. Nie bez powodu przecież EU wcisnęła w gardło opornym rządom dyrektywę „cypryzacyjną”, ustalającą kolejność strzyżenia w cypryzacjach, pardon me, „przymusowych restrukturyzacjach”. Po długim ociąganiu się polski rząd również przepchał mozolnie przez sejm swoje ustawy dostosowujące polskie ustawodawstwo do tego…” (cynik9 – Memento unijnego strzyżenia)

podobne: Informacja warta 3,7 mld Euro, czyli „cypryzacja depozytów bankowych” – DwaGrosze oraz: Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze a także: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” 

„…20 maja br. Sejm 221 głosami Prawa i Sprawiedliwości uchwalił ustawę o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, w której znajduje się między innymi art. 201 ust. 1, zgodnie z którym Bankowy Fundusz Gwarancyjny może „bez zgody właścicieli oraz wierzycieli podmiotu w restrukturyzacji dokonać 1) umorzenia lub konwersji zobowiązań w celu dokapitalizowania podmiotu w restrukturyzacji; 2) umorzenia lub konwersji zobowiązań przenoszonych do instytucji pomostowej w celu wyposażenia jej w fundusze własne; 3) umorzenia lub konwersji zobowiązań przenoszonych w ramach instrumentu wydzielania praw majątkowych; 4) umorzenia zobowiązań w ramach instrumentu przejęcia przedsiębiorstwa.” Ustęp 2 tego artykułu stanowi, że „umorzenie lub konwersja zobowiązań w celu dokapitalizowania podmiotu w restrukturyzacji jest dopuszczalna w przypadku, gdy w jej wyniku podmiot w restrukturyzacji spełni określone odrębnymi przepisami warunki prowadzenia działalności oraz istnieją uzasadnione przesłanki, że w wyniku restrukturyzacji o której mowa w art. 214, osiągnie długoterminowa stabilność finansową.”

Co z tego wynika? Ano to, że Sejm przeszedł do porządku nad art. 64 ust. 3 konstytucji, stanowiącym, że „własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy I TYLKO W ZAKRESIE, W JAKIM NIE NARUSZA ISTOTY PRAWA WŁASNOŚCI.” (podkr. SM). Umorzenie lub konwersja wierzytelności bez zgody wierzyciela jest naruszeniem istoty prawa własności, do której należy plena in re potestas czyli pełne władztwo nad rzeczą, przysługujące WŁAŚCICIELOWI, z wyłączeniem innych osób. Regulacja te sprzeczna jest również z art. 508 kodeksu cywilnego, który stanowi, że zobowiązanie wygasa, gdy WIERZYCIEL zwalnia dłużnika z długu, a dłużnik zwolnienie przyjmuje. W tej czynności nikt nie może wierzyciela zastąpić i umorzyć wierzytelności w jego imieniu, nawet gdyby bankowi, co to znalazł się w finansowych tarapatach, było to bardzo na rękę. Tymczasem wspomniana ustawa idzie jeszcze dalej, stanowiąc w art. 105 ust. 3, że „prawomocny wyrok sadu administracyjnego stwierdzający wydanie przez Fundusz decyzji z naruszeniem prawa, nie wpływa na ważność czynności prawnych dokonanych na jej podstawie i nie stanowi przeszkody do prowadzenia przez Fundusz działań na jej podstawie, w przypadku gdyby wstrzymanie tych działań stwarzało zagrożenie dla wartości przedsiębiorstwa podmiotu, ciągłości wykonywania zobowiązań, których ochrona jest celem przymusowej restrukturyzacji, stabilności finansowej lub nabytych w dobrej wierze praw osób trzecich, w szczególności osób, które nabyły prawa majątkowe lub przejęły zobowiązania w wyniku decyzji Funduszu o zastosowaniu instrumentów przymusowej restrukturyzacji.”

Skąd ta skwapliwość Sejmu do ochrony interesów bankowych nawet kosztem ochrony własności i prawa obywateli do sądu? Okazuje się, że wynika to z konieczności dostosowania polskiego prawa do dyrektyw Unii Europejskiej, a konkretnie – do dyrektywy z 15 maja 2014 roku, bo za opóźnienia w jej implementacji Unia Europejska „surowe głosi kary”. Mamy więc osobliwą sytuację, że za zasłoną spektakularnego sporu o Trybunał Konstytucyjny, gdzie zarówno rząd, jak i prezes Jarosław Kaczyński ma możliwość pokazania całej Polsce, jak to stawia czoło unijnym mandarynom w rodzaju Fransa Timmermansa i broni suwerenności – otóż za zasłoną tego spektaklu rząd pani Beaty Szydło w podskokach realizuje banksterskie dyrektywy. W takiej sytuacji lepiej rozumiemy przyczyny, dla których, mimo gromkich pohukiwań o obronie suwerenności, jakoś nie słychać o uchyleniu podpisanej 24 stycznia 2014 roku przez prezydenta Komorowskiego ustawy nr 1066 o bratniej pomocy. Może ona przydać się jak znalazł, kiedy trzeba będzie konfiskować depozyty i otoczyć banki kordonem żandarmów, chroniących je przed naporem zdesperowanych wierzycieli.

Jakby tego było mało, to na deser warto przytoczyć relację ze spotkania pana wicepremiera Mateusza Morawieckiego z przedsiębiorcami w Gorzowie Wielkopolskim 30 maja br., którą otrzymałem od pana Rafała Z. Pan Rafał podczas tego spotkania zapytał wicepremiera Morawieckiego o szanse przywrócenia ustawy o działalności gospodarczej, autorstwa Mieczysława Wilczka z brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku i oto co usłyszał w odpowiedzi. „Pan premier był do bólu szczery. Zwrócił się do zebranych, aby pokazali mu kraj, gdzie wprowadzono podobne, wolnościowe prawo. Dodał, że takie rozwiązanie, jak to, które obowiązywało w Polsce od 1 stycznia 1989 roku, może działać tylko wtedy, gdy zachodzą rewolucyjne zmiany w warunkach „głębokiej transformacji”. Państwo, które musi zaaplikować sobie 70 procent legislacji z zewnątrz, czyli z Brukseli, nie może pozwolić sobie na ustawę o wolności gospodarczej. Poza tym, po 27 latach od ustawy Wilczka, po 12 latach w UE, w Polsce – kontynuował – jest dużo poukładane. Jest gąszcz sprzecznych interesów różnych grup, co wytwarza konflikt, jak w przysłowiu „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Ponadto – podkreślił premier – Polska nie może wprowadzić ustawy o działalności gospodarczej, wzorowanej na Wilczku, bo wejdzie w głęboki konflikt z UE. Kończąc odpowiedź na moje pytanie, rzucił optymizmem i zadeklarował: „ale będziemy upraszczać”. Zapewne miał na myśli ulżenie przedsiębiorcom, czy coś w tym guście. Wcześniej mówił o tym, skąd Polska weźmie pieniądze na rozwój gospodarczy. No więc weźmie z nowych kredytów, które zaciągnie w zachodnich bankach. To jest tani pieniądz – zaznaczył – bo w zasadzie nieoprocentowany.”

Skoro tak, to lepiej rozumiemy skwapliwość rządu w spełnianiu najskrytszych marzeń banksterów, kosztem ochrony własności, podobnie jak gromkie pokrzykiwania pana prezesa Kaczyńskiego w obronie suwerenności. Tyle naszego, to znaczy – tyle tej całej „suwerenności”, co sobie pokrzyczymy. I na koniec nie mogę oprzeć się przypomnieniu, dlaczego w 2003 roku byłem przeciwko Anschlussowi. Otóż w 1990 roku na zaproszenie UPR przyjechał do Polski prof. Milton Friedman, który spotkał się z parlamentarzystami Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Podczas tego spotkania udzielił rady, która i dzisiaj jest aktualna. Polska – mówił – nie powinna naśladować bogatych krajów zachodnich, bo nie jest bogatym krajem zachodnim. Polska powinna naśladować rozwiązania, jakie bogate kraje zachodnie stosowały u siebie, gdy były tak biedne, jak Polska. Święte słowa – ale w następstwie umowy stowarzyszeniowej ze wspólnotami europejskimi, Polska zaczęła dokonywać recepcji tzw. standardów, to znaczy – zachowywać się, jakby była bogatym krajem zachodnim. Warto porównać postępy w recepcji owych „standardów” ze zwiększaniem się corocznych deficytów budżetowych. Zależność bije w oczy.

Toteż w 2003 roku próbowałem przekonywać, że poza Unią też jest życie i jako przykład podawałem m.in. Szwajcarię. Moi oponenci powiadali wówczas, że Szwajcaria to zły przykład, bo to kraj bogaty. – Owszem, bogaty – odpowiadałem – ale przecież nie dlatego, że zapisał się do Unii, tylko z jakichś innych przyczyn, na przykład – że się mądrze rządzi. No to my też spróbujmy mądrze się rządzić, zamiast robić sobie iluzje, ze Unia sypnie złotem i znowu będzie, jak za Gierka. Warto to przypomnieć zwłaszcza dziś, kiedy to w ostatnim referendum Szwajcarzy większością prawie 79 procent głosów odrzucili komunistyczny pomysł wprowadzenia „dochodu gwarantowanego”, czyli 2500 franków miesięcznie „od państwa” dla każdego. U nas – odwrotnie; iluzja zwyciężyła i zwycięża, a deklaracja pana wicepremiera Morawieckiego w Gorzowie pokazuje, że rzeczywiście znowu może być, jak za Gierka – zwłaszcza pod koniec „przerwanej dekady”.” (Stanisław Michalkiewicz – Będzie jak za Gierka?)

podobne: Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych  i to: „Eurokołchoz” – Złodzieje tracą wiarygodnośc ale ciągle im mało! oraz: Bezpiecznie „jak w banku”? Już nie! a także: UE – Za kłopoty banków zapłacą ich udziałowcy i wierzyciele (oraz podatnicy i depozytariusze) polecam również: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”. i jeszcze: Co sie stało sie na Cyprze?… i co dalej?

4. Tak Zwany „Bezwarunkowy dochód gwarantowany”.

„…Szwajcarzy jako jeden z nielicznych narodów doskonale zdają sobie sprawę, że prawdziwy wolny rynek (nie mylić z monopolami) oraz ograniczony udział rządu przekłada się na dobrobyt społeczny, dzięki czemu kilka miesięcy temu opowiedzieli się przeciwko wprowadzeniu płacy minimalnej. W zeszły weekend zagłosowali także przeciwko wprowadzeniu bezwarunkowego dochodu gwarantowanego, do czego w dużym stopniu przyczyniła się świadomość, że jeżeli rząd ma Ci coś dać, to w pierwszej kolejności musi zabrać z podatków przynajmniej półtora raza tyle

…Wysokość zasiłków, szczególnie w przypadku licznej rodziny sprawia, że nikt z nich nie myśli o pracy, rozwoju czy o edukacji dzieci. Model rodziny żyjącej z socjału przechodzi z pokolenia na pokolenie. Podobnych przykładów zresztą nie trzeba szukać daleko. W ostatnim czasie w polskich mediach aż huczy nt. rodziców przepijających zasiłki otrzymywane w ramach programu 500 +.

Zupełnie inaczej podchodzi się do pieniędzy zarobionych, a inaczej do tych otrzymanych od państwa. Jeżeli przez miesiąc ciężko pracujemy na nasze wynagrodzenie to szanujemy pieniądze. Zasiłki natomiast wielu traktuje na zasadzie „łatwo przyszło, łatwo poszło”.

…Nigdy, ale to przenigdy nie możemy zapominać, że na każde świadczenie, które otrzymujemy od rządu musimy się w pierwszej kolejności sami złożyć...

Największą patologią dzisiejszego świata jest wszechobecny socjalizm połączony z dyktaturą korporacji, z czego zdaje sobie sprawę mniej niż 5% społeczeństwa. W większości „zachodnich” krajów udział państwa w gospodarce kształtuje się między 40 – 45%. W zbankrutowanej UE jest to astronomiczne 48%. Za połowę gospodarki odpowiada niewydolne i skorumpowane państwo. W Polsce odsetek ten jest trochę niższy, ale i tak wynosi 41,5%. Rozrośnięty rząd, zbędne regulacje oraz świadczenia socjalne sprawiają, że utrzymanie państwa jest niezwykle drogie. Efekt jest taki, że obywatele muszą oddawać państwu prawie połowę swoich dochodów. W Polsce dzień wolności podatkowej przypada na 11 czerwca. Oznacza to, że w ujęciu rocznym na państwo pracujemy przez prawie pół roku! Dla porównania na początku XX wieku w USA dzień wolności podatkowej przypadał na koniec stycznia. Państwo mogło funkcjonować i funkcjonowało doskonale, utrzymując się z podatków 7-krotnie niższych niż obecnie.

Uzależnienie społeczeństwa od rządowej jałmużny jest jednocześnie tym, na czym politykom zależy. Otrzymując coś od państwa skazujemy się na łaskę i niełaskę rządzących, stając się nowoczesnymi niewolnikami. Władza korumpowała od zawsze. Nie zmienimy ludzkiej natury. Celem nadrzędnym polityków jak i prawdziwych architektów systemu jest kontrola, a tą zapewnia system dystrybucji kapitału…” (Trader21 – Bezwarunkowy dochód gwarantowany)

podobne: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo oraz: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii i to: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa a także: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy?

„Czegoś głupi? Boś biedny. Czegoś biedny? Boś głupi. – głosi popularne porzekadło. Ukazuje ono stosunek wynikania między biedą a głupotą. No dobrze – ale co to właściwie jest głupota? Sięgnijmy do katechizmu, który wprawdzie o głupocie expressis verbis nie mówi, natomiast wspominając o siedmiu grzechach głównych, a więc – najbardziej rozpowszechnionych – na pierwszym miejscu wymienia pychę…

co to właściwie jest, ta pycha? Najłatwiej określić ją przez jej przeciwieństwo, czyli pokorę. Pokora, jak wiadomo, polega na postrzeganiu własnej osoby bez złudzeń, tylko w prawdzie. Jest zatem spełnieniem ideału starożytnych mędrców, którzy zachęcali, by poznać samego siebie. Człowiek pokorny, to innymi słowy człowiek mądry. No a człowiek pyszny? Skoro pycha jest odwrotnością pokory, to człowiek pyszny jest po prostu głupi…

…Czy głupota może być źródłem bogactwa? Wydaje się, że nie – ex nihilo nihil fit, co się wykłada, że z niczego nic nie powstanie. Skoro zatem głupota nie może być źródłem bogactwa, to czy może być źródłem biedy? To już prędzej, chociaż nie zawsze można to natychmiast zauważyć…

Szwajcarzy pokazali, że w większości są mądrzy, bo rozumieją, że „państwo” niczego nikomu dać nie może, a jeśli daje, to tylko to, co wcześniej odbierze. Odbieranie jednemu, żeby dać drugiemu, jest kradzieżą, a jeśli – jak w przypadku państwa – dokonuje się pod przymusem, to nawet kradzieżą zuchwałą. Siódme przykazanie Dekalogu zabrania kradzieży, więc Szwajcarzy udowodnili, że opierają swój system prawny na zasadach etyki chrześcijańskiej, w odróżnieniu od wielu innych narodów, które wprawdzie chełpią się swoim przywiązaniem do chrześcijaństwa, ale jak tylko mogą coś komuś ukraść, zwłaszcza w tak zwanym „majestacie prawa”, to nie przepuszczą takiej okazji. Bo między chrześcijaństwem, a komunizmem jest zasadnicza i nieusuwalna różnica. Chrześcijaństwo mówi: „daj!”, podczas gdy socjalizm i komunizm – „bierz!”…” (Stanisław Michalkiewicz – Czegoś biedny? Boś głupi!)

Wraz ze wzrostem wolności wzrasta poczucie odpowiedzialności – Stanisław Michalkiewicz

polecam również: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„…Trzecim filarem cywilizacji łacińskiej jest etyka chrześcijańska, jako podstawa systemu prawnego państwa. Podstawą tej etyki jest uznanie, że każdemu człowiekowi, niezależnie od pozycji społecznej i sytuacji materialnej, przysługują naturalne prawa i pewne minimum godności, jako dziecku Bożemu – a prawo stanowione powinno to respektować. Jak łatwo przekonać się już na podstawie tego pobieżnego przedstawienia, cywilizacja łacińska opiera się na stabilnych podstawach, w przeciwieństwie do społecznych inżynierii. Dlatego też ideologie skoncentrowane na społecznych inżynieriach dążą do unicestwienia cywilizacji łacińskiej. W ulubionej kultowej piosence komunistów śpiewa się między innymi, że „przeszłości ślad dłoń nasza zmiata”. O jaki „ślad przeszłości” tu chodzi? A o jakiż by, jeśli nie o znienawidzoną przez komunistów łacińską cywilizację? Komunizm pozostaje w głębokiej i nieusuwalnej sprzeczności z łacińską cywilizacją. Nie uznaje bowiem obiektywnego charakteru prawdy, ponieważ kieruje się „mądrością etapu”. Nie uznaje zasad prawa rzymskiego, bo jest wrogiem własności. Wreszcie, nie uznaje etyki chrześcijańskiej, ponieważ forsuje walkę klas. Niektórzy durnie, również utytułowani, dopatrują się podobieństw między chrześcijaństwem i komunizmem. Ale żadnych podobieństw między chrześcijaństwem a komunizmem nie ma. Najlepiej widać to właśnie na przykładzie podejścia do nierówności społecznych. Chrześcijaństwo mówi: „daj!”, podczas gdy komunizm judzi: „bierz!” Warto o tym pamiętać zwłaszcza dzisiaj, kiedy to bardzo wielu poczciwców duraczonych jest przez grandziarzy, uwijających się wokół ugruntowania w opinii publicznej przekonania o bezalternatywnym charakterze nieubłaganego postępu…

chociaż strategia się zmieniła, to cel rewolucji komunistycznej się nie zmienił; jej celem jest wyhodowanie człowieka sowieckiego, który tym się różni od normalnego człowieka, że wyrzekł się wolnej woli. Z tego powodu człowiek sowiecki nie może żyć w normalnym świecie, bo w normalnym świecie codziennie trzeba dokonywać samodzielnych wyborów, a tej umiejętności on się nie tylko wyrzekł, ale nawet ją znienawidził. Dlatego drugim celem rewolucji komunistycznej jest stworzenie człowiekom sowieckim sztucznego środowiska, w którym mogliby żyć, w postaci państwa totalitarnego. Charakteryzuje się ono m.in. tym, ze nie toleruje żadnej władzy poza własną, a więc np. władzy rodzicielskiej, władzy religijnej, czy wreszcie – władzy właściciela nad rzeczą…” (Stanisław Michalkiewicz – Zielony i czerwony daje brunatny)

5. Moralność rządowych „programów socjalnych” (na przykładzie „500+”).

Moralność… „gr. ethos − obyczaj, zwyczaj; łac. moralitas – obyczajność – ogólny obowiązek, który narzuca się człowiekowi w jego relacjach z drugimi, z sobą samym i z przyrodą; wymaganie, które – w przeciwieństwie do prawa – jest wyzwaniem, a w odróżnieniu od obiegowego zwyczaju i społecznego obyczaju, nie obowiązuje jedynie ze względu na sankcje społeczne, ale z tej racji, że skierowuje się do człowieka jako bytu rozumnego i wolnego. Człowiek, stosujący się do tych wymagań, działa dobrze; gdy zaś wykracza przeciw nim, czyni zło. Jest on poddany uwarunkowaniom biologicznym, psychologicznym i socjokulturalnym; nie są one jednak jego determinacjami. W miarę jak je uobiektywnia, poznaje albo na nowo poznaje, osądza lub za nie odpowiada, odrzuca albo próbuje zmienić, realizuje się jako byt moralny.”

„…Nam dziś wszędzie wmawiają „nie oceniaj” . A jak w takim razie się uczyć w tej szkole życia skoro nie mamy sobie ustalać kryteriów jakichś zdarzeń czy postępków? Myślę, że niuans tkwi w „nie potępiaj” – a to już całkiem co innego. Mam prawo ocenić wszystko- czy to swoje działania czy to czyjeś inne. Całkiem osobną sprawą jest w jaki sposób podchodzę … głównie do ludzi, których postępowanie oceniam ( bo tego dotyczył wymazany komentarz). Wiele razy już w necie pisałem, że jest subtelna różnica w powiedzeniu „jesteś głupi” a „głupio postąpiłeś”. To pierwsze daje piętno na człowieka – dołuje i nie daje możliwości rozwoju (choć tak naprawdę bez obłudy to też może być- dziś jesteś głupi ale jutro masz szansę zmądrzeć).  No w każdym razie powiedzenie „głupio postąpiłeś” daje nam konkretny materiał do pracy bo wskazuje na konkretną czynność- daje szansę wyciągnięcia wniosków. A jeśli jasne jest, że traktuję wszystkich wraz ze sobą jako uczniów w szkole życia to oczywiste jest, że traktuję to jako jedną z lekcji- postępuję adekwatnie do sytuacji itp.

Natomiast takie ogólne „nie oceniaj”- zakaz absolutny plącze ręce czy też nogi (albo język- rodzaj knebla), nie daje żadnej możliwosci ruchu. Koniec- nie oceniaj!- no żesz kurka wodna ! „taki już jestem i mnie nie oceniaj”-  to się do cholery zmień!! Te kneble „nie oceniaj” stosują lenie duchowe. Ja kiedyś pobłażałem temu a dziś gnam tego typu osoby.

…osoby żądające od nas „nie oceniaj”chcą uporczywie kontynuować z nami relacje NA SWOICH WARUNKACH. Ja się nie „wcinam” w jego/jej życie – chcesz to sobie tak żyj ale beze mnie, chcesz usłyszeć co ja na ten temat myślę to proszę , nie chcesz też twój wybór. Ważne dla mnie, że ja kontynuować takich układów nie zamierzam. I tu pojawia się:”JAK TO???” ( w domysle: taka wspaniała propozycja, ja jestem taki wspaniały/a – jak można odrzucić takie „dobro”?) Wyłazi skrywany egoizm, dziecinada, niemowlęctwo duchowe w dorosłym życiu sprytnie pokryte rozmaitymi sztuczkami i manipulacją,

A dlaczego to niby nie wolno na forum wpisać swojej oceny jakichś postaw i wzorców życiowych? Tym bardziej, że nie są skierowane do nikogo personalnie…” (michalxl600 – Nie oceniaj)

Jakiś czas temu toczyłem spór o ocenę moralną kradzieży (jakim jest program 500+ obecnej partii rządzącej) z ludźmi którzy uważają się za prawicowców poważających etykę chrześcijańską, ale nie widzą niczego złego w tym że ktoś (władza) pod pozorem „prawa” i pod przymusem grabi dobro jednych obywateli by dać je innym pod pewnymi warunkami, które według owej władzy uprawniają ją do tego rodzaju „interwencji”.

Dłuuuugo próbowałem „zmusić” dyskutantów do jednoznacznej odpowiedzi na pytanie czy tego rodzaju kradzież (maskowaną pod różnymi szczytnymi hasłami jak „redystrybucja” albo „wyrównywanie szans”) jest złem czy też nie, i czy godzi się w jakimkolwiek wypadku ją usprawiedliwiać. Nikogo przy tym personalnie nie nazwałem złodziejem. Wobec jednej z osób użyłem natomiast określenia manipulant, kiedy zamiast odpowiedzieć mi na wyżej wspomniane pytanie wprost, osoba ta uwarunkowała prawo do oceny  moralnej programu „500+” od posiadania przeze mnie dzieci. Jakbym bez spełnienia tego „warunku” nie miał prawa nazywania patologii po imieniu. Najbardziej poraża fakt że ta osoba (i nie tylko ona) uważała jednocześnie konieczność istnienia zasad moralnych (takich jak nie kradnij, nie pożądaj cudzej rzeczy) jako obiektywnego dobra służącego prawidłowemu rozwojowi społecznemu. Pozostaje pytanie na co komu jakiekolwiek zasady (tudzież publiczne identyfikowanie się z nimi) skoro jednocześnie publicznie i z premedytacją relatywizuje się ich sens i cel. Nie rozumiem też dlaczego osoby uprawiające tego rodzaju „ekwilibrystykę ideologiczną” (zaprzeczające przy tym samemu sobie) obrażają się i czują się personalnie atakowane kiedy zwróci się im na to uwagę.
Uważam że pobłażanie i puszczanie oka do takich postaw (a nie samych ludzi bo człowiek zawsze może się zmienić – byle na dobre) w imię „dobrosąsiedzkich stosunków”, lub tzw.”pragmatyzmu” według którego „jeśli dają to trzeba brać” (co było m.in. jednym z „argumentów” mających usprawiedliwić wspomnianą inżynierię społeczną) to współudział w szerzeniu zła. Wyłapywanie i nazywanie po imieniu  tego rodzaju manipulacji to po prostu obowiązek każdego kto uważa się za osobę „moralną” i deklaruje konieczność istnienia w relacjach międzyludzkich pewnych elementarnych i obiektywnie dobrych zasad. Nie potępiam ludzi! Bo po pierwsze nie jestem w stanie nikogo skazać na takie potępienie, a po drugie nie wykazuję nawet takich aspiracji. Logiczne zestawienie słów/czynów z zasadami na które w końcu pewne osoby SAME się powołują to nie jest potępianie ani wywyższanie się… (Odys)

„Każdy, kto podporządkowuje się niesprawiedliwemu prawu, ponosi odpowiedzialność za to wszystko, co jest tego konsekwencją”  (Mahatma Gandhi)

PodziemnaTV – Robią nas w konia: Prezydent Duda o 500+ państwo coś wreszcie daje a nie zabiera #149 oraz: Niższe zarobki Polaków w Polsce niż za granicą #152 (czyli skąd się bierze bogactwo)

podobne: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej. oraz: Czy „500 zł na dziecko” to polityka prorodzinna czy też marnowanie pieniędzy rodziny? Dzieci rodzą się z miłości a nie z pieniędzy!

Frederic Bastiat (ekonomia, przewidywalność, skutki, zysk, strata)

PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.


„Do zaskakujących wniosków można dojść porównując wyniki aukcji polskiego długu, do jakich doszło w pierwszym kwartale 2015 roku, z wynikami aukcji do jakich doszło w analogicznym okresie rok później. Okazuje się, że w ciągu pierwszych trzech miesięcy ub.r. (rządy Ewy Kopacz) nasz kraj pożyczył 26,822 mld zł. Rząd Beaty Szydło wyraźnie przebił „osiągnięcie” poprzedników, bowiem od stycznia do marca b.r. pożyczył na aukcjach długu aż 37,237 mld zł (wzrost o 39 proc.!). Czy ekipa „dobrej zmiany” ma wyraźny problem z okiełznaniem poziomu zadłużenia?…” (niewygodne.info.pl)

całość tu: Jak zadłużał Polskę rząd Kopacz, a jak robi to rząd Szydło? 

podobne: „Za PISu było lepiej” czyli… komentarz do grafiki „niewygodne statystyki” oraz: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak? i to: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. a także: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa. polecam również: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie.

„…Program Rodzina500+ nie jest kwestią neutralnego budżetowo przesunięcia wydatków. Jest tym co zwycięscy w wyborach socjaliści robią zawsze – narzuceniem społeczeństwu nowych ciężarów, bez prób częściowego chociaż zmniejszenia starych, w rodzaju eliminacji emerytur mundurowych czy deficytowego górnictwa na państwowym garnuszku.

Rodzina500+ to tak czy owak podwyżka obciążeń rozłożona w czasie. Wybrzydzając na Tuska który zadłużał państwo coraz głębiej rząd Szydło robi zasadniczo to samo. Gdyby w hipotetycznym referendum rząd zapytał społeczeństwo wprost ile konkretnie zł ze swojego portfela każdy przygotowany jest dać innym na prokreację dowiedziałby się co ludzie naprawdę o tym myślą. Gdyby do tego umożliwił chętnym wolną od podatku dobrowolną daninę na narodowy fundusz „prokreacyjny” spełniłby nieodpowiedzialne obietnice wyborcze prezydenta Dudy tanim kosztem.

dziecko rodzące się z tego programu, które już przychodzi na świat obarczone znacznym długiem do spłacenia, teraz spłacać będzie musiało dodatkowy dług wzięty na jego produkcję i wykształcenie. Wątpliwa jest etyka takiego postępowania. Czy obecna kasta rządzących, w swoim partykularnym interesie i przy krótkowzrocznym apleuzie obdarowanych, ma w ogóle prawo obarczać beztrosko kajdanami długu inne pokolenia bez ograniczeń? Nawet te które się jeszcze nie urodziły i nic w tej sprawie do powiedzenia nie mają?

…Truizmem jest stwierdzenie że „dzieci są przyszłością narodu”. Oczywiście że są, każdy to wie i rozumie że wymaga to znacznych nakładów finansowych. Ale czy to państwo powinno być „inwestorem”, jak chce Rafalska, pieniędzy efektywnie odebranych innym? Czy rodzice sami, nie obrabowani przez E.Rafalską, nie byliby czasem bardziej kwalifikowanymi „inwestorami” w swoje własne pociechy?

zwrot z programu Rodzina500+ będzie mocno negatywny jeżeli dotychczasowe trendy emigracyjne się utrzymają. Dziecko i następnie młody człowiek przez cały czas pochłania pieniądze. Masę pieniędzy rodziców, płacących albo bezpośrednio albo rabowanych wcześniej w ten czy inny sposób skutkami programu Rodzina500+. Ulatniając się z kraju na końcu tego cyklu wraz ze świeżym dyplomem czyni olbrzymią szkodę społeczeństwu i to szkodę podwójną. Nie dość że nie generuje dochodu pomagając spłacać dług zaciągnięty na swoje poczęcie i wykształcenie ale także dodatkowo dociąża resztę bo mniej płatników spłacać musi ten sam wielki dług za niego…” (cynik9)

całość tu: Inwestowanie w zygoty. Program PiS-u unowocześniania Polski

podobne: Czy „500 zł na dziecko” to polityka prorodzinna czy też marnowanie pieniędzy rodziny? Dzieci rodzą się z miłości a nie z pieniędzy!  oraz: Polityka prorodzinna okiem libertarianina, czyli „Bez retuszu” 5.07.2015. NIK „w Polsce polityka prorodzinna praktycznie nie istnieje”  a także: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców) i to: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty.

„…Ponad połowa polskich gospodarstw domowych nie jest w stanie nagle wydać 1000 zł na niezaplanowany wydatek. Aż 2/3 rodzin ma trudności, aby aktualne dochody wystarczyły im „od pierwszego do pierwszego”. 58,9 proc. gospodarstw domowych nie może sobie pozwolić na tygodniowy odpoczynek całej rodziny raz w roku – wśród pracowników odsetek ten wynosi 53 proc. 1,3 mln Polaków, czyli 13 proc. zatrudnionych, zarabia wynagrodzenie minimalne lub niższe. W budownictwie to aż 28 proc. pracowników, w usługach administracyjnych 25 proc., a w handlu i gastronomii 24 proc. Natomiast 1,4 mln osób pracuje tylko na umowach cywilnoprawnych. (Opublikowano za: Raport GUS potwierdza neokolonialny charakter III RP)

dlatego brońmy się przed rodzimą polityką neokolonialną, narzucaną nam i wymuszaną przez „nasze”, „rodzime” władze. O tej właśnie potrzebie samoobrony przed socjalistycznym państwem, i ukrywającym się pod płaszczykiem „państwa opiekuńczego” złodziejstwem zwanym „redystrybucją dóbr” dyskutowano na Panelu dyskusyjnym XII Kongresu Konserwatywnego.

podobne: Polak biedny bo musi się dzielić… z państwem polecam również:  o tym, że moglibyśmy być dwa razy bogatsi od Niemców i dlaczego nie jesteśmy. oraz: Państwo jako nowotwór złośliwy i to: Tax Care: polska rodzina w szponach fiskusa. Struktura daniny oddawanej państwu. a także:Rzeczpospolita niskich płac i zawyżonych średnich. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest.

„Redystrybucja bez wzgldu na formę, jaką przybierze- ma dwojakie oddziaływanie na społeczeństwo.

Po pierwsze sam akt ustanowienia przepisu – demokratycznego tworzenia prawa – zwieksza stopień niepewności. Prawo przestaje być niezmienne, a wiec przewidywalne; zaczyna podlegac zmianom i staje sie nieprzewidywalne. To co dzis jest zgodne z prawem, jutro moze byc z nim niezgodne, i odwrotnie. Przyszlosc wydaje sie wiec bardziej przypadkowa. W zwiazku z tym wzrosnie ogolny poziom preferencji czasowej oraz sklonnosc do konsumpcji i myslenia w kategoriach krotkiego horyzontu czasowego. Jednoczesnie zasadniczo zmniejszy sie szacunek do prawa, co bedzie zachecalo do popelniania przestepstw (bo jesli nie istnieje niezmienna norma “prawosci”, to nie istnieje tez niewzruszalna definicja “przestepstwa”).

Po drugie, kazdy przypadek redystrybucji dochodu lub bogactwa w spoleczenstwie sprawia, ze jej odbiorcy odnosza korzysci gospodarcze, mimo ze nie wyprodukowali wiecej towarow lub uslug ani nie podniesli ich jakosci. Tymczasem reszta ludzi ponosi straty, mimo ze ich produkcja nie zmniejszyla sie , a jej jakosc sie nie pogorszyla. W tej sytuacji atrakcyjniejsze jest powstrzymanie sie od produkcji, powstrzymanie sie od produkcji dobrej jakosci i nie dokonywanie trafnych przewidywan, w szczegolnosci dotyczacych przyszlego popytu na wlasne produkty, mniej atrakcyjne produkowanie wartosciowych towarow i trafne przewidywanie popytu. W konsekwencji – bez wzgledu na to, jakie intencje przyswiecaly ustawodawcom, a wiec bez wzgledu na to, czy przepisy mialy stanowic “pomoc” lub “ochrone” dla biednych, bezrobotnych, chorych, mlodych, starych, niewyksztalconych, czy glupich; rolnikow, hutnikow, czy kierowcow ciezarowek; nieubezpieczonych, bezdomnych, bialych:), czy czarnych; mezatek i zonatych, osob samotnych, wychowujacych dzieci i bezdzietnych itd. – zwiekszy sie liczba ludzi produkujacych mniej i wykazujacych sie slabsza umiejetnoscia przwidywania, a zmniejszy sie liczba tych, ktorzy produkuja wiecej i przewiduja trafnie. Jesli bowiem jednostka ma chociaz najmniejszy wplywa na to, czy zostanie zaliczona do grupy “dajacych”, czy do grupy “bioracych” owoce redystrybucji, to bedzie sie starala o przejscie z grupy dajacych do bioracych. Wzrosnie wiec liczba biednych, bezrobotnych, nieubezpieczonych, niezaradnych, bezdomnych itd. Nawet w przypadkach, w ktorych takie przejscie jest niemozliwe, gdy w gre wchodzi na przyklad redystrybucja dochodu lub bogactwa oparta na kryteriach plci, rasy lub wieku, motywacja do bycia produktywnym i dalekowzrocznym i tak sie zmniejszy. Byc moze nie powiekszy sie grupa mezczyzn albo kobiet, bialych albo czarnych, przynajmniej nie od razu. Poniewaz jednak czlonkowie uprzywilejowanej grupy plciowej, rasowej lub wiekowej otrzymuja niewypracowany przez siebie dochod, maja mniejsza motywacje do wypracowania go w przyszlosci. Z kolei czlonkowie grupy dyskryminowanej ze wzgledu na plec, rase lub wiek sa karani za posiadanie bogactwa lub wytwarzanie dochodu, wiec rowniez stana sie mniej produktywni w przyszlosci. Zmniejszy sie ilosci dzialan produktywnch, ludzie stana sie mniej samodzielni i mniej zorientowani na przyszlosc. Wzrosnie poziom konsumpcji, pasozytnictwo, zaleznosc od innych i krotkowzrocznosc. Jednym slowem problem, ktoremu redystrybucja miala zaradzic, jeszcze sie poglebi. Koszt utrzymania obecnego poziomu dystrybucji opieki spolecznej bedzie teraz wyzszy niz dawniej i dla finansowania trzeba bedzie podwyzszych jeszcze podatki i zwiekszyc rozmiary konfiskaty bogactwa nalezacego do coraz mniej licznych producentow. Umocni sie sklonnosc do przechodzenia z grupy producentow do grupy osob nieprodukujacych, co wplynie na dalszy wzrost stop preferencji czasowiej i postep procesu decywilizacyjnego – zdziecinnienie i demoralizacje – spoleczeństwa…” (H.H. Hoppe – „Demokracja – bóg, ktory zawiódł”)

podobne: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. oraz: Prawo Bastiata i to: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Roboty publiczne (interwencjonizm) a także: Rabusie publicznego grosza z wirtualnej rzeczywistości. Dotacje zgubnym mechanizmem. Czy kapitalizm nie działa? polecam również: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? i jeszcze: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne

„Między właścicielem a dobrami, które stanowią jego własność, powstaje szczególna więź. Mówimy o nich „moje”. Nie bez powodu Sobór Watykański II stwierdza, że dysponowanie przez człowieka własnością jest niejako przedłużeniem jego ludzkiej wolności. Bł. Jan Paweł II pisał, że człowiek pozbawiony wszystkiego, co mógłby nazwać „swoim”, nie potrafi do końca zrozumieć swojej godności (por. Centesimus annus, 13).

…Własność prywatną uważano kiedyś za przywilej nielicznych, coś złego z etycznego punktu widzenia. Dużo czasu musiało upłynąć zanim uznano, że społeczna funkcja własności prywatnej, a zwłaszcza środków produkcji, jest włożeniem dóbr w ręce tych, którzy wiedzą najlepiej, jak ich używać.
Z tego powodu, jak trafnie zauważa Ludwig von Mises, XX-wieczny austriacki filozof i ekonomista, należy w gospodarce wolnorynkowej odróżnić zadania menadżera od przedsiębiorcy i kapitalisty. Nie umniejszając roli menadżerów, system kapitalistyczny nie jest systemem menadżerskim. To nie menadżer, a przedsiębiorca określa kierunki alokacji czynników produkcji do różnych branż produkcji. Tylko on może to uczynić, gdyż on jest właścicielem majątku i zarządza nim na własny rachunek i na własne ryzyko.
Menadżer pełni tylko funkcję pomocnika przedsiębiorców i kapitalistów. Kierując się własną finansową korzyścią, musi jak najlepiej pełnić funkcje przedsiębiorcy, wyznaczone mu w ograniczonej i ściśle określonej sferze działania.
Przedsiębiorca sam decyduje o wykorzystaniu czynników produkcji. Zysk lub strata są wynikiem takich decyzji. Menadżer natomiast nie ponosi odpowiedzialności za straty. Straty dotykają tylko właścicieli kapitału zaangażowanego w dane przedsięwzięcie. Kiedy przedsiębiorca przystępuje do realizacji określonego przedsięwzięcia, ryzykuje swoim majątkiem i pozycją społeczną. Niekiedy łączy się to z utratą całego majątku. Inaczej sytuacja przedstawia się w gospodarce centralnie planowanej. Menadżer, któremu centralny planista powierza zarządzanie społecznym majątkiem, nie ryzykuje własnym bogactwem. Jego spekulacje wiążą się z ryzykowaniem cudzych pieniędzy.
Św. Tomasz z Akwinu kilka wieków wcześniej doszedł do podobnych spostrzeżeń. Akwinata twierdził, że posiadanie na własność rzeczy jest dla człowieka konieczne z trzech powodów: człowiek bardziej troszczy się o rzeczy prywatne niż wspólnotowe, sprawy materialne traktuje w sposób bardziej uporządkowany i wpływa na zachowanie pokojowych stosunków międzyludzkich.

…Mises pokazał, że menadżer patrzy na rzeczywistość z innej perspektywy niż przedsiębiorca. Przedsiębiorca – w przeciwieństwie do menadżera – wie dobrze, że konsekwencją złej decyzji będą straty, które odczuje osobiście. Jest to dokładnie to, co Jezus miał na myśli, mówiąc: „najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach…” (Ks. Jacek Gniadek)

całość tu: Najemnik pozostanie zawsze najemnikiem – Niedziela Dobrego Pasterza

podobne: Ks. Jacek Gniadek: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…” (Jak zbudować własną skalę wartości?) oraz: Prof. Witold Kwaśnicki: Ci wstrętni (neo)liberałowie. A przecież „kapitalizm oznacza własność”  i to: „Księża a społeczeństwo”… Jawny i tajny socjalizm… Zasady chrześcijańskiego współżycia kontra kolektywizm (w gospodarce) a także: Kościół katolicki a wolny rynek. Wysokie podatki to grzech. polecam również: Myśleć na sposób Boży czyli… Ks. Jacek Gniadek o paradoksach w religii i ekonomii

Frederic Bastiat (ekonomia, państwo, etatyzm, koszt, socjalizm, system)